New York Times: Milczenie wobec gwałtów na Palestyńczykach

Nicholas Kristof

Milczenie wobec gwałtów na Palestyńczykach

The New York Times, 11 maja 2026 r.

nytimes/israel-palestinians-sexual-violence

To prosta zasada: niezależnie od naszych poglądów na konflikt na Bliskim Wschodzie, powinniśmy być zdolni zjednoczyć się w potępieniu gwałtu. Zwolennicy Izraela podkreślali to po brutalnych napaściach seksualnych na izraelskie kobiety podczas prowadzonego przez Hamas ataku na Izrael 7 października 2023 roku. Donald Trump, Joe Biden, Benjamin Netanjahu oraz wielu amerykańskich senatorów, w tym Marco Rubio, potępiło tę przemoc seksualną, a Netanjahu słusznie wezwał „wszystkich cywilizowanych przywódców”, by „zabrali głos”.

A jednak w przejmujących rozmowach Palestyńczycy opisywali mi schemat szeroko rozpowszechnionej izraelskiej przemocy seksualnej wobec mężczyzn, kobiet, a nawet dzieci – ze strony żołnierzy, osadników, przesłuchujących funkcjonariuszy agencji bezpieczeństwa wewnętrznego Szin Bet, a przede wszystkim strażników więziennych.

Nie ma dowodów na to, że izraelscy przywódcy wydają rozkazy dokonywania gwałtów. Jednak w ostatnich latach stworzyli aparat bezpieczeństwa, w którym przemoc seksualna stała się – jak ujęto to w raporcie Organizacji Narodów Zjednoczonych z ubiegłego roku – jednym ze „standardowych procedur operacyjnych” Izraela oraz „istotnym elementem złego traktowania Palestyńczyków”. Raport opublikowany w ubiegłym miesiącu przez Euro-Med Human Rights Monitor, genewską organizację rzeczniczą często krytyczną wobec Izraela, stwierdza, że Izrael stosuje „systematyczną przemoc seksualną”, która jest „powszechnie praktykowana jako część zorganizowanej polityki państwowej”.

Jak wygląda taka standardowa procedura operacyjna? Sami al-Sai, 46-letni niezależny dziennikarz, opowiada, że gdy po zatrzymaniu w 2024 roku prowadzono go do celi więziennej, grupa strażników rzuciła go na ziemię.

– Wszyscy mnie bili, a jeden nadepnął mi na głowę i szyję – powiedział. – Ktoś ściągnął mi spodnie. Ściągnęli mi bokserki. Następnie jeden ze strażników wyjął gumową pałkę używaną do bicia więźniów. – Próbowali wcisnąć ją do mojego odbytu, a ja napinałem się, żeby temu zapobiec, ale nie mogłem – powiedział, mówiąc z coraz większym niepokojem. – To było strasznie bolesne. Strażnicy śmiali się z niego – relacjonował.– Potem usłyszałem, jak ktoś mówi: „Podajcie marchewki” – wspominał, dodając, że następnie użyli marchewki. – To było niezwykle bolesne – powiedział. – Modliłem się o śmierć.

Al-Sai powiedział, że miał zawiązane oczy i usłyszał, jak ktoś mówi po hebrajsku – który rozumie – „Nie róbcie zdjęć”. To sugerowało mu, że ktoś wyciągnął aparat. Jednym ze strażników była kobieta, która – jak powiedział – chwyciła go za penisa i jądra, żartując: „To należy do mnie”, po czym ścisnęła tak mocno, że krzyczał z bólu. Strażnicy zostawili go skute­go kajdankami na ziemi, a on poczuł zapach dymu papierosowego. – Zrozumiałem, że mieli przerwę na papierosa – powiedział. Po wrzuceniu go do celi doszedł do wniosku, że pomieszczenie, w którym został zgwałcony, było już wcześniej wykorzystywane w ten sposób, ponieważ znalazł na sobie wciśnięte w skórę cudze wymiociny, krew i połamane zęby. Al-Sai powiedział, że proponowano mu współpracę jako informatorowi izraelskiego wywiadu i uważa, że celem jego aresztowania oraz uwięzienia w systemie aresztu administracyjnego było wywarcie presji, aby się zgodził. Ponieważ szczycił się swoją dziennikarską profesjonalnością, odmówił.

Przez całą moją karierę zajmowałem się relacjonowaniem wojen, ludobójstw i okrucieństw, w tym gwałtów, czasami w miejscach, gdzie skala przemocy seksualnej była znacznie większa niż wszystko, czego dopuścili się bojownicy Hamasu czy izraelscy strażnicy lub osadnicy. W konflikcie w Tigraju w Etiopii kilka lat temu mogło zostać zgwałconych nawet 100 tysięcy kobiet. Masowe gwałty mają obecnie miejsce w Sudanie. Jednak nasze amerykańskie pieniądze z podatków subsydiują izraelski aparat bezpieczeństwa, więc jest to przemoc seksualna, w której Stany Zjednoczone są współodpowiedzialne.

Zainteresowałem się relacjonowaniem napaści seksualnych na palestyńskich więźniów po tym, jak Issa Amro, pokojowy aktywista nazywany czasem „palestyńskim Gandhim”, powiedział mi podczas mojej wcześniejszej wizyty, że sam został napastowany seksualnie przez izraelskich żołnierzy i że uważa takie przypadki za powszechne, lecz niedostatecznie zgłaszane z powodu wstydu.

Według jednego z szacunków Izrael zatrzymał od ataków z 7 października około 20 tysięcy osób tylko na Zachodnim Brzegu, a ponad 9 tysięcy Palestyńczyków pozostawało w areszcie jeszcze w tym miesiącu. Wielu z nich nie postawiono zarzutów, lecz zatrzymano ich na podstawie niejasno określonych przesłanek bezpieczeństwa, a od 2023 roku większości odmawia się wizyt Czerwonego Krzyża oraz prawników.

„Izraelskie siły systematycznie stosują gwałty i tortury seksualne w celu upokorzenia palestyńskich więźniarek” – stwierdza raport Euro-Med. Cytuje on relację 42-letniej kobiety, która powiedziała, że została naga przykuta do metalowego stołu, podczas gdy izraelscy żołnierze przez dwa dni ją gwałcili, a inni żołnierze filmowali te gwałty. Następnie – jak twierdzi – pokazano jej zdjęcia z gwałtu i zagrożono ich publikacją, jeśli nie będzie współpracować z izraelskim wywiadem.

Nie sposób ustalić, jak powszechne są napaści seksualne na Palestyńczyków. Moje materiały do tego artykułu opierają się na rozmowach z 14 mężczyznami i kobietami, którzy twierdzili, że zostali napastowani seksualnie przez izraelskich osadników lub członków sił bezpieczeństwa. Rozmawiałem również z członkami rodzin, śledczymi, urzędnikami i innymi osobami.

Odnajdywałem te ofiary, wypytując prawników, organizacje praw człowieka, pracowników pomocy humanitarnej oraz samych Palestyńczyków. W wielu przypadkach możliwe było częściowe potwierdzenie ich relacji poprzez rozmowy ze świadkami lub — częściej – z osobami, którym ofiary zwierzyły się ze swoich doświadczeń, takimi jak członkowie rodzin, prawnicy czy pracownicy socjalni; w innych przypadkach nie było to możliwe, być może dlatego, że wstyd sprawiał, iż ludzie niechętnie przyznawali się do przemocy nawet przed bliskimi.

Organizacja Save the Children zleciła w ubiegłym roku badanie wśród dzieci w wieku od 12 do 17 lat, które przebywały w izraelskim areszcie; ponad połowa zgłosiła, że była świadkiem przemocy seksualnej lub sama jej doświadczyła. Save the Children stwierdziła, że rzeczywista liczba była prawdopodobnie wyższa, ponieważ stygmatyzacja powodowała, iż część dzieci nie chciała mówić o tym, co je spotkało.

Committee to Protect Journalists, szanowana amerykańska organizacja, przeprowadziła badanie wśród 59 palestyńskich dziennikarzy zwolnionych przez izraelskie władze po atakach z 7 października. Trzy procent respondentów stwierdziło, że zostali zgwałceni, a 29 procent podało, że doświadczyło innych form przemocy seksualnej.

My, dziennikarze, wiele wymagamy od naszych rozmówców – i rzadko jest to tak prawdziwe jak w przypadku tego artykułu. Być może trudno było Państwu czytać ten tekst, ale dla ofiar przemocy seksualnej opowiedzenie swoich historii było tysiąc razy trudniejsze. Prosiłem ich, aby mówili o najbardziej intymnych i rozdzierających doświadczeniach, jakie można sobie wyobrazić — takich, które już wcześniej powodowały u nich koszmary — a następnie podczas weryfikacji faktów musieliśmy przechodzić przez to wszystko ponownie.

Rząd Izraela odrzuca sugestie, jakoby dopuszczał się seksualnego wykorzystywania Palestyńczyków, podobnie jak Hamas zaprzeczał gwałtom na izraelskich kobietach. Izrael z zadowoleniem przyjął raport Organizacji Narodów Zjednoczonych dokumentujący napaści seksualne na izraelskie kobiety ze strony Palestyńczyków, ale odrzucił wezwanie zawarte w tym samym raporcie do zbadania izraelskich napaści na Palestyńczyków. Netanjahu potępił „bezpodstawne oskarżenia o przemoc seksualną” kierowane pod adresem Izraela.

Izraelskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Narodowego odmówiło komentarza do tego artykułu. Służba więzienna „kategorycznie odrzuca te zarzuty” dotyczące nadużyć seksualnych – powiedział rzecznik, który nie zgodził się na ujawnienie nazwiska, dodając, że skargi są „badane przez właściwe organy”. Rzecznik odmówił odpowiedzi na pytanie, czy jakikolwiek pracownik więzienia został kiedykolwiek zwolniony lub postawiony przed sądem za napaści seksualne.

Palestyńczycy, z którymi rozmawiałem, opisywali różne formy przemocy wykraczające poza gwałt. Wielu relacjonowało, że często szarpano ich za genitalia albo bito po nich. Ręczne wykrywacze metalu wykorzystywano do przeszukiwania przestrzeni między nagimi nogami mężczyzn, a następnie miażdzono nimi ich części intymne; według organizacji Euro-Med niektórym mężczyznom lekarze musieli amputować jądra po pobiciach.

Jednym z powodów, dla których te nadużycia nie spotykają się z większą uwagą, są groźby ze strony izraelskich władz, które – według zwolnionych Palestyńczyków – regularnie ostrzegają więźniów po wyjściu na wolność, by milczeli. Innym powodem, jak mówili mi palestyńscy ocaleni, jest to, że społeczeństwo arabskie zniechęca do poruszania tego tematu z obawy przed osłabieniem morale rodzin więźniów oraz podważeniem palestyńskiej narracji o nieugiętych i bohaterskich zatrzymanych.

Konserwatywne normy społeczne również utrudniają rozmowę o tym: dwie ofiary powiedziały mi, że więzień, który przyzna się do gwałtu, może zaszkodzić szansom swoich sióstr i córek na znalezienie męża.

Jeden z rolników początkowo zgodził się, bym użył jego nazwiska w tym artykule. Zwolniony na początku tego roku po wielu miesiącach aresztu administracyjnego – bez postawienia zarzutów – opisał wydarzenie, do którego, jak twierdzi, doszło w ubiegłym roku: pół tuzina strażników unieruchomiło go, trzymając za ręce i nogi, podczas gdy inni ściągnęli mu spodnie i bieliznę, a następnie włożyli metalową pałkę do odbytu. Gwałciciele śmiali się i wiwatowali – powiedział. Kilka godzin później, jak relacjonował, zemdlał i został zabrany do więziennej kliniki. Po odzyskaniu przytomności – powiedział – zgwałcono go ponownie, znów przy użyciu metalowej pałki. – Krwawiłem – wspominał. – Całkowicie się załamałem. Płakałem. Po powrocie do celi poprosił strażnika o papier i długopis, aby napisać skargę dotyczącą napaści. Odmówiono mu. Tego samego wieczoru grupa strażników weszła do celi.– Który to chce złożyć skargę? – szydził jeden ze strażników, jak relacjonował, a inny wskazał na niego.– Bicie zaczęło się natychmiast – wspominał. Następnie – jak powiedział – zgwałcili go pałką po raz trzeci tego samego dnia. Zapamiętał słowa jednego z nich – Teraz masz jeszcze więcej do napisania w swojej skardze.

Kilka dni po rozmowie ze mną rolnik zadzwonił, aby powiedzieć, że jednak nie chce, by używać jego nazwiska. Właśnie odwiedził go Szin Bet i ostrzegł, by nie sprawiał problemów, a ponadto obawiał się reakcji rodziny na rozgłos.

– Powszechne wykorzystywanie seksualne palestyńskich więźniów istnieje naprawdę; zostało znormalizowane – powiedziała Sari Bashi, izraelsko-amerykańska prawniczka zajmująca się prawami człowieka i dyrektorka wykonawcza Publicznego Komitetu Przeciwko Torturom w Izraelu. – Nie widzę dowodów, że zostało to nakazane odgórnie. Ale istnieją trwałe dowody na to, że władze wiedzą, iż to się dzieje, i tego nie powstrzymują.

Inny izraelski prawnik, Ben Marmarelli, powiedział mi, że na podstawie doświadczeń reprezentowanych przez niego palestyńskich więźniów gwałcenie więźniów przedmiotami „dzieje się wszędzie”.

Bashi stwierdziła, że jej organizacja złożyła setki skarg opisujących potworne nadużycia wobec palestyńskich zatrzymanych – i ani jedna z nich nie doprowadziła do postawienia zarzutów. Bezkarność – powiedziała – tworzy dla sprawców „zielone światło”.

Jeden z palestyńskich więźniów ze Strefy Gazy miał trafić do szpitala w lipcu 2024 roku z pęknięciem odbytnicy, połamanymi żebrami i przebitym płucem. Śledczy zdobyli nagranie więzienne, które rzekomo ukazywało nadużycia. Władze zatrzymały dziewięciu żołnierzy rezerwy – lecz izraelska prawica wybuchła oburzeniem, a tłum rozwścieczonych demonstrantów, w tym polityków, wtargnął do więzienia, by okazać poparcie strażnikom. Ostatnie zarzuty wobec żołnierzy wycofano w marcu, a w ubiegłym miesiącu wojsko zatwierdziło ich powrót do służby. Netanjahu nazwał wycofanie zarzutów końcem „krwawego oszczerstwa”. – Państwo Izrael musi ścigać swoich wrogów — a nie swoich bohaterskich żołnierzy – powiedział.

Bashi skomentowała wynik sprawy następująco – Powiedziałabym, że wycofanie zarzutów oznacza przyzwolenie na gwałt. Więzień ten – który po wszystkim musiał korzystać z worka stomijnego do odprowadzania odchodów – został odesłany do Gazy, a znajomy powiedział, że przez wiele miesięcy przebywał w szpitalu, dochodząc do siebie po obrażeniach wewnętrznych. Znajomy przekazał, że były więzień odmówił udzielenia wywiadu.

Postępowania karne i zainteresowanie opinii publicznej mogą ograniczać taką przemoc. W 1997 roku policjanci w Nowym Jorku zgwałcili haitańskiego imigranta Abnera Louimę pałką tak brutalnie, że wymagał hospitalizacji i operacji. Nowojorczycy byli oburzeni, burmistrz Rudy Giuliani odwiedził Louimę w szpitalu, a policjantów postawiono przed sądem w przełomowej sprawie. Wysłało to silny sygnał całej policji: ci, którzy napadają na zatrzymanych, mogą zostać ukarani. I taki właśnie sygnał należy wysłać izraelskim siłom bezpieczeństwa.

Gdyby administracja Trumpa nalegała na wznowienie wizyt Czerwonego Krzyża u więźniów, gdyby ambasador USA odwiedzał ofiary gwałtów w obecności kamer, gdybyśmy uzależnili transfer broni od zakończenia napaści seksualnych, moglibyśmy wysłać moralny i praktyczny sygnał, że przemoc seksualna jest niedopuszczalna, niezależnie od tożsamości ofiary. Na początek ambasador mógłby zadbać o to, by Palestyńczycy, którzy odważyli się wypowiedzieć dla tego artykułu, nie zostali ponownie brutalnie potraktowani za swoją odwagę.

Jak dochodzi do tego rodzaju przemocy? Dziesięciolecia relacjonowania konfliktów nauczyły mnie, że połączenie dehumanizacji i bezkarności może popchnąć ludzi do hobbesowskiego stanu natury. Spotykałem się z tym ześlizgiwaniem się ku barbarzyństwu na polach śmierci od Konga przez Sudan po Mjanmę i sądzę, że mniej więcej w ten sposób można wyjaśnić także to, jak amerykańscy żołnierze dopuszczali się seksualnego wykorzystywania więźniów w Abu Ghraib w Iraku.

Brutalna rzeczywistość jest taka, że gdy nie ma konsekwencji, my, ludzie, jesteśmy zdolni do ogromnej deprawacji wobec tych, których nauczono nas pogardzać jako istotami podludzkimi. Itamar Ben-Gwir, izraelski minister bezpieczeństwa narodowego, nazwał zatrzymanych „szumowinami” i „nazistami” oraz chwalił się zaostrzaniem warunków więziennych dla Palestyńczyków. Gdy takie postawy dominują, wykorzystywanie seksualne może stać się kolejnym narzędziem zadawania Palestyńczykom bólu i upokorzenia. Ben-Gwir, za pośrednictwem rzeczniczki, odmówił komentarza na temat napaści seksualnych dokonywanych przez służby bezpieczeństwa.

B’Tselem, izraelska organizacja praw człowieka, udokumentowała „poważny schemat przemocy seksualnej” wobec Palestyńczyków. Przytoczyła relację więźnia z Gazy, Tamera Qarmuta, który powiedział, że został zgwałcony pałką. Tortury – stwierdziła organizacja B’Tselem – „stały się akceptowaną normą”.

Były izraelski funkcjonariusz pracujący w więziennej izbie chorych opisał w zeznaniu dla izraelskiej organizacji Breaking the Silence, co takie przyzwolenie oznacza w praktyce – widzisz normalnych, całkiem zwyczajnych ludzi dochodzących do punktu, w którym znęcają się nad innymi dla własnej rozrywki, nawet nie podczas przesłuchań czy czegoś podobnego. Czynią to dla zabawy, żeby mieć co opowiadać kolegom, albo dla zemsty.

Większość gwałtów i innych form przemocy seksualnej była skierowana przeciwko mężczyznom, choćby dlatego, że ponad 90 procent palestyńskich więźniów stanowią mężczyźni. Rozmawiałem jednak także z jedną Palestynką, która została aresztowana w wieku 23 lat po ataku Hamasu w październiku 2023 roku. Powiedziała, że żołnierze, którzy ją zatrzymali, grozili gwałtem jej samej, jej matce i małej siostrzenicy. Jej więzienna gehenna rozpoczęła się od rewizji osobistej przeprowadzonej przez strażniczki. – Ale potem wszedł mężczyzna-żołnierz, kiedy byłam całkowicie naga – dodała.

Przez następne dni – jak powiedziała – była wielokrotnie rozbierana do naga, bita i przeszukiwana przez grupy strażników, zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety. Schemat zawsze wyglądał tak samo: kilku strażników, kobiety i mężczyźni razem, wchodziło do jej celi, siłą rozbierało ją do naga, zakładało kajdanki na ręce z tyłu i zginało ją wpół, czasem wciskając jej głowę do toalety. W tej pozycji była bita i obmacywana po całym ciele.– Ich ręce były wszędzie na moim ciele – powiedziała. – Szczerze mówiąc, nie wiem, czy mnie zgwałcili, bo czasami traciłam przytomność od bicia. Uważa ona, że celem przemocy było dwojakie działanie: złamanie jej ducha oraz umożliwienie izraelskim mężczyznom w sposób bezkarny molestowanie nagiej Palestynki. – Rozbierano mnie i bito kilka razy dziennie – powiedziała. – To było tak, jakby przedstawiali mnie wszystkim, którzy tam pracowali. Na początku każdej zmiany przyprowadzali nowych facetów, żeby mnie rozbierali.

Gdy miała zostać zwolniona z więzienia, jak powiedziała, wezwano ją do pokoju z sześcioma funkcjonariuszami i surowo ostrzeżono, by nigdy nie udzielała wywiadów. – Zagrozili, że jeśli się odezwę, zgwałcą mnie, zabiją mnie i zabiją mojego ojca – powiedziała. Nic dziwnego, że nie zgodziła się na ujawnienie nazwiska w tym artykule.

Niektóre z najgorszych form przemocy seksualnej wydają się być wymierzone w więźniów ze Strefy Gazy. Dziennikarz z Gazy podzielił się ze mną relacją o nadużyciach, których doświadczył po zatrzymaniu w 2024 roku. – Nikt nie uniknął napaści seksualnych – powiedział. – Nie wszyscy zostali zgwałceni, powiedziałbym, ale każdy przeszedł przez upokarzające, obrzydliwe napaści seksualne. Przy jednej z okazji – jak powiedział – strażnicy związali jego jądra i penisa plastikowymi opaskami zaciskowymi na wiele godzin, jednocześnie bijąc go po genitaliach. Przez kilka dni potem – powiedział – oddawał mocz z krwią. Innym razem został obezwładniony i rozebrany do naga, a gdy miał zasłonięte oczy i skute ręce, sprowadzono psa. Jak twierdzi, zachęcany po hebrajsku przez przewodnika pies wskoczył na niego. – Robili zdjęcia kamerami, słyszałem ich śmiechy i chichoty – powiedział. Próbował zrzucić z siebie psa, ale – jak relacjonował – zwierzę go penetrowało.

Inni palestyńscy więźniowie i organizacje praw człowieka również wspominały o przypadkach szkolenia psów policyjnych do gwałcenia więźniów. Dziennikarz powiedział, że po zwolnieniu izraelski funkcjonariusz ostrzegł go — jeśli chcesz pozostać przy życiu po powrocie, nie rozmawiaj z mediami.

Dlaczego więc zdecydował się mówić? – Są chwile, kiedy wspomnienia wydają się nie do zniesienia – powiedział. – Miałem wrażenie, że serce zatrzyma mi się podczas rozmowy z tobą o tym wszystkim. Ale pamiętam, że tam wciąż są ludzie. Dlatego zabieram głos.

Wiele relacji wskazuje, że przemoc seksualna była kierowana nawet przeciwko palestyńskim dzieciom, które zwykle trafiają do więzień za rzucanie kamieniami. Odszukałem i przeprowadziłem rozmowy z trzema chłopcami, którzy byli zatrzymani – i wszyscy opisywali wykorzystywanie seksualne. Jeden z nich, nieśmiały chłopiec w koszulce Hilfigera, który w chwili aresztowania miał 15 lat, odmówił odpowiedzi na pytanie, czy był świadkiem faktycznych gwałtów. Powiedział jednak, że groźby były czymś rutynowym – Mówili: „Zrób to, albo wsadzimy ci ten kij w tyłek”. Pozostali chłopcy opowiadali bardzo podobne historie o przemocy seksualnej jako części pobić i podkreślali, że groźby gwałtu kierowano nie tylko wobec nich, lecz także wobec ich matek i rodzeństwa.

Izraelscy osadnicy nie są oficjalnym ramieniem państwa w taki sam sposób jak system więziennictwa, lecz Siły Obronne Izraela coraz częściej chronią osadników podczas ataków na palestyńskich mieszkańców wiosek i wykorzystywania przemocy seksualnej do zmuszania Palestyńczyków do ucieczki. „Przemoc seksualna jest wykorzystywana do wywierania presji na społeczności”, aby opuszczały swoją ziemię – stwierdza nowy raport West Bank Protection Consortium, koalicji międzynarodowych organizacji pomocowych kierowanej przez Norwegian Refugee Council.

Konsorcjum przeprowadziło badanie wśród palestyńskich rolników i ustaliło, że ponad 70 procent wysiedlonych gospodarstw domowych wskazało groźby wobec kobiet i dzieci — szczególnie groźby przemocy seksualnej – jako decydujący powód opuszczenia domów.– Przemoc seksualna – powiedziała Allegra Pacheco z koalicji – jest jednym z mechanizmów wypędzania ludzi z ich ziemi.

W odległej beduińskiej osadzie rolników w Dolinie Jordanu spotkałem 29-letniego rolnika Suhaiba Abualkebasha, który opowiedział, jak banda około 20 osadników wtargnęła do domów jego rodziny, bijąc zarówno dorosłych, jak i dzieci oraz kradnąc biżuterię i 400 owiec. Rozcięto mu ubranie nożem myśliwskim, po czym ciasno zacisnęto plastikową opaskę na penisie szarpiąc nim. – Bałem się, że mi odetną przyrodzenie – powiedział mi Abualkebash. – Myślałem, że to mój koniec.

Niektórzy mogą się zastanawiać, czy Palestyńczycy nie sfabrykowali oskarżeń o napaści seksualne, aby oczernić Izrael. Dla mnie wydaje się to mało prawdopodobne, ponieważ żadna z osób, z którymi rozmawiałem, sama mnie nie odszukała ani nie wiedziała, z kim jeszcze rozmawiam, a wszyscy byli niechętni do udzielania świadectw. Istnieją jednak pewne dowody na to, że izraelskie nadużycia seksualne stały się tak częste, iż normy społeczne zaczynają się zmieniać i palestyńskie ofiary stają się nieco bardziej skłonne do zabierania głosu.

– Przez sześć miesięcy nie mogłem o tym mówić, nawet swojej rodzinie – powiedział Mohammad Matar, palestyński urzędnik, który opowiedział mi, że osadnicy rozebrali go, pobili i szturchali kijem w pośladki, mówiąc o zgwałceniu go. Podczas ataku napastnicy opublikowali w mediach społecznościowych zdjęcie przedstawiające go z zasłoniętymi oczami i rozebranego do bielizny. Z czasem Matar zdecydował się zabrać głos, próbując przełamać stygmatyzację. Obecnie trzyma powiększoną odbitkę zdjęcia wykonanego przez osadników na ścianie swojego biura.

Próbując zrozumieć to, co odkryłem, zadzwoniłem do Ehuda Olmerta, premiera Izraela w latach 2006–2009. Olmert powiedział mi, że niewiele wie o przemocy seksualnej wobec Palestyńczyków, ale relacje, które usłyszałem, go nie zaskoczyły.– Czy wierzę, że to się dzieje? – zapytał. – Zdecydowanie. – Na terytoriach okupowanych każdego dnia popełniane są zbrodnie wojenne – dodał.

