NATO rozszerza rurociągi wojskowe do granic Rosji: Możliwości i sposoby ich „wyzerowania”

NATO rozszerza rurociągi wojskowe do granic Rosji: Możliwości i sposoby ich wyzerowania

Boris Rozhin , ekspert Centrum Dziennikarstwa Wojskowo-Politycznego

27 lipca,tass-ru/opinions

© RHIMAGE/ Shutterstock/ FOTODOM

Ambasadorowie wszystkich 32 państw NATO zatwierdzili największy w historii sojuszu projekt modernizacji wojskowej infrastruktury paliwowej, którego koszt wyniósł 27 miliardów euro. Plan, którego główne priorytety określono do 2031 roku, obejmuje zarówno renowację 10 000 kilometrów rurociągów z czasów zimnej wojny, jak i zakrojoną na szeroką skalę budowę nowych sieci w Europie Wschodniej i Południowo-Wschodniej.

Wieczny – „zagrożenie ze Wschodu”

Ekspansja NATO na wschód od lat 90., wbrew obietnicom, niezmiennie wiązała się z rozwojem logistyki wojskowej w kierunku granic Rosji i Białorusi. Konflikty – nawet lokalne, o czym świadczy trwająca wojna na Bliskim Wschodzie – wymagają kolosalnych ilości zaopatrzenia, a pod pretekstem „zagrożenia rosyjskiego” lobby obronne sojuszu systematycznie zwiększało inwestycje w infrastrukturę. W latach 2023–2024 przybrało to formę koncepcji „wojskowego Schengen” – szeroko zakrojonej modernizacji dróg, mostów i węzłów kolejowych w celu szybkiego rozmieszczenia sił na wschodniej flance.

Przejście na koncepcję rotacyjnego bazowania w krajach bałtyckich, Polsce i Rumunii doprowadziło blok nie tylko do utworzenia nowych stałych baz NATO na tych terytoriach, ale także do ponownego przemyślenia istniejącego systemu zaopatrzenia w tej części kontynentu. Od drugiej połowy lat 2010. manewry NATO – w Przesmyku Suwalskim, krajach bałtyckich, Kaliningradzie i na Białorusi – ujawniły krytyczne braki w symulacji konfliktu z Rosją: nie tylko niską przepustowość dróg w Europie Wschodniej, ale także niezdolność istniejącego systemu do zaopatrzenia wojsk w paliwo.

Obecnie cały kompleks rurociągów zdolnych do wspierania operacji Sojuszu tworzy System Rurociągów NATO (NATO Pipeline System – NPS). Obejmuje on dwie międzynarodowe sieci – Central European Pipeline System (CEPS, obejmujący Francję, Niemcy, Belgię, Holandię i Luksemburg) oraz Northern European Pipeline System (NEPS w Danii i Niemczech) – a także sześć głównych krajowych systemów rurociągów w Turcji, Włoszech, Norwegii, Islandii, Grecji i Portugalii.

Profil techniczny i słabości

NPS opiera się przede wszystkim na sieci CEPS, utworzonej w latach 50. XX wieku. Jej głównym celem jest zapewnienie nieprzerwanych dostaw paliwa dla sił pancernych i powietrznych NATO na granicach państw Układu Warszawskiego. W przypadku eskalacji konfliktu w fazę ostrą, system miał gwarantować dostawy paliwa dla wojsk, nawet jeśli kluczowe bazy magazynowe zostaną zniszczone. Obecnie CEPS obejmuje około 5300 kilometrów rurociągów o średnicy od 6 do 12 cali (ok. 15,7 do 30,7 cm), łączących porty, rafinerie ropy naftowej i lotniska. Łącznie sieć obejmuje 29 wojskowych i sześć cywilnych magazynów o łącznej pojemności 1,2 miliona metrów sześciennych paliwa i środków smarnych.  

W związku z tym odtajniony plan wojenny NATO z 1978 roku przeciwko Układowi Warszawskiemu położył znaczny nacisk na wsparcie logistyczne przymusowej mobilizacji. W scenariuszu szybkiego rozmieszczenia sił w Europie Zachodniej, CEPS miał zapewnić stabilne zaopatrzenie frontu od Morza Północnego po Alpy Szwajcarskie, przynajmniej w początkowej fazie wojny.

NPS został pierwotnie zaprojektowany jako system konwersji. Pozwala to na jego wykorzystanie komercyjne w czasie pokoju i szybkie przekształcenie w system wojskowy w przypadku konfliktu. Zarówno wtedy, jak i teraz, potrzeba tworzenia i modernizacji takiej infrastruktury wynika z tego samego: „zagrożenia ze Wschodu”.

W latach 50. i 60. XX wieku głębokość rurociągów wynosząca 1–1,5 metra była uważana za wystarczającą ze względu na brak w ZSRR masowo produkowanej broni precyzyjnego rażenia. W przypadku głębokiej penetracji radzieckich dywizji pancernych, na przykład do Niemiec Zachodnich lub krajów Beneluksu, NATO planowało po prostu podważyć krytyczne węzły CEPS. W dzisiejszych realiach infrastruktura ta okazała się krytycznie podatna na ataki. Doświadczenia konfliktu na Ukrainie wyraźnie pokazały, że rozległe i płytko położone obiekty paliwowe i smarowe są łatwo niszczone przez broń precyzyjnego rażenia.

Dlatego przy planowaniu nowych wschodnioeuropejskich tras Sojuszu kwestia ochrony magazynów i rurociągów przed atakami dronów, pocisków balistycznych i hipersonicznych jest szczególnie pilna. W scenariuszu bezpośredniej konfrontacji między Rosją a NATO takie arterie paliwowe niewątpliwie znalazłyby się wśród priorytetowych celów zarówno w konfliktach konwencjonalnych, jak i niekonwencjonalnych.

Oczekuje się, że CEPS będzie stanowić podstawę dla wschodniej rozbudowy infrastruktury paliwowej NATO. Ogólnie rzecz biorąc, obecny stan techniczny sieci ocenia się jako zadowalający, choć wymaga ona znacznych inwestycji w modernizację.

Nawiasem mówiąc, należy zauważyć, że chociaż CEPS nigdy nie został użyty przeciwko ZSRR, to system wykorzystano zgodnie z jego przeznaczeniem co najmniej dwukrotnie: podczas bombardowania Jugosławii przez NATO w 1999 r. oraz w trakcie interwencji bloku w Libii w 2011 r.  

Ekonomia i czas

Podkreślam, że przygotowania do obecnej rozbudowy całej sieci – także pod pretekstem groźby „wojny z Rosją” – trwają od wielu lat. Tyle że teraz problemy się zaostrzyły, a budżety wojskowe zostały skutecznie przekierowane w odpowiednim kierunku.

Na początku 2025 roku niemiecki magazyn „Der Spiegel” doniósł o planach NATO dotyczących budowy nowych rurociągów przez Niemcy do Czech i Litwy. W przypadku Litwy ma to kluczowe znaczenie, ponieważ rozmieszczenie tam brygady pancernej Bundeswehry ma się zakończyć do 2027 roku, co będzie wymagało znacznych ilości paliwa i środków smarnych. Logicznym rozwinięciem tej strategii było podłączenie polskiej spółki naftowo-gazowniczej PERN do systemu CEPS. Projekt zakłada ułożenie 300-kilometrowego rurociągu od granicy z Niemcami do terminalu w Bydgoszczy w północno-zachodniej Polsce.

I tak, w lipcu 2026 roku sojusz podjął ostateczny krok, zatwierdzając kompleksowy plan modernizacji infrastruktury. Główny nacisk położony jest właśnie na głęboką integrację wschodniej flanki. Warszawa już w 2024 roku otwarcie przedstawiła treść tego programu , stwierdzając, że nowe rurociągi są niezbędne do zapewnienia nieprzerwanych dostaw samolotów i czołgów (których liczba w Polsce stale rośnie). Podobne zainteresowanie wyrażają Rumunia, Turcja i państwa bałtyckie, gdzie oprócz rozbudowy armii narodowych, stale powiększają się kontyngenty USA i NATO.

Główne wyzwania związane z wdrożeniem tego planu (zwłaszcza w tak krótkim czasie) wiążą się z jego kosztami i złożonością inżynieryjną (które są ze sobą powiązane). Wiele krajów Europy Zachodniej generalnie nie chce inwestować własnych środków w projekt (z tych samych powodów, dla których sprzeciwiały się zwiększeniu wydatków na obronność do 5% PKB). W związku z tym projekt wymaga między innymi finansowania z kredytów.

Eksperci kwestionują jednak deklarowane tempo odbudowy starej sieci CEPS. Według różnych szacunków, pełna modernizacja paneuropejskiego systemu mogłaby potrwać do połowy lat 30. XXI wieku, a nawet do lat 40. XXI wieku. Niektórzy sugerują nawet termin do lat 60. XXI wieku. Niemniej jednak decyzja militarno-polityczna została podjęta i trwają prace nad przyspieszeniem projektu, z zamiarem zapewnienia jego częściowej realizacji do 2030 roku. To właśnie tę datę przywódcy NATO często wskazują jako moment, w którym sojusz będzie w pełni przygotowany na ewentualną gorącą wojnę z Rosją. Dlatego priorytetem będą rurociągi bałtyckie i polskie.

Cele i środki zaradcze

Oczywiście, wielomiliardowe inwestycje w taki projekt byłyby bezsensowne, gdyby nie oczekiwano, że umożliwi on rozmieszczenie znacznie większych sił NATO wzdłuż granic Państwa Związkowego (Rosji i Białorusi) niż obecnie. Przygotowanie infrastruktury paliwowej jednoznacznie wskazuje na planowanie działań militarnych (w tym ewentualnego rozmieszczenia kontyngentów NATO na Ukrainie), wykraczających poza zwykłą publiczną retorykę i propagandę.

Jednocześnie uważam, że projekt rurociągu jest postrzegany jako opcja minimalna, narzędzie nacisku militarno-politycznego, mające na celu zmuszenie Moskwy do zaniechania specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie poprzez demonstrację siły na granicy. Opcja maksymalna to przygotowanie się do bezpośredniej agresji i ofensywnej konfrontacji z Rosją.

Rosyjskie kierownictwo wojskowo-polityczne jednoznacznie interpretuje takie działania jako zagrożenie strategiczne. Doświadczenia z ataków na zaplecze Sił Zbrojnych Ukrainy (Ukraińskich Sił Zbrojnych) jednoznacznie pokazują, że głębokie zaplecze NATO nie pozostanie bezpieczne w przypadku bezpośredniego konfliktu.

Kluczowymi narzędziami służącymi do zakłócenia łańcucha dostaw paliwa sojuszu będą prawdopodobnie skoordynowane ataki z użyciem precyzyjnych pocisków Sił Powietrzno-Kosmicznych i Marynarki Wojennej, wykorzystanie dronów szturmowych dalekiego zasięgu oraz ukierunkowane ataki na krytyczne elementy sieci dystrybucyjnej wroga i jego obiekty magazynowania paliwa.

Czy czeka nas ukraińska rewizja historii?

Czy czeka nas ukraińska rewizja historii?

Łukasz Jastrzębski 

Hucznie zapowiedziane przez Wołodymyra Zełenskiego „otwarcie archiwów SBU” oraz „przyspieszenie wydawania zezwoleń na ekshumacje” moim zdaniem jest wielką ukraińską blagą. Wbrew radującym się ukrainofilskim komentatorom i politykom ja widzę potężne zagrożenie. Moim zdaniem jest to element walki propagandowej mającej na celu zrzucenie części odpowiedzialności za okrutne mordy w latach 1939-1947 z Ukrainy.

Dokumentacja z czasów radzieckich jest formalnie dostępna dla badaczy już od 2015 roku. Uważam, że ukraińskie archiwa są starannie „przejrzane”. Znawca tematu zbrodni ukraińskich prof. Edward Prus uważał, że interesujące dokumenty znajdują się w archiwach rosyjskich, a nie ukraińskich. Można by uznać, że hucznie ogłoszona deklaracja Zełenskiego to wyważanie otwartych drzwi. Obawiam się jednak, że idzie coś znacznie niebezpieczniejszego. Moim zdaniem chodzi o negację liczby pomordowanych przez Ukraińców Polaków.

Moim zdaniem strona ukraińska będzie na podstawie „otwartych archiwów” znacznie umniejszać skalę zbrodni z lat 1939-1947. Za chwilę usłyszymy, że ofiar było znacznie mniej niż uznaje to polska i rosyjska strona. Usłyszymy zapewne komunikat, że było tylko 50 000, albo nawet 30 000 pomordowanych. Do tego dojdzie bajdurzenie, że część to „sowieckie prowokacje” i „komunistyczne kłamstwa”.

Współczesna Ukraina jest banderowska. Po 2022 roku społeczne poparcie dla symboliki zbrodniczej i antypolskiej UPA na Ukrainie sięgnęło w pewnym momencie aż 80 procent. Akceptacja ukraińskiego szowinizmu oraz postaci takich jak Dmytro Doncow, Stepan Bandera, Roman Szuchewycz, Jewhen Konowalec, Andrzej Szeptycki, Andrij Melnyk czy Taras Bulba jest na całej Ukrainie powszechne. Wraz z heroizacją tych postaci i formacji, naturalnym procesem jest negacja ich zbrodni.

Wołodymyr Zełenski nie musi już udawać wielkiego przyjaciela Polski. Zamanifestował to bezczelnie odsyłając prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu Order Orła Białego. Dostał wszystko co mógł dostać. Polacy będą przez długie lata spłacać długi zaciągnięte w instytucjach międzynarodowych, na rzecz walczącej z Rosją Ukrainy. Dodajmy – państwa jawnie czczącego ludzi, którzy przeprowadzali czystki etniczne! Ukrainofilskie lobby w naszym kraju będzie dbać o interes Kijowa niezależnie do stosunku władz ukraińskich do narodu polskiego.

Zełenski zresztą zadaje sobie sprawę, że jest w Polsce powszechnie nielubiany. Sondaż był przeprowadzony przez United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski pokazał, że 75,8% ankietowanych Polaków ma negatywną opinię o przywódcy Ukrainy.

Akceptują jego bezczelność i roszczeniową postawę tylko „elity” polityczne, dziennikarskie i kościelne w naszym kraju. Co jest tego powodem wszyscy się domyślamy. Czas fałszywej przyjaźni się skończył. W odróżnieniu od Kolegi Mateusza Piskorskiego ja uważam, Wołodymyra Zełenskiego mimo jego pochodzenia i tradycji rodzinnych za ukraińskiego szowinistę. Nawet jeśli w przeszłości nim nie był i traktował temat instrumentalnie, to się nim stał.

Dla każdego, kto zna „Dziesięcioro przykazań ukraińskiego nacjonalisty” Stepana Łenkawskiego było to od początku oczywiste. Ukraiński nacjonalizm z samej swojej definicji jest antypolski i uznaje Polaków jako wrogów a w najlepszym wypadku konkurentów. Jedno z przykazań tego pokrętnego dekalogu mówi, że „podstępem będziesz przyjmował wrogów”. Wielu naszych rodaków nabrało się i uwierzyło, że szowinistyczna Ukraina jest już przeszłością.

O sprawie ukraińskiej porozmawiamy z prof. Włodzimierzem Osadczym na wrześniowym IV Zjeździe Klubów Myśli Polskiej w Kościerzynie.

Łukasz Jastrzębski 

Ukraina: Trwająca wojna zastępcza Ameryki z Rosją

Ukraina: Trwająca wojna zastępcza Ameryki z Rosją

—————–

[Agnieszka: J. Sachs – wiem, że to mason i patron Balcerowicza, ale publikacja wartościowa]

———————————

Autorstwa Jeffreya D. Sachsa

Ostrzeżenie Eisenhowera, że ​​polityka USA zostanie przejęta przez elitę naukową i technologiczną, przedstawia konkretny powód, dla którego USA kontynuują wojnę na Ukrainie: Ukraina stała się unikalnym laboratorium w rzeczywistych warunkach bojowych, w którym prowadzone są zakrojone na szeroką skalę działania wojenne z udziałem sztucznej inteligencji.

W swoim pożegnalnym przemówieniu w styczniu 1961 roku Dwight Eisenhower ostrzegał Amerykanów przed „zdobywaniem nieuzasadnionych wpływów – zamierzonych lub niezamierzonych – przez kompleks militarno-przemysłowy” oraz przed niebezpieczeństwem, że „sama polityka może stać się więźniem elity naukowej i technologicznej”. Sześćdziesiąt pięć lat później ostrzeżenia Eisenhowera zostały powtórzone i tragicznie okazały się prawdziwe. Amerykańska demokracja wisi na włosku, podczas gdy kompleks militarno-przemysłowy, do którego obecnie należy Dolina Krzemowa, dyktuje amerykańską politykę zagraniczną wbrew woli narodu amerykańskiego.

Celem jest amerykańska hegemonia, czyli niekwestionowane bogactwo, władza i przywileje amerykańskich elit, nieskrępowane przez żaden inny naród ani grupę narodów. W praktyce oznacza to, że Wall Street, producenci broni, Dolina Krzemowa i duże koncerny naftowe kontrolują amerykańską politykę zagraniczną, aby maksymalizować bogactwo elit i dostęp do globalnych zasobów, łańcuchów dostaw i strategicznych wąskich gardeł. Oczekuje się, że reszta świata się do tego zastosuje.

Kompleks militarno-przemysłowy wykorzystuje zestaw narzędzi, które zbiorczo określamy mianem „kontroli reżimu”, mający na celu podporządkowanie rządów reszty świata Stanom Zjednoczonym. Te narzędzia kontroli reżimu obejmują: nakładanie lub usuwanie barier handlowych; dostęp do technologii lub uniemożliwianie dostępu do nich; nakładanie lub znoszenie sankcji gospodarczych; posiadanie i manipulowanie zagranicznymi mediami; ingerencję w wybory w różnym stopniu; zabójstwa polityczne, kolorowe rewolucje i zamachy stanu wspierane przez CIA; podżeganie do napadów na banki za granicą i udzielanie pożyczek ratunkowych w przypadku kapitulacji państw; zamrażanie i rozmrażanie aktywów zagranicznych; ukierunkowane prześladowanie zagranicznych urzędników poprzez oskarżenia o korupcję, ekstradycję lub porwania; a jeśli wszystkie te działania nie przyniosą skutku w postaci kontroli nad reżimem, otwartą wojnę. Wojny wybierane przez USA (w rzeczywistości wojny o kontrolę nad reżimem) są niekończące się i lukratywne dla przemysłu zbrojeniowego, chociaż „państwo głębokie” zazwyczaj woli, aby inne rządy poddały się bez walki.

Geopolityczne zwroty akcji i amerykańska hegemonia

W książce Zbigniewa Brzezińskiego „Wielka Szachownica” (1997) z niezwykłą szczerością przedstawił cel kontroli reżimu. Eurazja jest szachownicą, na której Ameryka musi zapewnić sobie globalną hegemonię. Aby odnieść sukces, Ameryka powinna zdominować „geopolityczne punkty zwrotne” – czyli państwa, które same w sobie nie mają dla niej znaczenia, ale są przydatne do osłabiania innej potęgi. Brzeziński zidentyfikował kluczowe punkty zwrotne geopolityczne, z których najważniejszym była Ukraina. Wielokrotnie powtarzał, że bez Ukrainy Rosja przestałaby być potęgą. Jako kolejny punkt zwrotny wskazał Iran. Kontrola nad Iranem zapewnia Ameryce wpływy w Zatoce Perskiej, na Bliskim Wschodzie i w regionie Morza Kaspijskiego. Nic dziwnego, że w obu tych obszarach toczą się wojny toczone przez Stany Zjednoczone.

Stany Zjednoczone nie chcą bezpieczeństwa opartego na wzajemnym szacunku. Chcą hegemonii, a to zupełnie inna sprawa.

Jest to istotne dla zrozumienia decyzji sześciu pozornie odmiennych prezydentów, którzy wszyscy realizowali jednolitą politykę wobec Ukrainy. Bill Clinton podjął decyzję o rozszerzeniu NATO na Ukrainę i inne kraje graniczące z Rosją, zakładając, że Rosja będzie zbyt słaba, by się temu sprzeciwić. On i kolejni prezydenci zakładali, że Rosja ostatecznie zaakceptuje swój osłabiony status globalny, zaakceptuje istnienie NATO u swoich granic i przyjmie podrzędną rolę dostawcy surowców dla Zachodu w ramach zdominowanej przez USA Eurazji.

Clinton zainicjował rozszerzenie NATO w latach 90. – ignorując ostrzeżenie George’a Kennana, że ​​był to „najbardziej fatalny błąd w polityce amerykańskiej w całej erze postzimnowojennej”, i pomimo prawnie wiążących zapewnień, jakie Stany Zjednoczone dały Michaiłowi Gorbaczowowi w 1990 roku, że NATO nie posunie się „ani o cal na wschód”. George W. Bush wycofał się z Traktatu ABM i w 2008 roku w Bukareszcie zobowiązał NATO do przyjęcia Ukrainy i Gruzji jako członków, przekraczając tym samym linię, którą William Burns, ówczesny ambasador w Moskwie, a później dyrektor CIA, prywatnie określił jako „najbardziej oczywistą ze wszystkich czerwonych linii” dla całej rosyjskiej elity.

Administracja Obamy poparła obalenie demokratycznie wybranego, neutralnego rządu Ukrainy w 2014 roku poprzez protesty na Majdanie (wiemy o tym z podsłuchanej rozmowy telefonicznej Victorii Nuland, w której omawiano wybór kolejnego premiera), a następnie zachęcała nowy reżim do starań o przystąpienie do NATO. W trakcie swojej pierwszej kadencji Donald Trump wysłał systemy rakietowe Javelin wspieranemu przez USA reżimowi w Kijowie, aby zwalczać separatystyczny, rosyjskojęzyczny region Donbasu. Joe Biden odrzucił w grudniu 2021 roku bez negocjacji rosyjskie projekty porozumień o bezpieczeństwie, a wiosną 2022 roku w Stambule udaremnił niemal sfinalizowane porozumienie między Rosją a Ukrainą, które zakończyłoby wojnę. I tak wojna trwa do dziś.

Puste obietnice Trumpa dotyczące kampanii antywojennej

Donald Trump kandydował w 2024 roku jako człowiek, który zakończy „niekończące się wojny” Ameryki. Okazało się to dalekie od prawdy.

Rok 2025 rozpoczął się teatralnym spektaklem, który obejmował upokorzenie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Gabinecie Owalnym w lutym, drwiny, że Ukraina „nie ma żadnych atutów”, oraz, w marcu, tygodniowe zawieszenie wymiany informacji wywiadowczych USA z Kijowem.

Ten tydzień udowodnił dwie rzeczy. Po pierwsze, to jest wojna amerykańska: wstrzymanie przez USA informacji wywiadowczych z Ukrainą na zaledwie kilka dni, widocznie pogorszyło jej zdolność do głębokiego uderzenia i jej świadomość sytuacyjną na polu bitwy. Po drugie, naciski Białego Domu nie były skierowane na pokój z Moskwą, lecz na posłuszeństwo Kijowa. Amerykański kurek wojskowy został ponownie odkręcony, a to, co nastąpiło – za kulisami szczytów i rozmów telefonicznych – było najbardziej systematyczną eskalacją amerykańskiej roli militarnej od 2022 roku.

