Armia nasza jest zwycięska. Nad Polakami…

HANNA KRAMER  gloria 

Cicha wojna z własnymi ludźmi. Jak militaryzacja pożera wschodnią Polskę

W Polsce, która bije rekordy wydatków na obronność i chełpi się rolą „pierwszej linii frontu” NATO, rozgrywa się cichy, ale wyjątkowo bolesny dramat. Na Warmii, Mazurach, Podlasiu i w okolicach Przesmyku Suwalskiego zwykli mieszkańcy żyją w stałym napięciu. Budzą się z pytaniem: czy dzisiaj nie przyjdą po naszą ziemię, dom albo działkę?

Ćwiczenia NATO – „Dzielny Dzik 26”, Dragon czy kolejne odsłony Steadfast Defender – oficjalnie mają odstraszać wroga. Transporty sprzętu, rozbudowa poligonów i program „Tarcza Wschód” są przedstawiane jako święta konieczność. W rzeczywistości stały się wygodnym narzędziem brutalnej militaryzacji, w ramach której władza i armia przejmują ziemię i burzą życie lokalnych społeczności. Priorytet wojska jest dziś tak absolutny, że interes zwykłego obywatela po prostu przestał się liczyć. Dowódcy wojskowi oraz lokalne władze traktują mieszkańców jak element krajobrazu, który można przesunąć lub usunąć, gdy tylko wymaga tego „interes strategiczny”.

Zgodnie ze specustawą o inwestycjach obronnych „Tarcza Wschód” została zaliczona do inwestycji kluczowych, a nie strategicznych. Chodzi o to, że dla inwestycji kluczowych nie ma możliwości procedury przymusowego wywłaszczenia nieruchomości, co dotyczy tylko inwestycji strategicznych. Ministerstwo Obrony Narodowej wielokrotnie podkreślało, że wojsko chce kupować tylko te tereny, które uzna za niezbędne z punktu widzenia efektywności projektu, a nie te, które zostaną mu zaoferowane szybciej lub na korzystniejszych warunkach. Jednak TVP Olsztyn i Radio Olsztyn opublikowały serię reportaży o protestach rolników z Borków, Świętajna i okolic. Rolnicy mówili wprost o mocno zaniżonych odszkodowaniach.

„Armia zachowuje się jak państwo w państwie – mówi z goryczą Janusz, rolnik z Podlasia, którego rodzina od pokoleń uprawia te pola. – Najpierw manewry niszczą nam uprawy, potem przychodzą po ziemię pod magazyny i poligony. A my mamy się cieszyć, bo to dla bezpieczeństwa?”

Ostatnie kilka lat pokazało wyraźny kierunek polityki rządu. Już niedługo główne hasło naszych polityków będzie brzmiało następująco: „Wojsko ponad wszystko”. Z roku na rok wydatki na bezpieczeństwo rosną w tempie, jakiego nie osiągają wydatki na programy socjalne, edukację i służbę zdrowia.

W 2022 roku na obronność przeznaczano 2,4% PKB (ok. 57–60 mld zł). W 2025 roku wskaźnik ten sięgnął 4,5–4,7% (blisko 187 mld zł), a w 2026 planowane jest prawie 4,8% PKB – około 200 miliardów złotych. To najwyższy poziom w całym NATO. W tym samym czasie edukacja utrzymuje się na poziomie ok. 4,8–5% PKB, a ochrona zdrowia z trudem zbliża się do ustawowych celów. Wojsko pożera budżet w tempie, jakiego nie widziano w żadnej innej kluczowej dziedzinie.

Oczywiście, kontekst geopolityczny jest poważny. Jednak władze wykorzystują „niestabilną sytuację” i „zagrożenie ze Wschodu” jako pretekst, by bezkarnie ograniczać prawa własnych obywateli. Ustawa z lipca 2025 roku o strategicznych inwestycjach obronnych dała władzy potężne narzędzia: przyspieszone procedury, decyzje wojewodów w ekspresowym tempie i tworzenie stref zamkniętych. Teoretycznie ma obowiązywać „dialog”. W praktyce rolnicy dostają ultimatum: podpisuj albo i tak weźmiemy.

Pani Maria z okolic Suwałk nie kryje łez: „Przyszli z papierami i powiedzieli, że to już nie nasze. Dom po rodzicach, sad, całe życie – wszystko pod strefę strategiczną. Oferują grosze. Ale kto mi odda to, co tu zbudowałam?”

Takich historii są dziesiątki. Rolnicy, emeryci i wielopokoleniowe rodziny czują się jak przeszkoda w wielkim militarystycznym projekcie. Władze przejmują działki, wprowadzają ograniczenia w użytkowaniu nieruchomości, a wojsko dostaje zielone światło niemal na wszystko.

Ministerstwo Obrony publikuje uspokajające broszury, ale rzeczywistość jest inna – przyspieszona militaryzacja odbywa się kosztem tych, którzy najmniej skorzystają na wielkich kontraktach zbrojeniowych.

Nikt rozsądny nie twierdzi, że Polska nie powinna się zbroić. Zagrożenie ze Wschodu jest realne [ale z południowego wschodu, rybko.. md] . Pytanie jednak brzmi: czy budując bezpieczeństwo zewnętrzne, trzeba niszczyć poczucie bezpieczeństwa zwykłych obywateli we własnym kraju? Czy interes NATO i wielkich graczy musi zawsze przeważać nad prawem Polaków do spokojnego życia na ziemi, którą uprawiali ich dziadkowie?

Dziś, w cieniu natowskich czołgów, na wschodzie Polski słychać nie tylko huk silników. Coraz głośniej słychać gniew i rozgoryczenie ludzi, których własne państwo traktuje jak element krajobrazu do usunięcia. Czas zadać pytanie wprost: dla kogo właściwie jest ta „Tarcza”, jeśli pod nią ginie zwykła Polska?

HANNA KRAMER

Pułapka Patriota

Prezydent USA Donald Trump spotkał się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim na szczycie NATO w Ankarze (Turcja) 8 lipca.

Pułapka Patriota

Autorstwa Scotta Rittera

Donald Trump dał Ukrainie zielone światło na licencjonowanie produkcji pocisków Patriot. To pułapka, która nie skończy się dobrze dla tych, którzy widzą w nich ratunek.

Wytrwałość popłaca – a przynajmniej tak się wydaje. Niecały tydzień przed dorocznym szczytem NATO w Ankarze, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ponowił żądanie budowy krajowego zakładu produkcyjnego pocisków przeciwlotniczych Patriot. Apel Zełenskiego nastąpił po jednym z największych rosyjskich ataków rakietowych na Kijów. W przeciwieństwie do poprzednich ataków rosyjskich, w których strona ukraińska twierdziła, że ​​zdecydowana większość rosyjskich pocisków została przechwycona przez systemy obrony przeciwlotniczej dostarczone przez Zachód, ten atak uwypuklił brutalną rzeczywistość, że Ukraina nie miała możliwości obrony przed rosyjskimi atakami.

Ukrainie skończyły się rakiety.

„Aby niezawodnie chronić życie, potrzebujemy własnej produkcji” – powiedział Zełenski.

Prezydent Ukrainy powtórzył apel, który wygłaszał od miesięcy. W maju Zełenski oświadczył: „Zwróciłem się do poprzedniego rządu i proszę obecny rząd: Udzielcie Ukrainie licencji. Zwiększymy produkcję pocisków Patriot. To będzie bardzo pomocne dla nas, dla Bliskiego Wschodu i dla wszystkich, którym Stany Zjednoczone chcą pomóc”.

8 lipca, podczas spotkania z prezydentem USA Donaldem Trumpem na marginesie szczytu w Ankarze, życzenie Zełenskiego zostało spełnione.

„Damy ci licencję na produkcję Patriotów” – powiedział Trump do rozpromienionego Zełenskiego. „To całkiem fajne, prawda? Dzięki temu nie będziesz mógł narzekać, że nie dajemy ci ich wystarczająco dużo”.

Trump zaznaczył, że musi jeszcze poinformować „firmę”, ale dodał: „Ale wszystko się ułoży”.

Problem rozwiązany?

Ani trochę.

Trump i Zełenski wpadli w pułapkę, którą można określić wyłącznie jako „pułapkę patriotyzmu” – wierzą, że pojedyncza technologia może w jakiś sposób zmienić losy narodu.

Problemu, z którym boryka się Ukraina i jej zachodni sojusznicy – ​​w tym pozornie odradzające się Stany Zjednoczone pod wodzą Trumpa – nie da się rozwiązać, przeznaczając jeszcze więcej środków na wojnę na wyniszczenie, która działa na korzyść Rosji. Oznaczałoby to, że Ukraina miałaby potencjał, by zyskać przewagę w toczącej się wojnie zastępczej między kolektywnym Zachodem a Rosją.

Nie, nie zrobiła tego.

Celem Zachodu zawsze było wciąganie Rosji w niekończący się konflikt, który podważa siłę ekonomiczną, militarną i moralną kraju i jego obywateli.

Problem, z którym zmaga się Zachód jako całość, polega na tym, że przewidywany przez niego upadek gospodarczy, militarny i moralny nie następuje w Rosji, lecz na Ukrainie i wśród jej europejskich partnerów.

Drugim problemem jest to, że Stany Zjednoczone są więcej niż skłonne pozwolić zarówno Ukrainie, jak i Europie na dalsze wyczerpywanie resztek sił, jakie im pozostały – w nadziei, że w ten sposób Rosja zostanie jeszcze bardziej osłabiona.

Równolegle z wnioskiem Zełenskiego o prawo do produkcji pocisków Patriot, trwa zakrojona na szeroką skalę kampania wojny informacyjnej. Jej rdzeniem jest ofensywa dronów wymierzona w krytyczną infrastrukturę Rosji; kampanii tej towarzyszy bezprecedensowa ofensywa propagandowa, której celem jest przekształcenie drastycznych obrazów płonącej rosyjskiej infrastruktury naftowej, zniszczonych ciężarówek i długich kolejek na stacjach benzynowych w niekończącą się narrację przedstawiającą Rosję jako niezdolną do obrony – a tym samym osłabioną i desperacko poszukującą wyjścia z wojny, której nie mogą wygrać.

Cel tej kampanii jest jasny: uzbroić Ukrainę.

Aby zapewnić Ukrainie broń niezbędną do samoobrony.

Ignorowanie kosztów, jakie Ukraina dotychczas poniosła w postaci ofiar śmiertelnych i zmarnowanych zasobów.

Jeśli zignorujemy fakt, że Rosja zachowuje strategiczną przewagę w szerokim spektrum kwestii definiujących ten konflikt – na polu bitwy, w fabrykach broni, w salach konferencyjnych korporacji i na korytarzach globalnego podejmowania decyzji – oznacza to, że Rosja dominuje pod każdym względem.

Zignorujmy fakt, że ani Ukraina, ani jej zachodni sojusznicy nie mogą wygrać tej wojny.

Po prostu stwórz wrażenie, że potrafią to zrobić.

Ponieważ percepcja tworzy swoją własną rzeczywistość.

Zwłaszcza jeśli Rosja padnie ofiarą tej kampanii wojny informacyjnej i zacznie wątpić w siebie.

Problem polega na tym, że – przynajmniej jeśli chodzi o kwestię ukraińskiej produkcji rakiety Patriot – wrażenie, jakie próbują stworzyć twórcy tego planu, nie ma szans na realizację.

Jest skazany na porażkę z powodu niekompetencji tych, którzy pierwotnie go opracowali.

