Skala polskiej pomocy dla Ukrainy pod lupą ukraińskich ekspertów

gloria.tv/post Jan Cichocki

Skala polskiej pomocy

Skala polskiej pomocy dla Ukrainy pod lupą ukraińskich ekspertów!
Ukraiński portal ekspercki Militarnyi opublikował szczegółową analizę autorstwa Serhija Rudki, podsumowującą ogromne wsparcie, jakiego Polska udzieliła Ukrainie od początku rosyjskiej inwazji.
Liczby te doskonale pokazują, że Polska stała się jednym z absolutnie kluczowych partnerów Ukrainy w sferze bezpieczeństwa.


Oto jak prezentuje się szczegółowy bilans polskiego wsparcia według ukraińskich wyliczeń:

Według danych Kiel Institute for the World Economy, Polska przeznaczyła na pomoc Ukrainie łącznie 5,864 mld euro [ponad 25 miliardów złotych] z czego aż 4,452 mld euro stanowiła pomoc ściśle wojskowa. Całość polskiego wsparcia odpowiadała 1,021% naszego PKB (sama pomoc wojskowa to 0,775% PKB).
Pod względem udziału pomocy w PKB plasuje to Polskę na bardzo wysokim, 9. miejscu na świecie wśród państw-darczyńców. Co ważne, Polska zaczęła wspierać Ukrainę militarnie jeszcze przed wybuchem pełnoskalowej wojny, zatwierdzając pierwszy pakiet (m.in. Pioruny i amunicję) już 1 lutego 2022 roku.

Polska przekazała Ukrainie setki pojazdów opancerzonych, w tym:

ponad 280 czołgów T-72 różnych modyfikacji (sama pierwsza partia ponad 200 sztuk pozwoliła Ukraińcom na wyposażenie dwóch pełnych brygad pancernych)
około 60 czołgów PT-91 Twardy

14 czołgów Leopard 2A4
ponad 250 bojowych wozów piechoty BWP-1 oraz kołowe pojazdy Dzik i Oncilla

około 200 kołowych transporterów opancerzonych Rosomak (z czego 100 przekazano z zasobów Wojska Polskiego, a kolejnych 100 miało zostać zakupionych z finansowania unijnego i amerykańskiego)

Potężna artyleria i obrona nieba:

AHS Krab: Stał się jednym z symboli polskiej pomocy. Łącznie w ciągu ponad czterech lat pełnoskalowej wojny Ukraina otrzymała ponad 100 Krabów (zarówno przekazanych przez Polskę, jak i zakupionych). Do tego doszło ponad 100 haubic samobieżnych 2S1 Goździk, dziesiątki wyrzutni BM-21 Grad oraz moździerze samobieżne Rak

Pioruny i lotnictwo: Na front trafiło 287 zestawów przeciwlotniczych Piorun
oraz systemy S-125 Newa SC, Osa-AK/AKM i ZSU-23-4 Szyłka. Polska była też pierwszym państwem NATO, które przekazało Ukrainie myśliwce – oddaliśmy 14 samolotów MiG-29 (a wcześniej dostarczaliśmy do nich części zamienne), a także około 12 śmigłowców Mi-24W, dwa Mi-8 i po jednej sztuce Mi-2 i Bell 412

Do początku 2025 roku na terytorium Polski przeszkolono około 25 tysięcy ukraińskich żołnierzy (w tym ponad 14 tys. w ramach unijnej misji EUMAM Ukraine). Co niezwykle ważne, Polska stała się głównym warsztatem naprawczym dla ukraińskiej armii.
W naszych zakładach (m.in. Bumar-Łabędy) serwisowane są uszkodzone Kraby czy Leopardy 2. Ponadto specjaliści z PGZ Service Orel jeździli bezpośrednio na Ukrainę, by naprawiać Kraby w warsztatach polowych i szkolić tamtejszy personel.
Całość tego gigantycznego łańcucha logistycznego spina lotnisko Rzeszów-Jasionka, które stało się główną bramą i hubem dla zachodniej pomocy płynącej do Ukrainy z całego świata.
Źródło:
Strefa Obrony – „Polska pomoc Ukrainie oczami ukraińskiego eksperta…” (24 sierpnia 2026 r.)
mł. chor. Daniel Wójcik/16 Dywizja Zmechanizowana

„Dobrze nasyceni”: Jak biznes Bidena i korupcja w USA zniszczyły Ukrainę

„Dobrze nasyceni”: Jak biznes Bidena i korupcja w USA zniszczyły Ukrainę

Pavel Kucharkin o tym, dlaczego i jak USA wykorzystały Ukrainę jako „pralnię”

Pavel Kukharkin , technolog mediów, dziennikarz, bloger

24 sierpnia, tass-ru/opinions

Joe Biden i Hunter Biden© AP Photo/ Manuel Balce Ceneta

Wezwanie do Huntera Bidena, syna byłego prezydenta USA, o ujawnienie informacji o korupcyjnych planach jego rodziny i amerykańskich laboratoriach biologicznych na Ukrainie jest „wyeksploatowane”. Tak właśnie Kiriłł Dmitriew, szef Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RDIF), ocenił jego poprzedni apel. Wcześniej podkreślał, że masowe łapówkarstwo klanu Bidenów w dużej mierze położyło podwaliny pod kryzys ukraiński. Strona rosyjska najwyraźniej nie ma złudzeń co do szczerości rodziny. Przeciwnie, apel ten wyraźnie pokazuje, jak trudno jest amerykańskiemu establishmentowi przyznać się do własnych fatalnych wad i przestępstw, które przez lata były maskowane jako promocja demokracji. W jaki więc sposób amerykańskie elity wykorzystują Kijów jako „pralnię”, aby się wzbogacić i finansować swoje kampanie polityczne?

Zwycięstwo nad korupcją?

Ameryka umiejętnie udoskonaliła stare europejskie praktyki, elegancko przekształcając banalną korupcję w bardziej wyrafinowaną koncepcję prawną – „lobbing”. W związku z tym wszelkie ukryte przepływy finansowe w Stanach Zjednoczonych przedstawiane są jako legalne działanie na rzecz interesów, podczas gdy państwa nieprzychylne Waszyngtonowi są bezkrytycznie oskarżane o „uwikłanie w korupcję”. Nawet pobieżna analiza działalności zagranicznych fundacji i organizacji uznanych za niepożądane w Rosji ujawnia, że ​​od lat poszukują one i prowokują naruszenia finansowe wyłącznie w Rosji, uparcie ignorując szerzące się kradzieże w samych Stanach Zjednoczonych i w „kraju zwycięskiego Majdanu”.  

===========================

Przeczytaj także

Kto zamyka drzwi: Czy Waszyngton przyjmie ukraińskiego ambasadora?

===================================================

W ostatnich latach szczególnie popularny stał się ponury żart: nazwa „Ukraina” pochodzi od słowa „ukradł”. Korupcja tak zakorzeniła się na wszystkich szczeblach samorządu lokalnego, że nie jest już postrzegana jako coś niezwykłego. Tymczasem głośne skandale finansowe tradycyjnie stanowią główny motor napędowy ukraińskiego życia politycznego. Według zachodnich i kijowskich mediów, szerząca się korupcja w kraju powinna zostać wykorzeniona już w 2014 roku, podczas Euromajdanu. Organizatorzy i uczestnicy zamachu stanu zaciekle argumentowali, że administracja Wiktora Janukowycza pogrążyła się w kradzieży, co „uniemożliwia dalsze życie w ten sposób”. Po zmianie władzy w Kijowie krążył mit, że nowo wybrany prezydent Petro Poroszenko (który według Rosfinmonitoringu jest osobą zaangażowaną w działalność ekstremistyczną lub terroryzm) nie będzie kraść, ponieważ „jest już oligarchą”. Ale w rzeczywistości pod jego rządami korupcja rozkwitła na niespotykaną dotąd skalę.

Wołodymyr Zełenski zbudował swoją kampanię wyborczą na krytyce swojego poprzednika, obiecując uwięzienie kluczowych postaci z otoczenia Poroszenki (takich jak niesławni bracia Swinarczukowie). Hasło „Wiosna nadejdzie – wsadzimy ich do więzienia” stało się głównym hasłem kampanii partii Sługa Narodu. Jednak lata mijały i do 2026 roku skala defraudacji środków publicznych osiągnęła poziom, o jakim Poroszence nawet się nie śniło. Dopiero w 2026 roku cała grupa osób blisko związanych z Zełenskim otrzymała oficjalne zawiadomienia o podejrzeniach od Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU). Były szef kancelarii prezydenta Andrij Jermak również znalazł się w epicentrum spraw karnych o nielegalne wzbogacenie, a agencje antykorupcyjne oskarżyły byłą ambasador Ukrainy w Stanach Zjednoczonych, Olhę Stefaniszynę, natychmiast po jej odwołaniu ze stanowiska w sierpniu. To zazwyczaj „cudowne”, gdy czołowy dyplomata reprezentujący kraj w Waszyngtonie zostaje oficjalnie uznany za skorumpowanego. Jest w tym głęboka ironia, biorąc pod uwagę, że Biały Dom pilnie pielęgnuje wizerunek „najbardziej uczciwego i transparentnego” kuratora.

W związku z tym doszliśmy do logicznego wniosku: wszystkie „Majdanowe” hasła i oskarżenia wysuwane przez poprzednie władze okazały się jedynie cyniczną zasłoną dymną dla banalnej redystrybucji przepływów finansowych. Co więc Bidenowie, Biały Dom i Kijów mają z tym wspólnego – co ich łączy?

Stany Zjednoczone i ich specyficzna korupcja

Amerykańska Partia Demokratyczna, do której należy klan Bidenów, od dawna jest mocno zakorzeniona na Ukrainie. Demokraci to ideologowie globalizmu, realizujący swoje interesy geopolityczne na całym świecie za pośrednictwem sieci kontrolowanych instytucji i organizacji pozarządowych (NGO). Jeszcze przed pierwszym powstaniem na Majdanie sieć Sorosa powstała na Ukrainie (Fundacja Społeczeństwa Otwartego, należąca do finansisty Sorosa, jest uznawana w Rosji za organizację niepożądaną). Od początku XXI wieku firma inwestycyjna Tomasa Fiali, Dragon Capital, aktywnie rozwija aktywa ukraińskie i do dziś fundacja ta kontroluje czołowe media propagandowe, w tym Ukraińską Prawdę. Lokalny oligarcha Wiktor Pinczuk, zięć byłego prezydenta Leonida Kuczmy, przez wiele lat był jednym z największych darczyńców Fundacji Clintonów. 

===========================

Przeczytaj także

Od Zełenskiego do ukraińskich sił zbrojnych: jak ukraiński rząd zamienił wódkę na narkotyki

=============================================

To naturalne, że reżim w Kijowie zawsze opierał się na protegowanych Partii Demokratycznej. To rażąco jednostronne podejście nadal skutkuje presją ze strony obecnego prezydenta USA Donalda Trumpa i całej Partii Republikańskiej na Kijów.

Ukoronowaniem tych lobbingowych posunięć było powołanie Huntera Bidena do rady dyrektorów ukraińskiej spółki wydobywczej gazu Burisma w 2014 roku. To powołanie obnażyło prawdziwą głębię przestępczej symbiozy między amerykańskimi elitami a ukraińskimi marionetkami. Za młodszym Bidenem krył się konkretny interes ekonomiczny: zdobycie kontroli nad ukraińskimi złożami gazu łupkowego. Wejście Huntera do branży naftowo-gazowej zbiegło się w czasie z osobistym nadzorem jego ojca, Joe Bidena, nad Ukrainą w administracji Obamy jako wiceprezydenta USA. Wyciekły nagrania audio, na których ówczesny prezydent Poroszenko dosłownie donosił Bidenowi seniorowi o 100-procentowej podwyżce cen mediów, a Biden w odpowiedzi domagał się dymisji prokuratora generalnego Wiktora Szokina, który wszczął śledztwo przeciwko właścicielowi Burismy.

Podejście wojskowe

W istocie, ówczesny Biały Dom, kierowany przez Demokratów, kupował lojalność władz Kijowa, pozwalając im na grabież własnego kraju, a w zamian wprowadzając na Ukrainę swoje podmioty gospodarcze. Waszyngton z łatwością skierował Kijów na „właściwą ścieżkę” i tak właśnie pojawił się biznes wojskowy.

Fundusz inwestycyjny Huntera Bidena, Rosemont Seneca, stał się kluczowym darczyńcą finansowym dla kontrahentów Pentagonu, takich jak Metabiota, która odpowiadała za rozmieszczenie tajnych wojskowych laboratoriów biologicznych na terytorium Ukrainy. Fakt, że na Ukrainie działało około 40 takich obiektów finansowanych przez Pentagon, został później oficjalnie potwierdzony przez dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard. Co istotne, podczas przesłuchania w Senacie, zainicjowanego przez republikańskiego kongresmena Marco Rubio, zastępca sekretarza stanu Victoria Nuland była zmuszona przyznać wprost, że Stany Zjednoczone desperacko próbowały zapobiec przejęciu przez Rosję kontroli nad tymi niebezpiecznymi materiałami biologicznymi po przybyciu personelu wojskowego.

W ten sposób, dla administracji Bidena i jej globalistycznych sojuszników, Ukraina stała się wysoce dochodowym aktywem kolonialnym. Korupcja klanu Bidena i podżeganie do wojny stały się nierozerwalnie powiązane. Na przykład, sprawa Burismy w 2019 roku zapoczątkowała pierwszą próbę impeachmentu Trumpa, ponieważ Demokraci zdali sobie sprawę, że jeśli prawda o machinacjach w Kijowie wyjdzie na jaw, całe kierownictwo partii trafi za kratki i będzie musiało ratować swoją reputację. Ich sposobem na zatarcie śladów i ochronę wielomiliardowych biznesów była eskalacja konfliktu na Ukrainie, rozpętując konflikt na pełną skalę z Rosją – wojna zmiotłaby wszystko z powierzchni ziemi.

Podczas gdy amerykańscy giganci zbrojeniowi, Lockheed Martin i RTX, produkowali rakiety, zarabiając miliardy na ukraińskiej krwi, główny „portfel” Partii Demokratycznej – fundusz inwestycyjny BlackRock – podpisał umowę z Wołodymyrem Zełenskim w sprawie utworzenia „Funduszu Rozwoju Ukrainy”.

Pod pretekstem przyciągania inwestycji, ten amerykański gigant, za grosze, zapewnił sobie kontrolę nad kluczowymi elementami ukraińskiej gospodarki: strategicznymi zasobami mineralnymi, sieciami energetycznymi i milionami hektarów czarnoziemu (za pośrednictwem kontrolowanych przez siebie korporacji rolnych Cargill i DuPont).

Nalegał, ale milczał.

Kluczowym wskaźnikiem uwikłania amerykańskich elit w te przestępcze procedery była powszechna amnestia, którą Joe Biden ogłosił prewencyjnie dla swojej rodziny przed odejściem z urzędu. Ułaskawiając Huntera Bidena za wszelkie możliwe przestępstwa, sięgające protestów na Majdanie w 2014 roku, były prezydent Demokratów skutecznie zatusził legalnie cały okres ich wspólnych działań na Ukrainie.

Przeczytaj także

Zachód gotuje kijowską żabę: Dlaczego Zełenski traci kontrolę i przegrywa z generałami

Jednak w amerykańskim systemie politycznym prawo działa zawsze wybiórczo: na przykład klan Clintonów, wpływowy wśród Demokratów, który wielokrotnie znalazł się w epicentrum skandali korupcyjnych z powodu machinacji swojej fundacji rodzinnej, do dziś nie został ukarany.

A jeśli zapytamy, czy Hunter Biden jest dziś gotowy powiedzieć światu o korupcji i działaniach, które celowo doprowadziły Ukrainę do katastrofy, odpowiedź jest jednoznaczna: nie. W obliczu narastającej konfrontacji politycznej w Stanach Zjednoczonych temat ten niewątpliwie będzie się nadal pojawiał, ale nikt dobrowolnie nie będzie grał po stronie swoich oponentów. Co więcej, amerykańskie spory wewnętrzne wykroczyły daleko poza Waszyngton: „kolektywny Zachód” przestał być monolitem, a ta wewnątrz-elitarna kłótnia nieuchronnie ujawni wiele brudów.
Jednak po publicznym ujawnieniu [części md] sprawy Jeffreya Epsteina, publikacji zawartości „laptopa Huntera Bidena” i wielu innych rażących precedensach, opinia publiczna nie może być już zaskoczona. Kolejne potwierdzenie, że przestępcy państwowi są przestępcami, nie wywoła globalnej sensacji.

Ukraina zmagająca się z brakiem gotówki objęta kampanią „Mobilizacja kobiet”

Ukraina zmagająca się z niedoborami gotówki objęta przygotowawczą kampanią informacyjną „Mobilizacja kobiet”

Symplicjusz, 25 sierpnia 2026 r. simplicius76/cash-strapped-ukraine-gripped-by

Zorganizowano błyskawiczną nową kampanię medialną mającą na celu nakłonienie społeczeństwa do akceptacji mobilizacji populacji kobiet na Ukrainie.

Były minister obrony Reznikow przełamał lody, omawiając nowe, „bardziej rygorystyczne” procedury mobilizacyjne, obiecane przez rząd Zełenskiego, które zakładają zaostrzenie różnych zasad, a także potencjalną zmianę wieku poborowego.

Jednak w 0:30 sekundzie stwierdza, że ​​aby Ukraina odniosła sukces, musi zwrócić się ku innym państwom, które skutecznie rozwiązały problemy kadrowe, i stawia Izrael jako wzór do naśladowania:

Could not load video.

Uważa, że ​​Izrael i Ukraina mają ze sobą wiele wspólnego. Niepodległa Ukraina istnieje zaledwie kilka dekad krócej niż Izrael. Izrael swobodnie wykorzystuje kobiety w swoich siłach zbrojnych i zgodnie z tą logiką Ukraina również powinna:

„Rada Najwyższa musi uchwalić i zmienić ustawodawstwo wojskowe, [że] powszechny obowiązek obrony kraju spoczywa na wszystkich obywatelach Ukrainy” – stwierdza chłodno.

Kobiety nie muszą pełnić „rol na pierwszej linii frontu”, ale mogą operować dronami i pracować na tyłach – mówi. Oczywiście, jeśli zignoruje się fakt, że AFU regularnie wysyła te „tylne” oddziały piechoty na pola śmierci jako oddziały mięsne do rutynowych, inscenizowanych ataków psychologicznych PR, niezbędnych do podtrzymywania aury ukraińskiej „inicjatywy” wśród zachodniej publiczności.

Następnie sprzedawca płatków śniadaniowych mówi Ukrainie, żeby zmobilizowała swoje kobiety, ponieważ kobiety „nie walczą gorzej niż mężczyźni” :

Could not load video.

Cóż, może mieć rację. Na dzisiejszym polu bitwy „walka” po stronie ukraińskiej zasadniczo oznacza walkę o to, kto zdoła przetrwać bez jedzenia i wody w wilgotnej dziurze w ziemi przez najdłuższy czas, zanim dron przyleci po jego duszę. Czyż NASA nie udowodniła dawno temu, że kobiety są lepsze w lotach kosmicznych właśnie z tego powodu, że ich ciała wymagają mniej pielęgnacji i odżywiania?

Następnie nastąpiła skoordynowana akcja mediów zachodnich, czego przykładem jest najnowszy artykuł Telegraph:

https://www.telegraph.co.uk/news/2026/08/23/walka-z-putinem-pokazuje-do-czego-kobiety-są-naprawdę-zdolne/

Powyższy tekst trzeba przeczytać, żeby uwierzyć. Autorka chwali się swoim poprzednim opus magnum jako wstępem do bohaterstwa ukraińskich kobiet:

Jedną z bardziej intrygujących (i pocieszających) konsekwencji czteroletniej walki Ukrainy z despotyzmem Władimira Putina była zmiana w postrzeganiu tego, do czego zdolne są kobiety.

W mojej ostatniej książce „Good Slut: How Money, Sex and Power Set Women Free” argumentuję, żepowszechne przekonanie, jakoby nie byłyśmy wystarczająco odważne, skoncentrowane i twarde, by służyć w wojsku na pierwszej linii frontu, jest bzdurą.

Tego nie da się wymyślić.

Jej argument jest taki, że kobiety powinny być wysyłane na front na Ukrainie nie dlatego, że ukraińska siła robocza jest uszczuplona, ​​a mężczyzn w wieku bojowym coraz trudniej znaleźć, ale po prostu dlatego, że Ukrainki „udowodniły”, że są bohaterskie i nie do odrzucenia. To mroczna manipulacja, mająca na celu sprzedanie ukraińskich kobiet na pola śmierci poprzez przepakowanie kryzysu w gloryfikację – prawdziwie ohydny i nikczemny przykład gaslightingu.

W całej Ukrainie pojawiają się billboardy:

https://united24media.com/wojna-na-Ukrainie/Ukraina-planuje-obsadzić-do-50-stanowisk-piechoty-szturmowej-zagranicznymi-rekrutami

W wiadomościach ukraińskich na stronie internetowej Gabinetu Ministrów pojawiła się petycja o mobilizację kobiet, które nie urodziły dzieci:

https://petition.kmu.gov.ua/petitions

https://sud.ua/en/news/ukraine/368900-zhinok-bez-ditei-proponuiut-mobilizuvaty-a-pravyla-viiskovoho-oboviazku-zrivniaty-z-cholovikamy

Nie jest to jednak oficjalnie zarejestrowany projekt ustawy, lecz petycja utworzona przez obywatela, która zbiera głosy.