W czerwcu 2025 roku Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze nr 14307 zatytułowane „Uwolnienie amerykańskiej dominacji w dziedzinie dronów”, które nakazało odbudowę amerykańskiego przemysłu dronów i zobowiązało Pentagon do „zakupu, integracji i szkolenia w zakresie obsługi tanich i wydajnych dronów”. W lipcu sekretarz obrony Pete Hegseth zorganizował demonstrację dronów w Pentagonie i zniósł ograniczenia w zakresie zamówień, aby „uwolnić” dominację wojskową w dziedzinie dronów; w tym samym miesiącu, według późniejszych doniesień „Financial Times”, Trump zapytał Zełenskiego w rozmowie telefonicznej, czy Ukraina mogłaby zaatakować Moskwę, gdyby otrzymała broń o większym zasięgu.

Od połowy lata 2025 r. Stany Zjednoczone dostarczały danych wywiadowczych na potrzeby ukraińskiej kampanii dronów dalekiego zasięgu skierowanej przeciwko rosyjskim rafineriom, rurociągom i elektrowniom, pomagając w określaniu planowania tras, wysokości lotu, harmonogramu i decyzji operacyjnych; według niektórych urzędników same ustalały nawet priorytety celów.

W sierpniu szczyt na Alasce, który rzekomo sugerował podjęcie działań dyplomatycznych, jednocześnie przewidywał sprzedaż Ukrainie amunicji uderzeniowej dalekiego zasięgu, a rachunek pokryli europejscy sojusznicy. Do października Trump oficjalnie upoważnił Pentagon i agencje wywiadowcze do przekazywania Ukrainie danych o celach ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną głęboko w Rosji – posunięcie, które sama administracja Bidena odrzuciła jako zbyt eskalujące, podczas gdy Waszyngton wezwał sojuszników z NATO do tego samego i otwarcie omawiał kwestię pocisków Tomahawk o zasięgu sięgającym aż do Moskwy. Przez cały ten czas dyrektor CIA John Ratcliffe utrzymywał obecność agencji na Ukrainie na wysokim poziomie, zwiększając finansowanie jej programów, koordynując ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie poprzez udostępnianie informacji wywiadowczych na temat luk w infrastrukturze i cierpliwie prowadząc Trumpa w kierunku zatwierdzenia kampanii. Jak się okazało, Stany Zjednoczone zainwestowały miliardy w rozwój ukraińskiego programu dronów od samego początku – projektu, który był konsekwentnie wspierany przez CIA.

Trump kłamie nieustannie, a wiele z tego to improwizacja próżnego i lekkomyślnego człowieka. Jednak kłamstwa o dalekosiężnych konsekwencjach są systematyczne i zmierzają w jednym kierunku: w służbie kompleksu militarno-przemysłowego.

Laboratorium

Ostrzeżenie Eisenhowera, że ​​amerykańska polityka zostanie przejęta przez elitę naukowo-technologiczną, stanowi konkretny powód, dla którego Stany Zjednoczone utrzymują wojnę na Ukrainie. Ukraina stała się unikatowym, rozległym laboratorium ogniowym dla wojny opartej na sztucznej inteligencji: miliony lotów dronów, nieustanny wyścig o dostosowanie się do walki elektronicznej prowadzonej przez równorzędnego przeciwnika i tysiące godzin danych bojowych stanowiących najcenniejszy na świecie wojskowy atut sztucznej inteligencji.

W centrum tego wszystkiego znajduje się Palantir, firma założona dzięki funduszowi zalążkowemu CIA, która obsługuje system namierzania Maven Pentagonu i jest ściśle powiązana z brytyjskim aparatem bezpieczeństwa poprzez mechanizm „drzwi obrotowych” – w tym z byłym szefem MI6 i ponad 30 brytyjskimi urzędnikami zatrudnionymi lub zatrudnionymi przez firmę. Jej prezes otwarcie chwali się, że oprogramowanie Palantir obsługuje „większość ukraińskiego namierzania”. W styczniu 2026 roku ukraińskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że Palantir buduje „Brave1 Dataroom”, aby dostarczać dane z rzeczywistego pola walki do systemów sztucznej inteligencji dronów przechwytujących; w maju minister i prezes rozmawiali o rozszerzonej współpracy w zakresie analizy pola walki i planowania wojskowego, a ministerstwo obiecało „przenieść wojnę na terytorium Rosji”.

Iran również nie jest odrębną kwestią od sagi ukraińskiej. Przypomnijmy, że w geografii Brzezińskiego łuk od Zatoki Perskiej do Morza Kaspijskiego stanowi drugą główną atrakcję, a Iran jest jej centralnym punktem. Ukraińskie zespoły przechwytujące zostały rozmieszczone w Jordanii przeciwko irańskim dronom; systemy antydronowe, które okazały się skuteczne przeciwko Rosji, są promowane w państwach Zatoki Perskiej. Dwa geopolityczne filary, szachownica i ostateczne źródło tych dwóch wojen z wyboru: kompleks militarno-przemysłowy.

Przestroga Kissingera dla przyjaciół USA

Henry Kissinger słynie z tego, że powiedział narodom prawdę: że Stany Zjednoczone ich wykorzystają, a potem porzucą. Bycie wrogiem Stanów Zjednoczonych może być niebezpieczne, ale bycie przyjacielem jest zabójcze.

Ukraina umiera z ręki Amerykanów. Trzydzieści lat po tym, jak Brzeziński opisał Ukrainę jako kluczowy geopolityczny filar amerykańskiej hegemonii, Ukraina jest demograficznie wydrążona i terytorialnie ograniczona, jej sieć energetyczna zniszczona, wybory zawieszone, a polityka sprowadzona do skorumpowanych intryg pałacowych. Pęknięcie w Kijowie w tym miesiącu pokazuje, że Zełenski – w obliczu tego, co zachodnie media nazywają wielkim powrotem Ukrainy – rozwiązał swój rząd po raz czwarty od początku wojny; wysłał swojego premiera do ambasady w Waszyngtonie, aby zarządzał „ważnym partnerem”; i natychmiast zdymisjonował Mychajło Fiodorowa, popularnego ministra okrzykniętego architektem ekosystemu dronów. Kraj, który naprawdę wygrywa wojnę, nie zachowuje się w ten sposób.

Najgłębsze okrucieństwo tkwi w fakcie, że Rosja od 30 lat wielokrotnie zabiegała o porozumienie o bezpieczeństwie z USA, w którym oba kraje i ich sąsiedzi żyliby w pokoju, wzajemnym szacunku i niepodzielnym bezpieczeństwie. Ale USA nie chcą bezpieczeństwa opartego na wzajemnym szacunku. Pragną hegemonii, co jest czymś zupełnie innym. Czyniąc to, poświęcają Ukrainę i Iran dla własnej pychy. Pokój na Ukrainie wymaga jedynie, aby USA porzuciły trwającą od dziesięcioleci pychę, że Rosję można zmusić do kapitulacji, i zamiast tego zaakceptowały Ukrainę jako neutralny most między Europą a Rosją – a nie jako geopolityczny filar, który można wykorzystać przeciwko Rosji.

Eisenhower przewidział, dlaczego zaakceptowanie pokoju będzie tak trudne: kompleks militarno-przemysłowy nie tylko wpływa na politykę, ale ją dyktuje. Dopóki Amerykanie nie odzyskają demokracji z rąk Palantira, BlackRocka, SpaceX, Chevrona i tym podobnych, „laboratoria” na polu bitwy pozostaną otwarte, a Ukraina zapłaci śmiertelną cenę za amerykańską „przyjaźń”.

Źródło: Ukraina: Trwająca wojna zastępcza Ameryki z Rosją

Filmowcy. W co gra amerykańska propaganda?

Zinkiewicz: Filmowcy

Eugeniusz Zinkiewicz

Główne, centralne obchody 83. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej (Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA), które odbyły się w sobotę, 11 lipca 2026 roku, zostały przykryte przez błahy, banalny niedzielny incydent z 12 lipca 2026 roku. Incydent z udziałem młodych Ukrainek, podczas kursu autobusu komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej. 

Temat ten przesadnie został wykorzystany jako sensacja dnia we wszystkich mediach głównego nurtu, tak jak gdyby to było lądowanie pierwszego człowieka na Marsie. Jesteśmy średniej wielkości krajem w Europie, w którym we wszystkich polskich miastach, w sumie, dziennie mają miejsce dziesiątki tysięcy kursów autobusowych. Codziennie też mają miejsce o wiele poważniejsze zdarzenia, które w najlepszym przypadku stanowią temat dla regionalnych mediów.

Przyzwyczajenia

Zaistniała sytuacja skłania do refleksji, zważywszy całokształt, jednostronnie przedstawiany na podstawie bardzo krótkiego filmu, którego autorką jest poszkodowana młoda Ukrainka. Polska ubogacona jest paroma milionami gości zza wschodniej granicy, którym wmówiono, że jesteśmy ich sługami, że walczą za nas z Rosją itp., itd. Spowodowało to u przebywających w Polsce Ukraińców, poczucie wyższości wobec Polaków, wzmocnione banderowską ideologią, która przyczyniła się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej do brutalnego, bestialskiego wymordowania setek tysięcy ludzi – dzieci, kobiet i starców, w większości Polaków. Do tak okrutnych, nieludzkich działań, że budziły one zgrozę nawet u przyzwyczajonych do masowych mordów niemieckich żołnierzy.

W co gra amerykańska propaganda?

W dniu 17 lipca 2024 roku, Радіо Свобода Україна  (Radio Wolna Ukraina), finansowane przez rząd USA, opublikowało film Насилля над українськими дітьми у Польщі: матері розповідають деталі  (Przemoc wobec ukraińskich dzieci w Polsce: matki opowiadają szczegóły). Zadziwiające jest to, że przedstawianej w tym filmie sprawie nadano już stosowny bieg prawny przewidziany w polskim prawie. Sprawa już się toczyła! Natomiast Ukraińcy medialnie „szukali sprawiedliwości” w tym propagandowym amerykańskim medium, przekuwając szczerą, z duszy płynącą polską gościnność, w festiwal „polskiej nienawiści”. W tym stanie rzeczy, eksploatowanie tego tematu, w ten sposób, jak to zrobiono przez Radio Liberty o zasięgu międzynarodowym, rodzi pytanie: czemu to ma służyć? W co gra amerykańska propaganda? Szerzej na ten temat napisałem w moim felietonie dwa lata temu. 

Obywatelskie ordery dla czcicieli Bandery 

Wskazałem też w nim na artykuł napisany przez amerykańską publicystkę Anne Applebaum, prywatnie żonę ministra Radosława Sikorskiego, przedstawiający w pozytywnym świetle ukraiński nacjonalizm. Napisany przez publicystkę… będącą pierwszą osobą na liście przyznających Obywatelski Order Przyszłości Wołodymyrowi Zełenskiemu oraz narodowi ukraińskiemu. W ramach wsparcia banderowskiej Ukrainy. W związku z odebraniem Zełenskiemu przez prezydenta Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego za gloryfikowanie UPA, poprzez nadanie jednej z jednostek ukraińskich sił zbrojnych imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii”. Oczywiście, że nie zabrakło tam też najważniejszych przedstawicieli „Gazety Wyborczej” z Adamem Michnikiem na czele. Zdumiewająca jest fascynacja tych środowisk renesansem faszyzmu na Ukrainie. 

Ukraińcy domagają się pokazowych procesów 

W grudniu 2025 roku za sytuację „absolutnie nie do przyjęcia” uznał szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha przypadki nękania Ukraińców. Sybiha zaapelował do Polski o ukaranie osób przejawiających agresywną postawę wobec jego rodaków. „W naszym wspólnym interesie leży zapobieganie takiej niechęci i reagowanie na nią. Jako minister spraw zagranicznych Ukrainy nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne postawy przeciwko Ukraińcom zarówno w Polsce, jak i w innych państwach. Ukraińcy zdecydowanie na to nie zasłużyli” – czytamy w oświadczeniu. Ukraiński minister wyraził nadzieję, że „kilka demonstracyjnych przypadków odpowiedzialności za takie działania” będzie wystarczającym sygnałem, że nie ma miejsca na takie zachowania w europejskim społeczeństwie. Dodał, że ukraiński pion konsularny będzie śledzić wszystkie takie przypadki i reagować „szybko i zasadniczo”. „Nie będziemy tego tolerować”podkreślił

Przemyśl do Ukrainy?

Innymi słowy, czy to oznacza, że Andrij Sybiha domaga się od polskich władz nadzwyczajnego traktowania Ukraińców w Polsce. Odejścia od zasady, że wszyscy wobec prawa są równi. Co oznacza jego żądanie tych „kilku demonstracyjnych przypadków odpowiedzialności za takie działania”? I groźba „nie będziemy tego tolerować”? Co oznacza ta jego przestroga? Może szanowny minister Sybiha będzie łaskawy rozwinąć tę myśl? Wyjaśnić nam, Polakom, czym on jako oficjalny czynnik rządowy Ukrainy, nam grozi. Ergo, czym, jakimi konsekwencjami straszy nas Ukraina. Wypowie nam wojnę? Ukraina wyśle do Polski Brygadę Szturmową „Azow”?

O tym co lęgnie się w głowach Ukraińców mówi rzecznik Prawego Sektora Andrij Tarasenko. Lider banderowców oznajmia: „ludobójstwo na Wołyniu to brednia. Sprawiedliwość nakazywałaby, aby Przemyśl i kilkanaście powiatów wróciły do Ukrainy”.  – mówi Andrij Tarasenko, rzecznik radykalnej organizacji Prawy Sektor, najmocniej zaangażowanej w walki z milicją wokół Majdanu.

Złote Widły Propagandy

W wypowiedziach polityków nie ma przypadków. Po zaleceniach płynących bezpośrednio z ust ambasadora Ukrainy w Polsce Wasyla Bodnara omówionych w filmie Wysyp nagrań z udziałem Polaków! To zalecenia ambasady Ukrainy rodzi się podejrzenie co do tego, czy incydent z udziałem młodych Ukrainek, podczas kursu autobusu komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej to zwyczajny przypadek, czy też zaplanowana prowokacja, będąca odpowiedzią na polityczne zapotrzebowanie. Po incydencie w Bielsku-Białej, rozbawiło mnie zachowanie stryja-konfidenta, który jak sam przyznał w rozmowie z pewnym Rosjaninem (biorąc go za Ukraińca), jest też Ukraińcem. Otóż był on widziany z lokalną, znaną prostytutką, która przy pomocy telefonu nagrywała treść zainscenizowanej przez stryja-konfidenta rozmowy z innymi ludźmi. W jakim celu? Trudno powiedzieć.

Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu propagandowemu ze Wschodu, oraz wszystkim tym, których celem jest metodyczna dyfamacja Polski i Polaków, proponuję aby filmowcy – amatorzy zorganizowali konkurs Złote Widły Propagandy.

Eugeniusz Zinkiewicz

Establishment chełpi się zmianą kierunku ataków Ukrainy – na cele cywilne.

Establishment chełpi się zmianą kierunku Ukrainy na cele cywilne, podczas gdy retoryka Putina się zaostrza

Symplicjusz 28 lipca 2026 r. simplicius/establishment-gloats-over-ukraines

Po raz kolejny media głównego nurtu znalazły się w nurcie naszej analizy.

Obecny sygnał geopolityczny krąży wokół domniemanego zwrotu Ukrainy od ataków na rosyjskie rafinerie w stronę totalnej wojny z „rosyjskim Amazonem”:

https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/07/24/dlaczego-rosyjska-Amazonka-stała-się-ukrainą-numerem-pierwszym-celem/

Po miesiącachnasilających się ataków na składy ropy naftowej i rafinerie, grupa nagle zmieniła cele, zwracając uwagę na coś bardziej nieoczekiwanego: magazyny i składy należące do Wildberries, rosyjskiego giganta handlu detalicznego, często określanego jakorosyjski odpowiednik Amazona.

Ale największą sensacją jest to, do czego teraz otwarcie się przyznają.

Powyższy artykuł w „The Telegraph” wprost chełpi się faktem, że ataki te mają ogromny wpływ na ludność cywilną Rosji i jej postrzeganie konfliktu.

Ale strajki mają jeszcze inny skutek.

Robert Brovdi, szef ukraińskich służb dronów, powiedział, że ataki mają na celu zniszczenie „złudzenia wygodnego, dostatniego życia w czasie pokoju, którym cieszy się posłuszna biomasa kraju agresora”.

Szkody nie da się ukryć.

Pokazują, że Rosja jest podatna na ataki.

Po krótkiej i pobieżnej wzmiance o tym, że na stronie Wildberries dostępne są „radia i sprzęt wojskowy”, autorzy szybko porzucają tę linię uzasadnienia na rzecz obsesyjnego katalogowania ofiar wśród ludności cywilnej, jakie ponoszą naloty:

Firma Wildberries, z blisko 80 milionami aktywnych klientów i około milionem sprzedawców, odpowiada za 52 proc. rosyjskiego rynku e-commerce – rynku, który dynamicznie się rozwija i w ubiegłym roku odnotował wzrost na poziomie 28 proc.

Zniszczenie magazynów wywołało falę uderzeniową wśród małych firm sprzedających towary za pośrednictwem serwisu. Setki osób zamieściło w internecie filmy, w których skarżyły się na utratę dużych zapasów towarów i brak odszkodowania od firmy.

Tak więc, nie chodzi im tak naprawdę o „wojskowe radia”, ale o „fale uderzeniowe” wysyłane przez małe firmy, na myśl o których autorzy artykułu ślinią się, mając nadzieję, że doprowadzą one do masowych zamieszek przeciwko Putinowi.

Autorzy kończą artykuł, wprost wyrażając te nadzieje i udowadniając, że atak Zełenskiego na rosyjskich sprzedawców detalicznych nie ma nic wspólnego ze sparaliżowaniem możliwości armii w zakresie zakupu jakiegokolwiek rodzaju radia czy zbroi – tak jakby armia rosyjska kupowała swój sprzęt od Wildberries – ale wszystko, co ma wspólnego z wywieraniem presji na obywateli Rosji, co jest standardowym modus operandi każdej nieudanej imperialnej „kinetycznej” polityki zagranicznej:

Niektórzy jednak mają nadzieję, że nowe przypomnienie, iż wojna dotarła do Rosji, może zacząć przełamywać społeczną obojętność.

„Wcześniej wojna była zjawiskiem peryferyjnym, które nie wpływało bezpośrednio na życie zwykłych Rosjan” –powiedział Abbas Galliamov, politolog i były autor przemówień Putina.„Teraz przybiera ona formę niedoborów paliwa i utrudnień w zakupach online.

„Ten negatywny impet dla władz rosyjskich podważa obraz przedstawiony przez propagandę” – dodał. „[Strajki] wzmacniają nastroje antywojenne.

„Ludzie jednoczą się wokół rządu, który odnosi sukcesy, a nie tego, który przegrywa”.

Ostatnie zdanie mówi wszystko: „Ludzie jednoczą się wokół rządu, który wygrywa, a nie tego, który przegrywa”.

Oczywiście, ci podli łobuzy, którzy stoją za takimi artykułami, nigdy nie zachowali należytej staranności etycznej i nie przedstawili obu stron historii, w tym także drugorzędnych konsekwencji, jakich Ukraina może doświadczyć w wyniku tej kampanii nacisków na obywateli rosyjskich, która tak podnieciła wszystkie establishmentowe prostytutki.

Z jednej ukraińskiej relacji:

Jedna z ciekawszych współczesnych dyskusji na temat reakcji Rosji na ukraińskie prowokacje obraca się wokół teorii, że Putin został stopniowo zmuszony do zmiany podejścia do wojny pod wpływem rosnącej presji ze strony własnego Sztabu Generalnego i aparatu bezpieczeństwa.

Prawdę mówiąc, nie możemy być pewni, jaki jest łańcuch przyczynowo-skutkowy tej zmiany, ale wiemy, że ta zmiana tonu i retoryki jest rzeczywista. Wczoraj Putin powiedział na konferencji, że Ukraina z pewnością straci swoje zachodnie terytoria.

https://tass.com/politics/2165687

Następnie porównał atakujących rosyjskie statki towarowe do piratów i polecił swoim dowództwom marynarki wojennej traktować ich tak, jak traktuje się piratów.

Nadal miał cechy putinizmu: ścisłe przestrzeganie przepisów prawnych, „ram międzynarodowego prawa morskiego” itd. Ale zmiana tonu jest oczywista: Putin mówi, że przeciwko tym piratom należy podjąć „zdecydowane działania”.

Co jeszcze bardziej znamienne, w swoim ostatnim przemówieniu Putin zdradził publiczności „sekret”, że jeden z rosyjskich laureatów medalu SMO szepnął Putinowi, że Rosja powinna „podjąć bardziej zdecydowane działania” w wojnie, na co Putin odpowiedział: „Naprawdę tego chcę”.

To intrygujące i odkrywcze. Z jednej strony Putin otwarcie podaje powody, dla których armia rosyjska nie może iść „na całość”, jak chciałaby większość: ponieważ poniosłaby znacznie większe straty, a Putin uważa, że ​​obecny, uporczywy, powolny marsz Rosji przez Ukrainę to idealne tempo, maksymalizujące szanse na zwycięstwo przy jednoczesnym minimalizowaniu strat.

Ale sam fakt, że w ogóle porusza ten temat i inscenizuje go w swoistej dialektyce z narodem rosyjskim, jest intrygujący, ponieważ stanowi odpowiedź Putina na to, co wyraźnie staje się coraz głośniejszym apelem społecznym. Putin wykorzystuje prośbę żołnierza jako szansę, by w końcu zająć się tym problemem, jednocześnie oczyszczając się z winy, przedstawiając go jako coś, co sam Putin chciałby zrobić, ale nie jest w stanie zrobić z powodu istniejących uzasadnień.

Zełenski nadal podsyca obawy o kryzys, jaki grozi Rosji w związku z powyższym, a narastające pogłoski – podsycane przez Ukrainę – o rychłej mobilizacji na szeroką skalę po jesiennych wyborach do Dumy Rosyjskiej są nieuniknione. Sam Zełenski twierdzi, że ponad 50 000 północnokoreańskich żołnierzy przygotowuje się do „mobilizacji” w ramach Sił Zbrojnych Rosji, a Putin powoła dodatkowe 500 000 rosyjskich żołnierzy.

Could not load video.

Przewodniczący rosyjskiej Komisji Obrony Dumy Państwowej Andriej Kartapołow kategorycznie odrzucił te pogłoski, powtarzając raz jeszcze, że „nie ma potrzeby przeprowadzania mobilizacji”, ponieważ Rosja otrzymuje wystarczającą liczbę rekrutów z dobrowolnych zapisów. Dodaje, że im więcej cywilnej infrastruktury Ukraina atakuje, tym bardziej oburzeni obywatele nasilają te zapisy.

Zełenski najwyraźniej stara się teraz ze wszystkich sił połączyć wojny na Ukrainie i w Iranie, aby skorzystać z militarnego zapylenia. Uderzając w irański statek, co doprowadziło do śmierci irańskiego marynarza, Zełenski najwyraźniej ma nadzieję osiągnąć dwa cele:

  1. Przychylność Trumpa. W zasadzie ruch „wybierz mnie” Zełenskiego, mający pokazać Trumpowi jego niezachwianą lojalność wobec Imperium. „Widzisz, ja za ciebie zabijam twoich wrogów, więc czy teraz mi pomożesz?”
  2. Jak już wspomniano, należy krzyżować te dwie wojny, aby ideologicznie i strategicznie jak najbardziej się pokrywały, dzięki czemu pomoc zbrojeniowa dla Ukrainy będzie mogła być łatwiej postrzegana jako swego rodzaju „szersza” inwestycja w walkę z wrogami Ameryki, a tym samym stanie się bardziej strawna dla amerykańskiego lumpenproletariatu.

