Wszędzie ta sama stara globalna mafia. W Chinach też.

Wszędzie ta sama stara globalna mafia

Autor:Paul Cudenec, China and the same old global mafia

wpisał:AlterCabrio , 8 marca 2026

Uważam, że wciąganie Chin do globalnego imperium rozpoczęło się od wojen opiumowych w połowie XIX wieku, kiedy to – jak to ujmuje Carroll Quigley – „Chiński opór wobec europejskiej penetracji został zmiażdżony przez zbrojenia mocarstw zachodnich, a Chinom narzucono wszelkiego rodzaju ustępstwa na rzecz tych mocarstw”

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Chiny i ta sama stara globalna mafia

Zawsze mnie zadziwia, że ​​są ludzie, którzy sprzeciwiają się globalizmowi, jednocześnie odmawiając uznania, że ​​on naprawdę jest… globalny!

Najwyraźniej nie mogą uwierzyć, że Rosja Putina, a tym bardziej komunistyczne Chiny, mogą być kontrolowane przez ten sam gang, który dominuje w naszych społeczeństwach.

Próbowałem prostować tę kwestię przy wielu okazjach, wspólnie z Meesem Baaijenem, Hrvoje Moriciem i innymi. [1]

Jednak dzięki książce Pierre’a Hillarda Archives du mondialisme [2] („Archiwa globalistów”) z 2019r. udało mi się zdobyć kilka przydatnych nowych informacji. To prawdziwa kopalnia wiedzy, z której zamierzam wydobyć kolejne cenne perełki w przyszłych esejach.

Tom liczący 770 stron zawiera rozdział z książki Yanna Moncomble’a z 1981r. zatytułowanej L’irrésistable expansion du mondialisme („Nieodparta ekspansja globalizmu”), który zaczyna się od stwierdzenia: „Oczywiście wprowadzenie Nowego Porządku Świata nie mogłoby mieć miejsca bez Chin”. [3]

Uważam, że wciąganie Chin do globalnego imperium rozpoczęło się od wojen opiumowych w połowie XIX wieku, kiedy to – jak to ujmuje Carroll Quigley – „Chiński opór wobec europejskiej penetracji został zmiażdżony przez zbrojenia mocarstw zachodnich, a Chinom narzucono wszelkiego rodzaju ustępstwa na rzecz tych mocarstw”. [4]

Moncomble rozpoczyna jednak opowieść w roku 1890, kiedy „John D. Rockefeller podarował Chińczykom 300 000 małych lamp naftowych, aby ich „zachęcić” do stosowania jego oleju. Dziesięć lat później Chińczycy kupowali już 450 milionów litrów nafty rocznie, z czego ponad 90% pochodziło od Standard Oil”. [5]

Standard Oil był oczywiście interesem Rockefellerów, choć powinienem zaznaczyć, że na tym etapie rodzina została już przejęta przez Rothschildów i stanowiła jedynie „amerykański protestancki” listek figowy dla machinacji City of London – więcej na ten temat w mojej broszurze z 2024r. pt. „The Single Global Mafia: The Rockefeller Foundation’s multiple links to Zionism and military-industrial-financial neo-imperialism” (Jedna globalna mafia: wielorakie powiązania Fundacji Rockefellera z syjonizmem i militarno-przemysłowo-finansowym neoimperializmem). [6]

Hillard ze swojej strony powołuje się na esej Franka Ninkovicha z 1984r. zatytułowany „Fundacja Rockefellera, Chiny i zmiany kulturowe”, w którym opisuje plany Fundacji Rockefellera z 1915r. dotyczące założenia szkoły medycznej w Pekinie. [7]

W artykule stwierdzono: „Próba Fundacji Rockefellera, podejmowana przez czterdzieści lat, aby ukierunkować modernizację Chin w kierunku liberalnym, jest uosobieniem połączenia interesu narodowego z polityką prywatną”. [8]

Korporacjonizm publiczno-prywatny i „modernizacja” znów idą w parze!

W 1949 roku, w roku proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej, utworzono Chiński Ludowy Instytut Spraw Zagranicznych [CPIFA]. [9]

Jeśli nazwa brzmi dziwnie znajomo, to prawdopodobnie dlatego, że jest to organizacja siostrzana Królewskiego Instytutu Spraw Zagranicznych w Londynie, znanego również jako Chatham House, którego rolę jako narzędzia globalnej intrygi również wcześniej ustaliłem [10], a także jego amerykańskiego odpowiednika, Rady Stosunków Zagranicznych [Council on Foreign Relations].

Moncomble wskazuje, że jedną z osób zaangażowanych w utworzenie CPIFA był Chester Ronning, który podczas II wojny światowej pracował dla wywiadu kanadyjskich sił powietrznych, a następnie podjął próbę przekonania świata do uznania komunistycznych Chin.

Twierdzi, że Kanada była jednym z pierwszych krajów, które w latach 70. XX wieku znormalizowały stosunki z Chinami, a osobisty przyjaciel Ronninga, Huang Hua, został ambasadorem Chin w tym kraju. [11]

Jednak główną postacią stojącą za CPIFA był Walter Lockhart Gordon, „założyciel firmy Clarkson and Gordon, której zadaniem było zatwierdzanie rachunków trzech z pięciu największych banków w Kanadzie: Bank of Nova Scotia, Toronto Dominion Bank i Canadian Imperial Bank”.

„Jakby przez przypadek, WL Gordon był jednym z najdłużej działających liderów Kanadyjskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (CIIA) – założonego przez RIIA [Chatham House] – i tak się składa, że ​​spotykamy go również w Grupie Bilderberg”. [12]

Ta ręka bankierów dała się ponownie zauważyć w 1966r., gdy Fundacja Rockefellera połączyła się z Fundacją Forda – której imperialistyczną naturę również wyraźnie wykazałem [13] – tworząc Narodowy Komitet ds. Stosunków USA–Chiny. [14]

Moncomble opisuje tę jednostkę, która istnieje do dziś, jako „narzędzie propagandowe na rzecz bardziej umiarkowanej polityki wobec czerwonych Chin”. [15]

Dodaje: „Dwa lata później, w 1968 roku, roku wyborów w USA, pan Nelson Rockefeller mówił o potrzebie dialogu z komunistycznymi Chinami, o „poprawie” stosunków z ZSRR i o stworzeniu „Nowego Porządku Świata””. [16]

Już w następnym roku, 22 marca 1969r., w Nowym Jorku odbyła się ważna konferencja na temat stosunków między Zachodem a Chinami.

Moncomble wyjaśnia: „Głównymi uczestnikami, którzy skierowali konferencję ku pewnemu rozstrzygnięciu, byli senator Partii Demokratycznej Arthur Goldberg, prezes Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego, oraz senator Partii Republikańskiej Jacob Javits, honorowy prezes Żydowskich Weteranów Wojennych i wiceprezes Niezależnego Zakonu B’nai B’rith”. [17]

Dla nieświadomych: B’nai B’rith to organizacja wolnomularska o judeo-supremacjnym charakterze, znana z tego, że krytyków Izraela/syjonizmu „unieważnia” i zastrasza za rzekomy „antysemityzm”. [18]

Konferencja oczywiście opowiedziała się za pojednaniem między USA i Chinami.

Moncomble twierdzi, że Goldberg w szczególności zabiegał o przyjęcie komunistycznych Chin do Organizacji Narodów Zjednoczonych – co nastąpiło około dwa lata później, w 1971 roku – podczas gdy Javits prosił o dostarczenie Chińczykom zdjęć ich kraju zrobionych przez amerykańskie satelity. [19]

Co zabawne, spotkanie w Nowym Jorku zbiegło się w czasie z ogłoszeniem przez nowy rząd USA pod przewodnictwem prezydenta Richarda Nixona chęci budowania bardziej konstruktywnych stosunków z Chinami, co doprowadziło do prestiżowej wizyty prezydenta w tym rządzonym przez komunistów kraju w lutym 1972r.

Prasa wiele uwagi poświęciła tej wizycie – dodaje Moncomble – „lecz systematycznie zapominała poinformować swoich czytelników o wcześniejszych negocjacjach”. [20]

Przeprowadził je znany żydowski globalista Henry Kissinger z Rady Stosunków Zagranicznych, Bilderberg i Komisji Trójstronnej. [21]

Następnie zawarto szereg lukratywnych umów biznesowych z Chinami, jak na przykład kontrakt o wartości 290 milionów dolarów, który w 1973 roku spółka Pullman Kellog z Teksasu i jej holenderska spółka zależna Kellog Continental podpisały na budowę ośmiu kompleksów agrochemicznych. [22]

Ponadto firma Louis Dreyfus & Co, specjalizująca się w transporcie zbóż, sprzedała komunistycznym Chinom 400 000 ton amerykańskiej pszenicy. [23]

Za prezydentury Jimmy’ego Cartera w 1977 roku sekretarz stanu Cyrus Vance – a przy okazji również członek Rady Stosunków Zagranicznych, Bilderberg i Komisji Trójstronnej, a także Fundacji Rockefellera – odwiedził Chiny, rozmawiając o wyprowadzeniu stosunków z impasu. [24]

Jak się okazało, David Rockefeller przebywał w tym samym roku w stolicy Chin w sprawach biznesowych. [25]

Następnie w 1978 roku inny czołowy globalista, Zbigniew Brzeziński (Rada Stosunków Zagranicznych, Bilderberg i Komisja Trójstronna), odwiedził władze chińskie. [26]

Moncomble twierdzi, że „16 miesięcy tajnych rozmów” zakończyło się uznaniem przez Stany Zjednoczone reżimu komunistycznego w Chinach w grudniu 1978r. i oficjalnym przywróceniem stosunków 1 stycznia 1979r. [27]

Cytuje Georges’a Berthoina, który napisał w Le Monde 22–23 kwietnia 1979r., że „władze chińskie zdają się aprobować ideę Nowego Porządku Świata”. [28]

„Poświęcenie” nastąpiło w maju 1981r., kiedy globalistyczna Komisja Trójstronna zorganizowała spotkanie w Pekinie z inicjatywy współpracowników Chatham House’a z CPIFA. [29]

Wśród uczestników byli m.in. Peter Shore, poseł brytyjskiej Partii Pracy i Fabian; Winston Lord, prezes Rady Stosunków Zagranicznych i członek Bilderberg; Bruce MacLaury, prezes Federal Reserve Bank of Minneapolis i Brookings Institution oraz członek Bilderberg i Rady Stosunków Zagranicznych, a także, rzecz jasna, David Rockefeller. [30]

Relacja Moncomble’a kończy się w tym miejscu, w roku publikacji jego książki, ale Hillard odnosi się do niektórych późniejszych wydarzeń z perspektywy roku 2019, zauważając, że „stopniowy wzrost potęgi Chin doprowadził do tego, że obecnie stanowią one jeden z filarów globalnej organizacji politycznej”. [31]

Jako przykład podaje raport agencji Reuters z 7 lipca 2009r. zatytułowany „Rosja i Chiny będą promować globalną walutę na szczycie G8” [32] – szczyt ten, nawiasem mówiąc, odbył się we Włoszech i spotkał się z masowymi protestami antyglobalistycznymi.

W raporcie tym stwierdzono: „Chiny, których 70 procent oficjalnych rezerw walutowych o wartości 1,95 biliona dolarów utrzymywane są w dolarach, podkreślają, że dolar nadal jest najważniejszą walutą rezerwową.”

„Uważają jednak, że nadmierne poleganie na dolarze zaostrzyło kryzys finansowy i postrzegają specjalne prawa ciągnienia (SDR-y) Międzynarodowego Funduszu Walutowego, oparte na koszyku walut, jako realną alternatywę na przyszłość”. [33]

Hillard podaje również link do artykułu z 2017r. opublikowanego w czasopiśmie „Foreign Affairs”, będącym „bardzo globalistycznym” przeglądem Rady ds. Spraw Zagranicznych. [34]

Odnosi się to do długoletniego stanowiska Chin, że SDR – syntetyczna waluta stworzona przez MFW – powinna odgrywać większą rolę w międzynarodowym systemie monetarnym. [35]

Hillard pisze, że Chiny są ostatnim elementem układanki kontroli globalistycznej. [36]

Opisuje notoryczne wykorzystywanie technologii rozpoznawania twarzy w połączeniu z systemem oceny społecznej, który nagradza lub karze za zachowania w zależności od uznania państwa.

„Chiny są wymarzonym modelem dla globalnej oligarchii, która pragnie wdrożyć te metody na całej planecie… oficjalnie dla naszego bezpieczeństwa”. [37]

Aby uświadomić czytelnikom rzeczywistą i poważną rolę, jaką Chiny odegrały w dążeniu globalistów do światowej tyranii, chciałbym odesłać ich do wykładu wygłoszonego w Pekinie na chińskim forum Lanting przez ministra spraw zagranicznych H.E. Wang Yi, członka Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin, 27 października 2025r.

Prezentowany na stronie internetowej CPIFA (chiński Chatham House) dokument nosi tytuł „Implementing the Global Governance Initiative for a Community with a Shared Future for Humanity” [Wdrażanie inicjatywy na rzecz globalnego zarządzania dla społeczności o wspólnej przyszłości dla ludzkości]. [38]

Wang Yi twierdzi, że „przez ostatnie 80 lat system międzynarodowy, którego rdzeniem jest ONZ, stanowił fundament światowego pokoju i rozwoju”.

Mówi, że w obliczu przeszkód prezydent Xi Jinping „uroczyście przedstawił Inicjatywę na rzecz Globalnego Zarządzania (GGI), oferując chińską odpowiedź na to pytanie naszych czasów”.

Oczywiste jest, że to te same sieci, które stoją za podobnymi wysiłkami na „Zachodzie”, bo wszędzie słyszymy ten sam obrzydliwy język!

Chodzi o „międzynarodowe rządy prawa na rzecz sprawiedliwego i uporządkowanego systemu globalnego zarządzania”, „podejście skoncentrowane na ludziach na rzecz powszechnie korzystnych i inkluzywnych wyników globalnego zarządzania” oraz „rzeczywiste wyniki pragmatycznego i efektywnego procesu globalnego zarządzania”.

Kłamiąc jak z nut, Wang Yi oświadcza: „GGI odpowiada na potrzeby świata i pragnienia ludzi.”

„Wraz z Globalną Inicjatywą Rozwoju (GDI), Globalną Inicjatywą Bezpieczeństwa (GSI) i Globalną Inicjatywą Cywilizacji (GCI) obiecuje ona bardzo potrzebną stabilność i zapewnia pewność w tym niestabilnym świecie, a także otrzymała szybkie i wyraźne wsparcie od ponad 140 krajów i organizacji międzynarodowych”.

Tutaj myli nikczemne cele państw i podmiotów kontrolowanych przez globalistów z „potrzebami świata i życzeniami ludzi”.

Za tym wszystkim kryje się dobrze znany imperialistyczny plan grabieży i zysku.

Wang Yi mówi: „Powinniśmy na nowo umieścić rozwój w centrum [tej] agendy międzynarodowej, zmobilizować globalne zasoby na rzecz rozwoju i wspierać równe i zrównoważone partnerstwo na rzecz globalnego rozwoju.”

„Chiny rozwijają wysokiej jakości współpracę w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku z krajami partnerskimi, przynosząc korzyści ponad trzem czwartym wszystkich krajów na świecie.”

„Wdrożyliśmy 10 działań partnerskich na rzecz modernizacji z krajami afrykańskimi, przeprowadziliśmy pięć programów z krajami Ameryki Łacińskiej i Karaibów, opracowaliśmy pięć ram współpracy z państwami arabskimi i zbudowaliśmy siedem platform współpracy dostosowanych do krajów wysp Pacyfiku, co pozwoliło nam osiągnąć wspólny postęp na drodze do modernizacji.”

„Chiny aktywnie wdrażają inicjatywę Global AI Governance Initiative i powołały do ​​życia Światową Organizację Współpracy w dziedzinie AI (WAICO), której celem jest promowanie sztucznej inteligencji na rzecz dobra wszystkich oraz wspieranie budowania potencjału w krajach Globalnego Południa.”

„Wspieramy Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych i Nowy Bank Rozwoju w odgrywaniu większej roli jako użyteczne uzupełnienie istniejących instytucji finansowych, wspólnie przyczyniając się do globalnej stabilności finansowej”.

Możesz wierzyć Wang Yi, że to wszystko jest miłe, przytulne i nieszkodliwe, ponieważ jest „wielobiegunowe”. On upiera się: „Najbardziej pożądaną wizją GGI jest przyszłość sprawiedliwości”.

Jednak cel narzucenia Państwa Światowego jest bardzo jasny, gdy polityk komunistyczny podkreśla: „Powinniśmy zjednoczyć się, aby stawić czoła pilnym wyzwaniom i wzmocnić słabe ogniwa w globalnym zarządzaniu”.

__________________

China and the same old global mafia, Paul Cudenec, March 6, 2026

Źródła:

[1] Paul Cudenec, ‘BRICS in the wall of global greed’,
https://winteroak.org.uk/2023/07/17/brics-in-the-wall-of-global-greed/
Paul Cudenec, ‘BRICS: same old same old’,
https://winteroak.org.uk/2023/09/06/the-acorn-86/
Paul Cudenec, ‘China is globalist’, https://winteroak.org.uk/2023/11/01/the-acorn-88/#1
https://sidestack.io/directory/substack/thepredatorsversusthepeople
https://geopoliticsandempire.substack.com/
[2] Pierre Hillard, Archives du mondialisme: De la guerre contre l’Ancien et le Nouveau Testament (Lopérec: Editions Nouvelle Terre, 2019).
[3] Yann Moncomble, L’irrésistable expansion du mondialisme (Paris: Faits & Documents, 1981), p. 121/763. The double page reference indicates, firstly, the place in Moncomble’s book and, secondly, that in Hillard’s Archives. All translations are my own.
[4] Carroll Quigley, Tragedy and Hope: A History of the World in Our Time (Reprint, New Millennium Edition, New York: Macmillan, 1966), p. 114.
[5] Moncomble, p. 122/764. All translations are my own.
[6] Paul Cudenec, ‘The Single Global Mafia: The Rockefeller Foundation’s multiple links to Zionism and military-industrial-financial neo-imperialism’ (2024), https://winteroak.org.uk/wp-content/uploads/2025/01/cudenec-the-single-global-mafia.pdf
[7] Hillard, p. 232. FN.
[8] Frank Ninkovich, ‘The Rockefeller Foundation, China and Cultural Change’ (1984), https://academic.oup.com/jah/article-abstract/70/4/799/717701?redirectedFrom=PDF
[9] Moncomble, p. 121/763, https://www.cpifa.org/en/
[11] Moncomble, pp. 121-22/763-64.
[12] Moncomble, p. 122/764.
[13] Paul Cudenec, ‘The Ford Foundation: A fork-tongued global mafia front’, https://winteroak.org.uk/2025/09/01/the-ford-foundation-a-fork-tongued-global-mafia-front/
[14] Moncomble, p. 123/765.
[15] Ibid, https://www.ncuscr.org
[16] Moncomble, p. 123/765.
[17] Ibid.
[18] https://wikispooks.com/wiki/B%27nai_B%27rith
[19] Moncomble, pp. 123-24/765-66. https://en.wikipedia.org/wiki/China_and_the_United_Nations
[20] Moncomble, pp. 124-25/766-67.
[21] Moncomble, p. 125/767.
[22] Ibid.
[23] Dépêche AFP, September 15 1972, cit. Moncomble, pp. 125-26/767-68.
[24] Moncomble, p. 125/767.
[25] Ibid.
[26] Moncomble, p. 126/768.
[27] Ibid.
[28] Moncomble, p. 127/769.
[29] Moncomble, pp. 121/763, 127/769.
[30] Moncomble, p. 128/770.
[31] Hillard, p. 232.
[32] Hillard, p. 234.
[33] https://www.reuters.com/article/economy/russia-china-to-push-global-currency-at-g8-summit-idUSL789876/
[34] Hillard, p. 235.
[35] https://web.archive.org/web/20180308060728/https://www.foreignaffairs.com/articles/asia/2017-12-19/china-and-international-monetary-system
[36] Hillard, p. 232.
[37] p. 239 FN.
[38] https://www.cpifa.org/en/article/2911

Fizyka, arytmetyka i logika a „zwycięska wojna” USA

Thomas Röper  anti-spiegel.ru/teil-3-das-problem-der-usa-mit-raketen/

Anti-Spiegel  8 marca 2026

Czy Trump niszczy hegemonię USA?

Część 3: Problem rakietowy USA

Stany Zjednoczone nie są przygotowane na długą wojnę, ponieważ mają poważny problem z liczbą posiadanych rakiet. Dlatego plan administracji Trumpa zakładał pokonanie Iranu szybkim „uderzeniem dekapitacyjnym”.

Odkąd ten plan się nie powiódł, armia amerykańska boryka się z wieloma problemami.

W ciągu ostatniego tygodnia wielokrotnie powtarzałem w wywiadach i w programie „Tacheles”, że to, czy USA, czy Iran wygra wojnę, zależy od tego, komu pierwszemu skończą się rakiety. Choć Stany Zjednoczone, z ich gigantycznym budżetem wojskowym uważane są  za niemal niezwyciężone, nie jest to prawdą. W ostatnich latach Stany Zjednoczone stały się zbyt pewne siebie i dlatego polegały na niezwykle drogich systemach uzbrojenia, które charakteryzują się również bardzo długim czasem produkcji i są trudne w utrzymaniu.

Opłaciło się to amerykańskim producentom broni, gwarantując im ogromne zyski. Teraz jednak mści się to w wojnie przeciwko Iranowi, który skupił się na masowej produkcji tańszej broni.

Stany Zjednoczone mają szczególnie poważny problem z obroną powietrzną, ponieważ od 2022 roku wraz ze swoimi sojusznikami dostarczyły Ukrainie tak duże ilości rakiet Patriot, że państwa europejskie otwarcie przyznają, że w swoich arsenałach mają jedynie absolutne minimum rakiet Patriot do obrony. A amerykańskie magazyny nie są już „zapełnione po brzegi”. Sytuacja nie jest dużo lepsza w przypadku innych amerykańskich systemów obrony powietrznej.

Do tego dochodzi widmo niedoboru pocisków manewrujących Tomahawk.

Aby zrozumieć problem, musimy przyjrzeć się liczbom, ponieważ najlepiej strzeżona tajemnica amerykańskiej potęgi militarnej nigdy tak naprawdę nie była tajemnicą; można ją znaleźć całkiem otwarcie w komunikatach prasowych Lockheed Martin, w budżecie USA i raportach wyspecjalizowanych ośrodków analitycznych, takich jak CSIS.

THAAD

THAAD to najdroższy system obrony powietrznej w USA, a jednocześnie uważany za najlepszy. Został opracowany do przechwytywania pocisków balistycznych krótkiego i średniego zasięgu, a także, w pewnym stopniu, międzykontynentalnych pocisków balistycznych. Na świecie działa tylko osiem baterii THAAD, ale podobno tylko siedem jest aktywnych.

Standardowy protokół przewiduje wystrzelenie dwóch pocisków przechwytujących na każdy cel. Bateria składająca się z 48 pocisków wyczerpuje się zatem po zestrzeleniu 24 celów, a koszt każdego pocisku THAAD wynosi około 13 milionów dolarów.

Stany Zjednoczone produkują 96 pocisków przechwytujących THAAD rocznie. To osiem miesięcznie, czyli zaledwie dwa tygodniowo.

W pierwszym tygodniu wojny Iran wystrzelił ponad 500 pocisków balistycznych. Pojedynczy irański atak rakietowy mógłby zniszczyć całą roczną produkcję USA w ciągu kilku minut. Podczas 12-dniowej wojny z Iranem w czerwcu 2025 roku zużyto około 150 pocisków przechwytujących, co stanowiło 28 procent światowego zapasu i ponad półtoraroczną produkcję.

Chociaż nie wszystkie 500 pocisków balistycznych wystrzelonych przez Iran zostało przechwyconych przez THAAD, liczba ta ilustruje problem, z jakim borykają się Stany Zjednoczone, zwłaszcza że – jak zobaczymy – sytuacja z innymi systemami obrony powietrznej jest również niepewna.

Problem „oczu”

Problemem nie są jednak tylko pociski, ale także „oczy”, czyli radary. Radary AN/TPY-2 systemu THAAD to cud techniki, kosztujące 500 milionów dolarów każdy. Ich naprawa jest trudna. Według dostępnych informacji radar w Jordanii jest uszkodzony, co skłoniło rząd niemiecki do rozważenia wysłania baterii Patriot do Jordanii, z uwagi na stacjonowanie tam wojsk niemieckich. Radar w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest zniszczony.

Co więcej, uszkodzony został kluczowy radar wczesnego ostrzegania w Katarze, wyceniony na 1,1 miliarda dolarów. Radar ten był w stanie bardzo wcześnie wykryć wystrzelenie pocisków, pomagając obronie przeciwlotniczej przygotować się na nadlatujące pociski irańskie. Jednak obecnie radar wydaje się niesprawny.

Produkcja nowych radarów tego typu zajmuje lata, a naprawy są również skomplikowane i czasochłonne.

Ogólnie rzecz biorąc, awaria radaru nie tylko zmniejsza zasięg, ale także tworzy „luki geometryczne” w strefach obrony przeciwlotniczej, umożliwiając falom uderzeniowym przedostanie się przez nie z powodu niewykrycia (lub zbyt późnego wykrycia).

Fizyka jest silniejsza niż pieniądze.

Od dawna wskazuję, że zachodni przemysł zbrojeniowy ma problem. Na Zachodzie przywykliśmy do myślenia, że ​​wszystko można rozwiązać pieniędzmi. Widać to po gigantycznym budżecie, jaki Pentagon wydaje corocznie, a także w dyskusjach w Europie o celu 5% PKB na obronność i wysiłkach UE na rzecz szybkiej modernizacji potencjału wojskowego.

Problem polega jednak na tym, że wielu rzeczy potrzebnych do modernizacji nie da się po prostu kupić „w locie”.

Niedobór pocisków THAAD skłonił firmę Lockheed Martin do ogłoszenia w komunikacie prasowym 29 stycznia, że ​​podpisała z Pentagonem umowę o czterokrotnym zwiększeniu produkcji pocisków THAAD z 96 do 400 sztuk rocznie. W tym celu ma powstać nowy zakład produkcyjny w Arkansas. Będzie on jednak w pełni operacyjny dopiero za siedem lat, do 2033 roku.

Innymi słowy, na razie nie rozwiązuje to obecnego problemu.

Problemem nie są pieniądze; Problemem są prawa fizyki i łańcuchy dostaw. Silniki rakietowe na paliwo stałe THAAD są również wykorzystywane w pociskach ziemia-powietrze PAC-3 (Patriot), SM-3 i PrSM, a silniki do THAAD są w tej samej kolejce produkcyjnej co te.

Kolejnym problemem są głowice naprowadzające. Obecnie dla całej branży produkuje się maksymalnie 500 sztuk rocznie.

Rezultatem są długie czasy oczekiwania, o których czasami dyskutuje się w niemieckich mediach, na przykład przy zamawianiu nowych systemów Patriot dla niemieckich sił zbrojnych. Zamówiony dziś pocisk przechwytujący ma zostać dostarczony około 2030 roku.

Zbyt wielu przeciwników

Przez dekady Stany Zjednoczone opierały swoją przewagę militarną na takim stopniu, że nikt nie odważyłby się rzucić im wyzwania w wojnie konwencjonalnej. Jednak od 2022 roku Stany Zjednoczone i inne kraje zachodnie zaczęły dostarczać Ukrainie ogromne ilości pocisków Patriot. Patriot jest głównym „koniem roboczym” amerykańskiego systemu obrony powietrznej.

Teraz Stany Zjednoczone nagle stoją w obliczu co najmniej trzech stref konfliktu: Europy, gdzie Zachód prowadzi wojnę z Rosją na Ukrainie; Bliskiego Wschodu, gdzie Stany Zjednoczone bombardowały Huti i obecnie prowadzą wojnę z Iranem; oraz Azji, gdzie zbliża się konfrontacja z Chinami o Tajwan i, szerzej, o dominację regionalną.

Ale Stany Zjednoczone nie przygotowały się, tworząc oddzielne zapasy wystarczającej ilości broni dla każdej strefy konfliktu. Zamiast tego zapasy Pentagonu są scentralizowane, co oznacza, że ​​Stany Zjednoczone wykorzystują cały swój arsenał na wszystkie konflikty. To wystarczało na jeden poważny konflikt. Ale teraz, z Ukrainą i Iranem, są już dwa – i nikt nie wie, co stanie się z Chinami i Tajwanem.

Jeśli USA przeniosą rakiety Patriot z Europy na Bliski Wschód, wschodnia flanka NATO pozostanie bez ochrony. Jeśli wycofają rakiety Aegis z Japonii lub pociski THAAD z Korei Południowej, dla Pekinu otworzy się okno możliwości.

Liczy się już nie „potęga wirtualna”, czyli kwoty w budżecie wojskowym, ale „potęga realna”, czyli ilość dostępnej broni i przede wszystkim maszyn dostępnych w fabrykach.

Obecnie pojawiają się doniesienia, że ​​USA chcą przenieść systemy obrony powietrznej THAAD z Korei Południowej na Bliski Wschód, ponieważ najwyraźniej po prostu nie docenili Iranu.

Ale każdy pocisk wystrzelony dziś w irański cel jutro będzie nieosiągalny dla Tajwanu, Guamu lub Korei Południowej. Chiny oczywiście bardzo uważnie obserwują gwałtowne wyczerpywanie się amerykańskich arsenałów.

Problem polega na tym, że wojna z Iranem trwa tylko od około siedmiu dni, podczas gdy rozszerzenie produkcji pocisków THAAD zajmie 2555 dni.

Wielkie wojny to zawsze bitwy na wyniszczenie, wojny o materiały. Tak było w czasie I wojny światowej, ale także II wojny światowej, kiedy Niemcy – wspierane, dobrowolnie lub nie, przez gospodarkę wojenną całej Europy – przegrały wojnę nie tylko z powodu jej rozmiarów i woli oporu Związku Radzieckiego, ale także dlatego, że stanęły w obliczu potęgi przemysłowej trzech supermocarstw: USA, Związku Radzieckiego i Imperium Brytyjskiego.

Nie jest zatem niczym nowym, że o losach wielkich wojen często decyduje logistyka. Zgodnie z prawami matematyki, USA jak dotąd przegrywały w tej dziedzinie, ponieważ polegały na niezwykle drogich systemach uzbrojenia, trudnych w utrzymaniu i naprawie, podczas gdy ich przeciwnicy wybierali tańsze, łatwiejsze w utrzymaniu i szybko wymienialne systemy uzbrojenia.

Dotyczy to nie tylko Iranu, ale także Rosji, która produkuje znacznie więcej broni i amunicji niż cały Zachód razem wzięty. Podczas gdy zachodnia propaganda twierdzi, że Rosja stoi na krawędzi militarnej klęski na Ukrainie, w rzeczywistości, pomimo strat poniesionych w wojnie, ma ona obecnie na przykład o tysiąc czołgów więcej w zapasach niż przed wojną.

Skoro wiemy, że rezerwy THAAD topnieją jak śnieg na słońcu, musimy przyjrzeć temu, czym Pentagon próbuje wypełnić luki w obronie powietrznej.

Możliwe alternatywy

Po pierwsze, mamy Patriota z pociskami PAC-3, konia roboczego amerykańskiej i zachodniej obrony powietrznej. To ostatnia linia obrony, a na świecie istnieje znacznie więcej systemów Patriot niż systemów THAAD, a jego produkcja jest lepiej zorganizowana.

Problem polega jednak na tym, jak wspomniano, że PAC-3 i THAAD wykorzystują te same rakiety na paliwo stałe. Drastyczne zwiększenie produkcji Patriotów w celu szybkiego uzupełnienia niedoborów THAAD przypomina próbę upieczenia dwóch różnych ciast z jednym workiem mąki. Wybór jednego systemu automatycznie spowalnia produkcję drugiego.

Stany Zjednoczone dysponują również pociskami Aegis i SM-3/SM-6, które chronią amerykańskie okręty wojenne, a ich wyrzutnie MK-41 mogą być również rozmieszczone na lądzie. Ta rodzina pocisków stanowi jedyną poważną alternatywę dla THAAD pod względem skuteczności. Pentagon mógłby zatem wysłać niszczyciele do Zatoki Perskiej lub zainstalować wyrzutnie MK-41 na lądzie (Aegis Ashore).

Problem polega jednak na tym, że pocisk SM-3 kosztuje od 12 do 25 milionów dolarów. Geografia również odgrywa rolę, ponieważ Marynarka Wojenna USA nie może „pożyczać” swoich pocisków siłom lądowym w nieskończoność, nie narażając swoich grup lotniskowców na Pacyfiku na bezbronność wobec Chin.

Stany Zjednoczone dysponują również systemem David’s Sling, izraelskim systemem, którego skuteczność plasuje się pomiędzy Patriotem a THAAD i który sprawdził się już w walce z pociskami balistycznymi.

Problemem są jednak ograniczone zdolności produkcyjne Izraela. W przypadku poważnej wojny Izrael potrzebuje każdego pocisku przechwytującego i jest zależny od dodatkowych dostaw pocisków ziemia-powietrze z USA. Nadzieja, że ​​Izrael zniweluje powstającą lukę w globalnej obronie powietrznej sił zbrojnych USA, byłaby zatem iluzją.

Znaczenie strat w wojnie z Iranem

Po nieudanym ataku dekapitacyjnym na Iran, pierwsze dni wojny pokazały, że Iran był w stanie atakować bazy amerykańskie na całym Bliskim Wschodzie, a także infrastrukturę naftową i gazową krajów, które umożliwiają Stanom Zjednoczonym walkę z Iranem z ich terytorium, praktycznie bez przeszkód.

