Ludobójcy z OUN-UPA w otoczeniu Matki Bożej. Skandaliczny klip ukraińskiego IPN

Ludobójcy z OUN-UPA w otoczeniu Matki Bożej. Skandaliczny klip ukraińskiego IPN

Piotr Relich https://pch24.pl/ludobojcy-z-oun-upa-w-otoczeniu-matki-bozej-skandaliczny-klip-ukrainskiego-ipn


Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej opublikował krótki film z okazji prawosławnego święta Wstawiennictwa Najświętszej Maryi Dziewicy (Pokrowa). W sąsiedztwie Matki Bożej, na wzór bizantyjskich świętych umieszczono Stepana Banderę i Romana Szuchewycza – ideologów zbrodniczego ukraińskiego nacjonalizmu.

Skandaliczny klip opublikowano na kanale YouTube ukraińskiego IPN 1 października. „Kult Matki Bożej opiekunki wojowników sięga czasów Rusi Kijowskiej i Bizancjum. Ukraińscy Kozacy szczególnie czcili Święto Wstawiennictwa (Pokrowa). Święto to stało się ważne dla społeczności kozackiej, ponieważ to właśnie w Pokrowie wybierano nowych hetmanów i oficerów” – słyszymy w filmie.

„Historyczna więź między pokoleniami uwidoczniła się w trakcie burzliwej walki o wolność Ukrainy w XX wieku. Bojownicy o ukraińskie państwo ludowe w latach 1917-1921 kontynuowali tradycje kozackie, a święto Pokrowy stało się symbolem powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii” – tłumaczy narrator.

W filmie pokazana jest grafika stylizowana na podobieństwo prawosławnych ikon, gdzie w otoczeniu Matki Bożej znajdują się bohaterowie narodowi Ukrainy. Wśród nich umieszczono Stepana Banderę i Romana Szuchewycza – ideologów zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego, który skutkował m.in. ludobójstwem na Wołyniu.

Banderowska teoria krwi zakładała „oczyszczenie” rzekomo rdzennych terenów ukraińskich z każdego innego żywiołu. Dopiero po spełnieniu tego warunku, jak przekonywano, możliwe byłoby  zbudowanie niepodległej i suwerennej Ukrainy.

Jak zauważyła z kolei ukraińska historyk i badacz holokaustu Marta Havryshko, 28 października, w 80. rocznicę Ukrainy spod okupacji niemieckiej, Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy w ogóle nie wspomniał o tym wydarzeniu. Natomiast powstanie UPA (14 października) uczczono określeniem „dzień bohaterów”.

Today, 28 Oct., Ukraine commemorates the 80th anniversary of liberation from Nazi occupiers. Even though more than six mln men and women served in the Red Army, the General Staff of the Armed Forces of Ukraine does not mention this date on its social media, while the creation of… pic.twitter.com/vCJRPm3s7d — Marta Havryshko (@HavryshkoMarta) October 28, 2024

Źródło: dorzeczy.pl / X / YouTube / Ukrainian Institute of National Remembrance

Trans zbrodnie na dzieciach w USA

Trans zbrodnie na dzieciach w USA

30.10.2024 Jan Bodakowski nczas/trans-zbrodnie-na-dzieciach-w-usa

Płeć. Trans LGBT
Płeć. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

Wodą na młyn antyamerykańskiej propagandy totalitarnych reżimów (imperialistycznej Rosji, komunistycznych Chin, czy państw szariatu) jest patologiczna polityka USA. Warto pamiętać, że zwolennikami patologii płynących z zachodu są przedstawiciele lewicy i pseudo liberałów, często współpracujący z komunistami. Przeciwnikami zaś amerykańscy konserwatyści żyjący irracjonalnymi złudzeniami wobec Rosji Putina.

Walka z patologiami niszczącymi zachód, i narzucanymi nam by zniszczyć Polskę i Polaków, ma też na celu przeciwstawienie się antypolskiej polityce Rosji, której zależy na tym, by w wyniku demoralizacji Polaka była słabym krajem. Doskonale o tym antypolskim zagrożeniu świadczy to, że tęczowe patologie były jednymi z tych, które przez laty promowały w Polsce rosyjskie państwowe media dla Polaków takie jak Sputnik, czy sterujący mediami lewicowymi i pseudo liberalnymi agent wojskowego rosyjskiego wywiadu GRU Rubcow.

Zbrodnie na dzieciach w USA

W USA kilkadziesiąt placówek podaje dzieciom blokery dojrzewania i hormony płciowe. Praktykowanie tej zbrodniczej patologii zostało wprowadzone bardzo szybko. Od 2010 roku transpłciowość zaczęła być promowana w popkulturze, i w amerykańskich szkołach od poziomu szkół podstawowych. W amerykańskich szkołach wspierana jest wszelka ekspresja płciowa uczniów, nauczyciele mają nakazane traktowanie uczniów zgodnie z ich trans-urojeniami. Szkoły w USA mają nakazane ukrywanie przed rodzicami, że ich dzieci są podawane trans okaleczeniom i trans truciu.

Amerykańskie szkoły mają zakaz ujawniania biologicznej płci osobnika, np. dziewczynkom nie wolno powiedzieć, że będą mieszkać w internatach, kąpać się pod prysznicami, korzystać z przebieralni i toalet razem z nową „koleżanką”, która posiada siusiaka. Ma to być dla dziewczynek niespodzianka. Dla ganderystów liczą się odczucia trans osobników a nie normalnych dziewczynek, które mogą się czuć zagrożone widokiem swojej nagiej „koleżanki” z penisem w stanie erekcji.

Podobnie dorosłe normalne kobiety są pozbawiane, w imię dobrego samopoczucia trans rzekomych kobiet z siusiakami, prawa do prywatności – poprzez zmuszanie biologicznych prawdziwych kobiet do dzielenia wrażliwych pomieszczeń (toalet, pryszniców, przebierali, noclegowni) razem z trans rzekomymi kobietami z siusiakami. Polityka, także w szkołach, polega na tym, że trans mają przywileje, a normalni biologicznie prawdziwi są pozbawieni elementarnych praw. Liczy się samopoczucie trans, a nie samopoczucie normalnych.

W 2015 promowanie transparentności stało się polityką władz amerykańskich. Za wprowadzenie tej patologicznej polityki odpowiadała lewicowa Partia Demokratyczna i jej prezydent Barack Hussein Obama. Administracja demokraty Obamy wprowadziła: korzystanie z toalet według subiektywnego widzimisię a nie faktów biologicznych (żądny wrażeń facet mógł korzystać z toalet dla kobiet gdy twierdził, że czuje się kobietą), zakaz stanowych regulacji ograniczających dostęp do ubikacji na podstawie płci biologicznej, uznanie, że podział na pomieszczenia dla kobiet i mężczyzn jest zły jak rasizm, przymusowe opłacanie przez prywatne ubezpieczenia zdrowotne operacji trans okaleczania, obligatoryjne przyjmowanie bezdomnych do noclegowni według ich trans deklaracji, finansowanie operacji zmiany płci w wojsku i w więzieniach wojskowych.

Obamę w jego trans polityce wspierał globalne amerykańskie korporacje: IBM, Paypal, Apple, Facebook, Google, Salesforce. Jednocześnie Pay Pal, wspierający tęczowa rewolucje w USA, ma swoją główną siedzibę w Singapurze, gdzie akty homoseksualne były karane do 2022 roku. Siedziba Paypal jest też w Emiratach Arabskich, gdzie jest kara śmierci za homoseksualizm.

Trans terror praktykowany jest też przez władze lokalne w USA. W nowym Jorku wprowadzono kary za używanie zaimków sprzecznie z urojeniami trans osoby. W Kalifornii do więzień są zamykani stanowi pracownicy używający zaimków sprzecznie z urojeniami. W USA dzieci mające trans urojenia są odbierane rodzicom, którzy nie akceptują takich urojeń.

Amerykańscy lewicowcy i pseudo liberałowie umożliwili osobom z penisami deklarującym się jako trans kobiety bezkarne wejście do pomieszczeń zarezerwowanych tylko dla kobiet, co było krzywdzące dla kobiet. Amerykańskie władze podejmowały takie decyzje, bez konsultacji z rodzicami i wbrew woli biologicznych dziewczynek. Taka polityka umożliwiła cwanym chłopcom, którzy zadeklarowali, że czują się dziewczynkami, bezkarne oglądanie swoich nagich koleżanek. Dziewczynki będące ofiarami tej trans polityki czuły się zagrożone, tym, że są wystawione na widok i nagrywane przez chłopców deklarujących trans. Dziewczynki odczuwały duży dyskomfort przymusowo musząc oglądać penisy swoich kolegów deklarujących trans – szczególnie jest to bolesne dla dziewcząt, które padły ofiarą molestowania seksualnego.

Trans przepisy pozwalające posiadaczom penisów wchodzić do ubikacji dla kobiet, są powszechnie wykorzystywane przez gwałcicieli wykorzystujących seksualnie kobiety, ekshibicjonistów i pedofilów. Podobnie zboczeńcy posiadający penisy i zamknięci w więzieniach dla mężczyzn, deklarują trans, by być przeniesionym do więzień dla kobiet, i mieć możliwość gwałcenia osadzonych kobiet. Nie można się zgodzić z trans twierdzeniami, że niedopuszczanie posiadaczy penisów deklarujących trans, do toalet, przebieralni, czy miejsc noclegowych dla kobiet, jest formą dyskryminacji. Ideologia trans negując biologiczną odmienność kobiet od mężczyzn, uniemożliwia skuteczną ochronę praw kobiet.

Również w sporcie kobiety stały się ofiarami trans przepisów. Posiadacze penisów deklarujący trans zdominowali sport dla kobiet, w konsekwencji biologiczne kobiety w sporcie dla kobiet nie mają możliwości odnoszenia sukcesów.

Sektor prywatny też wspiera trans patologie

Trans organizacje wymusiły na firmach prywatnych uznawanie subiektywnego widzimisię do własnej rzekomej płci, oraz narzuciły firmom zapewniającym ubezpieczenia zdrowotne finansowania trans okaleczeń i dożywotnich kuracji hormonalnych.

Prześladowani są uczciwi naukowcy mówiący prawdę o trans okaleczeniach

Pod zarzutem trans fobii prześladowanie są uczciwi naukowcy mówiący prawdę o okaleczeniach. W ramach trans prześladowań mówiący prawdę o trans zbrodniach są wyrzucani z pracy, zamykani w więzieniach, szkalowane są również placówki naukowe ich zatrudniające. Zakazano badania przyczyn zaburzeń tożsamości seksualnej u dzieci, rozwiązywania problemów będących przyczyną tych zaburzeń, bo trans lobby wymaga by zaakceptowano zaburzenia tożsamości seksualnej u dzieci.

W Kanadzie władze zamknęły klinikę, która ośmieliła się pomagać psychicznie dzieciom z zaburzeniami samo postrzegania, zamiast te dzieci od razu wysyłać do okaleczenia.

Bestia i jej leże – demokracja liberalna

Bestia i jej leże – demokracja liberalna

Autor: CzarnaLimuzyna , 29 października 2024

Oficjalnie, satanizm istnieje tylko w formie różnych ideologii: nazizm, komunizm, demokracja liberalna, nie licząc różnych dodatkowych suplementów typu K+LGBTQ+P-F. W kolejce czeka AI z testowanym algorytmem, który ma decydować o życiu lub śmierci odciążając subsaharyjskich Murzynów. Aktualna polityczna apka (rozumiana jako aplikacja pobrana do głowy z serwera propagandy), którą Stanisław Michalkiewicz nazywa Volksdeutsche Partei jest „igraszką” – na etapie zażyłych i śmiertelnych kontaktów kata z ofiarą. Umiera wszystko według planu zrównoważonego rozboju: gospodarka, ludzie, relacje, kultura, nauka, edukacja, karczowane są w  metaforycznym i dosłownym sensie: rozum i każdy przejaw moralności.

Pandemia satanizmu i jego wyznawcy

W okresie marszu przez Instytucje cierpliwie obsadzał na stanowiskach swoich uczniów. Oficjalnie nie istniał. Objawiał się nielicznym. Dziś coraz głośniej i częściej słyszymy robaczywy język  – słowa z napęczniałym odwłokiem zawierającym jad. Lęgną się w głowach, wychodząc na świat w długim ruchliwym korowodzie kłamstwa.

Słowo satanizm, po latach programowania umysłów, jest dziś niezrozumiałym i mało używanym pomimo że liczba wyznawców mutacji diabelskich ideologii gwałtownie rośnie.

Sataniści w polityce, piekło na ziemi

Człowiek od poczęcia staje się częścią natury, kultury i podmiotem prawa. Postulat jego bezkarnego mordowania wraz z postulatem zabijania ludzi przez Instytucje pod patronatem dr Mengele, jest objawem satanizmu.

Z tego i z wielu innych powodów sataniści nie powinni wtrącać się do polityki. To podstawowa zasada moralnej higieny tej sfery życia. W każdym innym przypadku będziemy mieć, co nietrudno przewidzieć, piekło na ziemi.

O autorze: CzarnaLimuzyna

Nielegalni sołtysi?

Nielegalni sołtysi?