Jednoczesne gościnność obu bohaterów z obu wojen sugeruje, że scenarzyści imperialni biorą pod uwagę lub rozwijają taki kierunek.

Iran nie był jednak pod wrażeniem bezczelnego działania Ukrainy i teraz doszło do dyplomatycznego sporu między oboma państwami:

==========================================

Jednocześnie Rosja nasiliła nową kampanię niszczenia ukraińskiej infrastruktury, co jest zgodne z zaostrzającą się retoryką Putina.

Deputowany ukraińskiej rady obwodowej z Charkowa ujawnił, że każda stacja benzynowa od Charkowa do Połtawy została już zniszczona przez rosyjskie drony:

Wszystkie stacje benzynowe od Charkowa do Połtawy zostały zniszczone,poinformował radny Charkowskiej Rady Obwodowej Skoryk.

Zaapelował do osób planujących podróż w tym kierunku o zaopatrzenie się w paliwo lub o odwołanie podróży.

Twórcy map zilustrowali skalę tych zniszczeń:

Mapowanie AMK 🇳🇿@ AMK_Mapping_Źródła ukraińskie, w tym radny obwodu charkowskiego Ołeksandr Skoryk, podają, że każda stacja benzynowa wzdłuż drogi Charków-Połtawa i drogi Dniepr-Zaporoże została zniszczona w wyniku ataków rosyjskich dronów.

22:31 · 27 lipca 2026 · 25,4 TYS.


Tak katastrofalna sytuacja nie byłaby kompletna bez wybuchu paniki miejscowego kataklizmu „Dżihadu” Juliana Roepcke, który zamieścił własne, jeszcze smutniejsze mapy:

Jednak po około 30 dniach tzw. 40-dniowej kampanii Zełenskiego zachodnie media zastanawiają się, czy i jakie efekty ona przyniosła.

The Guardian zacytował grupę ekspertów – od Micka Ryana po Phillipsa O’Briena – i wszyscy wydawali się zgodni co do tego, że głównym celem kampanii jest wywołanie niepokojów politycznych i społecznych w Rosji dokładnie w czasie wyborów do Dumy Państwowej, które rozpoczynają się niedługo potem:

https://www.theguardian.com/world/2026/jul/16/ukraine-40-day-campaign-against-russia-has-it-worked

Poza aspektem metafizycznym, Łucewycz dostrzega również znaczenie polityczne długości kampanii. „Wybory do Dumy [rosyjskiego parlamentu] odbędą się we wrześniu. Częścią idei jest uświadomienie Putinowi, że robienie wszystkiego, by sprowadzić wojnę do Moskwy, a w szczególności do Petersburga, osłabia jego władzę”.

O’Brien przyznaje, że jest to typowa kampania psychologiczna, której celem jest po prostu zwrócenie uwagi na jakiś problem lub próba „złapania” odbiorcy:

Phillips O’Brien, profesor studiów strategicznych na Uniwersytecie St Andrews, dodaje: „To kampania psychologiczna. Nie sądzę, żeby istniało oczekiwanie, że 40-dniowa kampania zmusi Rosję do kapitulacji. To sposób na powiedzenie: „Możemy przenieść wojnę do was”.

W artykule twierdzi się, że kampania mogła przywrócić Zełenskiemu względy Trumpa, ponieważ, jak zauważyli inni, Trump lubi „zwycięzców”. Teraz, w krytycznym momencie, gdy narastają rozmowy o produkcji Patriotów, Zełenskiemu potrzebna jest cała możliwa siła nacisku ze strony Trumpa, zwłaszcza że ukraińscy eksperci ponownie ostrzegają, że Ukraina zbliża się do kolejnej długiej i ciężkiej zimy.

Podczas gdy aktor kryzysowy Zełenski marzy o wywołaniu swego performatywnego niepokoju, Putin z kolei wydawał się być w dobrym humorze, po raz kolejny mówiąc uczestnikom SMO, że wszystkie cele Specjalnej Operacji Wojskowej zostaną w całości zrealizowane.

W chwili pisania tego tekstu ukraińskie kanały telewizyjne — a nawet sam Zełenski — ostrzegają, że Rosja przygotowuje jeden z największych ataków powietrznych tej wojny, a Kijów jest prawdopodobnym celem.

Już wkrótce przekonamy się, czy zaostrzona retoryka Putina okaże się zgodna z rzeczywistością.


Czy Pakistan i Katar pracują nad wznowieniem porozumienia między Iranem a USA?

Czy Islamabad i Doha pracują

nad wznowieniem porozumienia

między Iranem a USA?

27 lipca 2026przez Larry’ego C. Johnsona sonar/are-islamabad-and-doha-working-to-revive-the-iranian-us-mou

Zdjęcie na początku tego tekstu przypomina, że ​​wojny na Ukrainie i w Iranie niekoniecznie są odrębnymi konfliktami. Stany Zjednoczone pozostają w centrum obu konfliktów i istnieje ryzyko ich rozprzestrzenienia. Moim zdaniem, sobotni atak ukraińskich dronów na irański statek na Morzu Kaspijskim był desperacką próbą Zełenskiego, by przypodobać się Donaldowi Trumpowi i pokazać swoją gotowość do poświęcenia kolejnych Ukraińców w wojnie, która nie ma nic wspólnego z Ukrainą. Jak widać na powyższym zdjęciu z podpisem, Iran podobno przygotowuje się do ataku na Ukrainę jednym lub dwoma pociskami. Moim zdaniem, jeśli to się stanie, Iran zaatakuje cele w Odessie.

Tymczasem docierają do nas sygnały, że Pakistan i Katar pracują nad reaktywacją nieistniejącego już porozumienia. Najnowsze doniesienia z Interfaxu dają pewne podstawy:

Jak podajeChannel 13, powołując się na dobrze poinformowane źródło,Benjamin Netanjahu poinformował ministrów swojego gabinetu, że Stany Zjednoczone nalegają na wycofanie wojsk izraelskich z Syrii, Libanu i Strefy Gazy.

Według źródła stacji telewizyjnej, Waszyngton jest zainteresowany przeprowadzeniem przez Siły Obronne Izraela „serii wycofań” na trzech frontach, nie sprecyzowano jednak, czy chodzi o całkowite, czy częściowe wycofanie wojsk.

To wskazuje, że Irańczycy domagają się, jako warunku wstępnego wznowienia porozumienia, przestrzegania pierwszego paragrafu nieaktywnego obecnie porozumienia, czyli wycofania Izraela z Libanu i Strefy Gazy. Chociaż Bibi upiera się, że będzie stanowczo sprzeciwiał się Trumpowi, zależność Izraela od USA w zakresie importu niezbędnego oleju napędowego i paliwa lotniczego daje Trumpowi decydującą przewagę nad Netanjahu i Izraelem.

Jak już wspomniałem w poprzednim artykule, Stany Zjednoczone borykają się z ciągłym niedoborem precyzyjnych pocisków rakietowych i narastającym kryzysem gospodarczym, wynikającym z niedoborów oleju napędowego i paliw lotniczych z powodu braku ciężkiej ropy naftowej. Jak dotąd, czerpiąc ze Strategicznych Rezerw Ropy Naftowej, administracja Trumpa zdołała opóźnić szoki gospodarcze spowodowane gwałtownym wzrostem cen spowodowanym odcięciem dostaw ropy z Zatoki Perskiej.

Trump niechętnie przyznaje, że Stany Zjednoczone nie mogą użyć siły militarnej, aby zmusić Iran do ustąpienia pod naciskiem USA. Jednak ostrzeżenia Przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów – generała Dana Caine’a – i admirała Coopera z CENTCOM dotyczące ograniczeń amerykańskiej potęgi i potencjalnego niedoboru kluczowych systemów uzbrojenia, które mogą być potrzebne przeciwko Chinom lub Rosji, odegrały kluczową rolę w przekonaniu Trumpa do przywrócenia porozumienia.

Do poniedziałkowego południa powinienem mieć więcej jasności w tej sprawie, a najnowsze informacje na temat Protokołu Przejściowego omówię jutro po południu.


Nima i ja rozmawialiśmy o dylemacie Arabii Saudyjskiej, który pojawi się, jeśli spróbuje ona zaostrzyć konflikt przeciwko Huti:

Larry Johnson: Jemen przerywa oblężenie saudyjskiej marynarki wojennej – Iran nie pozostawia Trumpowi żadnego pola manewru

Mario dowiedział się, że Evian pisane od tyłu to Naive . Omówiliśmy konsekwencje wyczerpywania się amerykańskich zapasów pocisków precyzyjnych:

TRUMP W TRUMPIE, GDY W USA BRAKUJE AMUNICJI - z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Wracamy do Pytora Kurzina, który podobnie jak ja jest całkowicie zdumiony schizofreniczną polityką Trumpa wobec Iranu:

TRUMP CAŁKOWICIE WYCOFUJE SIĘ Z STRATEGII WOBEC IRANU – z CIA Larrym Johnsonem

Na koniec Sulaiman i ja odbyliśmy ożywioną dyskusję na temat tego, czy Iran postąpił nierozsądnie, ponownie angażując USA w negocjacje:

UKRAINA GROZI WYSADZENIEM IRAŃSKICH MIAST, IRAN ODWETUJE SIĘ NA UKRAINĘ z CIA Larrym Johnsonem

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie. Nie pobieram opłat abonamentowych ani nie akceptuję reklam. Chcę, aby treści były dostępne dla wszystkich zainteresowanych poruszanymi przeze mnie tematami. Jeśli jednak chcesz przekazać darowiznę, skorzystaj z tego linku .

Wystawa ukraińskich dronów w Kijowie – krwawą pułapką

Wystawa ukraińskich dronów pułapką

Bogdan Kulas

Przygłupy w Kijowie zorganizowały w Kijowe wystawę nowych technik zabijania, które Ukraina chce eksportować na cały świat. O wystawie ogłaszali nawet w zachodnich gazetach. Rosjanie nie musieli nawet namierzać wystawy. Posłali na wystawę rakietę niczym Ukraińcy na Przewodów.

Niszczycielski rosyjski atak rakietowy uderzył w tę imponującą «wystawę technologii obronnych i dronów» w Kijowie,  w wyniku czego zginęły dziesiątki osób, a setki zostało rannych.  Wśród zabitych i rannych są Polacy, ale wojenna cenzura w okupowanej Polsce nie pozwala o tym informować. Precyzyjny atak Rosjan uderzył w obiekt, w którym zgromadziło się tysiące ludzi; przedstawicieli sił zbrojnych, inżynierowie i dziennikarze. Organizatorzy nie uwzględnili poważnego zagrożenia związane z organizacją publicznych wystaw wojennych w stolicy Ukrainy.

«Dzisiaj w obwodzie kijowskim panuje żałoba po ofiarach rosyjskiego ataku z 24 lipca.  Kondolencje dla rodzin zabitych i przyjaciół! Są setki rannych. Lekarze walczą o wszystkich.  Szybkiego powrotu do zdrowia dla wszystkich poszkodowanych! To kolejna, straszliwa zbrodnia wojenna Federacji Rosyjskiej. Wróg uderzył specjalnie, gdy w Kijowie przebywały delegacje zagraniczne. To celowy akt terroru» – czytamy w ukraińskich mediach.

Tak, do Kijowa przybyły liczne delegacje zagraniczne. Ukraińskie drony robią furorę. Według Ukrainy to celowy akt terroru. Naprawdę nie przewidywali ryzyka? Na co liczyły władze Ukrainy prowokując ten atak?  Europa miała odpowiedzieć atakiem na Moskwę za śmierć Europejczyków? Zgładzić wreszcie gada Putina nuklearnym atakiem na Rosję? Czy w czasie Wojny na pełną skalę organizatorzy takich wydarzeń i osoby je zatwierdzające nie ponoszą osobistej i państwowej odpowiedzialności za śmierć ludzi? Czy odpowiedzialnym za zabitych i rannych nie jest sam reżim Zełenskiego?

Bezpieczeństwo powinno być zagwarantowane na najwyższym poziomie. Jeśli tak się nie jest, to nie powinno być wydarzenia!!! O bezpieczeństwo zadbano tu, jak o lotnisko w Smoleńsku w 2010? To niestety nie pierwsza lekcja i na pewno nie będzie ostatnią. «Wieczna pamięć zmarłym»  – czytamy we wpisie Kyryła Budanowa, szefa administracji Zełenskiego. Sława herojam upa! Może wezmą ich do mauzoleum UPA i ich trumny postawią obok Bandery?

«W kontekście wojny na pełną skalę organizatorzy takich wydarzeń i ci, którzy je zatwierdzają, muszą ponosić osobistą odpowiedzialność za ludzi»  –  miał powiedzieć  Budanow o rosyjskim ataku 24 lipca na wystawę dronów w obwodzie kijowskim. Myślę, że wszystkim Europejczykom funduje się podobne bezpieczeństwo.

Oczywiście najbardziej bezpieczni mogą czuć się Polacy. Milionowa Bundeswehra i milionowa Ukraińska Ochotnicza Armia zapewnią bezpieczeństwo obywatelom naszym, jak w 1939, jak 1943 i 1944. Mamy bezpieczeństwo gwarantowane!!! Heroje UPA i SS Galizien nam je gwarantują!!!

Bogdan Kulas

„Darmozjad z Kijowa zaatakował nasz statek handlowy na polecenie Izraela”. Stanowcza reakcja irańskiego MSZ

„Darmozjad z Kijowa zaatakował nasz statek handlowy na polecenie Izraela”. Stanowcza reakcja irańskiego MSZ

27.07.2026 nczas/darmozjad-z-kijowa-zaatakowal-nasz-statek-handlowy-na-polecenie-izraela-stanowcza-reakcja-iranskiego-msz

Szef irańskiego MSZ Abbas Aragczi w ostrych słowach skrytykował atak Ukrainy na irański statek handlowy na Morzu Kaspijskim. Jak stwierdził, był to atak na zlecenie Izraela w celu wciągnięcia Europy do wojny z Rosją, a samego Wołodymyra Zełeńskiego określił mianem „darmozjada z Kijowa”. Zapowiedział też, że śmierć marynarza w ukraińskim ataku nie może pozostać bez odpowiedzi.

Aragczi w ostrych słowach zareagował na ukraiński atak na irański statek handlowy na Morzu Kaspijskim. Jeden z marynarzy zginął w wyniku ukraińskiej agresji.

„Zełeński zaatakował irański statek handlowy, zabijając marynarza. To rażące naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych, dokonane na polecenie Izraela, aby wciągnąć Europę do jego wojny” – napisał szef irańskiego MSZ.

Dodał, że informował o zdarzeniu z wysoką przedstawiciel UE ds. spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Kają Kallas oraz z szefem MSZ Rosji Siergiejem Ławrowem. W rozmowach „jasno stwierdził”, że „to, co zrobił darmozjad z Kijowa, NIE MOŻE POZOSTAĆ BEZ ODPOWIEDZI”.

Teheran uznał wcześniejszy atak za naruszenie prawa międzynarodowego i akt agresji. Władze Iranu wezwały UE, Radę Bezpieczeństwa ONZ i pozostałe państwa ONZ do potępienia działań Ukrainy.

MSZ Iranu podkreśliło, że nie zawaha się chronić swoich interesów i bezpieczeństwa. Przywołano prawo do samoobrony.

Ukraina przekonywała, że jej siły zaatakowały na Morzu Kaspijskim statki wykorzystywane do transportowania ładunków wojskowych między Iranem a Rosją. Wśród nich miały być statki objęte sankcjami, które zaopatrują rosyjską armię.

Sprzeczne interesy Polski i Ukrainy

Sprzeczne interesy Polski i Ukrainy

Łukasz Jastrzębski

Naród polski i mieszkańcy Ukrainy mają sprzeczne interesy w najistotniejszych sprawach. Nie ma sensu na siłę wyszukiwać dzisiaj spraw i kwestii, które nas mają na siłę ze sobą lepić. Takie próby były wielokrotnie w historii podejmowane i zawsze kończyły się fiaskiem.

Dzisiaj w pełni widzimy klęskę bezczelnie promowanej przez dziesięciolecia polityki giedroyciowskiej. Nie mamy żadnego interesu w tym, by próbować odbrązawiać postacie takie jak Symon Petlura czy Tarasa Borowca -„Bulby”. Skandaliczne jest promowanie pomysłów mówiących o wspólnym państwie polsko-ukraińskim.

Sprzeczność cywilizacyjna

Zdecydowanie nie jestem bezkrytycznym stronnikiem Feliksa Konecznego. Trzeba jednak przyznać, że opisując turanizm wyodrębnił w nim cechy, które dzisiaj znakomicie pasują do współczesnej Ukrainy. [Nie, kolego. Na Ukrainie jest wg. Konecznego, mieszanka cywilizacyj, co daje stan a-cywilizacyjny, to delirium magnum (wielkie obłąkanie). MD]

A jak wiemy stawiał je jako przeciwne cywilizacji zachodniej, nazywanej przez niego łacińską. Nie ma wątpliwości, że są one przeciwne również cywilizacji postłacińskiej.

Turanizm to militaryzm organizacji społecznej, własność prywatna – oligarchiczność, lokalizm religijny, brak pojęcia narodowości w zachodnim znaczeniu i skoncentrowanie polityki wokół wokół osoby wodza. Prof. Feliks Koneczny widział turanizm głównie w Rosji. Nie miał wtedy przykładu współczesnej Ukrainy. Moim zdaniem Rosja wytworzyła unikalną swoją suwerenną cywilizację (państwa-kontynentu) w które pozostały elementy turanizmu, ale jest jednak w swoich cechach suwerenna. Ukraina to podręcznikowa kwintesencja turanizmu.

Polska mimo ogromnych zmian, które przyszły jest dalej w kręgu cywilizacji post-łacińskiej wywodzącej się w prostej linii od cywilizacja łacińskiej, która wywodzi się z trzech głównych źródeł: tradycji prawa rzymskiego, filozofii greckiej i tradycji chrześcijańskiej. Koneczny zdecydowanie twierdził, że “nie można być cywilizowanym na dwa sposoby”. Podkreślał że: „Każda cywilizacja dąży do ekspansji” i „gdziekolwiek spotkają się ze sobą dwie cywilizacje, muszą ze sobą walczyć”. Myślę, że dzisiaj niekoniecznie muszą ze sobą walczyć, jednak jeśli jedna cywilizacja rozpycha się w kraju należącym do innej cywilizacji prowadzi to wprost do konfliktu.

Sprzeczność historyczna

Nie chcę odwoływać się do pra-ukraińców czyli do bandyterki hajdamackiej w XVIII wieku. Współczesne państwo ukraińskie odwołuje się do tradycji Mykoły Michnowskiego i Dmytro Doncowa. Polityka historyczna Ukrainy wyrasta z wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919, terrorystycznych ugrupowań ukraińskich w dwudziestoleciu międzywojennym, kolaboranckich formacji okresu niemieckiej okupacji i tak zwanej powojennej ukraińskiej partyzantki. Współczesny patriotyzm kreowany przez Kijów wyrasta z historii Ukraińskiej Armii Halickiej (UHA), Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO), Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i chłopów ukraińskich, którzy w bestialski sposób mordowali masowo Polaków i nie tylko Polaków w latach 1939-1947.

Praktycznie cała historia ukraińskiego szowinizmu, który kształtuje dzisiejszą politykę historyczną Kijowa wyrasta z walki z Rosją i Polską. Nas interesuje to drugie zagadnienie, ponieważ jest dla nas zupełnie nieakceptowalne i sprzeczne z naszym interesem narodowym.

Nie ma możliwości pogodzenia się z tym, że nasz sąsiad czci tych, którzy w okrutny sposób wymordowali polskie dzieci, kobiety, starców i mężczyzn i zagarnęli nasze majątki. Że buduje swoją tożsamość na polskich trupach.

Sprzeczność gospodarcza

Polska i Ukraina mają zupełnie sprzeczne interesy w segmentach takich jak rolnictwo, przemysł ciężki w tym hutniczy i wydobywczy. Zatrzymajmy się tylko przy pierwszym aspekcie czyli dotyczącym naszego rolnictwa. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych wskazuje, że nawet teraz, mimo wojny, Ukraina pozostaje konkurencyjnym producentem rolnym ze względu na korzystne warunki glebowe i klimatyczne oraz nastawione na eksport wielkoobszarowe gospodarstwa o niskich kosztach produkcji.

Polskim rolnikom powinno zależeć na tym, by Ukraina pozostała poza Unią Europejską. Były ukraiński wiceminister gospodarki, a dzisiaj stały przedstawiciel Ukrainy przy Unii Europejskiej Taras Kaczka w 2023 roku powiedział, że na rynek UE trafia prawie 60 proc. eksportu z Ukrainy. Pomimo zawirowań w sektorze rolnym i na granicach eksport do UE wzrósł o 1,34 mld dol., czyli o 5,9 proc. Trzeba pamiętać , że towary ukraińskie miały i po części mają w zasadzie bezcłowy dostęp do rynku unijnego i Ukraina może eksportować produkty rolno-spożywcze do wielu krajów Unii Europejskiej. Taka konkurencja jest zabójczą ekonomicznie dla polskich producentów żywności – cukru, drobiu czy miodu.

Sprzeczność geopolityczna

Polska i Ukraina mają zupełnie odmienne interesy względem Federacji Rosyjskiej. Polska w odróżnieniu od Ukrainy nie ma z Rosją żadnych problemów dotyczących ludności i terytoriów. Nie mamy również interesu w tym, by wchodzić w konflikt między tymi dwoma państwami. Polska nie powinna iść na konfrontacje z żadnym z globalnych graczy. Polska powinna mieć jak najlepsze stosunki z Federacją Rosyjską, Chińską Republiką Ludową i Stanami Zjednoczonymi.

W interesie Polski był i jest pokój z sąsiadami i spokój w naszym regionie. Polsce powinno zależeć na tym, by największe państwo globu a jednocześnie nasz sąsiad miał stabilne i przewidywalne rządy. To gwarantuje nam możliwości eksportowo-importowe, ograniczenie emigracji i zminimalizowanie działań grup przestępczych na terenie Polski.

W interesie Ukrainy jest destabilizacja Rosji i umiędzynarodowienie konfliktu. To daje większe pole manewru Ukrainie w wojnie z Rosją. W interesie Ukraińców jest by ich wojna stała się naszą wojną, co przyznał nawet skrajnie proukraiński były prezydent Polski Andrzej Duda. W interesie Ukrainy jest również skonfliktować nas z stronnikami i partnerami Federacji Rosyjskiej czyli Białorusią, Chinami, Iranem, Koreą Północną i szerzej państwami BRICS+

Dodatkowym niebezpieczeństwem dla narodu polskiego jest rosnąca pozycja nacjonałów w Niemczech. Możemy założyć Alternatywa dla Niemiec z dużym prawdopodobieństwem rządzić tym krajem. Na razie działacze AfD nie przejawiają publicznie skłonności rewizjonistycznych i antypolskich. Nie wykazują na razie również tendencji proukraińskich. Być może władze tego stronnictwa wyrzekły się antypolonizmu. Istnieje jednak w tej formacji niewielki nurt sentymentalistyczno-rewizjonistyczny. Nie możemy całkowicie wykluczyć, że przyszłościowo będzie on rósł w siłę. Pamiętajmy, że zgodnie z endecką wykładnią najgorszym i najniebezpieczniejszym scenariuszem dla Polski zawsze jest polityczny i militarny sojusz niemiecko-ukraiński.

