FBI bierze na cel Zełenskiego. Chce wyjaśnienia afery w Przewodowie oraz rozliczeń pieniędzy.

wbijamszpile.pl/fbi-bierze-na-cel-zelenskiego-chce-wyjasnienia-afery-w-polsce

[prez. Duda w Przewodowie]


W listopadzie 2022 roku cała Polska wstrzymała oddech, przypomina szef FBI. We wsi Przewodów na Lubelszczyźnie eksplodował pocisk, zabijając dwóch Polaków. Świat obiegła dramatyczna wiadomość: to Rosja zaatakowała Polskę!

Tak twierdził prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Jednak po kilku dniach śledztwo wykazało, że pocisk pochodził z ukraińskiego systemu obrony powietrznej. Do dziś strona ukraińska nie wystosowała oficjalnych przeprosin.

Teraz jednak pojawia się nowa nadzieja na wyjaśnienie sprawy. Kash Patel, świeżo mianowany dyrektor FBI i człowiek Trumpa, nie zamierza zostawić tego tematu. Wprost oskarża Zełenskiego o kłamstwo i domaga się szczegółowego śledztwa!

Nowy szef FBI nie owija w bawełnę. W swoim publicznym wystąpieniu przypomniał, że Zełenski oskarżył Rosję o atak na Polskę, co mogło doprowadzić do eskalacji wojny na skalę światową.

Zełenski wyszedł na światową scenę i powiedział: “Rosja wystrzeliła rakietę w Polskę”, co byłoby aktem wojny. Okazało się, że Rosja nie wystrzeliła żadnej rakiety – stwierdził Patel.

Takie słowa z ust jednego z najważniejszych ludzi w amerykańskich służbach to przełom. Do tej pory temat afery w Przewodowie był konsekwentnie wyciszany. Jednak Patel nie zamierza tego odpuszczać.


Miliony dla Ukrainy pod lupą FBI

Ale to nie wszystko. Patel wezwał Kongres USA do prześwietlenia, jak dokładnie Ukraina wykorzystała miliardy dolarów amerykańskiej pomocy. „Amerykanie mają prawo wiedzieć, na co poszły ich pieniądze” – powiedział.

Dla wielu konserwatywnych polityków w USA wsparcie dla Ukrainy stało się poważnym problemem. Według oficjalnych danych USA przeznaczyły na pomoc Ukrainie ponad 100 miliardów dolarów. Patel zwraca uwagę, że to gigantyczna suma, która nie jest odpowiednio rozliczana.

Czy audyt amerykańskich funduszy rzuci nowe światło na działania Zełenskiego i pozwoli wreszcie wyjaśnić sprawę Przewodowa? Jeśli FBI rzeczywiście weźmie sprawy w swoje ręce, może to być pierwszy krok do przełomu.

=================

MD: Czemu FBI? Ono przecież od spraw wewnętrznych, a CIA od zagranicznych.

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. I

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. I

Autor: AlterCabrio , 3 marca 2025

Ostatnie 10 minut przejdzie natomiast do historii dyplomacji i polityki. W pewnym momencie zaczęła się regularna kłótnia pomiędzy przywódcą Ukrainy a dwoma przywódcami Ameryki. Zelenski zaczął napastliwie podważać słowa J.D.Vance’a, a potem próbował przegadać prezydenta Trumpa, przerywając mu wielokrotnie i nie pozwalając dokończyć zdania. W pewnym momencie doszło do tego, że Trump zrugał Zelenskiego jak sztubaka. Czegoś takiego nikt jeszcze nie widział, i chyba się to nie zdarzyło, aby przywódca innego państwa przed kamerami, na oczach całego świata, w Gabinecie Owalnym potraktował tak Prezydenta USA. Można bowiem nie lubić Trumpa, można też nie darzyć sympatią Stanów Zjednoczonych, ale reguły dobrego wychowania nakazują okazywać szacunek głowie państwa, szczególnie, gdy się jest gościem. Nie robi się awantury w tej sytuacji, szczególnie, gdy gość całkowicie jest zależny od gospodarza. Świat zobaczył więc coś niezwykłego, co być może nigdy już się nie powtórzy.

−∗−

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. I

Niniejszy artykuł jest pierwszą częścią z dwóch. Opracowanie powstało na bieżąco jako komentarz do dynamicznych zmian geopolityki, co ma bezpośredni wpływ na naszą polską sytuację.

Ostatniego dnia lutego człowiek, podający się za prezydenta Ukrainy Wołodymir Zelenski przybył do Białego Domu, aby spotkać się z prezydentem USA Donaldem Trumpem, wiceprezydentem J.D. Vance’em, sekretarzem stanu Marco Rubio. Powodem wizyty była umowa USA – Ukraina o eksploatacji złóż rzadkich minerałów, występujących na Ukrainie. Umowa ta jest warunkiem wstępnym do zawieszenia broni i zawarcia pokoju między Rosją i Ukrainą. Oznacza to, że warunki pokoju zostały wcześniej uzgodnione z prezydentem Federacji Rosyjskiej Władymirem Putinem, inaczej administracja USA nie naciskałaby na Zelenskiego na jej podpisanie.

Historia tej umowy ma już kilka tygodni, i w tym czasie przywódca Ukrainy odmawiał jej podpisania, odbywały się więc negocjacje, i jeśli ta wizyta została uzgodniona, oznacza to, że zostały one uwieńczone sukcesem, główne postanowienia umowy zaakceptowane, a do omówienia pozostały jedynie szczegóły techniczne. Tak się przygotowuje zarówno tego typu akty prawne, jak i umowy handlowe. Oficjalne spotkania przywódców nie są rzeczywistymi negocjacjami, te odbywają się poza światłem jupiterów i oficjalnymi okazjami. Takie reguły postępowania obowiązują nie tylko w polityce, ale też w interesach, i wszelkich innych obszarach życia, gdzie ludzie robią coś razem. Z całą pewnością wizyta Zelenskiego 28 lutego nie była wizytą roboczą, w której miano negocjować warunki umowy, lecz wizytą oficjalną dla podpisania tego, co uzgodniono wcześniej. Zbyt wielka jest waga tej umowy nie tylko dla USA, ale też dla Ukrainy, Rosji, Europy i w ogóle dla świata. Oznacza to, że Zelenski nie mógł być zaskoczony jakimiś nagłymi wymaganiami Trumpa. Wiedział długo wcześniej, o co toczy się gra i jakie są reguły.

Wizyta przebiegła nietypowo. Na początku nieco inaczej, potem diametralnie, niż zakłada protokół i zwyczaj międzynarodowy. Spotkanie panów Trumpa, Vance’a i Zelenskiego odbyło się w Gabinecie Owalnym, w towarzystwie dziennikarzy, co jest zwyczajem takich wizyt. Nieco odmienne było to, że pozwolono zadawać więcej pytań, niż zwykle, a spotkanie ok. 50 – minutowe trwało znacznie dłużej, niż zwyczajowy briefing. Dość długo rozmowa przebiegała bez zakłóceń i kontrowersji. W pewnym momencie pojawiła się jednak pewna rozbieżność, z początku niewielka, która jednak później doprowadziła do poważnej kontrowersji.

Ostatnie 10 minut przejdzie natomiast do historii dyplomacji i polityki. W pewnym momencie zaczęła się regularna kłótnia pomiędzy przywódcą Ukrainy a dwoma przywódcami Ameryki. Zelenski zaczął napastliwie podważać słowa J.D.Vance’a, a potem próbował przegadać prezydenta Trumpa, przerywając mu wielokrotnie i nie pozwalając dokończyć zdania. W pewnym momencie doszło do tego, że Trump zrugał Zelenskiego jak sztubaka. Czegoś takiego nikt jeszcze nie widział, i chyba się to nie zdarzyło, aby przywódca innego państwa przed kamerami, na oczach całego świata, w Gabinecie Owalnym potraktował tak Prezydenta USA. Można bowiem nie lubić Trumpa, można też nie darzyć sympatią Stanów Zjednoczonych, ale reguły dobrego wychowania nakazują okazywać szacunek głowie państwa, szczególnie, gdy się jest gościem. Nie robi się awantury w tej sytuacji, szczególnie, gdy gość całkowicie jest zależny od gospodarza. Świat zobaczył więc coś niezwykłego, co być może nigdy już się nie powtórzy.

Potem wyproszono dziennikarzy, co też jest standardem, aby dokończyć rozmowy bez kamer. Z nieoficjalnych wieści wiadomo, że dalszy ciąg rozmów przebiegał w podobnym tonie. Następnie planowane był wspólny posiłek i podpisanie umowy, a później wspólna konferencja prasowa. Do tego już nie doszło – po rozmowach za zamkniętymi drzwiami delegacja ukraińska została poproszona o opuszczenie Białego Domu. Świat doznał drugiego szoku, którego na razie nie odróżnia od pierwszego.

Pierwszym była awantura, wywołana przez Zelenskiego w Gabinecie Owalnym w sytuacji w której każda logika podpowiada, że powinien być spolegliwy i wdzięczny, że go zapraszają. Drugi szok wynika z pierwszego, a dotyczy sytuacji znacznie poważniejszej – zerwania umowy, czyli zawartego wcześniej pactum de contrahendo, który był warunkiem wstępnym całej wizyty.

Okazało się bowiem, że Zelenski przybył do Białego Domu w celu zupełnie innym, niż ustalił z Trumpem. Wydarzyło się więc coś, co się nie miało zdarzyć, bo miało zdarzyć się coś zupełnie innego, co zostało wcześniej ustalone. Spróbuję teraz w krótkich słowach objaśnić, co wydarzyło się 28 lutego 2025 roku w Białym Domu. Wpierw jednak należy, za metodą scholastyczną ustalić pewne fakty, co wymaga obalenia kilku mitów, jakie ugruntowały się w świadomości ludzi Zachodu, także Polaków.

Mit narodu ukraińskiego

Oficjalny przekaz głosi, że ambitny naród ukraiński walczy o swoją wolność z rosyjskim agresorem. Ukraińska tożsamość narodowa jest bardzo silna, a Ukraińcy są przywiązani do swojego państwa. W stosunku do Polaków są życzliwi i wdzięczni za wsparcie, jakie Polacy oferują im od początku ich państwowości, a szczególnie za ofiarną pomoc, udzieloną masowo po 24 lutego 2022 r. Prawda jest zgoła inna. Nie ma narodu ukraińskiego, jest narodowość ukraińska, twór całkowicie sztuczny.

Historia narodowości ukraińskiej zaczyna się w połowie XIX wieku, gdy Austriacy, którzy wówczas posiadali zachodnią część Ukrainy zaczęli inwestować w galicyjskich Rusinów, aby stworzyć przeciwwagę dla Polaków. Później podjęli to również Rosjanie na ziemiach zabranych Rzeczypospolitej, na których żyli Rusini obok Polaków. Jeszcze wcześniejsze próby pobudzenia żywiołu rusińskiego to powstanie Chmielnickiego z lat 40 i 50 – tych XVII wieku, a potem Koliszczyzna z 1768 r. Obydwa przypadki były podobne – masy czerni ruskiej, prowadzone przez kozaków pobuntowały się przeciw polskiemu porządkowi, który zapewniał znaczną wolność ludności rusińskiej i znośne warunki życia. Zawsze mordowano Polaków, w szczególności kapłanów katolickich, oraz Żydów. Nie były to jedyne bunty chłopskie, ale te osiągnęły wielki rozmiar i ogrom ofiar. W Powstaniu Chmielnickiego zginęło około 120 000 Polaków i Żydów, w Koliszczyźnie – pomiędzy 100 000 a 200 000, zwykle pomordowanych okrutnie. Każdy bunt rusińskiej czerni był wykwitem dzikiej, nieskrępowanej żądzy mordu, grabieży i używania, za każdym razem towarzyszyła mu niepohamowana nienawiść do Polaków i wiary katolickiej, wzywająca do oczyszczenia ziemi. Nienawiść, prowadząca do amoku gwałtu i mordu, ze szczególnym okrucieństwem wobec kobiet i dzieci.

Te dwa przypadki były szczególne, gdyż wyraźnie nosiły piętno obcych państw. Powstanie Chmielnickiego wspierane było przez koalicję państw protestanckich, dążących do rozbioru Rzeczypospolitej i likwidacji narodu polskiego, natomiast Koliszczyzna inspirowana była przez Rosję, aby sparaliżować Konfederację Barską. Kolejna rusińska rzeź na Polakach odbyła się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943 – 1946, choć pojedyncze przypadki mordów zdarzały się i później. Wykonali to ludzie, którzy świadomie już uważali się za nacjonalistów ukraińskich, a których w Polsce nazywamy zwykle banderowcami, od nazwiska ich ideowego przywódcy. I w tym przypadku widoczna jest współpraca rezunów z trzecią, niemiecką siłą, wrogą wobec Polaków. To są główne tradycje tworu, zwanego „narodem ukraińskim”, choć lepiej nadaje się tu pojęcie ludności. W większości są to ludzie, bardzo luźno związani z tożsamością narodową ukraińską, a jeśli coś ich łączy, to emocja negatywna – antypolonizm lub antyrutenizm. Biorąc pod uwagę tradycje, ludność ta zawsze była wygodnym narzędziem antypolskim.

Mit państwa ukraińskiego

Nawiązania do Rusi Kijowskiej są nie na miejscu, ponieważ dzisiejsze państwo ukraińskie ma z nią wspólnego tylko to, że częściowo pokrywają się terytoriami. Pierwsza próba stworzenia ukraińskiego bytu państwowego została podjęta w listopadzie 1918 roku, przy współpracy odchodzących zaborców austriackich. Kolejną próbę podjęli Polacy w 1920 r., aby zrealizować koncepcję Piłsudskiego, tzw. jagiellońską polegającą na budowie państw buforowych, oddzielających Polskę od bolszewickiej Rosji. Te próby się nie powiodły.

Pierwszą udaną realizacją ukraińskiej państwowości stała się Ukraińska Socjalistyczna Republika Rad, będąca częścią ZSRR. Nie było to państwo niepodległe, ale dzięki sowietom Rusini otrzymali państwowe struktury organizacyjne, dzięki którym mogła zaistnieć obecna Ukraina. W czasach sowieckich dołączono do rolniczej Ukrainy przemysłowy Donbas, aby zrównoważyć przewagę chłopów dodatkiem robotników. Podobnie sztucznym zabiegiem było dołączenie do Ukraińskiej SRR Półwyspu Krymskiego, nigdy nie mającego niczego wspólnego z Rusią. Było to w czasach Chruszczowa, który sam był Ukraińcem, a wtedy traktowano to jako wewnętrzne przesunięcia w ramach jednego państwa. Współczesne państwo ukraińskie zostało ustanowione w 1991 r., na fali rozpadu ZSRR, który nie był przypadkiem, lecz układem, uzgodnionym pomiędzy Gorbaczowem a jego współbraćmi z ezoterycznych lóż. Podobnie jak późniejszy rok 1989, powstanie i porządek III RP zostały uzgodnione w układzie Jaruzelski – Rockefeller w 1985 r.