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    29 października 2024 michalkiewicz

Kto by pomyślał, że demolka naszego bantustanu, jaką na polecenie Berlina przeprowadza Volksdeutsche Partei do spółki z bodnarowcami sięga tak głęboko? Dotychczas wydawało się, że w ramach operacji „przywracania praworządności” obejmuje ona niezależną prokuraturę i niezawisłe sądy. Rzeczywiście – z niezależną prokuraturą mamy same zgryzoty. Doszło do tego, że nie wiadomo, kto właściwie jest Prokuratorem Krajowym – czy pan Dariusz Barski, czy przeciwnie – faworyt pana ministra Adama Bodnara, pan Dariusz Korneluk. Odpowiadając na pytanie, zadane w marcu tego roku przez niezawisły sąd w znanym na całym świecie z niezawisłości gdańskim okręgu sądowym, Izba Karna Sądu Najwyższego 27 września orzekła, że Prokuratorem Krajowym jest – jak gdyby nigdy nic – pan Dariusz Barski. Po tym orzeczeniu pan Barski usiłował wejść do gmachu Prokuratury Krajowej, by objąć urzędowanie, ale nie został tam wpuszczony przez jakichś siepaczy, najwyraźniej inspirowanych przez pana Dariusza Korneluka, w którym pan minister Adam Bodnar dlaczegoś upodobał sobie, jako w Prokuratorze Krajowym. Czy to poczucie wspólnoty etnicznej, czy coś innego o tym zadecydowało – dość, że pan Dariusz Barski musiałby urzędować na ulicy, gdyby nie zlitował się nad nim pan prezydent Andrzej Duda, którzy udostępnił mu jakiś pokoik w gmachu Kancelarii Prezydenta. Tam pan Barski urzęduje, a konkretnie – to nie bardzo wiadomo, co robi – bo nie wiadomo, czy jacyś niezależni prokuratorzy zwracają się do niego ze sprawami urzędowymi. Prawdopodobnie nie – bo gdyby któryś się zwrócił, to zaraz Prokurator Generalny w osobie pana ministra Adama Bodnara w jednej chwili zdmuchnąłby go jak gromnicę i całą karierę w jednej chwili diabli by wzięli. Skoro my o tym wiemy, to tym bardziej wiedzą o tym niezależni prokuratorzy i pod argusowym okiem pana ministra Bodnara siedzą, jak trusie.

Toteż kiedy dla rozweselenia oglądam sobie od czasu do czasu telewizyjny horror pod tytułem „Sędzia Anna Maria Wesołowska”, to trudno mi powstrzymać odruch współczucia na widok występującego tam prokuratora. Nawiasem mówiąc, początkowo myślałem, że w tym serialu występują wyłącznie zawodowi aktorzy, ale jeśli nawet – to chyba nie wszyscy – bo pani sędzia Anna Maria Wesołowska podobno jest autentyczna. To znaczy – nie wiadomo, czy do końca, bo jak wiemy, Judenrat „Gazety Wyborczej”, któremu Sanhedryn na obecnym etapie powierzył rząd dusz nad naszym mniej wartościowym narodem tubylczym, w ramach koordynacji żydowskiej polityki historycznej i wszelkiej innej z niemiecką, podzielił sędziów na prawdziwych i fałszywych. Sędziowie prawdziwi, to ci, którzy zostali rekomendowani do nominacji przez „starą” Krajową Radę Sądownictwa, powołaną jeszcze jeśli nawet nie przez generała Kiszczaka, to przez pana generała Dukaczewskiego, ostatniego szefa Wojskowych Służb Informacyjnych, które – jak tylko rozwiązała się PZPR, będąca pasem transmisyjnym bezpieki do sądownictwa – natychmiast kazały niezawisłym sędziom utworzyć zastępczy pas transmisyjny bezpieki do sądownictwa w postaci organizacji „Iustitia”. Później doszedł do tego kolejny pas transmisyjny, będący rezultatem operacji „Temida”, jaką w swoim czasie prowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w celu werbunku agentury właśnie wśród niezawisłych sędziów. W efekcie postała organizacja „Themis”, która też aktywnie włącza się do operacji „przywracania praworządności”. Więc pani sędzia Anna Maria Wesołowska wprawdzie wygląda młodo, ale pozory mogą być mylące. Samego Stalina to chyba nie pamięta, ale już generała Kiszczaka – kto wie? – a generała Dukaczewskiego, to już na pewno.

Rozpisałem się o tych niezawisłych sędziach również dlatego, że wspomniane orzeczenie Izby Karnej Sądu Najwyższego, iż pan Dariusz Barski jest Prokuratorem Krajowym, zostało wydane przez trzech sędziów, których pan Adam Bodnar „nie uznaje”, podobnie jak całego Sądu Najwyższego, a w każdym razie – jak Trybunału Konstytucyjnego, w którym zasiada znienawidzona Julia Przyłębska. Wprawdzie pan Bodnar, jako minister w vaginecie Donalda Tuska, jest organem władzy wykonawczej i uznawać, bądź „nie uznawać”, to może najwyżej własne potomstwo, ale najwyraźniej kieruje się on słowami rewolucyjnej piosenki: „z własnego prawa bierz nadania”, do czego ostatnio został ośmielony przez obywatela Tuska Donalda, który oświadczył, że skoro nie dysponuje prawnymi środkami przywracania praworządności, to będzie posługiwał się środkami bezprawnymi. Jakimi? Aaaa, tu możliwości są nieograniczone, aż do kuli w potylicę i dołu z wapnem. W rewanżu Sąd Najwyższy zapowiedział, że jak tak, to on „zajmie się” prokuratorami. Do czego to doprowadzi – trudno powiedzieć – ale bardzo możliwe, że do opcji zerowej, to znaczy – do wzajemnego wyaresztowania się wszystkich niezależnych prokuratorów i niezawisłych sędziów. Nawiasem mówiąc, zgodnie z poglądem, według którego literatura wyprzedza życie, przewidział to Sławomir Mrożek w sztuce „Policjanci – dramat ze sfer żandarmeryjnych”. Tam co prawda wyaresztowują się wzajemnie tylko policjanci – ale nie wymagajmy zbyt wiele od literatury.

O ile do sytuacji w tak zwanym „wymiarze sprawiedliwości”, czyli politycznych gangach przebierańców, zdążyliśmy się już trochę przyzwyczaić, o tyle doniesienie mego Honorable Correspondanta mną wstrząsnęło, bo wynika z niego, iż zaraza zstąpiła do głębi, to znaczy – do fundamentów naszej państwowości. Wprawdzie na wsi nie mieszka już tylu obywateli, co przed ostatnią wojną światową, ale według Polskiego Stronnictwa Ludowego, fundamentem naszego społeczeństwa są nadal chłopi, którzy – jak wiadomo – mieszkają na wsiach. Taka wieś może być sołectwem, chociaż niekiedy w jednej wsi może być nawet kilka sołectw. Takie sołectwo uchodzi za „jednostkę pomocniczą” gminy, a tworzy je rada sołecka i sołtys. I rady i sołtysi są wybierani na zebraniach wiejskich, które według koneserów demokracji, są przykładem demokracji bezpośredniej.

Nawiasem mówiąc, rozmaicie z tym bywało. Na przykład w zaborze rosyjskim – o czym wspomina Adam Grzymała-Siedlecki – prawo wybierania sołtysów mieli wyłącznie włościanie. Jak to wyglądało w praktyce? Oto ojciec Grzymały-Siedleckiego, będący pisarzem gminnym pytał zebranych, kogo by też chcieli na sołtysa. Na co zebrani – a kogo tam pan pisarz kcom. – No to może chcecie, żeby Nawrot był sołtysem? Ponieważ nikt z zebranych nie protestował, imć Nawrot, który w międzyczasie potrafił nawet n a r y s o w a ć swoje imię i nazwisko, z kadencji na kadencję piastował godność sołtysa. A dlaczego nikt z zebranych nie protestował? Rzecz w tym, że do obowiązków sołtysa należało zbieranie podatków. Toteż kiedy dwóch włościan się pokłóciło, to o ile nie doszło do mordobicia, spór kończył się pogróżką: poczkoj, hyclu, będą wybory i zrobimy cię sołtysem.

Otóż mój Honorable Correspondant informuje, że w jego gminie dokonano wprawdzie wyboru sołtysa na zebraniu wiejskim, ale „bez ustawowego wymogu miejscowego statusu sołectwa”. Tym samym – twierdzi Honorable Correspondant – wybory były nielegalne, a ponieważ w sąsiednich gminach mogło być tak samo, to znaczy, że za rządów Vokksdeutsche Partei do nielegalnych sędziów i nielegalnych prokuratorów mogli dołączyć „nielegalni” sołtysi. Ładny interes! I co teraz będzie?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Miecze i różańce pod Lepanto

Miecze i różańce pod Lepanto

Andrzej Solak miecze-i-rozance-pod-lepanto

(Wikimedia Commons)

W niedzielę 7 października 1571 roku na Morzu Jońskim, nieopodal greckiego miasta Lepanto, olbrzymie floty katolików i muzułmanów starły się w największej w dziejach batalii morskiej.

Siła strachu

Fala obmyła mu stopy, ale on nie zwrócił na tu uwagi. Sułtan Selim II, władca Imperium Osmańskiego, aspirujący do miana „pana całego świata”, trwał na morskim nadbrzeżu, pogrążony w rozmyślaniach. Wpatrywał się w dal, ku zachodowi.

Gromada dostojników, stojących opodal, czekała w nabożnym skupieniu, jedynie od czasu do czasu szeptem wymieniając uwagi. Nagle sułtan odwrócił się do morza plecami, ukazując poddanym swe oblicze. Dygnitarze zamarli, bo na twarzy władcy malował się strach. Zaraz potwierdziły to wypowiedziane słowa – Selim obawiał się o los floty wojennej, wysłanej przeciw giaurom.

Dostojnicy pospieszyli z uspokajającymi zapewnieniami. Toż rzeczona armada nie miała sobie równych w całej dotychczasowej historii świata! Prawie trzysta okrętów, dziesiątki tysięcy żołnierzy, marynarzy i galerników, siedemset pięćdziesiąt dział. Czyż nie dowodził nią doświadczony admirał Ali Pasza? Jakaż ziemska moc mogłaby oprzeć się takiej potędze?

Sułtan w roztargnieniu wsłuchiwał się w ten krzepiący gwar. Niepokój nie opuścił go, drążył jego duszę niczym kornik drzewo. Kiedy Selim odezwał się znowu, jego słowa zmroziły krew w żyłach wszystkich obecnych. Władca miał świadomość przewagi swoich sił morskich. Nie trapiła go myśl o okrętach i mieczach chrześcijan. „Pana całego świata”przyprawiała o lęk moc modlitw rzymskiego papieża.

Pasterz

Człowiekiem, którego tak obawiał się sułtan był papież Pius V. Ów niegdysiejszy inkwizytor, powołany na Tron Piotrowy w roku 1566, dał się poznać jako jeden z najwybitniejszych przywódców wspólnoty katolickiej, a przy tym niezłomny obrońca Wiary.

Swój pontyfikat poświęcił odnowie Kościoła w duchu postanowień Soboru Trydenckiego. Okazał się sprawnym administratorem. Niestrudzenie zwalczał herezje, uczynił też wiele, by podźwignąć ówczesny świat z moralnego bagna. Zaostrzył dyscyplinę kościelną, surowo karząc duchownych winnych występków. Mnichów łamiących zasady życia klasztornego wypędził z Wiecznego Miasta. Wydał wojnę bezkarnemu dotąd nierządowi – pochwycone ladacznice były publicznie chłostane.

Pius wykazał się także w polityce zagranicznej, doprowadzając do pojednania skłóconych mocarstw europejskich i skierowania ich energii przeciw narastającemu zagrożeniu ze strony wojującego islamu. Kiedy w roku 1570 Turcy najechali i podbili Cypr (w samej Nikozji wyznawcy Proroka dokonali potwornej rzezi 20 000 wyznawców Chrystusa), papież podjął starania o powołanie sojuszu obronnego państw chrześcijańskich – Ligi Świętej.

Papież nie zaniedbywał działań na żadnym polu, wszakże najbardziej wierzył w moc modlitwy. Jako gorliwy czciciel Najświętszej Marii Panny, szczególnie gorąco propagował Różaniec. Nazywał go „honorową odznaką chrześcijańskiej pobożności” i „legitymacją naszej wiary”. Kiedy chrześcijańskie wojska szykowały się do rozprawy z Turczynem, powierzył je opiece Matki Bożej, a wiernych wezwał do modlitwy różańcowej w intencji zwycięstwa. Świątynie wypełniły się tłumami, na ulicach miast odbywały się procesje. Chętnych nie brakowało. Wszyscy czuli narastającą grozę.

Zwyciężyć lub zginąć!

W sierpniu 1571 roku w Messynie zgromadziła się flota chrześcijan. Stawiły się tu eskadry Państwa Kościelnego, Królestwa Hiszpanii, Republik Wenecji i Genui, Księstwa Sabaudii oraz Zakonu Kawalerów Maltańskich. Wodzem obrano księcia Juana de Austria, syna cesarza Karola V, wsławionego zgnieceniem muzułmańskiej rebelii w Grenadzie.

Chrześcijanie chcieli odwojować Cypr. Nie można było o tym myśleć bez wcześniejszego rozgromienia morskich sił muzułmanów. Flota wyznawców Proroka zakotwiczyła w porcie warownym Lepanto u ujścia Zatoki Korynckiej. Tam też podążyła armada księcia Juana. Dotarła na miejsce w niedzielny poranek 7 października.

Okręty chrześcijan płynęły w formacji o kształcie krzyża, zmagając się z przeciwnym wiatrem. Na maszcie galery flagowej Juana de Austria, Real di Spagna, powiewała wielka, błękitna chorągiew z Jezusem Ukrzyżowanym. Na pokładach okrętów panował nastrój religijnego uniesienia, choć wszyscy obecni mieli świadomość, iż wielu z nich nie dożyje zmroku. Żołnierzom i marynarzom rozdano medaliki i różańce. Kapelani spowiadali wojsko, błogosławiąc je na bój. Odmawiano modlitwę różańcową. Wielu żołnierzy utrzymywało potem, że widzieli Matkę Bożą błogosławiącą im z nieba.