Sprzeczność celów

Nasze położenie przez wieki było przekleństwem, zresztą w znacznej mierze z nieroztropności i ciągotek insurekcyjnych naszego narodu. Zamiast miejsca kolejnych insurekcyjnych ruchawek i byciem terenem zgniotu powinniśmy stać się Złotą Klamrą. Miejscem spotkań Wschodu i Zachodu. To u nas ze względu na położenie powinny odbywać się rozmowy, negocjacje, handel. Jesteśmy doskonałym miejscem gdzie ubijać intratne interesy z pożytkiem dla naszego narodu mogłyby mocarstwa – Federacja Rosyjska, Chińska Republika Ludowa, Stany Zjednoczone, Indie.

W interesie narodu polskiego jest by nasz kraj stał się stabilnym terenem transportowym i przeładunkowym. Polska potrzebuje dobrych relacji z Federacją Rosyjską by eksportować tam nasze produkty rolne i importować tania ropę naftową i gaz ziemny. To jest konieczne dla rozwoju gospodarczego, a przez to cywilizacyjnego naszego narodu.

W interesie Ukrainy jest jak najgłębsze poróżnienie władz polskich i rosyjskich. Ukraina czerpie nieprzerwanie korzyści z naszego budżetu – drenując nasze kieszenie. Jest to możliwe tylko w sytuacji jeśli Polska jest skonfliktowana z Rosją, a społeczeństwo wierzy w nieuchronny konflikt miedzy miedzy Polską a Rosją. W interesie Kijowa jest więc promowanie teorii o tym, że Rosja chce napaść na Polskę i prowadzić jawną wojnę z państwami NATO.

Co dalej? Jak układać stosunki polsko-ukraińskie? Polska powinna nakreślić minimum programowe względem Ukrainy.

1. Pełnoskalowe i bezwarunkowe umożliwienie ekshumacji na terenie całej i przeniesienia wszystkich szczątków Polaków do ojczyzny.

2. Potępienie banderyzmu i zbrodniczych działań Ukraińców w latach 1939-1947 przez władze państwowe na Ukrainie i przez Ukraiński Kościół Greckokatolicki.

3. Delegalizacja na ternie Ukrainy organizacji banderowskich i neonazistowskich. Zakaz używania symboliki III Rzeszy i formacji kolaboranckich.

3. Likwidacja pomników i innych miejsc upamiętniających Doncowa, Melnyka, Banderę, Szuchewicza, Konowalca, Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii czy 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien” itd.

4. Utworzenie Muzeum Ofiar Polskich Kresów we Lwowie i budowa w Kijowie Pomnika Zgładzonych Polaków przez Ukraińców. Wprowadzenie do szkół na terenie Ukrainy specjalnego programu historycznego mówiącego o zbrodniach ukraińskich szowinistów.

5. Zakończenie płacenia za Starlinki i wycofanie się z absurdalnej „pożyczki” 90 000 000 000 euro.

6. Wypracowanie umowy międzypaństwowej zachęcającej przyszłościowo przybywających w Polsce Ukraińców do powrotu do swojej ojczyzny.

7. Podpisanie umowy zapewniającej w przyszłości realne odszkodowania dla rodzin pomordowanych i ranionych przez Ukraińców w latach 1939-1947. Zwrot polskich walorów muzealnych – w tym historycznego zbioru Ossolineum.

Łukasz Jastrzębski

Nowy sukces: Ukraińskie wojska zaatakowały irański statek handlowy na Morzu Kaspijskim

nowy sukces Ukrainy

źródło me/newsfactory

>>Ukraińskie wojska zaatakowały irański statek handlowy na Morzu Kaspijskim; jeden członek załogi zginął, a dwóch zostało rannych – poinformowało MSZ Iranu.

„Iran nigdy nie uczestniczył w konflikcie między Rosją a Ukrainą i zwraca uwagę Rady Bezpieczeństwa ONZ, krajów europejskich i wszystkich członków ONZ na oczywisty fakt, że atakując irański statek handlowy, ukraiński reżim nie tylko dopuścił się naruszenia prawa międzynarodowego, ale także niebezpiecznie dążył do podsycenia wojny i niestabilności” – czytamy w komunikacie.

„Każda strona zainteresowana pokojem i bezpieczeństwem w Europie Wschodniej i sąsiednich regionach, powinna zająć odpowiedzialne stanowisko wobec tych niebezpiecznych działań ukraińskiego reżimu i pociągnąć ukraiński rząd do odpowiedzialności za ten przestępczy i prowokacyjny akt” – dodano.

Jak podkreślono, Teheran zastrzega sobie prawo do odwetu.<<

Zwycięstwo czy porażka? Błąd kategorii w wojnach zastępczych

Zwycięstwo czy porażka? Błąd kategorii w wojnach zastępczych

Autor: Dirk Ellerbrock apolut/sieg-oder-niederlage-der-kategorienfehler-im-stellvertreterkrieg

Zwycięstwo czy porażka? Błąd kategorii w wojnach zastępczych | Autor: Dirk Ellerbrock

W tym samym tygodniu odbyły się dwa wywiady na temat tej samej wojny, przeprowadzone przez osoby, które od lat intensywnie badają Rosję i które nie są na ogół kojarzone z narracją kijowską. Jeden z nich przeprowadził Glenn Diesen w rozmowie z historykiem Gilbertem Doctorowem. Drugi – Diesen w rozmowie z Alexandrem Mercourisem, gospodarzem programu „The Duran”.

Oba wywiady prowadzą do niemal identycznych ustaleń faktycznych – i diametralnie odmiennych osądów. Doctorow nazywa to, co dzieje się w Donbasie i na Krymie, pyrrusowym zwycięstwem, które w rzeczywistości maskuje strategiczną porażkę. Mercouris przytacza dokładnie tę samą linię frontu i sytuację gospodarczą jako dowód na to, że Ukraina przegrywa, a Zachód oszukuje sam siebie. To nie przypadek ani problem ze zrozumieniem ze strony któregokolwiek z analityków. To błąd kategorialny, sięgający głębiej niż pytanie, kto ma rację.

Obie rozmowy zgadzają się co do tego, że

Główne fakty obu rozmów są zadziwiająco podobne. Według obu wersji Rosja kontroluje obecnie większość Donbasu i wkracza dalej w głąb Zaporoża i Chersonia; ostatnie ufortyfikowane miasta Kramatorsk i Słowiańsk są w obu rozmowach uważane za ostatnią linię obrony przed otwartym terenem rozciągającym się aż do Dniepru. Obie strony opisują praktycznie całkowitą blokadę Odessy i ukraińskiego wybrzeża Morza Czarnego po tym, jak Kijów podważył porozumienie zbożowe z 2022 roku, przeprowadzając własne ataki na rosyjskie okręty na Morzu Azowskim. Obie strony postrzegają kryzys przywództwa w Kijowie – dymisję Fiodorowa i Syrskiego – jako objaw wyczerpywania się zasobów armii. Obie strony zakładają również, że NATO nie jest już biernym obserwatorem, lecz stroną konfliktu: z bronią, rozpoznaniem celów i, jak to ujmuje Doktorow, bez dostrzegalnego strachu przed odwetem ze strony Rosji.

Niedawne spotkanie Marco Rubio i Siergieja Ławrowa 23 lipca w Manili również wpisuje się w ten schemat. Ławrow powtórzył, że Moskwa przestrzega porozumień zawartych w Anchorage i zażądał zaprzestania dalszych dostaw broni do Kijowa; Rubio z kolei publicznie przyznał, że propozycje z Anchorage upadły, ponieważ Ukraina nie wyraziła na nie zgody.
Dwóch ministrów spraw zagranicznych, którzy – jak sami przyznają – zgadzają się co do obecnej sytuacji – a mimo to nie widać postępu. To dyplomatyczny odpowiednik tego, co obie rozmowy opisują w kontekście wojskowym: znają fakty. Po prostu wyciągają odmienne wnioski co do ich znaczenia.

Gdzie opinie się rozchodzą – i dlaczego

Doctorow mierzy zwycięstwo celami wojny ogłoszonymi w lutym 2022 roku: neutralnością Ukrainy, przywróceniem jej statusu konstytucyjnego z 1992 roku, wykluczeniem z NATO i denazyfikacjami. Według niego, Rosja, pomimo zdobyczy terytorialnych, nie osiągnęła żadnego z nich – a jednocześnie jej własny potencjał odstraszający uległ erozji, ponieważ ataki NATO wnikają coraz głębiej w Rosję, a Moskwa nie oferuje żadnego wiarygodnego odwetu. Jego dowody są uderzająco mało spektakularne: podczas wideokonferencji na temat zbrodni wojennych w Chersoniu, zorganizowanej przez rosyjską delegację ONZ w Wiedniu, gubernator Chersonia sam poinformował, że jego własny region stał się niezamieszkany z powodu codziennych ataków dronów – co miało być dowodem rosyjskiego cierpienia, ale Doctorow zinterpretował jako przyznanie się do utraty prowincji.

Ta sama obserwacja dotyczy Krymu: kiedyś podróżowali tam rosyjscy wczasowicze i uczniowie, a teraz ich długoletni znajomi z Petersburga opowiadają mu o brakach paliwa, przerwach w dostawie prądu i o moście Kerczeńskim, który był zamknięty przez wiele godzin.

Mercouris i ta firma stosują inną miarę: potencjał militarny i gospodarczy Ukrainy. W porównaniu z tym standardem obraz jest jasny.

Donbas całkowicie upadnie w dającej się przewidzieć przyszłości, Charków i Sumy znajdują się pod presją, rosyjska gospodarka ustabilizowała się i jest gotowa do wojny pomimo okresów inflacji i podwyżek stóp procentowych, podczas gdy w Kijowie mobilizacja napotyka coraz większy opór społeczny. Dla nich zachodnia narracja o „odwróceniu sytuacji” nie jest analizą, lecz – jak sami stwierdzają, cytując artykuł redakcyjny w „Financial Times” o „wyczerpanej i przeciążonej” armii ukraińskiej – symptomem cyklu euforii, paniki i ponownej eskalacji, który powtarza się od 2022 roku, nie zmieniając nigdy zasadniczej sytuacji.

Dwóch analityków, te same fronty, ta sama sytuacja gospodarcza, to samo zaangażowanie NATO w wojnę – i sprzeczna ocena. Sprzeczność nie zostaje rozwiązana przez uznanie jednego z nich za trafniejszego obserwatora. Rozwiązuje się ona sama, gdy tylko uświadomimy sobie, że „zwycięstwo” odnosi się tu do dwóch zupełnie różnych rzeczy: z jednej strony do spełnienia deklarowanych celów politycznych, a z drugiej do militarnej kontroli nad przestrzenią i czasem. Obie te rzeczy są zasadnie mierzalne. Jednak nie są tym samym – a każdy, kto myli oba te pojęcia jednym słowem, popełnia błąd kategorialny, który ta wojna powoduje na każdym poziomie: niemożność zmierzenia egzystencjalnych stawek i taktycznych rezultatów tą samą miarą.

John Mearsheimer opisał tę samą strukturę w analizie przyczyn tej wojny: Zachód traktował rozszerzenie NATO na wschód jako czystą formalność, podczas gdy dla Moskwy było to od początku pytanie egzystencjalne – błędna ocena, przed którą ostrzegał już ówczesny ambasador USA William Burns w swojej notatce z 2008 r. „Nyet Means Nyet”, która później wyciekła do WikiLeaks.

Kto korzysta na tej dwuznaczności?

Ta niejednoznaczność nie jest wadą; jest funkcjonalna. Dopóki „zwycięstwo” pozostaje nieokreślone, każdy rozwój sytuacji – zdobyty region, zablokowane miasto portowe, zdymisjonowany szef sztabu – może jednocześnie służyć jako dowód zbliżającego się zwycięstwa i pretekst do dalszej eskalacji. Ci i Mercouris precyzyjnie opisują ten mechanizm jako cykl: po euforii następuje panika, a po panice nie dyplomacja, lecz kolejna dostawa broni. Każdy, kto w tej sytuacji domaga się pokoju, jest w Brukseli, podobnie jak w Londynie, uważany za osobę dzielącą Europę lub wspierającą Putina. Tym samym kluczowe pytanie – czyim interesom tak naprawdę służy ten stan rzeczy, skoro nie pozwala on ani Rosji ponieść wyraźnej porażki, ani Ukrainie na wyraźne zwycięstwo – praktycznie zniknęło z debaty.

Odpowiedź leży nie w kategoriach militarnych, lecz strukturalnych. Wojna, której wynik pozostaje trwale niepewny, jest bardziej produktywna ekonomicznie niż wojna, która została już przesądzona. Uzasadnia ona trwające zbrojenia w Niemczech i Europie, utrzymuje „partię wojny” – używając terminologii Diesen i Mercouris, oś Kai Kallas, Ursuli von der Leyen i wspierających je mediów – u władzy i na właściwej pozycji, a także uniemożliwia jakiekolwiek rozliczenie kosztów, ponieważ tylko ktoś, kto wie, czy wojna została wygrana, czy przegrana, może sporządzić rozliczenie.

To jest sedno tego, co gdzie indziej opisałem jako „Wojna karmi klasę”: nie zwycięstwo lub porażka są istotnymi kategoriami, lecz kontynuacja. Właśnie to Diesen i Mercouris opisują jako podwójne standardy mediów w odniesieniu do wzajemnych ataków na statki cywilne na Morzu Czarnym i Azowskim – celebrowane, gdy jedna strona je popełnia, potępiane, gdy robi to druga.

Sam Mercouris nawiązuje do orwellowskiej paraleli z „Roku 1984”: państwo celebruje okrucieństwa popełniane przez własną stronę i potępia dokładnie ten sam czyn, gdy jest on skierowany przeciwko niej. Nie jest to błąd w wojnie informacyjnej, lecz jej system operacyjny: podział na dobro i zło, ocenianie tego samego czynu według jego źródła, a nie celu, legitymizacja jednej strony i sankcjonowanie drugiej.

Prawdziwe pytanie

Najciekawszy punkt porozumienia między Doctorowem, Diesenem i Mercourisem leży nie w sytuacji na linii frontu, lecz w ich diagnozie, dokąd prowadzi ta niejednoznaczność. Niezależnie od ich oceny zwycięstwa, wszyscy trzej dochodzą do tego samego wniosku: dopóki Zachód będzie definiował pokój jako bezwarunkowe zawieszenie broni na obecnej linii frontu oraz dalsze zaangażowanie w członkostwo w NATO, nie będzie negocjacji godnych tej nazwy. Ci, którzy, podobnie jak Doctorow, uważają, że Rosja stoi w obliczu pyrrusowego zwycięstwa, oczekują ostrzejszej reakcji Rosji, aby odzyskać utraconą siłę odstraszania. Ci, którzy, podobnie jak Mercouris, uważają, że Ukraina jest na skraju upadku, spodziewają się tej samej eskalacji – wywołanej jedynie przez drugą stronę, za pośrednictwem europejskich wojsk lądowych lub stref zakazu lotów po załamaniu się linii frontu. Obie ścieżki prowadzą do tego samego ryzyka.

Prawdziwe pytanie, jakie stawia ta wojna, nie brzmi zatem: „Czy Rosja wygra, czy przegra?”. To niewłaściwa kategoria – dopóki standard, według którego mierzy się wynik, pozostaje nieokreślony, pytanie pozostaje nierozstrzygnięte, a co ważniejsze, celowo utrzymywane w stanie nierozstrzygniętym. Prawdziwe pytanie brzmi: kto ma interes w tym, by pozostawało nierozstrzygnięte?

+++

Źródło obrazu: Melnikov Dmitriy / shutterstock

+++

Źródła i notatki

Rozmowy Glenna Diesena, Gilberta Doctorowa i Alexandra Mercourisa (lipiec 2026)

Meduza, „Ławrow i Rubio spotykają się w Manili”, 23 lipca 2026 r.; Financial Times, relacja z sytuacji na ukraińskim froncie wschodnim (2024 r.)

John J. Mearsheimer, „Dlaczego Zachód ponosi główną odpowiedzialność za kryzys na Ukrainie”, Foreign Affairs

William J. Burns, „Niet znaczy niet: rosyjskie granice rozszerzenia NATO” (Depesza Ambasady USA, Moskwa, 2008, za pośrednictwem WikiLeaks)

ISW i SIPRI, bieżące raporty o sytuacji na linii frontu i rosyjskiej produkcji uzbrojenia.


Odessa – zbrodnia nieukarana

Odessa – zbrodnia nieukarana

Przez Agnieszka Piwar 2021-05-02 piwar/odessa-zbrodnia-nieukarana

Od wybuchu rewolucji na Ukrainie – zwanej przez światowe media Euromajdanem – minęło 7 lat. Pretekstem do wszczęcia masowych protestów i obalenia władzy było niepodpisanie przez prezydenta Wiktora Janukowycza umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. W efekcie – w imię pustych haseł o wolności i demokracji – tępym narzędziem rozszarpano kraj na strzępy. A wszystko dlatego, bo grupa szaleńców z Ukrainy – wsparta przez szaleńców z Zachodu – zapragnęła integracji z unijnym tworem, który de facto gardzi wartościami cywilizacji europejskiej.

Ubolewać przy tym należy, że dokonano tego przy haniebnym udziale znacznej części tzw. „polskich elit”, które bezkrytycznie poparły kijowski przewrót. Dość wspomnieć czynne zaangażowanie wielu polskich polityków i zniekształcające rzeczywistość relacje w polskojęzycznych mediach. Swoje dobre samopoczucie tłumaczyli tym, że należało „wyzwolić” Ukrainę spod dominacji Rosji. Szkoda, że nie liczono się z opinią znacznej części obywateli Ukrainy, którzy nie życzyli sobie radykalnych zmian, pchających ich państwo w szpony… No właśnie, czyje szpony? Przecież Ukraina nie stała się częścią Zachodu i śmiem twierdzić, że nigdy to nie nastąpi. Niebezpieczna zabawa w narzucanie innym jak mają żyć, skończyła się tym, że kraj został zdewastowany i podzielony, zginęło wiele niewinnych osób, oderwał się Donbas, a Krym przyłączono do Federacji Rosyjskiej. Co znamienne, po Majdanie Ukraińcom wcale nie żyje się lepiej – wielu z nich wyjechało za pracą i lepszym życiem do Polski i… Rosji.

Należy przy tym zauważyć, że jakiekolwiek głosy rozsądku płynące z Polski – a było ich też całkiem sporo – natychmiast spotykały się z oskarżeniami o powielanie „propagandy Kremla”. Z tego właśnie klucza – tj. pomówieniami o bycie „ruską agenturą” – na Ukrainie rozpoczęto walkę z własnymi obywatelami, którzy nie poparli Majdanu i głośno o tym powiedzieli. Obrzucanie prymitywnymi epitetami (bo brakuje racjonalnych argumentów) w walce politycznej specjalnie już mnie nie dziwi – co najwyżej wzbudza zażenowanie, że tak nisko upadła debata publiczna. Problem w tym, że u naszego wschodniego sąsiada takimi właśnie epitetami przykrywa się najokrutniejsze zbrodnie nowego ukraińskiego reżimu. Tragicznym tego przykładem jest masowe morderstwo dokonane w Odessie na kilkudziesięciu obywatelach Ukrainy – przeciwnikach „nowego porządku”. Ponieśli oni śmierć tylko dlatego, że mieli inne poglądy od władzy. Oto jakimi metodami Ukraina pcha się na europejskie salony.

Zaplanowana akcja

Masakry na niewinnej ludności Odessy dokonano 2 maja 2014 roku. Kilka lat później dotarłam do naocznych świadków tych wydarzeń: Aleksandra Naumowa i Olega Muzyki,szefa przymorskiego oddziału partii «Ojczyzna». Z ich wstrząsających relacji wynika, że tragicznego dnia przygotowano w Odessie zasadzkę na obywateli Ukrainy, którzy nie akceptowali zamachu stanu w tym kraju. Wszystko wskazuje na to, że podstępna intryga miała konkretny cel: zabicie wielu ludzi, zastraszenie pozostałych i zatuszowanie zbrodni. Moi rozmówcy zgodzili się podzielić swoimi przemyśleniami z Czytelnikami „Myśli Polskiej”. Wcześniej jednak zacytuję wywiady jakich udzielili w ubiegłych latach.

Oleg Muzyka tragicznego dnia znalazł się w środku budynku Domu Związków Zawodowych w Odessie, który został celowo podpalony. Był pewien, że zginie – zdążył już nawet pożegnać się rodziną przez telefon. Opatrzność miała inne plany. Muzyka ocalał i kilkanaście dni później udzielił wywiadu portalowi timer-odessa.net [„Таймер”]. Na pytanie dziennikarki czy jego zdaniem pożar to była zaplanowana akcja czy przypadek, Muzyka odpowiedział: «Sądząc po tym, że policja i strażacy nie reagowali na to, co się działo, można przypuszczać, że ofiary były potrzebne. W końcu ktoś wydał rozkaz strażakom, aby nie gasili budynku, a policji, by nie przeszkadzali. Jestem przekonany, że 2 maja już rano wielu policjantów i SBU wiedziało, że coś się wydarzy.» Na poparcie tej tezy Muzyka podał szereg przykładów, w tym wyłączenie kamery monitorującej teren czy pojawienie się funkcjonariuszy Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa na kilka godzin przed masakrą. Mówił też o tym, że do miasta ściągnięto wcześniej oddziały „Samoobrony Majdanu” i „Prawego Sektora”.

Aleksander Naumow w płomieniach Domu Związków Zawodowych stracił przyjaciela. Sam uniknął zasadzki z pożarem, ponieważ został na pobliskim placu, by towarzyszyć znajomym, którzy zostali poważnie ranni w wyniku zamieszek. A jak do zamieszek doszło? Tego dnia w Odessie miał się odbyć mecz piłki nożnej, poprzedzony proukraińskim pochodem kibiców Czornomorcia Odessa i Metalista Charków. Przy tej okazji do miasta ściągnęły tłumy tzw. ultrasów i bojówkarzy batalionu Ajdar. Świadkowie przyznają, że właśnie te grupy wszczęły tragiczne w skutkach prowokacje. Co znamienne, w wywiadzie dla czeskiego dziennika „Haló noviny” [udzielonym w trzecią rocznicę masakry], Naumow powiedział: «Tego dnia wszyscy dowódcy policji byli na specjalnym zebraniu. Byli dosłownie zamknięci w jednej sali, musieli wyłączyć telefony komórkowe. To było zamierzone. Jeśli tego dnia miał się odbyć taki problematyczny mecz sportowy, a dowódcy policji są odcięci od informacji, to jest dziwne…»

Z relacji Aleksandra Naumowa przekazanej czeskiej gazecie, geneza wydarzeń wyglądała następująco. Znaczna część ukraińskiego społeczeństwa nie akceptowała zasad Majdanu, które ich zdaniem doprowadziły do rozkładu państwa. W związku z tym proponowali swoim przeciwnikom powołanie federacji. By wyrazić swoje niezadowolenie wobec nowej sytuacji, odescy przeciwnicy zamachu stanu przez kilka miesięcy spotykali się na placu Kulikowe Pole w Odessie, gdzie zorganizowali miasteczko namiotowe. Spotkania gromadziły wiele osób. Najwięcej demonstrantów docierało w weekendy. W marcu pojawiało się nawet kilkanaście tysięcy osób. Naumow zapewniał, że protesty były pokojowe, więc nie było powodów do użycia siły wobec przeciwników władzy.

