Nihil novi sub sole. To перестройка или передышка?

Nihil novi sub sole 

Izabela BRODACKA

Klinika przy ulicy Hożej 80 w Warszawie, róg Emilii Plater powstała około 1910 roku dla Sanatorium Towarzystwa Pielęgnowania Chorych pod wezwaniem Świętego Józefa. W skład zespołu wchodził pawilon dla chorych oraz dwupiętrowy pawilon chirurgiczny.

W latach 1931-32 klinikę przebudowano według projektu Ludwika Tokara. Nadbudowano budynek narożny oraz rozbudowano go wzdłuż ulicy Hożej. 
Budynek przetrwał okupację niemiecką. W czasie Powstania Warszawskiego mieścił się tam szpital polowy dla walczącego Śródmieścia. 

Natychmiast po “wyzwoleniu” w budynku urządzono szpital rządowy. Urządzono zamkniętą klinikę dla partyjnej komunistycznej nomenklatury wyposażoną w najnowszy sprzęt, zatrudniającą najlepszych lekarzy i oferującą wybranym luksusowe warunki. Leki stosowane przy leczeniu uprzywilejowanych pacjentów były niedostępne w aptekach i zwykłych szpitalach. Na przykład pacjenci kliniki rządowej dziury w zębach mieli wypełniane amerykańskimi plombami kompozytowymi podczas gdy zwykli śmiertelnicy szczerzyli zęby zeszpecone czarnym amalgamatem. Podobno właśnie po plombach rozpoznawano na Zachodzie przy autopsji zwłoki ofiar pochodzących z krajów Europy Środkowo Wschodniej. 

Bodajże w 1964 roku usuwała sobie w tej klinice wrastające paznokcie pani Tomiła Blinowska, słynna Mizia żona Franciszka Blinowskiego członka czy zastępcy członka KC PZPR,  posła na sejm i wówczas przewodniczącego PKPG. Mizia była znana mojej matce i ciotce z Kresów. Była z nimi po prostu na tej samej pensji. Wówczas to Franciszek Blinowski komunizujący gołodupiec emablował poleskie panny i szukał żony w odwiedzanych dworach oraz mieszczańskich zamożnych domach. Wśród nich była Tomiła Luberadzka i ją właśnie udało mu się upolować. Rodzina Tomiły zapewniła mu wygodne życie na Kresach. 

Zrewanżował się zapewniając jej luksusowe życie, godne komunistycznej partyjnej nomenklatury, w powojennej Polsce. W tym usuwanie wrastających paznokci (miał rację stary Marks mówiąc, że historia powtarza się jako farsa) w rządowej klinice przy Emilii Plater gdzie zajmowała w tym celu dwupokojowy apartament. Wiem, bo odwiedziłam ją tam z konieczności. Miałam za zadanie oddać jej jakąś książkę. Chciała poczęstować mnie kawą z ciasteczkami serwowaną przez pielęgniarką w fikuśnym fartuszku. Wybiegłam zbulwersowana. W tych czasach, dokładnie jak obecnie, wepchnięcie się do szpitala graniczyło z cudem. Trzeba natomiast przyznać, że chorych  już przyjętych wówczas leczono a nie poddawano protokołowi terapii daremnej. Dlatego niektórzy uważają, że za komuny ze Służbą Zdrowia było lepiej. 

W sobotę 26 kwietnia 1986 roku, gdy poprzedniej nocy wybuchł reaktor w Czarnobylu, byłam z synkiem w Rokicinach Podhalańskich w pensjonacie sióstr zakonnych. Tego samego dnia wróciłam do Warszawy. Dowiedziałam się, że młodsze dziecko spędziło cały upalny dzień w przedszkolnym ogródku, a pozostałe były ze szkołą na wycieczce po Warszawie. Nikt nie powiadomił wychowawców o zagrożeniu, usiłowano utrzymać katastrofę w tajemnicy. 

Tymczasem w klinice rządowej podawano specjalnie wezwanym  prominentom i ich rodzinom w najgłębszej tajemnicy płyn Lugola. Płyn Lugola to wodny roztwór jodu i jodku potasu. Sporządzenie go nie wymaga szczególnej wiedzy ani trudno dostępnych składników. W warunkach awaryjnych można skorzystać ze sporządzonego w domu  roztworu zwykłej jodyny. Komunistyczne władze wolały jednak narazić swoich obywateli, w tym małe dzieci, na poważne choroby niż przyznać się do katastrofy elektrowni należącej przecież do sąsiada, a nie do Polski. 

Przypadki śmierci pacjentów, którym nie udzielono pomocy nie są także niczym nowym. Wszyscy pamiętamy zapewne  „łowców skór” czyli grupę pracowników łódzkiego pogotowia ratunkowego (lekarzy, sanitariuszy i dyspozytorów), którzy handlowali informacjami o zgonach pacjentów z właścicielami zakładów pogrzebowych i celowo uśmiercali chorych Pavulonem aby nie stracić zysku z prowizji. Ten zysk to horrendum – 300 złotych od „skóry” czyli od zabitego w okrutny sposób człowieka. Pavulon to środek zwiotczający mięśnie, w tym oddechowe. Kiedy duszący się pacjent umierał pan doktor spokojnie palił papierosa. 

Nie pamiętam daty ale już w tak zwanej wolnej Polsce w pogotowiu przy Hożej zmarła wybitna działaczka Związku Niewidomych pani Siekierzyńska. Czekając na pomoc spadła w korytarzu z krzesełka i skonała w kałuży krwi. Wezwany do jej domu lekarz pogotowia stwierdził (sic!) histerię choć był to wylew. Ordynator pogotowia odmawiał jakiejkolwiek  informacji na ten temat, lekarz czy nie lekarz, (nie udało się tego ustalić) wyjechał pospiesznie  na Ukrainę.

Saloniki dla vipów, operowanie wrastających paznokci. Jak w tytule- to nic nowego pod słońcem. Życie społeczne wraca dokładnie w stare błotniste koryto. Przemoc ideologiczna- przecież wszystko jedno czy pod czerwonym czy pod zielonym sztandarem. Przemoc fiskalna. Przemoc prawna. Wyroki pisane przez polityków, wydawane przez dyspozycyjnych sędziów i egzekwowane przez aparat władzy wobec niewinnych osób takich jak choćby ksiądz Olszewski. No i zwierzęta – równe i równiejsze. Te równiejsze wobec prawa, w kolejce do lekarza,  a nawet na oddziale ratunkowym. Optymiści twierdzą, że jest to efekt bezwładności zjawisk społecznych. Twierdzą, że zmiana starych nawyków i stereotypów to tylko kwestia czasu. Ja to widzę bardziej pesymistycznie.

 Uważam, że trzeba sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie. Tak zwana transformacja ustrojowa była to перестройка или передышка? Po rosyjsku bo przemiany w Europie Środkowo-Wschodniej były realizowane dokładnie według „modelu Andropowa” to znaczy według koncepcji kontrolowanej transformacji ustrojowej, zapoczątkowanej w ZSRR. Zakładała ona przeprowadzenie ewolucyjnych reform gospodarczych i politycznych pod ścisłą kontrolą aparatu bezpieczeństwa. Miało to na celu dominację ekonomiczną starych oraz na nowo wykreowanych elit. Ekipa Tuska i on sam należą do tych elit wystruganych ze zgniłego banana. Ich podstawową cechą jest służalczość i oportunizm. 

CZY POLSKA MA SZANSĘ UNIKNĄĆ STANIA SIĘ STREFĄ ZGNIOTU?

CZY POLSKA MA SZANSĘ UNIKNĄĆ STANIA SIĘ STREFĄ ZGNIOTU?

CZY POLSKA MA SZANSĘ UNIKNĄĆ STANIA SIĘ STREFĄ ZGNIOTU?

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora/czy-polska-ma-szanse-uniknac-stania-sie-strefa-zgniotu

Szanowni Czytelnicy, 

trwają przygotowania do debaty „Czy Polska ma szansę uniknąć stania się ‘strefą zgniotu’ w konflikcie z Rosją prowokowanym przez trzy państwa: Francję, Wielką Brytanię i Niemcy?”

Odbędzie się ona 21 września (poniedziałek, początek godz. 19), w lokalu Praskiego Centrum Aktywności Kocham Pragę, przy ulicy Targowej 32 w Warszawie.

W tej chwili obsługę medialną zapowiedziały cztery telewizje internetowe: Centrum Edukacyjne Polska, Chrobry Szlak Tv, Reduta.tv i wRealu24.tv. Lista mediów zaangażowanych w promowanie przekazu Debaty nie jest wyczerpana.

Pomysł przeprowadzenia Debaty zrodził się w wyniku zagrożenia Polski, jakie niosą prowokacyjne wobec Rosji działania Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec oraz zaangażowania szefa polskiego rządu Donalda Tuska w realizacje tych prowokacyjnych działań.

Kulminacją prowokacji wobec Rosji mają być manewry wojsk Francji. Wielkiej Brytanii i Niemiec na terenie Polski w listopadzie 2026. Cele manewrów dotyczą symulowanych ataków samolotów Rafale, zdolnych do przenoszenia pocisków nuklearnych, na rosyjskie cele w Petersburgu i w Obwodzie Kaliningradzkim. Jest to kolejna prowokacja polegająca na przekraczaniu „czerwonych linii” wyznaczonych przez Putina, który powiedział, że w przypadku zagrożenia, bezpieczeństwo obwodu królewieckiego będzie bronione przy użyciu wszelkich dostępnych w Rosji środków.

Jacek Frankowski, pomysłodawca i organizator spotkania wyjaśniając ideę debaty pisze:

Nie muszę dopowiadać, jaki kraj zagrożony jest użyciem przez Rosję wszelkich dostępnych środków, w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa Obwodu Kaliningradzkiego, które wywołują listopadowe militarne manewry na terenie Polski.

Chciałbym, żeby paneliści uczestniczący w Debacie wyrazili opinię, jakie wg nich Polska powinna podjąć działania, żeby nie stać się „strefą zgniotu”.

Punktem wyjścia dla dyskusji będzie rozmowa z doktorem Markiem Laskiewiczem, politologiem mieszkającym w Wielkiej Brytanii, który przewiduje zagrożenie przeniesienie się działań wojennych z terytorium Ukrainy na teren Polski. Dr Laskiewicz w programie wyraża swoją opinię w kwestii działań, jakie powinna podjąć Polska, żeby nie stać się ofiarą prowokacyjnych działań państw podżegaczy. Nagranie dostępne jest TUTAJ.

Marek Laskiewicz w koncepcji Debaty, pełnić będzie rolę „prowokatora” dyskusji, przedstawiając przewidywania zagrożenia Polski nuklearnym konfliktem z Rosja i wygłaszając receptę na uniknięcie zagrożenia przez stworzenie „strefy buforowej” oddzielającej polskie terytorium będącego strefą NATO, od Obwodu Kaliningradzkiego.

