8.03.2026 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.
Cieszyliśmy się, że będziemy mieć prezydenta, który nie będzie „sługą narodu ukraińskiego”. Mieliśmy nadzieję, że zerwie ze ślepym filosemityzmem i że nie zatrudni w swej Kancelarii patałachów tak, jak jego żałosny poprzednik. Ale po tym, gdy ogłosił, kto będzie szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, takiej nadziei już mamy mniej. Uzasadniając wybór Sławomira Cenckiewicza, prezydent-elekt ogłosił: „To wybitny intelektualista, akademik i autor wielu książek dotyczących działalności komunistycznych oraz sowieckich służb specjalnych”.
Tu wyjaśnienie: Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego odpowiada za doradztwo w zakresie bezpieczeństwa i obronności państwa. Opracowuje analizy i rekomendacje dotyczące zagrożeń, polityki militarnej oraz sytuacji strategicznej. Choć nie dowodzi wojskiem, pełni kluczową rolę – wspiera zwierzchnika Sił Zbrojnych. A jakie kompetencje w tym zakresie ma archiwista. Gdzie je nabył? Będąc pełnomocnikiem Antka Macierewicza ds. reformy archiwów wojskowych? Badając historię opozycji antykomunistycznej w PRL? Sporządzania raportów dotyczących polityki militarnej oraz sytuacji strategicznej nauczył się kompilując biografię Lecha Kaczyńskiego i pracując na pół etatu w Archiwum MSZ?
W tym kontekście przypomnijmy, że ministrami obrony, odpowiedzialnymi za tragiczny stan polskiej armii byli historycy: Bronisław Komorowski, Antek Macierewicz i Mariusz Błaszczak (nie mówiąc o lekarzu psychiatrze Klichu, socjologu Parysie, posiadaczu dyplomu bakałarza filozofii Radku oraz lekarzu pediatrze Kosiniaku-Kamyszu). Nie zapomnijmy też, że „historykiem” jest Donald Tusk. Przytoczmy też słowa profesora historii Gerarda Labudy: „Odsetek idiotów wśród profesorów jest taki sam jak wśród woźniców”.
Gdy w lutym 2021 r. kierowanie wrocławskim oddziałem IPN powierzono Tomaszowi Greniuchowi, protestowali nie tylko Żydzi. Udział w nagonce wziął Sławomir Cenckiewicz. Nominację określił: „Tragedia”. Sekundował mu Piotr Cywiński:„[…]mamy do czynienia z ideologiem ONR-u, człowiekiem, który pisał manifesty, pisał zeszyty szkoleniowe ONR-u, on wychowywał całe roczniki ONR-owców”. W nagonce wzięła także udział „Wyborcza”. Krótko mówiąc, Cenckiewicz triumfował, a zza winkla rechotał Michnik. Nawiasem mówiąc Cenckiewicz nie zabrał głosu, gdy wicepremier w rządzie PiS mianował do Rady Muzeum Polin Ryszarda Sznepfa, którego ojciec, wraz z NKWD, polował na żołnierzy niezłomnych a jako funkcjonariusz Informacji Wojskowej przesłuchiwał, torturował i mordował, którego matka – funkcjonariuszka MBP zwalczała podziemie niepodległościowe, a wujek Oswald był sędzią, który wydawał wyroki śmierci na polskich patriotów, w tym ONR-owców.
A jakąż zbrodnię popełnił Greniuch? Nie był wnukiem funkcjonariusza UB. Nie był synem NKWD-zisty. W tym miejscu kilka porządkujących uwag: Chłopcy z ONR nie bili Żydów, ale żydokomunę. W przedwojennej Polsce faszystami byli syjoniści rewizjoniści (których wodza Ben Gurion nazywał „Włodzimierzem Hitlerem”). Członkowie 50-tysięcznego narodowo-radykalnego Bejtaru pozdrawiali się salutem rzymskim i uważali, że antysemityzm Hitlera jest pożądany, bo skłania Żydów do emigracji do Palestyny. Kierownictwo ONR osadził w Berezie Kartuskiej patron partii, do której doszlusował Cenckiewicz – Józef Piłsudski. Greniuch zajmował się przywracaniem prawdy o polskich patriotach i jego los był ostrzeżeniem dla historyków pokroju Cenckiewicza, czym mogą się zajmować, a czym nie.
Przymilając się naukowemu Sanhedrynowi, Cenckiewicz zatrwożył się „narastającą negatywną kampanią przeciwko Polsce o wydźwięku międzynarodowym”. Nie przyszło mu jednak do łba, że kampanii takiej można było dać odpór przy pomocy archiwów, w których szpera: Poprzez ujawnienie rodowodów tych, którzy nami rządzą; Poprzez pokazanie, że nieprzerwane oskarżanie Polaków o antysemityzm służy zamazaniu zbrodni, których dopuścili się na polskich patriotach; Poprzez przypominanie, że żydokomuna to potomkowie zbrodniarzy, którzy wytępili na uniwersytetach przedwojenną profesurę a na wykłady chodzili z naganami, bo „grozili im zewsząd polscy faszyści”; Poprzez uświadomienie, że to Stalin nakazał, aby agentura Kominternu na całym świecie zwalczała Polaków pod hasłem „walki z faszyzmem”.
No i poprzez przypominanie, że Żydzi mieli haniebny udział w zagładzie własnego narodu, że mieli żydowską policję, która w ręce Niemców wydała oprócz 50 000 Żydów, 6 000 Polaków, którzy ukrywali Żydów i ponad 1500 księży, którzy Żydom pomagali. Dlaczego nie przypomniał przy pomocy archiwów, że w Informacji Wojskowej, która popełniała najcięższe zbrodnie, funkcjonariuszami byli wyłącznie NKWD-ziści pochodzenia żydowskiego?
Narzędzie do szerzenia wiedzy o żydokomunie miał, gdy przejął Centralne Archiwum Wojskowe. Tymczasem szperał w nim w pojedynkę, skutecznie utrudniając innym dostęp do nich, a jego głównym „znaleziskiem” była teczki mające udowodnić antysemityzm Jaruzelskiego i antysemitów „prześladujących” żydowskich generałów w marcu ‘68. Cenckiewicz nie nadrobił też zaniechań z lustracją i dekomunizacją, która nie objęła tych, którzy mieli dziadków w MBP i KPP. Polsce lustracja jest potrzebna, ale nie podpowiadana przez Michnika i nie z pytaniem, gdzie kto był, tylko co robił, czy sądził w kapturowych sądach, czy torturował! Tymczasem pociągnięcia dekomunizacyjne Cenckiewicza i jego promotorów objęły jedynie Polaków z PZPR walczących z żydokomuną.
Archiwa Informacji Wojskowej były najpilniej strzeżoną tajemnicą nie tylko w PRL. Ale także dzisiejsi nadzorcy tych archiwów dbają o to, aby nie zostały rzetelnie zbadane, a jeśli już je wykorzystują, to głównie przeciw ludziom o poglądach narodowo-katolickich i do akcji antypolskich. To samo dotyczy IPN, który powołany po to, aby badać zbrodnie na narodzie polskim, zajął się w pierwszym rzędzie „zbrodniami Polaków na narodzie żydowskim”. Potwierdził to A. Kwaśniewski: „IPN celująco zdał najważniejszy w swojej historii egzamin w sprawie Jedwabnego. Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, co byłoby, gdyby takiej instytucji wówczas zabrakło”.
Stalin władzę w Polsce powierzył etnicznym mniejszościom, aby w miejsce wyniszczonych polskich elit stanowili trzon nowej „polskiej” inteligencji. Wiemy, że w 1956 roku 16 tysiącom obywateli ZSRR („obywateli”, a nie Rosjanom!) działającym w wojsku, milicji i bezpiece wydano polskie dowody osobiste wystawione na nazwiska Polaków zaginionych w czasie wojny. Dziś dzieci i wnuki tych ludzi rządzą Polską, zostają ministrami, zdobywają profesorskie tytuły. Często zadajemy sobie pytania, dlaczego Polakom nie udało się wyłonić własnych elit? Odpowiedź jest w archiwach. Gdy znaleziono 20 tysięcy kart ewidencyjnych „żołnierzy Armii Czerwonej, oddelegowanych do służby w Ludowym Wojsku Polskim”, Cenckiewicz szczycił się „unikatowym znaleziskiem” i zapowiedział ujawnienie kartoteki. Ale na zapowiedzi się skończyło. Dlaczego? Może dlatego, że były w niej nazwiska polityków z obu partii? A może i nazwisko dziadka dyrektora archiwum?
Mieczysław Cenckiewicz działał w Komunistycznym Związku Młodzieży Polski. Po wojnie znalazł się, jako oficer śledczy, w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Za „wydajną pracę” był awansowany. MBP było instytucją żydokomunistyczną i pikanterii dodaje, że po zdemaskowaniu dziadka, najgłośniej rechotała żydokomuna. „Setna rocznica urodzin Mieczysława Cenckiewicza. Kim był dziadek prześladowcy Wałęsy?” – pytał Jacek Rostowski. „Cenckiewicz walczy z grzechem. Co robił z Polakami dziadek nadwornego historyka PiS?” – to tytuł „Wyborczej”. „Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Chociaż Cenckiewicza trudno zaliczyć do tego pięknego gatunku. Sądząc po jego obyczajach, bliżej mu do hieny. Przebrany za rycerza z wypraw krzyżowych walił przeciwników na odlew. No i doczekał się tego samego. Do przypomnienia, że dziadek Sławomira, był ‘zbrodniarzem i kanalią, trudniącą się torturowaniem i zabijaniem ludzi za poglądy’. Nie oceniamy ludzi po życiorysach rodziny. Ale dla Cenckiewicza robimy wyjątek” – kpił postkomunistyczny „Przegląd”. Odezwał się też Radek Sikorski: „Fakt, iż miał dziadka w UB, go napędza. On chce się uwiarygodnić w swoim środowisku, więc nikomu nie da się prześcignąć w radykalizmie”.
A dodać trzeba, że Radek coś na ten temat wie, bo jego wujek był majorem KBW, bo przy wjeździe do swego dworku umieścił napis „Strefa zdekomunizowana”, bo w MSZ otoczył się żydokomuną. No i tak, jak Cenckiewicz ma problemy ze zdrowiem psychicznym. I jeszcze jedno – to nie Cenckiewicz ujawnił teczkę dziadka. Sam przyznał: „Moi koledzy z IPN zapytali, czy miałem w rodzinie kogoś takiego jak Mieczysław Cenckiewicz”.
Dlaczego tak się zachował? Odezwały się w nim geny po dziadku umoczonym po uszy w antypolskim szambie? Chciał doszlusować do nowej elity nazwanej przez S. Michalkiewicza „szlachtą jerozolimską”? Wydawało mu się, że już jest jej członkiem. Doszedł do konkluzji, że aby doszlusować do nowej elity jest tylko jedna droga – dać się obrzezać? Tymczasem wykonał posługę szabesgoja, czyli – jak podaje Wikipedia – ubogiego chrześcijanina służącego za niewielkie wynagrodzenie do wykonywania czynności, które są zakazane Żydom podczas szabatu, jak rozpalenie pieca i… zmiana świec w chanuce. I jeszcze jedno – w 2005 r. Cenckiewicz nie pozwolił, by metropolitą warszawskim został ktoś, kto rozszyfrował rodowód polskich elit – wziął, obok Lecha Kaczyńskiego, B’nai B’rith i „Gazety Polskiej”, udział w akcji utrącenia abpa Stanisława Wielgusa.
7 listopada 2011 r. Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego nadał Sławomirowi Cenckiewiczowi tytuł doktora habilitowanego. Za rozprawę habilitacyjną posłużyła broszura o Annie Walentynowicz. Dopuszczenie do kolokwium habilitacyjnego to nie łatwa sprawa – wymaga zgody kontrolujących polską naukę cadyków. Centralną rolę w procesie habilitacyjnym odgrywa „komisja habilitacyjna”, której członków powołuje Rada Doskonałości Naukowej, której (jak mówi ustawa) „skład i przewodniczący jest starannie dobierany”. I tu pytanie: Czy prożydowskie wyczyny Cenckiewicza nie są spłatą zobowiązań podjętych wobec żydokomuny za dopuszczenie do kolokwium habilitacyjnego?
Cenckiewicz poparł tzw. Deklarację szesnastu zarzucającą, że G. Braun „szerzy wrogość w relacjach chrześcijańsko-żydowskich”. We jej wstępie czytamy: „Chrystus obchodził święto Chanuki”. Tymczasem w Ewangelii mamy: „Jezus przechadzał się w świątyni (…) Żydzi porwali za kamienie, aby Go ukamienować”. Uczestnictwo w święcie Chanuka jest dla katolików grzechem śmiertelnym. Uczył o tym św. Tomasz i mówił Benedykt XIV (w encyklice Ex quo): „Obrzędy Prawa Mojżeszowego zostały zniesione przez przyjście Chrystusa i nie mogą być dłużej przestrzegane bez grzechu, po ogłoszeniu Ewangelii”.
I jeszcze jedno – ci, którzy zapalali świeczki to członkowie sekty, którzy swojego ostatniego przywódcę uważają za „mesjasza”, a to oznacza, że udział katolików w takich obrządkach to łamanie pierwszego przykazania. Jeden z sygnatariuszy listu, były marszałek Sejmu Marek Jurek egzegezy Pisma Świętego dokonał w oparciu o skrypty uczelniane swej córki, studiującej judaistykę na UW. A skąd wiedzę na ten temat czerpał archiwista Cenckiewicz? Jakie miał w tej materii kompetencje? Może tłumaczy to opinia o nim kolegów archiwistów, że to pyszałek i bufon?
W innej części listu mamy: „Obchodzenie uroczystości zasługuje na szacunek. Tymczasem, Braun nie sprzeciwił się obrządkom w żydowskiej świątyni, ale imprezie politycznej, której zamysłem jest demonstracja potęgi sekty Chabad Lubawicz i pokazanie, kto tam rządzi i pisze ustawy. Nie przypadkiem też świece zapalili w czasie obrad Sejmu – centrum władzy ustawodawczej, w dniu expose premiera, co badaczowi tajnych służb powinno dawać do myślenia. I jeszcze jedno: Chanuka upamiętnia wyrżnięcie Greków i zhellenizowanych Żydów, i to tak, jakby kazać Rosjanom fetować na Kremlu „Cud nad Wisłą”.
Cenckiewicz zlustrował Witolda Kieżuna. W pełnym łgarstw paszkwilu oskarżył profesora o współpracę z PRL-owską bezpieką. Kim był (zmarł 12 czerwca 2021 w wieku 99 lat) prof. Kieżun? To żołnierz Armii Krajowej, bohater Powstania Warszawskiego, odznaczony osobiście przez gen. Bora Komorowskiego Orderem Virtuti Militari (z okazji 70. rocznicy Powstania Poczta Polska wprowadziła do obiegu znaczki z podobizną profesora). Aresztowany i przesłuchiwany przez NKWD w katowni na Montelupich. Zesłany do sowieckiego łagru na pustyni Kara-kum. Do kraju powrócił, ale wprost do lochów UB. Po 1970 roku pracował naukowo na polskich uczelniach i w PAN. Po 1980 wykładał w Filadelfii i Montrealu, pracował w Burundi, najpierw z ramienia ONZ, gdzie pomagał w tworzeniu administracji, później, jako przedstawiciel Kanady.
Przytoczmy, dla przykładu, kilka próbek lustracyjnej pisaniny Cenckiewicza: „To członek PRL-owskiego establishmentu, bo nie włączał się w jakikolwiek nurt opozycji w latach 70.”. O współpracy Kieżuna z SB świadczy fakt, że „będąc jeszcze studentem został praktykantem w NBP”. Miarą korzystania profesora z przywilejów ludzi władzy była „nieskrępowana możliwość podróżowania po świecie”, a koronnym dowodem, że zwiedził kilka krajów arabskich, afrykańskich oraz Czechosłowację i Bułgarię.