Wracamy więc do kwestii, którą poruszyłem na początku tego felietonu: zwolennicy Izraela mieli rację w 2023 roku, twierdząc, że niezależnie od naszych poglądów na Bliski Wschód, powinniśmy być zdolni do potępienia gwałtu.

– Gdzie wy, do diabła, jesteście? – pytał wtedy Netanjahu społeczność międzynarodową, domagając się potępienia przemocy seksualnej popełnianej przez to, co izraelski rząd nazwał „gwałcicielskim reżimem Hamasu”.

Hamas rzeczywiście brutalnie narusza prawa człowieka. Izraelscy urzędnicy powinni jednak spojrzeć również na własne naruszenia – w szczególności na to, co 49-stronicowy raport Organizacji Narodów Zjednoczonych z ubiegłego roku określił jako „systematyczne” poddawanie Palestyńczyków „torturom seksualnym”, dokonywanym co najmniej „za milczącym przyzwoleniem najwyższego kierownictwa cywilnego i wojskowego” Izraela.

Pomyślmy o tym w ten sposób: straszliwe nadużycia zadane izraelskim kobietom 7 października dzieją się teraz Palestyńczykom dzień po dniu. Trwają z powodu milczenia, obojętności oraz niezdolności zarówno amerykańskich, jak i izraelskich urzędników do odpowiedzi na pytanie Netanjahu:

– Gdzie wy, do diabła, jesteście?

Kontynuacja antykatolickiej rewolucji Franciszka? Podsumowanie ostatniego roku Leona XIV

Kontynuacja antykatolickiej rewolucji Franciszka? Podsumowanie ostatniego roku Leona XIV

15 maja 2026

Paweł Chmielewski: Można powiedzieć, że rzeczywiście przez ten rok nie odnotowano chyba żadnego konserwatywnego działania Leona XIV,  no bo to, o czym się wszyscy zachwycają, to znaczy, że a to szaty bardziej papieskie i modus operandi trochę bardziej papieski, no to jednak jest konserwatyzm,  rzekłbym, dosyć niewiele kosztujący, prawda?  A gdy idzie o jakieś takie duże sprawy, naprawdę duże wydarzenia, to czegoś takiego kompletnie nie ma.

Myślę, że w najważniejszych kwestiach to, co nam Leon XIV ujawnił, wskazuje, że zamierza zdecydowanie kontynuować dziedzictwo Jorge Mario Bergoglia…

Paweł Lisicki: Są tylko trzy rzeczy nieodwołalne w dzisiejszym kościele. Sobór Watykański II, przymierze zawarte z Żydami i Amoris Laetitia.  Rozumiem, że to jest tak naprawdę najbardziej nieodwołalna, stała, niezmienna część obecnego nauczania, które może się tylko pogłębiać, czyli iść dalej…

Praktycznie we wszystkich tych punktach, kiedy wyraźnie było widać,  że Franciszek odchodzi od tradycyjnego nauczenia Kościoła, Leon to podtrzymywał. W stosunku do kary śmierci,… Poparcie dla synodalności, te wszystkiego rodzaju dziwaczne wybryki  synodalności, które teraz obserwujemy. Ostatnio parę dni temu raport nr 9 bodajże się tak chyba nazywał,  który to raport polega na tym, że tam są jakieś aneksy,  w ramach tych aneksów są jakieś świadectwa dwóch homoseksualistów,  którzy opowiadają o tym, jak to głęboko przeżywają  swój homoseksualizm.

Czyli pod tym względem nic się nie zmieniło. To znaczy to samo obłaskawianie i to samo oswajanie homoseksualizmu  jest systematycznie przez papieża Leona XIV wprowadzane. W jednej ze swoich wypowiedzi powiedział, że ważniejszą niż kwestia teorii jest kwestia praktyki, że najpierw musi nastąpić zmiana obyczajów, działania i praktyki, a za tym podąży teoria.

Wywiad USA nakazuje inspekcję 120 laboratoriów biologicznych finansowanych przez rząd USA za granicą

Thomas Röper anti-spiegel.ru/us-geheimdienst-ordnet-pruefung-von-120-von-der-us-regierung-finanzierten-biolaboren-im-ausland-an

Amerykańskie programy broni biologicznej

Wywiad USA nakazuje inspekcję 120 laboratoriów biologicznych finansowanych przez rząd USA za granicą

Dyrektor amerykańskiego wywiadu zapowiedział inspekcję ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach, finansowanych przez rząd USA od dziesięcioleci. Ponad 40 z tych laboratoriów znajduje się na Ukrainie. Dlaczego niemieckie media nie poinformowały o tym? [ a polskie?? md]

Anti-Spiegel 15 maj 2026

Są tematy, o których niemieckie media po prostu nie chcą mówić, tematy, które trzyma się w tajemnicy przed niemiecką opinią publiczną. Jednym z nich są laboratoria broni biologicznej, finansowane i prowadzone przez USA na całym świecie. Od czasu pandemii COVID-19 wszyscy wiemy, czym jest „wzmocnienie funkcji” (badania nad tym, jak sprawić, by patogeny, które są nieszkodliwe dla ludzi, stały się niebezpieczne dla ludzi). Badania te zostały zakazane w USA ze względu na ich niebezpieczny charakter, ale amerykańscy naukowcy mieli wyraźne pozwolenie na prowadzenie ich w laboratoriach za granicą.

Dokładnie to wydarzyło się na przykład w Wuhan, gdzie amerykański badacz Peter Daszak badał, jak sprawić, by koronawirusy przenosiły się z nietoperzy na ludzi. Badania te, nawiasem mówiąc, były finansowane przez rząd USA. Wszystko to jest teraz bezdyskusyjne i każdy może teraz zadać sobie pytanie, czy to był zbieg okoliczności, że wybuchła tam epidemia COVID-19.

Ale odbiorcy głównych niemieckich mediów nic o tym nie wiedzą, ponieważ milczą na ten temat, podobnie jak milczą na temat ponad 40 amerykańskich biolaboratoriów na Ukrainie, gdzie prowadzono badania nad niebezpiecznymi patogenami, takimi jak Ebola i inne.

To, że USA były bardzo aktywne w rozwijaniu niebezpiecznych patogenów, czyli broni biologicznej, szczególnie na Ukrainie, nie podlega dyskusji. Chronologię wraz z dowodami znajdziesz na końcu artykułu.

Dyrektor Wywiadu Narodowego zapowiedziała inspekcję ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach, finansowanych przez rząd USA od dziesięcioleci. Ponad 40 z tych laboratoriów znajduje się na Ukrainie. Uzasadniła inspekcję, stwierdzając, że niektóre z laboratoriów były finansowane przez Pentagon i że prowadzone tam badania budzą „poważne obawy etyczne, finansowe i dotyczące bezpieczeństwa”. Inspekcja pozwoli również ustalić, jakie patogeny są badane w tych laboratoriach.

Mówiąc wprost: Waszyngton najwyraźniej nie wie, jakie badania są prowadzone w tych laboratoriach – a raczej nie chce wiedzieć, bo to pozwoliłoby udawać głupka w razie wypadku. To dobrze znana strategia wywiadowcza, na którą istnieje nawet termin techniczny: „wiarygodne zaprzeczenie”.

11 maja, cztery dni temu, „New York Post” poinformował o przeglądzie laboratoriów biologicznych, a Tulsi Gabbard ani jej agencje wywiadowcze nie zaprzeczyły temu, co oznacza, że ​​doniesienia są prawdziwe, zwłaszcza że gazeta zacytowała fragment stosownego oświadczenia.

Mimo to amerykańskie media głównego nurtu o tym nie poinformowały. I oczywiście niemieckie media również, ponieważ tradycyjnie utrzymują temat amerykańskich laboratoriów broni biologicznej w całkowitej tajemnicy przed czytelnikami. I robią to od lat, ponieważ Niemcy nie powinni wiedzieć wszystkiego.

Tłumaczę teraz artykuł TASS o planowanym śledztwie amerykańskich agencji wywiadowczych, a następnie chronologię publikacji na temat amerykańskich laboratoriów broni biologicznej na Ukrainie i w innych krajach.

Początek tłumaczenia

Stany Zjednoczone rozpoczęły inspekcję biolaboratoriów: Czy dżina da się zamknąć z powrotem w butelce?

Andriej Surżański o obawach Białego Domu dotyczących laboratoriów w krajach sąsiadujących z Rosją i o tym, czy obawy te doprowadzą do podjęcia konkretnych kroków w kierunku ich zamknięcia.

12 maja dyrektor wywiadu USA, Tulsi Gabbard, ogłosiła rozpoczęcie inspekcji ponad 120 biolaboratoriów w ponad 30 krajach, finansowanych od dziesięcioleci przez amerykańskich podatników. Według Gabbard ponad 40 z tych laboratoriów znajduje się również na Ukrainie. „Pandemia COVID-19 ujawniła katastrofalne konsekwencje, jakie badania nad niebezpiecznymi patogenami w biolaboratoriach mogą mieć dla całego świata” – podkreśliła Gabbard. Urzędnicy administracji Trumpa wielokrotnie twierdzili wcześniej, że koronawirus pochodzi z chińskiego biolaboratorium, którego pracownicy eksperymentowali z wysoce niebezpiecznymi patogenami. Chiński rząd temu zaprzecza. Wypowiedź dyrektora wywiadu miała miejsce na krótko przed wizytą Trumpa w Chinach. Zbieg okoliczności? Wszystko jest możliwe.

Nie tylko kwestie etyczne

Warto zauważyć, że Gabbard złożyła swoje oświadczenie nie podczas przesłuchania w Kongresie ani konferencji prasowej, ale specjalnie dla konserwatywnej gazety „New York Post”. Choć gazeta ta uważana jest za tabloid, jest faworytem prezydenta USA Donalda Trumpa. To dość nietypowy format ukierunkowanego rozpowszechniania informacji. Co więcej, nowojorska gazeta nie jest znana z relacjonowania tak poważnych tematów, jak laboratoria biologiczne, patogeny czy broń biologiczna.

Według artykułu w „New York Post”, misją Narodowej Agencji Wywiadowczej jest „lokalizowanie laboratoriów, identyfikacja zawartych w nich patogenów i ustalenie prowadzonych tam badań”. Według gazety, niektóre z laboratoriów otrzymały finansowanie w ramach programu Pentagonu, realizowanego po zakończeniu zimnej wojny, mającego na celu eliminację broni masowego rażenia. W artykule stwierdzono, że prowadzone tam badania kliniczne „wzbudzają poważne obawy etyczne, finansowe i dotyczące bezpieczeństwa”.

W marcu 2022 roku, gdy Gabbard była jeszcze osobą prywatną, wezwała do natychmiastowego zamknięcia 25–30 finansowanych przez USA biolaboratoriów na Ukrainie i zniszczenia patogenów. Spotkało się to z krytyką wielu amerykańskich neokonserwatystów, w tym byłego republikańskiego senatora Mitta Romneya. Romney oskarżył Gabbard o „papkowanie rosyjskiej propagandy”. Tym razem Dyrektor Wywiadu Narodowego wyjaśnił, odnosząc się do około 40 laboratoriów na Ukrainie, które mają zostać poddane przeglądowi, że są one „narażone na kompromitację (tj. wyciek danych) w wyniku wojny rosyjsko-ukraińskiej”.

Przypomnijmy: w grudniu 2022 roku, przy okazji 9. Konferencji Przeglądowej Państw Stron Konwencji o Broni Biologicznej w Genewie, rosyjskie Ministerstwo Obrony przedstawiło przekonujące dowody na to, że Ukraina, przy wsparciu USA, prowadziła badania nad komponentami broni biologicznej. Badania koncentrowały się na patogenach wywołujących szczególnie niebezpieczne i istotne gospodarczo zakażenia.

Chociaż Gabbard nie wymienił żadnych innych krajów poza Ukrainą, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow stwierdził w tym samym roku, że finansowane przez USA laboratoria biologiczne istnieją w Armenii, Kazachstanie i krajach Azji Środkowej. Moskwa następnie omawiała tę kwestię z sąsiadami, zarówno dwustronnie, jak i w ramach Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ).

Praca nad błędami z przeszłości

The New York Post przypomina, że ​​administracja Bidena stanowczo zaprzeczyła istnieniu amerykańskich laboratoriów biologicznych na Ukrainie, określając takie twierdzenia jako chińską i rosyjską propagandę. Według gazety, zaprzeczenia te były częścią strategii „odporności informacyjnej”, mającej na celu wpływanie na opinię publiczną oraz „łagodzenie i przeciwdziałanie szkodliwym wpływom zagranicznym”, jednocześnie bagatelizując powiązania USA z tymi badaniami. Jednak podczas przesłuchania w Kongresie ówczesna zastępca sekretarza stanu Victoria Nuland musiała przyznać, że na Ukrainie rzeczywiście istnieją ośrodki badań biologicznych, ale podkreśliła, że ​​są to ośrodki badawcze, a nie laboratoria broni biologicznej. W tamtym czasie Amerykanie byli głęboko zaniepokojeni, że laboratoria te mogą wpaść w ręce rosyjskiego wojska.

W maju ubiegłego roku prezydent USA Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze zakazujące rządowego finansowania badań nad ulepszaniem patogenów w Chinach, Iranie i innych krajach bez odpowiedniego nadzoru. W rozporządzeniu stwierdzono: „Niebezpieczne badania nad wzmocnieniem funkcji wektorów biologicznych i patogenów mogą poważnie zagrozić życiu obywateli amerykańskich”.

Krytycy argumentowali, że słaby nadzór nad finansowaniem, które często trafia do odbiorców za pośrednictwem amerykańskich agencji, uniemożliwia poznanie potencjalnie niebezpiecznych eksperymentów. Według Departamentu Obrony USA, Stany Zjednoczone sfinansowały badania nad patogenami za granicą kwotą 1,4 miliarda dolarów w latach 2014–2023. Biuro Generalnego Inspektora Departamentu Obrony nie było jednak w stanie określić, w jakim stopniu fundusze te zostały wykorzystane na badania nad potencjalnymi patogenami pandemicznymi.

Tego samego dnia, w którym opublikowano oświadczenie Gabbard, Sekretarz Obrony USA Pete Hegseth opublikował podobny komentarz w tej sprawie w „Newsweeku”. „Poprzednia administracja finansowała niebezpieczne, zwiększające wirulencję badania i laboratoria biologiczne za granicą z pieniędzy amerykańskich podatników i celowo ukrywała to przed amerykańskim narodem” – powiedział, kontynuując: „Ujawnienie tych informacji pokazuje, jak źle nadzorowano tę pracę. Pod kierownictwem prezydenta Trumpa, dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard i cały gabinet naprawiają te historyczne błędy i przywracają sprawiedliwość naszym żołnierzom i tym, których chronią. Era kłamstw i zdrady dobiegła końca”.

Oczywiste jest, że oświadczenia Gabbard i Hegsetha dotyczące laboratoriów biologicznych były skoordynowanym działaniem. Pytanie brzmi: jaki był ich cel? Ciekawe jest również rozważenie ich docelowego odbiorcy: amerykańskiej opinii publicznej czy krajów zagranicznych? O ile wiadomo, reakcja w samych Stanach Zjednoczonych była niewielka. A media głównego nurtu w dużej mierze zignorowały raport „New York Post”. To dość nietypowe, że media powołują się na konkurencję, zwłaszcza tabloidy.

Czy Stany Zjednoczone mogą oskarżyć Zełenskiego?

Leonid Słucki, przewodniczący Komisji Spraw Międzynarodowych Dumy Państwowej i lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR), skomentował oświadczenie Gabbard, sugerując, że USA mogą oskarżyć Ukrainę o produkcję broni biologicznej. „Reżim Zełenskiego będzie musiał nieuchronnie odpowiedzieć nie tylko za korupcję na szeroką skalę – sprawa karna Jermaka-Mindicza liczy już 40 tomów – ale także za przestępcze utworzenie na terytorium Ukrainy poligonu doświadczalnego do produkcji śmiercionośnej broni biologicznej” – napisał Słucki na swoim kanale Max.

Deputowany przypomniał, że Duma Państwowa i Rada Federacji przeprowadziły w latach 2022/23 parlamentarne śledztwo, w którym uczestniczyło wielu rosyjskich i zagranicznych ekspertów. Jednym z ustaleń komisji było stwierdzenie, że na Ukrainie pod przykrywką „działalności biologicznej i medycznej” realizowane są projekty wojskowo-przemysłowe, co stanowi naruszenie Konwencji o zakazie broni biologicznej.

Eksperci uważają, że wyniki śledztwa Gabbard mogą mieć poważne konsekwencje nie tylko dla polityki zagranicznej USA, ale także dla międzynarodowej współpracy naukowej. Jeśli finansowanie zagranicznych ośrodków badawczych w dziedzinie biotechnologii zostanie znacząco ograniczone, państwa sojusznicze, w których znajdują się takie ośrodki, mogą zostać poddane surowszym kontrolom i przepisom.

Jeff Singer, starszy pracownik naukowy w Cato Institute, uważa, że ​​ogłoszenie Gabbard o wszczęciu śledztwa jest aktualne i uzasadnione. „Jeśli rząd dotuje laboratoria za granicą pieniędzmi podatników, ma obowiązek zapewnić, że badania te nie wyrządzą nam szkody” – powiedział magazynowi „Newsweek”.

Są jednak również głosy sprzeciwu, twierdzące, że śledztwo opiera się na zakrojonej na szeroką skalę kampanii dezinformacyjnej prowadzonej przez Rosję i Chiny. Nawet zakładając, że administracja Trumpa zamierza wykorzystać tę kwestię jako dodatkowy argument przeciwko Zełenskiemu, aby zmusić go do zaakceptowania warunków porozumienia w sprawie rozwiązania konfliktu, Waszyngton z pewnością zdaje sobie sprawę, że prowadzenie laboratoriów biologicznych na Ukrainie to niebezpieczna gra z ogniem. Te same względy najwyraźniej miały decydujący wpływ na decyzję Białego Domu o ewentualnym zaopatrzeniu reżimu w Kijowie w pociski manewrujące Tomahawk.

Aleksiej Szabłya, ekspert ds. analizy chemicznej i dyrektor techniczny Holdingu Jużpolimetal, uważa, że ​​problem leży w tym, że finansowane przez Pentagon laboratoria biologiczne na całym świecie wymknęły się spod kontroli USA. „Znaczna część projektów tych laboratoriów biologicznych jest objęta programem redukcji zagrożeń Departamentu Obrony USA, którego celem była kontrola nad utylizacją komponentów broni masowego rażenia po zimnej wojnie. W tych laboratoriach prowadzono badania nad bronią biologiczną i prawdopodobnie nadal się one odbywają. Kontrola USA nad tymi badaniami jest tak słaba, że ​​stały się one w rzeczywistości głównym źródłem zagrożeń, do zwalczania których zostały powołane. Przyznał to nawet dyrektor Narodowej Służby Wywiadowczej USA” – powiedział ekspert agencji TASS.

Zakładając laboratoria biologiczne na Ukrainie, Amerykanie najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia, jakie stwarzają. A powstrzymanie tego zagrożenia będzie trudne.

Koniec tłumaczenia

Chronologia publikacji

Zgodnie z obietnicą, przedstawiamy chronologię publikacji z ostatnich lat na temat amerykańskich badań nad bronią biologiczną.

Już na początku marca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dokumenty dowodzące, że Ukraina pośpiesznie zniszczyła niebezpieczne patogeny po rozpoczęciu rosyjskiej operacji wojskowej. Tymczasem Zachód zaprzeczył istnieniu tych patogenów na Ukrainie. Również na początku marca rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało szczegółowe informacje na temat badanych patogenów i wskazało zaangażowane w nie amerykańskie organizacje.

To, co na początku marca 2022 roku uznano za „rosyjską propagandę”, zostało pośrednio potwierdzone pod przysięgą przez zastępcę sekretarza stanu USA, Nuland, kilka dni później podczas przesłuchania przed Kongresem USA, ale zachodnie media nie uznały tego za warte uwagi.

Podobnie fakt, że WHO zaledwie kilka dni później wezwała Kijów do zniszczenia „wysoce niebezpiecznych patogenów” – patogenów, których, według zachodnich mediów i polityków, Kijów rzekomo nawet nie posiadał – nie został uznany za wystarczająco interesujący, aby zachodnie media mogły o tym informować. W rezultacie mało kto na Zachodzie o tym wie, podczas gdy rosyjskie media relacjonowały to szczegółowo.

Pod koniec marca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze szczegóły i dokumenty dotyczące amerykańskiego programu broni biologicznej na Ukrainie, ujawniając między innymi, że w jego finansowaniu brała udział nowojorska firma Rosemont Seneca. Stali czytelnicy „Anti-Spiegla” rozpoznają tę firmę, ponieważ odegrała ona znaczącą rolę na Ukrainie w innym kontekście. Nawiasem mówiąc, firma należy do Huntera Bidena, syna prezydenta USA.

Pod koniec marca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony ujawniło dalsze szczegóły i dokumenty dotyczące amerykańskiego programu broni biologicznej na Ukrainie, ujawniając między innymi, że w jego finansowanie zaangażowana była nowojorska firma Rosemont Seneca. Wkrótce potem ujawniono, że amerykańscy specjaliści na Ukrainie również przeprowadzili testy na ludziach. Dalsze szczegóły opublikowano w połowie kwietnia i na początku maja 2022 roku. Ponadto, były prezydent USA George W. Bush, choć niechętnie, przyznał się w połowie maja do istnienia amerykańskich programów broni biologicznej zainicjowanych za jego rządów na Ukrainie.

Na początku czerwca 2022 roku w Moskwie odbyła się konferencja poświęcona programom broni biologicznej Pentagonu na Ukrainie, na której zebrano publicznie znane fakty. Uczestniczyłem w niej również ja. O tym informowałem w dwóch artykułach

(https://web.archive.org/web/20241006194712/https://anti-spiegel.com/2022/neue-informationen-ueber-us-biowaffenprogramme-in-der-ukraine-teil-1/ 

web.archive.org/web/20240715171852/https://anti-spiegel.com/2022/neue-informationen-ueber-us-biowaffenprogramme-in-der-ukraine-teil-2/.

Zaledwie kilka dni później Pentagon przyznał się do finansowania 46 laboratoriów biologicznych na Ukrainie, twierdząc, że służyło to wyłącznie celom zdrowotnym. Szczegóły, w tym link do oświadczenia Pentagonu, można znaleźć tutaj: web.archive.org/web

anti-spiegel.2022/pentagon-raeumt-finanzierung-von-46-biolaboren-in-der-ukraine-ein

W połowie czerwca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało liczne informacje na temat amerykańskich programów broni biologicznej i badanych patogenów, a na początku lipca pojawiły się kolejne szczegóły.

Na początku sierpnia 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że uznaje COVID-19 za amerykańską broń biologiczną, a na początku września opublikowano dalsze szczegóły dotyczące amerykańskich programów broni biologicznej na Ukrainie.

We wrześniu 2022 roku Rosja zwołała specjalne spotkanie państw-stron Konwencji o Broni Biologicznej, przedstawiła im swoje ustalenia i zadała 20 pytań Stanom Zjednoczonym i Ukrainie, na które nie mogły lub nie chciały odpowiedzieć. Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze szczegóły w grudniu. Pod koniec stycznia 2023 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony dodało dalsze szczegóły.

Na początku marca 2023 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony po raz pierwszy skomentowało szczepionki mRNA, a na początku kwietnia 2023 roku opublikowało dalsze szczegóły dotyczące tych niebezpiecznych szczepionek.

Na początku maja 2023 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze szczegóły dotyczące badań Pentagonu nad ptakami wędrownymi na Ukrainie, które mogą być wykorzystywane do rozprzestrzeniania chorób zakaźnych. Dalsze szczegóły opublikowano pod koniec maja 2023 r.

Pod koniec maja 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze informacje na temat badań Pentagonu nad ptakami wędrownymi na Ukrainie, które – jak twierdziło – mogą być wykorzystywane do rozprzestrzeniania chorób zakaźnych. W czerwcu 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony rozpoczęło doniesienia o roli Billa Gatesa oraz o badaniach nad komarami i kleszczami w kontekście amerykańskich programów broni biologicznej, publikując dalsze informacje w lipcu 2023 r.

W sierpniu 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony wzmocniło oskarżenia, że ​​Stany Zjednoczone stworzyły COVID-19 i przygotowały pandemię. Ministerstwo ostrzegło, że Stany Zjednoczone najwyraźniej już przygotowują się na nową pandemię, aczkolwiek z o wiele groźniejszymi patogenami.

Na początku września i października 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony ponownie skupiło się na doniesieniach o tym, jak Stany Zjednoczone ukrywają swoje programy i unikają międzynarodowych inspekcji.

W sierpniu 2024 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony wskazało, że Pentagon przekazał środki na badania nad bronią biologiczną innym departamentom, aby zatrzeć ślady.

USA: Zbrojny rabunek światowych zasobów energetycznych

zdjęcia depozytowe

Zbrojny rabunek światowych zasobów energetycznych

Autorstwa Richarda Medhursta

Dokładne śledztwo w sprawie tego, jak Waszyngton wykorzystał wojnę w Iranie, aby zastąpić Nord Stream, zaoszczędzić dolara i uzyskać pełną kontrolę nad światowymi rezerwami energii od Arktyki po Ocean Indyjski. Richard Medhurst relacjonuje:

Kuszące jest przekonanie, że amerykańska machina wojenna dobiegła końca. Z militarnego punktu widzenia Iran rzeczywiście zadał Stanom Zjednoczonym największe upokorzenie w historii nowożytnej – o którym obszernie pisałem.

Ale za kulisami Waszyngton po cichu i w tajemnicy rozpoczął zbrojny nalot na światowe rezerwy ropy naftowej i gazu. Wszystkie.

To śledztwo można zobaczyć w moim filmie dokumentalnym „ Narodziny dolara Petrogas i państwo pirackie ”.

W ciągu zaledwie 90 dni USA przeprowadziły energetyczną błyskawiczną wojnę, do której przygotowywano się od dziesięcioleci:

  • Setki ataków na rosyjskie tankowce i rafinerie
  • Przerwanie dostaw jednej trzeciej ropy naftowej i LNG do Chin
  • Zdobycie największych na świecie złóż ropy naftowej
  • Ustanowienie globalnej blokady morskiej od Arktyki do Oceanu Indyjskiego

W tym procesie porwano i zamordowano dwie głowy państw. Jesteśmy świadkami transformacji Stanów Zjednoczonych z imperium w bezprawne państwo pirackie i narodzin tego, co nazywam dolarem petrogasowym lub dolarem LNG .

