To, co się dzieje obecnie na giełdach jest tylko światłem odbitym tego, co się obecnie dzieje w prawdziwej polityce, której kompletnie nie uczestniczą w żaden sposób pseudoelity, jakieś pacynki III RP, ale w tym również kompletnie nie uczestniczą pseudoelity Unii Europejskiej. I to jest najbardziej zdumiewające, bo po prostu na tle świata, dzisiaj Unia Europejska jest wyśmiewaną, i to widać we wszystkich raportach dyplomatycznych, wyśmiewaną w sposób otwarty prowincją.
(…)
Tusk z Trzaskowskim, będę cały czas tego Trzaskowskiego nieszczęsnego wypominał, ale Tusk z Trzaskowskim są w tym wręcz wyspecjalizowani. Ale niestety to wyspecjalizowanie obejmuje również trzy pozostałe postaci, czyli na pewno pana Nawrockiego i całą tę grupę z PiSu, bo to też są spece od tego typu manipulacji, co udowodnili nam na przykładzie Morawieckiego i Macierewicza, czyli dwóch dziadków leśnych, pozbawionych wykształcenia i pozbawionych generalnie pojęcia jak w tej chwili ten świat jest ukształtowany. Do tej grupy niestety zaliczyłbym również człowieka, który się przyznał do tego, że ma zespół Aspergera i faktycznie tak wygląda, czyli pan Mentzen. No, i na pewno w tej grupie czołowej ludzi, których należy odrzucać od jakiegokolwiek wyboru i którzy symbolizują sobą błoto III RP, błoto pod każdym względem, to jest Hołownia. Ale też i te grupy lewicowe z Zandbergiem itd. Wierni Unii Europejskiej, którym pomyliła się prawdopodobnie Unia Europejska z kościołem, bo oni inaczej niż na klęczkach prawdopodobnie do tej Brukseli nie są w stanie w ogóle się dostawać. I teraz wylądowali z Unią Europejską fatalnie zarządzaną, bo opanowaną przez lewicę, czyli przez ludzi umysłowo w jakimś sensie, czy daleko idącym sensie, upośledzonych. Ludzie upośledzeni w czasach tego kryzysu, który tutaj, w tej chwili dopiero się rozwija i rozpoczyna, po prostu w żaden sposób sobie nie poradzą. Tak, że naszym, Europejczyków, największym problemem jest kompletny brak świadomości tych pseudopolitycznych elit. Elit złodziejskich, dodamy. Znaczy, oni poza kradzieżą niczego innego nie są w stanie – no, i oczywiście tym pacynkowaniem rzeczywistości – niczego innego nie są w stanie zorganizować.
−∗−
Co się dzieje za kulisami wojen celnych Trumpa? – Marek T. Chodorowski
−∗−
Warto porównać:
Czy my jesteśmy głupi? Czy skala oraz mnogość zdarzeń na naszej scenie politycznej naprawdę nie są już w stanie nikim wstrząsnąć? Czy na dobre i na stałe z aktywnych, partycypujących obywateli zmieniliśmy się w […]
Coraz więcej badań wykazuje, że białko z preparatu mRNA, nachalnie sprzedawanego państwom za publiczne pieniądze, powiększa się. Dr Mark Trozzi wydał zalecenia, jak uniknąć ewentualnych poważnych skutków ubocznych, jeśli przyjęło się ten nieprzebadany preparat.
Wśród objawów toksycznych skutków powiększania się białek mRNA wskazuje się poważne konsekwencje, jak np. zawały, cukrzyca, problemy menstruacyjne czy wysypka. Oprócz tego są także problemy z wydalaniem. Wcześniej zaś głośno było o zakrzepicy.
Jak wskazuje lifesitenews.com, „nie jest to szalona teoria spiskowa, lecz możliwość uznana przez środowisko medyczne”.
„Agencja ds. Żywności i Leków przyznała, że istnieje możliwość wystąpienia u osób otrzymujących produkty terapii genowej, a własny protokół firmy Pfizer dotyczący testowania szprycy przeciwko COVID nakazał, aby pracownica służby zdrowia biorący udział w badaniach zgłaszała każdą ciążę „po narażeniu” na zaszprycowaną osobę „przez wdychanie lub kontakt ze skórą” – czytamy.
Lekarze zwracają uwagę, że skutki i skala powiększania się białek mRNA u każdego są inne. Powtarza się jednak zgłaszane uczucie, że od czasu przyjęcia szprycy różne objawy zdają się wracać „w nieskończoność.
Znaczna część ludzkości otrzymała co najmniej jedną dawkę szprycy przeciwko Covid-19. W związku z czym zagrożenie potencjalnie dotyczy całej rzeszy osób. [No, ściślej – miliardów. md]
Dr Mark Trozzi opracował własne zalecenia dla osób, które przyjęły nieprzebadany preparat. Wskazał nattokinazę, wermektynę, kwercetynę i przerwany post jako skuteczne sposoby walki z toksycznymi efektami szprycy.
Redakcja lifesitenews.com za doktorem Trozzim podkreśla, że nie są to zalecenia dla osób cierpiących na objawy w szczytowej formie, lecz dla osób chcących zachować ostrożność i stosować profilaktykę. Dr Trozzi zaleca, by przyspieszyć proces autofagii, czyli proces rozkładania przez komórki uszkodzonych elementów, poprzez przerywany post, spożywanie nattokinazy „trawiącej” kolce białka mRNA oraz przyjmowanie substancji blokujących wchłanianie tych białek, jak np. iwermektyna i kwercetyna.
W przypadku Nattokinazy, dr Trozzi zaleca dawki 100-200 mg dziennie. Ma pełnić rolę indywidualnego suplementu w połączeniu z innymi nutraceutykami. Nattokinaza „trawi” kolce białkao raz skrzepy krwi i hamuje ich powstawanie. Ponadto, jak twierdzi dr Mark Trozzi, Nattokinaza obniża ciśnienie krwi czy też zmniejsza przewlekłe zapalenie zatok.
Dr Mark Raymond Trozzi to lekarz z prawie 30-letnim doświadczeniem w medycynie ratunkowej w Kanadzie. Wykładał medycynę na trzech kanadyjskich uczelniach medycznych.
W wyniku działań rządu i lobby farmaceutycznego porzucił medycynę. Ostrzegał przed rozbieżnościami w naukach medycznych, normach etycznych i prawach człowieka. Krytykował również reklamowanie nieprzebadanych preparatów na Covid-19 jako „skutecznych i bezpiecznych” oraz nazywanie ich „szczepionkami”.
W czasie Wielkiej Histerii zasłynął z tego, że należał do grupy lekarzy chętnie wydających zwolnienia lekarskie zwalniające od obowiązku przyjęcia szprycy na koronkę. Został za to w listopadzie 2021 roku wraz z innymi lekarzami pozwany przez Kolegium Lekarzy i Chirurgów Ontario (CPSO).
Nie musisz zgadzać się z nami we wszystkim. Nie musisz być religijny. Nie musisz mieć takich samych poglądów. Ale jeśli wierzysz, że zabicie 9-miesięcznego dziecka jest złem — proszę, nie milcz.
Podpisz.
To wszystko, co nam zostało. Dla Felka. Dla każdego dziecka, które nigdy nie otrzymało imienia. Dla Polski – naszej ukochanej ojczyzny.
Twój podpis wywiera presję na prokuraturę, by rozliczyła winnych — a prawo wreszcie chroniło życie nienarodzonych dzieci w Polsce.
Minęła właśnie 103 rocznica Bitwy Warszawskiej, która przeszła do historii jako wielkie zwycięstwo niepodległej Polski nad bolszewikami. Bitwa ta odbyła się pomiędzy 13 a 25 sierpnia 1920 roku i nazywana jest do dziś „Cudem nad Wisłą”.
Zwycięstwo Wojska Polskiego nad nacierającymi oddziałami Armii Czerwonej na Warszawę, stolicę już wtedy niepodległej Polski, nie tylko pozwoliło tę niepodległość zachować, ale także radykalnie zmieniło zamiary Sowietów na wywołanie rewolucji komunistycznej nie tylko na terenach Polski ale też całej Europy Zachodniej. Europa ma tu dużo do zawdzięczenia Polakom.
Nie byłoby „Cudu nad Wisłą”, gdyby nie słynny plan obrony opracowany przez genialnego stratega i ówczesnego Szefa Sztabu Wojska Polskiego, gen. Tadeusza Jordana Rozwadowskiego. To właśnie on obmyślił plan zwycięskiej bitwy i dowodził wojskami polskimi aż do zwycięstwa.
Generał Tadeusz Jordan Rozwadowski (Źródło: Wikipedia)
Mimo, iż Marszałek Piłsudski przypisywał sobie zasługi tego zwycięstwa, to jednak fakty historyczne świadczą o tym, że w początkach walki był nieobecny, a w jej końcowym etapie wyznaczył sobie tylko jej fragmentaryczny odcinek.
Nie sposób też pominąć szokującego dla wielu faktu, że 12 sierpnia 1920 roku Józef Piłsudski złożył pismo ze swoją dymisją z funkcji Naczelnika Państwa oraz Naczelnego Wodza na ręce premiera rządu Ocalenia Narodowego, Wincentego Witosa.
Zaraz potem marszałek wyjechał do miejscowości Bobowa, gdzie przebywała jego kochanka (a późniejsza żona) Aleksandra Szczerbińska z ich dwiema córkami. Marszałek wrócił z Bobowej do Puław dopiero 14 sierpnia. [chyba później;to też jego „tajemnica”. md]
Gen. Rozwadowski nie wiedząc o dymisji Piłsudskiego (Witos schował pismo z dymisją do szuflady i nie podał tego faktu do wiadomości publicznej) nadal traktował Marszałka jako Naczelnego Wodza.
