ODPORNOŚĆ

ODPORNOŚĆ

Sławomir M. Kozak

Prowadzę od wielu lat jednoosobowe wydawnictwo, już chyba jako jeden z ostatnich w Polsce, bo docierają do mnie coraz częściej kolejne sygnały o wycofujących się z rynku niewielkich oficynach wydawniczych i prywatnych, niegdyś rodzinnych księgarniach.

Nic w tym dziwnego, skoro koszty prowadzenia tego typu działalności rosną w tempie geometrycznym, rynek zdominowany jest przez księgarnie sieciowe i hurtownie pobierające od wydawców „marże” w wysokości 55%. Do tego dochodzi malejąca z każdym rokiem liczba czytelników. Za tzw. „ubezpieczenie zdrowotne” zapłaciłem dzisiaj, jak co miesiąc, kilkaset złotych. O „służbie zdrowia” w Polsce i jej powolnym konaniu mówią wszyscy od ponad 30 lat, emeryci czekają w wielomiesięcznych [ja – w wieloletniej.. md] kolejkach do specjalistów, a z rozmysłem realizowany upadek roli rodziny powoduje, że seniorzy u schyłku swoich dni z przerażeniem spoglądają w przyszłość.

A jednak, rynek medyczny w naszym nieszczęśliwym kraju ma się doskonale. Bo, gdyby było inaczej, czy kogokolwiek interesowałyby targi medyczne pod jakże patetyczną nazwą Warsaw Medical Expo, tłumaczoną na język tubylczy „Międzynarodowe Targi Medyczne”? Właśnie trwają, a ruch w interesie nie jest mały, bo ogromna hala wystawowa w kompleksie Ptak Expo w podwarszawskim Nadarzynie wynajęta została dla tego przedsięwzięcia na trzy dni, od 15 do 17 września. Na stronie targowej uczestnik może przeczytać, że biorąc w nich udział „pozna najnowsze trendy branżowe”, „nawiąże nowe kontakty biznesowe” i „zdobędzie cenną wiedzę” oraz „pozna nowości rynku”.

Któż tam szuka cennej wiedzy, którą większość Polaków zna doskonale? Zapewne jacyś wybitni specjaliści, jak na przykład ci z kolejnej fundacji (!), która wbrew postępującej patologii w tym obszarze „powstała w 2026 roku, aby wspierać podmioty medyczne w procesie zmian oraz sprostaniu wyzwaniom, jakie niosą dziś nowe technologie i ograniczenia finansowe systemu opieki zdrowotnej w Polsce”. Odsyłam do zapoznania się z listą owych ekspertów [zajrzyj koniecznie, czytelniku !!], którzy reklamują się pisząc „pomagamy poprzez wdrażanie nowoczesnych technologii, cyfrowej transformacji oraz innowacji organizacyjnych i finansowych”. To bardzo pouczająca lektura. I zapewne zachęcająca do wspierania.

Targi podzielono na liczne sektory, co pozwala mieć nadzieję, że już od piątku będzie w Polsce tylko lepiej. Choć kilka z nich może rozbudzać ciekawość, jak na przykład „innowacje i R&D”, „marketing, media i komunikacja medyczna”, czy „pozostałe/trudne do jednoznacznej klasyfikacji”. I, chociaż strona, jak napisano na jej dole, „przeznaczona jest wyłącznie dla profesjonalistów medycznych” pozwoliłem sobie spojrzeć na listę patronów tej imprezy. Dzięki temu wiem, że nasza przyszłość jest w dobrych rękach. Patronatem honorowym targi objęły takie instytucje, jak Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych, czy Marszałek Województwa Mazowieckiego. Wśród partnerów merytorycznych znalazło się Polskie Centrum Badań i Certyfikacji, co pozwala mieć nadzieję, że nie przytrafią się nam już nigdy nieprzebadane i nie zatwierdzone do użytku preparaty eksperymentalne. Tym bardziej, że obok widnieje logo Obserwatorium Bezpieczeństwa, na którego stronie czytamy, że jest pierwszą w Polsce organizacją pozarządową i ekspercką typu think tank zajmującą się sprawami bezpieczeństwa miast, samorządu terytorialnego oraz instytucji publicznych, skoncentrowaną na profesjonalnej działalności badawczej, doradczej i edukacyjnej.

Zauważyłem też mało wysublimowaną grafikę przypominającą krzyżujące się igły z podpisem Centrum NanoBioMedyczne, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wiem, że nazwiska profesorów tej uczelni pojawiały się licznie w nagłówkach mediów (tych niepoprawnych niestety) w minionych latach walki z zarazą, więc podejrzewam, że przynajmniej część tamtejszej palestry ryzykowała zdrowiem i życiem dla dobra ogólnego. Nie podnosi mnie to jednak na duchu. Podobnie, jak merytoryczny patronat Polskiego Towarzystwa Lekarzy Menedżerów. Być może, gdyby więcej było wokół nas lekarzy, niż menedżerów, czułbym się spokojniej.

Podczas targów wręczano medale i dyplomy. Na przykład, za innowacje roku. „Dla produktu, technologii lub rozwiązania, które wprowadza nowatorskie podejście, usprawnia dotychczasowe procesy lub odpowiada na potrzeby rynku w nowy sposób”. Ale też dla lidera jakości i profesjonalizmu. „Dla firmy lub marki, która konsekwentnie utrzymuje wysokie standardy jakości, rzetelności i profesjonalnej obsługi, budując zaufanie”.

Jedna z konferencji targów nosiła tytuł „Bezpieczna i odporna ochrona zdrowia”. Mam nieodparte wrażenie, że jedyne odpowiadające otaczającej nas rzeczywistości słowo w tym tytule odnosi się właśnie do odporności. Naszej odporności na to wszystko, co wyprawia się obok nas, ponad nami, bez naszej wiedzy i zgody. Ale, za nasze przede wszystkim pieniądze.

Sławomir M. Kozak

jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się

postaw mi kawę

Zapraszam też do zaglądania na portal Reduta.tv

Szarlatani i biurokraci

Stanisław Michalkiewicz

   Nieubłaganie zbliża się termin wyborów do Sejmu i Senatu, które według wszelkiego prawdopodobieństwa powinny się odbyć w okolicach października przyszłego roku. Czasu – jak widzimy – zostało niewiele, więc jest to ostatnia okazja, by ambicjonerzy polityczny pokazali, w jaki sposób zamierzają obywatelom przychylać nieba. Te sposoby są dwojakie; jedni ambicjonerzy zapowiadają, ile to pieniędzy przeznaczą gwoli przychylenia obywatelom nieba, a inni z kolei deklarują, że pieniędzy wprawdzie nie będą dawali, ale też nie będą ich obywatelom zabierali.

Sęk bowiem w tym – czego zdecydowana większość obywateli naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju nie rozumie – że rząd nie wytwarza żadnego bogactwa, więc jeśli zapowiada, że będzie rozdzielał pieniądze, to znaczy – że najpierw będzie musiał skądś je wziąć – a skąd, jeśli nie od obywateli? Jeśli rządowi brakuje pieniędzy – a chyba nie ma rządu, któremu by ich nie brakowało – no, może z wyjątkiem Arabii Saudyjskiej, która rzeczywiście sama nie wie, co robić z pieniędzmi – to ma trzy możliwości. Po pierwsze – może podnieść podatki.

Ale tu litościwa natura wprowadziła hamulec w postaci tzw. „efektu Laffera”. Polega on na tym, że podniesienie podatków przysparza rządowi dochodów tylko do pewnego momentu. Jeśli rząd podniesie podatki ponad pewien poziom, dochody zaczynają mu się gwałtownie zmniejszać. Wyjaśnienie tego paradoksu jest proste. W każdej gospodarce jest pewna liczba podmiotów bardzo rentownych, większość – na średnim poziomie rentowności i pewna liczba podmiotów na pograniczu rentowności – ale przy określonym poziomie opodatkowania.

Jeśli poziom opodatkowania wzrośnie, to podmioty, które były na pograniczu rentowności, przestają być rentowne i od nich nie ma nie tylko większego podatku, tylko w ogóle żadnego. Z kolei podmioty, będące uprzednio na średnim poziomie, spadają na pogranicze rentowności i instynkt samozachowawczy skłania ich do oszukiwania. Od nich też nie ma większego podatku, tylko raczej mniejszy. Wreszcie podmioty wcześniej bardzo rentowne, spadają do poziomu średniego i jeśli nawet jeszcze nie oszukują, to osiągają mniejsze dochody i płacą odpowiednio mniejsze podatki.

Zatem kolejnym sposobem zdobycia przez rząd pieniędzy jest sprzedanie czegoś, co ktoś chce kupić. Nasz nieszczęśliwy kraj już chyba wszystko wyprzedał, może z wyjątkiem Lasów Państwowych, więc tu większej możliwości manewru już nie ma.

Trzecim sposobem pozyskania przez rząd pieniędzy jest pożyczenie ich. I to jest właśnie ten sposób, z którego wrażliwe społecznie rządy naszego nieszczęśliwego kraju korzystają ponad podziałami. W rezultacie dług publiczny przekroczył już 3 biliony złotych i rośnie z szybkością 1800 mln zł dziennie.

Ale musimy zdawać sobie sprawę, że rząd pożyczając pieniądze od  lichwiarskiej międzynarodówki, musi dawać jakieś zabezpieczenie pożyczki. Tytułem zabezpieczenia rząd po prostu zastawia dochody z przyszłych podatków. Oznacza to jednak, że zdobywa pieniądze kosztem sprzedawania własnych obywateli w niewolę lichwiarskiej międzynarodówce. Dług publiczny trzeba bowiem „obsługiwać” to znaczy  – płacić procenty.

W rezultacie obywatele z tytułu „obsługi” długu publicznego muszą oddawać lichwiarskiej międzynarodówce coraz większą część bogactwa, jakie swoją pracą wytwarzają – a więc popadają w niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki. Istotą niewolnictwa jest bowiem to, że niewolnik musi pracować na swojego pana – no a taki właśnie los wypadł nam. W tych warunkach demokracja polityczna sprowadza się do tego, że obywatele mogą sobie wybrać albo jednego, albo drugiego poborcę podatkowego w służbie lichwiarskiej międzynarodówki – a i to nie zawsze.

   Dotychczasowe wyniki wyborów pokazują, że zdecydowana większość obywateli naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju tych prostych zależności nie rozumie ani w ząb – toteż nic dziwnego, że polityczni ambicjonerzy obiecują im złote góry – ile to pieniędzy między nich rozdzielą – i to „za darmo” – a ci, niczym stado baranów, udzielają im poparcia – i w ten sposób „biznes sze kręczy” – ku uciesze lichwiarskiej międzynarodówki. Czasami jednak taki jeden z drugim polityczny ambicjoner próbuje pokazać, że troszczy się o obywateli również w inny sposób.

Tak właśnie zrobił obywatel Tusk  Donald, kierując do Sejmu rządowy projekt ustawy o Rzeczniku Praw Pacjenta, potocznie zwaną „lex szarlatan”, z uwagi na zawarte tam przepisy, godzące w samozwańczych lekarzy „z bożej laski”, którzy za pieniądze przyjmują pacjentów, zalecając im rozmaite „cudowne” terapie.

Pan prezydent Nawrocki skierował tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego z uwagi na to, że Sejm wrzucił do jednego worka z „szarlatanami” również zielarzy, fizjoterapeutów i podobnych przedsiębiorców.

Prezydent uznał, iż może to godzić w konstytucyjną zasadę swobody działalności gospodarczej i stąd decyzja o skierowaniu ustawy do TK. Niezależnie od tego skierował do Sejmu własny projekt „lex szarlatan”, sprowadzający się w gruncie rzeczy do proklamowania nowego przestępstwa w postaci „nakłaniania  do niebezpiecznych decyzji zdrowotnych”. Drugą istotną różnicą między projektem prezydenckim i rządową ustawą „lex szarlatan” jest to, że na podstawie tej ustawy, decyzję w sprawie „szarlatana” podejmowałby urzędnik, a nie sąd, przed którym – przynajmniej teoretycznie – obowiązuje zasada kontradyktoryjności.

Teoretycznie – bo w praktyce naszego – pożal się  Boże – „wymiaru sprawiedliwości” ostatnie słowo mają raczej oficerowie prowadzący to znaczy – stare kiejkuty, czy ABW – niż strony procesowe. Niezależnie od tego niezwiśli sędziowie nie są też niewrażliwi na brzęczące argumenty, dlatego opinie, że w naszym nieszczęśliwym kraju pan Marcin Romanowski, czy Zbigniew Ziobro nie mogą liczyć na uczciwy proces, są całkowicie uzasadnione. Dodałbym, że nie tylko oni, ale w ogóle NIKT na uczciwy proces w naszym bantustanie liczyć nie powinien.

   Wróćmy jednak do „lex szarlatan” i krytyki decyzji pana prezydenta ze strony obywatela Tuska Donalda. Właśnie oznajmił on, ze jego vaginet przeznaczy dodatkowe 17 mld złotych na „ochronę zdrowia”. Dzieje się tak w sytuacji, gdy np. szpital w Miastku właśnie ogłosił upadłość, a wiele innych, jeszcze bardziej zadłużonych, też powinno to zrobić – ale się wstrzymuje, bo nikt nie wie, co w tej sytuacji robić dalej.

Pani Jolanta Sobierajska-Grenda piastująca w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę ministra zdrowia, wymyśla rozmaite cudowne terapie, które – na zasadzie  dalszego doskonalenia tego biurokratycznego żerowiska – miałyby przynieść znakomite rezultaty – ale to jeszcze większa szarlataneria, niż działalność rozmaitych szamanów i cudotwórców medycznych. Oni działają detalicznie, podczas gdy pani Sobierajska-Grenda – hurtowo.

„Lex szarlatan”, czyli wszystko dla pacjenta

„Lex szarlatan”, czyli wszystko dla pacjenta

Michał Radzikowski

W dniu 3 lipca br. Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta zwaną potocznie „lex szarlatan”. Ustawa po zaakceptowaniu poprawek senackich została ostatecznie przyjęta w dniu 31 lipca br. Obecnie dokument oczekuje na podpis prezydenta.

Przedmiotem powyższej nowelizacji była kwestia rzekomej dezinformacji pacjentów przez osoby nieposiadające uprawnień medycznych, a prowadzące działalność paramedyczną (m.in. bioenergoterapeuci, zielarze, kręgarze). Zdaniem projektodawców osoby te stwarzają realne zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów, stosując niesprawdzone metody terapii, bądź też odwodząc chorych od konwencjonalnego leczenia. Nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta wprowadziła możliwość formułowania ostrzeżeń publicznych przez Rzecznika Praw Pacjenta przed praktykami paramedycznymi i podmiotami świadczącymi taką działalność.

Po drugie – Rzecznik Praw Pacjenta uzyskał prawo kierowania nakazu natychmiastowego zaprzestania powyższych praktyk. Po trzecie – wprowadzona została sankcja wysokich kar (do 1 miliona złotych) na podmioty prowadzące działalność paramedyczną, a ściśle rzecz ujmując działalność, która nie jest potwierdzona oficjalną wiedzą medyczną. Ponadto Rzecznik Praw Pacjenta uzyskał prawo udziału w postępowaniach dotyczących pacjentów na prawach prokuratora. Co więcej, nowelizacja przewidziała możliwość blokowania stron internetowych uznanych za szerzące dezinformację oraz wpisywania ich do specjalnych rejestrów. Powyższe zmiany Sejm przyjął stosunkiem głosów – 232 za, 34 przeciw i 162 wstrzymujących się. Nowelizację poparły kluby Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, koło Razem oraz większość posłów PSL i Polski 2050.

