Dlaczego ojcostwo budzi dziś przerażenie? Rozważania część 3

Dlaczego ojcostwo budzi dziś przerażenie? Rozważania część 3

Ojcostwo, które jest darem i powołaniem każdego mężczyzny, budzi u wielu współczesnych mężczyzn przerażenie. Dlaczego tak się dzieje? 

Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl

Dzisiaj trzecia część naszych adwentowych rozważań. Może Pan przeczytać tekst lub odsłuchać go, klikając w link.   Inspiracją dzisiejszych rozważań będzie postawa św. Józefa. Ojcostwo, które jest darem i powołaniem każdego mężczyzny, budzi u wielu współczesnych mężczyzn przerażenie. Dlaczego tak się dzieje? 
Bóg wybrał na rodzicielkę swego Syna Najświętszą Marię Pannę, zachowując Ją od zmazy grzechu pierworodnego i napełniając wszelkimi łaskami. Na ziemskiego ojca wybrał Józefa z Nazaretu, mężczyznę pełnego cnót. Józef jest roztropny i potrafi obserwować rzeczywistość. Dostrzega wspaniałość swojej Narzeczonej i raduje się głęboko, że będzie mógł spędzić swoje życie z tą Niewiastą u boku, choć zapewne wie, że złożyła ślub dziewictwa. Kontakt z rzeczywistością pozwala dostrzec Mu, że Maryja, zanim zamieszkali razem, jest w stanie błogosławionym. Z pewnością było to dla niego trudne. Józef nie wie co w tej sytuacji robić. Zmaga się z myślami i postanawia oddalić Ją potajemnie, aby nie narażać Maryi na zniesławienie.   Józef jest nie tylko człowiekiem sprawiedliwym i roztropnym. Jest człowiekiem pobożnym. Szuka kontaktu z Panem Bogiem i jest otwarty na Jego natchnienia, dlatego potrafi usłyszeć głos Anioła we śnie: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Uwolniony od rozterek Józef bierze na siebie z radością brzemię ojcostwa. Ojcostwo, które jest darem i powołaniem każdego mężczyzny, budzi u wielu współczesnych przerażenie. Dlaczego tak się dzieje? Brakuje nam ludzkich cnót świętego Patriarchy, stąd lęk przed odpowiedzialnością. Nie rozpoznajemy swojego powołania do ojcostwa, bo nie rozumiemy swojej natury, a często zaprzeczamy jej. Zdewastowani przez kulturę współczesną szukamy przyjemności, zamiast otworzyć się na wspaniałość, którą chce obdarzyć nas Bóg.   Braki współczesnych mężczyzn, istniejące zresztą od czasów grzechu pierworodnego, mogłyby zostać przezwyciężone przez pobożność i łaskę, którą chce nas obdarzyć Pan Bóg. Pobożność jest jednak towarem deficytowym w krajach dzisiejszego Zachodu. Modne teorie przedstawiają ją jako przejaw niedojrzałości, a media masowe ośmieszają.   Królewskie cnoty Józefa, pokora i miłość, ujawniają się w dramatycznych okolicznościach związanych z narodzeniem Jezusa. Józef potrafi znaleźć odpowiednie miejsce na narodziny Syna Bożego. Nie biadoli, że w jego rodzinnym mieście, a pochodzi z królewskiego rodu Dawida, nikt nie chce przyjąć brzemiennej Niewiasty i jego. Nie złorzeczy, że Pan Bóg nie troszczy się o Nich. Potrafi dostrzec, że skrajne ubóstwo, w którym rodzi się Syn Boży, stanie się świadectwem Jego królewskości. Józef jest wzorem dla nas, uzależnionych od wygód i zewnętrznych oznak prestiżu, że prawdziwa wielkość ujawnia się w pokorze i czystości. Być może Józef mógłby znaleźć w Betlejem wygodniejszy lokal, ale atmosfera tam nie była odpowiednia dla Świętej Rodziny, a nawet dla żadnej rodziny. Czy my potrafimy patrzeć w ten sposób na otoczenie, w którym wychowują się nasze dzieci?   Sytuacja materialna Świętej Rodziny poprawia się radykalnie po hołdzie Mędrców i przekazaniu przez nich darów. Bynajmniej nie oznacza to końca kłopotów Józefa. Tej samej nocy objawia mu się Anioł Pański i mówi: Wstań weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby je zgładzić. Józef nie odwleka wykonania polecenia do rana, jeszcze w nocy budzi Żonę i Syna i ucieka z Nimi do Egiptu. Nie paraliżuje go świadomość, że w rodzinie wszyscy przewyższają go godnością. Jest świadom odpowiedzialności i nie boi się jej przyjąć. Widząc zagrożenie dla najbliższych podejmuje działanie, które wypływa z inspiracji Bożej.   Święty Józef jest wzorem dla wszystkich ojców. Troska o najbliższych jest obowiązkiem każdego ojca. Czystość, pokora i pobożność pozwalają mu znaleźć wyjście z najtrudniejszych sytuacji, ponieważ słucha natchnień Bożych.   Jest wzorem dla wszystkich mężczyzn. Jesteśmy wezwani do obrony słabych. Dzisiaj najbardziej zagrożone są dzieci w łonach matek. Obrona ich to męska rzecz.   Módlmy się do Najświętszej Maryi Panny, aby mężczyźni zrozumieli swoje powołanie, a kobiety dostrzegły, że męskość nie jest dla nich zagrożeniem, tylko podporą.   Zachęcam też do przekazania adwentowej jałmużny na potrzeby ratowania dzieci zagrożonych aborcją i budowania świadomości Polaków na temat aborcji i deprawacji: Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku,
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl

Nachalna promocja Chanuki przez Chabad-lubawicz to działalność celowa, zaplanowana, mocno finansowana.

Mirosław Dakowski

…aby przykryć, lub zlekceważyć normalną przecież w Polsce katolicką radość, katolickie święto Bożego Narodzenia, radość z przyjścia obiecanego Mesjasza na Ziemię.

Bezczelne a chamskie czerwone krasnale z Laponii ze swoimi reniferami mają zastąpić świętego biskupa z Miry – Mikołaja [IV wiek]. Mrugające sklepy z błyskotkami – mają zastąpić nastrój skupienia adwentowego, podniosłość i piękno Rorat…

Przykro, że od lat w tej anty-katolickiej propagandzie biorą udział „wybrani” w farsach wyborczych [„proporcjonalnie” – w ordynacji narzuconej przez rebe Geremka] rząd, sejm, p.rezydent.

==============

Oni, ich przodkowie, przed sądem Piłata odrzucili i skazali na haniebną śmierć swojego przecież, zapowiadanego od stuleci przez Proroków Mesjasza, którym był i jest Jezus Chrystus.

Teraz, od wielu wieków promują swoich mesjaszy: Sabataja Cwi, jakiegoś Franka, teraz jakiegoś zboczonego Harari.

sabataj_cwi_en_face_zw.jpg [488.96 KB]

Ogromne jest ich niezadowolenie, że prawdziwy Mesjasz odbiera uwielbienie na całej planecie.

Te bezczelne próby narzucenia „wesołej Chanuki” są skoordynowane z innymi zaplanowanymi działaniami.

Od kilku lat zdziwieni byliśmy, ci naiwni, czemu Trzaskowski w Warszawie każe sadzić 30-letnie obce drzewa sprowadzono za ogromne pieniądze z obcych krajów, czemu zamiast rozszerzać ulice, to je każe zwężać przy pomocy drzew i trawników ustawianych na jezdni w jakiś brzydkich, wielkich skrzynkach.

Wydawało nam się to działalnością anty-racjonalną, ale zgodną z dyrektywami Zielonego Ładu i 15-minutowego podziału miast. Zielone piekło: „15-minutowe miasta”. „Pionierskie”: Kraków, Warszawa, Łódź, Rzeszów i Wrocław. Poligony doświadczalne dla Agendy 2030.

Śródmieście ma być dla tych, którzy potrafią wycisnąć „głupich gojów” podatkami, cenami najmu, cenami elektryczności i gazu czy miejskiego ciepła – na obrzeża, skąd będą musieli „wykonywać usługi” dla Panów.

To jest spójne.

To plan – czy się uda? Zależy od naszej świadomości, od naszej determinacji.

==========================

Mail:

Boże Narodzenie: porządek nabożeństw

BajerzeBiałystokBielsko-BiałaBolesławiecBydgoszczChorzówGnieznoHerbyJarosławJózefówKrakówLubatowaLublinNowy SączOpoleOstrołękaPoznańRadomRzeszówSuwałkiSzczecinTarnówToruńWarszawaWrocławZamośćŁódź

Izraelska sieć aptek Super-Pharm odnotowała miliardowe zyski w Polsce! Nie zapłaciła ani grosza podatku dochodowego.

Izraelska sieć aptek Super-Pharm odnotowała miliardowe zyski w Polsce! Nie zapłaciła ani grosza podatku dochodowego.

Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek opublikował raport dotyczący przychodu sieci aptecznych prowadzących działalność gospodarczą na terenie Rzeczpospolitej. Wnioski są przerażające!

Raport obejmuje działalność sieci w latach 2017-2020. Wynika z niego, że odprowadzane przez sieci apteczne podatki są blisko 5 razy mniejsze od tych, które płacą apteki indywidualne i to pomimo znacznie większych obrotów. Największe sieci nie płacą prawie nic, a izraelska Super-Pharm nie wpłaciła ani grosza podatku dochodowego do polskiego budżetu. Sieci apteczne, które odnotowały obrót wynoszący 65 mld zapłaciły w podatkach tylko 137,2 mln złotych.

Z raportu dowiadujemy się, że polski rynek generuje ogromne zyski sieci aptecznych. Zwrócił na to uwagę m.in. dyrektor generalny izraelskiej sieci Super-Pharm Nitzan Lavie: – Poświęcamy nasz zysk operacyjny i brutto w celu obniżenia cen w Izraelu, podczas gdy nasze źródła zysku znajdują się w Polsce i Chinach – dla izraelskiego portalu Haaretz mówił Lavie. Raport podaje, że izraelska sieć według raportu w latach 2017 i 2019 (brak danych za 2018) odnotowała łączny przychód 2,330 mld zł. Od tego zapłaciła okrągłe 0 zł podatku dochodowego.

Niewiele więcej w latach 2017-2019 zapłaciła sieć aptek DOZ – przy dochodzie 1,395 mld. zapłaciła trochę ponad pół miliona, co stanowi zaledwie 0,04 proc. obrotów.
100 procent udziałów w DOZ SA ma spółka prawa holenderskiego, CEPD NV – czytamy w raporcie.

Nieco więcej, wszak równie minimalne sumy w ramach podatku dochodowego odprowadziła sieć aptek Dr. Max, która należy do funduszu inwestycyjnego Penta Investments, zarejestrowanego na Cyprze, wokół której rodzą się liczne wątpliwości.
Założycielami funduszu są absolwenci moskiewskiego instytutu stosunków międzynarodowych – kuźni dyplomatów czasów ZSRR – wynika z ustaleń Biura Bezpieczeństwa Narodowego, które cytuje portal Dziennik.pl. Na tym nie koniec. Portal Forsal.pl wskazuje także, że sieć Penta, do której należy sieć aptek Dr. Max uchodzi za podręcznikowy przykład korporacji, która zawładnęła elitami politycznymi Słowacji.
Takie wnioski wypływają ze stenogramów z operacji o kryptonimie „Gorila”, która polegała na założeniu podsłuchu w mieszkaniu Jaroslava Haszczaka, jednego z właścicieli firmy. Jeśli są autentyczne, Penta przejdzie do historii jako koncern, który skutecznie przejął kontrolę nad państwem. Państwem, które nie jest prowincjonalną republiką bananową, tylko członkiem UE i strefy euro – czytamy na portalu Forsal.pl.

Wnioski. Po pierwsze, apteki indywidualne są znacznie bardziej dochodowe i generują znacznie niższe straty niż apteki sieciowe, czyli funkcjonowanie aptek w tym modelu jest korzystniejsze dla budżetu państwa.

Po drugie, apteki indywidualne płacą ponad 4,5 krotnie wyższe podatki, niż sieci apteczne. Po trzecie, sieci apteczne (w Polsce są to sieci zagraniczne) odpowiadają za zmniejszenie wpływów do budżetu państwa o około 500 milionów złotych w badanym okresie.

Konkluzja, a w zasadzie pytania bez odpowiedzi. Dlaczego rząd Mateusza Morawieckiego wielokrotnie chwalący się łataniem luk budżetowych i kojarzony z natrętnych kontroli skarbowych, nie podejmuje się tematu izraelskiej i wyrosłej na moskiewskim chowie siec aptecznej, których działalność w Polsce nie przynosi realnego dochodu do budżetu państwa? Dlaczego apteki indywidualne płacą kilkukrotnie wyższe podatki dochodowe od ich sieciowych, zagranicznych konkurentów generujących o wiele większe przychody? O czyj interes zabiega polski rząd: polskich obywateli czy zagranicznych kolosów farmaceutycznych?

Źródło informacji: Raport ZAPPA, Dziennik.pl, Forsal.pl, Haaretz.com

„Obowiązki względem Ukrainy” ważniejsze od polskich rolników? Skandaliczna wypowiedź wicepremiera Kowalczyka.

„Obowiązki względem Ukrainy” ważniejsze od polskich rolników? Skandaliczna wypowiedź wicepremiera Kowalczyka.

21 grudnia 2022 https://pch24.pl/obowiazki-wzgledem-ukrainy-wazniejsze-od-polskich-rolnikow-skandaliczna-wypowiedz-wicepremiera/

Rolnicy zrzeszeni w „Solidarności” przygotowują protesty w odpowiedzi na zagrożenie dla polskiego rynku spowodowane „niekontrolowanym” napływem produktów rolnych z Ukrainy, związanym z ich eksportem przez nasz kraj. Jak zapewnił wicepremier i minister rolnictwa, Henryk Kowalczyk, władze rozumieją postulaty rolników, ale nie wszystkie mogą spełnić, ze względu na „obowiązki” względem wschodniego sąsiada.

– Musimy pamiętać, że mamy pewne obowiązki wobec Ukrainy, obowiązki pomocowe – mówił członek rządu podczas wtorkowej konferencji prasowej. W swoim wystąpieniu polityk oświadczył, że jest przekonany o możliwości osiągnięcia porozumienia ze związkowcami. – Jestem przekonany, że wszystkie argumenty, które są po naszej stronie, zostaną przyjęte – mówił Kowalczyk, zapowiadając swoją wizytę na kolejnym zebraniu Rady Krajowej.

Jak zapowiedział minister, resort otwarty jest na dyskusję, a żądania rolników są „do uzgodnienia z solidarnością”. Szef resortu rolnictwa oświadczył także, że władze będą starały się minimalizować negatywne konsekwencje przedostawania się ukraińskiego zboża na krajowy rynek.

Według ustaleń Rady Krajowej Rolników Indywidualnych NSZZ Solidarność do protestu ma dojść w skali całego kraju 17 stycznia przyszłego roku. „Sytuacja gospodarcza w rolnictwie przechodzi kryzys spowodowany między innymi (przez- red.) niekontrolowany napływ zbóż z Ukrainy, co zagraża dalszemu funkcjonowaniu gospodarstw rodzinnych w Polsce” – czytamy w komunikacie instytucji, towarzyszącym ogłoszeniu daty strajku.

Do słów ministra rolnictwa odniósł się na Twitterze publicysta Łukasz Warzecha. „Nie, nie mamy żadnych obowiązków pomocowych wobec Ukrainy, Panie Premierze. Obowiązki polska władza ma wyłącznie wobec polskich obywateli”, zauważał „Wobec Ukrainy możemy najwyżej podejmować jakieś zobowiązania dobrowolnie, o ile nie stoi to w sprzeczności ze wspomnianymi obowiązkami”, dodawał komentator.

Źródła: rp.pl, Twitter

Katastrofa opakowana w retorykę nie jest sposobem na uratowanie ludności Ukrainy.

Waszyngton przedłuża cierpienia Ukrainy.

Katastrofa opakowana w retorykę nie jest sposobem na uratowanie ludności Ukrainy.

Płk. Douglas Macgregor

https://www.theamericanconservative.com/washington-is-prolonging-ukraines-suffering/

Podczas swojego wystąpienia, wygłoszonego 29 listopada, polski(?) wiceminister obrony narodowej (MON) Marcin Ociepa powiedział: „Prawdopodobieństwo wojny, w której będziemy uczestniczyć, jest bardzo wysokie. Zbyt wysokie, byśmy mogli traktować ten scenariusz jedynie hipotetycznie”. Polskie MON planuje rzekomo powołać 200 tysięcy rezerwistów w 2023 roku na kilkutygodniowe szkolenie, ale obserwatorzy w Warszawie podejrzewają, że ta akcja może łatwo doprowadzić do pełnej mobilizacji.

Tymczasem wewnątrz administracji Bidena narasta obawa, że ukraiński wysiłek wojenny załamie się pod ciężarem rosyjskiej ofensywy. I w miarę zamarzania ziemi na południu Ukrainy, obawy administracji są wysoce uzasadnione. W wywiadzie opublikowanym w „Economist”, szef ukraińskich sił zbrojnych generał Walery Zalużny przyznał, że zarówno rosyjska mobilizacja jak i taktyka przynoszą oczekiwane skutki. Zasugerował nawet, że siły ukraińskie nie będą w stanie powstrzymać  Rosjan.Jednocześnie, Zalużny odrzucił wszelkie możliwości negocjacji i zamiast tego błagał o więcej sprzętu i wsparcia.  Upierał się, że z 300 nowymi czołgami, 600-700 nowymi bojowymi wozami piechoty i 500 nowymi haubicami może wygrać wojnę z Rosją. Prawdę mówiąc, generał Zaluzhny nie prosi o pomoc, on prosi o nową armię.

