
——————

———————–

—————————————-

——————————–

—————————————————

————————–

——————

————————-


——————

———————–

—————————————-

——————————–

—————————————————

————————–

——————

————————-

Ze mną lepiej. Przejechałem dzisiaj na rowerze około trzydzieści kilometrów – część po leśnych drogach – i nie zmęczyłem się nadmiernie. Jeszcze miesiąc temu po takim dystansie byłem wyczerpany i parę godzin wracałem do sił. Taka jazda to dla mnie najlepszy czas, żeby przemyśleć różne problemy. Jazda była przyjemnością, ale w przemyśleniach pełno niepokoju, a przede wszystkim rosnąca obawa przed wojną. Nie ma we mnie tego psychicznego i fizycznego strachu przed wojną, który mieli ci, którzy jakąś wojnę przeżyli. Pamiętam to ze wspomnień mamy, która taki strach przeżyła jako kilkuletnie dziecko i to przeżycie było z nią do późnej starości.
Nie wiem na ile prawdopodobne jest wciągnięcie Polski do wojny, ale jestem przekonany, że taka groźba rośnie. Niestety na przestrzeni kilkunastu lat jesteśmy rządzeni przez idiotów, którzy robią wiele, żeby na nas wojnę sprowadzić, a nie robią prawie nic, żeby nas przed nią uchronić. Niewiele brakuje, by ci idioci stali się zbrodniarzami, ponieważ prowadząc do wojny w żaden sposób nie przygotowali do niej społeczeństwa.
Przedwczoraj w Stalowej Woli zawyły syreny. Ludzie na ulicy kompletnie się nimi nie przejęli. Znajomy opowiadał mi o pewnej dyrektorce szkoły, która niemal płakała mówiąc, że nie miała pojęcia, co zrobić z dziećmi. Rządzący idioci wysłali komunikat, żeby w czasie alarmu udać się w bezpieczne miejsce. Jednak rządzący idioci zarówno w państwie, jak i w mieście nie wskazali ani nie przygotowali żadnych bezpiecznych miejsc dla kilkuset dzieci z tej szkoły.
Stalowa Wola to siedziba największej zbrojeniowej fabryki w kraju. W razie wojny jest przecież oczywistym, że będzie jednym z pierwszych celów. Ci, którzy będą odpowiadać za unicestwienie Stalowej Woli będą zbrodniarzami. I nie będą to tylko ci, którzy wystrzelą rakiety, drony czy użyją innej broni, która zniszczy Stalową Wolę i zabije dzieci ze wspomnianej szkoły wraz z jej dyrektorką. Zbrodniarzami będą w równym stopniu ci, którzy wiedząc o katastrofalnym braku przygotowania Polski i Stalowej Woli do wojny wciągną nas w nią.
Mieszkam w linii prostej kilkaset metrów od Huty Stalowa Wola, czyli od największej fabryki zbrojeniowej. Jeśli Rosjanie przywalą czymś mocniejszym będzie po mnie. Gdybym miał możliwość, to bym się przeniósł w bezpieczniejsze miejsce. Niestety nie mam gdzie, ani nie stać mnie na znalezienie sobie bezpieczniejszego miejsca i nawet nie myślę o Hiszpanii czy Portugalii. Nie czuję jeszcze fizycznego strachu, ale świadomość, że w razie czego nie przeżyję zaczyna do mnie docierać. Nie chcę ulegać panice i cały czas mam nadzieję, że rządzący idioci nie są aż takimi idiotami, żeby świadomie wciągnąć Polskę w wojnę. Jednak ta moja nadzieja słabnie choćby z jednego powodu. Chodzi o to, że rządzący nami idioci są rządzeni przez obcych, których polecenia wykonują. Jak działa ten mechanizm? Ano według mnie tak…
Zaostrza się globalny konflikt między Chinami i USA. Generalnie Stany Zjednoczone tracą globalną hegemonię. Częścią tego konfliktu jest wojna rosyjsko – ukraińska. Rosja bez wsparcia Chin nie poradziłaby sobie. Z kolei Ukraina bez Zachodu już dawno przegrałaby. Ukraina przegrywa i świadomość tego mają rządzący Niemcami, Wielką Brytanią, Francją jak i przede wszystkim Amerykanie. Cały Zachód wie, że możliwości dalszego prowadzenia wojny przez Ukrainę są na wyczerpaniu. Nie mogą jednak pozwolić na to, by wyczerpanie Ukrainy zakończyło wojnę.
Dla nich wygrana Rosji jest niebezpieczeństwem w różnych wymiarach. Przede wszystkim wygrana Rosji grozi im utratą władzy we własnych państwach. W Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech ugrupowania polityczne przeciwne wojnie z Rosją rosną w siłę. Zwycięstwo Rosji może być kroplą przepełniającą czarę na ich korzyść. Dlatego dalsze prowadzenie wojny z Rosją staje się kwestią utrzymania władzy.
Dla Amerykanów zwycięstwo Rosji, to nie tyle zwycięstwo Rosji, co Chin. Dla nich korzystne jest, żeby Rosja się wykrwawiała, ale żeby oni nie ponosili tego kosztów, więc najlepiej cudzymi rękami wyciągać kartofle z ukraińskiego ogniska. I tu dochodzimy do roli w całej sprawie Polski, a w tym Stalowej Woli.
Coraz więcej wskazuje, że cały Zachód przeznacza Polskę do kontynuowania wojny w sytuacji wyczerpania się zasobów Ukrainy. Oczywistym staje się, że Zachód ma aż nadto instrumentów nacisku na idiotów rządzących Polską, żeby ci ściągnęli na nas tę katastrofę. To się już dzieje! Boję się, że to nabiera impetu. Przeraża mnie, że większość Polaków nie ma o tym pojęcia, również tych, których codziennie mijam na ulicach Stalowej Woli.
W tym roku z powodu choroby nowotworowej już porządkowałem i zamykałem swoje życiowe sprawy. Póki co uniknąłem najgorszego. Mam przypływ wisielczego humoru na myśl, że znowu powinienem zacząć te porządki, bo tym razem nie nowotwór, ale rosyjska rakieta na spółkę z idiotami rządzącymi Polską i Stalową Wolą mogą zakończyć moje rowerowe wycieczki.
A do Państwa dociera do czego prowadzą idioci rządzący Polską?
Andrzej Szlęnzak
========================
Panie kochany ! To nie tylko idioci, ale również zbrodniarze. To warto jednoznacznie napisać. MD