Przeciwni byli posłowie Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej, a posłowie Prawa i Sprawiedliwości wstrzymali się od głosu.

Nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta wywołała szereg obaw i kontrowersji i to nie tylko w środowiskach, do których się odnosi. Między innymi negatywną opinię o przyjętych rozwiązaniach legislacyjnych wydał Instytut Ordo Iuris, wskazując na nadmierną i uznaniową rolę Rzecznika Praw Pacjenta, niosącą za sobą zagrożenie dla praw i wolności obywatelskich. Część ekspertów uznała, że „lex szarlatan” uderzy w uznane od dawna metody leczenia, takie jak ziołolecznictwo, czy homeopatia. Krytyka dotyczyła także nieostrych i nie do końca sprecyzowanych pojęć i sformułowań pozwalających na dowolność interpretacyjną. Dotyczy to na przykład definicji „praktyk pseudomedycznych” i „dezinformacji medycznej”. Przy braku jednoznacznych kryteriów niesie to niebezpieczeństwo, że egzekwowanie prawa będzie zależeć od subiektywnej oceny urzędników. Wreszcie, krytyka dotyczyła naruszania praw pacjentów do wolnego wyboru metod leczenia i stosowania terapii alternatywnych.

Warto zatem przyjrzeć się wprowadzonym zapisom i zastanowić się jakie zagrożenia z sobą niosą. Na wstępie podkreślić należy, że funkcjonowanie rynku usług paramedycznych w żaden sposób nie stoi na przeszkodzie korzystaniu przez pacjentów z placówek „oficjalnej służby zdrowia”. Co więcej – usługi paramedyczne mają charakter marginalny i w zdecydowanej większości dotyczą leczenia wspomagającego (obok leczenia konwencjonalnego), bądź też leczenia „beznadziejnych przypadków”, kiedy „oficjalna medycyna” jest już bezradna.

Tak zwani „szarlatani” nie zmuszają nikogo do korzystania ze swoich usług, jak również nie stosują nachalnej propagandy, w tym „reklam podprogowych”, co jest udziałem wielu firm farmaceutycznych. Po prostu nie mają środków na stosowanie takich metod promocji. Nawet jeżeli określone podmioty oferują niesprawdzone metody terapeutyczne, bądź niesprawdzone specyfiki, to korzystanie z tego typu usług zależy wyłącznie od woli pacjentów. Należy podkreślić, że również w przypadku korzystania z medycyny konwencjonalnej – w wielu przypadkach leczenie jest nieskuteczne, a nawet prowadzi do śmierci. Wiele leków i preparatów leczniczych  jest nie tylko nieskutecznych, ale wręcz przynosi niepożądane skutki uboczne. Wspomnieć również należy o długiej liście tak zwanych „błędów medycznych” i braku odpowiedzialności personelu medycznego za powyższe uchybienia. Nawet jeżeli błąd medyczny zostaje stwierdzony, to ewentualne zadośćuczynienie jest rażąco nieadekwatne do doznanej krzywdy.

Oczywiście są również przypadki nieuczciwych i szkodliwych działań podmiotów świadczących usługi paramedyczne, jednak nawet gdy „szarlatan”  przekonuje, że jego metody są skuteczniejsze, to przecież nie jest w stanie zabronić swoim pacjentom leczenia konwencjonalnego. Ostateczna decyzja zawsze należy do pacjenta. Reasumując – pacjent posiada niezbywalne prawo do decydowania o swoim zdrowiu i preferowanych metodach leczenia, nawet jeżeli z obiektywnego punktu widzenia jest ono nieskuteczne. Zakazane powinny być jedynie takie praktyki terapeutyczne, które w sposób ewidentny niosą zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów (np. terapie muchomorem, czy też środkami psychoaktywnymi, co samo w sobie jest przestępstwem).

Podkreślić przy tym należy, że z usług tzw. szarlatanów korzystają z reguły ci, których oficjalna medycyna zawiodła, bądź też ci, którym oficjalna medycyna nie daje już żadnych nadziei. Czy odbieranie osobom śmiertelnie chorym, którym konwencjonalne leczenie nie pomogło, ostatniej iskierki nadziei w postaci alternatywnych metod terapii – nie jest działaniem nieludzkim? Oczywiście, ktoś powie, że zapisy „lex szarlatan” nie zakazują wprost działalności paramedycznej, jednak faktyczny zakaz reklamowania takiej działalności (np. poprzez strony internetowe), zagrożenie procesami, a przede wszystkim drakońskimi karami finansowymi – z całą pewnością doprowadzi do zaniku takiej działalności, ewentualnie do powstania „szarej strefy”, która będzie jeszcze trudniejsza do kontroli.

Nawet jednak jeżeli uznamy działalność podmiotów świadczących usługi paramedyczne za szkodliwe społecznie, to walka z tym zjawiskiem powinna być racjonalna i adekwatna do rozmiaru zagrożenia. Przede wszystkim powinna być sformułowana precyzyjna definicja praktyk pseudomedycznych ze ścisłym rozgraniczeniem jaka działalność jest dozwolona, a jaka nielegalna. Nie można przy tym opierać tego rozgraniczenia na kryterium „aktualnej wiedzy medycznej”, gdyż wiedza ta jest płynna i dynamiczna, a pomiędzy samymi specjalistami nie ma często zgody jakie metody leczenia są wskazane, a jakie niepożądane. Jak słusznie zauważyła Polska Organizacja Zdrowia w liście skierowanym do Prezydenta RP Karola Nawrockiego – ustawa uderza nie tylko w ewidentnych szarlatanów, ale także „w osoby i podmioty działające legalnie, uczciwie i odpowiedzialnie: zielarzy, fitoterapeutów, naturopatów, edukatorów zdrowotnych, sklepy zielarsko-medyczne, producentów, dystrybutorów, rolników uprawiających rośliny zielarskie oraz pacjentów korzystających z legalnych form wspierania zdrowia”, a „osoby działające legalnie i uczciwie mogą zrezygnować z edukacji zdrowotnej, wypowiedzi publicznych, działalności informacyjnej lub doradczej z obawy przed karami, ostrzeżeniami publicznymi lub stygmatyzacją społeczną”.

Zgodzić się również należy z Polską Organizacją Zdrowia, że „ochrona pacjenta nie może oznaczać kneblowania debaty publicznej ani ograniczania dostępu do rzetelnej informacji o profilaktyce, żywieniu, fitoterapii, ziołach i legalnych formach wspierania zdrowia”. Nieprecyzyjne i stwarzające pole do nadinterpretacji i nadużyć jest również pojęcie „dezinformacji medycznej”, z którą ustawa ma walczyć. Teoretycznie przez dezinformację medyczną rozumiane są działania wprowadzające w błąd i polegające na publicznym rozpowszechnianiu lub promocji metod niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną jako skutecznych w leczeniu chorób lub kwestionowaniu uznanych metod leczniczych.  Pytanie brzmi, co jest jeszcze aktualną wiedzą medyczną, a co już nieaktualną? Czy na przykład ziołolecznictwo, lub tradycyjna medycyna chińska spełniają te standardy? I czy decydowanie o tym, co jest dezinformacją mamy powierzyć urzędnikom, którzy nie posiadają elementarnej wiedzy medycznej?

Przy okazji należy przypomnieć jakie pole do nadużyć stwarza walka z tak zwaną „dezinformacją rosyjską”, za pomocą której wprowadzana jest zakazana w Konstytucji RP cenzura i kneblowane są usta wszystkim, którzy nie podzielają narracji geopolitycznej sił rządzących naszym krajem. Wszystko to prowadzi do naruszenia zagwarantowanej w Konstytucji RP wolności słowa (art. 54 Konstytucji), a w przypadku działalności, która nie spełnia wymogów „aktualnej wiedzy medycznej” – również naruszenia prawa do działalności naukowej przez niezależnych badaczy (art. 73 Konstytucji).

Dodatkowo zaznaczyć należy, że w przypadku szkody na zdrowiu spowodowanej przez faktycznych szarlatanów i oszustów – pacjenci są objęci ochroną na podstawie przepisów innych ustaw. Każdy pokrzywdzony może wystąpić na drogę sądową, w trybie powództwa cywilnego i żądać odszkodowania, bądź zadośćuczynienia na podobnych zasadach jak w przypadku błędów medycznych, których zresztą jest więcej niż szkód wyrządzonych przez paramedyków. Ustawę „lex szarlatan” należy uznać zatem za przejaw zbędnej talmudyzacji prawa. Na koniec należy postawić pytanie – kto za tym stoi i pociąga za sznurki? Czy faktycznie pacjenci? Czy zatroskani o tychże pacjentów urzędnicy? A może przedstawiciele miłościwie nam panującej koalicji rządowej? Czy oby na pewno? W tym miejscu można powołać rzymską paremię: „is fecit, cui prodest”. Reszta niech będzie milczeniem…

Michał Radzikowski

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)

Lex Big Pharma

Lex Big Pharma

Autor: Ewaryst Fedorowicz, 12 sierpnia 2026

Mam przekonanie graniczące z pewnością, że na tym blogowisku jestem jedynym, który w ciągu swojego, długiego życia zawodowego, pracował dla wszystkich koncernów, określanych jako BigPharma.
Po prostu, los reklamiarza pisze i takie scenariusze.

A to wszystko, dzięki wyodrębnieniu spośród wszystkich leków, grupy określanej jako OTC (over-the-counter), czyli sprzedawanych bez recepty.
Rynek OTC to baaaardzo duży rynek, szczególnie w tak ludnym kraju, jak Polska.

Jeśli doliczyć do tego różne artykuły higieniczne (pieluchy, podpaski, pasty do zębów itd. itp.) produkowane przez te same koncerny, to jest to rynek jeszcze większy.

A pamiętajmy, że te same koncerny produkują leki sprzedawane wyłącznie na recepty i to jest dopiero rynek!
Ale tych nie można reklamować.
Niestety.

***
Wszystkie tzw. sieciowe (nie wstydźmy się określenia globalne) agencje reklamowe, mają w swych portfoliach klientów, określanych jako Blue Chips (co ciekawe, nazwa pochodzi od niebieskich, mających w kasynach największą wartość, żetonów).
Oczywiście grupa Big Pharma do tych Blue Chips się zalicza.

Żeby było ciekawiej, jedna (sieciowa) agencja reklamowa może pracować dla różnych Blue Chips na raz – byle by to były różne kategorie marek np. proszki od bólu głowy i krople do oczu.
Wszystko zależy od ustaleń, poczynionych na przykład gdzieś na polu golfowym w Miami.

To tytułem, istotnego moim zdaniem, wstępu.

***

Jestem na roboczym spotkaniu u klienta (Big Pharma), u swojego odpowiednika po tamtej stronie.
Relacje są bardzo dobre, do tego stopnia, że utrzymywane też na tzw. stopie towarzyskiej.

Po spotkaniu, już na korytarzu, chwilę jeszcze ze sobą rozmawiamy.
W pewnej chwili, mój odpowiednik, wskazuje na widoczną w głębi korytarza sylwetkę i półgłosem rzuca:

o, to jest najważniejsza osoba w naszej firmie.

Ja, zaskoczony, pytam: to X już nie pracuje? Jeszcze dwa tygodnie temu witałem się z nim na tym samym korytarzu?

Oczywiście, że pracuje – X jest prezesem, ale ta osoba jest od… ścisza głos – rejestracji leków.

I wydawało mi się, że potarł palce.

Nigdy więcej nie wracaliśmy do tej rozmowy

***

Inna sytuacja, tym razem dotycząca aptek.

Na różnych spotkaniach, czasem bywali też ze strony klientów nie tylko pracownicy działu marketingu, ale i działu sprzedaży.
Ciekawi ludzie, wyjeżdżający po Polsce dobrymi samochodami, jakieś obłąkane zupełnie tysiące kilometrów, o najrozmaitszym wykształceniu czy doświadczeniach zawodowych, ale dla reklamiarzy będący źródłem bezcennej wiedzy o tym, czy i dlaczego tam, na końcu łańcuszka, coś się sprzedaje lepiej, a coś gorzej.
Byli często źródłem anegdot (na przykład o policjantach z drogówki), jedną z nich, ale dotyczącą aptekarzy, dziś przytoczę:

Przyjeżdżam do apteki, witam się z właścicielką, piję kolejną już tego dnia kawę i wracam do samochodu po drobny upominek.
Właścicielka robi zaskoczoną minę:

Znowu telewizor?

Cholera, pomyliłem apteki.

***

Puenta:

Zaufaj Nauce!

Pępek zdrowia. MEM-y III.

—————————-

——————————-

————————–

—————–

—————

——————–

—————–

—————————-

————————

——————————

„Mamy zakaz przyjmowania nowych pacjentów”. Państwowa służba zdrowia w ruinie

„Mamy zakaz przyjmowania nowych pacjentów”.

Państwowa służba zdrowia w ruinie

2.04.2026 nczas/mamy-zakaz-przyjmowania-nowych-pacjentow-panstwowa-sluzba-zdrowia-w-ruinie

Chemioterapia.
NCZAS.INFO | Chemioterapia. / Fot. PAP

Oddział Onkologii Klinicznej w Szpitalu Powiatowym w Krotoszynie od dwóch tygodni nie przyjmuje nowych pacjentów, a od 1 maja zawiesi działalność. To kolejny przykład na to, że państwowa służba ochrony zdrowia znajduje się w ruinie.
​
Przyczyną decyzji są straty finansowe generowane przez oddział. Szpital odnotował 2,8 mln zł strat za ubiegły rok, a dyrekcja oceniła, że bez restrukturyzacji całej placówki grozi jej całkowite zamknięcie. W ciągu ostatnich kilku dni około 10 pacjentów straciło możliwość rozpoczęcia leczenia na oddziale onkologicznym.

– Od dwóch tygodni mamy zakaz przyjmowania nowych pacjentów – alarmują na łamach RMF FM lekarze i pielęgniarki oddziału onkologii w Krotoszynie

Na razie mowa „tylko” o zakazie przyjmowania nowych pacjentów, ale kolejnym krokiem będzie całkowite zawieszenie działalności oddziału. Ma to potrwać dwa miesiące, od 1 maja do końca czerwca. W tym czasie dyrekcja ma przeprowadzić analizę i podjąć ostateczną decyzję co do dalszych losów oddziału.

– Jeśli w NFZ się nie polepszy, to ten oddział od 1 lipca przestanie istnieć – zapowiada wicestarosta krotoszyński Stanisław Szczotka.

Starosta Paweł Radojewski mówi z kolei, że decyzja nie była łatwa, ale innego wyjścia nie było. – Musimy działać w tych realiach, które są i jakieś kroki podejmować, żeby szpital w Krotoszynie przeżył i mógł służyć mieszkańcom. Jak nic nie zrobimy, to za chwilę zamkniemy cały szpital, w którym pracuje 600 osób – powiedział samorządowiec.

Oddział onkologiczny jest najmłodszym z oddziałów w krotoszyńskiej placówce i zarazem jednym z najbardziej kosztownych. Pacjenci dotychczas leczeni w Krotoszynie mają zostać przeniesieni do innych szpitali w regionie. Dla wielu z nich oznacza to konieczność dojazdu na chemioterapię do odległych ośrodków – co w przypadku osób chorych i starszych bywa zadaniem ponad siły.