Liczę, na twórcze podejście panelistów do zagadnienia zagrożonego bezpieczeństwa Polski, którego jednym z wywoływaczy jest niezdolność myślenia o ułożeniu konstruktywnych relacji z Rosją.

Rusofobia, wbrew narracji post-piłsudczyków, nie jest wyrazem patriotyzmu. Rusofobia to gotowość rzucenia losu Ojczyzny na ofiarny stos w imię wrogiego nastawienia do innego narodu. Patriotyzm, wg kultywujących myśl Romana Dmowskiego, to miłość do Ojczyzny i konsekwentna troska o byt i trwanie Narodu.

W chwili obecnej udział w Debacie zadeklarowali: Jacek Frankowski jako moderator, Marek Laskiewicz, Roman Fritz, Marek Skalski, Arkadiusz Miksa, Dariusz Rozwadowski, Rafał Mossakowski, Sławomir M. Kozak i Kamil Klimczak.

Zaproszenia do udziału w Debacie zostaną wysłane także do Kancelarii Prezydenta, KPRM, Prezydium Sejmu i Konferencji Episkopatu Polski.

Liczymy także na odniesienia do tematu Debaty europosłów w formie filmowych wypowiedzi, wyrażających w dotychczasowych wystąpieniach sprzeciw wobec działań podżegaczy wojennych. Grono, chociaż nieliczne, ale znaczące potencjałem intelektualnym.

W miarę postępu działań organizatorskich będę przekazywał zainteresowanym informacje na bieżąco.

Z Bogiem!

Jacek Frankowski

Osobom chcącym bliżej przyjrzeć się poglądom dra Laskiewicza polecam także program zatytułowany „Model matematyczny prawdopodobieństwa wybuchu III wojny światowej”.

Sławomir M. Kozak

Działo się to 105 lata temu. A jakby wczoraj. Lub jutro. Matko Boża, Regina Poloniae !!!

Działo się to 105 lata temu. A jakby wczoraj. Lub jutro.

[Matko Boża, Regina Poloniae, spraw, by pękły złowrogie bariery – i ta książka stała się dostępną dla Polaków. Mirosław Dakowski]

========================

Sławomir N. Goworzycki, „Tamtego lata. Zatajona historia Polaków” str. 212 i nn.

=================

IDZIE ŻOŁNIERZ, BOREM, LASEM… [dzień niedzielny 1 sierpnia 1920 roku]

O Panie Boże! Przyjmij tę ofiarę młodzieńczą, niewinną, acz złożoną z bronią w ręku! Bo dzieje niewiele znają spraw tak czystych i świętych jak ta, za którą ci junacy legli n a owym błoniu. „Z prochu powstałeś, człowiecze, iw proch się obrócisz”. I młodzieńcy owi, pod ciosami zdziczałych hord, przylgnęli martwi do łona świętej ziemi ojczystej, która ich była wykarmiła, na której wzrośli, na której zeszedł im wiek Sielskiego dzieciństwa i nieledwie rozkwitłej młodości, a która tuliła ich teraz bezgłośnie. Byli tam i starsi, co wiek swój męski położyli na szali oswobodzenia Ojczyzny.

O Matko Najświętsza! Wynagródź cierpienia matkom i ojcom owej dziatwy, bolesnym rodzicom tamtego pokolenia, którzy to dawno już pomarli, a których życie upłynęło było na żałobnych wspomnieniach tej wielkiej straty zadanej im owego czasu ręką wroga. Pociesz braci, siostry, żony, pociesz osierocone dzieci. Ulżyj i tym odeszłym, i tym dziś jeszcze żyjącym.

Polsko! Upomnij się o swych bohaterów, o swoich męczenników i męczennice, z ofiary których wciąż czerpiesz swe soki żywotne; o tych z roku 1920, i tych dawniejszych, i tych nowszych… i tych niedawnych, czasu niemalże ostatniego! Pamiętaj to wciąż żywe a nieme przesłanie z mogił znanych i nieznanych, z lasów, łąk i pól owej rozległej, od morza do morza połaci świata, w których zagrzebane sa częstokroć bezimienne, ofiarne, męczeńskie szczątki. Pamiętaj też o owym wołaniu dobiegającym z krain odległych od Ojczyzny.

Święci Patronowie Polskiego Królestwa! Przyczyńcie się o nagrodę naszym wodzom tamtej wojny dawno już pomarłym i wodzom innych naszych wojen. Ubłagajcie o błogi, niebieski spokój sumienia dla ludzi, którzy musieli wysyłać na śmierć setki i tysiące, aby ocalić miliony. Wskażcie zasługę tak wielu, częstokroć niewidoczną i niedostrzegalną, lecz przecie rzeczywistą. Nie pozwólcie, aby umknął uwadze potomnych dobry przykład tych, co nie wzbraniali się brać na siebie przytłaczająca odpowiedzialność za losy tak wielu bliźnich.

Ciężki był dla nas ów dzień niedzielny 1 sierpnia 1920 roku, dzień, w którym Kościół Święty wspomina uwięzienie Apostoła Piotra w okowach. Na południu, na podejściach do Lwowa, w okolicach Brodów i Radziwiłłowa naszym pułkom wciąż jeszcze nie udawało się zamknąć owej fatalnej wyrwy w linii frontu, w której od bodaj dwóch miesięcy grasowały dywizje Budionnego, wciąż wychodząc naszym na skrzydła i zmuszając do ciągłego wycofywania się. W nocy na 2 sierpnia padła twierdza w Brześciu, co przekreślało dotychczasowe plany oparcia polskiej obrony na rzece Bug. Bolszewicy byli już na jej lewym brzegu.

W tym pierwszym swym dniu walki ochotnicze oddziały, których szlakiem podążamy, poniosły wielkie straty – wieluset zabitych, rannych oraz zagarniętych przez bolszewików do niewoli. Niektórzy spośród jeńców wnet uciekli do swoich, inni dłużej musieli niewolę znosić, jeszcze innych spotkał najgorszy los.

Jak się później dowiedziano, kolumnę pojmanych ochotników gnali bolszewicy przez Nowogród, za Narew. Na moście czerwoni bojcy urządzili sobie zabawę polegającą na zrzucaniu bezbronnych do rzeki i strzelaniu do żywych jeszcze a usiłujących utrzymać się na powierzchni wody. Jak widać, rozkazy o oszczędzaniu amunicji zostały z tej okazji uchylone.

Kto skręcił kark, uderzając wlocie o podpory mostu? Kto utonął? Kogo zastrzelono? Kto został zadźgany bagnetem, czy ścięty kozacką szablą, gdy w porywie gniewu rzucił się był z gołymi rękami na oprawców, by do owych zbrodni nie dopuścić? Kogo z dzikiej wściekłości czy dla koszmarnej zabawy zarąbano szablami? Kto spychany za mostowe bariery bronił się zawzięcie i ginął pod ciosem wrażej broni? Kogo męka i śmierć wywołana prześladowaniami sowieckich oprawców. szalejącymi chorobami i dojmującym głodem dosięgły później, w dramatycznym pochodzie na wschód i w czasie pobytu tamże?… Ilu jeńców powróciło do swoich z tej koszmarnej tułaczki, z tej poniewierki?… O ilu jakakolwiek wiadomość dotarła do bliskich i przyjaciół?… Ilu zaginęło bez wieści?…

Wiemy to, że tysiące Polaków pojmanych przez bolszewików w tamtej wojnie nigdy do Ojczyzny nie powróciło. Ilu nie przeżyło okrutnej niewoli? Ilu zostało wywiezionych w głąb Rosji? Ilu zagnano jako żołnierzy -niewolników na front krymski przeciwko „białym” wojskom barona Wrangla lub przeciw podnoszącym wciąż broń antybolszewickim powstańcom?

Ilu wreszcie uległo sowieckiej agitacji, niesłychanie perfidnej, bo prowadzonej wobec ludzi zniewolonych, egzystujących na granicy śmierci głodowej? Chleba jeńcom nie dawano, lecz bezustannie męczono gadaniną o wyższości nowego ustroju nad wszystkim, co dotąd było im znane. Lecz to samo czyniono z nieprzeliczoną rzeszą Rosjan, Ukraińców i ludzi ze stu innych ludów i narodów składających się na to rozległe imperium. Niejeden z pojmanych za obietnicę otrzymania ubrania, butów i dziennej porcji żywności mógł zgodzić się na wszystko, pozostając wszak nadal niewolnikiem. To tam właśnie, w niewoli, toczyła się owa ostateczna walka o zachowanie zdrowia ducha i ciała, o zachowanie życia i ludzkiej godności.

Okrucieństwa bolszewickich siepaczy, cierpienia bezbronnych ofiar, i jeńców, i cywilnej ludności, to sama istota tamtego nieszczęścia, jakie W owym czasie przygniotło naszą Ojczyznę swoim przerażającym ogromem. Za mali my dziś i za słabi, aby ogarnąć ten bezmiar grozy i ukazać go rodakom. Oby nie zdarzyło się tak, iż ten i ów wzruszy ramionami słuchając owej historii i skwituje ją jakże częstym dziś na polskich twarzach lekceważącym uśmieszkiem. Biada! Skoro więc nie my, może potomni okażą dość siły, by swoim i obcym wieszczyć bez wahania o tych czasach dawniejszych, czasach naszych pradziadów i o owej dobie, co to niedawno minęła, i o tej, co dziś właśnie przemija. Lecz przecież niemało o tym dotąd powiedziano.

Pojmanych w nowogródzkiej bitwie popędzono dalej. Sowieci ruszyli w pościg za wycofującymi się naszymi wojskami. A Narew płynęła, znowu cicho, spokojnie, zaś kształty nadbrzeżnych topoli odbijały się wyraziście w jej czystym zwierciadle.

WAŁY. Przy powodzi. MEM-y VIII. [uzup.]

===================================

————————————

—————————

——————————–

—————————–

——————————————-

————————–

—————————–

—————————————–

————————–

——————————–

Ministerstwo Prawdy. Solenni profesorowie najlepiej wiedzą, jak było…

Ministerstwo Prawdy. Solenni profesorowie najlepiej wiedzą, jak było…

14.08.2026 Autor: Stanisław Michalkiewicz ministerstwo-prawdy

NCZAS.INFO | Premier Donald Tusk oraz prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. / Foto: PAP
NCZAS.INFO | Premier Donald Tusk oraz prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. / Foto: PAP

Już czwarty rok toczy się wojna rozpoczęta przez prezydenta USA Baracka Obamę, który wyasygnował 5 mld dolarów na uruchomiony w 2014 roku „Majdan”, którego celem było wyłuskanie Ukrainy z „rosyjskiej” strefy Europy. Kilka lat wcześniej bowiem, 20 listopada 2010 roku, na szczycie NATO w Lizbonie proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO–Rosja, będące ukoronowaniem 25-letnich prac nad ustanowieniem nowego porządku politycznego w Europie, który miał zastąpić nieaktualny już porządek jałtański.

