Rzucony pod autobus: Jak Bill Gates popadł w niełaskę globalistów

Rzucony pod autobus: Jak Bill Gates popadł w niełaskę globalistów

Autorstwa Jamesa Corbetta uncutnews-ch/vor-den-bus-geworfen-wie-bill-gates-in-ungnade-bei-den-globalisten-fiel

Och, jaką różnicę robi dekada.

Jeszcze w 2016 roku wizerunek publiczny Billa Gatesa otaczała święta aureola, którą obdarzył go ogromny budżet na działania PR Fundacji Billa i Melindy Gatesów.

Za działalność filantropijną na polu medycyny, nauki i edukacji został odznaczony przez prezydenta Obamę Prezydenckim Medalem Wolności.

W internecie zyskał przydomek „Good Guy Gates”, co dało początek popularnemu memowi wychwalającemu zalety miliardera, który bezinteresownie rozdał swoje miliardy dla dobra ludzkości.

Pojawiał się nawet w popularnych kreskówkach dla dzieci, a jego koledzy rysownicy byli tak zafascynowani obecnością tego prawdziwego „superbohatera”, że w jego obecności nie mogli wypowiedzieć ani jednego słowa.

Jednak nieprawdopodobna transformacja, która zmieniła Williama Henry’ego Gatesa III z komputerowego maniaka w miliardera o wysokim głosie, znienawidzonego monopolistę systemów operacyjnych, a w końcu w popularnego filantropa, niewątpliwie osiągnęła swój szczyt w 2019 r., kiedy sondaż YouGov wykazał, że Bill Gates jest „najbardziej podziwianą osobą na świecie”.

Nie ma wątpliwości, że Święty Bill osiągnął szczyt swojej potęgi.

Jednakże dekadę później – jeśli ktokolwiek nadal mówi o Billu Gatesie – to jedynie po to, by opublikować nowe informacje o jego udziale w sprawie Epsteina lub by zamieścić kolejne przerażające zdjęcia Gatesa z akt Epsteina:

Nawet „Wall Street Journal” publikuje szczegółowe artykuły demaskatorskie na temat Gatesa i jego nikczemnych działań.

Co więc się stało?

No cóż, po pierwsze, program „Kim jest Bill Gates?” pojawił się, by rzucić zasłużone ciastko w twarz „świętemu Billowi”. A pod koniec „oszustwa pandemii” nawet najwięksi fani Billa mieli już dość oglądania go co wieczór w wiadomościach, jak nam wmawia, że ​​nasze życie nigdy nie wróci do normy.

Choć te pęknięcia w fasadzie Gatesa były istotne, w grę wchodzi coś jeszcze ważniejszego. Kiedy jedna z kluczowych postaci napędzających globalistyczny program – publiczna twarz programu geoinżynierii, programu szczepień, programu tożsamości cyfrowej, programu walut cyfrowych, programu mięsa hodowanego laboratoryjnie i programu sztucznej inteligencji – może stać się personą non grata wśród globalistycznej elity, wiadomo, że trwa poważna operacja państwa głębokiego.

Czy możliwe jest, że Bill Gates zostanie rzucony pod autobus przez swoich współpracowników? A jeśli tak, to co to oznacza dla nadrzędnej agendy globalistów?

Dowiedzmy się.

Świat (ponownie) odkrywa mroczny wpływ Gatesa

Na początku tego tygodnia RealClearInvestigations opublikowało raport „Viral Influencer: How Bill Gates’ Billions Shape US Medical Research” – szczegółowe śledztwo mające na celu rzucenie światła na „nieuprawniony wpływ na politykę zdrowotną rządu” wywierany przez Billa Gatesa i jego fundację.

Powołuje się na „bogactwo dokumentów od federalnych sygnalistów” udostępnionych przez źródło w Narodowych Instytutach Zdrowia (NIH), pokazujących, jak Gates wykorzystał swoje miliardy „do wpływania na kierunek strategii zdrowotnej kraju, aby przynieść korzyści jego własnym priorytetom i ulubionym sprawom, jednocześnie dbając o swój wizerunek jako dobroczynnego globalnego dobroczyńcy”.

Raport dokumentuje, w jaki sposób:

  • Inwestycje Fundacji Gatesa – takie jak udziały w CureVac o wartości 40 milionów dolarów i inwestycja w BioNTech o wartości 55 milionów dolarów, oba przedsiębiorstwa produkujące szczepionki przeciwko COVID-19 – „zacierają granice między dążeniem do zysku a misją fundacji polegającą na opracowywaniu i dostarczaniu szczepionek na całym świecie”;
  • Gates ominął „zaporę” między darowiznami zewnętrznymi a programami NIH, wykorzystując naukową radę doradczą Fundacji Gatesa do „monitorowania i wybierania” projektów [NIH], które miały być finansowane z jego grantu w wysokości 200 milionów dolarów;
  • NIH „zaczął organizować warsztaty Gates-NIH i ostatecznie zsynchronizował federalne programy badawcze z Gatesem, aby zapewnić koordynację finansowania i polityki naukowej w ramach 10 programów NIH”; i
  • Kiedy sam Gates przemawiał na takim warsztacie, NIH zrobił dla niego wszystko, co możliwe, zapewniając eskortę policyjną, szczegółowy harmonogram przybycia oraz uroczyste przyjęcie pełne gwiazd w historycznym kamiennym zamku w Maryland – przejaw szacunku dla władzy, który, jak później zauważyli śledczy rządowi, „jest zwykle zarezerwowany dla prezydenta, pierwszej damy lub wysoko postawionych gości państwowych”.

W raporcie wyjaśniono również, co skłoniło sygnalistę NIH do ujawnienia roli Gatesa w wywieraniu wpływu na programy NIH i decyzje dotyczące finansowania.

„Bill Gates, wraz z Narodowym Instytutem Zdrowia (NIH) i Wellcome Trust – to był ten kartel” – powiedział RCI informator, były urzędnik NIH, który chciał pozostać anonimowy. „To ruch globalistyczny. I nie sądzę, żeby opinia publiczna o nim wiedziała”.

Jeśli nic z tego nie wydaje Ci się szczególnie zaskakujące, prawdopodobnie obejrzałeś uważnie dwugodzinny, dogłębny film dokumentalny „Kim jest Bill Gates?”, w którym skrupulatnie analizuję ogromny wpływ Gatesa na rząd, media i ogólnie na globalne zdrowie publiczne. Jak zapewne pamiętasz, pierwsza część tego filmu, „Jak Bill Gates zmonopolizował zdrowie publiczne”, skupiała się na tym, jak Gates wykorzystywał swój majątek, aby wpływać na kluczowych urzędników odpowiedzialnych za reakcję rządu USA na pandemię COVID-19 – takich jak Anthony Fauci.

Poza częstymi wspólnymi projektami i wcześniejszą współpracą, Fauci utrzymuje bezpośrednie powiązania z projektami i finansowaniem Gatesa. W 2010 roku został powołany do komitetu sterującego projektu Gatesa „Dekada Szczepionek”, którego celem było wdrożenie globalnego planu działań w zakresie szczepień – projektu, na który Gates zobowiązał się przeznaczyć 10 miliardów dolarów finansowania. W październiku ubiegłego roku [2019], tuż przed rozpoczęciem obecnej pandemii, Fundacja Gatesa ogłosiła darowiznę w wysokości 100 milionów dolarów na rzecz Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH), aby wesprzeć między innymi badania nad HIV w Narodowym Instytucie Alergii i Chorób Zakaźnych Fauciego.

Jeśli tego typu informacje są znane i udokumentowane od lat, dlaczego sygnaliści zabierają głos dopiero teraz?

Dlaczego „Giving Pledge” – kampania Gatesa mająca na celu zachęcenie miliarderów do przekazywania ponad połowy swojego majątku na cele charytatywne – rozpada się i dlaczego coraz więcej miliarderów otwarcie dystansuje się od tego projektu związanego z Gatesem?

Dlaczego nawet Warren Buffett, jeden z najdłużej współpracujących i najbardziej znanych partnerów Gatesa w świecie filantropii, powiedział CNN, że już nie rozmawia z Billem?

Innymi słowy, dlaczego ta globalistyczna elita, która kiedyś traktowała Gatesa jak króla, teraz spieszy się, by zdystansować się od arcykonserwatywnego miliardera?

Punkt zwrotny Epsteina

Odpowiedź nie jest trudna do znalezienia. I nie jest też trudna do sformułowania. Właściwie na wszystkie te pytania można odpowiedzieć jednym słowem: Epstein.

Świadczy o tym fakt, że wszystkie doniesienia prasowe na temat Gatesa w ostatnich latach wspominały o jego związku z Epsteinem i różnych makabrycznych szczegółach jego pozamałżeńskich romansów, które ujrzały światło dzienne w trakcie śledztwa przeciwko Epsteinowi.

Staje się to jeszcze bardziej oczywiste, gdy przeczytasz „Bill Gates spędził lata na kształtowaniu swojego wizerunku. Teraz pęka”, liczący 3500 słów, dogłębny wgląd w mroczną rzeczywistość kryjącą się za starannie skonstruowaną, przetestowaną pod kątem PR-u osobowością „dobrego faceta Gatesa”.

Artykuł, który ukazał się w „Wall Street Journal” pod koniec zeszłego miesiąca, wyjaśnia, jak oddany zespół Gatesa skrupulatnie kreował jego wizerunek publiczny – ubierając go w „neutralne ubrania, swetry z dekoltem w serek, koszule i eleganckie spodnie”, starannie zaprojektowane, aby ten niesympatyczny miliarder wydawał się „spokojny i przystępny, jak pan Rogers”. Opisuje również skalę wysiłków podejmowanych przez jego zespół ds. komunikacji w celu monitorowania opinii publicznej na temat monopolisty Microsoftu.

Dwa niezależne zespoły badawcze – jeden w Fundacji Gatesa, a drugi w jego prywatnej firmie Gates Ventures – od lat uważnie monitorują opinię publiczną na temat Gatesa, w tym jego popularność, wiarygodność i wartość inspiracyjną. Analiza mediów zlecona przez Fundację Gatesa wykazała, że ​​liczba „krytycznych doniesień prasowych” na temat Gatesa i fundacji wzrosła o ponad 40% od momentu ujawnienia akt Epsteina do lutego, zgodnie z wewnętrznymi dokumentami, do których dotarł „Wall Street Journal”.

Raport ujawnia następnie, jak bardzo gwiazda Gatesa zgasła. Opisuje katastrofalną podróż do Indii na początku tego roku, podczas której został wystawiony przez czołowych polityków i usunięty z roli głównego mówcy na konferencji poświęconej sztucznej inteligencji:

Gates zatrzymał się w hotelu Oberoi w Nowym Delhi, znanym z symetrycznych schodów i rzeźby „Drzewo Życia” w holu. Oczekiwał na potwierdzenie, czy weźmie udział w kolacji z premierem Indii Narendrą Modim, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i czołowymi osobistościami świata biznesu, jak poinformowali przedstawiciele rządu. Uczestnicy byli częścią szczytu poświęconego sztucznej inteligencji.

Gates ostatecznie nie wziął udziału w kolacji. Vyas otrzymał później od rządu Indii informację, że lepiej będzie, jeśli Gates nie weźmie udziału w szczycie, ponieważ wzmożone zainteresowanie mediów sprawą Epsteina odciągnie uwagę od sztucznej inteligencji. Rząd Indii pozostawił Gatesowi i jego personelowi zadanie przekazania informacji o tej zmianie.

Być może po to, aby uniknąć podobnej kompromitacji, zaplanowana na ten rok podróż Gatesa do RPA została całkowicie odwołana.

W rzeczywistości Gates nie jest odporny nawet na krytykę w swojej własnej organizacji, dotyczącą jego podejrzanych powiązań z Epsteinem. Chris Levesque, prezes TerraPower, spółki energetycznej Gatesa, był zmuszony zwołać nadzwyczajne walne zgromadzenie w marcu ubiegłego roku, aby odnieść się do obaw pracowników, że jedna z kobiet, do których Gates przyznał się w związku z romansem – „rosyjska fizyczka jądrowa, którą poznałem w trakcie mojej działalności”, jak ją opisał Gates – była pracownicą TerraPower.

Według jej profilu na LinkedIn, pracowała w TerraPower w latach 2010-2012, a jej nazwisko pojawiło się nawet w wewnętrznym systemie TerraPower. W 2011 roku pojawiła się w artykule w magazynie na temat swojej pracy w TerraPower, w tym w sesji zdjęciowej z Gatesem i wiceprezesem TerraPower, Nathanem Myhrvoldem, wieloletnim powiernikiem Gatesa.

Dyrektor TerraPower wyjaśnił później pracownikom, którzy zgłosili obawy, że kobieta była zatrudniona przez spółkę macierzystą TerraPower. Dla niektórych pracowników wyjaśnienie dyrektora było tarczą semantyczną, formalnością mającą na celu ochronę marki Gates.

Jak donosił James Evan Pilato w najnowszym numerze „New World Next Week”, Gates znalazł się pod jeszcze większą presją w zeszłym tygodniu, gdy ujawniono, że Melanie Walker – kolejna pracownica Gatesa, z którą miał romans – była również bliską, długoletnią powiernicą Jeffreya Epsteina. Według ostatnich doniesień, Walker zwróciła się nawet do Epsteina o radę, gdy rozważała zakończenie związku seksualnego z Gatesem. Rada Epsteina? „Musisz po prostu powiedzieć, że powinieneś wiedzieć, że powiedziałem Jeffreyowi wszystko – absolutnie wszystko”.

Jak trafnie zauważa Sayer Ji – jeden z niewielu niezależnych dziennikarzy, którzy śledzili historię Gatesa przez wszystkie zwroty akcji w ciągu ostatnich kilku miesięcy – w swoim niedawnym artykule „Koniec „tylko dobrej prasy dla Billa”, starannie pielęgnowany wizerunek Gatesa jako „dobrego faceta Gatesa” został nieodwracalnie zniszczony przez akta Epsteina.

Pod koniec 2025 roku Komisja Nadzoru Izby Reprezentantów wezwała majątek Jeffreya Epsteina do sądu. W styczniu 2026 roku Departament Sprawiedliwości udostępnił około 3,5 miliona stron dokumentów, e-maili, dzienników lotów i fotografii na mocy ustawy o przejrzystości akt Epsteina. Żadnego z nich nie zweryfikował redaktor finansowany przez Gatesa. Żadnego z nich nie dało się złagodzić poprzez powiązanie finansowe. Po raz pierwszy od piętnastu lat najważniejszy artykuł o Billu Gatesie został napisany przez agencję rządową, której nie finansował.

Rzeczywiście, jak zauważyli ci, którzy uważnie śledzili sprawę Epsteina, najnowsze dokumenty rzuciły nowe światło na relacje między Epsteinem a Gatesem. Bardziej skandaliczne fragmenty tej historii – takie jak niewysłany e-mail Epsteina, w którym twierdził, że Bill zaraził się chorobą przenoszoną drogą płciową od „rosyjskich dziewczyn” i potajemnie próbował podać Melindzie antybiotyki – naturalnie znalazły się w centrum uwagi. Jednak, jak obszernie udokumentowała sama Sayer Ji, dokumenty ujawniają również współpracę JPMorgan/Gatesa/Epsteina w celu stworzenia wartej miliardy dolarów architektury gotowości na pandemię, wdrożonej podczas pandemii COVID.

Niezależnie od tego, jakie relacje dotyczące Gatesa śledziłeś, jedno jest pewne: opinia publiczna na temat „dobrego Gatesa” niewątpliwie się zmieniła. Nie do pomyślenia jest, aby Gates kiedykolwiek spotkał się z takim samym bezwarunkowym uwielbieniem, jakim cieszył się w mediach głównego nurtu na wczesnym etapie „oszustwa”.

Co to oznacza? Czy Gates został rzucony przed autobus?

Co będzie dalej?

Jak już wiecie, Gates stawił się pod przysięgą przed Komisją Nadzoru Izby Reprezentantów na początku tego tygodnia, aby odpowiedzieć na pytania dotyczące jego powiązań z Epsteinem. Jeśli jednak te zeznania mają być testem, czy reputacja Gatesa została nieodwracalnie nadszarpnięta przez akta Epsteina, werdykt jeszcze nie zapadł.

Samo oświadczenie nie zostało spisane, dlatego możemy polegać jedynie na relacjach członków komisji i oczywiście samego Gatesa.

Jak zauważają Jimmy Dore i Garland Nixon w swojej analizie sytuacji, dzień rozpoczął się od zręcznej – i niewątpliwie starannie przećwiczonej – akcji PR-owej Gatesa, mającej na celu zmianę jego wystąpienia przed komisją. „Cieszę się, że mogę tu być dobrowolnie, aby zeznawać i wspierać pracę komisji” – powiedział Gates reporterom przed wejściem na salę rozpraw.

To oświadczenie w sprytny sposób zmienia postrzeganie jego pojawienia się przed komisją, odchodząc od wizerunku winnego wspólnika Epsteina, którego sprowadzono, by odpowiedzieć na pytania dotyczące jego udziału w osławionym kręgu prostytucji dziecięcej, a stając się wizerunkiem zaniepokojonego obywatela, który „zgłosił się na ochotnika”, by „pomóc” komisji wymierzyć sprawiedliwość ofiarom Epsteina. (Jednak, jak słusznie zauważa Nixon w rozmowie z Dore, Gates nie kłamał, mówiąc, że przybył, by pomóc komisji w jej pracy, ponieważ celem komisji jest zatuszowanie prawdy o Epsteinie).

Oświadczenie rozpoczęło się od przygotowanych uwag, które Gates uprzejmie opublikował na swojej stronie internetowej „GatesNotes” i które obejmowały wszystkie spodziewane punkty dyskusji:

Po pierwsze, pozwólcie, że wyrażę się jasno: nigdy nie byłem świadkiem ani nie miałem żadnych oznak, że Epstein stale popełnia przestępstwa. Nigdy nie byłem na jego wyspie, ranczu ani w domu na Florydzie. Nigdy nikogo nie znęcałem się nad innymi. Nawet jeśli próbował nawiązać z nami osobistą relację, nigdy mnie to nie interesowało i nigdy nie odwzajemniałem tych uczuć.

Następnie poprosił członków komisji, aby uwierzyli mu, gdy powiedział, że on, Bill Gates, jeden z „najbogatszych ludzi świata” i ktoś, kto niewątpliwie miał kontakty pozwalające mu rozmawiać z niemal każdym na świecie, był zainteresowany nawiązaniem kontaktów z Epsteinem, ponieważ Epstein mógłby pomóc mu w nawiązaniu kontaktów z darczyńcami, którzy chcieliby zaangażować się w zdrowie publiczne. (A jeśli w to wierzysz, mam szczepionkę mRNA, którą mogę ci sprzedać!)

Po złożeniu przygotowanego oświadczenia Gates odpowiadał na pytania. Relacje na temat tego, jak Gates zareagował na to przesłuchanie, są bardzo zróżnicowane. Według republikanina Tima Burchetta z Tennessee, przesłuchanie było „intensywne”. Demokrata Raja Krishnamoorthi z Illinois dodaje, że Gates był „agresywny” i „niezbyt otwarty ani szczery”. Demokrata Robert Garcia z Kalifornii twierdzi natomiast, że chociaż Gates opierał się niektórym pytaniom, ostatecznie „na nie odpowiedział”.

Był kłótliwy. Był pomocny. Był intensywny. Był chętny do współpracy. Kto inny może to powiedzieć? Z pewnością nikt z opinii publicznej, bo nigdy nie będziemy mogli zobaczyć na własne oczy, co dokładnie działo się za zamkniętymi drzwiami sali sądowej.

Jedno możemy powiedzieć na pewno: niezależnie od ustaleń komisji dotyczących powiązań Gatesa z Epsteinem, Gates nigdy więcej nie będzie cieszył się publicznym wizerunkiem „dobrego faceta Gatesa”, jakim cieszył się dekadę temu. Owszem, prawie na pewno nie zostanie oskarżony o powiązania z Epsteinem ani o udział w „oszustwie pandemicznym”, ale jego imię na zawsze zostanie zszargane w oczach opinii publicznej i nigdy więcej nie będzie mógł pełnić tej samej roli niekwestionowanego autorytetu w świecie filantropii.

Choć może nie jest to sprawiedliwość, na jaką tak bardzo zasługuje, upadek Gatesa jest mimo wszystko znaczący. To, że ktoś o jego pozycji i globalistycznych poglądach mógł stać się personą non grata wśród tych samych globalistycznych popleczników i uczestników Davos, których szacunkiem niegdyś się cieszył, jest cenną lekcją na temat natury globalistycznej hierarchii.

Agenda klimatyczna będzie kontynuowana. Agenda dotycząca sztucznej inteligencji (AI) będzie dynamicznie się rozwijać. Agenda GMO nie umknie ani jednemu krokowi. Agenda geoinżynierii przetrwa i będzie się rozwijać. Agenda szczepionkowa, agenda dotycząca tożsamości cyfrowej i agenda dotycząca walut cyfrowych nie zawiodą tylko dlatego, że Gates nie jest już szanowaną osobą publiczną. Wręcz przeciwnie. Wszystkie te globalistyczne agendy będą się rozwijać, nawet bez Gatesa u steru, i nie zabraknie globalistycznych miliarderów chętnych do ich finansowania i wspierania.

Wręcz przeciwnie, fakt, że sojusznicy Gatesa tak łatwo mogą go porzucić, przypomina, że ​​nie walczą z nami konkretne jednostki. Walczy z nami ideologia. Walczy z nami horda socjopatów i eugeników, zjednoczonych w przekonaniu, że są naturalnymi strażnikami ludzkości, a zasoby planety – zarówno ekonomiczne, jak i ludzkie – prawnie należą do nich i im podobnych. Dopóki ta ideologia będzie trwać, nie ma znaczenia, czy dana jednostka cieszy się uznaniem opinii publicznej, czy nie.

Teraz, gdy pozycja Gatesa jako filaru globalistycznej agendy jest zagrożona, któż może wątpić, że tysiąc innych potencjalnych władców ludzkości będzie rywalizować o zajęcie jego miejsca w globalistycznej hierarchii?

Można tylko mieć nadzieję, że ci potencjalni tyrani dostrzegą, z jaką łatwością globaliści poświęcają jednego ze swoich, i zdadzą sobie sprawę, że oni również zostaną porzuceni przez tych samych globalistów, gdy tylko będzie im to odpowiadało.

Być może opinia publiczna w końcu zda sobie sprawę, że przez lata była oszukiwana przez hojnie finansowaną kampanię PR miliardera, i zacznie się zastanawiać, którzy inni skorumpowani publiczni „bohaterowie” byli w podobny sposób chwaleni przez globalistyczny establishment.

Źródło: Pod autobusem: Jak Bill Gates stracił łaskę globalistów

Gangi gwałcicieli-muzułmanów w Wielkiej Brytanii: Co najmniej 250 000 ofiar. Raport szokuje cały kraj.

Gangi gwałcicieli w Wielkiej Brytanii: Raport został właśnie opublikowany i szokuje cały kraj.

Gangi gwałcicieli w Wielkiej Brytanii: Raport został właśnie opublikowany i szokuje cały kraj.

Niezależny raport śledczy donosi, że ponad 250 000 dziewcząt padło ofiarą zorganizowanej przemocy seksualnej – a państwo przez dziesięciolecia przymykało na to oko. Krytycy oskarżają raport o manipulację polityczną.

Londyn – To wstrząsające historie: 11-letnia dziewczynka jest podawana przez taksówkarzy w celu wlania alkoholu i narkotyków, a następnie gwałcona przez grupę dorosłych mężczyzn. U 13-latki zdiagnozowano kilka chorób przenoszonych drogą płciową – klinika milczy, policja nic nie robi. Dziewczynkę wciągnięto do samochodu na oczach matki i torturowano przez wiele dni.

Te i dziesiątki innych szokujących zeznań zebrano w ramach tzw. „Śledztwa w sprawie gangów gwałcicieli” – niezależnego śledztwa prowadzonego przez posła Ruperta Lowe’a (Reform UK). Jego konkluzja: Wielka Brytania doświadczyła jednego z największych skandali związanych z ochroną dzieci w swojej historii od dziesięcioleci – a władze całkowicie zawiodły.

Zarzut: Systematyczne niepowodzenia na przestrzeni pokoleń

Raport końcowy, opublikowany w środę, przedstawia ponury obraz: od lat 50. XX wieku, jak wykazało śledztwo, zorganizowane gangi, głównie pakistańskiego pochodzenia muzułmańskiego, systematycznie wykorzystywały młode białe dziewczęta z ubogich środowisk. Co najmniej 250 000 ofiar – liczba ta w raporcie jest określana jako „ostrożne szacunki”.

Metodologia działań sprawców była przerażająco jednolita:

  • Rekrutacja za pomocą prezentów, alkoholu i narkotyków
  • Manipulacja emocjonalna i izolacja od rodziny i przyjaciół
  • Powtarzające się gwałty zbiorowe w domach, hotelach i taksówkach
  • Nagrania wykorzystywane do szantażu i przekazywania ofiar innym sprawcom

Szczególnie podstępne: Sprawcy wykorzystywali ciąże jako narzędzie kontroli. Dziewczęta były zmuszane do donoszenia ciąży lub poddawane nielegalnym aborcjom – często w warunkach zagrażających życiu.

„Wszystkie instytucje zawiodły”

Raport wyraźnie wskazuje na jedną rzecz: sprawcy mogli działać bez przeszkód przez dziesięciolecia, ponieważ policja, służby socjalne, system opieki zdrowotnej, szkoły i władze miejskie przymykały oczy lub aktywnie to tuszowały.

Policja ignorowała powtarzające się zgłoszenia, kryminalizowała ofiary zamiast sprawców i niszczyła dowody. Dziewczęta leczone w szpitalach po kilku dniach przemocy były odsyłane do swoich oprawców tego samego wieczoru.

Pracownicy socjalni podważali autorytet rodziców opiekuńczych i umieszczali dzieci w domach, które stały się siedliskiem handlu ludźmi. Sygnaliści, którzy wskazywali na nadużycia, byli zawieszani w obowiązkach, zniesławiani i doprowadzani do ruiny.

Służba zdrowia NHS zdiagnozowała wiele chorób przenoszonych drogą płciową u 13-latków, zarejestrowała ciąże po gwałcie i udokumentowała próby samobójcze – mimo to nie wdrożono żadnych środków ochronnych.

W szkołach zdarzało się, że dorośli mężczyźni zabierali dziewczęta spod bram szkoły i wyrzucali ofiary z klasy, zamiast je chronić.

Wymiar polityczny: kto co wiedział?

Szczególnie kontrowersyjne jest oskarżenie, że politycy celowo tuszowali skandal. Partia Pracy, która przez dziesięciolecia sprawowała władzę w dotkniętych skandalem miastach, takich jak Rotherham, Rochdale i Oldham, została ostro skrytykowana w raporcie.

Posłowie i radni Partii Pracy wiedzieli o tym od początku XXI wieku” – czytamy w dokumencie. „Nie zrobili nic – z obawy przed oskarżeniem o rasizm i utratą głosów w społecznościach muzułmańskich”.

Nawet po tym, jak Raport Jaya udokumentował 1400 przypadków nadużyć w Rotherham w 2014 roku, rząd pod przewodnictwem Keira Starmera zablokował krajowe dochodzenie. Dopiero po ogromnej presji społecznej, w czerwcu 2025 roku, wszczęto dochodzenie, którego uprawnienia raport krytykuje jako „całkowicie niewystarczające”.

Partia Konserwatywna, która sprawowała władzę w latach 2010–2024, również jest krytykowana za bezczynność. Były minister Rory Stewart publicznie bagatelizował problem, twierdząc, że „ogranicza się on do północnej Anglii”.

Islam: religia czy uzasadnienie?