Generał Tadeusz Rozwadowski jako autor planu bitwy warszawskiej był całkowicie lojalny wobec Józefa Piłsudskiego. W czasie wojny polsko-bolszewickiej był szefem sztabu Wojska Polskiego i to jego podpis widnieje pod słynnym rozkazem nr 10.000, który zmienił główną koncepcję bitwy warszawskiej.
To właśnie gen. Rozwadowski przekonał marszałka, że zamiast bronić się tylko ze strony południowej, należy zaatakować Sowietów jednocześnie z dwóch stron: od południa i północy.
Ważną decyzją było też (znowu pomysł gen. Rozwadowskiego) przyspieszenie uderzenia znad Wieprza z 17 na 16 sierpnia. Spowodowało to wycofanie się wojsk Armii Czerwonej. Tym razem to Polacy pogonili Sowietów.
Warto wspomnieć również o mało znanym fakcie, że to dzięki inicjatywie gen.Tadeusza Rozwadowskiego powstała eskadra lotnicza im. Tadeusza Kościuszki. Stworzył ją amerykański lotnik Merian C. Cooper.
Gen. Rozwadowski i kpt. Cooper poznali się w roku 1919, kiedy generał dowodził bohaterską obroną Lwowa, a kapitan dostarczał żywność do obleganego przez Ukraińców Lwowa.
Po zdemobilizowaniu amerykańscy lotnicy zgłaszali się do polskich placówek aby wesprzeć Polaków w walce z Sowietami. W roku 1920 amerykańscy lotnicy wykonali 190 lotów bojowych wspierając z powietrza polskie dywizje piechoty.
Bitwa wygrana, jej główny strateg i dowódca odsunięty w cień. Marszałek Józef Piłsudski triumfuje i przypisuje sobie zasługę zwycięstwa — Taki właśnie stan faktyczny zaistniał po zakończeniu działań Bitwy Warszawskiej.
Gen. Rozwadowski z właściwą sobie pokorą i elegancją w postępowaniu, nie upomniał się o należne mu zaszczyty za obronę stolicy, godząc się z cichą, drugoplanową rolą w tym wielkim zwycięstwie.
Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej gen. Rozwadowski objął nową funkcję Inspektora II Armii. Awansował także na stopień generała broni.
Od roku 1921 zajął się reformowaniem i szkoleniem polskiej kawalerii. W roku 1921 został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojskowego Virtuti Militari, a w roku 1922 Krzyżem Komandorskim Orderu Wojennego Virtuti Militari.
Niestety wielkie zasługi generała oraz jego silna pozycja wojskowa stały się potencjalnym zagrożeniem dla planów politycznych marszałka Piłsudskiego.
W maju 1926 roku marszałek Józef Piłsudski dokonał zbrojnego zamachu stanu w Polsce. Walki pomiędzy siłami rządowymi a zwolennikami marszałka toczyły się w stolicy od 12 do 15 maja i spowodowały smierć 379 osób, w tym 164 cywilów. Ponad tysiąc osób zostało rannych.
Gen. Rozwadowski został mianowany obrońcą konstytucyjnych organów państwa polskiego przed zamachowcami Piłsudskiego. W trakcie walk o stolicę spora cześć oddziałów wojska polskiego przeszła na stronę zamachowców. Przewrót majowy zakończył się całkowitym zwycięstwem marszałka Piłsudskiego i jego zwolenników.
Gen. Tadeusz Rozwadowski został aresztowany w Warszawie z rozkazu Piłsudskiego a następnie wywieziony do Wojskowego Więzienia Śledczego na Antokolu w Wilnie. Był tam przetrzymywany w haniebnych warunkach, w brudnej celi bez ogrzewania. Pozbawiono go opieki zdrowotnej i zabroniono kontaktów z rodziną.
Dopiero po roku, 17 maja 1927 roku, gen.Rozwadowski został zwolniony z aresztu śledczego. Nigdy nie doczekał się oficjalnego aktu oskarżenia. Generał wyszedł z aresztu jako ciężko schorowany, doświadczony niesprawiedliwym traktowaniem wrak człowieka.
Zmarł niedługo potem, 18 października 1928 roku. Został pochowany zgodnie ze swym życzeniem wśród żołnierzy, którymi kiedyś dowodził, na Cmentarzu Obrońców Lwowa.
Pogrzeb gen. broni Tadeusza Jordan Rozwadowskiego w Warszawie. Wyniesienie trumny z kościoła św. Barbary na Koszykach, październik 1928 r. (Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Władze sanacyjne nie zgodziły się na sekcję zwłok generała, a jego ciało zostało zabrane w niewyjaśnionych okolicznościach z grobowca we Lwowie. Grób jest pusty i do dzisiaj nie wiadomo gdzie są szczątki doczesne generała. Istnieje wiele poszlak dotyczących rzekomego zabójstwa generała Rozwadowskiego.
Jedną z nich jest teoria o wymalowaniu ścian celi (w której ponad rok był więziony po zamachu majowym) trującą farbą zawierającą arszenik. Druga teoria mówi o podaniu mu kanapki z pociętym drobno włosiem końskim, które miało spowodować nieuleczalną chorobę żołądka.
To są nieudowodnione poszlaki. Natomiast niezaprzeczalnym faktem jest, że władze sanacyjne nie miały żadnych intencji uhonorować zasług generała nawet po śmierci. Jego pogrzeb we Lwowie zorganizowano celowo w godzinach porannych, żeby ograniczyć do minimum liczbę żałobników biorących udział w pochówku.
Mimo to tłumy przybyły aby pożegnać generała, a nad konduktem żałobnym krążyły samoloty. W ten sposób wierni Rozwadowskiemu piloci oddali hołd pamięci generała. Za ten symboliczny akt dowódca lwowskiego lotnictwa został pozbawiony stanowiska.
Minęło ponad 100 lat od pamiętnej Bitwy Warszawskiej a dla obrońcy ojczyzny wciąż nie ma należnego miejsca w pamięci narodowej.
W stolicy Polski, której z takim poświeceniem bronił, na próżno szukać pomników generała Rozwadowskiego. Skazano go na zapomnienie. Warszawscy radni odrzucili petycję dotyczącą budowy w stolicy pomnika generała. Nie ma też ani wizerunku, ani nawet wzmianki o zasługach gen. Rozwadowskiego dla Polski w Muzeum Polskim w Ameryce, które odwiedziłam niedawno w Chicago.
Natomiast w roku 1922 popiersie gen. Tadeusza Rozwadowskiego odsłonięto w Lublińcu, w siedzibie elitarnej Jednostki Wojskowej Komandosów.
Wielki patriota, gen. Tadeusz Jordan Rozwadowski, nigdy nie zabiegał o zaszczyty, sławę, bo dla niego najważniejsze były czyny i to właśnie w nich zawiera się cała jego wielkość. Warto jednak przekazać wiedzę o jego chwalebnych zasługach młodemu pokoleniu a prawda historyczna prędzej czy później przebije się przez zmowę milczenia.
Pchnięcia nożem stają się coraz powszechniejsze w całej Europie, a tendencja ta jest ściśle związana z migracją.
Jamajczyk aresztowany za brutalne pchnięcie nożem przypadkowego mieszkańca
Policja w centrum Warszawy zatrzymała 50-letniego obywatela Jamajki, który pod koniec marca zaatakował nożem przypadkowego 27-latka na placu Bankowym w Warszawie. Według Salon24 incydent miał miejsce po kłótni w tramwaju, która przerodziła się w fizyczną konfrontację na przystanku.
Sprawca rzekomo „kilkakrotnie dźgnął nożem 27-letniego obywatela Polski. Ranny mężczyzna został przewieziony do szpitala z poważnymi obrażeniami” – powiedział rzecznik policji Jakub Pacyniak w RMF FM, dodając, że rany klatki piersiowej sprawiły, że jego stan jest krytyczny.
Napastnik uciekł z miejsca zdarzenia, ale policja zidentyfikowała go dzięki nagraniom z monitoringu ulicznego i rejestratorom tramwajowym. Został aresztowany na okres trzech miesięcy, ale grozi mu do 20 lat więzienia, jeśli zostanie skazany.
W listopadzie ubiegłego roku czterech obywateli Turcji zostało aresztowanych w centrum Warszawy w związku z pchnięciem nożem. Głównemu podejrzanemu postawiono zarzut usiłowania ciężkiego uszkodzenia ciała, posiadania narkotyków i prowadzenia pojazdu pod wpływem narkotyków, podczas gdy inny przebywał w Polsce nielegalnie.
Europa padła ofiarą serii pchnięć nożem, a zdarzenia te stały się niemal normą w cyklach informacyjnych. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy Remix News informował o incydentach we Francji , Holandii i Włoszech . I to tylko trzy przykłady. Co ciekawe, we wszystkich trzech z tych historii i w zdecydowanej większości innych sprawcami są wszyscy migranci.
Najbardziej szokujący ostatni atak nożem miał miejsce, gdy Afgańczyk zaatakował grupę dzieci w przedszkolu w Niemczech, w wyniku czego zginęły dwie osoby, w tym 2-letni chłopiec.
Artykuł Adama Entousa w „The New York Times” z marca 2025 roku rzuca nowe światło na rolę Stanów Zjednoczonych w konflikcie ukraińskim. Oparty na ponad 300 wywiadach z urzędnikami z dziesięciu krajów, tekst ujawnia, że USA były znacznie głębiej zaangażowane w wojnę, niż dotychczas przyznawano.
Zgodnie z ustaleniami dziennikarza, kluczowe decyzje strategiczne zapadały w Pentagonie oraz w amerykańskiej bazie w Wiesbaden. Wiosną 2022 roku, dwóch ukraińskich generałów zostało potajemnie przetransportowanych do Niemiec, gdzie w ramach porozumienia Task Force Dragon Amerykanie zobowiązali się dostarczać wywiad, szkolenia i zaawansowaną broń. W praktyce oznaczało to, że USA kierowały ogólną strategią bitew i dostarczały precyzyjne informacje o celach dla ukraińskich żołnierzy, co wskazuje na bezpośrednie zaangażowanie operacyjne.