—————————

————————————

———————

———————–

———————————————–

———————————–

————————————–

—————————-
19.09.2026 Stanisław Michalkiewicz nczas/sceny-mysliwskie
„Z flintą nos w pole wytknął,
Rycerskim więc instynktom
Dziś ujście daje rad.
Huczy strzałów muzyka.
Zając wszak zdrów umyka,
Obławnik dostał w zad”
Wprawdzie gdy to piszę, trwa jeszcze gorące lato – jak przystało na globalne ocieplenie – z upałami, ale i z burzami, których latem też nie brakuje – ale u progu kampanii wyborczej do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych rozpoczął się już sezon łowiecki. Na linii strzału w związku z aferą Zondacrypto znalazł się nie byle kto, bo prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego pan Piesiewicz, a więc zwierzyna raczej z gatunku grubych, chociaż nie najgrubszych – bo jego zatrzymanie w ramach sezonu łowieckiego dokonało się – jeśli wierzyć doniesieniom z nagonki – pod zarzutem zakupu złotego zegarka za 40 tys. euro.
Pan Piesiewicz tłumaczy, a na dowód swej niewinności pokazał nawet certyfikat, że zegarek, owszem, kupił – ale za własne pieniądze, a prezes Zondacrypto, pan Kral tylko mu w tym „pomagał” – jednak nawet taki trop u progu sezonu łowieckiego jest nie do pogardzenia, bo któż może powiedzieć, co jeszcze może kryć się w kniei? To zresztą bardzo ciekawa sprawa, która rzuca światło na kwestię wolnego handlu artykułami luksusowymi w naszym bantustanie. Okazuje się, że złotego zegarka zwyczajnie u nas kupić nie można, tylko że prezes Zondacrypto albo w ostateczności jakiś inny dygnitarz musi podać nabywcy pomocną dłoń. Pokazuje to, że teorie spiskowe, a zwłaszcza moja ulubiona teoria, według której po sławnej transformacji ustrojowej stare kiejkuty razem z dawnymi nomenklaturowcami w miejsce zwyczajnego kapitalizmu, ustanowiły u nas kapitalizm kompradorski. Od zwyczajnego kapitalizmu różni się on tym, że w kapitalizmie zwyczajnym o dostępie do rynku – na przykład rynku złotych zegarków – decydują właściwości człowieka: czy jest pracowity, pomysłowy, przedsiębiorczy, czy nie boi się ryzyka, no i czy ma szczęście. Jeśli ma te wszystkie zalety, to nie tylko przeboruje sobie do rynku, ale na tym rynku odniesie sukces na miarę swoich zalet i szczęścia – na przykład w postaci samodzielnego kupna złotego zegarka. W kapitalizmie kompradorskim zaś o dostępie do rynku i możliwości działania na nim decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są stare kiejkuty. W tej sytuacji nic dziwnego, że same pieniądze do zakupu złotego zegarka nie wystarczą, że nabywcy musi pomóc ktoś – no właśnie: czy to z grona obywatela starych kiejkutów, czy z jakiegoś innego uprzywilejowanego środowiska. Po jakiej linii swoją wyjątkową pozycję uzyskał pan Przemysław Kral?
Na to wskazywałaby okoliczność, że gdy ziemia zaczęła palić mu się pod nogami, schronił się w bezcennym Izraelu, którego paszport szczęśliwie posiada. Z drugiej jednak strony pan Kral stanął na czele firmy BitBay po zagadkowym zaginięciu jej założyciela pana Sylwestra Suszka, którego był „pełnomocnikiem prawnym”, a kiedy już stanął, to przerobił ją na Zondacrypto i rozkręcił działalność. Ta druga okoliczność wskazywałaby raczej na stare kiejkuty – ale przecież nie ma u nas ustawy, która zabraniałaby osobom narodowości prawniczej podtrzymywania związków ze starymi kiejkuty, więc tropy mogą się na siebie nakładać.
Wreszcie jest i okoliczność trzecia – że od maja br. pełnomocnikami prawnymi pana Krala jest z jednej strony Wielce Czcigodny mec Giertych Roman, a z drugiej pan mec. Dubois. Wprawdzie ani obywatel Żurek Waldemar, ani żaden z pełnomocników, którzy chronią się za murami „tajemnicy śledztwa” nie mówi wyraźnie, czy to prawda, że pan Kral zyskał status świadka koronnego, czy nie – ale na mieście krążą fałszywe pogłoski, że „współpracuje” z prokuraturą. Poza tym – z obfitości serca usta mówią – a wystarczy popatrzeć na rozradowaną twarz obywatela Żurka Waldemara, który sprawia wrażenie, jakby go ktoś na sto koni wsadził, żeby dojść do wniosku, że te fałszywe pogłoski mogą być prawdziwe.