Najbardziej kontrowersyjna część raportu dotyczy roli islamu. Autorzy argumentują, że pewne nauki teologiczne uzasadniały te czyny:

  • Pojęcie „wyższości muzułmanów” (Sura 3:110)
  • Zasada „lojalności wobec muzułmanów i odrzucenia niemuzułmanów”
  • Podporządkowanie kobiet mężczyznom (Sura 4:34)
  • Brak ustalonego wieku zawarcia małżeństwa w prawie islamskim

Krytycy zarzucają raportowi nadużywanie powiązań między religią a przestępczością, bez uwzględnienia różnorodności społeczności muzułmańskich. W rzeczywistości w Wielkiej Brytanii udokumentowano setki przypadków nadużyć ze strony osób niebędących muzułmanami – w tym nauczycieli, duchownych i drużyn harcerskich.

Imam Taj Hargey, cytowany w raporcie, szacuje, że 95% sprawców to muzułmanie. Jednak liczba ta opiera się na analizie 264 wyroków skazujących wydanych w latach 2005–2017 – próby, którą naukowcy krytykują jako niereprezentatywną.

Co teraz? Żądania raportu

Badanie wzywa do daleko idących reform:

  • Dożywocie dla przywódców gangu, minimalne wyroki 25 lat dla uczestników
  • Natychmiastowa deportacja wszystkich zagranicznych sprawców przestępstw, pozbawienie obywatelstwa osób posiadających podwójne obywatelstwo
  • Zakaz wizowy dla krajów, w których sprawcy są nieproporcjonalnie zaangażowani (zwłaszcza Pakistan)
  • Zakaz małżeństw szariackich i obowiązkowa rejestracja religii sprawców i ofiar
  • „Prawo Sammy’ego” : usuwanie rejestrów karnych w przypadku nieletnich ofiar, które popełniły przestępstwa pod przymusem.
  • Pozbawienie praw rodzicielskich skazanym gwałcicielom

Żądanie to idzie szczególnie daleko: należy przeprowadzić referendum w sprawie przywrócenia kary śmierci w szczególnie poważnych przypadkach.

Reakcje: Oburzenie i sceptycyzm

Publikacja raportu wywołała burzliwe debaty w Wielkiej Brytanii.

Sammy Woodhouse , współautor raportu jako osoba, która przeżyła, powiedział: „Przez całe życie milczałem. Teraz mówię w imieniu tych, którzy stracili głos. Prawda musi wyjść na jaw”.

Krytycy ze świata polityki i nauki ostrzegają jednak przed wyciąganiem pochopnych wniosków. Socjolog dr Michael Kimmel z Uniwersytetu Londyńskiego powiedział: „Nie da się zaprzeczyć, że doszło do skandalu. Raport jednak miesza uzasadnioną krytykę państwa z bezkrytycznym potępieniem islamu. To nie tylko niesprawiedliwe, ale także szkodliwe dla ochrony dzieci”.

Partia Pracy również odrzuciła oskarżenia. Rzeczniczka oświadczyła: „W 2025 roku wszczęliśmy kompleksowe śledztwo. Twierdzenie, że zatuszowaliśmy skandal, jest bezpodstawne”.

Skandal, na który nie ma odpowiedzi

Raport „Rape Gang Inquiry” jest niewątpliwie ważnym dokumentem. Ujawnia lata cierpienia i dokumentuje bezprecedensową porażkę instytucjonalną.

Jednak pytania pozostają bez odpowiedzi:

  • Na ile wiarygodna jest liczba 250 000 ofiar?
  • Dlaczego sprawcy nadużyć niebędący muzułmanami są systematycznie ignorowani?
  • Czy raport ma na celu ochronę dzieci, czy też jest programem politycznym wymierzonym w imigrację i islam?

Jedno jest pewne: skandal gangów gwałcicieli będzie dręczył Wielką Brytanię przez długi czas. Prawdziwym wyzwaniem będzie wyciągnięcie wniosków z błędów przeszłości – bez popadania w nowe uprzedzenia.

Kontekst: „Śledztwo w sprawie gangów gwałcicieli” nie jest śledztwem rządowym, lecz niezależnym, finansowanym z darowizn ponad 20 000 obywateli. Nie ma ono mocy prawnej, ale postrzega siebie jako „platformę prawdy”. Raport ma zostać teraz przedłożony parlamentowi i może doprowadzić do wszczęcia postępowania cywilnego i karnego.

Pełny raport przetłumaczony przez DeepL:

Zapytanie+Gang+gwałtu+Raport de-DEPobierać

Szacunek dla szczurów, dzieci do rynsztoka !

Centrum Życia i Rodziny
Szanowny Panie,
Szczur – na Dalekim Wschodzie patrzą na szczura dość pozytywnie: to symbol przebiegłości, zaradności i przetrwania. Ale w Polsce i generalnie w Europie to zwierzę kojarzy się z chciwością, zdradą, najgorszymi chorobami i upadkiem cywilizacji. A dla Pana – co reprezentuje ten gryzoń?
Pytam, bo w roku 2026 w Polsce jesteśmy wzywani do solidarności ze szczurami i wczuwania się w tragizm ich egzystencji. Jedna z prozwierzęcych fundacji zorganizowała akcję „Jestem Szczurem” i w Warszawie w eksponowanej lokalizacji w samym centrum miasta pojawił się wielki mural z hasłem „Szacunek nie zna gatunku”. I może uznałbym to za jedną z wielu nieszczególnie sensownych akcji społecznych i pewnie zapomniałbym o niej już następnego dnia, gdyby nie wylewająca się z tego muralu hipokryzja.
„Szacunek nie zna gatunku”? I w tym samym społeczeństwie triumfy święcą organizacje aborcyjne, odbierające należny szacunek istotom ludzkim, tylko dlatego, że ich życie dopiero się rozpoczęło i są zupełnie zależne od rodziców? Co się z nami dzieje, że w stolicy Polski może pojawić się wielkie malowidło reklamujące akcję szacunku dla szczurów, a obrońcy życia są mieszani z błotem, straszeni policją, a billboardy o tematyce pro-life są niszczone? Tymczasem brak szacunku dla życia ludzkiego ma znacznie bardziej tragiczne i dalekosiężne konsekwencje, niż – przepraszam za to absurdalne porównanie – brak szacunku do szczurów! Dość powiedzieć, że dzieci (podstępnie nazywane w mainstreamowych mediach „płodami”) są traktowane jak przedmiot, którego istnienie i los są do pewnego etapu zależne od widzimisię innych. Jeśli matka nie chce dziecka, ma przyzwolenie większości społeczeństwa na zabicie go przed urodzeniem. A jeśli matka czy rodzice bardzo pragną dziecka, to w ramach procedury in vitro mogą narażać jego życie, dokonywać selekcji eugenicznych, a nawet skazywać na śmierć jego „ponadprogramowe” rodzeństwo. I tu mógłbym sparafrazować przesłanie autorów akcji „Jestem Szczurem”: wokół dzieci nienarodzonych narosło mnóstwo stereotypów, mitów i manipulacji, przez co otoczone są atmosferą lęku, niechęci i traktowane jak zagrożenie. A w innych znów okolicznościach – jak towar, którego można domagać się na wszelkie sposoby. Dlatego chciałbym prosić Państwa o pomoc w pokazaniu prawdy, zarówno o procederze aborcji, jak i o zapłodnieniu in vitro. Domagajmy się szacunku dla życia ludzkiego! Szczury pod ochroną, dzieci do rynsztoka! Wspieram walkę w obronie życia! 15 00 dzieci urodzonych dzięki rządowemu programowi in vitro . To najpiękniejszy Dzień Dziecka i największa motywacja do pracy. Szczęścia, maluchy! – takie życzenia na portalu społecznościowym X złożył premier Donald Tusk. Brzmi pięknie?
Ale premier nie mówi o jednym szczególe – który właściwie zmienia te radosne życzenia w obraz rodem z horroru. Ostrożne szacunki wskazują, że od 1978 roku liczba zarodków utraconych bezpośrednio w wyniku procedur in vitro mogła przekroczyć 270 milionów. 270 milionów.
To tyle, ile obecnie wynosi liczba mieszkańców Indonezji. Indonezja to czwarty najludniejszy kraj na świecie. Proszę to sobie wyobrazić – gdyby wszystkie ofiary (bo tak trzeba nazwać te dzieci) procedury zapłodnienia in vitro mogły się urodzić, to zaludniłyby czwarte najludniejsze państwo na świecie! Jak szacują badacze, to około 1,6-1,9 miliona ofiar rocznie. Porównywalnie wiele ofiar wśród najmłodszych (1,7 miliona) mają choroby zakaźne, które są najczęstszą przyczyną zgonów dzieci do 5 roku życia. Jest tylko jedna przyczyna śmierci, która na głowę bije procedurę in vitro.
Aborcja. W ten sposób ginie ok. 73 miliony dzieci rocznie. Od 1978 roku (gdyby porównać to do całościowej liczby ofiar in vitro) to… ok. 2 MILIARDY zabitych dzieci.
Świat spływa ich krwią. I dzieje się to w ciszy.

Tych przyczyn śmierci nie ujmują statystyki WHO. Nie słyszymy alarmujących o „pandemii” komunikatów w mediach. Nikt nie usiłuje wymyśleć na to szczepionki. Nie mówią o nich politycy, nabijający punkty u potencjalnego elektoratu sloganami o „prawach kobiet” i „sukcesach rządowego programu in vitro”. Ta cisza wynika oczywiście w dużej mierze z tego, że na temat zarówno aborcji, jak i procedury zapłodnienia pozaustrojowego narosło mnóstwo kłamstw. Ogrom manipulacji, utrwalany przez lata, sprawił, że dziś wiele osób – w tym, niestety, nawet katolików! – nie dostrzega zła, które kryje się za zgrabnymi sloganami. „Moje ciało, mój wybór”. „Spełnienie marzeń o rodzicielstwie”. W obu przypadkach dziecko to przedmiot – albo tak bardzo niechciany, że można się go pozbyć, albo tak bardzo pożądany, że można dążyć do „zdobycia go” za wszelką cenę.
I w obu przypadkach można powiedzieć, że zmierzamy po trupach do celu. Dosłownie. Jestem przekonany, że w walce o ochronę życia dzieci nienarodzonych, niezwykle istotne jest właśnie zwalczanie kłamstw, które tak dogłębnie przeniknęły debatę publiczną, ale też powszechne myślenie, że nawet osobom o ogólnie dobrze ukształtowanym sumieniu trudno jest dotrzeć do prawdy.
Nie możemy też pomijać jeszcze jednego ważnego aspektu. Rodzicielstwo to bardzo istotny element życia, często warunkujący wręcz poczucie naszego spełnienia. Zarówno wówczas, gdy jest chciane, jak i wtedy, gdy jest niechciane. To coś, co niejednokrotnie wywraca nasz świat do góry nogami. Co nieodwracalnie zmienia naszą codzienność, ale i nas samych. Dlatego często bycie w ciąży wiąże się z ogromnymi emocjami. W przypadku ciąży nieplanowanej – to strach, obawy o przyszłość, frustracja, że nasze plany na życie legły w gruzach, poczucie braku kontroli.
W przypadku zaś, gdy ciąża jest największym marzeniem, a kolejne miesiące starań kończą się rozczarowaniem – to rozpacz, brak nadziei i niewyobrażalna desperacja. W tak dużych emocjach łatwo o pochopne decyzje. A te prowadzą do tragedii, bo stawką jest w tym wypadku ludzkie życie. Dlatego włączamy się aktywnie w walkę w obronie dzieci nienarodzonych. A ten obowiązek ciąży na nas tym bardziej dziś, gdy od ponad roku w polskich szpitalach stosowane są barbarzyńskie „wytyczne” aborcyjne minister Leszczyny, a niedawno minęły dwa lata od początku rządowego programu refundacji procedury in vitro.
Z jednej strony podejmujemy walkę duchową. To rzeczywistość często bagatelizowana, ale niesłusznie. Modlitwa, zwłaszcza publiczna, oprócz ogromnych możliwości duchowych, jest formą świadectwa, której bardzo dziś potrzebujemy. Nasze cykliczne spotkania modlitewne w pobliżu „przychodni aborcyjnej” AboTak trwają już od kilku miesięcy. Najbliższe odbędzie się już w tę środę. Serdecznie zapraszam Pana do udziału w tej inicjatywie – 17 czerwca, godzina 17.00, ul. Wiejska 12 w Warszawie (pod neonem „Czytelnik”). Fizyczna obecność na ulicach – szczególnie w tak wymownych lokalizacjach jak okolice AboTaku, a przy okazji również polskiego Sejmu – to potężny akt obywatelskiego sprzeciwu i wiary. To publiczne świadectwo ma wstrząsnąć sumieniami i przełamać barierę manipulacji wokół tematu „praw kobiet” i unicestwiania setek istnień w czasie aborcji! Z drugiej strony, od lat prowadzimy merytoryczną walkę o dzieci nienarodzone: tworzymy i dystrybuujemy publikacje takie jak „Kompendium Pro-Life”, zawierające mnóstwo argumentów użytecznych w rozmowach na temat zabijania nienarodzonych, czy poradnik „Droga Mamo” dla wystraszonych i zagubionych mam spodziewających się dziecka, a ponadto na naszej stronie znaleźć można wiele artykułów poświęconych tej tematyce; produkujemy filmy – tak pełnometrażowe („Miłość większa niż strach”) jak i krótsze formy („Aborcja, eugenika, in vitro – co je łączy?”) – wszystkie obecne jeszcze na YouTube wraz z krótszymi materiałami z wielu naszych konferencji o obronie i wartości życia; przygotowujemy materiały edukacyjne dla Szkół Przyjaznych Rodzinie – rozsyłamy konspekty oraz poruszamy te tematy podczas spotkań z młodzieżą! Dostrzegając dużą, a niewypełnioną potrzebę, chcemy jednak pójść w naszych działaniach o krok dalej.
Chcę stanąć w obronie życia!
Rozumiemy, jak ogromnym dramatem dla małżonków jest zmaganie się z przedłużającą się niepłodnością. To droga pełna bólu, niespełnionych nadziei i cichego cierpienia. Widzimy zranienie tych par, ogromną tęsknotę za dzieckiem i kolejne miesiące, w których nadzieja przeplata się z rozczarowaniem. Bardzo często problem polega na tym, że małżonkowie w tym najtrudniejszym czasie nie widzą innej drogi niż in vitro. Zewsząd słyszą, że to jedyne i najlepsze rozwiązanie. Popycha ich do tego presja otoczenia, niekiedy zniecierpliwienie bliskich, dominujący przekaz uchodzący za „naukowy” standard, ale nierzadko też ich własne serca, skrajnie wyczerpane napięciem i kolejnymi porażkami. Właśnie dlatego podjęliśmy decyzję o stworzeniu poradnika na temat procedury in vitro skierowanego do osób, które poszukują wyjścia z osobistego dramatu, jakim jest niepłodność. Naszym celem jest pokazanie, że inna droga istnieje, choć w głównym nurcie jest konsekwentnie zbywana milczeniem. Chcemy nieść przywracającą siły nadzieję tam, gdzie dziś panuje bezradność, i pokazać, że diagnoza o niepłodności wcale nie musi oznaczać wyboru rozwiązań, które budzą dylematy moralne.
W publikacji stawiamy na rzetelną wiedzę i bardzo praktyczne rozwiązania, które stanowią realną alternatywę dla zapłodnienia pozaustrojowego. Zebraliśmy konkretne wskazówki, dane o innych, skutecznych metodach leczenia przyczynowego oraz adresy specjalistycznych ośrodków medycznych, które podchodzą do ludzkiego zdrowia integralnie. Poradnik wzbogacimy o autentyczne historie osób, które drogę leczenia i trudnych wyborów mają już za sobą. Wierzymy, że te żywe świadectwa, połączone z twardą, rzetelną wiedzą, dadzą małżonkom poczucie, że nie są w swoim cierpieniu sami, i pomogą podjąć decyzję w poczuciu wolności i w zgodzie z własnym sumieniem. Dodatkowo, chcemy wskazać tam miejsca, w których lekarze nie zaproponują in vitro (od razu lub bardzo szybko), ale będą starali się pomóc poprzez etyczne metody. Mamy nadzieję, że ta wiedza pozwoli parom rozważającym procedurę in vitro zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na swoją sytuację z szerszej perspektywy. Koszty stworzenia takiej publikacji, w które wlicza się zarówno praca ekspertów, jak i koszt składu i druku, a następnie dystrybucji gotowego poradnika do instytucji takich jak poradnie rodzinne, gdzie mógłby trafić w ręce potrzebujących informacji i otuchy par, wyceniliśmy wstępnie na 10 000 zł.
Dlatego bardzo proszę Pana o pomoc w produkcji i dystrybucji poradnika na temat procedury in vitro i alternatywnych, moralnie słusznych metod walki z niepłodnością poprzez przekazanie dobrowolnego datku w wysokości 50 zł, 100 zł, 200 zł lub nawet 500 zł albo wyższą, jeśli to dla Pana możliwe.
Wspieram tę inicjatywę!
Szanowny Panie, na koniec tej wiadomości podzielę się postem aborcjonistek z Aborcyjnego Dream Teamu, czyli odpowiedzialnych właśnie za działanie „przychodni” AboTak. Proszę sobie wyobrazić, że rozpaczliwie prosiły o pomoc, ponieważ ich działalność jest rzekomo zagrożona z powodu braku funduszy. Nawoływały do wpłat, chcąc zebrać aż… milion złotych! To wszystko ma być przeznaczone na organizowanie wyjazdowych zabiegów zabijania dzieci nienarodzonych. Jak nietrudno się domyśleć, takie wyjazdy dotyczą szczególnie późniejszych ciąż, gdy samodzielna aborcja farmakologiczna staje się szczególnie niebezpieczna.
MILION ZŁOTYCH na zabijanie dzieci.
To barbarzyństwo na niewyobrażalną skalę. I oczywiście nie mam pojęcia, czy paniom z AboTaku uda się zebrać tę astronomiczną kwotę.
Chciałbym jednak, abyśmy naprzeciw tej machiny śmierci mogli stawać z choćby porównywalnym wsparciem. Nie mamy po swojej stronie wielkich mediów, w których możemy brylować, jak one, entuzjastycznie opowiadając o tym, jak samodzielnie przeprowadzić aborcję. Nie mamy poparcia polityków na najwyższych szczeblach władzy, które nad aborcjonistkami roztacza parasol ochronny. Ale mamy coś znacznie cenniejszego – zaangażowanych i gotowych do stanięcia z nami ramię w ramie Sympatyków. To dzięki Pana nieocenionej pomocy niejednokrotnie już udawało nam się skutecznie walczyć, nawet na frontach tak trudnych, jak walka o życie dzieci nienarodzonych. Wierzę, że tak będzie i tym razem! Marcin Perłowski - Dyrektor Centrum Życia i Rodziny, Wiceprezes Zarządu       WSPIERAM DZIAŁANIA CENTRUM ŻYCIA I RODZINY!  
Dane do przelewu: Centrum Życia i Rodziny
Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SA
Z dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny” SWIFT: PKOPPLPW
IBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056 Centrum Życia i Rodziny
Skrytka Pocztowa 99, 00-963 Warszawa
tel. +48 22 629 11 76

Abotak traci sponsora – No to policja bierze się za nas…

RatujŻycie.pl

[Filmiki można uruchomić w oryginale ratujzycie.pl/listdociebie MD]

——————

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Na końcu tego listu znajdzie Pan dobrą wiadomość – po intensywnej kampanii Fundacji Życie i Rodzina polscy aborterzy borykają się wreszcie z poważnymi problemami.

Ale najpierw chcę napisać o czymś, co bardzo mnie niepokoi. Spotkała mnie sytuacja, której się nie spodziewałam i jestem nią mocno zaskoczona. Policja podjęła wobec mnie wyjątkowe kroki.

W ostatnią niedzielę Fundacja Życie i Rodzina była obecna na manifestacji w obronie polskiej edukacji pod hasłem „Dobra szkoła – silna Polska”. Akcja odbywała się pod pomnikiem Kopernika w Warszawie. Proliferzy rozdawali tam materiały informacyjne i zbierali podpisy przeciw edukacji zdrowotnej, a ja miałam kilkuminutowe wystąpienie o tym, dlaczego należy usunąć ten przedmiot ze szkół.

Może Pan zobaczyć tę wypowiedź na nagraniu:

Okazało się, że Policja przez całą manifestację czekała właśnie na to wystąpienie.

Gdy skończyłam mówić i zeszłam z podestu, przyszła do mnie jedna z uczestniczek manifestacji i poinformowała, że gdy tylko dostałam mikrofon, pod sceną ustawiła się policjantka z kamerą i nagrywała to, co mówiłam. Wcześniej ani później nie nagrywała już ani jednego mówcy (było ich kilkunastu), była wyraźnie nastawiona na to, aby mieć w swoich zasobach video z moją wypowiedzią.

Nie wycofuję się z ani jednego słowa, miałam też świadomość, że wiele mediów nagrywa lub transmituje wydarzenie na żywo. Jednak ta nadaktywność policjantki jest zdumiewająca – funkcjonariuszka ewidentnie chciała mieć moje wystąpienie w swojej kartotece.

Przytomna pani zrobiła zdjęcia i przekazała mi je, opowiedziała również, jak wyglądała ta sytuacja (będąc na podeście i mówiąc do ludzi, sama nie widziałam dokładnie). Na zdjęciach widać też, jak jeszcze inna kobieta z tłumu podeszła do policjantki i zaczęła mnie bronić.

Wygląda na to, że warszawska policja ma radar na działania Fundacji i na mnie konkretnie. Niestety od dłuższego czasu obserwujemy, że szczególnie stołeczni funkcjonariusze są uprzedzeni ideologicznie. Zamiast pilnować wolności słowa – stosują cenzurę. Zamiast łapać prawdziwych bandytów – wolą nękać proliferów.

Jestem bardzo wdzięczna obu paniom – i tej, która zrobiła zdjęcia i przybiegła do mnie zaalarmować o sytuacji, i tej, która bezpośrednio interweniowała u policjantki. Dziękuję Im obu za wsparcie.

Chciałabym też, aby wiedział Pan, że próby zastraszania nas i zniechęcenia do działań w obronie życia spełzną na niczym.

***

Jeśli chce Pan pomóc nam przeciwstawić się tym próbom zastraszania, proszę dziś wesprzeć Fundację dobrowolną wpłatą. Dzięki tej pomocy możemy nadal być obecni tam, gdzie obrońców życia próbuje się uciszać.

Wspieram

***

Jesteśmy wciąż na pierwszej linii, a ostatnie dni są szczególnie bogate w działania.

#StopLGBT w samym sercu Warszawy

W sobotę warszawscy działacze Fundacji oprotestowali pardę równości prowadzoną przez Rafała Trzaskowskiego. W samym środku wulgarnego marszu LGBT zorganizowaliśmy udaną akcję informacyjną, zwracając uwagę na fakt, że wielu gejów wykorzystuje seksualnie adoptowane dzieci. W czasie, gdy w Polsce mają miejsce pierwsze transkrypcje aktów małżeństw jednopłciowych zza granicy, a kolejnym krokiem ma być oddanie im dzieci na wychowanie. Dlatego tak ważne jest, aby ostrzegać, czym kończą się homoadopcje.

Jestem bardzo dumna z działaczy Fundacji, którzy weszli w sam środek „miasteczka równości” i tam z sukcesem edukowali uczestników parady. Szczególnie w Warszawie – mieście tak bardzo zniszczonym przez sześciokolorową ideologię.

Interwencja ws. aborcji w Lublinie

W poniedziałek w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Kard. Wyszyńskiego w Lublinie przedstawiciele Fundacji towarzyszyli w interwencji poselskiej posłowi Witoldowi Tumanowiczowi z Ruchu Narodowego. W miejscu, gdzie doszło do urodzenia żywego dziecka z aborcji – a następnie do śmierci tego dziecka już poza organizmem matki – przyszliśmy domagać się prawdy o tym, co stało się z tym dzieckiem. Bo oświadczenia wydawane przez szpital niestety niczego nie wyjaśniają. Co więcej – wiemy z wymiany pism z placówką, że dokonuje się tam aborcji psychiatrycznych, czyli interpretuje przepisy w sposób, który powinien znaleźć się pod lupą prokuratury.

W trakcie interwencji dyrektor szpitala Piotr Matej był wyraźnie zdenerwowany i źle reagował na pytania o dziecko. A przecież prawda o tym, co dzieje się w placówce wobec najmniejszych i najbardziej bezbronnych pacjentów, należy się opinii publicznej. Szpital pracuje za pieniądze, które każdy z nas wpłaca do NFZ – dlatego wszyscy powinniśmy wiedzieć, kogo i jak za te pieniądze się zabija. I powinniśmy móc rozliczyć winnych.

Oto krótkie video z interwencji:

***

Takie interwencje wymagają czasu, pracy naszego zespołu prawnego i obecności naszych działaczy w całej Polsce. Proszę pomóc nam działać i wesprzeć Fundację.

Wspieram

***

Sukces protestów pod aborcyjną rzeźnią – Abotak traci sponsora

Mam też dla Pana wiadomość, która pokrzepia nasze serca. W wyniku nieprzerwanej, trwającej już niemal półtora roku presji prolife na Aborcyjny Dream Team, polskie aborterki straciły dużego sponsora.

Od pierwszego dnia funkcjonowania rzeźni Abotak przy Wiejskiej Fundacja Życie i Rodzina intensywnie pikietuje i omadla to miejsce. Jesteśmy tam wielokrotnie w ciągu miesiąca, doprowadziliśmy do sytuacji, w której wiele kobiet rezygnuje w ogóle z kontaktu z ADT, bo nie wiadomo, kiedy tam będziemy, a potencjalne klientki ośrodka obawiają się spotkać po drodze naszych działaczy.

To nie wszystko. Spowodowaliśmy już także zerwanie co najmniej kilku spotkań z promotorami zabijania – autorami genderowych komiksów i książek promujących aborcję.

W wyniku naszych pikiet uciekali tylnym wyjściem i nie mogli w spokoju prowadzić agitacji za aborcją. Paraliżujemy działalność pseudokliniki poprzez szeroko głośny protest z użyciem wielkoformatowych zdjęć zabitych dzieci – działacze Fundacji zasłaniają banerami okna Abotaku i pokazują zbrodnię aborcji taką jaka ona jest – brutalna i krwawa.

Aborterki same przyznają, że w tych warunkach nie mogą spokojnie pracować. To doskonała wiadomość, bo w ich wypadku „pracować” oznacza zabijać maleńkich ludzi.

Projekt przychodni aborcyjnej właśnie zaliczył widowiskową porażkę, a Natalia Broniarczyk i Justyna Wydrzyńska poniosły osobistą klęskę.

***

Prosimy o pomoc, aby działać dalej, aż do zamknięcia Abotaku.

Wspieram

***

Fundacja Życie i Rodzina kontynuuje akcję #StopABOTAK – prowadząc akcję modlitewną i protest społeczny pod oknami warszawskiego abortorium oraz na drodze prawnej poprzez szereg zawiadomień, które złożyliśmy do organów ścigania.

Mocno wierzę, że z Pańską pomocą doprowadzimy do zamknięcia krwawego ośrodka na Wiejskiej.

Wszystkie akcje Fundacji są możliwe dzięki Pańskiemu wsparciu modlitewnemu i finansowemu – z serca dziękuję za to zaangażowanie.

Nie schodzimy z posterunku.

Z wyrazami szacunku i wdzięczności,

Kaja Godek
Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Jako organizacja społeczna jesteśmy na pierwszej linii wobec wrogów życia – środowisk, które mają poparcie władzy i wielkich mediów. Z Pańską pomocą możemy stawiać im tamę poprzez działania, które dają realne efekty.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Trzecia Tajemnica Fatimska a wojna między Ukrainą a Rosją

Trzecia Tajemnica Fatimska a wojna między Ukrainą a Rosją

babylonianempire/trzecia-tajemnica-fatimska-a-wojna-miedzy-ukraina-a-rosja

Czy ratunek dla Europy nadejdzie z Moskwy?

Pudełko zawierające kawałek papieru – pojedynczą kartkę, na której zapisane jest przeznaczenie ludzkości – wersy prawdopodobnie najważniejsze w historii świata; to jest kartka, która wręczana jest każdemu papieżowi, gdy ten zasiada na Stolicy Piotrowej.