W tym tkwi największe niebezpieczeństwo dla Waszyngtonu i jego sojuszników z NATO. Kiedy w polityce zagranicznej Waszyngtonu sprawy idą w złym kierunku, wtedy prawdziwi wyznawcy „wielkiej sprawy” zawsze czerpią głęboko ze studni ideologicznych iluzji, aby przygotować się do ostatecznej bitwy. Blinken, Klain, Austin i reszta partii wojennej (podżegaczy wojennych po prostu -dop. tłumacza) nadal deklarują nieustające wsparcie dla Kijowa bez względu na koszty. Podobnie jak „najlepsi i najzdolniejsi” w latach 60-tych, chętnie poświęcają realizm na rzecz myślenia życzeniowego, by pławić się w rozgłosie i autopromocji podczas kolejnych wizyt na Ukrainie.

Ten spektakl w przerażający sposób przypomina wydarzenia sprzed ponad 50 lat, gdy poniosła klęskę wojna zastępcza Waszyngtonu w Wietnamie. Ci w administracji Johnsona, którzy wątpili w mądrość interwencji lądowej w celu uratowania Sajgonu przed pewnym upadkiem, pochowali się wtedy. W 1963 roku, Waszyngton miał już w Wietnamie 16 tysięcy doradców wojskowych. Myśl o tym, że wspierany przez USA, Wietnam Południowy, może przegrać z Wietnamem Północnym, została z miejsca odrzucona. Sekretarz stanu Dean Rusk powiedział: „Nie wycofamy się, dopóki nie wygramy wojny”.

Wiosną 1965 roku, amerykańscy doradcy wojskowi już tracili nadzieję. Generał Westmoreland, ówczesny dowódca Military Assistance Command Vietnam, raportował Johnsonowi: „Jest coraz bardziej oczywiste, że obecny poziom pomocy Stanów Zjednoczonych nie może zapobiec upadkowi Wietnamu Południowego… Wietnam Północny zmierza ku zwycięstwu… Działając na prośbę rządu Wietnamu Południowego, należy podjąć decyzję o jak najszybszym zaangażowaniu 125 000 żołnierzy Stanów Zjednoczonych, aby zapobiec przejęciu władzy przez komunistów.

„Bezwarunkowe wsparcie administracji Bidena dla reżimu Żeleńskiego w Kijowie osiąga swój strategiczny punkt zwrotny,  podobny do tego, jaki nastąpił w 1965 roku. Tak jak w 1964 roku, gdy Johnson nagle zdecydował, że pokój i bezpieczeństwo w Azji Południowo-Wschodniej jest żywotnym interesem strategicznym USA, tak teraz administracja Bidena wysuwa podobny argument w odniesieniu do Ukrainy. I również tym razem, podobnie jak Wietnam Południowy w latach 60-tych, Ukraina przegrywa wojnę z Rosją.Ukraińskie szpitale i kostnice są wypełnione po brzegi rannymi i umierającymi ukraińskimi żołnierzami. Waszyngtoński Pełnomocnik w Kijowie, roztrwonił swój kapitał ludzki i znaczną pomoc zachodnią w serii samobójczych  kontrofensyw. Ukraińscy żołnierze obsadzający linie obrony na południu Ukrainy są odważnymi ludźmi,  nie są też głupcami. Spartanie w Termopilach też byli odważni, a i tak zginęli.

Prawdziwe niebezpieczeństwo polega teraz na tym, że Biden wkrótce pojawi się w telewizji, aby powtórzyć występ Johnsona w 1965 roku, zastępując słowa „Wietnam Południowy” słowem „Ukraina”:Dzisiaj, moi drodzy Rodacy, chcę mówić do was o wolności, demokracji i walce narodu ukraińskiego o zwycięstwo. Żadna inna sprawa nie przykuwa obecnie uwagi naszego narodu jak ta. Żadne inne marzenie nie pochłania tak bardzo milionów mieszkańców Ukrainy i Europy Wschodniej… Nie mówię jednak o ataku NATO na Rosję. Proponuję raczej wysłanie na Ukrainę kierowanej przez USA zdeterminowanej koalicji, składającej się z amerykańskich, polskich i rumuńskich sił zbrojnych, w celu ustanowienia naziemnego odpowiednika „strefy zakazu lotów”.

Proponowana przeze mnie misja ma charakter pokojowy i ma na celu stworzenie bezpiecznej strefy w zachodniej części Ukrainy dla ukraińskich sił zbrojnych i uchodźców, przed niszczycielskimi atakami Rosji…Katastrofa opakowana w retorykę nie jest sposobem na uratowanie ludności Ukrainy. Wojna na Ukrainie nie jest fantazją w stylu Call of Duty. To pogłębianie ludzkiej tragedii, którą stworzyła ekspansja NATO na wschód. Ofiary nie mieszkają w Ameryce Północnej. Żyją w regionie, którego większość Amerykanów nie potrafi znaleźć na mapie. Waszyngton wezwał Ukraińców do walki. Teraz Waszyngton musi wezwać ich do jej zaprzestania.

Rządy państw NATO są podzielone w swoim myśleniu o wojnie na Ukrainie. Z wyjątkiem Polski i ewentualnie Rumunii, żaden z członków NATO nie spieszy się z mobilizacją swoich sił do długiej, wyczerpującej wojny z Rosją na Ukrainie. Nikt w Londynie, Paryżu czy Berlinie nie chce ryzyka wojny atomowej z Moskwą. Amerykanie nie popierają wojny z Rosją, a ci nieliczni, którzy to robią, to ideolodzy, płytcy polityczni oportuniści lub chciwi kontraktorzy z branży najemników wojennych.Kiedy wojska amerykańskie w końcu wycofały się z Azji Południowo-Wschodniej, Amerykanie myśleli, że Waszyngton wykaże się większą powściągliwością, uzna granice amerykańskiej potęgi i będzie prowadził mniej wojowniczą i bardziej realistyczną politykę zagraniczną. Amerykanie byli wtedy w błędzie.

Dzisiaj, zarówno  Amerykanie jak i Europejczycy wiedzą, że odmowa Waszyngtonu uznania uzasadnionych interesów bezpieczeństwa Rosji na Ukrainie i wynegocjowania zakończenia tej wojny jest drogą do przedłużającego się konfliktu i większych cierpień ludzkich.

Douglas Macgregor tłum. Sławomir Soja

Douglas Macgregor,  jest emerytowanym pułkownikiem Armii Stanów Zjednoczonych. Współpracownikiem The American Conservative, byłym doradcą sekretarza obrony w administracji Trumpa, odznaczonym weteranem wojennym i autorem pięciu książek.

Po skandalicznym wyroku na doktora Martykę Polska oficjalnie dołącza do krajów trzeciego świata. [Może właśnie przoduje w pierwszym??].

[RW: Ten tytuł jest mylący. W trzecim świecie tylko jedna czwarta ludności została zaszczepiona.
Polska jest, niestety w pierwszym świecie.
]

Po skandalicznym wyroku na doktora Martykę Polska oficjalnie dołącza do krajów trzeciego świata.

a czemu to GUS podał w zeszłym roku ponad 200 tysięcy więcej zgonów”

19 grudnia 2022 https://pch24.pl/po-skandalicznym-wyroku-na-dr-martyke-polska-oficjalnie-dolacza-do-krajow-trzeciego-swiata/

Pięć dni przed wigilią Bożego Narodzenia 2022 roku etyka lekarska została oficjalnie anulowana przez skorumpowany establishment korporacji medycznej w Polsce.

Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych coraz głośniej mówi się o sądzeniu covidowego „guru” dr. Fauciego, nad Wisłą zapada wyrok na lekarza, którego jedyną winą jest to, że nie złamał przysięgi, zachował uczciwość intelektualną i… sumienie.

Jeżeli nie ma winy, to i kara jest moralnie nieprawomocna. Ale, jak uczy nas życie, dura lex sed lex i pomimo moralnej słuszności można zostać pokonanym przez nieuczciwy system. Dr Zbigniew Martyka ma jeszcze możliwość odwołania się od skandalicznej decyzji tzw. Okręgowego Sądu Lekarskiego i oby wygrał. Niemniej sam fakt, że taki wyrok zapadł pokazuje, że etyka lekarska została w Polsce instytucjonalnie przekreślona, a standardy debaty publicznej i postępowania prawnego plasują nas w niechlubnym gronie „republik bananowych”.

W państwie prawa nie może być mowy o uznaniowym cenzurowaniu debaty pod dyktando przestępczych karteli farmaceutycznych. W państwie prawa sędzia może całym sercem nienawidzić podsądnego, ale nie może go skazać, jeżeli nie znajduje dowodów winy. Jeżeli winą lekarza jest dzielenie się z opinią publiczną ustaleniami naukowymi sprzecznymi z polityczno-biznesową narracją, to możemy już tylko postawić znicz na grobie państwa prawa, któremu na imię Polska…

Czy dr. Martyce udowodniono wyrządzenie choć jednej konkretnej szkody na rzecz pacjentów? Czy powołano na świadka choć jedną osobę, która poszedłszy za jego radą straciła zdrowie bądź naraziła życie?

Chcielibyśmy poznać odpowiedzi na te pytania, ale z jakiegoś powodu lekarski sanhedryn uznał, że rozprawa ma być tajna. Proces za rzekome wprowadzanie w błąd opinii publicznej w debacie publicznej jest… niepubliczny? A jakże, logika republiki bananowej w pełnej krasie! Jeszcze, nie daj Boże, ta przebrzydła opinia publiczna mogłaby sama zobaczyć i ocenić, że proces jest sfingowany, a jak się sprawę wyciszy, to nic nie stoi na przeszkodzie, by potem uznać ją za niebyłą.

Cui bono? – zapytajmy. Co zyskuje establishment lekarski na takim wyroku? Choć wydaje się, że posunięcie jest desperackie, to w tym szaleństwie jest metoda. Skoro skazany, to może choć trochę winy miał – ma teraz myśleć przeciętny człowiek. A gdyby czasem przyszło mu do głowy zapytać: „a czemu to GUS podał w zeszłym roku ponad 200 tysięcy więcej zgonów”, to zawsze można mu powiedzieć: „Gdyby nie ci wstrętni pandemiczni negacjoniści, to wszyscy przyjęliby eliksir szczęścia i zgonów byłoby mniej”.

Odpowiedź na pytanie cui bono? dotyczy oczywiście nie tylko awangardy karteli farmaceutycznych (z różnych powodów wciąż nazywającej się środowiskiem medycznym), ale także samych tych przestępczych organizacji, odpowiedzialnych za co najmniej setki tysięcy oficjalnie raportowanych powikłań po tzw. szczepieniach przeciw COVID-19…

Święte krowy Rockefellera, od dekad robiące biznes kosztem ludzkiego zdrowia, daj Boże, już wkrótce mogą utracić niezachwiane przekonanie o swojej bezkarności. Gubernator Florydy powołuje właśnie specjalną ławę przysięgłych przy stanowym Sądzie Najwyższym. Zadaniem tego gremium będzie pociągnięcie karteli farmaceutycznych do odpowiedzialności za kłamstwa na temat rzekomej nieszkodliwości eksperymentalnych preparatów oraz za szkody na zdrowiu i życiu obywateli Florydy.

Na szczęście kropla drąży skałę. Jakikolwiek promyk nadziei ze Słonecznego Stanu – nie mówiąc już o ewentualnym skazaniu globalnego szamana covidowego, Fauciego – może sprawić, że skorumpowani sprawcy pohańbienia zawodu lekarskiego nie będą mogli już tak łatwo ferować wyroków na tych, dla których przysięga Hipokratesa ma jeszcze jakieś moralne znaczenie.

Tymczasem jednak wysocy funkcjonariusze tzw. służby zdrowia (istotnie jest to służba, jeżeli potraktujemy ją jako przedłużenie aparatu represji), napawają się swoim łajdackim tryumfem, tym bardziej, że jest on dla nich symboliczny. Nie tylko przenosi ciężar winy z rządowego systemu, który rujnował opiekę zdrowotną polityką lockdownów i absurdów „sanitarnych”, ale przede wszystkim znajduje wyrazistego kozła ofiarnego, którego można złożyć na ołtarzu branżowych interesów. Jak można się domyślać, intencją tych dzierżących urzędową władzę sługusów koncernów farmaceutycznych jest przykładne ukaranie właśnie takiego lekarza, którego niewinność jest najbardziej oczywista.

Tzw. Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie, która wydała wyrok na dr. Zbigniewa Martykę, pomijając jego osobistą krzywdę, w sumie oddała wszystkim Polakom przysługę. Wobec jawnej niesprawiedliwości, łatwiej ocenić moralną zgniliznę i zerowy autorytet takiego gremium. Niestety, wciąż posiada ono moc odebrania licencji na wykonywanie zawodu. Widzimy jednak przynajmniej, że celem jego działalności nie jest dobro pacjenta, lecz wysługiwanie się władzy i dochowywanie wierności narzucanym z Warszawy narracjom – z pogwałceniem prawdy, etyki i misji zawodowej. Niech ta granda będzie kolejnym punktem zapalnym na ropiejącym cielsku polskiej „służby zdrowia”, a odrobina nowego smrodu z otwartej rany, którą musi teraz znieść uczciwy lekarz, niech będzie reszcie Polaków na otrzeźwienie i uświadomienie, że ten chory twór o nazwie NFZ (ze wszystkimi przyległościami) nie może istnieć wiecznie.

Filip Obara

========================

mail:

Ten tytuł jest mylący. W trzecim świecie tylko jedna czwarta ludności została zaszczepiona.
Polska jest, niestety w pierwszym świecie.

Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie. Na czym to nawracanie polega, pytamy, jak tłumy otaczające Jana 2 000 lat temu.

Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie. Na czym to nawracanie polega, pytamy, jak tłumy otaczające Jana 2 000 lat temu.

Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl >

Przed nami druga część przygotowanych na Adwent rozważań, które będziemy publikować do zbliżających się Świąt. Może Pan przeczytać tekst lub odsłuchać go, klikając w link.   Dziś zastanowimy się nad tym, co znaczą słowa Jana Chrzciciela i czy są jeszcze aktualne. Spojrzymy na nie w szerszym kontekście, aby zaczerpnąć sił do zadań, które dzisiaj stoją przed nami.
W oczekiwaniu na Mesjasza towarzyszy nam, a właściwie przewodzi, Jan Chrzciciel, który kieruje do nas słowa: Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskieNa czym to nawracanie miałoby polegać, moglibyśmy zapytać, podobnie jak tłumy otaczające Jana 2 000 lat temu. Jan powiedział wówczas: „Kto ma dwie suknie, niech się podzieli z tym, który nie ma; a kto ma żywność niech tak samo czyni”. Celnikom Jan odpowiada: „Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co wam wyznaczono”. Żołnierzom mówi: „na nikim pieniędzy nie wymuszajcie i nikogo nie uciskajcie lecz poprzestawajcie na waszym żołdzie.”   W dzisiejszej Polsce trudno spotkać człowieka, który nie miałby się w co odziać, głodni też zdarzają się rzadko. Z wypowiedzi publicznych i wpisów w mediach społecznościowych wynika, że prawie wszyscy uważają, że potrzebującym należy pomagać. Popularność rozmaitych zbiórek internetowych wskazuje, że wielu ludzi realnie pomaga. 
Czy znaczy to, że Polacy XXI wieku po Chrystusie zdecydowanie górują nad Izraelitami wieku I? Wystarczy przypomnieć sobie hordy młodych, wykształconych, z większych ośrodków, biegające po ulicach i domagające się prawa do zabijania dzieci poczętych, aby ten optymistyczny wniosek porzucić. Dla Izraelitów I wieku dziecko było źródłem radości i nadziei, podarunkiem od Pana Boga. Dla wielu współczesnych Polaków, czy szerzej mówiąc Europejczyków, jest źródłem lęku i frustracji.   Czy zatem słowa Jana są nieaktualne? Bynajmniej, trzeba jednak słyszeć je w szerszym kontekście. Jan wzywa nas, abyśmy potrafili dostrzec człowieka który potrzebuje naszej pomocy.
Kim są ludzie najbardziej zagrożeni w Polsce roku 2022? Nie powinniśmy mieć wątpliwości, że są nimi dzieci poczęte zagrożone aborcją. Co roku w Polsce, przy pomocy środków aborcyjnych, zabijanych jest kilkadziesiąt tysięcy dzieci. Jak możemy im pomóc?   Po pierwsze, powinniśmy głośno mówić, że dziecko poczęte jest człowiekiem, a więc dla chrześcijanina bliźnim. Zabójstwo bezbronnego dziecka jest odrażającą zbrodnią, której nie da się usprawiedliwić. Niestety, możni tego świata i media im podległe, zaprzeczają tym oczywistym faktom, dlatego potrzebne jest nasze świadectwo. Musimy domagać się zmian w prawie, które zapewnią ochronę życia dzieci poczętych. Musimy domagać się, aby funkcjonariusze państwa skutecznie bronili życia najsłabszych.  
Ale jesteśmy wezwani również do tego, aby zajmować się konkretnymi osobami. Bardzo możliwe, że wśród naszych znajomych znajduje się kobieta w ciąży, która nie czuje się na siłach, aby urodzić i wychować dziecko. Czy zwracamy uwagę na ludzi wokół, czy potrafimy dostrzec, że są w trudnej sytuacji? Czy widzimy w naszym otoczeniu ludzi, którzy postrzegają płciowość tylko jako źródło przyjemności, nie dostrzegając odpowiedzialności, jaka wynika ze współżycia seksualnego? Czy potrafimy poruszać te tematy z przyjaciółmi, kolegami, znajomymi, własnymi dziećmi?   Jan nie boi się mówić o konkretnych ludziach, którzy prowadzą niemoralne życie nawet wtedy, gdy jest to niebezpieczne dla niego. Upomina Heroda, który żyje z żoną swego brata, co jest źródłem publicznego zgorszenia. Przykazania Boże są dla Jana ważniejsze niż opinia ludzi. 
Dzisiejsze czasy, podobnie jak czasy Cesarstwa Rzymskiego, to czasy rozwiązłości. Czy potrafię upominać, z szacunkiem, ale również z respektem dla prawdy, ludzi, którzy prowadzą życie niemoralne?   Jan za słowa prawdy pod adresem Heroda został uwięziony i skazany na śmierć, ale otrzymał nagrodę życia wiecznego. Jaką wartość ma dla mnie życie wieczne? Czy jestem gotów dla wierności Bogu wyrzec się wygód, dobrej opinii w środowisku, wreszcie życia?   Prośmy Najświętszą Marię Pannę, aby pomogła nam dorosnąć do heroicznych zadań, które stawia przed nami Bóg.  
============================
Zachęcam też do przekazania adwentowej jałmużny na potrzeby ratowania dzieci zagrożonych aborcją i budowania świadomości Polaków na temat aborcji i deprawacji: Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW   Z wyrazami szacunku,

Mariusz Dzierżawski pomagam@stopaborcji.pl
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl

Kliknij jeśli nie chcesz od nas otrzymywać tego typu korespondencji. 