Chronologia tej kampanii mówi sama za siebie:

Celem jest chaos

W przeszłości Stany Zjednoczone były bardzo wrażliwe na kryzysy naftowe. Zamknięcie Cieśniny Ormuz byłoby katastrofą, ponieważ USA nie byłyby w stanie wyprodukować wystarczającej ilości ropy, aby zaspokoić popyt.

Obecnie jednak są największym producentem ropy naftowej, gazu i produktów rafineryjnych na świecie, a także wiodącym eksporterem skroplonego gazu ziemnego (LNG).

Wielu wciąż wierzy w starą mantrę, że wysokie ceny ropy naftowej szkodzą USA, ale prawda jest odwrotna. Po raz pierwszy w czasie globalnego niedoboru dolar nie traci na wartości, a złoto rośnie – wręcz przeciwnie. Wysokie ceny energii nie stanowią już zagrożenia dla Wall Street – są celem ataku.

To nie przypadek, że Stany Zjednoczone stały się wiodącym światowym eksporterem LNG po wojnie na Ukrainie. Korzyści były wielorakie: Stany Zjednoczone przekształciły się z dostawcy pokrywającego zaledwie 9% europejskiego zapotrzebowania na energię w wiodące źródło węgla, ropy naftowej i LNG w Europie.

Import ropy naftowej, węgla i skroplonego gazu ziemnego z USA do UE (2021–2025) Źródło: UE/Eurostat

Kiedy Condoleezza Rice czy Joe Biden mówili, że Europa powinna „polegać” na USA w kwestii energii i obiecywali „położyć kres” projektowi Nord Stream, mówili to dosłownie. Poprzez sankcje wobec Moskwy i zniszczenie gazociągów Nord Stream, Stany Zjednoczone nie tylko zaszkodziły Rosji – uczyniły z Europy stałego klienta USA, zapewniły sobie długoterminowe zyski i wzmocniły dolara petrogazowego.

Stany Zjednoczone są rozdzielone dwoma oceanami, co sprawia, że ​​dostawy gazu są droższe. Nikt nigdy nie kupiłby amerykańskiego LNG, gdyby tani rosyjski gaz był dostępny tuż obok. Dlatego Stany Zjednoczone wyeliminowały konkurencję.

Nie tylko kosztem Rosji, ale także przejmując w tym procesie połowę katarskiego udziału w rynku LNG:

Zakończ projekt w Europie

Stany Zjednoczone osiągnęły już jednak pełnię swoich możliwości eksportowych. Choć posiadają gaz, nie są w stanie dostarczać go wystarczająco szybko, aby obsłużyć stworzony przez siebie rynek. Waszyngton zdał sobie sprawę, że nie musi budować dodatkowej infrastruktury, aby wygrać. Wystarczyło po prostu wyeliminować konkurencję – ponownie.

Po USA, Katar i Australia są największymi dostawcami skroplonego gazu ziemnego (LNG) na świecie i największymi konkurentami Ameryki.

Tak jak Waszyngton wykorzystał wojnę na Ukrainie, sankcje i ataki na gazociąg Nord Stream jako pretekst do wycofania Rosji z Europy, tak samo wykorzystał wojnę z Iranem jako pretekst do zniszczenia pozycji Kataru jako globalnego gracza na rynku LNG.

Zmuszając Dohę do ogłoszenia stanu siły wyższej 4 marca, w pierwszym tygodniu wojny , a następnie przeprowadzając ataki odwetowe na Ras Laffan 18 marca, Waszyngton zamknął największe na świecie pole gazowe, paraliżując w ten sposób Iran i odsuwając Katar od władzy za jednym zamachem.

Twierdzenie, że Izrael przeprowadził ten konkretny atak bez poinformowania Waszyngtonu, jest niemożliwe zarówno politycznie, jak i logistycznie – a podejrzenia te stają się jeszcze bardziej podejrzane, gdy weźmiemy pod uwagę próby Benjamina Netanjahu i Donalda Trumpa, aby oddalić Biały Dom od tej sprawy tak bardzo, jak to możliwe.

Niezależnie od tego, nie ma wątpliwości, że to Stany Zjednoczone i Izrael sprowokowały ten konflikt. W tym momencie spędzili już trzy tygodnie wspinając się po drabinie eskalacji, bombardując Iran bez przerwy i testując jego reakcje.

Co więcej, Teheran jasno i jednoznacznie dał do zrozumienia (już 12 marca), że wszelkie ataki na irańską infrastrukturę energetyczną spotkają się z zasadą „oko za oko”.

Paraliżując katarską produkcję LNG – nawet jeśli tylko częściowo – Waszyngton zabił trzy ptaki jednym kamieniem:

  • Katar zmuszony był zerwać korzystne długoterminowe kontrakty z Chinami i Europą, co zmusiło ich do kupowania gazu ze Stanów Zjednoczonych.
  • Ceny LNG gwałtownie wzrosły, ale tylko w Europie i Azji (w Ameryce nie wzrosły, co zostanie wykazane w dalszej części badania).
  • Stany Zjednoczone kreowały się na wiarygodnego dostawcę energii w niestabilnym świecie.

Tydzień później, dzięki astronomicznemu zbiegowi okoliczności – Australia, drugi co do wielkości dostawca LNG na świecie, została nawiedzona przez cyklon. To sparaliżowało połowę jej hubów LNG. Nie było to tak katastrofalne jak w Katarze, ale fatalny moment – ​​lub świetny, jeśli sprzedajesz amerykański LNG.

W ciągu zaledwie dziewięciu dni dwaj najwięksi konkurenci Stanów Zjednoczonych odpadli z wyścigu, co spowodowało gwałtowny wzrost cen LNG i umocnienie dolara LNG.

A w kolejnym posunięciu wykonanym z nieprawdopodobnym wyczuciem czasu, w dniu, w którym dostawy LNG do Kataru (18 marca) zostały przerwane, Unia Europejska zakazała rosyjskiego gazu spot.

Jak sama nazwa wskazuje, jest to gaz kupowany na rynku spot, czyli w małych ilościach lub bez kontraktu – co może być przydatne w takich momentach, jak te, gdy dostawcy z Kataru i Australii zawiodą. To ponownie zmusiłoby nabywców do zwrócenia się w ramiona Stanów Zjednoczonych.

Data wprowadzenia tego zakazu była znana publicznie już kilka miesięcy wcześniej.

Basen Lewantyński

Basen Lewantyński to jedno z największych złóż gazu na świecie, położone u wybrzeży Syrii, Palestyny ​​i Libanu. Zdobycie tego terytorium przez USA i Izrael zbiegło się idealnie z wojną z Iranem i szerszym zawłaszczeniem globalnych zasobów energetycznych przez Waszyngton. USA i Izrael planują wykorzystać to do połączenia Europy ze śródziemnomorskim szlakiem dostaw energii – symetrycznego zamiennika gazociągu Nord Stream, który USA skutecznie zablokowały.

Basen Lewantyński, położony tuż u progu Europy, mógłby całkowicie zastąpić rosyjski gaz rurociągowy – cel wyraźnie określony przez Ursulę von der Leyen, przewodniczącą Komisji Europejskiej. Pozwoliłoby to Waszyngtonowi kontynuować sprzedaż LNG drogą morską po zawyżonych cenach, a jednocześnie zapewnić sobie ogromne drugie źródło dochodów.

W tym kontekście amerykańska firma Chevron podpisała w grudniu kontrakt gazowy z Izraelem o wartości 35 miliardów dolarów, do którego przygotowania poczyniła już prawie dwa lata przed ludobójstwem w Strefie Gazy.

Wszystko poszło jak w zegarku: najpierw zawieszenie broni w Strefie Gazy w październiku, potem Rada Pokoju i w końcu umowa gazowa Chevron.

Chevron miał sformalizować umowy i przejąć finansowanie, natomiast „Rada Pokoju” miała pełnić rolę fasady organizacji humanitarnej.

Organ ten został powołany do życia przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, aby prawnie uzasadnić kolonialny plan Waszyngtonu – plan, na którego przyjęcie, z niewyjaśnionych przyczyn, zezwoliły Chiny i Rosja.

Bliższe przyjrzenie się Rezolucji 2803 ujawnia, że ​​„ woda, prąd i ścieki ” są wspomniane tylko pobieżnie. Słowa „energia” i „gaz” nie pojawiają się ani razu.

Jednakże podczas pierwszego szczytu Rady Pokoju platformy wiertnicze ropy naftowej i gazu niespodziewanie pojawiły się w reklamach korporacyjnych „Nowej Gazy”.

Przynęta i podstęp: odbudowa Gazy zgodnie z rezolucją ONZ nr 2803 (po lewej) okazuje się grabieżą gazu i ropy przez „Radę Pokoju” (po prawej)

Ta jaskrawa wiadomość, w połączeniu z momentem zawarcia izraelskiej umowy gazowej – i faktem, że w tym rejonie działa tylko Chevron – prowadzi nas do jedynego logicznego wniosku: Izrael i Chevron zamierzają splądrować złoża gazu Marynarki Wojennej w Strefie Gazy.

W październiku 2023 roku ostrzegałem, że w tej wojnie nie chodzi o zakładników ani o Hamas, ale o grabież zasobów Gazy.

Nie zmarnowano ani chwili. W chwili, gdy Waszyngton i Chevron byli gotowi do działania, wojna została odłożona na bok i nagle pojawiło się pytanie o „zawieszenie broni”.

Syria była kolejnym elementem domina, który upadł. Ledwo Chevron podpisał w grudniu kontrakt z Izraelem, a firma rozpoczęła eksploatację syryjskich złóż ropy naftowej i gazu – specjalny przedstawiciel USA Tom Barrack spotkał się z nowymi, powiązanymi z Al-Kaidą przywódcami, którym Waszyngton pomógł przejąć władzę w Damaszku.

W lutym 2026 r. umowa została sfinalizowana, a Stany Zjednoczone mogły wreszcie zacząć eksploatować zagraniczne bogactwa kraju.

Amerykański wysłannik Tom Barrack podczas przemówienia wygłoszonego na ceremonii podpisania umowy między Chevronem a rządem Jolaniego.

Przed wojną Syria była całkowicie samowystarczalna pod względem ropy naftowej i gazu. Dziś ta suwerenność została utracona.

Syryjczykom przydziela się tylko kilka godzin prądu dziennie i są zmuszeni sprowadzać całą potrzebną im energię z Turcji – państwa, które przyczyniło się do ich własnej destrukcji – podczas gdy Chevron pompuje bogactwo Syrii bezpośrednio do Europy.

Ale błyskawiczna wojna Chevronu na tym się nie skończyła.

Podczas gdy umowa z Syrią była jeszcze w trakcie finalizacji, Chevron podpisał kolejny kontrakt gazowy z Grecją jeszcze w tym samym miesiącu, a kolejny z Cyprem w kwietniu. Wszystko było ze sobą powiązane.

Waszyngton stworzył amerykańską linię ratunkową biegnącą z Lewantu przez Cypr do Grecji. Gaz, rurociągi i umowy dzierżawy były już gotowe – nie wspominając o dodatkowym rynku LNG przez Egipt.

Północny korytarz gazowy z Rosji upadł, a na jego miejscu amerykańska firma zbudowała nowy – niemal idealnie symetryczny – korytarz. To był ostatni gwóźdź do trumny Nord Streamu.

Arteria śródziemnomorska: Jak gazociąg EastMed Poseidon i rozwój Basenu Lewantyńskiego zastąpiły Nord Stream jako najważniejszy korytarz energetyczny Europy.

Wartość całego zagłębia przekracza pół biliona dolarów – przekraczając łączne zyski BP, Shell, Chevron, ExxonMobil i Total Energies z całej wojny na Ukrainie. Te niewykorzystane rezerwy zostały zamrożone przez izraelskie wojsko, które w rzeczywistości działa jako prywatni najemnicy amerykańskiej gospodarki.

To nie przypadek, że wszystkie porty wzdłuż tego wybrzeża zostały zniszczone, z wyjątkiem izraelskiego. Blokując Strefę Gazy i paraliżując porty w Bejrucie i Syrii, uniemożliwili mieszkańcom Lewantu dostęp do własnego dziedzictwa – jednocześnie pozostawiając otwarte drzwi dla Chevronu, aby firma mogła czerpać zyski.

Po wyeliminowaniu Kataru i Iranu oraz zabezpieczeniu Morza Śródziemnego, Marynarka Wojenna USA po drugiej stronie globu torowała Chevronowi drogę do przejęcia największych pól naftowych na świecie.

Chińskie rezerwy ropy naftowej i gazu w centrum uwagi

Jednak kontrolowanie Europy i osłabianie Rosji to dopiero początek. Prawdziwym celem są Chiny.

Chiny są zbyt duże i zbyt konkurencyjne, by Stany Zjednoczone mogły je zniszczyć. Celem Waszyngtonu jest natomiast kontrolowanie kraju.

Odcinając Pekin od głównych źródeł energii, Stany Zjednoczone dążą do wymuszenia całkowitego uzależnienia od amerykańskiej energii. To stwarza niezbędne wpływy, aby zapewnić przetrwanie dolara, jednocześnie podważając państwa BRICS, Inicjatywę Pasa i Szlaku (BRI) oraz wielobiegunowość.

Chiny pozyskują około jednej trzeciej swojej ropy naftowej z Wenezueli, Rosji i Iranu łącznie – partnerstw, które uważają za strategicznie ważne. Stany Zjednoczone coraz częściej atakują wszystkie te trzy kraje w ciągu ostatnich 90 dni.

Strategiczne rezerwy ropy naftowej Chin: całkowita objętość (2025 r.) (Źródło: GAC China / Kpler i Vortexa)

Wenezuela (Operacja „Południowa Włócznia”)

Blokada rozpoczęła się we wrześniu 2025 roku, kiedy flota amerykańska została wysłana na Karaiby pod pretekstem „zwalczania narkotyków”. Pod dowództwem Dowództwa Południowego (USSOUTHCOM) Waszyngton umieścił te okręty bezpośrednio na granicach Wenezueli, skutecznie okrążając kraj.

W grudniu flota ujawniła swój prawdziwy cel, otwarcie rabując wenezuelską ropę. Kulminacją tej kampanii w styczniu było porwanie prezydenta Nicolasa Maduro i przejęcie największych na świecie rezerw ropy naftowej.

Marynarka Wojenna USA stacjonowała swoje okręty u wybrzeży Wenezueli, gdzie pozostają do dziś. To ona decyduje, które tankowce mogą wpływać i wypływać z portu, a oczywiście są to głównie tankowce Chevron.

Tymczasem rząd USA – po zmuszeniu lokalnej administracji do podporządkowania się siłą – uczynił tę kradzież oficjalną, przyznając swoim firmom w Departamencie Skarbu zwolnienia i ogólne licencje, tak jakby był właścicielem praw do ropy.

Kilka dni później Trump chwalił się (a jakżeby inaczej, na szczycie Rady Pokoju), że Stany Zjednoczone kontrolują obecnie 62 procent światowych zasobów ropy naftowej. To przejęcie osiągnęło dwa kluczowe cele dla państwa pirackiego: po pierwsze, natychmiast odcięło Chiny od kluczowego partnera energetycznego, a po drugie, zapewniło drugie strategiczne rezerwy ropy, aby przeciwdziałać chaosowi, jaki Waszyngton zamierzał rozpętać w Rosji i Iranie.

Rosja (Operacja Arctic Sentry)

W ostatnich miesiącach siły USA i NATO dosłownie polowały na rosyjskie statki z ropą i gazem na całym świecie, od Morza Śródziemnego po Morze Czarne, Morze Bałtyckie, Karaiby, Arktykę, północny Atlantyk i Ocean Indyjski.

Rosja dostarcza 17 procent całkowitego importu ropy naftowej do Chin. Część z niej jest transportowana rurociągami, ale większość drogą morską. Dotyczy to również ważnej mieszanki „Ural”, od której zależne są niezależne chińskie rafinerie „czajniczków”.

Ponieważ towary te pochodzą z zachodnich portów rosyjskich nad Morzem Bałtyckim, są one szczególnie narażone ze względu na bliskość NATO.

Stany Zjednoczone wiedziały, że Chiny natychmiast zwrócą się do Rosji o uzupełnienie strat ropy w Wenezueli – aby temu zapobiec, Waszyngton przerzucił kluczowe grupy bojowe z Karaibów na Arktykę i Atlantyk. Właśnie z tego powodu NATO po cichu rozpoczęło w lutym operację „Arctic Sentry”, nie próbując nawet ukryć jej prawdziwego celu:

Zainteresowanie Chin Arktyką również rośnie, ponieważ Pekin zabiega o dostęp do surowców energetycznych, kluczowych minerałów i szlaków żeglugowych. Co więcej, zacieśniona współpraca między Rosją a Chinami ma strategiczne i operacyjne implikacje dla pozycji NATO w zakresie odstraszania i obrony w regionie”. – Raport NATO o bezpieczeństwie w Arktyce

Mówiąc wprost, jest to embargo na ropę i gaz. NATO otwarcie przyznaje, że jego celem jest odcięcie Pekinowi „dostępu do energii i kluczowych surowców mineralnych” oraz zakłócenie rosnącej wymiany handlowej z Rosją. Żadna z tych kwestii nie ma charakteru bezpieczeństwa. Są to kwestie geostrategiczne i ekonomiczne.

To wyjaśnia, dlaczego Trump jest tak bardzo zainteresowany Grenlandią i Kanadą, i dlaczego Królewska Marynarka Wojenna wysłała grupę uderzeniową lotniskowców na korytarz Grenlandia- Islandia-Wielka Brytania (GIUK) w zeszłym miesiącu – i ponownie w tym tygodniu. Celem jest osaczenie rosyjskich tankowców na Morzu Bałtyckim i w Arktyce, zanim jeszcze zdążą wypłynąć.

Korytarz Grenlandia–Islandia–Wielka Brytania (GIUK): Brama do koła podbiegunowego.

Cieśnina ta stanowiła kluczowe wąskie gardło od czasów zimnej wojny; niegdyś była jedyną drogą, jaką rosyjskie okręty podwodne mogły dotrzeć do Atlantyku. NATO powraca tam teraz z innym celem: zakłóceniem handlu wzdłuż Przejścia Północno-Wschodniego (NSR), najważniejszego rosyjskiego skrótu do Azji – i w oczekiwaniu na przyszłą Transpolarną Drogę Morską (TSR).

Media określiły wystrzelenie „Arctic Sentry” jako dyplomatyczne „wyjście” mające na celu „zmniejszenie napięć” między USA a Grenlandią. Misja ta najwyraźniej nie miała na celu „deeskalacji” czegokolwiek, lecz była raczej koniem trojańskim, mającym na celu rozmieszczenie wojsk NATO w celu wyegzekwowania blokady – z udziałem wielu zachodnich marynarek wojennych, w tym Francji, Szwecji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, które aktywnie wspierają Waszyngton w grabieży rosyjskiej ropy.

Kiedy w marcu po raz pierwszy przedstawiłem swoją teorię „państwa pirackiego”, atak dotyczył wówczas tylko rosyjskich tankowców. Jednak w toku śledztwa ataki te rozszerzyły się ze statków na rafinerie i centra eksportowe.

To wzmacnia główny argument, że jesteśmy świadkami wojny energetycznej.

Tylko w marcu sparaliżowano około 40 procent rosyjskiego eksportu ropy naftowej drogą morską – było to najpoważniejsze zaburzenie logistyczne w historii nowożytnej Rosji.

W momencie publikacji tego artykułu wyniki za kwiecień są niezaprzeczalne: był to najsurowszy miesiąc w historii, zmuszający Rosję do ograniczenia produkcji ropy naftowej o 300 tys.– 400 tys. baryłek dziennie – była to największa redukcja produkcji od 6 lat.

Najnowszy raport OPEC potwierdza , że ​​Rosja wydobywa o 400 000 baryłek dziennie mniej niż wynosi jej oficjalny limit, co pokazuje, że ataki te mają znaczący wpływ na sytuację na miejscu.

A do tego dochodzą straty i porwania na morzu.

Marcowy Blitz: Skoordynowane ataki na trzy główne rosyjskie centra eksportowe i pięć strategicznych rafinerii.

W ciągu czterech lat wojny na Ukrainie rosyjska infrastruktura energetyczna nigdy nie została tak mocno i dotkliwie dotknięta. Chociaż kampania rozpoczęła się jesienią 2025 roku, blitzkrieg przeciwko rosyjskim dostawom energii nabrał rozpędu dopiero po tym, jak Waszyngton zapewnił sobie kontrolę nad Wenezuelą i rozpoczął wojnę z Iranem.

Dokładnie zaplanowany czas i globalna skala tego manewru okrążającego pokazują, że państwo pirackie czekało z decydującym atakiem do momentu zabezpieczenia własnych rezerw strategicznych – osiągając w ten sposób dwa cele naraz: zakłócając dostawy z Chin i konsolidując rynek globalny.

Interaktywnie: Najedź kursorem myszy na wartości szczytowe, aby zobaczyć zestawienie sankcji wobec rosyjskiego sektora energetycznego.

Iran (Operacja Epic Fury)

Iran eksportuje około 60 procent swojej produkcji ropy naftowej i, podobnie jak Rosja i Wenezuela, dostarcza większość do Chin po obniżonej cenie. Iran pokrywa 11 procent chińskiego importu ropy naftowej drogą morską. Ponieważ dostawy z Wenezueli i Rosji były sabotowane przez Stany Zjednoczone, stabilne dostawy z Iranu stały się jeszcze ważniejsze – a Pekin odpowiednio zwiększył swój import.

Ponieważ Cieśnina Ormuz znajduje się pod kontrolą Iranu, dostawy te powinny być priorytetem, biorąc pod uwagę strategiczne partnerstwo Chin. Jednak natura wojny nieuchronnie prowadzi do chaosu, a eksperymentalny system poboru opłat w Teheranie – podobnie jak cała infrastruktura – jest systematycznie atakowany przez agresję USA i Izraela, co skutkuje opóźnieniami.

Zatapiając statek IRIS Dena ponad 3200 km od Zatoki Perskiej, państwo pirackie zasygnalizowało swoje zamiary wszystkim statkom na Globalnym Południu – niezależnie od tego, czy są uzbrojone, czy nie, czy znajdują się na obszarze działań wojennych, czy poza nim. Niestety, samo obliczenie kosztów ładunku w juanach nie wystarczy, gdy państwo pirackie jest u naszych drzwi, bezlitośnie plądrując i zatapiając statki.

Stany Zjednoczone nie mają zamiaru deeskalacji sytuacji. Nawet podczas „zawieszenia broni” sekretarz obrony Pete Hegseth wyraźnie oświadczył, że Waszyngton nie opuści tych wód – niezależnie od zawieszenia broni – potwierdzając to, przed czym ostrzegałem: że Stany Zjednoczone zastosują swój model arktyczno-wenezuelski wobec Iranu.

Atak USA i Izraela, a także przerwanie dostaw LNG z Kataru spowodowały, że import LNG do Chin spadł do najniższego poziomu od 8 lat.

Dane chińskiego rządu (GACC) pokazują, że całkowity import gazu ziemnego spadł o 16,3 procent od lutego do marca – czyli o 10 procent w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Przy stuprocentowym wykorzystaniu przepustowości rurociągów spadek ten jest praktycznie pewny z powodu globalnej blokady nałożonej przez Stany Zjednoczone. Jest to najwyraźniejszy jak dotąd wskaźnik tego, że wojny i blokady Waszyngtonu ograniczają dostawy do Chin.

Źródło: Rząd Chin (GACC) Utworzono za pomocą Datawrapper

Rosja i Iran mają największe na świecie potwierdzone złoża gazu ziemnego, ale ich zdolność do zrekompensowania deficytu Chin jest fizycznie ograniczona.

Iran zużywa 94 procent produkowanego przez siebie gazu, a pozostały potencjał eksportowy tego kraju ucierpiał już na skutek ostatnich ataków.

Co więcej, Rosja już teraz w pełni wykorzystuje swoje najważniejsze gazociągi i ropociągi do Chin (Siła Syberii i WSTO). Ukończenie budowy Siły Syberii 2 jest wciąż odległe o lata, a Rosji brakuje floty tankowców – niezależnie od tego, czy są one zdolne do operowania w Arktyce, czy nie – aby pomóc Chinom zrekompensować te straty na morzu.

Nawet gdyby te statki były dostępne, intensywność ataków wspieranych przez USA spowodowała gwałtowny wzrost składek ubezpieczeniowych dla rosyjskich tankowców, co praktycznie przekreśliło sens kupowania ropy po obniżonej cenie.

Wielopłaszczyznowy sabotaż, wielopłaszczyznowe zyski

Na razie oznacza to, że wszyscy trzej strategiczni dostawcy chińskiej ropy naftowej są aktywnie blokowani lub atakowani przez Stany Zjednoczone.

Koszt tych ataków jest jeszcze wyższy, jeśli weźmiemy pod uwagę następujące czynniki:

„Czajniki” przeznaczone do oleju ciężkiego

Chińskie rafinerie typu „czajniczek” zaprojektowano specjalnie w celu przetwarzania kwaśnej ropy naftowej dostarczanej z Wenezueli, rozbijając ciężki, lepki osad i przekształcając go w olej napędowy, który napędza chiński przemysł zaawansowanych technologii.

Choć oleje rosyjskie i irańskie różnią się pod względem chemicznym i są łatwiejsze w rafinacji, Chiny otrzymywały je po tak korzystnych cenach, że opłacało się je przetwarzać „w czajniczkach”.

Tani olej

Nie tylko fizyczne i techniczne możliwości czajników sprawiły, że były one idealnym wyborem do produkcji tych mieszanek olejowych: to również ich cena. Mieszanki te były dostarczane do Chin z rabatem lub, w przypadku Wenezueli, jako forma spłaty długu. Uzyskanie identycznych mieszanek w tej samej konkurencyjnej cenie jest praktycznie niemożliwe.

Po pierwsze, Waszyngton usuwa ciężki „szlam”, do przetwarzania którego specjalnie zaprojektowano rafinerie.

Po drugie, eliminując tanie rosyjskie i irańskie alternatywy, uniemożliwiają finansowo nawet uruchomienie rafinerii. To wywołuje kaskadowy efekt sabotażu wymierzony w chińską gospodarkę, z czego Stany Zjednoczone niewątpliwie doskonale zdają sobie sprawę.

Choć Chiny mogą odbudować się w perspektywie długoterminowej, a ich zużycie energii jest zdywersyfikowane, sama energia słoneczna i węgiel nie są w stanie w pełni wykorzystać potencjału bazy przemysłowej kraju. Nawet przy ogromnych rezerwach, nie da się ich w dłuższej perspektywie porównać ze skutkami ataku państwa pirackiego na trzech najważniejszych partnerów energetycznych Chin w ciągu 90 dni.

