
—————————————-

————————————

———————————–

———————————————-

—————————————–

——————————————

—————————————————–

——————————–

—————————————-

————————————

———————————–

———————————————-

—————————————–

——————————————

—————————————————–

——————————–

———————————————–

—————————————-

——————————————-

————————————————-

——————————

————————————————–

——————————————————–

————————————-

—————————————-


————————————————-

——————————-

——————————————–

———————————–

————————————-

—————————————–

———————————

————————————–

————————————————


———————————————

————————————————-

—————————————–

————————————————

——————————

———————————

—————————————–

————————————————-

————————————————


——————————-

Przyznałeś się, grubasie. Więc nie jesteś artystą?
—————————–

————————

————————————————–

——————————-

——————————————

—————————————————–

——————————————–

——————————-

[Umieszczam- bo zwykle teksty Wójcika są pouczające. Ale ten jest właściwie pusty ! Ten chłopaczyna ze zdjęcia – sami oceńcie. MD]
Ucieczka od Wielkiego Resetu
Autor artykułu Marek Wójcik 29.05.2026 r. world-scam/ucieczka-od-wielkiego-resetu

Derrick Broze jest niezależnym dziennikarzem, autorem, filmowcem dokumentalnym i aktywistą politycznym mieszkającym w Houston w Teksasie. Znany jest ze swojej pracy, której głównym tematem jest antykorporatyzm, wolności obywatelskie i decentralizacja.
„Bycie świadomym” nic nie znaczy, jeśli nigdy nie zmienisz sposobu, w jaki żyjesz, od kogo jesteś zależny, ani tego, jak bardzo jesteś przygotowany, gdy nadejdzie kolejny kryzys.
24 maja 2026 r. Daily Pulse opublikował na vigilantfox.com artykuł oparty na książce Derricka Broze: Jak „uciec” od Wielkiego Resetu? Źródło.

Nie potrzebny będzie plecak ucieczkowy. Na co mógłby się przydać? Wyobraźmy sobie nawet najkorzystniejsze warunki. Lato jakiś pobliski las. Jak długo wytrzyma przeciętny człowiek w warunkach oderwanych od cywilizacji? Jak dobrze jest na to przygotowany? Nawet jeśli ma w plecaku środki uzdatniające wodę, to z pożywieniem w dzisiejszym lesie będzie bardzo trudno. Tym bardziej że las zagęści się podobnymi, także głodnymi delikwentami.

Nie twierdzę, że jest to niemożliwe, ale na takie życie trzeba się przygotować zarówno teoretycznie, jak i praktycznie. W młodości zaliczyłem kilka obozów harcerskich, które mile wspominam. Gdybym twierdził, że to wystarczy, by przeżyć samemu w lesie, to bym skłamał. Na obozie w lesie z namiotami była kuchnia, gdzie kucharka gotowała posiłki dla hordy zgłodniałych harcerzy. Było też zorganizowane zaopatrzenie w żywność. Nie, to nie jest żadne przygotowanie do przeżycia w surowych warunkach.
Życie mieszczucha przyzwyczaiło nas do wygody i braku niebezpieczeństw. Ilu z nas potrafi rozróżnić zaskrońca od jadowitej żmii? Szacuję, że jedynie około 5% z nas jest wystarczająco przygotowanych do przetrwania w leśnych warunkach więcej niż tydzień.

