Kto posprząta po Ukrainie?

Kto posprząta po Ukrainie?

Posted by Marucha w dniu 2026-08-11 marucha/kto-posprzata-po-ukrainie

Prezydent Władimir Putin na spotkaniu w Sankt Petersburgu z marynarzami, w Dniu Marynarki Wojennej 26 lipca, zapowiedział, że regiony zachodnie, które Ukraina odziedziczyła po II wojnie światowej, powrócą do Polski, Węgier i Rumunii.

„Poza wszystkim innym, znajduje się tam zachodnia część Ukrainy – prezent, jaki Josif Wissarionowicz Stalin podarował Ukrainie po wojnie.

To właśnie Stalin podarował Ukrainie te ziemie. Ale podarował je w ramach jednego państwa. Najwyraźniej nie przyszło mu do głowy, że może dojść do takiej sytuacji, jaka ma miejsce dzisiaj. Nawiasem mówiąc, jestem przekonany, że prędzej czy później Ukraina utraci te zachodnie tereny. A to, co należało do Polski, do Węgier, do Rumunii, prędzej czy później – nie jutro, może nie pojutrze, za rok, dwa, 10, 15 lat – wszystko historycznie ułoży się na swoim miejscu.

Był tylko jeden gwarant integralności terytorialnej Ukrainy – Rosja. Uznali za konieczne, możliwe i korzystne dla siebie ogłoszenie Rosji swoim wrogiem, a Rosjan na Ukrainie – mniejszością narodową, co jest kompletną bzdurą i psim bełkotem, ale tak właśnie zrobili. To oni podjęli oficjalną decyzję, że Rosjanie na Ukrainie są mniejszością narodową. No to mamy. A co to w takim razie jest? Cóż, niech Bóg ma ich w opiece” – powiedział prezydent Putin

Umowność granic

Werbalne odrzucenie przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wypowiedzi przywódcy Rosji Władimira Putina dotyczącej przyszłego podziału Ukrainy i udziału w nim Polski, wypowiedziane przez rzecznika resortu Macieja Wewióra, głosiło, że nasz kraj nie miał, nie ma i nie będzie mieć roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy. W istocie rzeczy jest ono bezzasadne, godzące w powagę MSZ.

Oświadczenie to jest przykładem ignorowania oczywistych faktów historycznych. Przypominam, iż od zarania dziejów świata z historii wojen wynika, że granice państw ulegały i ulegają zmianom. Granice poszczególnych państw są kwestią umowną. Chciejstwo „polskich”, pochodzących z anglosaskiego eksportu do Polski politykierów nie jest w stanie zapobiec naturalnej ewolucji naszych, polskich granic. Zmiany granic państw przeważnie były następstwem wojen, ich wyniku. Kto wygrał, ten dzielił.

Życie Polaków mniej warte?

Projekt globalistów utworzenia z Polski – Ukropolinu, forsowany w Polsce przez kręgi syjonistyczne, upadł z uwagi na ich stosunek do wrażliwości Polaków, ignorowanej przez przedstawicieli mniejszości wyznaniowej od wieków zamieszkałej w Polsce.

Spójrzmy na przykład wypowiedź w programie TVN24 prof. Barbary Engelking o innej specyfice śmierci Żyda i Polaka (kwiecień 2023 rok): „dla Polaków, to było po prostu kwestia biologiczna, naturalna, śmierć jak śmierć, a dla Żydów, to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka. To było spotkanie z Najwyższym”.

Najnowszym osiągnięciem w tej dziedzinie jest projekt nadania tak zwanego Obywatelskiego Orderu Przyszłości, sygnowany w znaczącej części przez przedstawicieli syjonistycznego środowiska.

Nie mamy roszczeń

Polacy, pomimo potwornych krzywd wyrządzonych w XX wieku przez nacjonalistów ukraińskich w przeważającej części naszego społeczeństwa nie roszczą pretensji do terenów odebranych Polsce przez Stalina i przekazanych Ukrainie (o czym wspomniał prezydent Putin). Potwierdził to wybitny polski polityk i współczesny autorytet moralny, politolog Mateusz Piskorski w udzielonym wywiadzie przeznaczonym dla rosyjskojęzycznego widza.

W związku z wypowiedzią prezydenta Putina Piskorski kategorycznie zaprzeczył, jakoby Polska rościła pretensje terytorialne wobec Ukrainy! W przeciwieństwie do globalistów będących u władzy w Polsce, straszących Ukraińców polskim rewanżyzmem. Pomimo naszych wad narodowych, z których w pełni zdajemy sobie sprawę, jesteśmy przyzwoitymi ludźmi. Jesteśmy przyzwoitym narodem i nie życzymy niczego złego Ukraińcom i Ukrainie.

Natomiast bezsprzecznym jest, że Ukraina znajduje się w krytycznym stanie, jest na skraju upadku! Rozpadu państwa. Ktoś będzie musiał to, co pozostanie po Ukrainie, pozamiatać, posprzątać….

[Najlepiej buldożer – admin]

Joanna Zinkiewicz
https://myslpolska.info/

Sponsorzy się wycofują. Obchody Dnia Niepodległości Ukrainy w Warszawie pod znakiem zapytania

Sponsorzy się wycofują, a Sikorski nie przyjdzie. Obchody Dnia Niepodległości Ukrainy w Warszawie pod znakiem zapytania

11.08.2026 nczas/sponsorzy-sie-wycofuja-obchody-dnia-niepodleglosci-ukrainy-w-warszawie-pod-znakiem-zapytania

Ukraińcy w Polsce.
NCZAS.INFO | Ukraińcy w Polsce. Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. PAP

Polsko-ukraiński portal sestry ubolewa, że tegoroczne obchody Dnia Niepodległości Ukrainy w Warszawie stoją pod znakiem zapytania. Wszystko z powodu wycofywania się sponsorów.

„Firmy wycofują wsparcie, politycy nie przyjdą. Ukraińcy obawiają się świętować w centrum Warszawy” – czytamy. Ma to być rzekomo pokłosie „gróźb i agresji” wymierzonych w Ukraińców w Polsce.

Jak czytamy, polskie firmy nie chcą sponsorować wydarzenia w obawie przed groźbami, natomiast ukraińskie, działające w Polsce, mają obawiać się bojkotu i niszczenia mienia przez wandali. Wobec 20 sponsorów w roku ubiegłym, w tym miało zgłosić się zaledwie dwóch – pozostali odmówili.

Ponadto zaproszenia na obchody nie przyjął m.in. szef polskiego MSZ Radosław Sikorski, co ma obrazować postawę polityków wobec rzekomej ukraińskiej krzywdy.

Zmniejszyć ma się także frekwencja „zwykłych uczestników”. W poprzednich latach na pl. Zamkowym w Warszawie było ich około 25-30 tys., w ubiegłym – 17 tys. Teraz Ukrainki mają wyrażać obawy o bezpieczeństwo swoje i swoich dzieci.

Według portalu, w mediach społecznościowych mają pojawiać się groźby pod adresem osób zapraszających na wydarzenie i organizatorów.

„Przedstawiciele inicjatywy «Ciepło z Polski», Akcji Demokracja oraz KOD apelują o wzięcie udziału w zbiórce i obchodach. 24 sierpnia ma pokazać, że groźby i agresja nie wyprą polsko-ukraińskiej solidarności z przestrzeni publicznej” – czytamy.

– Kiedy milczysz, stajesz się kimś, kto liczy na to, że „dobry Polak” sam się objawi w potrzebie. Prawda jest taka, że łatwo zamknąć oczy na zło. Nie tak powinno być w państwie, które doświadczyło koszmaru II wojny światowej, holocaustu, komunizmu. Nie w państwie, które ma świetnie działającą Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, którego obywatele zorganizowali fantastyczną zbiórkę dla dzieci chorych na nowotwory, gdzie działamy corocznie na rzecz drugiego człowieka. Nasze czasy wymagają zaangażowania, nie obojętności – grzmiał dziennikarz i jeden z inicjatorów „Ciepła z Polski” Jerzy Wójcik.

Dlaczego Ukraińcy świętują swoją niepodległość w Warszawie? „Polska jako pierwsze państwo na świecie uznała niepodległość Ukrainy w 1991 r. Od tego czasu Dzień Niepodległości Ukrainy jest co roku świętowany w wielu polskich miastach. Jeśli w tym roku obchody się nie odbędą, będzie to pierwszy taki przypadek od 35 lat” – czytamy.

O obecność na obchodach 24 sierpnia apelowała niedawno także ukraińska aktywistka Natalia Panczenko. Przy okazji mówiła o „swojej Polsce” i „demokracji”. – Nie oddam Polski, mojej Polski, ludziom, którzy próbują budować ją na strachu, nienawiści i pogardzie, bo oni nie mają monopolu na Polskę i muszą to wreszcie zrozumieć. Moja Polska jest dzisiaj tutaj mówiła na wiecu w Warszawie.

Skok wzwyż albo pod brudnym niebem

Skok wzwyż albo pod brudnym niebem

Swietłana Pikta

Nie pamiętam już, ile razy obiecywałam sobie: „Nigdy, przenigdy więcej nigdzie nie pójdę z tymi łajdakami-wolontariuszami”.

Ten pierwszy raz…

Pierwszy raz było to jesienią 2020 roku we wsi Jasnoje. 

– Andriej, dokąd jedziemy?

– Gdzie wilki boją się srać. 

Wtedy przejechaliśmy tuż pod nosem Sił Zbrojnych Ukrainy i weszliśmy do mieszkania naznaczonego kulami snajpera NATO, w związku z tym wszystkie okna były szczelnie zakryte kocami. Kobieta miała cukrzycę, a jej syn był niepełnosprawny. Nie mogli wyjechać. Przez sześć lat wojny nie zaznali ani jednego dnia pokoju. Przez szparę w oknie zerknęłam na pozycje Sił Zbrojnych Ukrainy po drugiej stronie rozległego pola i słuchałam opowieści mężczyzny o tym, jak Ukraińcy, zanim zostali odparci przez pole, rozbierali tutaj miejscowe dziewczyny na podwórku, sprawdzając, czy nie mają siniaków na ramionach. I opowieści kobiety o tym, jak Ukrainiec zabawiał się, goniąc strzelbą ją, pulchną, starszą kobietę, aż padła z wyczerpania. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam: „Panie, w co ja się wpakowałem! Nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję”.

Piekło w Selidowie

Minęło kolejne sześć lat od tamtej pory. Ale za każdym razem, gdy wolontariusz Andriej pyta: „No co, czy dołączysz do nas jutro?”, dzieje się coś magicznego: mój głos automatycznie odpowiada „tak”, zanim zdążę pomyśleć.
– Dokąd dzisiaj?
– Swieta, dokąd uderzamy? Nawet na obwodnicy Doniecka już palą samochody. A w Selidowie panuje istne piekło.

Przegapiłam zaledwie dwa miesiące wiosny i dwa miesiące wojny (leżałam w szpitalu, a potem dochodziłam do siebie w domu) i jestem przerażona, jak dramatycznie pogorszyła się sytuacja. Nawet z początku nie mogłam w to uwierzyć:
– No cóż, to powoduje strach jak zawsze, ponieważ jak to możliwe, że na obwodnicy są drony?! A my jedziemy do Selidowa już od dwóch lat – pomyślałam. Co prawda, będąc w szpitalu, słyszałam o fabrykach dronów wyrastających jak grzyby po deszczu w Unii Europejskiej, ale nie chciałam myśleć o tym, do czego to wszystko doprowadzi, i nie mogłam. Chciałam po prostu przetrwać, nic nie czuć, nigdzie nie iść.

Karłowka – księżyc z kraterami

Ale gdy tylko zrobiło się lepiej, zapomniałam o obietnicach, które sobie złożyłam.

A teraz już czołgamy się naszym wycofanym z użytku wozem pancernym przez kilometry sieci. Jest nas czworo – dwóch Andriejów, Masza i ja. Ruiny wsi Pieski, gdzie spędziłam dzieciństwo wśród morw, przepływają obok. A teraz, tam, gdzie poznali się moi rodzice, jest ogromny krater. Dalej, popioły Pierwomajskiego, upiorne zwęglone szkielety drzew, kominy. Oto Karłowka. Kiedyś hodowano tam w obozie piękne karpie lustrzeń. Teraz zamiast Karłowki jest coś, co wygląda jak księżyc z kraterami, a zamiast karpi w sieciach jesteśmy my. Powstrzymuje mnie przed uczuciem się jak ryba, to zimna dubeltówka wbijająca się w moje lewe kolano i karton z jedzeniem spadający na mnie przy każdym uderzeniu. A najbardziej przerażające w tej wojnie nie są ruiny ani eksplozje. Najbardziej przerażające jest to, że wszędzie żyją cywile.

Strzelba i cztery naboje

Ledwo dojeżdżamy do Selidowa, gdy po naszej lewej stronie rozlega się trzask karabinów automatycznych.
– Wyskakuj z samochodu, szybko! – rozkazuje Andriej. – Strzelba, cztery naboje, Swieta!

Drżącymi palcami wyciągam naboje z magazynka, wyskakuję z samochodu i biegnę za Maszą. Tu trzeba uważać, zwracając uwagę na każdy szczegół. Nie ma absolutnie żadnego miejsca, w którym można by się ukryć. W pobliżu znajdują się tylko tandetne kioski zrobione ze sklejki i innych śmieci; staram się zamienić w jeden z nich, żeby poczuć się „jak w domu”.

– Nie tutaj! – krzyczy do mnie Andriej, operator kamery. Kierownik pozostał w pobliżu samochodu, cały czas obserwując „niebo”.


„Jeśli zginę, pamiętaj mnie młodą”

W końcu znajdujemy coś w miarę solidnego. Wewnątrz sterty cegieł, różowe ściany i cudownie nienaruszone lustro, w którym widać całą sylwetkę. Widzę w nim moje wyłupiaste oczy i przypominam sobie, co tu robię. A, racja, jestem korespondentką!

Proszę, przyjaciele, skomentujcie, co tu się dzieje?
Wszyscy przyjaźnie mnie przeklinają. Dopiero gdy strzelanina ucichła, Masza, niczym szara kotka, ostrożnie wyjrzała przez drzwi i rzuciła mi swój pierwszy komentarz:
– Jeśli zginę, pamiętaj mnie młodą – krzyknęła, chowając się w tylnym pokoju. A potem dodała: – Nie martw się! Damy radę.
Ktoś jej odpowiedział z drugiej strony ulicy. Masza mocno się zarumieniła. – Och, przepraszam, nie to miałam na myśli.

Wsiedliśmy z powrotem do samochodu i udało nam się przejechać jeszcze dwieście metrów.

– W lewo, w lewo, no dalej, jedź. Dobra, cicho. Skręć, skręć!
Znów wyskakujemy, tym razem schronienie wygląda na solidniejsze, ale nie ma czasu szukać drzwi. Wylatujemy przez okna. Okazuje się, że to niesamowite, jak wysoko potrafię skakać.

Kopciuszek podczas ostrzału

W środku budynku dużymi, grafitowymi literami napisano: „Piwnicy nie ma!”. I inne napisy po rosyjsku. Zachowane plakaty są po ukraińsku. Oczywiste zwycięstwo języka ojczystego nad oficjalnym. „Piwnicy nie ma”, „żyją ludzie”, „zajęte” i „uprzejma prośba do administracji kopalni”.
Na schodkach leży para markowych butów na wysokich obcasach. Jakaś Kopciuszek podczas ostrzału uznał, że życie jest ważniejsze i biegła boso. Jak jej książę ją teraz znajdzie?
Eksplozja! Wydaje się bardzo bliska. Minutę później znowu – trochę dalej. Dron gdzieś się rozbił – albo z rozpaczy, albo dlatego, że został zestrzelony. Chociaż „rozbił się” nie do końca oddaje to, co się dzieje; Jest jeszcze jedno słowo, ale nie mogę go napisać.
– O cholera! Jeszcze trzysta metrów stąd! – krzyczy Andriej, nie opuszczając strzelby.

Dzieci siłą z dala od domu

Adrenalina nieco opadła i zdaję sobie sprawę, że jesteśmy tuż obok masowego grobu, gdzie zrzucono ciała zamordowanych cywilów. Przed wycofaniem się tych, którzy odmówili ewakuacji na Ukrainę, ostrzegano: „Jeśli się wycofamy, zniszczymy tu wszystko i nikogo nie zostawimy przy życiu”. Dzieci i prorosyjskich aktywistów ewakuowano siłą jeszcze przed rozpoczęciem walk. Ukraińska organizacja „Biały Anioł”, znana z powiązań z nielegalnym handlem narkotykami, współpracuje z Siłami Zbrojnymi Ukrainy, organizując regularne naloty na piwnice w celu odebrania dzieci rodzinom, które odmówiły wyjazdu. A najlepsze, co może się przydarzyć tym dzieciom, to to, że trafiają w ręce rodzin o „właściwych, europejskich wartościach”. Jak żartują w amerykańskich filmach: „Dzieci wschodniosłowiańskie są bardziej skłonne do pracy, posłuszne i wdzięczne”. Prorosyjscy aktywiści znikają z takich miejsc w zapomnieniu; Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ma wiele izb tortur, podobnych do „Biblioteki” w Mariupolu, w pobliżu której znaleziono cmentarzysko zawierające około 3000 szczątków ludzkich.

Masowy grób cywilów tuż obok sklepu

Ale w Selidowie nawet po nalotach i groźbach wciąż pozostawało zbyt wielu ludzi. Ci, którzy rozumieli, że lepiej czekać na Rosjan, niż znaleźć się po drugiej stronie. Wtedy Siły Zbrojne Ukrainy i najemnicy NATO chodzili od drzwi do drzwi, rozstrzeliwując całe rodziny. Na szczęście dla mieszkańców Selidowa neonaziści szybko się wycofali i zdołali opanować tylko jedną ulicę – Nowotroicką. Ciała wrzucano do dołu w pobliżu sklepu zoologicznego „Kotopies”. Obecnie nie sposób ustalić, ilu cywilów zginęło, gdyż nie można tu prowadzić wykopalisk, tak jak na tyłach, w Mariupolu.

Jestem sparaliżowany”

W końcu wszystko cichnie i podążamy kocimi ścieżkami do miejsca, gdzie tak długo na nas czekali. Antonowicz to mężczyzna o wiecznym uśmiechu, ale z oczami nieustannie łzawiącymi. Ma na sobie kombinezon i górniczą latarkę na głowie. Miasto od dawna pogrążone jest w ciemności. Światło, komunikacja, woda. Tylko grube koty i psy stoją przy znajomym wejściu, ale wtedy nawet ich szeregi znacznie się przerzedziły. Schodzę do piwnicy, żeby choć na chwilę poczuć się bezpiecznie. Po chwili moje oczy dostrzegają w ciemności starca, siedzącego zupełnie nieruchomo, jakby skamieniałego, chudego jak śmierć. Aby sprawdzić, czy żyje, najpierw przerywam ciszę:

– Dzień dobry… A my przynieśliśmy Panu zakupy.
Odpowiedzią była cisza. Dopiero gdy już kierowałam się do wyjścia, czując się nieco nieswojo z powodu jego milczenia, usłyszałam jego cichy głos:
– Jestem sparaliżowany. W niczym Pani nie pomogę.
Wzruszywszy ramionami, wybiegam na zewnątrz. Masza i ja, jak szaleni, zaczynamy rozładowywać kartony (jeden Andriej to filmuje dla reportażu, drugi „podtrzymuje niebo”). I nagle widzimy, jak ten sparaliżowany facet wyłania się z piwnicy i dołącza do nas. Nogi ma sztywne, ledwo się rusza.
– Dokąd? Jest Pan paraliżowany!
– No dobrze. Wieczorem znów będę sparaliżowany.