Ukraińcy jednak czasami działali samodzielnie, co wywoływało frustrację amerykańskich dowódców. Zatopienie okrętu „Moskwa” w 2022 roku zaskoczyło Pentagon – administracja Bidena nie zamierzała umożliwiać ataku na tak ważny symbol rosyjskiej potęgi. Amerykanie byli zszokowani, że Ukraińcy nie poinformowali ich wcześniej i posiadali rakiety zdolne do przeprowadzenia takiej operacji.
Podobnie kontrowersyjny był atak na rosyjski Kursk. Ukraińcy potajemnie przekroczyli granice operacyjne ustalone przez Amerykanów, naruszając tzw. „box” – strefę mającą chronić Charków i Sumy przed rosyjskimi bombardowaniami. Według prezydenta Zełenskiego celem ofensywy było zdobycie terytorium jako karty przetargowej w przyszłych negocjacjach, jednak dla Pentagonu działanie to stanowiło zagrożenie dla wysiłków humanitarnych w Charkowie.
Artykuł odkrywa fundamentalne różnice w podejściu sojuszników. Ukraińcy postrzegali wojnę jako walkę o przetrwanie państwa i dążyli do zwycięstwa, podczas gdy Amerykanie koncentrowali się na unikaniu eskalacji, szczególnie w kontekście zagrożenia nuklearnego. Generał Walerij Kondratiuk trafnie podsumował tę rozbieżność: „Jesteśmy sojusznikami, ale mamy inne cele. My chronimy nasz kraj, a wy chronicie swoje fantomowe obawy przed zimną wojną.”
Sekretarz obrony Lloyd Austin podczas wizyty w Kijowie był zaskoczony liczbą młodych mężczyzn bez mundurów na ulicach stolicy. Artykuł odnotowuje konsternację USA wobec niechęci młodych Ukraińców do obrony kraju, co kontrastowało z oczekiwaniami Pentagonu. Średni wiek ukraińskich żołnierzy wynosił około 40 lat, co potwierdzało doniesienia o unikaniu służby przez młodszych mężczyzn poprzez ucieczkę za granicę lub ukrywanie się.
Szczególnie niepokojące były szacunki amerykańskich agencji wywiadowczych dotyczące ryzyka użycia przez Rosję taktycznej broni jądrowej. Prawdopodobieństwo takiego scenariusza oceniano początkowo na 5-10%, jednak miało ono wzrosnąć do 50% w przypadku ukraińskich planów przekroczenia Dniepru i marszu na Krym. Te kalkulacje wyjaśniają ostrożność Pentagonu i niechęć do dostarczania niektórych rodzajów broni.
Napięcia sojusznicze pogłębiał impas, w którym Ukraińcy uważali, że Amerykanie nie robią wystarczająco dużo, by pomóc im wygrać, podczas gdy Amerykanie twierdzili, że Ukraińcy nie podejmują wystarczających wysiłków, by pomóc sami sobie. Artykuł cytuje opinię, że „Ukraińcy nie byli skłonni zrobić tego, co było konieczne, aby pomóc sobie zwyciężyć”, co odzwierciedla frustrację Pentagonu brakiem skutecznej mobilizacji młodych Ukraińców.
Ustalenia Entousa pokazują, jak znacząco różniła się amerykańska narracja publiczna od rzeczywistego zaangażowania USA w konflikt. Podczas gdy oficjalnie Waszyngton deklarował wsparcie dla ukraińskiej suwerenności i niezależności, w praktyce Pentagon ściśle kontrolował eskalację działań wojennych, często wbrew interesom strategicznym Kijowa. Publikacja ta rzuca nowe światło na fiasko ukraińskiej kontrofensywy z 2023 roku oraz wyjaśnia opóźnienia w dostarczaniu zaawansowanych systemów uzbrojenia, które mogłyby zmienić dynamikę konfliktu.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 8 kwietnia 2025
15 maja 1928 roku wyruszyła na Biegun Północny wyprawa dowodzona przez włoskiego generała Huberta Nobile. Dotarła nad Biegun, gdzie z gondoli sterowca wyrzuciła włoską flagę i podarowany przez papieża krzyż. Wkrótce jednak sterowiec uległ awarii, gondola uderzyła w lód, a sześciu członków załogi, którzy znajdowali się w sterowcu, zostało porwanych przez wiatr i przepadło bez wieści. Dzięki radiu rozbitkowie nawiązali kontakt z jakimś włoskim statkiem i rozpoczęła się akcja ratownicza. Polska w tej akcji udziału nie brała, ale w geście solidarności z rozbitkami, Poczta Polska zwolniła z opłat telegramy wysyłane w związku z operacją ratowania generała Nobile i jego załogi. Ta sytuacja została natychmiast wykorzystana przez sfery kupieckie i poczta została zalana telegramami w stylu: „Panie Cyngielman, pan jedź na pomoc generału Nobile. A jak pan nie możesz, to przyślij mi pan zamówione 12 tuzinów koszul męskich – stop”.
Przypomniały mi się te telegramy, kiedy w dniach ostatnich Wielka Brytania, co to zaoferowała Ukrainie „stuletnie partnerstwo”. Bo właśnie chyba w ramach tego partnerstwa, brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych „wezwało” Rosję do przyjęcia „bezwarunkowego zawieszenia broni”. Ciekawe, że według skąpych, bo skąpych, medialnych doniesień z rozmów amerykańsko-rosyjskich w Arabii Saudyjskiej, strona amerykańska aż tak daleko nie idzie, jak brytyjska, i zdaje się, że przynajmniej wysłuchuje, co Rosjanie mówią, podczas gdy brytyjskie MSZ najwyraźniej nie chce niczego słyszeć. Nic więc dziwnego, że Wielka Brytania nie jest stroną tych rozmów, co pewnie uraża jej imperialną dumę. Kto wie, czy nie najbardziej boleśnie odczuwa tę urazę obecny minister spraw zagranicznych Zjednoczonego Królestwa, pan David Lammy, Murzyn urodzony wprawdzie w Londynie, ale o korzeniach gujańskich. Rzeczywiście – internacjonalizm w Wielkiej Brytanii nabiera rozmachu i jak tak dalej pójdzie, to kto wie – może i brytyjska rodzina królewska ściemnieje? Ale skoro tak, to dlaczego brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie ma wysyłać do Rosji żądań w stylu telegramów zwolnionych w 1928 roku przez Pocztę Polską z opłat? „Panie Putin, pan bezwarunkowo zgódź się na zawieszenie broni, bo jak nie, to będzie z panem brzydka sprawa!”
Jestem pewien, że jak na Kremlu taką depeszę przeczytają („I zaraz Żydzi w Kremlu dostali depeszę i skoczyła iskrówka, zawrzały redakcje, paryski Rotszyld ręce zaciera w uciesze…” – pisał natchniony poeta w wierszu „Mocarstwo anonimowe” („Już w podziemiach synagog wszystko złoto leży, amunicję przenoszą czarni przemytnicy, naradzają się szeptem berlińscy bankierzy, dzwoni tajny telefon w warszawskiej bóżnicy” (…) Smok olbrzymi od morza do morza się wije, nocą widzą go w ogniu najśmielsi lotnicy, czarny łopoce w miastach i na trwogę bije, sygnał strzelił rakietę znad pruskiej granicy”) – to zaraz wywieszą białą flagę i dla Ukrainy nastanie 100 lat obfitości. Czy w tej sytuacji ktokolwiek jeszcze może powątpiewać w wartość stuletniego partnerstwa z Wielką Brytanią?
Jak się okazuje, nie tylko nam, to znaczy – naszemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych – może przytrafić się casus pascudeus, chociaż właśnie się przytrafił i to nie tylko resortowi na którego czele stoi Książę-Małżonek, ale całemu vaginetowi obywatela Tuska Donalda, który Księcia-Małżonka wziął do swojego vaginetu na chłopaka do spraw zagranicznych. Oto Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje nakazała Komisji Europejskiej pożyczyć pieniądze na sfinansowanie uzbrojenia po zęby Bundeswehry, co to w ramach „kolektywnej obrony” będzie najtwardszym jądrem europejskich sił zbrojnych, z niemieckim palcem położonym na francuskim atomowym cynglu – a pożyczkę zwrócić poszczególnym bantustanom, miedzy innymi – również naszemu nieszczęśliwemu.
Na osłodę rzuciła nam coś w rodzaju makagigi, to znaczy – objęła unijnymi kompetencjami decyzyjnymi przeznaczenie słynnego „Wału Tuska”, zwanego inaczej „Tarczą-Wschód”. Połechtany tym wyróżnieniem w samą łechtaczkę obywatel Tusk Donald tak się rozochocił, że w porywie entuzjazmu dla berlińskiej materii, zarzucił „hańbę” tym wszystkim, co nie wykazali instynktu stadnego i w Knesejmie nie głosowali za poparciem rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie pożyczki – i tak dalej. Najwyraźniej obywatelu Tusku Donaldu musiało się przedstawić, że żaden europejski bantustan, podobnie jak i on, nie będzie w stanie sprzeciwić się zbawiennym nakazom Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje.