Wymieniłem jedynie podstawowe problemy życia w lesie. Co z leśnymi rozbójnikami? Powiecie, że nie ma rozbójników i macie rację. Oni się dopiero pojawią w czasie kryzysu. Trudne czasy tworzą zarówno bohaterów, jak i złoczyńców z dużą przewagą tych drugich. Pozostanie w domu, także może okazać się zgubne – nie ma uniwersalnych recept. Jednak w domu, nawet bez prądu i wody łatwiej przeżyjesz, o ile zawczasu przygotujesz się na ciężkie czasy.
Celem nie jest czekanie na jakiegoś przyszłego politycznego zbawcę ani niekończące się pochłanianie alarmujących nagłówków w internecie. Chodzi o to, by zwykli ludzie stopniowo stawali się trudniejsi do kontrolowania, stając się mniej zależni od globalistów.
Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
Mateusz Piskorski myslpolska/wozek-polsko-niemiecki
Wbrew wypowiadanym ostatnio przez niektórych alarmistycznym głosom o rzekomej rosnącej potędze Niemiec, pogłoski o tym, że nasz zachodni sąsiad mozolnie odtwarza mogące nam zagrozić imperium, należą do tych mocno przesadzonych.
Dowodzą tego fakty, ale również opinie, których miałem okazję wysłuchać podczas rozmów, które przeprowadziłem ostatnio z niemieckimi politykami opozycyjnymi. W pierwszej kolejności straszeni jesteśmy rosnącą militaryzacją gospodarki niemieckiej. Ożywają historyczne demony. Niemcy budują armię, ładują kolejne miliardy euro, a – znając historię najnowszą – musi się to nieuchronnie skończyć źle.
Istotnie nie brzmi to najlepiej, ale tylko do momentu, w którym zaczynamy rozumieć, że potencjał niemiecki nie jest tworzony przez Niemców, a jego ewentualne przyszłe wykorzystanie również nie do końca od Niemców będzie zależało.
Gdy przyjrzymy się strukturze własności Rheinmetall i innych gigantów działającego w republice federalnej przemysłu, szybko zorientujemy się, że to firmy… nie całkiem niemieckie. Dużą część udziałów w nich kontrolują bowiem międzynarodowe, ogromne fundusze inwestycyjne z siedzibą zazwyczaj w Nowym Jorku, a zatem sieć kapitału atlantyckiego, politycznie wyrażana przez ideologię współczesnego globalizmu. A wykorzystanie gromadzonej broni możliwe będzie wyłącznie za zgodą, akceptacją i w interesie klasy rządzącej za Atlantykiem.
Możemy się o tym przekonać, czytając głośny ostatnio manifest korporacji Palantir sygnowany przez jej prezesa, Alexandra Karpa (tego samego, który niedawno odwiedził Kijów, zapowiadając współpracę z armią ukraińską w dziedzinie broni opartej na sztucznej inteligencji). Niemiecka potęga militarna nie będzie zatem w istocie niemiecka – Berlin ma w myśl koncepcji obecnie panującej stać się zbrojnym ramieniem prawicowej [?? md] odmiany globalizmu. Przeszłość Friedricha Merza w międzynarodowych, kontrolowanych przez Anglosasów strukturach finansowych to nie przypadek.
Po drugie, nieustannie wykorzystywany jest stary schemat straszenia nas sojuszem niemiecko-rosyjskim ponad naszymi głowami. Sojusz taki byłby jednak możliwy pod warunkiem realnej podmiotowości każdego z tych państw. Siły suwerenistyczne w Berlinie opowiadają się, owszem, za dialogiem z Moskwą. Ich postulaty ograniczają się wszakże do współpracy energetycznej, ze wszech miar dla nas również korzystnej.
Pamiętajmy, że to Polska jest naturalnym krajem tranzytowym dla rosyjskich surowców zmierzających do niemieckich odbiorców. A to ustawia nas w pozycji, z której każdy kraj kierujący się zdrowym rozsądkiem czerpałby pokaźne korzyści. Nie wspominamy już o tym, że – czy nam się to podoba, czy nie – wchodzimy w skład jednolitej przestrzeni ekonomicznej, a nasza gospodarka utrzymuje się w dużym stopniu dzięki roli podwykonawcy przemysłu niemieckiego.
Wreszcie, zderzamy się z podobnymi wyzwaniami zewnętrznymi, na przykład w postaci migracji, w tym tej niekontrolowanej. Pamiętajmy, że destabilizacja najbliższego otoczenia Europy automatycznie powoduje napływ imigrantów, których oba nasze kraje nie są w stanie zaabsorbować, a tym bardziej zasymilować. Do tego dochodzi zagrożenie z kierunku ukraińskiego; w tym przypadku stajemy się nie tylko krajem docelowym, ale też tranzytowym na nowym szlaku przemytu ludzi, broni i substancji zabronionych, wiodącym również do Niemiec.
Mamy zatem wyraźne, wspólne interesy. Interesy te łączyć mogą suwerenistów polskich i niemieckich, rozumiejących, że jedziemy na tym samym wózku. Że obiektywnym interesem obu naszych krajów jest: 1) jak najszybsze zakończenie wojny na Ukrainie; 2) normalizacja stosunków z Rosją i przywrócenie bezpiecznych dostaw surowców energetycznych; 3) zabezpieczenie granic przed napływem imigrantów, w tym szlakiem ukraińskim.
Mamy zatem o czym rozmawiać. Być może w najbliższym czasie dojdzie do istotnych zmian politycznych u naszych zachodnich sąsiadów. Kolejne sondaże wskazują, że na pozycję lidera liczyć może Alternatywa dla Niemiec (AfD). Najpierw ugrupowanie to zdobyć może władzę w kilku landach wschodnich, a pamiętajmy, że w niemieckim systemie federalnym jest to już realny wpływ na politykę. Później – kto wie – nie możemy wykluczać, że to właśnie to ugrupowanie zdobędzie duży wpływ na rząd federalny w Berlinie. Dlatego poszukiwanie z nim nie tylko kontaktów, ale też wspólnych, łączących nas spraw ma sens. W przeciwieństwie do obrażania się na rzeczywistość i tkwienia w stereotypach każących uznawać niemieckich prawicowych suwerenistów za ludzi o poglądach z założenia antypolskich i rewizjonistycznych.
Mateusz Piskorski
Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2026)
Wszystkie kłamstwa CIA
Autor artykułu Marek Wójcik 28. maja 2026 world-scam/wszystkie-klamstwa-cia
Może niekoniecznie wszystkie kłamstwa, ale duża ich część została obnażona wraz z metodami powszechnej dezinformacji w wydanym 24 maja 2026 r. Raporcie Corbetta pod tytułem: CIA wygrała: wszystko, w co wierzysz, jest kłamstwem. Źródło.
Będziemy wiedzieć, że nasz program dezinformacyjny został ukończony, gdy wszystko, w co wierzy amerykańska opinia publiczna, okaże się kłamstwem – były dyrektor CIA William Casey.

W jaki sposób CIA wprowadza zamieszanie dezinformujące społeczeństwo? Działania z zakresu propagandy i wojny psychologicznej są oficjalnie klasyfikowane jako „potajemny wpływ” (covert influence) i realizowane są przez wydziały w ramach Dyrektoriatu Operacji (Directorate of Operations).

Kiedy słyszycie takie zapowiedzi: Były współpracownik CIA przyznał w wywiadzie dla … – jest to najprawdopodobniej kolejny fake news, który zaplanowała ta Centralna Agencja Indoktrynacji. Podejrzanie sztuczna inteligencja, która sama jest narzędziem indoktrynacji, tak określa kluczowe jej cechy:
Czy nie kojarzy się to wam z codziennym przekazem mainstreamowym?

Oczywiście nie tylko USA zajmuje się dezinformacją. Robią to praktycznie wszystkie rządy i podległe im instytucje na świecie. Od pewnego czasu mamy do czynienia z ponadnarodowym fenomenem indoktrynacji. Najlepiej można to było zauważyć podczas zsynchronizowanego na cały świat przekazu fałszywych informacji w okresie szalejącej plandemii. Jest to efekt skondensowanych działań globalistów. Wykupili lub uzależnili od siebie większość dużych stacji medialnych. Obsadzili w nich kierownicze stanowiska i ci ludzie wykonują bezwzględnie zalecenia działu propagandy Centralnego Komitetu ds. przejęcia planety Ziemi pod własną opiekę – czyli Światowe Forum Ekonomiczne i spółka.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