ANDRZEJ BOBOLA, ŚWIĘTY NA DZISIEJSZE CZASY. Należy czekać na wypełnienie się przepowiedni św. Andrzeja…

ANDRZEJ BOBOLA, ŚWIĘTY NA DZISIEJSZE CZASY.

ŻYCIE BŁOGOSŁAWIONEGO ANDRZEJA BOBOLI, MĘCZEŃSTWO I PRZEPOWIEDNIE.

Andrzej Sarwa 20. XII. 2022.

Urodził się w 1592 r. w województwie sandomierskim. Dotąd nie wiemy imion jego rodziców i miejscowości, w której przyszedł na świat. Niesiecki 1) podaje, że ojcem błogosławionego był Krysztof, za Niesieckim powtarza to samo O. Marcin Czerminski 2) zaznaczając, że Krysztof Bobola oprócz syna Jędrzeja miał córkę Urszulę poślubioną przez Andrzeja Zborowskiego. Na podstawie dokumentów znajdujących się w archiwum parafialnym w Jankowicach twierdzimy z wszelką pewnością, że Krysztof Bobola nie dwoje, a czworo miał dzieci, a mianowicie: 1. Andrzeja ożenionego z Marcjanną, z Łapszów Trembecką dziedzica Ruszczy, Nietni, Niedrzwicy, Zbigniewic i folwarku Kąpie. 2. Jakuba ożenionego z Zofią z Tulkowic Tulkowską, dziedzica Jankowic, Wilczyc, Dacharzewa i Pęczyn. 3. Córkę Urszulę za Andrzejem Zborowskim i 4. Córkę Katarzynę za Pawłem Suliszowskim.

Odnośnie do Bobolów, Niesiecki podaje inne jeszcze błędne wiadomości. Błogosławiony Andrzej ówczesne nauki gimnazjalne skończył w kolegium jezuitów w Sandomierzu, w 1611 r. wstąpił do ich nowicjatu w Wilnie, gdzie uczył się filozofii trzy, teologii cztery lata. W przerwie pomiędzy filozofią a teologią był przez dwa lata nauczycielem, w kolegiach swojego zakonu. Odznaczał się szczególną zdolnością w uczeniu się obcych języków, po grecku nprz. mówił tak biegle, jak po polsku. Po przyjęciu świeceń kapłańskich w Wilnie rozpoczął życie pełne pracy i poświęceń; wielka jego nauka, znajomość obcych języków i niepospolita wymowa, złożyły się na to, że był jednym z najznakomitszych mówców. Oprócz kazań, głoszonych z ambony, oddawał się z wielkim zapałem pracy misyjnej w okolicach Bobrujska i Pińska, gdzie nawracał nie tylko całe rodziny, ale i parafie z popami prawosławnymi. Podczas grasującej w tych okolicach zarazy chętnie śpieszył z pomocą zadżumionym, lecząc nie tylko dusze, ale i ciała.

W 1657 r. gdy motłoch kozacki w okolicach Bobrujska i Pińska urządzał formalne obławy na Polaków katolików, błogosławiony Andrzej udał się do Janowa, który uważał jako bezpieczniejsze miejsce. 16 maja oddział kozaków dopytywał się o niego w miejscowości Peredile; kiedy modlił się po odprawionej Mszy św., zawiadomiono go, że kozacy blisko i szukają „duszochwata”, na razie chciał zostać we wsi i spokojnie oczekiwać śmierci męczeńskiej, potem dał się namówić naleganiom katolików i wyjechał, w drodze jednak wpadł w ręce kozaków pod wsią Mogilno niedaleko Janowa; woźnica uciekł do lasu; kozacy, obstąpiwszy Andrzeja, namawiali go do odstępstwa od wiary katolickiej i przyjęcia prawosławia. Po stanowczej jego odpowiedzi, że prawdziwego Kościoła Katolickiego nigdy się nie wyprze, zdarli z niego sutannę, przywiązali do płotu i bili nahajkami; widząc to, pracujący w polu wieśniacy, ze strachu pouciekali. Potem kozacy uwili z wierzbowych gałęzi koronę, wcisnęli Andrzejowi na głowę, ściskając tak mocno, że aż czaszka trzeszczała; pokaleczywszy ręce, przytroczyli je do dwóch siodeł i między dwoma końmi zawlekli do Janowa, w drodze okładali toporkami, zadając dwie rany w głowę. W Janowie esauł kozacki zapytał: „Toś ty jest księdzem katolickim?”

Wtedy męczennik stanowczo i z pewnym akcentem radości wypowiedział otwarcie: „Jestem kapłanem katolickim, urodziłem się w tej wierze i chcę w niej umrzeć. Moja wiara jest prawdziwa i prowadzi do zbawienia i zaprzeć się jej nie mogę. Raczej wy się nawróćcie i pokutujcie, bo nie zbawicie się w błędach waszych. Jeżeli wzgardzicie waszymi schizmatyckimi błędami i przyjmiecie tę wiarę, którą ja wyznaję, rozpoczniecie poznawać Boga i zbawicie swe dusze”. Spokojna odpowiedź zakonnika doprowadziła esauła do wściekłości, zamierzył się szablę i tylko mimowolne zasłonięcie się ręką ocaliło Andrzeja. Cięcie jednak szabli skaleczyło palec u prawej ręki; nastąpiło drugie cięcie, przecięło żyły i nadwerężyło kość w lewej nodze. Odpowiedzią Boboli na te cięcia było nowe wyznanie wiary: „Wierzę i wyznaję, że jest tylko jeden Bóg i jeden prawdziwy Kościół i jedna prawdziwa wiara katolicka”.

Wtedy jeden z kozaków wyłupił końcem szabli oko Andrzejowi. To wszystko jednak było tylko wstępem do dalszych stokroć okrutniejszych męczarni. Zaprowadzono Andrzeja, a raczej zawleczono do rzeźni, pociągając za lewą nogę tak gwałtownie, że ją, wyrwali ze stawu w biodrze i w rzeźni rozłożono na rzeźnickim stole, zamknięto drzwi i poczęto gorejącymi drzazgami przypiekać boki; przy tej męczarni ponowiono namowy do odstępstwa. Zauważywszy wygoloną, na głowie tonsurę, czyli koronę, wycięli mu w tym miejscu do kości duży krąg skóry, u lewej ręki poranili palce, a z prawej zdarli skórę, przewrócili twarzą, do stołu i zawołali z szyderstwem: „Ubierzemy cię w ornat”, nożami rzeźniczymi zaczęli wycinać skórę na ramionach i plecach, nadając formę ornatu, rany posypali sieczką i obrócili męczennika twarzą, do góry dla lepszego wciśnięcia się sieczki w rany i bili po twarzy tak, że nabrzmiała krwią, wbijali igły i drzazgi za paznokcie u prawej ręki, obcięli nos i wargi, wyrznęli kilka sztuk ciała w okolicach serca i tułowia, wycięli w szyi otwór, wyrwali język, rzucając na ziemię, przywiązali postronki do nóg, pociągnęli ciało do góry, głową, na dół, a widząc konwulsyjne drgania, żartowali: „Patrzcie, jak Lach tańcuje”, Po wyjściu katów z rzeźni wiszącego jeszcze z godzinę i walczącego ze śmiercią, dwoma cięciami szabli dobił oficer kozacki.

To wszystko stało się 16 maja 1657 r. o godzinie 3 po południu. Po męczeństwie Boboli kozacy w popłochu i nieładzie uciekli z Janowa. Ciało męczennika wyrzucone z rozkazu esauła na pole przeniesione było wkrótce do kościoła parafialnego, gdzie, przybrane w kapłański mszalny ubiór, spoczywało na katafalku dwa tygodnie i ciało nie psuło się, było giętkie, jak żywe. Z Janowa przeniesiono zwłoki do grobów zakonnych w Pińsku i umieszczono w podziemiach kościoła jezuitów, gdzie w zapomnieniu zostawały przez 44 lata. W 1701 r. O. Marcinowi Godebskiemu ukazał się jakiś nieznajomy jezuita, a zapytany, kto jest, odpowiedział: „Ja jestem Andrzej Bobola, wasz brat, umęczony przez kozaków za wiarę. Szukajcie mojego ciała i odłączcie je od innych. Ja będę opiekunem waszego kolegium”. Na trzecią, noc objawił się znowu jednemu z zakonników i dokładnie opisał miejsce, gdzie znajdowało się jego ciało doskonale zachowane.

W 1730 r. komisja złożona z zaprzysiężonych lekarzy badała relikwie, okazało się, że ciało było giętkie i miękkie, krew zakrzepnięta, ale nie zepsuta.

Ks. Aleksander Bastrzykowski, Monografia historyczna parafii Jankowice Kościelne Sandomierskie, Warszawa 1927, s. 157-158.

————————-

Z Okólnika J. O. Arcypasterza, tyczący się zaprowadzenia czci błogosławionego A. Boboli.

Leon Przyłuski

z Bożego zmiłowania i łaski Ś. Stolicy Apostolskiej

arcybiskup gnieźnieński i poznański, legat tejże Stolicy, prałat domowy

i asystent tronu papieskiego i t. d.

Wszem wobec i każdemu z osobna, komu o tem wiedzieć należy, a w szczególności szanownemu duchowieństwu archidiecezji Naszych gnieźnieńskiej i poznańskiej wiadomo czynimy, żeśmy idąc w ślady ś.p. poprzedników naszych Stanisława Szembeka, arcybiskupa gnieźnieńskiego i prymasa państwa, jako też Piotra Tarły, biskupa poznańskiego, którzy po kilkakrotnie prosili świętą Stolicę Apostolską o uzyskanie beatyfikacji świątobliwego sługi Bożego Andrzeja Boboli i powodowani szczególnym nabożeństwem prowincji naszej kościelnej ku temuż znakomitemu męczennikowi, a mając tylko na uwadze w powiększeniu czci dla świątobliwego sługi Bożego chwałę Boga w Trójcy jedynego, który jest także chwalebny w męczennikach swoich, mając na celu zbawienie wieczne mych kochanych owieczek, za przyzwoleniem Jego Świątobliwości Pana naszego Piusa papieża IX. z dnia 6. grudnia roku zeszłego udzielonem nam w formie należytej ku nabożeństwu publicznemu i kościelnemu błogosławionego Andrzeja Boboli męczennika towarzystwa Jezusowego dzień dwudziesty pierwszy lutego w powyżej rzeczonej połączonej archidiecezji naszej powagą naszą ordynariusza i wieczne czasy naznaczyli i niniejszym naznaczamy. Ku temu celowi oracje właściwe do mszy według modły od świętej kongregacji obrzędów naznaczonej, jako też lekcje właściwe do officium kościelnego, z obowiązku przypadającego, na nowo publikować polecamy.

Dan w Poznaniu dnia 29. września 1855.

+Leon, arcybiskup.

(L. S.)

Ks. Mirucki.

Lekcja IV

Andrzej Bobola, Polak, w województwie Sandomierskiem z szlacheckiej pochodzący rodziny, pierwsze młodości czasy w takiej skromności i niewinności chwalebnej przepędził, iż młodzieniec latami obyczajami zdawał się dojrzałym. Zapalony pragnieniem doskonalszego żywota, zrzekłszy się rodzicielskich dostatków, wstąpił do Towarzystwa Jezusowego: gdzie co dzień większe czyniąc postępy, z natężeniem pracował nad ćwiczeniem się w cnocie doskonałości, i wkrótce tak daleko doprowadził, że był drugim pobudką i wzorem świętości. Po ukończonym nowicjacie życia zakonnego poruczono mu naukę i chrześcijańskie wychowanie młodzieży, a wyświęcony na kapłana całkiem się poświęcił na pozyskiwanie dusz dla Boga i całą prawie Litwę na apostolskich przeszedł wyprawach.

Przegląd Poznański. Pismo Sześciotygodniowe, Półrocze Drugie, Poszyt II, III i IV, Poznań 1855, s. 491-492

PRZEPOWIEDNIA ŚW. ANDRZEJA BOBOLI

List O. Grzegorza Felkierzamb o pojawieniu się błog. Boboli.

Jeden z białoruskich Jezuitów znajdujących się obecnie w Rzymie opisał szczegóły cudownego pojawienia się błog. Andrzeja Boboli na Litwie, w liście prywatnym, który dziennik Union franc-comtoise przed kilkoma miesiącami wydrukował. List ten podajemy w tłumaczeniu:

W r. 1819 znajdował się w Wilnie o. Korzeniecki dominikanin, kapłan wysokiej świętości i sławny kaznodzieja. Walczył on nieustannie a z niezmordowaną gorliwością przeciw błędom schizmatyckim i to nie tylko z kazalnicy, ale także w uczonych dziełach, które sprowadziły ze strony rządu rosyjskiego zakaz miewania kazań, ogłaszania jakichkolwiek pism, ba nawet spowiadania. Tak tedy zamknięty w klasztorze i skazany na nieczynność, biedził się w swojej samotności z myślą, że nic nie może dla chwały Bożej i zbawienia braci.

Owóż jednego razu, gdy był przyciśnięty smutkiem (zdarzyło się to w roku 1819, miesiąca i dnia nie pomnę), otworzył późno wieczór okno swojej celi i patrząc w niebo, zaczął wyzywać wielebnego Andrzeja Bobolę, ku któremu od dzieciństwa swojego czuł szczególniejsze nabożeństwo, chociaż jeszcze Kościół nie był tego Męczennika na ołtarzach postawił. O wielebny Andrzeju, mówił, wiele już lat przeszło, jak przepowiedziałeś wskrzeszenie nieszczęśliwej Polski. Kiedyż się ziści twoje proroctwo? Wiesz lepiej ode mnie, z jaką nienawiścią schizmatycy prześladują naszą świętą wiarę i jak starają się nasz kochany kraj, twoją ojczyznę, do schizmy popchnąć. Ach święty Męczenniku nie pozwól na takie nieszczęście; wyjednaj u Boga Miłosiernego litość dla biednych Polaków. Niech Polska stanie się znowu jednym królestwem prawowiernym i Bogu podległym.

Już było późno w noc. O. Korzeniecki, skończywszy modlitwę, zamknął okno i chciał iść spać; aliści skoro się obrócił, ujrzał na środku celi poważną postać męską w ubiorze jezuity. Ta postać ozwała się: Stawiam się na twe wezwanie Ojcze Korzeniecki, jestem Andrzej Bobola. Otwórz jeszcze raz okno twoje, a dziwy obaczysz. Chociaż nieco przestraszony, uczynił dominikanin, co mu było rozkazane i z wielkim zdziwieniem ujrzał nie ciasny ogródek klasztorny, ale niezmierną przestrzeń rozciągająca się do krańców horyzontu. Płaszczyzna, którą masz przed sobą, mówił dalej wielebny Bobola, to okolica Pińska, śród której miałem szczęście ponieść męczeństwo dla wiary, przyjrzyj się, a dowiesz się o tym, co cię tak żywo obchodzi.

Ojciec Korzeniecki zwrócił znowu oczy na krajobraz, tą razą płaszczyzna była pokryta niezliczonymi batalionami Moskali, Turków, Anglików, Francuzów, Niemców i innych ludów, których nie umiał rozróżnić. Wszyscy oni walczyli z zaciekłością bezprzykładną. Zakonnik nie rozumiał, co to miało znaczyć; przyszedł mu w pomoc święty. Kiedy, rzekł, ludzie doczekają się takiej wojny, za przywróceniem pokoju nastąpi wskrzeszenie Polski, i ja zostanę uznany Jej głównym patronem. Uradowany obietnicą o. Korzeniecki, zawołał: O mój święty jakże mogę mieć pewność, że to widzenie, te odwiedziny niebiańskie i ta przepowiednia nie są złudzeniem wyobraźni, snem jedynie? – Daję ci na to rękę, odrzekł wiel. Andrzej, widzenie twoje jest prawdziwe i rzeczywiste. Wszystko się tak stanie, jakem ci powiedział. Udaj się teraz na spoczynek, zaś abyś miał znak mojego pojawienia się, ślad dłoni mojej na stoliku twoim zostawiam. To mówiąc, położył dłoń na stole i znikł.

O. Korzeniecki długo nie mógł przyjść do siebie; gdy się nieco uspokoił, podziękował z wylaniem Bogu i swojemu kochanemu Świętemu za otrzymaną pociechę potem zbliżywszy się do stołu, ujrzał wyciśnięty na nim ślad prawej dłoni Męczennika. Pamiątkę tę ucałował stokroć, zanim się spać położył. Nazajutrz ledwie się ocknął, pobiegł zaraz do stołu, aby się przekonać, azali ślad cudowny pozostał, a widząc go równie wyraźnym, jak w nocy, zbył wszelkiej wątpliwości. Zaczym zawołał do swej celi wszystkich ojców i braci klasztoru, i opowiedział im o niesłychanej łasce, jaka go spotkała. Wszyscy wtedy oglądali wycisk dłoni przez wielebnego dla przekonania pozostawiony.

