9/11 i Epstein w tle

9/11 i Epstein w tle

11.09.2026 Sławomir M. Kozak aurora/9-11-i-epstein-w-tle

Mija ćwierć wieku od tak zwanego „ataku na Amerykę”, a świat nadal nie uzyskał odpowiedzi na pytanie o jego szczegóły, a przede wszystkim rzeczywistych sprawców. Przez wszystkie te lata powstały tysiące „teorii spiskowych” próbujących wyjaśnić te kwestie i najmocniej trzyma się ta powołana do życia przez amerykański rząd, w myśl której cztery samoloty pasażerskie, którymi tego zamachu dokonano porwało 19 arabskich porywaczy z nożykami do cięcia kartonu i nienawiścią do Stanów Zjednoczonych w sercach.

Nie będę już dziś przywoływał po raz kolejny wszelkich argumentów zbijających tę idiotyczną narrację. Moi starsi czytelnicy zdążyli się z nimi zapoznać dokładnie, bo przecież napisałem na ten temat kilka książek i setki artykułów. Tych młodszych, którzy przyszli na świat już po tych wydarzeniach, a dziś wchodzą w dorosłość, zachęcam po prostu do sięgnięcia po nie. Można je łatwo znaleźć, choćby na mojej stronie internetowej (www.oficyna-aurora.pl).

Podpowiadam tylko, że o tym tragicznym, nie tylko dla Ameryki, ale całego świata dniu, wspominałem przez 18 lat również w książkach nie dotyczących bezpośrednio zdarzenia nazywanego dziś powszechnie mianem „9/11”. Odwoływałem się do niego w licznych pozycjach nie mających tego określenia w tytule, poświęconych innym przypadkom czy ludziom występującym w historii przełomu XX i XXI wieku.

Najlepszym przykładem takiej książki jest „TerraMar. Utopia elit”, w której przybliżyłem kluczową dla tej sprawy postać, a której nikt z nią oficjalnie nie łączy. To Robert Maxwell. Magnat prasowy, agent wielu wywiadów i niemal oficjalny łącznik między służbami świata zachodniego i wschodniego w okresie zimnej wojny. To on był głównym sprzedawcą opisywanego przeze mnie w kilku książkach niesławnego oprogramowania PROMIS, które nie tylko dało szansę wejść we wszystkie systemy komputerowe agencji amerykańskich 11 września 2001 roku, w tym te zarządzające bezpieczeństwem na lotniskach i wspierające kontrolę ruchu lotniczego, ale też pozwoliło kilku służbom wywiadowczym na pełną infiltrację państwa polskiego jeszcze w latach poprzedzających tzw. transformację ustrojową.

Czyli w dużej mierze jego ówczesna działalność odbija się, nam Polakom, czkawką do dzisiaj. Z całą pewnością można też przyjąć, że to on położył podwaliny pod obecne wydarzenia bombardujące cały świat każdego dnia. Dosłownie, w kontekście toczących się aktualnie dwóch największych wojen, ale też w kwestii realizowanych nieprzerwanie założeń Agendy 2030, które kontynuują wszystkie jego dzieci.

Pisałem w przywołanej książce, że Christine Maxwell jest żoną Rogera Maliny, fizyka po słynnym MIT. Ukończył on również wydział astronomii na Uniwersytecie Kalifornijskim. Pracował dla NASA, zajmował się badaniem ciemnej materii i ciemnej energii. Brzmi fascynująco, choć odrobinę ponuro. (…) Początkowo, Christine była redaktorką, zajmującą się literaturą naukową, w wydawnictwie Pergamon Press, należącym do jej ojca. To właśnie Pergamon i inne firmy Roberta Maxwella zajmujące się oprogramowaniem i informacją już na początku lat 70., opracowywały komputerowe narzędzia informacyjne. Zostały później przejęte nie tylko przez wielkie firmy globalistyczne, ale także przez FBI i agencje wywiadowcze. Otworzyły ogromne możliwości dla izraelskich programów szpiegowskich. Christine została później współzałożycielką firmy Chiliad, zajmującej się oprogramowaniem do inteligentnej eksploracji danych na żądanie, z wykorzystaniem technologii wyszukiwania w języku naturalnym. Oprogramowanie tej firmy było podstawą technologii pozyskiwania informacji i tworzenia bazy danych antyterrorystycznych dla FBI. To ta baza „pomogła” powiązać arabskich zamachowców z wydarzeniami 11 września 2001 roku!

O ile Christine zdecydowanie odwoływała się do swej brytyjskości i ogólnie, świata anglosaskiego, o tyle jej siostra Isabel Maxwell pozostaje fanatyczną syjonistką, która swe życie poświęciła budowaniu przedsiębiorstw pracujących dla państwa Izrael. Już w latach 90. Isabel i jej mąż David Hayden, z pomocą Christine i także jej męża, stworzyli jedną z pierwszych wyszukiwarek internetowych, Magellan. Została natychmiast wykorzystana przez AT&T, Time Warner, IBM, Netcom i Microsoft. Swą pierwszą spółkę, McKinley Group, założoną w roku 1992, sprzedali w roku 1996, za 4,5 miliona dolarów konkurencyjnej firmie, Excite. W latach 1997-2001 Isabel była prezesem Commtouch Inc., izraelsko-amerykańskiej firmy zajmującej się przesyłaniem wiadomości e-mail i bezpieczeństwem internetowym. Commtouch został później zintegrowany z pocztą Google, czyli Gmail. Pośród jej udziałowców roiło się od ludzi związanych z głośną aferą Jonathana Pollarda. Firma weszła na giełdę NASDAQ w roku 1999, a w 2014 zmieniła nazwę na CYREN. Wielce prawdopodobne jest, że to właśnie Christine i Isabel, przy wsparciu Mosadu, pomogły Sergey’owi Brin i Larry’emu Page stworzyć, i wprowadzić na rynek wyszukiwarkę Google.

Trzeba wyjątkowego uporu, by nie dostrzec, że dzięki takim właśnie osobom, wywiadowi izraelskiemu nie tylko udało się wejść tylnymi drzwiami na teren Doliny Krzemowej, ale też pozyskać z czasem jej najważniejszych graczy, jak choćby Bill Gates, czy Paul Allen. W roku 2001, Isabel zadeklarowała, że „będzie pracować tylko nad sprawami ważnymi dla Izraela”, a żeby to podkreślić, przyjęła równocześnie stanowisko prezesa Centrum Peresa na rzecz Pokoju. (…)

Nie sposób pominąć w tym miejscu postaci jej syna, Alexa Djerassi, który od razu po ukończeniu szkoły został zatrudniony w roku 2008, przez Hillary Clinton do pracy na rzecz jej ówczesnej kampanii prezydenckiej. Fakt, że kampania okazała się porażką nie wpłynął na jego karierę, wręcz przeciwnie, otrzymał pracę w Departamencie Stanu, początkowo jako „specjalny asystent”, ale szybko awansował na szefa sztabu w Biurze Asystenta Sekretarza Stanu, w Wydziale Spraw Bliskowschodnich. W tej roli był doradcą strategicznym i nadzorował stosunki USA z Izraelem, Arabią Saudyjską i Iranem.

Jej bracia, Ian i Kevin, uruchomili nie tak dawno działalność pod nazwą „Zwalczanie terroryzmu i ekstremizmu dżihadystycznego” (COJiT)! W zakładce „o nas” piszą, że „CoJiT jest zarejestrowaną spółką non-profit z ograniczoną odpowiedzialnością (Co. No. 11730673), której głównym celem jest prowadzenie edukacji na rzecz społeczeństwa w Wielkiej Brytanii i poza nią, w dziedzinie zwalczania terroryzmu dżihadu, i ekstremizmu w ogóle, jego przyczyn, cech, i konsekwencji oraz reakcji na niego”. Oczywiście, ponad dwie dekady po 9/11, zajmowanie się dżihadystami zakrawa na kpinę, stąd poczesne miejsce wśród dziś najistotniejszych, światowych „izmów”, zajmuje zapewne nacjonalizm. Wśród osób związanych z COJiT znaleźć można ludzi współpracujących na co dzień z rządem Wielkiej Brytanii, a szczególnie z instytucjami kojarzonymi z Ministerstwem Obrony, uczelniami wojskowymi i przemysłem zbrojeniowym.

Najsłynniejszą z rodzeństwa stała się oczywiście ukochana córeczka Roberta – Ghislaine, którą media całego świata starają się usilnie przedstawiać, jako wspólniczkę słynnego Jeffreya Epsteina, podczas gdy w rzeczywistości w tym duecie to ona grała pierwsze skrzypce. To Robert Maxwell wybrał tego pedofila na przyszłego partnera swej córki już w latach 80. ub. wieku, a w ich wieloletniej działalności stręczenie nieletnich możnym tego świata nie było wcale największą zbrodnią.