W wstrząsającym wywiadzie brytyjski chirurg i lekarz z Oksfordu, dr Nick Maynard, opisuje to, co widział w Strefie Gazy: zniszczone szpitale, zabity personel medyczny, ciężko ranne dzieci, zablokowane terapie i system opieki zdrowotnej, który nie tylko się załamał, ale został systematycznie zniszczony.
Maynard nie jest aktywistą z daleka. Od wielu lat współpracuje z palestyńskimi lekarzami, uczy studentów medycyny w Strefie Gazy i wielokrotnie odwiedzał ten region po 7 października. Właśnie dlatego jego wypowiedzi mają wagę: nie mówi o teorii, ale o własnych obserwacjach, kolegach, pacjentach i szpitalach, w których pracował.
Jeszcze przed obecną wojną Maynard opisuje Gazę jako odizolowane terytorium, którego większość ludzi nigdy nie była w stanie opuścić. Pomimo wysoko wykwalifikowanych lekarzy i pielęgniarek, opieka medyczna była chronicznie niewystarczająca. W szczególności pacjenci chorzy na raka często potrzebowali zezwoleń na leczenie poza Gazą – proces ten, według Maynarda, trwał średnio miesiące. Niektóre wnioski były odrzucane, nawet w przypadku chorób zagrażających życiu.
Po rozpoczęciu izraelskiej ofensywy sytuacja przekształciła się w katastrofę humanitarną. Maynard mówi o celowym zniszczeniu infrastruktury medycznej. Z 36 szpitali, tylko kilka nadal działało; Szpital Nassera na południu był jednym z ostatnich dużych ośrodków – ale nawet ten został poważnie uszkodzony i działał z ograniczoną przepustowością.
Oskarżenie Maynarda, że ataki na szpitale nie były jedynie przypadkowymi stratami ubocznymi, ma szczególną wagę. Twierdzi on, że każdy szpital w Strefie Gazy został zaatakowany. Podczas wojny zginęło prawie 2000 pracowników służby zdrowia. Według niego liczba zabitych pracowników służby zdrowia jest wyjątkowo wysoka w stosunku do liczby ludności niż w innych konfliktach.
Maynard poinformował również o ataku na szpital Al-Aksa, gdy pracował na sali operacyjnej. Izraelski pocisk uderzył w oddział intensywnej terapii obok bloku operacyjnego. Zagraniczni pracownicy pomocy humanitarnej musieli zostać ewakuowani, a szpital szybko stawał się coraz bardziej nieoperacyjny.
Maynard odrzuca izraelskie twierdzenia, że szpitale są wykorzystywane jako centra dowodzenia Hamasu, przynajmniej w obszarach, które osobiście kontrolował. Podkreśla, że może zeznawać jedynie na podstawie tego, co sam widział – ale nie znalazł żadnych dowodów na wykorzystanie militarne Hamasu w odwiedzanych przez siebie obszarach klinicznych.
Główną tezą Maynarda jest to, że ataki na lekarzy, kliniki, karetki pogotowia i infrastrukturę medyczną są częścią szerszej strategii, mającej na celu uczynienie Gazy miejscem niemożliwym do zamieszkania jako społeczeństwo. Ci, którzy niszczą szpitale, nie niszczą tylko budynków – niszczą oddziały położnicze, ośrodki onkologiczne, pogotowie ratunkowe, dializy, chirurgię dziecięcą, intensywną terapię i wszelką nadzieję na normalne życie cywilne.
To prawdziwe sedno katastrofy: nie tylko ludzie giną od bomb. Ludzie umierają, ponieważ operacje nie są już możliwe, brakuje leków, ran nie da się wyleczyć, nowotwory pozostają nieleczone, a dzieci z poważnymi obrażeniami nie mogą już znaleźć bezpiecznego miejsca.
Jeszcze bardziej niepokojące są wypowiedzi Maynarda dotyczące palestyńskich pracowników służby zdrowia, którzy zostali aresztowani przez siły izraelskie. Według niego setki pracowników medycznych zostało porwanych lub zatrzymanych bez postawienia zarzutów. Mówi o doniesieniach o poważnym znęcaniu się, poniżaniu, przemocy fizycznej i torturach psychicznych.
Maynard twierdzi, że osobiście nagrywał zeznania ocalałych. Niektórzy byli przetrzymywani przez wiele dni w poniżających warunkach, wiązani, bici, a następnie trafiali do izraelskich więzień. Zarzuty zostały przekazane do sądów międzynarodowych.
Należy szczególnie podkreślić, że oświadczenia te stanowią zarzuty i zeznania świadków z przesłuchania. Muszą one zostać zbadane niezależnie przez organy ścigania. Jednak nawet jeśli są one tylko częściowo prawdziwe, stanowią poważne naruszenie prawa międzynarodowego.
Maynard donosi, że aresztowani lub zabici zostali głównie doświadczeni i starsi lekarze. Uważa, że nie jest to przypadek, lecz przejaw celowego osłabiania medycznego zaplecza Gazy.
System opieki zdrowotnej to nie tylko budynki. To ludzie: chirurdzy, anestezjolodzy, pediatrzy, pielęgniarki, technicy, studenci, ratownicy medyczni. Jeśli ci ludzie zginą, zostaną przesiedleni lub uwięzieni, nawet odbudowany szpital będzie tylko pustą skorupą.
W wywiadzie poruszono również kwestie oskarżeń o nowe lub nietypowe formy wykorzystania sił zbrojnych. Maynard relacjonuje doniesienia o systemach zdalnie sterowanych, dronach, a nawet uzbrojonych psach wkraczających do szpitali. Twierdzi, że te doniesienia opierają się na zeznaniach świadków, które otrzymał od kolegów.
Również w tym przypadku takie twierdzenia wymagają niezależnego dochodzenia. Wpisują się one jednak w szerszy obraz współczesnej wojny, w której Gaza stała się laboratorium inwigilacji, wojny dronów, namierzania wspomaganego sztuczną inteligencją i wojny miejskiej.
Szczególnie politycznym punktem wywiadu była reakcja rządów zachodnich. Maynard twierdzi, że on i inni lekarze dzielili się dowodami, zdjęciami i raportami z brytyjskimi i amerykańskimi agencjami rządowymi. Poinformowali również przedstawicieli administracji Bidena. Choć reakcja była częściowo „współczująca”, ostatecznie nie przyniosła żadnych konsekwencji.
Prawdziwym skandalem jest nie tylko to, co dzieje się w Strefie Gazy, ale także to, że zachodnie rządy dowiadują się o tym, otrzymują dokumenty, słyszą opinie lekarzy – a mimo to nadal dostarczają broń, wsparcie i ochronę dyplomatyczną – zbrodniarzom.
Artykuł rozpoczyna się porównaniem do Rwandy i pytaniem, jak to możliwe, że dochodzi do ludobójstw na oczach całego świata. W transkrypcji argumentuje się, że społeczność międzynarodowa po raz kolejny bardzo wcześnie wiedziała o tym, co dzieje się w Strefie Gazy – a mimo to nie podjęła żadnych zdecydowanych działań.
Podwójne standardy zachodnich polityków są szczególnie ostro krytykowane: przez dekady przysięgali, że nigdy więcej nie dopuszczą do masowych okrucieństw. Ale gdy sprawcą jest bliski sojusznik, te same zasady nagle ulegają relatywizacji, wypaczeniu lub uciszeniu.
Wypowiedzi dr. Nicka Maynarda to frontalny atak na oficjalną narrację o „precyzyjnej wojnie z Hamasem”. To, co opisuje, to nie chirurgiczna operacja wojskowa, lecz systematyczne niszczenie źródeł utrzymania ludności cywilnej w całym regionie.
Kiedy szpitale są niszczone, lekarze zabijani, pacjenci zatrzymywani, dzieci okaleczane, organizacje pomocowe utrudniane, a świadkowie uciszani, to nie chodzi już tylko o wojnę. Chodzi o to, czy prawo międzynarodowe w ogóle jeszcze obowiązuje – czy też jest stosowane tylko wobec wrogów Zachodu.
Gaza to zatem nie tylko katastrofa humanitarna. To moralny test wytrzymałości dla Zachodu. A według wypowiedzi tego lekarza z pierwszej linii, werdykt jest druzgocący.
Paweł Usiądek @PUsiadek, x.com/PUsiadek
120 tysięcy wykroczeń drogowych. 3443 mandaty. Imigranci, zwłaszcza z Ukrainy wiedzą, że są w Polsce bezkarni.
Dane Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego są druzgocące. W 2025 roku fotoradary zarejestrowały ponad 120 tysięcy wykroczeń popełnionych przez kierowców aut spoza Unii Europejskiej (w zdecydowanej większości z Ukrainy). Nałożono 3443 mandaty. Ściągalność: 2,5 procent.
Skąd taka przepaść? Polska nie ma umów międzynarodowych pozwalających na identyfikację właścicieli aut z Ukrainy na podstawie tablicy rejestracyjnej z fotoradaru. Bez znajomości właściciela nie ma postępowania. Bez postępowania nie ma mandatu.
Kierowcy z Ukrainy popełnili w 2025 roku 77,2 tysiąca wykroczeń drogowych. Otrzymali 2500 mandatów — tylko w przypadku bezpośredniej kontroli na drodze. Reszta przeszła bezkarnie.
Rozwiązanie jest proste i tanie. Kamery na granicach zewnętrznych wystarczy podłączyć do systemu CANARD. Zdjęcie wjeżdżającego auta, weryfikacja bazy — jeśli jest nieopłacony mandat, kierowca nie wjeżdża.
Czechy już to zrobiły. Polska mogłaby zrobić to samo. Projekt ustawy homologacyjnej — który wymusiłby rejestrację aut ze Wschodu w polskim systemie po roku — miał trafić do Sejmu w pierwszym kwartale 2026 roku. Nie trafił. Ministerstwo Infrastruktury tłumaczy: „trwają uzgodnienia międzyresortowe.”
Polska zaostrzyła właśnie przepisy drogowe. Wyższe mandaty, konfiskata aut, więzienie za brawurę. Polacy płacą coraz więcej i coraz szybciej. Kierowcy z Ukrainy jeżdżą bez konsekwencji.