Od swojego powstania w 1991 r. Ukraina, podobnie jak ówczesna Rosja została opanowana przez oligarchów, którzy, sprzymierzeni z globalnym kapitałem, uwłaszczyli się na ukraińskiej ziemi i przemyśle. Państwo to było i nadal jest głęboko skorumpowane, o czym świadczą dwa spektakularne przypadki ukraińskich przygód ludzi z Zachodu – Sławomira Nowaka i Huntera Bidena. Obecnie większość skarbów Ukrainy nie należy do Ukraińców, tylko do wielkiego kapitału pochodzenia nieukraińskiego (mówi się u nas żymiańskiego), traktującego miejscową ludność jako pańszczyźnianą własność do dowolnego wykorzystania. Ze względu na swoje tradycje, układy władzy, strukturę społeczną, położenie i potencjał stanowi bardzo wygodne narzędzie do oddziaływania zarówno na Rosję, Europę Zachodnią i basen Morza Czarnego. Od 2014 roku jest wykorzystywane przez swoich tajnych właścicieli, czyli globalny kapitał, rząd USA i siły z Europy w pierwszym rzędzie do nacisku na Rosję, w drugim do zwijania Polski. Po ataku Rosji 22 lutego 2022 r. państwo ukraińskie znalazło się w intensywnej, gorącej wojnie z Rosją. Jeśli więc mowa jest o tzw. „wolnej Ukrainie” oznacza to nieskrępowaną wolność aktualnych zarządców tego państwa do prowadzenia polityki, zależnej od ich sponsorów. Na pewno nie chodzi tu o wolność narodu ukraińskiego, gdyż to państwo w ogóle nie przewiduje realizacji takich celów, zresztą samo określenie narodu ukraińskiego natrafia na problemy. Wolność tego państwa jest więc wolnością oligarchów do oferowania swoich usług zewnętrznym potęgom.

Mit Wołodymira Zelenskiego

Przedstawia się go jako walecznego bohatera Ukrainy. Wcześniej był komikiem, nadwornym artystą estradowym jednego z głównych oligarchów Ukrainy – Ihora Kołomojskiego, obywatela Izraela. Tych dwóch panów łączy to samo pochodzenie. Kołomojski wydatnie pomógł Zelenskiemu w zdobyciu fotela prezydenta Ukrainy. To jego stacja telewizyjna emitowała niezwykle popularny serial Sługa Narodu, w którym Zelenski grał główną rolę, co utorowało mu drogę do obecnego miejsca. Od 2023 r. Kołomojski znajduje się w areszcie po ujęciu przez SBU pod zarzutami korupcyjnymi. [uśś… czy ktos to sprawdził?? md]

Czytelnikom pozostawiam ocenę, na ile Wołodymir Zelenski pozostał komikiem, a na ile wcielił się w rolę sługi narodu, a jeśli tak, to jakiego. Od maja 2024 roku Zelenski nie jest już legalnym prezydentem, gdyż skończyła mu się kadencja, a nowych wyborów nie ogłosił. Z punktu widzenia praworządności, tak ważnej dla Unii Europejskiej jest on uzurpatorem. Przejmowanie się tym nie leży podwójnym normotypie – turańskim i sakralnym. Rys turański każe słuchać siły, czyli podążać za władzą, która może zrobić krzywdę. Rys sakralny nakazuje myślenie talmudyczne. Połączenie tych dwóch żywiołów kształtuje jednostki chciwe, zawistne, pożądliwe, roszczeniowe, niewdzięczne, brutalne, nienawidzące, gardzące innymi. [Klasyk – tj. Feliks Koneczny nazywa to stanem a-cywilizacyjnym, z czasem atrocinium magnum. md]

Mamy tu więc uosobienie wiodącego normotypu turańsko – talmudycznego. Porównując zachowanie różnych ludzi stamtąd nie da się wskazać istotnych różnic między nimi. Oznacza to, że mamy tu wzorzec zachowań przeciętnego Rusina. Nie reprezentuje on żadnych wartości wyższych i żadnych wspólnoty etycznych, np. narodu, ale siebie i tych, którym obecnie służy, czyli globalistów – gnostyków, dążących do państwa globalnego. Jeśli więc słyszymy „musimy wygrać, bo inaczej wszystko stracimy” nie jest to mowa o narodzie ukraińskim, ale o globalistach – gnostykach, którzy muszą wygrać wszystko, o co w danej chwili walczą, bo inaczej ich projekt globalny się posypie, a oni stracą wszystko, na co pracowali 400 lat.

Mit teorii spiskowych

Trzeba znać różnice między teorią a praktyką. Jeżeli ktoś planuje jakiś spisek, zawsze musi go najpierw opanować teoretycznie. Skoro zaś historia pełna jest spisków, zarówno tych nieudanych, jak i zwieńczonych powodzeniem, każdy z nich miał najpierw swoja teorię. Współczesne media lewicowo – liberalne stworzyły taki zbitek pojęciowy, traktując każdą informację o realnych zakulisowych działaniach konkretnych ludzi na równi z bzdurami, będącymi wytworem mitomanów, opowiadających niestworzone historie na zasadzie mitu. Zarówno spiski, jak i mity istnieją tak długo, jak cywilizacja, a może dłużej, i można o nich opowiadać. Jeśli jednak opowiada się o tym, co grupa ludzi robi w ukryciu przez dłuższy czas, natychmiast wiodące media i większość środowisk naukowych wykrzykuje „teoria spiskowa!”, co sprawia, że prawie nikt nie ma odwagi tego śledzić. Przyczyna jest prozaicznie prosta – współcześnie zarówno media, jak i większość naukowców znajdują się w kieszeni spiskowców, którzy bardzo pilnują, aby ich działania pozostały niewykryte, a jeśli już, aby zostały najpierw okrzyknięte „teoriami spiskowymi”, a potem potraktowane przez sparaliżowaną intelektualnie opinię publiczną za foliarstwo, szurię, płaskoziemstwo i reptilianizm. W kontekście spotkania Trump – Zelenski w Białym Domu interesuje nas praktyka państwa światowego. Pisałem o tym w wielu wcześniejszych artykułach, tu nie będę rozwijał. Istnieje plan budowy jednego państwa światowego i jednego rządu, zwanego World Brain – Światowym Mózgiem. Tak przynajmniej pisze o tym H.G.Wells w kilku swoich książkach, te same idee miał Comenius, współtwórca próby rozbioru Polski podczas Potopu Szwedzkiego, z użyciem m.in. Chmielnickiego i jego Rusinów. Identyczne koncepcje przewijają się przez ezoteryczne idee tajnych lóż i związków, obecne są w liberalizmie, socjalizmie, komunizmie, anarchizmie, neomarksizmie, postmodernizmie, globalizmie i innych zjadliwych prądach umysłowych Zachodu. Dokładnie te same idee znajdowały się też w starożytnych i gnostyckich herezjach, co łączy te wszystkie wierzenia z gnozą i judaizmem.

Ludzie, działający w tych związkach wykazują zadziwiającą trwałość i konsekwencję przekonań, a także te same struktury i zasady działania przez wieki, dlatego nazywam ich gnostykami, choć nie jest to w pełni ścisłe pojęcie. Idea jednego globalnego państwa i rządu, konsekwentnie jest wcielana od początku XVII wieku. Zakłada ona likwidację zarówno odrębnych państw, jak i tożsamości narodowych, aby w ten sposób uzyskać jednolity zasób ludzi pod rządem Światowego Mózgu. Nakaz zniszczenia narodu i państwa polskiego zawsze był jednym z priorytetów państwa globalnego. Dynamiczny rozwój zarówno koncepcji teoretycznych, jak i działań praktycznych nastąpił na początku XX wieku i możemy do tego procesu zaliczyć następujące podprocesy: syjonizm, komunizm i rewolucje, obie wojny światowe, neomarksizm i postmodernizm, rewolucje seksualną, gender, globalizację, koncentrację kapitału i kontroli w ręku wąskiej grupy zarządców.

Mit Rosji i Chin

Uważa się dziś powszechnie, że komunizm w tych państwach jest ich naturalnym etapem rozwoju, są więc one niejako naturalnie predestynowane do masowej zbrodni i totalitarnego systemu władzy, niszczącego ludzi. W rzeczywistości to, co się zaczęło w Chinach od 1911, a w Rosji od 1917 nie było naturalną tendencją tych krajów, lecz zostało tam wszczepione z Zachodu. W tych latach obalono tam monarchie i proklamowano republiki, całkowicie wbrew własnym tradycjom ustrojowym i politycznym. Późniejszy porządek władzy i polityki w tych krajach, nieludzki i nieliczący się z naturą bardzo był podobny zarówno do porządku III Rzeszy, jak i do Nowego Ładu prezydenta F.D.Roosevelta.

Abp. Fulton J. Sheen w swojej książce „Komunizm i sumienie Zachodu” wyraźnie dowodzi, jak bardzo to, co stało się w sowieckiej Rosji zostało tam w sposób sztuczny zainstalowane z Zachodu, wówczas z terytorium USA, wcześniej z Imperium Brytyjskiego. W Chinach zachodziły te same procesy. Rosja znajdowała się w obszarze państwa światowego przez cały okres ZSRR i Jelcyna, natomiast za rządów Putina zaczęła się emancypować, co jest główną przyczyną obecnej wojny ukraińskiej. W podobnym czasie wychodzić z projektu globalnego zaczęły wychodzić Chiny. Totalitarne zapędy w tych państwach mają więc dwa źródła: spadek po technokratycznym systemie zarządzania z Zachodu, zainstalowanym w Rosji i Chinach jako komunizm, oraz naturalne usposobienia tamtejszej ludności turańsko – bizantyjskiej.

Mit Stanów Zjednoczonych

Powszechnie uważana jest za główny ośrodek tzw. wolnego świata, czyli praw człowieka, demokracji, kapitalizmu i dobrobytu. USA powstały formalnie w 1776 r. w wyniku buntu i secesji z Korony Brytyjskiej. Ojcowie założyciele tego państwa byli jednocześnie braćmi masonami. Struktury polityczne tworzone w Ameryce Północnej, jeszcze zanim powstało państwo amerykańskie, jeszcze jako kolonie brytyjskie traktowane były przez swoich sponsorów, czyli ówczesny wielki kapitał za inwestycję w nową konstrukcję świata, zalążek państwa światowego. Od czasu powołania 25 grudnia 1913r. Rezerwy Federalnej, czyli prywatnego konsorcjum banków waluta USA znajduje się w ręku gnostyków. W tym samym czasie nastąpiło przeorientowanie polityki UK i USA na syjonizm i globalizm. Od tamtego czasu obydwa państwa nieustannie działają dla budowy państwa światowego. Może ono jednak powstać dopiero wtedy, gdy likwidacji ulegnie państwo narodowe i naród, łącznie z tymi państwami i narodami, które wspierają globalizm. Konsekwentne dążenie do państwa globalnego doprowadziłoby do zlikwidowania USA i narodu amerykańskiego, nasycanego za prezydentury Bidena nielegalną imigracją. Wydaje się, ze Donald Trump i jego otoczenie przejrzeli zamiar gnostyków i wyprowadzili administrację USA z projektu globalnego. Oznacza to, że wszystko, co prowadzi administracja Trumpa po 20 stycznia 2025 r. jest gwałtownym odwróceniem polityki USA od państwa globalnego do państwa amerykańskiego. Trump nie jest więc już przywódcą tzw. „wolnego świata”, ale przywódcą swojego państwa i zabiega nie o interesy globalne, ale Stanów Zjednoczonych. Oznacza to również, że rozpoczęcie konfliktu ukraińskiego w 2014 r. oraz dotychczasowy przebieg działań dyplomatycznych i militarnych odbywały się za takich rządów, które miały cele diametralnie inne, niż obecna administracja, a zmiana zaszła w sposób rewolucyjny i na naszych oczach całkowicie zmienia politykę światową.

Mit Unii Europejskiej

Nie jest to zrzeszenie suwerennych państw w celu usprawnienia wymiany handlowej i zwiększenia dobrobytu. Państwa wchodziły do struktur europejskich dobrowolnie, a te struktury zmieniały się w czasie od porozumień handlowych do quasi – państwa totalitarnego o strukturze federalnej. UE ma trzy poziomy: oficjalny – Europa Shumanna, czyli fikcyjny; ukryty – Europa Spinelliego z Manifestu z Ventotene, czyli komunistyczne więzienie narodów; tajemny – Paneuropa, pomysł Koudenhove – Kalergi z lat 20-tych XX w., czyli likwidacja starych narodów i eugeniczna hodowla nowej, sztucznej rasy europejskiej negroidów, poprzez imigrację z Afryki i Azji. UE wprowadzono dzięki skorumpowanym rządom i nieświadomym narodom i w całości jest projektem gnostyków, jako prototyp państwa globalnego, podobny eksperyment socjotechniczny, jak USA (te globalistyczne), komunistyczna Rosja, komunistyczne Chiny. Po gwałtownej wolcie USA pod rządami Trumpa centrum zarządzania gnostyków, czyli zalążek rządu światowego ewakuował się do Europy i stąd próbuje uratować sypiący się projekt państwa globalnego. Tymczasem na skutek wcześniejszych działań gnostyków w tym kierunku Europa zwija się gospodarczo, upada finansowo, rządy ograniczają wolność słowa i prawa obywateli, nadal wprowadzany jest zabójczy zielony ład, nadal forsowana jest samobójcza polityka gender, narastają problemy z imigracją, społeczeństwa są rozbite psychicznie, rządy są skonfliktowane z własnymi społeczeństwami, wszystkie elity społeczne i państwowe Europy są dogłębnie skorumpowane. To logiczne konsekwencje procesów, dominujących w Europie od początku XX wieku. Elity europejskie, tworzące rządy upadły w kompletną degenerację i zgodziły się przystąpić do programu, którego celem jest fizyczna likwidacja narodów europejskich i połączenia ich państw w jedno. Jednak narody Europy zaczynają się coraz bardziej sprzeciwiać rządom swoich państw i Unii Europejskiej. W tej samej sytuacji znajduje się UK. Wojna ukraińska jest obecnie najmocniejszym łącznikiem, trzymającym narody Europy Zachodniej w całości, co może trwać jednak tylko tak długo, dopóki mieszkańcy Europy będą wierzyć, że Rosja chce na nich napaść.

