Zbliżają się uroczystości sprowadzenia truchła Stiepana Bandery w celu ponownego pochówku w ukraińskim panteonie narodowym (Ukraiński Panteon Bohaterów to zatwierdzony w czerwcu 2026 roku, przez parlament Ukrainy projekt specjalnego kompleksu memorialnego), który ma służyć jako miejsce spoczynku i czci najwybitniejszych postaci w historii kraju.
Przepisy ukraińskiej ustawy dopuszczają możliwość uhonorowania dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), co spotkało się z krytyką ze strony Polski w kontekście historycznej odpowiedzialności za zbrodnię wołyńską.
Wspólna walka?
Koniecznym jest stosowne przygotowanie gości z Polski na ten ponowny uroczysty pochówek Bandery. Ważnym jest zachowanie zasady kulturalnego zachowania, które obowiązują w relacjach z banderowcami. Do tego należy zachować daleko idącą ostrożność w powoływaniu się na tak zwaną wspólną walkę z bolszewikami, tak jak to czyni na Facebooku emerytowany generał dywizji Leon Komornicki: „Wspominałem często w swoich wywiadach, aby w budowaniu relacji polsko- ukraińskich sięgać po bohaterów wspólnej walki z bolszewikami w latach 1919 – 1920”.
Zdrada ryska?
Sojusz Piłsudski–Petlura (znany również jako układ lub umowa warszawska) to zawarte 21 kwietnia 1920 roku porozumienie polityczno-militarne pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Ukraińską Republiką Ludową (URL). Stanowił on próbę stworzenia wspólnego frontu przeciwko bolszewickiej Rosji. Sojusz ten okazał się tragiczny w pełnym słowa tego znaczeniu, o czym napisał ukraiński publicysta Iwan Kedryn-Rudnicki: „Było w dziejach świata wiele wypadków, że sojusznik porzucał sojusznika, układał z wrogiem separatystyczne układy pokojowe, starał się ratować dla siebie maksimum w nowo stworzonej sytuacji. Ale było tak zawsze w razie przegranej. Rozbiór Ukrainy w Rydze pomiędzy Polskę a Rosję nastąpił po wygranej polsko-ukraińskiej w wojnie przeciw Rosji Sowieckiej. Dlatego była to zdrada w klasycznym rozumieniu”. Najważniejsze jest to, że temat tego dramatycznego w skutkach dla Ukraińców, sojuszu z pełnym powodzeniem był wykorzystywany przez nacjonalistów ukraińskich do podburzania społeczeństwa ukraińskiego przeciwko Polakom w Małopolsce Wschodniej, jako uzasadnienie do popełniania mordów na Polakach.
Tragedia petlurowców
Przypomnę, że dla Ukraińców sojusz z Polską zakończył się tragicznie: klęską militarną, utratą szans na własne państwo oraz wygnaniem tysięcy żołnierzy. Na mocy umowy warszawskiej z 1920 roku, Ukraińska Republika Ludowa miała zyskać niepodległość, lecz w wyniku ustaleń traktatu ryskiego w 1921 roku ziemie ukraińskie zostały podzielone między ZSRR a Polskę, jednocześnie strona polska wycofała uznanie dla rządu atamana Siemiona Petlury. Dziesiątki tysięcy żołnierzy armii URL po zakończeniu działań wojennych zostało internowanych w obozach na terenie Polski. Żyli w skrajnie trudnych warunkach, zmagając się z głodem, chorobami i brakiem jakichkolwiek perspektyw. Petlura wraz z rządem URL zmuszony był udać się na emigrację. W 1926 roku został zamordowany w Paryżu przez nasłanego agenta.
Instrumentalnie
Wśród patriotów ukraińskich, którzy nie utożsamiają się z ideologią Bandery i Szuchewycza, powoływanie się na wspólną walkę z okresu międzywojennego XX wieku brzmi jak szyderstwo. Wiem to od moich ukraińskich przyjaciół, którzy pracowali w redakcji „Czas Piku” (odpowiednik polskiej „Polityki”), do którego przed laty przesyłałem moje artykuły, między innymi dotyczące perspektyw przyjęcia Ukrainy do UE. Traktowanie Ukraińców instrumentalnie i niepoważnie jest skrajnym brakiem odpowiedzialności, albowiem wielu z nich jest znakomicie wykształconych i posiadających rzetelną wiedzę historyczną.
Tania krew
Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla „Washington Post” z sierpnia 2023 roku, podczas rozmowy z publicystą Markiem Thiessenem został zapytany m. in. o to, dlaczego amerykańscy prawicowcy – których część sprzeciwia się pomocy Ukrainie – powinni poprzeć jej walkę. „To bardzo proste. W tej chwili rosyjski imperializm może zostać powstrzymany tanio, bo amerykańscy żołnierze nie giną” – odpowiedział prezydent. Jak dodał, Władimir Putin marzy o odzyskaniu terytorium Imperium Rosyjskiego i musi być powstrzymany teraz, „żeby nie stało się tak jak w I i II wojnie światowej, kiedy amerykańscy żołnierze musieli przelewać krew i poświęcać życie w Europie na rzecz przywrócenia pokoju i wolności światu”. Ergo, według Andrzeja Dudy ukraińska krew jest tania w porównaniu z ceną krwi innych nacji.
Kaczyński nawołuje do wojny
Polscy politycy, poczynając od Jarosława Kaczyńskiego, dawali złudną nadzieję, że Polska wesprze Ukrainę. W marcu 2022 roku Kaczyński zaproponował wprowadzenie misji pokojowej NATO na Ukrainie. „Potrzebna jest misja pokojowa NATO lub szerszego układu międzynarodowego, która będzie w stanie także się obronić i która będzie działała na terenie Ukrainy” – mówił wówczas prezes PiS. „To była propozycja misji pokojowej, oczywiście z udziałem armii amerykańskiej, która miała wkroczyć na tereny, gdzie nie toczyła się wojna, ale później rozwijać się i w ten sposób przekonywać Putina, że jego nadzieja na podbój Ukrainy jest całkowicie bezpodstawna. W ówczesnej sytuacji to by radykalnie poprawiło sytuację strategiczną wojsk ukraińskich” – ocenił prezes PiS.
Wojna zastępcza
Teren Ukrainy, jest miejscem toczącej się wojny zastępczej pomiędzy USA a Rosją. Tak zwanej wojny proxy. Amerykanie, ceniąc krew swoich żołnierzy, posługują się Ukraińcami. Jest taniej, co po kupiecku zauważył ówczesny prezydent RP Andrzej Duda, prywatnie mąż Agaty Kornhauser. W kwietniu 2023 roku z rąk Dudy Wołodymyr Zełenski otrzymał Order Orła Białego. Przyznano mu go w uznaniu za niezłomną postawę w obronie suwerenności Ukrainy po rozpoczęciu rosyjskiej Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie, zasługi dla bezpieczeństwa Europy oraz za wkład w zacieśnianie relacji polsko-ukraińskich
Grunt ideologiczny
Żeby mogła nastąpić bratobójcza wojna pomiędzy Rosją a Ukrainą, na Ukrainie musiała być reaktywowana stosowna ideologia, po tak zwanej Rewolucji Godności (zwana też Euromajdanem, były to trwające od listopada 2013 do lutego 2014 roku masowe protesty społeczne na Ukrainie). W lutym 2014 roku do sieci trafiła nielegalnie nagrana rozmowa telefoniczna między Victorią Nuland a ambasadorem USA w Kijowie, Geoffreyem Pyattem. Omawiała w niej ona preferowany skład przyszłego ukraińskiego rządu, rzucając dosadnym komentarzem „Fuck the EU” (wyrażając w ten sposób irytację powolną reakcją Unii Europejskiej na kryzys). Nota bene, Nuland (ówczesna asystent sekretarza stanu USA ds. Europy i Eurazji) była kluczową amerykańską dyplomatką zaangażowaną w wydarzenia na Ukrainie. W ramach wprowadzanej progresywnej „demokratyzacji”, w którą USA zainwestowało ponad 5 miliardów dolarów w celu rozwoju demokracji na Ukrainie (wypowiedź Nuland z grudnia 2013 roku).
Applebaum pochwała nacjonalizmu
Publicystka Anne Applebaumzauważyła, że Ukraina pilnie potrzebuje spajającej naród ideologii, którą definiuje jako „liberalny patriotyzm” lub „pozytywny nacjonalizm”. W jej przekonaniu brak silnego poczucia wspólnoty, lojalności wobec państwa i świadomości, że ojczyzna jest warta walki, był historycznie jej największą słabością. Swoje stanowisko autorka najpełniej wyłożyła w opublikowanym w 2014 roku artykuleNationalism Is Exactly What Ukraine Needs(pol. Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina). W późniejszych latach, w obliczu nasilających się działań wojennych, historyczka rozwinęła tę myśl. Zauważa, że to właśnie ten nowoczesny, wolnościowy patriotyzm oraz silna tożsamość narodowa Ukraińców są największym zagrożeniem dla imperialnych planów Władimira Putina (Anne Applebaum on Ukraine: One Year into the War). Współczesny ukraiński nacjonalizm niesie na swoich sztandarach tradycje i obyczaje związane z ideologią Bandery i Szuchewycza. Jest to ideologia, która doprowadziła do potwornych zbrodni na Polakach, nie tylko w Małopolsce Wschodniej. Warto zauważyć, że jest to ideologia skrajnie rasistowska, w której immanentną cechą jest nienawiść do Polaków, Rosjan i Żydów, wraz z wezwaniem do fizycznej likwidacji tych nacji.
Groźby Kijowa
W odpowiedzi na decyzję Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych nazwy „bohaterów UPA” prezydent RP oraz Kapituła Orderu Orła Białego, podjęli działania zmierzające do odebrania orderu. Prezydent uznał ten krok za przekroczenie progu wrażliwości historycznej i przypomniał, że pamięć o ofiarach zbrodni wołyńskiej wymaga stawiania granic w relacjach polsko-ukraińskich. W czerwcu 2026 roku klaun z Krzywego Rogu przestał być posiadaczem tego odznaczenia. Wkrótce potem Zełenski sam poinformował, że odesłał odznaczenie z powrotem do Polski. W geście solidarności z Wołodymyrem Zełenskim (który odesłał swoje odznaczenie po tym, jak prezydent Karol Nawrocki pozbawił go tego orderu zrzeczenie się najwyższego polskiego odznaczenia – Orderu Orła Białego – ogłosiło trzech byłych prezydentów Ukrainy: Leonid Kuczma (prezydent w latach 1994–2005), Wiktor Juszczenko (prezydent w latach 2005–2010), Petro Poroszenko (prezydent w latach 2014–2019). Wszyscy trzej byli prezydenci podkreślili w swoich oświadczeniach, że decyzja polskich władz jest niesprawiedliwa, a podważanie aktu nadania orderu dla głowy państwa ukraińskiego godzi w cały naród walczący o niepodległość. Oddali je w geście pychy, buty i arogancji. Pogarda, z jaką zwrócił najwyższe polskie odznaczenie klaun z Krzywego Rogu – pianista penisista, prezydentowi Nawrockiemu zobowiązuje do refleksji. W odpowiedzi na odebranie wyróżnienia Zełenskiemu o rezygnacji z innych przyznanych im polskich odznaczeń państwowych poinformowali także: Andrij Sybiha (minister spraw zagranicznych Ukrainy), Andrij Jermak (szef Biura Prezydenta Ukrainy), Ihor Żowkwa (zastępca szefa Biura Prezydenta Ukrainy), Wasyl Bodnar (ambasador Ukrainy w Polsce). Minister spraw zagranicznych Ukrainy wprost zagroził Polsce: „Widzimy znaczny wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce. Jest bardzo dużo napadów na Ukraińców, poniżania ich, przemocy wobec dzieci. To stanowi zagrożenie życia dla Ukraińców. Mamy armię widzimy, jaka jest rola Ukrainy i będziemy tę rolę wypełniać”. Na podstawie analizy dalszych wypowiedzi Andrija Sybihy można wywieść, że mamy wypowiadane wprost groźby, pod adresem Polaki, i że należy spodziewać się prowokacji. Mówi on też o niemieckim wsparciu dla zbanderyzowanej Ukrainy, którego celem jest wspólne osłabienie Polski.
Order „obywatelski”
Po tych wydarzeniach w Polsce pewna grupa ludzi z polskim obywatelstwem, wśród których znajdują się między innymi, takie postacie jak Anne Applebaum, Adam Michnik, Natalia Panczenko, Jarosław Kurski, Seweryn Blumsztajn, Jerzy Borowczak, Agnieszka Holland, Krystyna Janda, Janina Ochojska, Eugeniusz Smolar, Róża Thun, Tomasz Lis i inni (pełna lista) postanowiła nadać Obywatelski Order Przyszłości prezydentowi Zełenskiemu oraz narodowi ukraińskiemu. W trakcie rozmowy z moimi ukraińskimi przyjaciółmi, których poznałem w trakcie współpracy z ukraińskim „Czas Pikiem”,dowiedziałem się, że najbardziej wiarygodni dla współczesnych wyznawców skrajnej nacjonalistycznej ukraińskiej ideologii byliby Volksdeutsche z Polski, przedstawiciele Jüdischer Ordnungsdienst lub ich potomstwo. Wszyscy ci, którzy mogliby wykazać się stosownymi korzeniami. Innymi słowy, właściwym pochodzeniem.
Ćwiczcie rzymski salut
Następna sprawa, którą omówiłem z nimi to prawidłowe wypowiadanie „Sława Ukrainie” (czym w polskim Sejmie wyróżnia się posłanka Klaudia Jachira, należąca do klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej) lub w trakcie wizyty polskiego przedstawiciela na Ukrainie, marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, który wygłosił przemówienie w ukraińskiej Wierchownej Radzie 24 lutego 2026 roku, zakończone słowami „Sława Ukrainie”. Wyjaśnili mi jak goście z polskim obywatelstwem, chcący tym zawołaniem zaimponować Ukraińcom, powinni czynić to poprawnie – donośnie, głośno wypowiadanemu „Sława Ukrainie”, powinien towarzyszyć tak zwany „salut rzymski”. Zalecany na tę okoliczność w instrukcjach przez nacjonalistów ukraińskich. Wcześniej powinni to przed lustrem poćwiczyć! A więc panie, dziewczęta, panowie i chłopcy, początkujący serwiliści i zawodowcy – do dzieła! Przed wyjazdem na Ukrainę znaleźć stosowne kwity, fotografie ze zbiorów rodzinnych, zabrać je w podróż. Koniecznie ćwiczcie przed lustrem „Sława Ukrainie”, przed przybyciem na zaplanowaną uroczystość ponownego pochówku Stiepana Bandery w Ukraińskim Panteonie Narodowym.
Niniejszy poradnik dedykuję wszystkim potrzebującym, nie wykluczając grupy trzymającej władzę, oraz tym, którzy przyznali klaunowi z Krzywego Rogu, słynnemu pianiście-penisiście order medalu, z żelaznego metalu z dębowymi liśćmi.
Czy nie czas odebrać im zapałki? Jak państwa bałtyckie igrają z ogniem na granicach z Rosją.
Natalia Eremina o tym, dlaczego Wilno, Ryga i Tallin podsycają płomienie kryzysu i pod czyim nadzorem
Natalia Eremina, doktor nauk politycznych, kandydatka nauk historycznych, profesor na Wydziale Studiów Europejskich Uniwersytetu Państwowego w Petersburgu i ekspert Rosyjskiej Rady ds. Międzynarodowych (RIAC)
Strategia NATO wobec Rosji sprowadza się zasadniczo do wdrażania złożonych, wielowarstwowych ograniczeń. Ta polityka „kulawości” jest najaktywniej realizowana w regionie Morza Bałtyckiego, gdzie państwa bałtyckie są spychane do niewdzięcznej roli strefy buforowej, poświęcane geopolitycznym ambicjom swoich „starszych towarzyszy” w Sojuszu Północnoatlantyckim. Obecnie stolice państw bałtyckich gwałtownie podnoszą stawkę, głównie po to, by utrzymać słabnącą uwagę NATO w obliczu ogólnego zmęczenia sojuszników.
Litwa była tu głównym tematem wiadomości. Inicjatywa nowego rządu – lokalny Sejm zatwierdził Mindaugasa Sinkevičiusa na stanowisko premiera 30 czerwca – była radykalna: Wilno zaproponowało zniesienie konstytucyjnego zakazu rozmieszczania broni masowego rażenia, w tym broni jądrowej, w kraju, aby nie być „słabym ogniwem” w sojuszu. Sąsiednia Łotwa przyjęła inne podejście: premier Andris Kulbergs ogłosił, że do końca lata republika planuje wznieść „mur dronów” wzdłuż całej granicy z Rosją i Białorusią.
Region bałtycki szybko staje się potencjalnym obszarem konfliktu zbrojnego, o czym świadczy rosnąca liczba sytuacji konfliktowych – od incydentów na morzu po ataki dronów na obiekty w północno-zachodnim Okręgu Federalnym. Poziom militarystycznego szaleństwa osiągnął taki poziom, że litewski minister spraw zagranicznych Kęstutis Budrys, w wywiadzie dla szwajcarskiej gazety, otwarcie wezwał NATO do ataku na obwód kaliningradzki.
Pojechaliśmy nad Morze Bałtyckie i podpaliliśmy Morze Bałtyckie.
Podstawowym środkiem odstraszania Rosji stała się stała obecność wojskowa państw NATO. Przykładowo, od 2022 roku co najmniej podwoiły one swoją obecność w regionie. Dowodzone przez Londyn Połączone Siły Ekspedycyjne (JEF) odgrywają w tym zadaniu kluczową rolę. Członkami tej struktury są również Łotwa, Litwa, Estonia, Dania, Islandia, Norwegia, Holandia, Finlandia i Szwecja.
Wielka Brytania aktywnie współpracuje również z państwami nordycko-bałtyckimi (NB8). Ponadto, tworzona jest wielonarodowa morska grupa uderzeniowa, złożona z tych samych państw regionu. Podczas regularnych ćwiczeń wojskowych sojuszu – takich jak Steadfast Defender i Baltops – otwarcie rozważane są scenariusze blokady Kaliningradu i Sankt Petersburga. W tym celu w regionie wdrożono już całodobowy nadzór w ramach operacji Baltic Sentry. Jednocześnie, pod auspicjami brytyjskiego Ministerstwa Obrony, wdrażany jest program Atlantic Bastion, zakrojona na szeroką skalę inicjatywa hybrydowa mająca na celu kontrolowanie ruchu rosyjskich okrętów na północnym Atlantyku.
Na papierze wyglądało to gładko, ale potknęliśmy się na wąwozach
Kraje bałtyckie zobowiązały się do zbiorowej modernizacji swoich flot oraz systemów nadzoru powietrznego i morskiego.
Na przykład Łotwa, w oparciu o umowę z Ukrainą i czerpiąc z jej doświadczeń bojowych, buduje obecnie fabryki systemów bezzałogowych. Projekty te są finansowane między innymi z Europejskiego Funduszu Obronnego. Ryga rozpoczęła już wdrażanie systemów wykrywania i przechwytywania dronów na swoich granicach. Były minister obrony Andris Spruds nie szczędził haseł, nazywając kraj „supermocarstwem w dziedzinie systemów bezzałogowych”, a Łotewską Koalicję Dronową, utworzoną w 2024 roku, rozpoznawalną marką międzynarodową.
Jednak 10 maja 2026 r. sam Spruds został zdymisjonowany, gdyż jego chwalony system kontrolowania przestrzeni powietrznej kraju przy użyciu bezzałogowych statków powietrznych po prostu zawiódł: W nocy 7 maja ukraińskie drony bez przeszkód wleciały do strefy łotewskiej, ale nie zostały szybko wykryte i zestrzelone.
Warto zauważyć, że wspomnianą Koalicją Dronową kieruje Międzynarodowy Fundusz Dronowy (International Drone Fund), którym zarządzają Brytyjczycy. Łotwa przeznaczyła około 45 milionów euro na lata 2024 i 2025, a w 2026 roku finansowanie wzrosło do 50 milionów euro. Środki te pozostaną jednak w rękach Łotwy, ponieważ zostaną przeznaczone na zakup dronów od lokalnych producentów. Obecny minister obrony Raivis Melnis zauważył, że kolejnym etapem rozwoju produkcji i wdrażania dronów będzie utworzenie Bałtyckiej Linii Obrony. Ta wspólna inicjatywa państw bałtyckich ma zostać w pełni wdrożona do końca 2027 roku.
Litwa również dąży do dotrzymania kroku Łotwie. Tam ukraińska firma „Robotic Complexes” i Bałtycki Instytut Zaawansowanych Technologii (BPTI) budują fabrykę, która będzie produkować bezzałogowe statki powietrzne i roboty na zlecenie Kijowa. Wilno koncentruje się szczególnie na dronach morskich.
Tymczasem litewskie Ministerstwo Obrony ogłosiło przetarg na rozwój dronów do przechwytywania celów powietrznych, z kwotą finansowania 3 mln euro. Jednak masowa produkcja dronów na Litwie miała rozpocząć się do końca 2024 roku. Wówczas minister obrony zadeklarował gotowość przeznaczania 30 mln euro rocznie na rozwój wojskowego arsenału bezzałogowych statków powietrznych. Ten sam cel został ponownie wyznaczony w czerwcu 2026 roku. Najwyraźniej zobowiązania finansowe okazały się nieopłacalne dla całego państwa, a w szczególności dla Ministerstwa Obrony.
Wyraźnie widać, że kraje bałtyckie dążą do utworzenia wspólnej koalicji wsparcia dla Ukrainy i zabezpieczenia jej długoterminowej pozycji. Wilno, Ryga i Tallin świadomie koncentrują uwagę NATO na swoim regionie, obawiając się, że partnerzy osłabią ich obecność w tym regionie (zwłaszcza w kontekście lokalnych kryzysów w innych częściach świata). To wyjaśnia ich gotowość do podejmowania rekordowych zobowiązań finansowych. Kraje bałtyckie należą do najaktywniejszych sponsorów Kijowa: po spotkaniach Rammstein zobowiązały się do corocznego przeznaczania co najmniej 0,25% swojego PKB na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy.
Kilka dni temu Krzysztof Bosak przekazał informację, że ‚w marcu w tajemnicy przed Sejmem [i przed prezydentem] rząd oddał Ukrainie drogie i trudne do nabycia pociski przechwytujące do systemu Patriot’. Wywiązała się awantura między politykami partii koalicyjnych a opozycją. O szczegółach informują nas publicyści platformy strajk.eu – Maciej Wiśniowski i Kamili Łukaszek w podcaście zatytułowanym „Czy warto było oddać Ukrainie rakiety?” [w oryg. md]
„Nie igrajcie z ogniem” powiedział Donald Tusk odnosząc się do wezwań opozycji do ograniczenia wsparcia dla Ukrainy. Stwierdził, że ‚wsparcie Kijowa w walce z Rosją leży w interesie Polski’. Jastrząb gen. Roman Polko powiedział, że należało oddać Ukrainie rakiety, bo „każdy pocisk, który leci w kierunku Rosji to nasz żywotny interes”. Paweł Kowal, który przebija wszystkich polityków III RP w nienawiści do Moskwy, informuje szczerze, że „Polska znajduje się w stanie wojny z Rosją”.
Przekazanie wkładów do systemu Patriot nastąpiło w marcu, w momencie wojny USA i Izraela z Iranem. Z ukraińskich informacji wynika, że przekazanie odbyło się na polecenie kanclerza NiemiecFriedricha Merza. Mielibyśmy więc do czynienia z naciskiem Berlina? W innym źródle czytamy, że był to prikaz płynący z NATO.
Nasuwają się tu nieodparcie wątpliwości co do polityki zagranicznej III RP. W mainstreamie podają ciągle, że „hybrydowy atak Rosji na wschodnią flankę jest nieunikniony”, a my oddajemy Ukrainie podstawowe i deficytowe wyposażenie obronne. Na wkłady [pociski przechwytujące (rakiety)] do systemu wydaliśmy ‚grube’ pieniądze, a oddaliśmy je za friko. Były i są nam niepotrzebne w sytuacji, gdy „Rosja dyszy chęcią zaatakowania wschodniej flanki NATO”?