Że o. Korzeniecki żył w ścisłej przyjaźni z ojcami naszego Towarzystwa, uwiadomił o wszystkim Jezuitów Wielkiego Kolegium w Połocku, między którymi się znajdowałem. Opowiadanie całego zdarzenia słyszałem na własne uszy.

Przegląd Poznański. Pismo Sześciotygodniowe, tom XX, Poznań 1855, s. 292-293.

Objaśnienia redakcji:

W dawnej literaturze, a także i oficjalnych dokumentach kościelnych jest podawane, iż św. Andrzej Bobola rodził się w województwie sandomierskim, a wg litewskiej (i tylko litewskiej!) Wikipedii wprost, że w samym mieście Sandomierzu: „Šv. Andriejus Bobola (lenk. Andrzej Bobola; 1591 m. spalio 3 d. Sandomeže, Lenkija – 1657 m. gegužės 16 d. Polesės Janovo apylinkėse) – šventasis, kunigas, kankinys. (…) Šv. Andriejaus Bobolos gimęs 1591 m. Sandomieže (Sandomierz, Lenkija), Andriejus Bobola 1611 m. įstojo į Jėzaus Draugiją. 1622 m. įšventintas kunigu jis buvo vienos Vilniaus marijinės kongregacijos pamokslininkas ir vadovas. Nuo 1636 m. jis tapo keliaujančiu misionieriumi ir siekė sutaikyti stačiatikius su Šventuoju Sostu [w:] Šv. Andriejus Bobola – https://lt.wikipedia.org/wiki/Andriejus_Bobola – dostęp: 20 grudnia 2022].

Informacje dot. województwa sandomierskiego podaje także autor pierwszego życiorysu świętego, jaki ukazał się w języku polskim, Ks. Aleksander Sobieszczański S.J., Rektor Kolegium Jezuickiego w Przemyślu w dziełku: Apostoł Piński, żarliwością zbawienia dusz ludzkich pałający, to iest Życie y Śmierć Świątobliwej Pamięci W.X. Jędrzeja Boboli, Societatis Jesu etc., Sandomierz 1755, s. 14 i n.).

Tymczasem Strachocina, wszędzie dziś uznawana za miejsce narodzin św. Andrzeja, chociaż i tam Bobolowie mieli swoje posiadłości, leżała już w województwie ruskim. Jako rzekomo pewne miejsce narodzin świętego niezbyt dawno wymyślił je proboszcz tamtejszej parafii.

W samym Sandomierzu do dziś zachował się budynek konwiktu dla ubogiej młodzieży szlacheckiej pobierającej nauki w sandomierskim kolegium jezuickim ufundowanego przez Jakuba Bobolę (1578-1636), podczaszego sandomierskiego, prawdopodobnie stryjecznego brata św. Andrzeja. Licznych śladów po Bobolach w powiecie sandomierskim I Rzeczypospolitej nie brakuje.

Jednakże jest to sprawa zapewne nie najważniejsza, bo ważniejsza jest inna, tycząca się przepowiedni św. Andrzeja Boboli zawartej wliście o. Grzegorza Felkierzamb i warto opatrzyć ją kilkoma uwagami. Mamy nadzieje, że dość istotnymi, zadając pewne pytania:

– Czy się już ona wypełniła?

– Bez wątpienia nie.

– Dlaczego?

– Otóż chociaż w roku 1819 po Kongresie Wiedeńskim (1815) formalnie przywrócono nazwę Królestwa Polskiego, a car Aleksander I (1777-1825) przybrał tytuł króla polskiego, to jednak koronowany nie był. Oficjalnie na króla polskiego koronował się dopiero jego następca Mikołaj I Romanow (1796-1855). Zatem w roku 1819 funkcjonowała nazwa, ale nie było króla. Mikołaj I natomiast i formalnym i faktycznym królem Polski był zaledwie kilkanaście lat. Potem go zdetronizowano, chociaż władzę zachował. A więc tego krótkiego czasu nie można uznać za odzyskanie przez Polskę niepodległości.

Taki stan rzeczy utrzymał się aż do roku 1918, kiedy to ogłoszono, iż przepowiednia św. Andrzeja Boboli w końcu się sprawdziła. Ale czy rzeczywiście? Niepodległość okresu „międzywojnia” trwała zaledwie dwie dekady, można więc ten czas uznać co najwyżej za okres pieredyszki i nic ponadto. Poza tym wielka wojna ludów i narodów bynajmniej nie zakończyła się na terenie obecnej Białorusi.

– Na co więc czekamy?

– Warto ponownie przywołać słowa świętego: Kiedy, rzekł [św. Andrzej], ludzie doczekają się takiej wojny, za przywróceniem pokoju nastąpi wskrzeszenie Polski, i ja zostanę uznany Jej głównym patronem.

– Czy taka wojna już miała miejsce, kończąc się tam, gdzie św. Andrzej poniósł śmierć męczeńską?

– Nie.

– Czy został głównym patronem Polski?

– Nie. W roku 2005 Jan Paweł II ogłosił św. Andrzeja jedynie patronem drugorzędnym. „Głównymi patronami Polski są: Najświętsza Maryja Panna Królowa Polski oraz dwóch świętych biskupów męczenników: Stanisław i Wojciech. Prócz tego za naszą ojczyzną orędują w niebie tzw. patronowie drugorzędni: bliski sercu młodzieży św. Stanisław Kostka oraz św. Andrzej Bobola”. (Wojciech Nowicki, ŚWIĘCI PATRONOWIE POLSCY, [w:] „Przewodnik Katolicki” 19/2007 – https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2007/Przewodnik-Katolicki-19-2007/Rodzina/SWIECI-PATRONOWIE-POLSCY – dostęp: 20 grudnia 2022 r.].

A zatem? Zatem wciąż należy czekać na wypełnienie się przepowiedni św. Andrzeja…

Bezwarunkowa kapitulacja Polski

Bezwarunkowa kapitulacja Polski

Stanisław Michalkiewicz  20 grudnia 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5303

Wydawało się, że Naczelnik Państwa ze swoimi pretorianami brnie od sukcesu do sukcesu. Głosowanie w Sejmie nad złożonym przez Wielce Czcigodnego posła Pupkę wnioskiem o wotum nieufności wobec ministra Zbigniewa Ziobry zostało przez stronnictwo rządowe wygrane, podobnie jak powtórne głosowanie nad uchwałą, że Rosja „sponsoruje terroryzm”, do której – jako akt rosyjskiego terroryzmu – włączona została również katastrofa smoleńska. Zwłaszcza to musiało szczególnie spodobać się Naczelnikowi, bo pogląd, iż prezydent Lech Kaczyński „poległ” w Smoleńsku w następstwie zamachu, jest wszak podstawą kultu, ubarwianego opowieściami o jego proroctwach, które spełniają się jeszcze dokładniej, niż przepowiednie Nostradamusa.

Czy to jednak była droga ku świetlanej przyszłości, czy też – jak mawiał Witkacy – „los ultimos podrigos”? Pewności niestety nie ma, bo jakby na zakończenie tego pasma sukcesów przyszedł „kompromis” z Unią Europejską w sprawie praworządności.

Jak pamiętamy, walka o praworządność w naszym bantustanie rozpoczęła się w marcu 2017 roku, po gospodarskiej wizycie Naszej Złotej Pani w Warszawie. Przedtem Unia walczyła w Polsce o „demokrację”, co zakończyło się „ciamajdanem” w grudniu 2016 roku i chociaż wcześniej w obronie demokracji kicał nawet pan mecenas Roman Giertych, to mimo tych poświęceń Nasza Złota Pani zdecydowała, że lepiej będzie walczyć o praworządność. Toteż już w marcu 2017 roku wszystkie organizacje broniące praw człowieków zażądały od Komisji Europejskiej, kierowanej podówczas przez dwa niemieckie owczarki: Jana Klaudiusza Junckera i Franciszka Timmermansa, by zrobiła z Polską porządek, bo poziom ochrony praw człowieków w naszym bantustanie urąga wszelkim standardom. Tedy na pierwszą linię frontu walki o praworządność zostali wypchnięci niezawiśli sędziowie, przede wszystkim ci zwerbowani w charakterze konfidentów jeszcze przez WSI, podobnie jak ci zwerbowani przez ABW w ramach operacji „Temida”, no i rozmaici ambicjonerzy, co to – jak powiedziałby Józef Ozga Michalski – „w dymach bijących z wojny o praworządność, zamierzali uwędzić swoje półgęski” – nie tyle „ideowe”, co w postaci karier – bo jeśli w ramach walki o praworządność pojawił się pomysł, by jedni niezawiśli sędziowie mogli testować niezawisłość innych niezawisłych sędziów – to nieomylny to znak, że w efekcie nieuchronnych ruchów kadrowych, szanse na awanse wzrastają w postępie geometrycznym.

Pojawiły się tedy dwa stronnictwa polityczne; sędziów rządowych i sędziów nierządnych, popieranych przez instytucje Unii Europejskiej, opanowane przez niemieckie owczarki. W maju 2017 roku wprawdzie rząd przeforsował w Sejmie ustawy regulujące ustrój sądowy w Polsce, ale już w lipcu pan prezydent Duda, po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią zapowiedział ich zawetowanie, a potem je zawetował. W tej sytuacji rząd uznał, że najlepiej będzie jeśli ustrój sądowy zaprojektuje pan prezydent – i tak się stało. Pomysły pana prezydenta, a przynajmniej – przez niego firmowane – Sejm przyklepał i dopiero się zaczęło. Okazało się bowiem, że te wszystkie wynalazki są sprzeczne z zasadami praworządności ludowej, co Polsce wytknął nie tylko Europejski Trybunał Sprawiedliwości, „srogie głosząc kary”, ale i Komisja Europejska, wykorzystując ten pretekst do rozmaitych szantażów, spośród których najskuteczniejszy okazał się szantaż finansowy. Nawiasem mówiąc, do skuteczności tego szantażu przyczyniła się również Polska, to znaczy – pan premier Morawiecki – lekkomyślnie – co jest przypuszczeniem chyba nazbyt uprzejmym – godząc się na tzw. mechanizm warunkujący, to znaczy – uzależniający przekazywanie środków finansowych od swobodnej oceny praworządności.

Wskutek tego pieniądze z funduszu odbudowy, a być może również i inne, zostały przez Komisję Europejską zablokowane. Tymczasem zaczęły dawać o sobie znać finansowe skutki prowadzonej przez rząd „dobrej zmiany” polityki rozrzutności. W tej sytuacji pan minister Szynkowski vel Sęk rozpoczął w Brukseli „negocjacje”, które właśnie zakończyły się bezwarunkową kapitulacją Polski. Oczywiście zostało to otrąbione jako jeszcze jeden wielki sukces, ale natychmiast ujawniły się plusy ujemne. Chodzi m.in. o to, że Komisja Europejska, za pośrednictwem pana ministra Szynkowskiego (vel Sęka), nie tylko kazała Polsce zlikwidować Izbę Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego, ale w dodatku kazała przekazać rozpoznawanie spraw dyscyplinarnych sędziów sądów powszechnych Naczelnemu Sądowi Administracyjnemu.

Tymczasem konstytucja naszego bantustanu wyposażyła NSA tylko w uprawnienie badania zgodności z prawem decyzji organów administracji publicznej, natomiast nie przyznała mu żadnych kompetencji w zakresie dyscyplinowania sędziów sądów powszechnych. Poza tym Komisja Europejska nakazała utrzymanie możliwości wzajemnego testowania się niezawisłych sędziów pod kątem ich niezawisłości.

Premier Morawiecki niemal nie dostał zawrotu głowy od tego sukcesu, przekonując nieprzejednaną opozycję, że została postawiona pod ścianą: krytykowała rząd, że nie potrafi przełamać blokady środków, no to teraz – proszę! – przełamał, więc nie ma innego wyjścia, jak przyłożyć rękę do sukcesu, czyli – bezwarunkowej kapitulacji. Tedy Wielce Czcigodny poseł Pupka oświadczył, że owszem – przyczynią się do tego z radością – ale rząd powinien procedować w tej sprawie nie po stachanowsku, tylko dbając, by nieprzejednana opozycja mogła to zrobić „z godnościom osobistom”. Pojawiły się wszelako niespodziewane trudności z innej strony. Oto Solidarna Polska, której przywódca, minister Ziobro, dzięki poparciu Zjednoczonej Prawicy wygrał głosowanie nad wnioskiem o wotum nieufności, oświadczyła, że „kompromisu” w postaci nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym nie poprze, z obawy przed całkowitą anarchizacją wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Rzeczywiście – wprowadzenie wzajemnego testowania się sędziów przekształciłoby wymiar sprawiedliwości w – jak to mawiał marszałek Piłsudski – „burdel i serdel”. Pomruk niezadowolenia wydał z siebie także pan prezydent Duda, który z kolei utwardził się na odcinku obrony porządku konstytucyjnego, najwyraźniej wyręczając płomiennych obrońców konstytucji, którym oficerowie prowadzący chyba jeszcze nie zdążyli przekazać instrukcji, co myślą i co mają robić.

Na tym tle znakomitym pendant jest informacja podana przez pana red. Szymowskiego, że w roku 1989 Mateusz Morawiecki został zarejestrowany pod dwoma pseudonimami: „Student” i „Jakub”, w charakterze tajnego współpracownika NRD-owskiej STASI. Ponieważ po zjednoczeniu Niemiec aktywa STASI, łącznie z agenturą, zostały przejęte przez BND, to casus pascudeus pana Mateusza Morawieckiego mógł mieć swój dalszy ciąg, a może ma go nadal. W takich podejrzeniach utwierdza mnie również zagadkowa cisza, jaka w tej sprawie zapanowała zarówno w mediach i środowiskach rządowych, jak i nierządnych. Tylko Konfederacja podczas specjalnej konferencji prasowej domagała się wyjaśnienia tej sprawy przez odpowiednie organy naszego bantustanu, ale na razie głuche milczenie było jej odpowiedzią. Zatem jest prawdopodobne, że ta sprawa będzie miała podobny przebieg, jak oskarżenie o zdradę stanu, rzucone w 1992 roku przez Krzysztofa Wyszkowskiego wobec ministra spraw zagranicznych Krzysztofa Skubiszewskiego. Wtedy też wszyscy, ponad podziałami, udali, że nie słyszą, wskutek czego sprawa nie mogła nawet zakończyć się wesołym oberkiem, bo w ogóle się nie zaczęła.

P.rezydent zapalił szames. W Pałacu – no cóż – namiestnikowskim…To święto zwycięstwa Izraela.

P.rezydent zapalił szames. W Pałacu – no cóż – namiestnikowskim…

W Pałacu Prezydenckim i Sejmie zapłonęły świece chanukowe. Duda: „To święto zwycięstwa Izraela”

https://nczas.com/2022/12/20/w-palacu-prezydenckim-i-sejmie-zaplonely-swiece-chanukowe-duda-to-swieto-zwyciestwa-izraela-video/

Z udziałem prezydenta i jego małżonki odbyła się w poniedziałek wieczorem w Pałacu Prezydenckim uroczystość zapalenia świec chanukowych.

Prezydent RP Andrzej Duda odpala świeczkę rabinowi Michaelowi Schudrichowi / Foto: screen Twitter

Z kolei w holu głównym Sejmu lampę chanukową z okazji żydowskiego Święta Świateł zapalili wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski, przedstawiciele społeczności żydowskiej w Polsce oraz goście z Ukrainy.

Prezydent Duda powiedział, że w tym roku Chanuka jest okazją do przypomnienia o pomocy świadczonej przez polskich Żydów, wobec Ukraińców, którzy przybyli do polski po inwazji Rosji.

– Przyjęliście Ukraińców Żydów i nie-Żydów i z całego serca dziękuję za ten akt braterstwa i człowieczeństwa – powiedział Prezydent RP. Dodał, że polska społeczność żydowska tuż po inwazji na Ukrainę przygotowała list będący deklaracją przyjęcia i goszczenia Ukraińców, „którzy dla nas nie są uchodźcami, ale gośćmi i tak ich przyjmujemy”.

– To święto ma swój specjalny wymiar. To święto zwycięstwa Izraela nad okupantami, którzy chcieli odebrać Izraelowi jego ojczyznę i religię, ale jednocześnie wielkie zwycięstwo Izraela jako ludu wiernego Bogu i zwycięstwa Boga, który miał pieczę nad Izraelem – podkreślił prezydent.

Andrzej Duda przypomniał, że symbolem Chanuki jest światło „będące symbolem opieki Boga” i przetrwania Żydów nawet w najstraszniejszych czasach. – To piękne i radosne święto – podkreślił. Składając życzenia całej wspólnocie polskich Żydów przypomniał, że po raz pierwszy obchody Chanuki w pałacu prezydenckim zorganizowano w 2009 r. z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Rabin Michael Schudrich powiedział, że obchodząc Chanukę Żydzi muszą pamiętać o walce przeciwko ciemności, która toczy się na Ukrainie. – To wspólne zobowiązanie, aby pamiętać o tych, którzy dziś nie mają światła. Módlmy się, aby następna Chanuka była świętem światła także na Ukrainie – podkreślił rabin.

Prezydent zapalił szames – świeczkę, od której płomienia odpala się kolejne, następnie pozostali uczestnicy uroczystości zapalili osiem świec chanukowych. W trakcie zapalania świec odśpiewane zostały błogosławieństwa. Uroczystość zakończył koncert zespołu Sebastiana Wypycha, który wykonał tradycyjne melodie chanukowe.

[—-]

====================================

A to nastrój Bożego Narodzenia w Warszawie, pod Pałacem im. Józefa Stalina 19 grudnia 2022:

Czy to są ostatnie podrygi tego skompromitowanego systemu? Echa skandalu Izby Lekarskiej w Krakowie.

Czy to są ostatnie podrygi tego skompromitowanego systemu? Echa skandalu Izby Lekarskiej w Krakowie.