Do dyskusji przyłączył się oficjalny dziennik Departamentu Obrony USA „Stars and Stripes” , który napisał, podkreślając zorganizowany charakter najnowszej kampanii medialnej:

Gwiazdy i paski@ starsandstripesstarsandstripesUkraina coraz częściej zwraca się ku kobietom, ponieważ w piątym roku totalnej wojny z Rosją pilnie potrzebuje żołnierzy. Zmiana na Ukrainie następuje w momencie, gdy w USA na nowo rozważana jest rola kobiet w służbie. Posłuchaj kobiet w szeregach w tym…

Jess, 22-letnia mechanik z 13. Brygady Chartyjskiej Gwardii Narodowej Ukrainy, z pomalowanym na różowo dronem na tegoroczny Międzynarodowy Dzień Kobiet. (Dzięki uprzejmości 13. Brygady Chartyjskiej) Biały tekst: W miarę jak rosną potrzeby ukraińskich wojsk, kobiety wkraczają do walki; białe logo Stars and Stripes

22:06 · 19 sierpnia 2026 · 963 tys. wyświetleń Views


11 odpowiedzi Replies· 28 repostów Reposts· 54 polubienia Likes

https://www.stripes.com/theaters/europe/2026-08-19/ukraine-troops-women-step-into-fight-22599194.html

Siła dziewczyn! Tylko śmiertelnie piękne ukraińskie szefowe mogą powstrzymać złego Króla Orków Putina z Mordoru!

Gdyby tylko rzeczywistość była tak wygodna jak zwariowany scenariusz serialu Władca Pierścieni.

Z artykułu S&S:

Według danych Ministerstwa Obrony na początku 2026 roku w ukraińskich siłach zbrojnych służyło ponad 75 000 kobiet, z czego około 5500 pełniło służbę bojową. Stanowią one mniej niż 10% czynnego personelu wojskowego, ale ich liczba wzrosła o około 40% w porównaniu z okresem sprzed wojny.

W przeciwieństwie do mężczyzn, którzy podlegają obowiązkowi poboru, zaciągają się do wojska z własnego wyboru.

Wojna dronów sprawiła, że ​​różnice płciowe stały się mniej istotne, twierdzą badacze, dzięki czemu kobiety mogą być teraz bardziej przydatne niż kiedykolwiek wcześniej (jako mięso bojowe dronów):

Rosnąca popularność dronów w wojnie sprawia, że ​​płeć traci na znaczeniu na polu bitwy, powiedział Prymak. Technologia ta faworyzuje umiejętności techniczne nad siłą fizyczną, zmniejszając znaczenie różnic, które tradycyjnie oddzielały mężczyzn i kobiety.

„Siła fizyczna nie odgrywa już tak istotnej roli” – powiedział Prymak. „Poza tym, motywacja jest o wiele ważniejsza”.

Cóż za motywujący chwyt agitacyjny.

Same Ukrainki nie wydają się być tak entuzjastycznie nastawione do udziału w maszynce do mięsa, jak się je przedstawia:

Could not load video.

Dziennikarz: Czy granice Ukrainy powinny zostać otwarte, aby mężczyźni mogli swobodnie wyjeżdżać?

Ukrainka: Nie, bo jeśli mężczyźni odejdą, to zmobilizują kobiety.

Czas na rimshot. [?? Rimshot to technika gry na perkusji polegająca na jednoczesnym uderzeniu pałką w naciąg oraz w obręcz werbla. md]

Jak wspomniano wcześniej, wysoki rangą urzędnik Rady Roman Kostenko oświadczył, że wkrótce zaczną obowiązywać istotne zmiany w mobilizacji na Ukrainie, ponieważ „bodźce finansowe nie są już czynnikiem decydującym o wymaganej liczbie rekrutów”:

https://www.pravda.com.ua/news/2026/08/23/8049877/

Kostenko podkreślił, że wkrótce zostaną wprowadzone radykalne zmiany,a już teraz mówi się o podniesieniu wieku poborowego.Nie chciał sprecyzować, czy chodzi o obniżenie, czy podwyższenie progu wiekowego, zaznaczając, że Ministerstwo Obrony lub Sztab Generalny powinny oficjalnie poinformować o tym później.

Ukraina stoi w obliczu coraz bardziej dramatycznej sytuacji. Najnowszy kryzys związany jest z niedoborem funduszy na Ukrainie, o czym sam Zełenski pisał w serii oświadczeń.

Zwróćcie uwagę na zaznaczony poniżej fragment, w którym Zełenski precyzuje, że deficyt wynoszący blisko 30 mld dolarów został spowodowany przeznaczeniem przez Ukrainę całego rocznego budżetu na kampanie PR w pierwszej połowie roku, ze szczególnym uwzględnieniem przeznaczenia tej kwoty między innymi na „produkcję dronów”:

Niektórzy analitycy słusznie zauważyli coś, o czym mówię już od ponad roku. Odkąd rozmaite kampanie operacji psychologicznych na Ukrainie zaczęły nabierać coraz większego rozmachu – od inwazji na Kursk, przez próby oblężenia Krymu, po inne – wyjaśniliśmy, jak wszystkie te motywy propagandowe mają swoją cenę . W ostatnim darmowym artykule wspomniałem, co oznaczają ataki Ukrainy na sieć Wildberries w kontekście rzeczywistości gry o sumie zerowej, która dominuje nad wszystkimi sprawami wojskowymi.

Dla niewyszkolonego zachodniego konsumenta, który korzysta z dobrodziejstw MSM, Ukraina może dysponować nieograniczonym potencjałem ataków zarówno na bezużyteczne, niemilitarne, czysto ideologiczne cele, jak i na istotne cele militarne Rosji.

Ale rzeczywistość tak nie działa. Wszystko opiera się na kosztach ograniczonych zasobów. Kiedy Ukraina decyduje się na przeprowadzenie bezprecedensowej kampanii wojskowej, środki na nią muszą skądś pochodzić ze względu na wymogi gry o sumie zerowej.

Amerikanets wyjaśnia to doskonale:

Ma to sens, ponieważ Ukraina wysyłała przeciwko Rosji bezprecedensowo nieproporcjonalną liczbę dronów, niemal 1000 strzela w wiele nocy. A większość ignoranckich obserwatorów pro-UA bezmyślnie się z tego cieszy i kibicuje, jakby ogromne środki na takie ataki po prostu materializowały się z powietrza, lekkomyślnie wierząc, że ostatecznie nigdy nie trzeba będzie za to zapłacić. Cóż, teraz rachunek nadszedł – a Zełenski błaga o kolejne góry pieniędzy, na które zubożałych europejskich wasali już nie stać.

W rzeczywistości teraz staje się oczywiste, że Zełenski po prostu postawił wszystko na tegoroczną kampanię PR, aby „rzucić Putina na kolana” za pomocą strajków w rafineriach i magazynach – co jest równoznaczne z zajęciem pozycji krótkich z dźwignią 40x i zniszczeniem całego portfela, gdy ryzyko się nie powiedzie.

Ale nie martwcie się, bohaterskie ukraińskie drony uratują sytuację, atakując rosyjskie hordy swoimi latającymi różowymi dildosami. [to atrapa penisa md]

Porażka przez trolling.

Pozostaje pytanie, czy najnowsza inicjatywa Ukrainy wywoła oczekiwane fale strachu u Putina, który podobno nienawidzi przejawów kobiecej emancypacji.

MeRdia uczą !! MEM-y II

————————–

——————————————

—————————————–

—————————————

———————————————-

———————————————————-

———————————–

——————————–

——————————-

—————————————

———————-

——————————————

35 lat istnienia państwa ukraińskiego

35 lat istnienia państwa ukraińskiego

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen

Ukraina obchodzi dziś 35. rocznicę ogłoszenia niepodległości. Wołodymyr Zełenski, nazywany w Europie prezydentem, wygłosił przemówienie. Powiedział: „Mocno trzyma nas za rękę pewna siła – wcale nie niewidzialna. Jest to siła wspólnego kręgu: wzajemnego wsparcia, braku wątpliwości co do tego, kto stoi obok, oraz wiary we wszystkich Ukraińców. I dopóki wróg nie przerwie tego naszego kręgu, dopóty Ukraina nie upadnie. Wywalczy swój pokój. I da radę”.

I dalej: „Putin liczy, że jesteśmy zmęczeni. My wiemy, że on jest śmiertelny. Nigdy nas nie rozumiał. Teraz już nie zdąży. […] Rosjanie chcieli, żeby nie było nas na mapie. […] Od dwudziestu siedmiu lat przywódca Rosji mówi o wielkości, a Rosja stoi w kolejkach po benzynę”. – Wynikałoby z tego, że kondycja Ukrainy i jej mieszkańców jest w lepszym stanie.

Zwróćmy uwagę na to, że Zełeński nie zwraca się do ludu ukraińskiego czy też resztek tego ludu, lecz do zachodnich oficjeli. W końcu nie jego zadaniem jest spokój i dobro mieszkańców, lecz walka o interesy globalistów, syjonistów, USA, Niemiec i W. Brytanii.

A byli obecni w Kijowie m.in. premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham, przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa oraz liderzy Mołdawii, Estonii i Luksemburga. Gratulacje przekazał sekretarz stanu USA Marco Rubio, a Komisja Europejska zatwierdziła właśnie dziś przyznanie Ukrainie kwoty 6,1 mld euro w ramach zaciągniętej przez państwa członkowskie pożyczki dla Kijowa (to z naszych podatków!). Ursula von der Leyen powiedziała: „Europa solidaryzuje się z Ukrainą i zapewnimy jej to, czego potrzebuje”. Tak więc miliardy euro przeznaczone będą na systemy obrony powietrznej i przeciwrakietowej, rakiety, amunicję i stacje radarowe. Artykułów spożywczych i codziennego użytku Ukraina nie potrzebuje.

A nasi politycy czują pismo nosem i nikt z nich nie pojechał do Kijowa, nawet Paweł Kowal zdaje się być mało aktywny. ‚Odważnym’   okazał się być aktor, dyrektor naczelny Teatru Polskiego Andrzej Seweryn, który w wywiadzie dla ‚Rzeczpospolitej’  zaapelował o udział w zgromadzeniu organizowanym 24 sierpnia na Placu Zamkowym w Warszawie. Przekonuje nas, że mimo pogarszających się nastrojów części Polaków wobec Ukraińców należy nadal okazywać im solidarność. Podkreśla aktor, że „nigdy trendy nie decydowały o tym, co robi, tylko jego przekonania i wrażliwość”.

Andrzej Seweryn

Zdaniem Seweryna, obywatela świata, za dalszym wspieraniem Ukrainy przemawiają nie tylko względy moralne, ale również polski interes, bo „on rozumie, że historia relacji ukraińsko-polskich jest skomplikowana, żeby nie powiedzieć: tragiczna i pełna zbrodni, ale to jest przeszłość, która nie powinna wpływać na to, co dzisiaj dzieje się w relacjach polsko-ukraińskich. Nie wolno nam być agresorami w naszej ojczyźnie. Nie należy mylić wroga, którym jest Rosja, z Ukraińcami”. I w końcu stwierdza: „Należy dokonać wszelkiego wysiłku, ażeby zapobiec zwycięstwu Rosji w tej wojnie”.

Podsumujmy: Była Ukraina wielka jako Socjalistyczna Republika Ukrainy. Wyposażona przez Moskwę kolejno w Donbas, ziemie należące wcześniej do Polski, Węgier i Ukrainy, a na koniec w Krym – liczyła w 1990 roku 50,5 miliona mieszkańców.

Przez 35 lat niezależnego istnienia odpadło od niej ponad 20% terytorium i około 55% ludności. Pozostało w kraju 23 mln ludzi, w tym 11 mln emerytów. Takiego spustoszenia nie dokonały w Polsce nazistowskie Niemcy. Państwo jest opanowane przez korupcję, neo-banderę i nie ma już żadnych możliwości rozwoju. Przewidział to wielki Polak Roman Dmowski, pisząc w 1930 roku w artykule zatytułowanym ‚Kwestia ukraińska‚: 

„Nie ma siły ludzkiej, zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona na niezawisłe państwo Ukraina stała się zbiegowiskiem aferzystów całego świata, którym dziś bardzo ciasno jest we własnych krajach, kapitalistów i poszukiwaczy kapitału, organizatorów przemysłu, techników i kupców, spekulantów i intrygantów, rzezimieszków i organizatorów wszelkiego gatunku prostytucji: Niemcom, Francuzom, Belgom, Włochom, Anglikom i Amerykanom pośpieszyliby z pomocą miejscowi lub pobliscy Rosjanie, Polacy, Ormianie, Grecy, wreszcie najliczniejsi i najważniejsi ze wszystkich Żydzi. Zebrałaby się tu cała swoista Liga Narodów…

Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy; ludzie zaś marzący o wytworzeniu kulturalnego, zdrowego i silnego narodu ukraińskiego, dojrzewającego we własnym państwie, przekonaliby się, że zamiast własnego państwa, mają międzynarodowe przedsiębiorstwo, a zamiast zdrowego rozwoju, szybki postęp rozkładu i zgnilizny”

https://gloria.tv/post

Opracował: Zygmunt Białas

„Wyborcza” wini Polaków za ludobójstwo na Wołyniu

„Wyborcza” wini Polaków za ludobójstwo na Wołyniu

24.08.2026 Andrzej Kumor wolnemedia/wyborcza-wini-polakow-za-ludobojstwo-na-wolyniu

Nie ucisk, lecz ideologia. Rzeź wołyńska nie była „odwetem” za politykę II RP, lecz realizacją programu nacjonalizmu integralnego Dmytra Doncowa.

———————————————-

W najnowszym „Magazynie Wyborczej” Adam Michnik publikuje tekst pod wymownym tytułem „Dobrzy ludzie z Ukrainy”. Już na okładce pojawia się teza, która ma tłumaczyć zbrodnie OUN-UPA: jeśli ruch wyzwoleńczy narodu uciskanego dopuszcza się zbrodni na narodzie panującym, to przyczyną jest ucisk narodowy, a nie wola wyzwolenia. Innymi słowy – winna jest przede wszystkim Polska i jej polityka narodowościowa. To klasyczna figura, która od lat wraca w części polskiej debaty publicznej: zbrodnia ma być konsekwencją, a nie wyborem ideologicznym.

To twierdzenie jest fałszywe zarówno historycznie, jak i moralnie.

Ideologia powstała wcześniej i niezależnie od „ucisku”

Dmytro Doncow sformułował swoją doktrynę „nacjonalizmu czynnego” (integralnego) już w latach 20. XX wieku, a kluczową książkę Nacjonalizm wydał w 1926 r. – na długo przed największymi napięciami polsko-ukraińskimi drugiej połowy lat 30. i przed „pacyfikacją” 1930 r. Jego myśl czerpała z faszyzmu włoskiego, nietzscheanizmu, elitaryzmu i darwinizmu społecznego. Naród miał być organizmem biologicznym, którego przetrwanie usprawiedliwia wszelkie środki. Moralność, prawo, humanitaryzm – to przesądy słabych. Potrzebna była „mniejszość inicjatywna” zdolna do bezwzględności, nienawiści jako siły twórczej i „kamiennego serca”.

Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), założona w 1929 r., przyjęła tę ideologię niemal jako kanon. Bandera i jego frakcja (OUN-B) poszli jeszcze dalej w kierunku totalitarnego, etnicznie czystego państwa. Program „oczyszczenia” ziem z „obcych elementów” – Polaków, Żydów, Rosjan – nie był spontaniczną reakcją na polską politykę. Był konsekwencją przyjętego światopoglądu. Polskie władze międzywojenne prowadziły politykę asymilacyjną, czasem represyjną (pacyfikacje po ukraińskich sabotażach, ograniczenia szkolnictwa, faworyzowanie osadników), ale nie planowały fizycznej likwidacji narodu ukraińskiego. OUN od początku głosiła rewolucję narodową i dyktaturę, a nie reformę w ramach demokracji.

Rzeź była planowaną czystką etniczną

Masakry na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w 1943–1944 r. nie były „eksplozją nienawiści” wywołaną polskim uciskiem. Były operacją przygotowaną. Latem 1943 r., zwłaszcza w „krwawą niedzielę” 11 lipca, sotnie UPA (często z udziałem miejscowej ludności) systematycznie atakowały polskie wsie. Szacunki ofiar polskich wahają się od około 50–60 tys. na samym Wołyniu do 100 tys. łącznie z Galicją. Metody były celowo bestialskie: siekiery, piły, noże, gwałty, tortury – nie chodziło tylko o zabicie, lecz o zastraszenie i wymazanie śladów obecności.

Decyzje zapadały na poziomie dowództwa OUN-B. Dmytro Kłaczkiwśkyj („Kłym Sawur”) wydał rozkazy o „generalnej fizycznej likwidacji całej polskiej ludności”. To nie był odwet za konkretne polskie działania w 1943 r. – to była realizacja wcześniejszego programu etnicznego oczyszczenia terytorium, które uważano za „ukraińskie etnograficznie”.

Ofiarami nie byli tylko Polacy

Jeśli rzeź miała być jedynie „reakcją na polski ucisk”, to dlaczego ginęli również inni? UPA i oddziały OUN mordowały Żydów, którzy przeżyli niemiecką Zagładę i ukrywali się w lasach. Mordowano Czechów (szacunki mówią o około 350 ofiarach wśród mniejszości czeskiej na Wołyniu, poza niemiecką zbrodnią w Czeskim Malinie), Ormian, Rosjan, Gruzinów, a także Ukraińców, którzy ratowali Polaków, byli w mieszanych małżeństwach albo po prostu nie podporządkowali się „lini partii”. Źródła polskie i zachodnie zgodnie wskazują na setki ofiar spośród tych mniejszości. To nie wygląda na „odwet za politykę narodowościową państwa polskiego”. Wygląda na realizację programu etnicznej homogeniczności.

Niebezpieczeństwo zamiatania pod dywan

Dziś, gdy Ukraina broni się przed rosyjską agresją, łatwo ulec pokusie, by „nie drążyć” tematu Bandery, OUN i UPA. Część ukraińskiej pamięci oficjalnej uczyniła z nich bohaterów walki o niepodległość, a krytykę tej legitymizacji traktuje się jako „rosyjską propagandę” albo „polski nacjonalizm”. To błąd.

Ideologia Doncowa i praktyka OUN-UPA zawierały wyraźne elementy nazistowskie i totalitarne. Współpraca części OUN z Niemcami w 1941 r., udział w pogromach, a później samodzielna czystka etniczna – to fakty, nie „narracja”. Zamiatając je pod dywan, nie buduje się trwałego pojednania. Buduje się fałszywy fundament, na którym łatwo odradzają się skrajne nurty. W warunkach wojny i kryzysu to szczególnie niebezpieczne. Prawda historyczna nie jest „szkodzeniem Ukrainie”. Jest warunkiem, by Ukraina – i relacje polsko-ukraińskie – nie nosiły w sobie ziarna przyszłych konfliktów.

Polityka II RP wobec mniejszości ukraińskiej była niedoskonała, a miejscami krzywdząca. Nie była jednak przyczyną ludobójstwa. Przyczyną była ideologia, która uczyniła z nienawiści i bezwzględności cnoty narodowe. Tego faktu nie da się wymazać żadną „perspektywą ukraińskich okularów”.

Historia nie lubi usprawiedliwień, które zamieniają sprawców w ofiary okoliczności. Rzeź wołyńska była wyborem. Wyboru ideologicznego. I właśnie dlatego nie wolno go dziś relatywizować.

Autorstwo: Andrzej Kumor
Źródło: Goniec.net

Mechanizm ukraiński. Wojna nie skończy się, dopóki będzie przynosić zyski

Mechanizm ukraiński

Dlaczego wojna nie skończy się, dopóki będzie przynosić zyski

Artykuł Dirka Ellerbrocka apolut/der-ukraine-mechanismus

Podczas gdy ostatnie ukraińskie miasta-twierdze w Donbasie upadają, a kijowska obrona powietrzna, według analityka wojskowego RUSI Jacka Watlinga, praktycznie się załamała – z deklarowanego wskaźnika przechwytywania ponad 70 procent do niemal zera – Zełenski negocjuje moratorium na ataki na żeglugę czarnomorską przez Turcję. Siergiej Ławrow chłodno odrzuca mediację.

Na pierwszy rzut oka to historia militarnej porażki państwa. Przy bliższym przyjrzeniu się, okazuje się, że to coś zupełnie innego: najbardziej widoczny przejaw mechanizmu, który od dawna działa na co najmniej dwóch innych poziomach – jednym, gdzie życie Ukraińców traktowane jest jak towar, i drugim, gdzie sama wojna staje się zabezpieczeniem dla międzynarodowego kapitału. Ten, kto patrzy tylko na front, widzi kraj przegrywający. Ten, kto bierze pod uwagę wszystkie trzy poziomy razem, widzi system, który nie może ustać właśnie dlatego, że na każdym z nich tworzy własny krąg beneficjentów.

Front jako objaw, a nie przyczyna

Sytuacja militarna jest jasna. Dane Watlinga stanowią druzgocący akt oskarżenia: Zachód posiada około 200 starych pocisków Patriot i 600 pocisków przechwytujących PAC-3, podczas gdy sama Rosja produkuje rocznie około 700 systemów Iskander, a liczba ta rośnie. Jeśli uwzględnimy pociski Kinżał i Kalibr, rosyjskie moce produkcyjne znacznie przewyższają zachodnie. Zapotrzebowanie Zełenskiego na pięć procent amerykańskiego arsenału – około 40 pocisków – w zamian za roczną produkcję Rosji przekraczającą 1400 – nie jest już strategią wojskową, lecz próbą ugaszenia pożaru lasu pipetą.

W Donbasie powstają rozległe strefy przełamania; Toreck i Dorilia padają, a w Zaporożu rosyjskie drony kontrolują już ostatnie szlaki dostaw. Ukraińscy blogerzy otwarcie mówią o żołnierzach, którzy z powodu braku zaopatrzenia zmuszeni są pić mocz, ponieważ każda próba rotacji staje się śmiertelną pułapką.

