И страшно и смешно. Jak propaganda zatruwa wizerunek Rosji na Zachodzie.

Były analityk CIA publikuje wybuchowe przykłady: „Jak propaganda zatruwa wizerunek Rosji na Zachodzie”

Wgląd w umysły zachodnich konsumentów antyrosyjskiej propagandy

Autorstwa Larry’ego C. Johnsona

To będzie stosunkowo krótki artykuł. Chcę, abyście sami zobaczyli, jak inspirowana przez CIA ukraińska propaganda zakorzenia się w umysłach Amerykanów.

W zeszłym tygodniu otrzymałem dwie wiadomości, które dobitnie ilustrują, jak propaganda zyskuje przewagę.

Pierwsza wiadomość pochodziła od kobiety, która jest znajomą znajomej. Urodziła się w Rosji, ale mieszka na Karaibach i nie wróciła do Rosji od rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 roku.

Ona szczerze wierzy w to, co pisze:

Temat: Rosjanie walczą teraz na ulicach o benzynę – a Putin właśnie przyznał się do kryzysu, który przez miesiące zaprzeczał

Wszystko to jest prawdą i stoimy na skraju momentu krytycznego, który nie będzie przyjemny.

Nie ma benzyny. Bardzo duża część wszystkich rafinerii jest nieczynna i nie da się ich naprawić nawet w perspektywie średnioterminowej – nawet jeśli udałoby się zdobyć części zamienne.

Oznacza to: brak nawadniania pól, brak zbiorów, gdy rośliny dojrzeją. Brak żywności.

Fabryki stoją w dużej mierze, ponieważ nie ma benzyny, żeby dojechać do pracy, a transport publiczny kursuje sporadycznie. Nie ma części zamiennych, pracowników, internetu, a nawet w samej Rosji komunikacja jest słaba. Nie wspominając o wielomiesięcznych opóźnieniach w wypłatach wynagrodzeń spowodowanych pogarszającą się podażą pieniądza.

Rodziny masowo opuszczają swoje domy, albo przenosząc się na dacze (lub do krewnych), w desperackiej próbie samodzielnego uprawiania podstawowych produktów żywnościowych, albo uciekając – jeśli to możliwe – za granicę, aby zacząć nowe życie gdzie indziej.

Ukraińskie ataki dronów stają się coraz bardziej celne i niszczycielskie.

„Centrum Łączności Kosmicznej w Dubnej (często mylone z pobliskim Wspólnym Instytutem Badań Jądrowych w Dubnej) doznało znacznych uszkodzeń fizycznych i konstrukcyjnych w wyniku ukierunkowanych ukraińskich ataków dronów dalekiego zasięgu w nocy 22 czerwca 2026 roku. Zdjęcia satelitarne i raporty wywiadu wojskowego potwierdziły trafienia w „mózg” i główną infrastrukturę największego rosyjskiego naziemnego kompleksu satelitarnego”.

Choć ta dezorganizacja codziennego życia w Rosji może być dla Ukraińców mile widziana, może zmusić Kreml do desperackiego ataku nuklearnego lub z użyciem bomby piaskowej. Oczywiście, ktoś trzeci zostałby za to obwiniony.

Przeczytaj dzisiejszy Moscow Times: themoscowtimes.com

i szczególnie:hemoscowtimes.com/2026/06/30/kremlin-confirms-its-in-talks-to-import-gasoline

Nie będę tracił czasu na obalanie ich twierdzeń punkt po punkcie.

Podzieliłem się jednak jej przesłaniem z czwórką Amerykanów, którzy obecnie mieszkają na stałe w Rosji, po prostu żeby zobaczyć ich reakcję.

I wiesz co?

Wszyscy mają dostęp do Internetu i mogą jeździć samochodami, kiedy tylko tego potrzebują.

O tak – jeszcze jedno: nie muszą czekać tygodniami na wypłatę.

Następną tyradę wygłosił zagorzały syjonista, który 26 lutego przewidział, że USA i Izrael pokonają Iran w ciągu trzech tygodni.

Co kilka tygodni wysyłam mu jego stare przepowiednie, aby przypomnieć mu o jego niekompetencji jako prognosty.

Wykazuje tę samą zdolność w następującej tyradzie:

Pomimo fałszywej propagandy, którą Larry sumiennie szerzy w interesie Rosjan, oraz jego antyamerykańskich i antyizraelskich komentarzy, Rosjanie obecnie wyraźnie przegrywają wojnę na Ukrainie, a ich gospodarka w dalszym ciągu zmaga się z poważnymi trudnościami.

Rosja nie kontroluje dziś większego terytorium niż miała cztery lata temu.

Na każdą stratę poniesioną przez Ukrainę przypada 2,2 straty poniesionej przez Rosję, a ostatnio wskaźnik ten uległ pogorszeniu.

Są to fakty, które każdy może zweryfikować – w przeciwieństwie do tego, co od dawna twierdzi Larry, a mianowicie, że proporcje są dokładnie odwrotne.

Rosja straciła tak wielu ludzi, że nie da się ich już zastąpić w stosunku jeden do jednego.

Nawet rosyjskie źródła potwierdzają, że całkowita liczba strat może przekroczyć 1,2 miliona, w tym co najmniej 350 tysięcy potwierdzonych zgonów na podstawie prawdziwych nekrologów i grobów.

Jakakolwiek by nie była dokładna liczba – jest ona przerażająca i niedopuszczalna.

W 2026 roku Ukraina odnotowała niewielki wzrost netto terytorium.

Rosja jest teraz w trakcie przegrywania wojny.

Gospodarka rosyjska nadal się pogarsza – pomimo sfałszowanych danych opublikowanych przez Rosję.

Brakuje pracowników, przez co nie można w pełni wykorzystać potencjału fabryk.

Koszty kapitału są tak wysokie, że dla wielu przedsiębiorstw inwestycje sektora prywatnego nie są już opłacalne.

Główna stopa procentowa wynosi 14,5 procent.

Liczba bankructw osób fizycznych wzrosła w tym roku o 31 procent, liczba bankructw małych firm wzrosła o 29 procent, a bankructwa przedsiębiorstw są tuszowane przez rząd.

Podobno cieszące się dużą popularnością restauracje są zamykane jeden po drugim z powodu braku klientów.

Inflacja nadal jest zbyt wysoka.

Zniszczenie rafinerii powoduje wzrost cen benzyny, a co za tym idzie także inflacji.

Moskwa i inne części Rosji są obecnie codziennie atakowane dronami i rakietami.

Zniszczeniu uległo 30 procent zdolności przerobowych rafinerii.

Benzyna jest racjonowana.

Krym jest niemal całkowicie odcięty od wszelkich linii zaopatrzeniowych.

Systemy obrony powietrznej musiały zostać przeniesione do Moskwy i innych lokalizacji, przez co linie frontu stały się mniej chronione.

Wojna okazała się totalną katastrofą dla Rosji, Putina i rosyjskiej gospodarki.

Taka jest rzeczywistość.

Mimo wszystkich antyizraelskich komentarzy i subtelnych antysemickich insynuacji, które szerzy Larry, Rosja przegrywa. Izrael kontroluje 70 procent Strefy Gazy, znacznie osłabił Hezbollah i sam nie poniósł żadnych poważniejszych strat.

W miarę jak Rosja będzie kontynuować rozpad Ukrainy, ludzie tacy jak ci dwaj, których wymieniłem powyżej, będą coraz bardziej zdesperowani.

Ich nadzieje i marzenia o pokonanej Rosji zostaną zniszczone.

I tak – będę odczuwać ogromną schadenfreude.

Pozostawiam Wam, drodzy Czytelnicy, wyjaśnienie, dlaczego te dwie osoby są tak dalekie od rzeczywistości.

Źródło: Wewnętrzny wgląd zachodnich konsumentów propagandy antyrosyjskiej

„Koparka” stchórzyła! „Pijak znowu ucieka”! Ale B`nai–Birth w akcji.

„Koparka” stchórzyła!

Kolejna odsłona największego

procesu politycznego III RP

1.07.2026 Marek Skalski nczas./koparka-stchorzyla-kolejna-odslona-najwiekszego-procesu-politycznego-iii-rp

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun podczas rozprawy sądowej. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun podczas rozprawy sądowej. Foto: PAP

W czerwcu mieliśmy kolejne dwa terminy w procesie przeciw polskiemu posłowi do Euro-Kołchozu i przewodniczącemu Konfederacji Korony Polskiej Grzegorzowi Braunowi. Wszyscy oczekiwali, że w sądzie w końcu pojawi się „poszkodowana”, czyli słynna „koparka-agresorka” Magdalena Gudzińska-Adamczyk, która zaatakowała oskarżonego podczas słynnego „incydentu chanukowego” w Sejmie.

Czekaliśmy, czekaliśmy i się nie doczekaliśmy. Sędzia Marcin Brzostko już na początku rozprawy przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Praga Południe w dniu 19 czerwca tego roku ogłosił stronom i zgromadzonym dziennikarzom i publiczności, że pani Magdalena w sądzie warszawskim nie pojawi się. Nie będzie zeznawać ani na tym posiedzeniu, ani na żadnym innym. Taką decyzję sąd podjął już wcześniej, a zakomunikował właśnie na czerwcowym posiedzeniu. Dlaczego tak się stało?

O tym dowiedzieli się tylko oskarżony, pełnomocnicy stron oraz osoby zaufane, wskazane przez oskarżonego. Sędzia utajnił tę część posiedzenia, w którym odczytano uzasadnienie dla wyłączenia przesłuchania przed sądem nadesłane do sądu przez pełnomocnika pani Gudzińskiej-Adamczyk. Wiemy tylko tyle, że uzasadnieniem dla tej bardzo dziwnej i niespotykanej decyzji sądu były względy zdrowotne samej zainteresowanej.

Kwestię niedoszłych zeznań sławetnej lekarski skomentował sam Grzegorz Braun jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy. „Pełnomocnik mojej fałszywej oskarżycielki – mówił przed budynkiem sądu – która wezwana była po raz kolejny na dzień dzisiejszy do złożenia zeznań, przysłał do sądu pismo, w którym stwierdza, że ta pani nie może stawić się w sądzie”.

Grzegorz Braun przy okazji nie szczędził uszczypliwych uwag pod adresem prokuratury, której zarzucił, że trzyma się „kanonicznej wersji »Gazety Wyborczej«”. „Prokurator najwyraźniej nie mógł, nie chciał, a może chciał i nawet sprawdził, ale zdecydował się na przyjęcie oficjalnej wykładni redakcji »Gazety Wyborczej«”.

Adwokat „poszkodowanej” miał argumentować w swoim piśmie, że fakt zeznawania w sądzie mógłby doprowadzić do wstrząsu psychicznego pani Magdaleny, która być może nie mogłaby znieść konfrontacji przed sądem i sama perspektywa stanięcia twarzą w twarz z Grzegorzem Braunem mogłaby wywołać u niej ogromny stres i rozstrój nerwowy.

Co tu dużo ukrywać: jest ogromnie dziwne i niespotykane, że sąd w osobie sędziego Brzostko podzielił te obawy i zgodził się na tak wyjątkowe potraktowanie świadka. Tym bardziej że już wcześniej rozważano, że świadek mogłaby zeznawać w trybie wideokonferencji, przebywając w oddzielnym pomieszczeniu, tak by nie musiałaby być narażona na przykre dla niej skutki bezpośredniego – jak można domniemywać – zetknięcia się na sali sądowej z posłem Grzegorzem Braunem.

Tak więc do konfrontacji zeznań nie doszło i już pewnie nie dojdzie. Szkoda. Taka konfrontacja i wzięcie sławetnej „koparki” w krzyżowy ogień pytań przez obrońców, jak i samego oskarżonego, byłaby przecież nie lada gratką. Zapis wideo ze sławetnego wydarzenia w korytarzu sejmowym w grudniu 2023 roku przecież jasno pokazywał, że stroną agresywną była raczej pani Magdalena, więc jej zeznania musiałyby być bardzo ciekawe. No ale zapewne właśnie tego najbardziej obawiała się warszawska lekarka, a przy okazji aktywna i prominentna – jak się okazało – działaczka warszawskiej żydowskiej gminy wyznaniowej.

„Pijak znowu ucieka”

Zamiast więc zeznań pani „koparki-agresorki” mieliśmy w sądzie przesłuchanie innej ciekawej postaci, a mianowicie byłego Ministra Zdrowia z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, czyli kolejnego lekarza – profesora Łukasza Szumowskiego. Znalazł się on w sadzie na okoliczność interwencji poselskiej posła Brauna, która miała miejsce w Narodowym Instytucie Kardiologii w warszawskim Aninie.

Szumowski po tym, jak złożył dymisję z funkcji ministra zdrowia, objął posadę dyrektora tej zasłużonej placówki. Interwencja poselska posła Brauna nastąpiła w wyniku informacji, jakie otrzymał on od pracowników Instytutu, że dyrektor Szumowski po prostu zwalnia pracowników, którzy w określonym czasie nie poddali się szczepieniom przeciw COVID-19.

Szumowski w trakcie przesłuchania potwierdził, że istotnie dochodziło do takich sytuacji. „W momencie, gdy nie byłem pewien, czy pracownicy poddali się szczepieniu, to wyciągałem konsekwencje. W kilkunastu przypadkach doszło do rozwiązania umowy o pracę…”. Obrońcy Grzegorza Brauna usiłowali uzyskać informację od świadka, czy ten był świadom występowania skutków ubocznych po szczepieniu przeciw Covid-19. „Takie skutki zawsze mogą występować – mówił Szumowski – ale korzyści jest więcej niż ryzyka”.

Najwięcej emocji wywołała jednak kwestia nadużywania alkoholu przez świadka. Ta bowiem kwestia była przyczyną, że relacje z interwencji posła w szpitalu obiegły wówczas cały polski internet. Jak mówił poseł Braun, w trakcie interwencji wyczuł woń alkoholu ze strony dyr. Szumowskiego. Kiedy zażądał przebadania się przez świadka alkomatem na obecność występowania alkoholu w wydychanym powietrzu, ten wyrwał się posłowi i opuścił gabinet dyrektora. „Łapać pijaka, pijak ucieka” – krzyczał za nim wówczas poseł Braun. Doszło wówczas nawet do fizycznego ataku na posła, któremu Szumowski bezceremonialnie przytrzasnął ramię drzwiami gabinetu. Przy okazji ucierpiał również asystent społeczny posła i przyszły poseł na Sejm RP Grzegorz Płaczek. Dyrektor Szumowski wytrącił mu bowiem z ręki telefon, którym pan Płaczek nagrywał przebieg całego zajścia.

Dlatego teraz poseł Braun zapytał w sądzie Łukasza Szumowskiego, czy tego dnia pił alkohol. „Czy świadek regularnie spożywa alkohol”? – pytał przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej. Lukasz Szumowski unikał odpowiedzi na takie pytania: „To są pytania dotyczące mojego stanu zdrowia”. Sędzia je uchylał, twierdząc, że takie informacje nie mają wpływu na rozstrzygnięcie sądowe. Ostatecznie świadek Szumowski stwierdził, że nie nadużywa alkoholu, bo pełniąc tak odpowiedzialną funkcję nie mógłby sobie na to pozwolić. „Mam czerwoną skórę twarzy, ale to jest wynik alergii, a nie nadużywania alkoholu” – powiedział na koniec, co wywołało wesołość wśród publiczności. „Proszę o śmianie się w duchu, a nie na głos” – w swoim stylu komentował sędzia Brzostko.

„Zdążyłem, bo szybko biegam”

Drugim i ostatnim świadkiem, który był przesłuchiwany tego dnia, był mecenas Wojciech Nartowski. Tym razem chodziło „aferę choinkową”, czyli interwencję posła Brauna w budynku Sądu Okręgowego w Krakowie. Przypomnijmy, że Grzegorz Braun powiadomiony został o tym, że w holu budynku sądu członkowie stowarzyszeń sędziowskich „Iustitia” i „Temis” obstalowali specyficzną choinkę, na której wywieszone zostały „ozdoby” w postaci bombek, na których wymalowano takie hasła, jak „LGBT”, „Konstytucja” czy „prawa kobiet”. Poseł po prostu rzeczonego drapaka wpakował do najbliższego kosza na śmieci.

Okazało się w trakcie składania zeznań, że mecenas Nartowski był właśnie tym człowiekiem, który na wieść o czynie posła Brauna natychmiast udał się do gabinetu sędzi Stoces, która kierowała akcją dekorowania i ustawienia choinki. „Natychmiast pobiegłem do pokoju pani sędzi i powiedziałem jej, że poseł Braun zabrał naszą choinkę – mówił świadek Nartowski. – Co??? Sędzia była oburzona i razem pobiegliśmy na dziedziniec sądu, gdzie był już poseł Braun z naszą choinką”.

Ta wersja bardzo zdziwiła jednego z obrońców Grzegorza Brauna. Mecenas Raczkiewicz, powołując się doskonałą znajomość topografii budynku sądu, wyraził zdumienie, że świadek w tak krótkim czasie zdołał pokonać dystans z holu sądowego na parterze na trzecie piętro do gabinetu sędzi Stoces i z powrotem. „Zdążyłem, bo szybko biegam!” – odpowiedział wyraźnie dumny z siebie adwokat.

Ta sprawa obnażyła jak na dłoni szereg patologii związanych z funkcjonowaniem kasty prawniczej. Zadziwiającym zblatowaniem sędziów, prokuratorów i adwokatów skupionych w pół-formalnych stowarzyszeniach. Skrzykujących się wokół wątpliwych moralnie celów, jak zdobienie kontrowersyjnymi symbolami choinki i ustawianie jej w budynku sądu.

Na koniec Grzegorz Braun złożył zaskakujący wniosek o sprawdzenie, czy rzeczone drzewko posiadało… europejski certyfikat jakości. „No bo jak nie miało – mówił poseł Braun – to przecież jej umieszczenie w ogólnie dostępnej strefie w sądzie mogło stanowić zagrożenie dla zdrowia pracowników i interesantów w sądzie”.

W przerwie między zeznaniami sędzia Marcin Brzostko ogłosił swoje postanowienie co do niedopuszczenia do przewodu opinii biegłej powołanej przez prokuraturę pani Edyty Gawron. Wnioskowała o to obrona, gdyż bezstronność pani Gawron budziła wątpliwości, jako że ta jest członkiem żydowskiej loży B`nai–Birth. Sędzia jednak odrzucił ten wniosek.

Bezpieczna przystań, którą opuszczają Niemcy – część 1

Bezpieczna przystań, którą opuszczają Niemcy – część 1: Odkrycia

Autor: Michael Hollister apolut/der-schutzraum-den-deutschland-verlasst

Bezpieczna przystań, którą opuszczają Niemcy – część 1: Odkrycia | Autor: Michael Hollister

Cztery poziomy powiązań i międzynarodowy próg prawny, którego nikt nie określa.

Artykuł opiniotwórczy autorstwa Michaela Hollistera .

13 lutego 2026 roku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski stanął w hali fabrycznej w Gauting w Bawarii i przyjął drona. Nie był to jedynie symboliczny prezent. Dron LINZA był pierwszym ukraińskim dronem produkowanym masowo w całości na terenie Niemiec – wyprodukowanym przez niemiecko-ukraińską spółkę joint venture Quantum Frontline Industries, będącą efektem współpracy bawarskiego producenta Quantum Systems i ukraińskiej firmy Frontline Robotics. W październiku 2025 roku obie strony podpisały memorandum o porozumieniu w ramach Grupy Kontaktowej ds. Ukrainy, ogłosiły powstanie spółki joint venture w grudniu, a zaledwie dwa miesiące później ruszyła już pierwsza seria produkcyjna. Minister obrony Boris Pistorius, obecny na uroczystości przekazania, mówił o prędkości światła. Deklarowanym celem zakładu jest produkcja do 10 000 dronów rocznie i dostarczenie ich wszystkich ukraińskim siłom zbrojnym. Przekazanie nastąpiło w okresie poprzedzającym Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa – celowo wybrane miejsce, które nadało temu posunięciu charakter zarówno przemysłowego, jak i politycznego. To, co zaczęło się jako deklaracja intencji w grudniu, w ciągu kilku tygodni stało się rzeczywistością: linia produkcyjna została osobiście skontrolowana przez głowę państwa obcego.

Sama LINZA nie jest bronią ofensywną dalekiego zasięgu. To sprawdzony w boju, wielofunkcyjny dron z 12-calową ramą, zdolny do przenoszenia do czterech kilogramów ładunku na odległość kilku kilometrów i pozostawania w powietrzu przez około godzinę – stworzony do walki w zwarciu, a nie do ataków na duże odległości. Istotne jest zatem nie samo urządzenie, ale jego lokalizacja. Tutaj, na niemieckim terenie przemysłowym, z taśmy montażowej zjeżdża sprzęt wojskowy, przeznaczony nie dla niemieckiej armii, a dla państwa aktywnie zaangażowanego w działania wojenne – przekazywany prezydentowi podczas publicznej ceremonii w obecności niemieckiego ministra obrony. Pistorius wyraźnie zaznaczył, że nie tylko Ukraina, ale i Niemcy skorzystają na tym modelu. To stwierdzenie uwypukla kwestię, która niemal całkowicie pomijana jest w debacie o niemieckim zbrojeniu.

Pytanie, które rzadko jest zadawane

Pytanie nie brzmi: Czy atak Rosji na Ukrainę jest uzasadniony? Ani czy Niemcy mają prawo wspierać Ukrainę.

Prawdziwe pytanie jest węższe i bardziej niewygodne. Czy Niemcy, ze względu na charakter i głębokość swoich uwikłań, wychodzą poza sferę międzynarodowej ochrony prawnej, którą nadal zapewnia im obowiązująca doktryna jako stronie nieagresywnej – w kierunku progu, którego dokładne położenie nie jest jasno określone przez samo prawo międzynarodowe? A jeśli tak, to dlaczego ten próg nie jest przedmiotem poważnej debaty w Bundestagu ani w szerszej przestrzeni publicznej?

To pytanie do Berlina, a nie do Moskwy. Nie oznacza to, że Rosja byłaby uzasadniona w ataku na niemieckie obiekty przemysłowe. Pytanie dotyczy tego, czy Republika Federalna jest świadoma własnego ruchu – i czy rozumie konsekwencje, które musiałaby uznać za możliwe, a nie tego, czy jest pewna. Droga do tego progu przebiega w czterech etapach: od partyjnictwa politycznego, przez pieniądze, broń i szkolenia, produkcję na ziemi niemieckiej, aż po przekształcanie przemysłu cywilnego. Każdy z tych etapów może wydawać się sam w sobie uzasadniony. Razem tworzą one obraz, którego poszczególne uzasadnienia nie są już w stanie oddać.

Etap pierwszy: Polityka

Pierwszy etap jest polityczny, najstarszy i najmniej kontrowersyjny. Niemcy poparły architekturę sankcji Unii Europejskiej wobec Rosji w ponad tuzinie pakietów, ograniczyły stosunki dyplomatyczne i retorycznie jednoznacznie opowiedziały się po stronie Kijowa. Język używany w tym kontekście uległ zmianie. Podczas gdy na początku tego tak zwanego punktu zwrotnego mówiono o ograniczonej pomocy, kanclerz Friedrich Merz w swojej deklaracji rządowej sformułował cel rozbudowy Bundeswehry w najsilniejszą armię konwencjonalną w Europie, uzasadniając to wielkością i siłą gospodarczą Niemiec, a także oczekiwaniami sojuszników.

Były przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych, Michael Roth, zwięźle podsumował logikę tego etapu: bezpieczeństwo i wolność Niemiec są obecnie bronione na Ukrainie i na wschodniej flance NATO. Na tym poziomie Niemcy wyraźnie pozostają w granicach tego, co państwa zawsze robiły w konfliktach z udziałem stron trzecich: zajmując stanowisko, wywierając presję i kultywując sojusze. Zajęcie stanowiska politycznego nie czyni państwa stroną konfliktu. Każdy, kto podejrzewałby tu próg, musiałby ogłosić połowę świata stroną konfliktu. Scena polityczna nie jest zatem transgresją – jest fundamentem, na którym zbudowane są kolejne trzy etapy, i subtelnie zmienia standard tego, co jest oczywistością. Ten zmieniony standard sam w sobie jest częścią analizy. Dostawa ciężkiego uzbrojenia, która była przedmiotem debaty przez tygodnie w 2022 roku, jest przypisem w 2026 roku; ogłoszenie o wspólnej produkcji uzbrojenia jest podawane jako wiadomość biznesowa. Nie dlatego, że zmieniło się prawo międzynarodowe, ale dlatego, że opinia publiczna nie nadąża za eskalacją konfliktu na swoim terenie.

Etap drugi: broń, pieniądze, szkolenie

Drugi etap ma charakter materialny. Od początku konfliktu Niemcy udzieliły Ukrainie około 39 miliardów euro pomocy cywilnej; wsparcie wojskowe wynosi około 55 miliardów euro. Tylko do 2026 roku rząd niemiecki przeznaczy na Ukrainę 11,5 miliarda euro, co – według własnych deklaracji – czyni ją największym wsparciem dla tego kraju. Minister obrony Ukrainy Mychajło Fiodorow oszacował wkład Niemiec na około jedną trzecią całkowitej pomocy międzynarodowej.

Liczy się nie tylko skala, ale i jakość. 11 maja 2026 roku Pistorius i Fiodorow podpisali w Kijowie porozumienie „Dzielne Niemcy”, wspólny program rozwoju technologii obronnych. Częścią ogłoszonego jednocześnie pakietu o wartości czterech miliardów euro jest inwestycja w wysokości 300 milionów euro w ukraińskie tzw. zdolności uderzeniowe głębokiego zasięgu – broń zdolną do rażenia celów położonych głęboko w Rosji – a także wspólna produkcja początkowych 5000 dronów średniego zasięgu wspomaganych sztuczną inteligencją. Uzupełnieniem jest kilkaset pocisków Patriot i 36 wyrzutni IRIS-T. Fiodorow nazwał te zdolności „sankcjami dalekiego zasięgu” Kijowa. Miał na myśli ataki na logistykę, rafinerie i zakłady zbrojeniowe daleko poza linią frontu – kategorię broni, za pomocą której ukraińskie siły zbrojne niedawno wyrządziły znaczne szkody rosyjskiej infrastrukturze naftowej. Kiedy państwo finansuje rozwój i zakup takich zdolności, nie wspiera już jedynie obrony przed atakiem, ale raczej zdolności do kontrofensywy na terytorium agresora. Warto zauważyć, gdzie produkowana jest część tego sprzętu: pociski przechwytujące Patriot GEM-T są produkowane między innymi w Schrobenhausen w Bawarii, tym samym miejscu, w którym produkowano pociski manewrujące Taurus. To przesuwa rolę Niemiec z dostawcy aktywów obronnych w finansistę i współproducenta zdolności, których wyraźnym celem jest atak na terytorium Rosji. Odejście od wsparcia czysto defensywnego jest niewątpliwe.

Etap trzeci: Produkcja na ziemi niemieckiej

Trzeci etap jest najbardziej istotny jakościowo i tutaj warto rozróżnić dwa procesy, które zacierają się w odbiorze społecznym. Pierwszym z nich jest opisana już produkcja LINZA przez Quantum Frontline Industries pod Monachium: krótki zasięg, duża produkcja, symboliczny charakter i ograniczony potencjał militarny. Oprócz LINZA, spółka joint venture planuje kolejne modele, w tym modele rozpoznawcze i model uzbrojony. Sama firma Quantum Systems, która dostarcza Ukrainie drony rozpoznawcze od 2022 roku, została wyceniona na trzy miliardy euro pod koniec 2025 roku po rundzie finansowania i ma własną spółkę zależną w sektorze obronnym, Stark Defence.

Drugie wydarzenie ma inną skalę. Podczas konsultacji rządowych w Berlinie, 14 kwietnia 2026 roku, Zełenski i Merz podpisali umowę z niemiecko-ukraińską spółką joint venture Auterion Airlogix. Ukraińska firma Airlogix dostarcza platformy, które zostały przetestowane w najbardziej intensywnych działaniach wojennych dronów naszych czasów, podczas gdy niemiecka firma programistyczna Auterion dostarcza system sterowania oparty na sztucznej inteligencji (AI) do autonomicznej nawigacji i odporności elektronicznej. W przyszłości w Niemczech mają być produkowane tysiące autonomicznych dronów rocznie – urządzeń, które będą działać nawet bez nawigacji satelitarnej, a zatem będą odporne na zakłócenia elektroniczne i będą mogły zostać natychmiast zintegrowane ze strukturami dowodzenia NATO. Jest to pierwsze niemieckie zamówienie seryjne na autonomiczne systemy tej klasy. W przeciwieństwie do dronów LINZA, drony te mają zasięg do około 1500 kilometrów i są zatem przeznaczone do ataków głęboko w Rosji. Początkowo systemy trafią wyłącznie na Ukrainę; w drugiej fazie, zgodnie z planem, niemieckie siły zbrojne mogłyby również otrzymać identyczne urządzenia. Umowa wyraźnie stanowi, że z linii produkcyjnej mogą korzystać również inni partnerzy NATO. W ten sposób dwustronny projekt pomocy staje się rdzeniem europejskiej struktury zbrojeniowej.

Tworzy to na terytorium Niemiec potencjał przemysłowy, który zaopatruje aktywnie walczące państwo w broń dalekiego zasięgu – broń, za pomocą której państwo to atakuje terytorium przeciwnika. Przy okazji tych samych konsultacji, monachijski producent Quantum Systems zawarł dwie kolejne umowy joint venture z firmami ukraińskimi, w tym jedną dotyczącą produkcji dronów przechwytujących z naziemnymi stacjami kontroli. Niemiecki przemysł dronów, który jeszcze kilka lat temu zajmował niszę rynkową, szybko stał się centrum europejskiej produkcji uzbrojenia dla Ukrainy.

Otwarcie sformułowane uzasadnienie przeniesienia jest godne uwagi. Według badań serwisu informacyjnego German Foreign Policy, jednym z głównych powodów przeniesienia produkcji do Niemiec jest wyraźnie to, że niemieckie lokalizacje są uważane za bezpieczne przed atakami ze strony Rosji – podczas gdy fabryki na Ukrainie nie są, z powodu wojny. To właśnie to założenie bezpieczeństwa sprawia, że ​​etap trzeci stanowi faktyczny punkt krytyczny analizy. Zakłada on, że bariera ochronna wytrzyma. Czy wytrzyma, to pytanie, którego nikt głośno nie zadaje – i które zostanie omówione w drugiej części tej analizy.

Etap czwarty: ponowne wykorzystanie przemysłu cywilnego

Czwarty etap wykracza poza wąskie ramy sektora obronnego i wkracza w przemysłowe serce Niemiec. Kilka tradycyjnych zakładów motoryzacyjnych jest obecnie badanych lub adaptowanych do produkcji wojskowej – proces ten branża potocznie nazywa konwersją, czyli ponownym wykorzystaniem sektora przemysłowego. Precyzja ma tu kluczowe znaczenie, ponieważ sytuacja uległa zmianie w ostatnich tygodniach.

W Ludwigsfelde w Brandenburgii francusko-niemiecki producent pojazdów opancerzonych KNDS prowadzi z Mercedes-Benz negocjacje dotyczące lokalnej fabryki samochodów dostawczych, w której obecnie około 2000 pracowników produkuje Sprintera. Mercedes planuje przenieść tę produkcję do Jawora w Polsce do końca dekady; KNDS rozważa przejęcie dużej części zakładu lub początkowo dzierżawę części, inwestując około miliarda euro i docelowo produkując transporter opancerzony Boxer zamiast Sprintera. W fazie przejściowej produkcja wojskowa i cywilna mogłaby przebiegać równolegle. Ten krok jest wpisany w niezwykłą strukturę własnościową: w ramach planowanej oferty publicznej we Frankfurcie i Paryżu latem 2026 roku państwowy bank rozwoju KfW ma objąć 40% udziałów w KNDS, co równałoby się udziałowi państwa francuskiego. Prezes Mercedesa, Ola Källenius, podkreśla jednocześnie, że działalność obronna pozostanie drugorzędnym działem jego firmy – jest to sygnał powściągliwości, który jednak nie przyćmiewa kierunku rozwoju firmy.

