Cynicy czy szaleńcy?

Engelgard: Cynicy czy szaleńcy?

„Apeluje do wszelkiej maści polityków i generałów, i pożal się Boże ekspertów, aby otworzyli swoje betonowe łby i zapamiętali, że są oni sługami narodu, którzy mają zapewnić społeczeństwu pokojowy rozwój i przetrwanie narodu! Polska – społeczeństwo i naród nie szuka wojny, lecz polscy politykierzy i generały, którzy swym rozwoju są na poziomie dowódcy plutonu, jak opryszki na wiejskiej zabawie, wydzierając się na wszystkie strony świata, że polska armia, pokona Rosję, wojny z nią szukają!” – napisał gen. Leon Komornicki, jeden z niewielu myślących rozsądnie.

Jego koledzy po fachu codziennie plotą bzdury, wymachują szabelką, wychodzą naprzeciw oczekiwaniom tabunowi nieodpowiedzialnych polityków, na czele których stoi Donald Tusk.
Jeśli ktoś w 2023 roku miał nadzieję, że po szaleństwach rządów Mateusza Morawieckiego i PiS-u, zapanuje zdrowy rozsądek, a polityka zagraniczna, w tym polityka wobec wojny na Ukrainie – zracjonalizuje się, ten się srodze zawiódł.

Donald Tusk wszedł właśnie na wysokie obroty agresywnej retoryki wojennej, straszy codziennie swój naród wojną, rzuca gromy na „wrogów”, którzy nie są skłonni podzielać jego histerii. Najpierw zastraszył swoich koalicjantów zapowiadając już na początku istnienia tej koalicji, że wypali gorącym żelazem tych, którzy poddadzą w wątpliwość politykę bezkrytycznego stania po stronie Ukrainy do końca. No i zastraszył, czego przykładem jest degradacja PSL-u, kiedyś partii rozsądku i umiaru, a obecnie ustami swojego lidera wpisującej się w chór najbardziej skrajnych podżegaczy wojennych.
Ale tego było Tuskowi za mało – zabrał się za opozycję. Uznaje ją za zdrajców i zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski, grozi, żeby nie ważyła się „szczuć na Unię Europejską”. Posunął się nawet do tego, że powołał się na raport CIA, w którym ponoć ostrzegano Polskę przed zbliżającymi się rosyjskimi prowokacjami, a nawet atakiem. Okazało się szybko, że nikt tego raportu nie czytał i nie zna – łącznie z szefem MON.

Nawet propisowski i rusofobiczny portal wpolityce musiał zauważyć: „To już kolejne takie przypadki, kiedy Tusk straszy wojną. Przypomnijmy także, że szef rządu już w kwietniu udzielił wywiadu m.in. brytyjskiemu „Financial Times”, w którym podważał sojusz polsko-amerykański, współpracę w ramach NATO i straszył atakiem ze strony Rosji, przekonując, że może zaatakować członka NATO w perspektywie „raczej miesięcy niż lat”.
Czemu to wszystko ma służyć? Są dwie wersje odpowiedzi. Jedna – „racjonalna”. Donald Tusk, podobnie jak liderzy Unii Europejskiej, cynicznie wykorzystują wojnę na Ukrainie do ratowania projektu integracji europejskiej w kierunku budowy w trybie przyspieszonym superpaństwa. Paramafijne metody rządów Ursuli von der Leyen są aż nadto widoczne. To ona i skupiona wokół niej kamaryla podżegaczy wojennych – zarządzą strachem i przy okazji realizuje swoje utopijne projekty. Jest też drugie wytłumaczenie – Donald Tusk jest w stanie psychicznej zapaści, boi się utraty władzy, i jest gotów na wszystko, aby temu zapobiec. Histeria wojenna może być wstępem do wprowadzenia stanu wyjątkowego i odłożenia wyborów. Obojętnie która z tych wersji jest bliższa prawdy – jako naród znaleźliśmy się w krytycznej sytuacji.


Jan Engelgard
fot. KPRM (profil fb)
Myśl Polska, nr 39-40 (26.09-4.10.2026)

Czy Ukraina zamierza przy pomocy Izraela przeprowadzić ataki pod fałszywą flagą na jeden lub kilka krajów NATO

dał wczoraj w komentarzach następujący wpis:


INFO: maurizioblondet.it/israele-aiuta-zelenski-a-scatenare-lart-5/

„Uczta Baltazara
21 settembre 2026 alle 19:02


Izrael pomoże Zełenskiemu w uruchomieniu art. 5 NATO?

W mediach społecznościowych krążą pogłoski, że Ukraina zamierza przy pomocy Izraela przeprowadzić ataki pod fałszywą flagą na jeden lub kilka krajów NATO. Do tego celu mógłby zostać wykorzystany sprzęt, który niedawno załadowano na ukraiński samolot An-124 na lotnisku Ben Guriona (Tel Awiw/Izrael).

Niemożliwe jest rozpoznanie rodzaju sprzętu wojskowego załadowanego na ciężarówki, ale mogą to być repliki lub skradziona broń rosyjska.

Wyjaśniałoby to w każdym razie słowa dziennikarza bliskiego Zełenskiemu, który w tajemniczy sposób mówi o jakimś militarnym wypadku, który wkrótce „da skrzydła” Ukrainie. (patrz poniżej)

***
«Bądźcie gotowi! Wygląda na to, że coś może się wydarzyć z godziny na godzinę». „Mówiąc dosłownie, w ciągu kilku dni wydarzy się coś, co da Ukrainie wielką nadzieję” — powiedział w ukraińskiej telewizji Dmytro Gordon, dziennikarz blisko związany z Zełenskim.

„Nie mogę powiedzieć, o co chodzi — to tajemnica wojskowa. Wiem jednak, że w najbliższych dniach wydarzy się coś, co doda skrzydeł narodowi”

Nikt nie wie, co to dokładnie oznacza, istnieje bowiem wiele możliwości. Od operacji pod fałszywą flagą, która uruchomi artykuł 5 traktatu NATO, przez specjalne dostawy broni, aż po otwarte wypowiedzenie wojny przez NATO. «Bądź gotowy!»

https://x.com/Your_Tweety/status


INFO: maurizioblondet.it/israele-aiuta-zelenski-a-scatenare-lart-5/

Minister Tuska podważa historię Polski. Chce się przypodobać Ukrainie

Minister Tuska podważa historię Polski. Chce się przypodobać Ukrainie

magnapolonia/minister-tuska-podwaza-historie-polski-chce-sie-przypodobac-ukrainie

Ukrainiec Andrij Szeptycki, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie warszawskim napisał, że państwo Mieszka I miało tyle wspólnego z dzisiejszą Polską, co Ruś Kijowska z Ukrainą. Tego typu hasła, wypowiadane przez wysokiego rangą przedstawiciela teoretycznie polskiego rządu, siłą rzeczy dotykają kwestii znacznie szerszej niż tylko terminologia używana przez historyków. To faktyczne działania V kolumny, niszczącej naszą historię i tradycję państwową od środka. Skorzystają na tym Niemcy, Ukraińcy i Rosjanie.

Minister Tuska podważa historię Polski. To oczywiste, że współczesna III Rzeczpospolita nie jest organizacyjnie tym samym państwem, którym było państwo pierwszych Piastów. Polska przechodziła przez okres demokracji szlacheckiej, rozbiory, okupacje, wojny, zmiany ustrojowe i katastrofy polityczne, a jej granice wielokrotnie przesuwano. Czy jednak tylko z tego faktu wynika, że polska wspólnota polityczna nie ma prawa mówić o swojej historycznej ciągłości? Czy może powinniśmy przyjąć niezwykle wygodną zasadę, zgodnie z którą każde państwo po zmianie granic albo ustroju traci swoją historię i zaczyna wszystko od nowa?

Jeżeli tak, byłaby to rzeczywiście niezwykle interesująca wiadomość dla całej Europy, bo można by wówczas z powodzeniem uznać, że większość współczesnych państw jest historycznie zupełnie nowymi tworami, a ich mieszkańcy powinni czym prędzej zapomnieć o swoich poprzednikach. Przykładowo dzisiejsza Francja nie miałaby nic wspólnego ze swoim przedrewolucyjnym odpowiednikiem, podobnie jak Rosja z okresem carskim.

Na szczęście normalne rozumienie historii nie wygląda tak, jak roją sobie w główkach polskojęzyczni Ukraińcy. Narody i wspólnoty polityczne mogą przechodzić przez katastrofy, zmiany granic i ustrojów, a mimo to zachowywać pamięć o własnym państwie, kulturze i poprzednich pokoleniach. Owszem – ciekawie wygląda to w kontekście średniowiecza, gdzie ciągłość państwa wiązała się stricte z ciągłością dynastii panującej. Tak było zresztą na całym świecie i to nie tylko w tej epoce.

W przypadku wypowiedzi Szeptyckiego szczególnie zastanawiające jest usadowienie jej w szerszym kontekście jego działalności publicznej. Nie jest on przypadkowym komentatorem historii, czy głupawym, internetowym influencerem lecz członkiem polskiego (?) rządu. Tym bardziej trudno nie zadać pytania, czy przedstawiciel polskich (?) władz powinien z taką swobodą formułować wypowiedzi, które mogą być odczytywane jako podważanie oczywistego dla Polaków związku między współczesną Polską a jej wielowiekową historią.

Jeszcze większe zdziwienie budzą wcześniejsze wypowiedzi Szeptyckiego dotyczące UPA, zwłaszcza jego porównywanie ukraińskiej formacji z polskimi Żołnierzami Wyklętymi. Można oczywiście tłumaczyć, że chodziło o podobieństwo polegające na walce o niepodległość, ale problem polega na tym, że UPA nie jest wyłącznie symbolem ukraińskich aspiracji niepodległościowych, lecz również organizacją, której działalność wiąże się z masowymi mordami na ludności cywilnej.

Próba przedstawiania obu zjawisk za pomocą jednego schematu „walczących o niepodległość partyzantów” pomija więc fundamentalną różnicę doświadczeń obu narodów. Co więcej, idąc logiką Andrija Szeptyckiego, za podobny ruch walczący o niepodległość należałoby uznać hitlerowski Werwolf [„wilkołak”] , walczący z Polakami na „Ziemiach Odzyskanych” po II Wojnie Światowej. Doszłoby nie tylko do rehabilitacji tej konkretnej organizacji ale uznania, że naziści w zasadzie niczym nie różnią się od antynazistów.

Niestety, od 2022 roku, dzięki ogarniętej ukro-amokiem klice POPiS w Polsce zaczyna działać zasada, według której nasza historia ma być opowiadana zgodnie z prawdą, dopóki nie koliduje z aktualnymi potrzebami relacji z kijowskimi banderowcami Zełenskiego. Jeśli polska historia nie zgadza się z ich linią, wtedy okazuje się, że Mieszko I to właściwie ktoś trochę odległy, polska ciągłość państwowa jest kwestią dyskusyjną, a UPA można analizować przede wszystkim jako ruch niepodległościowy. Cóż za zbieg okoliczności!

Żeby było jasne: rzucającym w oczy problemem jest ukraińskie pochodzenie Andrija Szeptyckiego. III RP jest niestety nadgniłym państwem dyzmokratycznym, w którym ludzie o różnym pochodzeniu mogą pełnić najwyższe funkcje publiczne, kpić i opluwać polską historię i tradycję.

Sojusz polityczny III RP z Ukrainą nie może oznaczać obowiązku przepisywania własnej historii pod oczekiwania wątpliwego partnera. Polska ma prawo do własnej narracji o Mieszku I, Rzeczypospolitej, rozbiorach, II Rzeczypospolitej i zbrodniach dokonanych na Polakach przez ukraińskich szowinistów. Zwłaszcza, że ta narracja jest zasadniczo zbieżna z faktami historycznymi, przekazami kronikarskimi oraz wykopaliskami.

Wypowiedź Szeptyckiego zasługuje na krytykę dlatego, że jest Ukraińcem i przedstawicielem teoretycznie polskiego państwa i właśnie z tego powodu powinien szczególnie uważać, aby w imię bieżącej polityki nie relatywizować fundamentów naszej pamięci historycznej. Z niewiadomych względów usilnie chce doprowadzić do tego, aby ponownie wzrosła niechęć Polaków do Ukraińców, zwłaszcza tych, którzy w nieodpowiedzialny sposób otrzymali dostęp do najwyższych stołków w krajowej polityce i administracji.

Można być zwolennikiem bliskiej współpracy z Ukrainą, można wspierać ją politycznie i militarnie, można nawet cierpliwie znosić rozmaite dyplomatyczne zawirowania, ale trudno wymagać od Polaków, żeby w pakiecie z pomocą dla Ukrainy kupowali również fałszowanie naszej własnej historii.

Bo jeśli okaże się, że państwo Mieszka I ma z dzisiejszą Polską mniej więcej tyle wspólnego, co Ruś Kijowska z Ukrainą, to być może najwyższy czas zapytać, czy następna korekta historii nie obejmie przypadkiem również samego Mieszka. W końcu skoro można zakwestionować ciągłość, to czemu zatrzymywać się w połowie drogi i nie stwierdzić np. że był Ukraińcem albo Żydem?

Polecamy również: Ukraińcy twierdzą, że uratowali Polskę w 1920 roku

Polacy znów sługami reżimu ukraińskiego

Polacy znów sługami narodu ukraińskiego

magnapolonia/polacy-znow-slugami-narodu-ukrainskiego

W trakcie obchodzenia w Polsce przez Ukraińców swojego święta niepodległości. w Warszawie głos zabrał pełniący obowiązki ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Waldemar Żurek. Jego słowa z tego wydarzenia zapiszą się we współczesnej historii Polski, tak samo jak wypowiedź rzecznika MSZ Łukasza Jasina, który uważał, że Polacy są sługami narodu ukraińskiego.

Czy rządzi PiS, czy PO, Polacy mają być sługami narodu ukraińskiego. W czasie swojej wypowiedzi Waldemar Żurek jako minister sprawiedliwości zwrócił uwagę na narastanie napiętej sytuacji w relacjach polsko-ukraińskich. O ile nikt nie popiera żadnej formy znęcania się psychicznego lub fizycznego nad innym człowiekiem ze względu na jego pochodzenie czy religię, zadziwia fakt ukazania przez polskojęzycznego ministra relacji polsko-ukraińskich.

Zwracając się do zebranych Ukraińców zapewnił ich jako prokurator generalny: (…) chcę was zapewnić, że jako prokurator generalny powołałem ponad stu prokuratorów w całym kraju, którzy od lutego tego roku bardzo aktywnie, razem z policją, ścigają każdy przejaw nienawiści (…) Ale zobaczcie, co dzieje się dalej. Ci, którzy myśleli, że bezkarnie mogą obrażać, lżyć, bić, następnego dnia prowadzeni są w kajdanach do sądu i idą do aresztów. Podjęliśmy działania nie doraźne, ale systemowe. Nikt nie zniszczy naszej przyjaźni[1].

W czasie, kiedy z jednej strony ministrowie angażują się w sprawę nastolatki z Ukrainy zwyzywanej w miejskim autobusie w Bielsku-Białej [2] milczą, gdy w mediach przebijają informacje, że w tym samym mieście zostało zatrzymanych trzech Ukraińców podejrzanych o brutalne pobicie Polaka pod koniec czerwca 2026 roku[3] lub w sprawie próby zabójstwa Polki dokonanej przez 18-letniego Ukraińca we Wrocławiu[4].

O ile zrozumiałe byłyby słowa ministra sprawiedliwości, który z jednej strony zapewniałby Ukraińców w Polsce o działaniach na rzecz ich bezpieczeństwa przy jednoczesnym wskazaniu, że sami zainteresowani powinni zwrócić uwagę na swoich rodaków, którzy łamiąc prawo w Polsce obniżają zaufanie zwykłych Polaków do wszystkich Ukraińców i podkreśleniu, że wobec prawa w Polsce wszyscy są równi niezależnie od pochodzenia, wypowiedź, jaka padła z ust ministra przerzuca całą odpowiedzialność za obecną napięta sytuację na Polaków, robiąc z nich potwory.

Przy takim założeniu nie można mieć za złe Polakom, że wg najnowszych sondaży jedynie 27% deklaruje gotowość walki za obecną rzeczywistość w Polsce[5]. Polacy jako gospodarze na swojej ziemi czują się jako gorszy sort, a ich oburzenie wobec często chamskiej i aroganckiej postawy osób, które są w Polsce gośćmi, traktowane jest przez polskojęzycznych polityków jako przejaw rusofili, co sprawia, że coraz więcej Polaków nie czuje łączności z państwem traktującym ich jako dojną krowę, którą ostatecznie można wbrew niej wepchnąć do nie swojej wojny w imię interesów wielkich mocarstw.

Źródła:

[1] https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32985046,zurek-zlozyl-ukraincom-nietypowe-zyczenia-zeby-zaden-polak.html

[2] https://kresy.pl/wydarzenia/pracownik-mzk-mial-zniewazac-ukrainskie-dziewczynki-w-autobusie-policja-zatrzymala-mezczyzne/

[3] https://www.gov.pl/web/po-bielsko-biala/dochodzenie-w-sprawie-pobicia-na-ul-broniewskiego-w-bielsku-bialej

[4] https://www.radiomaryja.pl/informacje/wroclaw-18-letni-ukrainiec-probowal-zabic-polke/

[5] https://www.rp.pl/spoleczenstwo/art44925761-wojna-w-polsce-sondaz-co-czwarty-polak-bronilby-kraju-co-dziesiaty-zdecydowanie-ucieka

Kierwiński przejęty. MEM-y IV.

———————————————-

—————

——————-

————————————–

—————————————

———————————-

————————————-

————————–

—————————————-

———————————–

————————————–

Ilu Ukraińców ma polski paszport? A ilu będzie go miało już niebawem? – Krzysztof Baliński

Ilu Ukraińców ma polski paszport? A ilu będzie go miało już niebawem? – Krzysztof Baliński

wpisał: AlterCabrio, 20 września 2026

W swoim wystąpieniu podczas wieczoru promującego najnowszą książkę “Ukropolin od A do Z” Krzysztof Baliński skupił się na bardzo niebezpiecznym, masowym zdobywaniu polskiego obywatelstwa..

Ilu Ukraińców ma polski paszport? A ilu będzie go miało już niebawem? – Krzysztof Baliński

Ilu Ukraińców ma polski paszport? A ilu będzie go miało już niebawem?

Krzysztof Baliński i jego wieczór autorski w księgarni Multibook.pl

W swoim wystąpieniu poruszył następujące tematy:

– Jak Ukraińcy mogą w łatwy sposób zdobyć polskie obywatelstwo?
– Ilu Ukraińców w najbliższym czasie ma szansę otrzymać polski paszport?
– Kto nadaje obcokrajowcom obywatelstwo?
– Czy w ogóle wiemy ile już przyznano paszportów obcokrajowcom?
– Czy obecne, masowe wręcz rozdawanie polskiego paszportu można powstrzymać?
– Czy prezydencki projekt ustawy o polskim obywatelstwie to krok we właściwym kierunku?
– Po co Zełensky podpisał ustawę o wielokrotnym obywatelstwie i jaki znajduje się w niej haczyk?

NATO, korupcja i neonazizm są istotą i wrogami Ukrainy

NATO, korupcja i neonazizm są wrogami Ukrainy

19.09.2026 wolnemedia/nato-korupcja-i-neonazizm-sa-wrogami-ukrainy

Według byłej rzeczniczki prasowej Wołodymyra Zełenskiego, to on i jego kijowski reżim są największymi przeszkodami dla pokoju.

Afera ta powinna się stać głośnym tematem medialnym w tym tygodniu, lecz tak się nie stało. Byłej rzeczniczce prasowej ukraińskiego prezydenta uniemożliwiono wystąpienie przed Parlamentem Europejskim. Dlaczego? Ponieważ Julia Mendel planowała przedstawić druzgocące informacje na temat wszechobecnej korupcji w reżimie Zełenskiego oraz procederów, dzięki którym wspierana przez NATO wojna w jej kraju stała się sposobem na czerpanie zysków.