Trybunał Apelacyjny w Turynie właśnie wydał wyrok, który może wstrząsnąć fundamentami pewności co do szczepionek w Europie.
11 maja 2026 roku potwierdził związek przyczynowy między szczepionką przeciw COVID-19 firm Pfizer-BioNTech Comirnaty a ciężkim zapaleniem rdzenia kręgowego (poprzecznym) u właścicielki sklepu z Piemontu, nakazując włoskiemu Ministerstwu Zdrowia wypłacanie jej comiesięcznego odszkodowania.

To nie jest odosobniony przypadek: pierwotne orzeczenie Sądu Cywilnego w Asti (październik 2025) zostało już wydane, a odwołanie Ministerstwa zostało odrzucone. Ten rzadki precedens prawny, oparty na opiniach niezależnych ekspertów, może inspirować tysiące ofiar we Francji.
52-letnia kobieta (obecnie 57 lat) sparaliżowana po dwóch dawkach Pfizera.
Powódka, właścicielka sklepu tytoniowego w Alba (prowincja Cuneo, Piemont), otrzymała dwie dawki szczepionki Pfizera 7 i 28 kwietnia 2021 roku.
Kilka miesięcy później rozwinęło się u niej zapalenie rdzenia kręgowego – ciężkie zapalenie rdzenia kręgowego powodujące trwałe uszkodzenia neurologiczne. Nie może już samodzielnie chodzić. Była hospitalizowana w lutym 2022 roku w Orbassano (Turyn). Raport medyczny już wtedy stwierdzał, że „nie można wykluczyć wyzwalającej roli szczepionki”.
Sąd w Asti, opierając się na dwóch niezależnych ekspertach (Agostino Maiello i Stefano Zacà), doszedł do wniosku, że istnieje „bardzo silny związek przyczynowy”. Trybunał Apelacyjny w Turynie podtrzymał ten związek w maju 2026 roku, odrzucając argument Ministerstwa, że alternatywną przyczyną była wcześniej istniejąca choroba autoimmunologiczna: dla sędziów ten stan jedynie zwiększa prawdopodobieństwo zdarzenia immunologicznego po szczepieniu, ale go nie wyklucza. Włoski sąd nakazał więc odszkodowanie w wysokości około 3000 euro miesięcznie, wypłacane co dwa miesiące – specyficzna ochrona przed odpowiedzialnością (nie stanowiąca pełnego odszkodowania).
Adwokaci z kancelarii Ambrosio & Commodo (Renato Ambrosio, Stefano Bertone, Chiara Ghibaudo) zareagowali pozytywnie na decyzję, która 'w sposób idealny’ oddaje kwestię szkód powodowanych przez szczepionki: wzmacnia ona przekonanie o 'abstrakcyjnym niebezpieczeństwie’ szczepionki, opierając się na danych naukowych.
Wskazują, że od pierwszego orzeczenia ich kancelaria otrzymuje co najmniej trzy nowe sprawy tygodniowo. Stefano Bertone zauważa, że na świecie przyjęto co najmniej 36 000 roszczeń odszkodowawczych, ze wskaźnikami akceptacji od 11% do 30% w Europie.
Link do oryginalnego artykułu: LINK
Автор: Фёдор Иванович Тютчев
Название: «Весенняя гроза» (1850)
Люблю грозу в начале мая,
Когда весенний, первый гром,
Как бы резвяся и играя,
Грохочет в небе голубом.
Гремят раскаты молодые,
Вот дождик брызнул, пыль летит,
Повисли перлы дождевые,
И солнце нити золотит.
С горы бежит поток проворный,
В лесу не молкнет птичий гам,
И гам лесной, и шум нагорный —
Всё вторит весело громам.
Ты скажешь: ветреная Геба,
Кормя Зевесова орла,
Громокипящий кубок с неба,
Смеясь, на землю пролила.