Cóż bowiem robi taki świadek koronny? Taki świadek koronny składa zeznania. A jakie? Ano – nie trzeba być specjalnie domyślnym, żeby wiedzieć, że takie jak trzeba. A jakie trzeba? Ano takie, żeby na ich podstawie można było maksymalnie zaciągnąć sieć obławy, w którą wpadnie możliwie najwięcej zwierzyny i to zwierzyny grubej, którą potem, to znaczy – przed wyborami – będzie można triumfalnie pokazać na pokocie. Nie tylko zresztą na pokocie, bo wyobraźmy sobie tylko gabinety ustrojone w poroża rozmaitych jeleni czy kozłów, w szable dzików i inne myśliwskie trofea. Toteż chętnie wierzę, że pan Kral uległ perswazji swoich pełnomocników, że w jego sytuacji to będzie dla niego najlepsze wyjście – bo wobec takiego świadka koronnego, to i niezawisłe sądy zachowują się ze zrozumiałą rewerencją i żadnej krzywdy mu nie zrobią, zwłaszcza w sytuacji gdy po nasyceniu niezależnej prokuratury i wynagrodzeniu pełnomocników, zostanie mu to i owo ad captandalm benevolentiam niezawisłych sądów. Krótko mówiąc – polowanie zapowiada się niezwykle atrakcyjnie.
Co prawda podnoszą się głosy, że w przypadku Wielce Czcigodnego mec. Gierycha Romana może zachodzić konflikt interesów, bo wprawdzie – co skwapliwie podkreśla Hanna Gronkiewicz-Waltz – adwokaci nie bronią przecież osób niewinnych, ale z drugiej strony nawet partyjny kolega Giertycha Romana Wielce Czcigodny Sławomir Nitras co to w swoim czasie na sali plenarnej Sejmu penetrował damskie torebki pod nieobecność ich właścicielek, uważa, że Wielce Czcigodny mec Giertych postępuje niewłaściwie, a organa samorządu adwokackiego grożą nawet wszczęciem „postępowania dowodowego” – którym Zbigniew Zapasiewicz groził Bogusławowi Lindzie w filmie „Psy”.
Wydaje się jednak, że Wielce Czcigodny Giertych Roman tymi zarzutami się nie przejmuje. Widocznie wie coś, czego my nie wiemy, a czego mógł się dowiedzieć, reprezentując pana Michała Tuska przed sejmową komisją badającą sprawę „Amber Gold”. Jak pamiętamy, komisja pod przewodnictwem pani Małgorzaty Wassermann wprawdzie stwierdziła ponad wszelką wątpliwość, że „organy państwa”, to znaczy – niezależna prokuratura oraz niezawisłe sądy ze znanego na całym świecie z niezawisłości gdańskiego okręgu sądowego zachowały się w tej sprawie „niewłaściwie” – ale już nie odważyła się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego właściwie tak się wtedy zachowały. Czy Wielce Czcigodny mec. Roman Giertych miał jakiś wpływ na tę powściągliwość komisji – oto pytanie, na które odpowiedź mogłaby rzucić snop światła nie tylko na polityczną karierę Wielce Czcigodnego mecenasa, ale i na jego niewrażliwość na rozmaite podchody z przeszłości, które – mimo dramatycznych momentów – zakończyły się wesołym oberkiem. Na tej podstawie możemy tylko snuć rozmaite domysły na temat wstydliwych zakątków, od których roi się zapewne w różnych zakamarkach naszej socjalistycznej praworządności, a o którą walczą zastępy płomiennych jej szermierzy, co to właśnie wyruszyły na łowy.
„A tam biegnie sarna, sarna, towarzyszu mój. Spuszczaj charta ze smyczy, niech sarenkę uchwyci, towarzyszu mój” – śpiewamy w łowieckiej piosence, która właśnie teraz nabiera aktualności. Kto znajdzie się we wnykach, kto na pokocie, a komu uda się wymknąć z obławy i za jaką cenę – to są te igrzyska, jakie vaginet obywatela Tuska Donalda oferuje w roku wyborczym publiczności, te circenses, bo na odcinku chleba powszedniego sytuacja nie tylko wygląda znacznie gorzej, ale w dodatku nikt w vaginecie ani nawet – w vaginecie cieni – nie wie, co z nią zrobić.
Serwis Informacyjny Myśli Polskiej 19.09.2026 myslpolska/serwis-informacyjny-mysli-polskiej-19-09-2026/
Polska. Kilka dni temu premier Donald Tusk powiedział:
„Otrzymałem w ostatnich godzinach dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach i tak, jak już na ten temat mówiłem i ostrzegałem od wielu miesięcy. Należy spodziewać się różnych scenariuszy i Polska i cała Europa musi być przygotowana na różne scenariusze, jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance UE”.
Na informacje te w nocy z czwartku na piątek zareagował szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.
Przydacz powiedział:
„Nie było żadnego tajnego raportu CIA na biurku. Wymyślone kłamstwo, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować. Paski naiwnych mediów grzały dwa dni. Nikt nie sprawdził, nikt nie zweryfikował. Kto mu uwierzy, gdy rzeczywiście coś się będzie miało wydarzyć?”