Cóż za ironia, że takie świadectwo nie może zostać przedstawione publicznie w miejscu uchodzącym za ostoję europejskiej demokracji i wartości. Świadczy to o tym, że wolność słowa nie obowiązuje, jeśli podważa oficjalną narrację. Jedyną dopuszczalną wersją pozostaje ta, wedle której Ukraina jest wzorową demokracją dążącą do członkostwa w Unii Europejskiej i w NATO, której plany krzyżuje rosyjska agresja.

Jakże kruchy musi być ten obraz, skoro każdy, kto prezentuje odmienny punkt widzenia i fakty, jest bezceremonialnie kneblowany i szkalowany jako rosyjski propagandysta! Co znamienne, prawie żadne zachodnie media nie poinformowały o tym fiasku.

Julia Mendel pełniła funkcję osobistej doradczyni Zełenskiego do spraw mediów w latach 2019–2021, kiedy to zrezygnowała ze stanowiska, rozczarowana jego skorumpowaniem. Z bliska obserwowała zakulisowe machinacje, maniakalne zachowania prezydenta i jego otoczenia oraz jego pogardę dla demokracji. Swoje świadectwo traktuje jako moralny obowiązek – chce powiedzieć rodakom i reszcie świata, kim naprawdę jest jej były szef.

Opisuje go jako oszusta o skłonnościach psychopatycznych, któremu los Ukraińców jest całkowicie obojętny. Jedyne, co go interesuje, to utrzymanie się u władzy tak długo, jak to możliwe, i wzbogacenie się na miliardach dolarów z pieniędzy zachodnich podatników, które płyną do jego reżimu.

Zełenski i jego kijowski reżim to największe przeszkody na drodze do pokoju – twierdzi Mendel, która po tym, jak nie wpuszczono jej do Parlamentu Europejskiego, udzieliła wywiadu tygodnikowi „Weltwoche”. Jak zauważa, korupcja na Ukrainie jest nieodłącznie związana z prowadzeniem wojny. Właśnie dlatego reżim w Kijowie blokuje wszelkie wysiłki dyplomatyczne mające na celu zakończenie tego konfliktu, trwającego już niemal pięć lat.

Każdy, kto sprzeciwia się wojnie i wzywa do dyplomacji, naraża się na sankcje, więzienie lub wysłanie na linię frontu, gdzie czeka go śmierć. Zełenski stoi na czele junty wojskowej – przez Zachód nazywanej demokracją – z ramienia której siepacze wyłapują ludzi na ulicach, by wcielić ich do armii. Aby uniknąć trafienia do tej maszynki do mięsa, trzeba zapłacić łapówkę sięgającą nawet 20 tysięcy dolarów.

O Mendel zrobiło się głośno, gdy w maju tego roku udzieliła wywiadu amerykańskiemu dziennikarzowi Tuckerowi Carlsonowi. Opisała w nim Zełenskiego jako uzależnionego od narkotyków dyktatora o chwiejnej równowadze emocjonalnej – cechach, które ukrywa dzięki umiejętnościom aktorskim wyniesionym z wcześniejszej kariery w branży rozrywkowej. Zachodni politycy i media biorą ochoczo udział w tej farsie, kreując go na bohatera wojennego na miarę Churchilla.

Ten miraż to jednak nikczemny szwindel, którego ofiarami padają zachodni podatnicy oraz długo cierpiący naród ukraiński. Za ujawnienie prawdy o swoim byłym szefie Mendel trafiła na wspieraną przez ukraińskie władze czarną listę serwisu „Mirotworec” jako rosyjska propagandystka. Portal ten zyskał ponurą sławę listy śmierci, gdyż zamordowano kilka osób figurujących w jego rejestrze.

Mendel twierdzi, że zachodnie koncerny medialne, takie jak Meta (właściciel Facebooka), uniemożliwiają jej kierowanie publicznych przekazów do rodaków. Na początku tego tygodnia – zaledwie kilka dni przed planowanym wystąpieniem w Parlamencie Europejskim – reżim Zełenskiego ogłosił nałożenie sankcji na Mendel. Nie ma ona dostępu do swoich ukraińskich aktywów i nie może wrócić do kraju w obawie o własne życie. Boi się, że jej rodzina na Ukrainie może paść ofiarą prześladowań lub zostać wysłana na linię frontu w ramach odwetu za jej rzekomą zdradę.

Decyzję o zablokowaniu jej wystąpienia przed zgromadzeniem w Strasburgu podjęła prawdopodobnie przewodnicząca Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola. Metsola – podobnie jak inni czołowi unijni politycy, tacy jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen czy przewodniczący Rady Europejskiej António Costa – jest zagorzałą zwolenniczką Ukrainy i orędowniczką przekazywania miliardów w ramach pomocy dla tamtejszego reżimu.

Mendel jawi się jako osoba uczciwa, kierująca się zasadami moralnymi i autentycznie niezależna. Kategorycznie odrzuca zarzut, jakoby była prorosyjska. W wywiadach udzielonych Carlsonowi i „Weltwoche” wypowiada się bardzo krytycznie o Rosji, potępiając to, co nazywa okrutną inwazją na swój kraj. Wydaje się, że jej główną troską jest zakończenie niszczącej jej ojczyznę wojny. Jest to jednak niemożliwe, ponieważ reżim Zełenskiego oraz wspierające go europejskie państwa NATO są zainteresowane jej kontynuacją.

Korupcja kijowskiego reżimu jest nierozerwalnie związana z paranoją rusofobii, która powszechnie panuje wśród europejskich elit. Pogląd ten znalazł w tym tygodniu potwierdzenie w wypowiedziach dwóch innych wiarygodnych ekspertów. Podobnie jak w przypadku Mendel, osoby te są ignorowane przez zachodnie media.
Głos ekspertów: korupcja, neonazizm i geopolityka

Profesor Iwan Kaczanowski z Uniwersytetu w Ottawie udzielił wywiadu Lenie Petrowej, w którym omówił wszechobecną korupcję oraz neonazistowski charakter kijowskiego reżimu. Przełomowe badania Kaczanowskiego ujawniły, że masakra na Majdanie – podczas której w lutym 2014 roku zamordowano w Kijowie ponad 100 demonstrantów i funkcjonariuszy policji – była operacją typu fałszywa flaga (false flag), przeprowadzoną przez środowiska neonazistowskie i ich mocodawców z NATO, co doprowadziło do przewrotu rządowego.

Zamach stanu umożliwił przejęcie władzy w państwie i kontroli nad siłami bezpieczeństwa przez ugrupowania faszystowskie, co z kolei doprowadziło do konfliktu z Rosją w 2022 roku. Zełenski, który z pochodzenia jest Żydem, paradoksalnie opiera swoje polityczne przetrwanie oraz utrzymanie wszechobecnej w reżimie korupcji na współpracy z siłami neonazistowskimi.

Pochodzący z Ukrainy prof. Kaczanowski zwraca uwagę, że wielu ministrów, doradców i wysokich rangą urzędników wymiaru sprawiedliwości z otoczenia Zełenskiego musiało ustąpić ze stanowisk lub uciec z kraju w wyniku ciągłych skandali korupcyjnych. Trudno uwierzyć, by sam Zełenski nie był głęboko uwikłany w te przestępcze procedery. Korupcja, wojna i neonazizm są ze sobą ściśle powiązane w następstwie mieszania się NATO w sprawy tego kraju od momentu uzyskania przez niego niepodległości po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 roku.

Kolejnym potwierdzeniem tej tezy są spostrzeżenia wybitnego amerykańskiego badacza, profesora Johna Mearsheimera. W tym tygodniu przedstawił on szczegółową relację ze swojej niedawnej wizyty w Rosji, podczas której spotkał się z wysokimi rangą przedstawicielami władz, decydentami politycznymi i dyplomatami.

Mearsheimer stwierdził – co dla niektórych może być zaskoczeniem – że w trakcie licznych rozmów nie dostrzegł u swoich rosyjskich rozmówców, ani nawet u zwykłych Rosjan, głębokiej wrogości wobec Ukrainy czy narodu ukraińskiego. Wielu spotkanych przez niego Rosjan ma rodzinę na Ukrainie i łączy ich wspólne dziedzictwo kulturowe.

Mearsheimer upatruje przyczyn tragicznego losu Ukrainy i zerwania jej historycznych więzi z Rosją w polityce NATO, dążącego do włączenia tego nowo niepodległego państwa do sojuszu wojskowego pod wodzą USA, co zapoczątkowano deklaracją bukareszteńską w 2008 roku. Polityka ta sprawiła, że oba kraje znalazły się na kursie kolizyjnym, co ostatecznie doprowadziło do wybuchu konfliktu w Donbasie w 2022 roku. Szerszym celem Zachodu było wykorzystanie Ukrainy jako narzędzia zastępczego do prowadzenia wojny i destabilizacji Rosji, a krótko mówiąc – doprowadzenia do jej strategicznej klęski.

W dążeniu do tego imperialistycznego celu Ukraina została zainfekowana neonazizmem i korupcją, a także popadła w stan faktycznej dyktatury pod rządami nadużywającego narkotyków błazna, który bezwzględnie tłumi wszelką opozycję. Miliony ludzi zostały przesiedlone, zabite lub okaleczone, a społeczeństwo i gospodarka popadły w ruinę.

Zachodni ideolodzy i kontrolowane przez nich media nie dopuszczają jednak do głosu tej prawdy. Trwają przy swoich rusofobicznych fantazjach, ignorując zniszczenia, cierpienie oraz bardzo realne ryzyko wybuchu wojny totalnej w Europie. Zachodnie elity są gotowe przymknąć oko na wszelkie zło, byle tylko pokonać Rosję. Ukraina została zrujnowana przez dążenie Zachodu do realizacji jego imperialistycznych planów. A mimo to w tym przerażającym, zbrodniczym przedsięwzięciu rolę czarnego charakteru uporczywie przypisuje się rzekomo agresywnej Rosji.

Tłumaczenie: Pesymista
Źródło zagraniczne: Strategic-Culture.su
Źródło polskie: WolneMedia.net

Od tłumacza

Zarówno oficjalne media, jak i większość komentatorów pomijają teoretyczną podstawę zachodniej – czyli w praktyce amerykańskiej – polityki międzynarodowej, jaką jest „Wielka szachownica” Zbigniewa Brzezińskiego. Według tej koncepcji geostrategiczne sworznie mają decydujące znaczenie dla dominacji nad globem, a takimi punktami są właśnie Ukraina i Iran. Życie i realia wydają się obecnie decydującym dowodem na realizację założeń tej teorii przez Stany Zjednoczone i ich zachodnich wasalów, co tłumaczy nonsensowne z pozoru i ryzykowne przeznaczanie kolosalnych środków na tamtejsze wojny.

Kiedy i dlaczego AI kłamie. O „rehabilitacji weteranów”.

Kiedy AI kłamie

20.09.2026 wolnemedia.net/kiedy-ai-klamie

Informacja, jaka dotarła drogą pantoflową, skłoniła mnie do konieczności weryfikacji. Chodziło o ustalenie obiektu szczególnego znaczenia, związanego z adresem warszawskim – według AI adres nie istnieje, albo budynek jest przeznaczony do rozbiórki. Jednak odmiennie sformułowanie pytanie, przyniosło potwierdzenie kojarzące się paskudnie.

Rzecz idzie o instalowanie na terenie Polski Ukraińców w ośrodkach deklarowanych jako ośrodki wypoczynkowe, które mają stać się miejscami „rehabilitacji weteranów”. Na zdrowy rozum – kraj wysyłający ludzi na wojnę powinien zapewnić im opiekę, skoro przeżyli, ale ponieśli uszczerbek na zdrowiu. Trudno akceptować, że znowu my mamy naprawiać to, co ktoś inny z premedytacją i z wyboru zmarnował.

Ogrom podłości w tej wojnie, jak i bliskowschodniej, podpowiada pytanie, gdzie jeszcze w Polsce są takie „ośrodki rehabilitacyjne” z przeznaczeniem dla weteranów batalionu posługującego się nieco zmodyfikowanymi symbolami podwójnego „S”.

Odpowiedź nadeszła w mig. Rząd, który odmawia, lub ogranicza polskim szpitalom wykonywania pełnego zakresu świadczeń, chwali się łaskawością dla żądań władz ukraińskich na stronie Gov.pl.

Kolejne źródła: DoRzeczy.pl i Kresy.pl, potwierdzają szczegóły roztaczanej szeroko opieki nad Ukraińcami, wymieniając fundację-patrona zwanego „Korpusem Weteranów”, działającego w Warszawie. Placówka powstająca w Warszawie (w rejonie Mokotowa) ma adres ul. Obrzeżnej 7 i „służy jako miejsce wsparcia dla byłych ukraińskich wojskowych oraz członków ich rodzin”. Zatem, adres istnieje i nie jest obiektem przeznaczonym do rozbiórki. „Korpus” w zestawieniu z weteranami, ma znaczenie kwatery głównej.

Źródła potwierdzają, że inicjatywa wiąże się ze środowiskami skupionymi wokół 3. Samodzielnej Brygady Szturmowej oraz dawnego pułku Azow, co w mediach i debacie publicznej wywołało zarówno dyskusje o zasadności pomocy dla weteranów, jak i kontrowersje związane z historią oraz symboliką tych formacji.

Informując o zakresie pomocy, ujawniają się podobne ośrodki, oferujące wsparcie psychologiczne, doradztwo zawodowe (?!) oraz pomoc socjalną dla osób powracających z frontu. Nie ma raczej mowy o inwalidach, operacjach, rekonwalescencji, skoro głównym zakresem działania jest psychologia. Całkowicie podważa deklarowany charakter pomocy fakt współpracy organizacji pozarządowych z tymi ośrodkami, o jakim mówi strona rządowa.

Organizacje pozarządowe przejęły od dawna stery rządzenia Polakami, wnosząc forsowane przez nie ideologiczne ustawy krępujące nowym ładem rządy i samorządy lokalne. Krzycząc o prawach człowieka, odbierają wolność w każdej dziedzinie życia. Rząd afirmując ich rolę skapitulował przed odpowiedzialnością za rozległe szkodnictwo.

Rehabilitacja i inne formy wsparcia?

Prowadzone w Polsce również mniejsze, wyselekcjonowane programy medyczne i rehabilitacyjne dla żołnierzy z Ukrainy, często organizowane są w mniejszych grupach we współpracy z organizacjami pozarządowymi, głosi oficjalna strona.

Kiedy powstawały na Ukrainie laboratoria medyczne, tylko wtajemniczeni wiedzieli, że są to zakłady produkujące broń biologiczną. Jedną z pierwszych istotnych nowin w tej wojnie było przejęcie 27 takich obiektów z dokumentacją. Odkryte w nich zapisy potwierdzały pełną świadomość Amerykanów o nastąpieniu zbrojnej reakcji Rosji, dlatego już od stycznia 2022 roku, likwidowano, bądź wywożono zasoby laboratoriów z Ukrainy.

Kwestią jest więc nie tylko zaistnienie „Korpusu Weteranów” w Warszawie, roztaczającego wyłącznie opiekę nad członkami batalionu Azow, ale kontrola polskich władz nad nimi. Chyba, że ma być odwrotnie.

Skoro o bieżącym stanie państwa posługującego się nazwą własną „Ukraina”, Scott Ritter, w najnowszej wypowiedzi diagnozuje jego kondycję jako „będącego na wymarciu”. Z najnowszych danych z frontu wynika, że straty w ludziach na linii walk, liczone są w kolosalnej dysproporcji 36:1. Po co Polsce pozostałości niechlubnego Azowa, wyglądające na adopcję OUN/UPA. Gorzka ocena Rittera wynika z drastycznie prowadzonej „mobilizacji do walki”, która dosłownie sprowadzona jest do łapanki mężczyzn, a kobiety usiłują bronić ich ( matki, żony, siostry) brutalnie traktowane przez werbowników. Wiedzą one, że wysłanie na front jest gwarantowaną śmiercią. Tym bardziej niejasne jest kim są weterani poddani psycho-zabiegom i dlaczego ośrodki Azowców, rozproszone po naszym kraju leczą ich ze skutków wojny, do kontynuacji której politycy Polaków przekonują. Jakie zawody będą wykonywać po kursie reorientacji ze strzelca wyborowego, czy werbunkowego na …nauczyciela języka ukraińskiego, czy szkoleniowca w klasach, lub szkołach o profilu wojskowym?

Strona sprawdzamto.pl/artykul/2026-09/azow-osrodek-warszawa-korpus-weteranow, opisuje efekty swojej weryfikacji: „Ośrodka nie otwiera ukraiński Azow, a organizacja pozarządowa powiązana z ruchem azowskim. Placówka ma, według zapowiedzi, prowadzić działalność społeczną, nie militarną. Nie znaleźliśmy podstaw do nazwania Korpusu Weteranów organizacją faszystowską”.

Inne miejsca przeznaczone na ten sam cel, to na ogół ośrodki wypoczynkowe, takie jak Mrzeżyno (ośrodek SUS Travel) które gościły w ramach projektów rehabilitacyjnych grupy weteranów, oraz rodzin (228 osób w turnusie). Fundacja „Uniters” z prezes Viktorią Batryn, wspiera ukraińskich weteranów i ich rodziny. Finansującym przedsięwzięcie jest korporacja Lockheed Martin.

„Pobyt w Mrzeżynie nie ogranicza się jednak wyłącznie do rehabilitacji. Uczestnicy aktywnie włączają się także w życie lokalnej społeczności i wydarzenia patriotyczne organizowane w regionie. Już jutro polscy i ukraińscy weterani wspólnie wezmą udział w obchodach 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w Trzebiatowie. Później staną również na starcie III Trzebiatowskiego Biegu Pamięci Powstania Warszawskiego” – chwalą się organizatorzy. Czyli z wojny wyszli, by przypominać im inną wojnę; perwersja w rodzaju leczenia alkoholizmu klinem.

Zapomniana prewencja

Od początku trwania wojny, mądrzy wiedzą czym ona skutkuje. Kto na nią godzi się jako brutalną bijatykę międzynarodową, powinien zdawać sobie sprawę, jak uniknięcie wojny na drodze dyplomacji jest racjonalne i nie pochłania ofiar w ludziach, ani ich nie okalecza. Wojna jest wyborem polityków, ale dlaczego pokojowe społeczeństwo państwa sąsiadującego ma ponosić niekończące się koszty bijatyki idiotów?

„Defence 24” informuje w swoich analizach o skali strat zwycięskiej Ukrainy przyznając, jak ogromna jest skala zjawiska. Na Ukrainie liczba żołnierzy z doświadczeniem frontowym szacowana jest na 1,5 do 2 milionów osób, a systemowe wsparcie (w tym leczenie i protezowanie) zmaga się z ogromnym obciążeniem i brakiem wystarczających mocy medycznych.

Eksperci „Defence 24” wskazują na konieczność budowy głębokiego systemu opieki psychologicznej nad żołnierzami cierpiącymi na stres bojowy i traumę wojenną. 
Wokół środowisk weteranów pojawiają się projekty zagraniczne i lokalne (np. zapowiedzi tworzenia placówek wsparcia, lub ośrodków reintegracji), które w przestrzeni publicznej bywają również przedmiotem kontrowersji i debat geopolitycznych.

Tak dzielnie i programowo zagrzewać do atakowania potrafili wcześniej eksperci artykułami, by uzasadniać maczanie palców w skutkach wojennego bagna. Zgodnie z nazwą własną portalu, przydałoby się wydobyć z zapomnienia, że prewencja przynosi dużo lepszy skutek, a jest efektywniejszym mechanizmem obrony.

Po wojennych dokonaniach Azowców, aktualnej polityce polskich speców i ukraińskich, zamiast fałszywego miłosierdzia wobec skutków, do jakich doprowadzili, najwyższa pora na rozmowy o pokoju, by Ukraińcy wrócili do własnych rodzin i domów, by tam doznać błogości życia i odbudowy.