W zakładzie VW w Osnabrück, gdzie produkcja kabrioletów zakończy się w 2027 roku i gdzie pracuje około 2300 pracowników, sytuacja się odwróciła. Rheinmetall odrzucił wcześniej ofertę przejęcia, a KNDS wycofał swoje zainteresowanie. Zamiast tego izraelski koncern zbrojeniowy Rafael podpisał w kwietniu 2026 roku list intencyjny: komponenty systemu obrony powietrznej mogłyby być w przyszłości produkowane w Osnabrück. Sam Volkswagen przedstawił już dwa projekty pojazdów wojskowych pod marką „DES Defence”, modułowo zaprojektowane do zadań medycznych, dronów i logistyki. Należy zauważyć, że w żadnym z tych przypadków Volkswagen ani Mercedes nie stają się fabrykami amunicji. Koncentrujemy się na pojazdach, komponentach i budynkach fabrycznych – na konwersji, a nie na przekształcaniu przedsiębiorstw cywilnych w producentów broni. Precedensem jest Görlitz w Saksonii, gdzie w 2025 roku KNDS przejął dawny zakład producenta pojazdów szynowych Alstom; Spośród około 700 pozostałych miejsc pracy, firma zapewniła sobie około 580.

Ten etap jest najbardziej rozproszony i zasługuje na największą ostrożność koncepcyjną. Wiele wciąż znajduje się w fazie badań, eksploracji i deklaracji intencji; wiele może jeszcze upaść, jak pokazują doświadczenia z Görlitz, gdzie między ogłoszeniem a wdrożeniem minęło wiele miesięcy. Pozostawanie w trybie łączącym nie jest tu figurą retoryczną, lecz zobowiązaniem. Trend jest jednak wyraźny: przemysł cywilny traci na znaczeniu, podczas gdy przemysł zbrojeniowy przejmuje wolne moce produkcyjne. Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Motoryzacyjnego przewiduje utratę nawet 225 000 miejsc pracy do 2035 roku – czynnik ekonomiczny, który sprawia, że ​​konwersja jest atrakcyjna, niezależnie od jakichkolwiek strategicznych zamierzeń. Szczególną ironią jest lokalizacja: w Osnabrück, mieście Pokoju Westfalii, które samo nazywa się „Miastem Pokoju”, produkcja wojskowa mogłaby zostać rozszerzona – sprzeczność, którą lokalne inicjatywy uwypuklają hasłem „Gotowi do wojny? Nie z nami!”. Cztery etapy różnią się zatem nie tylko stopniem, ale także jakością ich wiążącego charakteru. Politykę można zmienić, dostawy można wstrzymać. Linia produkcyjna, w którą zainwestowano miliard euro i od której zależą tysiące miejsc pracy, nabiera rozpędu, który w dużej mierze wymyka się kontroli politycznej.

Między neutralnością a wojowniczością

To przedstawia fakty. Kwestia prawa międzynarodowego, którą porusza, jest stara i nierozwiązana. Klasyczne prawo neutralności, skodyfikowane w konwencjach haskich, ustanowiło ścisły podział: każdy, kto dostarczał sprzęt wojenny stronie konfliktu, tracił neutralność i sam mógł stać się stroną. Jednakże prawo to pochodzi z czasów, gdy wojna była uważana za regularny instrument polityki międzypaństwowej. Karta Narodów Zjednoczonych zmieniła tę podstawę. Zakaz użycia siły w artykule 2 zasadniczo zabrania użycia siły przez państwa; artykuł 51 zezwala jedynie na obronę przed atakiem zbrojnym. Zasada ex iniuria ius non oritur – żadne prawo nie powstaje z niesprawiedliwości – działa na korzyść Republiki Federalnej Niemiec: atak Rosji nie usprawiedliwia odwetowego ataku Rosji na zwolenników Ukrainy.

Oficjalne stanowisko Niemiec jest na tej podstawie wewnętrznie spójne i zasługuje na uczciwe i pełne przedstawienie. Były federalny minister sprawiedliwości Marco Buschmann sformułował je jasno: Niemcy stałyby się stroną konfliktu tylko wtedy, gdyby aktywnie interweniowały – na przykład, gdyby umundurowani niemieccy żołnierze walczyli ramię w ramię z Ukraińcami. Samo dostarczenie broni państwu korzystającemu z przysługującego mu prawa do samoobrony nie czyni nikogo stroną konfliktu; podczas pytań do Bundestagu stwierdził to po prostu jako prawnie oczywiste. W późniejszym wywiadzie Buschmann poszedł o krok dalej i wyraźnie uwzględnił produkcję: Jego zdaniem dostawcy broni ani kraje, w których została wyprodukowana, w żadnym wypadku nie staliby się stroną konfliktu, nawet gdyby Ukraina użyła jej do ataków na cele w Rosji. Michael Roth potwierdził, że jest to pogląd prawny całego rządu federalnego; dostawy broni i szkolenie ukraińskich żołnierzy na terytorium Niemiec nie czyniły z Niemiec strony konfliktu. Każdy, kto twierdzi inaczej, powiedział Buschmann, w istocie opiera swoją argumentację na prawie międzynarodowym sprzed stu lat.

Stanowisko to jest szeroko reprezentowane w literaturze prawa międzynarodowego. Nie oznacza to jednak, że można je uznać za obiektywnie ustalalną, dominującą doktrynę. Taka klasyfikacja wymaga ujawnienia doboru, rozmieszczenia geograficznego, zależności instytucjonalnych i ram akademickich rozpatrywanych głosów. Niemniej jednak nie jest to jedynie konstrukcja uzasadniająca stworzona retrospektywnie przez jeden rząd, lecz poważna opinia prawna. Każdy, kto krytykuje podejście Niemiec, musi odnieść się do tego stanowiska i jego argumentów – w przeciwnym razie ryzykuje powieleniem właśnie tej jednostronności, którą zarzuca krytykowanemu dziennikarstwu.

Punkt krytyczny, który sam establishment identyfikuje

A jednak to stanowisko ma wadę, którą ujawnia nie Moskwa, lecz same niemieckie instytucje. Niemiecki Instytut Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa (SWP), wiodący niemiecki think tank zajmujący się polityką zagraniczną, ujawnił właśnie tę wadę w analizie eksperta prawa międzynarodowego Christiana Schallera. Rząd niemiecki, jak twierdzi, wspiera Ukrainę w korzystaniu z jej indywidualnego prawa do samoobrony, nie stając się tym samym stroną konfliktu. Jednak z perspektywy prawa międzynarodowego pojawia się pytanie, kiedy wsparcie w konflikcie zbrojnym staje się pośrednim użyciem siły. W takim przypadku należałoby powołać się na prawo do zbiorowej samoobrony – a trudno twierdzić, że nie jest się stroną konfliktu. Kluczowe stwierdzenie: ani zakaz użycia siły, ani międzynarodowe prawo humanitarne nie dają jasnej odpowiedzi, kiedy ten próg zostaje przekroczony. Schaller podsumował sytuację obrazem, który trudno uznać za bardziej trafny: „Przelot z widoczności” – również w odniesieniu do prawa międzynarodowego.

Ta dwuznaczność nie jest wymysłem zwolenników Kremla. Znajduje się ona również w opinii eksperckiej Służby Badawczej Bundestagu, do której Roth odniósł się w swojej odpowiedzi. Stwierdza ona w trybie łączącym, że tylko wtedy, gdy dostawom broni towarzyszy instruktaż i szkolenie w zakresie jej użytkowania, można wyjść poza bezpieczną strefę działań niemilitarnych. Ekspert prawa międzynarodowego z Bochum, Pierre Thielbörger, sformułował to podobnie ostrożnie: same dostawy broni nie stanowią aktu wojny, podczas gdy w przypadku usług doradczych sytuacja może być inna – decydującym czynnikiem pozostaje rozpatrzenie indywidualnego przypadku. Trzy źródła, wszystkie niemieckie, wszystkie uznane, wszystkie z tym samym wnioskiem: istnieje bezpieczna strefa, istnieje próg i nie ma ostrej granicy między nimi.

W tym tkwi sedno sprawy. Nikt z wymienionych nie twierdzi, że Niemcy przekroczyły próg. Wszyscy jednak przyznają, że próg istnieje, którego położenie jest nieokreślone – i o którym dyskurs narodowy milczy, podczas gdy cztery etapy narastają z miesiąca na miesiąc. Szkolenie, które raport Bundestagu określa jako potencjalny punkt zwrotny, jest już w toku; produkcja, którą Buschmann wyraźnie deklaruje jako nieszkodliwą, osiągnęła skalę, której autor raportu nie mógł przewidzieć w 2022 roku. Co więcej, należy wziąć pod uwagę aspekt czasowy: kluczowe raporty i wywiady, na których opierają się zapewnienia, pochodzą głównie z 2022 i 2023 roku – okresu, w którym Niemcy dostarczały broń, ale jeszcze jej nie produkowały, okresu, w którym nie mówiono o finansowaniu Deep Strike ani o masowej produkcji autonomicznych dronów szturmowych na terytorium Niemiec. Sytuację prawną bronią argumenty, których podstawa faktyczna dawno już została zastąpiona przez etapy trzeci i czwarty.

Logika władzy: Kto korzysta na milczeniu?

Pytanie cui bono – kto na tym korzysta – nie prowadzi tu do teorii spiskowej, lecz raczej do obserwacji struktury debaty. Wzajemne powiązania między etapami od drugiego do czwartego generują interesy, które sprawiają, że kwestionowanie tego progu jest niekomfortowe. Borykający się z trudnościami przemysł motoryzacyjny dąży do wykorzystania zakładów, których cywilna przyszłość dobiega końca; firmy zbrojeniowe, takie jak KNDS, Rheinmetall i Rafael, dążą do zapełnienia portfeli zamówień; rząd niemiecki dąży do suwerenności przemysłowej i widocznego wkładu w europejską obronność. Co więcej, gdy państwo staje się głównym udziałowcem producenta czołgów za pośrednictwem KfW, granica między regulatorem a zainteresowaną stroną zaciera się. Sama skala zjawiska wyjaśnia jego znaczenie. Ministerstwo Obrony planuje w nadchodzących latach zakupić sprzęt o wartości około 400 miliardów euro – rynek, którego samo oczekiwanie zmienia strategiczny kierunek całych korporacji na długo przed podpisaniem pierwszego zamówienia. Dla zmagającego się z trudnościami przemysłu motoryzacyjnego, który ryzykuje utratę setek tysięcy miejsc pracy do 2035 roku, uzbrojenie nie jest przede wszystkim decyzją polityczną, lecz biznesową. Właśnie dlatego tak trudno odwrócić tę zmianę: nie jest ona napędzana ideologią, lecz zamówieniami. W tej złożonej sytuacji mało który istotny aktor ma interes w otwartym kwestionowaniu, czy założenie o bezpieczeństwie niemieckiej przestrzeni chronionej jest prawdziwe.

W tym kontekście należy unikać powszechnego błędnego przekonania w krytycznym dziennikarstwie: fakt, że debata jest niewygodna i otoczona interesami partykularnymi, nie oznacza, że ​​oficjalne stanowisko jest błędne. Pogląd dominujący obecnie w publikowanej i w przeważającej mierze pod wpływem Zachodu debacie na temat prawa międzynarodowego może być całkowicie słuszny, a Niemcy nigdy nie mogłyby stać się celem ataku. Logika władzy nie wyjaśnia, dlaczego oficjalne stanowisko jest błędne – wyjaśnia jedynie, dlaczego kwestia progu jest tak rzadko podnoszona. W tym kontekście godny uwagi jest klimat otaczający konwersję zbrojeniową. W Osnabrücku państwowa służba bezpieczeństwa badała inicjatywę antymilitarystyczną, która krytykowała ministra obrony; na spotkaniu firmowym załoga otrzymała polecenie, aby nie rozmawiać z aktywistami ani prasą. To obserwacja, a nie osąd – ale wpisuje się w obraz debaty, która jest bardziej zamknięta niż otwarta wewnętrznie, podczas gdy na zewnątrz każdy krok wydaje się bezalternatywny.

Anomalia historyczna

U podstaw wszystkiego leży fakt rzadko wspominany w codziennej polityce: Dla Niemiec II wojna światowa nigdy nie zakończyła się klasycznym traktatem pokojowym. Zamiast tego, w 1990 roku podpisano porozumienie „dwa plus cztery”, oficjalnie nazywane „Traktatem o ostatecznym uregulowaniu stosunków z Niemcami” – prawnie porozumienie, a nie traktat pokojowy w tradycyjnym znaczeniu. Podpisane 12 września 1990 roku w Moskwie przez dwa państwa niemieckie i cztery zwycięskie mocarstwa, a wchodzące w życie 15 marca 1991 roku, miało na celu ustanowienie ostatecznej suwerenności wewnętrznej i zewnętrznej zjednoczonych Niemiec, a jednocześnie związanie ich pewnymi warunkami.

Dwa z tych warunków mają dziś szczególne znaczenie i – wbrew sporadycznym uproszczeniom – znajdują się w osobnych artykułach. W artykule 2 rządy niemieckie potwierdzają swoją deklarację, że z terytorium Niemiec będzie emanował jedynie pokój; działania, które mogą zakłócić pokojowe współistnienie narodów i są podejmowane z takim zamiarem, w szczególności przygotowania do wojny agresywnej, są niezgodne z konstytucją i podlegają karze na mocy konstytucji zjednoczonych Niemiec. W artykule 3 Niemcy zrzekają się produkcji, posiadania i kontroli nad bronią atomową, biologiczną i chemiczną oraz zobowiązują się do redukcji swoich sił zbrojnych do 370 000 żołnierzy. Preambuła, podpisana przez Hansa-Dietricha Genschera i Lothara de Maizière w imieniu obu państw niemieckich oraz ministrów spraw zagranicznych czterech mocarstw, wpisuje oba te postanowienia w obietnicę trwałego europejskiego porządku pokojowego.

Konieczna jest tu najwyższa precyzja, aby uniknąć mylnego wrażenia. Niemcy same w sobie nie prowadzą wojny agresywnej. Wspierając Ukrainę, nie łamią litery Artykułu 2 – dostarczanie broni państwu broniącemu się nie jest wojną agresywną i żaden szanowany ekspert prawny nie twierdziłby inaczej. Powstaje jednak napięcie między duchem traktatu, którego celem był „tylko pokój” na terytorium niemieckim, a ziemią niemiecką, która obecnie produkuje broń do działań wojennych i której miejsca produkcji są uznawane za bezpieczne. To napięcie nie jest naruszeniem prawa. To anomalia, która zasługuje na nazwanie – i stanowi ona również pomost do tego, co następuje.

Porozumienie Dwa Plus Cztery to nie tylko niemieckie zobowiązanie. To fundament, na którym opiera się pewność, że Niemcy są i pozostaną bezpieczne. Co by się stało, gdyby któraś ze stron zakwestionowała ten fundament? Gdyby bufor ochronny, którego istnienie jest implicite zakładane w etapie trzecim, okazał się mniej bezpieczny, niż zakłada oficjalne stanowisko? Te pytania zostaną poruszone w części drugiej – nie jako przewidywanie, lecz jako rozważanie możliwości, w trybie łączącym i z przypisanymi pozycjami.

Zakończenie

Konkluzja tej pierwszej części jest otrzeźwiająca i można ją streścić w jednym zdaniu: Niemcy wycofują się z chronionej strefy w czterech etapach, której granice nie są nawet określone przez prawo międzynarodowe – i robią to, nawet nie próbując ich zdefiniować.

Oficjalne stanowisko może być słuszne; próg może pozostać odległy. Jednak społeczeństwo, które produkuje broń na wojnę i jednocześnie wierzy, że pozostanie nietknięte przez tę wojnę, powinno sobie zadać przynajmniej pytanie, na czym tak naprawdę opiera się to zaufanie.

====================================================

Część 2 zgłębi to pytanie – nie po to, by rzucić groźbę, ale by naświetlić, jakie opcje ruch niemiecki mógłby zaoferować innym i jaką cenę płaci społeczeństwo, które woli nie słyszeć odpowiedzi. Niepokojący jest nie sam ruch, ale cisza otaczająca jego cel.

+++

Notatki i źródła

Michael Hollister służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – wykraczając poza ramy dziennikarstwa opiniotwórczego. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych.

+++

  1. Przekazanie pierwszego ukraińskiego drona wyprodukowanego w Niemczech (QFI/LINZA), Federalne Ministerstwo Obrony: https://www.bmvg.de/de/aktuelles/uebergabe-ukraine-drohnen-produktion-deutschland-6068314
  2. Auterion przenosi ukraińską wiedzę specjalistyczną w zakresie dronów do niemieckich fabryk; dane na temat niemieckiego wsparcia, CPM Defence Network: https://defence-network.com/ukrainische-drohnen-expertise-dt-fabriken/
  3. Ukraina i Niemcy rozpoczynają program „Brave Germany” dla Deep Strike i broni high-tech, Euronews: https://de.euronews.com/my-europe/2026/05/11/pistorius-ukraine-russland-waffen-ki-drohne
  4. Drony dalekiego zasięgu dla Ukrainy (przeniesienie produkcji do Niemiec), German Foreign Policy: https://www.german-foreign-policy.com/news/detail/10370
  5. Produkcja broni w zakładach VW w Osnabrück: Od kabrioletu do wojskowego pickupa, taz: https://taz.de/Ruestungsproduktion-bei-VW-in-Osnabrueck/!6162104/
  6. Czołgi zamiast samochodów dostawczych: Punkt zwrotny w fabryce Mercedesa w Brandenburgii (Ludwigsfelde; Rafael w Osnabrück), Der Tagesspiegel: https://www.tagesspiegel.de/wirtschaft/panzer-statt-transporter-zeitenwende-im-brandenburger-mercedes-werk-15716120.html
  7. Rüstung: Mercedes plant möglichen Werksverkauf und KNDS zeigt Interesse, Handelsblatt: https://www.handelsblatt.com/unternehmen/industrie/ruestung-mercedes-plant-moeglichen-werksverkauf-und-knds-zeigt-interesse/100220617.html
  8. Von Autos zu Panzerfahrzeugen: KNDS plant Übernahme von VW- und Mercedes-Standorten, Perspektive: https://perspektive-online.net/2026/05/von-autos-zu-panzerfahrzeugen-knds-plant-uebernahme-von-vw-und-mercedes-standorten/
  9. Christian Schaller: Waffenlieferungen an die Ukraine – „Fahren auf Sicht“ auch was das Völkerrecht angeht, SWP-Aktuell 2023/A 09: https://www.swp-berlin.org/publikation/waffenlieferungen-an-die-ukraine (PDF: https://www.swp-berlin.org/publications/products/aktuell/2023A09_waffenlieferungen_ukraine.pdf)
  10. Marco Buschmann: „Wer Waffen liefert, ist nicht Kriegspartei“, Interview Westfalen-Blatt (BMJ): https://www.bmjv.de/SharedDocs/Interviews/DE/2022/0512_Westfalen-Blatt.html
  11. Marco Buschmann: „Wir werden nicht zur Kriegspartei“, Interview Augsburger Allgemeine (BMJ): https://www.bmjv.de/SharedDocs/Interviews/DE/2023/0114_Augsburger_Allgemeine.html
  12. Michael Roth zu Kriegspartei und Schwelle der Nichtkriegsführung (mit Verweis auf das Gutachten des Wissenschaftlichen Dienstes des Bundestages und Pierre Thielbörger), abgeordnetenwatch.de: https://www.abgeordnetenwatch.de/profile/michael-roth/fragen-antworten/wie-kann-ich-ihre-antwort-verstehen-deutschland-sei-voelkerrechtlich-keine-kriegspartei-geworden-obwohl-das
  13. Zwei-plus-Vier-Vertrag, Präambel, bpb: https://www.bpb.de/themen/deutsche-einheit/zwei-plus-vier-vertrag/44112/praeambel/
  14. Zwei-plus-Vier-Vertrag, Artikel 2, bpb: https://www.bpb.de/themen/deutsche-einheit/zwei-plus-vier-vertrag/44114/artikel-2/
  15. Zwei-plus-Vier-Vertrag, Artikel 3, bpb: https://www.bpb.de/themen/deutsche-einheit/zwei-plus-vier-vertrag/44115/artikel-3/

Kiczowatość Ameryki [kitschification]

Kiczowatość Ameryki [kitschification]

Symplicjusz 1 lipca 2026 simplicius/the-kitschification-of-america

==================================================

Dwa dni temu Trump zamieścił ten obraz na swoim oficjalnym koncie „Truth Social” :

https://truthsocial.com/@realDonaldTrump/posts/116831104490275644

Ten jeden wpis uświadomił mi coś: tym, co prezydent Trump tak naprawdę uosabia, w gruncie rzeczy, jest kiczowatość Ameryki.

Dla tych, którzy nie znają tego terminu, kicz oznacza rodzaj taniej, niewymagającej wysiłku estetyki, będącej często zlepkiem elementów popkultury, niedbale zebranych i spopularyzowanych w latach 50. i 60. na potrzeby konsumpcyjnych pamiątek w postaci małych świecidełek i tanich drobiazgów ze sklepów z pamiątkami.

Nie chcąc popadać w zbytnią pedantyczność ani pretensjonalność, ale kicz jest w pewnym sensie ucieleśnieniem kultury nadmiaru, kultury, która osiągnęła zenit, szczytową fazę rozkwitu i zaczęła więdnąć, bezładnie zrzucając swoje inwazyjne zarodniki na niegdyś dziewiczy ogród. To uwielbienie „zmemifikowanych” symboli kulturowych do granic parodii, co nastąpiło na długo przed wynalezieniem internetowych „memów”. Celowo zwraca na siebie uwagę, stając się rodzajem autoironii, tak jak „ironia” stała się modus vivendi pod na szczęście krótkimi „rządami hipsterów” z początku XXI wieku. Rezonuje nawet w wybranych nazwach: Złota Kopuła, Złoty Wiek, Uczyńmy Amerykę Wielką Ponownie, dziwnym rodzaju duchowo bezwładnej alchemii na odwrót – zamieniającej to, co kiedyś było prawdziwym złotem, w złoto głupców i inne zdegenerowane produkty uboczne.

Rozważenie tych faktów pozwala nam zrozumieć, w jaki sposób estetyczna wizja Trumpa dla Ameryki przedstawia naród jako rodzaj wioski Potiomkinowskiej kiczowatych memów, od dawna oderwanych od podstawowych założeń kulturowych, które w rzeczywistości kiedyś dały życie tym ideom.

Tanie, plastikowe okleiny i niesmaczna, krzykliwa symbolika.

Od dawna jest to ulubiony styl estetyczny filisterskich oligarchów i niewykształconych elit — tandetne, efektowne złote dekoracje i niesmaczne odtworzenia minionych epok, czy to wiktoriańskiej, rzymskiej, czy jakiejkolwiek innej, w jakiej tylko bogacz zechce się oddać.

Obsesja Trumpa na punkcie „złotych er” przeszłości zaprowadziła go do pogoni za pustymi, próżnymi projektami, a ukoronowaniem miała być rekonstrukcja paryskiego Łuku Triumfalnego, którą niedawno zaprezentowano na targach stanowych z okazji 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie. Jak zwykle, wizja Trumpa o pomniku amerykańskiej „wielkości” zaowocowała kiczowatą parodią, która, jak można było się spodziewać, spotkała się z powszechną drwiną:

Trump kreuje się na współczesnego Krassusa i Midasa w jednym. Will Schryver ujął to najlepiej, pisząc, że Trump zmienił się w odwróconego króla Midasa:

Nazwa „King Sadim” brzmi znajomo, zwłaszcza że jest homofoniczna z imieniem „Sodoma”.

Nasz współczesny Midas-na-Odwrocie ma nadzieję, że jego hagiografia kiedyś opisze wielki „trud” jego prowadzenia narodu przez historyczne rozdroże, okres przejściowy między epokami. Dlatego stylizuje swoją ikonografię wokół kiczowatych paraleli do epoki pozłacanej, belle époque, fin de siecle itd.; i nie do końca się myli, intuicyjnie odgadując fundamentalny etos naszych czasów, przejściowy okres kapryśnej dekadencji poprzedzający coś strasznego – czas katastrofalnych rewolucji i wojen światowych.

Ale na czym polega różnica? Trump uważa, że ​​został opatrznościowo powołany do tego, by uchronić kraj przed pułapkami związanymi z takimi „epokami końca” i wprowadzić go w złotą erę powszechnego dobrobytu. Niestety, zdaje się być ślepy na nadchodzącą rzeczywistość: sytuacja tylko się pogarsza, a same logi i tandetne pozory sztuczności, które jego zdaniem będą zwiastować tę „wielkość” w przyszłości, zdradzają rozpad, który dokonuje się wokół nas.

A co gorsza, pod złoceniami i tandetną glazurą kryje się niewiele treści. W bezprecedensowym przejawie „woli mocy” Trump próbuje zamanifestować swój „Złoty Wiek”, po prostu krzycząc o nim z dachów. Zamiast realizować rzeczywistą politykę odbudowy i transformacji, naprawiać miejsca pracy, walczyć z inflacją i wszystkimi rzeczywistymi fundamentami zdrowego państwa, woli wznosić domniemane pomniki nadziei, pragnień i potencjalnych osiągnięć.

Ale zaczęło się to jako refleksja nad kiczowatością Ameryki w ogóle, dla której Trump jest jedynie ostatnim apostołem. Kultura staje się kiczowata, gdy traci swoją pierwotną siłę życiową, iskrę twórczą , która niegdyś ją napędzała, i przekształca się w rekurencyjną parodię samej siebie. Taka jest dzisiejsza Ameryka, pozbawiona pierwotnego wigoru i innowacyjności, uwięziona w nieskończonej pętli recyklingu, niczym degeneratywne przewijanie kasety ze starymi przebojami tysiące razy, aż pozostają z niej jedynie ledwo zrozumiałe chrypki. To naród, którego etos wyczerpał idee i który pogodził się z zapożyczeniami z przeszłości – doktryn Monroe, pozłacanych wieków, aż do czasów nowszych: odtwarzając w kółko zepsutą płytę neokonserwatystów z czasów wojny o niepodległość, aż armia amerykańska zostanie zmiażdżona na młyńskim kamieniu historii.

W istocie kraj ten stał się bardzo podobny do tego obrazu: pastiszem lepszych czasów i złudnych nadziei, miejscem, gdzie George Washington może usiąść obok robota Tesli pod łukiem St. Louis, wpatrując się w bielika majestatycznie szybującego nad Statuą Wolności.

Na zakończenie, ku chwale, należy stwierdzić, że kraj nie może osiągnąć tak skrajnej autoparodii, zanim nie przejdzie przez etapy wielkości i osiągnięć, które posłużyłyby za pożywkę dla tak odpychająco pełnej szacunku ikonografii. Zatem tylko w Ameryce kicz mógł stać się definiującym etosem tamtych czasów. Tylko w Ameryce wielkość mogła wznieść się na tak wysoki poziom, że obaliła samą siebie.

Narody na całym świecie zazdroszczą prawa do osiągnięcia takiej wielkości, by skończyć jako parodia samych siebie.

Oto toast za amerykańską wielkość!

Jak Stany Zjednoczone w krajach sojuszniczych NATO eksperymentowały na ludności cywilnej

60% Polaków popiera wojskowe eksperymenty na własnych dzieciach

Opublikowano: 30.06.2026 wolnemedia/60-polakow-popiera-wojskowe-eksperymenty-na-wlasnych-dzieciach

==================================

komentarz autora:

 „Taki artykuł musiał powstać, bo zło i barbaria zbliża się do naszego kraju. Wiem, że przeczyta go max kilka tysięcy osób.
Ale nawet kilka tysięcy może chociaż trochę przewrócić światopogląd innych na właściwą stronę.”

==============================================

Przypomnijmy, że Prawo i Sprawiedliwość, amerykańsko-żydowska partia wewnętrzna działająca na terytorium Polski, w 2020 roku podpisała haniebną umowę ze Stanami Zjednoczonymi, dokładnie w 100. rocznicę wypchnięcia spod Warszawy innej barbarzyńskiej armii, która chciała nas podbić i zniewolić. Na mocy tej umowy Polska zrzeka się suwerenności na swoim terytorium, oddając ją obcemu mocarstwu. Projekt fundacji „Ad Arma” ustalił, że warunki polsko-amerykańskiej umowy są gorsze niż podobnych umów USA z krajami przez Stany Zjednoczone podbitymi.

Tam gdzie pojawia się wojsko Stanów Zjednoczonych, obok Izraela najbardziej barbarzyńskiego państwa na świecie, tam pojawiają się także eksperymenty na ludności cywilnej. Nie tylko testowanie chemikaliów czy też nowych rodzajów broni. Także brutalne tortury, gwałty i mordowanie cywilów w krajach sojuszniczych. W tym dzieci.

Krótko mówiąc: Oddaliśmy swój kraj obcym siłom bez jednego wystrzału. Ale nie to jest najgorsze.

Historia zna przykłady tego jak Stany Zjednoczone eksperymentowały na ludności cywilnej w krajach sojuszniczych. Od podawania ludziom narkotyków, aby przetestować ich działanie (Francja), przez przygotowywanie wojskowych puczów i wprowadzanie ustroju autorytarnego (Norwegia, Włochy, Turcja), podawanie ludziom chemikaliów a po przetestowaniu mordowaniu ich, w tym uchodźcom wojennym z naszej części Europy (Niemcy), aż po testowanie oddziaływania broni jądrowej i termojądrowej na nieświadomych tego ludziach (Wyspy Marshalla, Japonia), czy też broni chemicznej (Japonia, Wietnam Południowy). O salach tortur CIA w krajach sojuszniczych nie wspominając, gdyż tam prowadzono eksperymenty na ludności sprowadzanej z zewnątrz. Ale również ludności miejscowej, jak w Turcji.

W tym artykule zajmę się więc przykładami tego jak Stany Zjednoczone w krajach sojuszniczych NATO eksperymentowały na ludności cywilnej. Podam także przykłady krajów nie będących państwami NATO gdzie USA prowadziły nieludzkie eksperymenty na cywilach. Zajmę się także ochroną przez amerykańskie służby krajów, które pozyskiwały z Polski kobiety, wywoziły je w celach eksploatacji seksualnej po czym mordowały i pozbywały się ciał, traktując polskie kobiety jak łup, jak zwierzynę. Nie trzeba chyba wspominać, że robił to Izrael.

FRANCJA 1951

W 1951 roku w francuskiej miejscowości Pont-Saint-Esprit ludzie nagle zaczęli szaleć. Jedna osoba zaczęła uważać się za samolot, wyskoczyła z drugiego piętra co spowodowało jej śmierć. 11-letni chłopiec chciał udusić swoją matkę. Inne osoby miały ataki halucynacji i drgawki. Szybko ustalono że przyczyną jest chleb. W przebadanych rodzinach ci którzy jedli chleb zachorowali, ci którzy nie jedli nie zachorowali.

Śledztwo francuskie nie wykazało niczego nadzwyczajnego natomiast w brytyjskim periodyku naukowym opublikowano pracę, która stwierdziła, że powodem zatrucia i masowej paniki oraz problemów psychicznych ludności Pont-Saint-Esprit był grzyb sporysz. Pasożyt żyta.

W poranek wybuchu epidemii nad miasteczkiem leciał jednak samolot. Dwóch autorów prac o tych wydarzeniach Peter Janney oraz Hans Albarelli – ten drugi opierając się na dokumentach CIA – stwierdziło, że przyczyną zatrucia było rozpylenie nad miastem przez amerykański wywiad substancji narkotycznej, wytwarzanej ze sporyszu – LSD. Amerykańskie wojsko w przeszłości oraz przyszłości rozpylać będzie chemikalia nad dzielnicami cywilnymi, aby przetestować ich działanie. W tym także w Stanach Zjednoczonych, gdzie w wyniku tych barbarzyńskich działań ginąć będą ludzie. Między innymi w Kalifornii.