Są to sprawy tak intrygujące i ważne dla nas wszystkich, że trudno pojąć, iż ludzi w ogóle to nie zajmuje. Być może rozwinę kiedyś ten wątek, choć coraz mniejszą znajduję przyjemność w pisaniu dla garstki zainteresowanych. Jak wspominałem w książce kończąc jeden z rozdziałów, przez ponad pół wieku rodzina Maxwellów miała bardzo duży wpływ na rozwój nie tylko branży oprogramowania komputerowego, ale też Internetu i mediów społecznościowych. A także, jak wiele na to wskazuje, globalnej sieci szpiegowskiej. Jest to aspekt w ogóle pomijany przez media, co zrozumiałe, ponieważ łatwiej Epsteina sprowadzić do roli psychopatycznego pedofila, działającego bądź to dla zaspokojenia własnych, bądź cudzych, perwersyjnych żądz, aniżeli doszukiwać się rzeczywistych motywów, którymi się kierował i prawdziwych beneficjentów tych działań.

Kilka miesięcy temu administracja Trumpa poinformowała pompatycznie o upublicznieniu tzw. akt Epsteina. W rzeczywistości jednak te dane zawierały ponad 6 mln stron, z czego 3,5 mln pozostaje nadal tajnych. Co najciekawsze, to fakt, że te pozostające z gryfem tajności zawierają zbiór wiadomości i korespondencji z bardzo szczególnego okresu. To przedział kilku miesięcy przed i paru miesięcy po dacie, którą dziś przyszło nam wspominać. Czy zatem 9/11 nie pozostaje nadal jedną z najbardziej intrygujących zagadek historii współczesnej?

Sławomir M. Kozak

Zapraszam do zaglądania na portal Reduta.tv

Idea „Wielkiego Izraela”. Świat już płaci haracz.

Stanisław Michalkiewicz: Świat już płaci haracz

magnapolonia/michalkiewicz-swiat-juz-placi-haracz

   Jak pamiętamy, władze izraelskie, a wraz z nimi wszyscy żydofile, w 2023 roku lamentowali, że rakietowy atak Hamasu na Izrael przeprowadzony 7  października był całkowicie „zaskakujący” i dlatego pociągnął za sobą tyle ofiar, a także – tylu zakładników. Od samego początku wydawało mi się to bardzo wątpliwe i to z kilku powodów.

Po pierwsze – wywiad izraelski, czyli Mosad, uchodzi za jeden z najlepszych, a może nawet najlepszy na świecie. Jest to między innymi skutkiem tego, że Żydowie żyją w diasporze, w związku z tym Mosad w każdym kraju, a jeśli nie w „każdym” to w takim, gdzie ta diaspora żydowska się znajduje, może mieć swoją agenturę.

Po drugie – że co jak co, ale Strefa Gazy, z której Hamas wyprowadził swój „zaskakujący” atak, z całą pewnością jest naszpikowana izraelskimi agentami, niczym wielkanocna baba rodzynkami. Jeśli zatem – po trzecie – do  przeprowadzenia tego „zaskakującego” ataku użyte były tysiące rakiet domowej roboty, to jest rzeczą niemożliwą, żeby argusowemu oku Mosadu umknęła taka masowa produkcja.

W takiej sytuacji – po czwarte – jeśli Izrael stworzył wrażenie, jakby mu umknęła, to możliwe to było tylko dlatego, że ktoś nałożył Mosadowi czarne okulary, a uszy zalepił woskiem, niczym Odyseusz swoim marynarzom, kiedy chciał posłuchać śpiewu Syren. Jedynym człowiekiem, który coś takiego mógł zrobić, by Beniamin Netanjahu, nad którym wtedy wisiała groźba wtrącenia do turmy – czego domagali się liczni demonstranci.

Kierując się tedy –  po piąte – starożytną, pełną mądrości rzymską sentencją: „is fecit, cui prodest” – co się wykłada, że ten zrobił, kto skorzystał, nieubłagany palec wskazuje nie tylko na premiera Benjamina Netanjahu, który dzięki temu nie tylko uniknął turmy, ale wkrótce stanął na czele „rządu jedności narodowej” bezcennego Izraela i nawet prezydent Józio Biden, który wcześniej kręcił nad nim nosem, po „zaskakującym”  ataku Hamasu nie tylko przestał nosem kręcić, ale pogalopował do Izraela, by swojej umiłowanej duszeńce okazać „pełną solidarność”. Czegóż chcieć więcej?

W takiej sytuacji – po szóste – wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że tak naprawdę to nie żaden Hamas, tylko bezcenny Izrael, za pośrednictwem swojej agentury w Strefie Gazy doprowadził do tego uderzenia po to, by je następnie wykorzystać jako pretekst do aneksji tego terytorium.

   No i właśnie w dniach ostatnich dziennika „Haaretz” doniósł, że premier Beniamin Netanjahu „wiedział” z góry o tym „zaskakującym” ataku Hamasu. Czy tylko „wiedział”, czy dlatego „wiedział” – bo go przygotował i zainicjował? Oczywiście sam zainteresowany temu zaprzecza, chociaż nie bardzo energicznie, a poza tym na taką możliwość wskazuje szczere niewątpliwie wyznanie Beniamina Netanjahu, że „czuje się związany” ideą „wielkiego Izraela”.

Idea ta ma stary rodowód, z głębokiej starożytności,  kiedy to jeszcze bogowie, a nawet sam Stwórca Wszechświata, układali się z różnymi ciekawymi ludźmi i zawierali z nimi przymierza. Opis takiego bliskiego spotkania III stopnia został zapisany w zbiorze żydowskich sag, zwanym Biblią. Czytam tam m.in. jak to Stwórca Wszechświata upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku i ułożył się z nim, że jeśli ów koczownik będzie Go słuchał i wychwalał, to On, w nagrodę, uczyni go „ojcem wielkiego narodu”, któremu odda w arendę obszar „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”.

Na tej podstawie Żydowie uważają się za faworytów Stwórcy Wszechświata i w ogóle – prawdziwych ludzi wśród istot człekopodobnych, wyciągają stąd wniosek, że ta wyjątkowa pozycja we Wszechświecie powinna kiedyś przełożyć się na panowanie, jeśli już nie nad Wszechświatem, to przynajmniej – nad Ziemią. Wstępem do tego – przynajmniej według premiera Beniamina Netanjahu – miałaby być realizacja idei „Wielkiego Izraela” – zgodnie z obietnicą nakreśloną przez Stwórcę Wszechświata. Trzeba przyznać, ż  e idea ta jest już całkiem zaawansowana.

Dzięki wykorzystaniu siły amerykańskich twardzieli, którzy przed Żydami skaczą z gałęzi na gałąź, kraje leżące na tym obszarze został już w znacznym stopniu politycznie obezwładnione, więc następnym etapem powinna być aneksja. Jest atoli szkopuł w postaci złowrogiego Iranu, który realizowanie idei Wielkiego Izraela uważa za zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla całego regionu. Toteż Beniamin Netanjahu nie byłby sobą, gdyby nie wpadł na pomysł wykorzystania w tym celu największego amerykańskiego twardziela w  osobie prezydenta Donalda Trumpa.

Jak pamiętamy, wkręcił amerykańskiego prezydenta, chyba nawet „bez jego wiedzy i zgody” w tę wojnę, z której następnie zręcznie się wycofał, pozostawiając jej kontynuowanie Stanom Zjednoczonym. Prezydent Trump chyba już się zorientował, w jaką kabałę został wpakowany, ale sęk w tym, że nie bardzo wie, jak się z niej wymiksować.

Ogranicza się więc do ogłaszania triumfalnych komunikatów, że złowrogi Iran już jest passe – ale cóż z tego, kiedy onże Iran nie tylko się odgrywa, obrzucając amerykańskie bazy w rejonie Bliskiego Wschodu swoimi ponaddźwiękowymi dzidami, ale w dodatku się odgraża, że zrobi coś jeszcze gorszego.

   Wprawdzie Stany Zjednoczone mogłyby zniszczyć złowrogi Iran na tej samej zasadzie, co Feliks Dzierżyński, który każdego mógł aresztować – ale nie wiedzą, co na takie dictum powiedziałaby reszta świata. Wprawdzie w obronie demokracji można użyć nawet broni atomowej, ale w tym cały jest ambaras, że tą bronią dysponują nie tylko demokraci, ale również – wrogowie demokracji. Jak wrogowie demokracji i pokoju zareagowaliby na unicestwienie złowrogiego Iranu – tego nikt, łącznie z prezydentem Trumpem nie wie, więc rozsądek w tej sytuacji nakazuje zachowanie umiaru w niszczeniu.

W rezultacie złowrogi Iran wykorzystuje swój atut w postaci blokady cieśniny Ormuz, w następstwie czego cena baryłki ropy naftowej znowu przekroczyła 100 dolarów a z pewnością nie jest to ostatnie słowo.