Wydaje się rozbieżny z intencją rehabilitacji, proces integracji weteranów z lokalną społecznością i współobecność polskich weteranów wojskowych misji zagranicznych na tychże turnusach. Wolałabym się mylić, ale suma zjawisk wokół inicjatywy bardziej przypomina szkolenia i wymianę doświadczeń pod chytrym zabiegiem rehabilitacji. Jeśli ktoś działa fałszywie jak zdrajca, kłamie jak zdrajca i wygląda jak zdrajca, to zdrajcą być musi. Wisienką na torcie jest w całym przedsięwzięciu Lockheed Martin, który „przejął” PZL Mielec włączając go w strukturę Sikorsky Aircraft Corporation w 2007 roku. Jego kwaterą główną jest siedziba w Stratford, stanie Connecticut USA. Jaką korzyść miałby plutokrata z rehabilitacji ludzi niezdolnych do zadań?

Przypadkowa zbieżność

Korpus Weteranów jest kolejną wrzutką migracyjną mającą oswoić Polaków z drwiną ekipy rządzącej i upokorzeniem, zarzucając ludowi rzekomy brak poczucia miłosierdzia. Napływ niedawnej fali migrantów w Ceucie zdestabilizował nie tylko lokalną ludność, ale odmienił hiszpańską politykę. Bazy amerykańskie, które nie dały gwarancji bezpieczeństwa krajom arabskim, nie dają także Hiszpanom, dlatego kontyngent w Hiszpanii został zakwalifikowany do redukcji i wyjazdu; podobnie zdecydowano o tym we Włoszech. Tym bardziej, że Izrael rozbrajająco szczerze przyznał, że stał za procederem chaosu w Ceucie.

Osadnicy w Palestynie pojawili się tylko po to, by z gwarancją posiadania broni przejmować pustostany i gospodarstwa po wypędzonych siłą palestyńskich właścicielach, dając tymczasową możność pobytu w obozach dla uchodźców. Uciekający przed wojną obywatele Izraela, starają się głównie zajmować atrakcyjne obiekty wypoczynkowe na Cyprze.

Kto jeszcze nie odkrył, że organizacja pozarządowa działa w sposób niezgodny z wolą społeczeństwa, co więcej – kodeksem karnym przewidującym karę za popieranie, propagowanie symboliki totalitarnej, nadal wierzy w charyzmat postaci filantropa z kręgów producentów broni. Należy tylko współczuć. [ Ale i przeciwdziałać ! md]

Opracowanie: Jola
Na podstawie: Gov.pl, YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net

Azow w Warszawie

Azow w Warszawie

Wczoraj, 19 września, rozpoczął działalność ukraiński Korpus Weteranów. Wcześniej mogliśmy przeczytać na portalu kresy24.pl oraz https://dorzeczy.pl/ zapowiedź o rozpoczęciu działalności w Warszawie przy ul. Obrzeżnej 7 na Mokotowie. Organizacja ta została utworzona przez część wojska ukraińskiego wywodzącego się z batalionu ‚Azow’. Informacja na razie nie pojawiła się szerzej w mediach.

Jak pisze portal Kresy24 – Korpus Weteranów  to organizacja skupiającą wojskowych, weteranów, członków rodzin poległych oraz osoby związane ze środowiskiem sił zbrojnych Ukrainy. Jej deklarowanym zadaniem ma być pomoc prawna, psychologiczna, a także zawodowa oraz wspieranie rodzin i reintegracja byłych żołnierzy.

Według oficjalnego komunikatu Lwowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej organizacja została utworzona przez 3. Korpus Armii Sił Zbrojnych Ukrainy. Na czele Korpusu Weteranów  stoi Jan Kliszajew. Na oficjalnej stronie organizacji możemy przeczytać, że, jednym z jej celów jest przygotowywanie weteranów do działalności gospodarczej, społecznej i publicznej.

Problem w tym, że 3. Korpus Armii powstał na bazie 3. Samodzielnej Brygady Szturmowej i jest dowodzony przez Andrija Biłeckiego, powołującego się w swych działaniach na Banderę, Konowalca i UPA. Ośrodek Studiów Wschodnich wskazał, że zarówno 3. Korpus Armii, jak i 1. Korpus Azow  wywodzą się z ruchu neobanderowskiego, którego początki sięgają utworzonego w 2014 roku batalionu Azow. Członkowie Korpusu Weteranów  nie kryją zresztą genezy ugrupowania. W materiałach organizacji pojawiało się zestawienie kolejnych etapów działalności środowiska Biłeckiego.

Drohobycz czci Banderę. Co na to Bytom?

Mer Drohobycza Taras Kuczma przemawia pod pomnikiem Stiepana Bandery

Pisze o tym wydarzeniu żyjąca na uchodźstwie ukraińska historyk Marta Hawryszko:

„Tak więc Azow  otwiera dziś swój własny przyczółek w Warszawie. Osoby związane ze środowiskiem oskarżonym o gloryfikację OUN i UPA, odpowiedzialnym za mordowanie polskich kobiet i dzieci; produkującym naszywkę ‚Wołyńska Duma’  w środku już i tak toksycznego polsko-ukraińskiego sporu historycznego; rozpowszechniającym naszywki i mapy ‚Wielkiej Ukrainy’, które sięgają obecnego terytorium Polski; oraz wychwalającym Dywizję Waffen-SS Galizien — związaną z pacyfikacją Huty Pieniackiej i innych polskich wsi — będą teraz miały kolejne miejsce, by zbierać pieniądze od Polaków”.

„Trzeba się zastanowić: kto to zatwierdził? Kto za tym lobbował? I być może najciekawsze: jak długo dokładnie to świadectwo historycznego masochizmu będzie działało w sercu Polski?” – zapytała Marta Hawryszko.

Na platformie strajk.eu mówi Bojan Stanisławski o banderowskiej ekspozyturze: „Jest to przykrywka do czegoś bardzo niebezpiecznego: mieliby zastraszać niepokornych Polaków? – To są psychopatyczni naziolscy mordercy. Zaczyna się robić niebezpiecznie na kryminalnym poziomie. To może być siłowy element dyscyplinujący polską opinię społeczną”

Zygmunt Białas

Zrozumieć dziwną wojnę

Zrozumieć dziwną wojnę

Marek Wojcik 19.09.2026 r. world-scam./zrozumiec-dziwna-wojne

Paul Craig Roberts był zastępcą sekretarza skarbu w administracji Reagana, zastępcą redaktora naczelnego i felietonistą Wall Street Journal, pierwszym niezależnym felietonistą Business Week, felietonistą Scripps Howard News Service, autorem artykułów na stronie redakcyjnej Los Angeles Times oraz felietonistą głównych gazet francuskich i włoskich, a także Creators Syndicate w Los Angeles. Źródło.

Paul Craig opublikował wczoraj na swoim blogu paulcraigroberts.org artykuł o wojnie na Ukrainie: Czy ktoś rozumie rzeczywistą sytuację? Źródło.

Profesor John Mearsheimer, jeden z najbardziej realistycznych amerykańskich ekspertów w dziedzinie polityki zagranicznej, właśnie wrócił z kilkudniowej podróży do Moskwy i Sankt Petersburga. W tym 46-minutowym filmie relacjonuje rozmowy z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Ławrowem i rosyjskimi ekspertami w dziedzinie polityki zagranicznej, a także przedstawia swoją interpretację wpływu wojny i sankcji na Rosję.

Ten film możecie obejrzeć w polskim języku tutaj:

Niedawno spędziłem 8 dni w Rosji – od 5 do 12 września 2026 r. – głównie w Moskwie i Sankt Petersburgu. Wygłosiłem serię wykładów i udzieliłem wywiadów, a także rozmawiałem z wieloma osobami ze środowiska rosyjskich służb bezpieczeństwa, w tym z wysokimi rangą osobistościami, takimi jak minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. W tym odcinku opisuję, czego dowiedziałem się podczas tej podróży.

Wczoraj usłyszałem podczas rozmowy, że Rosja przegrywa tę wojnę, że jest gospodarczo oraz militarnie słaba i technicznie zacofana. Taka opinia panuje wśród wielbicieli baśni z 1001 telewizorów. Oglądając na ekranach TV globalistyczną porcję wybranych „wiadomości” i ich odpowiednią interpretację, zanurzają się w krainę fantazji mającą z życiem tyle wspólnego co wysokość abonamentu TV z jakością jej programu.

Wojna będzie, ponieważ kilka dni temu ponad Łodzią przeleciały z hukiem wojskowe odrzutowce. Skąd ten huk? Powstaje w chwili, gdy samolot przekracza prędkość dźwięku i robi to celowo, by wystraszyć ludność i przyzwyczaić do nietypowych odgłosów. Alarmy typu: „szukajcie schronienia”, chociaż nie ma dokąd uciekać, również służą tej prowojennej propagandzie strachu.

Tak rozumie kwestię pokoju polska telewizja.

Pomysł i inicjatywa tego konfliktu pochodzi od globalistów. Od siły, która nie została nawet wspomniana w tej analizie. Potrzebowali tej wojny jako ersatz dla kończącej się wojny biologicznej nazywanej pandemią. Oczywiście, że militarne plany tej wojny zostały stworzone w Pentagonie, jednak na zlecenie globalistycznych pseudoelit. To globaliści kierują każdym krokiem nieudacznych polityków europejskich. To oni kazali polskiemu ministrowi praktycznie wypowiedzieć wojnę Rosji. Bezskutecznie, ponieważ Rosja tej wojny wcale nie pragnie.

Zapytacie zapewne, to po co Rosja wkroczyła na Ukrainę? Odpowiedź znajdziecie, gdy sami odpowiecie na pytanie: po co Ukraina – naturalnie pod wpływem globalistów – pozwoliła stacjonować NATO-wskim rakietom wymierzonym w kierunku Rosji?

Celem tej wojny nigdy nie było zwycięstwo którejkolwiek strony. Celem była sama wojna. Naturalnie, że Moskwa nie dogadała się z Kijowem, że będą udawać wojnę – tak daleko ta zmowa nie zaszła. Jednak zmowa miała miejsce, inaczej nie byłaby możliwa turystyka wojenna polityków do Kijowa. Inaczej Kreml nie dostarczałby ropy do Ukraińskich czołgów, które potem masakrował dronami. Podobnie ma się sprawa z Iranem.

Mała dygresja w związku z „zacofaną technologicznie” Rosją.
Szybki rozwój rosyjskich dronów bojowych z napędem odrzutowym stanowi coraz większe wyzwanie dla ukraińskiego systemu obrony powietrznej i zmusza Kijów do dostosowania się do szybszego i bardziej wymagającego zagrożenia. – Reuters.

Trwające właśnie wybory w Rosji spowodowały zmianę rosyjskiej strategii na bardziej agresywną wobec Ukrainy. Dlaczego? Ponieważ większość Rosjan i mieszkańców Rosji popiera takie podejście. Przewiduję, że po wyborach powróci dawna wstrzemięźliwość Rosji.

Putin ma inną koncepcję uzgodnioną z Trumpem i Xi. Pewne pomysły globalistów te trzy mocarstwa wykorzystują we własnym interesie. Przede wszystkim stworzenie sytuacji, w której brakuje diesla. Widać wyraźnie, że zarówno Rosja, jak i USA wykonują kroki zmierzające ku podwyżce cen tego surowca.

Na nagraniu widać rosyjski pocisk typu loitering Geran-4, wyposażony w głowicę elektrooptyczną (EO), uderzający w stację benzynową przy alei Stepana Bandery w Kijowie.
Źródło: Telegram 15.09.2026 r. 18:41.

Można zrozumieć sens wojny tylko wtedy, gdy zna się zamysły wszystkich sił, które tę wojnę spowodowały i działają w kierunku jej przedłużania. Dlatego nikogo nie powinno dziwić zamieszanie, jakie wywołuje ta katastrofa humanitarna. Przedstawiłem tutaj moją interpretację tej wojny. Czy jest słuszna, czy nie – czas pokaże?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Czy ktoś rozumie rzeczywistą sytuację Rosji, USA, Ukrainy?

Czy ktoś rozumie rzeczywistą sytuację?

18 września 2026 r. Paul Craig Roberts world-scam


Profesor John Mearsheimer, jeden z najbardziej realistycznych amerykańskich ekspertów w
dziedzinie polityki zagranicznej, właśnie wrócił z kilkudniowej podróży do Moskwy i Sankt
Petersburga. W tym 46-minutowym filmie relacjonuje rozmowy z rosyjskim ministrem spraw
zagranicznych Ławrowem i rosyjskimi ekspertami w dziedzinie polityki zagranicznej, a także
przedstawia swoją interpretację wpływu wojny i sankcji na
Rosję: https://www.lewrockwell.com/2026/09/no_author/the-russia-i-saw/


Mearsheimer donosi, że poza kolejkami po benzynę na kilku stacjach nie zauważył żadnych
śladów wpływu sankcji na rosyjską gospodarkę. Nie odwiedził miejsc rosyjskiej produkcji i
rafinacji ropy naftowej, gdzie ataki dronów najwyraźniej ucierpiały. Głównym skutkiem
sankcji są niedogodności dla Amerykanów podróżujących do Rosji. Nie ma już
bezpośrednich lotów, więc Mearsheimer musiał przedostać się przez Turcję. Po dotarciu na
miejsce okazało się, że nie może korzystać z amerykańskich kart kredytowych ani waluty
amerykańskiej i w związku z tym nie ma środków.
Biorąc pod uwagę tendencję zachodnich mediów do mylenia propagandy z faktami, program
46 minut z Mearsheimerem pozwoli Ci uzyskać bardziej zrównoważony obraz sytuacji i jej
prawdopodobnego wyniku.
Mam jeszcze jeden powód, dla którego publikuję raport Mearsheimera. Zamierzam go
wykorzystać, aby pokazać, że nawet ci nieliczni amerykańscy analitycy polityki zagranicznej,
zdolni do samodzielnego myślenia, a nie tylko powtarzania oficjalnych narracji, wiele tracą.
Nie czepiam się Mearsheimera. Podziwiam go i profesora Stephena Walta, ponieważ tylko
oni spośród prestiżowych amerykańskich naukowców mieli odwagę zdemaskować lobby
izraelskie w swojej książce o tym samym tytule z 2007 roku. Mogli być bardziej surowi
wobec lobby izraelskiego, ale wiedzieli, że zdemaskowanie lobby doprowadziłoby do
napiętnowania ich jako antysemitów, a gdyby byli zbyt kąśliwi, książka mogłaby zostać
wycofana z użytku lub nigdy nie zostać opublikowana.

Poniżej przedstawiono punkty, w których Mearsheimer ma problemy ze zrozumieniem
konfliktu na Ukrainie i jego konsekwencji.
Najpierw spróbujmy zdefiniować Ukrainę. To ważne, ponieważ Mearsheimer twierdzi, że
kiedy wojna się skończy i Ukraina będzie się składać z części zachodniej, ukraińscy
nacjonaliści będą chcieli odzyskać swoje terytorium. Ale czy to terytorium ukraińskie?
Czy rzeczywiście jakieś terytorium jest ukraińskie? Historycznie rzecz biorąc, odpowiedź
brzmi: NIE.
Ukraina powstała w 1991 roku, gdy Związek Radziecki upadł w wyniku aresztowania
prezydenta Gorbaczowa przez sowieckie Biuro Polityczne. Waszyngton, kierując się
doktryną Wolfowitza, dotyczącą amerykańskiej hegemonii, odłączył Ukrainę od Rosji i po raz
pierwszy w historii stworzył niepodległe państwo ukraińskie, istniejące już 35 lat – zupełnie
nowe państwo stworzone przez Waszyngton jako broń przeciwko Rosji.
W czasach sowieckich władze sowieckie przyłączyły Donbas i Krym, terytorium rosyjskie
zamieszkane przez ludność rosyjską, do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej z powodów
politycznych i administracyjnych. Nie miało to wówczas znaczenia, ponieważ Rosja i
Ukraina były dwiema prowincjami Związku Radzieckiego, tak jak Massachusetts i Nowy
Jork należą do Stanów Zjednoczonych.
Od XIV wieku do 1664 roku, kiedy to terytorium ponownie weszło w skład Rosji, Ukraina
była częścią unii polsko-litewskiej. W rzeczywistości rosyjska tradycja historyczna uznaje
Ruś Kijowską, założoną w Kijowie przez wikinga księcia Olega Nowogrodzkiego w roku
882, za początek rosyjskiej państwowości. Ruś Kijowska rozpadła się w 1240 roku, gdy
Rosja została zajęta przez Imperium Mongolskie.
Nie jest jasne, dlaczego Rosjan uważa się za Słowian, skoro kraj ten został założony przez
Skandynawów, a następnie rządzony przez Mongołów. Jeszcze przed powstaniem Stanów
Zjednoczonych Ukraina była częścią państwa rosyjskiego i pozostała nim aż do upadku
Związku Radzieckiego w 1991 roku.
Kiedy Waszyngton obalił prorosyjski rząd ukraiński w 2014 roku i wprowadził antyrosyjski
reżim, Krym i Donbas opowiedziały się niemal w 100% za zjednoczeniem z Rosją. Putin
zaakceptował głos Krymu, ale odmówił Donbasu. Zamiast tego sfabrykował Porozumienie
Mińskie, które pozostawiło Donbas na Ukrainie, ale przyznało mu pewną autonomię, aby
chronić ludność rosyjską przed dyskryminacją ze strony ukraińskiej policji i wymiaru
sprawiedliwości. To właśnie ten fatalny błąd Putina zapoczątkował konflikt na Ukrainie.
Zamiast przestrzegać Porozumienia Mińskiego, Waszyngton zbudował potężną armię
ukraińską, aby dokonać inwazji i odbić zbuntowane prowincje rosyjskie w Donbasie. To
zbliżająca się rzeź Rosjan z Donbasu zmusiła Putina do działania. Nie miał innego wyjścia,
jak interweniować, ale Rosja nie była przygotowana na wojnę, ponieważ Putin bezmyślnie
polegał na negocjacjach ze swoim prawdziwym wrogiem – Waszyngtonem i NATO – a nie na budowaniu swojej potęgi.
Mearsheimer przedstawia konflikt ukraiński jako konflikt między Rosją a Ukrainą, ale to
nieprawda. Wojna toczy się między Waszyngtonem a Rosją, a NATO i Europa sprzymierzają się z Waszyngtonem przeciwko Rosji. Ukraina jest pełnomocnikiem. Zamiast walczyć z wrogami, Putin walczy z pełnomocnikiem w imieniu swoich wrogów.
Mearsheimer obwinia o fiasko Porozumienia z Anchorage, które miało zakończyć konflikt,
niezdolność Trumpa do przeciwstawienia się sprzeciwowi Europy i Ukrainy. Ale to nonsens.
Ukraina jest tworem Waszyngtonu. Nie jest niezależna od Waszyngtonu. Europa nie ma
żadnej broni poza tą, na którą Waszyngton pozwala. Skoro Waszyngton może ukarać Rosję, Iran, Indie i Chiny sankcjami, może ukarać również Europę sankcjami. To, że Mearsheimer zrzuca odpowiedzialność na Europę, to nonsens. Ani amerykańska społeczność zajmująca się polityką zagraniczną, ani żadna administracja USA nie odrzuciły doktryny amerykańskiej hegemonii Wolfowitza.
Mearsheimer nie wyjaśnia, dlaczego Rosja podczas spotkania na Alasce polegała na Trumpie w kwestii rozwiązania konfliktu, skoro sam konflikt jest wynikiem próby osłabienia Rosji przez Waszyngton i zniesienia rosyjskich ograniczeń wynikających z jednostronności USA.
Mearsheimer twierdzi, że około trzy miesiące temu, w czerwcu 2026 roku, Putin, po 4,5 roku
konfliktu, w końcu zdecydował się użyć wystarczającej siły, aby go zakończyć. Ale dlaczego
Putin czekał 4,5 roku z rozpoczęciem prawdziwej wojny? Putinowi udało się jedynie
przedstawić obecny rosyjski potencjał militarny jako nieskuteczny, ponieważ konflikt trwał
dwa razy dłużej niż Armia Czerwona Stalina, która wyparła potężny Wehrmacht z Rosji,
Europy Środkowej i dotarła do Berlina. Nic dziwnego, że Europa uważa przygotowania do
wojny z Rosją za nic wielkiego. Jeśli Putin nie jest w stanie pokonać Ukrainy, jak Rosja
może przeciwstawić się całej Europie, a jeśli NATO obowiązuje, również Stanom
Zjednoczonym?
Mearsheimer twierdzi, że podbój całej Ukrainy przez Rosję byłby głupotą. Dlaczego? Sam
Mearsheimer twierdzi, że jeśli zachodnia Ukraina pozostanie państwem szczątkowym, stanie się państwem wrogim Rosji ze względu na wsparcie Waszyngtonu dla zwolenników Stepana Bandery. Dlaczego Rosja miałaby pozostawiać wrogie państwo na swojej granicy? Być może Rosja potrzebuje Stalina, który poradziłby sobie z wrogimi Ukraińcami. Szybko by się z nimi rozprawili. Jeśli Rosja Putina jest zbyt słaba, by poradzić sobie z obecnymi
zwolennikami Stepana Bandery, Rosja nie ma przyszłości.
Mearsheimer przedstawia konflikt jako konflikt między Rosją a Ukrainą. To nieprawda.
Konflikt toczy się między Rosją a Waszyngtonem. Ukraina jest niczym innym jak
pełnomocnikiem Waszyngtonu, tak jak Waszyngton jest pełnomocnikiem Izraela w
konflikcie z Iranem.
Przez 4,5 roku Putin odmawiał przyznania, że Rosja jest w konflikcie zbrojnym ze Stanami
Zjednoczonymi i europejskim imperium Waszyngtonu. Waszyngton wysadził nawet rurociąg
na Morzu Północnym, a ani Rosja, ani Europa nie chciały uznać Waszyngtonu za winnego.
Putin udaje, że ataki dronów w głębi Rosji to akty terroryzmu, a nie wojny. Innymi słowy,
Putin narzucił konfliktowi fałszywą narrację, aby ukryć fakt, że Zachód wypowiedział wojnę
Rosji.