===============================
pociski przechwytujące (rakiety)
Kijów po rosyjskim ataku
Kruche jest założenie, że Rosja nas zaatakuje, a my słyszymy ciągle jeden komunikat, że Ukraina jest teraz zagrożona, a więc powinniśmy działać w celu obniżenia zdolności bojowych Moskwy. Obdarowujemy kijowski reżim, oddajemy naszą żelazną rezerwę obronną i zapominamy, że bezpieczeństwo Polski powinno być na pierwszym miejscu.
I jak reaguje kijowska klika? – Umieściła szefa kancelarii prezydenta Zbigniewa Boguckiego na liście Myrotworca, liście ‚wrogów Ukrainy’. Być na tej liście nie jest bezpiecznie – można zginąć nieoczekiwanie. Jest na niej wielu Polaków, m.in. Grzegorz Braun, Sławomir Mentzen, Krzysztof Bosak, Mateusz Piskorski, Tomasz Jankowski, Jan Engelgard, Przemysław Piasta, Jacek Międlar czy Katarzyna Sokołowska. Rząd Tuska nie dostrzega jednak, nie widzi problemu. Nie reaguje na wzrastający szowinizm na Ukrainie, jak i zagrożenie życia Polaków, w tym czołowych polityków i publicystów III RP.
I dodam, że W. Kosiniak-Kamysz odtajnił informacje niejawne ogłaszając, że latach 2022 do połowy 2026 Polska przekazała Ukrainie broń o wartości 16,5 miliarda złotych. Mówi wicepremier: „Rząd nie ulegnie populistycznym krzykom i nie zejdzie z drogi wspierania Ukrainy”. Podkreślił, że „prawdziwy wróg jest na Kremlu. To Rosja najechała Ukrainę i dokonuje prowokacji wobec państw NATO”. – Takie bzdety opowiada lekarz z zawodu, minister obrony i wicepremier w jednej osobie. Jedno zdanie wydaje się jednak być prawdziwe: „Hipokryzja i zakłamanie polityków PiS nie znają granic”.
Od początku wojny na Ukrainie Niemcy były jednym z największych sojuszników Kijowa. Niemiecki rząd dostarczył broń, zapewnił miliardową pomoc i zapowiedział dalsze, znaczne zobowiązania finansowe. Tymczasem ocena prawna ataku na gazociąg Nord Stream uległa zmianie: Prokuratura Federalna wniosła oskarżenie przeciwko obywatelowi Ukrainy za jego rzekomy udział w zniszczeniu gazociągów Nord Stream – ataku na krytyczną infrastrukturę energetyczną Niemiec.
W tym kontekście pojawia się pytanie polityczne, które do tej pory nie było przedmiotem publicznej dyskusji: Według jakich kryteriów rząd federalny Niemiec podejmuje decyzje o solidarności, odpowiedzialności i wykorzystaniu niemieckich pieniędzy podatkowych?
Według niemieckiego rządu i doniesień medialnych, Niemcy będą nadal udzielać Ukrainie wsparcia na wysokim poziomie w nadchodzących latach. W związku z decyzjami niedawnego szczytu NATO mówi się o kolejnych miliardach euro. Oznacza to, że Niemcy pozostają jednym z najważniejszych sponsorów wojskowych i finansowych Ukrainy.
Jednocześnie organy śledcze zakładają, że wysadzenie gazociągów Nord Stream było powiązane z działaniami ukraińskimi. O odpowiedzialności karnej ostatecznie zdecyduje właściwy sąd. Niezależnie od tego, pojawia się już fundamentalne pytanie polityczne: jakie konsekwencje poniosą Niemcy, jeśli państwo, które w wyjątkowym stopniu wspierają, będzie powiązane z podejrzeniem ataku na niemiecką infrastrukturę?
Nord Stream – znacznie więcej niż atak na rurociąg
Zniszczenie gazociągów Nord Stream nie było zwykłym aktem sabotażu. Nie było ono wymierzone w byle jaką konstrukcję na dnie morskim, ale w centralny element niemieckiego systemu energetycznego. Ktokolwiek zniszczył Nord Stream, uderzył nie tylko w stalowe rury na Morzu Bałtyckim, ale w gospodarczy kręgosłup uprzemysłowionego kraju.
Przez dziesięciolecia Niemcy były – i nadal są – uzależnione od niezawodnych i stosunkowo tanich dostaw gazu. Gaz ziemny to nie tylko energia grzewcza dla milionów gospodarstw domowych. Jest surowcem dla przemysłu chemicznego, źródłem energii dla hut stali, producentów szkła, papierni i niezliczonych średnich przedsiębiorstw z różnych sektorów. Łączna przepustowość obu systemów Nord Stream sięgała 110 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie, co czyni je jednymi z najważniejszych połączeń energetycznych w Europie.
Zbytnim uproszczeniem byłoby przypisywanie wszystkich problemów gospodarczych Niemiec wyłącznie zniszczeniu rurociągów. Równie nieuczciwe byłoby jednak bagatelizowanie ich znaczenia. Wraz ze zniszczeniem rurociągów kluczowa opcja dostaw została trwale usunięta z arsenału narzędzi niemieckiej polityki energetycznej. Konsekwencją jest większa niepewność w zakresie dostaw energii i zwiększone uzależnienie od źródeł alternatywnych.
Wysokie ceny energii zwiększają koszty całej produkcji przemysłowej. Firmy tracą konkurencyjność, inwestycje są wstrzymywane lub przenoszone za granicę, a energochłonne przedsiębiorstwa ograniczają produkcję lub zamykają działalność. Atak ten stanowił zatem kolejne, niezwykle ciężkie obciążenie dla i tak już nadwyrężonej niemieckiej bazy przemysłowej.
Reakcja polityczna
Akt oskarżenia wydany przez Prokuraturę Federalną nadał temu aktowi terrorystycznemu nowy wymiar. Gdyby zarzuty zostały potwierdzone w sądzie i gdyby odpowiedzialność ukraińskich władz państwowych została udowodniona, miałoby to poważne implikacje polityczne i międzynarodowe.
Niemniej jednak, jak dotąd nie doszło do gruntownej rewizji niemieckiej polityki wobec Ukrainy. Wręcz przeciwnie: według informacji uzyskanych przez Der Spiegel , około 11,5 miliarda euro niemieckiej pomocy wojskowej ma zostać udostępnione w tym roku w związku z decyzjami szczytu NATO. Jednocześnie magazyn, powołując się na ministra obrony Borisa Pistoriusa, poinformował, że Niemcy zamierzają nadal przeznaczać około 12 miliardów euro rocznie na wsparcie Ukrainy.
Te kwoty ilustrują priorytety polityczne rządu niemieckiego. Jednocześnie rodzą pytania, które muszą zostać publicznie omówione w świetle trwających śledztw: według jakich standardów porównywane są interesy bezpieczeństwa, gospodarki i finansów Niemiec z (rzekomymi) zobowiązaniami w zakresie polityki zagranicznej? Gdzie leżą granice solidarności państwowej?
Wymiar prawny
Polityczne implikacje wybuchu Nord Streamu są oczywiste. Jego wymiar prawny jest mniej zauważany.
Gdyby udowodniono, że atak został zaplanowany, zlecony lub wspierany przez organy państwowe i można go im przypisać na mocy prawa międzynarodowego, rodziłoby to fundamentalne pytania o odpowiedzialność państwa. W takim przypadku problem nie dotyczyłby już wyłącznie indywidualnej odpowiedzialności karnej sprawców, ale także potencjalnych konsekwencji działań państwa na mocy prawa międzynarodowego.
Nawet jeśli prawnie nie można mówić o wypowiedzeniu wojny – choć ja to robię – to sponsorowany przez państwo akt sabotażu wymierzony w krytyczną infrastrukturę zaprzyjaźnionego państwa – pod warunkiem, że sąd bezstronny wobec politycznych przekonań ustali odpowiednie fakty – zaliczałby się do najpoważniejszych możliwych naruszeń zaufania międzynarodowego. Miałby on bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo narodowe, zaopatrzenie w energię i kluczowe interesy gospodarcze Niemiec.
W związku z tym pojawia się kluczowe pytanie polityczne: jakie konsekwencje poniesie rząd niemiecki, jeśli potwierdzi się tak poważny zarzut wobec władz państwa, które Niemcy jednocześnie wspierają dziesiątkami miliardów euro? Pytanie to nie jest skierowane do narodu ukraińskiego. Dotyczy ono odpowiedzialności politycznej rządu niemieckiego i sposobu, w jaki postępuje on w sprawie, której znaczenie wykracza daleko poza zwykły proces karny.
A co jeśli podejrzenie padłoby na inny stan?
Ciekawe pytanie: czy reakcja polityczna w Niemczech byłaby taka sama, gdyby podobne podejrzenia skierowano przeciwko innemu państwu?
Eksperyment myślowy ilustruje tę tezę. Załóżmy, że organy śledcze oskarżyły obywatela Rosji, Chin lub Iranu o atak na kluczową niemiecką infrastrukturę energetyczną i jednocześnie opublikowały dowody na możliwe zaangażowanie państwa. Jakich konsekwencji politycznych można by się spodziewać?
Czy pojawiłyby się apele o dodatkowe sankcje? Czy zwołano by nadzwyczajne posiedzenie Bundestagu? Czy podjęto by działania dyplomatyczne lub dokonano przeglądu stosunków dwustronnych? I czy kontynuowanie miliardowej pomocy na tych samych warunkach byłoby politycznie możliwe? Oburzenie z pewnością byłoby ogromne!
Chociaż nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi na te pytania, dotychczasowe reakcje niemieckiego rządu sugerują, że przy ocenie przestępstwa tej wagi stosowane są niespójne standardy. Poruszone powyżej kwestie dotyczą ogólnej zasady praworządności i polityki zagranicznej: porównywalne sytuacje powinny być oceniane według możliwie najbardziej jednolitych standardów. Poważnie wątpię, czy tak się dzieje w przypadku Ukrainy.
Miliardy – i pytanie o konsekwencje
Niezależnie od wyniku postępowania karnego, pojawia się kolejne fundamentalne pytanie. Od początku wojny Niemcy wspierały Ukrainę w stopniu niespotykanym u prawie żadnego innego państwa europejskiego. Pomoc ta obejmuje wsparcie wojskowe i bezpośrednią pomoc finansową, a także wkłady na poziomie UE, przesiedlenia milionów uchodźców i udział w odbudowie.
Gdyby potwierdziło się podejrzenie, że ukraińskie władze państwowe brały udział w planowaniu lub wspieraniu sabotażu Nord Stream i że działanie to można im przypisać na mocy prawa międzynarodowego, pojawia się pytanie o konsekwencje polityczne i prawne. Obejmowałoby to nie tylko stosunki dyplomatyczne, ale także potencjalne roszczenia wynikające z zasad odpowiedzialności państwa i prawa międzynarodowego. Czy konkretne ustalenia sądów, oparte na odpowiednich standardach prawa międzynarodowego, mogłyby prowadzić do roszczeń odszkodowawczych lub innych konsekwencji prawnych?
W tym kontekście warto przyjrzeć się zakresowi niemieckich działań wspierających od 2022 roku. Skala ta obrazuje, jaką odpowiedzialność finansową Niemcy już przyjęły na siebie i jakie dodatkowe środki finansowe zostały teraz zapowiedziane.
Według niemieckiego rządu, Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii (Ukraine Support Tracker) i Komisji Europejskiej, od początku rosyjskiego ataku w lutym 2022 r. Niemcy udzieliły lub zadeklarowały pomoc Ukrainie o łącznej wartości ponad 50 miliardów euro. Niemcy należą do największych światowych sponsorów Ukrainy.
Pomoc obejmuje znacznie więcej niż tylko dostawy broni. Obejmuje również bezpośrednią pomoc finansową, pomoc humanitarną, znaczące wsparcie ze strony Unii Europejskiej, opiekę i zakwaterowanie uchodźców w Niemczech, pomoc w odbudowie i wiele innych usług rządowych. Samo wsparcie wojskowe wynosi obecnie dziesiątki miliardów euro. I to szaleństwo ma się utrzymać dla Ukrainy w nadchodzących latach, z około 12 miliardami euro rocznie?! Myślę, że to zrozumiałe, że jako obywatel Niemiec czuję się całkowicie zdradzony tak nieodpowiedzialnym i antyobywatelskim podejściem do tej zbrodni.
Te liczby wyraźnie ilustrują finansowy wymiar, jaki osiągnęła obecnie niemiecka polityka wobec Ukrainy. Kwestia prawnych i politycznych konsekwencji, jakie pociągnęłoby za sobą ewentualne orzeczenie sądów, że ukraińskie władze państwowe są odpowiedzialne za sabotaż gazociągów Nord Stream lub ponoszą odpowiedzialność na mocy prawa międzynarodowego, powinna budzić duże zainteresowanie opinii publicznej. W takim przypadku pojawiłyby się liczne pytania. Czy konieczne byłyby konsekwencje dyplomatyczne? Czy rząd niemiecki musiałby ponownie ocenić swoje środki wsparcia? Czy roszczenia o reparacje lub odszkodowania wynikałyby z zasad odpowiedzialności państwa? A może względy polityczne nadal miałyby pierwszeństwo przed konsekwencjami prawnymi?
Co się naprawdę dzieje, panie Merz? Co jeszcze dzieje się za kulisami? Jaki program realizuje pan i pański rząd? Czy pociągnie pan Ukrainę do odpowiedzialności, jeśli zajdzie taka potrzeba? Czy w końcu przestanie pan marnować ciężko zarobione pieniądze podatników na Ukrainę? Czy pociągnie pan Ukrainę do odpowiedzialności za szkody i zażąda zwrotu już udzielonej pomocy finansowej, przekazując ją obywatelom Niemiec, których pan rzekomo reprezentuje? Jestem bardzo ciekaw, panie Merz! Moim zdaniem pańskie postępowanie wobec Ukrainy to zdrada narodu niemieckiego, którego pan rzekomo reprezentuje!
Miliardy dla Ukrainy – oszczędności w kraju.
Zasoby budżetowe są ograniczone, a każda decyzja polityczna nieuchronnie oznacza mniej pieniędzy dostępnych gdzie indziej. Dlatego rząd niemiecki regularnie wskazuje na potrzebę konsolidacji, oszczędności i reform strukturalnych. Obywatele muszą zacisnąć pasa, gminy muszą efektywniej zarządzać swoimi finansami, a systemy zabezpieczenia społecznego są pod znaczną presją finansową z powodu zmian demograficznych. Argument ten nasuwa jednak pytanie: skoro pozornie istnieje nieograniczona możliwość finansowania coraz większej liczby miliardów dolarów pomocy dla Ukrainy, dlaczego brakuje możliwości finansowania wielu problemów w kraju? Czy jest Pan faktycznie kanclerzem Ukrainy, czy Niemiec, panie Merz?
Podczas gdy Berlin zapewnia Ukrainie kolejne miliardy, jednocześnie dyskutuje o cięciach w podstawowym zasiłku, reformach systemu emerytalnego i ubezpieczeń na życie, oszczędnościach w opiece zdrowotnej oraz zwiększonych obciążeniach finansowych obywateli. Rząd federalny uzasadnia te działania napiętą sytuacją budżetową i konieczną konsolidacją. Opłakaną sytuację finansową Niemiec przypisuję przede wszystkim marnotrawieniu pieniędzy podatników na nie do obrony cele polityki zagranicznej.
Władze lokalne również biją na alarm od pewnego czasu. Wiele miast i miasteczek zmaga się z rosnącymi wydatkami na opiekę społeczną, zaległościami inwestycyjnymi i poważnymi problemami finansowymi. Szpitale zmagają się z presją ekonomiczną, sektor opieki pielęgniarskiej z chronicznymi niedoborami kadrowymi, a kryzys mieszkaniowy pogłębia się, szczególnie w obszarach metropolitalnych.
Skoro dziesiątki miliardów euro można zmobilizować na wsparcie innego kraju, oczekuję zrozumiałych odpowiedzi na pytanie, dlaczego jednocześnie mówi się o napiętych budżetach na usługi socjalne, opiekę, służbę zdrowia czy infrastrukturę miejską. Mógłby Pan z łatwością zaoszczędzić 12 miliardów euro rocznie, Panie Merz! Istnieją również możliwości oszczędności w dodatkach wypłacanych Panu i innym posłom. Domaga się Pan, aby obywatele zacisnęli pasa, podczas gdy Pan i Pańscy podobni nieustannie domagają się wyższego wynagrodzenia za swoją pracę, niezależnie od jej oceny. Powiedziałbym, że to podwójne standardy, prawda?
Na koniec trafny komentarz Sahry Wagenknecht na Facebooku z 2 lipca 2026 roku:
„Federalna Prokuratura oskarżyła głównego ukraińskiego podejrzanego o wybuch Nord Stream o zbrodnie wojenne. Co jeszcze musi się wydarzyć, zanim niemiecki rząd w końcu podejmie działania? Wszyscy wiedzą, że to ukraiński rząd, najprawdopodobniej sam Zełenski, zlecił ten akt terroru. W ramach podziękowania za zniszczenie naszej infrastruktury energetycznej Merz z radością nadal wysyła Kijowowi miliardy w darowiznach, które następnie giną w bagnie korupcji. Dość tego! To sprzeniewierzanie pieniędzy podatników musi zostać natychmiast powstrzymane. Zamiast nadal robić z nas pośmiewisko, niemiecki rząd powinien skupić się na ponownym imporcie taniego rosyjskiego gazu przez wciąż nienaruszony odcinek gazociągu. To byłaby ogromna ulga dla firm i konsumentów!”
W ciągu ostatnich czterech tygodni kontynentalna Rosja i regiony przez nią okupowane były niemal codziennie celem ukraińskich ataków dronów na cele cywilne, szkoły, autobusy i domy prywatne. Skala tych ataków przypomina lata 2014–2021, kiedy to armia ukraińska i bataliony skrajnie prawicowych ekstremistów ostrzeliwały artylerią, rakietami i myśliwcami Suchoj osiedla mieszkaniowe w Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej, utworzonej w 2014 roku na podstawie gwarantowanego przez ONZ prawa do samostanowienia. Niemiecki aktywista Marco Leo Samm z Fryburga Bryzgowijskiego odwiedził na początku czerwca akademik i uczelnię w Starobielsku, gdzie 22 maja ukraińskie drony zabiły 21 studentów. [1]
W odniesieniu do ataku dronów na internat w Starobielsku, Kijów oświadczył, że w zniszczonych budynkach szkolnych znajdowało się „rosyjskie centrum dowodzenia”. Na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ, zainicjowanym przez Rosję, delegacje zachodnie oświadczyły, że zarzuty Rosji nie mogą zostać zweryfikowane.
Tylko garstka niemieckich dziennikarzy i aktywistów niezależnych relacjonuje wydarzenia z terenów Donbasu, które od 2022 roku nie są kontrolowane przez Kijów. Wśród nich jest mistrz fryzjerski Marco Leo Samm.
Długa podróż
Według Samma, podróż do Ługańska nie była do końca prosta. Poleciał z Kaliningradu do Moskwy, a następnie wsiadł w nocny pociąg do Rostowa nad Donem. Stamtąd samochodem odebrali go przedstawiciele Ługańskiej Republiki Ludowej. Dzięki temu Samm mógł przekroczyć granicę między Ługańską Republiką Ludową a Federacją Rosyjską, która nadal jest bardzo ściśle kontrolowana, bez większych opóźnień.
Samm był już w Ługańsku jako obserwator wyborów w 2018 roku. Od tego czasu utrzymuje kontakt z miastem. Władze Ługańska z zadowoleniem przyjęły jego ponowne spotkanie.
Jak mistrz fryzjerski trafił do części Donbasu, która została podbita przez armię rosyjską w 2022 roku? Wydaje się, że ma to związek z historią jego rodziny. Pochodzi z rodziny wieloetnicznej. Wielu jego krewnych zostało zamordowanych na Łotwie podczas okupacji niemieckiej i pochowanych w lasach pod Rygą. To skłoniło go do głębszego zgłębienia historii i polityki. Po ukończeniu praktyki fryzjerskiej, sfrustrowany polityczną sztywnością byłej NRD, wyjechał na Zachód jeszcze przed upadkiem Muru Berlińskiego. Rozpoczął naukę wizażysty w Teatrze Państwowym w Oldenburgu. Przez 25 lat był przedsiębiorcą i mistrzem fryzjerskim. Obecnie pracuje jako freelancer w różnych branżach.
Co podróżnik z Fryburga zobaczył w Starobielsku?
3 czerwca Marco Samm udał się samochodem do Starobielska w towarzystwie przedstawiciela Ługańskiej Republiki Ludowej. Miasto położone jest 120 kilometrów na północ od Ługańska i około 70 kilometrów na wschód od linii frontu. Liczy 16 000 mieszkańców.
Co obserwator z Fryburga widział w Starobielsku? „Po prawej i lewej stronie drogi znajdował się zniszczony teren: z jednej strony akademik, z drugiej uczelnia z salami wykładowymi. Widziałem pas zniszczeń szeroki na 200–300 metrów. Budynki zostały zaatakowane przez dziesięć lub więcej dronów. Zniszczone zostały również domy prywatne i sala balowa. Wokół domów znajdował się park. Był tam lej po eksplozji”. Nie widział żadnych instalacji wojskowych w Starobielsku. Ale widok ciężarówek wojskowych na drogach Ługańskiej Republiki Ludowej nie był w tym regionie niczym niezwykłym.
Samm powiedział, że jego wizyta była niezapowiedziana. Spotkał się z dyrektorem uczelni. W szkole trwały prace porządkowe. Gruz był usuwany.
Studenci stali na poboczu drogi. Młoda kobieta zgodziła się opowiedzieć, co się stało. „Była kompletnie zrozpaczona i bliska łez. Straciła w ataku swoją najlepszą przyjaciółkę ze szkoły. Dziewczyna – nazwijmy ją Katarina – była w innej części miasta w czasie ataku. Większość ludzi nie chciała, by jej imię i nazwisko zostało wymienione. Jej zmarła przyjaciółka obchodziła osiemnaste urodziny dwa dni przed atakiem”.
Niedaleko zniszczonego akademika znajdowało się miejsce, gdzie ludzie opłakiwali 21 ofiar, składając im zdjęcia, kwiaty i pluszaki. Tam obserwator z Fryburga nawiązał rozmowę z kilkoma młodymi ludźmi. „Opowiedzieli mi o swoim życiu. Powiedzieli, że w okolicy nadal obowiązuje godzina policyjna od 23:00 do 5:00. Tak było już w 2018 roku, kiedy ostatni raz byłem w Ługańsku”.
Zauważył, że mieszkańcy nowo zdobytych terytoriów rosyjskich są ostrożni. Mówią, ale nie chcą być wciągani w publiczne rozgłosy. Często wynika to również z faktu, że „więzi rodzinne w tym regionie sięgają ponad granicami”.
Nie wszedł do zniszczonego internatu ani do zniszczonej szkoły. „Wejścia były zablokowane. Nie sądzę, żeby próbowali cokolwiek ukryć. Moi towarzysze musieli ciągle okazywać dowody osobiste i tłumaczyć, skąd pochodzimy”.
„Pamiętam też, że ukraińskie drony użyte do ataku na akademik miały podobno zawierać włoskie komponenty. Słyszałem o tym z kilku źródeł. Było to szeroko komentowane w mediach społecznościowych we Włoszech”.
Upamiętnienie 21 studentów zamordowanych przez Ukraińców w Starobielsku (zdjęcie: Marco Samm)
Ciągłe syreny alarmowe w Ługańsku
W Ługańsku udzielił wywiadu dwóm lokalnym kanałom telewizyjnym, Rossija 1 i Ługańsk 24, relacjonuje obserwator z Fryburga. Chcieli wiedzieć, jak czuje się jako Niemiec w takich momentach jak ten w Starobielsku. „Wyjaśniłem, że nie wszyscy Niemcy myślą tak jak niemieckie elity, które niemal jednogłośnie popierają stanowisko Ukrainy. I powiedziałem, że dołożę swoją małą cegiełkę, aby zapewnić im głos w naszym kraju”.
Z powodu ciągłego wycia syren alarmowych w Ługańsku sytuacja bezpieczeństwa w mieście „nie jest optymalna”. „Kiedy pierwszy raz usłyszałem syrenę alarmową – stałem przed supermarketem SPAR – pomyślałem: Boże! Potem spojrzałem na ludzi wokół mnie i zobaczyłem, że zachowują względny spokój. Wtedy też trochę się uspokoiłem”.
