„Europejczycy”, proszę mnie nie rozśmieszać…

„Europejczycy”, proszę mnie nie rozśmieszać…

Elżbieta Królikowska-Avis https://wpolityce.pl/polityka/746921-europejczycy-prosze-mnie-nie-rozsmieszac

Tym razem komentarz w wersji light, choć ostatecznie dotyczy tematów poważnych: cywilizowanych zachowań, szacunku dla ludzi, instytucji i wydarzeń.

Ostatnio miało miejsce kilka zdumiewających faktów, które potwierdziły teorię o samozwańczym charakterze elit lewicowo-liberalnych. Że nie wiedzą, co to jest etos polskich elit – „tych, co wnoszą coś pozytywnego w obieg społeczny i bezinteresownie poczuwają się do odpowiedzialności za resztę” – nie znają „kodu polityka”, określającego całość zachowań delikwenta, łącznie z wiarygodnością i uczciwością, nie mają nawet pojęcia, co to jest dress code, czyli jak powinna się ubierać osoba publiczna w sytuacjach oficjalnych.

Najpierw Radek Sikorski. Otóż ten polityk lubi się kreować na angielskiego dżentelmena, wszystkie te tweedy, aksamitne kołnierze marynarek, krawat z oksfordzkiej uczelni. Jednak wcale nierzadko zdarza mu się popełniać faux pas, jak podczas ostatniej konwencji KO, kiedy zamiast oficjalnego ciemnego garnituru, wystąpił w stroju weekendowym, beżowa marynarka i brązowe buty. I nie był to jedyny raz, kiedy bardzo odstawał od otoczenia oraz sytuacji. Ale nie chodzi tylko o dress code. Bo angielski dżentelmen, to przede wszystkim fair play, powściągliwość i dobre obyczaje – które wbrew temu, co się mówi, ułatwiają, a nie utrudniają komunikację.

A wicepremier Sikorski bardzo był wczoraj z siebie zadowolony, bo nie podał ręki ministrowi prezydenckiemu, prof. Sławomirowi Cenckiewiczowi. Jak daleko mu do Wałęsy, który kiedyś przed debatą telewizyjną powiedział Kwaśniewskiemu, że „może mu co najwyżej podać nogę”? Więc nawet gdyby wystąpił przyodziany od stóp do głów w tweedy z wyspy Harris, styl i wzięcie wozaka kompletnie go dyskwalifikują, jako osobę prywatną, a zwłaszcza publiczną. Minister spraw zagranicznych powinien umieć poruszać się korytarzami władzy, a podstawą jest protokół dyplomatyczny i właśnie dobre obyczaje.

Pałac Westminsterski jest chyba jedynym parlamentem, gdzie ceni się poczucie humoru. I długo pamiętane są powiedzonka posłów, jak nazwanie konserwatystki Angeli Browning „Miss Marple z drugiej ręki” – co jest zabawne, ale zostało nazwane „dzikim atakiem” i labourzysta Martin O’Neill musiał przepraszać. Albo, inne powiedzonko, bardzo sensowne, tym razem Tony Banksa, ”jeśli jesteś w dziurze, przestań kopać”. I ostatni zwrot, z kolei autorstwa jednego z najdowcipniejszych brytyjskich posłów, nieżyjącego już Dennisa Healey, który odpalił swemu koledze Jeffreyowi Howe: ”Kiedy szarżuje na mnie poseł okręgu Lewis, czuję się jakbym był atakowany przez martwa owcę”.

Nic to Państwu nie przypomina? Bo mnie dowcip Radka Sikorskiego sprzed kilku dni: ”Być zaatakowanym przez Mateckiego, to jakby na człowieka rzucił się martwy skunks”. Od razu rozpoznałam ten żart sprzed lat, który opisałam w swojej korespondencji nt. języka w Izbie Gmin. A tu Sikorski podkrada dowcip, i sprzedaje go jako własny! Albo chamski atak, albo pouczanie ex cathedra, albo joke snatching, podkradanie żartów. Jest jak aktor, który tak bardzo utożsamił się ze swoją nową rolą, że tyko od czasu do czasu – patrz: taśmy prawdy z „Sowy i przyjaciół”, niegrzeczne odzywki do pani poseł Beaty Kępy i innych posłanek Prawa i Sprawiedliwości – wyziera jego prawdziwa natura. I kolejny dysonans poznawczy gotowy.

I drugi portret, choć może powinien być pierwszy? Szczyt Unia Europejska – Unia Afrykańska w Lusace, Angola. Port lotniczy, czerwony dywan, gwardia honorowa i sfatygowany starszy facet w zmiętej 12-godzinnym lotem koszuli i w mocno steranych butach. Kto to? Skąd on się wziął? A to premier europejskiego państwa średniej wielkości, Donald Tusk. Widok był naprawdę niecodzienny! Internet oszalał! „Jak wujas na poprawinach”, „gdzie ci wszyscy ‘specjaliści’ od wizerunku?”.

No i przecież całkiem niedawno widzieliśmy Tuska z Karolem III, jak sunął od drzwi z wyciągniętą ręką, a potem dokończył kompromitacji poklepując króla po plecach. Co w KPRM robi armia PR-owców i ekspertów od wizerunku? Czy przed wizytą w Pałacu Buckingham nikt nie ostrzegł premiera, że protokół mówi – to król podaje rękę i odzywa się pierwszy. I w dodatku, jak zwykle, przykleił się do cudzych zasług i wystąpił jako „współtwórca odtworzonego w Gdańsku XVI-wiecznego Teatru Szekspirowskiego”, którym nie był. Autorem projektu i wykonawcą Theatrum Gedanense był bowiem nieżyjący już prof. Jerzy Lemon, który zresztą za to otrzymał od Elżbiety II OBE, Order Brytyjskiego Imperium.

I jeszcze jedna uwaga dotycząca stylu uprawiania polityki Donalda Tuska. Od czasu do czasu w korytarzach KPRM słychać pełne trwogi szepty ministrów, „To zdenerwowało Donalda”, „Donald się wściekł”. Chyba wszyscy pamiętamy „Ogniem i mieczem”, Sicz, Chmielnicki, powstanie kozackie, i pełną lęku śpiewkę Tatarów: ”Hej, hej Tuhaj – bej, rozsierdywsia duże. Hej, hej Tuhaj bej, ne serdysia druże”.

Pamiętam też fragment „Iwana Grożnego” Siergieja Eisensteina, kiedy bojarzy wpełzali do komnaty cara na kolanach, bijąc czołem pokłony. W tym samym czasie polscy możnowładcy mieli liberum veto, własne armie i często gęsto buntowali się przeciw królom. Europa i Azja, to są właśnie te różnice cywilizacyjne!

Chętnie przypomnę wizytę premier Ewy Kopacz u kanclerz Angeli Merkel. Czerwony dywan, Kopacz wyrywa się naprzód, pozostawiając gospodynie daleko za sobą, gubi na zakrętach, aż  Merkel chwyta ją mocno pod rękę i pacyfikuje. Kto tak robi? Przecież Kopacz była gościem, winna patrzeć na gospodynię, gdzie ją postawi/poprowadzi/usadzi. Zero taktu i dobrych obyczajów. No i nowy marszałek Sejmu, „czerwony Wołodia”, „marszałek nielot”, Włodzimierz Czarzasty. Wreszcie w garniturze, najpierw rozśmieszył nas mówiąc, że „będzie konsekwentnie działał w granicach regulaminu Sejmu”, aby zaraz potem zaprzeczyć sobie i oznajmić, że „jak będzie trzeba, będzie korzystał w marszałkowskiego veta”, o którym w tysiącletniej historii polskiego prawa nikt nie słyszał. Miliony Polaków pamiętają go jeszcze z największego skandalu korupcyjnego PRL, afery Rywina, gdzie przeżył swoje dni hańby, tak jak swoje dni chwały przeżywał młody poseł i świetny prawnik, Zbigniew Ziobro. Czarzasty jest dziś drugą osobą w państwie, a Ziobro – na wygnaniu w Budapeszcie. Jeden z dziwacznych paradoksów życia? Czy signum temporis, „znak czasów”?

Towarzysz Czarzasty był zresztą wówczas członkiem Stowarzyszenia Ordynacka, obok Aleksandra Kwaśniewskiego i Marka Siwca, które miało integrować elity PRL, a okazało się kolejną przechowalnią młodych aparatczyków, z możliwością robienia dużych pieniędzy. Ale teraz komuniści, „po 18 latach w czyśćcu”, dostali swoją szansę, i założę się, że ją wykorzystają. I tylko Anna Maria Żukowska wierzy, że „Włodek zawsze jest po stronie praw człowieka i w obronie grup uciskanych”. Bo już w swoim pożal się Boże orędziu, Czarzasty zadeklarował, że „będzie lojalnym i przewidywalnym elementem Koalicji”.

Kiedy takie zachowania odniesiemy do współczesnej nawet Izby Gmin, ciarki przechodzą po plecach! Po pierwsze, Mr Speaker zawiesza członkostwo w swojej partii, na znak, że jest gospodarzem wszystkich ugrupowań. A po drugie, bardzo dba o obiektywizmie prowadzenia obrad. Znane są pretensje konserwatystów do Johna Bercowa, który tak bardzo przejął się rolą, że zaczął faworyzować labourzystów! Czy marszałek Czarzasty, przyjmując honor, już w garniturze, zawiesił swoje członkostwo w KO? Nie. A zaraz potem wygłosił akt strzelisty, aby upewnić Donalda Tuska i komandę, że jest „swój”.

Postkomuniści podróżują służbowo po świecie, niektórzy w garniturach od Hugo Bossa czy Ermenegilda Zegni. I choć pewnie już nie sikają do umywalki i nie czyszczą butów zasłonami, wciąż im się coś przydarza, coś co skłania do zastanowienia – gdzie, w jakiej rodzinie oni się wychowywali? No właśnie. Ideologia – ideologią, ale styl, wzięcie, sznyt to także część różnic cywilizacyjnych między nami a postkomuną. Można przebrać się z czerwonego sweterka w garnitur, ale i tak nic się nie zmieni.

Friday Funnies: Free Stuff! Just get in line… [nie bój się, analfabeto]

Friday Funnies: Free Stuff!

Just get in line…

DR. ROBERT W. MALONE NOV 28








True story:








A fun fact: according to recent registration data, Washington DC records a grand total of five percent Republican voters.



So… hundreds of thousands of federal employees have effectively been forced to stop remote working in 2025 (in partial or full-time capacity). 

One can just imagine what the new normal at any Federal office in DC now looks like…



This week’s most absurd headline:

YELLOW JOURNALISM 

Over in Mainstream Media LA-LA land, the advocacy journalism continues. Where “journalists” are blaming President Trump for the horrific shooting of the two National Guardsmen, and writing that more National Guardsmen will be targeted, because they shouldn’t be there. Yep – liberals are blaming President Trump…
Pretzel logic from the press… at this point, why should we expect anything more?

In response to the shooting, President Trump is putting 500 more National Guardsmen on duty in DC. 

I for one, believe this is the correct response – This President of the United States doesn’t back down to threats and violence. Jill and I drive up to DC fairly frequently, and it certainly feels safer to us these days than before the President took action.

Najważniejszy bój o Polskę rozegra się na niwie edukacji

Najważniejszy bój o Polskę rozegra się na niwie edukacji

Lech Makowiecki https://wpolityce.pl/polityka/746720-najwazniejszy-boj-o-polske-rozegra-sie-na-niwie-edukacji

„Historia magistra vitae est” („Historia jest nauczycielką życia”) – Cyceron.

Większość Polaków kojarzy zaledwie kilku, może kilkunastu polskich książąt i królów oraz związanych z nimi spektakularnych sukcesów/porażek. Wszyscy wiemy, że Kazimierz Wielki zostawił Polskę murowaną, Jagiełło wygrał bitwę pod Grunwaldem, a Sobieski odniósł wiktorię wiedeńską… Ale o rządach Władysława I Hermana, Wacława III czy Jana I Olbrachta słyszeli już tylko nieliczni…

Większość naszych władców miała decydujący wpływ na losy państwa. Ich osobiste zalety (odwaga, waleczność, mądrość, szlachetność itp.) jak i wady (tchórzliwość, głupota, rozpasanie, podłość etc.) wiodły Ojczyznę ku wzlotom bądź upadkom…

Nieprzypadkowo w polskich szkołach ruguje się dziś nauczanie prawdziwej historii Polski.

Przypominanie czasów, w których Rzeczpospolita obojga narodów był jednym z największych, europejskich mocarstw – przodujących w nauce, kulturze, demokracji i waleczności – nie jest miłe krajom ościennym. I proszę nie porównywać demonizowanej, dawnej Polski do czasów współczesnych! Polska – w porównaniu do ówczesnej monarchii absolutnej Francji, do tuczącej się kolonialnym wyzyskiem brytyjskiej potęgi czy bezwzględnej tyranii pruskiego zamordyzmu – była oazą tolerancji i maksymalnych (jak na owe czasy) swobód.

W miejsce krwawych podbojów byliśmy prekursorem korzystnej dla obu stron unii, przyjmowaliśmy pod swój dach prześladowanych w całej Europie Żydów i heretyków, stworzyliśmy pierwszą w Europie konstytucję… Położony fatalnie – na pozbawionej naturalnych przeszkód terenowych równinie, w otoczeniu wrogich nam dyktatur – nasz kraj bardzo długo odpierał zbrojne najazdy wrogów. Swego czasu ratowaliśmy nasz kontynent przed inwazją turecką i sowiecką! Rzeczpospolita uległa rozkładowi w XVIII w., po demoralizacji swych elit, korumpowanych na przez Rosję, Prusy i Austrię…

Czy coś wam to przypomina?

Dlatego napisałem bogato ilustrowany, pisany trzynastozgłoskowcem tomik pt. „Historia we fraszkach: od Mieszka po Staszka”, zawierający 45 żartobliwych wierszyków i satyrycznych ilustracji. Książka dostarcza czytelnikowi elementarnej wiedzy o naszych monarchach. Każda wierszowana biografia kończy się krótką puentą/morałem – do zapamiętania.

Dedykując „Historię we fraszkach…” młodzieży szkolnej – polecam ją również dorosłym. A zwłaszcza politykom! I to niezależnie od partyjnej przynależności… Przede wszystkim książeczkę nabyć powinni rodzice i dziadkowie, zatroskani o rozwój i edukację historyczną swoich milusińskich… Może to być najlepszy prezent pod choinkę!

PS Rekomendacji udzielił mi sam prof. Andrzej Nowak:

Każda forma odnawiania pamięci historycznej w kolejnych pokoleniach Polaków jest dobra. Do najszlachetniejszych należy połączenie historii z poezją. Nawet, a może szczególnie wtedy, jeśli jest to połączenie mające na celu popularyzację. Przykładem doskonałym są „Śpiewy historyczne” Juliana Ursyna Niemcewicza. Lecha Makowieckiego „Historia we fraszkach – od Mieszka po Staszka” stawia sobie w pewnym sensie jeszcze ambitniejsze zadanie: trafić wierszem o polskich władcach do wyobraźni i emocji dzieci – dzieci XXI wieku. I na pewno do niejednej duszyczki trafi ze swoim mądrym, patriotycznym przesłaniem.

Andrzej Nowak, historyk, autor „Dziejów Polski”

=================================

Ryś woli „objawienie” od Franciszka, niż Objawienie Chrystusa.

Nowy kardynał z Krakowa: „Nie chcę innego Kościoła niż Kościół Franciszka”

gloria/ryś

61-letni kardynał Grzegorz Ryś nauczył się od Franciszka „wszystkiego, w co wierzę o Kościele” – powiedział w rozmowie z Onet.pl po tym, jak 26 listopada Leon XIV mianował go arcybiskupem metropolitą krakowskim.

Franciszek nauczył kardynała Rysia „jak rozumieć Kościół”.

Oraz: „Nie chcę innego Kościoła. Po prostu go nie chcę. Nie wyobrażam sobie innego Kościoła niż ten, którego nauczył nas Franciszek”.

Doświadczenie przy grobie Franciszka

Kardynał Ryś opowiedział o doświadczeniu, które miało miejsce w dniach poprzedzających konklawe. Wraz z kardynałem Konradem Krajewskim odwiedził grób Franciszka. Tam, jak powiedział, szukał słowa lub znaku, który by go poprowadził: „Ojcze Święty, proszę mi coś powiedzieć. Zbliża się konklawe. Proszę mi coś powiedzieć”.

Ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Wtedy zrozumiał znaczenie tej ciszy: „Zdałem sobie sprawę, że wszystkiego, w co wierzę o Kościele, nauczyłem się od niego”.

Mieszanka firmowa. MEM-y II.

———————————-

————————————–

—————————————

————————————-

————————-

——————————-

————————-

————————————

—————————————-

————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Silva rerum. MEM-y I.

————————————-

———————————–

——————————

——————————

————————————

————————————————

—————————-

————————————-

…Na kaczych nogach…

————————————

————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Mercosur. W Brukseli zaczynają puszczać nerwy i próbują działać na rympał.

„W Brukseli komuś puszczają nerwy”. Ardanowski o naciskach ws. umowy z Mercosurem

https://pch24.pl/w-brukseli-komus-puszczaja-nerwy-ardanowski-o-naciskach-ws-umowy-z-mercosurem

Część krajów Unii Europejskiej desperacko dąży do podpisania umowy z krajami Ameryki Południowej na import żywności, mimo zagrożenia, jakie porozumienie niesie dla europejskiego rolnictwa. „Proces narzucania umowy nie idzie tak szybko, jak chciałaby Bruksela i Berlin” – przekonuje były minister rolnictwa, Jan Krzysztof Ardanowski.

W ocenie byłego polityka PiS, specjalnie podzielono umowę z Mercosur na część handlową i resztę, żeby „de facto obejść ratyfikację w krajach członkowskich”.

– KE i Niemcy były przekonane, że tę umowę uda się bardzo szybko wprowadzić w życie – powiedział w rozmowie z portalem Biznes Alert Jan Krzysztof Ardanowski.

Jednak proces narzucania umowy z Mercosur nie idzie tak szybko, jak chciałaby Bruksela i Berlin. – W poszczególnych krajach umowa budzi coraz poważniejsze podejrzenia. Opinia publiczna coraz wyraźniej zdaje sobie sprawę, że Mercosur nie tylko zniszczy europejskie rolnictwo, ale też pogrzebie niezależność żywnościową Unii Europejskiej. Widać więc symptomy opamiętania. Oby były to trwałe zmiany, choć pewności nie mam – podkreśla poseł Wolnych Republikanów.

Europejska Partia Ludowa zgłosiła wniosek o wszczęcie trybu pilnego w kontekście głosowania dotyczącego klauzul bezpieczeństwa w umowie handlowej UE z państwami grupy Mercosur. Następnie jednak sama go wycofała. „W Brukseli niektórym zaczynają puszczać nerwy i próbują działać na rympał” – ocenił Ardanowski.

Umowa handlowa między Unią Europejską, a krajami Mercosur (Brazylia, Argentyna, Paragwaj i Urugwaj) była negocjowana od 25 lat. Porozumienie budzi sprzeciw europejskich rolników, którzy obawiają się zalewu unijnego rynku przez tanie produkty rolne z krajów takich Brazylia czy Argentyna.

Źródło: wpolityce.pl / biznesalert.pl

Polski konspekt, English video; Douglas MacGregor: NATO Lost the War – Empire of Lies Collapses

[Umieszczam, zachęcony tekstem Pokutujący łotra obok. Wydawało mi się zbyt „mocne” … md]

==============

Polski konspekt, English video; Douglas Macgregor: NATO Lost the War – Empire of Lies Collapses

Zachodnie Imperium Kłamstwa rozpada się na naszych oczach, ale jego „przywódcy” z uporem kontynuują swą księżycową narrację! 

DR IGNACY NOWOPOLSKI NOV 27

Pomimo, że wydarzenia na Ukrainie toczą się z zawrotną szybkością, zachodni „przywódcy” pozostają w swym obłąkanym świecie iluzji, tak jakby negowanie realiów mogło wpłynąć na ich zmianę.

Ukraińska armia praktycznie się rozpadła, a niektórej jednostki maszerują na Kijów, prawdopodobnie w celu usunięcia zbrodniczego reżimu żydowskiego „prezydenta” Zełenskiego. Nikt nie ma już żadnych wątpliwości, że dopóki żydo-banderowcy kontrolują Kijów, na jakiekolwiek inicjatywy pokojowe nie ma co liczyć. Ukraińcy zdali sobie wreszcie sprawę, że w czasie gdy oni się całkowicie wykrwawili, stracili swą gospodarkę i de facto kraj, żydowski reżim Zełenskiego rabował miliardy „pomocy militarnej” i lokował na swych kontach, lub w nieruchomościach. Teraz ta zbrodnicza banda znajduje się „jedną nogą” na pokładzie prywatnych samolotów, gotowych do odlotu do Izraela, gdzie zgodnie z jego prawodawstwem, nie wydaje się żydów gojom, nawet tych, którzy popełnili największe zbrodnie.

Z drugiej strony europejscy „przywódcy” NATO & UE”, nawet na milimetr nie zbaczają z dotychczasowego kursu, za wszelką cenę podtrzymując narrację wojenną w stosunku, do oczywistego zwycięzcy, jakim mieni się RF.

Dynamika zmian na polu walki jest tak gwałtowna, że nie są oni w stanie nawet zareagować na zachodzące zdarzenia.

Cały teatr wojny rozpada się na naszych oczach. Natomiast ci „politycy”, którzy są sowicie wynagradzani za utrzymywanie fikcyjnej narracji, nawet nie spowalniają swych oczywistych kłamstw.

Imperium kłamstwa rozpada się.

Elektorat zaczyna rozumieć, że autentyczne bezpieczeństwo można uzyskać w Europie tylko w postaci ułożenia poprawnych stosunków z Moskwą.

Niedługo niemiecka AfD przejmie władzę w Berlinie i zacznie budować nowe mosty pomiędzy Moskwą i Berlinem.

Poważną sprawą jest to, że UE & NATO odchodzi od retoryki „wspierania Ukrainy”, do retoryki „bezpośredniej kinetycznej konfrontacji z RF”.

Globaliści rządzący Europą chcą za wszelką cenę utrzymać się przy władzy nawet kosztem wojennej katastrofy.

Estoński głupiec Kaja Kallas biegająca po świecie i opowiadająca głupoty na temat „rosyjskiego zagrożenia”, zostanie w końcu wyśmiana w miarę wzrostu świadomości unijnego elektoratu.

Czy jednak nastąpi to na czas? Trudno prorokować.

W każdym bądź razie, utrzymanie tego totalnego zakłamania w Europie nie jest możliwe na dłuższą metę i dlatego podkreślam raz jeszcze, że Imperium Kłamstwa upada!

Z drugiej strony Rosja nie ma najmniejszego zamiaru atakować Europę, a nawet wchłaniać zachodniej banderowskiej Ukrainy ze Lwowem.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby się wpakowywać w europejskie kłopoty, a poza nimi nie ma w Europie nic godnego uwagi.

Stąd też wynika rosyjska powolna strategia militarna.

Rozpad UE i NATO, można mierzyć tygodniami, miesiącami, a nie latami czy dekadami.

Wydaje mi się, że zarówno Polakom, jak Niemcom zaczynają świtać myśli o przymusowej deportacji Ukraińców z tych krajów i wysłaniu ich na front wschodni, zamiast maszerowania w ich imieniu do rosyjskiej maszynki do mielenia mięsa armatniego.

Istnieje też prawdopodobieństwo, że Ukraińcy zaczną terrorystyczne ataki w tych krajach jako „zemstę za zdradę ukraińskich interesów”.

Uważam, że propozycja Miedwiediewa dotycząca przyłączenia zachodniej Ukrainy do Polski, staje się coraz bardziej pociągająca. Zwłaszcza, że trzeba mieć na uwadze następujący rozpad struktur Europejskich (UE & NATO).

Im szybciej się to stanie, tym lepiej, by nie „kusić” europejskich złodziei perspektywą zrabowania rosyjskich aktywów z centralnego Banku w Brukseli i przekazania ich zorganizowanej przestępczej klice z Kijowa, którą de facto są gangsterzy Zełenskiego.

To co pozostało z tzw. „Ukrainy” jest tylko zorganizowaną grupą przestępczą. Jeśli więc, Europejczycy nie przejawią aktywności w stabilizacji tego co zwie się obecnie „Ukrainą”, to nie pozostanie żadnej alternatywy poza wspomnianym już planem Miedwiediewa.

Należy podkreślić, że również Rosjanie chcą stabilizacji tego terytorium i stąd wyniknął Plan Miedwiediewa. Dotyczy to nie tylko Ukrainy, ale także państw ościennych jak Niemcy czy Polska, z którymi RF musi mieć w miarę normalne stosunki.

Tak więc z każdym dniem Imperium Kłamstwa rozpada się coraz bardziej i będzie to miało konsekwencje wyborcze. Globaliści utraca władzę.

Ale na tym nie koniec problemów Europy. Miliony kolorowych emigrantów, których sprowadzili globaliści, to beczka prochu z zapalonym lontem, która może doprowadzić do rewolucji, wojny domowej, czy powstania. Najlepszym tego przykładem jest Brytania, która bliska jest społecznemu wybuchowi.

NATO rozpada się już na naszych oczach, a zastąpią go regionalne europejskie sojusze, które już tworzą się w wschodniej części UE.

Ameryka jest kontrolowana przez globalnych oligarchów finansowych, którym leży na sercu jedynie ilość dolarów na kontach. Jest to głęboko skorumpowany system „finansowego kapitalizmu”. Aby Ameryka odzyskała suwerenność i mogła zacząć odbudowę swej gospodarki, ci ludzie muszą odejść. Nieunikniony upadek dolara, jako waluty rezerwowej powinien to skatalizować, co nie znaczy że odnowa amerykańskiej gospodarki powiedzie się.

Obecnie USA nie mają de facto rządu, ale „koncern finansowy”, który myśli jedynie o wzbogaceniu się nielegalnym sposobami. Pod tym względem przestępcza organizacja pod nazwą „Ukraina”, jak ulał pasuje do swego największego pryncypała : Stanów Zjednoczonych.

Z tego też powodu, Ameryka nie jest w stanie pomóc Europie w jej katastrofalnym położeniu i zaoferować czegokolwiek racjonalnego!

Z militarnego punktu widzenia, o ile klęska USA w Afganistanie, była postrzegana, jako poważne potknięcie NATO, to sromotna klęska Sojuszu w wojnie proxy z Rosją na ukrainie, stanowi kompletny blamaż i kompromitację. Mit „najpotężniejszego sojuszu militarnego w historii świata” rozpadł się jak domek z kart.

Wszystkie pozostałe kłamstwa Imperium rozpadają się żałośnie na oczach świata!

Col. MacGregor: NATO przegrało na Ukrainie. Imperium Kłamstwa się rozpada.

Col. MacGregor: NATO przegrało na Ukrainie. Imperium Kłamstwa się rozpada.

Pokutujący łotr, 28 listopada 2025

Jeśli ktoś jest wystarczająco biegły w języku angielskim,  by wysłuchać całego tego monologu politycznego i strategicznego geniusza, jakim jest pułkownik Douglas MacGregor – zachęcam. Używa on wspaniałej, prostej, spokojnej angielszczyzny (oczywiście, z silnym amerykańskim nalotem). Jeśli nie – to na dole ekranika w funkcji Ustawienia można sobie włączyć translatora na polski. Nie jest doskonały, zwłaszcza w liczebnikach i pisowni imion własnych, ale da się rozumieć.

Pułkownik Douglas MacGregor, Waszyngton

Ten wywód dotyczący najważniejszych spraw bieżących: kończącej się wojny na Ukrainie –  kończącej się wg. pułkownika totalną klęską koncepcji zrodzonych w  głowach globalistów, od Waszyngtonu przez Londyn po Brukselę – zarazem odsłania w perspektywie historycznej (bo pułkownik jest świetnie oczytany w historii – w przeciwieństwie do “naszych” wybitnych historyków przy władzy, począwszy od Komoruska po Tfuska) rzeczywistą rolę Rosji w tym konflikcie. Jakże ogromnie odmienną od tego, co nadal pokutuje w łepetynach Trumpowskich czy warszawskich polityków, mających za jedyny punkt odniesienia to, co się wydarzyło po 1945 r. i w latach Zimnej Wojny. I co Pułkownik nazywa Imperium Kłamstwa: które przez minione dekady rządziło światem z USA i Londynu, choć już się rozsypuje i traci mandat do politycznych racji.

Pułkownik demaskuje, jak mało inteligentne i nierzeczowe są poglądy tych dzisiejszych macherów politycznych w USA, ale także w Berlinie, Brukseli, Warszawie (- opinie “mainstreamowe”, jak się ten globalizm i wokizm dziś w w Polsce określa). I jak prędko zbliża się upadek świata zbudowanego na  niewiedzy, pysze, chciwości i głupocie globalistycznych elit światowych.

W tym kontekście, pułkownik wieszczy nieuchronny upadek UE i NATO, czego już dziś widoczne objawy chorobowe też podaje. I zapowiada powstanie na powrót Europy ojczyzn: narodów zgrupowanych w zupełnie nowej siatce strategicznych sojuszy, według klucza rasy, religii, kultury, historycznych doświadczeń – co w Europie zawsze było – i jest – podstawowym czynnikiem ją cementującym. I czego globaliści, zwłaszcza anglosascy oraz inni (z tych, Pułkownik energicznie wyszydza doradców politycznych Trumpa:  Witkoffa i Kushnera nazywając ich “kliką przyjaciół i rodziny”) – nie rozumieją a nawet nienawidzą.

Warunkiem jednak tej odbudowy jest, według Pułkownika, pozbycie się z europejskich krajów zatruwających je mniejszości. W tym kontekście wymienia Pułkownik Niemcy i Polskę,  nie zagłębiając się jednak w specyficzną rolę Niemiec w tym procesie ewentualnej odbudowy, zakładając jednak, że zwycięstwo AfD może tu wiele odmienić.

Wysłuchanie wywodu tego wręcz, nie boję się tego słowa – mędrca politycznego i historiozoficznego – będzie czasem najlepiej spędzonym jak można. Warto dla godziny z Pułkownikiem oszczędzić sobie zarozumiałych wywodów niejednego z naszych piesków politykierskich, których punkt widzenia nie przekracza wnętrza kartonu po butach ich horyzontów myślowych: między “ruskimi onucami” a “obroną Polski przed Putinem” w wydaniu krwawego błazenka z Kijowa.

Braun na meczu z Walusiem. Sikorski-Apfelbaum wściekły.

Braun na meczu z Walusiem. Sikorski uderzył w lidera Korony. „Do mordowania jeden krok”

28.11.2025 https://nczas.info/2025/11/28/braun-na-meczu-z-walusiem-sikorski-uderzyl-w-lidera-korony-do-mordowania-jeden-krok/

Grzegorz Braun oraz Janusz Waluś na meczu Legii Warszawa.
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun oraz Janusz Waluś na meczu Legii Warszawa. / foto: Facebook: Grzegorz Braun

Grzegorz Braun był widziany w towarzystwie Janusza Walusia na stadionie Legii Warszawa podczas czwartkowego meczu stołecznej drużyny ze Spartą Praga. W lidera Konfederacji Korony Polskiej uderzył – z tego powodu – szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski.

W czwartek przy Łazienkowskiej 3 w Warszawie mecz Legii ze Spartą oglądał m.in. prezydent Karol Nawrocki. Po raz kolejny na tym stadionie pojawił się także Janusz Waluś.

Tym razem jednak nie na Żylecie – jak to było we wrześniu podczas meczu z Pogonią Szczecin – ale na trybunie rodzinnej. A wraz z nim był Grzegorz Braun.

Przypomnijmy, że w 1993 r. Waluś został uznany winnym zabójstwa komunisty Chrisa Haniego, szefa Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej. Hani miał na swoim koncie szereg popełnionych zbrodni.

„Czerwiec 1980 – ataki bombowe na SASOL (firmę zajmująca się wydobyciem węgla i przetwórstwem paliw), straty oszacowano na siedem milionów dolarów; Grudzień 1982 – atak bombowy na ELEKTROWNIĘ ATOMOWĄ w Koeberg w pobliżu Kapsztadu; Maj 1983 – atak bombowy (samochód pułapka) na kwaterę południowoafrykańskich sił powietrznych w Pretorii. Rezultatem ataku jest 19 osób zabitych i ponad 200 rannych” – przypomniał na portalu X Paweł Wyrzykowski.