Zamiast pokazać rosyjską siłę i determinację, Putin przez 4,5 roku pokazywał Rosję
tchórzliwą i bojącą się zdecydowanych działań, kreując w ten sposób wizerunek papierowego tygrysa, który utwierdził Europę w przekonaniu o rosnącej agresji wobec Rosji.
To jest fatalny błąd Putina, który jest Drogą do Armagedonu.

Wywiad rosyjskiego ministra spraw zagranicznych o polityce światowej

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-uebersetzung-eines-einstuendigen-interviews-des-russischen-aussenministers-zu-allen-fragen-der-weltpolitik

Ławrow własnymi słowami

Tłumaczenie godzinnego wywiadu z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych na temat wszystkich aspektów polityki światowej

Minister spraw zagranicznych Rosji Ławrow udzielił godzinnego wywiadu, który został tutaj w całości przetłumaczony, aby przedstawić niemieckiej publiczności niefiltrowaną rosyjską perspektywę w tym krytycznym momencie.

Anti-Spiegel 17 wrzesień 2026

Ponieważ Zachód, a zwłaszcza Europejczycy, obecnie wręcz domaga się wojny i próbuje ją sprowokować wszelkimi możliwymi sposobami, podczas gdy niemieckie media jednocześnie coraz bezczelniej kłamią lub ukrywają stanowiska i argumenty rządu rosyjskiego, uważam za istotne przetłumaczenie w całości niedawnego, godzinnego wywiadu z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Ławrowem. Pytano go w nim o wszystkie bieżące kwestie, a w szczególności o Ukrainę i rosnące zagrożenie wojną z Europą, gdzie wyjaśnił stanowisko Rosji.  (mid.ru/ru/foreign_policy/news)

Początek tłumaczenia:

Panie Ministrze, z przyjemnością witam Pana w naszym programie „Wielka Gra”. Dziękuję za poświęcony nam czas. Chciałbym przedstawić mojego kolegę, sędziego Napolitano, znanego amerykańskiego prezentera telewizyjnego i stałego uczestnika programu „Wielka Gra”.

Ławrow: Dziękuję za zaproszenie. To wielka przyjemność być tutaj z sędzią Napolitano i Panem.

Panie Ministrze, z wielką przyjemnością jestem Pana gościem w tej sali recepcyjnej. Dziękuję za możliwość rozmowy.

Niedawno Steve Witkoff i Jared Kushner, wysłannicy prezydenta USA Trumpa, odwiedzili Moskwę i spotkali się z prezydentem Rosji Putinem. Co może nam Pan powiedzieć o wynikach tej wizyty?

Ławrow: Duża część początku tych rozmów była transmitowana w telewizji, w tym wypowiedzi prezydenta Rosji Putina oraz odpowiedzi pana Witkowa i pana Kushnera. Następnie prezydent Uszakow, doradca prezydenta Rosji, który uczestniczył w rozmowach, udzielił szczegółowego komentarza.

W naszej tradycji dyplomatycznej przyjęło się ograniczać do tego, co postanowiliśmy przekazać opinii publicznej. Nie chcę przyłączać się do tych, którzy spekulują teraz na temat tego, „co pan Witkoff i pan Kushner przywieźli do Moskwy, a co następnie zabrali do Kijowa”. Jeden z deputowanych Rady Najwyższej stwierdził już, że to, co przywieźli, jest o wiele gorsze niż to, co Ukraina już odrzuciła.

Są spekulacje. Strona amerykańska nie skomentowała dalszych kroków dyplomatycznych. Jednak strona francuska, Pałac Elizejski, oświadczyła już, że Amerykanie zasugerowali, iż bezpośrednie negocjacje z udziałem USA zostaną z pewnością wznowione po wyborach do Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej. Wszystko to pozostawiam sumieniu Pałacu Elizejskiego. Zwłaszcza że wielokrotnie zasłynął on nieetycznym traktowaniem treści rozmów telefonicznych i innych rozmów.

Mogę z całą pewnością powiedzieć, że sedno dyskusji opiera się na stanowisku, jakie prezydent Trump przedstawił w sprawie Ukrainy zaraz po powrocie do Gabinetu Owalnego. Po pierwsze, wezwał do zaprzestania prób wciągnięcia Ukrainy do NATO. Przypomniał, że sprawa została rozstrzygnięta na długo przed objęciem urzędu przez prezydenta Rosji Putina; sprawa jest zamknięta i nie ma sensu jej ponownie otwierać.

Drugim elementem stanowiska USA jest uznanie realiów na miejscu. Chcę podkreślić, że nie chodzi tu o terytorium.

Niektórzy twierdzą, że Rosja już podbiła jakieś terytorium, więc powinniśmy pozostać tam, gdzie jesteśmy. Ale nie chodzi tu o terytorium. Kiedy mówimy o realiach, mówimy o ludziach, którzy zaraz po zamachu stanu w lutym 2014 roku zostali nazwani „podludźmi”, „stworzeniami” lub terrorystami. Po odrzuceniu wyników nielegalnego zamachu stanu, wysłano przeciwko nim wojsko, myśliwce i artylerię – co jest kategorycznie zakazane na mocy międzynarodowego prawa humanitarnego – i po prostu odebrano im status człowieka.

Pan Poroszenko, wybrany na prezydenta wkrótce potem, w 2014 roku, powiedział, że dzieci „prawdziwych” Ukraińców będą chodzić do czystych szkół i przedszkoli, a dzieci mieszkańców Donbasu będą gnić w piwnicach. I jak Europejczycy zamierzają zmusić tych ludzi do powrotu pod rządy tego reżimu, skoro domagają się przywrócenia granic z 1991 roku? Po prostu oddać terytorium nazistom? A może chcą ukarać tych ludzi za to, że chcą zachować swoją wolność, swoją kulturę i przynależność do rosyjskiego świata?

Mówiłem o tym już kilkakrotnie. Chcę podkreślić, że realia na miejscu, które prezydent USA Donald Trump i jego zespół, o ile nam wiadomo, uznali i nadal uznają – jak to miało miejsce na Alasce – są powiązane z ludźmi i ich opiniami wyrażanymi w referendach. Dotyczy to Krymu, Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej, a także oczywiście Zaporoża i obwodu chersońskiego. Fakt, że Amerykanie we wszystkich swoich interakcjach z nami, a zwłaszcza w rozmowach z prezydentem Rosji Putinem, kierują się tymi realiami, budzi w nas pozytywny oddźwięk i wzmacnia chęć kontynuowania dialogu z nimi. Uznają te fundamentalne fakty i starają się wnosić konstruktywny wkład na ich podstawie. Uważam, że zasługuje to na poparcie.

Wspomniał Pan właśnie o Alasce i spotkaniu w Anchorage. Wielu uważa, że ​​Rosjanie myśleli, że osiągnęli porozumienie z Amerykanami, ale potem okazało się, że tak nie było. Wiemy, że prezydent USA Trump podpisał memorandum o porozumieniu z Iranem i zerwał je zaledwie kilka godzin później. Skąd ta pewność ze strony Rosjan?

Ławrow: Chcę to jasno powiedzieć i uniknąć nieporozumień. Już kilkakrotnie komentowaliśmy tę sytuację.

To nie była nasza propozycja. To była propozycja, którą pan Witkoff przywiózł ze sobą do Anchorage na kilka dni przed spotkaniem. Prezydent Rosji Putin również skomentował tę sytuację. Stwierdził, że w jego ocenie istnieją trudne aspekty. Początkowo wstrzymał się z aprobatą, gdy propozycja została mu przedstawiona w Moskwie. Ale kiedy przybył na Alaskę, powiedział, że rozważał ją i uważa, że ​​każde porozumienie wiąże się z kompromisami w taki czy inny sposób, ale przyjął odpowiedzialność za jej przyjęcie, a ludzie to zrozumieją.

Tak wyglądała propozycja USA w pierwotnej formie. Oczywiście, propozycja nie zawierała szczegółów, ale nakreślała zasady porozumienia. Prezydent Rosji Putin zaakceptował wszystkie te zasady bez żadnych zmian. Dlatego byłem nieco zaskoczony, gdy sekretarz stanu USA Rubio oświadczył w czerwcu tego roku, że Stany Zjednoczone nie mogą pełnić roli mediatora, ponieważ wyraźnie wspierają Ukrainę.

A tak przy okazji, co stało się później z tymi ocenami? Dla przypomnienia, spójrzcie na zapis konferencji prasowej prezydentów Putina i Trumpa w Anchorage. Padły tam słowa takie jak „wspaniały wynik” i sformułowania takie jak „zrozumienie porozumienia”. Prezydent USA Trump określił wyniki z Anchorage jako „wspaniały, ogromny krok naprzód”. Powiedział nawet, że w zasadzie pozostała do rozwiązania tylko jedna kwestia, a zatem osiągnięto ogromny przełom. To sedno sprawy; nie pamiętam teraz dokładnego sformułowania.

A co stało się później? Oczywiście europejscy sojusznicy USA byli zbulwersowani. Pospieszyli do Waszyngtonu i zaczęli lobbować u amerykańskich przywódców.

Minęło wiele miesięcy. W czerwcu tego roku, na szczycie G7 w Évian, prezydent Francji Macron z dumą ogłosił, że Anchorage zostało „pogrzebane”. Ameryka była teraz po ich stronie. Trump był po ich stronie. I wszyscy znów zjednoczyli się przeciwko Rosji. Taka była sytuacja.

Wszyscy śledziliśmy wydarzenia między szczytem w Anchorage, szczytem G7 w Évian i szczytem NATO w Ankarze, a także to, jak relacjonowała je prasa i jak przedstawiali je politycy. Było jednak oczywiste, że Europa nie ukrywała swojego głównego celu: uniemożliwić Amerykanom trzymanie się własnej propozycji, którą prezydent Rosji Putin zaakceptował bez żadnych zmian. Właśnie tego chciała Europa.

Patrząc na amerykańskich negocjatorów, odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z poważnymi ludźmi, którzy szczerze pragną pokoju. Sam prezydent Rosji Putin to podkreślał. Chociaż znam Kushnera tylko powierzchownie, miałem z nim bardzo intensywne doświadczenie: prokurator specjalny USA Mueller przesłuchał nas wówczas osobno w sprawie naszych powiązań i domniemanej „rosyjskiej ingerencji” za naszym pośrednictwem. Nasze oświadczenia były całkowicie zbieżne. Na podstawie tego doświadczenia uważam, że na Kushnerze można polegać również na płaszczyźnie osobistej. Jednak właśnie dlatego, że uważamy ich za porządnych ludzi, myślę, że musimy również uznać, że reprezentują oni Stany Zjednoczone, kraj, który, jak powiedział sekretarz stanu USA Rubio, bardzo aktywnie wspiera Ukrainę. Jak można pogodzić rolę USA jako mediatora z ich rolą jako zwolennika Ukrainy?

Ławrow: Po pierwsze, podkreśliłem już cechę, która odróżnia administrację Trumpa od reszty Zachodu: uznanie realiów, zarówno w odniesieniu do uzasadnionych interesów bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej – mam na myśli, że nie biorą nawet pod uwagę NATO jako części umowy – jak i w odniesieniu do życzeń ludzi, którzy od wieków mieszkają w tych częściach Ukrainy i którzy wraz z tymi terytoriami stali się częścią Ukraińskiej SRR przez czysty przypadek. To uznanie jest bezcenne. Kiedy ludzie, o których mówimy, przyznają się do oczywistości, staje się jasne, jak nisko upadły inne państwa zachodnie, które odmawiają nawet uznania oczywistości.

Znałem Kushnera z pierwszej kadencji Trumpa, kiedy prezydent USA przyjął mnie w Białym Domu. Wymieniliśmy kilka słów. Sprawia wrażenie osoby miłej i wiarygodnej. Rozmawiałem z Witkoffem podczas drugiej kadencji prezydenta Trumpa. On również jest wyraźnie zdeterminowany, aby osiągnąć rezultaty. Jest oczywiste, że działają jako wszechstronni negocjatorzy w różnych dziedzinach: Iranie, Palestynie, sprawach Bliskiego Wschodu ogólnie; nie kierują całością relacji rosyjsko-amerykańskich.

Jak słusznie zauważyłeś, Departament Stanu USA pozostaje nieco na uboczu, podobnie jak rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, wykonujemy instrukcje, które otrzymujemy od Prezydenta Rosji. W negocjacjach bezpośrednio biorą udział osoby, które naszym zdaniem odpowiadają randze i stanowisku zajmowanym przez obu negocjatorów w administracji USA.

Ale jednocześnie ci, którzy decydują o wszystkich innych kwestiach stosunków rosyjsko-amerykańskich, działają według własnego uznania, niezależnie od tego, czy są zainteresowani sukcesem negocjacji, czy nie.

Na przykład Kongres, administracja, Departament Skarbu i inne odpowiednie agencje amerykańskie bez zastrzeżeń i stale przedłużają wszystkie sankcje nałożone przez ówczesne władze amerykańskie. Prezydent Biden i Kongres Bidena. Kiedy prezydent Trump mówi, że to „wojna Joe Bidena, do której nigdy by nie doszło, gdyby był prezydentem”, należy zdawać sobie sprawę z tego, co się faktycznie dzieje.

Oprócz przedłużenia sankcji wprowadzonych za Bidena, obecna administracja wprowadziła już nowe sankcje, m.in. wobec Łukoilu i Rosniefti. Sekretarz skarbu USA Bessent otwarcie mówi o konieczności zaostrzenia sankcji i objęcia kontroli USA nad światowymi rynkami energii. Wszystko to nie bardzo pasuje do nastroju panującego podczas negocjacji. Ale takie jest życie. I jak zawsze, życie jest złożone.

Hasło MAGA „Make America Great Again!” i związana z nim ideologia nie zniknęły. Widać to również w relacjach z Rosją. To fakt. Amerykanie chcą uzyskać korzyści ekonomiczne. Tak, zdają sobie sprawę, że aby je uzyskać, nie mogą traktować Rosji tak, jak są gotowi traktować inne kraje. Nie wiem jeszcze, jaki będzie wynik.

Skoro mowa o Europejczykach, pytanie brzmi, co zrobią z pozytywnym impulsem, który właśnie wygenerowały negocjacje w Moskwie. Kushner i Witkoff udali się do Kijowa i spotkali się z Zełenskim, a następnie spotkali się z przedstawicielami Europy z Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec.

Ławrow: Mamy na to określenie: „fortepian w krzakach”.

Dokładnie. Jestem pewien, że chcą wyciągnąć ten fortepian z krzaków i odgrywać coraz bardziej aktywną i wrogą rolę. Jak ocenia Pan stanowisko Europy? Czy nie obawia się Pan, że – podobnie jak po Anchorage – uda im się storpedować wszystko, co próbujemy osiągnąć?

Ławrow: Szczyt w Anchorage nie był pierwszym takim wydarzeniem. Rola Europy w sprawach ukraińskich byłaby tematem wartym osobnych badań. Podobnie jak jej rola w rozwoju naszej planety w ciągu ostatnich 500 lat, podczas których Europejczycy żyli kosztem innych. Wystarczy pomyśleć o niewolnictwie, kolonializmie, wyzysku i wielu innych. Nie zapominajmy, że w Europie wybuchły dwie wojny światowe i to z powodu polityki państw europejskich.

Można również przypomnieć wojny napoleońskie, kiedy przywódca walczącego państwa zjednoczył całą Europę pod swoim sztandarem, by zaatakować Rosję, tak jak później zrobił to Hitler. Dlatego dla wielu Europa jest pomiotem piekła w historii świata. Nawiasem mówiąc, kiedy europejscy osadnicy wyruszyli na kontynent amerykański – nie wspominamy o tym zbyt często, ale nie należy o tym zapominać – Katarzyna II odegrała kluczową rolę, wspierając tych osadników w walce z brytyjskimi władcami kolonialnymi.

Widzicie, nie możemy zapominać o korzeniach naszej relacji. Ta relacja przybierała różne formy w różnych epokach, w tym w okresie zimnej wojny. Podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i II wojny światowej sojusz – jak zawsze podkreślałem w moich ostatnich przemówieniach – ostatecznie odegrał kluczową rolę. Wielu badaczy podkreśla, że ​​program Lend-Lease i konwoje arktyczne odegrały kluczową rolę w przetrwaniu Związku Radzieckiego w pierwszym roku wojny. Potem nastąpiła przerwa, okres oczekiwania. Niektórzy historycy interpretują ten okres jako próbę naszych sojuszników, Brytyjczyków i Amerykanów, sprawdzenia, jak sytuacja się odwróci.

Ale nawet jeśli otwarcie drugiego frontu nie było decydującym czynnikiem, to jednak było to prawdziwe braterstwo broni. Wystarczy obejrzeć nagranie ze spotkania nad Łabą, aby zrozumieć, że więź między tymi, którzy walczyli z narodowym socjalizmem z bronią w ręku, charakteryzowała się głęboką powagą i szczerością. To był, że tak powiem, „duch Łaby”. Nie chciałbym uwieczniać „ducha Anchorage”, ponieważ w Anchorage panował nie „duch”, lecz zrozumienie.

Ale wracając do Europy, zauważam, że Europejczycy mieli niezliczone okazje, by odegrać konstruktywną rolę. Wierzą, że bez nich nie da się przeprowadzić żadnych negocjacji, że absolutnie muszą zasiąść do stołu negocjacyjnego i tak dalej.

Siedzą przy stole negocjacyjnym od grudnia 2013 roku, kiedy wybuchł „Majdan” – podsycany zresztą zarówno przez niektórych Europejczyków, jak i Waszyngton – i kiedy ówczesna zastępca sekretarza stanu USA, Victoria Nuland, osobiście kierowała przygotowaniami bojowników, rozdając „ciasteczka i wypieki”. W tym czasie Europejczycy, reprezentowani przez Francję, Niemcy i Polskę, prowadzili negocjacje między ówczesnym prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem a opozycją, która dążyła do władzy. 21 lutego 2014 r. zostało podpisane porozumienie między Janukowyczem a opozycją, za którego przestrzeganie w zasadzie gwarantowała UE.

Zgoda na wcześniejsze wybory była ustępstwem Janukowycza. Chciał oddać dużą część swoich uprawnień do czasu nowych wyborów, a na czele kraju powinien stanąć przejściowy rząd jedności narodowej. Następnego ranka nastąpił zamach stanu. Uzbrojeni bojownicy okupowali budynki administracyjne, nie zważając na podpisy Niemiec, Francji i Polski, a Zachód to wszystko „połknął”.

