









Okazało się, że zgotowaliśmy mu zimny prysznic










Okazało się, że zgotowaliśmy mu zimny prysznic
Marucha w dniu 2025-06-01 marucha/walka-o-strate-odessy
Znany amerykański ekonomista Jeffrey Sachs ostrzega przed samobójczym uporem Ukrainy, która zamierza kontynuować walkę z Rosją obiecując chyba coraz już mniej wierzącej w jego kraju społeczności, że osiągnie różne zakładane sobie cele.
Choć coraz bardziej mówi się, że jedynym jego celem jaki chce jeszcze osiągnąć nie wiadomo na jak długo jest możliwość utrzymania się przy władzy jako chutorowy dyktator, jak nazwał go ostatnio Aleksiej Arestowicz. Sachs twierdzi, że jeśli Ukraina nie zakończy teraz konfliktu to straci całe wybrzeże Morza Czarnego wraz z Odessą i zostanie pokonana.
Trump może ulec trendowi
Na to wszystko rzeczywiście może nałożyć się nieprzewidywalność Trumpa. Różne decyzje, zapowiedzi, zapewnienia, obietnice, groźby czy naciski dla wielu stają się często elementem czysto retorycznym, mało wiarygodnym, powodującym duży sceptycyzm oraz skłaniającym do bycia czujnym że zaraz prezydent największego mocarstwa znowu zmieni zdanie.
I właśnie tego typu obawy ma Sachs. Twierdzi on, że właśnie Ukraina może ponieść takie konsekwencje w wyniku tego, że wojna może być kontynuowana gdyż nie chce ona pokoju, natomiast Trump może w końcu podporządkować się dominującemu na Zachodzie poglądowi, że trzeba kontynuować wojnę z Rosją. A to oznacza nie tylko utratę kolejnych terytoriów ale także kolejnych istnień ludzkich. A przecież ostrzegają przed tym sami Rosjanie, jak choćby Medinski, który przewodniczył delegacji na rozmowy w Stambule.
Wszystko zależy od finału wojny
Sachs stawia tezę zdecydowanie zgodną z faktami, że gdyby Ukraina miała teraz zakończyć wojnę to zachowałaby zdecydowaną większość swoich ziem, tracąc tylko część terytoriów. Byłaby także bezpieczna, miałaby neutralny status i mogłaby się odbudować. Wnioskuje on więc o zakończenie wojny właśnie teraz.
Te próżne apele jednak w jego opinii nie są w stanie zmienić faktu, że Ukraina wojnę przegrywa i większym ryzykiem jest właśnie jej kontynuacja. A ta wojna jak mówi nie leży w niczyim interesie, chyba że pokój opiera się przede wszystkim na uzasadnionej eliminacji pierwotnych przyczyn wojny, takich jak na przykład ekspansja NATO.
A tego typu sytuacja, w której przegrywający w konwulsjach rzuca się i nie chce uznać swojej porażki powoduje publicystyczną reakcję u Aleksandra Dugina. Pisze on w swoim najnowszym tekście, że „Teraz musimy przygotować się do przeprowadzenia przekonującej i efektywnej kampanii wojskowej tego lata, wyzwalając jak najwięcej tradycyjnych ziem rosyjskich, jednocześnie uniemożliwiając wrogowi inwazję na nasze terytorium. A jeśli uda nam się to zrobić, Trump stopniowo zacznie traktować nas inaczej. Jednakowoż najpierw potrzebujemy zwycięstwa militarnego: jasnego, udanego, potężnego, na dużą skalę. A wtedy rozmowa będzie inna”.
Bartłomiej Doborzyński (Barometr Polski)
https://myslpolska.info/
https://pch24.pl/czarnek-onet-poniesie-odpowiedzialnosc-w-ogole-przestanie-istniec
– Onet w ogóle przestaje istnieć w moim przekonaniu, dlatego że to, co zrobił w tej kampanii wyborczej, jest obrzydliwe – powiedział były minister edukacji w rządzie PiS Przemysław Czarnek. Jego zdaniem, w operację przeciwko Karolowi Nawrockiemu zaangażowane są AWB, sądy, NIK i premier Donald Tusk.
– Spójrzcie państwo na pierwszą stronę Onetu, przecież to jest nieprawdopodobne. Nigdy czegoś takiego nie było. Przygotowana akcja, skoordynowana, razem z państwem Tuska przeciwko Karolowi Nawrockiemu, aby tylko rzucić błotem – powiedział Czarnek 28 maja.
Poseł PiS wyjaśnił w radiu ZET, że nie można pozwać Onetu w trybie wyborczym, ponieważ nie prowadził on formalnej agitacji przeciwko jednemu kandydatowi. Okazuje się jednak, że nawet prawnik portalu twierdzi inaczej.
– Onet najpierw obraża naszego kandydata, a potem wystawia prawnika, który mówi, żeby pozwać Onet – powiedział Czarnek. – Nie ma bardziej czytelnej, nielegalnej gry Onetu i to zupełnie oczywiste – dodał. Zdaniem byłego ministra, sędziowie tylko czekają by odrzucić pozew Karola Nawrockiego.
– Mamy dokładne informacje, że ustawka w Sądzie Okręgowym w Warszawie jest zupełnie przygotowana. Wyłącznie sędziowie z Iustitii czekają na to, żeby w każdej chwili orzec przeciwko naszemu kandydatowi – oświadczył poseł PiS, powołując się na swoich informatorów. – Mam dowody, przysięgam – zaznaczył.
Czarnek dodał również, że choćby sztab Nawrockiego miał tysiąc świadków na uzasadnienie winy Onetu, to orzeczenie i tak byłoby negatywne, bo jest to skoordynowana akcja przeciwko kandydatowi popieranemu przez PiS.
Poseł PiS nawał działanie Onetu „obrzydliwym”. – Onet w ogóle przestaje istnieć w moim przekonaniu, dlatego że to, co zrobił w tej kampanii wyborczej, jest obrzydliwe – zaznaczył były minister edukacji.
Początkowo Onet mylnie zacytował Przemysława Czarnka jakoby ten powiedział, że Onet „przestanie istnieć”, co posłużyło zwolennikom Rafała Trzaskowskiego do wyprowadzenia uderzenia. Wśród nich znalazł się Roman Giertych, który opublikował na swoim profilu na kanale X wpis, w którym oskarżył Czarnka o zapowiedź likwidacji Onetu. Wypowiedź posła brzmiała jednak inaczej, a Onet przyznał się błędu w artykule.
https://pch24.pl/jak-zaglosowali-wybory-mentzenza-miazdzaca-przewaga-nawrockiego
Wyborcy Sławomira Mentzena w absolutnej większości poparli Karola Nawrockiego. Jak wynika z sondażowych badań, na kandydata popieranego przez PiS zagłosowało 88,1 proc. tych Polaków, którzy w I turze poparli prezesa Nowej Nadziei.
Trzaskowski okazał się wyborem zaledwie 11,9 proc. wyborców Mentzena.
Jeszcze większą przewagę Nawrocki miał wśród zwolenników Grzegorza Brauna. Na Nawrockiego zagłosowało 92,5 proc. z nich, podczas gdy na Trzaskowskiego tylko 7,5 procent.
Podobnie wyglądała sytuacja w przypadku wyborców Marka Jakubiaka: 90,3 proc. oddało głos na prezesa IPN, podczas gdy tylko 9,7 proc. na prezydenta Warszawy.
Co ciekawe, niemal po połowie podzielili się wyborcy Krzysztofa Stanowskiego: Nawrockiego poparło 51,2 proc. z nich, podczas gdy Trzaskowskiego 48,8 procent.
Karol Nawrocki miał ponadto przewagę u wyborców Artura Bartoszewicza (67,3 do 32,7), Marka Wocha (65,4 do 34,6) oraz Macieja Maciaka (72,9 do 27,1).
Trzaskowski zwyciężył za to u wyborców Magdaleny Biejat (90,2 do 9,8), Szymona Hołowni (86,2 do 13,8), Joanny Senyszyn (81,1 do 18,9) oraz Adriana Zandberga (83,8 do 16,2).
Zwraca jednak uwagę relatywnie spory odsetek wyborców Senyszyn i Zandbera, którzy poparli Karola Nawrockiego. 16, 2 procent zwolenników tego ostatniego głosowało za kandydatem popieranym przez PiS
Źródło: onet.pl Pach
Autor: CzarnaLimuzyna , 2 czerwca 2025

AIX
Antypolska koalicja składająca się m.in. z silnych razem, nienawidzących razem, głupszych razem oraz kłamiących razem przegrała wybory prezydenckie w Polsce.
Wynik jest zatrważający. Okazało się, że aż połowa głosujących to ludzie, którzy bez żadnych skrupułów są w stanie zagłosować na opcję, która jawnie opowiada się za likwidacją Polski.
Wygrał kandydat poparty przez USA, których aktualna administracja jest skonfliktowana z „Bestią”, zarządzającą faszystowską Unią.
Czy zwycięzca wyborów znajdzie siłę i odwagę, aby opowiedzieć się za Niepodległością? Oczekuję od pana Nawrockiego odcięcia się od PiS i zaproszenia do współpracy Marka Chodorowskiego i reszty polskich patriotów.

W sobotę 31 maja w Warszawie odbył się kolejny Marsz Wolności i Zdrowia, przeciw przymusowi szczepień. Jednym z mówców był prezes Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun, który wyjaśnił, dlaczego ta sprawa ma tak duże znaczenie.
O godz. 10 w sobotę 31 maja na Placu Zamkowym w Warszawie rozpoczął się „Marsz Wolności i Zdrowia – IX Protest Przeciw Przymusowi Szczepień”. Po nim miała miejsce konferencja „Naturalnie Odporni”, podczas której głos zabrali m.in. Justyna Socha i Arkadiusz Tetela.
– Życie ludzkie, zdrowie, normalność, prawo do prywatności, prawa rodzicielskie, te wszystkie kwestie, jako kluczowe dla naszego standardu cywilizacyjnego, standardu łacińskiego, standardu katolickiego (…) sprawa bezpieczeństwa życia ludzkiego przed śmiertelnymi, zbrodniczymi zamachami na życie, zdrowia jest kwestią centralną dla utrzymania standardu cywilizacyjnego – ocenił Braun.
– Jeżeli zmącony zostaje ten standard, to wtedy wszystko inne się sypie, to wtedy można zakwestionować prawo także i dużych ludzi do decydowania o własnym losie i to właśnie się stało w ostatnich latach – wskazał polityk.
– Jeśli przekreślimy prawo człowieka indywidualnego, Polaka do decydowania o własnym losie, to łatwiej przychodzi później przekreślanie prawa całego narodu, zbiorowości Polaków do decydowania o własnym losie, bo do wszystkiego są jakieś bardzo wysublimowane teorie dorobione i wszystko można w mediach głównego ścieku argumentować i wytłumaczyć – skwitował.
„Paweł Grzesiowski (Główny Inspektor Sanitarny) z Izabelą Leszczyną (Minister Zdrowia) ze wsparciem opłacanych przez big pharmę izb lekarskich, w imię profitów korporacji farmaceutycznych, chcą namierzyć wszystkie dzieci, żeby przymusić je dotkliwymi grzywnami do szczepień, które nigdy nie zostały poddane badaniom bezpieczeństwa, a powodują wiele powikłań i przewlekłych chorób” – wskazali organizatorzy Marszu.
„Następni na liście są wszyscy dorośli. Przedsmak tego co planują, mieliśmy od 2020 roku, gdy całe masy ludzkie poddano masowemu eksperymentowi.
W tym samym czasie Rzecznik Praw «Pacjenta» chce zakazać naturalnej medycyny oraz ocenzurować lekarzy i naukowców wprowadzając ustawę o przewrotnej nazwie «Lex Szarlatan».
Nasilają się również represje wobec lekarzy, którzy ostrzegali przez ryzykiem szczepionek obowiązkowych oraz na C19 (np. proces prof. Doroty Sienkiewicz, próba rozwiązania Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców oraz proces 114 lekarzy)” – dodano.
| ROBERT W MALONE MD, MS JUN 1 |




It’s Pride month!

President Clinton issued the first „Gay and Lesbian Pride Month” proclamation in 1999. President Obama declared June LGBT Pride Month in 2009, and President Biden declared June LGBTQ Pride Month in 2021.
It is time for President Trump to declare that no movement, organization, or individual should get recognition for a whole month. Having an overwhelming number of federal holidays, days, and full months to celebrate this, that, or the other cheapens our national holidays, which already honor veterans and those who gave their lives for this country, presidents, and historic holidays.
These are the groups currently proclaimed by various presidents as deserving of special status.

There is also:
Now, the Dept of Defense has declared:

Of course, veterans deserve support, and those in the military with PTSD deserve the services from our healthcare system to heal. Everyone who has PTSD deserves support. However, another month designated for another group is just silly. It will do nothing actually to help those suffering from PTSD. However, it might make a bunch of bureaucrats in the DOD feel like they have accomplished something and give them another marketing campaign to spend tax payer’s dollars on.
At least nine months are officially recognized by U.S. presidents through proclamations to honor specific groups, with some months commemorating multiple groups.
This concept has gotten out of hand – and it is time to do away with the presidential proclamations of entire months for specific racial groups and/or groups of people with disabilities.
Furthermore, the government doesn’t need to accentuate our differences; the government needs to take pride in all Americans – as a nationality, citizenry, and a culture. We need to stop dividing Americans and start uniting them.
President Trump needs to sign a proclamation stating that all prior proclamations are null and void.

Is this a true story?:














Six types of (Southern) dawgs…


Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.
Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

| DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 1 |
W czwartek czeski sąd skazał byłą nauczycielkę Martinę Bednarovą na siedmiomiesięczny wyrok w zawieszeniu za wyrażanie takich poglądów podczas lekcji szkolnej, co jest sygnałem represji wobec odmiennych opinii.