Pikieta w obronie dr Martyki. Pitoń: „Teraz już wiemy, że to wszystko było lipą”

https://nczas.com/2022/12/19/pikieta-w-obronie-dr-martyki-piton-teraz-juz-wiemy-ze-to-wszystko-bylo-lipa/

W poniedziałek [19. XII. ] w Krakowie odbyła się rozprawa przed Sądem Lekarskim. W charakterze obwinionego został wezwany niepokorny [znaczy: uczciwy i odważny md]lekarz dr Zbigniew Martyka. Sprawę ostro skomentował Sebastian Pitoń.

– Przecież wiadomo, że to jest lipa już w tej chwili. Wiadomo, że ci lekarze, którzy stanęli po stronie prawdy, oni mieli rację. Oprócz tego, że się wykazali odwagą, to mieli rację – powiedział Pitoń w rozmowie z Marcinem Rolą.

– Teraz już wiemy, że to wszystko było lipą, że zabito 200 tys. Polaków, przez to, że bezczelnie odmawiano im po prostu pomocy – wskazał.

– Oni śmią się teraz barykadować i sądzić człowieka, który w tych trudnych czasach, jako absolutnie jeden z niewielu, stanął po stronie prawdy – dodał.

Pitoń zastanawiał się też, „jak oni sobie spojrzą w twarz?”.

– To się kończy, już nikt w to nie uwierzy. Wszystkie karty się rozsypały, a oni cały czas robią takie rzeczy – podkreślił.

– Nie mówię, że mi ich szkoda, ale zastanawiałem kiedyś czy stać nas na to, żeby 90 procent służby zdrowia zamknąć do więzienia? (…) odpowiedź jest taka, że nie bardzo, ale jest rozwiązanie: wyroki w zawiasach – powiedział.

– Wyroki w zawiasach dla tych wszystkich ludzi, którzy nam to zrobili, którzy doprowadzili do śmierci 200 tys. Polaków, bo ci Polacy nie umierali w łóżkach, umierali cierpiąc i nie była im pomoc żadna oferowana – przypomniał.

– Moim zdaniem wszyscy ci ludzie powinni mieć jakieś pokutne tabliczki z napisem: „robiłem źle i teraz odpokutowuję” po prostu i jeszcze raz przysięga Hipokratesa i tyle – skwitował.

Dodał też, że „polskie państwo zainwestowało w nich” (w lekarzy – przyp. red.). – Często są to ludzie, którzy mają tę wiedzę, w związku z tym no niestety taka sytuacja jest, że nie wsadzimy ich wszystkich, bo nas nie stać, żeby rozbudować więziennictwo – wskazał.

Pitoń odniósł się także do fizycznego ataku na posła Konfederacji Grzegorza Brauna, który prowadził interwencję poselską.

– To jest skandal. Ja liczę, że to całe państwo, ono zmierza do bankructwa, do kompletnego bankructwa i teraz chodzi o to, żeby zbudować je na nowo, jeszcze raz, lepiej, ponieważ wydaje mi się, że to państwo osiągnęło taki poziom absurdu, jakiejś dysfunkcyjności, to już w żaden sposób nie jest państwo obywatelskie, to już nie jest nasze państwo – ocenił.

– My sobie spokojnie zbudujemy to państwo oddolnie, w sposób obywatelski, polski i nareszcie będziemy sobie żyli w wolnej Polsce, a to, to są ostatnie podrygi tego skompromitowanego systemu – wyraził nadzieję Pitoń.

SŁUDZY OBOJGA NARODÓW czyli Poliniacy i Pół-Polacy

SŁUDZY OBOJGA NARODÓW czyli Poliniacy i Pół-Polacy

Krzysztof Baliński 19. XII. 2022

Przygotowany przez Centrum Analiz i Badań Unii Metropolii Polskich raport podaje: Napływ uchodźców z Ukrainy spowodował, że populacja Polski po raz pierwszy w dziejach przekroczyła 40 milionów. Przed wybuchem wojny w Polsce przebywało ponad 1,5 mln Ukraińców, wojna zwiększyła tę liczbę do blisko 3,2 mln. Oznacza to skokowy wzrost populacji największych polskich miast, np. populacja Rzeszowa wzrosła o 53 proc., Gdańska o 34 proc., Katowic o 33 proc. W Warszawie mieszka obecnie 266,9 tys. Ukraińców, we Wrocławiu 187,3 tys., w Krakowie 177,6 tys., w Gdański 157,6 tys., w Rzeszowie 104,8 tys., w Katowicach 96,5 tys., w Łodzi 85,7 tys., w Poznaniu 84,6 tys., w Lublinie 68,4 tys., w Białymstoku 36,6 tys. We Wrocławiu co trzeci mieszkaniec to Ukrainiec.

Akcja ma wszelkie znamiona wielkiej akcji przesiedleńczej, zmieniającej radykalnie i nieodwracalnie strukturę etniczną Polski. To przemyślana, uzgodniona z Sorosem operacja podmiany ludności Polski, wpisująca się w politykę rządzącej Polską żydokomunistycznej szajki pozbywania się „ciemnego, ksenofobicznego motłochu”, w pomysł na kraj ze skundloną etnicznie i tanią siłą roboczą, zapoczątkowany przez Balcerowicza, kontynuowany przez Tuska, a finalizowany przez Morawieckiego.

Mieliśmy szokową transformację gospodarczą Balcerowicza, dziś mamy szokową transformację etniczną Morawieckiego. No bo, kto w ramach Polskiego Ładu robi wszystko, żeby etniczni Polacy z Polski uciekali.

Kto wygenerował ruch na wschodniej granicy? Kto kilka tygodni przed wojną oświadczył: „Jesteśmy gotowi na przyjęcie 4-5 milionów uchodźców”? Kto złożył deklarację: „Przyjmujemy wszystkich, kto będzie chciał”? Kto podjął zobowiązanie: „Dla każdego uciekiniera z Ukrainy znajdziemy dach nad głową i darmowy posiłek”? Kto robi wszystko, żeby zostali w Polsce na zawsze, fundując im wczasy „all inclusive”, nadając przywileje większe od ludności tubylczej? Kto tumani i podbechtuje Polaków „Jesteśmy mocarstwem humanitarnym” a malkontentów oskarża o „sabotaż wysiłku wojennego”? Kto straszy: „Obywatele Ukrainy zapewne zostaną z nami dłużej” i kto to wszystko podsumował: „Nie ma granic między Polską i Ukrainą”? I wreszcie, dlaczego nie ukrywają spisku przed Polakami, ale epatują łajdactwami? Może dlatego, by Polacy nie mieli złudzeń i spanikowani spierdalali za granicę? Jeśli cię to nie przekonuje, to przypomnij sobie, kto wykrzykiwał: Tu jest Polin?

„Polska będzie kontynuowała wsparcie na rzecz uchodźców, przynajmniej o wartości 3,4 mld euro do końca tego roku” – zapowiedział Morawiecki. Minister rodziny Marlena Maląg, zapytana na antenie TVP1 o to, czy w kontekście ataków na ukraińskie miasta,  polski rząd spodziewa się napływu nowej fali uchodźców, rzekła: „Cały czas jesteśmy gotowi. Nasze granice są otwarte i jesteśmy też przygotowani logistycznie na przyjęcie uchodźców. Gdyby taka potrzeba zaszła, to oczywiście obywatele Ukrainy, tak jak to było w lutym i przez cały czas, znajdą u nas wsparcie i miejsce, zarówno dach nad głową, darmowy posiłek, jak i pracę”. Co to oznacza? A no, że nawet polscy bezdomni są gorsi, bo nie dla wszystkich jest miejsce w noclegowniach.

Minister zdrowia Adam Niedzielski, przytakując Morawieckiemu i Maląg, zapowiedział: „W przygotowaniu jest pociąg sanitarny z pełną obsługą ratowniczą i pełnym wyposażeniem medycznym, który może transportować rannych. Będzie odbierał rannych z granicy z Ukrainą (…) Jednocześnie mamy już listę 120 szpitali na terenie całego kraju, do których mogą trafiać poszkodowani. W sumie szacujemy na ten moment, że możliwe byłoby przyjęcie kilku tysięcy pacjentów – rannych w wyniku działań militarnych, w tym również ciężko rannych”. Przypomnijmy, że w czasach pandemicznego wariactwa, kiedy posiadacz polskiego paszportu wjeżdżający do Polski musiał odbyć obowiązkową kwarantannę, tenże Niedzielski zniósł na granicy polsko – ukraińskiej kwarantannę graniczną i obowiązek testowania, a Ukraińcy, wlewający się do Polski przez otwarte wrota jak do stodoły, nie podlegali żadnym restrykcjom epidemiologicznym, nie umierali też, jak polscy pacjenci, czekając na wynik testu CPR. Oddał im też szpitale zamknięte dla Polaków, którzy przez prawie dwa lata, pozbawieni opieki medycznej, byli systematycznie mordowani przez odwołanie zaplanowanych zabiegów. Ale to nie wszystko – poniżania Polaków nie zaprzestają. Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska, w Polskim Radiu stwierdził po chamsku, bezczelnie i nienawistnie: „Pandemia spowodowała to, że wielu pacjentów przekładało swoje badania diagnostyczne, przekładała swoje wizyty onkologiczne”.

Polskie społeczeństwo przyjęło uchodźców wojennych do swoich domów z otwartymi ramionami. Bezprecedensową decyzją polskich władz Ukraińcy uzyskali takie same prawa, co Polacy. OECD szacuje, że wydatki związane z utrzymaniem uchodźców wojennych z Ukrainy wyniosą 8,4 mld euro i będą najwyższe wśród państw należących do OECD. Dzięki zmianom prawa w Polsce Ukraińcy mogą uzyskać numer identyfikacyjny PESEL, taki sam, jaki posiada każdy obywatel Polski. Na tej podstawie przysługują im świadczenia rodzinne, wychowawcze, na rozpoczęcie nauki w szkole czy świadczenia opiekuńcze wynoszące nawet 2,6 tysiąca euro. Aby zaopiekować się dziećmi, gminy otworzyły dodatkowe żłobki na uproszczonych zasadach, a wiele instytucji publicznych zostało zamienionych na noclegownie. Ukraińcom uciekającym przed wojną zapewniona była także bezpłatna pomoc psychologiczna, pomoc żywnościowa czy dostęp do opieki medycznej. Szkoły umiały się dość szybko zreorganizować, by przyjąć 200 tysięcy dodatkowych uczniów z Ukrainy (w samej Warszawie jest ich blisko 20 tys.). Zliberalizowano także zasady zatrudniania nauczycieli, by spośród uchodźców zatrudnić osoby mówiące po ukraińsku. Szacowana wartość całkowitych rocznych wydatków władz publicznych przeznaczonych na pomoc uchodźcom wraz z kwotą prywatnych wydatków Polaków poniesionych na ten cel tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy wojny to w sumie 25,4 mld zł. O tym wszystkim, w emocjonalnym i chełpliwym zarazem tonie, pisze miesięcznik „Wszystko co Najważniejsze”. Ale to nie wszystko. Na koniec mamy: „Narody polski i ukraiński zawsze wiele łączyło, choć nasza wspólna historia bywała także bolesna. Dzisiaj to wszystko stanowi jednak przeszłość i jest oczywiste, że pomagamy naszym sąsiadom w potrzebie i że będziemy pomagać, dopóki nie będą mogli wrócić bezpiecznie do swoich domów”.

Kim jest osobnik piszący te nienawistne dla Polaków słowa? To Piotr Arak, dyrektor założonego specjalnie dla niego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Wcześniej menedżer w związanej z funduszami Sorosa firmie doradczej Deloitte, potem asystent i doradca ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego, i wreszcie, jako doradca Mateusza Jakuba Morawieckiego, jeden z głównych twórców programu „Polski Ład”,  globalistycznej agendy mającej unicestwić małych przedsiębiorców,  przekazać władzę korporacjom, która nadwyrężyła w znaczący sposób filary ekonomiczne Rzeczpospolitej. I jeszcze jedno – Morawiecki wyróżnił inkryminowanego odznaką honorową „Za Zasługi dla Finansów Publicznych Rzeczypospolitej Polskiej”. I właśnie dlatego warto było przytoczyć te słowa, bo odzwierciedlają zamysły jego pryncypała i świadczą, z jaką swołoczą u szczytów władzy mamy do czynienia.

Poprzez płatności na rzecz osób, które przyjęły uchodźców pod swój dach, czy też zasiłki na ich rzecz, a także koszty edukacji dzieci i koszty opieki zdrowotnej tylko w marcu i kwietniu budżet państwa wydał 8 mld zł. Ogromne wydatki poniosły także samorządy i spółki Skarbu Państwa. „Bezpośrednie koszty przyjęcia uchodźców wyniosą do końca roku 40 mld zł, przy uwzględnieniu systemu edukacji, systemu opieki zdrowotnej, ubezpieczenia społecznego – chełpił się Grzegorz Puda, minister funduszy i polityki regionalnej. Świadczenia socjalne pobiera ponad milion Ukraińców. 500+ wypłacane jest na 700 tysięcy ukraińskich dzieci. Przeszło milion Ukraińców otrzymało świadczenie jednorazowe w wysokości 300 złotych „na start”, co daje łączną kwotę 320 milionów złotych. Do końca lipca wypłacono świadczenia wychowawcze na kwotę 866,65 mln złotych – z równie wielką dumą podkreśla wiceminister rodziny i polityki społecznej Stanisław Szwed. To jednak nie koniec „hojności” naszego rządu. ZUS wypłaca 12.000 zł za urodzenie dziecka i tylko do lipca objęły one 15,44 tysiącach dzieci. Polska zmieniała także prawo w zakresie zatrudniania uchodźców, dając każdemu niezależnie od ilości przepracowanych godzin, zawsze minimalną pensję, w wysokości 3010 zł., nawet jeśli będzie pracował tylko na ułamek etatu, na umowę zlecenie lub tylko jeden tydzień w miesiącu. Polak pracujący na takich samych warunkach zarobi brutto 1505 zł. No i wiadomość z ostatnich dni – ministerstwo Szweda przyznało, że 80 tysięcy Ukraińców wyłudziło 240 mln z 500+ i 960 mln z rodzinnego kapitału opiekuńczego, i że najbezczelniejsi wpadają po te pieniądze na godzinę do Przemyśla.

Już to z buzią rozbawionego dziecięcia, już to z miną wiejskiego głupka, polski prezydent wykrzykuje: „Stosunki z Ukrainą są bezalternatywne; Nie ma suwerenności Polski bez suwerenności Ukrainy; Bezpieczeństwo Ukrainy jest częścią naszego bezpieczeństwa; Dozbrajanie Ukrainy jest politycznym nakazem chwili i Polska powinna przeznaczyć na ten cel wszystkie dostępne środki, nie pytając nikogo o zdanie”. Wcześniej, w Belwederze – symbolu polskiej państwowości, przed całym światem powiadomił: „Tu jest Polin”. Jeśli do tego dodamy jego geostrategiczne przemyślenie: „Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz”, które skierował do prezydenta sąsiadującego z Polską mocarstwa, to mamy pełną wykładnię polskiego interesu narodowego autorstwa prezydenta wszystkich Polaków. Kto mu tak we łbie zamieszał, albo kto wtłoczył mu do łba takie genialne myśli? Rabin Schudrich czy inni bywalcy Pałacu Prezydenckiego?

„Ta wojna skończy się, gdy odzyskamy każdy dom i szkołę, każdy szpital i każdą drogę”- podkreślił w Kijowie Mateusz Morawiecki. Gdy do tego dodamy niebywałe, niespotykane w dyplomacji słowa rzecznika ministra spraw zagranicznych: „Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”, to polski prezydent, polski premier i polski minister ujawnili, że nie reprezentują Polski, że identyfikują się z Ukrainą jak żaden inny przywódca świata, nawet Zełenski i że wypowiedzieli te słowa, gdy zaczyna być coraz groźniej, gdy staliśmy się bezbronni, jak nigdy w historii, gdy rodzi się podejrzenie, że Ukraińcy spuszczając rakietę na Przewodowo chcieli wciągnąć Polskę do wojny. Jeśli do tego dodamy, że za zdradę stanu uznają słowa „Wojna na Ukrainie to nie nasza wojna”, to trzeba zapytać: Czy nie zbliżyli się niebezpiecznie do granicy zdrady głównej? Czy dogadując się za kulisami nie spiskują, czyli nie popełniają przestępstwa?

Dlaczego do dziś nie został wyraźnie określony kanon polskiego interesu narodowego? Czy nie dlatego, że „Nasi” (tu przypomnijmy: narodowość pisze się z dużej litery) na wszystko mają prostą odpowiedź: O interes gospodarczy Polski zadba Komisja Europejska (wystarczy tylko ustąpić ws. sędziego Tuleyi). O bezpieczeństwo zadbają USA (byle tylko wydać 40 mld dolarów na amerykańską broń). O dobre imię Polski w świecie zatroszczy się Amerykański Kongres Żydów (byle tylko zwrócić majątki pożydowskie).O obronę polskich granic zadbają Ukraińcy (byle tylko ogołocić polską armię z czołgów). Temat drążyć można innym pytaniem: Czy powodem nie jest to, że nie ma komu tego zrobić, bo wiele stanowisk w rządzie obsadzonych jest ludźmi, jak mówił kresowy poeta, „nie z Ojczyzny mojej”, a na placówkach dyplomatycznych panoszą się dyplomaci Obojga Narodów? I, żeby nie było wątpliwości – nie chodzi o Polaków, Białorusinów, Litwinów lub Tatarów.