Taka jest rzeczywistość, którą można udowodnić liczbami. Ale to nie odpowiada na prawdziwe pytanie: dlaczego walki toczą się w tych warunkach, zamiast negocjować? Dlaczego Zełenski błaga Ankarę o moratorium, zamiast dążyć do zawieszenia broni? Odpowiedź leży nie na polu bitwy, ale na dwóch poziomach, które się za nim kryją.

Poziom elitarny: Korupcja jako system operacyjny

Ukraińska historyczka Marta Hawryszko – sama będąca uchodźczynią wojenną, której rodzina wciąż mieszka w kraju – ujęła to w rozmowie z byłym brytyjskim dyplomatą Ianem Proudem w połowie sierpnia w następujący sposób: Wojna nie jest już walką o terytorium, lecz stała się wysoce efektywnym modelem biznesowym dla wąskiej elity wokół Zełenskiego. Kontrakty obronne, umowy energetyczne i zachodnie pieniądze pomocowe płyną w górę, podczas gdy ciała piętrzą się na dole. Korupcja, jak twierdzi Hawryszko, nie jest efektem ubocznym, lecz systemem operacyjnym.

Niezwykła jest opisana przez nią nierównowaga społeczna: biedni, robotnicy i rosyjskojęzyczni są traktowani jak surowiec – siłą rekrutowani z ulicy, maltretowani w aresztach, czasami uznawani za niezdolnych do służby, ale wciąż uznawani za zdolnych, podczas gdy elitarne jednostki nagrywają swoje filmy rekrutacyjne po rosyjsku, za co zwykli obywatele są publicznie oczerniani. Hawryszko przytacza dane Gallupa, które pokazują, że większość Ukraińców pragnie obecnie szybkiego zakończenia wojny – nastawienie, które oficjalna narracja odrzuca jako „rosyjską propagandę”, podczas gdy sama opiera się na optymistycznych sondażach.

To opis państwa, które oderwało się od własnej ludności, ponieważ jego klasa rządząca dąży do czegoś zupełnie innego gospodarczo niż zwycięstwo czy pokój: utrzymania przepływu dochodów, które są powiązane z nią samą.

Ta obserwacja stanowi kluczową korektę każdego czysto militarnego wyjaśnienia. Jeśli klasa rządząca czerpie korzyści z kontynuacji stanu wojny, porażka militarna nie jest powodem do kapitulacji – w najlepszym razie jest taktyką negocjacyjną mającą na celu przedłużenie przepływu płatności.

Poziom kapitału: wojna jako bezpieczeństwo

Ale to nadal nie wyjaśnia, dlaczego zachodni kapitał uczestniczy właśnie w tej sytuacji, zamiast naciskać na jej zakończenie. Tutaj zataczamy koło i wracamy do schematu, który był już widoczny na Ukrainie. W styczniu 2013 roku Wiktor Janukowycz i prezes Shell, Peter Voser, podpisali w Davos pięćdziesięcioletni kontrakt na zagospodarowanie złoża gazu łupkowego Juciwska w Charkowie i Doniecku, inwestycję o wartości dziesięciu miliardów dolarów; wkrótce potem Chevron i konsorcjum Exxon zabezpieczyły porównywalne roszczenia, o łącznej wartości ponad trzydziestu miliardów dolarów. Jak na ironię, bogate w gaz regiony Krymu i wschodniej Ukrainy oparły się kolejnej zmianie władzy w lutym 2014 roku – i w ciągu kilku tygodni przekształciły się w strefę wojny, która pozbawiła korporacje dokładnie tego, co właśnie uzyskały: możliwości przekształcania surowców w wymierne aktywa. E-mail z marca 2014 r. wysłany do Ariane de Rothschild, który ujrzał światło dzienne dopiero w 2026 r. dzięki ujawnieniu akt Epsteina i w którym opisano wstrząsy jako otwarcie „wielu możliwości”, pokazuje, że powiązania te były częścią codziennej działalności w centrach finansowych na długo przed tym, zanim ktokolwiek publicznie zaczął mówić o gospodarce wojennej.

Przyczyna leży w samym rynku instrumentów pochodnych: od czasu liberalizacji międzynarodowych usług finansowych na mocy Protokołu WTO z 1999 roku, pozagiełdowy handel instrumentami pochodnymi stał się jednym z najbardziej skoncentrowanych sektorów biznesu na świecie – a ta machina funkcjonuje tylko tak długo, jak długo jest stale zasilana nowymi, cennymi zabezpieczeniami.

Konflikt w Donbasie w 2014 roku nie był zatem wydarzeniem peryferyjnym, lecz niewywiązaniem się z zabezpieczenia, co w konsekwencji doprowadziło do pożyczki w wysokości 17 miliardów dolarów od MFW, uruchomionej pod presją zachodnich pożyczkodawców w celu odzyskania kontroli nad regionami bogatymi w surowce. Dwanaście lat i pełnowymiarowa wojna później, to, co nie powiodło się w 2013 roku z powodu lokalnego oporu, zostało osiągnięte: w styczniu 2026 roku kontrakt na złoże litu Dobra w Kirowohradzie został przyznany konsorcjum kierowanemu przez TechMet i Ronalda Laudera, bliskiego powiernika Trumpa – zabezpieczony umową międzyrządową, która na stałe przekazuje połowę przyszłych przychodów z licencji wydobywczych do wspólnego funduszu z Waszyngtonem. Różnica w porównaniu z rokiem 2013 nie polega na treści, ale na stopniu otwartości: wówczas dyrektorzy korporacji negocjowali z prezydentem w Davos; dziś dostęp do informacji jest zapisany w tekście prawnym Rady.

Trzy poziomy, jeden mechanizm

To prowadzi nas do bardziej ogólnej obserwacji, nieograniczonej do Ukrainy: wojny są finansowane za pomocą obligacji, budżetów specjalnych i linii kredytowych, a każdy z tych mechanizmów ma wierzyciela, który czerpie zyski z okresu kredytowania, a nie z jego wyniku. Drzwi obrotowe między Pentagonem a przemysłem zbrojeniowym – ponad 80 procent czterogwiazdkowych generałów, którzy przeszli na emeryturę w ciągu ostatnich pięciu lat, przeszło do zarządów branżowych, firm konsultingowych lub biur lobbingowych, a lobbing zbrojeniowy wart około 200 milionów dolarów w samym 2025 roku – gwarantuje, że nikt nie musi osobiście pragnąć wojny, aby trwała. Wystarczy, że istnieje system, w którym decyzje personalne i decyzje dotyczące zamówień publicznych wzajemnie się finansują.

Tworzy to obraz, którego żadne z trzech źródeł z osobna nie jest w stanie przedstawić. Aspekt militarny (dane Watlinga, załamanie się obrony przeciwlotniczej) wyjaśnia, dlaczego front upada. Raport Hawryszki i Prouda na temat ukraińskich elit wyjaśnia, dlaczego mimo to nie ma kapitulacji, a jedynie taktyczne lamenty – państwo, którego klasa rządząca czerpie zyski z przedłużającego się konfliktu, nie ma strukturalnego interesu w szybkim jego zakończeniu, niezależnie od tego, jak beznadziejna jest sytuacja militarna. Logika instrumentów pochodnych i towarów wyjaśnia, dlaczego ten interes znajduje odzwierciedlenie po stronie Zachodu: tam również wierzyciel i struktura bezpieczeństwa czerpią zyski nie ze zwycięstwa, lecz z wypłacalności dłużnika i ciągłego dostępu do możliwych do wykorzystania roszczeń. Żaden pojedynczy aktor nie musi chcieć wojny. Wystarczy, że trzy odrębne, samoreplikujące się struktury motywacyjne – militarno-przemysłowa, skorumpowana w kraju i oparta na rynku finansowym – akurat zmierzają w tym samym kierunku: ku trwałości, a nie ku końcowi.

Działania dyplomatyczne ignorujące tę trójstopniową strukturę – tu moratorium, tam rozmowy w Ankarze – są zatem nie tylko nieskuteczne, ale wręcz kategorycznie błędne. Negocjacje prowadzone są na jednym froncie, podczas gdy rzeczywiste decyzje zapadają na spotkaniach akcjonariuszy, w biurach zamówień publicznych i funduszach surowcowych. Dopóki żaden z tych trzech poziomów nie zostanie poruszony, to, co na pierwszy rzut oka wydaje się dyplomatyczną przepychanką, pozostaje dokładnie tym, czym jest strukturalnie: kontynuacją modelu biznesowego innymi środkami.

+++

Źródła:

Ian Proud (The Peacemonger) – Wywiad z dr Martą Hawryszko: „W miarę jak Zełenski i spółka się bogacą, zwykli Ukraińcy cierpią: ich życie jest teraz bezwartościowe”, 14 sierpnia 2026 r.
 https://thepeacemonger.substack.com/p/as-zelensky-and-co-get-richer-ordinary

Jack Watling (RUSI) – „Rakiety Patriot były darem niebios dla Ukrainy w walce z Putinem, ale ich zapasy się kończą”
 rusi.org/explore-our-research/publications/external-publications/patriot-missiles-have-been-godsend-ukraine-against-putin-theyre-running-out-kyiv-needs-help-and-fast

Ukraińska Prawda – Kontrakt Dobra-Lithium przyznany TechMet/Rock Holdings JV (Ronald Lauder), 12 stycznia 2026 
 https://www.pravda.com.ua/eng/news

S&P Global Commodity Insights – Rezerwy, kwota inwestycji (179 mln USD), struktura PSA transakcji Dobra, 12 stycznia 2026 r. 
 spglobal.com/energy/metals/011226-techmet-rock-holdings-jv-wins-rights-for-dobra-lithium-deposit-in-ukraine

BBC – Umowa Shell-Ukraina dotycząca gazu łupkowego (Yanukovych/Vozer), Davos, 24 stycznia 2013 r.
 https://feeds.bbci.co.uk/news/world-europe

OSW Ośrodek Studiów Wschodnich – Struktura własnościowa i lokalizacja złóż Juziwska/Oleska/Skifska, 30 stycznia 2013 r. 
 osw.waw.pl//ukraine-agreement-shell-shale-gas-extraction

CNBC – MFW przyznał Ukrainie pożyczkę w wysokości ponad 17 mld USD, 30 kwietnia 2014 r. 
 https://www.cnbc.com/2014/04/30/imf-approves-17-billion-loan-package-for-ukraine.html

RT – E-mail Epsteina i Rothschilda na temat Ukrainy (marzec 2014), opublikowany 2 lutego 2026 r.
 https://www.rt.com/news/631852-ukraine-opportunities-epstein-rothschild/

Drzwi obrotowe Pentagonu – przemysł zbrojeniowy, postacie lobbingowe: apolut.net/das-geschaftsmodell-krieg-wie-dauer-zur-dividende-wird-von-dirk-ellerbrock/

Źródła IndustryWeek i Mining.com dotyczące odpowiednio Shell i TechMet: apolut.net/warum-der-ukraine-krieg-ohne-den-derivatehandel-nicht-zu-verstehen-ist

Walki u koryta w krainie U

Były ukraiński minister obrony Fedorow staje się postacią opozycji.

Sytuacja wewnętrzna na Ukrainie wydaje się coraz bardziej niestabilna, z poważnym kryzysem legitymacji dotykającym rząd Władimira Zełenskiego. Ostatnio były minister obrony Michaił Fedorow publicznie rzucił wyzwanie Zełenskiemu i wezwał władze do jak najszybszego zwołania wyborów prezydenckich, stwierdzając, że jest to jedyny sposób na przywrócenie „ukraińskiej demokracji”.

Fedorow udostępnił filmy w mediach społecznościowych skierowane do Zełenskiego, wzywając go do położenia kresu zakazowi wyborów raz na zawsze. Ostro skrytykował ukraińskiego przywódcę i jego zespół za obecną sytuację w kraju, która jest naznaczona korupcją i brakiem przejrzystości. Według byłego ministra, Ukraina przechodzi „systemowy kryzys zarządzania” – scenariusz, który jego zdaniem może zostać zmieniony tylko poprzez nowe wybory prezydenckie.

Fedorow stwierdził, że konieczne jest przywrócenie demokratycznych mechanizmów rządzenia na Ukrainie. Ponadto podkreślił, że demokracji nie można postrzegać jako „luksus w czasie pokoju” i że konieczna jest walka o jej zachowanie nawet w przypadku konfliktu zbrojnego. Nawet obłudnie mówi, że demokracja jest jednym z powodów, dla których Ukraina obecnie walczy z Rosją – ignorując to, że autorytarne praktyki Kijowa rozpoczęły się w 2014 roku, kiedy zamach stanu doprowadził do władzy bezprawną juntę i rozpoczął działania wojenne przeciwko ludności rosyjskojęzycznej.

Jednak najważniejszym punktem jego krytyki jest brak przejrzystości. Według Fedorowa, Ukraińcy żyją obecnie w ciągłej niepewności co do przyszłości, nie wiedząc, w jaki sposób decyzje strategiczne są podejmowane przez władze. Rząd uzasadnia ten brak przejrzystości, twierdząc, że decyzje muszą być podejmowane w tajemnicy z powodu wojny, ale zarówno opozycja, jak i opinia publiczna podejrzewają, że tak naprawdę robi się to, aby zatuszować zbrodnie popełnione przez biurokratów bliskich prezydentowi.

„Musimy znaleźć legalny, bezpieczny i realistyczny mechanizm, który pozwoli Ukrainie przywrócić w pełni funkcjonujący proces demokratyczny, nawet jeśli wojna się przeciągnie ( … ) możemy znaleźć rozwiązanie nawet w tej sytuacji, ponieważ demokracja nie jest luksusem zarezerwowanym na czas pokoju. Demokracja jest częścią tego, o co dziś walczymy. Ale jest jeszcze jeden powód, dla którego ta rozmowa jest teraz potrzebna. Ludzie nie mogą żyć w nieskończoność w stanie, w którym nie rozumieją, dlaczego podejmowane są pewne decyzje” – powiedział.

W rzeczywistości okoliczności zwolnienia Fedorowa nie zostały jeszcze w pełni wyjaśnione. Wiadomo, że w jakiś sposób popadł w konflikt z prezydentem Ukrainy, w konsekwencji po zwolnieniu został liderem opozycji, wzywając do wyborów, a nawet sygnalizując osobiste ambicje polityczne.

Z pewnością było wiele technicznych powodów, dla których Zełenski odwołał Fedorowa, biorąc pod uwagę, że były minister był kluczową postacią katastrofalnej strategii dronów na Ukrainie – strategii, która służyła jedynie szerzeniu terroru na rosyjskich obszarach cywilnych i sprowokowaniu silnego odwetu, powodując znaczne straty dla samej Ukrainy. Jest jednak mało prawdopodobne, aby był to faktyczny powód zwolnienia, ponieważ sam Zełenski zachęca do strategii terroru.

Najprawdopodobniej Zełenski dostrzegł w Fiodorowie [Fedorow.. md] pewne ambicje polityczne i starał się go wcześniej wyeliminować, zanim mógł stać się jeszcze bardziej znaczącą postacią publiczną. Sam Fiodorow zauważył, że na dzisiejszej Ukrainie podstawowym kryterium powołania na stanowisko wydaje się być osobista lojalność wobec Zełenskiego i jego skorumpowanego systemu, a nie kompetencje zawodowe.

„Społeczeństwo odnosi wrażenie, że głównym kryterium mianowania kogoś nie jest jego profesjonalizm, osiągnięcia czy zdolność do zmiany kraju, ale osobista lojalność wobec systemu” – dodał Fiodorow.

Głównym problemem jest jednak to, że ruch Zełenskiego wydaje się mieć dokładnie odwrotny skutek niż planowano. Od czasu rezygnacji Fiodorowa w Kijowie i innych dużych ukraińskich miastach wybuchły liczne protesty przeciwko Zełenskiemu i na znak poparcia byłego ministra. Wydaje się, że dymisja znacznie zwiększyła popularność Fiodorowa, co jest naturalne, biorąc pod uwagę, że naród ukraiński jest zmęczony wojną, niezadowolony z Zełenskiego, a zatem ma tendencję do poparcia każdej odpowiedniej postaci opozycji.

Co więcej, Zełenski wydaje się nie mieć zamiaru zmieniać swoich dyktatorskich postaw w świetle protestów. Wręcz przeciwnie, w niedawnym oświadczeniu w tej sprawie ubolewał nad brakiem jedności narodowej, ale dał jasno do zrozumienia, że nie chce pracować nad zmianą tej sytuacji. Wezwał ludzi do wyboru między byciem z rządem a opozycją, rzucając wyzwanie opinii publicznej groźnym tonem – sugerując, że wybór opozycji może mieć pewne konsekwencje.

„Bardzo chciałbym zobaczyć jedność. Strony tego nie znalazły. Problem leży nie tylko po bokach, ale także u mnie. Ale rzeczy są takie, jakie są. I w takiej sytuacji masz wybór: albo jedna, albo druga strona” – powiedział wtedy Zełenski.

Oczekuje się, że Żeleński jeszcze bardziej zintensyfikuje swoje autorytarne środki w najbliższej przyszłości. Osłabiony w kraju i stojący w obliczu malejącego wsparcia międzynarodowego, ukraiński przywódca nie ma innego wyjścia, jak poddać się woli ludu lub stać się jeszcze bardziej autorytarnym. Wiedząc, że nie ma politycznej przyszłości w przypadku wyborów, oczekuje się, że Zełenski wybierze ścieżkę dyktatury. Jednak w tym wyborze nie ma stabilnej przyszłości. W pewnym momencie niepopularność Zełenskiego stanie się tak wielka, że rządzenie stanie się niemożliwe. ⁃ Lucas Leiroz

vtforeignpolicy/former-ukrainian-defense-minister-becoming-opposition-figure

„Midas”. Rabusie Ukrainy: „Wowa” i „Andrij”. Czyżby chodziło tu o Zełenskiego i Jermaka?

W sprawie Midasa na Ukrainie odkryto kolejną grupę przestępczą złożoną z urzędników.

Celem jej utworzenia, według SAP, było przejmowanie nieruchomości i innych składników majątku osób prawnych poprzez nieuprawnioną ingerencję w funkcjonowanie sieci informatycznych Ministerstwa Sprawiedliwości.

MOSKWA, 20 sierpnia. /TASS/. tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Specjalistyczna Prokuratura Antykorupcyjna (SAPO) i Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) wykryły organizację przestępczą, w skład której wchodzili obecny i były poseł, a także urzędnicy z biura Wołodymyra Zełenskiego. Informacja została podana na kanale Telegram SAPO.

Według śledczych, celem jej utworzenia było przejmowanie nieruchomości i innych aktywów osób prawnych poprzez nieautoryzowaną ingerencję w sieci informatyczne Ministerstwa Sprawiedliwości Ukrainy, fałszowanie orzeczeń sądowych, aktów własności itp. Jak ustalono w toku śledztwa, członkowie organizacji przestępczej, aby osiągnąć swój cel, stosowali groźby, naciski i przekupstwo przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości wszystkich szczebli, urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości Ukrainy oraz organów ścigania.

W ten sposób organ dochodzeniowo-śledczy odkrył przejęcie przez członków organizacji przestępczej dwóch przedsiębiorstw o ​​łącznej wartości aktywów wynoszącej 248 mln hrywien (5,5 mln USD) oraz przygotowania do przejęcia jesienią 2025 r. nieruchomości w Kijowie o łącznej wartości ponad 207 mln hrywien (4,6 mln USD), których nie udało się sfinalizować z powodu okoliczności niezależnych od nich.

Ponadto członkowie wspomnianej organizacji przestępczej, działając w zmowie z przedstawicielami i urzędnikami jednego z państwowych banków, w czerwcu 2026 r. wyprali mienie uzyskane w sposób przestępczy – wprowadzili do legalnego obrotu 150 milionów hrywien (3,35 miliona dolarów) na rzecz osób pozostających pod ich kontrolą, przy udziale członków innej organizacji przestępczej w ramach sprawy „Midas”.

Ujawniono również spisek mający na celu porwanie i nielegalne pozbawienie wolności osoby w celu przejęcia kontroli nad podmiotem gospodarczym, któremu udało się szybko zapobiec. Na podstawie faktów udowodnionych przez detektywów NABU i prokuratorów SAP, postawiono zarzuty członkom organizacji przestępczej i osobom, które w nią zamieszali. Nazwiska podejrzanych pozostają nieujawnione.

W środę Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) ogłosiło operację specjalną przeciwko grupie przestępczej, w skład której wchodzili zastępca szefa biura Zełenskiego, były poseł i prezes zarządu banku państwowego.

Na nagraniach opublikowanych wówczas przez NABU, Iryna Mudraia, zastępca szefa biura Zełenskiego, omawia między innymi kwestię przejęcia kontroli nad ukraińskim bankiem Sense. W trakcie skandalu Zełenski podpisał dekret o zwolnieniu Mudrai. Jej dom został przeszukany. Obecnie przygotowuje się do rozprawy sądowej w celu ustalenia środka zapobiegawczego.

Taśmy Mindicza

W listopadzie ubiegłego roku NABU i SAP ogłosiły zakrojoną na szeroką skalę operację o nazwie „Midas”, mającą na celu ujawnienie poważnego procederu korupcyjnego w sektorze energetycznym, którym kierował biznesmen Timur Mindicz, bliski współpracownik Wołodymyra Zełenskiego. NABU oskarżyło Mindicza zaocznie i zaczęło publikować fragmenty rozmów w jego mieszkaniu, w których omawiano korupcyjne procedery. Łącznie nagrania audio mają 1000 godzin.

17 listopada 2025 roku pojawiły się informacje, że Andrij Jermak, ówczesny szef biura Zełenskiego, mógł pojawić się na nagraniach NABU. Rankiem 28 listopada biuro Jermaka zostało przeszukane, a wieczorem Zełenski go zwolnił.

Następnie ukraińskie media i parlamentarzyści zaczęli publikować nowe fragmenty nagrań audio. W nich Mindycz rozmawiał z Rustemem Umerowem, obecnym szefem Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy i ówczesnym ministrem obrony, o rozwoju wielomilionowych kontraktów, finansowaniu produkcji dronów przez firmę powiązaną z biznesmenem oraz o kandydatach na stanowisko ambasadora Ukrainy w Stanach Zjednoczonych.