Według portalu informacyjnego Ceska Justice Bednarova została również pozbawiona możliwości nauczania na trzy lata i zobowiązana do ukończenia kursu edukacji medialnej. Sąd oskarżył ją o nadużywanie swojego stanowiska poprzez przedstawianie „wprowadzających w błąd informacji” studentom, co wzbudziło obawy dotyczące granic wolności słowa w UE w obliczu nasilonych napięć geopolitycznych.
Infowars.com informuje: Incydent miał miejsce w kwietniu 2022 r., krótko po eskalacji konfliktu na Ukrainie, podczas lekcji języka czeskiego w szkole podstawowej w Pradze. Według doniesień medialnych Bednarova opisała rosyjską akcję militarną na Ukrainie jako „uzasadniony sposób rozwiązania sytuacji” i poddała w wątpliwość relacje czeskiej telewizji.
Powiedziała również, że „nazistowskie grupy ukraińskie” zabijały Rosjan od 2014 r., najwyraźniej odnosząc się do ukraińskich batalionów nacjonalistycznych, takich jak Azow, które Moskwa oskarżyła o popełnianie okrucieństw wobec etnicznych Rosjan we wschodniej Ukrainie, a które władze Kijowa kwestionują. Uczniowie nagrywali zajęcia i powiadomili władze szkoły, co doprowadziło do zwolnienia Bednarovej.
Sędzia Eliska Matyasova stwierdziła, że Bednarova nie tylko wyrażała osobiste poglądy, ale także przekazywała fałszywe informacje w klasie, w której uczniowie nie mogli ich kwestionować. Bednarova powiedziała, że jej uwagi były częścią lekcji edukacji medialnej i nazwała sprawę motywowaną politycznie. Wyrok nie jest ostateczny, ponieważ ma ona prawo się odwołać.
Sąd Rejonowy początkowo uniewinnił Bednarovą dwa razy, a izba apelacyjna poparła drugi wyrok w oparciu o wolność słowa. Jednak w styczniu Sąd Najwyższy uchylił te decyzje i nakazał nową kontrolę w celu oceny, czy jej działania spełniają kryteria przestępstwa.
W ostatnich latach Praga przyjęła zdecydowanie antyrosyjską postawę, zwłaszcza w odpowiedzi na konflikt na Ukrainie, stając się jednym z najwierniejszych zwolenników Kijowa.
W raporcie na temat praw człowieka z 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło działania rządu czeskiego jako „rusofobiczne” i wyraziło zaniepokojenie kwestią wolności słowa w kraju.
Wyrażono także obawy dotyczące funkcjonowania mediów w Czechach i odnotowano stopniowy wzrost nastrojów antyrosyjskich.
Rosyjski również zostanie wycofany jako drugi język do 2034 r. na mocy nowych reform edukacyjnych w Czechach, a uczniowie będą mogli uczyć się wyłącznie niemieckiego, francuskiego lub hiszpańskiego. Pod koniec 2023 r. w kraju mieszkało ponad 40 000 obywateli rosyjskich, co czyni ich czwartą co do wielkości społecznością zagraniczną.
Autor: CzarnaLimuzyna , 1 czerwca 2025

Pixabay
Cisza powyborcza
Jak zauważyłem w niedawnym komentarzu – cisza, a właściwie cenzura wyborcza jest stanem pewnej symetrii. W praktyce jest to cenzura o wiele bardziej sprawiedliwsza od tego co mamy na co dzień. Na co dzień nie można było pisać tylko prawdy, a od soboty zakaz obejmuje nie tylko prawdę, ale również i fałsz.
Zakazana jest również mowa niechęci. Nie tylko w stosunku do folksdojczów i zboczeńców, ale również wobec patriotów i ludzi normalnych. Widać wyraźnie, ze stan „ciszy” jest bardziej sprawiedliwy. Ponadto cisza powyborcza objęłaby również ostatnie niepokojące informacje o pogodzie.
A co się stanie w sytuacji, gdy będą występować przypadki naruszenia zakazu dotyczącego mówienia i pisania fałszu? Czy pojawią się riposty potępiające złamanie tego zakazu? Aby było sprawiedliwie do krytyki prawdy nazywanej antysemityzmem powinna dołączyć krytyka głoszonego fałszu nazywanego podsemityzmem.
Czym wypełnić ciszę?
Powstałą pustkę, której, być może niektórzy się boją, trzeba będzie czymś wypełnić. I tu z pomocą przychodzi dziesiąta muza…
Wysłane przez Alina@Warszawa
KRZYŻ czy konstytucja?
Od dłuższego czasu noszę się z napisaniem tego tekstu. Pytanie może być szokujące, albo bezsensowne – na pierwszy rzut oka.
Bo co ma wspólnego krzyż – symbol chrześcijaństwa, bo o taki krzyż chodzi – z konstytucją? Ano dużo więcej niż się nam na co dzień wydaje.
Pierwsza konstytucja powstała w USA w konkretnych warunkach politycznych, po wojnie Północ-Południe.
Pierwsza w Europie – to „Konstytucja 3 maja” w Polsce.
Znawcy historii mówią, że USA to organizacja illuminatów, masonów, czy jakichś innych tajnych organizacji, o których przeciętny człowiek (jak ja) nie ma pojęcia, oprócz tego, że czasami słyszy o ich istnieniu.
Pytanie podstawowe jest takie: to jak działało prawo przed wprowadzeniem pierwszej konstytucji?
Co ciekawe konstytucja w USA zmieniała prawo pochodzące z Wielkiej Brytanii, bo USA było niejako kolonią GB. USA przestało być kolonia GB i przestało podpadać pod władzę króla Anglii. Do tej pory Australia i chyba Kanada podpadają pod władze królestwa?
Znalazłam ciekawy tekst o konstytucjach „Pierwsze konstytucje europejskie(link is external)”.
Tekst ten pokazuje, że chociaż nie było jednolitego dokumentu o tej nazwie, to pojawiały się akty prawne, które regulowały sporne kwestie pod panowaniem konkretnego władcy. Tak było we wszystkich europejskich, chrześcijańskich państwach.
To prawo miało jedną wspólną cechę jego – podstawą były przykazania kościelne i chrześcijańskie zasady moralne określone w prosty sposób:
10 przykazań Bożych
1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną
2. Nie będziesz wymawiał Imienia Pana Boga twego nadaremno
3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił
4. Czcij ojca twego i matkę twoją
5. Nie zabijaj
6. Nie cudzołóż
7. Nie kradnij
8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego
10. Nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego
7 grzechów głównych
1. Pycha
2. Chciwość
3. Nieczystość
4. Zazdrość
5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu
6. Gniew
7. Lenistwo
7 cnót głównych
1. Pokora
2. Hojność
3. Czystość
4. Miłość
5. Umiarkowanie
6. Cierpliwość
7. Gorliwość i pracowitość
Gdyby wszyscy przestrzegali tych zasad, nasze życie byłoby bezproblemowe 🙂
Niestety nie jestem prawnikiem, ani historykiem o specjalności historia prawa. Mało tego! W trakcie długoletniej edukacji tzw. ogólnej, nie było o historii prawa, więc trudno mi analizować jak to z tym prawem było. Szczególnie, że prawda o obowiązującym u nas prawie może być mało ciekawa dla katolików, dla Polaków. Bo trudno nie zauważyć, że w zależności kto zdobywał wpływy i władzę, ten wprowadzał własne prawa, co widać szczególnie w czasach rozbiorowych.
Ciekawe i krótkie opracowanie polecam: „PRAWO W II RZECZPOSPOLITEJ(link is external)”
Jakie prawo pojawiło się po II wojnie światowej w PRL-u? Zupełnie inne niż to przed 1939 roku. Staliśmy się kolonią ZSRR, której propaganda utrzymywała, że jesteśmy niepodległym państwem.
Nie wiem, czy są jakieś analizy w jakim zakresie prawo z lat 1945-1989 pozostało bez zmian. Oczywiście najważniejsza była zamiana konstytucji w 1997 roku. Nową konstytucję zrobił rząd byłych działaczy PZPR i zatwierdził prezydent Kwaśniewski równie czerwony i związany z ZSRR/Rosją jak rząd.
Jaka nie byłaby konstytucja, to dotyczy ona głównie spraw konstrukcji i organizacji państwa jako bytu niezależnego od innych państw. Oczywistą sprawą jest zapewnienie równych praw wszystkim obywatelom tego państwa.
Ale wszystkie inne zasady współżycia międzyludzkiego wynikają bezpośrednio z zasad chrześcijańskich, których uczymy się i poznajemy od dziecka w domach i na lekcjach religii. Czyli to KRZYŻ jest symbolem naszych podstawowych praw, które mamy dzięki Jezusowi Chrystusowi. Nie jest ważne, czy ktoś wierzy w Jego boskość, czy nie. Bo to on wywalczył dla nas te prawa! Kosztowało go to utratę życia na KRZYŻU!
Każdy kto chce usuwać krzyże jest barbarzyńcą, przedstawicielem innych religii, chce pobawić nas podstawowych praw ludzkich.
Widać to najlepiej na przykładzie afery aborcyjnej w szpitalu w Oleśnicy. Dla „lekarki” Jagielskiej-Mengele prawa podstawowe każdego z nas „nie istnieją”, ona nie wierzy w Boga, bo jest Żydówką, i uważa, że człowiek staje się człowiekiem dopiero po porodzie – bo tak mówi jej judaizm!
Teraz warto sobie uzmysłowić, kto walczył z KRZYŻEM, kto chce zlikwidować Kościół, kto chce usuwać KRZYŻE z przestrzeni publicznej, kto mordował księży. Mam nadzieję, że każdy wyciągnie właściwe wnioski.
Religia (jako fakty z życia Jezusa, apostołów, historii Kościoła i świętych) powinna być najważniejszym przedmiotem w szkole! Bo to jest podstawa CYWILIZACJI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ, EUROPEJSKIEJ i POLSKIEJ!
Bo jeśli nie, to na Zachodzie czekają wyznawcy Allaha, dla których naturalnym prawem jest szariat. Na szczęście nasza czapeczkowa mniejszość nie ma większości, bo KRZYŻA już dawno nie byłoby w Polsce.
O ile KRZYŻ zapewnia jednakowe prawa WSZYSTKIM LUDZIOM, to szariaty i talmudy już nie. Różne konstytucje też niekoniecznie, bo przecież mogą być w każdej chwili zmienione w zależności jaka opcja „wygra” wybory.
Póki co mamy jeszcze wybór. Dzisiaj też.
https://pch24.pl/orban-cztery-punkty-planu-dla-wolnej-i-silnej-europy

(Fot. EPA/ZOLTAN FISCHER/HUNGARIAN PM GENERAL COMMUNICATION DEPARTMENT / PAP/EPA.)
Pokój na Ukrainie, suwerenność narodów europejskich bez wspólnych podatków i kolektywnego zadłużania się, porzucenie centralnej kontroli ekonomicznej; wolność, w tym swoboda wypowiedzi i myśli; odebranie Europy migrantom – to zaprezentowane przez premiera Viktora Orbana punkty konserwatywnego planu dla chylącego się ku upadkowi Starego Kontynentu.
Szef rządu Węgier przemawiał podczas budapesztańskiej konferencji CPAC Hungary. Wskazał na powrót do władzy prezydenta Donalda Trumpa jako przełom dla środowisk patriotycznych w wielu państwach globu.
– Moi przyjaciele, jaka zmiana w ciągu roku! Prawdziwy zwrot w cywilizacji. Donald Trump wygrał, tornado Trumpa przetoczyło się przez świat i całkowicie go zmieniło. Przywrócił światu nadzieję – mówił polityk. Przystąpił następnie do prezentacji programu, który ma przywrócić nadzieję narodom Europy, stopniowo zniewalanym przez brukselską biurokrację.
– Chcemy odebrać Europę migrantom. Chcemy kultury chrześcijańskiej, szkół opartych na zasadach narodowych. Jesteś tu nielegalnie? Wracaj do domu – odniósł się do analogicznych decyzji prezydenta USA. Przypomniał amerykański odwrót od szaleńczej polityki genderowej i ideologii woke („przebudzonych”).
Orban ma nadzieję, iż amerykański przywódca zdoła wygasić wojnę na Ukrainie, tak kosztowną dla państw Unii Europejskiej, zmuszanych do kolejnych zobowiązań na rzecz Kijowa. Na zasadzie przeciwieństw zestawił „amerykański sen” (american dream) z „europejskim koszmarem”.
– Co z nami? Co się stanie z marzeniem Europejczyków? My też mieliśmy marzenie. Naszym europejskim marzeniem było to, że jeśli my, narody europejskie, zjednoczymy się, nie będzie więcej wojen i będziemy mogli żyć w dobrobycie i bezpieczeństwie. Pracujmy razem. Niech suwerenne państwa połączą się, aby stworzyć najbezpieczniejszy i najbardziej zaawansowany kontynent na świecie. To byłaby Unia Europejska, integracja europejska – wzywał lider Fideszu.
– Bruksela je porwała. Wykoleiło naszą przyszłość. Zamiast europejskiego marzenia, teraz dostajemy koszmar. Europejczycy nie czują się bezpiecznie we własnym kraju, we własnym mieście, na własnych ulicach. Stali się obcymi tam, gdzie 20 lat temu byli w domu – nawiązał do samobójczej polityki imigracyjnej Brukseli.
– To, co dzieje się w naszych miastach […] to nie jest integracja, to zorganizowana wymiana ludności – alarmował.
Orban surowo zrecenzował także unijną mrzonkę klimatyczną. – Zamiast europejskiego dobrobytu, firmy bankrutują. Płacimy od dwóch do czterech razy więcej za prąd i gaz niż w USA. Zielony Ład, zielona transformacja, zabija nasze gospodarki. Powoli staje się parodią. A teraz, kiedy mamy negocjować handel i taryfy z „ciężkim” prezydentem USA, okazuje się, że mamy tylko przywódców wagi piórkowej? – pytał retorycznie.
Premier Węgier nawiązał do polityki zwalczania prawicy przez establishment unijny, w tym represji wobec patriotycznych działaczy w Niemczech i Francji.
Orban ostrzegł przed dążeniem do przyspieszonego członkostwa Ukrainy w UE jako pretekstem do reorganizacji Europy na bazie wojny. Miałby to być klucz eurokratów do stworzenia scentralizowanego systemu bez wolności, za to z bezwzględnym posłuszeństwem.
Następnie mówca przedstawił czteropunktowy plan na odrodzenie Europy. Zakłada on pokój na Ukrainie, suwerenność narodów europejskich, wolność oraz odebranie Europy migrantom.
– Ta bitwa musi zostać wygrana najpierw przez wszystkich w domu, a następnie wspólnie w Brukseli. Ubiegłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego były ogromnym sukcesem. Jeśli zsumuję trzy prawicowe grupy, jesteśmy więksi niż EPP. Oczywiście polityka to nie tylko matematyka, ale perspektywa jest jasna. Musimy współpracować powoli, krok po kroku, z pewnością. Kiedy nadejdzie decydująca bitwa, musimy być zjednoczeni – wzywał Orban.
Źródło: DoRzeczy.pl/rmx news RoM
Artykuł Günthera Burbacha. https://apolut.net/maschinen-an-die-macht

