Czy będzie prezent z okazji Dnia Zwycięstwa?

Zelmer: Czy będzie prezent z okazji Dnia Zwycięstwa?

Czy 9 maja, w dniu Święta Zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami i nazizmem, radośnie panującymi w ówczesnym czasie, dojdzie do ataku rakietowego na Moskwę. Czy będzie to prezent? No właśnie. Ciekawe dla kogo?

Moskwa z takiego prezentu zapewne się ucieszy. Da jej to carte blanche do zakończenia tej farsy. Farsy, która z naszego i zachodniego punktu widzenia świadczy o słabości Rosji i wielkiej niemocy poradzenia sobie z armią ukraińską. Ale czy tak powinniśmy do tego podchodzić? Podchodzić z naszego zachodniego punktu widzenia, czy może, aby lepiej zrozumieć, należy wejść w czyjeś buty. Ja nazywam to odwróceniem mapy. Termin zaczerpnięty prawdopodobnie od podróżnika Wojciecha Cejrowskiego kilka lat temu. 

Co w związku z taką ewentualnością, takim scenariuszem? – Przewiduję, że wówczas zostaną zniszczone w Kijowie obiekty wojskowe, administracyjne i rządowe. Bunkry również będą spenetrowane w głąb, jak fabryka Jużmasz w listopadzie 2024 roku. Idąc dalej, wojsko wpadnie w panikę, linia frontu się załamie na dobre (zostało to powiedziane wprost przez rząd Federacji Rosyjskiej). I jak sądzę od blisko czterech lat, Federacja Rosyjska zajmie osiem obwodów i być może rejon Sumski, żeby z tej strony mieć święty spokój. Odetną Odessę i połączą się granicami z Mołdawią, gdzie żyje spora grupa rosyjskojęzyczna. Zostanie utworzona strefa buforowa.

Przy takim scenariuszu, pokuszę się o dalsze prognozowanie; UE oczywiście zaostrzy retorykę wojenną i zacznie wydawać każdy grosz na zbrojenia – ku naszej uciesze i gromkiemu aplauzowi, co dla ludzi rozsądnych będzie zupełnie niezrozumiałe. Uważam, że do tej pory powolna i precyzyjna wojna czy – jak to określa FR – operacja specjalna, jest taktycznym zagraniem na wykrwawienie UE. Taktycznym w mojej ocenie, ale nie strategicznym, precyzyjnym i konsekwentnym.

Pod jednym z poprzednich tekstów komentator, dziwił się wolnym postępom wojsk rosyjskich i brakiem zdecydowanej inicjatywy. Co ma być dowodem na słabość FR, brak zdecydowania, miękkie przywództwo Rosji w osobie prezydenta W. Putina. W przestrzeni medialnej pojawiają się zarzuty wobec prezydenta FR o braku zdecydowanych działań w 2014 roku, braku wsparcia dla prezydenta Janukowycza, braku wsparcia rejonów „separatystycznych” itp. I zapewne w każdej takiej krytycznej ocenie są ziarna prawdy. Obrazu dopełniają nasze zachodnie „cywilizowane media i platformy przekazu i kształtowania myśli ludzkiej. Wyłaniają się te obrazy, które są zamazane, niejasne i nieczytelne. Tylko ludzie głęboko siedzący w realiach i posiadający informacje – są w stanie połączyć te wszystkie obrazy w jedno „dzieło”. Kim oni są? Ja nie znam. Kilku światowej sławy komentatorów, kilku miejscowych – wot i wsio.

A my nie znamy strategicznych celów FR, znamy tylko te, które nam wmawiają nasi zachodni „znafcy” tematu i tylko te, które są uszyte dla nas i zgodne z panującą narracją antyrosyjską. Takie podejście jest dla nas niebezpieczne. I czy nie popełniamy błędu projekcji? Czy nie powinniśmy odwrócić mapy i na poziomie podstawowym spróbować zrozumieć położenie FR i nasze zachodnie położenie.

Dlaczego tak? – Jeżeli prawdą jest, że deficyt budżetowy FR jest na poziomie poniżej 20% PKB (Białorusi na poziomie 36%) – to należy przyjąć że kraje te nie są w ogóle zadłużone, samodzielne i niemal samowystarczalne. Dla porównania Włochy to 136%, Polska 60% (na razie), Francja 114% itd., w zależności od kreatywnej księgowości.

Już te wskaźniki powinny wzbudzić nasze wątpliwości co do informacji, jakie otrzymujemy przez 24 godziny na dobę z radia i telewizji. Rosja upada, Rosja na kolanach, Rosja za chwile zbankrutuje, Rosja to Rosja tamto …. Serio? – Takie otrzymujemy analizy od analityków, którzy biorą grube pieniądze za swoje profesjonalne opracowania?

No, ja tylko inżynierem jestem i dawno temu miałem całki, macierze i równania z 28 niewiadomymi. Pewnie i matematykę UE zmieniła w międzyczasie. Dalej, FR nie ogłosiła powszechnej mobilizacji, a rotacja żołnierzy tylko wzmacnia ich potencjał militarny w walce lądowej, ale i nie tylko o siłę żywą chodzi. W mojej ocenie należy włożyć w wielki cudzysłów informacje o ogromnych stratach FR, przewyższających 2-3 krotnie straty wojsk Ukraińskich – bo wiadomo co mówią nam analitycy, że atakując trzeba mieć 3-krotną przewagę liczebną. Gdyby tak było to bylibyśmy zalewani filmikami o niszczeniu wojsk rosyjskich każdego dnia. A tak nie jest – pojedyncze strzały dronami, fake informacje itp. Oczywiście informacje dotyczące strat są blokowane, oczywiście straty są – pytanie jakie? Ja tego nie wiem. Mogę jedynie wymyślać, że będzie 2 mln Ukraińców i 150 tysięcy Rosjan.

Dalej, bezrobocie na wschodzie nie jest duże, a możliwości zmobilizowania do pracy w fabrykach przemysłu obronnego są ogromne, i nie tylko Rosjan ale wszystkich wkoło. Zapominamy, że na wschodzie są fabryki, jest technologia (rakieta Sojuz-5), jest produkcja. Zapominamy, że przestawienie się Rosji na produkcję czegokolwiek w obecnym czasie zajmuje prawdopodobnie tygodnie. U nas na zachodzie 3 lata czekamy na decyzję środowiskową, aby móc rozpocząć proces projektu, potem rok lub dwa uzgodnień – paranoja, a przy projektowaniu dla wojska nawet Toi Toia trzeba mieć certyfikat bezpieczeństwa (wiem, o czym piszę).

I dalej; jeżeli weźmiemy pod uwagę zdolności militarne UE jako całości – to jest to mimo wszystko ogromna siła. Ale UE nie posiada odpowiedzi na systemy rakietowe i balistyczne FR. Prezydent Putin powiedział wyraźnie „jesteśmy na to gotowi, tylko jak skończymy, nie będzie z kim negocjować”. Oczywiście nasi „znafcy” przekazują nam gawiedzi, że Putin nam grozi. Nie znalazłem nigdy żadnej wypowiedzi z groźbami Putina – żadnej. Zawsze jest to odpowiedź w kontekście słów, zachowań i działań zachodu.

Dla mnie szaraka taka wypowiedź prezydenta FR jest absolutnie jasna i czytelna (pomijam, że bezprecedensowa), on mówi wprost „czy wy postradaliście zmysły, chłopcy w krótkich spodenkach i białych podkolanówkach z gilami do pasa?”. Czy nie popadliśmy w wishful thinking (myślenie życzeniowe – podpowiedziała mi AI) i brak weryfikacji na gruncie. Skutkiem są błędne decyzje strategiczne (pominę fakt, że nasi umiłowani przywódcy jedynie wykonują polecenia), na które my Naród pozwalamy. Pozwalamy na patokrację.

Podam tylko jeden przykład naszego zachodniego „myślenia”: Rosjanie nie potrafią samochodu zbudować, bo są za głupi i pijani. Serio? Fakt, nie potrafili nigdy zbudować samochodu osobowego. Ale te, które zbudowali w latach 70-tych i 80-tych nadal jeżdżą po całej Rosji, Bochanki, Uazy w każdym zakątku. Pragmatyzm – czyż nie? Ale to auta osobowe. Natomiast ciężarówki Maz-y, Krazy, Gazy, Urale, Kamazy są najlepszymi wołami roboczymi na świecie. Technologia rakietowa, balistyczna, jądrowa, hipersoniczna. Stare Wiatki, czy lodówki Mińsk z lat 80-tych jeszcze w wielu domach funkcjonują.

Podobnie myśleliśmy o Chinach jako o kraju napędzanym rikszami trójkołowymi, a teraz? Zatem, czy nasze analizy i decyzje strategiczne naszych przywódców są właściwe. Czy analizując odwracamy mapę? Pytania pozostawię otwarte.

W obecnej sytuacji uważam, że FR nie musi nawet rubla wydać na zbrojenie się przeciwko zachodowi, nawet rubla. Taniej będzie, jak zakręcą kurki z gazem i ropą na kilka miesięcy. I mamy Game Over, strajki, protesty i rewolucje na ulicach. My tu na zachodzie zupełnie przestaliśmy rozumieć, że wschód bez nas sobie poradzi, ba nawet bez VW, BMW czy innego Fiata – oni sobie poradzą.

Natomiast my bez zastrzyków z innych części świata już nie. U nas dobiegło końca życie na kredyt, teraz przychodzi czas na pracę i walkę o byt. Dokładnie taką, jaką nasi ojcowie i dziadowie prowadzili po 1945 roku odbudowując świat w którym żyjemy, dźwigając go z kompletnych ruin, przenosząc groby w godne miejsca, stawiając pomniki tym, którzy ginęli podczas wyzwalania nas z nazizmu. Właśnie 9 maja ludzie na wschodzie czczą pamięć poległych żołnierzy. Jest to dla nich największe święto, najświętsza świętość. Dodam, że my walczyliśmy na wszystkich frontach z nazizmem i faszyzmem – no ale to już dla przeciętnego Kowalskiego może być za wiele jak na jeden tekst.

Zastanawia mnie od wielu lat to, dlaczego inni moi rodacy nie widzą lub nie rozumieją tego, co się na świecie dzieje. Do niedawna wydawało mi się, że nie można być aż takimi głupcami. Można, ja też głupcem jestem. Każdy z nas widzi to samo zjawisko w tym samym czasie, ale różnie to interpretuje. Każdy się dziwi, jak ten drugi może nie zauważać. No i klops. Klops ten dopiero wychodzi, gdy już zmusili nas do trzymania karabinu, jak zmusili nas do wejścia do okopów, jak zmusili nas do wyrzeczeń wszelakich, jak zmusili nas do oddania całego majątku, jak zmusili nas do poświęcenia naszego zdrowia, jak zmusili nas do elektronicznego nadzoru itp.. I jak wówczas będziemy definiować tego „klopsa”? – Zupełnie jak na początku, każdy po swojemu.

Ale sądzę, że nie jest to nasza wina. Nas ludzi, społeczeństwa. Nie wszystkich. Zaobserwowałem pewną prawidłowość, w zasadzie potwierdziłem to na sobie i swojej rodzinie. Chodzi o demony. Tak o demony. Owładnęły nami demony. I spieszę wyjaśnić od początku. W kontekście tego, co napisałem wyżej, ma to dla mnie sens.

Od czasu kiedy nie posiadam telewizora (ok. 6 lat), zacząłem obserwować otoczenie, znajomych, przyjaciół innych członków rodziny. Kilka lat temu obejrzałem na YT jakiś program o technikach sterowania umysłami, o hipnozie o inżynierii społecznej itp. – demony w czystej postaci. Dało mi to do myślenia. Czy jest możliwym oddziaływanie na ludzkość na taką atomową skalę? Tu na blogu wszyscy znają odpowiedź – tak i to od dziesięcioleci. Pierwsze 6 miesięcy odstawienia było straszne, wszędzie szukaliśmy, aby włączyć telewizor, po ośmiu miesiącach powoli zaczęło być znośnie, po około 1,5 roku przestało mnie do telewizora i wszelkich mediów ciągnąć (no, poza blogiem i tekstami Szanownego Zygmunta czy Ikulalibala 🙂 )

Od tego czasu obserwowałem ludzi, rodzinę, kto, co i na jaki temat sądzą, pandemia pokazała, że nie daliśmy się wciągnąć w histerię. Jednak obserwuję i faktycznie ludzie inaczej postrzegają i mają różny punkt widzenia na obserwowane zjawisko – nawet w tak oczywistych sprawach jak to, że biologiczny mężczyzna nie może urodzić dziecka (skrajny przykład). Czytając na blogach komentarze czy notki, zawsze te zdroworozsądkowe piszą ludzie nie posiadający telewizora, prof. Wolniewicz nie posiadał chyba nigdy telewizora 🙂 Teza o hipnozie zatem, znajduje potwierdzenie w moich prywatnych obserwacjach i w Waszych również. Bo jak inaczej wyjaśnić nasze zachowania, a w zasadzie zupełny brak zachowania i reakcji na otaczającą nas kreowaną rzeczywistość. Stwierdzenie „das elektronische Konzentrationslager”, zaczyna być rzeczywistością nas otaczającą.

Stawiam pytanie, czy przypadkiem te hipnozy z niebieskiego ekranu nie są skierowane przede wszystkim do 60%-wej populacji, aby zachować kontrolę? Z czego 20% populacji niemal nie ulega hipnozie, ale tylko niewielki procent z nich ma świadomość polityczną, pozostałe 20% zalicza się do podatnych na hipnozę niemal od razu.

Bo nikt o zdrowych zmysłach nie zieje nienawiścią do drugiego człowieka, czy do państwa – ot tak sam z siebie. Ta cholerna hipnoza powoduje, że cała UE galopuje ku zagładzie. Zagładzie naszej, zwykłych ludzi chcących uczciwie pracować, żyć godnie i uśmiechać się do siebie. I w związku z tym, czy będziemy świadkami ataku na Moskwę 9 maja, co będzie równoznaczne ze zgwałceniem rosyjskiego najświętszego święta, czy będziemy świadkami zdarzeń będących skutkiem zbiorowej hipnozy społeczeństw?

Wywalmy telewizory na śmietnik. Poddajmy się detoksowi, wyostrzmy zmysły samozachowawcze, zacznijmy dokonywać dobrych wyborów, wybierajmy przedstawicieli z twardym kręgosłupem moralnym. Nie dajmy się wciągnąć do wojny.

Napisał: Zelmer

Trik Zełenskiego. Kilka dni zawieszenia broni na Ukrainie?

Thomas Röper anti-spiegel.ru/einige-tage-waffenruhe-in-der-ukraine

Trik Zełenskiego

Kilka dni zawieszenia broni na Ukrainie?

Rosja zaproponowała zawieszenie broni na Ukrainie na dni upamiętniające zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami. Ukraina wykorzystała to jako chwyt propagandowy, który może mieć poważne konsekwencje.

Anti-Spiegel  8 maj 2026 anti-spiegel.ru6/einige-tage-waffenruhe-in-der-ukraine/

Podczas ważnych świąt w wojnie na Ukrainie wielokrotnie podejmowano próby zawarcia kilkudniowego zawieszenia broni. Chociaż zawieszenia broni zostały zerwane, a obie strony wzajemnie się oskarżały, to przynajmniej próby zostały podjęte.

Rosja chciała teraz uzgodnić kolejne zawieszenie broni na 8 i 9 maja, w dniach upamiętniających zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami.

Aby zrozumieć, jak Ukraina wykorzystała to jako chwyt propagandowy, musimy spojrzeć na chronologię wydarzeń.

Oś czasu

W środę, 29 kwietnia, prezydenci Trump i Putin rozmawiali telefonicznie, a jednym z tematów była rosyjska propozycja zawarcia zawieszenia broni na Ukrainie w dniach 8 i 9 maja.