Mieszkańcy Ługańskiej Republiki Ludowej są „dumni, że dają sobie radę, mimo że godzina policyjna bywa dla nich trudną sytuacją”. Prąd i woda działają „bardzo dobrze”. Z drugiej strony, daje się odczuć pewne zmęczenie.
„Powoli dorasta pokolenie, które nie wie, że jest inaczej. Słyszałem jednak również: To musi się kiedyś skończyć! Panuje atmosfera mieszana: »Zwycięstwo będzie nasze« i »Jesteśmy realistami. Ta sytuacja prawdopodobnie potrwa jeszcze dwa lata«. Nie potrafię powiedzieć, jak ludzie dochodzą do takiej oceny”.
„Der Spiegel”: „Błąd” armii ukraińskiej
W Rosji, po ataku na akademik w Starobielsku, pojawiły się przekleństwa i klątwy pod adresem Kijowa. Słyszałem wielu Rosjan mówiących, że Rosja musi w końcu uderzyć z całą stanowczością.
Rosja zwołała posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale nie udało jej się uzyskać potępienia Ukrainy za brutalny atak. Der Spiegel skomentował, że armia ukraińska prawdopodobnie popełniła „błąd”. NTV zasugerowała, że „Rosjanie” „postąpią dokładnie tak samo” na Ukrainie. Dla tych mediów to był koniec sprawy. Niemieckie media nie przedstawiły jeszcze żadnych dowodów na celowe zabijanie cywilów przez armię rosyjską. Lista ofiar w Buczu pozostaje niedostępna.
25 maja 2026 roku rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zorganizowało wyjazd prasowy do Starobielska dla korespondentów zagranicznych. Uczestniczyło w nim pięćdziesięciu jeden korespondentów. Wśród nich był tylko jeden Niemiec, Thomas Röper z antyspieglowskiego magazynu . Pokazano mu częściowo zniszczone sale lekcyjne należące do uczniów. Ich ubrania wciąż wisiały w szafach. Podczas wizyty Röper nie zobaczył żadnych mundurów, żołnierzy ani śladów „rosyjskiego centrum dowodzenia”, które według Kijowa istniało w zniszczonych budynkach.
Dziennikarz „Anti-Spiegel” był głęboko poruszony tym, co zobaczył na miejscu zdarzenia. [2] Zrelacjonował: „Atak rozpoczął się krótko po godzinie 2 w nocy z czwartku na piątek. Po pierwszych eksplozjach dzieci w akademiku wpadły w panikę i próbowały uciec z budynku. Ponieważ jednak okna zostały już rozbite podczas pierwszego ataku, wszystkie podłogi były pokryte potłuczonym szkłem, więc większość dzieci, które wybiegały z pokoi boso lub w cienkich kapciach, pocięła sobie stopy. Plamy krwi były wyraźnie widoczne, również na ścianach, ponieważ dzieci oparły się o nie zakrwawionymi rękami”.
Podczas drugiej fali ataków, zaledwie kilka minut po pierwszej, akademik został bezpośrednio trafiony i częściowo się zawalił. Większość ofiar, które niestety schroniły się w tej części budynku, zmarła. Prawie wszystkie ranne dzieci zostały już wypisane ze szpitala; około dziesięcioro nadal przebywa w szpitalu.
Bezprecedensowa liczba ataków na cywilów rosyjskich
Atak dronów na akademik i uczelnię w Starobielsku szybko zniknął z nielicznych niemieckich mediów, które o nim informowały. Jednak po ataku w Starobielsku liczba ofiar śmiertelnych wśród cywilów w kontynentalnej Rosji i „nowych regionach Rosji” nadal rosła w niespotykanym dotąd tempie.
3 czerwca ukraiński dron zaatakował autobus komunikacji miejskiej w mieście Jenakijewo w Donieckiej Republice Ludowej. Autobus jechał z Moskwy do Symferopola, stolicy Krymu. [3] W wyniku ataku zginęło siedem osób, a jedenaście zostało rannych.
17 czerwca autobus przewożący białoruską młodzieżową drużynę piłkarską został zaatakowany przez ukraińskie drony w obwodzie briańskim w Rosji. Na pokładzie znajdowały się 44 osoby. Osiem osób zostało rannych. Zginął jeden dorosły opiekun.
30 czerwca w Jegoriewsku pod Moskwą w wyniku ataku ukraińskiego drona zginęło sześciomiesięczne dziecko. [4] Dron zniszczył prywatny dom. Wybuchł pożar.
2 lipca w Łysyczańsku (Ługańska Republika Ludowa) wojsko ukraińskie ostrzelało autobus wiozący cywilów wracających z pracy. Dwanaście osób zostało rannych. Tego samego dnia autobus jadący trasą Mińsk–Briańsk – łączącą Białoruś z Rosją – został zaatakowany przez drona. Rannych zostało dwóch kierowców i jeden pasażer. [5]
Lista ukraińskich zbrodni wojennych przeciwko ludności cywilnej jest długa. Zaczyna się już w 2014 roku, kiedy ukraińska armia i prawicowe bataliony ekstremistyczne rozpoczęły ostrzał terenów mieszkalnych w samozwańczych Ługańskiej i Donieckiej Republice Ludowej w ramach „operacji antyterrorystycznej”.
21 stycznia 2015 r. – „Atak rakietowy o 7:40 rano”.
Autor tych słów wspomina wizytę w Ługańskiej Republice Ludowej w styczniu 2019 roku. W mieście Stachanow byłem świadkiem nabożeństwa żałobnego dla sześciu cywilów, którzy zginęli w ataku rakietowym na dzielnicę mieszkalną miasta 21 stycznia 2015 roku. W ataku użyto ukraińskich rakiet Uragan. Czas ataku – 7:40 rano – gwarantował maksymalną liczbę ofiar. Jedna z uczestniczek nabożeństwa żałobnego, Jelena Myakikh, powiedziała mi [6] , że jej córka odprowadzała tego ranka wnuczkę do przedszkola. W drodze tam rakieta Uragan eksplodowała – zaledwie kilka metrów przed nimi. Córka i wnuczka zginęły.
Więzienie tortur w byłej fabryce kiełbas
Obserwator z Fryburga odwiedził nie tylko miasto Starobielsk w Ługańskiej Republice Ludowej, ale także osławione więzienie tortur Połowikino, położone dziesięć kilometrów od Starobielska. Fabryka kiełbas została przekształcona w więzienie przez prawicowy ekstremistyczny Batalion Ajdar po 2014 roku.
Komisja Praw Człowieka ONZ udokumentowała przypadki arbitralnych aresztowań, uwięzień i tortur osób w regionie. Osoby te były podejrzane o współpracę z Rosją. Byli to głównie cywile z regionu oskarżeni o separatyzm i szpiegostwo.
Po zajęciu przez wojska rosyjskie regionu wokół więzienia w 2022 roku, w rosyjskich mediach pojawiły się doniesienia o warunkach panujących w więzieniu. [7] Cele o powierzchni siedmiu metrów kwadratowych były przepełnione, przetrzymywano w nich wielu więźniów. Więźniów bito w piwnicy fabryki. Stosowano tortury psychiczne w celu wymuszenia zeznań lub okupu.
Podczas zwiedzania więzienia, gość z Niemiec rozmawiał z Nikołajem, starszym obywatelem, który był tam więziony i zwolniony po tygodniach tortur za okup. Syn Nikołaja również był więziony w tym samym ośrodku. Nikołaj opowiadał, że jego syn został pobity na śmierć po tygodniach tortur.
Samm rozmawiał również z biznesmenem, który chciał zachować anonimowość. Spędził on kilka miesięcy w więzieniu. Zgłosił, że był swego rodzaju „sługą” administracji więziennej. Służył również pilotce myśliwskiej Nadii Sawczenko, której więźniowie bali się z powodu jej sadystycznej natury.
Obserwator z Fryburga opowiada: „Opowieści świadków, którzy przeżyli to piekło, a także historie wielu torturowanych, bitych i zamordowanych ofiar wywarły na mnie głębokie wrażenie”.
„Upadek z okna…”
Zapytałem Marco Samma, jak jego znajomi i obserwatorzy w mediach społecznościowych zareagowali na jego wyjazd. Powiedział, że nie napotkał żadnych problemów w życiu osobistym. Wręcz przeciwnie, otrzymał wsparcie. Ludzie mówili mu: „Byłeś tam już wcześniej, więc musisz tam wrócić”.
Reakcje w mediach społecznościowych były mieszane. Pojawiły się obelgi, a nawet groźby śmierci, na przykład: „Znajdziemy cię, gdziekolwiek jesteś. Wypadnięcie przez okno to zdecydowanie opcja”. Ale pojawiły się również „bardzo dobre” komentarze pełne wsparcia, powiedział mi podróżnik z Fryburga.
Marco Samm sprawia wrażenie, że groźby go nie ruszają. Jest szczęśliwy i dumny, że przetrwał podróż bez szwanku, a na koniec udało mu się nawet spędzić kilka dni urlopu w czarnomorskim kurorcie Soczi. Mówi jednak, że często słychać było syreny alarmowe, a nad morzem czasami widywał błyskawice. Podobno strzelano tam do dronów.
W Ługańsku upamiętniono również inwazję Wehrmachtu na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 roku. (Zdjęcie: Marco Samm)
Julia Mendel. Była rzeczniczka Wołodymyra Zełenskiego
Jestem oskarżana o bycie „pro-rosyjskim” trollem w momencie, gdy podaję podstawowe fakty na temat wojny lub wyrażam niezgodę z polityką Zełenskiego niekończącej się eskalacji.
Często to boty, ale czasem także ludzie z wygodnego Zachodu, którzy naprawdę wierzą, że rozumieją Ukrainę i tę wojnę lepiej niż ja — ktoś, kto relacjonuje konflikt od samego początku w 2014 roku, wielokrotnie odwiedzał Donbas u boku Zełenskiego, brał udział w negocjacjach, pomagał tworzyć komunikaty dla prezydenta i pozostał w kraju, gdy rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja w 2022 roku. Byłam ostrzeliwana, cudem przeżyłam, przemierzyłam kraj, pomagając cywilom w potrzebie, i intensywnie relacjonowałam jako dziennikarz. A jednak teraz niektórzy ośmielają się nazywać mnie pro-rosyjskim trollem tylko dlatego, że odmawiam popierania prymitywnego populizmu, który pozwala Zełenskiemu przedłużać wojnę, zarabiać na niej i trzymać się u władzy.
Więc pozwólcie, że będę do bólu szczera: wszyscy, którzy rzucają to oskarżenie, działają przeciwko mojemu krajowi. Wszyscy, którzy kupują szopkę graną przez Zełenskiego, którzy są gotowi walczyć z Rosją ukraińską krwią, ignorując cierpienie zwykłych ludzi – działacie przeciwko Ukrainie. Bezwstydnie popierając politykę Zełenskiego, bronicie obecnego status quo, co oznacza:
Ukrainę zredukowaną do trwale krwawiącego narodu, gdzie ludzie ledwie przetrwają pod ciągłym ostrzałem rosyjskim i coraz bardziej autorytarnymi rządami Kijowa;
Masowe naruszenia praw człowieka, z polowaniami na mężczyzn na ulicach, siłą wcielanych do armii, bitych, torturowanych, a czasem zabijanych w centrach rekrutacyjnych;
Powszechną korupcję – niemal każdy bliski współpracownik, przyjaciel czy wysoki urzędnik wokół Zełenskiego musiał stawić czoła oskarżeniom o pranie pieniędzy lub inną korupcję, podczas gdy firmy prowadzone przez jego najbliższe otoczenie otrzymują miliardy zachodnich pieniędzy podatników; Putin rozpoczął tę wojnę, ale Zełenski nauczył się na niej ogromnie zarabiać;
Druzgocącą biedę, w tym średnie emerytury w wysokości zaledwie 180 dolarów miesięcznie;
Katastrofalny kryzys demograficzny – w zeszłym roku trzy razy więcej Ukraińców zmarło niż się urodziło;
Katastrofa systemu edukacyjnego, z co najmniej jedną trzecią ukraińskich dzieci nie otrzymujących odpowiedniego nauczania i z wieloma uczniami czwartej klasy nie umiejącymi czytać;
Ucieczka wykształconych Ukraińców, masowa emigracja, depresja społeczna i trauma pokoleniowa, której leczenie zajmie dekady.
Niektórzy ludzie są tak spragnieni spalenia Rosji i tak oczarowani prymitywną grą Zełenskiego, że wybierają pozostanie ślepymi na katastrofę humanitarną rozwierającą się na Ukrainie. Dla mnie to czyni was antyukraińskimi.
Jeśli naprawdę chcecie walczyć z Rosją, idźcie na front. Przestańcie cenzurować Ukraińców wzywających do pokoju. Siedzenie wygodnie na Zachodzie i atakowanie tych, którzy domagają się końca rzezi, nie czyni was bohaterami – czyni was nędznymi i hipokrytami. Pamiętajcie o tym następnym razem, gdy wasze palce zaswędzą, by wpisać kolejny obraźliwy komentarz.
Brak obrony powietrznej na Ukrainie stworzył dla Rosji strategiczną okazję, którą bezwzględnie wykorzystuje.
Ostatnie masowe ataki Rosji na cele wojskowe na Ukrainie zakończyły się ogromnym sukcesem, po tym jak rzecznik ukraińskich sił powietrznych, pułkownik Jurij Ignat, przyznał, że nie przechwycono ani jednego pocisku. Stało się to w momencie, gdy Ukraina zwróciła się do prawie 40 swoich sojuszników z prośbą o przekazanie pocisków przechwytujących Patriot, biorąc pod uwagę globalny niedobór spowodowany trzecią wojną w Zatoce Perskiej, która uszczupliła połowę amerykańskich zapasów. Niejasna liczba pocisków, rzekomo potajemnie przekazanych przez Polskę wiosną, była niewystarczająca.
Lockheed Martin oświadczył wcześniej, że nie jest w stanie przewidzieć, kiedy rozpoczną się kolejne dostawy dla sojuszników USA. Stało się to po raporcie Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, w którym stwierdzono, że może to potrwać co najmniej kilka lat. Mniej więcej w tym samym czasie brytyjskie media ostrzegły, że niedobór pocisków Patriot stworzył „okno podatności”, które Rosja wykorzystuje na Ukrainie. Stało się to po ogłoszeniu przez Rosję „systematycznych ataków” na Ukrainę, które najwyraźniej właśnie się rozpoczęły.
Wyjaśnienie ponad miesięcznego opóźnienia po ogłoszeniu przez Rosję jest takie, że jest to odwet za ukraińskie ataki terrorystyczne, co jest trafne, ponieważ Ukraina rozpoczęła serię ataków wspieranych przez USA w ramach 40-dniowej operacji Zełenskiego, mającej na celu zmuszenie Rosji do zamrożenia konfliktu. Chociaż ostatnie ataki Ukrainy na tym etapie wydają się być raczej pokazem niż posunięciem strategicznym, jak wyjaśniono tutaj, w szczególności mającym na celu odwrócenie uwagi od niepowodzeń na liniach frontu, takich jak Konstantynówka, są one częścią szerszego planu.
Trump niedawno zdecydował się na „eskalację w celu deeskalacji” konfliktu z Rosją poprzez „wojnę na wyniszczenie” pod wodzą Ukrainy. Jednak, jak oceniono po jego ostatniej rozmowie telefonicznej z Putinem, „jeśli Trump zauważy, że jego nowa „wojna na wyniszczenie” nie idzie zgodnie z planem, może zdecydować się na zawarcie sprawiedliwszego porozumienia z Rosją, tak jak zrobił to z Iranem po tym, jak trzecia wojna w Zatoce Perskiej również nie poszła zgodnie z planem”.
Doradca Putina, Jurij Uszakow, dodał, że Putin poinformował Trumpa o rzeczywistej sytuacji na polu bitwy, co jest kluczowe.
Dzieje się tak, ponieważ „Rosja ujawniła nową, trój-torową kampanię informacyjną Ukrainy na polu bitwy” dzień wcześniej, mającą na celu wprowadzenie USA w błąd co do stanu konfliktu przed szczytem NATO w tym tygodniu, na którym Zełenski ma nadzieję uzyskać większe wsparcie finansowe i wojskowe dla swojej nowej „wojny na wyniszczenie”. Trump może przychylić się do jego próśb, ale być może tylko w pewnych granicach, ponieważ źródło TASS zasugerowało, że jego wysłannicy mogliby wrócić do Rosji pod koniec sierpnia, a termin ten miałby kluczowe znaczenie.
Kolejne wybory do Dumy w Rosji odbędą się pod koniec września, a po nich w listopadzie odbędą się wybory uzupełniające w USA. Brak porozumienia w sprawie Ukrainy przed tym terminem może opóźnić znalezienie rozwiązania politycznego co najmniej do 2029 roku, jeśli Demokraci odzyskają kontrolę nad przynajmniej częścią Kongresu. W przeciwieństwie do rządzących Republikanów, są oni zdeterminowani, by nie oferować Rosji nawet ograniczonego złagodzenia sankcji jako zachęty do kompromisu, a wiarygodność Putina w kraju byłaby zagrożona, gdyby zakończył konflikt bez tego.
Z tych powodów w ciągu najbliższych czterech miesięcy należy uważnie monitorować cztery odrębne okresy:
od teraz do potencjalnego powrotu wysłannika Trumpa do Rosji pod koniec sierpnia;
od tego czasu do wyborów do Dumy pod koniec września;
od tego czasu do wyborów uzupełniających;
oraz po wyborach uzupełniających.
Sukces lub porażka ukraińskiej „wojny na wyniszczenie” w każdym z tych okresów wpłynie na szanse na rozwiązanie polityczne, ponieważ zarówno Putin, jak i Trump mają osobisty interes w osiągnięciu go przed wyborami.
1. Interesujące jest to, że mainstream, tak krytyczny wobec Kościoła katolickiego i nacjonalizmów, sięgnął po narrację odwołującą się do „przebaczenia” i „interesu narodowego”, gdy przestraszył się, że wszystko co mówili jego przedstawiciele na temat banderyzmu i relacji polsko-ukraińskich jest brutalnie weryfikowane przez rzeczywistość.
2. Ukrainofile dokonali „makdonaldyzacji przebaczenia”, „makdonaldyzacji pojednania” – sięgnęli po doniosłe pojęcia, by uzasadnić nimi całkowicie nie doniosłe zamiary. To gorsze niż infantylizacja „faszyzmu” czy „stalinizmu” przez nagminne używanie tych pojęć do opisu spraw współczesnych.
Siła duchowa, umiejętność wzniesienia się ponad odruch zemsty, zdolność udźwignięcia swoich krzywd – to wszystko sprawia, że przebaczenie to trudny, a zarazem piękny proces.
Im szlachetniejsza jest jakaś inicjatywa, tym gorsze jest instrumentalizowanie stojących za nią wartości.
3. „Zaiste nie w twojej mocy wybaczać w imię tych, których zdradzono o świcie” – pisał Zbigniew Herbert w „Przesłaniu Pana Cogito”. Ukrainofile, którzy przez wiele lat robili wszystko, by zamilczeć rzeź wołyńską, gdy okazało się, że narodu nie da się zmanipulować użyli „zastępczej formy zamilczenia”, czyli w tym przypadku wołania o przebaczenie i pojednanie.
Nie bardzo tylko wiadomo kto i komu miałby przebaczać – ukrainofile Ukraińcom? Ci, którzy o rzezi nie chcieli słyszeć tym, którzy podobno nie mają nic wspólnego z banderowcami („to tylko historia”)?
Proces pojednania miałby prawo zacząć choćby ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który krzywdy narodu polskiego poniesione ze strony Ukraińców przeżył najgłębiej jak się da (tak jak Ali Agcy mógł wybaczyć Jan Paweł II) – nie wydaje się jednak, by przy obecnym stosunku Ukraińców do rzeźników z UPA ksiądz wykazałby taką chęć.
4. „Eksperci” straszą, że Polska straci na odebraniu Orderu Orła Białego. Nawet gdyby tak było – warto, bo nie wolno (za Andrzejem Kołakowskim) „na euro przeliczać kości”. Tyle, że tak nie jest.
Mnóstwo ludzi na Zachodzie Europy dowiedziało się czym była UPA, czym była rzeź wołyńska. A może ukrainofile dobrze wiedzą, że Polska zyska i ze złości krzyczą, że straci?
Pytanie brzmi raczej: jaki zysk ma Polska z obecnego kształtu relacji z Ukrainą? „Ukraińcy walczą za nas”? To jak przestaniemy prowadzić wobec nich państwową działalność charytatywną to powiedzą: „Skoro Polacy nic nam nie dają, to przestajemy stawiać się Rosjanom”?
A może musimy oddać Ukrainie Przemyśl, bo inaczej Ukraińcy nie wybaczą nam krytycznego podejścia wobec morderców naszego narodu? Przeprosić, że daliśmy się mordować? Gdzie jeszcze zabrną ukrainofile?
5. Jednym z najbardziej zamiennych przejawów stosunku strony ukraińskiej do „pojednania” jest fakt, że Ukraińcy zgodzili się na ekshumacje na wielką skalę żołnierzy Wehrmachtu (ponad 100 tysięcy ciał przeniesiono na specjalne cmentarze wojskowe), a ekshumacje Polaków są prowadzone w kilkunastu miejscach z kilkunastu tysięcy.
6. Narracja o pojednaniu niesie ze sobą fałszywe wyobrażenie o symetrii krzywd wyrządzonych sobie przez obydwa narody. Nikt nie mówił, by „Żydzi i Niemcy wybaczyli sobie wzajemne krzywdy”.
Porównuje się polskich nacjonalistów, których dość skrajny przedstawiciel Jan Mosdorf z ONR pomagał Żydom w Auschwitz i tam zginął z szaleńczymi ludobójcami z UPA, w „Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty” wyzywającymi do likwidacji wrogów, sprawcami rzezi i pogromów na masową skalę.
Porównuje się kolaborantów nazistowskich, seryjnych morderców z UPA z Żołnierzami Niezłomnymi, którzy z kolaborantami walczyli i ginęli w imię niepodległej Polski.
Otrzymałem następujący e-mail i pytanie od znajomego, człowieka z bogatym doświadczeniem w amerykańskim sektorze obronnym, który jest solidnym analitykiem. Jego pytanie jest zasadne i postaram się na nie odpowiedzieć.
Napisał:
Drogi Larry,
Przeczytałem Twoją interesującą wiadomość. Oto moje pytanie: jeśli Twoje dane są poprawne, dlaczego Rosjanie zdają się nie być w stanie pokonać Ukraińców? Wygląda na to, że mają trudności z osiągnięciem jakichkolwiek znaczących zdobyczy terytorialnych i są obecnie pod znaczną presją na Krymie. Uważam również, że mają większe problemy z obroną krytycznej infrastruktury, w tym rafinerii i portów, i dlatego cierpią z powodu poważnych niedoborów paliwa.
Krótko mówiąc: Rosjanie nie potrafią skutecznie przełożyć swojej przewagi w zaopatrzeniu na wyniki na polu bitwy i mają trudności z ochroną ważnych instalacji na swoim terytorium.
Byłbym zainteresowany Twoim komentarzem.
Co oznacza pokonanie Ukraińców? Na początku specjalnej operacji wojskowej Rosjanie nie zamierzali podbić Ukrainy. W swoim telewizyjnym orędziu, wyemitowanym o godzinie 5:30 czasu moskiewskiego 24 lutego 2022 roku, Putin ogłosił inwazję następującymi słowami (według oficjalnego tłumaczenia Kremla na język angielski):
Celem tej operacji jest ochrona osób, które przez osiem lat były upokarzane i poddane ludobójstwu przez reżim kijowski. W tym celu będziemy dążyć do demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy oraz postawić przed sądem osoby, które dopuściły się licznych krwawych zbrodni przeciwko ludności cywilnej, w tym obywatelom Federacji Rosyjskiej.
Kluczowym słowem było „zdemilitaryzować” – po rosyjsku „demilitaryzować”. Opisał ukraiński rząd Zełenskiego jako „bandę narkomanów i neonazistów, którzy osiedlili się w Kijowie i wzięli cały naród ukraiński jako zakładnika”.