Jak deregulacja, drony i cyfrowi oligarchowie wykolejają XXI wiek
================================
Ukraina nie jest sprawcą, ale sceną. Cierpienie ludności, egzystencjalna walka obronna, wszystko to jest instrumentalizowane w celu opracowania i testowania technologii broni, która wkrótce może zostać wykorzystana w innych konfliktach. USA, Wielka Brytania, Izrael i prywatne firmy zbrojeniowe widzą tę wojnę nie tylko jako projekt geopolityczny, ale także jako okazję do przyspieszonej gotowości rynkowej.
=========================
Sztuczna inteligencja, robotyka i autonomia wojskowa łączą się w nową formę władzy
=============================
Wyobraź sobie scenę, która nie rozgrywa się już w filmie science fiction, ale na prawdziwych polach bitew naszych czasów: dwumetrowy mechaniczny robot o humanoidalnej sylwetce maszeruje przez zbombardowaną dzielnicę przemysłową. Wykrywa ruchy za ścianą, skanuje przestrzeń wewnętrznym czujnikiem termowizyjnym, oblicza prawdopodobieństwo zagrożenia na poziomie 78 procent za pomocą modułu neuronowego i otwiera ogień. Bez kontaktu radiowego. Bez rozkazów. Bez ludzkiego wahania.
Ten obraz nadal jest fikcją. Ale nie na długo.
Ponieważ warunki technologiczne, polityczne i ekonomiczne, aby takie sceny stały się rzeczywistością, zostały stworzone dawno temu. Sztuczna inteligencja, robotyka i autonomia wojskowa łączą się w nową formę władzy, władzę, która nie jest już legitymizowana przez państwa lub konstytucje, ale raczej przez farmy serwerów, konstelacje satelitarne i dekrety deregulacyjne.
Trzy wydarzenia zazębiają się jak tryby systemu, który coraz bardziej wymyka się wpływom człowieka:
Co to oznacza? Że jako społeczeństwo stoimy w obliczu technologicznego przewrotu, który wpływa nie tylko na nasz świat pracy czy media społecznościowe, ale także na podstawowe pytania ludzkiej egzystencji: Kto decyduje o życiu i śmierci? Kto ponosi odpowiedzialność, gdy algorytmy popełniają błędy? I co się stanie, gdy narzędzia władzy będą w rękach tych, którzy nie podlegają już demokratycznej kontroli?
W tym artykule zbadano te trzy linie rozwoju nie w ich teoretycznej możliwości, ale w ich rzeczywistej realizacji, z wiarygodnymi źródłami, przykładami technicznymi i jasnym zamiarem: ostrzec, zanim będzie za późno.
Podczas gdy talk-show wciąż debatują nad ustawami o ogrzewaniu, nowa rzeczywistość jest programowana w tajemnicy i nie zna rozkazu cofnij.
„Przyszłość wojny nie jest przygotowywana — była ćwiczona od dawna”.
Cyfrowa maszyna wojenna — Jak Starlink i roboty Muska zmieniają pojęcie frontu
Kiedy ludzie mówią dziś o Elonie Musku, wielu myśli o Teslach, startach rakiet lub, jeśli o to chodzi, kilku niejasnych tweetach. Jednak to, co nie znajduje oddźwięku w opinii publicznej, to fakt, że Musk od dawna jest graczem w globalnej wojnie, nie metaforycznie, ale w rzeczywistości. I nie jako polityk czy generał, ale jako dostawca infrastruktury. Dzięki swojej sieci satelitarnej Starlink po cichu katapultował się na kluczową pozycję wcześniej zarezerwowaną tylko dla państw. Bez Starlink ukraińska armia byłaby w dużej mierze ślepa cyfrowo, mimo że oficjalnie ani USA, ani NATO nie są bezpośrednio zaangażowane.
Starlink zasadniczo działa jak cyfrowy układ nerwowy. Obecnie na orbicie znajduje się ponad 5500 satelitów, a liczba ta rośnie. Musk chce rozszerzyć ją do ponad 40 000. Każdy z tych satelitów jest częścią sieci, która dostarcza stacjom naziemnym internet, niezależnie od kabli, serwerów lub krajowej infrastruktury telekomunikacyjnej. Starlink jest używany militarnie na Ukrainie od 2022 roku. Początkowo mówiono, że celem jest stabilizacja sektora cywilnego. Jednak system ten od dawna jest używany do sterowania dronami, umożliwiania komunikacji w czasie rzeczywistym między frontem a dowództwem i koordynowania ataków. Zasadniczo Starlink jest kręgosłupem cyfrowej wojny Kijowa.
A Musk? Ma kontrolę nad siecią, zarówno technicznie, jak i politycznie.
W lutym 2023 roku po raz pierwszy zablokował pewne żądania wojskowe Kijowa, takie jak ataki na rosyjskie okręty wojenne za pośrednictwem danych Starlink. Może to brzmieć rozsądnie z perspektywy deeskalacji, ale pokazuje to przede wszystkim jedną rzecz: pojedynczy przedsiębiorca może teraz decydować, która armia może się komunikować, a która nie. Wyobraź sobie, że firma telekomunikacyjna zdecydowałaby się zablokować alianckie połączenia radiowe z powodów moralnych podczas II wojny światowej.
Nie do pomyślenia. Dzisiaj: rzeczywistość.
W tym samym czasie Tesla pracuje nad projektem, który rodzi jeszcze większe pytania: humanoidalnym robotem „Optimus”. Nadal jest reklamowany jako inteligentny pomocnik w gospodarstwie domowym i produkcji.
Musk pokazał go: Na scenie, niosąc pudełko, sortując śruby, balansując jajkiem w kuchni — idealny chwyt PR-owy.
Ale czym naprawdę jest ten 1,73-metrowy robot: platformą. Jak smartfon, na który można pobrać dowolną aplikację, tyle że z nogami, chwytnymi dłońmi i 200 niutonometrami siły ramion. Firma obiecuje wkrótce masową produkcję Optimusa. Dziesiątki tysięcy sztuk rocznie.
Oficjalnie ma sortować paczki lub pomagać seniorom. Ale każdy, kto zna tę technologię, wie: Optimus potrafi również chodzić, utrzymywać równowagę, rozpoznawać przedmioty i podejmować decyzje. Wszystko to opiera się na sieciach neuronowych, uczeniu maszynowym i danych w czasie rzeczywistym przetwarzanych przez tysiące kamer i czujników. A skoro taki system sprawdził się w fabryce, dlaczego nie w tunelu w Bakhmut? Technologia ta nie rozróżnia prac domowych od wojny miejskiej.
Ważne jest to, czego nauczysz oprogramowanie. Robot sprzątający rozpoznaje, co jest brudne. Robot bojowy rozpoznaje, co jest niebezpieczne. A jeśli decyzja o tym, co jest niebezpieczne, zostanie pozostawiona uczącemu się systemowi, to niewiele nam brakuje do tego, by maszyny zabijały same z siebie.
Można by zaprotestować, że to mało prawdopodobne. Optimus jeszcze nie działa. To wciąż odległe marzenie. Ale sedno sprawy jest takie: w środowisku zliberalizowanym, a to właśnie polityka Trumpa (więcej na ten temat później) masowo promuje, wprowadzenie go na rynek nie zajmie już 20 lat, ale może trzy. A w ciągu tych trzech lat kraj taki jak Ukraina testuje już drony sterowane przez sztuczną inteligencję w rzeczywistej eksploatacji. To nie jest argument przeciwko Ukrainie. To argument przeciwko naiwności, z jaką postrzegamy technologiczne realia.
Optimus nie musi być uzbrojony, by być niebezpieczny. Wystarczy, że będzie działał jako system autonomiczny, tj. bez stałej kontroli człowieka. Samo pytanie, czy robot powinien wyciągnąć żołnierza z ognia, czy przekazać go wrogowi, może być kwestią życia i śmierci.
I nikt nie ponosi odpowiedzialności, jeśli coś pójdzie nie tak. Żadnego oficera, żadnego programisty, żadnego serwera.
Jeszcze poważniejsza jest jednak kombinacja systemów: Starlink zapewnia infrastrukturę cyfrową, Optimus platformę fizyczną. Do tego dochodzą modele AI, takie jak GPT-5 lub specjalne wojskowe modele Large Language Models (LLM), które trenują schematy podejmowania decyzji na podstawie tysięcy scenariuszy i danych wojennych ze świata rzeczywistego. Objętości danych, które Musk ma nadzieję pozyskać dzięki Optimusowi, mogłyby z kolei zostać wykorzystane do trenowania dodatkowych modeli AI. A te modele mogą następnie — i nie jest to spekulacja, ale raczej obecny stan rozwoju — przeprowadzać identyfikację celów, obliczać analizy ryzyka i wydawać propozycje operacyjne. W czasie rzeczywistym. Autonomicznie.
Nie trzeba być paranoikiem, aby rozpoznać, co się tu pojawia: cyfrowo-wojskowa maszyna, która już częściowo funkcjonuje, a której pełna automatyzacja została zainicjowana dawno temu. Nie przez parlamenty ani generałów, ale przez gigantów technologicznych i inwestorów.
Problem nie polega na tym, że ta technologia istnieje. Problem polega na tym, że jest poza ich kontrolą. Kiedy sieć satelitarna taka jak Starlink wpływa na przebieg wojny, kiedy humanoidalnego robota można przeprogramować w dowolnym momencie, kiedy algorytmy niezależnie ustalają priorytety celów, to nie jest postęp. To punkt zwrotny.
Niewidzialna broń – autonomiczne systemy i sztuczna inteligencja na wojnie: test na Ukrainie
To, co kiedyś było pokazywane tylko na wystawach wojskowych lub obliczane w dokumentach Pentagonu, jest teraz testowane w czasie rzeczywistym, na ukraińskiej ziemi, często całkowicie ukryte przed opinią publiczną. Nie tylko czołgi, rakiety i zachodnia technologia uzbrojenia stale napływają na teren wojny, ale także nowa generacja zautomatyzowanych systemów: drony, roboty i moduły obrony powietrznej, niektóre wyposażone w algorytmy uczenia się, niektóre całkowicie autonomiczne.
„Autonomiczny” w tym kontekście nie oznacza po prostu bez zdalnego sterowania. Oznacza to, że system samodzielnie decyduje, czy coś jest rozpoznawane jako cel, czy istnieje zagrożenie i czy strzelać, czy nie.
Fakt, że właśnie takie technologie są w użyciu, został potwierdzony nie tylko przez dziennikarzy i analityków specjalistów, ale teraz także przez zachodnich partnerów obronnych. Ukraina od dawna stała się poligonem doświadczalnym dla technologii uzbrojenia wspomaganego przez AI. To, co tam się sprawdza, jest później eksportowane, czy to militarnie, ekonomicznie, czy politycznie.
Szczególnie znanym przypadkiem jest tzw. „Saker Scout”, dron zaprojektowany we współpracy z brytyjskimi wynalazcami, między innymi, a teraz wyposażony w moduł AI, który może wykrywać cele naziemne za pomocą tzw. głębokiego uczenia. System analizuje dane w podczerwieni i obrazy z powietrza, porównuje je z danymi szkoleniowymi z poprzednich misji i kategoryzuje, czy cele są pozycjami wroga, pojazdami czy infrastrukturą cywilną. Współczynnik trafień jest przerażająco wysoki, a tolerancja błędów niepokojąco niska.
Gdy obiekt zostanie sklasyfikowany jako potencjalny cel, dron może oznaczyć go do późniejszego zniszczenia przez artylerię lub zaatakować bezpośrednio, jeśli jest wyposażony w materiały wybuchowe. Konsultacja z człowiekiem? Niekoniecznie. Niektóre systemy działają w tzw. trybie „wystrzel i zapomnij”: otrzymują przybliżony obszar przeszukiwania, a algorytm zajmuje się resztą.
Pierwsze autonomiczne systemy są również wdrażane na ziemi. Brytyjskie Ministerstwo Obrony potwierdziło dostawę systemów „SkyKnight” na Ukrainę w 2024 r. Są to mobilne moduły obrony powietrznej z wspomaganym przez sztuczną inteligencję wykrywaniem celów. Zasada działania: radar z czujnikiem 360° analizuje trajektorię nadlatujących obiektów. Oprogramowanie decyduje, czy jest to wrogi dron, ptak, czy jeden z własnych śmigłowców firmy, i strzela w ułamku sekundy. Cały system jest sprzężony z siecią neuronową podejmującą decyzje, wyszkoloną w symulowanych scenariuszach bojowych.
Podobne technologie zostały już przetestowane w Izraelu przy użyciu słynnego drona „Harop”, tzw. „amunicji krążącej”, która może krążyć nad obszarem docelowym nawet przez sześć godzin, zanim uderzy w niego i go zniszczy. Tymczasem zachodnioeuropejskie i wschodnioeuropejskie firmy zbrojeniowe pracują nad podobnymi koncepcjami. Kontrola staje się coraz bardziej zautomatyzowana. To nie ludzie decydują już, kiedy rozpocząć atak, ale zbiór danych szkoleniowych.
Inny niepokojący przykład: drony termitowe wypełnione łatwopalnym metalem, które celowo podpalają pozycje wroga. Te drony, niektóre wyposażone w autonomiczne algorytmy celowania, mogą sparaliżować całe okopy lub linie zaopatrzenia. Zniszczenie termiczne jest powszechne i trudne do ugaszenia. Nie jest ani precyzyjne, ani chirurgiczne, ale brutalne psychologicznie.
Te osiągnięcia otrzymują jedynie ograniczone wsparcie naukowe. Podczas gdy organizacje takie jak Campaign to Stop Killer Robots i UNIDIR Institute (UN Institute for Disarmament Research) od lat ostrzegają przed autonomiczną wojną, rządy, zwłaszcza pod presją obecnych konfliktów, działają w szarej strefie. Ze zrozumiałych powodów Ukraina prawie nie ujawnia żadnych informacji o wdrażanych przez siebie systemach. Producenci powołują się na tajemnice handlowe. A zachodni sponsorzy? Prawie o tym nie mówią ani nie nazywają tego „innowacją”.
Technicznie rzecz biorąc, wiele opiera się na tzw. przetwarzaniu brzegowym, czyli mocy obliczeniowej, która odbywa się bezpośrednio w urządzeniu, a nie na centralnym serwerze. Dzięki temu systemy są szybsze, bardziej komunikatywne, ale także mniej kontrolowalne. Autopilota w samochodzie łatwo śledzić. Algorytm namierzania AI w chipie drona FPV, który eksploduje w okopie 300 km za linią frontu, nie można.
Jeszcze w maju 2025 r. raport Center for a New American Security (CNAS) ostrzegał przed właśnie tym rozwojem sytuacji.
Tytuł: „Łańcuch zabójstw wyrywa się na wolność”.
Raport analizuje, w jaki sposób systemy AI coraz częściej tworzą własne łańcuchy decyzyjne bez nadzoru człowieka. Autorzy mówią o „erozji odpowiedzialności wojskowej” i „fundamentalnych wyzwaniach dla prawa międzynarodowego”. Po zaprogramowaniu kompas moralny maszyny jest ograniczony do tego, czego została nauczona.
A co się stanie, jeśli dane będą złe? Jeśli system pomyli cywilów z zaprawionymi w boju? Jeśli algorytm zaklasyfikuje sygnaturę cieplną jako zagrożenie, ponieważ podobny wzór wcześniej doprowadził do trafienia?
Odpowiedzialność staje się czarną skrzynką w takich przypadkach. Nikt nie wie dokładnie, jak algorytm podjął decyzję; można ją zrekonstruować tylko retrospektywnie – jeśli w ogóle.
Ukraina nie jest sprawcą, ale sceną. Cierpienie ludności, egzystencjalna walka obronna, wszystko to jest instrumentalizowane w celu opracowania i testowania technologii broni, która wkrótce może zostać wykorzystana w innych konfliktach. USA, Wielka Brytania, Izrael i prywatne firmy zbrojeniowe widzą tę wojnę nie tylko jako projekt geopolityczny, ale także jako okazję do przyspieszonej gotowości rynkowej.
Testowane jest tutaj niczym innym , jak przejściem od kontrolowanej do samostanowiącej machiny wojennej. A konsekwencje nie są jeszcze przewidywalne.
Deregulacja Trumpa – AI bez pasów bezpieczeństwa
Kiedy mówi się o zagrożeniu, jakie stanowi dziś sztuczna inteligencja, wielu myśli o fantazjach o Terminatorze lub inteligentnych maszynach, które pewnego dnia mogłyby przejąć władzę nad światem. Jednak prawie nikt nie zdaje sobie sprawy, że podstawa prawna mająca na celu zapobieganie niekontrolowanemu korzystaniu z takich systemów jest obecnie demontowana w szybkim tempie, szczególnie w USA. A jednym z najważniejszych czynników napędzających ten rozwój nazywa się Donald J. Trump.
23 stycznia 2025 r., zaledwie trzy tygodnie po objęciu urzędu, Trump podpisał pakiet środków bez precedensu w historii regulacji w USA: tak zwany „rozporządzenie wykonawcze 10 do 1”. Istota tego: za każde nowe rozporządzenie rządowe należy uchylić dziesięć istniejących rozporządzeń. Brzmi to jak uproszczenie administracyjne, ale w rzeczywistości jest to ogólny atak na wszelkie formy nadzoru rządowego, szczególnie w sektorze technologicznym.
Dołączona karta informacyjna Białego Domu stwierdza:
„Ameryka będzie światowym liderem w dziedzinie sztucznej inteligencji. Regulacja nie może być hamulcem wolności i innowacji”. (Źródło: whitehouse.gov, 23 stycznia 2025 r.)
To, co brzmi jak obietnica innowacji, w praktyce oznacza: systemy AI można rozwijać, rozpowszechniać a nawet przenosić do kontekstów wojskowych przy znacznie mniejszej kontroli regulacyjnej w przyszłości, bez komisji etycznych, bez analizy ryzyka i bez przejrzystych standardów.
Wśród nich znajduje się „Blueprint for an AI Bill of Rights”, zbiór zasad administracji Bidena, który miał zapewnić ochronę praw człowieka dla wrażliwych aplikacji AI. Ten dokument, który nigdy nie był prawnie wiążący, został natychmiast nazwany przez doradców Trumpa „hamulcem wzrostu”. Wytyczne Defense Innovation Unit, które miały zapewnić krytyczny nadzór nad autonomicznymi systemami w sektorze obronnym, również mają zostać usunięte.
Co to oznacza w konkretnym znaczeniu? Że sztuczna inteligencja do celów wojskowych, na przykład do wyboru celu, rozpoznawania wzorców lub wspomagania decyzji, może być w przyszłości rozwijana bez żadnego obowiązku zapewnienia możliwości śledzenia. I nie dzieje się to w próżni.
Duże korporacje, takie jak Palantir, Anduril, Lockheed Martin i OpenAI (oddział wojskowy) od dawna są gotowe na integrację tak zwanych „modułów predykcyjnego celowania” z systemami dronów lub platformami dowodzenia i kontroli.
Mówiąc technicznie, oznacza to, że modele językowe takie jak GPT-5 (i jego wojskowe warianty) mogą symulować całe scenariusze operacyjne na polecenie, ustalać priorytety potencjalnych celów i rekomendować decyzje taktyczne na podstawie dużych zestawów danych, a nawet bezpośrednio interweniować w procesach decyzyjnych.
Przykład: System AI analizuje ostatnie 72 godziny ruchów wroga, rozpoznaje wzorce w rozmieszczeniu ciężkiej artylerii, tworzy mapę prawdopodobieństwa kolejnego ataku i na tej podstawie generuje sugestię, które współrzędne należy obrać za cel przy użyciu precyzyjnej broni. Bez osądu ludzkiego, bez wiedzy kontekstowej, opierając się wyłącznie na ważeniu matematycznym. Decyzja o ataku leży wtedy albo w rękach przemęczonego dowódcy, albo w przyszłości w rękach samego systemu.
Sam Trump skomentował ten temat na wydarzeniu kampanijnym w marcu 2025 r. w następujący sposób:
„Nie potrzebujemy lewicowych kodeksów moralnych dla maszyn. Potrzebujemy wyników. Ameryka nie może przegrać, ponieważ biurokraci boją się przyszłości”.
Jego cel jest jasny: technologiczne przywództwo za wszelką cenę. Ryzyko? Czy jest ignorowane? Debaty etyczne? Odrzucone jako „lewicowe i radykalne straszenie”.
A to jest niebezpieczne, ponieważ połączenie deregulacji i interesów wojskowych to mieszanka wybuchowa. Firmy, które wcześniej wahały się przed wprowadzeniem na rynek systemów o wyższym poziomie autonomii z powodu przeszkód regulacyjnych, teraz czują się ośmielone. Odpowiedzialność moralna jest przenoszona na klienta lub wbudowana bezpośrednio w produkt.
Wewnętrzny raport Centrum Technologii Humanitarnej, ujawniony w lutym 2025 r., pilnie ostrzega :
„Jeśli zniknie sieć bezpieczeństwa regulacyjnego, pojawi się globalna proliferacja (rozmnażanie się komórek przyp tłum.) przemocy algorytmicznej. Kto pierwszy wdroży, wygrywa, a kto ostrzega, traci udział w rynku”.
Szczególnie wybuchowe: te wydarzenia mają miejsce jednocześnie z ogromnymi inwestycjami w infrastrukturę AI, w tym przez tzw. Stargate Project, konsorcjum o wartości 500 miliardów dolarów składające się z OpenAI, Oracle i SoftBank, które buduje nową, globalną infrastrukturę AI. Cel: 100 000 procesorów graficznych H100, rozmieszczonych w dziesięciu megacentrach, kontrolowanych przez ich własny quasi-internet. Potęga technologiczna, która napędza każdego krajowego ustawodawcę do przodu.
Nadal istnieją międzynarodowe organy zajmujące się tymi wydarzeniami, takie jak UNESCO. Jednak ich wpływ jest ograniczony. I tak długo, jak globalna potęga, taka jak USA, będzie aktywnie deregulować, wszyscy inni będą zmuszeni pójść w ich ślady lub odłączyć się od globalnej konkurencji.
Końcowym rezultatem jest rozwój, który mógł rozpocząć się z najlepszymi intencjami, ale teraz wymyka się spod kontroli: maszyny, które myślą, działają i zabijają niezależnie. Napędzane przez polityczną krótkowzroczność, presję ekonomiczną i chęć poświęcenia zasad etycznych dla dobra postępu.
Perspektywy i ostrzeżenia – Kiedy system decyduje i nikt nie może go powstrzymać
Nie zaczyna się od eksplozji. Zaczyna się od przesyłu danych. Z satelitą, który przesyła dane. Z dronem, który decyduje, czy obiekt powinien zostać sklasyfikowany jako zagrożenie. Z robotem, który nie odwraca się już, gdy ktoś krzyczy.
To, co widzieliśmy w ostatnich miesiącach i co opisaliśmy w tym artykule, nie jest postępem technologicznym w klasycznym sensie. To zmiana władzy. Od ludzi. Od odpowiedzialności. W stronę maszyn, które wiedzą o nas więcej z każdą decyzją, uczą się o nas więcej i ostatecznie decydują, co się z nami stanie.
Ten rozwój ma trzy oblicza:
Pierwsze to Elon Musk, a raczej to, co on reprezentuje. Nie tylko człowiek z satelitami i robotami, ale kompleks technologiczny, który wyzwolił się spod prymatu polityki. Każdy, kto może dziś decydować o przebiegu wojny, filtrując dane połączeń lub wyłączając swoje usługi, ma większą władzę niż parlament. A każdy, kto jednocześnie buduje roboty, które chodzą, chwytają i działają, a następnie twierdzi, że są pomocnikami domowymi, może nie mówić całej prawdy.
Drugie oblicze to autonomiczna broń. To, co kiedyś zaczęło się od zdalnie sterowanych pocisków, jest teraz samouczącym się systemem, który decyduje, gdzie wystrzelić na podstawie obrazów celu, danych z próbek i modeli obliczeniowych. Ukraina pokazuje nam, jak taka technologia działa „w sytuacjach awaryjnych”. I pokazuje również, jak cicho przekroczono ten próg. Bez debaty. Bez mandatu. Bez planu B.
Trzecia twarz to Donald Trump i to, co jego polityka wywołuje na całym świecie: utrata wszelkich barier. Kiedy przepisy są uchylane, ponieważ „spowalniają innowacje”, kiedy badania nad sztuczną inteligencją nie wymagają już nadzoru etycznego, kiedy pozwala się budować ogromne modele, których nikt w pełni nie rozumie, to nie jest krok naprzód. To utrata kontroli w czasie rzeczywistym.
Co więc z tego wyniknie?
Być może nie natychmiastowy poważny upadek systemu. Być może nie marsz maszyn. Ale trwała dewaluacja ludzkiego podejmowania decyzji. Powolna erozja odpowiedzialności, praworządności, przejrzystości. I ostatecznie nowa normalność: pytanie nie brzmi już, czy systemowi wolno zabijać, ale tylko, jak jest w tym niezawodny.
Tragiczne jest to, że widzieliśmy to wszystko. Nakręciliśmy o tym filmy, napisaliśmy książki i rozpoczęliśmy projekty badawcze. Ale teraz, gdy sprawy stają się konkretne, a ludzie w Kijowie latają dronami za pośrednictwem Starlink, humanoidalne roboty wchodzą do produkcji seryjnej w Teksasie, a w Waszyngtonie zniesiono awaryjne zamknięcie regulacyjne, wolimy patrzeć na sondaże wyborcze, mecze futbolowe i inflację.
Ale ci, którzy teraz odwracają wzrok, nie będą mogli później powiedzieć, że nie wiedzieli.
Dobra wiadomość: jest jeszcze czas. Czas, aby porozmawiać o sztucznej inteligencji, nie tylko w żargonie Doliny Krzemowej, ale politycznie, prawnie i etycznie. Czas, aby sformułować prawdziwe zasady, globalne, wiążące i przejrzyste. Czas, aby odzyskać odpowiedzialność od tych, którzy algorytmicznie ją odrzucili.
Ale ten czas się kończy. Ponieważ maszyny nie mają cierpliwości. Po prostu ciągle kalkulują.
Ostateczny apel:
Nie żyjemy w dystopii. Jeszcze nie. Ale zmierzamy w tym kierunku, jeśli nadal będziemy wierzyć, że postęp jest z natury dobry, że technologia jest neutralna, że systemy są mądrzejsze od ludzi. Może nadszedł czas, aby przestać się tylko dziwić i w końcu zabrać głos. Ponieważ ci, którzy milczą, gdy maszyny uczą się zabijać, są współwinni.
Günther Burbach
Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Artykuł ukazał się 30 maja 2025 roku na stronie : https://apolut.net/maschinen-an-die-macht/
Źródła i przypisy:
I. Trumps Deregulierungspolitik
Quelle 1: White House (Amtssitz des US-Präsidenten), Veröffentlicht am 23. Januar 2025
https://www.whitehouse.gov/fact-sheets/2025/01/fact-sheet-president-donald-j-trump-launches-massive-10-to-1-deregulation-initiative/
Quelle 2: White House, Veröffentlicht am 23. Januar 2025
https://www.whitehouse.gov/presidential-actions/2025/01/unleashing-prosperity-through-deregulation/
II. Autonome Waffensysteme im Ukraine-Krieg
Quelle 3: Forbes (US-Wirtschaftsmagazin), Veröffentlicht am 17. Oktober 2023 https://www.forbes.com/sites/davidhambling/2023/10/17/ukraines-ai-drones-seek-and-attack-russian-forces-without-human-oversight/
Quelle 4: Automated Decision Research (Forschungsplattform für autonome Systeme), Abrufbar seit 2024
https://automatedresearch.org/weapon/saker-scout-uav/
Quelle 5: UNITED24 Media (offizielles ukrainisches Medienprojekt unter Präsidentschaft von Wolodymyr Selenskyj), Veröffentlicht am 14. April 2024
https://united24media.com/war-in-ukraine/ai-powered-turret-that-hunts-russian-drones-meet-sky-sentinel-ukraines-new-air-defense-8589
Quelle 6: Wikipedia (nur zur technischen Einordnung verwendet – nicht als Primärquelle!), Stand: abgerufen Mai 2025
https://en.wikipedia.org/wiki/IAI_Harop
Quelle 7: „Investing in Great-Power Competition“ (CNAS)
https://www.cnas.org/publications/reports/investing-in-great-power-competition
III. Elon Musk, Starlink und Robotik
Quelle 8: Financial Times (britische Wirtschaftszeitung), Veröffentlicht am 21. Januar 2025
https://www.ft.com/content/a9cd130f-f6bf-4750-98cc-19d87394e657
Quelle 9: TechCrunch (US-Technachrichtenplattform), Veröffentlicht am 21. Januar 2025
https://techcrunch.com/2025/01/21/openai-teams-up-with-softbank-and-oracle-on-50b-data-center-project/
Quelle 10: OpenAI (offizielle Firmenwebsite), Veröffentlicht am 21. Januar 2025
https://openai.com/index/announcing-the-stargate-project/
Quelle 11: Times of India (indische Tageszeitung, Technologieressort), Veröffentlicht am 28. Februar 2025
https://timesofindia.indiatimes.com/technology/social/elon-musk-provides-an-update-on-teslas-optimus-robot-there-will-be-a/articleshow/119912214.cms
Quelle 12: The Sun (britisches Boulevardblatt, Technik-Rubrik), Veröffentlicht am 16. März 2025
https://www.thesun.co.uk/tech/31012254/moment-elon-musk-reveals-tesla-optimus-robots/
Walkę z wiatrakami zostawmy Don Kichotom,
my walczmy i pokonajmy
„zielonych” ideologów z Unii Europejskiej.
Mirosław Dakowski. 31 maj 2025
W ostatnim trzydziestoleciu bardzo zostały przekręcone pojęcia. A za tym poszło również przekręcanie poglądów. Nawet w tak, zdawało by się odpornych dziedzinach, jak fizyka, nauki o Ziemi, czy geofizyka. Należą przecież [czy należały?] do nauk ścisłych [science], wydawało się nie podlegających propagandzie. I w sposób naturalny odrzucających fałsz [przecież: true or false].
Mówię tu o ludziach światłych, dalekowzrocznych i uczciwych. Poglądy tłumu, większości są zawsze plastyczne i ulegają narzucanym, szczególnie siłą, zmianom.
W pierwszej części omówię odkrycia i ustalenia energetyków, fizyków, geofizyków sprzed agresji ideolo, która w jawnej postaci nastąpiła, zaczęła się gdzieś 30-40 lat temu.
Na początku lat 90 po „obaleniu komuny” można było jednak zaczynać realizować racjonalną politykę energetyczną, a w każdym razie ją proponować, planować.
W drugiej części omówię obecną sytuację, gdy Polska jest już w jarzmie eurokomunistów UE.
Obecnie dobrzy, uczciwi energo-analitycy walczą z patologiami narzuconymi przez urzędników, m. inn. w dziedzinie energii odnawialnych, z absurdalnymi procedurami, a dostaje się biednym niewinnym wiatrakom i panelom słonecznym.
W naukach ścisłych jednak łatwiej się było bronić przed czerwoną komuną niż przed agresją tej przemalowanej na zielono, która skutecznie wcieliła w życie neo-marksistowskie hasło „marszu przez instytucje”.
I. Niezrealizowane możliwości
Po „przemianach”, to jest w latach 90-tych, paradoksalnie był krótki okres, w którym można było jawnie sformułować rozumne programy ekonomiczne czy energetyczne.
Pojawiło się, jakby znikąd, kilku wielkich ekonomistów. Nie podają nazwisk, by nikogo nie pominąć, lub nie wywołać kłótni ich następców czy przeciwników.
Podobnie było w energetyce: Proponowano i możliwe było do wykonania uzdrowienie górnictwa i energetyki węglowej, odcięcie od niej raka biurokracji i zwiększenie [łatwe a kilkakrotne konkurencyjności tych dziedzin] – Albinowski, Szpilewicz, Szargut, zespół budowanej wtedy Agencji Poszanowania Energii pod premierem – nie komercyjnej!! I plejada innych].
Agresji klimatystów nie czuło się u nas jeszcze tak boleśnie, choć już była widoczna, na przykład „Szczyt Ziemi” w Rio 1992.
Na początku lat 90 zdążyliśmy sformułować rozsądne programy energetyki opartej o różne źródła: węgiel, gaz, ew. energia jądrowa, energie odnawialne – tak zwany Energy Mix.
Energetyka krajowa, oparta o górnictwo węglowe, musiała być jednak kierowane centralnie, można było jednak ściąć biurokrację. Takie konkretne rozwiązania również proponowano.
Ale równocześnie nastąpił burzliwy, naturalny rozwój użytkowania energii odnawialnych.
A także programu Poszanowania Energii, tj. systematycznego zmniejszania energochłonności gospodarki na wszystkich jej poziomach.
Wykazaliśmy na wielu konferencjach i w wielu publikacjach, że na przykład w Polsce jest potencjał 30 do 50 MegaTpu [milionów ton odpowiednika dobrego węgla; 1 t p.u. = 29.3 GJ = 8.14 MWh ]. A zużywaliśmy wtedy ok 150 MTpu.
Istotne było, i dla celów niniejszej argumentacji niezbędne, że uwolniono oddolne inicjatywy, pomysły przedsiębiorczych ludzi.
Zaczęto więc realizację na przykład użytkowania energii odnawialnych od tego co się dotąd marnowało, a łatwo i tanio mogło być wykorzystane, z korzyścią dla wszystkich a zyskiem dla rzutkich.
Przykładowo spontaniczny a lawinowy rozwój wysoko wydajnych kotłów centralnego ogrzewania na słomę, drewno, na początku głównie odpadowe, z lasów i sadów.
Zabawne, ale też straszne, że tych nagle się pojawiających wielu Gigawatów mocy cieplnej nie zauważył, nie chciał zauważyć mimo naszych interwencji – Główny Urząd Statystyczny – GUS.
Plantacje energetyczne na podmokłych nieużytkach, biogazownie, też głównie na początek korzystające z surowców odpadowych, ogromna ilość małych agrorafinerii, na przykład wykorzystujących… zużyte oleje z frytkarni. Zniszczono to wszystko złośliwymi, absurdalnymi, zaporowymi dla indywidualnych przedsiębiorców przepisami. Nie było to oczywiście przypadkowe.
Odbudowywano małe elektrownie wodne na rzeczkach i rzekach, korzystne tak dla energetyki rozproszonej, jak i zwiększające bezpieczeństwo powodziowe. Zauważono, że „za komuny” ponad sześć tysięcy małych elektrowni wodnych zostało zniszczonych przez brygady ZMP-owców w ramach „walki z kułactwem”. Kuroń brał w tym udział. Na początku lat 90-tych ludzie wydobywali i naprawiali wyrzucane do wody przez te brygady turbiny. Część kupowała nowe, wszyscy budowali czy naprawiali jazy, zapory. Mała retencja znacznie poprawiła bezpieczeństwo powodziowe Polski.
Mówiliśmy wtedy, przekonywali nowe władze. Wtedy było wśród nich jeszcze sporo ludzi uczciwych, ale niestety niedouków.
To wszystko dzieło się bez ingerencji państwa, bo nowo – stara kasta wyzyskiwaczy nie była jeszcze tak pewna siebie, a w swej krótkowzrocznej pazerności rabowała to, to było blisko pod łapą: Złodziejska „prywatyzacja”, FOZZ – jako przykłady..
Proponowaliśmy wiatraki – tak – ale tam, gdzie wójtowi czy dużemu rolnikowi opłacało się [bez dotacji!!] je stawiać i eksploatować w sieciach lokalnych. I na tym się bogacić.
Niektóre biogazownie zbierały gaz otrzymywany z różnych odpadów, dotąd zanieczyszczających rzeki czy lasy, a stareńki komputer już czuwał by włączyć produkcję elektryczności tylko wtedy, gdy taryfa zakupu elektryczności jest korzystna. Więc na przykład w dzień – i to powszedni. Bo w niedzielę oczywiście zapotrzebowanie jest zdecydowanie mniejsze, więc i cena zakupu „prądu” niższa, ale jasno ludziom podana. Niestety – w Polsce było to jedynie w rozsądnych planach. We Francji, Tunezji to realizowano – nie na długo jednak.
Wiatraki zasilały sieci lokalne, a do sieci ogólnokrajowych sprzedawano tylko wtedy, gdy było to opłacalne dla ich właścicieli. Oraz wtedy, gdy parametry techniczne [częstotliwość, faza itp] na to pozwalały. W razie niezgodności sieć lokalna odłączała się od sieci ogólnej i produkowała dalej, np. dla lokalnej elektrolizy wody. Później sprzedawano tak tlen, jak wodór w butlach odpowiednim kupcom. W planach już było – dla lokalnych, spokrewnionych czy zaprzyjaźnionych stacji paliwowych sprzedających również wodór dla samochodów .
We Francji i w Tunezji było to skutecznie realizowane, a częściowo zaczęliśmy to realizować również w Polsce. Ale wbito nas do UE.
Niestety kierunki UE uległy wtedy strasznej zmianie czy ujawnieniu: Stery wyraźnie wzięli w ręce [ściślej: w łapy] komuniści przemalowani na zielono – czyli klimatyści. Zaczęły narastać, i być brutalnie popularyzowane – anty naukowe bajdy, na przykład o antropogennym, a dodatkowo katastrofalnym „ociepleniu klimatu”. Bezkarnie szerzyła takie banialuki IPCC [ Intergovernmental Panel of Climate Change], już w nazwie narzucający wiarę w kłamliwą tezę: „change„. Por. moje ZMIANY KLIMATU, EFEKT CIEPLARNIANY; CZY UDZIAŁ CZŁOWIEKA JEST ISTOTNY? I CZY JEST UDOKUMENTOWANY?
Jak genialnie prosto napisał w 1936 roku jeden z największych poetów tragicznego XX wieku Osip Mandelsztam – „Okazuje się, że jesteśmy w łapach humanistów „.
Możemy teraz dodać: „Znaleźliśmy się w łapach klimatystów”.
Część II.
Aktualne jarzmo UE a energię odnawialne.
W ostatnich latach pojawiło się dużo książek, poważnych artykułów i mocnej publicystyki [w tym przoduje Najwyższy Czas], które podważają plany i nakazy urzędujących w Unii Europejskiej [„Bruksela”] ideologów zielonej rewolucji, klimatystów i podobnej, usiłującej rządzić światem zarazy.
Jest świetna książka L. Schernikau i W. Smith „Fałszywa energia „.