Prezydent Rosji Putin ostatnio często wspominał, że kiedy porozumienie było już gotowe do podpisania, zadzwonił do niego prezydent USA Obama i powiedział, że Ukraińcy osiągnęli porozumienie, że rozumie, że nie wszystko nam się tam podoba, ale poprosił, aby nie odradzano Janukowyczowi podpisania porozumienia. Prezydent Rosji Putin odpowiedział, że Janukowycz jest niezależną, powszechnie uznawaną głową państwa i jeśli w tym charakterze podpisałby coś, jak on mógłby mu tego zabronić?

Podpisanie odbyło się 21 lutego 2014 r., a zamach stanu nastąpił 22 lutego. Wszyscy przedstawiciele Zachodu, Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii, 22 lutego po południu zaczęli – czytajcie wypowiedzi polityków – komentować doniesienia o rzekomej ucieczce Janukowycza i nieobecności w Kijowie. Był na konferencji partyjnej w Charkowie. Francuzi, Niemcy i Brytyjczycy napisali, że „naród w końcu dokonał właściwego wyboru”. A atrament na dokumencie gwarantowanym przez Europejczyków nawet jeszcze nie wysechł.

Drugą szansę otrzymali, gdy w lutym 2015 roku po maratonie negocjacji w Mińsku osiągnięto odpowiednie porozumienia. Były też podpisy ówczesnej kanclerz Niemiec Merkel i prezydenta Francji Hollande’a, a także prezydentów Rosji Putina i ówczesnego prezydenta Ukrainy Poroszenki.

Kilka lat temu Merkel, obecnie na emeryturze, Hollande, również już nie sprawujący urzędu, i Poroszenko – wszyscy trzej z dumą oświadczyli, że nie mieli zamiaru wprowadzać w życie żadnego z tych założeń, ale pilnie potrzebowali „kupić” czas na „napompowanie Ukrainy do pełna” bronią. To była kolejna szansa dla Europejczyków.

Trzecia europejska szansa – były inne epizody, ale wspomnę o tym najważniejszym – pojawiła się w kwietniu 2022 roku, kiedy rosyjscy negocjatorzy w Stambule, podobnie jak prezydent Putin w Anchorage, zaakceptowali propozycje Amerykanów oraz propozycje przedstawione im przez Ukraińców. Zaakceptowali zasady, na których mogłoby opierać się kompleksowe porozumienie pokojowe. Cały dokument został parafowany. Prezydent Putin wielokrotnie to demonstrował, nawet przed kamerami, omawiając tę ​​kwestię ze swoimi rozmówcami.

Ówczesny brytyjski premier Johnson powiedział, że nikomu niczego nie zakazał, a jedynie oświadczył, że Brytyjczycy będą wspierać Ukraińców, jeśli zechcą walczyć. To kłamstwo. Wiemy, co powiedział. Arachamija, który nadal przewodzi frakcji Sługa Narodu w Radzie Najwyższej, przyznał, że tak nie było. Johnson polecił Ukraińcom, aby niczego nie podpisywali.

Europejczycy mieli kolejne okazje, by zająć stanowisko równie rozsądne i odpowiedzialne, jak administracja Trumpa. Oznaczałoby to przyjrzenie się faktom, sytuacji na miejscu, w tym ludziom tam mieszkającym i ich opiniom. Ale nie, oni wciąż wspinają się coraz wyżej po płocie, z którego bardzo trudno zejść. Przy każdej okazji deklarują, że Rosja musi ponieść „strategiczną porażkę”.

Niedawno Wysoki Przedstawiciel UE Kallas lub któryś z członków unijnego „zespołu rozmów” ogłosił, że muszą zintensyfikować swoje wysiłki, choć odrobinę, a „Ukraina pokona wszystkich”. Mówi się, że nigdy nie przyznają się do czegoś, co narusza integralność terytorialną Ukrainy.

I po co to wszystko? Bo Ukraina, jak twierdzą, broni europejskich wartości.

Ale to przyznanie się do winy, samoobnażenie. Jeśli tak jest, jak twierdzą od lat, to przez „europejskie wartości” rozumieją oni otwarty przejaw autentycznego narodowego socjalizmu i dyskryminację ze względu na rasę, narodowość lub religię, co jest sprzeczne z Kartą Narodów Zjednoczonych, która stanowi, że wszyscy muszą szanować prawa człowieka, bez względu na płeć, rasę, język czy religię.

Język rosyjski jest zakazany. W Izraelu nie jest zakazany ani arabski, ani perski. W Iranie hebrajski nie jest zakazany; synagogi nadal działają,  istnieje odrębna społeczność żydowska. Ukraina jest jednak jedynym krajem, który nie tylko zakazał jakiegoś języka, ale złamał zasady ONZ. Osobom mówiącym po rosyjsku odmawia się obsługi w sklepach; zlikwidowano wszystkie lekcje języka rosyjskiego w szkołach, zakazano działalności mediów, w tym tych należących do Ukraińców, a kanoniczny Kościół Prawosławny został zdelegalizowany. To są właśnie „europejskie wartości”.

Te „europejskie wartości” najwyraźniej obejmują również sceny, które niezliczoną ilość razy widzimy codziennie w telewizji i mediach społecznościowych: jak rekruterzy „zatrudniają” obywateli, po prostu zbierając ich jak bydło na ulicy i wpychając do autobusów. Dziesięciu krzepkich mężczyzn chwyta młodego mężczyznę, zaciąga go do środka, ubiera w mundur, wpycha mu karabin szturmowy do ręki i wysyła na linię frontu. Oto więc „europejskie wartości”.

Dlatego, kiedy Europa mówi: „Nie, musimy…”, mieliście tyle okazji i wszystkie je zmarnowaliście. Jeśli chcecie, by w ogóle zaufano wam w przyszłości, będziecie musieli bardzo się postarać, aby wytłumaczyć, co tym razem wymyśliliście. A to będzie trudne.

Panie Ministrze, dla każdego neutralnego obserwatora, a nawet dla wielu ludzi na Zachodzie, jest całkowicie oczywiste, że Rosja nieuchronnie odniesie zwycięstwo militarne w trakcie tej operacji wojskowej, i to już wkrótce. Jaki jest Pana zdaniem plan? Co stanie się z Ukrainą po tym, jak Rosja odniesie zwycięstwo militarne?

Ławrow: Właściwie, panie Napolitano, to kontynuacja mojej odpowiedzi na poprzednie pytanie. Oprócz tych, którzy są wręcz fanatykami – nie potrafię tego inaczej nazwać – domagającymi się przywrócenia granic z 1991 roku, aby ponownie zepchnąć ludzi kultury rosyjskiej, którzy od wieków mieszkają na tych terenach, do prawdziwego obozu koncentracyjnego, istnieje również grupa, u której czasami dostrzegamy oznaki realizmu. Niektórzy, w tym prezydent Finlandii i premier Włoch, zaczynają teraz mówić o pilnej potrzebie zawieszenia broni. Za tym jednak kryje się chęć zyskania na czasie; to jest dla wszystkich całkowicie jasne. Zełenski również nie ukrywa tego. Mówi: „Pilnie potrzebujemy pocisków do systemów Patriot i innego sprzętu obrony powietrznej; musimy zachować nasze państwo”. I tak dalej.

Jednak spośród wszystkich, którzy wzywają do zaprzestania działań, większość deklaruje również, że w przypadku zawieszenia broni nie uzna niczego, co Rosja obecnie kontroluje. Jeszcze inni uważają, że należy jak najszybciej zamrozić sytuację, Ukrainie, czyli pozostałej części Ukrainy, natychmiast dać gwarancje równoważne z art. 5 Traktatu NATO, a na obszarze pozostającym pod kontrolą Kijowa powinny stacjonować międzynarodowe siły stabilizacyjne.

Odpowiedzieliśmy już na to. Daliśmy jasno do zrozumienia, że ​​dla nas każda osoba w mundurze i każdy przedmiot wojskowy jest uzasadnionym celem i że opcja zasadniczo imitująca członkostwo Ukrainy w NATO bez jej formalnej pieczęci prawnej jest absolutnie wykluczona.

Ale najważniejsze jest to, że zarówno ci, którzy chcą jedynie „granic z 1991 r.” i opowiadają się za natychmiastowym zakończeniem walk, jak i ci, którzy chcą zakończenia walk z ukrytym uznaniem realiów na południowym wschodzie Ukrainy, czyli sytuacji, która tam powstała po rozpoczęciu przez nas operacji wojskowej w odpowiedzi na wojnę rozpoczętą przeciwko nam przez reżim kijowski, opowiadają się za utrzymaniem reżimu aktualnie rządzącego w Kijowie. A to oznacza dokładnie te cechy, które już przypisałem temu reżimowi: narodowy socjalizm, agresywną rusofobię i łamanie praw człowieka, praw językowych i wolności religijnej. Wszystko to, wszystkie te „wartości europejskie” utrwalą się, gdy w ten czy inny sposób zakończy się faza militarna.

Jeśli chodzi o wybory, to już napomykano o wyborach, ale teraz wszyscy mówią, żeby tego nie robić. Byłoby również niezwykle dziwne, gdyby Amerykanie sprzeciwiali się wyborom, ponieważ w przeciwnym razie stanowczo żądaliby, aby odbywały się one co dwa lata. Tutaj także Amerykanie wykazują się realizmem.

Europa z kolei chce zachować jawnie rusofobiczny, agresywny reżim neonazistowski. Taki jest europejski plan. Nie rozumiem, jak Rosjanie mogliby zaakceptować taki wynik.

Co można zrobić, aby Rosjanie mogli mieć pewność, że taki scenariusz nie powtórzy się za 25 lat, że mieszkańcy zachodniej Ukrainy nie zaproszą NATO, ale będą w stanie mu się przeciwstawić?

Ławrow: Wszyscy mówią o tym, że Rosja potrzebuje „strefy buforowej”. Niech Ukraina będzie tym buforem.

My, zarówno prezydent Rosji, jak i ja, wielokrotnie wspominaliśmy, jak powstała współczesna Ukraina. Terytoria zachodnie, zamieszkiwane przez wieki przez silnie nacjonalistycznych przedstawicieli różnych narodowości europejskich, zostały przyłączone do Związku Radzieckiego na mocy rozkazu sowieckiego kierownictwa. Aby jednak nieco stłumić ich radykalizm, albo, jak to mówimy, „rozwodnić”, postanowiono dodać do tych nowych terytoriów zachodnich terytoria tradycyjnie rosyjskie. Całość nosiła wówczas nazwę „Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej”. Już nie istnieje.

A jednak ta dość sztuczna konstrukcja, państwo liczące zaledwie kilkadziesiąt lat, istniało w ramach zjednoczonego państwa, które gwarantowało zarówno prawa wszystkich narodów zamieszkujących Związek Radziecki, jak i własne bezpieczeństwo. Kiedy to skrzyżowanie „jeża i drżącej łani” uzyskało niepodległość, a po upadku Związku Radzieckiego szybko ujawniły się głęboko zakorzenione różnice cywilizacyjne między zachodnimi Ukraińcami a Rosjanami mieszkającymi w południowo-wschodniej Ukrainie, stała się ona prawdziwym punktem zapalnym.

Europa od samego początku w znacznym stopniu podsycała te podziały. Doskonale pamiętam protesty na Majdanie w 2004 roku, kiedy Amerykanie i Europejczycy odmówili uznania wyników drugiej tury wyborów prezydenckich i – być może to Państwa zainteresuje – zmusili ukraiński Sąd Konstytucyjny do zarządzenia trzeciej tury głosowania, mimo że konstytucja jej nie przewidywała. W związku z tym odbyła się trzecia tura i wybrali kandydata, którego chcieli. Jeszcze przed wyborami pojawiły się publiczne żądania ze strony UE: „Ukraińcy muszą zdecydować, po której stronie stoją: z Rosją czy z Zachodem”. Ta mentalność „albo-albo”, to przeciwstawianie wszystkich, którzy nie chcą zerwać z Rosją, europejskim wartościom, jest tam od dawna zakorzeniona.

Omówiliśmy już wiele kwestii, ale faktem jest, że Ukraina, którą uznawaliśmy za prawowity byt w polityce światowej, już nie istnieje. Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka już nie istnieje, a my uznaliśmy niepodległość dzisiejszej Ukrainy na podstawie Deklaracji Niepodległości z 1990 roku. Ta deklaracja, uchwalona przez Radę Najwyższą, ukraiński parlament, stanowiła, że ​​państwo ukraińskie zobowiązało się do bycia i pozostania wolnym od broni jądrowej, neutralnym i niezaangażowanym.

Dziś wszystkie te trzy zobowiązania są po prostu ignorowane. Już w 2022 roku Zełenski publicznie oświadczył, że wyrzeczenie się broni jądrowej było błędem. Wielu polityków zaczęło poważnie sugerować, że wiedza i technologie z czasów sowieckich mogłyby zostać wykorzystane do przywrócenia tego statusu. Nie wspomnę nawet o NATO. Wszyscy twierdzą, że członkostwo w NATO i UE zagwarantuje im bezpieczeństwo. UE jest obecnie sojuszem wojskowym w takim samym stopniu jak NATO. Te cechy, które uważano za fundament państwa ukraińskiego i które skłoniły nas do uznania go za niezależny podmiot w stosunkach międzynarodowych, zostały utracone.

Kiedy widzimy, co mówi i robi Europa, nasuwa się dziwne wrażenie. Z jednej strony twierdzą, że Rosja nie odważy się na eskalację, nie użyje broni jądrowej i zawaha się przed atakiem odwetowym na terytorium Europy. Z drugiej strony obsesyjnie przygotowują się na lata 2029/2030, kiedy to, jak twierdzą, Rosja najprawdopodobniej „zaatakuje”. Europa przechodzi gwałtowną militaryzację. Nie chodzi tylko o finansowanie programów zbrojeniowych wartych miliardy, a nawet biliony; raczej sprawiają wrażenie, że zamierzają kontynuować tę militaryzację niezależnie od porozumienia pokojowego na Ukrainie. W obliczu tego obrazu zadaję sobie pytanie: Czy uważa Pan, że oni naprawdę się nas boją? Czy też pod pretekstem „rosyjskiego zagrożenia” wzmacniają swój przemysł zbrojeniowy i przygotowują się do ataku na Rosję na szeroką skalę?

Ławrow: Myślę, że kręgi militarystyczne po prostu realizują własne interesy. W czasach, gdy problemy się mnożą, nasilają i pogłębiają, środki finansowe są przeznaczane na cele wojskowe: chcą zwiększyć wydatki na obronę do 5% PKB w każdych okolicznościach, a partie polityczne domagają się, aby ich parlamenty natychmiast przekazały Ukrainie dodatkowe 90 miliardów euro na przyszły rok.

Przemysł zbrojeniowy jest wniebowzięty. Zbiera ogromne zyski. Tymczasem kanclerz Niemiec Friedrich Merz, na przykład, publicznie deklaruje: „Tak, zdaję sobie sprawę, że sytuacja naszej ludności znacznie się pogorszyła, ale jesteśmy do tego zobowiązani – ze względu na Ukrainę, ze względu na europejskie wartości”.

A jak zareagowali na wyniki wyborów w Saksonii-Anhalt, gdzie AfD odniosła miażdżące zwycięstwo? Próbują oskarżyć ich o odrodzenie narodowego socjalizmu. I to w sytuacji, gdy ta partia – niewątpliwie nacjonalistyczna, nie ma co do tego wątpliwości – po prostu opowiada się za normalnym dialogiem ze wszystkimi zaangażowanymi stronami.

Dążenie do militaryzacji Arktyki jest oczywiście również niepokojące. Ostatnio USA, Norwegia i inni aktorzy przeprowadzili tam manewry, których scenariusz otwarcie zakładał wojnę z Rosją. Co za tym stoi? Nie sądzę, żeby zaatakowali Rosję, jednocześnie twierdząc, że przygotowujemy agresję na Europę.

To absurd. Z jednej strony twierdzą, że Rosja przegrywa wojnę – dlatego Ukraina potrzebuje ogromnego wsparcia i ta pomoc musi zostać zwiększona, aby mogła wygrać – a z drugiej strony ta sama Rosja, która ich zdaniem „przegrywa”, rzekomo planuje atak na Europę. Z perspektywy polityka, wygłaszanie takich bzdur jest nieszczere. Ale prezydent Rosji Putin powiedział to i powtórzył to kilkakrotnie: „Nie mamy zamiaru nikogo atakować. To nonsens, idiotyzm. Świadczy to o całkowitym braku politycznego wyczucia”.

Ale jeśli ta gadnina faktycznie oznacza przygotowania do ataku z ich strony, to zapewniam, że wojna potoczy się zupełnie inaczej i będzie bardzo krótka. Radzę zapamiętać te słowa.

Istnieje jednak również możliwość, że czynnik wyzwalający, który doprowadził do I wojny światowej, powtórzy się, coś na wzór arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie. Czy coś takiego dałoby się zaaranżować, biorąc pod uwagę europejskie zamiłowanie do intryg i przygód oraz ich przebiegłość? Albo podpalenie Reichstagu? Nie wykluczam takich możliwości; pomyśl tylko, jak niedawno spreparowali ten incydent z dronem w Lipsku i jak wywołali wokół niego histeryczny spektakl na skalę światową, nie przedstawiając ani krzty dowodów.

Tak jak nigdy nie otrzymaliśmy odpowiedzi na wielokrotnie zadawane pytanie o Buczę, gdzie w kwietniu 2022 roku dziesiątki ciał nagle pojawiły się znikąd, równo ułożone wzdłuż drogi. Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi od Sekretarza Generalnego ONZ, Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka ani naszych zachodnich rozmówców, w tym Amerykanów, na pytanie: Czy możecie wykorzystać swoje zasoby, aby uzyskać listę osób, których ciała pokazała ekipa BBC, która była na miejscu zdarzenia dokładnie w odpowiednim momencie? Nikt nie udziela nam odpowiedzi.

Mówią nam, że rodziny tego nie chcą. Ale nic od nich nie słychać. To niemożliwe, że dziesiątki ludzi giną masowo, dochodzi do zbrodni wojennych, a rodziny nie zgłaszają żadnej inicjatywy. Ale tutaj panuje całkowita cisza, więc nie wykluczam prowokacji.

Patrząc na rządy krajów europejskich, odnosi się wrażenie, że różnią się one znacząco od wyników sondaży, że opinia publiczna w Europie jest znacznie bardziej pokojowo nastawiona niż elity europejskie, elity globalistyczne. To prowadzi mnie do pytania: Czy w ogóle możliwe jest osiągnięcie porozumienia z tymi elitami globalistycznymi? Powiedział Pan niedawno, że w tym konflikcie, przynajmniej w obecnej fazie, decydującą rolę odgrywa nie dyplomacja, lecz użycie siły. Co Pan o tym sądzi? Czy możemy przedłużać sytuację, w której Ukraińcy atakują nasze terytorium rakietami i dronami dostarczonymi przez Zachód lub zbudowanymi przy jego wsparciu i kontrolowanymi przez Zachód, podczas gdy my atakujemy tylko terytorium samej Ukrainy? Jak długo może trwać ta sytuacja i czy poradzimy sobie bez ataków na Europę?

Ławrow: Goście pańskiego programu poruszyli już ten temat – działania militarne i dyplomację. Nie widzę powodu, dla którego te procesy nie mogłyby przebiegać równolegle i jednocześnie. W końcu takie przypadki zdarzały się w historii.

Po tym, jak zostaliśmy oszukani w kwietniu 2022 roku, kiedy byliśmy gotowi zaakceptować ukraińskie propozycje, parafowaliśmy je i oczekiwaliśmy rozpoczęcia prac nad pełnym porozumieniem, prezydent Francji Macron zadzwonił do prezydenta Rosji Putina. Poprosił o gest dobrej woli, aby poprawić atmosferę przed podpisaniem umowy: wycofanie wojsk lub jakąś formę przerwy. Po ujawnieniu tego oszustwa, prezydent Putin oświadczył, że pozostajemy otwarci na negocjacje, ale nie zaprzestaniemy wypełniania naszych zobowiązań militarnie w trakcie negocjacji. Ta polityka pozostaje w mocy do dziś. Były dwu- lub trzydniowe zawieszenia broni, które proponowaliśmy w okolicach Wielkanocy lub Dnia Zwycięstwa. Niedawno, na prośbę strony amerykańskiej, ogłoszono trzydniowe zawieszenie broni i nie użyliśmy siły, aby umożliwić amerykańskim negocjatorom dotarcie do Kijowa.