W poniedziałek, 4 maja, Zełenski oświadczył na szczycie UE-Armenia w Armenii, że zaatakuje paradę w Moskwie 9 maja, upamiętniającą zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami. Zapowiedział, że ukraińskie drony mogą pojawić się na paradzie na Placu Czerwonym, gdzie parada się odbywa.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony natychmiast odpowiedziało oświadczeniem, w którym powtórzyło, że siły rosyjskie będą przestrzegać zawieszenia broni ogłoszonego przez prezydenta Rosji na 8 i 9 maja, wyrażając nadzieję, że strona ukraińska uczyni to samo. W oświadczeniu wspomniano jednak o groźbie Zełenskiego wobec obchodów w Rosji i parady na Placu Czerwonym, a rosyjskie Ministerstwo Obrony oświadczyło, że Rosja odpowie na wszelkie ataki na paradę zmasowanym atakiem rakietowym w centrum Kijowa.

Sprzeczność wypowiedzi Zełenskiego dodatkowo potwierdza fakt, że po groźbie ataku na paradę w Moskwie 9 maja, ogłosił on również jednostronne zawieszenie broni obowiązujące od 6 maja, tego samego dnia, czyli 4 maja.

Jak to możliwe, że Zełenski grozi atakiem na Moskwę 9 maja tego samego dnia, a zaraz potem ogłasza zawieszenie broni obowiązujące od 6 maja?

Oczywiście, wszystko to idealnie do siebie pasuje, bo to tylko kolejny trik Zełenskiego. A ponieważ może liczyć na bezwarunkowe poparcie zachodnich mediów dla jego propagandy i brudnych sztuczek, fortel ten działa propagandowo. Przynajmniej dla zachodniej publiczności, której media ignorują te sprzeczności.

Rosja uzgadniała swoją ideę zawieszenia broni na 8 i 9 maja ze Stanami Zjednoczonymi, które poparły tę ideę i z pewnością przekazały ją Kijowowi kanałami dyplomatycznymi. Zełenski natomiast nie uzgadniał swojej idei zawieszenia broni od 6 maja z nikim i nawet nie poinformował o niej strony rosyjskiej. W Rosji dowiedzieli się o tym z mediów. Wszystko to oznacza, że ​​zawieszenie broni nie było skoordynowane ani nawet uzgodnione i dlatego nie weszło w życie 6 maja.

Czysta” propaganda w niemieckich mediach

Ale niemieckie media o tym nie donoszą. Wręcz przeciwnie, Der Spiegel intensywnie rozpowszechnia informacje. 6 maja ukazał się tam artykuł zatytułowany „Przed paradą wojskową w Rosji – Ukraina donosi o ponad 100 rosyjskich atakach dronów pomimo zawieszenia broni”, a we wstępie stwierdzono:

„Przed obchodami zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami Kreml zaproponował zawieszenie broni – a następnie, jak pokazują doniesienia z Ukrainy, naruszył je dziesiątki razy. W wyniku tego zginęło wiele osób”.

W całym artykule Der Spiegel pomija fakt, że Rosja zaproponowała zawieszenie broni nie 6 maja, ale 8 i 9 maja. Propagandowy chwyt Zełenskiego okazał się zatem skuteczny, ponieważ zachodnie media wspierają go najlepiej, jak potrafią.

Zamiast dostarczyć czytelnikom wyczerpujących i kompletnych informacji, Der Spiegel obszernie cytował Ukrainę w swoim artykule. Według artykułu, ukraiński minister spraw zagranicznych stwierdził, że Putin „interesuje się tylko paradami wojskowymi, a nie ludzkim życiem”, a Zełenski stwierdził, że niedopuszczalne jest, aby Rosja tymczasowo wstrzymała ataki tylko na czas parady wojskowej po tym, jak wcześniej intensywnie bombardowała Ukrainę.

Der Spiegel szczegółowo relacjonuje te i inne oświadczenia z Kijowa, jednocześnie ukrywając przed czytelnikami wszystko, co pochodziło od Rosji. Der Spiegel pominął nawet faktyczną datę zawieszenia broni. W ten sposób stworzył czytelnikom całkowicie fałszywe wrażenie, że Rosja złamała zawieszenie broni, którego sama się domagała.

Jaki był sens tego wszystkiego?

W tym miejscu chciałbym przypomnieć o moim wczorajszym artykule, w którym donosiłem, że Zełenski jest najwyraźniej zainteresowany rosyjskim atakiem na Kijów, który, oczywiście, dostarczyłby Kijowowi i Europie obrazów, które mogłyby posłużyć jako „dowód” do oskarżenia Rosji o bestialskie zbrodnie wojenne.

Według moich informacji Zełenski zaplanował co najmniej jedną operację pod fałszywą flagą, mającą na celu uszkodzenie lub zniszczenie ambasady Kazachstanu i dziecięcej kliniki onkologicznej w Kijowie. Szczegóły można znaleźć tutaj anti-spiegel.ru/2026/kiew-will-moeglichen-russischen-angriff-fuer-false-flag-operation-gegen-kasachische-botschaft-in-kiew-nutzen/

Dzięki zawieszeniu broni, które rozpoczęło się 6 maja bez wcześniejszego porozumienia, Zełenski utorował europejskim mediom drogę do przygotowania odbiorców z kilkudniowym wyprzedzeniem na domniemane rosyjskie naruszenia zawieszenia broni. Jeśli rzeczywiście dojdzie do ukraińskich ataków na paradę w Moskwie i rosyjskiego ataku odwetowego na Kijów, niemieckie media odwrócą uwagę od ukraińskiego ataku i zamiast tego będą szeroko relacjonować zniszczenia w Kijowie.

Zawieszenie broni przez Zełenskiego, które weszło w życie 6 maja bez wcześniejszego porozumienia, utorowało drogę europejskim mediom do przygotowania odbiorców na domniemane naruszenia zawieszenia broni przez Rosję. Pytanie jednak brzmi, czy Zełenski rzeczywiście zaatakuje paradę w Moskwie, gdzie oprócz rosyjskich przywódców w loży VIP zasiądą dziesiątki szefów państw i rządów z całego świata. Fakt ten może zniechęcić Zełenskiego – a także popierających go Europejczyków – do podjęcia takiego kroku, ponieważ poważnie zaszkodziłoby to wizerunkowi nie tylko Ukrainy, ale i Europy.

W końcu media zagraniczne świata relacjonują wydarzenia bardziej kompleksowo niż media niemieckie, które prezentują jedynie jednostronne relacje.

Wygląda na to, że żaden władca na świecie nie potrafi zaakceptować rzeczywistości, albo nawet nie jest jej świadomy

Wygląda na to, że żaden władca na świecie nie potrafi zaakceptować rzeczywistości, albo nawet nie jest jej świadomy.

Paul Craig Roberts

Trump i Netanjahu nie są jedynymi politykami uwikłanymi w wojnę, która szkodzi im w wyborach. Obaj są ze sobą ściśle powiązani nie tylko w swoich celach, ale także w swojej głupocie. Obaj przecenili własną siłę militarną, a nie docenili siły Iranu. Gdyby Iran dotrzymał obietnicy i nie zgodził się na zawieszenie broni na żądanie Izraela i Waszyngtonu, jego zwycięstwo byłoby pełne. Zamiast tego Iran stoi teraz w obliczu potencjalnego wznowienia wojny, którą prawie wygrał.

Niestety, w Iranie po raz kolejny zwyciężyła niewłaściwa ocena sytuacji i stoimy w obliczu tlącej się wojny, z której ani Trump, ani Netanjahu nie widzą łatwego „zwycięstwa”, gdyż obaj jesienią staną przed wyborami.

Putin również stoi w obliczu wyborów – nie do siebie, ale do Dumy, organu ustawodawczego. Jeśli dobrze pamiętam, rosyjski system działa w ten sposób, że partia lub koalicja, która wygrywa wybory, mianuje ministrów w rządzie, na którego czele stoi prezydent. Obecnie, według sondaży, partia Putina Jedna Rosja cieszy się takim samym poparciem jak Partia Komunistyczna, co przypisuje się niekończącym się wojnom Putina i poparciu dla polityki 20-procentowych stóp procentowych jego banku centralnego.

Rosyjska Partia Komunistyczna nie jest już komunistyczna w pierwotnym sensie. Myślę, że przemawiają za nią dwie rzeczy: po pierwsze, Rosjanie pamiętają, że komunistyczni przywódcy, tacy jak Lenin i Stalin, byli zdecydowani i nie tolerowali upokorzeń ze strony Zachodu, tak jak rzekomo Putin. Po drugie, Partia Komunistyczna nie chroni miliarderów-oligarchów i nie popiera 20-procentowych stóp procentowych, które pozwalają oligarchom monopolizować rosyjską gospodarkę poprzez wypieranie firm o mniejszym kapitale. Jest całkiem możliwe, że Partia Komunistyczna zaakceptowała własność prywatną i gospodarkę rynkową i mogłaby reprezentować naród rosyjski lepiej niż Jedna Rosja.

Gilbert Doctorow, ekspert ds. Rosji o bystrym oku, od dawna zwraca uwagę, że myślący ludzie w Rosji coraz częściej kwestionują politykę gospodarczą i militarną Putina. Od tygodni rosyjskie analizy wiadomości w programie telewizyjnym Władimira Sołowjowa kwestionują eskalujący i pozornie niekończący się konflikt na Ukrainie, a także politykę rosyjskiego banku centralnego, faworyzującą oligarchów-miliarderów kosztem większości podmiotów gospodarczych.

5 maja Doktorow poinformował, że program Sołowjowa został nagle „zastąpiony starymi lub nowymi filmami przez kilka dni z rzędu”. Wygląda na to, że Sołowjow przyznał się do prawdy, której Putin nie mógł zaakceptować. Drugi popularny program telewizyjny, prowadzony przez rosyjsko-amerykańskiego Dimitrija Simesa, nie został jeszcze zdjęty z anteny.

Doctorow, podobnie jak ja i John Helmer, zadaje trafne pytania. Zełenski, „silny człowiek” Waszyngtonu na Ukrainie, oświadczył, że jego siły zbrojne zamierzają zaatakować dronami moskiewskie obchody zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami. Putin ostrzegł Kijów, że w przypadku ataku Rosja zmasowanie zbombarduje centrum Kijowa.

Dlaczego, pyta Doktorow, Putin musi czekać, aż Zełenski faktycznie zaatakuje, zanim zareaguje? Putin wie, że amerykańsko-ukraińskie rakiety mogą dotrzeć do Moskwy. Dlaczego naraża Paradę Zwycięstwa na takie ryzyko? Trudno sobie wyobrazić większe upokorzenie dla Rosji.

„Dlaczego Putin musi czekać na ukraiński atak na paradę, który najprawdopodobniej spowoduje znaczne straty wśród uczestniczących w niej żołnierzy, a także wśród urzędników i zaproszonych gości zagranicznych, takich jak premier Słowacji Robert Fico, który będzie siedział na trybunach z prezydentem Putinem?

Czy groźba Zełenskiego nie powinna wystarczyć, by skłonić Rosję do natychmiastowego przeprowadzenia niszczycielskiego ataku rakietowego na Kijów? Gdyby Putin był człowiekiem czynu, prawdziwym głównodowodzącym, właśnie to by zrobił”.

Putin po raz kolejny pokazał, że jest słaby i niezdolny do przewodzenia Rosji.

Sukces izraelsko-amerykańskiej broni opiera się wyłącznie na słabości woli i myślenia ich przeciwników.

Izraelsko-amerykański sojusz zwyciężył aż do Iranu, ponieważ jego przeciwnicy nie byli w stanie zrozumieć ukrytego celu. Całkowita niezdolność Kremla do rozpoznania rzeczywistości, w jakiej znalazła się Rosja, jest zinstytucjonalizowana.

John Helmer donosi, że nadzieje Putina nadal przesłaniają rzeczywistość. Minister spraw zagranicznych Ławrow, w przeciwieństwie do Putina, stopniowo zaczyna dostrzegać rzeczywistość. Odnosząc się do nadziei na rozwiązanie konfliktu na Ukrainie, Ławrow stwierdził:

„Jak dotąd rzeczywistość jest wręcz odwrotna: na Rosję nakładane są nowe sankcje, toczy się „wojna” z rosyjskimi tankowcami na pełnym morzu, naruszając Konwencję Narodów Zjednoczonych o prawie morza. [Waszyngton] próbuje uniemożliwić Indiom i innym partnerom kupowanie tanich rosyjskich surowców energetycznych (Europa od dawna jest z nich wykluczona) i zmusza ich do kupowania drogiego amerykańskiego LNG. Oznacza to, że Amerykanie postawili sobie za cel osiągnięcie dominacji gospodarczej. Co więcej, pomimo rzekomych propozycji dotyczących Ukrainy, nie widzimy pozytywnej przyszłości w sferze gospodarczej”.

Ławrow jest więc bliski zrozumienia tzw. doktryny Wolfowitza i jej znaczenia. Putin jednak wydaje się tego nie rozumieć, dlatego nadal opiera się na negocjacjach.

Jak podkreślałem w swoich artykułach i wywiadach: Dopóki doktryna Wolfowitza dotycząca amerykańskiej hegemonii będzie determinować program amerykańskiej polityki zagranicznej, a syjonistyczna wizja Wielkiego Izraela będzie kształtować politykę Izraela, negocjacje nie będą miały sensu.

Źródło: Wygląda na to, że żaden władca świata nie jest w stanie zaakceptować rzeczywistości, a nawet nie jest jej świadomy

Ukraińskie drony atakują miasta głęboko w Rosji

Ukraińskie drony atakują miasta głęboko w Rosji

Od kilku tygodni Rosja jest poddawana coraz częstszym atakom z Ukrainy za pomocą dronów i pocisków. Obecnie dochodzi do setek ataków dziennie, a ukraińskie drony dalekiego zasięgu są wystrzeliwane z Ukrainy w kierunku centralnej Rosji, a także przez Polskę [czyżby nikt nie potrafił tego ujawnić, gdyby była to prawda? md] , kraje bałtyckie i Finlandię, celując w Petersburg i otaczający go obwód leningradzki.

Przeniesienie ukraińskiej produkcji zbrojeniowej do Europy wyraźnie przynosi efekty, ponieważ Ukraina ma teraz dostęp do rosnącej liczby dronów, gdyż Rosja nie może już atakować tych zakładów produkcyjnych na Ukrainie.

Większość Rosjan wie z własnego doświadczenia, że oficjalne raporty o atakach i uderzeniach są niepełne. Doświadczyłem tego na własnej skórze w Petersburgu, gdzie mieszkam: podczas gdy lokalne media donoszą o atakach i uderzeniach na porty i rafinerie (w końcu ludzie na miejscu wiedzą o nich i dziwne byłoby milczeć w dotkniętym regionie), to ataki te i uderzenia nie są wspominane w oficjalnych raportach krajowych z tego dnia. Nawet podczas mojej ostatniej podróży do centralnej Rosji dwa tygodnie temu byłem świadkiem ataku dronów na rafinerię, ale nigdzie oficjalnie o tym nie poinformowano.

Oczywiście rosyjski rząd wciąż stara się bagatelizować sytuację, ponieważ gdyby ujawniono pełną skalę codziennych ataków, apele Rosjan o zajęcie w końcu twardszego stanowiska wobec Ukrainy i wspierających ją krajów UE prawdopodobnie stałyby się głośniejsze. W związku z tym rosyjski rząd oficjalnie zgłasza znacznie mniej ataków i uderzeń niż faktycznie ma to miejsce. Warto o tym pamiętać i tak teraz pokażę na przykładzie 5 maja, jakie ataki na Rosję zostały oficjalnie zgłoszone tego dnia. I ważne jest, aby wiedzieć, że nie były to najbardziej intensywne ataki w ostatnich czasach; odnotowano dni z dużo większą liczbą ataków i trafień.

Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, w nocy z 5 na 6 maja, między godziną 20:00 a 7:00 czasu moskiewskiego, rosyjska obrona powietrzna przechwyciła i zniszczyła 289 ukraińskich dronów nad obwodami briańskim, biełgorodzkim, woroneskim, kurskim, kałuskim, smoleńskim, orłowskim, twerskim, tulskim, riazańskim, pskowskim, nowogrodzkim, leningradzkim, rostowskim i wołgogradzkim, nad obwodem moskiewskim, republikami krymską i tatarską, obwodem krasnodarskim i Morzem Azowskim.