Wydał ją nieoceniony w swych wysiłkach Jan Fijor.
Poważne analizy bezsensu oraz szkodliwości ideologii prowadzącej do katastrof tak energetycznych jak ekonomicznych publikuje profesor Władysław Mielczarski. Niestety może publikować tylko w mediach anty-estabiszmentowych, bo oficjalne ignorują głosy rozsądku. Teksty krytyczne obecnej sytuacji energetycznej publikuje często Czas Najwyższy. Na przykład: „Brudna prawda o OZE. To z góry przekreśla jakąkolwiek ekonomiczną opłacalność”. brudna-prawda-o-oze-to-z-gory-przekresla-jakakolwiek-ekonomiczna-oplacalnosc
Ich teza, postawiona już w tytule, jest prawdziwa w obłędnym królestwie zielonej komuny, ideologii i dotacji. Zostawmy jednak [bez dotacji !] decyzje w rękach rzutkich przedsiębiorców czy chłopka roztropka. Zobaczymy na ile oni dadzą sobie radę, jeśli państwo nie uczepi im znów jakichś absurdalnych kajdan.
Obecni analitycy – krytykanci, a nie wymieniam legionu innych – analizują krytycznie „energię odnawialną”, ale nie realną, lecz te fikcje wymuszone i budowane ogromnym kosztem przez dyktat w Europie, obecnie w Unii Europejskiej. W Świecie są to globaliści.
Ich cel, plan i realizacja, to rządzić centralnie wszystkim, połączyć czy raczej uwikłać cały świat w totalną sieć centralnego zarządzania.
Chcą zarządzać, najchętniej w ogromnych obszarach gospodarki światowej, przez maszynę, czyli sztuczną inteligencję.
30 lat temu ostrzegaliśmy, polscy energo-analitycy – ówczesny rząd przed centralną automatyczną giełdą energii, wtedy „planowo” uruchamianej tylko dla Europy. Już wtedy pojawiały się absurdy w postaci” ujemnych cen energii „. To znaczy – producent produkujący ponad potrzebę [a przecież potrzeby w różnych krajach i przy zmiennej pogodzie wahają się] musiał płacić za wyprodukowaną energię, nie zaś na niej zarabiać !!!
Można zupełnie serio stwierdzić, że wtedy staliśmy nad przepaścią, ale rządy zrobiły ogromny krok naprzód.
Obrazuje to na przykład niedawny Blackout, czyli padnięcie całej energetyki na Półwyspie Iberyjskim i katastrofalne tego skutki tak w postaci astronomicznych kosztów jak i strasznych kłopotów zwykłych ludzi.
Czy władze UE wyciągnęły z tego wnioski? Ależ tak, oczywiście! Zwiększyć centralizację oraz kontrolę.
Widzicie więc, światli, co należy zrobić?
Oczywiście nie ” walczyć przeciw energiom odnawialnym „.
Należy tych obłędnych, wariackich ideologów trzymających stery UE a może i świata po prostu powywieszać. Najlepiej dosłownie, jak w dawnych, zdrowych czasach, na wysokich wzgórzach, na widoku tłumów, by ludzie zdali sobie sprawę, czego uniknęli.
Wtedy ludzie, zrzuciwszy kajdany, spokojnie wrócą do swoich przedsiębiorstw, interesów, wreszcie rodzin. I do rozsądku.
| DR IGNACY NOWOPOLSKI MAY 31 |