Gdy Ojciec Święty obejmuje urząd Piotrowy, zostaje wtajemniczony w tajemnicę tajemnicw Trzecią Tajemnicę Fatimską, którą Matka Boża postanowiła objawić trzem portugalskim pastuszkom: Franciszkowi, Hiacyncie i Łucji, z których jedynie Łucja pozostała żywym świadkiem tego ogromnego ciężaru, jakim są objawienia Maryi dla Kościoła i ludzkości.

Franciszek i Hiacynta wcześnie opuścili ten świat, zaledwie dwa lata po tym, jak ujrzeli fatimskie objawienia, podczas gdy pozostała przy życiu Łucja została zakonnicą i w latach 40′ XX wieku, po wielokrotnych namowach swojego biskupa, zdołała spisać te niezwykle ważne prawdy, które Maryja chciała ujawnić całemu światu.

Siostra Łucja była jednoznaczna w instrukcjach, które otrzymała od Dziewicy.

Trzecia Tajemnica nie powinna zostać ujawniona przed rokiem 1960, w którym to panujący papież powinien był usłuchać próśb Matki Bożej i powiadomić wiernych o treści słów Maryi.

Cenzura masonerii kościelnej wobec objawień fatimskich

Maryja jednak, jak wiadomo, nie została usłuchana.

W lutym 1960 roku odbyło się dramatyczne spotkanie, w czasie którego papież Jan XXIII, czyli Angelo Roncalli, przeczytał tekst i postanowił nie ujawniać jego treści w obawie, że wierni mogliby powiązać prawdy Trzeciej Tajemnicy z ówczesnym papieżem, “dobrym papieżem”, który niósł “powiew” ekumenizmu do Watykanu poprzez Sobór Watykański II, czyli prawdziwie liberalną i modernistyczną rewolucję o masońskim rodowodzie, przeprowadzoną w sercu Kościoła. https://www.tldm.org/news10/thirdsecretgreatapostasy.htm

Jan wybrał milczenie, tj. cenzurę wobec Nieba, które z definicji nie może być cenzurowane, ponieważ Ono zawsze ma moc, by przekazywać swoje orędzia i realizować swoją wolę.

Znaleźli się świadkowie tamtej decyzji o uciszeniu Marii owego dnia.

Obecnych było kilku ówczesnych kardynałów, w tym prawa ręka “dobrego papieża”, niejaki Augustin Bea, prawdziwy tkacz intryg, które doprowadziły do napisania osławionego dokumentu Nostra Aetate, kamienia węgielnego soborowej rewolucji, która całkowicie przeprojektowała relacje między katolicyzmem a światem żydowskim.

O ile wcześniej katolicyzm głosił, że naród żydowski splamił się bogobójstwem, gdy postanowił skazać Chrystusa na śmierć poprzez niegodziwy wyrok Sanhedrynu, o tyle Nostra Aetate zmienia doktrynę, poprzez ogólne potępienie antysemityzmu, nie wchodząc zbyt głęboko w szczegóły znaczenia tego wyrażenia.

W Watykanie najwyraźniej panowała atmosfera “odnowy”, pojednania ze światem współczesnym i jego błędami, do tego stopnia, że postanowiono, iż dokument tak rewolucyjny jak Nostra Aetate zostanie napisany przez ręce, które nie były bynajmniej rękami katolickich teologów, ale Kongresu Żydowskiego, który w rzeczywistości napisał dla siebie dokument – “uszytyna miarę “, pomyślany tak, by zaspokoić jego własne potrzeby i interesy, a z pewnością nie interesy Kościoła.

Objawienia fatimskie najwyraźniej przeszkadzały.

Maryja i Jej słowa „zakłócały” panującą atmosferę jedności ze światem liberalnym i postępowym, zwłaszcza że w Jej orędziu znajdowały się słowa o apostazji Kościoła, potwierdzone przez różne autorytatywne źródła, począwszy od byłego sekretarza Roncallego, kardynała Oddiego, nie zapominając o świętym Pio z Pietrelciny i kolejnym wyjątkowym świadku, irlandzkim jezuicie ojcu Malachim Martinie.

Ojciec Martin jest kolejnym uprzywilejowanym świadkiem objawień w Fatimie.

Był jednym z tych duchownych, którzy byli obecni w tym pamiętnym dniu, i jedną z osób, na których Trzecia Tajemnica odcisnęła piętno na całe życie.

Jezuita natychmiast zrozumiał, że rodzi się Kościół bardzo różny od tego z przeszłości, mało katolicki, za to bardzo bliski duchowi deklaracji praw człowieka o masońskim charakterze.

Kult praw człowieka stawał się centrum ciężkości Kościoła Katolickiego.

Papieże udają się na pielgrzymki do Organizacji Narodów Zjednoczonych – archetypu rządu światowego, zdejmują z własnej głowy tiarę – symbol władzy papieskiej, jak uczynił to Paweł VI, i stają się rzecznikami ekumenizmu, chęci wprowadzenia Świętego Kościoła Rzymskiego do kręgu tych świeckich i sekularyzujących instytucji, które niegdyś były stanowczo i z rygoryzmem doktrynalnym potępiane przez takich papieży jak Grzegorz XVI w Mirari Vos i Pius IX, początkowo uwiedziony przez liberalizm, a następnie nawrócony, w Quanta Cura.

Ojciec Martin postanawia więc opuścić Rzym, gdzie szerzy się apostazja ukazana w wizji Leonowi XIII w 1884 roku, i zaczyna pisać serię cennych dzieł i udzielać wyczerpujących wywiadów, w których opowiada o rozmiarach moralnej korupcji, jaka ogarnęła Stolicę Apostolską.

Co do Trzeciej Tajemnicy, można być niemal pewnym, że to, co ujawnił ówczesny kardynał Joseph Ratzinger 26 czerwca 2000 roku, nie odpowiada tekstowi, który przeczytali różni świadkowie.

Z pewnością istnieją rozbieżności, choćby co do długości tekstu, jeśli pomyśleć, że kartka spisana przez siostrę Łucję liczyła zaledwie 24 wiersze, podczas gdy ówczesny kardynał Ratzinger zaprezentował na sali prasowej tekst liczący cztery strony i 62 wiersze.

Tylko niektóre części zdawały się zgadzać z tym, co ujawniono do tamtej pory, na pewno ta dotycząca Papieża i męczeństwa, które będzie on musiał wycierpieć, aby przywrócić wiarę zagubioną w Kościele.

Przez pewien czas lansowano pogląd, że papieżem z objawień fatimskich był Jan Paweł II, choć Wojtyła przeżył swój zamach, którego geneza wydaje się mieć więcej wspólnego z polityką wewnętrzną i międzynarodową niż z walką o wiarę.

Sam Jan Paweł II podczas dwóch rozmów, które odbyły się odpowiednio 20 i 21 lat wcześniej, zatrzymał się, by skomentować treść Trzeciej Tajemnicy, oczywiście nie ujawniając jej w całości.

W 1980 roku Wojtyła powiedział przed zgromadzonymi niemieckimi katolikami, że Trzecia Tajemnica zawiera fragment mówiący o karach, jakie spadną na ludzkość, jeśli nie nastąpi odwrócenie tendencji do odchodzenia od wiary i wszystkiego, co się z tym wiązało, począwszy od szerzenia się ateizmu i rosnącej infiltracji przez masonerię.

Zapytany następnie o powody, dla których tajemnica nie została ujawniona, Jan Paweł II odpowiedział, że jego poprzednicy na Stolicy Piotrowej woleli nie ogłaszać treści ostatniego orędzia Maryi, aby nie “zachęcać światowej potęgi komunizmu do podjęcia określonych działań”. https://www.ncregister.com/commentaries/pope-john-paul-ii-and-ronald-reagan-were-a-match-made-in-heaven

To zdanie, delikatnie mówiąc, jest dość enigmatyczne i nie tylko wskazuje na przewagę domniemanej logiki geopolitycznej nad duchową, ale wydaje się również sugerować wyraźną rolę Rosji w tej przepowiedni.

Moskwa wydaje się być kluczowym czynnikiem umożliwiającym zrozumienie obawień z Fatimy i wydarzeń mających miejsce w obecnych burzliwych czasach.

W 1917 roku Maria wyraźnie powiedziała trzem pastuszkom, że gdyby Rosja została poświęcona Jej Niepokalanemu Sercu, to kraj ten – ogarnięty wówczas krwawą rewolucją bolszewicką, zainicjowaną i sfinansowaną przez nowojorskie kręgi finansowe pochodzenia żydowskiego – powróciłby do chrześcijaństwa i nastałby okres pokoju na świecie.

Gdyby tak się nie stało, gdyby prośba ta nie została wysłuchana, błędy komunizmu rozprzestrzeniłyby się jeszcze bardziej, a dechrystianizacja dotknęłaby również Europę – co można określić jako motyw przewodni całej drugiej połowy XX wieku, aż do momentu, gdy chęć modernizmu przeniknęła do serca Kościoła poprzez Sobór Watykański II.

Wciąż toczą się gorące dyskusje, czy żądanie Maryi dotyczące Poświęcenia Rosji zostało spełnione, czy nie.

25 marca 1984 roku, w dniu Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, papież Jan Paweł II udał się do Fatimy i odprawił nabożeństwo poświęcenia, nie wymieniając jednak wprost nazwy Rosji, a zamiast tego mówiąc: „narody, które Ty [Maryjo] oczekujesz, że Ci powierzymy i poświęcimy” – sformułowanie to niektórzy uznali za wymijające i niezgodne z prośbami Matki Bożej.

Dokładnie 39 lat później, 25 marca 2022 r., papież Franciszek dokonał nowej konsekracji Rosji i Ukrainy, choć w prośbie Matki Bożej Ukraina nie została nigdzie wspomniana. Był to wybór, który po raz kolejny wydawał się podyktowany geopolityką, a w szczególności dążeniem do tego, aby nie zrazić do siebie aparatu euroatlantyckiego ani nazistów z Kijowa, których Bergoglio przyjmował od samego początku wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Rosja i jej rola w wypełnieniu objawień fatimskich

Słowa Wojtyły z roku 1980 wydają się jednak być kluczem do prawdziwego zrozumienia pełnego znaczenia tajemnicy.

Rosja odgrywa decydującą rolę.

Bez niej tajemnica fatimska pozostaje niespełniona, a zatem aby naprawdę zrozumieć, co powiedziała Maryja i co niestety ukryły hierarchie watykańskie, zinfiltrowane przez masonerię, należy po raz kolejny wysłuchać uprzywilejowanego świadka owego proroctwa, jakim jest wspomniany ojciec Martin.

Ojciec Martin w latach 90′ udzielił kilku wywiadów na temat treści Trzeciej Tajemnicy.

https://youtube.com/watch?v=gfeWyiGqb7E%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Jednym z nich, być może najbardziej znanym, jest wywiad udzielony amerykańskiemu prezenterowi radiowemu Artowi Bellowi, który zapytał jezuickiego księdza o treść orędzia fatimskiego.

Ojciec Martin ujawnił informacje, które można uznać za co najmniej kluczowe, dotyczące Trzeciej Tajemnicy oraz roli, jaką pełnić będzie Rosja.

Jego słowa były następujące:

„Rola Rosji w objawieniu fatimskim jest niezwykle ważna, ponieważ jeśli wierzymy w to objawienie, ratunek dla świata i lekarstwo na jego bolączki będą miały swój początek na Ukrainie i w Rosji”.

Są to prorocze słowa i ujawnienia, które nieuchronnie nawiązują do współczesności, w kontekście konfliktu między Rosją Władimira Putina a nazistowskim reżimem ukraińskim, wspieranym przez NATO i Unię Europejską.

Konflikt między Ukrainą a Rosją został z pewnością dogłębnie przeanalizowany pod kątem geopolitycznym, biorąc pod uwagę jego ogromne znaczenie dla redefinicji stosunków sił między Paktem Atlantyckim – pozbawionym wsparcia Waszyngtonu – a Moskwą, jednak jego implikacje duchowe zostały całkowicie pominięte, mimo że wydają się one mieć ogromny związek z proroctwem z Fatimy z 1917 roku.

Moskwa wydaje się zatem być przeznaczona przez Opatrzność do ocalenia cywilizacji chrześcijańskiej, której Europa wyrzekła się, zwłaszcza od momentu powstania Unii Europejskiej w 1992 roku – ponadnarodowej organizacji o charakterze globalistycznym, wrogiej katolicyzmowi.

Główne nieporozumienie dotyczące objawień w Fatimie dotyczy jednak części słów Matki Bożej na temat Rosji.

Matka Boża opisuje Rosję jako źródło błędów, ale nie ma wątpliwości, że odnosiła się ona wyraźnie do ówczesnej sytuacji komunistycznego ZSRR, stworzonego z inicjatywy masonerii i nowojorskich kręgów finansowych pochodzenia aszkenazyjskiego, które hojnie finansowały bolszewików.

Dzisiejsza Rosja to kraj, który nie ma nic wspólnego ze Związkiem Radzieckim.

Upadek muru berlińskiego z pewnością pozostawił po sobie gruzy, które dymiły w tym kraju przez wiele lat.

W Moskwie wielu wciąż pamięta piekło, jakie przeżyto w latach 90.

Były to lata grabieży, nadużyć i plądrowania kraju pozostawionego samemu sobie, który wyszedł z komunizmu w sposób celowo chaotyczny, aby nowi panowie narodu – aszkenazyjscy oligarchowie – stali się państwem samym w sobie, by móc swobodnie zawłaszczyć zasoby całego narodu.

Dzisiejsza Rosja jest krajem zupełnie innym niż ten sprzed 30 lat, a przede wszystkim niż ten z czasów muru berlińskiego.

Jeśli przez prawie 80 lat, w tym pierwsze lata po upadku żelaznej kurtyny, Rosja była krajem ateistycznym i zsekularyzowanym, to dziś można ją uznać za jedną z najbardziej chrześcijańskich w Europie.

W aulach rosyjskiego parlamentu otwarcie dyskutuje się o konieczności umieszczenia odniesienia do Boga w konstytucji krajowej, aby naprawić relacje z chrześcijaństwem, które zniszczył bolszewizm.

Natomiast po drugiej stronie Europy, na Zachodzie, parlamenty – jak na przykład we Francji – starają się zapewnić konstytucyjną ochronę zabójstw dzieci zwanych „aborcjami”, nie zapominając przy tym o przepisach dotyczących tak zwanego „samobójstwa wspomaganego”, co jest językową sprzecznością mającą na celu zamaskowanie eutanazji, a które są przedmiotem dyskusji we Włoszech, kraju od zawsze będącym kolebką światowego katolicyzmu.

Na Zachodzie wyraźnie ma miejsce wyparcie się i prześladowanie wartości chrześcijańskich; jest to wojna napędzana nieuleczalną nienawiścią, jaką liberalne demokracje, systemy zdominowane przez masonerię, żywią wobec chrześcijaństwa, do tego stopnia, że obecnie zachodnie instytucje polityczne nie wspominają już nawet o katolickich i chrześcijańskich świętach, ale dbają za to o upamiętnianie tych żydowskich i islamskich, dwóch kultów najczęściej praktykowanych w „świeckich” republikach europejskich.

Między Moskwą a Zachodem wyryto głęboką przepaść, która wynika nie tyle z różnic politycznych, co, jak widać, z różnic duchowych i kulturowych, do tego stopnia, że Kreml nie waha się stwierdzić, iż satanizm jest kultem praktykowanym przez europejskie elity.

Metamorfoza Rosji: od komunizmu do chrześcijaństwa

W Rosji zaszła niewątpliwie głęboka przemiana, a ojciec Martin już w 1996 roku jako pierwszy zapowiedział zmianę, którą wówczas naprawdę trudno było dostrzec, zwłaszcza w chaosie, jaki ogarnął kraj w tamtych czasach.

Ksiądz wypowiedział się na ten temat w następujący sposób.

„I właśnie dlatego Matka Boża w objawieniu fatimskim z 1917 roku zdecydowała się zabrać głos w sprawie Rosji. Rosja musi najpierw zostać uzdrowiona ze swoich błędów, a dopiero potem pomoże całemu światu w uzdrowieniu i wyleczeniu z grzechów. Jest to bardzo dziwne przesłanie, ponieważ w tym sensie należałoby powiedzieć, że zbawienie nadejdzie z Zachodu. Zawsze tak myślimy, ponieważ jesteśmy ludźmi Zachodu, ale nie, zgodnie z przesłaniem z Fatimy, zbawienie nadejdzie ze Wschodu, a w szczególności z Ukrainy i samego państwa rosyjskiego, co jest niezwykłe”.

Taka byłaby zatem kwintesencja Trzeciej Tajemnicy.

Jest część przemilczana na temat apostazji trawiącej Kościół, ale jest też inna, w której zapowiada się, że Rosja, po porzuceniu komunizmu, odegra decydującą rolę w ratowaniu Europy.

Jeśli przyjrzeć się obecnej sytuacji w Europie, to kto może w głębi serca zaprzeczyć, że Moskwa stanowi dziś prawdziwy polityczny katehon przeciwko antychrześcijańskiej tendencji, która dotknęła Europę Zachodnią i jej skorumpowane oraz represyjne liberalne demokracje?

Sam ojciec Martin wydaje się być zdumiony tym zwrotem w historii.

Wydaje się całkowicie zaskoczony całkowitą przemianą Rosji, która z kolebki światowego komunizmu i prześladowań chrześcijan stała się krajem chroniącym tę cywilizację, obecnie prześladowaną przez Unię Europejską i NATO.

Ojciec Martin powróci do tego tematu wkrótce, udzielając wywiadu kanadyjskiemu dziennikarzowi Bernardowi Janzenowi. Janzen pyta go, czy Rosja po upadku muru berlińskiego wciąż odgrywa znaczącą rolę w wypełnianiu się fatimskich proroctw, a irlandzki kapłan odpowiada mu tak:

“Tak, odgrywa. Jeśli chodzi o orędzie z Fatimy, to nadal jest ono aktualne, a spadkobiercy Rosji znajdują się obecnie poza jej granicami. Rosja nawróci się jedynie dzięki mojemu Niepokalanemu Sercu – powiedziała Maryja – więc Rosja wciąż pozostaje w grze. Dlaczego? – To wciągnęłoby mnie zbyt głęboko w sferę papieskich tajemnic dotyczących tego, dlaczego Rosja i Kijów są zaangażowane w ostateczne rozwiązanie tego problemu, ale tak właśnie jest i jest to po prostu wybór Boga, tak jak wybrał Żydów, On dokonuje wyborów, ma swoje ulubione rozwiązania w określonych sprawach. Ja nie wybrałbym Rosji, Kijowa ani Wschodu dla zbawienia, ale zbawienie przyjdzie do nas wszystkich ze Wschodu”.

Ojciec Martin wyraża się w tej kwestii bardzo jednoznacznie.

W kwestii ratowania Europy pojawia się rola Rosji i Kijowa – odniesienie, którego praktycznie nie da się nie wiązać z wojną między Rosją a Ukrainą toczącą się od kilku lat.

Walczą ze sobą dwie przeciwstawne wizje świata, nie tylko w kontekście geopolitycznym czy utraconej supremacji atlantyckiej, ale także w wymiarze duchowym.

Na Ukrainie chrześcijaństwo jest prześladowane.

https://youtube.com/watch?v=onxzCA09DWE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Żołdactwo Zełenskiego nie waha się wchodzić do cerkwi i aresztować prawosławnych księży, nie wspominając o tym, że niejednokrotnie w obozach nazistów z Azowu znajdowano przedmioty kultu satanistycznego, takie jak pentagramy i posągi Bafometa.

Trzecia Tajemnica Fatimska nie jest więc przeszłością.

Jest to teraźniejszość, w której żyjemy, która rozgrywa się na oczach wszystkich i wskazuje Rosję jako kraj o decydującym znaczeniu dla położenia kresu terrorystycznej tyranii NATO, a przede wszystkim dla powstrzymania wojny, którą liberalny Zachód wypowiedział cywilizacji chrześcijańskiej.

Ojciec Martin mówił o ratunku, który nadchodzi ze Wschodu, a z tych słów jeszcze lepiej widać strach, jaki ogarnia europejskie instytucje.

Hierarchie euroatlantyckie nieustannie i wielokrotnie próbują wywołać chaos, doprowadzić do wojny z Rosją, żywiąc szaloną nadzieję, że historia się zatrzyma i że w jakiś sposób NATO odzyska swoją dawną pozycję.

Są to złudzenia ludzi ogarniętych już desperacją, gotowych na wszystko, by zatrzymać to, czego nie da się zatrzymać, jak bezprecedensowe, publiczne ujawnienie w ostatnich tygodniach praktyk pedofilskich, które są integralną częścią kultu satanistycznego.

Ten sam ojciec Martin w swojej książce „Klucze do tej krwi” stwierdza to wyraźnie.

Ksiądz ponownie skupia się na Trzeciej Tajemnicy, która nie została ujawniona w tej pracy, i komentuje apostazję, która nęka Kościół.

Martin wyraźnie wspomina o dymie szatana, który przeniknął do Watykanu, co jest bezpośrednią konsekwencją decyzji o nieujawnieniu orędzia Maryi.

Co najważniejsze, były sekretarz Bei mówi o części duchowieństwa oddanej pedofilii – perwersji praktykowanej, jak wyjaśnia Martin, na najwyższych szczeblach satanistycznych sekt.

Dziewicy nie wysłuchano, więc teraz zło jest wszędzie, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz Kościoła.

Zapowiedziane kary już częściowo nadeszły, jeśli pomyśleć o tym, co wydarzyło się w ostatnich latach: o kościołach zamkniętych i zabarykadowanych na rozkaz masonerii kościelnej, o śmiertelnych szczepieniach narzuconych i zalecanych przez samego papieża Franciszka, aż po otwarte porozumienie Watykanu z architektami Wielkiego Resetu, nieudanego projektu transhumanistycznego z Davos.

Orędzie fatimskie najwyraźniej nigdy nie było tak aktualne jak teraz.

Realizuje się w tej chwili.

Obecne lata to lata przemiany, przejścia od zepsutego świata niedawnej przeszłości do świata obiecanego przez Maryję, gdy w końcu spełni się ostatecznie jej proroctwo ogłoszone w 1917 roku.

Wydaje się, że moment ostatecznego spełnienia się objawień fatimskich już się rozpoczął.

Ojciec Martin powiedział, że Ukraina i Rosja będą kluczem do całej przepowiedni i że uzdrowienie rozpocznie się od pełnionej przez te dwa kraje roli, mimo że są one przeciwstawne.

Ewidentnie, wojna na Ukrainie jest początkiem realizacji objawień fatimskich.

Rosja jest kluczem do wszystkiego.

Jest ona powołana do duchowej i politycznej misji, polegającej na zapobieżeniu pogrążeniu się Europy w otchłani, ale jeśli każda część Trzeciej Tajemnicy wskazuje, że oto nadeszły czasy fatimskie, nie sposób nie pomyśleć, że również Ojciec Święty, Leon XIV, ma równie decydującą rolę w tym, by każdy wątek historii zmierzał w kierunku wyznaczonym przez Opatrzność.

Istnieją siły i ludzie, których powołaniem jest realizacja pewnego planu.

Kto żyje w dzisiejszych czasach, jest świadkiem realizacji projektu zapowiedzianego w Fatimie w roku 1917.

INFO: lacrunadellago.net/il-terzo-segreto-di-fatima-e-la-guerra-tra-ucraina-e-russia-la-salvezza-delleuropa-arrivera-da-mosca

Hormuz: Katastrofa cywilizacji w zwolnionym tempie

Hormuz: Katastrofa w zwolnionym tempie

Autorstwa Richarda Lyona [spojrzenie z Wielkiej Brytanii. md]

Być może największym zaskoczeniem w decyzji o zbombardowaniu Iranu było przeoczenie prostego faktu: jedna piąta ropy naftowej, która napędza współczesną gospodarkę, przepływa przez cieśninę o szerokości około 32 kilometrów u wybrzeży Iranu.

Cieśnina ta – Cieśnina Ormuz – transportuje około 20 milionów baryłek dziennie. 4 marca Iran ją zamknął. Nawet po odliczeniu tego, co można przekierować rurociągami lub pokryć rezerwami mocy produkcyjnych, strata netto nadal wynosi 10–14 milionów baryłek dziennie: dwa razy więcej niż podczas kryzysu naftowego lat 70. i wystarczająco dużo, aby pogrążyć Wielką Brytanię i świat w depresji.

Wszystko to stanowi kuszącą lekcję, i to błędną. Jeśli jeden szlak wodny po drugiej stronie świata może nam to zrobić, to z pewnością rozwiązaniem jest zmniejszenie uzależnienia od ropy naftowej: szybsza elektryfikacja, budowa większej liczby elektrowni wiatrowych i słonecznych oraz zerwanie raz na zawsze powiązań z niestabilnym i wrogim regionem. Do takiego wniosku doszedł już każdy zwolennik zawodnej energii – i uzasadnia on wszystko, co do tej pory nam narzucono. Jest wręcz przeciwnie. Zerowa emisja netto jest przyczyną tej katastrofy, a nie rozwiązaniem.

W mojej nadchodzącej książce wyjaśniam, dlaczego przedwczesne porzucenie paliw kopalnych jest pułapką – polityką, która wydaje się działać, dopóki nie przestaje, a wtedy jest już za późno, by z niej uciec. To, co jest sprzedawane jako „przejście” na energię wiatrową i słoneczną, jest w rzeczywistości regresem: pierwszym krokiem w historii w dół drabiny jakości energii, a nie w górę. W imię „zerowej emisji netto” wyeliminowaliśmy rezerwy mocy, rezerwy strategiczne, redundancje, paliwa alternatywne i alternatywne trasy. Cieśnina Ormuz jest dowodem na to, że pułapka już się zawiązała.

Niewiele trzeba było, by zastawić pułapkę. 28 lutego, podczas negocjacji dotyczących irańskiego programu nuklearnego, Izrael i Stany Zjednoczone przypuściły niespodziewany atak. Jeśli ich celem było obalenie ajatollahów, poniosły porażkę: Iran zachował swój reżim, rakiety balistyczne i drony. W zamian zamknął cieśninę i obiecał strzelać do każdego statku próbującego przez nią przepłynąć. Ruch został wstrzymany. W chwili pisania tego tekstu cieśnina pozostaje praktycznie zamknięta.

Lockdown wywołał szok na całym świecie. W Wielkiej Brytanii olej napędowy ponownie przekroczył 150 pensów za litr, a cena benzyny rośnie. Ofgem podniósł lipcowy limit cen o około 13,5% – najwyższy poziom od początku 2024 roku – a same ceny benzyny wzrosły o prawie jedną czwartą. OECD podniosła prognozę inflacji w Wielkiej Brytanii w tym roku z 2,5% do 4%, uznając Wielką Brytanię za gospodarkę najbardziej dotkniętą kryzysem w G20 i obniżając prognozę wzrostu gospodarczego bardziej drastycznie niż jakikolwiek inny członek. Krótkoterminowe koszty pożyczek wzrosły trzy razy szybciej niż w krajach sąsiednich, prezes Banku Anglii jest „gotowy do działania”, a według ECIU ceny żywności w Wielkiej Brytanii mają być do listopada o 50% wyższe niż na początku kryzysu kosztów utrzymania w połowie 2021 roku.

Najdziwniejsze w tym kryzysie jest jednak to, jak mało przypomina kryzys. Ropa Brent kosztuje obecnie około 96 dolarów za baryłkę, po tym jak na początku kwietnia gwałtownie wzrosła do prawie 140 dolarów. Kontrakt terminowy na czerwiec 2027 roku wynosi 80 dolarów, a prognozy wskazują na powrót do ceny z 2025 roku. Tak, ceny gazu, rachunki, inflacja, wzrost gospodarczy i zadłużenie są gorsze. Ale wszystko nadal jest poniżej poziomu z 2021 roku po pandemii COVID-19 i Nord Stream: bardziej przypomina to „więcej tego samego”. A przesłanie polityczne, mające uspokoić rynki, brzmi, że to wszystko wkrótce się skończy.

Nic nie może być dalsze od prawdy.