Większość rządów uznałaby zachowanie Waszyngtonu za akt wojny lub, w najlepszym razie, za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego – i mieliby rację.

Skierowany do Zatoki Meksykańskiej

Co gorsza, Stany Zjednoczone przekierowały skonfiskowaną wenezuelską ropę naftową do własnych rafinerii w Zatoce Meksykańskiej. Zapewnia to Waszyngtonowi szereg korzyści:

  • Te rafinerie są zaprojektowane do przetwarzania ciężkiego oleju opałowego – tak jak chińskie czajniki. Dostarczając wenezuelską ropę, działają z maksymalną wydajnością, zwiększając udział Waszyngtonu w globalnym rynku oleju napędowego i jego marże zysku.
  • Wykorzystując kradzioną ropę ciężką w kraju, Stany Zjednoczone mogą eksportować własną lekką ropę łupkową do Europy i Azji po rekordowych cenach, jak w czasie wojny.

Kuba

Oprócz izolowania Chin od Wenezueli, USA wykorzystują kontrolę nad największymi polami naftowymi świata, aby otoczyć Kubę i zagrozić temu państwu zmianą reżimu.

Połowa kubańskiej sieci energetycznej była zależna od tej ropy. Natychmiast po porwaniu Maduro, Waszyngton odciął Hawanę, pogrążając kraj w ciemności i zaostrzając trwającą 60 lat blokadę tego karaibskiego państwa. To kolejny dowód na to, że zdobycie wenezuelskiej ropy nie było jedynie wynikiem korporacyjnej chciwości, ale strategicznych, geopolitycznych celów.

Chociaż Stany Zjednoczone „zezwoliły” jednemu rosyjskiemu tankowcowi na dotarcie do Hawany i przyznały 30-dniowy okres karencji na irańską i rosyjską ropę, tych środków nie należy błędnie interpretować jako oznaki deeskalacji. Są one jedynie wentylami bezpieczeństwa, mającymi na celu stabilizację rynków globalnych, podczas gdy Waszyngton dopełnia wrogiego przejęcia.

Transformacja w potęgę morską

Stany Zjednoczone przechodzą obecnie radykalną transformację, stając się potęgą morską. Znajduje to odzwierciedlenie nie tylko w strategii militarnej kraju, ale również w gruntownej przebudowie światowego rynku energetycznego.

Nazwanie tego globalną blokadą to nie tylko figura retoryczna. Geograficznie obejmuje ona połowę globu – od Grenlandii, przez Wenezuelę, po Iran – i ma jeden cel: zakłócić transport paliw.

Ta blokada jest tak jednorodna, że ​​często dosłownie te same statki i załogi przeskakują z jednego obszaru operacyjnego do drugiego. Armada ta jest dowodzona przez USS Gerald R. Ford , ale obejmuje również USS Iwo Jima oraz niszczyciele Churchill i Spruance . Działa jako pojedyncza, mobilna siła.

W razie potrzeby jej dowództwo jest po prostu automatycznie zatwierdzane i przerzucane między USSOUTHCOM, USEUCOM i USCENTCOM. Na przykład Ford brał udział w inwazji na Wenezuelę i ataku na Iran bezpośrednio po zakończeniu misji w Arktyce.

Sieć wymuszeń morskich

Nie tylko armia USA dysponuje globalną flotą. Podczas gdy większość rosyjskiego lub norweskiego gazu jest transportowana rurociągami, amerykański skroplony gaz ziemny (LNG) jest transportowany drogą morską. To sprawia, że ​​jest on mobilny – i drogi, dlatego Europa i Azja nie kupiłyby go, gdyby nie były do ​​tego zmuszone.

Po fizycznym wyeliminowaniu konkurencji, Europa i Azja są zmuszone do licytowania zawyżonych cen amerykańskiego LNG na rynku spot. Aby zobrazować, jak zacięta jest konkurencja w tym biznesie: można obserwować, jak tankowce LNG zatrzymują się w połowie rejsu i zmieniają kurs w czasie rzeczywistym, aby przyciągnąć najwyższego oferenta. Wygrywa ten, kto zapłaci najwięcej.

Plan działań na rzecz gospodarki morskiej (MAP)

Dokument ten został opublikowany przez Biały Dom w lutym 2026 roku – zbiegając się z innymi ważnymi wydarzeniami tej blitzkriegu. Jest to zarys polityki strategicznej, określający transformację Ameryki w potęgę morską.

Nosi on tytuł „Plan działań morskich” (MAP) i jest w istocie kontynuacją dokumentu z 2025 r. zatytułowanego „ PRZYWRÓCENIE DOMINACJI MORSKIEJ AMERYKI ” – na wypadek gdyby to nie było dla kogoś jasne.

Program MAP zasadniczo zmusza wszystkich prowadzących interesy ze Stanami Zjednoczonymi do przejścia na statki zbudowane w USA. Cel ten wywodzi się z ustawy „Ships for America Act of 2025” (s. 1541) , która ustanawia jasne ramy prawne dla rewitalizacji floty USA. („Flota” obejmuje nie tylko okręty wojenne, ale także tankowce LNG i tankowce – co podkreśla strategiczne znaczenie, jakie Stany Zjednoczone przywiązują do tych aktywów).

Stanowi ona, że ​​coraz większa część ładunków strategicznych musi być ostatecznie transportowana statkami zbudowanymi w USA. Dotyczy to całej floty statków handlowych LNG – absurdalnej liczby statków, biorąc pod uwagę, że USA są już największym eksporterem na świecie i tym samym umacniają swoją kontrolę nad rynkiem.

Dotyczy to również każdego ładunku wwożonego do kraju, w tym ropy naftowej. Około 40 procent ropy rafinowanej w USA pochodzi z zagranicy – ​​Stany Zjednoczone po raz kolejny wykorzystują swoją pozycję wiodącego operatora rafinerii na świecie, aby wycisnąć z planety jak najwięcej i wygenerować dodatkowy zysk.

Ci, którzy nie inwestują w amerykańską stocznię marynarki wojennej, są zmuszeni płacić podatki. Tak czy inaczej, muszą coś dać Wujkowi Samowi.

Ta transformacja w potęgę morską jest tak intensywna, że ​​w tym tygodniu Trump natychmiast zdymisjonował swojego sekretarza marynarki wojennej, Johna Phelana. Co go za przewinienie? Nie budował floty wystarczająco szybko.

Stany Zjednoczone są ewidentnie pewne swojej pozycji geostrategicznej i dążą do całkowitej dominacji na rynku energetycznym na świecie – i wykorzystują to, aby podwoić, a nawet potroić swoje źródła dochodów w nadchodzących latach, jeśli nie dekadach (pomyślmy jeszcze raz o „wielowarstwowych zyskach”).

Transformacja ma charakter zarówno ekonomiczny, jak i militarny. I, jak to zwykle bywa w Wall Street, Stany Zjednoczone dokończą tę transformację w kierunku potęgi morskiej, przerzucając rachunek na kogoś innego.

Wymuszenie

W końcu Trump ogłosił coś, co w istocie sprowadza się do usługi ochroniarskiej: zaoferował ochronę statków przez Marynarkę Wojenną USA za „bardzo rozsądną cenę”. To dodało monopolowi kolejny poziom wymuszenia.

Nie ma potrzeby wskazywać na ironię tej sytuacji: jedynym realnym zagrożeniem dla wolności żeglugi na pełnym morzu jest właśnie siła, która oferuje jej „ochronę”.

Bardzo często Stany Zjednoczone nie konfiskują nawet ładunku tych statków, lecz po prostu je zatapiają. Jeśli jednak już do nich wejdą, dosłownie wykorzystują lub sprzedają ładunek jako łup – niczym piraci – i uzasadniają sprzedaż w amerykańskim systemie prawnym, powołując się na sankcje nałożone przez Urząd Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC).

Jednak żaden z tych statków nigdy nie wpłynął do USA ani na ich wody terytorialne. Co więcej, sankcje USA są bezwartościowe poza granicami USA, a nawet nielegalne w świetle prawa międzynarodowego, jak wyjaśniła Alena Douhan, Specjalna Sprawozdawczyni ONZ ds. negatywnych skutków jednostronnych środków przymusu, w 2021 roku.

Wszystkie te czynniki łącznie zapewniają Waszyngtonowi zróżnicowane źródła dochodów i pełną kontrolę nad dostawami energii i łańcuchem produkcyjnym w każdym punkcie. Poprzez piractwo, sfabrykowane sankcje i dominującą pozycję rynkową, Stany Zjednoczone szantażują planetę, aby zapłaciła za tę samą flotę, która je atakuje – to transformacja od „opartego na zasadach porządku międzynarodowego” imperium do bezprawnego państwa pirackiego.

[Trump powiedział na wiecu na Florydzie 2 maja: „Przejęliśmy statek, przejęliśmy ładunek, przejęliśmy ropę. To bardzo dochodowy biznes. Kto by pomyślał, że zrobimy coś takiego? Jesteśmy jak piraci. Trochę jak piraci. Ale nie bawimy się w gierki.”]

Zmiana strategiczna

Petrodolar przeszedł do historii. Został po cichu zastąpiony przez znacznie groźniejszego następcę: dolara petrogazowego – akurat wtedy, gdy wszyscy myśleli, że USA chyli się ku upadkowi.

Wszystko, czego doświadczamy dzisiaj, jest wynikiem dziesięcioleci planowania Waszyngtonu i Wall Street.

Trump wyłożył elementy układanki na stół, ale jak dotąd nikt nie jest w stanie złożyć jej w całość.

„Doktryna Donroe’a” jest powszechnie źle rozumiana. Wielu uważa, że ​​jest to jedynie odświeżona wersja doktryny Monroe’a lub po prostu chodzi o kontrolę nad półkulą zachodnią. Ale to nieprawda. Chodzi o przekształcenie półkuli zachodniej w coś innego. Celem jest przeniesienie rynku do Ameryki i przeniesienie globalnego korytarza energetycznego na półkulę zachodnią.

Plany te nie powstały wyłącznie za sprawą Trumpa ani nie powstały z dnia na dzień. Są dziełem administracji Busha i neokonserwatystów takich jak Dick Cheney.

W 2001 roku, pełniąc funkcję wiceprezydenta, Cheney odbył 40 tajnych spotkań z gigantami energetycznymi, aby nakreślić strategię Ameryki na XXI wiek. Biały Dom walczył aż do Sądu Najwyższego, próbując utrzymać te spotkania w tajemnicy.

Jeśli wyobrażasz sobie podejrzane spotkanie dyrektorów, to jesteś w błędzie: szefowie dosłownie wszystkich największych firm naftowych zasiedli w jednym pokoju z Cheneyem i jego doradcami.

Projekt, który wyłonił się z tych tajnych spotkań, był dokumentem strategicznym zwanym „Narodową Polityką Energetyczną” (NEP). Już 25 lat temu Biały Dom wiedział, że zabezpieczenie wenezuelskich rezerw ropy naftowej jest kluczem do „dywersyfikacji” dostaw ropy z USA.

Postępowy rozwój złóż tzw. ciężkiej ropy naftowej na półkuli zachodniej jest ważnym czynnikiem, który obiecuje znaczną poprawę światowych rezerw ropy naftowej i dywersyfikację produkcji ropy naftowej.” —Polityka Energetyczna Narodu, 2001

Zwiększenie produkcji na półkuli zachodniej i w samych Stanach Zjednoczonych jest centralnym filarem NEP-u. Dokument traktuje import ropy naftowej z krajów nielubianych przez USA niemal jak zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

…coraz bardziej zależna od zagranicznych dostawców. Jeśli utrzymamy obecny kurs, za 20 lat Ameryka będzie importować prawie dwie na trzy baryłki ropy naftowej – sytuacja, która doprowadzi do rosnącej zależności od mocarstw zagranicznych, które nie zawsze mają na sercu interesy Ameryki”. – Narodowa Polityka Energetyczna, 2001

„Zagrożenie”, które USA wyeliminują poprzez kradzież ropy lub jej wysadzenie w powietrze, uniemożliwiając innym jej wykorzystanie.

Ten plan nie był dziełem przypadkowych polityków. To był rząd wielkich koncernów naftowych w każdym calu: Cheney właśnie odszedł z Halliburton; fortuna rodziny Bushów została zbudowana na teksańskim przemyśle naftowym; a Condoleezza Rice zasiadała w zarządzie Chevronu przez dekadę – tak, tego samego Chevronu, który w 90 dni pochłonął bogactwo Wenezueli, Syrii i Palestyny. (Chevron nawet nazwał tankowiec jej imieniem, SS Condoleezza Rice).

W 2003 roku Cheney i Bush najechali Irak, aby zdobyć ropę. Stany Zjednoczone próbowały ukryć tę kradzież pod płaszczykiem „demokracji”. Wtedy Waszyngton dosłownie potrzebował ropy – ale dziś Stany Zjednoczone są dominującym producentem, a Trump nie przejmuje zasobów Wenezueli, aby przetrwać niedobór.

Niemniej jednak nadrzędny cel pozostaje ten sam: konsolidacja strategicznej rezerwy rezerwowej. Porzucając teatr działań „budowania narodu”, armia amerykańska przekształciła się w czystą piracką siłę, aby zapewnić, że półkula zachodnia stanie się jedynym korytarzem energetycznym na świecie.

Półkula zachodnia: nowy Bliski Wschód

Uczynienie zachodniej półkuli stolicą ropy naftowej i gazu rozwiąże wiele problemów petrodolara.

W przeszłości petrodolar był zbyt zależny od wydarzeń politycznych na Bliskim Wschodzie. Jednak dzięki tej strategii Stany Zjednoczone kontrolują cały proces, nie musząc polegać na pośrednikach na Bliskim Wschodzie, czy to Izraelu, państwach Zatoki Perskiej, czy też faktycznych amerykańskich bazach wojskowych.

Czy chodzi o kryzysy naftowe, zamknięcie Cieśniny Ormuz czy konflikt w Palestynie – nic z tych wydarzeń nie jest już w stanie zachwiać stabilnością dolara, ponieważ cały proces – od wydobycia po rafinację – jest teraz realizowany lokalnie na półkuli zachodniej przez firmy amerykańskie.

Współczesny globalny kapitalistyczny porządek finansowy został ustanowiony w Bretton Woods w 1944 roku. Dolar był powiązany ze złotem aż do lat 70. XX wieku, kiedy to został oddzielony i nieoficjalnie powiązany z ropą naftową z Zatoki Perskiej.

Dziś jesteśmy świadkami kolejnej rewolucji dolara na tę samą skalę, ale powiązanej z czymś o wiele potężniejszym: amerykańską produkcją gazu i ropy naftowej, a także rezerwami, które USA przejmują w wyniku wojny i piractwa, tworząc w ten sposób dolara petro-gazowego.

Dolar LNG

Dolar LNG, czyli dolar petrogasu, jest silniejszy nie tylko dlatego, że jest bezpiecznie ukryty w Zatoce Meksykańskiej. Jak sama nazwa wskazuje, to właśnie dodatek LNG/gazu ziemnego sprawia, że ​​jest on bardziej zróżnicowany i stabilny.

Za pośrednictwem LNG Stany Zjednoczone uzależniły przetrwanie Europy od dolara, a zamknięty rynek, który powstał po 2022 r., to właśnie to, co uczyniło Waszyngton największym eksporterem na świecie.

A teraz, po wojnie z Iranem – niezależnie od tego, czy postrzegamy ją jako celową, czy po prostu wygodny efekt uboczny – faktem jest, że Stany Zjednoczone zdobędą jeszcze większy udział w światowym rynku LNG.

Stany Zjednoczone zajmują już tak dominującą pozycję na rynku gazu ziemnego, że ceny dla konsumentów w Ameryce prawie nie ulegają wahaniom, gdy wybuchają wojny – ale cena tego samego gazu w Europie i Azji gwałtownie rośnie i kosztuje konsumentów fortunę.

Jak pokazuje grafika, nie ma „globalnego” kryzysu energetycznego. Kryzys ogranicza się do konkurentów Ameryki.

Nawet jeśli ceny ropy wzrosną, Stany Zjednoczone unikną najgorszych skutków. Jako czołowi producenci i operatorzy rafinerii, amerykańscy giganci energetyczni tak naprawdę nie mogą stracić. Po prostu podnoszą ceny ropy i zgarniają wyższe zyski. Co najważniejsze, zyski te są generowane w dolarach amerykańskich i pozostają w gospodarce USA.

Ci giganci generują obecnie najwyższe zyski w historii – a wyceny ich akcji są rekordowo wysokie. Obecna wojna w Iranie jest w zasadzie ich najbardziej dochodowym okresem jak dotąd.

Po raz pierwszy od II wojny światowej Stany Zjednoczone sprzedają niemal więcej ropy naftowej niż importują. I, jak można się było spodziewać, ich głównymi odbiorcami (czytaj: ofiarami) są Europa i Azja.

Kolejny bezprecedensowy rekord padł w marcu, kiedy liczba transakcji SWIFT w dolarach amerykańskich osiągnęła rekordowy poziom 51,1% , w porównaniu z 49,25% w lutym. To potwierdza, że ​​świat jest fizycznie zmuszony do powrotu do dolara, aby płacić za jedyną energię, która wciąż jest dostępna na rynku.

Tradycyjni analitycy rynku naftowego i paliwowego nie dostrzegają strategicznej wartości tego, co się obecnie dzieje. Wierzą, że świat zaczyna się i kończy na wyborach parlamentarnych i niezadowolonych Amerykanach płacących podwójnie za dystrybutory.

To nie jest tak, jak myślą dyrektorzy z Wall Street. Jedyną „lekcją”, jaką wyciągnęli po wojnie w Iraku i 2008 roku, było to, że mogą sobie pozwolić na wszystko i nikt ich nie powstrzyma. To aroganccy drapieżcy.

Ogólnie rzecz biorąc, strategia USA zapewnia, że ​​wszyscy

  • jest zmuszony kupować amerykańskie produkty, ponieważ Wujek Sam sparaliżował innych dostawców
  • jest zmuszony płacić w dolarach amerykańskich, co osłabia jego własną walutę.
  • jest zmuszony płacić ceny wojenne, co sprawia, że ​​cała sytuacja jest jeszcze gorsza.

Co prowadzi do najbardziej śmiercionośnego punktu:

Deindustrializacja

Podnosząc ceny ropy naftowej i gazu w Europie i Azji, Stany Zjednoczone zmuszają firmy do wyboru między zamknięciem swoich operacji a przeniesieniem ich do Ameryki.

Proces ten został zapoczątkowany na Ukrainie, paraliżując wiele europejskich gałęzi przemysłu – od niemieckiego przemysłu stalowego po francuski szklarski – i będzie się tylko nasilać, jeśli Stany Zjednoczone dokończą wrogie przejęcie. W rzeczywistości ta strategia pożera zarówno przyjaciół, jak i wrogów, a Wall Street nie ma z tym problemu.

Ten exodus przemysłowy prowadzi również do masowej ucieczki kapitału. Wraz z fizycznym przenoszeniem fabryk i aktywów z Europy i Azji do USA, każda firma wycofuje swój kapitał – gotówkę, akcje, pożyczki – ze swojego kraju macierzystego i inwestuje go w amerykańską gospodarkę.

Przesuwa to ciężar światowej gospodarki w stronę Ameryki, co jeszcze bardziej wzmacnia dolara petrogasowego.

Według danych Departamentu Skarbu USA (TIC) fizyczna ilość dolarów napływających do kraju nie tylko wzrosła, ale wręcz drastycznie wzrosła równocześnie z rozszerzaniem się konfliktów energetycznych.

Między styczniem a lutym 2026 roku napływ kapitału netto do Stanów Zjednoczonych całkowicie się odwrócił. W styczniu kapitał opuścił USA z deficytem w wysokości 25 miliardów dolarów.

Ale miesiąc później, w lutym, pieniądze zaczęły napływać do USA – a nie wypływać z tego kraju – z nadwyżką w wysokości 184,5 miliarda dolarów – u szczytu chaosu, jaki USA wywołały w Rosji i na Bliskim Wschodzie.

To wahania rzędu 209,5 miliarda dolarów w ciągu jednego miesiąca – coś bezprecedensowego.

Jeszcze bardziej wymowny jest fakt, że większość tego kapitału pochodzi od prywatnych inwestorów zagranicznych, a nie od rządów państw czy banków centralnych.

Tylko w lutym napływ kapitału prywatnego netto osiągnął 166,5 miliarda dolarów. Oznacza to, że ludzie proaktywnie decydują się na lokowanie pieniędzy w USA, ponieważ pirackie państwo powoduje tak wielki chaos wszędzie indziej, że wydaje się to jedyną bezpieczną inwestycją.

Ta rekordowa wielkość kapitału prywatnego dzieli się na dwa strumienie:

  • Połowa z nich jest przeznaczana na zakup amerykańskiej ropy naftowej i gazu po cenach wojennych. Według amerykańskiego Biura Analiz Ekonomicznych (BEA), całkowity eksport USA wzrósł o 4,2% w lutym 2026 roku, osiągając rekordowy poziom 314,8 miliarda dolarów. Wzrost ten był napędzany niemal wyłącznie przez towary i materiały przetworzone, a sam eksport gazu ziemnego wzrósł o 1,3 miliarda dolarów w ciągu jednego miesiąca, ponieważ partnerzy starali się zastąpić zakłócone dostawy z Bliskiego Wschodu i Rosji.
  • Druga połowa jest inwestowana w obligacje rządowe, co świadczy o wyraźnym zaufaniu, jakim ludzie darzą dolara – nawet gdy Stany Zjednoczone ograniczają globalne dostawy energii. To dodatkowo ilustruje, jak bardzo Waszyngton jest odizolowany od chaosu, jaki spuszcza na wszystkich innych.

Firmy nie pakują walizek i nie przeprowadzają się każdego dnia – więc gdy już znajdą się w Stanach Zjednoczonych, jest bardzo mało prawdopodobne, że przeniosą się tam na dłużej. Ten kapitał pozostaje w gospodarce USA, a firmy te będą prowadzić działalność wyłącznie w dolarach – co dodatkowo wzmocni dolara.

W rzeczywistości Stany Zjednoczone nie tylko przesuwają korytarz energetyczny planety na półkulę zachodnią, ale także swoją bazę przemysłową. Jedno naturalnie prowadzi do drugiego; działa to jak efekt domina, wzmacniając dolara petrogazowego.

Podsumowując, strategia ta jest dość makiaweliczna i rozwija się kaskadowo.

  1. Po pierwsze, Stany Zjednoczone eliminują swoją zależność od innych, produkując tyle ropy i gazu, że są w stanie przetrwać burzę. Innymi słowy, mogą wszczynać wojny po drugiej stronie globu, nie odczuwając ich skutków.
  2. Następnie bezpośrednio lub pośrednio zniszczą infrastrukturę wszystkich pozostałych państw (np. Nord Stream, Ras Laffan), zmuszając je do kupowania energii ze Stanów Zjednoczonych.
  3. Kiedy ktoś próbuje sprzedać własną ropę i gaz, aby obejść sankcje Waszyngtonu, ładunek zostaje skradziony w trakcie transportu. To podnosi ceny na świecie i daje Stanom Zjednoczonym całkowity monopol na rynku.
  4. Kiedy energia staje się nieopłacalna gdziekolwiek indziej, amerykańska baza przemysłowa automatycznie staje się najbardziej konkurencyjna, zmuszając najsilniejsze firmy zagraniczne do przeniesienia się do Ameryki, podczas gdy reszta wymiera.
  5. Wszystkie te mechanizmy wzmacniają walutę amerykańską i zmuszają świat do prowadzenia interesów na wzór Waszyngtonu, sięgając głęboko do kieszeni.

W przeszłości Stany Zjednoczone obalały rządy, aby zdobyć ropę; dziś wykorzystują do tego celu własną ropę.

W wojnie na Ukrainie Stany Zjednoczone nie musiały przejmować kontroli nad rosyjskimi złożami ropy i gazu u źródła. Poprzez sankcje, sabotaż i piractwo udało im się wykluczyć Rosję z [zachodniego] rynku i zmusić gigantów przemysłowych do przeniesienia się do Ameryki. Jeśli to była próba, plan się powiódł, a Stany Zjednoczone obecnie go rozwijają i rozszerzają na skalę globalną.

Typowym przykładem jest dziwny los Kataru. ExxonMobil i QatarEnergy – partnerzy w rafinerii Ras Laffan, która została zamknięta w marcu – dokładnie wiedzieli, kiedy muszą wycofać swoje chipy z Bliskiego Wschodu i przenieść je do USA.

22 kwietnia firma świętowała swoją pierwszą dostawę LNG z Golden Pass w Teksasie, gdzie Katar posiada 70-procentowy pakiet większościowy. Można śmiało powiedzieć, że przy tych wojennych cenach firma wielokrotnie odzyska wszystko, co straciła w Zatoce Perskiej – a wszystko to, działając bezpiecznie w ramach amerykańskiego systemu gospodarczego.

https://youtube.com/watch?v=8t54dBNuN_w%3Ffeature%3Doembed

BRICS i dedolaryzacja

Co oznacza „dolar petrogazowy” dla Globalnego Południa?

Po atakach na gazociąg Nord Stream w 2022 roku i sankcjach wobec Rosji, z konieczności zaczęła rozwijać się wielobiegunowość. Rosja zwróciła się na wschód i sprzedawała ropę i gaz w rublach; obserwowaliśmy, jak gospodarki, systemy płatnicze (Mir, Szitab) i systemy bankowe (CIPS, SPFS, SEPAM) zostały połączone między Moskwą, Teheranem, Caracas i Pekinem .

W tym sensie Iran pobiera obecnie opłatę za bezpieczne przejście przez Cieśninę Ormuz, której cena jest ustalana w alternatywnych walutach, takich jak juan.

Z geopolitycznego punktu widzenia wszystkie te kroki są słuszne. Ale aby dedolaryzacja zadziałała, handel musi być fizycznie możliwy. Nie można pozwolić państwu pirackiemu atakować przewożony ładunek ani wysadzać w powietrze własnych zasobów naturalnych.

Strategia USA zmieniła się z jednostronnych sankcji na fizyczną wojnę oblężniczą. Waszyngton nie tylko wyklucza kraje z rynków zachodnich, ale wręcz fizycznie uniemożliwia im handel między sobą.