Dwie godziny przed południem do miejscowego lekarza wszedł rolnik, który machał rękoma jakby odganiał się od pszczół. Chwilę później wszedł kolejny mieszkaniec Pont-Saint-Esprit i także zachowywał się jak niezrównoważony psychicznie, notorycznie bełkocząc. Twierdząc, że w jego ciele pełzają węże. W następnych godzinach do tegoż medyka przychodzili kolejni dziwnie zachowujący się mieszkańcy francuskiego miasteczka. W sumie leczono tego dnia 75 osób, z których 22 trzeba było zamknąć w stodole z powodu braku miejsc w klinice. Część z nich trzeba było przywiązać do łóżek aby nie zrobili krzywdy sobie oraz innym. Niektórym zakładano kaftan bezpieczeństwa.

Jednak prawdziwy horror dotknął francuskie dzieci. Jedno z nich, jak już wspomniałem, chciało zabić własną matkę. Inne biegało po ulicy i krzyczało, że martwi ludzie wychodzą z grobów na cmentarzu i zamierzają wszystkich zjeść. Nastoletnia dziewczynka rozebrała się i wydawała z siebie głosy zwierząt gospodarskich. 5-letnie dziewczynka z kolei twierdziła, że tygrysy będą jeść ludzi. Bełkotała że krew spływa z sufitu.

Zwariowały także zwierzęta domowe. Niektóre padły.

Halucynacje dotknęły w sumie 250 osób. 4 z nich zmarły (niektóre źródła podają jednak 7 ofiar). Zaburzenia dotykały dzieci dużo szybciej niż osoby dorosłe. „Według zespołu Gabbi u dzieci zaburzenia rozwijały się szybciej niż u dorosłych” – napisał Albarelli.

Poważne problemy miały także kobiety w ciąży, które obficie krwawiły w wyniku zatrucia.

Dopiero pod koniec lat 1960. zaczęło się pojawiać w kontekście Pont-Saint-Esprit słowo LSD. John Fuller, dziennikarz śledczy, zaczął badać sprawę. W 1968 roku opublikował książkę, która podsumowywała epidemię z francuskiego miasteczka jako coś co zostało spowodowane czymś zbliżonym do LSD. W 1969 roku inny autor potwierdził ustalenia Fullera.

Fuller pominął jednak, że odkrywca LSD Hoffmann, był latem (do zatrucia doszło 15 sierpnia) 1951 roku w tym francuskim mieście. Latem 1951 roku we Francji byli także naukowcy z Fort Detrick, amerykańskiego laboratorium broni biologicznej. W tym Frank Olson, który zostanie zamordowany, najprawdopodobniej przez CIA, gdyż będzie już miał dość uczestniczenia w nieludzkich eksperymentach. Stephen Kinzer, autor pracy „Poisoner in chief” napisał: „Olson spędził dziesięć lat w Camp Detrick i znał większość, jeśli nie wszystkie, tajemnice Wydziału Operacji Specjalnych. Wielokrotnie bywał w Niemczech. […] Był jednym z kilku naukowców z Wydziału Operacji Specjalnych, którzy 16 sierpnia 1951 r. przebywali we Francji, kiedy cała francuska wioska Pont-St.-Esprit została w tajemniczy sposób ogarnięta masową histerią i gwałtownym majaczeniem, które dotknęły ponad dwustu mieszkańców i spowodowały siedem ofiar śmiertelnych”.

Hoffmann wiele lat później, pod koniec lat 1970., opisał wydarzenia z Francji jednak ani słowem nie wspomniał, że był tam tegoż lata.

Nie tylko amerykańscy badacze zasugerowali narkotyki jako przyczynę zniszczenia zdrowia mieszkańców Pont-Saint-Esprit. Także brytyjski lekarz Donald Johnson zasugerował środek odurzający.

Jednak prawdziwy przełom nastąpił pod koniec pierwszej dekady XXI wieku kiedy, po książce Hansa Albarellego, poważne media zainteresowały się operacją zatrucia francuskiej miejscowości.

Albarelli w swojej pracy opublikował dokument CIA zatytułowany „Re: Pont-Saint-Esprit and F.Olson Files. SO Span/France Operation file, inclusive Olson. Intel files. Hand carry to Belin – tell him to see to it that these are buried”, który to jakoby ma dowodzić, że CIA przeprowadziła eksperymenty na mieszkańcach Pont-Saint-Esprit za pomocą LSD. To znaczy wykazałby gdyby został w pełni odtajniony. Wzmocnił go przekaz dokumentu armii Stanów Zjednoczonych z 1949 roku, który jasno stwierdzał, że wojsko ma zacząć rozpylać narkotyki halucynogenne, właśnie owe LSD, „w terenie”. Jakby tego było mało Albarelli dotarł do dokumentu z 1954 roku który zawierał rozmowę agenta CIA z przedstawicielem firmy Sandoz. Była ona jedynym producentem LSD. Dokument ten cytuje pracownika firmy, który jasno daje do zrozumienia, że to nie chleb ani sporysz były źródłem zatrucia. Lecz LSD.

O ile media brytyjskie takie jak BBC wprost nie stwierdziły, że CIA była sprawcą, o tyle inne, także brytyjskie lecz również australijskie nie miały już wątpliwości, że amerykański wywiad był sprawcą wydarzeń z Francji z 1951 roku.

Brytyjski „The Telegraph” bez cienia wątpliwości stwierdził we wstępie swojego artykułu pt. „Francuski chleb z dodatkiem LSD w eksperymencie CIA” iż „trwająca 50 lat zagadka dotycząca »przeklętego chleba« z Pont-Saint-Esprit, który wywołał u mieszkańców halucynacje, została rozwiązana po tym, jak pewien pisarz odkrył, że Stany Zjednoczone dodały do chleba LSD w ramach eksperymentu”.

Najmocniejszym dowodem, o którym wspomina zarówno tekst „The Telegraph” jak i książka Albarellego, na której artykuł jest oparty, jest rozmowa autora z współpracownikami Franka Olsona, zamordowanego agenta CIA, który chciał zakończyć swój udział w nieludzkich eksperymentach, w której to rozmówcy Albarellego stwierdzają, że Pont-Saint-Esprit było miejscem eksperymentu Armii Stanów Zjednoczonych oraz Centralnej Agencji Wywiadu USA mającego na celu zbadanie wpływu narkotyków na możliwości manipulowania ludzką percepcją. Naukowcy ci, pracujący w laboratorium Fort Detrick, zakomunikowali, że zatruto lokalne produkty spożywcze, dodatkowo rozpylając LSD z samolotu.

Innym dowodem, który wzmacniał przekaz Albarellego był dokument Komisji Rockefellera z 1975 roku, który mówił o tym, że w celu eksperymentowania na obywatelach Francji zatrudniono do tego innych obywateli francuskich.

NORWEGIA 1952-1967

Norwegia była specyficznym miejscem amerykańskich eksperymentów wojskowych. Wojsko USA chciało w kraju tym kontrolować tajne jednostki pozostające w cieniu, aby za ich pomocą manipulować polityką państwa. Warunkiem członkostwa w NATO było posiadanie zasobów zdolnych do prowadzenia wojny niekonwencjonalnej. Norwegia sama więc, stając się członkiem sojuszu, zaprosiła do siebie tych, którzy będą chcieli decydować o losie obywateli tego kraju oraz samej Norwegii.

Przystąpienie do NATO wiązało się także ze stworzeniem list proskrypcyjnych osób przeznaczonych do aresztowania w „sytuacji nadzwyczajnej”. Wiemy z historii Niemiec Zachodnich iż takie osoby miały być eliminowane. Czyli mordowane.

Tworzenie tajnych jednostek stay-behind w Norwegii przypada na rok 1948. Jednak zgodnie z definicją z 1952 roku tajna armia miała podlegać Szefowi Sztabu norweskiej armii. A nie Stanom Zjednoczonym. Waszyngton jednak chciał to zmienić. Chciał przejąć kontrolę nad tajnymi grupami paramilitarnymi w Norwegii, aby manipulować tym krajem w swoim interesie. Nie byłoby to możliwe bez amerykańskiego wojska stacjonującego w tym kraju.

Wojska NATO pojawiły się w Norwegii, a jakże, w 1952 roku.

Tajna armia Norwegii ROC od przełomu lat 1940. i 1950. utrzymywała związki z CIA, w tym związki finansowe. Przypuszcza się że Amerykanie mieli listy członków tej struktury. Twórca tajnej armii, minister obrony Hague jasno stwierdził, że jej istnienie było bardziej w interesie USA i Wielkiej Brytanii niż Norwegii. Wszak po co komu wojsko, zinfiltrowane przez obce siły, które mogą nim manipulować i je wykorzystywać do swoich celów?

Pomimo, że w utworzenie, szkolenie i istnienie ROC zaangażowane były trzy siły: Londyn, Waszyngton i Oslo, 50% kosztów sprzętu nie wliczając w to sprzętu radiowego, oraz 100% kosztów szkolenia, pokrywała strona norweska. Norwegia sama sobie finansowała wojsko złożone ze swoich obywateli – żołnierzy i strażników granicznych – którzy mieli prowadzić działania wymierzone w zdrowie i życie obywateli Norwegii, oraz system polityczny kraju, w interesie Anglosasów.

Cóż, Polska sfinansuje miliardami dolarów amerykańską stałą bazę okupacyjną, aby wojsko USA mogło eksperymentować na polskich dzieciach nie tylko poprzez broń psychotroniczną rozmieszczoną przez Elona Muska i Pentagon na orbicie okołoziemskiej, lecz także dużo przyziemnymi (dosłownie) sposobami. A jak ktoś wykryje ten niecny proceder to sprawca ucieknie do eksterytorialnej bazy i wyleci następnie szybko do USA. I ślad po nim zaginie.

Tajna norweska armia pozostająca w cieniu była koordynowana w ramach NATO-wskiego departamentu działań specjalnych. We wspomnianym już 1952 roku Naczelne Dowództwo Sił NATO w Europie postanowiło zwołać spotkanie, którego celem miało być omówienie działań tajnych armii w Europie oraz stosunków ROC z NATO-wskimi strukturami je nadzorującymi. Norwegowie i Duńczycy ustalili, że ich armie będą aktywowane dopiero w trakcie okupacji. Amerykanom to się nie podobało.

Skandynawowie stwierdzili także, że będą kontrolowane przez siły krajowe. Miało się to odbywać poprzez wyłączny wgląd sił krajowych w akta członków armii. Amerykanom to się jeszcze bardziej nie podobało.

W tym samym 1952 roku NATO wydało dokument, który oddawał kontrolę nad armiami w „fazie aktywnej” Naczelnemu Dowództwu. Czyli Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii.

Norwegowie nie mieli zamiaru oddawać swojej armii CIA. „To, że kierownictwo ruchu oporu miałoby podlegać amerykańskiemu generałowi i jego międzynarodowemu sztabowi, wywołałoby burzę polityczną w kraju, gdyby wyszło to na jaw przed okupacją” – pisał Daniele Ganser, autor „Tajnych armii NATO”, cytując memorandum norweskiego wywiadu.

Anglosasi uzyskali ostatecznie kontrolę nad norweskimi jednostkami. Kontrolowali więc najbardziej tajne z tajnych struktur siłowych w Norwegii. Dysponowali także danymi jej członków.

Amerykanie nie poprzestali na danych o ROC. Chcieli mieć dane Norwegów o pacyfistycznych i antyNATO-wskich poglądach. Po co im one były? Znając podobne działania w RFN zapewne po to, aby ich zamordować w odpowiednim momencie. Szpieg amerykański, który próbował okradać Norwegię z danych został w połowie lat 1950. aresztowany. Dane wykradzione przez szpiega Waszyngtonu lądowały w Kwaterze Głównej NATO w Paryżu.

W 1957 roku Norwegowie na forum CPC – organu sojuszu nadzorującego tajne armie – zaprotestowali przeciwko robieniu przez Waszyngton i Londyn „czarnych list” wysokich urzędników norweskich. Czyli po prostu list proskrypcyjnych, znanych z III Rzeszy Niemieckiej czy też Związku Sowieckiego. Skandynawowie zagrozili nawet opuszczeniem CPC – organu kontrolnego wojny niekonwencjonalnej. Groźba została oczywiście spełniona. Anglosasi byli w szoku. Jak Europejczycy mogą chcieć sami się rządzić, bez pomocy Waszyngtonu, Londynu czy też kwatery NATO w Paryżu?

W 1958 roku Norwegia jednak do CPC powróciła, w zamian za przeprosiny. I co gorsze, sami oddali następnie kontrolę nad uruchamianiem tajnej armii brytyjskiemu MI6. Sami zrzekli się suwerenności nad własnym krajem.

Prawdziwy skandal wybuchł jednak dopiero w 1967 roku kiedy to opublikowano dokument, który był w zasadzie NATO-wską doktryną Breżniewa., która to zostanie ogłoszona dopiero w 1968 roku przez sowieckiego genseka.

Dokument ten, należący do sojuszu, mówił o tym, że „w przypadku niepokojów wewnętrznych, które mogłyby poważnie wpłynąć na oddziały amerykańskie lub ich misję, takich jak powstanie wojskowe lub szeroki ruch oporu wewnętrznego przeciwko rządowi kraju przyjmującego, [armia amerykańska] musi zrobić wszystko, co w jej mocy, aby stłumić takie niepokoje, wykorzystując własne zasoby”.

Kto jednak miał decydować o tym co jest niepokojem wewnętrznym albo „szerokim ruchem oporu wewnętrznego”? Wachlarz do interpretacji był szeroki. Tak o to Stany Zjednoczone rościły sobie prawo do manipulowania norweską polityką i pacyfikowania norweskiego społeczeństwa. Tym kończy się obecność wojska Stanów Zjednoczonych na terytorium kraju sojuszniczego. Tym samym czym była wojskowa dominacja ZSRR nad krajami tzw. demokracji ludowej. Możliwością pacyfikacji kiedy narody te będą chciały rządzić się same i same sobie wybierać polityków.

Dokument ten, zatytułowany „Supplement Nr. 3 to the documents of the Civil Affairs Oplan Nr. 100–1”, podpisany przez amerykańskiego generała J. P. Mc. Connella, zastępcę dowódcy sił amerykańskich w Europie, tyczył się 10 europejskich krajów NATO, nie tylko Norwegii. A więc niemal wszystkich europejskich krajów NATO, z wyjątkiem tak słabych i mało istotnych na kontynencie jak Islandia.

„Jeśli te działania okażą się niewystarczające, lub w przypadku, gdy dany rząd zwróci się o pomoc, albo jeśli dowódca sił amerykańskich sam dojdzie do wniosku, że rząd nie jest w stanie stłumić takich niepokojów, wówczas oddziały amerykańskie mogą podjąć środki uznane za konieczne przez dowódcę amerykańskiego z własnej inicjatywy lub we współpracy z danym rządem” – czytamy dalej w dokumencie.

Tłumienie protestów ulicznych przez amerykańskie wojsko? Strzelanie do ludzi z karabinów maszynowych na ulicach Warszawy? Ktoś chętny? 60% Polaków tego chce?

A co sądzą o tym polscy politycy? Chcecie panowie, aby wojsko USA mogło obalić wasz rząd, bez względu na opcję polityczną, jeżeli akurat jego ideologia nie będzie zgadzać się z ideologią Waszyngtonu? Albo jeżeli nie będziecie chcieli wysłać polskich żołnierzy na śmierć na nienasze wojny za Izrael albo interes amerykańskiej zbrojeniówki u granic Rosji? Co na to pisowcy, zwolennicy „suwerennej Polski”? Takiej suwerenności chcecie? Chcecie aby reżim demokratyczny w USA mógł was obalić za pomocą amerykańskiego wojska?

A co na to rządowy obóz liberalny? Chcecie aby Polską rządziło wojsko Stanów Zjednoczonych a nie polski rząd? I aby wyprowadziło kiedyś na ulice swoje oddziały aby obalić wasz rząd bo kupujecie uzbrojenie w nieodpowiednim kraju, np. w znienawidzonej przez USA Hiszpanii.

Dlaczego jednak wspominam o tym dokumencie? Otóż dlatego bo powstał on w trakcie wojny w Wietnamie, kiedy Stany Zjednoczone kompromitowały się udziałem w niej na arenie międzynarodowej. Obecnie USA robią dokładnie to samo: kompromitują się udziałem w izraelskiej wojnie z Iranem. Właśnie w takim momencie aktywność wojska USA na świecie jest największa. Właśnie w takim momencie stanowi ono największe zagrożenie dla ludności krajów w których stacjonuje.

NIEMCY

Amerykanie przejęli w okresie tuż przed i tuż po drugiej wojnie światowej znaczne ilości niemieckich nazistowskich naukowców, którzy eksperymentowali na ludziach w obozach koncentracyjnych. Ci, wiedząc co może ich czekać w ZSRR, wybierali ucieczkę na Zachód. Stany Zjednoczone były bardzo zainteresowane ich wiedzą oraz zdolnościami.

W Niemczech CIA prowadziła eksperymenty na ludziach w ramach projektu „MKNAOMI”, tego samego w ramach którego zatruto francuskie Pont-Saint-Esprit. Frank Olson z tego projektu bywał zresztą w Niemczech lat 1950., zanim go zamordowano.

Miejscem gdzie CIA kontynuowała nazistowskie eksperymenty znane z obozu Oświęcim-Brzezinka, był Camp King, nazwany tak przez Aliantów w 1946 roku obóz dla jeńców wojennych z USA i Wielkiej Brytanii, znajdujący się w mieście Oberursel.

Były tam już cele więzienne oraz pokoje przesłuchań więc wystarczyło już tylko dostarczać narkotyki i inne chemikalia do eksperymentów.

W Camp King stacjonowali zwyrodnialcy z Kontrwywiadu Armii Stanów Zjednoczonych, znani jako „rough boys” (pol. „oprychy”), którzy specjalizowali się w maltretowaniu ludzi.

Ich ulubionymi zajęciami były ścieżki zdrowia, znane raczej z PRL-u. Mało kto jednak wie, że bicie kijami więźniów biegnących przez rząd ustawionych oprychów było także domeną „demokratycznego” świata Zachodu. Bardzo dobrze opisał te działania Stephen Kinzer, dziennikarz New York Timesa, autor pracy „Poisoner in Chief”.

Prócz ścieżek zdrowia, gdzie maltretowano ludzi kijami bejsbolowymi, w Camp King rough boys wstrzykiwali trucizny, narkotyki czy też zanurzali w lodowatej wodzie. Niczym mojego wujka, żołnierza AK i konspiracji antykomunistycznej, stalinowska Informacja Wojskowa w 1946 roku.

Heroina, metrazol, amfetamina, meskalina – tym faszerowano wschodnich Europejczyków w Camp King. Po wyeksploatowaniu więźnia po prostu go mordowano. „Jak ujął to jeden z oficerów CIA we Frankfurcie, »pozbycie się ciała nie stanowiłoby żadnego problemu«” – pisał Kinzer w swojej książce.

Bezkarność bandytom z wojska Stanów Zjednoczonych gwarantowało ulokowanie katowni CIC (Korpus Kontrwywiadu Armii USA) w Niemczech Zachodnich, gdzie sprawowali dyktatorską kontrolę nad procesami politycznymi i społecznymi. Znane jest już dobrze istnienie tajnych jednostek niemieckich, złożonych z byłych SS-manów, które miały mordować niemieckich polityków w odpowiednim do tego czasie. Nie tylko komunistów. Także socjaldemokratów. Oraz przywódców związków zawodowych czy dziennikarzy.

W Camp King realizowano także program Bluebird w ramach którego można było „testować dowolne środki odurzające lub techniki przymusu”.

Kilka mil od Camp King wojsko USA oraz CIA wynajęło inną nieruchomość, gdzie prowadzone będą eksperymenty na ludziach, nazywaną Willa Schuster. W tym na obywatelach krajów bloku wschodniego. Jak zauważa autor „Poisoner in Chief” oprócz komunistycznych agentów trafiały tam także osoby, które zwyczajnie w świecie miały pecha. To właśnie w Willi Schuster dochodziło do najbardziej brutalnych eksperymentów jakie kiedykolwiek rząd Stanów Zjednoczonych przeprowadzał na ludziach. W niemieckim filmie dokumentalnym willę tą nazwano domem tortur CIA.

A Camp King i Wilii Schuster pracowali nazistowscy zbrodniarze z okresu II wojny światowej. Najbardziej znanym z nich był generał Walter Schreiber, który w trakcie wojny prowadził eksperymenty w Oświęcimiu, Dachau i Ravensbruck. Polegały on m.in. na rozcinaniu ciała i badaniu rozwoju gangreny, zamrażaniu więźniów, wstrzykiwaniu im meskaliny oraz narkotyków. Jego eksperymenty kończyły się śmiercią. Był więc cenny dla amerykańskiego wojska i służb. Wszak uchodźcy ze wschodu Europy, na których testowano chemikalia po wojnie, określani byli przez CIA „zbędnymi”. Zbędny więc można go otruć, zabić a zwłoki spalić. Ciała ofiar oprychów z CIC spalano w piecach w których następnie wypiekano chleb. Ot jankeska perwersja.

A raczej jankesko-banderowska. Bo ukraińscy nacjonaliści brali udział wraz z Kontrwywiadem Armii USA w torturowaniu innych Ukraińców, których podejrzewano o komunizm. Ostatecznie tylko 1% zostało uznanych za komunistów. 99% ofiar było niewinnych. No ale byli ze wschodu więc byli zbędni. Więc można było ich spalić w piecu na chleb.

Dzisiaj też Ukraińcy są zbędni i wkrótce na dzikich polach powstanie „wzorowe” imigranckie państwo europejskie, z murzynami i azjatami ściągniętymi tam z całego świata. Czy jednak pozwolimy na to samo w Polsce?

Schreiber, zanim został przyjęty pod opiekę przez CIA i CIC, aby kontynuować swoją pracę z Oświęcimia czy Dachau, trafił do Berlina Wschodniego, aresztowany przez Sowietów. Uciekł jednak na zachód i wybrał torturowanie ludzi na rozkaz demokratycznego zachodu a nie jakichś komunistów.

Och, przepraszam. Schreiber w Berlinie Wschodnim miał się zająć nauką. Dopiero demokratyczny zachód zrobił z niego nowego doktora Mengele. Nowego-starego.
Schreiber bardzo szybko zyskał uznanie w Camp King. Zakolegował się także z powiązanym z CIA Henrym Beecherem. Obaj wymieniali swoje doświadczenia.

Amerykańskie wojsko i służby torturowały ludzi w sojuszniczych Niemczech nie tylko w Camp King i pobliskiej Willi Schuster. Katownie CIA i CIC znajdowały się także w Mannheim, Berlinie, Monachium i na przedmieściach Stuttgartu.

Torturowania ludzi przez wojsko i wywiad USA nikt nie nadzorował. Mieli oni pełną swobodę działania. Nie obowiązywało tam żadne prawo. W ten sposób tworzono precedens którego kontynuacja była katownia CIA w Starych Kiejkutach.

JAPONIA

Podobna sieć katowni służb amerykańskich powstała w sojuszniczej Japonii. Działania w tym kraju również prowadzono w ramach projektu Bluebird. Ofiarami byli żołnierze Korei Północnej. Faszerowano ich truciznami i narkotykami, wprowadzano w stan hipnozy, poddawano elektrowstrząsom i wyniszczającemu upałowi. W tym przypadku ludzie CIA mieli ukrywać swoje działania przed resztą establishmentu bezpieczeństwa USA.

WŁOCHY 1965-1980

Włochy okresu zimnej wojny były prawdziwym laboratorium CIA, armii Stanów Zjednoczonych i włoskiego wywiadu wojskowego, gdzie w trakcie kilkunastu lat ołowiu, okresu terroru politycznego zapoczątkowanego przez tajne służby Włoch w 1965 roku, zginęło około 1500 obywateli Italii, kraju sojuszniczego.

Znaczna część z nich to osoby poniżej 25 roku życia. I co najważniejsze – cywile. Jeszcze przed 2022 rokiem na Wikipedii zamachy terrorystyczne z lat ołowiu określane były jako przeprowadzone lub inspirowane przez CIA. Dzisiaj wszystko wyczyszczono, aby nikt nie zorientował się czym są operacje fałszywej flagi CIA, NATO czy też zachodnioeuropejskich służb specjalnych. Pora więc trochę o tym wspomnieć.

W 1965 roku, dokładnie w roku utworzenia SIFAR – włoskiej agencji wywiadu wojskowego – w maju w Rzymie miała miejsce konferencja, która zapoczątkowała strategię napięcia – napuszczanie włoskich neofaszystów na komunistów oraz komunistów na neofaszystów aby ci siali chaos i anarchię a umiarkowany prawicowy rząd wobec ekstremizmu jawił się jako siła umiarkowana, która zapewni bezpieczeństwo, zbijając tym samym poparcie dla znienawidzonych przez Waszyngton komunistów oraz zwalczanych ale tolerowanych socjalistów. Socjaliści byli także przez CIA korumpowani.

Celem strategii napięcia była więc kompromitacja lewicy, aby zbić poparcie socjalistów i komunistów, oraz skrajnej prawicy, aby chadecy byli opcją do zaakceptowania dla niższych warstw społecznych, zwłaszcza robotników, którzy napływali z południa na północ i automatycznie stawali się elektoratem partii komunistycznej.

Konferencja z maja 1965 roku finansowana była oczywiście na zlecenie włoskiego wywiadu wojskowego. Włoski wywiad wojskowy nie był jednak lojalny wobec włoskich władz. Jak zauważył w książce „Służby specjalne” z 1984 roku Pietro Calderoni włoskie wojskowe służby tajne realizowały interesy sojuszu atlantyckiego. Czyli w zasadzie dominujących w nim Stanów Zjednoczonych. To właśnie do siedziby CIA w Langley trafiały materiały kompromitujące na całą włoską elitę – 157 000 osób. Ludzie SIFAR osobiście je dostarczali. Cóż, szef SIFAR de Lorenzo służył w wojskach Mussoliniego. A następnie związał się z ruchem oporu, gdzie znaczną siłą byli komuniści. Na niego więc było także zapewne sporo materiałów kompromitujących.

Enrico de Boccard, faszysta, syn arystokraty Rolanda Orlando de Boccarda, podczas konferencji rzymskiej zakomunikował, że komuniści nie mogą objąć nawet Ministerstwa Poczty, bo jeżeli tego dokonają, to trzeba będzie wdrożyć plan „całkowitej obrony”, czyli interwencji wojskowej.

W 1964 roku Giovanni de Lorenzo przygotował plan wojskowego zamachu stanu oraz internowania do obozu odosobnienia włoskich polityków. Plan nazwano „Piano Solo”. Plan ten przygotowano w kooperacji z funkcjonariuszami CIA oraz szefem operacji Gladio Renzo Roccą, który był fundatorem organizacji rzymskiej konferencji oraz człowiekiem wywiadu wojskowego SIFAR-SID.

Najważniejszym momentem akcji miała być operacja fałszywej flagi – klasyczne modus operandi zachodnich służb specjalnych. Włoski żołnierz miał dokonać zamachu na Aldo Moro, premiera, który łamał amerykańskie reguły niedopuszczania czerwonych do głosu, po czym do akcji wkroczyłoby wojsko i służby.

Politycy mieli zostać internowani do ośrodka szkoleniowego operacji Gladio na Sardynii.

Co jednak ma to wspólnego z wojskiem USA? Otóż okazuje się, że baza Gladio, gdzie miano internować polityków (przypomnijmy, że w RFN internowani politycy mieli być zabijani) została w 1957 roku uwzględniona w planach wojennych USA. Gdyby Włochy zostały opanowane przez „siły wroga” to z Sardynii miała nadciągać pomoc.

Kto więc kontrolowałby internowanych polityków, włoskie służby czy też Stany Zjednoczone?

Przejdźmy jednak do rzeczy najważniejszej a więc zamachów terrorystycznych w ramach strategii napięcia. Osoby znające historię Włoch wiedzą zapewne, że głównymi ofiarami tych zamachów byli cywile. Komuniści czy socjaliści to niewielki procent wszystkich ofiar. Ginęli przede wszystkim cywile, niewinni ludzie.

Najbardziej znane ofiary zamachów dokonywanych przez włoskich neofaszystów, inspirowanych przez CIA oraz włoskie służby specjalne, to zamach w Mediolanie w 1969 roku, w Bresci z 1974 roku, zamach na Italicus Express z tego samego 1974 roku czy też zamach w Bolonii 1980 roku. W tych eksperymentach inżynierii społecznej w ramach strategii napięcia, których celem było zwalenie za nie winy na lewicę oraz zastraszenie reszty społeczeństwa, zginęło bardzo wielu młodych ludzi. Jeden z organizatorów zamachów – Pino Rauti – był finansowany przez Stany Zjednoczone. Był więc co najmniej amerykańskim agentem wpływu.
Spójrzmy na ofiary i ich wiek.

W zamachu na Italicus Express, którego celem był najprawdopodobniej Aldo Moro (odmawiał wsparcia dla uzbrajania Izraela w 1973 roku), 4 z 12 ofiar śmiertelnych stanowiły osoby poniżej 25 roku życia. Z czego jedno dziecko.

W Brescii zginęło 8 osób, 102 zostały ranne. Zamach przygotował Pino Rauti, odbiorca gotówki z ambasady USA w Rzymie. Wszystkie ofiary śmiertelne miały 25 lub więcej lat.

W zamachu na Piazza Fontana w Mediolanie zginęło 17 osób. Najmłodsza miała 33 lata. Zamach przygotowali agenci NATO. Carl Digilio, agent natowskich baz we Włoszech, zamachowiec, miał związki z CIA oraz włoskim wywiadem wojskowym. Jednak mózgiem operacji miał być oficer marynarki wojennej USA David Carrett. Tak podają opracowania związane z operacją „Gladio”.

W zamachu w Bolonii zginęło 85 osób. 35 miało mniej niż 25 lat. 8 było dziećmi poniżej 18 lat.

Zamach w Bolonii przeprowadziły Zbrojne Komórki Rewolucyjne – neofaszyści. Finansował go Licio Gelli, agent CIA. Ale także człowiek związany z amerykańską armią.

4 lipca 1981 roku (niedługo mija 45 lat od tego wydarzenia) jego córka został aresztowana z tajnym dokumentem armii Stanów Zjednoczonych, który zalecał przenikanie agentów wojskowych USA do organizacji komunistycznych w krajach sojuszniczych celem ich infiltracji oraz organizowania terroru, aby skompromitować umiarkowanych komunistów i zbić ich poparcie. Dokument ten nazywał się „Stability Operations, Intelligence-Special Fields” („Operacja stabilizacyjne, wywiad – dziedziny specjalne”), autorstwa Williama Westmorelanda, dowódcy wojsk USA w Wietnamie.

Cóż, zapewne jej aresztowanie na lotnisku w Rzymie w 205. rocznicę amerykańskiej deklaracji niepodległości nie było przypadkowe. Czyżby ktoś chciał dać do zrozumienia, że czas amerykańskiego terroru we Italii się kończy?

DANIA

Dania jest przykładem kraju najbardziej obrzydliwego. We Francji CIA oraz wojsko USA eksperymentowało na francuskich dzieciach bez zgody francuskich władz. W Niemczech, Włoszech czy Japonii eksperymenty odbywały się na zasadzie: przegraliście wojnę a my zwycięzcy możemy z wami zrobić co chcemy. Więc trochę poeksperymentujemy, ale za to nie będzie rozliczeń za zbrodnie wojenne w odpowiedniej skali. Jednak reżim duński sam, dobrowolnie, jako ofiara II wojny, zgodził się, aby zwyrodnialcy z USA mogli, we współpracy z lekarzami duńskimi, eksperymentować na duńskich dzieciach. Coś niewyobrażalnego.