Głównodowodzący chrześcijan, książę Juan de Austria, wzniósł wysoko ręce, w których dzierżył żelazny krzyż, po czym zwrócił się do swych podwładnych słowami:

Przybyliście tu walczyć za Święty Krzyż, zwyciężyć albo zginąć! Jednakże czy macie zwyciężyć czy zginąć, czyńcie dziś swą powinność, a zyskacie sobie chwalebną nieśmiertelność! 

A w dalekim Rzymie, w kościele Santa Maria sopra Minerva, Ojciec Święty Pius V wraz z licznymi duchownymi i świeckimi błagał na klęczkach Maryję Różańcową o pomoc w odparciu bisurmańskiej nawały.

Ukłon dla wroga

Turcy, zawiadomieni przez zwiadowców o nadejściu giaurów, opuścili swe kotwicowisko. Dowodził nimi kapudan pasza (wielki admirał) Müezzinzade Ali Pasza, mający opinię dzielnego wodza. Był to człowiek o szerokich horyzontach, wielbiący naukę i sztukę, gorliwy muzułmanin.

Jego okręty uformowały szyk o kształcie półksiężyca, którego oba końce skierowane były przeciw chrześcijanom. Wódz pohańców zamierzał okrążyć i zniszczyć giaurów. Także i mahometan ożywiał duch świętej wojny. Flagowy okręt Alego Paszy, „Sułtan”, płynął pod białą banderą z wyhaftowanymi na niej złotą nicią wersetami z Koranu. Na pokładzie umieszczono też olbrzymi zielony sztandar – „chorągiew Mahometa”, takoż zdobny w wyszywane inskrypcje, wśród których imię Allaha było wymienione aż 28 900 razy. Chorągiew, nigdy dotąd nie zdobyta przez wrogów, miała zapewniać powodzenie wojennym wyprawom.

Obie strony zgromadziły ogromne siły. Flota Ligi Świętej liczyła 212 galer i galeasów, które miały na pokładach 41 000 marynarzy i żołnierzy oraz 1 815 dział. Turcy wystawili 286 galer i galeotów, z 47 000 żeglarzy i wojaków oraz z 750 działami. Nadto w obu zespołach służyło po kilkadziesiąt tysięcy wioślarzy. Muzułmanie mieli przewagę liczebną, chrześcijanie górowali siłą ognia. Historycy szacują, że w niedzielny ranek opodal Lepanto zgromadziło się 70 procent galer wojennych, jakie pływały wówczas po Morzu Śródziemnym. Gdy obie armady rozwinęły szyk, utworzyły front o szerokości czterech mil morskich.

Juan de Austria odważnie wpłynął w czeluść półksiężyca wrogiego zespołu. Dystans między przeciwnikami kurczył się nieubłaganie. „Sułtan” Alego Paszy pruł fale, mierząc wprost w Reala księcia Juana. Obaj dowódcy emanowali spokojem, dając przykład podwładnym. Obydwaj byli ludźmi wiary, bezwarunkowo oddanymi swej sprawie. Powiadają, że w ostatniej chwili przed zwarciem ich spojrzenia spotkały się. Książę Juan w rycerskim geście uchylił kapelusza, na co Ali Pasza odpowiedział uprzejmym ukłonem. Konwenansom stało się zadość. Teraz ryknęły działa.

Zderzenie

Sułtan” wbił się taranem w burtę „Reala”. Cios był tak potężny, że oba okręty straciły dzioby. Jednostki sczepiły się burtami.

Żołnierze z hiszpańskiego flagowca, nieustraszeni tercios, natychmiast wtargnęli na pokład wrażej galery. Na ich drodze stanął zastęp janczarów. Dwie najlepsze formacje piechoty ówczesnego świata zwarły się w morderczym boju. Hiszpanów odepchnięto. Teraz do abordażu ruszyli Turcy. Dwakroć szturmowali pokład Reala, bezskutecznie. Także drugi atak tercios zakończył się porażką.

Hiszpańscy piechurowie zebrali siły, po czym uderzyli po raz trzeci. Walczyli zajadle, z pogardą śmierci, jak nakazywał etos ich formacji. Parli naprzód, depcząc po trupach towarzyszy i wrogów, ślizgając się w kałużach krwi. Wreszcie wdarli się na wraży okręt i już nie pozwolili się stamtąd wyprzeć.

Bitwa trwała na całym odcinku morskiego frontu. Na lewe skrzydło chrześcijan, na zgrupowane tu okręty weneckie admirała Agostina Barbarigo runęła eskadra Sirocco Mehmeda paszy. Na prawej flance Kawalerowie Maltańscy, Hiszpanie i Genueńczycy, dowodzeni przez admirała Jana Andrzeja Dorię, przyjęli na siebie uderzenie eskadry Ułudża Alego, beglerbeja (gubernatora) Afryki. W centrum jednostki hiszpańskie, weneckie i papieskie stawiły czoła głównym siłom wroga.

Okręty zasypywały się nawzajem gradem pocisków artyleryjskich. Armatnie kule wybijały w burtach dziury na ogół niedostatecznie wielkie, by zatopić jednostkę, jednak za każdym razem wyszarpując obłok drewnianych odłamków skutecznie rażących załogę. Morderczą pracę wykonywali muszkieterowie, arkebuzerzy, łucznicy i kusznicy. Wiosła galer łamały się, gdy okręty zderzały się burtami bądź mijały w minimalnych odległościach. Raz po raz podejmowano próby taranowania i abordażu. W ruch poszły piki, topory, miecze; zabijano się z pomocą noży, gołych dłoni i zębów – na pokładach okrętów, także na kadłubach przewróconych galer, nawet w wodzie. Grzmot wystrzałów armatnich i palba z broni ręcznej niemal utonęły we wrzasku walczących i jęku rannych.

Chwalebna nieśmiertelność

Dokonywano czynów nadludzkich. Sycylijczyk Federico Venusta zapalił lont granatu ręcznego, po czym wziął szeroki zamach, zamierzając cisnąć pocisk w tłum pohańców. Przedwczesna eksplozja rzuciła nim o pokład.

Gdy podźwignął się na nogi ujrzał, że jego lewa dłoń zmieniła się w bezkształtną, krwawiącą miazgę. Federico zażądał od towarzysza, aby odciął mu okaleczoną dłoń. Gdy ten, zszokowany, odmówił – Federico dobył noża i sam dokonał amputacji. Następnie, zataczając się, udał się do kambuza, pochwycił tuszę smażącego się kurczaka, przycisnął ją do kikuta. Wrzący tłuszcz skauteryzował ranę. Federico natychmiast powrócił do walki, „głośno wrzeszcząc na swą prawą rękę, aby pomściła lewą”.

Innemu żołnierzowi turecka strzała utkwiła w oku. W zgiełku walki nie mógł liczyć na niczyją pomoc, towarzysze mieli pełne ręce roboty. Nie zważając na potworny ból, ranny sam wyszarpnął grot wraz z gałką oczną, potem obwiązał głowę jakąś szmatą, hamując krwotok. Walczył dalej.

Flagowa galera Kawalerów Maltańskich, pomalowana w czarny żałobny kolor Capitana, została przejściowo zajęta przez wroga. Załogi innych okrętów Ligi rzuciły się z odsieczą. Po zajadłym boju odwojowały Capitanę. Na jej pokładzie, obok góry poległych bisurmanów, spoczywały zwłoki trzystu joannitów. Znaleziono także trzech żywych – nieprzytomnych, okrytych ranami. Wśród ocalałych był chorąży Don Martin de Herrera, który do ostatka nie chciał oddać wrogowi sztandaru – turecki żołnierz odciął więc dzielnemu Aragończykowi rękę wraz z połową barku.

Pani wiatru

Czterdzieści lat wcześniej w dalekim Meksyku, na wzgórzu Topeyac, Matka Boża objawiła się Indianinowi, świętemu Juanowi Diego. Widomym znakiem spotkania był wizerunek Maryi uwieczniony na tilmie (pelerynie) tubylca. Arcybiskup Meksyku, Don Fray Alonso de Montúfar nakazał sporządzenie kopii obrazu, którą następnie dotknięto oryginalną tilmą św. Juana Diego, a potem wysłano w darze królowi Hiszpanii Filipowi II. Władca przekazał kopię wizerunku admirałowi Janowi Andrzejowi Dorii wyruszającemu pod Lepanto.

W owym czasie wiosłowe galery, stanowiące większość okrętów wojennych, były bardziej cenione od żaglowców, jako że posiadały większą zdolność manewrową przy bezwietrznej pogodzie i na wodach przybrzeżnych. Tradycyjnie w roli wioślarzy występowali niewolnicy, więźniowie i jeńcy. Turcy z upodobaniem zaprzęgali do tego dzieła chrześcijańskich brańców. Wszakże we flocie Ligi Świętej upowszechnił się wenecki obyczaj obsadzania wioseł ludźmi wolnymi, którzy w zamian za ciężką służbę zyskiwali prestiż społeczny, zwolnienie od podatków, przywilej noszenia broni i czasowe (na okres służby) zwolnienie od ścigania za długi. System wenecki jawił się jako wydajniejszy – dobrowolni wioślarze nie potrzebowali bata jako zachęty ani zbrojnej straży pilnującej ich na wypadek buntu. Więcej, w sprzyjających warunkach mogli zostać włączeni do walki.

Galery posiadały pomocnicze ożaglowanie. Niestety, pod Lepanto chrześcijanie zrazu musieli zmagać się z przeciwnym wiatrem, absorbującym wysiłek wiosłujących. Nieoczekiwanie wiatr zmienił kierunek, wydymając trójkątne, „łacińskie” żagle ich okrętów. Dzięki temu część obsady wioseł mogła zostać uzbrojona i użyta w boju. Wydatnie wzmocniło to szeregi żołnierzy Ligi Świętej.

Dzisiaj „mędrca szkiełko i oko”tłumaczy korzystną dla katolików zmianę kierunku wiatru szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Wszelako na okręcie admirała Dorii nikt nie miał wątpliwości, że był to cud uzyskany za wstawiennictwem Pani z Guadalupe, depczącej diabelskiego węża.

Płaszcz opieki

Katolicy zaczęli zyskiwać przewagę, choć okupili ją drogo.

Na lewym skrzydle poległ wenecki admirał Barbarigo. Zastąpił go Marco Contarini, ale i on wkrótce odebrał śmiertelną ranę. Mimo to Wenecjanie zepchnęli eskadrę Sirocco Mehmeda paszy na mielizny, gdzie uległa zagładzie. Sirocco pasza padł pod ciosem szabli.

Na przeciwległym krańcu pola bitwy Maltańczycy, Hiszpanie i Genueńczycy otoczyli eskadrę Ułudża Alego. Stary korsarz najwyraźniej miał już dosyć. Zebrawszy wokół siebie ocalałych mołojców, przebił się przez pierścień giaurów i uszedł na pełne morze.

W centrum główny bój toczył się wokół obu sczepionych flagowców. Niezłomni tercios z Reala nie dali się już spędzić z pokładu „Sułtana”, więc to okręt Alego Paszy stał się polem bitwy. Do jego burty przybijały wciąż nowe okręty, wysadzając posiłki dla obu stron. W sumie na „Sułtanie” znaleźli się tercios z trzech hiszpańskich galer i janczarowie z siedmiu tureckich, nie wspominając o bojach toczonych przez okręty w najbliższym sąsiedztwie flagowca!

Wreszcie, w czwartej godzinie bitwy, bezimienny hiszpański arkebuzer wziął na cel Alego Paszę. Turecki admirał runął na deski pokładu. Jakiś chrześcijanin dopadł powalonego i uderzeniem miecza odciął mu głowę. Wbrew rozkazowi Juana de Austrii, głowę Alego zatknięto na wysokiej pice. Ten widok odebrał pohańcom wolę walki. Zaczęli pierzchać lub składać broń. Jedynie wyborowe oddziały janczarów, wierne swemu kodeksowi honorowemu, walczyły do końca.

Kiedy bitwa wygasała, w dalekim Rzymie trwała jeszcze procesja bractw różańcowych z obrazem Matki Bożej Śnieżnej. Wieczorem Pius V rozmawiał z zaufanymi w bibliotece na Watykanie. Temat mógł być jeden – odległy bój o przyszłość świata. Nagle papież podszedł do okna, chwilę stał wpatrzony w dal, po czym odwrócił się do zgromadzonych. Jego oblicze jaśniało szczęściem. Oświadczył, że miał wizję dwóch walczących flot, z których jedną okryła swym płaszczem Matka Boża. Zebrani wysłuchali tych słów z szacunkiem, choć zapewne trawiły ich ludzkie wątpliwości. Dwa tygodnie później do Rzymu dotarli posłańcy z wieścią o zwycięstwie.

Broda sułtana

Pogrom wroga był całkowity. Zginęło 25 000 wyznawców Proroka, 3 486 wzięto do niewoli, uwolniono 12 000 chrześcijańskich galerników. Zdobyto 130 okrętów tureckich, zatopiono zaś 80. Straty Ligi Świętej wyniosły 7656 poległych oraz 17 okrętów.

Niestety, efekty wiktorii mogłyby okazać się większe, gdyby nie kunktatorska polityka weneckich kupców, szukających porozumienia z Imperium Ottomańskim w imię doraźnych interesów; a szczególnie, gdyby nie herezja protestantyzmu rozbijająca jedność państw Europy (wybawieniem dla świata islamu okazała się zwłaszcza kalwińska rebelia w Niderlandach, absorbująca uwagę Hiszpanii). Główne zadanie chrześcijańskiej armady – wyzwolenie Cypru – nie zostało zrealizowane. Wyspa pozostała pod władzą Turków. Próbowali oni przeciwstawić ten fakt klęsce pod Lepanto za pomocą obrazowej metafory: pod Lepanto giaurzy tylko ogolili sułtanowi brodę, która przecież odrośnie; natomiast muzułmanie, zajmując Cypr, odrąbali chrześcijaństwu prawicę.