Stany Zjednoczone zaprzeczają poważnym stratom i twierdzą, że nie poniosły praktycznie żadnych strat, ale zdjęcia ze specjalistycznych satelitów zdolnych do wykrywania pożarów pokazały nagły wybuch pożarów w bazach amerykańskich na całym Bliskim Wschodzie oraz w infrastrukturze naftowej i gazowej krajów arabskich. Co więcej, fakt, że ważny amerykański szpital wojskowy w Landstuhl w Niemczech nagle przeniósł wszystkich pacjentów cywilnych do innych szpitali i priorytetowo potraktował zbiórki krwi, powinien być kolejnym dowodem na to, że sytuacja w Iranie jest dla USA znacznie gorsza niż donoszą zachodnie media.

Stany Zjednoczone zaprzeczają poważnym stratom i twierdzą, że nie poniosły prawie żadnych strat, ale zdjęcia ze specjalistycznych satelitów zdolnych do wykrywania pożarów pokazały, jak liczne pożary nagle wybuchły w bazach amerykańskich na całym Bliskim Wschodzie oraz w infrastrukturze naftowej i gazowej krajów arabskich. W związku z tym, po kilku dniach walk, USA musiały zmienić strategię i zamiast pocisków (nadlatujących irańskich pocisków) zaatakowały „strzelców” (irańskie wyrzutnie). Zaatakowały one irańskie wyrzutnie rakiet, co spowodowało, że Iran jest teraz w stanie wystrzeliwać mniej pocisków dziennie.

Nie wynika to z niedoboru irańskich pocisków, ale raczej z niedoboru (mobilnych) wyrzutni. Fakt, że USA nie były jeszcze w stanie poważnie uszkodzić irańskich zapasów, jest widoczny w utrzymującej się wysokiej intensywności irańskich ataków dronów.

Pocisk manewrujący Tomahawk

Na dodatek Stany Zjednoczone borykają się z problemem pocisków manewrujących Tomahawk, które jak wiadomo odgrywają kluczową rolę w amerykańskich atakach na inne kraje. Problem jest tu bardzo podobny do tego z pociskami ziemia-powietrze.

Według publicznie dostępnych informacji, Stany Zjednoczone posiadają około 4000 pocisków Tomahawk, wystrzeliwanych głównie z okrętów. USA wystrzeliły ponad 135 z nich przeciwko Huti w Jemenie. W 2025 roku doszło również do ataków Tomahawk na Nigerię.

Dokładna liczba pocisków Tomahawk użytych w wojnie z Iranem nie jest znana. Amerykańskie okręty wojenne wystrzeliły pociski Tomahawk w cele irańskie, a amerykańskie wojska lądowe użyły systemu rakietowego HIMARS, z którego wiele zostało również dostarczonych Ukrainie.

Przed rozpoczęciem wojny z Iranem Stany Zjednoczone zgromadziły znaczącą obecność wojskową na Bliskim Wschodzie, w tym 13 niszczycieli Marynarki Wojennej. Gdyby wszystkie pociski znajdowały się w zasięgu, mogłyby wystrzelić od 150 do 250 pocisków Tomahawk, według analizy think tanku Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych. Gdyby w atak zaangażowano również jeden z czterech okrętów podwodnych typu Ohio przebudowanych na wyrzutnie pocisków manewrujących, mogłyby zostać wystrzelone dodatkowe 154 Tomahawki. Nie jest jasne, czy taki okręt podwodny brał udział w atakach.

W najgorszym przypadku oznaczałoby to, że Stany Zjednoczone wystrzeliłyby 400 pocisków Tomahawk – 10 procent swojego globalnego arsenału – w ciągu zaledwie jednego tygodnia wojny z Iranem.

W przypadku pocisków Tomahawk jest podobnie jak z systemem obrony powietrznej: produkcja nowych zajmuje bardzo dużo czasu. Firma RTX Corporation, która produkuje pociski Tomahawk, ogłosiła niedawno podpisanie umowy z Pentagonem na zwiększenie rocznej produkcji Tomahawków z obecnych 90-100 do ponad 1000 sztuk w ramach wieloletniego programu.

Również w tym przypadku, zanim ta decyzja odniesie zauważalny skutek, miną lata, podczas gdy Stany Zjednoczone szybko wyczerpują swoje zapasy Tomahawków.

Czy Chiny pomagają Iranowi?

Jak wspomniano, Chiny bardzo uważnie obserwują to wszystko.

Ponieważ Iran jest dla Chin bardzo ważnym dostawcą ropy, kluczowe jest zrozumienie, że wojna USA z Iranem jest w rzeczywistości przede wszystkim wojną z chińską gospodarką. Jeśli Stany Zjednoczone przejmą kontrolę nad Iranem i będą mogły kierować jego eksportem ropy, Chiny albo otrzymają mniej ropy, albo będą musiały za nią znacznie więcej zapłacić. Rosnące ceny energii wpływają na gospodarkę, czego Europa doświadcza obecnie w związku z de-industrializacją.

Ponieważ Iran jest dla Chin bardzo ważnym dostawcą ropy, ważne jest zrozumienie, że wojna USA z Iranem jest w rzeczywistości przede wszystkim wojną z chińską gospodarką. Właśnie na tym polega strategia bezpieczeństwa Trumpa: Stany Zjednoczone chcą „rzucić wyzwanie” Chinom gospodarczo, ale w miarę możliwości uniknąć wojny z Chinami. Biorąc pod uwagę uszczuplone arsenały USA, nie jest to zaskakujące, ponieważ Stany Zjednoczone nie mogłyby powtórzyć scenariusza z Ukrainą w przypadku przejęcia Tajwanu przez Chiny i wymusić na Chinach kosztownej wojny zastępczej, zalewając Tajwan bronią. USA już teraz nie mają niezbędnej broni, a wojna z Iranem dodatkowo zaostrza ten problem.

Pekin jest zatem naturalnie zadowolony, gdy USA wystrzeliwują swoją amunicję na Bliskim Wschodzie, a wcześniej na Ukrainie, ponieważ każdy wystrzelony tam amerykański pocisk to o jeden pocisk mniej, którego USA mogłyby użyć w potencjalnej wojnie o Tajwan.

Według doniesień chińskie samoloty transportowe ponownie latają do Iranu. Może spróbujemy zgadnąć, co przewożą…

Książka – „Szatańska Rewolucja”. Ta książka to manifest. demaskacja. ostrzeżenie. obnażenie. 

Ta książka to manifest. demaskacja. ostrzeżenie. obnażenie.

Poznaj obronę cywilizacji łacińskiej by nie ulec siłom zła.

To nie jest neutralna książka. To mocna i bezkompromisowa odpowiedź na ukrywające się zło naszych czasów.

Ta książka jest bardzo dobrym materiałem, do tego by zrozumieć jak nasz potencjał – człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga – ma potencjał wygrywający.

====================================

prof. Jan Żaryn Historyk:

Ta książka jest bardzo dobrym materiałem, do tego by zrozumieć jak nasz potencjał – człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga – ma potencjał wygrywający.

Arkadiusz Robaczewski Filozof:

Uważam, że dużą wartością tej książki jest poszukiwanie przyczyn obecnego stanu świata. To ogromna praca, którą wykonał autor.

prof. Tomasz Grosse politolog:

Ta książka to dzieje świata, gdzie toczy się zmaganie o losy naszej cywilizacji.

prof. Adam Wielomski politolog:

Ta książka jest bardzo osobista, napisana żywym językiem. To wizja odejścia świata w stronę zła oraz analiza dlaczego jako ludzkość doszliśmy do tego momentu.

prof. Zbigniew Stawrowski Filozof:

Dla mnie przeczytanie tej książki to było głębokie przeżycie. Ta książka to manifest, który mobilizuje i zachęca do działania.

====================================

Kup książkę

Cena Regularna 79 zł

CENA PROMOCYJNA 59

  • Pełna, drukowana książka „Szatańska Rewolucja”
  • Kompleksowa analiza mechanizmów niszczenia prawdy, rodziny i wolności
  • Rozdziały poświęcone ideologii, władzy, kulturze, edukacji i psychologii
  • Wezwanie do przebudzenia i odbudowy fundamentów cywilizacji
  • Dostęp do informacji o wydarzeniach i spotkaniach związanych z książką
  • Podpis Autora (jeśli oczywiście będziesz mieć na to ochotę)

Bezsensowna wojna ideologii

Jak globaliści wykorzystują jedną stronę medalu, aby zmusić masy by błagały o tę drugą, i dlaczego ostatecznie poniosą porażkę.

Pod falami każdego globalnego wydarzenia społeczno-ekonomicznego i politycznego toczy się nieustająca, lecz często niezauważana bitwa. Wojna ta nie jest toczona tradycyjną bronią, lecz narracjami i faktami, dziennikarskimi zabiegami i cichymi, indywidualnymi aktami buntu. To konflikt definiowany przez dwie frakcje, skrajnie odmienne filozoficznie i duchowo.

Z jednej strony sieć korporacyjnych tytanów, elit, instytucji bankowych, międzynarodowych konglomeratów finansowych, think tanków i pionków politycznych. Nieustannie pracują nad ukształtowaniem psychologii publicznej i społeczeństwa zgodnie z wizją „Nowego Porządku Świata”.

Świat skrupulatnie scentralizowany, w którym to oni sprawują kontrolę nad każdym aspektem rządzenia, handlu, życia, a nawet wartości moralnych. Nazywam ich „globalistami”, terminem, którego sami czasami używają, można by dodać z nutą ironii.

Drugą stronę stanowi ruch, który wyłonił się naturalnie, spontanicznie, bez hierarchicznej struktury przywódczej. Kieruje nim jednak subtelnie przykład dawany przez różnych mentorów i aktywistów, związanych zestawem zasad zakorzenionych w prawie naturalnym.

To zróżnicowana koalicja osób religijnych, agnostyków i ateistów. To ruch ludzi ze wszystkich środowisk etnicznych i materialnych, zjednoczonych jedną, niezachwianą wiarą w jedną rzecz, co do której wszyscy się zgadzają – wrodzone, przyrodzone prawo do wolności. Będę ich kreatywnie nazywać „Ruchem Wolności”.

Globaliści, z ich łapami na sterach władzy, są dalecy od bycia dobrotliwymi strażnikami ludzkości, za jakich się uważają. Ich wizja scentralizowanego porządku świata to mrożąca krew w żyłach dystopia, w której wolności jednostki są poświęcane na ołtarzu zbiorowej kontroli. Ich teorie ekonomiczne, które propagują jako panaceum na globalne problemy, są jedynie narzędziami do konsolidacji władzy i bogactwa w rękach nielicznych.

Z drugiej strony, Ruch Wolności jest promykiem nadziei w tej nadciągającej ciemności. Jest świadectwem niezłomnego ducha ludzkiego, który pragnie wolności, bastionu przeciwko zalewowi globalizmu. Jego członkowie, poprzez indywidualne akty odwagi i buntu, zmieniają narrację naszych czasów, kwestionując status quo i śmiało marząc o świecie, w którym wolność nie jest przywilejem, lecz prawem z urodzenia.

Teorie ekonomiczne globalistów, takie jak ekonomia keynesowska, to nic innego jak pseudonaukowe uzasadnienia redystrybucji bogactwa i scentralizowanej kontroli. Opowiadają się za nadmiernymi wydatkami rządowymi jako sposobem na stymulowanie wzrostu gospodarczego, a jedyne, co to powoduje, to inflację, dewaluację waluty i obciążenie przyszłych pokoleń długiem. To jak leczenie objawów pacjenta bez zajęcia się chorobą podstawową, a co gorsza, tworzenie nowych schorzeń w tym procesie.

Tymczasem Ruch Wolności opowiada się za wolnością gospodarczą, opowiadając się za zdrową walutą, ograniczoną władzą państwową i prawdziwie wolnym rynkiem. Rozumieją, że prawdziwy dobrobyt pochodzi z indywidualnej przedsiębiorczości i innowacji, a nie z interwencji rządu. Wierzą w siłę wolnego rynku, który potrafi się sam korygować, efektywnie alokować zasoby oraz wspierać konkurencję i kreatywność.

W sferze polityki globaliści propagują fałszywą dychotomię lewicy i prawicy, tworząc atmosferę podziałów i polaryzacji. Manipulują spektrum politycznym, nastawiając ludzi przeciwko sobie, jednocześnie utrzymując władzę. To teatr polityczny, kukiełkowy spektakl mający na celu odwrócenie uwagi od ich prawdziwych celów.

Ruch Wolności, przeciwnie, przekracza te sztuczne podziały. Uznaje, że prawdziwa władza polityczna spoczywa w jednostce, a nie w partii politycznej czy instytucji rządowej. Opowiada się za powrotem do zasad konstytucyjnych, za ograniczoną władzą rządu oraz za ochroną praw i wolności jednostki. To ruch, który dąży do jednoczenia, a nie dzielenia, do wzmacniania pozycji, a nie do kontrolowania.

Ci, którzy uważają się za zwykłych widzów tej wojny, ci, którzy przymykają na nią oko, i ci, którzy są w błogiej nieświadomości, wszyscy są w poważnym błędzie. Ten konflikt dotknie każdego, nikogo nie pozostawiając bez uszczerbku.

To wojna o przyszłość ludzkości, zmaganie, które ukształtuje losy przyszłych pokoleń. Od jego wyniku zależeć będzie, czy nasze dzieci i wnuki będą miały swobodę wyboru własnej drogi, by rozwinąć swój prawdziwy potencjał, czy też zostaną skrępowane przez bezosobową, bezduszną technokrację, która niewiele dba o ich aspiracje i marzenia.

Jak zapewne się domyślacie, nie jestem bezstronnym obserwatorem tej bitwy. Są tacy, którzy w swojej intelektualnej arogancji próbują zbagatelizować ten konflikt jako zwykłą ideologiczną walkę, oskarżając obie strony o próbę narzucenia swojego światopoglądu reszcie ludzkości. Twierdzę, że takie osoby są żałośnie nieświadome prawdziwej stawki, o jaką ta gra się toczy.

Wojna między globalistami a ruchem wolnościowym nie jest błahą sprzeczką, lecz walką o samą duszę ludzkości. To bitwa między tymi, którzy dążą do kontroli, a tymi, którzy dążą do wyzwolenia, między tymi, którzy pragną dominować, a tymi, którzy pragną upodmiotowienia.

Globaliści, kierując się swoimi podstępnymi planami, dążą do stworzenia porządku świata, który tłumi indywidualność, kreatywność i wolność. Chcą narzucić ujednoliconą, wysterylizowaną wersję rzeczywistości, w której zniechęca się do różnorodności myśli, a nagradza konformizm. Podszywają się pod zbawców, obiecując utopię pokoju i dobrobytu, ale w rzeczywistości oferują jedynie dystopijny koszmar kontroli i ucisku.

Ruch Wolnościowy z kolei opowiada się za czymś zupełnie przeciwnym. Broni wolności jednostki, prawa każdego człowieka do życia według własnego uznania, o ile nie narusza to praw innych. Wierzy w siłę ludzkiego ducha, w potencjał każdego człowieka do osiągnięcia wielkości, jeśli tylko otrzyma wolność działania.

GLOBALIZM kontra „POPULIZM”

Globaliści od wieków stosują taktykę fałszywych dychotomii, dzieląc narody i ludy przeciwko sobie, aby wykorzystać wynikający z tego chaos. Jednak powyższa dychotomia jest prawdopodobnie najbliższa rzeczywistemu podziałowi, jaki kiedykolwiek zaprezentowali.

Wcześniejsze poparcie dla referendum w sprawie Brexitu w Wielkiej Brytanii, czy wybór Donalda Trumpa, wywołały falę propagandy ze strony mediów establishmentu. Przesłanie było takie, że za sprzeciwem wobec globalizacji stoją „populiści”, którzy doprowadzą do upadku krajów i światowej gospodarki. Innymi słowy, globalizm oznacza dobro, populizm oznacza zło.

Między globalistami a tymi, którzy dążą do wolnego, zdecentralizowanego i dobrowolnego społeczeństwa, toczy się prawdziwa walka. Zmienili oni jedynie niektóre etykiety i terminologię. Skuteczność tej strategii dla elit pozostaje kwestią otwartą, ale w pewnym sensie służy ona ich celom.

Użycie terminu „populista” jest tak bezduszne i oderwane od „wolności i swobód”, jak to tylko możliwe. Sugeruje nie tylko „nacjonalizm”, ale także egoistyczną formę nacjonalizmu. Globaliści liczą na to, że ludzie dostrzegą skojarzenie, iż egoistyczny nacjonalizm prowadzi do destrukcyjnego faszyzmu (tj. nazizmu). Dlatego, gdy słyszysz termin „populista”, chcą, żebyś pomyślał „nazista”.

Warto również zauważyć, że narracja o wzroście populizmu zbiega się z ponurymi ostrzeżeniami elit, że takie ruchy, jeśli będą nadal nabierać rozpędu, doprowadzą do globalnego załamania gospodarczego. Oczywiście, elity od lat organizowały załamanie gospodarcze, a jego skutki odczuwamy już od jakiegoś czasu. W przebiegłym posunięciu elity próbowały nadać ruchowi wolnościowemu miano „populistycznego” (nazistowskiego) i wykorzystać aktywistów wolnościowych jako kozły ofiarne w obliczu kryzysu finansowego, który same wywołały.

Czy społeczeństwo w pełni się na to nabierze? Nie jestem pewna. Myślę, że to zależy od tego, jak skutecznie ujawnimy ich strategię, zanim kryzys się zakorzeni. Nie mniej jednak elity poradziły sobie z kryzysem gospodarczym po mistrzowsku.

Nie ma rozwiązania, które mogłoby zapobiec jego rozwojowi. Nawet jeśli jutro wszyscy globalistyczni przestępcy staną przed sądem, a rządy odzyskają uczciwe przywództwo, nie da się zmienić sytuacji, a dekady walki będą konieczne, zanim gospodarki narodowe będą mogły ponownie rozkwitnąć.

KOMUNIZM kontra FASZYZM

To kolejna machinacja globalistów, przebiegła strategia rozbicia społeczeństw i wywołania chaosu, który następnie mogą wykorzystać do realizacji swojego planu scentralizowanej kontroli. Jeśli żywisz jakiekolwiek wątpliwości co do celowości faszyzmu i komunizmu, gorąco zachęcam do zapoznania się z drobiazgowo udokumentowanymi badaniami Antony’ego Suttona. Jego odkrycia są zbyt obszerne, by można je było tu odpowiednio podsumować, ale z pewnością warto się im przyjrzeć.

We współczesnym krajobrazie jesteśmy świadkami, jak elity takie jak George Soros finansują i wspierają najnowsze przejawy sił komunistycznych, ucieleśnione w grupach walczących o sprawiedliwość społeczną, takich jak Black Lives Matter. Kolektywistyczna gorączka i orwellowskie zachowanie tych obsesyjnie nastawionych na rasę podmiotów, w tym ruchu Black Lives Matter i feministek trzeciej fali, wywołują ostrą reakcję konserwatystów. Osoby te, znużone dyktowaniem im wszystkiego w każdej sprawie i w każdej chwili, osiągają punkt krytyczny. I to właśnie, moi przyjaciele, jest celem samym w sobie…

Aby zrozumieć stan Ameryki w 2024 roku, wystarczy spojrzeć wstecz na Europę w burzliwych latach 30. XX wieku. Kontynent został opanowany przez komunistycznych agitatorów, zarówno autentycznych, jak i sfabrykowanych przez sam establishment, podsycających niepokoje społeczne i niestabilność finansową. Elity sponsorowały i promowały wówczas faszyzm jako antidotum na komunizm. Nawet najbardziej umiarkowani konserwatyści, doprowadzeni do ostateczności przez nieustanną prowokację komunistów, w odpowiedzi przeobrazili się w coś równie potwornego.

Stany Zjednoczone mogą balansować na tej samej krawędzi, jeśli nie zachowamy ostrożności. Strzelaniny w Teksasie stanowią doskonałą okazję dla globalistów do realizacji swojego programu. Zastanówmy się nad tym przez chwilę: z jednej strony prezydenci z Partii Demokratycznej wzywają liberałów do przeciwdziałania brutalności policji poprzez dalszą federalizację organów ścigania. Z drugiej strony, niektórzy Republikanie argumentują, że bardziej zmilitaryzowana obecność policji jest rozwiązaniem, które powstrzyma grupy takie jak BLM przed dalszymi zakłóceniami porządku publicznego. Zauważcie, że jedynym oferowanym rozwiązaniem jest zwiększona obecność federalna na naszych ulicach.

Dostrzegam jednak istotną wadę w planie globalistów, polegającym na zorganizowaniu starcia komunistów z faszystami w USA, a wadą tą jest istnienie Ruchu Wolności. Ruch ten znacznie dojrzał pod względem obecności i wpływów w mediach. Obecnie dysponuje wystarczającą siłą, aby zneutralizować pewne aspekty narastających nastrojów faszystowskich wśród politycznej prawicy.

Jedynym realnym rozwiązaniem dla elit jest włączenie się w Ruch Wolnościowy. Jeśli uda im się zmanipulować zwolenników wolności, by poparli system faszystowski, będą o krok od całkowitego zwycięstwa. Jednak ten scenariusz jest wysoce nieprawdopodobny, biorąc pod uwagę niezachwiane przywiązanie zwolenników wolności do swoich zasad.

Elity mogą odnieść sukces w przekonaniu dużej części społeczeństwa do przyjęcia ich fałszywego paradygmatu, ale jeśli nie uda im się oczarować milionów ludzi tworzących Ruch Wolności, ich zadanie stanie się o wiele trudniejsze.

Kompas moralny kontra relatywizm moralny

Globaliści dążą do promowania relatywizmu moralnego jako środka kontroli, mając nadzieję na stworzenie społeczeństwa, którym łatwo manipulować i którym można rządzić. Niszcząc fundamenty dobra i zła, dążą do stworzenia świata, w którym ich wypaczone pragnienia i plany będą mogły rozkwitać bezkarnie. Jednak wrodzone ludzkie sumienie stanowi poważną przeszkodę w realizacji ich planów.

Sumienie nie jest produktem uwarunkowań społecznych ani norm kulturowych, lecz immanentnym aspektem ludzkiej psychiki. To głos w nas, który prowadzi nas ku dobru i odwodzi od zła. Nie jest to szara strefa otwarta na interpretację, lecz kompas, który wskazuje nam prawdę. Globaliści mogą próbować zaciemnić nasz osąd i zmylić zmysły, ale nie są w stanie wymazać naszego sumienia.

Pojęcie relatywizmu moralnego jest nie tylko niepraktyczne, ale i niebezpieczne. Dąży do zatarcia granicy między dobrem a złem, tworząc świat, w którym zło może maskować się jako dobro. To podstępna ideologia, która dąży do podważenia naszej moralności i zepsucia naszych dusz. Globaliści mogą promować ją jako środek postępu, ale jest ona jedynie narzędziem kontroli.

Ideologia relatywizmu moralnego może być wszechobecna w naszej kulturze popularnej, ale jeszcze się w pełni nie zakorzeniła. To dowód siły ludzkiego sumienia i naszego wrodzonego pragnienia sprawiedliwości i prawdy.

Kolektywizm kontra indywidualizm

W istocie, fundamentalną zasadą globalizmu jest poświęcenie suwerenności i indywidualizmu dla dobra ogółu. Jednak sama natura grup jest abstrakcyjna i istnieje tylko tak długo, jak długo jednostki należące do nich uznają je za żywotne.

Elity muszą przekonać ludzi, że indywidualizm jest zagrożeniem, a kolektywizm to jedyne rozwiązanie, które zapobiegnie katastrofom wyrządzanym przez tych, którzy dążą do niepodległości. Jednak większość katastrof, z którymi się mierzymy w skali krajowej lub globalnej, jest organizowana przez elity, a nie przez jednostki zbuntowane czy suwerenne państwa. Następnie wykorzystują te kryzysy, aby oczernić samą ideę suwerenności, piętnując ją jako barbarzyński relikt przeszłości, który należy wykorzenić.

Aby wzmocnić potrzebę kolektywizmu, globaliści muszą angażować się w relacje z ludźmi na poziomie psychologicznym. Choć ludzie mają wrodzoną potrzebę interakcji z innymi istotami, posiadają również wrodzoną tożsamość i dążenie do samodzielnego rozwoju bez ingerencji. Ludzie lubią być częścią grupy, o ile ich uczestnictwo jest zdrowe, dobrowolne i oparte na wyborze.

Ludzie są jednak z natury plemienni, z psychologicznymi i biologicznymi ograniczeniami co do wielkości preferowanego plemienia. Profesor Robin Dunbar, wybitny psycholog ewolucyjny w latach 90. XX wieku, odkrył poznawczy limit liczby osób, z którymi jedna osoba może utrzymywać stabilne relacje. Liczba ta waha się od 100 do 200 osób. Podobnie, istnieje ograniczenie co do wielkości grup efektywnych w porównaniu z nieefektywnymi, przy czym efektywne plemiona i społeczności zazwyczaj liczą od 500 do 2500 osób.

Ludzki umysł nie adaptuje się dobrze do rozległych grup plemiennych, a idea „globalnego plemienia” spotyka się z oporem. Ludzie lepiej funkcjonują w mniejszych grupach i nie tolerują przymusu przynależności do jakiejkolwiek grupy, zwłaszcza większej.

Może to wyjaśniać poczucie izolacji, jakiego doświadczają mieszkańcy obszarów miejskich, mimo że otaczają ich miliony sąsiadów i setki znajomych. Nadal czują się osamotnieni, ponieważ brakuje im funkcjonującej grupy o akceptowalnej liczebności.

Choć wielkie rzesze ludzi mogą być zjednoczone wokół donośnego ideału, który jest głównym powodem powstawania narodów, to właśnie na tym kończy się dobrowolne zrzeszanie się. Globalistyczny kolektywizm jest sprzeczny z naturą człowieka. Ludzie instynktownie rozpoznają go jako akt siły i ucisku i nieuchronnie będą się opierać jego fałszywej plemienności, gdy zaczną dostrzegać jego prawdziwą naturę.

CAŁKOWITA KONTROLA KONTRA RZECZYWISTOŚĆ

Dążenie globalistów do całkowitej kontroli jest nie tylko nieosiągalne, ale i fundamentalnie błędne. Cel całkowitej mikrokontroli jest matematycznie i psychologicznie niemożliwy do osiągnięcia, a ich urojeniowe dążenie rodzi słabość.

Zasada nieoznaczoności Heisenberga ilustruje ten problem, ponieważ głosi, że każdy, kto obserwuje system w działaniu, może nadal wpływać na jego zachowanie pośrednio lub nieświadomie w sposób, którego nie byłby w stanie przewidzieć. To ograniczenie prowadzi do powstania nieznanych wartości, uniemożliwiając przewidywalność i uniemożliwiając pełną kontrolę nad systemem.

Zasada ta odnosi się również do psychologii człowieka, co odkryli psychoanalitycy leczący pacjentów. Obserwator nigdy nie jest w stanie obserwować pacjenta bez pośredniego, nieprzewidywalnego wpływu na jego zachowanie. Dlatego też nigdy nie można uzyskać całkowicie obiektywnej analizy pacjenta.

Elity dążą do systemu, dzięki któremu będą mogły obserwować i wpływać na nas wszystkich w najdrobniejszych szczegółach, nie wywołując przy tym reakcji, których by się nie spodziewały. Jednak prawa fizyki i psychologii uniemożliwiają taki poziom kontroli. Zawsze będą istniały nieznane ilości, wolni radykałowie i nieprzewidywalne czynniki, które mogą zniszczyć nawet pozornie idealną utopię.

Co więcej, dowód niezupełności Kurta Gödla dostarcza matematycznego wyjaśnienia zmagań elit z nieznanymi wielkościami i ich nieuchronnej porażki. Praca Gödla dowiodła, że ​​nieskończoność jest samo-inkluzywnym paradoksem, którego nie da się zdefiniować za pomocą matematyki.

Bertrand Russell, znany globalista, niestrudzenie pracował nad udowodnieniem, że cały wszechświat można rozłożyć na liczby. Jednak wysiłki Russella okazały się bezowocne, a dowód Gödla później obalił jego teorię. Russell sprzeciwiał się dowodowi Gödla, ale bezskutecznie.

Matematyczny dowód Gödla zniszczył samo sedno ideologii globalistycznej, dowodząc, że globalistyczne aspiracje do boskości nigdy się nie spełnią. Wiedza człowieka ma swoje granice i granice tego, co może on kontrolować. Globaliści nigdy się z tym nie pogodzą, bo gdyby to zrobili, wszelkie wysiłki podejmowane przez dekady, jeśli nie wieki, byłyby bezcelowe.

Kwestia ta jest niewiadomą. Czy społeczeństwo ludzkie może kiedykolwiek zostać w pełni zdominowane, czy też akt buntu przeciwko opresyjnym systemom jest częścią natury? Ciągłe zainteresowanie establishmentu ideą „samotnego wilka” i szkodami, jakie może wyrządzić jedna osoba działająca wbrew dyktatowi systemu, sugeruje, że elity obawiają się nieprzewidywalnych reakcji, które mogłyby podważyć ich autorytet.

Prawdziwa moc kształtowania tego świata zawsze leżała w twoich rękach. Wybieraj mądrze!

Dlatego globaliści są skazani na porażkę. Nigdy nie poznają wszystkich niewiadomych. Nigdy nie będą w stanie kontrolować wszystkich wolnych radykałów. Zawsze będzie bunt. Zawsze będzie ruch na rzecz swobód.

Cały ich utopijny schemat koncentruje się wokół potrzeby wyeliminowania niewiadomych. Jednak kontrola na tych poziomach jest tak krucha, że ​​staje się bezużyteczna i śmiertelnie niebezpieczna.

W swojej arogancji zignorowali ostrzeżenia samych nauk, które czczą, i ostatecznie wyryli swój los w kamieniu. Choć mogą pozostawić po sobie ślad zniszczenia, jest to już zapisane: nie zwyciężą.

Bezsensowna wojna ideologii

Multikulturalizm to broń globalistów i nie masz prawa się przed nią chronić

Multikulturalizm to broń globalistów i nie masz prawa się przed nią chronić

Autor: AlterCabrio, 23 października 2025

Multikulturalizm wymaga od nas porzucenia zdrowego rozsądku i instynktów. Wymaga od nas poświęcenia siebie dla „większego dobra”, jakim jest integracja i współistnienie. Ale nie ma czegoś takiego jak współistnienie.

Migranci z Trzeciego Świata nie mają zamiaru tolerować naszych ideałów. Gdyby mogli, położyliby nas pod butem. Lewicowcy i globaliści patrzą na patriotów, konserwatystów i chrześcijan z wściekłą pogardą. Chcą nas wymordować, bo jesteśmy przeszkodą dla ich władzy. Mówią nam to codziennie. Może powinniśmy im uwierzyć i zacząć odpowiednio działać?

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Multikulturalizm to broń globalistów i nie masz prawa się przed nią chronić

Jeśli żyłeś w tamtym czasie i byłeś świadkiem wydarzeń z 11 września, prawdopodobnie pamiętasz nagłe pojawienie się po tej tragedii naklejek na zderzaki i koszulek z hasłem „Coexist” w całych Stanach Zjednoczonych. Przesłanie było takie, że różne kultury muszą być wobec siebie „tolerancyjne” i żyć w harmonii. Jeśli za każdym razem, gdy widziałeś to hasło, czułeś ukłucie bólu, nie byłeś sam.

Może to podświadoma niechęć do hipisów i ich zapachu ciała, ale myślę, że niechęć do tego przekazu sięga znacznie głębiej. Jest on wpisany w DNA każdego człowieka – to część naszej pamięci genetycznej. Każda kultura ma wrodzoną potrzebę ochrony przed konkurującymi kulturami i ideologiami.

Przez tysiące pokoleń uczyliśmy się, że kultura to nie tylko forma ekspresji społecznej, ale starannie skonstruowana twierdza, która chroni nas przed inwazją i zniszczeniem przez wrogie siły, pragnące odebrać nam to, co stworzyliśmy. Jednorodna kultura pomaga zachować wartości, które zapewniają naszym społeczeństwom bezpieczeństwo, przedsiębiorczość i stabilność.

Co ciekawe, autor dzieła „Coexist”, Polak o nazwisku Piotr Młodożeniec, był zagorzałym zwolennikiem niepodległości, niezależności Polski od Związku Radzieckiego. Promował współistnienie, ale nawet on nie tolerował komunistów. Wydaje się, że niektóre ideały wykluczają się wzajemnie. Pewne przestrzenie nie mogą być dzielone przez pewne przekonania.

Ta rzeczywistość stoi w sprzeczności z propagandą, którą jesteśmy bombardowani na Zachodzie od dziesięcioleci. Amerykanie od dzieciństwa są raczeni narracją o „tyglu kulturowym”. Wmawia się nam, że nasz kraj został zbudowany na otwartej imigracji. Nawet Statua Wolności mówi, że musimy przyjmować z otwartymi ramionami „zwarte masy pragnące oddychać swobodnie”, niezależnie od tego, skąd przybywają.

Oczywiście kobietą, która napisała ten wiersz w 1883 roku (zatytułowany „The New Colossus”), była Emma Lazarus, feministka i socjalistka. Wcześni socjaliści postrzegali robotników jako klasę globalną, broń, którą można było wykorzystać do destabilizacji państw narodowych i dalszego rozprzestrzeniania się tego, co ostatecznie stało się komunizmem.

Należy pamiętać, że ten okres był początkiem narracji o tyglu kulturowym w USA, szeroko popieranej przez przemysłowców poszukujących taniej siły roboczej do swoich fabryk. Motywy baronów-rozbójników i motywy socjalistów były zbieżne. I tu właśnie tkwią korzenie naszego współczesnego kryzysu. Choć udają, że są w konflikcie, zmowa między ultra-bogatymi elitami a lewicą polityczną trwa już od ponad wieku.