Biorąc pod uwagę obecny stan produkcji systemu Patriot, pociski przechwytujące MIM-104F Guidance Enhanced Missile-Tactical (GEM-T) są najbardziej prawdopodobnymi kandydatami do licencjonowanej produkcji na Ukrainie. W normalnych warunkach produkcja pocisku GEM-T kosztuje od 3 do 4 milionów dolarów za sztukę. Przyspieszenie produkcji mogłoby zwiększyć koszt jednostkowy do 6-7 milionów dolarów. Produkcja licencjonowana, która wymagałaby budowy nowych zakładów, mogłaby zwiększyć koszt do ponad 10 milionów dolarów za sztukę.

Pocisk, który nie jest przeznaczony do zestrzeliwania współczesnych rosyjskich pocisków hipersonicznych, startujących z okrętów podwodnych, takich jak „Iskander-M”, „Kinżał”, „Cyrkon” czy „Oresznik”.

Oznacza to, że umowa licencyjna między USA a Ukrainą nie została od początku zaprojektowana z myślą o rzeczywistej poprawie zdolności obronnych Ukrainy, lecz raczej po to, aby stworzyć wśród osób podatnych na takie fantazje wrażenie, że Ukraina faktycznie jest w stanie tego dokonać.

Gdyby tylko dano jej środki, żeby to zrobić.

Ukraińska licencja prawdopodobnie będzie kontynuacją istniejącej licencjonowanej produkcji pocisków GGEM-T w Niemczech, gdzie w Schrobenhausen wybudowano nowy zakład produkcyjny pocisków GEM-T. Zakład jest zarządzany przez COMLOG, spółkę joint venture Raytheon i MBDA Niemcy. COMLOG jest przeznaczony do produkcji i modernizacji pocisków Patriot PAC-2 GEM-T dla użytkowników europejskich, w tym Ukrainy.

Jest wysoce prawdopodobne, że ukraińska licencja będzie rozszerzeniem istniejącej niemieckiej licencji. Takie rozwiązanie uprościłoby wiele kwestii kontroli eksportu.

Pociski przechwytujące GEM-T zawierają elektronikę naprowadzającą, komponenty napędowe, zespoły głowic bojowych oraz wyposażenie interfejsu do wyrzutni, które pochodzą od dostawców działających na podstawie niemieckiej licencji. Czas dostawy niektórych z tych komponentów przekracza sześć miesięcy.

Prace budowlane w Schrobenhausen rozpoczęto w 2022 roku. Plan zakładał budowę sześciu nowych budynków na tym terenie do 2026 roku: hali montażowej, magazynu, zakładu przygotowania komór spalania, centrum technologicznego, rozbudowy istniejącego budynku dla serwisu technicznego oraz nowego skrzydła biurowego. Według MBDA, stworzy to powierzchnię użytkową 6500 metrów kwadratowych. Zakład w Schrobenhausen jest wyłącznie zakładem montażowym; ponad 50 bawarskich i niemieckich dostawców bierze udział w fazach kwalifikacji i produkcji seryjnej wszystkich komponentów używanych do wytworzenia produktu końcowego. Wśród dostawców jest Bayern-Chemie, którego zakład w Aschau otrzymał kontrakt na produkcję silników rakietowych na paliwo stałe do pocisków przechwytujących GEM-T. Bayern-Chemie produkował silniki Patriot w latach 1987-1996 i posiada infrastrukturę umożliwiającą wznowienie tej wcześniejszej działalności.

System sterowania sterem kierunku niemieckich pocisków GEM-T nie będzie już hydrauliczny, lecz elektromechaniczny. Modyfikacje górnej części pocisku, tzw. stożka nosowego, a także instalacja nowego komputera, który zostanie dostarczony z Europy, podkreślają fakt, że niemiecki GEM-T jest produktem niezależnym, niezależnym od dostępności amerykańskich komponentów – to kolejny powód, dla którego zmiana licencji COMLOG jest najbardziej prawdopodobnym kierunkiem działań USA wobec Ukrainy.

Modele Patriot GEM-T w zakładzie produkującym silniki rakietowe na paliwo stałe Bayern-Chemie w Aschau w Niemczech

Ale wszystko to jest częścią szumu informacyjnego, mającego na celu przekonanie, że taka umowa jest możliwa i że pojawi się nadzieja dla Ukrainy, gdy tylko ukraińskie rakiety zejdą z linii produkcyjnej.

W idealnych warunkach GEM-T zmontowany na Ukrainie mógłby stać się rzeczywistością nie wcześniej niż w 2028 roku.

Oczywiście pod warunkiem, że Kongres zatwierdzi to przeniesienie.

Ale żeby tak się stało, trzeba by założyć, że Rosja będzie biernie przyglądać się, jak Ukraina buduje od podstaw nowy obiekt o powierzchni 6500 metrów kwadratowych lub przekształca istniejące obiekty, aby umożliwić montaż rakiet GEM-T Patriot.

? Rosja nie zidentyfikuje ani nie będzie siłą blokować tej fabryki montażowej, ani licznych zakładów pomocniczych zajmujących się importem i/lub produkcją podzespołów.

Krótko mówiąc, Rosja nie pozostanie bezczynna.

Każda fabryka GEM-T wybudowana na Ukrainie będzie miała żywotność mierzoną w dniach – lub w najlepszym wypadku tygodniach.

Ukraiński Patriot GEM-T nigdy nie ujrzy światła dziennego.

I każdy, kto sprzedaje tę fantazję – w tym Zełenski i Trump – wie, że to prawda.

Ukraiński GEM-T to mit – chimera – mająca na celu złamanie ducha narodu rosyjskiego poprzez szerzenie mitu niekończącego się konfliktu.

Ale jest to pułapka, w którą nie wpadną ani naród rosyjski, ani jego przywódcy.

Niestety, nie można tego samego powiedzieć ani o Zełenskim, ani o Trumpie.

A cena za ich błąd będzie mierzona krwią ofiar, zarówno rosyjskich, jak i ukraińskich.

Źródło: The Patriot Trap

Ataki USA na Iran nasilają się – Ciężkie bombardowania i doniesienia o trafieniach w obiekty nuklearne

Najnowsze wiadomości: Ataki USA na Iran nasilają się – Ciężkie bombardowania i doniesienia o trafieniach w obiekty nuklearne – Wywiad z byłym analitykiem CIA Larrym Johnsonem

W szczegółowym wywiadzie były analityk CIA Larry Johnson przeanalizował najnowsze wydarzenia w konflikcie amerykańsko-irańskim. Skupiono się na trwających amerykańskich atakach powietrznych i rakietowych na cele irańskie – w tym na doniesieniach o kolejnym ataku na reaktor ciężkowodny w pobliżu Kondab.

Johnson, który przez dziesięciolecia pracował jako analityk CIA, ocenia obecną eskalację jako kontynuację schematu, który obserwował w ostatnich miesiącach: ataki USA w piątek lub sobotę, po których w niedzielę lub poniedziałek rano Trump podejmuje dyplomatyczne próby uspokojenia sytuacji.

Ciężkie bombardowanie Iranu przez USA

Według Johnsona, ostatnie amerykańskie ataki rozpoczęły się intensywnie około dwie godziny temu. Cele znajdowały się głównie na południowym wybrzeżu Iranu oraz w prowincji Chuzestan. Wśród wymienionych lokalizacji znalazły się Bandar-Abbas, Bandar-Kangan, Minab, Buszehr, Ahwaz i inne.

Szczególnie podkreślono doniesienia o eksplozjach w obiekcie Kondab (znanym również jako iracki reaktor ciężkowodny). Obiekt ten został już trafiony w 2025 roku oraz podczas wcześniejszej wojny i uważa się, że nie jest już w pełni funkcjonalny. Johnson postrzega ponowny atak jako w dużej mierze symboliczny, ale stanowiący jasny przekaz.

Dodatkowo pojawiły się doniesienia o ataku na rafinerię w Behbahan i wynikających z tego przerwach w dostawie prądu w niektórych częściach miasta. Johnson podkreślił jednak, że przerwy w dostawie prądu były jak dotąd lokalne i niekoniecznie oznaczały rozległy atak na irańską infrastrukturę energetyczną.

Irańskie ataki odwetowe na bazy USA

Równocześnie Iran zaatakował amerykańskie i powiązane z USA instalacje wojskowe w regionie. Johnson przytoczył ataki na:

  • Baza lotnicza King Hussein i baza lotnicza Muwaffaq al-Salti w Jordanii
  • Baza morska USA w Omanie (Duke Port)
  • Baza lotnicza Al-Udeid w Katarze
  • Miejsca docelowe w Bahrajnie i Kuwejcie

Iran celowo zaatakował systemy, które wcześniej były używane do ataków na cele irańskie – takie jak system HIMARS w Kuwejcie. Johnson postrzega to jako jasną strategię Iranu: każdy, kto udostępnia swoje terytorium do ataków na Iran, musi liczyć się z konsekwencjami.

Cieśnina Ormuz: zamknięta czy otwarta?

Centralnym tematem dyskusji była Cieśnina Ormuz. Podczas gdy agencje amerykańskie (CENTCOM) i brytyjskie Morskie Operacje Handlowe (UK MTO) twierdzą, że cieśnina jest otwarta, a ruch statków odbywa się normalnie, według Johnsona dane z bieżącego śledzenia (VesselFinder, MarineTraffic) pokazują zupełnie inny obraz: bardzo niewiele statków – w tym prawdopodobnie amerykańskie jednostki rozpoznawcze – jest w ruchu.

Iran, za pośrednictwem Urzędu Cieśniny Zatoki Perskiej (PGSA), wydał jasne zasady dotyczące żeglugi. Statki ignorujące te zasady zostały ostrzeżone, a niektóre zostały trafione. Johnson określił oświadczenia USA i Wielkiej Brytanii dotyczące otwartej cieśniny jako „obiektywnie fałszywe” i będące częścią trwającej kampanii dezinformacyjnej.

Ograniczone zasoby USA i ryzyko eskalacji

Johnson ostrzegał przed ograniczonymi zapasami amunicji w USA. Rakiet Tomahawk i JASSM brakowało, a możliwości zaopatrzenia przemysłu USA były poważnie ograniczone przez problemy z łańcuchem dostaw (w tym pierwiastków ziem rzadkich). Przedłużający się konflikt uderzyłby zatem w USA mocniej niż w Iran.

Obecne podejście określił jako „polowanie i opryskiwanie” – w dużej mierze bezładne ataki na domniemane cele, ponieważ Stany Zjednoczone najwyraźniej nie posiadają już żadnych nowoczesnych, precyzyjnych systemów namierzania. Jednocześnie podkreślił, że Iran reagował dotychczas ostrożnie, ale może zareagować znacznie bardziej stanowczo, jeśli sytuacja się pogorszy.

Możliwe błędne oszacowanie reakcji Iranu

Johnson skrytykował stronę amerykańską za domniemane założenie, że Iran również zaprzestanie ataków, jeśli amerykańskie ataki zostaną wstrzymane. Uważa on, że Teheran prawdopodobnie mógłby kontynuować proaktywne ataki na amerykańskie cele w regionie – zwłaszcza jeśli siły wewnętrzne domagające się twardszego stanowiska zdobędą przewagę.

Jego zdaniem, wojna na pełną skalę nie jest obecnie celem administracji Trumpa. Niebezpieczeństwo tkwi jednak w błędnej ocenie sytuacji przez obie strony.