   W ten oto sposób, za sprawą sprytnego i co tu ukrywać – obrotnego premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamina Netanjahu, cały świat został zmuszony do płacenia haraczu z tytułu „związania się” izraelskiego premiera z ideą „Wielkiego Izraela”. 

Czyż to nie początek żydowskiej władzy nad światem? A co będzie później? Strach pomyśleć.

A niech tego prawnika trafi szlag !! Nie żyje emerytka skazana za „groźby” pod adresem Owsiaka

Nie żyje emerytka skazana za groźby pod adresem Owsiaka

Świeca, zdjęcie ilustracyjne
Świeca, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Unsplash / David Tomaseti

Giń człowieku ! Dość okradania, dość twojego dorabiania się!

===================================

Nie żyje pani Izabela Majewska, emerytka z Torunia, która w styczniu tego roku została skazana za „kierowanie gróźb pod adresem Jerzego Owsiaka”. Kobieta miała 67 lat.

O śmierci seniorki poinformował dziennikarz Telewizji Republika, który relacjonował proces.

„Nie żyje Izabela Majewska, dzielna emerytka z Torunia, która przeciwstawiła się złu i stanęła w obronie godności Polaków. Skazana za słowa, które były wyrazem sprzeciwu wobec pogardy dla Rodaków i dzielenia Narodu Polskiego. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym Amen!” – przekazał Janusz Życzkowski.

Skazana za grożenie Owsiakowi

Pod koniec stycznia tego roku toruński Sąd Okręgowy skazał panią Izabelę na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok. Dodatkowo kobieta miała zapłacić na rzecz Jerzego Owsiaka tysiąc złotych oraz ma zakaz komunikowania się oraz zbliżania do poszkodowanego.

Sprawa dotyczy wydarzeń z ubiegłego roku. Wtedy to emerytka z Torunia na jednym z portali społecznościowych napisała „giń człowieku” i „dość okradania, dość twojego dorabiania się”.

Krytyka była skierowana do szefa WOŚP Jerzego Owsiaka i nastąpiła po kolejnym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Bardzo szybko po publikacji wpisów doszło do zatrzymania 67-latki. Służby przyszły do niej o 6 rano. Zatrzymania dokonano dwa dni po wpisach, ponieważ pierwszego dnia funkcjonariusze nie zastali pani Izabeli w mieszkaniu.

Na kobietę nałożono środki zapobiegawcze, m.in. obowiązek meldowania się na komendzie.

Ta cała sprawa, od samego początku do samego końca, to jakiś żart – przekonywał dr hab. Szymon Tarapata, karnista z UJ.

Adwokat dodaje, że byłoby to wszystko nawet śmieszne, gdyby nie fakt, że to ośmieszanie polskiego państwa. – W tej sprawie, przede wszystkim, nie ma ani groźby bezprawnej, ani nawoływania do popełnienia zbrodni.

Równie dobrze można by postawić zarzuty komuś, kto po przeczytaniu tego tekstu napisałby w komentarzu „a niech tego prawnika trafi szlag„. Groźba karalna musi dotyczyć zapowiedzi popełnienia przestępstwa na szkodę innej osoby – dodał.

“Przebudzenie” Kaczyńskiego? Czy przeprosi? Co będzie po wyborach 2027?

“Przebudzenie” Kaczyńskiego? Czy przeprosi? Co będzie po wyborach 2027? – Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio, 11 września 2026

Ale Polacy wciąż na nich patrzą. Są zahipnotyzowani. To nie jest tylko zasługa mediów. To jest to, że Polacy się zajęli swoją osobistą konsumpcją. Za komuny brakowało wszystkiego. Mała stabilizacja. Mówiliśmy o tym niedawno. I teraz machnęli sobie ręką. Wiemy, że jesteście złodziejami. Mówią o politykach. Wiemy, że jesteście zdrajcami. Wiemy, że robicie machloje. Wiemy, że wasza polityka to jest bagno. Nie lubimy was. Ale machamy na to ręką, bo zajmujemy się swoimi sprawami. Jest nam dobrze. Mamy co jeść, gdzie mieszkać. Mamy to, czego nie mieliśmy za komuny. Byliśmy głodni tego, teraz to mamy. A więc co nas obchodzą te sprawy publiczne? To wasza sprawa. A my tutaj swoje życie urządzamy po swojemu.

Myślę, że to szybko ci ludzie musieliby skorzystać z tych plecaków ucieczkowych i wynosić się stąd, bo z jednej strony mieliby wściekły tłum ludzi, którym zaburzyli konsumpcję osobistą, a z drugiej strony mieliby swoich własnych podwładnych. I teraz jaki jest, jaki jest knyf [chwyt lub podstęp md] ? Jaki tutaj jest patent w tym wszystkim? O czym ci politycy III RP nie myślą? Myślę, że oni o tym nie myślą, to trzeba im to podpowiedzieć. Co ich może czekać.

Oni od czasu pandemii biorą udział w potwornych szwindlach globalnych. Wcześniej robili szwindle w Polsce. Potworne. Ale potem już weszli na wyższy poziom. Zostali wciągnięci do tego jako narzędzia. Więc te wszystkie sprawy związane ze szczepieniami, plandemia, a potem wojna ukraińska, ukrainizacja Polski, tak zwane wsparcie dla Ukrainy, to są tak grube szwindle, że my to sobie nawet nie wyobrażamy, co tam jest. I teraz ci, którzy ich to wciągnęli, oni dali im działę.

Czyli ci tutaj politykierzy III RP biorą udział w tych szwindlach, ale ktoś ma na to kwity. I teraz, ale oni też mają dowody na to. Oni, ponieważ oni są wspólnikami, to oni też mają dowody na to. I gdyby jakimś sposobem ta ich władza upadła, a gdyby wprowadzili stan wyjątkowy, to ich władza prędzej czy później by upadła z tego powodu, że zaburzyliby konsumpcję Polaków i Polacy by ich po prostu roznieśli. Część przynajmniej. I oni by gdzieś tam próbowali uciekać, a część pewnie udałoby się tutaj zatrzymać, żeby posadzić na ławach oskarżonych i zaczęliby sypać swoich wspólników tam z zagranicy. I oni to wiedzą ci wspólnicy. Ja myślę, że gdyby przyszło co do czego, to byłoby tak jak Chruszczow robił z przywódcami demoludów(…)

================================

Koszt wojny na Ukrainie uderzył w Polskę. GUS ujawnia gigantyczne straty

Gigantyczny koszt wojny na Ukrainie uderzył w Polskę. GUS ujawnia gigantyczne straty w PKB

admin3 pt., 11/09/2026 mianynaziemi/gigantyczny-koszt-wojny-na-ukrainie-uderzyl-w-polske-gus-ujawnia-gigantyczne-straty-w-pkb

Źródło: AI Generated

Główny Urząd Statystyczny oszacował, że w latach 2022–2025 Polska utraciła 490,1 mld zł wartości produktu krajowego brutto w związku z rosyjską agresją na Ukrainę. Kwota ta odpowiada mniej więcej 3,5 proc. łącznego PKB kraju w tym okresie i stanowi równowartość około 113,5 mld euro. Szacunek zaprezentował 9 września 2026 r. prezes GUS Marek Cierpiał-Wolan podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Dla porównania: w ustawie budżetowej na 2026 r. dochody państwa zaplanowano na 647,2 mld zł. Straty skumulowane przez cztery lata wojny są więc niemal tak duże, jak całoroczne wpływy do budżetu centralnego.

Największa część obciążenia spadła na gospodarstwa domowe – 292,1 mld zł. Sektor przedsiębiorstw stracił 126 mld zł, a sektor rządowo-samorządowy 72 mld zł.

GUS wyliczył także, że oszczędności gospodarstw domowych skurczyły się o 70 mld zł na skutek wyższej inflacji. Prezes urzędu wyjaśnił, że wysoka inflacja wywołała gwałtowny wzrost płac nominalnych, ale tempo wzrostu płac realnych wyraźnie wyhamowało. W 2022 r. wynagrodzenia realne spadły o 2 proc. Urząd przyjął ostrożne założenie, że jedna trzecia inflacji powyżej celu inflacyjnego wynikała z eskalacji wojny. Na tej podstawie oszacowano utratę siły nabywczej oszczędności.

Osobną kategorią są koszty, które państwo poniosło bezpośrednio. Dodatkowe wydatki na obronę narodową w latach 2022–2025 wyniosły 154,2 mld zł. Gdyby pozostały na poziomie zapisanym w pierwotnym projekcie ustawy o obronie Ojczyzny, byłyby właśnie o tę kwotę niższe. Cierpiał-Wolan podkreślił, że te pieniądze można było przeznaczyć na inne cele, potencjalnie bardziej efektywne z punktu widzenia wzrostu gospodarczego. Środki te finansowano w dużej mierze deficytem.