Dziś ruchy skrajnie lewicowe całkowicie zlały się z instytucjami mega-bogaczy. Nazywamy to partnerstwo „globalizmem”, a kluczowym filarem ich programu jest NADAL masowa imigracja, na skalę, która przyćmiewa wszystko, co Zachód widział pod koniec XIX i na początku XX wieku.

Masowa imigracja „Złotego Wieku” [Gilded Age] pochodziła głównie z krajów europejskich o zachodnim dziedzictwie – ale w naszych czasach migranci przybywają z enklaw trzeciego świata, miejsc, gdzie normą jest socjalizm, a islam jest religią dominującą. Widzieliśmy ideologiczne spustoszenie tego programu w Europie, gdzie zarówno liberałowie, jak i chrześcijanie mierzą się z brutalnością społeczną, z którą nie mieli do czynienia od dziesięcioleci.

Co więcej, jest to okrucieństwo, przed którym nie wolno nam się bronić. Bo jeśli się bronimy, stajemy się złoczyńcami. To właśnie czyni multikulturalizm idealną bronią: to metoda ataku, która wykorzystuje przeciwko nam nasze głęboko zakorzenione poczucie empatii i sprawiedliwości. Aby powstrzymać inwazję, musimy porzucić pewne ideały epoki liberalnej – musimy zaakceptować nietolerancję, bo tylko w ten sposób możemy przetrwać.

Innymi słowy, tolerancyjny liberalizm musi umrzeć, przynajmniej dopóki globalizm nie zostanie pokonany. Nie potępiam „demokracji” i jej pierwotnych założeń. Nie będę jednak zaprzeczał faktowi, że Zachód, dążąc do absolutnej wolności jednostki i absolutnej sprawiedliwości, niemądrze porzucił instynkt przetrwania na rzecz naiwnej, utopijnej wizji.

Większość kultur Trzeciego Świata gardzi naszymi postępowymi ideami i śmieje się z naszych wyobrażeń o sprawiedliwości. Postrzegają nas jedynie jako łatwy cel do splądrowania. Widzą nas jako prostaków, łatwy łup. Ich ideologie koncentrują się na odbieraniu tego, co można odebrać każdemu spoza ich plemiennego kręgu. Uważają nas za tłuste baranki, gotowe na rzeź.

Kiedy widzę wydarzenia takie jak te w Irlandii w tym tygodniu, gdzie wybuchły zamieszki po tym, jak afrykański migrant dopuścił się napaści seksualnej na 10-letnią Irlandkę, muszę zaakceptować podstawowe zasady plemienności, które mówią mi, że lepiej zachować ostrożność i unikać integracji z innymi kulturami spoza Zachodu, o ile to możliwe. Nie chodzi o kolor skóry, ale o zasady. Nie chodzi o rasizm, ale o instynkt samozachowawczy.

Globaliści przedstawili „plemienność” i „nacjonalizm” jako groteskowe pozostałości barbarzyńskiej przeszłości, a robią to ze względów strategicznych.

Lewicowcy i globaliści pragną zatarcia granic narodowych. W szczególności obrali sobie za cel podporządkowanie narodów zachodnich. Dlaczego? Ponieważ Zachód jest źródłem wolności i chrześcijaństwa. Aby zbudować globalny „nowy porządek świata” oparty na marksistowskim ateizmie, lucyferianizmie, relatywizmie moralnym itd., Zachód musi najpierw zostać osłabiony lub zniszczony.

Elity uznały, że najwygodniejszą słabością Zachodu jest nasza liberalna gotowość do dzielenia się naszą kulturą i jej bogactwem z osobami z zewnątrz. Czy istnieje lepszy sposób na zniszczenie społeczeństwa niż zalanie go ideologicznie wrogimi masami ludzi, a następnie atakowanie każdego, kto narzeka, jakby nie żył zgodnie z ich historycznymi wartościami wolności?

To wykracza daleko poza strategię Clowarda-Pivena, nie chodzi tylko o kupowanie głosów za pomocą subsydiów socjalnych i otwartych granic. Nie, chodzi o trwałe wymazanie duszy zachodniej cywilizacji.

Multikulturalizm wymaga od nas porzucenia zdrowego rozsądku i instynktów. Wymaga od nas poświęcenia siebie dla „większego dobra”, jakim jest integracja i współistnienie. Ale nie ma czegoś takiego jak współistnienie.

Migranci z Trzeciego Świata nie mają zamiaru tolerować naszych ideałów. Gdyby mogli, położyliby nas pod butem. Lewicowcy i globaliści patrzą na patriotów, konserwatystów i chrześcijan z wściekłą pogardą. Chcą nas wymordować, bo jesteśmy przeszkodą dla ich władzy. Mówią nam to codziennie. Może powinniśmy im uwierzyć i zacząć odpowiednio działać?

Nie ma powodu, żebyśmy ich tolerowali. Nie postępując szlachetnie, my popełniamy samobójstwo.

Thomas Jefferson, człowiek doskonale świadomy losu migrantów i ucisku panującego w Europie, wciąż był bardzo powściągliwy w akceptowaniu idei masowej imigracji. Zauważył:

„Przyniosą ze sobą zasady rządów, które opuszczają, wpojone im we wczesnej młodości. Albo, jeśli będą w stanie się ich pozbyć, to w zamian za nieograniczoną rozwiązłość, popadając, jak to zwykle bywa, z jednej skrajności w drugą. Cudem byłoby, gdyby zatrzymali się dokładnie na granicy umiarkowanej wolności. Te zasady, wraz z ich językiem, przekażą swoim dzieciom. Proporcjonalnie do swojej liczby, podzielą się z nami prawodawstwem. Przenikną je swoim duchem, wypaczą i zniekształcą jego kierunki, czyniąc z niego heterogeniczną, niespójną, rozproszoną masę”.

Innymi słowy, Jefferson ostrzegał, że migranci, którzy przez większość życia są indoktrynowani obcymi wierzeniami, mogą nie być w stanie zrozumieć niuansów amerykańskiego życia i wolności. Zamiast tego będą czerpać z amerykańskiej kultury to, co im się podoba, ignorując ważne czynniki asymilacji i odpowiedzialności. Właśnie tego jesteśmy dziś świadkami w całym świecie zachodnim w obliczu programów masowej imigracji opracowanych przez globalistów i administrowanych przez lewicowych polityków.

Być może w ciągu najbliższych kilku lat będziemy mieli krótką przerwę z Donaldem Trumpem u władzy, ale trwałego rozwiązania nie ma. Lewica nie zamierza odłożyć na bok swoich wysiłków na rzecz otwartych granic. Cholera, protesty „No Kings” były w zasadzie próbą zawłaszczenia amerykańskiego patriotyzmu w imię otwartych granic.

Przebudzeni [woke] lewacy, którzy nienawidzą Ameryki, próbowali udawać, że patriotycznym obowiązkiem Amerykanów jest wspieranie nielegalnej imigracji. Jeśli kochasz Amerykę, musisz być gotów ją zniszczyć.

Jak już powiedziałem, to jest esencja multikulturalizmu: wykorzystywanie naszego poczucia sprawiedliwości przeciwko nam i militaryzacja naszej empatii, tak abyśmy bali się bronić przed atakiem. Rozwiązaniem jest przestać dbać o sprawiedliwość. Rozwiązaniem jest ponowne odkrycie naszej plemienności, odrzucenie multikulturalizmu, socjalizmu i globalizmu oraz odmowa dalszych kompromisów. Rozwiązaniem jest porzucenie liberalnych koncepcji tolerancji.

_________________

Multiculturalism Is A Globalist Weapon And You’re Not Allowed To Protect Yourself, Brandon Smith, October 23, 2025

Warto porównać:

Strategia Clowarda-Pivena czyli samozniszczenie Zachodu
W latach 70. marksistowscy uczeni Richard Cloward i Frances Fox Piven zaproponowali strategię przytłoczenia i destabilizacji rządu USA poprzez tworzenie kryzysów. Ich celem było bankructwo systemu opieki społecznej i wymuszenie rewolucji socjalistycznej. Jednak, jak wyjaśnia Charlie Kirk, ich wizja nie ograniczała się jedynie do opieki społecznej, lecz nakreślała szerszą strategię demontażu społeczeństwa zachodniego trzema głównymi drogami.

=======================================

Jednym z największych błędów polskich intelektualistów jest nie-wypromowanie genialnego dorobku Feliksa Konecznego. Tak wśród Polaków, jak i cudzoziemców.

A już Jędrzej Giertych przetłumaczył i wydał po angielsku „On the plurality of civilisations” (O wielości cywilizacyj). Ale brak było i jest reklamy, propagandy.

Przecież Jego Nauka o cywilizacjach tłumaczy [między innymi] to , o czym pisze Autor. I wiele innych, najważniejszych dla przeżycia ludzkości nurtów, też planów globalistów czy satanistów.

Por.: Czy cywilizacja globalistów jest naturalnym rozwojem, czy sztucznym piekielnym planem

Mirosław Dakowski

Globalizm zmienia wizerunek

Globalizm zmienia wizerunek

Wysłane przez: Marucha w dniu 2025-08-26 https://marucha.wordpress.com/2025/08/26/globalizm-zmienia-wizerunek/

Zadziwiająco cicho się zrobiło w mediach, kiedy w listopadzie ubiegłego roku protegowana globalistów Kamala Harirs przegrała w Stanach Zjednoczonych wybory prezydenckie. Była to ich pierwsza, tak duża porażka od czasu wielkiego sukcesu plandemicznego, który miał zostać forpocztą wielkiego resetu.

Od czasu plandemii nazwa organizacji „Lekarze bez granic” zdobyło całkiem inne znaczenie.

Pod koniec 2021 roku większość świata znajdowała się pod maniakalną kontrolą technokratów, a globaliści zdawali się uważać, że trzymają zachodnią cywilizację w garści. Elity nieustannie pojawiały się w mediach, otwarcie zachwalając swoje plany – od ciągłych lockdownów związanych z COVID-19, przez paszporty szczepionkowe, lockdowny klimatyczne, po bezgotówkowe cyfrowe systemy monetarne, które pozbawiają nas wszelkiej wolności gospodarczej, po „gospodarkę współdzielenia”, w której zniesiona zostaje własność prywatna, po Czwartą Rewolucję Przemysłową, w której wszystkim rządzi sztuczna inteligencja, po „Wielki Reset”, który całkowicie podważyłby system wolnego rynku i zwiastował socjalistyczną dystopię.

Ludzie zdali sobie sprawę, że to nie była zwykła teoria spiskowa. Wydarzenia na świecie nie były po prostu przypadkowymi efektami przypadku i chaosu. Rzeczywiście, istniało zadymione, cholernie puste pomieszczenie pełne nikczemnych, spiskujących pasożytów. Marsz w kierunku globalnego zarządzania był realny i teraz wszyscy, poza najgłupszymi z głupców, o tym wiedzą.

Powyższy cytat pochodzi z czwartkowego artykułu na Alt-Market.us: Po szeregu niepowodzeń globaliści zmieniają wizerunek swojego programu „Woke Capitalism”. Źródło.

Ich strategia polegała na posuwaniu się do przodu, a kiedy napotkali zbyt duży opór, robili krok do tyłu, by po jakimś czasie stosując zmodyfikowane metody ruszyć ponownie do ataku w tej wojnie przeciwko ludzkości. Ku ich zaskoczeniu te ciemne masy, jak oni uważają pospólstwo – czyli nas, okazały się nie takie znowu ciemne. Duża w tym zasługa niezależnych mediów, szczególnie platformy X, ale także Telegram, które odegrały ważną rolę w obalaniu kłamstw medialnych. Dlatego sami siejąc nienawiść i dezinformację, podjęli walkę z mową nienawiści. Cenzura pojawia się zawsze tam, gdzie brakuje logicznych i przekonujących argumentów.

Podczas mojej ostatniej wizyty w Polsce usłyszałem w radiu reklamę kursu na operatora drona. Koszt niewielki, ponieważ większą część pokrywa Unia Europejska. Taka okazja, żeby za 500 zł zdobyć licencję pozwalającą na zabawę z dronami i to na terenie całej Unii!

Zastanawiam się, kto zostanie w razie potrzeby jako pierwszy wcielony do wojska, gdyby udało się wreszcie sprowokować konflikt? Taki fachowiec to przecież bardzo poszukiwany szeregowiec, a może nawet kapral. Wysyła się ich na pozycje w pobliżu frontu, aby sterowali dronami. W wojnie na Ukrainie stanowią jeden z ważniejszych celów ataku wrogich dronów.

Maskę już nosiłeś – przyszła pora na hełm.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
https://www.world-scam.com

Davos: Współczesna wersja wysoko-technologicznego komunizmu/globalizmu

Davos: współczesna wersja

wysoko-technologicznego

komunizmu/globalizmu

Kiedy Marks tworzył ideę KOMUNIZMU, opierał się na założeniu ludzkiego ALTRUIZMU. Globaliści tworzą kolejne piekło dla Świata na tym samym fundamencie.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 27

W październiku 2024 roku, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, padło zdanie symbolizujące nadejście nowej ery gospodarczej. Kristalina Georgieva, dyrektor zarządzająca MFW, przemawiając do światowych liderów gospodarczych, przyznała: „Tradycyjny system monetarny wyczerpał swój potencjał. Jesteśmy świadkami narodzin zupełnie nowej gospodarki opartej nie na niedoborze i konkurencji, lecz na obfitości i współpracy”.

Słowa te odzwierciedlają zrozumienie, do którego coraz liczniej docierają ekonomiści, przedsiębiorcy i politycy: ludzkość przechodzi fundamentalną transformację stosunków gospodarczych. Stary model, oparty na konkurencji o ograniczone zasoby, ustępuje miejsca nowemu paradygmatowi nieograniczonej kreatywności i wzajemnego wzbogacania się.

Przełomy technologiczne, zmiany w świadomości ludzi i problemy środowiskowe stwarzają warunki do radykalnej rewizji fundamentów życia gospodarczego. Sztuczna inteligencja i automatyzacja sprawiają, że wiele dóbr i usług staje się praktycznie darmowych. Technologie cyfrowe umożliwiają tworzenie wartości bez kosztów materialnych. Rosnące zrozumienie wzajemnych powiązań wszystkich rzeczy zmienia motywacje ludzi: od akumulacji do świadczenia usług.

Stoimy u progu gospodarki obfitości – systemu, w którym głównym problemem nie jest brak zasobów, lecz ich efektywna dystrybucja i kreatywne wykorzystanie.

Pieniądze jako narzędzie kontroli

Współczesny system monetarny powstał nie jako naturalny rozwój handlu, lecz jako narzędzie kontroli nad społeczeństwem. Pieniądz pozwala niewielkiej grupie ludzi kontrolować aktywność gospodarczą miliardów ludzi, decydując, kto otrzyma zasoby, a kto zostanie ich pozbawiony.

Banki centralne, kontrolując emisję pieniądza, sprawują w praktyce władzę nad całą gospodarką. Mogą wywoływać kryzysy i boomy gospodarcze, redystrybuować bogactwo i zmuszać rządy do prowadzenia określonej polityki.

System zadłużenia zamienia większość ludzi w zakładników instytucji finansowych. Kredyty hipoteczne, pożyczki i zadłużenie rządowe tworzą piramidę zobowiązań, która zmusza ludzi do pracy na rzecz systemu, zamiast zaspokajania ich rzeczywistych potrzeb.

Poufne źródło w Banku Rozrachunków Międzynarodowych zauważa: „System monetarny jest narzędziem zniewolenia. Kto kontroluje pieniądze, kontroluje wszystko. Ale ten system dobiega końca, ponieważ ludzie zaczynają to rozumieć”.

Gospodarka sztucznego niedoboru

Współczesna gospodarka opiera się na utrzymywaniu sztucznego niedoboru. Ludzkość jest już technologicznie zdolna do zapewnienia obfitości dóbr i usług dla każdego, ale system gospodarczy wymaga niedoboru, aby utrzymać ceny i zyski.

Produkty są celowo produkowane z myślą o krótkim okresie użytkowania (planowana przestarzałość), aby ludzie kupowali nowe. Użyteczne wynalazki są wykupywane i ukrywane, jeśli zagrażają rentowności istniejących gałęzi przemysłu. System patentowy blokuje innowacje, które mogłyby radykalnie obniżyć koszty produkcji.

Rezultatem jest paradoks: w świecie obfitującym w zasoby i technologie miliardy ludzi żyją w ubóstwie. Nie z powodu braku możliwości, ale z powodu systemu gospodarczego, który potrzebuje ubóstwa do funkcjonowania.

Ekonomista Peter Joseph wykazał w swoich badaniach, że „współczesne gospodarki są strukturalnie niezdolne do zapewnienia dostatku dla wszystkich. Wymagają one niedoboru jako podstawy funkcjonowania systemu rynku pieniężnego”.

Finansjalizacja i oderwanie od rzeczywistości

Współczesna gospodarka coraz bardziej odchodzi od realnej produkcji dóbr i usług. Rynki finansowe stały się gigantycznym kasynem, w którym spekulanci grają wirtualnymi aktywami, nie tworząc realnej wartości.

Instrumenty pochodne, handel o wysokiej częstotliwości i złożone instrumenty finansowe stwarzają iluzję aktywności gospodarczej, ale nie przynoszą żadnych korzyści społeczeństwu. Co więcej, zwiększają niestabilność i ryzyko kryzysów systemowych.

W rezultacie gospodarka, w której sektor finansowy otrzymuje lwią część dochodów, nie tworząc odpowiadającej im wartości, staje się drugorzędna. Pieniądz generuje pieniądz, a realna produkcja schodzi na dalszy plan.

Prowadzi to do coraz większych nierówności, gdyż właściciele kapitału bogacą się bez większego wysiłku, podczas gdy twórcy realnej wartości pozostają biedni.

Podstawy technologiczne gospodarki obfitości

Automatyzacja i robotyzacja

Rozwój robotyki i sztucznej inteligencji fundamentalnie zmienia charakter produkcji. Roboty mogą wykonywać coraz bardziej złożone zadania przy niższych kosztach i z większą precyzją niż ludzie.

Stwarza to możliwość praktycznie darmowej produkcji wielu dóbr. Gdy roboty produkują roboty, koszt produkcji zbliża się do zera i jest ograniczony jedynie kosztem surowców i energii.

Automatyzacja uwalnia ludzi od rutynowych obowiązków, pozwalając im zaangażować się w kreatywność, relacje i rozwój duchowy. Wymaga to jednak rewizji fundamentów systemu gospodarczego, który nadal opiera się na potrzebie sprzedaży własnej pracy.

Już teraz całe gałęzie przemysłu praktycznie pustoszeją. Nowoczesne fabryki wymagają dziesiątki razy mniej pracowników niż ich poprzednicy. Ten trend będzie się tylko nasilać.

Źródło Tesli podkreśla: „Zmierzamy w kierunku w pełni zautomatyzowanej produkcji. Roboty będą produkować wszystko, od samochodów po domy. Dzięki temu większość dóbr stanie się praktycznie darmowa”.

Technologie cyfrowe i gospodarka „bez ciężaru”

Technologie cyfrowe tworzą nowy typ gospodarki, w której główne produkty – informacje, programy, treści – można kopiować w nieskończoność bez dodatkowych kosztów. Koszt wytworzenia produktu cyfrowego dąży do zera po stworzeniu oryginału.

Jest to fundamentalnie sprzeczne z tradycyjną ekonomią niedoboru. Informacji nie da się „wydać” – można ją jedynie pomnożyć. Im więcej osób korzysta z programu lub pomysłu, tym staje się on cenniejszy.

Internet stworzył już gospodarkę obfitości informacji. Ogromne zasoby wiedzy są dostępne za darmo dla każdego, kto ma połączenie z Internetem. To radykalnie zdemokratyzowało dostęp do edukacji i informacji.

Blockchain i kryptowaluty pokazują potencjał tworzenia zdecentralizowanych systemów gospodarczych, niezależnych od tradycyjnych instytucji finansowych.

Druk 3D i produkcja rozproszona

Technologia druku 3D obiecuje zrewolucjonizować produkcję dóbr. Możliwość drukowania złożonych obiektów z prostych materiałów radykalnie obniża koszty produkcji i czyni ją dostępną dla każdego.

Drukarki 3D mogą produkować wszystko, od prostych narzędzi po złożoną elektronikę. Wraz z rozwojem technologii możliwe będzie nawet drukowanie organów i żywych tkanek.

[g. prawda.. „Stworzenie życia” jest mrzonką. md]

Umożliwia to w pełni rozproszoną produkcję, w której każdy może wytwarzać potrzebne mu towary w domu lub w lokalnych laboratoriach. Nie ma potrzeby masowej produkcji, długich łańcuchów dostaw ani dużych inwestycji kapitałowych.

Projekty produktów można swobodnie udostępniać w Internecie, umożliwiając każdemu tworzenie kopii. To tworzy gospodarkę, w której idee i projekty, a nie przedmioty fizyczne, stanowią główną wartość.

Alternatywne modele ekonomiczne

Gospodarka darów

Gospodarka darów opiera się na zasadzie bezinteresownej wymiany, w której ludzie oddają swoje zasoby i talenty nie oczekując bezpośredniego zwrotu, lecz ufając, że ich potrzeby zostaną zaspokojone przez społeczność.

Ta zasada działa już w wielu dziedzinach. Programowanie open source pozwala wolontariuszom tworzyć produkty światowej klasy. Wikipedia (obecnie z zniekształconymi informacjami) to wolna encyklopedia tworzona przez miliony współpracowników. Wielu artystów i muzyków udostępnia swoje dzieła za darmo.

Gospodarka darów opiera się na obfitości, a nie na niedoborze. Kiedy ludzie mają możliwość swobodnego dawania, tworzą większą wartość niż w systemie opartym na konkurencji i akumulacji.

Kluczową zasadą jest przekonanie, że wystarczy dla każdego, jeśli zasoby są dystrybuowane sprawiedliwie. Badania pokazują, że ludzie są naturalnie skłonni do współpracy i wzajemnej pomocy, gdy nie znajdują się w stanie sztucznego niedoboru.

Gospodarka partycypacyjna

Gospodarka partycypacyjna opiera się na idei, że ludzie uzyskują dostęp do dóbr i usług nie poprzez ich posiadanie, ale poprzez uczestnictwo w systemach współdzielonych. Gospodarka współdzielenia już dowodzi skuteczności tego podejścia.

Zamiast kupować samochód, z którego korzysta się przez 5% czasu, ludzie mogą korzystać z samochodów współdzielonych w razie potrzeby, co znacznie zwiększa efektywność wykorzystania zasobów.

Ta sama zasada dotyczy mieszkań, narzędzi i sprzętu. Biblioteki rzeczy pozwalają na wynajem dowolnych dóbr do tymczasowego użytku. Przestrzenie coworkingowe zapewniają wspólne przestrzenie robocze.

Platformy cyfrowe zwiększają efektywność gospodarki współdzielenia, ułatwiając wyszukiwanie i korzystanie ze wspólnych zasobów.

Gospodarka zasobami

Gospodarka surowcowa opiera się na naukowym zarządzaniu zasobami planety w celu zapewnienia maksymalnego dobrobytu wszystkim ludziom. Zamiast systemu monetarnego, stosuje się bezpośrednie rozliczanie zasobów i ich optymalną dystrybucję.

Nowoczesne technologie – sztuczna inteligencja, big data, Internet Rzeczy – pozwalają śledzić i optymalizować wykorzystanie zasobów w czasie rzeczywistym. Możesz dokładnie wiedzieć, ile, gdzie i kiedy czegoś potrzebujesz.

Eliminuje to nadprodukcję, niedobory i nieefektywność. Zasoby są wykorzystywane tylko tam, gdzie są naprawdę potrzebne i w dokładnie takiej ilości.

Projekt Venus i ruch Zeitgeist opracowują modele takiej gospodarki, wykazując jej wykonalność techniczną.

Od dóbr materialnych do doświadczenia

W gospodarce obfitości główną wartością nie jest posiadanie dóbr materialnych, lecz zdobywanie doświadczenia, rozwijanie umiejętności, jakość relacji. Ludzie dążą nie do gromadzenia dóbr, lecz do wzbogacania swojego życia.

Ten trend jest już widoczny w krajach rozwiniętych, gdzie młodzi ludzie wolą wydawać pieniądze na podróże, edukację i rozrywkę niż na zakupy. Minimalizm staje się popularnym stylem życia.

Doświadczenia nie da się gromadzić ani monopolizować. Powstaje ono w wyniku interakcji między ludźmi a otaczającym ich światem. To tworzy podstawy gospodarki, w której wartość powstaje poprzez relacje, a nie wyzysk.

Gospodarka doświadczeń napędza kreatywność, innowacyjność, rozwój osobisty – rzeczy, które naprawdę wzbogacają ludzkie życie.

Waluty lokalne i systemy kredytów wzajemnych

Na całym świecie pojawiają się lokalne waluty i systemy wzajemnego kredytu, które umożliwiają społecznościom handel bez konieczności polegania na krajowych systemach monetarnych.

Systemy te często opierają się na rzeczywistych zasobach lub czasie pracy, a nie na zadłużeniu. Pobudzają lokalne gospodarki, wzmacniają społeczności i zmniejszają zależność od globalnych rynków finansowych.

Systemy wzajemnego kredytu pozwalają ludziom na zaciąganie pożyczek bez odsetek w oparciu o zaufanie i wzajemną odpowiedzialność. Eliminuje to pasożytniczą rolę banków i odsetek.

Technologie cyfrowe zwiększają wydajność i skalowalność takich systemów. Blockchain umożliwia tworzenie zdecentralizowanych walut, które nie są kontrolowane przez żaden organ centralny.

Gospodarka reputacji

W gospodarce cyfrowej reputacja odgrywa coraz ważniejszą rolę – jest oceną niezawodności, jakości i użyteczności przez innych uczestników systemu. Reputacja staje się nowym rodzajem waluty.

Systemy ocen online już teraz dowodzą siły gospodarki opartej na reputacji. Sprzedawcy i dostawcy usług bardziej polegają na opiniach klientów niż na tradycyjnej reklamie.

Reputacji nie da się kupić ani ukraść – można ją zdobyć jedynie poprzez uczciwą pracę i wysoką jakość usług. To motywuje do etycznego postępowania i wysokiej jakości pracy.

W czasach dobrobytu, gdy dobra materialne są tanie, reputacja może stać się główną formą bogactwa.

Transformacja pracy i aktywności

Od pracy do powołania

Duchowe podstawy nowej gospodarki

Od chciwości do hojności

Narodziny nowej rzeczywistości gospodarczej

Gospodarka obfitości nie jest utopijnym marzeniem, lecz praktyczną możliwością, która staje się coraz bardziej realna dzięki postępowi technologicznemu i ewolucji świadomości. Przejście do niej już się rozpoczęło, choć stary system opiera się zmianom.

Jak globalna większość może uwolnić się od amerykańskiego kolonializmu finansowego

Prof. Michael Hudson: Jak globalna większość może uwolnić się od amerykańskiego kolonializmu finansowego

Źródło: michael-hudson-global-majority-us-financial-colonialism

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 23

Ekonomista Michael Hudson opisuje, w jaki sposób Chiny stworzyły alternatywę dla zachodniego porządku neoliberalnego i w jaki sposób globalne Południe może rzucić wyzwanie czerpiącym zyski z amerykańskiego kolonializmu finansowego.

Kapitalizm przemysłowy był rewolucyjny w swojej walce o uwolnienie europejskich gospodarek i parlamentów od dziedzicznych przywilejów i interesów, które przetrwały feudalizm. Aby zapewnić konkurencyjność swoich produktów na rynkach światowych, przemysłowcy musieli znieść rentę gruntową płaconą europejskiej szlachcie ziemskiej, renty ekonomiczne pobierane przez monopole handlowe oraz odsetki płacone bankierom, którzy nie odgrywali żadnej roli w finansowaniu przemysłu. Te dochody rentierskie podnoszą strukturę cenową gospodarki, podnosząc koszty utrzymania i inne wydatki przedsiębiorstw, a tym samym zmniejszając zyski.

W XX wieku w Europie, Stanach Zjednoczonych i innych krajach zachodnich tradycyjny cel, jakim była redukcja rent ekonomicznych, został wycofany.

Obecnie czynsze za grunty i zasoby naturalne będące własnością prywatną stale rosną, a nawet są faworyzowane specjalnymi ulgami podatkowymi. Podstawowa infrastruktura i inne naturalne monopole są prywatyzowane przez sektor finansowy, który w dużej mierze odpowiada za fragmentację i deindustrializację gospodarek w interesie swoich klientów z sektora nieruchomości i monopolistów, którzy płacą większość swoich dochodów z czynszów w formie odsetek bankierom i obligatariuszom.

Pozostałością po środkach stosowanych przez europejskie potęgi przemysłowe i Stany Zjednoczone do budowania własnej produkcji jest wolny handel. Wielka Brytania wprowadziła wolny handel po 30-letniej walce swojego przemysłu z ziemiaństwem o zniesienie protekcjonistycznych ceł rolnych, tzw. Ustaw Zbożowych, uchwalonych w 1815 roku, aby uniemożliwić otwarcie rynku krajowego na tani import żywności, który obniżyłby czynsze dzierżawne.

Po uchyleniu tych przepisów w 1846 roku w celu obniżenia kosztów utrzymania, Wielka Brytania zaoferowała umowy o wolnym handlu krajom ubiegającym się o dostęp do jej rynku w zamian za niechronienie ich przemysłu przed brytyjskim eksportem. Celem było uniemożliwienie krajom mniej uprzemysłowionym przetwarzania własnych surowców.

W tych krajach europejscy inwestorzy dążyli do pozyskania zyskownych zasobów naturalnych, zwłaszcza praw do minerałów i ziemi, a także podstawowej infrastruktury, takiej jak koleje i kanały. Stworzyło to diametralny konflikt między unikaniem rent w krajach uprzemysłowionych a poszukiwaniem rent w swoich koloniach i innych krajach przyjmujących, podczas gdy europejscy bankierzy wykorzystywali dźwignię finansową, aby uzyskać kontrolę finansową nad byłymi koloniami, które uzyskały niepodległość w XIX i XX wieku.

Pod presją obsługi długów zewnętrznych, zaciągniętych w celu finansowania deficytu handlowego, wysiłków rozwojowych i rosnącego uzależnienia od zadłużenia, kraje będące dłużnikami zostały zmuszone do oddania kontroli fiskalnej nad swoimi gospodarkami obligatariuszom, bankom i rządom krajów będących wierzycielami, którzy wywierali na nie presję, aby sprywatyzowały swoje podstawowe monopole infrastrukturalne. Uniemożliwiło im to wykorzystanie dochodów z zasobów naturalnych do stworzenia szerokiej bazy gospodarczej dla pomyślnego rozwoju.

Podobnie jak Wielka Brytania, Francja i Niemcy dążyły do uwolnienia swoich gospodarek od dziedzictwa feudalizmu z jego przywilejami dla kapitału rentierskiego, większość krajów dzisiejszej Globalnej Większości musi uwolnić się od ciężaru czynszów i długów, które odziedziczyły po europejskim kolonializmie i kontroli wierzycieli.

W latach 50. XX wieku kraje te określano jako „słabiej rozwinięte” lub, jeszcze protekcjonalniej, „kraje rozwijające się”. Jednak połączenie zadłużenia zagranicznego i wolnego handlu uniemożliwiło im rozwój w zrównoważonym modelu publiczno-prywatnym, który przyjęły kraje Europy Zachodniej i Stany Zjednoczone.

Polityka podatkowa i inne przepisy tych krajów zostały ukształtowane pod presją Stanów Zjednoczonych i Europy, mających na celu dostosowanie ich do międzynarodowych zasad handlu i inwestycji, które utrzymują geopolityczną dominację zachodnich bankierów i inwestorów czerpiących zyski z kontroli nad majątkiem narodowym.

Eufemizm „gospodarka gospodarza” jest odpowiedni w odniesieniu do tych krajów, ponieważ penetracja gospodarcza przez Zachód przypomina biologicznego pasożyta, który żeruje na swoim gospodarzu.

Aby utrzymać te relacje, rządy Stanów Zjednoczonych i Europy blokują próby tych krajów, by pójść w ślady uprzemysłowionych krajów Europy i Stanów Zjednoczonych, które w XIX wieku wprowadziły reformy polityczne i fiskalne w swoich gospodarkach, co pozwoliło im na rozwój.

Jeżeli te kraje nie wdrożą reform fiskalnych i politycznych, mających na celu rozwój własnej suwerenności i perspektyw wzrostu opartych na własnym dziedzictwie narodowym ziemi, zasobach naturalnych i podstawowej infrastrukturze, globalna gospodarka pozostanie podzielona między zachodnie państwa rentierskie i ich gospodarzy, globalną większość, i będzie podlegać ortodoksji neoliberalnej.

Sukces chińskiego modelu stanowi zagrożenie dla porządku neoliberalnego

Kiedy amerykańscy przywódcy polityczni wskazują na Chiny jako egzystencjalnego wroga Zachodu, nie robią tego z powodu zagrożenia militarnego, ale dlatego, że oferują one skuteczną alternatywę ekonomiczną dla współczesnego, sponsorowanego przez USA neoliberalnego porządku świata.

Rozporządzenie to miało symbolizować koniec historii i osiągnąć sukces dzięki logice wolnego handlu, deregulacji rządowej i międzynarodowych inwestycji bez kontroli kapitału, przy jednoczesnym ominięciu anty-rentierskiej polityki kapitalizmu przemysłowego.

Teraz możemy dostrzec absurdalność tego zadowolonego z siebie ewangelicznego poglądu, który pojawił się dokładnie w czasie, gdy gospodarki Zachodu ulegały deindustrializacji na skutek dynamiki neoliberalnego kapitalizmu finansowego.