W 1985 r. doszło do dwóch ataków – rakietowego na rafinerię Mobile Oil oraz bombowego na cukiernię w Durbanie, gdzie zginęło 5 osób.

„Czerwiec 1986 – dwa ataki z użyciem samochodów pułapek w Johannesburgu, kilkanaście osób zabitych, kilkadziesiąt rannych; Październik 1987 – samochód pułapka w Durbanie, pięciu rannych; Maj 1987 – wybuch bomby przed sądem, pięciu policjantów zabitych” – wyliczał dalej.

„Lipiec 1987 – wybuch samochodu pułapki przed siedzibą wojska w centrum Johannesburga, rannych 68 osób; Kwiecień 1988 – wybuch trzech bomb przed teatrem w Pretorii, zniszczony budynek, kilkudziesięciu rannych” – dodał. Dalej, w czerwcu 1988 r., doszło do dwóch zamachów – bombowy przed bankiem w Rodeport (ponad 20 rannych i 4 zabitych) oraz bombowy przed galerią sztuki, w którym zginął zamachowiec.

„Lipiec 1988 – wybuch bomby umieszczonej w samochodzie pułapce przed stadionem Ellis Park w Johannesburgu, dwoje ludzi zabitych, 35 rannych” – napisał Wyrzykowski.

Hani zginął w 1993 roku z rąk Walusia. Za to zabójstwo Polak spędził blisko 30 lat w więzieniu w RPA. W 2024 r. wrócił do Polski.

https://nczas.info/2024/12/09/komunistyczny-terrorysta-chris-hani-takiego-czlowieka-zlikwidowal-janusz-walus-lista-zbrodni/embed/#?secret=ANGkF48u3X#?secret=T1rWql8CxL

Lider Konfederacji Korony Polskiej, po tym jak w sieci pojawiły się jego zdjęcia z Walusiem, zrobione podczas meczu, został zaatakowany m.in. przez Radosława Sikorskiego.

„Od antysemityzmu do mordowania jeden krok” – grzmiał na portalu X szef polskiej dyplomacji.

Radosław Sikorski @sikorskiradek

Od antysemityzmu do mordowania jeden krok.

Zdjęcie

·

Niemiecko-izraelska gra pamięcią. A Polskę reprezentują zdrajcy i bęcwały.

Niemiecko-izraelska gra pamięcią

Wpis Yad Vashem pojawił się dokładnie w momencie, gdy w Polsce wrócił impuls społeczny wokół reparacji wojennych, niedługo po wypowiedzi ambasadora Niemiec podważającej sens polskich roszczeń. Sformułowanie, że „Polska była pierwszym krajem, w którym Żydów zmuszono do noszenia opasek”, nie było przypadkowym skrótem. Nie dopisano, że chodzi o teren okupowany przez Niemców, nie wskazano sprawcy, pozostawiono samą nazwę kraju, co w naturalny sposób zaciera różnicę między ofiarą a niemieckim aparatem przemocy.

To komunikat, który wpisuje się w układ interesów, w którym Niemcy chcą zamknięcia sprawy reparacji, a Izrael broni powojennych rozliczeń, z których wyszedł dobrze dzięki wieloletnim umowom z RFN.

Yad Vashem pracują najwybitniejsi badacze [chercheurs -tj. poszukiwacze md] Holokaustu, dlatego nie wierzę, że taki brak precyzji był wynikiem zwykłej nieuwagi. Specjaliści tej klasy musieli przewidywać, jakie skojarzenia wywoła zdanie „w Polsce”, podane bez wskazania sprawców i bez zaznaczenia, że chodzi o kraj okupowany. Wystarczy chwila namysłu, aby zobaczyć, do czego prowadzi taki skrót. Przenosi odpowiedzialność z państwa niemieckiego na miejsce zdarzeń, a w odbiorze międzynarodowym oba te pojęcia zaczynają się zlewać w jedno. Taki mechanizm nie jest nowy, jego najbardziej znanym skutkiem były sformułowania o „polskich obozach śmierci”, które przez lata funkcjonowały w zagranicznych mediach jako wynik skrótu myślowego opartego właśnie na lokalizacji obozów. Równocześnie wpisuje się to w szerszy nurt niemieckiej polityki historycznej, która od dekad zastępuje odpowiedzialność narodową słowem „naziści”, tworząc wrażenie, że bezimienny system zbrodni istniał obok Niemiec, a nie był ich dziełem. W efekcie powstaje skojarzenie, które żyje własnym życiem, niezależnie od tego, kto faktycznie był sprawcą.

Instytut dodał co prawda kolejny wpis, w którym doprecyzował, że „jak zauważyło wielu użytkowników” nakaz noszenia opasek został wydany przez „władze niemieckie”. To jednak nie rozwiązało problemu, bo wcześniejszego wpisu mimo apeli naszych władz nie usunięto i ponownie zabrakło jasnego wskazania, że chodzi o okupowaną Polskę, a nie o kraj, który sam wydawał jakiekolwiek rozporządzenia. Taki dopisek można równie dobrze odczytać tak, jakby „władze niemieckie” wydały rozkaz, a następnie „Polska” go wdrożyła, czyli rozmywanie niemieckiej odpowiedzialności wciąż trwa.

Wczorajsze oświadczenie tylko to potęguje. Yad Vashem stwierdził bowiem, że „pierwszy i kolejny wpis są historycznie prawidłowe”, a ci, którzy „źle je interpretują”, robią to rzekomo „świadomie”. Innymi słowy, odpowiedzialność za nieprecyzyjną komunikację instytutu przerzucono na odbiorców, czyli na Polaków, którym zarzucono „złą wolę”. To reakcja wygodna dla nadawcy, zwłaszcza gdy mowa o wydarzeniach wymagających absolutnej precyzji, a jednocześnie idealnie wpisująca się w niemiecko-izraelskie zbieżności interesów.

Ich źródła tkwią w powojennych rozliczeniach. W 1953 roku Niemcy podpisały z Izraelem porozumienie, na mocy którego przez piętnaście lat wypłacały trzy miliardy marek, a następnie kolejne miliardowe kwoty trafiły do organizacji żydowskich w ramach około trzydziestu odszkodowawczych umów. Problem polega na tym, że Izrael otrzymywał środki również na podstawie kalkulacji obejmujących obywateli II Rzeczypospolitej pochodzenia żydowskiego, choć państwo Izrael w czasie wojny nie istniało. Polska istniała, ale została z procesu całkowicie wyłączona. W dodatku owe umowy nie są do dziś jawne. Nikt nie może sprawdzić, jakie dokładnie kategorie strat uwzględniono i czy nie znajdują się w nich świadczenia, które powinny przysługiwać państwu polskiemu. To jest ta niewygodna część historii, która wraca zawsze wtedy, gdy Polska zaczyna mówić o reparacjach, i dokładnie wtedy pojawiają się komunikaty takie jak wpis Yad Vashem.

Niemieckie społeczeństwo jest przekonane, że w pełni rozliczyło się z win. W badaniach socjologicznych widać to bardzo wyraźnie. Niemcy uważają, że swoją część rachunku uregulowali, płacąc Izraelowi odszkodowania, realizując umowy restytucyjne i wypłacając świadczenia organizacjom żydowskim. W ich przekonaniu polityczny i moralny dług został spłacony, a historia zamknięta. Problem w tym, że ten rachunek nigdy nie objął Polski, choć to właśnie na ziemiach II RP poniesiono największe koszty Holokaustu, zginęło sześć milionów obywateli, a materialne i społeczne zniszczenia były nieporównywalnie większe niż w innych krajach. Ten punkt trzeba stawiać jasno, inaczej cała dyskusja staje się fałszywa już na poziomie założeń.

Polskie upominanie się o reparacje uderza jednocześnie w dwa wygodne porządki. Dla Niemiec polski powrót do tematu oznacza ryzyko podważenia skutków porozumienia z 1953 roku, które traktują jako zamykające sprawę. Dla Izraela polskie roszczenia są niewygodne, bo mogłyby uruchomić pytania o to, jakie dokładnie środki zostały po wojnie wypłacone i według jakich kryteriów. W takiej sytuacji pojawiają się głosy, że Polska powinna siedzieć cicho, bo jest krajem rzekomo moralnie dwuznacznym, z „niejawną odpowiedzialnością” i „postawami”, które trzeba jeszcze badać. Takie narracje tworzą fałszywą ramę i utrudniają Polsce formułowanie jakichkolwiek roszczeń. Bo jeśli opinię publiczną nakieruje się na myśl, że „Polska też ma coś na sumieniu”, to każde polskie żądanie wobec Niemiec traci siłę moralną, gdyż rozmycie odpowiedzialności osłabia potencjalne roszczenia.

W tym miejscu zawsze wraca również argument o rzekomym „zrzeczeniu się reparacji”. I tu trzeba sprawę postawić jasno. Polska nigdy nie zrzekła się reparacji we własnym imieniu, bo w 1953 roku nie była państwem suwerennym, zdolnym do podejmowania takich decyzji. Oświadczenie o „zamknięciu reparacji” było jednostronnym komunikatem Moskwy, elementem polityki ZSRR wobec RFN i NRD. Nie było żadnej umowy, żadnego traktatu, żadnego podpisu przedstawicieli Polski, żadnej ratyfikacji. A nawet dokument, na który dziś powołują się obrońcy tej tezy, nie spełniał żadnych wymogów prawa: zgodnie z obowiązującą wtedy Konstytucją akty tej rangi mogła podejmować jedynie Rada Państwa w formie dekretu. Tymczasem ogłoszoną w niedzielny wieczór „uchwałę” miała rzekomo przyjąć Rada Ministrów, organ pozbawiony takich kompetencji. Co więcej, nie opublikowano jej w żadnym dzienniku, nie ma jej w archiwach, protokoły jej nie odnotowują, a Instytut Strat Wojennych nie znalazł nawet śladu, że kiedykolwiek realnie istniała. Powtarzanie dziś tezy o „zrzeczeniu się” jest więc przyjmowaniem radzieckiej narracji, a nie stanu faktycznego.

A prawda jest jeszcze bardziej paradoksalna, bo mimo że sami żadnych reparacji nie otrzymaliśmy, to właśnie Polska ponosiła również koszty. W latach sześćdziesiątych PRL przekazał amerykańskim organizacjom żydowskim osiemdziesiąt milionów dolarów, sumę, która po uwzględnieniu siły nabywczej odpowiada dzisiaj miliardom. Była to ugoda dotycząca mienia prywatnego obywateli II RP pochodzenia żydowskiego, utraconego zarówno w wyniku zniszczeń dokonanych przez Niemców, jak i późniejszej nacjonalizacji. Polska, kraj zrujnowany, spłacała zobowiązania w dolarach. Tymczasem w 1973 roku, po nawiązaniu stosunków z RFN, strona niemiecka odmówiła zwrotu zrabowanych polskich dzieł sztuki, tłumacząc, że „minął trzydziestoletni termin” i mienie „stało się niemieckie”. Dotyczyło to części z ponad 500 tysięcy zarejestrowanych dzieł sztuki zrabowanych z Polski. Kontrast jest uderzający, nic nie dostaliśmy, ale za to sami płaciliśmy, a Niemcy nie zwrócili nawet zagrabionej kultury.

W niemieckiej debacie regularnie pojawiają się głosy i publikacje próbujące przesunąć część win na Polaków, sugerujące współudział, materialne korzyści z Zagłady albo moralną niejednoznaczność. Najnowszym przykładem jest książka „Polscy burmistrzowie i Holokaust”, której berlińska premiera zaplanowana na 25 listopada została w ostatniej chwili odwołana, ale sama publikacja zdążyła już znów fałszywie wprowadzić do obiegu tezę o rzekomym polskim współsprawstwie. Takie narracje nie muszą być rzetelne. Wystarczy, że rozpraszają odpowiedzialność i przesuwają uwagę z niemieckiego państwa sprawcy na polskie terytorium, dokładnie wtedy, gdy Polska mówi o własnych stratach i upomina się o prawa wynikające z prawa międzynarodowego. W takim klimacie samo żądanie reparacji zaczyna wyglądać jak polityczne roszczenie, a nie jak normalne domaganie się sprawiedliwości, co pozwala stronie niemieckiej utrzymywać wygodną tezę, że sprawa jest dawno zamknięta z powodu przedawnienia.

Gdyby sprawa reparacji była zamknięta, Niemcy nie płaciliby Namibii ponad miliarda euro za zbrodnie sprzed stu czternastu lat. W latach 1904–1908 niemiecka armia dokonała na ludach Herero i Nama jednej z pierwszych masowych eksterminacji XX wieku, zginęło około 50–80 tysięcy osób, a obozy, w których ich przetrzymywano, były bezpośrednim prototypem późniejszych obozów koncentracyjnych.

Gdy Namibia zaczęła mówić o reparacjach w latach 2010–2011, Niemcy przez sześć lat unikali użycia samego słowa „reparacje”, próbując zastąpić je określeniami „wsparcie”, „fundusze rozwojowe”, „świadczenia humanitarne”. Dopiero silny nacisk, groźba blokowania niemieckich inwestycji, doprowadził do wypłaty odszkodowań między 1,1 a 1,7 miliarda euro. To przykład bezdyskusyjny, jeśli ktoś chce widzieć długi cień historii, to go widzi.

Gdy ofiarą jest Polska, cień nagle znika, a rachunek moralny przestaje obowiązywać.

Polityka wybielania Niemiec i rozmywania ich odpowiedzialności, wspierana doraźnie przez izraelskie instytucje, działa skutecznie dlatego, że Polska nie ma dziś realnej, spójnej i konsekwentnej polityki pamięci. Reakcja ministra spraw zagranicznych, ograniczona do uprzejmego poproszenia o doprecyzowanie komunikatu, zamiast do natychmiastowego żądania jego usunięcia i pełnego sprostowania, tylko potwierdza tę słabość.

Polska dyplomacja od lat unika konfrontacji z Berlinem i zbyt często dostosowuje ton do bieżących interesów, dlatego nawet w tak kluczowych sprawach reaguje z wyraźnym dystansem i ostrożnością. A gdy państwo odpowiada grzeczną uwagą, a nie stanowczym naciskiem, daje sygnał, że granice tej narracji można przesuwać jeszcze dalej, bo nie spotka się to z żadną realną konsekwencją.

Prezydent ostro o TV: Dezinformuje nas każdego dnia

Prezydent ostro o TVP: Dezinformuje nas każdego dnia

28.11.2025 https://www.tysol.pl/a150226-prezydent-ostro-o-tvp-dezinformuje-nas-kazdego-dnia

– My żyjemy w sytuacji, w której telewizja publiczna, na którą ja płacę podatki, i Wy płacicie podatki, dezinformuje nas właściwie każdego dnia – stwierdził w piątek podczas ECR Kongresu Młodych w Lublinie prezydent Karol Nawrocki.

Prezydent Karol Nawrocki

Prezydent Karol Nawrocki / fot. Mikołaj Bujak / KPRP

———————————————

W piątek prezydent Karol Nawrocki bierze udział drugiej edycji ECR Kongresu Młodych 2025 pod hasłem „Silna Polska. Przyszłość jest w nas”. Podczas jednej z debat zabrał głos w sprawie Telewizji Publicznej.

Karol Nawrocki o Telewizji Publicznej

Zdaniem Karola Nawrockiego telewizja publiczna sieje dezinformację. Przypomniał sytuację z prezydenckiej kampanii wyborczej, kiedy to – jak stwierdził – sam padał ofiarą krytyki.

– My żyjemy w sytuacji, w której telewizja publiczna, na którą ja płacę podatki, i Wy płacicie podatki, dezinformuje nas właściwie każdego dnia. Na przykład, pozycjonując, potencjalne a niezgodne z prawdą i publicznie przeze mnie krytykowane czy pokazujące za moją sprawą, że to jest nieprawda, telewizja publiczna dezinformuje.

Żyjemy w sytuacji, w której telewizja publiczna, czy część telewizji komercyjnych, które kształtują świadomość dużej części Polaków, regularnie, każdego dnia, dezinformują o funkcjonowaniu organów państwa polskiego albo wpływają za sprawą swojej dezinformacji na kampanię wyborczą, proces wyborczy. Mówimy o instytucji publicznej – dodał.

Prezydent zapytany o cenzurę w internecie

Prezydent Karol Nawrocki zapytany o ustawę ws. blokowania nielegalnych treści w internecie stwierdził, że jest ona „nadregulacją” unijnych przepisów i dąży do zabierania Polakom możliwości dzielenia się w sieci swoimi opiniami. Dodał, że jako człowiek przywiązany do wolności widzi w ustawie zagrożenia.