Mit rosyjskiej napaści

Oficjalny przekaz głosi, że Putin żyje sentymentem do ZSRR i za wszelką cenę chce odtworzyć zasięg tego państwa i jego wpływów, a jak to zrobi, ruszy na Zachód. Ta propaganda wprost przypisuje obecnej Rosji cele bolszewików, które nie były wszak celami Rosjan, lecz gnostyków, do których należą media, które głoszą tą propagandę. Dla Polaków dodano całe pokłady strachu, wynikającego ze wspólnej historii. Rosja przez ostatnie 300 lat była istotnym czynnikiem, uderzającym wprost w polską państwowość i narodowość. Zabory, powstania, represje, rusyfikacja, bolszewicy, komunizm, zbrodnie, eksploatacja. To są fakty. Dlatego współcześni Polacy zwykle nie podejmują nawet refleksji nad ułożeniem stosunków Polski i Rosji. Pada jedno zdanie: „Rosja zawsze taka była” i koniec myślenia i rozmowy. Jedyne, co można dalej zrobić, to jeszcze mocniej związać się z demokratycznym Zachodem, bo tam bogactwo i prawa człowieka, a w Rosji zamordyzm i bieda.

Tyle, że ludzie ci jednym zdaniem wyłączają sobie mózg i nie dostrzegają procesów. Nie widzą upadku Zachodu i rozwoju krajów BRICS. Nie widzą wiarołomstwa elit europejskich i atlantyckich, ani tego, że Polaków traktują jak białych murzynów. Nie wiedzą, do jakiego stopnia polityka najpierw Moskwy, a potem Rosji spenetrowana była przez agenturę zachodnią, już od XVI wieku. Nie widzą też, jak szybko życie prywatne na Zachodzie staje się coraz droższe dzięki zielonemu ładowi i innym absurdom, coraz mniej bezpieczne dzięki imigracji, coraz mniej swobodne przez rosnącą opresję władzy, coraz bardziej stojące na głowie dzięki lewactwu, coraz trudniejsze przez rosnące przepisy, coraz bardziej zwariowane dzięki zepsuciu kultury masowej. Zjadacze medialnej papki nie znają również historii najnowszej.

Nie wiedzą, że na początku lat 90-tych, gdy powstawało państwo ukraińskie zachodni politycy obiecali rosyjskim, że nie będą wciągać Ukrainy do NATO i że nie będą naruszać rosyjskiej strefy wpływów. Bardzo szybko jednak poczęli przejmować państwo ukraińskie i jego zasoby, a globalna Ameryka zaczęła wyposażać i szkolić ukraińską armię. W 2013 r. służby i pieniądze zachodnie zorganizowały „Euromajdan”, po którym stery państwa ukraińskiego zostały definitywnie przejęte przez gnostyckich figurantów, a jego polityka zorientowana przeciw Rosji. Powstały tam tajne bazy wywiadowcze CIA i laboratoria broni biologicznej. Ukraina stała się bazą wypadową Zachodu, budującego państwo światowe, flankującą Rosję, która właśnie zaczęła wychodzić z globalnego projektu. Podobną do Ukrainy funkcję, tylko w drugą stronę spełniała komunistyczna Kuba, co w 1962 r. prawie doprowadziło do wojny atomowej. Ostatecznie do wojny ukraińskiej Rosję wciągnął prezydent Biden. Najpierw rozzuchwalił Putina upokarzającym Amerykę nagłym opuszczeniem Afganistanu. Następnie zdjął sankcje na gazociąg Nord Stream 2, a potem wprost zachęcał do aneksji terytorialnych na Ukrainie. Uderzenie Rosji było tylko kwestią czasu, Putin dał się wciągnąć w pułapkę, która miała zniszczyć samodzielność Rosji i osłabić jej władze. Gnostycy poza tym gorączkowo potrzebowali czegoś mocnego, co odwróci uwagę ludzi na całym świecie od pandemii, którą sami rozkręcili, oraz Konwoju Wolności w Kanadzie i jego pacyfikacji. Jednak pułapka okazała się bardzo niebezpieczna również dla łowcy. Rosji nie udało się pokonać ani złamać gospodarczo, przeciwnie, to państwa Zachodu poniosły straty i koszty.

Najbardziej jednak ucierpiała Ukraina, zniszczona i wyludniona. Pokój był możliwy już na wiosnę 2022 r., krótko po rozpoczęciu działań. W kwietniu miała być gotowa umowa rosyjsko – ukraińska o zakończeniu wojny, jednak pod wpływem nacisków ze strony GB i globalnych USA Zelenski zdecydował się prowadzić dalej wojnę, co tłumaczy, skąd się wzięła obecna sytuacja. Pytanie jednak pozostaje otwarte, czy Rosja chce zaatakować Zachód, w tym Polskę. W doktrynie Rosji nie ma takiej wzmianki, bieżąca polityka Rosji jak dotąd była dość racjonalna. Gdyby bowiem Putin chciał zaatakować Polskę, zrobiłby to już dawno, a Polska nie zdołałaby się obronić. Polska już jest stroną w wojnie przeciw Rosji, na naszym terytorium znajduje się wielkie centrum logistyczne Rzeszów – Jasionka, zasilające armię, która walczy z Rosją. Polskie pieniądze płyną szerokim strumieniem na Ukrainę, m.in. na finansowanie łączności satelitarnej, polski sprzęt używany jest do walki z Rosjanami, czasami pod banderowską flagą. Władze w Polsce wykonują wciąż wrogie gesty wobec Rosji, wielka diaspora ukraińska w Polsce pozwala sobie na bardzo wiele, np. oblanie ambasadora Rosji farbą, a ostatnio grożenie Polakom czystką. W wypowiedziach europejskich polityków pojawia się pomysł wysłania polskich żołnierzy na front, a coraz więcej Polaków, którzy byli w zasadniczej służbie wojskowej, czyli 40+ otrzymuje przydziały mobilizacyjne. Mimo tego wciąż wielu Polaków wierzy, że Rosja chce nas napaść. Otóż może nas napaść, jeśli Polska wciąż będzie szykować się do napaści na Rosję. Nie można prowokować Rosji i robić tego bezkarnie. Jeśli nie mamy warunków do pokonania takiego przeciwnika, powinniśmy robić wszystko, aby nie dopuścić do eskalacji napięcia wojennego pomiędzy Polską a Rosją, a tymczasem władze w Polsce robią bardzo dużo, aby wciągnąć Polskę do wojny, wykonując polecenia unijnej kamaryli, która wykonuje polecenia gnostyków. Jeśli więc bardzo będziemy chcieli, Rosja w końcu stanie się naszym wrogiem i nas zaatakuje. Wojna zaś, którą toczy Ukraina nie jest „naszą wojną”, Ukraina nie „walczy za nas”, i nie „odsuwa od polskich granic rosyjskich czołgów”. Rosyjska armia jest w Królewcu i na Białorusi i Ukraińcom nic do tego, nie powstrzymają tych sił, jeśli zechcą ruszyć na Polskę. Ukraina nie walczy za Polskę, nie walczy nawet za sama siebie, chociaż walczy za Zachód, to znaczy za globalistyczną kamarylę, odpowiedzialną za zdołowanie Europy, dążącą do państwa globalnego. Na pytanie, czy należy obawiać się Rosji należy odpowiedzieć twierdząco – należy się obawiać tego państwa, bo jest wielkie, ma broń jądrową, dużo ludzi, mocnych sojuszników i jest potężne nawet, gdy jest słabe. A Rosja dziś nie jest słaba, przeciwnie, wzmacnia się, a słabnie Europa. Jeśli więc Polacy mają powody bać się Rosji, to tym bardziej nie powinni atakować tego państwa, ponieważ nie mamy czym odpowiedzieć na ewentualny odwet ani nawet go powstrzymać. Nasz główny sojusznik i gwarant bezpieczeństwa – USA właśnie dogadał się z Rosją co do nowego ładu. Nasi pozostali sojusznicy – państwa Europy Zachodniej mają skorumpowane rządy, kierujące się złą wolą, i nawet gdyby rzeczywiście chcieli nas bronić, nie mają czym. Od lutego 2022 r. państwo polskie włączyło się do wojny z Rosją po stronie Ukrainy, na razie bez angażowania sił zbrojnych, ale z zaangażowaniem całego pozostałego potencjału. Nasi sojusznicy są wiarołomni i słabi, a państwo, którego bronimy – Ukraina jest nam bardzo niechętna, a jego przywódca pokazał właśnie w Waszyngtonie, jaki ma stosunek do własnych sojuszników. Jesteśmy więc przeraźliwie słabi, otoczeni przez pozornych sojuszników – wiarołomców, którzy nami gardzą, mamy rozbrojoną armię, zdewastowany przemysł i zdemoralizowane społeczeństwo, a mimo to atakujemy największe państwo świata, posiadające broń jądrową, a to wszystko robimy w interesie naszych nieprzyjaciół. A wielu Polaków na takie właśnie słowa reaguje w taki sposób: „ruska onuca, agent Putina”. Ja to piszę, bo chcę przeżyć, a oni najwyraźniej pragną, żeby ktoś ich zabił.

_____________

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa. Cz.I, Bartosz Kopczyński, 3 marca 2025

−∗−

Warto porównać:

Ostatnia zagrywka elit czyli III wojna światowa nadal jest na stole
Po stronie zachodniego establishmentu, urzędnicy państwowi i media bombardują opinię publiczną opowieściami o zbliżającym się rosyjskim blitzkriegu w Europie, jeśli Ukrainie pozwoli się upaść. Oczywiście, twierdzą również, że Rosja traci […]

_____________

Co nam pozostanie po Ukrainie?
Ukraina, jako państwo upada. I nie chodzi tu jedynie o wojnę, którą bez wsparcia Zachodu nasi wschodni sąsiedzi ewidentnie przegrają. Nawet nie w tym rzecz, że po 3 latach konfliktu […]

UE tonie w długach, więc rząd Tuska chce podwyżki unijnych podatków

UE tonie w długach. Rząd Tuska chce podwyżki unijnych podatków

3.03.2025 tysol/ue-tonie-w-dlugach

W ramach Funduszu Odbudowy po epidemii koronawirusa państwa Unii Europejskiej zaciągnęły dług o wysokości 300 mld euro. Obecnie nadchodzi pierwszy etap spłaty długu. Z tego powodu rząd Donalda Tuska, a także Francja i Włochy, szukając środków na spłatę zadłużenia, chcą podniesienia unijnego podatku od emisji dwutlenku węgla.

Według doniesień Politico kraje, które lobbują za podniesieniem opłat w ramach unijnego programu Carbon Border Adjustment Mechanism (CBAM), twierdzą, że Unia Europejska potrzebuje nowych źródeł dofinansowania. Warto przypomnieć, że powstanie Funduszu Odbudowy po epidemii koronawirusa oznaczało zaciągnięcie przez państwa członkowskie długu w wysokości 300 mld euro. Teraz nadchodzi spłata pierwszych części długu. 

Rząd Tuska chce podwyżki unijnych podatków

Choć mechanizm CBAM nie zaczął jeszcze obowiązywać, to grupa państw już chce podniesienia wysokości pobierania opłat. Według doniesień dziennikarzy, jednym ze zwolenników podniesienia opłat ma być rząd Donalda Tuska. Warto przypomnieć, że Polska sprawuje obecnie prezydencje w Radzie Unii Europejskiej, a funkcję komisarza ds. budżetu sprawuje Piotr Serafin.

«Musimy znaleźć „nowe zasoby własne”» – powiedział Politico wiceminister finansów Polski Paweł Karbownik, używając brukselskiego żargonu na określenie dochodów podatkowych płynących bezpośrednio do budżetu UE. «A z tych nowych zasobów własnych na stole najbardziej obiecujące mogą być CBAM»

Już w grudniu ubiegłego roku Austria, Bułgaria, Włochy i Polska rozpoczęły dyskusję na temat zmian w CBAM.

Można ich dokonać na trzy sposoby: można go rozszerzyć na nowe sektory; zmienić, aby obejmował zarówno eksport, jak i import, lub zmodyfikować, aby obejmował produkty „z dalszego łańcucha” wytworzone z importu objętego CBAM, co oznacza produkty gotowe lub półprodukty zamiast podstawowych towarów, takich jak stal

W swojej propozycji z grudnia kraje te opowiedziały się za rozbudową łańcucha dostaw. Ponadto jak podaje Politico.eu, podniesienie podatku miałoby pomóc przy spłacie długu związanego z epidemią koronawirusa.

Bruksela potrzebuje nowych źródeł dochodów – podaje Politico.eu.

Zdrowie Franciszka: Obraz oficjalny jest zbyt różowy. I przypudrowany.

stan/franciszka

Come sta il papa? I bollettini ufficiali (a volte surreali) e la realtà dei fatti conosciuti. La parola al medico.

aldomariavalli.it/come-sta-il-papa-i-bollettini-ufficiali-a-volte-surreali-e-la-realta-dei-fatti-conosciuti-la-parola-al-medico

=====================================

Zdrowie Franciszka: Obraz jest zbyt różowy

Franciszek pozostaje w stanie krytycznym, pisze dr Paolo Gulisano, lekarz, na AldoMariaValli.it (1 marca).

Obustronne śródmiąższowe zapalenie płuc jest prawie zawsze śmiertelną diagnozą, która prowadzi do prawie nieuniknionych powikłań oraz postępującego i nieodwracalnego pogorszenia sytuacji.

Wiek i otyłość papieża Franciszka są ważnymi dodatkowymi czynnikami ryzyka, szczególnie w przypadku powikłań kardiologicznych.

W oficjalnych biuletynach wydanych przez lekarzy brakuje szczegółów, zwłaszcza w odniesieniu do najważniejszych parametrów życiowych Franciszka.

28 lutego Watykan poinformował o „odosobnionym kryzysie skurczu oskrzeli, który jednak doprowadził do epizodu wymiotów z wdechem i nagłego pogorszenia sytuacji oddechowej”.

Gulisano nazywa to niedokładną informacją, ponieważ epizod ten nasuwa mu na myśl nową formę poważnej choroby płuc, zapalenie płuc „ab ingestis”, które występuje u słabych starszych pacjentów z trudnościami w połykaniu, gdy jedzenie trafia nie do żołądka, ale do płuc, powodując poważny stan zakaźny.

W komunikacie Watykanu podano, że Franciszek został natychmiast poddany bronchoaspiracji i rozpoczęto nieinwazyjną wentylację mechaniczną.

Według Gulisano, podanie, że papież jest „niezaintubowany” był koniecznością po latach medialnych taktyk zastraszania, w których pacjenci byli pokazywani w telewizji na brzuchu i zaintubowani, aby wywołać jak największy strach przed chorobą.