W 2021 roku w duńskiej telewizji zaprezentowano film, który mówił o tym, że w latach 1960. reżim duński wraz z Centralną Agencją Wywiadu USA prowadził nieludzkie, brutalne eksperymenty na duńskich dzieciach. Dzieciach w wieku od 4 do 14 lat. Amerykański wywiad działania te finansował. Polska Agencja Prasowa w artykule z grudnia 2021 roku nazwała eksperymenty te torturami.

Autorem filmu jest ofiara tych eksperymentów Per Wennick. Wennick mając 11 lat zgodził się „przeżyć przygodę” za którą zaoferowano mu 16 koron duńskich.
Przykuto go do krzesła, do kończyn i serca przymocowano elektrody. Do uszu wtłaczano mu głośne dźwięki.

Dzieci nigdy nie dowiedziały się jaki był cel eksperymentu. Działania te łamały kodeks norymberski, regulujący kwestie zakazu eksperymentów na ludziach.

Pomysłodawcą eksperymentu był żydowski zwyrodnialec Zarnoff Mednick. Nie mógł on prowadzić badań w USA więc przeniósł się do Danii. Tylko w pierwszym roku eksperymentów projekt wsparła CIA kwotą około 600-700 tys. dolarów. Dzisiaj to około 25-30 mln złotych.

Eksperymentom poddano 311 dzieci. Odbywało się to w ramach operacji QKHILLTOP oraz operacji MKULTRA.

Dlaczego jednak wybrano Danię?

Mednick nie prowadził badań w USA ponieważ nie było tam rejestru ludności, niezbędnego do kontaktowania się z nimi w długim okresie czasu. W Danii ewidencja ludności była więc degenerat Mednick wraz z duńskim profesorem Fini Schulsingerem zaprojektowali studium dla 207 dzieci. Część miała w rodzinie przypadki zaburzeń psychicznych, druga część kontrolna nie miała.

W 1977 roku próbowano odtajnić fakt prowadzenia badania jednak duńskie ministerstwo sprawiedliwości na to nie pozwoliło. Dania sama, dobrowolnie pozwalała żydowsko-amerykańskim zwyrodnialcom niszczyć własne dzieci, po czym tuszowała dekadami całą sprawę.

TURCJA 1948-1990

Dzisiaj już wszyscy zorientowani, a zwłaszcza czytający moje artykuły, wiedzą, że Mehmet Ali Agca, członek utworzonej oraz finansowej przez CIA organizacji Szare Wilki, był przeszkolony przez wywiad amerykański – agenta CIA Franka Terpila – a broń, którą oddał strzał do papieża Jana Pawła II dostarczył agent zachodnioniemieckiego wywiadu BND Horst Grillmayer. Ta kwestia nie podlega już dyskusji. Zajrzyjmy jednak głębiej w laboratorium wojskowo-wywiadowcze Stanów Zjednoczonych jakim była zimnowojenna Turcja. Naprawdę warto. Zachęca nas do tego Daniele Ganser, szwajcarski pisarz, autor książki „Tajne armie NATO”. Oto pierwsze zdanie rozdziału tejże pracy o Turcji: „Historia tajnej armii w Turcji jest bardziej brutalna niż historia jakiejkolwiek innej siły typu »stay-behind« w Europie Zachodniej”.

Już wiecie państwo gdzie Stany Zjednoczone zasiały największy terror w krajach NATO? Nie w Niemczech Zachodnich, Francji czy Włoszech. W Turcji.

Motorem napędowym operacji Gladio w Turcji, napędzanej przez wspierane przez USA oraz NATO jednostki pozostające w cieniu, było rozbicie Imperium Osmańskiego, które spowodowało, że znaczna część narodu tureckiego znalazła się w granicach innych państw. W tym ZSRR. Grano więc na nucie antysowieckiej jako narzędziu zjednoczenia Turków w jednym kraju. Jeżeli ZSRR upadnie, Turcy się zjednoczoną. Była to dosyć prosta logika kręgów zachodnich.

W okresie II wojny światowej Turcy byli silnie antysowieccy oraz oczywiście proniemieccy czy nawet wręcz pronazistowscy. Kiedy rozpoczęto operację Barbarossa, a siły niemieckie dojechały aż pod Stalingrad, Turcy szykowali się do wchłonięcia terytoriów sowieckich w celu zjednoczenia ludów tureckich. To się jednak nie udało. Niemcy przegrały wojnę, Sowiety wygrały.

W okresie zimnej wojny Turcja miała strategiczne znaczenie dla USA i NATO. Leżała najbliżej Moskwy ze wszystkich krajów NATO. Dlatego też w 1961 roku rozmieszczono w tym kraju wyrzutnie z głowicami jądrowymi Jupiter, które zdemontowano po kryzysie kubańskim. Kryzys był zresztą odpowiedzią ZSRR na zbliżanie się broni jądrowej pod granice ZSRR.

Aby USA mogły kontrolować Turcję, potrzebowały do tego swoich sukinsynów, zbirów od brudnej roboty. Tymi były Szare Wilki, wprost odwołujący się do Hitlera, ale także inne formacje. Szare Wilki działały jednak na wielu polach: operacje fałszywej flagi przeciwko komunistom (zamach na Jana Pawła II), antykomunistyczny terroryzm w Turcji czy też terror wśród lewicujących Turków w RFN, aby nie dopuścić w Niemczech do komunistycznych wystąpień.

Amerykanie wspierali ruch panturkizmu – zjednoczenia Turków w jednym państwie – poprzez wspieranie Alparsana Turksa, kolaboranta nazistowskiego z okresu II wojny światowej. Turks był gorliwym zwolennikiem cytowania Mein Kampf na ulicznych demonstracjach w tracie II wojny światowej.

W 1948 roku nawiązał współpracę z CIA i zaczął tworzyć tajną armię na terenie Turcji. Ale nie tylko z CIA utrzymywał bliskie relacje. Także z amerykańskim Departamentem Obrony – Pentagonem.

W latach 1955-1958 był członkiem misji wojskowej Turcji przy NATO.

W 1952 roku Turcja została członkiem sojuszu atlantyckiego. Miała już wówczas swoją tajną armię do siania terroru przeciwko lewicy oraz innym przeciwnikom dominacji USA nad tym krajem.

Siedziba tajnej armii Turcji, de facto zbrojnego ramienia wywiadu USA, miała miejsce oczywiście w budynku CIA w dzielnicy Bahcelievler w Ankarze. W 1965 roku grupa ta przybrała nazwę Departamentu Wojny Specjalnej. DWS nadzorowało tureckie Gladio, tureckie stay behind – Counter-Guerillę.

Podstawą tureckiego Gladio jak każdego Gladio w Europie była operacja fałszywej flagi. Podszywanie się pod inne grupy aby zasiać chaos, anarchię i nienawiść pomiędzy różnymi stronami.

W 1955 roku mieliśmy tego idealny przykład, kiedy to DWS wrzucił bombę do tureckiej placówki w Atenach (czyli Turcy mordowali Turków) aby zwalić winę na Greków. Przypomnijmy, że zarówno Turcja jak i Grecja od 1952 roku były krajami NATO. Counter-Guerilli to jednak nie interesowało.

Winą za bombę obarczono grecką policję. W odpowiedzi siły tureckiego Gladio, Counter-Guerilli, zniszczyły setki greckich domów i przedsiębiorstw w Stambule i Izmirze. Zabito 16 Greków, rannych zostało 32. Zgwałcono 200 greckich kobiet. Nic z tego nie było możliwe bez wsparcia Centralnej Agencji Wywiadu USA, której Counter-Guerilla była tureckim, zbrojnym ramieniem.

Oficjalnie zadaniami CG było zwalczanie okupacji terytorium Turcji przez ZSRR. Ponieważ jednak ZSRR nie miał zamiaru atakować bloku zachodniego, co wiemy nie tylko z racji tego iż wybudowano mur berliński, aby rozgraniczyć strefy wpływów, lecz także dlatego iż Chruszczow przyznał, że Stalin bał się Zachodu i chciał utrzymać stan posiadania a nie go powiększać, zająć się musiała czymś innym.

Coś więc bandy terrorystyczne, nazywane niewiadomo dlaczego wojskiem, musiały robić. Jeżeli nie mogły zabijać komunistów, to zabijały kogoś innego. Po czym udawały, że zostały zaatakowane i dalej zabijały. I gwałciły. Jak zauważa Ganser „ponieważ funkcja stay behind łączyła się z kontrolą wewnętrzną i operacjami fałszywej flagi, coraz trudniej było odróżnić oddziały »Counter-Guerilla« od klasycznych terrorystów”.

Porozumienie CIA z rządem tureckim z 1959 roku mówiło m.in. o tym, że tajna armia ma przystąpić do działania także w wypadku buntu przeciwko reżimowi. A więc Stany Zjednoczone poprzez wspieranych przez siebie terrorystów mogą zaatakować kraj kiedy wybuchną protesty antyrządowe. Dlaczego jednak rok później, w 1960 roku, rząd został obalony a tajna armia mu nie pomogła? Bo to tajna armia przeprowadziła pucz. Wspólnie z ludźmi CIA.

Turks, agent CIA, grał w puczu pierwsze skrzypce.

Selahattin Celik, turecki ekspert ds. bezpieczeństwa zauważa, że DWS nie bronił demokracji tureckiej lecz stanowił dla niej największe zagrożenie a jego najważniejszymi działaniami na przestrzeni dekad były 3 zamachy stanu.

Amerykanie już w 1957 roku wiedzieli, że dojdzie do zamachu stanu. Nie zrobili nic aby mu zapobiec. Był im na rękę. Ludzie CIA odgrywali w nim czołowe role.

Turks został po puczu wyrzucony z Turcji na placówkę zagraniczną po czym powrócił i spróbował przeprowadzić kolejny pucz. Ten jednak się nie udał a on sam został aresztowany. Zwolniono go jednak i szybko wrócił do polityki. Założył Partię Działania Narodowego, której młodzieżówką stały się Szare Wilki, istotny element amerykańskiego systemu kontroli Turcji poprzez terror i operacje fałszywej flagi. Szare Wilki przez jednych były podziwiane, przez innych znienawidzone. „Bojownicy” Szarych Wilków byli rekrutowani do Counter-Guerilli Turksa.

Jak w każdym kraju skolonizowanym poprzez służby bezpieczeństwa i tajne wojsko przez USA, i w Turcji istniały sale tortur gdzie niszczono i łamano ludzi.
W Turcji takowe znajdowały się w willi Ziverbey w Stambule. Torturowano tam setki osób. Całość nadzorował Eyup Ozalkus z tajnej służby MIT, kontrolowanej (lecz nie w 100%) przez CIA.

Generał Talat Turhan, który w 1960 roku brał udział w puczu wojskowym, w późniejszym okresie był torturowany w katowniach tureckich służb. Opisał jak one wyglądały oraz kto należał do Counter-Guerilli. A należeli do niej oficerowie służb specjalnych MIT oraz członkowie Szarych Wilków. A więc ludzie CIA. Bo zarówno MIT jak i Szare Wilki były wspierane przez Stany Zjednoczone.

Metody stosowane przez CG obejmowały zamachy, zamachy bombowe, napady z bronią w ręku, tortury, ataki, porwania, groźby, prowokacje, branie zakładników, podpalenia, sabotaż, propagandę, dezinformację, przemoc i wymuszenia. A więc cały pakiet przestępczości. Zamiast walki z komunizmem, mieliśmy bandytyzm i terroryzm.

Z dokumentów Pentagonu wiemy, że współpraca amerykańsko-turecka była bardzo intensywna.

Stopień współpracy czy raczej podległości Turcji wobec USA był tak duży, że kiedy jeden z oficerów służb MIT został aresztowany za współpracę z wywiadem USA, ten wyśmiał aresztowanie i stwierdził, że oskarżenie jest absurdalne. Bo taka współpraca jest czymś zupełnie normalnym.

CIA nie tylko wybudowała siedzibę wywiadu tureckiego, dostarczyła sprzęt oraz szkolenia lecz nawet wyposażyła sale tortur. Które de facto były salami CIA, gdzie pełnomocnicy wywiadu USA zajmowali się w interesie USA eksperymentowaniem i maltretowaniem ludzi, w tym nawet zasłużonych tureckich wojskowych, jeżeli ci nie chcieli już więcej niszczyć własnego narodu w obcym interesie.

Tureckie służby współpracowały w mordowaniu ludzi nie tylko z amerykańską CIA. Także z Mossadem.

W latach 1968-1971 MIT mordowało we współpracy z izraelskim wywiadem Palestyńczyków w obozach dla uchodźców w Libanie.

Przypomnijmy, że reżim syjonistyczny w 1967 roku zaatakował swoich sąsiadów, w tym terytoria palestyńskie, co spowodowało eksodus Palestyńczyków do krajów ościennych. W tym do Libanu. I to właśnie w Libanie tureckie służby pomagały Mossadowi zabijać Palestyńczyków. Hiram Abas był tym kolaborantem Izraela z MIT, który pomagał dokonywać krwawych ataków na palestyńską młodzież w Libanie. Abas był blisko związany z CIA.

W samej Turcji Abas zasłynął z tortur i masakry w 1972 roku w mieście Kizildere. Turecka młodzież została tam zamordowana tylko dlatego bo nazwała oprychów od Abasa „ludźmi Wuja Sama”. A więc dlatego bo powiedziała prawdę, że ci są zdrajcami własnego narodu i agentami amerykańskimi.

W odwecie zdrajca Abas został zabity przez kolegów ofiar. Jego patron z CIA Duane Clarridge przybył nawet odwiedzić jego grób. Musiał być ważnym agentem CIA skoro szef placówki wywiadu USA w Stambule oprócz poklepania go po plecach i wręczenia mu pliku dolarów w kopercie bez podatku nawet pofatygował się na jego grób.

Podsumowując więc: USA utworzyły turecką Counter-Guerillę, tureckie stay behind, sponsorowały i wyposażały zarówno wywiad wojskowy Turcji MIT jak i Departament Wojny Specjalnej, w ramach którego działała Kontrpartyzantka. Członkowie CG byli szkoleni w Szkole Ameryk Pentagonu oraz przez Zielone Berety przygotowujące się do wojny w Wietnamie.

Jak zauważa Ganser, ośrodek szkolenia w Szkole Ameryk w Kanale Panamskim był niemal identyczny jak ośrodki szkoleniowe Al-Kaidy Bin Ladena. Cóż, nie jest żadną tajemnicą, że Bin Ladena szkolił człowiek Zielonych Beretów Ali Muhammad.

W podręczniku FM 30-31 na którym szkolono tajne armie zapisano, że w czasie pokoju (kiedy nie ma zbyt dużo komunistów do zabijania) należy stosować przemoc wobec kogoś innego, zwalać winę na komunistów, wywołując tym samym atmosferę strachu i podejrzliwości. Gladiatorzy powinni także zasilać organizacje lewicowe i zachęcać je do przemocy po to aby Gladio i regularne wojsko mogło atakować swoich wrogów w odpowiedzi. Czyli prosta reguła: jak nie ma wroga to trzeba go stworzyć. Bo po co utrzymywać tajne wojsko jak nikt nie chce się z nim bić?

HONDURAS I WIETNAM POŁUDNIOWY – AMERYKAŃSKIE DOMY PUBLICZNE

Żadne z miejsc na świecie, które znalazło się pod dominacją amerykańskiego wojska, nie zostało tak moralnie upodlone i zdeprawowane jak Wietnam Południowy oraz Honduras lat 1980. Na początek zajmę się tym drugim chociaż w sumie mógłbym zakończyć na Hondurasie. Bo Wietnam Południowy był jego lustrzanym tłem a Tegucigalpa stolica latynoamerykańskiego kraju, była odpowiednikiem Sajgonu.

Praca Leslie Cockburn, amerykańskiej polityk, zatytułowana „Poza kontrolą” jest niezwykle trudno dostępna w języku polskim. Nie została nigdy oficjalnie wydana w naszym języku. Jednak istnieją jej polskie wersje z okresu PRL-u wydrukowane w dosyć prymitywny sposób aczkolwiek dosyć przystępny. A szkoda że tak trudno ją dostać. Opisuje ona idealnie jak Stany Zjednoczone upodliły , państwo Honduras i jego ludność, kiedy dokonały tam ekspansji militarnej, aby z Hondurasu koordynować wojnę z narodem nikaraguańskim, który w 1979 roku w rewolucji obalił marionetkowy rząd Waszyngtonu, pod dowództwem Anastasio Somozy.

Oddajmy więc głos L. Cockburn: „Jako drugi najbiedniejszy kraj na półkuli zachodniej, kraj ten chętnie pełnił rolę gospodarza, wkrótce zasługując na swoją reputację lotniskowca Stanów Zjednoczonych. Wszelkie skrupuły lub przebłyski nastrojów nacjonalistycznych wśród honduraskich polityków i generałów były szybko tłumione przez potok pomocy. W stolicy, Tegucigalpie, słynącej z gwałtownego pikowania podczas podejścia do lotniska, stery władzy nie prowadziły do lokalnego pałacu prezydenckiego w centrum miasta, lecz do rozległej ambasady amerykańskiej położonej wysoko na wzgórzu. Zubożałe dzieci i prostytutki dyskretnie ustawiały się przed wejściami do hoteli »Holiday Inn« i »Hotel Maya«, aby pozyskać rosnącą amerykańską klientelę. Kina wypełniały filmy z serii »Rambo« oraz ich podrzędne odpowiedniki, które wydawały się trafiać do dystrybucji wyłącznie za granicą. Pas terenu przed rozbudowującą się amerykańską bazą lotniczą w Palmaroli był usiany domami publicznymi, a tę harmonijną relację tylko na krótko zakłóciło pojawienie się AIDS. Mnóstwo żołnierzy z różnych amerykańskich jednostek i rodzajów sił zbrojnych – sił specjalnych, sił powietrznych, Gwardii Narodowej – tłoczących się na ulicach i w barach Tegucigalpy nadawało temu miejscu atmosferę Sajgonu z lat sześćdziesiątych. Oczywiście tym razem wszystko działo się znacznie bliżej domu”.

W 1966 roku amerykański senator William Fulbright zakomunikował, że Sajgon, stolica Wietnamu Południowego, stała się amerykański burdelem. Było to bardzo słuszne spostrzeżenie.

Panoszenie się przez wojsko USA po Wietnamie było jedną z przyczyn porażki USA w Wietnamie. To właśnie był motor napędowy poparcia dla komunistów na południu. Miliony ludzi żyło w nędzy, w średniowiecznych wioskach, a elita w Sajgonie żyła niczym w Las Vegas.

Oprócz prostytucji i narkomanii dodatkowo szerzyły się przestępstwa wobec wietnamskich kobiet, takie jak gwałty. To jeszcze bardziej potęgowało nienawiść wobec amerykańskiej okupacji oraz poparcie dla Wietkongu i Wietnamu Północnego. Jak zauważył prezydent USA Eisenhower, komuniści mieli w całym Wietnamie 80% poparcia. Nie można było więc zorganizować legalnych, uczciwych wyborów na Południu bo zachód przegrałby je demokratycznie. Stąd wyborcze fałszerstwa. W Sajgonie podczas referendum z połowy lat 1950. frekwencja wyniosła 130%.

USA, amerykańskie wojsko, zmieniło stolicę Wietnamu Południowego więc w stolicę gwałtów, prostytucji, korupcji, narkomanii, potężnego rozwarstwienia społecznego, chorób wenerycznych i innych patologii. Najlepszą pracą w tej tematyce jest praca pod jakże oczywistym tytułem „Amerykański burdel” autorstwa Amandy Boczar. Oddajmy głos autorce: „Departament Obrony nie zadał sobie nawet trudu, by uwzględnić pojedyncze przypadki gwałtów, które miały miejsce w miastach, podczas sporządzania listy innych zbrodni wojennych podobnych do »sprawy Calley’ego«. Tymczasem w miastach południowego Wietnamu żołnierze amerykańskiej armii regularnie dopuszczali się gwałtów na cywilnych kobietach »niezwiązanych z działaniami wojennymi«. To niemożliwe do oszacowania rozróżnienie między przypadkami przedstawionymi przez śledczych w oficjalnych raportach dla prezydenta a tymi, które uznano za niezwiązane z wojną, stanowi uderzającą sprzeczność. Przemocy seksualnej w tyłach nie można było tak łatwo uznać za reakcję na strach lub akt odwetu, tak jak sprawcy usprawiedliwiali gwałty na polu walki. Przypadki te częściej wiązały się z pojedynczymi sprawcami polującymi na kobiety, które znali, lub kelnerki, od których oczekiwali świadczenia usług seksualnych. Niewiele akt żandarmerii wojskowej bezpośrednio potwierdzało gwałt, zaznaczając, że personel nie był w stanie zweryfikować relacji kobiet, które zgłaszały oskarżenia. Jednak typowe reakcje na oskarżenia o napaści lub ataki wskazują na coś szerszego. Relacje ustne byłych funkcjonariuszy żandarmerii wojskowej z więzienia Long Binh, na północ od Sajgonu, wskazują, że zatrzymywali oni żołnierzy amerykańskich za gwałty, ale nie mogli wypowiadać się na temat postępowania karnego. Strażnicy byli zaniepokojeni świadomością, że większość mężczyzn, których przetrzymywali w więzieniu, niezależnie od popełnionego przestępstwa, zostanie później zwolniona i wysłana z powrotem na front”.

Tak, oprócz rzeczy oczywistych, czyli traktowania Wietnamczyków jako ludności podbitej, która ma być politycznie posłuszna, traktowano także wietnamskie kobiety, niektóre bardzo młode, jako zwierzynę do upolowania. A po gwałtach żołnierze wracali sobie na front.

Tak wygląda państwo pod amerykańską wojskową okupacją. Według danych z sondażu przedstawionego na stronie „Rzeczpospolitej” 50% polskich kobiet jest przychylna stałej wojskowej okupacji Polski przez amerykańskie wojsko. Na zasadach, przypomnijmy, eksterytorialności. A więc bezkarności. Ciekawe czy te 50% Polek czytało kiedyś jakąś książkę o Sajgonie albo Hondurasie.

WYSPY MARSHALLA I ZACHODNI PACYFIK – CHEMIKALIA, BROŃ JĄDROWA, HERBICYDY

W podrozdziale mojego tekstu o Wyspach Marshalla gdzie jak zapewne dobrze wiemy wojsko USA testowało działanie broni masowego rażenia (jądrowej i termojądrowej) na ludności cywilnej, zajmę się także zachodnim Pacyfikiem a więc Japonią oraz wspomnianym już tutaj Wietnamem Południowym. Gdyż Pentagon w obu tych krajach prowadził eksperymenty z użyciem chemikaliów, których ofiarami padali cywile.

Zniszczenia jakie broń jądrowa dokonała w Japonii sprawiły, że Stany Zjednoczone obawiały się testowania silniejszych bomb na terytorium USA. Postanowiono więc poszukać lepszego miejsca do tego typu działań. Wybrano Wyspy Marshalla leżące 4000 km od Hawajów.

Wyspy Marshalla w trakcie II wojny światowej były okupowane przez Japonię. Amerykanie w 1944 roku przychodzili tam więc jako wyzwoliciele niosący wolność. Tak przynajmniej miało być. Tak jednak nie było. Na miejsce Japończycy którzy zmuszali miejscową ludność do pracy na rzecz ich imperium, przyszedł okupant 100 razy gorszy – okupant amerykański – który zamiast wolności przyniósł niewyobrażalne cierpienia.

USA odbijały WM od Japończyków przez tydzień. W walkach zginęło zaledwie 370 żołnierzy USA oraz 8000 Japończyków. A także 200 mieszkańców Wysp.

Po wojnie Wyspy Marshalla przeszły pod mandat ONZ, które przekazało nad nimi kontrolę Waszyngtonowi. Ten miał dbać o rozwój archipelagu oraz wspierać postęp gospodarczy i społeczny. Zamiast tego Amerykanie uczynili sobie z Wysp poligon atomowy do testowania broni termojądrowej na żywych organizmach – na ludziach.

Wyspy Marshalla były traktowane przez USA niczym Polska przez III Rzeszę Niemiecką i Związek Sowiecki – jako łup wojenny. Amerykanie przelewali krew za wyrzucenie Japończyków z wyspy więc uznali, że mają pełne prawo do robienia tam co tylko im się żywnie podoba. I robili.

WM były idealnym miejsce dla amerykańskiego poligonu atomowego. Ich odseparowanie od reszty państw oceanicznych sprawiało, że można było zachować nieludzkie eksperymenty na tamtejszej ludności w tajemnicy. Nikt miał się dowiedzieć co tam się działo.

Ponadto populacja wysp była niewielka a Ocean miał pochłonąć promieniowanie powstałe w wyniku eksplozji.

Zbrodniarz wojenny Kissinger miał powiedzieć o Wyspach Marshalla: „tam mieszka tylko 90 000 ludzi, kogo to obchodzi?”.

Nie minął rok od zakończenia II wojny światowej a Amerykanie w lutym 1946 roku poinformowali mieszkańców wysp, że chcą nauczyć się stosować pewną broń „dla dobra ludzkości”. W tym celu potrzebują ich kraju.

Mieszkańców atolu Bikini przez kolejne lata przenoszono z wyspy na wyspę, wraz z rozszerzaniem zasięgu obszaru, który miał podlegać testom. Trafiali w miejsca, gdzie ryby były toksyczne a więc miewali problemy żywnościowe. Waszyngtonu to nie obchodziło.

Amerykanie testy na Wyspach Marshalla rozpoczęli od okrętów wojennych, które rozmieszczano w pobliżu miejsca wybuchu. Nazywano je „flotą królików doświadczalnych”. Na ich pokładzie znajdowały się liczne zwierzęta. Dopiero później królikami doświadczalnymi zostaną ludzie.

W lipcu 1946 roku przeprowadzono pierwszą próbę jądrową na okrętach oraz zwierzętach, które w ogromnej większości zmarły.

Drugi test na atolu Bikini, pod wodą, skaził już ludzi – żołnierzy amerykańskich. Waszyngton nie miał skrupułów nawet dla swoich ludzi. Dziesiątki tysięcy Amerykanów wysłano do odkażania skażonych okrętów bez odzieży ochronnej. Okręty następnie przesunięto na Guam i do bazy Pearl Harbor gdzie kolejne tysiące ludzi były narażone na promieniowanie. Oczywiście byli to Amerykanie. Kiedy Waszyngton zrozumiał, że okręty do niczego już się nie nadają, zatopiono je.

W 1948 roku przeprowadzono tam kolejne 3 testy jądrowe. Spowodowały one dalsze skażenie Oceanu Spokojnego.

W 1952 roku przeprowadzono pierwszy pełny test termojądrowy, który zniszczył całą wyspę archipelagu Wysp Marshalla.

W 1954 roku test spowodował skażenie w odległości dziesiątek kilometrów z powodu wiatru. Amerykanie doskonale sobie zdawali sprawę, że tak się stanie. Bunkier wojska USA oddalony o 40 km został skażony i osoby tam przebywające trzeba było ewakuować helikopterami.

O ile Amerykanom nic się nie stało o tyle miejscowe dzieci, dzieci mieszkańców Wysp Marshalla, zaczęły się bawić pyłem radioaktywnym, którego grubość sięgała 4 centymetrów. Zniszczyło to im zdrowie.

Dopiero po dwóch dniach od testu napromieniowanych już mieszkańców ewakuowano.

Po latach, pod koniec lat 1970., okazało się, że opad radioaktywny skaził nawet te wyspy na które ewakuowano mieszkańców WM. Całe dekady utrzymywano ludzi w kłamstwie.

Oprócz mieszkańców Wysp Marshalla skażenie dotknęło także Japończyków na łodziach rybackich. Mowa o niemal 900 jednostkach nawodnych, które znalazły się w zasięgu oddziaływania skutków wybuchu. Skażenie statku „Lucky Dragon” stało się powszechnie znane w wyniku nagłośnienia tego faktu przez media na całym świecie. Amerykanie odmówili pomocy Japończykom. Przegraliście wojnę? Leczcie się sami.

Japończycy zamiast zaprotestować przeciwko eksperymentowaniu na ich ludności, poparli dalsze testy. Tak kończą kraje znajdując się pod amerykańską okupacją. Waszyngton może na ich ludzi zrzucać radioaktywny pył a ci nie mogą nic z tym zrobić.

Edward Teller, jeden z najbardziej znanych naukowców jądrowych, stwierdził, że śmierć rybaka to nie powód, aby kręcić aferę.

W kolejnych latach zmarło jednak wielu rybaków a ich dzieci były potwornie zdeformowane.

Ale amerykański test z 1954 roku skaził nie tylko łodzie rybackie i połów tam się znajdujący. Skażenie dotarło do samej Japonii w postaci deszczu, który zatruł tamtejsze rolnictwo.

Japończycy zebrali 32 miliony podpisów przeciwko testom jądrowym w okolicach ich kraju. Podpisało się więc około 33% wszystkich Japończyków. Pod presją rząd USA z rządem japońskim zgodzili się wypłacić odszkodowanie w kwocie 2 mln dolarów. Szacowane szkody wynosiły 7,2 mln dolarów.

Dlaczego jednak Japończycy pozwalali na zabijanie i niszczenie własnych ludzi? Otóż CIA przekonywała osoby podejrzane o zbrodnie wojenne, które przecież rządziły po wojnie tym krajem, na swoje sposoby. Wszyscy wiemy jakie: trybunał albo pozwalacie nam robić swoje.

Nie zmieniło to jednak faktu, iż Azjaci uważali że są traktowani jako mięso armatnie Stanów Zjednoczonych.

W sumie na Wyspach Marshalla przeprowadzono 67 testów jądrowych. Promieniowanie skaziło glebę, morze, ryby, zwierzęta i rośliny. Po 1972 roku mieszkańcy atolu Bikini zaczęli wracać na swoją wyspę. Zapewniano ich że jest to bezpieczne. Wszyscy jednak wiedzieli że nie jest to bezpieczne. W ten sposób eksperymenty trwały nadal. Dopiero w 1978 roku ponownie ich wysiedlono.

Z innymi wyspami było podobnie. Było one w oczywisty sposób skażone jednak mieszkańców tam przywracano. Przez całe lata wdychali skażone powietrze i jedli skażone posiłki. Zwrócili się o wsparcie do rządu USA. Ten im go nie udzielił. Nikogo nie obchodzili japońscy rybacy a co dopiero jakieś 90 000 mieszkańców jakichś wysp pacyficznych.

W 1999 roku Amerykańskie Towarzystwo Onkologiczne określiło wskaźnik zachorowalności na nowotwory na WM na ekstremalnie wysoki. Ich częstość występowania była nawet 40 razy większa niż w USA. Tak oto zniszczono naród. Dzisiaj już wiemy, że celowo przywracano ludność Wysp Marshalla na skażone tereny aby badać wpływ skażenia na ich życie. Mieszkańcy WM byli całe dekady królika doświadczalnymi zbrodniczego reżimu amerykańskiego.

Naukowcy z USA byli zadowoleni z tego, że mogą badać swoje króliki doświadczalne. Tak wynika z odtajnionych dokumentów. Ale to nie wszystko. W ramach Projektu 4.1 500 mieszkańców Wysp Marshalla poddano innym eksperymentom – wstrzykiwano im radioaktywne izotopy oraz przeprowadzano im operacje bez ich zgody. Tym się kończy obecność wojska USA na swoim terytorium.

10 lat temu, w 2016 roku, Uniwersytet Columbia przeprowadził swoje badania na atolu Bikini. 70 lat po pierwszym teście. Atol wciąż był skażony. Pogarda dla życia ludzkiego reżimu amerykańskiego nie tyczyła się jedynie mieszkańców WM. Z taką samą pogardą traktowano żołnierzy amerykańskich. Jeżeli eksperymentujemy na własnych ludziach to co będziemy gotowi zrobić innym? Np. Polakom.