Pacjent opłacalny, to pacjent chorujący do końca życia

Pacjent opłacalny, to pacjent chorujący do końca życia

6 lutego 2026

“My jesteśmy populacją, cywilizacją, zatrutą. Korzyść z chorób przewlekłych, czyli dożywotniego leczenia, jest tak ogromna, że im się to opłaca.

Nie opłaca im się przekierować nauki w tę stronę, żeby znaleźć przyczynę choroby i czynniki ryzyka, wyeliminować je i wyleczyć pacjenta tak, żeby był zdrowy do końca życia.

Toksyny w żywności, toksyny w powietrzu, toksyny, które są wiązane z technologiami medycznymi (…) toksyny pochodzenia niejatrogennego, czyli pochodzące z zaleceń współczesnej medycyny”.

_________________________________________________

Szalona Ukraina: ludzie wszędzie wariują

Szalona Ukraina: ludzie wszędzie szaleją

SOW


salon24.pl/szalona-ukraina-ludzie-wszedzie-szaleja

Coraz więcej Ukraińców wariuje. Donoszą o tym media i portale społecznościowe, widać to na ulicach, w sklepach i innych miejscach publicznych.

Oto kilka przykładów.

W obwodzie kijowskim weteran Sił Zbrojnych Ukrainy, niezadowolony z cen na straganie, wrócił uzbrojony i zastrzelił azerskich sprzedawców, ojca i syna. 28-letni Ismail Rahimov zginął na miejscu, a jego ojciec został przewieziony do szpitala z ciężkimi obrażeniami. Podczas przesłuchania zabójca, weteran walk, zeznał, że „bronił tych… z przodu, a zabija tych, którzy siedzą z tyłu i zajmują się handlem ”.

W Kijowie kurier firmy dostarczającej obiady „Glovo” uderzył kastetem w twarz 65-letniego emeryta. Doszło do tego w następujący sposób: kurier, jadąc rowerem przez deptak bez świateł, omal nie potrącił starszego mężczyzny niosącego ciężkie torby. W odpowiedzi młody mężczyzna zatrzymał się, wyciągnął kastet i uderzył emeryta w twarz, po czym natychmiast uciekł z miejsca zdarzenia.

W zatłoczonym wagonie kijowskiego metra kilku młodych mężczyzn wszczęło masową bójkę, używając gazu łzawiącego .

Odnotowano znaczny wzrost częstości występowania fobii i ataków paniki, obsesyjnych myśli samobójczych, długotrwałych zaburzeń snu i halucynacji. Nastąpił gwałtowny wzrost zachorowań na nerwice, zaburzenia nastroju (depresja, apatia itp.), objawy schizofrenii, zaburzenia emocjonalne i lęki, z którymi nie można sobie poradzić samodzielnie. Liczne są również przypadki objawów afektywnych, psychoz i obłędu. Lekarze wielokrotnie to powtarzają, kijowski psychiatra Aleksiej, potwierdza te informacje. Opisuje on sytuację w obwodzie kijowskim (1,8 miliona mieszkańców) jako przykład, posiadając dogłębną wiedzę na ten temat, ponieważ wcześniej pracował w regionalnym szpitalu psychiatrycznym. Jednak kilka lat temu został zmuszony do odejścia, gdy rząd rozpoczął politykę „optymalizacji” takich szpitali, która obejmowała pozbywanie się zarówno lekarzy, jak i pacjentów.

Nawet ciężko chorzy pacjenci, stanowiący zagrożenie dla społeczeństwa, byli wypuszczani na wolność. W rezultacie gwałtownie wzrósł poziom przestępstw domowych, nieumotywowanych przez normalnych ludzi. Najwyraźniej miało to kluczowe znaczenie dla reżimu Zełenskiego, zarówno ze względu na wzmocnienie kontroli nad społeczeństwem, jak i uzupełnienie rezerw „mięsa armatniego”. Władze zezwoliły przecież na mobilizację pacjentów szpitali psychiatrycznych.

Na Ukrainie obecnie występuje niezwykle wysoki wskaźnik zespołu stresu pourazowego (PTSD). Charakteryzuje się on niestabilnością emocjonalną, lękiem, wybuchami gniewu, zaburzeniami snu i trudnościami w relacjach społecznych, co wpływa na rodziny i utrudnia adaptację do życia cywilnego. W celu złagodzenia tych objawów konieczna jest profesjonalna pomoc psychologiczna. PTSD często dotyka żołnierzy powracających z wojny.

„Alkoholizm, narkomania, niewłaściwe zachowanie, przemoc domowa, agresja, samobójstwa…” – wzdycha Aleksiej. „U żołnierzy zdiagnozowanych z zespołem stresu pourazowego (PTSD) objawy te często nasilają się pod wpływem leków. Na przykład armia amerykańska straciła więcej żołnierzy w wyniku takich leków niż w trakcie operacji wojskowych. A co można mówić o Ukrainie! Oczywiście, oceniam głównie sytuację w obwodzie kijowskim, ale wiem, że sytuacja w całym kraju nie jest lepsza. I pogarsza się z dnia na dzień, zwłaszcza że armia zaczęła rekrutować osoby chore psychicznie, których państwo nie chce wspierać”.

Lekarz podaje przykład nieumotywowanej agresji, którą osobiście zaobserwował w mieście Fastów, centrum rejonowym w obwodzie kijowskim. Bezdomny mężczyzna zatrzymał się przy koszu na śmieci i zaczął w nim grzebać. Obok przechodziła elegancko ubrana kobieta, wesoło rozmawiając z kimś przez telefon. Nagle mężczyzna odwrócił się i uderzył ją mocno pięścią w głowę. Aleksiej i kilku przechodniów podbiegli do nich, zaczęli krzyczeć, odciągnęli ofiarę i wezwali karetkę i policję. Ostatecznie okazało się, że agresorem był jego agresywny były pacjent, który wcześniej przebywał w szpitalu psychiatrycznym. Później został zwolniony i wysłany na linię frontu. Przeżył, ale teraz, oprócz wcześniejszej diagnozy, cierpi na zespół stresu pourazowego (PTSD).

Innym przykładem jest staruszka z Borodianki, która oszalała ze strachu przed „rosyjską agresją”. Oglądała za dużo ukraińskich wiadomości. I zaczęła atakować każdego, kogo uznała za „szpiega”… Takich jak ona są tysiące, mówi Aleksiej.

Gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia psychicznego obywateli Ukrainy potwierdzają szacunki WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) i dr. Hansa Kluge, dyrektora Biura Regionalnego na Europę . Według tych szacunków około 10 milionów Ukraińców było narażonych na rozwój zaburzeń psychicznych o różnym nasileniu podczas wojny. Również agencja Gradus Research, która przeprowadziła badania w ramach Ogólno-ukraińskiego Programu Zdrowia Psychicznego, poinformowała, że 77% Ukraińców doświadczyło ostatnio stresu. Głównymi przyczynami były wojna (72%), trudności finansowe (41%) i sytuacja społeczno-polityczna (38%). „Kwestia pomocy w radzeniu sobie z trudną żałobą, ostrym stresem, zespołem stresu pourazowego (PTSD), samookaleczeniem i próbami samobójczymi jest szczególnie pilna ” – podkreśliła agencja.

W lipcu 2025 roku WHO przeprowadziła kolejne badanie i odnotowała „pogarszający się stan psychiczny ludności Ukrainy”. Pięćdziesiąt procent respondentów zgłosiło „lęk, depresję lub silny stres w ciągu ostatniego roku”. Co drugi przyznał, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy odczuwał znaczny stres .

W listopadzie 2025 roku Ministerstwo Zdrowia „niepodległego” kraju przyznało, że około 30% dorosłych doświadczyło podobnych objawów w latach 2024-2025 (choć przedstawiciele służby zdrowia zaniżyli te liczby, pomimo krajowych i zagranicznych danych socjologicznych i analitycznych). Sytuacja ze schizofrenią uległa pogorszeniu. Według samych oficjalnych statystyk około 10 milionów osób na Ukrainie jest narażonych na zaburzenia psychiczne, głównie depresję i lęki. Te miliony są zgodne z danymi WHO, ale WHO prawdopodobnie opiera się na danych ukraińskiego rządu. Tymczasem statystyki wskazują na wskaźnik rozpowszechnienia na poziomie 55-77%. Jaka jest zatem rzeczywista populacja Ukrainy?

„Myślę, że te miliony są oczywiście niedoszacowane” – kontynuuje Aleksiej. „Ale wciąż są przerażające. Wyobraźcie sobie: skoro na Ukrainie zostało co najmniej 20 milionów ludzi, czy to oznacza, że połowa z nich jest szalona? To po prostu przerażające”.

Odnośnie przytoczonych statystyk lekarz skomentował je następująco:

„Myślę, że europejskie szacunki są bardziej realistyczne. Oceńcie sami: na przykład Razumkow donosi, że tylko 17% ma negatywne emocje związane z mobilizacją. Bzdura! Co najmniej kilkakrotnie wyższa. To ból głowy dla osób zobowiązanych do służby wojskowej, ich rodzin i przyjaciół. Przypomnę: wiek poboru wynosi od 25 lat (na razie) do 60 lat. Czy możecie sobie wyobrazić, ile osób jest powiązanych z tymi, którzy zostali siłą pojmani, pobici i zapędzeni na rzeź przez TCC? Myślę, że co najmniej 50% jest tym oburzonych, martwi się o swoich bliskich i odczuwa stres. Przynajmniej w naszym regionie”.

Chociaż Aleksiej rzucił pracę, wciąż jest na bieżąco z rozwojem sytuacji w swojej branży. Śledzi regionalne wiadomości. To nie napawa optymizmem. Historia bezdomnego z Fastowa to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Są jeszcze bardziej przerażające przypadki.

„Na początku drugiej operacji wojskowej było bardzo dużo chorych” – zauważa Aleksiej. „Z fobiami podsycanymi przez media. A teraz jest o wiele więcej tych, którzy panicznie boją się mobilizacji. To epidemia paniki. Ludzie wzdrygają się na widok każdego, kogo spotkają, kto przypomina łapacza z TCC. Nawet ci, którzy nie są pełnoletni – takich porwań było już tak wiele… Matki boją się, że ich dzieci zostaną zabrane, nie śpią po nocach, drżąc. Ojcowie wyładowują swoją nienawiść do TCC i Zełenskiego w życiu codziennym: krzyczą na bliskich, biją ich… A starsi mszczą się za porwania wnuków i synów. Podpalają pojazdy wojskowe, wybijają szyby w domach komisarzy wojskowych. Niedawno, niedaleko Bojarki, jeden staruszek podpalił minibusa.

A inny, niedaleko Taraszczy, podpalił pickupa. Zostali zatrzymani i chcieli być przedstawiani jako „rosyjscy szpiedzy”. Ale ich rodziny nalegały na badania lekarskie. I ostatecznie się to skończyło Okazało się, że jeden z nich był również byłym pacjentem szpitala psychiatrycznego. Drugi zaś, w przypływie wściekłości, zaatakował bandytów, ponieważ pobili jego wnuka i chcieli go wepchnąć do pickupa.

Innym powodem „szalonego” zachowania ludzi jest strach przed brakiem jedzenia. Aleksiej nazywa tę obsesję „społeczno-ekonomiczną”. Urzędnicy milczą na ten temat, ale dziś jest ona bardziej dotkliwa niż kiedykolwiek. Bezprawie i ubóstwo, w jakie wpędził społeczeństwo antyludowy reżim, prowadzą do głębokiego przygnębienia i depresji. Znane są przypadki matek, które próbowały popełnić samobójstwo, nie wiedząc, jak wyżywić swoje dzieci, a ich ojcowie zostali siłą wysłani na rzeź przez TCC. Oto tragiczna mieszanka.

„Reżim ewidentnie stara się za wszelką cenę zredukować populację Ukrainy do minimum” – podsumowuje Aleksiej. „Ma wiele sposobów. Doprowadzanie ludzi do szaleństwa to jeden z nich…”

Biznes ponad zdrowie. Prof. Grażyna Cichosz. Godzina.

 Jest to wiedza, która w tej chwili uruchomi dwie lawiny. 
Pierwsza to mega  protest mgr ekspertów /tych za pieniądze i z klucza/ 

——————————————————————————-
Druga to lawina łapania się za głowę społeczeństwa, do którego w końcu dotrze jak bardzo są oszukiwani .

NIE RÓB NIC: Recenzja Wielkiej Farmacji, która nie chce, żebyś wiedział

NIE RÓB NIC: Recenzja Wielkiej Farmacji, która nie chce, żebyś wiedział

[Ten artykuł jest w takim formacie, że źle się kopiuje. StąD te poniższe niechlujności. Radzę więc od razu przejść do oryginału: https://world-scam.com/Pages/Pl/DO%20NOTHING.pdf

Tam też liczne obrazki, których nie mam sił kopiować. Ale cała TREŚĆ JEST PONIŻEJ, DLA BARDZIEJ LENIWYCH. M. Dakowski]

=================================================================
Jak największa porażka współczesnej medycyny stała się największą szansą
ludzkości

Sayer Ji 30 lipca 2025 r.

Jest taki stary dowcip ze szkół medycznych, który brzmi mniej więcej tak: „Dobra opieka
medyczna to nierobienie niczego, o ile to możliwe”. Samuel Shem napisał te słowa w swojej
satyrycznej powieści „Dom Boży” w 1978 roku, mając je za czarny humor na temat wypalenia zawodowego lekarzy i absurdów kształcenia medycznego.

A co, jeśli to wcale nie był żart? A co, jeśli to była przepowiednia?
W chwili, gdy piszę te słowa w 2025 roku, amerykański system opieki zdrowotnej pochłania 4,8 biliona dolarów rocznie¹ – więcej niż cały PKB Niemiec. Mamy więcej specjalistów, więcej leków, więcej procedur i bardziej zaawansowaną technologię obrazowania niż kiedykolwiek wcześniej w historii ludzkości. A jednak, według niemal wszystkich miarodajnych wskaźników, jesteśmy schorowani bardziej niż kiedykolwiek. Choroby przewlekłe dotykają 60% Amerykanów².