Bruksela – Unia Europejska znajduje się w historycznym punkcie zwrotnym. To, co kiedyś zaczęło się jako projekt pokojowy i historia sukcesu gospodarczego, teraz przypomina system zmagający się z problemami i walczący o przetrwanie. Kryzys energetyczny, deindustrializacja, presja migracyjna, agresywna polityka sankcji i ograniczenia wolności słowa charakteryzują stan Unii, która, jak się wydaje, straciła kontakt z rzeczywistością.
Baza przemysłowa Europy się kurczy. Udział przemysłu UE w rynku światowym spadł z 22,5 do 14 procent od początku lat 2000. Szczególnie dotknięte są sektory energochłonne, takie jak przemysł stalowy i chemiczny. Liczba pojazdów wyprodukowanych w UE spadła od 2017 r. z 18,7 mln do zaledwie 14 mln.
Kluczowym czynnikiem tego rozwoju sytuacji jest gwałtowny wzrost cen energii na skutek rezygnacji z dostaw rosyjskiego gazu. Energia elektryczna w UE jest obecnie cztery razy droższa niż w Azji i pięć razy droższa niż w USA – jest to poważna niedogodność lokalizacyjna, która coraz bardziej odstrasza inwestorów i firmy przemysłowe od Europy.
Sytuacja migracyjna pozostaje nierozwiązana. Według najnowszych doniesień liczba migrantów przybywających do Włoch przez Morze Śródziemne wzrosła w kwietniu tego roku o 40 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Agencje ochrony granic, takie jak Frontex, są przeciążone, podczas gdy siatki przemytników działają skuteczniej niż kiedykolwiek wcześniej. [Przecież od początku UE to jest celowe. md]
Pomimo tych zmian spójna europejska polityka migracyjna wciąż pozostaje nieuchwytna. Zamiast tego coraz większą uwagę zwraca się na to, jak radzi się sobie z krytyką w kraju – każdy, kto kwestionuje politykę migracyjną, naraża się na publiczną dyskredytację lub nawet ściganie.
Wraz z wejściem w życie ustawy o usługach cyfrowych UE stworzyła nowe instrumenty kontroli informacji. Oficjalnie celem jest walka z „dezinformacją”, jednak krytycy widzą w tym furtkę dla cenzury.
Wielu niezależnych blogerów i dziennikarzy zgłasza, że są blokowani, usuwani i blokowani są ich konta, gdy odchodzą od oficjalnej linii UE. Tymczasem coraz częściej zdarzają się przypadki nakładania sankcji na osoby krytykujące internet – co jest nowością w systemie politycznym, który uważa się za demokratyczny.
W maju 2025 r. UE przyjęła 17. pakiet sankcji przeciwko Rosji. Obejmuje to również ograniczenia eksportowe, zakazy wjazdu, blokady technologiczne i zamrożenie aktywów. Nowością jest rozszerzenie działalności na rosyjskie platformy informacyjne, które w przyszłości mają być blokowane lub cenzurowane w niektórych częściach UE.
Jednak środki te dotykają nie tyle Moskwę, co gospodarkę europejską: zrywają się łańcuchy dostaw, brakuje surowców, a handel ze znaczną częścią globalnego Południa cierpi. Jednocześnie Rosja jest bardziej niż kiedykolwiek powiązana gospodarczo z Chinami i Indiami – w dużym stopniu niezależna od UE.
Podczas gdy słabnie stabilność gospodarcza i społeczna, Bruksela koncentruje się na dozbrojeniu armii. Nowe projekty zbrojeniowe finansowane przez UE, wspólne inicjatywy obronne i debaty na temat europejskiej armii pokazują, że Unia chce zademonstrować swoją siłę geopolityczną.
Ale jak wiarygodna jest „strategiczna autonomia”, gdy brakuje spójności społecznej, legitymacji demokratycznej i podstaw ekonomicznych? Krytycy mówią o bańce technokratycznej, która już dawno utraciła kontakt ze społeczeństwem.
Sygnałów jest coraz więcej: UE znajduje się w głębokim kryzysie systemowym. Różnica między elitami Brukseli a społeczeństwem europejskim rośnie, siła gospodarcza słabnie, a podstawowe wolności obywatelskie są zagrożone. Pozostaje projekt coraz bardziej autorytarny, który próbuje ukryć swój rozpad za pomocą władzy, retoryki moralnej i represji.
Odpowiedź na pytanie, czy UE ulegnie reformie czy rozpadowi, nie jest już kwestią akademicką. To kwestia czasu.
Źródła:
The Spectator – „ Roczny kryzys migracyjny w Europie dopiero się zaczyna ”
The Spectator – „ Moc UE słabnie. Gdyby tylko Starmer mógł to zobaczyć”
Frontex – Statystyki dotyczące migracji nieuregulowanej Q1 2025
Komisja Europejska – 17. pakiet sankcji przeciwko Rosji (maj 2025)
Eurostat – produkcja samochodów w UE
Statista – Ceny energii w porównaniu międzynarodowym (UE, USA, Azja)
Komisja Europejska – Ustawa o usługach cyfrowych (DSA)
| DR IGNACY NOWOPOLSKI MAY 31 |
Mantra, że Rosja poniosła ponad milion ofiar, jest powtarzany do znudzenia przez Donalda Trumpa, media i członków Kongresu. Ta kampania propagandowa jest nadal wykorzystywana do przekonania opinii publicznej, że Ukraina ma szansę w walce z Rosją. Ale to kłamstwo. Zamierzam wykorzystać dane porównujące pociski artyleryjskie wystrzelone przez Ukrainę z tymi wystrzelonymi przez Rosję w okresie 2022–2024. Dlaczego artyleria? Ponieważ ta broń jest głównym źródłem ofiar po obu stronach. Inną główną przyczyną zgonów i ran są ataki dronów. Na potrzeby tego artykułu skupię się wyłącznie na artylerii.
Zadałem DeepSeek i ChatGPT to pytanie: Ile pocisków artyleryjskich wystrzeliła Ukraina w 2022, 2023 i 2024 roku? Zadałem to samo pytanie o rosyjskie pociski. (Programy AI wymieniają raporty Pentagonu/NATO , analizy RUSI/ISW i doniesienia medialne jako źródła tych danych.) Oto wyniki:
W 2022 roku Ukraina zmagała się ze znacznym niedoborem amunicji artyleryjskiej, ale w szczytowych okresach udawało się wystrzelić około 3000–7000 pocisków dziennie , w zależności od fazy wojny.
W roku 2024 wykorzystanie artylerii Ukrainy będzie znacznie ograniczone ze względu na niedobory amunicji i problemy z łańcuchem dostaw.
W marcu 2024 r. szacunki wskazywały, że siły rosyjskie wystrzeliwały około 10 000 pocisków artyleryjskich dziennie , podczas gdy siły ukraińskie wystrzeliwały około 2000 pocisków dziennie , co podkreśla znaczną dysproporcję w możliwościach artyleryjskich.
W 2024 r. siły rosyjskie wystrzeliły szacunkowo od 12 do 17 milionów pocisków artyleryjskich na Ukrainie. Liczba ta odzwierciedla znaczną eskalację użycia artylerii w porównaniu z poprzednimi latami.
Oto wskaźniki według lat porównujące ostrzał rosyjskiej artylerii z ostrzałem ukraińskim:
2022, Rosja kontra Ukraina — 7 do 1.
2023, Rosja kontra Ukraina — 4 do 1.
2024, Rosja kontra Ukraina — 23 do 1.
Jeśli weźmiemy pod uwagę rosyjskie ataki lotnicze z użyciem bomb szybujących (tj. FABS), wielo-prowadnicowych wyrzutni rakietowych (MLRS), pocisków manewrujących i balistycznych, prawdopodobieństwo nieproporcjonalnie dużej liczby ofiar po ukraińskiej stronie linii frontu staje się niepodważalne.
Rosja poniosła straty, ale ułamek tych, które ponieśli Ukraińcy. MediaZonaoferuje najlepsze szacunki dotyczące rosyjskich zaginionych w akcji, ponieważ zbierają i analizują nekrologi ze wszystkich rosyjskich republik. To są dane, a nie opinie. Według MediaZona szacuje się, że 165 000 rosyjskich żołnierzy zginęło w walce lub od ran odniesionych w walce. Ukraina natomiast straciła ponad milion ludzi — niektóre szacunki mówią nawet o 1,5 miliona zabitych. Liczby te są zgodne ze współczynnikami ognia artyleryjskiego (i tak, zakładam, że pocisk wystrzelony przez każdą ze stron ma takie same szanse na zabicie lub okaleczenie żołnierzy po drugiej stronie).
Pięć miesięcy do 2025 r., dysproporcja pozostaje… Ukraina strzela średnio 5000 dziennie, podczas gdy Rosja strzela średnio 30 000 dziennie. Ukraina, nawet przy nieograniczonym wsparciu krajów NATO, nie może dorównać Rosji. Oto, co Sekretarz Generalny NATO, Mark Rutte, powiedział ministrom obrony NATO w lutym:
„Dzisiaj omówimy bazę przemysłową sektora obronnego i to, jak produkować więcej. Nie produkujemy wystarczająco dużo. I to jest problem zbiorowy, który mamy, od Stanów Zjednoczonych aż po Turcję włącznie, a także w całej Unii Europejskiej, Norwegii, Wielkiej Brytanii, mamy fantastyczny przemysł obronny, ale nie produkujemy wystarczająco dużo” – powiedział Rutte.
Sekretarz generalny sojuszu podkreślił , że NATO nie produkuje wystarczającej ilości broni w porównaniu z Moskwą.
„Nie, chciałem powiedzieć, że Rosja produkuje w ciągu trzech miesięcy amunicję, tyle, ile cały Sojusz produkuje w ciągu roku, a to po prostu nie jest zrównoważone. Musimy zwiększyć produkcję przemysłu obronnego” – podkreślił Sekretarz Generalny NATO.
Dysproporcja między rosyjskimi i ukraińskimi pożarami wyjaśnia, dlaczego straty Ukrainy są tak wysokie. To proste pytanie matematyczne.
Dariusz Brzozowski @Darekbrzoza
„Dziś zginęła cała moja rodzina.” Wylecieliśmy rano. Słońce świeciło, kwiaty pachniały. Miałam zebrać pyłek dla mojej królowej. Ale nagle coś spadło z nieba. Czułam, jak moje skrzydła stają się ciężkie. Koleżanki upadały na ziemię, jedna po drugiej. Nie było ucieczki. To nie był deszcz. To był oprysk.
Człowieku… My nie chcemy cię skrzywdzić. My ci pomagamy.
Dzięki nam masz jabłka, gruszki, czereśnie…
Ale my nie przetrwamy oprysków w ciągu dnia. Proszę Cię – opryskuj tylko po zmierzchu. Udostępnij mój głos.
Bo moje brzęczenie dziś ucichło… Ale może Twoje kliknięcie uratuje moje siostry jutro.
#RatujPszczoły #StopOpryskomZaDnia #PszczołyToŻycie #RolnictwoZrównoważone„
·
16,6 tys. wyświetleń
[Umieszczam, bo ważny, a wcześniej nie znałem. MD]
Marcin Sułkowski https://konserwatyzm.pl/sulkowski-system-domkniety/
Od wczoraj (5 marca 2025 r.) panuje spore poruszenie spowodowane wypowiedziami kandydata Konfederacji na prezydenta – Sławomira Mentzena1 odnośnie do PiS i tego jak obie partie powinny traktować siebie nawzajem w tejże kampanii. Sama redaktor Holecka, która prowadziła w telewizji Republika wywiad z kandydatem Konfederacji była nieco zaskoczona koncyliacyjnym charakterem wypowiedzi Mentzena, który niczym połączenie baranka pokoju ze świetnym strategiem opowiadał o tym, jak to mainstreamowe sondażownie pompując sztucznie poparcie dla niego „próbują poróżnić wyborców prawicy”. Lider Nowej Nadziei doprecyzował, że chodzi oczywiście o wyborców Konfederacji i PiS a spory między wyborcami tych partii nie są do niczego potrzebne. Jaki miałby być cel tej zmiany narracji? Mentzen, podobnie jak całe rzesze rzekomo prawicowego komentariatu mówi o tragicznym scenariuszu „domknięcia systemu”, gdyby wybory prezydenckie wygrał Rafał Trzaskowski, bowiem podówczas pełnia władzy leżałaby w rękach Donalda Tuska i jego ekipy.
Zacząć jednak należy od tego, że zdziwienie słowami Sławomira Mentzena jest mocno spóźnione. Uważnie obserwujący Konfederację od początku jej powstania zauważali pewne pęknięcia w narracji oraz języku, jakiego zaczęli używać politycy tej partii od momentu wyborów parlamentarnych w 2023 roku. Bynajmniej nie należy w tym miejscu zrzucać winy na sytuację wokół wyrzucenia Korwin-Mikkego, co było słusznym ruchem, lecz było jedynie skutkiem zmiany linii Konfederacji.
Trudno zamykać oczy na korelację między pojawieniem się w partii Przemysława Wiplera a ową zmianą linii, szczególnie uwzględniając „dokonania” tego politycznego szkodnika w dawniejszych czasach. Sztuczki prawne godne naginania przepisów przez PiS doprowadziły do kolejnego pęknięcia, wyrzucenia Grzegorza Brauna i tym samym jak się okazuje otwarcia na oścież drzwi do sojuszu Konfederacji z PiS.
Już wtedy maski opadły całkowicie, bowiem gdy 17 stycznia 2025 roku Braun został usunięty z szeregów partii2 to niecały tydzień później jeden z polityków Konfederacji i jednocześnie wiceprezes Nowej Nadziei – Bartłomiej Pejo jasno stwierdził, że nie wykluczają koalicji z partią Jarosława Kaczyńskiego3. Nie trzeba przypominać, że tym samym p. Pejo dał paliwo do narracji zwolennikom Grzegorza Brauna, którzy od dłuższego czasu wskazywali, że Konfederacja prze ku mainstreamowi i sojuszom z siedzącymi wygodnie od 20 lat przy stoliku a przecież stolik miał być wywracany. Wypowiedź posła Pejo była więc oznajmieniem przygotowywanego od dłuższego czasu scenariusza i robieniem odpowiedniego gruntu pod coś, co jak najbardziej było do przewidzenia. Jakby tego było mało, sam marszałek Bosak, co znamienne również w telewizji Republika, 24 lutego 2025 roku ponowił sygnał do swoich wyborców, że grunt do sojuszu z PiS jest przygotowywany, bowiem gdy zadano mu pytanie „z kim Konfederacja byłaby w stanie zawiązać koalicję” odpowiedział, że „z każdym, kto chciałby realizować program korzystny dla Polski”. Dopytany czy z Platformą również, odżegnywał się od tego scenariusza argumentując, że nie jest to partia, która taki program realizuje. Zapytany jednak o taką koalicję z PiS odpowiedział mocno pokrętnie: „czy to jest partia, która chce realizować program korzystny dla Polski?”, redaktor odpowiedziała „to już musi Pan ocenić”, co marszałek skwitował: „mam nadzieję”4.
Cóż takiego się wydarzyło w opinii Krzysztofa Bosaka oraz polityków Konfederacji, że pozwolili sobie na tak skrajne przesunięcie semantyczne? Dlaczego PiS nagle jednak stał się prawicą i Mentzen wprost zalicza skrajnie socjalistyczną i rewolucyjną frakcję Kaczyńskiego do tego samego obozu ideowego, co Konfederację? Odnośnie do czego marszałek żywi nadzieję? Nie jestem naiwny, by po latach słuchania popisowych i krytycznych w stronę PiS wypowiedzi Bosaka po właśnie takich pytaniach jak zadane w telewizji Republika, nagle wcisnął on hamulec i uznał, że „ma nadzieję, że to jemu pozostaje ocena czy PiS chce realizować program korzystny dla Polski”. Przecież znamy doskonale narrację Konfederacji i sposób jej przedstawiania – gdy tylko była okazja, wszyscy politycy tej partii deklarowali, że nie są zainteresowani żadnym sojuszem z żadną partią mainstreamową, bo ich celem jest wywrócenie stolika i zmiana jakości polskiej polityki. Czyżby PiS nagle nie był odpowiedzialny za szereg błędów wytykanych przez Konfederację przez lata i na którym to wytykaniu Konfederacja de facto się wybiła? Partia Kaczyńskiego nie jest odpowiedzialna za rujnujący polskich rolników, przedsiębiorców i zwykłych obywateli płacących coraz wyższe rachunki Zielony Ład? To jednak nie rękami Morawieckiego doprowadzono do tej skrajnie niekorzystnej dla Polski sytuacji, co forsował Bosak w dyskusji z byłym premierem w debacie Klubu Jagiellońskiego moderowanej przez Jana Rokitę jeszcze we wrześniu ubiegłego roku? PiS nie ponosi winy za fatalne zarządzanie w trakcie COVID, za tysiące bankructw, zamkniętych firm i przede wszystkim za ponad 200 tysięcy nadmiarowych zgonów? Już nie muszą za to odpowiadać?
Jak widać sen o nowej jakości w polityce skończył się stosunkowo szybko. Aby jednak wyborcy nie byli nadmiernie zszokowani, buduje się wspomnianą na początku narrację o „domknięciu systemu”. I choć faktycznie wygrana Trzaskowskiego nie będzie korzystna dla Polski i jest to scenariusz bardzo niekorzystny, to wmawianie ludziom, że konieczne są pokojowe relacje z PiS, będące w zasadzie zakończeniem wytykania oczywistych błędów poprzednio rządzącej partii jest kompletną bzdurą i robieniem z własnego elektoratu idiotów. Jakie bowiem są scenariusze? Pierwszy i jednocześnie nierealny to taki, że Trzaskowski uzyskał ponad 50% wszystkich głosów w wyborach. Czy jakieś zawieszenie broni czy cichy sojusz obu tych partii cokolwiek zmienia? Jeśli tak, to akurat będzie to wynik właśnie tej taktyki, bowiem jeśli dwie partie wystawiają swoich kandydatów celując w ten sam elektorat – prawicowy, to poparcie zostanie rozbite a część elektoratu może nawet nie pójść na wybory. Po co wyborca Konfederacji ma głosować na Mentzena, skoro on sam ustawia się w tym samym bloku, co PiS a przez lata wyborca Konfederacji był profilowany na anty-PiS i anty-PO w myśl hasła „PiS, PO jedno zło”?
Drugi scenariusz to taki, w którym będzie miała miejsce druga tura a do tej niewątpliwie wejdzie Trzaskowski i tenże scenariusz ma dwa warianty – z Mentzenem albo z Nawrockim w drugiej turze. Jeśli Mentzen wejdzie do drugiej tury, to nie dlatego, że zacznie klepać się po plecach z PiS i puszczać oko do ich wyborców. Tak jak żelazny elektorat Konfederacji był budowany na narracji „PiS, PO jedno zło”, tak żelazny elektorat PiS jest zbudowany na narracji „albo my albo nikt” oraz „Konfederacja to ruskie onuce”. Mentzen ma szansę na drugą turę tylko i wyłącznie jeśli utrzymałby dotychczasową narrację, bowiem jednym z jej istotnych komponentów jest granie na wiarygodności opartej o argument „nigdy nie siadaliśmy do stolika z PiS czy PO”. Obecną postawą lider Nowej Nadziei strzela sobie w stopę, bowiem wchodząc w jakikolwiek sojusz z partią duopolu wytrąca sobie z ręki najlepszy oręż wśród grupy docelowej zmęczonej PiS i PO a więc gotowej, by oddać na niego głos. Z tego też powodu uważam, że Konfederacja popełniła strategiczny błąd i mimo ogromnej pracy w kampanii, Mentzen bardzo mocno zmniejsza sobie szanse na wejście do drugiej tury, o ile ich już nie przekreślił.