W rzeczywistości bitwa pod Lepanto miała długofalowy efekt, widoczny dopiero dla następnych pokoleń. Okazał się nim nieodwracalny koniec przewagi tureckiej na morzach. Wprawdzie w ciągu dwóch lat słudzy sułtana zdołali odbudować równie liczną flotę, ale nie mieli kim zastąpić tysięcy doświadczonych żeglarzy utraconych na Morzu Jońskim. Ten krytyczny moment zadecydował o przegranej Imperium Osmańskiego w mocarstwowym wyścigu z Portugalią na Oceanie Indyjskim, co równało się zablokowaniu furtki do ekspansji światowej.

Na początku XVII wieku uczony turecki skryba poczynił interesującą uwagę: „Allah oddał morze niewiernym, a ziemię wyznawcom Proroka”. W następnych dziesięcioleciach chrześcijanie, ze znaczącym udziałem Polaków, uczynili wiele, by zmienić stan posiadania także na lądzie.

Nigdy nie zapomnijmy

Miguel de Cervantes y Saavedra, przesławny autor Don Kichota, wziął udział w tej bitwie mimo trapiącej go gorączki.

W walce stawał z nadzwyczajną odwagą. Otrzymał dwa postrzały w pierś, a zdruzgotana lewa ręka do końca życia pozostała niesprawna. Potem pisał o „najszczytniejszej potrzebie, jaką widziały wieki przeszłe i obecne, i jaką przyszłe mają nadzieję oglądać” oraz: „Chrześcijanie, którzy tam zginęli, byli nawet szczęśliwsi od tych, którzy pozostali przy życiu jako zwycięzcy”.

Ojciec Święty Pius V jako dowód wdzięczności wprowadził w całym Kościele święto Matki Bożej Zwycięskiej (dziś: Różańcowej), obchodzone w dniu 7 października. Papież zmarł w opinii świętości w następnym roku, w maryjnym miesiącu maju. W stulecie śmierci został ogłoszony błogosławionym, zaś po kolejnych 40 latach – świętym. Rangę testamentu mają jego słowa:„Pragniemy szczególnie, aby nigdy nie zostało zapomniane wielkie zwycięstwo uzyskane od Boga przez zasługi i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny w dniu 7 października 1571 roku, odniesione w walce przeciw Turkom, nieprzyjaciołom wiary katolickiej”.

Andrzej Solak

Ekonomista ostrzega: System dolarowy słabnie, a złoto BRICS rośnie

Elitarny amerykański ekonomista ostrzega: system dolarowy słabnie, a złoto BRICS rośnie

geopoliticaleconomy/economist-dollar-system-gold-brics

Dr Ignacy Nowopolski Oct 28, 2024

Dolar amerykański traci swoją dominację, a zagraniczne banki centralne kupują mniej obligacji rządowych i zamiast tego trzymają więcej złota w swoich rezerwach, ostrzega amerykański ekonomista Mohamed El-Erian

Coraz więcej krajów na całym świecie, przede wszystkim z Globalnego Południa, poszukuje alternatyw dla systemu finansowego zdominowanego przez dolara amerykańskiego, w ramach międzynarodowej inicjatywy zwanej dedolaryzacją.

Jednak wiele zachodnich mediów i ekspertów uważa, że ​​dedolaryzacja jest przesadzona.

Jednym z takich pesymistów jest felietonista „New York Timesa” Paul Krugman, ekonomista centrowy, który zdobył tak zwaną „Nagrodę Nobla” w dziedzinie ekonomii (którą faktycznie przyznaje szwedzki bank centralny).

W artykule z 2023 roku Krugman stwierdził, że „obalił” krytyków systemu dolarowego, twierdząc, że „szum wokół dedolaryzacji to wiele hałasu o prawie nic”.

Narracja ta została podchwycona przez takie serwisy, jak Business Insider, który utrzymywał, że „dominacja dolara prowadzi donikąd” czy magazyn Foreign Policy, który zaprosił szefa Goldman Sachs Global Institute do przedstawienia argumentu, że „nie ma prawdziwej globalnej alternatywy” dla systemu dolarowego.

Niemniej jednak w tym elitarnym konsensusie pojawia się coraz więcej pęknięć. Amerykański ekonomista głównego nurtu Mohamed El-Erian, były zastępca dyrektora zdominowanego przez USA Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), ostrzegł, że dedolaryzacja rzeczywiście ma miejsce.

W felietonie w „Financial Times” El-Erian przyznał, że dolar amerykański stopniowo traci swoją dominację, w miarę jak zagraniczne banki centralne kupują mniej skarbowych papierów wartościowych i zamiast tego trzymają więcej złota w swoich rezerwach.

https://www.youtube-nocookie.com/embed/KnMAit5MP-Y?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0

El-Erian nie jest bynajmniej osobą z wewnątrz neoliberalnego establishmentu Zachodu. W rzeczywistości został mianowany przez prezydenta Baracka Obamę przewodniczącym Amerykańskiej Rady Rozwoju Globalnego, a obecnie jest rektorem prestiżowego Queens’ College na Uniwersytecie w Cambridge.

Tą opinią w FT El-Erian namawiał swoich kolegów, aby zachowali nieco większą ostrożność i wyjęli głowy z dogmatycznych piasków neoklasycznej ortodoksji ekonomicznej.

Ceny złota „wydają się oddzielić od swoich tradycyjnych historycznych czynników, takich jak stopy procentowe, inflacja i dolar” – stwierdził El-Erian.

Ponieważ złoto stanowi zabezpieczenie przed inflacją, cena złota jest zwykle dodatnio skorelowana z inflacją. Jednakże w związku ze spadkiem inflacji w ciągu ostatniego roku ceny złota osiągnęły rekordowy poziom, rosnąc o 40% w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Jednym z głównych powodów jest to, że banki centralne wielu krajów Globalnego Południa kupują ogromne ilości złota – szczególnie Chiny i to, co El-Erian nazywa „mocarstwami średnimi”, które zgrupowały się w krajach BRICS i wokół nich .

Rosnąca liczba krajów chce „stopniowo dywersyfikować swoje rezerwy walutowe, oddalając się od znaczącej dominacji dolara, pomimo „ekonomicznej wyjątkowości” Ameryki” – przyznał El-Erian, a kraje te są „w interesie zbadania możliwych alternatyw dla systemu płatności opartego na dolarze „badanie tego, co stanowiło rdzeń międzynarodowej architektury przez około 80 lat”

Dlaczego tak jest? El-Erian przyznał, że dzieje się tak dlatego, że „Ameryka użyła ceł handlowych i sankcji inwestycyjnych, zmniejszając jednocześnie swoje zainteresowanie opartym na zasadach, wielostronnym systemem współpracy, który pomogła ukształtować 80 lat temu”.

Skarżył się także, że niezachwiane wsparcie Waszyngtonu dla Izraela w jego ludobójczej wojnie w Strefie Gazy, inwazja na Liban i ataki na inne kraje Azji Zachodniej sprawiły, że wiele narodów postrzega Stany Zjednoczone „jako niekonsekwentnego orędownika zarówno podstawowych praw człowieka, jak i stosowania w nich.” prawa międzynarodowego”.

Co więcej, Ameryka Północna i Europa skonfiskowały aktywa warte setki miliardów dolarów z rezerw Rosji (oraz Iranu, Wenezueli, Syrii, Afganistanu i Korei Północnej). Wiele krajów obawia się obecnie, że mogą stać się kolejnymi ofiarami.

Choć El-Erian nie powiedział tego jasno, zostało to zrozumiane w kontekście jego uwag.

Kolejnym słowem, które w artykule El-Eriana pojawiło się w widoczny sposób, było BRICS. Ale najwyraźniej nawiązał do tego. Warto zauważyć, że jego felieton ukazał się w tygodniu, w którym Rosja była gospodarzem historycznego szczytu BRICS w mieście Kazań.

W raporcie Geopolitical Economy Report obszernie opisano plany krajów BRICS dotyczące stworzenia „systemu wielowalutowego”, aby rzucić wyzwanie dominacji dolara amerykańskiego.

W swoim komentarzu w „Financial Times” El-Erian pośrednio przyznał, że wojna gospodarcza prowadzona przez Amerykę Północną i Europę przeciwko Rosji zakończyła się niepowodzeniem.

Po tym, jak Zachód odłączył rosyjskie instytucje finansowe od międzybankowego systemu przesyłania wiadomości Swift, Moskwa stworzyła „nieporadny alternatywny system handlu i płatności obejmujący garstkę innych krajów” – powiedział El-Erian, co „umożliwiło Rosji wykorzystanie dolara do obejścia i utrzymania podstawowego zestawu międzynarodowych stosunków gospodarczych i finansowych”.

Ostrzegł, że „buduje się coraz więcej małych lamp, aby ominąć ten rdzeń [dolarowy]; a coraz większa liczba krajów jest tym zainteresowana i coraz bardziej się w to angażuje”, a to „zagraża znaczną fragmentacją systemu globalnego i erozją międzynarodowego wpływu dolara i systemu finansowego USA”.

Kolejnym ważnym czynnikiem, o którym nie wspomniano w (wprawdzie krótkim) artykule El-Eriana, jest rynek amerykańskich obligacji skarbowych.

Udział amerykańskich skarbowych papierów wartościowych w posiadaniu inwestorów zagranicznych osiągnął najwyższy poziom około 34% w 2015 r. i stale spadał w ciągu ostatniej dekady do 23–24% w 2024 r.

Tymczasem dług federalny USA jako procent PKB przekracza 120% i rośnie, a roczny deficyt przekracza 6% PKB.

Zarówno Donald Trump, jak i Kamala Harris mieliby tylko kontynuować ten trend.

Procent amerykańskich skarbowych papierów wartościowych posiadanych przez cudzoziemców 2012 2024:

Popyt na rosnącą liczbę amerykańskich obligacji skarbowych jest po prostu mniejszy (mimo że inwestorzy z Europy, Wielkiej Brytanii, Kanady, Tajwanu i Indii pomagają Waszyngtonowi utrzymać rentowność pod kontrolą).

W pewnym momencie Waszyngton będzie musiał zdecydować, co jest ważniejsze: utrzymanie niskiej inflacji cen konsumenckich czy utrzymanie niskiej rentowności obligacji skarbowych. Po podwyżkach stóp procentowych przez Fed w latach 2022-2023 spłata odsetek USA od długu federalnego przekroczy gigantyczny budżet wojskowy.

Zatem dedolaryzację napędza nie tylko geopolityka, ale także amerykańska polityka monetarna i finansowa.

Może to częściowo wyjaśniać, dlaczego rentowność 10-letnich obligacji skarbowych nie spadła, lecz wzrosła, gdy we wrześniu Rezerwa Federalna obniżyła stopy procentowe o 50 punktów bazowych. Popyt na obligacje skarbowe wyraźnie nie jest tak duży, jak chcieliby amerykańscy decydenci – zwłaszcza popyt zagraniczny.

Odejście od amerykańskich obligacji skarbowych jest szczególnie widoczne, gdy spojrzymy na rezerwy Ludowego Banku Chin.

Zasoby Pekinu w amerykańskich skarbowych papierach wartościowych stale spadają od 2014 r., z ponad 1,3 biliona dolarów do niecałych 800 miliardów dolarów w 2024 roku.

Chiny Departament Skarbu USA 2024:

Niezależnie od zaniedbań El-Eriana znaczące jest to, że ten elitarny amerykański ekonomista w artykule opublikowanym w wiodącej gazecie finansowej świata przyznaje, że wielu krytyków systemu dolarowego ma rację.

„The New York Times”, Paul Krugman i wiele elit amerykańskiej prasy i środowiska akademickiego może nadal zaprzecza, ale niektórzy z ich kolegów powoli budzą się do rzeczywistości.

Tymczasem zachodnie media, takie jak wspierana przez państwo France24, chcą, aby świat uwierzył, że „BRICS nie udało się przywrócić globalnego porządku finansowego”, ale faktem jest, że dopiero zaczynają.

W Biedronkach sprzedawana jest książka pornograficzna dla dzieci. Złóż zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

RatujŻycie.pl

Szanowna Pani, Droga Obrończyni Życia Dzieci!

Internauci przynieśli szokującą wiadomość: w Biedronkach sprzedawana jest książka pornograficzna dla dzieci. W środku m.in. nauka masturbacji, instrukcja uprawiania różnych rodzajów seksu, uspokajające teksty, że złapanie HIV to nie koniec świata.

Książka Let’s Talk About It teoretycznie przeznaczona jest dla młodzieży od 15. roku życia, jednak treści w niej zawarte powinny być oznaczone jako tylko dla dorosłych. Co więcej, książka leży na wysokości wzroku kilkulatka, często wśród pluszaków, które dzieci wybierają sobie za zebrane w Biedronce naklejki. Kosztuje 9,90 zł, więc może ją kupić nawet dziecko z niewielkim kieszonkowym.

Autorzy Erika Moen i Matthew Nolan serwują dzieciom treści, które pasują do pisma pornograficznego ze znaczkiem +18Instruują dzieci, jak uprawiać różne rodzaje seksu, namawiają do masturbacji, oswajają z pomysłem tzw. zmiany płci, pouczają, że choroby weneryczne nie są groźne.

Oto jeden z cytatów w książce:

Czekaj! Nigdy… się nie masturbowałaś? Maaatko, to w ogóle zapomnij o seksie z drugą osobą. Musimy pogadać o tym, jak skontaktować cię z twoją seksualnością. Nie możesz oczekiwać, że seks będzie przyjemny, skoro nawet nie wiesz, czym jest dla ciebie przyjemność – mówi jedna przyjaciółka do drugiej. Następuje dialog, w którym młoda dziewczyna dostaje instrukcje, gdzie ma sobie wkładać palce i co nimi robić. Wszystko jest opisane niezwykle dosadnie, z detalami i rysunkami poglądowymi.