18 września 2026 Paweł Król kresy/ludzie-bileckiego-otwieraja-placowke-w-warszawie
Ukraiński „Korpus Weteranów” zapowiedział rozpoczęcie działalności w Warszawie. Organizacja została utworzona przez 3. Korpus Armijny dowodzony przez Andrija Biłeckiego.
Ukraińska organizacja „Weterański Korpus” zapowiedziała uruchomienie swojej placówki w Warszawie. Informację opublikowano na oficjalnym profilu organizacji na Facebooku pod hasłem „Korpus Weteranów – teraz także w Warszawie”. Otwarcie ma nastąpić 19 września podczas wydarzenia UA FEST przy ul. Obrzeżnej 7 na Mokotowie.
„Korpus Weteranów” jest organizacją skupiającą wojskowych, weteranów, członków rodzin poległych oraz osoby związane ze środowiskiem ukraińskich sił zbrojnych. Zajmuje się m.in. pomocą prawną, psychologiczną i zawodową, wsparciem rodzin oraz reintegracją byłych żołnierzy.
Według oficjalnego komunikatu Lwowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej organizacja została utworzona przez 3. Korpus Armijny Sił Zbrojnych Ukrainy. Na czele „Korpusu Weteranów” stoi Jan Kliszajew.
Sam 3. Korpus Armijny powstał na bazie 3. Samodzielnej Brygady Szturmowej i jest dowodzony przez Andrija Biłeckiego. Ośrodek Studiów Wschodnich wskazuje, że zarówno 3. Korpus Armijny, jak i 1. Korpus „Azow” wywodzą się z ruchu azowskiego, którego początki sięgają utworzonego w 2014 roku batalionu „Azow”.
Także przedstawiciele samego „Korpusu Weteranów” odwołują się do tej ciągłości. W materiałach organizacji pojawiało się zestawienie kolejnych etapów działalności środowiska Biłeckiego: od „Patrioci Ukrainy”, przez „Azow”, po 3. Brygadę Szturmową i 3. Korpus Armijny.
Oficjalna strona organizacji deklaruje, że jednym z jej celów jest nie tylko pomoc weteranom w powrocie do życia cywilnego, ale również przygotowywanie ich do działalności gospodarczej, społecznej i publicznej.
Warszawska placówka ma działać w przestrzeni UA HUB przy ul. Obrzeżnej 7. Sam UA HUB przedstawia się jako centrum służące ukraińskiej społeczności w Polsce.
Na obecnym etapie nie ma oficjalnych informacji, by warszawski ośrodek „Korpusu Weteranów” miał prowadzić nabór do ukraińskich formacji wojskowych. Potwierdzone jest natomiast jego bezpośrednie powiązanie organizacyjne z 3. Korpusem Armijnym oraz genealogiczne związki tego środowiska z ruchem azowskim.
Ruch azowski od lat budzi kontrowersje z powodu obecności symboliki kojarzonej z nazizmem.
Francuski „Le Monde” informował, że podczas szkolenia żołnierzy 3. Brygady Szturmowej we Francji w 2023 roku u części wojskowych widoczne były swastyki, runy SS, symbole czaszek kojarzone z formacjami SS oraz nazistowskie gesty. 3. Brygada Szturmowa wywodzi się ze środowiska azowskiego i później stała się podstawą 3. Korpusu Armijnego dowodzonego przez Biłeckiego.
Na oficjalnych profilach 3. Brygady Szturmowej pojawiały się również fotografie żołnierzy z wewnętrznymi odznaczeniami przypominającymi emblemat 36. Dywizji Grenadierów SS „Dirlewanger”. Formacja ta podczas II wojny światowej odpowiadała m.in. za masowe zbrodnie na ludności cywilnej, w tym pacyfikację warszawskiej Woli podczas Powstania Warszawskiego.
Kolejne kontrowersje dotyczą nazewnictwa jednostek. W utworzonym w strukturach Korpusu „Azow” batalionie systemów bezzałogowych znalazł się pododdział „Nachtigal”. Nazwa nawiązuje do batalionu Nachtigall utworzonego podczas II wojny światowej przez niemiecką Abwehrę. Według przywołanej przez Kresy.pl Encyklopedii Holocaustu Yad Vashem członkowie tej formacji uczestniczyli we Lwowie, wraz z Niemcami i miejscowymi Ukraińcami, w zabijaniu Żydów.
O obecności nazistowskiej symboliki w jednostkach związanych z ruchem azowskim mówił również były holenderski ochotnik służący na Ukrainie. Twierdził, że widział w koszarach swastyki i inne symbole nazistowskie, a w części pododdziałów żołnierze mieli wykonywać nazistowski salut. W lutym 2026 roku ukraińska historyk Marta Hawryszko zwracała z kolei uwagę na przedstawiciela 3. Brygady Szturmowej używającego pseudonimu „Makar”, który miał publikować materiały z przerobionym symbolem SS „Dirlewanger” i uczestniczyć w szkoleniach środowiska oddającego hołd Waffen-SS Galizien.
Kresy.pl/Facebook.com
Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” (prawy.pl) • 19 września 2026 michalkiewicz
Przed wprowadzeniem w grudniu roku 1981 stanu wojennego, w naszym nieszczęśliwym kraju przeprowadzonych zostało wiele prób generalnych, których celem było wysondowanie, jak też na stan wojenny zareaguje społeczeństwo. Według biografa generała Jaruzelskiego, płk Lecha Kowalskiego, przygotowano tedy plany alternatywne na wypadek gdyby zbrojnego oporu nie było i na wypadek, gdyby się pojawił. W tym drugim wariancie przewidziana była blokada całych miast z użyciem artylerii i lotnictwa. Jak pamiętamy, żadnego zbrojnego oporu nie było, bo tylko grupka młodych ludzi zastrzeliła sierżanta Karosa, kiedy próbowała go rozbroić. Warto jednak o tym planie „B” na wypadek zbrojnego oporu przypomnieć, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że nasza niezwyciężona armia bez wahania by go zrealizowała i nikomu nie drgnęłaby ręka.
Ale – jak wspomniałem – przeprowadzono wiele prób generalnych, poczynając od wysłania w teren wojskowych grup operacyjnych, które kazały malować trawę, a to na zielono, a to na rudo – w zależności od pory roku – ale tak naprawdę przygotowywały się do przejęcia kierowania krajem w warunkach „surowych praw stanu wojennego”. Partia bowiem – jak pamiętamy – zaczęła się rozłazić, tworząc jakieś „struktury poziome”, więc Służba Bezpieczeństwa, podobnie jak soldateska, plunęły na nią i przejmowały władzę w swoje ręce. Świadectwem utwardzenia „strony rządowej”, która przedtem bywała bardziej elastyczna, był protest na skrzyżowaniu Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi w Warszawie. Mimo, że skrzyżowanie było blokowane, „strona rządowa” ani drgnęła, pokazując w ten sposób, że warunki się zmieniły. W tej sytuacji „unik zrobił byk” – jak śpiewał Wojciech Młynarski o szkole torreadorów w słynnej prowincji Guadalajara – to znaczy – cofnęła się „strona związkowa”, która już na tym niczego nie ugrała.