Najważniejszym postanowieniem tego nowego porządku było strategiczne partnerstwo NATO– Rosja. Jego najtwardszym jądrem było strategiczne partnerstwo rosyjsko- niemieckie, które pojawiło się zaraz po podpisanym 12 września w Moskwie traktacie „o ostatecznym uregulowaniu odnośnie Niemiec”, potocznie zwanym „traktatem 2 plus 4”. Niemcy bowiem nawróciły się wtedy na linię polityczną kanclerza Bismarcka, według której Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją, a zewnętrznym wyrazem tego nawrócenia było wspomniane strategiczne partnerstwo – no a kamieniem węgielnym owego partnerstwa był podział Europy na część niemiecką i część rosyjską – prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop– Mołotow.

I kiedy wydawało się, że klamka zapadła na 50, a może nawet na 100 lat, prezydent Obama wysadził to wszystko w powietrze, wykładając wspomniane 5 mld dolarów na „Majdan”. Dlaczego to zrobił – to sprawa osobna, której roztrząsanie rozsadziłoby ramy tego artykułu, więc tylko wskażemy trop, którym gwoli wyświetlenia tej sprawy trzeba by podążać, a który zaczyna się od „szczytu” w Deauville w październiku 2010 roku z udziałem francuskiego prezydenta Mikołaja Sarkozy’ego, Naszej Złotej Pani z Berlina i ówczesnego rosyjskiego prezydenta Dymitra Miedwiediewa.

Od Bismarcka do Wilhelma

Od rzemyczka do koniczka – powiada przysłowie – i tak właśnie było w tym przypadku. Inicjatywa Baracka Obamy doprowadziła wprawdzie do wysadzenia „porządku lizbońskiego” w powietrze – ale jeszcze nie do wojny. Do wojny doszło dopiero za prezydentury Józia Bidena, który naobiecywał wystruganemu z banana przez żydowskiego „oligarchę” Igora Kołomojskiego ukraińskiemu prezydentowi rozmaite cuda na kiju, wskutek czego odrzucił on tzw. „porozumienia mińskie”, a to sprowokowało Rosję do rozpoczęcia w 2022 roku „specjalnej operacji wojskowej”. Rosyjski wywiad zawiódł tu na całej linii, bo najwyraźniej liczył na powtórzenie sytuacji z roku 2014, kiedy to Krym został przez Rosję przejęty bez jednego wystrzału. Tym razem trafiła kosa na kamień, bo Amerykanie i Anglicy uzbroili ukraińskie wojsko po zęby i odpowiednio przeszkolili. W rezultacie Blitzkrieg spalił na panewce, a Rosjanie natychmiast zrezygnowali z zajmowania Kijowa, ograniczając cele wojenne do wyrąbania lądowego korytarza do Krymu – i ten cel w zasadzie już został osiągnięty, a to, co się teraz dzieje, to tylko walka o to, jaką będzie miał szerokość.

W wojnę z Rosją, za sprawą Amerykanów, zaangażowany został cały Pakt Atlantycki, co po kilku latach doprowadziło do zmiany niemieckiej polityki we Wschodniej Europie. Po wysadzeniu bałtyckich gazociągów Niemcom łatwiej było odstąpić od strategicznego partnerstwa z Rosją – ale doszło do tego dopiero w marcu 2023 roku, kiedy to amerykański prezydent Józio Biden, w nagrodę za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją pozwolił niemieckiemu kanclerzowi Olafowi Scholzowi na to, by Niemcy urządzały sobie Europę po swojemu. W Europie nie ma zbyt wiele miejsca na coraz to nowe – jak powiedziałby Kukuniek – „koncepcje”, więc w tej sytuacji Niemcy powróciły do polityki, jaką prowadziło Cesarstwo Niemieckie w roku 1917. Jak pamiętamy, za jego przyzwoleniem powstała wtedy Ukraińska Republika Ludowa w celu szachowania Rosji i utrzymywania w ryzach Polaków. Zewnętrznym wyrazem powrotu Niemiec do tej polityki było proklamowanie w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego. I zaraz prezydent Zełenski nabrał animuszu, nadając jednostce niezwyciężonej armii ukraińskiej imię „Bohaterów UPA”, co w naszym nieszczęśliwym kraju wywołało rodzaj burzy w szklance wody.

Polska opinia w rozkroku

Nasz nieszczęśliwy kraj prowadzenie prawdziwej polityki ma od Naszych Sojuszników surowo zakazane, toteż Polska polityce europejskiej najwyżej kibicuje. Pokrzykuje, przytupuje, wymachuje rękami – i to nie w ramach żadnej samowolki, ale zgodnie ze wskazówkami któregoś z Sojuszników – jak nie tego, to tamtego. Nic się nie zmieniło pod tym względem od początku lat 90., kiedy to scharakteryzowałem postawę naszego nieszczęśliwego kraju w felietonie pod tytułem „Polska ormowcem Europy”. Różnica między początkiem lat 90. a sytuacją obecną sprowadza się do tego, że kibicowaniu europejskiej polityce towarzyszy nieustanny lęk, by nie paść ofiarą „wojny hybrydowej”. Lęk ten jest odczuwalny zwłaszcza wśród warstw lepiej czy gorzej wykształconych, które mają ambicję kibicowania ośrodkom sprawującym w naszym nieszczęśliwym kraju tzw. rząd dusz. Właściwie jest to jeden ośrodek w postaci Judenratu, na czele którego stoi Główny Cadyk III Rzeczypospolitej w osobie pana red. Adama Michnika. Za pośrednictwem Judenratu sufluje on mikrocefalom, stanowiącym krąg jego wyznawców, co i jak mają myśleć. No a oni – wiedząc, że tylko w ten sposób będą mogli również we własnych oczach ujść za mądrych, roztropnych i przyzwoitych, posłusznie myślą w sposób nakazany, w lot dostrajając się do mądrości etapu.

Na przykład kiedy po proklamowaniu strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego pan red. Michnik rzucił hasło: „wszyscy jesteśmy Ukraińcami”, mądrzy, roztropni i przyzwoici natychmiast zaczęli piętnować nosicieli „nienawiści”, co to tworzą u nas „atmosferę przedpogromową”. Doszło do tego, że nawet przewielebna siostra Małgorzata Chmielewska oderwała się na chwilę od warzenia gorącej strawy dla nieszczęśliwych i pobiegła do Judenratu wypłakać się ze wstydu za mniej wartościowy naród i nieszczęśliwy kraj. I słuszna jej racja, bo jeszcze kilka takich demonstracji i przewielebna siostra Małgorzata zostanie kandydatką na ołtarze – a czegóż mogłaby chcieć więcej?

Ale głoszenie aktualnych mądrości etapu to jedna sprawa, a sprawą drugą jest wystrzeganie się ulegania kremlowskiej” dezinformacji” i „propagandzie”. Ta ostrożność posunięta jest do tego stopnia, że gdy Kreml, a zwłaszcza gdy Putin na krzesło powie krzesło, mądrzy, roztropni i przyzwoici gotowi są natychmiast się z nim spierać – o ile oczywiście pan red. Michnik podpowie im, co mają mówić. Niebezpieczeństwo polega również na tym, że oprócz pana red. Michnika głos zabierają również inne osoby, które w dodatku wyrażają opinie niezatwierdzone przez żaden urząd ani nawet licencjonowaną organizację pozarządową w rodzaju Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Na domiar złego wiele z tych samowolnie głoszonych opinii ma znamiona „mowy nienawiści” – a wiadomo, że jest rozkaz, iż nienawiść ma być powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona. Na straży tego rozkazu staje właśnie pani Sylwia Gregorek-Abram, której Wielce Czcigodni parlamentarzyści z koalicji 13 grudnia właśnie przyznali fuchę Rzecznika Praw Obywatelskich. Gwoli wyjaśnienia – „mową nienawiści” nazywamy każdą opinię, która nam się nie podoba, a ponadto nie została zatwierdzona przez żaden Sanhedryn.

Prof. Dudek wzywa obywatela Tuska

Jednym z takich patentowanych nienawistników jest Grzegorz Braun. Nie dość, że ani nie uzgadnia swoich opinii z Judenratem, ani nie akomoduje się do mądrości etapu, to „jątrzy” i „dzieli” opinię publiczną, również w sytuacjach gdy wielkim nakładem sił i środków udało się doprowadzić do ujednolicenia stanowisk ponad podziałami. Polega to na tym, że takie samo zdanie wyrażają zarówno ci, którzy wyznają jeden światopogląd, jak i ci, którzy wyznają drugi światopogląd, bo – podobnie jak było za pierwszej komuny – również i teraz są dwa światopoglądy, bo są dwie kasy.

Jedną z takich uzgodnionych ponad podziałami i zatwierdzonych przez Judenrat opinii jest apologetyczna ocena Komisji Edukacji Narodowej. Jak wiadomo, powstała ona dzięki kasacie zakonu jezuitów. Majątki poklasztorne zostały przekazane właśnie na jej rzecz – przy czym nie obyło się bez rozmaitych brzydkich rzeczy. Stanisław Cat-Mackiewicz wspomina o tym, mówiąc, że pierwsze koryto wylewa się dla świń. W przypadku Komisji Edukacji Narodowej tych wylanych koryt było co najmniej kilka, a może nawet – kilkanaście – podobnie jak w przypadku uwłaszczenia nomenklatury podczas przygotowań do transformacji ustrojowej – a i potem, podczas tworzenia narodowych funduszy inwestycyjnych i ich prywatyzacji.

I oto złowrogi Grzegorz Braun nie tylko bez upoważnienia, ale i bez przyzwolenia zabrał na ten temat głos, piętnując Komisję Edukacji Narodowej, a zwłaszcza – tzw. Kuźnicę Kołłątajowską – że była to grupa opłacana kwotą kilkudziesięciu milionów franków przez władze rewolucyjnej Republiki Francuskiej, żeby w naszym nieszczęśliwym kraju doprowadzić do rewolucji.

Ta rewolucja zaangażowałaby z pewnością mocarstwa ościenne w jej tłumienie, dzięki czemu rewolucja we Francji mogłaby chwilę odetchnąć. Nie dość, że gada takie rzeczy, to jeszcze wraz z Janem Taturą wydał książkę pod tytułem „Polskie biesy”, w której dopuszcza się mnóstwa innych myślozbrodni. Tymczasem jest rozkaz, że jeśli ktokolwiek dopuszcza się prowokacji, to tylko zimny ruski czekista Putin, podczas gdy ani w słodkiej Francji, ani wilgotnej Anglii każdy ma serce na dłoni i od jakichkolwiek prowokacji trzyma się z dala.