Inny fragment:

Nasze społeczeństwo ma mnóstwo głupich oczekiwań związanych z seksem. (…) Wystarczy, że dziewczyna pomyśli o przespaniu się z więcej niż jedną osobą więcej niż jeden raz, i już jest nazywana dziwką. A facet w tej samej sytuacji uchodzi za ogiera – mówi jeden z bohaterów książki. Inny odpowiada:

Serio. To duży problem. Staram się otaczać osobami, które nie kupują tej toksycznej gadki. No i walczę z takimi poglądami, kiedy tylko mogę.

Podobnych cytatów jest całe mnóstwo.

Przecież takich rzeczy nie chce czytać nawet normalny dorosły

Szanowna Pani,

Koncern Jeronimo Martins Polska, właściciel Biedronki, powinien natychmiast wycofać książkę z dystrybucji. Co więcej, powinien wyjaśnić opinii publicznej, jak w ogóle doszło do tego, że materiał pornograficzny pojawił się w ich dyskontach i jak zapobiegną podobnej sytuacji w przyszłości.

Dzieci mają prawo do ochrony przed treściami pornograficznymi i pedofilskimi. 

Dlatego namawiam Panią do działania. Trzeba zrobić dwie konkretne rzeczy.

Po pierwsze: podpisać petycję do kierownictwa Biedronki o natychmiastowe wycofanie książki z obrotu, petycja jest w Internecie pod tym linkiem:

https://twojepetycje.pl/petycja/stop-pornografii-w-biedronce/.

Bardzo proszę Panią także o przekazanie tego linka dalej, żeby jak najwięcej osób wsparło tę ważną sprawę.

Po drugie: jeśli znajdzie Pani książkę pornograficzną w sprzedaży w swojej lokalnej Biedronce, należy złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Warto mieć z sobą nagranie video lub przynajmniej zdjęcie książki wyłożonej do sprzedaży w dyskoncie.

Wzór zawiadomienia znajduje się pod linkiem:

https://ratujzycie.pl/wp-content/uploads/2024/10/Zawiadomienie-Biedronka-do_wypelnienia.pdf.

Wystarczy wydrukować plik, wypełnić go adresem i datą znalezienia książki, podpisać się i złożyć na najbliższym komisariacie Policji lub w Prokuraturze.

Czy mogę liczyć, że podpisze Pani petycję i (w razie zauważenia książki) złoży zawiadomienie na Policji?

Codziennie tysiące dzieci idą do Biedronki na zakupy. Wiele z nich ma przy sobie 10 złotych i może kupić kolorową książeczkę o ciekawych sprawach. Mogą też przejrzeć książkę na miejscu, na terenie Biedronki. Czego się dowiedzą…?

Nie pozwólmy dłużej na ten skandal.

Serdecznie Panią pozdrawiam,

Krzysztof Kasprzak
Krzysztof Kasprzak
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Ponownie podaję link do petycji, by mogła ją Pani podpisać: https://twojepetycje.pl/petycja/stop-pornografii-w-biedronce/. A tutaj link do wzoru zawiadomienia o podejrzeniu przestępstwa: https://ratujzycie.pl/wp-content/uploads/2024/10/Zawiadomienie-Biedronka-do_wypelnienia.pdf.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Oczernianie ks. Olszewskiego. Obrońca dementuje „rewelacje” GW.

Obrońca dementuje rewelacje GW [powtórzone w pismach zależnych od GW md]

28.10.2024 tysol

Mecenas Wąsowski, obrońca ks. Olszewskiego, odniósł się swoim wpisem w mediach społecznościowych do obszernego tekstu „Gazety Wyborczej” pt.: „Tajemnice księdza Olszewskiego. >>Wyborcza<< ujawnia, na co poszły miliony z Funduszu Sprawiedliwości”.

„Gazeta Wyborcza” donosi, że z 68 mln zł, które z Funduszu Sprawiedliwości dostała założona przez ks. Olszewskiego fundacja Profeto, tylko 55 mln zł faktycznie poszło na budowę ośrodka dla ofiar przestępstw. „Badając zawierane w związku z dotacją kontrakty, prokuratura stwierdziła, że 13 mln zł zostało wydane na inne cele. Trafiły m.in. do kieszeni osób prywatnych, samego księdza i jego rodziny” — czytamy w poniedziałkowej „GW”, która pisze również o operacjach finansowych, których miał dokonywać nawet sam ks. Olszewski.

Obrońca ks. Olszewskiego dementuje rewelacje GW

„Tylko z bankomatu przez 3,5 roku ksiądz wybrał 515 tys. 620 zł. Dokonywał też wypłat gotówki w banku – łącznie 50 tys. euro i 196 tys. zł. Co nie znaczy, że unikał płacenia kartą połączoną z rachunkiem fundacji: w sklepach, restauracjach, hotelach i na bilety (kolej, samolot) wydał 1 mln 74 tys. 800 zł” — czytamy w „GW”.

Budynek Archipelagu stoi

Do tych i innych sformułowanych w „GW” zarzutów odniósł się mec. Wąsowski we wpisie na portalu X

Szanowni Państwo,
z szacunku wobec Czytelników „Gazety Wyborczej” i w trosce o wiarygodność mediów cytujących dzisiejsze „rewelacje” tego periodyku przekazuję kilka słów wyjaśnienia. Żadne pieniądze z rachunku Fundacji Profeto nie poszły na prywatne wydatki ks. Michała Olszewskiego. ⁠Płatności kartą „w sklepach, restauracjach, hotelach i za bilety (kolej, samoloty)” nie były połączone z rachunkiem bankowym Fundacji. Żadne środki nie były „pobierane”, „wydawane” czy „przelewane” z rachunku Fundacji dedykowanego projektowi „Archipelag. Wyspy wolne od przemocy” – ani na osoby fizyczne powiązane rodzinnie, ani na spółkę Przestrzenie Kultury Sp. z o.o., wskazane w tej publikacji. Podobnie „biznes skarpetkowy” i współpraca w ramach działalności gospodarczej Fundacji Profeto ze spółką Many Mornings nie miały nic wspólnego z realizacją projektu „Archipelag”. Zaś spółka Framesound Production realizowała swoje zadania w ramach współpracy z Fundacją zgodnie ze wszelkimi procedurami, a została wyłoniona do ich realizacji w postępowaniu konkursowym.
Gazeta Wyborcza w jednym ma jednak rację – budynek z projektu „Archipelag. Wyspy wolne od przemocy” został wybudowany. I stoi.

Tak tylko nadmienię, że ks. Michał Olszewski SCJ nie wyraził zgody temu pismu na ujawnianie swoich danych osobowych i wizerunku… takie jego prawo… – czytamy natomiast we wczorajszym wpisie prawnika na portalu X

Rekordowe nagrody dla urzędasów. Resorty rozdały już w tym roku 52 miliony

Rekordowe nagrody dla urzędasów. Resorty rozdały już miliony

28.10.2024 Rekordowe-nagrody-dla-urzedasow

Rząd nie zamierza oszczędzać na swoich urzędnikach. Od stycznia do października ministerstwa wydały ponad 51,7 mln zł na nagrody dla swoich pracowników – donosi „Fakt”.

Z artykułu wynika, że „najwięcej wydał resort finansów, niemal połowę całej kwoty na nagrody”. „To jedno z najliczniejszych ministerstw” – przypomniano.

„Nagrody otrzymało 3108 osób, przy czym średnia kwota nagrody wyniosła 3 785,25 zł” – przekazało „Faktowi” biuro prasowe resortu Andrzeja Domańskiego.

„Ciekawe, że to z tego ministerstwa miały wyjść projekty najważniejszych ustaw mających ulżyć w finansowych tarapatach Polakom, jak np. podwyższenia kwoty wolnej od podatku, czy zmian w tzw. podatku Belki. Drugie miejsce zajmuje MSZ. Tam wysokość nagród wahała się od 300 zł, aż do 12 tysięcy! Podium zamyka MON, w którym nagradzano m.in. w związku z obchodami rocznicy 25-lecia Polski w NATO oraz z okazji Święta Wojska Polskiego” – czytamy w „Fakcie”.

(PAP)

Up to $41 billion in World Bank climate finance unaccounted for

Up to $41 billion in World Bank climate finance unaccounted for, Oxfam finds

Hat tip to Exposing the Darkness. More evidence that TPTB don’t care about the climate, but use the excuse of climate to acquire huge money pools.

MERYL NASS OCT 27
 
 

It seems the World Bank’s climate remediation fund is actually a slush fund (but for whom?) derived from taxpayer monies meant to help the poor, and a considerable amount of its funds have simply disappeared. You can’t lose $41 Billion dollars. There are checks, bank transfers or other records that Oxfam may not have had access to, but surely the nations contributing to the Bank (and the US always gets to choose the Word Bank’s chief executive) can follow the money trail. Were they to choose to do so.

https://en.wikipedia.org/wiki/President_of_the_World_Bank_Group

The president of the World Bank Group is the head of World Bank Group. The president is responsible for chairing the meetings of the boards of directors and for overall management of the World Bank Group.

The nominee is subject to confirmation by the Board of Executive Directors, to serve for a five-year, renewable term. Traditionally, the World Bank Group president has always been an American citizen nominated by the United States, the Bank’s largest shareholder, and the IMF’s managing director has been a European citizen.[1] While most World Bank Group presidents have had economic experience, some have not.[2]

The fourteenth and current World Bank Group president is Ajay Banga, who was selected on May 3 and began his term on June 2, 2023. Ajay has been a US citizen since 2007. 

The disppearing funds wandered off starting prior to Ajay’s term. 

https://www.worldbank.org/en/about/leadership/governors

All powers of the Bank are vested in the Boards of Governors, the Bank’s senior decision-making body according to the Articles of AgreementHowever, the Boards of Governors has delegated all powers to the Executive Directors except those mentioned in the Articles of Agreement.

https://www.oxfam.org/en/press-releases/41-billion-world-bank-climate-finance-unaccounted-oxfam-finds

Published: 17th October 2024

Up to $41 billion in World Bank climate finance —nearly 40 percent of all climate funds disbursed by the Bank over the past seven years— is unaccounted for due to poor record-keeping practices, reveals a new Oxfam report published today ahead of the World Bank and IMF Annual Meetings in Washington D.C.

An Oxfam audit of the World Bank’s 2017-2023 climate finance portfolio found that between $24 billion and $41 billion in climate finance went unaccounted for between the time projects were approved and when they closed.

There is no clear public record showing where this money went or how it was used, which makes any assessment of its impacts impossible. It also remains unclear whether these funds were even spent on climate-related initiatives intended to help low- and middle-income countries protect people from the impacts of the climate crisis and invest in clean energy.

“The Bank is quick to brag about its climate finance billions —but these numbers are based on what it plans to spend, not on what it actually spends once a project gets rolling,” said Kate Donald, Head of Oxfam International’s Washington D.C. Office. „This is like asking your doctor to assess your diet only by looking at your grocery list, without ever checking what actually ends up in your fridge.”

The Bank is the largest multilateral provider of climate finance, accounting for 52 percent of the total flow from all multilateral development banks combined.

The issue of climate finance will take center stage at this year’s COP in Azerbaijan, where countries are set to negotiate a new global climate finance goal, the New Collective Quantified Goal (NCQG). Climate activists are demanding the Global North provide at least $5 trillion a year in public finance to the Global South „as a down payment towards their climate debt” to the countries, people and communities of the Global South who are the least responsible for climate breakdown but are the most affected. Oxfam warns that the lack of traceable spending could undermine trust in global climate finance efforts at this critical juncture.

“Climate finance is scarce, and yes, we know it’s hard to deliver. But not tracking how or where the money actually gets spent? That’s not just some bureaucratic oversight —it’s a fundamental breach of trust that risks derailing the progress we need to make at COP this year. The Bank needs to act like our future depends on tackling the climate crisis, because it does,” said Donald.

Oxfam’s investigation revealed that obtaining even basic information on how the World Bank is using climate finance was painstaking and difficult.

„We had to sift through layers of complex and incomplete reports, and even then, the data was full of gaps and inconsistencies. The fact that this information is so hard to access and understand is alarming —it shouldn’t take a team of professional researchers to figure out how billions of dollars meant for climate action are being spent. This should be transparent and accessible to everyone, most importantly communities who are meant to benefit from climate finance,” said Donald.
 

Francuzi masowo eksmitują ukraińskich “uchodźców wojennych”

Francuzi masowo eksmitują ukraińskich “uchodźców wojennych”

magnapolonia.org/francuzi-masowo-eksmituja-ukraincow

Francuskie władze mają dość utrzymywania pseudo-uchodźców wojennych z Ukrainy. Setki z nich otrzymały nakaz opuszczenia zajmowanych mieszkań socjalnych – informuje “Le Monde”.

Francuzi masowo eksmitują ukraińskich “uchodźców wojennych”. Według ”Le Monde”, eksmisje prowadzone są na polecenie rządu. Pierwotnie Ukraińcom dano czas do końca października, ale po interwencji skrajnie lewicowych tzw. “organizacji praw człowieka”, termin ten przesunięto na końcówkę grudnia.

Jednym z samorządów, który prowadzi radykalne działania wobec Ukraińców, są władze Meurthe i Mozela – departamentu położonego na wschodzie kraju. Powiadomiły one “ukraińskich pasożytów” (jak nazywają ich zwykli Francuzi), że do końca października muszą opuścić mieszkania socjalne. W wysłanych ulotkach, sporządzonych po francusku i ukraińsku, lokalne władze poinformowały też Ukraińców, że “w szczególnych przypadkach, może im zostać zaproponowane skierowanie do schroniska ratunkowego”.

Oficjalnie decyzja jest podyktowana zmniejszeniem dotacji z budżetu samorządowego na utrzymanie turystów socjalnych i ich integrację ze społecznością francuską. Lokalne spółdzielnie mieszkaniowe, które wydały polecenia eksmisji, twierdzą jednak, że działają na zlecenie rządu i jest to odgórnie narzucona polityka.