Na zdj. screenshot z TG, pokazujący skutki atak na Moskwę.

Na zdjęciu screenshot z TG, pokazujący skutki ataku na Moskwę

5 maja, między godziną 9:00 a 14:00 czasu moskiewskiego, przechwycono i zniszczono kolejne 88 ukraińskich dronów nad obwodami biełgorodzkim, briańskim, włodzimierskim, iwanowskim, kałuskim, kurskim, lipeckim, rostowskim, smoleńskim, twerskim i tulskim, a także nad obwodem moskiewskim, Republiką Krymu i Republiką Czuwaszji. Tego wieczoru loty na dwóch moskiewskich lotniskach zostały zawieszone na kilka godzin z powodu alarmów przeciwlotniczych.

W Czeboksarach, położonych około 500 kilometrów na wschód od Moskwy, zaatakowano kompleks mieszkalny, co widać na nagraniach. Widać również, że fabryka elektroniki w mieście została zbombardowana pociskami manewrującymi. Według oficjalnych doniesień w ataku na kompleks mieszkalny zginęły dwie osoby, a 34 zostały ranne. Uszkodzonych zostało 28 wielopiętrowych budynków, w których łącznie mieszkało 8500 osób.

Nawet w górach Uralu, dalej od Ukrainy, ogłoszono 5 maja alarm rakietowy. Ponieważ ataki te przeprowadzane są za pomocą dronów, które ukraińskie firmy produkują obecnie w bezpiecznej Europie, pojawia się pytanie, jak długo Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji. Doskonałym przykładem jest ostrzeżenie wydane przez prezydenta Rosji Putina w poniedziałek.

Wcześniej Zełenski groził atakiem dronów na paradę 9 maja upamiętniającą zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami. Putin odpowiedział, że Rosja wówczas zaatakuje centrum Kijowa zmasowanym atakiem rakietowym i wezwał zarówno ludność cywilną, jak i zagranicznych dyplomatów do opuszczenia Kijowa w ramach środków ostrożności.

Do tej pory Rosja powstrzymywała się od takich ataków na ukraińskie miasta, atakując jedynie cele wojskowe i ukraińskie systemy energetyczne. Ofiary cywilne na Ukrainie są uznawane za ‚straty uboczne’, gdy ukraińska obrona powietrzna zestrzeli rosyjskie drony, które następnie spadają na obszary mieszkalne lub gdy drony ulegną awarii.

Rosja nadal prowadzi wojnę bardzo ostrożnie, oszczędzając ukraińską ludność cywilną, gdziekolwiek to możliwe, o czym świadczy proste porównanie liczb ofiar wojny na Ukrainie z obecnymi wojnami prowadzonymi przez USA i Izrael na Bliskim Wschodzie.

W ciągu czterech lat wojny na Ukrainie miesięcznie ginęło średnio 318 cywilów, a 885 zostało rannych. W Iranie i Libanie miesięczne straty w wyniku ataków amerykańsko-izraelskich wynoszą łącznie 5190 zabitych i 28 058 rannych cywilów. W wojnie Izraela w Strefie Gazy miesięcznie ginie około 5500 cywilów.

Rosja nadal uważa Ukraińców za bratni naród, dlatego stara się oszczędzać ludność cywilną. Jeśli UE, z jej otwartym zaangażowaniem w wojnę, sprowokuje wojnę z Rosją, Rosja raczej nie będzie stosować tej powściągliwości.

anti-spiegel.ru/in-europa-hergestellte-ukrainische-drohnen-treffen-staedte-tief-in-russland-und-toeten-zivilisten

Napisał: Thomas Röper

Opracował: Zygmunt Białas

Friedrich Merz: Najlepszy kanclerz w historii – dla Ukrainy

Friedrich Merz: najlepszy kanclerz w historii – dla Ukrainy

Źródło: Znaleziono w internecie

Autorstwa Uwe Froschauera

Według sondaży Friedrich Merz jest najbardziej niepopularnym kanclerzem od czasu powstania Republiki Federalnej Niemiec. Jest tym dość zaskoczony i stwierdził w niedawnym wywiadzie dla „Der Spiegel”, że żaden kanclerz przed nim nie miał tak trudnej sytuacji.

Merz powiedział Der Spiegel i cytuję:

„Schröder napotkał silny opór, ale nie był atakowany tak jak ja. Jestem w mediach społecznościowych tylko sporadycznie. Ale jeśli spojrzeć na to, co się tam o mnie szerzy, jak jestem atakowany i poniżany – żaden kanclerz przede mną nie musiał znosić czegoś takiego. Nie narzekam, ale tak po prostu jest”.

Merz podkreślił presję wywieraną przez opinię publiczną i media społecznościowe.

To, że Schröder nie był tak atakowany jak pan, nie dziwi, panie Merz, bo zrobił sporo dla ludzi i, w przeciwieństwie do pana, nie jest podżegaczem wojennym. Narzuca pan ludziom ogromne cięcia socjalne, by rozwijać gospodarkę wojenną z powodu sfabrykowanej groźby wojny ze strony Rosji, groźby, która nie ma absolutnie żadnych podstaw. Dajcie mi choć jeden dowód, dlaczego Rosjanie mieliby być u progu Niemiec w 2029 roku! Nie możecie, bo nie ma na to ani jednego dowodu! Czy Rosjanie chcą naszej ziemi rolnej? Czy chcą naszych surowców? Nie ośmieszajcie się, panie Merz, panie Pistorius i pańscy podżegacze wojenni! Rosja zaatakowała Niemcy tylko raz, po tym, jak Niemcy ją zaatakowały. A jeśli Rosja pewnego dnia rozpocznie wojnę z Europą – czego, jak się wydaje, chcą podżegacze wojenni tacy jak pan, panie Merz, Keir Starmer, Emmanuel Macron i Ursula von der Leyen – stanie się tak dlatego, że ich podżegacze wojenni celowo zmuszą ją do podjęcia tego kroku, aby później móc twierdzić: Mówiliśmy wam: Agresywni Rosjanie!

Panie Pistorius, skąd wziął się Panu fantastyczny rok 2029, rok niezbędny do osiągnięcia „gotowości wojennej”, jak Pan to tak wojowniczo ujął – czy była to inspiracja senna, czy też ukryte traumatyczne doświadczenie? A może, w orwellowskim stylu, miał Pan na myśli rok 2092?

W odpowiedzi na sugestię w wywiadzie dla Spiegla, że ​​Scholz musiał również znosić pewną krytykę, Merz powiedział, że choć to prawda, dostrzega zasadniczą różnicę:

„Scholz próbował przekonać społeczeństwo, że sytuacja nie będzie tak zła, jeśli go wybiorą. Zawsze powtarzał, że nie chce stawiać polityki bezpieczeństwa naprzeciw polityki społecznej”.

Merz twierdził, że jego rząd nie może sobie na to dłużej pozwolić; trzeba ustalić priorytety. Co za nonsens, Panie Kanclerzu! Jeśli istnieje zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy, to leży ono na zachodzie, po drugiej stronie Atlantyku, w kraju z obłąkanym prezydentem, a nie na wschód od UE. Przestańcie podżegać do wojny i pozwólcie, aby podatki wróciły do ​​tych, którzy je płacili, podatników w Niemczech, i przestańcie rozdawać miliardy Ukrainie, które są rozpaczliwie potrzebne do utrzymania niemieckiego dobra wspólnego, na którego zachowanie przysięgaliście.
Popierając ciągłe dostawy broni na Ukrainę, niepotrzebnie przedłużacie ten krwawy konflikt i stajecie się współwinni ogromnego cierpienia po obu stronach – konfliktu, który absolutnie nie jest sprawą Niemiec, ponieważ ani Ukraina, ani Rosja nie są członkami NATO ani UE.

Ukraina powinna dołączyć do UE

Podczas wizyty w szkole kanclerz jasno dał do zrozumienia: potencjalne porozumienie pokojowe między Ukrainą a Rosją mogłoby oznaczać straty terytorialne dla Kijowa. W związku z tym uważa pełne członkostwo Ukrainy w UE za niezbędne. To
podejście polityczne nie tylko wpłynęłoby na Ukrainę, ale fundamentalnie zmieniłoby strategiczną rolę Niemiec i Europy. To, co jest nam przedstawiane jako wsparcie, miałoby dalekosiężne konsekwencje dla bezpieczeństwa Europy, zobowiązań Niemiec i równowagi politycznej w samych Niemczech.

27 kwietnia 2026 r. podczas wizyty w Carolus-Magnus-Gymnasium w Marsbergu w Nadrenii Północnej-Westfalii Merz powiedział, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wpadł na pomysł przystąpienia do Unii Europejskiej 1 stycznia 2027 r.

„To nie zadziała. Nawet 1 stycznia 2028 roku nie jest realistyczny”.

więc Merz i dalej:

„Nie możemy przyjąć do Unii Europejskiej kraju w stanie wojny. Wojna musi się skończyć”.

Zgadzam się, ale dlaczego w takim razie przedłuża pan tę niemożliwą do wygrania wojnę dla Ukrainy bezsensownymi, finansowanymi z podatków dostawami broni, panie Merz?

Co więcej, Kanclerz słusznie stwierdził:

 „Po drugie, Ukraina musi spełnić wszystkie warunki, na przykład praworządność. Problem korupcji również się poprawił, ale wciąż nie jest wystarczająco dobry”.

Panie Merz, co pana zdaniem wskazuje na poprawę sytuacji korupcyjnej? Nie widzę żadnych znaczących zmian.

Nawet otwarte granice i uczestnictwo w jednolitym rynku europejskim są odległą perspektywą.

Friedrich Merz zdaje się być świadomy warunków wstępnych przystąpienia kraju do UE, ale nie tego, co członkostwo Ukrainy oznaczałoby dla innych krajów. Panie Merz, jeśli do 27 świeżych pomidorów doda pan jednego zgniłego pomidora, ile czasu upłynie, zanim pozostałe pomidory również zgniją? W UE mamy już kilka niedojrzałych pomidorów, co wystarczy, by UE nie spełniała własnych standardów.

Oficjalne warunki przystąpienia do UE zostały ustalone przez Radę Europejską w Kopenhadze w 1993 r. (tzw. kryteria kopenhaskie ).

Kraj przystępujący musi:

  • „posiadać stabilne instytucje gwarantujące demokrację, rządy prawa, prawa człowieka oraz poszanowanie i ochronę mniejszości”
  • „mieć funkcjonującą gospodarkę rynkową”
  • „posiadać zdolność do wypełniania obowiązków wynikających z członkostwa”

Ukraina zdecydowanie odbiega od tych kryteriów. Jest to szczególnie widoczne w obszarach praworządności i korupcji. Według Transparency International, kraj ten pozostaje jednym z najbardziej podatnych na korupcję państw w Europie.

Za prezydentury Wołodymyra Zełenskiego ujawniono poważne przypadki w wewnętrznym kręgu kierownictwa politycznego. W sektorze energetycznym odkryto szeroko zakrojony system wzbogacania się. W jego centrum znajdował się bliski powiernik z bliskiego otoczenia Zełenskiego. Sprawa dotyczyła dużych sum pieniędzy, systematycznego faworyzowania i struktur wykraczających poza pojedyncze incydenty. Kilka osób rzekomo przyjęło znaczne łapówki. Oskarżenia nie dotyczą jedynie osób peryferyjnych, lecz osób mających bezpośredni dostęp do władzy.

Sam Zełenski nie jest wolny od zarzutów korupcyjnych. Prezydent Ukrainy pojawił się w tzw. aferze Pandora Papers. Przed objęciem urzędu prezydenta był częścią sieci firm offshore. Struktury te były częściowo powiązane z partnerami biznesowymi i oligarchą Ihorem Kołomojskim. W tym kontekście Zełenski jest oskarżany o obejście wymogów transparentnego ujawniania aktywów. Podczas kampanii wyborczej obiecywał walkę z korupcją, a sam był częścią takich struktur finansowych. Nawet jeśli nie stanowi to bezpośredniego dowodu korupcji, przeszłe – i obecne – machinacje Zełenskiego stworzyły co najmniej poważny problem z wiarygodnością.

Nawet jeśli Wołodymyr Zełenski nie jest bezpośrednio i ewidentnie sprawcą, to jednak ponosi polityczną odpowiedzialność za środowisko, w którym funkcjonują takie struktury. Co więcej, pojawiają się powtarzające się doniesienia o sieciach zaufanych osób i urzędników, którzy wykorzystują swoje stanowiska rządowe do uzyskania korzyści ekonomicznych. Skandale korupcyjne w ministerstwach i administracji nie zdarzają się sporadycznie, lecz mają charakter stały. Nie są to incydenty odosobnione, lecz strukturalne problemy korupcyjne na Ukrainie.

Ten strukturalny problem korupcji jest również widoczny w sposobie jego rozwiązywania. Organy antykorupcyjne na Ukrainie tracą niezależność, ponieważ rosną wpływy polityczne. Śledztwa mogą być zatem łatwiej manipulowane lub utrudniane przez potencjalnych podejrzanych o korupcję. Kiedy osoby, które mają być monitorowane, zyskują większy wpływ na sam monitoring, system traci swoją skuteczność. Korupcja nie jest wówczas skutecznie zwalczana, lecz pozostaje częścią istniejących struktur.
Podobna szarada rozgrywa się w Niemczech z bezzębnym papierowym tygrysem „Komisją Enquete”, która ma badać „dyktaturę koronawirusa”. To śmieszne! Co dobrego może z tego wyniknąć, skoro osoby, które mają być monitorowane, monitorują same siebie?

Wniosek: Ukraina nie pokonała korupcji, lecz zarządza nią w ramach systemu, który wciąż jest podatny na nadużycia władzy. Silne rządy prawa, panie Merz, wyglądają zupełnie inaczej. A pan chce przenieść to bagno korupcji do UE?

Struktury demokratyczne również są pod presją. Ukraina formalnie jest krajem demokratycznym, ale od początku wojny obowiązują daleko idące ograniczenia. Wybory zostały zawieszone, a procesy polityczne z autentyczną opozycją zostały poważnie ograniczone. Media zostały połączone lub zamknięte, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego. Środki te są niewytłumaczalne nawet dla kraju w stanie wojny i tym samym stoją w bezpośredniej sprzeczności z wymogami Unii Europejskiej.

Przejdźmy teraz do kwestii praw człowieka. Mobilizacja wojenna dotyka znaczną część populacji. Mężczyźni w wieku poborowym nie mogą opuszczać kraju. Coraz częściej pojawiają się doniesienia o brutalnym przymusowym poborze do wojska i surowym egzekwowaniu przepisów państwowych. Nawet jeśli niektórzy uważają, że takie środki nie są rzadkością w czasie wojny, to jednak stoją w sprzeczności z zobowiązaniem UE do ochrony praw jednostki. Kandydat do akcesji musi spełniać te standardy nie tylko na papierze, ale i w życiu codziennym.

To, co media głównego nurtu, wspierające podżeganie do wojny, konsekwentnie ignorują, to fakt, że reżim w Kijowie zabił ponad 14 000 wschodnich Ukraińców – w tym wielu cywilów – którzy czuli się związani z Rosją między protestami Euromajdanu w 2014 roku a inwazją Rosji na Ukrainę. Zatem wojna na Ukrainie nie rozpoczęła się w 2022 roku, lecz w 2014 roku, co jest poglądem często wyrażanym przez byłego sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga.
Co więcej, prawa człowieka wschodnich Ukraińców zostały również naruszone poprzez odcięcie ich od wsparcia finansowego (emerytur itp.) i dostaw żywności, które następnie przejęła Rosja.

Kolejną kwestią jest częściowa – moim zdaniem – skrajnie prawicowa dywersja ukraińskiego reżimu. Cześć dla nazistowskiego kolaboranta Stepana Bandery, a także jednostki wojskowe takie jak pozostający pod wpływem faszystów Pułk Azow, stanowią podstawę mojej tezy. Są one częścią politycznej i społecznej rzeczywistości Ukrainy. Ich istnienie pokazuje, że polityczny i społeczny rozwój kraju w kierunku demokracji jest daleki od zakończenia.
Ukraina nie ma miejsca w UE, panie Merz! Stabilność i warunki demokratyczne, jakich domaga się UE, nie są w tych okolicznościach gwarantowane. Szybka akcesja do UE nie byłaby zatem konsekwentnym stosowaniem istniejących zasad, lecz raczej polityczną decyzją przeciwko nim.