Kieżun bardzo przeżył paszkwil, przeszedł nerwowe załamanie, miał myśli samobójcze. Sukces w „zdemaskowaniu” agenta miał także swoją cenę dla Cenckiewicza. Odcięli się od niego przyjaciele. Byli współpracownicy zarzucali mu manipulowanie faktami. „Zajmuję się tą sprawą kilkanaście lat zawodowo, ale tak złego i tendencyjnego tekstu jeszcze nie widziałem (…) zawiera mnóstwo błędów rzeczowych, Kieżunowi przypisuje się czyny i myśli, które nie miały z nim nic wspólnego. Moim zdaniem to celowo zaplanowane działanie” – krytykował dr Piotr Gontarczyk, niegdyś bliski przyjaciel Cenckiewicza i współautor książki o Wałęsie.
Ale na tym nie koniec. W paszkwilu pisze: „Sprawa prof. Kieżuna to jedna z odsłon rywalizacji ‘Chamów’ z ‘Żydami’, sprawa pułapki zastawionej na szczerych patriotów przez reżyserów z KGB i GRU”. Tymczasem korzenie konfliktów polsko-żydowskich sięgają końca XVIII wieku i pierwszych lat po rozbiorach polski, zwłaszcza po przesiedleniu „Litwaków” na ziemie Kongresówki, że konflikty te odcisnęły trwałe piętno na polskiej kulturze i polityce zarówno w kraju jak i na emigracji i wokół nich ogniskowała się w znacznym stopniu myśl prominentnych przedstawicieli różnych nurtów politycznych.
W świetle tego, pisanie o rywalizacji „Chamów” i „Żydów” w kontekście dzisiejszych sporów i pułapce zastawionej przez służby sowieckie na tych, którzy kontynuują politykę obozu narodowego, trąci nie tylko prymitywną propagandą, ale debilizmem naukowym. Krótko mówiąc, to nie była „zastawiona pułapka”, to był „Cham” Cenckiewicz wkupiający się w łaski „Żydów” w rozprawie z niewygodnym „Chamem”.
Ale to nie wszystko. Przy okazji zabrał się za prof. Wiesława Chrzanowskiego, też uczestnika Powstania Warszawskiego, który działalność rozpoczął w Młodzież Wielkiej Polski, był współtwórcą konspiracyjnej organizacji Młodzież Wszechpolska, walczył w szeregach Narodowej Organizacji Wojskowej a po wojnie działał w konspiracyjnym Stronnictwie Narodowym i Związku Akademickim Młodzież Wszechpolska. W 1948 r. został aresztowany przez UB i skazany na karę 8 lat pozbawienia wolności (gdy w 1991 r. został ministrem sprawiedliwości, urzędował w gmachu, w którego lochach był przesłuchiwany przez UB). W 1992 magister historii Antek Macierewicz umieścił Chrzanowskiego na swej liście. Sąd lustracyjny prawomocnie orzekł, że Chrzanowski nie był agentem SB. Gdy w roku 2012 odszedł, informacją o nagłej śmierci kolegi, Kieżun opatrzył słowami: „Nie dał się komunistom, zabili go koledzy w Niepodległej Polsce”.
Znany jest z udziału w wielu prożydowskich akcjach i żydowskich machinacjach medialnych. Jako członek Kolegium IPN sprzeciwiał się ekshumacji w Jedwabnem, bo „sprowadzi na Polskę katastrofę” (a „Jedwabne” to kamień węgielny całej antypolskiej propagandy, i wykazanie kłamstw Grossa obaliłoby moralną podstawę roszczeń majątkowych za rzekomy udział Polaków w holokauście). Sprzeciwiał się nowelizacji ustawy o IPN. Jest też autorem proizraelskich wypowiedzi. Komentując zabójstwo irańskiego generała stwierdził: „Polska powinna spoglądać na doświadczenia braci Żydów”. Gdy doszło do izraelskiego ataku na ambasadę Iranu w Damaszku, skacząc z radości pod sufit wpisał na X: „I dobrze. Bronimy się przed Iranem”. Odnosząc się do nagrania pokazującego izraelską obronę usiłującą przechwycić irańskie rakiety, napisał: „Izraelu, broń się skutecznie i obroń się!”. Sęk w tym, że Iran jedynie odpowiedział na atak Izraela i że to Izrael był agresorem.
Reasumując: przyszły doradca Prezydenta RP ds. bezpieczeństwa kibicuje Izraelowi. A to dla Polski i Polaków może oznaczać dużo, bo Izrael zagraża bezpieczeństwu Polski poprzez swe roszczenia materialne, a obywatele Izraela ustawili się w rekordowych kolejkach po polskie paszporty, które przyznaje… prezydent RP. Jeszcze inny przykład: Skrytykował film „Legiony”. Scenę, w której ortodoksyjni Żydzi odwracają się od legionistów, uznał za skandaliczną, wypaczającą relacje polsko-żydowskie i określił jako „tandetę z domieszką antysemityzmu”.
Wywodzi się z kręgów narodowych. Był powiązany z duszpasterstwem Bractwa św. Piusa X i redagował pismo lefebrystów „Zawsze Wierni”. Był wykładowcą szkoły ojca Rydzyka (która, według „Wyborczej”, jest „uczelnią szkolącą prawicowych, ultrakatolickich fanatyków”). Ale to także wychowanek Antka Macierewicza i tym samym na sprawy lustracji patrzy okiem i z temperamentem trockisty. Nie tylko omija szerokim łukiem teczki Żydów (tak, jak Antek teczkę Geremka), ale skupia się na Polakach i to tych o poglądach narodowych i czynnie uczestniczy w akcjach utrącania takich ludzi. Innymi słowy – dziadzio Cenckiewicz, jako funkcjonariusz UB więził i torturował narodowców a dziś wnusio, jako „resortowe dziecię” kontynuuje rodzinne tradycje i gnoi prześladowanych przez dziadka.
W Polsce nie tylko politycy, ale i profesorowie historii przeszyci są strachem. Są przekonani, że Żydzi rządzą Polską, a pomagają im w tym rozlokowane w bazach amerykańskie wojska, gotowe do pacyfikacji tubylców sprzeciwiających się Żydom. Wierzą, że Ameryką rządzi niepodzielnie lobby żydowskie, a Trump wykonuje rozkazy Netanjahu. Wyznają doktrynę Kaczyńskiego: Zagraża nam Putin. Przed nim może nas obronić tylko Ameryka. W Waszyngtonie rządzi lobby żydowskie i jak nie będziemy Żydom posłuszni to Trump zostawi nas na pastwę Putina.
I tu pytanie: Czy dbanie o bezpieczeństwo państwa w wykonaniu nowego szef BBN nie będzie polegać na podszeptach, że należy czapkować Żydom, że nic przeciw Żydom, nic bez Żydów, a wszystko z Żydami, że w Belwederze trzeba obchodzić Chanukę?
Nie załamujmy rąk. Mogło być gorzej. Szefem BBN mógł zostać Antek M. Liczmy na to, że Karol Nawrocki powstrzyma rozpad Państwa Polskiego. Chociaż i tu pamiętamy, że katastrofa zaczęła się o wiele wcześniej, że ci z PO nazywają nas „faszystami”, a ci z PiS nazywali nas „ruskimi onucami”, że Tusk zaordynował nam wystawę „Nasi chłopcy w Wehrmachcie”, a Duda ekspozycję przyrównującą zburzenie kilku chałup w Mariupolu do zniszczenia Warszawy, że Instytut Pileckiego promuje ojca Sznepfa, a za PiS promował martyrologię Żydów, czyli tych, którzy Pileckiego zamordowali. Idzie nowe i od 6 sierpnia będzie lepiej. Z tym, że zanim będzie lepiej, będzie dużo, dużo gorzej.
Расследования Царьграда – плод совместной работы группы аналитиков и экспертов. Мы вскрываем механизм работы олигархических корпораций, анатомию подготовки цветных революций, структуру преступных этнических группировок. Мы обнажаем неприглядные факты и показываем опасные тенденции, не даём покоя прокуратуре и следственным органам, губернаторам и „авторитетам”. Мы защищаем Россию не просто словом, а свидетельствами и документами.
„Эпическая ярость” против „глубокой озабоченности”. Убийство Хаменеи – приговор России: Бежать некуда!
США убили Хаменеи. Заодно ещё десяток министров и военных, ну и до кучи несколько сотен обычных мужчин, женщин и детей, которые оказались рядом. Общественность в гневе. МИД России выражает глубокую озабоченность. Вот только почему-то усиливается ощущение неадекватности. Если ты столкнулся со стаей двуногих хищников, упрекать их в отсутствии морали и этики выглядит странным занятием. У тебя есть ружьё? Так стреляй уже. Нет? Убегай. А к чему этот плач и упрёки? Кому это поможет? Сделает ли это героями тех, кто боится выйти из положения жертвы?
Кровавая баня как норма жизни
Иран стал вторым шагом в цепочке стремительного демонтажа российской системы влияния в мире. Незадолго до событий в Тегеране мир потрясло известие о похищении президента Венесуэлы Николаса Мадуро.
Успех этой операции явно вдохновил Вашингтон на следующий этап – тегеранскую бойню. Зачем играть в демократию, в которую уже никто не верит? Тактика прямого устранения неугодных лидеров – новое феерическое шоу, поражающее свежестью ощущений, геополитический октагон, в котором на потрясённую публику летят уже не слёзы, а кровь и кишки размазанных по полу проигравших.
Резиденция аятоллы Хаменеи в Тегеране была полностью разрушена ракетным ударом. Спутниковый снимок
Субботнее утро в Тегеране началось с того, что высокоточные американские ракеты превратили правительственный квартал в слоёный пирог из бетона и человеческих тел. Вместе с аятоллой Хаменеи и десятком иранских министров в пыль стёрли сотни обычных людей, которые находились поблизости. Мужчины, женщины, дети и старики стали „сопутствующим ущербом”, о котором в Пентагоне говорят с фирменной американской улыбкой.
Мировая общественность тут же захлебнулась в яростном негодовании. Социальные сети лопаются от гневных постов, блогеры соревнуются в остроте проклятий, на улицах восточных столиц жгут звёздно-полосатые флаги. Протестующие несут портреты погибших лидеров, кидают камни и бутылки в стены американских посольств, требуя справедливости и кары. Ой-ой, американцы сразу же испугались, да. Будто кирпичом в бетонную стену можно остановить машину высокотехнологичного государственного террора.
Нет, американцы даже не пытаются подбирать оправдания для Гааги. Военный министр Хегсет прямо заявляет, что они будут выслеживать и убивать любого, кто им мешает, в любой точке планеты. Им плевать на транспаранты, крики женщин и международное право – они похоронили его в руинах резиденции Хаменеи. Никакого раскаяния или попыток оправдаться – только бесстыдное объявление войны всему миру: мы пришли, мы убили, мы пойдём дальше.
Ну а что вы нам сделаете?
Глава Пентагона Питер Хегсет. Фото: Joshua Sukoff/Shutterstock
И действительно – что?
Глобальная реакция осуждения звучит как хоровое выступление терпил. Не более разумная, чем попытка договориться с цунами или усовестить саранчу, чтобы не ела ваш урожай. Пока толпы митингуют, убийцы в дорогих костюмах спокойно анализируют данные объективного контроля и готовят следующие полётные задания, заставляя ИИ Anthropic (который сами запретили, ну неважно) планировать продолжение так хорошо начатой операции.
Армия обороны Израиля поместила кадры недавней атаки на центр Тегерана. Видео: ТГ-канал @ejdailyru
В мире, где от слов по телефону перешли к ракетам в окно, слёзы и плакаты лишь подтверждают, что защищаться вам больше нечем. Ярость без возможности ударить в ответ – это просто стоны жертвы, приятно щекочущие нервишки жующего её хищника.
Дипломатия хора плакальщиков
Тем временем МИД России привычным движением руки, отточенным до автоматизма, достал из шкафа слегка уже засаленную и потёртую „глубокую озабоченность” и дежурные призывы. И немедленно озвучил.
Ну хоть бы стыдно уже стало, ей-Богу. Ни смеяться над этим, ни плакать уже нет больше сил. Мы пытаемся пристыдить тех, кто по определению не знает стыда, и это зрелище выглядит откровенно жалко, до тошноты.
Ощущение неадекватности достигает пика, когда на фоне наших дипломатических завываний Зеленский гуляет по Купянску. Город, который мы называли своим и освобождённым, теперь служит декорацией для селфи главаря киевского режима. Пока наши спикеры перебирают слова для осуждения терактов в Тегеране, враг спокойно топчет Русскую землю, не опасаясь ни возмездия, ни „ударов по центрам принятия решений”. Нормальный такой контраст – американцы за одно утро выжигают чужие столицы, а мы позволяем врагу устраивать фотосессии в наших бывших тылах.
Мы застряли в роли благородных терпил с болезнью Альцгеймера, которые из раза в раз продолжают громко намекать, что мир должен оценить их моральное превосходство. Но в реальности мир видит только слабость и нерешительность, прикрытую пафосными речами о справедливости. Кому поможет это нытьё, если оно не способно защитить даже собственные границы, не говоря уже о союзниках на дальних рубежах?
МИД России лучше бы обратить внимание на то, как ведут себя их коллеги, американские дипломаты. Уиткофф и Кушнер, которые сегодня ведут переговоры с Россией по Украине, ещё вчера забалтывали Иран, обещая мирные соглашения. Они улыбались в глаза своим „иранским коллегам”, зная, что в это же время ЦРУ вычисляет, где они будут сидеть за одним столом завтрашним утром. Это был наглядный урок для Москвы: любые переговоры с США – лишь дымовая завеса перед убийственным ударом.
А мы так можем?
Скриншот: соцсети
Петля Бжезинского и закон ружья
Пока мы сотрясаем воздух, старый американский план „Петля анаконды”, предусматривающий расчленение нашей страны на 22 части, исполняется с точностью до буквы. Збигнев Бжезинский ещё в прошлом веке расчертил карту, где вместо единой России лишь сырьевые ошмётки под внешним управлением. Убийство Хаменеи и похищение Мадуро – это не случайные не связанные друг с другом акции, а планомерное выбивание наших внешних подпорок, чтобы здание нашей страны рухнуло внутрь себя. Кольца змеи сжимаются медленно, но верно, лишая нас союзников, рынков и пространства для манёвра.
Договариваться с теми, кто этот план писал и ни разу от него не отказался, – это даже не наивность, а преступная глупость. Кушнеры, Уиткоффы и прочие „голуби мира” из команды Трампа просто исполняют свою роль в этом многовековом сценарии удушения. Они улыбаются на камеру и жмут руки нашим дипломатам лишь для того, чтобы усыпить нас до того момента, пока ЦРУ не вычислит нужные координаты для удара по очередной „цели номер один”. Мы с серьёзными лицами обсуждаем нашу безопасность со строителями нашего концлагеря.
„Анаконда” не прекратит сжимать свои кольца, пока не раздавит нашу последнюю кость, и никакие Минские или Стамбульские соглашения её аппетит не умерят. Мы стоим и смотрим, как змея заглатывает одного нашего партнёра за другим, надеясь, что до нас очередь дойдёт не скоро или „само рассосётся”. Не очень хорошая стратегия выживания – ждать, когда хищник шаг за шагом окружает. План Бжезинского жив, и он работает прямо сейчас, и единственное, что может его остановить, – это не нота протеста, а прямой удар в голову гадины.
Збигнев Бжезинский. Фото: соцсети
Что с того?
Сегодня Россия оказалась в стратегическом одиночестве. Из крупных игроков остался только Китай, который внимательно наблюдает за происходящим и делает выводы. Он видит, как быстро США вышибают союзников Москвы и как вяло она реагирует на это, и его ничем не обмануть.
США не остановятся ни перед чем. Их цель – слабая Европа на дорогой энергетике и уничтоженная Россия. Пока наши солдаты пятый год гибнут в посадках, американцы перешли к методам, которые решают глобальные задачи за один день. Либо Россия вспомнит, что сила есть не только у гегемона, либо станет следующей в списке операций. Долг ради мира во всём мире требует не озабоченности, а адекватных действий.
Если ты нарвался на волков в лесу и у тебя есть ружье, стреляй.