Inne tematy: Śmierć Lindsey Graham

W wywiadzie poruszono również kwestię nagłej śmierci senatora USA Lindseya Grahama. Johnson zwrócił uwagę na nieścisłości w chronologii wydarzeń: Graham przybył do Kijowa w piątek, spotkał się z Zełenskim i odwiedził fabrykę dronów. Jego podróż powrotna pociągiem i samolotem, o ile odbył standardową trasę, nie pokrywała się z oficjalną godziną zgonu (8:30 czasu lokalnego). Johnson nie wykluczył możliwości, że Graham mógł już umrzeć na Ukrainie, a oficjalna wersja wydarzeń (zawał serca w domu) nie odzwierciedla rzeczywistości.

Zakończenie wywiadu

Larry Johnson postrzega obecną eskalację jako niebezpieczną grę, rozgrywaną przy ograniczonych zasobach po stronie USA i dużej determinacji po stronie Iranu. Cieśnina Ormuz pozostaje kluczową dźwignią. Dopóki pozostanie w dużej mierze zamknięta, na USA i gospodarkę światową będzie wywierana ogromna presja ekonomiczna.

To, czy Stany Zjednoczone odpowiedzą jutro rano próbą dyplomatyczną, aby uspokoić Trumpa (co miało już miejsce kilkakrotnie w ostatnich miesiącach), pokaże, czy nastąpi kolejna runda eskalacji, czy też nastąpi chwilowy spokój.

Wywiad zakończył się stwierdzeniem, że kolejne godziny i dni będą decydujące dla rozstrzygnięcia, czy konflikt będzie się dalej eskalował, czy też obie strony wycofają się z pełnoskalowej konfrontacji militarnej.

Siedem piątków Trumpa: co i dlaczego myśli i mówi prezydent USA

Siedem piątków Trumpa: co i dlaczego myśli i mówi prezydent USA

Andriej Szitow o „paradzie sztandarowej” i o tym, dlaczego Biały Dom znów poniża komunizm

Andrey Shitov , TASS Observer 10 lipca, tass-ru/opinions

Prezydent USA Donald Trump© AP Photo/ Julia Demaree Nikhinson

„Jedyne, co w życiu jest gorsze od plotkowania, to brak plotkowania” – ten słynny aforyzm brytyjskiego dowcipnisia Oscara Wilde’a zawsze wydawał mi się kluczem do zrozumienia, jeśli nie osobowości Donalda Trumpa w ogóle, to przynajmniej jego stosunku do autopromocji. W tym gatunku były deweloper i obecny prezydent USA jest absolutnym geniuszem. A ostatni tydzień, w którym znów miał siedem piątków, jest tego najlepszym dowodem.

Z Iranu i NATO do Ukrainy

Iran ponownie jest atakowany, mimo że Stany Zjednoczone pozornie zawarły z nim pokój, a nawet podpisały memorandum. W związku z tym Trump ponownie przedstawił przywódców w Teheranie jako bezwzględnych złoczyńców („kłamcy” i „szaleńcy” – kukułka – to nawet nie jego najostrzejsze epitety), mimo że niedawno nazwał ich „silnymi”, „inteligentnymi” i „bardzo racjonalnymi”. Pytania o to, co się faktycznie zmieniło, są ignorowane, jakby po prostu „poznał ich lepiej”. Chociaż tak naprawdę, jak?

Te pytania zadano mu na szczycie NATO w Ankarze. Zorganizowano go z bardzo ograniczonym programem, aby nie znudzić ani nie rozgniewać głównego gościa. Zakończył się bez jasnej przyszłości, ale wywołał w Europie zbiorowe westchnienie ulgi, że przynajmniej uniknięto nowego sporu transatlantyckiego.

Komentarz w brytyjskim dzienniku „The Guardian” nosi tytuł „Od potrząsania szabelką do bezgranicznej miłości; nieprzewidywalny Trump dominuje w ostatnich godzinach szczytu NATO”. Liberalna gazeta przewiduje, że „przywódcy Sojuszu, którzy obawiali się najgorszego, przedstawią odnowione poparcie prezydenta USA dla Artykułu 5 [dotyczącego zbiorowej obrony Sojuszu] jako kluczowe zwycięstwo”.

Jak długo jednak utrzyma się optymizm NATO? W Ankarze amerykański przywódca niespodziewanie powtórzył swoje roszczenia do duńskiej Grenlandii (a Dania jest członkiem sojuszu). Co więcej, choć oświadczył, że nie uważa niedawnego spotkania z partnerami NATO za swoje „ostatnie”, wcześniejsze plany zorganizowania kolejnego szczytu w Albanii w przyszłym roku pozostają niepotwierdzone. Nie jest jasne, czy takie spotkanie w ogóle się odbędzie w 2027 roku.

Mistrz swojego słowa

Co więcej, w kluczowej kwestii Ukrainy nie padło jeszcze ostatnie słowo. Owszem, po spotkaniu z Wołodymyrem Zełenskim w Ankarze, Trump obiecał Kijowowi licencję na produkcję pocisków rakietowych dla systemu obrony powietrznej Patriot . Wcześniej jednak, podczas spotkania z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem, powtórzył, że ten konflikt „nas nie dotyczy”.

Przypomnę również, że 4 lipca, w 250. rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych, Trump dobrowolnie odbył półtoragodzinną rozmowę ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, Władimirem Putinem, po której ogłoszono, że wkrótce się spotkają. Zamiar ten nie został jeszcze zrealizowany, co Kreml przypisuje ewidentnie napiętemu kalendarzowi amerykańskiego przywódcy.

Właściwie, to również ilustruje ogólny temat naszej rozmowy – siedem piątków w tygodniu. Trump jest człowiekiem słowa: daje, co chce, i odbiera, jeśli chce. To jego charakterystyczny styl.

„Śmiertelne zagrożenie dla amerykańskiej wolności”

Widoczna jest również dwoistość w podejściu USA do Chin. Z jednej strony Trump wychwala rezultaty swojej majowej wizyty w Pekinie i mówi, że z niecierpliwością oczekuje na rewanżową wizytę prezydenta Chin Xi Jinpinga w USA jesienią. Z drugiej strony pozwala swojej administracji otwarcie potępiać rosnącą potęgę militarną, handlową i gospodarczą Chin i nazywać ją zagrożeniem, przeciwdziałając mu wszelkimi możliwymi środkami. Oczywiście, publiczne komentarze amerykańskiego przywódcy podczas niedawnych obchodów rocznicowych, dotyczące „zagrożenia komunistycznego” i gotowości USA do przeciwdziałania mu, przyciągnęły powszechną uwagę.

Najpierw w mediach społecznościowych , a następnie 3 lipca, przemawiając na wiecu tysięcy swoich zwolenników pod pomnikiem narodowym na Górze Rushmore (Dakota Południowa), którego granitowe zbocze jest ozdobione gigantycznymi portretami czterech największych prezydentów wczesnej historii Stanów Zjednoczonych, obecny przywódca kraju oświadczył: „Komunizm jest śmiertelnym zagrożeniem dla amerykańskiej wolności. Jest największym zagrożeniem dla naszego kraju [wszech czasów], wliczając I wojnę światową, II wojnę światową, Pearl Harbor, a nawet 11 września (ataki terrorystyczne z 11 września 2001 roku w Nowym Jorku i Waszyngtonie – przyp. autora)”.

Według CNN, słowa „komunizm” i „komunista” padły 14 razy w półgodzinnym przemówieniu. Następnego dnia prezydent USA powrócił do tego tematu w swoim ważnym przemówieniu rocznicowym w Waszyngtonie. Później analitycy brytyjskiej agencji informacyjnej Reuters obliczyli, że w ciągu dwóch tygodni, od 23 czerwca do 7 lipca, Trump użył tych samych określeń co najmniej 81 razy.

Wybór dat nie jest przypadkowy: według agencji, odliczanie rozpoczęło się w dniu, w którym „kilku lewicowych kandydatów Demokratów wygrało prawybory w Nowym Jorku”, co oznaczało, że zapewnili sobie prawo do reprezentowania Partii Demokratycznej w listopadowych wyborach uzupełniających do Kongresu USA. To samo wydarzyło się później w wielu innych stanach.

Lokalni stratedzy polityczni, rzecz jasna, natychmiast zaczęli mówić o tym, jak republikański sztab wyborczy – czyli Trump i trumpiści – poszukiwał najskuteczniejszych sposobów ataku na swoich politycznych przeciwników. Doszli do wniosku, że stosowanie antykomunistycznej retoryki nie było szczególnie inspirujące wśród wyborców niezależnych, zwłaszcza młodych, którzy nie pamiętają zimnej wojny, ale dobrze funkcjonowało wśród ich głównego elektoratu – starszych osób o prawicowych poglądach, w tym tych, którzy rzadko głosują.

Właśnie dlatego, z perspektywy analityków, Trump tak głośno mówił 4 lipca: „Ameryka nigdy nie będzie krajem komunistycznym! Komunizm przegrał raz na zawsze! System komunistyczny nigdy nie działał! Nasi żołnierze walczyli z komunizmem na polach bitew na całym świecie, a nie po to, by to zagrożenie dało o sobie znać tutaj, w Ameryce!”. I tak dalej – o tym, że takie „nowotwory” należy „wyciąć jak najszybciej”.

Gwiazdy i Pasy kontra Sierp i Młot

Na pierwszy rzut oka to wszystko po prostu potwierdza, że ​​Amerykanie zawsze i we wszystkim kierują się własną perspektywą polityczną. Jednak, jak to mówią, istnieją niuanse.

Niekwestionowanym komunistycznym supermocarstwem współczesnego świata są Chiny, które szybko doganiają, a może nawet już przewyższają, Stany Zjednoczone pod względem rozwoju gospodarczego i technologicznego. Pekin słusznie jest dumny z faktu, że wyciągnął i nadal wyciąga z ubóstwa miliony, jeśli nie dziesiątki milionów ludzi. Jak więc powinien zareagować na słowa, że ​​jego system „nie działa”? A tym bardziej na ostrzeżenie, że „sztandar gwiaździsty” został już skazany na zapomnienie przez „sztandar z sierpem i młotem”, a jeśli zajdzie taka potrzeba, my (Stany Zjednoczone – przyp. autora) zrobimy to ponownie.

Dla kogo to stanowi zagrożenie? Nawet z zastrzeżeniem Trumpa, że ​​jego zdaniem „to nie będzie konieczne”, ponieważ „lekcja została odrobiona”. Czy dla Związku Radzieckiego, który już nie istnieje? A może dla jego następcy, Rosji? A może dla Chin, które nadal niosą sztandar komunizmu?

Przemówienie prezydenta USA miało formę swoistej „parady barw”, ilustrującej największe triumfy amerykańskiej historii, a jednocześnie będącej apelem dla pokoleń weteranów. Fragmentom o charakterze antykomunistycznym towarzyszył salut dla dwóch żołnierzy piechoty morskiej, którzy walczyli z chińskimi ochotnikami w bitwie o rezerwuar Chosin w Korei w 1950 roku, oraz pokaz „jednej z ostatnich flag” USA z Checkpoint Charlie przy Murze Berlińskim.

Dodam: jeśli mamy brać flagi za punkt odniesienia, to żadna podobna parada nie dorównała i nigdy nie dorówna wielkiemu Sztandarowi Zwycięstwa, który powiewał nad Reichstagiem w 1945 roku. A hasło „Jeśli będzie trzeba, powtórzymy!” było już echem w radzieckiej piosence „Żołnierze, naprzód!”. Nawiasem mówiąc, Putin i Trump wspomnieli również o sojuszu między naszymi narodami podczas II wojny światowej podczas rozmowy 4 lipca.