Jeśli pan, panie Merz, chce szybko wprowadzić Ukrainę do UE, to nie kraj ten musiałby spełnić wymagania, ale wymagania musiałyby zostać dostosowane do kraju. A to sprawiłoby, że i tak już opustoszała UE, pod przewodnictwem całkowicie niekompetentnej i nieuczciwej Ursuli von der Leyen, stałaby się całkowicie bezużyteczna.

Poza tym, że Ukraina nie jest krajem prawa i nie jest demokratyczna, jej przystąpienie miałoby również konsekwencje militarne dla UE. Odpowiednie postanowienie znajduje się w Traktacie o Unii Europejskiej, w artykule 42, ustępie 7.

„W przypadku zbrojnego ataku na terytorium jednego z Państw Członkowskich, pozostałe Państwa Członkowskie są mu winne wszelką możliwą pomoc i wsparcie (…)”

„…wszelką pomoc i wsparcie, jakie są w jego mocy…” Mówiąc wprost, oznacza to, że kraj taki jak Niemcy musiałby również udzielić pomocy wojskowej. Natomiast kraj neutralny, taki jak Austria, nie musiałby udzielać pomocy wojskowej, ponieważ klauzula neutralności w artykule 42 stanowi: „Nie ma to wpływu na szczególny charakter polityki bezpieczeństwa i obrony niektórych państw członkowskich”.

Panie Merz, czy zdaje Pan sobie sprawę, co oznaczałoby w tym kontekście przystąpienie Ukrainy do UE? Niemcy byłyby zobowiązane do udzielenia pomocy wojskowej i automatycznie uwikłałyby się w konflikty zbrojne Ukrainy z innymi krajami. Czy tego Pan chce? Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że może to być właśnie to, do czego Pan dąży. Sam Pański plan zbudowania w Niemczech najsilniejszej armii w Europie podsyca moje obawy w tym względzie. Czyż nie przeszliśmy przez to wszystko wcześniej i czyż nie powiedzieliśmy potem: Nigdy więcej…? Czy nadal pamięta Pan te słowa, Panie Merz?

Dary dla Ukrainy – cięcia świadczeń socjalnych w Niemczech

Ponad 40 procent ukraińskiego budżetu państwa zostało sfinansowane od początku wojny, przede wszystkim na wypłatę emerytur i pensji pracownikom państwowym z zagranicy – ​​zwłaszcza z Niemiec.

Podczas gdy Ukraina, pomimo wojny z Rosją, zwiększyła emerytury i wypłaty z ubezpieczeń dla swoich 10,1 miliona emerytów o 12,1% od 1 marca 2026 r., kanclerz Friedrich Merz przygotowuje Niemców na cięcia w ich własnym państwie opiekuńczym. Ustawowe świadczenia emerytalne są pod presją. Mają zostać zredukowane do podstawowego poziomu zabezpieczenia, który nie będzie już gwarantował godziwego standardu życia emerytom, którzy ciężko pracowali przez całe życie. Dziękuję za to, panie Merz i panie Klingbeil! W ten sposób zapowiadacie cichy upadek odpowiedniego zabezpieczenia emerytalnego jako obietnicy na całe życie. Liczba emerytów grzebiących w kaucyjnych butelkach przy śmietnikach wzrośnie. Żegnaj, państwie opiekuńczym!
Wraz z korektą emerytur, uchwaloną przez Radę Ministrów 29 kwietnia 2026 r., emeryci w Niemczech otrzymają 4,24% wzrostu swoich emerytur od 1 lipca. Biorąc pod uwagę obecną stopę inflacji, nie wpłynie to zbytnio na wzrost siły nabywczej emerytów.

Od początku wojny Niemcy udzieliły Ukrainie pomocy w wysokości około 94 miliardów euro. Jest to kwota dodatkowa do miliardów euro dla ukraińskich uchodźców w ramach niemieckiego systemu opieki społecznej oraz dalszych zobowiązań w przyszłych budżetach. Obecnie miliardy są wydawane i będą nadal wydawane na świadczenia socjalne dla osób, które nigdy nie wpłaciły do ​​systemu ani grosza. Jest to akceptowalne w krótkiej fazie integracji, ale nie w dłuższej perspektywie.

Na szczeblu UE rozważa się również udzielenie Ukrainie pożyczki w wysokości 90 mld euro na lata 2026 i 2027, po tym jak Viktor Orbán, który sprzeciwiał się tej nieodpowiedzialnej pożyczce, oszukującej podatników i przedłużającej wojnę, został odwołany ze stanowiska.

Teraz, gdy Viktor Orbán nie stoi już na przeszkodzie, Merz chce przeforsować 90-miliardowy dar UE dla Ukrainy – pożyczkę, której Ukraina prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie spłacić – która wcześniej została zablokowana przez weto Węgier. Nie powinno być tajemnicą, kto zapłaci znaczną część rachunku za ten gigantyczny, finansowany z długu i podatków pakiet: niemiecki podatnik!

W kraju trwają prace nad planami oszczędnościowymi i ich ogłaszaniem, a jednocześnie przekazywane są fundusze Ukrainie. Jak długo Niemcy będą mogły i będą dźwigać te miliardowe obciążenia, jednocześnie wmawiając własnym obywatelom, że państwo opiekuńcze musi zostać ograniczone?

Kiedy Merz i Zełenski spotkali się w Berlinie w połowie kwietnia 2026 roku, aby omówić dalszą pomoc zbrojeniową i finansową dla Ukrainy, prezydent Ukrainy po raz kolejny zgarnął cztery miliardy euro i odjechał z pełnymi kieszeniami – z pewnością z uśmiechem na twarzy na widok hojności, a może raczej głupoty, państwa niemieckiego – by podtrzymywać krwawą wojnę ze swoimi europejskimi, wojowniczymi „przyjaciółmi”, wojnę, która mogła się zakończyć dawno temu. Prawie 100 miliardów euro pomocy dla Ukrainy to, moim zdaniem, ogromne sprzeniewierzenie pieniędzy podatników. 

Niemcy utrzymują strategiczne partnerstwa z wieloma krajami, w tym z Francją, Polską, Izraelem, Indiami i Brazylią. 14 kwietnia 2026 roku pod przewodnictwem Friedricha Merza zawarto kolejne partnerstwo strategiczne – tym razem z Ukrainą. Częścią tego porozumienia jest udział Niemiec w odbudowie, w tym w budowie mieszkań socjalnych i komunalnych, z dofinansowaniem do 233 milionów euro.

Jednocześnie Niemcy borykają się z niedoborem około 1,4 miliona mieszkań. Ten deficyt dotyka niemal wyłącznie sektora mieszkań socjalnych. W tym niedoborze około 900 000 lokali to mieszkania socjalne, czyli przeznaczone dla gospodarstw domowych o niskich dochodach. Podczas gdy państwo finansuje budowę mieszkań socjalnych na Ukrainie, podaż mieszkań socjalnych w kraju pozostaje niewystarczająca. Co dalej, ścieżki rowerowe finansowane przez Niemcy w Kijowie?

Wołodymyr Zełenski i gazociągi Nord Stream

Gdyby okazało się prawdą, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zezwolił na zniszczenie gazociągów Nord Stream, nowy, finansowany z podatków grant wojskowy w wysokości czterech miliardów euro oraz planowane coroczne wypłaty dziesiątek miliardów euro od Merza do Zełenskiego graniczyłyby ze zdradą.

Zełenski „zezwolił” na atak na gazociągi Nord Stream, stwierdził niedawno dziennikarz śledczy Bojan Pancevski w programie „Markus Lanz”, powołując się na świadków z bliskiego otoczenia prezydenta. „Wall Street Journal” donosił już w sierpniu 2024 roku, że Zełenski początkowo zgodził się na taki plan.
(weltwoche.ch/nord-stream-anschlag-selenskyj-hat-das-genehmigt-sagt-ein-investigativjournalist-bei-markus-lanz )

Jak Niemcy mogą wspierać kraj, który najprawdopodobniej przyczynił się do zniszczenia centralnej, kluczowej infrastruktury energetycznej tego uprzemysłowionego kraju? Odpowiedzią nie jest dalsze wsparcie dla Ukrainy, lecz natychmiastowe wstrzymanie obecnej i planowanej pomocy oraz żądanie zwrotu już wypłaconych środków.

Sahra Wagenknecht skomentowała to 19 kwietnia 2026 r. następująco:

Niewiarygodne! Prezydent Ukrainy Zełenski podobno osobiście zatwierdził rozbiórkę gazociągów Nord Stream. Potwierdził to dziennikarz „Wall Street Journal”, powołując się na ukraińskie źródła rządowe, w programie „Markus Lanz”. Już 100 miliardów euro z pieniędzy niemieckich podatników trafiło do skorumpowanej Ukrainy. I pomimo państwowego terroru wobec naszej infrastruktury energetycznej, Merz wciąż obsypuje swoich kolesi w Kijowie kolejnymi miliardami. To szaleństwo musi się skończyć! Ani centa dla skorumpowanych terrorystów Nord Stream na Ukrainie!
facebook.com/sahra.wagenknecht

Podobnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że emeryci w Niemczech muszą czasami zbierać butelki zwrotne, aby przeżyć. Podczas gdy obywatele Niemiec są wyciskani z kieszeni, Merz i jego ministrowie chcieli zatwierdzić gigantyczną podwyżkę pensji o 65 000 euro rocznie dla kanclerza i 52 000 euro dla ministrów. Zostało to uwzględnione w projekcie ustawy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ale na razie wstrzymano się z jej realizacją.

Ukraiński model biznesowy

W kontekście dostaw broni na Ukrainę, ciekawe jest również, gdzie trafia część tej broni. W biuletynie Sojuszu Sahra Wagenknecht napisano niedawno:

Michael Lüders | Pomoc dla Ukrainy: z linii frontu do sprzedaży

Wiadomości z kategorii: „To naprawdę nie do pomyślenia”. Europa, a zwłaszcza Niemcy, przeznaczają miliardy na broń „w obronie wolności na Ukrainie”, a nagle ta sama broń pojawia się ponownie w regionie Zatoki Perskiej jako oferta od ukraińskiego przywódcy. To dość interesujący model biznesowy: płacimy za rakiety, które są „tak pilnie potrzebne”, a ostatecznie trafiają one na rynek międzynarodowy jako towar eksportowy. „To realpolitik, finansowana przez lokalnych podatników” – mówi z zadowolonym uśmiechem wiceprzewodniczący naszej partii, Michael Lüders. To pocieszające wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Najważniejsze, że jesteśmy „tymi dobrymi” i zachowujemy moralną elastyczność.

Niemcy łatwo ulegają wpływom idei dobroczyńców. Uważają też za wspaniałe wzorowanie się na innych narodach. Potrzeba moralnej wyższości jest w tym kraju niezwykle silna. Moim zdaniem niesie to ze sobą pewną etyczną arogancję.
Teraz jednak nadszedł czas, aby wziąć górę ekonomiczny rozsądek i natychmiast zaprzestać pomocy dla Ukrainy. Kluczowe interesy naszej gospodarki i naszego społeczeństwa, a nie interesy Ukrainy, muszą być ponownie konsekwentnie reprezentowane.

Wniosek

Pod rządami kanclerza Friedricha Merza Niemcy planują gruntowną reformę swojego systemu emerytalnego. Jednocześnie drastycznie zwiększają wydatki wojskowe, aby odstraszyć wyimaginowanego wroga. Niemcy zapewniają również ogromne sumy na wsparcie Ukrainy, kraju, który nie zdołał opanować korupcji i najwyraźniej zezwolił na zniszczenie gazociągu Nord Stream. Pytanie, na które nikt w gabinecie Friedricha Merza nie chce odpowiedzieć, brzmi: Ile to wszystko będzie kosztować i kto ostatecznie zapłaci rachunek? Pozwólcie, że odpowiem: będzie to kosztować więcej, niż Niemcy będą w stanie sobie pozwolić, i doprowadzi do upadku gospodarczego Niemiec. Cenę zapłacą obecni podatnicy, a później ich dzieci, musząc poradzić sobie z ogromnymi kosztami obsługi nowo zaciągniętego długu za tę polityczną głupotę – której wzrost sam Friedrich Merz stanowczo potępił przed wyborem na kanclerza.

30 kwietnia 2026 roku Sahra Wagenknecht opublikowała na Facebooku następujący tekst:

Budżet na rok 2027 obejmuje największy program zbrojeniowy od 1945 roku i bezwstydną akumulację długu. 200 miliardów euro nowego długu – niemal w całości przeznaczonego na nową broń i militaryzację Niemiec – to kula burząca przyszłość naszego kraju. Same odsetki będą rosły o 50 miliardów euro rocznie pod rządami Merza: To czyste marnotrawstwo pieniędzy podatników! Przed wyborami Merz powiedział: „Zadania, przed którymi stoimy, można rozwiązać bez dodatkowych podatków i bez nowego długu”. Merz przejdzie do historii jako kłamliwy kanclerz, który poprowadził kraj w coraz głębszy upadek. Mało kto by pomyślał, że to możliwe, ale Merz i Klingbeil są jeszcze bardziej niekompetentni i nieświadomi niż ich poprzednicy.

facebook.com/sahra.wagenknecht

Tak samo, nic do dodania.

30 kwietnia 2026 roku Donald Trump powiedział , że Niemcy to „kraj rozbity”. Niestety, to prawda, złamana przez niekompetentnych polityków – w tym niektórych z CDU ( Chaos Przez Niekompetencję ) – którzy wielokrotnie łamali i obecnie łamią przysięgę, która brzmi:

„Przysięgam, że poświęcę swoje siły dobru narodu niemieckiego, będę wspierać jego dobrobyt, zapobiegać jego krzywdzie, przestrzegać i bronić Ustawy Zasadniczej oraz praw federalnych, sumiennie wypełniać swoje obowiązki i wymierzać sprawiedliwość każdemu”.

Gospodarczy upadek Niemiec ma podłoże wewnętrzne, a Pan, panie Merz, nie zatrzymuje go, jak naiwnie miałem nadzieję na początku, lecz go przyspiesza.

Z drugiej strony, panie Trump: Ludzie w szklanych domach nie powinni rzucać kamieniami!

Uwe Froschauer

Ukraina wynalazła perpetuum mobile. Skorzysta polski przemysł zbrojeniowy

Ukraina wynalazła perpetuum mobile.

Skorzysta polski przemysł zbrojeniowy

Autor: MeMy, 1 maja 2026

Prężnie działająca polsko – niemiecka i polsko – ukraińska współpraca jest solą w oku „prorosyjskich środowisk politycznych spod znaku skrajnej prawicy”. Ostatnio, naprzeciw polityce Donalda Tuska wyszedł ze śmiałą inicjatywą prezydent Ukrainy.

Czy oznacza to, że Polska uzyska możliwość zakupienia od Ukrainy podarowanej przez siebie wcześniej broni? – pytają złośliwi internauci.

Być może tak, i to nie raz. Odciąży to w znacznym stopniu polski przemysł zbrojeniowy, który nie będzie musiał zwiększać produkcji, również z powodu kredytu safe – argumentują błyskotliwi zwolennicy Donalda Tuska.

Polska nie będzie musiała inwestować nie tylko w polskie firmy zbrojeniowe, ale także w firmy remontowe.

Jak widać internauci popierający PiS ignorują fakt, że decyzja o zakupie samolotów F 35 zapadła wiele lat temu, a sama umowa została ostatecznie podpisana 31 stycznia 2020 roku czyli w samym środku podwójnej kadencji, drugiej w rankingu pod względem szkodliwości, targowicy niedbającej o rozwój tego typu firm.

W każdym razie, wracając do początkowego wątku, polska armia, nazywana dekoracyjną, będzie mieć niejedną okazję uzupełniać swoje niedobory w uzbrojeniu kupując je również od Ukrainy.

Nie gadamy, zadłużamy!