Nic dziwnego, że w obliczu takiej samowoli ze strony złowrogiego Grzegorza Brauna nie mógł już dłużej wytrzymać pan prof. Antoni Dudek. Wprawdzie nauka, jak wiadomo, polega na poszukiwaniu prawdy, ale z drugiej strony, na nieustannym weryfikowaniu tego, co dotąd udało się ustalić – ale mimo to – porządek musi być. Kto to widział, żeby jakiś Braun, w dodatku powołując się na wyszperane w korcu maku publikacje, podważał solenne ustalenia profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych, orderowych panów, co to swoimi wiekopomnymi dziełami pozapychali biblioteki? Solenni profesorowie najlepiej wiedzą, jak było, a jeśli nawet nie wiedzą, to zawsze ktoś starszy i mądrzejszy im podpowie, dzięki czemu zarówno oni, jak i lud prosty, wie, czego się trzymać i w co wierzyć, a w co nie.

Toteż pan prof. Dudek wystąpił publicznie do obywatela Tuska Donalda, żeby tej myślozbrodniczej działalności Grzegorza Brauna położył kres. Inaczej diabli wezmą całą „naukę przodującą” – jak mówił Józef Stalin – i nie będziemy już wiedzieli, w co wierzyć, a w co nie. Pan prof. Dudek nie podsuwa żadnego konkretnego rozwiązania, ale wszystko wskazuje na to, że niezawisłe sądy mogą okazać się niewystarczające.

Czas więc uderzyć w czynów stal i odwołując się do profetycznego dzieła Jerzego Orwella „Rok 1984”, niezwłocznie powołać Ministerstwo Prawdy, a pana prof. Antoniego Dudka mianować jego szefem. Bez tego daleko nie zajedziemy, zwłaszcza w sytuacji gdy Nasz Najważniejszy Sojusznik raz sztorcuje prezydenta Zełenskiego, a zaraz potem robi mu na rękę i traktuje jak swoją najukochańszą Duszeńkę.

Stanisław Michalkiewicz

Jak się pani powodzi? Nie przelewa się? MEM-y VII.

Powtórka:

——————————————-

To SMIERDZI, chłopie…

———————————-

————————–

———————————————–

—————————————-

Anna Konieczyńska…

—————————————

———————————————-

——————————–

————————————————–

————————————-

—————————–


Koniecznie aresztować sędziego z Czeladzi. Złota Rybka… MEM-y V.

——————————————–

———————————————

—————————————————

—————————

—————————————-

——————————

————————-

——————————-

——————————————

—————————————————

———————————–

Zakopać Skarb ! MEM-y IV.

——————————————-

——————————————–

—————————

————————————

———————————————-

—————————

——————————————-

————————————-

——————————————————–

Nie na próżno krążą te ciężarówki… MEM-y II.

——————————————

——————————–

———————————————

———————————-

———————————————-

——————————————–

——————————————-

————————————

———————————————

Jeb… Pomyli się i policzyli z łapówką. MEM-y I.

—————————————-

………………………..

————————————————

—————————————–

———————————————

——————————

————————

——————————————

——————————————–

K. Baliński: Jak pozbyć się Polaków z Polski?

K. Baliński: Jak pozbyć się Polaków z Polski?

Październik 2016 roku – ambasada Kijowa w Warszawie wydaje „Poradnik dla obywateli Ukrainy w Polsce”. Dwustu-stronicowa broszura rozdawana w konsulatach ukraińskich, cerkwiach i w biurach organizacji pozarządowych ma pomóc Ukraińcom, którzy chcą osiedlić się na stałe w Polsce. Podpowiada, jak zalegalizować pobyt i jak zdobyć polską emeryturę (po jednym dniu pracy). To także poradnik, jak pozbyć się Polaków z Polski, jak stworzyć z Podkarpacia ukraiński okręg autonomiczny i jak powołać „Wolne Miasto Wrocław”.

Lipiec 2026 roku – ambasada Ukrainy w Warszawie publikuje poradnik „Obowiązki i prawa obywateli Ukrainy w Polsce”. To swoiste vademecum instruujące koczujących w Polsce Ukraińców, jak zachować się w sytuacjach konfliktowych z Polakami, jak reagować na „agresję” i „mowę nienawiści”. Poradnik zaleca robienie zdjęć, „dla wykorzystania, jako dowodu w sądzie, prokuraturze lub na policji”. Krótko mówiąc – zachęca do prowokowania Polaków i nagłaśniania tego w mediach. Ambasada Kijowa informuje też (oczywiście przypadkowo) o tworzeniu w prokuraturach wyspecjalizowanych komórek zajmujące się przestępstwami z nienawiści wymierzonych w Ukraińców.

No i, jak z dziurawego wora, posypały się filmiki rejestrujące przypadki „agresji” na bezbronnych uchodźców („którzy schronili się w Polsce przed rakietami Putina”). Że o prowokacje chodzi, świadczy nagranie „trzech Polakach, którzy pobili we Wrocławiu mężczyznę i kobietę”. Pierwsze przekazy mediów mówiły, że „nie wiadomo, co dokładnie działo się, a o ataku na tle narodowościowym świadczą jedynie słowa brata pobitej Ukrainki”. Także pierwsze informacje podane przez ministra spraw wewnętrznych oraz dolnośląską policję nie traktowały incydentu, jako konfliktu o podłożu narodowościowym. Odezwał się natomiast Jacek Sutryk, ukraiński prezydent polskiego Wrocławia: „Chcę jasno powiedzieć: w naszym mieście nie ma i nie będzie przyzwolenia na przemoc motywowaną nienawiścią, ksenofobią czy uprzedzeniami narodowościowymi”. Jego słowa podchwycił konsul Ukrainy, oświadczając: „Niestety, w ostatnim czasie czyny przemocy i agresji przeciwko ukraińskim obywatelom mają miejsce w Polsce. Każdy taki przypadek wymaga dokładnego śledztwa”.

Do akcji dołączyły TVN, TVP, „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”. Ale nie tylko. Uchodzące za tubę patriotów Radio Wnet wyemitowało program „Bij Ukraińca!”, w którym banderowiec o mordzie rezuna wyzywa Polaków: „Zdziczały kraj bandytów, którzy dokonują samosądów”; „Rozwija się zdziczenie Polaków”; „Zezwierzęciałe emocje, które wobec Ukraińców ma coraz większa część społeczeństwa polskiego”, a na koniec pyta: „Dlaczego rząd polski nie weźmie tego za mordę?”. Przypominając wszystkie krzywdy, jakie spotkały Ukraińców w Polsce, media potępiały „polską ksenofobię i nienawiść o podłożu narodowościowym”. I robiły to bez umiaru i bez uwzględnienia faktu, że podobne incydenty niekoniecznie wynikają z uprzedzeń narodowościowych oraz że prowodyrami i sprawcami są najczęściej Ukraińcy, jak w przypadku zamordowania w Bytowie 36-letniego Polaka.

Media wróciły do incydentu w Bielsku-Białej, gdzie pasażera autobusu, sprowokowanego zachowaniem dziewuch wychowanych w koczowniczej kulturze Dzikich Stepów, poniosły nerwy: „Ksenofobiczny atak. Mężczyzna zaatakował i wyzywał wulgarnie trzy nastoletnie obywatelki Ukrainy”. Jeszcze tego samego dnia straszy mężczyzna usłyszał zarzut znieważenia trzech obywatelek Ukrainy, naruszenia nietykalności cielesnej jednej z nich i „szerzenia mowy nienawiści”.

Do machinacji dołączyli politycy. „Brutalny akt przemocy” potępił Donald Tusk, apelując o natychmiastowe zgłaszanie wszelkich przejawów przemocy wobec Ukraińców i zwracając się bezpośrednio do prezydenta, „aby przestał milczeć w tej sprawie”. Marcin Kierwiński (szef MSWiA) zapewnił o natychmiastowych działaniach policji i bezwzględnym egzekwowaniu prawa oraz przyjęcie zasady zero tolerancji dla ataków na tle narodowościowym. Ostrzegł też, że publiczne nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym, rasowym lub wyznaniowym podpada pod paragrafy Kodeksu Karnego. Ujawnił też, że służby monitorują publikowane w internecie treści nawołujące do nienawiści wobec obywateli Ukrainy. Włodzimierz Czarzasty (marszałek Sejmu) mówił o „polowaniu na Ukraińców”. Barbara Nowacka (minister edukacji) wskazała, że agresywne zachowania na ulicach są konsekwencją wcześniejszej nagonki i hejtu w przestrzeni publicznej. Adam Szłapka (rzecznik Rządu) zaznaczył, że obóz rządowy nie zgadza się na jakąkolwiek akceptację nienawiści i zapowiedział zdecydowaną walkę z takimi postawami. Krzysztof Bosak (Konfederacja) „stanowczo potępił ataki na dzieci i słabszych, a uzasadnianie przemocy własnymi uprzedzeniami uznał za zachowanie sprzeczne z normami cywilizacyjnym.

Na prowokację dała się nabrać cała Polska. Wszyscy potępili pasażera autobusu. W całym kraju odbyły się pikiety solidarności z Ukraińcami. Krótko mówiąc, „zbrodnia” jednego starego Polaka, który nakrzyczał na ukraińskie pindy zrównana została z wymordowaniem na Wołyniu 100 tysięcy Polaków. MSWiA przytoczyło „zatrważające” dane mające świadczyć o wzroście liczby aktów przemocy na tle narodowościowym: Liczba pokrzywdzonych w sprawach dotyczących znieważenia, przemocy i gróźb z powodu przynależności narodowej wzrosła w ciągu ostatnich pięciu lat z 95 do 273 (przy kilku milionach Ukraińców w Polsce!). Nie podało natomiast, że w ciągu ubiegłych dwóch lat Ukraińcy popełnili w Polsce 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw i że tylko w ubiegłym roku zabili 11 Polaków. Jak i podało, że wśród 3949 obcokrajowców poszukiwanych listem gończym jest 3253 obywateli Ukrainy.

Gdy Wołodymyr wezwał Donalda do Lublina (czyli do siebie), w sali tranzytowej tamtejszego lotniska obwieścił: „Omówiłem z Tuskiem bezpieczeństwo obywateli ukraińskich, którzy znaleźli schronienie w Polsce”. Obwieszczenie było nie tylko szczytem bezczelności, ale potwierdziło, że Zełenski wytoczył Polsce wojnę informacyjną i odniósł w niej kolejny sukces. Ile będzie to kosztować nasze państwo dowiemy się w najbliższych dniach. Na dziś widzimy to w dyrektywach dla Policji, prokuratury i niezawisłych sądów, które mają okrutnie karać „zbrodnie z nienawiści”, czyli wszelkie złe słowa skierowane przeciw Ukraińcom.

W sukurs uciśnionym Ukraińcom rzuciło się nie tylko całe rządowe i pozarządowe lewactwo, ale także warszawski Judenrat, który zaczął lansować pogląd, że w Polsce narasta „atmosfera pogromowa” wobec „gości” z Ukrainy. O polskich nazistach, pod hasłem „Wszyscy jesteśmy Ukraińcami”, mówił w Kijowie Adam Michnik. Doszło do tego, że każda ukraińska łajza poczuła się uprawniona do wtrącania w polskie sprawy, pouczania, szantażowania, domagania się kolejnych przywilejów, a nawet grożenia, że jak nie spełnisz tych żądań, to ci podpali dom.