Nieinwazyjna wentylacja mechaniczna oznacza, że Franciszek ma maskę na nosie i ustach, aby zapewnić mu tlen. Gulisano opisuje to jako „poważną sytuację, która oznacza ostrożne rokowania”.

Ważne byłoby, aby wiedzieć, czy występuje zapalenie płuc „ab ingestis”, które może prowadzić do infekcji bakteryjnej krwi (sepsy) z potencjalnie śmiertelnymi konsekwencjami.

Infekcja dróg moczowych jest również powszechna w zakażeniach związanych z opieką zdrowotną: „Nie powiedziano nam, czy papież ma cewnik moczowy, ale jest prawie pewne, że tak”.

Według Gulisano, biorąc pod uwagę te warunki, „szczerze mówiąc surrealistyczne” jest słuchanie zbyt optymistycznych narracji, które mówią o „papieżu w pracy”, chyba że przez „pracę” rozumie się składanie podpisów na przedstawionych mu dokumentach. [sic !! md]

Równie niewiarygodne jest to, że 29 lutego, tuż przed kryzysem oddechowym, Franciszek modlił się w kaplicy, tak jakby w swoim stanie mógł zostać wyjęty z łóżka i z pokoju.

Jeśli to naprawdę się wydarzyło, dlaczego nie udokumentowano tego momentu fotograficznie, pyta Gulisano: „Przyniosłoby to pocieszenie wielu wiernym, którzy martwili się o jego stan i modlili się za papieża”.

„Dlaczego Franciszek, jeśli rzeczywiście nie jest przykuty do łóżka i autonomiczny, nie podjechał do okna na wózku inwalidzkim, aby pozdrowić tłumy, które są stale obecne na dziedzińcu szpitala, tak jak zrobił to Jan Paweł II w czasie swojej hospitalizacji?”.

To samo dotyczy twierdzenia Watykanu, że Franciszek zjadł śniadanie i przeczytał gazetę po przebudzeniu.

Gulisano nazywa to „idyllicznym obrazem”, który kontrastuje z zupełnie inną sytuacją kliniczną.

Pranie pieniędzy zrabowanych z darowizn na „obronę”? Ukraińska firma buduje przy granicy z Polską ogromny ośrodek narciarski. Ponad 6 mld zł.

Ukraińska firma buduje przy granicy z Polską ośrodek narciarski. Inwestycja warta ponad 6 mld zł

Patrycja Malik 19 lutego 2025, fakt/przy-granicy-z-polska-ukrainska-firma-buduje-osrodek-narciarski

W Karpatach Zachodnich, tuż przy granicy z Polską, ukraińska firma prężnie rozwija projekt, który ma przekształcić region w magnes dla międzynarodowej turystyki. W planach jest stworzenie nowoczesnego narciarskiego ośrodka wypoczynkowego. Z kompleksu będzie można korzystać o każdej porze roku.

Ośrodek narciarski powstanie w pobliżu wsi Wołosianka w obwodzie lwowskim, zaledwie 50 km od granicy z Polską. Góry w tym rejonie, jak zauważa „Rzeczpospolita”, osiągają wysokość niewiele ponad 1200 m nad poziom morza. Przypomina też, że choć wojna Rosji z Ukrainą trwa od trzech lat, to „w regionie Karpat nie odnotowano rosyjskich ataków rakietowych i dronów”. [Bo widocznie nie ma tam zachodniej broni i „specjalistów”, co tak gnębi Jaworów króla Jana Sobieskiego. md]

Wizja Wasyla Danylaka, prezesa Grupy Okko, to nie tylko sezonowe atrakcje dla narciarzy, ale całoroczne centrum rekreacji, które ma przyciągnąć gości z całego świata. Pierwszym krokiem w realizacji tej ambitnej koncepcji jest budowa kompleksu hotelowego, który zapoczątkuje transformację regionu. O sprawie poinformowała Niemiecka Agencja Prasowa, a opisał ją „Die Zeit”.

Przy granicy z Polską powstanie ośrodek narciarski. Buduje go ukraińska firma

Założenia projektu są imponujące: w perspektywie najbliższych 15 lat ma powstać 25 hoteli z ponad 5 tys. pokojów. Ośrodek, rozciągający się na 127 hektarach, będzie wyposażony w nowoczesne wyciągi narciarskie i stoki, umożliwiające aktywny wypoczynek o każdej porze roku.

Finansowanie przedsięwzięcia zostało już zaplanowane – jak podaje firma, całkowity koszt inwestycji to ponad 1,45 mld euro (około 6,25 mld zł). Struktura finansowania zakłada, że jedną trzecią środków na realizację projektu Grupa Okko pokryje z własnego kapitału oraz pożyczek, natomiast pozostałą część środków planuje pozyskać od inwestorów.

Ta inicjatywa to nie tylko krok w stronę wzmocnienia pozycji Ukrainy na turystycznej mapie Europy, ale także znaczący impuls dla lokalnej gospodarki, który może przyczynić się do rozwoju całego regionu. Oczekuje się, że nowy ośrodek wypoczynkowy stanie się jednym z kluczowych elementów atrakcyjności turystycznej.

Źródło: „Rzeczpospolita”, „Die Zeit”

===============

mail:

Wszystko tak na rympał, na wiwat ? Nie mają gdzie szmalu wyprać? Ciekawe, jaki udział ma Włodymyr?

MEMy !! Sunday Strip: Nut Jobs. It ain’t over till it’s over. –

Sunday Strip: Nut Jobs

It ain’t over till it’s over

Robert W Malone MD, MS Mar 02, 2025


“I don’t want to connect my coffee machine to the Wifi network. I don’t want to share the file with OneDrive. I don’t want to download an app to check my car’s fluid levels. I don’t want to scan a QR code to view the restaurant menu. I don’t want to let Google know my location before showing me the search results.

I don’t want to include a Teams link on the calendar invite. I don’t want to pay 50 different monthly subscription fees for all my software. I don’t want to upgrade to TurboTax platinum plus audit protection. I don’t want to install the Webex plugin to join the meeting. I don’t want to share my car’s braking data with the actuaries at State Farm.

I don’t want to text with your AI chatbot. I don’t want to download the Instagram app to look at your picture. I don’t want to type in my email address to view the content on your company’s website. I don’t want text messages with promo codes. I don’t want to leave your company a five-star Google review in exchange for the chance to win a $20 Starbucks gift card.

I don’t want to join your exclusive community in the metaverse. I don’t want AI to help me write my comments on LinkedIn. I don’t even want to be on LinkedIn in the first place.

I just want to pay for a product one time (and only one time), know that it’s going to work flawlessly, press 0 to speak to an operator if I need help, and otherwise be left alone and treated with some small measure of human dignity, if that’s not too much to ask anymore.”

~ Robert Sterling





(For those who haven’t followed this news story, and are interested – I suggest reading “The NSA’s Secret Sex Chats.” The article can be graphic in describing the chat discussions, so you are forewarned.)





True Story:

Between choosing to wear sweatpants in the Oval Office and his prior career, viewing this as a serious person is hard.

For those who are interested, I highly recommend reading the article “Hard truths about the Trump-Zelensky-Vance Oval Office blow-up: The public spectacle doesn’t change the fact that the war needs to end soon.”

It may be the best analysis of the situation I have read.


==========================

The meme wars:

In the meantime, in mass, the cra-cra on Facebook are having a very public meltdown:

And of course, this one:

These memes are being rolled out systematically, with organized “protests” nationwide.

Folks, this is a movement that is being funded from the top. It is organized and has all the hallmarks that the Soros-funded NGOs are driving this synthetic bus.

Last year, Jeffrey Sachs delivered a most crucial history lesson at the European Union.





I stand with the United States and President Trump.



I attended a meeting recently, under Chatham House rules, where I heard a Senator state on stage argue that we need to continue funding wars in the Middle East and around the world to ensure these forever wars happen on their soil rather than ours. Otherwise, foreign countries will invade American soil. He further explained that supporting the economy long-term required funding the military-industrial complex to the tune of billions of dollars (trillions?) for at least another decade.

This Senator didn’t read the room; the dead silence of the audience encapsulated the mood. Conservatives are no longer interested in this strategy of empire-building.

The warmongering Republican Party of old is crumbling. Something new and revolutionary, exemplified by MAGA and developed by the Trump team to drive the American economy, is afoot – and it doesn’t involve perpetual wars on foreign soil.





https://www.youtube-nocookie.com/embed/LD6kvDHbIYY?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0

Polskie F-16 bez serwisu. Malowanie za cenę klęski. Rządowi Tuska zabrakło pieniędzy.

Polskie F-16 bez serwisu. Rządowi Tuska zabrakło pieniędzy.


https://niezalezna.pl/polska/polskie-f-16-bez-serwisu-rzadowi-tuska-zabraklo-pieniedzy/538571

Rząd oszczędza na serwisowaniu naszych F-16 – wynika z dokumentu, do którego dotarła „Codzienna”. „Z powodu niedostatecznej ilości środków finansowych” wojsko rezygnuje z pokrywania samolotów powłoką, która czyni je mniej widzialnymi dla radarów wroga.

– Będziemy domagać się wyjaśnienia tego skandalu od MON i armii. To osłabianie potencjału obronnego – mówi Bartosz Kownacki, wiceszef sejmowej komisji obrony narodowej. – To symbol rozbrojenia narodowego w wykonaniu tej koalicji – komentuje Marcin Warchoł, poseł PiS. – Chcemy kupować F-35, a nie stać nas na malowanie F-16? – pyta gen. Roman Polko.

„Codzienna” dotarła do dokumentu, który wojsko przesłało Wojskowym Zakładom Lotniczym nr 2. W tym piśmie datowanym na 4 lutego tego roku szef zespołu nadzoru technicznego jednostki wojskowej 3091 w Poznaniu (2 Skrzydło Lotnictwa Taktycznego) ppłk Tadeusz Foryszewski informuje dyrektora operacyjnego WZL nr 2:

„W związku z przydzieleniem niewystarczającej ilości środków finansowych na rok 2025 w ramach umowy serwisowej [tu numer umowy – przyp. red.] na chwilę obecną nie ma możliwości wskazania przybliżonych terminów malowań samolotów F-16 planowanych na rok 2025. Jednocześnie informuję, że zespół nadzoru technicznego 2SLT wystąpił (…) o zmianę planu realizacji obsług (…) na 2025 r. poprzez całkowite usunięcie zaplanowanych do malowania samolotów”.

To nie jest zwykłe malowanie

Technicy z Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2 wyjaśniają, że nie chodzi tu o zwykłe malowanie samolotów.

– Tu nie chodzi o wygląd. Malowanie pozwala pokryć F-16 specjalną powłoką, która obniża widzialność maszyny dla radarów wroga

– mówią rozmówcy „GPC”. I przypominają, że kiedy F-16 wreszcie do Polski przyleciały, to właśnie ta ograniczona dla radarów wroga widzialność często była wymieniana jako atut tej maszyny. Rzeczywiście „Polska Zbrojna” pisała: „48 wielozadaniowych samolotów F-16, które 11 lat temu kupiła armia, dla zwiększenia właściwości bojowych jest pomalowanych specjalną farbą Have Glass II. Jak twierdzą lotniczy eksperci, o około 15 proc. zmniejsza ona powierzchnię odbicia radarowego”. Portal Aviation24.pl zaś donosił: „W trakcie użytkowania samolotów powłoka lakiernicza ulega powolnemu niszczeniu, dlatego co jakiś czas sprawdza się grubość i jakość warstwy Have Glass II, a następnie kieruje się płatowiec do jej odnowienia. Polskie zakłady WZL 2 dopiero w 2014 r. uzyskały certyfikat pozwalający na odnawianie powłoki lakierniczej myśliwców F-16. Od tamtej pory bydgoskie zakłady sukcesywnie prowadzą renowację lakierowania »jastrzębi«”.

Te 15 proc. oznacza, jak wyjaśniają technicy, że – w dużym uproszczeniu – dla wrogich radarów myśliwiec staje się widoczny z bliskich odległości, a z dalszych go nie widzą.

Nieprawdopodobny skandal!

– To jest nie do uwierzenia! W sytuacji, gdy mamy wojnę u naszych granic, czynione są oszczędności prowadzące do obniżenia wartości bojowej naszego lotnictwa. To jest nieprawdopodobny skandal – mówi „Codziennej” członek sejmowej Komisji Obrony Narodowej poseł Andrzej Śliwka. Podkreśla, że już w ubiegłym roku budżet MON był przedmiotem niejasnych zmian, tak by był wykorzystany a jednocześnie, by zostały ukryte pewne braki. – Tu mamy do czynienia z malowaniem ochronnym maszyn, które w każdej chwili muszą być gotowe do akcji. Środki na utrzymanie tych maszyn powinny być zabezpieczone bezwarunkowo – mówi Śliwka.

– To jest zbyt poważna sprawa, by przejść nad nią do porządku dziennego. Będziemy żądać wyjaśnień od MON i od sił powietrznych na forum sejmowej komisji – mówi wiceszef tej komisji poseł PiS Bartosz Kownacki. Podkreśla, że ta sytuacja pokazuje powrót do praktyk z przeszłości.

–  Przed objęciem rządów przez Zjednoczoną Prawicę wciąż mieliśmy do czynienia z brakiem pieniędzy na wszystko. Tak stało się ponownie raptem rok po powtórnym objęciu rządów przez PO. Dramatem jest, że ta filozofia rządzenia dotyka tak newralgicznej, fundamentalnej sprawy jak bezpieczeństwo – oburza się Kownacki.

To koniec Zełeńskiego? USA: Ukraina powinna mieć prezydenta zdolnego do rozmów z Rosją

To koniec Zełeńskiego? Mike Waltz: Ukraina powinna mieć prezydenta zdolnego do rozmów z Rosją

Doradca Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego, Mike Waltz, sugeruje, że Ukraina powinna zmienić prezydenta. Jak stwierdził w wywiadzie dla CNN, w Kijowie powinien rządzić człowiek gotowy do rozmów z Rosją. 

Potrzebujemy przywódcy, który będzie działał z nami i będzie działał z Rosjanami, i zakończy tę wojnę, a jeśli okaże się, że osobiste lub polityczne motywacje prezydenta Zełenskiego są rozbieżne z zakończeniem walk w jego kraju, to myślę, że jest prawdziwy problem” – powiedział Waltz w wyemitowanym niedzielę wywiadzie dla CNN.

Odpowiedział w ten sposób na pytanie, czy prezydent USA Donald Trump chce ustąpienia Zełenskiego z urzędu. Odnosząc się do swoich poprzednich wypowiedzi, kiedy jeszcze jako kongresmen porównywał ukraińskiego prezydenta do Winstona Churchilla, Waltz podkreślił, że Churchill był właściwym człowiekiem na czas wojny, lecz stracił władzę w 1945 roku i „nie przeprowadził Anglii do następnej fazy”.