Spośród 1600 obywateli Ukrainy, mieszkających obecnie w departamencie Meurthe i Mozela, aż 600 zajmuje mieszkania socjalne, utrzymywane przez państwo i samorząd. Są to osoby leniwe i roszczeniowe, które nie podjęły we Francji pracy. Nie podjęły też jakichkolwiek starań, by ją znaleźć, czy nauczyć się języka francuskiego. Działania rządzących – twierdzi “Le Monde” – zmuszają część z nich do wyjazdu do innych krajów Europy. Niektórzy wracają do ojczyzny, nawet w rejony przygraniczne, gdzie toczą się działania wojenne.

Sytuacja w departamencie Meurthe i Mozela to niejedyna tego typu akcja w ostatnim czasie we Francji. Jak informuje dziennik, ukraińskie stowarzyszenia odnotowały, że w innych regionach kraju “przeprowadzki zostały zorganizowane z wyprzedzeniem, sprawnie i bez większych napięć“. Jednocześnie zauważyły, że na wschodzie kraju “wsparcie nie było kompletne”.

NASZ KOMENTARZ: W ulotkach dostarczanych Ukraińcom, Francuzi powinni zawrzeć informację, że wciąż istnieje w Europie naiwny kraj, który chętnie weźmie ich na utrzymanie i to na jego terytorium powinni się udać. Chyba nie musimy dodawać, o który kraj chodzi.

[Wyjaśnię, że to kraj rządzony przez bandytów, uważających się – co śmieszne – za bezkarnych. Mirosław Dakowski].

Swoją drogą, warto zauważyć, że Francja jest zaskakująco stanowcza wobec Ukraińców, jednocześnie pobłażliwie reaguje na znacznie bardziej leniwych i roszczeniowych, a do tego jeszcze agresywnych, murzynów ze środkowej Afryki. Pokazuje to, że biali Europejczycy są tam – co do zasady- na cenzurowanym.

Gdy Murzyn zrobi swoje…

Gdy Murzyn zrobi swoje…

Stanisław Michalkiewicz  michalkiewicz tygodnik „Goniec” (Toronto)    27 października 2024

Muszę zacząć od samokrytyki. W jednym z felietonów wyraziłem wątpliwość, czy możemy wierzyć Wielce Czcigodnemu Arkadiuszowi Mularczykowi, gdy twierdzi, że obywatel Tusk Donald jest już w Niemczech passe, skoro pan Mularczyk tyle koloryzował w sprawie reparacji wojennych od Niemiec. Okazuje się, że chociaż koloryzował, to jednak coś tam może wiedzieć. Rzecz w tym, że na spotkanie w Berlinie z udziałem prezydenta Józia Bidena, prezydenta Emanuela Macrona, niemieckiego prezydenta Waltera Steinmeiera, kanclerza Olofa Scholza oraz ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, nie zaproszono ani obywatela Tuska Donalda, ani pana prezydenta Andrzeja Dudy. Nieomylny to znak, że Polska już jest passe w polityce europejskiej, a obywatel Tusk Donald najwyżej razem z nią. Inna sprawa, że na tym szczycie jego uczestnicy musieli porządnie natrzeć uszu prezydentowi Zełeńskiemu, który ośmielił się postawić im coś w rodzaju ultimatum.

Albo przyjmą Ukrainę do NATO, dostarczą jej forsy, broni i amunicji, zgodzą się na atakowanie celów w głębi Rosji, a po ostatecznym zwycięstwie – żeby niezwyciężona armia ukraińska zajęła amerykańskie bazy w Europie – bo jak nie, to Ukraina zbuduje arsenał jądrowy i wtedy zobaczymy. Najwyraźniej prezydent Zełeński już zaczyna odczuwać gęsią skórkę na myśl o zakończeniu wojny, która najprawdopodobniej przybierze postać „zamrożenia konfliktu”. Ale jeśli nawet, to tak daleko idąca samowolka musiała skłonić uczestników berlińskiego spotkania do przypomnienia ukraińskiemu komikowi, skąd wyrastają mu nogi, bo już następnego dnia ukraińskie władze pokajały się twierdząc, że prezydent Zełeński prezentując swoje ultimatum miał na myśli coś zupełnie innego.

jednak prezydent Zełeński został obsztorcowany, to jasne, że żadnego przedstawiciela Polski nie powinno przy tym być, bo naszemu bantustanowi starsi i mądrzejsi przeznaczyli rolę „sługi narodu ukraińskiego”, a być może również kraju zobowiązanego do terytorialnej rekompensaty za część ukraińskiego terytorium, zajętego przez Federację Rosyjską i wcieloną do jej terytorium państwowego. Tak właśnie uważa angielski ekspert z finansowanego przez rząd niemiecki, niemieckiego Instytutu Antropologii Społecznej Maxa Plancka Chris Hann – że roszczenia ukraińskie do Podkarpacia są bardziej uzasadnione, niż te do Krymu, czy Donbasu.

Jeśli tak, to po co zawczasu informować o tym obywatela Tuska Donalda? Jak przyjdzie czas, to mu się powie: wiecie, rozumiecie, Tusk, wy oddajcie Ukrainie Podkarpacie aż do Nowego Sącza i część województwa lubelskiego aż do Podlasia, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa. I obywatel Tusk Donald w podskokach to zrobi, bo tak samo zrobiłby przecież reprezentujący obóz „dobrej zmiany” pan Mateusz Morawiecki, zwłaszcza gdyby kazała mu tak zrobić również pani Żorżeta Mosbacher, czy kogo tam Amerykanie wyznaczą tu na namiestnika.

Tymczasem obywatel Tusk Donald pojechał do Brukseli, gdzie od Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen uzyskał dyspensę na gadanie o zawieszeniu prawa azylowego i migrantach, że odrutuje granicę i ich nie wpuści. Najwyraźniej Reichsfuhrerin rozumie, że jak partia, a zwłaszcza – Volksdeutsche Partei – przed wyborami prezydenckimi mówi, że „zawiesi” i „nie wpuści” – to mówi – ale z tego nic konkretnego nie musi wynikać. A nie musi wynikać, bo te sprawy, zwłaszcza azylowe, muszą być uregulowane ustawą. Tymczasem obywatel Tusk Donald właśnie odszczeknął się panu prezydentowi Dudzie po jego sejmowym orędziu, toteż prawdopodobieństwo, że prezydent podpisałby taką ustawę wydaje się bardzo niewielkie, zwłaszcza, że nie wiadomo nawet, czy taka ustawa w ogóle przeszłaby przez Sejm.

Rzecz w tym, że przeciwko obywatelu Tusku Donaldu w tej sprawie zbuntowały się obydwie lewice z jego koalicji. Wprawdzie mają one tylko 26 mandatów, ale jeśli ich zabraknie, to ustawa w Sejmie nie przejdzie. Podobny los czeka rządowy projekt ustawy o związkach partnerskich. Wprawdzie panna (ale po przejściach, bo w dzieciństwie trener od tenisa miał ją molestować przy użyciu… no mniejsza z tym) Katarzyna Kotula mająca w vaginecie obywatela Tuska Donalda fuchę do spraw równości, przedstawiła niedawno ten projekt, który obejmuje zmianę ponad 200 ustaw – byle tylko sodomczykowie i gomorytki mogły się bzykać w tak zwanym „majestacie prawa” – ale i to może spalić na panewce, bo tym razem dęba stanęło Polskie Stronnictwo Ludowe. Jużci; każdy, kto pamięta z filmu „Konopielka” scenę, jak wędrowny dziad budzi grozę wieszcząc apokalipsę, że „chłop z chłopem, a baba z babą” będą się bzykali, rozumie, że gdyby PSL takie coś poparło, to ścisłe kierownictwo w jednej chwili zostałoby bez elektoratu. Wiadomo, że dola chłopa jest najcięższa, wiadomo też, że każdy jest chłopem – chyba że jest babą – i tych zbawiennych prawd się trzymajmy, a co ponadto, to od Złego pochodzi. A ponieważ PSL ma 32 mandaty w Sejmie, to bez jego poparcia nie ma mowy, by projekt przeszedł.

Tymczasem podczas telewizyjnej debaty (jak pani red. Agnieszka Gozdyra sztorcuje swojego gościa, że na jej pytania nie udziela prawidłowych, znaczy się – zatwierdzonych odpowiedzi, to to nazywa się „debatą”), jeden z uczestników, nota bene członek sejmowej komisji, Wielce Czcigodny Marcin Przydacz ujawnił, że wprawdzie obywatel Tusk Donald, za przyzwoleniem Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, nieszkodliwie trzaska dziobem w sprawie azylu oraz migrantów – że zrobi im „no pasaran” – a tymczasem Reichsfuhrerin przyśpiesza prace nad uruchomieniem Paktu Migracyjnego.

Jak zwróciła uwagę Wielce Czcigodna Anna Bryłka z Konfederacji, już nie mówi się w nim o „relokacji”, tylko o „mechanizmach solidarności” – ale chodzi o to samo; będą kwoty Murzynów na poszczególne bantustany, które – w razie odmowy ich przyjęcia – będą musiały bulić 20 tys. euro od łebka. W związku z tym vaginet obywatela Tuska Donalda już przewiduje konieczność uruchomienia 40, a może nawet więcej „ośrodków integracyjnych” dla Murzynów, którzy na koszt podatników będą się tam integrowali z naszymi panienkami, czy to w ramach związków partnerskich, czy tych normalnych. Wprawdzie nie mówi się tego głośno, ale podobno vaginet obywatela Tuska Donalda, rozczarowany do programu „800 plus”, wiąże z tym nadzieje na przezwyciężenie kryzysu demograficznego w naszym bantustanie. Owszem, wyposzczeni Murzyni mogliby tu nieźle dokazywać, ale co będzie, gdy już zrobią swoje? Przysłowie wprawdzie powiada, że jak Murzyn zrobił swoje, to Murzyn może odejść, ale – po pierwsze – dokąd, skoro obowiązują odgórnie ustalone kwoty, a po drugie – co z nim zrobić, jak nie będzie chciał odejść, kiedy już zrobi swoje?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Ciemność świetlista kardynała Nycza

Ciemność świetlista kardynała Nycza

Autor: CzarnaLimuzyna , 24 października 2024

Już wszyscy wiedzą. Kardynał Nycz zrobił to do czego został stworzony – pojawił się, nie pierwszy raz, w oknie Overtona. A rzecz cała wydarzyła się w nowej epoce, którą kardynał określił mianem „W czasach ponowoczesności”.

Jeżeli jest krąg ludzi, dla których nawet tzw. kontrakt cywilny w Urzędzie Stanu Cywilnego to za dużo, chcieliby związku łatwiej zawieralnego i rozwiązywalnego, to jakaś tolerancja wobec takich poglądów musi być ze strony wierzących i Kościoła.

                                                           Kardynał Nycz /Polsat/

„Jakaś tolerancja”?

„Musi być”?

Skąd ten mus? Pytanie sensowne, bo zgodnie z nauką Kościoła katolickiego tego rodzaju swoboda polegająca na omijaniu moralnych norm jest grzechem i w konsekwencji powoduje często wiele krzywd w życiu emocjonalnym dzieci i dorosłych oraz w życiu duchowym dorosłych.

Jeden z najlepszych cytatów, jaki dziś przeczytałem na ten temat:

Jak pisała Alta Venditta, wystarczy aby któryś z następców św. Piotra  zamoczył w doktrynach masońskich choćby mały palec, a rozpocznie się rewolucja w tiarze i kapie. W latach 60, 70 i później zamoczono znacznie więcej niż tylko mały palec – dziś zbieramy już dalekosiężne owoce. /Sergiusz Muszyński/

A co na ten temat sądzi Archidiecezja Warszawska?

Wypowiedź kard. Kazimierza Nycza o „związkach partnerskich” nie może być w żaden sposób interpretowana jako wyraz poparcia dla jakiegokolwiek projektu ustawy o tzw. „związkach partnerskich” ani też rozumiana jako przychylne stanowisko Kościoła w tej sprawie. (…)

Wybór „związku partnerskiego” jako formy życia dla katolików pozostaje moralnie niedopuszczalny – jest grzechem. Tylko małżeństwo, jako związek mężczyzny i kobiety na całe życie, jest tą formą wspólnego życia, którą wierzącym wskazał Chrystus w Kościele. Tzw. „związki partnerskie”, bez względu na to, czy zyskają pewne umocowanie w prawie państwowym, czy też nie, z punktu widzenia Kościoła pozostają sytuacją nieuregulowaną i jako wybór formy życia są błędem moralnym. /Cały komunikat/

_____________________________________

O autorze: CzarnaLimuzyna

Klimatyczne oszustwo. Powódź nie jest skutkiem wywołanych przez człowieka zmian klimatu !

Czy powódź w Polsce jest skutkiem wywołanych przez człowieka zmian klimatu? Ekstremalne zjawiska pogodowe wczoraj i dziś – PCH24.pl

Roman Motoła


https://pch24.pl/czy-powodz-w-polsce-jest-skutkiem-wywolanych-przez-czlowieka-zmian-klimatu-ekstremalne-zjawiska-pogodowe-wczoraj-i-dzis

W związku z obecną dyskusją dotyczącą klimatu [przecież to nie „dyskusja”, lecz narzucone , bezczelne Kłamstwo ! M. Dakowski] , występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych jest często wiązane z „antropogenicznym globalnym ociepleniem”. Dzięki mediom z całego świata słyszymy teraz o każdym ekstremalnym zdarzeniu pogodowym w czasie rzeczywistym – nawet o występującym po drugiej stronie globu, co nie miało miejsca pół wieku temu ze względu na ograniczone możliwości komunikacyjne oraz z powodu braku zainteresowania. Ponadto ekstremalne zjawiska pogodowe nie przybrały współcześnie ani na sile, ani na częstotliwości, co potwierdzają również niezliczone publikacje naukowe oraz raporty naukowe IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu) Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jednak w końcowych „podsumowaniach dla decydentów” tych raportów wyniki badań są zwykle przedstawiane inaczej. 