Ugruntowane interesy finansowe i inne interesy rentierskie odrzucają nie tylko Chiny, ale również logikę kapitalizmu przemysłowego, tak jak została ona rozwinięta przez klasycznych ekonomistów XIX wieku.

Zachodni obserwatorzy neoliberalizmu nie zauważają, że chiński „socjalizm z chińską specyfiką” osiągnął swój sukces dzięki logice podobnej do logiki kapitalizmu przemysłowego, którą klasyczni ekonomiści propagowali w celu minimalizacji dochodów rentierów .

Większość ekonomistów końca XIX wieku spodziewała się, że kapitalizm przemysłowy przekształci się w formę socjalizmu wraz ze wzrostem znaczenia inwestycji publicznych i regulacji. Wyzwolenie gospodarek i ich rządów spod kontroli właścicieli ziemskich i wierzycieli było wspólnym mianownikiem socjaldemokratycznego socjalizmu Johna Stuarta Milla, libertariańskiego socjalizmu Henry’ego George’a z jego naciskiem na opodatkowanie gruntów, spółdzielczego socjalizmu wzajemnej pomocy Piotra Kropotkina oraz marksizmu.

Chiny posunęły się dalej niż poprzednie socjalistyczne reformy gospodarki mieszanej, pozostawiając w rękach rządu kwestie pieniądza i tworzenia kredytów, a także podstawowej infrastruktury i zasobów naturalnych.

Obawa, że inne rządy pójdą w ślady Chin, sprawiła, że ideolodzy amerykańskiego i zachodniego kapitalizmu finansowego zaczęli postrzegać Chiny jako zagrożenie, ponieważ oferują model reform gospodarczych będący dokładnym przeciwieństwem tego, z czym walczyła pro- rentierska , antyrządowa ideologia XX wieku.

Zadłużenie zagraniczne wobec Stanów Zjednoczonych i innych zachodnich wierzycieli, możliwe dzięki międzynarodowym zasadom geopolitycznym na lata 1945–2025, opracowanym przez dyplomatów amerykańskich w Bretton Woods w 1944 r., zmusza kraje Globalnego Południa i inne kraje do odzyskania suwerenności gospodarczej poprzez uwolnienie się od zagranicznych (głównie zdolarowanych) obciążeń bankowych i finansowych.

Kraje te zmagają się z tym samym problemem renty gruntowej, co kapitalizm przemysłowy w Europie, ale ich renty gruntowe i surowcowe należą głównie do korporacji międzynarodowych i innych zagranicznych właścicieli praw do ropy naftowej i minerałów, lasów i plantacji latyfundiów. Pobierają oni rentę surowcową poprzez eksploatację światowych zasobów ropy naftowej i minerałów oraz wycinanie lasów.

Opodatkowanie emerytur ekonomicznych jest warunkiem koniecznym suwerenności gospodarczej

Warunkiem koniecznym dla autonomii gospodarczej krajów Globalnego Południa jest, aby zastosowały się do rad klasycznych ekonomistów i opodatkowały największe źródła dochodów z dzierżawy – czynsze gruntowe, dochody z monopoli i dochody finansowe – zamiast pozwalać na ich przepływ za granicę.

Opodatkowanie tych emerytur pomogłoby ustabilizować bilans płatniczy tych krajów i zapewniłoby rządom dochody na finansowanie infrastruktury i związanych z nią wydatków socjalnych w celu dofinansowania modernizacji ich gospodarki.

W ten sposób Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Stany Zjednoczone ugruntowały swoją dominację przemysłową, rolniczą i finansową. Nie jest to radykalna polityka socjalistyczna, ale zawsze stanowiła centralny element rozwoju kapitalizmu przemysłowego.

Odzyskanie renty gruntowej i zasobów naturalnych jako podstawy opodatkowania pozwoliłoby uniknąć opodatkowania pracy i przemysłu. Kraj nie musiałby formalnie nacjonalizować swojej ziemi i zasobów naturalnych, a jedynie opodatkowywałby rentę ekonomiczną przekraczającą rzeczywiste „zyski”, by zacytować XIX-wieczną zasadę Adama Smitha i jego następców, że renta ta stanowi naturalną podstawę opodatkowania.

Jednakże ideologia neoliberalna opisuje takie opodatkowanie emerytur i regulację monopoli lub innych zjawisk rynkowych jako interwencję w „wolny rynek”.

Ta obrona dochodu rentierskiego odwraca klasyczną definicję wolnego rynku. Klasyczni ekonomiści definiowali wolny rynek jako rynek wolny od renty ekonomicznej, a nie jako rynek wolny od jej generowania, nie mówiąc już o swobodzie rządów-wierzycieli do tworzenia „porządku opartego na regułach”, który ułatwiałby generowanie renty zagranicznej i hamował rozwój krajów-gospodarzy zależnych finansowo i handlowo.

Ulga w zadłużeniu jest warunkiem koniecznym suwerenności gospodarczej

Walka krajów o uwolnienie się od długów zagranicznych jest o wiele trudniejsza niż walka Europy w XIX wieku o zniesienie przywilejów arystokracji ziemskiej (i, co zakończyło się mniejszym sukcesem, jej bankierów), ponieważ ma charakter międzynarodowy i obecnie musi zmierzyć się z sojuszem państw wierzycielskich, które chcą utrzymać system kolonizacji finansowej stworzony dwieście lat temu, kiedy to dawne kolonie starały się finansować swoją niepodległość za pomocą pożyczek od zagranicznych bankierów.

Począwszy od lat 20. XIX wieku nowo niepodległe kraje, takie jak Haiti, Meksyk i inne kraje Ameryki Łacińskiej, a także Grecja, Tunezja, Egipt i inne byłe kolonie osmańskie, uzyskały nominalną wolność polityczną od rządów kolonialnych. Jednak aby rozwijać własny przemysł, musiały zaciągać zadłużenie zagraniczne, którego spłaty mogły niemal natychmiast ogłosić niewypłacalność, co umożliwiło wierzycielom utworzenie organów monetarnych odpowiedzialnych za politykę fiskalną.

Pod koniec XIX wieku rządy tych krajów stały się agencjami windykacyjnymi dla międzynarodowych bankierów. Zależność finansowa od bankierów i obligatariuszy zastąpiła zależność kolonialną i zmusiła kraje będące dłużnikami do nadania priorytetu fiskalnego zagranicznym wierzycielom.

Druga wojna światowa pozwoliła wielu z tych krajów zgromadzić znaczne rezerwy walutowe poprzez dostarczanie surowców stronom walczącym.

Jednakże powojenny porządek, opracowany przez dyplomatów amerykańskich, oparty na wolnym handlu i swobodnym przepływie kapitału, zniszczył te oszczędności i zmusił kraje Globalnego Południa oraz inne kraje do zaciągania pożyczek w celu pokrycia deficytu handlowego.

Powstały dług zagraniczny wkrótce przekroczył możliwości płatnicze tych krajów, co oznacza, że nie mogły go spłacić bez poddania się niszczycielskim działaniom oszczędnościowym MFW, które zablokowały inwestycje niezbędne do zwiększenia ich produktywności i poziomu życia.

Nie mieli możliwości zaspokojenia własnych potrzeb rozwojowych, inwestowania w podstawową infrastrukturę i dotowania przemysłu i rolnictwa, edukacji publicznej, opieki zdrowotnej i innych podstawowych wydatków socjalnych, charakterystycznych dla czołowych krajów uprzemysłowionych. Sytuacja ta pozostaje niezmienna.

Mają więc dziś wybór: albo spłacić swoje zagraniczne długi – kosztem własnego rozwoju – albo uznać te długi za nielegalne i domagać się ich umorzenia.

Pytanie brzmi, czy kraje będące dłużnikami osiągną suwerenność, która powinna charakteryzować międzynarodową gospodarkę równych stron, wolną od postkolonialnej kontroli innych krajów nad ich polityką podatkową i handlową oraz ich dziedzictwem narodowym.

Ich samostanowienie może zostać osiągnięte jedynie poprzez zjednoczenie się we wspólnym froncie.

Agresywne działania celne Donalda Trumpa przyspieszyły ten proces, drastycznie ograniczając rynek USA dla eksportu z krajów będących dłużnikami, w wyniku czego nie otrzymują one już dolarów na spłatę swoich obligacji i długów bankowych, których i tak nie mogą spłacić.

Świat obecnie aktywnie odchodzi od dolara.

Potrzeba stworzenia alternatywy dla powojennego porządku, którego centralną rolę odgrywały Stany Zjednoczone, została wyrażona na konferencji w Bandungu w Indonezji w 1955 roku, a później przez Ruch Państw Niezaangażowanych. Krajom tym brakowało jednak masy krytycznej samowystarczalności, by działać wspólnie.

Próby stworzenia nowego międzynarodowego porządku gospodarczego w latach 60. XX wieku napotkały ten sam problem: państwa nie były wystarczająco silne pod względem przemysłowym, rolniczym i finansowym, aby „działać samodzielnie”.

Obecny kryzys zadłużenia Zachodu, deindustrializacja oraz wymuszona instrumentalizacja handlu zagranicznego i sankcji finansowych w ramach opartego na dolarze międzynarodowego systemu finansowego, ukoronowana polityką taryfową „Ameryka na pierwszym miejscu”, stworzyły pilną potrzebę wspólnego dążenia krajów do suwerenności gospodarczej w celu uwolnienia się od kontroli Stanów Zjednoczonych i Europy nad gospodarką międzynarodową.

Kraje BRICS+, na czele z Rosją i Chinami, dopiero zaczęły rozmawiać o takiej próbie.

Sukces Chin umożliwił stworzenie globalnej alternatywy

Wielkim katalizatorem, który skłonił kraje do przejęcia kontroli nad swoim rozwojem narodowym, były Chiny. Jak wspomniano powyżej, ich przemysłowy socjalizm w dużej mierze osiągnął klasyczny cel kapitalizmu przemysłowego, jakim była minimalizacja kosztów rentierskich , głównie poprzez publiczną kreację pieniądza w celu finansowania wzrostu materialnego.

Pozostawienie pieniądza i kreacji kredytu w rękach rządu za pośrednictwem banków państwowych zapobiega przejęciu gospodarki przez finansowe i inne interesy rentierskie oraz narażaniu jej na dodatkowe koszty finansowe, charakterystyczne dla gospodarek zachodnich.

Skuteczna alternatywa Chin dla pożyczek unika dążenia do czysto finansowych korzyści kosztem fizycznej akumulacji kapitału i poziomu życia. Dlatego jest postrzegana jako egzystencjalne zagrożenie dla obecnego zachodniego systemu bankowego.

Zachodnie systemy finansowe są nadzorowane przez banki centralne, które uniezależniły się od administracji finansowej i regulacji rządowych. Ich rolą jest zapewnienie płynności komercyjnemu systemowi bankowemu, który tworzy oprocentowany dług przede wszystkim w celu kreowania bogactwa finansowego poprzez dźwignię finansową (inflację cen aktywów), a nie w celu akumulacji kapitału produkcyjnego.

Zyski kapitałowe – rosnące ceny nieruchomości i innych nieruchomości, akcji i obligacji – są znacznie wyższe niż wzrost PKB. Można je łatwo i szybko osiągnąć, udzielając bankom większych pożyczek, aby podnieść ceny dla nabywców tych aktywów.

Zamiast industrializacji systemu finansowego, zachodnie przedsiębiorstwa przemysłowe uległy financjalizacji, co doprowadziło do deindustrializacji gospodarek USA i Europy.

Majątek sfinansowany można wytworzyć bez udziału w procesie produkcji. Odsetki, odsetki za zwłokę, inne opłaty finansowe i zyski kapitałowe nie są „produktami”, ale są rejestrowane jako takie w dzisiejszych statystykach PKB.

Kosztem rosnącego zadłużenia są transfery z sektora finansowego do pracowników i przedsiębiorstw, pochodzące z płac i zysków z rzeczywistej produkcji. To zmniejsza dochód rozporządzalny na zakup produktów wytwarzanych przez siłę roboczą i kapitał, prowadząc do zadłużonej i zdeindustrializowanej gospodarki.

Strategia państw wierzycielskich i rentierskich mająca na celu zabezpieczenie globalnej kontroli

Najbardziej kompleksową strategią, która ma uniemożliwić państwom ucieczkę od ciężaru ekonomii rentierskiej, jest prowadzenie kampanii ideologicznej, od systemu edukacji po media. Celem jest kontrola narracji, które przedstawiają rząd jako opresyjnego lewiatana, z natury biurokratyczną autokrację.

Zachodnią „demokrację” definiuje się mniej politycznie niż ekonomicznie – jako wolny rynek, którego zasoby są dystrybuowane przez sektor bankowy i finansowy, niepodlegający regulacjom.

Rządy wystarczająco silne, by ograniczać bogactwo finansowe i inne bogactwa rentierskie w interesie publicznym, są demonizowane jako autokracje lub „gospodarki planowe” – tak jakby przerzucanie kredytów i zasobów do centrów finansowych, takich jak Wall Street, Londyn, Paryż i Japonia, nie prowadziło do gospodarki planowanej przez sektor finansowy w jego własnym interesie, z celem tworzenia bogactwa pieniężnego. Jej celem nie jest poprawa ogólnej gospodarki i poziomu życia.

Urzędnicy i administratorzy globalnej większości, którzy studiowali ekonomię na amerykańskich i europejskich uniwersytetach, zostali zindoktrynowani wolną od wartości (tj. wolną od czynszu) pro- rentową ideologią, która kształtuje ich pogląd na funkcjonowanie gospodarek.

Ta narracja ignoruje sposób, w jaki dług polaryzuje gospodarkę, rosnąc wykładniczo dzięki odsetkom składanym. Z głównego nurtu logiki ekonomicznej wykluczono również klasyczny kontrast między produktywnym i nieproduktywnym kredytem a inwestycjami, a także związane z nim rozróżnienie między dochodami uzyskanymi (płacami i zyskami, głównymi składnikami wartości) a dochodami niewypracowanymi (rentą ekonomiczną).

Oprócz tej kampanii ideologicznej, dyplomacja neoliberalna stosuje siłę militarną, zmianę reżimów i kontrolę nad kluczowymi międzynarodowymi biurokracjami związanymi z Organizacją Narodów Zjednoczonych, MFW i Bankiem Światowym – a także bardziej tajną sieć organizacji pozarządowych (NGO) – aby uniemożliwić państwom wycofanie się z dzisiejszych pro- rentierskich reguł fiskalnych i ustaw sprzyjających wierzycielom.

Stany Zjednoczone odegrały wiodącą rolę w stosowaniu siły i zmianie reżimu przeciwko rządom, które chciałyby opodatkować lub w inny sposób ograniczyć pobieranie renty.

Należy zauważyć, że niewielu wczesnych socjalistów (z wyjątkiem anarchistów) opowiadało się za przemocą w celu wymuszenia reform. To grupy interesu, niechętne utracie przywilejów stanowiących podstawę ich bogactwa, nie wahały się użyć przemocy w obronie swojego bogactwa i władzy przed próbami reform mających na celu ograniczenie ich przywilejów.

Aby zachować suwerenność, narody muszą stworzyć alternatywę, która pozwoli im samodzielnie decydować o swoim rozwoju gospodarczym, monetarnym i politycznym. Jednak amerykańska dyplomacja postrzega każdą próbę wprowadzenia niezbędnych reform politycznych i fiskalnych oraz silnych regulacji rządowych jako egzystencjalne zagrożenie dla kontroli USA nad międzynarodowymi finansami i handlem.

Nasuwa się pytanie, czy reformy i silna gospodarka publiczna są możliwe bez wojny. To naturalne, że kraje zastanawiają się, czy mogą osiągnąć suwerenność gospodarczą bez rewolucji, tak jak czyniły to Związek Radziecki, Chiny i inne kraje, które walczyły o zakończenie rządów wspieranych przez zagranicznych właścicieli ziemskich i wierzycieli.

Jedynym sposobem na ochronę suwerenności gospodarczej przed zagrożeniami militarnymi jest przystąpienie do sojuszu wzajemnego wsparcia, ponieważ poszczególne kraje mogą zostać odizolowane, jak to miało miejsce w przypadku Kuby, Wenezueli i Iranu — lub zniszczone, jak w przypadku Libii.

Jak powiedział Benjamin Franklin: „Jeśli nie będziemy trzymać się razem, będziemy wisieć podzieleni”.

Amerykańscy autorzy określają próbę połączenia sił przez inne kraje w celu osiągnięcia suwerenności gospodarczej mianem wojny cywilizacji. Choć rzeczywiście jest to starcie cywilizacji, to Stany Zjednoczone i ich sojusznicy dokonują aktów agresji wobec krajów dążących do wycofania się z systemu, który zapewnił Stanom Zjednoczonym i Europie ogromny napływ rent ekonomicznych i obsługę długu od krajów-gospodarzy, podlegających dyplomacji wspieranej przez USA.

Jak kolonializm finansowy skoncentrowany na USA zastąpił europejskie rządy kolonialne

Po II wojnie światowej era kolonializmu osadniczego ustąpiła miejsca kolonializmowi finansowemu, a gospodarka międzynarodowa została zdolaryzowana pod przewodnictwem USA.

Zasady z Bretton Woods, ustanowione w 1945 roku, umożliwiły korporacjom międzynarodowym utrzymanie rent ekonomicznych z gruntów, zasobów naturalnych i infrastruktury publicznej poza zasięgiem krajowej polityki fiskalnej. Rządy zostały sprowadzone do roli windykatorów długów zagranicznych wierzycieli i obrońców zagranicznych inwestorów przed demokratycznymi próbami opodatkowania rentierskiego majątku.

Stany Zjednoczone mogły wykorzystać handel światowy jako broń, monopolizując eksport ropy naftowej za pośrednictwem amerykańskich i sojuszniczych firm naftowych („Siedem Sióstr”), podczas gdy amerykański i europejski protekcjonizm rolny oraz polityka „pomocy” Banku Światowego zachęcały kraje borykające się z deficytem żywności do skupienia się na uprawach plantacyjnych w strefie tropikalnej, a nie na uprawie zbóż na własne potrzeby.

Umowa o wolnym handlu NAFTA z 1994 roku, zawarta przez prezydenta Billa Clintona, zalała rynek meksykański tanim eksportem produktów rolnych z USA (wspieranym przez wysokie dotacje rządowe). Meksykańska produkcja zboża załamała się, pozostawiając kraj zależnym od żywności.

Aby uniemożliwić rządom nakładanie podatków, a nawet grzywien na zagranicznych inwestorów w celu uzyskania rekompensaty za szkody wyrządzone ich krajom, dzisiejsze potęgi rentierskie stworzyły systemy rozstrzygania sporów między inwestorem a państwem (ISDS), które zobowiązują rządy do rekompensowania zagranicznym inwestorom podwyżek podatków lub regulacji zmniejszających dochody zagranicznych firm. (Szczegóły można znaleźć w rozdziale 7 mojej książki z 2022 roku pt. *The Destiny of Civilization *).

System ten blokuje suwerenność narodową, między innymi uniemożliwiając państwom-gospodarzom opodatkowanie zysków ekonomicznych z ich gruntów i zasobów naturalnych będących własnością zagraniczną. W rezultacie zasoby te stają się częścią gospodarki państwa-inwestora, a nie kraju, w którym się znajdują. (Na przykład saudyjska firma naftowa Aramco nie była odrębną spółką zależną, lecz oddziałem Standard Oil of New York (ESSO). Ten prawny szczegół oznaczał, że jej dochody i wydatki były konsolidowane w bilansie spółki-matki w USA. Umożliwiło to jej uzyskanie ulgi podatkowej z tytułu amortyzacji ropy naftowej, co w praktyce zwalniało firmę z podatku dochodowego w USA, mimo że to ropa saudyjska była wyczerpywana).

Inne państwa pozwoliły Stanom Zjednoczonym dyktować powojenny porządek, obiecując hojną pomoc na rzecz wspierania wolnego handlu, pokoju i postkolonialnej suwerenności narodowej, zapisanej w Karcie Narodów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone jednak roztrwoniły swój majątek na wydatki wojskowe za granicą i na pogoń za bogactwem finansowym w kraju.

W rezultacie potęga postindustrialnej Ameryki opiera się przede wszystkim na jej zdolności do siania spustoszenia w innych krajach, jeśli nie zaakceptują one amerykańskiego „porządku opartego na zasadach”, którego celem jest wywarcie na nich swojego wpływu.

Stany Zjednoczone nakładają protekcjonistyczne cła i kontyngenty importowe według własnego uznania oraz subsydiują rolnictwo i kluczowe technologie jako potencjalne globalne monopole high-tech, jednocześnie zabraniając innym krajom stosowania takich „socjalistycznych” lub „autokratycznych” środków w celu zwiększenia konkurencyjności. W rezultacie powstaje podwójny standard, w którym amerykański „porządek oparty na zasadach” (jego własne zasady) ma pierwszeństwo przed przestrzeganiem prawa międzynarodowego.

Polityka cenowa w rolnictwie w USA, wprowadzona za rządów Franklina D. Roosevelta w latach 30. XX wieku, jest dobrym przykładem tych podwójnych standardów. Uczyniła ona rolnictwo sektorem najbardziej dotowanym i chronionym. Stała się ona modelem dla Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, wprowadzonej w 1962 roku.

Dyplomacja USA odrzuca jednak próby innych krajów, zwłaszcza z Globalnego Południa, wprowadzania własnych subsydiów protekcjonistycznych i kontyngentów importowych w celu osiągnięcia samowystarczalności w zakresie podstawowych produktów żywnościowych – podczas gdy amerykańska „pomoc rozwojowa” i Bank Światowy (o czym wspomniano powyżej) wspierały eksport produktów z plantacji tropikalnych z krajów Globalnego Południa poprzez pożyczki na transport i rozbudowę portów. Polityka USA konsekwentnie sprzeciwiała się rolnictwu rodzinnemu i reformie rolnej w Ameryce Łacińskiej i innych krajach Globalnego Południa, często stosując przemoc.

Kroki w kierunku wielobiegunowego porządku świata

Nic dziwnego, że Rosja, która od dawna jest głównym przeciwnikiem wojskowym Stanów Zjednoczonych, stanęła na czele protestów przeciwko jednobiegunowemu porządkowi USA.

W czerwcu 2025 r. rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow opowiedział się za wielobiegunową alternatywą dla amerykańskiego porządku neoliberalnego i opisał postkolonialne zniewolenie gospodarcze krajów, które w XIX i XX wieku uzyskały niepodległość polityczną od rządów kolonialnych, a teraz stoją przed kolejnym zadaniem dokończenia procesu wyzwolenia:

Nasi afrykańscy przyjaciele są coraz bardziej świadomi, że ich gospodarki wciąż w dużej mierze opierają się na wydobyciu zasobów naturalnych tych krajów. W rzeczywistości cała wartość dodana jest produkowana i zatrzymywana przez byłe metropolie Zachodu oraz inne państwa członkowskie Unii Europejskiej i NATO.

Zachód stosuje nielegalne jednostronne sankcje, które coraz częściej stają się zapowiedzią ataku militarnego, jak miało to miejsce w Jugosławii, Iraku i Libii, a obecnie robi to w Iranie, a także narzędzia nieuczciwej konkurencji, inicjując wojny celne, przejmując aktywa państwowe innych państw i wykorzystując rolę ich walut i systemów płatniczych. W ten sposób Zachód pogrzebał model globalizacji, który rozwinął po zimnej wojnie, aby bronić swoich interesów.

Marco Rubio wygłosił podobne komentarze podczas przesłuchań w Senacie USA w sprawie zatwierdzenia nominacji Donalda Trumpa na stanowisko sekretarza stanu, stwierdzając, że „powojenny porządek globalny jest nie tylko przestarzały, ale teraz staje się bronią przeciwko nam”.

Naruszając zasady handlu zagranicznego i inwestycji, które Stany Zjednoczone same narzuciły w 1945 roku, Waszyngton po raz kolejny ucieka się do własnego „porządku opartego na zasadach”. Jednostronne cła prezydenta Trumpa mają na celu zarówno przerzucenie kosztów wojskowych nowej zimnej wojny na inne kraje, które mają kupować amerykańską broń i zapewniać armie zastępcze, jak i przywrócenie utraconej potęgi przemysłowej Stanów Zjednoczonych poprzez zmuszenie krajów do przenoszenia przemysłu do Stanów Zjednoczonych i umożliwienie amerykańskim firmom tworzenia monopoli poprzez kontrolę nad wiodącymi nowymi technologiami.

Stany Zjednoczone dążą do narzucenia praw monopolistycznych i związanych z nimi przywilejów rentierskich całemu globalnemu handlowi i inwestycjom, przynosząc korzyści tylko sobie. Polityka dyplomacji Trumpa pod hasłem „America First” wymaga od innych krajów prowadzenia handlu, płatności i transakcji dłużnych w dolarach amerykańskich, a nie we własnych walutach.

Amerykańskie „rządy prawa” to rządy prawa, które zezwalają na jednostronne żądania USA dotyczące sankcji handlowych i finansowych, które dyktują, jak i z kim inne kraje mogą handlować i inwestować. Grozi im chaos gospodarczy i konfiskata rezerw dolarowych, jeśli nie zbojkotują stosunków handlowych i inwestycyjnych z Rosją, Chinami i innymi krajami, które nie chcą poddać się kontroli USA.

Siłą nacisku, którą Stany Zjednoczone wykorzystują do wymuszania tych ustępstw od innych krajów, nie jest już ich przywództwo przemysłowe i potęga finansowa, lecz zdolność do siania spustoszenia w innych krajach. Z uwagi na twierdzenie, że Stany Zjednoczone są niezastąpionym państwem, ich zdolność do zakłócania handlu kładzie kres ich dawnej międzynarodowej potędze monetarnej i dyplomatycznej.

Początkowo potęga ta opierała się na największych rezerwach złota na świecie, jakie USA posiadały w 1945 r., na statusie największego kraju wierzycielskiego i społeczeństwa przemysłowego, a po 1971 r. na hegemonii dolara, która w dużej mierze wynikała z faktu, że amerykański rynek finansowy był najbezpieczniejszym miejscem, w którym inne kraje przechowywały swoje oficjalne rezerwy walutowe.

Dyplomatyczna inercja wywołana tymi dotychczasowymi korzyściami nie odzwierciedla już realiów roku 2025. Amerykańscy urzędnicy wciąż mają możliwość zakłócania globalnego handlu, łańcuchów dostaw i ustaleń finansowych, w tym systemu płatności międzynarodowych SWIFT.

Przejęcie 300 miliardów dolarów w rosyjskich depozytach przez USA i Europę nadszarpnęło reputację USA jako kraju stabilnego finansowo, podczas gdy chroniczne deficyty handlowe i bilansu płatniczego zagrażają destabilizacji międzynarodowego systemu monetarnego i wolnego handlu, dzięki którym USA stały się głównymi beneficjentami porządku światowego z lat 1945–2025.

Zgodnie z zasadą suwerenności narodowej i nieingerencji w sprawy wewnętrzne innych państw, leżącą u podstaw utworzenia Organizacji Narodów Zjednoczonych (podstawowej zasady prawa międzynarodowego opartej na pokoju westfalskim z 1648 r.), rosyjski minister spraw zagranicznych Ławrow (w cytowanym powyżej przemówieniu) opisał potrzebę stworzenia „mechanizmów handlu zagranicznego, których Zachód nie może kontrolować, takich jak korytarze transportowe, alternatywne systemy płatności i łańcuchy dostaw”.

Jako przykład tego, w jaki sposób Stany Zjednoczone sparaliżowały Światową Organizację Handlu, którą utworzyły na podstawie zasady wolnego handlu w czasie, gdy Ameryka była wiodącą potęgą eksportową na świecie, podał:

Gdy Amerykanie zdali sobie sprawę, że stworzony przez nich globalny system oparty na uczciwej konkurencji, nienaruszalnych prawach własności, domniemaniu niewinności i podobnych zasadach, który przez dziesięciolecia zapewniał im dominację, zaczął dawać przewagę ich konkurentom, zwłaszcza Chinom, podjęli drastyczne kroki.

Kiedy Chiny zaczęły je prześcigać na własnym terenie i według własnych zasad, Waszyngton po prostu zablokował Organ Apelacyjny WTO. Sztucznie pozbawiając go kworum, skutecznie unieruchomili ten ważny mechanizm rozstrzygania sporów – i tak jest do dziś.

Stany Zjednoczone były w stanie zablokować zagraniczny sprzeciw wobec swojej nacjonalistycznej polityki dzięki prawu weta w Organizacji Narodów Zjednoczonych, Międzynarodowym Funduszu Walutowym i Banku Światowym. Nawet bez tego prawa, amerykańscy dyplomaci mogli uniemożliwić agencjom ONZ działanie niezależnie od woli USA, odmawiając mianowania przywódców lub sędziów, którzy nie byli w swej istocie lojalni wobec amerykańskiej polityki zagranicznej.

Najnowszym, głośnym przykładem jest Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA), której zadaniem jest ograniczenie rozprzestrzeniania broni jądrowej. Iran opublikował dokumenty, z których wynika, że szef agencji, Rafael Grossi, przekazał amerykańskim i izraelskim agencjom wywiadowczym nazwiska poległych irańskich naukowców oraz szczegóły dotyczące zbombardowanych irańskich obiektów nuklearnych.

Weto USA uniemożliwiło Radzie Bezpieczeństwa ONZ potępienie izraelskich ataków na ludność palestyńską. A kiedy Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) oskarżył premiera Izraela Benjamina Netanjahu o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości, do których doszło w wyniku ludobójstwa na Palestyńczykach, przedstawiciele USA nałożyli sankcje na MTK i zaapelowali o odwołanie prokuratora.

Światem nie rządzi już prawo międzynarodowe, lecz jednostronne zasady ustanowione przez Stany Zjednoczone, które mogą zostać nagle zmienione w zależności od zmienności amerykańskiej potęgi gospodarczej (lub jej utraty).

Prezydent Rosji Władimir Putin opisał tę nową sytuację w 2022 roku następująco: „Kraje zachodnie od wieków twierdzą, że przynoszą wolność i demokrację innym narodom”, ale „świat jednobiegunowy jest z natury antydemokratyczny i niewolny; jest fałszywy i na wskroś hipokrytyczny”.

Stany Zjednoczone postrzegają swoją dominującą pozycję na świecie jako odzwierciedlenie demokracji, wolnego rynku i równych szans, co ich zdaniem pozwoliło ich elitom władzy osiągnąć status najbardziej produktywnych członków gospodarki dzięki zarządzaniu i dystrybucji oszczędności i kredytów.

Rzeczywistość jest taka, że Stany Zjednoczone stały się rentierską oligarchią, która jest coraz bardziej dziedziczna. Bogactwo jej członków pochodzi głównie z nabywania aktywów o wysokiej rentowności (ziemi, zasobów naturalnych i monopoli), z których generują zyski kapitałowe, jednocześnie płacąc większość zysków w formie odsetek swoim bankierom, którzy ostatecznie otrzymują znaczną część tych zysków i stali się wiodącą klasą rządzącą nowej oligarchii.

Streszczenie

Prawdziwy konflikt dotyczący tego, jaki system gospodarczy i polityczny będzie obowiązywał większości społeczeństwa na świecie, dopiero zaczyna nabierać tempa.

Kraje Globalnego Południa i inne zostały tak głęboko zadłużone, że zmuszone zostały do sprzedaży infrastruktury publicznej, aby pokryć koszty operacyjne. Aby odzyskać kontrolę nad swoimi zasobami naturalnymi i podstawową infrastrukturą, potrzebują prawa fiskalnego do nakładania podatku od renty ekonomicznej na swoje grunty, zasoby naturalne i monopole, a także prawa do zwrotu kosztów oczyszczania środowiska nałożonych przez zagraniczne firmy naftowe i górnicze oraz do pokrycia kosztów oczyszczania ( tj. umorzeń i anulowania) długu zewnętrznego nałożonego na nie przez wierzycieli, którzy nie przyjęli odpowiedzialności za zapewnienie spłaty swoich pożyczek na obecnych warunkach.

Amerykańska retoryka ewangelicka opisuje zbliżający się polityczny i gospodarczy upadek światowej gospodarki jako „zderzenie cywilizacji” między demokracjami (tj. krajami, które popierają politykę USA) i autokracjami (tj. narodami działającymi niezależnie).

Bardziej trafne byłoby opisanie tego upadku jako walki Stanów Zjednoczonych oraz ich europejskich i zachodnich sojuszników z cywilizacją – zakładając, jak się wydaje, że cywilizacja obejmuje suwerenne prawo krajów do ustanawiania własnych praw i systemów podatkowych dla dobra swoich narodów w ramach międzynarodowego systemu ze wspólnymi podstawowymi zasadami i wartościami.

To, co zachodni ideologowie nazywają demokracją i wolnym rynkiem, okazało się agresywnym, rentiersko -finansowym imperializmem. A to, co nazywają autokracją, to rząd wystarczająco silny, by zapobiec polaryzacji ekonomicznej między super-bogatą klasą rentierów a zubożałą, szerszą populacją, jaka ma miejsce w samych zachodnich oligarchiach.

Plan Coudenhove-Kalergi: Zaprojektowane ludobójstwo białych (część 1)

Plan Coudenhove-Kalergi: Zaprojektowane ludobójstwo białych (część 1)

https://www.theoccidentalobserver.net/2016/10/04/the-coudenhove-kalergi-plan-white-genocide-by-design-part-1

4 października 2016 , dr Lasha Darkmoon

Nagrodzony Nagrodą Nobla ekonomista Joseph Stiglitz zauważył niedawno, że Europa znajduje się na krawędzi „kataklizmu”. Co to może być?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Stiglitz przewiduje rychłą śmierć Europy. Jest to jednak zwodnicze. Europa nigdzie się nie wybiera. Nadal będzie Europą, dopóki jej poszczególne państwa pozostaną nienaruszone. Stiglitz przewiduje śmierć idei przyszłego federalistycznego paneuropejskiego superpaństwa: wielojęzycznego lewiatana z jedną walutą, euro, i bez kontroli granicznych między poszczególnymi państwami. To kontynentalne superpaństwo, Stany Zjednoczone Europy, jest postrzegane jako odpowiednik Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Stiglitz formułuje swoją ponurą prognozę, ponieważ jest rozczarowany Brexitem, doniosłą decyzją Brytyjczyków o uwolnieniu się z macek europejskiego superpaństwa. Stiglitz obawia się, że inne narody w bloku UE mogą wpaść na podobne niebezpieczne pomysły. Wraz z Brexitem 17 milionów ludzi powiedziało „NIE!” byciu rządzonym przez autokratycznych obcokrajowców w innym kraju, z których wielu to niewybieralni biurokraci o wątpliwej proweniencji i odrażających ideologiach.