Waltz wymienił zastrzeżenia do zachowania Zełenskiego podczas piątkowego spotkania z Trumpem w Gabinecie Owalnym. Zasugerował, że postawa prezydenta Ukrainy nie sprawiała wrażenia, by chciał w dobrej wierze doprowadzić do końca wojny; krytykował go też za żądanie od USA gwarancji bezpieczeństwa.

„Mówienie o szczegółach i żądanie gwarancji bezpieczeństwa, zanim – jak powiedział prezydent Trump – nie dowiemy się, czy możemy w tym momencie doprowadzić obie strony do stołu rozmów… Nie można też potępiać drugiej strony, roztrząsając historię konfliktu, jeśli chcemy doprowadzić obie strony do stołu negocjacyjnego” – mówił doradca prezydenta USA.

Dodał, że Biały Dom uznał język ciała Zełenskiego – „kręcenie głową, siedzenie ze skrzyżowanymi rękami” – za „niezwykle niegrzeczne”.

„Cierpliwość narodu amerykańskiego, który daje kolejne miliardy (pomocy) bez widocznego końca, nie jest nieograniczona. I jasno to powiedzieliśmy prezydentowi Zełenskiemu na koniec tego spotkania” – zaznaczył.

Waltz powiedział, że obie strony wojny muszą pójść na ustępstwa – Ukraina w kwestii terytorium, a Rosja w kwestii gwarancji bezpieczeństwa. Zaznaczył przy tym, że nie może uzyskać od Kijowa konkretów w sprawie ustępstw terytorialnych, i dodał, że wykluczone jest członkostwo Ukrainy w NATO. Powiedział też, że jest za wcześnie na mówienie o szczegółach dotyczących gwarancji bezpieczeństwa, poza tym, że w tej kwestii wiodącą rolę ma odgrywać Europa.

„Rozmowa o szczegółach gwarancji bezpieczeństwa jest jak rozmowa o szczegółach gwarancji na jakiś przedmiot, zanim zdecydujesz, czy (w ogóle) zamierzasz go kupić” – ocenił polityk.

Pytany o doniesienia, według których USA wstrzymały operacje cybernetyczne przeciwko Rosji, Waltz nie odpowiedział wprost. Powiedział, że nie było to przedmiotem rozmów, a USA będą stosować „wiele marchewek i kijów, by zakończyć tę wojnę”.

Źródło: PAP Pach

Polityka Polski po kłótni w Gabinecie Owalnym

Polityka Polski po kłótni w Gabinecie Owalnym

Marek Budzisz. wpolityce/polityka-polski-po-klotni-w-gabinecie-owalnym

[Niewielkie odkrycia, niepewne wnioski, ale umieszczam dla jakiejś równowagi. Mirosław Dakowski]


Serhij Sydorenko, redaktor Europejskiej prawdy, napisał, zastanawiając się, czy doprowadzenie do starcia w Owalnym Gabinecie między Zełenskim a Trumpem było świadomą prowokacją gospodarzy, że jego zdaniem nie, bo „Nie powinniśmy przecież przymykać oczu na fakt, że spór zaczął się od zarzutów Zełenskiego pod adresem Vance’a, do których mogło nie dojść”. Podobnie zresztą, jak nie musiało dojść do rzucenia przez Zełenskiego pod adresem amerykańskiego wiceprezydenta sformułowania „bladź”, co najłagodniej można tłumaczyć „suka”, choć częściej w świecie języka rosyjskiego tłumaczy się k[urwa] . „Pojechanie matem” przez prezydenta Ukrainy pod adresem swego rozmówcy z pewnością nie jest świadectwem dyplomatycznej finezji czy zimnej krwi. Nawet jeśli nie zgadzał się on ze stanowiskiem swych rozmówców, do czego miał absolutne prawo, to co chciał w ten sposób osiągnąć?

========

Warto też prześledzić chronologie wydarzeń po publicznej kłótni w Białym Domu. Delegacja ukraińska została poproszona o przejście do innego pomieszczenia, a Trump zwołał pilną naradę w wąskim gronie, w której uczestniczyli oprócz niego i J.D. Vance’a również Rubio i Waltz. Ci ostatni poprosili później Ukraińców o opuszczenie Białego Domu, co uznać należy za decyzję, która zapadła na tej pospiesznie zwołanej naradzie. Jak trzeźwo napisał Serhij Sydorenko, do rozmów można było w tej fazie sporu jeszcze wrócić, bo Trump napisał w serwisie społecznościowym Truth, że Zełenski nie chce jego zdaniem pokoju, ale „będzie mógł wrócić”, jeśli zmieni zdanie. Ukraiński prezydent mógł wykorzystać późniejszą rozmowę w telewizji Fox, aby wykonać gesty o charakterze pojednawczym, ale nie skorzystał z tej okazji, mówiąc, że nie zamierza nikogo przepraszać, bo nie czuje się winny. Brytyjska prasa informuje też, że jeszcze tego samego wieczoru Keir Starmer dzwonił do Zełenskiego i namawiał go, aby ten „wrócił do Białego Domu” i naprawił relacje z Trumpem, co znów zostało odrzucone przez ukraińskiego prezydenta.

Kwestia przeprosin miała też ponoć paść w rozmowie między Rubio a delegacją ukraińską, kiedy ci ostatni usłyszeli amerykańską decyzję o przerwaniu rozmów. Wydaje się zatem, że jeśli kogoś obwiniać o zerwanie negocjacji i doprowadzenie do kryzysowej sytuacji, to nie są to przedstawiciele strony amerykańskiej. Zełenski jest znany z tego, że popełnia błędy w sposób bezceremonialny, dążąc do poprawy własnej pozycji negocjacyjnej w oparciu o budowanie tezy, iż „Ukraina walczy za wszystkich” w tym również za Stany Zjednoczone, a nie tylko Europę, i ma w związku z tym prawo do specjalnego statusu. W Gabinecie Owalnym to przekonanie było przezeń w wyrazisty sposób manifestowane, choćby w stwierdzeniu, pod adresem rozmówców, że „wy też poczujecie” w przyszłości rosyjską presję. To na to stwierdzenie zareagował Trump, mówiąc Zełenskiemu, że ten „nie jest w pozycji, aby mówić, co będziemy czuli”.

„Ukraina nie ugnie się”

Skupmy się jednak na strategicznym wymiarze tego, co się stało, choć oczywistym punktem wyjścia naszych rozważań winna być teza, że to Zełenski nie tylko nie zachował zimnej krwi, ale wręcz dążył do spektakularnego zerwania z Trumpem, publicznego (i dlatego scysja miała miejsce przed kamerami) pokazania, że Ukraina nie ugnie się, nawet wobec presji sojusznika, od którego jest zależna, nie zakończy wojny na każdych warunkach i trzeba jej interesy brać poważnie pod uwagę. Zwłaszcza jeśli chce się myśleć o stabilizowaniu sytuacji i zakończeniu konfliktu.

Z pewnością polityk, taki jak Zełenski, przybywający do sojuszniczego państwa, od którego jest uzależniony, który w wyniku tej wizyty „osiąga” pogorszenie relacji nie może mówić o sukcesie. Chyba że chodzi o działania obliczone na wewnętrzny rynek polityczny i poprawę notowań w wyniku „efektu Trudeau”, czyli o skokowy wzrostu poparcia tego kto przeciwstawia się presji amerykańskiego prezydenta. Gdybyśmy z taką motywacją mieli do czynienia, to byłoby to świadectwo dramatycznej krótkowzroczności.

Na marginesie zgodzić się trzeba z tezami, powszechnymi w amerykańskich komentarzach, że Zełenski mówiąc, iż „Ukraina była sama” w pierwszym okresie wojny, „zapomniał” o tym, że to Trump podjął decyzję o dostawach Javelinów, bez których ta „samotność” mogłaby się skończyć dramatycznie. Warto, abyśmy też pamiętali, że teza o „samotności” dezawuuje polskie dostawy po wybuchu wojny, tak jakby pociągi pełne amunicji i setki czołgów wysłane przez Warszawę nie istniały. Nie jest kwestią przypadku, taką stawiam tezę i postaram się ją udowodnić, iż wypowiedź Zełenskiego kontrastowała celowo z tezami Trumpa, który podkreślał znaczenie Polski jako jednego z najbardziej wiarygodnych sojuszników Stanów Zjednoczonych. Aby zrozumieć, co się stało w Waszyngtonie, ale też w następstwie tego w europejskich stolicach, musimy spojrzeć na scysję przez pryzmat kwestii strategicznych.

„Trump wyznacza limes”

Jestem, i to moja kolejna teza, przekonany, iż Zełenski uważa, że Trump wyznacza obecnie limes, granicę amerykańskiego świata sojuszniczego starając się nie zerwać, ale w sposób zasadniczy zmienić relacje rządzące porozumieniem państw Zachodu. Negocjacjom pokojowym z Rosją (wyznaczanie granicy) towarzyszy równolegle przebiegający proces podporządkowania sobie sojuszników europejskich przez Waszyngton. Problem Kijowa jest w związku z tym oczywisty, Zełenski i ukraińska opinia publiczna chcą, aby limes oddzielający Rosję i kolektywny Zachód biegł na wschodniej granicy Ukrainy, a Trump prowadzi tak negocjacje z Kremlem, iż coraz bardziej trzeba brać pod uwagę inny wariant, czyli że granica przebiegać będzie na zachodzie Ukrainy. Innymi słowy, gra toczy się o to, czy Ukraina będzie w przyszłości państwem buforowym, poddawanym presji (najczęściej z obydwu stron) czy elementem systemu bezpieczeństwa Europy Zachodniej. Kijów chce tego ostatniego i dlatego Zełenski mówił ostatnio w wywiadzie dla NBC o 100 brygadach ukraińskich sił zbrojnych powstrzymujących Rosję i zestawiał ten potencjał z bezsilnością „starej Europy”, która mogłaby wystawić przeciw Moskalom co najwyżej 86 tego rodzaju związków taktycznych.

Ten uproszczony rachunek sił jest też znany w Europie, która między innymi z tego powodu jest żywotnie zainteresowana „wciągnięciem na pokład” Ukrainy, ale nie miejmy złudzeń, iż Amerykanie również nie mają świadomości sytuacji. Jednak z ich perspektywy wygląda to już zupełnie inaczej. Jeśli bowiem Ukraina i Europa, nawet bez skokowego zwiększania wysiłków sojuszniczych już dziś, na poziomie potencjałów sił lądowych, są w stanie skutecznie odstraszać Rosję, to gdzie tu miejsce na wojskowe gwarancje ze strony Stanów Zjednoczonych? Nie mylmy tendencji związanych z deklarowaną koncentracją Ameryki na rejonie Indo-Pacyfiku z dobrowolną rezygnacją z narzędzia umożliwiającego, w związku z uzależnieniem Europy od amerykańskich sił zbrojnych, budowania wpływów politycznych. Innymi słowy, strategicznie Waszyngtonowi zależy, aby Europejczycy nie byli pewni, czy będą mogli liczyć na Ukraińców, bo to buduje ich zależność od Stanów Zjednoczonych. Nawet jeśli założyć, że presja Trumpa, aby państwa starego kontynentu zwiększyły swe wydatki na zbrojenia, odniesie pożądany efekt, to i tak będziemy mieli do czynienia z procesem wspieranym i kontrolowanym przez Amerykanów, bo bez ich zaangażowania odbudowa zdolności europejskich będzie trudniejsza, droższa i skonsumuje znacznie więcej czasu. Biorąc pod uwagę obiektywne interesy strategiczne, Waszyngtonowi, zwłaszcza w scenariuszu porozumienia z Rosją (bo scenariusz drugiej zimnej wojny wymuszałby zupełnie inną politykę) nie zależy na tym, aby Ukraina stała się częścią europejskiego systemu bezpieczeństwa. Ukraina, ale też z oczywistych powodów Europa, mają inne interesy i to wyjaśnia źródła pęknięcia. Trzeba jeszcze napisać o roli Polski, bo tu też mamy do czynienia z interesami natury strategicznej, a nie kwestiami „lubi nie lubi”, które tak lubimy roztrząsać. Jest oczywiste, że jeśli na naszej wschodniej granicy ma przebiegać „limes” amerykańskiego systemu sojuszniczego, a dalej na wschód mają już rozciągać się „dzikie pola”, czyli obszary buforowe, to w interesie Waszyngtonu jest podkreślanie roli Polski (nie mylmy z realnym wsparciem, bo to zależy od naszych umiejętności gry) a w interesie Kijowa deprecjonowanie naszego znaczenia. Nie wynika to z faktu „postawienia na Niemcy” przez Zełenskiego, jak często piszą lubujący się w uproszczonych diagnozach nasi komentatorzy, ale ze strategicznego znaczenia Polski. Polega ono na tym, że mając w naszym kraju silnego sojusznika, Waszyngton może trzymać w szachu najsilniejsze państwo europejskie, jakim są Niemcy, co korzystnie wpływa na politykę Berlina, utrzymywać bezpieczeństwo wschodniej flanki i jednocześnie wspierać, jeśli zajdzie taka potrzeba, Ukrainę. Jest to tradycyjna formuła offshore balancingu, która umożliwia Amerykanom wycofanie się z danego regionu i dbanie o to, aby nie nastąpiło zachwianie relacji sił. Tylko że znów, nie chodzi o to, jak piszą emocjonalnie nastawieni komentatorzy, o „porzucenie Europy”, bo Amerykanie mają świadomość rozpoczynającej się właśnie „bitwy o Eurazję” i nie biorą pod uwagę takiego scenariusza (może on okazać się rzeczywistością, ale nie jako element planu, ale skutek obopólnych błędów) a chcą jedynie odgrywać taką rolę na granicy swego systemu sojuszniczego. Trump uznaje, i dlatego mówi o ryzyku III wojny światowej, że Ukrainą co najwyżej może być państwem buforowym, a Europa boi się, że bez Ukrainy będzie jedynie, co ma związek z jej bezbronnością, narzędziem w rękach kolejnych prezydentów Stanów Zjednoczonych. Paradoks całej sytuacji polega na tym, że Ukraina również ma świadomość roli Polski.