Z wyjątkiem Polski wszystkie państwa kierują się własnym interesem. Wszystkie mają własną narrację, tylko nie my. My przyjęliśmy narrację ukraińską, a o swoich interesach boimy się nawet myśleć. Wykładnię interesu narodowego podpowiada nam Wiktor Orbán: „Nie jesteśmy Ukraińcami. Nie jesteśmy Rosjanami. Jesteśmy Węgrami. W tym konflikcie Węgry stoją po stronie Węgier”. I widać, jak bardzo brakuje w Polsce polityka, który odważyłby się powiedzieć to, co on. Jak i widać, że nie ma siły, która stoi po stronie Polski. Jak walczyć o interesy swojego kraju, naszym durniom pokazuje nawet Zełenski, który prowadzi politykę maksymalizującą zyski dla Ukrainy, bez oglądania się na interesy innych państw, nawet Polski, od której dostaje pomoc o niewyobrażalnej skali. W tym miejscu przytoczmy demaskujące słowa doradcy prezydenta Ukrainy (mające być w zamyśle podziękowaniem dla władz Polski: „Gdyby nie Polska, to nas już nie byłoby wśród żywych; W każdym wymiarze, militarnym, informacyjnym, politycznym Polska faktycznie uratowała Ukrainę; Polacy oddali wszystko, co mogli. Mam wrażenie, że oddali więcej niż zostawili sobie; Polscy dyplomaci we wszystkich organizacjach międzynarodowych biją się za nas nieraz bardziej niż my sami”.

Kanonem polskiego interesu narodowego i warunkiem bezpieczeństwa Polski powinno być zachowanie jednolitej struktury etnicznej. Tymczasem przedkładają ukraińskie interesy narodowe nad interesami Polski. Stawiają aparat państwa w roli wykonawcy cudzych strategii. Nie wyciągnęli wniosków z prognoz nadających Polsce złowieszczą nazwę „strefa zgniotu”. Dali się wciągnąć w geopolityczne machlojki podsuwane przez trockistów zza Oceanu. Odwracają nasz kraj na Wschód, wciągając go w tamtejsze konflikty. Nakręcają się wizją nowego wschodniego mocarstwa Trojga Narodów, nie pomni, że podobny wybryk Piłsudzkiego o mało nie zniszczył nowo powstałej II RP. Tracą kontrolę nad państwem. Rezygnują ze wszystkich prerogatyw suwerenności. Odbierają Polskę Polakom, którzy są coraz mniej u siebie (a winy rządzących wcale nie pomniejsza to, że ogłupieni Polacy uczestniczą w tym z wielkim entuzjazmem, własnymi rękami likwidując sobie państwo).

Dlaczego wojnę rosyjsko-ukraińską politycy wszystkich orientacji uznali za „naszą wojnę”? W czym wyraża się wrogość Rosji, która ma swoje porachunki z Ukrainą, ale nie z Polską? Dlaczego wszystkie konsekwencje wojny Polska bierze na siebie, ignorują swój interes narodowy i losy państwa? Dlaczego z tak skrajną zapalczywością stawiają na konfrontację, bez pozostawienia sobie jakiegokolwiek pola manewru? Zamiast trzymać się z daleka od konfliktów, które nas nie dotyczą, wsadzają palce między drzwi i futrynę, wdają się w gry, w których nie wiedzą o co chodzi i kto w tych grach rozdaje karty. Czy w ogóle wiedzą, kto na Ukrainie jest ich rzeczywistym partnerem? Przecież nie komik telewizyjny i nie partia, która wzięła nazwę z telewizyjnego programu satyrycznego.

Na naszych oczach realizuje się scenariusz, który wydawał się koszmarnym snem, w którym Polska nie uzyskuje niczego, a najwięcej traci. Gdy bitewny kurz opadnie, dla Polski i Polaków jako współwinnych ukraińskiej tragedii (bo przecież podżegali do wojny) nie będzie miejsca na defiladzie „moralnych zwycięzców”. Będzie za to obowiązywać jedna linia – kapitulacja przed Brukselą. Przy czym projekt federalizacji UE zostanie powierzony do realizacji i sfinalizowany rękami Morawieckiego, a PiS ogłosi „albo Związek Socjalistycznych Republik Europejskich albo Putin” i w pełni podda się narracji, że cokolwiek narodowego to „agenda Putina”. Gdy wejdzie w życie „Plan Marshalla dla Ukrainy”, Polska będzie sąsiadować z mocarstwem regionalnym, a sama pozostanie „mocarstwem humanitarnym”, a jej politycy dalej będą bajdurzyć, że „niemal cała Europa zaczęła odważnie przemawiać po polsku” i że „Polacy zdali egzamin”. Biden przekaże problem Polski Brukseli, a ta zostawi Polskę bez sojuszników, ze zdewastowaną gospodarką, z olbrzymimi długami, z milionami przesiedleńców, z napięciami na tle etnicznym, z masową emigracją Polaków za chlebem. I trzeba będzie odkurzyć fraszkę Ignacego Krasickiego „Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Z tym że to „nasi” politycy sami sobie przydzielili rolę zająca.

I jeszcze jedno: „Hańba domowa”, tak Jacek Trznadel nazwał kolaborację żydokomunistycznych bierutowskich elit ze stalinizmem w negowaniu zbrodni katyńskiej i przypisywaniu jej sprawstwa Niemcom. Dzisiaj hańbą domową jest kolaboracja żydokomunistycznych elit III RP z potomkami Bandery i przypisywanie mordów UPA Rosjanom. Ale o tym w kolejnym tekście.

Krzysztof Baliński

Sierakowski, Bartosiak, Błaszczak – w kamasze! „Dobić Rosję!”

Sierakowski, Bartosiak, Błaszczak – w kamasze! „Dobić Rosję!”

Mięso armatnie na Ukrainę? – Agnieszka Piwar

https://www.bibula.com/?p=137544

Po ogłoszeniu przez MON nowego projektu ustawy o ćwiczeniach wojskowych i podkręceniu tego przez media, w polskim internecie nastąpiło wielkie poruszenie.

Niektórzy zaczęli panikować, zaś inni mają niezły ubaw. Bawi ich to, że wkrótce wszelkiej maści krzykacze wołający: „za wolną Ukrainę!” i „dobić Rosję!”, będą mogli wykazać się w praktyce na froncie. Internetowi prześmiewcy najchętniej widzieliby w kamaszach Sławomira Sierakowskiego z „Krytyki Politycznej” oraz Jacka Bartosiaka z „Strategy&Future”.

Ten pierwszy od lat żyje sobie wygodnie w lewackiej bańce, a ostatnio zasłynął z tego, że naciągnął naiwnych Polaków na grube miliony, by sprezentować drona dla Ukraińców. Ten drugi to wykreowany przez mainstream „ekspert” od geopolityki i geostrategii. Kilka miesięcy temu powiedział on w rozmowie z PAP, że w interesie Polski i państw Międzymorza jest „wykończenie Rosji”. Zdaniem Bartosiaka „to największa szansa od czasów panowania cara Piotra Wielkiego do zniszczenia rosyjskiego projektu imperialnego”.

Niektórzy internauci z pewną ulgą przypomnieli też deklarację ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka, który w 2021 roku obwieścił na Twitterze: «Antyszczepionkowi terroryści nie mogą udawać żołnierzy Wojska Polskiego. Zakończyliśmy prace nad przepisami, które jednoznacznie zakażą noszenia mundurów przez tego rodzaju grupy i wprowadzą sankcje. Stosowne rozporządzenie kierujemy do uzgodnień międzyresortowych.».

To akurat całkiem dobra wiadomość. Dlaczego? Otóż, jeśli zdrowy mężczyzna w sile wieku – zakładam, że właśnie takich biorą do wojska – nie uległ pandemicznej histerii nakręcanej przez polityków i media, to znaczy, że jest odważny i kieruje się własnym rozumem. Szkoda więc by było, aby taki żołnierz miał pójść na zmarnowanie w walce za banderowską Ukrainę, gdyż wiele wskazuje na to, że polskojęzyczni decydenci szykują się właśnie na wojnę przeciw Rosji. Takie przypuszczenia nie wzięły się znikąd. Wystarczy przytoczyć niedawne słowa wiceszefa MON. Marcin Ociepa powiedział wprost, że „prawdopodobieństwo wojny, w której będziemy brać udział, jest bardzo wysokie”. Pozostaje więc mieć nadzieję, że Błaszczak dotrzyma słowa w kwestii „antyszczepionkowych terrorystów”. Lepiej niech samodzielnie myślący Polacy pozostaną w kraju i przysłużą się Polsce, zamiast ginąć na froncie w imię obcych interesów.

 Nobel dla Putina

W czasach apogeum szczepionkowego szaleństwa w mediach społecznościowych krążył wymowny mem. Przełożony pyta: – Poddasz się szczepieniu, żołnierzu? Podwładny odpowiada: – Nie poddam! Przełożony dopytuje: – Dlaczego? Podwładny wyjaśnia: – Żołnierz nigdy się nie poddaje!

Mem ten powstał w oparciu o Deklarację, która również krążyła w polskim internecie. Na świstku papieru mundurowy miał się określić czy podda się szczepieniu w momencie rozpoczęcia dobrowolnych szczepień żołnierzy Wojska Polskiego w ramach I etapu Narodowego Programu Szczepień. Należy przy tym wyjaśnić, że de facto nie chodziło tu o prawdziwe szczepionki, które są wielkim osiągnięciem medycyny, lecz o eksperyment z preparatami genetycznymi mRNA.

I pewien odważny oraz kumaty przedstawiciel polskiej armii zadeklarował, że nie podda się szczepieniu, a w uzasadnieniu wyjaśnił odręcznym pismem: ŻOŁNIERZ NIGDY SIĘ NIE PODDAJE !!!

Wygląda więc na to, że Błaszczakowi pozostaje uformować armię przeciwko Rosji z uległych mięczaków, którzy nie mają własnego zdania i rozumu. Przecież nie wyśle na Ukrainę twardzieli, którzy nie nabrali się na medialne kłamstwa o rzekomym dobrodziejstwie eksperymentalnych szpryc, jakże nachalnie wciskanych przez globalne koncerny farmaceutyczne, które zbijały na tym fortunę. No bo skoro ktoś nie nabrał się na tamtą ściemę, to znaczy, że w przypadku wojny na Ukrainie również może mieć własne zdanie. A to jest już zbyt ryzykowne dla polskojęzycznych decydentów wykonujących wolę Wuja Sama z Ameryki, by na Ukrainę mieli wysłać żołnierzy myślących trzeźwo.

Przyszło nam żyć w czasach kultury obrazkowej, więc przytoczę kolejne dwa memy, które w polskim internecie zrobiły furorę po 24 lutego 2022 roku. Pierwsza grafika, to rysunek z podobizną słynnego majsterkowicza Adama Słodowego, który pokazuje, jak covidową maseczkę przerobić na flagę Ukrainy. Mem ten idealnie oddał nastroje polskiego społeczeństwa, gdzie w zaledwie kilka godzin jedna histeria została zastąpiona przez inne szaleństwo.

Drugi obrazek, to rysunkowa scenka dziennikarki rozmawiającej z ministrem zdrowia. Przedstawicielka mediów mówi: „Możemy już chodzić bez masek. Czyżby to koniec pandemii?”. Adam Niedzielski odpowiada: „Nie. Chodzi o naszych gości z Ukrainy, którzy masek nie używają. Nie chcemy, aby czuli się niekomfortowo”. Mem ten obrazuje obłudę decydentów terroryzujących Polaków pandemicznymi obostrzeniami, bo jak się okazało, covidowe maski były psu na budę.

Uściślając. Kiedy w lutym 2022 roku rozpoczęła się specjalna operacja wojskowa Rosji na Ukrainie (przypominam: wojna trwa tam od 2014 roku), władze RP rozpoczęły zorganizowaną akcję przesiedleńczą. Zaczęto wpuszczać do Polski miliony przybyszów z Ukrainy, z których zaledwie garstka ma status uchodźcy. Co znamienne, wielu Ukraińców przybyło do Polski z terenów nieobjętych działaniami zbrojnymi. Uchodźcy z takich miejsc, gdzie toczą się najcięższe walki – np. z Mariupola – najczęściej zostali ewakuowani do Rosji.

Warto mieć świadomość, że obywatele Ukrainy nie garnęli się w swoim kraju do masowych szczepień przeciw COVID-19 (co osobiście pochwalam), a wielu z nich kupowało fałszywe zaświadczenia o przyjęciu szprycy, tylko po to, by móc pracować zagranicą. Tymczasem po 24 lutego miliony Ukraińców przybyło do Polski bez kwarantanny, bez ważnych paszportów covidowych, bez przymusu szczepień, bez testów, bez masek. A jeszcze chwilę wcześniej obywateli Polski terroryzowano tymi wszystkimi bezsensownymi nakazami.

Nie bez przyczyny zaczęły więc krążyć po internecie dowcipy o tym, że Władimir Putin powinien otrzymać Nagrodę Nobla z dziedziny medycyny, bo zlikwidował w ciągu jednego dnia pandemię. Dlatego jeśli przy okazji uruchomienia akcji przesiedleńczej komuś w Polsce nie otworzyły się jeszcze oczy, to nie ma już raczej nadziei dla tych ogłupionych naiwniaków. A jest ich niestety bardzo dużo. Łatwo ich rozpoznać na portalach społecznościowych, szczególnie po profilowym zdjęciu. W czasach rzekomej pandemii wklejali sobie nakładki ze strzykawką i maską, a od czasu odpalenia „operacji specjalnej”, zamieścili na profilówce flagę Ukrainy.

 Na pewną śmierć

Memy i dowcipy okazują się być czasem pomocne w rozładowaniu napięcia. Jednak sytuacja jest już na tyle poważna, że żarty odłóżmy na bok. Wiele bowiem wskazuje na to, że rządzący Polską szaleńcy szykują naszym Rodakom niewyobrażalną rzeź, gdyż zamarzyło im się włączenie Polski do wojny przeciwko Rosji. Nie dziwi więc poruszenie Polaków, kiedy media podgrzały temat, że resort obrony przygotował projekt ustawy, według którego w 2023 r. przewiduje się powołanie do 200 tysięcy osób na ćwiczenia wojskowe, które mają trwać 30 dni.

Każdy myślący wie, że nie da się dobrze wyszkolić żołnierza na łapu-capu, w tak krótkim czasie. Warto też mieć na uwadze fakt, że obecne pokolenie Polaków w wieku poborowym, dorastało w zdecydowanie bardziej beztroskich czasach w porównaniu do naszych dziadów, pradziadów. Nie chcąc nikogo obrażać, muszę odnotować, że dzisiejsi młodzi mężczyźni, to niestety często tak naprawdę zniewieściali chłopcy. O ile same ćwiczenia wojskowe dobrze by im zrobiły, o tyle mam podstawy żywić obawę, że owi nieszczęśnicy z łapanki, którzy wcześniej potulnie zakładali maseczki, teraz mogą być szykowani na mięso armatnie.

Tymczasem trzeba mieć świadomość, że prawdziwa wojna to nie zrzutki w internecie na drona, flagi na profilówkach, wpisy na portalach społecznościowych czy szumne deklaracje w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Sierakowski, Bartosiak czy Błaszczak nie mają najmniejszego pojęcia co to znaczy iść na wojnę. I zapewne nigdy się o tym nie przekonają, bo nie przypuszczam, aby mieli odwagę zmienić swoje ustawione i wygodne życie na okopy pod ostrzałem.

Mój kolega, korespondent wojenny red. Piotr Jastrzębski, napisał kiedyś: «Wojna, to nie romantyczny zapach prochu. To swąd palonych ciał i wszechobecny pył, tak nieznośny i charakterystyczny, że nie da się go pomylić z innym. Wiele razy widziałem różne wojny, konflikty, rebelie. Zwykle ci, którzy strzelają słowami i prężą muskuły – uciekają pierwsi, a ci których nikt o bohaterstwo nie podejrzewa, zbierają rannych. Bo herosi dawno uciekli.»

Gdyby, nie daj Boże, doszło do sytuacji, że rządzący Polską szaleńcy wyślą polskich żołnierzy na ukraiński front, to oni żywi z tego nie wrócą. Zmuszeni do walki na cudzej wojnie nie mają szans na przetrwanie, ponieważ w przeciwieństwie do Ukraińców (którzy i tak masowo giną), polscy żołnierze nie będą mieli motywacji do walki. Bo czyż może być coś bardziej upokarzającego od zmuszania ludzi do walki w obronie cudzej ideologii? W tym przypadku ideologii banderowskiej, jakże wrogiej Polakom.

Oczywiście mówiąc o polskich żołnierzach – WP, WOT, etc. – nie mam na myśli obywateli Polski, którzy już poszli walczyć na Ukrainę jako płatni najemnicy. Skoro motywacją tych drugich są korzyści materialne i/lub zwyrodniała potrzeba zabijania, to niech sobie giną na cudzej wojnie. Zresztą, niedawno zginął kolejny z nich.

Uderzyły mnie nagłówki medialne po śmierci tego najemnika: «Przyjaciel polskiego ochotnika zabitego na Ukrainie: nigdy nie usłyszałem z jego ust, że się boi». W ten sposób z płatnego najemnika polskojęzyczne media chciały zrobić bohatera. Tymczasem trzeba być świadomym, że każdy normalny człowiek odczuwa czasem lęk i strach, a na wojnie to już szczególnie. Jest jednak pewna grupa osób, która nigdy się nie boi – są to psychopaci. Oto jacy ludzie dobrowolnie poszli walczyć na Ukrainę za grubą kasę.

Tymczasem to nie jest nasza wojna! Jedynie – i aż – czym Polska mogłaby się tutaj przysłużyć, to podjęcie się roli mediatora i wzywanie do rozmów pokojowych. Jednak aby mogło dojść do tego historycznego aktu, trzeba najpierw obalić polityczną sitwę rządzącą Polską nieprzerwanie od czasów Okrągłego Stołu.

Agnieszka Piwar Źródło: Myśl Polska, nr 51-52 (18-25.12.2022)

Elity globalne i polska miękka eksterminacja

Elity globalne i polska miękka eksterminacja

https://konserwatyzm.pl/jastrzebski-elity-globalne-i-polska-eksterminacja/

Globaliści jasno pokazali, że dla nich ludzie są równi i równiejsi. Są kasty uprzywilejowane, wartościowsze, uważane przez siebie za nosicieli cywilizacji, tolerancji i kultury. Są również wybrane państwa i narody oraz takie ,którym wmawia się wyjątkowość by wykorzystać je w swoich celach.
Najbardziej krnąbrnych się morduje, tych mniej poddaje stopniowemu wyniszczeniu. Musimy pamiętać że my, Polacy (i ogólnie Słowianie) jesteśmy w większości narodów przeznaczonych w przyszłości do miękkiej eksterminacji.