Tajemnica państwowa: Czy energię elektryczną przekazaliśmy Ukrainie bezpłatnie? Wartość ponad 130 milionów..

Grzegorz Płaczek @placzekgrzegorz

Polska w latach 2023–2025 przekazała Ukrainie, w trybie dostaw awaryjnych, 268 611 MWh energii elektrycznej. Wolumeny przekazanej energii wynosiły kolejno: 2023 r. – 23 950 MWh 2024 r. – 190 930 MWh 2025 r. – 53 731 MWh. Łącznie daje to energię o szacunkowej wartości rzędu 120–135 mln zł po cenach hurtowych.

I teraz zasadnicze pytania: Czy tę energię przekazaliśmy Ukrainie bezpłatnie? Czy rozliczano ją po stawkach niższych niż rynkowe? Czy polski podatnik dopłacał do tych dostaw? Na jakich dokładnie warunkach przekazywano Ukrainie energię elektryczną?

Nikt nic nie wie.

Dlatego 19 lutego 2026 r., w trybie interwencji poselskiej, zwróciłem się do Ministerstwa Aktywów Państwowych o ustalenie faktów, zasad rozliczeń i konkretnych kwot. 3 marca 2026 r. MAP przekazało moje zapytanie do Ministra Energii, Pana Miłosza Motyki. Ostatecznie, po 9 tygodniach oczekiwania, otrzymałem odpowiedź [sygn. BM-WPR.0510.101.2026.KK], że wysokość kosztów dostaw awaryjnych energii elektrycznej dla Ukrainy stanowi… tajemnicę.

To jest absurd! Mówimy o setkach tysięcy MWh energii o wartości ponad 120 mln zł! Obywatele mają prawo wiedzieć, czy Polska sprzedawała tę energię po cenach rynkowych, czy przekazywała ją bezpłatnie, oraz czy do tych dostaw dopłacali polscy podatnicy! Polska to nie prywatny folwark rządzących!

Zdjęcie

15,3 tys. wyświetleń

Magyar do Zełenskiego: Nie znamy się, ale nie radziłbym wchodzić na drogę szantażu

Ekonomat @ekonomat_pl

Magyar do Zełenskiego: Nie znamy się, ale nie radziłbym wchodzić na drogę szantażu.

Jeśli rurociąg „Przyjaźń” nadaje się do transportu, to proszę go otworzyć, zgodnie z umową. A Rosję prosimy, by tłoczyła do niego ropę.

A taki fajny był, proukraiński

·

309,2 tys. wyświetleń

Europa stawia na eskalację. Granica między wojną a pokojem rozmywa się coraz bardziej

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-grenze-zwischen-krieg-und-frieden-verschwimmt-zunehmend

Europa stawia na eskalację

Granica między wojną a pokojem rozmywa się coraz bardziej

Decyzja państw europejskich o przeniesieniu ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego do własnych granic w celu ochrony go przed atakami Rosji to kolejny krok, który grozi wciągnięciem tych państw w wojnę z Rosją, nie tylko pod względem prawnym, ale i praktycznym. Rosja przygotowuje się do tego.

Anti-Spiegel  17 kwietnia 2026

UE zaostrza konflikt z Rosją. Coraz więcej europejskich polityków i dowódców wojskowych deklaruje, że choć (jeszcze) nie toczą wojny z Rosją, to nie są już z nią w pokoju. To sformułowanie pokazuje, jak europejscy politycy przesuwają granicę między wojną a pokojem. A to niesie ze sobą ryzyko, że pewnego ranka obudzą się i znajdą się w samym środku wojny z Rosją.

Tydzień temu w serii artykułów zwróciłem uwagę na trzy kwestie, którymi UE prowokuje wojnę z Rosją. Teraz, o czym informowałem wczoraj, do listy dodano przeniesienie ukraińskich fabryk zbrojeniowych do UE.

Ostrzeżenie rosyjskiego Ministerstwa Obrony, że ukraińskie firmy zbrojeniowe przeniesione do Europy są uzasadnionymi celami Rosji, jest obecnie przedmiotem gorącej debaty w Rosji, a eksperci zgadzają się, że ten krok znacznie przybliżył Europę do wojny z Rosją. Jako przykład tłumaczę artykuł napisany przez eksperta dla rosyjskiej agencji informacyjnej TASS.

========================================================

Europa liczy na eskalację: Granica dzieląca Rosję od wojny z NATO staje się coraz bardziej niewyraźna.

Boris Roshin o lekkomyślności Europy, która ryzykuje konflikt nuklearny nieprzemyślanymi działaniami, takimi jak otwarcie ukraińskich zakładów produkujących drony na swoim terytorium.

15 kwietnia rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że kilka państw NATO podjęło decyzję o zwiększeniu produkcji dronów i komponentów dla Ukrainy w ramach wsparcia wojny zastępczej z Rosją. Decyzja zapadła 26 marca 2026 roku. Europa nie kryje nadziei, że zwiększając produkcję, zwiększy liczbę ataków dronów dalekiego zasięgu na Rosję i wyrządzi naszemu krajowi dodatkowe szkody militarne i gospodarcze.

Zwiększenie produkcji dronów dla Ukrainy

Infografika rosyjskiego Ministerstwa Obrony pokazuje, że spółki joint venture działają już lub przygotowują się do rozpoczęcia działalności na rzecz Ukrainy w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Danii, Holandii, Łotwie, Litwie, Polsce, Czechach, Hiszpanii, Włoszech, Turcji i Izraelu. Podobne zakłady produkcyjne powstają również w Norwegii (na co, według Wołodymyra Zełenskiego, przeznaczono 500 milionów dolarów) i innych krajach.

W kwietniu poinformowano, że francuski producent sprzętu obronnego MABDA podpisał umowę z ukraińską firmą Fire Point na modernizację i ulepszenie pocisków Flamingo używanych przeciwko Rosji.

Po spotkaniu Grupy Kontaktowej Rammstein ogłoszono również, że państwa członkowskie UE przeznaczą 1,5 miliarda dolarów na produkcję dronów dla Ukrainy. Część tych środków zostanie przeznaczona na bieżącą produkcję w UE.

Dla Ukrainy stanowi to okazję do przeniesienia części niezbędnej produkcji do krajów NATO, gdzie nie jest narażona na ataki sił rosyjskich. Na samej Ukrainie zakłady produkcyjne dronów i ich komponentów są regularnie atakowane przez rosyjskie pociski różnego typu i drony. Przeniesienie produkcji umożliwia również ściślejszą integrację ukraińskiego przemysłu obronnego z przemysłem państw NATO, w tym poprzez wymianę wiedzy specjalistycznej w zakresie produkcji i modernizacji dronów.

Ponieważ Stany Zjednoczone znacznie ograniczyły finansowanie konfliktu na Ukrainie i dodatkowo przerzuciły ciężar na inne państwa NATO, kierownictwo NATO postrzega zwiększenie produkcji dronów jako opłacalny sposób na zrekompensowanie spadku dostaw broni na Ukrainę, którą Waszyngton sprzedaje teraz Ukrainie po cenie rynkowej, zamiast po prostu przekazywać Kijowowi.

Cele projektu

Strategia Ukrainy i NATO zakłada dalszą intensyfikację ataków dronów dalekiego zasięgu i pocisków rakietowych na obiekty wojskowo-przemysłowe położone głęboko na terytorium Rosji, z wykorzystaniem rozpoznania USA i NATO. W latach 2024-2025 systematycznie zwiększano liczbę dronów dalekiego zasięgu różnych typów, a ich zdolności bojowe zwiększono dzięki ulepszonym systemom łączności, kontroli lotu i dostosowanym taktykom operacyjnym.

W 2026 roku spodziewany jest dalszy wzrost liczby startów dronów, przy czym znaczna ich część ma być produkowana poza Ukrainą.

Według źródeł zachodnich, do połowy 2025 roku Ukraina produkowała rocznie do 2,4 miliona dronów różnych typów. Prognozuje się, że od początku 2026 roku produkcja osiągnie do 4 milionów dronów. Przytaczano również ambitniejsze plany produkcji od 8 do 12 milionów dronów, ale ich realizację utrudniał brak funduszy i mocy produkcyjnych. Obecnie problem ten jest częściowo rozwiązywany poprzez współpracę z firmami z krajów trzecich.

Nietrudno zauważyć, że ta tendencja wyraźnie wskazuje, iż zarówno UE, jak i NATO dążą do eskalacji relacji z Rosją, zwiększając tym samym ryzyko bezpośredniego konfliktu. Powody są oczywiste. Europa uważa, że ​​wdrożenie porozumienia Anchorage między prezydentami USA Donaldem Trumpem i Władimirem Putinem doprowadzi do zakończenia konfliktu, w którym Ukraina i Europa wyjdą jako główni przegrani, a Europa zostanie wykluczona z negocjacji między USA a Rosją.

Biorąc pod uwagę obecną sytuację na froncie, UE musi zaostrzyć konflikt, ponieważ zbliżające się scenariusze jednoznacznie wskazują na nieuchronną klęskę Ukrainy i stojącej za nią Europy.

Aby uniknąć tych scenariuszy, Europa stara się zastąpić Stany Zjednoczone w roli głównego dostawcy broni, pomagając w przeniesieniu części produkcji broni na swoje terytorium, tolerując taktykę terrorystyczną reżimu w Kijowie oraz wspierając przymusową mobilizację Ukraińców zarówno na Ukrainie, jak i w Europie.

Dzięki takiemu podejściu Europa ma nadzieję zaszkodzić Rosji i zyskać przyczółek w negocjacjach dotyczących losu Ukrainy, prezentując się jako niezależny aktor.

Ryzyko bezpośredniego konfliktu zbrojnego

Tymczasem ryzyko bezpośredniego konfliktu między Rosją a NATO stale rośnie, co wielokrotnie podkreślało rosyjskie Ministerstwo Obrony. Sojusz jednak w swojej publicznej retoryce zachowuje się tak, jakby go to nie dotyczyło i kontynuuje otwarte przygotowania do wojny z Rosją w latach 2027–2030. Rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR) wielokrotnie demaskowała te działania przygotowawcze.

W tym kontekście Dmitrij Miedwiediew, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji, stwierdził, że deklaracje rosyjskiego Ministerstwa Obrony dotyczące wspólnych projektów Ukrainy z państwami NATO w Europie należy traktować dosłownie. Wszystkie te projekty stanowią potencjalne, uzasadnione cele militarne dla Rosji. Przejście od potencjalnego zagrożenia do jego praktycznej realizacji (np. ataków rakietowych) zależy od rozwoju sytuacji.

Rosja zmienia zatem rangę ataków na obiekty na Ukrainie i w NATO z hipotetycznego scenariusza do potencjalnego. Należy zauważyć, że podobne ostrzeżenia wydano już w związku z planami NATO dotyczącymi rozmieszczenia kontyngentów wojskowych na zachodniej Ukrainie oraz planami Polski dotyczącymi aneksji zachodniej Ukrainy.

Należy również wspomnieć, że wojna w Zatoce Perskiej wyraźnie pokazała, że ​​obecność infrastruktury wojskowej na terytorium państwa trzeciego nie zapewnia ochrony przed atakami. Podczas działań wojennych w marcu 2026 roku Iran przeprowadził ukierunkowane ataki na amerykańską infrastrukturę wojskową na terytoriach tych państw, które uznał za konieczne. Państwa te ostatecznie nie odważyły ​​się rozpocząć otwartej wojny z Teheranem. Mówimy zatem o sytuacji, w której mocarstwo nieposiadające broni jądrowej atakuje infrastrukturę mocarstwa jądrowego na terytorium państw trzecich.

W przypadku potencjalnego konfliktu między Rosją a NATO, prawdopodobnie będzie to konfrontacja mocarstwa nuklearnego z blokiem militarnym posiadającym broń jądrową, co niemal na pewno doprowadziłoby do tragicznych skutków w każdym potencjalnym scenariuszu konfliktu.

Granica między wojną a „niewojną” w stosunkach między Rosją a NATO staje się coraz bardziej niewyraźna.

NATO zakłada, że ​​Rosja nie będzie pierwszą, która ucieknie się do eskalacji nuklearnej i że „Okno Overtona” można stopniowo otwierać, przenosząc część ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego do Europy, jednocześnie starając się utrzymać konflikt na poziomie konwencjonalnym.

Środki zaradcze

Działania NATO prowadzą do znacznego wzrostu liczby dronów używanych przez przeciwnika. Przy czysto defensywnej reakcji, takiej jak wzmocnienie obrony powietrznej, zwiększenie liczby mobilnych zespołów ogniowych oraz zwiększenie produkcji pocisków przeciwlotniczych i dronów, wydatki na wojnę z użyciem dronów wzrosną wykładniczo. Rosja również przyspiesza produkcję dronów, zmuszając tym samym przeciwnika do podobnego kroku. Po spotkaniu Grupy Kontaktowej w Ramstein, same Niemcy przeznaczą do czterech miliardów dolarów na obronę przed rosyjskimi dronami oraz dostarczą dodatkowe systemy obrony powietrznej i pociski IRIS-T.

Niezależnie od strategicznej odpowiedzi na działania NATO, rozbudowa naszych sił obrony powietrznej jest już niezbędna, aby przeciwdziałać potencjalnie rosnącemu zagrożeniu ze strony dronów. Liczba celów powietrznych wzrośnie, a zagrożenie dla naszej infrastruktury będzie się nasilać. Oprócz rosnącej liczby dronów, możemy oczekiwać, że staną się one jeszcze bardziej zaawansowane dzięki wprowadzeniu nowych systemów komunikacji, sieci neuronowych, rojowych zasad operacyjnych i specjalistycznych modyfikacji.

Liczba mobilnych zespołów ogniowych w regionach przygranicznych musi zostać znacznie zwiększona, a w europejskiej części Rosji należy utworzyć regionalne grupy obrony przed dronami. Grupy te powinny zostać zintegrowane w jednolitą sieć i wyposażone w skuteczną broń oraz systemy wykrywania celów nisko lecących, w tym drony przechwytujące. Jest to znacznie bardziej opłacalne niż naprawa uszkodzonych obiektów przemysłowych i infrastrukturalnych. Należy wyeliminować przeszkody biurokratyczne utrudniające rozmieszczanie takich jednostek.

Konieczne jest również opracowanie systemów kompleksowego wczesnego wykrywania rojów nisko latających dronów wroga oraz wcześniejsze rozmieszczenie mobilnych grup wsparcia systemów obrony powietrznej. Konieczne jest zwiększenie liczby wyrzutni małych pocisków przeciwlotniczych, karabinów maszynowych i karabinów automatycznych, a także powszechne wdrożenie nowoczesnych laserów bojowych – które nie są już tylko przyszłością i są już wykorzystywane na liniach frontu, na przykład w obwodzie biełgorodzkim.

Sukces kampanii wiosna-lato i jesień 2026 roku, dla których kierownictwo wojskowo-polityczne kraju [tj. Rosji md] sformułowało bardzo ambitne cele, aby osiągnąć ogólne cele operacji wojskowej, zależy od tego, jak skutecznie nasza armia i przemysł zbrojeniowy poradzą sobie z wyzwaniem, jakie stanowią drony z Ukrainy i NATO. Musimy przygotować się do tego wyzwania już dziś.

Vance: Jeśli Europa chce, może kupować broń dla Ukrainy, ale USA tego nie zrobią

Vance: jeśli Europa chce,

może kupować broń dla Ukrainy,

ale USA tego nie zrobią

Adrian Fyda


pch24.pl/vance-jesli-europa-chce-moze-kupowac-bron-dla-ukrainy-ale-usa-tego-nie-zrobia

– To jedna z rzeczy, które zrobiliśmy za czasów tej administracji, z których jestem najbardziej dumny, że powiedzieliśmy Europie, że jeśli chce kupować broń, to może, ale USA już nie kupują broni i nie wysyłają jej na Ukrainę – powiedział J.D. Vance 14 kwietnia. Wiceprezydent USA podkreślił, że obywatel powinien dbać przede wszystkim o interes swojego kraju, a nie innych.