Ale ostateczna próba generalna odbyła się na Żoliborzu, w Wyższej Szkole Pożarnictwa, w której protest z udziałem podchorążych został zlikwidowany w początkach grudnia 1981 roku w rezultacie desantu.
Przypomniało mi się to wszystko teraz, gdy vaginet obywatela Tuska Donalda, a konkretnie – obywatel Żurek Waldemar, który w tym vaginecie ma fuchę ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego – „podjął decyzję” o zmianie rektora Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, kształcącej kadry Służby Więziennej. Wprawdzie według statutu tej Akademii zmianami na stanowisku rektora zajmuje się senat uczelniany, ale obywatel Żurek Waldemar, jak wiadomo, nie czuje się związany żadnymi statutami, ani nawet – tubylczą konstytucją – nad która przedkłada polecenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, w którym zasiadają specjalnie dobrani w korcu maku „nasi” sędziowie – no i oczywiście – kategoryczne sugestie starych kiejkutów, które – podobnie jak za pierwszej komuny, kiedy to przekładały rozkazy z ruskiego na polski – teraz przekładają z niemieckiego na polski.
Skoro tedy scenariusz napisany przez stare kiejkuty według wskazówek BND nakazywał przeprowadzenie próby generalnej w Akademii Wymiaru Sprawiedliwości – to nie było rady; obywatel Żurek Waldemar musiał „wydać decyzję”, a następnie – przeprowadzić podmiankę na stanowisku rektora tej uczelni. Ale – jak to bywa w takich razach – dramat łączy się z komedią – toteż obywatel Żurek Waldemar z zagadkowych przyczyn upodobał sobie kandydaturę pana Sławomira Cudaka. Jeśli krążące na mieście fałszywe pogłoski na temat tej postaci w ruchu robotniczym zawierają ziarenko prawdy, to te przyczyny nie muszą być aż tak bardzo zagadkowe.
Otóż według krążących po mieście fałszywych pogłosek, pan Cudak jest z wykształcenia piekarzem – a w każdym razie był nim w czasach, gdy należał do PZPR – ale potem jego kariera wystrzeliła pod lazury. Został pułkownikiem i zaczął intensywnie wzbogacać tubylczą naukę rozmaitymi rozprawami – a to doktorskimi, a to habilitacyjnymi – więc nic dziwnego, że gmerając w korcu maku, obywatel Żurek Waldemar musiał natrafić na niego. Nawiasem mówiąc, do wspomnianej Akademii próbował wejść sam Naczelnik Państwa – ale policjanci, podobno pościągani na tę okoliczność z rozmaitych prowincji, nawet na niego nie spojrzeli i oczywiście – nie wpuścili. Ilu wśród tych policjantów jest pochodzenia cudzoziemskiego – na przykład – ukraińskiego – tego ma się rozumieć nie wiemy, ale to chyba nieważne.
Takie dociekania bowiem wynikają z przekonania, że Polak nie może się łajdaczyć. To nieprawda, jak najbardziej może i chętnie z takich możliwości korzysta tym bardziej, że niekiedy mogą one przynieść nieoczekiwane profity. Oto w swoim czasie, gdy jeszcze Ostatniemu Pokoleniu Niemcy nie cofnęli subwencji i nie zakazali prowadzenia działalności, urządziło ono w Warszawie protest przeciwko dewastowaniu „planety” zbrodniczym dwutlenkiem węgla. W proteście tym wziął również działacz wielkiego kalibru, mianowicie pan Piotr Niemczyk, były zastępcza szefa Zarządu Wywiadu UOP, pułkownik, podobnie jak Bartłomiej Sienkiewicz. Na tym etapie jednak policja nie była jeszcze odpowiednio uświadomiona i pan Niemczyk został spisany, a nawet przedstawiony do ukarania. I nawet został przez nienawistny sąd ukarany pracami społecznymi – ale oczywiście – odmówił ich wykonywania, toteż nienawistny sąd mechanicznie skazał go na dwa tygodnie aresztu.
I w tym momencie zaczęło się. Nie tylko zostały poruszone Moce w postaci „legendarnych” opozycjonistów, ale również – madame Sylwia Grergorczyk-Abram, a nawet – Sąd Najwyższy. Pani Sylwia założyła „kasację” i w rezultacie nienawistny sąd w podskokach kazał pana Niemczyka z aresztu wypuścić. Wyobrażam sobie, jak musiały rozdzwonić się telefony. Na przykład – do obywatela Żurka Waldemara: Wy Żurek, wyście chyba zapomnieli, skąd wam wyrastają nogi. Jaki macie stopień? Kapral podchorąży? No widzicie. To jak wy ośmielacie się wtrącać do aresztu pułkownika, co?! Natychmiast każcie go wypuścić, bo inaczej my wam przypomnimy, skąd wyrastają wam nogi. Toteż z tej okazji pan minister Kierwiński sformułował doktrynę, według której „czas świętych krów” się skończył. Skoro tako rzecze pan minister, to nie wypada zaprzeczać – ale co nam szkodzi zapytać, jakie zwierzę w tej sytuacji dostąpiło świętości? Nawet nie śmiem się domyślać.
No dobrze – ale czego dotyczy próba generalna w Akademii Wymiaru Sprawiedliwości? A czegoż by, jak nie zrobienie porządku w Trybunale Konstytucyjnym. Po jego obsadzeniu „naszymi” sędziami w rodzaju pana Berka, będzie można nie tylko uporządkować tubylczą scenę polityczną, pozostawiając na niej tylko te zwierzęta, które decyzją starych kiejkutów dostąpiły świętości, no i oczywiście – wysadzić w powietrze pana prezydenta Nawrockiego, by na jego miejscu umieścić obywatela Czarzastego Włodzimierza, który już tam powinność swej służby zrozumie.
Stanisław Michalkiewicz
magnapolonia/michalkiewicz-wiadomosci-dobre-i-jeszcze-lepsze
Stanisław Michalkiewicz: Wiadomości dobre i jeszcze lepsze
Nareszcie jakieś dobre wiadomości – bo dotychczas można byłoby sobie pomyśleć, że nie tylko nasz nieszczęśliwy kraj, ale w ogóle – cały świat zmierza ku katastrofie. To zresztą nie jest wykluczone, bo przypominam sobie, jak w 1971 roku w wydawanym przez Świadków Jehowy piśmie „Strażnica” przeczytałem artykuł wstępny zaczynający się tak: „Świat nasz zmierza ku katastrofie – jak powiedział pewien Murzyn z Atlanty”.
Skoro świat już wtedy zmierzał ku katastrofie – co spenetrował wspomniany Murzyn z Atlanty – to cóż dopiero teraz, kiedy na alarm biją eksperci, co to za pieniądze gotowi są potwierdzić niezbitymi dowodami hipotezę, jak nie o globalnym ociepleniu, to o globalnym oziębieniu – w zależności od tego, kto za co i ile zapłaci?
Tedy zwłaszcza w takiej sytuacji, każda dobra wiadomość jest na wagę złota.