„Elitom” zależy na tym abyśmy nie mieli dostępu do rzetelnej wiedzy, stałej i pewnej pracy, realnej własności, moralnych zasad, tradycji, rodziny i ojczyzny.
Trzeba sobie uświadomić rzecz najważniejszą i najbardziej przerażającą, którą wielu nazwie teorią spiskową – globalizm i jego elity świadomie i strategicznie zakładają regres ludzkości. System ten i jego wierni wyznawcy planowo zmierzają do radykalnego zmniejszenia „mniej wartościowej” ludności świata. Traktują większość ludzi jak bydło, które się hoduje i czerpie z niego zyski.
Otwarcie i bezkarnie głosi się rasizm i ksenofobię wobec tych, którzy odrzucają zachodni styl życia. Oficjalnie się mówi, że nie ma dla nich miejsca na ziemi. Czyni się to mediach obrośniętych w legendy „postępowych i liberalnych”.
Wpływowe kręgi „elit” w Ameryce i całym świecie atlantyckim są głównym nośnikiem globalizmu i liberalnego kapitalizmu. Kasta ta narzuca swoje wartości innym. Gardzi państwami, narodami, religiami i kulturami. Dla ludzi normalnych ta ich cywilizacja w znacznej części jest chora, wykoślawiona i obrzydliwa. Czynią to poprzez ekspansje kulturową i ekonomiczną, a tak gdzie napotykają na radykalny opór poprzez najazdy rozbójnicze pod pretekstem obrony praw człowieka. Kasta ta prowokuje i wznieca wojny bo w nich ma intratny interes.
Czasem Przeciwnikowi militarny podbój jest zbędny. Wystarczy swój plan wdrażać za pomocą usłużnych rządów w danych państwa – tak jest w przypadku Polski. Wroga ideologia jest pompowana pod flagą narodową, pod godłem, w dymie kadzideł i ryku pieśni patriotycznych. Rząd i opozycja robią to pod rękę z Episkopatem Polski. Poprzez ich działania Polak stał się obywatelem drugiej kategorii.
W obecnym ustroju – globalnym liberalizmie – nie chodzi już nawet o rozwój kosztem ludzi pracy, ponieważ ogólnie nie chodzi o pracę, ani o rozwój. Jesteśmy ofiarami i świadkami ustroju, który pracuje na rzecz globalnej oligarchii, i jej przyszłych pokoleń – gdyż to one mają być dziedzicami i przyszłymi władcami świata.

Celem globalistów jest depopulacja i dezindustrializacja świata, tak aby ziemi starczyło tylko dla wybrańców. Dlatego główne ostrze globalizmu jest skierowane przeciwko Azji, Afryce i społeczności muzułmańskiej. Przeciwnik chce złamać ten jeszcze nieuchwycony przez niego świat ideologicznie i demograficznie. Bo wie, że tam jest główny ośrodek sprzeciwu.
Żyjemy w świecie absurdów. Dziś przedstawia się kobietę z zasłoniętą twarzą lub prawosławnego duchownego jako kogoś nienormalnego, normalnością jest styl Sama Brintona.

[Por.:Niebinarna katastrofa jądrowa w USA… Minister – pedał – złodziejaszek. Jądra ma na piersi [foto].

==================================
Ale nie przemogą!

Łukasz Marcin Jastrzębski

Niezatapialny padł przez granatnik. Wkrótce nie będzie już komendantem.

Niezatapialny padł przez granatnik. Wkrótce nie będzie już komendantem.

https://www.salon24.pl/newsroom/1271117,b-policjant-niezatapialny-padl

Przede wszystkim jak się otrzymuje tego typu prezenty, to się je zgłasza na granicy. Należało też sprawdzić sprzęt pirotechnicznie. Nie ma co zrzucać czegoś na Rosjan, czy kogokolwiek innego, skoro po prostu widać, że w sposób rażący nie dopełniono procedur – mówi Salonowi 24 nadkomisarz Dariusz Loranty, były oficer policji, negocjator, dowódca zespołu negocjatorów policyjnych.

Nie milkną echa wybuchu w Komendzie Głównej Policji. Po strzale z granatnika ranny został Komendant Główny. Co się stało, kto jest odpowiedzialny?

Nadkom. Dariusz Loranty: Ten incydent w Komendzie Głównej Policji jednoznacznie świadczy o niezastosowaniu procedur, zlekceważeniu sytuacyjnym i niedopełnieniu zasad bezpieczeństwa. Całkowitym zlekceważeniu tych zasad.

Przeczytaj też: Wybuch w Komendzie Głównej Policji – nowe informacje

MSWiA po zdarzeniu informowało, że eksplodował prezent od strony ukraińskiej. Jak to jest, że najważniejszy człowiek w polskiej policji otrzymuje broń od szefa innych służb, a potem okazuje się, że broń nie jest repliką?

Żeby państwo mieli świadomość – dawanie sobie nawzajem broni przez policjantów jest dość częstą praktyką. Komendant policji daje swojemu odpowiednikowi takie prezenty, sam je dostaje. Zazwyczaj są to repliki broni, także hełmy, kamizelki, pałki, czasem i oryginalna broń. Jeśli jest to replika, to jest zewnętrznie identyczna, ale w środku nie posiada żadnego mechanizmu broni. W przypadku oryginału to prawdziwa broń, ale zagwożdżona. Czyli niemogąca wystrzelić. Zapewne nasz komendant pomyślał sobie, że skoro dostał taki sprzęt, to prawdopodobnie dostał sprzęt niedziałający. Nie wziął pod uwagę, że był to oryginał niezagwożdżony. W jaki sposób – trzymając się tezy, że był to prezent – taki sprzęt wjechał w ogóle do Polski?

Tu były oczywiste błędy proceduralne. Wjazd bez stosownej dokumentacji, która powinna być wykonana przez służbę celną. Ale także sam sposób obchodzenia się. Oczywiście nie wiemy jak dokładnie to było, ale wg mojej wersji kryminalistycznej, komendant w swoim gabinecie po prostu nacisnął na spust. Całe szczęście, że broń skierowana była w dół, więc przebiła „tylko” strop.

Proszę państwa! Ten strop miał 40 centymetrów grubości, jest to solidna żelbetonowa konstrukcja. A mimo to są uszkodzenia, zrobił się otwór. Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby to wystrzeliło w okno. Przebiłoby szybę, trafiło w sąsiedni budynek, niszcząc pomieszczenie w w nim się znajdujące. Tego typu granatnik przebija bez problemu pancerz czołgowy! A więc i tak szczęśliwie wszystko się skończyło.

Co do przyczyn pojawiły się doniesienia medialne mówiące, że to robota Rosji, nawet zamach na komendanta?Gdyby wierzyć, że tu było działanie jakichś służb rosyjskich, czy mafii, to musiałby zadziałać mechanizm czasowy, nastawiony na konkretną godzinę wybuchu, na przykład 72 godziny po wręczeniu. Ewentualnie musiałby ten ładunek zostać odpalony zdalnie, przy  pomocy specjalistycznego sprzętu. Ale o żadnych śladach  tego typu mechanizmów nie słyszymy. Jeśli zaś był to zwyczajny ładunek działający na skutek wstrząsu, to przekazywanie go byłoby niezasadne z punktu widzenia zamachowca.

Proszę zwrócić uwagę, że ten granatnik był wieziony luzem samochodem zza granicy do Warszawy. Mógłby eksplodować gdziekolwiek po drodze. Nie, nie ma sensu mnożyć teorii spiskowych. Tu widzimy raczej rażący przykład niedochowania procedur. Przede wszystkim jak się otrzymuje tego typu prezenty, to się zgłasza je na granicy.  Należało też sprawdzić sprzęt pirotechnicznie. Policja  ma najlepszych pirotechników w kraju na Szczęśliwicach. Ale jeśli nawet im komendant nie ufał, mógł poprosić o sprawdzenie granatnika specjalistów ze Służby Ochrony Państwa.

Oni są dostępni 24 godziny na dobę. I wykorzystywani właśnie do sprawdzania tego typu zagrożeń. Więc nie ma co zrzucać czegoś na Rosjan, skoro po prostu widać, że w sposób rażący nie dopełniono procedur.

Czy będą jakieś konsekwencje dyscyplinarne tego wydarzenia?

No cóż, pan komendant był niezatapialnym szefem policji. Bo nie było chyba drugiego komendanta głównego, który przetrwałby dwóch ministrów spraw wewnętrznych. W czasie swojej kadencji był pod ostrzałem i frakcji rządowych i opozycji, po protestach feministek. Przeciwko niemu protestowało też wielu policjantów. Mimo to komendant był niezatapialny. Do  tej pory, bo teraz chyba padnie w wyniku strzału z granatnika. Pamiętajmy, że i tak może mówić o wielkim szczęściu. Broń, która wystrzeliła nie może być używana w pomieszczeniach zamkniętych. Siła jej rażenia jest ogromna. I nim na pewno rzuciło o ścianę, zdemolowało wszystkie meble, na pewno jest solidnie poobijany, może i poparzony.

Złamanie procedur jest jednak rażące, spowodowanie zagrożenia olbrzymie. Natomiast na pewno politycznie, z punktu widzenia władzy nie byłoby zasadne wyciąganie konsekwencji teraz. Sądzę, że w najbliższych dniach powstaną kolejne teorie spiskowe, mówiące o zamachu.

Potem będą święta, sprawa troszkę przycichnie. A na początku roku komendant sam poda się do dymisji. Jeżeli opozycja będzie w tej sprawie mocna i aktywna, a temat będzie głośny, przejdzie na emeryturę. Jeśli zaś sprawa trochę przycichnie, trafi gdzieś na oficera łącznikowego. Ale szefem policji już nie będzie.

Rozmawiał Przemysław Harczuk

=========================

Zniszczenia po wybuchu są na trzech kondygnacjach budynku – od parteru do drugiego piętra, a wyrwy w podłogach „mają okrągły kształt” i „wielkość talerza”.

=========================

20. XII. Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych [Ukrainy md] wyraziła nadzieję, że ten incydent nie będzie miał negatywnego wpływu na wysoki poziom współpracy między organami ścigania Ukrainy i Polski, a wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej wzmocni współpracę w celu przybliżenia wspólnego zwycięstwa nad Rosją i ustanowienia pokoju w Ukrainie zgodnie z prawem międzynarodowym.

Reakcja bidnej spanikowanej kobiecinki [Marszałek Witek] wskazuje, że agenturalna przeszłość Morawieckiego jest prawdą. Poseł Braun zawiadamia służby.

Reakcja bidnej spanikowanej kobiecinki [marszałek Witek] wskazuje, że agenturalna przeszłość Morawieckiego jest prawdą.

Braun zawiadamia służby o możliwej współpracy Morawieckiego ze STASI!

Marszałek Sejmu nerwowo przerywa wystąpienie, a polska bezpieka żenująco komentuje sprawę!

https://wprawo.pl/braun-zawiadamia-sluzby-o-mozliwej-wspolpracy-morawieckiego-ze-stasi

Dziś (15.12.2022) z mównicy sejmowej poseł Grzegorz Braun (Konfederacja) poruszył sprawę doniesień dziennikarza śledczego Leszka Szymowskiego o możliwej współpracy premiera Mateusza Morawieckiego z komunistyczną, niemiecką bezpieką STASI. Marszałek Witek nerwowo przerwała posłowi wystąpienie, a dzień wcześniej w żenujący sposób zarzuty skomentował Stanisław Żaryn, rzecznik bezpieki w Polsce.

– Minął tydzień od upublicznienia przez dziennikarza śledczego Leszka Szymowskiego informacji o podwójnej rejestracji Mateusza Jakuba Morawieckiego jako tajnego współpracownika sowiecko-niemieckiej tajnej służby STASI. Pseudonimy “Jakob” i “Student”. Cisza w eterze utrzymywana przez władzę i służby skłania mnie do złożenia wniosku formalnego w zgodzie z regulaminem o zarządzenie przerwy, zwołanie konwentu seniorów, tak aby pani marszałek mogła skonsultować sposób przedstawienia Wysokiej Izbie informacji o tej sprawie, a z ostrożności procesowej proszę traktować tę moją wypowiedź jako publiczne zawiadomienie szefa służb, ministra sprawiedliwości… – dziś z mównicy sejmowej mówił Grzegorz Braun.

Przemówienie przerwała Marszałek Sejmu Elżbieta Witek: – Proszę zawiadomić, proszę zawiadomić, no właśnie kogo, proszę zawiadomić no właśnie kogo nerwowo odpowiadała Witek.

================================

W sprawie potencjalnej współpracy Morawieckiego ze STASI wypowiedział się także Stanisław Żaryn, zastępca Ministra Koordynatora Służb Specjalnych. Zamiast informacji o wszczętym postępowaniu weryfikującym informacje podane przez Szymowskiego, Żaryn pokusił się o komentarz redukujący poważne doniesienia dziennikarza śledczego do rangi… rosyjskiej propagandy.
W polskiej przestrzeni informacyjnej odnotowano próbę zdezawuowania i podważenia wiarygodności Premiera RP poprzez insynuowanie jego związków ze służbami NRD. Te pomówienia, jednoznacznie zbieżne z celami informacyjnymi FR, padły na podatny grunt cz. klasy politycznej w Polsce – na Twitterze napisał Żaryn.

To pierwsza i ostatnia reakcja obozu rządzącego na poważne zarzuty, wysunięte przez dziennikarza śledczego. Co więcej, jak wskazuje zam Szymowski, sprawą o dziwo nie zajmuje się nie tylko polska władza, ale także media głównego ścieku.
Gdyby w kraju z dobrze funkcjonującą demokracją znany dziennikarz śledczy (prawie 20 lat pracy) ogłosił, że prezydent albo premier został zarejestrowany przez obcy wywiad kilkadziesiąt lat temu, wywołałoby to polityczne trzęsienie ziemi. Gdyby dziennikarz mówił prawdę, dostałby Pulitzera a polityk zakończyłby karierę. Gdyby okazało się, że dziennikarz kłamie, szybko zmieniłby zawód. To, że nasze media w ogóle tej sprawy nie zauważyły, nasi dziennikarze przeszli nad tym do porządku dziennego a premier i jego otoczenie udają, że sprawy nie ma – to wszystko świadczy o tym w jak głębokim paraliżu pogrążony jest nasz kraj – na Facebook’u sprawę skomentował Szymowski.

Śladowe zainteresowanie covidową szczepionką dla dzieci. Rodzice zapisali 379 maluchów na prawie dwa miliony skierowań.

Śladowe zainteresowanie covidową szczepionką dla dzieci. Rodzice zapisali 379 maluchów na prawie dwa miliony skierowań.

https://nczas.com/2022/12/15/sladowe-zainteresowanie-covidowa-szczepionka-dla-dzieci-garstka-chetnych-na-miliony-skierowan/

Niecałe 400 dzieci w wieku od 6 miesięcy do 4 lat zapisano na covidowe szczepienia. Systemowo uprawnionych do przyjęcia preparatu jest 1,9 mln maluchów.

Covidowe szczepienia dzieci od sześciu miesięcy do czterech lat w Polsce rozpoczęły się 12 grudnia.

Spośród blisko 1,9 mln dzieci w wieku od 6 miesięcy do 4 lat, którym wystawiono e-skierowanie, na szczepienie przeciw COVID-19 rodzice zapisali 379 maluchów. A szczepień wykonano 28.

Dzieciom wstrzykiwany jest preparat Pfizera. Szczepienie składa się z trzech dawek – dwóch podawanych w odstępie trzech tygodni i trzeciej, po ośmiu tygodniach od przyjęcia drugiej dawki.

Ministerstwo zdrowia podało też, że trzecią dawkę przyjęło tylko 14,7 tys. dzieci w wieku 5-11 lat.

Poczucie narodowe. Naród – w której cywilizacji może istnieć. O zrzeszeniach ponad-narodowych.

Poczucie narodowe. Naród – w której cywilizacji może istnieć. O zrzeszeniach ponad-narodowych.

Feliks Koneczny, O wielości cywilizacyj, str. 301, z Zakończenia. WAM, 1996r.[pisane w 1934 r]

Idźmy dalej po niezbyt szerokiej drodze, na jakiej układa się stosunek społeczeństwa a państwa. Czy nie uderzało to czytelnika, że mówiąc o tych wielkich zrzeszeniach, nie wymieniłem dotychczas ni razu narodu? Nie sądzę, jakoby naród stanowił tu jakiś trzeci rodzaj; obok tamtych. Mniemam raczej, że gdzie państwo oparte jest na społeczeństwie, tam ono stanowi podstawę tak państwa, jako też narodu. Są to nadbudowy społeczeństwa; mianowicie państwo jest nadbudowa prawną, naród zaś etyczna Gdzie panuje bezetyczność, tam poczucie narodowe osłabia się, o ile przedtem istniało; im bardziej ktoś boi się etyki w życiu public-mem, tem niżej ceni idee narodowe.

W przeciwieństwie do państwa, które można widzieć i odczuć fizycznie, stanowi poczucie narodowe abstrakt, ma przynależność narodowa może być uznawana tylko dobrowolnie; a zatem należy ta kwestya nie do kategoryi prawa, lecz etyki. Dobrowolnie przyjmuje się jarzmo obowiązków względem swego narodu, obowiązków skomplikowanych bez porównania bardziej, niż obowiązki względem państwa. Narodowość nie jest siłą daną z góry, przyrodnicza czy antropologiczna, wrodzona pewnemu żywiołowi etnograficznemu, lecz jest siła aposteryoryczna, nabytą, wytworzona przez człowieka, a wytwarzana dopiero na pewnym stopniu kultury.