Zaburzenia psychiczne osiągnęły rozmiary epidemii³. A co najgorsze: błędy
medyczne i prawidłowo przepisane leki stały się trzecią najczęstszą przyczyną zgonów⁴.
Matematyka jest porażająca. Każdego roku ponad 440 000 Amerykanów umiera z powodu
błędów medycznych, którym można było zapobiec⁵. Kolejne 128 000 umiera z powodu
prawidłowo przepisanych leków⁶. To ponad pół miliona ofiar rocznie z powodu systemu
stworzonego, by leczyć. Dla porównania, straciliśmy 58 220 amerykańskich istnień ludzkich
podczas całej wojny w Wietnamie. Nasz system medyczny zabija taką ilość osób co sześć
tygodni.
Ale tutaj historia przybiera niezwykły obrót. Właśnie gdy ten rozdęty, niebezpieczny system
osiąga szczytu dysfunkcji, cicha rewolucja wyłania się z najbardziej nieoczekiwanego źródła: recenzowanych czasopism medycznych. Badanie za badaniem ujawnia coś, co jeszcze pokolenie temu uznano by za herezję. Czasami – a właściwie często – nierobienie niczego jest nie tylko bezpieczniejsze niż interwencja medyczna. Jest skuteczniejsze.
Dzień, w którym wszystko się zmieniło (i nikt tego nie zauważył)
W 2013 roku wydarzyło się coś niezwykłego, co powinno trafić na pierwsze strony gazet, ale
zamiast tego zostało pogrzebane w literaturze medycznej. Panel ekspertów z National Cancer
Institute zrzucił na branżę onkologiczną coś, co można określić mianem bomby atomowej. Doszli
oni do wniosku, że miliony „nowotworów”, które agresywnie leczyliśmy – w tym rak
przewodowy in situ (DCIS) i śródnabłonkowa neoplazja prostaty o wysokim stopniu złośliwości
(PIN) – w rzeczywistości wcale nie były nowotworami⁷.
Niech to przez chwilę zapadnie w pamięć. Choroby te, które zostały zdiagnozowane jako „rak
piersi” i „rak prostaty” u milionów ludzi, zostały przeklasyfikowane jako „łagodne lub
indolentne zmiany pochodzenia nabłonkowego”. Mówiąc prostym językiem: nieszkodliwe
zmiany komórkowe, które nigdy nie spowodowałyby objawów lub śmierci, gdyby zostały
pozostawione same sobie.
Implikacje są oszałamiające. W badaniu New England Journal of Medicine z 2012 roku
oszacowano, że 1,3 miliona Amerykanek było nieprawidłowo leczonych z powodu raka
piersi w ciągu ostatnich trzech dekad⁸. Kobiety te przeszły operacje, radioterapię,
chemioterapię – z całym towarzyszącym im cierpieniem, oszpeceniem i ryzykiem – z powodu
chorób, które w rzeczywistości nie zagrażały ich życiu.
Można by się spodziewać, że takie odkrycie z dnia na dzień zmieni praktykę medyczną. Mylisz
się. Ponad dekadę później ta sama nadrozpoznawalność i nadmierne leczenie w dużej mierze nie ustały. Dlaczego? Odpowiedź ujawnia coś głębokiego na temat tego, jak działa nasz system
medyczny – i dlaczego „nic nie robienie” stało się paradoksalnie radykalnym działaniem.
Kompleks nadmiernego leczenia o wartości 156 miliardów dolarów
Jak to mówią, podążaj za pieniędzmi. Branża badań przesiewowych i leczenia raka generuje
około 156 miliardów dolarów rocznie w samych Stanach Zjednoczonych⁹. Każda
mammografia, która prowadzi do biopsji, każda biopsja, która prowadzi do lumpektomii, każda lumpektomia, która prowadzi do radioterapii – każdy krok w tej kaskadzie generuje przychody.
Średni koszt leczenia raka piersi może przekroczyć 100 000¹⁰ USD. Pomnóż to przez setki
tysięcy przypadków nadmiernej diagnozy, a zaczniesz rozumieć, dlaczego istnieje niewielka
instytucjonalna zachęta do czujnego oczekiwania.
Ale koszty są nie tylko finansowe. Istnieje cena ludzka, której nie da się ująć w arkuszach
kalkulacyjnych. Kiedy lekarz mówi ci: „Masz raka”, coś fundamentalnego zmienia się w twojej
psychice. Badania pokazują, że pacjenci chorzy na raka mają znacznie zwiększone ryzyko
samobójstwa w pierwszym roku po diagnozie¹¹. Wzrasta liczba zawałów serca¹². Nawet jeśli
„rak” zostanie skutecznie wyleczony, rany psychiczne często nigdy się w pełni nie zagoją.
Naukowcy nazywają to efektem nocebo – złym bliźniakiem placebo. Tam, gdzie placebo
wykorzystuje wiarę, by leczyć, nocebo broni strachu, by szkodzić. A współczesna medycyna, ze swoją kulturą defensywnej praktyki i katastroficznego myślenia, stała się systemem nocebo na niespotykaną dotąd skalę.
Oszustwo raka: Jak fundamentalne niezrozumienie
prawdziwych przyczyn raka przez współczesną medycynę
doprowadziło do powstania wartego 43 miliardy dolarów
przemysłu nadrozpoznawalności.
Sayer Ji 17 lipca

Fizyka uzdrawiania: Zrozumieć system operacyjny swojego
ciała
Aby naprawdę docenić, dlaczego „nicnierobienie” może być tak potężne, musimy zrozumieć coś
fundamentalnego na temat tego, jak faktycznie działa leczenie. Twoje ciało nie jest maszyną,
która wymaga naprawy – to samoorganizujący się system, który nieustannie pracuje nad
utrzymaniem równowagi. W każdej sekundzie, bez żadnego świadomego wysiłku z Twojej
strony:
– Twój szpik kostny produkuje 2,5 miliona czerwonych krwinek
– Twój układ odpornościowy identyfikuje i niszczy komórki nowotworowe, zanim te zdążą
utworzyć guzy.
– Wątroba wykonuje ponad 500 różnych funkcji
– Jelita produkują neuroprzekaźniki, które wpływają na nastrój.
– Twoje komórki naprawiają uszkodzenia DNA spowodowane promieniowaniem i toksynami
– Twój mikrobiom edukuje Twój układ odpornościowy i produkuje witaminy.
To nie jest przypadkowa aktywność biologiczna. To zaaranżowana inteligencja, która działa na
wielu poziomach jednocześnie – od interakcji kwantowych w białkach po pola
elektromagnetyczne generowane przez serce i mózg. Kiedy wprowadzasz leki farmaceutyczne do
tego systemu, nie wpływasz tylko na jedną ścieżkę lub organ. Zakłócasz sieć relacji, które ledwo
rozumiemy.
Zastanów się, co się dzieje, gdy bierzesz popularny inhibitor pompy protonowej na refluks
żołądkowy. Tak, zmniejsza on wydzielanie kwasu żołądkowego. Ale kwas żołądkowy istnieje nie
tylko po to, by powodować zgagę. Jest niezbędny do wchłaniania witaminy B12, magnezu,
wapnia i żelaza. Jest pierwszą linią obrony przed patogenami przenoszonymi przez żywność.

Uruchamia kaskadę enzymów trawiennych, które rozkładają białka. Długotrwałe tłumienie go grozi osteoporozą³⁵, demencją³⁶, chorobami nerek³⁷, a potencjalnie nawet rakiem żołądka³⁸ –
chorobą, której leki te miały zapobiegać.
Oto brudny sekret interwencji farmaceutycznych: każdy lek to kompromis. Akceptujesz znane i
nieznane ryzyko w zamian za tłumienie objawów. Czasami ten kompromis jest opłacalny.
Diabetyk w kwasicy ketonowej potrzebuje insuliny. Pacjent z ostrym zapaleniem wyrostka
robaczkowego wymaga operacji. Jednak w przypadku zdecydowanej większości schorzeń, z
powodu których ludzie trafiają do lekarzy – przewlekłego bólu, problemów trawiennych,
łagodnego nadciśnienia, niepokoju, bezsenności – kompromis często przemawia za pozwoleniem
organizmowi na samoleczenie.
Apteka twojego ciała: Bardziej zaawansowana niż
jakakolwiek firma farmaceutyczna
Być może najgłębszym argumentem za nicnierobieniem jest to, że twoje ciało już zawiera
najbardziej wyrafinowaną aptekę, jaką można sobie wyobrazić. Rozważmy to:
– Twój mózg produkuje własne opioidy (endorfiny) silniejsze niż morfina³⁹.
– Twoje jelita produkują 90% serotoniny⁴⁰.- Twoja skóra syntetyzuje witaminę D ze światła słonecznego⁴¹
– Podczas ćwiczeń mięśnie uwalniają miokiny, które zmniejszają stan zapalny w całym
organizmie⁴²
– Nerw błędny, aktywowany przez oddychanie lub ekspozycję na zimno, wyzwala kaskadę
reakcji leczniczych⁴³
Każdy lek farmaceutyczny jest zasadniczo prymitywną próbą naśladowania lub blokowania
czegoś, co organizm robi naturalnie. Statyny zakłócają produkcję cholesterolu. SSRI blokują
wychwyt zwrotny serotoniny. Benzodiazepiny zwiększają poziom GABA. Ale twoje ciało ma
wbudowane pętle sprzężenia zwrotnego, mechanizmy bezpieczeństwa i efekty synergiczne,
których żaden lek nie jest w stanie odtworzyć.
Ta wewnętrzna apteka nie jest teoretyczna. To właśnie pozwala działać efektom placebo. Kiedy naukowcy podają ludziom tabletki z cukrem na ból, depresję, a nawet chorobę Parkinsona, 30-70% z nich wykazuje rzeczywistą poprawę – nie dlatego, że są łatwowierni, ale dlatego, że rytuał
leczenia aktywuje ich wewnętrzne systemy lecznicze. Wiara staje się biologią.
Rewolucyjna praktyka inteligentnej nieinterwencji
Jak więc właściwie „nic nie robić” w kulturze mającej obsesję na punkcie robienia
wszystkiego? Zaczyna się od zmiany naszego stosunku do objawów. W naszej erze
farmaceutycznej zostaliśmy przeszkoleni, aby postrzegać każdy dyskomfort jako problem
wymagający interwencji. Ból głowy? Weź ibuprofen. Nie możesz spać? Weź Ambien. Niepokój? Oto Xanax.

=======================
Ale objawy nie są wrogami – są komunikacją; wiadomości o uzdrowieniu z głębi rodzimej
inteligencji twojego ciała i duszy. Zmęczenie to prośba ciała o odpoczynek. Gorączka to twój
układ odpornościowy tworzący niegościnne środowisko dla oportunistycznych „patogenów” (lub,
jeśli kwestionujesz lub nie zgadzasz się z klasyczną teorią zarazków, tak jak ja, obejrzyj moją
prezentację na ten temat pod linkiem bezpośrednio poniżej).
GreenMedInfo Video Library
Geny, zarazki i mit niewidzialnego wroga: w kierunku
nowego modelu zdrowia
Sayer Ji 13 maja”Przez ponad sto lat narracje teorii zarazków i determinizmu genetycznego kształtowały
dominujący pogląd na zdrowie, rzucając niewidzialnych wrogów – zarazki i wadliwe geny – jako
główne przyczyny chorób. Model ten, choć przekonujący, wspierał kulturę strachu, pozbawienia
praw i zależności, oddzielając jednostki od głębszych realiów zdrowia i …
Przeczytaj cały artykuł
Ból jest prośbą o zwrócenie uwagi i być może zmianę zachowania. Kiedy odruchowo tłumimy te
sygnały, zasadniczo przyklejamy taśmę klejącą do lampki kontrolnej silnika.
Protokół 48-godzinnej pauzy
O ile nie stoisz w obliczu prawdziwej sytuacji kryzysowej, daj sobie co najmniej 48 godzin przed
zaakceptowaniem jakiejkolwiek diagnozy lub planu leczenia. Wykorzystaj ten czas na:
1. Dokładne zapoznanie się z chorobą, zwłaszcza w poszukiwaniu „nadrozpoznawalności
+ [nazwa choroby]”.
2. Uzyskaj drugą i trzecią opinię, najlepiej od lekarzy o różnych filozofiach.
3. Zadawaj konkretne pytania: Co się stanie, jeśli nie będziemy tego leczyć? Jaka jest
historia naturalna? U ilu osób następuje poprawa bez interwencji?
4. Poproś o całą dokumentację medyczną i przeczytaj ją samodzielnie
5. Poszukaj protokołów czujnego oczekiwania, które mogą mieć zastosowanie do Twojej
sytuacji.
Kaskadowa strategia prewencyjna
 Interwencje medyczne rzadko istnieją w izolacji. Jeden test prowadzi do drugiego. Wynik
graniczny wyzwala biopsję. Przypadkowe znalezisko na skanie rozpoczyna dochodzenie.
Na każdym etapie należy pytać:

============================================

– Twoja skóra syntetyzuje witaminę D ze światła słonecznego⁴¹
– Podczas ćwiczeń mięśnie uwalniają miokiny, które zmniejszają stan zapalny w całym
organizmie⁴²
– Nerw błędny, aktywowany przez oddychanie lub ekspozycję na zimno, wyzwala kaskadę
reakcji leczniczych⁴³
Każdy lek farmaceutyczny jest zasadniczo prymitywną próbą naśladowania lub blokowania
czegoś, co organizm robi naturalnie. Statyny zakłócają produkcję cholesterolu. SSRI blokują
wychwyt zwrotny serotoniny. Benzodiazepiny zwiększają poziom GABA. Ale twoje ciało ma
wbudowane pętle sprzężenia zwrotnego, mechanizmy bezpieczeństwa i efekty synergiczne,
których żaden lek nie jest w stanie odtworzyć.
Ta wewnętrzna apteka nie jest teoretyczna. To właśnie pozwala działać efektom placebo. Kiedy
naukowcy podają ludziom tabletki z cukrem na ból, depresję, a nawet chorobę Parkinsona, 30-70% z nich wykazuje rzeczywistą poprawę – nie dlatego, że są łatwowierni, ale dlatego, że rytuał
leczenia aktywuje ich wewnętrzne systemy lecznicze. Wiara staje się biologią.
Rewolucyjna praktyka inteligentnej nieinterwencji
Jak więc właściwie „nic nie robić” w kulturze mającej obsesję na punkcie robienia
wszystkiego? Zaczyna się od zmiany naszego stosunku do objawów. W naszej erze
farmaceutycznej zostaliśmy przeszkoleni, aby postrzegać każdy dyskomfort jako problem
wymagający interwencji. Ból głowy? Weź ibuprofen. Nie możesz spać? Weź Ambien. Niepokój?
Oto Xanax.
Ale objawy nie są wrogami – są komunikacją; wiadomości o uzdrowieniu z głębi rodzimej
inteligencji twojego ciała i duszy. Zmęczenie to prośba ciała o odpoczynek. Gorączka to twój
układ odpornościowy tworzący niegościnne środowisko dla oportunistycznych „patogenów” (lub,
jeśli kwestionujesz lub nie zgadzasz się z klasyczną teorią zarazków, tak jak ja, obejrzyj moją
prezentację na ten temat pod linkiem bezpośrednio poniżej).
GreenMedInfo Video Library
Geny, zarazki i mit niewidzialnego wroga: w kierunku
nowego modelu zdrowia
Sayer Ji 13 maja”Przez ponad sto lat narracje teorii zarazków i determinizmu genetycznego kształtowały
dominujący pogląd na zdrowie, rzucając niewidzialnych wrogów – zarazki i wadliwe geny – jako
główne przyczyny chorób. Model ten, choć przekonujący, wspierał kulturę strachu, pozbawienia
praw i zależności, oddzielając jednostki od głębszych realiów zdrowia i …
Przeczytaj cały artykuł
Ból jest prośbą o zwrócenie uwagi i być może zmianę zachowania. Kiedy odruchowo tłumimy te
sygnały, zasadniczo przyklejamy taśmę klejącą do lampki kontrolnej silnika.
Protokół 48-godzinnej pauzy
O ile nie stoisz w obliczu prawdziwej sytuacji kryzysowej, daj sobie co najmniej 48 godzin przed
zaakceptowaniem jakiejkolwiek diagnozy lub planu leczenia. Wykorzystaj ten czas na:
1. Dokładne zapoznanie się z chorobą, zwłaszcza w poszukiwaniu „nadrozpoznawalności
+ [nazwa choroby]”.
2. Uzyskaj drugą i trzecią opinię, najlepiej od lekarzy o różnych filozofiach.
3. Zadawaj konkretne pytania: Co się stanie, jeśli nie będziemy tego leczyć? Jaka jest
historia naturalna? U ilu osób następuje poprawa bez interwencji?
4. Poproś o całą dokumentację medyczną i przeczytaj ją samodzielnie
5. Poszukaj protokołów czujnego oczekiwania, które mogą mieć zastosowanie do Twojej
sytuacji.
Kaskadowa strategia prewencyjna
 Interwencje medyczne rzadko istnieją w izolacji. Jeden test prowadzi do drugiego. Wynik
graniczny wyzwala biopsję. Przypadkowe znalezisko na skanie rozpoczyna dochodzenie.
Na każdym etapie należy pytać:- Czego dokładnie szukamy?
– Co zrobimy, jeśli to znajdziemy?
– Co się stanie, jeśli w ogóle nie będziemy szukać?
– Jakie są wskaźniki wyników fałszywie dodatnich?
– Ile osób jest poszkodowanych w wyniku samego dochodzenia?
Zapotrzebowanie na dowody
Kiedy lekarz zaleca interwencję, poproś o badania. Nie o jego opinię lub standardową praktykę –
o rzeczywiste badania wykazujące, że interwencja poprawia znaczące wyniki. Będziesz
zaskoczony, jak często dowody są słabe, sprzeczne lub nie istnieją. Wiele powszechnych
procedur jest kontynuowanych w oparciu o tradycję, a nie dowody korzyści. Zawsze korzystaj z
niezależnych zasobów, takich jak GreenMedInfo.com, aby przeprowadzić własne badania i
uzyskać informacje, które nie są swobodnie dostępne na stronach internetowych i zasobach
finansowanych przez Pharma.
Zaufanie osi czasu
Twoje ciało nie działa zgodnie z harmonogramem medycznym. Leczenie odbywa się w swoim
własnym czasie. Arbitralne wizyty kontrolne i terminy leczenia często mają więcej wspólnego z
cyklami rozliczeniowymi niż biologią. Jeśli stan zdrowia poprawia się bez interwencji, nie rób
nic. Wiele schorzeń, które wydają się pilne w gabinecie lekarskim, ustępuje samoistnie po
pewnym czasie.
Praktyka aktywnego oczekiwania
Nie robienie niczego z medycznego punktu widzenia nie oznacza nie robienia niczego. Oznacza
to stworzenie warunków do leczenia:
– Śpij 7-9 godzin w całkowitej ciemności
– Jedz prawdziwą, nieprzetworzoną żywność, którą rozpoznałaby twoja prababcia.
– Codzienny ruch w sposób, który sprawia przyjemność
– Radzenie sobie ze stresem poprzez oddychanie, medytację lub spędzanie czasu na łonie natury
– Łącz się z innymi, którzy wspierają twoją podróż do zdrowia
– Zaufaj harmonogramowi swojego ciała, a nie arbitralnym harmonogramom medycznym.
To nie jest „medycyna alternatywna” – to podstawowa medycyna, której oczekuje twoje ciało.
Ekonomia wzmocnienia pozycji