Nie mam prawa umierać

Nie pamiętam jak wyjechaliśmy. Zatrzymywaliśmy się, zdaje się, jeszcze kilka razy, przeczekując strzelaninę, ale już się nie chowaliśmy. To nie było już tuż obok, tylko przecznicę czy dwie dalej. Czułam się zaskakująco spokojna. Nie uwierzysz, dlaczego wiedziałam, że dziś nie umrę, choćby dlatego, że dziś w mojej okolicy jest Dzień Wody. Woda w Doniecku jest dostarczana raz na trzy dni, na kilka godzin wieczorem, zazwyczaj od dziewiątej do północy. Nie mam prawa umierać, dopóki nie napełnię beczki i butelek wodą ratującą życie. A to znaczy, że nie umrę.

Ciąg dalszy nastąpi…

Swietłana Pikta

Polacy mają dość Ukraińców

Polacy mają dość Ukraińców

Tomasz Jankowski

Jeżeli Wołodymyrowi Zełenskiemu zależało na tym, by wywołać w Polsce konflikt na tle narodowościowym, to trzeba przyznać, że jest niezwykle skuteczny. 

Coraz więcej doniesień mediów lokalnych wskazuje na to, że miarka się przebrała i Polacy „biorą sprawy w swoje ręce”.

Naród, który przestał się nabierać

W zwykły sobotni wieczór, w Kożuchowie w województwie lubuskim, doszło do awantury i bójki pomiędzy obywatelami Polski oraz Ukrainy. Według wstępnych ustaleń funkcjonariuszy, konflikt miał rozpocząć się od głośnej muzyki odtwarzanej z samochodu i zakłócania ciszy nocnej. Nie skończyło się jednak na klasycznym „wy…. na Ukrainę”, a na urazach głowy i koniecznej hospitalizacji. Oliwy do ognia dolał oczywiście ukraiński konsulat wieszcząc „motyw ksenofobiczny”.

Ale to już nie incydent, a prawidłowość. Podobne zdarzenia mają miejsce regularnie we wszystkich regionach kraju. Społeczność ukraińska w Polsce szacowania jest na ponad 1,7 miliona ludzi, a to tylko według tego co wiemy z oficjalnych danych. Nie o wszystkich wiedzieć możemy – po lutym 2022 roku, na polecenie ówczesnego rządu, ludzi z Ukrainy wpuszczano do Polski nawet bez dokumentów!

Wzrost zdarzeń typu opisanego wyżej jest wręcz wykładniczy. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy policja otrzymała o jedną trzecią więcej zgłoszeń o takich atakach, a Ministerstwo Spraw Wewnętrznych powołało nawet specjalne jednostki do ich badania.

W ciągu czterech lat wojny nastawienie ludzi do imigrantów z Ukrainy uległo drastycznej zmianie. Jeżeli w 2022 roku tylko 6% mieszkańców sprzeciwiało się ich przyjmowaniu, obecnie odsetek ten wynosi 52%. Ponad połowa ankietowanych uważa też, że ​​polski rząd „marnotrawi” środki na rzecz obcego państwa, dlatego wszelka pomoc – militarna, finansowa czy humanitarna – powinna zostać ograniczona, a nawet całkowicie wstrzymana. Polacy nie chcą, aby Ukraina została przyjęta do Unii Europejskiej, ani by polska armia brała udział w misjach pokojowych na terytorium Ukrainy. Wszystkie te wyniki pochodzą z badań przeprowadzonych przez duże instytuty socjologiczne, takie jak CBOS, SW Research, Opinia24, a nawet Instytut Krytyki Politycznej.

Ropień, który pękł

To jednak nie tak, że wszystkiemu winien jest Zełenski. Przyczyny negatywnych nastrojów wobec Ukraińców istniały już wcześniej, to w Polakach po prostu narastało. Ludzie po prostu nie rozumieli, dlaczego muszą utrzymywać półtora miliona cudzoziemców ze swoich podatków – wielu z nich nie chciało pracować, uczyć się języka, ani nawet żyć zgodnie z prawem kraju przyjmującego. Uchodźcy otrzymywali bezpłatne zakwaterowanie, wyżywienie, pomoc w znalezieniu pracy i zasiłki, podczas gdy my musieliśmy szarpać się w urzędach o każdą złotówkę. Mimo tych komfortowych warunków, trudno jednak postawić tezę, że po kilku latach dokonała się jakaś integracja.

Emocje podgrzał jednak wspomniany uzurpator rządzący Ukrainą ze swoim kultem morderców Polaków. Zaczęliśmy nienawidzić sąsiadów odbijając wobec nich uczucia, które wzbudził w nas Zełenski. Ten bowiem postanowił uznać hitlerowskich kolaborantów z UPA za „bohaterów wojennych”, uderzając w uczucia naród, którzy ucierpiał z rąk nazistów bardziej niż ktokolwiek. Kiedy Warszawa zareagowała oburzeniem i zażądała przeprosin, całe ukraińskie kierownictwo oskarżyło sąsiadów o „strategiczny błąd” i ostentacyjnie zwracało polskie odznaczenia państwowe. Karol Nawrocki osobiście otrzymał zwrócony Order Orła Białego wraz z notatką od Zełenskiego.

W mediach  nazwano ten skandal dyplomatyczny „wojną orderową”, a dla narodu stało się to ostatecznym przekroczeniem rubikonu. „Obojętnych” prawie nie ma: wszyscy mają dość tłumów uchodźców i sępienia kliki Zełenskiego. Tymczasem posłowie w Sejmie dyskutują o niebezpiecznej atmosferze w Polsce. Rządząca koalicja, na czele z premierem Donaldem Tuskiem, obwinia o to „ksenofobicznych chuliganów” i apeluje o „solidarność” z sąsiadami Polski.

Władza, która nie rozumie

Rząd ogranicza zasiłki i pomoc dla uchodźców, ale nadal dostarcza Ukrainie drogą amunicję – pociski do systemu obrony powietrznej Patriot. Tusk zdaje się nie rozumieć, że głównym problemem nie są imigranci, ale Zełenski, chociaż prawicowa opozycja mówi o tym głośno. Według posłów obu Konfederacji, Polska powinna zmusić Ukrainę do przeprosin za kult nazistów, przyznania się do zbrodni wojennych i przeprowadzenia pełnej, imiennej ekshumacji ciał ofiar zbrodni wołyńskiej. Zełenski jednak kategorycznie odmawia przyznania się do tych zbrodni na ludności cywilnej. Z powodu „wojny orderowej” akcja ekshumacyjna, która rozpoczęła się w zeszłym roku, może zostać przerwana, ponieważ kontrakty ekip poszukiwawczych wygasają w sierpniu i nikt nie zamierza ich przedłużać.

Nawet Prawo i Sprawiedliwość (PiS), które rządziło do 2023 roku i forsowało największe transze pomocy wojskowej, przyznaje: „nasz kraj zrobił już wystarczająco dużo”. Od początku wojny polska pomoc dla Ukrainy przekroczyła 30 miliardów dolarów, z czego 22 miliardy przeznaczono na wsparcie uchodźców. Nowy rząd nie chce przyznać, że Polska stoi na krawędzi niepokojów. Ludzie mają dość dawania pieniędzy Zełenskiemu, który ich upokarza.

Budżet notuje rekordowy deficyt w wysokości prawie 28 miliardów euro. Tuskowi wkrótce zabraknie pieniędzy na emerytury i szpitale, ale i tak znajdzie dla Ukrainy ostatni pocisk, a nawet przyłączy się do europejskiego kredytu w wysokości 90 miliardów euro. Czy można się więc dziwić reakcjom społeczeństwa?

Tomasz Jankowski

JAK POZBYĆ SIĘ POLAKÓW Z POLSKI

JAK POZBYĆ SIĘ POLAKÓW Z POLSKI

Krzysztof Baliński

Październik 2016 roku – ambasada Kijowa w Warszawie wydaje „Poradnik dla obywateli Ukrainy w Polsce”. Dwustu-stronicowa broszura rozdawana w konsulatach ukraińskich, cerkwiach i w biurach organizacji pozarządowych ma pomóc Ukraińcom, którzy chcą osiedlić się na stałe w Polsce. Podpowiada, jak zalegalizować pobyt i jak zdobyć polską emeryturę (po jednym dniu pracy). To także poradnik, jak pozbyć się Polaków z Polski, jak stworzyć z Podkarpacia ukraiński okręg autonomiczny i jak powołać „Wolne Miasto Wrocław”.

Lipiec 2026 roku – ambasada Ukrainy w Warszawie publikuje poradnik „Obowiązki i prawa obywateli Ukrainy w Polsce”. To swoiste vademecum instruujące koczujących w Polsce Ukraińców, jak zachować się w sytuacjach konfliktowych z Polakami, jak reagować na „agresję” i „mowę nienawiści”. Poradnik zaleca robienie zdjęć, „dla wykorzystania, jako dowodu w sądzie, prokuraturze lub na policji”. Krótko mówiąc – zachęca do prowokowania Polaków i nagłaśniania tego w mediach. Ambasada Kijowa informuje też (oczywiście przypadkowo) o tworzeniu w prokuraturach wyspecjalizowanych komórek zajmujące się przestępstwami z nienawiści wymierzonych w Ukraińców.

No i, jak z dziurawego wora, posypały się filmiki rejestrujące przypadki „agresji” na bezbronnych uchodźców („którzy schronili się w Polsce przed rakietami Putina”). Że o prowokacje chodzi, świadczy nagranie „trzech Polakach, którzy pobili we Wrocławiu mężczyznę i kobietę”. Pierwsze przekazy mediów mówiły, że „nie wiadomo, co dokładnie działo się, a o ataku na tle narodowościowym świadczą jedynie słowa brata pobitej Ukrainki”. Także pierwsze informacje podane przez ministra spraw wewnętrznych oraz dolnośląską policję nie traktowały incydentu, jako konfliktu o podłożu narodowościowym. Odezwał się natomiast Jacek Sutryk, ukraiński prezydent polskiego Wrocławia: „Chcę jasno powiedzieć: w naszym mieście nie ma i nie będzie przyzwolenia na przemoc motywowaną nienawiścią, ksenofobią czy uprzedzeniami narodowościowymi”. Jego słowa podchwycił konsul Ukrainy, oświadczając: „Niestety, w ostatnim czasie czyny przemocy i agresji przeciwko ukraińskim obywatelom mają miejsce w Polsce. Każdy taki przypadek wymaga dokładnego śledztwa”.

Do akcji dołączyły TVN, TVP, „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”. Ale nie tylko. Uchodzące za tubę patriotów Radio Wnet wyemitowało program „Bij Ukraińca!”, w którym banderowiec o mordzie rezuna wyzywa Polaków: „Zdziczały kraj bandytów, którzy dokonują samosądów”; „Rozwija się zdziczenie Polaków”; „Zezwierzęciałe emocje, które wobec Ukraińców ma coraz większa część społeczeństwa polskiego”, a na koniec pyta: „Dlaczego rząd polski nie weźmie tego za mordę?”. Przypominając wszystkie krzywdy, jakie spotkały Ukraińców w Polsce, media potępiały „polską ksenofobię i nienawiść o podłożu narodowościowym”. I robiły to bez umiaru i bez uwzględnienia faktu, że podobne incydenty niekoniecznie wynikają z uprzedzeń narodowościowych oraz że prowodyrami i sprawcami są najczęściej Ukraińcy, jak w przypadku zamordowania w Bytowie 36-letniego Polaka.

Media wróciły do incydentu w Bielsku-Białej, gdzie pasażera autobusu, sprowokowanego zachowaniem dziewuch wychowanych w koczowniczej kulturze Dzikich Stepów, poniosły nerwy: „Ksenofobiczny atak. Mężczyzna zaatakował i wyzywał wulgarnie trzy nastoletnie obywatelki Ukrainy”. Jeszcze tego samego dnia straszy mężczyzna usłyszał zarzut znieważenia trzech obywatelek Ukrainy, naruszenia nietykalności cielesnej jednej z nich i „szerzenia mowy nienawiści”.

Do machinacji dołączyli politycy. „Brutalny akt przemocy” potępił Donald Tusk, apelując o natychmiastowe zgłaszanie wszelkich przejawów przemocy wobec Ukraińców i zwracając się bezpośrednio do prezydenta, „aby przestał milczeć w tej sprawie”. Marcin Kierwiński (szef MSWiA) zapewnił o natychmiastowych działaniach policji i bezwzględnym egzekwowaniu prawa oraz przyjęcie zasady zero tolerancji dla ataków na tle narodowościowym. Ostrzegł też, że publiczne nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym, rasowym lub wyznaniowym podpada pod paragrafy Kodeksu Karnego. Ujawnił też, że służby monitorują publikowane w internecie treści nawołujące do nienawiści wobec obywateli Ukrainy. Włodzimierz Czarzasty (marszałek Sejmu) mówił o „polowaniu na Ukraińców”. Barbara Nowacka (minister edukacji) wskazała, że agresywne zachowania na ulicach są konsekwencją wcześniejszej nagonki i hejtu w przestrzeni publicznej. Adam Szłapka (rzecznik Rządu) zaznaczył, że obóz rządowy nie zgadza się na jakąkolwiek akceptację nienawiści i zapowiedział zdecydowaną walkę z takimi postawami. Krzysztof Bosak (Konfederacja) „stanowczo potępił ataki na dzieci i słabszych, a uzasadnianie przemocy własnymi uprzedzeniami uznał za zachowanie sprzeczne z normami cywilizacyjnym.

Na prowokację dała się nabrać cała Polska. Wszyscy potępili pasażera autobusu. W całym kraju odbyły się pikiety solidarności z Ukraińcami. Krótko mówiąc, „zbrodnia” jednego starego Polaka, który nakrzyczał na ukraińskie pindy zrównana została z wymordowaniem na Wołyniu 100 tysięcy Polaków. MSWiA przytoczyło „zatrważające” dane mające świadczyć o wzroście liczby aktów przemocy na tle narodowościowym: Liczba pokrzywdzonych w sprawach dotyczących znieważenia, przemocy i gróźb z powodu przynależności narodowej wzrosła w ciągu ostatnich pięciu lat z 95 do 273 (przy kilku milionach Ukraińców w Polsce!). Nie podało natomiast, że w ciągu ubiegłych dwóch lat Ukraińcy popełnili w Polsce 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw i że tylko w ubiegłym roku zabili 11 Polaków. Jak i podało, że wśród 3949 obcokrajowców poszukiwanych listem gończym jest 3253 obywateli Ukrainy.

Gdy Wołodymyr wezwał Donalda do Lublina (czyli do siebie), w sali tranzytowej tamtejszego lotniska obwieścił: „Omówiłem z Tuskiem bezpieczeństwo obywateli ukraińskich, którzy znaleźli schronienie w Polsce”. Obwieszczenie było nie tylko szczytem bezczelności, ale potwierdziło, że Zełenski wytoczył Polsce wojnę informacyjną i odniósł w niej kolejny sukces. Ile będzie to kosztować nasze państwo dowiemy się w najbliższych dniach. Na dziś widzimy to w dyrektywach dla Policji, prokuratury i niezawisłych sądów, które mają okrutnie karać „zbrodnie z nienawiści”, czyli wszelkie złe słowa skierowane przeciw Ukraińcom.

W sukurs uciśnionym Ukraińcom rzuciło się nie tylko całe rządowe i pozarządowe lewactwo, ale także warszawski Judenrat, który zaczął lansować pogląd, że w Polsce narasta „atmosfera pogromowa” wobec „gości” z Ukrainy. O polskich nazistach, pod hasłem „Wszyscy jesteśmy Ukraińcami”, mówił w Kijowie Adam Michnik. Doszło do tego, że każda ukraińska łajza poczuła się uprawniona do wtrącania w polskie sprawy, pouczania, szantażowania, domagania się kolejnych przywilejów, a nawet grożenia, że jak nie spełnisz tych żądań, to ci podpali dom.

Zełenski wie, że może z Polską zwyczajnie pogrywać i skutecznie Polaków ogrywać, bo ma w Polsce proukraiński rząd i proukraińską opozycję, bo ma potężne proukraińskie lobby i wpływową probanderowską V kolumnę, która w pluciu na Polaków prześciga nawet jego samego i głosi, że „Polacy na Wołyniu też nabijali Ukraińców na widły”. Przy czy na takie postępowanie pozwala sobie prezydent na wpół zdechłego, uzależnionego od naszej pomocy, skorumpowanego i rozkradanego kraiku na Dzikich Stepach oraz utrzymywani przez nas uchodźcy-żebracy.

Szok i niedowierzanie. Ambasador Rzeczypospolitej uderza we własne państwo, popiera narrację państwa wrogiego. Uprawia pedagogikę wstydu, czyli coś, w czym do tej pory specjalizowała się „Gazeta Wyborcza. Podczas obchodów upamiętniających ofiary rzezi na Wołyniu, Piotr Łukasiewicz (bo tak zwie się osobnik tak haniebnie się zachowujący) powiedział: „Oddając hołd polskim ofiarom ukraińskiej przemocy na Wołyniu, nie może pominąć także ukraińskich ofiar państwa polskiego przed wojną i w jej trakcie”. Czyli „ofiarami państwa polskiego” nazywa niemowlęta nabite na sztachety, dzieci z gwoździami wbijanymi w główki, zgwałcone dziewczyny z kosami w pochwach, matki z wyprutymi brzuchami, chłopów pociętych piłami.

Ale to nie wszystko – jeszcze gorzej było, gdy Łukasiewicz wskazał na dwa kraje, które zaczęły wojnę: „Niemcy, Japończycy i ICH KOLABORANCI. Bo sformułowania „kolaboranci” używają regularnie Żydzi, co pozwala im na rozszerzenie odpowiedzialności za zagładę Żydów na Polaków. Łukasiewicz powielił zatem argument zabójczy dla polskiej polityki historycznej, wpychający do roli kolaborantów także Polaków.Sprawę jeszcze pogorszył Radek Sikorski. Usprawiedliwiając swego wysłannika powiedział: „Przemawiał w duchu chrześcijańskiego pojednania i kierował się przesłaniem przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. Czyli zadekretował ciszę nad dołami śmierci, do których wrzucono pomordowanych Polaków i zakończenie wszystkiego zawołaniem: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Ale nie tylko – 10 lipca zamieścił na portalu X wpis: „Dziś rocznica mordu w Jedwabnem, jutro krwawej niedzieli podczas Rzezi Wołyńskiej. Niech każdy naród zrobi swój rachunek sumienia tak, aby zbrodnie przeszłości już nigdy się nie powtórzyły”. Czyli polski minister zrównał stodołę w Jedwabnem z ludobójstwem na Wołyniu.