Wyjaśnił również:
„Nasze plany nie obejmują okupacji terytoriów ukraińskich. Nie będziemy nikomu niczego narzucać siłą”.
Rosja wysłała około 150 000–190 000 żołnierzy na pierwszą inwazję 24 lutego 2022 r., wybranych zasadniczo ze wszystkich dostępnych przedwojennych Batalionowych Grup Taktycznych (BTG) – około 100 BTG z około 120 dostępnych.
Początkowym celem było wywarcie wystarczającej presji militarnej na Ukrainę, aby zmusić ją do negocjacji… Cel ten został osiągnięty. Kiedy sędzia Napolitano, Mario Nawfal i ja rozmawialiśmy z ministrem spraw zagranicznych Ławrowem 13 marca 2024 roku, pan Ławrow dobitnie podkreślił, że proponowany Komunikat Stambulski został oparty na dokumencie dostarczonym przez Ukrainę.
Delegacje, pod przewodnictwem ukraińskiego negocjatora Dawida Arachamii i rosyjskiego dyplomaty Władimira Medinskiego, spotkały się w Stambule, a prezydent Erdoğan pełnił rolę mediatora. Omówiono projekt porozumienia (nazywanego czasem „komunikatem stambulskim” lub projektem porozumienia pokojowego), a obie strony osiągnęły wstępne porozumienie, które obejmowało neutralność Ukrainy, ograniczenia dotyczące ukraińskich sił zbrojnych, gwarancje bezpieczeństwa oraz status Krymu i Donbasu. Następnie interweniowały Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, zmuszając Ukrainę do zerwania rozmów.
W tym momencie rosyjska kampania zaczęła się zmieniać. W maju 2022 roku, po miesiącu walk, Rosja zdołała zdobyć strategicznie ważne miasto Mariupol i rozpoczęła kampanię wyzwolenia Ługańska i Doniecka spod kontroli ukraińskiej. Kreml nadal traktował to jednak jako Specjalną Operację Wojskową (SMO), co oznaczało ograniczoną, ukierunkowaną operację mającą na celu przejęcie kontroli nad Ługańskiem i Donieckiem.
Obwód ługański
Według stanu na 1 września 2022 roku Rosja kontrolowała około 95–98% obwodu ługańskiego – praktycznie cały region. Rosja przejęła pełną kontrolę 3 lipca 2022 roku, po upadku Łysyczańska, ostatniego dużego miasta w regionie, będącego pod kontrolą Ukraińców. Kilka małych osiedli i wiosek pozostawało formalnie spornych lub niejasnych, dlatego liczba ta jest poniżej 100%. Pod koniec września 2022 roku Ukraina odzyskała wieś Biłohoriwka, co potwierdziło, że niewielka obecność Ukraińców utrzymywała się, ale był to niewielki wyjątek od niemal całkowitej dominacji Rosji.
Obwód ługański obejmuje 26 684 km². Przed inwazją w lutym 2022 roku wspierani przez Rosję separatyści kontrolowali od 2014 roku około 6800 km² regionu – około 25% – skoncentrowanych wokół Ługańska. Pozostałe 75% zostało zdobyte w ciągu pierwszych pięciu miesięcy pełnej inwazji, a decydującą kampanię stanowiły walki w okolicach Siewierodoniecka-Lysyczańska (maj–lipiec 2022 roku).
Obwód doniecki
Według stanu na 1 września 2022 roku Rosja kontrolowała około 55–60% obwodu donieckiego. Artykuł w Wikipedii na temat aneksji, odnoszący się do sytuacji w momencie ogłoszenia aneksji 30 września 2022 roku, podaje, że Rosja kontrolowała wówczas około 60% Doniecka. Raporty PBS z czerwca 2022 roku podają, że odsetek ten wynosił około 50%. Trend między tymi dwoma danymi – 50% w czerwcu, 60% pod koniec września – sugeruje, że na dzień 1 września odsetek ten wynosił około 55–58%.
Obwód doniecki obejmuje 26 517 km². Z tego wspierani przez Rosję separatyści kontrolowali około 8800 km² – mniej więcej jedną trzecią – od 2014 roku, koncentrując się wokół Doniecka. Inwazja z 2022 roku rozszerzyła rosyjską kontrolę na południe przez Mariupol (który upadł 20 maja 2022 roku) i na północ przez korytarz siewierodoniecki. Według stanu na 1 września 2022 roku do większych miast w regionie, które Ukraina nadal kontrolowała, należały: Bachmut (wówczas silnie atakowany, ale wciąż ukraiński), Awdijiwka, Słowiańsk, Kramatorsk, Kostyantynówka i Zaporoże – wszystkie one stały się punktami zapalnymi późniejszych walk.
Wrzesień okazał się kluczowym miesiącem w kampanii ukraińskiej. Rosja przeprowadziła referendum jednocześnie na wszystkich czterech okupowanych terytoriach – Doniecku, Ługańsku, Zaporożu i Chersoniu – w dniach od 23 do 27 września 2022 roku. Putin podpisał formalne traktaty aneksyjne 30 września 2022 roku.
Wyniki ogłoszone przez rosyjskie władze okupacyjne były następujące:
Chersoń: 87,05% za; Donieck: 99,23% za przyłączeniem do Rosji; Ługańsk: 98,42% za; Zaporoże: 93,11% za
W tym samym czasie Ukraina rozpoczęła ofensywę, która zmusiła Rosjan do wycofania się z obwodu charkowskiego. Rosjanie nie byli przygotowani na ten atak i wycofali się. W tym okresie rosyjski Sztab Generalny przyznał się do niedoboru kadr, który pogłębił się wraz z wygaśnięciem kontraktów tysięcy rosyjskich żołnierzy.
Według raportu IISS Military Balance 2022, siły zbrojne Rosji liczyły przed wojną około 900 000 żołnierzy. Był to punkt wyjścia przed pełnoskalową inwazją.
Tydzień przed rozpoczęciem charkowskiej kontrofensywy, 25 sierpnia 2022 roku, Putin podpisał dekret zwiększający liczebność sił zbrojnych o 137 000, podnosząc oficjalny limit do 1 150 628 żołnierzy – co stanowiło bezpośrednie potwierdzenie, że istniejące siły są niewystarczające. Dekret wszedł w życie w momencie, gdy wojska ukraińskie po cichu gromadziły się, by dokonać przełomu.
21 września 2022 roku – dziewięć dni po katastrofie pod Charkowem – Putin podpisał dekret prezydencki nr 647, ogłaszając częściową mobilizację 300 000 rezerwistów. Była to pierwsza przymusowa mobilizacja w historii Federacji Rosyjskiej. Była to bezpośrednia i wyraźna odpowiedź na straty i nadmierne zaangażowanie ujawnione przez kontrofensywę. Do końca 2022 roku powołano do służby około 315 000 rezerwistów.
Pomimo mobilizacji rezerwistów, Rosja nie wprowadziła stanu wojennego, czyli pełnej mobilizacji narodu rosyjskiego. Sztab Generalny pozostał wierny SMO (Radzieckiej Organizacji Wojskowej) i skupił się na prowadzeniu wojny na wyniszczenie Ukrainy, czyli jej demilitaryzacji, z dwoma konkretnymi wytycznymi: minimalizowaniem ofiar cywilnych i minimalizowaniem ofiar rosyjskich.
W styczniu 2023 roku Rosja nadal walczyła z ograniczonymi siłami w porównaniu z liczebnością armii ukraińskiej. Dominującą kampanią wojskową Rosji w 2023 roku była dziewięciomiesięczna bitwa pod Bachmutem, która pochłonęła zdecydowaną większość rosyjskiej energii ofensywnej od końca 2022 roku do maja 2023 roku i ukształtowała ogólny charakter wojny w tym roku. W tym okresie Rosja kontynuowała ekspansję armii, głównie poprzez kampanię rekrutacyjną i pobór do wojska.
Główna kampania rosyjska w 2024 roku rozpoczęła się od upadku Awdijiwki w lutym, a następnie rozszerzyła się o szeroką ofensywę w kierunku Pokrowska, stając się najbardziej produktywnym terytorialnie rokiem rosyjskim od czasu pierwotnej inwazji.
Rok 2024 różnił się od 2023 tym, co wydarzyło się po upadku każdego z dużych miast. Po bitwie pod Bachmutem w 2023 roku Rosja praktycznie utknęła w martwym punkcie – Prigożyn uwikłał się w konflikt wewnętrzny, Wagner się wycofał, a Ukraina rozpoczęła kontrofensywę. Po bitwie pod Awdijiwką w 2024 roku Rosja wykorzystała ten impet znacznie skuteczniej.
W miesiącach po jej upadku wojska rosyjskie posuwały się na północny zachód od Awdijiwki i w kwietniu 2024 roku przedarły się przez Oczeretyne, którego upadek otworzył niebezpieczną lukę w ukraińskich liniach. 18/19 lipca 2024 roku wojska rosyjskie zdobyły Prohrez, wieś w centralnym obwodzie donieckim. Przełom – rzekomo spowodowany intensywnymi nalotami bombowymi, które sparaliżowały ukraińską 110. i 47. Brygadę Zmechanizowaną – umożliwił szybkie postępy wzdłuż dotychczas stabilnej linii frontu. Stało się to decydującym punktem zwrotnym ofensywy pod Pokrowskiem: wojska rosyjskie rozpoczęły natarcie na kluczowy węzeł logistyczny w Pokrowsku w tempie niespotykanym od pierwszych miesięcy wojny.
Tempo było alarmujące jak na letnie standardy. Rosja zdobywała wsie w centralnym i południowym Doniecku z szybkością 5–10 km tygodniowo w najbardziej aktywnych sektorach. Wuhledar, który oparł się rosyjskiemu atakowi, który zakończył się katastrofalną porażką w styczniu 2023 roku, upadł w październiku 2024 roku, gdy siły rosyjskie ominęły go z kilku kierunków, zamiast zaatakować go bezpośrednio. Pod koniec roku siły rosyjskie znajdowały się już u podnóża samego Pokrowska.
Strategia Rosji na rok 2025 stanowiła celową ewolucję od jednoosiowego podejścia z lat 2023 i 2024 do wielofrontowej, równoczesnej strategii nacisku, mającej na celu przekroczenie zdolności Ukrainy do wzmocnienia pojedynczego zagrożonego sektora. Rok ten najlepiej zrozumieć poprzez deklarowane cele, realizację operacyjną na wielu osiach oraz strukturalną zmianę w wybranych przez Rosję metodach walki.
Należy podkreślić, że rosyjska strategia SMO pozostała nienaruszona – to znaczy, Rosja nie mobilizowała kraju do wojny, lecz kontynuowała ograniczone działania mające na celu demilitaryzację sił ukraińskich bez stawiania narodu rosyjskiego w stan gotowości do wojny.
Na początku 2026 roku, według ukraińskiego dowódcy naczelnego Syrskiego, przeciwko siłom ukraińskim stacjonowało ponad 700 000 rosyjskich żołnierzy – podobnie jak mówił Putin. Warto zwrócić uwagę na rzadki zbieg okoliczności: zarówno Kijów, jak i Moskwa podały liczebność wojsk na Ukrainie na poziomie około 700 000, co czyni tę liczbę jedną z bardziej wiarygodnych w tym obszarze. Oznacza to prawie czterokrotny wzrost liczby rosyjskich żołnierzy rozmieszczonych na froncie ukraińskim w porównaniu z 2022 rokiem.
Odpowiadając więc na pytanie mojego przyjaciela: Rosja nadal traktuje wojnę na Ukrainie jako Specjalną Operację Wojskową (SMO). Rok 2026 różni się od lat poprzednich tym, że Rosja prowadzi obecnie zakrojone na szeroką skalę działania bojowe w Sumach, Charkowie, Doniecku, Dniepropietrowsku, Zaporożu i Chersoniu, i to bez pełnej mobilizacji narodu rosyjskiego. SMO pozostaje na porządku dziennym.
Zanim Rosja zapewni całkowite wyzwolenie Doniecka, pozostały tylko dwa główne cele: Słowiańsk i Kramatorsk. Siły rosyjskie rozlokowały się obecnie w półkolu wokół tych dwóch pozostałych twierdz i zdobycie obu jest tylko kwestią czasu.
Niektórzy szacują, że Rosja może osiągnąć te cele już we wrześniu. Inni analitycy uważają, że Rosja ukończy to zadanie do początku 2027 roku.
Choć Ukraina odniosła pewne sukcesy w atakach na rosyjskie rafinerie w zachodniej Rosji, ataki te bledną w porównaniu ze szkodami, jakie Rosja wyrządza pozostałym ukraińskim zakładom przemysłowym. Amerykańsko-izraelski atak na Iran, a następnie zamknięcie Cieśniny Ormuz, przyniosły Rosji znaczące korzyści gospodarcze. Eksport ropy naftowej stale rośnie, a ceny są o 40% wyższe niż te, które Rosja otrzymywała przed atakiem na Iran 28 lutego.
Całkowita liczebność armii rosyjskiej wynosi obecnie 1,5 miliona żołnierzy, co oznacza, że mniej niż połowa z nich bierze udział w walkach na Ukrainie. Na tym polega zasadnicza różnica między Rosją a Ukrainą: Rosja dysponuje dużymi rezerwami ludzi i amunicji, podczas gdy Ukrainie brakuje strategicznych rezerw świeżo wyekwipowanych jednostek zdolnych do wykorzystania sukcesu lub przechwycenia ważnego przełomu.
Choć według zachodnich ocen wojna wydaje się przeciągać, rzeczywistość na miejscu pokazuje, że Ukraina nie ma realnych środków na powstrzymanie rosyjskich postępów. Wydaje się, że Rosja zadowala się zadawaniem Ukrainie masowych strat, wykorzystując swoją przewagę w artylerii, dronach i bombach ślizgowych FAB. Ukraińska artyleria i drony są w porównaniu z Rosją przyćmione, a Ukraina nie posiada ani bomb ślizgowych FAB, ani, nawet gdyby je posiadała, samolotów do ich rozmieszczania.
Klęska Ukrainy jest nieunikniona. Prawdziwe pytanie brzmi: ile Ukrainy poza Donbasem, Chersoniem i Zaporożem Rosja ostatecznie podbije?
Od początku wojny na Ukrainie Niemcy są jednym z największych sojuszników Kijowa. Niemiecki rząd dostarczył broń, udzielił miliardowej pomocy i zapowiedział dalsze znaczące zobowiązania finansowe. Tymczasem ocena prawna ataku na Nord Stream uległa zmianie: Federalna Prokuratura postawiła zarzuty obywatelowi Ukrainy za jego rzekomy udział w wysadzeniu gazociągów Nord Stream – ataku na krytyczną infrastrukturę energetyczną Niemiec.
W tym kontekście pojawia się pytanie polityczne, które do tej pory nie wzbudziło większego zainteresowania opinii publicznej: według jakich kryteriów niemiecki rząd decyduje o solidarności, odpowiedzialności i wykorzystaniu pieniędzy niemieckich podatników?
Według niemieckiego rządu i różnych doniesień medialnych Niemcy będą w nadchodzących latach kontynuowały swoje wsparcie dla Ukrainy na wysokim poziomie . W związku z decyzjami niedawnego szczytu NATO, trwają rozmowy o kolejnych miliardach euro. Niemcy pozostają zatem jednym z najważniejszych sponsorów wojskowych i finansowych Ukrainy.
Jednocześnie organy śledcze zakładają, że zniszczenie gazociągów Nord Stream było powiązane z działaniami ukraińskich podmiotów. O odpowiedzialności karnej ostatecznie zdecyduje właściwy sąd. Niezależnie od tego, nawet teraz pojawia się fundamentalne pytanie polityczne: jakie konsekwencje poniosą Niemcy, gdy państwo, które w nadzwyczajnym stopniu wspierają, zostanie powiązane z domniemanym atakiem na niemiecką infrastrukturę?
Nord Stream – znacznie więcej niż atak na rurociąg
Zniszczenie gazociągów Nord Stream nie było zwykłym aktem sabotażu. Nie było ono skierowane przeciwko byle jakiej konstrukcji na dnie morskim, ale przeciwko centralnemu elementowi niemieckiego systemu energetycznego. Ktokolwiek zniszczył Nord Stream, uderzył nie tylko w stalowe rury na Morzu Bałtyckim, ale w gospodarczy kręgosłup uprzemysłowionego kraju.
Przez dziesięciolecia Niemcy polegały na niezawodnych i stosunkowo tanich dostawach gazu. Gaz ziemny to nie tylko energia grzewcza dla milionów gospodarstw domowych. Jest surowcem dla przemysłu chemicznego, źródłem energii dla hut stali, producentów szkła, papierni i niezliczonych średnich przedsiębiorstw z różnych sektorów. Łączna przepustowość obu systemów Nord Stream sięgała 110 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie, co czyni je jednymi z najważniejszych połączeń energetycznych w Europie.
Zbyt dużym uproszczeniem byłoby przypisywanie wszystkich problemów gospodarczych Niemiec wyłącznie eksplozji rurociągów. Równie nieuczciwe byłoby jednak bagatelizowanie ich znaczenia. Wraz ze zniszczeniem rurociągów kluczowa opcja dostaw została trwale wyeliminowana z arsenału narzędzi niemieckiej polityki energetycznej. Konsekwencją jest większa niepewność w zakresie dostaw energii i zwiększone uzależnienie od alternatywnych źródeł.
Wysokie ceny energii powodują wzrost kosztów całej produkcji przemysłowej. Firmy tracą konkurencyjność, inwestycje są wstrzymywane lub przenoszone za granicę, a energochłonne przedsiębiorstwa ograniczają produkcję lub zamykają działalność. Atak ten stanowił zatem kolejne, niezwykle ciężkie obciążenie dla i tak już borykającej się z problemami niemieckiej bazy przemysłowej.
Reakcja polityczna
Wraz z aktem oskarżenia Federalnej Prokuratury ten akt terroryzmu nabrał nowego wymiaru. Potwierdzenie domniemanego przestępstwa w sądzie i udowodnienie odpowiedzialności ukraińskich władz państwowych miałoby poważne konsekwencje polityczne
i międzynarodowe.
Niemniej jednak, jak dotąd nie doszło do gruntownej rewizji niemieckiej polityki wobec Ukrainy. Wręcz przeciwnie: według informacji uzyskanych przez Der Spiegel, w bieżącym roku, w związku z decyzjami szczytu NATO, Niemcy mają przekazać około 11,5 miliarda euro w ramach niemieckiej pomocy wojskowej. Jednocześnie, jak donosi magazyn, powołując się na ministra obrony Borisa Pistoriusa, Niemcy zamierzają nadal przeznaczać około 12 miliardów euro rocznie na wsparcie Ukrainy.
Kwoty te ilustrują priorytety polityczne niemieckiego rządu. Jednocześnie rodzą pytania, które muszą zostać publicznie omówione w świetle trwających śledztw: według jakich standardów polityka bezpieczeństwa, interesy gospodarcze i finansowe Niemiec są porównywane z (rzekomymi) zobowiązaniami w zakresie polityki zagranicznej? Gdzie leżą granice solidarności państwowej?
Wymiar prawny
Dalekosiężne konsekwencje polityczne wysadzenia Nord Streamu są oczywiste. Mniej uwagi poświęca się jego wymiarowi prawnemu.
Gdyby udowodniono, że atak został zaplanowany, zlecony lub wspierany przez organy państwowe i można go im przypisać na mocy prawa międzynarodowego, rodziłoby to fundamentalne pytania o odpowiedzialność państwa. W takim przypadku problem nie ograniczałby się już wyłącznie do indywidualnej odpowiedzialności karnej sprawców, ale także do potencjalnych konsekwencji działań państwa na mocy prawa międzynarodowego.
Nawet jeśli nie można prawnie mówić o wypowiedzeniu wojny – choć ja to robię – to jednak kierowany przez państwo akt sabotażu wymierzony w krytyczną infrastrukturę zaprzyjaźnionego państwa – pod warunkiem, że sąd bezstronny wobec politycznych przekonań ustali odpowiednie fakty – należałby do najpoważniejszych możliwych naruszeń zaufania międzynarodowego. Miałby on bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo narodowe, zaopatrzenie w energię i kluczowe interesy gospodarcze Niemiec.
Powstaje zatem kluczowe pytanie polityczne: jakie konsekwencje poniesie rząd niemiecki, jeśli potwierdzi się tak poważny zarzut wobec władz państwa, które jednocześnie wspiera Niemcy dziesiątkami miliardów euro w ramach pomocy? To pytanie nie jest skierowane do narodu ukraińskiego. Dotyczy ono politycznej odpowiedzialności rządu niemieckiego i sposobu, w jaki prowadzi on sprawę, której znaczenie wykracza daleko poza zwykły proces karny.
Co by było, gdyby podejrzenie padło na inne państwo?
Kolejne interesujące pytanie: czy reakcja polityczna w Niemczech byłaby taka sama, gdyby podobne podejrzenie padło na inne państwo?
Eksperyment myślowy ilustruje tę kwestię. Załóżmy, że organy śledcze oskarżyłyby obywatela Rosji, Chin lub Iranu o atak na kluczową niemiecką infrastrukturę energetyczną i jednocześnie opublikowały dowody na możliwe zaangażowanie państwa. Jakich konsekwencji politycznych można by się wówczas spodziewać?
Czy pojawiłyby się żądania dodatkowych sankcji? Czy zwołano by nadzwyczajne posiedzenie Bundestagu? Czy podjęto by kroki dyplomatyczne lub dokonano przeglądu stosunków dwustronnych? I czy kontynuowanie wypłat pomocy w wysokości miliardów w tych samych okolicznościach byłoby politycznie realne? Oburzenie z pewnością byłoby ogromne!
Chociaż na te pytania nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi, dotychczasowe reakcje niemieckiego rządu sugerują, że przy ocenie przestępstwa tej wagi stosuje się niespójne standardy. Poruszone powyżej kwestie dotyczą ogólnej zasady praworządności i polityki zagranicznej: porównywalne sytuacje należy oceniać według możliwie najbardziej jednolitych standardów. Śmiem twierdzić, że wątpię, aby miało to miejsce w przypadku Ukrainy.
Miliardy – i kwestia konsekwencji
Niezależnie od wyniku postępowania karnego, pojawia się kolejne fundamentalne pytanie. Od początku wojny Niemcy wspierały Ukrainę w stopniu niespotykanym w przypadku niemal żadnego innego państwa europejskiego. Pomoc ta obejmuje wsparcie wojskowe i bezpośrednią pomoc finansową, a także wkłady na poziomie UE, przyjęcie milionów uchodźców i udział w odbudowie.
Jeśli potwierdzi się podejrzenie, że ukraińscy urzędnicy państwowi byli zaangażowani w planowanie lub wspieranie sabotażu Nord Stream i że działanie to można im przypisać na mocy prawa międzynarodowego, pojawia się pytanie o konsekwencje polityczne i prawne. Dotyczy to nie tylko stosunków dyplomatycznych, ale także potencjalnych roszczeń wynikających z zasad odpowiedzialności państwa i prawa międzynarodowego. Czy konkretne ustalenia sądów, oparte na odpowiednich standardach prawa międzynarodowego, mogą prowadzić do roszczeń odszkodowawczych lub innych konsekwencji prawnych?
W tym kontekście warto przeanalizować zakres niemieckiego wsparcia od 2022 roku. Skala ta ilustruje już przyjętą przez Niemcy odpowiedzialność finansową oraz dodatkowe fundusze, które zostały teraz zapowiedziane.
Według niemieckiego rządu, Kilońskiego Instytutu Gospodarki Światowej (Ukraine Support Tracker) i Komisji Europejskiej, Niemcy przekazały lub zobowiązały się do wsparcia Ukrainy ponad 50 miliardów euro od początku rosyjskiego ataku w lutym 2022 roku. Niemcy należą do największych światowych darczyńców Ukrainy.
Pomoc ta obejmuje znacznie więcej niż dostawy broni. Obejmuje również bezpośrednią pomoc finansową Unii Europejskiej, opiekę i zakwaterowanie uchodźców w Niemczech, pomoc w odbudowie i wiele innych usług rządowych. Samo wsparcie wojskowe sięga obecnie dziesiątek miliardów euro. I to szaleństwo ma się utrzymać dla Ukrainy w nadchodzących latach, z około 12 miliardami euro rocznie?! Myślę, że zrozumiałe jest, że jako obywatel Niemiec czuję się całkowicie zdradzony tak nieodpowiedzialnym i antyobywatelskim traktowaniem tej zbrodni.