I chociaż trapią nas rosnące lawinowo ceny paliw na stacjach benzynowych, a obywatel Tusk Donald próbuje wykorzystać bliskowschodni kryzys naftowy, by szantażem zmusić pana prezydenta Nawrockiego do podpisania kolejnego legislacyjnego knota o nadzwyczajnych zyskach firm paliwowych – że w razie odmowy oskarży go o działanie na szkodę mniej wartościowego narodu polskiego i w ten sposób stworzy pozory moralnego uzasadnienia dla operacji podmianki na stanowisku prezydenta.
Najpierw chodzi o zmianę z Karola Nawrockiego na obywatela Czarzastego Włodzimierza, no a potem – niechby nawet na Rafała Trzaskowskiego, który – jak pamiętamy – przez całe dwie godziny myślał, że jest prezydentem. Wymowni Francuzi powiadają, że kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat – i w przypadku Rafała Trzaskowskiego to się sprawdza, bo nie przykleja się do niego żadna afera – czego by tam nie nabroił.
Wyobrażam sobie, jakby taki powrót ucieszył nie tylko stado autorytetów moralnych, co to uważa pana prezydenta Karola Nawrockiego nie tylko za parweniusza, ale – w myśl wytycznych Judenratu – za „uzurpatora”. Uszami duszy już słyszę ten pochwalny bek – ale to wszystko jeszcze w sferze projektów – i to nie jest ta dobra wiadomość.
„Dobra wiadomość” jest taka, że Książę-Małżonek rozgromił Rosję. Wzorem Juliusza Cezara, co to zrobił „veni – vidi – vici” – co się wykłada, że przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem – Książę-Małżonek przybył z niezapowiedzianą wizytą na Ukrainę i nie czekając nawet na wynik negocjacji prezydenta Zełeńskiego z zimnym ruskim czekistą Putinem, wziął i rozgromił Rosję, w podobny sposób, jak to zrobił generał Nogi podczas wojny japońskiej. Według relacji popularnych w warszawskich sferach kupieckich, było tak: generał Nogi siedział i jadł kwaśne mleko z kartoflami.
Przybiega adiutant i melduje: Wasze Priewoschoditielstwo, cesarska flota rosyjska już się zbliża – a on nic, tylko je kwaśne mleko z kartoflami. Po chwili przybiegają inni adiutanci z meldunkiem – Wasze Prewoschoditielstwo, już widać cesarską flotę rosyjską! A generał Nogi nic, tylko je kwaśne mleko z kartoflami. Wreszcie przybiegają pozostali adiutanci z krzykiem – Wasze Wysokopriewoschoditielstwo, cesarska rosyjska flota już tu jest! Wtedy generał Nogi wstał, otarł usta serwetką, wyszedł na pokład i zatopił cesarską flotę rosyjską.
Książę-Małżonek nie musiał nawet wychodzić na pokład, tylko zrobił taką groźną minę, że na ten widok zimny ruski czekista Putin struchlał i natychmiast porzucił plany ataku na któreś z mocarstw bałtyckich. Podobno postanowił poprzestać na małym i tylko doskonalić się w prowokacjach, dzięki którym obywatel minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz ma nadzieję wytresować mniej wartościowy naród tubylczy w odruchach Pawłowa.
W tym celu, jak tylko ruskie drony atakują Ukrainę, pan minister Kierwiński, za pośrednictwem systemu syren, zaczyna wyć tak przeraźliwie, że w środku nocy podrywa na równe nogi mieszkańców województw: podkarpackiego i lubelskiego – żeby niezwłocznie udali się w „bezpieczne miejsce”. Ponieważ jednak nikt nie wie, czy na terenie tych województw jest jakieś bezpieczne miejsce, ani – gdzie się ono znajduje – obywatele już skapowali, że nie chodzi o żaden ratunek, tylko – żeby się oswoili z myślą, że wojna na Ukrainie, to „nasza” wojna – i bez szemrania płacili tamtejszym oligarchom haracz.
Waśnie w dniach ostatnich zakończyło się w Karpaczu „forum ekonomiczne”, podczas którego prezes Głównego Urzędu Statystycznego podał informację, że w latach 2022-2025 Polska, wspierając Ukrainę, poniosła straty sięgające prawie 500 miliardów złotych. Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, co planuje Wielce Czcigodny Pawło Kowal, przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych. Otóż Wielce Czcigodny nawołuje, by tę forsę odzyskać – ale nie od Ukrainy, Boże uchowaj! – tylko od Rosji.
W takiej sytuacji finansowe straty Polski mogłyby wzrosnąć nawet dziesięciokrotnie, a poza tym nie obeszłoby się bez ofiar w ludziach. Najwyraźniej jednak i Wielce Czcigodny Pawło Kowal i Książę-Małżonek uważają, że skoro już doczekaliśmy szczęśliwie „naszej” wojny, to ofiary muszą być. Jest w tym logika, bo jeśli już zaczęlibyśmy składać ofiary z ludzi, to czy na kimkolwiek zrobiłyby jeszcze wrażenie doniesienia o deficycie budżetowym, czy długu publicznym, o katastrofie w sektorze ochrony zdrowia, czy o szybujących pod niebiosa cenach paliw, w których większą część stanowią przecież różne podatki?
Pod gruzami można ukryć wszystko i dlatego właśnie obywatel Tusk Donald aż przebiera nogami z niecierpliwości, nie mogąc doczekać się wojny.
Właśnie pochwalił się, że dostał od CIA „raport”. Nie wiadomo, czego on dotyczy, bo obywatel Tusk nie pokazał go nawet swemu zastępcy, ministru-ministrowiczu Władysławu Kosiniaku-Kamyszu. Pojawiły się tedy na mieście fałszywe pogłoski, jakoby nie był to żaden „raport”, tylko lista osobistości przeznaczonych do likwidacji w przypadku ruskiej agresji – na przykład na mocarstwa bałtyckie. Jestem przekonany, że w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy.
Po pierwsze dlatego, że obywatel Tusk Donald nie podlega CIA, tylko – niemieckiej BND, więc CIA może mu – jak to mówią – „skoczyć”.
Po drugie – minister-ministrowicz Kosiniak-Kamysz, podobnie jak całe PSL, ma stuprocentową zdolność koalicyjną, a w patriotycznych porywach nawet większą, więc nie to jest przyczyną ukrywania przed nim treści amerykańskiego dokumentu.
Wreszcie – po trzecie, a właściwie przede wszystkim – przecież Książę-Małżonek właśnie rozgromił Rosję, wskutek czego Putinu zmiękła rura i w rezultacie zamierza on poprzestać na doskonaleniu się w prowokacjach. Skoro tak, to któż i nam zabroni doskonalić się w prowokacjach?
Nikt nam nie zabroni, chyba, żeby zrobili to Nasi Sojusznicy, zarówno ten Największy, jak i ci Pomniejsi – bo Naszych Sojuszników, to my się słuchamy, dzięki czemu z każdej sytuacji wychodzimy obronnie. Czegóż chcieć więcej?