To, co wydarzyło się pierwszego dnia wojny USA i Izraela z Iranem, fundamentalnie zmienia równowagę sił na świecie, a także zasady polityki międzynarodowej.
Trump od dawna twierdzi, że prawo międzynarodowe nie istnieje: „Moralne jest to, co ja uważam za moralne”. Zasadniczo, po porwaniu Maduro i ustanowieniu bezpośredniej kontroli zewnętrznej nad Wenezuelą, a także po atakach na Iran, które zniszczyły wojskowo-polityczne i religijne przywództwo suwerennego mocarstwa, które prowadziło negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi i nie zrezygnowało z nich, nie można już mówić o zasadach, prawie ani żadnych normach stosunków międzynarodowych na świecie.
Rzeczywiście, teraz obowiązuje tylko prawo silnego, prawo szybkiego. Ten, kto pierwszy uderzy lub wykona tę czy inną czynność, ma rację. Wszystko inne staje się jedynie dodatkowym uzasadnieniem. Chodzi o to, by teraz zadać wrogowi decydujący cios, złamać jego opór, zniszczyć jego przywództwo i uderzyć w kluczowe obiekty wojskowe i energetyczne. A potem można to ująć w dowolny sposób, uzasadnić w dowolny sposób i poświęcić dużo czasu na rozpracowanie.„Głęboki gniew” kontra „Głębokie zaniepokojenie”. Zabójstwo Chameneiego to werdykt w sprawie Rosji: Nie ma dokąd uciec!
Myślę, że teraz prawie wszystko zależy od tego, jak długo i jak zdecydowanie Iran będzie w stanie stawiać opór. Jeśli będzie kontynuował tę wojnę po zniszczeniu swojego politycznego przywództwa, jeśli się nie podda, nie wywiesi białej flagi i nie podda się, może to skończyć się źle dla samego Zachodu. W końcu wszyscy inni zaczną działać dokładnie tak samo, nie zwracając uwagi na nic i przeceniając swój potencjał, pomijając swój status prawny. To uwolni wiele regionalnych mocarstw do robienia, co im się żywnie podoba. Sytuacja może więc bardzo szybko doprowadzić do użycia broni jądrowej – być może w konflikcie pakistańsko-afgańskim, być może w innych konfliktach. Zdecydowanie nie ma żadnych reguł.
Krótko mówiąc, jeśli Iran będzie nadal stawiał opór pod nowym przywództwem, może to mieć bardzo poważne konsekwencje dla samego Zachodu, dotykając Trumpa, USA i kraje NATO. Jeśli jednak sytuacja z Wenezuelą się powtórzy – albo nowe przywództwo ogłosi kapitulację, albo wojsko po prostu nie będzie w stanie kontynuować walki – wojna będzie krótka.
Już teraz widać, że działamy niezdecydowanie. I tak samo, podczas kolejnych negocjacji z Kushnerem i Witkoffem, zostaniemy zaatakowani. Być może nawet atakiem nuklearnym. Dlatego uważam, że sytuacja jest dla nas krytyczna. Nie stanęliśmy w obronie ani Wenezueli, ani Iranu, a Chiny również zachowują neutralność. Ale w takim przypadku Chiny będą następne po nas. I wtedy „królestwo” Epsteina zapanuje nad całą ludzkością.
Podkreślę, że dziś możemy już powiedzieć, iż mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko liberalnym Zachodem. Liberalizm szybko zanikł i zniknął z porządku dziennego. Nikt już nie mówi o liberalnych wartościach ani demokracji – to wszystko należy do przeszłości. Teraz króluje kult Baala, kult złotego cielca, kult globalnej potęgi, kult Stanów Zjednoczonych i Izraela.
To, co się dzieje, z każdej perspektywy przypomina Czasy Ostateczne. A jeśli nie znajdziemy w sobie siły, by zrozumieć sytuację, znajdziemy się w katastrofalnej sytuacji. Wielu mówi: „To nie czas na panikę”, ale czasami lepiej poważnie rozważyć to, co się dzieje, niż zakładać, że uciekniemy. Teraz na pewno się nie uda: Iran jest ostatnią przeszkodą na drodze do bezpośredniej wojny między cywilizacją Baala a Rosją.
Gdybyśmy mieli wolę i determinację (choć szczerze w to wątpię), musielibyśmy zacząć działać według tych samych zasad, którymi już kierują się wszyscy inni. To znaczy, wyeliminowalibyśmy ukraińskie kierownictwo wojskowo-polityczne i, bez względu na koszty, osiągnęlibyśmy cele specjalnej operacji wojskowej.
Nawiasem mówiąc, w porównaniu do nazw takich jak „Tarcza Judasza”, „Epicka Furia” czy „Koniec Potopu” używanych przez światowe mocarstwa, przemianowałbym naszą skromną operację SVO na „Miecz Katechona ”. I to od razu zmieniłoby wiele.
Ale obawiam się, że nie odważymy się tego zrobić, lecz będziemy kontynuować tę samą starą historię. A potem, powtarzam, rakiety zostaną wystrzelone w kierunku Moskwy dokładnie w trakcie negocjacji z Kushnerem i Witkoffem, dosłownie podążając za scenariuszem irańskim.
Cywilizacja Baala jest prosta: powtarza te same scenariusze i działają one za każdym razem. Bo wszyscy myślą, że dotyczy to tylko Kadafiego, Husajna, Miloszevicia, Mubaraka, Nasrallaha, Asada czy Rahbara Chameneiego, ale nie ich osobiście. I tak, krok po kroku, cywilizacja Baala osiąga swoje cele.
Iran jest ostatnią przeszkodą na drodze do bezpośredniej wojny między cywilizacją Baala a Rosją. Wideo: kanał Telegram @mpshow
Musimy zatem albo natychmiast się zmobilizować, albo sytuacja stanie się skrajnie dramatyczna. A jeśli nadal żywimy złudzenia, to znaczy, że w naszym własnym obozie tkwi głęboki fałsz. Jest to szczególnie widoczne na tle tego, co wydarzyło się w Iranie – globalnej katastrofy. Zginęli tam wspaniali ludzie, wybitni przywódcy duchowi. Mówiąc wprost, to tak, jakby jednocześnie zamordowano patriarchę Moskwy, prezydenta, szefa Sztabu Generalnego i wszystkich najważniejszych ministrów. A jednocześnie zamordowano ponad sto uczennic, niewinnych dusz, zabitych pociskami.
Po czymś takim, jak możemy pozostać obojętni i udawać, że nas to nie dotyczy, jakby to nie była nasza sprawa?
Jeśli więc będziemy to tolerować i milczeć, to następnym razem zrobią nam to samo. Dlatego jestem absolutnie pewien, że w obecnej sytuacji powinniśmy natychmiast ogłosić stan wyjątkowy. Przynajmniej na najwyższym szczeblu. W końcu sytuacja staje się dla nas absolutnie krytyczna.
То, что произошло в первый день войны США и Израиля с Ираном, фундаментально меняет баланс сил в мире, а также правила международной политики. Трамп давно говорил, что международного права не существует: „Моральным является то, что я считаю таковым”. В принципе после похищения Мадуро и установления прямого внешнего управления над Венесуэлой, а также после ударов по Ирану с уничтожением военно-политического и религиозного руководства страны – суверенной державы, которая находилась в состоянии переговоров с Соединёнными Штатами и не отказывалась от них, говорить о правилах, законах или каких-то нормах международных отношений в мире больше невозможно.
Действительно, теперь действует только право сильного, право быстрого. Тот, кто быстрее наносит удар или быстрее осуществляет то или иное действие, тот и оказывается прав. А всё остальное становится лишь дополнительным обоснованием. То есть сейчас важно нанести решительный удар по врагу, сломить его сопротивление, уничтожить руководство, ударить по основным военным и энергетическим объектам. А после это можно оформлять как угодно, обосновывать как угодно и долго разбираться. „Эпическая ярость” против „глубокой озабоченности”. Убийство Хаменеи – приговор России: Бежать некуда!
Думаю, что сейчас почти всё зависит от того, насколько долго и решительно сможет сопротивляться Иран. Если он будет продолжать вести эту войну после уничтожения политического руководства, если не сдастся, не выбросит белый флаг и не пойдёт на капитуляцию, то это может плохо закончиться и для самого Запада. Ведь тогда все остальные начнут действовать точно так же, ни на что не обращая внимания и переоценив свой потенциал за вычетом правового статуса. Это развяжет руки многим региональным силам, которые будут делать всё что захотят. Так дело очень быстро может дойти до применения ядерного оружия – возможно, в пакистано-афганском конфликте, возможно, в других. Правил точно нет.
Словом, если Иран продолжит сопротивление во главе с новым руководством, это может привести к очень серьёзным последствиям для самого Запада, аукнуться и Трампу, и США, и странам НАТО. Но если ситуация с Венесуэлой повторится – либо новое руководство заявит о капитуляции, либо военные просто не смогут продолжать боевые действия, то война будет короткой. И в этом случае аналогичного сценария надо будет ожидать уже нам. Здесь уже никаких сомнений нет: Трамп и Запад, увидев, что такая схема работает, следующим действием просто ликвидируют основное политическое и военно-политическое руководство России. Сделать Западу „как в Иране”: Россия оказалась на шаг впереди. Назад дороги нет
На сегодняшний день уже понятно, что мы ведём себя нерешительно. И по этой же модели, во время очередных переговоров с Кушнером и Уиткоффом, по нам будет нанесён удар. Возможно, даже ядерный. Поэтому я считаю, что ситуация для нас критическая. Мы не вступились ни за Венесуэлу, ни за Иран, Китай тоже сохраняет нейтралитет. Но в таком случае после нас следующим пойдёт Китай. И тогда „царство” Эпштейна воцарится на всей территории человечества.
Подчеркну, сегодня уже можно говорить о том, что мы имеем дело не просто с либеральным Западом. Либерализм очень быстро завял и исчез с повестки дня. Никто больше не говорит о либеральных ценностях или демократии – всё это осталось в прошлом. Теперь воцарился культ Ваала, культ золотого тельца, культ глобальной силы, культ США и Израиля. Это цивилизация насилия, сатанизма, каннибализма, извращений и педофилии. И эта „педофилическая цивилизация Ваала” на наших глазах сбрасывает маски и начинает атаковать всерьёз. В какое место России готовится удар: Атака США на Иран стала войной против всего мира
Происходящее очень напоминает Последние времена со всех точек зрения. И если мы не найдём в себе силы осмыслить ситуацию, то окажемся в катастрофическом положении. Многие твердят: „Не время для паники”, но иногда лучше всерьёз озаботиться происходящим, чем полагать, что нас пронесёт. Теперь уже точно не пронесёт: Иран – это последнее, что стоит на пути прямой войны между цивилизацией Ваала и Россией.
Если бы у нас хватило воли и решимости (хотя в этом у меня большие сомнения), мы должны были бы начать действовать по тем же правилам, по которым уже действуют все, кроме нас. То есть ликвидировали бы военно-политическое руководство Украины и, не обращая внимания ни на какие издержки, решили бы задачи специальной военной операции.
Кстати, на фоне названий вроде „Щит Иуды”, „Эпическая ярость” или „Конец потопа”, которыми пользуются мировые державы, я бы переименовал нашу скромную СВО в операцию „Меч Катехона”. И это бы сразу многое изменило.
Но боюсь, мы на это не решимся, а продолжим старую песню. И тогда, повторюсь, ракеты по Москве прилетят прямо в ходе переговоров с Кушнером и Уиткоффом, буквально по иранскому сценарию. Цивилизация Ваала незатейлива: она повторяет одни и те же сценарии – и они раз за разом работают. Потому что каждый думает, что это касается только Каддафи, Хусейна, Милошевича, Мубарака, Насраллы, Асада или рахбара Хаменеи, но не его лично. И так шаг за шагом цивилизация Ваала достигает своих целей.
Иран – это последнее, что стоит на пути прямой войны между цивилизацией Ваала и Россией. Видео: ТГ-канал @mpshow
Поэтому либо мы срочно мобилизуемся, либо ситуация будет крайне тяжёлой. И если у нас ещё остаются иллюзии, значит, внутри нашего собственного лагеря есть какая-то глубочайшая фальшь. Особенно заметная на фоне произошедшего в Иране – катастрофы глобального масштаба. Там погибли прекрасные люди, замечательные духовные деятели. Для сравнения – это как если бы одновременно убили Патриарха Московского, президента, начальника Генштаба и всех ключевых министров. И одновременно – убийство более сотни погибших от ракет школьниц, невинных душ. Разве после такого можно оставаться равнодушным и делать вид, что это нас особо и не касается: мол, наше дело – сторона.
Поэтому если мы всё это стерпим и смолчим, то в следующий раз точно так же поступят и с нами. А потому абсолютно уверен, что в сложившейся ситуации нам стоило бы немедленно ввести чрезвычайное положение. Хотя бы на уровне высшего руководства. Ведь ситуация для нас становится просто критической.
China Made ‘Serious Strategic Miscalculation’ on Iran, Insiders Say
Muted Chinese response to U.S.-Israel strikes came after multiple revisions and reflected shock, according to people familiar with the situation.
Chinese State Councillor and Foreign Minister Wang Yi (R) meets Iran’s Foreign Minister Mohammad Javad Zarif at the Diaoyutai state guesthouse in Beijing on May 13, 2018. Thomas Peter/AFP via Getty Images
When Western allies reacted to the U.S.-Israeli strikes on Iran, Beijing’s response was measured.
The Chinese foreign ministry statement came seven hours after the operation began and contained just over 80 words, with the spokesperson saying Beijing is “highly concerned” while calling for “an immediate stop to the military actions.”
There was no mention of either the United States or Israel.
The statement was a “downgraded version” after multiple revisions, according to one insider familiar with the inner workings of Beijing’s diplomacy system. The highly muted tone was a reflection of shock, he and another said.
They said China’s authorities had misjudged the situation and dismissed chances of a U.S. military offensive, believing that any conflicts would stay on a rhetorical level and not touch Iran’s key power structure.
“Only until the missiles hit the ground and shook Tehran did Beijing hastily make adjustments, exposing how the decision makers had underestimated the risks,” one of them told The Epoch Times.
That led to Chinese authorities scrambling to respond.
The initial draft contained wording that directly criticized Israel and the United States, but that was “deleted line by line during the internal meeting deliberations,” the source said, and the eventual principle they reached was “not to touch the United States and Israel.”
Mao Ning, a spokesperson for China’s foreign ministry, confirmed on March 1 that they got no advance notice about the strikes.
Iran has been a strategic partner for China, providing discounted oil while helping Beijing expand its influence in the Middle East. The two signed a 25-year economic and security partnership in 2021, just as China became Iran’s top trading partner for both import and export.
While China’s diplomatic officials had conducted a comprehensive assessment on Iran prior to the strikes, part of that had relied on the framework used in the past few decades, according to another insider.
The logic goes that a large-scale military operation is unlikely because Iran had never faced full-sized kinetic attacks from the United States despite consistent military threats, he said. And because of that, he added, Beijing has evacuated fewer diplomatic personnel than from Venezuela around the Caracas raid.
“This is a serious strategic miscalculation,” he told The Epoch Times. “And no one right now dares to bring it up.”
The news of Iranian leader Ali Khamenei’s death a day later prompted Beijing’s condemnation, with Mao calling it a violation of international law.
“From the view of the Chinese Communist Party, to have an ‘old friend’ disappearing in this world in such a fashion naturally leads to fears,” China affairs analyst Li Linyi told The Epoch Times. “The Chinese officials would be wondering if such a thing could happen to them.”
For the most part, Beijing is still taking a wait-and-see approach, analysts said.
“What the Chinese Communist Party actually cares about here is not the survival of the Iranian regime. It’s about how to avoid a direct confrontation with the United States,” said a Chinese scholar, who asked for anonymity for safety fears.
He told The Epoch Times that U.S. President Donald Trump is meeting with Chinese leader Xi Jinping soon, and their talks will involve issues concerning Beijing’s core interests, such as trade, technology restrictions, and economic sanctions.
“Under this calculus, a so-called ‘strategic partner’ can be set aside anytime.”