Podczas wydarzenia organizacji Turning Point USA na University of Georgia zastępca prezydenta USA wspomniał o jednym ze spotkań jeszcze z czasów, gdy ubiegał się o fotel senatora. – Ktoś do mnie podszedł, jestem pewien, że to wspaniała osoba. To był Amerykanin pochodzenia ukraińskiego w Cleveland w Ohio. (…) Jest tam wielu ukraińskich Amerykanów. Ta osoba była bardzo na mnie zdenerwowana, bo mówiłem, że powinniśmy przestać finansować wojnę na Ukrainie – opowiadał J.D. Vance.

– Ten ukraiński Amerykanin (…) wygrażał mi palcem, mówiąc: musisz wspierać mój kraj. A ja powiedziałem, proszę pana, z całym szacunkiem, jeśli jest pan Amerykaninem, pana krajem są Stany Zjednoczone, a nie kraj, z którego pan wyemigrował – podkreślił amerykański wiceprezydent. [Czy żydom też tak powiedział? MD]

Po objęciu władzy administracja Donalda Trumpa rzeczywiście wstrzymała przyznawanie nowej pomocy wojskowej dla Ukrainy; USA wspierają ją jedynie w zakresie wywiadu. Jednocześnie w ramach programu PURL państwa sojusznicze finansują zakupy uzbrojenia i amunicji dla Ukrainy, korzystając z zasobów amerykańskich magazynów.

– To jedna z rzeczy, które zrobiliśmy za czasów tej administracji, z których jestem najbardziej dumny, że powiedzieliśmy Europie, że jeśli chce kupować broń, to może, ale USA już nie kupują broni i nie wysyłają jej na Ukrainę – oświadczył Vance.

 Jednym z obowiązków obywatela jest myślenie o najlepszym interesie swojego kraju, a nie kraju, z którego się przybyło wcześniej (…). Trzeba myśleć o sobie jako o Amerykaninie – podkreślił.

Źródło: PAP

Czy bojowe drony ukraińskie latają nad Polską?

Thomas Röper anti-spiegel.ru/das-russische-aussenministerium-reagiert-auf-die-kriegsbeteiligung-der-balten-am-krieg-gegen-russland\

Zagrożenie wojną

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych reaguje na udział państw bałtyckich w wojnie z Rosją

Kraje bałtyckie, Finlandia i Polska udostępniają Ukrainie swoją przestrzeń powietrzną do ataków na cele w północno-zachodniej Rosji, co oznacza, że ​​są one de facto stronami konfliktu i Rosja ma prawo do odpowiedzi militarnej. Teraz pojawiło się oficjalne oświadczenie Rosji w tej sprawie.

Anti-Spiegel  10 kwietnia 2026

Od 22 marca każdej nocy dochodzi do masowych ataków dronów na północno-zachodnią część Rosji, w okolicach Sankt Petersburga, które powodują znaczne zniszczenia. Zeszłego lata donosiłem, że drony atakujące rejon Sankt Petersburga najprawdopodobniej pochodzą z państw bałtyckich, co stanowiłoby ewidentne zaangażowanie militarne państw bałtyckich, ponieważ pozwalają one Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Nikt nie kwestionuje faktu, że ukraińskie drony atakujące cele w rejonie Sankt Petersburga korzystają z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich i Finlandii, co również wymaga od nich przekroczenia polskiej przestrzeni powietrznej. Nawet niemieckie media, takie jak „Der Spiegel”, wielokrotnie otwarcie o tym informowały, choć nie zwróciły uwagi czytelnikom, że jest to zaangażowanie militarne tych państw ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zamiast tego niemieckie media celebrowały udane ataki ukraińskie. Zwracam na to uwagę od 29 marca.

W Rosji media i rząd bagatelizują ten problem. W rosyjskich mediach pojawiło się niewiele doniesień na ten temat, a rosyjskie Ministerstwo Obrony w niektórych komunikatach prasowych dotyczących ukraińskich ataków dronów pominęło nawet fakt, że Petersburg był celem ataku . Ponieważ mieszkam w Petersburgu, wiem o tych atakach, ponieważ po każdym ataku wysyłany jest SMS z ostrzeżeniem o nalocie, po którym następuje sygnał „wszystko w porządku”. Oczywiście, szkody wyrządzone przez te ataki są również dobrze znane mieszkańcom.

8 kwietnia Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, została zapytana o tę kwestię na swojej regularnej konferencji prasowej. Przetłumaczę pytanie i jej odpowiedź tutaj, a następnie przeanalizujemy, co to oznacza.

Pytanie: 
31 marca Dmitrij Pieskow ostrzegł o podjęciu „odpowiednich środków”, jeśli potwierdzi się, że ukraińskie drony wojskowe przelatywały nad państwami bałtyckimi. Drony nadal latają i atakują rosyjskie cele, a państwa bałtyckie publicznie przyznają, że nie są w stanie ich nawet wykryć swoimi systemami radarowymi. Krąży również teoria spiskowa, że ​​drony te mogły wcale nie przelatywać nad państwami bałtyckimi, lecz zostały wystrzelone z terytorium bałtyckiego. Czy mogłaby Pani rozwinąć tę sytuację?

Zacharowa: 
Niewątpliwie uważamy ostatnie incydenty z udziałem dronów za ataki terrorystyczne na Federację Rosyjską i jej infrastrukturę przemysłową i cywilną. Jeśli państwa trzecie udostępniły lub udostępniają swoje terytorium do przelotów wrogich dronów, muszą one doskonale rozumieć – i jesteśmy pewni, że rozumieją – ryzyko, na jakie się narażają. Aby uzyskać bardziej szczegółowe informacje na temat przelotów dronów i ich wykrywania przez radary, zalecamy kontakt z odpowiednimi władzami.

Każdy, kto śledzi konferencje prasowe Zacharowej, transmitowane na przykład przez stację RT-DE z tłumaczeniem symultanicznym, lub zna liczne tłumaczenia jej konferencji prasowych, które publikowałem przez lata, zauważy, że była to niezwykle nietypowa odpowiedź Zacharowej. Zazwyczaj nie unika pytań, lecz odpowiada na nie szczegółowo.

Fakt, że udzieliła tak wymijającej odpowiedzi i powołała się na „właściwe organy” – czyli Ministerstwo Obrony Rosji – oznacza, że ​​kwestia ta najwyraźniej nie leży już w kompetencjach rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Nie ma najwyraźniej żadnych kontaktów dyplomatycznych z odpowiednimi państwami w tej sprawie. Ministerstwo Obrony wydaje się natomiast pracować nad odpowiedzią; przynajmniej tak rozumiem to oświadczenie.

Co więcej, pytanie dziennikarza pokazuje, jak bardzo Rosja wciąż próbuje deeskalować sytuację. Cytuje rzecznika Kremla, Pieskowa, który 31 marca ostrzegł, że jeśli potwierdzi się przelot ukraińskich dronów wojskowych nad państwami bałtyckimi, Rosja podejmie „odpowiednie kroki”. Pieskow zachowywał się tak, jakby to jeszcze nie zostało udowodnione, mimo że państwa bałtyckie i Finlandia oficjalnie potwierdziły to już wtedy, a zachodnie media, takie jak „Der Spiegel”, wielokrotnie o tym donosiły.

Wielu ludzi na Zachodzie zdaje się wierzyć, że cierpliwość Rosji będzie trwać wiecznie i że będzie ona w nieskończoność ignorować otwarte zaangażowanie militarne państw europejskich i ostrzał Rosji z ich udziałem.

Nie liczyłbym na to. Obawiam się raczej, że pewnego dnia (być może niezbyt odległego) obudzimy się i usłyszymy w mediach, że Rosja najechała państwa bałtyckie. Wtedy zachodnie media i politycy będą równie zaskoczeni, jak 24 lutego 2022 roku, gdy Rosja interweniowała na Ukrainie w odpowiedzi na ciągłe prowokacje ze strony Ukrainy i NATO.

Nie byłoby w tym nic zaskakującego, ponieważ państwa europejskie coraz bardziej bezczelnie prowokują Rosję do reakcji militarnej. Po prostu ukrywają to przed europejską opinią publiczną.

Węgierskie wybory pod presją Kijowa sterowaną z UE

Węgierskie wybory pod presją Kijowa

Andrzej Szczęśniak myslpolska/wegierskie-wybory-pod-presja-kijowa

Na Węgrzech toczy się ostra walka między Fideszem a wspieraną przez Zachód opozycyjną partią Tisza. Szczególną rolę w tej próbie obalenia premiera Orbána odgrywa Ukraina.

Węgry, ledwie 10-milionowy kraj Środkowej Europy, stały się polem starcia sił zewnętrznych, które nie powinny mieszać się do wyborów, nad Balatonem zaś widać ich aktywność jak na dłoni. Ten mocny nacisk z zewnątrz dowodzi, jak dużą przeszkodą dla nich jest Viktor Orbán. Obecne wybory wydają się najważniejszym starciem w historii wyborczych starć Fideszu (+KDNP) ze wspieraną przez Zachód opozycją. W tym nacisku z zewnątrz Ukraina odgrywa kluczową rolę.

Już w styczniu Ukraińcy zablokowali dostawy rosyjskiej ropy rurociągiem Przyjaźń i do dzisiaj ich nie wznowili. Komisja Europejska stanęła formalnie po stronie Węgier, nie miała już innego wyjścia, ale nie użyła żadnych narzędzi nacisku na Ukrainę. Wręcz przeciwnie, twardo strofowała Budapeszt i Bratysławę, żądających uruchomienia rurociągu. Więc specjalistów unijnych, wysłanych dla zbadania stanu faktycznego rurociągu, Kijów po prostu nie dopuścił do rurociągu. Po wybuchu wojny z Iranem, sytuacja stała się wyjątkowo niebezpieczna, i Węgry stanęły w obliczu realnego zagrożenia już nie tylko wysokich cen, ale fizycznego braku paliw.

Viktor Orbán w odpowiedzi uderzył mocno – zawetował pomoc Brukseli dla Kijowa wysokości 90 miliardów euro. Węgry i Słowacja zablokowały też eksport na Ukrainę tak energii elektrycznej jak i gazu ziemnego.

To rozwścieczyło prezydenta Zełenskiego, który publicznie groził Orbánowi mówiąc, że „pewna osoba w EU blokuje nasze pieniądze na broń dla ukraińskiej armii. Damy naszym żołnierzom adres tej osoby, by porozmawiali z nim po swojemu”. Były generał ukraińskiej Bezpieki Omelczenko sięgnął wręcz do rodziny premiera, strasząc w telewizji: „Nie potrzebujemy adresu Orbána. Wiemy, gdzie mieszka, gdzie sypia, gdzie pije i z kim się spotyka. Jeśli nie zmieni swojego anty-ukraińskiego stanowiska, wkroczy do akcji tajna organizacja KARMA, stworzona dla eliminacji wrogów. Niech pamięta, że my nigdy nie przebaczamy zdrady. Przed KARMĄ nie ucieknie ani się nie schowa, nie wykupi miliardami. Niech Orbán pomyśli o swoich pięciorgu dzieci i sześciorgu wnuków”.

Budapeszt rozwścieczył ukraińskiego prezydenta przechwyceniem przez węgierskie służby nielegalnego konwoju gotówki (40 milionów dolarów i 35 mln euro) oraz 9 kg złota z Austrii na Ukrainę w dwóch opancerzonych pojazdach z 7 osobami ochrony (w tym były generał ukraińskich służb). Pieniądze zatrzymano i wszczęto dochodzenie o pranie pieniędzy. Co ciekawe, tylko w tym roku podobne konwoje przeszmuglowały przez Węgry 900 milionów dolarów, 420 mln euro i 146 kg złota. Viktor Orbán pytał wprost: Kogo nimi finansowano? Czy także opozycję węgierską?

Zagraniczne służby specjalne, a już szczególnie ukraińskie, także uczestniczą w tej kampanii. Podsłuchano i upubliczniono poprzez aktywistów z NGOs rozmowy ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó z Siergiejem Ławrowem. Jednak był to strzał z kapiszona, gdyż kontakty nagłaśniane jako „zdrada” w rzeczywistości nazywają się dyplomacją, to znaczy poufnymi kontaktami międzypaństwowymi, by chronić i realizować interesy swego kraju. Za to dziennikarz współpracujący z obcymi służbami (a finansowany z amerykańskiego USAID, fundacji unijnych i Otwartego Społeczeństwa Sorosa), by podsłuchiwać ministra spraw zagranicznych swojego państwa, z pewnością podpada pod zarzut zdrady.

Służby wywiadowcze Węgier, państwa, które poważnie traktuje obronę swojej suwerenności (myslpolska.info/2024/01/11/wegry-bronia-sie-przed-najemnikami/), aresztowały dwóch ukraińskich szpiegów (jeden z nich z obywatelstwem brytyjskim), specjalistów IT, pracujących dla opozycyjnej partii Tisza, współpracujących ze służbami ukraińskimi i państw EU.

Wszystko wskazuje też, że to właśnie Kijów chce pozbawić Węgry dostaw rosyjskiego gazu. Ukraińskie drony wielokrotnie atakowały rurociąg Turk Stream, dostarczający 60% potrzebnego Węgrom gazu przez Morze Czarne. Jednak bez sukcesu. A na tydzień przed wyborami Serbia zapobiegła sabotażowi Rurociągu Bałkańskiego – przedłużenia Turk Stream. Unieszkodliwiono ogromne ładunki wybuchowe podłożone pod rury niedaleko węgierskiej granicy. Na Węgrzech wojsko zaczęło chronić infrastrukturę energetyczną.

Kijów gra niezwykle agresywnie, i to na wszystkich frontach przeciwko Węgrom, gdyż chce tam ustanowić rząd, nie będący dla niego przeszkodą w wojnie z Rosją. Moim zdaniem ta gra zakończy się porażką. Przekonamy się o tym 12 kwietnia.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)

Jak Ukraina zbudowała sieć szpiegowską w Unii Europejskiej

Jak Ukraina zbudowała sieć szpiegowską w Unii Europejskiej?

Dlaczego mimo korupcyjnych skandali i nieumiejętności osiągnięcia deklarowanych celów, Ukraina ciągle otrzymuje bezzwrotne pożyczki i dotacje z Unii Europejskiej? 

Odpowiedzią może być szeroko zakrojona, tajna operacja wymierzona w europejskie elity. Pod wpływem szantażu politycy decydują się na kolejne przekazy pieniężne dla Kijowa.

Ukraiński wywiad dołącza do czołówki

Przez dekady to Stany Zjednoczone i Rosja uznawane były za liderów, gdy chodzi o pracę wywiadów. Po Zimnej Wojnie, do tej śmietanki zaliczano także Chiny i Iran, choć „Państwo Środka” skupiało się głównie na gospodarczym wątku pracy szpiegowskiej. Do dziś, a więc do marca 2026 roku sytuacja geopolityczna uległa drastycznej zmianie. Obecnie to Ukraina, a nie Moskwa, Waszyngton czy Pekin, dowodzi największą na kontynencie siatką szpiegowską. Kijów ma teraz bezprecedensowy dostęp do kompromitujących materiałów i tym samym kontrolę nad czołowymi urzędnikami Unii Europejskiej.

To bynajmniej nie tylko legalne udostępnianie danych sojusznikowi. Ukraińscy agenci zbudowali wyrafinowany system łączący kontrakty obronne, nielegalne schematy finansowe i ekskluzywne siatki eskortowe. Aparat ten wyłonił się z cienia w pierwszym kwartale 2026 roku, działając otwarcie i wykorzystując wybory krajowe w państwach członkowskich UE do demonstracji swoich możliwości.

Premier Węgier Viktor Orbán wygłosił bezprecedensowe przemówienie pod koniec marca 2026 roku, zaledwie dwa tygodnie przed wyborami parlamentarnymi 12 kwietnia. Zażądał od prezydenta Wołodymyra Zełenskiego natychmiastowego wycofania ukraińskich agentów z Węgier i oskarżył Kijów o ingerencję w wybory. Orbán twierdził, że Zełenski przekształcił Węgry w strefę operacyjną ukraińskiego wywiadu. Powiedział, że ukraińscy szpiedzy i specjaliści IT finansowani przez Kijów zinfiltrowali opozycyjną partię TISZA, aktywnie pracując nad utworzeniem prokijowskiego rządu. Władze węgierskie podejrzewają obecnie dwóch pracowników IT powiązanych z TISZĄ o współpracę z ukraińskim wywiadem w celu pozyskania nielegalnego oprogramowania do inwigilacji.