Wzrost naszego znaczenia jako państwa granicznego świata Zachodu blokuje jej drogę do uzyskania takich gwarancji bezpieczeństwa, o jakie zabiega, z drugiej strony, ze względów geograficznych, Kijów wie również, że jeśli zostanie państwem buforowym bez bliskiej współpracy z Warszawą, będzie im trudniej zbudować ścianę przeciw Rosji. To oznacza, że w krótkoterminowym interesie Ukrainy jest umniejszanie roli Polski, w dłuższej perspektywie albo silny sojusz strategiczny, albo uprzedmiotowienie (ale nie w wyniku ich akcji) Warszawy. Jeśli bowiem Polska wzięłaby udział w jakimś europejskim „projekcie bezpieczeństwa”, to wówczas świadomie zrezygnowałaby z roli pomostu i zdolności do suwerennego budowania relacji ze wschodnim sąsiadem, bo o tym, czy wykorzystamy nasze strategiczne położenie względem Ukrainy (które jest też jej słabą stroną) decydowaliby politycy rezydujący w innych stolicach, a nie w Warszawie. Tym motywowany jest „proniemiecki wektor” polityki Kijowa, co oznacza, nie tylko realizm ukraińskiej polityki, ale i to, że Warszawa powinna mieć świadomość własnych możliwości, które może wykorzystać w nowym środkowoeuropejskim układzie sił, ale tylko działając samodzielnie (choć zabiegając o sojuszników z zachodniej części naszego kontynentu), a nie w ramach jakiejś kolektywnej „suwerenności strategicznej” Europy.

Zaognienie sytuacji

Wróćmy jednak do strategii Zełenskiego. Moim zdaniem, i to kolejna teza, świadomie doprowadził on do zaognienia sytuacji, póki ma jeszcze czas na korzystne zmiany. Na czym polega istota jego gry? Według ocen specjalistów wojskowych Ukraina może jeszcze skutecznie walczyć od 6 do nawet 12 miesięcy. To oznacza, że póki co jest jeszcze wystarczająco dużo czasu na pełny „cykl polityczny”. Pierwszy krok to udaremnienie wysiłków pokojowych Trumpa, pokazanie, że bez zgody Kijowa wojna się nie zakończy, kolejnym są decyzje Europejczyków i ich akcja mediacyjna, finałem powrót do negocjacji pokojowych, ale już w innym kształcie i z innymi celami. To oznacza, że nie tylko Waszyngton, ale i Kijów, krótkoterminowo, chcą grać lękami Europejczyków. Konsolidacja państw naszego kontynentu wokół pomocy Ukrainie zwiększa jej odporność, przedłuża opór i minimalizuje szanse Trumpa na szybkie zakończenie wojny, a to z kolei jest warunkiem jakiejś formuły „odwróconego Kissingera”, o czym niedawno mówił choćby Rubio. W Ankarze Zełenski otrzymał wsparcie polityczne Erdogana, co jest równoznaczne z wysłaniem, a adresatem jest w tym wypadku Trump, czytelnego sygnału, iż Ukraina ma opcję przyjęcia rosyjskich warunków i wcale nie musi korzystać z pośrednictwa amerykańskiego. Ewentualne zaangażowanie Ankary otwiera też perspektywę regionalnego sojuszu bezpieczeństwa, który obejmowałby całą wschodnią flankę NATO, a jego powstanie (bez zaangażowania i nadzoru Waszyngtonu) nie jest Amerykanom na rękę, bo po pierwsze nie oni mieliby w tym układzie monopol, a po drugie większe pole manewru uzyskałaby też Ukraina. Krótkoterminowo Zełenski musi pokazać Trumpowi, że bez jego zgody nie będzie żadnego pokoju na wschodzie, podobnym sygnałem jest też zainteresowana Europa, zwłaszcza zachodnia jej część, która potrzebę uczestnictwa w rozmowach pokojowych rozumie (i słusznie) w kategoriach wzmocnienia swojej pozycji w trwających już negocjacjach na temat nowego podziału ról w amerykańskim systemie sojuszniczym. Jest to oczywiście w przypadku Zełenskiego bardzo ryzykowana gra, ale z pewnością lepiej ją podjąć szybko niż biernie czekać, aż Amerykanie zdyscyplinują Europejczyków, bo wówczas pole manewru Kijowa ulegnie dramatycznemu zawężeniu.

Problemem jest oczywiście to, o czym niedawno na łamach The Foreign Affairs pisał Hal Brands, że mamy do czynienia z grą, w której bierze udział wielu zainteresowanych, co oznacza, iż realizacja jakiegokolwiek „planu” ze względu na rozbieżności interesów nie jest prosta, a i sam plan składa się z chaotycznych i często wewnętrznie sprzecznych posunięć. Możemy też w efekcie obserwować katastrofę geostrategiczną, a nie wykluwanie się nowego, zbudowanego na nowych zasadach, porządku.

Oceniając sytuację, trzeba jednak odnosić się do realiów, a nie liczby wpisów w serwisach społecznościowych, w których politycy, o zgrozo często nawet liderzy państw, deklarują poparcie i solidarność, piszą, że „nigdy was nie zostawimy”, ale nie podejmują realnych kroków, nawet takich, które są w zakresie ich możliwości.

Wsparcie Europy dla Ukrainy

Jeśli Europa chce wspierać wysiłek obronny Ukrainy, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby podjąć decyzję o konfiskacie rosyjskich aktywów zamrożonych w systemie Euloclear, z siedzibą w Belgii, w którym to państwa naszego kontynentu mają zdecydowaną większość albo zwiększyć restrykcje handlowe wobec Rosji i jej sojuszników. Pierwszy krok, dla przykładu, mogłaby wykonać Holandia i Francja, blokując przyjmowanie w ich portach rosyjskiego gazu LNG. Podobnie szybko i łatwo kanclerz Scholz mógłby zacząć wysyłać Ukraińcom rakiety Taurus, dzięki którym ci byliby w stanie zniszczyć choćby Most Kerczeński, a Bałtowie i Skandynawowie podjęć bardziej zdecydowane kroki, aby blokować rosyjskie statki wchodzące w skład tzw. floty cienia, czym ograniczyliby rosyjskie zdolności do finansowania wojny.

Zakładam, że równie łatwo można byłoby wypracować wspólną, europejską, deklarację o potrzebie wypowiedzenia Aktu Stanowiącego Rosja – NATO, czego nie udało się mimo trzech lat wojny zrobić, a przynajmniej państwa z zachodniej części naszego kontynentu, tak chętnie mówiące o strategicznej suwerenności Europy, mogłyby podjąć negocjacje, których celem byłoby utworzenie stałych baz, czyli zerwanie z rotacyjną obecnością wojskową, na wschodzie. Nic z tego nie ma, póki co, miejsca, co nakazuje, to moja kolejna teza, aby rząd w Warszawie ostrożnie podchodził do aktów strzelistych Europejczyków z Zachodu, deklarujących, że teraz „już na poważnie” wezmą się za bezpieczeństwo. Mają otwartą drogę, niech to robią, a my podejmijmy decyzje o własnym zaangażowaniu zaraz po ich posunięciach.

Nawet taki zwolennik suwerenności strategicznej jak Emmanuel Macron, który w ostatnim czasie (już po scysji w Gabinecie Owalnym) mówił, że Europa musi wykonać ruch do przodu i podjąć decyzję o zwiększeniu o setki miliardów dolarów własnych wydatków na bezpieczeństwo finansowanych wspólnym długiem, a także zadeklarował, iż „jest otwarty” w kwestii rozmów o rozciągnięciu na pozostałe kraje naszego kontynentu francuskiego parasola nuklearnego, jednocześnie podkreśla wagę dbałości o relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Jego zdaniem, nawet jeśli w najbliższym tygodniu Europa podejmie stosowne decyzje (szczyt państw UE), co wydaje się optymizmem, bo ostatnio Włochy, Hiszpania i Portugalia, a nie tylko Węgry, zaczęły blokować sankcje nałożone na Rosję, to i tak „potrzebujemy długich lat”, aby zbudować rzeczywiste zdolności wojskowe. To oznacza, że wsparcie Amerykanów w tym procesie jest niezwykle ważne, jeśli chcemy myśleć o odstraszaniu Rosjan. Ryzykowanie, że przyjmie ono chaotyczny wymiar, nie jest dobrym pomysłem. Oczywiście Ukraińcy mogą mieć w tej sprawie inną optykę i muszą działać szybko, ale członkowie NATO, przeciwnie, raczej powinni wykazać się umiarkowaniem i spokojem. Dlatego dobrze byłoby, aby nasi politycy powstrzymali się z antytrumpowskimi deklaracjami, nie mówiąc już o głupich tweetach, w których otwarcie wiążą politykę Stanów Zjednoczonych z Rosją. Jeśli byli ministrowie obecnej koalicji chcą uprawiać tego rodzaju dziecinadę, to mają oczywiście do tego prawo, ale muszą mieć świadomość, że ich wygłupy działają obiektywnie na szkodę Polski. Nie dlatego, że roztropna jest wobec Ameryki postawa w stylu „przy twoim boku staliśmy i będziemy stać Panie”, bo to przejaw podobnie głupiej skrajności, tylko że o innym wektorze, ale z tego względu, że potrzebujemy, na konstrukcję naszego systemu bezpieczeństwa czasu i winniśmy dążyć do rozpoczęcia procesu, którym będziemy współzarządzać, a nie podejmować impulsywnych i chaotycznych działań. To z tego też powodu Keir Starmer zachęca Zełenskiego do pojednania z Białym Domem i nie przyłączył Wielkiej Brytanii do chóru, emocjonalnie zrozumiałych, choć politycznie głupich, antyamerykańskich deklaracji i tweetów, które pojawiły się po kłótni w Białym Domu.

„Sytuacja jest niestabilna”

Sytuacja, najłagodniej rzecz ujmując, jest niestabilna i potoczyć się może w każdym, nawet najmniej pożądanym, kierunku. Amerykańskie media obiegają informacje o wstrzymaniu wszelkiej pomocy wojskowej i ekonomicznej dla Ukrainy, co może oznaczać też decyzję o wycofaniu się wojskowym z Jasionki. Możemy mieć zatem do czynienia z faktyczną redukcją amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce (mimo że jeszcze w ubiegłym tygodniu mieliśmy widoki na jej utrzymanie, a nawet zwiększenie, o co zabiegał w Waszyngtonie premier Wielkiej Brytanii). To może być pierwszy, niekorzystny dla nas efekt akcji Zełenskiego. Doradzałbym zatem powściągliwość w aktach strzelistych naszych polityków wyrażających poparcie dla prezydenta Ukrainy. Być może roztropniejszą byłaby misja usług dobrej woli, której celem byłoby łagodzenie napięć. Należy też podjąć wymierne działania w postaci utrzymania, tym razem angażując nasze siły, bazy logistycznej w Jasionce. Jeśli nasi europejscy sojusznicy będą chcieli nas wesprzeć, to dobrze, bo w ten sposób pokarzą w czynach swoją determinację, ale decyzja o tym czy baza będzie pracowała, czy nie musi być w naszych rękach. W Kijowie muszą przyjąć do wiadomości i pogodzić się z tym, że to dzięki postawie Polski w ogóle dostają pomoc i jest wymogiem ich, a nie naszej racji stanu, nie tylko konsultować z Warszawą podejmowane indywidualnie działania, ale również uwzględniać nasze stanowisko. Bravado Zełenskiego w Waszyngtonie może też godzić w nasze interesy strategiczne. Tego rodzaju sygnały, których adresatem, prócz Kijowa winny być stolice państw europejskich, ale również Waszyngton, powinny zostać wzmocnione szeregiem inicjatyw regionalnych. Ich celem powinno być pokazanie zdolności do konstrukcji regionalnych porozumień i aliansów strategicznych, ale nie po to, aby zastąpić istniejące, ale wziąć udział w już trwających negocjacjach na temat nowych ról w zachodnim systemie sojuszniczym. Ukraina powinna dostać sygnał gotowości Polski do pogłębienia współpracy wojskowej, np. w zakresie wspólnej produkcji rakiet balistycznych i manewrujących. Nie chodzi tu o politykę „kija i marchewki”, ale o deklaracje budowy, w przyszłości, sojuszu strategicznego, który obiektywnie wzmacniałby Ukrainę, nawet jeśliby ta została zmuszona do przyjęcia roli „państwa buforowego”. Obecny stan relacji amerykańsko-europejskich i wewnątrzeuropejskich nakazuje nam unikanie dwóch skrajności przedstawicieli naszego świata polityki – naiwnej proeuropejskości i naiwnej proamerykańskości. Musimy zerwać z tą fatalną polityką wyboru orientacji i wybrać opcję stopniowego zwiększania własnych zdolności. Jednym z pierwszych posunięć winna być poprawa relacji z Kijowem i nadanie im transakcyjnego, równoprawnego, charakteru. Kolejne posunięcia powinny koncentrować się na budowie aliansu z Turcją oraz równolegle z państwami „bałtyckiej ósemki”. Szczególnie ten ostatni format jest ważny, choć nie lekceważyłbym w związku z dobrymi relacjami Ankary z Pekinem kierunku tureckiego. Zarówno Europejczycy z Zachodu, jak i Amerykanie muszą w rezultacie zrozumieć, że na wschodzie kształtuje się konfiguracja państw mających realne zdolności wojskowe, których interesy należy poważnie brać pod uwagę. W przeciwnym razie zawsze będą mieli oni pokusę instrumentalizowania nas albo będziemy ponosić koszty strategicznie nierozsądnej, choć dobrze w krótkiej perspektywie skalkulowanej akcji Ukrainy.

Hard truths about the Trump-Zelensky-Vance Oval Office blow-up

Hard truths about the Trump-Zelensky-Vance Oval Office blow-up

The public spectacle doesn’t change the fact that the war needs to end soon

Feb 28, 2025 https://responsiblestatecraft.org/zelensky/

The sort of clash that occurred between President Trump and Vice President Vance and President Zelensky is common enough between leaders in private. As a public spectacle however it is almost unprecedented, and certainly in the surroundings of the White House. There was fault on both sides for the way things got out of hand; but Zelensky was the more foolish participant, because (as Trump pointed out) he is the one in the weak position.

There were multiple reasons for this diplomatic debacle, but the most important was a fundamental divergence of views on how the war began and how to end it.

President Zelensky, like many people in the U.S. and European establishments, puts all the blame for the war on Russia, believes that the Russian government is not only still pursuing not only maximalist aims in Ukraine, but intends to attack the Baltic States and NATO.

Zelensky therefore does not really believe that a negotiated settlement is possible or will last; unless that is NATO European members provide a force to defend Ukraine with the full backing of the United States. Since the Russian government has repeatedly rejected this idea, setting it as a condition in talks would mean that there will be no peace settlement and the war will continue indefinitely.