2 maja 2014 r. Antymajdanowcy z Odessy i okolicznych miejscowości tradycyjnie zaczęli gromadzić się na Kulikowym Polu. Ok. godz. 11:00 w pobliżu miasteczka namiotowego zaczęli pojawiać się bojówkarze batalionu Ajdar wyposażani w narzędzia świadczące o gotowości do akcji z użyciem siły. Wyczuwając, że coś się szykuje, na miejscu pojawiła się ochrona z organizacji strzegącej bezpieczeństwa miasteczka namiotowego. Chwilę po tym, pojawili się ultrasi, którzy zaczęli rzucać kamieniami w mężczyzn ochraniających miasteczko namiotowe, wywabiając ich w kierunku Placu Greckiego. Plac ten otoczony jest kamienicami i wąskimi ulicami, przez co biegnących za ultrasami Antymajdanowców z łatwością otoczyła i ogrodziła policja. Doszło do zamieszek. W międzyczasie ultrasi zaczęli strzelać i rzucać kostką brukową w ludzi zgromadzonych na Kulikowym Polu. Pojawili się pierwsi zabici i ranni. Nagle jeden z ultrasów przeszedł jakby na stronę Antymajdanowców, a następnie oddał z ich otoczenia strzał w kierunku ludzi stojących po przeciwnej stronie, zabijając przy tym jednego z ultrasów. Zdaniem Naumowa była to celowa prowokacja mająca na celu wywołanie wielkiego konfliktu. Mówiąc o ultrasach, zaakcentował, że na Ukrainie takie określenie dotyczy nie tylko kibiców – ultrasi, to także opłacani najemnicy, którzy robią to, czego „ktoś” od nich chce.

Tymczasem w wyniku starć na Placu Greckim zginęło już ok. 5 osób, z czego w większości Antymajdanowcy. Z kolei pokojowi demonstranci z miasteczka namiotowego zostali otoczeni przez ultrasów i bojówkarzy z Ajdaru, a następnie rozproszeni – część z nich zepchnięto na plac Przemienia Pańskiego, część została na placu Kulikowe Pole, w tym wiele kobiet. W obliczu niebezpiecznej sytuacji spowodowanej zamieszkami, wystraszeni ludzie uciekli do Domu Związków Zawodowych, by się w nim schronić. Wtedy podpalono namioty i budynek. Ultrasi otoczyli płonący dom związkowców i nikogo nie wypuszczali. Żadnej karetki, żadnych strażaków, żadnej policji – relacjonował Naumow, który został na Kulikowym Polu z ciężko rannymi przyjaciółmi, gdyż bali się oni udać do placówki medycznej w obawie przed zatrzymaniem.

Na YouTube znalazłam materiał filmowy, który potwierdza relacje cytowanych przeze mnie świadków. Zachęcam Czytelników „Myśli Polskiej” do weryfikacji na kanale «Вся Одесса на Odessa1.com». Nagranie opublikowano 4 maja 2014 roku pod tytułem: «2 мая в Одессе (материалы для следствия)». Na filmie widać przerażająco agresywny tłum ukraińskich nacjonalistów (kibiców, ultrasów, bojówkarzy) wznoszących okrzyki „Sława Ukrajini! Herojam sława!” [organizacyjne przywitanie członków OUN i UPA w czasach II wojny światowej]; rozwalają oni kilofami i młotami kostkę brukową (wyłupane kawałki kamieni służyły następnie do rzucania w ludzi i wszczynania prowokacji), a stojący obok kordon policji nie reaguje na bandyckie zachowania prowokatorów. Na nagraniu widać też licznie przybyłych bojówkarzy ubranych w odzież militarną, z hełmami na głowie. Ponadto widać podpalenie miasteczka namiotowego, rzucanie koktajlami Mołotowa z dachu Domu Związków Zawodowych i uwięzionych w budynku przeciwników Majdanu, w tym nastoletnie dzieci. [LINK: https://www.youtube.com/watch?v=Cq1OhkuLzeA].

Zbiorowa egzekucja

Oleg Muzyka opowiedział w wywiadzie dla „Tajmera” jak wszedł do Domu Związków Zawodowych za ludźmi, którzy poszli tam się schronić. Następnie budynek został otoczony, obrzucony koktajlami Mołotowa i podpalony. Dodatkowo ktoś w środku puszczał specyficzną substancję dymną. Zdaniem Muzyki nie był to dym z ognia, gdyż miał zabarwienie zielonkawożółte z brązowym odcieniem i nie unosił się do góry lecz opadał tworząc wokół ludzi duszącą zasłonę i zaślepiając ich. Z relacji Muzyki wynika, że w budynku byli prowokatorzy, słychać było ich klaskanie, po czym szybko znikali za osłoną dymną. Późniejsze relacje z miejsca zrządzenia potwierdziły przerażający fakt, że ludzie ginęli nie tylko w płomieniach, ale byli też mordowani bezpośrednio.

Muzyka wraz z kilkoma ludźmi wszedł się schronić do jednego z biur. Kiedy dym zaczął opadać na parapet wychylili się do okna. Wtedy zaczęto z zewnątrz obrzucać ich kamieniami. Będący z nimi staruszek oberwał w głowę, pojawiło się dużo krwi. W całym budynku było słychać huki i krzyki. Oleg Muzyka zrozumiał, że śmierć jest blisko – zadzwonił do żony i dziecka, by się z nimi pożegnać.

Zwolennicy Majdanu twierdzili później, że pomagali ludziom wydostać się z płonącego budynku – mieli rzekomo umieścić pod oknami opony dla tych, którzy wyskoczyli. Muzyka w rozmowie z „Tajmerem” powiedział, że to kłamstwo. Co więcej, z jego relacji wynika, że zwolennicy Majdanu przygotowali płonące stosy – dym z tych ognisk unosił się wzdłuż zewnętrznej ściany budynku i nie pozwalał oddychać nawet tym, którzy wystawiali głowy przez okno. Do ludzi uwięzionych w budynku zaczęło docierać, że są tylko dwie możliwości: albo przeżyją więcej minut w tym dymie na górze, albo natychmiast zabiją ich na dole.

2424669 02.05.2014 Массовые беспорядки у здания Дома профсоюзов в Одессе. Максим Войтенко/Агентство „Одесса-медиа”

Na YouTube znalazłam kolejne dowody potwierdzające relacje cytowanych świadków, tym razem na kanale «Dima kotov». Nagranie zatytułowane «Одесса 2мая ПОЖАР, ДОМ ПРОФСОЮЗОВ» [opublikowane 24 maja 2014 r.], znowu ukazuje agresywnych zwolenników Majdanu wykrzykujących banderowskie pozdrowienie: „Sława Ukrajini! Herojam sława!”. Na materialne filmowym widać m.in. płonące stosy rozpalone pod okami domu związkowców czy szturmujących wnętrze budynku ukraińskich nacjonalistów. Agresorzy wyposażeni w kije do bicia i dewastacji wybijali szyby, rozpalali ogień, wyważali drzwi do pomieszczeń, w których ukryli się przeciwnicy Majdanu. Ujęcia kręcone z zewnątrz pokazują na rannych (i martwych?) leżących pod oknami budynku, zaś w oknach widać uwięzionych ludzi, w tym przerażone kobiety. Czuję się w obowiązku ostrzec, że dalsza część nagrania jest szczególnie drastyczna – widać pełno trupów, w tym zwęglone zwłoki. [LINK: https://www.youtube.com/watch?v=7PqztnhCg98].

Oleg Muzyka powiedział w wywiadzie dla odeskiego portalu, iż ma informacje, że polecono strażakom nie reagować. Zaznaczył, że oczywiście nikt nie potwierdzi tego oficjalnie. Po czym dodał, że jego znajomi i krewni dzwonili zarówno do strażaków, jak i na policję, ale po prostu nie odbierali telefonu. Ponadto, rozmówca „Tajmera” przyznał, że widział tego dnia wysokich rangą funkcjonariuszy policji, którzy nic nie zrobili, gdy na ich oczach zabijano ludzi.

Czarę goryczy przelała postawa władz i mediów. Muzyka podał przykład deputowanego rady regionalnej Aleksieja Gonczarenko, który był na miejscu i wszystko widział. Na jego oczach zabijano ludzi, lecz przedstawiciel władzy nie stanął przed brutalnym tłumem i nie wezwał do powstrzymania morderstwa. Zamiast tego poinformował na żywo w telewizyjnym talk-show Sawika Szustera, że Kulikowe Pole zostało oczyszczone z separatystów, za co zebrał oklaski w studiu.

Aleksander Naumow w rozmowie z czeską gazetą przyznał, że na Ukrainie panuje bardzo silna presja propagandowa i strach. Dlatego ludzie boją się mówić o tragedii w Odessie i przeciwstawić władzy. Tymczasem pożar domu związkowców został przedstawiony w mediach jednoznacznie: «w płomieniach zginęli separatyści». Podpalenie Domu Związków Zawodowych było transmitowane na żywo w trzech ukraińskich stacjach telewizyjnych, które kierowały kamerę na zwłoki ludzi! Medialny komentarz brzmiał: «Dom związkowców sam się podpalił, zabijając rosyjskich separatystów i rosyjskich najemników.» W wywiadzie dla „Haló noviny” Naumow powiedział, że w tym kłamstwie pomagał fakt, że jedna z ofiar miała rosyjskie obywatelstwo, a jedna mołdawskie. Tymczasem wszyscy inni byli obywatelami Ukrainy, odessyjczykami!

Oleg Muzyka wydostał się z Domu Związków Zawodowych w kordonie policji. Wraz z innymi ocalałymi trafił na komisariat. Na miejscu zobaczył kolejnych kilkudziesięciu zatrzymanych, w większości poważnie rannych, z czego jeden z mężczyzn miał wybite wszystkie przednie zęby. Muzyka zaczął wyjaśniać ludziom ich prawa, po czym został wezwany do gabinetu przez zastępcę szefa miejskiej policji. W środku czekali funkcjonariusze Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa [SBU]. Rozpoczęło się przesłuchanie, w trakcie którego jeden z funkcjonariuszy – przeklinając i krzycząc – zarzucił szefowi przymorskiej «Ojczyzny», że „uwielbiał dostawać rosyjskie pieniądze”. Muzyka odpowiedział, że powinni znaleźć przynajmniej jedną osobę, która potwierdzi, że brał lub rozdawał pieniądze. Podczas przesłuchania zrozumiał, że chcą z nich zrobić kozły ofiarne.

Aleksander Naumow stracił w pożarze przyjaciela. Niedługo po tragedii wszedł do Domu Związków Zawodowych kilka razy – 4, 5 i 6 maja. Zobaczył, że ściany wewnątrz budynku były skropione krwią. To potwierdza, że strzelano do ludzi, którzy otwierali okna, by zaczerpnąć świeżego powietrza, gdy rozprzestrzeniał się duszący dym. Na miejscu były też poplamione krwią młoty z resztkami ludzkich włosów.

Oficjalna liczba ofiar masakry w Odessie to 48 zabitych, 248 osób odniosło rany. Jako że mam pięcioletni zakaz wjazdu na Ukrainę, nie mogłam pojechać do Odessy, by zapytać miejscowych urzędników i przedstawicieli służb mundurowych o ich wersję wydarzeń. Wysłałam więc oficjalnie pismo do Ambasady Ukrainy w Warszawie, z prośbą o udzielenie odpowiedzi na kilka pytań: Jakie jest oficjalne stanowisko władz Ukrainy nt. wydarzeń w Odessie z dnia 2 maja 2014 roku? Czy to prawda, że policja celowo nie reagowała na prowokacje ultrasów i członków batalionu Ajdar? Czy to prawda, że policja nie reagowała, gdy zaczęto zabijać przeciwników władzy? Jakie obywatelstwo mieli ludzie, którzy tego dnia zginęli w Domu Związków Zawodowych? Czy to prawda, że rodziny ofiar były zastraszane? Czy rodziny ofiar otrzymały jakiekolwiek wsparcie od ukraińskich władz? Czy winni prowokacji i zabójstw zostali schwytani i postawieni przed sądem? Na żadne z tych pytań nie otrzymałam odpowiedzi.

Wołanie o pomstę do Nieba

Do świadków, których relacje wyżej zacytowałam, dotarłam kilka lat po masakrze w Odessie. Zgodzili się wypowiedzieć dla „Myśli Polskiej”. Poniżej przedstawiam ich odpowiedzi na moje pytania.

AP: Czy światowa społeczność zareagowała na tragedię w Odessie, do której doszło 2 maja 2014 roku?
Oleg Muzyka: «Światową społeczność należy podzielić na dwie grupy. Cały świat jest podzielony na dwie grupy. Nie wierzę w trzecią grupę, która wyznaje neutralność wobec sytuacji kontrowersyjnych i konfliktowych. Stało się to również po wydarzeniach w Odessie 2 maja 2014 r., kiedy to w budynku Domu Związków Zawodowych zginęło kilkudziesięciu obywateli Ukrainy, mieszkańców Odessy. Celowo wskazuję na śmierć dziesiątek, nie podając żadnych liczb, ponieważ oficjalna liczba deklarowana przez ówczesne władze kryminalne została celowo zaniżona. Wróćmy do światowej społeczności. Wspierała nas część światowej społeczności. Byli wśród nich zwykli obywatele, osoby publiczne, niewielka część dziennikarzy i bardzo mała część polityków. W pierwszych miesiącach po tragedii w Parlamencie Europejskim zorganizowano przesłuchania, na które przybyli krewni ofiar i uczestnicy wydarzeń. Mieliśmy nadzieję, że tragedia przyciągnie uwagę w szeregach eurodeputowanych. Jakie było zaskoczenie, gdy okazało się, że na sali pojawiło się zaledwie 10 posłów PE, z siedmiuset. O przesłuchaniach nawet nie wspomnę, bo rozczarowało mnie i moich kolegów. Tylko ja odwiedziłem 15 krajów Unii Europejskiej z misją „PAMIĘTAJ ODESSA”, a moi towarzysze również organizowali podobne spotkania ze wspólnotą europejską. I rezultat był taki, że powtarzały się te same twarze na spotkaniach.»

Aleksander Naumow: «Termin „społeczność światowa” w twojej interpretacji oznacza prawdopodobnie społeczeństwo zjednoczone wspólnymi wartościami (na przykład: prawo do wolności słowa, prawo do życia, prawo do prawa jako podstawa sprawiedliwości). Reakcja na wydarzenia, które miały miejsce 2 maja 2014 roku w Odessie, przekonała mnie osobiście, że społeczeństwo jest podzielone na tych, którzy dla osiągnięcia swoich celów są gotowi usprawiedliwić wszelkie okrucieństwa – jak spalenie ludzi, mordowanie rannych i ocalałych – oraz tych, którzy są krytyczni nie tylko dla swoich przeciwników, ale przede wszystkim dla ich działań. Ci drudzy nadal wierzą w możliwość zachowania odchodzącego ładu świata i jego wartości. Mija 7 lat od masakry mieszkańców Odessy dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów. W tym czasie wiele materiałów i dowodów zostało opublikowanych na całym świecie przez tych, którzy wierzą w znaczenie przestrzegania podstawowych wartości ludzkich. Nie nabrały one jednak uprawnionej mocy ani w umysłach większości społeczeństwa, ani w orzecznictwie sądowym. „Społeczność światowa” nie zaakceptowała tych faktów jako zagrożenia dla umowy społecznej między ludźmi o różnych punktach widzenia. Umowy opartej na traktacie, którego podstawą jest prawo (a tymczasem państwo ma wyłączne prawo do przemocy); traktacie, który chroni świat przed chaosem; traktacie, który jest podstawą rozwoju ludzkości. Aby utrzymać się przy władzy, przedstawiciele zdeklarowanej większości, czyli tzw. „światowej społeczności”, próbują zniwelować swoją odpowiedzialność za popełnione zbrodnie, uderzając w fundamenty, na których opiera się ich władza – wiarę większości społeczeństwa w sprawiedliwość prawa. Jeśli spojrzymy wstecz oraz przyjrzymy się temu, co się dzisiaj dzieje, zobaczymy, że dokonali już ogromnego postępu w tym procesie. Coraz więcej ludzi zaczyna zdawać sobie sprawę, że poprzednie porozumienia powstrzymujące świat przed wojną wszystkich przeciwko wszystkim nie są już prawomocne.»

AP: Jak ocenia Pan zagraniczne przekazy medialne dotyczące tych tragicznych wydarzeń w Odessie? Czy dziennikarze z zagranicy rzetelnie przedstawili to co się wydarzyło 2 maja 2014 roku?
Oleg Muzyka: «Jak już powiedziałem, społeczność światowa została podzielona na dwa obozy. Granicę tę wytyczono między społeczeństwem, politykami i dziennikarzami. I tych, którzy byli gotowi do relacjonowania wspomnianych wydarzeń – nie chcę powiedzieć, że prawdziwych, bo każda grupa ma swoją prawdę – ale przeciwnych do wersji struktur państwowych, to nie było ich tak wiele. Jednak ci, którzy byli gotowi napisać o tragedii w Odessie, dostali przekaz od agencji rządowych, znajdowali się pod presją różnych grup nacjonalistycznych (w krajach, w których mieszka dziennikarz), z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy dziennikarze zostali włączeni do listy strony „Peacemaker” (Ukraina / SBU). Przykład: Paul Moreira, francuski reżyser filmu „Ukraina”, był prześladowany przez ambasadę Ukrainy we Francji, a następnie miał proces sądowy z tłumaczem. Niemieccy dziennikarze Saadi Isakov i Ulrich Heiden zostali deportowani z Ukrainy w 2016 roku za publikację artykułów o tragedii w Odessie. Do listy deportowanych dodano dziennikarzy z Polski, Hiszpanii i Holandii. Tymczasem przeciwny obóz dziennikarzy miał pełne poparcie europejskich struktur państwowych, pisali i piszą wszystko, co jest korzystne dla tych, którzy zorganizowali zbrojne przejęcie władzy na Ukrainie. Nigdy nie przestanę mieć urazy do podwójnych standardów polityki europejskiej i amerykańskiej. Potwierdzają to dzisiejsze wydarzenia. Spójrzmy, jak światowe media relacjonują wydarzenia, które mają miejsce dziś w Rosji wokół osoby A. Nawalnego, jak chronieni są zatrzymani, jakie jest to zamieszanie. I jak zignorowali tragedię, która wydarzyła się w Odessie 2 maja 2014 roku. Przeciwnicy zamachu stanu czy etykietka „separatyści” i to wystarczyło, aby usprawiedliwić mord na cywilach w 2014 roku i kontynuować zabijanie przez 7 lat.»

Aleksander Naumow: «Uważam, że niezależni dziennikarze zachodnich mediów zrobili wszystko, co w ich mocy, aby przekazać swoim odbiorcom cały horror egzekucji mieszkańców Odessy. Szkoda, że ich głosy utonęły w oceanie kłamstw propagandzistów, którzy w obawie przed utratą kapitału społecznego wciąż podżegają do nienawiści i swoimi działaniami przyczyniają się do wzrostu liczby ofiar wojny domowej na Ukrainie. Najprawdopodobniej nie zdają sobie z tego sprawy, ale mają na rękach krew kobiet i starców z Odessy.»

AP: Czy winni masakry w Odessie stanęli przed sądem?
Oleg Muzyka: «Dla każdej z grup zidentyfikowano własnych sprawców tej tragedii. Dlatego odpowiem w ten sposób, że na ławie oskarżonych byli tylko przedstawiciele „Antymajdanu” – ci, którzy wypowiadali się przeciwko zamachowi stanu, dojściu do władzy ukraińskich nacjonalistów i ich zwolenników. Nawet wszystkie zebrane przez nas dowody, które wyraźnie wskazują na udział zwolenników „Euromajdanu” w zabijaniu ludności cywilnej, nie zostały przyjęte do rozpatrzenia przez prokuraturę ukraińską, MSW i SBU. Wręcz przeciwnie, przedstawiciele „Euromajdanu” zostali uznani za obrońców integralności Ukrainy i zwolnieni z odpowiedzialności.»

Aleksander Naumow: «Sprawcy nie zostali postawieni przed sądem. Aby tak się stało, Ukraina musiałby mieć wysoki poziom podmiotowości. Tymczasem współczesna Ukraina to kolonia, w której nikt nie odważy się samodzielnie podejmować decyzji. Mieszkańcy kolonii są zależni od woli kolonialistów i celowości politycznej chwili. Dotyczy to wszystkich szczebli władzy na Ukrainie – od sędziów po prezydenta. Trudno mi sobie wyobrazić okoliczności, w których kolonialiści pociągają do odpowiedzialności swoich sług, stawiając ich przed wymiarem sprawiedliwości za zbrodnie przeciwko geopolitycznym wrogom.»

AP: Czy rodziny ofiar otrzymały jakiekolwiek wsparcie / rekompensatę od państwa ukraińskiego?
Oleg Muzyka: «Nie słyszałem o jakiejkolwiek pomocy ze strony władz ukraińskich dla rodzin ofiar. Wsparcie pochodziło od osób prywatnych, ruchów społecznych. Ale obelgi i upokorzenia ze strony ukraińskich nacjonalistów, przedstawicieli Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Prokuratury i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy trwają do dziś.»

Aleksander Naumow: «Nie wiem na pewno, ale czytałem w gazetach, że zaraz po zabójstwach krewnym ofiar zaoferowano pieniądze. Nie wiem dokładnie ile i na jakich warunkach, ale wtedy krewni odmówili przyjęcia tych pieniędzy.»

W trakcie pisania tekstu o tragicznych wydarzeniach w Odessie przypomniałam sobie pewną sytuację. Kilka lat temu poznałam w Gliwicach młodego Ukraińca. Podczas luźnej rozmowy zapytałam dlaczego przyjechał do Polski. Odpowiedział, że wyjechał z Ukrainy, bo chcieli go wziąć do wojska. Po czym wyjaśnił, że nie mógł pójść w kamasze, gdyż jego matka jest Rosjanką, a on nie chciał zabijać swoich braci. Wspomniałam o tym dlatego, bo tak naprawdę chcę zakończyć mój artykuł jednym prostym pytaniem. Czy politycy i dziennikarze z Polski, którzy poparli kijowski przewrót, pomyśleli choć przez chwilę – jaki dramat twórcy Majdanu zafundowali mieszkańcom Ukrainy?

Agnieszka Piwar

Pierwodruk w tygodniku „Myśl Polska”, nr 11-12 (14-21.03.2021)

Zdjęcia za: http://gallery.prizm-film.info/index.php/Exhibition/Photo13 

wsparcie wolnego słowa

Anatomia prowokacji. Czy nadciąga nowa wojna?

Anatomia prowokacji. Czy nadciąga nowa wojna?

Przez Agnieszka Piwar 2026-07-25 piwar/anatomia-prowokacji-czy-nadciaga-nowa-wojna

Pamiętacie Euro 2012, które Polska organizowała razem z Ukrainą? Choć wyczyny naszej reprezentacji nie należały do popisowych, mnie utkwiło pewne wydarzenie, któremu przyglądałam się z bliska. Chodzi o mordobicie na ulicach Warszawy, poprzedzające mecz Polska-Rosja na Stadionie Narodowym, wokół którego służby wszelakie rozegrały sobie ćwiczenia (?).