Zełenski wie, że może z Polską zwyczajnie pogrywać i skutecznie Polaków ogrywać, bo ma w Polsce proukraiński rząd i proukraińską opozycję, bo ma potężne proukraińskie lobby i wpływową probanderowską V kolumnę, która w pluciu na Polaków prześciga nawet jego samego i głosi, że „Polacy na Wołyniu też nabijali Ukraińców na widły”. Przy czy na takie postępowanie pozwala sobie prezydent na wpół zdechłego, uzależnionego od naszej pomocy, skorumpowanego i rozkradanego kraiku na Dzikich Stepach oraz utrzymywani przez nas uchodźcy-żebracy.

Szok i niedowierzanie. Ambasador Rzeczypospolitej uderza we własne państwo, popiera narrację państwa wrogiego. Uprawia pedagogikę wstydu, czyli coś, w czym do tej pory specjalizowała się „Gazeta Wyborcza. Podczas obchodów upamiętniających ofiary rzezi na Wołyniu, Piotr Łukasiewicz (bo tak zwie się osobnik tak haniebnie się zachowujący) powiedział: „Oddając hołd polskim ofiarom ukraińskiej przemocy na Wołyniu, nie może pominąć także ukraińskich ofiar państwa polskiego przed wojną i w jej trakcie”. Czyli „ofiarami państwa polskiego” nazywa niemowlęta nabite na sztachety, dzieci z gwoździami wbijanymi w główki, zgwałcone dziewczyny z kosami w pochwach, matki z wyprutymi brzuchami, chłopów pociętych piłami.

Ale to nie wszystko – jeszcze gorzej było, gdy Łukasiewicz wskazał na dwa kraje, które zaczęły wojnę: „Niemcy, Japończycy i ICH KOLABORANCI. Bo sformułowania „kolaboranci” używają regularnie Żydzi, co pozwala im na rozszerzenie odpowiedzialności za zagładę Żydów na Polaków. Łukasiewicz powielił zatem argument zabójczy dla polskiej polityki historycznej, wpychający do roli kolaborantów także Polaków.

Sprawę jeszcze pogorszył Radek Sikorski. Usprawiedliwiając swego wysłannika powiedział: „Przemawiał w duchu chrześcijańskiego pojednania i kierował się przesłaniem przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. Czyli zadekretował ciszę nad dołami śmierci, do których wrzucono pomordowanych Polaków i zakończenie wszystkiego zawołaniem: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Ale nie tylko – 10 lipca zamieścił na portalu X wpis: „Dziś rocznica mordu w Jedwabnem, jutro krwawej niedzieli podczas Rzezi Wołyńskiej. Niech każdy naród zrobi swój rachunek sumienia tak, aby zbrodnie przeszłości już nigdy się nie powtórzyły”. Czyli polski minister zrównał stodołę w Jedwabnem z ludobójstwem na Wołyniu.

Ambasador Ukrainy w Warszawie daje wykłady o polityce historycznej Ukrainy, a ambasador RP w Kijowie wygłasza mowy popierające politykę historyczną Ukrainy. Ukraińcy koczujący w Polsce mają ambasadora, który ich broni. A Polacy na Ukrainie mają ambasadora, który im nakazuje pogodzenie się z pomnikami Bandery. Konsul Ukrainy w Warszawie opiekuje się swoimi obywatelami, a konsul RP w Kijowie szczyci się ukraińskim pochodzeniem, paraduje w ukraińskiej wyszywance, w Kijowie podaje się za Ukraińca, a w Warszawie za Polaka.

Ukraińcy mają poradnik, jak pozbyć się Polaków, a Polacy mają poradnik (od ministra obrony), jak spierdalać z Polski i jak zrobić sracz z wiadra. Mają też Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”, która za pieniądze od Sorosa i z dotacji Fundacji Batorego wydała broszurę „Poradnik obywatela”, swoiste „Vademecum kapusia”, bo to prawniczy instruktaż dla adeptów trudnej sztuki donosicielstwa. Stowarzyszenie założyło też portal zglosnienawisc.otwarta.org, na którym domorośli konfidenci zgłaszają zawiadomienia o wychwyconych przypadkach „mowy nienawiści”, a administratorzy portalu, na tej podstawie składają doniesienia do prokuratury.

Wróćmy do „Polowania na Ukraińców”. Epizod wart, co najwyżej, odnotowania w kronice wybryków chuligańskich osiedlowej gazetki, zdominował scenę polityczną, a media reagowały jakby wszystkie miały wspólną redakcję. Z marginalnego incydentu zrobiono wydarzenie polityczne roku i sprawę wagi państwowej. Cała Polska żyła nimi, ku rozbawieniu pomysłodawców machinacji. Przynętę złapali wszyscy politycy, jeden za drugim, ambasador Ukrainy przecierał oczy ze zdumienia, jak łatwo Polacy dali się podpuścić przy pomocy prymitywnego, wielokrotnie już przećwiczonego na Polakach modus operandi. Prowokacja z „wrzucaniem” do sieci filmików o prowokowanych i tracących cierpliwość Polakach była tak groteskowa, że nie trudno było odgadnąć, co się za nią kryje. Było oczywistym, że z Kijowa padł rozkaz: Wytropić Polaków, którzy biją Ukraińców!

Nie pamiętali przy tym, że Ukraińcy już wielokrotnie przećwiczyli na nas takie metody. Kiedy w Legnicy doszło do kradzieży krzyża z kopuły cerkwi. Oburzenie wyraził prezes Związku Ukraińców w Polsce Mirosław Skórka (Мирослав Скірка): „To nas po prostu przeraża. To gest ewidentnie symboliczny, pokazujący narastającą wrogość do społeczności ukraińskiej”. Tymczasem „przerażającego” czynu dokonali miejscowi złomiarze. Skórce wtórował ambasador Ukrainy: „Zwracam się publicznie do organów ścigania – uczyńcie wszystko, aby ta oraz wszystkie podobne zbrodnie przeciwko Ukraińcom i ukraińskości doprowadzone zostały do logicznego końca – wyroków sądu zgodnie z prawem Rzeczypospolitej Polskiej”. Zauważmy przy tym, że na opisanie incydentu użył słowa „zbrodnia” a o rzezi wołyńskiej mówi „wydarzenia”. Ukraiński minister, po tym jak w „Wyborczej” pojawiły się informacje o 15-letniej Ukraince, która miała doświadczyć przemocy psychicznej w formie obraźliwych wiadomości głosowych, wezwał Polskę do ukarania „przejawiających ksenofobiczną postawę wobec Ukraińców”. Na FB napisał: „Szkoda, że trzeba wracać do spraw haniebnego traktowania Ukraińców w Polsce. „Nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne sprawy przeciwko Ukraińcom w Polsce. Uważam, że takie zachowanie nie może i nigdy nie będzie normą w cywilizowanym społeczeństwie europejskim”.

Machinacje takie łatwo można było łatwo rozszyfrować, wiedząc, że Ukraińcy naśladują Żydów. Przykład pierwszy z brzegu: Po emisji reportażu TVN o polskich neonazistach pijących toast za Hitlera, „polskich neonazistów” potępił premier, marszałek Sejmu zarządził debatę o neonazizmie w Polsce, a minister spraw wewnętrznych z sejmowej trybuny podziękował „dziennikarzom śledczym TVN”. Tymczasem śledztwo wykazało, że „naziści” działali z polecenia TVN i byli przez nią opłaceni. I nie trudno było odgadnąć, co się za prowokacją TVN kryło. Było oczywiste, że padł rozkaz – wytropić polskich nazistów i że rządzący Polską to idioci skwapliwe odgrywający rozpisane z góry role, tańczący tak, jak im zagra antypolska orkiestra. Jest i druga strona medalu – przepraszają za antysemitów, za nazistów, za Polaków bijących Ukraińców i każdy przypadek traktują, jako sprawę wagi państwowej. A ci, którzy takie afery wywołują kalkulują sobie: Przepraszajcie, a my będziemy podrzucać kolejne śmierdzące sprawy, jak nie o rasiście w autobusie w Bielski-Białej, to ciemiężycielu sprzątaczki ukraińskiej. A gdyby takich zabrakło, zawsze „nazistowską” można będzie nazwać pielgrzymkę wiernych do Częstochowy.

Dlaczego Polaków nie oburza rząd, który wystąpił przeciwko prezydentowi własnego państwa i wsparł prezydenta państwa, który gloryfikuje morderców Polaków i pluje Polakom w twarz? Dlaczego nie oburzają się na ministra o chazarskiej mordzie, który popiera ambasadora Ukrainy w polowaniu na Polaków? Dlaczego nie roznoszą w pył rządu, którzy sekuje własnych obywateli?

Co robić i czego nie robić? Przestrzegać podstawowej zasady – nie przyjmować bitwy na warunkach przeciwnika. Żadnego kajania się. Nie bronić się, ale atakować. Nie liczyć na rząd, bo to banda nieudaczników sparaliżowanych strachem. Działać mądrze, spokojnie, konsekwentnie, aż ludzie na całym świecie dowiedzą się, że są tacy, którzy wstali z kolan i chodzą z podniesioną głową. A na koniec powiedzmy głośno: Nie ma żadnego polowania na Ukraińców – jest polowanie na Polaków. Nie ma żadnego „wzrostu nastrojów antyukraińskich” – jest erupcja nienawiści Ukraińców do Polaków, i reakcja Polaków.

Krzysztof Baliński

O dalszy rozwój socjalistycznej praworządności

O dalszy rozwój socjalistycznej praworządności

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  13 sierpnia 2026 michalkiewicz

Jak wynika z potępieńczych swarów, które nie ucichają nawet w okresie, kiedy nasz Parlament, zgodnie z demokratyczną tradycją, na cały sierpień rozpełza się ad aquas, jedną z największych bolączek trapiących nasz nieszczęśliwy kraj, jest sytuacja na odcinku praworządności. Najgorzej wygląda sytuacja na odcinku władzy sądowniczej, gdzie nie wiadomo do końca, którzy sędziowie są sędziami, a którzy – przebierańcami – w zależności od tego, kto ich rekomendował do mianowania na urząd sędziego – czy „stara” Krajowa Rada Sądownictwa, która została powołana „nieprawidłowo” przez „upolityczniony” Sejm, czy nowa, do której kandydatury wysunęły zatwierdzone przez Judenrat i służby organizacje sędziowskie, a które apolityczny Sejm skwapliwie przyklepał, rozumiejąc, że próżno byłoby wierzgać przeciwko ościeniowi. W dodatku pan prezydent Nawrocki wręczył nominacje delikwentom, wśród których obywatel Żurek Waldemar dopatrzył się też nieprawidłowości, więc nie wiadomo, co właściwie z tym fantem teraz zrobić.