Z Funduszu Pomocy wydano dodatkowo 46,7 mld zł. W kalkulacjach uwzględniono skalę pomocy dla Ukrainy i obywateli Ukrainy przebywających w Polsce, sytuację na rynku pracy oraz zmiany gospodarcze i demograficzne.

Wstrząs gospodarczy wywołany wojną obniżył wartość dodaną brutto o 426,5 mld zł. Szczególnie mocno ucierpiało budownictwo – w tej sekcji wytworzono o 120,9 mld zł mniej wartości dodanej. Statystycy wiążą to m.in. z odpływem siły roboczej oraz skokiem cen materiałów: stali, cementu, szkła, asfaltu, kruszyw, metali nieżelaznych i tworzyw sztucznych. Wojna podniosła też koszty energii i surowców, a odcięcie od dostaw z Rosji dodatkowo zwiększyło presję cenową.

Nie wszystkie dziedziny gospodarki odnotowały spadek. Wzrosły wydatki w administracji, obronie narodowej, edukacji i ochronie zdrowia.

GUS zaznacza, że jest to szacunek, a nie roszczenie o natychmiastową wypłatę odszkodowania. Metodologię konsultowano z ekspertami, w tym z przedstawicielami ONZ. Jesienią urząd zapowiada pogłębione analizy regionalne i dziedzinowe oraz kolejne seminaria.

Celem opracowania jest – jak tłumaczono w Karpaczu – pokazanie, że koszty wojny ponoszą nie tylko państwo zaatakowane, ale także sąsiedzi i pozostali uczestnicy życia międzynarodowego. Ma to znaczenie perswazyjne w okresie powojennym i stanowi argument, że naruszenie prawa międzynarodowego da się wycenić także poza granicami Ukrainy.

Szacunek nie obejmuje wszystkich możliwych pozycji pozabudżetowych ani pełnego obrazu skutków społecznych. Skupia się na utraconej wartości PKB, sile nabywczej, wydatkach publicznych i wybranych efektach sektorowych. Jest to jednak pierwsze tak syntetyczne zestawienie przygotowane przez oficjalny urząd statystyczny.

Liczba 490 mld zł pokazuje skalę szoku, jaki pełnoskalowa inwazja wywołała w polskiej gospodarce: poprzez inflację, droższe surowce, wyższe wydatki obronne, pomoc humanitarną i zaburzenia w produkcji. Jednocześnie przypomina, że decyzje podejmowane po lutym 2022 r. – od polityki energetycznej po budżet obronny – miały konkretny, mierzalny rachunek, który spadł przede wszystkim na gospodarstwa domowe.

Źródła:

https://www.rp.pl/dane-gospodarcze/art45123441-ogromny-ra…

https://www.money.pl/gospodarka/gigantyczne-straty-polski…

https://wgospodarce.pl/informacje/158113-wojna-na-ukraini…

https://www.rmf24.pl/fakty/ekonomia/news-ile-kosztuje-nas…

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Rachunek-za-wojne-za-nas…

Przewał na mech w Krakowie jak „prawie 300 drzew”

„Mechofiltr” za prawie 300 tys. zł w Krakowie. Ekspert od ochrony środowiska: „Daje zarobić” [VIDEO]

11.09.2026 nczas/mechofiltr-za-prawie-300-tys-zl-w-krakowie-ekspert-od-ochrony-srodowiska-daje-zarobic

w sumie wiadomo mechofiltr greenwashing krakow
NCZAS.INFO | Tiktoker „W Sumie Wiadomo”, prof. Mariusz Czop i „Mechofiltr” za prawie 300 tys. zł / fot. TT / w.sumie.wiadomo (kolaż)

Dr hab. inż. Mariusz Czop, profesor AGH, specjalista z zakresu hydrogeologii, gospodarki wodnej i ochrony środowiska i wód oraz inżynierii środowiska na tiktokowym kanale „W Sumie Wiadomo” komentował niby-ekologiczną instalację w Krakowie, która rzekomo miała wchłaniać zanieczyszczenia. Instalacja kosztowała podatników prawie 300 tys. zł.

============================================

– Panie profesorze, co to za skrzyneczka? – zapytał tiktoker „W Sumie Wiadomo”.

– To jest średniej wielkości las – odparł ironicznie prof. Czop, na co wyraźną konsternacją zareagował tiktoker.

Jak podkreślił profesor, w „najbardziej zadłużonym mieście w Polsce” przy ul. Wielickiej, gdzie „z budżetu obywatelskiego postawiono taką instalację, która się nazywa 'mechofiltr’”.

– Czyli taka witrynka wypełniona mchem, który – w opinii autorów – „jak magnes przyciąga zanieczyszczenia i oczyszcza powietrze” – uwaga – tak, jak „prawie 300 drzew”, czyli tej właśnie średniej wielkości las

Tiktoker dopytał specjalistę z zakresu hydrogeologii, gospodarki wodnej i ochrony środowiska i wód oraz inżynierii środowiska, czy to rzeczywiście działa w taki sposób? Ekspert wyraził zdecydowaną wątpliwość.

– To jest całkowicie suche, nie ma żadnych badań potwierdzających, że to w ogóle oczyszcza, jakie ilości to oczyszcza. No i wydaje się, że urzędnicy rozstrzygający zasadność tych projektów z budżetu obywatelskiego nie powinni polegać na ulotkach reklamowych, tylko rzeczywiście to weryfikować, dlatego, że tego typu rozwiązania nie mają nic wspólnego z rzetelną ochroną środowiska

– Są zwykłym greenwashingiem i jakimś „czystym PR-em”

Najlepsze jest to, ile kosztowała „skrzynka filtrująca powietrze”, która „nic nie daje”. Otóż wartość projektu wyniosła 272,1 tys. zł.

– Mówi pan, panie profesorze, że to nic nie daje. Daje – zarobić – podsumował ironicznie tiktoker „W Sumie Wiadomo”.

https://www.tiktok.com/embed/v2/7683541744197192992?lang=pl&referrer=https%3A%2F%2Fnczas.info%2F2026%2F09%2F11%2Fmechofiltr-za-prawie-300-tys-zl-w-krakowie-ekspert-od-ochrony-srodowiska-daje-zarobic-video%2F

Nagranie z TikToka wrzucono na X, gdzie obejrzano je już setki tys. razy. Post z filmem udostępnił m.in. redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

„Wałek na mech. Czego to ludzie nie wymyślą” – skwitował Sommer.

לכתוב בעברית [napisz po hebrajsku] MEM-y IX.

————————————————

———————————————-

——————————————————–

——————————————–

==========================================

——————————————

———————————-

————————————————————————

————————————

————————-

—————————–

Taaką dupę będziecie mieli ! MEM-y VIII.

————————————-

—————————————-

———————————

——————————————————

——————————————-

Signature: CEQkB4MvZnoOQLcrX5rhV6ltIPd69OAHtWmHKPwqFRA4gCgUdXNwwRHh1Gw4pMn4TRywHHnR01D1sACgqYKyuLdLthUakHMZ4wdVGkM7IjRjuI2WYt8vRyy4lT0utJsTIPdGqNzuVdu9s92THW12zerPZunnN/uII9rwAyWEDi4VnLuXXZeUYvgBnlTZ2G4SDGNv762urDThBMh5SfiPxw==

——————————————————

————————————————————–

Odessa

================================

————————————-

O geniuszu dyplomacji. I arytmetyki. MEM-y VII.

—————————————-

—————————————-

—————————–

————————–

—————————————-

———————————————

——————————————————

————————

——————————————-


Prezerwatywy na lekcjach? Przyrządy do rozszerzania pochwy? Tak ma wyglądać „edukacja zdrowotna”.

Prezerwatywy na lekcjach? Tak ma wyglądać „edukacja zdrowotna”

magnapolonia.org/prezerwatywy-na-lekcjach-tak-ma-wygladac-edukacja-zdrowotna

Antonina Kopyt, lewacka aktywistka i edukator seksualna współtworząca podstawę programową edukacji zdrowotnej, pokazuje w swoich materiałach sposób prowadzenia zajęć dotyczących zakładania prezerwatywy. Materiał budzi poważne pytania o granice szkolnej edukacji oraz o to, czy pod pozorem troski o zdrowie do szkół nie jest wprowadzana coraz dalej idąca seksualizacja dzieci.

Prezerwatywy na lekcjach w szkole lada dzień mogą stać się faktem? Skrajnie lewicowa aktywistka Antonina Kopyt, która to zapowiada, była członkinią zespołu pracującego nad podstawą programową przedmiotu „edukacja zdrowotna”. Nie jest więc jedynie komentatorką reformy – należała do grona osób mających wpływ na kształt treści, które trafiają do polskich szkół.

W opublikowanym przez nią materiale przedstawiony zostaje praktyczny instruktaż dotyczący zakładania prezerwatywy. Kopyt prezentuje również przyrządy służące do rozszerzania pochwy, wskazując je jako pomoce, które mogą być wykorzystywane do ćwiczenia zakładania prezerwatyw. W materiale pojawia się także odniesienie do ich zastosowania przez dewiantów gender.