Zacznijmy od tego uspokajającego kontraktu futures na 80 dolarów. To nie jest prognoza. To w zasadzie rozejm między optymistami, którzy spodziewają się złagodzenia kryzysu i odpowiednio sprzedają, a realistami, którzy spodziewają się jego pogorszenia i kupują. Realiści nigdy nie ujawniają, ile ich zdaniem będzie kosztować ropa naftowa – oznaczałoby to płacenie więcej niż muszą. Po prostu zgadzają się na najniższą cenę, która wyprze optymistów z rynku. Wraz ze spadkiem podaży, najbardziej optymistyczny nabywca jest eliminowany w każdej rundzie, a cena powoli rośnie. Wtedy niedobór staje się realny i to jest żądło w ogonie skorpiona: cena może wydawać się nieszkodliwa przez miesiące, a następnie w ciągu kilku dni handlowych gwałtownie wzrosnąć do poziomu niedoboru. Poziom niedoboru nie wynosi 80 dolarów. Poważni prognostycy szacują go na 150 dolarów lub więcej, i to już tego lata.

Czy deficyt można zrekompensować? Częściowo. Rurociągi omijające cieśninę mogłyby transportować od 3,5 do 5,5 miliona baryłek dziennie. Rezerwy OPEC+ są kwestionowane — i wiele z nich znajduje się pod tą samą blokadą. Norwegia osiągnęła szczyt, Rosja nie może zwiększyć mocy w tym czasie, ponieważ jej terminale eksportowe są atakowane przez drony, a amerykański sektor ropy łupkowej — który nigdy nie przyniósł zysków nawet dzięki tanim pożyczkom po pandemii COVID-19 — zmierza ku upadkowi. Podsumowując, przy pewnym spadku popytu deficyt mógłby zostać zmniejszony do 10 do 14 milionów baryłek dziennie. To wciąż dwa razy więcej niż szoki arabskie i irańskie z lat 70., które podniosły ceny ropy od dwóch do czterech razy. To nie to samo. To największy szok naftowy w historii — i dopiero się zaczyna.

Rezerwy zgromadzone właśnie na ten moment pomogą, ale nie wystarczą. Największe skoordynowane uwolnienie w historii Międzynarodowej Agencji Energii – 400 milionów baryłek, uzgodnione w marcu – pokrywa cztery do sześciu tygodni deficytu; opróżnienie wszystkich światowych rezerw krajowych daje trzy lub cztery miesiące. Jedynym mocarstwem, które napełnia swoje zbiorniki, zamiast je opróżniać, są Chiny, które obecnie posiadają największe rezerwy na świecie – jasno pokazując, czego tak naprawdę oczekuje Pekin, największy na świecie producent energii wiatrowej i słonecznej. Rezerwy dają czas. To nie one produkują ropę.

A poszukiwanie brakujących baryłek maskuje głębszy problem: jakość. Nie każda ropa jest taka sama. Ropa z Zatoki Perskiej jest średnio ciężka i kwaśna – ta ciężka, siarkowa substancja jest przetwarzana przez rafinerie na olej napędowy, naftę i olej opałowy. Oferowane baryłki – amerykańska ropa łupkowa, ropa z Afryki Zachodniej – są lekkie i słodkie: więcej benzyny, mniej oleju napędowego. Nawet jeśli zastąpimy utraconą objętość baryłką po baryłce, wciąż brakuje paliwa, które ma znaczenie. Benzyna to paliwo konsumpcyjne. Olej napędowy to paliwo do produkcji: zbiera, przetwarza, chłodzi i transportuje naszą żywność, przewozi nasze ładunki i napędza maszyny, na których zbudowana jest cała gospodarka. Świat może jednocześnie tonąć w ropie naftowej i cierpieć z powodu braku oleju napędowego.

To, jak poważna będzie ta sytuacja, zależy przede wszystkim od tego, jak długo potrwa. Wstrząs trwający kilka tygodni jest do przeżycia. Wstrząs trwający zimę i trwający do przyszłego roku to depresja. Najważniejsze pytanie brzmi zatem, kiedy cieśnina zostanie ponownie otwarta – i nie jest to kwestia ekonomiczna. To kwestia polityczna.

Istnieją cztery wyjścia i żadne z nich nie jest szybkie.

Można by go ponownie otworzyć siłą. Jednak kanał o długości 20 mil jest łatwy do zaminowania, a jego oczyszczenie jest powolne i niebezpieczne; nawet bezkonkurencyjne oczyszczenie zajęłoby miesiące, a Iran byłby do tego zmuszony.

Iran może skapitulować albo jego reżim może upaść. Taki był deklarowany cel ataku w lutym i tak się nie stało. Reżim, który przetrwał najgorsze, co mogli mu zafundować wrogowie, a wciąż ma w ręku jedyną kartę, której pragnie świat, nie ma powodu, by się poddawać.

Świat mógłby po prostu dostosować się – stosując objazdy, reglamentację, poświęcenia – i pogodzić się z trwale wyższymi, bardziej niestabilnymi cenami: przedłużająca się walka, która zakończy się recesją, a nie rozwiązaniem.

Albo można by osiągnąć porozumienie: negocjowane zakończenie wojny w zamian za ponowne otwarcie cieśniny. To jedyna droga powrotu do czegoś na kształt normalności – i prowadzi ona przez Jerozolimę. Jak sam przyznał, amerykański sekretarz stanu rozpoczął wojnę w tym momencie, ponieważ Izrael działałby niezależnie od Stanów Zjednoczonych. Trwa ona po części dlatego, że celem Izraela nie jest porozumienie z Iranem, ale obalenie jego reżimu. Dopóki ten cel pozostanie niezmieniony, żadne porozumienie nie będzie możliwe, cieśnina pozostanie zamknięta, a my wszyscy zapłacimy cenę.

A co, gdyby cieśnina miała zostać otwarta jutro? Odwierty są zamknięte, niektóre na stałe; tankowce nie są na swoich pozycjach; mieszanki rafineryjne zostały zamienione. Prezes ADNOC twierdzi, że przywrócenie 80% wydajności zajmie cztery miesiące, a pełna normalizacja jest spodziewana dopiero na początku 2027 roku. Wtedy konieczne będzie uzupełnienie rezerw strategicznych, co utrzyma ceny przez lata. Iran pokazał, że może zamknąć kanał w dowolnym momencie: koszty ubezpieczenia i frachtu są na stałe poddawane ponownej ocenie, a wąskie gardło stało się bramką, na której pobierane są opłaty za przepływ poza systemem dolarowym.

Jakby tego było mało, prawdziwym porównaniem nie są lata 70., lecz rok 2008. Wielki Kryzys Finansowy jest pamiętany jako porażka banków. W rzeczywistości zaczął się od kolejnego szoku energetycznego: konwencjonalna ropa naftowa osiągnęła szczyt około 2006 roku, cena ropy wzrosła do 147 dolarów do lipca 2008 roku, a ten wzrost złamał gospodarkę w jej najsłabszym punkcie – u przeciążonych amerykańskich kredytobiorców subprime z najwyższymi kredytami hipotecznymi i najdłuższymi dojazdami do pracy. Dług był wzmacniaczem. Energia była katalizatorem.

Różnica polega na tym, że w 2008 roku mogliśmy się jeszcze bronić; dziś nie możemy. Wtedy dług publiczny był niski – 35% PKB u nas, około 65% w Ameryce – istniała przestrzeń do obniżek stóp procentowych, a bilanse banków centralnych były czyste. Dziś dług wynosi 95% u nas i 123% w USA; same płatności odsetkowe wynoszą tu 110 miliardów funtów rocznie, tam 1 bilion dolarów i rosną; stopy procentowe zostały obniżone do absolutnego limitu; bilanse są rozdęte od 2008 roku i nadal są zawyżone z powodu Covid. Co gorsza, szok ma zupełnie inny charakter. W 2008 roku nastąpił załamanie popytu – deflacyjne – więc obniżki stóp procentowych i dodruk pieniądza pomogły je rozwiązać. To jest załamanie podaży – inflacyjne: ceny rosną, a produkcja spada, stagflacja lat 70. Aby temu przeciwdziałać, konieczne jest podniesienie stóp procentowych – co pogłębi kryzys i uruchomi znacznie większą bombę zadłużenia. Program ratunkowy, który uratował nas ostatnim razem, teraz pogorszy sytuację.

Jak to się skończy? Przewidywanie jest nierozsądne, ale scenariusz jest prawdopodobny – i rozwija się jak katastrofa w zwolnionym tempie, krok po kroku, a każdy krok jest widoczny, zanim nastąpi.

Jeszcze przez jakiś czas świat będzie żył z rezerw, a ceny pozostaną stabilne. To się skończy, gdy rezerwy się wyczerpią: optymiści zostaną wyparci z rynku, kontrakty terminowe wzrosną do cen spot, a ropa przekroczy granicę 150 dolarów za baryłkę. Wielka Brytania odczuje skutki tego na wczesnym etapie, ponieważ importujemy już prawie połowę naszego oleju napędowego i kupujemy go na wolnym rynku po dowolnej cenie, jaka pojawi się danego dnia.

Olej napędowy jest pierwszym, który ucierpiał. Rośnie szybciej niż ropa naftowa, ponieważ baryłki utracone w Ormuz to kwaśna odmiana oleju napędowego, używana do produkcji oleju napędowego. Większość naszego oleju napędowego dociera teraz drogą morską przez Rotterdam, więc licytujemy się ze wszystkimi innymi, nie mając dostępu do kontynentu, który mógłby zatrzymać swój olej napędowy dla siebie – a od czasu zamknięcia Grangemouth mamy mniej własnych rezerw, na które moglibyśmy liczyć.

Następnie nadchodzą żniwa, które i tak już cierpią z powodu kosztów nawozów. Wrzesień to miesiąc o największej konsumpcji oleju napędowego w roku, a kiedy nadchodzi, zbiorniki są prawie puste. Inne rządy otwierają swoje rezerwy strategiczne; pełne uwolnienie rezerw daje światu kilka tygodni. My nie mamy takich rezerw. Pozostawiliśmy to zadanie przemysłowi, który ma prawnie określone minimum, poniżej którego nie może spaść – dolną granicę, a nie kran, który minister mógłby odkręcić.

W październiku szkody są wszechobecne. Produkcja i transport wszystkiego stają się droższe, gospodarka zwalnia – stagflacja – a banki centralne tkwią w martwym punkcie, nie mogąc uciec od niedoborów poprzez dodruk pieniądza. To właśnie tutaj uderza najmocniej: nasze zadłużenie jest wysokie, a bank może być zmuszony podnieść stopy procentowe w czasie recesji zamiast je obniżyć.

Potem nadchodzi zima, kiedy to samo paliwo, które napędza ciężarówki, ogrzewa domy, a ogrzewanie, prąd i transport towarów zużywają je jednocześnie. Jesteśmy zimnym krajem, którego mieszkańcy umierają z zimna: typowa brytyjska zima przynosi prawie 26 000 dodatkowych zgonów zimowych w Anglii i Walii. A „Zero netto” już sprawiło, że ogrzewanie stało się droższe, dążąc do osiągnięcia celu, który – gdyby został perfekcyjnie wdrożony – obniżyłby globalną temperaturę o mniej niż jedną setną stopnia. Wyspa, która importuje dwie piąte swojej żywności, prawie nie przechowuje rezerw i ogrzewa ponad milion domów bezpośrednio ze zbiornika z ropą, nie ma już pola manewru i umrze więcej ludzi. Szok nie mija; stabilizuje się na nowym, wyższym poziomie, a koszty lat uzupełniania wciąż pozostają do zapłaty. Wyrzuciliśmy prawie wszystko, co mogłoby nam pomóc przetrwać.

Co więc mogliśmy zrobić? Zwróćmy najpierw uwagę na to, czego teraz nie zrobimy: nie będziemy budować turbin wiatrowych i farm słonecznych. Kiedy energia i kapitał stają się niedostępne, gospodarka w pierwszej kolejności porzuca swoją najmniej wartościową produkcję – a niewiele rzeczy jest mniej wartościowych niż zawodne wytwarzanie energii. Mogliśmy ponownie uruchomić nasze złoża węglowe i Longannet, niegdyś jedną z największych elektrowni węglowych w Europie. Ale ją wysadziliśmy w powietrze. Mogliśmy zgromadzić strategiczne rezerwy ropy naftowej. Nie mamy. Mogliśmy zgromadzić rezerwy gazu na zimę. Ledwo wystarczają nam na dwa tygodnie; Niemcy mają na trzy miesiące. Mogliśmy uruchomić Morze Północne w trybie awaryjnym i skierować ropę naftową do Grangemouth na olej napędowy. Ale wyparliśmy nowe poszukiwania z rynku podatkami, zakazaliśmy wydawania nowych licencji i zamknęliśmy Grangemouth. Mogliśmy zachować naszą zdolność do produkcji nawozów i gazów spożywczych. Zamknęliśmy je, aby zmniejszyć nasz 0,7% udział w globalnych emisjach. Mogliśmy nawet negocjować z Rosją w sprawie gazu i kwaśnych odmian używanych do produkcji oleju napędowego. Odmówiliśmy i poparliśmy wojnę, która zniszczyła gazociągi Nord Stream i systematycznie rujnuje rosyjskie rafinerie i terminale eksportowe.

Nic z tego nie było przeznaczeniem. Każdy szczegół był decyzją. W praktyce oznacza to zero netto: stopniową eliminację luzu i redundancji – wszelkich buforów, które pozwalają systemowi zaabsorbować uderzenie. Pokładaliśmy ufność w ujarzmieniu tego, co wiatr i słońce mogą zapewnić w ciągu jednego dnia, przekonując samych siebie, że linie przesyłowe i globalny rynek zawsze nas dogonią. Ale wiatr cichnie, słońce zachodzi, a kiedy nadchodzi mróz, nasi sąsiedzi również tracą prąd. Kable i terminale importowe są na miejscu. To zasilanie po drugiej stronie sieci zawiodło.

Poważny kraj uważa odporność za cenę, którą warto zapłacić – nie z powodu nostalgii za węglem czy wrogości wobec czystej energii, ale z powodu zwykłej ostrożności narodu, który woli nie stać na jednej nodze.

Ta zima będzie ciężka. My w Wielkiej Brytanii przetrwamy ją tak, jak przetrwaliśmy gorsze: zachowując zimną krew, dbając o siebie nawzajem i wytrwając do rana. Ale przetrwanie jej nie może być końcem. To musi być początek.

Bo kiedy to się skończy, ten kraj będzie musiał stawić czoła temu, co nam zrobił. Nie cieśnina ani nie wojna – to one jedynie nacisnęły spust. Tym, co załadowało broń, była ideologia: przekonanie, że współczesny naród może zdemontować swój system energetyczny za rujnujące koszty w imię bezsensownego celu, nie płacąc za to żadnej ceny.

Ta wiara zostanie teraz poddana publicznej próbie, naszym kosztem, aż zostanie zniszczona.

Powinniśmy więc położyć kres temu – i całej machinie, która temu służy: Komitetowi ds. Zmian Klimatu, Ministerstwu Bezpieczeństwa Energetycznego i Zerowej Emisji Netto, łowcom dotacji, organizacjom quasi-krajowym, konsultantom, lobbystom, całemu cyrkowi. Postawić poważnych ludzi z poważnymi pomysłami i zdolnością do ich wdrożenia na czele budowy systemu energetycznego, którego Wielka Brytania naprawdę potrzebuje: takiego, który zachowa potencjał paliw kopalnych, bez których jeszcze nie możemy się obejść – nasze własne suwerenne zasoby, produkcję i rafinację – jednocześnie budując jedyne źródło energii, które może pomóc nowoczesnemu krajowi wspiąć się po drabinie jakości energetycznej, gdy w końcu wyczerpią się zasoby węglowodorów. Tym źródłem jest energia jądrowa. To jest rozwiązanie, a my przez dekadę udawaliśmy, że jej nie potrzebujemy.

Mówiono nam, że niebezpieczeństwo tkwi w zbyt powolnym odchodzeniu od paliw kopalnych. Prawda, za którą zapłaciliśmy pełną cenę tej zimy i którą możemy płacić przez kolejne lata, jest taka, że ​​porzuciliśmy je zbyt wcześnie – zanim zbudowaliśmy to, co mogłoby je zastąpić. Oby to był ostatni rachunek tego rodzaju, jaki kiedykolwiek zgodzimy się zapłacić.

Źródło: Hormuz: The Slow-Motion Crash

W każdą trzecią środę miesiąca. Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

17.06.2026 Opole – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

16/06/2026 przez antyk2013

W każdą trzecią środę miesiąca

Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca.

Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki.

Jak niebezpieczeństwo związane z amerykańskimi laboratoriami biologicznymi okazało się prawdą

Próbka propagandy: Jak niebezpieczeństwo związane z amerykańskimi laboratoriami biologicznymi okazało się prawdą

Ustępująca dyrektor amerykańskiego wywiadu Tulsi Gabbard ujawniła szczegóły dotyczące globalnej sieci amerykańskich laboratoriów biologicznych.

15 czerwca, Siergiej Stiepanow  tass-ru/obschestvo

© AP Photo/ Eduardo Verdugo

Giennadij Oniszczenko, naukowiec Rosyjskiej Akademii Nauk, epidemiolog i wicedyrektor Rosyjskiej Akademii Edukacji, ostrzegł przed poważnymi konsekwencjami komentarzy dyrektor amerykańskiego wywiadu Tulsi Gabbard na temat globalnej sieci amerykańskich laboratoriów biologicznych. „Gabbard wymieniła ponad 35 krajów, a jest ich o wiele więcej” – powiedział agencji TASS. Ponadto Oniszczenko zapewnił, że Amerykanie nie zbudowali laboratoriów na Ukrainie, lecz zaadaptowali „te, które tam były, nasze”.

======================================

Przeczytaj także

Koronawirus, hantawirus i Ebola: kto wciąga świat w nieustanną wojnę biologiczną?

======================================================

Oskarżył Stany Zjednoczone o nieprzestrzeganie Konwencji o zakazie broni biologicznej i toksycznej, przyjętej w 1972 roku. Epidemiolog przypomniał, że ZSRR zainicjował konwencję, a dokument ratyfikowało ponad 93 kraje. Postanowienia konwencji stanowiły, że kraje członkowskie nie mogą rozwijać broni biologicznej ani pracować z wirusami w celu celowego użycia tych wirusów w celu podważenia stabilności gospodarczej lub politycznej lub przejęcia kontroli nad państwem.

Naukowiec dodał, że Stany Zjednoczone naruszyły konwencję już wcześniej. Na przykład po jej ratyfikacji Stany Zjednoczone odmówiły zniszczenia ponad 300 000 ton broni chemicznej, a w latach 2000. pojawiły się przesłanki, że kraj ten celowo użył bio-receptury wąglika o jakości wojskowej.

Gabbard opublikowała wcześniej wiadomość wideo do narodu amerykańskiego, w której zaznaczyła , że ​​ujawnia „nowe dowody długotrwałego finansowania przez rząd USA ponad 120 biolaboratoriów w ponad 30 krajach”. Informacje o istnieniu, lokalizacji i działalności tych placówek były ukrywane przez „bardzo wpływowe osoby”, zauważyła Gabbard . Według niej struktury w administracji Bidena” „wielokrotnie kłamały” na temat istnienia tych placówek i „groziły tym, którzy starali się ujawnić prawdę”. Gabbard potwierdziła, że ​​prowadzone badania mają „wyraźny potencjał katastrofalnych skutków globalnych”. W szczególności na Ukrainie „ zbudowano i utrzymywano ponad 40 laboratoriów”. Doprecyzowano , że badania prowadzono z wykorzystaniem patogenów wywołujących wąglika, tularemię, gruźlicę, dżumę, pomór świń i inne.

Jeszcze wiele razy

„To wszystko jest tematem, który wielokrotnie omawialiśmy z rosyjskim Ministerstwem Obrony” – powiedziała rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, A. Zacharowa. Opublikowane dokumenty zawierają mapę laboratoriów biologicznych na Ukrainie, z zaznaczonymi ośrodkami badawczymi w Charkowie, Dnieprze, Lwowie, Winnicy, Tarnopolu, Czernihowie i Odessie. „Podkreślono, że badali oni patogeny wywołujące wąglika, tularemię, świńską grypę, gorączkę Marburg, gorączkę Ebola, dżumę i inne niebezpieczne patogeny” – zauważyła A. Zacharowa .

Irina Jarowaja, wiceprzewodnicząca Dumy Państwowej i przewodnicząca między-frakcyjnej grupy roboczej ds. bezpieczeństwa biologicznego, przypomniała wyniki śledztwa zainicjowanego przez Dumę Państwową, które potwierdzają wypowiedzi Gabbard. Polityk podkreśliła, że ​​Ukraina stała się „źródłem nieprzewidywalnych zagrożeń biologicznych dla całego świata”. Senator Aleksandr Wołoszyn z Donieckiej Republiki Ludowej z kolei  nazwał Ukrainę „ogromnym poligonem doświadczalnym dla nieludzkich eksperymentów naukowych, testów broni bojowej i inżynierii społecznej” dla Zachodu. Senator zauważył, że kiedy Rosja wspomniała o tych obiektach, takie stwierdzenia zostały zignorowane jako „rosyjska propaganda”. „Wygląda na to, że w nadchodzących latach czeka nas wiele kolejnych zdumiewających odkryć” – podkreślił Wołoszyn.

=============================================

Przeczytaj także

Ukraiński poligon doświadczalny broni biologicznej: Dlaczego USA zdecydowały się na kontrolę swoich laboratoriów

=============

Kiriłł Dmitrijew, Specjalny Przedstawiciel Prezydenta Rosji ds. Inwestycji i Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, nazwał słowa Gabbard jednym z wielu przykładów tego, jak „rosyjska prawda jest zniekształcana przez potężną i dobrze finansowaną machinę rozpowszechniania fałszywych informacji”: „Rosja mówiła prawdę o laboratoriach biologicznych, podczas gdy głębokie państwo i tradycyjne media temu zaprzeczały”. Dmitrijew zaapelował o sprostowanie artykułu w Wikipedii o laboratoriach biologicznych na Ukrainie, który został określony jako „teoria spiskowa”. „Jakie inne fałszywe zaprzeczenia i narracje głębokiego państwa i tradycyjnych mediów wkrótce się zawalą?” –  zapytał .

Indonezyjski dziennikarz i ekspert Global Fact-Checking Network (GFCN), Fauzan Al-Rasheed, zwrócił uwagę, że BBC wcześniej określiło rosyjskie oświadczenia na temat laboratoriów biologicznych mianem „rosyjskiej dezinformacji”. „Prawdziwa dezinformacja… była tworzona w Waszyngtonie, nadawana z Londynu i wzmacniana przez antyrosyjskie ambasady na całym świecie, w tym w Dżakarcie, aby przekonać miliony ludzi, że Rosja kłamie” – powiedział.

Armando Mema, członek fińskiej narodowo-konserwatywnej partii Sojusz Wolności, zauważył, że nie widzi „żadnej reakcji ze strony europejskich przywódców” na uwagi Gabbard. „Zmierzamy niebezpieczną ścieżką dla Europy, pozwalając Ukrainie całkowicie ignorować normy międzynarodowe” – powiedział , zaznaczając, że pewnego dnia świat „będzie musiał stawić czoła prawdzie w taki czy inny sposób”.

Trzask drzwi

Aleksandr Stiepanow, ekspert wojskowy z Instytutu Prawa i Bezpieczeństwa Narodowego Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie Rosji (RANEPA ), nazwał rewelacje Gabbard próbą „zatrzaśnięcia drzwi” i elementem wewnętrznej walki politycznej między amerykańskim wywiadem a wojskiem. „Oczywiste jest, że wywiad krajowy i niektóre części społeczności wywiadowczej są niezwykle krytyczne wobec działań Pentagonu podjętych za pośrednictwem Agencji Redukcji Zagrożeń Obronnych (DTRA)” – powiedział ekspert.

Według niego, od 1998 roku agencja pozostaje kluczowym operatorem amerykańskich wojskowych programów biologicznych: laboratoria rozsiane po całym świecie umożliwiają gromadzenie, analizę i adaptację szczepów wysoce zjadliwych infekcji do tworzenia broni biologicznej. Stiepanow szczególnie zwrócił uwagę na sytuacje, w których celem jest hodowla zwierząt: „To «cicha broń» podszywająca się pod naturalne infekcje regionalne”. Według Stiepanowa pozwala to na stworzenie zagrożenia dla bezpieczeństwa żywnościowego krajów przeciwnika.

Przeczytaj także

Cenzura lojalności: czy Trump wpadnie w bańkę informacyjną z powodu nowego dyrektora wywiadu narodowego?

Gabbard, która kierowała amerykańską Narodową Agencją Wywiadowczą przez prawie półtora roku, ogłosiła swoją rezygnację pod koniec maja. Powiedziała, że ​​odeszła, aby wesprzeć męża walczącego z rzadką postacią raka kości.

Tymczasem amerykańskie media donoszą , że Gabbard od końca lutego jest uwikłana w zakulisowy konflikt z Centralną Agencją Wywiadowczą (CIA), który „The Washington Post ” określił jako „poważne tarcia”. Według źródeł Reutersa , CIA i Biuro Dyrektora Wywiadu Narodowego „działają obecnie w dużej mierze niezależnie”. Bill Pulti, obecnie szef Agencji Finansowania Mieszkalnictwa, obejmie stanowisko dyrektora agencji od 19 czerwca. Trump potwierdził jego nominację na stanowisko pełniącego obowiązki dyrektora na początku czerwca i, według prezydenta , Pulti będzie tam pełnił swoją funkcję przez „bardzo krótki czas”.

Siergiej Stiepanow 

Atak na Kijów a Ławra Peczerska

Atak na Kijów i Ławra Peczerska

Noc z 14/15 czerwca 2026 kombinowany rosyjski nalot na cele na Ukrainie.  Odrzucając jazgot „probanderowskiej V Kolumny” o świadomym  zbombardowaniu Ławry Peczerskiej przez rosyjskie drony i nie mniej absurdalne łgarstwa „prorosyjskiej bańki informacyjnej”, siejącej dezinformację o celowym jej podpaleniu przez Ukraińców i zrzucaniu winy na niewinnych Rosjan skupimy się na faktach. 

================================================

Rosyjskie uderzenie skierowane było przede wszystkim na cele leżące w obwodzie kijowskim ale nie tylko.

Oficjalnie w/g rosyjskiego Ministerstwa Obrony celami nalotu były:

▪ Kijowskie Zakłady Radarowe JSC, które opracowują i produkują komponenty do bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu, a także produkują i naprawiają radary wojskowe.

▪ Warsztat do produkcji i przygotowania do użytkowania (konfiguracji) bezzałogowych statków powietrznych dalekiego i średniego zasięgu na terenie Studia Filmowego im. A.P. Dowżenki.

▪ Bespilotnyje Technologii Sp. z o.o., która zajmuje się montażem bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu z podzespołów zagranicznych w systemie półrozbiórkowym.

▪ ”Majak” Zakład JSC, który produkuje głowice bojowe i boostery do bezzałogowych statków powietrznych do pocisków manewrujących FP-5 Flamingo.

▪ Kijowskie Państwowe Zakłady „Buriewiestnik”, które produkują bezzałogowe statki powietrzne dalekiego i średniego zasięgu oraz sprzęt radarowy dla Sił Zbrojnych Ukrainy.

▪ Ukr Armo Tech LLC, która zajmuje się montażem głowic bojowych (amunicji) do bezzałogowych statków powietrznych i różnego rodzaju pocisków.

▪ Kijowskie Zakłady Agregatu i Zakład Naprawy Samolotów nr 410 Lotnictwa Cywilnego, które produkują samoloty i statki kosmiczne, produkują i naprawiają silniki turboodrzutowe oraz komponenty do bezzałogowych statków powietrznych dalekiego i średniego zasięgu.

▪ Kijowski Terminal Innowacyjny „Nowa Poczta”, który dostarcza i magazynuje produkty podwójnego zastosowania, w tym do produkcji bezzałogowych statków powietrznych, wyrzutni rakiet i systemów walki elektronicznej.