„Dziś [1 października 2016 roku] mija dokładnie 100 dni od momentu, gdy Wielka Brytania zagłosowała za opuszczeniem Unii Europejskiej”, pisze Quentin Letts w swoim sobotnim eseju dla Daily Mail, ujawniając, jak doniosłe słowa spikera BBC „Wychodzimy” niemal doprowadziły go do szału, gdy po raz pierwszy usłyszał dobre wieści o 4.40 rano w piątek, 24 czerwca. „Usiadłem na łóżku i zalałem się łzami radości”, wspomina. „Nasz kraj zagłosował za ucieczką z obcego więzienia Brukseli i jej antydemokratycznej Komisji. Byliśmy wolni”.

Stiglitz i jemu podobni nie pochwaliliby wzrostu populistycznych nastrojów symbolizowanych przez Brexit, najwyraźniej wierząc, że referenda powinny być traktowane poważnie tylko wtedy, gdy głosy mas pokrywają się z partykularnymi interesami rządzącej elity.

Mówimy tu o zderzeniu dwóch całkowicie niekompatybilnych światopoglądów: między tymi, którzy z jednej strony wierzą, że państwa narodowe są ważne i powinny zachować swoją suwerenność i kontrolę granic, a tymi, którzy z drugiej strony gorąco wierzą, że państwa narodowe nie są ważne i powinny przestać istnieć. Ta druga grupa, która ma obecnie ogromne wpływy, uważa, że należy zniechęcać do nacjonalistycznych nastrojów i że nacjonalizm jest nieokiełznanym złem. Dla tej bardzo potężnej elity, w której Żydzi znajdują się na wyższych szczeblach, liczy się kosmopolityczny internacjonalizm.

Warto zauważyć, że sam Stiglitz należy do żydowskiej elity, więc nie jest zaskoczeniem, że nie pochwala Brexitu. W końcu Brexit był zbiorowym wołaniem o suwerenność narodową. Było to całkowite odrzucenie kosmopolitycznego internacjonalizmu i federalnych superpaństw, takich jak Stany Zjednoczone Europy.

Tylko wtedy, gdy powstanie jeden rząd światowy, argumentują z pasją antynacjonaliści, na ziemi zapanuje pokój. To nie konkurencja jest potrzebna, ale współpraca. Forsowana jest idea, że wszyscy jesteśmy jedną wielką ludzką rodziną i musimy nauczyć się żyć w pokoju i przekuwać nasze miecze na lemiesze. Wszyscy musimy podążać w tym samym kierunku. Żydzi mają nawet zgrabną frazę opisującą to, czego tak bardzo potrzebujemy i pragniemy jako ostatecznego celu ludzkości: tikkun olam w języku hebrajskim, co dosłownie oznacza „naprawę świata”.

Świat można naprawić tylko wtedy, gdy państwa narodowe zostaną zniesione, gdy ludzie będą mogli swobodnie wędrować po nowym ziemskim raju bez granic i paszportów: mieszkać tam, gdzie chcą, pracować tam, gdzie chcą i żenić się z kim chcą ponad podziałami rasowymi.

Jest rzeczą oczywistą, że Żydzi zawsze byli w awangardzie kosmopolitycznego ruchu internacjonalistycznego lub dążenia do jednego rządu światowego. „Będziemy mieć rząd światowy, czy wam się to podoba, czy nie” – powiedział żydowski bankier James Paul Warburg w Senacie USA 17 lutego 1950 roku. „Jedyną kwestią jest to, czy rząd ten zostanie osiągnięty poprzez podbój czy zgodę”.

Skundlenie człowieka nie jest czymś, nad czym należy ubolewać, ludzie ci twierdzą, że jest to coś, czego należy sobie pobożnie życzyć. Jak bowiem „rasizm” może kiedykolwiek powrócić do swojej brzydkiej głowy w świecie bez ras? Argumentuje się, że po osiągnięciu doskonałej mongrelizacji wszyscy będą naprawdę równi. Wraz ze zniknięciem ras i nacjonalistycznych grup etnicznych znikną również różnice w IQ i nie będzie już wstydu z powodu przynależności do grupy o niższym IQ. Większość ludzi będzie jednorodna intelektualnie, z wyjątkiem elitarnej klasy mistrzowskiej, która upewni się, że zasada jednorodności intelektualnej ma zastosowanie tylko do mas.

Wraz z postępem genetycznym, nie będzie już żadnych nadmiernie grubych lub chudych ludzi, ani żadnych wyjątkowo brzydkich lub pięknych ludzi, aby brzydcy czuli się zazdrośni. Wszyscy będą jednolicie szczupli i brązowi: jasny kawowy brąz na półkuli północnej i ciemny czekoladowy brąz na południe od równika, aby uwzględnić długoterminowe skutki tropikalnego słońca. W ironicznych słowach Christiana Millera: „Końcowym rezultatem będzie utopia piękności o skórze mokki”.

W rodzinie ludzkiej zapanuje pokój.

Nikt nie będzie już musiał z nikim walczyć, nikt nie będzie musiał nikogo okradać, ponieważ wszyscy będziemy jedną wielką ludzką rodziną, w której wszystko będzie należało do wszystkich w równym stopniu. Tikkun olam zapoczątkuje Utopię – niebo na ziemi.

Niestety, nie jest to takie proste. Ponownie zacytuję Christiana Millera:

Egalitaryści twierdzą, że „problem rasowy” zniknie, jeśli tradycyjnie białe narody zasymilują się i skrzyżują z populacjami nie-białymi. Niektórzy wyobrażają sobie, że doprowadzi to do utopii brązowoskórych piękności – społeczeństwa bez rasy przez homogeniczną domyślność. Inni uznają ten scenariusz za systematyczną eliminację białej rasy – ludobójstwo białych.

Istnieją oczywiście inne komplikacje.

Niektórzy ludzie będą musieli rządzić ludzką rodziną – tak jak rodzice rządzą i opiekują się swoimi dziećmi – a więc władcy będą musieli należeć do wyższej kasty. Choć teoretycznie wszyscy ludzie będą równi w Nowym Porządku Świata, w praktyce niektórzy będą musieli być równiejsi od innych. Te wyższe istoty będą odgrywać rolę życzliwych dyktatorów, rządząc resztą ludzkości in loco parentis. Będą to, by tak rzec, People Farmers, a ludzie będą ich żywym inwentarzem.

Kim są People Farmers?

Zajmiemy się teraz szczegółowo tym pytaniem i pokażemy, w jaki sposób jest ono powiązane z masową imigracją, wielokulturowością i, pośrednio, z obecną epidemią gwałtów w Niemczech, Szwecji i innych krajach europejskich.

Jednego możemy być pewni: trwający w Europie kryzys migracyjny wydaje się być starannie zaplanowaną katastrofą, a nie nieszczęśliwym wypadkiem. Był on planowany od dziesięcioleci, odkąd hrabia Richard von Coudenhove-Kalergi (1894-1972), austro-węgierski arystokrata, którego matka była Japonką, pojawił się na scenie na początku lat dwudziestych XX wieku i założył Unię Paneuropejską, prototyp Stanów Zjednoczonych Europy. [Są też polskie i rosyjskie korzenie: Pamiętamy o Pani Kalergis, muzie naszych romantyków. MD]

Według hrabiego, który sam był kundlem, miało to być wielokulturowe superpaństwo zamieszkane przez skundlonych Europejczyków. Co więcej, miało znajdować się pod żydowskimi rządami – a raczej pod mandarynatem elitarnych Żydów i oświeconych grup wsparcia nieżydowskich filosemickich żołnierzy, którzy wierzyli równie żarliwie jak Żydzi w tikkun olam i ustanowienie jednego światowego rządu.

Po I wojnie światowej Żydzi byli coraz częściej postrzegani jako urodzeni arystokraci nowej i odradzającej się Europy: zastąpienie zniewieściałej i konającej chrześcijańskiej arystokracji ancien regime’u, która doznała pierwszego poważnego ciosu podczas rewolucji francuskiej (1789-1799).

To właśnie hrabia Richard Eljiro von Coudenhove-Kalergi (odtąd nazywany krótko „hrabią Kalergi”) w 1950 roku zdobył pierwszą nagrodę Coudenhove-Kalergi, obecnie lepiej znaną jako Nagroda Karola Wielkiego. Ta prestiżowa nagroda przyznawana jest co roku (ale czasami na zmianę) światowej sławy mężom stanu za promowanie „integracji europejskiej” – eufemizmu dla wielokulturowości, masowej imigracji z Trzeciego Świata oraz powolnego i ukrytego wymierania białych Europejczyków poprzez mieszanie się, skundlenie i ogólne krzyżowanie z ciemniejszymi rasami Trzeciego Świata. To właśnie hrabia Kalergi, w swoim magnum opus Praktischer Idealismus („Praktyczny idealizm”) z 1925 roku, przewidział przyszły świat zbudowany na założeniu żydowskiej supremacji i późniejszego rozpadu wszystkich innych narodowych grup etnicznych.

Wszystkie odrębne rasy świata zostaną pewnego dnia połączone w jeden skundlony miszmasz, przewidywał z przekonaniem, z jednym wyjątkiem narodu żydowskiego, który pozostanie nienaruszony i nienaruszony.

Poniższy fragment, przesłany mi wczoraj przez jednego z moich korespondentów, sprawił, że usiadłem i pomyślałem; nie miałem pojęcia, że Żydzi są zdolni do tak skrupulatnej koordynacji, wszyscy pracują zgodnie jak armia mrówek (lub rój pszczół), aby doprowadzić do jasno określonego rezultatu, który został wspólnie i milcząco uzgodniony z góry.

Większość ludzi wciąż nie pojęła faktu, że Żydzi są głównymi sprawcami masowej inwazji nie-białych imigrantów do białych krajów i oczywiście tylko do białych krajów.

Przykładami są Job Cohen w Holandii, Barbara Spectre w Szwecji, Ervin Kohn w Norwegii, Anneta Kahane, Angela Merkel i Gregor Gysi w Niemczech, Gerald Kaufman i David Cameron w Anglii, Ronit Lentin i Alan Shatter w Irlandii oraz George Soros i Larry Summers w USA.

Większość Żydów świadomie naciska na nieograniczoną inwazję nie-białych na te narody. Sto lat temu Emma Goldman, Bela Kun, Jacob Javits, Włodzimierz Lenin i ich bolszewiccy współpracownicy realizowali podobny program, pracując na rzecz żydowskiej władzy. Należy zrozumieć, że od dawna żydowską polityką jest obalanie i ludobójstwo białych. (Zobacz tutaj, dodano podkreślenie)

Później zajmiemy się bardziej szczegółowo (w części 2 tego eseju) hrabią Kalergi i jego programem zmiany demografii Europy. Tymczasem poniżej znajduje się krótki film wideo, który pomoże wzmocnić to, co zostało już powiedziane, a także posłuży jako łatwe wprowadzenie do toksycznych pomysłów hrabiego Coudenhove-Kalergi.

Dlaczego „toksyczne”? Ponieważ są to szkodliwe i antydemokratyczne polityki wdrażane przez neobolszewickich zelotów w Unii Europejskiej i poza nią. Wdrożenie tej nikczemnej polityki nieuchronnie oznacza śmierć Europy, jaką znamy. Wydaje się, że program masowej imigracji został złośliwie zaprojektowany w celu skundlenia białych Europejczyków w ich tradycyjnych ojczyznach. Program mieszania ras w ramach Planu Kalergi był zatem naturalnie postrzegany przez wielu białych nacjonalistów – patrz tutaj, tutaj i tutaj – jako ukryta i tchórzliwa forma białego ludobójstwa. Jest to ciche ludobójstwo, które ma odbywać się potajemnie przez kilka pokoleń, a jego białe ofiary są całkowicie nieświadome, że są wyhodowane i zastąpione przez brzydsze, bardziej brutalne podgatunki o niższym IQ.

Ponownie zacytuję Christiana Millera:

Nadrzędnym celem ruchu „otwartych granic” jest zalanie wszystkich tradycyjnie białych narodów milionami nie-białych. Nie popełnij błędu – to nie jest zwykły zbieg okoliczności. Jest to zaplanowane ludobójstwo Białych, stosowane na całym świecie.

Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Belgia, Holandia i Australia: Biali ludzie założyli i zaludnili te narody. Wszystkie te narody działały na podstawie domniemanego mandatu, jeśli nie wyraźnego prawa, że istniały jako Białe narody dla potomstwa Białych założycieli. Wszystkie te narody miały w przeważającej większości białą populację. Teraz, na początku XXI wieku, wszystkie te tradycyjnie białe narody stoją w obliczu wstrząsów demograficznych spowodowanych masową imigracją nie-białych.

Białe populacje tych krajów mają stać się mniejszościami w ciągu zaledwie kilku pokoleń.

Kiedy biali staną się mniejszością w swoich tradycyjnych ojczyznach, gra będzie skończona. To już widać na ścianie. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Niewyobrażalne okrucieństwo będzie losem, który czeka nas i nasze dzieci w nadchodzących dniach – chyba że podejmiemy drastyczne działania w samoobronie. Nie zapominajmy o starym żydowskim przysłowiu: „Kiedy wół pada, wielu jest rzeźników”.

Elitarne pasożyty czyli pięć filarów obłąkanego umysłu

Elitarne pasożyty czyli pięć filarów obłąkanego umysłu

Autor: AlterCabrio, 27 kwietnia 2025

Jednakże byłoby poważnym błędem wykluczyć globalistów jako zbiór okropnych jednostek działających w izolacji. Skrupulatnie skonstruowali całą kulturę dewiacji, dobrze naoliwioną machinę zorganizowanego zła, która stanowi egzystencjalne zagrożenie dla samej tkanki naszej cywilizacji. To nie jest problem, który można zignorować lub odrzucić. Wymaga on naszej bezpośredniej uwagi i zdecydowanych działań.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Pięć filarów obłąkanego umysłu elitarnego pasożyta

Nie będziesz miał sumienia, godności ani uczciwości, i będziesz rządził światem.

Naiwne masy trzymają się pocieszającego złudzenia, że ​​„zło” jest subiektywnym, niejednoznacznym pojęciem, rozpaczliwie chcąc wierzyć, że wszelkie destrukcyjne i złośliwe zachowania wynikają ze złego środowiska, złego wychowania lub choroby psychicznej. Uważają to za bardziej strawne, gdy dewiacja jest popełniana w imię błędnego „zysku” lub „statusu”, o ile istnieje łatwo zrozumiały powód.

To, co naprawdę przeraża przeciętnego człowieka, to nie odrażający akt przestępczości sam w sobie, ale przestępczość bez łatwo definiowalnego motywu. Możliwość, że niektórzy ludzie wyrządzają krzywdę innym nie z powodu złego traktowania przez rodziców lub niedostatków psychicznych zaciemniających ich osąd, ale dlatego, że w pełni i świadomie rozkoszują się swoimi czynami, jest koncepcją zbyt niepokojącą, by większość mogła ją rozważyć.

Nasze społeczeństwo rozpaczliwie szuka wymówek dla potworów pośród nas, być może dlatego, że przyznanie się do istnienia ciemnej strony ludzkości, która, jeśli nie zostanie powstrzymana, może przejąć kontrolę w sposób celowy i wyrachowany, jest zbyt niepokojące, by to znieść. Ta celowa ślepota wyjaśnia, dlaczego największe zbrodnie naszych czasów często pozostają niezauważone przez opinię publiczną.

Pogląd, że międzynarodowi finansiści i elity polityczne celowo organizowaliby dysproporcje ekonomiczne, chaos społeczny i wojnę światową z powodu pokręconego pragnienia scentralizowanej władzy i zaburzonego poczucia wyższości, jest po prostu zbyt przytłaczający, aby wielu go zaakceptowało. Woleliby trzymać się pocieszającej iluzji, że te straszne wydarzenia w całej historii nowożytnej są jedynie wynikiem przypadkowego zbiegu okoliczności i błędu ludzkiego.

Jednakże jest to dalekie od prawdy. W rzeczywistości większość przypadków katastrofalnej polityki kulturowej i tragedii można bezpośrednio powiązać z konkretną grupą osób, które nadużywają swoich wpływowych pozycji do nikczemnych celów, świadomie projektując nieszczęście nie tylko dla osobistych korzyści, ale dla dobra swojej „klasy społecznej”.

Na tym portalu [substack] często nazywamy tę grupę „globalistami” lub „elitami” — a czasami „pasożytami”. Infiltrują najwyższe szczeble w naszym kraju, posiadając kulturę całkowicie odrębną i odmienną od naszej. Po zbadaniu ich literatury, inicjatyw i motywów można odkryć świat napędzany dziwacznymi celami i jeszcze dziwniejszym rodzajem religijnego zapału.

Ci ludzie nie są dobroczynnymi liderami, za jakich się podają. Są raczej wyrachowanymi manipulatorami, którzy wykorzystują masy dla własnych korzyści, nie zważając na cierpienie, jakie pozostawiają po sobie. Czas, aby społeczeństwo się obudziło i rozpoznało prawdziwą naturę tych elit, zamiast usprawiedliwiać ich działania lub całkowicie odrzucać ich istnienie. Tylko poprzez zrozumienie, jak działają ich umysły, możemy mieć nadzieję na rozmontowanie ich struktur władzy i stworzenie bardziej sprawiedliwego i równego społeczeństwa.

KSENO”-FASZYZM

Globalne Elity, w swojej niepohamowanej arogancji, postrzegają siebie jako wyższą rasę istot ludzkich, klasę wyniesioną ponad resztę z nas, zwykłych śmiertelników. Wyobrażają sobie siebie jako współczesne wcielenie platońskich „Królów Filozofów”, wierząc, że tylko oni posiadają genetyczne predyspozycje do przywództwa, podczas gdy przeciętny człowiek jest intelektualnie zbyt opóźniony, aby decydować o swoim losie.

Ci samozwańczy władcy postrzegają ludzkość jako nic więcej niż tylko puste płótno, na którym oni, jako mistrzowie sztuki, mają prawo narzucać swoją wolę. Starają się kształtować społeczeństwo według swoich kaprysów i manipulować społecznymi dychotomiami, aby służyły ich własnym interesom, wszystko pod pozorem życzliwego przewodnictwa.

W rzeczywistości te elity nie są bardziej inteligentni niż reszta z nas. Ich domniemana wyższość wynika wyłącznie z odziedziczonego bogactwa i wpływów, które mylą z wrodzoną wielkością. Ich zdolność do kształtowania społeczeństwa nie jest wynikiem ich intelektualnych osiągnięć, ale raczej produktem ich ogromnych zasobów finansowych i całkowitego braku ograniczeń moralnych. Gdyby nie ich przynależność do 0,1% najbogatszych ludzi na świecie, ich czyny słusznie zostałyby potępione jako czyny zwykłych przestępców. Jednak w naszym głęboko wadliwym społeczeństwie pieniądze zbyt często kupują niesłuszny szacunek i nietykalność.

Aby naprawdę zrozumieć naturę tych globalnych elit, trzeba sobie wyobrazić prywatny klub składający się z osób z moralnym zepsuciem Johna Wayne Gacy’ego lub Charlesa Mansona, ale dysponujących 80% światowego bogactwa i środkami na zakup dobrej reklamy i immunitetu prawnego. To przerażająca rzeczywistość, z którą się mierzymy. Kliką psychopatów podszywających się pod wizjonerów, chronionych przez swoje ogromne fortuny i skorumpowany system, który stworzyli, aby służył ich interesom.

„Stopniowo, poprzez selektywną hodowlę, wrodzone różnice między rządzącymi i rządzonymi będą się zwiększać, aż staną się one niemal różnymi gatunkami. Bunt plebsu stałby się do tego stopnia nie do pomyślenia, jak zorganizowany bunt owiec przeciwko zwyczajowi jedzenia baraniny.” — Bertrand Russell, Wpływ nauki na społeczeństwo (1953), str. 49-59

„Mówiąc o przyszłości, która nastąpi najwyżej za kilka dziesięcioleci, eksperymentator w zakresie kontroli inteligencji stwierdził: „Przewiduję czasy, gdy będziemy dysponować środkami, a zatem nieuchronnie, również pokusą manipulowania zachowaniem i funkcjonowaniem intelektualnym wszystkich ludzi poprzez środowiskową i biochemiczną manipulację mózgiem” — Zbigniew Brezinski, Between Two Ages, America’s Role in the Technotronic Era 1970

DĄŻENIE DO ZEROWEGO SUMIENIA

Elity zaczęły postrzegać sumienie jako przeszkodę w osiągnięciu sukcesu, a nie cnotę, którą należy pielęgnować. Świadomie porzucają swój kompas moralny, widząc w nim nienaturalne ograniczenie, które utrudnia im osiągnięcie celów.

Jednak sumienie tak naprawdę nigdy nie znika i aby pogodzić swój naganny sposób myślenia z odległym, dręczącym poczuciem winy, uciekają się do nudnego usprawiedliwienia, że ​​ich działania służą „większemu dobru”. Rozpaczliwie trzymają się przekonania, że ​​są architektami przyszłości ludzkości i że powinniśmy być wdzięczni za ich surowe kierownictwo, nawet jeśli ich działania zdradzają głęboko zakorzenioną złą wolę.

W wypaczonej próbie złagodzenia własnej dysfunkcji moralnej, elity dążą do normalizacji przestępczości i podważają same fundamenty moralności. Starają się przekonać masy, że dobro i zło to jedynie subiektywne konstrukcje, otwarte na interpretację i podlegające kaprysom tych, którzy sprawują władzę. Podważając wrodzony kompas moralny, który tkwi w każdym z nas, mają nadzieję stworzyć świat, w którym ich własne monstrum stanie się akceptowaną normą, a ci, którzy przestrzegają wyższych standardów moralnych, zostaną uznani za wyrzutków i przestępców.

Aby utrzymać fasadę prawości, elity często owijają się płaszczem konkretnego systemu wierzeń, odgrywając rolę dobroczynnego zbawiciela, podczas gdy ich prawdziwa natura pozostaje ukryta. Angażują się w wyszukany teatr, prezentując światu starannie wykreowany wizerunek, cały czas pracując nad umocnieniem swojej władzy i kontroli. Maska zaczyna się zsuwać dopiero wtedy, gdy uwierzą, że ich pozycja jest niepodważalna, ujawniając prawdziwą głębię ich zepsucia.

Elity postrzegają sumienie jako kajdany dla ich wolności osobistej, buntując się przeciwko niemu, jakby było formą zniewolenia. W swojej krótkowzroczności nie dostrzegają, że sumienie jest darem, który do tej pory powstrzymał ludzkość przed pogrążeniem się w otchłani samozniszczenia. Nie jest więzieniem, ale raczej zabezpieczeniem przed naszymi najgorszymi impulsami.

To dążenie do zerowego sumienia jest nie tylko poważnym zagrożeniem dla moralnej tkanki społeczeństwa, ale także bezpośrednim atakiem na samą istotę tego, co znaczy być człowiekiem. Jest to światopogląd, który sprowadza jednostki do roli pionków w grze o władzę, pozbawionych swojej sprawczości i godności. Jest to filozofia, która stawia pragnienia wybranych ponad dobrostan wielu i jest to ścieżka, która może prowadzić jedynie do erozji zaufania, rozpadu więzi społecznych i ostatecznego upadku cywilizowanego społeczeństwa.

KOLEKTYWIZM

Najwięksi globaliści, choć żarliwie promują kolektywizm dla mas, często przyjmują ekstremalną formę indywidualizmu dla siebie. Rzadko dyskutują o swoim wypaczonym ideale „czystego indywidualizmu” pozbawionego samodyscypliny, zamiast tego decydują się publicznie bronić kolektywistycznego stylu życia, potępiając indywidualizm wśród zwykłych ludzi jako „samolubny” lub „narcystyczny”. Ta jaskrawa hipokryzja służy utrzymaniu ich władzy i kontroli, ponieważ manipulują masami, aby oddały swoją autonomię dla rzekomego większego dobra.

Wiele osób błędnie utożsamia „kolektywizm” ze „wspólnotą”, co jest pomieszaniem wynikającym z braku zrozumienia i doświadczenia. Społeczność to dobrowolne stowarzyszenie osób, które łączą się w celu wzajemnej pomocy i wsparcia, podczas gdy kolektywizm to wymuszona agregacja ludzi, często pod groźbą przemocy lub straty, w celu skonsolidowania władzy w rękach nielicznych.

To systematyczne niszczenie indywidualizmu pod pozorem „ochrony grupy”. We współczesnej Ameryce prawdziwa wspólnota szybko zanika, podczas gdy globalne elity zachwalają rzekome „korzyści” kolektywizmu.

Przekonując populację, że są jedynie produktami swojego środowiska, pozbawionymi wrodzonych cech i charakterystyki, elity mogą manipulować masami, aby oddały całą władzę tym, którzy obiecują najbardziej sprzyjające okoliczności. Kiedy jednostki tracą wiarę we własną sprawczość i odpowiedzialność, nieuchronnie szukają ochrony u zewnętrznych źródeł, często w formie rządu opiekuńczego lub dyktatury.

Ten podstępny proces pozbawiania społeczeństwa prawa do samostanowienia ma złowrogi cel: ustanowienie Rządu Światowego i osiągnięcie całkowitej dominacji.

Promocja kolektywizmu przez globalistów nie jest dobroczynnym przedsięwzięciem, ale raczej wyrachowaną strategią mającą na celu podważenie wolności jednostki i umocnienie własnej władzy. Poprzez promowanie kultury zależności i konformizmu, dążą do stworzenia populacji, którą łatwo kontrolować i manipulować, takiej, która chętnie odda swoje swobody za iluzję bezpieczeństwa i stabilności.

Aby zwalczać tę agendę, musimy ponownie podkreślić wartość indywidualizmu i samodzielności, a jednocześnie wspierać prawdziwe społeczności oparte na dobrowolnej współpracy i wzajemnym szacunku. Musimy odrzucić fałszywą dychotomię kolektywizmu kontra egoizm, uznając, że prawdziwy indywidualizm nie polega na narcyzmie, ale raczej na braniu odpowiedzialności za własne życie i wnoszeniu wkładu do społeczeństwa na własnych warunkach.

„W następnym stuleciu narody, jakie znamy, staną się przestarzałe. Wszystkie państwa uznają jedną, globalną władzę. Suwerenność narodowa nie była wcale takim wspaniałym pomysłem ” — Strobe Talbot, zastępca sekretarza stanu prezydenta Clintona, cytowany w Time, 20 lipca 1992r.

„SZLACHETNE KŁAMSTWO”

Koncepcja „szlachetnego kłamstwa”, tak żarliwie przyjmowana przez elity, jest zgubnym i protekcjonalnym pojęciem, które podważa samą strukturę prawdy i zaufania w społeczeństwie. Ta idea, która twierdzi, że okłamywanie mas jest dopuszczalne, jeśli służy rzekomo „pozytywnemu celowi”, jest niczym więcej niż błędną próbą klasy rządzącej manipulowania i kontrolowania populacji.

Elity, w swojej niepohamowanej arogancji, wierzą, że przeciętny obywatel jest zbyt naiwny, aby pojąć złożoność kwestii politycznych i społecznych, a zatem musi być oszukiwany dla własnego dobra. Oczywiście, ich definicja tego, co jest najlepsze dla społeczeństwa, zawsze wydaje się idealnie zgodna z ich własnymi egoistycznymi interesami.

To szlachetne kłamstwo jest błędem logicznym o tak ogromnych rozmiarach, że trudno powstrzymać się od pytania, czy globalne elity naprawdę wierzą w jego zasadność, czy też po prostu serwują własne, fałszywe kłamstwa.

Jeśli idea wymaga oszustwa, aby uzyskać akceptację, to logiczne, że musi być w niej coś fundamentalnie wadliwego i nagannego. Idee, które posiadają autentyczną siłę i integralność, nie muszą być „sprzedawane” opinii publicznej za pomocą podstępnych taktyk i manipulacji. Prawda ma sposób, aby bronić się sama i rezonować z wrodzonym ludzkim poczuciem rozsądku i moralności. Tylko destrukcyjne i złośliwe filozofie wymagają fundamentu kłamstw i propagandy, aby zakorzenić się i rozprzestrzeniać swój wpływ.

Użycie szlachetnego kłamstwa jest znakiem rozpoznawczym reżimów totalitarnych w całej historii, od machin propagandowych nazistowskich Niemiec po kult jednostki otaczający komunistycznych dyktatorów. Te opresyjne systemy polegały na systematycznym rozpowszechnianiu fałszu, aby utrzymać władzę, osłabiając zdolność społeczeństwa do odróżniania prawdy od fikcji i sprzyjając klimatowi strachu i zamieszania.

Przyjęcie szlachetnego kłamstwa przez klasę rządzącą jest nie tylko zniewagą dla zasad uczciwości i integralności, ale także poważnym zagrożeniem dla samych fundamentów demokracji. Społeczeństwo zbudowane na sieci oszustw nie może długo trwać, ponieważ zaufanie między rządzonymi a rządzącymi ulega erozji, a umowa społeczna rozpada się.

„Obecnie pracujemy dyskretnie i z całą mocą, aby wyrwać tę tajemniczą siłę zwaną suwerennością ze szponów lokalnych państw narodowych świata. Cały czas ustami zaprzeczamy temu, co robimy rękami” — profesor Arnold Toynbee w przemówieniu wygłoszonym w czerwcu 1931r. przed Instytutem Studiów nad Sprawami Międzynarodowymi w Kopenhadze.

„Naszym zadaniem jest dawać ludziom nie to, czego chcą, ale to, co według nas powinni dostać”. — Richard Salent, były prezydent, CBS News, Bill Clinton: przyjaciel czy wróg

KONTROLA POPULACJI

Koncepcja redukcji populacji, centralna zasada religii globalistycznej, jest niepokojącym i cynicznym światopoglądem, który ujawnia prawdziwą naturę elitarnego sposobu myślenia. Ci samozwańczy władcy nie tylko uważają się za gatunek wyższy z genetyczną predyspozycją do przywództwa, ale także postrzegają resztę ludzkości jako coś nie więcej niźli karaluchy i „bezużytecznych zjadaczy” – stado, które należy wybić.

Gorzką ironią redukcjonistów populacji jest to, że zawsze opowiadają się za śmiercią innych, aby rzekomo uratować planetę, ale nigdy nie poświęcają własnego życia w ofierze dla swojego tak zwanego „większego dobra”. Ta hipokryzja wynika z ich aroganckiego przekonania, że ​​są „zbyt ważni”, aby można ich było skreślić, często powołując się na swoją rzekomą inteligencję jako uzasadnienie, jednocześnie odrzucając życie mas jako błahe i jednorazowe.

Pojęcie przeludnienia jest jednak mitem, który został całkowicie obalony w licznych kręgach naukowych. Jest to przesadzona narracja forsowana przez tych, którzy mają zamiar kontrolować i manipulować.

W rzeczywistości ekspansja populacji nie jest z natury negatywna. Niesie ze sobą wiele korzyści. Rosnąca populacja oznacza więcej umysłów pracujących razem, aby rozwiązywać problemy, napędzać postęp technologiczny i pobudzać innowacje poprzez imperatyw przetrwania. Zmusza nas do rozwijania bardziej wydajnych metod produkcji i zarządzania zasobami, co ostatecznie prowadzi do postępu i lepszej jakości życia dla wszystkich. Zalety wzrostu są liczne i nie można ich zignorować tylko dlatego, że nie są zgodne z dystopijną wizją elit.

W swej istocie globalne elity nie przejmują się tak naprawdę Ziemią ani jej mieszkańcami. Ich wezwania do redukcji populacji nie są motywowane chęcią zmniejszenia zanieczyszczenia, zminimalizowania naszego śladu węglowego, ochrony zagrożonych gatunków czy zachowania ograniczonych zasobów. Zamiast tego ich prawdziwe motywy są o wiele bardziej złowrogie.

Przede wszystkim są eugenikami, którzy wierzą we wrodzoną wyższość pewnych linii genetycznych i dążą do wyeliminowania tych, których uważają za gorszych. Po drugie, uznają, że populację wyselekcjonowaną łatwiej kontrolować i nad nią dominować. Zmniejszając liczbę umysłów współpracujących ze sobą w celu rozwiązywania problemów i kwestionowania status quo, mogą skuteczniej konsolidować swoją władzę i tłumić wszelki opór wobec ich autorytarnych rządów.