– To jest chęć wprowadzenia głębokiej nadregulacji i zabrania głosu wielu z was, którzy pod imieniem i nazwiskiem dzielą się swoimi opiniami, które być może nie są mainstreamem, być może ktoś się z nimi nie zgadza – zaznaczył.

Jak szlachta Polskę Żydami zgnoiła…

Głupota ma straszne i długofalowe skutki

Data: 19 novembre 2024 Uczta Baltazara babylonianempire/glupota-ma-straszne-i-dlugofalowe-skutki

Świetny tekst – wyjaśniający dlaczego w Polsce jest dziś tak, a nie inaczej (dla własnego wygodnictwa, przez stulecia, niszczono systematycznie społeczeństwo polskie, tym samym nie pozwalając mu rozwinąć się z biegiem czasu w normalny sposób, co jest widoczne dziś w totalnym, mentalnym skarłowaceniu narodu ) – więc wart przypomnienia w całej jego okazałości.

Ku przestrodze: Jak szlachta Polskę Żydami zgnoiła…

“Pomiędzy polskim właścicielem ziemskim i żydowską elitą finansową utworzyło się jedyne w swym rodzaju przymierze utylitarne…”https://web.archive.org/web/20180117173527/http://ram.neon24.pl/post/141990,ku-przestrodze-jak-szlachta-polske-zydami-zgnoila

Maurizio Blondet         03/02/2006       

Oskarżanie Polaków i ogólnie wschodnich Słowian o “antysemityzm” ma charakter sloganu. Nigdy nie brak okazji do tego, by opisywać “cierpienia Żydów ze Wschodu”, pogromy, prześladowania ze strony carów, itp.

Dziś, jeden z czytelników przysłał mu długi esej, napisany przez Amerykanina – E. Michaela Jones’a https://en.wikipedia.org/wiki/E._Michael_Jones, który w zaskakujący sposób wyjaśnia naturę i powody antysemityzmu słowiańskiego. Jones miał cierpliwość przeczytać 11 tomów monumentalnej “Historii Żydów” – autorstwa Heinricha Graetz’a (1819 – 1891) – niemieckiego Żyda, uważanego za twórcę historiografii żydowskiej https://en.wikipedia.org/wiki/Heinrich_Graetz.

Graetz, będący illuministą i racjonalistą jest między innymi bezlitosnym krytykiem gnozy kabalistycznej, panowaniu której (w świecie żydowskim) przypisuje funkcjonowanie najrozmaitszych, bezrozumnych nadziei mesjanistycznych (ucieleśnionych w takich “mesjaszach” jak Sabbatai Zevi czy Jacob Frank) i – co jeszcze gorzej – przywar żydowskiej mentalności, a wśród nich “pewnego rodzaju triumfalnej rozkoszy, doświadczanej podczas oszukiwania i okradania” (sic).

Graetz przypomina, że za sprawą Statutu Kaliskiego (1251) – Polska przyznała Żydom zamieszkałym na jej terytorium prawa nieznane wszystkim innym europejskim wspólnotom żydowskim, tj. autonomię zarządzania oraz system prawny niezależny od chrześcijańskiego sądownictwa polskiego – Kahał, który posiadał wyłączność jurysdykcyjną jak chodzi o rozstrzyganie konfliktów między Żydami.

To w Kahałach rozwinęła się “mądrość” talmudyczna (Talmud jest zasadniczo kodeksem karnym) i kazuistyczna szkoła dysput rabinicznych, wraz z ich charakterystyczną tendencją – cytuję Graetz’a – do “przeinaczania i wypaczania; tworzenia podstępnych sofizmatów i budowania wrogości w stosunku do wszystkiego, co nie znajdowało się w ich polu widzenia”.

Według historyka żydowskiego – były to czynniki, które “podminowały poczucie etyki Żydów”, przyzwyczajając ich wprost do “krętactwa i przechwalania się”.

To za sprawą Statusu Kaliskiego Polska została określona w Europie jako “paradisum judaeorum”. 

Rzeczą nieuniknioną stało się, że wskutek fal prześladowań, jakie miały miejsce w (zachodnich) krajach chrześcijańskich, trwających od 11 do 16 wieku – spora ilość Żydów, w większości pochodzących z Niemiec wyemigrowała do Polski.

Żydzi ci mówili dialektami “juedische Deuych” lub Yiddish. Wykorzystując całkowitą swobodę, jaką dawała im Polska, jak chodzi o kwestię integracji z narodem polskim – nie uczyli się jego języka, a ponadto izolowali się od niego całkowicie, za wyjątkiem sfery handlu i (jak pisze Graetz) przygodnych i niedozwolonych praktyk seksualnych.

Na to jak wiele Żydzi w Polsce “ucierpieli” wskazują wskaźniki demograficzne ich dotyczące. Między rokiem 1340 i 1772 chrześcijańska populacja Polski zwiększyła się 5-krotnie, a żydowska 75-krotnie.

W roku 1795, czyli w czasie trzeciego i ostatniego rozbioru Polski, żyło na jej terytorium 80 % Żydów aszkenazyjskich. Oczywiście, wzrostowi demograficznemu odpowiadał także wzrost bogactw i władzy, jakie zdobyło “cierpiące” potomstwo Judasza.

Złoty wiek polskich Żydów zbiega się z “imperialną” ekspansją Polski, mającą miejsce pomiędzy rokiem 1500 i 1650. W roku 1634 Polska stała się największym państwem Europy, rozciągającym się od Bałtyku prawie po Morze Czarne; od Śląska po Ukrainę – tj. 200 km poza Dniepr. 60 % ludności zamieszkującej kraj nie było Polakami, ani też katolikami. Byli to głównie prawosławni.

Na tychże terytoriach, będących dziś częścią Ukrainy i Białorusi – aż po Krym – szlachta polska (historyczny przykład osobników nieracjonalnch i próżnych) powykrawała sobie posiadłości niejednokrotnie wielkości dzisiejszej Szwajcarii. Były to ogromne latyfundia, znajdujące się w rękach niewielkiej próżniackiej oligarchii, na których pracował źle wynagradzany, a więc będący wiecznie na skraju nędzy – polski chłop.

Wieśniacy ci, pierwotnie mieszczanie-żołnierze, biorący udział w podbojach na szeroką skalę, zrujnowani przez wojny – skończyli na służbie u ziemian. Co więcej, w roku 1633 parlament polski –  zdominowany przez szlachtę – przy pomocy ustawy zabronił arystokracji polskiej zajmowania się interesami i jakimkolwiek handlem. Zajmowanie się działalnością produkcyjną wielmoże uznali za rzecz nieprzyzwoitą, a sprzedawanie wódki za czyn wręcz wulgarny.

Z tego to względu zarządzanie ich ogromnymi dobrami powierzeli – zgadnijcie komu? – Żydom. Realizowano to przy pomocy krótkoterminowych umów, w zamian za opłatę stałą i płaconą z góry – a Żydzi, by spraw była dla nich opłacalna odbijali się na chłopach.

Tak to pojęcia “arendarz” i “Żyd” stały się dla polskiego wieśniaka synonimami. Faktycznie, 80 % żydowskich ojców rodzin na wsiach i 15 % w miastach było arendarzami. Sytuację pogarszał fakt, że umowy dzierżawę – kahały żydowskie przyznawały jedynie bogatszym Żydom, którzy następnie podzlecały je Żydom uboższym, tym samym bardziej zachłannym. Arendarz mógł dotyczyć terenów rolnych, karczm, młynów, opłat za przejazd drogami czy mostami, a także wszystkich monopoli.

Szlachta polska (oczywiście jak najbardziej katolicka) dopuściła się nawet tego, że dawała Żydom klucze do kościołów do niej należących. Oznaczało to, że Żyd dysponujący kluczami otwierał je z okazji ślubów, chrzcin czy pogrzebów wieśniaków – za opłatą. Ponadto, jako że umowy o arendarz były krótkoterminowe i mogły nie być odnowione – Żyd dzierżawca miał interes w tym, by ze swych ofiar wydusić jak najwięcej pieniedzy i w jak najkrótszym czasie.

Pobudki, by Żydzi byli ludzcy, czy chociaż łagodni w stosunku do chłopów, będących znienawidzonymi chrześcijanami były a priori prawie że nieistniejące, od strony finansowej zaś najważniejsze były dla nich pieniądze. Tym bardziej, że Państwo Polskie – które 70 % swego przychodu podatkowego otrzymywało z dzierżaw – przy pomocy systemu prawnego całą siłą stało po stronie Żydów, będących jego podatkobiorcami, a nie po stronie narodu.

Od roku 1633 – tj. od kiedy Żydzi zajęli się handlem alkoholem – napadali uzbrojeni na chłopskie chaty, niszczyli nielegalne urządzenia do pędzenia bimbru i nakładali na chłopów wysokie kary, a wszystko to z upodobaniem tych, którzy resztę ludzkości (do dziś) traktują z pogardą, prześladując ją w sposób bezwzględny i pozbawiony skrupułów.

Arendarz i metody jakimi był urzeczywistniony są głęboka przyczyną trwałej nędzy i wiekowego zacofania polskiego rolnictwa. Żydowscy, krótkoterminowi dzierżawcy nie mieli żadnego interesu by utrzymywać w dobrym stanie gospodarstwa, czy narzędzia rolnicze i nie wykorzystywać ponad granice możliwości terenów i pracowników. Co więcej, przyzwyczaili się do manipulowania cenami zboża, tak by można było przeznaczac je do bardziej dla nich dochodowej produkcji alkoholu, popierając także niezwykle aktywnie jego spożycie. Wszystko to dawało im wysoki zarobek w krótkim czasie.

Tak to z czasem, wśród polskiego chłopstwa – “nie wiadomo dlaczego” – pojawiło się pewne nastawienie “antysemickie”, w odróżnieniu od niesamowicie katolickiej szlachty kraju – “Chrystusa narodów”.

Heinrich Graetz pisze:

“Żyd w pewnym stopniu równoważył wady narodowe. Impulsywna niestałość, bezmyślność czy rozrzutność polskiej szlachty znajdowała przeciwwagę w ostrożności i gospodarskiej roztropności żydowskiej. Dla polskiego szlachcica Żyd był czymś więcej niż finansistą; był jego przezornym doradcą, tym, który wydobywał go z długów, był wszystkim we wszystkim… Pomiędzy polskim właścicielem ziemskim i żydowską elitą finansową utworzyło się jedyne w swym rodzaju przymierze utylitarne”.

W roku 1572, kiedy zmarł król Zygmunt II (który zarządzanie kraju powierzył w ręce Żydów – rabbi Mendel z Brześcia nazywany był “sekretarzem króla”) – “cierpiący” Żydzi osiągnęli tak wielkie wpływy, że decydowali o jego następcy. Zrobili to konsultując się z Imperium Otomańskim, hugonocką Francją i protestantami brytyjskimi, którzy również zainteresowani byli sukcesją w Polsce. Wielkim pośrednikiem całego przedsięwzięcia (podczas którego rozdano miliardy) był Solomon ben Nathan Askenazi, lekarz króla Zygmunta, który wyemigrował do Konstantynopola, gdzie służył sułtanowi z takim samym oddaniem jakim wcześniej darzył króla Polski. W Konstantynopolu, Solomon zastąpił Josepha Nasi, doradcę sułtana, będącego pewnym rodzajem nieoficjalnym leaderem ówczesnego żydowskiego świata.

Jednakże w owych żydowskich, złotych czasach nad polskim “paradisus judaeorum” zaczynały zbierać się groźne chmury. Doszło do tego z powodu Kozaków, wcielonych do państwa polskiego. Również na nich rozszerzony został reżim żydowskiej dzierżawy i Kozacy dowiedzieli się wtedy, że muszą płacić podatek za możliwość wejścia do cerkwi. Poddanie się katolickim panom polskim Kozacy byli gotowi znieść, ale płacenie Żydom za wódkę i chrzest przekraczało ich możliwości.

Polscy chłopi – ucywilizowani “antysemici” wytrzymywali wszystko, jednakże Kozacy mieli dość. Wkrótce pojawił się wśród nich Bogdan Chmielnicki. Jego zawołanie “Polacy zrobili z nas niewolników przeklętej rasy Żydów” nie spotkało się bynajmniej z westchnieniem rezygnacji«à la polonaise».

W krótkim czasie, Chmielnicki znalazł się na czele hordy Kozaków i Tatarów, która 16 maja 1648 roku pobiła wojska polskie i stała się autorem  niezliczonej ilości grabieży, masakr i gwałtów.

Kozacy i Tatarzy w specjalny sposób skoncentrowali się na Żydach. Wydaje się, że wymordowali ich 100 000. Jak przyznaje żydowski historyk Henryk Grynberg – “wycofujące się polskie wojska były jedyną obroną Żydów”. https://en.wikipedia.org/wiki/Henryk_Grynberg

Kiedy oddziały Chmielnickiego zaatakowały Lwów – Chmielnicki wezwał oblężonych:“Oddajcie nam Żydów, których macie w mieście, a zaprzestaniemy oblężenia”.

Jak zareagowali Polacy – “antysemici” – znajdujący sie w bardzo poważnych trudnościach – oblężeni i wygłodniali? – Odpowiedzieli: “Nie!”. Nie oddali ani jednego Żyda, odparli oblężenie i w ten sposób uratowali tych, którzy znajdowali się w mieście.

Oto, do jakiego stopnia Polacy prześladowali Żydów. Oto na jakie “cierpienia” skazali swych “dobroczyńców”.

——–

Komentarz do eseju Jones’a: Nie chciałbym zepsuć wytwornego stylu przedstawionego historycznego ekskursu  poprzez użycie obrzydliwego zwrotu neapolitańskiego i rzymskiego. Zwrot ten przychodzi mi jednakże na myśl i dlatego umieszczam go w przypisie. Wyraża on sposób, w jaki Izrael traktuje Arabóww jaki traktuje wszystkich gojów; zwrot brzmi: «chiagni e’ffotti». Znaczy to tyle samo, co “prześladuj i krzycz, że cię prześladują, ciemięż i skarż się, że cierpisz”. https://it.wikipedia.org/wiki/Chiagni_e_fotti

INFO: O tym jak Żydzi “cierpieli” w Polsce (Come “soffrirono” gli Ebrei in Polonia” http://www.dosselli.it/docQuaderni/21.pdf)

Wolny rynek – wymuszony przez rządy państw Oświecenia?

Prof. Wielomski: Jak rodzi się wolny rynek?

28.11.2025 Adam Wielomski nczas/prof-wielomski-jak-rodzi-sie-wolny-rynek

Kilka dni temu w mediach społecznościowych doszło do małej scysji, gdy stwierdziłem, że wolny rynek nie rodzi się spontanicznie, sam z siebie, lecz jest dziełem zaplanowanych działań państwa, które powołuje jego instytucje za pomocą ustawodawstwa. Wskazałem, że w Europie kontynentalnej dla powstania instytucji rynku decydujące znaczenie miała ustawa Le Chapelier z 1791 roku, która jedną decyzją zlikwidowała cały system korporacyjny, czyli cechy, gildie i związki robotnicze, wprowadzając w to miejsce zasadę wolnej konkurencji. Wydawało mi się, że przestawiona powyżej teza jest dość banalna i oczywista. Tymczasem zostałem poddany ostrzałowi kolegów z „NCz!”, twierdzących, że rynek jest instytucją naturalną, gdyż ludzie z natury są indywidualistami i wymieniają się rzeczami lub pracą, a gdy pojawia się państwo to jedynie im w tym przeszkadza.

Teza moich krytyków oparta jest na przekonaniu, a w sumie na liberalnej bajeczce, że kiedyś istniał przedpaństwowy stan natury, gdzie ludzie cieszyli się pełną i nieskrępowaną wolnością, handlowali bez żadnych państwowych uregulowań i podatków. Potem zaś pojawiło się państwo i zaczęło budować „socjalizm”. Problem polega na tym, że opisany powyżej stan to wyłącznie model teoretyczny.

Jeśli zamiast do pism Johna Locke’a oraz innych teoretyków liberalizmu i libertarianizmu sięgniemy do prac historyków i antropologów, to rzeczywistość wyglądała zgoła inaczej.