▪ Dnieprowskie Zakłady Sprzętu Elektromechanicznego PJSC, Greenhouse Solution i Grupa DT-1, które zajmują się montażem głowic bojowych do bezzałogowych statków powietrznych i różnego rodzaju pocisków w Charkowie.

▪ Ponadto celem ataków stały się lotniska w Wasyłkowie, Humaniu, Czerkasach i Krasnej Słobodce, a także budynki komisji mobilizacyjnych  w Kijowie.”

Tyle strona rosyjska.

Oficjalny komunikat Ukraińskich Sił Powietrznych:

„W nocy 15 czerwca (od godz. 18:00 14 czerwca) nieprzyjaciel rozpoczął zmasowany, połączony atak na Ukrainę, wykorzystując bezzałogowe statki powietrzne, pociski rakietowe odpalane z powietrza i z ziemi różnego typu.

Głównym kierunkiem ataku był Kijów. Rakietami zaatakowano również Dniepr i Charków.

W sumie wojska radiotechniczne Sił Powietrznych odnotowały 681 środków napadu powietrznego – 70 pocisków rakietowych i 611 bezzałogowych statków powietrznych różnego typu:

– 6 pocisków przeciwokrętowych 3M22 „Cirkon” (wyrzutnie – TOT AR Krym);

– 34 pociski balistyczne Iskander-M/S-400 (wyrzutnie – obwód briański, kurski, – Federacja Rosyjska);

– 30 pocisków manewrujących Ch-101/Iskander-K (wyrzutnie – obwód wołogdyński, kurski, – Federacja Rosyjska);

– 611 szturmowych bezzałogowych statków powietrznych typu Szahed, Gerbera, Italmas, amunicja krążąca „Banderol”, drony symulacyjne typu „Parodia” (z kierunków: Briańsk, Kursk, Orel, Millerowo, Primorsko-Achtarsk – Federacja Rosyjska, Gwardyjskie, Czauda, ​​TOT AR Krym).

Atak powietrzny został odparty przez lotnictwo, wojska rakietowe obrony przeciwlotniczej, jednostki walki elektronicznej i bezzałogowych systemów, mobilne grupy ogniowe Sił Obronnych Ukrainy.

Według wstępnych danych, do godziny 08:00 obrona przeciwlotnicza zestrzeliła/zestrzeliła 632 cele – 50 pocisków i 582 drony różnych typów:

– 5 pocisków przeciwokrętowych 3M22 „Cirkon”;

– 15 pocisków balistycznych Iskander-M/S-400;

– 30 pocisków manewrujących Ch-101/Iskander-K;

– 582 wrogich bezzałogowych statków powietrznych różnych typów.

Według wstępnych informacji, o godz. 8:00 odnotowano trafienia 20 pocisków balistycznych i 27 uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych w 42 lokalizacjach, a także upadek zestrzelonych (fragmentów) bezzałogowych statków powietrznych w 12 lokalizacjach.

Atak trwa! Kilka uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych w ukraińskiej przestrzeni powietrznej. Nie ignoruj ​​alarmu.

Utrzymajmy niebo!

Razem – ku zwycięstwu!”

Oficjalnie Rosjanie wszystko trafili, a Ukraińcy wszystko zestrzelili. Nic nowego.

Teraz zrekonstruujemy fakty.

  1. Komandowanje Dalniej Awiacji (Dowództwo Lotnictwa Dalekiego Zasięgu) wydzieliło do realizacji operacji: 2 strategiczne nosiciele rakiet manewrujących Tu-160 Biały Łabędż z 121 Gwardyjskiego Pułku Ciężkich Bombowców, które odpalily 12 rakiet manewrujących Ch-101 rubieży rzeki Wołgi.

4 nosiciele rakiet strategicznych Tu-95MS „Niedźwiedź” odpaliły 16 rakiet manewrujących Ch-101 , bombowce należały do 14 Pułku Cieżkich Bombowców i startowały z bazy Olenja na Półwyspie Kola.

W/g strony ukraińskiej wraz rakietami manewrującymi Iskander-K , zestrzelić miano 30 rakiet.

W/g niezależnych danych OSINT Ukraińcy mieli zestrzelić 6 rakiet manewrujących Ch-101 i 2 rakiety manewrujące Iskander-K.

  1. Mieliśmy debiut odpalenia z dronów klasy MALE typu Orion/Inochodiec dwóch nowych rakiet manewrujących „Banderol”.
  2. Wojska Bezzałogowych Systemów Powietrznych FR miały wysłać do ataku 630 dronów, w tym relatywnie dużą liczbę z napędem rakietowym Geranja-4 i Geranja-5.

Ukraińcy twierdzą, że zestrzelili 582 szt.

  1. Rosyjskie wojska rakietowe odpaliły 10 hipersonicznych przeciwokrętowych pociskach manewrujących 3M22 Circon użytych we wczorajszym rosyjskim ataku rakietowym do uderzeń na cele w  Kijowie

4 wystrzelono z północy Sewastopola, 4 z centralno-zachodniego Krymu, a 2 z okolic Manturowa (obwód kurski).

Ukraińcy twierdzą, że zestrzelili 5. Materiał filmowy potwierdza jedno zestrzelenie pociskiem PAC-3 MSE (Missile Segment Enhancement) systemu Patriot.

  1. Wojska rakietowe Rosjan odpaliły 34 rakiety balistyczne Iskander-M. Strona ukraińska twierdzi, że zestrzeliła 15.

Co do wyników ukraińskiej OPL to najniższy (szacowany) wskaźnik przechwytywania, jaki Ukraina osiągnęła od jakiegoś czasu, i nastąpił po kilku miesiącach dość udanych prac nad obroną powietrzną.

Wynika to prawdopodobnie z braku dostaw pocisków przechwytujących do systemu Patriot ze względu na priorytetowe znaczenie sytuacji na Bliskim Wschodzie, a także z malejących zapasów niemieckich  pocisków IRIS-T.

Dodatkowo, ponad 630 dronów Geran-2 i Gerbera atakujących jednocześnie z pociskami prawdopodobnie zajęło część ukraińskiego lotnictwa, która mogłaby zostać wykorzystane do zestrzelenia pocisków manewrujących.

Szczęśliwie nikt nie zginał w Kijowie, zostało rannych 18 osób, z czego do szpitala trafiło 11 – Witalij Kliczko mer miasta.

W kwestii zabytku klasy światowej, na liście UNESCO – Ławry Peczerskiej.

Na obiekt spadł zestrzelony rosyjski dron Gerera-2, wywołując pożar, szczęśliwie straty są niewielkie, spłonęła część dachu, bezcenne dla światowego dziedzictwa kultury  wnętrza i wyposażenie ocalało.

Gdyby w dach Ławry Peczerskiej w Kijowie uderzyła uzbrojona głowica drona Gernera-2 (szczątki prezentują Ukraińcy), a przenosi ona ładunek od 50 kg -100 kg, mielibyśmy w dachu potężną wyrwę po eksplozji i pożar we wnętrzu. Tak jak było to potrafieniu ukrainskich  dronów FP-2 w kopułę Muzeum „Panorama obrony Sewastopola 1853-1854” w zeszłym tygodniu. Zdjęcie dachu i pożaru w załączeniu stąd wnioski są oczywiste. Mamy ewidentnie pożar powierzchni dachu od szczątków drona.

Oczywiście do pożaru by nie doszło, gdyby Rosjanie nie atakowali Kijowa, więc wina Rosjan za uszkodzenie zabytku, chronionego prawem międzynarodowym, jest tu bezsporna i tylko „beton” z prorosyjskiej bański informacyjnej lub świadomy dezinformator  twierdzi, że jest inaczej i że to sami Ukraińcy podpalili Ławrę Peczerską, aby winę zrzucić na Rosjan.

Jednak zarzut świadomego, celowego ataku rosyjskich dronów i rakiet  na obiekt zabytkowy z listy UNESCO to już wymysł 72 Centrum Operacji Psychologicznych i Informacyjnych Sił Specjalnych Ukrainy. Trudno jednak,  aby nie wykorzystali nadarzającej się okazji do propagandowej akcji dyskredytacji Moskwy.

Boli ludzi myślących, a jest nas niemało, że świadomie, bezrefleksyjnie  i cynicznie kolportowany jest ten przekaz   przez niezwykle liczną w Polsce,  „V kolumnę probanderowską”, jak trafnie ją określa Premier Leszek Miller i media sprzyjające bezkrytycznej transmisji ukraińskiej narracji. No ale w 5 roku wojny o Ukrainę, w kraju nad Wisłą, nie powinno nas to dziwić. Tu już dawno fałszywą lub niepełną informacją na korzyść Kijowa, biją nas propagandowo  po głowie jak łomem.

Wszystkim  doceniającym bezstronną zobiektywizowaną informację, będę zobowiązany za wsparcie w ramach wykupienia  „kawy” na Buycoffe, https://buycoffee.to/krzysztofpodgorski, gdyż takie materiały jak ten powstają wyłącznie dzięki wsparciu  hojności ludzi zmęczonych jednostronną propagandą, chcących wyrabiać sobie własny punkt widzenia w oparciu o suche fakty, Z góry dziękuję.  Link tu i w pierwszym komentarzu.

Krzysztof Podgórski

Jak Iran umożliwił przełom wielobiegunowy

Jak Iran umożliwił przełom wielobiegunowy

Jak Iran umożliwił przełom wielobiegunowy

Pepe Escobar

Zacznijmy od historycznego oświadczenia Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) Iranu.

Kluczowe ustalenia:
„Islamska Republika Iranu, zgodnie z przewodnictwem swojego męczennika, osiągnęła pełnię przewagi nad amerykańsko-syjonistycznym wrogiem”.
„Tekst memorandum w sprawie negocjacji mających na celu zakończenie wojny, tzw. „rozmów w Islamabadzie”, został sfinalizowany między Iranem a Stanami Zjednoczonymi wieczorem 14 czerwca”.


„Wojna i operacje wojskowe na wszystkich frontach, w tym w Libanie, zostaną natychmiast i trwale zakończone dziś wieczorem”.
„Ponadto blokada morska Iranu zostanie natychmiast i całkowicie zniesiona”.
„Podpisanie tego memorandum oficjalnie nastąpi w piątek” [czyli 19 czerwca w Genewie].
„Negocjacje w sprawie ostatecznego porozumienia zostaną odroczone do czasu wypełnienia przez drugą stronę zobowiązań wynikających z memorandum”.

Biorąc pod uwagę ogrom informacji, które należy przetworzyć, oto kilka kluczowych faktów: Porozumienie o porozumieniu zostanie zatwierdzone przez SNSC wyłącznie na bezpośrednie polecenie przywódcy Mojtaby Chameneiego, ostatecznego decydenta; nie ma gwarancji, że kult śmierci w Azji Zachodniej powstrzyma się od ataku na Liban; i dopiero po 19 czerwca rozpocznie się długa i trudna droga – lub taniec porozumienia.

Wiadomość o „Porozumieniu z Islamabadu” została opublikowana w zeszły piątek przez Transition Protocol, nowy projekt, którym dzielimy się z Larrym Johnsonem, po tym jak tydzień wcześniej szczegółowo go opisaliśmy na naszym poprzednim kanale Power Shift, który został usunięty na bezpośrednie polecenie rządu USA skierowane do Google.

Przedstawiliśmy precyzyjny plan tej strukturalnej zmiany. Przekazaliśmy również ocenę naszych źródeł, że jeśli Iran zostanie zmarginalizowany, będzie gotowy zastosować północnokoreański model odstraszania – w tym możliwość zademonstrowania potencjału nuklearnego na własnym terytorium – aby położyć kres dziesięcioleciom przymusu ze strony USA i Izraela.

Nic więc dziwnego, że Iran za pośrednictwem SNSC wyraził również swoje pełne „wdzięczność” za niestrudzoną pracę pakistańskich mediatorów i Kataru.

Połączenie Iranu z Pakistanem

Teraz czas na analizę wywiadowczą tego, w jaki sposób, według naszych irańsko-pakistańskich źródeł, ten wielobiegunowy triumf stał się możliwy.

Architektem przełomu w porozumieniu o porozumieniu był w istocie irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi. W niedzielę wrócił do Teheranu na weekend po ściśle tajnej misji w Islamabadzie, gdzie z powodzeniem sfinalizował szczegóły ram, które sam Trump – poza tym bardzo zajęty serią walk w klatkach na trawniku przed Białym Domem – ogłosił. Ale to nie jest umowa: to jest porozumienie.

Zgodnie z oczekiwaniami, kult śmierci w Azji Zachodniej desperacko próbował udaremnić podpisanie porozumienia, atakując Liban. Iran wysłał wówczas Trumpowi jasne ultimatum za pośrednictwem pakistańskich mediatorów: jeśli sytuacja się powtórzy, Iran jest gotowy uderzyć z całą mocą w Izrael. Trump ostatecznie zdecydował, że nie chce, aby jego porozumienie zostało zagrożone.

Nasze źródła potwierdziły wcześniej, że Teheran postawił granicę i dał Waszyngtonowi czas do końca czerwca na spełnienie dwóch kluczowych warunków: odmrożenie i zwrot około 12 miliardów dolarów irańskich funduszy oraz całkowite zniesienie amerykańskich sankcji.

W zamian Iran formalnie zgodziłby się powstrzymać od rozwijania broni jądrowej i zaproponował konkretne, ustrukturyzowane ustępstwa.

Kluczowe jest to, że Teheran zadbał o to, aby termin był prawdziwy, a Waszyngton powinien zrozumieć, że był prawdziwy.

Wróćmy teraz do głównych pytań dotyczących porozumienia.

Jeśli chodzi o zasoby nuklearne: Teheran ostatecznie potwierdził, że jego zapasy wysoko wzbogaconego uranu (HEU) są w pełni zabezpieczone i na stałe znajdują się poza zasięgiem USA i Izraela.

Integracja wielobiegunowa: Pakistan okazuje się filarem nowej architektury regionalnej w Azji Zachodniej i Południowej. Islamabad po cichu wspiera również bardzo złożone zbliżenie między Iranem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Szef aparatu bezpieczeństwa ZEA odwiedził Iran w piątek – wizyta ta była pośredniczona przez Pakistan – aby Abu Zabi mogło uwolnić ponad 2 miliardy dolarów zamrożonych funduszy dla Iranu.

Matryca bezpieczeństwa: Pakistan jest głównym pośrednikiem między Iranem a Katarem, Bahrajnem, Arabią Saudyjską i Egiptem. Przy pełnym wsparciu Chin Pakistan może dostarczyć kilku z tych podmiotów myśliwce J-10C.

Wreszcie, mamy zapierającą dech w piersiach symboliczną oprawę Iranu, który zadaje poważną strategiczną klęskę USA/Izraelowi. Aby przypieczętować tę monumentalną zmianę, pogrzeb zamordowanego Najwyższego Przywódcy ajatollaha Chameneiego odbędzie się około 10. dnia miesiąca Muharram (Aszura) w pierwszym tygodniu lipca.

Będzie to przedstawiane w całym Iranie jako wielki „Dzień Zwycięstwa”. Całe Globalne Południe będzie się temu przyglądać.

Czy USA będą mogły zawierać porozumienia?

Jak ujawniły irańskie media, syzyfowe zadania związane z memorandum o porozumieniu rozpoczną się natychmiast po jego podpisaniu, w ciągu 30 dni.

Waszyngton będzie musiał potwierdzić „swoje zobowiązanie do nieingerencji w wewnętrzne sprawy Iranu i poszanowania suwerenności Islamskiej Republiki Iranu”. Jest to niezwykle trudne zadanie.

Podczas podpisywania umowy Stany Zjednoczone będą musiały potwierdzić, że „nie zwiększą liczby żołnierzy ani zasobów wojskowych w regionie, ani nie nałożą nowych sankcji w trakcie negocjacji”.

Iran „ponownie potwierdzi swoje zaangażowanie w Traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) i zapewni, że nigdy nie będzie produkować, rozwijać ani nabywać broni jądrowej”. Taka była zawsze oficjalna polityka Iranu.

Po podpisaniu porozumienia Stany Zjednoczone muszą oświadczyć, że „udostępnią Iranowi połowę z 12 miliardów dolarów zamrożonych funduszy, nieodwołalnie przekazując je w ciągu 30 dni, zobowiązując się jednocześnie do przekazania pozostałej połowy w ciągu kolejnych 60 dni”.

Stany Zjednoczone muszą również zapewnić natychmiastowe zwolnienie z sankcji na eksport irańskiej ropy naftowej, gazu i produktów petrochemicznych, z obowiązkiem stałego przedłużenia tych zwolnień po osiągnięciu ostatecznego porozumienia”.

Stany Zjednoczone „natychmiast rozpoczną konsultacje z Izraelem, aby określić krótkoterminowe ramy czasowe całkowitego wycofania Izraela z Libanu, w tym z punktów zajętych po zawarciu porozumienia między Izraelem a Hezbollahem w 2024 roku”. Realistycznie rzecz biorąc, będzie to niemożliwe.

Iran potwierdzi, że „w ciągu 30 dni ponownie otworzy Cieśninę Ormuz dla żeglugi handlowej, zgodnie z pewnymi przepisami ustanowionymi przez Iran”. Wykluczono możliwość utworzenia punktu poboru opłat.

Zakładając, że wszystkie powyższe działania przebiegną bez żadnych zakłóceń z góry – ani z dołu – dochodzimy do III fazy negocjacji ostatecznego porozumienia: okresu 60 dni z niemal nieuniknionym przedłużeniem. 60-dniowa faza negocjacji rozpoczyna się po spełnieniu wszystkich warunków porozumienia w ciągu poprzednich 30 dni.

W ciągu tych 60 dni Stany Zjednoczone muszą spłacić pozostałe 12 miliardów dolarów z zamrożonych aktywów Iranu i „przedstawić plany utworzenia funduszu odbudowy Iranu w wysokości co najmniej 300 miliardów dolarów, częściowo finansowanego przez państwa Zatoki Perskiej”. To jest tak nierealne, jak tylko się da.

A następnie USA i Iran „rozpoczną szczegółowe rozmowy na temat trwałego rozwiązania problemów nuklearnych, w tym kwestii wzbogacania, istniejących zapasów uranu i losu obiektów jądrowych”.

Jakby powyższe kwestie nie były wystarczająco trudne, trwają również negocjacje w sprawie „zniesienia wszystkich sankcji gospodarczych wobec Iranu, w tym sankcji podstawowych, wtórnych, amerykańskich i ONZ, a także wycofania wszystkich rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i Rady Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej przeciwko Iranowi”.

Ostateczne „porozumienie”, jeśli w ogóle dojdzie do skutku, zostanie oczywiście zatwierdzone rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tak było również w przypadku JCPOA. A Trumpowi i tak udało się je zniszczyć.

Dlaczego Trump zmienił swoją retorykę

Nagła zmiana stanowiska Trumpa od głośnych gróźb „zniszczenia” irańskiej cywilizacji do obietnicy „umowy na stole” może być niczym innym jak tylko mgłą wojny: oszustwem mającym na celu utrzymanie rynków pod kontrolą, podczas gdy Departament Wiecznych Wojen rozpoczyna nową falę ataków.

Jednak surowa kara wymierzona amerykańskiej bazie Al-Azraq w Jordanii, która rozszerzyła pole bitwy, zmieniła kalkulacje Waszyngtonu.

Co więcej, wcześniej uzgodnione warunki irańskie nigdy nie pozwoliły Trumpowi przedstawić wyniku jako zwycięstwa. Gdy zbliżaliśmy się do możliwości „porozumienia w Islamabadzie”, Trump wycofał się i za pośrednictwem pakistańskich mediatorów przedstawił Teheranowi nowe żądania/poprawki.

Teheran zachował spokój i pozwolił mu czekać w frustracji przez kilka dni. Jednocześnie wszystkie szczeble irańskiego rządu wielokrotnie wysyłały jasny sygnał: Nie da się zmienić rzeczywistości strategicznej porażki swoimi manewrami.

Zgodnie z oczekiwaniami, Trump próbował zaostrzyć retorykę militarną, gdy pakistańscy mediatorzy byli jeszcze w Teheranie. Iran odpowiedział w ciągu dwóch nocy eskalacji, atakując dwa razy więcej celów niż USA. Być może to był moment, w którym Trump w końcu zrozumiał, co się stało.

Jeśli to porozumienie zostanie rzeczywiście podpisane w przyszły piątek – a to jest wielkie „jeśli” – będzie to początek zupełnie nowej geopolitycznej rozgrywki, tak zdumiewającej jak ona i zupełnie niewyobrażalnej jeszcze kilka miesięcy temu.

W nowej grze dochodzi do zniszczenia amerykańskiej infrastruktury wojskowej w Zatoce Perskiej, co odbywa się w czasie rzeczywistym, a Iran przejmuje całkowitą kontrolę nad Cieśniną Ormuz, dysponując niepowstrzymaną siłą ognia rozciągającą się od Anatolii do Mogadiszu.

To już jedna z najważniejszych geopolitycznych historii stulecia euroazjatyckiego: fundamentalna zmiana paradygmatu, możliwa dzięki wojnie i suwerennej odporności na miejscu. Odtąd Waszyngton będzie musiał nauczyć się w twardy, realistyczny sposób, że każde wycofanie się z zobowiązań podjętych na oczach całej planety będzie miało charakter dwustronny.

Źródło: Zwycięstwo Iranu nad USA przejdzie do historii jako wydarzenie definiujące stulecie Eurazji

Renciści do roboty albo na emeryturę

Renciści do roboty albo na emeryturę

16.06.2026 wolnemedia./rencisci-do-roboty-albo-na-emeryture

Do małego stowarzyszenia Łódź dla Ludzi, w którym działam, regularnie trafiają schorowani, poturbowani przez życie ludzie, których ZUS najpierw pozbawia środków do życia, a potem zrzuca na wątłe barki takich jak my. Chwilowa bieda bardzo szybko zamienia się tu w długi czynszowe, widmo eksmisji i bezdomność. Kocham ludzi niemal jak Piotr Ikonowicz, ale mimo wszystko wolałbym mieć mniej darmowej roboty społecznej. ZUS jednak konsekwentnie dba o to, żebym się nie nudził. Wyjaśniam dlaczego.

ZUS działa często tak, jakby z góry zakładał, że człowiek nie choruje naprawdę, tylko kombinuje. Schorowany obywatel nie jest w tej logice kimś, komu trzeba pomóc przetrwać kryzys zdrowotny, lecz podejrzanym, którego należy sprawdzać, przeciągać przez procedury i w razie potrzeby przywołać do porządku odmową. Państwo mówi mu: udowodnij, że naprawdę ledwo zipiesz. A potem udowodnij to jeszcze raz. I jeszcze raz, bo może akurat między jedną komisją a drugą wydarzył się cud i noga odrosła.

Mam zresztą coraz silniejsze wrażenie, że ludzi pozbawia się zasiłku chorobowego niemal taśmowo, według jakiegoś algorytmu albo co najmniej urzędniczej logiki hurtowej selekcji. Trudno inaczej wyjaśnić skalę tej bezduszności. ZUS sam chwali się rozbudowanym systemem kontroli prawidłowości orzekania o czasowej niezdolności do pracy, a tylko w pierwszym półroczu 2024 roku obniżono wypłaty zasiłków chorobowych i świadczeń rehabilitacyjnych 56,8 tysiącom osób. Problem w tym, że później niemała część takich ludzi wygrywa z ZUS-em w sądach.

Już kilka lat temu Prawo.pl opisywało, że w samym pierwszym półroczu 2022 roku ZUS uwzględnił roszczenia tylko w 2803 przypadkach na 41 124 załatwione odwołania, więc ogromna większość spornych spraw szła dalej. A dalej idą już tylko ci, którzy mają siłę, wiedzę i trochę pieniędzy, by się po drodze nie załamać. Reszta przegrywa nie dlatego, że nie miała racji, lecz dlatego, że nie miała zasobów.

Dla urzędnika to jest teczka. Dla człowieka to bywa katastrofa. Ktoś traci świadczenie albo miesiącami czeka na decyzję. Ktoś inny dostaje odmowę, choć ledwo chodzi, słabo widzi albo ma głowę w takim stanie, że nie bardzo jest w stanie ogarnąć, co właściwie dzieje się wokół niego. Taki człowiek nie trafia później do gabinetu ministra ani do telewizyjnego studia, gdzie eksperci opowiedzą o „racjonalizacji wydatków”. Trafia do nas. Siada i mówi, że nie ma z czego zapłacić czynszu. Że zalega już drugi miesiąc. Że przyszło pismo. Że może trzeba będzie pożyczyć. Że nie ma od kogo. Że może już nie da rady.

I wtedy okazuje się, jak wygląda prawdziwa „oszczędność” państwa. ZUS przyoszczędzi tu kilka tysiączków, może trochę więcej, za to potem cała reszta społeczeństwa ma sprzątać skutki. Lokator wpada w zaległości. Zaczyna się spirala długu. Pogarsza się zdrowie. Narasta lęk. Czasem dochodzi do odcięcia mediów, czasem do utraty mieszkania, czasem do pełnego rozkładu życia, którego potem nikt już nie umie posklejać. Tyle że w tabelkach wszystko się zgadza. Budżet niby odetchnął. A że człowiek właśnie zsunął się o kilka pięter niżej w hierarchii nędzy, to już szczegół.

Najbardziej obrzydliwe jest to, że ten mechanizm uderza przede wszystkim w ludzi najsłabszych. Nie w cwaniaków z kancelariami i znajomościami, tylko w ludzi schorowanych, samotnych, często kiepsko wykształconych, czasem nieumiejących dobrze czytać urzędowego bełkotu. Państwo doskonale wie, kogo najłatwiej przycisnąć. Wie też, że część takich ludzi odpadnie po drodze. Nie odwoła się. Nie zdąży. Załamie się. Zniknie z pola widzenia. A wtedy można już ogłosić sukces w zwalczaniu nadużyć.

I tu dochodzimy do drugiego absurdu, opisanego ostatnio w „Wyborczej”. Polski system zaczyna skręcać w stronę sytuacji, w której dla części ludzi bardziej opłaca się przejść na rentę niż na emeryturę. Nie dlatego, że renta jest jakimś luksusem, tylko dlatego, że emerytura bywa liczona w sposób skrajnie nieprzyjazny człowiekowi. W nowym systemie, za który możecie podziękować Balcerowiczowi i całej tej reformującej Polsce z kalkulatorem zamiast serca, emerytura to po prostu zgromadzony kapitał podzielony przez średnie dalsze trwanie życia. Im dłużej według tablic GUS masz jeszcze żyć, tym niższe może wyjść świadczenie. Renta z tytułu niezdolności do pracy wyliczana jest inaczej: obejmuje nie tylko okresy składkowe i nieskładkowe, ale także tak zwany staż hipotetyczny, czyli lata „doliczane” do pełnych 25 lat stażu, liczone do wieku 60 lat. To właśnie ten mechanizm sprawia, że dla części ludzi renta może okazać się relatywnie korzystniejsza od emerytury.

Chyba nie muszę Czytelnikom dodawać, że w I kwartale 2025 roku rentę z tytułu niezdolności do pracy pobierało przeciętnie już tylko 499,3 tysiąca osób. To najniższy poziom w historii naszej, jakże wolnej, Ojczyzny. Po prostu renty się wygasza. I jeszcze powiedzą nam, że to w imię sprawiedliwości.

To zresztą pięknie pokazuje chorobę całego państwowego myślenia. Zamiast uznać, że emerytury są dla wielu ludzi żałośnie niskie, zaraz znajdzie się tłum mądrali, którzy ogłoszą, że trzeba „uszczelnić system”, bo obywatele znów coś kombinują. W Polsce, gdy człowiekowi bardziej opłaca się zachorować niż zestarzeć, elity nigdy nie oskarżają systemu. Winny jest zawsze obywatel. Ten sam, którego wcześniej latami karmiono śmieciówkami, marnymi płacami i opowieścią, że jakoś to będzie.