„Całkowita populacja świata wynosząca 250–300 milionów ludzi, czyli spadek o 95% w stosunku do obecnego poziomu, byłaby idealna” — magazyn Audubon, wywiad z Tedem Turnerem, 1996

„Program sterylizacji kobiet po urodzeniu drugiego lub trzeciego dziecka, pomimo stosunkowo większej trudności zabiegu niż wazektomia, może być łatwiejszy do wdrożenia niż próba sterylizacji mężczyzn. […] Opracowanie długoterminowej kapsułki sterylizującej, którą można wszczepić pod skórę i usunąć, gdy chce się zajść w ciążę, otwiera dodatkowe możliwości przymusowej kontroli płodności. Kapsułkę można wszczepić w okresie dojrzewania i można ją usunąć, za oficjalnym pozwoleniem, w przypadku ograniczonej liczby urodzeń”. — John P. Holdren (główny doradca naukowy Baracka Obamy)

„Z pełnego spektrum ludzkiej osobowości jedna czwarta wybiera transcendencję… Jedna czwarta jest gotowa tak wybrać, biorąc przykład z drugiej… Jedna czwarta opiera się wyborowi. Nie pociąga ich życie, które ciągle ewoluuje. Jedna czwarta jest destrukcyjna. Rodzą się źli na Boga… Są wadliwymi nasionami… Zawsze istniały wadliwe nasiona. W przeszłości pozwolono im umrzeć „naturalną śmiercią”… My, starszyzna, cierpliwie czekaliśmy do ostatniej chwili przed transformacją kwantową, aby podjąć działania w celu wycięcia tego zepsutego i psującego [innych] elementu w ciele ludzkości. To jak obserwowanie rozwoju raka… Teraz, gdy zbliżamy się do kwantowej przemiany z człowieka-stworzenia na człowieka współtworzącego, który jest dziedzicem mocy boskich — destrukcyjna jedna czwarta musi zostać wyeliminowana z ciała społecznego. Nie mamy wyboru, kochani. Na szczęście wy, kochani, nie jesteście odpowiedzialni za ten czyn. My jesteśmy. Jesteśmy odpowiedzialni za proces selekcji Bożej dla planety Ziemia. On wybiera, my niszczymy. Jesteśmy jeźdźcami płowego konia, Śmierci. Przychodzimy, aby przynieść śmierć tym, którzy nie są w stanie poznać Boga… Jeźdźcy płowego konia wkrótce przejdą pośród was. Ponurzy żniwiarze, oddzielą ziarno od plew. To najboleśniejszy okres w historii ludzkości…” — futurystka Barbara Marx Hubbard (występująca w filmie „THRIVE”, kolektywistycznym dziele propagandowym fałszywie przedstawionym jako atak na elitarny establishment.)

Globaliści, choć są znaczącym źródłem naszych problemów społecznych, nie są jedynymi winowajcami odpowiedzialnymi za nasze zbiorowe cierpienie. My również musimy uznać naszą własną rolę w umożliwianiu ich złowrogiego planu.

Kiedy przestajemy zachowywać czujność, kiedy taplamy się we własnej ignorancji i odrzucamy edukację, kiedy oszukujemy samych siebie i przedkładamy powierzchowne pragnienia nad dobro ogółu, w praktyce rozkładamy czerwony dywan, aby siły zła mogły zinfiltrować nasze społeczeństwo.

Ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że w każdym z nas drzemie zdolność do czynienia zarówno dobra, jak i zła, a naszym indywidualnym i zbiorowym obowiązkiem jest pielęgnowanie tego pierwszego i aktywne przeciwstawianie się drugiemu.

Jednakże byłoby poważnym błędem wykluczyć globalistów jako zbiór okropnych jednostek działających w izolacji. Skrupulatnie skonstruowali całą kulturę dewiacji, dobrze naoliwioną machinę zorganizowanego zła, która stanowi egzystencjalne zagrożenie dla samej tkanki naszej cywilizacji. To nie jest problem, który można zignorować lub odrzucić. Wymaga on naszej bezpośredniej uwagi i zdecydowanych działań.

Prawdziwych bohaterów definiuje nie tylko ich niezachwiane oddanie wewnętrznemu głosowi prawdy, ale także odwaga, by zająć stanowisko, gdy prawda ta jest atakowana. Musimy stanąć na wysokości zadania i stawić czoła temu wyzwaniu, uzbrojeni w moc wiedzy i przekonanie o słuszności naszych zasad. Naszym obowiązkiem jest edukowanie innych, uświadamianie im podstępnej natury globalistycznej agendy i mobilizowanie ich do obrony naszych wspólnych wartości.

Kiedy nadejdzie czas, a nadejdzie, musimy być gotowi narażać się na niebezpieczeństwo, aby wyciąć globalistycznego raka z naszego społeczeństwa, zanim dokona przerzutów i pochłonie wszystko, co jest nam drogie. Nie możemy pozwolić sobie na bierne obserwowanie, jak uwalniają swój szalejący elitarny zapał, pozostawiając po sobie tylko zniszczenie i rozpacz.

Walka z globalistami nie jest dla osób o słabym sercu, ani nie jest bitwą, którą można wygrać za pomocą półśrodków i kompromisów. Wymaga niezachwianej determinacji, jasności moralnej i gotowości do konfrontacji z niewygodnymi prawdami. Musimy być przygotowani na wyzwanie zakorzenionych struktur władzy, które umożliwiają ich wpływ, nawet jeśli oznacza to stawianie czoła ośmieszaniu, ostracyzmowi lub czemuś gorszemu.

Czy podejmiemy wyzwanie i odzyskamy nasze przeznaczenie, czy też ulegniemy samozadowoleniu i pozwolimy globalistom poprowadzić nas ścieżką ruiny? Wybór należy do nas, a historia osądzi nas na podstawie działań, które podejmiemy w tym decydującym momencie.

Czerpmy siłę z wiedzy, że jesteśmy po właściwej stronie historii, że nasza sprawa jest słuszna i że prawda ostatecznie zwycięży. Stańmy razem, zjednoczeni w naszej determinacji, aby ujawnić globalistyczną agendę i zbudować lepszy świat dla siebie i przyszłych pokoleń. Droga przed nami może być długa i trudna, ale z odwagą, przekonaniem i niezachwianym zaangażowaniem w prawdę, zwyciężymy nad siłami zorganizowanego zła i zapewnimy jaśniejszą przyszłość dla wszystkich.

__________________

The Five Pillars of the Elitist Parasite’s Deranged Mindset, A Lily Bit, May 09, 2024

−∗−

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

komentarze

  1. AlterCabrio 27 kwietnia 2025
  2. Chyba jedyna definicja.Ksenofaszyzm
  3. CzarnaLimuzyna 28 kwietnia 2025   – w odpowiedzi do: AlterCabrio 23:09
  4. Dobry artykuł zbieżny z intuicją i poglądami kilku współczesnych polskich myślicieli
  5. Ksenofaszyzm… Jak to ostatecznie rozumie autor w tym kontekście? Pejoratywnie. Przytoczona definicja wydaje się opisywać też pejoratywnie – “całkowicie niszczy wolność przez jej ochronę”. Bo jeżeli autor odnosi się do faszyzmu globalistów, to przedrostek kseno raczej nie powinien być stosowany… chyba że “kseno”- faszyzm
  6. Dlatego, że kojarzy jako coś wykreowanego – sprzecznego z Ksenofilią – bezkrytycznym manifestowaniem otwartości i sympatii wobec wszystkiego, co odmienne, obce w rodzimej kulturze, cywilizacji, sprzeczne z systemem moralnym, a także w konsekwencji z interesem politycznym, racją stanu narodu.
  7. Sprzeciw wobec ksenofilii i podobnych wynaturzeń jest określany u nas mianem: ksenofobii, faszyzmu, nacjonalizmu, mowy nienawiści, antysemityzmu, islamofobii.
  8. Takie podejście lansowane jest przez ksenofilów i qrwofilów (wspólnota poglądów w wielu kwestiach).

W epoce globalizmu: Wolne media czy aparat propagandy?

W epoce globalizmu: wolne media czy aparat propagandowy?

Źródło, na podstawie: https://uncutnews.ch/kritik-verboten-geld-willkommen-corona-deckt-den-gehorsam-der-medien-auf/

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 30

Kto płaci, ten rozkazuje – a media słuchają

Jak wspierane przez państwo szwajcarskie media porzuciły swoją rolę czwartej władzy podczas kryzysu koronawirusa

Kiedy media zaczynają odchodzić od swojej roli nadzorcy władzy, należy zacząć być podejrzliwym. Jeśli jednak dziennikarze, którzy otrzymują państwowe dofinansowanie , przeobrażają się w rzeczników rządu i demonizują odmienne opinie , to nie jest to już przypadek, ale problem systemowy.

Problem ten jest szczególnie widoczny w Szwajcarii. Podczas gdy firmy medialne, takie jak TX Group ( Tages-Anzeiger , 20 Minuten ), CH Media czy SRG, otrzymują miliony dolarów z państwowego dofinansowania – czy to w formie opłat, bezpośrednich dotacji czy rabatów za dostawy – ich krytyczna odległość od władzy drastycznie się zmniejszyła, zwłaszcza w czasie kryzysu wywołanego koronawirusem.

Dziennikarz Kurt W. Zimmermann opisuje ten rozwój wydarzeń w Weltwoche jednoznacznie:

„Okres Covid był największym wstydem w historii szwajcarskiego dziennikarstwa”.

Co ma na myśli?

Od strażnika do kata

Zimmermann opisuje, w jaki sposób przerażająca synchroniczność opinii przeniknęła szwajcarski krajobraz medialny – sytuację, której można by się spodziewać w reżimach autorytarnych. Krytyczne głosy dotyczące polityki wobec koronawirusa były systematycznie ignorowane lub wyśmiewane:

„Krytycy środków przeciwko koronawirusowi, takich jak lockdowny, obowiązkowe noszenie maseczek i obowiązkowe szczepienia, nie mieli już głosu i byli wyśmiewani. Zostali napiętnowani jako „teoretycy spiskowi” i „covidioci”.

Staje się to jeszcze bardziej oczywiste w przypadku telewizji publicznej:

„Szwajcarska telewizja stała się najlepszą platformą oficjalnej propagandy na temat COVID-19”.

Można zapytać: dlaczego tak było? Dlaczego nie przeprowadzono żadnych krytycznych pytań, a zamiast tego instrukcje Rady Federalnej były bezkrytycznie przekazywane?

Odpowiedź również leży w pieniądzach.

Kto płaci, ten tworzy

W Szwajcarii media są wspierane przez państwo na wiele sposobów :

  • SRG jest corocznie finansowany kwotą ponad 1 miliarda franków z podatku od gospodarstw domowych .
  • Prywatni wydawcy otrzymują dotacje na dostawę (około 50 milionów CHF)
  • Od 2023 r. bezpośrednie finansowanie mediów internetowych i lokalnych (dodatkowe 30 mln rocznie)

Oficjalnym celem jest „różnorodność mediów”. W rzeczywistości jednak rodzi się kultura pochlebstwa : ci, którzy są zależni od państwowych funduszy, dwa razy się zastanowią, zanim otwarcie skrytykują tę samą władzę państwową. Kurt W. Zimmermann podsumowuje to następująco:

„Po raz pierwszy od II wojny światowej media były zależne od władz w przekazywaniu swoich przesłań ludziom. […] Media nie chciały krytykować rządu, ale raczej przymilać się do władz”.

Innymi słowy, rząd płacił za kształtowanie zachowań mediów. A zachowanie to przejawiało się w lojalności wobec linii partii, zniesławianiu odmiennych poglądów i porzucaniu podstawowych zasad dziennikarskich.

Demokracja potrzebuje wolnych mediów, a nie dotowanych działów propagandowych

Okres koronawirusa był testem wytrzymałości dla demokracji, polityki i społeczeństwa – ale także dla mediów. I nie zdali tego egzaminu.

Powinni krytykować, kontrolować i klasyfikować. Zamiast tego – nie wszyscy, ale wielu – relacjonowali wydarzenia w sposób jednostronny, wzbudzając strach i stygmatyzując tych, którzy myślą inaczej. A wszystko to w sytuacji, gdy byli oni finansowo zależni od państwa.

Zimmermann podsumowuje tę sytuację z gorzką jasnością:

„Wielu dziennikarzy zawiodło. Zbagatelizowali skutki uboczne lockdownów i zatuszowali ograniczenia praw podstawowych. To był wstyd dla zawodu”.

Wniosek

Wolne dziennikarstwo nie może być finansowane przez państwo – przynajmniej nie w takim zakresie i na takich warunkach. Bo ten kto płaci ten tworzy . 

Komentarz Edytora [ DR IGNACY NOWOPOLSKI] : W III RP, praktycznie wszystkie media są własnością zagranicznych korporacji, głównie niemieckich, ale nawet one nie są samodzielne. Ich nici zależności idą dalej do samego jądra zła: globalnej oligarchii finansowej, czyli apostołów szatana.

Dlaczego jest jak jest – wersja politycznie niepoprawna czyli onucyzm stosowany

Dlaczego jest jak jest – wersja politycznie niepoprawna czyli onucyzm stosowany

Autor: piko , 26 marca 2025

Odpowiedź na tytułowe pytanie nie przekracza możliwości umysłu ludzkiego, trzeba go tylko użyć do zapoznania się z faktami i do analizy. Dla tych co mają z tym problem krótka ściągawka.

Dawno temu (2009) prezydent Obama przeprowadził reset w stosunkach amerykańsko-rosyjskich wycofując Stany Zjednoczone z aktywnej polityki w tej części Europy, zostawiając „wykonawstwo” po stronie Niemiec.  W związku z tym 20 listopada 2010 na szczycie NATO w Lizbonie zostało proklamowane strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. Dodatkowo kwitło Strategiczne Partnerstwo Rosja – Niemcy. Wówczas wszyscy kochali Rosję z Putinem na czele, ropa płynęła dwoma rurami aż furczało, było gites tenteges, nikt nie wyzywał nikogo od onuc.

Aż tu nagle (w 2013) prezydent Obama przeprowadził reset resetu i zapalił zielone światło dla Majdanu a asystent  sekretarza stanu Victoria Nuland (Nudelman – pani Pierożkowa) sypnęła pieniędzmi „na rozwój demokracji” (ok. 5 mld $). Rosja przestała być partnerem, stała się wrogiem, którego USA za pomocą Ukrainy zaczęły dźgać w chore z nienawiści oczy. No i pojawiły się onuce.

Skąd się wziął reset resetu? Jednym z wyjaśnień (nie wiem czy najlepszym) było zaangażowanie się Rosji w Iranie a jak wiadomo Izrael bardzo nie lubi Iranu a co zatem idzie i USA bardzo nie lubi Iranu. Czyli jak wy nam tak, to my wam tak.

Teraz trochę spiskowych teorii żeby nie było nudno. Chodzi o to, że ktoś chciał i nadal chce urządzić nam świat i co z tego wynika.
Na wstępie trzeba zdefiniować kilka pojęć i tak:
globalizacja – naturalny proces dotyczący produkcji, handlu, finansów, usług, itp. polegający na dobrowolnej współpracy, której nie ogranicza odległość i granice,
globalizm – ideologia wdrażana przez globalistów-satanistów, których celem jest urządzenie nas tak, żebyśmy się nie pozbierali (będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy). Miał powstać wg. Klausa Schwaba zarząd światowy do wdrażania tych projektów.
ekologia – badanie relacji zachodzących w naturze i dbanie o jej dobrostan,
ekologizm – ideologia, która pokrętnie używa ekologii do terroryzowania. Jednym z najgroźniejszych narzędzi ekologizmu jest klimatyzm służący do depopulacji, deindustrializacji, trzymania za twarz i generalnie ogłupiania,

-sanitariat – [Autor zapomniał? md]
sanitaryzm – narzędzie do terroryzowania, urabiania i sterowania ludnością na wielką skalę. Test w postaci np. kowida potwierdził w 100% skuteczność tego narzędzia. Przy okazji Big Farma zarobiła miliardy $ a społeczeństwa poniosły koszty finansowe, zdrowotne i emocjonalne. To narzędzie jest jeszcze groźniejsze od klimatyzmu bo wykorzystuje naturalny strach przed utratą zdrowia i życia kiedy nie ma ku temu podstaw.

Jeszcze jedna uwaga – rząd USA i większość rządów w Europie była/jest zależna od ośrodków poza konstytucyjnych (globalistów). Fachowo to się nazywa Deep State.

Dowód: prawie wszędzie występowało to samo zidiocenie obyczajowo – światopoglądowo – klimatyczno – sanitarystyczne.


Poza tym nikt normalny nie mógł uważać, że Biden zarządzał czy miał wpływ na politykę USA. Ten sympatyczny dement mógł najwyżej coś przeczytać ewentualnie pod koniec prezydentury zlać się w spodnie.

Dojście Trumpa do władzy spowodowało, że „król” okazał się być nagim z tym, że Deep State to struktura głęboko zakorzeniona w aparacie władzy, wojsku, mediach, finansach więc proces odtruwania musi trochę zająć. Dlatego teraz obserwujemy lekkie szamotanie się administracji US w której trwa podskórna walka.

Natomiast Europa dalej realizuje projekt globalistyczny. Komisja Europejska to samozwańcza delegatura globalistów-satanistów na kraje Europy. Jesteśmy we władaniu wariatów w sensie mentalno-medycznym. Czy ktoś normalny może uważać inaczej? Realizowanie jakiś eteesów, ładów zielonych, tęczowych, czy innych głupot imigracyjnych to nie jest pomysł normalnych polityków, to projekt zmierzający do likwidacji cywilizacji łacińskiej i jej podstaw.

Na szczęście agenda globalistów – satanistów zaczęła się sypać nie tylko z powodu zmiany prezydenta w USA. Ich pomysł na rząd światowy byłby do zrealizowania tylko w przypadku świata jednobiegunowego z hegemonem w postaci USA i pełną kontrolą ponadnarodowych organizacji jak np. WHO. Wprowadzanie głupot, które obniżają efektywność i konkurencyjność, musi dotyczyć wszystkich dużych podmiotów.

A tu pojawiły się kraje BRICS (Brazil, Russia, India, China, South Africa) i inne (Indie, Korea Pn., Iran, …) które nie zamierzają się podporządkować. I okazało się, że globaliści nie mogą bezkarnie rozszerzać stref wpływu. Przykładem jest właśnie Rosja, która się im postawiła, do tego za nią stoi BRICS więc sankcje nie działają a w zasadzie działają odwrotnie.

Podsumowując – USA opuściły projekt globalistyczny i kierują się swoimi egoistycznymi interesami, Rosja zamiast upaść pod sankcjami i ostrzałem natowskim trzyma się dobrze, ostrzału europejskiego nie będzie bo nie ma czym i kim wojować.
Obecnie jedynym centrum globalizmu
(hi, hi globalizm lokalny) ostała się Unia Europejska a że jest bezzębna, to jedyne co może, to etykietowanie każdego, co realnie ocenia sytuację, jako ruską onucę, Putina jako zbrodniarza pokroju Hitlera a Trumpa jako jego agenta.

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. II. Celem wojny na Ukrainie jest Wojna, a Zelenski nie przyjechał, aby podpisać umowę, ale by żądać.

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. II

[Wg. ukraińskiego komika: Celem wojny na Ukrainie jest Wojna, a Zelenski nie przyjechał, aby podpisać umowę, ale by żądać od Trumpa dalszej wojny.]

Autor: AlterCabrio , 4 marca 2025

Trump ma prostą ofertę dla Zelenskiego: „załatwiłem wam najlepsze warunki życia, przestańcie walczyć, przestańcie ginąć, zacznijcie zarabiać i odbudowywać swój kraj”. I wtedy pada pytanie Zelenskiego o gwarancje bezpieczeństwa, czego Trump zrazu nie rozumie. Dla niego to jest jasne – układ dogadany jest z Putinem, uwzględnia interesy Rosji, więc nie będzie ona go naruszać co jest gwarancją trwałości układu. Amerykanie zaś będą tam ze swoimi firmami, czyli interesami, co jest drugą gwarancją. Trump nie rozumie, czego boi się Zelenski, USA będą dalej dostarczać Ukrainie wyposażenie wojskowe, ale dla armii obronnej, strzegącej terytorium państwa i bezpieczeństwa obywateli. I na to Zelenski się nie zgodził, dla niego „gwarancje bezpieczeństwa” oznaczają możliwości dalszego prowadzenia wojny z Rosją, aż zostanie pokonana i ukarana. To wyraźnie pokazuje odmienne cele wojny, przyświecające obu przywódcom.

−∗−

Zdjęcie tytułowe: LINK

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. II

Niniejszy artykuł jest drugą częścią z dwóch. Opracowanie powstało na bieżąco jako komentarz do dynamicznych zmian geopolityki, co ma bezpośredni wpływ na naszą polską sytuację.

Druga część artykułu, koniecznie należy przeczytać cz.I:

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. I

Mit o celach wojny

Prezydent Trump przygotował umowę amerykańsko – ukraińską, będącą warunkiem wstępnym zawarcia pokoju. Główną częścią, choć nie istotą tej umowy jest porozumienie co do organizacji wydobycia metali ziem rzadkich i podziału zysków pół na pół pomiędzy Ukrainę i USA, oraz refinansowanie części zysków w ukraińską infrastrukturę. Wielu ludzi, także w Polsce obruszyło się – jak tak można, Ukraińcy się wykrwawiają, a ten cyniczny Trump chce na nich zarobić. Unoszą się dalej emocjami, mówiąc o wartościach, godności, patriotyzmie, integralności terytorium. Podejście takie całkowicie ignoruje realia aktualne i historyczne, bazując na innych mitach, które opisałem wcześniej. Jakie są faktyczne cele wojny, zrozumiał prezydent Trump i każdy, kto potrafi myśleć dopiero w trakcie rozmowy w Gabinecie Owalnym, dzięki szczeremu zachowaniu Zelenskiego.

Kluczowym pojęciem są „gwarancje bezpieczeństwa”. Dla Trumpa to zaledwie 2% całego porozumienia, dla Zelenskiego kwestia zasadnicza, czyli 100 %. Rzecz w tym, że pojęcie bezpieczeństwa co innego znaczy dla Zelenskiego i globalistów europejskich, a co innego dla Trumpa i każdego normalnego człowieka. Trump podkreślił, że on jest specjalistą od umów, całe życie to robi i właśnie załatwił świetną umowę dla Ukrainy, którą powinien podpisać Zelenski, który reprezentuje Ukrainę, tym bardziej, że w sytuacji jest bardzo trudnej. Przegrywa wojnę, jego kraj jest niszczony, nie ma żołnierzy, jego ludzie giną, a on całkowicie zależy od pomocy z zewnątrz, głównie z USA, jest więc w głębokim impasie, z którego sam nie wyjdzie.

Teraz więc jego główny sponsor załatwił mu korzystne warunki zakończenia impasu i wyjścia na prostą, dzięki czemu ludzie przestana ginąć, zniszczenia ustaną, Ukraińcy wreszcie zaczną zarabiać na swoich zasobach, czego teraz nie robią, bo giną w walce. Trump wznosi się nad cele ideologiczne, on jest od biznesów, sam chce zarobić, ale najlepszy biznes robi się wtedy, gdy inni też na tym zarabiają, bo wtedy układ jest trwały, gdyż zgodny z interesami wszystkich stron, żadna więc go nie łamie.

Czytaj też:

Gdy zbudzi się naród-cz.2-twierdza kulturowa

Jak odzyskać niepodległość

Upadek Zachodu a sprawa polska

Trump ma prostą ofertę dla Zelenskiego: „załatwiłem wam najlepsze warunki życia, przestańcie walczyć, przestańcie ginąć, zacznijcie zarabiać i odbudowywać swój kraj”.

I wtedy pada pytanie Zelenskiego o gwarancje bezpieczeństwa, czego Trump zrazu nie rozumie. Dla niego to jest jasne – układ dogadany jest z Putinem, uwzględnia interesy Rosji, więc nie będzie ona go naruszać co jest gwarancją trwałości układu. Amerykanie zaś będą tam ze swoimi firmami, czyli interesami, co jest drugą gwarancją. Trump nie rozumie, czego boi się Zelenski, USA będą dalej dostarczać Ukrainie wyposażenie wojskowe, ale dla armii obronnej, strzegącej terytorium państwa i bezpieczeństwa obywateli. I na to Zelenski się nie zgodził, dla niego „gwarancje bezpieczeństwa” oznaczają możliwości dalszego prowadzenia wojny z Rosją, aż zostanie pokonana i ukarana.

To wyraźnie pokazuje odmienne cele wojny, przyświecające obu przywódcom. Trump dotąd myślał, że Ukraina broni się przed Rosją, więc jeśli Rosja przestanie ją atakować, zakończy walkę i wróci do pokojowego życia. Zelenski chce jednak czegoś innego – ukarania Rosji, i ciągłej walki aż do jej pokonania, co biorąc pod uwagę różnice potencjałów, w wykonaniu Ukrainy nie jest możliwe nigdy, wymaga więc zaangażowania największych dostępnych sił zbrojnych, czyli amerykańskich, co musi doprowadzić do konfliktu globalnego pomiędzy państwami atomowymi. Cel wojny Zelenskiego znajduje się nawet ponad Rosją, i jest większy, niż jej pokonanie i ukaranie – jest nim wojna dla wojny, która nie kończy się nigdy, zużywa zasoby, mieli narody i zabija ludzi.

Nie jest to oczywiście zdanie jego samego. Ludzie, którzy za tym stoją, których zwę globalistami – gnostykami lubią składać ofiary z ludzi, poprzez aborcję, eutanazję, tranzycję, sterylizację zdrowych ludzi, doprowadzanie do samobójstwa, wojnę, co wyraźnie wskazuje, że poza celami politycznymi – władza, i biznesowymi – zysk istnieje jeszcze jeden, ważniejszy cel, który przyświeca tym, którzy doprowadzili do wojny i chcą ją kontynuować. Jest to cel religijny – złożenie narodów Europy w ofierze Lucyferowi. Im bardziej więc decyzje przywódców europejskich stają się irracjonalne, tym mocniej realizują oni cel religijny – lucyferyczny. Tą świadomość należy zestawić z trzema jeszcze okolicznościami. Zelenski nie jest przywódcą demokratycznego państwa, wybranego z wolnego, świadomego narodu, tylko nominatem oligarchy Kołomojskiego, aktorem, grającym prezydenta, który na to stanowisko wyniesiony został z pozycji nadwornego trefnisia. Jego postępowaniem kieruje więc interes osobisty, związany z aktualnym mocodawcą. Państwo ukraińskie jest zależne od zewnętrznych potęg i zawsze tak było, a ludność Ukrainy nie stanowi narodu w naszym rozumieniu, tylko narodowość. Łącznik tożsamości narodowej i państwowej jest tam więc bardzo słaby. Te wszystkie determinanty państwa ukraińskiego należy podsumować:

  • brak wyraźnej tożsamości narodowej i państwowej, co skutkuje słabym przywiązaniem do państwa i podatnością na asymilację;
  • polityka państwa we wszelkich aspektach zależy od zewnętrznych potęg;
  • przywódca tego państwa zależny jest od mocodawców, reprezentujących zewnętrzne potęgi;
  • ci mocodawcy należą do ezoterycznych kręgów, mających cele polityczne (państwo światowe i jeden rząd), biznesowe (maksimum zysków, minimum kosztów) i religijne (składanie ludzi w ofierze dla Lucyfera). Im bardziej projekt jest zagrożony, tym bardziej cel religijny dominuje pozostałe.

Aktualnie państwo ukraińskie, wyznaczone do prowadzenia wojny z Rosją, która została wciągnięta i wyznaczona jako agresor, realizuje interesy nie narodu ukraińskiego, tylko globalistów – gnostyków. Obecnie są oni skupieni głównie w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii, a Zelenski jest posłusznym wykonawcą ich polityki.

Głównym celem tej wojny jest prowadzenie wojny, rozszerzanie jej na inne państwa i narody, śmierć ludzi, marnotrawstwo zasobów, destabilizowanie krajów, zwiększenie zadłużenia państw do poziomu niespłacalności, przemieszczenia ludności, przestępczość, gwałty, wyzysk, bieda. Ani władze Ukrainy, ani jej ludność nie są obecnie w stanie sterować swoją polityką inaczej, niż w zależności od kogoś z zewnątrz. Jeśli będą zależeli od globalistów, będą nadal w wojnie. W tej sytuacji projekt Trumpa, przywraca elementarną racjonalność, przerywa działania wojenne i daje podstawy pokojowego bytu, zapewniając finansowanie państwa ukraińskiego i opłacalność dla USA.

W Gabinecie Owalnym zetknęły się więc dwie koncepcje sobie przeciwne – pokoju, reprezentowana przez Trumpa, uzgodniona wcześniej z Putinem, i wojny, uosobiona przez Zelenskiego, posłanego przez globalistów – gnostyków. Te dwie koncepcje nie są możliwe do pogodzenia, a obok siebie usiedli nie dwaj sojusznicy, lecz dwaj wrogowie, z czego początkowo Trump nie zdawał sobie sprawy, a co dobrze wiedział Zelenski. Pokojowa propozycja Trumpa została odrzucona przez Zelenskiego jako sprzeczna z interesami jego mocodawców, chociaż zgodna z interesem Ukraińców. Ani jednak obecny dyktator, ani jego mocodawcy nie reprezentują interesu Ukrainy, tylko swój, globalno – gnostycko – lucyferyczny. Wydaje się, że Trump zrozumiał to dopiero podczas spotkania.

Plan Trumpa

Jego inicjatywa zakończenia wojny i zaprowadzenia trwałego pokoju była jednym z głównych argumentów w kampanii wyborczej. Od razu po objęciu władzy nowy prezydent zabrał się do tej pracy, nawiązując rozmowy ze strona rosyjską. Obydwaj prezydenci nawiązali kontakt telefoniczny, odbywając regularne rozmowy, co potwierdził Trump podczas rozmowy z Zelenskim. Powstał roboczy zespół ekspertów, począwszy od spotkania delegacji obu państw w Stambule. Powstał projekt umowy handlowej między USA a Ukrainą. Zakładał on, że Ukraina stanie się czymś w rodzaju nieformalnego terytorium mandatowego, za którego bezpieczeństwo będą odpowiadały pospołu USA i Rosja, a gwarancją bezpieczeństwa Ukrainy będą interesy obydwu mocarstw, dzięki czemu Ukraina rozpocznie pokojową egzystencję.

Z punktu widzenia państwa upadłego, całkowicie zależnego, wyludnionego, częściowo zniszczonego i zadłużonego oferta uczciwa, gwarantująca stabilność polityczną i warunki do pokojowego rozwoju. Plan ten musiał zostać wcześniej ustalony z prezydentem Putinem, co oznacza, że do zawarcia pokoju pozostał już tylko jeden krok – podpis prezydenta Ukrainy i wprowadzenie planu w życie. Początkowo Zelenski odmawiał podpisania tej umowy, była więc ona negocjowana, aż została zaakceptowana przez obie strony, dzięki czemu było możliwe umówienie spotkania prezydentów USA i Ukrainy w Białym Domu na dzień 28 lutego 2025 r. Dla Trumpa ten dzień był bardzo ważny, i szykował się na swój wielki triumf.

Kontra Zelenskiego

Spotkanie w Gabinecie Owalnym przebiegło jednak zupełnie inaczej. Trump skupił się na pozytywnych skutkach porozumienia na przyszłość, kurtuazyjnie przechodząc do porządku dziennego nad przyczynami wojny i historią zawirowań poprzednich administracji USA. Dużo mówił, jakie pożytki dla USA i Ukrainy przyniesie nowa sytuacja. Natomiast Zelenski od samego początku próbował skierować uwagę i rozmowę na odpowiedzialność Rosji za cierpienia Ukraińców. Użył sztuczek emocjonalnych, pokazując fotosy ukraińskich jeńców w rosyjskiej niewoli. Konsekwentnie zmierzał do obciążenia Rosji całością odpowiedzialności za wojnę i uznania tego państwa za czyste zło, walczące z narodem ukraińskim z powodu nienawiści Putina.

Gdy Trump mówił o pokojowej współpracy, eksploatacji zasobów, odzyskaniu włożonych w Ukrainę środków i bogaceniu się, Zelenski odpowiedział, że wojna ma się toczyć aż do całkowitego pokonania Rosji, USA mogą odzyskać swoje należności konfiskując majątek, należący do Rosjan, a Rosja ma płacić reparacje. Według Zelenskiego, dopóki Rosja nie zostanie całkowicie pokonana, zawsze będzie atakować Ukrainę, więc Zelenski oczekuje od USA dalszych dostaw broni aż do całkowitego pokonania Rosji.

Trump odpowiedzialnością za wojnę obciążył administrację Bidena, o Putinie twierdził, że można z nim rozmawiać, jak z każdym innym przywódcą, a Rosję traktować jak każde inne państwo. Zelenski temu zaprzeczał coraz gwałtowniej, przywołując różne przykłady z przeszłości, kiedy Rosja nie dotrzymała zobowiązań.

W pewnym momencie doszło do wymiany zdań między wiceprezydentem J.D.Vance’em a Zelenskim, podczas której Vance mówił o drodze dyplomatycznej do zawarcia pokoju z Federacją Rosyjską. To zostało frontalnie zaatakowane przez Zelenskiego, który podważył jakiekolwiek możliwości dyplomatycznej drogi porozumienia z Rosją. To był kluczowy moment podjęcia decyzji.

W tym czasie Trump milczał, słuchał i zapewne to wtedy pojął, że celem wojny na Ukrainie jest Wojna, a Zelenski nie przyjechał, aby podpisać umowę, ale by żądać od Trumpa dalszej wojny. Oficjalnie przyjechał zawrzeć porozumienie, ale zrobił wszystko, aby do niego nie doszło.

Trump chciał pokoju, współpracy i bogacenia się, Zelensky niekończącej się wojny, a od Trumpa potrzebuje broni i dalszego zaangażowania, jeszcze większego, niż dotąd. Trump zorientował się, że nie ma do czynienia z partnerem biznesowym, ale z rywalem politycznym, który ma cele zupełnie inne, niż oficjalnie deklaruje. Zelenski nie przyjechał więc, aby wynegocjować lepszą umowę dla Ukrainy, ale by zmusić Trumpa do zupełnie innej umowy, i by narzucić mu warunki swoje, a raczej jego mocodawców.