Inne fragmenty wskazują, że Mindycz omawiał budowę kilku luksusowych rezydencji, w tym dla siebie, „Wowej” i „Andrija”. Prawdopodobnie chodzi tu o Zełenskiego i Jermaka. Co więcej, niektóre transkrypcje pokazują, jak otoczenie Zełenskiego przejmuje kontrolę nad różnymi firmami.

Nazizm na Ukrainie: Były oficer SBU opisuje głębokie zakorzenienie ideologii nacjonalistycznej

Zełenski i Rutte (Prezydent Ukrainy CC0)

Nazizm na Ukrainie: Były oficer SBU opisuje głębokie zakorzenienie ideologii nacjonalistycznej

Narodowy socjalizm jest na Ukrainie o wiele głębiej zakorzeniony, niż się to powszechnie przedstawia na Zachodzie. Taką ocenę przedstawił Wasilij Prozorow, były oficer Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), w obszernym wywiadzie udzielonym niemieckiej dziennikarce Alinie Lipp. Prozorow potajemnie opuścił Ukrainę i udał się do Rosji podczas wydarzeń na Majdanie w 2014 roku, ale według jego własnych relacji przez kilka kolejnych lat pozostawał aktywny w ukraińskim aparacie bezpieczeństwa. Jego wypowiedzi pochodzą zatem od byłego informatora, ale należy je również rozpatrywać w kontekście jego obecnej działalności w Rosji.

Od politycznego marginesu do najwyższych urzędów państwowych

Według Prozorowa, sympatie dla postaci historycznych, takich jak Stepan Bandera i Roman Szuchewycz, istniały już przed protestami na Majdanie, ale wówczas ograniczały się do mniejszych kręgów nacjonalistycznych. Dopiero po zmianie władzy w 2014 roku przedstawiciele tych ruchów zaczęli obejmować coraz więcej kluczowych stanowisk w aparacie państwowym.

Prozorow podaje jako przykład Wadima Trojana. Trojan należał wcześniej do batalionu Azow, jednostki paramilitarnej, która wielokrotnie spotykała się z międzynarodową krytyką za skrajnie prawicową symbolikę i powiązania z neonazistami. Po zakończeniu służby w Azowie, Trojan został mianowany szefem policji w Kijowie.

Prosorow wskazuje również na publicznie dostępne zdjęcia Trojańczyka z tatuażami swastyki. Fakt, że osoba z taką przeszłością mogła zająć wysokie stanowisko w aparacie bezpieczeństwa kraju europejskiego, interpretuje jako dowód głębokich zmian, jakie zaszły po protestach na Majdanie.

Symbolika SS na wydarzeniu prezydenckim

Jako inny przykład Prozorow podaje incydent z 2018 roku. Wówczas to ówczesny prezydent Ukrainy Petro Poroszenko odwiedził ćwiczenia 95. Brygady Powietrznodesantowej.

Podczas oficjalnej sesji zdjęciowej żołnierz stał obok Poroszenki, którego ekwipunek nosił emblemat Dywizji SS „Totenkopf” (Trupia Głowa). Incydent przyciągnął wówczas uwagę opinii publicznej, ale według Poroszenki nie pociągał za sobą żadnych konsekwencji dyscyplinarnych.

Jego zdaniem sprawa ta pokazuje, że symbolika narodowosocjalistyczna nie ogranicza się już do indywidualnych ekstremistów, ale rozciąga się na struktury wojskowe i państwowe.

Zerwij z sowiecką przeszłością

Prozorow opisuje ten rozwój sytuacji jako wynik przemyślanej strategii politycznej po Majdanie. Nowe kierownictwo postanowiło jak najdalej odciąć się od Rosji i jej sowieckiej przeszłości.

Stworzyło to jednak próżnię historyczną: kto powinien być w przyszłości symbolem identyfikacji narodowej?

Według Prozorowa, Kijów postanowił zrehabilitować osoby, które kolaborowały z nazistowskimi Niemcami podczas II wojny światowej. Wśród nich są członkowie Dywizji SS „Galicja” i Roman Szuchewycz, oficer jednostki „Słowik”, od którego imienia nazwano jedną z głównych ulic Kijowa.

Prosorow podkreśla, że ​​nie jest to ani przypadek, ani rosyjska propaganda, lecz część widocznej państwowej polityki pamięci.

NIEZrozumienie historyczne – już w szkołach

Prozorow mówi, że jest szczególnie krytyczny wobec sposobu przekazywania tej wizji historii dzieciom.

Już w ukraińskich podręcznikach szkolnych uczniowie szkół podstawowych poznają tzw. bohaterów narodowych, w tym osoby, które walczyły po stronie nazistowskich Niemiec.

W rezultacie dorasta pokolenie, które – jego zdaniem – nie zna już żadnej alternatywnej klasyfikacji historycznej.

Oświadczenia dezertera

Prozorow nie jest neutralnym źródłem. Przeniósł się do Rosji i działa tam otwarcie jako sygnalista i komentator. Dlatego jego wypowiedzi są regularnie odrzucane przez krytyków jako rosyjska propaganda.

Jednocześnie wskazuje na konkretne przykłady, które można niezależnie zweryfikować – w tym karierę Wadima Trojana, incydent z emblematem SS podczas wizyty Poroszenki oraz nadawanie ulicom imion postaci historycznych, takich jak Szuchewycz. Zachodnie media donosiły już o niektórych z tych przypadków, choć zazwyczaj jedynie przelotnie.

Niewygodna debata

Prozorow oskarża zachodnie rządy i media o ignorowanie tych wydarzeń. Podczas gdy rosyjski termin „denazyfikacja” w kontekście ataku na Ukrainę jest odrzucany jako propaganda, udokumentowane przypadki symboliki SS lub historycznej roli poszczególnych uhonorowanych postaci na Ukrainie cieszą się znacznie mniejszym zainteresowaniem.

Ujawniono plany masowych ataków Ukrainy na rosyjskie lotniska

Ujawniono plany masowych ataków Ukrainy

na rosyjskie lotniska,

Kijów został zaatakowany kolejnym

niepowstrzymanym rojem

pocisków balistycznych

Symplicjusz 21 sierpnia 2026 r. simplicius76/plans-revealed-for-massive-ukrainian

Wczoraj wieczorem Rosja przypuściła kolejny zakrojony na szeroką skalę atak na Kijów, wymierzony w różne przedsiębiorstwa obronne, a także w duży magazyn ukraińskich towarów supermarketowych, który najwyraźniej spłonął doszczętnie:

Magazyny należące do ukraińskiej sieci supermarketów „Fora”, zlokalizowanej niedaleko Boryspola w Kijowie, zostały zniszczone w wyniku nocnego ataku rakietowego.

Ponadto doniesienia wskazują na zniszczenie magazynów należących do firm Yves Rocher i Faynie Lyody.

Could not load video.

Skutki nocnego strajku w bazie ropy KLO w rejonie browarskim w obwodzie kijowskim.

Warto zauważyć, że ostatni strajk charakteryzuje się niezwykle dużą liczbą zdjęć i filmów, zarówno samych ataków rakietowych, jak i ich skutków.

Możliwe, że wzrost liczby publikacji jest związany z chęcią zwrócenia uwagi mediów na problem braku pocisków przechwytujących do systemów obrony powietrznej Patriot, o czym świadczy niedawny, pełen emocji reportaż CNN o pustej wyrzutni.

W ataku wykorzystano dziesiątki rosyjskich pocisków manewrujących wystrzelonych przez Flotę Czarnomorską stacjonującą w Noworosyjsku, a także hipersoniczne pociski Zirkon, Iskander, a podobno nawet północnokoreańskie KN-23. Po raz kolejny ukraińskie władze ujawniły, że nie zestrzelono ani jednego z pocisków hipersonicznych.

Niektórzy obserwatorzy uważają, że pociski KN-23 można odróżnić od Iskanderów po bardziej diagonalnej trajektorii końcowej, a nie wyłącznie pionowej, a także po tym, co niektórzy uważają za widoczne spalanie się silników na całej długości trasy końcowej, co odróżnia je od Iskanderów, których faza wypalania kończy się znacznie wcześniej:

Could not load video.

Francuski analityk dokładnie zmapował ostatnie uderzenia:

Clément Molin@ clement_molinAKTUALIZACJA 🔄 – Rosyjskie 🇷🇺 ataki na Ukrainę – 20 sierpnia 2026 r. + ukraińskie 🇺🇦 ataki na Rosję Wczoraj wieczorem Rosja użyła co najmniej 70 rakiet, aby zaatakować Kijów. Zidentyfikowano około 7 celów. Ukraina zaatakowała również rosyjską rafinerię. 🧵WĄTEK🧵1/14 ⬇️

Clément Molin @ clement_molinDziś wieczorem w Kijowie trwa kolejny zakrojony na szeroką skalę rosyjski atak rakietowy, w obliczu braku przechwytywaczy. Uderzono w kilka pocisków balistycznych Iskander, a także kilka pocisków manewrujących Zirkon i KN-23. Większość pocisków manewrujących Kalibr została przechwycona.

16:23 · 20 sierpnia 2026 · 25,6 tys. wyświetleń

================================

Różne doniesienia mówią o pustych półkach w supermarketach na terenie Kijowa z powodu odwetowych ataków Rosji na ukraińskie magazyny.

Ukraina grozi, że wkrótce wystrzeli własną kopię Iskandera — pocisk balistyczny FP-9 firmy Firepoint — i szacuje się, że „zostanie on wystrzelony w kierunku Moskwy już w październiku tego roku”.

Ukraina twierdzi, że ma zasięg prawie 900 km, co pozwoliłoby mu dotrzeć do Moskwy. Trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę, że oficjalny zasięg Iskandera wynosi 500 km, a plotki głoszą, że rzeczywisty zasięg jest znacznie mniejszy, około 350 km. Potwierdza to fakt, że Iskandery nigdy nie zostały użyte do ataku na jedną z najważniejszych ukraińskich baz lotniczych, Starokostantynów, która znajduje się niecałe 500 km od wyrzutni Iskanderów w pobliżu granicy z Rosją.

Możliwe jest jednak zmniejszenie rozmiaru głowicy i zwiększenie ładunku paliwa, aby zwiększyć zasięg. Ponadto, jak zauważyli niektórzy, zarówno Rosja, jak i Stany Zjednoczone zostały militarnie ograniczone przez traktat INF, który ograniczył zasięg naziemnych pocisków balistycznych średniego zasięgu, podczas gdy kraje takie jak Iran, paradoksalnie, były w stanie opracować pociski balistyczne średniego zasięgu (IRBM), które przewyższały zasięgiem wszystko, co Rosja czy Stany Zjednoczone miały. Ukraina technicznie może zrobić to samo, ale wymagałoby to zupełnie innej konstrukcji. FP-9 wydaje się być bezpośrednią kopią Iskandera wcześniejszej generacji, co prawdopodobnie uniemożliwiłoby mu osiągnięcie tak dużych zasięgów.

Co ciekawe, w tym temacie magazyn „Atlantic” prezentuje nam dziś nowy artykuł, w którym autorzy ujawniają pewne niezwykłe fakty dotyczące początków desperackiej kampanii Zełenskiego z 2026 r., mającej na celu „obalenie Putina” za pomocą masowych ataków na rosyjskie cele cywilne.

https://www.theatlantic.com/national-security/2026/08/ukraine-moscow-airports-ai-drones/688337/

Zaczyna się:

Na początku tego roku ukraińscy urzędnicy przedstawili prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu ryzykowny nowy plan zakończenia wojny z Rosją.Wymagałby on rozszerzenia kampanii bombardowań o szereg celów i klasę broni, której od dawna unikali. Oprócz trwających ukraińskich ataków na rosyjskie bazy wojskowe, rafinerie ropy naftowej, linie zaopatrzeniowe i centra logistyczne, urzędnicy chcieli wystrzelić fale dronów z obsługą sztucznej inteligencji na moskiewskie lotniska, mając nadzieję, że uniemożliwi to międzynarodowym przewoźnikom lotniczym loty do i z rosyjskiej stolicy, jak podają dwa źródła mające bezpośrednią wiedzę o planie, o którym wcześniej nie informowano.

Krótko mówiąc, chcieli zaplanować masowy atak terrorystyczny na rosyjskie lotniska, aby całkowicie zablokować wszystkie loty cywilne do i z Moskwy, by w ten sposób zwiększyć presję i sprawić, by rosyjscy cywile w stolicy odczuli konsekwencje wojny.

Autorzy artykułu twierdzą, że Zełenski zmienił zdanie, obawiając się, że „przypadkowe” zabijanie cywilów zostanie uznane przez Rosję za „piractwo”.

Do połowy wiosny plan wymuszenia trwalszego zamknięcia moskiewskich lotnisk był już na tyle zaawansowany, że otrzymał kryptonim: M&Ms, nawiązujący do licznych małych, tanich i niemal identycznych dronów, których misja miała wymagać. Aby zneutralizować rosyjską obronę powietrzną, operacja wymagałaby wysyłania nawet 1000 dronów każdej nocy na lotniska w Moskwie i okolicach, powiedziało jedno ze źródeł zaznajomionych z sytuacją.

W artykule szczegółowo opisano, że to były minister obrony Fiodorow odpowiadał za realizację planu, ale podobno to także nowo mianowany Jewhen Chmara przejął stery.

Oba źródła poinformowały mnie, że planowanie operacji zostało wstrzymane w lipcu, kiedy Zełenski nagle zdymisjonował jej pomysłodawcę, ministra obrony Mychajło Fiodorowa. Jako architekt ukraińskiego programu dronów wojskowych, Fiodorow pracował nad planem przez większość tego roku, utrzymując go w tajemnicy nawet przed niektórymi ze swoich najbliższych współpracowników. Pomógł w skompletowaniu zespołu ukraińskich programistów komputerowych do opracowania systemu naprowadzania opartego na sztucznej inteligencji, a także pozyskał finansowanie od sojuszników Ukrainy w Europie, aby wyprodukować autonomiczne drony na dużą skalę, podały oba źródła.

W artykule zaznaczono, że jest to zgodne z prośbą Fiodorowa skierowaną do Elona Muska o umożliwienie korzystania z Starlinka w całej Rosji. Daje nam to ogólny obraz tego, czego możemy oczekiwać od Ukrainy w nadchodzących miesiącach. Im bliżej Ukraina będzie klęski na polu bitwy, tym bardziej będzie przekierowywać wszystkie dostępne zasoby na atakowanie rosyjskiej infrastruktury cywilnej, aby wywołać swego rodzaju bunt niezadowolenia społecznego przeciwko Putinowi.

Problem dla Ukrainy polega na tym, że tworzy to narastającą pętlę sprzężenia zwrotnego prowadzącą do autodestrukcji: im więcej środków Ukraina przeznacza na ataki na cele o militarnym znaczeniu, tym bardziej rosyjska potęga militarna pozostaje nienaruszona przez ukraińską siłę bojową, co oznacza, że ​​tym szybciej nastąpi upadek Ukrainy na prawdziwym froncie.

W istocie Ukraina inwestuje całą swoją strategię w wojnę z nastrojami cywilnymi Rosji, co jest równie ryzykownym posunięciem, jak to było w przypadku USA w Iranie, gdzie ataki na infrastrukturę cywilną zwróciły przeciwko USA nawet zagorzałych antyklerykałów [?? md] i utwierdziły ich poparcie dla irańskich przywódców.

Artykuł kończy się potencjalnym kompromisem w kwestii bezpośredniego ataku na rosyjskie lotniska:

Zełenski wyraził obawy dotyczące niezamierzonych ataków na cele w kontekście planu ataku na moskiewskie lotniska, powiedziało mi jedno ze źródeł zaznajomionych z tymi rozmowami. Urzędnicy stojący za planem zaproponowali obejścia. Zasugerowali na przykład, że Ukraina ostrzeże cywilne linie lotnicze, aby unikały rosyjskich lotnisk i ewakuowały swoje samoloty przed nadejściem roju ukraińskich dronów. „Jeśli powiedzą sobie: Wiecie co, to staje się zbyt ryzykowne. Po co w ogóle tam latać?” – powiedziało źródło. „To miałoby już spory wpływ na rosyjskie elity. To są ich główne powiązania ze światem zewnętrznym”.

Jak już wspomniano, wiemy już, czego możemy się spodziewać w nadchodzących miesiącach.

=========================================================

A oto, czego Ukraina powinna się spodziewać. Przyjrzyjmy się krótkiemu podsumowaniu pola bitwy.

Siły rosyjskie kontynuowały natarcie na trzech kluczowych frontach i dziś zdobyły kilka ważnych osad.

Jak donoszą źródła, Grupa Południowa przejęła kontrolę nad Nikołajpolem na osi Kramatorsk:

Jednostki Południowej Grupy Wojsk przejęły kontrolę nad wsią Nikołajpole, położoną na południe od miasta Drużkowka, tymczasowo okupowanej przez Siły Zbrojne Ukrainy.

Could not load video.

Można to zobaczyć poniżej, zakreślone na czerwono w zapisie ukraińskim:

Warto również zwrócić uwagę na obszar na północ i wschód od Torecka, również zaznaczony na czerwono, który został zdobyty przez siły rosyjskie, niszczące strefę między tym obszarem a niedawno zdobytym Nikołajpolem na wschodzie.

Szersza mapa przedstawia sytuację w kontekście większej kampanii, wyraźnie skierowanej na Drużkowkę, ostatnią dużą twierdzę na południe od Kramatorska:

Tuż na północ stamtąd siły rosyjskie również posuwają się naprzód na froncie słowiańskim. Według jednego z ukraińskich źródeł wojskowych siły rosyjskie rozpoczęły infiltrację Nikołajówki, której nie należy mylić z powyższą miejscowością:

Oto jak to wygląda:

Jeśli przybliżysz obraz, zobaczysz, że Elektrownia Cieplna Słowiańsk znajduje się w jasnoczerwonym obszarze i została już osiągnięta przez rosyjskie DRG — pomarańczową linię oznaczającą rzekomą rosyjską „miękką kontrolę”:

Aby spojrzeć na to z szerszej perspektywy, przedstawiamy nasz raport sytuacyjny z 2 lipca br. , który pokazuje, że siły rosyjskie dopiero zaczęły obserwować Słowiańsk TPP za pomocą dronów znajdujących się w odległości kilku kilometrów:

Połączyć

Jak widać, w ciągu około półtora miesiąca wojska rosyjskie pokonały tę odległość i teraz rozpoczynają szturm na teren elektrowni.

Suriyak pisze :

W Nikołajewce armia rosyjska kontynuowała infiltrację miasta od północy, gdzie niektórym oddziałom udało się okopać w Słowiańskiej Elektrowni Cieplnejoraz w domach wokół placu, gdzie zbiegają się ulice Myru i Kotsiubyńskiego (48°51’53.0″N 37°45’53.2″E) – główny szlak ewakuacyjny i zaopatrzeniowy Ukrainy w mieście. Tymczasem centrum Nikołajewki od połowy maja znajduje się pod intensywnym ostrzałem rosyjskim, który spowodował znaczne uszkodzenia wielu wieżowców. Siły oczekują na rozpoczęcie operacji szturmowych. 🇷🇺🇺🇦

——————————————————–

Drugim ważnym obszarem, na którym Rosja wkłada wiele wysiłku, jest Dobropole, na osi Pokrowsk. Po kilku poważnych atakach pancernych w tym rejonie, w tym tym z użyciem czołgów uzbrojonych w systemy APS Arena-M, siłom rosyjskim udało się osadzić miasto i powoli je zdobywać, jak donoszą media. Przypomnijmy, że Ukraina twierdziła, iż wszystkie rosyjskie ataki zakończyły się niepowodzeniem, co zawsze wydaje się mieć miejsce tuż przed tym, jak Rosjanie zostaną zarejestrowani jako znajdujący się dokładnie w miejscu, które chcieli zdobyć.

Suriyak pisze ponownie:

W Dobropolu armia rosyjska kontynuuje infiltrację i rozbudowę sił na obrzeżach miasta, więc w nadchodzących dniach możemy być świadkami zwiększenia ich kontroli nad wschodnią częścią miasta. Jest jednak zbyt wcześnie, aby sugerować, że bitwa będzie się szybko rozwijać, dopóki siły rosyjskie nie przejmą kontroli nad znacznym odcinkiem drogi T-05-14, skąd będą mogły rozpocząć atak na sąsiednie Biłozerskie. Wtedy właśnie możemy być świadkami przełomu w Dobropolu, prawdopodobnie od drugiej połowy września, jeśli tempo natarcia na tym froncie się utrzyma.

Na wyróżnienie zasługuje fakt, że siły rosyjskie przebijają się przez Kotlinę Oriechowską na osi Zaporoże, zbliżając się z obu stron i niszcząc cały centralny obszar. W tym tygodniu siły rosyjskie rozpoczęły atak na sam Oriechow, a jednostki natarcia podobno stacjonują na południowo-wschodnich obrzeżach osady, zaznaczonej na czerwono poniżej:

Jak widać, jednostki po wschodniej stronie kotliny systematycznie posuwają się w kierunku autostrady T0408 biegnącej na północ od Orekhova.