Negocjacje między Iranem a USA najwyraźniej osiągnęły punkt, w którym Teheran nie domaga się już tylko ustępstw, ale całkowitej reorganizacji amerykańskiej władzy na Bliskim Wschodzie.
Według doniesień omówionych w rozmowie z Larrym Johnsonem, Iran domaga się trwałego zawieszenia broni, wycofania wojsk amerykańskich z regionu, całkowitego zniesienia sankcji, uwolnienia zamrożonych funduszy, 300 miliardów dolarów odszkodowania za odbudowę oraz kontroli nad Cieśniną Ormuz. Johnson zaznacza jednak, że żądanie 300 miliardów dolarów nie zostało jeszcze oficjalnie potwierdzone.
Kluczowa kwestia: Iran nie zachowuje się jak osłabione państwo proszące o ustępstwa. Teheran negocjuje, jakby miał strategiczną dźwignię. A tą dźwignią jest Ormuz.
Cieśnina Ormuz to jedno z najbardziej wrażliwych wąskich gardeł energetycznych na świecie. Ktokolwiek ją kontroluje, wpływa na ceny ropy naftowej, przepływy LNG, składki ubezpieczeniowe, łańcuchy dostaw i ostatecznie na globalną gospodarkę.
Johnson wyjaśnił, że Iran jasno określił swoje stanowisko: złagodzić sankcje, uwolnić aktywa, zakończyć wojnę w Strefie Gazy i Libanie – i zaakceptować irańskie roszczenia do wiodącej roli w Ormuzie. Teheran zamierza pobierać tam opłaty, czy to w formie opłat użytkowych, czy podatków środowiskowych.
Nie tylko zwiększyłoby to presję ekonomiczną Iranu, ale także ustanowiłoby strategiczny instrument kontroli nad Zatoką Perską. Dla Waszyngtonu byłby to bezpośredni atak na system porządku, który przez dekady opierał się na amerykańskich lotniskowcach, bazach wojskowych i możliwości nakładania sankcji.
Johnson opisuje Trumpa jako osobę sprzeczną: jednego dnia sygnalizuje gotowość do negocjacji, następnego grozi eskalacją działań zbrojnych. W rozmowie posługuje się analogią do „ludzkiej piłeczki pingpongowej” – rozdartej między porozumieniem, presją ze strony Izraela, krajowymi interesami politycznymi a twardogłowymi politykami w Waszyngtonie.
Johnson uważa za szczególnie uderzające, że Iran nie jest już pod wrażeniem tych gróźb. Teheran określił swoje „czerwone linie” i wydaje się nie chcieć ich porzucić: wzbogacanie uranu, kontrola nad wzbogaconym uranem, władza nad Ormuzem i zniesienie sankcji.
Oto sedno nowej sytuacji: USA nadal stanowią zagrożenie, ale Iran nie wydaje się już wycofującym się przeciwnikiem.
Tymczasem sytuacja w Libanie eskaluje. Johnson podkreśla, że Izrael nadal wywiera ogromną presję na południowy Liban. Jednocześnie Hezbollah nie stracił swojego potencjału, a wręcz go rozwinął – szczególnie w zakresie dronów.
To niebezpieczne dla Izraela. Naloty mogą niszczyć budynki, ale nie są w stanie wyeliminować głęboko zakorzenionej, mobilnej i zaprawionej w boju organizacji. Johnson argumentuje, że chociaż Izrael może bombardować, nie gwarantuje to automatycznie kontroli nad terytorium. Im dalej Izrael się posunie, tym większe będą jego straty.
W tej sytuacji każde porozumienie między Waszyngtonem a Teheranem staje się również pytaniem dla Netanjahu: Czy Izrael zaakceptuje nowy porządek regionalny, czy też będzie próbował jeszcze bardziej zaostrzyć sytuację?
Szczególnie kontrowersyjna jest ocena Johnsona, że poważna umowa miałaby również widoczne konsekwencje militarne. Jednym z możliwych sygnałów byłoby wycofanie amerykańskich jednostek powietrznych i samolotów wojskowych z regionu. Według doniesień izraelskich, amerykańskie samoloty wojskowe mogłyby zostać przerzucone z Izraela do Europy w ciągu 72 godzin od zawarcia umowy.
Gdyby do tego doszło, byłoby to coś więcej niż tylko relokacja techniczna. Miałoby to wymiar symboliczny: Stany Zjednoczone nie mogłyby już dłużej pełnić funkcji stałego parasola militarnego Izraela i gwarantować Porządku Zatoki Perskiej.
Johnson idzie jeszcze dalej: jeśli rosyjsko-chińska wizja regionu stanie się rzeczywistością, amerykańska obecność wojskowa w regionie Zatoki Perskiej zniknie na dłuższą metę.
Chiny byłyby jednym z największych zwycięzców. Jeśli Iran będzie potrzebował odbudowy, naprawy infrastruktury, modernizacji portów, budowy elektrowni i zabezpieczenia szlaków transportowych, to, według szacunków Johnsona, chińscy inżynierowie, pracownicy i firmy będą gotowi.
To wpisuje się w logikę Inicjatywy Pasa i Szlaku: Chiny nie muszą dominować, budując bazy wojskowe jak USA. Pekin buduje infrastrukturę, integruje kraje gospodarczo i tworzy zależności poprzez handel, technologię i finansowanie.
Program odbudowy Iranu o wartości 300 miliardów dolarów byłby zatem nie tylko rekompensatą. Stanowiłby potencjalny punkt wyjścia do głębszej integracji Iranu z zdominowanym przez Chiny porządkiem gospodarczym.
Dla Waszyngtonu takie porozumienie oznaczałoby geopolityczny odwrót o historycznych rozmiarach.
Przez dziesięciolecia potęga Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie opierała się na czterech filarach:
Jeśli Iran zaoferuje teraz jednocześnie złagodzenie sankcji, uwolnienie środków finansowych, pomoc w odbudowie, kontrolę nad cieśniną Ormuz i wycofanie wojsk amerykańskich, to nie chodzi już o normalne porozumienie pokojowe. Chodzi o demontaż istniejącej architektury USA na Bliskim Wschodzie.
Johnson uważa to za przesunięcie tektoniczne: USA tracą siłę odstraszania, Izrael traci bezpieczeństwo strategiczne, Iran zyskuje pole manewru, Chiny zyskują wpływy, a Rosja zyskuje dodatkowy front przeciwko dominacji Zachodu.
To, o co tu negocjujemy, to coś znacznie więcej niż zawieszenie broni. Chodzi o to, kto będzie w przyszłości ustalał zasady na Bliskim Wschodzie.
Jeśli Iranowi uda się choć częściowo spełnić jego żądania, oznaczałoby to dramatyczną utratę władzy przez Waszyngton. Stany Zjednoczone musiałyby zaakceptować, że ich trwająca od dziesięcioleci strategia sankcji, baz wojskowych i taktyk nacisku osiągnęła swój kres.
Dla Iranu byłoby to historyczne zwycięstwo:
sankcje zostały złagodzone, fundusze uwolnione, Hormuz uznany, wojska amerykańskie wycofane, a odbudowa sfinansowana.
Dla Izraela byłby to strategiczny koszmar:
wzmocniony Iran, gotowy do walki Hezbollah i Ameryka, która nie będzie już automatycznie reagować na każdą eskalację konfliktu.
Dla Chin i Rosji byłby to kolejny dowód na to, że zdominowany przez Zachód porządek nie jest już niekwestionowany.
Krótko mówiąc: jeśli ta umowa wejdzie w życie, nie tylko zakończy ona eskalację, ale także wyznaczy początek nowego porządku sił na Bliskim Wschodzie.