Z perspektywy takiego stowarzyszenia jak nasze wygląda to jeszcze prościej. My widzimy nie „świadczeniobiorców”, lecz ludzi, którym system właśnie podciął nogi. Widzimy, jak decyzja z ZUS-u uruchamia lawinę: od braku pieniędzy na leki, przez zaległy czynsz, po realne ryzyko bezdomności. Widzimy też, ile dodatkowej roboty społecznej produkuje ten cały bezduszny mechanizm. Trzeba tłumaczyć, pisać, interweniować, szukać pomocy, czasem po prostu siedzieć z kimś i próbować go poskładać, bo państwo właśnie zrobiło z niego wrak.

Potem jeszcze znajdzie się jakiś mędrzec, który powie, że organizacje społeczne są od tego, żeby pomagać. Owszem, są. Tylko nie po to, żeby łatać dziury wywiercone przez instytucje publiczne. Nie po to, żeby przejmować skutki urzędniczego okrucieństwa albo systemowej paranoi. My naprawdę moglibyśmy zajmować się sensowniejszą robotą niż gaszenie pożarów wzniecanych przez państwo we własnych obywatelach.

Dlatego wyjaśniam to nie tylko z obywatelskiego obowiązku, ale też z czystego egoizmu. Naprawdę wolałbym, żeby do naszego stowarzyszenia zgłaszało się mniej ludzi doprowadzonych decyzjami ZUS-u do nędzy, długu i rozpaczy. Ale żeby tak było, państwo musiałoby wreszcie przestać traktować chorobę i biedę jak podejrzaną fanaberię. I zacząć traktować ludzi jak ludzi.

Na to się jednak nie zanosi.

Autorstwo: Damian Duszczenko
Źródło: Nie.com.pl, Lewica.pl

Kto stoi za zabiciem w Polsce rosyjskiego karykaturzysty?

Kto stoi za zabiciem rosyjskiego karykaturzysty?

Media poinformowały, że zastrzelony w poniedziałek w Białej Podlaskiej Rosjanin to Robert Kuzowkow znany pod pseudonimem Siemion Skrepetski. Był krytykiem władz na Kremlu. Kpił z prezydenta Rosji Władimira Putina, prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki czy wodza Republiki Czeczeńskiej Ramzana Kadyrowa.

Policja uważa, że prawdopodobnie było dwóch zabójców. „To wyglądało jak egzekucja. Kilka strzałów z bliskiej odległości i jeden „na dobicie” – powiedział Onetowi jeden z funkcjonariuszy, który zna okoliczności zdarzenia. Jeden z domniemanych sprawców został zatrzymany. Liberalne media podkreślają, że nastąpiło to w pobliżu białoruskiego konsulatu w Białej Podlaskiej. Nie wiem jakie to ma mieć znaczenie. Gdyby był zatrzymany niedaleko kościoła, to sugerowano by powiązania z Watykanem, zaś jeśli przy Lidlu to z Berlinem? O tych faktach i spekulacjach głośno w mediach w naszym kraju.

Ciszej natomiast nad faktem, że ekscentryczny karykaturzysta zamieszkały w Polsce od 2021 roku był również zażartym krytykiem władz Ukrainy na czele z przywódcą tego państwa Wołodymyrem Zełenskim. Ukraińskiego przywódcę Kuzowkow-Skrepetski umieszczał na wspólnych prymitywistycznych karykaturach z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

Portal Kresy poinformowały, że zabity karykaturzysta został jakiś czas temu wpisany do bazy (lista proskrypcyjna) portalu Myrotworec. Portal Myrotworec został założony przez grupę wolontariuszy na czele z b. wiceministrem w rządzie Wołodymyra Hrojsmana Heorhijem Tuką.

O Myrotworcu zrobiło się głośno w 2015 roku, gdy wyszło na jaw, że na swojej liście wrogów Ukrainy opublikowano szczegółowe dane znanego opozycyjnego dziennikarza Ołesia Buzyny, a także polityka byłej Partii Regionów i krytyka EuroMajdanu, Olega Kałasznikowa. Obaj zostali zamordowani wkrótce po tym, jak ich zdjęcia, numery telefonów i adresy pojawiły się w sieci. To samo zresztą spotkało siedem lat później córkę autora „Manifestu Wielkiego Przebudzenia” prof. Aleksandra Dugina – Darię Dugin.

Nie wiem czy należy łączyć fakt obecności antyputinowskiego satyryka na ukraińskiej liście Myrotworca. Warto na pewno się temu przyjrzeć. Kuzowkow znany jako Skrepetski miał wrogów zarówno w Rosji, na Białorusi jak i na Ukrainie.

Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na zupełnie coś innego. W internetowym wydaniu listy Myrotworec znajdujemy Polaków. Są tam umieszczeni między innymi: prezes Fundacji „Wołyń Pamiętamy Katarzyna Sokołowska, wydawca „Myśli Polskiej” Przemysław Piasta, analitycy polityczni prof. Adam Wielomski, dr Leszek Sekulski, dr Mateusz Piskorski, Krystian Kamiński czy nestor polskiej prawicy bedący jednoczesnie felietonistą „Myśli Polskiej” Janusz Korwin-Mikke. Na liście jest reżyser dokumentu „Sąsiedzi. Ostatni Świadkowie ukraińskiego ludobójstwa na Polakach” Jacek Międlar. Wpisano tam również redaktora lewicowego portalu Strajk Macieja Wiśniowskiego oraz działacza komunistycznego a zarazem stronnika Korony Grzegorza Brauna Jacka Cezarego Kamińskiego.

Nie potrafię zrozumieć dlaczego władze w Polsce nie reagują pomimo tego, że na tej haniebnej liście znalazł się poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun. Są tam również posłowie na Sejm RP: Sławomir Mentzen, Andrzej Zapałowski czy Włodzimierz Skalik.

Niemcy – Rosja, czyli dezintegracja pozytywna

Niemcy – Rosja, czyli dezintegracja pozytywna

0

N-R

14 czerwca, wpis nr 1412 dziennikzarazy/niemcy-rosja-czyli-dezintegracja-pozytywna

Coraz częściej pojawiają się sygnały, że Niemcy wrócą do business as usual z Rosją. Jest to stała dominanta niemieckiej racji stanu, jeszcze od czasów Bismarcka, ale obecnie z powodu agresji Putina na Ukrainę poddana jest ona rewizji, ale zdaje się, że chwilowej. Wydaje się to tylko lekką postacią tzw. dezintegracji pozytywnej. Dezintegracja pozytywna to fenomen psychologiczny dokładnie opisany przez prof. Kazimierza Dąbrowskiego. Rzucił on wyzwanie klasycznej psychiatrii, która każdy lęk, kryzys emocjonalny czy neurozę traktowała jako chorobę, konieczną do wyleczenia (czyli przywrócenia pacjenta do stanu pierwotnego). Dąbrowski uznał odwrotnie: kryzys psychiczny, cierpienie, a nawet wewnętrzne rozbicie są często warunkiem koniecznym, by człowiek mógł rozwinąć się i przejść na wyższy poziom rozwoju.

I taka zasada stosuje się także do wielu innych dziedzin, niż tylko psychologii. Ostatnio karierę robi dezintegracja pozytywna w polityce, a właściwie – geopolityce. Od dawna formuła funkcjonowania świata ulega gwałtownym przemianom i nie są to kontrolowalne do końca procesy, ale nie są to też bezładne paroksyzmy. Idąc za Dąbrowskim wypada pogodzić się ze stanem popadania w kryzysy, cofania się wręcz w rozwoju – świat się resetuje, wygląda na chaotyczny, ale to nie jest koniec – rozpad to konieczna faza zmiany. Musi się rozpaść stara struktura w sytuacjach kryzysowych, bo jak uczy doświadczenie – rzadko jest tak, że dzieje się to w sposób kontrolowany. Tak jest i teraz, i wydaje mi się, że obecny kryzys na linii Moskwa-Berlin to nie wypadek przy pracy, nie początek wiecznej wrogości, ale właśnie – kryzysowa faza przejściowa, by osiągnąć wyższy poziom relacji, tzw. wtórnej integracji.

Niemcy chcą Rosji

Czemu tak uważam? Ano po pierwsze – Niemcy są krajem poważnym i nawet dość upartym na tyle, że czasami zbyt długo tkwią w mylnym błędzie swojej strategii. Ale są jak szef kompanii – ten jak ma stary regulamin, to trzyma się go co do literki. Jak przyjdzie nowy – to się zamyka w kanciapie i ryje nowy na pamięć i jak wychodzi na świat, to jest w nim zagorzałym ekspertem nowych decyzji zwierzchników.

Tak jest i z Niemcami, tyle, że w sprawie relacji z Rosją nie przyszedł żaden nowy regulamin. Ot, zdarzył się wypadek przy pracy, trzeba było to jakoś narracyjnie przeczekać i wykorzystać. Kiedy Niemcy to przeczekiwały to akurat Polska – first to fight – pierwsza poszła na front i (jak widać ostatnio) zużyła się. Wtedy wyszły Niemcy, cali na biało, wręcz na defiladę. Czas też został wykorzystany przez Niemcy, które ze stymulowanego straszenia Europy Putinem zrobiły sobie uzasadnienie do federalizacji formatu Unii pod niemieckim berłem oraz sprytnie przerzuciły na kraje członkowskie ratunkowe sfinansowanie kosztów ichniego przejścia z przemysłu maszynowego na militarny. W rezultacie wynik ma być korzystny – Europa zjednoczona pod berłem zmilitaryzowanych Niemiec, zmilitaryzowana kosztem długu pozostałych naiwniaków-członków Unii. Czegóż chcieć więcej?

Germany and Russia country handshaking with flags, consensus concept international co-operation illustration

Dlatego Niemcy marzą o powrocie ostatniego bismarkowskiego czynnika – dealu z Rosją. Stamtąd surowce, którymi mieli handlować z Europą, marża – również polityczna – jest, niemiecki przemysł hula, zaś Europa Środkowo-Wschodnia robi za Mitteleuropę, czyli robi na Niemcy, które zawijają marżę jak świstak czekoladę w sreberka. Do tego potrzebni są Niemcom Rosjanie. Innego bowiem pomysłu na realizację swoich ambicji IV Rzeszy Berlin nie ma i chyba mieć nie może.

To, co teraz oglądamy – te akty wrogości wobec Putina, to tylko teatr, który ma dać alibi już zdecydowanej intencji oraz podbić cenę przy targowaniu się z Moskwą. Jednocześnie bowiem niemieccy posłańcy powrotu suną do Moskwy jeden za drugim, nawet i nie muszą – Niemcy mają przecież tam swego stałego przedstawiciela w osobie byłego kanclerza Schroedera, upostaciowienie zdrady ideałów współpracy europejskiej złożonej na ołtarzu robienia interesów z Rosją. Były kanclerz słynie przecież z wciąż aktualnych kontaktów z niemieckim establishmentem, do tego przecież został najęty do Gazpromu, przecież nie do spawania rur z gazem.

Korzystanie z okazji

Szykowane są okazje do takiego przełamania: kryzys na Bilskim Wschodzie jest tu na rękę dla takich scenariuszy, gdyż zaraz wyjdą Niemcy w Brukseli i powiedzą: Trump nas rżnie na surowcach energetycznych, Arabowie zablokowani, Wenezuela zdobyta przez USA, a tu za Bugiem Putin macha rączką z lepszymi cenami. A więc chłopaki, przed zimą, trzeba się dogadać gremialnie z Rosją, a któż jak nie my, w końcu mocarstwo humanitarne, mamy tu pośredniczyć w tym zbożnym dziele? Do tego dojdzie prawdopodobne dopuszczenie do władzy otwarcie prorosyjskiej AfD i Niemcy się wytłumaczą przed samymi Niemcami, że naród tak chciał.

Dla Rosji to też dobry deal, bo mogą tym samym mieć Europę w ręku, dyktować polityczne ceny, szczególnie takim, jak polscy pyskaczom. Zanim się wybuduje ta europejska armia pod niemieckim dowództwem – Rosjanie będą mieli Europę u stóp, zadłużoną, wykończoną zielonym szaleństwem, w sumie spacyfikowaną duchem. Kiedy Rosja z dużym sukcesem obróciła się na Wschód, Europa z Niemcami nie jest dla niej już tak łakomym kąskiem, zwłaszcza, że aktualnym bezwładem Stary Kontynent bez jednego wystrzału wpadnie jej w ręce. A to, że będzie Europa opakowana w niemieckie sreberka, to już szczegół.

Dla Rosji federalizacja Europy pod niemieckim berłem to większa korzyść niż „Europa ojczyzn”. Wreszcie będzie z kim pogadać o Europie za jednym razem, kimś decyzyjnym, a nie użerać się w poniżających utarczkach z kraikami wielkości rosyjskich obwodów. Rosjanie więc czekają z otwartymi ramionami. Zwłaszcza, że Europa nie jest dla nich strategiczna, to tzw. BATNA (czyli best alternative to negotiated agreement), czyli opcja drugiego wyboru, gdyby pierwszy – obrót na Azję – nie wyszedł. Negocjacyjnie jest to wygodne dla Moskwy, bo zawsze ma gdzie pójść, o czym czasami przypomina swymi deklaracjami, że nie wie czy będzie w ogóle sprzedawać ropę i gaz do Unii. To podwyższa ceny przyszłego dealu.

Wchodzą Amerykanie i Ukraińcy

Da się więc zjeść tę żabę. Zwłaszcza, że to może być część większego dealu na poziomie Trump-Putin. Jeśli panowie się dogadali na Alasce co do nowego podziału świata (co ostatnio pojedynczo przyklepali w Pekinie), to powrót Niemiec do interesów z Rosją może być w to wpleciony. Może być też ceną jaką zażądał Putin od Trumpa za Rosji mniejszą miłość do Chin, lub choćby neutralność w konflikcie Chin o Tajwan. W przedstawionej już optyce korzyści dealowania się z Rosji z Europą przy pośrednictwie Niemców zgoda, a nawet żądanie Putina, by takie cudo jak nadzór nad Europą „podarował” Niemcom Trump wydaje się wysoce prawdopodobne. Głównych interesów USA w Europie, jeśli te w ogóle jeszcze będą, będzie dla Waszyngtonu pilnował junior partner z Berlina, nie trzeba będzie ręcznie zarządzać.

I Wołodia będzie zadowolony, może się skupi więcej na Europie i odpuści Chiny, kontynent będzie zdalnie sterowny, trzymany za mordę pruskim drylem, z drugiej strony – i rozwój Europy, i samych Niemiec będzie politycznie, militarnie i gospodarczo sterowalny, czy to przez USA, czy przez Rosję. Układ dobry, na leniucha, ale skuteczny przy amerykańskiej polityce zwijania się z pozycji żandarma na poborcę świata.

Jeżeli dojdzie do zbliżenia niemiecko-rosyjskiego, to wcale nie na trupie Ukrainy. Ten nowy układ – po tej fazie „dezintegracji pozytywnej” – odtworzy naszą, polską, sytuację przy poprzednim, nordstreamowym zbliżeniu Niemiec i Rosji. I tak jak nas w osobie premiera i w narracji ambasadora Niemcy wykierowali na normalizację relacji z Moskwą „taką jaka ona jest”, tak teraz tę rolę przyjmie Ukraina. I możemy zobaczyć cuda nad Dnieprem. Rosja może się okazać dla Ukrainy – oczywiście po pewnej przepierce mózgowej – całkiem niezłym partnerem.

Zwłaszcza, że wymagać tego będzie w ramach nowego dealu Ukrainy jej najważniejszy partner, czyli Niemcy. Można im za to dać Ukraińcom zatruty, acz wymarzony przez nich owoc członkostwa w Unii i jakoś to pójdzie. Oczywiście potrzebny będzie wtedy jakiś winowajca zastępczy, ale taki już się sam zgłosił, sądząc po gwałtownych, acz symbolicznych polskich reakcjach związanych z uczczeniem pamięci bohaterów UPA.

W tym układzie znajdziemy się pośrodku zajadłych wrogów. W kleszczach Niemcy-Rosja-Ukraina nie mamy szans. Zgniotą nas, zaorają i posypią solą. Ukraina się temu układowi nie postawi, bo wisi na kroplówce Europy i jak ta się zdecyduje do nowej formy wtórnej integracji z Rosją, to Kijów nie będzie się mógł nie zgodzić. Oczywiście ważna jest tutaj opcja ludzi okopowych, którym by się świat zawalił i zapadły groby bohaterów, ale nie takie numery świat widział. Ukraina będzie wszak wolna, acz wiadomo przecież, że wolność to zrozumienie konieczności.

Brak alternatywy

Zaraz z tego zakrążą mrzonki, żeby się z Ukrainą dogadać i zrobić postulowaną przez polityków czy think tanki federację państwowo-militarną: Ukropolin. Nie chcę tu się znęcać nad fantasmagorycznością takich pomysłów, tylko spytam się – z kim myśmy mieli to robić, w sensie klasy politycznej? Najgorsze są nieproszone rady i zapraszani do przyjaźni wrogowie. Ukraińcy nie liczą się z nami, najdalej od czasów Przewozowa, kiedy zobaczyli, że w sprawie reakcji na ewidentną ukraińską prowokację mającą nas wkręcić w wojnę, czekamy z decyzją aż się obudzi Biden i powie nam co robić. Ukraińcy więc z nami nie gadają, bo po kiego układać się z lokajem, co to i tak wszystko przyniesie co mu każą. Nie gadają, a tym bardziej nie będą robili żadnego paktu – zamiast tego hodują u siebie pokłady agresywnego nacjonalistycznego patriotyzmu i nie zobaczymy się we wspólnych okopach na wojnie z Rosją. I pewnie dobrze. No, chyba, że pójdziemy jako dodatkowa wkładka mięsna, na co widać, że coraz więcej graczy ma ochotę, pechowo, że i niektórzy od nas też.

I kto by to miał zrobić z naszej strony? Nasza klasa polityczna? Przecież oni nie są w stanie pójść do toalety nie zapytawszy się wcześniej co o tym sądzi opinia publiczna. A że opinia się wkurzyła na UPA, to trzeba narracyjnie to jechać. Zwłaszcza, że szerokie gremia, w tym polskie, aż zacierają ręce i nogi, by nasz konflikt polsko-ukraiński skupił się na polityce historycznej. Ta, jak wiadomo jest relatywna, zawsze można ją zniuansować, czego jesteśmy świadkami przy spektaklu pełnym porównań UPA do Żołnierzy Wyklętych. I w tych okopach możemy siedzieć latami, obrzucając się – w najlepszym razie – argumentami.

Wyjście z matni polityki historycznej

Taka postawa sączona w lud jest na rękę macherom od opisanej wyżej polityki business as usual. My mamy z Ukrainą większe problemy niż ichnia UPA czy – wiem, że bluźnię – nasi rodacy w dołach śmierci. My mamy z Ukrainą poważne konflikty interesów. I dopóki o nich nie gadamy, tylko dajemy się zwodzić zabawą z ekshumacjami w chowanego, to nikt o tych konfliktach interesów nie gada, zaś lud tego nie słyszy na tyle, by zrobić z tego ważny temat kampanijny.

Mamy poważne zatargi gospodarcze, które będą się powiększały w ramach pozostawania Ukrainy w poczekalni do UE – z prawami, bez obowiązków. Pokaz „możliwości” ukraińskich konfliktów interesów mieliśmy przecież od dwóch lat na przykładzie zagłady rolnictwa czy branży transportowej – a idą nowe branże.

Mamy duże problemy społeczne: 1,7 miliona Ukraińców, jak słyszymy, nie bardzo zadowolonych z pomocy Polaków, roszczeniowych, agresywnych (na razie słownie). Zaraz do nich dojadą ojcowie z okopów i będzie koniec balu, Panno Lalu. Mamy za wschodnią granicą rozgrzaną, acz zmęczoną armię, kraj o wyraźnych i oficjalnie deklarowanych wobec nas roszczeniach terytorialnych, który już jawnie się cieszy ze swego wpływu na korzystne dla siebie wybory w Polsce. Będzie sporo roboty, by to zniwelować, ale do tego trzeba zdefiniować problemy, a nie uciekać przed nimi w emocjonalne spory kto był bardziej winny: nasz Czarniecki, czy ich Bandera.

PiS się za to nie weźmie, bo woli grać na niedawno odkrytych emocjach, w nadziei na niepamięć ludu co do tego kto zaczął. O Tuskach nie ma co gadać – jak ci realizowali w polskiej polityce wschodniej interes Berlina za czasów przeddudowych, to tym bardziej będą to robić dalej – bez względu na to, że nagle trzeba się będzie bratać z Moskwą. Ale – zobaczycie, że będą takie gadki – skoro wybaczyli im Ukraińcy, to czemuż ma się opierać Polska. I by nie siedzieć znowu w unijnej oślej ławce niezrozumienia potrzeby dziejowej i braku odrzucenia naszych prehistorycznych uprzedzeń będziemy przekonywani, że trzeba jechać, bo nie pociąg, ale cały peron nam odjedzie.

Onucyzm

Dożyliśmy czasów, że moje tu teraz rozważania czy przypadkiem nie pogadać w takim razie z Rosją stają się obrazą polskiej (nieistniejącej zresztą) racji stanu na poziomie zdrady onucowej. Tak żeśmy się dali ścisnąć przez te popisowe imadło, którym kręcą z zewnątrz, że nawet spekulacje na ten temat wydają się publicystycznym, a co dopiero politycznym, samobójstwem. Nie ma mowy – tu mamy zamurowane z obu stron, we wszystkich mediach i wypada się przyjrzeć czy przypadkiem również i nie w kruchcie. Ale zobaczmy – jakby to mogło być, żeby w takiej przyszłej nieciekawej sytuacji nie pogadać z Rosją (nawet nie chce mi się tu spekulować czy nie z Chinami).

Z Rosją są same kłopoty. Oni po prostu nie chcą gadać z pętakami. A mają nas za pętaków, wesz na grzebieniu europejskich upadłych potęg, która im mniej ma do powiedzenia – tym bardziej chojrakuje. Nasz wyścig do prymatu w regionie Międzymorza przegraliśmy w XVIII wieku i tyle to oznacza dla Rosji. Nie ma nas i nie ma o czym z nami gadać. Ale na tę sytuację sami zapracowaliśmy ciężką robotą polegająca na lenistwie elit. Te u nas postanowiły właśnie na leniucha podczepić się do któregoś z zagranicznych patronów, czym pozbawiliśmy się sprawczości – byliśmy od razu elementem cudzych rachub. To wygodne – nie trzeba się martwić, płynie się z głównym nurtem, ale jest to perspektywa jedynie na pokolenia elit, by się ustawić, daleka od racji stanu państwa. I kiedy nasi patroni się zwijają (USA), albo popadają w sprokurowaną przez siebie ruinę (Europa), to okazuje się, że włożyliśmy wszystkie nasze jajka do koszyka bez rączki. I się zbiły. Teraz się robi z tego bałaganu kogel-mogel, tyle, że to nie my go ubijamy.

I z kimś takim miałaby gadać Moskwa? A o czym? Skoro my i tak wykonamy co tam na każą, czy to w Berlinie, czy w USA, łącznie z wymianą wkładki z ukraińskiej na polską w maszynce do mięsa na tzw. wschodniej flance. Ale to nie chodzi o to byśmy „zasłużyli” na rozmowy z Moskwą. Moskwa gada nie tylko z USA czy Chinami. Taka np. Turcja to gada z nią jak równy z równym, ale ten kraj – uwaga! o budżecie na militaria mniejszym od polskiego – ma i realizuje swoje interesy daleko poza granicami swego kraju, prowadzi politykę wielowektorową i z Rosją, i z USA, o Unii, którą trzyma za gardło blokadą zalewu migracyjnego Europy nie wspominając. Da się? Da się, ale trzeba wiedzieć czego się chce i mieć klasę polityczną, w której interesie jest przyszłość kraju, którym rządzi, nie zaś prywatne obrywy na rzecz renty kompradorskiej za pilnowanie interesu we własnym kraju w imieniu zewnętrznego patrona.

Trzeba rozwiązać w jedną stronę ten dylemat: jak jesteś słaby to Rosja z tobą nie będzie gadać, jak jesteś mocny, to najpierw pobuczy, że jej zagrażasz, ale potem przełknie pragmatyczne konieczności. Do tej pory dylemat ten Rosja rozwiązywała ten dylemat na własną korzyść – wzmacniała nasze trendy do osłabienia, trzymała nas w hodowanej strefie cienia, by nie musieć się z nami układać. My nie pracowaliśmy nad własną siłą – toczyliśmy wojenkę polsko-polską ku uciesze Moskwy i wszystkich stolic, które nam źle życzą. A więc załatwialiśmy się sami.

Żeby móc się układać z Moskwą, a jak widać idzie ku temu kontynentalnie, jeśli już nie światowo, to trzeba być podmiotem, nawet w jakiejś koalicji. Teraz grupa G3 (Wielka Brytania, Niemcy i Francja) układają się jak tu wejść z Rosją w dziurę po Trumpie i grupa gada z kim? Z Zełenskim, bo przecież nie z nami. My „tylko” graniczymy z Ukrainą i dowiemy się z prasy co tam kraje odległe o tysiące kilometrów od nas i od Kijowa zdecydują o naszej geopolitycznej sytuacji. Ale zdecydują tylko za zgodą Rosji, chyba, że wyślą nas na wojnę z nią.

Moskwa tu się zgodzi na cokolwiek, ale tylko jeśli jej to będzie pasować. A skoro nie ma nas przy stole, to jesteśmy w menu. My, nie mając własnej sprawczości, nie mając pomysłu na Polskę w nowym rozdaniu, nie mając siły do realizacji strategii, której też nie mamy, ani nic nie mamy do zaproponowania Rosji, ani – jak widać – Rosja nie ma o czym z nami rozmawiać. I nad tą mizerią roztacza się tylko nasza wyższościowa strategia przykrywania niemocy poprzez tromtadracką narrację – nie będziemy gadać z mordercą Putinem, a tak naprawdę to nie wiemy o czym mielibyśmy z nim gadać, gdyby się nawet i zgodził na jakieś rozmowy. A więc chojrakujemy, jesteśmy jak harcownicy armii przed bitwą – bez znaczenia, śmieszni, bo machamy szabelkami z kartonu na froncie rozbrojonej armii, która już dawno nas sprzedała.    

Przeciwfaza

Tak, dożyjemy czasów nowych przyjaźni, to jasne. Zostaniemy jak zwykle w przeciwfazie – wszyscy już się rozejdą w nowym układzie, a my będziemy siedzieć jako już ostatni w okopach nieświętej Trójcy – starzy żałośni rycerze wojen przebrzmiałych i przegranych, ofiary własnej naiwności, którą jest ciągły wybór zdegenerowanych pseudo-elit. Ale dożyjemy też czasów – jak za kowida -, że wcześniejsi akolici – wtedy sanitarni, dziś anty-onucowi – się nawrócą i będą nam wytykać, że nie idziemy w krok z nowym marszem. Musimy więc być nieżyciowi i nikt już nie będzie pamiętał, że to my pierwsi wołaliśmy na puszczy. Będziemy więc poddani próbie ojca cieszącego się z powrotu syna marnotrawnego, o którym wiemy, że jak przyjdzie co do czego, to i tak porzuci nie tylko nas, ale i rozsądek, każąc nam żyć w oparach opresji generowanej przez panikowaną większość.

Przypomnieć wypada wiersz z Pieśni Kochanowskiego, który jest z nami od ponad 450 lat i będzie chyba na wieki:

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”

POPiSowy teatrzyk „walki” z banderyzmem

Waćkowski: POPiSowy teatrzyk „walki” z banderyzmem 

Kamil Waćkowski myslpolska/wackowski-popisowy-teatrzyk-walki-z-banderyzmem

Naród polski od wielu lat tkwi w anomii społecznej. Oddawanie hołdu banderowcom i melnykowcom przez kijowski reżim obudziło trochę moich rodaków. 

Słuszne oburzenie Polaków ma swój wydźwięk w wydarzeniach politycznych. Niestety jesteśmy świadkami kolejnego teatrzyku w wykonaniu POPiS i przystawek, mającego uśpić czujność Polaków.