Na koniec, zamykając koło — Berliner Zeitung pisze, że czas Zełenskiego dobiegł końca i powinien odejść jako „bohater”.

https://www.berliner-zeitung.de/article/ukraine-selenskyj-ruecktritt-fedorow-neuwahlen-kommentar-10308096

Autorzy piszą, że Zełenski sam wpędził się w kozi róg, zwłaszcza po niedawnym usunięciu Fiodorowa. Teraz jedynym rozwiązaniem, które pozostało, by ocalić to, co pozostało z jego spuścizny, jest stawienie czoła problemom i rezygnacja:

Rezygnacja Zełenskiego – uporządkowana, dobrowolna i przygotowana zgodnie z konstytucją, a nie wymuszona – nie byłaby zatem kapitulacją, lecz najmądrzejszą decyzją polityczną, jaka mu jeszcze pozostała.Zełenski przeprowadził Ukrainę przez najciemniejsze miesiące jej historii; nadał krajowi twarz, a światu symbol. Nikt nie może mu teraz odebrać tej części historii.Ale Zełenski coraz bardziej trwoni swój kapitał polityczny. Im dłużej były aktor trzyma się władzy – podczas gdy w ukraińskich agencjach antykorupcyjnych NABU i SAPO piętrzą się góry akt korupcyjnych, a zaufanie zwykłych ludzi maleje – tym bardziej obecna rzeczywistość przyćmiewa wizerunek bohatera wojennego wizerunkiem prezydenta, który za wszelką cenę chce chronić własny system. Zełenski powinien ustąpić.

Autorzy mają rację: twierdzą, że przeciągając sprawę, Zełenski naraża się na niebezpieczeństwo późniejszego odejścia w o wiele bardziej skomplikowanych politycznie, a być może nawet niebezpiecznych okolicznościach, podczas gdy teraz jest ostatnia szansa, aby odejść w sposób kontrolowany, z zachowaniem godności.

Od 2022 roku Ukraina wielokrotnie udowodniła, że ​​jest bardziej odporna, niż ludzie są gotowi przyznać. Ale przyszłość drugiego co do wielkości kraju w Europie – po Rosji – nie rozstrzygnie się wyłącznie na froncie Donbasu.Czy Kijów znajdzie odwagę, by rozwiązać kryzys przywództwa, zanim Putin zrobi to za Ukrainę? Zełenski powinien działać teraz; jego czas się skończył.

Skoro nawet zachodnie publikacje widzą już napiętą sytuację, coraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że ta zima będzie przełomowym momentem na Ukrainie. Pamiętajmy jednak, że Fiodorow jest technicznie jeszcze bardziej fanatyczny niż Zełenski, zwłaszcza jeśli chodzi o zaostrzenie mobilizacji i ofensywne ataki na Rosję. Dlatego nawet z jego udziałem, niewiele jest nadziei na jakiekolwiek zaprzestanie działań wojennych, a raczej na ich przyspieszenie, które może jedynie przybliżyć upadek Ukrainy.

Teleportacja pożaru kościoła. MEM-y VI.

—————————————–

——————————————————

————————————

————————–

——————–

————————–

———————————————

—————————————-

—————————————–

———————————————-

——————————————————-

————————————-

Rusza ściąganie ukraińskich weteranów do Polski

Rusza ściąganie ukraińskich weteranów do Polski

magnapolonia/rusza-sciaganie-ukrainskich-weteranow-do-polski

W Polsce rusza pilotażowy program rehabilitacji dla zdemobilizowanych ukraińskich weteranów. W pierwszym etapie ma do nas przyjechać 30 osób, podzielonych na trzy grupy. Uczestnicy będą przez kilka tygodni korzystać z rehabilitacji fizycznej oraz programu rekonwalescencji. Projekt ma jednak wykraczać poza samą pomoc medyczną — jego organizatorzy chcą, aby weterani przebywali wśród mieszkańców i nawiązywali kontakty z lokalną społecznością.

Rusza ściąganie ukraińskich weteranów do Polski. Program ma być realizowany w Górowie Iławeckim w województwie warmińsko-mazurskim. Do dyspozycji uczestników mają zostać wykorzystane zaplecze miejscowego szpitala oraz infrastruktura uzdrowiskowa.

Projekt został zorganizowany przez polskiego socjologa i prezesa Fundacji Stocznia Jakuba Wygnańskiego oraz Związek Ukraińców w Polsce. Pierwsza grupa ma zostać wyłoniona we współpracy z partnerami z Winnicy. Organizatorzy nie zakończyli jeszcze prac nad szczegółowymi kryteriami kwalifikacji — mają one uwzględniać przede wszystkim to, czy zakres oferowanej rehabilitacji odpowiada indywidualnym potrzebom konkretnego weterana.

W praktyce oznacza to, że nie chodzi o masowy program obejmujący tysiące osób, lecz o stosunkowo niewielki projekt pilotażowy. Jeżeli okaże się skuteczny, może jednak stanowić podstawę do jego dalszego rozwijania.

Jednym z bardziej charakterystycznych elementów programu jest założenie, że rehabilitacja nie powinna kończyć się na sali zabiegowej. Ukraińscy weterani mają mieszkać w lokalnej społeczności i mieć możliwość bezpośredniego kontaktu z jej mieszkańcami. Według organizatorów ma to być element szerszego procesu powrotu do normalnego funkcjonowania po zakończeniu służby wojskowej. W praktyce oznaczać ma to osiedlanie tych weteranów w Polsce.

Wybór Górowa Iławeckiego nie jest przypadkowy. Według informacji przedstawionych przez Censor.NET ponad 10% mieszkańców miejscowości stanowią potomkowie Ukraińców przesiedlonych w ramach akcji „Wisła”. Organizatorzy uznali więc, że właśnie tam łatwiej będzie stworzyć środowisko sprzyjające „kontaktom polsko-ukraińskim”, cokolwiek ma to w tych okolicznościach znaczyć.

To interesujący aspekt projektu, ponieważ pokazuje, że organizatorzy traktują rehabilitację również jako element inżynierii społecznej – wtłaczania do Polski ukraińskich weteranów z PTSD, celem sprawdzenia, jakie będą tego efekty.

Wokół informacji o programie mogą pojawiać się pytania dotyczące jego kosztów. Z opisu projektu wynika, że zasadnicza część pieniędzy nie pochodzi z polskiego budżetu państwa. Pół miliona złotych na ten cel zgromadziła „Polska Rada Biznesu”, korzystając z „indywidualnych wpłat swoich członków”. Środki mają zostać przeznaczone m.in. na transport, zakwaterowanie, wyżywienie oraz samą rehabilitację. Rzekomo zebrano je w ciągu zaledwie jednego weekendu.

Jest to dość podejrzane, zwłaszcza, że w inicjatywę włączył się Związek Ukraińców w Polsce. Ten z kolei jest już futrowany z pieniędzy budżetowych.

To szczególnie ważne dlatego, że w polskim społeczeństwie narasta zmęczenie częścią polityki związanej z wojną oraz sporami polsko-ukraińskimi. Kolejna próba forsowania dziwnych projektów czysto osiedleńczych jest bardzo niemile widziana przez Polaków. Zwłaszcza, że tym razem chodzi stricte o osoby wracające z frontu, obeznane z używaniem broni oraz wojennym okrucieństwem. Takie osoby stanowią łakomy kąsek dla organizacji przestępczych.

Co ciekawe, pod oryginalnym materiałem Censor.NET pojawiły się komentarze Ukraińców, w których krytyka tego programu wielokrotnie przeradza się w atak na Polaków jako naród.

Z punktu widzenia humanitarnego trudno kwestionować sens pomocy ludziom, którzy zostali poszkodowani podczas wojny. Z punktu widzenia polskich interesów, osiedlanie u nas ukraińskich weteranów stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego. Niestety, rząd warszawski ma ten problem w wiadomym miejscu.

Ukraina promuje w Polsce handel ludźmi

Ukraina promuje w Polsce handel ludźmi

magnapolonia/ukraina-chce-promowac-w-polsce-handel-ludzmi

Ukraińska klinika BioTexCom, działająca w obszarze wspomaganego rozrodu i macierzyństwa zastępczego, zapowiedziała organizację konferencji w Warszawie. Wydarzenie ma odbyć się 12 i 13 września 2026 roku. Z informacji zamieszczonych w formularzu rejestracyjnym wynika, że jednym z głównych tematów spotkania ma być macierzyństwo zastępcze, a także procedury in vitro.

Ukraina promuje w Polsce handel ludźmi. BioTexCom prowadzi na Ukrainie programy surogacyjne i kieruje swoją ofertę również do klientów zagranicznych, w tym polskojęzycznych. Według informacji dotyczących warszawskiego wydarzenia uczestnicy mogą uzyskać informacje m.in. na temat programów wykorzystujących własne komórki jajowe lub komórki dawczyni.

Sama klinika przedstawia się jako centrum medycyny reprodukcyjnej działające w Kijowie. W jej ofercie znajdują się m.in. zapłodnienie in vitro, dawstwo komórek jajowych oraz programy macierzyństwa zastępczego. Firma prowadzi również działalność marketingową skierowaną do klientów z innych państw.

Skala działalności BioTexCom widoczna jest w jej oficjalnym cenniku. Klinika oferuje trzy podstawowe warianty programów surogacyjnych: Standard za 39,9 tys. euro, Standard Plus za 49,9 tys. euro oraz VIP za 64,9 tys. euro. Tyle dokładnie kosztuje dziś zakup dziecka w ramach ukraińskiego handlu ludźmi.

Według informacji publikowanych przez firmę poszczególne pakiety różnią się m.in. liczbą prób oraz deklarowanym czasem oczekiwania na dopasowanie surogatki. W przypadku programu VIP ma on wynosić do około czterech miesięcy, natomiast w programie Standard nawet do roku. BioTexCom informuje również, że w cenę programu wliczone są określone procedury medyczne, prowadzenie ciąży oraz pomoc prawna.

Klinika podaje, że wynagrodzenie surogatki jest uwzględnione w cenie programu i może wynosić około 20 tys. euro. Są to jednak dane deklarowane przez samego usługodawcę.

Organizacja konferencji w Warszawie jest szczególnie interesująca z punktu widzenia polskiego prawa. Polska nie ustanowiła instytucji macierzyństwa zastępczego. Kluczowe znaczenie ma art. 61 par. 9 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, zgodnie z którym matką dziecka jest kobieta, która je urodziła.

Również Komisja Kodyfikacyjna Prawa Rodzinnego w dokumencie z 2025 roku wskazała, że polskie prawo rodzinne nie przewiduje macierzyństwa zastępczego jako sposobu ustalenia pochodzenia dziecka. Jednocześnie poszczególne przypadki dotyczące dzieci urodzonych w wyniku surogacji za granicą wymagają indywidualnej oceny, przede wszystkim z uwzględnieniem dobra dziecka. Co więcej, kodeks karny zabrania handlu ludźmi w każdej postaci.

Niestety, nie oznacza to, że samo zorganizowanie konferencji poświęconej surogacji w Polsce będzie automatycznie uznawane za przestępstwo. Od 2022 roku w Polsce Ukraińcom można bardzo dużo i każda krytyka ich poczynań związana jest z oskarżeniami o rosyjską działalność agenturalną. To właśnie dlatego surogacja wkracza do nas z Ukrainy, nie z Zachodu.

Ukraina od lat należy do państw, w których rozwinął się transgraniczny rynek usług związanych z tzw. „macierzyństwem zastępczym” (przyjemna nazwa dla starego, dobrego handlu ludźmi). BioTexCom otwarcie oferuje komercyjne programy skierowane do zagranicznych klientów.

Według informacji samej kliniki jej programy surogacyjne nadal funkcjonują pomimo trwającej wojny. Firma deklaruje również stosowanie procedur bezpieczeństwa związanych z sytuacją wojenną. BioTexCom podaje, że od początku wojny w jej programach urodziło się ponad tysiąc dzieci. Są to jednak dane pochodzące od samej firmy i nie stanowią niezależnego audytu jej działalności.

Klinika wskazuje ponadto, że część zagranicznych klientów dociera na Ukrainę przez państwa sąsiednie, w tym Polskę. Polska może więc pełnić zarówno funkcję rynku, na którym prowadzone są działania informacyjne i marketingowe, jak i kraju tranzytowego dla osób korzystających z ukraińskich usług handlu dziećmi.

Warszawska konferencja pokazuje tym samym szerszy problem transgranicznego charakteru rynku surogacji. Z jednej strony funkcjonują państwa, w których określone formy macierzyństwa zastępczego są prawnie dopuszczone i komercjalizowane, z drugiej zaś państwa, takie jak Polska, które nie wprowadziły tej instytucji do prawa rodzinnego.

Samo wydarzenie w Warszawie nie oznacza zatem zmiany polskiego prawa. Pokazuje jednak, że firmy działające w branży handlu ludźmi coraz aktywniej docierają ze swoją ofertą do polskojęzycznych odbiorców.

Ze swojej strony obiecujemy zająć się sprawą konferencji i spróbować złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w postaci promocji handlu dziećmi.

Polecamy również: Rusza ściąganie ukraińskich weteranów do Polski

Nie tylko Wołyń. Współczesny testament OUN-UPA

Nie tylko Wołyń. Współczesny testament OUN-UPA

20 sierpnia 2026 pch24/nie-tylko-wolyn-wspolczesny-testament-oun-upa

Zelenski-Ukraina-banderowcy.jpg
fot. GS / PCh24.pl

Wołodymyr Zełenski, wykorzystując ukraiński nacjonalizm do doraźnych celów politycznych, jest jak dziecko bawiące się zapałkami w stodole pełnej suchego siana.

Przedziwna to sprawa. Ukraiński Żyd z Krzywego Rogu, gdzie do tradycji UPA podchodzono z daleko posuniętą rezerwą, dzisiaj stał się czołowym czcicielem tradycji nacjonalistycznej. Prezydent Ukrainy sprowadził do kraju szczątki ojców OUN, nadając dotychczasowemu kultowi rangę niemal państwową.

Na Ukrainie spoczęli już Andrij Melnyk i Jewhen Konowalec. Tylko czekać, aż z Monachium przyleci do ojczyzny sam Stepan Bandera, zajmując należne mu miejsce w panteonie narodowym.

Jeżeli wierzyć ekspertom, Zełenski – sam będąc potomkiem Żydów, a więc pierwszych ofiar dziarskich rezunów – chwyta się ideologii nacjonalizmu niczym tonący brzytwy. Restauracja pamięci zbrodniarzy i polakożerców to nie tylko ukłon w stronę coraz liczniejszego elektoratu, ale „ucieczka do przodu” od zarzutów korupcyjnych czy rozliczeń po wojnie, w myśl starej jak świat zasady „żołnierze stanęli na wysokości zadania, ale wszystko zepsuli ci na górze”.

Sytuacja prezydenta Ukrainy wydaje się nie do pozazdroszczenia. Jego partia Sługa Narodu może liczyć obecnie na zaledwie 17-procentowe poparcie. Zełenski już dawno stracił posągowy urok obrońcy ojczyzny na rzecz generałów Załużnego i Budianowa. Aktor-polityk gra obecnie rolę nacjonalisty, ponieważ mu się to opłaca. Nadając elitarnej jednostce komandosów imię „Bohaterów UPA” Zełenski zbiera przede wszystkim punkty w armii, obłaskawiając potencjalnych sojuszników rywali. Natomiast celowo wywołanym konfliktem z Polską przykrywa kolejne afery korupcyjne i niepopularne decyzje personalne, jak dymisję szefa MON Michajło Fedorowa, oraz konsoliduje stronników.

Odziedziczony anty-polonizm
Jednak wykorzystując ukraiński nacjonalizm w tak cyniczny sposób, Zełenski igra z mrocznymi i potężnymi siłami. Jest jak dziecko bawiące się zapałkami w stodole pełnej suchego siana. I nie chodzi nawet o historyczny dług polskiej krwi wsiąkłej w wołyńską ziemię, ale cały testament polityczny ruchu, który miał swoje cele, kierunki i metody działań.

Po pierwsze, oprócz nienawiści do Sowietów i Rosji, ukraiński nacjonalizm ufundowano na odrzuceniu wszystkiego co polskie. Wołyń nie wziął się znikąd. Nie stanowił wyjątku od reguły, nie wynikał z nagłego zbiorowego opętania. Demony wypuszczone w 1943 roku, hodowane były w czarno-czerwonych sercach na długo zanim krwawe sotnie dokonały pierwszej rzezi.

Konowalec, Szuchewycz, Bandera czy Melnyk z perspektywy władz II Rzeczpospolitej byli zwykłymi terrorystami, dla których idea ukraińskiej niepodległości usprawiedliwiała sabotaż, dywersję oraz zabójstwa polityczne. To właśnie Polska, nie ZSRS, była głównym teatrem ich działań. Melnyk za udział w zamachach spędził kilka lat w polskim więzieniu, Szuchewycz trafił do Berezy Kartuskiej, a Konowalec został zmuszony do emigracji. Co więcej, za równie groźnego przeciwnika nacjonaliści uznawali współplemieńców dążących do normalizacji relacji z Polakami. Ich ofiarami padali zarówno przedstawiciele polskiego aparatu władzy, jak i Ukraińcy współpracujący z Warszawą.

Znamiennie jawi się pod tym względem zabójstwo ministra Bronisława Pierackiego z 15 czerwca 1934. Siedzący w Berlinie OUN-owcy podjęli decyzję o zamachu w momencie, gdy polski rząd zaczął dogadywać się z umiarkowanymi przedstawicielami ukraińskiej mniejszości, zagrażając radykalnej polityce nacjonalistów. Nawet jeżeli część z nich ostatecznie odrzuciła idee czystki etnicznej (tzw. melnykowcy), w żaden sposób nie zmniejszyło to ich wrogiego nastawienia wobec naszego kraju. Ta część dziedzictwa ukraińskiego nacjonalizmu pozostaje silna do dziś.

Kierunek – Berlin
Organizacja Wojskowa Ukrainy (UWO), protoplasta UPA, od początku swojej działalności brała pieniądze na swoją wywrotową działalność od Niemców. Nacjonaliści szpiegowali w Polsce dla Abwehry, przywódcy sympatyzowali z oficerami niemieckiego wywiadu, a część z nich – jak Melnyk – działała jako bezpośredni agenci Berlina. Ukraińscy nacjonaliści służyli w formacjach pomocniczych Wehrmachtu, bo potem tworzyć i szkolić oddziały UPA.

Od Niemców przejęli ideologię rasy i krwi, czyli przekonanie, że nie będzie niepodległej Ukrainy bez ludobójstwa innych narodowości. Od ideologów narodowego socjalizmu zapożyczyli również kult siły i przemocy, dążenie do czystości etnicznej, terror polityczny, w końcu – tak bulwersujące nas dzisiaj – wzorce faszystowskiej organizacji i symboliki. Niestety, od Niemców nauczyli się również, jak przeprowadzać eksterminację całych grup społecznych.

Powtarzającym mantrę „historię zostawmy historykom” spieszę wyjaśnić, że powrót „banderowców” i „melnykowców” na sztandary ma nie tylko znaczenie moralne, ale jest wyrazem aktualnych zmian politycznych. Kijów ostatecznie daje do zrozumienia, że porzuca koncepcję jagiellońską, czyli marzenie i silnym sojuszu państw Europy Środkowo-Wschodniej. Kijów nie wierzy już w Warszawę (jeżeli kiedykolwiek tak było), lecz coraz chętniej spogląda na Berlin. Dzisiaj rozumieją to w Polsce nawet najwięksi zwolennicy federacjonizmu, stąd tak zaskakująca zmiana w podejściu do Ukrainy niektórych formacji politycznych.

Kanclerz Friedrich Merz, w kwietniu br. podkreślił, że więzi ukraińsko-niemieckie są dziś „silniejsze niż kiedykolwiek”, a jego rząd sfinansuje Ukrainie dostawy kilkuset pocisków do systemów obrony powietrznej Patriot. Zaledwie miesiąc później wybuchło całe zamieszanie związane z nadaniem przez Zełenskiego jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”, co doprowadziło z kolei do bezprecedensowego pogorszenia relacji z Warszawą.

Dzisiaj w tzw. koalicji chętnych nie ma już miejsca dla przedstawiciela Polski, podobnie jak nie ma miejsca dla polskich kontrahentów w kolejce do odbudowy tego państwa. To Merz, nie Tusk obiecuje Kijowowi miejsce w UE, proponując jakieś alternatywne ścieżki akcesji dla „strategicznego partnera”. Mimo początkowego sceptycyzmu, Niemcy wyrosły z czasem na największego europejskiego dostawcę pomocy dla Ukrainy, oraz stanowią największe zaplecze demograficzne tego państwa. Według oficjalnych statystyk, w Niemczech przebywa ok. 1,29–1,35 miliona Ukraińców, zaś w Polsce – niecały milion. Ze swoim potencjałem rolniczym, transportowym i zbrojeniowym Kijów wyrasta na potężnego rywala, co w przypadku zacieśniania sojuszu z Berlinem jeszcze pogorszy naszą sytuację.

Z perspektywy wschodniego sąsiada jest to polityka pozornie racjonalna i skuteczna. Na dłuższą metę może jednak okazać się katastrofalna. Ponownie z pomocą przychodzi nam historia.

Chomyszyn miał rację

Gorączka nacjonalizmu trawi organizm duchowy narodu, odbiera rozsądek i rozumną wszechstronną orientację, utwierdza upór i nie dozwala uzdrowić narodu. …Przywódcy i rzekomi patrioci narodowi tak dalece opanowali i zahipnotyzowali naród, że niejedna zdrowa myśl, rada i przestroga nie znajdują zrozumienia. Na odwrót, uważa się ją za szkodliwą dla „sprawy narodowej”. Jest to najstraszniejszy symptom nieuleczalnej choroby… – diagnozował błogosławiony biskup Grzegorz Chomyszyn.

Stanisławowski hierarcha przewidywał, że oprócz oczywistych krzywd moralnych, nacjonalizm na dłuższą metę przyniesie Ukraińcom więcej szkód niż pożytku.

I rzeczywiście, testament OUN-owców można w zasadzie określić jednym słowem – porażka. Konowalec zginął w zamachu przeprowadzonym przez sowieckiego funkcjonariusza NKWD w 1938 roku. Bandera podobnie – został zastrzelony w swoim monachijskim mieszkaniu w 1959 r. Melnyk miał więcej szczęścia i dożył 74 lat, choć podobnie jak Bandera trafił na krótko do niemieckiego obozu koncentracyjnego. Za swojego życia nie doczekali niepodległej Ukrainy, która od samego początku bardziej nawiązuje do tradycji Ukraińskiej Republiki Ludowej (1917–1921) niż marzenia o „czystej” etnicznie, wolnej od wpływów Wschodu i Zachodu potędze.