Lecz – jak powiada inny poeta – „tymczasem na mieście inne były już treście”. Oto okazało się, że niektóre bantustany się zbuntowały i w związku z tym nad zbawiennymi pomysłami Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje zawisnął wielki znak zapytania. Premier Włoch Giorgia Meloni wyśmiała zbawienne propozycję Reichsfuhrerin, wskazując, że 800 mld euro, jakie miałyby być wydaje na uzbrojenie po zęby Bundeswehry i makigigi dla naiwniaków w rodzaju naszego nieszczęśliwego kraju, to „wirtualne pieniądze” – a ponadto – Włochy mają więcej zaufania do obecnej amerykańskiej administracji, niż, dajmy na to, Niemcy – które euroatlantyckie pękniecie traktują jako prawdziwy dar Niebios iI szansę dla IV Rzeszy. Podobnie reaguje Hiszpania, a ponadto również Austia, Dania, Holandia i Szwecja nie zgadzają się na sfinansowanie wydatków wojskowych z długu, czyli – z emisji „euroobligacji”. Najwyraźniej przynajmniej część członkowskich bantustanów nie chce dać się nabrać na frazesy o „kolektywnej obronie”
Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj wprawdzie bezsilnie zaprotestował w postaci głosowania przeciwko rezolucji – ale był to protest bezsilny, bo opozycja to głosowanie w Sejmie przegrała – w związku z czym Naczelnik Państwa, który jeszcze w czerwcu 2021 roku przeforsował w Sejmie przy pomocy Klubu Parlamentarnego Lewicy ratyfikację ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej, dzięki czemu właśnie Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje mogła forsować program zbrojeniowy IV Rzeszy, to znaczy – Bundeswehry za kredyt zaciągnięty przez Komisję Europejską, który będą musiały spłacać członkowskie bantustany, właśnie w dniach ostatnich wezwał „wszystkich patriotów”, by 12 kwietnia zjawili się na „marszu”, który pod pretekstem tysięcznej rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego i pięćsetnej rocznicy „hołdu pruskiego” wsparłby niemrawą kampanię prezydencką pana Karola Nawrockiego, a przy okazji pozwoliła samemu Naczelnikowi wysforowanie się na największego patriotę w Polsce. W ten sposób po raz kolejny potwierdzi się opinia o Polakach, jaką rosyjski ambasador Otto Magnus von Stackelberg zapisał w jednym ze swych raportów do Katarzyny II: „La liberte polonaise n’ayant jamais porte que sur l’immagination… a accutume la nation au seul culte de l’appareil exterieur” – co się wykłada, że wolność polska, zawsze skierowana w dziedzinę wyobraźni… przyzwyczaiła naród do kultu działań pozornych.
Takim działaniem pozornym jest „Marsz Niepodległości”, który z powodzeniem można nazwać Marszem Zamiast Niepodległości – bo odbywa sie on nie po to, by wesprzeć jakieś realne działania niepodległościowe, tylko właśnie jako działanie pozorne, którego tłem są w sferze faktów politycznych operacje skierowane na wypłukiwanie suwerenności państwowej, jak np. ratyfikacja w roku 2009 traktatu lizbońskiego, za którą 1 kwietnia 2008 roku opowiedziało się zarówno PiS, jak i Volksdeutsche Partei. Takie „marsze” nikomu nie szkodzą, bo wprawdzie mają swoją wymowę propagandową, ale cóż z tego, skoro cała para idzie w gwizdek, zamiast zostać użyta na wsparcie działań w sferze politycznych faktów? Zadaniem propagandy jest wspieranie działań realnych, bo w przeciwnym razie, jeśli nawet mobilizuje ona społeczny i polityczny potencjał, to następnie, wobec braku czegoś, co mogłaby wspierać, ten potencjał marnotrawi, dostarczając jednocześnie uczestnikom takich przedsięwzięć złudzenie, że robią coś szalenie ważnego i pożytecznego dla państwa. Jeśli nawet Volksdeutsche Partei czasami podejmuje próby zablokowania takich przedsięwzięć, to może to być obliczone właśnie na ugruntowanie takiego złudzenia u ich uczestników, a jednocześnie – jako podstawa do oskarżeń na użytek zagranicy, zwłaszcza ośrodków zaangażowanych w „walkę o praworządność” w Polsce – jako pozór dowodu, że te operacje są politycznie i moralnie uzasadnione.
I takim działaniem pozornym jest wspomniany wyżej „marsz”, na czele którego, jako inicjator, zamierza stanąć Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, żeby nie tylko wykurować się politycznie, ale umocnić zaprojektowany w Magdalence duopol władzy w naszym bantustanie, w którym nie ma miejsca na żadną polityczną alternatywę, tylko na wybór między dżumą a tyfusem.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
================================
mail:
Podczas marszu ma odbyć się próba pobicia rekordu Polski w tańcu poloneza. Organizatorzy będą tańczyć w Wielkim Poście, w przededniu Wielkiego Tygodnia.
Funkcjonariusze Straży Granicznej rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, której członkowie w zamian za korzyści materialne ułatwiali cudzoziemcom nielegalne przekraczania polskiej granicy i nielegalny pobyt w Polsce. Wśród zatrzymanych są urzędnicy jednego z powiatowych urzędów pracy na Mazowszu.
Śledztwo w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Grójcu.
– W sprawie zatrzymano trzy osoby. Wobec dwojga z nich – dwóch wysoko postawionych urzędników powiatowego urzędu pracy – sąd zastosował aresztowanie na okres 3 miesięcy – poinformowała rzecznik Komendanta Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej mjr Dagmara Bielec.
Prokurator przedstawił podejrzanym zarzuty dotyczące m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz organizowania nielegalnego przekraczania granicy RP.
– Podejrzanym zarzuca się także przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w związku z procedurą wydawania zaświadczeń o wpisie do ewidencji wniosków w sprawie pracy sezonowej i tym samym umożliwienie nielegalnego przekroczenia granicy RP cudzoziemcom z krajów wysokiego ryzyka migracyjnego, na podstawie dostarczonych dokumentów wymaganych do uzyskania polskiej wizy, a także poświadczania nieprawdy co do zamiaru zatrudnienia cudzoziemca na terenie Polski i tym samym – działania na szkodę interesu publicznego – wskazała mjr Bielec.
W związku z działalnością przestępczą rozbitej grupy, od 2018 do 2024 r., prawie 12,5 tys. cudzoziemców z Azji Centralnej, Afryki, Dalekiego Wschodu i Ukrainy uzyskało dokumenty niezbędne do wnioskowania o wizę. Po jej uzyskaniu nabyli prawa do wjazdu do Polski i tym samym do innych krajów strefy Schengen.
– Członkowie grupy wykorzystywali dane personalne zarówno legalnych pracodawców, jak i tzw. słupów, z których tworzyli fikcyjnych pracodawców i na ich dane składali fałszywe wnioski o wydanie zezwoleń na pracę dla cudzoziemców – dodała rzecznik Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej.
Podczas przeszukań lokali zajmowanych przez zatrzymane osoby oraz pomieszczeń powiatowego urzędu pracy, funkcjonariusze zabezpieczyli nośniki danych, dokumenty mogące stanowić dowód w sprawie. Zabezpieczono także ponad 117 tys. zł oraz trzy pojazdy.
Ostatnie zatrzymania były efektem wielomiesięcznej pracy funkcjonariuszy operacyjno-śledczych z Placówki Straży Granicznej w Radomiu Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej w Warszawie.
Na trop grupy przestępczej funkcjonującej w strukturach jednego z powiatowych urzędów pracy na Mazowszu, funkcjonariusze wpadli po rozbiciu w maju 2024 r. innej zorganizowanej grupy działającej w tej samej instytucji i zatrzymaniu 10 osób, m.in. pracownicy tego urzędu, która do dziś pozostaje w areszcie.
Podkarpacki producent ultralekkich samolotów Ekolot wygasza działalność po 30 latach obecności na rynku. Obwinia biurokrację. – Można to nazwać sabotażem gospodarczym – powiedział portalowi Interia.pl Henryk Słowik, dyrektor firmy Ekolot. Urząd Lotnictwa Cywilnego zaprzecza zarzutom.
Samolot ultralekki KR-030 Topaz produkowany przez Ekolot (materiały prasowe, Artur Mercik, Ekolot)
Ekolot działa od 1995 r. w Krośnie na Podkarpaciu. Jest jedyną w Polsce firmą produkującą seryjnie ultralekkie samoloty (ich masa nie przekracza 600 kg). „A właściwie był, ponieważ właściciel obecnie 'wygasza to wszystko do spodu’. Wybrane nieruchomości zamierza wynająć, zwolnił ponadto niektórych pracowników” – czytamy w Interii. Firma wciąż istnieje, ale nie będzie dalej produkować.
Pod koniec marca Henryk Słowik napisał list otwarty do premiera Donalda Tuska.
„Autor wyjaśnił w nim, że nie może dłużej prowadzić firmy ze względu na działania państwowych instytucji: Urzędu Lotnictwa Cywilnego oraz Urzędu Celno-Skarbowego w Przemyślu. Pierwszej wytknął, iż zbyt długo czeka, aż uzyska od niej certyfikację modelu samolotu. Drugiej, że na sprowadzany z Chin materiał używany do produkcji nałożyła aż 125-procentowe cło antydumpingowe, mające chronić przed nieuczciwą rywalizacją cenową” – relacjonuje portal.
Spór o cło z fiskusem
Słowik twierdzi, że towar, który sprowadzał z Chin, nie jest dostępny w Unii Europejskiej. Urzędnicy po długim czasie zmienili interpretację i uznali, że sprowadzany materiał jednak cłom antydumpingowym podlega. Skarży się, że choć kilka miesięcy temu skierował prośbę o pomoc do Kancelarii Premiera, nie otrzymał jej.
To właśnie o działaniach Krajowej Administracji Skarbowej mówi, że „można to nazwać sabotażem gospodarczym”. – Co państwu z tego, że doprowadza do bankructwa firmę i ona się zamyka? Samego ZUS-u płaciłem 500 tysięcy złotych. Jestem Polakiem, chcę tu pracować, Ekolot to rodzima firma, nie ma takiej drugiej w kraju w tej branży. Wyprodukowaliśmy przez te lata prawie 300 samolotów – mówił Interii.
W swoim liście otwartym wyliczał, że samoloty Ekolotu latają na całym świecie – we wszystkich krajach Europy, w obu Amerykach, w Azji, Australii, a nawet na Mauritiusie, w Nowej Kaledonii oraz na wyspie Reunion.