Najwyraźniej Trump zdał sobie sprawę z tego, że ma obok siebie herolda globalistów – gnostyków, dążących do wiecznej wojny, który nie ma najmniejszego zamiaru akceptować czegokolwiek, co mają do zaoferowania Trump i Putin. Zelenski przekazał wyraźną wiadomość – „masz być cicho i słuchać, czego od ciebie chcemy, a potem grzecznie to wykonać”. Trump musiał szybko podjąć decyzję, co odpowiedzieć.

Ultimatum Zelenskiego

Wybrnięcie z sytuacji ułatwił mu sam Zelenski. Cały czas rządca Ukrainy zachowywał się konfrontacyjnie. Samym swoim strojem – ciemnoszarym dresem z logo tryzuba – okazał brak szacunku dla miejsca i gospodarza. Prezydent Trump ubrany był w garnitur w kolorach flagi państwowej. Zelenski został przyjęty jako gość w Gabinecie Owalnym Białego Domu, w miejscu nie byle jakim, szczególnie dla komika, awansowanego na prezydenta, który już nim przestał formalnie być.

Prezydent USA mógłby go więc w ogóle nie przyjmować, jednak dla dobra sprawy administracja USA potraktowała go jak pełnoprawną głowę państwa. Mamy w Polsce wiele mądrych przysłów, jedno z nich brzmi: „nie masz większego chama, jak z chama zrobić pana”. Człowiek, traktowany jak prezydent Ukrainy, niegdysiejszy komik grający przyrodzeniem na fortepianie, głowa państwa, potężnie zadłużonego i zależnego został przyjęty przez swojego największego wierzyciela, prezydenta USA w Gabinecie Owalnym.

Tam Zelenski pozwolił sobie na niespotykane w historii dyplomacji impertynencje. Podważył wysiłki administracji Trumpa zmierzające do zawarcia pokoju; zakwestionował wynegocjowane zawieszenie broni z Rosją; obniżył prestiż międzynarodowy USA, zapowiadając, że porozumienie pokojowe zostanie zawarte przez Ukrainę i Europę z udziałem USA; przerywał wypowiedzi prezydenta Stanów Zjednoczonych, wchodził w słowo, nie pozwalał dokończyć; okazywał brak szacunku, butę i pychę, zachowywał się, jakby on tam był panem, a prezydent USA jego sługą. Do wiceprezydenta J.D. Vance’a zwracał się po imieniu jak do kolegi, mimo, że było to oficjalne spotkanie. To wszystko Donald Trump zniósł z wielką cierpliwością, w obecności personelu Białego Domu, wysokich urzędników amerykańskich, wyższych oficerów, dyplomatów, dziennikarzy. Wyjaśnił sam, że pozwala, aby ta sytuacja trwała tak długo, aby Ameryka się przekonała, z czym ma do czynienia.

Przyszedł jednak moment, który przelał czarę, gdy Zelenski zaczął wprost grozić Trumpowi, zapowiadając, że wojna, która trwa na Ukrainie przeniesie się do Ameryki. Zapowiedział mianowicie, że jeśli USA nie będzie nadal wspierać wojny z Rosją tak, jak dotychczas, wojna rozleje się tak, że USA odczują to pomimo odległości. W tym momencie Trump postanowił kończyć sprawę i dobitnie wyjaśnił Zelenskiemu, jaka jest jego sytuacja, jak bardzo jest zależny od USA, że nie ma żadnych atutów i jak niedobrze robi, nie podpisując umowy. Dobitna przemowa Trumpa skierowana była nie tyle do Zelenskiego, ile do jego mocodawców. Następnie wyproszono dziennikarzy i dalsze rozmowy toczyły się już za zamkniętymi drzwiami, krótko jednak, gdyż Trump uznał, że nie ma możliwości podpisania umowy i poprosił delegację ukraińską o opuszczenie Białego Domu. Nie zaproszono Ukraińców nawet na lunch, tylko w sposób jawny poczęstowano posiłkiem służbę prasową Białego Domu, o czym nie zapomniano poinformować.

Można wysnuć wniosek następujący. Trump zaproponował Zelenskiemu umowę ratującą jego kraj przed upadkiem, a jego samego przed poważnymi kłopotami. Umowa ta była częścią szerszego porozumienia z Putinem, dotyczącego pokoju na Ukrainie i nowej architektury bezpieczeństwa światowego. Trump myślał, że Zelenski reprezentuje Ukrainę i się zgodzi, ale na miejscu okazało się, że jego gość przyjechał w imieniu globalistów – gnostyków, nie po to, aby podpisać umowę, ale by przedstawić Trumpowi ultimatum – żądania jego mocodawców, używających obecnie państw europejskich do swoich celów. Żądania te można streścić następująco:

  1. USA nie będą prowadzić żadnych negocjacji z Rosją. Ewentualne negocjacje możliwe są tylko z inicjatywy globalistów, działających przez państwa Europy Zachodniej z udziałem Ukrainy, a USA mogą być co najwyżej doproszone bez głosu stanowczego.
  2. USA będą wspierać wojnę ukraińską tak, jak dotąd, niezależnie, jak konflikt dalej będzie przebiegał.
  3. Pokój z Rosją możliwy jest dopiero wtedy, gdy zostanie ona pokonana, tj. nie będzie w stanie dalej prowadzić wojny i zgodzi się na wszystkie warunki globalistów.
  4. Jeśli USA nie wejdą do powyższego porozumienia, wojna na Ukrainie będzie nadal prowadzona siłami Europy.
  5. Nastąpi eskalacja konfliktu i wciągnięcie do działań USA, które zostaną za to obciążone odpowiedzialnością.

Wynika z tego dobitnie zdumiewający obraz rzeczywistości. Celem wojny na Ukrainie jest prowadzenie wojny z Rosją. Charakter zmagań sprawia, że wojna ta ma potencjał długiego trwania. W jej trakcie przepalane będą zasoby narodów, one same po kolei będą wciągane do działań, a ludzie będą wciąż ginęli. USA jest zmuszane do zaakceptowania tego układu, a jeśli się nie zgodzą, może wybuchnąć III Wojna Światowa. Rządy Europy Zachodniej są zainteresowane przede wszystkim dwiema rzeczami: tzw. „sprawiedliwym pokojem” i tzw. „gwarancjami bezpieczeństwa”.

„Sprawiedliwy pokój” oznacza całkowite pokonanie Rosji, co zmusi jej władze do przyjęcia żądań globalistów. „Gwarancje bezpieczeństwa” dla Ukrainy to utrzymywanie tego państwa w zdolności do prowadzenia trwałej wojny. „Gwarancje bezpieczeństwa” dla Europy to zdolność dalszego wspierania państwa ukraińskiego w wojnie przeciw Rosji z możliwością wprowadzenia własnych narodów do działań.

Na to ultimatum Donald Trump nie przystał. Widać było, podczas wymiany zdań między Vance’em z Zelenskim, jak waży w myślach odpowiedź, zdanie wielkiej wagi, być może decydujące o losach świata. Gdyby zgodził się z Zelenskim, wysiłek państwa amerykańskiego zostałby skierowany na dalszą wojnę, z perspektywą jej stopniowej eskalacji, miałby jednak spokój od globalistów do końca kadencji. Skoro jednak się nie zgodził, musi spodziewać się ciągłych ataków na jego administrację, zaburzeń wewnętrznych, prób gwałtownej eskalacji wojny ukraińskiej.

Odrzucenie ultimatum Zelenskiego przez Trumpa było mocne i jednoznaczne. Odrzucił projekt III Wojny Światowej, co wyraził wprost. Nie dopuścił go do jednego stołu, co ma znaczenie symboliczne. Nie mógł podzielić się z nim chlebem, bo to oznaczałoby poddanie się Trumpa Zelenskiemu i Stanów Zjednoczonych globalistom.

To, co Trump powiedział i pokazał Zelenskiemu, nie było przeznaczone dla niego, on bowiem jest tylko posłańcem, ale dla tych, którzy go wysłali. Gdyby Trump uległ, losy świata potoczyłyby się zgodnie z planem, nakreślonym przez globalistów – gnostyków już 400 lat temu. Stało się jednak inaczej. W ciągu tych krótkich minut zapadły decyzje, które sprawiły, że plan przestał obowiązywać, a dalszy przebieg zdarzeń jest nieprzewidywalny.

Przyczyny zachowania Zelenskiego

Możemy się jedynie domyślać, dlaczego ukraiński komik próbował tak bardzo poniżyć Prezydenta USA. Przyczyna pierwsza to polecenia wydane przez globalistów, aby storpedował umowę, którą miał podpisać, i aby tak pokierował rozmową, by skompromitować Donalda Trumpa, a świat nabrał przekonania, że brak pokoju utrzymuje się przez jego emocje. To się nie udało, zamiast tego cały świat poznał arogancję i niestosowność Zelenskiego. Przyczyna kulturowa tkwi w normotypie turańskim, skojarzonym z myśleniem talmudycznym,, tym bardziej, że Zelenski w krótkim czasie awansował od estradowca do bohatera „wolnego świata”.

Przyczyna psychologiczna, to przyzwyczajenie do robienia wszystkiego bez konsekwencji. Przyzwyczaiła go do tego Europa, w szczególności Polska, wobec której mógł sobie pozwolić na każdą potwarz bez żadnej reakcji. Politycy polskojęzyczni jakoś tak się umówili, że każdy płaszczy się i przymila wobec tego osobnika, któremu wolno symbolicznie pluć w twarz nawet Prezydentowi RP. Przyzwyczajenie drugą naturą, myślał, że skoro można tak wobec Polski, to można wszędzie, i w osobie Trumpa doznał szoku, ten bowiem nie pozwolił się obrażać i wygnał impertynenta z domu.

Przyczyna najważniejsza – wie, że za nim stoją siły globalistów, używające państw Europy Zachodniej.

Co dalej

Natychmiast po wyjściu z Białego Domu Zelenski przeprowadził dwie rozmowy telefonichne – do prezydenta Emmanuela Macrona i Sekretarza Generalnego NATO Marka Rutte. Potem wsiadł w samolot i poleciał nie na Ukrainę, tylko do Londynu, gdzie jeszcze tego samego dnia został przyjęty przez premiera Wielkiej Brytanii Keitha Starmera i króla Karola III. Europejscy przywódcy zwołali na niedzielę 2 marca specjalny szczyt bezpieczeństwa „Zabezpieczając naszą przyszłość”, przy czym należy właściwie rozumieć, co znaczy słowo : naszą. W organizacji tej szybkiej narady dużą rolę odegrał premier rządu warszawskiego Donald Tusk, zaproszono też premiera Kanady Justina Trudeau, szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, prezydenta Turcji Erdogana, i oczywiście Wołodymira Zelenskiego.

Ciekawe towarzystwo: Macron, siłą łamiący swój naród, domniemany małżonek pedofila; Rutte, uśmiechnięty, miły pan na rowerze, który jako premier Holandii w czasie pandemii skasował Święta Bożego Narodzenia, a na ludzi nasłał esmanów z psami; Starmer, który tuszował proceder gwałtów imigranckich gangów na białych dziewczynkach, wsadzający ludzi do więzień za wpis w socjal mediach i za modlitwę; Tusk, o którym dobrze wiemy, słuchać hadko; Trudeau, pogromca Konwoju Wolności, klawisz Kanady, promotor eutanazji dla wszystkich, wsadzający ludzi za cokolwiek, Leyen, dostawczyni szczepionek obowiązkowo ratujących unijne życie. Zelenski z pewnością poczuł się wśród swoich.

Pomyśleć, komu prezydent nadał Order Orła Białego. Słuchać hadko.

Postanowienia szczytu nie są w całości jawne, warto jednak przeanalizować to, co wiadomo, ale to materia na kolejny artykuł.

——————-

Czytaj też:

Dlaczego wybuchła wojna na Ukrainie

Zachód jakiego nie znacie

Wschód i czego o nim nie wiecie

_______________

Trump i Zelenski. Historia prawdziwa. Cz.II, Bartosz Kopczyński, 4 marca 2025

Ceremonia otwarcia igrzysk. Analiza, cz. V: Wielki kozioł

Bartosz Kopczyński 3 sierpnia 2024 wtowarzystwie.pl/ceremonia-otwarcia-igrzysk-analiza-cz-v-wielki-koziol

Obraz Francisco de Goyi „Wielki kozioł”, 1797-1798. Prefiguracja ceremonii otwarcia Igrzysk w Paryżu. Intencja Republiki Antyfrancuskiej i samych Anty-Francuzów. Robią to, czego pragną, służą, komu chcą, co zawsze prowadzi do tego samego skutku. https://picryl.com/media/goya-el-aquelarre-museo-lazaro-galdiano-madrid-1797-98-51a1ad

Ceremonia, czy raczej rytuał otwarcia Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu w 2024 przeszła już do historii. Teraz czas na analizy i refleksje. Można być pewnym, że znaczenie tego spektaklu jest dużo większe, niż się wydaje, a jego skutki będą doniosłe.

Proszę najpierw przeczytać cz.I:

Ceremonia otwarcia Igrzysk. Analiza, cz I – Ca-ira.

Następnie proszę przeczytać cz.II:

Ceremonia otwarcia Igrzysk. Analiza, cz. II – Wściekłość gilotyny.

Potem cz. III:

Ceremonia otwarcia igrzysk. Analiza, cz. III – Narzeczone-gilotyny

Dalej cz. IV:

Ceremonia otwarcia Igrzysk. Analiza, cz. IV – Odlot-czarowników




OTO WIĘC CZĘŚĆ PIĄTA

SOLIDARITE – SOLIDARNI Z BESTIĄ

Mroczna postać w czarno – srebrnej zbroi, z flagą olimpijską jako peleryną, przemierzająca ciemne odmęty wód na srebrnym, mechanicznym szkielecie konia łączy w sobie kilka znaczeń. Należy zacząć od tego, czego jakoś nikt nie dostrzegł, w jakim celu ta kreatura została wpleciona w rytuał. Z początku wydawało się, ze rolą jeźdźca jest dostarczenie flagi – peleryny przed trybunę honorową, gdzie umieszczono maszt flagowy. Jednak wciągnięto inną flagę, nie tą z peleryny, lecz tą, która czekała na miejscu, a którą jeździec otrzymał i przeniósł zaledwie kilkadziesiąt metrów. Po co więc był jego rajd po Sekwanie? Widzom wydawało się, że ceremonia czeka na flagę, tymczasem rozkład znaczeń jest odwrotny – to nie jeździec był dla flagi, tylko flaga dla jeźdźca.

Różne interpretacje tej postaci nie muszą się wykluczać, lecz mogą uzupełniać. Z wyglądu przypomina Nazgula, upiora Pierścienia z tolkienowskiej sagi „Władca pierścieni”. Nazgule byli niegdyś dumnymi władcami ludzi, których opanowała żądza władzy i moc Jedynego Pierścienia. Tolkienowska opowieść pełna jest symboli, Władca Pierścieni jest więc figurą szatana, a Nazgule najpotężniejszymi i najwierniejszymi spośród ziemskich sług, coś jakby najwyższe kręgi Bestii.

Najczęściej wskazywaną interpretacją był czwarty jeździec Apokalipsy, na bladym koniu, któremu towarzyszy Otchłań, a którego imię Śmierć. To, że czwarty interpretuje się z tego, że w ostatnich czasach mieliśmy już trzech – wojnę, zarazę i głód, skoro więc pojawia się samotny jeździec, to musi być ten czwarty. Wszyscy zgromadzeni czekali na mroczną postać, która przybyła wodą. Na ląd wjechał jednak inny jeździec na innym koniu. Należy przyjąć, że powody były czysto praktyczne – gdyby technicy byli w stanie skonstruować sprawnego konia mechanicznego, który wskoczyłby z łodzi na brzeg, zapewne by go użyli. Musieli jednak użyć żywego zwierzęcia jako bardziej niezawodnego. Gdy Nazgul / Śmierć pojawił się na nabrzeżu, eskortowany przez republikańską armię francuską przedefilował przez szpaler narodów, symbolizowanych przez chorążych, niosących flagi państwowe. Następnie cała czereda flag ruszyła za jeźdźcem tam, dokąd ich poprowadził. Jeździec otrzymał skrzydła z neonów umieszczonych na Wieży Eiffla, co technicznie było majstersztykiem, szacunek dla realizatorów. Tą sztuczką gnostycy sami siebie i swoje twory uznają za nadprzyrodzone, i pragną, aby cała ludzkość traktowała ich jako boskie istoty, wznoszące się ponad ludzkimi ograniczeniami.

Za Nazgulem / Śmiercią podążyła cała ludzkość symbolizowana przez chorążych (poza Rosją i Białorusią, wykluczonymi przez organizatorów). Jest to dopełnienie obrzędu inicjacyjnego, odprawionego na moście Debilly. Tam symbolicznie wprowadzono ludy Ziemi do nowej, lucyferycznej religii. Nowej dla ludów, bo gnostyckie elity praktykują ją od wieków. Natomiast na Trocadero dokonano obrzędu politycznego, składając hołd Bestii z nieświadomym udziałem ludów Ziemi. Nazgul / Śmierć, jadąc wśród honorów wojskowych rewolucyjnej armii Republiki, dokładnie za sobą miał Wieżę Eiffla z neonami w kształcie skrzydeł. Jeździec znalazł się między nimi, tak, że wyglądał na postać uskrzydloną. Czwartemu jeźdźcowi Apokalipsy towarzyszyła otchłań, czeluść. W Objawieniu św. Jana aniołem przepaści, władcą otchłani jest Abbadon, po grecku Apollyon, niosący cierpienia tym ludziom, którzy nie mają pieczęci Boga na czołach. Poddawani będą cierpieniom i sami będą chcieli umrzeć, ale śmierć od nich ucieknie. Oznacza to, że do antykościoła Lucyfera zostanie przyjęta ta część ludzkości, która dobrowolnie wyrzeknie się Boga w Trójcy Jedynego. Sam rytuał więc nie wystarczy, musi być także wola ludzi, wyrażona przez zachowania. Na moście odbyła się więc część religijna zasadniczego rytuału, tycząca się władzy duchowej, natomiast na Trocadero przeprowadzono część polityczną, dotyczącą władzy ziemskiej. Widzieliśmy chorążych z flagami, podążających za Nazgulem / Śmiercią / Abbadonem, w kierunku władzy politycznej Bestii – struktury ludzkiej, tworzącej porządek polityczny, oparty na absolutnej i ukrytej władzy. Celem tej struktury w aspekcie doczesnym jest absolutna władza i absolutny wyzysk, natomiast w aspekcie duchowym – umożliwienie Lucyferowi realizacji jego celu, czyli potępienia ludzkości. Symbolem tej władzy stało się odwrócenie flagi olimpijskiej oraz to, co później działo się wokół Wieży Eiffla, o czym będzie dalej.

Symboliczna ludzkość, prowadzona przez jeźdźca (z wyjątkiem Rosji i Białorusi) została doprowadzona przed augura, którego funkcje podczas rytuału sprawował prezydent Macron. Jego pozycja jest porównywalna z pozycją kapłanki na moście Debilly – pełnili oni role mistrzów ceremonii, inicjujących pewne działania w obrębie rytuału, natomiast wobec świata rzeczywistego ich zabiegi mają znaczenie magiczno – symboliczne. O mocy wiążącej rytuału będzie dalej. Augur Macron wyrzekł uroczystą formułę, otwierającą Igrzyska. W ten sposób oznajmił urbi et orbi, że rytuał jest prawidłowy i godny – zabieg mający to samo znaczenie, co w Rzymie orzeczenie augurów o tym, czy są dies fasti, w których czynności oficjalne podobają się bogom, czy dies nefasti, w których czynności takie są bezbożne. Augur Macron orzekł, że nastały dies fasti, więc rytuał może zostać dokonany.

Gdy jeździec otrzymał flagę olimpijską, wstąpił z nią na podium – rampę w kształcie Wieży Eiffla, która też ma swoją symbolikę, o czym będzie dalej. Po drodze mijał wiwatujący tłum machający do niego flagami. On jednak, niewzruszony, z twarzą ze srebra, ledwo widoczną pod kapturem kroczył dalej bez wahania, aż dotarł do masztu i pocztu sztandarowego, po czym wręczył złożoną w kostkę flagę ciemnoskóremu oficerowi i zniknął ze sceny. Dalej nastąpiła rzecz pozornie przedziwna. Poczet, złożony z czterech oficerów francuskich sił zbrojnych rozwinął flagę według protokołu, przypiął do linki i wciągnął na maszt. I wtedy okazało się, że flaga wisi odwrotnie – dołem do góry. W komentarzach pisano, że była to wpadka. Jest to oczywiście możliwe, zdarzają się wpadki, sądzę jednak, że nie tu. Cały rytuał został dopracowany szczegółowo i zrealizowany dokładnie. Oficerowie pocztu sztandarowego nie przyglądali się fladze z dwóch powodów. Po pierwsze, musieliby wpierw rozwinąć cały złożony materiał, aby się zorientować, gdzie góra, gdzie dół. Po drugie – w tak ważnych uroczystościach flagę daje się tak ułożoną, aby została powieszona prawidłowo, i żaby poczet nie musiał się martwić jej ułożeniem. Pilnuje się tego ściśle, właśnie po to, aby uniknąć wpadek. Flagę mógł przekręcić Nazgul, ale tego nie zrobił. Tak, jak ją dostał, tak oddał. Człowiek, który wręczał flagę Nazgulowi też nie mógł jej przekręcić bez zwracania na siebie uwagi. Pomyłka musiała nastąpić na etapie składania flagi, na zapleczu. Jedynie tam było to możliwe. Biorąc jednak pod uwagę całość rytuału, wydaje się, że odwrócenie flagi było jego częścią. Komentatorzy uważają to za wpadkę, bo nie mieści im się w głowie, że organizatorzy mogliby to wykonać celowo. Jest to jednak logiczne. Tak dopracowana impreza, i nagle ktoś się myli przy czynności, która zawsze jest pod szczególnym nadzorem. Organizatorzy od samego początku pokazali, że mają swój własny scenariusz, realizujący ich własne cele. Jednym z nich jest odwrócenie idei olimpijskiej, ponieważ jest częścią tradycyjnej kultury europejskiej, a oni chcą stworzyć antykulturę dla Anty-Europy, muszą więc pozbyć się wszystkiego, co tradycyjne. Odwrócenie flagi jest więc kolejnym elementem antyolimpiady, nie ostatnim.

SOLENNITE – INAUGURACJA ZŁUDZENIA

Przemówienia oficjeli jak zwykle, dwa większe i jedno króciutkie. Tony Estanguet mówił o sporcie i zaangażowaniu, rywalizacji i dumie. Thomas Bach pozwolił sobie już na lennonowsko – masońskie wtręty o równości płci, ludzkości zjednoczonej w różnorodności i o wspólnym jej życiu jako jednego, żywego organizmu. Potem przemówił augur – prezydent rewolucyjnej Republiki Francuskiej Emmanuel Macron, wypowiadając ceremonialną kwestię – że Igrzyska XXXIII Olimpiady są otwarte.

Rota przysięgi olimpijskiej zawierała już nowe treści, dostosowane do wyznania wiary z mostu Debilly, czyli równość, inkluzywność i antydyskryminację. Jest to sprzeczne z ideą sportu wyczynowego – citius, altus, fortius – szybciej, wyżej, silniej. Sport wyczynowy jest nierówny – bo wygrywa najlepszy; ekskluzywny – bo nie każdy może być wyczynowym sportowcem; dyskryminacyjny – bo eliminuje tych, którzy przegrywają. Czego się jednak spodziewać po ludziach, którzy stawiają Olimpiadę na głowie – trucizna Bestii już się rozprzestrzenia w organizmie.

Pozostała jeszcze jedna czynność zwyczajowa, i jedna ceremonialna – fajerwerki po ogłoszeniu otwarcia Igrzysk, i zapalenie znicza olimpijskiego. Na podeście w kształcie Wieży Eiffla pojawił się znów Zinedine Zidane, powróciła też pochodnia, niesiona przez asasyna. Wyłonił się nagle z otworu w podeście, jakby spod ziemi. Pochodnia z ogniem (nie mamy pewności, czy olimpijskim – musimy na słowo wierzyć satanistom) ruszyła sztafetą olimpijczyków. Rozpoczął się oszałamiający pokaz świateł na Wieży Eiffla, o czym będzie dalej.

ETERNITE – PRAGNIENIE ZIEMSKIEJ WIECZNOŚCI

Grupa olimpijczyków powiększała się o kolejne osoby, niosące pochodnie. Przez ulice Paryża, z przystankiem przy piramidzie w Luwrze, aż do ogrodów Tuillerie, w których bracia Montgolfier po raz pierwszy wypuścili balon. Tam, pośrodku fontanny widzowie zobaczyli zakotwiczony balon z podczepioną gondolą, która okazała się zniczem olimpijskim. Stuletni biały olimpijczyk przekazał ogień dwójce młodych, silnych czarnoskórych sportowców, którzy podeszli uroczyście do balonu i podpalili jego gondolę, po czym cała konstrukcja uniosła się w przestworza, do wysokości ok. 60 metrów.

Reżyserzy i ich zleceniodawcy mają apetyty absolutne – pragną wszystkiego, czyli całego świata. Ich nowy, wspaniały świat, symbolizowany przez idealnie okrągłą kulę dźwiga jednak pokaźny bagaż obciążeń – stary świat, pełen dawnych idei, zwyczajów, pragnień, stereotypów. Czas najwyższy pozbyć się tego balastu, i wreszcie pojawiły się możliwości ku temu. Dotąd bowiem główne działania Rewolucji, chociaż wywodzące się z lucyferyczno – demonicznej duchowości, miały ograniczone możliwości przejęcia rządu dusz. Zawsze musiała ona używać przemocy – wojny, terroru, głodu, prześladowań, mordów, tortur, gwałtów, aby zmusić ludzi do posłuszeństwa. Ludzie świadomie lub instynktownie opierali się złemu. Teraz zaś Rewolucja opracowała metody, prowadzące do społecznej epidemii NDSP – nabytego debilizmu schizofreniczno – paranoicznego. To, co wcześniej Rewolucja musiała robić rękami wynajętych i opłacanych siepaczy, dziś ludzie robią sami, radują się tym, dumni są z tego, uznali to za swoje prawa. Nie chcą już walczyć w obronie swojego świata, ale walczą o to, żeby mogli ten świat niszczyć. W tym stanie dusz białych ludzi wystarczy tylko pod stary świat podłożyć pochodnię, aby zgorzał do szczętu, a wówczas nowy, wspaniały świat, lekki i wolny od krepujących go ciężarów wzniesie się do wiecznej chwały swoich twórców i ich pana. Jest więc ogień i są nowi Europejczycy, proletariat, nowy stan trzeci, który trzeba po marksistowsku uświadomić, wzmocnić i zradykalizować, a wówczas sami podłożą pochodnię pod świat białego człowieka – takie są marzenia gnostyckich reżyserów.

PRAKTYKA ZASTĄPIENIA

Tym nowym proletariatem są ci wszyscy, którym kultura białej Europy jest obca lub wroga. Do niedawna biali Europejczycy byli gotowi walczyć za swój świat, ale to było wtedy, gdy wierzyli w Boga. Gdy dali się lewicy namówić na apostazję, sami stali się lewakami. Zanurzyli się z życiu bezbożnym, rozpustnym, bezpłodnym, bezsensownym. Celem życia stał się dobrostan. Przestało im się chcieć czegokolwiek, jak myszkom w eksperymencie Calhouna, ogarnęła ich gnuśność, bezsens i beznadzieja. Pozwolili na to, aby elity władzy ich krajów stały się sługami Bestii, i obojętnie przyglądają się, jak ci zdrajcy sprowadzają miliony ludzi obcych pod każdym względem, z przewagą wyznawców islamu, tradycyjnie dążącemu do opanowania Europy. Frankowie obronili Francję pod Poitiers w 732 roku, Antyfrancuzom nie przeszkadza nawet, że nie ma już Francji, tylko Anty-Francja, i bardziej, niż islamskich rezunów obawiają się nacjonalizmu i chrześcijaństwa.

Neofrancuzi wyraźnie są promowani przez reżyserów rytuału paryskiego. Oni mają zastąpić białych, i jest to zgodne z założeniami planów unijnej integracji europejskiej. Realizuje ona projekt Paneuropy Richarda Koudenhove – Kalergi, który był zbieżny z zamiarami masonów i Bestii, dlatego dostał zielone światło i wsparcie z Ameryki. Antyfrancuzi, dumni ze swojej rewolucji i z tego, że ich przodkowie – sankiuloci obcinali głowy arystokratom i masakrowali katolików, śpiewając Ca ira, nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, że na kolejnym etapie Rewolucji to oni zajmą miejsce mordowanych arystokratów i katolików, to oni usłyszą Ca ira, rapowane przez Neofrancuzów, i to ich głowy potoczą się po paryskim bruku, obcięte maczetami. Wystarczy spojrzeć, kto w ramach rytuału paryskiego został ozłocony, kogo wyróżniono i kto kogo zastępuje. Neofrancuskie towarzystwo, buszujące po bibliotece; złote raperki, dyrygujące żołnierzami; złote bohaterki Rewolucji, egzotycznego pochodzenia; nowa Marianne; rapujący artyści; na końcu – komu ogień przekazuje biały starzec, kto podpala znicz. Nawet osiągnięcia nauki i techniki, z których wciąż dumni są Antyfrancuzi zostały przedstawione jako przeszłość – aby je zobaczyć, asasyn musiał wsiąść do wehikułu czasu.

SYNCHRONOCITE – REGULACJA MASOŃSKIEGO ZEGARA

To hasło pojawiła się na początku widowiska, ale jego wymowa widoczna jest dopiero po objawieniu dalszych części rytuału. Pokazano bowiem, jaka jest dopuszczalna forma funkcjonowania białych w nowym, wspaniałym, lucyferycznym świecie, zarządzanym przez Bestię. Na rusztowaniach odbudowywanej katedry Notre Dame pracowali ludzie w kaskach i kombinezonach roboczych. Odgłosy ich pracy ułożyły się w jeden rytm. Każda postać, symbolizująca świat pracy miała plamy złotej farby na stroju w tych samych miejscach – na rękawach, nogawkach i na ramionach. To miejsca na ciele ludzkim, szczególnie angażowane przy wykonywaniu pracy fizycznej. Chwilę później na nabrzeżu pokazano liczną grupę w codziennych strojach, używanych do prac domowych, umieszczoną na złotym tle. Ludzi ci imitowali czynności prac fizycznych i walki na pięści. Ich ruchy były skoordynowane z tańcem czarnoskórego tancerza na przeciwnym brzegu Sekwany. Swój występ wykonywał na złotym podium, ustawionym na dachu kamienicy, nadając rytm jak demiurg. Na końcu swojego występu cała grupa zastygła jak automaty, którym wyłączono prąd, w charakterystycznym geście – serduszkach – emotkach.

Wygląda więc na to, że biali ludzie będą mogli uniknąć eliminacji, pod warunkiem, że posłusznie będą wykonywać polecenia władz i wydajnie pracować na swoich panów. Oczywiście mowa tu o panach, należących do gnostyków i władzach, wykonujących ich polecenia. Wtedy zostaną docenieni i pozwoli im się żyć. Docenienie w rytuale paryskim symbolizuje kolor złoty. Osoby lub obiekty, przedstawione na złoto zostały wyróżnione jako narzędzia gnostyków. Próżno jednak łudzą się ci, którzy myślą, że jeśli będą użyteczni dla Bestii, zachowają pozycję lub ją wzmocnią. Wszyscy, których gnostycy dziś złocą, jutro będą chcieli wykorzystać jako sankiulotów w Paryżu i kolumny piekielne w Wandei, do zniszczenia tego, co przeszkadza Bestii. Po wykonaniu swojego zadania sami pójdą na szafot, a Bestia wyznaczy innych do ozłocenia. Rewolucja robi tak zawsze, i gdyby białym ludziom chciało uczyć się historii, wiedzieliby, co im grozi i jak to zwalczać.

TAJEMNICZE POSTACI

W trakcie rytuału pojawiły się dwie ważne dla dramaturgii postaci. Jedna – jeździec, czyli Nazgul / Śmierć / Abbadon została już omówiona. Druga to tajemniczy asasyn – skrytobójca, nosiciel pochodni z ogniem (podobno) olimpijskim. Zachodzi jakościowa różnica między tymi postaciami, widoczna dopiero w szczegółach. Jeździec ma twarz – zakrytą kapturem srebrną maskę. Natomiast asasyn jest postacią bez twarzy, przemykającą po dachach, ulicach i budynkach Paryża i momentach historii, na przemian pojawiającą się i znikającą. Tajemniczy świadek, a może raczej inspirator, który chce dla siebie zachować swoją tożsamość, a może już jej nie ma, bo realizując różne misje dla czarnego pana utracił ją, jak Nazgul.

Asasynowi powierzono przenoszenie ognia olimpijskiego, nie wiadomo jednak, jak wszedł w jego posiadanie. Ostatnimi nosicielami ognia, którym można przypisać sukcesję, była trójka dzieci z arabskim chłopcem na czele. Potem jednak one znikają, a pojawia się asasyn. Wygląda na to, że odebrał dzieciom pochodnię, być może zabił chłopca lub całą trójkę, w końcu to zabójca. Zanim przekazał pochodnię Zidanowi, pojawiał się i znikał, nie możemy więc powiedzieć, co się wtedy działo z ogniem. Jego pojawienie się na Trocadero było barokowym zabiegiem teatralnym, gdzie praktykowanym zwrotem akcji było pojawienie się „deus ex machina” – postaci jakiegoś boga z mitologii grecko – rzymskiej. W rytuale paryskim zastosowano zabieg „diabolus ex machina” – asasyn wyłania się spod ziemi z ogniem. Widzowie byli przekonani, że jest to wciąż ogień olimpijski, chociaż równie dobrze mógł to być ogień piekielny lub zwyczajny – odpalony od zapalniczki. Raczej to drugie, ponieważ, jak dowiedzieliśmy się dwa dni po ceremonii – rolę asasyna grało kilkanaście postaci, inaczej nie dałoby się umieścić go w tak różnych miejscach Paryża. Czy zadbano o to, aby w każdej pochodni, a szczególnie w ostatniej palił się prawdziwy ogień olimpijski – pozostaje tajemnicą organizatorów.