A przecież założenia lidera Nowej Nadziei o scenariuszu wygrania z Trzaskowskim w drugiej turze były jak najbardziej słuszne – Mentzen nie musiał robić absolutnie nic, by zgarnąć wtedy głosy wyborców PiS, którzy bardziej niż ruskich onuc nie trawią nikogo od Tuska. Jeśli zaś do drugiej tury wejdzie Karol Nawrocki, co jest scenariuszem bardzo prawdopodobnym, to dopiero wtedy Konfederacja musiałaby wybrać jakiś wariant działania – poprzeć Trzaskowskiego, Nawrockiego czy nikogo? To jednak nie zaburzyłoby ani kampanii Mentzena i jego obrazu jako kandydata innego niż z duopolu ani nie zmuszało do żadnych cichych sojuszy z kimkolwiek. Zarówno Mentzen jak i cała Konfederacja przesuwając się w stronę PiS doprowadzili do sytuacji, w której wygranym będzie tutaj właśnie tylko PiS. Dlaczego? Bo Nawrocki w drugiej turze raczej z Trzaskowskim przegra a Konfederacja zostanie z tym sojuszem i poparciem dla PiS niczym Himilsbach z angielskim. Nie wygra niczego na scenie politycznej – dołączy do obozu przegranych przekreślając swoją główną siłę partii opartej na anty-duopolu dając jednocześnie wyraźny sygnał PiS, że to ta partia rozdaje karty i jeśli Konfederacja coś sobie roi odnośnie do stolika, to może co najwyżej usiąść na taborecie niższym niż ten prezesa Kaczyńskiego. Toteż jakiekolwiek bajania o „domknięciu systemu” można sobie darować – system właśnie się domknął, bowiem jedyna partia, która miała cień szansy na dokonanie pęknięcia w nim, dokłada wszelkich starań, by wtopić się w jeden z rewolucyjnych i skonfliktowanych obozów, tym samym utrwalając obraz, w jakim tkwimy od ponad 20 lat.
Marcin Sułkowski
1https://www.youtube.com/watch?v=ty3Cxjgg1iw
2https://www.rp.pl/polityka/art41696851-grzegorz-braun-wykluczony-z-konfederacji-jest-decyzja-sadu-partyjnego
3https://dorzeczy.pl/opinie/680860/koalicja-konfederacji-z-pis-mozliwa-ale-bez-morawieckiego.html
4https://www.youtube.com/watch?v=bpq4CVcTdBQ
Marcin Sułkowski https://konserwatyzm.pl/sulkowski-druga-tura-nie-dla-bonzura/
Kończąca się właśnie kampania prezydencka, wbrew narzekaniom i pseudo-analizom części utuczonych na państwowym garnuszku komentatorów wskazujących na swoją rzekomą moralną wyższość w ocenie tejże, była kampanią nie tylko bardzo ciekawą, ale także szalenie istotną z perspektywy zmian, jakie zaczęły się w warstwie społeczno-politycznej. System demoliberalny będący w swej istocie oparty na rewolucyjnej mechanice konfliktu „postępowych” elit przeciwko tym, którzy sprzeciwiają się kierunkowi, celom i kształtowi zmian owego „postępu” uległ pęknięciu. Dzięki temu pojawił się w nim na tyle wyraźny wyłom, że zaistniała realna szansa, by długofalowo zacząć mozolną drogę na rzecz odwrócenia szkodliwych trendów i przywrócenia rzeczywistości nieco przyzwoitości oraz rozumu. Aby jednak to się stało, trzeba całkowicie odrzucić principia przyświecające polskiej polityce w III RP w postaci walki plemion i realizacji ich interesów a więc targnąć się na postawienie za cel główny dobro Polski. Jest na to szansa i wynika ona z istotnej zmiany w rzeczywistości, której jak się zdaje, większość komentatorów politycznych po prawej stronie albo nie dostrzega, albo niesłusznie bagatelizuje.
Aby właściwie zrozumieć na czym polega wyłom w rewolucji, trzeba zwrócić uwagę na element, który kształtował naszą rzeczywistość polityczną jeszcze od końca II wojny światowej, czyli monopol informacyjny. Dotychczas mieliśmy sytuację taką, że media tkwiły w rękach bardzo wąskiej grupy osób narzucających interpretację rzeczywistości i kształtujących sposób myślenia Polaków. Było to oczywiste w czasach PRL, bowiem Polacy mieli świadomość istnienia cenzury i próbowali zbierać informacje ze źródeł alternatywnych. Przeciwnik w warstwie informacyjnej był jasno zdefiniowany, toteż zaczadzenie umysłów było trudniejsze dla władzy. Jednakże upadek PRL i pojawienie się w III RP „wolnych” mediów całkowicie uśpiło czujność Polaków. Przeświadczeni o tym, że po upadku komuny nastąpiły wolne media, rodacy stracili swoją czujność, co skrzętnie wykorzystali plugawcy różnego sortu. Największa zakała medialna w postaci Gazety Wyborczej rozpoczęła swój paskudny i niszczycielski rajd przez umysły i świadomość ludzi.
Zaszczepianie pogardy dla własnej tożsamości i tradycji, co rozpoczęło proces dramatycznej w skutkach laicyzacji społeczeństwa. Wmawianie wyssanego z mlekiem matki antysemityzmu, przez co środowisko Michnika samo stworzyło sobie pałkę do pacyfikacji niewygodnych wrogów ideowych i zamykania im ust. Małpie naśladowanie wszystkich „nowoczesnych” wzorców zachodu, począwszy od rewolucji seksualnej będącej w istocie zrównaniem człowieka ze zwierzęciem, które bezmyślnie ulega chuci, co zmieniło wzorce w zakresie seksualności a połączone z wieloletnim zohydzaniem klasycznego małżeństwa i rodzicielstwa oraz powtarzania za Klubem Rzymskim kompletnych bzdur o przeludnieniu doprowadziło do zapaści demograficznej i wymierania Polaków.
W tych wszystkich oraz w wielu innych elementach rzeczywistości, główną rolę odegrał właśnie monopol informacyjny. Dokładając do tego inne media koncesjonowane, które obrały dokładnie tę samą agendę, lecz dla niepoznaki przyjęły inne szyldy i różniły się kosmetycznie, trzeba stwierdzić rzecz oczywistą – przez ten mechanizm Polacy zostali wciągnięci w proces samozniszczenia. Wybory prezydenckie 2025 roku są o tyle istotne i inne niż poprzednie, bowiem to właśnie w trakcie tejże kampanii udało się zniszczyć monopol informacyjny. Media klasyczne w postaci koncesjonowanej prasy i telewizji straciły rząd dusz w wyniku zmiany technologicznej, której elity demoliberalne z jednej strony nie zrozumiały i nie doceniły a z drugiej padły ofiarą niczego innego, jak naturalnej konsekwencji metodyki rewolucyjnej w postaci planowania rzeczywistości przy biurku, w oderwaniu od człowieka i prawidłowego, klasycznego rozumienia jego natury.
Demoliberalnym rewolucjonistom informacja wymknęła się spod kontroli, ponieważ nie uwzględnili, że rewolucyjny plan, który powzięli, ma zawsze tę samą wadę, na jaką wskazywała już znienawidzona przez nich scholastyka – człowiek nie jest w stanie przewidzieć wszystkich skutków swoich decyzji. A jest to szczególnie widoczne, gdy takich prób przewidywania próbuje dokonać człowiek pyszny i przeświadczony o swojej wyższości intelektualnej oraz moralnej, czyli modelowy przedstawiciel dzisiejszej elity. Za nic nie przyzna, że jego rozumienie rzeczywistości nie jest prawdziwe i nie rezonuje z tym, czego oczekują ci, którym elity próbują owo rozumienie rzeczywistości narzucić.
I bardzo dobrze dla kontrrewolucji, ponieważ dzięki temu elity od pewnego czasu popełniają błąd za błędem. Tkwią bowiem cały czas w przeświadczeniu, że nadal ich słowa mają taką moc rażenia jak 10-15 lat temu. Myślą, że rzucenie na kogoś anatemy pojęciowej w postaci wyssanego z palca zarzutu o antysemityzmie, faszyzmie, zacofaniu czy nawet agenturze będzie odnosiło pożądany skutek. Czasy jednak się zmieniły a Internet ze swoimi kanałami wymiany informacji, możliwością interakcji i jednak specyficznym poczuciem humoru doprowadza do tego, co przecież tak często obalało elity chcące decydować o sposobie myślenia maluczkich – do kompletnego ich wyśmiania a więc przewartościowania przekazu.
Gdy jakaś redaktor Wielowieyska, Lis czy inna mutacja zakompleksionego i powtarzającego liberalne formułki ojkofoba z „intelektualnego” chowu wsobnego rasy idiotów rzucają zarzut „ANTYSEMITA!”, społeczność Internetu zaczyna się śmiać, bo już od dawna wie, że antysemitą nie jest ten, kto nie lubi żydów tylko ten, kogo nie lubią żydzi. Nasze nierozgarnięte elitki nadal żyją mentalnie w 2005 roku, gdy powtarzający powyższą definicję antysemityzmu w swoich książkach Waldemar Łysiak był po prostu przemilczany i nie miał możliwości dotarcia do tak szerokiego grona odbiorców, jaką miałby obecnie w dobie mediów społecznościowych. Nikt już nie przejmuje się zarzutem o „onucach”, bowiem ten bezmyślny frazes był rzucany tak często i w stronę tak wielu osób, że teraz prawie każdy jest onucą. I prawie każdy ma to tam, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę.
Elity są więc obecnie w szoku. Skowyt komentatorów establishmentu doskonale udowadnia, że władza zaczyna im się wymykać z rąk. Wiedzą doskonale, że bez koryta, które sobie stworzyli siecią powiązań, układów, pięknego różnienia się, zostaną zmieceni i stracą to z powodu czego przez lata prostytuowali się intelektualnie – status społeczny i materialny oraz poczucie prestiżu. Mainstream dostał właśnie celny cios na brodę, chwieje się przy linach zamroczony i kompletnie nie rozumie, że nie tylko właśnie przegrywa walkę w ringu. Mainstream przy odrobinie wysiłku kontrrewolucyjnego może dostać poprawkę z drugiej strony i to taką, że z ringu po prostu wyleci z hukiem.
Gdy lata temu organizowano ustawę ACTA, próbowano wrzucić do Internetu mechanizmy cenzury, które będąc w rękach elit miały ułatwić im gładkie przejście od mediów klasycznych do nowoczesnych. Ustawa ta spotkała się z gigantycznym sprzeciwem zwykłych ludzi i już sam ten fakt powinien być wyraźnym sygnałem dla elit, że Internetu nie da się spacyfikować tak, jak udało się zagarnąć prasę czy telewizję. Na nasze szczęście elity uznały, że skoro ludzie tak bronią wolności w Internecie, to po prostu trzeba zacząć na nim jak najwięcej zarabiać i dostosowywać go pod siebie innymi, legalnymi choć nieprzyzwoitymi mechanizmami jak np. algorytmy. Pech jednak chce, że zostawiając w Internecie uchyloną furtkę w postaci odpowiedniego zakresu wolności słowa oraz mechanizmu kapitalizacji zainteresowania, okazało się, że treści alternatywne wobec przekazu mainstreamu są po prostu zbyt opłacalne, by je wyrzucić.
W taki oto sposób pojawiły się dziesiątki kanałów na różnych platformach, które aby w ogóle mieć szansę na zarobek, siłą rzeczy musiały ukazywać narracyjnie coś innego niż media będące w rękach elit. Problemem elit jest jednak to, że tkwiąc w swoich cieplarnianych warunkach monopolu informacyjnego, stały się kompletnie nieudolne w warstwie konfrontacji faktów czy wartościowania narracji. Społeczność internetowa jest przesiąknięta ludźmi zaprawionymi w ideowych bojach, którzy dodając do tego odpowiednie zasięgi i ubierając w odpowiednią formę humorystyczną, mówiąc językiem mediów społecznościowych – wycierają podłogę miernotami z establishmentu. To już nie jest kolejna odsłona filmików w stylu: „Korwin zaorał lewaka”.
Takie rzeczy widzieliśmy w przypadku Krzysztofa Stanowskiego konfrontującego się z Jasiem Kapelą kilka lat temu. Teraz jednak Krzysztof Stanowski wykorzystał swoje gigantyczne zasięgi do tego, by personę tak paskudną jak Dorota Wysocka-Schnepf wypunktować merytorycznie na oczach milionów oglądających, którzy dowiedzieli się o przeszłości ojca jej męża biorącego udział w Obławie Augustowskiej. Dziennikarz, nazwijmy to nowego typu, mógł dotrzeć do rzeszy ludzi z informacją o tym, że kształt elity to efekt układów i bycia odpowiednio umoczonym w antypolski proceder. I zrobił to w takim stylu, że jedyne osoby roniące słone łezki z powodu losu p. Wysockiej-Schnepf, to właśnie trafione w brodę, chwiejące się na linach mierne elitki i ci, którym przeprali umysły w czasach, gdy Internet nie był tak popularny. Problemem establishmentu jest to, że przez naturę, pula ich zwolenników z roku na rok się kurczy.
Aby tym bardziej unaocznić skalę zmiany w warstwie informacyjnej proszę się cofnąć o 15 lat wstecz i spróbować sobie wyobrazić sytuację, że do jakiegoś studia telewizyjnego w czasie dużej oglądalności trafia przed kamery Grzegorz Braun ze swoim przekazem. Chyba nie trzeba mówić, jak nierealny jest ten scenariusz? A jednak na początku kampanii prezydenckiej ten szklany sufit przebił Super Express dając możliwość przedstawienia swojego światopoglądu kandydatowi Konfederacji Korony Polskiej. Półtorej dekady temu aparat medialny i polityczny zrobiłyby absolutnie wszystko, by zarówno Braun jak i Super Express zostały zniszczone. Tak się jednak nie stało – materiał z wywiadu obejrzało ponad 250 tysięcy osób a lawina ruszyła. Wszystkie media internetowe wykorzystały mechanizm kapitalizacji zainteresowania i zaczęły zapraszać wszystkich kandydatów. Oberwało się jedynie panu Maciakowi, co było z mojej perspektywy o tyle dziwne, że jest to człowiek, który bardzo słabo radzi sobie w dyskusji, więc ukazanie jego poglądów w niekorzystnym świetle nie byłoby specjalnie trudne, ale może właśnie dlatego, że jest tak słabym dyskutantem, nikt nie uznał, że rozmowa z nim będzie po prostu opłacalna. Stąd zapewne nieeleganckie show red. Stanowskiego. Warto jednak podkreślić, że p. Maciak dostał możliwość konkurowania w Internecie o przyciągnięcie ludzi do swojej optyki – te kanały, które obrały inną drogę niż Kanał Zero skorzystały na sytuacji i p. Maciak mógł dotrzeć do ponad 130 tysięcy osób dzięki jednemu z Youtube’owych publicystów. Można więc powiedzieć, że jest wyraźna różnica między białymi plamami w mediach starego typu a w mediach internetowych.
Skąd więc tytuł odnośnie do powyższych spostrzeżeń? Sprawa wydaje się dość oczywista – gdy w mainstreamie pojawił się wyłom i prawa strona włożyła nogę w uchylone drzwi, fundamentalne jest nie tylko utrzymanie tego stanu, ale wykopanie drzwi razem z framugą i wpuszczenie do tej przestrzeni kolejnych osób zwiększających pulę informacyjną kontrrewolucji. Aby to miało miejsce, należy nie pozwolić na zamurowanie wyłomu przez elity, a dokładnie to chcą zrobić ustawą o mowie nienawiści, którą Rafał Trzaskowski z całą pewnością podpisze.
Jako dawno zadeklarowany przeciwnik demokracji, PO i PiS oraz wszelkiej maści szantaży moralnych, które zawsze kończyły się ziemkiewiczowskim „mimowszystkoPiSizmem” mam świadomość tego, że PiS nie jest żadnym gwarantem wolności słowa – vide sytuacja zbanowania portalu nczas.pl czy myslpolska.pl przez to środowisko. Jak wspominałem w jednym swoich tekstów, system jest już na swój sposób domknięty[1].
Tyle tylko, że pisząc o tym w marcu, nie mieliśmy żadnej wiedzy na temat Karola Nawrockiego, który traktowany był jako kolejny sługus Jarosława Kaczyńskiego. Kolejne tygodnie kampanii prezydenckiej pokazały jednak, że sytuacja jest nieco bardziej złożona i choć nie jest na tyle dobrze, byśmy mieli przekonanie graniczące z pewnością, że Nawrocki jest jakkolwiek samodzielny, to istnieją pewne przesłanki, by mieć cień nadziei, że nie będzie to Duda-bis. Redaktor Rafał Otoka-Frąckiewicz postawił bowiem tezę, że Nawrocki zerwał się PiS-owi ze sznurka a dowodem na to są dwa fakty.
Po pierwsze taki, że Nawrocki ewidentnie nie słuchał swoich sztabów. Po drugie zaś, kluczowa jest właśnie liczba mnoga, jeśli chodzi o sztaby – przeważnie było tak, że kandydat na prezydenta ma jeden sztab. W przypadku Karola Nawrockiego jest ich kilka i gdy uważnie prześledzi się skład osobowy tychże, widać wyraźnie, że odpowiada on koteriom panującym w PiS. Od porażki wyborczej w 2023 roku wewnątrz środowiska PiS również nastąpiło pewne pęknięcie. Utrata władzy, świadomość starzenia się lidera będącego warunkiem koniecznym dalszego istnienia tej partii, a więc zbliżającego się końca PiS spowodowały, że określone grupy wewnątrz PiS zaczęły grać na swoją przyszłość, a podstawową strategią by odnieść sukces jest posiadanie jakiejś przewagi. Frakcje wewnętrzne starały się więc taką przewagę zdobyć i mieć wpływ zarówno na wybór kandydata na prezydenta oraz jego prowadzenie w kampanii.
Jak jednak widać, ta sztuczka niespecjalnie wyszła zarówno Kaczyńskiemu jak i innym członkom PiS, bowiem wybierając kogoś akceptowalnego dla wszystkich w PiS, finalnie wybrano kogoś, kto jednak zaczął dawać sygnały gry „na siebie”, co widać było po sprzecznych wyjaśnieniach dotyczących kawalerki. Wyborcy mają więc pewien sygnał, że w przypadku Karola Nawrockiego istnieje pewna możliwość spełnienia scenariusza innego, niż kontynuacja linii PiS w absolutnie wszystkim. Nie łudząc się, że nie istnieje taka osoba lub raczej środowisko, które ma duże przełożenie na Nawrockiego, dostrzec należy właśnie ów cień szansy, że nie będzie to głównie Kaczyński.
Co za tym idzie, kalkulacja jest stosunkowo prosta – w przypadku Rafała „Bonżura” Trzaskowskiego mamy pewność, że zostaną spełnione wszystkie wariactwa związane z cenzurą, nachodźcami z nożami w zębach (nieważne czy legalnymi czy nielegalnymi – zaręczam, że zabitemu Polakowi czy zgwałconej Polce nie będzie to robiło żadnej różnicy), zielonymi farmazonami, które zrujnują nasze budżety domowe uniemożliwiając ogrzanie domów zimą etc.
W przypadku Karola Nawrockiego istnieje cień szansy, że w jakimś stopniu odetnie się od PiS a ponadto w początkowej fazie prezydentury, na złość PO i koalicji rządzącej będzie wetował ich ustawy. W ten sposób prawa strona zyskuje czas, który jest bezcenny jeśli chodzi o utrwalanie przełamania monopolu informacyjnego, a co za tym idzie, możliwości kontrrewolucyjnej pracy u podstaw. Jeśli marzy nam się realna zmiana w dłuższej perspektywie, to obawiam się, że niestety z zaciśniętymi zębami, należytym obrzydzeniem i pamiętając o wszystkich bezeceństwach łże-prawicy z PiS, trzeba zadać w tej walce decydujący cios i wyrzucić przedstawiciela liberalnej elity poza ring. Jeśli Nawrocki okaże się kolejnym pisowskim oszustem, niczego po prawdzie nie tracimy, bo zrealizuje się dokładnie to, co w przypadku prezydentury Trzaskowskiego. Jeśli jednak uda się choć obronić przed ustawą o mowie nienawiści, to należy pamiętać, że zbiór zła N to zawsze więcej niż zbiór zła N-1.
Marcin Sułkowski