Based on their own view of the world and international relations (shared in private by a good many tough-minded members of the U.S. establishment) Trump and Vance by contrast believe that Russia had certain legitimate reasons to see Western ambitions in Ukraine as a threat to its security and vital interests. They see this war as part of a broader geopolitical conflict between the West and Russia over NATO expansion and Europe’s security order. Absent diplomacy, they think the spiral of action and reaction in this geopolitical conflict will only escalate, risking, in Trump’s words, “World War III.”

Trump and Vance see Putin as a ruthless but rational actor (much, perhaps, as Trump sees himself) who will make a deal and stick to it if it meets Russia’s essential conditions. They do not believe that Putin has any intention of going on to attack NATO. Above all, they are determined not to make any more U.S. security commitments in Europe beyond NATO’s existing borders.

They were therefore furious when Zelensky at the press conference put public pressure on them to promise a U.S. military “backstop” for a European “peacekeeping” force in Ukraine. And while Trump’s words about Zelensky have been extremely undiplomatic, in another reply to a question he did utter some diplomatic common sense: “You want me to say terrible things about Putin and then tell him, ‘Hey, Vladimir, how about a deal?’” Trump also stated something that should be a truism, but has too often been forgotten by the U.S. foreign and security establishment: that his primary responsibility is to the United States of America.

Zelensky for his part does not seem to have understood the very different character of the Trump administration from that of Biden or the European governments. Zelensky and other Ukrainian officials became used to criticizing Western governments in public for not giving enough aid to Ukraine, and going over their heads with public appeals to Western media, publics and parliaments.

And very often, Biden and his European counterparts then gave in to Ukrainian demands that they had previously rejected. This appeared to condition Zelensky to believe that public pressure and moral blackmail on Washington would still be a path to success when dealing with Trump.

It says little for his Ukrainian advisers that Zelensky went into this meeting so terribly briefed. The Ukrainian ambassador was seen with her head in her hands during the argument, and she had good reason.

Trump and Vance reacted very differently to Zelensky’s public pressure and reproaches. It was, however, unnecessary for them to respond so harshly in public. As one of the authors pointed out in an article for Responsible Statecraft earlier this week (that, alas, none of the principals at this meeting seem to have read) there is an awful lot to be said for public silence in the conduct of international affairs.

Zelensky’s illusions needed to be dispelled by some clear and firm U.S. words; but there was no need to utter them in public. Incidents of this kind do not accord with the dignity of the White House or the image of the United States. Trump should have ended the press conference before the conversation turned contentious and voiced his admonitions to Zelensky in private.

The way in which this argument got out of hand partly reflects Trump’s and Vance’s personal resentments (of which Zelensky should have been aware, and that should have made him more cautious and polite) over Zelensky’s perceived political support for the Democrats, including his role in Trump’s first impeachment and his de facto campaign appearance for Biden in Pennsylvania during the 2024 elections.

This deep public rift, and the collapse of the minerals deal that Trump clearly regarded as central to the U.S.-Ukrainian aspect of the peace process, leave that process in a parlous state. The Russian government has two choices in how to respond. On the one hand, there will doubtless be hardliners who will tell Putin that with Ukraine’s relationship with the U.S. gravely weakened, Russia should harden its negotiating stance and refuse to compromise on its demands.

It is certainly possible, however, that wiser counsel will prevail, and that Putin will see this as an opportunity to portray Russia as the party that is seeking peace. This is what most of Russia’s partners in the Global South (that Russians like to call the “Global Majority”) would wish. This is also of course the greatest opportunity ever to establish a wholly new relationship with the U.S. and achieve the wider agreements on common security that Moscow has been seeking for so many years.

Ukraine’s position is gravely weakened; and if in the next round of negotiations the U.S. and Russian teams can come up with a reasonable compromise, Ukraine would be well advised to accept it in principle and try to negotiate as many advantages as possible over the details of the ceasefire and any changes to the Ukrainian constitution — negotiations in which Ukraine will of course have to be involved, whatever the state of relations between Trump and Zelensky.

For if Ukraine continues to oppose a deal and Trump withdraws U.S. support (including not just weapons but even more importantly Starlink and real-time battlefield intelligence), Ukrainian forces will face huge difficulties in holding their present positions and warding off a catastrophic defeat.

This will be true even if European countries continue their support. The governments of the EU and UK are now facing a critical dilemma, to which they will have to respond at their summit (including Zelensky) this coming Sunday, March 2. They will no doubt pledge to continue supporting Ukraine with aid.

If however they also continue to insist to the Trump administration that they and Ukraine be included in the first rounds of peace talks, to insist on a European peacekeeping force, and to encourage Ukraine to reject a deal, they will lose whatever influence they retain in Washington and may also expose themselves to retaliation in the form of tariffs. They will also vastly increase the risk of a catastrophe for Ukraine.

Finally, this incident raises profound questions about Zelensky’s political future.

It may temporarily create a rally-round-the-flag effect in Ukraine, bolstering his popularity for standing up to U.S. pressure. Before too long however, as Ukrainians confront the dire circumstances they face and the need to mend fences with the Trump administration, challengers to Zelensky may emerge and lead calls for presidential elections.

——————

Anatol Lieven

Anatol Lieven is Director of the Eurasia Program at the Quincy Institute for Responsible Statecraft. He was formerly a professor at Georgetown University in Qatar and in the War Studies Department of King’s College London.

The views expressed by authors on Responsible Statecraft do not necessarily reflect those of the Quincy Institute or its associates.

George Beebe

George Beebe spent more than two decades in government as an intelligence analyst, diplomat, and policy advisor, including as director of the CIA’s Russia analysis and as a staff advisor on Russia matters to Vice President Cheney. He is the author of „The Russia Trap: How Our Shadow War with Russia Could Spiral into Nuclear Catastrophe” (2019).

LGBT w defensywie. Parada pychy w Budapeszcie nie odbędzie się

LGBT w defensywie. Parada pychy nie odbędzie się

2.03.2025 https://nczas.info/2025/03/02/lgbt-w-defensywie-parada-pychy-nie-odbedzie-sie/

Obrazek ilustracyjny.
Obrazek ilustracyjny.

Premier Węgier Victor Orban zapowiedział, że w tym roku nie przejdzie parada pychy LGBT w stolicy jego kraju. – Uważamy, że kraj nie powinien tolerować marszu pychy przez centrum miasta – powiedział wiceprzewodniczący Fideszu i zaufany polityk Orbana Gergely Gulyás.

Władze Węgier zapowiedziały, że w tym roku marsz pychy środowisk LGBT w Budapeszcie się nie odbędzie.

– Uważamy, że kraj nie powinien tolerować marszu pychy przez centrum miasta – powiedział Gergely Gulyás.

Marsz zostanie zakazany ze względu na dobro dzieci i ochronę ich przed niewłaściwymi postawami, które mają miejsce na tego typu „imprezach”.

O sprawie poinformował także portal „Politico”. Redakcja zacytowała wypowiedź Gulyása, który powiedział także, że „nie będzie żadnej parady w publicznej formie, w jakiej znaliśmy ją w ostatnich dekadach”.

Gulyás przywoła także „zdrowy rozsądek” w tej kwestii.

– Człowiek rodzinny zwykle nie zbliża się do parady, unika tej części miasta – podkreślił węgierski polityk.

Nawiązał w ten sposób do niedawnych uwag premiera Victora Orbana. Ten stwierdził, że grupa organizująca paradę pychy od wielu lat, Budapest Pride „nie powinna zawracać sobie głowy przygotowywaniem marszu na ten rok”.

– Byłoby to stratą czasu i pieniędzy – powiedział premier Węgier Victor Orban.

„The Washington Post” zwraca uwagę, że ewentualny zakaz będzie zgodny z węgierską ustawą o ochronie dzieci z 2021 roku. Ta wyraźnie uderzyła w możliwość publicznej promocji homoseksualizmu i tzw. zmiany płci.

Gergely Gulyás przyznał, że istnieje możliwy „konflikt między prawami podstawowymi”, który w związku z tym „trzeba rozwiązać”.

– Powinien o tym zdecydować sąd lub policja, jeśli to konieczne – powiedział powiedział Gulyás.

– Nie wiem, czy potrzebna jest tylko poprawka do konstytucji, czy też należy zmienić również inne prawa, ale jak powiedzieliśmy, parada w obecnej formie się nie odbędzie – podkreślił.

Grupa Budapest Pride z kolei zapowiada, że marsz w tym roku odbędzie się.

„Walczymy o prawo wszystkich Węgrów do protestowania, wyrażania swoich opinii i stawania w swojej obronie” – przekonywała organizacja cytowana przez CNN.

Orban, Węgry: Nie podpiszę wsparcia dla Ukrainy. UE powinna rozpocząć bezpośrednie rozmowy z Rosją. Premier Słowacji Fico żąda pokoju.

Orban: Nie podpiszę wsparcia dla Ukrainy. UE powinna rozpocząć bezpośrednie rozmowy z Rosją.

1.03.2025 nczas/orban-nie-podpisze-wsparcia-dla-ukrainy

W liście do przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy premier Węgier Viktor Orban zapowiedział, że nie podpisze się pod konkluzjami przyszło-tygodniowego szczytu Rady Europejskiej w sprawie unijnego wsparcia dla Ukrainy. „UE powinna rozpocząć bezpośrednie rozmowy z Rosją” – przekonywał.

W wysłanym w sobotę liście Orban oświadczył, że Węgry nie mogą zgodzić się na uzgodnione wstępnie przez unijnych ambasadorów przy UE konkluzje ze szczytu, mówiące o wsparciu UE dla Ukrainy. Przywódcy państw członkowskich mieli przyjąć te konkluzje na szczycie Rady Europejskiej w czwartek 6 marca w Brukseli. „Stało się oczywiste, że istnieją strategiczne różnice w naszym podejściu do Ukrainy” – napisał Orban.

Wyraził przekonanie, że UE wzorem USA powinna rozpocząć bezpośrednie rozmowy z Rosją w sprawie zawieszenia broni i trwałego pokoju w Ukrainie. „To podejście jest nie do pogodzenia z podejściem odzwierciedlonym w konkluzjach” – ocenił.

Zdaniem Orbana na czwartkowym szczycie Rada nie powinna przyjąć projektu konkluzji w sprawie Ukrainy. Zamiast tego zaproponował, by ograniczyć pisemne konkluzje ze szczytu do poparcia rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ przyjętej 24 lutego. Chodzi o przygotowaną przez USA rezolucję na temat wojny w Ukrainie, w której Rosja nie jest wymieniona jako agresor, nie potępia się rosyjskiej agresji, mowa jest o „wojnie rosyjsko-ukraińskiej” i wzywa się do trwałego jej zakończenia.

„Rezolucja sygnalizuje nowy etap w historii tego konfliktu i sprawia, że wszystkie poprzednie uzgodnienia Rady Europejskiej stają się nieistotne” – napisał w liście premier Węgier, dodając, że próby przyjęcia wcześniej zapisanych wniosków dotyczących Ukrainy pokazałyby tylko podział w UE.

——————

Z kolei premier Słowacji Robert Fico napisał na X, że w sprawie konkluzji ze szczytu jego kraj zaproponuje zapis o natychmiastowym zawieszeniu ognia w Ukrainie, niezależnie od tego, kiedy uda się zawrzeć porozumienie pokojowe. Zdaniem Ficy porozumienia pokojowego nie chce ani ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski, ani wiele krajów unijnych.

„Słowacja żąda też, by konkluzje zawierały wyraźny zapis o przywróceniu tranzytu (rosyjskiego – PAP) gazu przez Ukrainę do Słowacji i Europy Zachodniej” – napisał polityk. Jeśli przywódcy „nie uszanują faktu, że istnieją inne opinie niż te o kontynuowaniu wojny”, Radzie nie uda się porozumieć co do wspólnego stanowiska – zagroził.

W projekcie konkluzji, o którym mówią Orban i Fico, a które widziała PAP, podkreślono niezachwiane poparcie Ukrainy przez UE. W dokumencie zaznaczono, że wszelkie negocjacje pokojowe nie mogą toczyć się bez udziału Ukrainy i Europy, a do zawieszenia broni może dojść tylko w ramach kompleksowego porozumienia pokojowego, któremu towarzyszyć muszą solidne i wiarygodne gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. W projekcie zapisano też, że wszelka pomoc dla Ukrainy, w tym wojskowa, będzie udzielana „z pełnym poszanowaniem polityki bezpieczeństwa i obrony niektórych państw członkowskich” oraz przy uwzględnieniu interesu wszystkich państw UE. Rada podkreśliła też, że konieczne są większe wysiłki w zakresie dostarczania Kijowowi m.in. systemów obrony powietrznej, pocisków rakietowych oraz kontynuowania szkoleń ukraińskich żołnierzy. Zwróciła się też do szefowej unijnej dyplomacji Kai Kallas, by przeanalizowała możliwości wsparcia Ukrainy w ramach wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony (WPBiO) UE.

Projekt wniosków dotyczył też wzmocnienia unijnej obronności – podkreślono, że UE powinna przyspieszyć mobilizację niezbędnych instrumentów i finansowania, by wzmocnić swoje bezpieczeństwo, gotowość obronną i zmniejszyć strategiczne zależności od sojuszników. W dokumencie znalazł się też zapis o konieczności ochrony i obrony granic UE, a zwłaszcza wschodniej granicy Unii, najbardziej narażonej na zagrożenia ze strony Rosji i Białorusi. Przyczyni się to do bezpieczeństwa całej Europy – podkreślono.

Figury przeciw pionkom

Figury przeciw pionkom

Autor: CzarnaLimuzyna , 2 marca 2025

Polityka bardzo często nie opiera się na wartościach

To prawda. Z tego właśnie powodu, bardzo często, dochodzi do wojen i budowania totalitarnych systemów.

Reakcja żyjących w informacyjnej bańce „silnych razem” „nienawidzących razem” i „głupszych razem” na ostatnie wydarzenia opiera się na przekonaniu, że zakończenie wojny na Ukrainie na amerykańskich i rosyjskich warunkach jest hańbą. Wojny, którą rozpoczęto i toczono również na tych samych warunkach – zasadach wyznaczonych przez USA i Rosję z zamiarem osiągnięcia celów będących poza percepcją „głupszych razem” i poza wpływem wykorzystywanych pionków.

A co „głupsi razem” sądzą w takim razie o pokoju w Polsce? Pytam o „pokój”, bo wojny toczonej przeciw Ojczyźnie nie widzą. Nie widzą m.in. z powodu braku umiejętności odróżniania dwóch rodzajów propagandy. Propagandy, która w ich umysłach zlała się w całość – propagandy antyPiS i propagandy antypolskiej. Atak na Polskę „głupsi razem” odbierają jako atak na PiS. Na tym polega spryt naszych wrogów aby budować fałszywe skojarzenia słów z desygnatem.