Eva Fu is an award-winning, New York-based journalist for The Epoch Times focusing on U.S. politics, U.S.-China relations, religious freedom, and human rights. Contact Eva at eva.fu@epochtimes.com
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 3 marca 2026 michalkiewicz
Ciekawe, jakie właściwie kryteria stosują ugrupowania polityczne w poszczególnych bantustanach Unii Europejskiej, wysuwając kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Jeśli chodzi o nasz nieszczęśliwy kraj, to wszystko wskazuje na to, że nasi Umiłowani Przywódcy traktują Parlament Europejski jako luksusowy przytułek dla tak zwanych „byłych ludzi” – i dotyczy to prawie wszystkich ugrupowań. Tak było na przykład w przypadku pani Beaty Szydło, której kariera sprawiała wrażenie oszałamiającej. Ze stanowiska wójta gminy, niechby nawet ważnej, od razu na stanowisko prezesa Rady Ministrów – to duży przeskok, nawet jak naszą młodą demokrację. Pewne światło na mechanizm tego przeskoku rzuca okoliczność, że pani Beata jest absolwentką Szkoły Liderów przy Departamencie Stanu USA.
Zresztą nie ona jedna – bo wśród absolwentów tej Szkoły był nie tylko premier Mieczysław Rakowski, ale i inny Wunderkind naszej polityki, w osobie pana Kazimierza Marcinkiewicza. On też został przez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego wysunięty na stanowisko premiera rządu i pozostawał na tym stanowisku dopóki nie zluzował go sam Naczelnik – zaś pana Kazimierza wkrótce przytłoczył nadmiar szczęścia, z którym boryka się podobno aż do dnia dzisiejszego. Byli tam też i prezydenci, na przykład Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski, a także obywatel Tusk Donald.
Najwyraźniej ukończenie tej Szkoły wyposaża absolwenta w certyfikat jeszcze lepszy od tego, który swoim konfidentom wystawia Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, dzięki czemu nasz nieszczęśliwy kraj jest przewidywalny aż do bólu. Z informacji na stronach Ambasady USA w Warszawie wynika, że elewi podczas szkoleń uczą się, jak uwzględniać interesy USA, kiedy już zostaną dygnitarzami. Ciekawe czy to jest szczyt ich umiejętności, czy przypadkiem nie zgłębiają też innych zagadnień, z którymi mogą zapoznać ich pierwszorzędni fachowcy z CIA – bo niby dlaczego nie?
Gdyby tak właśnie było, to lepiej rozumielibyśmy przyczyny, dla których taki np. Aleksander Kwaśniewski ani pomyślał, by przy okazji wysyłania polskiego kontyngentu wojskowego do Iraku, załatwić jakieś sprawy dla Polski – na przykład amerykańską zgodę i poparcie dla militarnej konwersji polskiego długu zagranicznego, albo uzyskanie niechby nawet ustnej obietnicy prezydent Busha młodszego, że USA, w rewanżu za tę przysługę, nie będą stosować żadnych nacisków na Polskę w sprawie żydowskich roszczeń majątkowych.
Kiedy w Instytucie Polityki Światowej w Waszyngtonie pytałem, czy możliwe było załatwienie tych spraw, usłyszałem, że sprawa zgody na militarną konwersję polskiego długu była „oczywiście” do załatwienia. Sprawa żydowskich roszczeń była „trudniejsza” – ale usłyszałem, że „trudne sprawy też trzeba podejmować”. Trudno jednak oczekiwać od szczęśliwego absolwenta Szkoły Liderów, by zawracał sobie głowę sprawami tubylczego bantustanu, na którego czele został postawiony – czy nie dzięki pomocy starych kiejkutów?
Ale co się stało, to się nie odstanie, chociaż nie od rzeczy będzie wspomnieć, że gdyby tak prezydent Kwaśniewski choć przez chwilę pomyślał o Polsce, to dzisiaj nie musielibyśmy łamać sobie głowy nad tym, czy w ofercie SAFE nie kryje się jakiś perfidny podstęp. Inna sprawa, że pomyślną rekrutację do tej Szkoły przeszedł też pan Dariusz Joński z Lewicy, więc kiedy obywatel Tusk już odejdzie w stan spoczynku, pewnie usłyszymy i o nim, jako o kandydacie na naszą Umiłowaną Duszeńkę. Może to się zdarzyć szybciej, niż nam się wydaje, nie tylko ze względu na rozsypywanie się Polski 2050, która sprawia już wrażenie partii jednorazowego użytku, ale ze względu na kalkulację, o którą podejrzewam stare kiejkuty w służbie niemieckiej.
Ta sprawa wypłynęła podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego, ale z obfitości serca gorejącego ujawniła ją expressis verbis moja dawna faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus. Liczy ona, że jak tylko panu prezydentowi Nawrockiemu „coś by się stało”, to wtedy obowiązki prezydenta przejąłby pan Czarzasty, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Najwyraźniej moja dawna faworyta nie dopuszcza do siebie myśli, że „coś” może się stać Wielce Czcigodnemu panu marszałkowi. Skąd taka niezachwiana pewność? Tajemnica to wielka, chyba, że „w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”.
Co z tym wszystkim ma wspólnego Parlament Europejski? Nic zgoła, poza tym może, że kierowani tam osobnicy skazani są na wydawanie dekretów przeciwko trzęsieniom ziemi, albo przeciwko lodowcom. W takiej sytuacji nawet najtęższe głowy mogą się zmanierować, więc trudno się dziwić, że w końcu musiało dojść do tego, do czego doszło – a mianowicie do głosowania nad tym, kto może rodzić dzieci – czy tylko kobiety, czy też inne płcie.
Przypomina to informację podaną kiedyś przez Sławomira Mrożka, że w pewnym instytucie naukowym przeprowadzono eksperyment przebicia głową muru. „Wynik potwierdził słuszność poprzednich teoretycznych założeń”. W Parlamencie Europejskim 233 posłów zagłosowało przeciw poprawce, że tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę, a 170 wstrzymało się od głosu. Znaczy – nie są pewni.
Osobliwością jest nie tyle może wynik głosowania, co sam fakt jego przeprowadzenia. Potwierdza on bowiem, że Parlament Europejski uważa, iż fakty powinno się ustalać przez głosowanie. To jest przejaw demokracji totalnej, według której przez głosowanie można nawet unieważnić prawo powszechnego ciążenia. Dla usprawiedliwienia Parlamentu Europejskiego, który, swoją drogą, w całości powinien zostać dokładnie przebadany przez jakieś konsylium weterynarzy, warto przypomnieć, że to nie pierwszy przypadek ustalania faktów przez głosowanie. Po raz pierwszy zetknęliśmy się z tym objawem demokracji totalnej, która zatacza coraz szersze kręgi, więc w końcu musiała zahaczyć o rejony psychiatryczne, w roku 1990, kiedy to gang noszący nazwę Światowej Organizacji Zdrowia, przez głosowanie ustalił, ze homoseksualizm nie jest ohydnym zboczeniem płciowym, tylko szlachetną „orientacją”.
Skutki tego aktu demokracji totalnej odczuwamy do dnia dzisiejszego. Na przykład, gdyby tak ktoś publicznie stwierdził, że osoby homoseksualne powinny być leczone, to mógłby zostać oskarżony i zawleczony przed nienawistny sąd o używanie „mowy nienawiści”. Mową nienawiści, jak wiadomo, jest każda opinia, która z tych czy innych powodów nie podoba się albo Judenratowi „Gazety Wyborczej”, albo Jasnogrodowi, albo wreszcie – promotorom rewolucji komunistycznej, którzy próbują ją wreszcie narzucić Europie i Ameryce Północnej. To z tego totalniackiego triumwiratu pochodzą te wszystkie wynalazki, których plusem dodatnim może być tylko to, że normalni ludzie zaczną się wstydzić swego posłuszeństwa wariatom, a ich pepinierę w instytucjach UE zlikwidują, zapędzając urzędujący tam personel do infirmerii.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
W ostatnich latach znacznie wzrosła w USA liczba pobrań narządów wewnętrznych do przeszczepów po tzw. śmierci krążeniowej – wynika z najnowszego raportu opublikowanego przez magazyn medyczny JAMA. Pozwoliło to zwiększyć liczbę przeszczepień.
Więcej przeszczepów po śmierci krążeniowej
Według najnowszych danych jeszcze w 2000 r. odsetek dawców po zgonie krążeniowym wynosił 2 proc. wszystkich zmarłych dawców w USA, tymczasem w 2025 r. odsetek ten się zwiększył do aż 49 proc.
Jeśli ta tendencja się utrzyma, od tego roku w Stanach Zjednoczonych większość narządów może być pobiera od zmarłych po orzeczeniu śmierci krążeniowej.
Narządy do przeszczepów zwykle pobierane są od osób zmarłych po orzeczeniu tzw. śmierci mózgowej, czyli „nieodwracalnego i całkowitego” ustania funkcji całego mózgu oraz pnia mózgu, co oznacza stwierdzenie śmierci człowieka. Taki stan jest ostateczny, gdyż mózg nie może już wznowić pracy.
[MD: Profesor Jan Talar, wielokrotnie, m. inn. podczas sympozjum w Poznaniu stwierdził, że organy do przeszczepu pobierane są od osób, które jeszcze nie zmarły, a decyzja podejmowana jest na podstawie orzeczenia śmierci pnia mózgu. To ostatnie zjawisko nie istnieje.]
——————————————–
Śmierć mózgowa orzeka komisja lekarska składająca się ze specjalistów (anestezjolog, neurolog/neurochirurg) na podstawie ścisłych kryteriów, w tym badania odruchów pnia mózgu i próby bezdechu.
W razie zakwalifikowania zmarłego jako dawcę narządów, funkcje jego organizmu do czasu pobrania organów mogą być sztucznie podtrzymywane. Serce może jeszcze bić, a ciało utrzymuje wciąż ciepłotę, co daje złudzenie, że funkcjonuje, choć człowiek jest martwy. [Oczywiście to brutalne kłamstwo. Uczciwy lekarz może mu przywróci życie, nawet zdrowie. MD]
W niektórych krajach, przede wszystkich w USA, dla zwiększenia możliwości pozyskiwania narządów, są one pobierane po nieodwracalnym ustaniu czynności serca i krążenia krwi, co prowadzi do śmierci organizmu. W transplantologii jest to tzw. donacja DCD(donation after circulatory death), czyli po śmierci krążeniowej.
Taka procedura pobieranie narządów jest trudniejsza i wymaga szybkiego działania w porównaniu do śmierci mózgowej.
Po upływie odpowiedniego czasu, zazwyczaj minut 5, by się upewnić, że serca nie wznowi już pracy, narządy muszą zostać zabezpieczane, żeby nadawały się do transplantacji.
W Polsce narządy zwykle są pobierane do przeszczepów po orzeczeniu śmierci mózgowej. Zgodnie z ustawą z 1 lipca 2005 r. pobrania komórek, tkanek i narządów ze zwłok ludzkich można dokonać, jeżeli osoba zmarła nie wyraziła za życia sprzeciwu.
Ewentualny sprzeciw należy zgłosić osobiście lub listownie w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów w Centrum Organizacyjno- Koordynacyjnym ds. Transplantacji w Warszawie. Trzeba pobrać formularz dostępny w zakładach opieki zdrowotnej lub na stronie internetowej (poltransplant.org.pl).
================================
mail:
Wypisałem dzieci i siebie z DOMYŚLNEJ (co za bezczelność) listy dawców. Syn skończył 16 lat i dostaliśmy pismo do syna – czy chce być dawca – tacy są bezczelni
Szpital w Lubaniu zatrudnił Gizelę Jagielską, odpowiadająca za masowe uśmiercanie nienarodzonych dzieci w szpitalu w Oleśnicy i wstrzykiwanie dzieciom w zaawansowanych ciążach chlorku potasu do serc. Apelujemy o jak najszybsze zakończenie tej współpracy. PODPISZ PETYCJĘ Dopiero co cieszyliśmy się, że społeczne protesty, w tym nasze petycje, doprowadziły do zakończenia pracy pani Gizeli Jagielskiej w szpitalu w Oleśnicy, a tymczasem trzeba podjąć nową akcje protestacyjną. Pani Jagielska w lutym zaczęła pracę w nowej placówce – powiatowym szpitalu w Lubaniu. Wielce prawdopodobne, że ten szpital także może przekształcić w klinikę śmierci, dlatego, aby do tego nie dopuścić, apelujemy do dyrekcji szpitala i władz powiatu o jak najszybsze zakończenie tej współpracy. Bardzo prosimy o podpisanie i udostępnienie petycji: https://proelio.pl/petycje/viewpetition/84-nie-zmieniajcie-szpitala-w-klinike-smierci Gizela Jagielska odpowiadała za setki aborcji wykonanych w ostatnich latach w szpitalu w Oleśnicy. Tylko w 2024 roku uśmiercono w nim 159 nienarodzonych dzieci, w tym 47 mających 22 tygodnie lub więcej. Dzieci te mogłyby już przeżyć poród! Aby przypadkiem to nie nastąpiło, wstrzykiwano im – bez znieczulenia – do serc chlorek potasu. Wśród dzieci, które zostały w ten sposób pozbawione życia, był 9-miesięczny Felek. Takie praktyki są sprzeczne z obowiązującym prawem, kodeksem etyki lekarskiej i stanowiskiem Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, Konsultanta Krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz Konsultanta Krajowego w dziedzinie perinatologii. Lokalne władze i dyrekcja szpitala długo tolerowały ten barbarzyński proceder, ale w końcu wobec ogromnego społecznego sprzeciwu, zdecydowały się nie przedłużać kontraktu pani Jagielskiej. Kolejne szpitale na Dolnym Śląsku nie chciały jej zatrudnić. Wydawało się, że wyląduje tam, gdzie jej miejsce, czyli poza systemem opieki zdrowotnej. Niestety, pracę zaproponowała jej dyrektor Zakładu Opieki Zdrowotnej Łużyckie Centrum Medyczne w Lubaniu. Mamy nadzieję, że na krótko. Zwolnienie Pani Jagielskiej ze szpitala w Oleśnicy pokazało, że presja społeczna może przynieść efekty. Niestety, zanim tak się stało, setki dzieci straciły życie. Oby w Lubaniu udało się szybciej skłonić lokalne władze do refleksji i zapobiec tragediom. W tym celu potrzebne będzie nasze zaangażowanie. Jeszcze raz proszę o podpisanie i udostępnienie petycji: proelio.pl/petycje/nie-zmieniajcie-szpitala-w-klinike-smierci Pozdrawiam serdecznie, Zbigniew Kaliszuk Fundacja Grupa Proelio
Okres płynności i zmian, jaki właśnie się zaczyna jest dla Polaków wyzwaniem i możliwością. Wyzwaniem, bo nie będzie bezpiecznie, jak nam wmówiono, gdy kaperowano nas do UE i NATO. Możliwość, bo to, co spotka Polaków i jak będzie się żyło w Polsce przez najbliższe lata, a może i dekady, w dużej mierze zależeć będzie od nas. Potrzeba nam wizji, przywództwa i właściwej komunikacji społecznej. Główne siły polityczne i medialne nie mają niczego. Wizję zawsze brali z zagranicy, tj. z Unii, Niemiec, USA, a tak naprawdę od Żydów. Przywództwo polegało na desygnowaniu przez siły zagraniczne kogoś na stanowiska lidera, promowanie go i utrzymywanie na pozycji, przy założeniu, że właściciele mają na liderów kwity. To dotyczy prawie całego establiszmentu politycznego III RP.
◊
Obraz tytułowy: ruiny Sardes, stolicy Lidii, siedziby Krezusa LINK
Współczesność aż nazbyt staje się podobna do przeszłości. Wszystko to już było, z wyjątkiem nowych narzędzi, które przecież trzeba wypróbować. Nowe bomby, rakiety, samoloty, drony, broń jądrowa i inne zabawki – III Wojna Światowa rozkwita.