Wietnam Południowy – poligon doświadczalny dla wojny chemicznej

Już podczas drugiej wojny światowej Stany Zjednoczone chciały zrzucać na Japonię środki chemiczne takie jak fosgen i iperyt ale także środki wypalające roślinność – herbicydy. Bomby atomowe sprawiły jednak, że plany te porzucono.

Po wojnie Amerykanie przejęli dokumenty ultrazbrodniczej japońskiej Jednostki 731, które dotyczyły wypalania roślinności za pomocą herbicydów. Wraz z nastaniem zimnej wojny Stany Zjednoczone poprzez laboratorium Fort Detrick zaczęły prowadzić własne badania w tej tematyce.

W 1952 roku wojsko USA chciało przetestować Agenta Fioletowego w Korei. Jednak plany te porzucono gdyż wojna się zakończyła.

W okresie lat 1950. swoje testy w Azji Południowo-Wschodniej, dotyczące środków niszczących roślinności, prowadzili Brytyjczycy.

W 1961 roku Stany Zjednoczone zaczęły testować broń biologiczną na japońskiej Okinawie. Testowano także herbicydy, w latach 1960-1962. Wszystkim zajmowało się amerykańskie wojsko.

Jednak prawdziwym laboratorium, prawdziwym poligonem doświadczalnym, był Wietnam Południowy.

Generał Maxwell Taylor nawet nie ukrywał, że kraj ten jest amerykańskim poligonem testowym: „Z wojskowego punktu widzenia […] uznaliśmy znaczenie tego obszaru jako laboratorium”. Ogromna ilość substancji, które tam testowano, była całkiem nowa.

Operacja robienia w Wietnamu poligonu doświadczalnego dla wojska USA nosiła nazwę „Hades” lub też „Ranch Hand”.

Operację tą rozpoczęto w tajemnicy, gdyż była to zasadniczo operacja stosowania broni chemicznej. Pomimo iż celem była roślinność a nie ludzie.

Aby jeszcze bardziej zamaskować udział wojska USA w tych operacjach żołnierze spryskujący Wietnam nie nosili mundurów a samoloty używane do spryskiwania zostały ukryte. Waszyngton wiedział, że robi źle ale robił to pomimo to. A Wietnamczycy, zniewoleni we własnym kraju przez skorumpowaną klasę polityczną, kolaboracyjną wobec wojska USA, rekrutowaną z mniejszości niebuddyjskiej, nie mieli nic do powiedzenia.

Styczeń 1962 roku był pierwszym miesiącem operacji „Ranch Hand”. Wówczas spryskano roślinność w samym pobliżu stolicy kraju – Sajgonu. W sumie wojsko USA wykona niemal 20 000 takich lotów zużywając 76 000 000 litrów chemikaliów. Taką ilości trucizny powodującej nowotwory, w tym wśród żołnierzy USA ale przede wszystkim wietnamskiej ludności cywilnej, ze szczególnymi skutkami ubocznymi dla dzieci, wojsko Stanów Zjednoczonych rozpyliło w zaprzyjaźnionym kraju.

Rozpylanie miało oprócz celów laboratoryjnych cele polityczne: chłopów wietnamskim reżim amerykański chciał wyrzucić ze swoich wiejskich domów i przenieść do miast aby byli lepiej kontrolowani przez siły Waszyngtonu.

Wojsko USA nie poinformowało swoich żołnierzy o szkodliwości chemikaliów. Z beczek po nich żołnierze robili prysznice oraz grille. To samo robili Wietnamczycy. Wiele lat później będą z tego powodu umierać.

Chemikaliami zalewano nie tylko Wietnam Południowy lecz także Tajlandię, Kambodżę oraz Laos. W przypadku dwóch ostatnich za działanie te odpowiadała CIA.

Razem z zalewaniem kraju chemikaliami, reżim południowowietnamski oraz USA prowadziły kampanię propagandową o nieszkodliwości substancji. Wmawiano ludziom, że herbicydy i inne środki chemiczne nie zaszkodzą ani ludziom, ani glebie, ani zwierzętom. Celowo karmiono społeczeństwo kłamstwami, aby uzyskać przyzwolenie na dalsze eksperymenty.

Żołnierzom USA wmawiano: „Agent Orange jest stosunkowo nietoksyczny dla ludzi i zwierząt. Nie odnotowano żadnych obrażeń u personelu narażonego na opryski z samolotów”.

W sumie 3 000 000 Wietnamczyków zachorowało w wyniku stosowania herbicydów. Choroby obejmowały od biegunek czy bólów głowy po cukrzycę, choroby immunologiczne i nowotwory. Szczególnie narażone były, jak już wspomniałem, dzieci. W Wietnamie 20- i 30-latkowie zaczęli zapadać na choroby typowe dla wieku starczego. Ludność zniszczona wojną, dodatkowo została zniszczona chemikaliami, które oddziaływały na nią przez kolejne dekady. Po dziś dzień w Wietnamie rodzą się zdeformowane dzieci. Podobnie jak w Iraku w wyniku stosowania zubożonego uranu.

W sumie 66% Wietnamczyków, którzy byli narażeni na chemikalia, miało dzieci zdeformowane lub cierpiące na różnego rodzaju choroby. Znaczna z nich część natychmiast po urodzeniu umierała. Niektóre umierały jeszcze w łonie matki.

Pewnego dnia skala zniszczenia narodu wietnamskiego była już tak duża, że media w Sajgonie, kontrolowanym przez amerykańskich zbrodniarzy, opublikowały zdjęcia dzieci z 2 głowami, 3 rękami i 20 palcami. Niektóre miały głowy przypominające owcę a twarze przypominające kaczkę.

Amerykańskie wojsko gardziło swoimi ofiarami. Dowódca wojsk USA w Wietnamie Westmoreland, zwolennik mordownia ludzi w zaprzyjaźnionych krajach w ramach operacji fałszywej flagi (patrz podrozdział o Włoszech) powiedzieć miał: „Mieszkańcy Orientu nie przywiązują do życia takiej samej wagi jak ludzie Zachodu. Życie jest tam obfite, życie jest tanie na Wschodzie. Jak głosi filozofia Orientu, życie jest nieważne”.

W sumie 750 000 weteranów wojny w Wietnamie, służących w siłach zbrojnych USA, otrzymało odszkodowania z tytułu narażenia na działania chemikaliów.

W Wietnamie 3 miliony ludzi cierpi z powodu stosowania dioksyn. Ich kolejne pokolenia także będą narażone z powodu wciąż zanieczyszczonego środowiska.
Z powodu stosowania samego Agenta Orange – mieszanki różnych herbicydów – według Wietnamczyków, zmarło lub doznało trwałego uszczerbku na zdrowiu, 400 000 obywateli tego kraju.

USA I IZRAEL – CENTRALA PEDOFILII, GWAŁTÓW NA DZIECIACH I BESTIALSKICH MORDÓW

Afera Epsteina, żydowskiego pedofila, agenta wywiadu wojskowego Izraela oraz człowieka ochranianego przez wywiad USA, to nie tylko wyspa na Morzu Karaibskim w archipelagu Wysp Dziewiczych USA, odkupionych od Danii w XX wieku, lecz także ranczo w Nowym Meksyku, gdzie ten zwyrodnialec, który pozyskiwał kobiety także z naszego kraju, z Beskidów, prowadził eksperymenty na swoich ofiarach.

Sprawę tą opisywały intensywnie media pod koniec lutego roku bieżącego. Po czym USA i Izrael zaatakowały Iran i wszystko ucichło. Przyjrzyjmy się jednak temu procederowi.

Epstein miał zamiar na swoim ranczu w stanie Nowy Meksyk wyhodować „nową rasę” poprzez zapładnianie przetrzymywanych tam kobiet. Nie powinno nikogo to dziwić. Amerykanie oraz Żydzi specjalizują się od dekad w nielegalnych eksperymentach na ludziach. Ten artykuł to tylko wycinek ich całego zbrodniczego dorobku.

„Zorro Ranch”, znane także jako „Playboy Ranch”, to posiadłość Epsteina na południu Stanów Zjednoczonych. Według brytyjskiego „Daily Mail” miejsce to było tysiące razy wymieniane w aktach Epsteina. Zboczeniec ten planował tam przeprowadzić eksperymenty genetyczne których celem było zapłodnienie 20 kobiet. W ten sposób miała powstać „Superrasa”. Nie wiem w jaki sposób z połączenia pedofila i niewolnicy seksualnej z biednej amerykańskiej rodziny miałaby powstać jakaś superrasa ale przejdźmy dalej.

Nie wiadomo do końca czy plan ten zrealizowano ani nawet czy go realizowano. Jednak kobiety zgłaszające się do władz stanu Nowy Meksyk twierdzą, że były odurzane, pobierano od nich materiał genetyczny a następnie budziły się podłączone do aparatury medycznej.

Na ranczu bywał książce Andrzej, członek brytyjskiej rodziny królewskiej. Bywała tam także najsłynniejsza ofiara Epsteina Wirginia Giufre, która popełniła samobójstwo w 2025 roku a według jej ojca została zamordowana.

Oprócz tego doniesienia wskazują, że na ranczu w Nowym Meksyku mógł bywać Bill Clinton oraz Woody Allen. Odbywały się tam także gwałty na młodych dziewczynach.

Dwie z gwałconych tam dziewczyn miały zostać zamordowane – uduszone podczas procederu gwałtu. Podobno pochowano je w okolicy.

Dowody zbrodni miały być niszczone. Jednak nic z tym nie robiono. Dopiero po śmierci Epsteina sprawa ta powróciła.

Epstein prowadził jeszcze inne eksperymenty, w tym na dzieciach. Jak podała prof. Magdalena Grzyb z Uniwersytetu Jagiellońskiego, obejmowały one działania które „jeżą włosy na głowie”. Z racji przyzwoitości nie będę ich tutaj opisywał. Wszyscy wiemy co to mogło być. Wspomnieć jedynie warto, że chodzi o eksperymenty seksualne na kilkuletnich dzieciach w celu przygotowywania ich dla bogatych Amerykanów w wiadomym celu. Tym zajmują się amerykańskie i żydowskie elity. Tego chcą w Polsce zwolennicy kontrolowania naszego kraju przez wojsko Stanów Zjednoczonych. Zwolennicy stałych baz USA w Polsce. Ochrony takich procederów. I popełniania samobójstw przez osoby, które chciałyby to nagłośnić.

Jednak na tym nie koniec. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak wielu wysokich rangą amerykańskich wojskowych korzystało z usług młodych osób podstawionych przez Żydów. Wiązało się to z procederem pedofilskim za którego organizacją stał Roy Cohn, prawnik Donalda Trumpa, członek loży B’nai B’rith oraz syn jednego z najważniejszych żydowskich masonów Alberta Cohna.

Cohn organizował pedofilskie orgie w hotelu Plaza w Nowym Jorku. W tzw. niebieskim apartamencie tegoż hotelu. To właśnie tam zapraszano amerykańskich wojskowych. Zapewne nie bez przyczyny. W 1956 roku dowódcy amerykańskiej marynarki wojennej chcieli spacyfikować militarnie Izrael, aby zakończyć tzw. Kryzys Sueski. Cohn był gorliwym obrońcą Izraela. Proceder ten opisała w swojej pracy „One Nation Under Blackmail” Whitney Webb. Oddajmy jej głos: „Dalsze potwierdzenie działalności Rosenstiela i Cohna w »niebieskim apartamencie« – zidentyfikowanym później jako apartament nr 233 – wynika z oświadczeń samego Cohna złożonych przed Jamesem Rothsteinem, byłym detektywem nowojorskiej policji (NYPD) i byłym szefem wydziału ds. handlu ludźmi i przestępstw związanych z przestępczością obyczajową. Rothstein powiedział później Johnowi DeCampowi – byłemu senatorowi stanu Nebraska, który badał aferę Franklina z lat 1980. – że podczas osobistej rozmowy z byłym detektywem Cohn przyznał się do udziału w operacji szantażu seksualnego wymierzonej w polityków z udziałem nieletnich. Rothstein powiedział DeCampowi o Cohnie, co następuje: Zadaniem Cohna było kierowanie grupą małych chłopców. Powiedzmy, że był jakiś admirał, generał czy kongresman, który nie chciał się zgodzić na ten program. Zadaniem Cohna było wrobienie ich, a wtedy się zgadzali. Cohn sam mi to powiedział”.

Siatką, która podstawiała amerykańskim elitom, w tym wojskowym młode nieletnie osoby była siatka o nazwie „Kurczaki i byki”. Jej „klientami” byli m.in. admirałowie i generałowie amerykańscy. Oraz tysiące innych osób.

IZRAELSKIE MAFIE I EKSPLOATACJA SEKSUALNA KOBIET Z EUROPY ŚRODKOWEJ I WSCHODNIEJ

O tym, że przestępcza i zbrodnicza działalność państwa Izrael jest chroniona przez Stany Zjednoczone nikomu chyba już dzisiaj mówić nie trzeba. Widzimy to na co dzień jak Waszyngton podpala cały świat, w tym Europę, w żydowskim interesie. Mało jednak osób zdaje sobie sprawę z tego, że Izrael pozyskiwał kobiety z Europy Środkowej i Wschodniej do niewolniczej eksploatacji seksualnej, w tym z Polski, po czym były one mordowane a ciał się pozbywano. Spójrzmy więc jak ludzie powiązani z izraelskimi służbami specjalnymi pozyskiwali kobiety z naszej części Europy.

Tel Awiw, zanim stał się stolicą ludobójstwa, w latach 1990. był światową stolicą zorganizowanej przestępczości. To właśnie tam swoją siedzibę miał, po ucieczce z Rosji, człowiek izraelskich służb specjalnych, jeden z najbardziej znanych mafiozów na świecie, Siemion Mogilewicz, który w polskojęzycznej propagandzie wciąż niemal zawsze widnieje jako Rosjanin lub człowiek rosyjskiej mafii.

Mogilewicz uciekł z Rosji i osiedlił się w Izraelu. Bardzo szybko uzyskał izraelskie obywatelstwo. Dzięki wieloletniemu agentowi Mossadu Robertowi Maxwellowi, ojcu Ghislaine Maxwell, degeneratce od szantaży z Jeffreyem Epsteinem. Nawiązał także znajomości w tajnych służbach reżimu syjonistycznego. Jego specjalizacją stało się prowadzenie „lokali nocnych”, czyli po prostu domów publicznych, gdzie zatrudniano kobiety z Europy Środkowej i Wschodniej.

Sieć tych lokali stała się, jak zauważa autor książki „Czerwona mafia” jednymi z największych ośrodków prostytucji na świecie. Lokale Mogilewicza rozciągały się przez całą Europę Środkową, skolonizowaną przez USA i Izrael po 1989 roku. Od Rygi na Łotwie, przez Kijów, Pragę aż po Budapeszt. Siedzibą Mogilewicza stał się Budapeszt. Węgry niestety były i wciąż pozostają istotnym miejscem gdzie Żydzi prowadzą lukratywne interesy związane z prostytucją i przemysłem pornograficznym.

Z początku kobiety w lokalach Mogilewicza pochodziły z Niemiec oraz Rosji, jak wiadomo z dwóch najbardziej znienawidzonych przez Żydów nacji. Z czasem jego imperium się rozszerzało. Na całą Eurazję, aż po japońską Yakuzę. Kobiety w jego przybytkach były zmuszane do prostytucji. Handlowano także nimi niczym towarem w sklepie.

Praniem brudnych pieniędzy Mogilewicza zajmowały się banki brytyjskie. Ale nie tylko. Pranie brudnych pieniędzy Mogilewicza odbywało się także w Izraelu oraz USA. Żydowski mafiozo utrzymywał bliskie relacje nie tylko z elitami izraelskimi lecz także anglosaskimi. Wszystko dzięki Maxwellowi. Dzięki współpracy z nim roczne zyski Mogilewicza z działalności przestępczej sięgały astronomicznej sumy 40 mld dolarów.

Z czasem rozszerzył swoją działalność na przemysł zbrojeniowy. Zaczął kupować firmy obronne z Węgier po czym występował na prezentacjach przemysłu obronnego w USA. Jego przestępcza działalność nikogo nie interesowała. Był chroniony przez zachodnie służby.

Ludźmi Mogilewicza byli ludzie specjalizujący się w wywiadzie i kontrwywiadzie a on sam był wielokrotnym donosiciel służb. Znana jest jego współpraca z niemieckim BND jednak to izraelskie służby były tymi, które najmocniej były obecne w jego życiu. Jednym z nielicznych krajów, który postawił zdecydowaną tamę jego działalności była Francja. Miał tam zakaz wjazdu.

Maxwell stał się bliskim współpracownikiem Mogilewicza. Innym członkiem tego zespołu był oficer bułgarskiego wywiadu Iwo Janczew. Jednak to Maxwell umożliwił Mogilewiczowi, swojemu rodakowi, stanie się szanowanym i poważanym człowiekiem międzynarodowego biznesu.

Czy dysponujemy jednak dowodem na to, że Mogilewicz był człowiekiem izraelskiego wywiadu? Wiemy, że jego teczki osobowe znikały z izraelskiego MSW aby zatrzeć ślady po jego współpracy z izraelskimi służbami. Wiemy także, że Mossad monitorował jego działalność oraz ją umożliwiał. Mogilewiczowi Izrael mógł odebrać paszport. Nie zrobiono tego, aby służby tego kraju mogły go śledzić. Znajdował się więc co najmniej pod ochroną rządu Izraela.

Stanisław Głąbińsi w pracy pt. „Niechciana wojna Ameryki” pisze, że „wywiad izraelski […] podobno sam korzystał z usług owego Mogilewicza”.

Czy jednak mamy dowód na to, że żydowskie mafie handlujące ludźmi, pozyskiwały kobiety także z Polski?

W 2018 roku w serwisie „Tygodnik TVP” ukazał się artykuł Eweliny Rubinstein pt. „Brodaci chasydzi na dachach samochodów i tysiące domów publicznych. Agenci Mossadu i bezpańskie koty”, w którym wymieniono kraje, z których kobiety były zmuszane do prostytucji w Izraelu a następnie, po „wyeksploatowaniu”, mordowane. Polska była jednym z tych krajów.

Jakaś z 50% polskich kobiet, które popierają stałe bazy wojsk USA w Polsce chętna jeszcze na obecność wojska Stanów Zjednoczonych, które chroni przestępców i ludobójców z Izraela i podpala w ich obronie cały świat?

Autorstwo: Terminator 2019
Zdjęcia: Terminator 2019, United States Department of Defense (CC0), Alexis Duclos (CC BY-SA 3.0)
Źródło: WolneMedia.net

Źródłografia

  • 1. https://web.archive.org/web/20190718201059/https://tygodnik.tvp.pl/36540998/brodaci-chasydzi-na-dachach-samochodow-i-tysiace-domow-publicznych-agenci-mossadu-i-bezpanskie-koty
  • 2. https://web.archive.org/web/20110205065619/https://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/france/7415082/French-bread-spiked-with-LSD-in-CIA-experiment.html
  • https://www.bbc.com/news/world-10996838
  • https://en.wikipedia.org/wiki/Pont-Saint-Esprit
  • 5. https://it.wikipedia.org/wiki/Giovanni_de_Lorenzo
  • 6. https://it.wikipedia.org/wiki/Enrico_de_Boccard
  • 7. https://en.wikipedia.org/wiki/Piano_Solo
  • 8. https://it.wikipedia.org/wiki/Strage_dell%27Italicus
  • 9. https://it.wikipedia.org/wiki/Carlo_Digilio
  • 10. https://en.wikipedia.org/wiki/Licio_Gelli
  • 11. https://www.rp.pl/spoleczenstwo/art44714061-sondaz-polacy-chca-stalej-bazy-wojsk-usa-w-polsce
  • 12. https://en.wikipedia.org/wiki/Impact_of_Agent_Orange_in_Vietnam
  • 13. https://en.wikipedia.org/wiki/Agent_Orange#Health_effects
  • 14. https://dorzeczy.pl/opinie/842972/eksperymenty-epsteina-na-dzieciach-blokery-dojrzewania-i-feminizacja-chlopcow.html
  • 15. https://kryminalne.o2.pl/informacje/ranczo-epsteina-szokujace-co-planowal-robic-w-srodku-7257787902146944a
  • 16. https://www.komputerswiat.pl/dom/zdrowie/cia-placilo-za-tortury-ponad-300-dzieci-w-ramach-eksperymentu/xvwmj5v
  • 17. https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1039908%2Ccia-finansowala-tajne-eksperymenty-na-dunskich-dzieciach-szokujace-fakty
  • 18. https://en.wikipedia.org/wiki/Sarnoff_A._Mednick
  • 19. Albarelli H. P., „A Terrible Mistake”, Walterville 2009.
  • 20. Block A., Weaver C., „All is Clouded by Desire”, Westport 2004.
  • 21. Boczar A., „An American Brothel”, Nowy Jork 2022.
  • 22. Cockburn L., „Out of Control”, Nowy Jork 1987.
  • 23. Friedman R., „Czerwona mafia”, Warszawa 2001.
  • 24. Ganser D., „NATO’s Secret Armies”, Londyn 2005.
  • 25. Głąbiński S., „Niechciana wojna Ameryki”, Warszawa 2002.
  • 26. Grandt G., „Czarna księga masonerii”, Kobierzyce 2010.
  • 27. Kinzer S., „Doktor Śmierć”, Kraków 2020.
  • 28. Mitchell J., „Poisoning the Pacific”, Londyn 2020.
  • 29. Neumann C., „Sexual Crime”, Santa Barbara 2010.
  • 30. Thomas G., „Secret Wars”, Nowy Jork 2011.
  • 31. Webb W., „One Nation Under Blackmail”, Walterville 2022.
  • 32. Willan P., „Puppetmasters”, Lincoln 2002.
  • 33. Williams P., „Operation Gladio”, Nowy Jork 2015.

„Chcecie wojny? To ją dostaniecie!”

Chcecie wojny? To ją dostaniecie!

30. czerwca 2026 Marek Wojcik world-scam/chcecie-wojny-to-ja-dostaniecie

Jawne prowokacje europejskich marionetek sterowanych przez globalistyczne bagno, są w stanie doprowadzić do wojny w Europie, która zakończy się w najlepszym przypadku jak ta z Iranem. NATO-wscy stratedzy, opierający swoje doświadczenie na historii drugiej wojny światowej, nie dostrzegają, że najdroższa broń jest bezsilna wobec prostych i niedrogich sposobów jej zwalczania.

Ramy deeskalacji, które rozwinęły się podczas rozmów USA-Iran w Lucernie, w dużej mierze pozostały wierne pierwotnemu irańskiemu 10-punktowemu planowi. Tymczasem prezydent Trump i wiceprezydent Vance celowo mącą obraz sytuacji, twierdząc, że Iran już zgodził się na inspekcje irańskich obiektów jądrowych przez MAEA (co Iran wielokrotnie dementował): Vance ogłosił, że MAEA mogła rozpocząć inspekcje w tym tygodniu. Nie – „Ramy” odnoszą się jedynie do ewentualnego nadzoru MAEA nad rozcieńczeniem do 60% zapasów wzbogaconego uranu, ostatecznego porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi pod warunkiem, że zostanie osiągnięte.

Taki obrys aktualnej sytuacji przedstawia Alastair Crooke we wczorajszym artykule na strategic-culture.su: Rosja podjęła teraz strategiczną decyzję o przygotowaniu się do wojny w Europie. Źródło.

Ten artykuł poniekąd potwierdza „chęć” Rosji do ataku na Europę, ale w odróżnieniu od kłamliwej propagandy medialnej przedstawia także prowokacje europejskich podżegaczy wojennych. Podobnie jak wojna USA-Rosja na Ukrainie, także ta z Europą jest skrupulatnie przygotowywana przez globalistów. Nie uwzględnia jednak nieuniknionej porażki.

A może właśnie uwzględnia i mimo tego do tej wojny dąży. Przecież gorąca wojna jest wraz z wojną biologiczną, zwaną kowidową, najlepszym sposobem na depopulację.

Na Ukrainie ptaki żyjące w strefie przyfrontowej budują gniazda z kabli światłowodowych.
Natura dostosowuje się, cierpliwie czekając, aż sami doprowadzimy się do zagłady.

Starszy sierżant Batalionu Systemów Bezzałogowych 5. Samodzielnej Brygady Szturmowej w Kijowie, Jurij Syrotiuk, bezprecedensowo zagroził Polsce podczas obszernego wywiadu „O Polsce i Ukrainie, eksplozjach w Moskwie i ucieczce wroga z Krymu” pod koniec czerwca. Odpowiedni fragment, który ukazał się w czasie 36:00-36:50, oskarżył Polskę o prowadzenie wojny historycznej, która grozi przekształceniem się w wojnę fizyczną, w której Ukraina będzie atakować dronami polskie miasta i zabijać ludzi. Radził więc Polsce, aby nie przekraczała tej granicy.

Tak wczoraj napisał Andrzej Korybko w swoim artykule: Starszy sierżant ukraiński groził Polsce atakami dronów na jej miasta. Źródło.

Mamy więc w Polsce spodziewaną przecież reakcję profaszystowskiego rządu w Kijowie. Kiedy upadają ostatnie bastiony oporu w Donbasie, prezydent Ukrainy szuka ratunku, grożąc wojną Białorusi i Polsce. Najwyraźniej dysponują nadmiarem ochotników do walki za wolną Ukrainę.

Szczęśliwy powrót…

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Zacharowa zarzuca Polsce wspieranie aspiracji „banderowskiego reżimu”

Zacharowa zarzuca Polsce wspieranie aspiracji „banderowskiego reżimu”. „Jesteście odpowiedzialni za tych, których oswoiliście”

30 June 2026 Damian Drozd

Maria Zacharowa zareagowała na wypowiedź Władysława Kosiniaka-Kamysza, który w Polsat News stwierdził, że Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej, jeśli będzie gloryfikować Banderę i UPA.

Według Zacharowej Warszawa przez wiele lat wspierała akcesję Ukrainy do UE, a także „celowo rozdawała broń i pieniądze zwolennikom morderców swoich przodków”.

W poniedziałek w programie „Gość Wydarzeń” na antenie Polsat News wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz odniósł się do polityki historycznej Kijowa oraz perspektywy wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej.

Szef MON stwierdził, że Ukraina będzie miała poważny problem z akcesją do UE, jeśli będzie gloryfikować działalność OUN-UPA.

„Nie wolno stawiać na panteonie tych, którzy niszczą współpracę europejską. Z Banderą do Unii Europejskiej Ukraina nie wejdzie […] Nam nikt nie będzie mówił, jak mamy głosować za wejściem danego państwa do Unii Europejskiej” — powiedział w Polsat News Władysław Kosiniak-Kamysz.

Reakcja rosyjskiego MSZ

30 czerwca do słów szefa MON odniosła się rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.

„No to witajcie, zaczynamy. Przez wiele lat Warszawa nie tylko wspierała dążenia banderowskiego neonazistowskiego reżimu na Ukrainie do członkostwa w UE, ale także celowo rozdawała broń i pieniądze zwolennikom morderców swoich przodków” — napisała na Telegramie rzeczniczka rosyjskiego MSZ Zacharowa.

Zacharowa zarzuciła polskim politykom „nacjonalizm i rusofobię”. Według rzeczniczki rosyjskiego MSZ Warszawa miała w imię rewanżyzmu bratać się ze zwolennikami Stepana Bandery i Romana Szuchewycza.

„Polskie elity są zarażone nacjonalizmem i żarliwie wyznają rusofobię, tak jak w niedziele przystępują do komunii. W tym nacjonalistycznym szaleństwie uznali, że — jak to mówią — raz to nie Zełenski i w imię nieustającego rewanżyzmu mogą bratać się z Banderą” — stwierdziła Zacharowa.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ odwołała się także do słów Antoine’a de Saint-Exupéry’ego z „Małego Księcia”.

„Jak powiedział Saint-Exupéry, który wczoraj obchodziłby urodziny, jesteś odpowiedzialny za tych, których oswoiłeś. Dodałbym: za te krwiożercze potwory. W końcu to ci wychowankowie, w tym Warszawy, zabijają dzieci, wysadzają budynki i malują nazistowskie symbole, w tym swastykę” — skwitowała w wiadomości na Telegramie.

Rosyjskie komentarze wokół sporu historycznego

W ostatnim czasie Kreml wykorzystywał napięcia w relacjach polsko-ukraińskich związane z polityką historyczną Kijowa. Wcześniej były prezydent Rosji, obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew, komentował reakcję ukraińskich polityków na decyzję o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego.

Po odebraniu Zełenskiemu polskiego Orderu Orła Białego, służalczy poddani nieistniejącej Ukrainy również odmówili podobnych odznaczeń. Wniosek jest prosty: czterech żyjących byłych przywódców tak zwanej Ukrainy – Kuczma, Juszczenko, Poroszenko i oczywiście sam Zełenski – zwracając swoje ordery, przyznało się, że są w 100 proc. prawdziwymi nazistami” — stwierdził Dmitrij Miedwiediew.

Zełenski zapowiada Panteon Narodowy

Podczas obchodów Dnia Konstytucji Ukrainy w niedzielę Wołodymyr Zełenski zapowiedział projekt ustawy o ukraińskim Panteonie Narodowym. Ma on obejmować postacie, które w różnych okresach walczyły o Ukrainę.

„Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować” — powiedział.

„Nazwiska wszystkich bohaterów, którzy w różnych epokach i stuleciach walczyli o Ukrainę oraz inspirowali Ukrainę, zostaną zebrane i na zawsze zapisane w naszej historii – wielką literą, z najwyższym szacunkiem i należytą troską ze strony naszego państwa, Ukrainy, które szanuje samo siebie, ceni swoich obywateli i chroni to, co do niego należy. Nasze prawo do bycia Ukraińcami. To jest bardzo ważne” — dodał Zełenski.

W Pałacu Prezydenckim działania Wołodymyra Zełenskiego są odbierane jako świadoma prowokacja Ukrainy. W otoczeniu Karola Nawrockiego narasta przekonanie, że ostatnie decyzje władz Ukrainy nie są przypadkowe, lecz wpisują się w długofalową politykę historyczną prowadzoną przez Kijów.

„Przyjmujemy tę zapowiedź na chłodno, bo działania Zełenskiego i jego otoczenia mają charakter prowokacyjny, a my nie będziemy elementem scenariusza napisanego przez Kijów, który przy okazji wzmacnia rosyjską propagandę” — powiedział w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” przedstawiciel Kancelarii Prezydenta RP.

Rozmówca dziennika ocenił, że decyzje prezydenta Ukrainy są skierowane przede wszystkim do wewnątrz i mają wzmacniać jego pozycję polityczną. Wskazał także na kontekst wewnętrznych problemów władz Ukrainy.

Według tej samej osoby działania Zełenskiego mają także na celu „przykrycie skandali korupcyjnych, w które zamieszani są czołowi politycy ukraińscy”.

Ukraiński wojskowy grozi Polsce wojną

Ukraiński wojskowy grozi Polsce wojną

magnapolonia/ukrainski-wojskowy-grozi-polsce-wojna

Ukraiński sierżant z 5. Samodzielnej Brygady Szturmowej Jurij Sirotiuk podczas wywiadu dla ukraińskiej telewizji odniósł się do relacji z Polską i Węgrami po zakończeniu wojny z Rosją. Wojskowy stwierdził m.in., że Polska nie powinna wysuwać wobec Ukrainy żadnych roszczeń. Zapytał z pychą w oczach czy Polacy są gotowi na wojnę, na ukraińskie drony nad swoimi miastami oraz śmierć swoich obywateli. Wypowiedź odbiła się szerokim echem w polskich mediach i wywołała liczne komentarze.

Ukraiński wojskowy grozi Polsce wojną. Słowa Sirotiuka, niezależnie od emocji związanych z trwającą rosyjską inwazją, nie powinny padać pod adresem państwa, które od początku rosyjskiej agresji udzieliło Ukrainie ogromnego wsparcia militarnego, humanitarnego i politycznego. Co więcej, w wywiadzie Sirotiuk ostrzegał, by Polska i Węgry nie wysuwały wobec Ukrainy żadnych roszczeń po zakończeniu wojny, sugerując możliwość gwałtownych reakcji ukraińskich weteranów.