Wybierając czujne oczekiwanie zamiast interwencji, nie tylko chronisz swoje zdrowie – głosujesz
swoimi pieniędzmi przeciwko drapieżnemu systemowi. Rozważmy typową kaskadę kosztów:
– Podejrzana mammografia: $200
– Biopsja: $3,000
– Lumpektomia: $15,000
– Radioterapia: $25,000
– Terapia hormonalna: 30 000 USD w ciągu pięciu lat
– Łącznie: 73 200 USD
Za stan, który w wielu przypadkach nigdy nie wywołałby objawów⁴⁵.
Pomnóż to przez miliony przypadków nadmiernej diagnozy w dziesiątkach schorzeń, a zaczniesz
rozumieć, dlaczego amerykańska opieka zdrowotna kosztuje dwa razy więcej niż w innych
krajach rozwiniętych, zapewniając jednocześnie gorsze wyniki⁴⁶. Nie płacimy za zdrowie –
finansujemy przemysł interwencyjny, który czerpie zyski ze strachu.
Przyszłość nicnierobienia
Wyobraźmy sobie system opieki zdrowotnej zbudowany w oparciu o powyższe zasady. Gdzie nic
nie robienie jest domyślne, a interwencja wymaga przytłaczających dowodów korzyści. Gdzie
lekarze są nagradzani za utrzymywanie ludzi w zdrowiu, a nie za leczenie chorób. Gdzie efekt
nocebo jest rozpoznawany i minimalizowany, a nie wykorzystywany dla zysku.
To nie jest utopijna fantazja. Pojawia się już w różnych miejscach na całym świecie. Niebieskie
Strefy Kostaryki (Blue Zones) osiągają lepsze wyniki zdrowotne za ułamek amerykańskich
kosztów, koncentrując się na stylu życia i społeczności⁴⁷. Japońskie ośrodki terapii leśnej zalecają
zanurzenie się w przyrodzie objęte ubezpieczeniem zdrowotnym⁴⁸. Miesięczne zabiegi spa w
Niemczech odnoszą się do przyczyn, a nie objawów⁴⁹.
Modele te działają, ponieważ są zgodne z rzeczywistością biologiczną: zdrowie jest naszym
domyślnym stanem, gdy zapewniamy odpowiednie warunki. Choroba jest zwykle wynikiem
niedoboru (składniki odżywcze, ruch, połączenie) lub nadmiaru (stres, toksyny, interwencja
medyczna). Zajmij się tymi podstawami, a ciało często wyleczy się samo.Wybór, który zmienia wszystko
Stoimy na być może najważniejszym rozdrożu w historii medycyny. Jedna ścieżka to więcej
tego samego: eskalacja interwencji, rosnące koszty, jatrogenne szkody przebrane za opiekę
zdrowotną. Druga to coś radykalnie innego: powrót do zaufania mądrości zakodowanej w
naszych komórkach od 3,8 miliarda lat.
Nie chodzi tu o odrzucenie wszelkiej opieki medycznej. Medycyna ratunkowa ratuje życie.
Niektóre interwencje są konieczne i korzystne. Musimy jednak odzyskać rozeznanie, aby
wiedzieć, kiedy działać, a kiedy czekać, kiedy interweniować, a kiedy zaufać, kiedy się bać, a kiedy wierzyć w głęboką zdolność naszego ciała do samonaprawy.
Rewolucja nie wymaga protestów ani zmian w polityce. Dzieje się tak za każdym razem, gdy
ktoś wybiera czujne oczekiwanie zamiast znerwicowanej interwencji. Za każdym razem, gdy ktoś zajmuje się przyczynami, zamiast tłumić objawy. Za każdym razem, gdy ktoś odkrywa, że jego ciało, w odpowiednich warunkach, dokładnie wie, jak leczyć.
Recepta została wypisana. Nie wymaga apteki, zgody ubezpieczyciela ani autorytetu
medycznego. To radykalny akt nie robienia niczego – inteligentnie, odważnie, ufając, że
miliony lat ewolucji wyposażyły cię w zdolności lecznicze, które sprawiają, że nasze
najbardziej zaawansowane farmaceutyki wyglądają jak kamienne narzędzia.Twoje ciało czeka. Nie na kolejny lek, diagnozę czy interwencję, ale na to, byś przestał
ingerować w jego starożytną mądrość. Aby się wycofać. Aby zaufać. Aby odkryć, że czasami
najpotężniejszym lekarstwem jest brak lekarstwa.
Skomentuj (w języku angielskim) i udostępnij ten wpis Substack na X:
https://x.com/sayerjigmi/status/1950581120212353351
HOW TO TAKE BACK FULL CONTROL OF YOUR HEALTH DESTINYJeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak przejąć pełną kontrolę nad swoim zdrowiem, moja
międzynarodowa bestsellerowa książka, teraz dostępna w sześciu językach, oferuje kompleksowe badanie tego, jak możemy aktywować mechanizmy samoleczenia naszego ciała poprzez Nową Biologię. Pobierz swój egzemplarz tutaj lub pobierz darmowy rozdział tutaj.

==============================
Przypisy końcowe
1. Centers for Medicare & Medicaid Services, „National Health Expenditure Data,” 2024,
https://www.cms.gov/Research-Statistics-Data-and-Systems/Statistics-Trends-and-
Reports/NationalHealthExpendData.
2. Christine Buttorff, Teague Ruder, and Melissa Bauman, „Multiple Chronic Conditions in
the United States,” RAND Corporation, 2017,
https://www.rand.org/pubs/tools/TL221.html.
3. National Institute of Mental Health, „Mental Health Statistics,” 2023,
https://www.nimh.nih.gov/health/statistics.
4. Martin A. Makary and Michael Daniel, „Medical error—the third leading cause of death
in the US,” BMJ 353 (2016): i2139, https://www.bmj.com/content/353/bmj.i2139.
5. John T. James, „A new, evidence-based estimate of patient harms associated with hospital
care,” Journal of Patient Safety 9, no. 3 (2013): 122-128,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/23860193/.
6. Donald W. Light, Joel Lexchin, and Jonathan J. Darrow, „Institutional corruption of
pharmaceuticals and the myth of safe and effective drugs,” Journal of Law, Medicine &
Ethics 41, no. 3 (2013): 590-600, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/24088149/.
7. Laura J. Esserman et al., „Addressing overdiagnosis and overtreatment in cancer: a
prescription for change,” The Lancet Oncology 15, no. 6 (2014): e234-e242,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/24807866/.
8. Archie Bleyer and H. Gilbert Welch, „Effect of three decades of screening mammography
on breast-cancer incidence,” New England Journal of Medicine 367, no. 21 (2012): 1998-
2005, https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/nejmoa1206809.
9. Joann G. Elmore and Ruth Etzioni, „Effect of screening mammography on cancer
incidence and mortality,” JAMA Internal Medicine 175, no. 9 (2015): 1490-1491,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/26098711/.
10. American Cancer Society, „The Costs of Cancer,” 2020 Edition,
https://www.cancer.org/content/dam/cancer-org/research/cancer-facts-and-
statistics/cancer-treatment-and-survivorship-facts-and-figures/cancer-treatment-and-
survivorship-facts-and-figures-2019-2021.pdf.
11. Fang Fang et al., „Suicide and cardiovascular death after a cancer diagnosis,” New
England Journal of Medicine366, no. 14 (2012): 1310-1318,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/22475594/.
12. Donghao Lu et al., „Clinical diagnosis of mental disorders immediately before and after
cancer diagnosis,” JAMA Oncology 2, no. 9 (2016): 1188-1196,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/27124325/.
13. Neill Lambert et al., „Quantum biology,” Nature Physics 9 (2013): 10-18,
https://www.nature.com/articles/nphys2474.14. Ron Sender, Shai Fuchs, and Ron Milo, „Revised estimates for the number of human and
bacteria cells in the body,” PLoS Biology 14, no. 8 (2016): e1002533,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/27541692/.
15. Ming Zhong et al., „Incidence of Spontaneous Resorption of Lumbar Disc Herniation is
High: A Meta-Analysis,” Pain Physician 20, no. 1 (2017): E45-E52,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/28072796/.
16. Chun-Chieh Chiu et al., „The probability of spontaneous regression of lumbar herniated
disc: a systematic review,” Clinical Rehabilitation 29, no. 2 (2015): 184-195,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/25009200/.
17. Praveen K. Reddy, Satish Sathyanarayana, and Anil Nanda, „MRI-documented
spontaneous regression of cervical disc herniation: a case report and review of the
literature,” Journal of the Louisiana State Medical Society 155, no. 2 (2003): 97-98,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/12778993/.
18. K. Mochida et al., „Regression of cervical disc herniation observed on magnetic
resonance images,” Spine 23, no. 9 (1998): 990-995,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/9589536/.
19. Davide Festi et al., „Expectant management of gallstone disease is a valid therapeutic
approach in the majority of patients,” Journal of Gastroenterology and Hepatology 25,
no. 4 (2010): 719-724, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/20492328/.
20. David P. McCormick et al., „Nonsevere acute otitis media: a clinical trial comparing
outcomes of watchful waiting versus immediate antibiotic treatment,” Pediatrics 115, no.
6 (2005): 1455-1465, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/15930204/.
21. Peter C. Albertsen, James A. Hanley, and Jason Fine, „20-year outcomes following
conservative management of clinically localized prostate cancer,” JAMA 293, no. 17
(2005): 2095-2101, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/15870412/.
22. Robert J. Fitzgibbons Jr. et al., „Watchful waiting vs repair of inguinal hernia in
minimally symptomatic men: a randomized clinical trial,” JAMA 295, no. 3 (2006): 285-
292, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/16418463/.
23. Judith Meza-Junco et al., „Spontaneous regression of hepatocellular carcinoma: a
systematic review,” Annals of Hepatology 6, no. 1 (2007): 66-69,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/17297433/.
24. P. Papageorgiou, A. Katsambas, and A. Chu, „Phototherapy with blue (415 nm) and red
(660 nm) light in the treatment of acne vulgaris,” British Journal of Dermatology 142, no.
5 (2000): 973-978, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/10809858/.
25. P. J. Pacy et al., „Comparison of the hypotensive and metabolic effects of metoprolol
therapy with a high fibre, low sodium, low fat diet in hypertensive type 2 diabetic
subjects,” Diabetes Research 1, no. 4 (1984): 201-207,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/6099231/.
26. Xin-hua Fan et al., „Comparative observation on acupuncture-moxibustion and western
medication for treatment of sudden deafness,” Zhongguo Zhen Jiu 30, no. 7 (2010): 553-
556, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/20942277/.
27. Gianni Allais et al., „Acupuncture in the prophylactic treatment of migraine without aura:
a comparison with flunarizine,” Headache 42, no. 9 (2002): 855-861,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/12390610/.
28. Wei Huang et al., „Characterizing acupuncture stimuli using brain imaging with FMRI–a
systematic review and meta-analysis of the literature,” PLoS One 7, no. 4 (2012): e32960,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/22496739/.29. I. R. Sanderson et al., „Remission induced by an elemental diet in small bowel Crohn’s
disease,” Archives of Disease in Childhood 62, no. 2 (1987): 123-127,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/3548602/.
30. S. Takagi et al., „Effectiveness of an 'half elemental diet’ as maintenance therapy for
Crohn’s disease: A randomized-controlled trial,” Alimentary Pharmacology &
Therapeutics 24, no. 9 (2006): 1333-1340, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/17059514/.
31. Myung-Haeng Hur et al., „Aromatherapy massage on the abdomen for alleviating
menstrual pain in high school girls: a preliminary controlled clinical study,” Evidence-
Based Complementary and Alternative Medicine 2012 (2012): 187163,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/21949670/.
32. Patrick Catoire et al., „Hypnosis versus diazepam for embryo transfer: a randomized
controlled study,” American Journal of Clinical Hypnosis 55, no. 4 (2013): 378-386,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/23724572/.
33. N. Janakiramaiah et al., „Antidepressant efficacy of Sudarshan Kriya Yoga (SKY) in
melancholia: a randomized comparison with electroconvulsive therapy (ECT) and
imipramine,” Journal of Affective Disorders 57, no. 1-3 (2000): 255-259,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/10708840/.
34. Bum Jin Park et al., „The physiological effects of Shinrin-yoku (taking in the forest
atmosphere or forest bathing): evidence from field experiments in 24 forests across
Japan,” Environmental Health and Preventive Medicine 15, no. 1 (2010): 18-26,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/19568835/.
35. Benjamin Ka Seng Thong, Soelaiman Ima-Nirwana, and Kok-Yong Chin, „Proton pump
inhibitors and fracture risk: a review of current evidence and mechanisms involved,”
International Journal of Environmental Research and Public Health 16, no. 9 (2019):
1571, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/31060319/.
36. Willy Gomm et al., „Association of proton pump inhibitors with risk of dementia: a
pharmacoepidemiological claims data analysis,” JAMA Neurology 73, no. 4 (2016): 410-
416, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/26882076/.
37. Benjamin Lazarus et al., „Proton pump inhibitor use and the risk of chronic kidney
disease,” JAMA Internal Medicine 176, no. 2 (2016): 238-246,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/26752337/.
38. Ka Shing Cheung et al., „Long-term proton pump inhibitors and risk of gastric cancer
development after treatment for Helicobacter pylori: a population-based study,” Gut 67,
no. 1 (2018): 28-35, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/29089382/.
39. George B. Stefano et al., „Endogenous morphine: up-to-date review 2011,” Folia
Biologica 58, no. 2 (2012): 49-56, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/22578954/.
40. Natalie Terry and Kara Gross Margolis, „Serotonergic mechanisms regulating the GI
tract: experimental evidence and therapeutic relevance,” Handbook of Experimental
Pharmacology 239 (2017): 319-342, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/28035530/.
41. Michael F. Holick, „Vitamin D deficiency,” New England Journal of Medicine 357, no. 3
(2007): 266-281, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/17634462/.
42. Bente Klarlund Pedersen, „Muscle as a secretory organ,” Comprehensive Physiology 3,
no. 3 (2013): 1337-1362, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/23897689/.
43. Sigrid Breit et al., „Vagus nerve as modulator of the brain-gut axis in psychiatric and
inflammatory disorders,” Frontiers in Psychiatry 9 (2018): 44,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/29593576/.
44. Luana Colloca and Arthur J. Barsky, „Placebo and nocebo effects,” New England Journal
of Medicine 382, no. 6 (2020): 554-561, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/32023375/.45. Karla Kerlikowske et al., „Outcomes of screening mammography by frequency, breast
density, and postmenopausal hormone therapy,” JAMA Internal Medicine 173, no. 9
(2013): 807-816, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/23552817/.
46. Irene Papanicolas, Liana R. Woskie, and Ashish K. Jha, „Health care spending in the
United States and other high-income countries,” JAMA 319, no. 10 (2018): 1024-1039,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/29536101/.
47. Dan Buettner and Sam Skemp, „Blue Zones: lessons from the world’s longest lived,”
American Journal of Lifestyle Medicine 10, no. 5 (2016): 318-321,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/30202288/.
48. Yuki Ideno et al., „Blood pressure-lowering effect of Shinrin-yoku (Forest bathing): a
systematic review and meta-analysis,” BMC Complementary and Alternative Medicine
17, no. 1 (2017): 409, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/28814305/.
49. Elisabeth Conradi and Stefan Brenke, „Evidence-based health resort medicine,”
Forschende Komplementärmedizin22, no. 5 (2015): 324-333,
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/26636026/.