To oblężenie nie ogranicza się do piractwa morskiego; to również blokada rywalizujących korytarzy handlowych. Obalając rząd w Damaszku i niszcząc syryjskie porty Latakia i Tartus, Stany Zjednoczone zabiły kilka ptaków jednym kamieniem:

  • Zapewnili Chevronowi dostęp do lewantyńskiego basenu gazowego.
  • Zlikwidowali jedyne propalestyńskie państwo arabskie i
  • Fizycznie odcięli Nowy Jedwabny Szlak od Morza Śródziemnego, co szkodzi zarówno Chinom, jak i globalnemu Południu.

W ostatnich tygodniach iracki ruch oporu zdołał wyprzeć okupację NATO po ponad dwóch dekadach. Ma to kluczowe znaczenie dla Inicjatywy Pasa i Szlaku, ponieważ iracka linia kolejowa miała bezpośrednio połączyć Azję z Morzem Śródziemnym. Jednak pomimo postępów Iraku, wyzwanie jest dalekie od zakończenia.

Likwidacja baz lotniczych jest kluczowa, ale to nie wystarczy. Ruch oporu musi zdać sobie sprawę, że Waszyngton odchodzi od modelu okupacji lądowej w kierunku modelu globalnego piractwa i blokady morskiej.

W miarę jak Stany Zjednoczone coraz częściej polegają na nalotach, blokadach i zdalnie sterowanym chaosie, bazy lotnicze tracą na znaczeniu. Gdy bitwa przenosi się na wodę, strategia oporu musi się odpowiednio zmienić.

Co Iran musi zrobić, aby wygrać

Z czysto teoretycznego punktu widzenia Iran, Rosja i Chiny wciąż mają kilka możliwości strategicznych:

  • Rozwój alternatywnych źródeł paliwa, których nie da się fizycznie przejąć ani sabotować.
  • Próba zneutralizowania Marynarki Wojennej USA na obszarach jej działań (choć, jak widzieliśmy, blokada ma teraz charakter globalny).
  • Pokonać państwo pirackie jego własną bronią – rafineriami i tankowcami.

Zgodnie z trzeźwymi obliczeniami teorii gier, ostatnia opcja jest najskuteczniejszym posunięciem, ale też tym, które najprawdopodobniej wywoła III wojnę światową.

Przyjmujemy za pewnik, że wrogie działania przeciwko kontynentalnym Stanom Zjednoczonym automatycznie wyznaczają czerwoną linię. To sięga sedna głębokiej asymetrii strategicznej: jak to możliwe, że Waszyngton może podpalać rafinerie i atakować głowy państw, nie odczuwając jednocześnie strachu przed odwetem?

Z jakiegoś powodu Rosji, Chinom i Iranowi nie udało się stworzyć i utrzymać wiarygodnej siły odstraszającej przed agresją Zachodu.

Nie chodzi tu o ropę naftową ani walutę, ale o suwerenność. Arsenały nuklearne Chin i Rosji stają się praktycznie bezużyteczne z powodu bezczynności, co samo w sobie jest niezwykłym paradoksem.

Od początku tej wojny Oś Oporu walczyła znacznie ponad swoje możliwości. Choć zniszczyła majątek wart miliardy, Marynarka Wojenna USA już teraz zmierza w kierunku modelu całkowitej blokady morskiej.

Zniszczenie stacji radarowej lub pasa startowego jest zwycięstwem taktycznym, ale nie powstrzyma blokady morskiej Cieśniny Ormuz.

Waszyngton nie chce już, by obecne szlaki handlowe istniały, a tym bardziej funkcjonowały. Podważa je, aby przesunąć korytarz energetyczny planety na półkulę zachodnią – i tym samym określić morskie szlaki handlowe i politykę energetyczną na nadchodzące stulecie.

Lód jeszcze nie stopniał, a USA już blokują transpolarny szlak arktyczny.

Dla państwa pirackiego, które obiecało „spuszczać śmierć i zniszczenie z nieba przez cały dzień”, żaden koszt nie jest zbyt wysoki, aby realizować te cele – i właśnie dlatego Iran nie powinien lekceważyć potencjału przemocy ze strony Ameryki.

Zatem klęska militarna i klęska gospodarcza to nie to samo. Dopóki Iran i kraje Globalnego Południa będą kontynuować walkę z USA na własnym terytorium, nigdy nie pokonają państwa pirackiego.

Cała doktryna militarna USA opiera się na zasadzie nieprowadzenia wojny na terytorium kraju w celu ochrony narodu amerykańskiego i bazy przemysłowej. Ta sama logika leży u podstaw relokacji korytarza energetycznego.

Stany Zjednoczone przenoszą światowy kapitał ropy naftowej i gazu na półkulę zachodnią z tego samego powodu, dla którego prowadzą wojny na Bliskim Wschodzie: aby chronić siłę napędową imperium pomiędzy dwoma oceanami.

Upokorzenie Stanów Zjednoczonych tysiące mil od ich bazy przemysłowej miało już miejsce – w Wietnamie, Afganistanie, a teraz w Iranie – a jednak imperium wciąż istnieje, gotowe do kolejnej grabieży. Dopóki Wall Street będzie się czuło nietykalne, amerykański imperializm będzie trwał.

Jak widać w filmie dokumentalnym

„Pochodzenie dolara Petrogas i państwa pirackiego” autorstwa dziennikarza Richarda Medhursta.

[ YouTube | Rumble ]

https://youtube.com/watch?v=0nt1CgQsgpI%3Ffeature%3Doembed

Źródło: Zbrojny rabunek światowych zasobów energii

========================

Synowie Trumpa stoją za siecią inwestycyjną o wartości 1 miliarda dolarów, która wspiera branże faworyzowane przez Biały Dom

(Źródło zdjęcia: Ronda Churchill/Bloomberg)

Synowie Trumpa stoją za siecią inwestycyjną o wartości 1 miliarda dolarów, która ma na celu wspieranie branż faworyzowanych przez Biały Dom: Raport

Rodzina Trumpów znacząco zwiększyła inwestycje w branżach promowanych przez Biały Dom, w tym w produkcję dronów, kryptowaluty, sztuczną inteligencję, energię jądrową i budownictwo.

Eric Trump i Donald Trump Jr. zainwestowali niedawno w American Ventures, spółkę zależną Dominari Holdings, która zbudowała sieć o wartości 1,04 miliarda dolarów, ukierunkowaną na amerykańskie firmy z branż sponsorowanych przez Biały Dom, takich jak kryptowaluty, sztuczna inteligencja i drony, o czym donosił Financial Times 8 maja.

Według dokumentów rządowych bracia Trump łącznie posiadają około 12 procent udziałów w Dominari, a Dominari z kolei ma 90 procent udziałów w American Ventures.

Amerykańska firma dronowa wspierana przez synów Trumpa stara się czerpać zyski z wojny USA i Izraela z Iranem — Amerykańska firma dronowa wspierana przez Erica Trumpa i Donalda Trumpa Jr. sprzedaje sprzęt państwom Zatoki Perskiej, które polegają na amerykańskim wsparciu wojskowym w związku z amerykańsko-izraelską wojną z Iranem. Współzałożyciel Brett Velicovich powiedział Associated Press, że firma przeprowadza demonstracje w całym regionie, aby zaprezentować systemy obrony dronów zaprojektowane do przeciwdziałania irańskim atakom. „Nasz zespół obecnie przeprowadza liczne demonstracje naszych dronów przechwytujących na Bliskim Wschodzie” — powiedział Velicovich w wymianie wiadomości tekstowych. „Mamy niesamowitą technologię, która może ratować życie”. Według Associated Press odmówił podania nazw krajów lub dalszych szczegółów. Były prawnik Białego Domu specjalizujący się w etyce Richard Painter powiedział, że kraje czuły presję, aby kupować od synów prezydenta, aby zapewnić sobie wsparcie USA, opisując to jako pierwszy raz, kiedy pierwsza rodzina prezydenta mogła bezpośrednio skorzystać z wojny rozpoczętej bez zgody Kongresu.

Według doniesień, instrumenty finansowe i inwestycyjne przyciągały fundusze od ultrabogatych rodzin i zamożnych osób, a następnie przekazywały je małym spółkom publicznym i przedsiębiorstwom prywatnym działającym w branżach promowanych przez Biały Dom Trumpa.

[filmiki – w oryginale. md]

Tłumaczenie „X” : Synowie Trumpa nabywają udziały w kazachskiej spółce górniczej, która zdobyła kontrakt w USA o wartości 1,6 miliarda dolarów

Rzecznicy obu synów Trumpa oświadczyli, że byli oni „pasywnymi inwestorami niemającymi żadnej roli operacyjnej w American Ventures”, natomiast rzecznik Donalda Trumpa Jr. zaprzeczył jakimkolwiek związkom między jego inwestycjami a interesami mającymi wpływ na politykę rządu USA.

American Ventures sfinansowało firmy z różnych branż promowanych przez Biały Dom Trumpa, w tym produkcję dronów, kryptowaluty, sztuczną inteligencję, energię jądrową i budownictwo.

SYNOWIE TRUMPA WSPIERAJĄ OFENSYWĘ INWESTYCYJNĄ W WARTOŚCI 1 MILIARDA DOLARÓW Eric Trump i Donald Trump Jr. zainwestowali w pojazdy powiązane z funduszem wojennym o wartości 1 miliarda dolarów zgromadzonym przez Dominari Holdings, według FT. Kapitał ten jest skierowany na sztuczną inteligencję, drony i inne amerykańskie branże wspierane przez Biały Dom. „American Ventures zmienia kierunek, w którym zmierza”.

Firma zainwestowała również w kontrakt o wartości 1,5 miliarda dolarów, w który zaangażowane są JFB Construction i XTend, firma specjalizująca się w autonomicznej robotyce obronnej opartej na sztucznej inteligencji. XTend ogłosił później, że otrzymał kontrakt o wartości 1,7 miliona dolarów od izraelskiego Ministerstwa Obrony.

Kilka przedsiębiorstw powiązanych z Dominari znalazło również silniejszą pozycję w sektorze wojskowym i dronów, w tym firmy związane kontraktami z Pentagonem i Siłami Powietrznymi USA.

W marcu Bloomberg poinformował , że American Ventures posiada udziały w firmach zajmujących się dronami o łącznej wartości niemal 750 milionów dolarów, co zbiegło się z ogłoszeniem Pentagonu, że zainwestuje około 1 miliarda dolarów w technologię dronów w ciągu najbliższych dwóch lat.

Raport ujawnił, że wszystkie trzy firmy produkujące drony powiązane z Trumpem ubiegają się o kontrakty rządowe.

W zeszłym roku firma XTend ogłosiła, że ​​otrzymała wielomilionowy kontrakt z Pentagonem na drony szturmowe. Spółki zależne Powerus sprzedają produkty rządowi USA, a Unusual Machines otrzymała kontrakt na silniki od 101. Dywizji Powietrznodesantowej Armii Stanów Zjednoczonych.

Raport Responsible Statecraft wskazał, że inwestycje braci Trump w drony wpisują się w szerszy schemat wykorzystywania wojny do spekulacji, w ramach którego wykonawcy zamówień obronnych dążą do zwiększenia wpływów politycznych i wyższych budżetów Pentagonu.

Ben Freeman z Instytutu Quincy’ego powiedział: „Z roku na rok firmy współpracujące z Pentagonem otrzymują coraz więcej pieniędzy od podatników, a część z nich wykorzystują, aby przekonać Kongres, by przyznał im jeszcze więcej pieniędzy w kolejnym roku”.

Szlak spekulacji wojennych wykracza poza kontrakty obronne. Niedawny raport Anti-Corruption Data Collective wykazał, że ponad połowa „niepewnych” zakładów na działania militarne w Polymarket zakończyła się sukcesem, co sugeruje powszechność handlu informacjami poufnymi w USA i Izraelu.

Donald Trump Jr. jest starszym konsultantem w Polymarket, a jego firma zainwestowała miliony w platformę.

Źródło: Synowie Trumpa stoją za siecią inwestycji o wartości 1 mld dolarów, która ma na celu branże preferowane przez Biały Dom: Raport

Trump skapitulował przed Xi w Pekinie

Gwałtowny wzrost dynamiki upadku Zachodu; Trump skapitulował przed Xi w Pekinie

Dr Ignacy Nowopolski May 15 

Wyniki rozmów USA – Chiny, już na wstępie pokazują dominację Pekinu. Strona amerykańska zaakceptowała suwerenność Chin w sprawach wewnętrznych, a zwłaszcza w globalnym handlu. Wycofała się z sankcji, obiecując w kolejnym spotkaniu we wrześniu w Waszyngtonie, szczegółowo uzgodnić stanowiska, zwłaszcza dotyczące amerykańskiego importu z Chin strategicznych pierwiastków ziem rzadkich, niezbędnych w wysoko-technologicznej militarnej produkcji.
Ale nie gospodarka & handel były prawdziwym sukcesem Pekinu. Po raz pierwszy w bilateralnych rozmowach Waszyngton nie napomknął nawet o „niezależności” Tajwanu. Takie posunięcie rozprzestrzeniło polityczne wstrząsy tektoniczne nie tylko w Tajpej, ale w pozostałych krajach regionu. Od Seulu, poprzez Tokio, aż do Manili, zrozumiano, że USA nie zamierzają bronić regionu przed chińską dominacja.
Zresztą sam fakt usunięcia amerykańskich systemów obrony powietrznej & przeniesienie ich do Izraela było dość wymownym posunięciem ostatnich tygodni.Mało tego, katastrofalna klęska USA w wojnie z Iranem, pozbawiła „sojuszników” Ameryki ostatniego cienia nadziei na wsparcie przez amerykańskie „supermocarstwo”.
Dotyczy to także Brukseli i jej Środkowo-Europejskich kolonii, takich jak Polska, w planowanym gorączkowo konflikcie kinetycznym z Rosją.
Jedynym sukcesem Trumpa w Pekinie była wspólne stanowisko dotyczące jak najszybszego otwarcia cieśniny Ormuz. Wyniki rozmów były też korzystne dla Polski, która zaczyna doświadczać transferu wysoko-technologicznych tajwańskich (prywatnych) fabryk na swe terytorium. Po rozmowach transfer ten zapewne nabierze tempa.Ogólnie rozmowy wykazały niezbicie, że Ameryka upada szybciej niż przewidywano. Trump zaakceptował już gorzką prawdę, że nie jest „Imperatorem Świata”.
Z drugiej jednak strony niepokojące objawy rozpadu systemu administracji, każą mieć wątpliwości, czy ma on w ogóle jakąkolwiek władzę w USA?Coraz bardziej zdesperowana semicka oligarchia finansowa w USA, zaczyna podejmować coraz niebezpieczniejsze kroki. De facto, to Oligarchia, bezpośrednio za pomocą służb specjalnych (CIA, etc.) zaczyna „ręczne sterowanie” Ameryką.
Najnowszy tego przykład stanowi nalot CIA na biuro Tulsi Gabbart, odpowiedniczki polskiego ministra spraw wewnętrznych. CIA, podległa jej agencja konfiskuje z jej biura dokumenty kompromitujące autentycznych władców Ameryki. To tak, jakby Biuro Ochrony Rządu dokonało napadu na lokale MSW w Warszawie.
Z powyższych powodów nie jest pewne, czy & jakie uzgodnienia z Pekinu zostaną de facto zrealizowane.Mało tego, Oligarchia jest tak zdesperowana (wg. Alex Krainer), że planuje rozpętanie kolejnych wojen. Na pierwszym miejscu znajduje się UE, które zamierza poświęcić na ołtarzu „projektu zniszczenia Rosji”.
Przy tym Oligarchowie są zupełnie obojętni, kto wygra wojnę. Przykład Ukrainy jest tu jaskrawie widoczny. Została ona doszczętnie zniszczona jako państwo & społeczeństwo. Oligarchom nie przeszkadza, by Rosja zamieniła Europę w garść popiołu, byle by przy tym została osłabiona.
Według Krainera, szatańska nienawiść do rodzaju ludzkiego, jest u Oligarchów tak wielka, że cieszą się z jak największych ofiar wojen, sztucznie powodowanych klęsk (covid, trzęsienia ziemi, anomalie pogodowe, itd.).

Czas pokaże jak zareagują na próbę otwarcia cieśniny Ormuz. Trump może nie mieć nic do powiedzenia w obliczu Netanyahu & Globalnych Oligarchów.

Zobaczymy również, czy gorączkowo przygotowywana „pandemia”, na statkach wycieczkowych, rozprzestrzeni się po świecie?

Królestwo całego stworzenia. Czy w Królestwie Bożym jest miejsce dla zwierząt? CZĘŚĆ 2

CZĘŚĆ 2

Królestwo całego stworzenia

Czy w Królestwie Bożym jest miejsce dla zwierząt?

Stworzenie i wieczność

Czy w niebie będą zwierzęta?

Opracował Andrzej Juliusz Sarwa

Chrześcijaństwo i jego odpowiedź na pytanie o zwierzęta w niebie

Podstawy biblijne


Księga Rodzaju, otwierająca Biblię, stanowi fundament chrześcijańskiego spojrzenia na stworzenie świata, miejsce człowieka w Bożym planie i rolę zwierząt w porządku natury. Już od pierwszych stron tej starożytnej opowieści widać, jak ściśle powiązane są losy ludzi i zwierząt – istot, które nie zostały stworzone przypadkowo, lecz z intencją i celem, stanowiąc integralny element harmonijnego świata ukształtowanego przez Boga.

W pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju Bóg tworzy świat w sposób uporządkowany, etapami, wprowadzając w niego życie – najpierw rośliny, potem zwierzęta, a wreszcie człowieka. Najpierw pojawia się opis stworzenia zwierząt wodnych i ptaków, a następnie zwierząt lądowych. Każde z tych stworzeń Bóg uznaje za „dobre”, co oznacza, że mają one wewnętrzną wartość – są ważne same w sobie, nie tylko z uwagi na ich przyszłą rolę w życiu człowieka. Co istotne, zwierzęta powstają wcześniej niż człowiek, co podkreśla ich niezależność i wyjątkowe miejsce w porządku stworzenia. Nie są jedynie dodatkiem do świata ludzi – są jego równoprawnymi mieszkańcami. (Rdz 1,20–25 ).

Następnie pojawia się człowiek – stworzony na obraz i podobieństwo Boga – który otrzymuje zadanie panowania (hebr. radah) nad resztą stworzenia: nad rybami, ptakami, ssakami – słowem nad wszystkimi zwierzętami, a także nad całą ziemią:

„Rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!»”.

„Radah” tłumaczone jest tutaj zwykle jako „panować”, „rządzić”, „sprawować władzę”, ale jego znaczenie jest wielowymiarowe i zależy od kontekstu. Może oznaczać zarówno władzę królewską, autorytet i odpowiedzialność, jak i – w negatywnym sensie – twarde, opresyjne panowanie, jeśli użyte jest np. w kontekście przemocy lub ucisku.

Wydaje się jednak, że w tym kontekście [nakaz 'czynienia sobie ziemi poddaną’ i 'panowania’] nie powinien oznaczać tyranii czy wyzysku, lecz raczej sugerować odpowiedzialne zarządzanie, opiekę i troskę. Człowiek bowiem nie zostaje stworzony jako bezwzględny władca, lecz jako zarządca Bożego ogrodu, ponoszący odpowiedzialność za dobrostan wszystkiego, co w nim żyje. Jest to władza, która nie wyklucza, ale integruje – obejmuje troską każde żywe stworzenie.

Historycznie, interpretacja słów Księgi Rodzaju o 'czynieniu sobie ziemi poddaną’ i 'panowaniu’ nad innymi stworzeniami w teologii katolickiej często przyjmowała silnie antropocentryczną perspektywę, choć rozumienie tego ewoluowało. W tym kontekście zwierzęta i przyroda były widziane jako służące człowiekowi, a ich wartość była mu podporządkowana. Święty Tomasz z Akwinu, odmawiając zwierzętom nieśmiertelnej duszy, wykluczał ich z życia wiecznego. Argumentacja za troską o zwierzęta koncentrowała się głównie na ludzkim obowiązku unikania okrucieństwa, rzadko uwzględniając ich własną, integralną wartość w Bożym stworzeniu.

W chrześcijaństwie wschodnim rozwijała się nieco odmienna, bardziej mistyczna wizja relacji człowieka z przyrodą. Choć również nie ma tam dogmatu o „zbawieniu zwierząt”, duchowość prawosławna jest bardziej otwarta na ich obecność w Bożym planie. Święci, jak Serafin z Sarowa czy Gerasimos z Jordanii, żyli w bliskiej harmonii z dzikimi zwierzętami, co tradycyjnie interpretowano jako symbol przywróconej jedności między człowiekiem a stworzeniem, takiej jak w rajskim Edenie.

W centrum prawosławnej duchowości stoi theosis, teoza, czyli przebóstwienie – proces upodobnienia się do Boga. To nie tylko osobista przemiana, ale też kosmiczne odnowienie całej rzeczywistości. Święty Izaak Syryjczyk pisał, że serce człowieka zjednoczonego z Bogiem współczuje całemu stworzeniu – nawet najmniejszym robakom.

Opis stworzenia w Biblii podkreśla, że piątego dnia Bóg powołał do istnienia zwierzęta morskie i ptaki, a szóstego – zwierzęta lądowe oraz ludzi. Choć ludzie zostali wyróżnieni stworzeniem na obraz Boży, nie implikuje to ich absolutnej dominacji. Jest to raczej wskazanie na ich wyjątkową rolę jako istot duchowych, powołanych do pielęgnowania świata, a nie jego destrukcji. Zwierzęta stanowią integralną część jednego, wspólnego systemu stworzenia, w którym każda istota posiada swoje miejsce, znaczenie i godność.

W pierwotnym stanie, zanim doszło do grzechu i upadku, relacja między człowiekiem a zwierzętami była pełna harmonii i pokoju. Poniższe wersety pokazują, że zarówno ludziom, jak i zwierzętom Bóg daje ten sam rodzaj pożywienia – rośliny.

I rzekł Bóg: «Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona». I stało się tak. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. (Rdz 1:29–30).

To świat bez przemocy, bez drapieżnictwa i krwi. Rajska rzeczywistość była miejscem, gdzie życie istniało w doskonałej równowadze, a relacje między wszystkimi stworzeniami opierały się na współistnieniu, nie zaś na dominacji.

Ten idealny stan gwałtownie się załamuje, wraz z historią upadku człowieka. Adam i Ewa, sprzeciwiając się Bożemu nakazowi, spożywają owoc z Drzewa Poznania dobra i zła. W tym przełomowym momencie w świat wkracza grzech, a za nim śmierć, cierpienie i głęboki rozłam. Ziemia zostaje przeklęta, praca staje się uciążliwym trudem, a relacje człowieka z przyrodą naznacza lęk, przemoc i zmaganie. Wąż, kluczowy sprawca kuszenia Ewy, zostaje potępiony i skazany na czołganie się po ziemi – symbol poniżenia i kary. Wraz z upadkiem ludzkości cierpi całe stworzenie, w tym zwierzęta, które odtąd nie zaznają już rajskiej harmonii, lecz egzystują w świecie bólu i nieustannej walki o przetrwanie. (zob: Rdz 3).

Pomimo tej tragedii, Księga Rodzaju nie zostawia nas bez nadziei. W opowieści o potopie pojawia się ponownie motyw Bożej troski o wszystkie stworzenia. Kiedy Bóg postanawia oczyścić ziemię z powodu grzechu ludzi, nie zapomina o zwierzętach. Noe otrzymuje nakaz, aby zebrać po parze każdego gatunku, by przetrwały katastrofę. To nie tylko akt praktyczny, ale głęboko symboliczny – wskazujący na wartość życia każdego stworzenia i jego niezbywalne miejsce w Bożym planie. Po potopie Bóg zawiera przymierze nie tylko z ludźmi, ale także ze wszystkimi żywymi istotami:

Potem Bóg tak rzekł do Noego i do jego synów: «Ja, Ja zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie; z wszelką istotą żywą, która jest z wami: z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi, jakie są przy was, ze wszystkimi, które wyszły z arki, z wszelkim zwierzęciem na ziemi. Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię». Po czym Bóg dodał: «A to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy: Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią. A gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze, które zawarłem z wami i z wszelką istotą żywą, z każdym człowiekiem; i nie będzie już nigdy wód potopu na zniszczenie żadnego jestestwa. Gdy zatem będzie ten łuk na obłokach, patrząc na niego, wspomnę na przymierze wieczne między mną a wszelką istotą żyjącą w każdym ciele, które jest na ziemi». (Rdz 9, 8–16).

Podkreśla to słowami: „z wszelkim zwierzęciem na ziemi”. Zwierzęta zostają włączone w Boże obietnice i błogosławieństwa – są objęte tym samym przymierzem, które gwarantuje, że ziemia nie zostanie już więcej zniszczona przez potop. To wyraźny znak, że zwierzęta nie są dodatkiem do ludzkiej historii, ale jej współuczestnikami.

Motyw odkupienia i przywrócenia harmonii między ludźmi a zwierzętami kontynuowany jest również w proroctwach Izajasza. Prorok ukazuje wizje przyszłości, w której świat powróci do pierwotnego stanu pokoju. Opisuje niezwykłą scenę: wilk przebywa z barankiem, lampart leży obok koźlęcia, cielę i lew razem odpoczywają, a nad nimi czuwa małe dziecko. To wizja nie tylko metaforyczna – to obraz przyszłości, w której zostają odwrócone skutki upadku. Przemoc i strach znikają, a świat natury, dotknięty grzechem, zostaje uzdrowiony.

Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem,

pantera z koźlęciem razem leżeć będą,

cielę i lew paść się będą społem

i mały chłopiec będzie je poganiał.

Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie,

młode ich razem będą legały.

Lew też jak wół będzie jadał słomę.

Niemowlę igrać będzie na norze kobry,

dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii.

Zła czynić nie będą ani zgubnie działać

po całej świętej mej górze,

bo kraj się napełni znajomością Pana,

na kształt wód, które przepełniają morze.

(Iz 11:6–9 BT).

Również u proroka Izajasza czytamy o „nowych niebiosach i nowej ziemi”, w których wilk i baranek będą się paść razem, a lew będzie jadł słomę jak wół. Nawet wąż – symbol upadku – nie zostaje całkowicie unicestwiony, lecz ograniczony: jego pokarmem będzie proch, co może symbolizować całkowite odebranie mu mocy kuszenia. Te wizje pokazują, że Boże odkupienie obejmuje nie tylko ludzi, ale całe stworzenie. Zwierzęta, które cierpiały z powodu grzechu człowieka, mają także udział w przyszłej chwale.

«Wilk i baranek paść się będą razem;

lew też będzie jadał słomę jak wół;

a wąż będzie miał proch ziemi jako pokarm.