Ambasador Ukrainy w Warszawie daje wykłady o polityce historycznej Ukrainy, a ambasador RP w Kijowie wygłasza mowy popierające politykę historyczną Ukrainy. Ukraińcy koczujący w Polsce mają ambasadora, który ich broni. A Polacy na Ukrainie mają ambasadora, który im nakazuje pogodzenie się z pomnikami Bandery. Konsul Ukrainy w Warszawie opiekuje się swoimi obywatelami, a konsul RP w Kijowie szczyci się ukraińskim pochodzeniem, paraduje w ukraińskiej wyszywance, w Kijowie podaje się za Ukraińca, a w Warszawie za Polaka.Ukraińcy mają poradnik, jak pozbyć się Polaków, a Polacy mają poradnik (od ministra obrony), jak spierdalać z Polski i jak zrobić sracz z wiadra. Mają też Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”, która za pieniądze od Sorosa i z dotacji Fundacji Batorego wydała broszurę „Poradnik obywatela”, swoiste „Vademecum kapusia”, bo to prawniczy instruktaż dla adeptów trudnej sztuki donosicielstwa. Stowarzyszenie założyło też portal zglosnienawisc.otwarta.org, na którym domorośli konfidenci zgłaszają zawiadomienia o wychwyconych przypadkach „mowy nienawiści”, a administratorzy portalu, na tej podstawie składają doniesienia do prokuratury.Wróćmy do „Polowania na Ukraińców”. Epizod wart, co najwyżej, odnotowania w kronice wybryków chuligańskich osiedlowej gazetki, zdominował scenę polityczną, a media reagowały jakby wszystkie miały wspólną redakcję. Z marginalnego incydentu zrobiono wydarzenie polityczne roku i sprawę wagi państwowej. Cała Polska żyła nimi, ku rozbawieniu pomysłodawców machinacji. Przynętę złapali wszyscy politycy, jeden za drugim, ambasador Ukrainy przecierał oczy ze zdumienia, jak łatwo Polacy dali się podpuścić przy pomocy prymitywnego, wielokrotnie już przećwiczonego na Polakach modus operandi. Prowokacja z „wrzucaniem” do sieci filmików o prowokowanych i tracących cierpliwość Polakach była tak groteskowa, że nie trudno było odgadnąć, co się za nią kryje. Było oczywistym, że z Kijowa padł rozkaz: Wytropić Polaków, którzy biją Ukraińców!Nie pamiętali przy tym, że Ukraińcy już wielokrotnie przećwiczyli na nas takie metody. Kiedy w Legnicy doszło do kradzieży krzyża z kopuły cerkwi. Oburzenie wyraził prezes Związku Ukraińców w Polsce Mirosław Skórka (Мирослав Скірка): „To nas po prostu przeraża. To gest ewidentnie symboliczny, pokazujący narastającą wrogość do społeczności ukraińskiej”. Tymczasem „przerażającego” czynu dokonali miejscowi złomiarze. Skórce wtórował ambasador Ukrainy: „Zwracam się publicznie do organów ścigania – uczyńcie wszystko, aby ta oraz wszystkie podobne zbrodnie przeciwko Ukraińcom i ukraińskości doprowadzone zostały do logicznego końca – wyroków sądu zgodnie z prawem Rzeczypospolitej Polskiej”. Zauważmy przy tym, że na opisanie incydentu użył słowa „zbrodnia” a o rzezi wołyńskiej mówi „wydarzenia”. Ukraiński minister, po tym jak w „Wyborczej” pojawiły się informacje o 15-letniej Ukraince, która miała doświadczyć przemocy psychicznej w formie obraźliwych wiadomości głosowych, wezwał Polskę do ukarania „przejawiających ksenofobiczną postawę wobec Ukraińców”. Na FB napisał: „Szkoda, że trzeba wracać do spraw haniebnego traktowania Ukraińców w Polsce. „Nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne sprawy przeciwko Ukraińcom w Polsce. Uważam, że takie zachowanie nie może i nigdy nie będzie normą w cywilizowanym społeczeństwie europejskim”.Machinacje takie łatwo można było łatwo rozszyfrować, wiedząc, że Ukraińcy naśladują Żydów. Przykład pierwszy z brzegu: Po emisji reportażu TVN o polskich neonazistach pijących toast za Hitlera, „polskich neonazistów” potępił premier, marszałek Sejmu zarządził debatę o neonazizmie w Polsce, a minister spraw wewnętrznych z sejmowej trybuny podziękował „dziennikarzom śledczym TVN”. Tymczasem śledztwo wykazało, że „naziści” działali z polecenia TVN i byli przez nią opłaceni. I nie trudno było odgadnąć, co się za prowokacją TVN kryło. Było oczywiste, że padł rozkaz – wytropić polskich nazistów i że rządzący Polską to idioci skwapliwe odgrywający rozpisane z góry role, tańczący tak, jak im zagra antypolska orkiestra. Jest i druga strona medalu – przepraszają za antysemitów, za nazistów, za Polaków bijących Ukraińców i każdy przypadek traktują, jako sprawę wagi państwowej. A ci, którzy takie afery wywołują kalkulują sobie: Przepraszajcie, a my będziemy podrzucać kolejne śmierdzące sprawy, jak nie o rasiście w autobusie w Bielski-Białej, to ciemiężycielu sprzątaczki ukraińskiej. A gdyby takich zabrakło, zawsze „nazistowską” można będzie nazwać pielgrzymkę wiernych do Częstochowy.Dlaczego Polaków nie oburza rząd, który wystąpił przeciwko prezydentowi własnego państwa i wsparł prezydenta państwa, który gloryfikuje morderców Polaków i pluje Polakom w twarz? Dlaczego nie oburzają się na ministra o chazarskiej mordzie, który popiera ambasadora Ukrainy w polowaniu na Polaków? Dlaczego nie roznoszą w pył rządu, którzy sekuje własnych obywateli?

Co robić i czego nie robić? Przestrzegać podstawowej zasady – nie przyjmować bitwy na warunkach przeciwnika. Żadnego kajania się. Nie bronić się, ale atakować. Nie liczyć na rząd, bo to banda nieudaczników sparaliżowanych strachem. Działać mądrze, spokojnie, konsekwentnie, aż ludzie na całym świecie dowiedzą się, że są tacy, którzy wstali z kolan i chodzą z podniesioną głową. A na koniec powiedzmy głośno: Nie ma żadnego polowania na Ukraińców – jest polowanie na Polaków. Nie ma żadnego „wzrostu nastrojów antyukraińskich” – jest erupcja nienawiści Ukraińców do Polaków, i reakcja Polaków.

Krzysztof Baliński

============================

Ukraińska aktywistka: Nie oddam Polski. Miller: To nie jest twoja Polska

Natalia Panczenko, źr. X

Ukraińska aktywistka: Nie oddam Polski. Miller: To nie jest twoja Polska [+VIDEO]

10 sierpnia 2026 Paweł Król

Leszek Miller odpowiedział na słowa Natalii Panczenko o „jej Polsce”. Były premier stwierdził wprost, że „to nigdy nie będzie twoja Polska”, a jego wpis szybko zaczął krążyć w mediach społecznościowych.

Leszek Miller skomentował w mediach społecznościowych wystąpienie Natalii Panczenko wygłoszone podczas niedzielnej manifestacji w Warszawie pod hasłem „Nie bądź obojętny”.

Działaczka i prezes fundacji Stand with Ukraine mówiła w trakcie wydarzenia o swoim przywiązaniu do Polski.

„Nie oddam Polski, mojej Polski, ludziom, którzy próbują budować ją na strachu, nienawiści i pogardzie. Bo oni nie mają monopolu na Polskę i muszą to wreszcie zrozumieć. Moja Polska jest dzisiaj tutaj” – powiedziała Panczenko.

W dalszej części przemówienia podkreśliła, że Polskę tworzą również ona sama, jej sąsiedzi oraz współpracownicy.

Nagranie z wypowiedzią Panczenko zostało szeroko udostępnione w internecie i dotarło także do byłego premiera Leszka Millera.

Polityk udostępnił na platformie X wpis jednego z użytkowników odnoszący się do słów aktywistki i odpowiedział własnym komentarzem. „To nigdy nie będzie twoja Polska. Moja Polska leży na polach i w lasach Wołynia. Idź, poszukaj i zwróć nam kości pomordowanych” – napisał Miller. W swojej odpowiedzi były premier bezpośrednio nawiązał do polskich ofiar zbrodni wołyńskiej oraz wciąż nierozwiązanej kwestii poszukiwań i ekshumacji szczątków części pomordowanych.

Natalia Panczenko jest ukraińską aktywistką i szefową fundacji Stand with Ukraine. Panczenko wzbudzała kontrowersje także wcześniej. W lutym 2025 roku, komentując dla ukraińskiego Kanału 5 sytuację polityczną w Polsce i postulaty ograniczenia świadczeń dla obywateli Ukrainy, ostrzegała przed konsekwencjami pogarszania się stosunków polsko-ukraińskich. Mówiła wówczas, że przy wzroście wzajemnej wrogości „na terytorium Polski zaczną się walki” oraz „rozpoczną się podpalenia sklepów, domów i tak dalej”.

Po nagłośnieniu tej wypowiedzi aktywistka przekonywała, że jej słowa zostały wyrwane z kontekstu. Twierdziła, że nie zapowiadała takich działań, lecz ostrzegała przed możliwymi skutkami podsycania konfliktów narodowościowych. Zachęcała również, aby zapoznać się z pełnym wywiadem, zamiast – jak mówiła – opierać się na „przekręconych cytatach”.

Powstał Myrotworec 2.0. Na liście polscy politycy prawicy

Powstał Myrotworec 2.0. Na liście polscy politycy prawicy

magnapolonia.org/myrotworec-2-0-na-liscie-polscy-politycy-prawicy

W Polsce rozpoczęła działalność organizacja, która w ramach projektu finansowanego ze środków europejskich monitoruje polską przestrzeń informacyjną i tworzy listy proskrypcyjne polskich polityków pojawiających się w określonych, uznawanych przez nią za prorosyjskie, kanałach Telegrama. Chodzi o Fundację „Alians Młodzieży Ukraińskiej 24 sierpnia” i jej projekt „Obserwatorium Nienawiści”, którego celem ma być monitorowanie „mowy nienawiści” wobec Ukraińców oraz rosyjskiej propagandy.

Powstał Myrotworec 2.0. ale w Polsce. Na stronie projektu znajdziemy jednak również nazwiska konkretnych polskich polityków, między innymi Krzysztofa Bosaka, Anny Bryłki, Pawła Usiądka czy Konrada Berkowicza. Powstaje więc pytanie, czy rzeczywiście mamy tutaj wyłącznie do czynienia z walką z nienawiścią, czy też z próbą stworzenia katalogu polskich polityków szczególnie niewygodnych dla Ukrainy.

Jak widzimy, pod hasłem zwalczania „mowy nienawiści”, tym razem pojawia się systematyczne monitorowanie polityków, których poglądy dotyczące Ukrainy są krytyczne, a następnie zestawianie ich działalności z aktywnością kanałów określanych jako rosyjskie. Granica pomiędzy analizą propagandy a politycznym piętnowaniem przeciwników staje się tym samym bardzo cienka, szczególnie gdy cały projekt otrzymuje finansowanie z europejskiego, opanowanego przez lewicę systemu grantowego.

Autorzy „Obserwatorium Nienawiści” analizują między innymi cztery polskojęzyczne kanały Telegrama: „Niezależny Dziennik Polityczny”, „NewsFront PL”, „Polska Grupa Informacyjna” oraz „Układ Warszawski”, które uznają za kanały rosyjskiej propagandy. Następnie sprawdzają, którzy polscy politycy są tam przywoływani, cytowani lub prezentowani w pozytywnym kontekście. Wśród wymienionych znajdują się między innymi Bosak, Bryłka, Usiądek i Berkowicz, czyli politycy reprezentujący środowiska zdecydowanie bardziej krytyczne wobec polityki Ukrainy niż dominujący nurt polskiej polityki z kliki POPiS.

Pojawia się zasadnicze pytanie: co właściwie oznacza fakt, że rosyjski lub prorosyjski kanał publikuje wypowiedź polskiego polityka? Sam fakt cytowania polityka przez rosyjski kanał nie oznacza przecież, że polityk współpracuje z Rosją, otrzymuje od niej pieniądze albo świadomie uczestniczy w rosyjskiej operacji informacyjnej. Propagandysta może wykorzystać praktycznie każdą wypowiedź, która pasuje do jego narracji. Można więc stwierdzić, że Rosja wykorzystuje czyjąś wypowiedź, ale czymś zupełnie innym jest twierdzenie, że autor tej wypowiedzi działa na rzecz Rosji.

To rozróżnienie jest fundamentalne, ponieważ inaczej otrzymujemy niezwykle wygodny mechanizm politycznej dyskwalifikacji: wystarczy znaleźć rosyjski kanał, który opublikuje czyjąś wypowiedź, a następnie można umieścić jej autora w projekcie dotyczącym rosyjskiej propagandy. Brzmi niemal jak instrukcja obsługi współczesnego „antyrosyjskiego” indeksu.

Jeszcze bardziej problematyczne jest utożsamianie krytyki Ukrainy z rosyjską dezinformacją. Rosja rzeczywiście prowadzi intensywną wojnę informacyjną i wykorzystuje autentyczne konflikty społeczne oraz prawdziwe problemy występujące w państwach europejskich. Nie oznacza to jednak, że każdy człowiek, który mówi o tych problemach, staje się elementem rosyjskiej operacji informacyjnej.

Jeżeli polski polityk krytykuje politykę Ukrainy, sprzeciwia się określonym formom pomocy albo domaga się twardszego stanowiska Warszawy w kwestiach gospodarczych czy historycznych, jest to legalne stanowisko polityczne. Rosyjska propaganda może później taką wypowiedź wykorzystać, ale odpowiedzialność za jej wykorzystanie ponosi propagandysta, a nie automatycznie jej autor. W przeciwnym razie wystarczyłoby poczekać, aż rosyjski propagandysta pochwali kogoś, kogo chcemy politycznie zdyskredytować. Resztę zrobią już raporty, granty i poważnie brzmiące nazwy kolejnych „obserwatoriów”.

Nie mniej interesujący jest fakt, że „Obserwatorium Nienawiści” nie jest przedsięwzięciem finansowanym wyłącznie przez jego organizatorów. Z informacji opublikowanych przez Alians wynika, że projekt realizowany jest dzięki „Dotacji szybkiego reagowania” w ramach Programu Równych Praw Fundacji im. Stefana Batorego, natomiast środki pochodzą z programu CERV — „Obywatele, Równość, Prawa i Wartości” — finansowanego przez Komisję Europejską.

Nikt nie wyjaśnił jakie kryteria decydują o przyznawaniu pieniędzy inicjatywom, które zajmują się szczuciem i oznaczaniem łatkami konkretnych polskich polityków jako powiązanych z rosyjską propagandą.

Podejrzane jest zwłaszcza to, że operatorem programu jest Fundacja Batorego, od lat kojarzona ze skrajnie lewicowym nurtem ideowym i była wielokrotnie krytykowana przez środowiska konserwatywne jako fałszująca informacje i siejąca propagandę. Warto więc pytać, gdzie dokładnie kończy się walka z nienawiścią, a zaczyna monitorowanie niewygodnych poglądów politycznych. Oraz co będzie kolejnym krokiem.

Jak widzimy, mamy tutaj kolejną sytuację, w której pod (rzekomo) szczytnym hasłem „walki z nienawiścią” powstaje system klasyfikowania uczestników debaty publicznej według ich stosunku do Ukrainy, a następnie finansowanie tego systemu ze środków europejskich.

NASZ KOMENTARZ: Jeżeli zaczniemy traktować każdą krytykę Ukrainy jako potencjalną „prorosyjską narrację”, a następnie finansować organizacje zajmujące się katalogowaniem osób, których wypowiedzi rosyjska propaganda uznała za przydatne, stworzymy kopię systemu działającego w Związku Sowieckim, gdzie każdy przeciwnik komunizmu miał problemy z prawem i przyszywano mu łatkę imperialistycznego agenta. Oczywiście wszystko działo się pod hasłem troski o bezpieczeństwo, zupełnie jak w przypadku omawianego Myrotworca 2.0.

Ukropolin w budowie

Zinkiewicz: Ukropolin w budowie

Mateusz Piskorski i Tomasz Jankowski w audycji na YouTube „Kto chce zamieszek w Polsce” analizowali przyczynę nasilających się prowokacji na terenie Polski. Od ponad dwóch lat cyklicznie, trywialnie zwracam uwagę na omawiane problemy w audycji obu wyżej wymienionych panów. Pierwszy raz felietonem W co gra amerykańska propaganda?. Natomiast ostatnio w najnowszym felietonie Filmowcy. 

W przeciwieństwie do mojej Małżonki nie posiadam zdolności profetycznych wzmocnionych umiejętnościami analitycznymi i obszerną wiedzą z zakresu psychologi stosowanej. Posługuję się zupełnie inną metodologią. Polega ona na wyciąganiu wniosków z pozornie mało istotnych sygnałów docierających do mnie. Konfrontuje je ze spektrum wydarzeń. 

Zdrowy dystans

W przeszłości w zamierzchłych czasach PRL-u, po przyjeździe do Polski z Wiednia pozwoliło mi to na uniknięcie aresztowania i bezpodstawnego oskarżenia o szpiegostwo. Stąd też identyfikuje się z traumatycznymi przeżyciami polskiego patrioty Mateusza Piskorskiego. Staram się nigdy nie lekceważyć sygnałów wywołujących refleksję. Jest to moja indywidualna forma instynktu samozachowawczego. Do tego w trakcie mojego życia, po szeregu koszmarnych przeżyć, utworzył się we mnie dystans do ludzi. Pewna doza braku zaufania, sceptycyzmu, cecha, którą nabywa się wraz z wiekiem. 

„Stare trupy” 

Wypowiedź Żydówki Anny Marii Żukowskiej o ekshumacjach ofiar ukraińskiego ludobójstwa brzmiała: „Jeżeli to jest dla pana rodzaj transakcji, żeby bardziej starymi trupami handlować, za takie bardziej świeże, to po prostu jest obrzydliwe naprawdę”.

Słowa te wywołały dużą debatę publiczną w lutym 2025 roku. Wypowiedź ta padła w kontekście dyskusji o relacjach polsko-ukraińskich i warunkach stawianych Ukrainie. W trakcie dyskusji z wicemarszałkiem Sejmu Krzysztofem Bosakiem na antenie TVN24. Słowa o „starych trupach” spotkały się z ostrą krytyką ze strony polityków różnych opcji oraz komentatorów, którzy uznali je za brak szacunku dla pamięci bestialsko pomordowanych Polaków, których doczesne szczątki, wdeptane są w ukraińskie błota. Zgodnie z polską, katolicką tradycją, wymagają godnego pochowku. A dla niej są to tylko „stare trupy” (sic!). Posłanka nie przeprosiła – w rozmowie z RMF FM powiedziała, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

Groźby ambasadora

Z kolei w lutym i marcu 2026 roku ambasador USA w Polsce, Tom Rose, wygłosił krytyczne wypowiedzi pod adresem Grzegorza Brauna. Stwierdził, że udział formacji Brauna w polskim rządzie byłby dla USA poważnym problemem, a w marcu ostro skrytykował wpis polityka w księdze kondolencyjnej w ambasadzie Iranu po śmierci Alego Chameneiego, ostrzegając, że „Amerykanie i prezydent Trump tego nie zapomną”.

Wypowiedź amerykańskiego ambasadora uruchomiła lawinę serwilistycznych artykułów prasowych atakujących środowisko posła Brauna, uderzających bezpośrednio w Mateusza Piskorskiego i Tomasza Jankowskiego. Wychwycił to publicysta i były poseł na Sejm RP Piotr Gadzinowski i opisał w artykule Pożegnanie z Marią („Fakty po Mitach”, nr 31 z 31 lipca 2026 roku). Wcześniej pisałem w podobnym duchu, jako odpowiedź na krytykę, która po wystąpieniu ambasadora USA Rose’a znalazła się w „Gazecie Polskiej”, zamieściłem ją w felietonie Sało w Czekoladzie.

Mógłbym przytoczyć parę innych przykładów, rozbijackiej działalności nakierowanej na środowisko Grzegorza Brauna wraz z podstępnymi działaniami wobec polityków z nim związanych. Ograniczę się do banału, jakim jest dostrzeżone przeze mnie wybudzanie ukraińskiego śpiocha stryja-konfidenta, startującego w nowej roli: filmowca-prowokatora w duecie z pewną panienką. O tym mowa w felietonie Filmowcy

Lęki architektów Ukropolin

Bardzo wiele na temat budowy w Polsce Ukropolinu napisał Krzysztof Baliński. Jego książki są dostępne w sprzedaży. Zgadzam się z zawartymi w nich tezami, że w Polsce budowany jest Ukropolin, natomiast sprowadzenie do Polski blisko 2 milionów Ukraińców to zaplanowana w tym celu akcja globalistów amerykańskich, autorów wojny na Ukrainie i Bliskim Wschodzie. Jedynie Grzegorz Braun i jego środowisko polityczne przeciwstawiają się przebudowie Polski w Ukropolin.