Pochodnię powierzono asasynowi nie po to, aby doniósł ją do znicza, ale by był przewodnikiem przez oficjalną i tajną historię Rewolucji. Ludzie Bestii ujawnili ludzkości, że zawsze, gdy dzieją się wydarzenia rewolucyjne, towarzyszą im jacyś asasyni bez twarzy. Masoneria zdradziła ludzkości szczegóły swojego modus operandi

GRYWALIZACJA MASOŃSKA

Skoro mowa już o tym jakże sympatycznym, ezoterycznym towarzystwie, wątki masońskie, użyte w rytuale nie powinny budzić wątpliwości. Podstawą dramaturgii rytuału była Rewolucja, szczególnie jej najważniejszy dla Anty-Francji i zachodniego świata moment – Wielka Rewolucja Antyfrancuska, z której wywodzą się republikańskie wartości Anty-Francji, Unii Europejskiej i oficjalnej części globalizmu. Moment ten został ściśle zaplanowany i rozpracowany, tak, że trudno było znaleźć wśród aktorów rewolucyjnej sceny kogoś, kto nie był masonem. Rewolucja posługiwała się ideologią, która nie zmieniła się od wieków. Od starożytnych gnostyków, poprzez herezje antykatolickie, różokrzyż, iluminatów bawarskich, masonów, jakobinów i inne ugrupowania Anty-Francji, karbonariuszy, socjalistów, komunistów, anarchistów, aż po globalistów, wciąż jest to ta sama ideologia – likwidacja religii i moralności chrześcijańskiej, Kościoła katolickiego, państw, narodów, rodzin, małżeństwa, własności prywatnej – marzenie Lennona w Imagine i zmysłowy śpiew Juliette Armanet przy płonącym fortepianie podczas rytuału paryskiego. Jego organizatorzy orzekli arbitralnie, że to Imagine jest hymnem olimpijskim, na razie jeszcze nieoficjalnym, pomimo, że od 1896 r. istnieje oficjalny. Jednak Rewolucja zmienia wszystko, hymny też. Tak sobie powiedzieli, a Przemysław Babiarz publicznie ich zdemaskował, co wywołało paniczną reakcję minionków (sługusów) Bestii.

Rozmach i jawność rytuału paryskiego można bardzo łatwo wytłumaczyć – jest to grywalizacja (wykorzystanie elementów gier w kontekście niezwiązanym z grami) między dwiema głównymi obediencjami masońskimi – masonerią regularną i nieregularną. Główną siłą masonerii regularnej jest Masoneria Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego, która od samego początku określała założenia ustrojowe i polityczne Stanów Zjednoczonych. Dąży ona do osiągnięcia swoich celów drogą ewolucyjną. Jej najważniejszą emanacją polityczną jest Towarzystwo Fabiańskie, z którego wyprowadzono szereg organizacji różnego typu, tworzących do teraz politykę Anglosasów. Działania takie zakładają dyskrecję i umiarkowane afiszowanie się ze swoimi osiągnięciami. Tradycyjnie najważniejszym ugrupowaniem masonerii nieregularnej jest Wielki Wschód Francji, od samego początku skupiający zadziorów i radykałów, dążących do realizacji celów szybko, nie bacząc na przeszkody i koszty. Dla nich właściwym sposobem działania jest Rewolucja, i to oni najprawdopodobniej zaplanowali rytuał paryski.

Między różnymi frakcjami tajnych organizacji wcale nie panuje pokój, do jakiego oficjalnie wzywają, lecz ukryta wojna, jaką faktycznie przynoszą. Od czasu I Wojny Światowej pałeczka polityki światowej przeszła do USA, a Europa została zmarginalizowana. Trudno to znieść francuskim megalomanom, którzy i bez masonerii uważają się za pępki świata. Nie powinno więc dziwić, że gdy dorwali się do globalnej imprezy, postanowili ją wykorzystać, aby odzyskać wpływy. Animozje między Wielkim Wschodem a Szkotami były widoczne w dwóch momentach: gdy asasyn leciał balonem w kosmosie, mijał pustynną planetę, porosłą z rzadka kaktusami, z której wyrastała Statua Wolności, symbol Nowego Yorku, (prezent od Francji nota bene). Statua miała wyraźnie oznaki korozji i opuszczenia. Drugi moment nastał wtedy, gdy rozpoczynała się antymsza na moście Debilly, ważny element religijny całego rytuału. Usłyszeliśmy wtedy piosenkę „Ca balance pas mal a Paris”, w której tekście wyraźnie zawarty jest bunt przeciw amerykańskiej hegemonii kulturowej i przeciwstawienie jej Paryża, który jest lepszy niż wszystko, co oferuje Ameryka. Być może znaczenie ma też numeracja – 33 olimpiada, 33 stopnie wtajemniczenia u Szkotów.

Nie jest to jedyny powód tak wielkiej jawności. Poza rywalizacją między sobą, ludzie spod znaku symbolicznej kielni czują się już tak pewni swego panowania nad rzeczywistością, ludźmi i naturą, że sami uwierzyli w to, że Boga nie ma, a oni mogą wszystko. Zbiega się to z widocznym coraz bardziej uwiądem intelektualnym ludzi, tworzących struktury Bestii. Między tymi dwiema grupami zachodzi ścisła korelacja i zależność, z tym, że Bestia stoi wyżej, niż masoneria, którą wykorzystuje jako jedno ze swoich licznych narzędzi. Teraz jednak obydwie grupy coraz bardziej przestają odróżniać, co jest rzeczywistością, a co ich wyobrażeniem. Zapewne właśnie dlatego od kilku lat tak jawnie głoszą światu swoje orędzie. Wystarczy spojrzeć na pozostałe głośne ceremonie – 2016 – hołd Spinelliemu na wyspie Ventotene – premier Włoch, prezydent Francji, kanclerz Niemiec; ten sam rok, otwarcie tunelu św. Gotarda – ta sama ekipa, plis kilku pomniejszych; 2021 – pożegnanie kanclerz Merkel; 2022 – Igrzyska Wspólnoty Narodów w Birmingham; 2024 – Eurowizja; ten sam rok – otwarcie Igrzysk Olimpijskich; 2020 – 2024 – prezydentura Joe Bidena. To tylko niektóre z cyrkowych przedstawień, urządzonych przez gnostyków.

Przedstawienia takowe mają zawsze kilka celów i kilka kręgów adresatów:

  • szeroka opinia publiczna – narody. Przekaz dla nich dzieli się na trzy rodzaje: triumfalizm gnostyków i poniżenie narodów – „jesteśmy potężni, i wszechmocni, a wy nic nie możecie”; dążenie do samosprawdzającej się prognozy – „musicie robić wszystko, co wam powiemy, inaczej nastąpi koniec świata”; fałszywa troska – „kochamy was i chcemy waszego dobra”.
  • Gnostycy – zacięta rywalizacja między grupami interesów, zarazem zwalczającymi się i współpracującymi. Ich działania mają zbudować przeświadczenie, że są najlepsi, najpotężniejsi, bezbłędni, najlepiej służący czarnemu panu. Każda licząca się grupa gnostyków chce o tym przekonać pozostałe grupy, swoich własnych podwładnych i samych siebie. Wynika z tego rosnąca tendencja do samooszukiwania i oderwania od rzeczywistości.
  • Czarny pan i jego demony. Różne koterie gnostyków próbują przekonać byty duchowe, z którymi mają kontakt, lub z którymi chcieliby nawiązać kontakt, lub co do których wydaje im się, że mają kontakt, że to właśnie ta, a nie inna grupa lepiej służyła, służy i będzie służyć swojemu panu.

Ciąg dalszy nastąpi.

Odwiedź także nasz profil na Facebooku i śledź naszą działalność na bieżąco.

Globalizm to niewolnictwo gospodarcze

https://www.zerohedge.com/geopolitical/globalism-economic-slavery

Globalizm to niewolnictwo gospodarcze

Życie w najbliższej przyszłości

DR IGNACY NOWOPOLSKI SEP 6
 
READ IN APP
 

Nigdy niczego nie będzie posiadał.   Wynajmuje swoją sypialnię, meble i skromne rozrywki. Co miesiąc  cyfrowe konto  powiązane z jego  cyfrowym identyfikatorem  otrzymuje określoną liczbę  jednostek waluty cyfrowej banku centralnego. To, ile otrzyma, zależy od liczby godzin przepracowanych w rządowej pracy, od tego, jak bardzo rząd ceni jego pracę, od tego, ile rząd opodatkowuje go za przywilej korzystania z publicznej infrastruktury i od tego, ile jego z dochodu rząd uzna za przeznaczone do redystrybucji dla innych obywateli w potrzebie. Po odliczeniu podatków, czynszów, mediów i innych różnorodnych opłat miejskich, stanowych, federalnych i międzynarodowych od jego zarobków, ma on niewielki — jeśli w ogóle — dochód dyskrecjonalny.  

Jeśli zdecyduje się zaoszczędzić dochód, aby zainwestować go w swoją przyszłość, rząd informuje go, że jego cyfrowe jednostki walutowe banku centralnego znikną w ciągu dziewięćdziesięciu dni.   Jeśli spróbuje kupić coś, co rząd zakazał, straci to, co obecnie posiada. Jeśli zrobi coś, co rząd uzna za sprzeczne z jego dobrostanem, jego  wynik oceny kredytowej społecznej spadnie, a część jego dochodu dyskrecjonalnego zniknie. Co kilka tygodni na ekranie wideo w jego mieszkaniu pojawia się cyfrowy lekarz (działający na sztucznej inteligencji) ze szczegółową listą wszystkich „niezdrowych” rzeczy, które zrobił od czasu ich ostatniej interakcji. Zostaje poinformowany, że część jego tymczasowych oszczędności zostanie przekazana obywatelom o zdrowszych nawykach. Jego monitor zdrowia AI informuje go, że musi natychmiast zgłosić się do najbliższego centrum dystrybucji farmaceutycznej, aby mógł otrzymać najnowsze „szczepionki”. Niedopełnienie tego obowiązku spowoduje dezaktywację wszystkich elektronicznych urządzeń rozrywkowych i trwały ślad w jego historii kredytowej społecznej.

Jest niezadowolony, a ponieważ nadzorca ds. sztucznej inteligencji w stanie wykrył jego niezadowolenie, monitor wyświetlacza w jego mieszkaniu zachęca go do znalezienia osobistego sensu poprzez „dołączenie do walki z globalnym ociepleniem”.   Przez jakiś czas właśnie to robi. Uczestniczy w spotkaniach społeczności w swoim budynku mieszkalnym, na których urzędnicy rządowi mówią o znaczeniu „ratowania planety” poprzez „nieposiadanie niczego”. Rozmawia z anonimowymi nieznajomymi (botami?) na platformie mediów społecznościowych stanu i wszyscy zgadzają się, że poświęcenia, których dokonują, aby uratować świat, są zdecydowanie tego warte. Pewnego ranka budzi się i odkrywa, że ​​jego ocena kredytowa wzrosła i że został nagrodzony kilkoma dodatkowymi jednostkami cyfrowej waluty banku centralnego. Mimo to nasz przyszły człowiek pozostaje niezadowolony.

Pewnego dnia syreny wyją, a na monitorze jego mieszkania migają wiadomości:  kraj jest w stanie wojny . Słucha uważnie, ale nie potrafi zorientować się, które obce narody atakują. Zaufani prezenterzy informują go, że pokój, dobrobyt i wolność są zagrożone. Wychodzi ze swojego małego mieszkania i widzi innych samotnych lokatorów, którzy są podekscytowani i rozmawiają z entuzjazmem o nadchodzących bitwach. Wraca do środka i widzi swojego przełożonego AI, który informuje go, że został osobiście wybrany do ochrony ojczyzny przed jej wrogami. Po raz pierwszy od wielu lat nasz przyszły człowiek czuje się żywy.  

Wkrótce trafia do obozu szkoleniowego, gdzie cieszy się regularnymi ćwiczeniami, dyscypliną i koleżeństwem. Sześć miesięcy później on i jego nowi przyjaciele zostają wysłani za granicę.   Dziwne, że przez cały ten czas nikt nie wyjaśnił, z kim właściwie będą walczyć. Wie tylko, że toczą wojnę z „autorytarnymi przywódcami”, którzy chcą „zabrać nam demokrację”. W jego obozie panuje oczekiwanie i niekończące się rozmowy o przygodach. Potem, gdy wszyscy najmniej się tego spodziewają, z góry atakuje grzmiący rój dronów. Nikt nie ma czasu, żeby zareagować. Eksplozje zdają się nadchodzić znikąd. Widzi ciała swoich przyjaciół rozrywane na strzępy. Potem wszystko robi się ciemne.

Budzi się w szpitalu ciężko ranny, zostaje nazwany bohaterem, a później odesłany do domu.   Kiedy przybywa, zauważa kolejki po chleb przed rządowymi centrami dystrybucji genetycznie zmodyfikowanej żywności, . Słyszy, jak żebrak na ulicy żartuje, że powinni nazywać je „ kolejkami owadów ”, ponieważ to wszystko, co jest do jedzenia.

   Dowiaduje się, że ktoś inny wprowadził się do jego starego mieszkania, ale ze względu na służbę wojskową oferuje mu się nowe. Jest mniejsze i ma jeszcze mniej mebli niż to, które stracił. Zdaje sobie sprawę, że większość jego byłych sąsiadów nigdy nie wróciła z wojny i że wielu przybyszów mieszkających teraz w ich mieszkaniach wygląda i brzmi jak ludzie, z którymi kazano mu walczyć za granicą. Nic nie ma sensu. Jego obrażenia go dręczą. Czuje się jeszcze bardziej zagubiony i samotny niż przed pójściem na wojnę. Jego przełożony AI informuje go, że został dodany do listy osób uważanych za „potencjalnych terrorystów krajowych”. Pozostanie na tej liście utrudni mu pracę i życie.

Pewnego dnia jego cyfrowy lekarz pyta, czy chciałby pomocy w pokojowym zakończeniu swojego życia.   „Możesz uratować innych”, mówi mu, „trwale zmniejszając swój ślad węglowy”. W agonii zastanawia się: „Jak do tego doszło?”

Najkrótsza odpowiedź dla naszego przyszłego przyjaciela brzmi tak:  rządy porzuciły solidne pieniądze . Zastąpiły złote monety papierowymi walutami. Uczyniły nielegalnym prowadzenie swobodnej działalności gospodarczej przez zwykłych obywateli i zażądały, aby w transakcjach gospodarczych używano banknotów emitowanych przez rząd. Następnie dali prywatnym bankom centralnym prawo do drukowania tych papierowych banknotów, kiedykolwiek uznają, że będzie to dobre dla gospodarki.  

Czyją gospodarkę  chronią bogaci bankierzy centralni — Wall Street czy obywateli?

   Choć rzekomo obciążone są obowiązkami finansowymi w celu maksymalizacji zatrudnienia i minimalizacji inflacji, banki centralne działają jako manipulatorzy rynkowi i drukarze pieniędzy dla rządów, które one wydają w nadmiarze. Zwiększając podaż papierowej waluty, cena dóbr konsumpcyjnych rośnie. Jednak cena akcji giełdowych również rośnie. Te aktywa kapitałowe nie zyskują żadnej realnej wartości, ale ich rosnące ceny dają iluzję wzrostu gospodarczego. Wiele złych firm, które nigdy nie przetrwałyby na wolnym rynku, staje się lukratywnymi okazjami inwestycyjnymi na fałszywych rynkach. Łatwe pieniądze utrzymują firmy, które nie generują żadnej wartości rynkowej. Kto traci najwięcej w tym sztucznym układzie? Najbiedniejsi ludzie, którzy nie mają akcji i tylko ograniczone oszczędności gotówkowe. Obserwowali, jak stu dolarowy banknot ukryty pod ich materacami traci większość swojej wartości w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat.

Ani waluty fiducjarne, ani banki centralne nie mają żadnego funkcjonalnego miejsca w wolnych społeczeństwach.   Rządy, które manipulują wartością pieniądza, manipulują rynkami i okradają pracujących biedaków. Najbogatsi kończą na posiadaniu wszystkiego, podczas gdy wszyscy inni próbują balansować na linie długów konsumenckich, kredytów hipotecznych, długoterminowych pożyczek i rosnącej perspektywy niewypłacalności.   Ten świat, który zbudowały elity finansowe i polityczne, jest niezrównoważony. Jest to również rodzaj niewolnictwa ekonomicznego.

Ponieważ jest niezrównoważony, ci, którzy odnieśli największe korzyści z jego powstania, zrobią wszystko, co konieczne, aby przetrwać jego upadek. Upadek dolara nie ma znaczenia, jeśli ci, którzy kontrolują dziś system finansowy, kontrolują cyfrowe waluty banku centralnego przyszłości. Rażące nierówności i szerząca się bieda nie mają znaczenia, jeśli rządy potrafią przekonać niezadowolonych obywateli, że zmiany klimatu, choroby i wojna wymagają od nich posiadania mniejszej ilości rzeczy i poświęcenia większej ich ilości. Rosnący gniew opinii publicznej nie ma znaczenia, jeśli ci, którzy mają armie, potrafią cenzurować wypowiedzi, ograniczać dostawy żywności, podżegać do wojen i więzić dysydentów.  

Zastanów się: ile z powyższej historii wydaje się obce, a ile boleśnie znajome? Twoja odpowiedź powie nam, ile czasu nam zostało.

Grzegorz Braun: „Projekt Globalizacji” tworzony celowo, to nie „wypadki przy pracy”. 16 minut.

O eurokołchozie i chrześcijaństwie. Grzegorz Braun wyjaśnia wątpliwości

Wystąpienie polskiego Posła do PE i Prezesa Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna podczas I Zjazdu Kobiet Prawicowych w dniach 24-25.08.2024 w Krakowie.

16 minut.

================================

Migawki:

Instytucje tworzące „Projekt Globalizacji” tworzą to celowo, to nie „wypadki przy pracy”.

Nieprawda, że „globalizacja da się naprawić!”.

Kij jest grubszy o wiele mocniejszy od marchewki.

MOC – dla niewielu, a fasadowo, dla sług – szeroka oferta korupcyjna


Co gorsze: Globalizm jedno czy wielobiegunowy?

Co gorsze dżuma czy cholera?

Czyli globalizm jedno czy wielobiegunowy?

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 15
 
READ IN APP
 

Idee globalizmu” są powszechnie postrzegane w swej „idealnej” formie, czyli jak w neobolszewickiej bajce:

·     Jeden komitet centralny globalnych oligarchów finansowych.

·     Jeden rząd administracyjny w formie przypominającej ONZ, z „ministerstwami” podobnymi do WEF, WHO, itd.

·     Z kierunkiem zarządzania od góry do dołu i wykonywania od dołu do góry.

Jest to oczywiście „model-marzenie” śniący się po nocach unijnym „komisarom z jewrosojuza”, ale tak nieosiągalny jak przysłowiowy komunistyczny „raj na ziemi”.

Bardzie realną formą jest „globalizm wielobiegunowy”, który powstaje na naszych oczach.

Jest to swoiste déjà vu z socjalistycznego post-stalinowskiego okresu, w którym każda nacja miała sobie znaleźć swoją drogę do komunizmu, zgodną z lokalną tradycją i cywilizacją. 

Na obecnym etapie globalizmu (czyli arcy-bolszewizmu) mamy zasadniczo dwa odłamy globalizmu:

·      Zachodni, pod przywództwem ameryki, składający się z unii europejskiej i zdegenerowanych odprysków tego anglosaskiego imperium: Australii, nowej Zelandii, Japonii, Korei Południowej, Kanady i W. Brytanii.

·      Wschodni, zwany skrótowo BRICS pod wspólnym przywództwem Rosji i Chin ludowych.

Każdy z tych bloków realizuje swoją specyficzną wersję globalizmu: 

·      Zachód to imperium kłamstwa, degeneracji, deprawacji i totalnego uwolnienia od nawet najelementarniejszych Boskich Reguł społecznego funkcjonowania.

·      Rosja i Chiny to systemy oparte na „narodowych tradycjach”.

Te dwa bloki, a konkretniej Rosja i nato prowadzą ze sobą wojnę zastępczą na terytorium rusi kijowskiej, w wyniku której kijowszczyzna została de facto unicestwiona.

Pomimo to, Rosja dysponująca obecnie najnowocześniejszą armią lądową i powietrzno- kosmiczną, (oceny te pochodzą od zachodnich niezależnych i „zależnych” ekspertów), posiadającą pod bronią ponad milion żołnierzy, nie jest w stanie zakończyć tego konfliktu totalną wiktorią! Mało tego, potrafi „przegrywać” lokalne konflikty z banderowcami np. w regionie kurskim!

Trudno jest wyrokować, czy sam Putin jest globalistą (jego wysoki poziom inteligencji sugerowałby coś odwrotnego), ale niewątpliwie kremlowski judeo-noebolszewicki reżim jest do szpiku kości „globalistyczny”.

Pomimo rosnącej oddolnej presji społeczeństwa rosyjskiego, ani wojna na rusi kijowskiej, ani inne problemy nie znajdują zwycięskiego finału. 

Armia FR kontynuuje swą „ofensywę” w tempie jednego metra na zachód na dobę.

Pomimo ogromnego społecznego niezadowolenia, Kreml utrzymuje szeroko otwarte wrota dla masowej emigracji z obszaru byłego imperium sowieckiego. 

Poziom „cyfryzacji” społeczeństwa daleko prześciga zachodnie „osiągnięcia” w tej dziedzinie i może być tylko porównywalnym z chińskim standardem.

FR znajduje się również w czołówce szprycowania ludności wszelkiego rodzaju „szczepionkami”. 

Podsumowując ten panoramiczny przegląd współczesnego globalizmu, jedno pytanie pozostaje otwarte:

Który z tych „bloków”, zachodni, czy wschodni, pierwszy stoczy się w przepaść piekielną?

No, ale na to pytanie odpowiedź może dać jedynie   Bóg Wszechmocny!

Obłąkane elity wpychają nas w otchłań piekielną !

Ludzkość w szatańskim potrzasku

Obłąkane elity wpychają nas w otchłań piekielną!

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 11
READ IN APP
 

Trudno jest dociec, kiedy proces globalizacji świata się zakończył.  Przy czym pod pojęciem jego „zakończenia”, mam na myśli ostateczne obsadzenie, w przygniatającej większości państw, kluczowych stanowisk przez globalistów.

Z całą pewnością było to przed rozpętaniem fałszywej pandemii Covida. Dopiero pełna kontrola wszystkich funkcji i organizacji międzynarodowych i państwowych, przez globalnych oligarchów finansowych, dała sygnał startu tego największego ludobójstwa w dotychczasowej historii świata.

Jak wiemy, agentura globalistyczna była dobierana według rygorystycznych kryteriów:

·     Bezwzględnie wszyscy oni musieli być pederastami i/lub pedofilami

·     Plusem był ich ewentualny satanizm i/lub transpłciowość

·     Kryminalna przeszłość, była dodatkowym atutem w karierze, gdyż dawała możliwość ewentualnego szantażu zbuntowanego osobnika

Przedstawione powyżej warunki, to niejako fundament kwalifikacyjny (paszport) do „rajskiego ogrodu elit”. TAKIMI SĄ ONE BEZ WYJĄTKU WE WSZYSTKICH PAŃSTWACH ZACHODU, włączając w to oczywiście III RP.  

Czy i w jakim stopniu różnią się one w innych obszarach cywilizacyjnych, trudno jest dywagować nie znając od podszewki specyfiki obyczajowo-cywilizacyjnej tamże.

Jednakowoż, elementem jednoczącym bez wyjątku globalistów całego świata są cechy pochodne wywodzące się niejako z tych FUNDAMENTALNYCH, wymienionych powyżej.

Do kluczowych należą następujące:

·     Całkowity brak sumienia

·     Skrajnie wąski horyzont myślowy

·     Wybujała pycha

·     Nieokiełznana żądza władzy, prominencji i tytułów

·     Całkowita ignorancja we wszystkich dziedzinach wiedzy i nauki

·     Patologiczna zachłanność

·     Bezwarunkowa uległość w odniesieniu do swych szatańskich pryncypałów

Ten powyższy zestaw „kwalifikacji”, zadecydował że pomimo TWARDYCH NAUKOWYCH DOWODÓW (jest ich tak ogromna ilość, że nie zacytuję odnośników) na rozmyślne i zamierzone ludobójstwo covidowe, którego ofiarami stały się miliony ofiar i dalsze miliony doszlusowują na bieżąco, żadnemu ze sprawców tej zbrodni, ani „decydentów’ ponadpaństwowych i państwowych NAWET WŁOS Z GŁOWY NIE SPADŁ. 

Chorzy umysłowo zbrodniarze, tacy jak Bill Gates, nadal trzymają stery korporacji i prywatnych ponad rządowych organizacji (WEF, WHO, etc.) bezprawnie decydując o losach Ludzkości i działaniach „niezależnych i demokratycznych rządów”.

A przecież fałszywa „pandemia”, to tylko jeden ze składników „menu”, jakimi raczą oni Ludzkość. 

Do innych krytycznych należą:

·     Walka ze „zmianami klimatycznymi” a w szczególności „gazami cieplarnianymi”, takimi jak CO2 , a także azotem, którego naturalny poziom w ziemskiej atmosferze wynosi 78%, w wyniku której likwiduje się rolnictwo, oraz przemysł na Planecie Ziemi.

·     Powszechne zatruwanie atmosfery i biosfery ( w tym ludzi)  przy pomocy tzw. „smug chemicznych”.

·     Niekontrolowane rozprzestrzenianie niszczycielskiego mRNA w „lekach”, „szczepionkach” i mięsie (poprzez „szczepienie” tymże bydła rzeźnego).

·     Geoinżynierię: wywoływanie trzęsień ziemi, huraganów i innych katastrofalnych zjawisk

·     Obłędne parcie do wojny jądrowej z FR, Chinami, Iranem, etc.

W realizacji tych i innych punktów programu globalistycznego, kluczową rolę odgrywają osobnicy zainstalowani w strukturach władzy na świecie. 

Gdyby osobnicy owi posiadali choć tyle poczytalności, wiedzy i instynktu samozachowawczego, co Lenin, Hitler, Stalin, czy Mao, to we własnym interesie zaprzestali by podcinania gałęzi na której również oni sami siedzą.   

Niestety nie posiadają oni nawet śladowych ilości tych cech, co paraliżuje Ludzkość w jakichkolwiek próbach wyrwania się z śmiertelnego uścisku szatana.

Na tym etapie możemy więc jedynie liczyć na Miłosierdzie Boskie!

Postępy globalizmu w putinowskiej Rosji.

Jak globalizm ma się w putinowskiej Rosji?

SPIEF ’24 – Wielobiegunowy Porządek Świata przybywa do Petersburga, aby wykonać testy PCR, i porozmawiać o zrównoważonym rozwoju i ekologicznej kontroli świata

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 7
 
READ IN APP
 

To się dzieje. Ponownie. Tak jest niestety co roku.

Mam tu oczywiście na myśli Międzynarodowe Forum Ekonomiczne w Petersburgu, które jest corocznym zgromadzeniem najbardziej antyglobalistycznych umysłów świata.

Zgodnie  z tradycją bez negatywnego wyniku testu PCR nie zostaną Państwo wpuszczeni na teren wydarzenia.

Najważniejszym  punktem programu  jest „przejście do wielobiegunowej gospodarki światowej”, tj. utworzenie „globalnego systemu regulacji emisji dwutlenku węgla”, który utoruje drogę dla długoterminowego „zrównoważonego rozwoju”:

Strategie rozwoju łańcuchów produkcyjnych i dostaw opracowywane są z uwzględnieniem globalnych celów Porozumienia paryskiego oraz krajowych planów redukcji emisji i adaptacji do zmian klimatycznych. Współmierne podejście i  tempo regulacji emisji wśród państw członkowskich EAEU, SCO i BRICS umożliwią zbudowanie globalnego systemu regulacji emisji dwutlenku węgla w oparciu o sprawiedliwą transformację energetyczną , w tym technologie przejściowe, oraz zgodny z zasadami wielostronnego systemu handlu i neutralność technologiczna. Dla EAEU zbieżność podejść do regulacji klimatu jest priorytetem długoterminowym. […]  Czy rynkowe mechanizmy ustalania cen emisji dwutlenku węgla pomogą osiągnąć cele klimatyczne w krajach SCO, EAEU i BRICS oraz jaka jest uczciwa cena za węgiel?

Ile powinien kosztować jeden kawałek BRICS-carbon? Pięć cyfrowych rubli? Może dziesięć? Jeśli przyjedziesz do Petersburga, będziesz mógł omówić ten ważny temat z niektórymi z  najbardziej znanych na świecie koneserów emisji dwutlenku węgla , w tym Ruslanem Edelgeriyevem, specjalnym przedstawicielem prezydenta Rosji ds. klimatycznych i Tatianą Zavyalovą, starszym wiceprezesem Sbierbanku ds. ESG.

Inny panel omówi  „finansowanie transformacji”  i inne zrównoważone działania, które ponad wszelką wątpliwość dowodzą, że „kraje BRICS aktywnie wspierają ruch na rzecz redukcji emisji w sektorach tradycyjnie wysokoemisyjnych”.

Eksperci  omówią także  , dlaczego nie ma powodów do obaw „szybkiego rozwoju” technologii biometrycznych w Rosji:

Światowy rynek technologii biometrycznych szybko się rozwija, a Rosja jest jednym z jego liderów. W kraju pojawia się coraz więcej usług wykorzystujących biometrię, a korzystanie z usług rządowych i komercyjnych dla Rosjan staje się coraz łatwiejsze i bardziej dostępne.  Jednak ludzie obawiają się tej nowej technologii. Niektórzy boją się oszustów, inni boją się wycieków. Dla innych oznacza całkowitą kontrolę państwa.  Te stereotypy utrudniają jego rozwój . Ale czym właściwie jest biometria? Czy potrzebujemy tej technologii i czy jest powód, aby się jej bać?

Ostatecznie konferencja ma na celu pomóc w wprowadzeniu niezwykle zrównoważonego porządku świata opartego na kredytach węglowych, biometrycznych znacznikach bydła i drogich prostytutkach.

KONKLUZJA:

W obecnym konflikcie militarnym, zderzają się ze sobą dwa molochy globalistyczne: NATO, oraz tandem Rosji i Chin. Zarówno Zachód (NATO), jak i Chińska Republika Ludowa, są liderami w globalistycznym totalitaryzmie. Putinowska Rosja szybko doszlusowuje do liderów, a przy okazji ukraińskiego konfliktu, obie strony składają kontrybucję globalistycznemu programowi depopulacji, w formie rzezi Słowian na obszarach Rosji i Ukrainy. Nasi “przywódcy” nie mogą się już doczekać, kiedy wciągną III RP do tej “militarnej maszynki do mielenia mięsa armatniego”

Gdańsk: Ukrainka z zespołem fałszowała polskie dokumenty na masową skalę. Globalizm w akcji.

Ukrainka fałszowała polskie dokumenty na masową skalę

magnapolonia

Straż Graniczna zatrzymała w Gdańsku 25-letnią “uchodźczynię” z Ukrainy, która trudniła się fałszowaniem polskich dokumentów urzędowych. W jej mieszkaniu zabezpieczono 2750 szt. “lewych” papierów. Gdyby wszystkie dokumenty trafiły do obrotu, polski skarb państwa straciłby nawet 14,5 miliona złotych.

Ukrainka fałszowała dokumenty przez kilak miesięcy, od stycznia 2024 roku. W miejscu jej zamieszkania na masową skalę podrabiano i przerabiano dokumenty, m.in. karty pobytu, polskie i zagraniczne dowody osobiste, prawa jazdy, paszporty i wizy. Według śledczych, pojedyncze dokumenty na czarnym rynku kosztowały nawet kilka tysięcy euro, w zależności od ich rodzaju oraz stopnia podrobienia. Komplet kosztował 11 tys. euro.

Strażnicy graniczni znaleźli sprzęt niezbędny do wytworzenia tego rodzaju dokumentów w postaci polskich pieczęci konsularnych, pieczęci urzędów wojewódzkich, egzaminatorów praw jazdy, lekarzy i policji. Były tam także gotowe pakiety z dokumentami przygotowane do wysyłki dla odbiorców zlokalizowanych na całym świecie. “Nie zabrakło również sprzętu w postaci laptopów, telefonów komórkowych, drukarek, gilotynek czy lampy do zdjęć” – informuje SG.

W trakcie przeszukania zatrzymano również śladowe ilości narkotyków, małą wagę oraz 23 tys. złotych w gotówce. Prowadzone czynności to konsekwencja zatrzymania obywatela Iraku, do którego doszło na początku lutego 2024 roku na gdańskim lotnisku. Mężczyzna usiłował wówczas przekroczyć granicę na podstawie sfałszowanych rumuńskich dokumentów: paszportu, dowodu osobistego i prawa jazdy.

Podejrzana o popełnienie przestępstwa Ukrainka została doprowadzona do Prokuratury Rejonowej Gdańsk Oliwa, gdzie usłyszała zarzuty podrabiania dokumentów. Grozi jej do pięciu lat pozbawienia wolności. Prokurator zastosował wobec niej środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji oraz zakazu opuszczania kraju.

=========================================

mail:

<<Strażnicy graniczni znaleźli sprzęt niezbędny do wytworzenia tego 
rodzaju dokumentów w postaci polskich pieczęci konsularnych,
pieczęci urzędów wojewódzkich, egzaminatorów praw jazdy, lekarzy i 
policji.>>

Sama tych pieczęci nie ukradła.