„Pokój” w Polsce również został ufundowany na obcych warunkach i na hańbie zdrady narodowej, a dziś jako utrwalona zasada definiuje stan trwającej okupacji. Okupacji umysłów i każdego obszaru życia społecznego w oparciu o obce prawo limitujące normalność i uszczuplające zasoby naszej wolności i własności.

O Polskę, wymienieni przeze mnie, się nie upominają, ale o obce interesy bezustannie. Dlaczego?

“Jestem Polakiem – pisał Dmowski – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka”

Obowiązki polskie

Nie zauważyłem aby „głupszych razem” interesowały kiedykolwiek warunki „pokoju” zawartego przy „Okrągłym stole”. Nie interesowały ich warunki przystąpienia do Unii, ani zmiana statusu Polski po Traktacie Lizbońskim. Nie interesują ich warunki i wynikające z nich konsekwencje „zabójczego ładu” nazywanego zielonym.

To nie tylko Ukraina może się czuć osamotniona po tym spotkaniu, ale też Europa. Sojusz z USA sypie się w pył. Dzień w którym Europa musi zacząć szykować się do wojny? – pisze pan Rafał Mundry.

Pan Mundry również nie widzi prawdziwej wojny toczonej przeciw Europie i Polsce? Nie widzi, dlatego wybiega myślami, razem z innymi, naprzeciw nowej wojnie.

Wypowiedział się też niezawodny Jacek Bartosiak, zwracając uwagę na amerykański blef. Blef i propaganda są stałym elementem gry. Pan Bartosiak Ameryki nie odkrył. On też nie mówi o  toczonej od wielu lat wojnie przeciw Polsce i w Polsce. Za mało nośne? Tępa gawiedź nie zrozumiałaby tematu? Mniej grantów?

Nikczemność pionków

Nie darząc sympatią  Sławomira Mentzena, prezesa „Nowej”- obawiam się, że fałszywej „Nadziei” – nie podoba mi się, że w przypadku gdy Ukraińcy grożą mu śmiercią, zamiast wziąć w obronę polskiego obywatela, tępa gawiedź zaczyna na niego pluć, przy równoczesnych peanach na cześć banderowców.

Ukraiński historyk Wachtang Kipiani grozi mi śmiercią, pisząc, że może mi załatwić powtórkę z historii Pierackiego, polskiego polityka, ministra spraw wewnętrznych, zamordowanego w 1934 r. przez ukraińskich nacjonalistów.

Profil ideowy pionków jest często bardzo podobny. Jeden z przykładów:

– W Konfederacji nie podoba mi się nakręcanie nienawiści do Ukrainy i Ukraińców – powiedział na antenie RMF FM Jaki. – W Parlamencie Europejskim widzę, jak zachowuje się Grzegorz Braun i ta ekipa zaznaczył.

Zaskoczony ostatnio pytaniem na temat Chanuki, czy by ją palił, Patryk Jaki odpowiedział, że „zastanowiłbym się”. Nad czym? Czy mu się to opłaci?

Na koniec, raz jeszcze: “Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka” .

Skecz “Sługi Narodu” w Białym Domu

Skecz “Sługi Narodu” w Białym Domu

Stanisław Michalkiewicz 2025-03-02 skecz-slugi-narodu-w-bialym-domu

Takiego widowiska nikt chyba się nie spodziewał. Ja na przykład myślałem, że prezydent Zełeński, któremu ukraiński Najwyższy Sowiet dopiero niedawno konwalidował status prezydencki, przyszedłszy po rozum do głowy, podpisze warunki bezwarunkowej kapitulacji Ukrainy przed Stanami Zjednoczonymi.

Prawdopodobnie tak samo myślał i prezydent Trump i wiceprezydent Vance – bo czyż w przeciwnym razie wpadliby na pomysł, żeby dyskutować z prezydentem Zełeńskim przed kamerami telewizyjnymi i w obecności tłumu dziennikarzy?

Tymczasem prezydent Zełeński najwyraźniej postanowił schronić się za murami kabaretowymi – o czym świadczył m.in. kostium “sługi narodu” z “tryzubem” na lewej piersi.

Chyba ani prezydent Trump, ani wiceprezydent Vance z początku nie zorientowali się w tym manewrze i dlatego podjęli dyskusję z operetkowymi, ale i mocarstwowymi deklaracjami prezydenta Zełeńskiego – że on własną piersią broni “wolnego świata” i przestrogami, że jak Ameryka nie będzie go słuchać, to doświadczy wojny na swoich granicach i nic jej nie pomoże nawet Ocean Atlantycki.

Myślę, że w tym momencie prezydent Trump już się zorientował, że został przez prezydenta Zełeńskiego wciągnięty w kabaretowy skecz – bo wiceprezydent Vance chyba skapował to kilka minut później. Toteż, wyłamując się z kabaretowej konwencji, expressis verbis dał do zrozumienia swemu ukraińskiemu rozmówcy, że bez Stanów Zjednoczonych nie ma on w rękach żadnych atutów i że albo zdecyduje się podpisać warunki bezwarunkowej kapitulacji Ukrainy przed USA, albo “się rozejdziemy” – co w domyśle oznaczało, że od tej pory będzie musiał bujać się z Putinem na własną rękę.

Ponieważ prezydent Zełeński miał przygotowany tylko scenariusz kabaretowy, nie było innego wyjścia, jak przerwać przedstawienie. Toteż widowisko przerwano, delegacja ukraińska została skierowana do osobnego pokoju, dokąd po chwili przyszła jakaś funkcjonariuszka, by zakomunikować, że prezydent Trump prosi delegację ukraińską o “jak najszybsze” opuszczenie Białego Domu.

No dobrze – ale dlaczego prezydent Zełeński postanowił odegrać z udziałem prezydenta Trumpa skecz pod tytułem “Sługa narodu”? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy uświadomić sobie, jakim naprawdę państwem jest Ukraina. Nie jest to normalne państwo, tylko oligarchia oligarchów.

W odróżnieniu od Rosji, gdzie Putin decyduje, kto może być oligarchą, na Ukrainie to oligarchowie decydują, kto może być prezydentem.

To są ci sami oligarchowie, którzy eksploatują wszystkie bogactwa Ukrainy, bez oglądania się na tamtejsze plebejskie mięso armatnie. A tu nagle amerykański prezydent chciałby położyć na tym wszystkim łapę.

Toteż prezydentu Zełeńskiemu na odjezdnym powiedziano: słuchaj no frędzlu, jak tylko podpiszesz tę umowę, to uriezamy tobie szyję. W tej sytuacji nie było innego wyjścia, jak schronić się za murami kabaretowego widowiska, dzięki czemu żadna umowa z Ameryką nie została podpisana.

No tak – ale prezydent Stanów Zjednoczonych, które rzeczywiście – stanowią jedyną ostoję i nadzieję Ukrainy, na oczach całego świata został przez żydowskiego komika w ukraińskim kostiumie ośmieszony. To ze strony prezydenta Zełeńskiego też wielkie ryzyko – a jednak na to ryzyko poszedł. Dlaczego? Najwyraźniej jemu też przez ostatnie lata musiało przewrócić się w głowie i doszedł do wniosku, że może bezkarnie wytarzać amerykańskiego prezydenta w smole i pierzu, bo ten “i tak” będzie musiał mu pomagać, bo jak nie, to Putin ruszy na Atlantyk – oczywiście po uprzednim zawojowaniu Europy – i okupuje Amerykę.

Taką właśnie propagandową tezę wykoncypowali pierwszorzędni fachowcy ze Sztabu Generalnego niezwyciężonej Ukraińskiej Powstańczej Armii – więc nic dziwnego, że i prezydent Zełeński w końcu w tę własną propagandę uwierzył. Tymczasem to błąd – bo w nasza propagandę, to powinni wierzyć inni – ale nie my, którzy ją wytwarzamy. A dlaczego? A dlatego, ze wiara we wszelką propagandę odbiera człowiekowi poczucie rzeczywistości.

I właśnie taką utratę poczucia rzeczywistości mogliśmy zaobserwować u prezydenta Zełeńskiego. Ja nie przywiązuję specjalnej wagi do tak zwanej “mowy ciała”, w której specjalizują się rozmaici filuci – ale rzeczywiście – kiedy prezydent Trump powiedział ukraińskiemu gościowi, że bez Stanów Zjednoczonych Ukraina “nie ma żadnym atutów”, to chyba dopiero wtedy dotarło do niego, że może zostać z – jak to mówią – fiutem w garści, z którego może oddawać gniewne strzały w stronę zimnego ruskiego czekistę Putina. Dopiero wtedy dotarło do niego, że o ile Stany Zjednoczone jakoś sobie poradzą i bez samostijnej Ukrainy, to samostijna Ukraina bez pomocy Stanów Zjednoczonych może sobie nie poradzić, zwłaszcza w aktualnej sytuacji, w jakiej z powodu głupoty swojego prezydenta właśnie się znalazła.

Na usprawiedliwienie prezydenta Zełeńskiego trzeba jednak dodać, że liczy on na “Europę”, której przywódcami najwyraźniej musiał – o czym pisał mój Honorable Correspondant – podzielić się forsą, którą i Ameryka i poszczególne kraje europejskie pożyczyły mu, albo zagwarantowały w związku z wojną. Oczywiście z wyjątkiem Polski – bo nasi Umiłowani Przywódcy 2 grudnia 2016 roku podpisali umowę, w której zobowiązali się do “nieodpłatnego” udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa. Czyż nie dlatego prezydent Zełeński i ukraińscy dygnitarze traktują naszych Umiłowanych Przywódców z nieukrywaną pogardą – no bo na nic innego ci nie zasługują.

Jeśli chodzi o innych europejsów, przede wszystkim “starą łapówkarę”, Reichsfuhrerin Urszulę Wodęleje, czy francuskiego prezydenta Macrona, to jestem pewien, że ci teraz rzeczywiście panikują, że prezydent Zełeński powie, ile komu dał i w ten sposób trzyma ich za krocze.

Toteż jeden przez drugiego mu się nadstawiają z ofertami dozgonnej miłości – w czym uczestniczy nawet obywatel Tusk Donald, chociaż nie wydaje mi się, żeby i jemu coś od prezydenta Zełeńskiego kapnęło, chociaż – w odróżnieniu od pana prezydenta Andrzeja Dudy, który prezydenta Zełeńskiego kocha bezinteresowną, ślepą miłością – w roku 2019, kiedy jeszcze przewodniczył Europejskiemu Najwyższemu Sowietowi, a Zełeński już był prezydentem, to mógł i on coś dostać i dlatego tak się dzisiaj nadstawia.

Wyjątkiem może być Wielka Brytania. Pamiętamy, jak w roku 2022 Turcja oferowała Ukrainie swoje usługi w zakresie pośrednictwa z Putinem – ale ówczesny brytyjski premier Borys Johnson prezydentowi Zełeńskiemu to “odradził”. Co mu tam naobiecywał, razem z amerykańskim prezydentem Józiem Bidenem – tego możemy się tylko domyślać również dlatego, że teraz Wielka Brytania podpisała z Ukrainą pakt aż na całe 100 lat!

Skoro jest już po “brexicie”, to co to szkodzi wciągnąć resztę europejsów w stuletnią wojnę na Ukrainie? Bella gerant alii, tu felix Austria nube (niech inni toczą wojny, ty szczęśliwa Austrio zawieraj małżeństwa) mawiało się w koszmarnych czasach – ale każda słuszna myśl, raz rzucona w przestrzeń, prędzej czy później znajdzie swego amatora.

A ponieważ wszyscy namawiają nas do “myślenia pozytywnego”, to niewątpliwie pozytywnym skutkiem awantury w Białym Domu jest to, że cały świat przekonał się, jacy są Ukraińcy. [Raczej – rządzące tym biednym ludem – mafie. md]

Stanisław Michalkiewicz

Starmer [to jakiś „premier”?] : „Europa potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA”. A ja potrzebuję [—-].

tysol/starmer-europa-potrzebuje-gwarancji-bezpieczenstwa-od-usa 3.2025

Europa potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA, aby powstrzymać przywódcę Rosji Władimira Putina przed ponowną inwazję na Ukrainę, gdyby doszło do tego po uzgodnieniu wcześniej porozumienia pokojowego – powiedział w niedzielę w rozmowie z BBC brytyjski premier Keir Starmer.

Keir Starmer Starmer: Europa potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa od USA

Keir Starmer / PAP/EPA/WILL OLIVER

Szef brytyjskiego rządu przyznał, że nie ufa Putinowi, który, jego zdaniem, może „powrócić, jeśli tylko dostanie szansę”. 

Przypomniał, że podobne działania ze strony rosyjskiego przywódcy miały już miejsce w przeszłości. Polityk podkreślił, jak istotne jest dla niego, aby porozumienie miało charakter trwały, a nie było jedynie tymczasową przerwą. Zaznaczył również, że stąd wynika potrzeba zapewnienia gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA.

Starmer: Europa potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa od USA

Starmer wyznał, że ufa zarówno prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu i prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi. [Hi,hi… A to idiota... md]. Dodał, że ukraiński polityk dzielnie służy swojemu krajowi od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji w lutym 2022 r. [Hi,hi… A to idiota... md]. W opinii premiera Wielkiej Brytanii czas ten jest dla Europy „prawdziwym momentem kruchości”.

Rozmówca BBC stwierdził, że Trump dąży do trwałego pokoju na Ukrainie, pomimo swojej retoryki i postawy wobec Zełenskiego. 

„Wszyscy się z tym zgadzają, oprócz Putina”  – powiedział Starmer.

Polityk wymienił trzy rzeczy, które jego zdaniem są niezbędne do osiągnięcia trwałego pokoju: amerykańskie zabezpieczenie, europejskie gwarancje bezpieczeństwa oraz silna i uzbrojona Ukraina [Hi,hi… A to idiota... md]. Dodał, że kwestia gwarancji bezpieczeństwa ze strony Amerykanów jest przedmiotem „intensywnych” dyskusji

[Resztę tych bezczelnych bredni jakiś ciekawski może se znaleźć w Tysolu, ja szanuję czytelnika. md]

========================

mail: Oto wyjaśnienia:

Viki:

W 2007 roku ożenił się z prawniczką Victorią]. Przodkowie Victorii są żydowskiego pochodzenia i mają polskie korzenie. [Podobne „polskie korzenie” miał Begin, Humer i setki tysięcy im podobnych. md]. Mają dwoje dzieci, córkę i syna.

Jest pescetarianinem [RYBKI SOBIE POZWALA.. ] , a jego żona wegetarianką. W jednym z wywiadów przyznał, że dał swoim dzieciom możliwość jedzenia mięsa dopiero kiedy skończyły 10 lat.

Jest ateistą.

================