Ale to drobiazg niewątpliwy w porównaniu z torującą sobie drogę nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju, ale i w Unii Europejskiej zasadą odpowiedzialności zbiorowej. Jak pamiętamy, w czerwcu 2021 roku Naczelnik Państwa, przy pomocy klubu Lewicy, przeforsował w Sejmie ratyfikację ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej, na podstawie której Komisja Europejska uzyskała dwa nowe uprawnienia; do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii i do nakładania „unijnych” podatków. Dzięki temu, w końcowej fazie epidemii zbrodniczego koronawirusa Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje zamówiła w firmie Pfizer wielkie ilości szczepionek.

Aliści w roku 2022 zimny ruski czekista Putin rozpoczął „specjalną operację wojskową” przeciwko Ukrainie. Wskutek tego przez przejścia graniczne do Polski runęła z Ukrainy fala uchodźców, którzy nie tylko nie mieli maseczek, ale nawet certyfikatów, że zostali prawidłowo wyszczepieni – co było ponoć niezbędne dla stawiania czoła zbrodniczemu koronawirusowi. W tej sytuacji utrzymywanie tych zbawiennych nakazów stało się za bardzo śmieszne, więc zostały one uchylone – i w ten sposób, z dnia na dzień, zimny ruski czekista Putin położył kres epidemii.

Ale za zamówione szczepionki, których nasz nieszczęśliwy kraj nie chciał już odbierać, Pfizer zażądał zapłaty – jednak nie od Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje – tylko od członkowskich bantustanów. Reichsfuhrerin bowiem mogła tylko „zamawiać”, natomiast płacić miał już kto inny – podobnie jak w przypadku „pożyczek” zaciąganych przez Komisję Europejską – które muszą spłacać członkowskie bantustany. Tedy niezwisły sąd w Belgii nakazał Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej zapłacić Pfizerowi prawie 6 mld złotych i zajął jej wierzytelności, obejmujące należności od linii lotniczych za usługi w zakresie kontroli ruchu lotniczego w polskiej przestrzeni powietrznej. Wyrok nie jest prawomocny i polski rząd złożył apelację – ale apelacja nie wstrzymuje egzekucji. Agencja sprzeciwia się zajęciu, wskazując, że ani nie jest polskim rządem, ani nie zawierała z Pfizerem żadnej umowy – ale – jak to z niezawisłym sądem – nie wiadomo, czy to coś da.

Jak tam będzie – tak tam będzie – ale przykład ten pokazuje, że w Unii Europejskiej triumfuje zasada odpowiedzialności zbiorowej: kto inny zaciąga pożyczki, czy zawiera umowy, a kto inny musi za to płacić – chociaż na dobry porządek nie ma z tym wszystkim nic wspólnego. Jednak nie możemy zapominać, że zasada odpowiedzialności zbiorowej legła u podstaw praworządności socjalistycznej, zarówno w wydaniu bolszewickim – gdzie podstawą represji była na przykład przynależność do rodziny skazańca – jak i w narodowo-socjalistycznym wydaniu, gdzie np. podstawą represji była przynależność delikwenta do narodu żydowskiego. Ponieważ od wejścia w życie traktatu z Maastricht w roku 1993 budujemy IV Rzeszę, to wydaje się, że Rzesza IV nie może w sposób istotny różnić się od Rzeszy III, a skoro tak, to nic dziwnego, że ze skarbnicy praworządności socjalistycznej wydobyto zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

Ale triumfuje ona nie tylko w sprawach zwanych „biznesowymi”. Jak wiadomo, jedną z dynamicznie rozwijających się dziedzin gospodarki socjalistycznej jest przemysł molestowania. Ogólnie polega on na tym, że niezależne media, zwłaszcza te zaangażowane w socjalistyczne przemiany, molestowanie bardzo potępiają, nie tylko stając po stronie ofiar, wśród których, ma się rozumieć, dominują panie – chociaż zdarzają się wyjątki – a w razie potrzeby, nawet „dodają dramatyzmu”, żeby historia lepiej się medialnie sprzedawała, między innym dzięki tak zwanym „dreszczykom”. Warto zwrócić uwagę, że na przestrzeni lat doszło do pewnej ewolucji tej gałęzi przemysłu. O ile przedtem ofiary molestowania kierowały swoje oskarżenia byle jak, bez żadnej myśli przewodniej, o tyle, w miarę rozwoju branży, sprawę wzięli w swoje wypróbowane ręce promotorzy rewolucji komunistycznej i nadali oskarżeniom wyraźny kierunek.

Głównym podejrzanym o skłonności do molestowania stało się duchowieństwo katolickie, ze względu na utrzymujący się w tym środowisku celibat, który i wcześniej budził rozmaite podejrzenia. Niestety poziom zamożności poszczególnych przedstawicieli przewielebnego duchowieństwa bywa zróżnicowany, to znaczy – obok księży zamożnych są też księża ubodzy, a już tacy zakonnicy, to nawet składają śluby ubóstwa – i tu właśnie pojawiła się pokusa zastosowania zasady odpowiedzialności zbiorowej. Chodzi o to, by – niezależnie od osobistej zamożności delikwenta oskarżanego o molestowanie – odpowiedzialność majątkową egzekwować od Kościoła, to znaczy – od diecezji, do której delikwent jest inkardynowany. Diecezje – w odróżnieniu od wielu parafii – bywają zasobniejsze.

W ten sposób na jednym ogniu można upiec dwie, a nawet trzy pieczenie: po pierwsze, oskarżyciel może liczyć na profity, co sprzyja stałemu dopływowi delatorów do systemu, po drugie – można w ten sposób szlamować Kościół katolicki, który zawsze był solą w oku dla promotorów, czy choćby zwolenników rewolucji komunistycznej i wreszcie – po trzecie – sprzyja to ugruntowaniu zasady odpowiedzialności zbiorowej, która dla praworządności socjalistycznej ma znaczenie fundamentalne.

Na tym jednak zasada odpowiedzialności zbiorowej się nie wyczerpuje. Na końcu kościelnego łańcucha pokarmowego są bowiem parafianie. Nie należą oni do stanu duchownego, więc nikomu nie przychodzi do głowy, by przeciwko nim kierować nawet podejrzenia o molestowanie – ale to właśnie oni w ostatniej instancji są obciążeni obowiązkiem spłacania odszkodowań, czy „zadośćuczynień”, orzeczonych przez niezawisłe sądy, których funkcjonariusze często, czy może nawet nigdy nie zdają sobie sprawy, że stanowią zbrojne ramię komunistycznej rewolucji.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Ministerstwo Prawdy

Ministerstwo Prawdy

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  11 sierpnia 2026 michalkiewicz

Już czwarty rok toczy się wojna, rozpoczęta przez prezydenta USA Baracka Obamę, który wyasygnował 5 mld dolarów na uruchomiony w 2014 roku „majdan”, którego celem było wyłuskanie Ukrainy z „rosyjskiej” strefy Europy. Kilka lat wcześniej bowiem, 20 listopada 2010 roku, na szczycie NATO w Lizbonie, proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO-Rosja, będące ukoronowaniem 25-letnich praca nad ustanowieniem nowego porządku politycznego w Europie, który miał zastąpić nieaktualny już porządek jałtański.

Najważniejszym postanowieniem tego nowego porządku było strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. Jego najtwardszym jądrem było strategiczne partnerstwo rosyjsko-niemieckie, które pojawiło się zaraz po podpisanym 12 września w Moskwie traktacie „o ostatecznym uregulowaniu odnośnie Niemiec”, potocznie zwanym „traktatem 2 plus 4”. Niemcy bowiem nawróciły się wtedy na linię polityczną kanclerza Bismarcka, według której Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją, a zewnętrznym wyrazem tego nawrócenia było wspomniane strategiczne partnerstwo – no a kamieniem węgielnym owego partnerstwa był podział Europy na część niemiecką i część rosyjską – prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow. I kiedy wydawało się, że klamka zapadła na 50, a może nawet na 100 lat, prezydent Obama wysadził to wszystko w powietrze, wykładając wspomniane 5 mld dolarów na „majdan”. Dlaczego to zrobił – to sprawa osobna, której roztrząsanie rozsadziłoby ramy tego artykułu, więc tylko wskażemy trop, którym gwoli wyświetlenia tej sprawy trzeba by podążać, a który zaczyna się od „szczytu” w Deauville w październiku 2010 roku z udziałem francuskiego prezydenta Mikołaja Sarkozy’ego, Naszej Złotej Pani z Berlina i ówczesnego rosyjskiego prezydenta Dymitra Miedwiediewa.

Od Bismarcka do Wilhelma

Od rzemyczka – do koniczka – powiada przysłowie – i tak właśnie było w tym przypadku. Inicjatywa Baracka Obamy doprowadziła wprawdzie do wysadzenia „porządku lizbońskiego” w powietrze – ale jeszcze nie do wojny. Do wojny doszło dopiero za prezydentury Józia Bidena, który naobiecywał, wystruganemu z banana przez żydowskiego „oligarchę” Igora Kołomoyskiego, ukraińskiemu prezydentowi rozmaite cuda na kiju, wskutek czego odrzucił on tzw. „porozumienia mińskie”, a to sprowokowało Rosję do rozpoczęcia w 2022 roku „specjalnej operacji wojskowej”. Rosyjski wywiad zawiódł tu na całej linii, bo najwyraźniej liczył na powtórzenie sytuacji z roku 2014, kiedy to Krym został przez Rosję przejęty bez jednego wystrzału. Tym razem trafiła kosa na kamień, bo Amerykanie i Anglicy uzbroili ukraińskie wojsko po zęby i odpowiednio przeszkolili. W rezultacie „Blitzkrieg” spalił na panewce, a Rosjanie natychmiast zrezygnowali z zajmowania Kijowa, ograniczając cele wojenne do wyrąbania lądowego korytarza do Krymu – i ten cel w zasadzie już został osiągnięty, a to, co się teraz dzieje, to tylko walka o to jaką będzie miał szerokość.

W wojnę z Rosją, za sprawą Amerykanów, zaangażowany został cały Pakt Atlantycki, co po kilku latach doprowadziło do zmiany niemieckiej polityki we Wschodniej Europie. Po wysadzeniu bałtyckich gazociągów Niemcom łatwiej było odstąpić od strategicznego partnerstwa z Rosją – ale doszło do tego dopiero w marcu 2023 roku, kiedy to amerykański prezydent Józio Biden, w nagrodę za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją, pozwolił niemieckiemu kanclerzowi Olafowi Scholzowi na to, by Niemcy urządzały sobie Europę po swojemu.