Te liczby wyraźnie ilustrują skalę finansową, jaką osiągnęła obecnie niemiecka polityka wobec Ukrainy. Powinno istnieć duże zainteresowanie opinii publicznej kwestią konsekwencji prawnych i politycznych, gdyby sądy kiedyś orzekły, że ukraińskie władze państwowe są odpowiedzialne za sabotaż gazociągów Nord Stream lub ponoszą za to odpowiedzialność na mocy prawa międzynarodowego. W takim przypadku pojawiłyby się liczne pytania. Czy wystąpiłyby konsekwencje dyplomatyczne? Czy rząd niemiecki musiałby ponownie ocenić swoje środki wsparcia? Czy roszczenia o reparacje lub odszkodowania wynikałyby z zasad odpowiedzialności państwa? Czy też względy polityczne nadal miałyby pierwszeństwo przed konsekwencjami prawnymi?
Co tak naprawdę się dzieje, panie Merz? Co jeszcze dzieje się za kulisami? Jaki program realizuje pan i pański rząd? Czy w razie potrzeby pociągnie pan Ukrainę do odpowiedzialności? Czy w końcu przestanie pan marnować ciężko zarobione pieniądze podatników na Ukrainę? Czy pociągnie pan Ukrainę do odpowiedzialności za szkody i zażąda zwrotu już udzielonej pomocy finansowej, przekazując ją obywatelom Niemiec, których Pan rzekomo reprezentuje? Jestem bardzo ciekaw, Panie Merz! Moim zdaniem pańskie postępowanie wobec Ukrainy to zdrada narodu niemieckiego, który Pan rzekomo reprezentuje!
Miliardy dla Ukrainy – środki oszczędnościowe w kraju
Środki budżetowe są ograniczone, a każda decyzja polityczna nieuchronnie oznacza mniej pieniędzy dostępnych gdzie indziej. Dlatego rząd niemiecki regularnie wskazuje na potrzebę konsolidacji, oszczędności i reform strukturalnych. Obywatele muszą zacisnąć pasa, gminy muszą efektywniej zarządzać swoimi finansami, a systemy zabezpieczenia społecznego znajdują się pod znaczną presją finansową z powodu zmian demograficznych. Ten tok rozumowania nasuwa jednak pytanie: skoro pozornie nieograniczona jest możliwość przeznaczania coraz większych miliardów na pomoc dla Ukrainy, to dlaczego tak bardzo brakuje środków na rozwiązywanie tak wielu problemów w kraju? Czy Pan, Panie Merz, jest rzeczywiście Kanclerzem Ukrainy, czy Niemiec?
Podczas gdy Berlin zapewnia Ukrainie kolejne miliardy, jednocześnie dyskutuje o cięciach w dochodach podstawowych, reformach systemu emerytalnego i ubezpieczeń na życie, cięciach w opiece zdrowotnej i większym obciążeniu finansowym obywateli. Rząd niemiecki uzasadnia te środki napiętą sytuacją budżetową i niezbędnymi działaniami konsolidacyjnymi. Tragiczną sytuację finansową Niemiec przypisuję przede wszystkim marnotrawieniu pieniędzy podatników na nieuzasadnione cele polityki zagranicznej.
Samorządy lokalne również biją na alarm od pewnego czasu. Wiele miast i miasteczek boryka się z rosnącymi wydatkami na opiekę społeczną, zaległościami inwestycyjnymi i poważnymi problemami finansowymi. Szpitale zmagają się z presją ekonomiczną, sektor opieki pielęgniarskiej z chronicznymi brakami kadrowymi, a kryzys mieszkaniowy pogłębia się, szczególnie w obszarach metropolitalnych.
Skoro dziesiątki miliardów euro można zmobilizować na wsparcie innego kraju, oczekuję zrozumiałych odpowiedzi, dlaczego jednocześnie mówi się o napiętych budżetach na usługi socjalne, opiekę, służbę zdrowia czy infrastrukturę miejską. Mógłby Pan z łatwością zaoszczędzić 12 miliardów euro rocznie, Panie Merz! Istnieją również możliwości oszczędności w dodatkach wypłacanych Panu i innym posłom. Domaga się Pan, aby obywatele zacisnęli pasa, podczas gdy Pan i Panu podobni stale domagają się wyższego wynagrodzenia za swoją pracę, niezależnie od jej oceny. Powiedziałbym, że to podwójne standardy, prawda?
… Na koniec trafny komentarz Sahry Wagenknecht na Facebooku z 2 lipca 2026 r.:
„Federalna Prokuratura oskarżyła głównego ukraińskiego podejrzanego o eksplozję Nord Stream o zbrodnie wojenne. Co jeszcze musi się wydarzyć, zanim niemiecki rząd w końcu podejmie działania? Wszyscy wiedzą, że to ukraiński rząd, najprawdopodobniej sam Zełenski, zlecił ten akt terroru. W ramach podziękowania za zniszczenie naszej infrastruktury energetycznej Merz z radością nadal wysyła Kijowowi miliardy dolarów w darowiznach, które następnie giną w bagnie korupcji. Dość tego! To sprzeniewierzanie pieniędzy podatników musi zostać natychmiast powstrzymane. Zamiast wystawiać się na pośmiewisko na całym świecie, niemiecki rząd powinien skupić się na ponownym imporcie niedrogiego rosyjskiego gazu za pośrednictwem pozostałego, nienaruszonego odcinka gazociągu. To byłaby ogromna ulga dla firm i konsumentów!”
Zgadza się! Nic dodać.
Uwe Froschauer
Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
By pojąć z czym Polska ma do czynienia od wschodu trzeba zrozumieć czym się różni naród od narodowość, jak tworzy się państwo, jak przebiegają procesy narodowotwórcze.
W XIX wieku pojawiły się hasła, że narody mają prawa do samostanowienia, czyli każda grupa etniczna mogłaby mieć teoretycznie swoje własne państwo, czyli mogliby mieć np. Ślązacy, Kaszubi, Słowacy, itp. Gdyby powyższe hasło traktowane było zupełnie dosłownie Europa przemieniłaby się w totalną anarchię i rozpadłyby się wszystkie istniejące państwa.
Dlatego nijaki Engels zwrócił uwagę, że są tzw. narody historyczne to znaczy takie, które posiadają setki lat tradycji historycznej, setki lat tradycji państwowej, elity polityczne, język w znaczeniu języka literackiego i doszedł do wniosku, że to są normalne narody, które jeśli nic by nie stało na przeszkodzie powinny mieć swoje własne państwa. Dodałbym jeszcze do tej listy wyznawaną przez większość religię kształtującą etykę.
Grupy uśpione w swoim poczuciu narodowym, które nie posiadały ww. cech i nie dobijały się intensywnie o swoją niepodległość, nazywane były narodami niehistorycznymi.
Obecnie w socjologii stosuje się rozróżnienie na narody i narodowości, grupy etniczne. Narodowość to taka grupa etniczna, która nie miała ciągot, potrzeby, woli do stworzenia własnego państwa w odróżnieniu od narodów, które taką potrzebę miały, artykułowały i były gotowe przelewać krew za swoje własne, niepodległe państwo.
Teraz przejdźmy do Ukrainy. W pewnym momencie historycznym pojawia się w narodowości chęć stworzenia narodu. Chęć to jedno a tradycja historyczna to drugie. W tym przypadku nie było nawet pojęcia Ukraińców jako narodowości, nie było żadnych narodowych idei, bohaterów, wzorców, dynastii, instytucji, niczego. Tak naprawdę ludność zamieszkująca tereny dzisiejszej Ukrainy była grupą separatystyczną w stosunku do jakiś większych grup narodowych, imperiów w których przez stulecia przebywała. Ukraina po rosyjsku to to samo co Kresy po polsku – coś na skraju krańca. I teraz ta grupa etniczna (naród niehistoryczny, narodowość), która sobie istniała przez całe lata nagle została wzbudzona do aktywności politycznej.
Ponieważ nie posiadała własnych bohaterów narodowych, wtedy musi sięgnąć po jakichkolwiek, którzy o tę Ukrainę walczyli. No i problem jest taki, że jak się spojrzy na tych bohaterów to skóra cierpnie – Stefan Bandera, Szuchewicz, Andrej Melnik, itd. – czyli UPA i banderyzm, czyli mówiąc wprost mordercy i ludobójcy. Innymi słowy wszyscy bohaterowie Ukrainy, z polskiego punktu widzenia, są naszymi wrogami (z rosyjskiego i żydowskiego również).
Oczywiście jakby dobrze poszukać, to by się znalazło kilka pozytywnych postaci, pewnie mniej znanych również pośród samych Ukraińców ale teraz władze w Kijowie dla poparcia i uzasadnienia swojej szowinistycznej i nacjonalistycznej ideologii sięgają po najbardziej ekstremistyczny element, który dosłownie brodził po kostki w polskiej krwi.
Teraz pojawia się pytanie, czy tak się musiało stać? Tak, tak się musiało stać dlatego, że ukraiński nacjonalizm jest przede wszystkim separatyzmem, jest ideologią buntu wobec starych panów, czyli Polaków i ideologią separatystycznego buntu wobec nowych panów, czyli Rosjan.
I w tej sytuacji to nie jest nacjonalizm pozytywny mówiący: “Chcemy mieć własne państwo”, tylko to jest nacjonalizm przede wszystkim o charakterze chłopskiego buntu, ruchawki nienawidzącej wszystkich, którzy kiedykolwiek byli panami. W tej sytuacji wiara polskich elitek infantylno-agenturalnych (za Wielomskim) w to, że naród powstały na bazie szowinizmu i separatyzmu, w stosunku do całej historii tych ziem, może być sympatycznie nastawiony do Polski – jest żałosna i tragiczna zarazem. Póki co nacjonalizm ukraiński może istnieć tylko i wyłącznie w skrajnej opozycji do wszystkiego co rosyjskie i co polskie.
Gdyby państwo ukraińskie istniało powiedzmy ze 100 lat, to wtedy prawdopodobnie Ukraińcy by stworzyli jakiś własny panteon swoich polityków, myślicieli. Ponieważ mają bardzo krótką historię, to w takiej sytuacji sięgnęli po ekstremistów uznając, że innych nie mają a ci są najlepsi na te czasy, będą wywoływać wielkie wstrząsy opinii publicznej, rozpalać silne emocje itd. I to jest pierwszy powód całkowitej niezgodności interesów Polski i Ukrainy.
Drugi powód, dla którego sojusz polsko-ukraiński nie jest możliwy – bezpieczeństwo Sojusz z Polską w takiej sytuacji jak opisałem wyżej był od początku absolutnie niemożliwy. Pamiętamy gdy Duda projektował ukropol bez granic, opowiadał o jednym państwie i takie tam dyrdymały. Ukraińcy patrzyli prawdopodobnie na nich jak na wariatów ale póki czołgi, samoloty i pieniądze szły to się uśmiechali. Oczywiste jest, że nie po to wyszli ze Związku Radzieckiego, żeby tworzyć jakiś ukropol z Polską, którą traktują jako swojego wielusetletniego ciemiężyciela.
Paradoksalnie magnaci kresowi z Jeremim Wiśniowieckim na czele, to była spolonizowana szlachta ruska (tacy spolonizowani Ukraińcy). Trochę im z turańszczyzny zostało, bo wbijanie na pal to orientalny sposób sprawowania władzy.
W tej chwili dla Ukrainy największym niebezpieczeństwem jest Federacja Rosyjska, która ma pewne problemy z pogodzeniem się, że w ogóle Ukraina istnieje jako odrębne państwo, a już na pewno nie w tych granicach, z których wyszła ze Związku Radzieckiego. No to w takiej sytuacji Ukraina dramatycznie potrzebuje sojusznika, sojusznika który będzie miał potencjał polityczny, ekonomiczny i militarny, żeby ją na tyle wspomóc, aby zachowała swoją odrębność od Rosji, a najlepiej jeszcze na tyle wspomóc, żeby była w stanie odbić Donbas. Na Krym chyba machnęli ręką.
No i kto im pomoże odbić Donbas? Polska? Polska nie posiada potencjału ani politycznego, ani ekonomicznego żeby to sfinansować, ani militarnego, poza tym Polski nie cierpią. Przez pewien moment liczyli na USA ale w tej chwili już widzą, że nie ma na to żadnych szans. Amerykanie nawet do NATO ich nie chcą wpuścić, więc zostały im oczywiście Niemcy i poniekąd Wielka Brytania. No ale z Wielką Brytanią to wszyscy wiemy, że bardzo chętnie walczy do ostatniego żołnierza swoich sojuszników, a sama swoich nie wyśle.
W tej sytuacji Ukraińcy doszli do wniosku, że mają dwie możliwości – albo znajdować się w sferze imperium rosyjskiego i stać się państwem buforowym pomiędzy Unią Europejską a Rosją pod wpływami rosyjskimi. Albo druga możliwość – doszlusować do niemieckiej Mittel Europy. Dlaczego? Dlatego że Niemcy są w tej chwili w Europie jedynym państwem, które być może jest w stanie zapewnić im odrębność od Rosji.
Niemcy nie zapewnią Ukrainie odzyskania ziem, które utraciła ale przynajmniej dają szansę na to, że Ukraina więcej nie straci. I to jest absolutnie oczywiste, zrozumiałe. O tym pisał Dmowski ponad 100 lat temu, że jeśli państwo ukraińskie powstanie, to będzie naturalnym aliantem Niemiec. I teraz po 4 i pół roku wojny wielu polityków PiS o tym krzyczy. Ale jak ja i inni o tym pisaliśmy od onuc wymyślano. A prawda jest taka, że aby przypodobać się Niemcom, Kijów będzie prowadził politykę antypolską dociskania Polski od strony wschodniej. Czyli jesteśmy w kleszczach.
Trzeci element konfliktu interesów – wejście do UE i federalizacja Ukraina na pewno nie wejdzie do NATO. Ukraina będzie za to bardzo chciała wejść do Unii Europejskiej i to nie ze względów ekonomicznych. Wejście do Unii Europejskiej będzie oznaczać całkowite wykupienie jej resztek przez zachodnich inwestorów. Ukraina będzie chciała wejść do Unii Europejskiej po to, żeby tę Unię Europejską w sposób znaczący przerobić.
Otóż jeżeli Ukraina nie będzie członkiem NATO i NATO w takiej sytuacji nie pomoże Ukrainie odzyskać Donbasu, to jedyną nadzieją są Niemcy. Niemcy, które w tej chwili razem z Francją naciskają na federalizację Unii Europejskiej ze wspólną polityką zagraniczną i obronną. Polityka obronna Unii Europejskiej wcześniej czy później skończy się pomysłem stworzenia wspólnej armii europejskiej, gdzie Polacy, Niemcy, Francuzi, Portugalczycy, Ukraińcy, itd. będą mieli jedną armię. I po co taka armia dla Ukrainy? No bo Donieck, bo Ługańsk, … . A Ukraińcy mają wyszkolone w boju wojsko.
To jest absolutnie sprzeczne z polskim interesem, bo państwo polskie ma swój interes by przetrwać jako suwerenne, a nie jako członek składowy federalnego państwa europejskiego. Ukraina z góry się godzi na to, że nie będzie niepodległym państwem, podczas kiedy my Polacy o to walczymy i Ukraina w tej kwestii będzie absolutnie wrogim nam państwem, które będzie zawsze popierało federalizację i stworzenie armii europejskiej. Dlatego nasze interesy są sprzeczne.
Punkt czwarty – ekonomia Każdy rolnik wie, że po wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej nasze rolnictwo skazane jest na zagładę. Wielkoobszarowe, lantyfundialne ukraińskie rolnictwo, powiedzmy szczerze, należące do oligarchów, black rocków i wielkich korporacji na gigantycznych folwarkach, czarnoziemach będzie zdecydowanie bardziej konkurencyjne niż rolnictwo polskie. Dlatego Polska jest jakby naturalnie niezainteresowana wejściem Ukrainy i stworzeniem wspólnego rynku z Ukrainą, jeśli chodzi o produkty rolne i pewnie nie rolne też. No i wreszcie będzie to oczywiście oznaczało, gdyby Ukraina była w Unii Europejskiej, że zmniejszą się znacząco pieniądze unijne dla Polski, bo będzie trzeba to pchać na Ukrainę.
Polska automatycznie staje się płatnikiem netto i będziemy do Unii Europejskiej dopłacać. Ktoś powie, no to w takie sytuacjach jak nam się nie będzie opłaciło, to wyjdziemy z Unii Europejskiej. I tu jest problem. Jesteśmy w kleszczach Niemcy – Ukraina. Wszyscy ci, którzy marzą o Poleksicie, po wejściu Ukrainy będzie to bardzo trudne ze względów komunikacyjnych i handlowych. Jeszcze bardziej trudne niż jest w tej chwili.
Punkt piąty – demografia
Jak oceniają władze ukraińskie zostało ok. 23 mln obywateli z czego 11 mln to emeryci. Z 12 mln zapewne z wojny spora część mężczyzn nie wróci. Z powracających duży odsetek będzie cierpiał na PTSD i będzie inwalidami. Większość emigrantów pozostanie poza krajem. Polecam zajrzeć tu.
I w takiej sytuacji Budanow mówi, że ktoś musi odbudować Ukrainę. Kto? No i powiedział wprost: trzeba będzie ściągnąć tak zwanych, jak to się mówi w Polsce, inżynierów i doktorów. Doktorzy i inżynierowie odbudują Ukrainę.
Innymi słowy mamy paradoks – pod hasłami szowinizmu ukraińskiego, banderyzmu, mobilizuje się społeczeństwo do działań skutkującymi gigantycznymi stratami ludzkimi, a w to puste miejsce planuje się sprowadzić ludność etnicznie zupełnie obcą i stworzenie w przyszłości społeczeństwa multikulti.
Okazuje, że ten cały siermiężny banderyzm to jest nic innego tylko ideologia wojenna. A za tym kryje się projekt typowo globalistyczny podmiany ludności, czyli sprowadzenia w to miejsce milionów ludzi z zewnątrz. Państwo będzie stanowiło jakieś dziwaczny melanż. Trochę banderyzmu, trochę wielokulturowości. Taki układ będzie niestabilny i któraś z tych opcji będzie musiała wygrać.
Jaka Ukraina by nie była (szowinistyczna czy multikulti) dla Polski nic dobrego z tego nie wyniknie.
Każdy kto jest przeciw: – federalizacji UE, – zniesieniu zasady jednogłośności, – wprowadzeniu armii europejskiej, – wspólnej polityki EU, musi być przeciw wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej.
Jak ktoś twierdzi, że wymienione sprzeczności nie są istotne bo Ukraina walczy za nas, to jest debilem. Debil – dorosła osoba o umysłowości 12. latka.
Po pierwsze nie walczy za nas tylko za nasze.
Po drugie – takie stwierdzenie powoduje że ukry mogą uważać, że szczuliśmy ich na Rosjan i przez nas ponieśli ofiary, stąd nic nam się nie należy a wprost przeciwnie im się należy, np. Zakerzonie jako rekompensata za walką o nas i ofiary.
Po trzecie – trzeba znać przyczyny agresji Rosji. Pisałem o tym wielokrotnie.
Rosyjskie Siły Zbrojne przeprowadziły atak odwetowy na kompleks wojskowo-przemysłowy oraz zakłady paliwowo-energetyczne, a także lotniska na Ukrainie. Co wiadomo?
Rosyjskie Siły Zbrojne rozpoczęły w nocy kolejny z rzędu potężny atak w odpowiedzi na ataki Kijowa, poinformowało rosyjskie Ministerstwo Obrony. Według ministerstwa, atak uszkodził zakłady przemysłu obronnego, zakłady paliwowo-energetyczne w Kijowie i okolicach, a także infrastrukturę lotnisk wojskowych w obwodach dniepropietrowskim, połtawskim, czerkaskim, czernihowskim i kijowskim.
Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje dotyczące sytuacji.
Oświadczenie Ministerstwa Obrony
W odpowiedzi na ataki terrorystyczne reżimu w Kijowie na infrastrukturę cywilną, rosyjskie siły zbrojne przeprowadziły wczoraj wieczorem zmasowany atak, wykorzystując precyzyjną broń dalekiego zasięgu z lądu, powietrza i morza, a także drony uderzeniowe – poinformowało Ministerstwo Obrony.
Według departamentu, w wyniku działań wojennych ucierpiały przedsiębiorstwa przemysłu zbrojeniowego, zakłady paliwowo-energetyczne w Kijowie i obwodzie kijowskim, a także infrastruktura lotnisk wojskowych w obwodach dniepropietrowskim, połtawskim, czerkaskim i czernihowskim .
Wyniki uderzenia
Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, uszkodzeniu uległo przedsiębiorstwo przemysłowe Kijów-71 (stowarzyszenie Abris PT) w Kijowie. To kluczowe przedsiębiorstwo ukraińskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego specjalizuje się w rozwoju i produkcji bezzałogowych statków powietrznych (BSP) dalekiego i średniego zasięgu, takich jak Strela, Mara, Sirko, Avenger, Elf-K i Flight Arrow, a także drona FPV Shrike-10, a także sprzętu telemetrycznego, elektronicznego i optycznego.
Ponadto, według departamentu, w Kijowie uszkodzeniu uległ zakład montażu elektroniki Kijów-1 (państwowa Kijowska Fabryka Buriewiestnika), w którym produkowane są bezzałogowe statki powietrzne dalekiego i średniego zasięgu, a także opracowywany i produkowany sprzęt radarowy na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy .
W Kijowie ucierpiało również przedsiębiorstwo przemysłowe Kijów-79 (Ukr Armo Tech LLC), kluczowy producent i dostawca pojazdów opancerzonych i elementów ochrony pancernej dla ukraińskich sił zbrojnych, a także głowic bojowych (amunicji) do różnych typów pocisków rakietowych i bezzałogowych statków powietrznych.
Dodatkowo, uszkodzona została kijowska stocznia (PJSC Kuznica nad Rybalskomem) . Jest to największe przedsiębiorstwo budowy maszyn, produkujące kutry artyleryjskie projektu 58155 Giurza-M, a także produkujące i remontujące bezzałogowe kutry szturmowe.
Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało również o zniszczeniu zakładów produkujących przyrządy Kijów-1 (zakłady Kwant) w Kijowie, kluczowej bazy badawczo-produkcyjnej, która wytwarza systemy kierowania ogniem, systemy przeciwdziałania optoelektronicznego, sprzęt nawigacyjny i automatyzacyjny dla ukraińskich sił powietrznych i marynarki wojennej, w tym pociski kierowane Neptun-MD.
W obwodzie kijowskim uszkodzeniu uległ zakład montażu i podzespołów rakietowych w Żulańskim (Żulański Zakład Budowy Maszyn „Wizar” Sp. z o.o.) . To państwowe przedsiębiorstwo przemysłu zbrojeniowego zajmuje się produkcją, konserwacją i naprawą systemów rakiet przeciwlotniczych, podzespołów do samolotów i systemów obrony powietrznej oraz bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu.
W obwodzie kijowskim uszkodzeniu uległ także magazyn paliw i środków smarowych w Wysznewie – kluczowa eksperymentalna baza produkcyjno-inżynieryjna, specjalizująca się w projektowaniu, kalibracji i konserwacji zbiorników na stacjach benzynowych.
Kanał Telegram tej publikacji opublikował również kilka filmów pokazujących potężną eksplozję w mieście, pożar, który w niej nastąpił, oraz słup dymu unoszący się nad miastem.
Strana podała później, że w wiosce odnotowano pogorszenie jakości powietrza.
Mer Kijowa Witalij Kliczko oświadczył , że atak na miasto w nocy 6 lipca był „największym zmasowanym atakiem”.
Dzieci nie są jeszcze w pełni ukształtowane przez narracje, ideologie i nieustanne przekazy medialne. Postrzegają świat z często rozbrajającą logiką. Zadają pytania, gdy coś nie ma sensu. Nie akceptują sprzeczności tylko dlatego, że są stale powtarzane.