—————————

——————————

———————–

————————

—————————————

———————

———————————–

——————

———————

——————————–


——————————————-

——————

—————————————–

————————————–

————————-

—————————–

————————-

—————————————-

————————————————–


——————————–

——————-

————————————

————————————

————————————————

———————————————–

————————–

———————


—————————————-

Gotowy. Na ofiarę
———————

—————-

——————-

——————————————-

——————————–

—————————-

———————————————

———————————

—————————————

———————–

———————————-

————————————–


—————————-

—————————————–

—————————————————–

————————————————–

[Już zmarła, na szczęście dla Jurasa]
—————————

————–

————————————————

————————————–

——————-

——————————-

——————————


————————–

————————————–

————————————–

—————————————–

——————————-

————————————–

———————————————-

——————————————-

————————————————–

——————————

——————————

—————-

———————————————–

————————-

——————————-

—————————

———————————

—————————

—————————————-

—————————————-

————————

18.09.2026 nczas/od-nowego-roku-wyzsza-placa-minimalna-i-zwiazane-z-tym-kary-zaplacisz-krocie-za-spoznienie

Z powodu wzrostu płacy minimalnej od Nowego Roku wzrośnie bezpośrednio związane z tym kary. Chodzi o brak przymusowego ubezpieczenia OC oraz spóźnienie się z deklaracją PCC-3.
„W górę pójdą m.in. opłaty za brak obowiązkowego ubezpieczenia OC oraz sankcje za spóźnienie z deklaracją PCC-3” – czytamy na autokult.pl.
Wysokość kary za brak przymusowego OC dla posiadacza samochodu jest powiązana z wysokością płacy minimalnej. Maksymalna kara w przypadku samochodów osobowych wynosić będzie dwukrotność minimalnego wynagrodzenia, czyli 9,9 tys. zł.
Taka kara zostanie nałożona na właściciela pojazdu, jeśli spóźni się z opłaceniem OC o 14 lub więcej dni.
To wyraźny wzrost. W tym roku maksymalna kara wynosi 9612 zł. W 2021 roku zaś wynosiła 5,6 tys. zł.
Za przerwę do trzech dni kara wyniesie 1980 zł. W przypadku 4-14 dni – 4950 zł.
„Wyższa płaca minimalna przełoży się również na wysokość kar za niezłożenie w terminie deklaracji PCC-3. Dotyczy to m.in. osób kupujących używany samochód, które są zobowiązane do zapłaty podatku od czynności cywilnoprawnych” – wskazuje redakcja.
Deklarację PCC-3 państwo nakazuje złożyć w ciągu 14 dni od zawarcia umowy. Stawka haraczu przy zakupie samochodu wynosi 2 proc. jego wartości.
Kara za spóźnienie może być jednak potwornie wyższa. Od przyszłego roku będzie wynosiła od 495 zł do nawet 99 tys. zł i jest powiązana z płacą minimalną. Jej dolna granica to 10 proc. płacy minimalnej, a najwyższa to jej dwudziestokrotność.
Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia” 17 września 2026 michalkiewicz
Jak pamiętamy, władze izraelskie, a wraz z nimi wszyscy żydofile, w 2023 roku lamentowali, że rakietowy atak Hamasu na Izrael przeprowadzony 7 października był całkowicie „zaskakujący” i dlatego pociągnął za sobą tyle ofiar, a także – tylu zakładników.
Od samego początku wydawało mi się to bardzo wątpliwe i to z kilku powodów. Po pierwsze – wywiad izraelski, czyli Mosad, uchodzi za jeden z najlepszych, a może nawet najlepszy na świecie. Jest to między innymi skutkiem tego, że Żydowie żyją w diasporze, w związku z tym Mosad w każdym kraju, a jeśli nie w „każdym” to w takim, gdzie ta diaspora żydowska się znajduje, może mieć swoją agenturę. Po drugie – że co jak co, ale Strefa Gazy, z której Hamas wyprowadził swój „zaskakujący” atak, z całą pewnością jest naszpikowana izraelskimi agentami, niczym wielkanocna baba rodzynkami. Jeśli zatem – po trzecie – do przeprowadzenia tego „zaskakującego” ataku użyte były tysiące rakiet domowej roboty, to jest rzeczą niemożliwą, żeby argusowemu oku Mosadu umknęła taka masowa produkcja. W takiej sytuacji – po czwarte – jeśli Izrael stworzył wrażenie, jakby mu umknęła, to możliwe to było tylko dlatego, że ktoś nałożył Mosadowi czarne okulary, a uszy zalepił woskiem , niczym Odyseusz swoim marynarzom, kiedy chciał posłuchać śpiewu Syren.
Jedynym człowiekiem, który coś takiego mógł zrobić, by Beniamin Netanjahu, nad którym wtedy wisiała groźba wtrącenia do turmy – czego domagali się liczni demonstranci. Kierując się tedy – po piąte – starożytną, pełną mądrości rzymską sentencją: „is fecit, cui prodest” – co się wykłada, że ten zrobił, kto skorzystał, nieubłagany palec wskazuje nie tylko na premiera Beniamina Netanjahu, który dzięki temu nie tylko uniknął turmy, ale wkrótce stanął na czele „rządu jedności narodowej” bezcennego Izraela i nawet prezydent Józio Biden, który wcześniej kręcił nad nim nosem, po „zaskakującym” ataku Hamasu nie tylko przestał nosem kręcić, ale pogalopował do Izraela, by swojej umiłowanej duszeńce okazać „pełną solidarność”. Czegóż chcieć więcej? W takiej sytuacji – po szóste – wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że tak naprawdę to nie żaden Hamas, tylko bezcenny Izrael, za pośrednictwem swojej agentury w Strefie Gazy doprowadził do tego uderzenia po to, by je następnie wykorzystać jako pretekst do aneksji tego terytorium.