Oczywiście, od zawsze ludzie wymieniali się towarami lub pracą w zamian za towar. Organizacja plemienna czy państwowa pojawiła się jednak z tego powodu, że handel i wymiana barterowa to tylko ta jasna część tego, co możemy zobaczyć w stanie natury. Podstawowym środkiem zmiany struktury właścicielskiej były wojny plemienne. Przerażające wojny trybalne, w których mordowano całe wsie i miasta. Mężczyźni szli pod nóż, a kobiety i dzieci sprzedawano w niewolę. Najazdy, wojny i grabież ziemi, a także chwytanie i sprzedawanie niewolników były głównymi środkami bogacenia się, a nie handel.

Co więcej, często działalność handlowa i wojenna były trudne do rozdzielenia. Kartagińczycy czy Wikingowie handlowali, gdy napotykali silniejszego, a mordowali, grabili i uprowadzali w niewolę, gdy napotykali słabszego. W warunkach „stanu naturalnego”, czyli przedpaństwowego, dominowała przemoc. Dlatego słowiańszczyzna przez wiele stuleci była głównym źródłem niewolników dla Europy zachodniej i Bliskiego Wschodu – nie stworzyła instytucji państwa, które mogłoby bronić jej mieszkańców. Ten sam los spotkał Murzynów we wczesnej Nowożytności, gdy handlowali nimi dosłownie wszyscy. W sytuacji przedpaństwowej nie istnieje prawo, nie można odwołać się do sędziego, a gdyby taki sędzia się znalazł, to nie istnieje możliwość egzekucji wyroków, gdyż świat przedpaństwowy opiera się na przemocy pomieszanej w jedno z idolami religijnymi, duchami przodków, magią etc. Są tutaj akty wymiany rzeczy i usług, ale są wtórne wobec pierwotnej przemocy.

Gdy wreszcie powstają instytucje państwowe, to szybko okazuje się, że ludzie bynajmniej nie są indywidualistami i wcale nie tworzą instytucji rynkowych. W miastach powstają kompletnie nierynkowe systemy cechowe, a osoby wytwarzające poza nimi muszą się chronić na prywatnych gruntach (tzw. partacze). Kupcy organizują się w gildie, nie dopuszczając do handlu zewnętrznej konkurencji. Cechy i gildie regulują ceny, zasady sprzedaży etc. W średniowieczu każde liczące się miasto i miasteczko wymusza na kupcach tzw. prawo składu, czyli zakaz przejazdu przez miasto bez obowiązku wystawienia swoich towarów na sprzedaż. Na każdym moście płaci się myto za przejazd. Jednostka nie istnieje poza wielopokoleniową rodziną, zarządzaną przez patriarchalnego ojca, który swoimi dziećmi, wnukami i prawnukami zarządza despotycznie dzięki prawu testowania majątków. Gdy w średniowieczu czytamy o jakiejś jednostce ludzkiej, to jest to ojciec takiej rodziny, a nie jednostka w naszym pojęciu tego słowa. Nawet w okresie feudalnego rozbicia w średniowieczu, gdy państwo dramatycznie słabnie, nie ma mowy o jakimkolwiek indywidualizmie koniecznym dla osiągnięcia warunków rynkowych!

Aby mogła powstać instytucja rynku, najpierw musiało powstać silne państwo, którego kierujący musieli dojść do wniosku, że z punktu widzenia podatkowego dochodzi do szybszego wzrostu zasobów za pomocą instytucji wolnej wymiany dóbr i usług, niż za pomocą tradycyjnego kolektywnego systemu.

Państwo musi dokonać, za pomocą prawa, emancypacji jednostki od władzy korporacji i władzy ojcowskiej. Temu służyła wspomniana na początku ustawa Le Chapelier z 1791 roku i stopniowe zmniejszanie wolności testowania. Likwidując pańszczyznę i nadając (za pomocą ustaw!) chłopom wolność indywidualną (np. Kodeks Napoleona), państwo uniezależniło chłopów od ziemi, ich panów i od władzy ojcowskiej, pozwalając im migrować ze wsi do miast. Następnie za pomocą ustaw państwo musiało nie tylko uznać istniejący stan majątkowy, lecz także częstokroć go ustanowić. Chodzi o tzw. własność podzieloną, gdzie chłop posiadał tzw. własność użytkową, a pan tzw. własność zwierzchnią. Arbitralną decyzją władzy, ujętą w formie ustawy, było przypisanie własności w pełnym liberalnym znaczeniu jednej ze stron (na ziemiach polskich tzw. Dekret Grudniowy), pozbawiając zwykle chłopa własności użytkowej, czyli wyzuwając go z własności, którą jego przodkowie mieli przez stulecia. Państwo musiało jeszcze pokasować wewnętrzne cła i myta, a także zacząć ściągać podatki, aby wprowadzić sądy rozsądzające spory o własność i rozstrzygające znaczenie zawieranych umów. Musiało te sądy wyposażyć w policjantów, którzy te wyroki egzekwowali.

O ile pewne zachowania wymienne są rzeczywiście naturalne, to wolny rynek jako instytucja jest dziełem nowożytnego państwa. Powstał za pomocą narzucanych ludziom ustaw, których ci niekoniecznie pragnęli, woląc tradycyjne instytucje korporacyjne dające od stuleci stabilizację życiową.

Oto paradoks, którego liberalna ortodoksja nie chce dojrzeć.

Służby [NABU]: Rewizja u szefa biura Zełenskiego [Jermaka]

Służby prowadzą przeszukanie u szefa biura Zełenskiego

28.11.2025 NABU/prowadza-przeszukanie-u-szefa-biura-zelenskiego

Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) prowadzą przeszukania u Andrija Jermaka, szefa biura prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, w dzielnicy rządowej w Kijowie — poinformował w piątek portal Ukrainska Prawda. [w biurze i w domu]

Wołodymyr Zełenski

================================

===========================================

Nalot

Na nagraniu wideo, opublikowanym przez portal, widać, jak na teren dzielnicy rządowej wchodzi około 10 pracowników NABU i SAP.

NABU – czym jest?

Utworzone w 2014 r. NABU zajmuje się zwalczaniem korupcji na najwyższych szczeblach władzy, prowadząc śledztwa wobec urzędników państwowych, polityków i menedżerów państwowych spółek; powstanie urzędu było jednym z warunków współpracy Ukrainy z UE i MFW. SAP nadzoruje te postępowania i kieruje akty oskarżenia do sądu.

===========================

md: Ten bezczelny żydek niedawno starał się obezwładnić NABU – jak widać – chyba bezskutecznie. Oby wreszcie go dopadli !!

============================================

Українська правда @ukrpravda_news

У Єрмака проводять обшуки – УП https://pravda.com.ua/news/2025/11/28/8009349/

Zdjęcie

55,8 tys. wyświetleń

 

Gdyby Trzaskowski wygrał wybory

Gdyby Trzaskowski wygrał wybory

Zygmunt Białas

 zygmuntbialas/gdyby-trzaskowski-wygral-wybor

Droga do federalizacji Unii Europejskiej i totalitarnych rządów byłaby prostsza i szybsza. Łatwiej byłoby zneutralizować ‚maruderów’  z Europy Środkowej: Węgry, Słowację i ewentualnie Czechy. A pośpiech jest konieczny, by zdążyć zahamować upadek UE czy też przełomowe zmiany w obsadzie stanowisk w Brukseli.

Wygrał jednak Karol Nawrocki. Społeczeństwo Polski, widząc fatalne, półtoraroczne wówczas, rządy Tuska, zapobiegło monopolizacji władzy w rękach ludzi nieodpowiedzialnych. Także wielu z nas, którym z PiS-em nie całkiem jest po drodze, poszło do lokali wyborczych i oddało głos na obecnego prezydenta. Ja też.

Czy nasz głos był pomyłką? – Osobiście jestem zawiedziony, gdy słyszę antyrosyjskie wypowiedzi Nawrockiego i jego współpracowników. Czyżby oni nie czuli, że inne wiatry wieją, że ich sprzymierzeniec Donald Trump pertraktuje z Rosją i Białorusią? Że odwracanie się od Rosji jest nie tylko nieuzasadnione, ale też nie ma przyszłości?

W innych sprawach prezydent porządnie wykonuje swoją robotę. Jest przede wszystkim zaporą wobec unijnych zakusów, jak też prezentuje trzeźwe stanowisko wobec kijowskiego reżimu. To nie może podobać się Tuskowi, który dąży do zwarcia z głową państwa, jak dotąd bezskutecznie.

Rządowe media przedstawiają prezydenta w nader niekorzystnym świetle, podobnie jak kiedyś czyniły za pierwszych rządów Tuska wobec Lecha Kaczyńskiego. Zwerbowano do akcji nawet PiS-owskiego byłego ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza:

„Ja to określę tak” – mówił Czaputowicz w programie ‚Newsroom’ – „pozycja prezydenta Polski, nie chcę tutaj obraźliwie tych słów użyć, ale jego rola, jego funkcja to jest taka funkcja pożytecznego idioty. Nie mówię o osobie, że jest idiotą, tylko o roli, która była już określona przez naukowców radzieckich za czasów Lenina, to znaczy działania na rzecz realizacji – wydaje się, że interesów Polski – a w rzeczywistości interesów, które służą Władimirowi Putinowi”.

W programie Moniki Olejnik wystąpił Roman Kuźniar, kiedyś rozsądny analityk z PRL-owskiej szkoły. Na pytanie, czy Karol Nawrocki powinien udać się do Kijowa, odpowiedział: „Ależ oczywiście, że tak! Jeżeli nie jedzie, to znaczy, że jest tchórzem tak jak Trump. Wszyscy przywódcy zachodni byli w Kijowie, z wyjątkiem tego tchórza Trumpa… Interes Polski wymaga, żeby nasz prezydent był w Kijowie”. – Jaki to interes, to jest chyba Kuźniarowi wiadome.

Dużo hejtu wobec prezydenta i jego rodziny. Nie oszczędzono nawet dziecka – jego córki. To za to, że zdołał wygrać wybory, psując szyki Tuskowi i Ursuli von der Leyen. Za wetowanie ustaw szkodliwych dla Polski. Dziś, wetując dwie rządowe ustawy, prezydent mówił:

„Chcę jasno powiedzieć, że korzystam z prawa weta wyłącznie wtedy, gdy wymaga tego interes obywateli, przejrzystość prawa oraz stabilność państwa. To obywatele powierzyli mi tę prerogatywę, wybierając mnie w wyborach powszechnych”.

Zygmunt Białas

Fetysz Zachodu: Kontrola

Fetysz Zachodu: Kontrola

Mariusz K. Pomianowski myslpolska/fetysz-zachodu-kontrola

Na wstępie małe wyjaśnienie: w niniejszym artykule przez „Zachód” pojmujemy rodziny oligarchiczne oraz arystokratyczne, których korzenie są umiejscowione w Europie Zachodniej, USA i na Bliskim Wschodzie.

Są one właścicielami globalnych korporacji oraz ich podmiotów zależnych, a także wszelkiego rodzaju giełdy, banki, agencje ubezpieczeniowe, inne instytucje finansowe, fundacje, stowarzyszenia i inne organizacje przez nich stworzone, koordynowane i finansowane. Ich nazwiska oraz pochodzenie tych rodzin będą przedmiotem osobnego artykułu, jeśli czas, zdrowie i okoliczności na to pozwolą.

W wielu przypadkach są to rody będące potomkami domów królewskich i książęcych, otoczone rojem bezpośrednich poddanych różnej maści tytulatury. Równolegle dochodzą do tego rody, które swego czasu wzbogaciły się na handlu jak Medyceusze, oraz te, które kupiły tytuły arystokratyczne, na przykład Rothschildowie.

To są już arystokraci nie krwi, ale pieniądza. Nauczeni doświadczeniem rewolucji francuskiej, rewolucji przemysłowej oraz koszmaru I wojny światowej i rewolucji październikowej arystokraci krwi wycofali się ze świecznika, z życia jawnie publicznego, stając się deep state, głębokie państwo.

Powierzają oni swoim plenipotentom funkcje polityczne, tworząc w ten sposób pozory demokracji. Dzięki temu zeszli z oczu masom ludzkim, które w tym momencie straciły możliwość weryfikacji, kto jest ich prawdziwym władcą, a tym samym potencjalnym wrogiem, przeciwko któremu mogliby wznieść swój krwawy gniew. Przykład dzisiejszej Francji, Belgii oraz innych krajów wskazuje, że jest to bardzo skuteczna praktyka. Gniew społeczny jest obracany przeciwko pozornym wrogom i wypala się, nie uczyniwszy krzywdy prawdziwie odpowiedzialnym. Instytucja kozła ofiarnego była i jest stosowana wielokrotnie.

Obecna sytuacja kryzysowa to efekt walki pomiędzy Zachodem bojącym się utracić władzę nad światem a podmiotami dojrzałymi i na tyle mocnymi, że chcą już się od niego uniezależnić. To odwieczna walka podległych z dominującym, która dziś ociera się o ryzyko unicestwienia ludzkości. Dominant bowiem nie odda władzy dobrowolnie. Nie robił tego w przeszłości, nie robi w teraźniejszości ani nie zrobi w przyszłości. Tylko krwawa rewolucja jest w stanie powstrzymać ich zapędy, przynajmniej na jakiś czas. Czasu przecież mają pod dostatkiem. Mogą planować i wdrażać swoje cele na przestrzeni nie czterech czy ośmiu lat, ale dziesiątków, setek, w skali całych kontynentów czy świata jako całości, co jest nieosiągalne dla zwykłych urzędników.

Podmioty i narzędzia kontroli:

  1. kontrola umysłu: A) media, B) Internet, C) sztuczna inteligencja, D) oświata;
  2. kontrola gospodarcza: A) banki, B) giełdy, C) ubezpieczyciele, D) przemysł i rolnictwo;
  3. kontrola polityczna: A) państwa, B) organizacje ponadpaństwowe.

Powyższy wykaz nie wyczerpuje ich liczby, jest tylko zakresem, do którego się ograniczę w dalszej części artykułu.

Każda władza jest formą biurokracji, czy jest to władza jawna, marionetkowa czy ta właściwa. Ich cechą wspólną jest to, by wiedzieć dużo, a najlepiej wszystko, o swoich poddanych. Wiedza, co mówią, piszą, co myślą i co chcą zrobić, jest jak najbardziej pożądana, aby po jej zdobyciu wyciągać wnioski, planować i wpływać na masy ludzkie. Przez pewien czas rozwoju cywilizacji tę rolę pełniła prasa, a później radio i telewizja. To nie był proces szybki, wręcz przeciwnie, i do tego pracochłonny. Wiedzę zdobywały służby specjalne, struktury siłowe. Ten etap miał też najwięcej błędów, gdyż opierał się na tym, co dany człowiek powiedział lub napisał. Nie wiedziano jednak, co myśli.

Jeszcze do lat 80. minionego wieku wiele gazet, czasopism było w miarę obiektywnych i nie podlegało władzy tak bardzo jak obecnie. Istniało wtedy jeszcze doskonałe dziennikarstwo śledcze. Wynikało to z prostego czynnika opłacalności. Ludzie kupowali to, co ich interesowało.  Koniec nastąpił, gdy na szeroką skalę pojawiły się reklamy. Gdy czasopisma, gazety stały się własnością spółek. W ten sposób głębokie państwo przejęło klasyczne media i zmieniło ich funkcję z informacyjnej na opiniotwórczą. Do tej pory taką rolę pełniły media finansowane i podległe państwu. To bardzo ważne, by umieć rozróżniać funkcję informacyjną od opiniotwórczej! Zależność jest oczywista: jeśli treść będzie niezgodna z interesem reklamodawcy, ten się wycofa, a ponieważ zysk z udziału reklam stanowi główne źródło dochodu, jakość pisma przestała być siłą wiodącą.

Dodajmy, że właściwy właściciel pisma zaczął pilnować, aby zawartość nie kolidowała z innymi aktywami z jego portfolio –  by nie pisano o problemach jego firmy ani o skandalu z jego synem handlującym narkotykami. W ten prosty sposób prawdziwe dziennikarstwo umarło. Kontrola. Zyskano narzędzie do kontrolowania tego, co można wydrukować. W ten sposób uzyskano jednolity wpływ na świat polityki. Media przestały wyrażać sympatie lub antypatie swoich właścicieli. Po monopolizacji i konsolidacji rynku, gdzie najpierw setki, potem dziesiątki tytułów prasowych przejęto i zlikwidowano, ośrodek kontroli i wpływów przeniósł się do głębokiego państwa. Ofiarą tego rodzaju zdarzeń padły znane i lubiane pisma, jak Stern, Lui i wiele innych. Dziś zapomniane, choć kiedyś kanclerz Strauss, a po nim Kohl zaczynali od nich dzień.