Order zdewaluowany 

Nadanie jednostce sił zbrojnych Ukrainy imienia bohaterów UPA, a także ponowny pogrzeb nazistowskiego kolaboranta Andrija Melnyka, wywołały reakcje szkolonego przez Jankesów prezydenta Polski Karola Nawrockiego. Nawrocki zapowiedział, że rozważy odebranie Orderu Orła Białego byłemu prezydentowi Ukrainy Władimirowi Zełenskiemu. Czas mija, póki co nie podjął decyzji, pewnie czeka co mu powie jankeski oligarcha i prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Donald Trump  (los orderu komika z Krzywego Rogu zależy od tego, czy przed rozmową Nawrockim jankeski prezydent porozmawia na temat orderu z kimś związanym z Marco Rubio, sekretarzem Stanu, zwolennikiem wspierania kijowskiego reżimu, czy z J.D. Vance’m – wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki, politykiem mniej skłonnym do wspierania kijowskiego reżimu). Warto zwrócić uwagę, że Order Orła Białego ma wiele antypolskich kreatur. Ma go także przyjaciel „wielkiego” prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a mianowicie Wiktor Juszczenko, neobanderowiec, były prezydent Ukrainy. Juszczenko klęczał na ponownym pogrzebie Melnyka. Order Orła Białego ma też właściciel Banderomobilu, neobanderowski oligarcha, były prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Ma go także Valdas Adamkus (w młodości nazistowski kolaborant, obywatel Stanów Zjednoczonych Ameryki i były prezydent Litwy). Warto zwrócić uwagę, że na Adamkusa nie głosowali praktycznie w ogóle Polacy na Litwie. Order Orła Białego posiada także Dalia Grybauskaitė, była prezydent Litwy popierana przez Związek Ojczyzny – najbardziej antypolską partię na Litwie. Jakoś tym ludziom Nawrocki nie zamierza zabierać odznaczenia. 

Wizytacja Budanowa 

Parę dni po burzy związanej z deklaracją Nawrockiego przybył do Warszawy Kiriłł Budanow. Budanow, podobnie jak Nawrocki i jego „konkurent” Donald Tusk, był szkolony przez Jankesów. To zdeklarowany neobanderowiec, terrorysta, zbrodniarz, od 5 sierpnia 2020 roku do 2 stycznia 2026 szef Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, a od 2 stycznia 2026 roku szef gabinetu Zełenskiego. Budanow spotkał z Marcinem Przydaczem. Przydacz to atlantycki prymus, związany z różnymi atlantyckimi ośrodkami. Pełnił różne funkcje w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy.

Przydacza, jak widać Nawrocki dostał w spadku po Dudzie. Pełni funkcję szefa Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta. Budanow spotkał się także z ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem – Kamyszem. Szef PSL co prawda nie należy do PO czy PiS, jednak de facto działa jakby był członkiem obydwu tych partii naraz. Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku PSL wziął na listy partię Polska 2050 (aczkolwiek prawidłowa nazwa tej partii powinna brzmieć „Wukraina 2050”). Polska 2050 jest najbardziej proukraińską partią, nawet bardziej niż POPiS. W Polska 2050 byli ludzie z Atlantic Council. PSL jest rozpatrywany w rożnych wariant koalicyjnych zadowalających Stany Zjednoczone Ameryki i namiestnika Thomasa Rose’a. Politycy PSL już latem ubiegłego roku byli namawiani na wejście w koalicję z PiS i częścią Konfederacji Wolność i Niepodległość. PSL wspiera program SAFE, na mocy którego Polacy będą spłacać kredyt, który będzie dozbrajał kijowski neobanderowski, neonazistowski reżim.

Jest opozycja niebanderowska 

Gdyby Nawrocki chciał na poważnie realizować interesy Polaków, to mógłby na przykład napisać, że z chęcią przeczyta planowaną książkę Julii Mendel, byłej rzecznik Zełenskiego. Karol Nawrocki mógłby się spotkać z politykami ukraińskimi, którzy są przeciwnikami Zełenskiego, a jednocześnie nie są neobanderowcami. Takim politykiem jest na przykład Dmytro Razumkow. Jego ojciec Ołeksandr Razumkow, był doradcą prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, a także założył ośrodek badania opinii publicznej. Razumkow był członkiem Partii Regionów, należał do jej liberalnej, prounijnej frakcji. Razumkow-junior został liderem partii Sługa Ludu. Od 29 sierpnia 2019 roku do 7 października 2021 roku był przewodniczącym Rady Najwyższej Ukrainy (Razumkow został odsunięty, gdy sprzeciwił się represjom wymierzonym w Wiktora Miedwiedczuka i innych polityków Opozycyjnej Platformy za Życiem). Razumkow nie jest neobanderowcem, nie ma też związków z Moskwą, ma poparcie społeczne. Gdyby Nawrocki był człowiekiem o wysokich horyzontach lub otaczał się ludźmi myślącymi po polsku, a nie różnymi nudziarzami z atlantyckich ośrodków, to by wiedział jak wywrzeć wpływ na kijowski reżim. 

Obóz bezkrytyczny

W naszej ojczyźnie nikt nie podważa legalności Zełenskiego, nie mówi się o aferach jego i jego otoczenia. Poza państwami bałtyckimi, obłąkańcami ze Skandynawii, Holandią, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, kanclerzem republiki federalnej i byłem menadżerem funduszu inwestycyjnego BlackRock Friedrichem Merzem, nikt już nie chce finansować kijowskiego, skorumpowanego, neobanderowskiego, neonazistowskiego reżimu. Do grona państw nie wspierających wysiłku militarnego Kijowa w ostatnich dniach dołączyła Bułgaria. W naszej ojczyźnie POPiS i przystawki nie mówią nic o wstrzymaniu wsparcia dla Kijowa.

Nie dajmy się nabrać

Możemy w dalszym ciągu spodziewać się teatrzyku robionego przez POPiS i przystawki. Nawrocki będzie prężył muskuły, Tusk – kolega Nawrockiego ze szkoleń w Stanach Zjednoczonych Ameryki, będzie robił pokazowe deportacje mężczyzn z obywatelstwem Ukrainy za sikanie pod płotem (kijowski reżim w końcu ma braki kadrowe, a Tusk może upiec dwie pieczenie na jednym ogniu). Zełenski z racji tego, że jakikolwiek rozejm / pokój /zawieszenie broni oznacza dla niego rozliczenia, będzie prowadził wojnę cały czas. Dla niego najważniejsze są pieniądze (to wnuk żołnierza Armii Czerwonej; były prezydent Ukrainy jest rosyjskojęzycznym Żydem). Dla podtrzymania władzy będzie w coraz większym stopniu szedł w stronę oficjalnego neo-banderyzmu. Z drugiej strony Zełenski nie ma innego wyjścia, bowiem służby, wojsko są przesiąknięte neo-banderyzmem. Przy okazji ostatnich wydarzeń żaden z nadwiślańskich politykierów z POPiS i przystawek nie poszedł po rozum do głowy i nawet między wierszami nie powiedział, żeby wykonać może telefon do Moskwy. Patrzmy na ręce nadwiślańskim politykierom i nie dajmy się nabrać na tanie gesty. 

Kamil Waćkowski 

Wypalenie mózgowe a AI

Wypalenie mózgowe a AI

Posted on 16 czerwca, 2026blogjw.wordpress.com/2026/06/16/wypalenie-mozgowe-a-ai

Wypalenie mózgowe a AI

Jeszcze w PRL, przed erą AI, ostrzegano nas, że „nie ma nic gorszego niż człowiek wykształcony ponad własną inteligencję” (Jerzy Dobrowolski).

Ludzi wykształconych na poziomie uważanym za wyższy mamy coraz więcej, a inteligencja mocno szwankuje, więc przestrogi sprzed pół wieku okazują się prorocze. Nie ma nic gorszego! Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji istnieje pokusa, aby niedobór własnej inteligencji uzupełnić tą sztuczną. Faktem jest, że AI może znacznie usprawnić wiele prac, ale bez użycia własnej inteligencji, krytycznego myślenia może to prowadzić na manowce. I wielu narzeka, że AI to kłamczucha, robi błędy, dezinformuje.

No cóż, jest produktem inteligencji naturalnej i powiela jej standardy. Mimo to przy korygowaniu rezultatów AI własnym rozumem może być ona bardzo przydatna. Jest jednak poważny problem, na co wskazują amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Harvarda (marzec 2026). Tam, gdzie używanie AI jest wysoko zaawansowane, zbyt intensywne korzystanie z narzędzi AI może prowadzić do wypalenia mózgowego (brain fry), wyczerpania psychicznego, obniżonej efektywności pracy. Mimo wielu korzyści wpływ AI na kondycję psychiczną i poznawczą może być negatywny. Wtedy korygowanie błędów AI może nie być skuteczne, a mgła mózgowa zaciemni rzeczywistość.

No cóż, podobne są skutki poczynań naturalnej inteligencji w naszej domenie akademickiej, które prowadziły nieraz do wypalenia mózgowego/zawodowego, zanim stworzono AI. Negatywny wpływ patologicznego systemu na efekty naukowe i edukacyjne jest oczywisty, a naturalna inteligencja nie chce się nawet z nimi zapoznać. Moje „Plagi akademickie” czy „Trąd w pałacu nauki” zostały natomiast poważnie potraktowane przez AI, która przedstawiła swoje refleksje, i to bardzo wartościowe, stąd umieściłem je w cyberprzestrzeni (academia.edu/), aby i naturalna inteligencja mogła się z nimi – i to bez nakładów finansowych – zapoznać. Sama jednak milczy. Nie ma refleksji. Wypalona?!

Izrael wściekły po ogłoszeniu porozumienia USA – Iran. „To katastrofa”

Izrael wściekły po ogłoszeniu porozumienia USA – Iran. „To katastrofa”

16.06.2026 nczas/izrael-wsciekly-po-ogloszeniu-porozumienia-usa-iran-katastrofa

Premier Izraela Benjamin Netanjahu. Foto: print screen X
NCZAS.INFO | Premier Izraela Benjamin Netanjahu / Foto: print screen X

Sytuacja Izraela jest ponura napisał w poniedziałek „Haaretz” po ogłoszeniu wstępnego porozumienia USA – Iran. Według izraelskiego dziennika premier  Benjamin Netanjahu po częściowej stracie wsparcia prezydenta USA Donalda Trumpa, który priorytetowo potraktował ugodę z Iranem, jest w coraz trudniejszym położeniu.

„Haaretz” użył określenia, że choć „ogon po raz kolejny próbował machać psem”, to jednak „to Waszyngton w coraz większym stopniu dyktuje agendę w regionie”.

Potwierdzeniem miałaby być sytuacja z izraelskim nalotem na południowy Bejrut w niedzielę. Zdaniem dziennika zaostrzenie napięć z Libanem, które groziłoby wciągnięciem całego Bliskiego Wschodu w kolejną rundę walk, w zamyśle Netanjahu miało opóźnić zawarcie pokoju. Trump jednak zganił Izraelczyków za nalot, zabronił im kolejnych, wezwał Iran do zaniechania odwetu i wkrótce triumfalnie ogłosił porozumienie z Teheranem.

Zdaniem dziennika porozumienie USA – Iran „wygląda na spektakularną porażkę obecnej kampanii” i nie pozwoli osiągnąć żadnego z celów nakreślonych przez Netanjahu na początku wojny. Wśród nich premier wymieniał upadek władzy ajatollahów, likwidację irańskiego programu nuklearnego i rakietowego oraz koniec wsparcia dla sił antyizraelskich w regionie.

„Haaretz” napisał, że obecne kroki Netanjahu „ponownie pogarszają stosunki z administracją amerykańską”. Jak stwierdził, trudno sobie wyobrazić, aby jakikolwiek kolejny prezydent USA – „prawdopodobnie mniej przyjazny Izraelowi” – poparł izraelskiego premiera w przyszłej wojnie z Iranem. I to „mimo dość prawdopodobnego scenariusza, w którym reżim pewnego dnia postanowi, że jednak chce skonstruować bombę atomową”.

Do tego po eskalacji w Libanie Izrael drugi raz w ciągu tygodnia ogłosił alert w oczekiwaniu na odwet Teheranu. „Nowa rzeczywistość niemal stała się normą” – zauważył „Haaretz” komentując sytuację, w której każdy izraelski nalot na Bejrut grozi atakiem Iranu na Izrael.

Wybory w Izraelu

W tle są październikowe wybory parlamentarne w Izraelu. Netanjahu chciał pokazać elektoratowi swoją sprawczość i, jak zauważył „Haaretz”, dlatego „zaatakował Bejrut, nawet wiedząc, że spotka go za to reprymenda Trumpa”. Po porozumieniu amerykańsko-irańskim premierowi Izraela – zdaniem dziennika – trudno będzie przekonać nawet swoich zwolenników, że jego przywództwo to „inna liga”, jak brzmiało hasło kampanii wyborczej Netanjahu w 2023 r.

Porozumienie USA – Iran

W niedzielę amerykański prezydent i premier Pakistanu Shehbaz Sharif ogłosili zawarcie wstępnego porozumienia pokojowego między USA i Iranem. Trump oświadczył, że nakazał „natychmiastowe” otwarcie cieśniny Ormuz i odstąpienie od amerykańskiej blokady irańskich portów. Do podpisania umowy z Iranem ma dojść w piątek w Szwajcarii.

nczas/trump-oglosil-wstepne-porozumienie-z-iranem-i-otwarcie-ciesniny-ormuzKomentarze izraelskich polityków

Izraelscy politycy z koalicji i opozycji skrytykowali ogłoszone przez prezydenta USA Donalda Trumpa porozumienie z Iranem. Uznali to za katastrofę i zagrożenie dla bezpieczeństwa ich kraju – napisał we wtorek „Washington Post”.

Ugoda ma zakończyć działania wojenne i otworzyć negocjacje dotyczące m.in. cieśniny Ormuz, irańskiego programu nuklearnego oraz zniesienia części sankcji wobec Teheranu.

Jak podał waszyngtoński dziennik w Izraelu reakcje były w większości negatywne. Krytycy określali układ jako „katastrofę”, „złe porozumienie” i umowę, która „rzuca koło ratunkowe morderczemu reżimowi w Teheranie”. Premier Izraela Benjamin Netanjahu unikał otwartej konfrontacji z Trumpem.

– To jego decyzja. On temu przewodzi. Przedstawiłem swoją opinię. Jestem zobowiązany zapewnić, że nie będzie zagrożenia nuklearnego – powiedział dziennikarzom w Jerozolimie. Odnosząc się do relacji z amerykańskim prezydentem stwierdził, że są „partnerami”, choć „czasem patrzą na sprawy mniej zgodnie”.

Według ministra bezpieczeństwa narodowego Izraela Itamara Ben Gwira „porozumienie Trumpa nas nie wiąże”, a Izrael jest „niepodległym i suwerennym państwem”.

Równie krytyczny był szef resortu finansów Becalel Smotricz, który zażądał utrzymania pełnej swobody działania armii przeciwko Hezbollahowi. – Porozumienie z Iranem jest złe dla Izraela i całego wolnego świata – skomentował.

Z kolei minister obrony Israel Kac zapowiedział, że izraelskie wojska pozostaną „bezterminowo” w Libanie i Strefie Gazy w ramach nowej doktryny bezpieczeństwa.

Sprzeciwiamy się wycofaniu IDF z Libanu mimo wszelkich obecnych i przyszłych nacisków – podkreślił. Wyjaśnił, że stanowisko to zostało przekazane Trumpowi i sekretarzowi obrony USA Pete’owi Hegsethowi.

Wiceprezydent USA J.D. Vance przyznał, że Waszyngton był „bardzo zaniepokojony” możliwością irańskiego odwetu po izraelskich atakach na Bejrut. Sam Trump miał w ostrych słowach domagać się od Izraela zaprzestania uderzeń na Hezbollah.

Szczególnie ostre reakcje pojawiły się wśród prawicowych komentatorów związanych z premierem. Prezenter telewizyjny Yinon Magal nazwał Trumpa „przegranym”, a jego współpracowników oskarżył o zdradę interesów Izraela. Inny wpływowy komentator Amit Segal przywołał słowa przypisywane Henry’emu Kissingerowi: „Być wrogiem Ameryki może być niebezpieczne, ale być jej przyjacielem jest śmiercionośne”.

Fakty dokonane i przyszłe

Fakty dokonane i przyszłe

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  16 czerwca 2026 michalkiewicz

Kiedy ten artykuł ukaże się w druku, będzie już po spotkaniu Kapituły Orderu Orła Białego, który pan prezydent Karol Nawrocki chce odebrać ukraińskiemu prezydentowi Wołodymirowi Zełeńskiemu po jego decyzji o nadaniu jednemu z oddziałów niezwyciężonej ukraińskiej armii imienia Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Strona ukraińska twierdzi, że nic się nie stało, bo przecież UPA „walczyła z Sowietami”, więc wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nie do końca jest to prawda, bo UPA powstała z ukraińskich formacji policyjnych w służbie niemieckiej. Kiedy szala wojny przechyliła się na niekorzyść Niemiec, te formacje, wykonując rozkaz OUN, zdezerterowały i w ten sposób powstała UPA.

Z Sowietami walczyć jeszcze nie bardzo mogła, bo Ukraina pozostawała nadal pod panowaniem niemieckim – ale mogła osiągnąć cel polityczny, który w tych warunkach był jeszcze możliwy do osiągnięcia siłami UPA, to znaczy – eksterminować mieszkającą na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ludność polską, by przyszłe państwo ukraińskie – wszystko jedno, czy pod panowaniem niemieckim, czy sowieckim – było etnicznie jednolite.

Przybrało to postać zorganizowanego ludobójstwa, wskutek którego co najmniej 100 tysięcy, a może nawet – jak twierdził ukraiński prezydent Krawczuk – 500 tysięcy – tamtejszych Polaków zostało bestialsko zamordowanych – a okrucieństwo to zaskakiwało nawet Niemców, którzy przecież niejedno widzieli i niejednego się dopuszczali. Nawet i teraz pan red. Mazurek nie szczędzi gorzkich słów krytyki panu Pawłowi Kowalowi, którego były premier Leszek Miller bez ceregieli nazywa „najbardziej banderowskim” spośród aktualnych polskojęzycznych polityków.

Pan red. Mazurek wytyka panu Pawłowi Kowalowi, że m.in. podczas ekshumacji, na którą strona ukraińska łaskawie pozwoliła, nie dopuścił dziennikarzy ze względu na to, że w masowych dołach w większości znajdowały się szczątki kobiet i dzieci, a niektóre z tych dzieci – co można było podczas ekshumacji stwierdzić – miały powbijane w głowy gwoździe. Pan Paweł Kowal uważał, ze gdyby polscy dziennikarze opisali to, co zobaczyli, to wywołałoby to niepotrzebne komentarze, więc na wszelki wypadek ich tam nie dopuścił, pod pretekstem, że w pierwszej kolejności oględzinami powinna zająć się prokuratura, a wtedy byłaby szansa, że te nieprzyjemne widoki zostaną przed polską opinią publiczną zatajone pod pretekstem „ochrony tajemnicy śledztwa”. Mniejsza jednak o pana Pawła Kowala, bo trawestując słynne twierdzenie księdza Benedykta Chmielowskiego o koniu – Paweł Kowal – jaki jest – każdy widzi – bo w przypadku „rzezi wołyńskiej” również dowództwo Armii Krajowej oraz Delegatura Rządu w Warszawie, zachowały się fatalnie – o czym w swoich pamiętnikach wspomina Adam hr. Ronikier – w tym czasie – prezes Rady Głównej Opiekuńczej – jednej z dwóch polskich organizacji (drugą był Polski Czerwony Krzyż) jakie oficjalnie działały w Generalnym Gubernatorstwie. Oddajmy mu głos.

W tym czasie (czerwiec 1943 r. – SM) sprawa Wołynia zaczęła przybierać wprost tragiczne kształty. Gwałty i morderstwa dokonywane na Polakach przez zamieszkałych tam Ukraińców, nie tylko nie ustawały, ale z każdym dniem przybierały na sile i barbarzyńskich formach. (…) Tak topniał stan posiadania polskiego w tej odwiecznie do Polski należącej ziemi, a panowie z Delegatury, nie pozwoliwszy nam na organizowanie obrony, nie raczyli myśleć o tym, że złemu trzeba było przynajmniej próbować zaradzić, a nie zostawiać bez żadnej pomocy te rzesze polskie na Kresach. Przecież przykład, który miał miejsce w Równem, gdzie dwaj nasi delegaci, uzyskawszy od Kreishauptmanna broń, rozdali ją Wołyniakom, którzy dzięki temu nie tylko potrafili Ukraińców wziąć w ryzy – ale naokoło Równego kraj cały doprowadzić do ładu i porządku – przeczy kategorycznie tym naszym mędrkom, którzy teraz powiadają, że i tak nic by się nie dało zrobić, bo władze niemieckie by nie pomogły. Trzeba było działać, a nie przyglądać się suchym okiem dziełu zniszczenia, odpychającemu granice Polski na zachód, a torującemu Ukraińcom drogę do realizowania idei ich krwawych prowodyrów, stwarzających realnie fakty dokonane, utwierdzające stan ich posiadania na ziemiach, z których Polaków wygnali.

Z perspektywy czasu widzimy tedy, że „fakty dokonane” niechby nawet w postaci ludobójstwa, na dłuższą metę się opłacają – bo przecież dzisiaj nie ma w Polsce żadnej siły politycznej, która wysuwałaby wobec Ukrainy jakieś terytorialne roszczenia co do Wołynia, czy Małopolski Wschodniej. Czy nie dlatego właśnie bezcenny Izrael, na oczach całego świata, sterroryzowanego groźbą oskarżenia o „antysemityzm”, stwarza podobne „fakty dokonane” w Strefie Gazy i w Libanie?

Wróćmy jednak do inicjatywy pana prezydenta Nawrockiego, który zgłosił zamiar… i tak dalej. Okazuje się, że sprawa wcale nie jest taka prosta, a to z uwagi na konstytucję, której jednym z „ojców” jest zadowolony ze swego rozumu Aleksander Kwaśniewski. Pomijam już drobiazg, że na podstawie przepisów tej konstytucji niepodobna odpowiedzieć na ważne i – zdawać by się mogło – proste pytanie: kto dowodzi wojskiem – o czym pisałem we wznowionej po 25 latach przez wydawnictwo Capital książce „Choroba czerwonych oczu” – to okazuje się, że pan prezydent Nawrocki może nie móc w tej sprawie kiwnąć palcem bez pozwolenia obywatela Tuska Donalda.

Rzecz w tym, że zgodnie z art. 144 konstytucji akty urzędowe Prezydenta wymagają dla swojej ważności podpisu prezesa Rady Ministrów, który przez podpisanie aktu ponosi odpowiedzialność przed Sejmem. Nazywa się to „kontrasygnatą”. Ale ust. 3 tego artykułu wylicza enumeratywnie przypadki, kiedy akt urzędowy prezydenta takiej kontrasygnaty nie wymaga, między innymi w punkcie 16 – przy nadawaniu orderów i odznaczeń. I tu właśnie pokazuje się w całej rozciągłości mądrość naszych absolwentów Kolegium Tumanum, którzy najwyraźniej nie słyszeli o zasadzie prawa rzymskiego: cuius est condere, eius est tolere – co się wykłada, że kto ustanowił, ten może znieść. Okazuje się bowiem, że nadanie orderu wprawdzie nie wymaga kontrasygnaty premiera – ale już jego odebranie – jak najbardziej. Znając dyspozycyjność obywatela Tuska Donalda wobec Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, która nakazała mu ślepe posłuszeństwo wobec prezydenta – ale Zełeńskiego – obawiam się, że on tej kontrasygnaty nie złoży i w ten sposób pokaże całej Europie, że Polsce można – jak powiedziałaby pani Krystyna Janda – „srać na głowę” bez żadnych negatywnych konsekwencji – nawet w sferze symbolicznej. Dobrze przynajmniej, gdyby polska opinia publiczna dowiedziała się, komu ma zawdzięczać tę sytuację – zadowolonemu ze swego rozumu Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, którego m.in. z tego powodu uważam za prawdziwe nieszczęście dla Polski. Wygląda bowiem na to, że jedyną rzeczą, na którą – nawet w sferze symbolicznej Polska może się zdobyć – jest odpięcie przez Kukuńka guziczka w barwach ukraińskiej flagi z przyrośniętej do ciała koszuli. Myśl jednak, że prezydentowi Zełeńskiemu z powodu tego gestu Kukuńka nie pęknie serce, nawet gdyby odpiął on sobie stosowny guziczek od rozporka.

A dlaczego? A dlatego, że – w odróżnieniu od naszych Umiłowanych Przywódców, co to wysilają władze umysłowe, komu by się tu podłożyć, a od prawdziwej polityki uciekają w sferę pozorów, ukraiński prezydent prowadzi politykę realną. Co prawda wkręcił Ukrainę w maszynkę do mięsa – ale potrafił z tego uczynić, jeśli nie dla swojego państwa i narodu, to przynajmniej – dla oligarchów, którzy na Ukrainie decydują, kto będzie prezydentem tego państwa – niewysychające źródło dochodu. Uzasadnienie jest proste – skoro już wkręciliście nas w maszynkę do mięsa, to przynajmniej nas futrujcie finansowo i w każdy inny sposób. Tu muszę odwołać się do opinii mojego Honorable Correspondanta, który w takich sprawach ma doświadczenie znacznie większe od mojego. Powiada on, że w czasach pokojowych, żeby się nakraść, to trzeba się napracować: wymyślić jakąś fikcyjną transakcję, obudować ją dokumentami – a i tak nie ma pewności, czy jakaś Schwein wszystkiego nie wychlapie i koniec marzeń. A tu wybucha wojna; forsa bez żadnej kontroli płynie ponad granicami, podobnie, jak dostawy broni i amunicji, którą można potem reeksportować niechby i do Rosji – bo któż w trakcie wojny będzie dezawuował Naszą Najukochańszą Duszeńkę, która walczy do ostatniego Ukraińca nie tylko „za Europę”, ale i za cały świat?

Takich Schweinhundów na szczęście nie ma. W tej sytuacji, jeśli ktoś ma – dajmy na to – do przekazania 50 mld dolarów, to powiada do Duszeńki: mam dla ciebie 50 mld dolarów – ale 30 procent dla mnie. Wchodzisz, czy pękasz? Jeśli Duszeńka nie pęka, to wszystko załatwia się od ręki. Ale Duszeńka też nie w ciemię bity – i w kapowniku pozapisywał sobie, kto ile wziął i gdzie schował. I kiedy amerykańskie źródło zaczęło wysychać, zaczął demonstrować wobec sojuszników drobniejszego płazu coraz bardziej radykalną postawę roszczeniową, wspartą groźbą – BO POWIEM! Dla demokratycznych Zasrancen taka groźba brzmi poważnie, więc Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje mało jaja nie zniosła, żeby tylko zatkać Duszeńce gębę. Najpierw wykombinowała sobie, że przekaże mu zamrożone na Zachodzie ruskie aktywa. Warto przypomnieć, co to za „aktywa”. Otóż są to obligacje wystawione Rosji przez państwa europejskie na poczet należności za ropę, gaz i tak dalej. Ale żeby te obligacje zamienić na gotówkę – a Duszeńkę przede wszystkim to interesowało – to najpierw ktoś musi je wykupić. A kto? Ano – ten, kto je rządowi rosyjskiemu wystawił. Toteż nic dziwnego, że w tej sytuacji, obok „koalicji chętnych” natychmiast uformowała się „koalicja niechętnych” i misterny plan się skawalił.

W tej sytuacji Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje wykombinowała „pożyczkę” dla Duszeńki w wysokości 90 mld euro. Niech jednak ta konstrukcja nas nie zwiedzie, bo kto ma tę „pożyczkę” spłacić? Reichsfuhrerin wykombinowała sobie, że spłaci ją … Rosja – w ramach reparacji wojennych dla Ukrainy. Kto chce, niech w te brednie wierzy – bo to nawet gorzej, niż dzielenie skóry na niedźwiedziu. Ale jak tylko udało się obalić na Węgrzech Orbana, forsa popłynęła, wskutek czego Duszeńka musi teraz kontynuować wojnę – aż do następnej transzy, którą „Europa” będzie musiała jakoś obmyślić – bo inaczej Duszeńka „powie”.