Izba Administracji Skarbowej w Rzeszowie odmówiła portalowi komentarza odnoszącego się do indywidualnego podmiotu i konkretnej sprawy.
Certyfikacja samolotu Topaz 600
Skarży się też na Urząd Lotnictwa Cywilnego. Firma Ekolot skonstruowała samolot Topaz 600 o masie startowej 600 kg (samolot wraz z paliwem i osobami na pokładzie). Twierdzi, że po rozmowach z ULC był pewien, że Topaz 600 certyfikację przejdzie „szybko i sprawnie”. Przyjął pierwsze zamówienia na samoloty, wyprodukował je, ale mimo upływu kilkunastu miesięcy, nie może ich sprzedać klientom.
Konstruktorem samolotów jest doświadczony inżynier Jerzy Krawczyk, pracujący w branży od 50 lat.
Urząd Lotnictwa Cywilnego twierdzi, że w liście otwartym Słowika „znajduje się wiele niespójnych i nieprawdziwych informacji”. Urząd twierdzi, że próby wytrzymałościowe wykazały konieczność wzmocnienia jednego z głównych elementów konstrukcyjnych. Dodaje też, że certyfikacja trwa od grudnia 2023 r. i jest na ukończeniu. – Nie popełniono błędów w procesie – zapewnia Marta Chylińska, rzeczniczka ULC, w rozmowie z portalem.
ULC przekonuje, że certyfikacja samolotu Topaz z masą startową 472 kg trwała trzy lata i dwa miesiące. Z kolei ultralekki samolot WT9 Dynamic LSA był certyfikowany przez Agencję UE ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) przez blisko siedem lat. Jak czytamy, datę wręczenia certyfikatu ustalono na 4 kwietnia, jednak firma wstrzymała produkcję wcześniej.
W czasie II wojny światowej sanktuarium licheńskie zajęli Niemcy, „naziści”, by utworzyć na jego terenie obóz szkoleniowy dla Hitlerjugend. Co ciekawe, do obozu nie zostali wcale przywiezieni niemieccy chłopcy z terenów III Rzeszy, ale trafili do niego młodzieńcy z mieszkających w tych rejonach od lat rodzin o niemieckich korzeniach.
Chłopcy ci nie znali nawet niemieckiego, bo w ich domach nie używało się już tego języka. Mieli nauczyć się go w trakcie szkolenia. Zresztą w licheńskim obozie mieli też uczyć się strzelać mając przed sobą tarcze w postaci zagrabionych ze świątyni świętych obrazów i figur.
Chłopcom urządzono wspólną sypialnię w murach kościoła Św. Doroty i po pewnym czasie zaczęli oni donosić przełożonym, że nocami widują w kościele tajemniczą białą niewiastę i takiegoż staruszka wyglądającego na pasterza.
Przełożeni uspokajali chłopców i zapewniali, że są bezpieczni, ale niepokój wśród ich wychowanków rósł. Młodzi przeczuwali, że ich obecność w sanktuarium i świętokradcze ćwiczenia nie podobają się Bogu.
Przełożeni zaczęli planować likwidację obozu i przeniesienie go.
Jednak w lipcu 1944 roku, wychowawczyni z obozu, funkcjonariuszka SS Berta Bauer, postanowiła udowodnić młodym, że Boga nie ma i raz na zawsze zamknąć temat „zjaw”, jak to określała. Zebrała wszystkich wokół jednego z krucyfiksów i oddała kilkanaście strzałów do figurki ukrzyżowanego Chrystusa. W jej ślady poszło też kilku wychowanków. „Zobaczcie, nic się nie dzieje! Bóg nas nie karze, bo Go po prostu nie ma!” – wołała.
Kilka godzin później otrzymała (być może w nagrodę?) urlop. Miejscowy rolnik odwoził ją do Konina na pociąg. Nagle pojawił się samolot, z którego oddano strzały. Berta Bauer zmarła na miejscu. Woźnicy nic się nie stało. Okazało się, że strzały padły w te fragmenty ciała Bauer, które kilka godzin wcześniej za jej przyczyną podziurawiły figurkę Ukrzyżowanego. W obozie Hitlerjugend wybuchła panika, której nikt już nie usiłował nawet tłumić. Obóz rozwiązano.
A rozstrzelany Chrystus nawiedzany jest co dnia przez rzesze licheńskich pielgrzymów.
Częstochowa 1944-1945 W styczniu 1945 r. marszałek Iwan Koniew, prowadząc Armię Czerwoną na Berlin, zatrzymał się pod Częstochową, by przegrupować wojska. Zajął kwaterę i przy stole zasłanym mapami opracowywał plany strategiczne. Wtem pojawiła się przed nim kobieta, ubrana na czarno, w czarnym szalu na głowie, i zwróciła się do niego po rosyjsku: Idź i natychmiast rozpocznij ofensywę na Częstochowę! Powiedziawszy to, wyszła.Koniew, mocno zaskoczony, wybiegi z kwatery i pytał żołnierzy trzymających wartę: „Gdzie jest ta kobieta, która była u mnie?”. Lecz ci odpowiedzieli: „Nie było tu żadnej kobiety!”. Marszałek Koniew, powróciwszy do kwatery, nie namyślając się wiele, cofnął poprzedni rozkaz, a wydał nowy, nakazujący natychmiastowy wymarsz na Częstochowę.16 stycznia 1945 r. wojska Frontu Ukraińskiego pod rozkazami marszałka Koniewa zdobyły miasto bez jednego wystrzału! Atak był tak gwałtowny, że hitlerowcy nie zdążyli zburzyć miasta. Jeden z braci paulinów wspominał: Ta godzina wyzwolenia przyszła nagle… […] A Niemcy na Jasnej Górze nic absolutnie nie wiedzieli, że radzieckie wojska już tu są. Jak się dowiedzieli, […] powstała straszna panika. […] zakonnicy wszyscy się modlili; była akurat godzina modłów i byliśmy w kaplicy. […] Jeden z naszych zakonników poszedł pytać się, co oni teraz będą robić. Ten komendant odpowiedział, że on w takim wypadku ma rozkaz, pod karą śmierci, spalić Jasną Górę, jak się będzie stąd wycofywał. Klasztor był w pogotowiu. Wszyscy, którzy się tu schronili i zakonnicy, nikt nie spał wtedy. Ja byłem wyznaczony na obserwatora. […] Przed godziną 23 Niemcy wytoczyli na dziedziniec klasztorny osiem beczek z benzyną. I te beczki ustawili szeregiem, odkorkowali i tak to wszystko się lalo. Jednocześnie tam gdzie Arsenał, była wywleczona ogromna sterta kocy, też zlana benzyną. A na wprost, gdzie taka mozaika ułożona z kamieni, to zastopowali ciężarowe auto, naładowane wybuchowymi materiałami i wszystko to zlali benzyną. Ale znów rozległy się jakieś detonacje i oni uciekli. Tylko częściowo to podpalili.” (…) 24 stycznia marszałek Iwan Koniew w otoczeniu sztabu oficerów wkroczył do jasnogórskiego sanktuarium. Stanąwszy przed obrazem Matki Bożej, powiedział: „Это ОНА сегодня была у меня ! [ To Ona tego dnia była u mnie! ] Pociągnął ręką dwa razy po twarzy, zdjął czapkę, pokłonił się nisko i wyszedł. A za nim sztab. Oficerowie byli poważnie zaniepokojeni zachowaniem Koniewa i jego zadziwiającą wypowiedzią. Myśleli, że marszałek zwariował! Wreszcie ośmielili się zapytać, dlaczego powiedział coś tak dziwnego. Koniew wyjaśnił: Tak, jak na tym obrazie, wyglądała kobieta, która dala mi tak stanowcze polecenie, że innej myśli już nie miałem, jak tylko tę, aby natychmiast rozkazać ofensywę na Częstochowę!
Podczas II wojny światowej w kościele św. Doroty w Licheniu hitlerowcy urządzili szkołę dla chłopców z Hitlerjugend. Młodych Niemców zaprawiano – w okrucieństwie. Kiedy w lipcu 1944 roku chłopcy zaczęli się skarżyć swojej wychowawczyni Bercie Bauer, że w kościele „coś ich straszy” wymierzyła ona z pistoletu i strzeliła do krucyfiksu.„Gdyby Bóg istniał, powinien natychmiast mnie ukarać” – powiedziała. Kilka godzin później, kiedy jechała na stację kolejową do Konina, przelatujący samolot – prawdopodobnie niemiecki, ostrzelał jej wóz. Berta Bauer zginęła na miejscu.
Kule trafiły ją dokładnie w te same miejsca na ciele, w których znajdują się otwory po kulach na krucyfiksie.
Kaplica Świętego Krzyża mieści się w podziemiu kościoła Matki Bożej Częstochowskiej na terenie Sanktuarium Licheńskiego, gdzie odbiera cześć obraz Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski. Jej powierzamy siebie i wszystkie sprawy naszej Ojczyzny
Tu, nad ołtarzem, znajduje się ten niewielki krucyfiks, – widnieje na nim 13 śladów po kulach.
Wiele osób jeździ i pielgrzymuje po całym świecie, a tymczasem… cudze chwalicie a swego nie znacie…
=======================
mail:
Miejscowi mówią, że miała rany dokładnie w tych miejscach, gdzie ugodziła Chrystusa w krucyfiksie.
Na terenie sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski w Licheniu Starym znajduje się kaplica Krzyża Świętego, w którym adorowany jest krucyfiks, do którego podczas wojny strzelała Berta Bauer. Warto poznać historię tego wydarzenia.
Berta Bauer była wychowawczynią nazistowskich chłopców, która cechować się miała szczególnym okrucieństwem. Kiedy Podczas II wojny światowej Niemcy urządzili w licheńskim sanktuarium ośrodek szkoleniowy młodzieży Hitlerjugend Bauer zajmowała się w nim indoktrynacją.