Powodzie były znacznie częstsze podczas Małej Epoki Lodowcowej (zwłaszcza od XV do XVIII wieku), o czym świadczą, na przykład, odnotowane stany powodziowe w wielu miastach Europy położonych w sąsiedztwie rzek, kiedy uszczelnienie powierzchni w tych miejscowościach było znacznie mniejsze i woda mogła swobodniej wsiąkać w ziemię niż obecnie. Od zarania dziejów miały miejsce ekstremalne zjawiska pogodowe, które zawsze były postrzegane przez żyjących wówczas ludzi jako najgorsze w całych dziejach ludzkości. Tak samo jest dzisiaj.

Przeciwieństwem ekstremalnych opadów są ekstremalne susze, które według mediów również nasiliły się w ostatnich dziesięcioleciach z powodu obecnych  zmian klimatycznych. Okazuje się jednak, że i w tym przypadku mamy do czynienia przez ostatnie 100 lat z mniej lub bardziej równomiernie występującymi okresami ekstremalnych susz, które ponadto mają przyczyny naturalne. Ostatecznie bowiem zależą one od okresowych wahań promieniowania słonecznego, których wpływ jest „buforowany” lub opóźniany na skutek magazynowania ciepła przez oceany. Widać tu jednoznacznie wpływ cyklicznie zmieniającej się aktywności Słońca.

Rys. 1. Wysokość wody powodziowej (w centymetrach) w różnych latach ponad poziomem ulicy w Eibelstadt nad Menem od XVI wieku; źródło: „Klimatyczne oszustwo. Zmiany klimatu na podstawie danych geologicznych, astrofizycznych i archeologicznych. W oparciu o 200+ publikacji naukowych”, wyd. Fundacja Ordo Medicus, 2024.

Lata tłuste i chude

Słońce działa jak gigantyczne dynamo, jeśli chodzi o jego wewnętrzną budowę, na którą składają się warstwy plazmy z odpowiadającymi jej polami magnetycznymi, które są w ciągłym ruchu/zmieniają się. W ten sposób okresowo dochodzi do potężnych erupcji słonecznych o średnicy i wysokości do kilkudziesięciu tysięcy kilometrów, którym towarzyszy zmiana promieniowania jonizującego i cieplnego Słońca, co determinuje temperaturę i klimat na Ziemi. Podstawowy cykl pulsującego Słońca wynosi średnio 11 lat. Obserwuje się jednak również dłuższe cykle. Znane powiedzenie odnoszące się do cyklu „siedmiu tłustych i siedmiu chudych lat” można prawdopodobnie przypisać tej zmiennej aktywności pulsującego Słońca.

Ogólnie rzecz biorąc jest tak, że im cieplejsze są z powodu promieniowania słonecznego dolne warstwy powietrza nad oceanami oraz woda morska, tym silniejsze jest parowanie nad oceanami i tworzenie się chmur, które w przypadku Atlantyku przenoszone są do Europy Środkowej przez zachodnie wiatry i mogą być tam przyczyną opadów. Współczesne badania z dziedziny nauk przyrodniczych i meteorologicznych pokazują, że oscylacje oceaniczne (cykliczne zmiany ciśnienia powietrza, temperatury oceanu i kierunku wiatru nad oceanami – przyp. tłum.) mają duży wpływ na wzorce pogodowe, a tym samym na ekstremalne zjawiska pogodowe. W Europie są to przede wszystkim: Atlantycka Oscylacja Wielodekadowa i Oscylacja Północnoatlantycka, które znajdują odzwierciedlenie w cykliczności obfitych opadów i okresów suchych w Europie lub kontrolują te zjawiska. Można rozpoznać cykle trwające 60 do 70 lat.

Rys. 2. Broszura dotycząca powodzi z 1651 r.; źródło: „Klimatyczne oszustwo. Zmiany klimatu na podstawie danych geologicznych, astrofizycznych i archeologicznych. W oparciu o 200+ publikacji naukowych”, wyd. Fundacja Ordo Medicus, 2024.

Mniej pożarów

W przypadku zagadnienia susz szybko przychodzą nam na myśl pożary lasów. Pomimo rosnących temperatur, pożary buszów i lasów na całym świecie w ciągu ostatnich 150 lat nie tylko, że się nie nasiliły, ale zmalały. Potwierdza to wielu naukowców zajmujących się klimatem, którzy na podstawie analizy zdjęć satelitarnych ustalili, że spalona powierzchnia zmniejszyła się na całym świecie w XX wieku, a także na początku XXI wieku.

Wyższe temperatury i stężenia CO2 w powietrzu atmosferycznym ostatecznie oznaczają więcej opadów i stymulację wzrostu roślin oraz mniejsze zużycie wilgoci z gleby, co spowalnia, a nie wzmaga powstawanie i rozprzestrzenianie się pożarów buszów i lasów. Poza tym bardzo duża część pożarów lasów jest powodowana celowo lub przez nieostrożność. Takie antropogeniczne ryzyko znacznie wzrasta wraz ze wzrostem liczby ludności na świecie.

Badania sedymentologiczne (osadów – przyp. tłum.), paleoceanograficzne (dotyczące przeszłości oceanów – przyp. tłum.) i palinologiczne (pyłków i zarodników roślin – przyp. tłum.) rdzeni z odwiertów są bardzo istotne, żeby zrozumieć kształtowanie się sztormów na północnym Atlantyku w ciągu ostatnich 10 000 lat. Względna siła sztormów została określona przy użyciu siły wiatru, która była konieczna do transportu różnej wielkości ziaren piasku. Na tej podstawie ustalono przede wszystkim cykle o okresie około 200, 300 i 2500 lat, które przypominają cykle aktywności słonecznej. Te zmiany w sztormowości były związane ze zmianami schematów opadów w Europie i są przypisywane zmianom w położeniu i wpływie Wyżu Azorskiego lub wiru polarnego (rozległy układ niżowy powstający w stratosferze do 50 km nad ziemią. Wiatry w nim wiejące dochodzą regularnie do 250 – 300 km/h – przyp. tłum.).

Te dwa meteorologicznie i klimatologicznie niezwykle istotne zjawiska atmosferyczne na północnym Atlantyku są kontrolowane przez wzajemne oddziaływanie północnoatlantyckich, arktycznych i atlantyckich oscylacji wielodekadowych, które z kolei zależą od promieniowania słonecznego. System eoliczno-termodynamiczny (eoliczny – związany z działaniem wiatru – przyp. tłum.) atmosfery ziemskiej znajduje się w równowadze radiacyjnej (ilość energii pochłoniętej jest równa energii oddanej – przyp. tłum.) ze stałą słoneczną (ilość energii promieniowania docierającej ze Słońca do Ziemi w jednostce czasu i przypadającej na jednostkę powierzchni – przyp. tłum.), która właśnie nie jest stała, a która determinuje naszą pogodę i klimat poprzez hydrologiczny system oceanów (prawie 71% powierzchni Ziemi).

Po raz kolejny zagadnienie ekstremalnej pogody pokazuje złożoność i wzajemnie oddziaływanie systemu słońce-ocean-atmosfera, które jest obecnie dalekie od pełnego zrozumienia i które również uległo trwałej zmianie w niedawnej przeszłości geologicznej. Ponadto, na ten otwarty system mogą też wpływać krótkotrwałe, ale tym bardziej gwałtowne, pojedyncze zdarzenia silnych erupcji wulkanicznych.

Lęk przez nieznanym

Od początku swojego istnienia człowiek obawia się niewytłumaczalnych, ekstremalnych zjawisk pogodowych, których nie może ani kontrolować ani opanować, ale które zawsze były obecne. Poprzez swoją ekspansję (zasiedlanie) i ingerencję w naturę, współczesny człowiek jest w stanie zapobiegać, łagodzić, ale też zaostrzać skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych. Dzieje się tak, na przykład, w przypadku wyjątkowo obfitych opadów, poprzez nadmierną zabudowę, uszczelnianie gleby i zagęszczanie gruntu naturalnych powierzchni i obszarów infiltracyjnych (skutek: zmniejszenie naturalnych możliwości odprowadzenia wody), prostowanie i okalanie meandrujących strumieni i rzek (skutek: wzrost prędkości przepływu i ciśnienia wody na powierzchni, co prowadzi do zwiększonego naziemnego ryzyka erozji), nieodpowiednio zwymiarowane systemy drenażu i kanalizacyjne (skutek: wzrost prędkości przepływu i ciśnienia wody w podziemnych rurach kanalizacyjnych i kanałach, co prowadzi do zwiększonego ryzyka erozji podziemnej), a przede wszystkim przez osiedlanie się ludności w niebezpiecznych i nieodpowiednich miejscach.

Do niszczących podmyć zabudowanych powierzchni i szlaków komunikacyjnych może również dojść wtedy, gdy kopalnie odkrywkowe, na przykład żwiru, piasku lub węgla brunatnego, mające często bardzo strome ściany, zbliżają się za bardzo do zamieszkałych obszarów i wówczas skarpy zaczynają się osuwać podczas silnych opadów deszczu. Niestety kilka z tych czynników złożyło się na katastrofalne skutki powodzi, która miała miejsce w Europie Środkowej w połowie lipca 2021 roku.

W wyniku powodzi, które miały miejsce w przeszłości, w wielu regionach Europy Środkowej opracowano koncepcje polderów przeciwpowodziowych, gdzie w przypadku powodzi odwadnianie odbywa się poprzez łąki, niecki i lasy. Poldery to obwałowane, nisko położone, rozległe tereny w pobliżu wód, na wybrzeżach lub nad rzekami w głębi kraju, które rozprowadzają i przyjmują ponadprzeciętną ilość wody podczas intensywnych opadów deszczu, a następnie pozwalają jej w sposób naturalny wsiąkać w podłoże. Systemy polderowe były rozwijane i rozbudowywane od średniowiecza, szczególnie w Holandii, celem przeciwdziałania stale podnoszącemu się poziomowi morza, a przede wszystkim także po to, żeby wydrzeć morzu ziemię na cele rolnicze.

W tym miejscu należy również ostrzec przed interwencjami „inżynierii klimatycznej” w zjawiska pogodowe i klimatyczne przez współczesnego człowieka. Różne techniczne interwencje w atmosferę mają na celu sztuczne wpływanie na klimat i powstrzymywanie lub kompensowanie zmian klimatycznych. W niektórych przypadkach naruszana zostaje naturalna eoliczo-termodynamiczna równowaga atmosfery, przy czym skutki takich antropogenicznych interwencji dla naszej planety nie są prawie w ogóle zbadane, nie wspominając o ich efektywności. Oznacza to, że bez pełnego zrozumienia złożonego systemu klimatycznego słońce-ocean-atmosfera podejmowane są próby ślepej ingerencji w niego.

Dr Stefan Uhlig – geolog, doktor nauk przyrodniczych, autor książki pt. „Klimatyczne oszustwo. Zmiany klimatu na podstawie danych geologicznych, astrofizycznych i archeologicznych. W oparciu o 200+ publikacji nuakowych”, wyd. Fundacja Ordo Medicus, 2024.