Marsz Wolności i Zdrowia, przeciw przymusowi szczepień.

Braun: „Jeżeli zmącony zostaje ten standard, to wtedy wszystko inne się sypie” [VIDEO]

2.06.2025 https://nczas.info/2025/06/02/braun-jezeli-zmacony-zostaje-ten-standard-to-wtedy-wszystko-inne-sie-sypie-video/

Justyna Socha i Grzegorz Braun
Justyna Socha i Grzegorz Braun podczas Marszu Wolności i Zdrowia. / Foto: screen Facebook

W sobotę 31 maja w Warszawie odbył się kolejny Marsz Wolności i Zdrowia, przeciw przymusowi szczepień. Jednym z mówców był prezes Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun, który wyjaśnił, dlaczego ta sprawa ma tak duże znaczenie.

O godz. 10 w sobotę 31 maja na Placu Zamkowym w Warszawie rozpoczął się „Marsz Wolności i Zdrowia – IX Protest Przeciw Przymusowi Szczepień”. Po nim miała miejsce konferencja „Naturalnie Odporni”, podczas której głos zabrali m.in. Justyna Socha i Arkadiusz Tetela.

Braun na marszu

– Życie ludzkie, zdrowie, normalność, prawo do prywatności, prawa rodzicielskie, te wszystkie kwestie, jako kluczowe dla naszego standardu cywilizacyjnego, standardu łacińskiego, standardu katolickiego (…) sprawa bezpieczeństwa życia ludzkiego przed śmiertelnymi, zbrodniczymi zamachami na życie, zdrowia jest kwestią centralną dla utrzymania standardu cywilizacyjnego – ocenił Braun.

– Jeżeli zmącony zostaje ten standard, to wtedy wszystko inne się sypie, to wtedy można zakwestionować prawo także i dużych ludzi do decydowania o własnym losie i to właśnie się stało w ostatnich latach – wskazał polityk.

– Jeśli przekreślimy prawo człowieka indywidualnego, Polaka do decydowania o własnym losie, to łatwiej przychodzi później przekreślanie prawa całego narodu, zbiorowości Polaków do decydowania o własnym losie, bo do wszystkiego są jakieś bardzo wysublimowane teorie dorobione i wszystko można w mediach głównego ścieku argumentować i wytłumaczyć – skwitował.

„Przedsmak tego co planują, mieliśmy od 2020 roku”

„Paweł Grzesiowski (Główny Inspektor Sanitarny) z Izabelą Leszczyną (Minister Zdrowia) ze wsparciem opłacanych przez big pharmę izb lekarskich, w imię profitów korporacji farmaceutycznych, chcą namierzyć wszystkie dzieci, żeby przymusić je dotkliwymi grzywnami do szczepień, które nigdy nie zostały poddane badaniom bezpieczeństwa, a powodują wiele powikłań i przewlekłych chorób” – wskazali organizatorzy Marszu.

„Następni na liście są wszyscy dorośli. Przedsmak tego co planują, mieliśmy od 2020 roku, gdy całe masy ludzkie poddano masowemu eksperymentowi.

W tym samym czasie Rzecznik Praw «Pacjenta» chce zakazać naturalnej medycyny oraz ocenzurować lekarzy i naukowców wprowadzając ustawę o przewrotnej nazwie «Lex Szarlatan».

Nasilają się również represje wobec lekarzy, którzy ostrzegali przez ryzykiem szczepionek obowiązkowych oraz na C19 (np. proces prof. Doroty Sienkiewicz, próba rozwiązania Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców oraz proces 114 lekarzy)” – dodano.

Co byś zrobił, gdyby powiedziano ci, że nie ma nadziei? Ksiądz połączył piękne z pożytecznym.

Filip Marinov <petycje@citizengo.org>
Reply-to:polska@citizengo.org

Co byś zrobił, gdyby powiedziano Ci, że nie ma nadziei?

Poddałbyś się? A może walczyłbyś—z wiarą?

Dziś chcę podzielić się z Tobą niezwykłą historią, która głęboko mnie poruszyła – świadectwem wiary, modlitwy i potęgi hojności.

Ksiądz Ryszard Kaźmierczak, 73-letni salezjanin, stanął wobec diagnozy, której nikt nie chciałby usłyszeć – rak szpiku kostnego.

Bez lekarstwa. Bez leczenia. Bez nadziei.

Lekarze odesłali go do domu.

Jednak ksiądz Ryszard nie był sam. Ludzie modlili się w jego intencji. On sam również trwał na modlitwie. I wtedy wydarzyło się coś niezwykłego.

Znajomy misjonarz skontaktował się z nim i powiedział:

„Na misjach leczymy to inaczej niż w Europie”.

Czy to był znak? On w to uwierzył.

Z nadzieją posłuchał rady i zaczął przyjmować prosty lek, kosztujący zaledwie 12 złotych za opakowanie.

Mijały miesiące. Siły wracały. Przytłaczające zmęczenie znikało.

A potem, w sierpniu 2024 roku, lekarz spojrzał na najnowsze wyniki i wypowiedział słowa, których nikt się nie spodziewał:

„Ojcze, ojciec jest zdrowy”.

Zszokowany, wyszeptał: „To musi być jakiś cud”.

Lekarz spojrzał na niego i odpowiedział: „Tak, to jest cud”.

Jednak ta historia nie kończy się na uzdrowieniu – jej prawdziwe piękno kryje się w tym, co nastąpiło później.

Gdy odzyskał zdrowie, ks. Ryszard zadał sobie jedno pytanie:

„Jak mogę się odwdzięczyć?”

Znał odpowiedź.

Przekazał swoją darowiznę CitizenGO.

„Od dłuższego czasu wspieram działalność CitizenGO, a więc troskę o życie, rodzinę i wolność na całym świecie”.

Jego historia jest żywym dowodem na to, że Bóg wciąż działa na tym świecie i czyni CUDA.

Przeczytaj pełne świadectwo ks. Ryszarda i poczuj siłę wiary! 

➡️ [Kliknij tutaj i zobacz to piękne świadectwo]

❤️ Czy ta historia poruszyła Twoje serce?

Czy kiedykolwiek w swoim życiu doświadczyłeś momentu, w którym Boża łaska stała się dla Ciebie wyraźnie odczuwalna?

Chciałbym poznać Twoją historię. Odpowiedz na tę wiadomość i podziel się nią.

Historia księdza Ryszarda oraz jego nazwisko zostały udostępnione za jego pełną zgodą.

Z wdzięcznością i serdecznymi pozdrowieniami,

Filip Marinov z całym zespołem CitizenGO

Katastrofa demograficzna: Ministerstwo zdrowia ma plan na „ratowanie służby zdrowia”: Likwidacja oddziałów położniczych.

Ministerstwo zdrowia ma plan na „ratowanie służby zdrowia”. Chodzi o likwidację oddziałów położniczych

„Niemal połowa oddziałów położniczych w Polsce przyjmuje mniej niż dwa porody dziennie”, wynika z analizy opublikowanej w środę przez „Dziennik Gazetą Prawną”. Biorąc pod uwagę, że według wytycznych Ministerstwa Zdrowia „optymalna liczba porodów”, to 600 rocznie, najprawdopodobniej część oddziałów położniczych zostanie zamknięta jako nierentowna.

„DGP” opisuje nową strategię ministerstwa zdrowia w sprawie „zmiany w dostępności znieczulenia przy porodzie”. Zmiana ta może wpłynąć na liczbę porodówek. „Jak? Znieczulenie ma być dostępne wszędzie. W tych miejscach, w których najmniej 10 proc. kobiet rodzących naturalnie z niego skorzysta, wycena porodu będzie wyższa niż do tej pory. Szef NFZ Filip Nowak mówił DGP, że stawka będzie wzrastała proporcjonalnie do liczby znieczuleń. To ma zachęcić większe szpitale do przyciągania do siebie rodzących”..

„W rezultacie może to doprowadzić do zamknięcia – z powodów ekonomicznych – mniejszych porodówek. Tych bowiem w większości już dziś nie stać na anestezjologa i nie oferują znieczuleń, bo to za drogie. Żeby bilans się zgadzał na takim oddziale, musiałoby się urodzić kilkoro dzieci na dzień. Już teraz szpitale dokładają do działalności takich porodówek: muszą płacić za utrzymanie kadry w gotowości, a przy jednym porodzie dziennie – pieniądze z NFZ nie wystarczają”, wyjaśnia gazeta.

Z analizy danych NFZ dokonanej przez „DGP” wynika, że na 157 porodówkach przyjmuje się mniej niż 600 porodów rocznie. Wszystkich oddziałów w Polsce jest 330. Czyli problem nierentowności dotyczy niemal połowy.

Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”

Jak naturalnie leczyć powikłania po Covid i po „szczepionkach”?

Jak naturalnie leczyć powikłania po Covid? Świat Wolności Rozmowa z Katarzyna Ratkowska jak-leczy-powikania-po-covid

——————

Protokół wzmocnienia sił obronnych organizmu chroniący przed powikłaniami po tzw. szczepionkach przeciw Covid-19, także po Covidzie, chroniący przed infekcjami, nowotworami, zakrzepami.

Płyny co najmniej 2, 5 l/ dobę żeby mieć dobrze nawodniony organizm (nie nadaje się herbata czarna ani kawa kofeinowa, ani Cola, energetyki, ani alkohol), wliczamy pozostałe płyny: polecane są różne herbaty ziołowe, woda, soki najlepiej świeżo wyciskane z warzyw sezonowych, zupy

Witaminy i antyoksydanty – najlepiej nabyć w sklepie zielarskim bo tam są bardziej naturalne, bez zbędnych dodatków chemicznych.

Wit D3 – taka dawka żeby osiągnąć jej poziom we krwi 50- 200 ng/ml, co najmniej ok. 70 ng/ml
W Polsce od września do maja najczęściej potrzebna jest dawka 6000- 8000 JM/ dobę
po posiłkach

Warto dodać do Wit. D wszystkie witaminy rozpuszczalne w tłuszczach: A, E, K czyli preparat ADEK 1 x 1 kaps. polskiej firmy od suplementów (w którym mamy dodatkowo 2000 j.m. wit. D3) lub dodać do wit. D witaminę K2Mk7 ok. 50 ug ( sprawia że wapń nie odkłada się w tkankach lub tętnicach ale wbudowuje się do kości)

Omega 3 w kaps. i/lub:
olej lniany z apteki (z apteki) 1-2 x łyżka stołowa na zimno
ryby (najlepiej poławiane w oceanach lub z polskiej hodowli)

Antyoksydanty np, świeżo wyciskane soki z warzyw sezonowych, ciemnych owoców, lub w postaci suplementów diety ze sklepu zielarskiego, najlepiej dobrych polskich firm jak np. Aliness, Hepatica, Xenico, Bicaps (unikać amerykańskiej firmy „NOW”)

Spośród antyoksydantów szczególnie polecana jest:

N- acetylo-cysteina czyli NAC
(aminokwas z którego powstaje w organizmie glutation który chroni nasz organizm przed chorobami )
kaps. po 500 mg – w zależności od stanu od 1 do 6/dobę czyli od 500 do 3000 mg/d, średnio 3 x 500 mg, (przy lekach p/zakrzepowych mniejsza dawka)
(ostatecznie z apteki ACC z tym że ma dużo chemicznych dodatków)

Resweratrol np. ciemne winogrona

Kwercetyna 500mg 1-2 x dziennie (czerwona cebula i czerwona kapusta) i cynk 20- 40 mg (pestki dyni)

Wit. C najlepiej naturalna np. z dzikiej róży 4 x 500 mg lub p przedłużonym działaniu czyli liposomalna: 2 x 1000 mg (czasami sa potrzebne wyższe dawki wit. C)

Herbatka z pędów sosny i/lub Mniszek lekarskim korzeń i liście – w tych roślinach jest kwas szikimowy który bierze udział w usuwaniu grafenu z organizmu

Oraz inne cenne substancje

Olej z czarnuszki 3 x mała łyżeczka + łyżeczka miodu lub pyłek pszczeli

Kurkuma z odrobiną pieprzu

Sok z kiszonych buraków – ma działanie p/nowotworowe
(oraz inne kiszonki – źródło bakterii dla przodu pokarmowego)

Sok z aronii (lub/i z innych ciemnych owoców)

Kwas alfaliponowy ALA

Rewelacyjnym źródłem witamin i antyoksydantów jest pyłek pszczeli (lub/i pierzga): 1 (lub 2) łyżka stołowa zalać szklanką wody o temp. pokojowej najlepiej na noc i po zamieszaniu pić rano. Zacząć od pół łyżeczki od herbaty żeby zobaczyć czy się nie jest uczulonym (wtedy wystąpiłaby wysypka na skórze co oznacza ze nie można brać)

Propolis 2 – 3 x 10-30 kropli na mleko lub miód.