Był rok 547 przed narodzeniem Chrystusa. Na obszarze dzisiejszej zachodniej Turcji znajdowało się potężne królestwo Lidii, którego władcą był Krezus, syn Alyattesa, król z dynastii Mermnadów. Jego imię przeszło do naszej współczesności jako synonim wielkiego bogacza, był bowiem Krezus jednym z najpotężniejszych i najbogatszych ludzi swoich czasów, coś jakby Trump. Musk i Rotszyld w jednym. U jego granic rosło w potęgę imperium Persów, rządzone przez Cyrusa II Wielkiego. Zechciał więc Krezus zaatakować je i zredukować zagrożenie. Przedtem jednak postanowił poradzić się bogów, udał się więc do Delf, do słynnej wyroczni. Na zapytanie o wróżbę dla wojny, Pytia odpowiedziała, że jeśli Krezus przekroczy graniczną rzekę Halys, upadnie wielkie królestwo. Krezus odczytał to jako pomyślną wróżbę i wraz z armią przekroczył rzekę, i przegrał. Upadło jego królestwo, Lidia, które włączone zostało do imperium Persów.
Mamy rok pański 2026 od narodzenia Chrystusa, 2572 lata od tamtych wydarzeń, a dzieją się one jakby na nowo na naszych oczach. Dnia 28 lutego b.r. imperium Usraela napadło na Iran, dawniej zwany Persją, napadem powietrznym. Doprowadziła do tego cała sekwencja wydarzeń, których punktem kluczowym jest powstanie państwa Izrael w 1948 r. Przygotowania do utworzenia tego tworu trwały już od końca XIX wieku. W II jego połowie wśród Żydów wschodnich, inaczej aszkenazyjskich, nazywanych przez Żydów sefardyjskich pogardliwie „Ostjuden” powstał ruch polityczny, zwany syjonizmem. Głosił on ideę odbudowy starożytnego państwa Izrael na obszarze Palestyny, tak, aby Żydzi z całego świata mogli wreszcie swobodnie żyć w swoim państwie, aby nie zagrażały im nigdy więcej prześladowania i pogromy, aby wreszcie mogli być u siebie. Starania te poparła londyńska gałąź Rotszyldów, i stąd po nitce do kłębka, sterując polityką Wielkiej Brytanii, Cesarstwa Niemieckiego, Cesarstwa Austrii, Francji, USA, Rosji sowieckiej, wywołując wojny i rewolucje, wynosząc i obalając rządy, wzmacniając i rozbijając państwa udało się Żydom doprowadzić do powstania państwa Izrael. Dziś, po 78 latach wiadomo o tym projekcie więcej, niż wtedy. Wiadomo, że historycznie nie ma żadnej kontynuacji między Izraelem starożytnym a dzisiejszym, to twór zupełnie nowy ze starą nazwą. Także etnicznie współcześni ludzie, zwani Żydami nie pokrywają się z Żydami z czasów Chrystusa, a raczej bliżej im do Chazarów, szczególnie, jeśli uwzględnimy Ostjuden.
Powstanie tego państwa nie spowodowało, że Żydzi z całego świata wrócili do ojczyzny, przeciwnie, nadal ich diaspora trzyma się mocno w wielu krajach, szczególnie w USA, i nie zamierzają wyjeżdżać do Izraela. Raczej starają się wzmocnić swoją pozycję wśród elit rządzących różnych państw, co udało im się szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Celem nie była również budowa przestrzeni wolności i pokoju, co widać na przykładzie Gazy i stosunku Izraela do innych państw. Nawet dla samych Żydów Izrael nie jest szczególnie wolnościowy, co pokazało się podczas ogromnych manifestacji w tym kraju przeciwko premierowi Netanjahu. Wydaje się więc, że celem syjonizmu było coś innego: stworzenia państwa, położonego w jednym z najbardziej strategicznych miejsc na świecie, które będzie pivotem – sworzniem, wokół którego kręcił się będzie cały świat.
Iran, wcześniej znany na świecie jako Persja, od zawsze był monarchią, a król zwał się tam szachem. Nie zawsze jednak szachowie pochodzili z prawowitych dynastii, były zamachy stanu, wojny domowe, ingerencje innych państw. Na początku XX w. Iran stał się de facto kondominium brytyjsko-rosyjskim, a większość dochodów z bogatych złóż ropy Iranu szło do brytyjskich właścicieli koncesji wydobywczych. Na tronie irańskim zasiadł osadzony przez aliantów zachodnich ród Pahlawich. Po II Wojnie Światowej Irańczycy podjęli próbę odzyskania suwerenności i wyrwania się z zależności zarówno wobec ZSRR, jak i Zachodu. Na czele tego ruchu stanął premier Mohammed Mossadegh. W 1953 r. ruch ten został obalony przez amerykańską CIA i brytyjską MI6. Szach Reza Pahlawi stał się odtąd faktycznym dyktatorem kraju i rozpoczął program pospiesznej modernizacji kraju. Oznaczało to otwarcie Iranu na wszystkie destrukcyjne prądy kulturowe, które już wtedy zaczęły niszczyć Zachód, w połączeniu z całkowitym przejęciem Iranu przez zachodnie korporacje i interesy. Wszystko dla Iranu miało być sprowadzane z zagranicy, irańska miała być tylko ropa. Na tym bardzo bogacił się szach i jego kamaryla oraz zachodni właściciele dóbr Iranu, tracili na tym wszyscy Irańczycy. Opór społeczeństwa irańskiego przeciwko obcym wzorcom kulturowym oraz drenażu kraju z bogactw był brutalnie tłumiony przez policję polityczną. Kraj był oficjalnie liberalny, ale faktycznie dyktatorski. Z Iranu nie korzystali Irańczycy, ale właściciele z obcych krajów, a Irańczycy stali się pariasami we własnym kraju. Szach Pahlawi był również bardzo proizraelski.
Wszystko to zmieniło się nagle w 1979 r, gdy Irańczycy powiedzieli: dość i zorganizowali Irańską Rewolucję Islamską. Ludziom na Zachodzie, również Polakom sprzedano haggadę, że okrutny reżim dzikich ajatollahów, fanatyków religijnych gwałtem zdobył władzę, obalając dobrego i łagodnego władcę, po czym wprowadził tam okrutny terror i biedę. Prawda zaś jest taka, że to szach Reza Pahlawi był zamordystą, pozwalającym na okradanie swojego kraju przez Zachód i syjonistów w zamian za prowizję. Rewolucja i ajatollahowie przywrócili zaś w Iranie naturalne ustawienia, działające tam od wieków. Zaburzenia ekonomiczne Iran u wynikają zaś z tego, że po 1989 r. kraj ten jest ustawicznie atakowany i prześladowany na świecie przez swoich wrogów, szczególnie przez Usrael. W latach 1980-1988 toczyła się okrutna i wyniszczająca wojna iracko-irańska, rozpoczęta napaścią Iraku Saddama Husseina. Od początku swojego istnienia Islamska Republika Iranu obłożona jest przez Usrael i większość świata sankcjami ekonomicznymi, które duszą rozwój tego kraju. Największym jednak wrogiem Iranu jest Izrael, co sprawia, że sankcje są wciąż tak dotkliwe.
Izraelowi odzyskanie przez Iran niepodległości utrudniło plany, polegająca na budowie Wielkiego Izraela, czyli opanowaniu całego Bliskiego Wschodu, oraz kontroli głównych przepływów strategicznych świata. Obecnie, gdy Chiny rozpoczęły budowę Nowego Jedwabnego Szlaku, który omija terytoria, kontrolowane przez Usrael, ten naprędce zbudował Nową Żelazną Kurtynę, rozciągającą się od Morza Barentsa do Morza Arabskiego.
Kurtyna przebiega m.in. wschodnią granicą Polski, przechodzi przez linię frontu na Ukrainie, wschodnią granicę Turcji, Syrię, Irak, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Brakuje jednego ważnego elementu: Iranu, który dodatkowo zaopatruje Chiny w węglowodory. Usrael ma własny projekt nowego szlaku handlowego: korytarz ZEA-Izrael. Ma on uzależnić od siebie zarówno Azję, jak i półkulę zachodnią i Afrykę. Jego uruchomienie oznaczałoby, że wszystkie te obszary zależą od Usraela i dolara, co dałoby ich władcom coś w rodzaju władzy nad światem. Wymaga to jednak zablokowania szlaku Chińczyków, czyli utrzymania Żelaznej Kurtyny i opanowania Iranu. To jest właściwy powód, dla którego Usrael wciąż oskarża Iran o budowę broni atomowej, a opinia publiczna na Zachodzie przekonana jest, że w Iranie rządzą okrutni fundamentaliści, terroryzujący społeczeństwo Iranu i cały świat.
W rzeczywistości Iran dąży do budowy energetyki atomowej, aby nie popaść w kryzys energetyczny, do którego zmierza właśnie Europa. Irańczycy mieli pomysł na własną bombę, czemu nie można się dziwić, skoro Izrael ma bombę i wciąż grozi Iranowi. Z Iranem można się jednak dogadać, w 2015 r. zostało zawarte porozumienie międzynarodowe o kontroli irańskiego programu broni jądrowej, które stronami były: Iran, USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Chiny, Niemcy, Unia Europejska. Od tamtej pory irańska technika jądrowa jest pod stałą kontrolą Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, w odróżnieniu od Izraela, który nie przyjmuje żadnych kontroli. Jednakże w 2018 r. podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa z porozumienia wycofały się USA.
Izrael nie zaprzestał jednak ataków, a dzięki poparciu Trumpa podczas drugiej kadencji zaatakował Iran rakietami i lotnictwem w dniu 13 czerwca 2025 r. Iran jednak skutecznie odpowiedział rakietami i dronami, przebijając izraelskie systemy obrony, co zdumiało, przeraziło i rozwścieczyło Żydów. Gdy zaczęły im się kończyć rakiety, zmusili USA do wysłania bombowców, aby zbombardowały irańskie cele, związane z techniką jądrową. USA poprzestały na jednym ataku, po czym prezydent Trump nagle przerwał działania wojenne, nazywając tą kampanię „wojną dwunastodniową”.
Cały świat spodziewał się jednak kontynuacji, i ona nastąpiła w postaci próby przeprowadzenia kolorowej rewolucji w Iranie. Pod koniec grudnia rozpoczęły się protesty w Teheranie, których początkiem był strajk sprzedawców telefonów komórkowych. Dalej poruszamy się już w sferze hipotez, i tak należy traktować poglądy, które dalej zostaną zaprezentowane. Masowe protesty były operacją służb Usraela, tak samo, jak wiele innych kolorowych rewolucji: Pomarańczowa Rewolucja i Euromajdan na Ukrainie, próba obalenia Łukaszenki na Białorusi w 2020 r., Arabska Wiosna, rewolucja bolszewicka w Rosji i wiele innych. Usrael zaangażował tam potężne siły i środki, traktując to jako operację pierwszoplanową najwyższego priorytetu.
Skierowano tam agentów z innych frontów i rozkręcono spiralę emocji i przemocy. Władze Iranu były jednak na to przygotowane. Pamiętając, jak koordynowano Arabską Wiosnę, Iran wyłączył Internet, co uniemożliwiło siłom wroga skrytą komunikację. Agenci Usraela komunikowali się przez Starlinki, co jednak umożliwiło ich namierzenie. Złapano około 800 agentów, co pokazuje ogromną skalę operacji. Zakończyła się ona całkowitą klęską Usraela, i pogromem jego tajnej armii agentów, elity służb, ludzi wyszkolonych, doświadczonych i sprawdzonych. To potężna klęska materialna, operacja to musiała bowiem kosztować Usrael krocie. Gorsze jednak są utrata zasobów wyszkolonych służb i koszty wizerunkowe, i to zarówno w oczach ich własnych ludzi, ich sojuszników i ich wrogów. Okazało się bowiem, że Usrael można pokonać. Dokonało tego pogardzane dotąd państwo Trzeciego Świata, wspierane co prawda przez Chiny i Rosję. Nagle w oczach całego świata pojawiła się zapowiedź zmierzchu imperium Usraela, wzmocniona aktami Epsteina.
Krótko po klęsce armii tajnej USA zostały zmuszone przez Żydów do gwałtownej mobilizacji armii jawnej. W rejon Iranu zostały skierowane dwa potężne lotniskowce wraz z wielką flotą towarzyszącą, wielkie siły lotnicze, znaczne siły lądowe. Bazy USA, rozmieszczone w różnych krajach wokół Iranu zostały postawione w stan gotowości. Dnia 28 lutego 2026 roku około godziny 8 rano siły zbrojne Izraela i USA zaatakowały terytorium Iranu. Zbombardowano kilkadziesiąt celów, zarówno wojskowych, jak też cywilnych. Zginęli cywile, w tym dzieci. W sposób terrorystyczny zaatakowano dowódców i przywódców. Zginął również duchowy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei. Zabito też członków jego rodziny. Natychmiast wzniosły się w niebo irańskie rakiety i drony, wycelowane w terytorium Izraela jak i w bazy amerykańskie w innych państwach Bliskiego Wschodu. Po dwóch dniach wojny Usrael chwali się zwycięstwem, jednocześnie zapowiadając, że operacja potrwa 4 tygodnie. Coraz więcej komentatorów używa pojęcia „III Wojna Światowa”. Wojna rozlała się z Iranu na inne kraje regionu. Co będzie dalej, nie potrafi przewidzieć nikt, również Żydzi.
Co takiego może się wydarzyć? Usrael może poprzestać na bombardowaniach i rujnować Iran. Nie zmienią w ten sposób władzy w tym kraju, ale spowodują wiele szkód i zadadzą wiele strat. Sami poniosą ogromne koszta i straty w bazach i w Izraelu. Jeśli zaatakują siłami lądowymi, opanują węzłowe punkty, ale całego terytorium im się nie uda. Będzie tak, jak Afganistanie, tylko bardziej. Poniosą koszty i straty znacznie większe, a wielu amerykańskich chłopców wróci w trumnach. Nawet, jeśli osadzą swój rząd w Teheranie, kraj będzie walczyć. Śmierć ajatollaha Chamenei, starca 87-letniego, który i tak niedługo umarłby ze starości, dostarczyła Irańczykom męczennika, symbolu, wokół którego będą się jednoczyć.
Usrael mocno wściekł Irańczyków i inne ludy muzułmańskie i dostarczył im motywacji do walki. Należy też założyć, że Chiny i Rosja będą na różne sposoby wspomagać Iran, tak, jak obecnie USA wspiera Ukrainę. Usraelici nie wygrają tej wojny, choć zadadzą wielkie straty. Sami jednak utracą hegemonię światową. Rząd dusz i wiarygodność już utracili. Odtąd nikt nie będzie ufał USA, i zapewnieniom ich przywódców. Każdy już może dostrzec, jak bardzo to państwo i jego władze należą do Żydów. USA i Izrael stracili więc przewagę moralną i informacyjną. Każdy wie, jacy są, i że można po nich spodziewać się wszystkiego. Zniknęła również różnica między USA i Rosją, skoro robią to samo. Tyle, że Rosja ma podstawy swoich działań w prawie międzynarodowym, a Ameryka łamie wszystko.
Te wydarzenia będą też miały konsekwencje dla Europy. USA nie są w stanie prowadzić dwóch wielkich wojen materiałowych naraz. Wojna ukraińska będzie musiała zostać zakończona lub przekazana Europie. Zakończenie może polegać na przekazaniu Ukrainy pod wpływ Rosji, trudno wyobrazić sobie coś innego. Jeśli postanowią przekazać Europie, skierują do wojny Polskę na mięso armatnie, aby zyskać trochę czasu. Bardziej na dziś prawdopodobny wydaje się pierwszy wariant. Można też z pewnością założyć, że radykalizacji ulegnie Europa, to znaczy muzułmańskie rzesze nowych Europejczyków, ściąganych masowo zaczną atakować sojuszników Ameryki i Żydów, i Europa stanie się obszarem konfliktów politycznych Trzeciego Świata. Na pewno nie będzie tak, jak jest dziś, świat i Europa ulegnie przemianie, i ta przemiana nie będzie łagodna i pokojowa. Krezus zaatakował, i zobaczymy, jak to zniesie jego własne królestwo.