Prawdziwa rewolucja zaczęła się wraz z upowszechnieniem internetu. Powie ktoś, że nastała wolność w sferze informacji, że jest to szkodliwe dla głębokiego państwa. To złudzenie. Nastała złota era kłamstwa, manipulacji i dezinformacji – doskonała dla głębokiego państwa sfera poznania tego, co ludzie myślą, i wpływania na nich. Do tej pory identyfikacja i przypisanie danego poglądu do konkretnej osoby było bardzo utrudnione. Człowiek w kiosku kupował gazetę za gotówkę i po przeczytaniu lądowała ona w koszu albo pełniła inną rolę w gospodarstwie domowym. Czasem tacy jak ja je kolekcjonowali. Uzbierałem tym sposobem parę tysięcy numerów tygodnika Forum. Dla śledczego to już informacja – ta osoba interesuje się polityką. Raczej mało konkretna to informacja. Teraz śledczy nie musi wchodzić do mieszkania i przeglądać biblioteki domowej obiektu śledztwa. Teraz siada przy ekranie i ma do dyspozycji cały wachlarz narzędzi pozwalający wniknąć w poglądy danej osoby dzięki prześledzeniu jej komentarzy.

Sztuczna inteligencja

Głębokie państwo dysponuje narzędziami identyfikującymi, umiejscawiającymi każdego człowieka w sieci, która jest na bieżąco w czasie realnym monitorowana, zapisywana. Cały czas weryfikacji pod kątem użycia słów kluczowych podlega każdy użytkownik piszący jakikolwiek wpis czy choćby komentarz. Algorytmy wyszukują ich użycie i tworzą katalogi przypisane do danego użytkownika. Na ich podstawie powstaje profil psychologiczny jednostki z wyliczeniem prawdopodobieństwa zagrożenia dla systemu. Dodajmy używanie tak zwanej prowokacji, kiedy przy użyciu botów lub fałszywych kont pobudza się agresywną dyskusję, aby skłonić innych do wyrażenia opinii. Wszystko, co napiszesz w internecie, może być użyte przeciwko tobie. Imię, nazwisko, adres, spod którego napisałeś, i to nie tylko IP, ale konkretne miejsce, data, godzina, minuta, sekunda. Ba, nawet to, w jakim stanie emocjonalnym dokonałeś danego wpisu, ponieważ bierze się pod uwagę tempo i sposób uderzania palcami w klawisze klawiatury. Oczywiście głębokie państwo nie robi tego osobiście, używa do tego organów władzy marionetkowej.

Wraz z nadejściem czasów współczesnych pojawiły się zaawansowane algorytmy nazywane sztuczną inteligencją. Wcześniej były tylko przeglądarkami, wyszukiwarkami, potem dodano im  możliwość interakcji z użytkownikiem. Do prawdziwej sztucznej inteligencji jeszcze bardzo daleko. Te algorytmy o nazwie Grok, ChatGPT oraz wiele innych mają – poza swoimi oczywistymi funkcjami graficznymi, tekstowymi czy wyszukującymi – inną prawdziwą funkcję: kontrolują to, co zamierzasz zrobić, a nawet myśleć. Nie zalecam nikomu wpisać frazy typu: „Jak popełnić morderstwo doskonałe?”, „Jak skutecznie popełnić samobójstwo?”, czy „Jak zbudować bombę?”. Chyba że ktoś chce mieć o szóstej rano załogę G u drzwi.

ChatGPT zakłada, że jeśli pytasz o wrastające paznokcie u stóp, to masz z tym problem. Zakres pytań, jakie zadajesz sztucznej inteligencji, powoduje, że tworzona jest mapa twojej osobowości, która pomimo zapewnień i tak jest udostępniana na zewnątrz. Jeśli zapytasz o buty, to reklama butów pojawi ci się zaraz po zamknięciu Chata, gdy otworzysz pocztę w przeglądarce. Im więcej i dłużej z chatbotem rozmawiasz, tym dokładniejsza jest mapa cyfrowa ciebie samego. Masz agenta, który na ciebie donosi. Zbudowano narzędzie, które pośrednio wnioskuje, co myślisz. Do narzędzia skanującego w tym celu umysł jeszcze tylko krok. Ale profil twojego przewidywalnego zagrożenia dla systemu jest już prawie gotowy.

Jak zapewne większość zdążyła zauważyć, z roku na rok obniża się poziom oświaty, wykształcenia w Polsce, ale nie tylko – w każdym kraju, gdzie oligarchia Zachodu ma wpływy. Za minionego systemu w Polsce edukacja miała tworzyć Twórcę. Dziś tylko konsumenta. Wynika to z prostej przyczyny: osoba dobrze wykształcona ma rozwinięte rozumowanie, zmysł krytyczny, zadaje trudne pytania i pragnie prawdziwych, szczerych odpowiedzi. Takie osoby trudno kontrolować, trudno na nie wpływać, a jaszcze trudniej wymagać od nich posłuszeństwa. System oświaty tworzący takie osoby jest drogi, pracochłonny i wymagający pod każdym względem. Jego cechą jest to, że podnosi poziom ucznia. Dziś pani Nowacka, ministra oświaty mówi, że uczeń ma w szkole być szczęśliwy, że szkoła powinna dostosować się do poziomu ucznia [i]. To szkodliwe, antyludzkie stwierdzenie wstrząsnęło mną. Nie wiem, czy ta pani zdaje sobie sprawę, jakie są konsekwencje takiego trybu nauczania. Jest to zaprzeczenie całej historii nauczania, począwszy od czasów antycznych. Jednak to, co pani Nowacka proponuje, jak najbardziej wpisuje się w pragnienie totalnej i nienegowanej kontroli, jaką oligarchia globalna pragnie narzucić. Ofiara takiego systemu nauczania, a właściwie „deedukacji”, nie będzie myśleć, negować ani tym bardziej buntować się.

W razie braków wiedzy wszystko znajdzie w internecie za pomocą smartphone’a. Choć jak się przekonaliśmy na przykładzie Wikipedii, można ją modyfikować w czasie rzeczywistym. Dla oligarchii wyższość internetu nad książką drukowaną jest oczywista. Raz wydanej książki nie można modyfikować pod względem jej treści. Można dopiero przy następnym wydaniu. Dla przykładu w Szwecji książki Astrid Lindgren były korygowane, cenzurowane [ii]. Książka w formie elektronicznej, może być zmieniana w każdej chwili, kiedy tylko przyjdzie odpowiednia dyrektywa z góry i nowa formuła tekstu. Czy to Wam czegoś nie przypomina? Na szczęście są kraje, gdzie tego typu reformy nie są wdrażane. Choćby Chiny. Dodam tylko, że obniżanie edukacji dotyczy zwykłych ludzi. Dzieci samej elity są uczone według tradycyjnych metod i z użyciem komputerów na niewielką skalę. Są dostępne wyniki badań, że czytanie tradycyjne jest o wiele skuteczniejsze [iii].

Oligarchia Zachodu…

ma ogromny problem wynikający ze zmian zachodzących na świecie. W sferze gospodarki traci kontrolę nad morskimi szlakami handlowymi, których znaczenie maleje z powodu powstawania nowych wzdłuż północnych granic Rosji oraz rozwijania tras kolejowych na kontynencie azjatyckim do Europy; część z nich jest nazywana nowym jedwabnym szlakiem. Dzięki agencjom ubezpieczeniowym, które ubezpieczały okręty handlowe, Zachód kontrolował, co jest przewożone, skąd i dokąd. Dzięki bankom i przelewom międzynarodowym SWIFT wiedział, za jaką cenę, kto, gdzie i kiedy zawarł umowę. I oczywiście zapłacił w dolarach.

Dziś z powodu powstania alternatywy dla SWIFT, czyli CIPS – wynalazku chińskiego – tę wiedzę traci, a tym samym traci narzędzie kontroli nad podmiotami gospodarczymi. Przez wymianę handlową w walutach narodowych z pominięciem dolara opada następny element kontroli. Są to dla Zachodu straty bardzo wymierne i bolesne. Ideolodzy globalizacji zakładali, że taki kraj jak Chiny zawsze będzie pod ich kontrolą, dlatego przenieśli centra przemysłowe do tego kraju, kierując się oczywiście zasadą maksymalizacji zysków i minimalizacji kosztów. Najlepiej zaś przerzucić koszty na stronę społeczną, czyli zyski dla właściciela firmy, a koszta dla społeczeństwa. W swojej pysze Zachód zapomniał, że Chiny są dla ich pojmowania całkowicie obce i nieprzewidywalne. Tak samo jak Rosja.

W wyniku wielu działań stare pieniądze, czyli oligarchia Zachodu, powołały do istnienia nowe byty, które nazwę nowymi pieniędzmi – można też nazwać je warstwą średnią. Jednak stare pieniądze zauważyły, że ich zyski maleją i nowe podmioty, kiedyś częściowo od nich zależne, teraz nabierają samodzielności i wyszarpują z tortu coraz większe kawałki. Dlatego oligarchia Zachodu niszczy i przejmuje te podmioty, stosując agresywną politykę na rynku giełdowym, przy pomocy sfery politycznej, poprzez wpływanie na pewne regulacje prawne, a także stosując presję w postaci zielonej energii, zmian klimatycznych. Wywołują chaos w wielu krajach, wojny domowe. Efektem jest ubożenie społeczeństwa, zanikanie warstwy średniej, upadek wielu setek tysięcy, wręcz milionów firm w skali świata, choć w tym samym czasie powstają wielkie, monopolistyczne korporacje starych pieniędzy. I notują one niebotyczne zyski. Doskonałym narzędziem do niszczenia firm są giełdy. Odurzeni prezesi firm wchodzą na giełdę i ze zdziwieniem patrzą, jak nagle ich firma przestaje być ich, bo ktoś wykupił pakiet kontrolny akcji i firma nie jest dłużej własnością jej twórcy, tylko staje się z aktywem w portfolio korporacji globalnej.

Na celowniku rolnictwo

Globalni gracze w swoim nienasyconym pragnieniu zwrócili oczy na rolnictwo jako na obszar zysków, które tracą. Ich celem stali się rolnicy indywidualni, którzy odbierają im klientów. Proszę zauważyć jak w ramach EU celowo i świadomie niszczy się rolnictwo krajów jak Polska. Dopłaty do ugorowania, ulgi przy zmianie formuły produkcyjnej, a ostatnio premie za likwidowanie gospodarstw rolnych. Najnowszym takim sygnałem jest likwidacja branży futrzarskiej w Polsce. Niech każdy czytelnik sam sprawdzi, kto na tym zyskuje. EU w swoim szale biurokratycznym ciągle wdraża regulacje dotyczące rolnictwa, to znaczy normy, warunki, obostrzenia, zakazy, nakazy i wszechobecną biurokrację.

Wszystko to ma na celu zniechęcenie do prowadzenia działalności rolniczej przez zwykłego człowieka. I nagle słyszymy, że na rynek EU mogą być wprowadzone produkty rolne z Ukrainy i strefy Mercosur, które nigdy nie słyszały o żadnych normach i tym bardziej ich nie przestrzegają, są więc wielokrotnie tańsze niż analogi ze strefy EU. Czy to nie przejaw szczególnej hipokryzji? Wszak to uderza w producenta rolniczego indywidualnego, a nie w korporacyjnego. Trzeba sobie uświadomić, że towary ze strefy Mercosur czy Ukrainy nie pochodzą od odpowiedników rolnych naszych gospodarzy, tylko od korporacji Bayer, Monsanto, Cargill – choć to są trzy z pozoru różne nazwy, tak naprawdę tworzą jeden moloch.

Dodam tylko, że podwaliny pod niemieckie inwestycje, firmy i gospodarstwa rolne, ogromne latyfundia w strefie Mercosur zbudowano w latach 1943-1945, gdy z Niemiec Adolfa Hitlera wytransferowano aktywa w złocie oraz kamieniach szlachetnych [iv]. Dziś ta inwestycja niemiecka wraca do EU. Osoby, które za tym stoją to „[…] Alfried Krupp von Bohlen und Halbach zwany „królem armat” oraz baron Georg von Schnitzler, członek zarządu IG Farbenindustrie uważany za mózg tego gigantycznego koncernu chemicznego. […] szara eminencja przemysłu chemicznego Albert Pietzsch, wpływowy finansista, Brigadeführer SS, baron Kurt Freiherr von Schröder oraz bankier i rotarianin dr Otto Christian Fischer z zarządu Reichskreditgesellschaft” [v].

Czy wciąż dziwicie się, że dla EU dobro takich gigantów jest ważniejsze od zwykłego rolnika indywidualnego w Polsce? I nie ważne jest, że przy okazji gwałci się prawa, które się samemu ustanowiło.

Oligarchia Zachodu lubi kontrolować całe państwa przy użyciu niby obieralnych polityków, którzy są promowani, szkoleni, przygotowywani do pełnienia roli administratora ziem podległych ich władzy. Jeśli zaś nie daj Boże do polityki pchają się ludzie nieszkoleni przez Sorosa, nieocenieni przez Klausa Schwaba, są oni likwidowani jak politycy AfD w Niemczech Albo osadzani w więzieniach jak w Mołdawii, gdzie przeprowadzono parodię wyborów. Gdy te metody nie wystarczą, dokonuje się ataku terrorystycznego jak na premiera Słowacji. Mieliśmy możność poznać, jakiej klasy eksperci są wybierani do przewodzenia i bycia liderem na przykładzie pana Wiecha. Co prawda w ostatniej chwili nie doszło to do skutku…

Przykładem bytu ponadpaństwowego stworzonego do kontroli i utrzymania hegemonii oligarchii Zachodu jest choćby EU. Oficjalnie za ojca uważa się Schumana, ale prawdziwym twórcą i ideologiem jest Calergii, tak czczony przez panią Merkel, kanclerz Niemiec. Ten twór nazywany mylnie przez pana Brauna eurokołchozem, a trafnie określonym przez pana Michalkiewicza kontynuacją III Rzeszy Niemieckiej jest doskonałym narzędziem kontroli całych państw, które są wysysane i niszczone na rzecz tylko jednego państwa – Niemiec.

Ten moloch biurokratyczny niszczy nas. W tym gąszczu norm, przepisów, dyrektyw rozmywa się indywidualna odpowiedzialność. Przykład Ursuli von de Leyen pokazuje, że pomimo oskarżeń można pozostać nietykalnym [vi].

To, że ten chory twór się rozpadnie, jest rzeczą pewną, tylko kiedy? Zapewne wtedy, gdy oligarchia Zachodu uzna, że spełnił swoją rolę i już nie jest potrzebny.

Proszę wybaczyć, ale ten artykuł jest tylko próbą zasygnalizowania problemu. Temat jest bowiem olbrzymi i wymaga naprawdę szerokiego opracowania.