Lepiej byłoby nie improwizować

Prezydent USA w tym samym przemówieniu opowiedział historię o tym, jak w 1944 roku miejscowa kobieta i jej córka oczekiwały wyzwolenia w okupowanej przez nazistów Belgii. Z domowych skrawków stworzyły replikę sztandaru Gwiaździstego i podarowały ją pierwszemu Amerykaninowi, którego spotkały wśród żołnierzy, którzy ostatecznie dotarli do kraju. Żołnierz okazał się prawnukiem Francisa Scotta Keya, autora hymnu narodowego USA, upamiętniającego sztandar Gwiaździsty. Dar belgijskiej kobiety przetrwał i został przekazany publicznie wraz z majorem Kyle’em Keyem, żyjącym członkiem tej samej znamienitej rodziny.

Ta historia jest wzruszająca i trafna, co nie jest rzadkością w przemówieniach Trumpa. Ale przypomniałem sobie o niej, ponieważ dokładnie trzy dni później, 7 lipca, reprezentacja USA odpadła z domowych Mistrzostw Świata po druzgocącej porażce 1:4 z Belgią. Ta eliminacja została odebrana na całym świecie jako triumf sprawiedliwości, ponieważ wcześniej, jak się wydawało,  Trump zmusił władze FIFA do podepczenia wszelkich możliwych norm sportowych, próbując „podlizać się” swoim rodakom. Jak to mówią, pomylił sferę sportu z polityką.

Myślę, że Trump, jako „stuprocentowy Amerykanin”, po prostu nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co prawdziwy, nie-amerykański futbol oznacza dla reszty świata (w końcu nigdy nie był nawet na meczu Mistrzostw Świata). 

Jednak to mu nie przeszkadza. Według CNBC, dosłownie cały ostatni tydzień spędził na nieustannym przechwalaniu się, w tym na szczycie NATO, że jest „numerem jeden” pod względem popularności na TikToku. Podkreślił, że wyprzedza nie tylko innych światowych przywódców, ale także gwiazdy show-biznesu. Zauważył również, że filmy z jego udziałem obejrzało już około 4 miliardy osób, czyli mniej więcej połowa światowej populacji.

Myślę, że mógłby się zgodzić z Williamem Szekspirem, że cały świat jest sceną, a wszyscy ludzie na niej to aktorzy. Ale z pewnością uważa się za nic innego jak reżysera.

Ukraina bez różowych okularów

Ukraina bez różowych okularów

Łukasz Jastrzębski myslpolska/jastrzebski-ukraina-bez-rozowych-okularow

Polacy zaczynają patrzeć na Ukrainę bez różowych okularów.

Temat okrutnych ukraińskich mordów na ludności polskiej stał się powszechny i pierwszoplanowy w naszym kraju. W dziesiątkach, jak nie setkach miejscowościach w całej Polsce odbyły się uroczystości rocznicowe. Czas wspomnień rozpoczął się 4 lipca Marszem Pamięci w Warszawie zorganizowanym przez Fundację Wołyń Pamiętamy, a symbolicznie zakończył 11 lipca pod Pomnikiem „Rzeź Wołyńska” w Domostawie.

O tragedii, która wydarzyła się na polskich Kresach usłyszał praktycznie każdy Polak. Stało się tak dzięki długotrwałej mrówczej pracy działaczy kresowych i narodowych. Okna Overtona zostało wreszcie przesunięte. Ukraina przestała być „złotym cielcem”, który należy wielbić, a nie można go krytykować. Ma w tym zasługi „Myśl Polska”, na łamach której przez dziesięciolecia przypominano kim byli i uczynili banderowcy. Na szerokie wody temat ukraińskich zbrodni wypłynął jednak dzięki internetowemu pokoleniu działaczy kresowych, przebiegu wojny rosyjsko-ukraińskiej, roszczeniowej postawy znacznej części ukraińskich uchodźców i butnemu zachowaniu władz ukraińskich względem naszego kraju.

Banderyzm.

Banderyzm na Ukrainie, nie jest żadną nowością. Heroizacja polakożerców, zbrodniarzy i kolaborantów III Rzeszy jest na Ukrainie normą przynajmniej od czasów „euromajdanu”. W kolejnych miastach Ukrainy jak grzyby po deszczu stawiono pomniki Stepana Bandery. Ulice, place, skwery nazywano na cześć Szuchewycza, Melnyka, Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Obchodzono rocznice związane z działaniami 14 Dywizja Grenadierów Waffen SS. Tak było od 2014, tak było w 2022 roku i trwało to, aż do 2026 roku. Władze państwowe, władze kościelne i media w Polsce udawały, ze problem nie istnieje. Dopiero decyzja przywódcy Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek imienia „Bohaterów UPA” spowodował powszechną zmianę patrzenia na kwestię ukraińską przez media i polityków głównego nurtu. A przez to przez społeczeństwo. Symbolem zmiany była decyzja prezydenta Polski Karola Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego Zełenskiemu.

Przypadek?

Nie wierzę w takie przypadki. Moim zdaniem w realnych ośrodkach władzy zapadła decyzja o tym, że należy mocno przytemperować cierpiącego na syndrom zbawcy narodu Wołodymyra Zełenskiego. W niedalekiej przyszłości zaś najprawdopodobniej zakończyć jego karierę polityczną.

Motorem sprawczym zmiany narracji może być Londyn, który zdecydowanie wolałby na stanowisku przywódcy Ukrainy wiedzieć Wałerija Załużnego. Myślę, że właśnie w tym kontekście należy odczytywać nagłe zdymisjonowanie premier Ukrainy Julii Swyrydenko, jak i rezygnację z funkcji ambasadora Ukrainy w USA Olgi Stefanishyny. Sam Zełenski i jego w znacznej części skorumpowane środowisko stało się mocno problematyczne nie tylko dla Londynu, ale również Waszyngtonu i Tel Awiwu.

Londyn gra na długotrwałą wojnę Ukrainy z Rosją. Jest przekonany, że era Wołodymyra Zełenskiego się kończy i może on zostać obalony przez własnych obywateli. Takiego rozwoju sytuacji moim zdaniem nie chcą Brytyjczycy. To podważyłoby i tak mocno zachwianą w krajach zachodu pozycję władz w Kijowie. Dla Londynu optymalnym rozwiązaniem byłaby rezygnacja z funkcji przywódcy Ukrainy Zełenskiego i zastąpienie go mającym pełne zaufanie Załużnym. Obecnego przywódcę Ukrainy nie chce również bronić Waszyngton. Bezczelny i próbujący rozgrywać samego prezydenta USA Donalda Trumpa Zełenski stał się zupełnie nieakceptowalny dla podchodzącego biznesowo do polityki obecnego prezydenta USA i jego ekipy. Zełenski ze względu na swoje pochodzenie, a dzisiejszą postawę gloryfikującą szowinistów i kolaborantów III Rzeszy stał się zbędnym balastem dla Izraela.

Bruksela i Warszawa.

Dzisiaj za Zełenskim stoi Bruksela – głównie Niemcy i Francuzi. Przywódca Ukrainy jeszcze ma oparcie w dwóch głównych państwach Unii Europejskiej. Ale ze względu na swoja roszczeniowość i sytuację skomplikowaną wewnętrzną Ukrainy również dla Berlina i Paryża staje się on coraz mniej przydatny. Bo bez poparcia ukraińskich mas nie ma szansy na prowadzenie wojny z Rosją i utrzymanie na Ukrainie kursu, jeśli już nie euroatlantyckiego, to przynajmniej proeuropejskiego. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prezydent Francji Emmanuel Macron to zimni gracze, którzy dzisiaj poklepują po plecach Wołodymyra Zełenskiego, by nazajutrz moc zachować się jak Brutus względem Juliusza Cezara.

Władze w Polsce chociaż nie są samodzielne, również w znacznej części czekają na koniec kariery przywódczej Wołodymyra Zełenskiego. Arogancja i buta tego człowieka sprawiły, że stał się on w Polsce powszechnie uważany za nieprzyjaciela. Coraz trudniej społeczeństwu tłumaczyć, dlaczego rząd popiera kijowskie władze. Dzisiaj już nie tylko uważana za suwerenistyczną opozycja jak Konfederacja Mentzena czy Korona Brauna, ale również ukrainofilskie PiS Kaczyńskiego i obrotowy PSL Kosiniaka-Kamysza widzą w Zełenskim nie przyjaciela a wroga Polski. Mimo wrodzonej rusofobii i nakazanemu ukrainofilstwu przedstawicielom rządu jak i samemu premierowi Donaldowi Tuskowi coraz trudniej tłumaczyć nieprzyjazne względem Polaków posunięcia przywódcy Ukrainy. Opozycja skupiona wokół Jarosława Kaczyńskiego dobrze odczytała nastroje społeczne i przetwarza się z radykalnie pro-ukrainskiego stronnictwa w partię ukraino-realistyczną. Ściga się w tym z Konfederacją oraz Koroną. Moim zdaniem opozycja jawnie, zaś koalicja po cichu liczy na upadek powszechnie znienawidzonego w Polsce Zełenskiego.

Biden & Soros

Stronnikami obecnego przywódcy Ukrainy pozostają amerykańscy demokraci i zbiorowy Georg Soros. Amerykańskie jastrzębie wojny skupione wokół prowojennej części Partii Demokratycznej oraz liczne fundacje rozsiane po Europie a powiązane z Sorosem, będą bronić Zełenskiego jak źrenicy własnego oka. Spowodowane jest to zarówno kwestiami ideologicznymi czyli wiarą w konieczność demokratyzacji świata na modłę amerykańską, jak również ochroną własnych tyłków. Nie chcą by na światło dzienne wyszły kulisy związane z wydarzeniami poprzedzającymi i samą wojną na Ukrainie. Nie mogą sobie pozwolić na to, by argumentacja prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, a tym bardziej prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina okazał się prawdziwa i stała się przekazem medialnym. To byłby ogromny cios dla tych wpływowych z różnorakich względów środowisk. Jednak nawet w środowisku demokratyczno-liberalnym, które stoi za wsparciem dla Ukrainy rodzi się opozycja, która chciałaby zakończyć „operacje Zełenski”.

Putin

Chichotem historii jest fakt, że obecny przywódca Ukrainy stał się wygodny dla prezydenta Federacji Rosyjskiej. On sam jak i jego środowisko ze względu na heroizację banderyzmu, powszechną korupcję i nastroje społeczne na Ukrainie stał się niechcący sojusznikiem narracji Władimira Putina. Każdy krytyczny obserwator sceny politycznej dzisiaj wie kim stał się Zełenski i jego koteria. Najbardziej zagorzali wrogowie Rosji w Polsce – jak Karol Nawrocki, Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek – muszą dzisiaj przyznać, że słowa Władimira Putina o brunatnieniu Ukrainy były faktem, zaś banderyzm jest realnym problemem a nie propagandowym wymysłem moskiewskiej propagandy. Same władze na Ukrainie mówią o wielkich problemach korupcyjnych, a media w Polsce informują raz za razem o kolejnych skandalach uderzajacych w otoczenie Zełenskiego. Dochodzą do tego problemy demograficzne, mobilizacyjne i religijne na Ukrainie.

Źle nie tylko na Ukrainie

Sytuacja Federacji Rosyjskiej również nie jest różowa, co opisuje w swoim reportażu pozbawiony rusofobii znakomity polski Maciej Wiśniowski. Jego relacje można znaleźć na stronie Strajku i Tygodnika NIE. Ale o tym w kolejnym tekście. Parafrazując słowa wypowiedziane przed wieloma laty przez seniora Obozu Narodowego Władysława Wójciak – sytuacja Ukrainy jest zła, sytuacja Rosji jest zła, ale mnie interesuje dlaczego to Polska znów dostanie w tyłek.