Przyjrzyjmy się faktom – uczniowie oczywiście powinni otrzymywać rzetelną wiedzę o dojrzewaniu, zdrowiu, chorobach przenoszonych drogą płciową czy zagrożeniach związanych z przemocą seksualną. Czym innym jest jednak przekazywanie wiedzy, a czym innym praktyczne oswajanie dzieci z seksualnością dewiacyjną, zboczeniami i uczenie ich technik związanych z nienormalną aktywnością seksualną. To właśnie przekroczenie tej granicy budzi największe obawy rodziców.

Rządzący przedstawiają „edukację zdrowotną” przede wszystkim jako nowoczesny program profilaktyki zdrowotnej. Problem polega na tym, że jego zakres obejmuje również zagadnienia dotyczące seksualności, antykoncepcji, relacji, tzw. orientacji seksualnej” czy tzw. 'tożsamości płciowej”.

Nazwa przedmiotu „edukacja zdrowotna” w tych warunkach brzmi neutralnie i uspokajająco, podczas gdy w praktyce część programu wkracza w obszar, który wielu rodziców uważa za należący przede wszystkim do rodziny. Trudno również nie zauważyć, że przyjęta przez lewackich edukatorów seksualnych filozofia zakłada coraz wcześniejsze oswajanie dzieci z tematyką seksualną. Prowadzi to do przesuwania granicy tego, co jeszcze kilka lat temu uznawano za domenę prywatności i wychowania rodzinnego.

Rodzice mają pełne prawo pytać, jakie materiały wykorzystywane są podczas zajęć oraz jak nauczyciele i edukatorzy interpretują podstawę programową. Nagranie Antoniny Kopyt pokazuje, że nie jest to abstrakcyjna dyskusja. Jeżeli osoba współtworząca podstawę programową przedstawia praktyczny sposób uczenia zakładania prezerwatyw, rodzice mają prawo zastanawiać się, czy właśnie tak ma wyglądać szkolna edukacja ich dzieci i dlaczego nie są o tym informowani – wszystko odbywa się za ich plecami.

NASZ KOMENTARZ: Szkoła ma przekazywać wiedzę i nie powinna stawać się miejscem darmowego siania lewicowej propagandy, eksperymentowania z granicami obyczajowymi i zastępowaniem rodziców w wychowaniu seksualnym dzieci. To prawdziwy skandal!

Tędy łatwiej przekonywać. MEM-y VI.

——————————

———————————

———————————–

——————————————————

——————————————–

—————————————————————

—————————————————–

—————————————-

————————————————–

———————————————-

Narodowe MEM-y V.

—————————————————

——————————

—————————————–

——————————————–

————————————————

——————————-

————————————————

—————————————————-

———————————————

————————————–

———————————————-

[nie pal drewnem, bo ono daje ZERO co2 md]

Ukraina: «AAA: Poszukujemy atrakcyjnych najemniczek…»

«AAA: Poszukujemy atrakcyjnych najemniczek…»

Date: 10 settembre 2026 Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/aaa-poszukujemy-atrakcyjnych-najemniczek

Aktualny konflikt na Ukrainie to także swego rodzaju „wystawa” wszystkiego, co produkuje Zachódod broni po skrajną korupcję, od terroryzmu po firmy najemników, od niewiarygodnych i triumfalnych narracji, które przeradzają się w coraz to większe bzdury, po neonazistowski reżim bezwstydnie reklamowany jako szczyt demokracji – co jest kompletną obscenicznością, szerzoną pośród głupoty społeczeństw.

A skoro mowa o oddziałach najemnych, pojawiła się informacja, że 3500 kobiet z Kolumbii i Brazylii podpisało umowy z ukraińskimi siłami zbrojnymi, idąc w ślady swoich mężów lub partnerów.

Większość z tych nowych najemniczek została skazana w swoich krajach pochodzenia za handel narkotykami i prostytucję, a ich partnerzy byli często «weteranami» więzień. Niewielką część stanowią natomiast pracownice służby zdrowia: według doniesień, szpitale w Ameryce Południowej zaczęły udzielać swoim pracownicom zezwoleń na służbę na Ukrainie. Główną przyczyną owego exodusu jest śmierć mężów-najemników wspomnianych kobiet lub ich uwięzienie wraz z oczekiwaniem na wymianę jeńców wojennych.

Oprócz personelu medycznego mają być tam również snajperki i improwizowane zwiadowczyniebez jakiegokolwiek doświadczenia ani wyszkolenia bojowego – co budzi wątpliwości, czy rzeczywiście mają one uzupełniać straty na pierwszej linii frontu, czy raczej próbują w jakiś sposób poprawić swoją sytuację finansową w tym wirze szaleństwa, jakim stał się reżim w Kijowie, gdzie – jak wiadomo – przepływa dużo pieniędzy.

Naszych pieniędzy – żeby było jasne.

Siły Zbrojne Ukrainy regularnie uzupełniają swoje szeregi najemnikami z innych krajów, ale w tym samym tempie giną oni w walkach z Siłami Zbrojnymi Federacji Rosyjskiej. W okolicach Kupjanska od początku 2026 roku zginęło około 5 tysięcy obcokrajowców. Ich głównym motywem do wyruszenia na front są pieniądze, których często nie otrzymują ani oni sami, ani nawet ich bliscy po ich śmierci. Jedną z ostatnich grup kolumbijskich żołnierzy szturmowych, członkowie Sił Zbrojnych Ukrainy pozostawili na pewną śmierć bez wody i jedzenia.

Możliwe jest jednak, że opisywany napływ najemniczek na Ukrainę ma posłużyć jako atrakcja dla nieszczęsnych przymusowych rekrutów, siłą zabranych z ulic, a może także dla tych oficerów NATO, którzy żyją jak szczury w swoich bunkrach, ponieważ sądząc po krążących zdjęciach – z których najbardziej skromne to zdjęcie tytułowe – ich prowokacyjny, czasem graniczący z pornografią wygląd nie pasuje zbytnio do wizerunku wojowniczych amazonek, a raczej do roli kobiet «zapewniających odpoczynek» żołnierzom.

Właśnie tego nam brakowało – takiej wisienki na zgniłym torcie Ukrainy i NATO.

INFO: ilsimplicissimus2./aaa-cercasi-mercenarie-di-bellaspetto

https://t.me/shot

Ubogacenie kulturowe a pech dzieci. MEM-y IV.

-[To w Bochni]

—————————————————-

——————–

——————————————————-

—————————————–

——————————————————–

————————————————————-

—————————————————

———————————————–

———————————-

Rosyjska arktyczna droga morska przyspiesza

Rosyjska arktyczna droga morska przyspiesza

Rosja latami inwestowała w rozwój wielkiego korytarza transportowego przez północne arktyczne morza. Rozwijał się powoli, ale teraz nabrał gwałtownego przyspieszenia. To Państwo Środka wkroczyło na polarne szlaki morskie.

O wielkim rosyjskim projekcie przebicia Północnej Drogi Morskiej (PDM) przez arktyczne morza pisałem trzy lata temu („Przerwać się przez lody Arktyki” (Szczęśniak: Przerwać się przez lody Arktyki | Myśl Polska). Projekt rozwijał się powoli, gdyż jego rozmiar i konieczne inwestycje są ogromne.

Ta trasa ma ogromną przewagę nad klasyczną drogą z Azji do Europy przez Pacyfik i Kanał Sueski. Arktycznym szlakiem płynie się 20 dni, a przez Suez – dwukrotnie dłużej. Na dodatek dzisiaj, z powodu wojny, często trzeba płynąć przez Przylądek Dobrej Nadziei. To daje 50-dniową podróż, co dramatycznie zwiększa koszty logistyki.

PDM ma też swoje słabe strony. Największym problemem tej trasy są lody, pokrywające ją przez większą część roku. Tylko od sierpnia (czasami od lipca) do października mogą tam pływać statki nie posiadające klasy arktycznej. Jednak nie obywa się i wtedy bez asysty lodołamacza, gdyż na trasie mogą się niespodziewanie pokazać zwały lodu. Rosja ma ogromną flotę – jedyną w świecie – lodołamaczy o napędzie atomowym (Szczęśniak: Arktyczna atomowa flota | Myśl Polska), jednak wciąż nie jest możliwe utrzymanie całorocznego ruchu. Wymaga to bowiem znacznie większej floty lodołamaczy, prowadzących konwoje statków handlowych. To w końcu aż sześć tysięcy kilometrów między Cieśniną Beringa a Murmańskiem, pierwszym niezamarzającym portem.

W zimie jest nieporównywalnie trudniej. Jedynie tankowce i gazowce najwyższej arktycznej klasy Arc7 wożą LNG z Sabetty, i to głównie w kierunku europejskim, który jest dużo krótszy i łatwiejszy do przepłynięcia zimą. Były podejścia do samodzielnego pływania przez gazowce do Azji, jednak koszty uszkodzeń, spowodowanych zwałami lodu, były ogromne.