[to zakończenie wpisał md -bo naprawdę trzeba wystrzelać wilki]

NIE LIKWIDUJMY ELEKTROWNI WĘGLOWYCH I KOPALŃ – WYŚLIJ APEL
Szanowna Pani Anno!
Nie możemy na to pozwolić. Po prostu, nie możemy!
W tej kampanii wyborczej padło wiele słów, ale nie odsłoniła ona najważniejszego: potężnego kryzysu energetycznego, który zbliża się: do Pani, do mnie, do zakładów pracy, do szkół, do szpitali itd. Kryzysu, wobec którego obecny rząd wydaje się być zupełnie ślepy lub bezradny!
Zamiast w trybie pilnym remontować istniejące i budować nowe elektrownie węglowe, resort przemysłu przyjmuje kuriozalny projekt ustawy…
Nowa wersja projektu ustawy o funkcjonowaniu górnictwa przewiduje likwidację sześciu kopalń w ciągu najbliższych 10 lat. Koszt wygaszania wydobycia oszacowano na 9,125 mld zł, z czego 8,3 mld zł pokryje budżet państwa.
Dodajmy do tego rozbiórkę – choć nie pracowała ani jednego dnia! – najnowocześniejszej w Polsce elektrowni Ostrołęka C, co pochłonęło łącznie 1,3 mld zł.
Jak Pani widzi, ogromne miliardy idą na niszczenie kopalń (bo trudno nazwać „zamknięciem” to, co uczyniono z kopalniami Krupiński i Makoszowy) i rozbiórkę kolejnych elektrowni, podczas gdy mija ostatni okres zgody Komisji Europejskiej na funkcjonowanie 40 bloków elektrowni węglowych, bez których polski system elektroenergetyczny padnie!
No właśnie, co Pani zrobi, gdy zabraknie prądu?!
Zatrzymajmy to szaleństwo! Wysyłam protest w obronie polskiej energetyki
Pod powyższym linkiem odnajdzie Pani naszą petycję do Donalda Tuska i posłów koalicji, jak również dodatkowe informacje o fatalnych decyzjach w sprawie polskich kopalń i elektrowni. Bardzo Panią proszę o włączenie się w naszą akcję – tak jak to zrobiło już wiele tysięcy Polaków – i wysłanie tego apelu do premiera.
Być może zapyta Pani: czy w kraju takim jak Polska naprawdę może dojść do wielkiej awarii systemu dostarczania prądu?
Cóż, przed miesiącem w Hiszpanii doszło właśnie do takiego blackoutu. I prędko się z tego nie podnieśli! Oto zdjęcie satelitarne części Europy z tamtej nocy:

Ktoś napisał, że Hiszpania wyglądała tutaj jak komunistyczna Korea Północna.
To straszne: przez kilkanaście godzin miliony osób były pozbawione dostępu do prądu, transport publiczny został sparaliżowany, a dostęp do usług telekomunikacyjnych – zakłócony.
Jak do tego doszło? Mówiąc w dużym uproszczeniu – choć dużo więcej na ten temat napisali już nasi eksperci – brak inercji i tym samym możliwości szybkiego zareagowania na skoki zapotrzebowania energii spowodował posypanie się całego systemu elektroenergetycznego Hiszpanii niczym domku z kart.
Zbyt duży jest tam udział OZE w miksie energetycznym, na co nakładają się coraz częstsze awarie i remonty. Tak tworzy się rozchwianie systemu, którego w pewnym momencie nie można już uratować. I być może już Pani dostrzega, co w tym jest najgorsze…
NAJGORSZE JEST TO, ŻE POLSKA IDZIE TĄ SAMĄ DROGĄ!!!
Wyślij pilny apel do premiera i posłów: nie popełniajmy błędów Hiszpanii
Nie mając prądu z elektrowni atomowych jako państwo podcinamy jedyną gałąź, na której siedzimy – stabilne źródła energii, pozwalające na utrzymanie przez system tej niezbędnej inercji, tj. węgiel i gaz.
Proszę Panią o rzut oka na tę grafikę – to bilans polskiego miksu energetycznego w roku 2023:

No właśnie, niecałe 7% z fotowoltaiki i 14% z wiatru? Tak mało energii, pomimo tego, że w samych panelach słonecznych dostępnych wówczas w całej Polsce mieliśmy średnio 15 GW zainstalowanej mocy?! Proszę mi wierzyć, to potężna moc, która jednak, kiedy daje najwięcej do systemu, jest najmniej potrzebna (a więc trzeba ją odłączać, by zachować równowagę popytu i podaży energii), a kiedy jest na nią zapotrzebowanie (szczególnie pod wieczór) – wówczas daje bardzo mało.
Tak wygląda obecnie ta droga donikąd, którą wciska nam się pod hasłami walki ze zmianami klimatu…
Dlatego warto naciskać na polityków i pytać: gdzie inwestycje w remonty kopalń? Gdzie koncesje i otwarcia nowych złóż, których nie brakuje? Dlaczego wstrzymano modernizację najstarszych elektrowni węglowych oraz budowę nowych, czekając aż organy UE zakażą nam użytkowania istniejących?
A przecież demontaż polskich elektrowni węglowych już się zaczął. W Elektrowni Pątnów w grudniu 2024 roku wyłączono ostatni z sześciu najstarszych bloków opalanych węglem brunatnym. Teraz pracuje tam już tylko jeden blok węglowy – Pątnów II. Ta instalacja została oddana do użytku 16 lat temu…
Tak wyglądają decyzje polityczne, podejmowane przy zupełnie bierności obywateli, za to pod presją ideologów klimatyzmu, którzy żyją w urojeniach transformacji od paliw kopalnych do prądu płynącego z OZE.
To najwyższy czas i zarazem jeden z ostatnich sygnałów ostrzegawczych – już w 2028 roku wygasa bowiem niemożliwa do odnowienia zgoda unijnych decydentów na korzystanie ze wspomnianych 40 bloków elektrowni węglowych o mocy 200 MW każdy. Pokażmy zatem rządowi, że nie zgadzamy się na dryfowanie ku katastrofie w imię realizacji założeń utopijnego Zielonego Ładu:
NIE dla likwidacji elektrowni węglowych i zniszczenia kopalń! Wysyłam protest
Bardzo Panią proszę o ten jeden podpis i tym samym włączenie się w nasz ogólnopolski protest. Walczymy przecież o swój własny interes – by nie zabrakło prądu nam i naszym bliskim.
Jako polscy patrioci mamy prawo domagać się tego od rządu, którego premier zajmuje się plotkami i pomówieniami, zamiast pracować nad ratowaniem systemu energetycznego Polski. Proszę Panią – zróbmy to wspólnie, aby mocny oddolny głos społeczeństwa trafił do Donalda Tuska i jego posłów.

Sławomir Skiba
Fundacja Wolność i Własność
PS. Mobilizujemy do masowego sprzeciwu tysiące Polaków, którzy nie chcą biernie czekać na nadchodzącą katastrofę. Dlatego zwracam się również do Pani, prosząc o pilny podpis pod petycją do Donalda Tuska i parlamentarnej większości, by odstąpili od planu likwidacji górnictwa i ocalili elektrownie węglowe, bez których po prostu zabraknie nam prądu.
Petycję może Pani podpisać i wysłać tutaj.
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!