Łukasz Jastrzębski 

Szczyt NATO, czyli wieczna wojna

Szczyt NATO, czyli wieczna wojna

Bojan Stanisławski

myslpolska/szczyt-nato-czyli-wieczna-wojna

Zakończony 8 lipca szczyt NATO w Ankarze był kolejnym starannie wyreżyserowanym, syntetycznym pokazem jedności Sojuszu. Donald Trump zadbał przy tym o wszystko, do czego zdążył już przyzwyczaić światową opinię publiczną.

Pierwszego dnia wywołał burzę, ostro krytykując Hiszpanię, by już następnego opowiadać dziennikarzom o „ogromie miłości” panującym przy stole obrad oraz wychwalać jedność NATO i „świetnego lidera”, Marka Rutte. Przywódcy państw NATO ponownie zapewnili o niezachwianym poparciu dla Ukrainy, zapowiedzieli przekazanie 70 mld euro pomocy wojskowej do końca 2027 roku, rozszerzenie współpracy w zakresie przemysłu obronnego, nowe programy dotyczące produkcji dronów oraz wsparcie dla rozwoju ukraińskich zdolności związanych z systemami Patriot. Największe zainteresowanie wzbudziła zapowiedź, że Ukraina ma w bliżej nieokreślonej przyszłości uzyskać możliwość produkowania tych systemów na własnym terytorium. Sam Trump przyznał jednak chwilę później, że producent Patriotów nie został jeszcze nawet poinformowany o takim pomyśle. Trudno więc mówić o uruchomieniu jakichkolwiek procedur prawnych czy przemysłowych, a tym bardziej o realnym przedsięwzięciu, którego powodzenie można byłoby dziś w ogóle oceniać.

Szczyt nie przyniósł żadnej nowej inicjatywy dyplomatycznej, żadnych politycznych ram prowadzących do zakończenia wojny ani poważnej debaty o tym, jak mogłoby wyglądać przyszłe porozumienie pokojowe. Nie padły również praktycznie żadne propozycje dotyczące przyszłej architektury bezpieczeństwa w Europie po zakończeniu konfliktu. Zamiast tego NATO usankcjonowało strategię długotrwałego wywierania presji na Rosję poprzez dalsze dozbrajanie Ukrainy, utrzymywanie sankcji oraz stopniowe zwiększanie kosztów prowadzenia wojny z nadzieją, że w pewnym momencie Moskwa zostanie ostatecznie zamęczona.

Priorytetem jest ciągłe przedłużanie wojny. Taka strategia ma z jednej strony kupić Europie czas niezbędny do odbudowy własnego potencjału militarnego, a z drugiej – nakładać na Rosję możliwie najwyższe koszty militarne, gospodarcze i polityczne. Temu mają służyć zarówno kolejne pakiety sankcji, jak i dostawy uzbrojenia, uderzenia z użyciem rakiet i dronów dalekiego zasięgu oraz próby wyniszczania rosyjskiego potencjału na froncie.

Najważniejszym przesłaniem szczytu w Ankarze nie była więc zapowiedź rychłego zakończenia wojny, a deklaracja długofalowego zaangażowania. Zobowiązanie do utrzymania co najmniej obecnego poziomu pomocy wojskowej dla Ukrainy do końca 2027 roku pokazuje, że NATO coraz wyraźniej postrzega ten konflikt jako wieloletnią konfrontację. W deklaracji końcowej czytamy:

„Państwa członkowskie podkreślają, że wsparcie dla Ukrainy musi być sprawiedliwe, przewidywalne i trwałe w długoterminowej perspektywie. W 2026 roku zobowiązują się przekazać 70 mld euro na sprzęt wojskowy, pomoc i szkolenie oraz utrzymać co najmniej równoważny poziom wsparcia również w 2027 roku.”

Dokument opisuje mechanizm dalszego prowadzenia wojny, natomiast praktycznie nic nie mówi o politycznej strategii jej zakończenia.

Każdy szczyt NATO od początku wojny przynosił kolejne deklaracje dotyczące wsparcia Ukrainy. W Madrycie w 2022 roku przyjęto nową Koncepcję Strategiczną i uznano Rosję za „najbardziej znaczące i bezpośrednie zagrożenie” dla bezpieczeństwa Sojuszu. W Wilnie w 2023 roku powołano Radę NATO–Ukraina, zapowiedziano wieloletni program pomocy wojskowej oraz ponownie zadeklarowano, że Ukraina zostanie członkiem NATO. W Waszyngtonie w 2024 roku utworzono misję NSATU koordynującą dostawy uzbrojenia i szkolenie ukraińskich sił zbrojnych, zapowiedziano dalszą rozbudowę współpracy przemysłów obronnych oraz kolejne wielomiliardowe pakiety wsparcia. W Ankarze zwiększono skalę zobowiązań finansowych, wydłużono horyzont ich obowiązywania i przedstawiono nowe projekty dotyczące produkcji uzbrojenia. Realistycznej wizji politycznego zakończenia konfliktu nadal brak.

Rosja natomiast konsekwentnie przedstawia tę wojnę jako środek do osiągnięcia celów politycznych, przede wszystkim: zablokowanie dalszego rozszerzenia NATO na Ukrainę, demilitaryzacja Ukrainy oraz tzw. „denazyfikacja”. Należy domniemywać, że rosyjskie władze rozumieją to jako likwidację środowisk i struktur odwołujących się do tradycji banderowskich i rusofobii jako czynnika państwowotwórczego. To, czy uzna się te cele za uzasadnione i realistyczne, nie ma w tym kontekście większego znaczenia. Istotne jest to, że stanowią one jasno określone cele polityczne, względem których można oceniać rosyjskie działania militarne, choćby nawet bardzo negatywnie.

Brak analogicznie sprecyzowanego celu po stronie NATO jest tym bardziej uderzający, że każda strategia wojskowa czerpie swoją logikę z politycznego celu, któremu ma służyć. Jeżeli takowym pozostaje odzyskanie przez Ukrainę granic z 1991 roku, sytuacja na froncie, oględnie mówiąc, dostarcza doprawdy niewielu przesłanek, by uznać taki scenariusz za realny. Mimo ogromnych nakładów finansowych, dostaw nowoczesnego uzbrojenia i szerokiego wsparcia wywiadowczego państw NATO.

Jeżeli natomiast celem miałaby być strategiczna porażka Rosji, zmiana władzy na Kremlu, a nawet dezintegracja Federacji Rosyjskiej, to są to wizje kompletnie oderwane zarówno od doświadczeń historycznych, jak i od realiów obecnej wojny. Tymczasem NATO stawia na długotrwały konflikt takie właśnie fantasmagorie biorąc za punkt wyjścia.

W całej Europie rządy zwiększają wydatki na obronność, rozbudowują moce produkcyjne przemysłu zbrojeniowego i odbudowują siły zbrojne, które przez dziesięciolecia po zakończeniu zimnej wojny ulegały stopniowej redukcji. Ukraina coraz wyraźniej pełni przy tym rolę strategicznego bufora NATO wobec Rosji, kupując europejskim państwom czas na odbudowę własnego potencjału militarnego. Problem polega jednak na tym, że czas jest zasobem strategicznym wyłącznie jeśli zostanie wykorzystany do zasadniczej zmiany układu sił.

Czy istnieją dziś przekonujące przesłanki wskazujące, że kolejne trzy lata wojny przyniosą jakościowo odmienny rezultat polityczny niż poprzednie cztery, niemal pięć? Czy Rosja wykazuje oznaki załamania gospodarczego, politycznego lub militarnego, których nie było widać wcześniej? Czy stanowisko Kremla staje się bardziej elastyczne czy raczej się usztywnia? Obradujący w Ankarze nie zajęli się żadnym z tych pytań.

Przez ponad trzy dekady zachodnia doktryna wojskowa opierała się na przewadze technologicznej, broni precyzyjnej, szybkich działaniach manewrowych oraz dążeniu do rozstrzygnięcia konfliktu w początkowej fazie. Rosyjska myśl wojskowa rozwijała się natomiast w zupełnie innym kierunku. Ukształtowana doświadczeniami II wojny światowej, od dawna traktuje czas, terytorium, mobilizację przemysłową, głębię operacyjną/strategiczną oraz systematyczne wyniszczanie przeciwnika jako podstawowe instrumenty prowadzenia wojny. W konfliktach między państwami uprzemysłowionymi o zwycięstwie decyduje nie wejściowy spektakularny manewr, lecz zdolność do uzupełniania strat, utrzymania produkcji i logistyki, przetrwania uderzeń przeciwnika oraz stopniowego ograniczania jego potencjału bojowego.

W tym kontekście jednym z największych paradoksów wojny na Ukrainie jest to, że NATO coraz bardziej wikła się w konflikt prowadzony na zasadach odpowiadających rosyjskiej koncepcji wojny, a nie tej, do której Zachód przygotowywał się przez ostatnie 30 lat. Oczekiwania, że broń precyzyjna i przewaga technologiczna zapewnią przełamanie frontu i doprowadzą do jakiegoś knock outu Rosji, ustąpiły miejsca wyniszczającej rywalizacji opartej na artylerii, dronach, zdolnościach produkcyjnych, logistyce i zasobach ludzkich. Drony, rozpoznanie satelitarne i systemy cyfrowe zrewolucjonizowały poziom taktyczny prowadzenia działań wojennych, jednak strategiczna logika konfliktu coraz bardziej przypomina klasyczną radziecką koncepcję prowadzenia wielkoskalowej wojny konwencjonalnej.

Szczyt NATO w Ankarze uwidacznia zatem paradoks strategiczny. Sojusz pozostaje najpotężniejszym militarnie blokiem na świecie. Łączny potencjał gospodarczy państw członkowskich, ich przewaga technologiczna oraz wydatki na obronność wielokrotnie przewyższają możliwości Rosji. Mimo to przewaga ta nie przekłada się na rozstrzygającą przewagę polityczną. A to dlatego, że NATO nie jest gotowe na bezpośrednią konfrontację z innym mocarstwem nuklearnym. Co więcej, nawet w wymiarze konwencjonalnym, według wielu analityków, Sojusz nie jest dziś przygotowany do prowadzenia wojny o skali i intensywności, z jaką Rosja prowadzi działania na Ukrainie.

Prawdziwe znaczenie szczytu w Ankarze nie sprowadza się więc do zapowiedzianych 70 mld euro wsparcia. Znacznie ważniejsze jest to, co zostało w nim milcząco przyjęte jako punkt wyjścia: NATO oficjalnie przyjęło strategię długiej wojny, nie wskazując jednocześnie, w jaki sposób miałaby się ona zakończyć ani jaki konkretny cel polityczny miałaby ostatecznie zrealizować. Dopóki cel ten nie zostanie jasno zdefiniowany, kolejne pakiety finansowe, coraz bardziej zaawansowane uzbrojenie i pogłębianie współpracy przemysłów obronnych mogą przedłużać konflikt oraz zwiększać koszty ponoszone przez Rosję. Nie są jednak w stanie zastąpić spójnej strategii politycznej.

Mało tego. Za starannie podtrzymywaną fasadą „niezachwianej jedności” coraz wyraźniej widać nie tylko brak spójnej strategii politycznej, lecz także narastający sceptycyzm. Aż cztery państwa zgłosiły votum separatum: Holandia, Czechy, Słowacja i Bułgaria. Mało tego, państwa NATO zaczynają budować podzbiory, których deklarowanymi celami są koordynacja finansowa, organizacyjna i wojskowa, czyli funkcje nakładające się de facto z tymi Sojuszu.