Zła czynić nie będą ani zgubnie działać

na całej świętej mej górze» – mówi Pan.

(Iz 65:25 BT).

W ten sposób Księga Rodzaju i proroctwa Izajasza łączą się w jednej wielkiej opowieści o stworzeniu, upadku i odkupieniu. Zwierzęta są obecne na każdym etapie tej historii – od harmonii raju, przez dramat grzechu, aż po nadzieję na przyszłe pojednanie. Ich obecność w biblijnym przekazie nie jest przypadkowa ani drugorzędna. Są one częścią Bożego świata – świata, który Bóg uznał za dobry i który pragnie w pełni odnowić. Ostateczna wizja przyszłości to nie tylko raj dla ludzi, ale odnowione stworzenie, w którym każda istota – człowiek, zwierzę, roślina – znajdzie swoje miejsce w harmonii i pokoju.

Zwierzęta w niebie według Biblii

Pytanie o los zwierząt w niebie jest bardziej złożone i spowite tajemnicą. Tradycyjna teologia katolicka, rozróżniając naturę duszy ludzkiej i zwierzęcej, naucza o odmienności ich losu po śmierci. Niemniej jednak, Kościół z ostrożnością podchodzi do definitywnego wykluczenia zwierząt z nieba, pozostawiając tę sferę otwartą dla teologicznej refleksji i chrześcijańskiej nadziei. Nie brakuje inspirujących przypomnień o wspólnym pochodzeniu wszelkiego życia: „zwierzęta również mają tchnienie życia otrzymane od Boga”. W eschatologicznym obrazie przyszłości, po przeminięciu obecnego świata, Apokalipsa świętego Jana przedstawia wizję odnowionego stworzenia, gdzie symboliczne proroctwo „wilk zamieszka z barankiem” staje się obietnicą uniwersalnego pokoju i harmonii, obejmującą być może także naszych zwierzęcych towarzyszy. Wielu teologów na przestrzeni wieków, rozważało możliwość obecności zwierząt jako integralnej części odkupionego stworzenia, zastrzegając jednak, że ich pośmiertny byt może różnić się od eschatologicznego losu człowieka. Ostatecznie, wizja nieba może obejmować zwierzęta nie na zasadzie ich zasługi, lecz jako wyraz bezgranicznej miłości Boga do całego stworzenia i Jego pragnienia, by je odnowić, a nie unicestwić. Bo przecież Pan Bóg wszystko co stworzył, stworzył z miłości. I „widział, że było dobre”.

Fraza „Bóg widział, że było dobre” pojawia się wielokrotnie w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju, w którym opisane jest dzieło stworzenia. Jest to refren towarzyszący każdemu etapowi Bożego działania, podkreślający Jego zadowolenie z tego, co uczynił. Po stworzeniu światła i oddzieleniu go od ciemności czytamy: Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności.” (Rdz 1,4). Następnie, po oddzieleniu wód i utworzeniu sklepienia niebieskiego: „Bóg widział, że były dobre” (Rdz 1,10). Potem Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre.” (Rdz 1,12). Po stworzeniu ciał niebieskich – słońca, księżyca i gwiazd – znów pojawia się ten sam werbalny znak uznania: „A widział Bóg, że były dobre.” (Rdz 1,18). Również po powołaniu do istnienia zwierząt wodnych i ptaków czytamy: „Tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Bóg widząc, że były dobre, pobłogosławił je tymi słowami: «Bądźcie płodne i mnóżcie się, abyście zapełniały wody morskie, a ptactwo niechaj się rozmnaża na ziemi».” (Rdz 1,21). Wreszcie, po stworzeniu zwierząt lądowych oraz człowieka, następuje kulminacja tego refrenu: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31). Zastosowanie w tym ostatnim wersecie wzmocnienia „bardzo dobre” wyraźnie akcentuje pełnię i doskonałość stworzenia w oczach Boga. Tym samym powtarzająca się fraza nie tylko nadaje rytm opowiadaniu, ale stanowi wyraźne teologiczne świadectwo miłości Stwórcy do swego dzieła.

Choć Pismo Święte nie zawiera jednego wersetu stwierdzającego wprost: „Bóg stworzył wszystko z miłości”, to cała jego narracja – od stworzenia świata aż po ofiarę Jezusa Chrystusa – jednoznacznie ukazuje tę prawdę. Fundamentem owego przekonania jest objawienie natury Boga, Jego działanie wobec stworzenia oraz niezmienne pragnienie zbawienia człowieka. Najgłębszym teologicznym uzasadnieniem jest sama istota Boga. Święty Jan pisze: „Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.” (1 J 4,8.16). Skoro miłość nie jest jedynie cechą Boga, lecz Jego istotą, to każde Jego działanie – w tym akt stworzenia – musi z niej wypływać. Miłość z natury jest dawaniem siebie, dzieleniem się dobrem i pragnieniem szczęścia ukochanego. Stworzenie świata i człowieka było więc aktem bezinteresownej dobroci – udzieleniem istnienia i licznych darów.

W Księdze Rodzaju z naciskiem powtarza się stwierdzenie: „A Bóg widział, że było dobre”. To Boże uznanie stworzenia za „dobre” wskazuje nie tylko na jego wewnętrzną harmonię i piękno, ale także na głęboką życzliwość i miłość Stwórcy wobec wszystkiego, co powołał do istnienia. Miłość z natury dąży do dobra ukochanej istoty – a stworzenie jest tego konkretnym przejawem. Kulminacją tej miłości jest stworzenie człowieka: „rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam»” (Rdz 1,26). Ukształtowanie człowieka jako bytu obdarzonego rozumem, wolną wolą i zdolnością do relacji z Bogiem świadczy o jego unikalnej pozycji w Bożym planie. Miłość pragnie relacji i dzielenia się sobą – a powołanie człowieka do komunii z Bogiem jest dowodem jego szczególnego umiłowania.

Cała historia zbawienia, ukazana w Biblii, to dzieje Bożej miłości i wierności wobec człowieka. Od przymierza z Noem, przez Abrahama, Mojżesza, aż po nowe i wieczne przymierze w Chrystusie – Bóg nieustannie podejmuje inicjatywę, by człowieka zbawić. Miłość bowiem jest wierna i dąży do trwałej więzi. Kulminacją objawienia Bożej miłości jest ofiara Syna Bożego: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” (J 3,16). Chrystus przyszedł nie do świata sprawiedliwego, lecz grzesznego – to jeszcze bardziej uwydatnia bezwarunkowy, ofiarny charakter Bożej miłości.

Miłość objawia się również w Bożym miłosierdziu wobec upadłego człowieka. Bóg nie odrzuca stworzenia mimo jego winy, lecz cierpliwie dąży do jego nawrócenia. Jak pisze św. Paweł: „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest… nie pamięta złego…” (1 Kor 13,4). Ten opis doskonale oddaje postawę Boga wobec ludzkości. Choć zatem w Biblii nie znajdziemy literalnego stwierdzenia „Bóg stworzył świat z miłości”, to całość objawienia – od aktu stworzenia, przez dzieje przymierzy, aż po krzyż Chrystusa – nie pozostawia wątpliwości. Stworzenie nie było dziełem przypadku ani potrzeby, lecz wolnym aktem Bożej miłości, która pragnie dzielić się sobą, prowadzić stworzenie ku zbawieniu i wiecznej wspólnocie z Trójjedynym Bogiem.

Podsumowując tedy nasze rozważania o miejscu ludzi i zwierząt w niebie, zarówno w perspektywie obecnej, po śmierci, jak i w eschatologicznej przyszłości po zmartwychwstaniu, możemy nakreślić następujący obraz. W chwili śmierci dusze ludzi zbawionych wchodzą w stan głębokiej komunii z Bogiem, doświadczając przedsmaku wiecznej szczęśliwości. Natomiast po końcu świata i zmartwychwstaniu, ci sami zbawieni otrzymają uwielbione ciała i zamieszkają w nowym, przemienionym świecie, w pełni uczestnicząc w radości zbawienia.

Jeśli natomiast chodzi o los zwierząt po śmierci, tradycyjna teologia chrześcijańska nie udziela jednoznacznej, dogmatycznie potwierdzonej odpowiedzi. Przeważa przekonanie, że zwierzęta nie posiadają nieśmiertelnej duszy w tym samym sensie co człowiek, a zatem nie przechodzą do życia wiecznego w sposób świadomy. Niemniej jednak, w myśli chrześcijańskiej obecna jest głęboka nadzieja, zakorzeniona w nieskończonej miłości Boga do całego stworzenia, że zwierzęta w jakiś sposób mogą uczestniczyć w odnowionym wszechświecie, stając się częścią nowej harmonii, której obietnicę zawiera Pismo Święte.

Jednym z najbardziej poruszających obrazów proroczych odnoszących się do przyszłości stworzenia jest proroctwo z Księgi Izajasza, które przedstawia wizję mesjańskiego pokoju: „Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał.” (Iz 11,6–9). Choć ten fragment bywa interpretowany symbolicznie, wielu teologów – w tym Ojcowie Kościoła – widzi w nim zapowiedź nowego stworzenia, w którym harmonia obejmie całość natury.

Również Psalm 104 ukazuje Bożą opatrzność wobec całego stworzenia: „Wszystko to czeka na Ciebie, byś dał im pokarm w swym czasie. Gdy im udzielasz, zbierają; gdy rękę swą otwierasz, sycą się dobrami. Gdy skryjesz swe oblicze, wpadają w niepokój; gdy im oddech odbierasz, marnieją i powracają do swojego prochu. Stwarzasz je, gdy ślesz swego Ducha i odnawiasz oblicze ziemi.” (Ps 104,27–30). W tym opisie cyklu życia widzimy zarówno zależność stworzeń od Boga, jak i nadzieję na ich odnowienie przez Jego Ducha (hebr. ruach), który ożywia i odnawia ziemię.

Jednym z najmocniejszych tekstów Nowego Testamentu odnoszących się do przyszłości całego stworzenia jest List św. Pawła do Rzymian: „Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując – odkupienia naszego ciała.” (Rz 8,19–21). Św. Paweł ukazuje tu stworzenie jako uczestnika dramatycznej historii zbawienia – również ono cierpi, oczekuje wyzwolenia i ma udział w nadziei chwały. To jeden z najmocniejszych biblijnych argumentów sugerujących, że Boże dzieło odkupienia obejmuje nie tylko ludzi, lecz cały stworzony świat.

W Księdze Apokalipsy znajdujemy wizję nowej rzeczywistości po końcu czasów:

„I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma.” (Ap 21,1). I dalej: „I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: «Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie ‘BOGIEM Z NIMI’. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły». I rzekł Zasiadający na tronie: «Oto czynię wszystko nowe».” (Ap 21,3–4).

Choć zwierzęta nie są wymienione wprost, kontekst odnowienia całego stworzenia – w tym również w Apokalipsa poprzez obraz drzewa życia i wody żywej – pozwala interpretować tę wizję jako obejmującą wszystkie byty stworzone:

I ukazał mi rzekę wody życia, lśniącą jak kryształ, wypływającą z tronu Boga i Baranka. Pomiędzy rynkiem Miasta a rzeką, po obu brzegach, drzewo życia, rodzące dwanaście owoców – wydające swój owoc każdego miesiąca – a liście drzewa [służą] do leczenia narodów. Nic godnego klątwy już [odtąd] nie będzie. (Ap 22, 1–3).

Wreszcie, słowa Jezusa z Ewangelii Mateusza: „Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię.” (Mt 10,29), ukazują Bożą troskę o nawet najmniejsze stworzenia. Choć to zdanie nie mówi o losie zwierząt po śmierci, to ukazuje, że każde stworzenie ma znaczenie w oczach Boga – a to może być przesłanką do wiary, że Jego miłość i plan odkupienia obejmuje również ich rzeczywistość.

W Dziejach Apostolskich znajduje się niezwykle wymowna wizja św. Piotra. Choć nie odnosi się bezpośrednio do obecności zwierząt w niebie, jej głównym przesłaniem jest objawienie uniwersalności zbawienia – przekroczenie dotychczasowego podziału na czyste i nieczyste, odnoszącego się do ludzi, zarówno Żydów, jak i pogan. Pośrednio jednak wizja ta może stanowić punkt wyjścia do teologicznej refleksji nad miejscem zwierząt w Bożym planie. Ukazując całe stworzenie, w tym różnorodne zwierzęta, i opatrzona słowami Boga: „Co Bóg oczyścił, ty nie miej za skalane”, sugeruje, że wszystko, co wyszło spod Bożej ręki, posiada wartość i jest godne szacunku.

Następnego dnia, gdy oni byli w drodze i zbliżali się do miasta, wszedł Piotr na dach, aby się pomodlić. Była mniej więcej szósta godzina. Odczuwał głód i chciał coś zjeść. Kiedy przygotowywano mu posiłek, wpadł w zachwycenie. Widzi niebo otwarte i jakiś spuszczający się przedmiot, podobny do wielkiego płótna czterema końcami opadającego ku ziemi. Były w nim wszelkie zwierzęta czworonożne, płazy naziemne i ptaki powietrzne. «Zabijaj, Piotrze i jedz!» – odezwał się do niego głos. «O nie, Panie! Bo nigdy nie jadłem nic skażonego i nieczystego» – odpowiedział Piotr. A głos znowu po raz drugi do niego: «Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił». Powtórzyło się to trzy razy i natychmiast wzięto ten przedmiot do nieba. (Dz 10, 9–16).

Podsumowując, choć Biblia nigdzie nie mówi wprost, że „zwierzęta będą w niebie”, to liczne fragmenty sugerują, że Boże zbawienie dotyczy całego stworzenia. Miłość Boga, która ogarnia wszelkie istoty, oraz biblijne wizje odnowionego świata pozwalają mieć nadzieję, że zwierzęta także znajdą swoje miejsce w wiecznej harmonii nowego stworzenia.

Niebo i stworzenie w apokryfach

Obecność zwierząt w pismach apokryficznych i pseudoepigraficznych – zarówno żydowskich, jak i chrześcijańskich – może świadczyć o tym, że idea udziału całego stworzenia w eschatologicznym porządku zbawienia była głęboko zakorzeniona w wyobraźni religijnej i duchowej starożytnych wspólnot. Choć teksty te nie mają statusu natchnionych w kanonie biblijnym, ukazują pewien nurt przekonań, według którego zwierzęta nie były traktowane wyłącznie jako tło historii zbawienia, lecz jako realne elementy Bożego planu. Ich obecność w wizjach nieba, sądu lub nowego stworzenia może być odczytywana jako teologiczna intuicja, że miłosierdzie i sprawiedliwość Boga obejmują całą rzeczywistość – również tę pozaludzką. Świadczy to o szerokim, całościowym rozumieniu odkupienia, w którym cały kosmos, a nie tylko człowiek, ma uczestniczyć w ostatecznym pojednaniu z Bogiem.

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o obecność zwierząt w niebie, warto sięgnąć nie tylko do tekstów kanonicznych, ale także do bogatego dziedzictwa literatury apokryficznej. Choć pisma te nie tworzą jednolitej doktryny, ukazują szerokie spektrum wyobrażeń eschatologicznych, w których zwierzęta odgrywają nieraz znaczącą, choć nie zawsze oczywistą rolę. W wielu z tych dzieł odnaleźć można sugestie, obrazy lub symbole, które wskazują na możliwość udziału całego stworzenia – również zwierząt – w rzeczywistości niebiańskiej.

W apokaliptycznej części 1 Księgi Henocha, znanej jako Apokalipsa Zwierząt, autor przedstawia historię Izraela za pomocą alegorii zwierzęcych: ludzie są reprezentowani jako różne gatunki zwierząt, a sam Bóg jako pasterz. Choć te obrazy mają charakter symboliczny, już sama decyzja o przedstawieniu dziejów zbawienia poprzez świat zwierzęcy sugeruje głębokie powiązanie ich losu z boskim planem. (1 Księga Henocha, rozdz. 85–90).

W 2 Księdze Henocha, zwanej również Henochem Słowiańskim, znajdujemy opisy poziomów niebios, gdzie różne aspekty stworzenia, w tym także zwierzęta, oddają chwałę Bogu. Choć wzmianki o nich są krótkie i marginalne, to jednak wskazują na obecność stworzeń innych niż aniołowie czy dusze ludzkie w przestrzeni nieba.

„A ci mężowie wzięli mnie stamtąd i zaprowadzili do trzeciego nieba, i tam umieścili mnie w pośrodku Raju. Spojrzałem w dół i ujrzałem plony tych miejsc – tak wspaniałe, jakich nigdy wcześniej nie widziano ze względu na ich niezwykłą dobroć. Zobaczyłem wszystkie drzewa pełne słodkich kwiatów i wonnych owoców, a każdy ich owoc wydzielał zapach cudowny i przepełniający powietrze. Pośród tych drzew znajdowało się drzewo życia, na miejscu, gdzie Pan przebywa, gdy wstępuje do Raju. Drzewo to było niewypowiedzianie dobre i pełne wonności, piękniejsze niż cokolwiek innego na ziemi. Ze wszystkich stron lśniło niczym złoto, szkarłat i ogień, a jego korona rozciągała się szeroko, obejmując wszystko dookoła. Rodziło ono owoce wszystkich rodzajów. Jego korzeń tkwił głęboko w ogrodzie, na krańcu ziemi. A raj ten znajduje się pomiędzy śmiertelnością a nieśmiertelnością. Z tego miejsca wypływają dwa źródła – jedno wydaje mleko, drugie miód – a ich odnogi przynoszą oliwę i wino. Dzielą się one na cztery strumienie, które płyną łagodnym nurtem i wpływają do Raju Edenu, położonego pomiędzy śmiertelnością a nieśmiertelnością. Stamtąd rozlewają się na całą ziemię, zataczając krąg niczym inne żywioły. W tym miejscu nie istnieje drzewo, które nie rodziłoby owoców, a każda przestrzeń jest pełna błogosławieństwa. A jest tam trzystu bardzo jasnych aniołów, którzy strzegą ogrodu i z nieustannym słodkim śpiewem oraz nigdy niecichnącymi głosami służą Panu przez wszystkie dni i godziny. I rzekłem: „Jakże słodkie jest to miejsce!” A ci mężowie odpowiedzieli mi: „To miejsce, Enochu, zostało przygotowane dla sprawiedliwych – tych, którzy cierpliwie znoszą wszelkie utrapienia zadawane im przez tych, co ranią ich dusze; którzy odwracają swe oczy od nieprawości, sądzą sprawiedliwie, karmią głodnych chlebem, przyodziewają nagich, podnoszą upadłych, wspierają zranione sieroty; którzy postępują nienagannie przed obliczem Pana i służą jedynie Jemu. Dla nich właśnie to miejsce zostało przeznaczone jako wieczne dziedzictwo.” (2 Hen 8:1–10; 9:1)

a dalej:

„Spojrzałem i ujrzałem inne latające istoty (…) zwane feniksami i chalkydri, cudowne i wspaniałe. Miały nogi i ogony w kształcie lwa oraz głowy krokodyla. Ich ciało lśniło purpurowym blaskiem, przypominającym barwy tęczy. Były olbrzymie, miały dziewięćset miar wysokości, a ich skrzydła, jak skrzydła aniołów, było ich [po] dwanaście na każdą z tych istot. Służyły słońcu, niosąc ciepło i rosę, wykonując polecenie Boga”. (2 Hen 12:1)

Wówczas żywioły słońca – feniksy i chalkydri – zaczynają śpiewać. Dlatego każdy ptak trzepoce skrzydłami, radując się z obecności Dawcy Światła. Na Jego rozkaz rozbrzmiewa ich śpiew. Dawca Światła przybywa, by przynieść blask całemu światu, a poranna straż nabiera kształtu – są nią promienie słońca. (2 Hen 15:1–2)

Owe feniksy i chalkydri to mityczne stworzenia, które pojawiają się w tekstach apokryficznych, szczególnie w kontekście wizji nieba i boskich chórów uwielbiających stwórcę. Choć te postacie mają swoje korzenie w różnych tradycjach religijnych, ich symbolika i rola w opowieściach biblijnych, zarówno kanonicznych, jak i apokryficznych, są wyjątkowe, a ich obecność w niebiańskich sferach stanowi wyraz boskiej chwały.

Feniksy i chalkydri, mimo że mogą wydawać się elementami fantastycznymi, pełnią w literaturze apokryficznej znaczącą rolę jako świadkowie boskiej chwały. Ich obecność w niebie świadczy o wielkiej różnorodności stworzenia, które zdolne jest do uwielbiania Boga. Jednocześnie stanowią symbol jedności duchowego i materialnego porządku – nawet najbardziej „dzikie” czy mityczne stworzenia są włączone w doskonały niebiański ład. Zajmując miejsca na krańcach niebios, pełnią funkcje ochronne i strzegą przejść między sferami, oddając chwałę Bogu, który jest Stwórcą wszystkiego, co istnieje, w niebie i na ziemi.

„Testament Dwunastu Patriarchów” zawiera fragment mówiący o tym, że i zwierzęta należy uważać za istoty, podobnie jak ludzi, zasługujące na miłosierdzie, trudno zatem sobie wyobrazić, że zostaną one przez Pana Boga poddane anihilacji:

„A teraz, moje dzieci, nakazuję wam, abyście przestrzegali przykazań Pana, abyście okazali miłosierdzie bliźniemu waszemu i mieli litość nad wszystkimi, nie tylko nad ludźmi, ale także nad zwierzętami. Bo dla tej rzeczy Pan mi błogosławił; a gdy wszyscy moi bracia byli chorzy, ja uszedłem bez choroby, bo Pan zna zamiary każdego. (Testamenty Dwunastu Patriarchów/Testament Zabulona: 5, 1–2)”.

W tradycji chrześcijańskiej szczególnie wyrazistym przykładem obecności zwierząt w niebie jest Apokalipsa Pawła, znana także jako Visio Pauli. Można w owym tekście znaleźć takie zdania:

„Gdy byłem w ciele, w którym zostałem porwany do trzeciego nieba, doszło mnie słowo Pańskie o tej treści: Powiedz temu ludowi: (…) Pamiętajcie więc i wiedzcie, że całe stworzenie jest poddane Bogu, lecz jedynie ludzkość grzeszy. Ma [człowiek] władzę nad całym stworzeniem, a grzeszy bardziej niż cała natura”. (ApPw. 3).

„Wiedzcie, synowie ludzcy, że całe stworzenie zostało poddane Bogu; ale tylko rodzaj ludzki, grzesząc, gniewa Boga.” (ApPw. 5).

A w dalszej części owej wizji Apostoł widzi ziemię obiecaną zbawionym po powtórnym przyjściu Chrystusa, nową ziemię, i opisuje ją tak:

„I rozejrzałem się po tej ziemi i zobaczyłem rzekę płynącą mlekiem i miodem. A na brzegu rzeki były zasadzone drzewa pełne owoców: teraz każde drzewo rodziło dwanaście owoców w roku, a miały różne i rozmaite owoce: i widziałem kształt, wygląd tego miejsca i całe dzieło Boga, i zobaczyłem tam palmy dwudziestołokciowe i inne dziesięciołokciowe: a ta ziemia była siedem razy jaśniejsza od srebra. A drzewa były pełne owoców od korzenia aż do górnych gałęzi. (Od korzenia każdego drzewa aż do jego serca było dziesięć tysięcy gałęzi z dziesiątkami tysięcy gron, [i było dziesięć tysięcy gron na każdej gałęzi,] i było dziesięć tysięcy daktyli w każdym gronie. I tak było również z winoroślą. Każda winorośl miała dziesięć tysięcy gałęzi, a każda gałąź miała na sobie dziesięć tysięcy kiści winogron, a każda kiść miała na sobie dziesięć tysięcy winogron. I były tam inne drzewa, miriady miriad ich, a ich owoce były w tej samej proporcji.) I powiedziałem do anioła: Dlaczego każde drzewo wydaje tysiące owoców? Anioł odpowiedział i rzekł do mnie: Ponieważ Pan Bóg swojej hojności daje swoje dary w obfitości godnym; bo i oni z własnej woli umartwiali się, gdy byli na świecie, czyniąc wszystko dla Jego świętego imienia.” (ApPw. 22).

potem zaś dodaje:

„Patrzyłem i widziałem, jak niebo trzęsło się jak drzewo, które porusza wiatr; i nagle rzucili się na twarze przed tronem; i widziałem dwudziestu czterech starszych i cztery zwierzęta oddające cześć Bogu; i widziałem ołtarz i zasłonę i tron, i wszyscy się radowali, a dym słodkiej woni unosił się obok ołtarza tronu Bożego.” (ApPw. 44).

W Apokalipsie Pawła, choć brak w niej wielu bezpośrednich wzmianek o zwierzętach w niebie czy na odnowionej ziemi, te fragmenty opisujące wizję Apostoła sugerują ich obecność. Widział tam bowiem całe Boże dzieło, co pozwala przypuszczać, że obejmowało ono również zwierzęta. Opis nieba jako bujnego, rajskiego ogrodu z cudownymi, oddającymi chwałę Bogu drzewami, może pośrednio sugerować realność zwierząt jako integralnej części niebiańskiej harmonii, a nie jedynie alegorii. Mimo więc tego, że zwierzęta nie są tam wymienione wprost, poza owymi czterema, charakterystyka tegoż rajskiego środowiska naturalnie implikuje ich obecność jako mieszkańców tak wspaniałego świata.

W Dziejach Pawła i Tekli pojawia się interesujący wątek relacji między świętą a dzikimi bestiami. Lwica, która miała ją rozszarpać, ostatecznie staje się obrończynią świętej. Cudowna przemiana zwierzęcia pod wpływem świętości postaci może być odczytana jako zapowiedź ostatecznego pojednania między człowiekiem a naturą w przyszłym świecie:

„Tekla została (…) rozebrana do naga, opasana chustą i rzucona na miejsce przeznaczone do walki ze zwierzętami. Następnie wypuszczono na nią lwy i niedźwiedzie. Lecz lwica, która była najdziksza ze wszystkich, podbiegła do Tekli i padła jej do stóp. Na to tłum kobiet głośno krzyknął. Wtedy w jej kierunku z niebywałą agresją rzuciła się niedźwiedzica; lecz lwica stanęła jej na drodze i rozszarpała ją. Następnie lew, przyzwyczajony do pożerania ludzi (…), rzucił się na nią, ale lwica starła się z nim i oba zwierzęta zginęły. Wtedy kobiety zmartwiły się jeszcze bardziej, ponieważ lwica, która pomogła Tekli, była martwa. Następnie wyprowadzono wiele innych dzikich zwierząt, lecz Tekla stała z rękami wyciągniętymi ku niebu i modliła się. Kiedy skończyła się modlić, odwróciła się i zobaczyła dół z wodą, i rzekła: Teraz jest właściwy czas, abym została ochrzczona”. (DPTekli, 9, 1–2)

W Pasterzu Hermasa, alegorycznym dziele o drodze duchowego wzrastania, zwierzęta – głównie dzikie bestie – symbolizują pokusy i niebezpieczeństwa duchowe. Jednak w miarę postępów bohatera, pojawia się obraz przestrzeni wolnej od bestii, co może być interpretowane jako wyraz duchowego pokoju, który ma także wymiar kosmiczny.