Okres płynności i zmian, jaki właśnie się zaczyna jest dla Polaków wyzwaniem i możliwością. Wyzwaniem, bo nie będzie bezpiecznie, jak nam wmówiono, gdy kaperowano nas do UE i NATO. Możliwość, bo to, co spotka Polaków i jak będzie się żyło w Polsce przez najbliższe lata, a może i dekady, w dużej mierze zależeć będzie od nas. Potrzeba nam wizji, przywództwa i właściwej komunikacji społecznej. Główne siły polityczne i medialne nie mają niczego. Wizję zawsze brali z zagranicy, tj. z Unii, Niemiec, USA, a tak naprawdę od Żydów. Przywództwo polegało na desygnowaniu przez siły zagraniczne kogoś na stanowiska lidera, promowanie go i utrzymywanie na pozycji, przy założeniu, że właściciele mają na liderów kwity. To dotyczy prawie całego establiszmentu politycznego III RP.
Co do komunikacji, za przykład niech posłuży główna telewizja pisfery w dniu 1 marca 2026 roku. Redaktorzy niepewni, nie wiedzą, co się dzieje i co mają mówić, widać niemalże przerażenie, tak, jakby po raz pierwszy zetknęli się czymś rzeczywistym i groźnym. Nie wiedzą, co mają mówić, bo nie wiedzą nawet, co mają myśleć. Włączają się odruchowe, wyuczone reakcje emocjonalne dobrze wytresowanych szabesgojów: Ameryka dobra, o Żydach wcale albo dobrze, Iran zły, Rosja zła. Na naszych oczach rozpadły się wszystkie narracje, zarówno lewacka, jak i prawacka. Teraz już ani Unia nie jest dobra, ani Trump nie jest dobry, a udziału Izraela nie da się już ukryć. Dziennikarzełki prawackie przy takiej niepewności zawsze wracają do źródła, do matecznika, więc zamiast widoku nocnego Warszawy pokazują Tel Awiw w nocy, i jak tam jest spokojnie.
W tym całym chaosie pewny jest tylko jeden kierunek. Spójna wizja, przywództwo i komunikacja są dziś w jednym miejscu: w Koronie, i kto nie chce dać się podbić, niech idzie tam. A więcej o tych rzeczach znajdą Czytelnicy w Poradniku świadomego narodu.
2 marca 2026 roku QatarEnergy ogłosiło natychmiastowe wstrzymanie produkcji skroplonego gazu ziemnego (LNG). Powodem są irańskie ataki dronowe na kluczowe instalacje przemysłowe w Ras Laffan i Mesaieed – dwóch największych centrach energetycznych Kataru. To bezpośrednia konsekwencja eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, w który zaangażowane są Iran, Izrael i Stany Zjednoczone.
Katar to drugi największy eksporter LNG na świecie, zaraz po USA. Jego złoże North Field to największy znany rezerwuar gazu ziemnego na świecie, a terminal w Ras Laffan – największy obiekt eksportowy LNG na całej planecie. W 2025 roku Katar wysyłał ponad 80 milionów ton skroplonego gazu rocznie, głównie do Japonii, Korei Południowej i Chin. Wstrzymanie produkcji oznacza usunięcie z rynku około 20% globalnej podaży LNG. Skutki odczuł niemal natychmiast cały świat.
Irańskie drony uderzyły w katarską infrastrukturę energetyczną jako odwet za działania wojskowe USA i Izraela wobec Teheranu. Ministerstwo Obrony Kataru potwierdziło, że co najmniej 2 bezzałogowce pochodzące z Iranu zaatakowały terytorium kraju. Nie podano szczegółów dotyczących konkretnych obiektów, które zostały trafione w Ras Laffan, jednak skala zniszczeń lub samo ryzyko dalszych ataków wystarczyły, by QatarEnergy podjęło decyzję o prewencyjnym zamknięciu instalacji.
Katar nie jest jedynym poszkodowanym. Saudi Aramco zamknęło część jednostek rafinerii Ras Tanura po pożarze wywołanym przez drona. Pola naftowe i gazowe w irackim Kurdystanie oraz w Izraelu również zostały wyłączone z eksploatacji. Na domiar złego Iran wystosował ostrzeżenia wobec tankowców przepływających przez Cieśninę Ormuz – wąskie gardło, przez które przepływa 20% światowego eksportu LNG. Od początku regionalnego konfliktu, który wybuchł 28 lutego, żaden tankowiec LNG nie przeszedł przez Ormuz. Bliski Wschód wszedł w fazę energetycznego paraliżu.
Rynki zareagowały natychmiast i gwałtownie. Europejski benchmark cen gazu – indeks TTF na holenderskiej giełdzie – wystrzelił do 46,52 euro za megawatogodzinę, co oznacza wzrost o blisko 45-50% w stosunku do poprzednich notowań. W Wielkiej Brytanii kontrakty na kwiecień podskoczyły o 40,83 pensa, osiągając 119,40 pensa za term. Azjatycki rynek LNG, śledzony przez indeks S&P Global Japan-Korea-Marker, zanotował skok o prawie 39% – do 15,068 dolarów za milion BTU. Analitycy z Wood Mackenzie i ING ostrzegają, że jeśli przerwa w dostawach się przedłuży, europejskie ceny mogą wzrosnąć do 80-100 euro za MWh. To poziomy niewidziane od szczytowego okresu kryzysu energetycznego w 2022 roku.
Europa jest szczególnie narażona. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę kontynent odciął się od gazu rurociągowego z Rosji, który wcześniej pokrywał 40% jego zapotrzebowania. Zastąpiono go importem LNG – głównie ze Stanów Zjednoczonych i właśnie z Kataru. Katarski gaz stanowi dziś 12-14% europejskiego importu LNG. Problem w tym, że europejskie magazyny gazu są zapełnione zaledwie w około 30% po wyjątkowo mroźnej zimie. Do tego dochodzą zakłócenia na Kanale Sueskim, które komplikują logistykę dostaw. Francja i Niemcy mogą stanąć przed widmem gwałtownego wyczerpania rezerw, jeśli sytuacja się nie ustabilizuje.
QatarEnergy ogłosiło siłę wyższą (force majeure) w swoich kontraktach, co zwalnia firmę z obowiązku realizacji dostaw i otwiera drogę do sporów prawnych z odbiorcami. Europejskie spółki energetyczne będą zmuszone szukać gazu na rynku spotowym – po cenach znacznie wyższych niż kontraktowe. Azja, do której trafia 82% katarskiego LNG, stoi przed podobnymi problemami w sektorze energetycznym i przemysłowym.
Paradoksalnie na kryzysie mogą skorzystać Stany Zjednoczone. Jako największy eksporter LNG na świecie, USA – a w szczególności firmy takie jak Cheniere Energy – mogą liczyć na gwałtowny wzrost popytu. Jednak nawet amerykańskie moce eksportowe mają swoje limity, a globalne łańcuchy dostaw są już mocno napięte.
Długość przerwy w katarskiej produkcji zależy od przebiegu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Jeśli eskalacja będzie trwać, analitycy przewidują wzrost cen ropy naftowej w kierunku 100 dolarów za baryłkę. Firmy ubezpieczeniowe wycofują się z ubezpieczania tankowców w rejonie Zatoki Perskiej, co dodatkowo blokuje możliwości logistyczne.
Dla Europy ten kryzys to kolejny sygnał alarmowy. Przyspieszenie inwestycji w odnawialne źródła energii i wodór to kierunek słuszny, ale efekty tych działań widoczne będą dopiero za kilka lat. Tymczasem kontynent potrzebuje gazu tu i teraz. Niektórzy analitycy spekulują nawet o możliwości powrotu do rosyjskiego gazu rurociągowego – mimo obowiązujących sankcji. To scenariusz politycznie trudny do wyobrażenia, ale ekonomicznie coraz mniej abstrakcyjny.
Katarski kryzys pokazuje dobitnie, że bezpieczeństwo energetyczne to nie tylko kwestia dywersyfikacji dostawców. To przede wszystkim odporność na nieprzewidywalne wstrząsy geopolityczne – a tej Europie wciąż brakuje.
Od tajnych baz lotniczych, przez bomby-listy, po odwołane ataki lotnicze – nieopowiedziana historia wieloletniej wojny w cieniu, która ukształtowała równowagę sił nuklearnych w świecie muzułmańskim.
25 lutego 2026 roku premier Indii Narendra Modi przybył do Izraela na dwudniową wizytę państwową na zaproszenie premiera Benjamina Netanjahu. Stojąc przed Knesetem, Modi oświadczył: „Czujemy wasz ból. Indie stoją mocno u boku Izraela, z pełnym przekonaniem, w tej chwili i na przyszłość. Nic nie usprawiedliwia zabijania cywilów”. Izraelski parlament nagrodził go owacją na stojąco, a marszałek Knesetu Ohana wręczył indyjskiemu przywódcy, po raz pierwszy w historii, Medal Knesetu.
Netanjahu, nazywając Modiego „więcej niż przyjacielem, bratem”, wykorzystał okazję, by ogłosić „heksagon sojuszy”, w którym Indie miałyby znaleźć się w strategicznym bloku mającym stać naprzeciw „osi radykałów”. Wizycie towarzyszyła intensywna seria dwustronnych spotkań: pierwsze w historii negocjacje w sprawie umowy o wolnym handlu Indie–Izrael, 10. posiedzenie Wspólnej Grupy Roboczej ds. Walki z Terroryzmem oraz seminarium przemysłu obronnego z udziałem 30 indyjskich i 26 izraelskich firm zbrojeniowych. Indie są obecnie największym klientem izraelskiego uzbrojenia, odpowiadając za 46% izraelskiego eksportu broni; w dyskusjach pojawiają się transfery technologii systemu Iron Dome oraz nowej izraelskiej broni laserowej Iron Beam.
Media korporacyjne przedstawiły to jako historię o umowach handlowych i dyplomatycznej optyce. Prawie całkowicie pominięto znacznie mroczniejszą podstawę tego sojuszu: historię tajnego planowania wojskowego, sabotażu, zamachów i odwołanej wspólnej operacji, która niemal doprowadziła Indie, Izrael i Pakistan na krawędź wojny nuklearnej.
Od pariasów do partnerów: korzenie nieprawdopodobnego sojuszu (1948–1980)
Relacje Indii z Izraelem zaczęły się nie najlepiej. Choć Indie uznały Izrael w 1950 roku, premier Jawaharlal Nehru odmówił nawiązania pełnych stosunków dyplomatycznych, kierując się ruchem państw niezaangażowanych i poparciem dla samostanowienia Palestyńczyków. Przez dekady New Delhi trzymało Jerozolimę na dystans publicznie.
Prywatnie rachunek był inny. Jeszcze przed nawiązaniem pełnych stosunków dyplomatycznych Izrael dyskretnie dostarczał broń Indiom podczas wojny z Chinami w 1962 roku oraz wojen z Pakistanem w 1965 i 1971 roku. W 1968 roku premier Indira Gandhi poleciła szefowi RAW R.N. Kao nawiązanie kontaktu z Mosadem, tworząc łączność wywiadowczą, która miała się zacieśniać przez kolejne dekady. Relacja była transakcyjna, ideologicznie niezręczna i całkowicie tajna. Obie strony były wówczas państwami progu nuklearnego, istniejącymi poza zachodnią architekturą bezpieczeństwa, i widziały w sobie partnera przydatnego właśnie dlatego, że współpraca była niewidoczna.
Prawdziwym katalizatorem przyspieszenia nie były wspólne wartości, lecz wspólni wrogowie. Indie stoczyły trzy wojny z Pakistanem w pierwszym ćwierćwieczu niepodległości. Izrael, otoczony wrogimi państwami, widział w pakistańskich ambicjach nuklearnych zagrożenie wykraczające daleko poza subkontynent. Gdy pakistańscy przywódcy zaczęli otwarcie przedstawiać swój program nuklearny jako „bombę islamską” dostępną dla całego świata muzułmańskiego, interesy New Delhi i Jerozolimy zbiegły się z pilnością, której nie mogła powstrzymać żadna dyplomatyczna ostrożność.
„Śmiertelne zagrożenie”: Menachem Begin i strach przed bombą islamską
Izraelski niepokój o pakistański program nuklearny nie zaczął się od odpraw wywiadowczych czy zdjęć satelitarnych. Zaczął się od frazy, która prześladowała izraelskich strategów od momentu, gdy weszła do obiegu publicznego: „bomba islamska”.
17 maja 1979 roku premier Menachem Begin napisał do nowo mianowanej premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, ostrzegając, że pakistański program nuklearny stanowi „śmiertelne zagrożenie” dla Izraela. Begin przestrzegał Thatcher przed niebezpieczną współpracą Pakistanu z przywódcą Libii Muammarem Kaddafim, pisząc, że broń jądrowa może trafić „w ręce absolutnego władcy takiego jak pułkownik Kaddafi”. Podobne listy wysłał do przywódców Francji i RFN w ramach szerszej kampanii lobbingowej, by państwa zachodnie zahamowały rozwój nuklearny Pakistanu.
Brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Wspólnoty Narodów uznało list Begina za „sensacyjny” i zbagatelizowało go. Oczywiście Begin nie poprzestał na listach dyplomatycznych. 7 czerwca 1981 roku pokazał preferowaną przez Izrael metodę nieproliferacji, gdy osiem izraelskich F-16A, eskortowanych przez F-15A, zniszczyło iracki reaktor Osirak w śmiałym ataku na dużą odległość.
Operacja, potępiona wówczas międzynarodowo, ustanowiła to, co później nazwano Doktryną Begina: Izrael będzie zapobiegał nabywaniu broni jądrowej przez wrogie państwa wszelkimi możliwymi środkami.
Dodatkowo ośmielony sukcesem w Iraku, izraelscy planiści skierowali wzrok na wschód.
O włos od zagłady: Plan ataku na Kahutę (1982–1984)
Najbardziej zaawansowany plan zniszczenia pakistańskiej zdolności nuklearnej zakładał wspólną izraelsko-indyjską operację wojskową przeciwko Laboratoriom Badawczym Kahuta – zakładowi wzbogacania uranu niedaleko Rawalpindi, będącemu sercem pakistańskiego programu zbrojeniowego. Według dziennikarzy śledczych Adriana Levy’ego i Catherine Scott-Clark, których książka Deception: Pakistan, the United States, and the Secret Trade in Nuclear Weapons opiera się na setkach wywiadów i odtajnionych dokumentów, plan rozwijał się etapami.
W lutym 1983 roku, gdy plan ataku był już na zaawansowanym etapie, indyjscy wojskowi potajemnie udali się do Izraela, by zakupić sprzęt walki elektronicznej przeznaczony do neutralizacji obrony przeciwlotniczej Kahuty. Projekt operacyjny zakładał, że izraelskie F-16 i F-15 wlecą w przestrzeń powietrzną Indii, zatankują w bazie Jamnagar w Gudźaracie oraz w Udhampur na północy Indii, a indyjskie samoloty Jaguar wspomogą misję w roli uderzeniowej.
Co wydarzyło się potem, pozostaje sporne. Według Levy’ego i Scott-Clark w marcu 1984 roku premier Indira Gandhi formalnie zaakceptowała operację prowadzoną przez Izrael, doprowadzając – jak napisali – Indie, Pakistan i Izrael „o włos od nuklearnej pożogi”. Indyjski analityk obronny Bharat Karnad, powołując się na emerytowanego generała majora Aharona Yaariva, potwierdził, że Indira Gandhi „najpierw zaakceptowała izraelski atak”, zanim go odwołała. Z kolei były oficer CIA ds. kontr-proliferacji Richard Barlow, który służył w okresie tajnego rozwoju nuklearnego Pakistanu, powiedział w listopadzie 2025 roku agencji ANI, że operacja „nigdy nie miała miejsca, to były tylko rozmowy. Szkoda, że Indira jej nie zatwierdziła. Rozwiązałoby to wiele problemów”.