Tłumaczenie: dr Mariusz Błochowiak, fizyk, prezes Fundacji Ordo Medicus

Więcej informacji na stronie ordomedicus.org

Gorzej niż Jałta

26.10. Gorzej niż Jałta

By  Jerzy Karwelis on 26 października, 2024, wpis nr 1309

21 października w Berlinie odbył się szczyt przywódców Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i USA, gdzie omawiać miano odniesienie się do niedawnych propozycji planu zakończenia wojny, zaprezentowanych przez prezydenta Ukrainy. Widać, że powoli kwestia ukraińskiej wojny dobiega końca. Nie pora tutaj mówić o jej bilansie, bo do tego potrzeba byłoby jej zakończenia i to w dodatku w określonym formacie. Myślę, że należy się skupić na końcówce, warunkach jakie zaistniały tuż przed końcowym rozstrzygnięciami. Bo widać, że coś tam goście pokątnie gadają, tak jakby obie strony (Rosja i Ukraina) udawały przed swoimi rozgrzewanym społecznościami, że trzymają wysoko gardę. Za to pośrednicy, którzy głównie zajmują pozycje podżegaczy wojennych na koszt Ukraińców, też nie mogą udawać, że jednocześnie wyzywają wątpiących od ruskich onuc, a z drugiej strony robią pokątnie za swatkę.
Szczyt odchodzących
Pierwszą kwestią jest w ogóle sprawczość takiego grona, jakie zebrało się na szczycie. Gospodarz tego spotkania, czyli prezydent USA, właściwie to żegnał się z kolegami, bo Biden na pewno odchodzi, pytanie tylko czy wraz z całą swoją polityką europejską, bo to właśnie może sprokurować wygrana Trumpa. Chociażby z tego powodu temat Ukrainy był nie do zamknięcia na takim szczycie, bo ewentualna zmiana gospodarza Kapitolu unieważni jakiekolwiek postanowienia.
Po drugie – większość z tych „szczytujących” polityków stoi na glinianych nogach. I niemiecki kanclerz, francuski prezydent, czy premier Wielkiej Brytanii, albo zaraz odejdą, albo będą mieli duże problemy z kontynuacją swojej misji. W dodatku kwestia odniesienia się do kuriozalnego „pokojowego” planu Zełeńskiego, chociażby i z tego powodu nie została nawet rozstrzygnięta. Piszę „pokojowego” w cudzysłowie, bo plan ten ma niewiele wspólnego z pokojem, raczej z warunkami kontynuowania wojny, zaś jedyny jego punt „powojenny” zawiera kuriozalny postulat, że wojska ukraińskie… zluzują wojska amerykańskie w Europie.
Szczyt więc był zdaje się bardziej pożegnaniem Bidena, bez większych ustaleń, choć wielu spekuluje, że to też mógł być „skok na kasę”, czyli powielenie wielu innych projektów, w których starano się „zdążyć przed Trumpem” i zwodować kilka tematów w taki sposób, by ewentualny nowy prezydent nie mógł tego (łatwo) odkręcić.
Ale nie tyle jest to tu ważne, co ważna jest kwestia „szczyt a sprawa polska”. Bo zaczęły się spekulacje  „dlaczego to nie zaproszono na to spotkanie strony polskiej?”. I warto się tu przyjrzeć tej kwestii, bo, oczyszczona z plemiennych pohukiwań, pokazuje sytuację w której znajduje się nasz kraj. Chodzi o to, że to nieważne na jakim szczycie nas nie było, tylko to, że na żadnym nas najprawdopodobniej nie będzie. Za to u nas uznano nieobecność Polski przy tym stole za oczywisty rezultat katastrofalnej polityki plemiennych konkurentów polskiej sceny politycznej, nie skupiając się na najważniejszych rzeczach. Afront, jaki miał nas spotkać jest tylko waleniem w plemienne bębny, które ma zagłuszyć ciszę nad naszą, polską geopolityczną trumną.
Polska nie doproszona
No, bo zobaczmy – po pierwsze: co tam ustalono, na tym szczycie i czemu, a właściwie – do czego Polska miałaby być tam potrzebna? No, jeśli – powiedzmy – ustalano warunki pokoju (rozejmu?), to znaczy, że była mowa o jakiejś wizji przyszłej architektury bezpieczeństwa w naszym regionie. No to Polska jest w takich rozmowach po nic, utrwaliła bowiem w czasie tej wojny swój wizerunek jako bezdyskusyjnego „sługi narodu ukraińskiego”, a właściwie zaakceptowała rolę, jaką w tym konflikcie wyznaczył jej Zachód. Jest więc w tym względzie nie dawcą, ale prędzej biorcą nowej architektury, choć to wcale nie wyklucza, że jej „wsad budowlany” nie posłuży do kluczowych elementów konstrukcji nowego ładu. Ale ten będzie zaprojektowany bez naszego udziału. Po prostu – weźmiemy bez gadania co tam ustalą i tyle. Miejscowi depozytariusze tych decyzji, na wyrost nazywani polskimi politykami, będą się już tylko martwić jak to swojemu suwerenowi opowiedzieć, gdyby koncesje Zachodu wobec Putina odbyły się naszym kosztem i były zbyt daleko idące.Po drugie – by być przy stole podmiotem takich decyzji, to trzeba zachowywać się podmiotowo.
A my w tej wojnie słuchaliśmy się jak świnia grzmotu, z odpowiedzią na rakietę w Przewodowie czekaliśmy wyraźnie aż się Biden obudzi i powie co mamy robić, dawaliśmy Ukrainie i daliśmy co mieliśmy, i nasz potencjał odstraszania leży w tej chwili w chybotliwych losach zamówień na dostawy broni za wiele lat, jeżeli kolejne ekipy kolejnych rządów w ogóle podtrzymają tu jakąś ciągłość, dodajmy – polskiej racji stanu. A jak się zachowujemy przedmiotowo, to tak nas traktują, dodajmy – Ukraińcy również.
Druga Jałta?
Rozdzierane są szaty, że to druga Jałta, że zaraz bez nas, może naszym kosztem, mocarstwa zdecydują na długie lata o naszych zgryzotach. A przecież tak dzielnie stawaliśmy za wspólną sprawą. No, w tej perspektywie to Jałta, wypisz-wymaluj. I znowu mamy przegrać ze swą romantyczną polityką wartości w zderzeniu z pragmatyką polityki transakcyjnej. Czyli wychodzi, że się niczego nie nauczyliśmy, historia zatoczyła koło i znowu stanęła przed nami twarzą w twarz.
Fikołki, jakie wyprawia obecnie komentariat, tłumacząc, że „Polacy, nic się nie stało…” są już tylko żałosne. Po pierwsze nie wykazują w ogóle na jakiej to zasadzie – innej niż wdzięczność – mielibyśmy być dopraszani na takie szczyty. Mówi się tylko z jednej strony, że PO zawaliła naszą dyplomację (to PiS), z drugiej, że Duda też nie został zaproszony, zaś Niemcy już żałują, że nie zaprosili Tuska (to PO).
No dobra, powiedzmy, że nas tam by zaprosili, to co byśmy tam zaprezentowali? Raczej staralibyśmy się wyczytać z oczu i półsłówek mocarzy jakie ma być nasze stanowisko, a raczej przydzielona rola. Takie roszczenia o naszej sprawczości, to kolejny przykład na tromtadractwo naszej polityki. Chciałoby się powiedzieć – silni, zwarci, gotowi. Generał Andrzejczak, który wzburzył fale polskiej debaty stwierdzeniem, że jak Ruscy najadą Litwę, to my się im odwiniemy w Sankt Petersburg, nie bardzo chyba rozumie, że nie mamy czym tego zrobić. Nawet jakbyśmy chcieli, a raczej – nawet gdyby nam pozwolono. Są to więc pohukiwania na wyrost i prężenie nieistniejących mięśni. Jak za komuny – nie produkujemy konserw, bo brakuje nam blachy, zresztą i tak nie mamy mięsa.
Gorzej niż Jałta
Ten ostatni szczyt w Berlinie to nie była Jałta. Bo Jałta była rozmowami zwycięskich mocarstw o tym jak ma być urządzony świat po wygranej wojnie i pokonaniu arcywroga – Hitlera. Dzisiejszy szczyt to raczej Monachium, czyli kolejny zachodni spęd, by uzgodnić jak tu obłaskawić agresywny reżym, by na Zachód nie poszedł. Wiadomo jak się skończyło Monachium – pozornym pokojem, który był tylko odwleczeniem nieuchronnego oraz kupieniem sobie czasu przez Zachód, by się przygotować do obrony. Ten czas był kupiony głównie wolnością i krwią „skrwawionych ziem” Europy Środkowej i Wschodniej, z nami na czele.
Czy teraz jakiś nowy Lord Chamberlain pokaże nam karteczkę, na której będzie podpis Putina, że będzie pokój? Myślę, że będzie… gorzej.Wtedy Zachód jednak zabrał się za „para bellum”, czyli zobaczył, że trzeba się gotować na wojnę i jakoś tam, z wielkimi kosztami wynikającymi z zaniedbań wcześniejszych, odwojował Europę, Hitlera ukatrupił. Ale koszty tego nie zniknęły po zwycięskiej wojnie, bo nad Europą zapadła żelazna kurtyna – nieoczekiwany koalicjant, wujek Stalin, otrzymał swą zapłatę w postaci satelickich państw naszego regionu. Zachód więc zapłacił nie swoją walutą. Teraz jest inaczej. Nie widać żadnych zamierzeń ze strony Zachodu na przygotowanie się do starcia. Od dawna mówi się, że każdy pokój będzie teraz rozejmem, przerwą przed dogrywką. Decydujące więc będzie kto jak się do tej ewentualnej dogrywki przygotuje. A trzeba się przygotować tak dobrze, żeby… do niej nie doszło. Każde zaniechanie, spóźnienie, niedoszacowanie będzie tworzyło asymetrię, powodując u Putina tym większą ochotę na wykorzystanie okienka nierównowagi. A ze strony Zachodu nie widać żadnych przygotowań na taką przerwę.
Za to Rosja pracuje już od dawna w trybie wojennym, jest rozgrzana, sankcje nie działają. Moskwa obróciła się na Wschód i daje sobie radę bez zachodnich gadżetów i pieniędzy.
Zachód zaś będzie odwlekał te trudne decyzje, gdyż przejście na gospodarkę para-wojenną to olbrzymie koszty, a Zachód się nie tak umawiał w kontrakcie społecznym ze swym suwerenem. Miało być na luzie, spokojnie, marża u nas, szeroki socjal, robota w montowniach, takich jak Polska. A tu trzeba będzie zacisnąć pasa. Nie dziwota więc, iż widać powolutku, że najbardziej Zachód byłby zainteresowany powrotem do rosyjskiego „business as usual”, żeby – cytując znaną panią Reżyser – było tak jak było. I zostaniemy z tym wszystkim w tym samym miejscu. I historii, i geografii. Znowu wystrychnięci na dudka, ale z wysoko podniesioną brodą. Z dumą z naszych poświęceń, z których nic nie wyniknęło i ukrywaną słabością realną. Machając szabelką, ale taką jak całe nasze państwo – kartonową.               
Napisał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Zbankrutowany Ursus sprzedany. Trafi w „ukraińskie” ręce

Ursus sprzedany. Polski producent ciągników trafi w ukraińskie ręce

24.10.2024., Paweł Mikos tygodnik-rolniczy

Syndyk sprzedał firmę Ursus, legendarnego producenta ciągników. Nowym właścicielem jest spółka powiązana z przedsiębiorcą z Ukrainy.– Wysoko cenimy przemysłowe dziedzictwo Ursusa i zrobimy wszystko, aby przywrócić jego chwałę – deklaruje inwestor. Jakie plany na Ursusa ma nowy właściciel?

Syndyk sprzedał Ursusa – cena wywoławcza to 74 mln zł

W czwartek 24 października 2024 odbyło się otwarcie kopert w przetargu na zakup spółki Ursus w upadłości. Był to już trzeci konkurs, bo w poprzednich nie było chętnych na zakup legendarnego producenta polskich ciągników rolniczych.

Tym razem cena wywoławcza była znacznie niższa niż podczas pierwszego przetargu i z kwoty 125 mln zł spadła o 40% do poziomu 74 mln zł.

Nowy właściciel nabył m.in.:

  • zakłady produkcyjne w Dobrym Mieście i w Lublinie,
  • nieruchomości zlokalizowanych w Dobrym Mieście i Lublinie, gminie Zakroczym i Biedaszki,
  • dokumentacje projektów badawczo-rozwojowych Ursusa,
  • maszyny i urządzenie w zakładach produkcyjnych,
  • zapasy magazynowe,
  • prawo do wykorzystywania znaku towarowego Ursusa.

Kim jest nowy właściciel Ursusa?

Nowy właściciel Ursusa to dość enigmatyczna spółka M.I. Crow. Pierwszy taką informację podał portal wrp.pl, a my potwierdziliśmy to w kancelarii syndyka oraz w rozmowie z nowym właścicielem Ursusa.

Z danych KRS wynika, że została założona dopiero 1 lipca 2024 roku, a jej kapitał zakładowy wynosi 50 tys. zł. Wspólnikami jest Bożena Głowacka i Oleg Krot, który jednocześnie jest prezesem spółki.

W rozmowie z Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym Bożena Głowacka wskazała, że obecnie nowy właściciel opracowuje dokładny plan działalności Ursusa po jego przejęciu.

– Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu prezes Oleg Krot pojawi się w Lublinie i Dobrym Mieście, aby spotkać się z załogą i przedstawić plany rozwoju Ursusa – mówi Bożena Głowacka w rozmowie z „Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym”.

Oleg Krot to kijowski przedsiębiorca, jeden z partnerów zarządzających holdingu TECHIIA. Koncern zrzesza 10 firm technologicznych z takich branż jak lotnictwo bezzałogowe (drony), IT, e-sport, technologia budowlana, SaaS. W wywiadach prasowych Krot stawia na zrównoważony rozwój i biznes, który jest związany z lokalną społecznością.

Jakie plany na Ursusa ma nowy właściciel?

Spółka M.I. Crow, czyli oficjalnie nowy właściciel Ursusa, uważa, że to zupełnie nowy rozdział w historii legendarnej fabryki Ursus.

– Nasza firma jest gotowa podjąć zobowiązanie ożywienia tego przemysłowego giganta, przy jednoczesnym zachowaniu jego unikalnego dziedzictwa i wieloletniej tradycji w produkcji maszyn rolniczych – można przeczytać w oświadczeniu spółki.

Nowy właściciel Ursusa zamierza teraz opracować nową strategię rozwoju producenta ciągników. Firma deklaruje, że utrzyma wszystkie istniejące miejsca pracy, a w planach ma również zatrudnienia nowych specjalistów i zwiększyć zdolności produkcyjne Ursusa. Inwestor zapewnia, że strategia będzie opartą na zasadach zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności korporacyjnej, a Ursus w nowej odsłonie ma być „wartościowym członkiem lokalnej społeczności”.

Jak można przeczytać w oświadczeniu, plan inwestycyjny zakłada m.in. znaczną modernizację produkcji poprzez wdrożenie nowoczesnych technologii i zasad zarządzania, które będą koncentrować się także na wpływie na środowisko.

„Chcemy przywrócić chwałę Ursusowi”

 – Nasz zespół wysoko ceni przemysłowe dziedzictwo Ursusa i jego wkład w rozwój europejskiej inżynierii, dlatego zrobimy wszystko, aby przywrócić i pomnożyć chwałę tego przedsiębiorstwa w skali globalnej. Zapewniam, że wspólnie możemy nie tylko ożywić fabrykę, ale także wynieść ją na nowy poziom rozwoju, zachowując jej unikalną tożsamość i historyczne znaczenie. Dostrzegamy ogromny potencjał w tym przedsiębiorstwie i zrobimy wszystko, aby jego ożywienie stało się symbolem nowego rozdziału w rozwoju polskiego przemysłu – podsumowują nowi właściciele Ursusa.

Jak doszło do upadku Ursusa?

Z jakiego powodu legendarny producent ciągników upadł? O tym możesz przeczytać w tym artykule: Ursus zbankrutował. Koniec 100-letniej historii polskich ciągników

image

Paweł Mikos