Poniższy fikcyjny dialog między dwunastoletnią córką a jej ojcem nie jest traktatem historycznym ani nie rości sobie prawa do reprezentowania prawdy absolutnej. Jego celem jest zilustrowanie, jak proste wydają się niektóre rzeczy, gdy patrzy się na nie z rozsądku – i jak skomplikowane stają się, gdy w grę wchodzą interesy polityczne, propaganda i strach.
Dzieci często myślą logiczniej niż my, dorośli.
Tato, dlaczego na Ukrainie jest wojna?
Ludzie się o to spierają. Niektórzy twierdzą, że Rosja po prostu najechała Ukrainę. Inni twierdzą, że wojna ma długą historię i jest wojną zastępczą prowadzoną przez USA i NATO przeciwko Rosji.
„A co ty o tym myślisz, tato?”
„Wierzę w to drugie. I z mojego punktu widzenia istnieje na to wiele dowodów historycznych”.
„Które?”
„Kiedy zimna wojna się skończyła i Związek Radziecki upadł, nagle nie było już poważnego wroga. Ale niektórzy potężni ludzie zawsze potrzebują wroga”.
„Dlaczego więc?”
„Bo na strachu i kreowaniu wrogów można zarobić mnóstwo pieniędzy. Kiedy ludzie się boją, państwa kupują więcej broni, wydają więcej pieniędzy na wojsko i akceptują rzeczy, na które inaczej mogłyby nie przystać”.
Bez poważnego wroga znacznie trudniej uzasadnić wydawanie coraz większych pieniędzy na broń i wojsko. Wizerunek wroga budzi strach – a strach rodzi poparcie dla zbrojeń.
„A niektórzy ludzie na tym zarabiają?”
„Dokładnie. Dlatego prezydent USA Dwight Eisenhower ostrzegał przed tak zwanym kompleksem wojskowo-przemysłowym już w 1961 roku”.
„Co to za skomplikowane słowo?”
„Są to duże firmy zbrojeniowe, wpływowi politycy i inne potężne grupy, które czerpią korzyści z tego, że coraz więcej pieniędzy napływa do przemysłu zbrojeniowego”.
„Czyli niektórzy ludzie czerpią zyski ze strachu?”
„Tak, robią. Ze strachu przed wojną i z samą wojną.”
„A co to ma wspólnego z NATO?”
„W 1990 roku NATO liczyło 16 państw członkowskich. Po zakończeniu zimnej wojny NATO przesuwało się coraz dalej na wschód, w kierunku Rosji, i przyjmowało coraz więcej krajów. Dziś do NATO należą 32 państwa. Rosja postrzegała to i nadal postrzega jako zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa”.
Ale NATO jest tylko sojuszem obronnym, prawda?
„Tak to się zazwyczaj przedstawia. Moim zdaniem, w ciągu ostatnich dekad Stany Zjednoczone coraz częściej wykorzystywały NATO jako swoje najważniejsze narzędzie militarne do zabezpieczania i rozszerzania swoich politycznych i strategicznych wpływów na całym świecie. Stany Zjednoczone są państwem imperialistycznym. NATO w coraz większym stopniu stawało się sojuszem ofensywnym, z którego korzystały Stany Zjednoczone. Państwa europejskie często się na to zgadzały, nawet jeśli ich własne interesy nie zawsze były zbieżne z interesami Stanów Zjednoczonych”.
„Ale dlaczego inne kraje w ogóle biorą w tym udział?”
Wiele osób zadaje sobie to pytanie. Niektóre rządy europejskie – zwłaszcza niemiecki – często przywiązują dużą wagę do utrzymywania dobrych relacji z USA, nawet jeśli w rezultacie cierpią na tym ich własne interesy lub interesy ich obywateli.
„Wygląda na to, że jedna osoba zawsze robi to, co mówi druga”.
Ojciec się uśmiecha.
„Niektórzy nazywają to wasalstwem”.
„Kim jest wasal?”
„W przeszłości odnosiło się to do kogoś, kto przysięgał wierność potężnemu władcy i musiał mu być posłuszny. Niektóre rządy europejskie często zachowują się podobnie wobec USA”.
„Ale czy Niemcy i USA nie są przyjaciółmi?”
„Ludzie mogą być przyjaciółmi. Państwa mają przede wszystkim interesy”.
„Więc nie masz żadnych przyjaciół?”
„Mogą istnieć dobre relacje, zaufanie i bliska współpraca. Ale w polityce zazwyczaj jest tak, że gdy interesy się rozchodzą, przyjaźń szybko się kończy”.
„Czy Niemcy też to robią?”
Ojciec kręci głową.
„Moim zdaniem, zdecydowanie za rzadko. Często odnoszę wrażenie, że niemieckie rządy podążają za wolą USA, nawet jeśli szkodzi to ich własnym interesom”.
„Dlaczego to robią?”
„Trzeba by o to zapytać polityków. Myślę, że Niemcy często zachowują się wobec USA bardzo uległie – czasami nawet bardziej uległie niż wielu innych sojuszników Ameryki”.
„Nawet jeśli to jest złe dla Niemiec?”
„Tak, odnoszę takie wrażenie. Zwłaszcza w polityce energetycznej lub w przypadku niektórych decyzji w polityce zagranicznej, często mam wrażenie, że dobre relacje z USA są dla niektórych polityków ważniejsze niż to, czy dana decyzja przynosi korzyści ich własnym obywatelom”.
„Ale niemiecki rząd powinien na pewno myśleć przede wszystkim o Niemczech”.
„Wiele osób by się z tym zgodziło”.
„Jeśli moja dziewczyna chce ode mnie czegoś, co może mi zaszkodzić, to powiem nie”.
Ojciec się uśmiecha.
„To całkiem rozsądna zasada w relacjach międzyludzkich”.
„W takim razie powinno to dotyczyć również krajów”.
Moim zdaniem tak. Dobrzy partnerzy mogą mieć różne poglądy i również powiedzieć „nie”. Ktoś, kto nigdy nie mówi „nie”, w końcu przestaje być równorzędnym partnerem, a zaczyna przypominać kogoś, kto podąża za kimś.
Córka zastanawia się przez chwilę.
„W takim razie przyjaźń i uległość to prawdopodobnie nie to samo”.
„Nie, zdecydowanie nie.”
„Ale tato, brzmi to trochę smutno, że narody nie mogą się ze sobą przyjaźnić”.
„Być może. Ale jeśli chcesz zrozumieć politykę międzynarodową, musisz o tym pamiętać. Państwa zazwyczaj nie działają z przyjaźni, ale dlatego, że spodziewają się dzięki temu korzyści”.
„A co się stanie, jeśli rząd niemiecki nie pomyśli najpierw o Niemczech i ich obywatelach?”
„W pewnym momencie obywatele stają się niezadowoleni i tracą zaufanie do polityki. Czasami prowadzi to nawet do rewolucji lub wojen domowych”.
„Dobrze, wracając do NATO. Zatem dla Amerykanów NATO jest jak potężne ramię, za pomocą którego mogą prowadzić politykę daleko od domu, czy tak?”
„Tak, ja też tak postrzegam amerykańską politykę zagraniczną”.
„A Rosji się to wcale nie podobało?”
„Nie. Rosja wielokrotnie oświadczała, że postrzega rozszerzenie NATO jako zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa”.
„To tak, jakby ktoś ciągle zbliżał się do mojego pokoju, mimo że powiedziałam mu, że tego nie chcę”.
„Dokładnie. Jeśli ktoś będzie się do ciebie zbliżał, mimo że powiesz mu, że tego nie chcesz, w końcu poczujesz się zagrożony”.
„I w końcu ta druga osoba zareaguje”.
„Zgadza się. Można dyskutować, czy ta reakcja jest słuszna, czy nie. Ale warto przynajmniej spróbować zrozumieć, dlaczego do niej doszło”.
Ojciec zastanawia się przez chwilę.
„Wyobraź sobie teraz taką sytuację: Kanada lub Meksyk nagle wystrzeliwują rakiety bezpośrednio w kierunku USA. Jak myślisz, co by się stało?”
Córka nie wahała się ani chwili.
„Amerykanie nigdy by na to nie pozwolili!”
„Dlaczego tak myślisz?”
„Ponieważ baliby się, że mogą zostać zaatakowani”.
„Dokładnie. A co prawdopodobnie zrobiłyby Stany Zjednoczone?”
„Zażądaliby usunięcia rakiet”.
„A co jeśli to się nie stanie?”
„Wtedy na pewno bardzo, bardzo by się wściekli”.
Ojciec kiwa głową.
„To bezpieczne założenie. Stany Zjednoczone reagowały w przeszłości bardzo wrażliwie, gdy czuły, że ich bezpieczeństwo jest zagrożone”.
„W takim razie jest rzeczą normalną, że dany kraj nie chce mieć wrogich rakiet tuż u swojego progu”.
„Oczywiście.”
„Ale dlaczego nie rozumie się tego w przypadku Rosji?”
„To dobre pytanie. Rosja wielokrotnie oświadczała, że postrzega dalsze zbliżenie z NATO i potencjalne systemy uzbrojenia na Ukrainie jako zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa”.
„W takim razie stosujesz podwójne standardy”.
„Tak, i właśnie o to oskarżam tak zwany „Zachód oparty na wartościach”!”
„Więc jeśli USA czują się zagrożone, to zrozumiałe. Ale jeśli Rosja czuje się zagrożona, to nagle nie powinno to mieć znaczenia?”
„Tak, to właśnie wmawiają swoim obywatelom zachodnie rządy i media głównego nurtu. Często przedstawiają fakty w taki sposób, że wielu ludzi w końcu dochodzi do wniosku, że Rosja nie ma prawa do posiadania interesów bezpieczeństwa, ale Stany Zjednoczone tak. A ponieważ te same komunikaty są stale powtarzane, wiele osób przyjmuje ten pogląd bez kwestionowania go”.
Córka marszczy brwi.
„To brzmi trochę niesprawiedliwie”.
„Niestety, polityka międzynarodowa często nie jest zbyt sprawiedliwa”.
„Ale jeśli chcesz zrozumieć, dlaczego coś się dzieje, musisz spróbować zrozumieć perspektywę obu stron”.
Ojciec się uśmiecha.
„Niestety, zdecydowanie zbyt mało osób to robi”.
„A może ta historia o dobrych i złych bohaterach jest po prostu zbyt prosta”.
„Dokładnie. I właśnie tam często zaczyna się propaganda: kiedy sprowadzasz skomplikowany konflikt do prostej narracji – dobrzy tu, źli tam”.
„Wtedy może nie wszystko było takie jasne, jak często wygląda w telewizji”.
„Nie. Świat jest zazwyczaj bardziej skomplikowany niż historia dobrego bohatera i złego złoczyńcy. Właśnie dlatego powinieneś zachować ostrożność, jeśli ktoś opowiada ci o wojnie jak w bajce”.
„Więc Rosja czy Putin wcale nie są źli. Ale w telewizji często brzmi to tak, jakby Putin był winny wszystkiemu”.
„To się nazywa personalizacja. Złożony konflikt sprowadza się do jednej osoby. Argument jest więc taki: gdyby Putin nie istniał, nie byłoby wojny”.
„A to nieprawda?”
„Zdecydowanie nie! Świat nie jest taki prosty. Wojny zazwyczaj mają wiele przyczyn: historię, interesy władzy, kwestie bezpieczeństwa, interesy ekonomiczne i błędy polityczne po obu stronach”.
„Dlaczego więc to robią?”
„Bo tak jest łatwiej. Znacznie łatwiej powiedzieć ludziom: »Złoczyńca siedzi tam i jest winny wszystkiemu«. Wtedy nie trzeba już zajmować się skomplikowanym tłem”.
„Czy dlatego niektórzy nazywają Putina przestępcą?”
„Tak. Wielu polityków i mediów mówi o nim, jakby był uosobieniem zła. Często odmawia mu się jakiejkolwiek zrozumiałej motywacji. Czasami zachowuje się tak, jakby nie miał żadnych interesów bezpieczeństwa, żadnych powodów politycznych ani obaw, a po prostu pragnął wojny”.
„Ale żaden normalny człowiek nie chce wojny”.
„Nie, zdecydowana większość ludzi nie chce wojny. Chcą żyć w pokoju, patrzeć, jak dorastają ich dzieci i po prostu cieszyć się życiem. Dlatego wielu ludziom trudno zrozumieć, dlaczego w ogóle wybuchają wojny”.
„A dlaczego więc niektórzy ludzie przedstawiani są jako potwory?”
„Bo łatwiej wyjaśnić konflikt, jeśli powiesz: Zły siedzi tam i jest winny wszystkiemu. Jeśli przedstawiasz kogoś tylko jako potwora, przestajesz pytać, dlaczego zachowuje się tak, jak się zachowuje”.
„Czyli w oczach ludzi nie jest on już prawdziwą osobą?”
„To właśnie nazywa się dehumanizacją. Kiedy przeciwnik jest przedstawiany wyłącznie jako zły złoczyńca, łatwiej go znienawidzić i odrzucić jakąkolwiek możliwość rozmów czy negocjacji”.
„Ale jeśli chcesz pokoju, musisz porozmawiać z osobą, której nie lubisz”.
Ojciec się uśmiecha.
„To bardzo sprytny pomysł. Pokój zawiera się rzadziej z przyjaciółmi. Pokój zawiera się zwłaszcza z wrogami”.
„W takim razie przedstawianie kogoś jako czystego zła nie byłoby zbyt mądre”.
„Masz rację, to krótkowzroczne. Bo każdy, kto wierzy tylko w zło po drugiej stronie, w końcu przestaje szukać rozwiązań”.
„Hm… Ale czy Ukraińcy nie walczą o naszą demokrację? Tak mówią wiadomości”.
Wiadomości mówią wiele. Pytanie brzmi, czy również krytycznie analizują sytuację. W rzeczywistości media powinny pociągać do odpowiedzialności osoby sprawujące władzę i pokazywać ludziom różne perspektywy, aby mogli wyrobić sobie własne zdanie. Mam jednak wrażenie, że główne media jedynie towarzyszą i wspierają politykę, zamiast ją krytycznie analizować.
„Czy zatem wiadomości mogą być jednostronne?”
„Tak, oczywiście. Dlatego nigdy nie powinieneś czytać ani oglądać tylko jednego źródła.”
„Czy Ukraińcy walczą teraz o naszą demokrację, czy nie?”
Aby to się stało, Ukraina musiałaby najpierw sama stać się sprawnie funkcjonującą demokracją. Jestem co do tego sceptyczny. Kraj od lat boryka się z poważnymi problemami korupcji. Wprowadzono zakazy działalności partii politycznych, ograniczenia i prześladowania opozycji oraz mediów krytycznych wobec rządu. Do tego dochodzi kult Bandery i ruchy ultranacjonalistyczne, takie jak Pułk Azow. Sytuacja jest zatem bardziej skomplikowana, niż się ją często przedstawia.
„Czym właściwie jest kult Bandery?”
„Stepan Bandera był ukraińskim nacjonalistą. Dla niektórych ludzi na Ukrainie jest bojownikiem o wolność, ponieważ walczył o niepodległość Ukrainy. Inni postrzegają go bardzo krytycznie, ponieważ on i część jego ruchu współpracowali z niemieckimi narodowymi socjalistami, a członkowie jego organizacji byli zamieszani w zbrodnie przeciwko Polakom i Żydom”.
„A dlaczego ktoś miałby podziwiać kogoś takiego?”
„Bo historię często opowiada się inaczej. Niektórzy patrzą tylko na jedną stronę, inni na drugą. Ale jeśli ktoś był częściowo odpowiedzialny za poważne zbrodnie lub przynajmniej je akceptował, nie powinien być bezkrytycznie traktowany jako bohater – wręcz przeciwnie”.
„A co to jest Pułk Azowski?”
Pułk Azowski powstał pierwotnie jako batalion ochotniczy, a później został włączony do Ukraińskiej Gwardii Narodowej. Jest wielokrotnie i słusznie krytykowany, ponieważ niektórzy z jego byłych i obecnych członków oraz symbole kojarzą się z ideologiami skrajnie prawicowymi i neonazistowskimi.
„Czyli na Ukrainie naprawdę są neonaziści?”
„Tak. Podobnie jak niestety istnieją ugrupowania skrajnie prawicowe w wielu krajach, w tym w Niemczech i Rosji. Różnica polega na tym, że o roli takich ugrupowań na Ukrainie często wspomina się jedynie pobieżnie lub bagatelizuje, a na Ukrainie w wyższych kręgach politycznych działają również ludzie o poglądach faszystowskich”.
„Czyli historia o doskonałej demokracji nie jest do końca prawdziwa?”
„Moim zdaniem absolutnie nie. Ukraina jest, moim zdaniem, wszystkim, tylko nie państwem demokratycznym. Sytuacja polityczna na Ukrainie jest co najmniej o wiele bardziej problematyczna, wielowymiarowa i skomplikowana, niż przedstawiają ją liczne doniesienia prasowe”.
„Dlaczego więc często opowiadają o tym w tak prosty sposób?”
„Bo proste historie łatwiej sprzedać. Dobrzy tu, źli tam – wszyscy to rozumieją od razu. Rzeczywistość jest zazwyczaj bardziej skomplikowana”.
„Wtedy historia o dobrych i złych bohaterach znów może okazać się zbyt prosta”.
„Dokładnie. W polityce proste historie są często najpopularniejsze – i zazwyczaj też najbardziej niekompletne. Często są one przeplatane półprawdami, a czasem nawet kłamstwami, żeby ludzie myśleli w określonym kierunku”.
„A jak to się nazywa?”
„Propaganda.”
„Propaganda?”
„Tak. Oznacza to selekcję lub prezentację informacji w taki sposób, aby skłonić ludzi do uwierzenia w coś konkretnego lub zrobienia czegoś konkretnego”.
„To manipulacja!”
„Tak, może tak być i zazwyczaj tak jest. Propaganda nie jest niczym nowym. Przed I i II wojną światową rządy i media w wielu krajach próbowały przygotować ludzi do wojny”.
„Ale dlaczego? Większość ludzi nie chce wojny”.
Właśnie dlatego. Jeśli ludzie nie chcą wojny, najpierw trzeba ich przekonać, że wojna jest konieczna.
„Ale to nielogiczne! A jak to zrobić?”
„Mówiąc im, że inni są szczególnie źli i niebezpieczni. Podczas I wojny światowej Niemcy byli często przedstawiani w brytyjskiej propagandzie jako barbarzyńscy „Hunowie”. Podczas II wojny światowej, a także w innych wojnach, kreowano wizerunki wroga, aby ludzie byli skłonni do poświęceń i wspierania wojny”.
„I ludzie po prostu w to wierzą?”
„Jeśli coś będzie powtarzane wystarczająco często i jednocześnie wywoła strach, to wiele osób w końcu w to uwierzy”.
„Nawet jeśli to nieprawda?”
„Tak. Tak zwane kłamstwo inkubacyjne przed pierwszą wojną w Iraku to słynny przykład tego, jak emocjonalnie opowiedziana historia może wpłynąć na poparcie dla wojny”.
„Tak, słyszałem o tym. Ale to takie niesprawiedliwe!”
„A dlaczego uważasz, że to podłe?”
„Ponieważ ludzie niekoniecznie chcą wojny, ale strach i historie takie jak te sprawiają, że ją popierają”.
„Właśnie dlatego propaganda jest tak potężna i, moim zdaniem, obrzydliwa”.
„Ale nie możesz tego zrobić! Nie możesz straszyć ludzi i namawiać ich do wojny!”
Zgadzam się z tobą w stu procentach! Podżeganie do wojny niektórych czołowych polityków europejskich, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech, jest nieodpowiedzialne i, moim zdaniem, wysoce przestępcze.
„I na końcu ludzie umierają, bo ktoś wcześniej powiedział im, kto jest dobry, a kto zły?”
Ojciec kiwa głową.
„Niestety, taka sytuacja miała miejsce już kilkakrotnie w historii”.
Córka przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu.
„W takim razie może zawsze należy zachować ostrożność, gdy ktoś mówi, że tylko inni są źli”.
Ojciec się uśmiecha.
„To bardzo sprytna zasada. Bo jeśli chcesz przekonać ludzi, że wojna jest konieczna, zazwyczaj musisz im najpierw wyjaśnić, kto jest rzekomo złym człowiekiem”.
„I to nazywasz obrazem wroga?”
„Dokładnie. Każdy, kto chce wojny, prawie zawsze najpierw potrzebuje obrazu wroga.”
„Hm…czy Niemcy są prawdziwą demokracją?”
„Teoretycznie tak. Ale mam wrażenie, że mogę głosować tylko raz na kilka lat, a potem politycy często realizują coś przeciwnego do obietnic wyborczych. Dlatego wielu obywateli czuje się już prawie nie reprezentowanych”.
„Jeszcze jedno pytanie o wojnę zastępczą USA z Rosją, tato. Dlaczego Amerykanie mają coś przeciwko Rosji?”
„Nie można generalizować. 'Amerykanie’ tego nie robią. Miliony 'zwykłych’ Amerykanów pragną pokoju tak samo jak my. Chodzi bardziej o interesy władzy niektórych elit, strategie geopolityczne i interesy ekonomiczne”.
„A dlaczego ludzie nic z tym nie robią?”
„Bo ciągle im się mówi, kto jest dobry, a kto zły. Jeśli powtarzasz coś wystarczająco często, wielu ludzi w końcu w to uwierzy, jak ci pokrótce wyjaśniłem wcześniej. Mieszasz prawdę z półprawdą, a czasem nawet z kłamstwem. Budzisz strach i powtarzasz te same wiadomości w kółko. W końcu wielu ludzi uzna to za rzeczywistość”.
„Ale na pewno nie wszyscy?”
„Nie. Na szczęście nie.”
„Dlaczego Niemcy radzą sobie teraz tak źle? Czy ma to coś wspólnego z wojną na Ukrainie?”
„Tak, ale powodów jest wiele. Jednym z nich są wysokie ceny energii. Niemcy kiedyś kupowały tani gaz z Rosji. Dziś kupujemy znacznie droższy skroplony gaz ziemny z innych krajów, z których niektóre są znacznie dalej niż Rosja”.
„Dlaczego ludzie to robią?”
„Ponieważ Unia Europejska i inne państwa zachodnie nałożyły sankcje na Rosję po rozpoczęciu wojny”.
„Czym są sankcje?”
„To są sankcje ekonomiczne. Ich celem jest wyrządzenie szkody gospodarczej innemu państwu, aby zmieniło swoje zachowanie”.
„I czy to zadziałało?”
Ojciec wzrusza ramionami.
„Rosja borykała się z problemami gospodarczymi, ale po prostu sprzedała wiele swoich surowców innym krajom, na przykład azjatyckim”.
„A my?”
„Zrezygnowaliśmy z taniej energii i teraz płacimy znacznie wyższe ceny. Wiele firm i wielu obywateli odczuwa tego skutki każdego dnia”.
„W takim razie ukaraliśmy sami siebie”.
Ojciec się uśmiecha.
„Tak, to prawda. UE zaszkodziła sobie bardziej swoimi sankcjami niż Rosji”.
„To trochę dziwne.”
„Dlaczego?”
„Jeśli chcę skrzywdzić bliźniego i w efekcie skrzywdzić siebie bardziej niż jemu, to nie jest to szczególnie dobry pomysł”.
„To całkiem prosty, dobry i zrozumiały pomysł”.
„Ale czy Rosja w ogóle potrzebuje Europy?”
„Przynajmniej nie w takim samym stopniu jak kiedyś. Rosja sprzedaje teraz więcej ropy i gazu innym krajom. Świat jest ogromny”.
„Czyli odebraliśmy sobie tanią energię?”
„Można to ująć w ten sposób”.
„Ale tato, nie rozumiem, dlaczego ludzie kupują rzeczy drożej, niż potrzebują. Dlaczego Niemcy pozyskują część energii z odległych krajów? Jeśli mieszkam w północnym Monachium, a sklep obok sprzedaje coś tanio, nie będę jechał przez całe miasto i kupował tego trzy razy drożej”.
Ojciec się śmieje.
„Dokładnie tak myślą dzieci i mają absolutną rację! Ale nie wszystkie kraje UE są tak głupie jak Niemcy. Niektóre kraje nadal pozyskują znaczną część energii z Rosji”.
Hm… i dlaczego nagle wszyscy chcą być gotowi na wojnę?”