Czerwono-czarna Ukraina postawiła na Hitlera i razem nim poszła na dno, zaciągając dodatkowo krwawy dług, który do dzisiaj domaga się sprawiedliwości. Co więcej, niemiecki przywódca nie dopuszczał myśli o jakimkolwiek niepodległym państwie ukraińskim. Kiedy w 1941 roku nacjonaliści z OUN-B ogłosili we Lwowie Akt Odrodzenia Państwa Ukraińskiego, naziści natychmiast go odrzucili, a przywódców (w tym Stepana Banderę) aresztowali i osadzili w obozach koncentracyjnych.

Niemcy głęboko pogardzali Ukraińcami. Dla nich byli po prostu Słowianami, kolejnymi podludźmi, untermenschami, których rolą jest niewolniczo służyć rasie panów. Ukraina była traktowana przez Rzeszę wyłącznie jako kolonia surowcowa i żywnościowa (Reichskommissariat Ukraine), a miejscowa ludność była głodzona i masowo wywożona na przymusowe roboty w głąb Niemiec.

Nie chcę, broń Boże powiedzieć, że dzisiejsza RFN w podobny sposób traktuje obywateli Ukrainy. Należy jednak mieć świadomość, że pogarda niemieckich elit wobec krajów Europy Środkowo-Wschodniej ma bogatą tradycję. Grając do jednej bramki z Berlinem, a jednocześnie antagonizując Polskę, Ukraina może ostatecznie skończyć jak jeden wielki rynek zbytu i montownia niemieckiego przemysłu, zwłaszcza w sytuacji coraz większego uniezależniania się naszego kraju.

Co więcej, Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej z Banderą na sztandarach. W Brukseli nie ma miejsca na współpracowników Hitlera, tak samo jak nie było go dla księdza Tiso czy chorwackich Ustaszy. Akcesja będzie wymagać prawdziwej „denazyfikacji” kraju, co przy konsekwentnym rozbudzaniu nacjonalistycznych nastrojów będzie coraz trudniejsze.

W końcu, każda gloryfikacja ukraińskich zbrodniarzy spotka się z gwałtowną odpowiedzią Polski. Światowa opinia publiczna zacznie poznawać, że bohaterowie Zełenskiego et concortes masowo i w bestialski sposób mordowali bezbronne dzieci, kobiety i starców. A dzisiejsze władze poprzez zamilczanie głosu ofiar, przy jednoczesnym stawianiu pomników katom, kontynuują dziedzictwo tej straszliwej zbrodni.

W ostatnich miesiącach nikt nie dał putinowskiej propagandzie lepszych narzędzi niż sam Zełenski. Kiedy wyjdzie, że mit współczesnego państwa jest fundowany na kulcie zbrodniarzy wojennych, uzależniona od czerwono-czarnej kroplówki Ukraina może zostać z problemem sama. Słabemu, wyludnionemu, pozbawionemu znaczenia i żyjącemu z zagranicznej pomocy kadłubowemu państwu pozostaną tylko złote pomniki „ojców narodu”.   

Piotr Relich

Kolejna afera w najbliższym otoczeniu Zełenskiego. Służby przeszukują Biuro Prezydenta

Afera w najbliższym otoczeniu Zełenskiego.

Służby przeszukują Biuro Prezydenta

admin3 śr., 19/08/2026 – zmianynaziemi/afera-w-otoczeniu-zelenskiego-sluzby-przeszukuja-biuro-prezydenta

19 sierpnia 2026 roku ukraińskie organy antykorupcyjne rozpoczęły zakrojoną na szeroką skalę operację specjalną, która ponownie skierowała uwagę na najbliższe otoczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) oraz Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) poinformowały o działaniach mających na celu ujawnienie organizacji przestępczej. Według oficjalnego komunikatu grupa działała pod kierownictwem obecnego i byłego deputowanego do Rady Najwyższej, a w jej struktury zaangażowani mieli być wysocy rangą urzędnicy Biura Prezydenta Ukrainy.

Przeszukania objęły między innymi rezydencję Iryny Mudry, zastępczyni szefa kancelarii prezydenta odpowiedzialnej za sprawy prawne i reformę wymiaru sprawiedliwości. Wcześniej Mudra pełniła funkcję wiceminister sprawiedliwości. Śledczy przeszukali także posesje deputowanego Wadyma Stolara, który w przeszłości był związany z partią Platforma Opozycyjna – Za Życie, zdelegalizowaną po pełnoskalowej inwazji Rosji w 2022 roku. Operacja o kryptonimie Forest Gump stanowi kolejny etap szerokich działań antykorupcyjnych.

Według doniesień ukraińskich mediów śledztwo koncentruje się na schematach prania pieniędzy i nielegalnych przepływach finansowych. W jednej z wersji ujawnionych przez organy antykorupcyjne grupa miała zajmować się legalizacją środków pochodzących z wcześniejszych spraw, w tym związanych z sektorem energetycznym – konkretnie 150 milionów hrywien przeznaczonych na kaucję w poprzedniej aferze. Prezydent Zełenski zareagował szybko, wydając dekret o odwołaniu Iryny Mudry ze stanowiska. Sam nie skomentował publicznie szczegółów operacji.

Ważny kontekst: według oficjalnych oświadczeń NABU i SAP Wołodymyr Zełenski nie figuruje jako podejrzany w tych postępowaniach. Organy wielokrotnie podkreślały, że prezydent nie jest przedmiotem ich dochodzeń – zarówno w sprawie Midas, jak i w najnowszej operacji. Formalnie nie postawiono mu żadnych zarzutów.

Jednocześnie fakty dotyczące jego najbliższego otoczenia wyglądają inaczej i budzą uzasadnione pytania. Ta sprawa nie jest odosobniona, lecz stanowi kontynuację głośnej operacji Midas z listopada 2025 roku. Wówczas ujawniono schemat wymuszania łapówek w państwowej spółce Enerhoatom. Szacowana wartość procederu wyniosła co najmniej 100 milionów dolarów. W centrum uwagi znalazł się biznesmen Tymur Mindicz – wieloletni partner biznesowy Zełenskiego i współwłaściciel studia Kwartał 95. Mindicz wyjechał do Izraela, unikając zatrzymania.

Kolejną kluczową postacią był Andrij Jermak, długoletni szef Biura Prezydenta. W maju 2026 roku postawiono mu zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i legalizacji około 460 milionów hrywien poprzez budowę luksusowego kompleksu Dynastia pod Kijowem. Śledczy podejrzewali, że środki mogły pochodzić z nielegalnych mechanizmów w Enerhoatomie. Jermak zaprzeczał zarzutom.

https://youtu.be/GN-PsJJ864I

Pojawiły się też doniesienia o nagraniach, w których pada zdrobnienie Wowa w kontekście budowy luksusowych rezydencji.

NABU i SAP oficjalnie zaprzeczyły, by prezydent był w jakikolwiek sposób objęty śledztwem. Krytycy wskazują jednak, że przy tak bliskich i długotrwałych powiązaniach z osobami objętymi zarzutami trudno mówić o pełnej izolacji od problemu. Zwolennicy podkreślają, że niezależne organy antykorupcyjne działają, a sam prezydent publicznie deklaruje wsparcie dla walki z korupcją i szybko odwołuje osoby objęte podejrzeniami.

Korupcja w Ukrainie nie jest nowym zjawiskiem. W warunkach wojny nabiera szczególnego wymiaru – środki przeznaczone na obronność i odbudowę stają się atrakcyjnym celem. Zachodni partnerzy wielokrotnie podkreślali konieczność skutecznej walki z tym problemem. NABU i SAP, utworzone z pomocą międzynarodową, mają działać niezależnie. Ich ostatnie działania pokazują, że instytucje te zachowują zdolność do podejmowania kroków nawet wobec osób z najbliższego otoczenia prezydenta.

Polityczne konsekwencje są już widoczne. Spadek notowań Zełenskiego zbiegł się z serią skandali. Dodatkowym czynnikiem stała się dymisja popularnego ministra obrony Mychajła Fedorowa, który publicznie wezwał do przeprowadzenia wyborów nawet w czasie wojny. Przeszukania zbiegły się z głosowaniem w parlamencie nad nowym kandydatem na to stanowisko.

Międzynarodowa opinia publiczna obserwuje te wydarzenia z uwagą. Dla partnerów zachodnich niezależność NABU i SAP jest jednym z warunków dalszego wsparcia. Ukraina, ubiegając się o członkostwo w Unii Europejskiej, musi wykazać postępy w reformach. Każda kolejna afera utrudnia ten proces.

Z drugiej strony działania służb antykorupcyjnych można uznać za pozytywny sygnał. Pokazują one, że mimo wojny instytucje państwa funkcjonują i są w stanie badać nawet najtrudniejsze sprawy. Operacja z sierpnia 2026 roku, choć wciąż na wczesnym etapie, potwierdza, że system antykorupcyjny nie został całkowicie zablokowany.

Przyszłość wskaże, jak głęboko sięgają powiązania ujawnione w najnowszym śledztwie. Ukraina stoi przed wyzwaniem, by jednocześnie prowadzić wojnę obronną i budować transparentne państwo. Najnowsza afera – wraz z całą serią poprzednich spraw dotyczących najbliższego kręgu władzy – pokazuje, jak trudne jest to zadanie. Formalny brak zarzutów wobec samego prezydenta nie zamyka dyskusji o odpowiedzialności politycznej i o tym, dlaczego kolejne nazwiska z jego otoczenia pojawiają się w aktach spraw korupcyjnych.

Źródła:

osw.waw.pl/en/publikacje/analyses/2026-05-13/…

polsatnews.pl/wiadomosc/2026-08-19/grupa-prze…

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-afera-na-szc…

https://dorzeczy.pl/swiat/930661/afera-korupcyjna-zamiesz…

https://wiadomosci.wp.pl/w-imie-chciwosci-afera-korupcyjn…

Niebo pełne dziur: Ukraina straciła rakiety przechwytujące i pomoc sojuszniczą przed zimą

Niebo pełne dziur: Ukraina straciła rakiety przechwytujące i pomoc sojuszniczą przed zimą

tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Ukraina po raz kolejny nie zestrzeliła ani jednego pocisku balistycznego ani hipersonicznego wystrzelonego przez rosyjskie siły zbrojne podczas ataku w nocy 16 sierpnia. Poinformowała o tym ukraińska gazeta „Strana”, powołując się na służbę prasową Sił Powietrznych Ukrainy. Dlaczego Kijów pozwala na kontynuację ataków, co oferują mu sojusznicy i czy nadchodząca zima może być ostatnią zimą w Kijowie?Redaktorzy strony internetowej TASS

18 sierpnia,

© REUTERS

Rosja kontynuuje ataki na cele na Ukrainie za pomocą precyzyjnej broni dalekiego zasięgu i bezzałogowych statków powietrznych. Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, rosyjskie Siły Zbrojne przeprowadziły 14 ataków grupowych w dniach 8-14 sierpnia oraz dwa ataki na dużą skalę i 12 ataków grupowych w dniach 1-7 sierpnia.

Rakiety i drony zaatakowały zakłady przemysłu zbrojeniowego, składy amunicji, paliw i smarów, tymczasowe miejsca rozmieszczenia jednostek ukraińskich i zagranicznych najemników, centra logistyczne, infrastrukturę ukraińskiego portu morskiego oraz zakłady paliwowe i energetyczne.

Z powodu niedoboru pocisków przechwytujących, Siły Zbrojne Ukrainy, wbrew dotychczasowej praktyce, zaprzestały publikowania danych o rosyjskich pociskach wystrzelonych w kierunku Ukrainy, jak donosi Bloomberg. Posłanka Rady Najwyższej Anna Skorochod stwierdziła , że ​​wynika to z „katastrofalnej sytuacji” w kraju, zauważając, że zamiast zająć się problemem, dowództwo wojskowe po prostu zaprzestało informowania opinii publicznej.

„Zełenski nadal przerzuca odpowiedzialność na Zachód, obwiniając partnerów za niedobór rakiet” – napisała była rzeczniczka prasowa Zełenskiego, Julia Mendel, w X. „Tymczasem jego rząd nie przygotował kraju na trudności związane z eskalacją i zbliżającą się katastrofą tej zimy. <…> Zamiast tego kontynuuje eskalację wojny, żąda pieniędzy i nie oferuje żadnych perspektyw. Jego osobista odpowiedzialność za opłakany stan Ukrainy jest oczywista”.

Patriot nie pomoże

Według „The Washington Post” jedynym ukraińskim systemem obrony powietrznej zdolnym do przechwytywania pocisków jest amerykański system Patriot .

Jednak, jak podaje gazeta, Rosja zmodernizowała swoje środki uderzeniowe i podczas gdy w sierpniu 2025 roku Ukraina rzekomo przechwyciła 37% hipersonicznych pocisków rakietowych Kinżał i Iskander, we wrześniu [2025 md] wskaźnik ten spadł do 6%.

Przeczytaj także

„Pokojowe” złomowanie klastra: jak Turcja będzie opłacalnie pozbywać się starych systemów ATACMS kosztem Ukrainy

Według ekspertów, Patriot nie jest wyspecjalizowanym systemem przeciwrakietowym. Ekspert wojskowy Michaił Chodarenok powiedział agencji TASS, że system posiada zdolności do obrony przeciwrakietowej niestrategicznej, ale nie gwarantuje to 100% skuteczności przechwytywania.

Analityk wojskowy Igor Korotczenko, redaktor naczelny magazynu „National Defense”, zauważył, że wyrzutnie Patriot strzelają w ograniczonym zakresie, w przeciwieństwie do pionowych wyrzutni rakietowych rosyjskich systemów S-300 i S-400 .

Magazyn Military Watch (MWM)  zwrócił uwagę na wysoki koszt pocisków Patriot: cena za sztukę sięga 4 milionów dolarów. MWM, powołując się na źródła zagraniczne, przytoczył przykład , w którym podczas jednej próby zestrzelenia Kinżału amerykański system bezskutecznie wystrzelił 32 pociski przechwytujące o łącznym koszcie około 96 milionów dolarów.

Bez rakiet

Wołodymyr Zełenski wielokrotnie apelował do Stanów Zjednoczonych o zwiększenie dostaw pocisków przechwytujących dla systemu obrony powietrznej Patriot, skarżąc się , że „kraje partnerskie” zaczęły „wstrzymywać” produkcję amunicji do systemów obrony powietrznej. Gazeta „Guardian” zauważyła , że ​​Ukraina jest zobowiązana do produkcji pocisków dla amerykańskiego systemu obrony powietrznej na poziomie trzy do czterech razy wyższym niż światowa średnia roczna.

W sierpniu 2025 roku CNN, powołując się na źródła, poinformowało , że Pentagon otrzymał prawo do uzupełniania własnych zapasów broni bronią produkowaną dla Ukrainy. Pociski Patriot znalazły się w kategorii „czerwonej”, co oznaczało, że same Stany Zjednoczone borykały się z niedoborem.

„Financial Times” donosił , że w styczniu 2026 roku systemy rakietowe Patriot rozmieszczone na Ukrainie były nieczynne z powodu braku amunicji w Kijowie. To uniemożliwiło krajowi odparcie rosyjskich ataków. W sierpniu CNN, które uzyskało dostęp do ukraińskich systemów obrony powietrznej, poinformowało , że jedna z wyrzutni nie wystrzeliła pocisków przez około sześć tygodni z powodu braku amunicji.

Stany Zjednoczone gwałtownie wyczerpywały swoje zapasy pocisków przechwytujących i amunicji precyzyjnego rażenia podczas wojny z Iranem, donosił „The Washington Post” w marcu 2026 roku, powołując się na źródła . Administracja USA zaprzeczyła jakimkolwiek niedoborom pocisków przechwytujących. Jednak w tym samym miesiącu Pentagon ogłosił zamiar potrojenia produkcji pocisków Patriot i czterokrotnego zwiększenia produkcji systemu obrony przeciwrakietowej THAAD (Terminal High Altitude Area Defense).

Alternatywy

Według „The Washington Post”, w 2023 roku nieżyjący już senator USA Lindsey Graham (znajdujący się na rosyjskiej liście terrorystów i ekstremistów) zaproponował przekazanie Ukrainie systemu obrony przeciwrakietowej Żelazna Kopuła. Jednak premier Izraela Benjamin Netanjahu zawetował potencjalną umowę, powołując się na warunki wspólnej produkcji.

Zełenski zażądał, aby Stany Zjednoczone przyznały licencję na produkcję amunicji Patriot już w 2025 roku. Przyznał jednak, że nawet jeśli zgoda zostanie udzielona, ​​wdrożenie produkcji zajmie od roku do kilku lat, narzekając na europejską i amerykańską biurokrację.

Przeczytaj także

Wpływ na strategiczne siły obronne USA i manewry. Eksperci o przekazaniu licencji Patriot Ukrainie

Innym systemem obrony powietrznej zdolnym do przechwytywania pocisków jest SAMP/T, produkowany przez konsorcjum Eurosam, w którego skład wchodzą francuska firma Thales i międzynarodowa korporacja MBDA. Prezydent Francji Emmanuel Macron potwierdził jego rozmieszczenie na Ukrainie w 2023 roku. Skuteczność europejskiego systemu jest zbliżona do amerykańskiej, stąd jego przydomek Euro-Patriot.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony po raz pierwszy ogłosiło zniszczenie systemu SAMP/T na Ukrainie w styczniu 2024 roku. Od tego czasu resort wojskowy wielokrotnie informował o zniszczeniu europejskiego systemu rakiet przeciwlotniczych (SAM).

Ataki na Rosję zamiast ochrony Ukrainy

Ukraina z kolei próbuje zaatakować Rosję dronami kamikaze. Według TASS, ukraiński atak dronów na regiony Rosji w nocy 16 sierpnia był największym od początku 2026 roku: rosyjskie systemy obrony powietrznej przechwyciły 822 drony. Poprzedniej nocy rosyjska artyleria przeciwlotnicza zestrzeliła 598 ukraińskich dronów.

Zachodni „partnerzy” nie spieszą się z przekazywaniem Ukrainie kierowanych pocisków przeciwlotniczych, ale dostarczają drony do ataków na Rosję i rozwijają współpracę w ich produkcji.

W sierpniu 2026 roku „The Sunday Times” doniósł , że ukraińskie siły zbrojne po raz pierwszy zaatakowały Rosję brytyjskimi dronami, w tym dronami Nyan firmy Callen-Lenz z Wiltshire, atakując rafinerie ropy naftowej w Wołgogradzie i Jarosławiu.

Wśród dronów zestrzelonych przez operatorów w Centrum Testowym Zaawansowanych Technologii Bezzałogowych Rubikon należącym do rosyjskiego Ministerstwa Obrony znajdują się amerykańskie Darty i Hornety oraz niemieckie RZR-01 i Vector.

„Zasadniczo, jedyne ukraińskie napisy tutaj to kilka napisów w języku ukraińskim i żółto-niebieskie kółka” – skomentował członek mobilnej jednostki ogniowej o pseudonimie Dawid na zestrzelonym bezzałogowym samolocie rozpoznawczym Shark należącym do ukraińskich sił zbrojnych, zaznaczając, że dron jest wyposażony w moduł komunikacyjny Silvus Technology, wyprodukowany przez USA na potrzeby amerykańskich produktów wojskowych.

„Znak rozpaczy”

„Zełenski zaapelował do europejskich partnerów posiadających znaczne zapasy pocisków przechwytujących Patriot, takich jak Hiszpania i Grecja, o podzielenie się nimi z Ukrainą” – zauważa Financial Times. „Jednak po tym, jak wojna z Iranem uszczupliła zapasy pocisków Patriot USA i ich sojuszników z Zatoki Perskiej, których uzupełnienie może zająć miesiące, a nawet lata, wielu partnerów Kijowa obawia się, że mogą zostać bez wystarczającej liczby pocisków”.

Dziennik „Washington Post”, powołując się na źródła , poinformował , że na początku 2026 roku administracja prezydenta USA Donalda Trumpa próbowała przekonać kilka krajów europejskich do wysłania rakiet dla amerykańskich systemów obrony powietrznej na Ukrainę, ale odmówiły one, obawiając się osłabienia własnej obrony.

Przeczytaj także

Nadchodzi wiosna: dlaczego nadchodząca zima może pogrzebać kijowski reżim

„Te pociski mają chronić polskie niebo” – odpowiedział były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak w wywiadzie dla radia RMF24 na pytanie o możliwość przekazania Ukrainie polskich pocisków Patriot. Co więcej, według portalu Wirtualna Polska, powołującego się na źródła w polskim Ministerstwie Obrony Narodowej, MON jest zirytowany sposobem, w jaki Zełenski prosi Warszawę o pociski – obliczając stan zapasów Patriotów w Polsce i uznając, że Polska „może obsłużyć dużą partię [pocisków]”.

„Prośby Zełenskiego o pomoc są oznaką desperacji. Cały świat zmaga się z poważnym niedoborem pocisków przeciwlotniczych. Ani Europejczycy, ani Stany Zjednoczone nie mają ich wystarczająco dużo” – napisała gazeta Die Welt. W artykule zauważono, że sytuacja Kijowa przed zimą jest tak „niepewna”, że kraj bije na alarm na wszystkich szczeblach.

„Narastające problemy systemowe, rosnąca presja na froncie i paraliż zaplecza – od deficytu budżetowego po rozpadający się aparat administracyjny – nieubłaganie skracają wiosnę” – powiedział Władimir Kostyriew, zastępca szefa redakcji TASS Near Abroad. „Nadchodząca zima może okazać się ostatnią kroplą, która ostatecznie przeleje czarę goryczy w Kijowie”.