W Europie nie ma zbyt wiele miejsca na coraz to nowe – jak powiedziałby Kukuniek – „koncepcje” – więc w tej sytuacji Niemcy powróciły do polityki, jaką prowadziło Cesarstwo Niemieckie w roku 1917. Jak pamiętamy, za jego przyzwoleniem powstała wtedy Ukraińska Republika Ludowa, w celu szachowania Rosji i utrzymywania w ryzach Polaków. Zewnętrznym wyrazem powrotu Niemiec do tej polityki było proklamowanie w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego. I zaraz prezydent Zełeński nabrał animuszu, nadając jednostce niezwyciężonej armii ukraińskiej imię „Bohaterów UPA”, co w naszym nieszczęśliwym kraju wywołało rodzaj burzy w szklance wody.

Polska opinia w rozkroku

Nasz nieszczęśliwy kraj prowadzenie prawdziwej polityki ma od Naszych Sojuszników surowo zakazane, toteż Polska polityce europejskiej najwyżej kibicuje. Pokrzykuje, przytupuje, wymachuje rękami – i to nie w ramach żadnej samowolki, ale zgodnie ze wskazówkami któregoś z Sojuszników – jak nie tego, to tamtego. Nic się nie zmieniło pod tym względem od początku lat 90-tych, kiedy to scharakteryzowałem postawę naszego nieszczęśliwego kraju w felietonie pod tytułem „Polska ormowcem Europy”.

Różnica między początkiem lat 90-tych, a sytuacją obecną sprowadza się do tego, że kibicowaniu europejskiej polityce towarzyszy nieustanny lęk, by nie paść ofiarą „wojny hybrydowej”. Lęk ten jest odczuwalny zwłaszcza wśród warstw lepiej czy gorzej wykształconych, które mają ambicję kibicowania ośrodkom sprawującym w naszym nieszczęśliwym kraju tzw. rząd dusz. Właściwie jest to jeden ośrodek w postaci Judenratu, na którego czele stoi Główny Cadyk III Rzeczypospolitej w osobie pana red. Adama Michnika. Za pośrednictwem Judenratu sufluje on mikrocefalom, stanowiącym krąg jego wyznawców, co i jak mają myśleć. No a oni – wiedząc, że tylko w ten sposób będą mogli, również we własnych oczach, za mądrych, roztropnych i przyzwoitych, posłusznie myślą w sposób nakazany, w lot dostrajając się do mądrości etapu.

Na przykład, kiedy po proklamowaniu strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego pan red. Michnik rzucił hasło” „wszyscy jesteśmy Ukraińcami”, mądrzy, roztropni i przyzwoici natychmiast zaczęli piętnować nosicieli „nienawiści”, co to tworzą u nas „atmosferę przedpogromową”. Doszło do tego, że nawet przewielebna siostra Małgorzata Chmielewska, oderwała się na chwilę od warzenia gorącej strawy dla nieszczęśliwych i pobiegła do Judenratu wypłakać się ze wstydu za mniej wartościowy naród i nieszczęśliwy kraj. I słuszna jej racja, bo jeszcze kilka takich demonstracji i przewielebna siostra Małgorzata zostanie kandydatką na ołtarze – a czegóż mogłaby chcieć więcej?

Ale głoszenie aktualnych mądrości etapu to jedna sprawa, a sprawą drugą jest wystrzeganie się uleganiu kremlowskiej” dezinformacji” i „propagandzie”. Ta ostrożność posunięta jest do tego stopnia, że gdy Kreml, a zwłaszcza – gdy Putin – na krzesło powie, że to krzesło, mądrzy, roztropni i przyzwoici gotowi są natychmiast się z nim spierać – o ile oczywiście pan red. Michnik podpowie im, co mają mówić. Niebezpieczeństwo polega również na tym, że oprócz pana red. Michnika, głos zabierają również inne osoby, które w dodatku wyrażają opinie nie zatwierdzone rewolucyjną przez żaden urząd, ani nawet licencjonowaną organizację pozarządową w rodzaju Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Na domiar złego wiele z tych samowolnie głoszonych opinii ma znamiona „mowy nienawiści” – a wiadomo, że jest rozkaz, iż nienawiść ma być powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona. Na straży tego rozkazu staje właśnie pani Sylwia Gregorek-Abram, której Wielce Czcigodni parlamentarzyści z koalicji 13 grudnia właśnie przyznali fuchę Rzecznika Praw Obywatelskich. Gwoli wyjaśnienia – „mową nienawiści” nazywamy każdą opinię, która nam się nie podoba, a ponadto nie została zatwierdzona przez żaden Sanhedryn.

Prof. Dudek wzywa obywatela Tuska

Jednym z takich patentowanych nienawistników jest Grzegorz Braun. Nie dość, że ani nie uzgadnia swoich opinii a Judenratem, ani nie akomoduje się do mądrości etapu, to „jątrzy” i „dzieli” opinię publiczną również w sytuacjach, gdy wielkim nakładem sił i środków udało się doprowadzić do ujednolicenia stanowisk ponad podziałami. Polega to na tym, że takie samo zdanie wyrażają zarówno ci, którzy wyznają jeden światopogląd, jak i ci, którzy wyznają drugi światopogląd, bo – podobnie jak było za pierwszej komuny – również i teraz są dwa światopoglądy, bo są dwie kasy. Jedną z takich uzgodnionych ponad podziałami i zatwierdzonych przez Judenrat opinii jest apologetyczna ocena Komisji Edukacji Narodowej. Jak wiadomo, powstała ona dzięki kasacie zakonu jezuitów. Majątki poklasztorne zostały przekazane właśnie na jej rzecz – przy czym nie obyło się bez rozmaitych brzydkich rzeczy. Stanisław Cat-Mackiewicz wspomina o tym mówiąc, że pierwsze koryto wylewa się dla świń.

W przypadku Komisji Edukacji Narodowej tych wylanych koryt było co najmniej kilka, a może nawet – kilkanaście – podobnie jak w przypadku uwłaszczenia nomenklatury podczas przygotowań do transformacji ustrojowej – a i potem, podczas tworzenia narodowych funduszy inwestycyjnych i ich prywatyzacji. I oto złowrogi Grzegorz Braun nie tylko bez upoważnienia, ale i bez przyzwolenia zabrał na ten temat głos, piętnując Komisję Edukacji Narodowej, a zwłaszcza – tzw. Kuźnicę Kołłątajowską – że była to grupa opłacana kwotą kilkudziesięciu milionów franków przez władze rewolucyjnej Republiki Francuskiej, żeby w naszym nieszczęśliwym kraju doprowadzić do rewolucji. Ta rewolucja zaangażowałaby z pewnością mocarstwa ościenne w jej tłumienie, dzięki czemu rewolucja we Francji mogłaby chwilę odetchnąć. Nie dość, że gada takie rzeczy, to jeszcze, wraz z Janem Taturą, wydał książkę pod tytułem „Polskie biesy”, w której dopuszcza się mnóstwa innych myślozbrodni. Tymczasem jest rozkaz, że jeśli ktokolwiek dopuszcza się prowokacji, to tylko zimny ruski czekista Putin, podczas gdy ani w słodkiej Francji, ani wilgotnej Anglii każdy ma serce na dłoni i od jakichkolwiek prowokacji trzyma się z dala.

Toteż nić dziwnego, że w obliczu takiej samowoli ze strony złowrogiego Grzegorza Brauna nie mógł już dłużej wytrzymać pan prof. Antoni Dudek. Wprawdzie nauka, jak wiadomo, polega na poszukiwaniu prawdy, ale z drugiej strony, na nieustannym weryfikowaniu tego, co dotąd udało się ustalić – ale mimo to – porządek musi być. Kto to widział, żeby jakiś Braun, w dodatku powołując się na wyszperane w korcu maku publikacje, podważał solenne ustalenia profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych, orderowych panów, co to swoimi wiekopomnymi dziełami pozapychali biblioteki?

Solenni profesorowie najlepiej wiedzą, jak było, a jeśli nawet nie wiedzą, to zawsze ktoś starszy i mądrzejszy im podpowie, dzięki czemu zarówno oni, jak i lud prosty, wie, czego się trzymać i w co wierzyć, a w co nie. Toteż pan prof. Dudek wystąpił publicznie do obywatela Tuska Donalda, żeby tej myślo-zbrodniczej działalności Grzegorza Brauna położył kres. Inaczej diabli wezmą cała „naukę przodującą” – jak mówił Józef Stalin – i nie będziemy już wiedzieli, w co wierzyć, a w co nie.

Pan prof. Dudek nie podsuwa żadnego konkretnego rozwiązania, ale wszystko wskazuje na to, że niezawisłe sądy mogą okazać się niewystarczające. Czas więc uderzyć w czynów stal i odwołując się do profetycznego dzieła Jerzego Orwella „Rok 1984”, niezwłocznie powołać Ministerstwo Prawdy, a pana prof. Antoniego Dudka mianować jego szefem. Bez tego daleko nie zajedziemy, zwłaszcza w sytuacji, gdy Nasz Najważniejszy Sojusznik raz sztorcuje prezydenta Zełeńskiego, a zaraz potem robi mu na rękę i traktuje, jak swoją najukochańszą Duszeńkę.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

RTG czaszki Trumpa. MEM-y II.

—————————————-

—————————————————–

————————————-

——————————

———————–

———————————

———————————–

—————————————————————-

Black Rock na UPA-inie. MEM-y I.

——————————

—————————————–

———————————-

—————————–

———————————-

————————————–

————————————————–

————————-

—————————————————–

Rosja chce, aby Galicja Wschodnia wróciła do Polski

Rosja chce, aby Galicja Wschodnia wróciła do Polski

Niedawno z opublikowanego w jednym z proukraińskich dzienników (innych nie ma) dowiedzieliśmy się, że (jakoby) w czasach Polski Ludowej (czyli 1945-1989 roku) nie mówiono ani nie pisano o ukraińskich zbrodniach popełnianych na obywatelach II RP.

Powiedział to człek dość młody, choć tytuły i stopnie poprzedzające jego nazwisko uzasadniały większą dociekliwość w badaniu w końcu dość nieodległej przeszłości. Było akurat zupełnie odwrotnie: powstała na ten temat obszerna literatura faktu, publikowano wspomnienia tych nielicznych, którzy przeżyli, powstały filmy fabularne oglądane przez milionową widownię („Ogniomistrz Kaleń”, „Zerwany Most” – można je znaleźć w internecie). Nie było wówczas obecnej cenzury nakazującej „ważyć słowa” na ten temat a przede wszystkim nie zauważać antypolskiej tradycji odradzającego się banderyzmu: każda epoka ma swój indeks myśli i słów zakazanych. Ten grzech zaniechania (ogłupiania?) ostatniego trzydziestolecia skutkuje tym, że za wschodnią granicą przy naszym udziale odrodził się i umocnił antypolski ruch polityczny, który w dodatku jest przez nasze państwo (z naszej kieszeni) na co dzień finansowany.