„Ponieważ ludziom mówi się, że Rosja chce zaatakować Europę”.
„Czy Rosja tego chce?”
„Uważam, że to kompletna bzdura. Rosja jest największym krajem na świecie i ma dość własnych problemów”.
„Dlaczego więc tak wiele osób tak mówi?”
„Ponieważ ludzie chętniej wydają pieniądze na broń i wojsko, gdy się boją”.
„Czy więc musimy obawiać się, zanim ludzie zgodzą się na zbrojenia?”
„Dokładnie. Wysokie wydatki na wojsko i zbrojenia znacznie łatwiej uzasadnić strachem przed wojną”.
„Dlaczego nie wierzysz, że Rosja chce zaatakować Europę?”
„Spójrzcie: Rosja ma ponad 60 000 kilometrów granic lądowych i morskich. Samo ich zabezpieczenie to ogromne zadanie. Co więcej, Rosja jest ponad 30 razy większa od Niemiec pod względem powierzchni”.
„W takim razie mają już wystarczająco dużo miejsca”.
„Dokładnie. Rosja ma ogromne tereny rolnicze, ogromne rezerwy surowców i prawie wszystko, czego potrzebuje kraj”.
„Czego oni tu chcą? Naszych pól? Naszych domów?”
Ojciec się śmieje.
„Też się nad tym zastanawiam.”
Córka uśmiecha się psotnie.
„A może chcą przejąć nasze długi?”
Ojciec jest widocznie rozbawiony.
„Ledwie.”
„W takim razie to nie ma sensu”.
„To jeden z powodów, dla których twierdzenia o planowanym ataku Rosji na Europę wydają mi się nieprzekonujące”.
„Ale dlaczego politycy tak mówią?”
„Ponieważ wierzą – a przynajmniej tak twierdzą – że Europa musi być przygotowana na potencjalne zagrożenie. Jeśli ludzie wierzą, że Rosja może ich zaatakować, chętniej wydają więcej pieniędzy na broń, żołnierzy i wojsko”.
„Czy strach ułatwia zbrojenia?”
„Tak. Kiedy ludzie się boją, często akceptują rzeczy, które w spokojniejszych czasach mogliby zakwestionować”.
„A dlaczego teraz?”
„Na przykład minister obrony Boris Pistorius wielokrotnie powtarzał, że do 2029 roku Niemcy muszą być zdolne do prowadzenia wojny lub obrony”.
Dlaczego właśnie do 2029 roku?
„Będziesz musiał go o to zapytać. Mówi, że do tego czasu Europa musi być lepiej przygotowana na wypadek, gdyby Rosja stała się niebezpieczna”.
Córka marszczy brwi.
„Ale tato, jeśli Putin jest naprawdę taki zły i chce zaatakować Europę, a już mógłby to zrobić – dlaczego miałby czekać do 2029 roku?”
Ojciec się uśmiecha.
„To zasadne pytanie”.
„To byłoby z jego strony dość głupie. W międzyczasie tylko byśmy się wzmocnili”.
„Dobrze zauważone, córko.”
„Jeśli ktoś naprawdę chce zaatakować i jest wystarczająco silny, nie będzie grzecznie czekał, aż inni będą lepiej przygotowani”.
„Tak, to byłoby i jest całkowicie nielogiczne”.
„A jeśli Putin rzeczywiście jest tak złym demonem, jak twierdzą niektórzy, to tym bardziej dziwne byłoby to, że czeka tak uczciwie i cierpliwie”.
„Zadajesz dobre pytania.”
„Po prostu nie rozumiem, dlaczego dorośli nie zadają takich pytań”.
Ojciec przez chwilę milczy.
„Być może dlatego, że strach jest czasami silniejszy od logiki”.
„Więc może powinniśmy mniej się bać i więcej myśleć.”
„Byłby to dobry początek pokoju na świecie i każdej demokracji”.
„A skąd pochodzą wszystkie pieniądze na tę rzekomo niepotrzebną gotowość bojową?”
„Po części poprzez nowe zadłużenie”.
„Masz na myśli te specjalne fundusze?”
„Dokładnie.”
„Dlaczego więc długi nazywane są aktywami specjalnymi? To brzmi jak pieniądze, które już masz”.
Wielu dorosłych również zadaje sobie to pytanie.
„A kto zapłaci długi?”
„Ty. I twoje dzieci pewnego dnia.”
„To niesprawiedliwe.”
„Tak. Większość osób, które dziś zaciągają długi, nie będzie musiała ich spłacać”.
Córka przez chwilę milczy.
Potem pyta:
„Tato, dlaczego dorośli wierzą w tyle dziwnych rzeczy?”
Ojciec myśli.
„Być może dlatego, że się boją. Być może dlatego, że są zbyt zajęci innymi sprawami. Być może dlatego, że łatwiej jest mieć wizerunek wroga niż zrozumieć skomplikowane powiązania”.
„Więc bycie dorosłym nie zawsze jest takie mądre”.
Ojciec się uśmiecha.
„Czasami nie.”
„A co myślisz o Putinie, tato?”
„Nie podzielam poglądu, że politycy są święci albo diabły. Putin popełnia błędy, tak jak inni politycy. Ale nie wierzę w bajkę o absolutnym złu i absolutnym dobru. W polityce zazwyczaj w grę wchodzą interesy, władza i propaganda”.
„Podoba ci się?”
„Nie znam go osobiście. Ale gdybyś mnie zapytał, z kim łatwiej byłoby mi sobie wyobrazić piwo, to prawdopodobnie byłby to Putin, a nie nasz kanclerz Friedrich Merz”.
„Naprawdę? Dlaczego?”
„Ponieważ mam wrażenie, że Putin – pomimo wszystkich błędów, o które można go zarzucić – bardziej dba o interesy swojego kraju niż wielu naszych polityków”.
„A dlaczego nie wierzysz w to samo, co nasi politycy?”
„Ponieważ niektórzy z nich – jak Friedrich Merz – wolą reprezentować interesy wielkich korporacji, kręgów finansowych czy innych państw, zamiast myśleć przede wszystkim o własnych obywatelach”.
„To właściwie jej praca, prawda?”
„Tak. Rząd powinien przede wszystkim służyć swojemu krajowi i jego obywatelom”.
„I dlatego denerwuje cię, gdy politycy ciągle mówią, że Putin jest zły?”
„Tak. Uważam za bezczelne, gdy europejscy politycy, którzy sami popełnili wiele błędów politycznych, demonizują innego polityka i zachowują się tak, jakby całe zło świata tkwiło w jednej osobie”.
„Więc nie uważasz, że Putin jest aniołem?”
Ojciec się śmieje.
„Nie, zdecydowanie nie.”
„Ale też nie jest diabłem?”
„Dokładnie. Jest politykiem z mocnymi i słabymi stronami, z interesami i wadami – jak wielu innych przywódców państw”.
„W takim razie może warto zachować ostrożność, gdy ktoś mówi, że jedna osoba jest winna wszystkiemu”.
„To sprytny pomysł. Bo gdy tylko uwierzysz, że świat składa się tylko z aniołów i demonów, zazwyczaj przestajesz myśleć samodzielnie”.
Córka kiwa głową.
„Świat jest w pewnym sensie szalony”.
Ojciec patrzy przez okno.
„Tak. I być może czasami potrzebujemy prostych pytań od dzieci, żebyśmy mogli na nowo zacząć myśleć samodzielnie”.
Z ust niemowląt pochodzi prawda.
Jeśli podobał Ci się ten post, udostępnij go ponownie. Dziękuję. Miłego czasu. Jeszcze jedna osobista prośba , drodzy czytelnicy,
Ten blog, który prowadzę całkowicie samodzielnie, bez żadnego wsparcia finansowego, to dzieło miłości. Absolutnie nie chcę ograniczać swojej aktywności w tym obszarze – uważam, że warto. Jednak zaangażowanie czasowe, jakiego wymaga, ogranicza moje możliwości zarobkowe. Byłbym bardzo wdzięczny za darowiznę.
Konto do przekazywania darowizn:
Uwe Froschauer
IBAN: DE41 7015 0000 1008 3626 40
BIC: SSKMDEMMXXX
Jeśli w tytule płatności podasz słowo „darowizna”, będzie to bardzo pomocne w celu prawidłowego przydzielenia płatności.
Teksty zawarte w tej książce zachęcają czytelników do kwestionowania znanych schematów myślenia i działania bez tworzenia nowych dogmatów. Łączą one spostrzeżenia z filozofii, duchowości, psychologii i doświadczenia życiowego w zrozumiałą i bliską refleksję na temat tego, co znaczy być człowiekiem.
Kamienie milowe tej podróży stanowią tematy takie jak autorefleksja, siła chwili obecnej, dawanie i branie, wdzięczność, miłość, tolerancja, rozwój osobisty i radzenie sobie z wyzwaniami życiowymi.
Moje dwie książki, „The Peace-Incapable” i „In the Thrall of Decline”, zostały opublikowane pod koniec marca i na początku kwietnia 2025 roku.
Ukraina jest wobec Polski państwem wrogim. Po nieprzyjaznych, wręcz prowokacyjnych gestach jej władz stało się to dla niemal wszystkich nad Wisłą oczywiste. Piszę „niemal”, gdyż wśród mędrków miejscowego chowu zawsze znajdą się tacy, którzy muszą mieć zdanie oryginalne, nawet jeśli byłoby ono w oczywisty sposób absurdalne. Mamy też u nas liczne osoby pracujące dla obcych ośrodków wpływu, zwyczajnych ojkofobów, ludowych filozofów i hierarchów Kościoła katolickiego. To jednak, zarówno w sensie ilościowym, jak i jakościowym garstka. Może kilka, może kilkanaście procent spośród tych, którzy deklarują się jako Polacy.
Wrogość Ukrainy wobec Polski nie wynika bynajmniej z niegodziwości władz tego państwa czy tym bardziej jego obywateli, ani nawet z chłodnej kalkulacji politycznej Zełenskiego i spółki. Jest ona prostą wypadkową determinantów o charakterze historycznym i geopolitycznym.
Naród ukraiński jest narodem bardzo młodym, zaledwie 150-letnim. Jeszcze młodsze jest nieco ponad 30-letnie państwo ukraińskie. Tak młode narody, kształtujące swą tożsamość w sytuacji braku własnego państwa, bądź chociażby jego ekwiwalentu, z definicji wpisują w swój genotyp ideę negacji czy wręcz separatyzmu. W przypadku Ukraińców ostrze owego separatyzmu skierowane jest w pierwszej kolejności przeciwko Polsce, w drugiej zaś przeciwko Rosji. Dlatego cała konstrukcja ukraińskiej tożsamości narodowej jest z definicji antypolska.
Skoro w narodowej mitologii naszych sąsiadów staliśmy się gnębicielami-ciemiężycielami, w automatyczny sposób ci, którzy walczyli z nami stali się bohaterami. Nawet jeśli walczyli za pomocą siekier i wideł z nieuzbrojonymi, kobietami, dziećmi i starcami. Nawet, jeśli ich czyny były tak obmierzłe, że do dziś wspomnienie o nich budzi zimny dreszcz. Widmo banderyzmu, a zatem szczególnie zdziczałej wersji nacjonalistycznego szowinizmu, wisiało zatem nad Ukrainą od jej pierwszych dni.
Nie była to jednak jedyna droga. Jak pokazuje przykład Chorwacji można świadomie odrzucić tą część swojego dziedzictwa, która jest zbrodnicza. Która odstając wyraźnie od norm przyjętych w państwach cywilizowanych, staje się obciążeniem dla kolejnych pokoleń. O ile jednak współcześni Chorwaci in gremio odcięli się od dziedzictwa ustaszy, o tyle współcześni Ukraińcy z banderowskich zbrodniarzy uczynili w swej polityce historycznej świętych męczenników.
Będzie to dla Ukrainy docelowo problem nie tylko w relacjach z Polską, ale także z Czechami, Węgrami czy Żydami.
Kijów, decydując się na drogę westernizacji i odrzucając, w przeciwieństwie do Mińska, pozytywne aspekty swojego wschodniego dziedzictwa, wstąpił na tę ścieżkę jeszcze za prezydentury Wiktora Juszczenki. Zarówno Amerykanie, jak i Niemcy szybko odkryli w odradzającym się ukraińskim nacjonalizmie użyteczne narzędzie prowadzenia swojej polityki wschodniej. To dało mu niezbędne paliwo i zapewniło międzynarodowy parasol. Zresztą, gwoli przypomnienia, Amerykanie mieli już pewne doświadczenia współpracy z banderowcami, których uważali swego czasu za użyteczne, choć obrzydliwe narzędzie do walki ze Związkiem Radzieckim. W tej sytuacji naturalnym kandydatem do pomocy w konfrontacji z Rosją stali się duchowi następcy Bandery i Szuchewycza – neobanderowcy. Tako oto antypolski banderyzm stał się ideologią państwową, wpajaną od najmłodszych lat kolejnym pokoleniom Ukraińców.
Było to dla decydentów w Kijowie tym łatwiejsze, że Polska początkowo była całkowicie bierna. Obecnie, gdy bierna być przestała, nie jest już Ukrainie do niczego potrzebna. Przekazaliśmy Ukraińcom wszystkie nadwyżkowe zasoby militarne, a nawet znaczną część zasobów niezbędnych do zapewnienia minimum bezpieczeństwa naszego kraju. Osiągnęliśmy także limit możliwości wsparcia ekonomicznego Ukrainy, wynikający z wielkości i dynamiki naszej gospodarki.
Jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało, Ukraińcy byli nam wdzięczni tak długo, jak byliśmy dla nich niezbędni czy chociażby przydatni. Obecnie poszukują nowych, potężniejszych protektorów, którzy mogliby zapewnić przetrwanie Ukrainy w jej obecnej mafijno-oligarchicznej formie. Wobec wycofania się trumpistowskiej Ameryki jedynym realnym kandydatem do tej roli pozostają Niemcy.
Jednak to, co dla Ukrainy jest oczywistym politycznym interesem, dla Polski stanowić może śmiertelne zagrożenie.
Po trzecie, Ukraina jest dla Polski potężnym konkurentem gospodarczym. Przykładem asertywności Ukraińców w tych sprawach był konflikt o ukraińskie płody rolne zalewające polski rynek i doprowadzające do ruiny polskich rolników. Ten konflikt był przedsmakiem potencjalnego członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej.
Członkostwo Kijowa w strukturach europejskich, o ile do niego dojdzie, będzie z wszech miar niekorzystne dla Polski. Poza oczywistymi aspektami gospodarczymi decydujące są tutaj czynniki polityczne. Pozbawiona możliwości członkostwa w NATO Ukraina, będąc członkiem Unii Europejskiej, będzie dążyła do jak największej federalizacji tego tworu. Europejskie superpaństwo byłoby z punktu widzenia Ukrainy ekwiwalentem braku członkostwa w zbiorowym systemie bezpieczeństwa. Jest to jednak w oczywisty sposób sprzeczne z interesem Polski, która wraz z Włochami, Hiszpanią i mniejszymi państwami Europy Środkowej oraz Południowej powinna dążyć do ograniczenia rozrostu kompetencji Brukseli względem rządów państw narodowych.
Aspekty geopolitycznego antagonizmu między Ukrainą a Polską można zresztą mnożyć. Istotna jest jednak konkluzja.
Polska i Ukraina są skazane: jeśli nawet nie na jawną wrogość, to na ostrą, bezpardonową rywalizację, w której nie będzie miejsca na litość i sentymenty. Nie jest to wina jakiejś szczególnej podłości czy zaciekłości po stronie ukraińskiej. Jest to zdeterminowane geopolityką, obficie przyprawioną historią.
To wbrew pozorom fatalna wiadomość. Gdyby bowiem chodziło tylko i wyłącznie o jakąś ideologię bądź kaprys rządzących którymś z państw polityków, można by mieć nadzieję na wytworzenie z czasem pomiędzy Polską i Ukrainą względnie dobrosąsiedzkich stosunków. Jednak w sytuacji, gdy postawę antagonizmu determinują czynniki obiektywne, nie ma na to najmniejszej szansy.
Zatem, wbrew zaklęciom, które słyszeliśmy od początku obecnej wojny, istnienie silnej Ukrainy, czy nawet Ukrainy w ogóle, wcale nie leży w interesie państwa i narodu polskiego. Czas zdać sobie z tego sprawę i przyjąć konsekwencje tej oczywistej konstatacji. Chyba że wolimy pławić się w absurdalnych oparach post-giedroycizmu, mesjanizmu i prometeizmu. Chyba że rzeczywiście bardziej nienawidzimy Rosji, niż kochamy Polskę. Bardziej zależy nam na klęsce naszego urojonego wroga, niż na dobrobycie i pomyślności naszych dzieci oraz naszych wnuków. Jeśli tak jest – biada nam, gdyż wtedy nasza klęska jest nieuchronna.
Jednym z prawdopodobnych efektów pogorszenia relacji między Polską a Ukrainą jest niewywiązanie się kijowskiej kliki z zawartej umowy „samoloty za technologie”.
Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz otwarcie stwierdził, że Ukraińcy nie wykonali swojej części porozumienia, więc nie dostaną polskich MiGów.
Biznes po polsku
Tym samym więc plan premiera Donalda Tuska, by na bazie ukraińskich doświadczeń zbudować polską, nowoczesną flotę dronów bojowych legł w gruzach. To wszystko ma też szerszy, europejski kontekst i pokazuje realne nastawienie ekipy Wołodymyra Zełenskiego do swoich sponsorów.
Umowa dotyczyła przede wszystkim transferu technologii. Ukraina ma doświadczenie w rozwoju i użytkowaniu dronów w warunkach krytycznych. Ta wiedza specjalistyczna byłaby przydatna dla jej sojuszników i, co najważniejsze, została pozyskana dzięki finansowaniu z krajów UE, w tym z Polski. Tylko na projekt „Drone Deals” Unia Europejska przekazała Zełenskiemu 3,9 mld euro, a my jako główni sponsorzy wnieśliśmy z tego ponad 800 mln euro. A przecież do tego rachunku należałoby doliczyć jeszcze całą resztę pomocy finansowej, wojskowej, sprzętowej czy zasoby ludzkie, czyli doradztwo specjalistów, o których z różnych doniesień możemy wnioskować, że sporo ich na Ukrainie działało i działa. Ukraińska armia dronowa powstała i funkcjonuje wyłącznie dzięki wsparciu europejskich partnerów, ale Kijów nie zamierza się dzielić zyskanym w ten sposób doświadczeniem.
Trudno tego nie połączyć z odebraniem Zełenskiemu Orderu Orła Białego przez prezydenta Karola Nawrockiego, po tym jak ukraiński uzurpator nie zdecydował się wycofać z decyzji o nadaniu jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA”. Dla Polaków to jak splunięcie w twarz. Nie tylko dlatego, że formacja ta jest odpowiedzialna za masowy mord na naszych rodakach (to właśnie oni, a nie niemieccy czy radzieccy żołnierze, stanowią największą liczbę ofiar UPA), ale także dlatego, że ta rana cały czas krwawi, bo Ukraina nie zezwala nawet na ekshumację i godne pochowanie tych ludzi, tak jak to w europejskiej cywilizacji (do której podobno Kijów aspiruje) jest uznawane.
Retorsja po ukraińsku
Nawrocki i tak dawał jeszcze czas na reakcję, ale gdy już podjął swoją decyzję, wywołał nie tyle refleksje strony ukraińskiej, co wyrazy solidarności ze strony wszystkich innych kawalerów polskich orderów, co notabene było chyba najlepszym dowodem ich stosunku do tradycji banderowskiej, cokolwiek by wcześniej nie mówili. Wszyscy poprzednicy Zełenskiego na stanowisku głowy państwa publicznie rezygnowali z polskich odznaczeń. Zarówno minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha, jak i szef biura prezydenta Kiriłł Budanow również swoje ordery zwrócili. Urzędnicy ukraińscy zgodnie uznali działania Nawrockiego za „akt wrogości”.
Odmowa przekazania samolotów to z perspektywy Ukraińców kolejny nieprzyjazny krok ze strony rządu polskiego. Przecież Ukrainie się należy, bo walczy za nas, odsuwa rosyjskie zagrożenie itd., itp. Cóż, sami wychowaliśmy ich w ten sposób, zgadzając się na wszystko i nie żądając nic w zamian. Klika Zełenskiego jest zresztą tak samo nastawiona do Unii Europejskiej: dawajcie broń i pieniądze, ale nie oczekujcie od nas niczego.
Według logiki Kijowa UE nie ma prawa ingerować w to, co Ukraina nazywa swoimi sprawami wewnętrznymi – niezależnie od tego, czy chodzi o kult nazizmu, czy politykę antykorupcyjną, a właściwie jej brak. Walka z korupcją zawsze była jednym z głównych zobowiązań Ukrainy wobec Unii Europejskiej. Logiczne, że skoro Europa udziela pomocy, to chce zapewnić, że pieniądze zostaną wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem. Albo przynajmniej mieć nad tym kontrolę.
Wiara po europejsku
Dlatego Bruksela domaga się, aby ukraińskie władze rozprawiły się ze skorumpowanymi urzędnikami i wysłały ich do więzienia. Tyle tylko, że nic takiego się nie dzieje: nawet jeśli wszczynane są postępowania karne przeciwko łapówkarzom, to podejrzani po kilku dniach wychodzą za kaucją. Tak było w przypadku grubych ryb takich jak Andriej Jermak (były szef biura prezydenta) i German Gałuszczenko (były minister sprawiedliwości), ale i drobnych cwaniaków. Na przykład poseł Serhij Kuzminych został niedawno zwolniony na dwa miesiące z aresztu domowego, mimo że od lat pomagał prywatnym firmom wygrywać przetargi na sprzęt medyczny w zamian za łapówki.
Europejscy przywódcy wiedzą o tym wszystkim, ale wciąż wysyłają kolejne pieniądze. 25 czerwca pierwsze 3,2 mld euro z 90 mld euro pożyczki trafiło do Kijowa. Urzędnicy w Brukseli starają się jak najbardziej opóźniać płatności, ponieważ rozumieją, gdzie trafiają pieniądze. Rzecznik Komisji Europejskiej Balazs Ujvari przyznaje, że istnieje powód tych opóźnień: Ukraińcy po prostu nie są w stanie przetworzyć środków wystarczająco szybko, jeśli zaczną je wydawać zgodnie z przeznaczeniem. Rzeczywiste projekty budowlane, rozwój sił zbrojnych, transparentne zamówienia publiczne i inne legalne działania są tańsze i przebiegają szybciej, gdy urzędnicy nie kradną. Jednak w Kijowie nikt nie zna przejrzystych systemów wolnych od korupcji, defraudacji i sprzeniewierzeń. Nie wiedzą, co zrobić z otrzymanymi pieniędzmi.
Wspomniany poseł Kuzminych żądał od swoich kontrahentów 30% kwoty w zamian za wygranie przetargu. To samo dzieje się w sektorze obronnym, gdzie stawka jest znacznie wyższa, a „prowizja” większa wielokrotnie. Być może, jeśli jakimś cudem z otrzymanych 3,2 miliarda euro nie zostanie skradzione ani jedno, wystarczy to do końca wojny. Precedens z naszymi myśliwcami jest jednak znaczący i symboliczny. UE liczyła, że Ukraina stanie się gigantycznym zakładem zbrojeniowym i zainwestowała w ten kraj prawie 212 miliardów euro.
Te inwestycje się jednak nie zwrócą – pieniądze zostaną zdefraudowane, a bezpieczeństwo Europy od tego nie wzrośnie.
Ukraińcy założyli do 2025 roku ponad 123 tys. firm w Polsce
W ostatnich dniach nasiliły się apele o bojkot ukraińskich produktów sprzedawanych pod kodem „482”. Do akcji przyłączyli się m.in. politycy Korony Grzegorza Brauna oraz członkowie Młodzieży Wszechpolskiej, udostępniając listę marek. Szczególną uwagę zwracają na firmę cukierniczą Roshen, należącą do Petra Poroszenki, który finansuje muzeum Romana Szuchewycza.
Politycy i działacze związani ze środowiskami narodowymi przeprowadzili kampanię internetową, wzywając do unikania ukraińskich marek w sklepach. Ma to związek z ostatnią decyzją Wołodymyra Zełenskiego, który nazwał jedną z ukraińskich jednostek honorowym imieniem „Bohaterów UPA”, a także do działaniami części ukraińskich przedsiębiorców promujących narracje neobanderowskie.