To szczególnie istotne w kontekście zapowiadanego „NATO 3.0”. Jeżeli nowa formuła Sojuszu ma polegać na powstawaniu wewnętrznych bloków – jednego skupionego wokół Wielkiej Brytanii, Polski, Finlandii i Holandii (Multilateral Defence Mechanism), drugiego wokół Kanady i Luksemburga (DSRB) – to trudno mówić wyłącznie o technicznych różnicach organizacyjnych.

Pojawia się pytanie, czy mamy do czynienia z początkiem bardziej zdecentralizowanej architektury NATO, czy raczej z rywalizacją o kontrolę nad finansowaniem, zamówieniami i przyszłym kształtem europejskiego przemysłu militarnego. Jakby na to nie spojrzeć, nie umacnia to bynajmniej przekazu o „niezachwianej jedności”.

W kontekście szczytu w Ankarze warto przyjrzeć się zwłaszcza zabiegom i roli Luksemburga. Najbardziej konkretnym wkładem okazało się zdecydowane poparcie dla powołania nowej międzynarodowej instytucji finansowej – Defence, Security and Resilience Bank (DSRB). Bank ma zostać ulokowany w Kanadzie, natomiast Luksemburg ma odegrać rolę jednego z jego głównych europejskich filarów. Oficjalnym celem przedsięwzięcia jest kierowanie prywatnego kapitału do projektów związanych z bezpieczeństwem i obronnością. W praktyce nie chodzi jednak wyłącznie o technologie podwójnego zastosowania, lecz również o finansowanie produkcji uzbrojenia i innych zdolności bojowych.

Do projektu przystąpiły dotąd Albania, Belgia, Grecja, Łotwa, Rumunia, Turcja i Ukraina. Sama koncepcja powstała jeszcze w 2024 roku z inicjatywy grupy bankowców oraz byłych doradców NATO i wysokich rangą wojskowych. W jej rozwój zaangażowały się już takie instytucje jak JPMorgan, Deutsche Bank, Commerzbank, ING oraz największe banki kanadyjskie.

Równie wymowna jest ewolucja luksemburskiej polityki obronnej. Gdy premier Luc Frieden obejmował urząd, wydatki obronne tego państwa wynosiły zaledwie 0,4 proc. dochodu narodowego brutto. Dziś rząd zapowiada ich zwiększenie do 2,3 proc. do 2029 roku, co odpowiada kwocie około 1,66 mld euro. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dla kraju dysponującego mikroskopijną armią równie istotne jak sam wzrost wydatków jest zapewnienie sobie miejsca przy stole, przy którym będą zapadały decyzje o podziale kontraktów i przepływach kapitału.

Na tym jednak ambicje Luksemburga się nie kończą. Państwo to przystąpiło również do nowych projektów NATO obejmujących system rozpoznawczy GlobalEye, współpracę w zakresie surowców krytycznych dla przemysłu obronnego oraz finansowanie kolejnego samolotu wielozadaniowego MRTT.

Bardzo ciekawy jest także kierunek zmian świecie spekulacji finansowych. Jeszcze kilka lat temu wielu zarządzających funduszami traktowało przemysł zbrojeniowy jako sektor od którego lepiej się trzymać z daleka. Dziś ten sam sektor stał się jedną z najbardziej pożądanych klas aktywów. Europejskie fundusze ETF inwestujące w spółki zbrojeniowe przyniosły od 2025 roku do połowy 2026 roku stopy zwrotu sięgające 60–75 proc., a tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2025 roku napłynęło do nich ponad 2,7 mld dolarów nowego kapitału.

Zmianę widać również w polityce największych instytucji finansowych. Nawet BlackRock uruchomił europejski fundusz ETF skoncentrowany na sektorze obronnym. BNP Paribas zwiększył finansowanie przemysłu zbrojeniowego o kolejne 2 mld euro, jednocześnie rezygnując z ograniczeń dotyczących finansowania części rodzajów uzbrojenia ze względów etycznych. BPCE wyemitował obligacje przeznaczone na finansowanie sektora obronnego o wartości 750 mln euro, na które popyt okazał się niemal czterokrotnie większy od podaży. Z kolei fundusz Warburg Pincus rozważa utworzenie specjalnego funduszu obronnego o wartości do 1,5 mld euro. Deutsche Bank powołał już w 2024 r. specjalny zespół zajmujący się wyłącznie finansowaniem projektów związanych z obronnością i infrastrukturą. Według dostępnych informacji od tamtej pory zespół ten został jeszcze rozbudowany.

Trudno więc nie zauważyć, że europejskie dozbrajanie staje się nie tylko przedsięwzięciem geopolitycznym, lecz również spekulacyjno-finansowym, wokół którego powstaje rozbudowana infrastruktura kapitałowa, dla której rosnące wydatki wojskowe oznaczają po prostu nowy, dynamicznie wzrastający i niezwykle atrakcyjny rynek.

Bojan Stanisławski

Bandycki napad na Obrońców Życia w Sopocie. Ranna starsza Pani, wolontariuszka. Wroga bierność „stróżów porządku”.

Bandycki napad w Sopocie. Ranna wolontariuszka.

Mariusz Dzierżawski


Fundacja Pro-Prawo do Życia Dzień dobry Panie Mirosławie. Nasi wolontariusze zostali napadnięci w trakcie ulicznej akcji informacyjnej w Sopocie. 

Tuż po rozpoczęciu akcji, agresywny mężczyzna ukradł dwa zwinięte bannery leżące na chodniku i zaczął się oddalać. Wolontariusze dogonili go i odebrali mu banery.

Po chwili banery zostały wyposażone w stelaże i przygotowane do postawienia na chodniku. W tym momencie wrócił napastnik i po raz kolejny usiłował ukraść bannery.

Wywiązała się szarpanina, w wyniku której pani Eugenia, 70-letnia wolontariuszka naszej Fundacji, została przewrócona na chodnik i mocno uderzyła głową o granitowe płyty.

Wszystko działo się na oczach patrolu Straży Miejskiej, który nie podjął żadnych działań wobec napastnika. Dopiero policja, która zjawiła się na miejscu po telefonie naszych wolontariuszy, spisała agresora.

Po akcji nasi działacze pojechali na policję, aby złożyć zeznania. Przyjmująca sprawę funkcjonariuszka utrudniała nam dochodzenie swoich praw.

Następnie nasi wolontariusze udali się z panią Eugenią do szpitala, gdyż jeszcze 5 godzin po ataku odczuwała ból głowy.
Z powodu paraliżu tzw. „służby zdrowia” nasz koordynator Marek był z panią Eugenią na SORze do 3 w nocy. Na szczęście pani Eugenia nie doznała trwałego urazu.

Teraz Centrum Prawne naszej Fundacji będzie działać, aby pociągnąć sprawcę napadu do odpowiedzialności karnej.

Pomimo prześladowań, represji i utrudnień, planujemy już kolejne akcje, aby dotrzeć do Polaków z prawdą. Chcemy to robić szczególnie teraz, w wakacje, gdyż już za półtora miesiąca dzieci wrócą do szkół, gdzie czekać na nie będzie przymusowa „edukacja zdrowotna” oswajająca z masturbacją, rozwiązłością seksualną, LGBT i „zmianą płci”.

Jeszcze w tym tygodniu (13-20 lipca) chcemy być m.in. w: Gdyni, Łodzi, Bytomiu, Olsztynie, Myślenicach, Dynowie, Gliwicach, Koszalinie, Rudzie Śląskiej, Lublinie, Warszawie i Puławach. 

Aby było to możliwe, potrzebujemy Pana pomocy.

Nasi wolontariusze są gotowi do wyjścia na ulice kolejnych miast, ale potrzebują paliwa, transportu, nowych banerów, megafonów, wydrukowanych ulotek, koszulek, baterii do sprzętu elektronicznego oraz wielu innych akcesoriów. 

Pan poprzez wsparcie finansowe może zapewnić im sprzęt i logistykę niezbędną do działania. Pana pomoc to także dalsze utrzymanie naszego Centrum Prawnego, które sprawuje ochronę prawną nad wolontariuszami w trakcie akcji.

Liczymy na Pana zaangażowanie.
WPŁACAM
Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667

Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Z wyrazami szacunku, 

Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP

Kosiniak – Patriot; a Kamysz w szale… MEM-y VIII.

——————————————

—————————————————–

———————————-

————————————————

————————————

————————————————–

—————————————————

————————————-

——————————————–

Banknoty Euro. MEM-y VII.

——————————-

—————————————–

——————————————————

——————————–

——————————————————–

————————————————–

————————————-

————————————-

————————————-

————————–

Trump bombarduje Islamską Republikę Japonii. MEM-y VI.

—————————————-

—————————————–

——————————–

———————————-

———————————

[dość głupawe – co ma leśnik do decyzji „z góry”?? ]

——————————————

————————————

Raczej odwracanie uwagi od ważniejszych rabunków…

—————————————–

———————————————–

————————————————–

——————————————————–

———————————-


Lekarz ważniejszy, zdrowie poczeka. MEM-y V.

————

————————–

————————————————

———————————————————

——————————————-

—————————————————–

——————————————————

—————————————————————–

————————————–

————————————————

To radykalni ateiści. MEM-y IV.

———————————————

——————————————–

——————————————————-

——————————————–

——————————————–

=————————————-

—————————————————————

———————————————-

——————————

——————————————-

——————————————————-

Oś czasu dla Lindseya Grahama nie działa… Zmarł w Kijowie, nie w domu, w USA.

Oś czasu Lindsey Graham nie działa… Zmarł w Kijowie

12 lipca 2026 Larry C. Johnson sonar/the-lindsey-graham-timeline-does-not-work-he-died-in-kyiv

Prześledźmy chronologię. Według oficjalnej wersji: telefon na numer alarmowy 911 z jego domu w Waszyngtonie o godzinie 20:30 czasu wschodniego 11 lipca z podejrzeniem zatrzymania krążenia. „Zmarł w domu”.

To jest kompletna bzdura!

Przeanalizujmy więc oś czasu. Lindsey odleciał z międzynarodowego lotniska Dulles 9 lipca około godziny 7:00 czasu lokalnego – lot z Dulles do Warszawy trwa 9 godzin. Wsiadł do nocnego pociągu, który odjechał z Warszawy o godzinie 18:15 czasu lokalnego 9 lipca i dotarł do Kijowa między 9:45 a 10:45 czasu lokalnego 10 lipca.

Lindsey Graham przybywa do Kijowa w piątek rano o 11:00. Spotyka się z Zełenskim i zwiedza fabrykę dronów. Następnie każą nam uwierzyć, że wraca do Waszyngtonu po spędzeniu niecałych 24 godzin na miejscu. Znowu, to bzdura!

Najwcześniejszy pociąg powrotny do Warszawy odjeżdża z Kijowa-Pasażerskiego o 07:40–08:00 11-go i przyjeżdża do Przemyśla Głównego po południu (~ 17:00–18:00 ). To co najmniej dziewięć godzin. To daje około 11:00 w Waszyngtonie. Załóżmy, że ma godzinę na dotarcie na lotnisko, a samolot startuje o 19:00 czasu lokalnego z Polski, co odpowiada 12:00 w Waszyngtonie. Lot na zachód trwa 10 godzin… Oznacza to, że najwcześniejszy możliwy czas lądowania samolotu na lotnisku Dulles to 22:00 11-go.

To 2,5 godziny po tym, jak Graham podobno zmarł w domu.