Tak się jakoś złożyło, że termin meczu przypadł na 12 czerwca, kiedy Rosjanie obchodzą Święto Rosji. W związku z tą datą kibice rosyjskiej reprezentacji zwrócili się do prezydent Warszawy z prośbą o pozwolenie na uroczysty przemarsz ulicami polskiej stolicy. Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała zgodę na pochód Rosjan, co uruchomiło spiralę wydarzeń.

Na polskojęzycznych forach rozpętała się istna burza. Ktoś puścił famę, że Rosjanie szykują prowokację. Pamiętam między innymi takie przekazy, że straszono, iż rosyjscy kibice będą maszerować z portretem Stalina i flagą Związku Sowieckiego. W nakręcanie emocji włączyli się dziennikarze, politycy i wszelkiej maści „eksperci”, wskutek czego wybuchła ogólnopolska histeria.

NA WŁASNE OCZY

Jako że mieszkałam wówczas w Warszawie, nie mogłam przegapić takiej okazji, by zobaczyć to bezpośrednio, zamiast z przekazów medialnych. Wraz z przyjaciółką dotarłam w okolice ronda de Gaulle’a, skąd miał rozpocząć się pochód Rosjan w kierunku Stadionu Narodowego. Nie widziałam portretu Stalina ani sowieckiej symboliki. Zamiast tego zobaczyłam rozjuszony tłum, polskojęzycznych prowokatorów oraz świetnie przygotowanych do akcji policjantów i tajniaków.

Wyglądało to na celowo przygotowaną prowokację: najpierw wydano zgodę na przemarsz Rosjan, a następnie rozpętano przeciwko nim medialną nagonkę. Ta z kolei zmobilizowała chuliganów z całej Polski, którzy przyjechali do Warszawy, by spuścić lanie rosyjskim „prowokatorom”. Z w miarę bliskiej, choć bezpiecznej odległości – nie pchałam się pod lecące kamienie ani pod czyjeś pięści – można było naprawdę wiele dostrzec.

Dla przykładu widziałam, jak w stronę kilkuosobowej grupy spokojnie idących Rosjan i Rosjanek jakiś krewki Polak rzucił okrzyk: „ruskie kurwy”. W odpowiedzi na zaczepkę jeden z Rosjan nie wytrzymał i ruszył z impetem w stronę obrażającego ich Polaka. Nie zdążyli nawet porządnie się pobić, gdyż z tłumu kibiców nagle wyłonili się tajniacy, którzy zgarnęli ich obu do natychmiast podstawionego auta.

Generalnie na trasie pochodu dochodziło do licznych agresywnych zachowań i prowokacji. W stronę parady rzucano butelki i petardy, a w okolicach stadionu i stacji Warszawa Powiśle wybuchły regularne walki uliczne z pseudokibicami.

Do zabezpieczenia wydarzenia skierowano znaczne siły prewencji, które użyły gazu łzawiącego, armatek wodnych i gładkolufowej broni.

W międzyczasie, podczas trwających zamieszek, widziałam, jak z Dworca Centralnego Alejami Jerozolimskimi nadciągały kolejne grupy kibiców, z czego większość zapewne chciała po prostu zobaczyć mecz. Doskonale przygotowani policjanci – było ich zatrzęsienie – tworzyli między nimi zwarte kordony, co pozwalało kontrolować napływające tłumy.

Pomyślałam wówczas, że właśnie tak organizuje się praktyczne szkolenie dla służb mundurowych. Ćwiczenia przy okazji dorocznego Marszu Niepodległości to przy tym pikuś.

PRÓBA GENERALNA?

Według oficjalnych danych, w starciach poprzedzających mecz Polska–Rosja rannych zostało kilkanaście osób, w tym policjanci. Funkcjonariusze zatrzymali ponad 180 uczestników zamieszek po obu stronach konfliktu.

Zagraniczne media uznały wydarzenia za brutalny, lecz odizolowany incydent wywołany przez pseudokibiców, jednocześnie chwaląc polskie służby za profesjonalizm, zdecydowaną interwencję i skuteczne zapewnienie bezpieczeństwa podczas całego turnieju Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2012.

Moim zdaniem wszystko było specjalnie przygotowaną prowokacją, mającą na celu rozjuszyć emocjonalnych Słowian po obu stronach. Podczas tamtej akcji przetestowano między innymi, jakimi metodami najłatwiej napuścić jednych na drugich. W tym przypadku straszenie komunistyczną symboliką zadziałało jak płachta na byka.

Od jakiegoś czasu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podobną prowokację – tylko na o wiele szerszą skalę i stanowiącą śmiertelne zagrożenie dla narodu polskiego – rozpisano z użyciem Ukraińców.Jest znacznie poważniej i nie chodzi już jedynie o ćwiczenia, choć modus operandi pozostał ten sam.

Wtedy osoba na decyzyjnym stanowisku wydała zgodę na przemarsz kilku tysięcy Rosjan, a następnie rozkręcono machinę mającą na celu napuścić krewkich Polaków przeciwko rosyjskim kibicom (straszenie komunizmem, etc.), co doprowadziło do ulicznej nawalanki.

Dziesięć lat później osoba na decyzyjnym stanowisku – konkretnie ówczesny premier Mateusz Morawiecki – wydał zgodę na wpuszczenie do Polski milionów Ukraińców i obdarowanie ich wszelkimi przywilejami. Po jakimś czasie rozkręcono w Polsce potężną antyukraińską nagonkę, mając bombę – w postaci Ukraińców – na pokładzie.

Co znamienne, w antyukraińską narrację – w tym straszenie banderyzmem, etc. – z całą mocą włączył się w ostatnich tygodniach ten sam Morawiecki i jego środowisko polityczne. Przypominam, że to za rządów PiS Polska należała do największych darczyńców Ukrainy, wysyłając tam między innymi polskie uzbrojenie (doprowadzając tym samym do rozbrojenia Polski) oraz grubą kasę wydartą z kieszeni polskich podatników.

ZBIOROWA PSYCHOZA

Kiedy przeglądam media społecznościowe, przecieram oczy ze zdumienia, widząc, jak Polacy dają się podpuszczać przez scenarzystów teatru, w którym spisano nasz naród na straty. Nie dostrzegam racjonalnych głosów po żadnej ze stron sceny politycznej ani wśród publicystów czy dziennikarzy – nawet tych uchodzących za niezależnych lub antysystemowych.

Zresztą nie widziałam ich także wtedy, gdy odpalono Euromajdan, ani tym bardziej przy okazji wojny na Ukrainie. Nie przypominam sobie apeli płynących z Polski, wzywających do podjęcia rozmów pokojowych i zaprzestania przelewu słowiańskiej krwi za naszą wschodnią granicą. Zdaję sobie sprawę z tego, że Polska niewiele może wskórać, ale taki gest zostałby przynajmniej odnotowany jako coś pozytywnego.

Zamiast tego w kraju nad Wisłą przedstawiciele głównego nurtu zagrzewali Ukraińców do walki z Rosjanami (i dostarczali im broń). Z kolei tzw. antysystem rzucał komentarze sugerujące, iż „dobrze tak Ukrom, że Ruscy ich dojechali”, gdyż w mniemaniu wielu każdy Ukrainiec to banderowiec. W ten sposób obozy polaryzujące Polaków nakręciły totalną fiksację.

Modelowym przykładem tego szaleństwa jest niedawna afera, która rozgorzała po incydencie w autobusie w Bielsku-Białej. Do internetu trafiło niespełna minutowe nagranie wykonane przez 11-letnią Ukrainkę, na którym słychać wulgarne i agresywne wyzwiska kierowane przez 54-letniego Polaka pod adresem młodocianych Ukrainek. Reakcje w polskojęzycznej przestrzeni publicznej pokazały skalę emocji i absurdalnego amoku, w jakim znalazła się Polska.

Politycy głównego nurtu – głównie ekipa z koalicji obecnie rządzących – i usłużni im publicyści zlinczowali Polaka, który obrażał młode Ukrainki.

Problem w tym, że to samo środowisko nie robiło afery, gdy w Polsce dochodziło do agresji ze strony Ukraińców. Nie przypominam sobie ich stanowczej reakcji choćby wtedy, gdy rok wcześniej w Krakowie 37-letni obywatel Ukrainy kopnął w twarz 11-letniego polskiego chłopca, co doprowadziło do utraty przytomności dziecka i konieczności przewiezienia go do szpitala.

Tzw. antysystem – występujący często jako „polscy patrioci” i „prawdziwi prawicowcy”, etc. – wypada równie nieciekawie. W mediach społecznościowych wykreowali narrację, jakoby w autobusie doszło do banderowskiej prowokacji, a wszystko było doskonale przygotowaną ustawką, której ofiarą padł niewinny Polak.

Zwieńczeniem tego stały się masowo powielane w mediach społecznościowych zdjęcia 11-letniej Ukrainki z bielskiego autobusu, przerobione przy użyciu AI. Na jednym z nich przyklejono jej szyderczy uśmiech, na innym odziano w ubranie w barwach OUN-UPA, a do rąk włożono kosę i siekierę – narzędzia, którymi mordowano Polaków na Wołyniu.

Obserwując to wszystko – powyżej przytoczyłam zaledwie promil przykładów – utwierdziłam się w przekonaniu, że w Polsce nie ma poważnego środowiska, na którym można byłoby polegać. Po prostu nie ma komu ratować tego kraju. Nikt nie próbuje kierować się zdrowym rozsądkiem. Zamiast tego z każdej strony widać nakręcanie emocji i granie nimi na całego, co nie rozwiązuje problemu z Ukraińcami, a jedynie go wzmacnia.

ROZGRYWANIE GOJÓW

Na YouTube znajduje się fragment nagrania rosyjskiej telewizji państwowej Rossija 1, która transmitowała huczną imprezę noworoczną, podczas której Rosjanie witali 2013 rok. W rozrywkowym programie na scenie popisywał się Wołodymyr Zełenski (zanim został prezydentem Ukrainy, był aktorem-komikiem), którego występ podziwiał siedzący na widowni Władimir Sołowjow. Wszyscy świetnie się bawili.

Jak to możliwe? Przecież Władimir Sołowjow – jeden z najbardziej znanych w Rosji dziennikarzy i propagandystów telewizyjnych, prowadzący programy polityczne na kanałach Rossija 1 i Rossija 24 – jest znany z agresywnej retoryki wobec Ukrainy, popierania polityki Kremla oraz nawoływania do konfrontacyjnego podejścia wobec władz w Kijowie.

Otóż Sołowjowa i Zełenskiego łączy jedno – oboje są żydami, a co się z tym wiąże, mają wspólne interesy. O jakie interesy chodzi?

Żeby to wyjaśnić zacytuję kluczowy fragment pamiętnika naocznego świadka i uczestnika konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, który jako dowódca oddziału „Prizrak” (Widmo) zobaczył ów konflikt od środka. Sierżant Aleksiej Mozgowoj – bo o nim mowa – był jednym z najbardziej znanych dowódców prorosyjskich sił separatystycznych w Donbasie, podczas wojny we wschodniej Ukrainie w latach 2014–2015.

W trakcie walk nawiązał bezpośredni dialog z przedstawicielami strony ukraińskiej, dzięki czemu (miał analityczny umysł i był dobrym obserwatorem) zrozumiał, że jest nad nimi – Rosjanami i Ukraińcami – trzecia siła, która tym wszystkim steruje. Swoje przemyślenia opisał następująco:

Zostaliśmy zapędzeni do Koloseum i powoli jesteśmy niszczeni! To jest wykorzystanie ludności… Żeby ludzie się w coś zaangażowali, trzeba coś stworzyć, coś zorganizować. Najlepszą opcją pozbycia się wymagających ludzi jest po prostu zawiezienie ich do Koloseum, w którym teraz się znajdujemy. Stwórz dwie przeciwne strony i pozwól im powoli się zniszczyć…

Ty i ja nazywamy się «gojami», ty i ja jesteśmy zmuszeni walczyć ze sobą i zabijać się nawzajem. Niczym gladiatorzy zostaliśmy wepchnięci na arenę nienawiści, otoczeni wysokim i mocnym płotem kanałów telewizyjnych i radiowych.

Dostojni goście, kaganowie chazarscy i ich świta, obserwują naszą bitwę na śmierć i życie z mównicy. Kiedy się pozabijamy, oni po prostu oczyszczą «arenę gladiatorów» z naszych ciał, ustawią na niej scenę i będą świętować odrodzenie Kaganatu Chazarskiego pieśniami i tańcami…”

Z inicjatywy dowódcy oddziału „Prizrak” doszło do rozmów z ukraińskimi wojskowymi, których celem było ograniczenie walk i znalezienie sposobu na zakończenie konfliktu. Mozgowoj utrzymywał również kontakty z ukraińskim negocjatorem ds. wymiany jeńców Wołodymyrem Rubanem. Dzięki tym kontaktom dochodziło do wymiany jeńców oraz rozmów o lokalnych zawieszeniach broni, mimo trwających działań wojennych.

Beneficjentom wojny to się nie spodobało. Aleksej Mozgowoj zginął 23 maja 2015 roku w zamachu pod Ałczewskiem. Sprawców oficjalnie nie ustalono.



POLACY NASTĘPNI?



O tym, że szykują potężną prowokację mającą na celu doprowadzenie do konfliktu między Polakami i Ukraińcami, ostrzegałam od wielu lat. W ostatnim czasie zrobiło się szczególnie gorąco, więc w mediach społecznościowych ponowiłam apele do rodaków, by nie dali się sprowokować.

Wypunktowałam też obłudę polityków PiS, z Mateuszem Morawieckim na czele, którzy dziś dokonują gwałtownego zwrotu narracji i krytykują kult OUN-UPA, choć za ich rządów nie dostrzegali ewidentnego banderyzmu i Polska była największym darczyńcą Ukrainy.

W odpowiedzi na moją krytykę tych, którzy nagle zaczęli straszyć banderyzmem, mimo że wcześniej utrzymywali bliskie relacje z ukraińskimi władzami i nie dostrzegali problemu gloryfikacji OUN-UPA, zarzucono mi komentarzach lekceważenie pamięci ofiar Wołynia, a nawet sympatyzowanie z banderowcami.

Przypuszczam, że po tym artykule reakcje mogą być jeszcze mocniejsze, dlatego przytoczę kilka faktów. O ofiarach Wołynia pamiętałam i ostrzegałam przed odradzającym się na Ukrainie kultem OUN-UPA, zanim stało się to „modne” i zanim zaczęto wykorzystywać ten temat do budowania kapitału politycznego.

13 lat temu otrzymałam Krzyż Pamięci Ofiar Banderowskiego Ludobójstwa za czynny udział i wsparcie w upamiętnianiu ofiar.

W 2013 roku przeprowadziłam wywiad z płk. Janem Niewińskim, komendantem Placówki Armii Krajowej i dowódcą Samoobrony wsi Rybcza w powiecie Krzemienieckim na Wołyniu, Przewodniczącym Kresowego Ruchu Patriotycznego, Wiceprzewodniczącym Społecznego Komitetu Obchodów 70. rocznicy banderowskiego ludobójstwa.

Mój rozmówca zarzucił polskim rządzącym podporządkowanie polityki wobec Ukrainy interesom geopolitycznym kosztem pamięci o ofiarach Wołynia. Niewiński za pośrednictwem naszego wywiadu wytknął elitom politycznym III RP ustępstwa wobec ukraińskiego nacjonalizmu i unikanie pełnego rozliczenia zbrodni.

W 2016 roku wlepiono mi do paszportu pieczątkę z zakazem wjazdu na Ukrainę, co uargumentowano tym, że zdaniem Kijowa stanowię zagrożenie dla bezpieczeństwa tego państwa.

W 2018 roku przeprowadziłam wywiad z byłym premierem Leszkiem Millerem pt. „Banderyzm kwitnie na Ukrainie”, za co oberwałam wtedy w komentarzach od polskich „patriotów” i „prawicowców” – bo gadałam z „komuchem” – choć dzisiaj wielu z nich pieje z zachwytu nad nim.

W 2021 roku dotarłam do świadków egzekucji kilkudziesięciu rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy – przeciwników Euromajdanu – do której doszło 2 maja 2014 roku w budynku Domu Związków Zawodowych w Odessie. Ich relacje opisałam w artykule pt. „Odessa – zbrodnia nieukarana”. W związku z publikacją otrzymywałam pogróżki sugerujące, że skończę tak jak ci, którzy zostali spaleni żywcem w Odessie.

W pierwszym kwartale 2022 roku skrytykowałam ówczesny rząd za dostarczanie broni na Ukrainę i przestrzegałam przed wpuszczaniem do Polski milionów przybyszy z Ukrainy. Czyżby w odwecie ówczesny premier Mateusz Morawiecki wydał polecenie podległej mu bezpiece, aby zrobili ze mną porządek?

Funkcjonariusze ABW natychmiast nakazali nałożenie na mojego bloga blokady na poziomie operatorów internetowych pod pretekstem, że stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Z dnia na dzień straciłam pracę w archiwum Telewizji Polskiej – jedyne źródło utrzymania. Usłużni systemowi dziennikarze sugerowali, że jestem „ruską agentką”. Doświadczyłam też potężnego hejtu w internecie.


Tymczasem kilka lat później Morawiecki i jemu podobni politycy, dokonują nagłego zwrotu akcji, krytykują Ukrainę i wyzywają ukraińskich polityków od banderowców, choć jeszcze chwilę temu obściskiwali się z nimi w najlepsze. Zełenski i Sołowiow też kiedyś świetnie się razem bawili, a następnie pod publikę stali się wrogami. Wojnę trzeba jakoś uwiarygodnić przed ludem posyłanym na rzeź.

Nikt mi nie zleca pisania artykułów ani tym bardziej nie finansuje, co zresztą widać po ich treści – nie są na rękę żadnemu środowisku politycznemu. Mieszkam z dala od polsko-ukraińskiego kotła, żyję w bezpiecznym miejscu i mam spokojne życie, więc teoretycznie mogłabym mieć na to wszystko wywalone.

Po co więc piszę? Po prostu martwię się o moich rodaków, którzy ulegają prowokacji i dają się wciągać w cudzą grę, w której są jedynie pionkami przeznaczonymi do odstrzału. Miejcie się na baczności, bo kiedy wpływowi polskojęzyczni politycy i dziennikarze głównego ścieku nagle zaczynają zmieniać narrację ws. Ukrainy, którą chwilę wcześniej wspierali, to znaczy, że coś się szykuje.

Agnieszka Piwar

PS Znajomy Zbyszek często mi powtarza, że dobrze mu się czyta moje artykuły, ale jego zdaniem brakuje w nich recepty co robić. W tym przypadku – nie ulegać prowokacjom i dążyć do odseparowania Ukraińców od Polaków. Nasze narody powinny egzystować oddzielnie.

tutaj można postawić mi kawę

Ukraina w zagadkowy sposób walczy z siecią magazynów, podczas gdy Rosja zamyka port w Odessie

Ukraina w zagadkowy sposób walczy z siecią magazynów, podczas gdy Rosja zamyka port w Odessie

Symplicjusz 24 lipca 2026 r. simplicius/ukraine-bafflingly-battles-warehouse

Kryzys na Ukrainie już minął, a Zełenski po odsunięciu od władzy Ołeksandra Syrskiego mianował Mychajłę Drapatego nowym dowódcą naczelnym AFU.

Jednak kwestia ministra obrony Fiodorowa pozostaje nierozwiązana. Po otrzymaniu od Zełenskiego kilku niższych stanowisk, Fiodorow sam oświadczył, że nie zaakceptuje stanowiska niższego niż minister obrony, ponieważ uważa, że ​​żadna inna rola nie daje możliwości kształtowania przyszłości sił zbrojnych.

Christopher Miller@ ChristopherJMMychajło Fiodorow powtórzył dziś po południu w oświadczeniu dla dziennikarzy, że nie przyjmie żadnej innej funkcji niż minister obrony, po tym jak Zełenski go zwolnił i zaoferował mu wiele innych stanowisk. „Dziś w kraju są tylko trzy stanowiska, które, oprócz wojska,

Christopher Miller @ ChristopherJMPrezydent Zełenski powiedział reporterom, że zaoferował byłemu ministrowi obrony Mychajło Fiodorowowi kilka stanowisk, z których ostatnim było stanowisko wicepremiera ds. innowacji wojskowych. @FT informował wcześniej, że prezydent zaoferował Fiodorowowi wysokie stanowisko w ukraińskim rządzie.

17:36 · 23 lipca 2026 · 41,8 TYS. Widoki


23 odpowiedzi · 97 repostów · 373 polubienia

„Obecnie w kraju są tylko trzy stanowiska, które, obok żołnierzy na polu bitwy, faktycznie kształtują przebieg wojny: Prezydent Ukrainy, Minister Obrony i Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy” – powiedział Fiodorow.

„Dlatego nie przyjmę żadnego innego stanowiska niż Ministra Obrony. Żadne inne stanowisko nie daje realnych uprawnień do zwalczania korupcji w zaopatrzeniu, dokończenia transformacji armii, planowania i przeprowadzania asymetrycznych operacji przeciwko wrogowi, wykorzenienia kultury kłamstwa i braku odpowiedzialności w systemie ani dokończenia inicjatyw, które nasz zespół już rozpoczął w Ministerstwie Obrony”.

Jednak najważniejszą historią jest obecnie odwetowa kampania strajkowa Rosji przeciwko ukraińskim przewoźnikom towarowym, a w szczególności przeciwko kluczowemu ukraińskiemu portowi w Odessie i korytarzowi transportu pszenicy .

https://mezha.net/eng/bukvy/fa27d2e4_russia_attacked_twenty-eight/

Po kolejnym imponującym widowisku telewizyjnym, w którym zaatakował rosyjską sieć handlową Wildberries swoimi opatentowanymi dronami naftowymi, Zełenski był oszołomiony, gdy odkrył, że Rosja jest w stanie odpowiedzieć trzykrotnie mocniej.

W rzeczywistości ukraińscy ministrowie są teraz w panice z powodu całkowitego zamknięcia portów w Odessie. Minister polityki rolnej Taras Wysocki ogłosił, że Odessa została całkowicie zamknięta, a żadne statki nie mogą już wpływać do jej portów:

Z ukraińskiego czasopisma ekonomicznego:

https://epravda.com.ua/rus/infrastruktura/suda-perestali-zahodit-v-porty-ukrainy-vysockiy-823909/

Od 23 lipca ruch statków do portów Morza Czarnego na Ukrainie został wstrzymany z powodu zagrożenia atakami ze strony Rosji.

Jak podaje Latifundist,informację tę ogłosił minister polityki agrarnej Taras Wysocki podczas spotkania z dziennikarzami .

Według Wysockiego, decyzję o zawieszeniu imprez podjęli sami armatorzy. Rząd nie nałożył żadnych ograniczeń na ruch.

„Wczoraj do portów wpłynęło cztery lub pięć statków. To niewiele, ale był pewien ruch.Na dzień dzisiejszy wjazd statków został wstrzymany. To decyzja armatorów, ponieważ rząd nie nałożył żadnych ograniczeń” – powiedział Wysocki.