Jednak nasza odpowiedź na ataki terrorystyczne na cele cywilne głęboko w głębi Rosji również jest w toku i jest o wiele bardziej bolesna dla Ukraińców. Otwarcie to przyznają. To również wyjaśnia pilną potrzebę, z jaką Zachód wzywa do zawieszenia broni na tym etapie. Nie odrzucamy negocjacji, gdy wiemy, że inicjatorzy tych rozmów są autentycznie zainteresowani rozwiązaniem problemu i nie stawiają nam ultimatum.

Amerykańscy negocjatorzy Witkoff i Kushner zajmują się problemem, zamiast stawiać żądania, które są po pierwsze niesprawiedliwe, a po drugie, po prostu niemożliwe do spełnienia. Europa natomiast postępuje dokładnie w taki sposób.

Niedawno ostrzegał Pan, że rząd niemiecki spiskował, by wywołać nową wojnę. Dlaczego Pan to powiedział?

Ławrow: Po pierwsze, ponieważ kanclerz Niemiec Merz nie przepuści żadnej okazji w swoich przemówieniach, by podkreślić, że jest przekonany, a wręcz z każdym dniem coraz bardziej, że Rosja stanowi największe zagrożenie dla Europy i że musimy być gotowi do wojny z tym zagrożeniem. Co więcej, Niemcy – i nigdy nie przestanę go tu cytować – muszą ponownie stać się wiodącą potęgą militarną na kontynencie. Tak jak Niemcy uważały się za wiodącą potęgę militarną przed I wojną światową, a później przed II wojną światową.

I to nie jest freudowska pomyłka. Oni szczerze w to wierzą; nadal czczą swoich przodków, którzy wiernie służyli narodowemu socjalizmowi i uczestniczyli w zbrodniach wojennych, wierząc, że postąpili słusznie. I to nie przypadek, że tak zaciekle popierają Zełenskiego, człowieka, który obecnie ekshumuje szczątki ukraińskich nazistowskich zbrodniarzy wojennych z grobów w Europie – w Austrii, Rumunii i gdzie indziej. To zbrodniarze skazani na wieczną karę za czyny uznane przez Trybunał Norymberski za absolutnie bezprawne. Każe ich ponownie pochować na Ukrainie, a konkretnie w najświętszym miejscu Kijowa – Ławrze Pieczerskiej (Klasztor Pieczerski). Tam proklamował budowę „Cytadeli Bohaterów” dla bohaterów takich jak Bandera i innych zbrodniarzy, którzy na zawsze splamili hańbą siebie i swoją przynależność do narodu ukraińskiego. Dla niego są oni bohaterami; klęka przed trumnami z ich szczątkami, gdy są one sprowadzane z Europy. Europa z wielką chęcią pomaga w tworzeniu takich „panteonów”, zamiast tłumaczyć tej postaci, co właściwie robi i jak to wpisuje się w europejskie wartości.

Dlatego nie wykluczam możliwości, że osobistości takie jak kanclerz Niemiec Merz mogą próbować powtórzyć „bohaterskie czyny” swoich przodków.

Mam pytanie dotyczące rosyjskiego statku, który Norwegia przejęła, moim zdaniem, z rażącym naruszeniem prawa międzynarodowego i bez jakichkolwiek zarzutów, że statek ten dopuścił się w ogóle jakiejkolwiek nagannej działalności. Stało się tak tylko dlatego, że norweski sąd zdecydował się zastosować się do żądań ukraińskiego koncernu „Naftogaz”. Roszczenia nie są skierowane konkretnie przeciwko temu statkowi, ale zasadniczo są skierowane przeciwko Rosji jako całości.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa określiła to jako piractwo. Uważam, że ta ocena jest jak najbardziej słuszna. Co z tym zrobimy, panie ministrze? To, co mnie martwi, oczywiście szkoda statku, a jeszcze bardziej współczuję załodze, to fakt, że agresja Zachodu, europejska agresja na Rosję, stale wzrasta. I za każdym razem, gdy nie reagujemy ostro, oni czują, że mogą zrobić wszystko. Prezydent Putin powiedział, że jesteśmy gotowi „kopnąć ich w zęby”, jeśli zajdzie taka potrzeba. Czy jesteśmy gotowi? A jeśli tak, to jak?

Ławrow: Bez wątpienia powiedział to rosyjski prezydent Putin. I nie jest to tylko figura retoryczna, ale jasne stanowisko.

Jeśli chodzi o statek, nie ma on żadnego związku z niczym innym niż działalnością naukową i turystyczną na Svalbardzie, w pełnej zgodzie z Traktatem Svalbardzkim z 1920 r. Cała ta historia jest oczywiście hańbą przede wszystkim dla norweskiego wymiaru sprawiedliwości, ale także dla państwa norweskiego.

I to tylko dlatego, że „Naftogaz” argumentował najpierw przed ukraińskimi sądami, a później w innych instancjach, że nikomu nie wolno uznać wyników referendum na Krymie. Argumentowano, że Krym jest ukraiński i dlatego wszystko, co robi tam Rosja, jest nielegalne. Najwyraźniej stracili tak wiele zasobów, sprzętu, pieniędzy i inwestycji, dlatego kochana społeczności światowa, kradnij wszystko, co wpadnie ci w ręce i przekaż nam jako rekompensatę za to, co wydarzyło się w wyniku wyrażenia woli Krymian, co było reakcją na zamach stanu i użycie uzbrojonych bojowników przeciwko ludności Krymu, którą wówczas określano jako terrorystów.

To hańba dla Norwegii. Już to mówiłem i nie chcę wchodzić w szczegóły, ale norwescy urzędnicy i urzędujący politycy wiedzą, że to hańba. Są z nami w kontakcie i nie wiedzą, co robić.

Ale te tendencje są niezwykle niebezpieczne, zaczynając od prób przejęcia statków tzw. floty cieni. Oto jak to działa: przejmują tankowiec transportujący ropę naftową w interesie Rosji pod banderą, powiedzmy, kraju afrykańskiego – bez wskazywania palcem – a następnie twierdzą, że flaga jest fałszywa.

Po przejęciu tankowca ich ambasador w kraju, pod którego banderą pływa statek, udaje się do MSZ lub administracji prezydenckiej. Tam słyszy: „Słuchajcie, mamy dla was program pomocowy i zatrzymamy go, jeśli natychmiast nie wycofacie tej flagi i nie ogłosicie jej fałszywą”.

To cała sztuczka, którą stosuje Zachód. Ale nie mogę i nie mam prawa wchodzić w szczegóły. Prezydent Rosji powiedział już wszystko, co miał powiedzieć. Tak jak zrobił to odpowiadając na pytanie o brytyjskie prowokacje, kiedy ogłosił je tajemnicą wojskową.

Chciałbym zapytać o oświadczenia z Waszyngtonu. Czy istnieją realne szanse na spotkanie trzech prezydentów – prezydenta Rosji Putina, prezydenta USA Trumpa i Xi Jinpinga – w Chinach w listopadzie? Czy jest to życzenie Amerykanów, czy też rzeczywiście istnieje szansa, że ​​do niego dojdzie?

Ławrow: To nie jest życzenie Amerykanów, Chińczyków ani Rosjan. To, że tak powiem, kwestia doświadczenia politycznego.

Kiedy trzej przywódcy trzech największych mocarstw świata – gospodarczo przede wszystkim Chin, a militarnie Rosji i USA – znajdują się w tym samym miejscu i czasie, politolog, który nie potrafi połączyć faktów, jest bezużyteczny. Myślę, że właśnie tak jest.

Nie mam żadnych wątpliwości, że jeśli nadarzy się taka okazja – spotkanie odbędzie się w Shenzhen, a nasi chińscy gospodarze zorganizują program – i jeśli pojawi się odpowiednia propozycja, to jestem więcej niż przekonany, że nasz prezydent jej nie odrzuci.

Mamy czas na jeszcze jedno krótkie pytanie. Jak długo, Pana zdaniem, potrwa operacja wojskowa?

Ławrow: Prezydent Rosji Putin niedawno odpowiedział na to pytanie. Powiedział, że wojna nie sprzyja prognozom, ale fakt, że idziemy naprzód i z każdym dniem robimy postępy, jest niezaprzeczalny.

Wiele będzie zależało od tego, jak rozsądne będą rady, których Ukrainie udzielają poplecznicy ukraińskiego reżimu. Jak dotąd nie usłyszeliśmy żadnych sensownych rad. Słychać jedynie apele i żądania, by wrzucić coraz więcej Ukraińców w tę maszynkę do mięsa, czy to poprzez porywanie cywilów z ulic, wciąganie ich do pojazdów i przewożenie na front, gdzie czeka ich pewna śmierć, czy też poprzez wiele innych środków, do których Ukraina jest zmuszana, w tym przez gehennę znoszenia opłakanego, wręcz katastrofalnego stanu tego, co kiedyś nazywano gospodarką.

Kijów znów żebrze. Zachód traci cierpliwość

Kijów znów żebrze. Zachód traci cierpliwość

magnapolonia/kijow-znow-zebrze-zachod-traci-cierpliwosc

Władze Ukrainy ponownie zwróciły się do zachodnich państw o gigantyczne pieniądze. Tym razem skala potrzeb jest tak duża, że zaczyna budzić coraz większą frustrację nawet wśród najbardziej twardogłowych sojuszników kliki Zełenskiego (oprócz Polski). Jak ujawnił „The Washington Post”, ukraiński rząd niespodziewanie poinformował o 27-miliardowej dziurze w tegorocznym budżecie obronnym. Europejscy dyplomaci mieli być zaskoczeni, ponieważ jeszcze niedawno zakładano, że potrzeby finansowe Ukrainy na 2026 rok zostały w dużej mierze zabezpieczone.

Kijów znów żebrze. Informacja o brakujących 27 miliardach dolarów to jednak nie wszystko. Według najnowszych informacji Reutersa Ukraina będzie potrzebowała w przyszłym roku ponad 52 miliardów dolarów zagranicznej pomocy finansowej. Na razie partnerzy zadeklarowali około 20 miliardów. Oznacza to, że Kijów musi znaleźć górę złota, aby zasypać powstającą dziurę.

W skrócie, mamy do czynienia z państwem, którego wojenny budżet w coraz większym stopniu zależy od pieniędzy płynących z zagranicy. Według Reutersa od początku rosyjskiej inwazji Ukraina otrzymała około 198 miliardów dolarów pomocy fiskalnej od zagranicznych partnerów. Jednocześnie ukraińskie władze przyznają, że wojna stała się tak droga, iż państwo nie jest już w stanie w pełni finansować jej z własnych dochodów.

Skala problemu jest wymowna. W pierwszych ośmiu miesiącach tego roku Ukraina wydała na obronność około 42 miliardów dolarów, podczas gdy krajowe dochody i finansowanie z rynku pokryły około 39 miliardów. Jak stwierdziła przewodnicząca parlamentarnej komisji budżetowej Roksolana Pidlasa, Ukraina nie jest już w stanie pokryć własnej części kosztów wojny.

Kijów znów więc przychodzi do zachodnich stolic z rachunkiem. Problem w tym, że rachunek jest coraz wyższy, a cierpliwość części europejskich partnerów najwyraźniej coraz mniejsza. „The Washington Post” zwraca uwagę na reakcje europejskich dyplomatów, którzy kwestionują między innymi sposób wyliczenia przez Kijów 27-miliardowej luki. Bruksela również domaga się szczegółowego wyjaśnienia, skąd dokładnie wzięła się ta kwota i na co mają zostać przeznaczone dodatkowe środki.

Trudno nie zauważyć paradoksu. Z jednej strony od lat słyszymy zapewnienia o ukraińskich sukcesach, osłabieniu Rosji i perspektywie zwycięstwa. Z drugiej strony finansowa rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej: rosną wydatki wojenne, spadają wpływy budżetowe, a Kijów potrzebuje kolejnych dziesiątek miliardów dolarów od zagranicznych sponsorów.

Oczywiście uzależnienie od zagranicznej pomocy samo w sobie nie przesądza o wyniku wojny. Pokazuje jednak skalę problemów ukraińskiego państwa. Państwo, które nie jest w stanie samodzielnie sfinansować własnej obrony i musi prosić o dziesiątki miliardów dolarów rocznie, trudno przedstawiać jako finansowo niezależnego zwycięzcę. Jednocześnie mamy do czynienia z nieustanną propagandą sukcesu. Kijów i jego zachodni sojusznicy regularnie podkreślają ukraińskie osiągnięcia na polu walki. Tymczasem za kulisami trwa walka o pieniądze, amunicję, rakiety i środki na funkcjonowanie państwa.

Problem przestał już dotyczyć pojedynczych pakietów pomocy. Mówimy już o systemowym finansowaniu państwa prowadzącego wojnę, które nie jest w stanie tego robić bez ciągłej kroplówki finansowej i sprzętowej. Gdy wydatki rosną szybciej niż dochody, kolejne prośby o pomoc przestają być wyjątkowym wydarzeniem i stają się stałym elementem funkcjonowania państwa.

Ukraina potrzebuje pieniędzy, żeby prowadzić wojnę. Potrzebuje pieniędzy, żeby kupować broń. Potrzebuje pieniędzy, żeby płacić żołnierzom. Potrzebuje pieniędzy, żeby utrzymać funkcjonowanie państwa. To nie jest obraz finansowej stabilności państwa, które rzekomo wygrywa wojnę. To obraz państwa coraz silniej uzależnionego od zagranicznego finansowania, które stoi de facto nad przepaścią.

Banderowska propaganda oczywiście może iść w zaparte i do końca mówić o rychłym zwycięstwie, podobnie jak było w III Rzeszy na początku 1945 roku. Budżet mówi jednak coś znacznie bardziej konkretnego: Ukraina potrzebuje kolejnych dziesiątek miliardów dolarów, aby utrzymać obecny remis. O zwycięstwie nie ma już mowy.

Ludzie Biłeckiego otwierają placówkę w Warszawie. To ukraińska organizacja „Weterański Korpus”.

Korpus Weteranów w Warszawie źr. Facebook.com

Ludzie Biłeckiego otwierają placówkę w Warszawie

18 września 2026 Paweł Król kresy/ludzie-bileckiego-otwieraja-placowke-w-warszawie

Ukraiński „Korpus Weteranów” zapowiedział rozpoczęcie działalności w Warszawie. Organizacja została utworzona przez 3. Korpus Armijny dowodzony przez Andrija Biłeckiego.

Ukraińska organizacja „Weterański Korpus” zapowiedziała uruchomienie swojej placówki w Warszawie. Informację opublikowano na oficjalnym profilu organizacji na Facebooku pod hasłem „Korpus Weteranów – teraz także w Warszawie”. Otwarcie ma nastąpić 19 września podczas wydarzenia UA FEST przy ul. Obrzeżnej 7 na Mokotowie.

„Korpus Weteranów” jest organizacją skupiającą wojskowych, weteranów, członków rodzin poległych oraz osoby związane ze środowiskiem ukraińskich sił zbrojnych. Zajmuje się m.in. pomocą prawną, psychologiczną i zawodową, wsparciem rodzin oraz reintegracją byłych żołnierzy.

Według oficjalnego komunikatu Lwowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej organizacja została utworzona przez 3. Korpus Armijny Sił Zbrojnych Ukrainy. Na czele „Korpusu Weteranów” stoi Jan Kliszajew.

Sam 3. Korpus Armijny powstał na bazie 3. Samodzielnej Brygady Szturmowej i jest dowodzony przez Andrija Biłeckiego. Ośrodek Studiów Wschodnich wskazuje, że zarówno 3. Korpus Armijny, jak i 1. Korpus „Azow” wywodzą się z ruchu azowskiego, którego początki sięgają utworzonego w 2014 roku batalionu „Azow”.

Także przedstawiciele samego „Korpusu Weteranów” odwołują się do tej ciągłości. W materiałach organizacji pojawiało się zestawienie kolejnych etapów działalności środowiska Biłeckiego: od „Patrioci Ukrainy”, przez „Azow”, po 3. Brygadę Szturmową i 3. Korpus Armijny.

Oficjalna strona organizacji deklaruje, że jednym z jej celów jest nie tylko pomoc weteranom w powrocie do życia cywilnego, ale również przygotowywanie ich do działalności gospodarczej, społecznej i publicznej.

Warszawska placówka ma działać w przestrzeni UA HUB przy ul. Obrzeżnej 7. Sam UA HUB przedstawia się jako centrum służące ukraińskiej społeczności w Polsce.

Na obecnym etapie nie ma oficjalnych informacji, by warszawski ośrodek „Korpusu Weteranów” miał prowadzić nabór do ukraińskich formacji wojskowych. Potwierdzone jest natomiast jego bezpośrednie powiązanie organizacyjne z 3. Korpusem Armijnym oraz genealogiczne związki tego środowiska z ruchem azowskim.

Ruch azowski od lat budzi kontrowersje z powodu obecności symboliki kojarzonej z nazizmem.

Francuski „Le Monde” informował, że podczas szkolenia żołnierzy 3. Brygady Szturmowej we Francji w 2023 roku u części wojskowych widoczne były swastyki, runy SS, symbole czaszek kojarzone z formacjami SS oraz nazistowskie gesty. 3. Brygada Szturmowa wywodzi się ze środowiska azowskiego i później stała się podstawą 3. Korpusu Armijnego dowodzonego przez Biłeckiego.

Na oficjalnych profilach 3. Brygady Szturmowej pojawiały się również fotografie żołnierzy z wewnętrznymi odznaczeniami przypominającymi emblemat 36. Dywizji Grenadierów SS „Dirlewanger”. Formacja ta podczas II wojny światowej odpowiadała m.in. za masowe zbrodnie na ludności cywilnej, w tym pacyfikację warszawskiej Woli podczas Powstania Warszawskiego.

Kolejne kontrowersje dotyczą nazewnictwa jednostek. W utworzonym w strukturach Korpusu „Azow” batalionie systemów bezzałogowych znalazł się pododdział „Nachtigal”. Nazwa nawiązuje do batalionu Nachtigall utworzonego podczas II wojny światowej przez niemiecką Abwehrę. Według przywołanej przez Kresy.pl Encyklopedii Holocaustu Yad Vashem członkowie tej formacji uczestniczyli we Lwowie, wraz z Niemcami i miejscowymi Ukraińcami, w zabijaniu Żydów.

O obecności nazistowskiej symboliki w jednostkach związanych z ruchem azowskim mówił również były holenderski ochotnik służący na Ukrainie. Twierdził, że widział w koszarach swastyki i inne symbole nazistowskie, a w części pododdziałów żołnierze mieli wykonywać nazistowski salut. W lutym 2026 roku ukraińska historyk Marta Hawryszko zwracała z kolei uwagę na przedstawiciela 3. Brygady Szturmowej używającego pseudonimu „Makar”, który miał publikować materiały z przerobionym symbolem SS „Dirlewanger” i uczestniczyć w szkoleniach środowiska oddającego hołd Waffen-SS Galizien.

Kresy.pl/Facebook.com

Doniesienia z Moskwy: Narracja o upadku wciąż mija się z obrazem prawdziwej Rosji

sonar21/dispatch-from-moscow-the-collapse-narrative-keeps-missing-the-real-russia

Doniesienia z Moskwy:

Narracja o upadku wciąż mija się

z obrazem prawdziwej Rosji

16 września 2026 r., autor: Larry C. Johnson

Wróciłem do Moskwy po dziesięciu miesiącach nieobecności i pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest przepaść między miastem, które widzi się na własne oczy, a jego obrazem kreowanym tysiące mil stąd. Moskwa i Petersburg kwitną, są nowoczesne i – to słowo nasuwa mi się nieustannie – tętnią życiem. Ulice są czyste i bezpieczne; nie widać na nich tłumów bezdomnych czy żebraków. Przez dwa tygodnie widziałem tylko jednego mężczyznę proszącego o pieniądze – siedział na schodach w Petersburgu i wyróżniał się właśnie dlatego, że był tak rzadkim widokiem. Wystarczy zestawić to z Nowym Jorkiem, Filadelfią, Waszyngtonem czy Atlantą – czy jakimkolwiek innym dużym amerykańskim miastem – by dostrzec, że kontrast nie jest tu drobny. To różnica o rzędy wielkości.