Polska opinia publiczna ma prawo oczekiwać, że podobne wypowiedzi spotkają się z jednoznaczną reakcją władz w Warszawie. Relacje między państwami powinny opierać się na wzajemnym szacunku, a nie na retoryce sugerującej użycie siły wobec sąsiada. Świetnie wpisują się jednak w ukraińską, turańską mentalność w której zdrada, nieszczerość, nienawiść i zemsta jest integralnym elementem polityki i stosunków międzyludzkich.

Nie jest to również pierwszy przypadek, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się treści budzące obawy w Polsce. Od wielu lat w części ukraińskich środowisk politycznych oraz w niektórych publikacjach historycznych powracają twierdzenia, że fragmenty Lubelszczyzny i Podkarpacia stanowią „ukraińskie ziemie etniczne”. Pojawiają się mapy i publikacje przedstawiające takie interpretacje historii oraz postulujące rewizję granic w wymiarze historycznym lub symbolicznym. Choć nie jest to oficjalna polityka państwa ukraińskiego, zjawisko to istnieje i regularnie wywołuje kontrowersje w Polsce.

Właśnie dlatego wszelkie groźby kierowane pod adresem naszego kraju nabierają dodatkowego znaczenia. W połączeniu z działalnością środowisk gloryfikujących UPA, sporami o politykę historyczną czy okresowymi napięciami dyplomatycznymi tworzą obraz, który budzi niepokój wielu Polaków.

Polska ma pełne prawo oczekiwać od swoich partnerów poszanowania własnej suwerenności, pamięci historycznej oraz bezpieczeństwa obywateli. Ostre wypowiedzi wojskowych czy polityków nie powinny być bagatelizowane, zwłaszcza gdy dotyczą użycia przemocy wobec państwa sojuszniczego.

Wsparcie udzielane Ukrainie przez Polskę było jednym z największych w Europie. Tym bardziej oczekiwane są odpowiedzialność, umiarkowanie i jednoznaczne odcięcie się od retoryki gróźb. W relacjach między sąsiadami potrzebny jest dialog i wzajemny szacunek, a nie język, który może prowadzić do dalszej eskalacji napięć. Ukraina niestety, jak na turańskie państwo przystało, nie szanuje nikogo, kto pokazał swoją słabość w jakiejkolwiek formie. Błąd pojawił się już wówczas, gdy rząd warszawski przyjął ukraińską retorykę obrony Europy przed Rosją i bezmyślnie rozdawał jej swoje uzbrojenie.

Wkrótce może się okazać, że ta broń zostanie wykorzystana przeciwko nam. Zapewne nie w otwartych działaniach zbrojnych ale raczej wojnie podjazdowej, hybrydowej nowego typu.

Order medalu, z żelaznego metalu, z liśćmi dębu

Order medalu, z żelaznego metalu, z liśćmi dębu

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-order-medalu-z-zelaznego-metalu-z-liscmi-debu

Po odebraniu komikowi Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego ruszyła akcja przyznania mu społecznego Obywatelskiego Orderu Przyszłości. 

Pragnąc włączyć się do tej inicjatywy wspieranej różnego rodzaju „autorytetami”, którzy nie zasługują na to, aby ich imiennie wymienić, sugeruję, aby ten Obywatelski Order Przyszłości, zgodnie z XX wieczną tradycją, był z żelaznego metalu, z liśćmi dębu.

Ordery jak cukierki

Ponadto sugeruję też, aby nim zostali odznaczeni wszyscy ci polscy „przyjaciele” z Ukrainy, byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko, którzy w ramach solidarności z Zełenskim zwrócili polskie odznaczania. Oddali je w geście pychy, buty i arogancji. Pogarda, z jaką zwrócił najwyższe polskie odznaczenie klaun z Krzywego Rogu, pianista – penisista, prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, zobowiązuje do refleksji. Po pierwsze, należy zadać wysokiej jakości pytanie, jak to się dzieje, że polskie odznaczenia państwowe, rozdawane są jak miętowe cukierki wyższym naczelnym w zoo?

Ukraińcy chcą Podkarpacia i Lubelszczyzny

Druga sprawa – w ekstraordynaryjnym trybie należy przystąpić do skatalogowania przedstawicieli V kolumny z polskim obywatelstwem, propagujących polono-banderyzm – jak określił kiedyś to zjawisko Bronisław Łagowski. Albowiem Ukraina w sposób ostentacyjny dokonała wyboru. Dowiodła, że to my, Polacy, zawsze byliśmy dla niej największym wrogiem, gorszym od Rosjan.

Skoro Ukraina zdecydowała się być naszym wrogiem, musimy być gotowi na odparcie agresji z jej strony. Tym bardziej, że w kijowskim wydawnictwie dla weteranów Rainshouse ma miejsce prezentacja książki O ideologii autorstwa Ołeksija Rejnsa, występującego pod pseudonimem „Konsul”. Prezentowana jest tam mapa tzw. Wielkiej Ukrainy, obejmująca część terytorium Polski – województwa podkarpackie i lubelskie. Ukraińscy nacjonaliści twierdzą, że to są etniczne, historyczne ziemie ukraińskie.

Groźby Kijowa

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha wprost zagroził Polsce: „Widzimy znaczny wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce. Jest bardzo dużo napadów na Ukraińców, poniżania ich, przemocy wobec dzieci. To stanowi zagrożenie życia dla Ukraińców. Mamy armię widzimy, jaka jest rola Ukrainy i będziemy tę rolę wypełniać”. Na podstawie analizy dalszych wypowiedzi Sybihy stwierdzić można, że mamy wypowiadane wprost groźby, pod adresem Polaki i że należy spodziewać się prowokacji. Mówi się o niemieckim wsparciu dla zbanderyzowanej Ukrainy, którego celem jest wspólne osłabienie Polski. Nie wierzy w amerykańskie wsparcie dla Polski w sytuacji zagrożenia.

Wiemy o co chodzi

Polityka Unii Europejskiej, zmierza do likwidacji państw narodowych, do których zalicza się Polska. Stąd uchwalane są tam tak zwane pakty imigracyjne, zobowiązujące państwa członkowskie do przyjmowania emigrantów.

Na terenie Polski obecnie znajduje się blisko dwumilionowa diaspora ukraińska, która może być wykorzystana przez Kijów do realizacji gróźb, o których mówił Andrij Sybiha. Sojusz banderowsko-niemiecki siłą rzeczy determinuje suflowanie akcjonariuszom inicjatywy przyznania społecznego (różnym poniżonym w ich ocenie przez Polskę), tak zwanego Obywatelskiego Orderu Przyszłości. Sugeruję, żeby zgodnie z XX-wieczną zachodnią tradycją był to order z żelaznego metalu, z liśćmi dębu. Po co się tajniaczyć! Wiemy o co wam chodzi.

Eugeniusz Zinkiewicz

=====================

Grok się BARDZO wykręca, by samej flagi nie pokazać. A slogany wylewa, mimo mych protestów.. md

————————————–

——————————

—————————————–

Ostatni przed konsekracjami bezczelny apel Prevosta do FSSPX i brawurowa odpowiedź Przełożonego Generalnego Bractwa

Ostatni przed konsekracjami bezczelny apel Prevosta do FSSPX i brawurowa odpowiedź Przełożonego Generalnego Bractwa

Date: 30 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/ostatni-przed-konsekracjami-bezczelny-apel-prevosta-do-fsspx-i-brawurowa-odpowiedz-przelozonego-generalnego-bractwa

LIST OJCA ŚWIĘTEGO LEONA XIV DO PRZEŁOŻONEGO GENERALNEGO BRACTWA KAPŁAŃSKIEGO ŚWIĘTEGO PIUSA X

29 czerwca 2026

Do Wielebnego Księdza
Davide Pagliaraniego
Przełożonego Generalnego
Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X

Z ojcowską troską pragnę zwrócić się do Księdza, a za Księdza pośrednictwem do biskupów, kapłanów, seminarzystów i wiernych związanych z Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X, świadomy odpowiedzialności, którą Pan powierzył mi jako Następcy Apostoła Piotra.

Kościół uznaje przywiązanie do życia liturgicznego, zaangażowanie w formację kapłańską, gorliwość apostolską oraz pragnienie wierności Tradycji, które charakteryzują wiele osób i wspólnot związanych z tym Bractwem. To właśnie stanowiło motyw postawy uwagi i życzliwości, jaką moi Poprzednicy nieustannie wam okazywali.

W tym duchu, przepełniony chrześcijańską miłością, wzywam was i proszę z całego serca: zawróćcie z tej drogi! Zachęcam was, abyście z całą powagą rozważyli dobro duchowe wiernych, ponieważ akt schizmy, którego byście się dopuścili, pozbawiłby ich możliwości godziwego, a w niektórych przypadkach nawet ważnego przyjmowania sakramentów, które miłują i których poszukują dla swojego uświęcenia.

Kościół jest gotów podjąć drogę dialogu i porozumienia, którą Duch Święty może uczynić możliwą i owocną.

Modlę się za was, ponieważ rozdzieranie całej tkanej bez szwów Tuniki Chrystusa jest grzechem niezwykle ciężkim. Niech Pan oświeci wasze sumienia i obudzi wasze serca. Mocą władzy otrzymanej od Chrystusa, z sercem przepełnionym bólem, ale wciąż pełnym nadziei, czuję się zobowiązany prosić was, abyście odstąpili od swojego zamiaru, i powierzam te intencje Niepokalanemu Sercu Maryi, Matki Dobrej Rady.

Z Watykanu, dnia 29 czerwca 2026 r., w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła

LEON PP. XIV

INFO: vatican.va/leo-xiv/lettera-fraternita-sanpiox

……..

List Przełożonego Generalnego w odpowiedzi na apel Jego Świątobliwości Papieża Leona XIV

Przełożony Generalny

Do Jego Świątobliwości

Ojca Świętego Leona XIV

Ecône, 30 czerwca 2026 r.

Ojcze Święty,

Bardzo dziękuję za list skierowany do mnie.

Jestem wzruszony Jego ojcowską troską.

Od dawna pragnąłem mieć okazję spotkać się z Nim, aby osobiście wyrazić i okazać Mu nasze szczere pragnienie służenia Kościołowi. Niestety, nie nadarzyła się taka okazja.

Proszę jedynie o rozważenie autentyczności tych intencji, które wcale nie są fikcyjne. Co paradoksalne, wydaje nam się, że w obecnej sytuacji naszym wyraźnym obowiązkiem jest dołożenie wszelkich starań, by zszyć tunikę Chrystusa, rozdartą przez siły i naciski niezgodne z autentycznym duchem katolickim. Proszę jedynie o rozważenie autentyczności tych intencji, zanim podejmie Jego Świątobliwość decyzję w sprawie Bractwa św. Piusa X. Nie jest jeszcze za późno.

Daleko nam do myśli o odłączeniu się od Kościoła rzymskiego: wręcz przeciwnie, pragniemy mu służyć w wyjątkowy sposób, tak jak Matce znajdującej się w trudnej sytuacji, która potrzebuje szczególnej pomocy, choć nie wszyscy to rozumieją. Jestem jednak przekonany, że Ojciec Święty jest w stanie to pojąć.

Stolica Apostolska udowodniła, że potrafi zrozumieć bardzo złożone sytuacje i zachować cierpliwość.

Pozwalam sobie z synowską pokorą prosić Ojca Świętego, aby przeznaczył czas niezbędny na rozważenie tej sprawy.

Gdyby moje słowa okazały się niewystarczające, prosiłbym Ojca Świętego o zastanowienie się nad dwoma bardzo prostymi faktami. Po pierwsze, Bractwo zostało już uznane za schizmatyckie w 1988 roku, z powodów i w okolicznościach całkowicie analogicznych do obecnych; a jednak po tylu latach rozmawiamy ze sobą jak ojciec ze swoim synem, a Jego Świątobliwość ojcowsko wzywa mnie do uniknięcia schizmy, która – teoretycznie – już miała miejsce. Czy nie uważa Jego Świątobliwość, że być może właśnie ta Jego postawa, której troskę doceniam, jest dowodem na to, że Bractwo nie jest schizmatyckie ani wrogie Kościołowi?

Po drugie, przed laty, Stolica Apostolska powierzyła dwóm biskupom Kościoła zadanie podjęcia dialogu z Bractwem św. Piusa X: ks. Vitusowi Huonderowi, ówczesnemu biskupowi Chur, który już nie żyje, oraz ks. Athanasiusowi Schneiderowi, biskupowi pomocniczemu w Astanie. Obydwaj, po poświęceniu na to niezbędnego czasu, dostrzegli głęboko katolicki charakter Bractwa i publicznie o tym zaświadczyli.

Ale przede wszystkim pozwalam sobie zwrócić się do Jego Świątobliwości w imieniu tysięcy dusz, które dzięki apostolstwu Bractwa odzyskały wiarę katolicką i praktykę religijną. Jest to fakt, który odnotowali Jego poprzednicy. Dusze te mają tylko jedno pragnienie: zbawienie poprzez to narzędzie, które Opatrzność postawiła do ich dyspozycji. Cierpiały i są szczere. Jestem pewien, że Jego ojcowskie serce uniwersalnego pasterza będzie wrażliwe na tę wyjątkową sytuację. Pewnego dnia wszystkie trudności między Stolicą Apostolską a Bractwem zostaną rozwiązane. Gest zrozumienia ze strony Jego Świątobliwości, zamiast zaszkodzić jedności, będzie mógł zademonstrować przed światem i wszystkimi chrześcijanami Jego troskę o jedność oraz Jego ojcowską dobroć.

Pozostawiam to do rozważenia przez Jego Świątobliwość. Ponownie modlę się w Jego intencji.

Od dawna, jeszcze przed Jego wyborem, modlę się do św. Rity o pomoc w obecnej sprawie: w wyborze papieża z zakonu augustianów dostrzegłem znak nadziei. Jestem pewien, że Święta wkroczy do akcji. Nigdy nie jest za późno.

Proszę o błogosławieństwo dla nas.

Korzystam z okazji, by potwierdzić moje najgłębsze oddanie w Panu.

Ksiądz Davide Pagliarani

INFO: fsspx.news/it/lettera-del-superiore-generale-risposta-sua-santita-papa-leone-xiv

Kolejny MILIARD złotych z kieszeni polskich podatników dla Ukraińców

Kolejny MILIARD złotych z kieszeni polskich podatników dla Ukraińców.

„Dostajemy za to pogardę i kult morderców naszych przodków”

30.06.2026 hnczas/kolejny-miliard-zlotych-z-kieszeni-polskich-podatnikow-dla-ukraincow-dostajemy-pogarde-i-kult-mordercow-naszych-przodkow

wojna na Ukrainie pomoc dla Ukrainy
NCZAS.INFO | Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pexels

Polska znów wyda kolejne pieniądze na Ukraińców – alarmuje Paweł Usiądek z Konfederacji Wolność i Niepodległość. W tym roku na wsparcie socjalne i bieżącą pomoc dla nich ma być przeznaczony ponad miliard złotych.

„KOLEJNY MILIARD ZŁOTYCH dla Ukraińców!

W 2026 roku Polska przeznaczy 1,08 miliarda złotych na wsparcie socjalne i bieżącą pomoc dla obywateli Ukrainy” – napisał Usiądek.

Wskazał też za co tak naprawdę zapłacą polscy podatnicy. „Z czego składa się ten miliard? Ze świadczeń rodzinnych, leczenia, zakwaterowania zbiorowego i edukacji dzieci z Ukrainy. Wszystko z Funduszu Pomocy, czyli z kieszeni polskiego podatnika” – podkreślił.

Jak dodał, na tym jednak wydatki się nie kończą.

„Do tego dochodzą wydatki wojskowe i pomocowe, które płyną nieprzerwanie:
◾ 48. pakiet pomocy wojskowej o wartości około 200 milionów złotych
◾ 168 milionów złotych na finansowanie terminali Starlink dla ukraińskiej armii
◾ 100 milionów dolarów wpłacone do natowskiego programu zakupów broni dla Ukrainy
◾ Utrzymanie hubu w Jasionce, szkolenia żołnierzy, stypendia, programy odbudowy” – wyliczał.

„A teraz spójrzmy na drugą stronę. Polski dług publiczny rośnie o 1,5 miliarda złotych każdego dnia. Polska firma Control Process została okradziona we Lwowie i wyrzucona z budowy. A Ukraina w tym samym czasie gloryfikuje UPA, sprzedaje naszywki z napisem «Wołyń» i nożem oraz odsyła order polskiemu prezydentowi” – przypomniał.

„Dajemy miliardy. Dostajemy pogardę i kult morderców naszych przodków. Czy politycy PiSu i Platformy mają jakiś instynkt samozachowawczy?

Pora postawić sprawę bez ogródek. Każda złotówka wydana za granicą to złotówka, której nie ma na polski szpital, polską szkołę i polską rodzinę!” – skwitował.

Z cyklu: Będąc młodą lekarką łaziłam dużo po szpitalu  

Z cyklu:

będąc młodą lekarką  łaziłam dużo po szpitalu    i…oto co zaobserwowałam ,  czyli proza  i groza  polskich  szpitali…

Szpital, czyli  zdrowotnie  nielogiczny  kloc  z czerwonej cegły. 

Pracując w oddziale wewnętrznym nieustannie odnoszę wrażenie, że pracuję  w absurdalnie  idiotycznym  miejscu.

Tyczy się to nie tyle pojedynczego oddziału, ile całego funkcjonowania procedur szpitalnych. 

Tutaj  podzielę  się moją osobistą   tzw. refleksją. 

Z definicji SJP czytamy- szpital to: «zakład  lecznictwa zamkniętego, w którym bada się i leczy chorych wymagających  stałej opieki lekarskiej i pielęgniarskiej».

I w związku z tym, w owym szpitalu w ramach opieki i leczenia chorego pacjenta: 

  1. Dajemy mu najbardziej ścierwiaste żarcie, jakie widziała ludzkość, od margaryn, po konserwy, z ujemną zawartością mięsa, czy chleb, który mąki nie widział.
  1. W sklepikach szpitalnych oferujemy głownie słodycze, lub odgrzewane żarcie z mikrofali, lub hod dogi ala Orlen.
  1. Stawiamy chorym automaty po kątach na korytarzach pełne batonów i słodzonych napojów, gdyby czasem cukrzykowi spadła glukoza….
  1. Pobieranie krwi przez pielęgniarki ustalamy na 5:30 – 6:30 rano, bo po co pacjent ma się wyspać, najlepiej zafundować mu hiper wczesną pobudkę z atakiem igieł i wenflonów  jeszcze przed świtem. 
  1. W końcu najważniejsze jest to, że zmiana pielęgniarska jest wcześnie rano, więc krew musi być już pobrana… bo tak.
  1. Dla części pacjentów oferujemy miejsca, gdzie nie ma alarmu zdarzeniowego – tak jakby zaczęli umierać,  to żeby nie przeszkadzali….
  1. Kładziemy chorych, umęczonych pacjentów na wieloosobowych salach, by dochodzili do siebie w akompaniamencie wrzasków i chrapania innych chorych na sąsiednich łóżkach. .
  1. Robimy wszystko by się nie wyspali. Prócz ww. porannych ataków pielęgniarek i sal jak w wariatkowie, koniecznie dorzucamy im kilka pikczących non stop kardiomonitorów. 
  1. W lato układamy ich w salach bez klimatyzacji, przy oknach od strony południowej. 30st w sali chorych w lato, to normalny widok. ..
  1. Do zawartości punktu 8. dorzucamy wybór, leżenie w 30st. w zasikanym prześcieradle, lub paskudnym pampersie, albo w ogóle z fujarą na wierzchu…. lub przykrycie się kołdrą z pierzem, która zagrzałaby na śmierć  nawet Bieleckiego  na 7 tys. m. na K2. 
  1. Jak już pacjent jest nieprzytomny, lub niebędący w stanie samodzielnie  jeść, głodzimy go kroplówkami z solą fizjologiczną. 
  1. Niezakażonych pacjentów do diagnostyki obrazowej kładziemy razem z chorymi z patogenami alarmowymi – bo nie ma izolatek.
  1.  Z braku personelu nie  reagujemy jak chory krzyczy. 
  1.  Przetrzymujemy dłużej niż trzeba pacjentów w szpitalu – wśród opornych patogenów – tylko po to, żeby NFZ zapłacił za ich diagnostykę 
  1. W wielu szpitalach zapewniamy gorsze możliwości leczenia różnymi antybiotykami,  niż można otrzymać od rodzinnego na receptę. W związku z czym leczenie jest mniej  precyzyjne. Są szpitale,  które funkcjonują  tylko  na:  amoksycylinie, ciprofloksacynie i biotraksonie. 

14 . Pomimo ogromnej gamy opatrunków dostępnych na rynku zapatrujemy owrzodzenia i odleżyny za pomocą       Octeniseptu i gazików, bo w zasadzie w mniejszych szpitalach nie ma nic innego.

      SUDOKREM  jest NIEŚMIERTELNY! 


15. Zapewniamy fatalne warunki przeciwodleżynowe u pacjentów leżących. Jak taki zadbany przez rodzinę nieszczęśnik z niedowładem trafi na internę  –  jest niemal pewne, że wyjedzie z odleżyną do domu po  paru     dniach.


16. Gdyby pacjent miał za dużo osobistej godności, damy mu do zrozumienia, że jest już stary i w sumie  to mógłby umrzeć, bo leczenie starców nie ma sensu.

17. Do tego w sali 6-8 osobowej rozbierzemy go parę  razy dziennie i zmienimy pampersa przy wszystkich,  zacewnikujemy, czy poprzerzucamy jak workiem od kartofli po łóżku,  lub też pozwolimy zesikać się w łózko, krzycząc na jego prośbę  pójścia do WC  „zaraz”… 20 razy. 

18.  I to jest najbardziej przerażające, ten brak izolatek dla pacjentów  „brudnych”,  skolonizowanych Clostridium, New delhi (o ile ktoś raczył oznaczyć) czy innym patogenem  alarmowym, po OIOM z nabytą tam florą, od pacjentów czystych , czy też skolonizowanych innym patogenem…


19 . W sumie pacjenta  z Clostridium  można położyć na łóżku obok pacjenta z Acinetobacter  (mają szansę wymienić z się florą), a do tego 1 pielęgniarka wchodząca na salę  ( rzadko zmieniająca rękawiczki i dezynfekująca ręce pomiędzy salami), bo w sumie  rękawiczki mają  „chronić pielęgniarkę”, a nie zapobiegać szerzeniu się zakażeń szpitalnych…


20. Równie fajnie kładzie się obok siebie pacjenta z gruźlicą lekooporną i ze zwykłą gruźlicą, i w krótkim czasie mamy już kolejnego z gruźlicą lekooporną…

21. No  i bym zapomniała o tych … odpustowych, żenujących straganach, wystawianych często w przedsionku, czy holu głównym szpitala.  Skąd  to dziadostwo  się  wzięło?  Kto wygoni  tych handlarzy  ze  Świątyni..?   Jezus?


      Szpital…. ach szpital…. nic  tylko zdrowieć. 

     Na podstawie własnych przemyśleń zmieniłbym tę definicję szpitala w SJP: 
     «zakład zamknięty służący do podawania leków i wypełniania formularzy administracyjnych”

    Na   koniec tytuł  artykułu   red. Pietrzaka  z  majowego 2017,  wydania  dwutygodnika „Bez Cenzury” –

    „ W tym roku w polskich szpitalach  zostanie zabitych około 25 000 pacjentów

    Minął  rok….czy Min. Zdrowia  wytoczył  red.  Pietrzakowi,  lub  redakcji  proces  za  pomówienie?

   młoda  lekarka    tzw.  wewnętrzna

  cd. nastąpi

==============================

Przesłał mi b. ordynator.

Ja kiedyś zostałem karetką zawieziony na SOR, z diagnozą dużego zawału. Leżałem siedem godzin, nim przyszła na moje wrzaski zaspana lekarka – zapytała „…to na co się pan skarży”. Jak widać, przeżyłem. Mirosław Dakowski

Rozpaczliwa kampania propagandowa Ukrainy, podczas gdy Rosja posuwa się naprzód na całym froncie

Rozpaczliwa kampania propagandowa Ukrainy, podczas gdy Rosja posuwa się naprzód na całym froncie

Larry C. Johnson

Wołodymyr Zełenski i jego zachodni poplecznicy rozpoczęli desperacką, 40-dniową „kampanię terroru” – połączenie eskalacji militarnej z zakrojoną na szeroką skalę operacją informacyjną i psychologiczną, mającą na celu przedstawienie Rosji jako upadającej, a Putina jako stojącego na krawędzi powstania lub zamachu stanu. Celem jest zmuszenie Rosji do zawieszenia broni. Zachodnia publiczność jest bombardowana za pośrednictwem mediów społecznościowych i tradycyjnych doniesieniami przedstawiającymi ponury obraz rosyjskiej operacji wojskowej, jednocześnie podkreślając rzekomo niesamowite sukcesy Ukrainy. To wszystko bzdura – ale to wszystko, co Zachód ma do zaoferowania, gdy rosyjska wojna na wyniszczenie nadal niszczy Ukrainę.

Kampania propagandowa prowadzona przez Zachód składa się z następujących elementów:

  • Wojna informacyjna – całodobowa propaganda o „nieuchronnym upadku” Putina, w tym inscenizowane nagrania rzekomych rosyjskich żołnierzy zapowiadających bunt.
  • Fałszywe operacje psychologiczne – skoordynowane próby wywołania paniki w Rosji (na przykład poprzez fałszywe informacje o niedoborach paliwa lub gazu, które w niektórych przypadkach pojawiały się jedynie w wyniku panicznych zakupów wywołanych tymi plotkami).
  • Symboliczne działania – zorganizowane akcje dronów zrzucające flagi (np. na Mierzei Kinburn niedaleko Krymu), mające symbolizować wycofanie się i upadek Rosji – zostały szybko obalone i wyśmiane.
  • Głównym celem jest powiązanie tych narracji z rzeczywistymi atakami na rosyjską infrastrukturę, aby wywołać wrażenie niestabilności politycznej w reżimie i wywrzeć presję polityczną na Putina.

A teraz przejdźmy do rzeczywistości.

Tak, Ukraina zaatakowała kilka rosyjskich rafinerii, co zaowocowało spektakularnymi widokami ogromnych kłębów dymu i ognia. Ale to nic więcej niż militarny teatr polityczny, mający na celu odwrócenie uwagi od ukraińskich niepowodzeń na całym froncie.

Nawiasem mówiąc, eksport rosyjskiej ropy naftowej faktycznie wzrósł w tym samym okresie. To obala twierdzenie, że rosyjski przemysł naftowy ponosi katastrofalne straty.

Poniżej przedstawiono podsumowanie działań rosyjskich, począwszy od północnego odcinka frontu:

W kierunku Sumy

Rosyjskie grupy uderzeniowe posuwały się w kierunku Sumy wzdłuż 19 odcinków frontu. Niektóre jednostki ukraińskiej 104. Brygady Obrony Terytorialnej opuściły pozycje w Baczewsku.

Wojska rosyjskie kontynuowały aktywne działania wzdłuż granicy, atakując ukraińskie pozycje i zaplecze logistyczne. Według rosyjskich źródeł, kilka ukraińskich prób infiltracji terytorium Rosji zostało odpartych, co spowodowało znaczne straty w ludziach i sprzęcie.

Rosyjscy żołnierze znajdują się teraz zaledwie kilka kilometrów od miasta Sumy.

W kierunku Charkowa

Wojska rosyjskie posuwały się naprzód w kilku sektorach na północ i północny wschód od Charkowa.

Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało o zdobyciu kolejnych miejscowości granicznych i poprawie sytuacji taktycznej.

Rosyjskie drony Geran przeprowadziły w nocy kilka precyzyjnych ataków na infrastrukturę gazową w obwodzie charkowskim. Wśród trafionych celów znalazła się stacja dystrybucji gazu w pobliżu Panyutino z magazynami gazu, stacjami pompowymi i zakładem przetwórstwa gazu, a także system przetwórstwa gazu Skworcowskaja w pobliżu Kosogorowki.

Ukraińskie kontrataki zostały odparte, przy czym rosyjska artyleria i siły powietrzne znacznie osłabiły ukraińską siłę bojową.

W kierunku Doniecka (główny punkt)

Donieck pozostaje celem rosyjskiej ofensywy.

Wojska rosyjskie nieustannie posuwają się wzdłuż osi Pokrowska i zdobyły kilka wiosek w miarę zbliżania się do ważnych węzłów logistycznych.

Najbardziej znaczący sukces odnotowano w Konstantynowce, gdzie jednostki rosyjskie kontrolują większość miasta i odcięły ukraińskie linie zaopatrzeniowe.

Po utracie Pokrowska i Konstantynówki Rosja ma podobno kontrolować dwa południowe i wschodnie dojścia, które wcześniej osłaniały aglomerację Kramatorsk-Słowiańsk.

Autostrada H-32 Pokrowsk–Konstantynówka i droga T-0504 Bachmut–Pokrowsk tworzą teraz ciągły korytarz pod kontrolą rosyjską. Umożliwiłoby to przemieszczanie logistyki i wojsk bezpośrednio w kierunku Drużkiwki i Kramatorska, bez konieczności toczenia dwóch oddzielnych bitew miejskich.

Wojska rosyjskie posuwają się dalej w kierunku Czasiw Jaru i Torecka, zdobywając przewagę zarówno w walkach o domy, jak i na strategicznie wzniesionych pozycjach.

Ogólnie rzecz biorąc, rosyjskie Ministerstwo Obrony opisuje ciągłe zdobywanie terytorium, wysokie dzienne straty po stronie Ukrainy oraz skuteczne wykorzystanie bomb ślizgowych, dronów i artylerii w celu wsparcia ofensywy lądowej.

Obwód dniepropietrowski

Kierując się w stronę Dniepropietrowska, 36. Gwardyjska Brygada Zmotoryzowana zdobyła Bogodariwkę – trzecią wieś w ciągu trzech dni od przekroczenia Dniepru.

Rosyjskie siły zbrojne nadal regularnie przeprowadzają ataki dalekiego zasięgu przy użyciu rakiet i dronów na cele wojskowo-przemysłowe, infrastrukturę energetyczną i centra logistyczne w regionie.

Głównymi celami były fabryki zbrojeniowe, zakłady naprawcze i węzły kolejowe zaopatrujące front ukraiński.

W kierunku Zaporoża

W obwodzie zaporoskim wojska rosyjskie zablokowały ukraiński przyczółek mostowy w pobliżu Aleksandrowki i dotarły do ​​południowych obrzeży Pokrowskoje.

Po zdobyciu Nowego Donbasu wojska rosyjskie ruszyły w kierunku Szewczenki i Swietłoje, izolując ukraińskie posterunki za pomocą dronów.

Siły rosyjskie utrzymują presję za pomocą artylerii, ataków dronów i lokalnych szturmów, niszcząc ukraińskie pozycje i sprzęt, jednocześnie utrzymując własne linie obronne.

W kierunku Chersonia

Walki wzdłuż Dniepru miały głównie charakter pozycyjny.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony podkreśliło udane ataki na ukraińskie przejścia graniczne, logistykę i koncentrację wojsk na prawym brzegu rzeki.

Jednostki rosyjskie rozpoczęły ofensywę i przejęły kontrolę nad pozycjami na lewym brzegu Dniepru.

Innymi słowy, rosyjska ofensywa letnia trwa, a Ukraina, mimo ofensywy propagandowej, nadal wycofuje się na zachód.

Źródło: Rozpaczliwa kampania propagandowa Ukrainy, podczas gdy Rosja posuwa się naprzód na całym froncie

Podczas gdy świat patrzy na Iran, Zachód idzie krokiem lunatyka do wojny jądrowej

„Największa transakcja dronów w Europie”

Ryszard Kulczynski t.me/+OrKXp2URkhMzZmI0

Podczas gdy świat patrzy na Iran, Zachód idzie krokiem lunatyka do wojny nuklearnej.