Uderzane są nie tylko statki, ale i główne terminale dystrybucji ładunku:

Niecały dzień po naszej poprzedniej publikacji o kluczowych kompleksach logistycznych na Ukrainie, Euroterminal w porcie w Odessie został zniszczony. Jest on częścią przejścia granicznego „Morski Port Handlowy w Odessie”. Obiekt świadczy usługi takie jak odprawa celna, kontrola, skanowanie i ważenie towarów. Znajduje się tam również skład tranzytowy, gdzie rozładowywane są kontenery, oraz pobliski skład ropy naftowej. Innowacyjny terminal „Nowa Poczta” w Odessie (na drugim zdjęciu), położony zaledwie 13 km od Euroterminalu, pozostał nienaruszony.

Rosyjska telewizja wojskowa Two Majors opublikowała szczegółowy wpis podsumowujący możliwości Ukrainy w zakresie przekierowywania przepływu ładunków w świetle tych wydarzeń:

Ukraina próbuje przekierować część przepływu ładunków z obwodu odeskiego

Ze względu na strajki w infrastrukturze portowej w Odessie i statkach na ukraińskich wodach terytorialnych, największy operator transportu kontenerowego, Maersk, zawiesił działalność w Porcie Rybnym Morza Czarnego i przekierował statki do rumuńskiego portu w Konstancy. 27 lipca Ukraina zainicjowała nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ z powodu wstrzymania ruchu statków w portach w Odessie.

Ponadto zaobserwowano niewielki wzrost wolumenu przewozów kolejowych ładunków zboża i nasion oleistych, przekierowanych z obszaru Wielkiej Odessy, do zachodnich kolejowych przejść granicznych (kluczowe stacje: Czop, Użhorod, Mościska, Rawa Ruska, Jagodin, Batiewo, Vadul-Siret) i portów nad Dunajem (Izmaił, Reni, Kilia). Oczekuje się wczesnego zaangażowania mołdawskiego portu 🇲🇩Giurgiu i rumuńskiego 🇷🇴Constanta (do którego barki mogą być dostarczane z portów Dunaju).

W planie zwiększenia transportu kolejowego na zachód kluczową rolę odegrają duże magazyny zbożowe, zlokalizowane bezpośrednio przy stacjach granicznych lub w odległości 5-30 km od nich, ze względu na konieczność przeładunku z szerokiego rozstawu szyn (1520 mm) na europejski (1435 mm).

✨Jednak szlaki lądowe nie są w stanie całkowicie zastąpić eksportu morskiego: ich łączna przepustowość szacowana jest na zaledwie 1-1,2 mln ton miesięcznie, w porównaniu z wymaganymi 5-6 mln ton. I to pod warunkiem, że nie wzrosną ataki na infrastrukturę kolejową.

✨⭐️Oczywiste jest, że strona rosyjska w końcu znalazła naprawdę wrażliwą słabość wroga i jego sponsorów, a presja na nich musi zostać zwiększona.

Znaczenie ukraińskich produktów rolnych dla europejskich sponsorów znacznie wzrośnie w tym sezonie – według szacunków europejskich stowarzyszeń branżowych, czerwcowa fala upałów w Europie doprowadziła do utraty prawie 9 milionów ton zboża.

⚡️Dwa główne

Jak stwierdziliśmy ostatnio, Ukraina jest w stanie skutecznie przekierować jedynie 1/5 lub 1/6 ładunku, co oznacza poważne straty gospodarcze dla państwa ukraińskiego, co stało się jednym z głównych tematów debaty.

Wściekły ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha pilnie zwrócił się z prośbą o zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w związku z „wzięciem zakładników” ukraińskiej gospodarki przez Rosję:

Były minister spraw zagranicznych Kuleba wyjaśnił w wywiadzie, że konflikt przekształca się obecnie w „wojnę totalną”, w której zarówno Ukraina, jak i Rosja będą wzajemnie niszczyć swoje gospodarki.Bądźmy szczerzy, wszystkie wojny są teleologicznie skazane na przejście do takiej fazy. Żadna wojna nie może pozostać wojną w „aksamitnych rękawiczkach” na zawsze, ponieważ zasady dobrego wychowania i rycerskie zachowanie są dopuszczalne tylko do momentu, gdy jedna ze stron zbliży się krytycznie do swojej egzystencjalnej krawędzi – kamienia milowego, który Ukraina już osiągnęła – w którym to momencie przegrana strona zawsze będzie musiała eskalować konflikt, wykraczając poza wszelkie dżentelmeńskie uściski dłoni i tajne porozumienia.

W ten sposób narasta spirala eskalacji. Jak widzieliśmy w Iranie, gdy naród nie jest w stanie zadać przeciwnikowi militarnej klęski, jedyną sensowną opcją jest rozpoczęcie szkodzenia interesom cywilnym w celu obalenia porządku politycznego poprzez presję społeczną i niezadowolenie społeczne.

Ukraina ma już ostatnie karty i używa ich z desperacji. Teraz Rosja nie ma innego wyjścia, jak tylko odpowiedzieć.

Ukraińscy eksperci prognozują nadchodzącą zimę:Nie można załadować wideo.

Były szef Narodowego Banku Ukrainy Kyryło Szewczenko pisze na swoim oficjalnym koncie X:

Kyryło Szewczenko@ KShevchenkoReal⚡ 🇺🇦 Ukraina faktycznie utraciła swój głębokomorski korytarz eksportowy zboża. Po wielokrotnych rosyjskich atakach na infrastrukturę portową, duzi handlarze wstrzymali zakupy z #MorzaCzarnego , armatorzy odmawiają przyjmowania zawinięć, powołując się na siłę wyższą, a kilka terminali zawiesiło działalność.

8:57 · 20 lipca 2026 · 32,6 tys. wyświetleń


57 odpowiedzi · 125 repostów · 353 polubienia

==========================================

Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, wydaje się, że Zachód ponownie jest coraz bardziej zaniepokojony losem Ukrainy. Prezydent Azerbejdżanu Alijew potwierdził, że w dniach 12-14 lipca w Baku odbyło się tajne niemiecko-rosyjskie „zakulisowe spotkanie”, którego tematem miało być rozwiązanie kwestii ukraińskiej.

Teraz, na marginesie szczytu ASEAN w Manili, Rubio i Ławrow również spotkali się po raz pierwszy od września ubiegłego roku, a Stany Zjednoczone najwyraźniej podejmują nowe wysiłki, aby nawiązać kontakt z Rosją w sprawie zakończenia konfliktu. Skąd ta nagła inicjatywa, skoro Ukraina podobno radzi sobie „lepiej niż kiedykolwiek” w tej wojnie?

W rzeczywistości Rosja nadal posuwa się naprzód w kluczowych obszarach na linii frontu, a opatentowane przez Zełenskiego metody przekierowania ropy nie są w stanie powstrzymać tego postępu. Doniesienia wskazują również, że wiele rosyjskich rafinerii, które zostały zaatakowane tygodnie i miesiące temu, jest obecnie ponownie uruchamianych, a problemy z paliwem w wielu regionach Rosji ulegają poprawie, co sam Putin ogłosił wczoraj. To samo dotyczy operacji „izolacji Krymu”, która zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ Rosja już stworzyła zbędne drogi i naprawiła szkody, aby umożliwić wznowienie normalnego ruchu i przepływu towarów.

Największe nagromadzenie wojsk dotyczy obecnie kierunku Dobropole, który sam w sobie jest częścią dawnego kierunku Pokrowska, gdzie siły rosyjskie podobno przygotowują się do dużego natarcia. Wczoraj ukraińskie kanały donosiły, że Rosja podjęła już próbę takiego natarcia kolumną co najmniej 10 pojazdów pancernych, która rzekomo została odparta, choć niektóre rosyjskie źródła twierdzą, że Rosjanom udało się skutecznie osadzić wojska w samym mieście .

Źródła ukraińskie piszą następująco:

Rosyjska armia przygotowuje się do szybkiej ofensywy na Dobropole, mając na celu jak najszybsze zdobycie miasta.

▪️Stwierdził to ukraiński ekspert wojskowy K. Maszowec.

▪️Rosja skoncentrowała już główne siły 2. i 51. armii połączonych, a także jednostki 41. armii Centralnego Okręgu Wojskowego w tym rejonie. W ostatnich dniach nastąpiło zwiększenie rozmieszczenia dodatkowych grup szturmowych, artylerii, operatorów dronów, pojazdów opancerzonych i sprzętu na liniach frontu.

▪️Maszowec zauważa, że ​​rosyjskie wojska nadal stosują taktykę infiltracji małymi grupami piechoty w kilku rejonach jednocześnie. Niektórym z tych grup udało się zająć pozycje w rejonach Dorożnego, Wasijiwki, Wolnego, Nowego Donbasu, a także na zachód od Rodyńskiego i wzdłuż linii od Szewczenki do Nowoaleksandriwki.

▪️Według eksperta, głównym celem Rosji jest jak najszybsze dotarcie do Dobropolego
. Zdobycie miasta i okolic pozwoli rosyjskiemu dowództwu zabezpieczyć zachodnią flankę zgrupowania, które będzie nacierać na Kramatorsk od południa, a także znacząco ją wzmocnić wojskami z zgrupowania „Centrum”.


▪️Jednocześnie 90. Dywizja Pancerna jest już zaangażowana w ciężkie kontrataki na
kierunku Nowopawlówki. Jeśli Siłom Zbrojnym Ukrainy uda się utrzymać linię od Dobropolego do Drużkiwki, rosyjska ofensywa na aglomerację Słowiańsk-Kramatorsk grozi przekształceniem się w trudny atak frontalny ze wschodu.

⭕️zachistka_ua

Aktualna, bardziej konserwatywna mapa Suriyak:

W chwili pisania tego tekstu Ukraina zaatakowała kolejny magazyn Wildberries, już trzeci. Jaki jest sens tej nagłej, ukierunkowanej kampanii? Dlaczego Ukraina zamiast ataków na rafinerie, przeszła do tego, co w istocie jest rosyjskim „Amazonem”?

Możemy jedynie przypuszczać, że ma to związek z faktem, iż strajki w rafineriach nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Jak wspomniano wcześniej, „Kommiersant” donosił, że strajkujące rafinerie już wracają do pracy:

https://www.kommersant.ru/doc/8830760

Rafinerie o łącznej zdolności przerobowej około 40 milionów ton ropy naftowej rocznie powróciły do ​​sprzedaży paliw na giełdzie w Sankt Petersburgu po planowych i awaryjnych remontach. Wynika to z analizy (dostępnej dla Kommiersanta) przeprowadzonej przez agencję analityczną Platts, będącą częścią S&P Global. Niektóre z dużych rafinerii, które odpowiadają za przerób ponad 45 milionów ton ropy rocznie, nie wznowiły jeszcze handlu na giełdzie.

Agencja Reuters podaje, że sprzedaż rosyjskiej ropy i gazu wzrosła w lipcu o 60% na skutek gwałtownego wzrostu cen ropy, które obecnie ponownie przekroczyły poziom 100 dolarów za baryłkę (w przypadku ropy Brent):

https://www.reuters.com/business/energy/rosnące-dochody-z-rosyjskiej-ropy-na-gaz-60-july-2026-07-23/

MOSKWA, 23 lipca (Reuters) –Dochody państwa rosyjskiego z ropy naftowej i gazu, które stanowią około jedną piątą całkowitych dochodów budżetu, wzrosną w lipcu o 60% w porównaniu z tym samym miesiącem rok temu, dzięki wzrostowi światowych cen ropy naftowej, jak wynika z obliczeń Reutersa opublikowanych w czwartek.

Gwałtowny wzrost wpływów z podatku od zysków z produkcji ropy naftowej w drugim kwartale również przyczynił się do ogólnego wzrostu przychodów w ujęciu rok do roku.

W tym samym czasie ceny rosyjskiej ropy naftowej transportowanej drogą morską utrzymują się na historycznie wysokim poziomie:

Rosyjski eksport ropy naftowej transportem morskim utrzymuje się na rekordowym poziomie

Według danych śledzenia tankowców, czterotygodniowa średnia wolumenu rosyjskiego eksportu ropy naftowej transportem morskim utrzymuje się blisko historycznego maksimum odnotowanego w pierwszym tygodniu miesiąca,osiągając 4,16 mln baryłek dziennie w okresie do 19 lipca.

Średnie dzienne dostawy nieznacznie wzrosły w ostatnim tygodniu do 3,96 mln baryłek dziennie, w porównaniu ze skorygowanymi 3,93 mln baryłek dziennie w poprzednim tygodniu. W tygodniu kończącym się 19 lipca 37 tankowców załadowało 27,73 mln baryłek rosyjskiej ropy, w porównaniu z 27,51 mln baryłek przewożonych przez 36 statków tydzień wcześniej.

W ciągu czterech tygodni do 19 lipca wartość brutto rosyjskiego eksportu spadła do średnio 1,54 mld USD tygodniowo, o 40 mln USD poniżej wartości za okres do 12 lipca, zgodnie z obliczeniami Bloomberga. Nieznaczny spadek dostaw został pogłębiony przez niższe ceny ropy Ural. Mimo to przychody z eksportu pozostają wyższe niż w dowolnym momencie ubiegłego roku.

Według Argus Media, ceny eksportowe ropy naftowej Urals transportowanej z Bałtyku spadły o około 0,50 USD do 48,27 USD za baryłkę, podczas gdy spadek o 0,60 USD spowodował spadek cen dostaw z Morza Czarnego do 47,78 USD za baryłkę.

Cena ropy WSPO wzrosła natomiast o 0,20 USD do średnio 63,69 USD za baryłkę. Ceny dostaw do Indii spadły 13. tydzień z rzędu, spadając o 1,60 USD do 65,28 USD za baryłkę.

Czy zatem Zełenski uciekł się do ataków na cywilne magazyny, bo jego kampania rafineryjna po prostu spełzła na niczym? Jedno możemy być pewni: tak skoordynowana kampania przeciwko cywilnej sieci magazynów to przejaw skrajnej desperacji. Po tym, jak nie udało się powstrzymać rosyjskiej armii i nie wpłynęło to na rosyjską gospodarkę, Ukraina wydaje się teraz sięgać po najniżej wiszący owoc – tanie próby wzniecenia niepokojów społecznych przeciwko Putinowi.

Ale niebezpieczeństwo, jak zawsze, polega na tym, że zamiast tego rozpali jeszcze większą wściekłość wobec Ukrainy wśród Rosjan, wzmacniając – zamiast osłabiać – ich determinację.


Szachownica Brzezińskiego – Niemieckie wyliczenia liczone w miliardach dolarów

Szachownica Brzezińskiego

– niemieckie wyliczenia

liczone w miliardach dolarów

Autor: Wolfgang Effenberger apolut/brzezinskis-schachbrett-deutschlands-milliardenrechnung

Szachownica Brzezińskiego – niemieckie wyliczenia liczone w miliardach dolarów | Autor: Wolfgang Effenberger

Skutki finansowe polityki Ukrainy od czasu pomarańczowej rewolucji 2004 do 2026 r.

Opinia Wolfganga Effenbergera .

Strategiczne znaczenie Ukrainy

Ukraina odegrała kluczową rolę w brytyjskiej geopolityce przed I wojną światową, a także w amerykańskiej geopolityce po II wojnie światowej, a zwłaszcza po zimnej wojnie. Z powierzchnią 603 000 kilometrów kwadratowych, Ukraina jest drugim co do wielkości krajem w Europie po Rosji; graniczy z Polską, Węgrami i Słowacją od zachodu, Białorusią od północy, Morzem Czarnym od południa i Rosją od wschodu. Ta długa wspólna granica z rosyjskimi sąsiadami odgrywa kluczową rolę w wojnie o wschodnią Ukrainę.

Kraj jest podzielony na Wschód i Zachód pod wieloma względami: Zachód, pozostający pod wpływem Habsburgów, charakteryzuje się rolnictwem, katolicyzmem i jest ukraińskojęzyczny, podczas gdy Wschód (wschodnie Kotliny Donieckiej) był zdominowany przez carat i Cerkiew prawosławną, ciężki przemysł i język rosyjski. Te długotrwałe różnice, a także – dla ludności rosyjskojęzycznej – bliskość Rosji, wzmocniona licznymi więzami rodzinnymi, utrudniały strategom w Białym Domu prostą integrację Ukrainy z Zachodem.

Urodzony w Polsce weteran geopolityki Zbigniew Brzeziński, aż do swojej śmierci w 2017 roku, miał większy wpływ niż niektórzy prezydenci USA. W swojej książce z 1997 roku „Wielka Szachownica” nie pozostawił wątpliwości co do ambicji USA wobec Europy.

„Prostym faktem jest, że Europa Zachodnia, a coraz częściej także Europa Środkowa, w dużej mierze pozostanie protektoratem amerykańskim, którego państwa sojusznicze przypominają wasali i danników z przeszłości”. (1)

Jaki jest nadrzędny motyw? Dla Anglii głównym zagrożeniem były rozwijające się gospodarczo Niemcy, zjednoczone od 1871 roku. Od końca XIX wieku elity w krajach anglosaskich rozważały wszelkie uzasadnione środki, aby zapobiec powstaniu silnej władzy centralnej w Europie: wojny gospodarcze i handlowe, intrygi i ukierunkowane działania destabilizacyjne. Bismarck dostrzegł to już w kwietniu 1888 roku.

„Ludzkość, pokój i wolność są zawsze ich pretekstem, gdy nie może nimi być chrześcijaństwo i szerzenie dobrodziejstw cywilizacji wśród dzikusów i półbarbarzyńców, dla odmiany. Prawdę mówiąc, „The Times” i „Królowa Wiktoria” [przyp. autora] pisali w interesie Anglii, który nie miał nic wspólnego z naszym. Interes Anglii leży w tym, że Rzesza Niemiecka ma złe stosunki z Rosją; naszym interesem jest to, abyśmy mieli z nią jak najlepsze stosunki.”(2)

Oświadczenie Bismarcka zostało znacznie przekroczone 127 lat później przez George’a Friedmana, przewodniczącego amerykańskiego think tanku Stratfor, który jasno stwierdził, że Stany Zjednoczone nie mają żadnych „relacji” z Europą, a jedynie stosunki dwustronne z poszczególnymi państwami. Następnie przeszedł do konkretów:

„Tak więc z pierwotnego, pierwotnego interesu Stanów Zjednoczonych, dla których od wieków toczymy wojny – I wojnę światową, II wojnę światową i zimną wojnę – wynikały stosunki między Niemcami a Rosją. Ponieważ zjednoczeni, są jedyną potęgą, która może nam zagrozić, a naszym interesem było dopilnowanie, aby do tego nie doszło”.

Idea pasa państw buforowych między Niemcami a Rosją istniała od 1919 roku. Marszałek Polski Józef Piłsudski nazwał go „Międzymorzem”. Wkrótce pas państw rozciągający się od Finlandii, przez kraje bałtyckie i Polskę, aż po Rumunię, faktycznie oddzielił Związek Radziecki od reszty Europy – dla ochrony przed „bolszewicką rewolucją światową”.

Aby zapobiec anglo-amerykańskiemu koszmarowi, jakim jest dzisiejszy sojusz niemiecko-rosyjski, konfrontacja z Rosją musi trwać, co oznacza konieczność wbicia klina między Niemcy a Rosję. W swoim wykładzie na początku 2015 roku Friedman odniósł się do motywów polityki USA: Rzym jako wielki wzór do naśladowania – to upodobanie jest widoczne dla wszystkich w reprezentacyjnych budynkach Waszyngtonu, takich jak Kapitol. Najpóźniej od uzyskania niepodległości Stany Zjednoczone postrzegają siebie jako prawowitego spadkobiercę starożytnych Rzymian, którzy byli na tyle mądrzy, by nie wysyłać wojsk do odległych regionów poza Cesarstwo Rzymskie. Zamiast tego, osadzono tam prorzymskich królów, odpowiedzialnych za utrzymanie pokoju. Imperia, które próbowały bezpośrednio rządzić terytoriami okupowanymi, poniosły porażkę, na przykład III Rzesza. Trzeba działać sprytnie, przyznał Friedman. I USA rzeczywiście to robią! Genialnie, wyjaśnił, jak wywołano kolorowe rewolucje i otworzyły się wrota dla wojny. Wszystko zgodnie z planem.

Od 2015 roku idea Międzymorza odżyła, tym razem nie jako inicjatywa dwóch, a trzech mórz: Bałtyk – Morze Czarne – Morze Adriatyckie.

Dokument strategiczny „Tradoc 525-5” z 1994 roku jasno opisuje etapy eskalacji: Zamieszki, Kryzys, Konflikt, Wojna. (4) Tylko na tle tego szablonu można zrozumieć działania USA od zakończenia zimnej wojny. W przypadku Ukrainy etapy te są szczególnie oczywiste: Majdan, Słowiańsk, Krym i wreszcie Wojna.

„Pomarańczowa rewolucja” 2004

Impulsem do tak zwanej „pomarańczowej rewolucji” były wybory prezydenckie na Ukrainie w 2004 roku: po jednej stronie prorosyjski Wiktor Janukowycz, po drugiej faworyzowany przez Zachód Wiktor Juszczenko. Obiecał on, że w razie wygranej zniweczy plan utworzenia euroazjatyckiej strefy gospodarczej. Mimo poparcia Zachodu, Juszczenko przegrał. Ponieważ jednak obaj kandydaci nie przekroczyli progu 50%, przeprowadzono drugą turę wyborów. Wiktor Janukowycz wygrał ponownie, choć nieznacznie. Zwolennicy Juszczenki i obserwatorzy wyborów z OBWE zarzucili oszustwo wyborcze, a ponad 100 000 osób zgromadziło się na Majdanie, by zaprotestować. Masowe protesty szybko rozprzestrzeniły się na zachodnie miasta Ukrainy, a po oficjalnym ogłoszeniu Janukowycza zwycięzcą, frakcja Juszczenki postanowiła zablokować rząd strajkami generalnymi i okupacjami.

W trakcie pomarańczowej rewolucji Ian Traynors, wieloletni korespondent „Guardiana ” w Moskwie i Europie Wschodniej, dostrzegł pewien schemat, który rozwinął się w Jugosławii, by obalić rząd Slobodana Miloševicia, a który znalazł zastosowanie również w Gruzji w postaci „rewolucji róż”. Ukraiński ruch studencki Pora odegrał kluczową rolę w ruchu protestacyjnym – podobnie jak serbski ruch puczystów Optor, który doprowadził do władzy prozachodniego Vojislava Kosztunicy w Serbii. Analogiczny ruch w Gruzji w 2003 roku nosił nazwę Kmara, a na Białorusi – Subr. (5)

We wszystkich przypadkach ruchy te były szkolone, finansowane i kierowane przez profesjonalnych „doradców” wspieranych przez zachodnie rządy, agencje i organizacje, takie jak Fundacja Konrada Adenauera, Departament Stanu USA i USAID, we współpracy z Narodowym Instytutem Demokratycznym, Międzynarodowym Instytutem Republikańskim, Freedom House i Instytutem Społeczeństwa Otwartego George’a Sorosa. Skoordynowane działania początkowo odniosły sukces. W wyniku wielotygodniowych protestów pierwsza tura wyborów została unieważniona. W powtórce 26 grudnia 2004 roku Juszczenko uzyskał najwięcej głosów i został zaprzysiężony na następcę Leonida Kuczmy w Kijowie w styczniu 2005 roku. W polityce zagranicznej „Pomarańczowi” wyznaczyli zupełnie nowe priorytety. W kwietniu 2005 roku prezydent Juszczenko i sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer podpisali porozumienie w sprawie przygotowań do przystąpienia Ukrainy do NATO. Nie było już mowy o często przywoływanej neutralności kraju. „To spotkanie miało charakter rewolucyjny… Po raz pierwszy uznano, że Ukraina chce i może stać się atlantycka” – (6) oświadczył Ołeksandr Sznyrkow, „pomarańczowy” pracownik Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Kijowie.