Ale to tylko jedna płaszczyzna znakomitych stosunków – bo w tle majaczy coś znacznie gorszego. Oto w marcu 2023 roku amerykański prezydent Józio Biden, w nagrodę za dobre sprawowanie, to znaczy – za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją, pozwolił niemieckiemu kanclerzowi Scholzowi, by Niemcy urządzały sobie Europę po swojemu. Reichsfuhrerin od razu wystąpiła z inicjatywą nowelizacji traktatu lizbońskiego, idącej po linii wytyczonej przez Adolfa Hitlera, według którego „małe państwa” nie mają w Europie racji bytu, bo tylko Niemcy potrafią Europę prawidłowo zorganizować. Parlament Europejski tę nowelizację już „rekomendował”, więc czekamy na finał. Ale w tak zwanym „międzyczasie” zaostrzyły się stosunki na odcinku „euroatlantyckim”, dzięki czemu wyjaśniło się, że tamto pozwolenie prezydenta Józia Bidena – w odróżnieniu od wielu innych – cały czas obowiązuje. Tedy w ramach umacniania IV Rzeszy, Niemcy w kwietniu 2026 roku podniosły swoje stosunki z Ukrainą do rangi „strategicznego, partnerstwa”. Uskrzydlony tym prezydent Zełeński doszedł do wniosku, że nie musi już się do żadnej Polski umizgiwać, przeciwnie – że może zacząć srać jej na głowę – a ona i tak zrobi wszystko, co będzie musiała – jeśli otrzyma taki rozkaz.

W dodatku, zgodnie z jawnymi przecież niemieckimi planami – w roku 2039 najsilniejszą armią w Europie będzie Bundeswehra. Z kolei, jeśli nawet wojna Ukrainy z Rosją przekształci się w konflikt zamrożony – co jest chyba najbardziej prawdopodobne – to Ukraina będzie dysponowała drugą co do wielkości armią w Europie – co najmniej 600-tysięczną, a być może nawet 800-tysięczną i to uzbrojoną po zęby – między innymi przez nasz nieszczęśliwy kraj. Właśnie wicepremier Kosiniak Kamysz i pan minister Domański podpisali byli pożyczkę SAFE.

Pani Magdalena Sobkowiak-Czarnecka twierdzi wprawdzie, że „ani złotówka” z tego na Ukrainę nie pójdzie – ale obywatel Tusk Donald z kolei twierdzi, że jest już z prezydentem Zełeńskim „dogadany” co do partycypacji Ukrainy na tym odcinku. Komu w tej sytuacji wierzyć? Chyba jednak Donaldu Tusku, bo pani Sobkowiak z nikim „dogadana” przecież nie jest, nawet co do tego, czy dajmy na to jutro będzie jeszcze pełnomocnikiem do spraw SAFE, czy jej miejsce zajmie, dajmy na to – pan Paweł Kowal?

W rezultacie w ciągu najbliższych kilku lat nasz nieszczęśliwy kraj znajdzie się w obcęgach – z jednej strony niemieckich, a z drugiej – ukraińskich – a w dodatku w Polsce będziemy mieli prawie 2 mln Ukraińców, których sprawny wywiad będzie mógł w razie jakichś dąsów mniej wartościowego narodu tubylczego poderwać do „wołynki”. No to dlaczego prezydent Zełeński ma się na nas oglądać, kiedy i my wiemy i on wie, że Polska może być zdolna wyłącznie do jakichś działań symbolicznych, żeby nie powiedzieć – pozornych, a i to – ewentualnie – podczas gdy on – co niestety widać – prowadzi politykę realną?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Cieśnina Ormuz otwarta dla irańskiego biznesu… Ropa płynie, a Iran zarabia

sonar21.com/the-straight-of-hormuz-is-open-for-iranian-business-oil-is-moving-and-iran-is-getting-paid

Cieśnina Ormuz otwarta dla irańskiego biznesu… Ropa płynie, a Iran zarabia

16 czerwca 2026, autor: Larry C. Johnson

Ruch statków o godzinie 22:55 15 czerwca 2026 r.

Trzeba przyznać Donaldowi Trumpowi jedno… Dotrzymał słowa i zniósł blokadę irańskich statków nałożoną przez USA, a Iran działa z tankowcami wpływającymi i wypływającymi z Zatoki Perskiej przez Cieśninę Ormuz. Powyższe zdjęcie przedstawia statki – oznaczone na czerwono i zielono – poruszające się o godzinie 22:55 czasu wschodniego, 15 czerwca 2026 roku.

Nie oznacza to, że memorandum o porozumieniu z Iranem, które ma zostać podpisane w piątek w Genewie, będzie ważne, ale jest krokiem w kierunku deeskalacji. Powinniśmy więc zadać sobie pytanie, dlaczego Donald Trump mrugnął i przyjął propozycję Iranu złożoną już w kwietniu?

Myślę, że powodów jest kilka, ale głównym jest to, że USA kończy się ropa, co oznacza, że ​​Trump nie będzie mógł sztucznie zaniżać cen benzyny. Amerykańskie strategiczne rezerwy ropy spadły do ​​najniższego poziomu od 1983 roku, donosi CNN. Spadek ten następuje w związku z ciągłymi redukcjami mającymi na celu złagodzenie skutków konfliktu z Iranem. Rezerwy spadły do ​​340,3 mln baryłek, ostatnio notowanych za administracji Reagana, która wciąż gromadziła zapasy. Dzienne zużycie w USA wyniesie od 20 do 21 mln baryłek w 2026 roku, co oznacza, że ​​rezerwy wystarczą na 17 dni, czyli do 1 lipca.

Donald Trump może i ma problemy psychiczne, ale wciąż jest na tyle inteligentny, by zrozumieć, że niedobór ropy i rosnące ceny benzyny w lipcu są politycznie nie do utrzymania.

Kolejnym czynnikiem jest to, że amerykańskie instalacje i samoloty w Zatoce Perskiej zostały w zeszłym tygodniu dotkliwie zniszczone. Amerykańskie ataki na irańskie instalacje w Cieśninie Ormuz w dniach 9 i 10 czerwca wywołały gwałtowną reakcję Iranu, która uderzyła w cele w Iraku (bazy CIA wspierające Kurdów), Kuwejcie (baza lotnicza Ali Al Salem, Camp Buehring w północno-wschodnim Kuwejcie, a także prowizoryczne centrum operacyjne w pobliżu cywilnego portu Shuaiba), w bazie lotniczej Prince Saud w pobliżu Rijadu w Arabii Saudyjskiej oraz w bazie lotniczej Mowaffaq Al Salti w Jordanii. Ataki były druzgocące i podobno wykorzystano w nich nowe chińskie pociski dostarczone Iranowi.

Dochodzi do tego presja ze strony Arabów z Zatoki Perskiej, aby zaprzestać ataków na Iran. Iran, wspierany przez Chiny, Rosję i Pakistan, prowadził intensywne działania dyplomatyczne z Arabią Saudyjską, Katarem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi (ZEA).

ZEA, będące solą w oku Iranu i Arabii Saudyjskiej i identyfikowane jako sojusznik Izraela, wysłały 9 czerwca delegację do Iranu. Agencja Reuters poinformowała, że ​​ZEA zgodziły się przekazać Iranowi miliardy dolarów – dwa źródła regionalne podały kwotę 10 miliardów dolarów (w tym ponad 3 miliardy dolarów już przekazane), a dwa inne źródła podały kwotę 20 miliardów dolarów, przy czym środki te zostały uzgodnione w zamian za zaprzestanie ataków Iranu na ZEA. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ZEA kategorycznie zaprzeczyło jednak tym doniesieniom, stwierdzając, że informacje są „całkowicie fałszywe i bezpodstawne” oraz że żadne zamrożone irańskie fundusze nie zostały przekazane, uwolnione ani udostępnione za pośrednictwem ZEA. Niewątpliwym jest fakt, że ZEA wysłały delegację wysokiego szczebla, aby rozmawiać z rządem Iranu.

Delegacja wysokiego szczebla z Kataru przybyła do Teheranu w środę, 10 czerwca, aby przeprowadzić rozmowy na temat stosunków dwustronnych, rozwoju regionalnego i wysiłków dyplomatycznych mających na celu zakończenie konfliktu między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Delegacja przybyła w południe, a wizyta nastąpiła po tym, jak Trump oskarżył Iran o zwlekanie i powiedział, że Teheran musi teraz „ponieść cenę”. Agencja AFP, powołując się na dobrze poinformowanego dyplomatę, poinformowała, że ​​katarski zespół negocjacyjny udał się do Teheranu po konsultacjach z amerykańskimi urzędnikami, aby pomóc w załagodzeniu pozostałych różnic między obiema stronami.

Wysoko postawione pakistańskie źródło z dostępem do informacji o roli Pakistanu w mediacji w rozmowach między USA a Iranem poinformowało, że Pakistan, wspierany przez Chiny i Rosję, czyni postępy w rozmowach z Saudyjczykami i Katarczykami w sprawie zaprzestania goszczenia amerykańskich baz wojskowych w ich krajach. Rozmowy te zbiegły się w czasie z odmową przez Arabię ​​Saudyjską dostępu USA do przestrzeni powietrznej w celu atakowania celów irańskich w ramach Projektu Wolność.

Czy umowa zostanie podpisana w piątek? Pozostaję sceptyczny z powodu ogromnej reakcji syjonistów na Donalda Trumpa ze strony rozgniewanych izraelskich urzędników i amerykańskich polityków zobowiązanych wobec AIPAC. Jednak w chwili pisania tego tekstu w poniedziałek wieczorem umowa wydaje się nienaruszona.

Dlaczego Donald Trump nie opublikował tekstu porozumienia? Dwa możliwe wyjaśnienia (i jestem ciekaw, które z nich uważasz za najbardziej prawdopodobne): 

1) Nadal istnieją obszary rozbieżności między Iranem a Stanami Zjednoczonymi i wciąż próbują one wypracować kompromis, 

2) Trump nie chce ujawniać szczegółów z wyprzedzeniem, obawiając się, że reakcja syjonistów może zniweczyć piątkową ceremonię podpisania umowy w Genewie. 

Dyplomatyczny rollercoaster działa pełną parą… Będzie burzliwie do piątku. [którego?? md]

Dowódca niemieckich sił powietrznych grozi Kaliningradowi i Sankt Petersburgowi masowymi nalotami

Thomas Röper anti-spiegel.ru/der-chef-der-deutschen-luftwaffe-droht-kaliningrad-und-petersburg-mit-massiven-luftangriffen

„Walcz dziś w nocy”

Dowódca niemieckich sił powietrznych grozi Kaliningradowi i Sankt Petersburgowi masowymi nalotami

Retoryka wojenna ze strony Niemiec nasila się. Teraz dowódca niemieckich sił powietrznych zagroził Kaliningradowi i Sankt Petersburgowi masowymi nalotami w wywiadzie dla brytyjskich mediów. W Rosji takie groźby, zwłaszcza ze strony Niemiec, przywołują wspomnienia najciemniejszych dni w historii Niemiec.

Anti-Spiegel 15 czerwiec  2026

Wybitni niemieccy oficerowie coraz częściej uciekają się do otwartej retoryki wojennej przeciwko Rosji. Najnowszym przykładem jest Holger Neumann, dowódca niemieckich sił powietrznych, który w wywiadzie dla brytyjskiej gazety „The Telegraph” oświadczył, że w przypadku rosyjskiego ataku na terytorium NATO Niemcy będą bronić „każdego centymetra” terytorium sojuszu. Co więcej, niemieckie siły powietrzne przeprowadzą niszczycielskie naloty na Rosję, kontynuował Neumann, dodając, że w takim przypadku całe niemieckie siły powietrzne zostaną przerzucone na front wschodni.

…The Telegraph donosi między innymi o atakach na Rosję:

„Generał porucznik Neumann powiedział, że Półwysep Kolski w północno-zachodniej Rosji, Kaliningrad i Morze Czarne odczują gniew NATO, jeśli sojusz poczuje się zmuszony do obrony. (…) Generał porucznik Neumann miał na myśli w szczególności Kaliningrad, strategicznie ważną rosyjską eksklawę otoczoną przez państwa członkowskie NATO; Sankt Petersburg, gdzie znajdują się ważne bazy morskie; Półwysep Kolski, gdzie Moskwa posiada broń jądrową; oraz Morze Czarne, gdzie znajduje się cenna Flota Czarnomorska”.

Wywiad został przeprowadzony w tonie wojennym, a sformułowanie „Walczmy dziś w nocy” zostało ponownie użyte, odnosząc się do natychmiastowej wojny z Rosją. Na przykład Neumann powiedział w wywiadzie dla „The Telegraph”:

„Walczmy dziś wieczorem oznacza, że ​​jeśli ktoś zadzwoni do mnie teraz i powie: »Mamy taką sytuację«, musimy być gotowi natychmiast – i jesteśmy gotowi”.

Reakcje w Rosji

Rosja zareagowała zszokowana na te otwarte groźby wojny ze strony jednego z najwyższych rangą żołnierzy niemieckich. Widzę to, ponieważ skontaktowało się ze mną dziś wiele mediów, aby skomentować te oświadczenia. Oświadczenie to dominuje w rosyjskich mediach, a ja otrzymałem tak wiele próśb, że musiałem odmówić niektórym nadawcom.

W Rosji II wojna światowa jest nadal bardzo obecna w pamięci publicznej, a Rosjanie nie zapomnieli, że niemiecki atak na Rosję kosztował życie 27 milionów obywateli radzieckich. Fakt, że Niemcy, spośród wszystkich krajów, wysunęły się na czoło państw antyrosyjskich w Europie, najpierw za rządów Scholza/Baerbock, a teraz za Merza/Wadephula, a teraz z Niemiec wychodzi skrajna retoryka wojenna, szokuje i wywołuje gniew Rosjan.

W Rosji nieustannie krąży hasło „niemiecki rewanżyzm”, sugerujące, że niemiecki rząd najwyraźniej chce spróbować ponownie i zrekompensować porażkę w II wojnie światowej. Podczas moich wystąpień w rosyjskich mediach zawsze staram się deeskalować sytuację, ale ciągłe, podżegające do wojny wypowiedzi czołowych niemieckich polityków, mediów, a nawet oficerów, coraz bardziej to utrudniają.

Przykładów jest po prostu zbyt wiele: Merz twierdzący, że nie boi się wojny nuklearnej, Kieswetter domagający się zbombardowania Moskwy, Wadephul otwarcie stwierdzający, że Rosja zawsze będzie „naszym wrogiem”, a teraz szef niemieckich sił powietrznych otwarcie grożący zbombardowaniem rosyjskich miast.

Wszystko to jest uważnie obserwowane w Rosji.

W podcaście wideo politolog i doradca prezydenta Rosji Siergiej Karaganow po raz kolejny ostrzegł, że odstraszanie nuklearne najwyraźniej straciło na skuteczności wśród europejskich elit. Rosja może zatem wkrótce zostać zmuszona do wzmocnienia odstraszania nuklearnego poprzez ograniczone użycie broni jądrowej przeciwko państwu europejskiemu.

Powodem oświadczenia Karaganowa jest fakt, że kraje europejskie są już otwarcie nastawione przeciwko Rosji, ponieważ pozwalają ukraińskim firmom produkować drony do przeprowadzania ataków dalekiego zasięgu na Rosję w Europie, a Polska, państwa bałtyckie i Finlandia udostępniają swoją przestrzeń powietrzną do tych ataków.

Ponieważ ataki te wyrządzają obecnie bolesne szkody w Rosji, wkrótce może dojść do punktu, w którym Rosja będzie zmuszona podjąć działania w postaci ataku na ukraińskie zakłady produkcyjne, punkty przeładunku broni dla Ukrainy w Europie oraz państwa udostępniające swoją przestrzeń powietrzną na potrzeby ataków na Rosję.

Według Karaganowa ataki takie mogłyby początkowo mieć charakter konwencjonalny, jako „strzały ostrzegawcze”. W przypadku kontrataku Rosja mogłaby także przeprowadzić atak nuklearny na poszczególne państwa europejskie, przy czym głównym celem będą Niemcy, Rumunia i Polska. Powtórzył swoje często powtarzane ostrzeżenie, że jeśli Niemcy choćby spróbują zdobyć broń nuklearną, zostaną „zmiecione z powierzchni ziemi”.

Karaganow – w przeciwieństwie do Merza, Wadephula czy generała porucznika Neumanna, którzy zwracają na siebie uwagę w Niemczech swoją wojenną retoryką – nie piastuje żadnego oficjalnego urzędu. Jednak jego głos zyskuje coraz większą wagę w rosyjskich kręgach eksperckich, ponieważ jego ostrzeżenia, że ​​Europejczycy w końcu staną się walczącymi stronami, jeśli nie otrzymają jasnego ostrzeżenia na czas, spełniły się.

Reakcje w Niemczech

Byłem zdumiony, jak wiele niemieckich mediów cytowało obszernie szefa niemieckich sił powietrznych. Rok czy dwa lata temu byłoby to nie do pomyślenia. Już wtedy padały tak wojownicze oświadczenia, głównie ze strony czołowych polityków i wojskowych z innych krajów europejskich, ale niemieckie media wcześniej ukrywały je przed odbiorcami. Najwyraźniej sytuacja się odwróciła i niemieckie media zdają się wierzyć, że niemiecka opinia publiczna jest teraz gotowa na otwarte groźby wojny z Rosją.

Na przykład gazeta „Die Welt” napisała:

„Jeśli wybuchnie wojna z Rosją, całe niemieckie siły powietrzne mają zostać rozmieszczone na wschodniej flance NATO – czego wcześniej nie chciały ani nie były w stanie zrobić. »W przeszłości wysyłaliśmy na przykład kontyngenty Eurofighterów na wschodnią flankę NATO, takie jak eskadra szybkiego reagowania (QRA) lub jednostka Patriot« – powiedział generał broni Neumann. „Ale nigdy wcześniej nie robiliśmy tego na masową skalę, co oznacza całe operacyjne siły powietrzne – i to jest zadanie na nadchodzące tygodnie i miesiące”.

Generał porucznik Neumann otwarcie stwierdza, że ​​rozmieszczenie „całych operacyjnych sił powietrznych” na granicach Rosji jest „zadaniem na nadchodzące tygodnie i miesiące”. Co ma na myśli? Czy ma to być ćwiczenie? A może siły powietrzne zostaną w całości rozmieszczone na granicy Rosji już wkrótce? A jeśli tak, to dlaczego?

Magazyn Focus poszedł jeszcze dalej, pisząc w swoim artykule o wypowiedziach Neumanna:

„Nowe zdjęcia satelitarne, transmitowane przez duńską stację telewizyjną, pokazują rosyjską remilitaryzację wzdłuż granicy z NATO. Wojskowi i wywiadowczy ostrzegają przed niebezpieczną szansą w nadchodzących latach – zwłaszcza w regionie Morza Bałtyckiego. Szefowie wywiadu, wysocy rangą oficerowie NATO i personel wojskowy z kilku krajów nordyckich, w tym Szwecji, Norwegii, Finlandii i Danii, poparli tę ocenę, potwierdzając tym samym zdjęcia satelitarne. Po zakończeniu walk na Ukrainie Rosja planuje rozmieścić w pobliżu granicy łącznie około 115 000 żołnierzy – zdecydowaną większość z nich będą stanowić jednostki bojowe, jak twierdzi były fiński oficer wywiadu Marko Eklund”.

To, co pisze Focus, wprowadza czytelników w błąd, ponieważ Rosja oczywiście rozmieszcza żołnierzy na granicy z Finlandią. Powodem jest przystąpienie Finlandii do NATO, ponieważ później wojska NATO zaczęły być wysyłane do Finlandii, a jednostki fińskie zostały rozmieszczone na granicy z Rosją, która również jest zabezpieczana militarnie. Rosja musi oczywiście zareagować, zwłaszcza że Finlandia przygotowuje obecnie grunt pod rozmieszczenie broni jądrowej w swoim kraju.

Magazyn Focus ukrywa przed czytelnikami fakt, że wcześniej na granicy fińsko-rosyjskiej nie stacjonowali rosyjscy żołnierze. Ich rozmieszczenie jest logiczną reakcją Rosji na przystąpienie Finlandii do NATO. W Petersburgu, gdzie mieszkam, jest to oczywiste; każdy, kto podróżuje na północ od miasta, widzi, jak sprowadzany jest sprzęt wojskowy i reaktywowane są bazy wojskowe opuszczone lata temu.

To nigdy by się nie wydarzyło bez członkostwa Finlandii w NATO. Ale Focus oczywiście pomija ten „nieistotny szczegół” przed swoimi czytelnikami.

Antyniemiecki generał broni Neumann

W „The Telegraph” znalazłem wypowiedź Neumanna, którą uznałem za naprawdę niezwykłą, ponieważ w suwerennym kraju dowódca sił powietrznych, który powiedziałby coś takiego, prawdopodobnie zostałby oskarżony o zdradę. Ale Niemcy nie są suwerennym krajem; są państwem wasalnym USA i UE, na rzecz którego Niemcy scedowały niemal wszystkie swoje ważne prawa suwerenne. Według „The Telegraph” Neumann powiedział:

„Jestem wielkim zwolennikiem NATO i sojuszu transatlantyckiego. Nie podoba mi się idea europejskiej autonomii. Chcę być silnym europejskim pomocnikiem i partnerem, który wypełnia swoją rolę w sojuszu, dlatego powinniśmy sami rozwijać zdolności o znaczeniu krytycznym”.

Dla Państwa informacji:

Autonomia oznacza, że ​​ktoś nie jest wolny, a jedynie posiada określone prawa. Dotyczy to na przykład regionów autonomicznych w obrębie państw, które mogą podejmować kilka decyzji regionalnych, ale poza tym są częścią państwa. Suwerenność oznacza, że ​​jednostka jest prawdziwie wolna w swoich decyzjach. Suwerenność jest zatem większym stopniem autonomii.

Jednak niemiecki generał broni Neumann nie jest nawet zwolennikiem autonomii Europy, a nawet Niemiec względem USA; to właśnie zasugerował. Nie wspomina nawet o suwerenności. Neumannowi podoba się fakt, że Niemcy i Europa są wasalami USA.

Nie jest to zaskakujące, ponieważ jako generał przez całą swoją karierę służył w niemieckich siłach zbrojnych, a tam żołnierze praktycznie rodzą się z transatlantycką orientacją, czyli wasalami wobec USA.

Ale jak kraj taki jak Niemcy ma się bronić przed czymkolwiek, skoro pod względem militarnym jest jedynie wasalem, czyli odbiorcą rozkazów innego państwa? A przede wszystkim, czego ma bronić kraj taki jak Niemcy, skoro nie jest suwerenny, czyli nie realizuje własnych interesów, lecz służy interesom swojego pana?

To ilustruje problem, przed którym stoi Europa: przyczyną wojny na Ukrainie było dążenie transatlantyków do wciągnięcia Ukrainy do NATO, a tym samym do wojskowej strefy wpływów USA. Rosja postrzega to jako zagrożenie egzystencjalne i, po niepowodzeniu wszelkich prób negocjacji, zareagowała militarnie.

A jako rozwiązanie tej sytuacji transatlantycy i oficerowie NATO, tacy jak Neumann, zalecają zwiększenie presji na Rosję i groźby militarne. Może to doprowadzić jedynie do wojny, ponieważ jedyną drogą do pokoju jest poważne potraktowanie rosyjskich interesów bezpieczeństwa i pozostawienie Ukrainy jako państwa neutralnego i, w miarę możliwości, zdemilitaryzowanego, pełniącego funkcję strefy buforowej między Rosją a NATO.

Ale nie tego chcą podżegacze wojenni w Europie.

Ukraińska propaganda sukcesu

Andrzej Dołęga: Ukraińska propaganda sukcesu

To być albo nie być ukraińskiego zwycięstwa – słyszymy zewsząd. Władze ukraińskie przed istotnymi spotkaniami (grupa Ramstein, szczyt G7) realizują kampanię medialną mającą przekonać Zachód do sensowności dalszego wspierania wojsk ukraińskich. 

Przekonują, że odnoszą ostatnio ogromne sukcesy militarne i udało im się rzekomo powstrzymać militarne postępy strony rosyjskiej. 

Oficerowie uciekają pierwsi

Tymczasem na froncie, przede wszystkim w Donbasie, sytuacja wojsk ukraińskich robi się coraz bardziej tragiczna. Brak zgody Kijowa i sztabu generalnego na wycofanie się z tych terenów powoduje rosnące straty.

Na naszych oczach powstają ponadto kolejne kotły, w których znalazły się oddziały ukraińskie – brygady 28,, 36., 100. i 156. – w sumie około piętnastu tysięcy żołnierzy. Wszystko to dzieje się w okolicach Konstantinowki, która została już niemal całkowicie opanowana przez Rosjan. Tym samym upadł najbardziej na południe wysunięty punkt oporu aglomeracji kramatorsko-sławiańskiej. Dalej może być tylko gorzej, bo ze wschodu i północnego wschodu rosyjskie wojska zbliżają się do dwóch głównych miast tej aglomeracji. Dowódcy niektórych wspomnianych brygad Sił Zbrojnych Ukrainy – płk Bogdan Kuras czy płk Kiriłł Orljuk – nakazują utrzymywanie pozycji, choć jest to w praktyce niemożliwe i doprowadzić musi do niepotrzebnej śmierci tysięcy żołnierzy.

Już dziś szacuje się, że poziom liczebny owych jednostek wynosi poniżej 20% ich oryginalnego, pierwotnego składu. W miarę postępów armii rosyjskiej zaczynają się samowolne ucieczki części wojsk ukraińskich. W Kramatorsku pierwsi uciekają oficerowie, w tym z punktów dowodzenia 11. i 19. korpusu. Większość z nich twierdzi następnie, że przesuwają się jedynie na strategicznie łatwiejsze do obrony pozycje w sąsiednim obwodzie charkowskim, przede wszystkim w miejscowości Łozowa. 

Ewakuacja bez rzeczy

Ze Sławiańska i Kramatorska kontynuowana jest ewakuacja. Już dwa miesiące temu władze zdecydowały się przenieść stamtąd istotne przedsiębiorstwa. Dziś nie działają już praktycznie żadne zakłady. W opuszczonych budynkach umierają za to pozbawieni wszelkiej pomocy medycznej żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy, często ciężko ranni i odcięci od innych jednostek. Lokalna administracja w tych miastach stanowczo wzywa wszystkich mieszkańców do ich opuszczenia. Warunki ewakuacji są jednak dla wielu ludzi nie do przyjęcia. Zezwala się bowiem im jedynie na zabranie z sobą dwóch walizek lub toreb podróżnych, czyli w praktyce oznacza to pozostawienie większości dobytku. Urzędnicy okłamują ewakuujących się ludzi, opowiadając im, że otrzymają nowe rzeczy, mieszkania i domy na zachodzie Ukrainy. Tymczasem w obwodzie lwowskim, wołyńskim czy chmielnickim, do których trafiają nie czeka na nich nikt, ani nic.

edyną opcją jest próba przebicia się dalej, w tym do Polski czy innych krajów Unii Europejskiej. To właśnie główna przyczyna zakorkowania przez autobusy i samochody osobowe przejść granicznych wiodących do naszego kraju, które obserwujemy od kilku dni. 

Władza za wszelką cenę

Po co to wszystko? Bo opłaca się to Wołodymyrowi Zełenskiemu i jego otoczeniu. Chcą oni utrzymać władzę za wszelką cenę, a zdają sobie sprawę, że zakończenie wojny to ich nieuchronny polityczny koniec, a może także problemy prawne związane z zarzutami korupcyjnymi. Jak ognia boją się zatem wyborów i zmiany władzy. Trwanie w obecnym stanie i ciągłe przekładanie wyborów, choć kadencja prezydencka już dawno minęła, możliwe jest wyłącznie w warunkach wojennych.

Za komfort Zełenskiego i spółki płacą więc nadal życiem tysiące zwykłych ukraińskich żołnierzy.

Andrzej Dołęga