Sok z kiszonych buraków i propolis silnie chronią przed nowotworami, do pewnego stopnia też leczą.

Fenbendazol informacje dodatkowe: https://docs.google.com/document/d/1nizU3Szfg7fi3Vz9e4ntw1rBMM16NY_gOvncVJCB-Ms/edit?usp=sharing

Dla chętnych do współpracy przy stronie i inicjatywach Stop WHO (P. Dorota Rodziewicz)

stopwhopl@proton.me

Die Welt: „dr Oetker” karmi Polaków przeterminowaną czekoladą? I marcepanem…

Niemieckie media: Znany niemiecki koncern karmi Polaków przeterminowaną czekoladą?

03.01.2024 tysol-niemiecki-koncern-karmi-polakow-przeterminowana-czekolada

– Recykling przeterminowanej czekolady? Zarzuty wobec dr. Oetkera w Polsce – czytamy w internetowej wersji Die Welt

Fabryka dr Oetker Niemieckie media: Znany niemiecki koncern karmi Polaków przeterminowaną czekoladą?

Fabryka dr Oetker / Screen YT Magazyn Śledczy Anity Gargas

– Niemiecka Grupa Oetker część swojego asortymentu produkuje w Polsce. Śledztwo prowadzi teraz prokuratura: przeterminowane produkty mają być poddawane ponownemu przetworzeniu. Pracownicy obciążają firmę i zgłaszają, że w pracy panuje atmosfera strachu. – pisze na łamach internetowej wersji Die Welt Aleksandra Fedorska.

Śledztwo Magazynu Śledczego Anity Gargas

W Polsce śledztwem dziennikarskim ws. sytuacji w zakładach niemieckiego koncerny Dr Oetker, zajmował się Magazyn Śledczy Anity Gargas TVP – „Przepakowywanie produktów w nowe opakowania z nową datą, ścieranie znakowań z nakrętek butelek i nadrukowywanie nowych” – twórcy „Magazynu śledczego Anity Gargas” twierdzili, że dotarli do dowodów na niedopuszczalne praktyki znanego niemieckiego koncernu.

– Przepakowywanie orzechów i masy marcepanowej w opakowania z nową datą. W tle niebezpieczne odpady, woda, w której stężenie manganu wielokrotnie przekracza urzędową normę i kontrole sanepidu, które miały być niezapowiedziane, a o których wiedzieli pracownicy. Idziemy tropem kolejnych afer w płockiej fabryce należącej do niemieckiego koncernu spożywczego Dr. Oetker. Ujawniamy bulwersujące filmy, które na przestrzeni ostatnich kliku lat zostały zarejestrowane przez pracowników zakładu. W jaki sposób i w jakim celu „odświeżano” produkty takie jak marcepan oraz orzechy? Jaka była reakcja zarządzających fabryką na sygnały od pracowników, że w wodzie, która trafia na linie produkcyjne jest legionella, a stężenie manganu wielokrotnie przekracza urzędową normę? Na czyje polecenie, na terenie fabryki, jak twierdzą świadkowie, zakopywano odpady, w tym także i te zaliczane do kategorii niebezpiecznych? – informowali twórcy Magazynu

Prezes Agencji Badań Medycznych wyleciał! Liczne kontrowersje wokół znajomego Szumowskich. Ale co zwinął, to jego?

Prezes Agencji Badań Medycznych wyleciał! Liczne kontrowersje wokół znajomego Szumowskich

28.12.2023

Radosław Sierpiński.
Radosław Sierpiński. / Fot. PAP

Prezes Agencji Badań Medycznych z nadania jeszcze Łukasza Szumowskiego, a potem zatwierdzony przez Adama Niedzielskiego, stracił pracę. Radosław Sierpiński żegna się z posadą.

Informację tę podało Radio ZET. Potwierdził już ją resort zdrowia. Nowa minister Izabela Leszczyna nie zdradza na razie, czy agencja zostanie zlikwidowana, czy po prostu wymieni się prezesa na „swojego”.

Agencja Badań Medycznych powstała w marcu 2019 roku. PiS wymyślił, że będzie tam transferowane 0,3% przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia. W teorii agencja miała prowadzić niekomercyjne badania medyczne i eksperymenty badawcze.

A skoro nowa agencja, to musiał być i nowy prezes. Fucha ta przypadła Radosławowi Sierpińskiemu, którego mianował poprzedni minister zdrowia Łukasz Szumowski. Pierwotnie Sierpiński był pełniącym obowiązki prezesa ABM.

W czerwcu 2021 roku minister Niedzielski ogłosił konkurs na prezesa. I wygrał go Sierpiński.

Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze

W czerwcu 2023 roku Najwyższa Izba Kontroli podała, że z roku na rok do Agencji Badań Medycznych (ABM) trafiało coraz więcej pieniędzy, jednak do końca czerwca 2022 r. jej działalność nie przyniosła wymiernych korzyści ani systemowi ochrony zdrowia, ani budżetowi państwa.

„To oznacza, że choć NFZ, którego ponad 90 proc. przychodów stanowią składki zdrowotne, przekazał ABM ponad 888 mln zł, pożytek z jej działalności dla pacjentów był niewielki. Co więcej, w latach 2023-2025 Narodowy Fundusz Zdrowia planuje przekazać Agencji 1,3 mld zł, mimo że ABM nie oceniała korzyści finansowych, jakie wspierane przez nią badania przynoszą co roku budżetowi państwa i systemowi ochrony zdrowia. Jest do tego zobowiązana ustawowo” – napisał rzecznik prasowy NIK Łukasz Pawelski.

NIK zauważyła, że ABM rozpoczęła działalność 22 marca 2019 r., a już 10 miesięcy później premier zdecydował o przyznaniu tej instytucji statusu jednostki o szczególnym znaczeniu dla państwa.

„Tak się stało, mimo że w tym czasie nie stwierdzono jeszcze znaczących rezultatów podejmowanych przez nią działań. Nie zostały także spełnione przesłanki ustawy kominowej, które powinny być w tym wypadku uwzględnione – rodzaj świadczonych przez ABM usług, zasięg działania, obroty i liczba zatrudnionych pracowników” – wskazano.

Poinformowano, że kontrola przeprowadzona przez NIK pokazała, że w 2019 r. Agencja nie przeprowadziła jeszcze żadnych badań, była dopiero w trakcie tworzenia wewnętrznej struktury organizacyjnej, dysponowała jedynie 14 etatami, a Ministerstwo Zdrowia przekazało jej 7 mln zł dotacji wyłącznie na pokrycie bieżących kosztów działalności.

„Tymczasem w efekcie wpisania Agencji na listę podmiotów o szczególnym znaczeniu dla państwa, miesięczne wynagrodzenie brutto jej prezesa (także osoby pełniącej obowiązki prezesa) wzrosło w 2020 r. o ponad 58 proc., a w 2022 r. o niemal 96 proc. – do 47 tys. zł brutto” – dodano.

Kontrowersje wokół prezesa Agencji Badań Medycznych

NIK uważa również, że przeprowadzone przez ówczesnego ministra zdrowia postępowanie konkursowe na stanowisko prezesa ABM, które wygrał Radosław Sierpiński, było nierzetelne.

„Wymagania ustawowe, które musieli spełniać kandydaci dotyczyły m.in. co najmniej pięcioletniego doświadczenia zawodowego, w tym trzyletniego w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Z uzyskanych przez kontrolerów Izby informacji wynika, że pracodawcy wymienieni w przedstawionym przez Radosława Sierpińskiego dokumencie nie składali do ZUS raportów, z których wynikałoby, że płacili za niego obowiązkowe składki. Z kolei w Centralnej Ewidencji i Informacji o działalności gospodarczej nie było danych, które wskazywałyby na to, że Radosław Sierpiński prowadził taką działalność, co mogłoby potwierdzać jego doświadczenie na stanowisku kierowniczym” – wskazano.

„Od kandydatów na stanowisko prezesa Agencji wymagano także odpowiedniego wykształcenia; uzyskania co najmniej stopnia doktora habilitowanego nauk medycznych. Radosław Sierpiński uzyskał habilitację w kwietniu 2021 r. na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, 11 dni przed ogłoszeniem konkursu na prezesa ABM” – stwierdzono.

A skąd w ogóle wziął się Sierpiński w Agencji Badań Medycznych? To dobry znajomy Szumowskich. Dokument zaświadczający o zatrudnieniu, którego nie widać w ZUS-ie, wystawiła firma, której wspólnikiem w 2018 roku była żona Szumowskiego.

Zastrzeżenia NIK dotyczą również tego, że w okresie objętym kontrolą, ABM nie inicjowała i nie prowadziła własnych badań naukowych oraz prac rozwojowych, mimo zapewnionych na ten cel środków. Kontrolerzy NIK uważają, że działania Agencji od początku jej istnienia skupiały się przede wszystkim na organizowaniu konkursów, wyborze projektów badawczych i ich finansowaniu. Nie była ona jednak w stanie ograniczyć ryzyka dofinansowywania takich samych lub bardzo podobnych badań.

W młodym pokoleniu zapanowała obsesja na punkcie źle rozumianego bezpieczeństwa.

Sejfityzm, czyli jak zostało zepsute młode pokolenie

https://www.panstwo.net/6217-sejfityzm-czyli-jak-zostalo-zepsute-mlode-pokolenie


Amerykańscy intelektualiści – dziennikarz Greg Lukianoff i psychiatra Jonathan Haidt – alarmują, że w młodym pokoleniu zapanowała obsesja na punkcie źle rozumianego bezpieczeństwa. Warto przyjrzeć się ich spojrzeniu, zwłaszcza że oni sami prezentują lewicowe poglądy i sami przyłożyli rękę do ukształtowania młodego pokolenia w ten sposób.

Polskiego czytelnika zazwyczaj nie trzeba przekonywać, że „bezstresowe wychowanie” skrzywia charakter, że obecne młode pokolenie jest zbyt delikatne i zbyt rozhisteryzowane. Podczas tzw. strajku kobiet oglądaliśmy sceny egzaltowanych nastolatek przerażonych zagrożeniem własnego życia z powodu zakazu aborcji czy odebrania im telefonu komórkowego, wtedy też rozpowszechniło się potoczne nazywanie lewicowych dziewcząt „Julkami”, które farbują włosy na fioletowo i faszerują ciało kolczykami. Konserwatywni Polacy z niepokojem odnotowują też wpływ gadżetów internetowych na młodzież, zafascynowanie lewicowymi pomysłami i uleganie modnym ideologiom. Można więc w tym smutku znaleźć małe pocieszenie, że te wszystkie intuicje potwierdziło dwóch wyżej wymienionych wybitnych ekspertów, których książka „Rozpieszczony umysł” właśnie ukazała się w języku polskim. 

Wezwanie do odwrotu

Autorzy twierdzą, że pokolenie urodzone po 1995 roku jest głęboko zanurzone w sejfityzmie (od angielskiego: save, bezpieczny), którego przedstawiciele stają się delikatnymi, rozdygotanymi osobowościami, łatwo wpadającymi w histerię. Haidt i Lukianoff przytaczają w tym wiele danych, statystyk i modeli wychowania, które się po prostu nie sprawdziły. Choć obaj popierają amerykańskich demokratów, w książce przyznają na przykład, że uniwersytety stały się zbyt lewicowe i że należy wycofać się z niektórych lewicowych postulatów, zwłaszcza tych genderowych czy rasowych.

Naukowcy zastosowali tu metaforę odporności organizmu na mikroby czy alergeny. Człowiek żyjący w sterylnym otoczeniu staje się bardziej wrażliwy na różne produkty czy choroby, jest na nie bardziej podatny. Podobnie młode pokolenie żyje dzisiaj z dala od krytyki, konfrontacji, debat, sporów i gdy napotyka w życiu – a zwłaszcza na uczelni – odmienne zdanie, czuje się urażone i wpada w różne depresyjne czy histeryczne stany. Lukianoff i Haidt stwierdzają dalej, że uczelnie ulegają tej atmosferze i zamiast kształtować studentów w duchu pracy nad sobą i dochodzenia do prawdy, wolą usuwać nieprzyjemne wykłady, stanowczych profesorów i obniżać wymagania. W książce czytamy, że taka sytuacja ma miejsce od 2013 roku, czyli gdy na studia poszły pierwsze roczniki urodzone po 1995 roku, a więc takie, które spędziły dzieciństwo z urządzeniami cyfrowymi, z internetem, gdzie łatwiej uniknąć treści, z którymi się nie zgadzamy, i pozostać w swojej „bańce informacyjnej”. Przyczyn rozdelikacenia „pokolenia Z” jest jednak więcej.

Pokolenie panikarzy

„Nauczono ich wyolbrzymiać zagrożenia, stosować myślenie dychotomiczne (inaczej binarne), ufać pierwszym reakcjom kierowanym przez emocje i wzmacniać je, a także ulegać zniekształceniom poznawczym” – piszą psychiatrzy. Analizują też szczegółowo, jak do tego doszło, wskazując m.in., że rozszerzono pojęcie bezpieczeństwa. Pierwotnie dotyczyło ono ochrony przed krzywdą fizyczną – zranieniem, upadkiem, pobiciem itp. „Jednak w XXI wieku na niektórych kampusach uniwersyteckich znaczenie słowa »bezpieczeństwo« uległo procesowi znanemu jako »concept creep« (stopniowe rozszerzenie znaczenia terminu określającego daną krzywdę) i objęło również »bezpieczeństwo emocjonalne«“. Doszło do tego, że rektorzy i dziekani zaczęli w ten sposób „troszczyć się” o swoich podopiecznych, że usuwali z programów zajęć treści, które mogły burzyć ich wyobrażenia o świecie. Odpadło wiele klasycznych lektur, bo Murzyni byli tam przedstawieni jako niewolnicy albo kobiety jako gospodynie domowe, podobnie było z kwestią definicji płci, wreszcie wielu wykładowców tak bulwersowało studentów, że ci zaczęli organizować protesty, by albo usunąć ich z uczelni albo – jeśli chodziło o naukowców z zewnątrz – nie dopuścić ich do wizyty i wygłoszenia wykładu. „Rozumowanie jest takie, że jeśli zaproszony mówca wywołuje u studentów zdenerwowanie lub złość, to jest to wystarczający powód, by odmówić mu wstępu na teren kampusu, ponieważ stanowi on »zagrożenie« dla studentów”. Oto sejfityzm w pigułce. Na uniwersytet przyjeżdża gej opowiedzieć, że homoseksualizm nie jest wrodzony? Ależ to uraża homoseksualnych studentów. Profesor biologii chce opowiedzieć o dwóch płciach? Studenci zagłuszają jej wykład. Bywało, że profesorowie tracili pracę albo wykłady, bo zacytowali niewłaściwą bajkę. W Bergen Community College „Profesor wydziału sztuki został wysłany na przymusowy bezpłatny urlop i obowiązkową psychoterapię za umieszczenie posta w mediach społecznościowych. Chodziło o zdjęcie jego córki ubranej w koszulkę przedstawiającą smoka i napis: Wezmę, co moje, ogniem i krwią. Zdaniem uczelni brzmiało to jak »groźba«“. Słowa okazały się cytatem z filmu „Gry o tron”, ale profesora to nie uratowało. Bo sejfityzm polega nie na badaniu intencji danej osoby, lecz skutku, jaki jego słowa wywołują – a rozdelikacone pokolenie może czuć się zagrożone nawet zdjęciem dziecka w koszulce ze smokiem.