Pomimo otwartego stanowiska wobec atlantyckiego sojuszu wojskowego, „Pomarańczowi” (Ukraina) nie mogli być pewni poparcia większości społeczeństwa. Ich priorytetem była integracja z Zachodem, otwierająca drzwi zachodniemu kapitałowi i jednocześnie wzbogacająca ich samych. Naciskali na przystąpienie do WTO – bez okresów przejściowych i jakichkolwiek specjalnych warunków wstępnych. Pożyczki MFW uzależniły Ukrainę od zachodniego kapitału już w 2014 roku. Warunki pożyczek obejmowały żądania prywatyzacji mieszkań, podwyżki podatków masowych i eliminację wszelkich subsydiów socjalnych: typową neoliberalną terapię szokową. Zachodnia para mocarstw Wiktor Juszczenko i jego atrakcyjna premier Tymoszenko obrali kurs antyrosyjski i znieśli preferencyjne warunki zakupu rosyjskiego gazu. W styczniu 2009 roku wszedł w życie nowy kontrakt na dostawy gazu z ceną powiązaną z rynkiem światowym. Teraz UE musiała przyjść z pomocą nacjonalistycznemu i neoliberalnemu rządowi.

Kampania wyborcza w 2010 roku rozpoczęła się w obliczu całkowitej katastrofy gospodarczej spowodowanej polityką neoliberalną. Wiktor Janukowycz prowadził kampanię na platformie niezaangażowanej Ukrainy, powracając tym samym do linii polityki zagranicznej za czasów Kuczmy, która wraz z polityką gospodarczą i korzystnymi warunkami kredytowymi w latach 90. XX wieku przyniosła Ukrainie najdłuższy jak dotąd okres wzrostu gospodarczego. Ponadto kandydat Partii Regionów opowiadał się za umiarkowaną, probiznesową polityką. Biorąc pod uwagę utrzymującą się siłę Pomarańczowego Bloku, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie, przedstawiciele Partii Komunistycznej ogłosili wybory prezydenckie wyborem między dwoma złami i wezwali wyborców do preferowania Janukowycza, przedstawiciela „kapitału narodowego”, nad Tymoszenko, przedstawicielką „kompradorskiej burżuazji” (lokalnych kupców prowadzących interesy z mocarstwami kolonialnymi). (7) Janukowycz wygrał wybory (49%, Tymoszenko 45%), podczas gdy prezydent Juszczenko uzyskał jedynie 5,45% głosów.

W 2010 roku Ukraina otrzymała pożyczkę z MFW wynegocjowaną przez koalicję Juszczenko/Tymoszenko. Kluczowym warunkiem była „reforma” systemu emerytalnego. Taka reforma oznaczałaby drastyczne cięcia emerytur poprzez prywatyzację i napływ kapitału zagranicznego. Ponadto warunki MFW nakazywały zamrożenie płac i emerytur, a także zmniejszenie dopłat do paliw i ogrzewania. Jednak nowy rząd premiera Mykoły Azarowa zawiesił współpracę z MFW wiosną 2011 roku, a trzecia transza pożyczki w wysokości 15 miliardów dolarów nigdy nie została wypłacona. Jednostronne więzi z Zachodem ulegały coraz większemu rozluźnieniu. We wrześniu 2010 roku Ukraina otrzymała pożyczkę w wysokości 4 miliardów dolarów od Chińskiej Republiki Ludowej na projekty infrastrukturalne. Następnie, w lipcu 2012 roku, otrzymała pożyczkę w wysokości ponad 4,5 miliarda dolarów na rozwój ukraińskiego rolnictwa, a Ukraina była również w stanie znacząco zwiększyć swój eksport do Chin. Do 2013 roku roczny eksport zboża przekroczył już cztery miliony ton. Oprócz komponentu ekonomicznego, istniał również komponent militarny. Już w 1999 roku Chiny zakupiły od Ukrainy lotniskowiec, który po remoncie wypłynął w 2011 roku na pierwsze próby morskie pod nazwą Liaoning , wraz z myśliwcami. Turbiny gazowe do najnowocześniejszych chińskich niszczycieli zostały sprowadzone z Ukrainy już w 1990 roku.

Ogólnie rzecz biorąc, nowy rząd prowadził zrównoważoną politykę zagraniczną, otwierając się na kraje Globalnego Południa – od Ameryki Południowej i Afryki po Chiny. W pierwszym roku urzędowania Janukowycz podpisał z prezydentem Hugo Chávezem porozumienie, które otworzyło wenezuelskie pola naftowe dla firm ukraińskich. (8) Ponadto Chávez i Janukowycz uzgodnili tranzyt wenezuelskiej ropy naftowej na Białoruś i zakup przez Wenezuelę samolotów Antonow. Podczas wizyty państwowej Janukowycza w Indiach w grudniu 2012 roku, Ukraina również rozszerzyła swoje stosunki gospodarcze z tym krajem poprzez szereg porozumień. Podobnie jak w przypadku Chin, interesy Indii koncentrowały się na współpracy z producentami broni we wschodniej Ukrainie.

Zorganizowany zamach stanu 2013/14

W polityce wewnętrznej i gospodarczej rząd Janukowycza priorytetowo traktował wzmocnienie klasy średniej i poprawę sytuacji socjalnej pracowników. Polityka ta zasadniczo różniła się od neoliberalnego kursu poprzedniego rządu, który jednostronnie popierał Waszyngton, Brukselę i Berlin. Janukowycz nie deklarował ani jednostronnego zaangażowania w UE i NATO, ani jednostronnie prorosyjskiej postawy. W listopadzie 2013 roku oficjalni przedstawiciele podpisali umowę z amerykańską firmą energetyczną Chevron w sprawie rozwoju gazu łupkowego. Metoda szczelinowania miała uniezależnić Ukrainę od rosyjskiego gazu do 2020 roku.

Duet Janukowycz/Azarow opowiadał się za zacieśnieniem więzi z Unią Eurazjatycką, która do początku 2014 roku obejmowała Armenię, Białoruś, Kazachstan i Rosję. Stanowiło to poważny krok wstecz dla strategów NATO/UE, mimo że rząd Azarowa również dążył do stowarzyszenia z UE. Na szczycie w Brukseli w 2013 roku przewodniczący Komisji Europejskiej Barroso jednoznacznie stwierdził, że przystąpienie do kierowanej przez Rosję Unii Celnej jest nie do pogodzenia z zacieśnieniem więzi z UE ani z przystąpieniem do niej; Ukraina musiała podjąć decyzję. Niewielu dostrzegało niebezpieczeństwo, że ta bezkompromisowa postawa może wpędzić Ukrainę w ramiona Rosji.

21 listopada 2013 roku prezydent Janukowycz wstrzymał jednak wszelkie działania związane z umową stowarzyszeniową. Czując się bardziej niezależnym od Rosji i mając wzmocnioną pozycję dzięki umowom z Chevronem, najwyraźniej uznał, że może tymczasowo zawiesić stowarzyszenie z UE z powodu trwających interwencji w państwie i społeczeństwie. Co więcej, gotowa do podpisu była jedynie część 2 (polityczna), a nie część 1 (umowa gospodarcza). UE powiązała tę umowę z pożyczkami z MFW, domagając się znacznej dewaluacji ukraińskiej waluty oraz zamrożenia płac, emerytur i składek na ubezpieczenia społeczne. Zakładała ona również jednostronne skupienie się na rynku Unii Europejskiej. Były komisarz UE ds. rozszerzenia Günter Verheugen wskazał dwa błędy w negocjacjach: po pierwsze, UE nie zaoferowała Ukrainie długoterminowej perspektywy, a po drugie, niedoceniła presji zewnętrznej, pod jaką znajdowała się Ukraina, i stworzyła wrażenie, że Ukraina jest przedmiotem przepychanek między UE a Rosją. Co więcej, umowa stowarzyszeniowa po raz pierwszy ustanawia komponent wojskowy. (9)

Janukowycz powiązał tymczasowe wstrzymanie umowy z prośbą o pomoc finansową do UE i MFW dla podupadającego budżetu Ukrainy. Gdy ta została odrzucona, zwrócił się do Rosji. Deklarując wycofanie się z umowy z Unią Europejską, Rosja obniżyła cenę dostaw gazu ziemnego o około jedną trzecią i obiecała zakup ukraińskich obligacji rządowych o wartości 15 miliardów dolarów. (10) Do czasu obalenia Janukowycza na Ukrainę napłynęło 3 miliardy dolarów.

W dniach 21-22 lutego 2014 roku parlament został zajęty pod przewodnictwem Prawego Sektora. Prezydent Janukowycz opuścił kraj i udał się do Rosji. Chociaż uzyskano większość pozwalającą na odsunięcie go od władzy, nie osiągnięto wymaganej konstytucyjnie większości trzech czwartych. Mimo to oligarcha Poroszenko objął urząd zgodnie z planem, a prezydent USA Obama z satysfakcją oświadczył: „My, Stany Zjednoczone, wynegocjowaliśmy porozumienie w sprawie przekazania władzy”. (11)

We wrześniu 2014 r. administracja Obamy uchwaliła dokument TRADOC 525-3-1 „Zwycięstwo w złożonym świecie 2020–2040”.

Konsekwencje finansowe polityki Niemiec wobec Ukrainy:
od pomarańczowej rewolucji 2004 r. do dziś (2026 r.)

  • Pomarańczowa rewolucja (2004)
  • Polityka Sąsiedztwa UE
  • Niemieckie programy finansowania
  • Współpraca rozwojowa
  • fundacje polityczne
  • KfW
  • GIZ
  • Hermes gwarantuje
  • Obserwacja wyborów

Pomoc dla Ukrainy do 2013 r.: ok. 1–2 mld euro
; Pomoc dla Ukrainy w latach 2014–2021: ok. 1,83 mld euro (12)
(Federalne Ministerstwo Spraw Zagranicznych)

Standardowe kwoty dodatków, a także pokrycie kosztów zakwaterowania, ogrzewania i ubezpieczenia zdrowotnego wynikają z przepisów o dochodach obywateli oraz informacji udostępnianych przez Federalne Ministerstwo Pracy i Spraw Socjalnych.

Kwota ta nie jest kwotą oficjalną, lecz uśrednionym szacunkiem, wyliczonym na podstawie różnych pozycji kosztów publicznych. Rzeczywiste koszty różnią się w zależności od wielkości gospodarstwa domowego, miejsca zamieszkania, statusu zatrudnienia i poszczególnych usług. Sprawozdanie finansowe za lata 2004–2026 (14)

(Według Federalnego Ministerstwa Finansów/Raporty miesięczne/Numer/2025/01/)

Całkowite koszty są trudne do określenia i rozbicia ze względu na różnorodność sektorów i interesariuszy; są one rozgałęzione i ukryte w bardzo zróżnicowanych budżetach.

Niemieckie gminy są już praktycznie bankrutami, a rząd federalny stale zaciąga miliardy dolarów w nowych kredytach na finansowanie uzbrojenia i kosztów wojny na Ukrainie. Płacimy zatem za geopolityczne interesy USA, które są diametralnie sprzeczne z naszymi własnymi interesami bezpieczeństwa, ponieważ czyni nas to celem militarnym dla Rosji.

+++

Notatki i źródła

Wolfgang Effenberger, urodzony w 1946 roku, zdobył dogłębną wiedzę na temat „pola bitwy nuklearnej” w Europie, przygotowywanego przez USA, służąc jako kapitan w niemieckich oddziałach saperskich. Po dwunastu latach służby studiował nauki polityczne i edukację średnią (budownictwo/matematyka) w Monachium, a następnie do 2000 roku wykładał w uczelni technicznej budownictwa. Od tego czasu publikował prace na temat najnowszej historii Niemiec i geopolityki USA. Do jego najnowszych publikacji należą: „Czarna księga UE i NATO” (2020), „Niedoceniana potęga” (2022) oraz „Od wojny do porządku światowego” (2026).

+++ 

1) Brzeziński 1997, Wielka Szachownica, s. 25. 192

2) Lenz/Marcks 1915, Berlin, s. 23-35. 190

4) Wolfgang Effenberger: Czarna księga UE i NATO: Dlaczego świat nie może znaleźć pokoju. Höhr-Grenzhausen 2020, s. 2020 318

5) Wolfgang Effenberger: Czarna księga UE i NATO: Dlaczego świat nie może znaleźć pokoju. Höhr-Grenzhausen 2020, s. 318 i nast.

6) Cytat z junge welt , 31 maja 2005

7) Effenberger, s. 322

8) Tamże, s. 323

9) Tamże, s. 324

10) Tamże.

11) Cytat jak w http://cnnpressroom.blogs.cnn.com/2015/02/01/pres-obama-on-fareed-zakaria-gps-cnn-exclusive/ , dostęp 9 listopada 2019 r.

12) https://www.auswaertiges-amt.de/en/aussenpolitik/laenderinformationen/ukraine-node/ukraine-support-2510752?utm_source=chatgpt.com

14) https://www.bundesfinanzministerium.de/Monatsberichte/Ausgabe/2025/01/Inhalte/Kapitel-3-Analysen/3-1-vorlaeufiger-abschluss-bundeshaushalt-2024.html?utm_source=chatgpt.com

Odkrycie !! Biblioteka !! MEM-y III.

—————————————————–

————————————————–

——————————————————

Temperatura, synku, nie może być „chłodniejsza”… A jeśliś debil, to dodam: wyższa lub niższa.

==========================

========================================================

—————————-

—————————————————-

noż…

—————————–

——————————————

———————————————————–

———————————————

—————————————————————-

——————————————–

Führeryzacja Ukrainy (część II)

Führeryzacja Ukrainy (część II)

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-fuhreryzacja-ukrainy-czesc-ii

„To nie ludzie są naszymi wrogami, lecz ideologia, której ulegają. Bronią jest tu wiedza, a nie pięść” – napisał Dariusz Cychol („Fakty po Mitach”, nr 29 z lipca 2026).

Z końcem XX wieku, w roku 1996 i 1997, pisałem dla „Nigdy Więcej” artykuły dotyczące faszyzmów iberyjskich. Pierwszy ukazał się w 3 numerze tego pisma z 1996 roku i dotyczył faszyzmu hiszpańskiego, natomiast drugi, dotyczący faszyzmu portugalskiego, w 1997 roku, w 4 numerze.

Delegacja u Pinocheta 

Ich treść skonsultowałem z ówczesnym moim kolegą Selimem, historykiem i politologiem, nauczycielem akademickim, który później został polskim ambasadorem w państwach utworzonych po upadku Związku Radzieckiego: w Kazachstanie (który powstał 16 grudnia 1991 roku) i Kirgistanie (powstał on 31 sierpnia 1991 roku). W trakcie dyskusji, zadał mi zasadnicze pytanie, po co ja o tym piszę? Wyjaśniłem, że dostrzegam nadchodzący renesans faszyzmu we współczesnym świecie. Wskazałem przy tym na Polskę, Ukrainę i Izrael. Selim zaprzeczył. Nie zgodził się ze mną. Nie wdając się w dalszą dyskusję, zaproponowałem, że za każdym razem każdego następnego roku, będę zadawał mu pytanie czy dostrzega zachodzące zmiany w Polsce, potwierdzające moją ówczesną hipotezę. Po latach na kolejnym spotkaniu przyznał mi rację, że moja hipoteza stała się tezą, albowiem „pozytywnie” zweryfikowało ją życie. Nie trzeba było długo czekać. W 1999 roku chilijskiego dyktatora Augusto Pinocheta w areszcie domowym i szpitalu w Wielkiej Brytanii odwiedziła trójka polskich polityków i publicystów prawicowych: Michał Kamiński, Marek Jurek oraz Tomasz Wołek. Polacy pojechali do podlondyńskiego Wentworth w styczniu 1999 roku. Był to wyraz ich politycznego wsparcia dla generała, który został aresztowany na wniosek Hiszpanii pod zarzutem łamania praw człowieka.

Miłośnicy dyktatury 

Podczas spotkania ta trójca wręczyła Pinochetowi ryngraf z Matką Boską. Wcześniej, w grudniu 1998 roku Michał Kamiński mówił z trybuny sejmowej do posłów lewicy: – Jak na was patrzę, panowie, to wiem, że o generale Pinochecie nie trzeba mówić, tylko go trzeba naśladować. Po odwiedzinach w Londynie, w programie telewizyjnym ’Polityczne graffiti’ Marek Jurek stwierdził, że ’Pinochet uchronił Chile przed losem komunistycznej Kuby i za to powinniśmy mu być wdzięczni’. Jurek bagatelizował ofiary pinochetowskiego zamachu i terroru, stwierdzając, że ’większość zamordowanych to komuniści albo członkowie ich rodzin’. Na łamach redagowanego przez Wołka ’Życia’ Jurek napisał, że próba osądzenie Pinocheta, to pokaz nihilizmu”.

Miłośnikiem dyktatora był również Antoni Macierewicz, ówczesny poseł Ruchu Katolicko-Narodowego, później szef Kontrwywiadu Wojskowego. W 1999 roku twierdził, iż „nie ma cienia wątpliwości, że była to próba uprzedzenia rewolucji komunistycznej, która dla Chile i całej Ameryki Łacińskiej skończyłaby się katastrofą jeszcze większą, niż to, co się stało na Kubie”. Na początku lat 90. pochlebnie o Pinochecie wyraził się nawet obecny lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk…

Tortury i mordy 

Generał Augusto Pinochet w latach 1973-1990 rządził w Chile. „We wrześniu 1973 roku gen. Pinochet, wówczas szef sztabu generalnego armii Chile, dokonał krwawego zamachu stanu obalając – przy pomocy CIA i funkcjonariuszy ambasady USA – prezydenta Salvadora Allende, legalny rząd i parlament. Były dyktator jest oskarżany przede wszystkim o znęcanie się nad przeciwnikami politycznymi i mordowanie ich. Nie jest znana dokładna liczba ofiar. Zdołano ustalić 2095 nazwisk zabitych i 1102 zaginionych, tj. uprowadzonych przez siepaczy Pinocheta i następnie zamordowanych, najczęściej w trakcie tortur. Ponadto szacuje się, że 30 tys. osób było więzionych i torturowanych. Ofiary głodzono, porażano prądem elektrycznym, gwałcono. Bito do utraty przytomności setki osób. Były dyktator Chile ma na swoim koncie nie tylko odpowiedzialność za zbrodnie, ale oskarżany jest także o przestępstwa finansowe. Posiadał nie tylko tajne konta bankowe z pieniędzmi zagrabionymi w czasie swych rządów”czytamy.

Protesty w ONZ bez skutku

W trakcie rządów Augusto Pinocheta w Chile państwa członkowskie oraz organizacje pozarządowe składały w Organizacji Narodów Zjednoczonych liczne protesty i rezolucje. Dotyczyły one masowego łamania praw człowieka, tortur i zaginięć. Od 1974 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ oraz Komisja Praw Człowieka regularnie przyjmowały rezolucje potępiające reżim w Chile. Nie wywierały one skutku, ponieważ USA traktowało Pinocheta jako swojego człowieka. W amerykańskiej prasie pisano o nim: „Owszem jest on skurwysynem, ale jest naszym skurwysynem!”.

Zełenski jak Pinochet 

W XXI-wiecznej Polsce mamy podobny przypadek. Dotyczy on sądzonego od 10 lat nauczyciela akademickiego, politologa, polityka Samoobrony i byłego posła na Sejm RP, Mateusza Piskorskiego. Grupa Robocza ONZ ds. Arbitralnych Zatrzymań uznała pozbawienie wolności Piskorskiego za arbitralne i sprzeczne z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka. ONZ wystosowało do polskiego rządu opinię, w której wezwano władze do jego niezwłocznego zwolnienia, przeprowadzenia śledztwa w sprawie aresztowania i przyznania mu prawa do odszkodowania. Jak dotychczas zalecenia te nie zostały w pełni zrealizowane. Albowiem podobnie tak jak to było z Pinochetem, w Polsce istnieją pewne grupy polityków, zachwycające się ukraińskim aktorem komediowym, budującym za naszą wschodnią granicą system oparty doktrynalnie na skrajnym rasizmie, wymierzonym przeciwko Polakom, Rosjanom i Żydom… W państwie ukraińskim ma miejsce Führeryzacja, dokonywana przez komika pochodzącego z żydowskiej rodziny. Zaiste, jest to paradoksalne, lecz nie komiczne.

Jak Indiana Jones 

Podobnie jak trzydzieści lat temu, stawiam hipotezę dotyczącą przyszłości. Rozegra się ona podobnie jak jedna ze scen przygodowego filmu Indiana Jones (jednego z serii pięciu filmów), w których główną rolę słynnego archeologa i poszukiwacza przygód gra Harrison Ford. Występuje on we wszystkich pięciu filmach pełnometrażowych tej serii jako dr Henry Walton „Indiana” Jones Jr. W trakcie jednej z eskapad spotyka na swojej drodze potężnego wojownika z lekkością wymachującego ogromnym mieczem, za którym znajduje się grupa zbirów. Widząc, że nie ma szans stawić czoła temu zbirowi i jego bandzie, szybko wyjmuje rewolwer i strzela prosto w czoło przeciwnikowi, zabijając go na miejscu. Przerażeni tym zdarzeniem bandyci uciekają w popłochu…

Przepowiednie

Obecnie Rosja, jak poprzednio Związek Radziecki, walczy ze światowym faszyzmem, którego medialną twarzą jest klaun z Krzywego Rogu. Rzeczywistym napastnikiem jest USA, wraz z państwami NATO. Działając wspólnie, mają oni nad Rosją przewagę. Natomiast Rosja przoduje w dziedzinie przenoszenia broni jądrowej, posiada też spore jej zasoby. Jest to ten symboliczny rewolwer Indiany Jonesa, który wypali w decydującym momencie. Resztę w Europie dopełni chaos wywołany tym zdarzeniem. Multikulturowość, wynikająca z ubogacenia emigrantami z południa spowoduje wewnętrzne problemy we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii, nie wspominając już państw skandynawskich, nie mniej ubogaconych kulturowo ludnością napływową.

Co do przyszłości Izraela to obstawiam przepowiednię  Henry’ego Kissingera, byłego wpływowego amerykańskiego dyplomaty, którego uznaje się go za jedną z najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci w polityce zagranicznej XX wieku. Przepowiednię, w której zakreślił on ramy czasowe istnienia państwa położonego w Palestynie.

Eugeniusz Zinkiewicz

Ukropolin. MEM-y II.

—————————————-

————————————–

———————————————————–

——————————————–

—————————————————

———————————————————

——————————————-

———————–

[Głupio gada: Musimy walczyć..]

—————————–

—————————————————–

z jakim szacunem.. z Dużej litery…

—————————————-

——————————–

———————————————————–

————————-

——————————————————-

—————————————————

—————————————————————————-

[autor tego wykresu zapomniał o rozbiorze Polski w 1944-45, o współczynniku dzietności.. No, mądrala..]

=============================================

———————————————

———————————

———————————————————————————