Wspólnym motywem wszystkich tych tekstów, mimo różnic teologicznych i literackich, jest powrót do stanu pierwotnej harmonii – do Edenu lub jego eschatologicznego odpowiednika. Zwierzęta, czy to obecne symbolicznie, czy też wyraźnie opisane, są częścią tej odnowionej rzeczywistości. Apokryficzne wizje nieba nie są zatem jedynie projekcją nagrody dla ludzi, lecz także obrazem kosmicznego pojednania, w którym całe stworzenie, zgodnie ze słowami Pawła z Listu do Rzymian, „wzdycha i jęczy”, oczekując pełnego odkupienia. W tym świetle obecność zwierząt w niebie, choć rzadko przedstawiana w sposób bezpośredni i jednoznaczny, jawi się jako naturalna i wewnętrznie spójna część wizji ostatecznego zbawienia.

W logionie 3 Ewangelii Tomasza Jezus mówi: „Jezus powiedział: «Jeśli ci, którzy wam przewodzą, powiedzą wam: Oto królestwo jest w niebie, wtedy ptaki niebieskie będą przed wami. Jeśli powiedzą wam: Jest w morzu, wtedy ryby będą przed wami. Ale królestwo jest w was i poza wami».” Choć tekst ten nie mówi bezpośrednio o obecności zwierząt w niebie, sugeruje, że królestwo Boże obejmuje całe stworzenie, zarówno ludzi, jak i zwierzęta.

Obecność zwierząt w apokryfach i pseudoepigrafach żydowskich oraz chrześcijańskich ukazuje, że idea ich udziału w eschatologicznym porządku zbawienia była głęboko zakorzeniona w duchowej wyobraźni starożytnych wspólnot. Choć teksty te nie mają statusu natchnionych w kanonie biblijnym, ukazują nurt przekonań, według którego zwierzęta nie były traktowane wyłącznie jako tło historii zbawienia, lecz jako realne elementy Bożego planu.

W 1 Liście św. Klemensa do Koryntian można zaś znaleźć takie słowa:

„Kolejne wiosny, lata, jesienie i zimy w pokoju jedne drugim ustępują miejsca. Wiatry, we właściwych porach i w wyznaczonych im dziedzinach, spełniają wiernie swoją służbę. Źródła wód, bijące nieustannie, stworzone dla radości i zdrowia, hojnie poiły i poją człowieka, bez chwili przerwy niosąc życie. Najmniejsze nawet zwierzęta spotykają się w zgodzie i pokoju. Wszystko to wielki Pan i Stwórca wszechświata ustanowił, aby istniało w harmonii, pokoju i posłuszeństwie Jego woli. Wszystkim czyni dobro, a szczególnie nam, którzy szukamy schronienia w Jego miłosierdziu przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa – Jemu chwała i majestat na wieki wieków. Amen”. (1 Klem. do Kor. 20, 1–12).

Powyższy cytat ukazuje harmonię panującą w stworzeniu, co można odczytywać jako zapowiedź nadziei na przywrócenie pokoju także między ludźmi a zwierzętami w czasach ostatecznych. Wspólnym motywem wszystkich wcześniej przytoczonych tekstów apokryficznych jest bowiem wizja odnowionego świata, w którym zapanuje pokój i zgoda pomiędzy wszystkimi stworzeniami. Choć nie zawsze wyrażone jest to wprost, obecność zwierząt w eschatologicznych wizjach sugeruje ich istotną rolę w Bożym planie zbawienia.

Czy zwierzęta mają duszę?

Czy różni się ona od duszy ludzkiej?

Zagadnienie duszy u zwierząt i jej ewentualnych różnic w stosunku do duszy ludzkiej jest przedmiotem wielowiekowej refleksji teologicznej i filozoficznej. W samym Piśmie Świętym termin „dusza” (hebrajskie nefesz, greckie psyche) odnosi się do „żywego istnienia”, co oznacza, że zarówno ludzie, jak i zwierzęta są określane jako „dusza żywa”, jak czytamy w Księdze Rodzaju (Rdz 1,20–21; Rdz 2,7). Niemniej jednak, Biblia podkreśla wyjątkowość człowieka, który jako jedyny został stworzony na obraz i podobieństwo Boga (Rdz 1,26–27). Tradycja chrześcijańska interpretuje to podobieństwo jako obdarzenie człowieka wolną wolą, zdolnością do poznania Boga, odpowiedzialnością moralną oraz nieśmiertelną duszą. W tradycji katolickiej, szczególnie w filozofii świętego Tomasza z Akwinu, rozróżnia się duszę zwierzęcą, która jest cielesną zasadą życia i zdolnością do odczuwania, od duszy ludzkiej, która jest rozumna i nieśmiertelna. Według tego klasycznego ujęcia, dusza ludzka, będąc duchową, nie umiera wraz z ciałem, lecz trwa w wieczności, natomiast dusza zwierzęca nie jest nieśmiertelna i zanika wraz ze śmiercią biologiczną organizmu. Warto jednak zauważyć, że współczesna teologia oraz niektórzy Ojcowie Kościoła, jak na przykład święty Bazyli Wielki i święty Ireneusz z Lyonu, dopuszczają myśl, że Bóg, w swojej nieskończonej miłości i łasce, może zachować zwierzęta w nowym stworzeniu, jeśli taka będzie Jego wola, nie z racji ich własnych zasług, lecz z Bożej suwerennej decyzji. I raczej nie będzie zważał na to co napisał Akwinata, czy inni teologowie.

Czy zwierzęta będą w niebie po zmartwychwstaniu?

Choć Pismo Święte nie wypowiada się wprost na temat obecności zwierząt w niebie po zmartwychwstaniu, zawiera inspirujące wskazówki i symbolikę, które skłaniają do refleksji. Prorok Izajasz w swojej wizji przyszłego pokoju i harmonii zapowiada: „Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera położy się obok koźlęcia… nie będą wyrządzać szkody ani zniszczenia…” (Iz 11,6–9). Z kolei List do Rzymian wyraża tęsknotę całego stworzenia: „Stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych… będzie wyzwolone z niewoli skażenia…” (Rz 8,19–21). Te fragmenty sugerują, że Boży plan odkupienia i przemiany obejmuje całe stworzenie, a nie tylko ludzkość, i że w przyszłości nastąpi przywrócenie pierwotnej harmonii. Wizja „nowego nieba i nowej ziemi” opisana w Apokalipsie świętego Jana (Ap 21) przedstawia nie tylko duchowy stan, ale także fizyczną, całkowicie odnowioną rzeczywistość. Jeśli ta nowa rzeczywistość ma zawierać wszystko, co dobre, czyste i piękne, to nic logicznie nie wyklucza obecności w niej zwierząt. Co więcej, można przypuszczać, że te zwierzęta, które za życia były szczególnie bliskie człowiekowi, mogą znaleźć swoje miejsce w nowym stworzeniu jako szczególne znaki Bożej dobroci i miłości do całego stworzonego świata. Bo że Bóg będący Miłością stworzył wszystko z miłości, to już wiemy.

Zmartwychwstanie ciał, o którym mówi Pismo Święte i nauka Kościoła, jest obietnicą, która dotyczy wyłącznie ludzi. To oni, w dniu ostatecznym, zostaną wskrzeszeni, a ich ciała zostaną przemienione i na nowo zjednoczone z nieśmiertelnymi duszami. Święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian zapewnia: „Bóg zaś i Pana wskrzesił i nas również swą mocą wskrzesi z martwych.” (1 Kor 6,14). Podobnie, w Ewangelii według świętego Jana czytamy: „Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego…” (J 5,28). Ciała, które powstaną z martwych, będą uwielbione, nieśmiertelne i wolne od wszelkiego cierpienia, zdolne do pełnego uczestnictwa w duchowym życiu w obecności Boga (por. 1 Kor 15,42–44).

W odniesieniu do zwierząt tradycyjna teologia nie mówi o zmartwychwstaniu w ścisłym tego słowa znaczeniu. Niemniej jednak istnieje nadzieja oraz przestrzeń dla teologicznej refleksji nad możliwością ich udziału w nowym stworzeniu – jeśli taka będzie wola Boża. Zwierzęta mogą zostać przywrócone do istnienia jako część odkupionego kosmosu. Kościół nie wypowiada się w tej sprawie jednoznacznie, pozostawiając ją tajemnicy Bożego planu.

Zgodnie z klasycznym ujęciem, dusza ludzka jest duchowa i nieśmiertelna, natomiast dusza zwierzęca jest zasadą życia – materialną i śmiertelną. A jednak, jeśli Bóg może przywrócić do istnienia ludzkie ciało, które uległo spaleniu, rozproszeniu, zostało pożarte przez zwierzęta lub obróciło się w proch – to czy nie mógłby także zechcieć przywrócić do istnienia istot zwierzęcych, wraz z ich ciałami i duszami? Któż mógłby Mu to uniemożliwić? Czy Bóg w czymkolwiek podlega ograniczeniu?

Zmartwychwstanie jest obietnicą daną człowiekowi, który powstanie w ciele uwielbionym. Obecność zwierząt w nowym stworzeniu pozostaje zaś otwartą kwestią – zawierzoną wolności i miłosierdziu Stwórcy.

Czy nauki Pana Jezusa dają zwierzętom nadzieję na niebo?

Nowy Testament nie wypowiada się jednoznacznie na temat tego, czy zwierzęta trafiają do nieba. Nie znajdziemy tam prostego potwierdzenia, że czworonogi, ptaki czy inne stworzenia znajdą się w wieczności razem z ludźmi. Jednak w wielu miejscach między wierszami przebija się myśl, że Boży plan odkupienia obejmuje nie tylko człowieka, ale całe stworzenie – w tym także zwierzęta.

Jezus sam wielokrotnie odwołuje się do zwierząt, ukazując je jako istoty pozostające pod troskliwą opieką Boga. W Ewangelii Mateusza mówi: „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi.” (Mt 6,26). To proste, codzienne porównanie staje się nośnikiem głębokiej prawdy teologicznej: zwierzęta są ważne dla Boga, nie są Mu obojętne, nawet jeśli nie posiadają takiej samej świadomości czy moralności jak człowiek. W Ewangelii Łukasza Jezus rozwija tę myśl jeszcze bardziej: „Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych.” (Łk 12,6). W obu fragmentach wybrzmiewa czułość Boga wobec stworzenia i troska, która nie pomija nawet najmniejszych istot. Te słowa mogą sugerować, że życie zwierząt ma duchowe znaczenie, które nie kończy się wraz ze śmiercią.

Najbardziej dobitnie ideę odkupienia całego stworzenia wyraża apostoł Paweł w Liście do Rzymian. W jednym z przytaczanych już wcześniej najbardziej poruszających fragmentów pisze:

Stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. (Rz 8,19–22).

Ten fragment staje się dla wielu teologów i wierzących podstawą do rozważań o przyszłości zwierząt w kontekście zbawienia. Paweł nie mówi tu jedynie o ludzkości – jego słowa obejmują całe stworzenie, które cierpi i czeka na wyzwolenie. W tej wizji nie chodzi tylko o odkupienie dusz ludzkich, ale o przywrócenie pierwotnej harmonii całemu stworzeniu – także roślinom i zwierzętom, które od początku były częścią Bożego planu.

W tych natchnionych słowach widać tęsknotę za światem, w którym nie ma już cierpienia, przemocy ani śmierci – takim, jaki Bóg zaplanował od początku i do którego, zgodnie z biblijną nadzieją, świat zmierza. To otwiera przestrzeń dla wyobrażenia, że zwierzęta, choć może nie zbawiane w taki sam sposób jak ludzie, również mają swój udział w ostatecznym odnowieniu wszystkiego. Ich obecność w przyszłym świecie, w pełni miłości i pokoju, nie jest więc wykluczona – przeciwnie, może być integralną częścią nowego stworzenia, które „uzyska wolność chwały dzieci Bożych”.

Święty Paweł, pisząc w Liście do Rzymian o „synach Bożych”, odnosi się do wierzących, którzy przez wiarę i życie w Duchu Świętym zostali adoptowani do Bożej rodziny i uczestniczą w synostwie Bożym. Nie jest to tytuł zarezerwowany wyłącznie dla Jezusa Chrystusa, lecz obejmuje wszystkich, którzy zostali „przybrani za dzieci” przez Boga – czyli chrześcijan dążących do świętości i zjednoczenia z Nim.

W kontekście Rz 8,19–22 „objawienie się synów Bożych” oznacza moment ostatecznego ukazania, kim naprawdę są ci, którzy trwają w łasce – chwilę ich pełnego zbawienia, kiedy nastąpi przemienienie wiernych Bogu. To wydarzenie ma nie tylko wymiar osobisty czy duchowy, lecz także kosmiczny. Paweł naucza, że całe stworzenie z utęsknieniem oczekuje tego momentu, ponieważ wówczas również ono zostanie „wyzwolone z niewoli zepsucia”.

Zatem: synowie Boży to odkupieni ludzie, którzy przez swoje życie w zjednoczeniu z Bogiem stają się narzędziami Jego przemiany. Ich ostateczne uwielbienie będzie początkiem pełnego odnowienia całego stworzenia. To fundamentalna myśl dla teologii katolickiej i prawosławnej, podkreślająca nie tylko indywidualne zbawienie, ale również eschatologiczne uzdrowienie całego kosmosu.

Symbolika zwierząt i nowe stworzenie


Księga Objawienia, znana również jako Apokalipsa świętego Jana, to niezwykle bogaty i symboliczny tekst, ukazujący duchowe tajemnice i przyszłość stworzenia. Choć wiele obrazów w tej księdze ma charakter metaforyczny, nie brakuje w niej odniesień do zwierząt. Nawet jeśli pełnią one funkcję symboliczną, zdają się wskazywać na ich obecność w eschatologicznej rzeczywistości. Zwierzęta pojawiają się nie tylko jako alegorie, lecz także jako istoty współuczestniczące w kulcie Boga, co rzuca światło na ich możliwe miejsce w przyszłym świecie.

W jednej z niezwykle poruszających scen święty Jan opisuje, jak usłyszał, że „wszelkie stworzenie, które jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią, i na morzu, i wszystko, co w nich przebywa, mówiło: «Zasiadającemu na tronie i Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc, na wieki wieków!» A czworo Zwierząt mówiło: «Amen»” (Ap 5,13-14). To uniwersalne uwielbienie obejmuje nie tylko istoty duchowe czy ludzi, lecz także wszelkie stworzenie, w tym zwierzęta. Sugeruje to, że mają one nie tylko świadomość istnienia Boga, ale również uczestniczą w chwale nieba. Nie są wykluczone z Bożej obecności – przeciwnie, stanowią jej część.

Jeszcze jedno niezwykłe zwierzę pojawia się w kulminacyjnym momencie objawienia – biały koń. W 19 rozdziale Apokalipsy Jezus przedstawiony jest jako powracający Zwycięzca, siedzący na majestatycznym, białym rumaku. To nie tylko potężny symbol sprawiedliwości i triumfu, lecz także subtelna sugestia, że w odnowionym porządku Bożym zwierzęta również odgrywają rolę – są obecne, realne i towarzyszą Chrystusowi w Jego chwale. Koń, choć oczywiście może pełnić funkcję metafory, nie jest przedstawiony jako abstrakcja – to konkretna istota, wpisująca się w wielką wizję końca czasów.

Księga Objawienia kulminuje w jednej z najbardziej pełnych nadziei wizji w całej Biblii – wizji nowego nieba i nowej ziemi. W rozdziale 21, w wersetach od 1 do 4, Jan opisuje, jak pierwsze niebo i pierwsza ziemia przemijają, a na ich miejsce przychodzi nowy świat – odnowiony, oczyszczony, nieskażony bólem i śmiercią. „I ujrzałem nowe niebo i nową ziemię… i śmierci już nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły”. W tej wizji nie ma już cierpienia, a wszystko, co zostało stworzone, ma szansę na nowe życie. W takim świecie, w którym zostaje przywrócona pierwotna harmonia i pokój, obecność zwierząt – będących częścią pierwotnego stworzenia – wydaje się naturalna, wręcz nieodzowna.

Choć Nowy Testament nie wypowiada się wprost o losie zwierząt po śmierci, przesłanie wyłaniające się z całej Biblii – od Księgi Rodzaju, przez nauczanie Jezusa, aż po apokaliptyczne wizje świętego Jana – ukazuje zwierzęta jako istoty głęboko zakorzenione w Bożym planie. Są obecne w stworzeniu, dotknięte skutkami grzechu, ale też objęte nadzieją na odkupienie. Ich obecność w przyszłym świecie, w odnowionym stworzeniu, nie jest więc ideą obcą – przeciwnie, wpisuje się w całościowy obraz Bożego działania, które zmierza ku pełni i pojednaniu całego stworzenia z Bogiem.

Chrześcijańska nadzieja nie dotyczy zatem jedynie dusz ludzkich, lecz całej rzeczywistości, która – zgodnie ze słowami świętego Pawła – „jęczy i wzdycha w bólach rodzenia”, czekając na odnowę. Zwierzęta, które były z człowiekiem od początku, dzieląc z nim zarówno radość Edenu, jak i ciężar upadku, mogą być także jego towarzyszami w chwale nowego stworzenia. I choć pytanie o niebo dla zwierząt pozostaje częściowo otwarte, przesłanie Biblii tchnie nadzieją, że w Bożym świecie jest miejsce dla wszystkich Jego stworzeń – także tych, które nie mówią ludzkim głosem, ale których obecność była i jest błogosławieństwem.

Powiedzmy to raz jeszcze – choć Nowy Testament nie mówi wprost, że zwierzęta trafią do nieba, wiele nauk Jezusa i fragmentów pism apostolskich zdaje się sugerować, że całe stworzenie ma udział w Bożym planie zbawienia. Jezus zapowiada „odnowienie wszystkich rzeczy” – a skoro w akcie stworzenia zwierzęta były obecne i nazwane „dobrymi”, to można przypuszczać, że i one będą częścią tej odnowy. List do Kolosan mówi, że Chrystus „pojedna z sobą wszystko, zarówno to, co na ziemi, jak i to, co w niebiosach” – sformułowanie to jest niezwykle szerokie i otwiera możliwość, że odkupienie nie ogranicza się jedynie do ludzi. Równie wymowne są słowa z Listu do Rzymian, gdzie Paweł pisze, że całe stworzenie „wzdycha i jęczy w bólach rodzenia”, oczekując objawienia się synów Bożych. To „stworzenie” to nie tylko ludzie – to cały świat, zwierzęta, przyroda – wszystko, co zostało dotknięte skutkami grzechu i co czeka na odkupienie.

Z perspektywy biblijnej można zatem powiedzieć, że zwierzęta – obecne w ogrodzie Eden, dotknięte skutkami grzechu, współcierpiące z człowiekiem, a także chwalące Boga w Objawieniu – są głęboko wpisane w Boży plan.

Ciąg dalszy nastąpi

ksiegarnia-armoryka.pl/stworzenie-i-wiecznosc-czy-w-niebie-beda-zwierzeta-andrzej-sarwa

Niewidzialna okupacja

Niewidzialna okupacja

Autor artykułu Marek Wójcik 15. maja 2026 world-scam/niewidzialna-okupacja

Matt Agorist jest honorowo zwolnionym weteranem Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych (USMC) i byłym agentem wywiadu, któremu bezpośrednio powierzono zadanie przez NSA. To wcześniejsze doświadczenie daje mu unikalną wiedzę na temat korupcji rządowej i amerykańskiego państwa policyjnego.

Agorist jest niezależnym dziennikarzem od ponad dekady i występował w popularnych stacjach telewizyjnych na całym świecie. Agorist jest również redaktorem naczelnym w Free Thought Project. Obserwuj @MattAgorist na Twitterze.

5 maja Matt Agorist opublikował na thefreethoughtproject.com artykuł: Niewidzialna okupacja: Jak Palantir i sztuczna inteligencja zbudowały więzienie finansowe, które wywołało aplauz mas. Źródło.

Żyjemy w okupowanym kraju, ale siły okupacyjne nie przybyły w czołgach ani mundurach. Przybyły w szafach serwerowych i salach konferencyjnych, sprzedając nam z powrotem nasze zniewolenie pod pretekstem wygody i bezpieczeństwa narodowego. Rozrastające się państwo policyjne nie jest narzucane opornemu społeczeństwu; jest witane z otwartymi ramionami przez ludność śpiącą za kierownicą.

Okupacja, która nie wymaga armii strażników i jest przyjmowana z entuzjazmem przez zniewolonych technologicznie ludzi – to najlepsza forma kontroli społeczeństw. Kiedy niewolnik skłonny jest walczyć nie o własną wolność, ale o zachowanie narzędzi służącym niewolnictwu – wtedy mamy do czynienia z doskonale zaplanowanym i zorganizowanym więzieniem.

Niech ktoś spróbuje ograniczyć ci dostęp do kontrolujących cię na każdym kroku aplikacji komórkowych – wtedy dopiero będziesz się buntował przeciwko niemożliwości korzystania z narzędzi służącym okupantowi do pełnej inwigilacji ciebie i twojego otoczenia. Opłaty parkingowe? Jest przecież wygodna w obsłudze apka! Nie masz przy sobie gotówki? Możesz przecież przyłożyć komórkę do czytnika przy kasie! Możesz zrobić znacznie więcej, żeby wspomóc zbieranie szczegółowych informacji o twoim zachowaniu, poglądach i stopniu gotowości do walki z powszechną inwigilacją.

Skoro prawie 4 000 pracowników Google podpisuje petycje, 13 pracowników Palantir odmawia wykonywania obowiązków, a szef działu robotyki w OpenAI rezygnuje z pracy, ponieważ sztuczna inteligencja coraz bardziej wkracza w sferę działań wojennych, inwigilacji i władzy państwowej… powinniśmy zwrócić na to uwagę.
Źródło.

Dawno minęły te czasy, w których grupka facetów koniecznie w ciemnych okularach, pochyla się nad odbiornikiem przekazującym dźwięki wychwytywane przez mikrofon ukryty w sypialni śledzonej ofiary. Bez obawy, jakkolwiek i to jest możliwe, ale dziś praktycznie nikt nie słucha ani nie ogląda tak olbrzymiej ilości materiału z całego świata. Dzisiaj takimi scenami podnieca się jedynie sztuczna inteligencja, czyli program komputerowy.

Pełna kontrola to nie tylko smartfony. Do pisania moich wywrotowych wpisów korzystam z komputera z trzema dużymi monitorami.

Od ponad roku zauważyłem, że kiedy wstaję z krzesła przed komputerem to przynajmniej jeden, czasem dwa z tych monitorów robi się na krótko czarny. Prawie zawsze wtedy, gdy podnoszę się z krzesła. Ten efekt występuje kilka razy dziennie. Nie żartuję – to się naprawdę dzieje. Nie jest to naturalnie żaden dowód na inwigilację „monitorowaną”, jednak skoro jestem z wykształcenia elektronikiem, to natychmiast pojawia się w mojej głowie sposób technicznej realizacji takiej kontroli. Mógłbym dokładniej się zająć sprawdzeniem tego fenomenu, ale jak większość obywateli okupowanych przez SI krajów, po prostu lekceważę to dziwne zachowanie maszyny (komputera).

Musiałbym w pierwszym rzędzie wyłączyć kamerkę internetową, by sprawdzić, czy to ona kamerka wysyła sygnał ruchu. Pewnie zajmę się w tym w najbliższej przyszłości i wtedy napiszę, co odkryłem.

Produkcja tego smartfona została zlecona przez firmę Palantir.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Terapia daremna

Szanowni Państwo!

Oto dwudziesty w tym roku SOBOTNIK.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd
www.mtodd.pl

Terapia daremna 20/2026(774)


     Rząd ma się czym pochwalić. Rozwiązał radykalnie problem Służby Zdrowia, nie rozwiązując nawet Narodowego Funduszu Zdrowia. Ministra obiecywała, że lekarze będą dzwonili do pacjentów i obawiam się, że może dotrzymać słowa.

     Dlaczego się obawiam?

Najpierw trzeba powiedzieć na czym polega ta „Terapia daremna”. Jak nie trudno się domyśleć, na odstąpieniu od leczenia w przypadkach beznadziejnych. Ale czy są inne? Wszyscy przecież jesteśmy śmiertelni. O tym kogo warto leczyć, a kogo nie, ma teraz prawo zadecydować dowolny lekarz!

Z chwilą wpisania pacjentowi takiej klauzuli, nie wolno go leczyć nie tylko w państwowym szpitalu, ale przez dowolnego, nawet prywatnego lekarza. To on będzie pociągany do odpowiedzialności, gdyby się ośmielił udzielić pomocy medycznej takiemu skazańcowi.

     Gdyby teraz rzeczywiście zadzwonił do mnie lekarz z propozycją badań lekarskich, to nie wiem czy odważę się udać do szpitala. Problem kolejek zostanie radykalnie rozwiązany.

     Skorzystać może też Resort (nie)Sprawiedliwości. Zamiast ścigać domniemanego przestępcę, czyli kogoś kto rozumie prawo nie tak, jak „nasz” premier i jego namiestnik od bezprawia, wystarczy wpisać mu „terapię daremną”. Później napaść go w ciemnym zaułku i czekać na wyrok nieba, z którym zgodzić się trzeba.

Dochowujący przysięgi Hipokratesa, zgodnie z „prawem” trafi za kratki.

======================================================


Tępak, czyli kto?

‒ Popatrz jaki dialog nawiązałam z czytelnikiem mojego felietonu – powiedziała Małgorzata.

‒ Pokaż – DUCH CZASU sięgnął po wydruk.„ – Polacy to naród tępaków – skomentował czytelnik podpisujący się polsko brzmiącym nazwiskiem w liczbie mnogiej.