W lipcu 1944 Bauer zebrała wychowanków przed kaplicą cmentarną i kilkakrotnie strzeliła do wiszącego tam krucyfiksu. Wypowiedziała przy tym słowa: „Gdyby Bóg istniał, powinien natychmiast mnie ukarać”. Zaledwie kilka godzin później zginęła, kiedy wóz, którym jechała do Konina, został ostrzelany przez samolot. Podobno umierając, bardzo cierpiała.
14 września br. w święto Podwyższenia Krzyża Licheńskie Sanktuarium postanowiło dołączyć duchowo do akcji „Polska pod krzyżem”. W ramach apelu maryjnego o 21-szej wierni, którzy tego dnia zebrali się bardzo licznie, szli w procesji za tym krzyżem, do którego strzelała Bauer.
Było to symboliczne pokazanie, że każdy kto walczy z krzyżem, przegrywa.
Jak głosi łacińskie przysłowie: Stat crux dum volvitur orbis – Krzyż stoi, podczas gdy świat się obraca. Ideologie przemijają, ale orędzie Chrystusa pozostaje żywe i skuteczne.
=======================
mail:
Miejscowi mówią, że miała rany dokładnie w tych miejscach, gdzie ugodziła Chrystusa w krucyfiksie.
…Elder “detonuje bombę”, umieszczając w końcowej części raportu.
Agent CIA pisze, że McCone miał ścisłą sieć kontaktów i informatorów w Watykanie, ale wśród nich – jak na to wygląda – znajdowali się także dwaj papieże, którzy wstąpili na tron papieski w wyniku dwóch niefortunnych konklawe, tj. tych z roku 1958 i 1963.
Są to wspomniani wcześniej Jan XXIII i Paweł VI. Dwaj, prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjni papieże w historii, którzy całkowicie zmienili oblicze Kościoła poprzez otwarcie haniebnego Soboru Watykańskiego II, fundamentalnego dla stworzenia tegoź fałszywego kościoła (jak nazwał go św. Pius), który w niewielkim lub żadnym stopniu przypomina autentyczny kościół minionych 2000 lat.
Jest to kościół kompromisu. Kościół, który uwielbia chodzić do synagog i nazywać Żydów „starszymi braćmi”, podczas gdy jeszcze przed pojawieniem się Jana XXIII i przez ponad 1900 lat, każdy papież zawsze podkreślał dystans dzielący katolicyzm i judaizm.
Owe prawdy, swego czasu można było nawet przeczytać w czasopiśmie takim jak Civiltà Cattolica, która w numerze opublikowanym w roku 1890 pisała jak wielkim problemem jest talmudyzm i dlaczego jest on wyraźnie wrogi katolicyzmowi. https://archive.org/details/civiltacattolicathejewishquestionineurope
Sobór zmienił wszystko. Rozpoczął erę domieszek i ekumenizmu obecną w dokumentach soborowych, takich jak Nostra Aetate, w których wyraźnie napisano, że zbawienie można osiągnąć także poprzez inne wyznania, tym samym całkowicie unieważniając ofiarę Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał, aby odkupić ludzkość z jej grzechów.
Innymi słowy, jest to kościół skonstruowany na obraz i podobieństwo francuskiego roku 1789, który prawo naturalne wywodzące się od Boga zastępuje oświeceniowym i masońskim kultem praw człowieka.
Przemianę współczesnego świata można podsumować jako tę, która umożliwiła przejście od prawa naturalnego do oświeceniowego i masońskiego kultu praw, a Roncalli i Montini mieli niewątpliwą „zasługę” w zniekształceniu autentycznej misji katolicyzmu.
Waszyngton miał wszelki interes by wesprzeć ten proces. Świat waszyngtońskiego głębokiego państwa, przesiąknięty protestantyzmem, naturalnym sojusznikiem świata żydowskiego, już wcześniej uważnie obserwował konklawe z roku 1958, a słowa Eldera doskonale relacjonują się z innym dokumentem, który w Departamencie Stanu USA pojawił się kilka miesięcy wcześniej.
Waszyngton nie chciał papieża wiernego tradycji
Wynika to z raportu z 11 października 1958 roku, w którym watykański informator działający na rzecz administracji Eisenhowera donosił amerykańskiemu sekretariatowi stanu, że następny papież najprawdopodobniej zostanie wybrany w drodze porozumienia między kardynałami poza konklawe, ale najciekawszy jest ten oto fragment.
Osoba informująca administrację prezydencką w tamtym czasie wyraża głębokie zaniepokojenie, ponieważ jest co najmniej trzech kandydatów na papieża, takich jak Siri, Ottaviani i Ruffini, którzy, jego zdaniem, gdyby zostali wybrani, stanowiliby „nieszczęście” dla Kościoła, jako że są zbyt wierni Magisterium wszechczasów i zbyt mało otwarci z punktu widzenia odnowy podług potrzeb współczesnego świata. Ingerencja we wspomniane konklawe była wielokrotna i bardzo agresywna.
Conclave wygrał kardynał Siri; wybrał nawet imię, którym miał się nazywać jako papież – Grzegorz XVII, dopóki frakcja kierowana przez Francuzów, a przede wszystkim przez kardynała Tisserant’a https://en.wikipedia.org/wiki/Eug%C3%A8ne_Tisserant, nie wysunęła hipotezy, że po drugiej stronie tzw. “kurtyny” katoliccy biskupi zostaną zabici z powodu papieża zbyt mało skłonnego do dialogu ze światem komunistycznym, (podobnie jak nie był do tego skłonny papież Pacelli, dumny przeciwnik wspomnianej doktryny, która jest wrogiem chrześcijaństwa i prawdy). Wielu nie chciało, by arcybiskup Genui został następcą Piusa XII.
Z pewnością były to kręgi masonerii kościelnej, która – niestety – już wtedy, przeniknęła głęboko poprzez mury Watykanu, a także bez wątpienia byli to członkowie żydowskiej masonerii B’nai B’rith, która na konklawe z roku 1958 i 1963 wywarła decydujący wpływ.
Jest wiele relacji świadczących o tym, że właśnie ta masoneria wywarła silną presję, aby uniemożliwić Siri’emu wstąpienie na tron papieski. Sprzeciwy wobec genueńskiego kardynała były, jak widać, wielorakie, a także pozornie sprzeczne, co zostanie wkrótce wyjaśnione lepiej.
Ostatecznie, za sprawą rażących nieprawidłowości i gróźb śmierci pod adresem Siri’ego, wybrano patriarchę Wenecji, Angelo Roncalli’ego, który już wcześniej wprowadzony został w kręgi masońskie poprzez członkostwo we francuskim Grand Orient, i który utrzymywał bliskie kontakty ze środowiskami partii komunistycznej; papieskie zażyłości były tak głębokie, że w książce autorstwa Franco Bellegrandi’ego, członka Gwardii Papieskiej i publicysty Osservatore Romano, ujawniającego interesujące informacje na ten temat, papież zyskał przydomek «Nikita Roncalli». https://freepdf.info/index.php?post/Bellegrandi-Franco-Nichitaroncalli-Controvita-di-un-Papa
Również wybór imienia “Jan XXIII” wydaje się być pełen wymowy.
Roncalli wybrał imię antypapieża pochodzącego ze średniowiecza, aby pokazać (prawdopodobnie), że on sam chciał dać do zrozumienia, że jego elekcja nie była legalna i że jego misją nie było zachowanie dogmatów Kościoła, ale nagięcie ich do „potrzeb” współczesnego świata i modernizmu, który swoim drogowskazem uczynił ekumenizm.
Wśród pierwszych dokumentów opublikowanych przez Jana XXIII znajduje się jeden, który od razu daje do zrozumienia, że papież niesłusznie nazywany „dobrym papieżem” przez pewną prasę liberalną, nie miał zamiaru odrzucić różnych doktryn wrogich katolicyzmowi. Wręcz przeciwnie, Roncalli dał również początek ekumenizmowi politycznemu, że tak powiem, kiedy w swojej encyklice Pacem in terris opublikowanej 11 kwietnia 1963 r. wyraźnie potwierdził, że „może i musi istnieć współpraca między systemami komunistycznymi i katolickimi na poziomie społecznym i politycznym”.
W ten to sposób katolicyzm otworzył drzwi marksizmowi, a jeśli ktoś określa Jana XXIII jako ojca tak zwanej teologii wyzwolenia, oficjalnie zainaugurowanej w roku 1968 przez Radę Biskupów Ameryki Łacińskiej w Kolumbii, to ciężżko nie przyznać mu racji.
„Dobry papież” gorliwie pracował nad ową niewyobrażalną mieszanką katolicyzmu i marksizmu, zaś otwarcie Soboru Watykańskiego II w roku 1963 było okazją, na którą kościelna masoneria od dawna czekała, po to, by zacząć budować postępacki i liberalny kościół, który już wtedy, a tym bardziej teraz, katolickim jest wyłącznie z nazwy.
Przywódcy Kościoła byli całkowicie odurzeni pragnieniem przekształcenia Boskiej instytucji w ludzką, aż nazbyt ludzką, do tego stopnia, że jeden z “mózgów” Soboru – młody Joseph Ratzinger, powiedział w roku 1967, że Sobór Watykański II odniósł sukces w „przedsięwzięciu” wspierania „pozytywnego spotkania między Kościołem a światem”.
Nie ma zatem wątpliwości, że Roncalli przywdział szaty piątej kolumny, infiltrującego agenta wolnomularzy, który miał za zadanie zniszczyć Kościół od wewnątrz w imię kręgów, które nielegalnie osadziły go na tronie papieskim.
Pozostaje do wyjaśnienia pozorna sprzeczność bliskości Jana XXIII z CIA i jednocześnie z byłym Związkiem Radzieckim.