Kijów nie chce z polskimi politykami nawet na ten temat rozmawiać, bo wie, że jesteśmy w ślepej uliczce, z istoty błędnej polityki. Teraz zwala się winę za tę porażkę na Giedrojciowe teorie nakazujące wspierać ukraińskie i litewskie nacjonalizmy, bo były jego zdaniem antysowieckie. Nasi drodzy politycy wychowani na tych wypocinach politycznych nie zauważyli, że od ponad trzydziestu lat NIE MA ZWIĄZKU SOWIECKIEGO, który stworzył obecną wersję Wielkiej Ukrainy, której obecna Rosja może nie chcieć bronić. Połączenie w jeden organizm postawy banderowskiej Galicji, lewobrzeżnej Ukrainy a nawet Krymu miało sens dopóki państwo to nie było antysemickie i antyrosyjskie. Jakoś nikomu nie przyszło do głowy, że nacjonalizm wschodnio-galicyjski był nie tylko antysowiecki ale również antypolski a przede wszystkim ludobójczy.

Dziś znaleźliśmy się w możliwie najbardziej absurdalnej sytuacji: popieramy bezwarunkowo i bezzwrotnie sowiecki twór państwowy, którego wrogiem jest Rosja, która już oficjalnie przewiduje przywrócić status quo ante bellum, czyli… powrotu do Polski, Węgier, Rumunii tych części obecnej Ukrainy przyłączonych do ZSRR w latach 1939-1945.

Jeżeli dotąd Rosja faktycznie przegrywa wojnę z sowiecką wersją wielkiej Ukrainy więc nie chce podbijać jej zachodnich prowincji, a przede wszystkim matecznika banderyzmu. Chce nam podrzucić ten balast odwołując się do pewnego procederu z czasów II wojny światowej, gdy Trzecia Rzesza powiększyła terytorium tzw. Generalnego Gubernatorstwa (czyli ówczesnej wersji niemieckich porządków na wschodzie Europy).

Reasumując: nasz wróg (Rosja) chce reaktywowania naszej obecności prawno-politycznej w Galicji Wschodniej, my wspieramy banderowską Wielką Ukrainę w granicach sowieckich, która nawet oficjalnie lekceważy nasze uniżone prośby o przyzwoity pochówek pomordowanych Polaków, bo (słusznie) twierdzi, że obecnie gra w dużo wyższej lidze niż my. Jak się to skończy? Nie wiadomo. Wszystkie warianty są dla nas złe, ale najgorszym byłoby połączenie nas z banderowską wersją całości lub części Ukrainy. A takie pomysły kłębiły się jeszcze niedawno postsolidarnościowym politykom. Czy przyszło im do głowy, że przywrócenia wschodnich granic II RP będzie chciała Rosja?

Prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)

Kto posprząta po Ukrainie?

Kto posprząta po Ukrainie?

Posted by Marucha w dniu 2026-08-11 marucha/kto-posprzata-po-ukrainie

Prezydent Władimir Putin na spotkaniu w Sankt Petersburgu z marynarzami, w Dniu Marynarki Wojennej 26 lipca, zapowiedział, że regiony zachodnie, które Ukraina odziedziczyła po II wojnie światowej, powrócą do Polski, Węgier i Rumunii.

„Poza wszystkim innym, znajduje się tam zachodnia część Ukrainy – prezent, jaki Josif Wissarionowicz Stalin podarował Ukrainie po wojnie.

To właśnie Stalin podarował Ukrainie te ziemie. Ale podarował je w ramach jednego państwa. Najwyraźniej nie przyszło mu do głowy, że może dojść do takiej sytuacji, jaka ma miejsce dzisiaj. Nawiasem mówiąc, jestem przekonany, że prędzej czy później Ukraina utraci te zachodnie tereny. A to, co należało do Polski, do Węgier, do Rumunii, prędzej czy później – nie jutro, może nie pojutrze, za rok, dwa, 10, 15 lat – wszystko historycznie ułoży się na swoim miejscu.

Był tylko jeden gwarant integralności terytorialnej Ukrainy – Rosja. Uznali za konieczne, możliwe i korzystne dla siebie ogłoszenie Rosji swoim wrogiem, a Rosjan na Ukrainie – mniejszością narodową, co jest kompletną bzdurą i psim bełkotem, ale tak właśnie zrobili. To oni podjęli oficjalną decyzję, że Rosjanie na Ukrainie są mniejszością narodową. No to mamy. A co to w takim razie jest? Cóż, niech Bóg ma ich w opiece” – powiedział prezydent Putin

Umowność granic

Werbalne odrzucenie przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wypowiedzi przywódcy Rosji Władimira Putina dotyczącej przyszłego podziału Ukrainy i udziału w nim Polski, wypowiedziane przez rzecznika resortu Macieja Wewióra, głosiło, że nasz kraj nie miał, nie ma i nie będzie mieć roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy. W istocie rzeczy jest ono bezzasadne, godzące w powagę MSZ.

Oświadczenie to jest przykładem ignorowania oczywistych faktów historycznych. Przypominam, iż od zarania dziejów świata z historii wojen wynika, że granice państw ulegały i ulegają zmianom. Granice poszczególnych państw są kwestią umowną. Chciejstwo „polskich”, pochodzących z anglosaskiego eksportu do Polski politykierów nie jest w stanie zapobiec naturalnej ewolucji naszych, polskich granic. Zmiany granic państw przeważnie były następstwem wojen, ich wyniku. Kto wygrał, ten dzielił.

Życie Polaków mniej warte?

Projekt globalistów utworzenia z Polski – Ukropolinu, forsowany w Polsce przez kręgi syjonistyczne, upadł z uwagi na ich stosunek do wrażliwości Polaków, ignorowanej przez przedstawicieli mniejszości wyznaniowej od wieków zamieszkałej w Polsce.

Spójrzmy na przykład wypowiedź w programie TVN24 prof. Barbary Engelking o innej specyfice śmierci Żyda i Polaka (kwiecień 2023 rok): „dla Polaków, to było po prostu kwestia biologiczna, naturalna, śmierć jak śmierć, a dla Żydów, to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka. To było spotkanie z Najwyższym”.

Najnowszym osiągnięciem w tej dziedzinie jest projekt nadania tak zwanego Obywatelskiego Orderu Przyszłości, sygnowany w znaczącej części przez przedstawicieli syjonistycznego środowiska.

Nie mamy roszczeń

Polacy, pomimo potwornych krzywd wyrządzonych w XX wieku przez nacjonalistów ukraińskich w przeważającej części naszego społeczeństwa nie roszczą pretensji do terenów odebranych Polsce przez Stalina i przekazanych Ukrainie (o czym wspomniał prezydent Putin). Potwierdził to wybitny polski polityk i współczesny autorytet moralny, politolog Mateusz Piskorski w udzielonym wywiadzie przeznaczonym dla rosyjskojęzycznego widza.

W związku z wypowiedzią prezydenta Putina Piskorski kategorycznie zaprzeczył, jakoby Polska rościła pretensje terytorialne wobec Ukrainy! W przeciwieństwie do globalistów będących u władzy w Polsce, straszących Ukraińców polskim rewanżyzmem. Pomimo naszych wad narodowych, z których w pełni zdajemy sobie sprawę, jesteśmy przyzwoitymi ludźmi. Jesteśmy przyzwoitym narodem i nie życzymy niczego złego Ukraińcom i Ukrainie.

Natomiast bezsprzecznym jest, że Ukraina znajduje się w krytycznym stanie, jest na skraju upadku! Rozpadu państwa. Ktoś będzie musiał to, co pozostanie po Ukrainie, pozamiatać, posprzątać….

[Najlepiej buldożer – admin]

Joanna Zinkiewicz
https://myslpolska.info/

Przesłanie Matki Bożej z Gietrzwałdu: Jeśli w Gietrzwałdzie zaistnieje nieustający różaniec, to do końca czasów nic złego Polski nie spotka

Przesłanie z Gietrzwałdu: Co zrobić, by żyć w swoim państwie?

Autor: AlterCabrio, 11 sierpnia 2026

Takim dominującym motywem dla mnie były słowa Matki Najświętszej, że jeżeli stać nas będzie na to, nas Polaków, żeby tu w Gietrzwałdzie zaistniał nieustający różaniec, to do końca czasów nic złego Polski nie spotka. I teraz biorąc pod uwagę to, że było to powiedziane 150 lat temu i że do dzisiejszego dnia, nie zaistniało, to było dla mnie wystarczającym motywem, żeby spróbować. Jak mówię – głośno tego nie mówiłem, na czym mi naprawdę najbardziej zależy – mianowicie na tym, żeby ten nieustający różaniec zaistniał. Żeby mógł zaistnieć, to musi istnieć pomieszczenie, gdzie będzie można się modlić zimą, w deszcz, nocą, prawda? I dlatego to pomieszczenie zbudowałem. Drugą rzecz, jaką uważałem za absolutnie niezbędną, to żeby pokazać prawdę o tych objawieniach. No i pierwszy i najważniejszy eksponat, jaki trafił do tego muzeum, jeszcze raz podkreślę, to nie chodziło mi o, ja nie nazwałem to muzeum dlatego, ponieważ byłem świadom, że jeżeli powiem, że jest to miejsce, które służyć ma uwolnieniu Polski, odzyskaniu przez Polskę niepodległości, to nikt by mi nie pozwolił tego budynku tu postawić. I dlatego nazwałem to skromniutko muzeum. Ale muzeum jest wyposażone w no taką ilość klęczników, że tutaj spokojnie zmieści się, że tak powiem, z 50 osób może się modlić.

◊

Przesłanie z Gietrzwałdu: Co zrobić, by żyć w swoim państwie?

Dlaczego tylko nieustający różaniec może uratować Polskę? Zapraszam na drugą część wywiadu z fundatorem i założycielem Muzeum Objawień Matki Bożej Królowej Polski i Różańca Świętego w Gietrzwałdzie, doktorem Kazimierzem Krawczykiem (polskim lekarzem z Norwegii).

♦

Dla zainteresowanych:

Czy można oddać całe życiowe oszczędności – pięć milionów złotych – po to, by szerzyć kult Matki Bożej i modlitwę różańcową? Dla większości to niewyobrażalne. Ale są ludzie, którzy zamiast spokojnej emerytury na norweskich fiordach wybierają drogę całkowitego zawierzenia Maryi.
W Gietrzwałdzie powstało Muzeum Objawień i Różańca Świętego – miejsce wyjątkowe, poświęcone przez biskupa, stworzone z miłości do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, Królowej Polski. Kto stoi za tą inicjatywą? Co sprawiło, że człowiek sukcesu postanowił oddać resztę życia Maryi i Jej przesłaniu?
To historia, którą trzeba usłyszeć. Dziś w Forum Romanum gościmy fundatora i założyciela Muzeum Objawień i Różańca Świętego – doktora Kazimierza Krawczyka. Poznajcie człowieka, który postanowił, że jego życie będzie świadectwem.

Gietrzwałd zmienia ludzi. Ten człowiek jest dowodem 

♦

Więcej:

Gietrzwałd

Kazimierz Krawczyk