Jak Chiny i Pakistan mogłyby dostarczyć prawdziwą [wykonalną] ofertę
Autorstwa Pepe Escobara
Prezydent Xi Jinping przyjmuje prezydenta Trumpa w Pekinie. Niecały tydzień później przyjmuje prezydenta Putina: obaj podpisują strategiczną wspólną deklarację, która de facto sygnalizuje restrukturyzację systemu stosunków międzynarodowych. Na początku tego tygodnia prezydent Xi przyjmuje również wysoko postawioną delegację pakistańską, w tym marszałka polowego Asima Munira, głównego mediatora między Iranem a Stanami Zjednoczonymi.
Wszystko to jest ze sobą ściśle powiązane. Poza porozumieniami dotyczącymi Chińsko-Pakistańskiego Korytarza Gospodarczego (CPEC), flagowego projektu Inicjatywy Pasa i Szlaku, oraz nowymi porozumieniami między Islamabadem a Alibabą, kluczowym faktem jest to, że Chiny są cichym gwarantem gorączkowych wysiłków mediacyjnych Pakistanu między Waszyngtonem a Teheranem.
W związku z tym pakistańskie władze musiały udać się do Pekinu, aby szczegółowo wyjaśnić wszystkie zawiłości.
Źródła dyplomatyczne potwierdzają, że po podróży roboczej do Teheranu Asim Munir powtórzył prezydentowi Xi, że z perspektywy Iranu amerykańskie zobowiązania są bezwartościowe. Rzecznik irańskiego MSZ, Esmaeil Baqaei, stale to powtarza.
Jeśli kiedykolwiek dojdzie do podpisania porozumienia – po jakimkolwiek potencjalnym postępie w obecnie zawieszonym Memorandum of Understanding (MoU) – podpis Chin jest absolutnie konieczny. To samo dotyczy Rosji.
Tymczasem w serii „zwrotów akcji” prezydent Trump postawił absurdalne ultimatum kilku państwom islamskim: muszą one jednocześnie podpisać Porozumienia Abrahama, w przeciwnym razie zostaną wykluczone z „jego” porozumienia z Iranem – jakby do niego należało.
Tłumaczenie: Cała wojna z Iranem mogła ostatecznie zostać rozpętana w celu zmuszenia Azji Zachodniej do normalizacji stosunków z Izraelem. Pakistańskie Ministerstwo Obrony już odrzuciło dyktat Trumpa.