Bezsporne jest to, że plan ostatecznie porzucono. CIA ostrzegła prezydenta Pakistanu generała Zia-ul-Haka, a Departament Stanu USA uprzedził Indie, że „USA odpowiednio zareagują, jeśli Indie będą obstawać przy swoim”. Niezależnie od tego, czy Gandhi formalnie zaakceptowała i potem się wycofała, czy nigdy nie dała ostatecznej zgody – operacja upadła. Wice-szef sztabu armii Pakistanu, generał K.M. Arif, później potwierdził przeciek wywiadowczy: „Nasi przyjaciele dali nam znać, co zamierzają zrobić Izraelczycy i Hindusi, więc my daliśmy im znać, jak odpowiemy”.
Indyjski naukowiec nuklearny Raja Ramanna został również ostrzeżony przez przewodniczącego Pakistańskiej Komisji Energii Atomowej Munira Ahmeda Khana, że w razie ataku na Kahutę Pakistan dokona odwetu na indyjskim kompleksie nuklearnym w Trombay. Wzajemna podatność na zniszczenie, która definiowała logikę odstraszania zimnej wojny, już wówczas zakorzeniła się w Azji Południowej. (…)
Czy zaciekłe ataki na Tuckera Carlsona – prominentnego podcastera ruchu MAGA, który wyniósł Donalda Trumpa na fotel prezydenta – znamionują głębszą walkę o zmianę oblicza Partii Republikańskiej na zdystansowaną wobec syjonizmu i Izraela? Takie sugestie padają ze strony wpływowych polityków z obydwu tych krajów. I ma to znaczenie w kontekście batalii toczonej przeciwko Iranowi, wyborów uzupełniających oraz planowanej kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych.
Od co najmniej ubiegłego tygodnia „prawicowy internet” w USA jest rozgrzany do czerwoności w związku ze słynnym już wywiadem, jaki Tucker Carlson przeprowadził z ambasadorem USA w Izraelu, Mikiem Huckabee, zadeklarowanym syjonistą chrześcijańskim.
Konserwatywny komentator zaznaczył, że według Biblii, potomkowie Abrahama mieliby otrzymać ziemie obejmujące dziś znaczną część Bliskiego Wschodu, w tym część Jordanii, Syrii, Iraku i Libanu. Carlson zacytował fragment 15. rozdziału Księgi Rodzaju i zapytał ambasadora, czy Izrael ma prawo do tej ziemi. – Byłoby w porządku, gdyby zabrali wszystko – odparł Huckabee w rozmowie, którą wyemitowano 19 lutego.
Wypowiedź wywołała natychmiastową reakcję przedstawicieli wielu państw arabskich. 22 lutego rzecznik ambasady USA w Izraelu prostował słowa swojego szefa, podkreślając, że zostały wyrwane z kontekstu, a waszyngtońska polityka wobec Tel Awiwu pozostaje niezmieniona.
Rzeczywiście, w dalszej części wywiadu ambasador starał się doprecyzować, o jaką ziemię chodzi. – [Żydzi] nie domagają się powrotu i zajęcia całego tego obszaru, ale przynajmniej chcą zachować ziemię, którą obecnie zajmują, na której mieszkają i którą legalnie posiadają, jako bezpieczną przystań dla siebie – przekonywał Huckabee. Dodał, że Izrael nie próbuje przejąć Jordanii, Libanu, Syrii ani Iraku, lecz dąży do ochrony własnego narodu.
Władze Egiptu, Arabii Saudyjskiej, Jordanii, Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru, Indonezji, Pakistanu, Turcji, Syrii, Kuwejtu, Libanu, Omanu oraz Autonomii Palestyńskiej określiły słowa ambasadora jako „niebezpieczne i podburzające” oraz zagrażające stabilności regionu. „Te oświadczenia bezpośrednio przeczą wizji przedstawionej przez prezydenta USA Donalda J. Trumpa (…) opartej na powstrzymaniu eskalacji i stworzeniu politycznego horyzontu dla kompleksowego rozwiązania, które zapewni Palestyńczykom własne niepodległe państwo” – napisali w oświadczeniu wystosowanym 22 lutego.
Huckabee, ewangelikalny chrześcijanin i zdecydowany zwolennik Izraela oraz ruchu osadniczego na Zachodnim Brzegu, sprzeciwia się idei rozwiązania dwupaństwowego.
Izrael w wyniku wojny sześciodniowej w 1967 roku zdobył Zachodni Brzeg i wschodnią Jerozolimę od Jordanii, Gazę i Półwysep Synaj od Egiptu oraz Wzgórza Golan od Syrii. Wycofał się jednak z Synaju w ramach porozumienia pokojowego z Egiptem po wojnie w 1973 roku, a z Gazy – w 2005 roku. Od czasu zawieszenia broni z Hamasem, które weszło w życie w październiku 2025 roku po dwóch latach walk, izraelskie wojsko kontroluje większość wschodniej części Gazy. Na Zachodnim Brzegu władze izraelskie pogłębiły kontrolę nad okupowanym terytorium poprzez zwiększenie liczby osiedli żydowskich, legalizację placówek i wprowadzenie zmian administracyjnych. Wszystko to odbywa się w czasie, gdy Trump oświadczył, że nie pozwoli Izraelowi na aneksję Zachodniego Brzegu i zagwarantował, że zablokuje wszelkie działania w tym kierunku.
Carlson, były prezenter Fox News, niezwykle popularny prawicowy podcaster, od kilku miesięcy notorycznie krytykuje politykę Waszyngtonu wobec Tel Awiwu, obawiając się wciągnięcia Ameryki w konflikt na Bliskim Wschodzie. Z tego powodu proizraelskie lobby uznało go za jednego z największych „antysemitów”.
W ubiegły czwartek wiceprezydent J.D. Vance pochwalił Carlsona za wywiad. Mówił dziennikarzowi „The Washington Post”: – Myślę, że to naprawdę dobra rozmowa, która będzie niezbędna dla prawicy nie tylko przez kilka najbliższych, ale przez wiele lat. Dodał, że co prawda nie obejrzał całego wywiadu, ale „widział kilka fragmentów tu i tam”.
Ambasador Izraela atakuje publicystę
Przychylne przyjęcie rozmowy Carlsona przez Vance’a zostało szybko potępione przez syjonistów. „Absolutna katastrofa” – grzmiała prowadząca NewsNation, Batya Ungar-Sargon.
„Podczas wywiadu @TuckerCarlson wielokrotnie znieważył prezydenta Trumpa i zasugerował, że jest on kontrolowany przez Netanjahu” – napisała na X prawicowa komentatorka Laura Loomer. Odniosła się również do komentarza Vance’a o tym, że wywiad był „dobrą rozmową”, pisząc: „Nie, nie był”. Loomer wezwała prezydenta Donalda Trumpa do „potępienia” byłego prezentera Fox News. Zaapelowała także do prokurator generalnej Pam Bondi, aby się zajęła Carlsonem, ponieważ stanowi on „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”.
Jednak najbardziej zaciekły atak na bardzo popularnego dziennikarza przeprowadził w piątek, tuż przed nalotem na Iran, ambasador Izraela w USA Yechiel Leiter. Stwierdził on, że retoryka byłego prezentera jest obraźliwa i głęboko niepokojąca.
Carlson wcześniej wielokrotnie sugerował, że izraelski przywódca Benjamin Netanjahu kontroluje Trumpa i podburza go do wojny przeciwko Iranowi. Leiter komentował dla „New York Post”, że niedawne uwagi Carlsona, w których twierdził, że prezydent Donald Trump ugiął się pod presją Izraela, „graniczą z pornografią”.
– To po prostu nonsens, że Netanjahu steruje prezydentem Trumpem. I to graniczy z pornografią. To takie obrzydliwe – podkreślił ambasador. Jednocześnie potępił „stary stereotyp”. – To stary antysemicki stereotyp: „Żydzi mają władzę”. Ameryka działa w swoim najlepszym interesie… To takie obraźliwe. On obraża prezydenta i jest wręcz antysemicki wobec Żydów i państwa żydowskiego – uznał ambasador.
Leiter zapewnił, że to Stany Zjednoczone same decydują o ataku na Iran, a nie Izrael, który jest „wzorowym sojusznikiem”. Odrzucił sugestie, jakoby Tel Awiw naciskał na Waszyngton w tej sprawie i pozwolił sobie na inne obelgi wobec Carlsona. – Mam szczerą nadzieję, że jest tak głupi, na jakiego wygląda. Naprawdę mam taką nadzieję. Bo jeśli nie jest głupi, to znaczy, że ktoś go finansuje. Wolę więc, żeby był głupi niż całkowicie skorumpowany – atakował.
Prof. Lax porównuje Carlsona do Hitlera i krytykuje J.D. Vance’a
Ale jeszcze dalej w tych wypowiedziach poszedł konserwatywny żydowski profesor, który porównał Carlsona do Hitlera. Jeffrey Lax, potomek ocalałych z Holokaustu, zaangażowany w zwalczanie antysemityzmu na stanowym uniwersytecie w Nowym Jorku, gdzie wykłada prawo, w 2024 r. krytykował liberałów porównujących Donalda Trumpa do Hitlera. Wykładowca, który określa się mianem centroprawicowca, częsty komentator stacji Newsmax i Fox News tweetował: „Nigdy, przenigdy nie myślałem, że ten dzień nadejdzie, ale po raz pierwszy w życiu porównam człowieka do Adolfa Hitlera” – napisał Lax na X w zeszły piątek. „Zrozumcie, że jestem wnukiem czwórki ocalałych z Holokaustu. Całe życie namawiałem ludzi, by NIE porównywali nikogo do Hitlera. Ale… poglądy, retoryka i wpływy Tuckera Carlsona przypominają mi Adolfa Hitlera”.
Laxa zbulwersowało to, że słynny już wywiad poparł wiceprezydent J.D. Vance. Zdaniem prawnika, „ta sytuacja jest tak samo poważna jak zawał serca, a skoro @J.D.Vance teraz otwarcie i w odrażający sposób legitymizuje poglądy Carlsona, znajdujemy się w stanie wyjątkowego antysemityzmu” – kontynuował.
Profesora szczególnie zbulwersowała sugestia dziennikarza odnośnie kwestii przeprowadzania w Izraelu masowych testów genetycznych, które potwierdzałyby bądź zaprzeczały, że poszczególne osoby są rzeczywiście potomkami Abrahama. Chodzi oczywiście o szerszy kontekst wypowiedzi – czyli uzasadnianie przez chrześcijańskich syjonistów rzekomego prawa Żydów do biblijnych terenów. Carlson zakwestionował je wskazując, że jeśli Żydzi zamieszkujący obecnie Izrael nie wywodzą się genetycznie z terenów bliskowschodnich – a na przykład są z Polski czy Rosji – to ich roszczenia do zamieszkiwania w Ziemi Świętej są wątpliwe.
Lax komentował, że „aby dojść do tego punktu, musiało wydarzyć się coś głęboko niepokojącego na wielu poziomach”. Dodał, że apel Carlsona o testy genetyczne dla Żydów przekroczył granicę. „Jeśli kiedykolwiek słyszałem coś w stylu Hitlera, to kiedy mówi się o Żydach, którzy muszą udowodnić, że są Żydami, na podstawie DNA. Gdyby testy DNA były dostępne za czasów Hitlera, czy nie sądzi pan, że Hitler by z nich nie skorzystał?”, pytał retorycznie swojego rozmówcę z „NYP”.
Żydowski prawnik dodał, że mówi konkretnie o „wczesnym Hitlerze, o wczesnych latach, zanim doszedł do władzy, zanim faktycznie fizycznie doprowadził do czyjejś śmierci”. – Mówię o retoryce. Można go było wtedy powstrzymać. Ludzie nie traktowali Hitlera poważnie – ubolewał.
Profesor nie raz krytykował Carlsona wcześniej, jednak unikał kierowania negatywnych uwag pod adresem Vance’a. Tym razem stwierdził: – Od dawna miałem podejrzenia co do Vance’a. Chciałem mieć pewność. Zarzucił wiceprezydentowi, że nie można popierać ani w żaden sposób legitymizować poglądów Carlsona. Uznał to za „szaleństwo” i „zgniliznę mózgu”.
Wpływowego podcastera skrytykowali także: redaktor „Newsweeka” Josh Hammer, izraelski luminarz konserwatyzmu Yoram Hazony, ortodoksyjny komentator Ben Shapiro, kongresmen Randy Fine, proizraelskie grupy aktywistów StandWithUs i StopAntisemitism oraz wydawnictwa o konserwatywnym, proizraelskim nastawieniu, takie jak „Tablet”, „The Free Press” i „Commentary”.
Czy Carlson ma polityczne ambicje?
Jewish Telegraphic Agency wskazuje, że to, co wyprawia[sic !! md] Tucker Carlson ma istotne znaczenie, ponieważ „buduje [on] własną, potężną sieć polityczną przed wyborami uzupełniającymi, złożoną z postaci o rosnącym wpływie na młodych wyborców”. Carlson zaprasza na „przyjacielskie wywiady” kandydatów Partii Republikańskiej, w tym kandydata na gubernatora Florydy Jamesa Fishbacka, „miłośnika antysemickich memów”, ale także innych polityków stanowiących konkurencję w partii dla chrześcijańskich syjonistów np. kandydata do Senatu Paula Dansa, który rywalizuje z proizraelskim senatorem Lindsayem Grahamem czy kandydata na gubernatora stanu Iowa Zacha Lahna.
Niektórych Żydów oburza to, że amerykańskie środowiska żydowskie wstrzymały się z krytyką wiceprezydenta, co uznają za „skandaliczne” i „autodestrukcyjne”. Vance’a oszczędza Liga Przeciwko Zniesławieniom i jej prezes Jonathan Greenblatt czy Amerykański Komitet Żydowski.
Prof. Lax twierdzi, że poparcie, jakiego Vance udzielił Carlsonowi sprawiło, że ludziom „oczy wyskoczyły z orbit”. W ubiegły piątek po południu na platformie X wystosował nawet apel do prezydenta; „Dość. To stan wyjątkowy o podłożu antysemickim. Tylko Trump może go zakończyć. I musi to zrobić teraz” – napisał Lax, domagając się wyrzucenia wiceprezydenta i wykluczenia Tuckera Carlsona ze wszystkich organizacji konserwatywnych i republikańskich.
Inni członkowie MAGA krytykują Trumpa
Decyzja Trumpa w sprawie ataku na Iran spotęgowała wrzenie pośród sympatyków MAGA. Jak można było przypuszczać, w wywiadzie udzielonym w sobotni poranek głównemu korespondentowi ABC News w Waszyngtonie, Jonowi Karlowi, Carlson powiedział, że atak na Iran jest „absolutnie obrzydliwy i zły”. Zasugerował również, że będzie miał on istotny wpływ na ruch polityczny Trumpa, mówiąc: „To w znaczący sposób przetasuje karty”.
Była republikańska kongresmenka z Georgii, Marjorie Taylor Greene, zagorzała zwolenniczka MAGA, która pokłóciła się z Trumpem w sprawie ujawnienia akt Jeffreya Epsteina, opublikowała w mediach społecznościowych ostry, pełen wulgaryzmów komentarz. Zarzuciła prezydentowi zdradę programu MAGA i oszukanie wyborców. Trump nie stawia Ameryki na pierwszym, lecz ostatnim miejscu, uważa.
Popularny podcaster popierający prezydenta, Tim Pool, również skrytykował działania administracji jako zdradę programu wyborczego „America first”. Inni wpływowi działacze MAGA, Keith i Kevin Hodge napisali: „Uwolnienie narodu irańskiego nie jest powodem, dla którego głosowaliśmy na Trumpa. Prezydent Trump całkowicie OKŁAMAŁ swoich wyborców, wbił nóż w plecy naszemu krajowi i zhańbił swoje dziedzictwo bezpowrotnie, co jest największym upadkiem, jaki kiedykolwiek widzieliśmy” – skomentowało w sieci rodzeństwo.
Niektórzy republikańscy ustawodawcy, w tym kongresmen Thomas Massie z Kentucky, senator Rand Paul również z tego stanu oraz kongresmen Warren Davidson z Ohio ogłosili swoją dezaprobatę dla ataku USA na Iran. „To nie jest Ameryka przede wszystkim” – napisał Massie w poście w mediach społecznościowych, dodając, że po wznowieniu obrad Kongresu planuje współpracować z kongresmenem Ro Khanną, demokratą z Kalifornii, aby wymusić głosowanie w Kongresie w sprawie wojny z Iranem.