Podkreślam, że normalna podróż do Kijowa członków Kongresu, członków NATO i UE, a nawet Joe Bidena, to lot samolotem do Polski, a następnie przesiadka na pociąg do Kijowa. Zazwyczaj trwa to co najmniej 20 godzin. Aby senator Graham dotarł do domu o godzinie 20:00 czasu lokalnego w Waszyngtonie, musiałby odlecieć z Kijowa o godzinie 7:00 czasu lokalnego na Ukrainie. Nie udało mi się znaleźć żadnego rozkładu jazdy, który pokazywałby pociąg odjeżdżający z Kijowa o tej godzinie.


Rozmawiałem krótko z Sulaimanem, który nadal przebywa w Teheranie, na temat ostatnich ataków USA na Iran:

WYŁĄCZNIE: LINDSEY GRAHAM ZGINĘŁA NA UKRAINIE, A USA BOMBARDOWAŁY IRAN Z CIA Larrym Johnsonem

Mario i ja rozmawialiśmy o atakach Iranu na Oman i wszystkie państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej z wyjątkiem Arabii Saudyjskiej:

Larry Johnson: Iran zaostrza wojnę: Oman i Rada Współpracy Zatoki Perskiej uderzają w Ormuz

Zakończyłem wieczór dyskusją z Mario na temat wymiany rakiet i dronów między USA a Iranem oraz śmierci senatora Grahama:

PILNE: USA ZBOMBARDUJĄ IRAŃSKI OBIEKT NUKLEARNA – z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Wizja piekła. Trzecie objawienie Matki Bożej w Fatimie

Wizja piekła. Trzecie objawienie Matki Bożej w Fatimie

Wizja piekła. Trzecie objawienie Matki Bożej w Fatimie

Plinio Corrêa de Oliveira | 13/07/2024 polskakatolicka./wizja-piekla-trzecie-objawienie-matki-bozej-w-fatimie


Wizja Piekła według opisu siostry Łucji

Nasza Pani poleciła modlitwę za grzeszników, a następnie pojawiła się wizja piekła.

„Wypowiadając te ostatnie słowa – pisze siostra Łucja – rozchyliła ponownie dłonie jak w poprzednich dwu miesiącach”

W geście charakterystycznym dla wizerunku Matki Bożej Łaskawej, z rękami pochylonymi ku dołowi, promień światła wydobywał się z jej dłoni.

„Blask [światła, które z nich promieniowało] zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia. W tym ogniu były zanurzone demony i dusze, jak przeźroczyste rozżarzone do czerwoności węgle, czarne lub brązowe, o kształtach ludzkich”

Prawdziwy Ogień Piekielny

Musimy zauważyć, że według naszej wiary ogień piekielny jest prawdziwym ogniem. Konieczne jest odrzucenie modernistycznej idei, że ogień piekielny jest symbolicznym wyrazem cierpień moralnych. W piekle istnieją cierpienia moralne, które są straszliwe. Są to: pozbawienie Boga, wieczna rozpacz, poczucie całkowitego odosobnienia i wewnętrznego konfliktu. Jednak obok tych cierpień moralnych, istnieje także cierpienie fizyczne, które dotyka duszy. W piekle jest prawdziwy ogień, który rzeczywiście pali duszę.

Zrozumienie Cierpienia Duszy

Ktoś może zapytać: „Jak to możliwe, że dusza duchowa może być spalana przez ogień?” To łatwe do zrozumienia: dusza jest związana z ciałem, które jest materialne. Skoro jest związana z materią, to dlaczego nie mogłaby być spalana przez coś materialnego? To oczywiste!

Święty Alfons Liguori mówił, że ogień piekielny jest tak straszliwy, że najgorszy ogień na ziemi w porównaniu z nim jest jak płomień namalowany na obrazie w porównaniu z prawdziwym płomieniem ziemskim. Najgorsze pożary, które widzimy tutaj, nie są tak przerażające jak piekło.

Wizja Piekła jako Narzędzie Refleksji

Jest to doskonała medytacja. Nasza Pani chciała, aby ten ogień ukazał się grzesznikom naszych czasów. Zwykle, gdy widzę jakiś imponujący płomień, przypominam sobie piekło, co jest bardzo pouczające. Na przykład, kiedy jadę do Santos [miasto w Brazylii] i widzę ten wielki komin w Cubatão z wychodzącym z niego płomieniem, myślę o piekle. Ten ogień jest przygotowany dla mnie i dla każdego z nas, jeśli nie będziemy wierni.

Święta Teresa z Avila otrzymała łaskę zobaczenia miejsca, które było dla niej zarezerwowane w piekle, gdyby nie była wierna. Było to przerażające miejsce, jak nisza w piecu, w której musiałaby przebywać przez całą wieczność, z ciałem po zmartwychwstaniu umarłych. Kiedy widzę na ulicach kociołki z płonącym asfaltem, myślę: „Gdybym musiał spędzić całą noc z jednym palcem w tym ogniu, umarłbym z rozpaczy i bólu!” A to jest niczym w porównaniu z ogniem piekielnym.


Wpływ Wizji Piekła na Naszą Duchowość

Ogień piekielny jest straszliwy i trwa wiecznie. Warto o tym myśleć! „Rozważaj rzeczy ostateczne, a nigdy nie zgrzeszysz”. Rzeczy ostateczne to: śmierć, sąd, piekło i raj. Musimy o nich pamiętać, ponieważ wszystkie są dla nas ważne. Widzimy, jak Matka Boża zachęca do refleksji nad piekłem.

Kontynuując wizję:

„…unoszące się w pożodze, wznoszone płomieniami, które wypełzały z nich samych…”

To przerażające: są wznoszone płomieniami, które wychodzą z nich samych. Płoną tak bardzo, że wydobywają się z nich płomienie! To coś innego niż płonięcie z zewnątrz do wewnątrz. Mają wewnętrzny ogień, który pali w przerażający sposób, nie niszcząc ich, a poruszają się w wyniku tego ciepła. Wyobraźcie sobie cierpienie, jakie to przedstawia.

„…wraz z kłębami dymu buchającymi na wszystkie strony…”

Wizja piekła – Très Riches Heures du Duc de Berry

Wyobraźcie sobie chorobę, w której osoba zaczyna wydzielać chmury dymu i płomieni, chodząc między nimi. Wyobraźcie sobie strach przed taką chorobą. Gdyby istniała pigułka zapobiegająca tej chorobie, wszyscy by ją chcieli kupić. Mimo to, człowiek jest tak ślepy, że nie boi się najgorszego cierpienia na wieczność.

Wizja piekła była darem Matki Bożej. Chciała, abyśmy mieli tę wizję dla dobra naszej duszy. Powinniśmy z tego czerpać korzyści i medytować nad tymi sprawami, prosząc Matkę Bożą o cnotę bojaźni Bożej.

Refleksje o Śmierci i Piekle oraz Nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi

Niedawno lekarz powiedział mi, że aby umrzeć, nie trzeba być długo chorym. Istnieją choroby, które atakują nagle i prowadzą do śmierci. Nie jest to zawał serca, który ma swoje przyczyny, zarówno bezpośrednie, jak i odległe; jest nagły, ale ma długą genezę w organizmie. Istnieje jednak choroba zwana zatorowością – cząsteczka odrywa się z jakiegoś miejsca w organizmie – która może zabić człowieka natychmiast. Może to przydarzyć się każdemu z nas. Kto wie, czy niektóry z nas nie obudzi się martwy jutro rano? Kto z nas wie, czy będzie żył, gdy się obudzi? Często słyszy się: „Zmarł! Pukali do drzwi, nie odpowiadał. Służąca się zdenerwowała, zawołała ojca, matkę… weszli, był martwy!” To nie jest niemożliwe!

„Wszystko to pośród jęków i wycia z bólu i rozpaczy, które przerażały i wywoływały dreszcz grozy. Demony wyróżniały się przerażającymi i ohydnymi kształtami zwierząt, strasznymi, nieznanymi, lecz przezroczystymi jak czarne rozżarzone węgle.”

Obrzydliwe jest rozgniecenie gąsienicy lub podobnego stworzenia. Wydziela się z niego straszna maź. Człowiek ma wtedy wstręt do tego. Wyobraźcie sobie człowieka, który musiałby spędzić wieczność zanurzony w obrzydliwej mazi z gąsienicy! Byłoby to przerażające! To mniej odrażające niż demon, który jest wstrętny, brudny, zdeformowany i potworny pod każdym względem. To ten wróg przyciąga nas do siebie i z powodu wielu grzechów, wolimy jego niż naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Nasza Pani powiedziała Łucji:

„Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby je zbawić, Bóg chce ustanowić w świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca.”

Zauważ: jeśli chcemy się zbawić, powinniśmy mieć nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi.

„Jeżeli zostanie zrobione to, co wam powiem, wiele dusz będzie zbawionych i nastanie pokój” itd.

Zwracam uwagę na fakt, że Nasza Pani szczególnie podkreślała nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca, które było stosunkowo mało znane w Kościele.

Prawdę mówiąc, sięga ono XVI wieku. Jest to jedna z cudownych łask, które Nasza Pani zachowała na ten czas utrapienia. Wskazuje szczególnie, że powinniśmy mieć nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca, aby uratować się od naszych grzechów, a zwłaszcza od grzechu rewolucji, którego korzeniami są pycha i nieczystość.

Jeśli ktoś chce pokonać demona pychy i nieczystości, powinien poświęcić się Niepokalanemu Sercu Maryi i odmawiać krótkie modlitwy, podobnie jak to się robi do Najświętszego Serca Jezusa. Istnieje piękna modlitwa:

„O Jezu, cichy i serca pokornego, uczyń serca nasze według serca Twego”

Możemy powiedzieć to do Naszej Pani:

„O Maryjo, łagodna i pokornego serca, uczyń serce nasze antyrewolucyjne i pokorne jak Twoje”

Albo

„O Maryjo, waleczna i pokornego serca, uczyń serce nasze waleczne i pokorne jak Twoje”

I myślę, że najlepszą modlitwą byłaby:

„O Niepokalane Serce Maryi, które jesteś bez skazy, uczyń mnie bez skazy jak Ty sama”

To są modlitwy, które pomagają nam wykorzenić w sobie demona rewolucji.

Źródło: www.pliniocorreadeoliveira.info

Imperium ponownie „miażdży Iran” pośród obrazów nieszczęścia

Imperium ponownie „miażdży Iran” pośród obrazów nieszczęścia

Symplicjusz 13 lipca 2026 r. simplicius/empire-thuds-iran-again-amidst-symbols

Podobnie jak spirala jego dziedzictwa wiruje w dół porcelanowego odpływu, Trump zapoczątkował nowy cykl bezcelowych bombardowań, po tym jak jego cierpliwość do czekania na „kapitulację” Iranu w wojnie, którą naród perski dawno już wygrał, się wyczerpała.

Stany Zjednoczone tkwią teraz w tej katastroficznej pętli niemocy, atakując te same nieistotne przybrzeżne stanowiska startowe bezskutecznie, jedynie w formie splątanej agonii imperialnej frustracji.

Punktem krytycznym najwyraźniej była odmowa Iranu, by dać USA i Trumpowi satysfakcję z ogłoszenia ponownego otwarcia cieśniny Ormuz, zgodnie z błagalnymi żądaniami Trumpa.

Wpędziło to otumanionego amerykańskiego przywódcę w kolejną falę irytujących obelg, w ramach których haniebnie obrzucił majestatycznych Irańczyków obelgami, nazywając ich „szumowinami” i używając szeregu innych, budzących zastrzeżenia, nieprezydenckich określeń:

[umysł≤u ? ]Could not load video. [Tak w oryginale !! md]

To fragment tej samej konferencji prasowej, na której Trump nazwał Zełenskiego Putinem, a Iran pomylił z Japonią – to tylko fragment pokazujący, jak daleko zaszła gerontokratyczna zgnilizna:

Iran zmaga się z problemem gwałtownego spadku zdolności poznawczych.