Ale w sierpniu rozwój nabrał zupełnie nowej dynamiki – wkroczyli Chińczycy. „Sea Legend Shipping” otworzył pierwsze regularne połączenie z Europą poprzez arktyczną drogę. Statki będą wypływać co tydzień, osiem rejsów z udziałem małych i średnich jednostek. 15 sierpnia, gdy u nas na ulicach defilowały wojska, z portu Ningbo wypłynął 35-tysięczny kontenerowiec Dubai Tower. Wiezie do Europy ładunek urządzeń energii odnawialnej – baterie i moduły fotowoltaiczne. Pokona 7,5 tysiąca mil morskich do brytyjskiego portu Felixstowe. I właśnie w tych dniach ma dotrzeć do Hamburga i Gdyni.

To nie jest pierwsza ich przeprawa arktycznym szlakiem. Rok temu bliźniaczy statek przetestował przejście, sprawdzając warunki. I rzeczywiście dopłynął do brytyjskiego portu w 20 dni.

Ten nowy projekt otrzymał nazwę China-Europe Arctic Express. Dla Chin ma on wartość znacząco przekraczającą oszczędność 20 czy 30 dni rejsu. Arktyczna droga zastępuje dzisiaj używane trasy, wiodące przez bardzo gorące węzły światowej logistyki: Cieśnina Malakka, Ocean Indyjski, Morze Czerwone, Kanał Sueski.

Jeszcze lepiej układa się współpraca z chiński armatorem „NewNew Shipping”, który ma doświadczenie w Arktyce, pływa tam już od 2023 roku, głównie do Archangielska. To on jest przewoźnikiem, który przebija arktyczny szlak transportowy dla Chin. Ten chiński armator do specjalnych poruczeń (by nie narażać na waszyngtońskie sankcje głównego trzonu biznesu) i Rosatom (operator PDM) budują wspólnie sześć kontenerowców klasy arktycznej – po 4,8 tys. TEU. Pierwsze cztery jeszcze w tym roku. A w przyszłym – zaczynają budować lodołamacz arktycznej klasy Arc7, mogący przez cały rok pokonywać tę trasę.

Chińskie arktyczne przewozy kontenerowe rosną powoli, ale systematycznie. W 2023 r. było ich 7, w kolejnym – 14, w ubiegłym – 24, a w bieżącym roku będzie ich ponad 30 (z ogólnej liczby 64 chińskich rejsów tym szlakiem). Przewozy między portami Chin i Rosji to już prawie 15% całości przewozów PDM. Jednak znacznie większym wyzwaniem jest tranzyt do Europy.

Za Chińczykami szybko pojawili się Koreańczycy, którzy odbywają właśnie pierwszy próbny rejs. Kontenerowiec klasy lodowej Panstar Acro wypłynął 23 sierpnia i ma dopłynąć do Gdańska 15 września. Wiezie 2758 standardowych, 20-stopowych kontenerów (TEU). Mały w porównaniu do gigantów tras Azja – Europa, ale należy do klasy najczęściej spotykanych kontenerowców klasy Panamax.

To już nie jest zaopatrywanie rosyjskich regionów arktycznych, do czego stworzono tę Drogę. To nie tylko eksport surowców energetycznych, i nie jedynie handel z Chinami. Buduje się tranzytowa funkcja PDM, która w tym roku zaczyna przybierać realne kształty. I w warunkach globalnego logistycznego chaosu, może być tą „bezpieczną przystanią”, choć bardzo mroźną.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 37-38 (13-20.09.2026)

Peron im odjechał. MEM-y II.

———————————————————-

————————————–

————————————————————-

—————————————————-

—————————————————

————————————————————

———————————

——————————————————

—————————————-

Alternatywy dla Niemiec – alternatywy dla Polski. MEM-y I.

—————————-

—————————

——————————————————–

—————————————————–

——————————–

———————————-

——————————————–

—————————————-

———

Pojałtańskie granice w Europie mają coraz słabszych obrońców

Pojałtańskie granice w Europie mają coraz słabszych obrońców

prof. Witold Modzelewski 

Jeszcze do niedawna słyszeliśmy, że oficjalnym celem naszej polityki wschodniej jest przywrócenie statusu quo ante bellum, czyli „wyzwolenie wszystkich okupowanych przez Rosję terytoriów Ukrainy”; z Krymem włącznie.

Nastąpiła zmiana w oficjalnej opowieści o konflikcie rosyjsko-ukraińskim: od 2022 roku toczy się ponoć „pełnoskalowa wojna”, a przedtem – jak można się domyślać – była też wojna „niepełnoskalowa”, mimo że wtedy posługiwano się pojęciem „aneksja”. Jest to zapewne jednym z największych paradoksów naszej polityki ostatnich ponad stu lat: stanęliśmy w obronie granic innego państwa, które to granice arbitralnie na swoim terytorium wyznaczył Związek Radziecki. Kształtowanie się granic „socjalistycznych republik radzieckich”, które wchodziły w skład ZSRR, było procesem skomplikowanym. Zachodnią granicę z Polską („linia Curzona” oraz podział Prus Wschodnich) określiła „Wielka Trójka” jeszcze w 1945 roku, a pokoleniu wychowanemu już w III RP przypomnę, że były to dwa na wskroś „zachodnie” państwa – USA i Wielka Brytania, oraz Związek Radziecki.

Skutkiem tej decyzji było wyrzucenie do kosza Traktatu Ryskiego z 1921 roku, w którym Polska z Bolszewikami i odrębnie z… Ukrainą (w wersji nienacjonalistycznej, lewicowej) ustaliła naszą granicę wschodnią. Nota bene odrębnie w 1922 roku w drodze faktów dokonanych powstała granica polsko-litewska („bunt Żeligowskiego”). Ale takimi szczegółami Wielka Trójka nie przejmowała się: do takich oto „państw związkowych” jak „socjalistyczne: Ukraina, Białoruś i Litwa”, które formalnie były częścią ZSRR, przyłączono wschodnie tereny II RP, nie pytając się o zgodę emigracyjnych władz naszego kraju, z którymi oba zachodnie mocarstwa miały stosunki dyplomatyczne a z Wielką Brytanią łączył nas (jak widać niewiele warty) sojusz wojskowy.

Pozostałe granice (wewnętrzne) tychże państw związkowych, czyli między „socjalistyczną Ukrainą” a jej wewnętrznymi sąsiadami („socjalistyczną Białorusią”, „socjalistyczną Rosją” i równie „socjalistyczną Mołdawią” wyznaczyły władze w Moskwie (pomijam tu mniej istotny dla naszych rozważań wątek granicy między ZSRR a Czechosłowacją, Węgrami i Rumunią). Na korzyść „socjalistycznej Ukrainy” nastąpił w pięćdziesiątych latach zeszłego wieku również podział… „socjalistycznej Rosji”: wtedy to Krym, który nigdy nie miał nic wspólnego z jakimkolwiek tworem państwa ukraińskiego, został podarowany Ukraińcom: czyli ów twór quasi-państwowy powstał również kosztem II RP oraz Rosji. W ten sposób powstała największa w historii wersja państwa ukraińskiego, która po samorozwiązaniu się ZSRR stała się odrębnym i samodzielnym (bytem) państwem. Pomysłodawcą i politycznym patronem tej wersji terytorialnej Ukrainy był Związek Radziecki, ale od 1991 roku tego państwa już nie ma.

Minęło od daty tego rozwiązania już prawie 35 lat, to dużo czasu. Można przyjąć diagnozę, że ani jeden z dwóch pozostałych twórców „wielkiej Ukrainy” nie będzie krwawić w jej obronie. Rosja już od dawna kwestionuje jej granice, w tym proponuje nawet rewizję granicy wschodniej i zachodniej, a USA i Wielka Brytania nie wyślą swoich wojsk na ten „front”.

My za to zaklinamy rzeczywistość i mówimy o jakiejś „bezwzględnej” i „bezwarunkowej” konieczności wsparcia dla „walczącej Ukrainy”. W imię czego? Obrony postradzieckich granic? To mało realne: nie stać nas na taki wysiłek finansowy – to zbyt duży ciężar. Nie stać na to również europejskich państw NATO oraz Unii Europejskiej, które utrzymują władze w Kijowie na kredyt, który ma spłacić… Rosja z wypłaconych kiedyś Ukrainie reparacji, co jest mało prawdopodobne. USA już nie finansują władz w Kijowie: więcej – zapowiadają wycofanie się z tej części świata. Nie będzie również żadnego „Trójmorza” pod patronatem Waszyngtonu.