Mariusz K. Pomianowski

[i] J. Pytlak, Win-Win Barbary Nowackiej, edunews.pl, 2025, https://www.edunews.pl/badania-i-debaty/opinie/7126-win-win-barbary-nowackiej?utm_source=chatgpt.com

[ii] R. Donadio, Pippi Longstocking Ignites a Debate on Race, „New York Times”, 2014, https://www.demorgen.be/nieuws/pippi-longstocking-ignites-a-debate-on-race~bf2a7d9e/?utm_source=chatgpt.com&referrer=https%3A%2F%2Fchatgpt.com%2F

[iii] S. Habeshian, Reading print is better for comprehension than screens, study finds, „Axios”, 2023, https://www.axios.com/2023/12/15/reading-comprehension-print-digital?utm_source=chatgpt.com

[iv] B. Report, The Vatican and the Ratlines, „Journal of Contemporary History”, 2001, vol. 36

U.S. Department of State, U.S. and Allied Efforts to Recover and Restore Gold and Other Assets Stolen or Hidden during World War II: Preliminary Study, „Eizenstat Report”, Washington D.C. 1997

[v] R. Brzeski, X, 2025, https://x.com/drRafalBrzeski/status/1971465996406813062

[vi] A.-L. Dufeal, PfizerGate: EU Court says von der Leyen wrong to keep vaccine negotiation details secret, Brussels Signal, 2025, https://brusselssignal.eu/2025/05/pfizergate-eu-court-says-von-der-leyen-wrong-to-keep-vaccine-negotiation-details-secret/?utm_source=chatgpt.com

  1. Cormand, Ursula von der Leyen commet une trahison en abandonnant l’un des piliers de l’Union européenne que constitue la PAC, lemonade.fr, 2025, https://www.lemonde.fr/idees/article/2025/07/24/ursula-von-der-leyen-commet-une-trahison-en-abandonnant-l-un-des-piliers-de-l-union-europeenne-que-constitue-la-pac_6623489_3232.html?utm_source=chatgpt.com
  2. Liboreiro, V. Genovese, Ursula von der Leyen slams 'Russian puppets’ as MEPs debate motion to topple her presidency, euronews.com, 2025, https://www.euronews.com/my-europe/2025/07/07/ursula-von-der-leyen-slams-russian-puppets-as-meps-debate-motion-to-topple-her-presidency?utm_source=chatgpt.com

S.V. Rasquinho, Irish activist accuses European Commission head of ‘enabling genocide’ in Gaza, aa.com, 2024, https://www.aa.com.tr/en/europe/irish-activist-accuses-european-commission-head-of-enabling-genocide-in-gaza/3195308?utm_source=chatgpt.com

Myśl Polska, nr 47-48 (23-30.11.2025)

Spacyfikowany naród – Polacy

Spacyfikowany naród – Polacy

Prof. Anna Raźny marucha

My, Polacy, kim jesteśmy? Wspólnotą narodową, społeczeństwem wielonarodowym czy też zbiorowiskiem przypadkowych ludzi? To pytania podstawowe w obecnej sytuacji geopolitycznej Polski, determinującej jej przyszłość.

W przeszłości uwarunkowania geopolityczne miały znaczenie nade wszystko dla naszego bytu cywilizacyjno-kulturowego; od czasu zaborów nabrało ono wymiaru fundamentalnego. Przynależność do Zachodu stała się bowiem determinantą tego bytu.

Czy obecna przynależność Polski do najważniejszych zachodnich struktur wzmacnia nasz cywilizacyjno-kulturowy rozwój czy też wymusiła już jego wewnętrzną przemianę? Przemianie uległa bowiem zachodnia cywilizacja – odcinana sukcesywnie od swych chrześcijańskich korzeni – przyjmująca charakter mieszanki globalistyczno-liberalno-transatlantyckiej. Jej obecność w polskiej rzeczywistości stała się faktem. Widoczna jest bowiem w najważniejszych wymiarach naszego narodowego funkcjonowania nowa wizja człowieka, społeczeństwa i świata.

Odpowiedzią na powyższe pytania nie jest, niestety, ani tegoroczny marsz niepodległości, ani poprzednie. Ta jednodniowa manifestacja polskości – na muszce stacjonujących w Polsce baz natowskich i amerykańskich, na pasku Komisji Europejskiej, z najlepiej uzbrojonym europejskim państwem u naszego boku, jakim jest wroga nam Ukraina – jest jedynie przypomnieniem, kim powinniśmy być.

I jednocześnie momentem zapomnienia, że ogromna część majątku „naszej” dwudziestej gospodarki świata nie należy już do Polaków, zaś jeszcze polskie rolnictwo jest śmiertelnie zagrożone przez unijny zielony ład oraz rolnictwo ukraińskie, wspierane przez Brukselę.

W tym kontekście – nie wspominając już przymusu kupowania amerykańskiego gazu i innych „przyjacielskich” przymusów – szumnie obchodzony raz w roku marsz jest jedynie marszem udawanej niepodległości.

Od osoby do nowego ja

W próbach odpowiedzi na wymienione pytania rodzi się konieczność odwołania do filozofii człowieka jako punktu wyjścia dla każdej wspólnoty. Do upadku Zachodu – z jakim mamy obecnie do czynienia – wynikała ona z naszego historycznego, cywilizacyjnego powiązania z nim. Świadectwo tego powiązania odnajdujemy w największych osiągnięciach polskiej kultury – od Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego po Zbigniewa Herberta. Zawarta w nich filozofia człowieka jest filozofią osoby, dokładnie taką, jaką utrwaliły wszystkie nurty personalizmu chrześcijańskiego – od św. Augustyna do Karola Wojtyły (tegoż Osoba i czyn). W jej ujęciu człowiek jest wyposażony w swej istocie bytu w świadomość aksjologiczną – możliwość odróżniania dobra od zła, prawdy od fałszu – odzwierciedloną w jego sumieniu. Wyposażony jest także w niezbywalną strukturę duchową, obrazującą jego wzrost w wymiarze metafizyczno-religijnym – na polu realizacji wartości absolutnych i obiektywnych, jakimi są chrześcijańskie wartości moralne.

Dzięki tym atrybutom osoba ludzka ma świadomość nie tylko swego istnienia, ale również w ramach tego istnienia świadomość możliwości doskonalenia swego ja – nade wszystko duchowego i moralnego, oznaczającego na gruncie religii osiąganie świętości. Ten rozwój duchowy w języku filozofii Gabriel Marcel nazwał drogą od sum do sursum. W przestrzeni społecznej te możliwości osoby ludzkiej widoczne są jako przezwyciężanie ograniczeń jednostkowego ja na rzecz innego ja i w rezultacie na rzecz my. Z tej perspektywy osoba ludzka jest z natury swej uzdolniona do tworzenia dobra wspólnego.

Bez idei dobra wspólnego nie ma możliwości zbudowania wspólnoty narodowej – w każdej jej koncepcji – zarówno kulturowej, jak i politycznej oraz innych, z nimi powiązanych. W każdej też, oprócz wspólnoty dziejów i wspólnoty kultury, istotną rolę odgrywa owa idea dobra.

Gdy więc pytamy, kim jesteśmy jako Polacy, musimy jednocześnie pytać o nasz stosunek nie tylko do wspólnej historii i kultury, ale również do tej idei. Skutkiem naszego uczestnictwa nie tylko w unijnych, ale również natowskich strukturach – a także natowskich wojnach – jest udział Polski w przemianie cywilizacyjnej Zachodu, owocującej jego upadkiem. Skutkiem jest także nasza przemiana cywilizacyjna. I każda próba obrony naszego narodu przed zarzutem współwiny jest i będzie nieskuteczna.

W historycznej ocenie liczą się bowiem fakty. Pierwszym, najważniejszym jest traktat lizboński podpisany przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i ratyfikowany przez nasz parlament. To był polski gwóźdź do trumny chrześcijańskiej Europy. Traktat stanowi nie tylko zaprzeczenie Edyktu mediolańskiego, ale również automatyczne odejście od przypomnianej wyżej filozofii osoby. Jej miejsce zajęła promowana wcześniej na gruncie amerykańskim koncepcja jednostki zdeterminowanej przez postmodernizm z jednej strony, z drugiej – przez neoliberalizm. W takim zdeterminowaniu wewnętrzna struktura człowieka przetransformowanej cywilizacji zachodniej jest nie tylko antymetafizyczna i antyaksjologiczna – bo taki jest postmodernizm – ale również daleka od idei dobra wspólnego – bo taki jest neoliberalizm.

Nic dziwnego, że twórcy tej mieszanki globalistyczno-liberalno-transatlantyckiej z łatwością zniewolili nowego człowieka swoimi ideowymi instrumentami: ideologią LGBTQ+ oraz ideologią ekologizmu. Obydwie odbierają mu atrybuty osoby. Znamienne jest zastąpienie w ideologii genderyzmu koncepcji wewnętrznego doskonalenia/przemiany przez zmianę płci. Natomiast w ekologizmie – narzucanym jako quasi-religia – rzuca się w oczy zrównanie z człowiekiem posiadającym naturę duchową i cielesną wszystkich bytów mających naturę wyłącznie cielesną – zwierząt, roślin, a nawet rzeczy – przedstawionych przez św. Tomasza na drabinie bytów jako stojących poniżej osoby ludzkiej, nad która stoją aniołowie (natura tylko duchowa), a nad nimi jedynie Bóg. Zrównanie natury bytów to nie tylko nieuprawniona ingerencja w sferę od człowieka niezależną, ale również oczywista degradacja istoty ludzkiej.

Bez tego kontekstu antropologicznego trudno mówić o zmianach cywilizacyjno-kulturowych we współczesnej Polsce, a w konsekwencji trudno także odpowiedzieć na pytanie kim jeszcze czy też już jesteśmy.

Jedno jest pewne: nie jesteśmy już aktywnymi kontynuatorami tej zachodniej cywilizacji, w którą zostaliśmy wpisani przez chrzest Polski. W większości bowiem – jak o tym świadczy nasze przedstawicielstwo w decyzyjnych centrach: parlamencie polskim i europejskim – zgodziliśmy się na przemianę cywilizacyjną, na odstąpienie od cywilizacji chrześcijańskiej i zastąpienie jej mieszanką globalistyczno-liberalno-transatlantycką. I wprawdzie w Polsce mamy jeszcze świadectwa cywilizacji chrześcijańskiej, lecz na zasadzie współistnienia z tą nową.

Substytuty dobra wspólnego

Poczucie wspólnotowych więzi narodowych zostało mocno nadwyrężone w latach 90. XX wieku w procesie transformacji ustrojowo-gospodarczej, dokonanej na gruncie skrajnego neoliberalizmu. W praktyce sprowadziła się ona do quasi-demokracji – oligarchicznej? – i dzikiej prywatyzacji, będącej programem wywłaszczenia Polaków z ich własności narodowej.

Zadziwiający jest fakt, iż z socjalistycznego PRL-u wyszliśmy jako naród mocni i zwarci; jako wspólnota, w której więzach historycznych, kulturowych i emocjonalnych nie mieścili się jedynie ci, którzy w swej świadomości ulegli sowietyzacji. Osłabił nas dopiero pierwszy podmuch westernizacji, której poddaliśmy się dobrowolnie. Poddaliśmy się, bo była zaprzeczeniem wszystkiego, co w bloku państw socjalistycznych zagrażało istnieniu naszego narodu.

Polacy nie byli świadomi tego, że z Zachodu przyjdą nowe, równie wielkie zagrożenia. Transformacja dokonywała się w amoku mentalnym polskiego społeczeństwa. Jej propaganda żerowała na małej naszej wiedzy o Zachodzie i kulcie Ameryki. Narzuciła przeciętnemu Kowalskiemu nowy kult: „święte prawo własności”, oczywiście nie wspólnej, lecz prywatnej, co znalazło odbicie w oficjalnej nowomowie tego okresu. Dzika prywatyzacja została określona mianem transformacji szokowej zamienianej często pojęciem terapii szokowej. Tym słowom-kluczom towarzyszył niby zaklęcie slogan o niewidzialnej ręce wolnego rynku. Wszystkie miały tworzyć perspektywę „wyzdrowienia” polskiego społeczeństwa, powalonego niemocą przez tzw. reformy Balcerowicza.

Dla milionów Polaków były one rzeczywistym szokiem – nie tylko w wymiarze materialnym, który przejawił się w totalnym zubożeniu społeczeństwa i kilkumilionowej fali emigracji zarobkowej, ale również w wymiarze duchowym i kulturowym.

Pacyfikujące idee

Propaganda szokowej terapii ogłuszała przeciętnego Polaka dodatkowo cynicznymi neoliberalnymi sloganami w rodzaju: nie ma wolności bez własności. Przeciętny Kowalski, który nie miał żadnego majątku z wyjątkiem państwowego zakładu pracy, musiał zrozumieć, że to, co go z nim łączy nie jest ani nowoczesne, ani zachodnie; jest co najwyżej znakiem sowietyzmu, a on sam – jeśli będzie o niego walczył – może nawet być uznany za homo sovieticusa. Nikt z wywłaszczanych Polaków nie mógł wówczas kupić „swojej” – bo wspólnej – fabryki, aby poczuć ową neoliberalną wolność.

Narodził się więc w ich świadomości nowy resentyment: niechęć do ojczyzny skutkująca łatwością, z jaką porzucali ją, wyruszając „za chlebem”.

A wystarczyłby wtedy jedynie głos jakiegoś przewodnika narodu w rodzaju ks. Jerzego Popiełuszki, który pomógłby im zachować w tej transformacji godność osobową i narodową. Wystarczyłoby przypomnieć kilka takich przykładów duchowej wolności, które zostały zbudowane na braku własności, jak to udowodnił ks. Maksymilian Kolbe, w sposób wolny wybierający celę śmierci, aby uchronić od niej współwięźnia oświęcimskiego.

Pamięć o wewnętrznej wolności nie musiała prowadzić polskiego robotnika do heroicznych czynów i gestów Rejtana. Mogła jednak inspirować go w walce o przekształcenie prywatyzacji dzikiej w „cywilizowaną”, sprawiedliwą czyli dopuszczającą go udziału w nowego typu własności – zamiast żebraczych odpraw i skazania na los bezrobotnego.

Stało się inaczej – dlatego ten sam robotnik, który w czasie strajków solidarnościowych bronił swego zakładu pracy przed kradzieżami i sakralizował jego przestrzeń poprzez odprawiane w nim msze, sprzedawał go w czasie osławionej transformacji obcym koncernom za przysłowiową miskę soczewicy. Czynił to pod szyldem Solidarności, mającej wówczas jeszcze duże znaczenie społeczne. Ona bowiem jako pierwsza została skutecznie spacyfikowana w dwóch etapach. Najpierw poprzez zagraniczne finansowanie i zachodnie służby – w ramach eksperymentu pierwszej kolorowej rewolucji w bloku państw socjalistycznych. Następnie poprzez wymuszoną przez jej zachodnich mecenasów zgodę na reformy Balcerowicza.

Gdy się okazało, że transformacja nie przyniosła zapowiadanego „wyzwolenia” wolnorynkowego, było za późno, aby przeprowadzić pokojową kontrrewolucję. Solidarność lat 90. i późniejszych stała się jedynie papierową atrapą niegdysiejszej awangardy polskiej wolności.

Jej spektakularna transformacyjna degradacja uczyniła wielki wyłom w relacjach społecznych Polaków i trwałą niechęć do tzw. uzwiązkowienia. Pod tym względem Polska zajmuje dalekie od czołówki miejsce w Europie. Według badań CBOS w 2025 r. do związków zawodowych należy jedynie 6 procent polskich pracowników, gdy tymczasem w Szwecji 65 proc., w Danii 60 proc., w Norwegii ponad 50 proc. Co istotne – badania rynku pracy w tych krajach wykazały, iż uzwiązkowienie przyczynia się do wyższych zarobków. Negatywne pod tym względem polskie wskaźniki wymagają analiz nie tylko ekonomicznych, socjologicznych i politycznych, ale również kulturowych.

Doświadczenie dobrowolnego zniewolenia społecznego i zarazem narodowego zostało jeszcze bardziej skomplikowane poprzez nowe typy naszej zależności od obcych centrów decyzyjnych – NATO, a następnie UE. Te zależności oficjalna propaganda reklamuje wyłącznie jako osiągnięcia dokonane przy zachowaniu rzekomej niepodległości. Odświeżono przestarzałą nowomowę, włączając do niej nowe słowa-klucze: ideę bezpieczeństwa, zagrożenie ze strony Rosji, zielony ład (jako quasi-religia). Służą one obecnie nowemu etapowi pacyfikacji narodu polskiego. Jej celem jest przekształcenie naszej wspólnoty w zbiorowisko ludzi zniewolonych, w dodatku przestraszonych nagłaśnianym „rosyjskim zagrożeniem”.

Testy z wrażliwości moralnej

Niepokój budzi fakt, iż Polacy milczą i zajmują postawę obojętności wobec wydarzeń XXI wieku skutkujących śmiercią i cierpieniem milionów ludzi. Wojny – nade wszystko na Bliskim Wschodzie i Ukrainie – kolorowe rewolucje, zamachy stanu w ramach globalnej westernizacji każdego roku przynoszą krwawe żniwo, które powinno współczesne społeczeństwa zmuszać do ich oceny i osądu nie tylko politycznego, ale również cywilizacyjnego i moralnego.

Ten przymus aksjologiczny jest – wydawałoby się – oczywisty w przypadku hańby ludzkości naszych czasów, jaką jest ludobójstwo dokonywane przez Izrael w Strefie Gazy – za zgodą i wsparciem militarnym oraz technologicznym USA. Polskie milczenie w tej sprawie wynika nie tylko ze zwasalizowania naszego państwa wobec Waszyngtonu, ale również wykluczenia w świadomości Polaków narodu palestyńskiego z idei globalnego dobra wspólnego.