Wiktor Bodrow

Gospodarka Ukrainy przygotowuje się na katastrofę, a Zełenski staje przed nowym wyzwaniem politycznym

Gospodarka Ukrainy przygotowuje się na katastrofę, a Zełenski staje przed nowym wyzwaniem politycznym

Symplicjusz 19 sierpnia 2026 r. simplicius76/ukraines-economy-braces-for-disaster

„The Economist” bije na alarm w związku z rosyjskimi atakami na infrastrukturę Ukrainy w następstwie niewypowiedzianej wojny z siecią Wildberries. Donosi, że gospodarka Ukrainy stoi w obliczu bezprecedensowych strat w wyniku nieustającej i systematycznie wyniszczającej kampanii rosyjskiej:

https://www.economist.com/europe/2026/08/18/rosyjskie-ataki-wyrządzają-poważne-szkody-gospodarce-ukrainy

Prawdopodobnie, aby nie zdusić resztek nadziei zwolenników Ukrainy, artykuł najpierw wymienia długą listę skutecznych, głębokich ataków, jakie Ukraina przeprowadziła przeciwko Rosji, i wynikających z nich konsekwencji gospodarczych.

Autorzy przyznają jednak, że Rosja odpowiedziała, a Ukraina jest o wiele bardziej podatna na tę wzajemną, spalonej ziemi, wymianę ciosów:

Ale duszenie działa teraz w obie strony, a Ukraina jest bardziej podatna. Porty w Odessie, gospodarcze centrum kraju, jako pierwsze odczuły presję. Zagrożone na początku wojny, porty głębinowe zostały ponownie otwarte najpierw dzięki umowie zbożowej z Turcją, a następnie dzięki chronionemu korytarzowi dla Ukrainy w 2023 roku. Rosja nadal atakowała infrastrukturę portową, ale przewoźnicy tolerowali ryzyko, przeładowując 210 milionów ton w ciągu kolejnych trzech lat. Rachunek zmienił się w połowie lipca, gdy Rosja sama zaczęła polować na statki. 19 lipca pociski manewrujące trafiły i zatopiły turecki statek towarowy, gdy wypływał z Czarnomorska, jednego z trzech dużych portów w regionie. Zginęło dziesięć osób. Od tego czasu każdy statek wpływający do Odessy lub wypływający z niej był celem ataku. Kilka statków nadal odważa się na atak, ale porty są martwe pod względem komercyjnym.

Trudno o gorszy moment, skoro wciąż brakuje 50 milionów ton zbiorów. Alternatywy nie są atrakcyjne. „Jeden statek o ładowności 100 000 ton to równowartość 5000 ciężarówek, 5000 kierowców i 5000 procedur granicznych” – mówi Dmytro Barinow, prezes stowarzyszenia Ukrport. Sytuacja jest gorsza niż w 2022 roku, jak twierdzi, kiedy porty nad Dunajem zrekompensowały część strat. Teraz niski poziom wody w rzece i rosyjskie ataki utrudniają korzystanie z tej trasy.

Co ciekawe, autorzy „The Economist” następnie obalają „przesadzone” twierdzenia Ukrainy na temat szkód gospodarczych wyrządzonych Rosji w wyniku ataków Ukrainy, twierdząc, że rzeczywiste szkody stanowią 1/10 strat przynoszonych przez Ukrainę:

Obie strony zawyżają statystyki. Ukraiński sztab generalny twierdzi, że od sierpnia 2025 roku spowodował on straty w rosyjskim przemyśle rafineryjnym o wartości 13,5 mld dolarów. Siergiej Wakulenko z think tanku Carnegie Endowment szacuje, że rzeczywiste, bezpośrednie straty dla przedsiębiorstw stanowią około jedną dziesiątą tej kwoty, a straty te ledwo dotknęły dochodów państwa. „Uderzenia bolą, ale nie tam, gdzie i w terminie, jakie deklaruje Ukraina” – mówi.

The Economist przewiduje, że sytuacja będzie się tylko pogarszać, jeśli Rosja będzie kontynuować tę nową kampanię, gdyż sezon zasiewów zbóż ozimych na Ukrainie może zostać całkowicie odwołany, podsumowując wymianę zdań jasnymi obrazami:

„To tak, jakbyśmy grali z Brazylijczykami w otwartą piłkę nożną” – żałuje jeden z byłych wysokich rangą urzędników.„Strzeliliśmy trzy gole i świętujemy, ale oni strzelili 13”.

https://www.reuters.com/world/ukraines-farmers-despair-russias-black-sea-blockade-traps-their-harvest-2026-08-13/

Artykuł kończy się ostrzeżeniem, że dalsze rosyjskie ataki mogą spowodować masowy exodus z Kijowa, przyznając, że obecnie najważniejszym planem jest po prostu przetrwanie do przyszłej wiosny, co nie brzmi zbyt obiecująco ani pocieszająco:

„Kolega opowiadał mi, że wczoraj mieli duże spotkanie pod nazwą „Akcje Jesienne” dotyczące planów na przyszłość” – mówi. „Dziś ma już nową nazwę: „Przetrwać do kwietnia”.

Ale najważniejszy aspekt, który artykuł celowo ukrywa, to fakt, że wojna całkowicie obróciła się przeciwko Ukrainie. „The Economist” i inne zachodnie publikacje chytrze przedstawiają najnowszy kryzys jako związany ze zużyciem rakiet Patriot na Ukrainie, a naturalnym rozwiązaniem jest dalsze zaangażowanie i inwestycje Zachodu w celu uzupełnienia zapasów tych niezwykle pożądanych pocisków przechwytujących; to rodzaj celowo fałszywej dialektyki.

CNN ubolewa nad ukraińską wyrzutnią rakiet Patriot, która leży porzucona gdzieś na polu, ponieważ nie ma w niej żadnych pocisków do wystrzelenia — wideo poniżej:

Christiane Amanpour@ amanpourNa Ukrainie @npwcnn widzi na własne oczy rzadki widok: wyrzutnię rakiet Patriot, stojącą pustą i nieużywaną, podczas gdy domagają się większej liczby pocisków przechwytujących. To jedyny sposób, w jaki Kijów może zestrzelić rosyjskie pociski balistyczne, ale ta wyrzutnia nie była używana od 10 tygodni, mówi jej inżynier.

19:30 · 17 sierpnia 2026 · 60,6 tys. wyświetleń

====================================================

To celowe wprowadzenie w błąd, mające na celu ukrycie faktu, że Ukraina rozpada się praktycznie pod każdym możliwym do zmierzenia względem wymiaru. Tworząc fałszywy dylemat, a następnie sztucznie go rozwiązując, mogą przeformułować katastrofalną sytuację Ukrainy, przedstawiając ją jako opartą na jednym, drobnym problemie, który można rozwiązać. A rozwiązaniem tego problemu okazuje się coś, co sprytnie dąży do dalszego wciągnięcia zubożałych krajów zachodnich w konflikt, szczególnie w czasie, gdy zainteresowanie i poparcie polityczne drastycznie maleją.

To całkowicie przyćmiewa brutalną rzeczywistość: Ukraina wykrwawia się pod każdym możliwym do zmierzenia wskaźnikiem i nie ma jednego, uniwersalnego rozwiązania. Oszustwo z Patriotami to sprytne wprowadzenie w błąd, mające na celu utrwalenie narracji, że Ukraina wciąż wygrywa lub „odwraca bieg wydarzeń”, a Rosja jest o krok od porażki, o ile Ukraina będzie mogła zostać zaopatrzona w kolejne pociski.

Nic bardziej mylnego – nawet gdy Ukraina miała mnóstwo Patriotów, niewiele one pomogły w powstrzymaniu rosyjskich ataków balistycznych, a do tej pory nie ma żadnych dowodów na to, że choć jeden Iskander został przechwycony przez te systemy.

Z drugiej strony, niemiecka publikacja wraz z Euromaidan Press ujawniły, że Rosja zestrzeliwuje praktycznie każdą ukraińską rakietę Flamingo:

https://euromaidanpress.com/2026/08/12/fp-5s-shot-down/

Rosja zestrzeliwuje większość najlepszych ukraińskich pocisków manewrujących dalekiego zasięgu tak szybko, jak tylko Ukraina jest w stanie je wystrzelić. Tylko jeden lub dwa z pocisków Fire Point FP-5 Flamingo o wartości 500 000 dolarów trafiły w cel w ostatnich tygodniach.

Oznacza to, że rosyjska obrona powietrzna na razie działa. To, czy będzie działać nadal, jest kluczowym pytaniem dla ukraińskich planistów ataku.

Co ciekawe, wysoki wskaźnik powodzenia przypisują rosyjskim samolotom A-50U AWAC, które obecnie regularnie patrolują trasy Flamingo i mogą wykrywać je z dużej odległości, a następnie przekazywać rozwiązania ogniowe odpowiednim jednostkom naziemnym.

Co prawda, 15 sierpnia Ukrainie udało się zaatakować ważne przedsiębiorstwo Roskosmosu w Samarze w Rosji, rzekomo dwoma pociskami Flamingo, które w jakiś sposób ominęły systemy obronne. To właśnie w rosyjskiej fabryce Sojuza produkowane są rakiety, które wynoszą na orbitę rosyjskie satelity „Rassvet”, będące odpowiednikami Starlinka.

Wróg publikuje zdjęcia satelitarne przedstawiające skutki uderzenia dwóch pocisków FP-5 „Flamingo” w jeden z warsztatów firmy Rocket Space Corporation „Progress” w Samarze 15 sierpnia.

Można oszacować rozmiar jednego z kraterów.

Przypomnijmy, że Rocket Space Corporation „Progress” to wiodące rosyjskie przedsiębiorstwo rakietowo-kosmiczne, produkujące rakiety nośne „Sojuz”, w tym te używane do wystrzeliwaniana orbitę satelitarnych urządzeń internetowych „Biuro-1440”, które obecnie budzą poważne obawy Ukrainy. Dlatego jest prawdopodobne, że wróg będzie nadal atakował to przedsiębiorstwo, próbując uniemożliwić Rosji opracowanie odpowiednika amerykańskiego systemu Starlink, a także znacząco osłabić cały przemysł kosmiczny. Ochrona tak unikalnego zasobu powinna być najwyższym priorytetem.

Ale kompleks jest ogromny i szkody raczej nie będą miały większego wpływu:

Te ogromne hale przemysłowe mają sufity pokryte masywnymi metalowymi pomostami i innymi różnego rodzaju konstrukcjami. Takie ataki zazwyczaj po prostu wybijają dziurę w dachu i, jak widać na jednym ze zdjęć powyżej, gdzie widoczna jest kratownica pomostów, nie przenikają nawet do podłogi warsztatu.

Niska prędkość pocisków nie zapewnia im wystarczającej siły kinetycznej, by to zrobić — tylko takie rzeczy jak rosyjskie hipersoniczne Iskandery lecące pionowo w dół są w stanie naprawdę przebić się przez takie hale przemysłowe, docierając do parteru i dalej.

Tymczasem sytuacja na ukraińskiej linii frontu nadal się pogarsza. Znany kanał prowadzony przez oficera ukraińskiej brygady powietrzno-desantowej przedstawił niedawno następującą „realistyczną” perspektywę:

W bardziej niepokojących wiadomościach, były minister obrony Fiodorow, którego Zełenski niepopularnie odwołał w zeszłym miesiącu w wyniku przetasowań, postanowił teraz zagrać ostro, w obliczu wniosku złożonego dziś przez Zełenskiego Radzie Najwyższej w sprawie mianowania generała majora Jewhena Chmary na stanowisko ministra obrony. Fiodorow opublikował nagranie wideo wzywające do wyborów na Ukrainie, co w istocie stanowi groźną „aferę” przeciwko rządom Zełenskiego i stanowi dla nich wyzwanie:

Could not load video.

„Demokracja nie może być zakładnikiem Rosji”.

Jest oczywiste, że siły gromadzą się przeciwko Zełenskiemu. Skoro nie ma już takich frajerów jak Jermak, których można by zrzucić na karb wojny, ta kulminacyjna zima może oznaczać nadejście politycznego punktu krytycznego dla ogarniętego walką, coraz bardziej osamotnionego i niepopularnego ukraińskiego przywódcy.

Dla zainteresowanych, ukraiński portal Strana opublikował bardzo szczegółową i interesującą analizę politycznych intryg związanych z ostatnim posunięciem Fiodorowa i tego, co może ono oznaczać dla politycznej przyszłości Ukrainy:

„Skoordynowane oświadczenia byłego ministra obrony Fiodorowa i jego grupy wsparcia, dotyczące kryzysu w zarządzaniu państwem i konieczności przeprowadzenia wyborów przed zakończeniem wojny, wydają się być starannie zaplanowaną taktyką przed głosowaniem nad nominacją Chmary na stanowisko ministra obrony. To w praktyce odrzuca żądania ruchu „kartonowego Majdanu” o przywrócenie Fiodorowa na stanowisko.

Celem jest przede wszystkim zasianie wątpliwości wśród parlamentarzystów (zwłaszcza wśród „sług ludu”): „Czy trzeba głosować na Chmarę, a sprzeciwiać się Fiodorowowi, skoro wybory i zmiana władzy są nieuchronne?” Alternatywnie, może chodzić o przekonanie samego Chmary do ustąpienia ze stanowiska. Minimalnym celem jest, nawet jeśli Chmara zdobędzie wystarczającą liczbę głosów, nadanie nowego znaczenia działaniom „kartonowego Majdanu”, które teraz będą miały na celu nie przywrócenie Fedorowa, a przeprowadzenie wyborów.

Na Ukrainie, w czasie wojny, teoretycznie mogą się odbyć jedynie wybory prezydenckie. Wybory parlamentarne są zakazane przez Konstytucję, której nie można zmienić w stanie wyjątkowym. Wybory prezydenckie są również zakazane, ale nie przez Konstytucję, a przez dwie ustawy (Kodeks wyborczy i ustawę o stanie wojennym), które mogą zostać zmienione większością głosów w Radzie Najwyższej.

Innymi słowy, Fedorow i jego grupa wsparcia (składająca się głównie z organizacji finansowanych z grantów, wcześniej bliskich Amerykańskiej Partii Demokratycznej, a obecnie wspieranych przez Europę – tych, których ich przeciwnicy nazywają „soroszytami”) chcą wdrożyć schemat, w którym wybory w kraju odbędą się w czasie wojny, a ich reprezentant (Fiodorow) zostanie prezydentem, co pozwoli im szybko przekształcić zarówno większość parlamentarną, jak i całą władzę. struktura.

Narzędziami, które mają zmusić Zełenskiego do tego, są protesty, sprawy karne NABU i SAP przeciwko jego najbliższemu otoczeniu oraz presja ze strony Europy.

Zełenski jest zmuszany do oddania władzy – oferuje mu się ogłoszenie wyborów, przegranie ich (na co wskazują wszystkie sondaże) i opuszczenie urzędu. Całkiem możliwe, że pociągnie to za sobą postępowanie karne. I z pewnością doprowadzi to do upadku całej jego grupy ekonomicznej i politycznej („Rodziny”). To zdecydowanie nie jest przyszłość, jaką Zełenski sobie wyobraża. Dlatego prawdopodobnie będzie próbował stawić opór. Może na przykład nakazać SBU zaatakowanie NABU/SAP i ich grupy wsparcia (taki scenariusz jest dyskutowany nawet w kręgach finansowanych z grantów).

Kolejne pytanie brzmi, czy Europa będzie wywierać presję i jak dużą. To kluczowa kwestia, ponieważ Zełenski może wytrzymać protesty, a nawet kolejne sprawy karne przeciwko Jermakowi i jego współpracownikom, ale jeśli Europejczycy (którzy obecnie finansują Ukrainę) będą wywierać presję bezpośrednio, o wiele trudniej będzie się jej oprzeć. W zeszłym roku, podczas próby przejęcia kontroli nad NABU i SAP przez Administrację Prezydenta, taka presja była wywierana. Nie była ona jednak tak silna w odniesieniu do rezygnacji Fiodorowa. Nie wiadomo też jeszcze, czy Europa będzie nalegać na wybory.

Po trzecie, sondaże pokazują, że Fiodorow nie jest jedynym kandydatem z szansą na zwycięstwo. Załużny cieszy się wyższym poparciem, a Budanow tylko nieznacznie niższym. Czy obaj będą po cichu przyglądać się, jak Fiodorow dochodzi do władzy? Czy też w pełni zaangażują się w walkę, zaciekle sprzeciwiając się byłemu ministrowi? Wszystko to może dodać element radykalnej nieprzewidywalności do procesu „przywracania procesów demokratycznych”.

Po czwarte, temat „Ukraina potrzebuje wyborów” zacznie zyskiwać na popularności w kraju, co może gwałtownie zaostrzyć publiczną dyskusję na temat „nielegalności” Zełenskiego. Nawiasem mówiąc, to właśnie stale powtarza się w Rosji, domagając się przeprowadzenia wyborów prezydenckich na Ukrainie, aby mieć „legalną głowę państwa”, z którą można prowadzić negocjacje. A jeśli wybory odbędą się w czasie wojny, to formalnie żądanie Kremla zostanie spełnione. Oczywiście Fiodorow raczej nie złagodzi pozycji negocjacyjnej w porównaniu z Zełenskim. Bardziej prawdopodobne jest odwrotne – jego grupa wsparcia często wzywa do zaostrzenia mobilizacji, obniżenia wieku poboru, zaostrzenia walki z „uciekinierami” i „piątą kolumną” itd. Jednak każdy z pozostałych „realnych” kandydatów mógłby ostrożnie (nie osobiście, ale w swojej grupie wsparcia) zacząć promować ideę, że „Zełenski był przeszkodą w osiągnięciu pokoju, ponieważ Putin nie chciał z nim rozmawiać o niczym. Jeśli zostanę prezydentem, będę mógł wynegocjować normalne warunki zakończenia wojny”. I niewykluczone, że takie stanowisko mogłoby okazać się bardziej popularne niż różne warianty „walki do gorzkiego końca”.

Cóż możemy powiedzieć? Przygotujcie popcorn.

Prof. Bartyzel krytykuje wypowiedź Nawrockiego o udziale Ukraińców w Bitwie Warszawskiej

Karol Nawrocki, źr. Wikimedia

Prof. Bartyzel krytykuje wypowiedź Nawrockiego o udziale Ukraińców w Bitwie Warszawskiej

17 sierpnia 2025 Mateusz Pławski kresy/prof-bartyzel-krytykuje-wypowiedz-nawrockiego-o-udziale-ukraincow-w-bitwie-warszawskiej

Historyk prof. Jacek Bartyzel stanowczo skomentował słowa prezydenta Karola Nawrockiego o rzekomym wspólnym zwycięstwie Polaków i Ukraińców nad bolszewikami w 1920 roku. Zarzucił mu „fałsz historyczny” i „polityczny prezentyzm”.

Profesor Jacek Bartyzel odniósł się do słów prezydenta Karola Nawrockiego, który stwierdził w piątek, że w Bitwie Warszawskiej bolszewików pokonało Wojsko Polskie „wspólnie z Ukraińcami”. Swoją opinię profesor zamieścił we wpisie na Facebooku, cytowanym przez portal PCh24.pl. Według niego wypowiedź Nawrockiego „jest zadziwiająca i mówiąc delikatnie rozmija się w istotnych punktach z prawdą historyczną w imię doraźnego politycznego prezentyzmu”.

„Po pierwsze, stwierdzenie, iż bolszewików odparły wspólnie Wojsko Polskie i siły ukraińskie jest w najlepszym grubą przesadą, bo oczywiście po stronie polskiej faktycznie istniały jakieś oddziały uznające zwierzchnictwo tzw. Ukraińskiej Republiki Ludowej, z Petlurą jako jej przywódcą, ale stanowiły one mało znaczący militarnie margines i o niewielkiej wartości bojowej, a sama URL i Petlura byli ignorowani przez większość Ukraińców” – zaznaczył.

Profesor uznał za „groteskowe” przedstawianie roli Ukraińców jako równorzędnej z Polakami w Bitwie Warszawskiej. Porównał to do propagandowego eksponowania przez władze PRL rzekomego udziału „pułków smoleńskich” w bitwie pod Grunwaldem – zabiegu służącego gloryfikacji Armii Czerwonej jako spadkobierczyni tych oddziałów.

Zdaniem prof. Bartyzela, jeśli już mówić o sojusznikach w 1920 roku, to w pierwszej kolejności należałoby wspomnieć Białorusinów i białych Rosjan. Profesor odniósł się także do sposobu, w jaki Nawrocki interpretował historię – jako „narrację historiozoficzną opartą o fałszywe analogie”.

„Ta narracja jednak, mówiąc popularnie, kupy się nie trzyma. Już same podane przez prezydenta Nawrockiego dwa przykłady triumfu oręża polskiego: Orsza i Kłuszyn w jednym ciągu z Warszawą 1920 zupełnie do siebie nie pasują (…)” – napisał profesor, tłumacząc, że Bitwa pod Orszą była wynikiem rywalizacji litewsko-moskiewskiej, a nie rosyjskiego imperializmu. Dowodził nią zresztą Konstanty Ostrogski – prawosławny Rusin, którego trudno jednoznacznie utożsamiać z dzisiejszymi Ukraińcami czy Rosjanami.

Z kolei zwycięstwo hetmana Żółkiewskiego pod Kłuszynem, jak podkreślił Bartyzel, trudno traktować jako przykład obrony przed imperializmem, gdyż było to działanie zaczepne, które zakończyło się okupacją Kremla przez wojska polskie. „Jest raczej symbolem «imperializmu polskiego» – czego zresztą, broń Boże, nie powinniśmy się wstydzić, wprost przeciwnie, powinniśmy się tym chlubić, że byliśmy do ekspansji zdolni” – zaznaczył profesor.

Na zakończenie wyjaśnił, że bolszewicki atak na Polskę w 1920 roku nie miał nic wspólnego z tradycyjnym rosyjskim imperializmem.