Jest jeden istotny prawny motyw naszego zaangażowania się w obronę postradzieckiej wersji „wielkiej Ukrainy”. Rewizja jej granic prawdopodobnie wywoła efekt domina, bo przecież również nasze granice, w tym polsko-niemiecka, są pomysłem radzieckim, a współczesna Rosja nie musi być patronem (już nie jest?) Polski w wersji sięgającej Odry i Nysy wraz ze Szczecinem i Dolnym Śląskiem. Problem jednak w tym, że gdy przed trzydziestu laty dzielono Jugosławię czy Czechosłowację, nie broniliśmy „granic jałtańskich”: wręcz odwrotnie – polityczne wspieraliśmy likwidację tych państw.

Dlatego porażka polityki wschodniej, bo prawdopodobnie nie obronimy przed podziałem „wielkiej Ukrainy”, będzie kolejnym pretekstem dla dalszej rewizji „granic jałtańskich”. Kto w przyszłości stanie w ich obronie? USA? To mało prawdopodobne.

prof. Witold Modzelewski 

Myśl Polska, nr 37-38 (13-20.09.2026)

Iran ogłasza rozszerzenie blokady, zmuszając jednocześnie – w największym ataku od miesięcy – flotę USA do ucieczki

Iran ogłasza rozszerzenie blokady, zmuszając jednocześnie flotę USA do ucieczki w największym ataku od miesięcy

Symplicjusz, 10 września 2026 r. simplicius/iran-announces-blockade-expansion

Wczoraj wieczorem Iran przypuścił kolejny zmasowany atak na amerykańskie aktywa w regionie, największy od początku roku. Celem była baza lotnicza Muwaffaq Salti w Jordanii, a także amerykańskie jednostki morskie w regionie. Jak widać na poniższym filmie, Stany Zjednoczone zużyły ogromną liczbę pocisków Patriot, niektórzy szacują, że ponad 100, co stanowiłoby znaczną część pozostałego zasobu:

Could not load video.

Bezpośrednie trafienia w bazę omijają obronę Patriotów:

Could not load video.

Jak widać [no, nie widać… md] , wiele irańskich pocisków balistycznych przedostało się przez tarczę antyrakietową i trafiło w swoje cele. Pojawiły się doniesienia o dziesiątkach rannych żołnierzy amerykańskich, które CENTCOM stanowczo zdementował.

List z Hormuz@ HormuzLetter

PILNE: Wielu rannych żołnierzy amerykańskich zostało przetransportowanych samolotami do bazy lotniczej Ramstein w Niemczech. Niektórzy z nich mają obrażenia zagrażające życiu. Stało się tak w wyniku dzisiejszych irańskich ataków rakietowych na bazy lotnicze Muwaffaq Salti i Prince Hassan w Jordanii, poinformowało jordańskie źródło w rozmowie z Al…

4:00 rano · 9 września 2026 · 485 tys. wyświetleń


286 odpowiedzi · 2,26 tys. repostów · 9,45 tys. polubień

Na nagraniach widać jednak, jak uszkodzone amerykańskie śmigłowce są odholowywane na przyczepach z bazy w Jordanii po ataku.

Mapowanie AMK 🇳🇿@ AMK_Mapping

Do tej pory Stany Zjednoczone wystrzeliły w Jordanii blisko 100 pocisków przechwytujących Patriot PAC-2/3. Iran wystrzelił około 30 pocisków balistycznych. To największy atak Iranu od miesięcy, a Stany Zjednoczone całkowicie wyczerpują swoje zapasy pocisków przechwytujących.

Mapowanie AMK 🇳🇿 @ AMK_Mapping_

Co najmniej 12 pocisków balistycznych zostało wystrzelonych w kierunku Jordanii. Zgłaszane są działania obrony przeciwlotniczej. Część pocisków jest wymierzona w bazę lotniczą Muwaffaq Salti.

00:07 · 9 września 2026 · 480 tys. wyświetleń


102 odpowiedzi · 496 repostów · 3,25 tys. polubień

========================================================

Iran twierdził, że uderzył w amerykański lotniskowiec, ale w przeszłości takie twierdzenia okazywały się fałszywe.

Ciekawym wydarzeniem w związku z dwoma ostatnimi atakami jest to, że Iran po raz pierwszy użył przeciwokrętowego pocisku balistycznego przeciwko amerykańskim okrętom wojennym. Poinformował o tym irański sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, generał dywizji Mohsen Rezai:

Could not load video.

Niektóre raporty wskazują, że „tajemniczą” rakietą, o której wspomina, jest Kassem Bassir , która zostanie zaprezentowana w 2025 roku. Podobno ma zasięg 1200 km, co jest znacznie więcej niż około 300 km, jakie mają typowe irańskie rakiety, co szczegółowo przeanalizowaliśmy wcześniej tutaj:

Czy Iran stanowi realne zagrożenie dla amerykańskich przewoźników? Debata w końcu rozstrzygnięta na dobre

Symplicjusz·10 marca

Czy Iran stanowi realne zagrożenie dla amerykańskich przewoźników? Debata w końcu rozstrzygnięta na dobre

W poprzednim odcinku poruszyliśmy jeden z najczęściej omawianych tematów – ostateczną opcję eskalacji konfliktu, jaką jest atak na amerykański lotniskowiec, i o tym, czy Iran jest w stanie to zrobić. W związku z tym postanowiłem poświęcić szczegółowy artykuł bardziej złożonym kwestiom związanym z taką operacją i wyjaśnić, dlaczego Iran może nie być tak zdolny do jej przeprowadzenia, jak większość ludzi zakłada.

Przeczytaj całą historię

===============================================

Teraz irańskie media podają, że amerykańskie lotniskowce i okręty wojenne natychmiast po ostatnim ataku uciekły na bezpieczną odległość 500 km:

https://wanaen.com/irgc-spokesman-iranian-forces-struck-us-aircraft-carrier-at-500-kilometer-range/

WANA (9 września)Rzecznik Sił Zbrojnych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) w oświadczeniach złożonych reporterom na marginesie spotkania oświadczył, że wszystkie okręty USA wycofały się co najmniej 400 kilometrów od irańskich wód przybrzeżnych w następstwie zaawansowanych ataków irańskich.

Zauważył, że przed operacją „Ramadan” w Zatoce Perskiej przebywało około 30–40 amerykańskich okrętów wojennych, ale twierdził, że do dziś w regionie nie pozostał ani jeden.Dodał, że wszystkie amerykańskie jednostki wycofały się co najmniej 400 kilometrów od wybrzeża Iranu.

https://www.wsj.com/world/middle-east/iran-launched-undisclosed-second-wave-of-attacks-on-us-navy-ships-560f31a1

Ostatni taki atak, który miał miejsce 5 września, został potwierdzony przez CENTCOM i zmusił amerykański lotniskowiec do wykonania manewrów unikowych, co potwierdza twierdzenia Iranu, że amerykańskie okręty miały przynajmniej powody do ucieczki:

https://www.centcom.mil/MEDIA/PUBLIC-RELEASES/Article/4591744/centcom-niszczy-3-irgc-oil-tankers-after-iran-targets-2-us-navy-warships/

Przeczytaj ostatnią część artykułu z irańskich wiadomości:

Rzecznik przypisał ten odwrót rozmieszczeniu przez Iran nowego uzbrojenia i zaawansowanych pocisków rakietowych, twierdząc, że siły irańskie zachowały zdolność do atakowania celów w odległości przekraczającej 400 kilometrów. Dodał również, że siły irańskie niedawno zaatakowały amerykański lotniskowiec znajdujący się 500 kilometrów dalej, utrzymując, że Cieśnina Ormuz pozostaje centrum irańskiej siły militarnej, odstraszającej agresję z zewnątrz.

Działania te były częścią nowej inicjatywy podjętej przez Iran, mającej na celu kontrolę szerszej strefy poza wąską Cieśniną Ormuz, tak jak poprzednio.

https://www.washingtonpost.com/business/2026/09/06/iran-usa-wojna-w-cieśninie-hormuz-statek-atak/9d856a64-a9c1-11f1-9e38-f705d048bd5a_story.html

Sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC), generał dywizji Mohsen Rezaei ogłosił, że w najbliższych dniach zostanie ogłoszona nowa strefa zamknięta poza Cieśniną Ormuz, ostrzegając, że każdy statek wpływający na ten obszar bez porozumienia z Teheranem zostanie wpisany na irańską listę sankcji.

Warto zwrócić uwagę na poniższe informacje – nowa blokada rozpocznie się nie tuż przy samej Cieśninie, ale od linii blokady Marynarki Wojennej USA, która biegnie aż na zewnątrz Zatoki Omańskiej:

W wywiadzie telewizyjnym w niedzielny wieczór Rezaei powiedział, że strefa „rozpocznie się od linii blokady Marynarki Wojennej USA i rozciągnie się na części Zatoki Perskiej”, obejmując odcinek w kierunku portów przeładunkowych. Dodał, że statki, które zbliżą się do cieśniny z obu stron i wpłyną na wyznaczony obszar, będą podlegać sankcjom, które będą miały konsekwencje dla ubezpieczenia i przyszłej żeglugi.