Trwające śledztwo dyplomatyczne – od Azji Zachodniej i Południowej po Chiny – ujawniło, że potencjalna umowa między Iranem a Stanami Zjednoczonymi nie jest martwa, wbrew wszelkim oczekiwaniom. Wkracza ona jednak w swoją najdelikatniejszą i najniebezpieczniejszą fazę.
W istocie, dość kompleksowe porozumienie zostało już osiągnięte pomiędzy Iranem, Stanami Zjednoczonymi, Arabią Saudyjską i Katarem (choć niekoniecznie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi), przy czym Pakistan pełni rolę głównego mediatora, a Chiny zapewniają zdecydowane wsparcie, akceptowane przez wszystkie zaangażowane strony.
Dyplomaci spodziewają się formalnego ogłoszenia już w trakcie obchodów święta Eid, które przypadają w niedzielę 31 maja 2026 r. Obejmowałoby ono następujące elementy: całkowite zawieszenie broni; ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz, którego szczegóły nie zostały jeszcze ustalone; zniesienie opłat drogowych i innych należności w cieśninie (choć Teheran nigdy się na to nie zgodzi); oraz zakończenie blokady morskiej USA.
Dyplomaci spodziewają się kolejnych 30–60 dni intensywnych negocjacji, które powinny doprowadzić do znacznie bardziej kompleksowego, długoterminowego porozumienia – obejmującego zniesienie sankcji, uwolnienie zamrożonych aktywów i ostateczne rozwiązanie kwestii nuklearnej.
Wszystko to może brzmieć jak pobożne życzenia, ale pochodzi od osób aktywnie zaangażowanych w trwające negocjacje. To praktycy realpolitik, którzy w pełni oczekują, że Izrael i wszystkie frakcje syjonistycznego lobby w Waszyngtonie będą wywierać ogromną presję, aby sabotować i storpedować ten proces. Właśnie to się już dzieje i pokazuje, jak bardzo oś syjonistyczna obawia się nieuchronnej reorganizacji geopolitycznej w Azji Zachodniej.
Ci aktorzy wyjaśnili na przykład, że Pakistan i Chiny – bardzo dyskretnie – stworzyły ramy dyplomatyczne na długo przed tym, jak Trump publicznie przyznał się do negocjacji.
Zwrócili również uwagę, że Arabia Saudyjska i Katar wywierały ogromną presję na Trumpa, by uwolnił się z pułapki eskalacji, podczas gdy amerykańskie media głównego nurtu nadal były zafascynowane scenariuszami bombowymi.
Wszyscy wiemy, że Trump ogłosił „swoją” umowę dopiero po rozmowach z przywódcami Pakistanu, Arabii Saudyjskiej, Kataru, Turcji, Egiptu, Jordanii, Bahrajnu, a nawet niezwykle powściągliwych Zjednoczonych Emiratów Arabskich – de facto sojusznika Izraela: „Ostateczne aspekty i szczegóły umowy są obecnie omawiane i wkrótce zostaną ogłoszone” (Trump on Truth Social, 23 maja).
Po drugiej stronie znajduje się Iran, strategicznie wspierany przez Pakistan, Chiny i Rosję, wolny od teatralnych hollywoodzkich wybuchów – skoncentrowany wyłącznie na konkretnych rezultatach.
Władze Iranu – zwłaszcza najbliższe otoczenie Modżtaby Chameneiego – rzeczywiście dążą do rozwiązania w drodze negocjacji i są nawet gotowe na kompromis, jednak nigdy nie są skłonne do zrzeczenia się swojej suwerenności.
Można było przewidzieć, że główną przeszkodą pozostaje zaufanie: nikt przy zdrowych zmysłach nie mógłby osobiście zaufać Trumpowi, który – mówiąc ostrożnie – uchodzi za impulsywnego, niezrównoważonego i całkowicie niepewnego instytucjonalnie.
Teheran po raz kolejny nie jest zainteresowany zawarciem kolejnego porozumienia na wzór JCPOA, w którym wszystkie obietnice zostaną złamane.
Jeśli chodzi o konkretne rezultaty, to widać pewne poruszenie w sprawie zamrożonych aktywów Iranu. Stanowisko Teheranu jest jasne: bez odpowiednich mechanizmów nie zostanie podpisane żadne Porozumienie o Porozumieniu. W związku z tym w Dosze trwają intensywne rozmowy wielostronne, których celem jest rychłe uwolnienie 12 miliardów dolarów irańskich aktywów.
Saudyjskie przecieki dotyczące potencjalnej umowy – z których żaden nie został w pełni potwierdzony – obejmują zniesienie sankcji wobec irańskiej ropy naftowej oraz zgodę Iranu na niekontynuowanie wzbogacania uranu powyżej 3,67%, co zostało już przewidziane w JCPOA (zniesionym przez Trumpa). Ponadto Teheran zgodziłby się na outsourcing 400 kilogramów swojego obecnego wzbogaconego uranu do poziomu 60% – prawdopodobnie do Chin, Rosji, a nawet Pakistanu – i zachowanie około 10% swoich zapasów bliskiej jakości broni.
Tymczasem Teheran nadal omija amerykańską blokadę i eksportuje dziennie o 100 000 baryłek ropy więcej – głównie do Chin – niż przed wojną. W ciągu zaledwie 72 godzin marynarka wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) przeprowadziła ponad 100 tankowców przez Cieśninę Ormuz zgodnie z przepisami nowo utworzonego Urzędu Zatoki Perskiej (PGSA). Nikt nie narzeka, a wszyscy płacą opłatę, która może sięgać nawet 2 milionów dolarów za supertankowce. W bitcoinach. Bez petrodolarów.
Stawka jest nie do przebicia. Ale jeśli obecne ramy przetrwają kilka dni, cała architektura geopolityczna Azji Zachodniej ulegnie całkowitej transformacji. I to nie przez przypadek, ale w pełni zgodnie z priorytetami wspólnej deklaracji rosyjsko-chińskiej.
Przyjrzyjmy się najważniejszym konsekwencjom:
Wszystko to wyjaśnia, dlaczego w nadchodzących dniach toczyć się będzie bez żadnych zahamowań absolutnie zacięta walka o tę umowę – w każdym najdrobniejszym szczególe.
Pozytywny wstępny wynik sugeruje stopniowe podpisanie porozumienia, które natychmiast wstrzymałoby eskalację, a jednocześnie odłożyło niemal nierozwiązywalne kwestie programu nuklearnego i sankcji na późniejsze negocjacje.
Aby osiągnąć ten Święty Graal, „Porozumienie Islamabad”, Pakistan stoi przed syzyfową pracą.
Islamabad musi bezwzględnie koordynować bezpośrednie powiązania wojskowe i wywiadowcze z irańskimi przywódcami, prowadzić strategiczną współpracę z Chinami – jest to kluczowy cel poniedziałkowej wizyty w Pekinie – w szczególności w zakresie gwarancji, łańcuchów dostaw energii i powojennej architektury; a jednocześnie prowadzić stałe konsultacje z monarchiami Zatoki Perskiej.
Chiny nieuchronnie odniosą największe korzyści z porozumienia w Islamabadzie. Pekin zabezpieczy swoje strategiczne dostawy energii, utrzyma i wzmocni Iran jako ważnego partnera strategicznego oraz ostatecznie ugruntuje swoją pozycję długoterminowego geoekonomicznego centrum potęgi Azji Zachodniej. I to wszystko bez oddania ani jednego strzału.
Trump z kolei przynajmniej znalazłby jakieś wyjście z sytuacji z odrobiną godności – co nieuchronnie sprzeda jako „zwycięstwo”. Jeśli chodzi o wpływy hegemoniczne w Azji Zachodniej, mówimy jednak o głębokiej renegocjacji powojennego porządku świata jednobiegunowego – mówiąc ostrożnie.
Można śmiało powiedzieć, że Iran, Chiny i Pakistan – państwa będące ogniwem łączącym Azję Zachodnią, Południową i Wschodnią – obstawiają, że „Porozumienie z Islamabadu” może stać się rzeczywistością.
Oznaczałoby to w praktyce ostateczne przejście od porządku pozimnowojennego do prawdziwie wielobiegunowej, zorientowanej na Rosję i Chiny architektury geopolitycznej, opartej na „niepodzielności bezpieczeństwa” w całej Azji Zachodniej – z ogromnymi, dalekosiężnymi konsekwencjami dla całej Eurazji.