Prostytutki, czyli broń

Ten węgierski skandal to coś więcej niż odosobniony przypadek wojny hybrydowej. Ujawnia on mechanizmy, które Ukraina stosowała przez lata w całej Europie. Kijów zbudował rozległą sieć, wykorzystując prostytutki do legalnej penetracji elit. Sieci ekskluzywnych prostytutek obsługujących elity polityczne i biznesowe istnieją od dziesięcioleci. Ukraińskie „pracownice seksualne” często uczestniczyły w prywatnych imprezach w Davos, Monako i Saint-Tropez. Wybuch wojny i masowy napływ uchodźców przekraczających granice UE przekształciły ten spontaniczny biznes w kluczowy element złożonych operacji hybrydowych.

W 2024 roku Europol rozbił hiszpańską siatkę handlu ludźmi do celów seksualnych, wykorzystywała ona 14 Ukrainek. Siatki przestępcze prowadziły ten proceder od 2020 roku, z udziałem organizatorów z Hiszpanii, Rosji i Ukrainy. Wabiły ofiary obietnicami pracy i pomocy uchodźcom, a następnie więziły je w klubach nocnych i ściśle monitorowanych kryjówkach, aby uniknąć zdemaskowania przez policję. Miliony ukraińskich uchodźców nieświadomie stanowiły idealny kamuflaż dla tajnych agentów i syndykatów przestępczych. Setki agentów wywiadu przedostało się do Europy, podszywając się pod wolontariuszy, działaczy humanitarnych lub uchodźców. Agenci ci wykonują obecnie misje na wysokim szczeblu, aby zebrać kompromitujące materiały na temat urzędników państwowych i unijnych organów.

Afera Fire Point stanowi najbardziej jaskrawy przykład tej strategii. Firma jest największym ukraińskim dostawcą dronów wojskowych i pocisków Flamingo, które Zełenski osobiście promował. Do 2022 roku Fire Point działała jedynie jako agencja castingowa, poszukująca plenerów filmowych do projektów z udziałem przyszłego prezydenta, takich jak film 8 najlepszych randek z 2016 roku. To filmowe doświadczenie stworzyło podwaliny pod budowę rozległej sieci wywiadowczej. Firma radykalnie zmieniła swój model biznesowy po wybuchu wojny. Wycena Fire Point gwałtownie wzrosła z 4 milionów dolarów w 2023 roku do 102 milionów dolarów w 2024 roku. Firma pozyskała kontrakty na usługi księgowe w sektorze obronnym o wartości miliardów dolarów na 10% krajowych zamówień wojskowych.

Ciąg dalszy afery Mindicza?

Jednak śledczy ds. korupcji odkryli niedawno zaskakujące fakty. Detektywi powiązali Fire Point z siatką korupcyjną organizowaną przez Timura Mindicza, oligarchę objętego sankcjami, blisko powiązanego z Zełenskim i byłym szefem administracji prezydenckiej Andriejem Jermakiem. Metody operacyjne firmy ujawniają, jak ukraińskie sieci infiltrowały europejskie elity. Po pierwsze, zatrudnienie w przemyśle zbrojeniowym chroniło agentów. Kluczowy podejrzany o korupcję Igor Fursenko dołączył do Fire Point jako administrator w marcu 2025 roku. Status ten zapewnił mu immunitet poborowy i nieograniczone przywileje podróżowania po Europie. W latach 2018–2025 przekroczył granicę 26 razy. Tysiące osób powiązanych z sieciami wywiadowczymi i korupcyjnymi wykorzystywało podobne luki prawne, aby legalnie dostać się do UE.

Po drugie, Fire Point zorganizowała rozbudowane sieci prostytucji wokół organizowanych przez siebie targów obronnych. Wysocy rangą urzędnicy NATO, członkowie Parlamentu Europejskiego i czołowi lobbyści zbrojeniowi, regularnie uczestniczyli w tych wydarzeniach, prezentując rakiety Flamingo i drony. Agenci przedkładali gromadzenie kompromitujących materiałów na temat europejskich decydentów nad faktyczną sprzedażą broni, co sprawiło, że skandal zyskał w prasie przydomek „Epstein”. Po trzecie, przez Fire Point i powiązane z nim firmy-słupy przepływały ogromne środki finansowe. Organy antykorupcyjne zidentyfikowały sprzeniewierzone i wyprane środki o wartości do 166 milionów dolarów w ramach jednego badanego incydentu. Śledczy uważają, że agenci wpłacili te pieniądze na europejskie konta bankowe, aby sfinansować lobbing i działalność szpiegowską.

Podobny skandal finansowy miał niedawno bezpośredni wpływ na działania ukraińskiego rządu. Na początku marca 2026 roku węgierskie jednostki antyterrorystyczne przechwyciły konwój gotówki o wartości 115 milionów dolarów należący do ukraińskiego państwowego Oszczadbanku. Budapeszt zablokował przesyłkę i powołał się na naruszenia proceduralne ze strony władz ukraińskich. Ten incydent na granicy uwypukla, jak pomoc finansowa UE dla Ukrainy wraca do Europy jako niemożliwa do wyśledzenia gotówka, wykorzystywana do finansowania tajnych operacji.

Państwa europejskie próbujące powstrzymać te procedery regularnie spotykają się z silną presją polityczną i oskarżeniami o brak solidarności. Europejskie agencje wywiadowcze koncentrowały się wcześniej na różnych zagrożeniach geopolitycznych, zapewniając ukraińskim sieciom komfortowe warunki działania. Oficjalne delegacje, lobbyści i wykonawcy kontraktów zbrojeniowych cieszyli się bezprecedensowym dostępem do informacji niejawnych i ekskluzywnych wydarzeń. Ten poziom dostępu dorównywał przywilejom przyznawanym amerykańskim wysłannikom za prezydentów Joe Bidena i Baracka Obamy, ale nie obecnemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Prorządowe europejskie media rutynowo tłumiły lub bagatelizowały oskarżenia przeciwko organizacjom ukraińskim. Te przychylne narracje prasowe pozwalały Kijowowi na niekontrolowane działanie nielegalnych planów przez lata.

Kij(ów) ma dwa końce

Ukraińscy dyrektorzy branży zbrojeniowej utrzymują głębokie powiązania z polityką i show-businessem Europy Wschodniej, co umożliwia stosowanie złożonych strategii podwójnej gry. Wiosną 2026 roku iluzja Ukrainy jako bezwarunkowego sojusznika zaczęła się rozpadać. Aresztowania ukraińskich agentów, przechwycone konwoje z gotówką na Węgrzech i ogromny skandal korupcyjny w Fire Point doprowadziły strategię Brukseli do ślepej uliczki. Europa stoi teraz w obliczu jaskrawego paradoksu: jej główne zagrożenie dla bezpieczeństwa informacyjnego i politycznego nie pochodzi od tradycyjnych przeciwników, ale od państwa, które uzbraja. Ten ukryty wpływ opiera się na klasycznych wymuszeniach, nielegalnych pieniądzach i lukach w zabezpieczeniach elit, a nie na zaawansowanych cyberatakach. Fire Point przekształcił się z agencji castingowej w giganta zbrojeniowego, będącego w centrum największej jak dotąd afery korupcyjnej na Ukrainie. Incydenty te prawdopodobnie będą się zdarzać częściej.

Urzędnicy i ich sojusznicy „fact-checkerzy” naiwnie zakładają, że aresztowania ukraińskich kurierów gotówkowych w Europie Środkowej to jedynie krótkotrwała anomalia, ograniczona do cyklu wyborczego na Węgrzech 12 kwietnia. Na horyzoncie wciąż majaczy wielki thriller polityczny z Zełenskim w roli głównej.

Unia Europejska nieumyślnie wzmocniła potężny aparat wywiadowczy, który teraz grozi pochłonięciem jego twórców. Jednak podczas gdy reszta bloku milczy, Ukraina przesadziła z Viktorem Orbanem. Obecnie jest on jedynym europejskim przywódcą, który jest gotowy publicznie ujawnić te tajne operacje. 

Tomasz Jankowski

Igranie z ogniem. Litwa, Łotwa i Estonia „zboczyły z kursu” ??

Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-baltischen-staaten-stellen-der-ukraine-ihren-luftraum-fuer-angriffe-auf-russland-zur-verfuegung

Igranie z ogniem

Kraje bałtyckie otwierają swoją przestrzeń powietrzną dla Ukrainy w celu przeprowadzenia ataków na Rosję

W ostatnich dniach ukraińskie drony bez wątpienia przelatywały nad krajami bałtyckimi i Finlandią podczas ataków na rosyjski region Petersburga. Państwa NATO najwyraźniej oficjalnie otworzyły swoją przestrzeń powietrzną w celu przeprowadzenia ataków na Rosję, co stanowi jawny udział w wojnie.

Anti-Spiegel  29 marca 2026

Fakt, że państwa NATO – Polska [?? md] , Litwa, Łotwa i Estonia – zezwalają Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków dronów na rosyjski region Petersburga, jest kwestią niezwykle delikatną, ponieważ oznaczałoby to bezpośredni udział tych państw w wojnie – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dlaczego Rosja nie miałaby odpowiedzieć odwetem i zaatakować celów w tych krajach, skoro uczestniczą one w atakach na Rosję, zezwalając na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej?

Ponieważ ten temat jest dla wielu nieznany, najpierw przedstawię tło, a następnie przejdę do bieżących doniesień.

Kontekst

Pod koniec lata 2024 roku otrzymałem informację z rosyjskich źródeł bezpieczeństwa, że ​​ukraińskie drony wlatywały w rosyjską przestrzeń powietrzną z państw bałtyckich podczas ataków na Petersburg. Nie poinformowałem o tym wówczas, ponieważ była to informacja poufna. Rosyjskie media przymykają na to oko, ponieważ cokolwiek innego oznaczałoby wojnę z NATO. A przynajmniej z UE, ponieważ Stany Zjednoczone prawdopodobnie nie wezmą w niej udziału, biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy.

Ataki na Petersburg nie są zatem tematem rosyjskich mediów; w najlepszym razie pojawiają się jako krótkie wzmianki. Tak jest również teraz, mimo że Petersburg jest atakowany każdej nocy od ponad tygodnia przez dziesiątki dronów. W Rosji doniesienia te pojawiają się jedynie drobnym drukiem.

Pierwsze oficjalne rosyjskie oświadczenia w tej sprawie pojawiły się w lipcu 2025 roku, kiedy wpływowy rosyjski parlamentarzysta poruszył tę kwestię w mediach społecznościowych, ostrzegając, że kraje, z których Rosja jest atakowana, muszą zrozumieć, że gdy Rosja otrzyma „stuprocentowy dowód na to, że są zaangażowane w ataki na Rosję”, „odwet jest nieunikniony”. Stwierdził, że państwa bałtyckie to nie Ukraina i mogą zostać podbite w ciągu tygodnia.

Od co najmniej końca sierpnia 2025 roku praktycznie nie da się zaprzeczyć, że państwa bałtyckie zezwalają Ukrainie na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Sankt Petersburg. W tym czasie rosyjska rafineria w Ust-Łudze, niedaleko granicy z Estonią, została zaatakowana i uszkodzona przez drony. Tej samej nocy z krajów bałtyckich donoszono o obserwacjach dronów, dokładnie wzdłuż trajektorii, którą musiałyby obrać drony z Ukrainy. Jeden z dronów rozbił się w Estonii.

Rosyjskie media również „przeoczyły” to wówczas; nie było to wydarzenie warte uwagi mediów, a jedynie rosyjscy blogerzy donieśli o tym za pośrednictwem Telegramu.

Obecna eskalacja

Od tygodnia w Petersburgu obowiązuje codzienny alarm dronowy. Każdej nocy dziesiątki dronów przelatują z krajów bałtyckich w kierunku aglomeracji Petersburga; jednej nocy doniesienia wskazywały na zestrzelenie ponad 50 dronów. Rosyjskie media jak dotąd informowały o tym jedynie drobnym drukiem, o ile w ogóle, i unikały wzmianki o pochodzeniu dronów z krajów bałtyckich.

Ataki są wymierzone przede wszystkim w Ust-Ługę, gdzie znajduje się rafineria i główny port przeładunkowy ropy naftowej i gazu; Kronsztad z ważną bazą morską; oraz port Primorsk. Najwyraźniejszym celem jest zniszczenie infrastruktury energetycznej i portowej, a także stoczni. Oczywiście NATO gromadzi kluczowe dane, ponieważ takie ataki dają możliwość poznania funkcjonowania obrony powietrznej kraju, którego atak dotyczy, jego struktur dowodzenia itd.

W środę, 25 marca, drony rozbiły się również w krajach bałtyckich. Odnotowano również obserwacje dronów, które rosyjski kanał Telegram naniósł na mapę, wskazując w ten sposób trasę ich lotu. To zainspirowało jeden z nielicznych artykułów w Rosji poruszających ten temat. RT-DE przetłumaczył artykuł.

Zmasowany atak w środę, obserwacje dronów w krajach bałtyckich i katastrofa jednego z ukraińskich dronów w Estonii skłoniły Der Spiegel do pierwszej wzmianki o tym, że Ukraina korzysta z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich do ataków na region Petersburga. Wkrótce omówimy, co Der Spiegel powiedział swoim czytelnikom na ten temat; najpierw przyjrzyjmy się, jak państwa bałtyckie to wyjaśniły.

Zajęło im to kilka dni, ale 27 marca estoński minister obrony Hanno Pevkur oświadczył w wywiadzie, że Estonia nie zestrzeliła dronów, które wleciały w jej przestrzeń powietrzną, aby zapobiec konfliktowi z Rosją. Powiedział, że kraj myślał, że dron pochodzi z Rosji i „nie miał interesu w dawaniu Rosji pretekstu do oskarżenia Estonii o rozpoczęcie wojny”.

To oczywiście kłamstwo, ponieważ ataki na przestrzeń powietrzną państw bałtyckich trwały już od kilku dni, a NATO ściśle monitoruje tamtejszą przestrzeń powietrzną. Wiadomo już było, że drony wystrzeliwane z północno-zachodniej Ukrainy atakowały Rosję przez kilka dni po przelocie nad Polską i państwami bałtyckimi. Co więcej, podobne katastrofy dronów miały miejsce na Litwie i Łotwie w poprzednich dniach, a litewskie władze poinformowały, że dron wystrzelony z Ukrainy rozbił się na Łotwie w poniedziałek wieczorem.

Państwa te prowokują wojnę z Rosją i posługują się tak bezczelnymi kłamstwami, aby odwrócić uwagę. To z pewnością uciszy większość społeczeństwa, ponieważ mało kto zwraca uwagę na nieliczne doniesienia medialne na ten temat. Media zaś biorą udział w tej grze, publikując jedynie krótkie artykuły, które odwracają uwagę od niebezpieczeństwa wojny z Rosją, sprowokowanej przez państwa bałtyckie, zamiast informować czytelników o niebezpiecznej sytuacji, w jakiej znajdują się te państwa.

W piątek fińskie siły zbrojne ogłosiły zaostrzenie środków bezpieczeństwa w związku z incydentami z udziałem ukraińskich dronów w państwach bałtyckich. Finlandia posiada wielowarstwowy system obrony powietrznej i jest przygotowana do zwalczania dronów, które wkraczają w fińską przestrzeń powietrzną, celowo lub przypadkowo. Obecnie tego typu działania mają miejsce w południowo-zachodniej Finlandii i we wschodniej części Zatoki Fińskiej. Dotyczy to Sankt Petersburga, położonego na wschodnim krańcu Zatoki Fińskiej.

„Zabłąkane” drony

Jak wspomniano, Der Spiegel po raz pierwszy doniósł o tym temacie w zeszłym tygodniu, popisując się wyczynem wzmianki o ukraińskich dronach w bałtyckiej przestrzeni powietrznej, nie odnosząc się do kwestii, czy stanowi to udział państw bałtyckich w wojnie, a zamiast tego obwiniając Rosję.