A czy Państwo J******y się do nich zaliczają? – spytałam.Głupi nigdy nie powie, że jest głupi a ty też.
W takim razie witaj w klubie”.
– Rozumiem, że więcej się nie odezwał.– powiedział DUCH CZASU.
– Dobrze rozumiesz.
– Bidulek, nie zauważył nawet, że sam sobie naurągał.
– Nie koniecznie. Może uważa się za szwaba?– Ale po co? Szwab jest od oszwabiania, nie od nękania dla samej przyjemności nękania (choć w historii było różnie). Może raczej ma się za kacapa?– Albo jednak za Polaka, tylko takiego wyjątkowego, najmądrzejszego z sześćdziesięciu milionów, jakie żyją w tej chwili na świecie.– To masz temat na kolejny felieton. – No, nie wiem. Wolałabym mądrze pisywać o ludziach prawdziwie mądrych i dla mądrych.

WIDZĄCY DALEKO JUŻ WIEDZĄ

WIDZĄCY DALEKO JUŻ WIEDZĄ

WIDZĄCY DALEKO JUŻ WIEDZĄ

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora.pl/widzacy-daleko-juz-wiedza

W przestrzeni publicznej nareszcie zaczynają się pojawiać informacje o rzeczywistych zawiadowcach dzisiejszej polityki światowej, czyli o współczesnych miliarderach, nazywanych „geniuszami” Big Tech, w rzeczywistości czerpiących garściami nie tylko inspiracje, ale i ogromne pieniądze z kas Pentagonu i rozlicznych agencji wywiadowczych, nie tylko amerykańskich zresztą. Dobrze, bo dzięki temu czytelnicy mogą zacząć łączyć kropki i próbować podejmować decyzje bazując na właściwym rozpoznaniu animatorów również tubylczego życia politycznego.

Przypominam, bo pamięć u nas krótka, felieton „Cała prawda całą dobę”, który napisałem w roku 2023, czyli za czasów premierostwa osobnika, którego te właśnie ośrodki próbują ponownie obsadzić w roli sternika spraw rzekomo polskich, przy pomocy triku z  rozłamem w łonie partii, do której został zresztą tylko czasowo oddelegowany, a na której jego właściciele już „postawili krzyżyk”. Ta partia, realizująca od zawsze (jak zauważyli  spostrzegawczy Internauci rozwijając skrót jej nazwy) interesy syjonistyczne, odchodzi w polityczny niebyt. Oczywiście, nie stanie się to z dnia na dzień, ale w nieco dłuższej perspektywie, wraz z wyczerpaniem się zasadności utrzymywania amerykańskiego lotniskowca w rejonie Bliskiego Wschodu. Szerzej rozwijam ten wątek w książce „Zatopić Wolność”, która z końcem lata powinna pojawić się na rynku. Tymczasem, zachęcam do lektury przywołanego artykułu:

Jedna z prywatnych stacji telewizyjnych operujących w Polsce, umieściła niedawno na swej stronie internetowej informację, że korporacja z USA „zajmująca się analizą danych dla wojska i wywiadu dostarcza oprogramowanie polskiej administracji. Na razie robi to za darmo. Do tej pory wiadomo było o jej współpracy z kancelarią premiera”.

Z artykułu dowiadujemy się, że Palantir, bo taką ma nazwę, współpracująca dotąd z wojskiem i agencjami wywiadu amerykańskiego, szuka dla siebie miejsca w Polsce. Nazwa firmy pochodzi z języka elfów opisanych w książkach J. R. Tolkiena i oznacza „widzący daleko”.

To bardzo pożyteczna wiedza, która niewątpliwie może się nam przydać, ale zakładam, że polski czytelnik wolałby przeczytać o tej korporacji i stojących za nią ludziach więcej, tym bardziej, iż funkcjonuje już ona w bezpośrednim otoczeniu premiera i umacnia się w naszej administracji. Z tego powodu postanowiłem odrobić tę lekcję tak, jak na to zasługuje i przedstawić obraz pełniejszy. 

Palantir, to firma technologiczna ze słynnej Doliny Krzemowej, założona dla potrzeb CIA, przez jej spółkę In-Q-Tel, powołaną do życia w r. 1999, w charakterze pomostu między ośrodkami rządowymi, start-up’ami i spółkami kapitałowymi. Jak podają media, współpracowała lub robi to nadal z NSAFBI, Dowództwem Operacji Specjalnych, Akademią Wojskową USA, Narodowym Centrum Dzieci Zaginionych i Wykorzystywanych,  Agencją Żywności i Leków, czy jakże głośnym ostatnio Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób.

Można przy tej okazji nadmienić, że przytłaczającą większość start-up’ów powoływał w ostatnich dekadach do życia wywiad izraelski, opierając swe działania na wiedzy i umiejętnościach członków elitarnej Jednostki 8200. Konsekwentnie też przejmowano wiele tego typu przedsięwzięć  amerykańskich. Cały ten szeroko zakrojony program funkcjonuje od lat pod nazwą Talpiot. Działalność ta wskazuje zresztą na szczególne podejście do wzajemnych relacji między USA i Izraelem, ale ich ocenę pozostawmy samym sojusznikom.

Palantir była jedną z pierwszych inwestycji In-Q-Tel w zakresie analizowania mediów społecznościowych, a informacje o niej upubliczniła w r. 2011 grupa hakerów LulzSec, wskazując ją, jako firmę, która złożyła ofertę w przetargu dotyczącym propozycji śledzenia działaczy związków zawodowych i innych krytyków amerykańskiej Izby Handlowej, największej biznesowej grupy lobbingowej w Waszyngtonie. Firma, którą określano mianem „technologicznego jednorożca” (termin odnosi się do start-up’ów, szacowanych na ponad 1 mld  dol.) zdystansowała się od tego planu po tym, jak został on ujawniony w mailach  nieistniejącej już firmy HBGary Federal.

Oficjalnie, korporacja ta znana jest dzisiaj ze swych trzech projektów – Gotham, Foundry i  Apollo. Pierwszy dotyczy szeroko rozumianego wspierania działalności antyterrorystycznej dla ośrodków rządowych, drugi polega na analizowaniu działania ogólnokrajowych programów szczepień, a od 2022 r. stanowi też bazę dla brytyjskiej strategii wspierania Ukrainy. Natomiast trzeci jest po prostu systemem mającym na celu ich łączenie, dostarczanie, wdrażanie i zarządzanie, funkcjonującym w oparciu o tzw. platformy chmurowe. Dla starszego pokolenia termin ten może brzmieć egzotycznie, jednak także Polska ma swoją „Chmurę Krajową”, o czym wspominałem w książce „Covidowe Jeże”, pisząc na temat „Scenariuszy dla przyszłości technologii i rozwoju” opublikowanych już w maju 2010 r. (!) przez Fundację Rockefellera. 

Jednym z akcjonariuszy Palantir jest baron Charles Guthrie, były, czołowy oficer brytyjskiej armii, członek Zakonu Maltańskiego, dyrektor NM Rotschild & Sons, a przede wszystkim członek Rady Instytutu Dialogu Strategicznego, który powstał w r. 2006, by prowadzić badania nad ekstremizmem i między-społecznościowymi konfliktami. Instytut współpracuje z takimi firmami, jak Google, Twitter, Microsoft, korporacja Carnegie, Fundacje Społeczeństwa Otwartego George’a Sorosa, Instytutem Brookingsa, ONZ i licznymi rządami.

Jednak głównym akcjonariuszem i założycielem Palantir jest Peter Thiel, urodzony (1967) w niemieckim Frankfurcie bliski przyjaciel Donalda Trumpa, a przede wszystkim, od r. 2019 związany małżeńskim (!) węzłem z niejakim Mattem Danzeisen’em, wiceprezesem powszechnie już dziś znanego funduszu  BlackRock. Węzeł to zresztą nie tylko uczuciowy, ale skutkujący pełną kooperacją przedsiębiorstw pozostających w rękach obu tych osób. To mariaż Big Data i Big Tech!

Thiel pracował w swym, jakże bogatym życiu, jako prawnik specjalizujący się w papierach wartościowych dla amerykańskiej kancelarii Sullivan & Cromwell, giganta w zakresie prawa biznesowego. Ma ona na swym koncie tak wiele „dokonań”, że należałoby jej poświęcić odrębny materiał. Dość powiedzieć, że jest to najpoważniejsza korporacja prawna Wall Street, będąca od początków swego istnienia szczególnym łącznikiem pomiędzy amerykańskimi  korporacjami i gabinetami rządowymi.

Nawiasem mówiąc, Thiel, będący hojnym darczyńcą i głównym sternikiem kampanii wyborczej Trumpa, nazywany był przez znawców amerykańskich powiązań „prywatno-publicznych”, po wygranej w r. 2016, prezydentem-cieniem (shadow president). 

Do spółki z Elonem Muskiem i Maxem Levchinem założył, znany powszechnie serwis płatniczy PayPal, który później odsprzedał firmie eBay. Był też jednym z pierwszych inwestorów serwisu społecznościowego Facebook, ale też LinkedInSpotify, czy Yelp. Jest też członkiem Komitetu Sterującego Grupy Bilderberg. Thiel jest również prezesem funduszu hedgingowego Clarium Capital

Już w r. 2010 Thiel uruchomił inicjatywę Thiel Fellowship – przyznania 100 000 dol. 20 osobom nie mającym jeszcze 20 lat, by zachęcić je do porzucenia szkoły i zajęcia się przedsiębiorczością. Ofertę skierowano do młodzieży z 44 państw i wszystkich stanów USA.  Podejrzenie o filantropijnym charakterze tego, międzynarodowego przedsięwzięcia, uważałbym za daleko idącą naiwność. Tak więc, już wtedy postawiono na młodych, choć w naszym kraju po raz pierwszy zaczęto stosować tę nową metodę obstawiania stołków patyczakami około r. 2018. Dzięki temu pomysłowi Thiel skaptował całe mnóstwo geniuszy, a pośród nich najbardziej znanym jest Vitalik Buterin, który już jako 17-latek opublikował swój pierwszy artykuł w Bitcoin Magazine. W r. 2014, 20-letni Buterin przemawiał przed 400-osobowym audytorium, podczas Światowego Szczytu Bitcoin w… Pekinie. Wkrótce potem tworzył projekt Dark WalletKryptoKit i najsłynniejsze swoje dzieło, kryptowalutę Ethereum. Nie mamy niestety miejsca, by opisywać dokonania pozostałych 19 osób, które zerwały związki ze szkolną ławką za namową Petera Thiela. 

Wracając na chwilę do tematu międzynarodowych start-up’ów, warto dodać, że Thiel był jednym z udziałowców projektu o nazwie Carbyne911. Nawiązywała ona do amerykańskiego numeru alarmowego (911), a pomysł opierał się na zintegrowaniu specjalnej wtyczki dla centrów obsługi zgłoszeń i aplikacji telefonicznych osób wzywających pomocy. Całość umożliwiała operatorowi natychmiastowy dostęp do kamery i systemu lokalizacji w smartfonie, przy jednoczesnym porównaniu tożsamości użytkownika z wszelkimi danymi na jego temat, zgromadzonymi w bazie danych, z kartoteką kryminalną na pierwszym miejscu.

Spółkę tę powołał do życia Ehud Barak, były szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela i premier tego państwa w latach 1999-2001 (!). Wspólnikami w tym interesie byli tacy ludzie, jak Pinchas Berkus, były brygadier Jednostki 8200, Amir Elichai z izraelskiego wywiadu wojskowego, Lital Leshem z Sił Obronnych, czy Alex Dizengof zajmujący się ochroną cybernetyczną kancelarii premiera Izraela. Natomiast w tzw. Radzie Doradczej zasiadał m.in. Michael Chertoff, zarządzający w administracji George’a Busha Departamentem Bezpieczeństwa Krajowego. To on był autorem słynnego Patriot Act, czyli ustawy wprowadzonej w życie po wypadkach 11.09.2001 r. w Ameryce.

Przypominam, że to ten dokument był pierwszym z całej serii kolejnych, które zredukowały do stanu obecnego wolność osobistą ludzi całego, nie tylko amerykańskiego, świata! Obok niego zasiadał w tej radzie członek spółki Palantir, Trae Stephens, który był też szefem tzw. zespołu przejściowego Departamentu Obrony w gabinecie Trumpa oraz Eliot Tawil, biznesman i jeden z głównych sponsorów jego kampanii prezydenckiej. Ale, człowiekiem rzucającym najgorszy cień na tę firmę, był medialnie najgłośniejszy jej członek (!), Jeffrey Epstein, któremu poświęciłem wiele stron w książce „TeraMar Utopia elit”.

Partnerem Thiela w firmie Palantir jest Alex Karp, którego poznał on jeszcze w czasie studiów na Uniwersytecie Stanford w r. 1992, choć Karp w rodzinnym mieście Thiela, czyli Frankfurcie, robił doktorat z neoklasycznej teorii społecznej, 10 lat później. Warto przypomnieć, że Frankfurt, to zarówno kolebka tzw. szkoły frankfurckiej, zakorzenionej w   marksizmie i neoheglizmie, jak i siedziba Deutsche Bank, głównego w Europie zaplecza finansowego ciemnej strony Mocy. Tam też przed II Wojną Światową urządziła sobie oddział europejski kancelaria Sullivan & Cromwell, pomagając w budowie niemieckiego zaplecza zbrojeniowego, włączając koncern IG Farben do międzynarodowego kartelu niklowego, obejmującego producentów amerykańskich, kanadyjskich i francuskich. 

Jednak związki Karpa z Europą są znacznie bliższe, bo zasiada on w Radach Dyrektorów dwóch niemieckich przedsiębiorstw – koncernu wydawniczego Axel Springer i giganta chemicznego BASF. Oba oddelegowały swych przedstawicieli  na tegoroczny sabat w Davos, którego lista uczestników obrazuje najlepiej współtowarzyszy broni dzisiejszej wojny z ludzkością. Karp nie zapomina jednak o Palantir, bo to ponoć dzięki jego staraniom firma pozyskała kontrakt na obsługę Urzędu Imigracyjnego i Celnego USA, podległego   Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego.

Nawiasem mówiąc, zanim uruchomiono system zbierania danych Palantir w sieci, został on przetestowany na krewnych dzieci imigrantów, które do USA docierały bez opieki. Taki był początek kolekcjonowania przez tę firmę danych na temat potencjalnych przestępstw i przestępców przy wykorzystaniu, tzw. analizy predykcyjnej. Ale, nie tylko z USA i Niemcami właściciele Palantir mają bliskie relacje, bo już 1.04.2020 r. Bloomberg podawał, że firma po zawarciu umowy z Wielką Brytanią, prowadzi rozmowy z Francją, Austrią i Szwajcarią, by „walczyć z rozprzestrzenianiem się Covid-19 i uczynić obciążone systemy opieki zdrowotnej bardziej wydajnymi”. W USA  wdrożyła oprogramowanie Tiberius wspierające system dysponowania szczepionkami na terenie całego kraju. Przypomnę, że pierwszy przypadek Covid-19 pojawił się oficjalnie w Polsce 4 marca, natomiast WHO ogłosiła stan pandemii 11 marca, uznając Europę za jej centrum dwa dni później, 13.03.2020 r.!

Palantir dostarczała oprogramowanie m.in. dla wywiadu wojskowego USA w Afganistanie i Iraku, ale też, jak podał w maju 2018 r. magazyn Breitbart News, „stanowiła kluczowy element w porozumieniu nuklearnym z Iranem”.

Cytując agencję prasową Bloombergwyjaśniał związki firmy z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej (IAEA):

Palantir poświęciła lata modyfikując swoje oprogramowanie do predykcyjnej kontroli dla inspektorów wiedeńskiej IAEA, która została założona w 1957 r. w celu promowania pokojowego wykorzystania energii jądrowej. Narzędzie to stanowi analityczny rdzeń nowej, wartej 50 mln. dolarów platformy Mosaic, która przekształca bazy danych informacji niejawnych w mapy pomagające inspektorom w wizualizacji powiązań między ludźmi, miejscami i materiałami związanymi z działalnością jądrową – wynika z dokumentów IAEA.

Ustawia to Palantir, którą Thiel i jego partnerzy zbudowali z funduszy CIA, w charakterze platformy wybranej do oceny dokumentów, na podstawie których, będący w ich posiadaniu Izrael dowodzi kontynuowania wysiłków Iranu w tajnym budowaniu bomby. Premier Izraela Benjamin Netanjahu, główny wróg Iranu, ogłosił to na kilka dni przed upływem terminu (…), w którym Trump musi podjąć decyzję o zerwaniu umowy lub kontynuowaniu łagodzenia sankcji”.

Doradcami Palantir są m. in. takie osoby, jak Condoleezza Rice, czy były dyrektor CIA George Tenet. Niewątpliwie, wszystko to daje jej pozycję „widzącej daleko”, szczególnie w Polsce, która przed swoim najokazalszym sojusznikiem obnaża się na zawołanie, nie pozorując nawet wstydu. („Na razie robi to za darmo”). Podobnie zresztą, nie odczuwają żadnego zakłopotania media głównego nurtu prezentując nam swoiście pojmowaną całą prawdę, przez całą dobę. 

Zarówno tych, jak i wielu innych przedstawicieli tzw. Ciemnego Oświecenia, które nam szykują, już opisuję w książce „Bliscy ludzie prezydenta”, którą zamierzam wydać pod koniec bieżącego roku.

Tymczasem, serdecznie zachęcam do zakupu jedynej książki, którą mogę obecnie sprzedawać, a której ukazanie się na księgarskich półkach skutecznie przez 15 lat blokowała partia wspomnianych wcześniej interesów. Polecam „Ostatni lot PLF 101”.

Sławomir M. Kozak

================================

Jeśli uznacie Państwo za zasadne wsparcie mojej działalności, będę wdzięczny za postawienie wirtualnej kawy https://buycoffee.to/s.m.kozak

„Wiem to z konfesjonału”. Poruszające słowa księdza.

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Dzień dobry Panie Mirosławie.

Chciałem podzielić się z Panem historią, która poruszyła cały zespół naszej Fundacji.
 Nasi wolontariusze prowadzili akcję informacyjną o aborcji połączoną z publicznym różańcem pod szpitalem w Toruniu. W pewnym momencie podszedł do nich pewien ksiądz. Podziękował za naszą obecność i powiedział krótko:
 „Wy nawet nie wiecie, ile dzieci uratowaliście od aborcji przez te akcje, stojąc w tym miejscu. Ale ja to wiem… z konfesjonału”. 
Ksiądz nie wyjawił oczywiście tajemnicy spowiedzi, ale potwierdził, że nasze akcje uratowały życie konkretnych dzieci! To kolejna tego typu relacja, którą usłyszeliśmy od kapłana.
Zarówno z tej relacji księdza jak i z innych naszych kontaktów wiemy, że przy okazji naszych pikiet, różańców i wystaw antyaborcyjnych, wiele osób korzysta z sakramentu pokuty (często po latach), co ratuje ich życie wieczne. Każdego dnia wychodzimy na ulice, głosimy prawdę o aborcji za pomocą dużych bannerów, megafonów, ulotek i broszur, oraz modlimy się. Nasz przekaz dociera codziennie do tysięcy ludzi. Gdy prawda o aborcji dociera do świadomości odbiorców, to następnie w ciszy ludzkich sumień dokonują się wybory między życiem a śmiercią.
Spotkanie pod szpitalem w Toruniu to kolejny dowód na to, że wytrwałość w organizacji kampanii przynosi owoce w postaci dzieci ocalonych od aborcji oraz rodziców uratowanych od zostania mordercami. Dlaczego o tym piszę właśnie teraz? Maj to miesiąc szczególnej intensywności.
 Na najbliższe dwa tygodnie zaplanowaliśmy kilkadziesiąt kolejnych akcji informacyjnych i publicznych różańców w miastach w całej Polsce. Chcemy dotrzeć do tysięcy kolejnych osób, zmienić ich świadomość i uratować kolejne dzieci.
Każda taka akcja to nie tylko koszt wydruku materiałów i zakupu urządzeń, ale przede wszystkim logistyka, paliwo, transport, dojazdy wolontariuszy i zabezpieczenie prawne naszych zgromadzeń.

W związku z tym, proszę Pana o wsparcie finansowe, które pozwoli nam zrealizować majowy harmonogram naszych akcji.

Często, gdy planujemy kolejne kampanie, nasi sympatycy i darczyńcy pytają nas o konkretne rezultaty organizowanych akcji. Te rezultaty to właśnie przemienione sumienia kolejnych ludzi. Nie dzieje się to w sposób spektakularny, ale w sercu każdego człowieka. Ostatecznym efektem jest to, że ludzie poddani aborcyjnej propagandzie nie podejmują decyzji o zabiciu własnego dziecka.

Najlepiej obrazuje to przesłane do naszej Fundacji świadectwo pani Anny, która jako młoda dziewczyna zobaczyła prawdę o aborcji taką, jaką pokazujemy na plakatach, bannerach, billboardach i furgonetkach:

„właśnie dzięki temu, że mam ją cały czas w pamięci, aborcja nawet przez myśl mi nie przeszła, gdy sama znalazłam się w trudnej sytuacji i być może właśnie dlatego mam teraz wspaniałego synka.”

Dzięki zobaczonej prawdzie o aborcji pani Anna dzisiaj jest szczęśliwą mamą. Podobny wpływ nasze kampanie mają na miliony ludzi w całej Polsce. Prawda porusza sumienia i zmienia świadomość, dlatego chcemy organizować nowe akcje i docierać do nowych ludzi.

Aby było to możliwe w nadchodzącym czasie, proszę o Pana pomoc.
WPŁACAM
Konto Fundacji do darowizn: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Z wyrazami szacunku, 

Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia
KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Wałęsa ciągle donosi. MEM-y V.

————————————————

—————————————————————–

———————————————————-

————————————————————

————————————

————————————————–

—————————————

Polska. Wymarzony klient dla firmy lichwiarskiej. MEM-y IV.

———————————————-

———————————–

————————————-

————————————————–

——————————————————————-

—————————————————–

——————————————————

———————————————

Ministerka: W wielu szpitalach sytuacja jest diametralnie różna. MEM-y III.

——————————————————

——————————————-

—————————————————

———————————————

————————————–

———————————————————

———————————–

———————————————————–

—————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Agresja Nordyków: Narąbany murzyn w Lublinie. MEM-y II.

——————————————————–

——————————————–

——————————————————–

—————————————————

—————————————–

———————————————-

——————————–

————————————————

——————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Hanta: Przestań wciskać kit. MEM-y I.

——————————————–

—————————————

————————————————

———————————————-

——————————

————————————————–

———————————————————–

———————————————————————–

———————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Niedziela. Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

17.04.2026 Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

15/05/2026 antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

Serdecznie zapraszam, Tadeusz Rosiński

===================================================================

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

=================================================

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

Czy Abraham Foxman trafił już do Nieba? Grzegorz Ryś wierzy i przekonuje, że tak.

Czy Abraham Foxman trafił już do Nieba? Grzegorz Ryś wierzy, że tak

[Jednak ścisłej – arcyrabin Ryś mówi „do Pana”. Tak, do ich Pana chyba obaj trafią. Mirosław Dakowski]

Autor: CzarnaLimuzyna , 14 maja 2026

Zmarł Abraham Foxman – dyrektor „Ligi Przeciw Zniesławianiu” (ADL) w latach 1987-2015.

Abraham Foxman stawał zawsze tam, gdzie podnosi głowę antysemityzm, ale także inne formy nienawiści w różnych częściach świata.

Gorąco wspierał prawa osób homoseksualnych i potępiał ataki na tę społeczność. Opowiadał się za prawami migrantów i uchodźców oraz osób wykluczanych. /Gazeta Wyborcza/

Foxman został uratowany przed zagładą przez Polaków – ochrzczony w obrządku katolickim i wychowany jako katolik w Wilnie w latach 1940–1944. Po wojnie wrócił do judaizmu.

W biogramie Polin można przeczytać: „Pod koniec 2003 r. skrytykował film Pasja i jej reżysera, Mela Gibsona za antysemicki wątek. W 2006 r. protestował przeciwko książce byłego prezydenta Jimmy’ego Cartera, Palestine: Peace Not Apartheid (Palestyna: pokój, nie apartheid), twierdząc, że zachęca ona do antysemityzmu”.

Próbką zdolności narracyjnych jest następująca wypowiedź Foxmana, w której porównuje Chanukę do katolickiej choinki, którą podpala ambasador Izraela w Polsce. W tej wypowiedzi brak sensu uzupełnia się z całkowitym brakiem analogii /link/

KAI: Jest Pan zszokowany faszystowskim aktem nienawiści Grzegorza Brauna?

Abraham Foxman: W przypadku tego indywiduum – nie dziwi nic. Dziwi jednak, że atak na żydowskie Święto Chanuki był możliwy w polskim parlamencie. Czy wyobraża pan sobie, żeby podczas tradycyjnego dzielenia się opłatkiem polskich hierarchów z polskimi posłami i senatorami, pojawił się nagle izraelski ambasador i podpalił sejmową choinkę?

Grzegorz Ryś “głęboko wierzę”

Archidiecezja Krakowska opublikowała notę kondolencyjną Grzegorza Rysia – fragment:

Głęboko wierzę, że żyjąc już w pełni» w obecności Pana «, odnajduje – również w pełni – te wszystkie wartości, którym poświęcił życie: umiłowanie jedności, pokój, a zwłaszcza szacunek dla godności każdego człowieka. Czynię to z wdzięcznością za wszystko, co uczynił dla swojej pierwszej Ojczyzny, Polski, dla dialogu chrześcijańsko-żydowskiego; także dla mnie osobiście w ostatnim czasie. Modlę się za całą Jego Rodzinę i o prawdziwych kontynuatorów Jego dzieł”

Jak zawsze, w przypadku Grzegorza Rysia, pojawia się wiele pytań związanych z brakiem logiki – niejasnym sensem jego wypowiedzi lub publikacji.

  • O którego „Pana” chodzi skoro Foxman nie uznawał Chrystusa jako Syna Bożego?
  • O jaką jedność chodzi – pomiędzy kim a kim? Co jest spoiwem jedności pomiędzy wyznawcami Antychrysta a Ludem Bożym?
  • Co to znaczy „dialog” w tym kontekście? Dialog prowadzony bez Chrystusa jest fałszowaniem misji Kościoła katolickiego. Jest narzędziem gnozy prowadzącej do antykatolickiego synkretyzmu – zaprzeczaniu prawdom wiary.
  • „O prawdziwych kontynuatorów Jego dzieł”. Brzmi złowieszczo.

Dzięki ignorancji i bierności, dożyliśmy czasów w których antykatolicki kardynał i antypolski polityk nie są rzadkością, a ich wkład w codzienne mieszanie trucizny spotyka się z cyklicznym aplauzem – przeznaczonego na ofiarę, obłąkanego tłumu.