Pierwsza przyczyna jest oczywista i widoczna najważniejszych sferach naszego funkcjonowania. Natomiast druga ma inne podłoże. Polacy boją się jakiejkolwiek uzasadnionej krytyki Izraela. Boją się bowiem etykiety antysemityzmu do tego stopnia, że nie tylko nie bronią Palestyńczyków, ale również nie zabierają głosu na temat Ziemi Świętej, totalnie zawłaszczanej przez państwo żydowskie. Teraz dopiero widać, jak skuteczne w pacyfikacji narodu polskiego były młoty ustaw o karalności antysemityzmu i „kłamstwa oświęcimskiego”. Gdy społeczeństwa Zachodu masowo protestują przeciwko izraelskiemu ludobójstwu, zastraszeni Polacy milczą.

Znamienne jest, że zastraszenie objęło także opiniotwórczą prawicę – konserwatywną a nawet narodową – która lansuje tezę, że Palestyńczyków bronią jedynie lewicowe środowiska europejskie i amerykańskie. Spektakularnym świadectwem siania takiego chaosu aksjologicznego była nagonka na posła Franciszka Sterczewskiego, którego uczestnictwo we flotylli humanitarnej dla Strefy Gazy, okrzyknięto jako wycieczkę, wczasy, promocję własnego wizerunku etc., rzucając w odmęty niepamięci umierających z głodu Palestyńczyków. Ta niedopuszczalna stygmatyzacja moralna spowodowała dodatkowe spustoszenie w świadomości Polaków, pacyfikowanych tym razem przez „swoich”.

W tym kontekście paradoksem jest bezwarunkowe poparcie i bezgraniczna – wyniszczająca Polskę – pomoc dla banderowskiej Ukrainy w wojnie Zachodu z Rosją. Pomimo świadomości tego, że ideologia nazizmu ukraińskiego stała się oficjalną ideologią władz tego państwa, Warszawa nadal podtrzymuje ich trwanie i pomaga w kontynuacji wojny – przeciwko czemu my, naród, nie protestujemy.

I choć pragniemy pokoju, pełni wolności i niepodległości, nie jesteśmy w stanie poprzeć naszych pragnień wyzwalającym działaniem. Swoją wierność tym niezbywalnym wartościom wyrażamy jedynie w sondażach i mediach społecznościowych. I nie będziemy w stanie nic dla nich uczynić dopóki nie zrewidujemy obezwładniającego nas kultu upadłego Zachodu – z kultem Ameryki, UE i NATO włącznie – oraz nie zweryfikujemy bezwarunkowej naszej pomocy dla neobanderowskiej Ukrainy.

Dopóki nie podejmiemy na nowo idei dobra wspólnego, umacniającej wierność naszej wspólnej przeszłości i dokumentującej ją naszej kulturze narodowej. Bez takiego duchowego renesansu nie mamy szans na rzeczywistą niepodległość.

Prof. Anna Raźny
https://myslpolska.info/

Po kiego diabła zwołano Sobór Watykański II? Polemika

Po kiego diabła zwołano Sobór Watykański II? Polemika

Autor: CzarnaLimuzyna, 28 listopada 2025

AIX

Jeden z Czytelników nie zgodził się (niestety bez uzasadnienia) z tezami wygłoszonymi przez Pawła Lisickiego w rozmowie z Janem Pospieszalskim. Po ostatnim z komentarzy postanowiłem odpowiedzieć w formie oddzielnego wpisu.

CzarnaLimuzyna: Skoro już Pan przyznał, że odsłuchał do końca, odpowiem. Moją odpowiedź podzielę na dwie części. W pierwszej zajmę się cytatem, który Pan w takim zapale przytacza. Zrobię wiwisekcję w kontekście tych ponad 50 lat, które minęły od czasu wypowiedzenia tych słów przez Pawła VI, a gwoli dokładności ponad 60 lat od czasu powstania “Nostra aetate”. Po tak długim czasie nie tylko można, ale trzeba poznawać po owocach /Mt 7:15-20/.

W drugiej części postaram się rozwiać Pana wątpliwości, a potem postawię sam kilka zasadniczych pytań. Jeżeli traktuje Pan poważnie poruszone kwestie, proszę na nie odpowiedzieć.

Część pierwsza

Pierwszy fragment cytatu:

Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę wdarł się do Kościoła Bożego swąd szatana. Jest nim zwątpienie, niepewność, zakwestionowanie, niepokój, niezadowolenie, roztrząsanie. Brak jest zaufania do Kościoła Świętego, natomiast darzy się zaufaniem pierwszego lepszego świeckiego proroka, wypowiadającego się za pośrednictwem prasy lub przemawiającego jako przedstawiciel jakiegokolwiek ruchu społecznego, propagującego formuły „prawdziwego” życia.

Niezadowolenie, roztrząsanie, a potem zwątpienie i związana z nim diabelska pokusa polegała ona na aggiornamento czyli dostosowaniu nauki Kościoła do realiów współczesnego świata. Oczywiście nie wiem, co miał na myśli Paweł VI, ale tak właśnie opisuje ówczesny stan psychiczny i duchowy oraz tak właśnie wyglądają z dzisiejszej perspektywy – wczorajsi i dzisiejsi ojcowie moderniści.

Jan XXIII zwołując Sobór Watykański II stwierdził, że jego celem ma być: “… głównym jego celem jest odnowa Kościoła, sposobu nauczania i życia chrześcijańskiego w aktualnej rzeczywistości. Tę odnowę określił terminem „aggiornamento”, co rozumiał jako „dostosowanie” do aktualnej sytuacji i aktualnych wyzwań, uwspółcześnienie sposobu nauczania Kościoła oraz uaktualnienie życia i nauki Kościoła”./link/

Przypomnę, że z „aggiornamento” wynika dzisiejsza praktyka konieczności ciągłego reinterpretowania niezmiennego depozytu wiary, tj. nauki Chrystusa, oraz reformowania życia religijnego zgodnie z wymogami czasów w celu skutecznego spełniania przez Kościół misji ewangelizacyjnej. /PWN/

“Papież wyjaśnił przy tym, że Sobór zwołano nie dla potępienia błędów, ale po to, by językiem zrozumiałym i w obliczu nowych wyzwań i potrzeb przedstawić nauczanie i życie Kościoła, by Sobór stał się wydarzeniem nie tyle doktrynalnym, ile duszpasterskim i pastoralnym. /tamże/

“Ważną rolę odegrali też eksperci, przywiezieni przez przywódców skrzydła postępowego lub zaproszeni przez papieża. Byli wśród nich twórcy „nowej teologii”, jeszcze niedawno odsądzanej od czci i wiary, tacy jak Marie-Dominique Chenu, Jean Daniélou, Henri de Lubac, Karl Rahner, Yves Congar, Edward Schillebeeckx czy Johannes Willebrands. Nie tylko doradzali w czasie obrad, ale też prowadzili wykłady w rzymskich kościołach dla ojców soboru” /link/

Oficjalny, dzisiejszy opis pasuje więc jak ulał do tego fragmentu cytatu: “Brak jest zaufania do Kościoła Świętego, natomiast darzy się zaufaniem pierwszego lepszego świeckiego proroka, wypowiadającego się za pośrednictwem prasy lub przemawiającego jako przedstawiciel jakiegokolwiek ruchu społecznego, propagującego formuły „prawdziwego” życia”.

Utrata zaufania do Kościoła spowodowała sięgnięcie, i dziś już to wiemy, po ekspertów, heretyków, świeckich teologów – modernistów, a nawet po przedstawicieli religii antychrysta. I tak właśnie opisywał to Lisicki oraz inni katoliccy historycy i publicyści m.in. Grzegorz Górny.

Drugi fragment cytatu:

Nie myśli się przy tym, że my te formuły już posiadamy. Naszą świadomość opanowało zwątpienie. Ono wtargnęło poprzez okno, które wolno było otworzyć tylko dla światła. Krytykę i zwątpienie wywołała wiedza, której celem winno być ukazanie prawdy. Wiedza nie powinna nas oddalać od Boga, lecz uczyć nas, jak Go szukać, by móc Go lepiej chwalić. (…) Również i w Kościele panuje klimat niepewności. Należało sądzić, że po Soborze słońce zajaśnieje nad Kościołem. Zamiast słońca mamy chmury, burze, ciemności, szukanie, niepewność. Mówimy o ekumenizmie, a codziennie coraz bardziej rozdzielamy się. Tworzymy przepaście, zamiast je zasypywać! Jak mogło to nastąpić? Sądzimy, że spowodowała to nieprzyjazna moc. Jej imię to szatan, owa tajemnicza istota, o której wzmiankuje św. Piotr w swoim liście (1 P 5, 8-9)

Część druga

Pana ostatni komentarz brzmi: “Skrytykowałem to co usłyszałem – gdzie Pan widzi błąd? Czy cytat „Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę, wdarł się do Kościoła Bożego swąd (dym) szatana. Jest nim zwątpienie, niepewność, zakwestionowanie, niepokój, niezadowolenie, roztrząsanie. Brak zaufania do Kościoła. Natomiast darzy się zaufaniem pierwszego lepszego świeckiego «proroka» wypowiadającego się przy pomocy prasy lub przemawiającego w jakimkolwiek ruchu społecznym i żąda się od niego formułek dla prawdziwego życia!” jest nieprawdziwy?
Odsłuchałem do końca. Pan przyjmuje za słuszne kwestionowanie przez Lisickiego nauki Ojców Soboru i Papieża? Wie Pan jak to jest definiowane w katechizmie KK? Kto ma rozstrzygać co jest nauką Kościoła a co nie jest i dlaczego pan Lisicki (czy przywołani przez Lisickiego)?”.

CzarnaLimuzyna: Nie widzę żadnego błędu w przytoczonym cytacie, lecz dostrzegam brak refleksji mogącej zawrzeć się w pytaniu – Po co był sobór Watykański II? Po co Kościołowi po 2 tysiącach lat ta nagła fanaberia nasączona zwątpieniem, niepewnością, zakwestionowaniem, niepokojem, niezadowoleniem, roztrząsaniem – czego – jeżeli nie było błędów? I przez kogo? Część nazwisk już padło, a przy okazji pojawia się kolejne pytanie – co mają Żydzi i żydzi do teologii, liturgii i pracy duszpasterskiej katolicyzmu? Kto wpadł na pomysł zapraszania do konsultacji B’nai B’rith?

Odpowiadając na kolejny wątek: Lisicki nie kwestionuje tradycji i nauki Kościoła katolickiego, ale rzeczywiście mówi o bzdurach i herezjach soborowych i posoborowych, a jest to nietrudne dla osoby, która korzysta z  rozumu i kanonów wiary. To pozwala zauważyć, że Sobór naruszył ciągłość nauczania Kościoła katolickiego czyli przerwał łączność odwiecznego magisterium Kościoła z aktualną narracją Klubu dyskusyjnego którym stał się współczesny Watykan.

A teraz pięć pytań do Pana:

  1. Ile jest prawdziwych religii na świecie?
  2. Czy Żydzi, Rzymianie oraz inni ludzie w wymiarze ponadczasowym byli i są Bogobójcami?
  3. Czy zasada wolności religijnej w sensie równouprawnienia wszystkich religii ma sens?
  4. W jakim celu jest prowadzony dialog międzyreligijny?
  5. Co jest świętego i prawdziwego w religiach antychrysta powstałych po Chrystusie i przeciw Niemu oraz czy ich powstanie było inspirowane przez Ducha Świętego?

______________________________________________________

Część nieobowiązkowa, ale wskazana dla pełnego zrozumienia problemu: Korzenie Dnia Judaizmu, “Nostra Aetate” i wyłączenia Żydów z misji ewangelizacyjnej

Wolnomularstwo było tą ścieżką, którą dotarł do papieża Jules Isaac dzięki prezydentowi Vincentowi Auriol (miłośnikowi Izraela, vide: rocznicowa wizyta w Izraelu, w 1958 r.). Kto był pośrednikiem ze strony bractwa kielni i cyrkla? Ten sam chyba, kto późniejszym egzekutorem postulatów magistra historii z Lyonu, czyli kardynał Augustyn Bea, niemiecki jezuita mający jeszcze sprzed wojny przyjaźnie z kręgu najstarszej loży żydowskiej B’nai B’rith. W każdym razie, gdy papież wyraził wstępne zainteresowanie „pomysłami” magistra Isaaca z Lyonu – kardynał Bea był tym, któremu zlecono „dalsze prace”.

Potem już było z górki. Przed Vaticanum II zapoczątkował „dialog” Światowy Kongres Żydów 1) ustami swego prezydenta, Nahuma Goldmanna, próbując wmusić swojego „obserwatora” na sobór, Chaima Wardiego z Ministerstwa Religii Izraela. Tak podały izraelskie gazety. Goldmann zaprzeczył mówiąc, że nie zrobiłby tego, bo przecież wiedział, że gośćmi i obserwatorami soboru mogli być wyłącznie chrześcijanie i to mający specjalne zaproszenie watykańskiego Sekretariatu Stanu.

W sposób oczywisty było to testowanie nieprzyjaciela i jego zmiękczanie. Kula śniegowa herezji toczyła się, czasem zatrzymując się, czasem przyspieszając. Na końcu pierwszego etapu jej drogi był czwarty punkt Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich (Nostra aetate) – dotyczący stosunku chrześcijaństwa do Żydów i judaizmu. W opinii wielu katolików było to wdarcie się zgorszenia w obręb Tradycji.

Był rok 1965, dwa lata po śmierci żydowskiego nauczyciela gimnazjalnego jego misja dobiegła końca, dzięki dawnym, niemieckim rodom rabinackim, „ekumenicznym” luteranom, braciom kielni i cyrkla oraz powojennej międzynarodówce socjalistycznej. I tak oto nawa Kościoła zaczęła nabierać wody. Jak Costa Concordia.

A byli tacy, co ostrzegali, i to nawet podczas Vaticanum II (88 głosów przeciw Nostra Aetate) – mówiąc, że to nie chodzi o żaden dialog, lecz o zwykły monolog, za wysłuchanie którego trzeba będzie w dodatku słono zapłacić – gotówką i erozją depozytu wiary.

Braun w UE: Dziękuję lewakom i klimatystom. „Ułatwiacie mi przekonywanie moich rodaków” [VIDEO]

Braun dziękuje lewakom i klimatystom. „Ułatwiacie mi przekonywanie moich rodaków” [VIDEO]

27.11.2025 https://nczas.info/2025/11/27/braun-dziekuje-lewakom-i-klimatystom-ulatwiacie-mi-przekonywanie-moich-rodakow-video/

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun na sali posiedzeń Parlamentu Europejskiego.
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun na sali posiedzeń Parlamentu Europejskiego.

Lider KKP Grzegorz Braun przemawiał w unioparlamencie. W trakcie wystąpienia skrytykował klimatystyczną agendę Brukseli narzucaną m.in. Polsce i zauważył, że de facto dzięki „powtarzaniu bzdur” przez uniokratów jest mu łatwiej przekonywać Polaków do odejścia od UE.

Dziękuję bardzo za ułatwienie mi życia poprzez powtarzanie waszych bzdur o zmianach klimatycznych, dekarbonizacji – powiedział Grzegorz Braun w unijnym parlamencie.

Znacznie ułatwiacie mi przekonywanie moich rodaków w Polsce, że powinniśmy się ratować odchodząc od tego głupiego i złego i niebezpiecznego projektu, jakim jest obecnie eurokołchoz, Unia Europejska – kontynuował lider KKP.

– Im częściej będziecie wygłaszać swoje przemówienia o zmienianiu temperatury na całym kontynencie, dewastując gospodarkę, tym lepiej dla nas, patriotów naprawdę walczących o odzyskanie niepodległości – podkreślił Braun.

Następnie zapytał lewactwo zgromadzone na sali, czy „naprawdę myślą, że są zaklinaczami wiatru?”.

Że jesteście czarodziejami deszczu i zmieniacie, naprawdę zmieniacie klimat przez wasz eurokomunizm? – pytał Braun.

Na koniec wspomniał, że „jest na tyle stary, że pamięta czerwony ład, sowiecki układ”.

– A teraz stoimy w obliczu zielonego ładu. Ale zwyciężymy – podsumował lider KKP Grzegorz Braun.

https://twitter.com/i/status/1994039166011576807