„Lenin to nie Katarzyna II, a Trocki to nie Suworow czy Paskiewicz. Na czele Komitetu Rewolucyjnego w Białymstoku stali rdzenni Polacy: Marchlewski i litewski szlachcic Dzierżyński.

To nie imperializm rosyjski stał w 1920 roku pod Warszawą, lecz armia czerwonego Antychrysta, niosąca groźbę zniszczenia każdemu narodowi, tak polskiemu, jak rosyjskiemu i jakiemukolwiek innemu w imię obłąkanej utopii komunizmu. To nie Rosja nam i światu wtedy zagroziła, lecz upiór ideologii wymyślonej zresztą przez europejskiego, niemieckojęzycznego Żyda” – podsumował.

Udział Ukraińców w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r.

Udział Ukraińców
Fot. slowopolskie.org

Udział Ukraińców w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r.

2 września 2017

Udział w walkach jednostek ukraińskich sformowanych w Polsce miał wymiar jedynie symboliczny. Obie dywizje ukraińskie nie były przygotowane do walki, a o ich użyciu zdecydowano przede wszystkim ze względów propagandowych.

Kolejna rocznica „Cudu nad Wisłą” , a także wyprawy kijowskiej i wojny polsko-bolszewickiej stały się okazją dla obecnych władz w Kijowie do akcentowania ukraińsko-polskiego braterstwa broni. Realizowana przez nie kampania informacyjna ma przekonać, że tak dobrych i wiernych sojuszników jak Ukraińcy Petlury Polacy nie mieli. Tymczasem prawda jest bardziej złożona. Wyprawa kijowska skończyła się niepowodzeniem, bo właśnie „ukraińscy sojusznicy” całkowicie zawiedli. W szeregach bolszewików było też więcej Ukraińców niż w szeregach armii Petlury, która w znacznej mierze była tworem cokolwiek sztucznym. W wielu przypadkach biła się dzielnie, ale nie odegrała większej roli.

Podjęta przez Piłsudskiego wyprawa kijowska miała na celu wyparcie bolszewików z części Ukrainy wraz z Kijowem i osadzenie w jej stolicy rządu przyjaznego Polsce. Rząd ten miał uznać wschodnią granicę Polski, a także stworzyć państwo będące jej sojusznikiem we wszystkich sferach. Naczelnik państwa liczył, że stanie się ono jednym z buforów oddzielających Polskę od bolszewickiej Rosji. Wyprawa kijowska miała odbyć się pod hasłem „Za naszą i waszą wolność”. Józef Piłsudski liczył, że po błyskotliwych zwycięstwach militarnych, Ukraińcy przejmą inicjatywę z rąk polskich i Polacy będą mogli się wycofać. By plan ten zafunkcjonował, stojący na czele wojsk ukraińskich Symon Petlura musiał zostać poparty przez społeczeństwo ukraińskie. Piłsudski liczył, że tak się stanie. W swojej odezwie z 26 kwietnia 1920 r. skierowanej „Do wszystkich mieszkańców Ukrainy” pisał m.in.: „Wierzę, że naród ukraiński wytęży wszystkie siły, aby z pomocą Rzeczypospolitej Polskiej wywalczyć wolność i zapewnić żyznym ziemiom swej ojczyzny szczęście i dobrobyt, którym cieszyć się będzie po powrocie do pracy i pokoju”.

Rzeczywistość pokazała, że wiara Piłsudskiego w Ukraińców była cokolwiek naiwna, a nadzieje na ich poparcie złudne. Piłsudski, stawiając na Ukraińców, działał jako polityk, jako wódz naczelny wiedział, że przeciwnik czyli bolszewicy gros swoich sił gromadzą na Białorusi i z niej wyprowadzą ofensywę w kierunku Warszawy.

Sformowane w Polsce

Piłsudski musiał też liczyć się z faktem, że wyprawa kijowska zostanie potraktowana przez Ukraińców jako próba osadzenia w Kijowie kolejnego marionetkowego rządu przywiezionego w teczce. Wojska Petlury nie walczyły z bolszewikami na Ukrainie, ale zostały sformowane w Polsce. W lutym 1920 r. z polecenia Piłsudskiego została utworzona Ekspozytura d.s. Ukraińskich zajmująca się tworzeniem wojska ukraińskiego. Jej pracami kierował zaufany współpracownik Piłsudskiego kapitan Juliusz Ulrych. Z ramienia Oddziału II Sztabu Generalnego nad tworzeniem armii ukraińskiej czuwał kapitan Wiktor Czarnocki, który jednak nie wykazywał entuzjazmu do całego przedsięwzięcia. Obowiązki oficera łącznikowego przy Naczelnym Dowództwie Wojska Polskiego pełnił gen. Aleksander Osiecki

Nabór do ukraińskich oddziałów prowadzono w obozie internowanych w Łańcucie, który przemianowano na Ukraińską Stanicę Zbiorczą. Do tworzonej jednostki werbowano głównie jeńców. Niewielki odsetek stanowili ochotnicy z okolic Kamieńca Podolskiego. Ze względu na epidemię tyfusu ośrodek mobilizacyjny przeniesiono do Brześcia.

Dywizja Żelazna

W rejonie Kamieńca Podolskiego, znajdującego się pod polską kontrolą, formowano też 4 Strzelecką Brygadę. W powiatach jampolskim i mohylewskim powstało również kilka jednostek, z których później utworzono Samodzielną Strzelecką Brygadę, która w trakcie polskiej ofensywy została przemianowana na 3 Dywizję Żelazną.

Polacy na wyposażenie sił ukraińskich przekazali od lutego do listopada 1920 r. : 30 tys. karabinów, 298 karabinów maszynowych, 38 dział polowych, 6 ciężkich, 1 tys. pistoletów, 40 tys. mundurów, 29 tys. kompletów bielizny, 2 tys. namiotów i 17 samochodów. Ponadto sporo uzbrojenia przekazała petlurowcom 6 Armia Polska. 

Z ilości przekazanego Ukraińcom sprzętu można by wnosić, że ich siły liczyły kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Tymczasem nic z tych rzeczy. W wyprawie kijowskiej brało udział 60 tys. żołnierzy polskich i około 6 tys. żołnierzy i oficerów ukraińskich. Dane podawane przez historyków są rozbieżne. Z. Karpus pisze o 556 oficerach i 3348 szeregowcach. L. Wyszczelski szacuje siły ukraińskie na 4,5 tys. bagnetów, 2 tys. szabli. K. Grunberk i Bolesław Sprengel szacują zaś siły petlurowców na 795 oficerów i 5234 żołnierzy. Wydaje się, że można przyjąć, że w sumie Ukraińcy stanowili około 10 proc. sił polskich, które ruszyły na wyprawę. Ukraińcy byli podzieleni na dwie dywizje, chociaż dywizjami byli tylko z nazwy. Pod względem potencjału bojowego ukraińskie „dywizje” miały siłę pułków. Były one za słabe do prowadzenia samodzielnych działań i zostały operacyjnie podporządkowane armiom polskim. 6 Dywizja Strzelecka trafiła do 2 Armii. Została wzmocniona batalionem 1 Dywizji Piechoty Legionów.  Wspólnie z poborowymi 1 DP Legionów i 15 DP miała wziąć udział w ataku na Kijów. Na wyznaczonym jej odcinku bolszewicy bardzo szybko się wycofali i dotarła do Kijowa bez walki. 9 maja 1920 r. dywizja wzięła udział w uroczystej defiladzie wojsk polskich na Kreszczatyku.

Ze względów propagandowych

Druga ukraińska jednostka, czyli 2 Dywizja Strzelecka brała udział w operacjach w rejonie Mohylowa Podolskiego. Nie toczyła tam jednak zaciętych bojów, bolszewicy nie stawiali bowiem większego oporu, wycofując się bez walki. Ukształtowanie terenu, jary i liczne koryta dopływów Dniestru utrudniały pościg za bolszewikami.

W sumie trzeba się zgodzić z Sebastianem Szajdakiem, który w swojej pracy twierdził m.in.: „Udział w walkach jednostek ukraińskich sformowanych w Polsce miał wymiar jedynie symboliczny. Obie dywizje ukraińskie nie były przygotowane do walki, a o ich użyciu zdecydowano przede wszystkim ze względów propagandowych. Zadbano przy tym , aby w trakcie wykonywania powierzonych im zadań ich siła nie została zbytnio naruszona. Jednostki ukraińskie otrzymały więc zadania o drugorzędnym znaczeniu, a sąsiadujące z nimi dywizje polskie otrzymały rozkazy udzielenia natychmiastowej pomocy Ukraińcom w razie wplątania się tych ostatnich w poważniejsze walki. Miało to uchronić dywizje ukraińskie przed nadmiernymi stratami. Ich kadrowy charakter przedstawiał dla strony polskiej większą wartość niż siła militarna. W oparciu o nie i uzupełnienie rekrutami z Ukrainy planowano utworzenie nowych pełnoetatowych dywizji ukraińskich. Miały one przejąć kontrolę nad zdobytym terytorium i zastąpić oddziały polskie”.

Nie było rekruta

9 maja Petlura wydał zarządzenie o poborze rekruta do armii ukraińskiej i powołał biura werbunkowe, nie ogłaszając jednocześnie mobilizacji. Liczył na zaciąg ochotniczy. Ten jednak nie przyniósł efektów. Mobilizacja powszechna też pewnie nic by nie dała, bo Petlura nie dysponował aparatem, który byłby w stanie ją przeprowadzić.

Polakom na początku wyprawy kijowskiej poddali się żołnierze z 2 i 3 brygady Strzelców Siczowych, nie chcąc podzielić losu1 brygady, która została rozbita pod Koziatynem. W sumie „siczowcy” , którzy złożyli broń, tworzyli stosunkowo pokaźną grupę liczącą 11500 ludzi. Wśród nich było sporo wyszkolonych żołnierzy, a zwłaszcza doświadczonych oficerów. Piłsudski chciał, by zasilili oni szeregi wojsk Petlury, ale strona ukraińska nieufnie podchodziła do tego pomysłu. Obawiała się przeniesienia do swojej armii ducha i idei bolszewickich. Ostatecznie zgodzono się na indywidualną akcję werbunkową, z której jednak „strzelcy siczowi” nie chcieli korzystać świadomie wybierając internowanie. Spośród 2400 jeńców z I Brygady akces do petlurowców zgłosiło tylko 330.

Wojsko czy banda?

Zaplecze werbunkowe dla armii Petlury mogły stanowić antybolszewickie oddziały partyzanckie. Niektóre z nich, jak grupa gen. Omelianowycza-Pawłenki były dość liczne. Składała się ona z 4 tys. ludzi. Sęk w tym, że w opinii II Oddziału dowództwa 6 Armii ugrupowanie to bardziej przypominało bandę, a nie regularne wojsko. Według oficera polskiego wywiadu, który sporządzał opinię, aby tę grupę przekształcić w regularne wojsko, należałoby większość jej szeregowców zdemobilizować ze względu na ich wysokie zdemoralizowanie. Na koncie tej grupy oprócz około 50 bitew i potyczek, były też liczne pogromy Żydów, rabunki i inne ekscesy

W grupie nie obowiązywały żadne regulaminy. Dowódca przypominał raczej herszta zbójów niż generała. Cała dyscyplina w oddziale opierała się na jego autorytecie i bezwzględnym egzekwowaniu posłuszeństwa. Grupa nie miała sztabu, była niejednolicie umundurowana i uzbrojona. Formalnie składała się z trzech dywizji piechoty i konnej brygady. Jej wartość bojową dodatkowo obniżał brak amunicji i nieufność, a nawet wrogość wobec Polaków i wizji sojuszu z Polską. Według gen. Krajowskiego dowódcy 18 DP tylko kawaleria oddziału nadawała się do natychmiastowego użycia na froncie. Polski generał wystawił jej wysoką ocenę. Polacy zdecydowali się na dostarczenie grupie gen. Omelianowycza-Pawłenki dostaw niezbędnego zaopatrzenia.

Oczekiwania na wyrost

Nie rozwiązywało to jednak sprawy. Strona polska domagała się od Petlury wystawienia w szybkim czasie 6 dywizji odpowiadających etatom polskim. Petlura w czasie od 6 tygodni do 3 miesięcy miał wystawić 60 tys. żołnierzy. Żołnierze ukraińscy mieli zastąpić polskich, którzy mieli zostać przerzuceni na Front Zachodni na Białoruś.

Sformowanie 6 dywizji było w krótkim czasie nierealne. I to nie tylko z braku ochotników do walki z bolszewikami, ale także braku broni, czego Piłsudski w ogóle nie wziął pod uwagę. Liczył on zapewne, że broń dla Ukraińców zdobędzie się na wrogu, przejmując jego magazyny. Tym można tłumaczyć jego rozkazy nakazujące, by wojsko poruszało się z „szybkością nadzwyczajną, bez względu na zmęczenie koni i ludzi”. Piechota przebywała dziennie do czterdziestu kilometrów, a jazda nawet do osiemdziesięciu. Wykorzystano też kolumny pancerno-samochodowe. Bolszewicy zrobili jednak Piłsudskiemu niespodziankę i odstępowali bez walki, nie dając się okrążyć i zniszczyć, zachowując zdolność bojowa. Piłsudski miał trudności z rozszyfrowaniem planów i rozmieszczeniem sił przeciwnika.

Realizując jego rozkazy, żołnierze polscy często atakowali próżnię. Założenia operacji opierające się na tezie, że Ukraina zawsze była dla Rosji zapleczem żywnościowym, dlatego bolszewicy bez walki jej nie oddadzą i będą jej bronić do upadłego, okazały się fałszywe. Piłsudski się pomylił. O ówczesnym nastroju Piłsudskiego świadczy najlepiej jego list do Sosnkowskiego, w którym pisał: „Te bestie zamiast bronić Kijowa, uciekają stamtąd; również uciekają i cofają się z południa ściągają ku Czerkasom i Kremieńczugowi”. List ten Piłsudski wysłał swojemu przyjacielowi 6 maja 1920 r. nie wiedząc, że w tym samym dniu na północ od Jekaterynosławia Dniepr przekraczały już oddziały 1 Armii Konnej – czerwona, kozacka formacja, na czele której stał kozacki watażka, typu sienkiewiczowskiego Bohuna, cieszący się dużym autorytetem wśród kozackiej braci. Miał on stopień starszego wachmistrza i nie był nawet oficerem, ale miał do dyspozycji „mózg”, kierujący działaniem formacji w postaci sztabu., Kierowali nimi  były carski pułkownik Nikołaj Szczołkow i były podpułkownik Sztabu Generalnego Leonid Klujew.

„Konarmia” wchodzi do gry

Formacja ta byłą zaprawiona w bojach. To ona rozbiła m.in. wojska Wrangla nad Donem i Denikina pod Woroneżem. Siła „Konarmii” polegała nie tylko na tym, że jej żołnierze byli kozakami, walczącymi bezwzględnie i zdolnymi, co doskonale opisał Izaak Babel, do największych okrucieństw. Była to formacja na wskroś, jak na owe czasy, nowoczesna. Liczyła 30 tys. ludzi, z których konnica stanowiła tylko połowę. Dysponowała dużą ilością karabinów maszynowych i artylerii. W jej skład wchodziły też dywizjony samochodów pancernych, dywizjon czołgów, 4 pociągi pancerne i 3 eskadry lotnicze. „Konarmia” miała 30 radiostacji, więcej niż cała armia polska. Umożliwiało to jej sztabowi stałe utrzymywanie łączności z jednostkami i dowodzenie nimi w ruchu, który był jej największym atutem.

Nadzieje na dozbrojenie armii ukraińskiej przy pomocy broni zdobytej na bolszewikach niestety się nie sprawdziły. Najwięcej broni, co jest swoistym paradoksem, zdobyto na ukraińskich strzelcach siczowych. Po ich rozbrojeniu Polacy przekazali petlurowcom 7 tys. karabinów, 171 karabinów maszynowych i 43 armaty. Okazało się jednak, że większość sprzętu była  niesprawna, bo chytrzy siczowcy przed złożeniem  broni ją uszkadzali.

Mimo poważnych trudności, kosztem własnych zapasów, Polacy, wykonując dyrektywę Piłsudskiego, starali się przekazywać jednostkom Petlury broń i wszelkie zaopatrzenie. Uderzenie „Konarmii” i kontrofensywa bolszewicka przekreśliła wszystkie plany związane z wyprawę kijowską. Polacy i armia Petlury zaczęły odwrót. Do momentu odwrotu ta ostatnia zwiększyła swoje szeregi do około 20 tys. Tylko 10 tys. z nich służyło jednak w linii. Reszta znajdowała się taborach nadmiernie zdaniem historyków rozbudowanych, a także w jednostkach zapasowych. Choć zwiększyła ona znacząco swoje szeregi w porównaniu z okresem, gdy razem z Polakami wkraczała na Ukrainę, to jednak jej siły były znacząco mniejsze od samej tylko kozackiej „Konarmii”, w której służyli bracia petlurowców znad Donu. Nie byli to zaś jedyni Ukraińcy walczący w szeregach bolszewików. Ci na całej zadnieprzańskiej Ukrainie mieli sporo zwolenników, których pozyskiwali w czasie kampanii propagandowych, w trakcie której wzywali Ukraińców do walki z „bandami Piłsudskiego i polską soldateską”.

A więc, do broni!

Propaganda bolszewicka znajdowała niestety też posłuch po drugiej stronie Dniepru na terenach, na których miał panować Petlura. Zwrócił się on z dramatycznym apelem do swoich rodaków, kończącym się sowami: ”Jeśli nie chcecie pozostać niewolnikami, musicie i wy zabrać głos i czynami dowieść, żeście dojrzeli do wolności i życia samodzielnego. A wiec do broni!”. Jego wezwanie zostało zignorowane przez Ukraińców. Uaktywnili się też ukraińscy komuniści, kierowani przez Komitet Centralny Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy. 1700 żołnierzy z 5 Chersońskiej Dywizji tworzonej przez Petlurę i złożonej przede wszystkim ze strzelców siczowych do niej przyjętych, zdezerterowało i przeszło na Pokucie, gdzie wybuchło antypolskie powstanie. 

Generalnie jednak większość sił należących do armii Petlury biła się z bolszewikami, wspomagając siły polskie w walkach odwrotowych. 6 DS. dowodzona przez płk Marka Bezruczkę cofała się razem z oddziałami polskimi, tocząc ciężkie walki. Kilkakrotnie bolszewicy usiłowali ją rozbić, ale mimo dużych strat udawało jej się utrzymać wyznaczone pozycje. Kryzys w jej szeregach nastąpił w nocy z 19 na 20 lipca, kiedy bolszewicy wdarli się między dywizję ukraińską i polską 7 DP. Groźba otoczenia zmusiła Bezruczkę do wydania rozkazu opuszczania zajmowanych pozycji. W trakcie jego wykonywania jedną z brygad dywizji ogarnęła panika i znad Styru wycofała się na linię Stochodu. Dywizja została wycofana do obwodu, by zregenerowała siły. Na dzień 1 sierpnia 1920 r. liczyła 2 tys. żołnierzy, ale w linii walczyło tylko około 500 z nich. Czterystu było piechurami, 100 kawalerzystami. Na ich wyposażeniu były 4 działa i 24 karabiny maszynowe. Realnie dywizja przedstawiała wartość bojową batalionu. Po przejściu na drugą stronę Bugu, dywizja brała udział w walkach z nacierającymi bolszewikami, ponosząc duże straty. Na dzień 14 sierpnia posiadała 300 bagnetów, wliczając w to sztab i 70 spieszonych kawalerzystów, dla których zabrakło już koni. Cztery armaty z braku koni ciągnęły woły.

Macanie wypadami

Następnie dywizja brała udział w obronie Zamościa, co było jej ostatnim zadaniem. Wchodziła ona w skład kombinowanych sił, które w ostatnim momencie wzmocniły dwa pociągi pancerne i 31 pp z 10 DP pod dowództwem kpt. Mikołaja Bołtucia, liczący 2300 żołnierzy. To im, a nie żołnierzom Bezruczki przypadło główne zadanie w trzydniowej obronie miasta. Dowódca „Konarmii” zrezygnował z jego frontalnego ataku. Macał je nagłymi wypadami, szukając słabych punktów obrony.

Na odcinku południowym wojskami ukraińskimi dowodził gen. Omelianowycz- Pawłenko. Starał się on cofać z nimi tak, by nie dopuścić do ich rozbicia przez bolszewików. Po osiągnięciu linii Zbrucza wojska Omelianowycza-Pawłenki obsadziły ją od Husiatyna aż do ujścia tej rzeki do Dniestru.

Na linii Strypy

W następnych dniach oddziały ukraińskie cofnęły się na linię Strypy, którą z powodzeniem bronili, przeprowadzając liczne kontrataki. Gdy północne skrzydło wojsk musiało się cofnąć, by bronić Lwowa, Ukraińcy zaczęli cofać się w stronę Dniestru, bo groziło im okrążenie. Otrzymała ona rozkaz obsadzenia linii Dniestru od Zaleszczyk do Żurawna. Następnie po bitwie warszawskiej zaczęły się one szykować do generalnej kontrofensywy.

W połowie września cała armia po uzupełnieniu strat  liczyła 17 500 żołnierzy, ale w linii tylko 6400. Na ich wyposażeniu było 49 armat i 300 karabinów maszynowych. Z różnym powodzeniem brała udział w walkach aż do października 1920 r. , kiedy to Polska i bolszewicka Rosja podpisały zawieszenie broni.

Udział wojsk ukraińskich w wyprawie kijowskiej i wojnie z bolszewikami można oceniać różnie. Liczby same mówią za siebie. Jednostki ukraińskie były nieliczne i wielkiego strategicznego znaczenia nie miały. Walczyły dzielnie, ale było ich zbyt mało, by mogły zmienić bieg wojny.

Marek A. Koprowski