Zaczynam od ulic, ponieważ stanowią one najprostszy sprawdzian twierdzenia, które Zachód forsuje od trzech lat: że rosyjska gospodarka chwieje się na krawędzi, obywatele wycofują gotówkę, a miasta zmierzają ku kryzysowi. Ta narracja nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością ulicy.

Władimir Putin nie płaci mi za publikowanie optymistycznych relacji. Opisuję to, co widzę i słyszę od zwykłych Rosjan zajętych swoim codziennym życiem – a widzę gospodarkę, która mimo sankcji radzi sobie lepiej niż gospodarki zachodnie, do których jest porównywana. Półki sklepowe są pełne. Restauracje pękają w szwach. Ludzie pracują, wydają pieniądze i budują. Nie widać tu oznak kryzysu, który – zdaniem Zachodu – ma lada chwila nadejść. Wystarczy zapytać ludzi, którzy tu mieszkają, by przekonać się, że nie jest to naród szykujący się na upadek. To społeczeństwo, które przetrwało wszystko, czym próbował je dotknąć Zachód, i funkcjonuje dalej.

To właśnie ta prawda, której zachodnia prasa nie potrafi przyznać. Od trzech lat wieszczy ona rosyjski kryzys finansowy, który nigdy nie nadchodzi, a przyczyna tego stanu rzeczy jest widoczna z okna każdej kawiarni przy Newskim Prospekcie w Petersburgu czy ulicy Twerskiej w Moskwie. Nie ma tu szturmu na banki ani gwałtownego spadku wartości rubla. Sankcje miały złamać ten kraj. Nie udało im się to. Wystarczy porównać nastroje panujące na tych ulicach z niepokojem w Londynie czy zapaścią wielkich miast w Ameryce, by zrozumieć, że pytanie nie brzmi: „Czy Rosja przetrwa sankcje?”. Pytanie brzmi: „Dlaczego Zachód w ogóle zakładał, że tego nie zrobi?”.

Kolacja z Ławrowem

W poniedziałek tydzień temu jadłem kolację z ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem oraz wiceministrem Siergiejem Riabkowem. Towarzyszyli mi John Mearsheimer, sędzia Andrew Napolitano i Alastair Crooke. Spotkanie miało charakter nieformalny i przebiegało w atmosferze szczerości; Ławrow odpowiadał na pytania wprost – a każdy, kto miał okazję rozmawiać z Mearsheimerem, wie, że nie zadaje on łatwych pytań.

Wyniosłem z tego spotkania dwa wyraźne spostrzeżenia.

Po pierwsze, stanowisko negocjacyjne Rosji wobec Zachodu nie zmieniło się ani o jotę od czasu wystąpienia Putina w rosyjskim MSZ 14 czerwca 2024 roku. W tamtym przemówieniu jasno określił on warunki, które nadal pozostają aktualne: Zachód musi uznać obwody doniecki, ługański, zaporoski i chersoński – wraz z Krymem – za trwale rosyjskie terytorium. Te dawne ukraińskie obwody nie wrócą już pod władzę Kijowa. W Moskwie traktuje się to nie jako propozycję wyjściową do negocjacji, lecz jako fakt dokonany. Co więcej, Rosja tworzy strefy buforowe, posuwając się naprzód w obwodach sumskim, charkowskim i dniepropetrowskim. Z czasem terytoria te również mogą zostać włączone do Rosji – choć przedstawiciele władz przedstawiają to jako kwestię zależną od wyniku głosowania lub plebiscytu, a nie jako przesądzony scenariusz. Formalnie temat ten nie leży na stole, jednak w mojej ocenie jest jak najbardziej możliwy do realizacji.

Drugi wniosek jest taki, że pole manewru dla wynegocjowanego porozumienia jest niezwykle wąskie – węższe, niż chcą przyznać zachodnie stolice – ponieważ Rosja po prostu nie jest skłonna do poczynienia ustępstw, których domaga się Zachód, i nie uważa, by musiała to robić. Moja własna ocena, oparta na wypowiedziach tutejszych przedstawicieli władz, wskazuje, że działania wojenne nie ustaną, dopóki Odessa i Kijów nie znajdą się pod pełną kontrolą Rosji. Traktuję to jako swoją ocenę sytuacji, a nie pewnik, jednak nic z tego, co usłyszałem w tym tygodniu, nie skłoniło mnie do zmiany zdania.

Co tak naprawdę oznaczają „przyczyny źródłowe”

Putin nieustannie mówi o konieczności zajęcia się „przyczynami źródłowymi” konfliktu, a Amerykanie rzadko dowiadują się, co to sformułowanie właściwie oznacza. Zapytałem więc o to wprost podczas rozmowy w Moskwie z Aleksandrem Babakowem – deputowanym do Dumy i ważną postacią w organizacji International Unity Club.

Najprościej można to wyjaśnić moim rodakom w następujący sposób: amerykański projekt wciągnięcia Ukrainy w orbitę wpływów NATO i wykorzystania jej jako taranu wymierzonego w Rosję musi się zakończyć. Nie zostać wstrzymany, lecz definitywnie zakończony. Nie będzie już zgody na działania NATO na Ukrainie, a ukraińska polityka zagraniczna i wojskowa musi zostać na dobre wyrwana z zachodniego uścisku. Z perspektywy Moskwy stanowi to nienegocjowalny fundament, a wszystko inne to jedynie szczegóły.

Warto pamiętać, jak dawno to wszystko się zaczęło. Ukraina przystąpiła do programu NATO „Partnerstwo dla Pokoju” w 1994 roku i od tego momentu – mimo braku formalnego członkostwa – współpraca wojskowa Kijowa z Zachodem stale się zacieśniała. Baza wojskowa w Jaworowie na zachodzie Ukrainy stała się w latach 90. miejscem regularnych ćwiczeń sił zachodnich, a od 2015 roku gościła stałą misję szkoleniową pod dowództwem USA. Z biegiem lat Ukraina stała się jednym z najczęstszych gospodarzy ćwiczeń NATO spośród wszystkich państw spoza Sojuszu – manewrów, których scenariusze nigdy nie wskazywały Rosji jako przeciwnika, lecz ich konstrukcja nie pozostawiała wątpliwości, kto był ich celem. Za pierwszej kadencji Trumpa odbywało się ich po kilka rocznie; niektóre obejmowały działania okrętów podwodnych, niemające nic wspólnego ze ściganiem piratów. W tym kontekście Moskwa uważa, że ​​Putin wykazał się cierpliwością, którą Zachód błędnie wziął za słabość.

Nie trzeba zgadzać się z każdym elementem tej narracji, by dostrzec jej siłę. To realistyczne spojrzenie na wojnę – przedstawione przez Mearsheimera w sposób tak przekonujący, jak to tylko możliwe – i właśnie przez ten pryzmat postrzegają cały konflikt ludzie, z którymi jadłem kolację. Oczywiście w Waszyngtonie pogląd ten jest kwestionowany. Nie sposób jednak zrozumieć, dlaczego stanowisko Rosji jest tak nieustępliwe, jeśli nie pojmie się, że w Moskwie nie postrzega się go wcale jako aktu agresji, lecz jako leczenie rany, którą Zachód pogłębiał przez trzydzieści lat.

Spojrzenie stąd

Wojna nie jest tym, co zaprząta myśli przeciętnego Rosjanina. W codziennym życiu to wciąż „specjalna operacja wojskowa”, a życie na ulicach dwóch wielkich miast toczy się tak, jakby konflikt rozgrywał się na innym kontynencie – co z perspektywy Moskwy niemalże jest prawdą. Istotą tej sytuacji jest właśnie rozbieżność między sztywnym, maksymalistycznym stanowiskiem państwa a niemal normalnym życiem cywilów: kraj ten jest na tyle stabilny wewnętrznie, by czekać, i na tyle przekonany o słuszności swoich warunków, by nie ustępować.

Co powiedzieli mi oficerowie

W tym tygodniu rozmawiałem z trzema rosyjskimi wojskowymi – zarówno emerytowanymi, jak i pozostającymi w służbie: pułkownikiem w stanie spoczynku Eduardem Basurinem, generałem w stanie spoczynku Jewgienijem Bużyńskim oraz pełniącym czynną służbę generałem porucznikiem Aptim Ałaudinowem, dowódcą sił specjalnych „Achmat”. To różni ludzie, reprezentujący odmienne punkty widzenia, a jednak łączyło ich jedno przesłanie: Rosja nie zamierza atakować Europy. Nie ma wobec niej żadnych planów militarnych – absolutnie żadnych – ani zamiaru rozpoczynania takiego konfliktu.

Jak stwierdzili moi rozmówcy, Rosja dostrzega natomiast Europę szykującą się do ataku na nią – i to nie tylko w retoryce przywódców, takich jak kanclerz Niemiec Merz czy premier Wielkiej Brytanii (choć Moskwa traktuje te słowa wystarczająco poważnie). Chodzi o konkretne działania kryjące się za tą retoryką: o systemy uzbrojenia, a zwłaszcza pociski rakietowe, tworzone z myślą o użyciu przeciwko terytorium Rosji. Oficerowie mówili wprost, do czego to prowadzi. Jeśli takie działania będą kontynuowane, Rosja nie będzie miała innego wyjścia, jak tylko zareagować na to zagrożenie, a perspektywa wojny z Europą stanie się realna. Nie jest to wyimaginowane niebezpieczeństwo, wymyślone po to, by kogokolwiek przestraszyć. Tak właśnie ci zawodowcy postrzegają rozwój sytuacji. Rosja nie szuka konfliktu, ale nie jest też głucha ani ślepa na to, co jest przeciwko niej przygotowywane.

Potwierdzili oni również to, co sam już przeczuwałem: Rosja wkroczyła w decydującą, nową fazę wojny z Ukrainą – fazę celowych działań mających na celu szybsze jej zakończenie, niż ktokolwiek wcześniej przewidywał. Przez pierwsze cztery lata Rosja starała się ograniczać własne straty w ludziach. Dlatego nie rzucała masowych formacji na umocnione pozycje, gdzie straty byłyby dotkliwe, lecz polegała na taktyce małych pododdziałów. Z tą wstrzemięźliwością jednak skończono. Nowa faza oznacza odcięcie ukraińskiego wybrzeża Morza Czarnego od handlu w obu kierunkach, poddanie węzłów logistycznych w Kijowie i innych miastach – zwłaszcza na zachodzie Ukrainy – ciągłym atakom oraz zintensyfikowanie działań ofensywnych na całej linii frontu. To przemyślana zmiana strategii rosyjskiego sztabu generalnego, która już przynosi efekty: działania zmierzające do okrążenia Słowiańska i Kramatorska oraz kluczowe zdobycze w rejonie Zaporoża. Według moich przewidywań do końca listopada Donieck ponownie znajdzie się całkowicie pod rosyjską kontrolą, a Zaporoże – ważny ośrodek przemysłowy i stolica regionu nad Dnieprem – stanie w obliczu bezpośredniego zagrożenia okupacją.

Dynamiczna demokracja na własnych zasadach

W najbliższą niedzielę Rosjanie udadzą się do urn, a ja będę na miejscu, by obserwować ten proces. O miejsca w Dumie ubiega się co najmniej pięć partii. Rosja nie jest monolitem, za jaki bywa uważana. Wbrew zachodnim karykaturom jest to dynamiczna demokracja – zbudowana w oparciu o rosyjską kulturę i ideały, a nie będąca kopią rozwiązań innych państw.

Najwyższy czas, by Zachód porzucił uprzedzenia i zaczął postrzegać Rosję taką, jaka jest naprawdę. Nie jest to reżim rządzony przez międzynarodowych komunistów, jak głosiły popularne w latach 60. i 70. stereotypy. Obecnie jest to (całkowicie zasłużenie) czwarta gospodarka świata pod względem parytetu siły nabywczej, kraj innowacyjny technologicznie i bogaty w zasoby naturalne.

To tyle wieści na tę chwilę. Wrócę z kolejnymi spostrzeżeniami w miarę postępów mojej podróży.

Według doniesień rosyjskie satelity pomogły Iranowi zaatakować bazy USA, a Saudyjczycy błagają Chiny o interwencję

Według doniesień rosyjskie satelity pomogły Iranowi zaatakować bazy USA, a Saudyjczycy błagają Chiny o interwencję

Symplicjusz 17 września 2026 r. simplicius/russian-satellites-reportedly-helped

Śledztwo CNN utrzymuje , że Rosja wysłała „14 satelitów” nad Bliski Wschód, co zdaniem funkcjonariuszy wywiadu dało Iranowi bezprecedensowe możliwości namierzania celów w przededniu dużych precyzyjnych ataków na bazy amerykańskie, które miały miejsce na początku tego roku:

Erin Burnett na pierwszym planie@ OutFrontCNNOutFrontCNN

Śledztwo CNN ujawnia, że ​​Rosja prawdopodobnie dostarczyła kluczowych informacji satelitarnych na temat baz amerykańskich, co dało Teheranowi znaczącą przewagę w wojnie.

17 września 2026 · 368 tys. wyświetleń Views


CNN bada: Iran poprawił namierzanie amerykańskich aktywów. Oto, jak rosyjskie satelity prawdopodobnie pomogły

Czternaście rosyjskich satelitów szpiegowskich przeleciało nad amerykańską bazą wojskową w Arabii Saudyjskiej dwa dni przed niszczycielskim atakiem Iranu. Czas i kolejność lotów satelitów dały im dostęp do szerokiego spektrum danych, które, jak twierdzą przedstawiciele władz USA i międzynarodowe źródła wywiadowcze, pomogły Teheranowi przeprowadzić jedne z najprecyzyjniejszych ataków na amerykańskie aktywa. Relacjonuje Tamara Qiblawi z CNN.

Kto pamięta ten klasyk ?

Wciąż trudno uwierzyć, że to zaskoczenie dla Zachodu. Zaledwie wczoraj NATO RQ-4D – wariant niesławnego Global Hawk – został zauważony zaledwie kilka kilometrów od Krymu, prawdopodobnie obserwując cele naziemne w oczekiwaniu na nadchodzący atak ze strony Ukrainy:

Podsumowanie wojskowe@ MilitarySummary

🇺🇸✈️ Loty rozpoznawcze USA i NATO nad Morzem Czarnym przebiegają w szybkim tempie. Najpierw dron wysokościowy Northrop Grumman RQ-4D Phoenix, operujący z włoskiej bazy lotniczej Sigonella, wykonał misję na Krym. Następnie Bombardier Challenger 650 Artemis…

11:50 · 16 września 2026 · 1,58 tys. wyświetleń Views


7 repostów Reposts· 25 polubień Likes

Nazywa się to odwetem.

W górnej części karty danych powyżej widnieje kod 7600 zapisany na czerwono. To międzynarodowy sygnał alarmowy informujący o utracie łączności. Wiele relacji twierdziło, że RQ-4 doznał awarii łączności i został zmuszony do szybkiej ucieczki z tego miejsca.

————————————–

Ale wracając do artykułu CNN, pojawia się jedno ważne pytanie: co mówią teraz wszyscy ci, którzy twierdzą, że Rosja z obojętnością dopuszcza do przekraczania wszystkich swoich czerwonych linii, nie reagując na uzbrajanie Ukrainy przez USA i pomoc udzielaną przez USA w gromadzeniu danych do ataków na Ukrainę? Kto ostatecznie zapłacił wyższą cenę – Rosja czy USA?

Ukraina wyrządziła Rosji szkody, ale nie strategicznie, biorąc pod uwagę, że Rosja nadal posuwa się naprzód na polu bitwy i jest w stanie wykorzystać wszystkie swoje zasoby tak jak przed wojną. Z drugiej strony, Stany Zjednoczone praktycznie straciły swoją bliskowschodnią pozycję, częściowo dzięki atakom na Iran – przynajmniej jeśli wierzyć tym doniesieniom. Mogłoby się wydawać, że Rosja wyszła z tej wymiany o wiele lepiej, biorąc pod uwagę, że straty USA na Bliskim Wschodzie miały charakter strategiczny i zależą od dalszego rozwoju sytuacji.

Iran zepchnął USA w coraz bardziej niepewną sytuację, a USA obawiają się teraz rozgniewania Iranu, biorąc pod uwagę fakt, że potężne ataki Persów stały się niemożliwe do powstrzymania z powodu wyczerpywania się zapasów pocisków przechwytujących.

Gregory Brew@ gbrew24

Ostatni atak USA na irański tankowiec miał miejsce 8 dni temu, 9 września.

Wkrótce potem Iran wystrzelił 20 pocisków balistycznych w kierunku amerykańskiej bazy w Jordanii. Jordania i USA wystrzeliły ponad 70 pocisków przechwytujących. Co najmniej kilka irańskich pocisków przedarło się przez irańskie lotnisko, uszkadzając 9 amerykańskich samolotów. Odnotowano…

17:52 · 17 września 2026 · 25,2 tys. wyświetleń


Iran zaciska pasa wobec USA, które wciąż tkwi w swego rodzaju paraliżu eskalacji z powodu braku dobrych i praktycznych rozwiązań.

W tym kontekście Phillips P. O’Brien twierdzi w nowym artykule w czasopiśmie „Atlantic”, że era amerykańska dobiegła niechlubnego końca:

https://www.theatlantic.com/ideas/2026/09/trump-iran-superpower-decline/688639

Zaczyna:

Era amerykańska, która nastąpiła po II wojnie światowej, musiała się kiedyś skończyć. Szokujące jest to, jak nagle ten moment nadszedł. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy potęga Ameryki – od dawna uosabiana najlepszym na świecie sprzętem bojowym i najlepiej wyszkolonym personelem wojskowym, globalną siecią baz i systemów logistycznych oraz partnerstwami wojskowymi i dyplomatycznymi ze wszystkimi zakątkami świata – okazała się niewystarczająca, by pokonać Iran, represyjny, pogrążony w stagnacji gospodarczej reżim, uzbrojony w tanie pociski i drony.

O’Brien przyznaje, że zniszczenie przez Iran kluczowych regionalnych baz USA doprowadziło do natychmiastowego sprzeciwu wobec agresji ze strony USA. Teza ta była początkowo wyśmiewana przez działaczy establishmentu, dopóki rzeczywistość nie zaczęła powoli dawać o sobie znać:

Wpływ tych strat na operacje USA był niemal natychmiastowy. Kluczowym powodem, dla którego administracja Trumpa nie zaostrzyła działań militarnych wobec Iranu latem, pomimo wszelkich gróźb, była utrata bazy w Bahrajnie – bazy, z której Marynarka Wojenna przez dekady korzystała w celu zaopatrywania okrętów na Bliskim Wschodzie. Zamiast tego, tak zwane zaplecze logistyczne operacji morskich USA musiało rozciągać sięaż do Diego Garcia, kontrolowanej przez Brytyjczyków wyspy na Oceanie Indyjskim, oddalonej o ponad 3200 kilometrów od Cieśniny Ormuz.

Wrażliwość amerykańskich obiektów w pobliżu Iranu jest tak duża, a przewidywane koszty naprawy tak wysokie, że – jak donosił w zeszłym miesiącu„Washington Post”– urzędnicy administracji mogą w ogóle nie chcieć ich odbudowywać. Jednym ze sposobów przedstawienia tej sytuacji jest przedstawienie jej jako „wyjątkowej szansy dla Pentagonu na ponowne rozważenie swojej obecności” w regionie Zatoki Perskiej, jak ujął to „WashingtonPost” .Prawda jest jednak taka, że ​​obrona kluczowych obiektów przed nawet mniej zaawansowanym technologicznie przeciwnikiem, takim jak Iran, nie jest obecnie możliwa dla armii USA.