Jest ona dostrzegalna tylko wtedy, gdy zignoruje się historię komunizmu i bolszewizmu, które od samego początku otrzymywały wsparcie masonerii. Także Marks i Engels byli członkami lóż oraz aszkenazyjskiej finansjery, która w roku 1917 dostarczyła bolszewikom Lenina i Trockiego milionów dolarów z banków Maxa i Paula Warburgów oraz Jacoba Schiffa.
Bolszewicy, którzy zostali wydaleni z carskiej Rosji na wiele lat przed rewolucją, nigdy nie byliby w stanie marzyć o dojściu do władzy, gdyby nie otrzymali powodzi pieniędzy z Wall Street i nigdy nie byliby w stanie wrócić do Rosji, gdyby Stany Zjednoczone, wówczas pod prezydenturą Woodrowa Wilsona, nie pozwoliły Trockiemu na powrót do „ojczyzny” dzięki amerykańskiemu paszportowi uprzejmie przyznanemu przez samego Wilsona.
Komuniści, jak widać, mieli swoją ochronę i wsparcie w miejscach, które zgodnie z liberalną wulgatą powinny być im wrogie, podczas gdy w rzeczywistości dwa bieguny współczesnej polityki, liberalizm i właśnie marksizm, startują z różnych punktów, aby dotrzeć do tego samego celu, czyli końca suwerenności państw narodowych i usunięcia chrześcijańskich, a przede wszystkim ich katolickich korzeni, które są prawdziwą “czarną bestią” masonerii.
Także Montini, silnie zalatujący masonerią, znajduje się w niemal identycznej sytuacji jak Roncalli.
Wpisany w rejestr w latach ’20 ubiegłego wieku z powodu swojej homoseksualności (o której w roku 1933 donosili inni księża, widząc w nim „niepokojące wtargnięcie w sferę swoich współpracowników”), młody duchowny był już wtedy w bliskim kontakcie z różnymi wrogami Kościoła. https://www.traditioninaction.org/ProgressivistDoc/A_083_MontiniHomosexual.html
Montini dążył do zbudowania „wielkiego” sojuszu, który doprowadziłby do powstania rządu złożonego z Chrześcijańskich Demokratów i samej PCI (łoskiej Partii Komunistycznej), po raz kolejny pokazując, że kręgi wolnomularskie do osiągnięcia swoich celów wykorzystywały obydwie odnogi liberalnych demokracji.
Pius XII, poinformowany o koleżeńskiej zażyłości sekretarza stanu, usunął go z Rzymu, mianując go arcybiskupem Mediolanu w hołdzie łacińskiej maksymie „promoveatur ut amoveatur”, ale niestety okazało się, że było to wygnanie jedynie tymczasowe.
Gdy Pacelli zmarł przypuszczono atak, który można było zaobserwować podczas konklawe w roku 1958.
Jan XXIII inauguruje sobór, a w międzyczasie toruje drogę swojemu następcy, arcybiskupowi Montini’emu, mianując go kardynałem zaledwie dwa miesiące po październikowym zamachu stanu przeciwko Siri’emu.
Podczas konklawe w roku 1963 realizowany jest ten sam scenariusz, co w roku 1958. Po raz kolejny Siri otrzymuje pogróżki, a masonerii kościelnej udaje się wybrać papieża Montini.
Watykan wpadł w ręce swoich wrogów; za pontyfikatu Pawła VI członkowie żydowskiej masonerii B’nai B’rith znaleźli jeszcze większą gościnność niż wcześniej, podczas gdy obrońców Tradycji wiernych Magisterium, takich jak Monsignor Lefevbre, „Ojciec Święty” nie przyjmuje.
Nic więc dziwnego, że wspomniany wcześniej dokument potwierdza, że Jan XXIII i Paweł VI byli informatorami lub agentami CIA.
Jeszcze zanim objęli swe pontyfikaty, byli już dobrze zintegrowani zarówno w kręgach amerykańskiego wywiadu, jak i oczywiście w typowych kręgach masońskich, które przygotowywały ich pontyfikaty z dużym wyprzedzeniem.
Był to plan infiltracji Kościoła, który nie powstał w ciągu jednego dnia, ale dawno temu, czego dowodzą dokumenty uprzywilejowanej masonerii, takiej jak Alta Vendita, już w połowie XIX wieku.
Roncalli i Montini są wynikiem owej infiltracji i są przykładem dwóch papieży, którzy nie byli wierni swojej misji.
Pontyfikat Bergoglia jest więc „naturalną” kontynuacją i ”egzaltacją” soborowego procesu apostatycznego, który rozpoczął się w 1963 roku i nigdy nie został przerwany.
Pozostaje tylko pytanie, jaka będzie przyszłość Kościoła i czy ta długa infiltracja wreszcie dobiegła końca.[niemądre pytanie… md]
W międzyczasie historycy mogliby choć raz spróbować wykonać sumiennie swoją pracę i zapisać prawdy, które były przed nimi ukrywane przez ponad pół wieku.
Donald Trump powrócił do Białego Domu z jasnym przekazem dla krajów Unii Europejskiej: albo powrót do wspólnych wartości i znaczące zwiększenie wydatków na obronność, albo zapłacicie cła. To ultimatum wprowadza nowy rozdział w i tak już napiętych relacjach transatlantyckich, stawiając europejskich przywódców przed trudnym wyborem, którego skutki poniosą zwykli obywatele.
Od lat Stany Zjednoczone domagają się od europejskich sojuszników zwiększenia nakładów na obronność. Trump już podczas swojej pierwszej kadencji krytykował kraje NATO, które nie osiągały celu 2% PKB na wydatki wojskowe. Teraz, po ponownym objęciu władzy, amerykański przywódca zaostrzył retorykę, bezlitośnie obnażając hipokryzję unijnych przywódców.
„Chcę, by Europa płaciła” – stwierdził Trump jeszcze w 2019 roku, a ostatnie miesiące pokazują, że nie zmienił zdania. Podczas briefingu na pokładzie Air Force One, wracając z Florydy, amerykański przywódca postawił sprawę jasno: „Nie będzie rozmów, dopóki nie zapłacą nam dużych pieniędzy co roku, po pierwsze za teraźniejszość, ale także za przeszłość”. Trump słusznie sugeruje, że Europa powinna zrekompensować Ameryce to, że „zabrała jej wiele majątku”, równocześnie żyjąc pod amerykańskim parasolem bezpieczeństwa.
Na co UE wydaje zaoszczędzone pieniądze? na Zielony Ład – flagowy projekt unijnych oficjeli mający rzekomo doprowadzić do neutralności klimatycznej kontynentu do 2050 roku. Na ten ideologiczny eksperyment przeznaczono aż 30% budżetu UE na lata 2021-2027, czyli około 1,8 biliona euro! To gospodarcze samobójstwo, które niszczy europejski przemysł i dobrobyt obywateli w imię mrzonek o ocaleniu planety, ma się dobrze i nie cofnięto się ani o milimetr w realizacji tej ideologii.
Trump bezpośrednio powiązał kwestie handlowe z obronnymi zauważając, że „Stany Zjednoczone nie mogą stracić 1,9 biliona dolarów na handlu. Nie możemy tego zrobić i jednocześnie wydać dużo pieniędzy na NATO, aby chronić narody europejskie, chronić je wojskiem i tracić pieniądze na handlu. Cała ta sprawa jest szalona, a ja zostałem wybrany na tej podstawie”.
Tymczasem unijne elity, oderwane od rzeczywistości, snują mocarstwowe plany militarne budowy nowego europejskiego NATO. Plan „Readiness 2030” to kolejny dowód na to, jak bardzo brukselscy biurokraci nie rozumieją współczesnych zagrożeń. Zakładają, że ta rzekomo nieobliczalna Rosja, którą nas nieustannie straszą, grzecznie poczeka 10 lat, aż Europa się uzbroi! To nie tylko naiwne, ale i niebezpieczne myślenie.
Zieloni z Brukseli najwyraźniej nie zamierzają porzucić swoich eko obsesji. Zamiast tego planują zadłużyć UE na zbrojenia, przekonując, że już za dekadę będziemy gotowi na wyzwania militarne. Absurd goni absurd, gdy okazuje się, że ci sami ludzie, którzy przez lata nie widzieli potrzeby inwestowania w obronność, nagle odkryli, że żyjemy w niebezpiecznych czasach – ale rozwiązanie problemu nie nastąpi od razu i będzie trzeba poczekać kilka lat, których UE nie ma.
Trump nie zamierza dłużej czekać ani iść na kompromisy. Pytany o propozycję swojego doradcy Elona Muska dotyczącą stworzenia strefy wolnego handlu bez ceł między USA i Europą, Trump ponownie wyraził pretensje o „okropne traktowanie” Ameryki przez UE. Zaznaczył też, że choć europejscy przywódcy „przychodzą do stołu” i chcą negocjować, to nie będzie żadnych rozmów bez spełnienia jego warunków finansowych. To twarde stanowisko, ale całkowicie uzasadnione wobec lat europejskiej hipokryzji.
Europejscy przywódcy stoją przed trudnym dylematem, który sami sobie zgotowali. Z jednej strony, zależność od amerykańskiej ochrony jest faktem, szczególnie dla krajów Europy Wschodniej, najbardziej narażonych na rosyjskie zagrożenie. Z drugiej – UE nie chce rezygnować z Zielonego Ładu, który jest nie tyle strategią gospodarczą, co ideologicznym dogmatem określającym tożsamość brukselskich elit.
Przez lata Europa korzystała z premii za bezpieczeństwo, zużywając zaoszczędzone pieniądze na ideologiczne projekty zamiast na realną obronę. Teraz Trump mówi „dość”, a unijni biurokraci są w szoku, że ktoś ośmiela się podważać ich wizję świata, w którym można mieć wszystko naraz: bezpieczeństwo za amerykańskie pieniądze i klimatyczne fanaberie za pieniądze europejskich podatników.