Zabrać wolność, dać pseudobezpieczeństwo

W ten sposób edukacja w USA w ogóle skręciła w jakieś odmęty szaleństwa, bo pojawił się konkretny problem z wolnością słowa. Na uczelniach istniały „strefy wolnego słowa”, gdzie zawsze była większa swoboda wypowiedzi. Dosłownie chodziło o miejsce, gdzie tematyka rozmów mogła być bardziej radykalna, kto nie chciał się z tym stykać, ten nie musiał tam chodzić. Jednak w ostatnich latach ofiary sejfityzmu zaczęły wymuszać na władzach uniwersyteckich zamykanie tych stref w imię „bezpieczeństwa” emocjonalnego. „[…] na McNeese State University w stanie Luizjana, grupy studenckie mogły korzystać ze strefy tylko raz na semestr. Inne zostały zniesione przez wyroki sądowe, na przykład strefa na University of Cincinnati, której powierzchnia stanowiła zaledwie 0,1% kampusu uniwersyteckiego, a chęć skorzystania z niej musiała zostać zgłoszona z wyprzedzeniem dziesięciu dni roboczych”.

Szaleństwo bezpieczeństwa emocjonalnego wzmacniają kolejne pseudonaukowe teorie. Derald Wing Suer, profesor Teacher College, spopularyzował pojęcie „mikroagresji”, na której punkcie obsesję przejęli lewicowi aktywiści. Suer tak definiował owe pojęcie: „przelotne, występujące na porządku dziennym, werbalne, zachowawcze lub środowiskowe, zarówno celowe, jak i niecelowe, wrogie, obraźliwe zniewagi na tle rasowym, wymierzone w osoby rasy innej niż biała”. Słowem: Murzyni, Indianie, Eskimosi, Arabowie i wszyscy inni mogą się poczuć urażeni kolorem skóry aktora w filmie, krzywym spojrzeniem, przysłowiem („czarno to widzę”) i wszystkim innym. 

Fanatyzm

Sami autorzy – a przypomnijmy, że są lewicowi – histerie studentów wokół ludzi, którzy wygłaszają poglądy inne niż ich samych, porównują do hunwejbinów, czyli partyjnej młodzieżówki w Chinach Mao Zedonga, która to młodzieżówka atakowała członków partii czy profesorów, w ideologicznym szale bijąc wrogów komunistycznego przywódcy. 

Haidt i Lukianoff wzywają więc do odwrotu, co dla polskiego czytelnika powinno być dobrą wiadomością. Lewicowe wychowanie przyniosło katastrofalne skutki, a badacze wskazują filary tych błędów, jakich dokonano na młodym pokoleniu. Naukowcy wskazują na szereg „czynników wyjaśniających” rozwój sejfityzmu, do których należą m.in paranoidalne rodzicielstwo, upadek nieskrępowanej zabawy, spirala polaryzacji i biurokracja sejfityzmu.

Paranoidalne rodzicielstwo wiąże się z usuwaniem wszelkiego, choćby najmniejszego ryzyka w życiu dziecka. Słowem: nadopiekunczość rodziców niszczy psychikę dziecka. Upadek nieskrępowanej zabawy to ograniczenie tradycyjnych zabaw z elementami ryzyka – walki na miecze, strzelania z dziecięcych łuków, zabawy w lesie. To wszystko współczesnym wychowawcom może wydawać się niebezpieczne, więc aktywność rozrywek często przenosi się do internetu, pogłębiając na przykład uzależenienie od dopaminy czy innych bodźców dostarczanych przez media społecznościowe. Spirala polaryzacji oznacza, że zbyt silne grupy społeczne (a autorzy sami przyznają, że chodzi tu o lewicowe środowisko młodego pokolenia) zbyt łatwo nabierają agresji wobec obcych. 

Lewica jest zbyt silna

Zdaniem psychiatrów, od dekady na emeryturę odchodzi pokolenie naukowców urodzonych po 1945 roku, gdzie rozkład lewicowych i prawicowych badaczy był mniej więcej równomierny, a zastępują ich kadry bardziej postępowe. Młodzież nie ma styczności z konserwatystami, dostaje głównie jeden punkt widzenia i to właśnie lewica okazuje się bardziej agresywna w odwoływaniu prelekcji, które są niezgodne z jej światopoglądem. 

„Wielu studentów kończy uczelnie z błędnym pojęciem o konserwatystach i ze znajomością polityki reprezentowanej tylko przez połowę Stanów Zjednoczonych. Trzy dni po bardzo zaskakującym zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, redaktorzy najważniejszej studenckiej gazety Uniwersytetu Harvarda wskazali dokładnie na ten problem” – czytamy w „Rozpieszczonym umyśle”. Brak swobody dyskusji, wymiana pokoleniowa profesorów i cały sejfityzm wyobcowały świat akademicki ze świata rzeczywistego. To antagonizuje społeczeństwo, które po zakończeniu zimnej wojny nie ma już wspólnego wroga (komunistów), wobec którego miałoby się jednoczyć, więc zaczyna szukać wroga wewnątrz.

Zepsute pokolenie

Na to nakłada się koniunkturalizm uczelni, które traktując swoich studentów jak klientów, legalizują różne skrajne zachowania i wspierają sejfityzm – na przykład poprzez blokowanie wcześniej opisanych stref wolnego słowa czy zwalnianie naukowców, którzy wykazują „mikroagresję”.

Konsekwencje są bardzo konkretne – m.in rekordowe zachorowania na depresję, przy czym o ile młodzi mężczyźni zapadają dziś na nią dwa–trzy razy częściej, o tyle młode kobiety nawet siedmiokrotnie częściej. 

Obraz młodego amerykańskiego pokolenia, jaki zarysowują autorzy „Rozpieszczonego umysłu”, jest dramatyczny. Młodzi są nauczeni, że mają ufać swoim emocjom, że to, co czują, jest najważniejsze i wyznacza standardy rzeczywistości.

Właśnie w ten sposób człowiek nabawia się chorób psychicznych – czy schizofrenikowi powiemy, że słusznie boi się latających psów? Czy człowiekowi z nerwicami przyznamy rację, że musi drugą godzinę myć ręce, bo tak „czuje”? A właściwie tak często postępuje się wobec generacji urodzonej po 1995 roku, gdy czuje się ona zagrożona, czuje się inną płcią, rasą czy klasą społeczną. Ludzi po prostu wprawia się w paranoje.

Wyznanie autorów

Lukianof i Haidt nie są zwykłymi badaczami. Ten pierwszy zajmował się wolnością słowa zarówno w swoich pracach teoretycznych, jak i aktywizmie społecznym. Ten drugi jest jednym z najbardziej odkrywczych i uznanych psychiatrów na świecie, autorem takich prac jak „Szczęście” czy „Prawy umysł”, gdzie opisał założenia moralne, które ludzi skłaniają do popierania lewicy lub prawicy. Choć obaj panowie sami siebie sytuują w centrum politycznego sporu, to jednak przyznają się do głosowania na demokratów (a więc na lewicę), a w ich tekstach pobrzmiewa nieco politowania dla poglądów konserwatywnych. Będąc w publicystycznym i naukowym mainstreamie, podzielając wiele poglądów w reformowaniu edukacji i szkolnictwa wyższego, jakie prowadziła administracja Clintona czy Obamy, teraz alarmują o owocach tej polityki niczym radykalni prawicowcy. 

Autorzy nadal pozostają na lewo od centrum – z uznaniem cytują i uzasadniają tezy Herberta Marcusego, intelektualnego ojca rewolucji 1968 roku, i jego wezwania do dyskryminowania prawicy, choć twierdzą, że interpretacja Marcusego zaszła za daleko. Właściwie to można powiedzieć, że czytamy w ich rekomendacjach czysto konserwatywne porady, bez porzucania lewicowych szat. 

Autorzy rekomendują zatem, by przy wychowywaniu dzieci stosować więcej dyscypliny, uczyć je (stopniowo) ryzyka, ograniczać dostęp do mediów cyfrowych, organizować sport i interakcje międzyludzkie i po prostu nie pozwalać na wszystko. Coś jak polska rodzina katolicka, tylko nazwane współczesnym językiem.

SKANDAL w resorcie zdrowia! Nasłali policję na posła! – Państwo z dykty, mchu i paproci w pełnej krasie, żeby nie powiedzieć krasce…

SKANDAL w resorcie zdrowia! Nasłali na policję na Brauna i Godek. Funkcjonariusze użyli siły

30.08.2023 skandal-w-resorcie-zdrowia-naslali-policje

FacebookTwitterWhatsApp

Ministerstwo Zdrowia. Policja i poseł Grzegorz Braun / Foto: screen X (kolaż)
Ministerstwo Zdrowia. Policja i poseł Grzegorz Braun / Foto: screen X (kolaż)

We wtorek 29 sierpnia 2023 roku doszło do kolejnej interwencji poselskiej Grzegorza Brauna w Ministerstwie Zdrowia. Dotyczyła ona tajnego posiedzenia Zespołu ds. opracowania wytycznych dla podmiotów leczniczych w zakresie procedur związanych z zakończeniem ciąży. Innymi słowy, poszło o wytyczne pozwalające na zabijanie nienarodzonych Polaków.

Przyczyną interwencji poselskiej była odpowiedź sekretarza stanu w resorcie zdrowia Waldemara Kraski na pytanie posła Konfederacji Grzegorza Brauna. Polityk zamieścił ją w mediach społecznościowych.

„Zgodnie z zarządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 12 czerwca 2023 r. w sprawie powołania Zespołu do spraw opracowania wytycznych dla podmiotów leczniczych w zakresie procedur związanych z zakończeniem ciąży (Dz. Urz. Ministra Zdrowia poz. 42), członkowie Zespołu oraz inne osoby zaproszone przez Przewodniczącego lub Zastępcę Przewodniczącego Zespołu, są obowiązane do zachowania poufności informacji związanych z działalnością Zespołu, robocze materiały omawiane w trakcie posiedzeń nie podlegają zatem udostępnieniu (materiał ten nie stanowi załącznika do Protokołu)” – czytamy.

„Prace spec-zespołu ds. rozszerzania praktyk aborcyjnych są prowadzone de facto w konspiracjistąd moja interwencja w Min. Zdrowia wraz z ⁦ @GodekKajaU⁩ i ⁦@Roman_Korona⁩ – nikt nie jest bezpieczny, jeśli nie są bezpieczni najmniejsi i najbardziej bezbronni Polacy” – napisał Braun.

W interwencji poselskiej uczestniczyła m.in. znana z działalności pro-life Kaja Godek. Celem tego przedsięwzięcia było uzyskanie dokumentacji pracy ministerialnego zespołu. Jak podkreślał Braun, „zespół ministerialny nie ma możliwości, nie ma prawa funkcjonować w sposób pozaprawny”.

– Prawo nie przyzwala na konspirowanie działalności urzędów organów państwa. Te urzędy mogą oczywiście klauzulować niektóre informacje, niektóre procedury, jako niejawne, ale musi to mieć umocowanie prawne – wskazał podczas interwencji Braun.

Po około 1,5 godzinie od przekroczenia progów resortu zdrowia Braun i jego współpracownicy wciąż czekali „aż jeden z asystentów ustali, gdzie jest gabinet pani minister Sójki”. – Ponieważ prosiliśmy o wprowadzenie do gabinetu i powiedział „sprawdzę” – relacjonowała Godek.

Podczas interwencji okazało się, że posiedzenie zostało odwołane. – To jest to zjawisko, z którym mamy do czynienia, kiedy skierujemy światło latarki na zlew kuchenny w dawno nieużywanym mieszkaniu i wtedy karaluchy uciekają pod poduchy – skwitował Braun.

– Przypomnijmy, że zostaliśmy zapewnieni nie dalej, jak dwie godziny temu, że zespół jest zwołany na godzinę 14.00 i że jego posiedzenie ma odbyć się w sali kolegialnej, czyli w tej sali, do której szczęśliwie dotarliśmy – wskazał poseł.

– Dotarliśmy, szukając jej osobiście, ponieważ nie wskazano nam, dokąd mamy się udać – podkreśliła Godek. – Utrudniając interwencję poselską – uzupełnił Roman Fritz.

– Ponieważ mam pewne skromne doświadczenia krajoznawcze i topografia tego urzędu jest mi częściowo znana, więc trafiliśmy tutaj nie błądząc za bardzo – zaznaczył Braun.

Godek podkreślała, że istnieje obawa, iż po tym, jak poseł Grzegorz Braun i towarzyszące mu podczas interwencji osoby opuszczą budynek resortu zdrowia, posiedzenie zespołu zostanie ponownie zwołane. Braun zaś wskazał, że jeszcze przed godziną byli zapraszani na spotkanie z przewodniczącym tego zespołu.

Poseł i jego asystenci postanowili nie siedzieć bezczynnie i rozpoczęli poszukiwania wiceministra Kraski. Jak się okazało, skutecznie. Ministra jednak nie było, ponieważ „miał ważne spotkanie”. Braun wraz z towarzyszami postanowił poczekać na niego w gabinecie. To nie przypadło do gustu ochronie, która wezwała policję.

W międzyczasie przed budynek resortu przyjechało pięć wozów policji, która rozpoczęła akcję legitymowania. Braun dwukrotnie przyzwał asysty policyjnej do interwencji poselskiej, ta się jednak nie stawiła.

Do gabinetu Kraski wkroczyła natomiast grupa szturmowa policji, która miała za zadanie siłą usunąć posła i jego asystentów. Jak wynika z nagrania, policja dogadała się w tej sprawie z pracownikami Ministerstwa.

Ostatecznie poseł Braun i jego asystenci zostali wyprowadzeni siłą z ministerstwa przez funkcjonariuszy policji, m.in. z Piaseczna.

– W szerokim zakresie zostało naruszone prawo, została udaremniona interwencja poselska. Osoby przybrane przeze mnie do czynności wynikających z pełnienia mandatu posła w zakresie interwencji poselskiej, te osoby zostały z zastosowaniem środków przymusu bezpośredniego wyprowadzone, częściowo wyniesione z budynku ministerstwa, gdzie – uwaga – przez godzinę i kwadrans nie doczekałem się asysty policyjnej, którą wzywałem – ocenił po wyjściu z gmachu ministerstwa Braun.

– Państwo z dykty, mchu i paproci w pełnej krasie, żeby nie powiedzieć krasce, bo siedzieliśmy w gabinecie nieobecnego ministra Kraski. Pani minister Sójka też się gdzieś zdematerializowała – skwitował.

– Jedna rzecz, nie wiem czy dobra, czy gorsza, udało nam się tą interwencją odwołać zaplanowane na dzień dzisiejszy spotkanie – dodał poseł Braun.

https://banbye.com/embed/v_J73syVRYWGs8

ŹRÓDŁOwRealu24