Kluczowy jest jednak akapit, w którym O’Brien wyjaśnia, w jaki sposób Chiny przyćmiły Stany Zjednoczone we wszystkich najważniejszych współczesnych czynnikach umożliwiających prawdziwą potęgę militarną i gospodarczą:

Erozja amerykańskiej przewagi produkcyjnej to stara historia, ale kluczowa dla zrozumienia końca ery amerykańskiej. Stany Zjednoczone mogły kiedyś prześcignąć inne potęgi, czerpiąc z produkcji cywilnej. Podczas II wojny światowej Amerykanie przebudowali przemysł motoryzacyjny, aby budować samoloty. Obecnie, w porównaniu z resztą świata, Stany Zjednoczone prawie nie budują cywilnych statków. Dla porównania, Chiny produkują około 50 procent światowych statków i kontrolują około 80 procent światowej produkcji dronów. Po zbudowaniu swojej armii, która ma przetrwać w zrywie intensywnych walk, Stany Zjednoczone po prostu nie mają wystarczającego sprzętu, zapasów i wypoczętych sił, aby walczyć z Chinami przez dłuższy czas.

Kończy bez typowych dla niego podstępnych dwuznaczności, co pozostawia otwarte drzwi do fantazji o odrodzeniu Ameryki. Jego determinacja jest ostateczna – Ameryka jest skończona:

Wszystkie poprzednie supermocarstwa w historii ostatecznie upadły. Pojawienie się Azji Wschodniej jako centrum światowej produkcji gospodarczej miało z pewnością osłabić amerykańskie wpływy. Przejście z jednej globalnej ery do następnej rzadko jest widoczne w danej chwili. Kiedy Rosja najechała Ukrainę cztery i pół roku temu, potencjał masowo produkowanych dronów nie był jeszcze oczywisty.Jeszcze w lutym niewielu ekspertów przewidywało, że Stany Zjednoczone – globalny kolos przez ponad 80 lat – zostaną tak sparaliżowane przez Iran.Konflikt ujawnia jednak coś ważnego:era amerykańska dobiegła końca. Globalna dominacja USA nie może trwać bez źródeł energii, które ją zapoczątkowały.

Ciekawe, że zauważa, iż „niewielu ekspertów przewidziałoby” lanie, jakie Iran wyrządzi USA. Właściwie każdy, kto ma trochę rozumu, z łatwością to przewidział, w tym nasz skromny blog, od samego początku.

W tej rzadkiej chwili samouwielbienia, Wasz skromny autor zwrócił się z prośbą do Grok AI, aby w trybie eksperckim przeczytał wszystkie nasze istotne artykuły w Substacku i ustalił, jakie przewidywania dotyczące konfliktu z Iranem poczyniono od samego początku:

Konkretne cytaty przewidywań z pierwszych dni konfliktu:

Połączyć

Co ważniejsze, podczas gdy cały świat wpadał w furię z powodu zmniejszenia się „rozmiarów salw” Iranu w pierwszych tygodniach wojny, byliśmy jednym z nielicznych blogów, którzy śmiało argumentowali coś przeciwnego:

Połączyć

Cóż więc możemy powiedzieć? Może „analitycy” tacy jak Phillips P. O’Brien dobrze by zrobili, gdyby przestali słuchać mainstreamowych manipulatorów i zamiast tego zwrócili się ku źródłom o ugruntowanej reputacji.

Według doniesień Trump powiedział portalowi Axios, że znajduje się w punkcie zwrotnym w stosunkach z Iranem:

https://www.axios.com/2026/09/17/trump-axios-interview-iran-war

Prezydent Trump powiedział w czwartek portalowi Axios, że zbliża się do decydującego momentu w wojnie z Iranem, w którym nie wiadomo, czy należy wznowić masowe ataki w celu zakończenia konfliktu.

„Muszę podjąć ważną decyzję. Czy chcę ich [irański reżim] unicestwić, czy nie? To ważna decyzja. Wszystko może się ze mną wydarzyć”.

To tylko kolejna bzdura od zarozumiałego przegranego – nadmierna rekompensata za brak opcji poprzez udawanie władzy, której nigdy nie posiadał. W tym momencie Stany Zjednoczone nie mogą niczego unicestwić i nie zrobią tego; ten dzień już dawno minął. Jak ustaliliśmy w poprzednim artykule, Iran gra na całego , a Stany Zjednoczone nie mają już morale, by poradzić sobie z presją, jaką regionalne supermocarstwo jest teraz w stanie wywrzeć.

Jako ostatnią aktualizację, nowe zdjęcia satelitarne pokazują tajne prace prowadzone przy saudyjskim rurociągu Wschód-Zachód. Najwyraźniej Saudyjczycy próbują teraz ominąć uszkodzone stacje pomp, przekierowując awaryjny rurociąg, który dosłownie okrąża stację:

MizarVision@ MizarVision🇸🇦 ARABIA SAUDYJSKA

| Trwają prace nad awaryjnym obejściem rurociągu Wschód-Zachód. Nowe zdjęcia satelitarne Vantor z 16 września zdają się pokazywać, jak saudyjskie ekipy szybko budują tymczasowe obejście wokół jednej ze stacji pomp, uszkodzonej w ataku z zeszłego tygodnia. Podobno robotnicy mogą…

19:47 · 17 września 2026 ·

Upływ czasu:

Nowe zdjęcia satelitarne Vantor z 16 września zdają się pokazywać, jak saudyjskie ekipy szybko budują tymczasową obwodnicę wokół jednej ze stacji pomp uszkodzonych w zeszłotygodniowym ataku.

Podobno widać robotników układających i spawających dwa nowe odcinki rurociągu, co potencjalnie umożliwi przepływ ropy naftowej z pominięciem uszkodzonego obiektu.

Agencja Reuters potwierdziła oddzielnie, że trzy stacje pomp wzdłuż krytycznego rurociągu Wschód-Zachód zostały uszkodzone i Arabia Saudyjska pracuje nad przywróceniem przepływu. Pełna naprawa może potrwać 5–6 tygodni, chociaż częściowe operacje mogą zostać wznowione wcześniej.

Jeśli obwodnica zostanie ukończona pomyślnie, może znacznie skrócić czas zakłóceń na jednym z najważniejszych alternatywnych szlaków eksportu ropy naftowej na świecie.

To oczywiście oznacza, że ​​szkody są o wiele poważniejsze, niż sądzono wcześniej, biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowano się na przekierowanie prac wokół stacji, zamiast od razu je odbudować.

Eksperci będą musieli się wypowiedzieć, ale teoretycznie i logicznie rzecz biorąc, przekierowanie przepływu wokół stacji pomp powinno oznaczać, że przepływ ropy przez rurociąg będzie znacznie wolniejszy, biorąc pod uwagę, że stacja nie zwiększa wymaganego ciśnienia. Oznaczałoby to, że to „szybkie rozwiązanie” nie jest rozwiązaniem kompletnym.

Mówiono, że linia Wschód-Zachód transportuje 4-5% całości światowych dostaw ropy naftowej , a poprzednie uszkodzenie tylko jednej stacji pompującej na początku roku miało spowolnić dostawy o 700 000 baryłek dziennie. Tym razem uszkodzone zostały trzy stacje.

Zobaczymy, czy atak był jedynie chwilowym ostrzeżeniem, czy też początkiem systematycznej kampanii mającej na celu dalszą degradację rurociągu w nieskończoność. Najnowsze doniesienia wskazują, że Arabia Saudyjska błaga Chiny o interwencję i zmuszenie Iranu do zaprzestania działań przeciwko saudyjskim aktywom, ale Chiny rzekomo jedynie „przekazały Iranowi wiadomość”, nie prosząc o żadne przysługi ani nie udzielając żadnych bezpośrednich wskazówek.

Raport o kolizji@ clashreport

DUŻE: Arabia Saudyjska zwróciła się do Chin z prośbą o prywatne wywarcie presji na Iran, aby powstrzymał Hutich po zajęciu przez nich jemeńskiego wybrzeża Morza Czerwonego i Bab al-Mandab.

Trzy irańskie źródła podają, że Pekin przekazał Teheranowi tę wiadomość – wykraczającą poza publiczne apele o powściągliwość. Odpowiedź Iranu: …

14:27 · 17 września 2026 · 10,8 tys. wyświetleń


Teraz Bloomberg podaje, że Rosja zwiększa przepływ ropy naftowej:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-09-15/rosja-zwiększa-eksport-ropy-na-bliskim-wschodzie-powodując-gwałtowny-wzrost-cen

Cena rosyjskiej ropy Urals wzrosła do 120 dolarów za baryłkę, czyli więcej niż cena ropy Brent w kilku ocenach:

Jak myślisz, dokąd doprowadzi nas zbieżność narastającego kryzysu paliwowego i gospodarczego ze zbliżającymi się wyborami do Kongresu w USA?


Titanic uderzył już w górę lodową, teraz nabiera wody

Titanic uderzył już w górę lodową, teraz nabiera wody

„Kiedy benzyna będzie kosztować 10 złotych?”

– Ugrupowanie Huti przejęło cieśninę Bab el-Mandab. Nie mogą tam teraz płynąć statki Arabii Saudyjskiej transportujące ropę. Na Ukrainie tuż przy polskiej granicy spadły rosyjskie(?) drony. Nie chodzi więc o to, czy paliwo będzie po 10 złotych – nie będzie go po prostu – mówi Piotr Szlachtowicz w 32-minutowym podcaście, w którym jego rozmówcą jest dr Leszek Sykulski:

Iran zdecydowanie wygrywa wojnę rozpętaną przez USA i Izrael – stwierdza dr L. Sykulski. – Napastnicy nie osiągnęli żadnych ze swych celów wyznaczonych w czerwcu ub.r. oraz w drugiej odsłonie 28 lutego. Jednym z tych nieosiągniętych celów było zniszczenie szyickiej osi oporu, tj. Iranu, Hezbollahu, Huti oraz milicji irackiej. Nie udało się.

W ostatnich dniach Hutis bardzo szybko zdobyli kontrolę nad cieśniną Bab el-Mandab oraz zniszczyli ropociąg Wschód-Zachód. Arabia Saudyjska straciła ostatni kanał eksportu ropy. No i pytanie „Kiedy benzyna po 10 złotych?” – Skutki już widzimy i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miało się coś zmienić.

Donald Trump jest w opałach – na początku listopada odbędą się w USA wybory połówkowe do Kongresu. Republikanie, zaplecze Trumpa, stracą zapewne większość. Trump nie wyjdzie chyba suchą nogą z sytuacji, którą sam stworzył.

Iran otrzymuje dane wywiadowcze od Chin, a Hutis mają wsparcie 200 specjalistów irańskich Strażników Rewolucji.

W sobotę i niedzielę obradowały państwa BRICS. Wzrasta rola globalnego Południa, wśród których wyłaniają się trzy największe mocarstwa: Chiny, Rosja i Indie. Tak więc Rosja nie była, nie jest i nie będzie izolowana na arenie światowej. Jest jednym z mocarstw, które układają nową architekturę porządku międzynarodowego.

W Polsce po staremu. Grzegorz Braun rozwalił pomnik UPA. Było trochę krzyku wokół tej sprawy, ale był ten krzyk jakby przytłumiony. Był to pomnik wystawiony bez administracyjnej zgody. Skąd w ogóle pomniki ludobójców w Polsce? – Dr Sykulski mówi o ogromnych wpływach ukraińskiego lobby. Wywiad, służby i lobby ukraińskie w naszym kraju sprawiają służbom kontrwywiadu liczne problemy, ale polityka rządzących III RP idzie w innym kierunku, w stronę zaostrzenia kar wobec Polaków, którzy krytyczni są wobec proukraińskiej polityki rządu. Zaostrzenie kar ma dotyczyć także tych, którzy zaprzeczają temu, że jest to napastnicza wojna Rosji.

Nastąpiło odwrócenie pojęć, pojawia się określenie ‚żołnierze UPA’, a przecież nie byli to żołnierze, lecz bandyci i ludobójcy. Widać, że politycy III RO są trzymani na ukraińskiej smyczy. Mówi dr Sykulski: „Nie mam wątpliwości, że nie ma w wykazach korzyści majątkowych wielu polityków, oficerów i samorządowców ‚prezentów’ uzyskanych od kijowskiego reżimu”.

No i drony przy polskiej granicy – następuje podbijanie bębenka wojennego pod amerykańskie dyktando. Władze III RP zdają się nie zauważać, że US-armia zaczyna się ulatniać z Europy. Poczucie, że ta armia nas obroni jest bardzo złudne. Jeśli powstałaby stała baza amerykańska, nie będzie ona straszakiem, lecz wabikiem, na co wskazują tegoroczne wydarzenia w Zatoce Perskiej.

I jeszcze parę słów o Rosji i jej zamierzeniach na Ukrainie. Mówił o tym ostatnio szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow: Ukraina (już okrojona lub podzielona) ma stać się dla Federacji strefą buforową, tzn. mieć mocno zredukowane siły zbrojne i nie być członkiem NATO. Wchodzi w rachubę podział Ukrainy na trzy części: wschodnie ziemie (cztery obwody oraz Krym) byłyby częścią Federacji Rosyjskiej. Środkowa Ukraina ze stolicą w Kijowie, z dostępem lub bez dostępu do morza, byłaby państwem niezaangażowanym, a zachodnia, neobanderowska radziłaby sobie sama.

Ogromne problemy mamy jak w banku. Będziemy zapewne sąsiadować z państwem, w którym szerzą się w największym stopniu neobanderowskie i szowinistyczne idee połączone z eksportem broni i terroryzmem. Polska i Unia Europejska znajdują się na równi pochyłej.

Mówi dr L. Sykulski: „Titanic uderzył już w górę lodową, teraz nabiera wody”.

Opracował: Zygmunt Białas

Trzęsienie ziemi w Kijowie. Gangi u władzy wzięły się za łby. Prokurator generalny uciekł z Ukrainy.

Trzęsienie ziemi w Kijowie. Prokurator uciekł z Ukrainy

magnapolonia.org/trzesienie-ziemi-w-kijowie-prokurator-uciekl-z-ukrainy

Na Ukrainie doszło do kolejnego poważnego kryzysu na szczytach ukraińskich organów ścigania. Prokurator generalny Rusłan Krawczenko podpisał zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Semena Krywonosa, szefa Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU), a następnie w środku nocy opuścił kraj. W tle znajduje się wielowątkowa operacja antykorupcyjna dotycząca ochrony oszukańczych call center oraz ponownie narastający konflikt pomiędzy kliką Zełenskiego i najważniejszymi ukraińskimi instytucjami odpowiedzialnymi za walkę z korupcją.

W Kijowie wybuchła kolejna, gigantyczna afera korupcyjna, która wywołała polityczne trzęsienie ziemi. Według źródeł „Ukraińskiej Prawdy” prokurator generalny Rusłan Krawczenko uciekł za granicę około godziny 2:30 w nocy z 13 na 14 września, korzystając ze służbowego samochodu. Jako podstawę wyjazdu wskazał „zagraniczną delegację”. Pierwotnie informowano o jego podróży na Litwę.

Sam Krawczenko potwierdził, że przebywa poza Ukrainą. Tłumaczy, że jest to zaplanowana podróż służbowa, podczas której zamierza spotykać się z zagranicznymi partnerami i przedstawiać im swoją ocenę sytuacji w ukraińskich organach antykorupcyjnych. Według niego NABU i Specjalistyczna Prokuratura Antykorupcyjna (SAPO) uzyskały zbyt duży, niekontrolowany wpływ, który ma stwarzać zagrożenie dla praworządności i funkcjonowania państwa.

Tuż przed wyjazdem Krawczenko poinformował, że podpisał zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefa NABU Semena Krywonosa. Dokument, liczący ponad 30 stron, dotyczy m.in. zarzutów związanych z fałszowaniem dokumentów. Krawczenko wskazuje na wydarzenia z 2008 roku oraz zarzuca Krywonosowi m.in. wykorzystanie fikcyjnej adopcji.

NABU odrzuca te oskarżenia. Biuro przekazało, że Krywonos nie otrzymał formalnie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a zarzuty Krawczenki uważa za element publicznej, a nie prawidłowo przeprowadzonej procedury. NABU i SAPO zaprzeczają również, aby podczas operacji „Kartagina” przejęły materiały z postępowań dotyczących własnych pracowników.

Konflikt ma jednak znacznie głębsze podłoże. Już na początku września Krawczenko złożył rezygnację ze stanowiska. Stało się to w związku z operacją „Kartagina”, prowadzoną przez NABU i SAPO. Śledztwo dotyczyło podejrzeń, że osoby związane z ukraińskimi organami państwowymi miały zapewniać ochronę funkcjonującym na dużą skalę oszukańczym call center.

Według informacji ujawnianych w związku ze śledztwem chodziło o system, w ramach którego przestępcze centra telefoniczne miały działać pod ochroną osób posiadających wpływy w strukturach państwowych. Śledczy mieli zabezpieczyć m.in. duże sumy pieniędzy. Krawczenko zaprzeczał własnemu udziałowi w jakichkolwiek nielegalnych działaniach. Jednocześnie NABU i SAPO przedstawiają jego późniejsze działania jako próbę uderzenia w niezależność instytucji antykorupcyjnych.

W ten sposób ukraiński aparat państwowy znalazł się w sytuacji bezprecedensowej: prokurator generalny oskarża szefa instytucji powołanej do walki z korupcją, podczas gdy ta sama instytucja prowadziła wcześniej działania dotyczące otoczenia prokuratora generalnego. Co ciekawe, w konflikt zdecydowanie wmieszał się sam Wołodymyr Zełenski. Prezydent zwrócił się do parlamentu o pilne wyrażenie zgody na odwołanie Krawczenki. Ukraiński parlament rozpoczął już procedurę w tej sprawie, a komisja parlamentarna zarekomendowała przyjęcie wniosku o zgodę na jego zwolnienie.

Zełenski jednoznacznie stwierdził, że dla prokuratora generalnego właściwym rozwiązaniem jest odejście ze stanowiska. Stanowisko to jedno, ale ucieczka za granicę to zupełnie inna sprawa. Wygląda na to, że nie chodzi tylko o obawę przed niesprawiedliwym procesem, ale po prostu obawą o własne życie. To prawdopodobnie jest zagrożone ze strony siepaczy reżimu.

Cała sprawa jest szczególnie kłopotliwa dla Kijowa także z innego powodu. Ukraina od lat przedstawia walkę z korupcją jako jeden z fundamentów reform państwa i integracji z Zachodem. Niezależność NABU i SAPO ma być jednym z dowodów, że ukraińskie instytucje są zdolne do ścigania korupcji również wśród ludzi znajdujących się na najwyższych szczeblach władzy. Tymczasem kolejny skandal pokazuje, jak głęboki jest problem.

Tym razem konflikt dotyczy bezpośrednio prokuratora generalnego, szefa NABU i kierownictwa SAPO. Padają wzajemne oskarżenia o nadużycia, manipulowanie postępowaniami, przejmowanie materiałów śledztw i próbę ograniczenia niezależności instytucji antykorupcyjnych. Jednocześnie jeden z najważniejszych ukraińskich urzędników opuszcza kraj w środku nocy, tłumacząc wyjazd oficjalną delegacją. Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie stawiane zarzuty zostały już udowodnione. Na tym etapie mamy do czynienia z trwającymi postępowaniami i ostrym konfliktem pomiędzy instytucjami państwa.

Nie sposób jednak nie zauważyć szerszego obrazu. To kolejny przypadek, gdy podejrzenia dotyczą osób znajdujących się bardzo wysoko w ukraińskiej strukturze władzy, a jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów całej historii staje się kwestia wyjazdu za granicę osoby stojącej na czele prokuratury, która nie czuje się w kraju Bandery i Szuchewycza bezpiecznie.

Dla banderowskiego reżimu, które zabiega o kolejne miliardy dolarów i euro zachodniej pomocy, a jednocześnie chce przekonać swoich partnerów, że skutecznie reformuje wymiar sprawiedliwości i walczy z korupcją, jest to wyjątkowo poważny problem wizerunkowy. Ukraińskie władze po raz kolejny muszą odpowiadać na pytanie, czy zasady walki z korupcją rzeczywiście obowiązują wszystkich – również ludzi znajdujących się na samym szczycie państwowej hierarchii. Fakt, że w tle kolejnego skandalu pojawia się wyjazd wysokiego rangą urzędnika poza granice kraju, z pewnością tego obrazu nie poprawia.