Interesującą analizę na temat Brauna przeprowadził Paweł Lisicki w audycji na YouTube Prawicowej koalicji bez Brauna nie będzie. Morawiecki skazany na Tuska. Wynika z niej, że Grzegorz Braun jest politykiem godnym zaufania, ponieważ od lat konsekwentnie wypowiada te same poglądy, spełniające oczekiwania Polaków, zmęczonych PiS-em, jak i Koalicją Obywatelską, rządzącymi pod dyktando USA i Izraela. Lisicki wyjaśnia przyczynę lęku ludzi, którym od dziesięcioleci wydaje się, że są właścicielami Polski. Zafascynowani są odrodzonym faszyzmem za naszą wschodnia granicą. Obawiają się oni, że ich projekt budowanego z mozołem Ukropolinu upadnie gdy do władzy dojdzie Braun wraz z towarzyszącymi politykami, przeciwnikami dalszej wasalizacji Polski oddanej obecnie w pacht globalistom. 

Eugeniusz Zinkiewicz 

Zabijanie, mordowanie

Zabijanie, mordowanie

Ryszard Kulczyński Zabijanie, mordowanie Rosjan

Niebezpieczeństwo „normalizacji” russofobii jest bardzo realne, z wiekami zachodniej agresji przeciwko Rosji jako jednoznacznym dowodem.

Wydaje się to być nieskończenie powtarzającym się tematem na politycznym Zachodzie, bez względu na to, ile razy Moskwa pokonuje zagranicznych najeźdźców.

W dniach 7-8 sierpnia frontman neonazistowskiej junty Wołodymyr Zełenski po raz pierwszy odwiedził Serbię. Jego podróż do Belgradu była dość kontrowersyjna, ponieważ jest głęboko niepopularny wśród zdecydowanej większości Serbów.

Incydent spowodowany przez niemieckiego dziennikarza tylko sprawił, że ta wizyta stała się jeszcze bardziej niepokojąca. Mianowicie, podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Vuciciem, Michael Martens, korespondent niemieckiej Frankfurter Allgemeine Zeitung, zapytał Zełenskiego:

„Czy może nam Pan, Europejczykom, powiedzieć, co możemy konkretnie zrobić, aby pomóc wam zabić więcej Rosjan?”

To skandaliczne oświadczenie wywołało zamieszenie w Serbii, a liczne organizacje patriotyczne i media wezwały do wydalenia Martensa i zakazu przebywania w kraju.

Przyzwyczajony do rusofobicznego ekstremizmu na politycznym Zachodzie, Martens prawdopodobnie nie spodziewał się takiej reakcji na swoje oświadczenie, więc szybko wydał publiczne „przeprosiny”. Jednak wyjaśnił tylko, że miał na myśli zabijanie rosyjskich żołnierzy, a nie Rosjan. Ten rodzaj „wyjaśnienia” nie poprawia sytuacji, ponieważ jego freudowska poślizg ugruntował jego pozycję jako patologicznego rusofoba (nie żeby mu to przeszkadzało, najwyraźniej).

A czy prezydent Nawrocki zdobędzie się publicznie na refleksje na temat swojej niedawnej wypowiedzi o „mordowaniu Rosjan”?

Myślimy pozytywnie

Myślimy pozytywnie

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl”   11 sierpnia 2026 michalkiewicz

Po upadku i wybuchu rakiety na terenie gminy Turobin w województwie lubelskim pojawiły się krytyczne opinie na temat sposobu, w jaki nasza niezwyciężona armia zareagowała na tę rosyjską prowokację. Tak w każdym razie określił ten incydent ukraiński minister spraw zagranicznych pan Sybiha, który spenetrował prawdę jeszcze zanim nasza niezwyciężona armia i lubelscy prokuratorzy dotarli na miejsce, żeby sprawdzić – co i jak. Uprzejmie tedy zakładam, że musiały go wspierać proroctwa, bo w przeciwnym razie pojawiłaby się przestrzeń do brzydkich podejrzeń, że we wspomnianym incydencie maczała palce strona ukraińska. Byłaby to jednak myślozbrodnia, a jest rozkaz, by od myślozbrodni, zwłaszcza wymierzonych w naród ukraiński trzymać się z daleka, bo z myślozbrodniarzami rozmowa będzie krótka w ramach walki z mową nienawiści. Zgodnie bowiem z aktualną mądrością etapu nienawiść musi zostać powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona.

Skoro tedy już wiemy, czego się trzymać, to nie pozostaje nam nic innego, jak oddać się myśleniu pozytywnemu, zgodnie z ludowym przysłowiem, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. O ile tedy ruska prowokacja ma wszelkie cechy zła w postaci czystej, to jednak, dzięki myśleniu pozytywnemu, my to zło potrafimy przekuć w dobro – zgodnie ze spostrzeżeniem bohatera powieści „Gubernator” Roberta Penn Warrena, który zauważył, że dobro najlepiej robić ze zła. Najwyraźniej wzięli to sobie do serca gorejącego nie tylko przedstawiciele naszej niezwyciężonej armii, ale przede wszystkim – nasi Umiłowani Przywódcy – chociaż oczywiście nie wszyscy, tylko uczestnicy koalicji 13 grudnia, która zrzesza kolaborantów Volksdeutsche Partei. Rada w radę uradzili, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, a najlepszą ocenę wystawiła wiceministrowa obrony, pani Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, według której „wszystkie” procedury krajowe i zagraniczne „zadziałały prawidłowo”. W ramach myślenia pozytywnego spróbujmy tedy rozwinąć tę – jakże krzepiącą ocenę – żebyśmy i my doznali z tej okazji pokrzepienia serc. Zacznijmy od rakiety. Od razu widać, że zimny ruski czekista Putin też się podciągnął w prowokacjach, przynajmniej od incydentu w Przewodowie, gdzie zginęli dwaj polscy obywatele.

Tym razem nie tylko nikt nie zginął, ale w dodatku rakieta nie spadła ani na oddalony o 50 km Lublin, ani nawet na oddalone o 500 metrów zabudowania, tylko taktownie eksplodowała w szczerym polu. Towarzyszący temu huk spowodował uruchomienie syren alarmowych, które – zgodnie z przepisami, najpierw wydały z siebie sygnał pulsujący – jako ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem, a potem – jak powiadają – również sygnał o odwołaniu alarmu. Utwierdza nas to w przekonaniu o słuszności „przepisów drogi na morzu”, które – czerpiąc natchnienie z „Odysei” – zakazują zmieniania kursu statku na podstawie głosu syreny. Nawiasem mówiąc, średniowieczny poeta Dante Alighieri w „Boskiej komedii” pisze, że syreny wprawdzie charakteryzowały się czarującym głosem, ale z bliska śmierdziały zdechłymi rybami.

Ale to bynajmniej nie koniec dobrodziejstw, jakie spadły na nasz nieszczęśliwy kraj razem z ruską rakietą. Cały świat, a jeśli nawet nie cały, to jego najważniejsze części nadesłały nam wyrazy solidarności i poparcia, podobnie jak w 1939 roku. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak w miarę rozwoju sytuacji zostaniemy „natchnieniem narodów” – jak w roku 1940, kiedy to dostąpiliśmy radosnego przywileju braterstwa broni z Naszymi Sojusznikami – zanim jeszcze zostali oni sojusznikami naszego sojusznika. Akurat dobrze się składa, że Narodowy Bank Polski nakupił złota, podobno ponad 600 ton, więc w razie czego będzie można z tego pokryć koszty naszego korzystania z radosnego przywileju braterstwa broni – jak to było po zakończeniu II wojny światowej.

Zanim jednak do tego dojdzie, ukraiński prezydent Zełeński, po powrocie z Waszyngtonu zatrzymał się w Lublinie, gdzie przyjął na audiencji obywatela Tuska Donalda, któremu przekazał wiadomość, że prezydent Trump obiecał mu udostępnienie licencji na produkcję pocisków do systemu „Patriot”. Podobno „w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”, że ze względów bezpieczeństwa Polska tę licencję od Ukrainy odkupi i będzie produkowała pociski u siebie, a potem – zgodnie z umową z 2 grudnia 2016 roku – nieodpłatnie przekaże je Ukrainie, która już będzie wiedziała, co dalej z nimi zrobić – ot na przykład – odsprzedać je Polsce.

Dzięki temu i oligarchowie będą zadowoleni i Polska bezpieczna – na wypadek, gdyby ruskiemu czekiście Putinowi znowu strzelił do głowy pomysł jakiejś prowokacji. Żeby tedy uniknąć nieporozumień, vaginet obywatela Tuska Donalda odda ukraińskim oligarchom na własność odnośne polskie zakłady produkcyjne, a oni w rewanżu zainstalują tam „saloniki VIP-ów”, gdzie nasi Umiłowani Przywódcy będą mogli bez konieczności oczekiwania w jakichś kolejkach wypić i zakąsić. Kto wie – może bracia Rysiczowie sprowadzą tam znowu panienki, żeby nasi Umiłowani Przywódcy mogli się przyjemnie zrelaksować po tylu poświęceniach, jakich codziennie dokonują dla Polski?

Na tym przykładzie od razu widać, ile korzyści daje przestawienie się na myślenie pozytywne. Najwyraźniej nie mogą tego pojąć działacze futbolowi, zorganizowani w gangu UEFA. Uradzili oni, żeby zbojkotować Mistrzostwa Świata z futbolu na znak protestu przeciwko projektowi odsprzedania 20 czy nawet 25 procent udziałów w Mundialu zięciowi prezydenta Donalda Trumpa, panu Jaredowi Kushnerowi. W ten sposób Gianni Infantino, szef futbolowego gangu o zasięgu światowym, czyli FIFA, zamierza wkraść się w łaski amerykańskiego prezydenta. Co z tego będzie miał – to osobna sprawa – ale my, w ramach myślenia pozytywnego odnotujmy, że jeśli nawet prezydent Trump nie podporządkowuje wszystkiego polityce prorodzinnej, to w każdym razie cały czas o niej pamięta.

Podobnie postępował francuski prezydent Juliusz Grevy, wybrany na to stanowisko w grudniu 1885 roku. Podobnie jak Donald Trump swego, tak i Julisz Grevy kochał swego zięcia Daniela Wilsona, który nawet mieszkał z nim razem w Pałacu Elizejskim i nie przepuszczał żadnej okazji, by czerpać z tego profity. Toteż paryska ulica wyśpiewywała, jeśli nie: „Quel bonheur d’avoir un beau-pere” (jakie to szczęście mieć teścia), to dla odmiany: „Quel malheur d’avoir un gendre” (co za nieszczęście mieć zięcia). Nie skończyło się to dobrze, bo ostatnia piosenka, jaką paryska ulica skomponowała francuskiemu prezydentowi brzmiała: „Mon pauvre vieux, il faut partir” (no stary, wynoś się). Oczywiście Ameryka to nie Francja, a poza tym amerykański zięć ma pierwszorzędne korzenie, więc dopóki prezydent Trump go wspiera, nic złego go nie spotka – co przewidział jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński pisząc, że „mówiła żony ciotka: tych co płacą, nic nie spotka.

Stanisław Michalkiewicz

40 dni, które wstrząsnęły Zachodem

Kijów płonie po rosyjskim ataku rakietowym, 5 sierpnia 2026 r.

==============================================================

40 dni, które wstrząsnęły Zachodem

Autorstwa Scotta Rittera

Zełenski i jego zachodni mocodawcy wierzyli, że mogą zmusić Rosję do negocjacji pokojowych. Jednak tylko przypieczętowali tragiczny los Ukrainy.

25 czerwca prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zarządził rozpoczęcie 40-dniowej ofensywy mającej na celu „wywarcie wpływu” na Rosję i zakończenie wojny. W komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych Zełenski oświadczył: „Zatwierdziłem 40-dniową operację wpływu sił zbrojnych przeciwko państwu agresorowi, mającą na celu zmuszenie go do zakończenia wojny”.

3 sierpnia, w przededniu zakończenia 40-dniowej kampanii, Zełenski przyznał, że kampania nie osiągnęła celu, jakim było przekonanie Rosji do zawarcia pokoju. Zamiast tego Zełenski oskarżył prezydenta Rosji Władimira Putina o przygotowania do przedłużenia konfliktu poprzez dalsze mobilizacje i nowe ataki. Zamiast przyznać się do porażki, Zełenski zadeklarował jednak, że Ukraina zintensyfikuje swoje wysiłki dyplomatyczne, zaostrzy restrykcje gospodarcze i będzie kontynuować działania militarne, aby stworzyć warunki, w których Rosja nie będzie miała innego wyboru, jak tylko zgodzić się na negocjacje na warunkach akceptowalnych dla Ukrainy.

Okres 40 dni między rozpoczęciem „operacji wpływu” Zełenskiego a przyznaniem się prezydenta Ukrainy, że Rosja jest daleka od przyznania się do porażki, pogłębił przepaść między faktami a fantazją, między rzeczywistością a fikcją. Zdanie to najwyraźniej dostrzegają praktycznie wszyscy, z wyjątkiem prezydenta Ukrainy.

40-dniowy wzrost liczby ataków dronów nastąpił po kampanii rozpoczętej w maju, w trakcie której zintensyfikowano ataki na dwa największe miasta Rosji: Moskwę i Sankt Petersburg. Pojawiły się również ukryte groźby wobec innych strategicznie ważnych lokalizacji, takich jak rezydencja prezydencka w Wałdaju (która stała się celem ukraińskiego ataku dronów w grudniu 2025 r.) i most Kerczeński, łączący Krym z południową Rosją.

Celem tych ataków było zmuszenie Rosji do ponownego rozmieszczenia sił obrony powietrznej w celu ochrony tych strategicznie ważnych celów, a tym samym wycofania jednostek obrony powietrznej z innych regionów. 40-dniowa kampania dronów, ogłoszona przez Zełenskiego, miała na celu wykorzystanie tych luk w obronie powietrznej, aby zademonstrować rosyjskiej ludności „męki” wojny.

Żaden z punktów nacisku, na które Zełenski wycelował swoją 40-dniową kampanię dronów, nawet nie zbliżył się do oczekiwanych rezultatów. W rzeczywistości w każdym przypadku było odwrotnie. Zełenski miał nadzieję wywołać kryzys energetyczny, atakując rosyjskie rafinerie. Podczas gdy posłuszne, proukraińskie media zachodnie twierdziły, że Rosja straciła nawet 40% swoich mocy przerobowych, rzeczywistość była zupełnie inna: fakt, że benzyna w sierpniu 2026 roku była tańsza niż w tym samym okresie ubiegłego roku (AI-95, najpopularniejszy gatunek benzyny, kosztował 63,06 rubla za litr w sierpniu 2025 roku, w porównaniu z 61,71 rubla za litr obecnie), a kolejki pojazdów oczekujących na tankowanie praktycznie nie istniały, jest znaczącym osiągnięciem.

Co więcej, moment redukcji rosyjskich mocy rafineryjnych dla Ukrainy nie mógł być gorszy – Rosja po prostu przekierowała rezerwy ropy naftowej przeznaczone do krajowej rafinacji do rurociągu eksportowego w czasie, gdy globalny popyt szybko absorbował ten zwiększony eksport po rekordowych cenach. Wojna Zełenskiego z rosyjskim sektorem energetycznym znacząco przyczyniła się do dochodów Rosji z ropy naftowej i gazu, które stanowią około jednej piątej całkowitych dochodów budżetowych, wzrastając o ponad 60% w lipcu 2026 roku w porównaniu z tym samym miesiącem roku poprzedniego.

Ukraińska kampania wpływu miała na celu wzmocnienie społecznego przekonania, że ​​Rosja została praktycznie wyparta z Morza Czarnego poprzez rozszerzenie ataków dronów na Morze Azowskie i Morze Kaspijskie. Ataki te nie tylko spowodowały znikome szkody w rosyjskiej żegludze, ale także wywołały rosyjską ofensywę na szeroką skalę, która skutecznie odcięła Ukrainie dostęp do Morza Czarnego, uniemożliwiając jej transport zboża i dostawy zaopatrzenia wojskowego od sojuszników z NATO.

I wreszcie, fatalna decyzja Ukrainy o przeniesieniu koszmaru wojny do domów rosyjskiej ludności poprzez ataki na magazyny i fabryki należące do największego rosyjskiego sklepu internetowego Wildberries. Płonące magazyny dostarczyły pozornie spersonalizowanych materiałów telewizyjnych, w pełni wykorzystanych przez ukraińskie media państwowe i życzliwe platformy społecznościowe. Jednak ciepłe uczucia, jakie te obrazy wzbudziły wśród ukraińskich zwolenników, wkrótce zostały zniweczone przez brutalną rzeczywistość rosyjskiego odwetu, który dotknął cały ukraiński łańcuch dostaw handlowych i stanowił egzystencjalne zagrożenie dla stabilności ukraińskiej gospodarki cywilnej.

„Kampania wpływu” Zełenskiego, prowadzona za pomocą dronów, nie odbywała się w próżni, lecz była integralną częścią szerszej kampanii, częścią prowadzonej przez Zachód wojny informacyjnej, mającej na celu „zmiękczenie” rosyjskiego społeczeństwa w okresie poprzedzającym wybory do Dumy Państwowej zaplanowane na 20 września. Celem tej kampanii było wzbudzenie niezadowolenia społecznego w Rosji, które następnie przejawiłoby się w wyniku wyborów podważającym polityczne fundamenty rosyjskiego rządu pod przewodnictwem prezydenta Władimira Putina.

Jest to długotrwała strategia zagranicznych służb wywiadowczych i ich sojuszników, sięgająca lat 2007–2008, kiedy to próbowali oni odtworzyć w Rosji niepokoje społeczne na Ukrainie, które stały się podstawą „pomarańczowej rewolucji” z lat 2004–2005.

Jest to ta sama strategia, która kierowała polityką Stanów Zjednoczonych w 2011 r., gdy rozpoczęto zmasowaną ofensywę mającą na celu odsunięcie „Jednej Rosji” od kierownictwa Dumy Państwowej, udaremniając tym samym kandydaturę Władimira Putina w wyborach prezydenckich w marcu 2012 r.

Wszystkie te kampanie zakończyły się niepowodzeniem.

A obecna kampania również zakończy się porażką.

Próba integracji narodu rosyjskiego bez pełnego zrozumienia jego charakteru jest przedsięwzięciem daremnym.

Dawni historycy i „rosyjscy zwolennicy” w dużej mierze opierają się na precedensach historycznych, powołując się na rewolucję z 1917 r. i upadek Związku Radzieckiego wywołany przez Gorbaczowa jako przykłady, które chcą powtórzyć we współczesnej Rosji.

Ale Władimir Putin nie jest ani carem, ani zdezorientowanymi sowieckimi biurokratami.

Jest człowiekiem, który przez ponad ćwierć wieku przewodził odrodzeniu Rosji, odwracając w ten sposób proces rozkładu, który dotknął jego naród i ludzi w ostatnich latach rządów sowieckich i dekadzie nieudolnych rządów Rosji pod przywództwem zachodnich elit, których celem było zniszczenie narodu rosyjskiego, a jednocześnie pozbawienie go zasobów.

Naród rosyjski z roku 2026 nie jest narodem rosyjskim z roku 1917 ani z roku 1992.

Wiara w ten stan rzeczy jest fatalnym błędem osób stojących za kampanią „wpływu dronów”.

To jest niebezpieczeństwo systemowej rusofobii.

Wynikająca z tego ignorancja sprawia, że ​​ludzie nie dostrzegają rosyjskich realiów i promują politykę skazaną na porażkę od samego początku.

Wojna czterodniowa Zełenskiego była od początku skazana na porażkę.

I teraz już wiemy, jak wygląda ta awaria.

Ukraina została porzucona przez swoich zachodnich władców.

Brak obrony powietrznej.

Brak licencji „Patriot”.

Żadnych rakiet „Patriot”.

Nie ma magicznego rozwiązania.

Oznacza to, że Zachód uznał nieuchronność strategicznej porażki Ukrainy.

W ciągu najbliższych tygodni i miesięcy Ukraina zbierze to, co zasiała.

Tak, ukraińskie drony nadal będą atakować rosyjską infrastrukturę, dostarczając okazji do publikowania ich w mediach społecznościowych, gdzie gęsty, czarny dym zasłania horyzont.