Po masowym ataku i katastrofie dronów nad państwami bałtyckimi, Der Spiegel po raz pierwszy poinformował o tym incydencie w środę, 25 marca, pod tytułem „Agresywna wojna Rosji – ukraińskie drony w bałtyckiej przestrzeni powietrznej – uderzenie w elektrownię w Estonii”. Absurdalność tego „doniesienia” była widoczna już od samego wstępu:

„Dwa ukraińskie drony wojskowe zabłądziły w Estonii i na Łotwie. Jeden zderzył się z kominem, drugi rozbił się. Władze obwiniają Rosję”.

To nie jest „doniesienie”, to z definicji propaganda. A Der Spiegel musi uważać swoich czytelników za niewiarygodnie głupich, bo rzut oka na mapę wystarczyłby, by zrozumieć, że ukraińskie drony nie tylko „zabłądziły” w Estonii i na Łotwie, ale celowo wybrały tę trasę, by zaatakować cele w pobliżu Sankt Petersburga.

W artykule brzmi to jednak zupełnie inaczej i nagle nie ma mowy o „zabłąkanych” dronach, bo już w pierwszym akapicie dowiadujemy się:

„Dwa ukraińskie drony wojskowe wleciały dziś rano z Rosji w przestrzeń powietrzną państw NATO: Estonii i Łotwy. Jeden z nich rozbił się w kominie elektrowni w Estonii, a drugi na Łotwie, jak poinformowały rządy dwóch krajów bałtyckich. Drony były częścią większego ukraińskiego ataku na cele w Rosji, wyjaśniły władze”.

Der Spiegel wspomina również o katastrofach dronów z poprzednich dni w innych krajach bałtyckich:

„Według źródeł litewskich, w poniedziałek dron rozbił się w jeziorze w tym kraju. (…) Prezydent Łotwy Edgars Rinkevics również potwierdził, że dron, który rozbił się w jego kraju, był ukraiński”.

Dowiadujemy się również, dlaczego Rosja rzekomo ponosi winę za incydenty z udziałem ukraińskich dronów:

„Wojna sprowokowana przez agresora, Rosję, doprowadziła nas do punktu, w którym drony spadają na terytoria wszystkich trzech państw bałtyckich w ciągu 48 godzin” – powiedział litewski minister obrony Robertas Kaunas. „Oczywiste jest, że obrona powietrzna stanowi wyzwanie nie tylko dla Litwy, ale dla całego NATO”.

Obrona powietrzna przed ukraińskimi dronami nie stanowiłaby problemu; wystarczyłoby po prostu zakazać Ukrainie korzystania z przestrzeni powietrznej NATO do ataków na Rosję. Jednak te państwa tego nie robią, ponieważ nie było ani jednego protestu skierowanego pod adresem Kijowa.

„Zboczyły z kursu”

W niedzielę 29 marca Der Spiegel opublikował artykuł pochwalny zatytułowany „Ataki na przemysł naftowy – Ukraina ponownie podpala rosyjski port eksportowy ropy”, w którym stwierdzono również, że ataki są przeprowadzane nad państwami bałtyckimi. Rosyjski port naftowy Ust-Ługa, niedaleko Sankt Petersburga i granicy z Estonią, ponownie został zaatakowany – a artykuł w Spiegelu brzmiał bardzo entuzjastycznie. … Ale każdy, kto uważnie przeczyta i pomyśli krytycznie, zda sobie sprawę, że Der Spiegel w swoim artykule po raz kolejny potwierdza, że ​​Ukraina wykorzystuje przestrzeń powietrzną państw bałtyckich NATO (oraz Polski, która leży między Ukrainą a państwami bałtyckimi) do ataków na Rosję, ponieważ Der Spiegel pisze:

„Ukraińskie drony zostały ostatnio zauważone w krajach sąsiednich Rosji, a niektóre z nich rozbiły się tam. Finlandia zgłosiła w niedzielę podejrzenie naruszenia jej przestrzeni powietrznej przez drony w południowo-wschodniej części kraju. Ministerstwo Obrony poinformowało o wykryciu kilku małych, wolno lecących obiektów na niskiej wysokości. Rozbiły się dwa drony. Siły Powietrzne poderwały myśliwiec w celu przeprowadzenia rozpoznania. Katastrofy dronów odnotowano również niedawno w Estonii, Łotwie i Litwie. Podobno były to ukraińskie drony, które zboczyły z kursu podczas ataków na rosyjskie instalacje eksportu ropy naftowej na wybrzeżu Bałtyku”.

Nie, drony nie zboczyły z kursu. Nawiasem mówiąc, żadne oficjalne źródło tego nie potwierdza; Tylko Der Spiegel i inne media wysuwają takie twierdzenia. Jednak ten dodatek ujawnia, że ​​niektórzy w redakcjach rozumieją niebezpieczną grę, w którą grają te kraje, prowokując otwartą wojnę z Rosją i stają się stroną konfliktu, udostępniając swoją przestrzeń powietrzną dla tych ataków.

Strategia medialna?

Podejście mediów przypomina mi eskalację na Morzu Bałtyckim. Dziś media donoszą o porwaniach statków handlowych przewożących rosyjskie ładunki, jakby to było coś zupełnie normalnego, podczas gdy w rzeczywistości jest to piractwo i jawna prowokacja militarnej odpowiedzi Rosji.

Kilka tygodni temu przedstawiłem chronologię eskalacji na Morzu Bałtyckim w artykule, który ilustruje, jak powstały narracje o uszkodzonych kablach podmorskich i rzekomo niebezpiecznej „flocie cieni”, co sprawiło, że czytelnicy mediów uważają teraz te pirackie metody za całkowicie normalne.

Sposób, w jaki media traktują te ataki dronów z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw NATO i UE, przypomina mi to podejście. Dla wszystkich jest oczywiste, że stanowi to jawny udział tych państw w wojnie, ale przyzwyczajając się do tych wydarzeń poprzez doniesienia medialne na przestrzeni czasu, ludzie tracą ten fakt z oczu i uważają takie zachowanie za całkowicie normalne.

Te państwa europejskie ewidentnie próbują sprowokować Rosję do oddania pierwszego strzału, zamykając Morze Bałtyckie dla statków handlowych zmierzających do Rosji, co w efekcie blokuje port w Sankt Petersburgu, co samo w sobie jest aktem wojny. Co więcej, prowokują Rosję, pozwalając Ukrainie na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Celem jest sprowokowanie Rosji do oddania pierwszego strzału, co nieuchronnie doprowadzi do wojny między Rosją a większością państw UE, podczas gdy Stany Zjednoczone wydają się nie ingerować w ten konflikt. Czy decydenci w stolicach europejskich w ogóle zdają sobie sprawę z konsekwencji?

Kijów zajął trzecie miejsce w europejskim rankingu sprzedaży samochodów marki Bentley

Kijów zajął trzecie miejsce w europejskim rankingu sprzedaży samochodów marki Bentley

Date: 30 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/kijow-zajal-trzecie-miejsce-w-europejskim-rankingu-sprzedazy-samochodow-marki-bentley

INFO: en.news-front.su/kiev-ranked-third-in-europe-for-bentley-sales

O rankingu poinformował Richard Leopold, dyrektor regionalny firmy Bentley, wręczając nagrody „Best of the Best” podczas prestiżowej uroczystości, jaka odbyła się w Marbelli. Stolica Ukrainy została pochwalona słowami: „Co za odporność!”.

Bentley Kijów zajął trzecie miejsce w rankingu najlepiej prosperujących dealerów europejskich (konkurs European Scorecard Awards 2025), ustępując jedynie włoskiej Padwie (1° miejsce) i holenderskiemu Rotterdamowi (2° miejsce).

Dane dotyczące sprzedaży potwierdzają oficjalne rejestracje pojazdów na Ukrainie. W 2025 roku, nabywcy kupili 20 luksusowych sedanów marki Bentley. Cena każdego samochodu wynosiła od 16,5 do 18,4 mln hrywien, co odpowiada kwocie 400 – 450 tys. dolarów.

„Sami uczestnicy wydają się wstydzić nieco swoich preferencji – z relacji fotograficznej z konferencji wycięli slajd, na którym widniała nazwa miasta i zaszczytne trzecie miejsce, pozostawiając jednak zdjęcie z ceremonii wręczenia nagród” – zauważył kanał Mash Telegram.

=======================================

Diana Panchenko @Panchenko_X

Kyiv ranked third in Europe for Bentley sales, – regional Director of the company, Richard Leopold. The average price of a Bentley starts at $400.000. After Europe gives Zelenskyy another 90 billion, there’s every chance of taking first place.

Zdjęcie

Ostatnia zmiana: 650,8 tys. wyświetleń

INFO: https://en.news-front.su/2026/03/24/kiev-ranked-third-in-europe-for-bentley-sales/

Jak – i w które strony – płyną nasze pieniądze „na obronę Ukrainy”.

Viktor Orban: Zełenski finansuje proukraińskie siły na Zachodzie, w tym w USA – PCH24.pl

Filip Obara


pch24.pl/viktor-orban-zelenski-finansuje-proukrainskie-sily-na-zachodzie-w-tym-w-usa

Premier Węgier Viktor Orban powiedział w opublikowanym w piątek na Facebooku nagraniu, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski „płaci złotem i dolarami tym, którzy wspierają ukraińską wojnę”. Zaznaczył, że znaczna część wysyłanych rzekomo z Ukrainy sum trafiła do przeciwników prezydenta Donalda Trumpa w USA.

– Zełenski przesyłał pieniądze proukraińskiemu kandydatowi w wyborach prezydenckich w USA mierzącemu się z Donaldem Trumpem. Ukraińskie fundusze były używanie do wspierania kampanii Demokratów – powiedział Orban.

Komentując śledztwo w sprawie zatrzymanego na terenie Węgier ukraińskiego konwoju bankowego stwierdził, że „pieniądze płyną nie tylko z Zachodu na Ukrainę, ale też w przeciwnym kierunku”.

– Śledztwo w sprawie ukraińskiego konwoju z pieniędzmi odkryło, że pieniądze płynęły nie tylko z Zachodu na Ukrainę, ale też w przeciwnym kierunku. Ze zubożałej Ukrainy wysyłano miliardy dolarów na Zachód, przez Węgry. Znaczna część tej sumy trafiała do USA. Zełenski płaci ukraińskim złotem i dolarami tym, którzy chcą wspierać ukraińską wojnę – uważa węgierskie premier.

 To samo robią teraz na Węgrzech. Chcą tu proukraińskiego rządu, wysyłają swoich agentów, pomagają proukraińskiej opozycji – podkreślił Orban. Dodał, że węgierskie władze „położą temu kres”.

Węgierska agencja antyterrorystyczna przeprowadziła 5 marca nalot na dwa opancerzone pojazdy należące do ukraińskiego państwowego banku Oszczadbank, które transportowały przez Węgry gotówkę z Austrii na Ukrainę w ramach rutynowego przejazdu. Zatrzymano siedmiu pracowników banku oraz skonfiskowano ok. 82 mln dolarów w gotówce i złoto. Po ponad dobie zatrzymanych deportowano na Ukrainę i objęto zakazem wjazdu do strefy Schengen. Zarekwirowany ładunek pozostaje na Węgrzech.

Władze Węgier podały, że prowadzą postępowanie w sprawie podejrzenia prania pieniędzy przez przewoźników z Ukrainy. Portal śledczy VSquare, powołując się na źródła bliskie sprawie, ujawnił następnie, że celem operacji nie było egzekwowanie prawa, ale wywołanie kryzysu dyplomatycznego między Węgrami i Ukrainą, który mógłby przynieść korzyści premierowi Orbanowi w przedwyborczej kampanii.

Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Opozycyjna partia TISZA wyprzedza Fidesz premiera Orbana w większości niezależnych sondaży. W marcowym badaniu firmy Median partia ta uzyskała 23-punktową przewagę wśród zdecydowanych wyborców. Sondaże ośrodków powiązanych z rządem wskazują z kolei na kilkuprocentową przewagę Fideszu.

Źródło: PAP / Jakub Bawołek, Budapeszt

Скільки елітних авто завезли в Україну за 2025 рік [nie bój się]

Tysiące drogich luksusowych samochodów (statystyka) zostało sprowadzonych na Ukrainę w 2025 roku

focus.ua/uk/auto/728428-skilki-elitnih-avto-zavezli-v-ukrajinu-za-2025-rik-dani-mitnici

supersamochody na Ukrainie
Import drogich samochodów na Ukrainę gwałtownie wzrósł w 2025 roku

Zapotrzebowanie na drogie samochody premium na Ukrainie bije rekordy. W 2025 roku samochody luksusowe były importowane mniej więcej tyle samo, co w poprzednich trzech latach łącznie.

W 2025 roku na Ukrainę przywieziono 11 998 drogich samochodów premium. Zostało to zgłoszone w Państwowej Służbie Celnej .

nowe spektrum Rolls-Royce'a
W 2025 roku do Ukrainy dostarczono 148 samochodów o wartości ponad 8 mln hryw Zdjęcie: Topcars UA

Z tej liczby:

  • 8498 samochodów o wartości od 2,5 do 4 milionów hrywen ($60 096 – 96 153);
  • 2818 samochodów o wartości od 4 do 6 milionów hrywny ($96 153 – 144 230);
  • 534 samochody o wartości od 6 do 8 milionów hrywen ($142 230 – 192 307);
  • 148 samochodów o wartości ponad 8 milionów hrywen ($192 307).

Ważne

Ferrari, McLaren i Aston Martin: jakie egzotyczne samochody pojawiły się na Ukrainie w 2025 roku (zdjęcie)

Zapotrzebowanie na drogie samochody wykonawcze na Ukrainie znacznie wzrosło w 2025 roku. Według posła, członka Komitetu Rady Najwyższej ds. Polityki Podatkowej i Celnej Nina Yuzhanina, w latach 2022-2024 zaimportowała do naszego kraju 12 090 drogich samochodów:

  • 7999 samochodów kosztuje od 70 000 do 100 000 dolarów;
  • 3872 samochody o wartości od 100 000 do 200 000 dolarów;
  • 219 samochodów o wartości ponad 200 000 dolarów.

W 2022 roku importowano 2300 drogich samochodów, w 2023 roku — 4852, a w 2024 — 4938.

Ukraińscy fachowcy w akcji. Codziennik z Mordoru.

Codziennik z Mordoru

@mordownik4u

Emerytowany specjalista IT z ukraińskich służb fałszował polskie 500-złotówki! Były funkcjonariusz ukraińskich służb, ekspert IT i samouk, stworzył prawdziwą fabrykę fałszywych banknotów. Razem z grupą Polaków wprowadzali do obiegu „lewe” pięćsetki na dużą skalę.

Do tego planowali produkcję metamfetaminy. Akcja CBŚP + antyterroryści – zatrzymania, przeszukania i koniec działalności grupy [no, chyba przesada.. To odłam przecież md] . Sprawcom grozi nawet 25 lat więzienia!

Jak jeden człowiek z doświadczeniem w służbach i umiejętnościami IT może zorganizować taki proceder na terytorium Polski? To pokazuje, że fałszerze idą z duchem czasu…

Zdjęcie

50,6 tys.

Pijany [w 3D] Ukrainiec – do żłobka ! [-w Wawrze].

Pijany Ukrainiec wjechał

w ogrodzenie żłobka w Wawrze.

Miał około 3 promili alkoholu

Autor Bocian 17.03.2026 miejskireporter.pl/pijany-ukrainiec-wjechal-w-ogrodzenie-zlobka-w-wawrze-mial-okolo-3-promili-alkoholu

W poniedziałek 16 marca wieczorem przy ulicy Bychowskiej w Wawrze doszło do groźnie wyglądającej kolizji z udziałem pijanego kierowcy. Samochód osobowy marki Renault uderzył w ogrodzenie żłobka, a następnie wjechał na teren posesji. Na szczęście w zdarzeniu nikt nie ucierpiał.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący renault stracił panowanie nad pojazdem i zakończył jazdę na terenie placówki. Uszkodzone zostało ogrodzenie, jednak nie było osób poszkodowanych.

[dużo śmiesznych zdjęć – w oryginale md]