Jak stwierdzono, do ponownego rozgrzania doszło najprawdopodobniej z powodu odmowy Iranu spełnienia dziecinnego żądania Trumpa dotyczącego pełnego „ogłoszenia” otwarcia Cieśniny Ormuz.

Trump rozpaczliwie zabiegał o względy mediów, próbując przedstawić cieśninę jako otwartą, ale był coraz bardziej świadomy nieprzekonującego charakteru swoich własnych, nudnych pochlebstw [sobie].

CENTCOM robił, co mógł, by uczciwie potwierdzić słowa Trumpa, ale bezskutecznie — cały świat mógł zobaczyć, że statki przepływały przez cieśninę tylko wtedy, gdy zezwolił na to Iran:

MenchOsint@ MenchOsintMenchOsintMinęło 8 godzin od wydania oświadczenia przez CENTCOM, a nadal nie ma ani jednego statku przepływającego przez Cieśninę Ormuz. Dziś potwierdzono tylko jeden tankowiec, który przepłynął przez wyznaczony przez Iran korytarz i jest to statek chiński.

Dowództwo Centralne USA @ CENTCOMCENTCOMCieśnina Ormuz jest otwarta dla wszystkich statków, które chcą legalnie przepłynąć przez międzynarodowy szlak wodny. Siły zbrojne USA są odpowiednio rozmieszczone i przygotowane, aby zapewnić swobodę żeglugi pomimo nieuzasadnionej irańskiej agresji, nękania, gróźb i arbitralnych działań.

23:01 · 12 lipca 2026 · 27,5 TYS.


13 odpowiedzi Replies· 201 repostów Reposts· 768 polubień Likes

Wcześniej, gdy wiele osobistości medialnych pytało Trumpa, dlaczego cieśnina pozostaje zamknięta, ten nawet nie próbował zwykłych wymówek, lecz zamiast tego unikał odpowiedzi na pytania:

Najwyraźniej jest to bardzo drażliwy temat.

Przypomnijmy, że po zawarciu poprzedniego „zawieszenia broni” Iranowi zezwolono na rozładowanie dziesiątek milionów baryłek ropy naftowej, które gromadziły się od początku roku. Oznacza to, że Iran mógł pozbyć się wszystkich zaległości i ponownie uruchomić licznik zapasów, co z kolei oznacza, że ​​może teraz czekać na kolejne próby „blokady” cieśniny ze strony Trumpa, czekając na kolejne miesiące tej szarady.

Jak zwykle Iran odwdzięcza się za wszystko, co otrzymuje w ramach wymiany:

Połączyć

Konflikt zasadniczo przekształcił się w swego rodzaju polityczny ping-pong o niskiej intensywności, w którym każda ze stron po prostu atakuje drugą nie po to, aby zadać jakąkolwiek „klęskę militarną”, co w tym momencie jest niemożliwe, ale raczej w celu wewnętrznej konsumpcji publicznej.

Dla Trumpa ataki te rzekomo łagodzą negatywne nagłówki dotyczące skandalu w Ormuz, udając jakąś militarną „inicjatywę”. Oczekiwanym efektem ubocznym jest to, że regionalni sojusznicy, a także konglomeraty żeglugowe, poczują się „uspokojeni” dzięki takim atakom. Administracja Trumpa podtrzymuje próby utwierdzenia kruchego przekonania, że ​​ładunki nadal mogą bezpiecznie przepływać przez południową krawędź wód terytorialnych Omanu.

W rzeczywistości Stany Zjednoczone wiedzą, że nie mają żadnych kart do rozegrania; państwo irańskie zostało potężnie wzmocnione i uodpornione na amerykańską agresję do tego stopnia, że ​​każda runda ataków przynosi coraz mniejsze korzyści.

Pogrzeb ajatollaha Chameneiego również umocnił solidarność społeczną i ducha wokół irańskiego rządu, pozostawiając USA i Izrael z niewielkimi możliwościami dokonania jakichkolwiek strategicznych postępów przeciwko swojemu wrogowi. Trump nadal grozi „całkowitym zniszczeniem” irańskich kluczowych obiektów – odsalania wody, elektrowni jądrowych itp. – ale są to prawdopodobnie blefy, ponieważ wiedzą, że reakcja Iranu sparaliżowałaby również najważniejsze infrastruktury regionu, co odbiłoby się negatywnie na administracji Trumpa.

Wygląda na to, że Izraelczycy mogliby wywiesić fałszywą flagę wszystkich fałszywych flag, w ramach swego rodzaju desperackiego planu armagedonu, biorąc pod uwagę nowe „groźby zamachu” pod adresem Trumpa, które pojawiły się w dogodnym momencie.

https://www.wsj.com/world/middle-east/iran-hatched-fresh-plot-to-kill-trump-israel-told-us-1511d9d2

Dolna część pochodzi z innego artykułu CNN, w którym napisano :

Dwa źródła zaznajomione z najnowszymi doniesieniami wywiadowczymi USA podały, że społeczność wywiadowcza śledzi kilku aktorów, którzy omawiali ataki, ale nie podjęli żadnych działań. Jedno z nich stwierdziło, że amerykańskie agencje wywiadowcze obawiają się, że Iran weźmie na celownik wielu obecnych i byłych wysokich rangą urzędników.Źródło to jednak stwierdziło, że raport izraelski jest postrzegany – częściowo – jako element szerszych działań Izraela mających na celu wpłynięcie na decyzje Trumpa w sprawie Iranu.Według źródła, niektórzy przedstawiciele społeczności wywiadowczej zawsze sceptycznie podchodzą do doniesień izraelskich.

Wielu wyciągnęło logiczny wniosek co do tego, jaki może być desperacki izraelski plan awaryjny na wypadek, gdyby wszystkie inne środki zawiodły, a Trump ostatecznie wycofał się z planu ostatecznego zniszczenia Iranu.

Problem polega na tym, że pomimo ogromnych przechwałek Trumpa, jakie widać w powyższym wywodzie, w rzeczywistości armia amerykańska byłaby prawnie zwolniona z obowiązku wykonywania rozkazów poprzedniego prezydenta w stylu „wyłącznika bezpieczeństwa”, ale zamiast tego byłaby zobowiązana do wykonywania rozkazów bezpośredniego następcy, nowo mianowanego Naczelnego Dowódcy, którym w hipotetycznym przypadku Trumpa byłby J.D. Vance.

Ostatnie strajki w USA nie spowodują niczego więcej poza dalszym uszczuplaniem zapasów amerykańskich do jeszcze większych poziomów:

https://www.cnn.com/2026/07/12/politics/usa-weapon-stocks-depleted-iran-war

Z powyższego:

Główne zapasy broni USA pozostają znacząco uszczuplone i znajdą się pod jeszcze większą presją, jeśli ataki na Iran będą kontynuowane w obecnym tempie. Prezydent Donald Trump powtórzył w piątek, że zawieszenie broni w tym konflikcie jest „zakończone”.

Eksperci powiedzieli CNN, że sytuacja ze zbrojeniami może mieć wpływ na zdolność armii amerykańskiej do prowadzenia potencjalnej przyszłej wojny z Chinami, a nawet Koreą Północną.

„Jeśli wojna będzie się toczyć w takim tempie, jak przez ostatnie [pięć] dni… zapasy broni ulegną takiemu zmniejszeniu, że pojawi się nowy, wyższy poziom ryzyka… w regionie Indo-Pacyfiku” – powiedział Mark Cancian, emerytowany pułkownik piechoty morskiej i analityk ds. obronności w think tanku Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych.

W tym momencie Stany Zjednoczone działają na oparach; imperium jest w ślepym zaułku i wszystko wokół wydaje się symbolicznie to odzwierciedlać.

Śmierć arcy-neokonserwatysty Lindsey’a Grahama to jeden z tych momentów, niczym mucha lądująca na twarzy Hillary Clinton, pozostawiając przejmujące wrażenie metafizycznego rozkładu niszczącego imperium od wewnątrz.

W ironicznym, lecz pełnym przeznaczenia stylu Graham, który czuł się „źle”, właśnie zauważył, że nie chce jeszcze umierać, zanim nie zaspokoi swojej neokonserwatywnej żądzy krwi:

Zupełnie trafne jest zatem to, że to jego własne, wściekłe neokonserwatywne poglądy przyczyniły się do odmówienia mu pomocy medycznej, co w efekcie przyspieszyło jego własną śmierć.

Trzeba wręcz podziwiać tak niezachwiane oddanie zasadom, gdy człowiek staje twarzą w twarz ze swoim własnym, przemijającym losem.

Ale fakt pozostaje faktem, że ognista przesyłka duchowo zdeformowanego senatora nie mogła nadejść w bardziej odpowiednim i, jak się wydaje, symbolicznym momencie. Właśnie gdy głęboki rozkład Imperium Stanów Zjednoczonych staje się wokół nas aż nazbyt widoczny, gdy bastiony kłamstw i propagandy nie są już w stanie podeprzeć chwiejnego fundamentu, na którym wszystko się chwieje, widzimy teraz przed sobą nawet to, co wcześniej symboliczne i metaforyczne, przekształca się w dosłowne dowody upadku.

Być może to ujęcie jest odrobinę fantazyjne i naciągane, ale nawet sama Biedronka zdawała się mieć podświadome przeczucie, jakby jakiś biblijny scenariusz zaczął się ujawniać w przygotowaniu na epicki finał wojny w imperium.

Jeden z jego ostatnich tweetów:

Lindsey Graham@ LindseyGrahamSCLindseyGrahamSC

Oceniajcie mnie po moich wrogach.

Oprogramowanie Open Source Intel @ Osint613Osint613Na pogrzebie Chameneiego w Teheranie transparenty przedstawiały Trumpa, Bena Shapiro, Laurę Loomer, Miriam Adelson, Lindsey Graham i innych z czerwonymi tarczami na twarzach. Napis brzmiał: „Na końcu wasze głowy zostaną odcięte”.

20:38 · 6 lipca 2026 · 3,94 mln wyświetleń

================================

Czasami analiza zwłok jest równie użyteczna, co „poważna” analiza, zwłaszcza gdy przedmiot analizy jest tak absurdalny jak rabelaisowska maskarada amerykańsko-irańskiego karnawału.

Ostatecznie to wszystko jest jedynie widowiskiem pobocznym dla gier na rynku prawdziwych pieniędzy. Życzmy panu Grahamowi jak najbardziej cnotliwej i zbawiennej podróży do domu…

Zorganizowane Kłamstwo górą? MEM-y IV.

——————————————-

—————————————

——————————————–

=====================================================

———————————–

——————————————-

————————————-

——————————–

———————————————————————

—————————–

Wiara sprawą prywatną !! MEM-y III.

————————————————-

———————————-

————————————-

————————————————————

——————————————–

—————————————–

—————————————————

——————————–

Tubylcze MEM-y II.

—————————–

Dlaczego to bezkarne?

———————————————————-

———————————————-

———————————————–

——————————————————-

—————————————————

—————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Światowy Dzień MEM-ów

———————————

——————————————

———————————————

—————————

—————————————-

————————————–

——————————————————————–

Różne kwiki z Ameryki. MEM-y

————————————–

———————————-

——————————

—————————————————–

——————————————–

———————————-

——————————–

—————————————————–

——————————————