Tymczasem Kijów będzie płonął.

To samo dotyczy innych miast na Ukrainie.

Armia rosyjska będzie nadal posuwać się naprzód.

To społeczeństwo ukraińskie odczuwa miażdżącą presję wojny.

Brak gazu.

Brak wody,

Brak ogrzewania.

Brak jedzenia.

Taka jest przyszłość Ukrainy pod rządami Zełenskiego.

Wymarzony moment „Moskiewskiego Majdanu”, wyobrażony przez ludzi takich jak Gilbert Doctorow i jemu podobni, nigdy nie nastąpi.

To właśnie na ulicach Kijowa gromadzą się demonstranci domagający się zmian politycznych.

Upadek Ukrainy jako państwa narodowego jest nieunikniony.

Pytanie nie brzmi „czy”, ale „kiedy”.

Odpowiedź brzmi: raczej prędzej niż później.

40 dni, które przypieczętowały tragiczny los Ukrainy.

40 dni, które wstrząsnęły Zachodem.

Źródło: 40 dni, które wstrząsnęły Zachodem

Kryzys obrony powietrznej Ukrainy. Rosyjska strategia stawia kraj na krawędzi przepaści

Kryzys obrony powietrznej Ukrainy staje się globalny, a rosyjska zaciekłość stawia kraj na krawędzi przepaści

Symplicjusz 9 sierpnia 2026 r. simplicius/ukraines-air-defense-crisis-turns

Kryzys na Ukrainie wciąż osiąga punkt krytyczny. Po zaoferowaniu Rosji kilku rozejmów, Zełenski najwyraźniej zaczyna teraz iść na pewne ograniczone ustępstwa:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-08-08/usa-mówi-ukraina-że-uniknie-atakowania-tankowców-na-terenie-ropy-na-morzu-czarnym

Rosyjska kampania uderzeniowa przeciwko Odessie i okolicznej infrastrukturze wpędziła ukraińskich komentatorów w panikę. Główni ukraińscy dystrybutorzy przyznali, że rosyjskie ataki zniszczyły ich magazyny, a sklepy zaczęły się opróżniać – to wyraźny skutek kampanii Zełenskiego przeciwko rosyjskiej firmie Wildberries:

Ukraińskie centrum analityczne informuje, że ataki Rosji na porty spowodowały spadek wydobycia żelaza na Ukrainie nawet o 35%, a rok 2026 jest najtrudniejszym rokiem od początku wojny:

https://gmk.center/ua/opinion/zupynka-morskoho-korydoru-zavdaie-ukrainskij-metalurhii-bilshoho-udaru-nizh-na-pochatku-vijny/

Część mocy produkcyjnych rudy żelaza prawdopodobnie zostanie wyłączona z eksploatacji, a produkcja w tym sektorze może zostać zmniejszona o 35%.

Na pierwszy rzut oka zamknięcie korytarza morskiego w lipcu 2026 roku można postrzegać jako powtórkę znanego już scenariusza. To nic wielkiego. Ostatecznie ukraiński przemysł stalowy przetrwał już całkowitą blokadę eksportu morskiego w 2022 roku – i przetrwał. Ale to porównanie jest nietrafione.Z uwagi na szereg czynników, rok 2026 jest dla przemysłu trudniejszy niż pierwszy, najbardziej dotkliwy rok wojny na pełną skalę. Nie chodzi o to, że morze jest zamknięte, ale o to, co się wokół niego zmieniło.

Wciąż krążą pogłoski, że Rosja zamierza zadać ostateczny cios Kijowowi, jeśli nie całej Ukrainie. Ukraińscy eksperci uważają, że oprócz elektrowni, tej zimy Rosja planuje zaatakować różne zakłady wodociągowe i kanalizacyjne, aby zamknąć Kijów.

Jak podaje Ukraińska Prawda, rzekomo już się to w pewnym stopniu zaczęło:

https://www.pravda.com.ua/eng/news/2026/08/05/8047386/

Rosjanie nieustannie atakują rakietami balistycznymi jedyną stację napowietrzania ścieków z Kijowa i okolicznych miast, najwyraźniej próbując wywołać katastrofę humanitarną.

„Rosjanie po raz kolejny zaatakowali rakietami balistycznymi stację napowietrzania Bortnychi. To kolejny atak w ciągu ostatniego roku, demonstrujący systematyczną kampanię przeciwko pojedynczemu celowi. Stacja napowietrzania Bortnychi to jedyna oczyszczalnia ścieków obsługująca Kijów i okoliczne miasta, miasteczka i osady w obwodzie”.

Szczegóły: Zakład ma projektowaną wydajność około 1,8 miliona metrów sześciennych dziennie, a jego rzeczywiste obciążenie wynosi od 600 000 do 900 000 metrów sześciennych dziennie.Nie ma systemu rezerwowego.

Pojawia się wiele innych plotek.

Kilka rosyjskich kanałów telewizyjnych twierdzi, że Surowikin powraca, by poprowadzić wielką kampanię „zabójczego ciosu” przeciwko Ukrainie:

Wszystko jest całkowicie spekulatywne, więc nie wstrzymuj oddechu. Chodzi jednak o to, by zrozumieć zmieniający się ton wojny.

Ukraińskie kanały telewizyjne podają pogłoski, że Rosja może nawet zacząć całkowicie dzielić Kijów na dwie części, likwidując jego mosty:

—————————————————————

Teraz kanały głównego nurtu donoszą, że północnokoreańskie jednostki rakietowe zostaną wysłane do Rosji, aby pomóc w nowej kampanii niszczenia infrastruktury Ukrainy za pomocą wystrzeliwania własnych północnokoreańskich rakiet balistycznych KN-23:

https://www.reuters.com/business/aerospace-defense/north-korean-missile-unit-deploys-russia-ukraine-war-kyiv-says-2026-08-05/

LONDYN, 5 sierpnia (Reuters) – Północnokoreańska jednostka rakietowa rozpoczęła rozmieszczanie w zachodniej Rosji i może zostać wyposażona w 120 pocisków balistycznych i sześć wyrzutni, które będą wykorzystywane do ataków na Ukrainę, poinformował urzędnik ukraińskiego wywiadu wojskowego.

Na Ukrainie brakuje skutecznej obrony przeciwlotniczej, a Rosja próbuje to wykorzystać, stosując większą liczbę rakiet balistycznych, które są wyjątkowo trudne do zestrzelenia.

Podczas gdy niektórzy uważają powyższe za propagandę, logicznym byłoby, gdyby Rosja wykorzystała obecny deficyt obrony przeciwrakietowej Ukrainy do zaatakowania kraju tak dużą ilością pocisków balistycznych, jak to tylko możliwe.

Ukraińskie kanały telewizyjne są wściekłe na Zełenskiego za sprowokowanie tej nowej, bezprecedensowej reakcji Rosji na ich kraj:

———————————————-

Ostatnio nikt nie potrafi znaleźć żadnej nadziei na poprawę sytuacji na Ukrainie. Julian Roepcke, niegdyś triumfalista, a obecnie rezydent pesymista, napisał trzeźwy artykuł analityczny po niedawnej wizycie na Ukrainie i rozmowach z wieloma żołnierzami i oficerami.

Przeczytaj cały przetłumaczony tekst poniżej, zwłaszcza pogrubione fragmenty:

Julian Röpcke 🇩🇪🤝🇺🇦@ JulianRoepcke

#Analyse Nach einer weiteren Woche in der Ukraine, zahlreichen Gesprächen mit Soldaten – darunter drei Colonels der ukrainischen Streitkräfte – sowie vielen pozytywnyn, aber auch ernüchternden Eindrücken, hier meine Einschätzung der aktuellen Lage im russisch-ukrainischen Krieg.

12:29 · 6 sierpnia 2026 · 54,1 tys. wyświetleń


28 odpowiedzi · 154 reposty · 617 polubień

#Analiza

Po kolejnym tygodniu na Ukrainie, licznych rozmowach z żołnierzami, w tym z trzema pułkownikami ukraińskich sił zbrojnych, i wielu pozytywnych, ale też i niepokojących wrażeniach, przedstawiam moją ocenę obecnej sytuacji w wojnie rosyjsko-ukraińskiej.

Ostrożny optymizm wczesnego lata w dużej mierze rozwiał się po stronie ukraińskiej.Jeszcze w czerwcu istniała nadzieja, że ​​nasilające się ukraińskie ataki na rosyjską logistykę na okupowanych terytoriach i w głębi lądu mogą trwale osłabić armię inwazyjną i powstrzymać jej ofensywę. To oczekiwanie się jeszcze nie spełniło.

Niezwykle wysokie liczby ofiar po stronie rosyjskiej od początku roku przyniosły jak dotąd jedynie częściowy efekt strategiczny. Choć tempo rosyjskiego natarcia wyraźnie osłabło, nie zostało ono zatrzymane.

Jednocześnie wielu żołnierzy donosi o wyraźnej intensyfikacji rosyjskich ataków na pozycje na froncie i za nim. Rosja rozmieszcza obecnie znacznie więcej dronów kamikaze, bomb szybujących i broni dalekiego zasięgu niż jeszcze kilka miesięcy temu.Podejście to wydaje się coraz bardziej systematyczne: pas lasu po pasie lasu, wieś po wsi i most po moście są niszczone, aby trwale osłabić ukraińską logistykę za frontem.Nawet daleko za frontem pojawia się nowa jakość rosyjskiej sztuki wojennej. Podczas gdy Rosja w ostatnich latach często atakowała stacje benzynowe, centra logistyczne i infrastrukturę cywilną, ukraińscy oficerowie obserwują obecnie wyraźnie bardziej systematyczną kampanię przeciwko ukraińskiej strukturze zaopatrzenia. Co istotne, Rosja atakuje teraz centra logistyczne na podobną skalę, co Ukraina na terytorium Rosji – aczkolwiek z dużo większą siłą ognia. Wiele z tych obiektów znajduje się wzdłuż kluczowych autostrad. Podczas naszej podróży mijaliśmy liczne obiekty logistyczne, które zostały zniszczone zaledwie kilka godzin lub dni wcześniej.

W przeciwieństwie do Ukrainy, która do takich ataków używa głównie broni precyzyjnej, Rosja często rozmieszcza pociski balistyczne lub całe roje dronów Shahed. Rezultatem są znacznie większe zniszczenia wokół celów, a co za tym idzie, wysokie liczby ofiar.

Z licznych rozmów z ukraińskimi żołnierzami wyłoniły się dwie odrębne oceny dalszego przebiegu wojny.

Bardziej optymistyczny pogląd jest taki: jeśli Zachód – a zwłaszcza Niemcy – będzie konsekwentnie wspierać Ukrainę, ta wojna może zostać ostatecznie wygrana. U podstaw leży przekonanie, że potencjał gospodarczy i przemysłowy zachodnich sojuszników może w dłuższej perspektywie zapewnić im przewagę surowcową nad Rosją.

Jednak tylko częściowo podzielam tę ocenę. Rosja nadal otrzymuje znaczne wsparcie wojskowe i przemysłowe od Chin, Korei Północnej i Iranu. Czynniki te sprawiają, że długotrwała wojna na wyniszczenie jest niezwykle trudna z perspektywy Ukrainy.

Druga, znacznie bardziej trzeźwa analiza autorstwa ukraińskiego oficera brzmiała: Rosja musi pogrążyć się w wewnętrznym kryzysie politycznym szybciej, niż będzie w stanie osiągnąć swoje cele operacyjne na Ukrainie.

Jego zdaniem, dynamika na polu bitwy pozostaje głównie po stronie rosyjskiej, szczególnie w rejonie Kramatorska i Słowiańskiego.

Według tego, ukraińskie głębokie uderzenia służą przede wszystkim celowi – lub nadziei – że Rosja musi porzucić swoje polityczne lub ekonomiczne cele wojenne, zanim będzie mogła w pełni osiągnąć swoje cele militarne. W najlepszym przypadku poprzez upadek Putina w jego własnych szeregach. Czy to się kiedykolwiek stanie, „przekonamy się dopiero w dniu, w którym to nastąpi” – powiedział oficer.

Kluczowa teza dowodzi, że Zełenski prowadzi swoją najnowszą kampanię przeciwko rosyjskim celom cywilnym w celu wciągnięcia Rosji w kryzys wewnątrzpolityczny.

Powtórzmy tę sekcję jeszcze raz:

Druga, znacznie bardziej trzeźwa analiza autorstwa ukraińskiego oficera brzmiała: Rosja musi pogrążyć się w wewnętrznym kryzysie politycznym szybciej, niż będzie w stanie osiągnąć swoje cele operacyjne na Ukrainie.

Jego zdaniem, dynamika na polu bitwy pozostaje głównie po stronie rosyjskiej, szczególnie w rejonie Kramatorska i Słowiańskiego.

Znów wierzą, że jakiś magiczny „upadek Putina” można spowodować poprzez zbombardowanie magazynów Wildberries — strategiczny eksperyment tak intelektualnie niewypałowy, że na pierwszy rzut oka wydaje się wręcz komiczny.

Według tego, ukraińskie głębokie uderzenia służą przede wszystkim celowi – lub nadziei – że Rosja musi porzucić swoje polityczne lub ekonomiczne cele wojenne, zanim będzie mogła w pełni osiągnąć swoje cele militarne. W najlepszym przypadku poprzez upadek Putina w jego własnych szeregach. Czy to się kiedykolwiek stanie, „przekonamy się dopiero w dniu, w którym to nastąpi” – powiedział oficer.

I oczywiście Roepcke dochodzi do naturalnego wniosku:

Warto zauważyć, że Rosja obecnie atakuje centra logistyczne na podobną skalę, jak Ukraina na swoim terytorium – choć stosując znacznie większą siłę ognia.

Jeśli prezydentów można obalić poprzez niszczenie magazynów, czy to oznacza, że ​​Zełenski, kierując się własną logiką, chyli się ku upadkowi?

Jego ostateczny wniosek:

Po tym tygodniu na Ukrainie moje wrażenia pozostają ambiwalentne. Ukraińskie siły zbrojne imponująco szybko rozwijają swoje możliwości w wielu obszarach. Jednocześnie Rosja, pomimo ogromnych strat, nadal jest w stanie utrzymać ofensywę i presję militarną. Sądząc po odczuciach wielu żołnierzy frontowych, nie można jeszcze mówić o strategicznym punkcie zwrotnym na korzyść Ukrainy.

Zatem obecna narracja du jour głosi, że pocieszeniem w obecnej katastrofalnej sytuacji Ukrainy jest fakt, że Rosja wciąż ponosi „ogromne straty”.

Tyle że wskaźniki strat nadal pokazują, że straty Ukrainy przeważają na korzyść Rosji.

Zarejestrowane straty pojazdów w lipcu :

Podsumowując, „Spectator” uważa, że ​​wojna rzeczywiście osiągnęła punkt zwrotny, jednak nie na korzyść Ukrainy:

https://spectator.com/article/a-grim-turning-point-has-been-reached-in-russias-war-on-ukraine/

W wojnie Rosji z Ukrainą nastąpił ważny punkt zwrotny. Niestety dla Kijowa, Wołodymyr Zełenski nie forsował narracji o „przełomie” na korzyść Ukrainy,odkąd jego dalekosiężne ataki dronów zaczęły niszczyć rafinerie ropy naftowej i magazyny logistyczne w głębi Rosji oraz zatapiać dziesiątki statków na Morzu Azowskim.

Tymczasem wczoraj w nocy nie zestrzelono ani jednego z 27 pocisków balistycznych wystrzelonych przez Rosję w kierunku Kijowa i jego okolic. Zginęło co najmniej 17 osób, a szereg ogromnych magazynów i dużych ukraińskich punktów handlowych został zdewastowany.

W artykule przeanalizowano arytmetykę stojącą za brakiem obrony powietrznej Ukrainy, zauważając, że nawet dodatkowe dostawy nie zmniejszą w żaden sposób potencjału rosyjskich rojów balistycznych.

Ukraiński dziennikarz Serhij Flash odniósł się do ostatniego ataku Rosji, wyjaśniając, że Rosja będzie nadal wystrzeliwać na Ukrainę około 100 pocisków balistycznych miesięcznie.Nie można załadować wideo.

„The Spectator” kontynuuje:

Jednak o wiele bardziej niepokojąca dla Zełenskiego jest zdolność Rosji do kontynuowania systematycznego niszczenia ukraińskiej infrastruktury energetycznej, wodociągowej, dystrybucji benzyny i ciepłowniczej. We wcześniejszej fazie odwetu rosyjskie pociski krótkiego zasięgu zniszczyły niemal każdą stację benzynową w obwodzie charkowskim i poza nim, zmuszając kierowców do noszenia zapasowych kanistrów, aby dotrzeć do mniej zniszczonych obszarów. Teraz Kreml w odwecie za Wildberries przystąpił do niszczenia nie tylko obiektów handlowych, ale także kluczowych akweduktów wodnych i rur ciepłowniczych. Cztery zimy regularnych ataków zniszczyły około 61 procent ukraińskiej mocy wytwórczej energii elektrycznej, według Międzynarodowego Centrum Zwycięstwa Ukrainy.DTEK, największa prywatna firma energetyczna na Ukrainie, straciła 90 procent swojej mocy wytwórczej, a każda z 15 ukraińskich elektrowni cieplnych zasilanych gazem i węglem została uszkodzona lub zniszczona, a ich udział w miksie energetycznymspadłdo około pięciu procent.

Niestety dla Ukrainy, siła ognia Rosji nadal bije nowe rekordy:

https://kyivindependent.com/ponad-8-300-bomb-szybowcowych-zrzuconych-przez-Rosję-na-Ukrainę-w-lipcu-w-rekordowej-liczbie-od-pełnoskalowej-inwazji-mówi-wojskowa/

Oczywiste jest, że przyszłość Ukrainy rysuje się w coraz gorszych barwach.

Ale nigdy nic nie wiadomo, bo po stronie Zachodu pojawiają się pewne dobre pomysły, które mogłyby zdecydowanie odwrócić losy konfliktu:

Co myślisz, czy to zadziała?


Twoje wsparcie jest nieocenione. Jeśli lektura przypadła Ci do gustu, będę niezmiernie wdzięczny za miesięczną/roczną wpłatę na rzecz mojej pracy, dzięki której będę mógł nadal dostarczać Ci szczegółowe i wnikliwe raporty, takie jak ten.

Nie lubię mieć racji

Nie lubię mieć racji

Spełniły się moje przewidywania co do joty. Nikt przy zdrowych zmysłach nie bredzi już, że Ukraińcy po roku 2022 będą mieli nowych bohaterów i pogrzebią w mrokach przeszłości szowinistów z Stepanem Banderom i Romanem Szuchewyczem na czele. Dla każdego rozumnego człowieka było oczywiste, że będzie dokładnie odwrotnie. Warto zaznaczyć, że w tedy o problemie w Polsce pisała tylko endecka „Myśl Polska” i lewicowy Strajk.

Dzisiaj realnym problemem jest kwestia opisywana przeze mnie prawie pięć lat temu. Znaczna część neobanderowców poległa na wojnie z Rosją. Cześć z nich jest kalekami. Ich dzieci w 2022 roku często miały po 12-16 lat. Dzisiaj te dzieci mają po 17-21 lat. Wychowały się w nienawiści nie tylko do Rosjan, ale również w niechęci wobec Polaków i szerzej ludzi Zachodu. Oni mają pretensje nie tylko do Rosjan, ale również według nich do wiarołomnych sojuszników.

Przecież to kraje euroatlantyckie hartowały Ukraińców w przekonaniu, że za wszelką cenę muszą walczyć z Federacją Rosyjską. Oni czują się zdradzani przez USA i cześć państw UE na raty. Władze na Ukrainie, których symbolami są Wołodymyr Zełenski i Andrij Jermak utwierdziły ich w przekonany, że zawsze będą mogli liczyć na swoich sojuszników. Uwierzyli w kłamliwe deklaracje Joe Bidena i Borisa Johnsona, że zachód będzie na zawsze z Ukrainą.