Są ludy, wśród których nie wytworzyła się żadna narodowość. Nie można przewidywać, czy z pewnych ludów wytworzy się narodowość jedna, dwie czy więcej, bo w tej, dziedzinie nie rozstrzygają żadne czynniki wrodzone, żadne dane apryoryczne, lecz rozwój historyczny, na który składają się pewne czynniki przyrodzone, ale też wolna wola ludzka, nie dająca się obliczyć. Niema w całej Europie takiej krainy, o której mieszkańcach możnaby powiedzieć, że byli od zarania dziejów przeznaczeni należeć do tej narodowości, a nie do innej. Tak np. nie można snuć żadnych przypuszczeń, jak daleko ku zachodowi sięgnęłaby narodowość polską gdyby Połabianie byli się utrzymali. Być może, że byłaby Polska po Łabę, ale również być może, że Wielkopolska należałaby do jednego z połabskich narodów. Nie było danem z góry, że w całem dorzeczu Wisły i Warty wytworzy się jeden naród.

Przyrodzenie – etnografja i antropologja – nie daje związków większych, jak ludy; narodów dostarcza historya. I dlatego narodowość jest nam tak droga, jako wcielenie ideałów życie, bo jest wytworem pracy, nabytkiem rozwoju, świadectwem udoskonaleniu do którego doszło się ciężkim trudem pokoleń wśród walk, bólów, zawodów, ale też z myślą przewodnią, mającą wieść do coraz wyższego udoskonalenia tego materjału etnologicznego, który historya zebrała w naród przez dostojeństwo pracy kulturalnej.

Nie znam też przykładu, żeby jaki naród składał się z jednego tylko ludu. Naród jest zrzeszeniem ponad-ludowem, zrzeszeniem się ludów a zatem pojawia się tam tylko, gdzie się już przeszło przez byt plemienny i złączenie (państwowe zazwyczaj) plemion w lud.

Z tego wniosek, że nie mogą stanowić narodu społeczeństwa, tkwiące w ustroju rodowym, lub choćby w bycie plemiennym. Narodowość może się zjawić dopiero po całkowitej emancypacyi rodziny. Sama ta okoliczność wyklucza od pojęcia narodowości cywilizacye turańska, arabską, bramińską, chińską.

Niesposób identyfikować narodowości z odrębnością językową. Ileż w takim razie byłoby narodów. Wykazano zaś w rozdziale o językach, jako całkowicie odrębne języki bywają, udziałem zrzeszeń drobniejszych i niższych od narodu, złożonego z ludów. Kto określa narody według języków, powinien twierdzić że narodowość jest siłą apryoryczną, daną człowiekowi z góry na drogę rozwoju cywilizacyjnego; że narody istnieją „od początku świata”, że było ich mnóstwo, lecz jeszcze w prawiekach protohistoryi zaczęło się tępienie narodów słabych przez silniejsze, tych przez jeszcze silniejsze itd., az do „dzisiejszej ich liczby (jakiejże?!) ; słowem, że narodowości dzieliły losy języków. Ale wobec tego zidentyfikowania należy uznawać odrębność narodowości prowansalskiej (langue d*oc), choć oni sami o to się nie proszą, mając się za Francuzów – natomiast zaś Yankesów doliczyć do narodu angielskiego. Cóż począć z takim faktem, jak ten, że Chorwaci i Serbowie są tegoż języka, a znów lud koło Zagrzebia mówi nie po chorwacku, lecz po słowieńsku ?

Nie jest też narodowość pojęciem państwowem, boć może jeden naród tworzyć państw dwa lub nawet kilka, a z drugiej strony może więcej narodów należeć do jednego państwa.

Pewien związek tych pojęć zachodzi jednak, czego dowody w historyi. Nasze polskie pojecie narodu przechodziło przez znamienne zmiany. Inaczej rozumiano je w wieku XIV, za Władysława Niezłomnego, kiedy naród w Polsce tworzono, a inaczej za Zygmunta Augusta, kiedy tworzyła się ideologia „obojga narodów” Polski i Litwy. Skarga groził, że zachodzi niebezpieczeństwo stracenia narodowości („i w inny się naród obrócicie”), a bezpośrednią po rozbiorach rozległy się narzekania, jako „przestaliśmy być narodem”. Czasy napoleońskie zrobiły nas we własnem poczuciu narodem na nowo (na tem właśnie polegało znaczenie „epopei napoleońskiej” w wydaniu polskiem) i już poczucia tego nie straciliśmy wytworzyliśmy nawet nieznane dotychczas pojęcie narodowości poza państwem, choćby bez państwa.

Tak jest; nasze nowoczesne polskie pojęcie o narodzie pochodzi dopiero z XIX wieku.

Dziś jest to rzeczą z t. zw. „wiadomych powszechnie”, jako angielskie czy francuskie „nation” wcale nie pokrywa się z naszem naród. Tam nie rozumieją narodu bez państwa, bo z własnej historyi tego nie dostrzegli, a polskiej nie studyowali! Oni rozumieją przez „nation” po prostu państwo narodowe; w ich toku myśli naród jest zrzeszeniem, wytwarzającym państwo. Żadna miara nigdzie a nigdzie, ani w języku angielskim, nie wywodzi się narodowość z. państwa! Tego rodzaju pomysł pojawia się czasem w literaturze niemieckiej, jako wpływ ideologji pruskiej – lecz nigdzie indziej». A prusactwo zajmuje odrębne miejsce pośród umysłowości zbiorowych, o czem tu rozwodzić się nie mogę i nie widzę potrzeby. Narodowość bezwarunkowo nie jest genezy państwowej, Lecz wyłącznie społecznej.

Nie państwa zmieniają się w narody, lecz społeczeństwa, mianowicie niektóre z tych, które przeprowadziły dokładna emancypacyę rodziny i zdobyły się na odrębność prawa publicznego. Nie wystarcza atoli te warunki; trzeba czegoś więcej. Skoro społeczeństwa wydały z siebie pojęcie państwa narodowego, a zatem musiały to być społeczeństwa takie, które posiadały moc, rozmach i możność, żeby wytwarzać zrzeszenia nonowego a wyższego typu, decydujące o istocie państwa, a przynajmniej wpływające ogromnie na państwa istotę. Wytworzyć pojęcie może filozof w samotni (a nawet zwykle tak bywa,), ale wcielić je może tylko ogół wykształcony, gdy się niem przejmie i gdzie jest już odpowiednio liczny i odpowiednio wpływowy.

Ażeby przyjęło się pojęcie narodu i żeby wydawało skutki, musiał wybór społeczeństwa tego pragnąć i nadto posiadać możność sprawić to, iżby naród istniał obok państwa. Dokonać tego mogły tylko takie społeczeństwa, które posiadały wpływ na państwo, gdzie społeczeństwo nie było przez państwowość pochłonięte, lecz gdzie państwo pozostawiało mu swobodę rozwoju.

Toteż pojęcie narodu nie mogło powstać w cywilizacyi egipskiej, ani też później w bizantyńskiej. Żydowskie pojęcie narodu wybranego oznacza współwyznawców i niema zgoła związku z zajmującą nastu kwestya. Pozostają Hellas i Rzym. Grecy „starożytni, niezgodni w trójprawie, tem samemu nie byli zdatni do wytworzenia zrzeszenia ogólnego. Nie brak było jednostek, które zdobyły się na pojęcie narodu helleńskiego (np. słynne miejsce u Herodota), ale nigdy się to powszechnie nie przyjęło. Pojęcie to rodziło się w cywilizacyi rzymskiej, wypielęgnowane następnie przez łacińska. Nie znam przykładu narodu poza tą cywilizacya.

Sięga ono tam tylko, dokąd sięgnął „klasycyzm”. Stają się narodami także takie ludy, które historycznie pozostawały poza obrębem wpływów rzymskich, skoro tylko przyjęły następnie cywilizacyę łacińska; tyczy to ludów, które wyszły z całkiem innych łożysk cywilizacyjnych, np. Finnów i Madiarów, skoro przystąpili do rodziny łacińskiej. Stwierdzam fakt: historya nie wykazała dotychczas poczucia narodowego poza cywilizacyą łacińska.

Promieniowało i promieniuje niejedno z jednej cywilizacyi w drugą, boć zachodzą wpływy wzajemne. Tak też pojęcie narodu dostawało się nieraz z kręgu łacińskiego w inne, ale czyż się przyjęło gdziekolwiek trwale a skutecznie? Skoro bowiem naród jest zrzeszeniem, a więc musi istota jego. polegać na wspólności metody życia zbiorowego w obrębie tego zrzeszenia.

Innemi słowy: Naród musi cały należeć bez najmniejszych zastrzeżeń do tej samej cywilizacyi. Zrzeszenie narodowe jest zrzeszeniem cywilizacyjnem. Gdyby tem nie był, nie byłby niczem. Albowiem naród stanowi zrzeszenie dobrowolne, w przeciwieństwie do państwa, które jest zrzeszeniem przymusowem – i bez przymusu nie mogłoby się rozwijać; nawet własne państwo narodowe musi mieć moc używania przymusu wobec obywateli, wobec tych samych, którzy» je utworzyli.

Absurdem zaś byłoby [samo przypuszczenie przymusu w sprawach narodowych. Byliśmy z przymusu obywatelami rosyjskimi lub pruskimi – lecz pozostając Polakami. I czyż można być przymusowo członkiem jakiegokolwiek narodu? Cywilizacya idzie z dobrej nieprzymuszonej woli; inaczej groziłby społeczeństwu dotkniętemu przymusem cywilizacyjnym stan acywilizacyjny (dlatego długa niewola mieści w sobie to niebezpieczeństwo) .

Wola społeczeństwa dojrzałego do wytworzenia narodu nie może rozszczepiać się w dwóch kierunkach cywilizacyjnych; coś podobnego możebne jest tylko u ludzi, którzy jeszcze sami nie wiedza, czego chcą!

Zresztą bez jednolitości cywilizacyjnej nie wytworzy się zrzeszenie dobrowolne a rozleglejsze – i dla tych przyczyn utopią jest żywe poczucie narodowe o dwóch cywilizacyach.

Szukajmy teraz innych cech narodowości. Będzie zapewne zupełna zgoda na to, jako naród jest to zrzeszenie cywilizacyjne, posiadającae ojczyznę i język ojczysty. Chodzi body z kolei rzeczy o definicyę tych pojęć. Słyszy się często, jako ojczyzna, toć nie sama tylko ziemia ojczysta, lecz cały szereg względów natury duchowej. Sądzę, że zwolniony jestem od roztrząsania tej kwestyi, skoro do definicyi narodu wcieliłem wyraz „cywilizacyjne” (zrzeszenie) i tem samem uważam ten punkt za załatwiony.

Stwierdzam jednakże, jako wszelkie względy cywilizacyjne narodu muszą być związane z jakimś obszarem, mianowicie z siedliskami ludów, tworzących wspólną narodowość, a zatem nie będzie żadnego nieporozumienia gdy ten właśnie obszar nazywać będziemy ojczyzną. Spopularyzowane to w całym świecie rozumowanie jest całkiem słuszne. Każdy pyta po prostu drugiego: gdzie twoja ojczyzna?

Ojczyzna, jest to zwarte terytoryum, stanowiące stała siedzibę widownią dziejów narodu. Wynika z tego pośrednio, jako niema narodu bez historyzmu -i tak jest rzeczywiście. Kto posiada ojczyznę, posiada też język ojczysty. Jak ojczyzna dla każdego jest jedyna, tak tez nie można mieć dwóch języków ojczystych. Szwajcar uznaje językiem ojczystym język swego kantonu, jeden jedyny.

Ojczyzna nie jest oczywiście pojęciem z dziedziny prawa prywatnego, lecz stanowczo z publicznego; co więcej ojczyzna i patryotyzm nie maja nic wspólnego z prawem prywatnem, a zatem nie licują z takiem publicznemu, które na prywatnem się opiera. Naród może tedy powstać tylko w społeczeństwach posiadających odrębne prawo publiczne i gdzie państwo oparte jest na społeczeństwie. A zatem: tylko w cywilizacyi łacińskiej. I znów tworzy się w naszych oczach taki sam szereg cywilizacyj, jaki już kilka razy stawał przed nami.

Nie ma żadnego narodu polygamicznego, niema go przed emancypacyą rodziny, niema bez swobód społeczeństwa, ani bez odrębnego prawa publicznego. I szeregują się rozmaite metody ustroju życia zbiorowego wciąż jednakowo.

Jeszcze słowo o zrzeszeniach „ponadnarodowych”.’ Jest to ogromne nieporozumienie, jakoby tu należały marzenia średniowieczne o „rodzinie panów i ludów chrześcijańskich” i kilka późniejszych form, mniej lub bardziej wcielanych, aż do pruskiego programu o „pax germanica” i do współczesnego nam największego falsyfikatu historyi powszechnej, do t. zw. Ligi Narodów.

Były to i są zrzeszenia ponadpaństwowe, względnie dążenia do takiego zrzeszenia. Pomieszanie pojęć państwa a narodu wprowadza tu niepotrzebne powikłania i niezmierne utrudnienia. Dopóki się nie usunie tego nieporozumienia, nie postąpi się ani kroku ku skutecznemu wytworzeniu zrzeszenia ponadpaństwowego !

Zrzeszenie ponadnarodowe jest absurdem, a to z powodu nieuchronnej odrębności ojczyzny i języka ojczystego. Można pomyśleć sobie państwo uniwersalne, ale czyż język jakiś uniwersalny będzie ojczystym każdemu? czy można mieć ”ojczyznę” wszędzie i gdziekolwiek? To są przypuszczenia jaskrawo antynarodowe. Kto myśli o „Zrzeszeniu ponadnarodowem”, ten zmierza ku zniesieniu narodowości, a tem samem ku zniesieniu cywilizacyi łacińskiej.

Poczucie narodowe stanowi wielki postęp w dziejach społeczeństw cywilizacyi łacińskiej; bez tego cywilizacya ta byłaby niezupełna. Albowiem najwyższemu jej kryteryum jest supremacya sil duchowych. Na czemżeż ma się oprzeć, gdzie czerpać swe rękojmie? Na państwie? więc na środkach przymusowych?! Tę supremacyę wyznawać można tylko dobrowolnie z. przekonania, bo nikt do niej nie zmusza, ni przymuszać nie będzie; a zatem może się ma oprzeć również tylko o zrzeszenie wielkie a dobrowolne, a takiem jest naród.

Przez narody dopiero osiąga Cywilizacya Łacińska swe szczyty.

Co było gorsze – stan wojenny czy stan covidowy?

Co było gorsze – stan wojenny czy stan covidowy?

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/co-bylo-gorsze-stan-wojenny-czy-stan-covidowy

Ikona czasu stanu wojennego

Od samego rana słyszymy dzisiaj wspomnienia na temat rocznicy Stanu Wojennego w Polsce. Media przedstawiają wspomnienia i przytaczają historyczne fakty takie jak pacyfikacje zakładów pracy. Wspominane są też dziesiątki ofiar śmiertelnych brutalnych operacji służb specjalnych PRL. Przedstawiane jest to jako największa powojenna trauma narodu polskiego. Czy aby na pewno? Gdy porówna się to co władza wyczyniała z Polakami w latach 1981 – 1982 r. do tego co działo się w Polsce za rządów PiS w latach od 2020 do 2022, gdy obowiązywał stan covidowy, można odnieść wrażenie że stan wojenny był w porównaniu do tego co nas spotkało tylko niewiele znaczącym epizodem naszej historii. 

Dzisiaj praktycznie wszystkie media rozpisują się na temat czterdziestej pierwszej rocznicy stanu wojennego, który został wprowadzony w Polsce 13 grudnia 1981 r. Można usłyszeć bardzo wiele wspomnień przedstawiających atmosferę grozy jaka panowała w przed czterema dekadami. Przekazy medialne wskazują na to że było to coś najstraszniejszego w nowożytnej historii, co przygotowali wobec Polaków rządzący Polską. 

 Jednak konstruktorzy stanu wojennego z PZPR przy konstruktorach stanu cowidowego z PiS to ledwie amatorzy. Ilość ofiar obu stanów nadzwyczajnych jest nieporównywalna na skutek stanu wojennego zginęło raptem 41 osób a liczba zabitych przez stan covidowy dobija już do 300 tysięcy jeśli policzymy zarówno zgony nadmiarowe oraz zgony w szpitalach, które niemal przestały leczyć inne choroby obsesyjnie poszukując wirusa grypopodobnego u każdego pacjenta. Zarówno służby pacyfikujące Polaków w stanie wojennym jak i służby działające w stanie covidowym, były dobrze opłacane i stały zwarte przeciwko ludziom wykonując chętnie wszelkie nielegalne obostrzenia.

W okresie trwania stanu wojennego, zostało internowanych 10131 osób, a w trakcie pandemii np. 27 stycznia 2022 r. na kwarantannie przebywało ponad milion osób – dokładnie to 1 010 761. W czasie stanu wojennego nikt nie ograniczał Polakom praktyk religijnych, mimo, że kościół był oficjalnie wrogiem komunistów z PZPR. Nikt nie zamykał nielicznym prywaciarzom ich działaności gospodarczej, komuniści z PZPR w przeciwieństwie do komunistów z PiS nie odwołali żadnych świąt w trakcie stanu wojennego i nie zabraniali organizacji ślubów czy sylwestrowej zabawy. 

 Skala represji jakie wtedy dotknęły Polaków w wyniku stanu wojennego jest zatem absolutnie nieporównywalna ze skalą represji w związku ze stanem covidowym PiS. W obu przypadkach wszystko działo się nielegalnie i w obu przypadkach winni nie zostali osądzeni. Trauma narodu polskiego z powodu stanu wojennego rzekomo trwa do dzisiaj a co z traumą z powodu stanu covidowego? Czy Polacy już odpuścili rządzącym dwa lata obrzydliwej tresury z maskami i tworzenia dyskryminacji z powodu przyjęcia lub nie podejrzanych procedur medycznych? Czy nie powinniśmy obchodzić każdej rocznicy covidka jako największej tragedii narodu polskiego po II wojnie światowej domagając się ukarania sprawców?