Podczas gdy świat patrzy na Iran, Zachód idzie krokiem lunatyka do wojny nuklearnej.

Wojna na Ukrainie właśnie przekroczyła próg, o którym nikt nie mówi – i nie jest on na Ukrainie, lecz w Niemczech, Polsce [?? md] , na Litwie, w Wielkiej Brytanii i Republice Czeskiej. Europa przeniosła całą ukraińską produkcję dronów na własną ziemię.

Co to właściwie oznacza:
Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało nazwy i adresy tych fabryk w kwietniu. Dmitrij Miedwiediew nazwał je „potencjalnymi celami”.
Są w Monachium. Londynie, Pradze, Rydze, Mediolanie, Madrycie, Ankarze, Wilnie. Nie ukryte. Publicznie ogłoszone.

Zełenski stanął z niemieckim kanclerzem Merzem w Berlinie i nazwał to „największą transakcją dronów w Europie”.
Quantum Systems – niemiecka firma – ma teraz TRZY wspólne przedsięwzięcia z ukraińskimi producentami. Produkcja ponad 10 000 dronów taktycznych Linza rocznie, na niemieckiej ziemi.

Auterion podpisał kontrakt na „tysiące średnich, ciężkich autonomicznych systemów uderzeniowych sterowanych sztuczną inteligencją”. Ich słowa: „autonomiczne uderzenie na dużą skalę”.

Komunikat prasowy niemieckiego Ministerstwa Obrony używa angielskiego wyrażenia „zdolności głębokiego uderzenia”. Oznacza to trafienie w cele głęboko w Rosji.

„Marsjańskie” drony AI – autonomiczne systemy, które wybierają własne cele, każdy poruszający się pojazd, nawet dziecko na rowerze – są obecnie budowane w Europie.

Litwa podpisała umowę w czerwcu 2026 roku, aby wyprodukować kolejne tysiące dronów. Priorytetowi pracownicy to obywatele Ukrainy. Pętla sprzężenia zwrotnego pola bitwy bezpośrednio na hali fabrycznej. To nie jest pomoc. To jest aktywna wojowniczość.

Prawo międzynarodowe jest jasne: jeśli hostujesz na swoim terytorium fabryki produkujące broń dla walczącego, te fabryki są legalnymi celami wojskowymi.

Fabryki produkujące broń dla walczącej strony są powszechnie uznawane za uzasadnione cele wojskowe zgodnie z międzynarodowym prawem humanitarnym (IHL). Ponieważ obiekty te stanowią materialny wkład w wysiłek wojenny, atakowanie ich oferuje zdecydowaną przewagę militarną, czyniąc je legalnym celem, niezależnie od tego, czy znajdują się na terytorium wojującym, czy neutralnym.

Zgodnie ze zwyczajowym IHL i konwencjami genewskimi, obiekt może być zgodnie z prawem atakowany, jeśli spełnia określony dwutorowy test:

• Natura/Użycie: Ze względu na swój charakter, lokalizację, cel lub zastosowanie, fabryka wnosi skuteczny wkład w działania wojskowe.

• Przewaga wojskowa: całkowite lub częściowe zniszczenie, przejęcie lub neutralizacja fabryki oferuje zdecydowaną przewagę wojskową dla atakujących sił.

Rozróżnienie między obiektami a personelem

Podczas gdy sam obiekt uzbrojenia jest uzasadnionym celem, cywile pracujący wewnątrz budynku są chronieni przed bezpośrednim atakiem. Jednak zgodnie z prawem wojny uważa się, że pracownicy cywilni, którzy świadomie pracują wewnątrz lub w celu wojskowym (jak fabryka amunicji), są uważani za „przyjmujących ryzyko” przypadkowej szkody, czyniąc wszelkie szkody uboczne wynikające z uderzenia zgodnego z prawem za prawnie dopuszczalne, o ile spełniają zasadę proporcjonalności.

Implikacje dla państw przyjmujących produkcję broni dla stron wojujących.

Jeśli państwo neutralne lub niebędące w stanie wojny pozwala na wykorzystanie swojego terytorium do produkcji broni przez walczącego, może to być postrzegane jako naruszenie tradycyjnej neutralności międzynarodowej. Dzięki hostingowi łańcucha dostaw i produkcji, państwo to może być uważane za „współ-wojujące” i prawnie poddać konkretne fabryki lub linie transportowe używane w tym celu legalnemu atakowi ze strony walczącego przeciwnika.

Oficjalny komentarz i ustalone definicje dotyczące tego, co stanowi cel wojskowy: zapoznaj się z wytycznymi MKCK dotyczącymi metod i środków prowadzenia wojny lub bazą danych broni MKCK.

Zadaj sobie pytanie: Gdyby Hezbollah miał fabryki rakiet w Jordanii uderzające w Tel Awiw, czy Izrael byłby bezczynny? Znasz odpowiedź.

Oto, czego europejska opinia publiczna nie rozumie:
Rosja ma najnowocześniejszy arsenał nuklearny na Ziemi. Jeden pocisk Sarmat wymazuje Anglię. Jeden hiperdźwiękowy pojazd szybujący Avangard i żaden zachodni system nie może go przechwycić.

Rosyjska doktryna wyraźnie stwierdza: jeśli istnienie państwa jest zagrożone, odpowiedź jest JĄDROWA. Nie konwencjonalna.

Niemcy ograniczają teraz mężczyznom opuszczanie kraju bez rejestracji wojskowej. Otwarcie twierdzą, że potrzebują „najsilniejszej armii w Europie w ciągu trzech lat”.
Brzmi znajomo? Powinno.

Zakłady Volkswagena przekonwertują się na produkcję broni. Gospodarka załamała się po odcięciu rosyjskiego gazu. Kwestionariusze poboru wysłane do 300 000 młodych Niemców – tylko 530 zapisało się. Nie mogą nawet rekrutować żołnierzy, ale budują fabryki dronów, aby uderzyć w elektrownię nuklearną.
Europejska klasa przywódcza straciła rozum.

Tymczasem wskutek sytuacji wokół Iranu:
• Zablokowana Cieśnina Ormuz
• Zmniejszenie globalnej podaży nawozów – co już uderza w amerykańskich rolników
• Zakłócone łańcuchy dostaw chemicznych do Chin
• ONZ przewiduje niedobory żywności i głód w Afryce

Dwie wojny. Jedna rozproszona publiczność. Zero strategicznego myślenia z Brukseli.

Viktor Bout, rosyjski handlarz bronią który spędził 12 lat w amerykańskich więzieniach, a teraz służy w rosyjskim parlamencie, powiedział to wyraźnie:
„Jesteśmy bardzo blisko totalnej trzeciej wojny światowej na najgorętszym etapie – i nie byłoby żadnych hamulców, aby to powstrzymać.”
On się nie myli.

Różnica między 1914 a 2026 jest taka, że w 1914 roku broń nie mogła zakończyć ludzkiej cywilizacji. Obecne bronie mogą…

Trump wycofał się z Iranu. To dobrze. Ale Europa wciąż przyspiesza w kierunku urwiska.

Jeśli europejski rój dronów uderzy w coś, co Rosja uważa za egzystencjalne – a drony AI nie proszą o pozwolenie – odpowiedź nie będzie mocno sformułowanym listem o przekroczeniu kolejnej czerwonej linii. To będzie ostatni błąd, jaki ktokolwiek kiedykolwiek popełni.

t.me/+OrKXp2URkhMzZmI0

Lament nad Polską

Lament nad Polską

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    30 czerwca 2026 michalkiewicz

Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka. To raczej wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse” – można by tak właśnie za Jackiem Kaczmarskim podsumować awanturę z odebraniem ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu przez pana prezydenta Karola Nawrockiego orderu Orła Białego. Pan prezydent Nawrocki ogłosił zamiar odebrania tego orderu zaraz po nadaniu przez prezydenta Zełeńskiego imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii” jednej z tamtejszych jednostek wojskowych.

W odpowiedzi na ogłoszoną dwa tygodnie później decyzję pana prezydenta Nawrockiego, prezydent Zełeński, a wraz z nim – wszyscy prezydenci Ukrainy, którzy wcześniej taki order od polskich władz dostali – odesłali te odznaczenia pocztą, a prezydent Zełeński dodał do tego szyderczy komentarz, że skoro Polakom nie przeszkadza posiadanie tego orderu przez Katarzynę II, to on nie będzie w te sprawy wchodził.

Była to aluzja do polskiego lizusostwa, niestety słuszna, bo przecież inni prezydenci Ukrainy, z prezydentem Zełeńskim włącznie, dostali te ordery z tych samych powodów, co Katarzyna II. Ale to tylko powierzchnia zjawiska, bo tak naprawdę, moim zdaniem mieliśmy do czynienia z prowokacją, w stu procentach zresztą udaną, na którą Polska, z całą naiwnością, dała się nabrać.

Żeby to zrozumieć, musimy cofnąć się do kwietnia br. kiedy to zostało proklamowane strategiczne partnerstwo niemiecko-ukraińskie. Przedtem, to znaczy do 2023 roku Niemcy pozostawały z strategicznym partnerstwie z Rosją, co stanowiło wyraz ich nawrócenia na linię polityczną kanclerza Bismarcka, według której Niemcy kierują Europą w porozumieniu z Rosją. Ale w sytuacji, gdy w związku z wojną Rosji z Ukrainą, zostały wysadzone w powietrze bałtyckie gazociągi, w Niemczech musiano dojść do wniosku, że póki co kontynuowanie strategicznego partnerstwa z Rosją nie ma już sensu. W nagrodę za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją, ówczesny amerykański prezydent Józio Biden, podczas wizyty niemieckiego kanclerza Scholza w Waszyngtonie w marcu 2023 roku, pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. Natychmiast odezwały się nożyce. Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje wystąpiła z inicjatywą nowelizacji traktatu lizbońskiego w taki sposób, żeby w rezultacie państwa członkowskie UE, zwłaszcza te mniej ważne, zostały nawet formalnie pozbawiona suwerenności politycznej. Było to zgodne z wizją Adolfa Hitlera, według którego „małe państwa” pozbawione są w Europie racji bytu, bo tylko Niemcy potrafią prawidłowo Europę zorganizować. Toteż Niemcy wyciągnęli z tego wnioski i odstąpiwszy od linii Bismarcka, powróciły do polityki uprawianej przez Cesarstwo Niemieckie podczas Wielkiej Wojny, czyli I wojny światowej.

W Europie nie ma miejsca na zbyt wiele kombinacji, więc ten powrót wydawał się w tej sytuacji oczywisty. Jak pamiętamy, w 1917 roku Niemcy zdecydowały się na powołanie Ukraińskiej Republiki Ludowej, przekazując dla potrzeb tego państwa cześć swojej okupacji i przekonując Austro-Węgry, by zrobiły podobnie, w następstwie czego Austria przekazała na rzecz Ukrainy część terytoriów, jakie znalazły się w jej posiadaniu wskutek rozbiorów Polski. Chodziło o to, by przy pomocy Ukrainy szachować Rosję oraz – by trzymać w ryzach Polaków. Nic trwałego z tych planów nie wyszło, bo Niemcy wojnę przegrały, Cesarstwo Austriackie przestało istnieć, a Ukraina – już jako „sowiecka” – po wojnie polsko-bolszewickiej została włączona do ZSRR. Ukraińskie nadzieje na niepodległość odżyły podczas II wojny światowej, ale Hitler chyba ani przez chwilę nie myślał o odbudowie ukraińskiej państwowości, więc w tej sytuacji OUN postanowiła przy pomocy UPA, a więc ukraińskich formacji policyjnych w służbie niemieckiej, które otrzymały rozkaz dezercji, zrealizować taki cel, który mogła zrealizować własnymi siłami, to znaczy – eksterminować mieszkających na wschodnich Kresach Rzeczypospolitej Polaków, by przyszłe państwo ukraińskie – wszystko jedno – czy pod egidą niemiecką, czy sowiecką, było etnicznie jednolite. I ten cel został osiągnięty.

Proklamowanie strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego oznacza powrót do polityki szachowania Rosji i wybijania Polakom z głowy politycznych ambicji. Toteż wkrótce po proklamowaniu tego partnerstwa, prezydent Zełeński, odpowiadając ponoć na gorące pragnienie żołnierzy wspomnianej jednostki, nadał jej imię „Bohaterów UPA”. Czy sam to wymyślił, czy doradzili mu to, znający przecież Polaków, jego niemieccy strategiczni partnerzy – to nieważne – bo prowokacja udała się w stu procentach tym bardziej, iż reakcja strony polskiej ograniczyła się do sfery symbolicznej, którą Ukraińcy słusznie traktują, jako sferę pozorów. Pan prezydent Nawrocki, ogłaszając swoją decyzję w sprawie odebrania orderu, podkreślił z naciskiem, że Polska nadal będzie futrowała Ukrainę zasobami całego państwa i rytualnie nawymyślał Putinowi. No to dlaczego prezydent Zełeński i strona ukraińska miałaby się przejmować gestami funkcjonującymi wyłącznie w sferze pozorów, podczas gdy w sferze polityki realnej, Polska nadal pozostaje „sługą narodu ukraińskiego” w takim zakresie, jaki wyznaczą jej Niemcy?

Strategiczne partnerstwo niemiecko-ukraińskie oznacza bowiem, że ani Niemcom, ani Ukrainie Polska nie jest już do niczego potrzebna. Wyrazem tego podejścia było pominięcie zaproszenia polskiego rządu na konferencję w Londynie. Wprawdzie obywatel Tusk Donald warknął, że Polska „nigdy” nie uzna żadnych ustaleń, jakie zapadną bez jej udziału – ale co z tego, kiedy i on wie i my wiemy, że jak Niemcy mu każą, to uzna wszystko, co będzie trzeba, bo inaczej przypomną mu, skąd wyrastają mu nogi. Nikt go nie będzie przecież o nic pytał, bo widać gołym okiem, że w sytuacji strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego, Polska jest raczej przeszkodą, więc nic dziwnego, że buńczuczne i aroganckie zachowanie strony ukraińskiej jest elementem nowej strategii strategicznych partnerów, nakierowanej ma stopniowe, ale cierpliwe i metodyczne wymiksowywanie Polski z europejskiej polityki. To na etapie pierwszym, bo na etapie drugim może stać się jeszcze coś gorszego w postaci realizacji scenariusza rozbiorowego. Może być on maskowany jakimiś rozwiązaniami o zasięgu „europejskim”, że to niby trzeba wreszcie zlikwidować granice, które przecież „dzielą”, a nie „łączą” – no a w tej sytuacji Judenrat „Gazety Wyborczej” wytłumaczy mikrocefalom, że to przecież sprawiedliwość dziejowa wymaga, by Zakierzoński Kraj został podarowany Ukrainie w ramach rekompensaty za tereny utracone na rzecz Rosji podczas wojny, w której „broniła ona Europy” a Polski w szczególności – co już teraz w Polsce stanowi dogmat. Więc nic dziwnego, że idąc za ciosem prezydent Zełeński „rozserdywsia”, niczym Tuhaj-Bej i ostentacyjnie odrzucił pokorne zaproszenie do Gdańska, gdzie niemiecki kanclerz będzie przydzielał poszczególnym bantustanom zadania na poszczególnych odcinkach odbudowy Ukrainy, która została uznana za źrenicę polskiego interesu państwowego.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Ekipy filmowe w prosektorium Szpitala Południowego i szkolenia na ciałach [trupach] pacjentów

Ekipy filmowe w prosektorium

Szpitala Południowego

i szkolenia na ciałach pacjentów.

Ujawniono szokujące szczegóły

30.06.2026 nczas/ekipy-filmowe-w-prosektorium-szpitala-poludniowego-i-szkolenia-na-cialach-pacjentow

SOR, Warszawski Szpital Południowy.
NCZAS.INFO | SOR, Warszawski Szpital Południowy. / Fot. PAP

Na jaw wychodzą kolejne wątki afery w Warszawskim Szpitalu Południowym. Mimo prawnego zakazu w placówce miał być prowadzony biznes pogrzebowy, a szef prosektorium miał utrudniać odbieranie ciał zmarłych, jeśli rodzina chciała korzystać z usług innych niż zakład należący do jego wspólniczki z innej firmy. Ponadto miał też publikować w sieci zdjęcia rozczłonkowanych ciał.

Kolejny wątek w aferze w Warszawskim Szpitalu Południowym opisał, ponownie, portal Zero.pl, piórem Piotra Barejka, Patryka Słowika i Jakuba Styczyńskiego. Jak czytamy, po serii opublikowanych wcześniej na Zero.pl tekstów do redakcji zgłosiły się osoby, które podniosły wątek ciał zmarłych pacjentów placówki. Wśród nich miały znaleźć się rodziny oraz personel szpitala, a także przedstawiciele warszawskiej branży pogrzebowej.

„Z tych opowieści wyłania się obraz miejsca, w którym osoby chcące załatwić formalności tuż po śmierci swoich najbliższych były nagabywane do skorzystania z oferty konkretnego zakładu pogrzebowego.

Tymczasem, zgodnie z art. 13 ustawy o działalności leczniczej, w szpitalach zakazane jest świadczenie usług pogrzebowych oraz ich reklama. Wprowadzenie tego przepisu było odpowiedzią ustawodawcy na głośną sprawę «łowców skór» w łódzkim pogotowiu” – czytamy.

„Polecany” zakład pogrzebowy

Prosektorium w Warszawskim Szpitalu Południowym zarządza Artur Habowski, prezes firmy specjalizującej się w sprzedaży sprzętu dla branży funeralnej Pros-med. Połowę udziałów w spółce ma Habowski, a resztę Dominika Jaskuła, która do września 2025 r. była członkiem zarządu i współwłaścicielką zakładu pogrzebowego Sacrum.

W szpitalu miało dochodzić do nietypowych praktyk. Karty zgonu, których rodziny zmarłych potrzebują do załatwienia formalności, miały być wydawane w prosektorium – a nie jak w innych szpitalach np. w dziale statystki albo sekretariacie ordynatora.

Portal Zero.pl zebrał historie kilku osób, zaznaczając, że są one anonimowe, jednak rozmówcy w razie potrzeby potwierdzą je w prokuraturze.

– Kartę zgonu odebrałam w prosektorium. Gdy załatwiałam dokumenty i spytałam, co dalej, Habowski zaczął opowiadać, że jemu też niedawno mama zmarła i ma zakład pogrzebowy, z którego korzystał. Zachęcał, że to najlepsza opcja i nigdzie nie będzie taniej, oni wszystko załatwią, a ja nic nie będę musiała robić. Identyfikacja, dwa podpisy i mnie nie ma. Tak to brzmiało. Dał mi namiary, żebym zadzwoniła do zakładu, dał mi też numer do siebie, żebym dała znać, jakbym potrzebowała pomocy. Później dzwonili do mnie z tego zakładu, podali jakąś chorą cenę. Znalazłam więc inny zakład. Nie miałam pieniędzy, więc poszłam tam, gdzie było najtaniej – mówiła jedna z osób.

Później jednak sytuacja się zmieniła. – Kolejny raz zostałam wezwana na identyfikację. Wtedy Habowski już nie był miły i pomocny. To były dwie różne osoby – wspominała.

Jak dodała, przez godzinę czekała na korytarzu. – Zadzwonił do mnie, że muszę wejść z drugiej strony. Musiałam przejść obok trupów, po drodze minęłam kaplicę z ciałem przygotowanym na pożegnanie. Powiedział, że muszę zrobić identyfikację. Nie pytając się nawet, czy jestem gotowa, rozpiął worek i pokazał mi trupa. Zapytał: to pani mama? Jeśli tak, to dziękuję, do widzenia. To było na korytarzu, ten obraz do dziś mam przed oczami. Potem pojechaliśmy po odbiór ciała. Była umówiona godzina, ale staliśmy tam jakieś 40 minut. Wyszedł do nas pracownik i stwierdził, że musimy poczekać – dodała.

Inny rozmówca, którego bliska osoba zmarła w innym szpitalu i została przetransportowana do Szpitala Południowego, wprost przyznał, że „ma bardzo negatywne przeżycia związane z prosektorium tej lecznicy”.

– Okazało się, że jest jakiś regulamin, którego nigdzie nie widziałem, stanowiący, że termin odbioru zwłok należy umawiać z wyprzedzeniem jednego albo dwóch dni roboczych. Nie jest też wydawane ciało, jeżeli nie minęły trzy doby. Wynajęta przez nas firma pogrzebowa przyjechała specjalnie z Podlasia i w zasadzie mogli jedynie pocałować klamkę. Powiedzieli mi, że pierwszy raz spotkali się z takimi utrudnieniami ze strony prosektorium szpitala. Dopiero gdy podniosłem raban i zacząłem straszyć zgłoszeniem sprawy do rzecznika praw pacjenta, postanowiono ustąpić i wydać ciało – dodał.

Według kolejnej osoby, Habowski „usilnie namawiał rodziny pacjentów na usługi firmy Sacrum, w której wspólniczką była jego wspólniczka w Pros-med”. – Rodziny są też atakowane ofertą przygotowywania ciał w szpitalu – powiedział rozmówca.

Z kolei według jednego z pracowników Szpitala Południowego w Warszawie, wcześniej ciała zmarłych odbierały różne domy pogrzebowe. Wszystko zmieniło się, kiedy pojawiła się firma Sacrum. – Było wciskanie na siłę jednego zakładu. Rodziny się skarżyły, zakłady też, ale wszystkie skargi były zamiatane pod dywan. Habowski był chamski, utrudniał wydanie karty zgonu, dostawałem sygnały od zakładów, że kazał rodzinom czekać po dwie, trzy godziny. To był standard – stwierdził.

Inne biznesy w prosektorium

W sprawie pojawia się także inny wątek – pobocznych, prywatnych biznesów Habowskiego, które miał prowadzić w szpitalnym prosektorium. W kwietniu 2024 r. miał on oferować wynajem przestrzeni prosektorium szpitala, należącego do m. st. Warszawy, na lokację filmową.

Cześć, posiadam lokacje jaka jest PROSEKTORIUM, służę pomocą jako konsultant z zakresu (sekcji zwłok, kryminalistyki, medycyna sądowej, balsamacji, przygotowania zmarłych, zakładów pogrzebowych i wszystkiego co pokrewne). Posiadam również wszystko co niezbędne np narzędzia odnawiani, balsamacji, specjalistyczne kosmetyki i cały sprzęt funeralny. Mam możliwość zorganizowania karawanów, trumien, urn i czego dusza zapragnie :D” – pisał w ogłoszeniu zamieszczonym na Facebooku w grupie „Lokacje Filmowe”.

Co więcej, z relacji jednej z internautek na portalu kliniki.pl wynika, że z tego ogłoszenia korzystano i to w godzinach odbierania kart zgonu. „Szczytem wszystkiego była sytuacja w prosektorium, kiedy w godzinach odbierania kart zgonu kręcony był tam serial i ekipa uciszała rozmawiające rodziny zmarłych !!!!!” – czytamy w komentarzu.

Ponadto z informacji zamieszczonych na profilu Habowskiego na stronie FilmPolski.pl wynika, że był konsultantem siedmiu seriali i filmów – w tym „Różyczki 2” z 2023 r. w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego, męża obecnej marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z KO.

Z ustaleń portalu Zero.pl wynika też, że Habowski ma oferować w ramach prywatnej działalności szkolenia z zakresu przygotowywania i balsamacji zwłok, a niektóre z nich odbywają się na ciałach pacjentów Szpitala Południowego, na terenie placówki. Rodziny płacą za tę usługę, którą wykonują osoby dopiero uczące się takiej działalności. Bliscy zmarłych mieli nie wiedzieć o takim procederze.

Skandaliczna działalność

Kolejne kontrowersje [to słowo osłabiające stan rzeczywisty. md] narastają wokół profilu Habowskiego na Instagramie, na którym umieszcza zdjęcia rozczłonkowanych ludzkich ciał – m.in. ludzi spalonych, po ucięciu głowy, z ranami postrzałowymi. „Skąd zdjęcia rozczłonkowanych ludzkich ciał? Nie wiemy. Jeden z naszych rozmówców, związany ze Szpitalem Południowym, uważa, że mogą to być osoby, które znajdowały się w szpitalnym prosektorium” – czytamy.

UJAWNIAMY: „In vitro” w Szpitalu Południowym – maszynka do wyciągania dotacji

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Szpital Południowy jako maszynka do wyciągania pieniędzy publicznych? Wiele wskazuje, że tak.

To właśnie w tym szpitalu, prowadzonym w 100% przez samorząd Warszawy, działa Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności, które – wbrew nazwie – nie leczy.

Zajmuje się natomiast sztuczną produkcją dzieci poprzez in vitro. A kiedy powstało? Natychmiast po informacji, że uchwalono finansowanie klinik in vitro z budżetu państwa.

Cała Polska mówi o aferze w Szpitalu Południowym w Warszawie. Były ordynator Oddziału Chirurgii, dr Emil Jędrzejewski, ujawnił szokujące zaniedbania i błędy medyczne, które mogły kosztować życie pacjentów. Zostawianie umierającego człowieka w toalecie, nieprawidłowa intubacja, wykonywanie badań zwłokom i fałszowanie dokumentacji dotyczącej zgonów – to tylko niektóre z oskarżeń. Dziś doszły nowe – prosektorium w Szpitalu Południowym miało być wynajmowane jako sceneria do kręcenia filmów. Gdy rodziny opłakiwały swoich zmarłych, operatorzy kamer uciszali je, aby nie przeszkadzały w nagraniach za ścianą. Do tego na rodzinach wymuszano korzystanie z konkretnego zakładu pogrzebowego, a jeśli wybrały inny, robiono problem z odebraniem ciała zmarłego.

Tymczasem Fundacja Życie i Rodzina dotarła do kolejnych szokujących informacji. Władze Warszawy traktują ten szpital jako maszynkę do wysysania rządowych dotacji. Gdy tylko okazało się, że procedury sztucznej produkcji dzieci zaczną być finansowane przez rząd (grudzień 2023), w Szpitalu Południowym pojawił się pierwszy samorządowy ośrodek in vitro – stało się to 18 marca 2024 r.

Był to precedens, bo do tej opory produkcją dzieci na szkle zajmowały się tylko kliniki prywatne. Tu samorząd Stolicy zapragnął dotacji i aby je wyciągnąć, otworzył własną placówkę in vitro.

A już 2,5 miesiąca później – od 1 czerwca 2024 roku – Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności zaczęło pobierać pieniądze z rządu.

Jakie to kwoty?

WCLN otrzymało w 2025 roku ponad 8 milionów złotych dotacji, a na 2026 rok przyznano mu niemal 6 milionów. W ciągu zaledwie dwóch lat wyszło więc blisko 14 milionów złotych publicznych pieniędzy na procedurę nieodłącznie związaną z aborcją oraz niemoralną samą w sobie.

Do kwot z rządu należy doliczyć dopłaty, jakich dokonują klienci kliniki – najczęściej jest to co najmniej drugie tyle. Bo program rządowy finansuje procedury tylko w części, resztę muszą zapłacić biologiczni rodzice wyprodukowanych dzieci.

WSPIERAM OBRONĘ ŻYCIA

Szpital Południowy pobiera też opłaty za przechowywanie nadmiarowych dzieci w ciekłym azocie i także na tym zarabia. Pojawia się oczywiście pytanie, co stanie się z dziećmi, których przechowywanie przestanie być opłacane. Czy będą one wylane do zlewu? A może odsprzedane innym parom? Surogatkom? Obywatelom wyłącznie polskim, czy także państw innych niż Polska? W jakim celu…?

Dodajmy, że ośrodek in vitro dostaje pieniądze za każdą, także nieudaną procedurę. A niewiele par wychodzi z in vitro z dzieckiem, większość odnosi porażkę, za którą płaci dokładnie tyle samo, co za sukces.

Szanowny Panie,

Wydaje się, że radny Koalicji Obywatelskiej Dawid Kacprzyk – zatrudniony do niedawna w Szpitalu Południowym jako ordynator SOR i wynagrodzony przez tylko jeden rok kwotą 1,6 mln złotych – to niejedyna afera finansowa w tej placówce. Szpital pod auspicjami Rafała Trzaskowskiego jest kurą znoszącą złote jaja dla skolonizowanego przez KO samorządu Warszawy i konkretnych ludzi związanych z tą partią.

Dzieje się to kosztem pacjentów.

I znowu – jak zawsze widać tę zasadę: jeśli nie szanuje się życia najmniejszych pacjentów (tych zrobionych na szkle in vitro), to trudno też oczekiwać szacunku wobec innych leczących się w szpitalu.

Sztuczna produkcja dzieci w laboratorium jest nieetyczna i niegodna człowieka. Każde dziecko ma prawo do naturalnego poczęcia, a nie do bycia wyprodukowanym na szkle i wsadzonym na miesiące i lata do probówki. In vitro nie leczy niepłodności, ale przenosi prokreację poza ludzką miłość – tworząc przy tym cały przemysł selekcji, zamrażania i niszczenia ludzkich zarodków oraz handlu maleńkimi dziećmi, które klienci porzucają, gdy nie chcą ich już wszczepiać i rodzić.

Każda procedura in vitro to:

  • produkcja wielu dzieci i selekcja tych subiektywnie uznanych za najlepsze,
  • zamrażanie nadliczbowych dzieci na później,
  • niszczenie chorych lub uznanych za wadliwe,
  • ogromna liczba aborcji – w różnej formie i na różnych etapach – i nieudanych implantacji.

Ujawniamy tę sprawę, aby opinia publiczna miała świadomość, jak bardzo Szpital Południowy odszedł od misji ratowania życia w kierunku zysku biznesowego – nawet, gdy oznacza to krzywdę maleńkich dzieci.

WSPIERAM OBRONĘ ŻYCIA

Ujawniamy wszystko, bo jeśli nie my – to kto upomni się o tych, którzy sami nie mają głosu…?

Dziękuję, że jest Pan z nami i wspiera nas w walce z cywilizacją śmierci. Także tam, gdzie życie powinno być najwyższym prawem i najważniejszym dobrem, a niestety nie jest.

Z wyrazami szacunku,

Kaja Godek Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Ujawnianie takich spraw nie jest łatwe ani wygodne. Ale milczenie byłoby zgodą na to, by życie najmniejszych dzieci dalej traktowano jak produkt do sprzedaży lub źródło publicznych dotacji. Piekło dzieci trwa i wobec niego trzeba stawiać opór.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Przerażające statystyki gwałtów w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Szwecji, Danii

Przerażające europejskie

statystyki gwałtów w

Wielkiej Brytanii,

Norwegii,

Szwecji, Danii.

hannenabintuherland.com/horrifying-european-rape-statistics-in-norway-sweden-denmark-that-politicians-do-little-to-stop

Politycy niewiele robią, aby je powstrzymać.

Powszechnie wiadomo, że urodzeni za granicą gwałciciele i przestępcy unikają odpowiedzialności w Europie, ponieważ przywódcy polityczni są pochłonięci strachem przed nazwaniem ich rasistami.

Raport Ruperta Lowe’a ujawnia szokujące dane: około 250 000 białych brytyjskich dziewcząt z klasy robotniczej zostało zgwałconych przez niezachodnich muzułmanów w ciągu dziesięcioleci, bez podjęcia działań przez władze, które były tego świadome. Przeczytaj poniżej przerażające statystyki gwałtów w Skandynawii z niezachodnimi sprawcami.

W imię wielokulturowości urzędnicy tak bardzo obawiali się oskarżeń mediów o rasizm i islamofobię, że nie pomogli tym brytyjskim dziewczynom. To jeden z najgorszych skandali naszego życia, teraz wychodzi na jaw w całym swoim przerażającym horrorze.

Przez dziesięciolecia marksistowsko-socjalistyczna indoktrynacja zakorzeniła się w Europejczykach, że należy zawsze usprawiedliwiać i współczuć imigrantom spoza Zachodu, ponieważ pochodzą oni z niefunkcjonalnych, często wysoce skorumpowanych państw w biednych częściach świata.