Rośnie nowe pokolenie dzieci wojny, nowe pokolenie Ukraińców. Ludzi, którzy nienawidzą Rosji, ale również nie wierzą już w zapewnienia świata zachodniego. Cechy tego ludu plus zawiedzione nadzieje to bardzo niebezpieczna mieszalnika. Ukraina z państwa opartego o tradycję banderowską, zapewne stanie się państwem ultra-szowinistycznym. Funta kłaków warte okazały się analizy mówiące, że świat euroatlantycki po tragedii II wojny światowej nie dopuści do odrodzenia się neonazizmu. Nie tylko dopuścił, ale go jawnie wspierał.

Taki rodzaj nacjonalizmu – będącego w rzeczywistości szowinizmem – na Ukrainie i wśród emigrantów ukraińskich na świecie jest niezwykle niebezpieczny dla Polski. Bo w naturalny sposób, wszystkie pretensje do świata euroatlantyckiego będą kierowane w stosunku do Polski. To my będziemy musieć na klatę przyjąć gorycz i rozczarowanie Ukraińców. To Polacy przez dziesięciolecia będą płacić za nieroztropną politykę władz III RP.

—————————————–

Zbigniew Herbert … „Raport z oblężonego miasta”

” (…) ale z niejaką dumą pragnę donieść światu
że wyhodowaliśmy dzięki wojnie nową odmianę dzieci
nasze dzieci nie lubią bajek bawią się w zabijanie (…)”

łj

Nowa strategia Rosji może drogo kosztować Europę

Nowa strategia Rosji może drogo kosztować Europę

Najnowszy raport Reutersa przedstawia znacznie bardziej ponury obraz sytuacji na Ukrainie niż sugerują liczne nagłówki. Podczas gdy uwaga często skupia się na liniach frontu, Moskwa wydaje się teraz celować w inną piętę achillesową: gospodarcze koło ratunkowe Ukrainy.

Port w Odessie

W centrum uwagi znajdują się porty Morza Czarnego – przede wszystkim Odessa. Według ukraińskich źródeł, alternatywne szlaki eksportowe koleją, drogą lądową i Dunajem mogą obecnie zastąpić jedynie około połowę dotychczasowego transportu morskiego. Jednocześnie żniwa idą pełną parą. Miliony ton zbóż i roślin oleistych nie trafiają już na rynek światowy regularnymi kanałami.

Ma to wpływ nie tylko na rolnictwo, ale także na ukraiński budżet państwa. Produkty rolne należą do najważniejszych źródeł dewiz w kraju. Jeśli eksport wyschnie, państwo i gospodarka stracą miliardy. Agencja Reuters już donosi o załamaniu cen na ukraińskim rynku krajowym i miliardowych stratach w rolnictwie.

Na szczególną uwagę zasługuje oświadczenie samego Kijowa. Wiceminister rolnictwa przyznaje, że tylko niezawodnie działający port w Odessie może sprawić, że Ukraina ponownie stanie się znaczącym eksporterem zboża. Jednak ten właśnie port od tygodni znajduje się pod ogromną presją. Może to oznaczać rozwój sytuacji, której konsekwencje wykraczają daleko poza Ukrainę.

Im dłużej porty Morza Czarnego pozostaną nieczynne, tym bardziej Ukraina będzie zależna finansowo od Zachodu. Europa będzie musiała nie tylko dostarczać broń, ale także w coraz większym stopniu rekompensować straty gospodarcze. Miliardy dolarów pomocy mogłyby stać się stałym elementem. Jednocześnie europejskie szlaki transportowe znajdują się pod presją. Linie kolejowe, drogi i porty nad Dunajem nie są w stanie zastąpić przepustowości portów Morza Czarnego. Koszty logistyki rosną, a łańcuchy dostaw stają się wolniejsze i droższe.

Rumuński port Galati nad Dunajem – Ukraina chce usprawnić eksport zboża tym szlakiem

Istnieje również inne ryzyko: trwałe wstrzymanie znacznej części ukraińskiego eksportu zboża prawdopodobnie szczególnie mocno uderzyłoby w Afrykę Północną i Bliski Wschód. Rosnące ceny żywności mogłyby wywołać nowe fale migracji do Europy – scenariusz obserwowany już podczas poprzednich kryzysów zaopatrzeniowych.

Strategicznie rzecz biorąc, Rosja wydaje się realizować długoterminową strategię wyniszczania. Zamiast skupiać się wyłącznie na celach militarnych, wywiera coraz większą presję na fundamenty gospodarcze Ukrainy. Kraj, który nie będzie w stanie sprzedać swoich najważniejszych produktów eksportowych, ostatecznie straci zdolność do samodzielnego finansowania.

Dla Europy stanowi to niewygodną rzeczywistość: nawet jeśli sytuacja na froncie militarnym pozostanie w dużej mierze niezmieniona, obciążenie finansowe UE będzie nadal rosnąć. Więcej pakietów pomocowych, wyższe koszty logistyki, rosnąca presja na rynki rolne i potencjalne nowe fale migracji nie byłyby bezpośrednimi konsekwencjami poszczególnych konfliktów, a raczej stopniową erozją gospodarczą.

Jeśli taka sytuacja będzie się utrzymywać i Rosja na stałe przerwie szlaki eksportowe przez Morze Czarne, wojna może przekształcić się z militarnej w ekonomiczną wojnę na wyniszczenie – a rachunek za nią ostatecznie będzie musiała zapłacić nie tylko Ukraina, ale cała Europa.

uncutnews.ch/russlands-neue-strategie-koennte-europa-teuer-zu-stehen-kommen

Opracował: Zygmunt Białas

Czarne chmury wiszą nad Ukrainą, Polską i kolektywnym Zachodem 

Czarne chmury wiszą nad Ukrainą, Polską i kolektywnym Zachodem 


Gdy piszę o Ukrainie, używam dwóch nazw:
– Ukraina, gdy myślę o zwykłej ludności, która wojny z Rosją nie chce i która nie jest piewcą banderyzmu, a takich ludzi na Ukrainie są miliony.
– UPAina, gdy myślę o neobanderowskiej juncie i neobanderowskich elitach, piewcach Bandery i UPA, żądnych wojny z Rosją (nienawidzących także Polaków), będących  w wojnie zachodu z Rosją narzędziem kolektywnego zachodu z USA na czele. Analogicznie piszę o Ukraińcach i Ukrach.

Czarne chmury wiszą i nad Ukrainą, Ukraińcami, jak i zwłaszcza nad UPAiną i kijowską juntą.

Kijowski ćpun ogłosił pod koniec czerwca plan czterdziestodniowej kampanii ataków powietrznych na Rosję, by zmusić ją do „zakończenia wojny”: Zełenski zatwierdził 40-dniową operację. Ukraina chce zmusić Rosję do zakończenia wojny.

Musiał być niewąsko naćpany komik, podejmując, czy tylko ogłaszając podsuniętą mu decyzję. Pewnie myślał, że Rosja będzie powściągliwie przyglądać się atakom na nią, na obiekty cywilne (Wildberries) i statki handlowe. Wcześniej Rosja nie reagowała zbyt ostro na ataki na „flotę cieni” czy na okręty floty czarnomorskiej. Kijowska junta i kolektywny zachód przestały przejmować się kreślonymi przez Rosję czerwonymi liniami, których przekraczanie nie wywoływało ostrych rosyjskich reakcji. Tym razem i junta, i kolektywny zachód, zostały reakcją Rosji kompletnie zaskoczone. Rosja przestała się patyczkować, zaczęła atakować cele militarne i logistyczne w samym Kijowie, w tym usraelskie i niemieckie fabryki i magazyny podwójnego przeznaczenia. Zamieszczam króciutką migawkę z ataku na Kijów 5 sierpnia:

https://youtube.com/watch?v=UWPcickAXYI%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Jeszcze ostrzej zaatakowała Rosja porty w Odessie, blokując je zupełnie. Wprawdzie istniała pod patronatem ONZ umowa między Rosją a kijowską juntą o wolnym handlu zbożem na Morzu Czarnym, ale umowę złamała kijowska junta, atakując rosyjskie statki z pszenicą. Rosja odpowiedziała pięknym za nadobne. Jakieś 80% eksportu (zboża, rudy żelaza, stali, węgla kamiennego) Ukrainy szło drogą morską. Duża część importu także. Junta planuje wprawdzie utrzymywać eksport zboża koleją przez Rumunię, ale to marzenia ściętej głowy. Sama wymiana wózków kołowych w wagonach towarowych zablokuje nieliczne graniczne przejścia kolejowe z Rumunią, a poza tym Rosja atakuje i niszczy lokomotywy, tabor kolejowy, dworce i szlaki kolejowe. Kijowska junta, i tak w większości finansowana z zachodu, będzie obecnie potrzebowała dodatkowych miliardów na samo tylko jej funkcjonowanie. Kolektywny zachód, już niewypłacalnie zadłużony, będzie zmuszony jeszcze więcej miliardów pompować w skorumpowaną kijowską juntę. Zachodni banksterzy zacierają ich kosmate łapska – wojna zachodu z Rosją to dla nich złoty interes.

Tu konieczne jest zdemaskowanie propagandowego kłamstwa, jakoby blokada Odessy i eksportu ukraińskiego zboża miało wywołać masowy głód w Afryce. W ONZ prowadzona jest od roku 2022 dokładna rejestracja wszystkich ukraińskich statków ze zbożem, jego ilości i portów docelowych. Tylko kilka procent ukraińskiego zboża trafia do Afryki. Ogromna większość idzie (głównie na pasze) do Turcji, Europy zachodniej i do Chin. Jeśli w Afryce dojdzie do głodu, to przez ukraiński  ostrzał rosyjskich statków z pszenicą, idących właśnie do Afryki.

I jeszcze krótka dygresja o tej 40-dniowej operacji. Komik i ćpun kijowski, jak wiemy, ma słuszne, żydowskie pochodzenie. Religijny nie jest, ale żydo-biblijne liczby nie są mu obce. Mógł wszak ogłosić operację np. sześciotygodniową (42 dni). A ogłosił 40-dniową.

Liczba 40 jest często spotykana w biblii. Cytuję z AI:

Potop: Deszcz padał przez 40 dni i 40 nocy, obmywając Ziemię z zepsucia.

Mojżesz: Przebywał na górze Synaj przez 40 dni i 40 nocy, otrzymując tablice przykazań.

Wędrówka Izraelitów: Naród wybrany szedł przez pustynię przez 40 lat, zanim wszedł do Ziemi Obiecanej (wymiana pokoleniowa).

Jezus na pustyni: Pościł przez 40 dni i 40 nocy, kuszony przez szatana przed rozpoczęciem publicznej misji.

Prorok Eliasz: Szedł do góry Horeb przez 40 dni i 40 nocy o jednym posiłku.

I dlatego neobanderowski prorok, zbawiciel – ćpun, żebrak, pianista-penisista – także wybrał tę liczbę. Tyle, że szczęścia mu nie przyniosła.

Ostra reakcja Rosji niewątpliwie związana jest z nastrojami społecznymi, narastającym naciskiem „jastrzębi”, domagających się zdecydowanej reakcji na ataki ukraińskie, jak i zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, w których partia Władimira Putina liczyć się musi z mniejszym poparciem, niż przed czterema laty. Niemniej pozycja prezydenta Rosji nadal jest silna. Atakom rosyjskim przyszło w sukurs załamanie się obrony powietrznej kijowskiej junty. Brakuje jej rakiet obrony powietrznej, z zachodu nie dostanie ani sztuki, gdyż zachód też ich nie ma, przez co rosyjskie rakiety trafiają bez przeszkód w wyznaczone cele militarne i logistyczne. Podobnie jest z dronami. Rosja na coraz większą skalę używa dronów z napędem odrzutowych, przez co ukraińskie drony obronne, w większości  napędzane śmigłami, są za wolne. No i Rosja używa coraz więcej nowych pocisków – hybrydy dronu i rakiety manewrującej o nazwie Banderol. Zasięg 500 kilometrów, szybkość 550-600 km/h, głowica bojowa 115 kg.

Sytuacja na froncie jest dla kijowskiej junty coraz gorsza. Rosyjski walec powoli, ale nieustannie na wielu odcinkach prze naprzód. Rosyjskie bomby szybujące nieomal bez przeszkód zrzucane są na linię frontu i jego ukraińskie zaplecze (w lipcu ponad 8 tysięcy). Drony niszczą stacje paliwowe, szlaki kolejowe, cysterny, magazyny amunicji. Bombardowane rakietami i dronami dalekiego zasięgu są fabryki zbrojeniowe na całej Ukrainie, także będące własnością zachodu. Porty morskie z Odessą na czele są zablokowane. Nie opłaciło się ćpunowi prowokowanie Rosji planem 40-dniowej operacji. Kopał dołek pod Rosją i sam do niego wpadł. Zresztą – co miał zrobić. Mimo propagandy sukcesów wojennych wie kijowska junta, że brakuje jej coraz bardziej mięsa armatniego, sprzętu militarnego, zwłaszcza pocisków obrony powietrznej i boi się nadciągającej zimy, która może być jej ostatnią zimą. Z tego powodu zaryzykowała ową 40-dniową operację, która przypominać zaczyna założenie sobie pętli na szyję – pętli także gospodarczej i finansowej.

Czarne chmury wiszą i nad Polską. Nadzorcy w Warszawie, gorliwie wspierający kijowską juntę, nie tylko wywalili na nią miliardy, rozbroili się, to jeszcze ściągnęli do kraju hordy Ukraińców, a wśród nich wściekłych neobanderowskich Ukrów, z którymi mamy coraz więcej problemów. Gdy Polacy dadzą po pysku Ukrom, wrzask jest we wszystkich łże-mediach, że był to atak z powodów nienawiści na tle etnicznym i narodowym. Gdy kilku Ukrów pobiło Polaka ze skutkiem śmiertelnym, gdy ukrowski gówniarz nożem kilkakrotnie dźgnął Polkę we Wrocławiu, nie ma w łże-mediach ani słówkiem o tym, że są to ataki z powodu nienawiści na tle etnicznym i narodowym. Ma rację Liliana Wiadrowska – Ukrainiec w Polsce panem:

https://youtube.com/watch?v=0D9r0Wn6510%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

A ponieważ coraz bardziej prawdopodobnym jest, że tej zimy kijowska junta nie przetrzyma, należy spodziewać się najazdu na Polskę dalszych hord Ukrów, jeszcze bardziej wściekłych neobanderowców, do tego uzbrojonych. Widzę to czarno dla Polski i Polaków – niestety. No i z powodu wasalskich wobec zachodu i UPAiny warszawskich sług kijowskiego neobanderowskiego reżimu, znajdziemy się w tej wojnie po stronie przegranej, a to nigdy nie jest korzystne. Będziemy mogli mówić o szczęściu, jeśli władcy zachodu zrezygnują po klęsce UPAiny z dalszej wojny z Rosją i nie uczynią z Polski państwa frontowego z polskim mięsem armatnim szturmującym bramy Rosji.

Projekt zdruzgotania militarnego, gospodarczego i finansowego Rosji rękami kijowskiej junty wspieranej przez kolektywny zachód kończy się klęską zachodu. Pogłębia ją wojna na Bliskim Wschodzie, klapa militarna usraela, blokada Ormuzu i częściowa blokada Morza Czerwonego przez jemeńskich sojuszników Iranu i Palestyńczyków. Widmo kryzysu paliwowo-energetycznego, gospodarczego i finansowego czarną chmurą wisi nad kolektywnym zachodem, na którym coraz bardziej narasta panika. Dobrze widać ją w Niemczech. Mam na myśli prowokację bezpieki z dronem na lotnisku w Lipsku. Znaleziono rzekomo na nim, na pasie startowym, w pobliżu ukraińskiego Antonowa, uzbrojonego w ładunek wybuchowy i zapalnik drona. W łże-mediach kursuje jego niewyraźne zdjęcie oraz miejsce, gdzie rzekomo leżał na pasie startowym:

Nawet ja sfabrykowałbym te fotki lepiej. Dodatkowo inny samolot transportowy, własności firmy transportowej DHL, uderzony został podczas schodzenia do lądowania rzekomo innym dronem, którego szczątki są obecnie gorliwie szukane i zapewne się znajdą. Nie ma naturalnie żadnych dowodów na to, że to robota Rosji, niemniej minister spraw wewnętrznych już ogłosił, że był to „atak na Niemcy”. Nikt oficjalnie jak dotąd Rosji o „atak” nie oskarżył, ale we wszystkich komentarzach i wypowiedziach przebija się jednogłośnie opinia – kto inny jak nie Rosja może za tym „atakiem” stać? Otóż – gdyby Rosja miała zaatakować Niemcy, to od razu Oriesznikiem i w największy militarny koncern Rheinmetall. Nie bawiłaby się też z podrzędnym lotniskiem w Lipsku. Zieloni już domagają się zwołania narodowej rady bezpieczeństwa i ściągnięcia z urlopu najemnika BlackRock Merza. Ten urlopu nie przerwał, ale via internet brał udział w konferencji bezpieczeństwa narodowego.

Prowokacja ta miała kilka przyczyn. Trzeba wszak w strachu przed „rosyjską agresją” trzymać niemieckie bydło robocze. Częściowo jest to i reakcja na atak rosyjski i zniszczenie magazynu niemieckiej firmy w Kijowie:

Ale jest i inna przyczyna. Ekipa Merza chce na chama przeforsować „reformę” emerytalną i usunąć z niej istniejące od dziesięcioleci prawo do pełnej emerytury po wpłacaniu przez ubezpieczonego bez przerwy przez 45 lat składek emerytalnych. Ta „reforma” jest zmuszaniem ludzi do dłuższej pracy, bądź zgody na obniżoną emeryturę po 45 latach płacenia składek i wywołuje wiele oporu, także wśród szefów CDU we wschodnich Landach. Mają oni problem – AFD ma w nich ogromną przewagę nad resztą agenturalnych partii, także nad CDU. Gdyby poparli tę złodziejską, antysocjalną „reformę”, utracą jeszcze więcej głosów poparcia na korzyść AFD. I stąd są jej przeciwni. „Reformator” Merz musi ich jakoś zdyscyplinować i stąd „rosyjski atak” dronem był w Lipsku, a nie we Frankfurcie,  Monachium czy Stuttgarcie. Miał pokazać, że i wschodnie Landy są zagrożone „rosyjską agresją”, przez co zgoda na „reformę emerytalną”, by ratować budżet militarny, jest konieczna.

Niemiecka gospodarka nadal wali się, państwo zadłuża się w przyspieszonym tempie, a nadchodząca zima może i dla Niemiec okazać się katastrofą energetyczno-paliwową. A mimo to marionetki polityczne w Niemczech nadal idą w popieraniu kijowskiej, neonazistowskiej junty w zaparte. Po tym widać, jak leży im na sercu dobro Niemiec i Niemców. W niczym nie różnią się od marionetek politycznych w Warszawie. Pamiętać w tym miejscu należy o tym, że gospodarka niemiecka była „lokomotywą”, czy też „koniem pociągowym” gospodarki zachodniej Europy (w tym zwłaszcza Polski). Gdy ona padnie, a pada w sposób widoczny gołym okiem, gospodarczo będzie zachodnia Europa pustynią, trzecim światem, skansenem, bankrutem.

Czarne chmury gromadzą się nad kolektywnym zachodem…

opolczykp/czarne-chmury-nad-ukraina-polska-i-kolektywnym-zachodem-wisza

Napisał: Opolczyk

Nie wszystko złoto, co się świeci

Nie wszystko złoto, co się świeci

7. sierpnia 2026 Marek Wojcik world-scam/nie-wszystko-zloto-co-sie-swieci

Pewna dama była przekonana, że wszystko, co się błyszczy, to złoto
i kupiła schody do nieba.

Tak zaczyna się wielki przebój rockowy z 1971 roku grupy Led Zeppelin – Stairway to Haeven. Mówi o złudnej wierze w to, że szczęście można kupić za pieniądze, oraz o poszukiwaniu duchowej prawdy i harmonii z naturą.