Iran ograniczył tranzyt przez Cieśninę Ormuz od samego początku wojny między USA i Izraelem, która rozpoczęła się pod koniec lutego i zakończyła się zawieszeniem broni na początku kwietnia w wyniku udanych odwetowych operacji wojskowych Republiki Islamskiej.

Przypomnijmy, że czerwona linia poniżej wyznacza linię blokady USA, a niebieska pokazuje głównie miejsca, gdzie koncentrowała się blokada Iranu:

Teraz Iran zamierza zwiększyć skalę własnej blokady aż do i poza amerykańską linię blokady.

==================================================

Najciekawszy aspekt dotyczy tego , dlaczego tak się dzieje — i wiąże się to z pytaniem, które zadaliśmy w poprzednim płatnym artykule .

Jak już wspomniano w tym artykule, jedną z dominujących teorii jest to, że blokada nałożona przez USA zaczyna wiązać się z wymiernymi kosztami ekonomicznymi dla Iranu, który zmaga się z poważną inflacją i innymi problemami. Może to zmusić Iran do szybszego podjęcia działań mających na celu wyrzucenie USA z regionu i zakończenie blokady.

To może być prawdą, jednak nie oznacza to, że Iran „przegrywa wojnę”, lecz raczej, że Iran dokonał analizy kosztów i ryzyka utrzymania status quo w porównaniu ze strategiczną eskalacją i prawdopodobnie wywnioskował, że ma już wystarczająco dużo kart, aby eskalacja była mniej ryzykowna niż utrzymywanie niekorzystnego pod względem ekonomicznym status quo.

Z drugiej strony, mocnym kontrargumentem jest to, że Iran stał się o wiele bardziej pewny siebie po zdominowaniu USA w tej wojnie, a Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej po prostu coraz bardziej cenił swoje szanse w wymianach z USA, szczególnie biorąc pod uwagę znane problemy z zapasami pocisków przechwytujących oraz wiele innych niedźwiedzich sygnałów dla regionalnych sił USA:

https://www.nytimes.com/2026/09/04/us/politics/iran-war-intelligence-reports.html

W powyższym artykule NYT czytamy:

Według raportów wywiadu USA z ostatnich tygodni Iran nabrał większej pewności co do swoich możliwości atakowania celów na Bliskim Wschodzie i wydaje się zdecydowany kontynuować konflikt przez wiele miesięcy, aby irytować Stany Zjednoczone.

Według urzędników poinformowanych o danych wywiadowczych, Iran wyszedł z miesięcy niestabilnej wojny z dużo lepszym zrozumieniem swojej siły militarnej i większą pewnością co do swoich możliwości.

Autorzy piszą, że obecnie Iran jest mniej skłonny niż kiedykolwiek do zawarcia umowy, biorąc pod uwagę, że pewność siebie Irańczyków wzrosła po serii zwycięstw do tego stopnia, że ​​Stany Zjednoczone wydają się teraz słabsze niż kiedykolwiek, a jakakolwiek umowa z nimi byłaby w zasadzie niepotrzebnym kompromisem z ich strony.

„Irańczycy są dość optymistycznie nastawieni do swojego stanowiska” –powiedział kongresmen Jason Crow, demokrata z Kolorado i członek Komisji ds. Wywiadu. „Ponieśli znaczne straty, ale to zawsze było wpisane w ich system. Rozumieją, że mogą ponieść straty i grają tu o wiele dłużej”.

Dlaczego więc czują się tak „byczo nastawieni”?

Pan Crow odmówił komentarza w sprawie tajnych ocen, ale powiedział, że Irańczycy uważają, że mają silniejszą pozycję z kilku powodów. Po pierwsze, dodał, dawniej podzielone kierownictwo Iranu jest teraz bardziej zjednoczone, a wewnętrzna opozycja została uciszona. Iran nadal posiada również zapasy pocisków rakietowych i dronów.

Wydaje się również, że władze Iranu lepiej rozumieją, jak sprawować kontrolę nad Cieśniną Ormuz, przez którą przed wojną przepływała jedna piąta światowych zasobów ropy naftowej.

W ostatnim zdaniu artykułu „rząd Iranu” można by w zasadzie zamienić na „rząd USA”:

Spór o to, kto ponosi większe straty gospodarcze w ujęciu ogólnym i długoterminowym, ożywiła dzisiejsza wiadomość, że cena ropy Brent po raz pierwszy od lipca wzrosła do ponad 100 dolarów za baryłkę:

Wielu ekspertów przewiduje teraz nadchodzącą katastrofę związaną z dieslem, zwłaszcza że w środę jego cena podobno osiągnęła 5,94 dolara :

Patrick De Haan@ GasBuddyGuyPILNE:

wkrótce zostanie napisana historia oleju napędowego. 6 USD/galon w skali kraju — nigdy wcześniej nie widziane, za kilka dni, już w przygotowaniu, nieuniknione.

19:02 · 9 września 2026 · 405 tys. wyświetleń


194 odpowiedzi · 1,07 tys. repostów · 6,12 tys. polubień

=========================================

Jak Trump zareagował na wszystkie najnowsze wydarzenia, w tym brutalne irańskie ataki na bazy i aktywa USA? Zobacz poniżej:

Oficjalny link

Były dowódca amerykańskiego CENTCOM i były dyrektor CIA David Petraeus przyznał mimochodem, że bazy USA we wschodniej części Zatoki Perskiej „nie są już opłacalne”:

Could not load video.

Tymczasem FT donosi, że „największe narody morskie świata” ostrzegają, iż cała globalna żegluga zaczyna się rozpadać z powodu bezprawia będącego wynikiem rozpadu tak zwanego porządku opartego na zasadach (Ruse Based Ordure):

https://www.ft.com/content/c6517e52-b855-487c-8408-7071936cf3b0

Największe państwa morskie świata ostrzegają, że zasady regulujące światową żeglugę ulegają rozpadowi,zakłócane przez wojny i rosnącą flotę cieni, która działa poza zachodnim nadzorem.

Sektor żeglugowy od dziesięcioleci chroniony jest przepisami gwarantującymi swobodną żeglugę i neutralność statków handlowych, jednak załamanie się tych zasad stwarza poważne ryzyko dla handlu światowego, jak twierdzi grupa 18 supermocarstw żeglugowych.

Ciekawe, jak próbują to przedstawić powyżej, gdy w rzeczywistości duże konsorcjum wydaje się pośrednio zrzucać winę na USA i ich kolesi:

Oświadczenie jest pierwszą publiczną interwencją CSG od czasu jej powstania ponad 60 lat temu. Do grupy należą Grecja, Singapur, Dania, Japonia, Kanada, Wielka Brytania, Holandia i Korea Południowa.

„Szlaki żeglugowe stają się coraz częściej instrumentami nacisku i ryzyka” –ostrzega CSG, dodając, że ostatnie wydarzenia pokazują, jak „kruchy” może być system handlu morskiego.

Kto zamienia morza w instrumenty nacisku ? Agresorzy z Zachodu, którzy wykorzystali ubezpieczenie Lloyd’s jako broń do ostracyzmu wobec każdego państwa sprzeciwiającego się narzuconemu imperializmowi? Która strona agresywnie i nielegalnie dokonuje abordaży i zatrzymuje statki, czego dowodem są cotygodniowe ataki na statki rosyjskie w ostatnim czasie?

Ilekroć Zachód nadużywa i łamie zasady na swoją korzyść, traktuje się je po prostu jako „część gry” – rodzaj „nabytych praw” geopolitycznych. Ale kiedy inne państwa zaczynają wyrównywać szanse, stosując ten sam zestaw „niepisanych zasad”, które przysługują jedynie uprzywilejowanym państwom Zachodu, nagle największe, najstarsze i najbardziej poważane konsorcja świata muszą krzyczeć: „Ale prawa ogrodu i dżungli nie są zamienne!”.

Artykuł kończy się stwierdzeniem, że bunt zrodzony z przestępczej hipokryzji Zachodu doprowadził do tego, że światowa „flota cieni” – należąca głównie do Rosji i Iranu – rozrosła się do jednej piątej wielkości całej globalnej floty tankowców:

Jednocześnie sankcje USA, UE i Wielkiej Brytanii nałożone na Rosję i Iran spowodowały gwałtowny wzrost floty tankowców-cieni, która obecnie liczy ponad 1500 jednostek, według TankerTrackers.com, co stanowi prawie jedną piątą światowej floty tankowców. Prawie wszystkie z nich nie posiadają tradycyjnych polis ubezpieczeniowych.

Zachód powinien uważać, by nie prowokować dalej całego świata. W tym tempie „cień” może wkrótce urosnąć do rozmiarów przewyższających to, co go rzuca – a wtedy sam Zachód może zostać zredukowany do swego rodzaju zwiędłego królestwa cieni, daremnie machającego rękami w obliczu wschodzącego świtu Wschodu.