Nowa administracja Trumpa wyraźnie daje do zrozumienia, że oczekuje konkretnych działań, nie tylko deklaracji. UE musi zdecydować, czy jest gotowa zapłacić cenę za lata życia pod amerykańskim parasolem ochronnym, czy może jednak nadszedł czas, by porzucić kosztowne mrzonki na rzecz realnej polityki bezpieczeństwa.
W Hali Stulecia odbędzie się bluźnierczy koncert promujący satanistyczne i antychrześcijańskie treści. To nie jest zwykłe wydarzenie muzyczne. Jest to celowa próba publicznego znieważenia Majestatu Boga, szydzenia z naszej wiary i naszego katolickiego narodu. Czy naprawdę mamy na to patrzeć bezczynnie? Bezczynność nie jest dla nas opcją, dlatego 25 kwietnia wychodzimy na ulice Wrocławia – modląc się, protestując, pokazując światu, że Polska jeszcze się nie poddała. Ale nie uda się nam bez Twojej pomocy.
Dlaczego Ty? Bo tylko osoby, którym zależy, mogą coś zmienić. Twoje wsparcie ma realną moc — Twoja obecność na modlitwie, w walce, w duchu wynagrodzenia. Nawet jeśli fizycznie nie możesz być z nami, Twoja darowizna pozwoli wysłać na miejsce tych, którzy staną w obronie kultury chrześcijańskiej w Twoim imieniu.
Dlaczego ta inicjatywa jest tak ważna właśnie teraz? Bez Twojej pomocy ryzykujemy, że nie pokryjemy podstawowych kosztów podróży, posiłków i materiałów dla organizatorów. Bez Ciebie — nasza modlitwa może nie zostać wysłuchana. Bluźnierstwo może pozostać bez odpowiedzi. Wiele osób z okolic Wrocławia potwierdziło już swoją obecność. Jednak organizatorzy przyjeżdżają z różnych stron Polski i potrzebują Twojej pomocy.
Jakie konkretne działania podejmiemy? Będziemy modlić się publicznie na różańcu.Rozdamy ulotki, aby uświadomić mieszkańców o zagrożeniu.Stanowczo, ale spokojnie, będziemy świadczyć o naszej wierze.Pokażemy, że Polska nie godzi się na promocję zła.Jednak podjęcie działań wymaga wsparcia finansowego.
Ponieważ najpilniejsze koszty, które musimy pokryć, to m.in.: Paliwo: 600 zł Posiłki dla wolontariuszy i inne wydatki związane z podróżą: 460 zł Wydruk ulotek i banerów: 1350 zł Razem: 2410 zł. Liczy się każda złotówka. Każda darowizna przybliża nas do zwycięstwa dobra nad złem.
Czy to ma sens? Czy protesty mogą coś zmienić?Tak! Dzięki podobnym działaniom bluźnierczy film „Benedetta” został szybko wycofany z kin w Polsce. Publiczna modlitwa, świadectwo i odważne sprzeciwienie się złu przynosi owoce.
Ale teraz potrzebujemy Twojej pomocy bardziej niż kiedykolwiek. Bo bez Ciebie… wolontariusze mogą usłyszeć najgorsze słowa: „Wracamy do domu. Nie damy rady.”
Kliknij tutaj, aby ich wysłać na duchową bitwę![POMAGAM]
Twoja modlitwa, Twoja darowizna, Twoje wsparcie może zmienić bieg wydarzeń.
To nie tylko Wrocław. Tu chodzi o coś więcej. Chodzi o to, czy w Polsce będzie jeszcze miejsce dla Boga, dla Matki Bożej, dla naszej wiary.
Proszę Cię, nie pozwól, aby tego dnia zabrakło świadectwa.
Nowe przepisy, ogłoszone przez Krajową Administrację Spraw Religijnych (NRAA), podlegającą Wydziałowi Roboczemu Zjednoczonego Frontu, kontrolowanego przez Komunistyczną Partię Chin (KPCh), są kolejnym krokiem w ograniczaniu wolności religijnej w tym kraju. Między innymi zabraniają one duchownym zagranicznym przewodniczenia praktykom religijnym dla Chińczyków bez zaproszenia i zgody ze strony władz.
Zgodnie z nowym ustawodawstwem, które zacznie obowiązywać od 1 maja, zbiorowe zajęcia religijne organizowane przez obcokrajowców w Chinach są ograniczone tylko do zagranicznych uczestników z nielicznymi wyjątkami. Wszystko to dzieje się w ramach osławionej „sinizacji”, zmierzającej w istocie do maksymalnego podporządkowania partii wszelkich dziedzin życia obywateli. W kościołach, meczetach i innych świątyniach nie może dziać się nic, co pozostawałoby poza kontrolą KPCh.
Zarządzenia te dotyczą wyznawców wszystkich religii, surowo zabraniając osobom niebędącym obywatelami Chin a mieszkającym w tym kraju tworzenia organizacji religijnych, głoszenia kazań bez zezwolenia, zakładania szkół religijnych, drukowania i/lub sprzedaży książek religijnych, przyjmowania darowizn religijnych lub pozyskiwania obywateli chińskich do swych religii.
Ogłoszone 1 kwietnia przez NRAA „Szczegółowe zasady wdrażania przepisów o zarządzaniu działalnością religijną cudzoziemców w Chińskiej Republice Ludowej” w 38 artykułach nakładają różnorakie i liczne ograniczenia na możliwość organizowania przez obcokrajowców działalności religijnej w kraju. Stanowią ponadto, że tylko duchowni chińscy mają przewodniczyć obrzędom religijnym i to nie tylko dla swych rodaków, ale także dla obcokrajowców i tylko w świątyniach zatwierdzonych przez państwo (art. 10).
Oznacza to formalne wykluczenie wszelkich kontaktów cudzoziemców z podziemnymi strukturami kościelnymi, np. z katolikami nienależącymi do kontrolowanego przez władzę tzw. Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich (PSKCh).
Artykuł 5 stwierdza programowo, iż „cudzoziemcy, prowadzący działalność religijną w Chinach, muszą podporządkować się przepisom, regulaminom i normom chińskim, przestrzegać zasady niezależności i samorządności religijnej Chin oraz akceptować prawomocne zarządzanie rządu chińskiego: religia nie może być wykorzystywana do szkodzenia interesom narodowym, społecznym i politycznym, uprawnionym przepisom i interesom obywateli ani szkodzić i naruszać porządku publicznego i dobrych obyczajów Chin”.
Zasadę tę omawiają następnie bardziej szczegółowo kolejne artykuły. Na przykład duchowni zagraniczni, którzy przybywają do Chin z posługą religijną, mogą głosić kazania tylko wtedy, gdy zaprosiła ich któraś z chińskich państwowych organizacji religijnych i zatwierdziła to wspomniana Krajowa Administracja Spraw Religijnych Zjednoczonego Frontu. Ponadto ci, którzy uzyskają taką zgodę, muszą też zyskać potwierdzenie, że ich kazania „nie będą zawierały treści wrogich Chinom, ekstremistycznych tendencji ideologicznych oraz nie będą się mieszały w sprawy religijne Chin” (art. 21).
Według zagranicznych komentatorów, obecne zaostrzenie przepisów potwierdza po raz kolejny, że „Pekin od dawna stara się utrzymać ścisłą kontrolę nad sprawami religijnymi, pozwalając na legalną działalność tylko zatwierdzonym przez państwo instytucjom religijnym. Nowe przepisy pojawiły się po odbytej w ubiegłym miesiącu Krajowej Konferencji Grup Religijnych, na której poinstruowano uznane przez państwo grupy religijne, jak PSKCh, aby zintegrowały swoje przepisy z KPCh”. Wszystko to odbywa się w ramach głoszonej od dziesięcioleci przez Pekin zasady autonomii i samo-zarządzania religii, tzn. ich pełnej niezależności od jakichkolwiek ośrodków zagranicznych.
Warto zauważyć, że nowe ustawodawstwo wprowadzono w czasie, gdy prezydent kraju Xi Jinping i jego rząd przygotowują się do przyjęcia w Pekinie spotkania na szczycie szefów wielkich spółek ponadnarodowych w celu zachęcenia ich do inwestycji w Chinach i do ożywienia rozwoju gospodarczego tego kraju. Znamienne, że jako jedna z pierwszych treść nowych norm zamieściła na swej stronie internetowej diecezja szanghajska, a więc miasta będącego głównym skrzyżowaniem więzów łączących Chiny ze światem i gospodarczo-handlową stolicą tego kraju.
Są trzy stadia. Pierwsze stadium to jest stadium rewolucyjne. To była rewolucja bolszewicka. Późniejsze stadium to jest stadium administracyjne, czyli państwo socjalistyczne wprowadza swoje normy administracyjne, czyli tworzy jakąś strukturę administracyjną, za pomocą której wymusza na ludziach określone zachowania. I PRL na tym poziomie się zatrzymał. Natomiast Unia Europejska jest socjalizmem konstruktywnym, czy raczej konstruktywistycznym, tzn. konstruuje zupełnie nowe społeczeństwo, zupełnie nowego człowieka. I robi to za pośrednictwem systemu wychowania i edukacji. On jest najważniejszym systemem sterowania społecznego. To jest całkowicie niedoceniane przez prawą stronę.
(…)
System edukacji, szkolnictwa i wszystko, co jest ‘dopięte’ do szkolnictwa jest najważniejszym instrumentem zmiany człowieka i sterowania ludźmi przez całe życie. Nie tylko okres szkoły, ale później, aż do 64 roku życia, bo taki jest limit życia w Unii Europejskiej. To się nazywa ‘edukacja przez całe życie’. Czyli konstruuje się człowieka, konstruuje się nowe państwo socjalistyczne pod tytułem Unia Europejska, konstruuje się nowe relacje społeczne. Wszystko, co jest tradycyjne, co wynika z państwa narodowego, z rodziny, ma zostać zniesione.
−∗−
Jak Unia zabija Europę! Chcą odebrać nam gotówkę?! Bartosz Kopczyński u Julii Gubalskiej