Lewica marksistowska wprowadziła w ten sposób wielokulturową dyskryminację rdzennych Europejczyków, która domaga się odpowiedzialności ze strony rdzennych europejskich grup etnicznych w sposób, o jakim nigdy nie marzyłby ciemnoskóry, niezachodni imigrant.

W autorytarnej Wielkiej Brytanii, ta dyskryminacja rdzennych Brytyjczyków jest widoczna jak na dłoni, ponieważ Brytyjczycy są teraz wtrącani do więzienia za komentarze w mediach społecznościowych, negatywne w stosunku do masowej imigracji z krajów niezachodnich, podczas gdy urodzeni za granicą gwałciciele i zabójcy są niemal usprawiedliwiani w sądach.

Media głównego nurtu, takie jak BBC, zadziwiająco nie opublikowały żadnych komentarzy na temat tego okropnego raportu o gwałtach zbiorowych i masowego rasizmu wobec białych w Wielkiej Brytanii, który to udowadnia – pisze historyk, autorka bestsellerów i założycielka raportu Herland, Hanne Nabintu Herland. Artykuł został po raz pierwszy opublikowany w jej regularnej kolumnie WND.

Kolej na Skandynawię.

W Norwegii jeden z nielicznych raportów na temat grup etnicznych przestępców, wykazał, że 100% gwałtów wskutek napaści dokonywali imigranci spoza Zachodu. Imigranci z Azji, Afryki, Ameryki Południowej i Środkowej oraz Turcji mają znacznie wyższy wskaźnik przestępczości niż ogólna populacja, a najgorszy jest z Afryki. W Szwecji ostatnie badanie wykazało, że 96% gwałtów zostało popełnionych przez imigrantów. W obu przypadkach zgwałcono prawie wyłącznie rodzime, białe kobiety. W Danii imigranci spoza Zachodu są ponad siedem razy bardziej skazywani za gwałt niż rdzenni Duńczycy.

Szwecja jest notorycznie gubiona przez swoich marksistowskich polityków, którzy po prostu nie powstrzymują przemocy wobec rdzennej ludności. Kraj ma prawie sześćdziesiąt „stref zakazanych” rządzonych przez gangi imigrantów, w których policja nie ma wstępu; miasto Malmø ma ponad 50% imigrantów spoza Zachodu o wyższym wskaźniku przestępczości niż Bagdad; Szwecja ma największą liczbę ataków bombowych dla kraju nie będącego w stanie wojny.

Według ostatnich badań, 96% gwałtów wskutek napaści w Szwecji jest popełnianych przez imigrantów urodzonych za granicą, którzy gwałcą etniczne Szwedki. Dochodzenie z 2018 roku wykazało, że 40 na 43 mężczyzn skazanych za gwałt zbiorowy było imigrantami lub urodzonymi przez rodziców imigrantów. Szwecja odnotowała w znacznym stopniu największą liczbę zarejestrowanych przestępstw związanych z gwałtem w Europie.

Ta marksistowsko-socjalistyczna dyskryminacja jest przeciwieństwem historycznego zachodniego ideału równości niezależnie od rasy, wyznania czy pozycji społecznej. Wywołała rasizm wobec białych Europejczyków, który dziś przenika europejskie media głównego nurtu i dyskurs publiczny.

W 1977 roku w Szwecji odnotowano 689 gwałtów. W 2015 roku zgłoszono 18 100 przestępstw seksualnych, ponownie prawie wyłącznie przeciwko etnicznym Szwedkom. Mimo to szwedzcy politycy tego nie powstrzymują, a media głównego nurtu milczą ze strachu przed nazwaniem ich rasistami.

Liczby w Norwegii wskazują, że niezwykle niewiele osób jest skazanych za gwałt. Tylko jeden na 10 aktów przemocy seksualnej jest zgłaszany, a około 80 procent jest po prostu odrzucanych. W Szwecji z 4895 zgłoszonych przypadków gwałtu w 2017 roku tylko 190 doprowadziło do wyroków skazujących. W Norwegii tylko co dziesiąty skazuje. Statystyki pokazują również, że jedna na pięć norweskich dziewcząt poniżej 15 roku życia jest narażona na przemoc seksualną. Szwecja nie publikuje oficjalnych danych o przestępstwach związanych z pochodzeniem etnicznym lub statusem imigracyjnym, podobnie jak Norwegia.

Bardzo niewielu omawia wewnętrznie zgłoszone samobójstwa białych dziewcząt po gwałcie, gdy oni i ich rodziny widzą, jak policja niechętnie ściga sprawców. Niezwykle rzadko można znaleźć osoby, które chcą mówić o tym publicznie.

W 2025 roku Libertariańska Partia Postępu— obecnie największa partia polityczna w Norwegii i prawdopodobnie jej wersja Reform UK-niedawno zapłaciła za nowe badania nad wskaźnikiem przestępczości sklasyfikowanym według grup etnicznych. Statystyki wykazały znaczny wzrost nadreprezentacji imigrantów na lata 2020-2023.

Młodzi mężczyźni z Iraku i Somalii mają niezwykle wysokie proporcje zarzutów, z ponad 1200 na 1000 dla imigrantów i do 1300 dla urodzonych w Norwegii cudzoziemców etnicznych z rodzicami z tych krajów. W Oslo, stolicy Norwegii Pokojowej Nagrody Nobla, młodzi mężczyźni ze środowisk imigranckich mają proporcje zarzutów w wysokości 820 na 1000, podczas gdy Norwegowie urodzeni przez rodziców imigrantów mają proporcję 910 na 1000. Reszta populacji ma wskaźnik 280 na 1000.

„Na przykład w przypadku somalijskich mężczyzn w Oslo (w wieku 15-24 lat) w latach 2020-2023 na 1000 mieszkańców przypada 2120 zarzutów. To 15 razy więcej niż ma populacja Oslo bez pochodzenia imigranckiego ” – pisze Partia Postępu.

Liczby dla Danii są równie przygnębiające, ujawniając znaczne różnice w zależności od pochodzenia etnicznego. Liczby z lat 2010-2014 wskazują, że imigranci spoza Zachodu są masowo nadreprezentowani wśród skazanych za gwałt w porównaniu z rdzennymi Duńczykami. To sprawia, że imigranci spoza Zachodu i ich dzieci są 7,3 razy bardziej skłonni do gwałtu niż rdzenni Duńczycy.

Całkowity brak ochrony rdzennych skandynawskich kobiet przed imigranckimi gwałcicielami urodzonymi za granicą wynika z ideologii marksistowsko-socjalistycznej, która od tak dawna przetrzymuje Europejczyków jako zakładników rasizmu wobec rdzennej białej populacji, pozwalając temu przerażającemu znęcaniu się nad kobietami kontynuować rok po roku.

hannenabintuherland.com/horrifying-european-rape-statistics-in-norway-sweden-denmark-that-politicians-do-little-to-stop

POZBYLIŚMY SIĘ BRONI, CZAS NA GENERAŁÓW

POZBYLIŚMY SIĘ BRONI, CZAS NA GENERAŁÓW

Krzysztof Baliński

Gdy pytają, co sądzisz o wojnie, to pytają: Czy Donald Trump, dał się opętać syjonistom? Czy miał żydowski pistolet przy głowie? Czy szantażowała go „Koalicja Epsteina”? A w ślad za tym rozpowszechniają mit, że to najbardziej prożydowski prezydent w historii USA, że prezydentem został dzięki Żydom, że jest prowadzony na sznurku przez lobby żydowskie. Tymczasem, prezydentem został wbrew Żydom, bo lobby żydowskie popierało i to z całej siły jego konkurentów, bo 90 procent Żydów głosowało na Kamalę Harris, bo wśród najbardziej jadowitych krytyków Trumpa są wyłącznie żydowskie nazwiska, bo za poprzednią wyborcza porażka krył się żydokomunistyczny spisek. No i wiedzieć trzeba, że:

1. Osobliwością, a nawet istotą systemu amerykańskiego są przeróżne lobby. Nie tylko żydowskie, ale kilkanaście innych, równie znaczących i równie wpływowych, żeby tylko wymienić lobby farmaceutyczne i przemysłu zbrojeniowego, i że bez ich poparcia nie sposób wygrać wyborów i rządzić.

2. W amerykańskiej politycznej unikalności Izrael to praktycznie 51. stan, w dodatku stan o nieproporcjonalnym przedstawicielstwie w Kongresie. I z tego powodu relacje USA-Izrael to w znacznym stopniu domena polityki wewnętrznej, a nie zagranicznej.

3. Nie jest winą Trumpa, że Ameryką rządzą od dekad, że dominują w mediach, że w ich rękach są banki i że najsilniejszym lobby są ADL i AIPAC, dla których ten, kto nie popiera, i to z entuzjazmem, zbrodni Izraela jest antysemitą.

4. Mitem jest to, że Trump decyzję o włączeniu się do wojny podjął samodzielnie i wbrew swemu otoczeniu, bo wojny chciało także lobby przemysłowo-zbrojeniowe i większość amerykańskich kongresmenów z obu partii.

5. Mitem jest, że Trump, ot tak sobie, deus ex machina wszedł w konflikt z Iranem, bo do bliskowschodnich awantur wciągnęli USA poprzednicy Trumpa, bo przed Trumpem i jego „America First” przez kilka dekad rządzili wyznawcy doktryny „Israel First”.

Są i tacy, którzy uważają, że Trump to idiota, że decyzja o przystąpieniu do wojny to przejaw szaleństwa, że „prowadzi nieprzewidywalną politykę i jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa na świecie”. Tymczasem, gdy spojrzymy wstecz, to widzimy, że za jego pierwszej prezydentury Ameryka żadnej wojny nie rozpoczęła (a toczące się wygaszała), Chiny nie zagrażały Tajwanowi, nie było wojny Rosja-Ukraina, Korea Północna przestała wysyłać rakiety nad Japonię i zniszczono Państwo Islamskie. A pod rządami Obamy i Bidena Ameryka wojowała z całym światem i powodowała zamęt w każdym zakątku świata: Chiny zajęły Hongkong, wojska amerykańskie tak wycofywały się z Iraku, aż powstał islamski kalifat. No i była tzw. „Arabska Wiosna”, która skończyła się przejęciem władzy przez islamistów w wielu krajach arabskich, a podpalony świat z niecierpliwością czekał na strażaka zza oceanu.

Mitem jest, że po jednej stronie konfliktu stoi Izrael i wodzony przez Netanjahu za nos Trump, bo po tej samej stronie stoją przywódcy prawie wszystkich państw arabskich. Urojeniem jest też solidarność świata islamskiego z Iranem, jak i to, że odwiecznym przyjacielem Arabów i Iranu jest Rosja. Bo Putin jest w kordialnych relacjach z Netanjahu, bo duża część mieszkańców Izraela to sowieccy Żydzi, którzy zachowują rosyjskie obywatelstwo, głosują na Putina, a kilkadziesiąt tysięcy z nich jest zatrudnionych w izraelskiej bezpiece. I, co ważne – uważają, że Putin to najbardziej filosemicki przywódca w historii Rosji (tej sowieckiej i tej dzisiejszej).

A co do pokutującego mitu o biednych Palestyńczykach oraz zwycięskim Izraelu, to powiedzmy: To Palestyńczycy odnieśli zwycięstwo nad „niezwyciężoną armią”, bo w Gazie przez 75 godzin osiągnęli więcej niż wszystkie armie arabskie przez 75 lat, bo to Izraelczycy przegrywają, robią ze strachu w portki i chowają się po piwnicach, bo na całym świecie wzrosły nastroje antyżydowskie, a Żydzi, mający jeszcze niedawno w oczach światowej opinii status ofiar Holokaustu, stali się faszystami, rasistami, którzy mordują palestyńskie dzieci, którzy z Gazy zrobili getto i powstanie w tym getcie likwidują. Z wojny obronną ręką wyszedł także Iran, bo zmienił zasady gry, bo zmusił rywali do rozmów jak równy z równym, bo był bombardowany, a dziś bombarduje, bo nie kontrolował cieśniny Ormuz, a dziś kontroluje.

I nie dajmy się złapać w emocjonalną pułapkę. Nie ustawiajmy się w jednym szeregu z islamistami na zasadzie „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Bo nie ważne, że Trump nie lubi muzułmanów (i nie zawsze to, co antyislamskie jest antypolskie), ale ważne, czy lubi Polaków. Pamiętajmy też, że to nie nasza wojna, bo my mamy swoje „wojny” o wiele ważniejsze: Ukrainizacja, zalew imigrantami (w tym Żydami z terytoriów bombardowanych przez Iran) i banderowców (ale nie tych we Lwowie, tylko tych w polskim rządzie). I nie patrzmy na świat oczami innych, tylko zawsze pytajmy: Co na w tym Polska zyskuje, a co traci? Nie wyklucza to naszej sympatii po stronie Palestyńczyków i Irańczyków, Bo w naszym interesie jest maksymalne osłabienie Izraela i tym samym żydowskiego lobby – obu Polsce wrogich. No i nie oznacza, że nie możemy wyciągnąć z tej wojny pouczających konkluzji:

1. Iran, Palestyna, Izrael to części znacznie większej układanki, obejmującej także Ukrainę i Rosję. Że tak jest, potwierdzają dwie rzekomo wrogie sobie telewizje – TV Republika i TVN, zgodnie wzywające do rozprawienia się z „krwawym ajatollahem” w Teheranie i „krwawym satrapą na Kremlu”. Potwierdza to także to, że wrogami ogłosili Iran i Rosję, dwa państwa, które żadnych roszczeń wobec Polski nie mają, a za najbliższych przyjaciół uznali Izrael i Ukrainę, dwa państwa, które roszczenia mają, a nawet publicznie je głoszą. Dowodzi tego również to, że do wojny z Iranem nawołują ci sami, którzy nawołują do wojny z Rosją.

2. Izraelowi nie chodzi o obalenie reżimu ajatollahów w Teheranie, ale o obalenie reżimu Trumpa w Waszyngtonie. Bo to nie wojna Trumpa z Iranem, ale starcie Trumpa z Netanjahu, z którego Trump – jak dotychczas – wychodzi obronną ręką, a pomaga mu w tym to, że Izrael znalazł się na progu wojny domowej i że opinia publiczna w USA szybko ewoluuje na niekorzyść Izraela.

3. Netanjahu chce wciągnąć Trumpa w wojnę totalną (i Trump o tym wie). Na dziś nie osiągnął tego celu, ale to tylko rozejm, którego Izrael nie będzie przestrzegał, będzie systematycznie naruszał oraz… prowokował. I dopilnowanie, aby nie wywrócił stolika z kartami nie będzie łatwe.

4. Izrael niczego nie obawia się bardziej, jak pokoju na Bliskim Wschodzie (a lobby żydowskie w Waszyngtonie nic tak nie jednoczy, jak „zagrożenie” pokojem na Bliskim Wschodzie). Izrael chce też, żeby USA ugrzęzły w bliskowschodnim bagnie na wieki.

5. Trump jest zainteresowany spokojem i pokojem na Bliskim Wschodzie, a Izrael chaosem i wojnami, bo niszczenie bądź destabilizowanie otaczających go państw i uwikłanie w to amerykańskiego mocarstwa służy koncepcji budowania Wielkiego Izraela. Stąd ciągłe zapotrzebowanie na „śmiertelnych wrogów, którzy zagrażają istnieniu Izraela” i stąd „śmiertelne zagrożenie” ze strony Hezbollahu, a nawet obutych w sandały z opon samochodowych Jemeńczyków.

6. Cel Izraela to: Niszczyć. A jak mu się nie uda z Iranem to zabierze się za Turcję. A jak będzie trzeba, to podpali cały świat. I z tego powodu nie jest zainteresowany zmianą reżimu w Teheranie na bardziej demokratyczny, bo chce radykałów przy władzy, którzy dadzą mu pretekst do wojen. Innymi słowy – Trump chciał zmiany reżimu w Iranie na taki, z którym można się dogadać, a Netanyahu na taki, z którym nie można się dogadać.

7. Trump chce negocjacji z Iranem, a Netanjahu negocjacje torpeduje (i likwiduje negocjatorów). Trump chce ugody z Iranem, a  Izrael wprost przeciwnie – chce Iranu w stan permanentnego chaosu.

8. Trump wiedział, że wojna jest nie wygrania, ale kalkulował: Jak Izrael uderzy sam, to i tak wciągnie nas do wojny, i pozwolił Netanjahu się skompromitować. Pozyskał też nową kartę – Netanjahu i lobby żydowskiemu może powiedzieć: „Chcieliście wojny, to ją macie”. No i osłabił siłę nacisków lobby izraelskiego. Bo mówi: „Przecież zrobiłem dla was wszystko? Czego jeszcze chcecie?”.

9. Taka „klęska” USA (w cudzysłowie) i taka klęska Izraela (bez cudzysłowu) pozwoli Trumpowi sfinalizować zamysł z redukcją militarnego zaangażowania na Bliskim Wschodzie. Przy czym nie chodzi o rezygnację z biznesu, a wprost przeciwnie – o ekspansję gospodarczą. I nie przypadkiem „dyplomatyczne” działania prowadzą tam wyznaczeni przez niego biznesmeni.

10. Trump demontuje ostatni bastion City of London na Bliskim Wschodzie. I odchodzi świat, kiedy Londyn miała tam coś do powiedzenia. Przy czym City of London to nie tylko sabotażysta pokoju w regionie, ale także pokoju Rosja-Ukraina. No i wiedzieć trzeba, że trwa ostra walka między starym układem globalistów z City of London (który obejmuje UE) i którego częścią były USA za  prezydentury Bidena, a odradzającym się nurtem nacjonalizmu, szczególnie widocznym na przykładzie Ameryki.

A co do podejścia Trumpa do bliskowschodnich awantur, to przypomnijmy, co mówił dekadę wcześniej: „Wojna w Iraku była bardzo wielką pomyłką. Nigdy nie powinniśmy się tam znaleźć”; „Wydaliśmy 4 biliony dolarów, aby obalić jednego człowieka (…) gdybyśmy przeznaczyli te pieniądze na budowę dróg i mostów, żyłoby nam się o wiele lepiej”. Nawiązując do lobby żydowskiego, które otorbiło poprzednich lokatorów Białego Domu, pytał: „W pierwszym rzędzie zajmijmy się własnym narodem i własnym krajem. Wychodzimy z tego biznesu. Nigdy więcej składania ofiary z suwerenności na ołtarzu globalizmu”.

Lobby żydowskie natychmiast wszczęło rwetes, bo słowo „globalista” jest w jego oczach synonimem „Żyda”. Później wielokrotnie pokazał Izraelowi środkowy palec i sprzeciwił się izraelskiej strategii wyciągania kasztanów z ognia amerykańskim rękami. Wywołał tym atak furii Żydów, a kiedy powiedział o neutralnym podejściu do rozmów palestyńsko-izraelskich, pojawiły się jego karykatury z hitlerowskim wąsikiem, a nawet zdjęcia hajlującego Trumpa. I to właśnie z tego powodu w 2020 r. przegrał.

Jednak mitem największym jest to, że na wojnie wszyscy, Izrael, irańscy strażnicy rewolucji osiągnęli swoje cele, tylko nie Ameryka (a Chiny i Rosja otworzyły szampana). Żydowskie gazety dla Amerykanów suflują, że to „największa w historii USA klęska, większa niż w Wietnamie”. O tym, że Trump przegrał sromotnie na wszystkich frontach pisze też żydowska gazeta dla Polaków. I tu pytanie: Jak to jest, że w bzdury takie wierzą wytrawni narodowcy, a nawet wypróbowani antysemici?

Skupiając się nad militarnymi aspektami konfliktu, uwadze naszej umknęło, żeTrump dobrze wykorzystał wojnę, do której – przypomnijmy – został wciągnięty. Doskonale zarządza światowym kryzysem energetycznym. Osłabia konkurentów i przejmuje ich rynki. Koszty wojny rekompensuje sobie zwiększonym eksportem ropy i gazu. Nadzoruje coraz większe ich zasoby. Przydusza Chiny (a nawet oferuje kupowanie ropy z Teksasu). I przede wszystkim zwiększa dochody USA, bo amerykański eksport ropy wzrósł o 40, a przemysłu rafineryjnego o 80 procent. To samo w gazie ziemnym i LNG. Ponadto egzekwuje od swoich bliskowschodnich sojuszników zobowiązania do potężnych inwestycji.

Zarządzanie coraz większymi zasobami ropy i gazu staje się dla USA narzędziem globalnej władzy i kontroli nad światowym handlem. Trump obronił petrodolara(a przypomnijmy, że na petrodolara był atak ze strony Chin, Rosji i…Iranu) i powstrzymał tym samym erozję dolara, jako światowej waluty. Innymi słowy – w ropie i gazie powtarza to, czego USA dokonały z dolarem, czyniąc go światową walutą. W Ameryce jest powiedzenie: Nie pozwól, by kryzys się zmarnował, bo możesz dzięki niemu osiągnąć to, czego wcześniej nie byłeś w stanie. Podsumujmy zatem: Trump nie pozwolił, by taki piękny kryzys się zmarnował. To już kolejny, po Wenezueli, świetnie wykorzystany kryzys. I jaki będzie następny?

A Polska? Na wojnie Ukraina-Rosja, do której (podobnie jak Ameryka do wojny Izrael-Iran) została wciągnięta, nie zyskała nic. A mogła (podobnie jak Ameryka) nie pozwolić, by „taki piękny kryzys się zmarnował”, chociażby sprzedając broń i pobierając opłaty tranzytowe, bo biegnący przez nasz kraj korytarz transportowy to taka „polska cieśnina Ormuz”. Zamiast tego została bankrutem. Wzięła na utrzymanie drugi naród, w tym miliony „uchodźców”, którym zapewnia pełny wikt i opierunek. Pozbyła się całej broni (zostały jej tylko zardzewiałe pepesze na sznurkach). A wszystko to w sytuacji, gdy stała się państwem frontowym NATO, gdzie o biegu wydarzeń decyduje siła militarna. Obok takiej, wydającej ostatnie tchnienie armii ukropolińskiej, powstaje armia ukraińsko-niemiecka, która weźmie udział w przejęciu pełnej kontroli nad Polską i zmuszeniu jej do zakupu (za gigantyczny kredyt spłacany przez 45 lat) pancerfaustów z niemieckich fabryk.

Polska największym przegranym. Oddana bez jednego wystrzału. Zmuszona dzielić terytorium z milionami przesiedleńców, do których wkrótce dołączą zdemobilizowani bojcy brygady „Bohaterów UPA”. Z przepotężnym, rozzuchwalonym ukraińskim lobby, świadomym swej dominującej pozycji, panoszącym się, wtrącającym w nasze sprawy, działającym coraz bezczelniej, nakazującym wywieszać banderowskie flagi, terroryzującym, przejmującym władzę w Polsce, przejmującym całą Polskę. Ukrainizacja Polski idzie pełną parą. Ukraiński młot i niemieckie kowadło działają coraz bezczelniej. Mamy już rząd niemiecko-ukraińskie. Bezkarnie hasa ukraińska V kolumna. Ukraińska bezpieka robi, co jej się żywnie podoba. A dla sprzeciwiających się temu będą obozy, do których Polaków wyłapywać będzie Ukrainische Hilfspolizei i których pilnować będą ukraińscy strażnicy.

A kto będzie trzymać w garści skonfliktowane strony? Żydzi i Niemcy! I właśnie na tej zasadzie powstaje UkroPolin – niemiecko-ukraińskie kondominium pod żydowskim zarządem powierniczym, składające się z obcej elity, z milionów łupiących Polskę przesiedleńców z Dzikich Pól i z kilkunastu milionów niemających nic do powiedzenia Polaków. Taka ukropolińska Rzeczpospolita będzie wypłacać Ukrainie coroczny haracz, wydawać na obronę dominującą część budżetu (lecz nie na obronę własną, lecz obronę Ukrainy). Ale na tym nie koniec – będzie finansować pokój, a to będzie jeszcze bardziej kosztowne niż finansowanie wojny. I jeszcze jedno – Polska wraca na Wschód, jest wpychana w strefę chaosu, w obszar cywilizacji turańskiej.

Na naszych oczach spełnia się koszmarny sen, w którym Polska nie uzyskała niczego, a najwięcej straciła. Gdy bitewny kurz opadnie, dla Polaków, jako współwinnych ukraińskiej tragedii (bo podżegali do wojny, bo mało pomagali, bo wbili nóż w plecy nie chcąc żreć zgniłego, „technicznego” zboża z Ukrainy) nie będzie miejsca na defiladzie zwycięzców. Będzie za to pełna kapitulacja przed Brukselą. Przy czym członkostwo Ukrainy wywalczy Tusk, który ogłosi, że jakikolwiek sprzeciw to „agenda Putina”.

Co robić? Na początek rzućmy hasło: Broni pozbyliśmy się. Czas na pozbycie się generałów. A politykom, w tym ministrowi obrony pozwólmy zabrać ze sobą do Berlina tylko plecaczek ewakuacyjny.

Krzysztof Baliński

Droga ekspresowa Lublin – Warszawa zamknięta. Padła od upału.

Kluczowa polska droga ekspresowa zamknięta. Rozpuściła się od gorąca

Nie sądziłem, że dożyję czasów, gdy polskie drogi zaczną się topić od gorąca. Ważna droga ekspresowa łącząca Lublin z Warszawą jest zamknięta do odwołania. Roztopiła się.

Paweł Grabowski 29.06.2026 spidersweb.pl/droga-ekspresowa-s17-zamknieta

Kluczowa polska droga ekspresowa zamknięta. Rozpuściła się od gorąca

Przez całą Europę przechodzi fala piekielnego upału. Już jest pewne, że w naszym kraju padł rekord temperatury, trwa ustalanie, która stacja pomiarowa wygra. Sytuacja jest dramatyczna, miasta wyglądają jak z filmów o apokalipsie, tak są wyludnione. Pociągi stają w szczerym polu, bo trakcja nie daje rady, w wielu miejscach ścieżki rowerowe mają konsystencję błota, a to dopiero początek. Lublin traci część połączenia z Warszawą, bo w miarę nowa droga rozpuściła się od upałów. Musicie się do tego przyzwyczaić, bo będzie tylko gorzej.

Droga S17 zamknięta. Stopiła się od gorąca

Mamy oficjalny komunikat policji, która przekazała nam, że droga ekspresowa S17 na odcinku od węzła Żyrzyn do węzła Skrudki w kierunku Warszawy (powiat puławski) jest zamknięta do odwołania.

Okazuje się, że na drodze powstał garb, który jest niebezpieczny dla ruchu pojazdów. Kilka godzin przed tym komunikatem na wskazanym odcinku drogi doszło do wypadku z udziałem trzech samochodów. Zdarzenie było na tyle poważne, że cztery osoby trafiły do szpitala.

Przyjrzyjcie się temu zdjęciu, bo na nim widać efekt roztopionej drogi:

Widzicie jaki duży garb? Przed nim są liczne ślady gwałtownego hamowania, więc wypadek był kwestią czasu. O tym, że nawierzchnia zaczyna tracić swój kształt, mogliśmy przeczytać już w sobotę, ale najwidoczniej uznano, że jakoś to będzie. Nie było. Droga się poddała. Na szczęście jest na gwarancji, więc lada moment wykonawca będzie ją poprawiał.

Co ciekawe – odcinek Żyrzyn – Skrudki wykonany jest z betonu cementowego C35/45 dyblowanego i kotwionego. Wykonanie nawierzchni odbywało się przy użyciu zestawu maszyn, które jednocześnie układają dwie warstwy z betonu wbudowując przy tym dyble i kotwy pomiędzy warstwy. Trzecia maszyna skrapiała świeżo ułożoną nawierzchnię betonową roztworem na bazie glukozy i parafiny, który ma za zadanie opóźniać wiązanie i zabezpieczać beton przed złymi warunkami atmosferycznymi. Po kilku lub kilkunastu godzinach na nawierzchnię wjeżdża szczotka mechaniczna, która szczotkuje nawierzchnię na głębokość ok. 1,5 mm, odsłaniając kruszywo. Potem nacina się dylatacje podłużne i poprzeczne, a szczeliny zalewa specjalną masą.

Dlaczego zastosowano beton? Ta trasa należy do jednego z najważniejszych korytarzy tranzytowych w kraju i jest obłożona ogromnym ruchem ciężarowym. Nawierzchnia betonowa nie odkształca się pod wpływem temperatury, nie tworzą się na niej koleiny i w teorii powinna wytrzymać jakieś 30-40 lat bez remontu. W Polsce przez dekady działała droga, którą wybudowała z betonu jeszcze Trzecia Rzesza przed wojną, więc jak sami widzicie – beton ma swoje plusy.

Powiecie – Paweł, ale skoro beton jest odporny na temperatury, to jakim cudem powstał garb?

Magia albo fizyka czarnej dziury. Tak powiedziałby klasyk. Tymczasem każdy materiał kurczy się zimą i rozszerza latem. W temperaturze, jaka panowała w niedzielę, beton zaczyna fizycznie zwiększać swoją objętość. Nawierzchnia podczas układania nacinana jest na mniejsze płyty, pomiędzy którymi znajdują się szczeliny dylatacyjne. Są wypełnione elastyczną masą i kiedy temperatura się zwiększa, to szczeliny stają się węższe. Jednak gdy mamy ekstremalne upały, to płyty rozszerzają się tak bardzo, że szczelina znika, a płyta zaczyna dotykać sąsiedniej płyty.

W takiej sytuacji płyty nie mogą się przesunąć na bok, nie mogą już iść do przodu, nie mogą pójść w dół, bo blokuje je podbudowa. W takiej sytuacji jedynym kierunkiem ucieczki dla gigantycznej energii jest góra. W taki sposób powstaje garb, który stanowi zagrożenie dla ruchu.

Niektórzy twierdzą, że to fuszerka, że to wynik oszczędności na materiałach. Wiem, że to nie do końca prawda, bo miałem przyjemność rozmawiać kiedyś z polskim inżynierem, który budował drogi w Iraku, a i przy nawierzchni betonowej też kiedyś działał.

Otóż tam normy dotyczące budowania nawierzchni były bardziej rygorystyczne niż w Polsce, właśnie ze względu na upały. Drogi i zapas materiałowy projektuje się pod pewne historyczne założenia. Nie ma sensu projektować drogi dla upału 40-50 stopni, skoro takie nie występują w kraju, prawda? I tu właśnie jak na dłoni widać jak zmieniły się warunki panujące w Polsce.

Okęcie zamknęło jeden pas startowy, bo od upałów pojawiły się na nim pęknięcia. Droga S17 jest zamknięta. W całym kraju dochodzi do niszczenia infrastruktury pod wpływem temperatury. Nic z tym nie zrobimy.

To nie jest najgorętsze lato. To najchłodniejsze lato w przyszłości

Można się oszukiwać, można krzyczeć, że zawsze było ciepło, można wsadzać termometry w różne miejsca, żeby udowadniać, że wcale nie jest tak gorąco. Tylko to nie ma sensu. Fakty są nieubłagane – klimat się ociepla, coraz częściej będziemy doświadczać takich temperatur. Przystosujemy się, ale najbliższe lata przyniosą nam nowe problemy – zamknięte drogi, uszkodzone tory, wymarłe miasta w południe. Dojdzie nam nowa kategoria ludzi wykluczonych – tych bez klimatyzacji, bo ona będzie kluczowa do komfortowego życia.

Powiecie, że w Egipcie mają takie temperatury na co dzień i żyją. Oczywiście, tylko tam mieli kilka tysięcy lat ewolucji, żeby przystosować swoje organizmy i życie do upałów. Włosi z południa kraju też znoszą upały, ale tam niczym dziwnym nie jest przerwa w pracy w największy skwar. To dojdzie i do nas, ale dopiero za kilka lat, gdy dni z temperaturą 40 stopni będą coraz częstsze. Korporacje ugotowały nam planetę, a my musimy walczyć ze skutkami ich pazerności. Nie mam złudzeń – lepsze jutro było wczoraj.