Po długim okresie utrzymywania się na niskim poziomie, od połowy 2025 roku cena srebra gwałtownie poszybowała w górę. W styczniu kruszec ten osiągnął historyczne maksimum. Jednak już następnego dnia doszło do największego załamania cen na rynku metali szlachetnych od 2013 roku. Jak do tego doszło? Cały przebieg wydarzeń przypomina scenariusz thrillera. Źródło.

Źródło.

Wbrew zapewnieniom papierowe certyfikaty metali szlachetnych nie są ekwiwalentem złota, czy srebra. Jedyne czym świecą, to hologramy chroniące przed fałszerstwem. Podobnie jak pieniądze mają swoją złudną wartość opartą na zaufaniu. Tych certyfikatów wydano już tak wiele, że gdyby nagle wszyscy właściciele zażądali wymiany na prawdziwe złoto, czy srebro, wszelkie posiadane przez banki rezerwy tych metali pokryłyby mniej niż 10% – mój szacunek – wszelkich roszczeń.

Nie bez powodu rząd Chin zakazał w ubiegłym miesiącu handel certyfikatami bez pokrycia. Jak uważacie, co się stanie, kiedy FED będzie kontynuował rozpoczęte właśnie ciche drukowanie dolara, żeby stopniowo wykupić dług od Japonii? Źródło. Możliwe, że w ten sposób chwilowo uratują Jena, tylko jakim kosztem? Wartość dolara musi spaść – to jest zjawisko ekonomiczne. Można je jedynie chwilowo ukryć.

To jest tak, jakby gospodyni dolewała ciągle wody do garnka z zupą, żeby dłużej częstować głodną rodzinę. To pomoże chwilowo przetrwać kryzys, ale na koniec w garnku zostanie jedynie woda, której pewnie też zacznie brakować.

Inflacja to nie tylko spadek wartości pieniądza, To jest przede wszystkim upadek zaufania do papierowych banknotów. Pewnie dlatego powstają konkurencyjne wartości takie jak na przykład wdzięczność.

Prezydent Ukrainy postanowił jako gest dobrej woli wobec Polaków, wyemitować nowe banknoty o nominale jedna wdzięczność.

Skoro już jesteśmy przy banknotach, to jak wam się podoba nowy papierek o nominale 90 miliardów euro?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Gloryfikacja ludobójców trwa. „Wołyń Pride”, kult rezunów i milczenie Polski. „Czas na rachunek krzywd”

Gloryfikacja ludobójców trwa. „Wołyń Pride”, kult rezunów i milczenie Polski. „Czas na rachunek krzywd”

7.08.2026 Autor: Marek Skalski nczas/gloryfikacja-ludobojcow-trwa-wolyn-pride-kult-rezunow-i-milczenie-polski-czas-na-rachunek-krzywd

Aktorzy podczas rekonstrukcji historycznej
NCZAS.INFO | Aktorzy podczas rekonstrukcji historycznej „Wołyń 1943, nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”. / Fot. PAP

„Jeżeli oni chcą ustawić sobie w Panteonie Banderę, Szuchewycza, wszystkich tych morderców, co na Wołyniu wydawali rozkazy, którzy mordowali Polaków, no to muszą za to zapłacić. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka” – uważa Lucyna Kulińska w rozmowie z Markiem Skalskim. Badaczka wylicza też, od czego powinniśmy zacząć stawianie relacji polsko-ukraińskich z głowy na nogi.

Marek Skalski: Pani doktor, pojawiła się informacja, że członkowie słynnego batalionu ukraińskiego, skrajnie nacjonalistycznego, szowinistycznego Azov, sprzedają naszywki „Wołyń Pride” („dumny z Wołynia”). To nie jedyny przejaw gloryfikowania tych zbrodni popełnionych na narodzie polskim. Sprawa przez lata celowo zamilczana teraz ewoluuje w kierunku dumy z ludobójstwa…

Lucyna Kulińska: Takie podejście i postawa mają charakter niemal opętańczy, bo konsekwencje są bardzo poważne. Polska doznała krzywd w czasie wojny ze strony Ukraińców, spłynęła krwią setek tysięcy pomordowanych ludzi. Niektórzy pewnie liczyli, że postawa Ukraińców będzie się charakteryzować choćby tylko duchem pewnego wstydu – na zasadzie, że to wydarzyło się gdzieś tam w przeszłości, że to było nieszczęście, które nigdy się nie powtórzy; że sprawcy to mordercy, zbrodniarze, których nigdy nie powinniśmy do naszej wspólnej historii wpisywać. Tymczasem dzieje się coś zupełnie innego. Oni ośmielają się przypisywać wolność swojego kraju temu, że wymordowali setki tysięcy ludzi. To oznacza jedno: miejsca dla takiego kraju w Europie nie ma. To otwiera równocześnie furtkę do tego, aby Polacy mogli wystąpić do nich o odszkodowania… Nie tylko za stracone życie. Ciężko bowiem wycenić, ile jest „warte” życie ośmiorga dzieci… Do tego dochodzi spalenie mienia, zagrabienie miast, ogromny rozbój, bo przecież tak naprawdę to była Rzeczpospolita i to, co tam zagrabili Ukraińcy za przyzwoleniem Stalina, to jest wszystko zysk dla nich.

I teraz albo rybki, albo akwarium, tak jak się u nas mówi… Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Jeżeli oni chcą ustawić sobie w Panteonie Banderę, Szuchewycza, wszystkich tych morderców, co na Wołyniu wydawali rozkazy, którzy mordowali Polaków, no to muszą za to zapłacić.

Muszę Czytelnikom coś przeczytać, bo to jest klasyka. Kojarzymy wszyscy Kornela Makuszyńskiego. Napisał on książkę mało znaną, „Radosne i smutne”, w której opowiadał o tym, co działo się m.in. w roku 1918–1919, kiedy wówczas palono dwory, rabowano i mordowano Polaków. Publikacja ukazała się w latach dwudziestych.

Autor przedstawia tam osobiste świadectwo okrucieństwa, jakiego dopuszczano się m.in. na Kresach Wschodnich.  Czytamy w niej:

„Jakiś nowy Wyspiański, rozpamiętywając owe dni, w których następny był bardziej od poprzedniego krwawy, napisze owo polskie: myśmy wszystko zapomnieli. Gdyby bowiem ktoś chciał pamiętać, musiałby jeszcze za tysiąc lat nienawidzić i za tysiąc lat musiałby gardzić, ale my mamy to szlachetne, jedyne takie piękne kalectwo duszy, że nie umiemy nienawidzić. Powiemy sobie i to będzie straszną prawdą, że ci dzicy ludzie byli przez zwierzęcość swoją najnieszczęśliwszymi na świecie, że nieszczęsny kraj ten to był jeden ogromny szpital obłąkany. Początki obłędu zaszczepiła im wojna. Rozwojowi obłędu sprzyjało krwawe wspomnienie. Po furii szaleństwa przywiódł ludzkie zwierzę zapach pierwszej krwi, a potem już było wszystko jedno. Szaleńców karać nie można. Po co nienawidzić szaleńców?”.

Może przyjdzie jeszcze – pisze dalej Kornel Makuszyński – ten czas, że i ten człowiek oszalały, co piłą rezał człowieka i gwałcił dzieci, wstanie nagle nieprzytomny z lęku przed ohydnym widmem tego czynu i człowiek się w nim odezwie. Każdy szał strasznie rozbudzony przemija, przeminie tedy i ten dziki człowiek z ukraińskiego stepu, w nędzy swojej duchowej z głodu umierający na najżyźniejszej przecież ziemi świata pojmie może w niesłychanym trudzie, że stało się za jego sprawą coś strasznego, że krwawymi rękami zabił duszę swojej ziemi, zamęczywszy ludzi i zwierzęta, splugawiwszy ziemię, poraniwszy drzewa. I znowu trzeba będzie zapomnieć wszystko i znowu budować ochronki i szpitale, w imię świętego ducha polskiego”.

Makuszyński to wszystko opisał, a przecież to nie była nawet II Wojna Światowa! To wszystko działo się w regularnych odstępach, na przestrzeni lat, w Polsce!

Czy plugawy rezun ma więc prawo stać na pomnikach? Czy plugawy rezun ma się znaleźć w panteonie naszego sąsiada, z którym my mamy wspólnie budować jakąś przyszłość? Przecież to jest niemożliwe, to jest wykluczone! Trzeba sobie zadać pytanie, czy ci ludzie dalej są w jakimś opętańczym szale, jakiejś irracjonalności, czy też po prostu ktoś ich w ten sposób prowadzi?

Czy to kolejne oczadzenie tych ludzi, czy też mamy do czynienia z prowadzeniem ich na zgubę, masowo (setki tysięcy, o ile nie miliony już tych Ukraińców legły na obecnej wojnie…), ale prowadzeniem ich przeciwko nam, sąsiadom?

Teraz Polaków olali. Mają gdzieś nasze Migi, kupują sobie od Szwedów ich samoloty. Po co to jest robione? Żeby na tej Ukrainie kamień na kamieniu nie został. Żeby ta Ukraina została opróżniona z ludzi, bo jeżeli się zacznie działanie jakiejś broni, rzeczywiście na masową skalę ludobójczej, to ci ludzie pouciekają do reszty. No i zostanie ten najżyźniejszy kraj, najlepsze czarnoziemy, tam w tej ziemi jeszcze bogactwa wszystko zostanie, ale dla kogo? Dla kogo – jeżeli tych Ukraińców już nie będzie?

My jako Polacy popełniliśmy potworny grzech, tolerując to wszystko przez długie lata, bo tolerowaliśmy, ukrywaliśmy niewygodne fakty. Banderowcom w Polsce, tysiącom banderowców mordujących Polaków, wypłacano pieniądze z kasy Polaków, z ich podatków. Ukrywano znajdowane dokumenty, rozkazy mordowania polskich żon i wspólnych dzieci. Mam taki dokument z bodajże 1917 roku [?? md] , odnaleziony w Chochołowie. Kto w Polsce o tym wiedział? Dlaczego przed Polakami to ukrywano?

Doprowadziliśmy do obecnej sytuacji, milcząc – więc niejako na własne życzenie. Dzisiaj krzyczy Pan Czarnek, że musimy zrobić ustawę antybanderowską… Tylko że taki projekt już kilka lat leży w „zamrażalce”.

Jeszcze niedawno nikt w Sejmie się nie chciał na taką ustawę zgodzić. Dzisiaj już mleko się rozlało. Dzisiaj oni już idą na nas frontalnie. Mało tego! Są, jak się wydaje, przekonani, że Polska nie tylko nic już nie będzie miała do gadania, ale że będzie musiała, kiedy oni się dogadali z Niemcami, godzić się na ten najgorszy, potencjalny scenariusz, że połowa Polski do nich, a połowa do Niemców. Takie mapy są przecież przez niektóre środowiska kolportowane! Chcę namówić Czytelników, aby rozpowszechniać treści, które np. w „Naszym Słowie” (pismo wydawane w języku ukraińskim dla mniejszości ukraińskiej w Polsce) i literaturze ukraińskiej przedstawia się na temat Polaków, jak się tam nas poniża, jakie scenariusze są tam dla nas rysowane dotyczące np. Zakierzoni (około 19 powiatów dzisiejszej Polski).

Woła to o pomstę do nieba! Ludziom, którzy działają na szkodę państwa polskiego, którzy takie rzeczy piszą i robią, należy odebrać te wszystkie sponsoringi, trzeba pociągnąć ich do odpowiedzialności; tych, którzy grożą naszym obywatelom, tym, którzy grożą prezydentowi.

Prezes Konfederacji Korony Polskiej poseł Grzegorz Braun sformułował „Piątkę dla Ukrainy”. Postuluje, aby order Orła Białego pośmiertnie przyznać ks. Tadeuszowi Isakowiczowi Zaleskiemu, wstrzymać działalności lotniska w Rzeszowie i pomoc dla Ukrainy, przywrócić penalizację służby w obcej armii, wprowadzić „lojalkę antybanderowską” (dokument mają podpisywać wszyscy obywatele Ukrainy, którzy przebywają i chcą przebywać w Polsce), wprowadzić moratorium migracyjne i weryfikację już dotychczasowych pobytów. Dla mnie to jest taki program minimum…

Bardzo dobry program. Od czegoś trzeba zacząć porządkowanie kraju i tego nieładu, który został wprowadzony. To wszystko musi być postawione „z głowy” na nogi, żebyśmy mogli zacząć maszerować jakoś razem. Równie ważną kwestią jest sprawa przeróżnych obcych służb, które u nas hulają. W tym kontekście, choć przecież nie tylko, kluczowe wydaje się cofnięcie specustawy, która pozwala Ukraińcom, nawet bez znajomości języka polskiego, być zatrudnianymi w urzędach. Spotkałam się z tym w Krakowie, gdy pani z Ukrainy zaczęła mnie zaczęła ochrzaniać, że ja nie rozumiem, co ona do mnie mówi. Poleciałam do szefa robić dym, a on mi na to, że jest specustawa i że on ma prawo zatrudniać panie, która nie rozumieją po polsku… Rzecz dotyczyła takiej karty krakowskiej do jeżdżenia tramwajami, z której rzekomo tylko Ukraińcy korzystają (ergo: obsługa po polsku nie jest konieczna…).

Nie zdajemy sprawy, że jednym z wyłączeń, od szeregu przywilejów, których po długim czasie pozbawiono Ukraińców, są zasiłki na osoby niepełnosprawne. Te świadczenia są przyznawane taśmowo. To nie jest 800 plus, to są tysiące złotych. Wystarczy, że rodzina ukraińska sobie załatwi takie papiery, nawet mieszkając na Ukrainie, poprzez przekupienie ukraińskich lekarzy… Choć stosowne orzeczenia były rozdane bardzo hojnie i po naszej stronie granicy. Wciąż pozwalamy takim Ukraińcom mieszkać, leczyć się, korzystać ze świadczeń, na przykład darmowego zakwaterowania i wyżywienia, całej rodzinie.

My sobie nie zdajemy sprawy z tego, że dzisiaj na wakacje na Ukrainę wyjeżdżają z Polski dziesiątki tysięcy obywateli tego kraju. Powinniśmy odłączyć od przywilejów wszystkich ludzi pochodzących z terenów, gdzie wojny nie ma, czyli np. z terenów dawnej Rzeczpospolitej. Tam wojna się nie toczy… To Bukowerów, to Odessa…

Wspomniała Pani o tych urzędach i pracujących tam Ukraińcach. Otóż mamy potwierdzenie zupełnie oficjalne, że takie sytuacje faktycznie mają miejsce. Posłowie Konfederacji Wolność i Niepodległość, pan Mekler i pan Tumanowicz, napisali stosowne pismo do Urzędu Miasta Lublina z prośbą o potwierdzenie bądź zaprzeczenie, że rzeczywiście takie praktyki mają miejsce, że są tam zatrudnianie osoby bez żadnej, ale to proszę Czytelników, żadnej znajomości języka polskiego. Opisano, że rzeczywiście takie przypadki mają miejsce…

„Zabijaj” – piąte przykazanie w nowym brzmieniu, w „katolickim” przekazie prezydenta Polski

„Zabijaj” piąte przykazanie w nowym brzmieniu, w „katolickim” przekazie prezydenta Polski

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz h

„Niech sobie mordują tych sowietów (…) bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga (…) niech sobie mordują … i w ogóle nas Polaków to nie boli” jeśli wystąpienie prezydenta wzbudziło, w początkowej fazie, we mnie cień sympatii do niektórych kwieciście i patetycznie wygłoszonych wynurzeń (a wzbudziło, mimo patosu i jedwabiu na słówkach) to zlikwidował prezydent ten cień tym właśnie co sobie zostawił na koniec. I nie, nie tym: „Niech Bóg błogosławi Polsce niech żyje Polska”, bo tak;  niech Bóg błogosławi Polsce, ale niech chroni ją przede wszystkim przed szaleńcami owładniętymi skazą/ genem(?) nienawiści dla samej nienawiści (jak sztuką dla sztuki) i tak „Niech żyje Polska”, ale niech żyje wolna od serwilistów- podżegaczy wojennych na usługach wszelkiego i wszechobecnego geo-global- draństwa.

W tym ostatnim, jak prezydent mówił, punkcie omówienia swojej rocznej pracy na urzędzie, postanowił pan Nawrocki wykluczyć mnie z zaszczytu bycia Polakiem, tak wiem, jestem Polką, a on mówił o Polakach ( „i w ogóle nas Polaków to nie boli”) więc może kobiet to nie dotyczy, ale jednak postanowił wykluczyć mnie, bo mówiąc również, jak domniemać się ośmielam, w moim imieniu, wszak prezydentem nas wszystkich twierdzi, że jest, dokonał nadużycia kompetencji, wyraził w moim imieniu (nie pytając mnie o zdanie) tezę, że mnie nie boli, gdy sobie jedni drugich MORDUJĄ. Bo jeśli prezydent, jak rozumiem,  klasyfikuje przynależność do narodu skalą: – mordowanie (wskazanych do likwidacji) nie boli, to czuję się wykluczona, tak mam, czy się prezydentowi podoba, czy się nie podoba, że mnie mordowanie jednych przez drugich boli, a nakazywanie mi, iż ma mnie nie boleć (bo są warci i niewarci bólu) jest pogwałceniem moich praw to raz, a dwa, moja niezgoda z tym nakazem jest próbą  wykluczenia mnie z przynależności do narodu, z którego moje korzenie! Na to mojej zgody nie ma i nie będzie!

Bo nie takiego chcę świata, który przyzwala na mordowanie w ogóle, a już na pewno nie takiego, który przyzwala, a wręcz zachęca, czy oferuje pomocnictwo w mordowaniu kogokolwiek i to w imię geo-global- zwyczajnego draństwa, chciejstwa, maccartyzmu, czy innego -yzmu/izmu, hegemonii, czy wreszcie globalizmu.

I nie, nie będę rozwodzić się nad tym skąd korzenie wyrastają wojny na Ukrainie, każdy kto ma przynajmniej odrobinę rozeznania i trzeźwego spojrzenia na  geo-global  trendy, dążenia, procesy, doskonale wie czym jest wojna na Ukrainie i że to „proxy wojna”, i wie w czyim interesie, na czyje zamówienie. Bibliografii i poważnych nazwisk omawiających te procesy jest wystarczająco wiele, wystarczy sięgnąć. Kto natomiast nie wie, bo zwyczajnie nie chce wiedzieć, bo bezrefleksyjnie przyjmuje to co mu wiedzieć wyrobnicy, politycy, słudzy globalistów etc. itd. każą,  ten pewnie przyklaśnie prezydentowi na jego „niech sobie mordują” i nie będzie go to bolało, a dodatkowo może i poprosi Boga o błogosławieństwo w tym „dziele”, a ja wstrzymam się przed ocenami takich postaw, ja tylko pod rozwagę, przewrotnie ( wielu powie jak śmiem zrównywać – ano śmiem i nie zrównuję, a mechanizm wskazuję)  zapytam:  A co jeśli w  imię jakichś tam swoich „racji” (a ponoć mieli je uprawnione- tak przynajmniej tłumaczą)  tam na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej, na Polesiu i Lubelszczyźnie Ukraińcy  tak właśnie tłumaczyli bandytów z UPA  „ niech sobie mordują tych Polaków, bo tam, gdzie się bije Polaka, tam Ukrainiec pomaga  i w ogóle nas Ukraińców to nie boli” , to te „racje” były wystarczające do aktów morderstw, do pomocnictwa, do podżegania? To i może te „racje” są dziś do obrony? Dlaczego nie?!