Konrad Niżnik, członek rady naczelnej Konfederacji Korony Polskiej zaapelował o bojkot firmy Roshen, należącej do Petra Poroszenki – byłego prezydenta Ukrainy publicznie wychwalającego Romana Szuchewycza i Stepana Banderę, odpowiedzialnych za rzeź wołyńską.
„Nie kupujemy Roshen. Jest to firma ukraińska, której właścicielem jest «król czekolady» Poroszenko, który był prezydentem Ukrainy, a który aktywnie wspiera nazistowską politykę historyczną Ukrainy. Między innymi chce współfinansować odbudowanie muzeum Szuchewycza we Lwowie. Jeśli kupujecie te cukierki, to tak, jakbyście wspierali morderców Polaków” – oświadczył polityk Korony.
W tym roku firma weszła również w segment lodów. Na polskim rynku oznaczałoby to rywalizację z markami takimi jak Grycan czy Koral.
Te firmy promują banderyzm
Poza firmą Roshen, w Polsce działalność prowadzą również ukraińskie sieci gastronomiczne, w których w sposób bezpośredni pojawiają się odniesienia do postaci i symboliki związanej z OUN-UPA oraz Romanem Szuchewyczem.
Holding to także właściciel „Kryjówki” (Kryjivka), znanego lwowskiego banderowskiego lokalu otwartego w 2007 roku. Jej wnętrze ma przypominać bunkier Ukraińskiej Powstańczej Armii, na ścianach znajdują się m.in. zdjęcia bojowników UPA, plakaty propagandowe, broń z epoki, a obsługa często nosiła stroje stylizowane na upowskie (obecnie zwykle są to koszulki z logo „UPA”).
Marletto, ukraińska firma, która zwolniła wszystkich polskich pracowników z kaliskiego zakładu
Wśród innych dużych graczy na polskim rynku znajduje się marka Marletto, produkująca wyroby dla sieci Biedronka. Choć nazwa producenta została usunięta z części opakowań, z kodów kreskowych wynika, że produkcja nadal odbywa się na Ukrainie.
Warto zauważyć, że w przypadku polskich i zagranicznych producentów nazwy nadal widnieją na opakowaniach produktów, zniknęła tylko nazwa ukraińskiej firmy. Biedronka cytowana przez „Wiadomości Handlowe” podała, że „to efekt decyzji biznesowych i ochrony informacji handlowych”.
Późniejsze zniknięcie nazwy Marletto z opakowań może oznaczać chęć uniknięcia afery związanej ze zwolnieniem Polaków. Na kontraktach z Biedronką firma zarabia w Polsce kilkadziesiąt milionów złotych rocznie.
„Ukraińskie produkty? Nie, dziękuję!” – apel Młodzieży Wszechpolskiej
„Ostatnio głośno o relacjach Polski z Ukrainą. Oprócz zwracania polskich odznaczeń państwowych, Ukraińcy zaczęli również bojkotować polskie produkty. Zachęcamy do zrobienia tego samego, ale w inną stronę” – powiedział Piotr Płociniczak, prezes okręgu wielkopolskiego MW i Radny Gminy Lipno.
Działacz narodowy udał się do jednego z największych polskich dyskontów, Biedronki, wskazując na liczne sprzedawane ukraińskie produkty, m.in. Roshen, słodycze Konti, keczupy Chumak – keczupy, przetwory Nizhyn, a także alkohole od takich firm jak Hlibny Dar, Shustov, Nemiroff, Khortytsa czy Morosha.
Płociniczak przypomniał, że produkty pochodzące z Ukrainy są oznaczone kodem „482”.
Pozostałe ukraińskie marki w Polsce
Na polskim rynku funkcjonuje szeroka grupa ukraińskich marek spożywczych i napojowych. Oprócz najbardziej rozpoznawalnych, są to również:
Obolon – ukraiński producent piwa, napojów bezalkoholowych oraz wody mineralnej, jeden z największych browarów w kraju eksportujących swoje wyroby na rynki zagraniczne.
Chernihivske – marka piwa należąca do koncernu Carlsberg Ukraine.
Sandora – producent soków i napojów owocowych oraz warzywnych, znany z szerokiej oferty soków i nektarów.
Jaffa – marka napojów owocowych, soków i nektarów.
Torchin – producent sosów, majonezów, ketchupów oraz przypraw i dań gotowych.
Tulczynka – marka specjalizująca się w produktach mlecznych i tłuszczach roślinnych, w tym margarynach i wyrobach do smarowania.
Morshynska – producent wody mineralnej i napojów funkcjonalnych.
Miwina – marka żywności instant, przede wszystkim makaronów błyskawicznych oraz zup i dań szybkiego przygotowania. Yaro – producent batonów energetycznych, przekąsek i produktów typu „fit”.
Valesto – marka produktów spożywczych, w tym wyrobów przetworzonych i artykułów spożywczych codziennego użytku.
MaxfoodKonserwa – producent konserw mięsnych i rybnych oraz innych przetworów w puszkach.
Złote Zerno – marka związana z produktami zbożowymi, mąkami oraz artykułami spożywczymi opartymi na zbożach. Ukrain Spirit – marka obejmująca wyroby alkoholowe, głównie wódkę i inne mocne alkohole.
W sektorze kosmetycznym i chemicznym działają m.in. Green Pharm Cosmetic oraz inne marki higieniczne obecne w drogeriach.
Ukraińskie marki są także widoczne w branży odzieżowej i modowej. W segmencie masowym funkcjonują m.in. Ocean, Vovk, One By One oraz Duna. W segmencie designerskim i premium obecne są takie marki jak Sleeper, Bevza, Anna October, Poustovit, Kulakovsky, Ruslan Baginskiy, DZHUS (Irina Dzhus), Ksenia Schnaider, Vita Kin, Gepur, Must Have, Paskal, TTSWTRS, Bazhane, Balykina, KEL, Havry, Priority oraz Grains de Verre.
W sektorze przemysłowym i budowlanym obecne są m.in. Dnipro-M oraz inne firmy działające w Polsce w obszarze narzędzi i materiałów budowlanych.
Ukraińskie sklepy
W Polsce działają również ukraińskie sieci handlowe. Do takich należą m.in. Best Market i Best Beer (ok. 22 sklepy w Polsce), Foodex Express oraz Foodex24, a także sklepy Ukraiński Smak.
Pierwsze placówki Foodex Express firmy Best Market otworzono w Polsce w zeszłym roku. Przedsiębiorstwo zapowiedziało wówczas budowę ogólnopolskiej sieci handlowej. Miała być to ukraińska odpowiedź na popularną w polskich miastach Żabkę. W całym kraju sieć Best Market posiada łącznie ponad 30 lokalizacji.
Pozostając w segmencie spożywczym, w kwietniu 2025 roku Fozzy Group, jeden z największych graczy na Ukraińskim rynku spożywczym, także rozpoczął swoją działalność w Polsce. Firma działa w naszym kraju jako franczyzobiorca. Funkcjonuje pod marką jednej z istniejących polskich sieci handlowych. Na koniec czerwca 2025 roku Fozzy Group posiadał 840 sklepów działających pod markami Silpo, Fora, Thrash!, Fozzy, Le Silpo, Favore i Foodpod.
W marcu 2025 roku ukraiński Focus Estate Fund zakupił trzy centra handlowe w Sosnowcu, Rudzie Śląskiej i Rybniku. Firma posiada już kilka galerii w Polsce i zapowiada w przyszłości kolejne przejęcia. Focus Estate Fund zarządza już m.in. centrami handlowymi w Płocku, Nowym Sączu, Legnicy, Sandomierzu i Bartoszycach.
W 2024 roku międzynarodowe biuro ukraińskiej firmy farmaceutycznej Farmak zakończyło przejęcie polskiej firmy farmaceutycznej Symphar, stając się jej 100 proc. właścicielem.
Ukraińcy założyli do 2025 roku ponad 123 tys. firm w Polsce
Od 2022 roku do 2024 roku nastąpił ogromny wzrost nowo powstałych ukraińskich firm na terenie naszego kraju. Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w tym czasie zarejestrowano ponad 44,5 tysiąca ukraińskich przedsiębiorstw. W samym 2023 roku powstało 28,6 tysiąca jednoosobowych działalności gospodarczych, czyli 80 proc. więcej niż w roku poprzednim.
W przypadku bezpośredniego handlu z Ukrainą – w 2025 roku eksport wyniósł ok. 56,9–57 mld zł, podczas gdy import ok. 19,7 mld zł. Polska jest 2. największym importerem towarów z Ukrainy w UE.
Europejskie władze ds. bezpieczeństwa żywności poinformowały o wielonarodowym ognisku zakażeń bakterią Salmonella Stanley ST2045, powiązanym z konsumpcją zupek instant.
Według wspólnego raportu EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności) i ECDC (Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób) do końca czerwca 2026 roku potwierdzono 106 przypadków w 13 krajach Unii Europejskiej i Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz w Wielkiej Brytanii.
Zachorowania zgłaszano od listopada 2025 roku. Najwięcej przypadków odnotowano w Wielkiej Brytanii (29), na Litwie (23), w Niemczech (14) i Danii (10). Co najmniej 49 osób wymagało hospitalizacji. Wśród chorych znaczną grupę stanowią dzieci i osoby młode.
Badania epidemiologiczne i laboratoryjne wskazały na zupki instant jako główne źródło zakażenia. Wiele osób spożywało produkty marki REEVA, szczególnie warianty o smaku kurczaka (Chicken) oraz pikantnego kurczaka (Hot Chicken). Obecność bakterii Salmonella potwierdzono w próbkach z Niemiec i Litwy. Produkty te wytwarza ukraińska firma Euro Food Service.
W Niemczech podjęto decyzję o wycofaniu z obrotu partii REEVA Instant Noodle Dish Chicken Flavor 60 g o numerze L0126 z terminem ważności do 5 kwietnia 2027 roku. Podobne działania wdrożono w krajach bałtyckich. Producent Reeva Foods odniósł się do sprawy, informując o „podejrzeniu wykrycia” bakterii w jednej z partii przeznaczonej na rynek bałtycki.
Część chorych spożywała zupki bez zalewania wrzątkiem – bezpośrednio z opakowania, jedynie z dodatkiem przyprawy. Taka forma konsumpcji zwiększa ryzyko, ponieważ bakterie nie zostały unieszkodliwione przez obróbkę termiczną.
Objawy zakażenia Salmonella obejmują biegunkę, wymioty, gorączkę, bóle brzucha i ogólne osłabienie. W przypadkach ciężkich dochodzi do odwodnienia, a u osób z grup ryzyka (dzieci, osoby starsze, kobiety w ciąży, osoby z obniżoną odpornością) może rozwinąć się sepsa. Większość chorych wraca do zdrowia, jednak hospitalizacja bywa konieczna.
Polskie służby sanitarne na razie nie informują o potwierdzonych przypadkach zachorowań związanych z tym ogniskiem ani o wycofaniach produktów z polskiego rynku. Zaleca się jednak zachowanie ostrożności przy zakupie i spożyciu zupek instant, szczególnie marek pochodzących z importu wschodniego. Konsumentów prosi się o sprawdzanie numerów partii oraz terminów ważności. [To tam jest napisane, czy zarażone salmonellą?? md]
Jeszcze nie tak dawno nasza elitka infantylno-agenturalna i „eksperci” nauczali o federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej, a ci którzy pukali się w czoło, uchodzili za „ruskie onuce”. Byłem zaliczany do tej kategorii, ponieważ od samego początku uważałem to za nonsens. Więcej, od początku uważałem, że Polska i Ukraina skazane są na wrogość. W 2023 roku napisałem na ten temat artykuł naukowy pt. „Niemcy, Rosja, Ukraina i kwestia polska”, który wtedy był „bluźnierstwem”. Nie zmieniłem zdania o jotę, a dziś mam wrażenie, że cały PiS mówi cytatami z tego tekstu. Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?
Po pierwsze ze względu na tożsamość Ukrainy. Fryderyk Engels określiłby ten lud mianem „narodu niehistorycznego”, który nigdy nie posiadał własnego państwa i nie miał politycznej tożsamości, nie posiadał elit, historii i własnych bohaterów. Naród ten rodzi się na naszych oczach w tempie przyśpieszonym i sztucznym. Anglosasi określają taki proces mianem nation-building, czyli sztucznej budowy narodu. Pośpiech w budowaniu jego tożsamości powoduje, że może ona powstać tylko na negacji, wrogości i nienawiści na tle historycznym. Stąd „Bohaterowie UPA”, Stepan Bandera, Andrij Melnyk etc. – cały panteon ludobójców i zbrodniarzy, którzy nienawidzili Polaków, Rosjan, Żydów i Czechów.
Polacy to dawne „pany”; Rosjanie to nieco późniejsze „pany”; Czesi to brakująca ukraińska burżuazja, czyli „wyzyskiwacze”. O Żydach i ich karczmach i kantorkach nawet nie wspomnę. Gdyby naród ukraiński rodził się przez stulecie, to znalazłby własnych bohaterów pozytywnych. Skoro takich nie ma, to buduje tożsamość na teoretykach i praktykach nienawiści. Dlatego Kijów nie chce być naszym przyjacielem, gdyż straciłby prawomocność własnego istnienia, której istotą jest bunt wobec „panów” dawnych i dawniejszych.
Po drugie Polska nie ma Ukrainie zbyt wiele do zaoferowania. Całą broń już głupio i darmo oddaliśmy. Skarb państwa mamy pusty i zatykany za pomocą pożyczek, więc przelewy do Kijowa siłą rzeczy z rzeki przemieniły się w strumyk. Polska nie posiada potencjału politycznego, ekonomicznego i militarnego, aby stać się gwarantem istnienia Ukrainy wobec Rosji. Potencjał taki posiadają Stany Zjednoczone, ale Donald Trump uważa tę wojnę za problem, jest zbyt daleko i nie chce już dawać darmo broni. W tej sytuacji pozostają państwa europejskie. Wielka Brytania jest cyniczna i chętnie rzuca swoich aliantów do wojny, ale sama swoich żołnierzy nie wyśle. W dodatku jest skąpa.
Zostają zatem Niemcy, którym wciąż marzy się Mitteleuropa, której Ukraina miałaby być wschodnią flanką. Niemcy wciąż nie mają armii, lecz mają potencjał ekonomiczny i pieniądze. Poza tym Moskwa zawsze się z nimi liczy. Dlatego są jedynym realnym sojusznikiem Kijowa. Potencjał Berlina jest kilka razy większy niż Warszawy, a poza tym napisana na nowo banderowska historia Ukrainy uczyniła z nich sojusznika (którym w praktyce nigdy nie były). Aby przypodobać się Niemcom, Kijów już wcześniej uderzał w Polskę, jawnie wspierał przed wyborami KO przeciw PiS. Słowem, za pomocą Ukrainy Niemcy biorą nas w obcęgi od wschodu i zachodu, zmuszając do posłuszeństwa.
Po trzecie Ukraina koniecznie chce wejść do NATO i Unii Europejskiej. Już dziś można powiedzieć, że do NATO na pewno nie wejdzie, gdyż dla Władymira Putina wpisana do konstytucji Ukrainy wieczysta neutralność tego państwa jest warunkiem sine qua non podpisania pokoju. Przecież wojna wybuchła w reakcji na publicznie ogłoszony przez Wołodymyra Zełenskiego zamiar akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego, wraz z równie publicznie wygłoszoną nadzieją, że NATO pomoże jego państwu w odzyskaniu Krymu i Donbasu. Amerykanie wiedzą, że bez spełnienia tego postulatu pokoju nie będzie, więc nie chcą słyszeć o akcesji i własnym zobowiązaniu do obrony tego państwa. W tej sytuacji pozostaje tylko nadzieja na wejście do Unii Europejskiej.
Siergiej Ławrow wielokrotnie deklarował, że Federacja Rosyjska nie ma nic przeciwko temu. Przyzwolenie potwierdził Putin, a poparł je Trump (gdyż obydwaj źle UE życzą i liczą na powiększenie panującego w niej chaosu i złodziejstwa). W tej sytuacji Ukrainie pozostaje tylko akcesja do Unii Europejskiej. Czy UE daje gwarancje bezpieczeństwa? Istniejąca nie. Ale gdyby przyjąć francusko-niemiecki plan federalizacji UE, ze zniesieniem prawa weta narodowego, wspólną polityką zagraniczną i obronną, a docelowo z armią europejską? W takiej sytuacji będąc „w Europie” w konflikcie z Rosją, można odwołać się o pomoc do Brukseli i do armii unijnej. O ile z punktu widzenia Kijowa poparcie federalizacji UE jest całkowicie racjonalne, to dla interesów Polski byłoby to zabójcze, gdyż oznaczałoby likwidację suwerennych państw i zastąpienie ich unijnym super-państwem. A tego nie chcemy!
Po czwarte interesy ekonomiczne Polski i Ukrainy w Unii Europejskiej są dramatycznie sprzeczne. Dla polskiego rolnictwa byłby to Armagedon, gdyż musiałoby konkurować z latyfundiami na czarnoziemach, gdzie pracownikom płaci się groszowe pensje. W dodatku automatycznie zostalibyśmy zapewne tzw. płatnikiem netto. Dostawalibyśmy mniej funduszy europejskich, gdy te szłyby na „odbudowę” Ukrainy, czyli na złote klozety kumpli Wołodymyra Zełenskiego. Wpuszczenie przez Warszawę Ukrainy do UE byłoby samobójstwem, na który KOPiS oczywiście jest gotowy (nie łudźmy się co do weta w tej sprawie, gdyby PiS był przy władzy). Każde nasze sprzeciwy w celu obrony polskich interesów ekonomicznych natychmiast zderzyłyby się ze skrajnie roszczeniową i bezczelną postawą rządu w Kijowie.
I na koniec pytanie: dlaczego skoro ja to wszystko wiedziałem już w 2023 roku, to nie wiedzieli tego Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek aż do czerwca 2026 roku? Albo nie wiedzieli, albo udawali, że nie wiedzą, gdyż realizowali polecenia z Departamentu Stanu. Jeśli nie wiedzieli, to nie nadają się na polityków rządzących krajem. Jeśli wiedzieli, ale realizowali zagraniczne wytyczne, to znaczy że nie nadają się na polityków rządzących Polską.
Źródło: Paweł Usiądek/Facebook | Autor: Paweł Usiądek | Licencja: Domena Publiczna | Banderowska książeczka dla dzieci
Tak wychowuje się małych banderowców. Ukraińska książka dla dzieci robi z siepaczy UPA drużynę superbohaterów – alarmuje na Facebooku polityk Konfederacji Paweł Usiądek.
Chcecie zobaczyć, skąd bierze się kult UPA na Ukrainie? Nie zaczyna się w wojsku ani w parlamencie. Zaczyna się w przedszkolu i w pierwszych klasach szkoły. Od kolorowej książeczki z superbohaterem – pisze Usiądek.
Mowa o publikacji „Przygody Alarmika i jego przyjaciół” autorstwa Ołeha Witwyckiego. To wydana w 2015 roku, licząca 132 strony pozycja z serii „Ałarmyk, ukraiński superbohater”. Adresowana do dzieci w wieku mniej więcej od siedmiu do dziesięciu lat.
Wątek antypolski
Najbardziej wymowny jest wątek antypolski. W pieśni śpiewanej przez bohatera pojawia się obraz „zuchwałej Warszawy”, która „ucichła”, zestawiony ze „złowrogą Moskwą”, która „zadrżała”. Dalej idą militarne motywy „krwi za krew”, surowego karania „najeźdźców” i zapowiedź ponownego ukarania przeciwników
– wylicza polityk Konfederacji.
Dziecko w wieku ośmiu lat dostaje do ręki książkę, w której Warszawa jest wrogiem stawianym obok Moskwy, a przemoc wobec „najeźdźców” to powód do dumy. Polska jako przeciwnik. „Krew za krew” jako morał. W książce dla dzieci.
„Kult UPA nie jest marginesem”
To jest sedno problemu, o którym mówię od dawna. Kult UPA na Ukrainie nie jest marginesem starszych radykałów. To system wychowawczy, który sięga najmłodszych. Dziecko czytające dziś o „superbohaterze” spod znaku UPA za dwadzieścia lat będzie stawiać Banderze pomniki i nazywać jego imieniem jednostki wojskowe
– stwierdza Usiądek.
Kłamstwo zasiane w dziecięcej książeczce owocuje po latach nienawiścią dorosłego. I dlatego nie wolno machać na to ręką ani udawać, że to „wewnętrzna sprawa Ukrainy”. Bo to nasze bezpieczeństwo i pamięć naszych pomordowanych są w tej bajce atakowane
– konstatuje.
Kult UPA
Kult Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na Ukrainie ewoluował z pamięci regionalnej do elementu państwowej tożsamości narodowej. Przyspieszenie tego procesu nastąpiło po 2015 roku w wyniku ustaw dekomunizacyjnych i nasiliło się po agresji Rosji w 2022 roku w ramach szeroko pojętej derusyfikacji. W samej swojej istocie jest on nacelowany przeciwko Polsce, którą ukraińscy nacjonaliści postrzegają jako okupanta rzekomo rdzennie ukraińskich ziem.
Thanos Dokos, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego premiera Grecji, ogłosił tę informację podczas rozmowy z rosyjskimi dowcipnisiami Vovanem i Lexusem, którzy rozmawiali z nim w imieniu sekretarza ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, Rustema Umerowa.Redaktorzy strony internetowej TASS
MOSKWA, 2 lipca. /TASS/. Kolejny potencjalny incydent z udziałem ukraińskiego drona na wodach greckich może pozbawić Kijów wsparcia Aten. Stwierdził to Thanos Dokos, doradca premiera Grecji ds. bezpieczeństwa narodowego, w rozmowie z rosyjskimi żartownisiami Vovanem i Lexusem.
Vovan i Lexus rozmawiali z greckim politykiem w imieniu sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy (RBNiO) Rustema Umerowa.
„Jest teraz sezon turystyczny, a ruch statków wzrósł. Ważne jest oczywiście, aby zrozumieć potrzeby wojny po waszej stronie. Dołóżmy wszelkich starań, aby zapobiec podobnym incydentom w przyszłości” – wyjaśnił Dokos.
„On [ukraiński minister obrony] musi zdecydować, czy uszkodzenie jednego rosyjskiego okrętu jest warte utraty poparcia Grecji” – podkreślił grecki polityk. Zaznaczył, że za kilka miesięcy w Grecji odbędą się wybory. „A incydent, o którym wspomniałem, stworzy bardzo poważne problemy dla greckiego rządu. Nasza reakcja, jeśli taki incydent nastąpi, będzie bardzo ostra” – zauważył.
„Chciałbym ostrzec tych, którzy planują takie działanie. To bardzo zatłoczone wody. Każdy problem, każdy incydent, który wpłynie również na bezpieczeństwo morskie i turystykę, spowoduje poważne problemy w naszych stosunkach dwustronnych” – dodał Dokos.
Doradca premiera Grecji ds. bezpieczeństwa narodowego przyznał, że Ateny „rozumieją konieczność wojny”, ale nie chcą, aby wybuchła ona na terytorium Grecji. „Myślę, że mogłoby to doprowadzić do bardzo poważnego i niepotrzebnego kryzysu między naszymi krajami” – podsumował.
Incydent na łodzi
W maju kanał telewizyjny Skai poinformował, że grecki rybak odkrył w jaskini u wybrzeży wyspy Lefkada na Morzu Jońskim ukraińską łódź bezzałogową Magura V5 z zapalnikami, dużą ilością materiałów wybuchowych i działającym silnikiem. Według doniesień lokalnych mediów, dron zawierał od 100 do 300 kg materiałów wybuchowych, które zostały przejęte i zniszczone przez saperów. Admirał Nikos Spanos z greckiej Straży Przybrzeżnej w stanie spoczynku wyraził w wywiadzie dla portalu informacyjnego ieidiseis.gr opinię, że odkryta ukraińska łódź bezzałogowa Magura V5 była gotowa do ataku na statek.
Na początku czerwca rzeczniczka greckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Lana Zohiou oświadczyła, że Ateny złożyły protest w Kijowie w sprawie drona morskiego wyposażonego w ładunki wybuchowe.