No i właśnie w dniach ostatnich dziennik „Haaretz” doniósł, że premier Beniamin Netanjahu „wiedział” z góry o tym „zaskakującym” ataku Hamasu. Czy tylko „wiedział”, czy dlatego „wiedział” – bo go przygotował i zainicjował? Oczywiście sam zainteresowany temu zaprzecza, chociaż nie bardzo energicznie, a poza tym na taką możliwość wskazuje szczere niewątpliwie wyznanie Beniamina Netanjahu, że „czuje się związany” ideą „wielkiego Izraela”. Idea ta ma stary rodowód, z głębokiej starożytności, kiedy to jeszcze bogowie, a nawet sam Stwórca Wszechświata, układali się z różnymi ciekawymi ludźmi i zawierali z nimi przymierza. Opis takiego bliskiego spotkania III stopnia został zapisany w zbiorze żydowskich sag, zwanym Biblią. Czytam tam m.in. jak to Stwórca Wszechświata upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku i ułożył się z nim, że jeśli ów koczownik będzie Go słuchał i wychwalał, to On, w nagrodę, uczyni go „ojcem wielkiego narodu”, któremu odda w arendę obszar „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”. Na tej podstawie Żydowie uważają się za faworytów Stwórcy Wszechświata i w ogóle – prawdziwych ludzi wśród istot człekopodobnych, wyciągają stąd wniosek, że ta wyjątkowa pozycja we Wszechświecie powinna kiedyś przełożyć się na panowanie, jeśli już nie nad Wszechświatem, to przynajmniej – nad Ziemią. Wstępem do tego – przynajmniej według premiera Beniamina Netanjahu – miałaby być realizacja idei „Wielkiego Izraela” – zgodnie z obietnicą nakreśloną przez Stwórcę Wszechświata.
Trzeba przyznać, że idea ta jest już całkiem zaawansowana. Dzięki wykorzystaniu siły amerykańskich twardzieli, którzy przed Żydami skaczą z gałęzi na gałąź, kraje leżące na tym obszarze został już w znacznym stopniu politycznie obezwładnione, więc następnym etapem powinna być aneksja. Jest atoli szkopuł w postaci złowrogiego Iranu, który realizowanie idei Wielkiego Izraela uważa za zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla całego regionu. Toteż Beniamin Netanjahu nie byłby sobą, gdyby nie wpadł na pomysł wykorzystania w tym celu największego amerykańskiego twardziela w osobie prezydenta Donalda Trumpa.
Jak pamiętamy, wkręcił amerykańskiego prezydenta, chyba nawet „bez jego wiedzy i zgody” w tę wojnę, z której następnie zręcznie się wycofał, pozostawiając jej kontynuowanie Stanom Zjednoczonym. Prezydent Trump chyba już się zorientował, w jaką kabałę został wpakowany, ale sęk w tym, że nie bardzo wie, jak się z niej wymiksować. Ogranicza się więc do ogłaszania triumfalnych komunikatów, że złowrogi Iran już jest passe – ale cóż z tego, kiedy onże Iran nie tylko się odgrywa, obrzucając amerykańskie bazy w rejonie Bliskiego Wschodu swoimi ponaddźwiękowymi dzidami, ale w dodatku się odgraża, że zrobi coś jeszcze gorszego.
Wprawdzie Stany Zjednoczone mogłyby zniszczyć złowrogi Iran na tej samej zasadzie, co Feliks Dzierżyński, który każdego mógł aresztować – ale nie wiedzą, co na takie dictum powiedziałaby reszta świata. Wprawdzie w obronie demokracji można użyć nawet broni atomowej, ale w tym cały jest ambaras, że tą bronią dysponują nie tylko demokracji, ale również – wrogowie demokracji. Jak wrogowie demokracji i pokoju zareagowaliby na unicestwienie złowrogiego Iranu – tego nikt, łącznie z prezydentem Trumpem nie wie, więc rozsądek w tej sytuacji nakazuje zachowanie umiaru w niszczeniu. W rezultacie złowrogi Iran wykorzystuje swój atut w postaci blokady cieśniny Ormuz, w następstwie czego cena baryłki ropy naftowej znowu przekroczyła 100 dolarów, a z pewnością nie jest to ostatnie słowo.
W ten oto sposób, za sprawą sprytnego i co tu ukrywać – obrotnego premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamina Netanjahu, cały świat został zmuszony do płacenia haraczu z tytułu „związania się” izraelskiego premiera z ideą „Wielkiego Izraela”. Czyż to nie początek żydowskiej władzy nad światem? A co będzie później? Strach pomyśleć.
Stanisław Michalkiewicz
Umieścił: AlterCabrio, 16 września 2026
Czy uzbrojony rosyjski dron znaleziony wczorajszej nocy na plaży koło Jarosławca to przekroczenie naszej czerwonej linii? Dlaczego oddajemy Ukrainie kosztowne rakiety Patriot? Kto wymusił na polskim rządzie taką decyzję a może jest to suwerenna i odpowiedzialna decyzja wicepremiera Kosiniaka Kamysza ? Co oznacza ostra retoryka Radosława Sikorskiego i groźba Patruszewa o zniszczeniu Warszawy w trzy dni? To tylko eskalacja, a może język adekwatny do dzisiejszych realiów?
Jak bardzo uderzy w polskie kieszenie wstrzymanie dostaw saudyjskiej ropy dla Orlenu po ostatnich atakach Huti? Wreszcie – w jakim stanie realnie znajduje się dziś polska armia: budujemy rzeczywistą siłę, czy tylko armię z papieru i obietnic?
Zapraszam na rozmowę z Jackiem Hogą, ekspertem od wojskowości i prezesem Fundacji Ad Arma.
◊
◊
Więcej: Jacek Hoga | Jan Pospieszalski

—————————————–

—————–

————————————–

—————————————————

a raka szyjki macicy miewają głównie stare , przechodzone prostytutki, nie nasz Jasio !
==========================

——————————-

————–

———————————–

———————————

——————————————————


——————–

——————————————-

————————

——————————————————

———

——————-

————————————-

—————————

—————————

——————————————-