A co jeśli  w  imię jakichś tam swoich „racji” (a ponoć mają je uprawnione- tak przynajmniej tłumaczą)  tam w Gazie, na Zachodnim Brzegu Jordanu ,w Libanie, w strefach przygranicznych z  Syrią i w Iranie, rząd Izraela tak właśnie tłumaczy: „ niech sobie mordują tych Palestyńczyków, Libańczyków, Syryjczyków, Irańczyków…, bo tam, gdzie się bije Palestyńczyka, Libańczyka, Syryjczyka, Irańczyka, tam Izrael pomaga  i w ogóle nas Żydów to nie boli” to te „racje” są wystarczające do aktów morderstw, do pomocnictwa, do podżegania? To i te „racje” są dziś do obrony? Dlaczego nie?!

I można by jeszcze wiele, wszak „racji” w świecie ile państw,  tylko po co, a raczej czemu to ma służyć?! I co gorsze, dlaczego ma nie boleć?!!!

Że niby w polskich realiach, w ramach zwyczajnej, bezrefleksyjnej rusofobii i tych wszystkich „racji”, które każą pielęgnować ją, karmić nią społeczeństwo jak tlenem, zatruwać nią ogląd na real geo-global draństwa, by tłumaczyć i przykrywać nią hipokryzję oszalałych z chęci dominacji nad światem posiadaczy fortun, że niby nam wolno więcej? I to w imię i z błogosławieństwem (na wezwanie) Boga?!

I, że mnie tę, z rodu Polaków, która hołduje zasadzie „nie ma drogi do pokoju, to pokój jest drogą” i drugiej „nie czynić nikomu tego co mi samej niemiłe”, ma nie boleć, że ktoś namawia kogoś do mordowania człowieka tylko dlatego, że jakiś -izm nas różni, jakaś ideologia i jakieś „racje”?

Otóż Panie prezydencie mnie, Polkę, z krwi i kości takie podejście boli, mord boli, mord dla mordu szczególnie boli, tak jak boli iż Prezydent mojej Ojczyzny pochwala, zezwala, podżega i obiecuje pomocnictwo w zwyczajnym zezwierzęceniu. Gdyby zamiast „mordują” padło słowo zabijają też uznałabym za szczucie, ale to mieści się w kanonie ; jest wojna, ludzie się wzajemnie zabijają (pominę, że czynią to na polecenie tych, którzy mają swoje „racje”, a ludzkie życie mają za nic ). Padło wyraźnie „niech sobie mordują” (wspomnę, że na widowni widziałam księży- bili. o zgrozo – brawo).  Domagać się śmierci, nakłaniać do mordu na kimś wskazanym do tego, by go powszechnie (delikatnie mówiąc) nie lubić, a dosadnie na wskazanym do tego, wytypowanym, by go nienawidzić, to panie  Prezydencie  zwyczajny moralny upadek … i nie, nie tych, których się do przestępstwa wzywa (nawet jeśli psychologia tłumu tłumaczy w danej chwili aplauz), to upadek moralny wzywającego – to zwyczajne zezwierzęcenie. (Coś Pan wspominał o Wołyniu … zachęcam do spojrzenia w lustro).  Był czas i momenty, że prezydent Nawrocki zyskał nić mojej sympatii, a i za niektóre decyzje nić szacunku. Pękły jak mydlana bańka, myślę, że bezpowrotnie.

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz

Dlaczego wojny na Ukrainie nie da się zrozumieć bez zrozumienia handlu instrumentami pochodnymi

Dlaczego wojny na Ukrainie nie da się zrozumieć bez zrozumienia handlu instrumentami pochodnymi

Dirk Ellerbrock apolut/warum-der-ukraine-krieg-ohne-den-derivatehandel-nicht-zu-verstehen-ist

Dlaczego wojny na Ukrainie nie da się zrozumieć bez zrozumienia handlu instrumentami pochodnymi | Autor: Dirk Ellerbrock

Artykuł Dirka Ellerbrocka.

W styczniu 2026 roku konsorcjum pod przewodnictwem firmy inwestycyjnej TechMet i Ronalda S. Laudera, jednego z najbliższych powierników Donalda Trumpa, otrzymało kontrakt na jedno z najcenniejszych, niewykorzystanych złóż litu w Europie.

Złoże, zwane Dobra, znajduje się w obwodzie kirowohradzkim w środkowej Ukrainie i szacuje się, że zawiera od 80 do 105 milionów ton litu. W czerwcu Rada w Kijowie uchwaliła poprawki do ustawy, które wprowadziły w życie podpisaną w kwietniu i ratyfikowaną w maju umowę surowcową między USA a Ukrainą: połowa wszystkich przyszłych dochodów z nowych koncesji wydobywczych trafi do wspólnego funduszu z Waszyngtonem. Czytelnicy doniesień usłyszą przede wszystkim żargon ekonomiczny – kwoty inwestycji, łańcuchy wartości, surowce kluczowe dla transformacji energetycznej.

Nie wspomina się jednak o historii. A ta historia jest prawdziwa.

Podobnego przedsięwzięcia dokonano już trzynaście lat wcześniej, w niemal tym samym miejscu, tylko z innymi logotypami firm. W styczniu 2013 roku w Davos prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz i prezes Shell Peter Voser podpisali pięćdziesięcioletni kontrakt na zagospodarowanie złoża gazu łupkowego Juciwska w obwodach charkowskim i donieckim – inwestycję o wartości dziesięciu miliardów dolarów – w obecności ówczesnego premiera Holandii Marka Ruttego. Wkrótce potem Chevron zabezpieczył podobne roszczenia na zachodzie kraju, a konsorcjum pod przewodnictwem Exxon Mobil zabezpieczyło podobne roszczenia u wybrzeży Morza Czarnego. Łączna kwota zadeklarowanych inwestycji przekroczyła trzydzieści miliardów dolarów. Prezydent Ukrainy mówił o „wielkim wydarzeniu”, jakby obie firmy były ze sobą powiązane.

To, co wydarzyło się później, jest dobrze znane, ale rzadko przytaczane w tym kontekście: bogate w gaz regiony Krymu i wschodniej Ukrainy, niczym w żadnym innym miejscu, oparły się zamachowi stanu z lutego 2014 roku. W Słowiańsku, Kramatorsku i innych punktach dostępu do złoża Juciwskiego mieszkańcy okupowali ratusze. W ciągu kilku tygodni bogaty w surowce region przekształcił się w strefę działań wojennych. Powstanie w Donbasie pozbawiło zachodnie korporacje dokładnie tego, co właśnie zapewniły sobie w Davos – możliwości przekształcania surowców w wymierne zabezpieczenia.

To sformułowanie nie ma charakteru metaforycznego. Jak można obecnie udokumentować, był to język samych osób zaangażowanych w zamach. 18 marca 2014 roku, trzy tygodnie po upadku Janukowycza, skazany przestępca seksualny i pośrednik finansowy Jeffrey Epstein napisał krótki e-mail do Ariane de Rothschild, wówczas członkini zarządu genewskiego banku Edmond de Rothschild Group, w sprawie sytuacji na Ukrainie. W istocie, te wstrząsy otworzyły „wiele możliwości”.

Wiadomość jest częścią akt Epsteina, opublikowanych przez Departament Sprawiedliwości USA na początku 2026 roku i nie była wcześniej publikowana. Nie dowodzi ona, że ​​Epstein lub Rothschild zorganizowali zamach stanu – nie ma na to dowodów, a takie twierdzenie nie byłoby konieczne. Ujawnia coś znacznie poważniejszego i właśnie dlatego bardziej pouczającego: że w ośrodkach finansowych związek między wstrząsami politycznymi a dostępem do zabezpieczeń był uważany za coś oczywistego, w czasie rzeczywistym, jako część normalnej, codziennej działalności, na długo zanim ktokolwiek zaczął mówić o gospodarce wojennej.

Pytanie, które nasuwa się po tym, ma charakter strukturalny: dlaczego rynki finansowe w ogóle potrzebują surowców w ziemi jako „zabezpieczenia”? Odpowiedź leży w samym rynku instrumentów pochodnych. Od momentu otwarcia międzynarodowego rynku usług finansowych na mocy Protokołu WTO z 1997 roku, który wszedł w życie w 1999 roku i zniósł rozdział banków oszczędnościowych od inwestycyjnych we wszystkich 156 państwach członkowskich, pozagiełdowy handel instrumentami pochodnymi stał się jednym z najbardziej skoncentrowanych i dochodowych sektorów na świecie, kontrolowanym przez garstkę dużych banków z siedzibą w londyńskim City – jednostce administracyjnej z własnym burmistrzem, policją i systemem wyborczym, który przydziela głosy firmom na podstawie liczby pracowników.

Ta machina funkcjonuje tylko tak długo, jak długo jest stale zasilana nowymi, cennymi zabezpieczeniami: ropą naftową, gazem ziem rzadkich, metalami ziem rzadkich i litem. Jeśli podaż się nie zmaterializuje, istnieje ryzyko dodatkowych żądań kapitału, wymuszonej sprzedaży i ostatecznie załamania, jak to miało miejsce w 2008 r., kiedy to sekurytyzowane nieruchomości śmieciowe zamiast zasobów mineralnych, ale według tego samego mechanizmu.

[Aktywa sekurytyzowane to prawa lub długi (np. kredyty, pożyczki), które zmieniono w papiery wartościowe. Banki lub firmy łączą te długi w grupy. Potem sprzedają je innym inwestorom, aby szybko zdobyć gotówkę i uwolnić miejsce w swoim bilansie. md]

Konflikt w Donbasie w 2014 roku nie był zatem sporem peryferyjnym, lecz naruszeniem bezpieczeństwa. To, co nastąpiło, było logiczne, jeśli podążymy za tą logiką do samego końca: pożyczka MFW w wysokości 17 miliardów dolarów dla nowego rządu w Kijowie w kwietniu 2014 roku, zmobilizowana pod wyraźną presją zachodnich kredytodawców, by odzyskać kontrolę nad wschodem i południem. Wizyta ówczesnego dyrektora CIA Johna Brennana w Kijowie kilka dni wcześniej, którą Biały Dom potwierdził po przeprowadzeniu dochodzenia, a jednocześnie zmobilizowano 60-tysięczną Gwardię Narodową pod dowództwem szefa ochrony Andrija Parubija.

Powołanie Huntera Bidena do zarządu największej prywatnej ukraińskiej firmy energetycznej, Burismy, w maju 2014 roku, kilka tygodni po wizycie jego ojca w Kijowie, podczas której ojciec zobowiązał się do wsparcia nowego rządu w „realizacji” kontraktów energetycznych podpisanych w 2013 roku. Każde z tych wydarzeń jest udokumentowane i możliwe do indywidualnego wyjaśnienia. Łącznie ujawniają one pewien schemat: próbę wymuszenia, za pomocą środków politycznych i polityki bezpieczeństwa, tego, czego nie można już było kupić swobodnie za pomocą środków ekonomicznych.

Dwanaście lat i pełnowymiarowa wojna później, właśnie to zostało osiągnięte – tyle że teraz nie poprzez umowy o podziale produkcji między poszczególnymi korporacjami a ukraińskim rządem, ale poprzez traktat międzyrządowy, który na stałe wiąże część ukraińskich dochodów z surowców ze wspólnym funduszem z Waszyngtonem. Różnica w stosunku do 2013 roku nie polega na istocie, ale na stopniu przejrzystości. Wtedy kadra kierownicza korporacji negocjowała z prezydentem w Davos; dziś dostęp jest zagwarantowany w ustawodawstwie Rady. Około jedna piąta ukraińskich zasobów mineralnych, w tym znaczne części Donbasu, znajduje się obecnie pod kontrolą Rosji – co oznacza, że ​​to sama linia frontu decyduje, które złoża mogą nadal służyć jako zabezpieczenie funduszu. Wojna przerysowała mapę możliwości eksploatacji, a to, co pozostało, jest teraz rejestrowane, a pierwszym beneficjentem jest inwestor powiązany z Trumpem.

Każdy, kto twierdzi, że to jedynie legalna dyplomacja gospodarcza, nie rozumie istoty rzeczy. Legalna dyplomacja gospodarcza nie szuka zabezpieczenia pod ostrzałem artyleryjskim. Fakt, że dzieje się tak od 2014 roku, a w jeszcze bardziej zintensyfikowanej formie od 2022 roku, jest prawdziwym skandalem – nie ze względu na moralne ułomności jednostek, ale ze względu na immanentną logikę systemu, który nie jest już w stanie utrzymać własnego długu bez ciągłego dostępu do nowych zabezpieczeń. Od czasu uchwalenia ustawy Big Bang Act z 1986 roku londyńskie City zbudowało swoją infrastrukturę właśnie w tym celu: polisy ubezpieczeniowe na wypadek wojny w Lloyd’s, które od 1898 roku mogą pobierać wygórowane składki w przypadku wojny, oraz wolumen instrumentów pochodnych, który obecnie stukrotnie przekracza realną gospodarkę. Ta machina nie zmierza w kierunku coraz to nowych konfliktów dlatego, że jej zarządcy chcą wojen. Zmierza w ich kierunku, ponieważ system się załamie, jeśli tego nie zrobi.

Zwrot „Wojny to wojny bankierów” oddaje to powiązanie zbyt lakonicznie, by być precyzyjnym – sugeruje celowy plan, w którym w rzeczywistości działa ograniczenie strukturalne, uniemożliwiające poszczególnym aktorom podejmowanie decyzji, a zmuszające ich jedynie do ich realizacji. To właśnie czyni sytuację bardziej niebezpieczną, a nie mniej: plan można by zatrzymać, odsuwając planistów. Ograniczenie strukturalne, które stale domaga się nowych gwarancji, nie znika wraz ze zmianą personelu w Urzędzie Kanclerza lub Białym Domu. Po prostu przenosi się na kolejny front – z Bagdadu, przez Donbas, do Teheranu i, jak pokazuje sprawa Dobrej, z powrotem na Ukrainę, gdzie rachunek z 2013 roku jest teraz płacony, z dwunastoletnim opóźnieniem i z wieloma ofiarami śmiertelnymi.



+++

Źródło obrazu: John Wreford / shutterstock

+++

Źródła:

Dobra Lithium / Umowa o surowcach USA-Ukraina 2025/26
Ukrainska Pravda (angielski), 12 stycznia 2026 r. – Wyrok dla Dobra Lithium Holdings JV (TechMet/Rock Holdings): https://www.pravda.com.ua/eng/news/2026/01/12/8015797/

S&P Global Commodity Insights, 12 stycznia 2026 r. – Rezerwy, kwota inwestycji (179 mln USD), struktura PSA: https://www.spglobal.com/energy/en/news-research/latest-news/metals/011226-techmet-rock-holdings-jv-wins-rights-for-dobra-lithium-deposit-in-ukraine

Mining.com, 11 marca 2025 r. – połączenie TechMet/Lauder, udziały DFC w TechMet: https://www.mining.com/us-backed-techmet-eyes-ukraine-lithium-asset/

Transakcje Shell/Chevron/Exxon 2012/2013
BBC, 24 stycznia 2013 r. – Transakcja Shell-Ukraina, zdjęcia Rutte/Voser/Yanukovytsch w Davos: https://feeds.bbci.co.uk/news/world-europe-21191164

IndustryWeek, 25 stycznia 2013 r. – Podpisanie, cytat Janukowycza: https://www.industryweek.com/operations/energy-management/article/21959351/shell-ukraine-in-10-billion-shale-gas-deal

OSW Ośrodek Studiów Wschodnich, 30 stycznia 2013 r. – Struktura własnościowa złoża Nadra-Juzivska, przegląd wszystkich trzech złóż (Juzivska/Oleska/Skifska) wraz z lokalizacją: https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2013-01-30/ukraines-agreement-shell-shale-gas-extraction

2B1st Consulting – alokacja geograficzna Oleska (Zachód) kontra Juzivska (Wschód): https://2b1stconsulting.com/shell-to-break-gazprom-gas-monopoly-in-ukraine /

Pożyczka MFW, kwiecień 2014 r.
Komunikat prasowy MFW (program kontynuacyjny 2015 r., z przeglądem): https://www.imf.org/en/news/articles/2015/09/14/01/49/pr15107

CNBC, 30 kwietnia 2014 r. – deklaracja 17 miliardów dolarów: https://www.cnbc.com/2014/04/30/imf-approves-17-billion-loan-package-for-ukraine.html

Fundacja Jamestown, maj 2014 r. – Szczegóły wypłaty: https://jamestown.org/imf-approves-17-billion-loan-for-ukraine/

E-mail Rothschild-Epstein (marzec 2014 r., opublikowany na początku lutego 2026 r.)
RT, 2 lutego 2026 r. – Treść, klasyfikacja, kontekst Komunikat Departamentu Sprawiedliwości: https://www.rt.com/news/631852-ukraine-opportunities-epstein-rothschild/

IBTimes UK, 20 lutego 2026 r. – dodatkowy kontekst (kontrakt o wartości 25 milionów dolarów z 2015 r., dokumenty Departamentu Sprawiedliwości): ibtimes.co.uk/epstein-rothschild-email-payment-documents

euvsdisinfo.eu/report/the-coup-in-ukraine-should-provide-many-opportunities-jeffrey-epstein-said/

Ukraińcy w wieku poborowym

Ukraińcy w wieku poborowym

Marucha w dniu 2026-08-06 marucha/ukraincy-w-wieku-poborowym

Polska powinna bezwzględnie wzorem Czech wprowadzić obostrzenia dla Ukraińców w wieku poborowym, którzy mają nieuregulowany stosunek do służby wojskowej. Nie jest w polskim interesie obecność dużej ilości młodych mężczyzn z Ukrainy. 


Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak stwierdził wprost, że „nie będzie w Polsce obostrzeń dla Ukraińców w wieku poborowym”. Takie słowa są zachętą do osiedlania się w Polsce nie tylko pacyfistów ale różnorakich kombinatorów a czasem przestępców.

Ja rozumiem, że młodzi Ukraińcy w znacznej części nie chcą walczyć za państwo rządzone przez Wołodymyra Zełenskiego. Rozumiem, że są również tacy, którzy nie chcą walczyć z różnych powodów przeciwko Rosji. To nie powinna być nigdy nasza wojna. To nie powinny być nasze dylematy.

Oczywiście Polska nie powinna zmuszać nikogo by walczył za rząd swojego kraju, a nawet własną ojczyznę. Idzie o coś zupełnie innego.

Należałoby z miesięcznym wyprzedzeniem zapowiedzieć wprowadzenie takich przepisów. Zaś ze względów humanitarnych umożliwić tym osobom wyjazd z Polski do innych krajów Unii Europejskiej. Jestem głęboko przekonany, że przepełnione humanizmem kraje Europy przyjmą młodych mężczyzn z otwartymi ramionami.

Osoby z Ukrainy łamiące prawo w Polce powinny być bezwzględnie deportowane. Dotyczyć powinno to również Ukraińców, którzy w jakikolwiek sposób promują na terenie Polski banderyzm lub próbują negować zbrodniczość ukraińskich formacji kolaboranckich i szowinistycznych.

Uważam, poza tym za niezwykle za szkodliwą ustawę z dnia 13 marca 2026 roku o niekaraniu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej biorących udział po stronie Ukrainy w konflikcie Rosji. Polacy nie powinni walczyć w obcych wojnach po żadnej stronie. Kuriozalną sytuacją jest to, że młodzi Ukraińcy siedzą w Polsce, zaś polscy najemnicy walczą na Ukrainie.

Przestały działać prymitywne i emocjonalne szantaże typu: „jakby nie Ukraina to Rosja stoi u naszych granic” i „Ukraińcy walczą za Polskę”, tak przestanie w niedługim czasie działać szantaż mówiący „jak Ukraińcy wyjada, to nie będzie miał kto pracować”. To wyjątkowo łajdackie kłamstwo połączone z brakiem szacunku do polskich pracowników.

Dzisiaj przekaz licznych politykierów – zwłaszcza tych określających sie jako prawica – na temat Ukrainy się zmienił. Nawet politycy, którzy sami nazywali się „sługami narodu ukraińskiego” dzisiaj zauważają oczywiste od początku problemy. To wszystko jednak musztarda po obiedzie. Powinniśmy przynajmniej tym razem wzorem Czechow być mądrymi przed szkodą.

Łukasz Jastrzębski
https://myslpolska.info