„Jerusalem Post”: Carlson chce zniszczyć MAGA. Walka o „duszę” Partii Republikańskiej
„Jerusalem Post” w opinii pod tytułem Tucker Carlson is trying to break Trump’s Republican movement that made him [„Tucker Carlson próbuje zniszczyć republikański ruch Trumpa, który go zbudował”], opublikowanej 26 lutego zaznaczył, że publicysta nie ogranicza się już tylko do komentowania, ale aktywnie podważa fundamentalne filary spuścizny Trumpa.
Autor opinii, Mike Evans komentował, że chociaż komentator „chce się przedstawiać jako strażnik hasła America first, w rzeczywistości staje się jedną z najbardziej destabilizujących sił w samym ruchu, który go wyniósł na szczyt”.
„To, czego jesteśmy świadkami, to nie grzeczna różnica zdań. To otwarty rozłam w MAGA, co główne media otwarcie opisują teraz jako wojnę domową o wpływy Carlsona i jego ataki na politykę zagraniczną prezydenta Trumpa, szczególnie w odniesieniu do Izraela i Iranu” – czytamy.
Autor zarzuca byłemu prezenterowi, że próbuje przedstawić zasługi gospodarza Białego Domu w polityce wobec Izraela jako „słabość”. Pośród „zasług” wymienia przeniesienie ambasady USA do Jerozolimy, uznanie suwerenności Izraela nad Wzgórzami Golan, pośredniczenie w zawarciu Porozumień Abrahamowych. Miały to być „historyczne posunięcia, które na nowo zdefiniowały relacje USA – Izrael”.
Autor odniósł się także do ostatniego wywiadu Carlsona z ambasadorem USA w Izraelu i do późniejszego komentarza Huckabee’ego, który wyraził nadzieję, że Carlson nie będzie już wpuszczany do Białego Domu, ponieważ „powoduje podziały” i jest „niebezpieczny”.
Autor opinii uważa, że retoryka dziennikarza to „nie jest język łagodnej niezgody”, lecz jest to „język alarmu”. „Carlson zaognił sprawę w wywiadzie dla saudyjskiej telewizji, twierdząc, że amerykańscy przywódcy są bardziej lojalni wobec obcego kraju niż wobec własnego, zasugerował, że polityka USA wobec Iranu jest dyktowana przez Izrael i nazwał izraelską kampanię w Strefie Gazy zawłaszczeniem ziemi. To nie są niuanse krytyczne. To prowokacyjne oskarżenia, odzwierciedlające narracje od dawna używane przez przeciwników Ameryki. Radykalny islam zabija ciało. Tucker Carlson, zdaniem swoich krytyków, stał się ich partnerem, zabijając duszę” – pisze Evans.
Autor podkreślił, że opinie Carlsona mają pozostawać „w wyraźnej sprzeczności z bardziej jastrzębim skrzydłem koalicji Trumpa”. Zadał więc pytanie: „Kto definiuje program Ameryka przede wszystkim?”.
I wyjaśnia, że „wersja Trumpa zawsze uwzględniała siłę, odstraszanie, wpływy i strategiczne sojusze”. Z kolei „wersja Carlsona skłania się ku izolacjonizmowi, sceptycyzmowi wobec sojuszników i podejrzliwości wobec niemal każdego zagranicznego zobowiązania”. To „filozoficzny konflikt, który ujrzał teraz światło dzienne”, kontynuował.
Grozi to rozłamem ruchu MAGA i nie ma wątpliwości, że te napięcia narastają. O ile syjoniści chrześcijańscy okazują zdecydowane poparcie dla Trumpa, o tyle Carlson, który „ma liczną publiczność w mediach cyfrowych” wpływa na „populistyczną, nieinterwencjonistyczną frakcję, coraz bardziej wrogo nastawioną do tradycyjnej republikańskiej polityki zagranicznej”. Dodaje: „To nie jest debata akademicka. To walka o przyszły kierunek Partii Republikańskiej”.
Evans ubolewa, że Carlson wciąż zachowuje dostęp do Białego Domu, mimo iż potępiają go prominentni sojusznicy prezydenta. „Ta niespokojna koegzystencja nie może trwać wiecznie. Albo ruch doprecyzuje swoje zasady, albo się rozpadnie” – sugeruje, wskazując, że już przekroczono pewną granicę. Obawia się, że prawicowy podcaster za bardzo osłabi ruch MAGA, przyczyniając się do jego klęski w przyszłych wyborach. „A to byłoby o wiele większym zwycięstwem dla przeciwników Trumpa niż cokolwiek, co dzieje się w Teheranie”, uważa Evans.
Konkluduje: „Tucker Carlson, jesteś fałszywym chrześcijaninem, fałszywym republikaninem i fałszywym zwolennikiem Trumpa”. „Gdybyś był prawdziwym chrześcijaninem, mówiłbyś prawdę, a nie rozpowszechniał to, co wielu uważa za fałsz. Gdybyś był prawdziwym republikaninem, stałbyś po stronie Izraela, a nie przeciwko niemu. A gdybyś był prawdziwym zwolennikiem Naczelnego Dowódcy, nie próbowałbyś podważać jego pozycji w czasie wojny, atakując jego politykę wobec Iranu, polegającą na zapewnieniu, że Iran nigdy nie zdobędzie broni jądrowej. To, że podróżujesz na Bliski Wschód i próbujesz podważyć politykę prezydenta Trumpa po tylu wojnach i przy tak wysokim napięciu, jest nikczemne, zdradzieckie i antyamerykańskie. To bardziej przypomina działania zagranicznego agenta radykalnego islamu niż uczciwego Amerykanina z krwi i kości. Wygląda również na to, że aktywnie angażuje się Pan w zapewnienie Demokratom zwycięstwa w wyborach uzupełniających. Nie powinno to być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że Pana troje dzieci jest zarejestrowanymi Demokratami”, atakuje Evans.
„27-letni Buckley był pierwszym z dzieci Tuckera, który zarejestrował się jako Demokrata, czyniąc to w Dystrykcie Kolumbii 5 czerwca 2015 roku, według rejestrów wyborców. 29-letnia Lillian zarejestrowała się później jako Demokratka w Nowym Jorku 30 maja 2019 roku. Tymczasem 24-letnia Hope zarejestrowała się jako Demokratka na Florydzie 5 czerwca 2020 roku. Buckley obecnie pełni funkcję zastępcy rzecznika prasowego J.D. Vance’a. Te fakty rodzą poważne pytania o to, gdzie tak naprawdę leży Pana lojalność. Pańska lojalność nie polega na wspieraniu Donalda Trumpa, Partii Republikańskiej ani Biblii, którą, jak Pan twierdzi, kiedyś przeczytał, ale na promowaniu własnego programu, nawet jeśli oznacza to pozwolenie radykalnym, bezbożnym Demokratom na spalenie wszystkiego, za czym się opowiadamy”, konkludował.
Ta dość emocjonalna opinia Evansa nie bierze pod uwagę faktu, że do podobnych wniosków jak „znienawidzony” Carlson, dochodzą także inni konserwatyści – wydaje się, znacznie bardziej stonowani niż były prezenter Fox News – na przykład doktor John Hulsman.
Dr Hulsman: „Atak na Iran to oczywista głupota”
Autor powyższych słów jest prezesem i partnerem zarządzającym John C. Hulsman Enterprises, globalnej firmy zajmującej się oceną ryzyka politycznego.
Tuż po ataku na Iran zamieścił on swój komentarz na łamach „The American Conservative” pod znamiennym tytułem A War in Search of a Strategy. The attack on Iran is an obvious folly [„Wojna w poszukiwaniu strategii. Atak na Iran to oczywista głupota”].
Przedstawiając się jako „jeden z niewielu realistycznych Republikanów, którzy aktywnie sprzeciwiali się neokonserwatywnej gorączce ogarniającej kraj podczas nieszczęsnych rządów George’a W. Busha” przyznał, że wraz z wieścią o ataku Trumpa na Iran odczuł dokładnie „te same mdłości” co „w przypadku katastrofalnego awanturnictwa w Iraku”. Jego zdaniem „amerykańsko-izraelski atak na Iran to nic innego jak wojna w poszukiwaniu strategii”.
Zarzucił ekipie Trumpa, że „podobnie jak na początku XXI wieku, administracja – niczym bardzo kiepski dyskutant w liceum – rzuca obecnie niezliczonymi, słabymi argumentami strategicznymi, mając nadzieję, że coś w jakiś sposób się przyjmie; że analityczna ilość w jakiś sposób zniweluje potrzebę analitycznej jakości”.
Hulsman po kolei odpiera argumenty ekipy Trumpa, mającymi uzasadniać wojnę z Iranem. Nie wierzy w zdolności nuklearne Teheranu, które miałyby grozić Ameryce i światu w najbliższej przyszłości. Powołuje się na dane wywiadowcze. Odrzuca także argument, jakoby Irańczycy zagrażali amerykańskiemu życiu, wskazując, że teraz zagrożeni są żołnierze stacjonujący w bazach w regionie. Uznaje także, iż atak na Iran nie leży w interesie USA.
Pisze, że „administracja Trumpa zasługuje na wielkie uznanie za przekształcenie niewątpliwie kruchej amerykańskiej doktryny geostrategicznej w oparciu o w dużej mierze realistyczne kryteria. Zniknęła katastrofalna Wilsonowska/neokonserwatywna wizja establishmentu, że Ameryka musi interweniować wszędzie, zawsze i jednocześnie, jakby wszystkie regiony miały dla kraju równe znaczenie. Zdyskredytowany establishment polityki zagranicznej z pewnością zapomniał o panaceum, że jeśli kochasz wszystko, nie kochasz nic, że brak podejmowania strategicznych decyzji w oparciu o amerykańskie interesy narodowe jest wyborem samym w sobie. Zamiast tego, w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego i gdzie indziej, ekipa Trumpa dokonała szeregu śmiałych, realistycznych wyborów, dostosowując amerykańską politykę zagraniczną do nowej ery wielobiegunowej. Zgodnie z Rooseveltowskim odpowiednikiem doktryny Monroe’a, najpierw jest półkula zachodnia, potem kluczowy Indo-Pacyfik (z dużą częścią przyszłego wzrostu politycznego świata, a także z dużym ryzykiem politycznym), następnie Europa, a dopiero na końcu Bliski Wschód. W takich okolicznościach przejście do roli zagranicznego mocarstwa równoważącego ma największy sens; Ameryka powinna agresywnie interweniować w tak ważnym, ale nie kluczowym regionie tylko wtedy, gdy organiczna równowaga sił zostanie zachwiana. Pogląd, że obecny Iran stanowi zagrożenie dla takiej regionalnej równowagi sił, jest absurdalny. Niepiśmienni ekonomicznie mułłowie zrujnowali gospodarkę; program nuklearny został zdecydowanie zahamowany; rząd został zmuszony do zastrzelenia tysięcy własnych dzieci, aby utrzymać się u władzy; irańscy partnerzy są jedynie cieniem samych siebie, niezależnie od tego, czy jest to Hamas, Hezbollah, reżim Asada w Syrii, chaotyczni Irakijczycy, czy piraccy Huti. Mówiąc wprost, nie są to cechy mocarstwa, które zamierza przejąć kontrolę i wywrócić do góry nogami strategiczny porządek regionalny na Bliskim Wschodzie” – wyjaśnia.
Zaznaczył, że „Iran stanowi większe zagrożenie dla Izraela niż dla Stanów Zjednoczonych pod względem geograficznym, zasobów rakietowych i tym podobnych”. Jednak „interesy amerykańskie nie są takie same jak interesy jakiegokolwiek innego kraju”, w tym nawet długoterminowych sojuszników, takich jak Izrael.
Ponadto „Iran nie znajduje się (pomimo pogłosek neokonserwatystów i Mossadu) w stanie rewolucyjnego fermentu; nie jest to domek z kart, który może się zawalić po kolejnym zamachu bombowym. Nawet jeśli wielki ajatollah nie żyje (jak donoszą niektóre media), sam reżim nie wykazuje oznak rozpadu. Co więcej, podczas niedawnych, tragicznych demonstracji okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Pomimo dziesiątek tysięcy ludzi wychodzących na ulice i pomimo zapewnień Rezy Pahlawiego, zdesperowanego następcy tronu, że część kluczowego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) dołączą do ludu, nic takiego się nie wydarzyło” – pisze.
I dodaje: „Moja firma zajmująca się ryzykiem politycznym wykonała sporo pracy, oceniając, co jest potrzebne do zorganizowania udanej rewolucji, czy to we Francji, Stanach Zjednoczonych, Rosji, Chinach, czy na Kubie. Jednym z kluczowych czynników jest to, aby członkowie średniego szczebla instytucji bezpieczeństwa (armii, służb wywiadowczych, ministerstwa spraw wewnętrznych) przeszli na stronę ludu: pułkownicy, majorzy i kapitanowie najpierw fraternizowali się z demonstrantami, a następnie aktywnie pomagali im w dozbrajaniu. To niezbędny krok w każdym procesie rewolucyjnym, alchemia, która przekształca zwykłe niepokoje w trwałą zmianę polityczną. Jednak ostatnio, pomimo zapewnień niedoświadczonego następcy tronu, nic takiego się nie wydarzyło. Zamiast przejść na stronę ludu, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) morderczo go rozstrzeliwał. Nic nie wskazuje na to – cokolwiek stanie się z chorym ajatollahem – że to domek z kart, który wkrótce się zawali” – wskazuje. I przestrzega przed „błędem gorącej ręki”, czyli „przekonaniem, że skoro ktoś miał szczęście (na przykład trafił cztery rzuty za trzy punkty z rzędu), to nadal będzie miał”.
Obecna wojna to coś znacznie większego niż operacja bombardowania irańskiego ośrodka nuklearnego Fordow czy uprowadzenie prezydenta Wenezueli. „Po pierwsze, były to bardzo konkretne, ograniczone misje, z bardzo jasno określonymi kryteriami sukcesu i porażki. Tym razem, z wielodniowymi atakami, misja jest dłuższa i co najważniejsze – jak właśnie jasno wyjaśniliśmy – miara sukcesu i porażki jest nie tylko niejasna; po prostu jej nie ma. Prawie niemożliwe jest osiągnięcie sukcesu w polityce zagranicznej, jeśli warunki tego sukcesu nie zostaną jasno określone; tutaj, podobnie jak w Iraku, mamy jedynie wojnę w poszukiwaniu strategii. Gdyby to się udało na takich warunkach, byłby to pierwszy taki przypadek w historii. Jednak z pewnością zagrożony jest jeden z najważniejszych momentów ery Trumpa: idea, że musimy zaprzestać prowadzenia źle pojętych wojen z wyboru i służyć potrzebom Ameryki na pierwszym miejscu”, puentuje.
W ciągu najbliższych miesięcy, wraz z kolejnymi tygodniami wojny na Bliskim Wschodzie, wyborami uzupełniającymi i kampanią prezydencką okaże się, czy ruch MAGA rozpadnie się i czy Partia Republikańska rzeczywiście zmieni swoje oblicze, czego obawiają się chrześcijańscy syjoniści.
Walka demonów skupia ludzką uwagę. Ich polityczne lub religijne awatary zasłaniają prawdę.
Na poziomie najniższym mamy komentarz Zychowicza. Pożytek duchowy żaden, ale w przeciwieństwie do mediów głównego nurtu nie stroni od faktów. Niektóre wymagają jeszcze weryfikacji.
Zdecydowanie na wyższym poziomie – edukacyjnym – historycznym możemy umieścić komentarz (nie bez błędów) Wojciecha Szewko.
Ewidentnym kłamstwem, które jest powtarzane przez polskojęzycznych idiotów jest “Iran jest źródłem destabilizacji w regonie”. Źródłem destabilizacji są Izrael i USA.
W moim głębokim przekonaniu powód ataku jest jeden. Iran jest ostatnim krajem, którego armia jest i była w stanie zagrozić “państwu, które leży tam gdzie chce”.