To jest otwarte plucie w twarz każdemu Polakowi – komentuje decyzję prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Leszek Miller.
26 maja Zełenski podpisał dekret nadający imię „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ”, działającemu w strukturach Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. To właśnie to wydarzenie wywołało tak ostrą reakcję byłego premiera Polski.
„Żeleński nadał jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA”. To jest otwarte plucie w twarz każdemu Polakowi, którego dziadkowie, babcie, wujowie i ciotki zostali wyrżnięci siekierami, widłami i piłami na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. To jest kopniak w twarz dla pamięci o tysiącach zamordowanych dzieci, kobiet i starców – rzezi, którą UPA przeprowadziła z premedytacją, z takim bestialstwem, że nawet Niemcom robiło się niedobrze” – napisał Miller.
Miller interpretuje decyzję Zełenskiego jako świadome uhonorowanie formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków, a nie jedynie jako gest patriotyzmu ukraińskiego. Nawiązuje do tego porównaniem z Einsatzgruppen – mobilnymi oddziałami SS odpowiedzialnymi za masowe mordy podczas II wojny światowej
„Wyobraźcie sobie, że ktoś w Niemczech nazwałby jednostkę wojskową imieniem „Bohaterów Einsatzgruppen”. Świat by eksplodował. A tu? Cisza” – sugeruje podwójne standardy.
„To nie jest uhonorowanie walczących o niepodległość. To jest uhonorowanie rzeźników, którzy mordowali bezbronnych ludzi tylko dlatego, że mówili po polsku i chodzili do kościoła. I Zełenski, zamiast odcinać się od tego bandyckiego dziedzictwa, świadomie wali nim w twarz Polsce. Czuję obrzydzenie i palący wstyd za tych wszystkich, którzy to będą bagatelizować i mówić 'nie czas na protest’. Bo jest czas. Zawsze jest czas, żeby nie pozwolić, by mordercy zostali bohaterami” – kontynuuje emerytowany polityk.
Miller kończy wpis żądaniem, by prezydent Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego.
[Głupio się to Panu Stefanowi powiedziało. Przecież zepsuć może każda małpa, nawet ruda… md]
Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia” 28 maja 2026 michalkiewicz
Kto najlepiej potrafi naprawić zegarek? – Pytał retorycznie Stefan Kisielewski – i odpowiadał – ten, kto go zepsuł. Niby słusznie – ale nie zawsze. Jeśli zegarek został dokładnie popsuty, to ten, który go zepsuł, często nie potrafi już go naprawić. Najwyżej może markować dobre chęci. I właśnie z taką sytuacją mamy w naszym nieszczęśliwym kraju do czynienia.
20 maja przeszła przez Warszawę kilkunastotysięczna demonstracja „Solidarności” w proteście przeciwko „Zielonemu Ładowi”, zwanego szyderczo „ Zielonym Wałem”, a oficjalnie -Programem Neutralności Klimatycznej, którego celem jest odejście bantustanów Unii Europejskiej od wykorzystywania nośników energii, którymi te bantustany dysponują na rzecz nośników energii, którymi albo nie dysponują, albo dysponują – ale w stopniu ograniczonym. Dodatkowym rezultatem Zielnego Wału jest radykalne ograniczenie emisji złowrogiego dwutlenku węgla, który dusi biedną „planetę” w następstwie czego cierpi ona niewypowiedziane katiusze, a nawet „płonie”.
Tak w każdym razie twierdziło do niedawna „Ostatnie Pokolenie” dopóki Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje nie położyła kresu jego działalności. Żeby tedy zapewnić gospodarkom poszczególnych bantustanów dostawy energii, muszą one dokonywać kosztownych inwestycji, które kładą się na nich coraz większym ciężarem, sprawiając, iż przestają one być konkurencyjne. Skutkuje to coraz większymi kłopotami, których ubocznym skutkiem jest również zmniejszanie się możliwości zatrudnienia – i właśnie przeciwko temu protestowała „Solidarność”.
Warto w związku z tym zwrócić uwagę, że „Zielony Wał” z jego dążeniem do ograniczenia emisji zbrodniczego dwutlenku węgla może być tylko pretekstem do osiągnięcia celu zupełnie innego, a mianowicie – realizacji założeń niemieckiego projektu Mitteleuropa z roku 1915. Dotyczył on urządzenia Europy Środkowej po ostatecznym zwycięstwie niemieckim i przewidywał utworzenie na tym obszarze państw pozornie niepodległych, ale – de facto – niemieckich protektoratów o gospodarkach niezdolnych do konkurowania z gospodarką niemiecką, tylko uzupełniających i peryferyjnych. W roku 1918 Niemcy wojnę przegrały, a w każdym razie wtedy tak się wszystkim wydawało – ale 1 maja 2004 roku, po Anschlussie państw Europy Środkowej do Unii Europejskiej, powstały polityczne warunki dla realizacji projektu Mitteleuropa – i jest on systematycznie wdrażany – a „Zielony Wał” oraz inne wynalazki są tylko pretekstem.
Wprawdzie „Solidarność”, protestując przeciw „Zielonemu Wałowi”, występowała przeciwko vaginetowi obywatela Tuska Donalda – ale prawda jest taka, że to nie ten vaginet zgodził się w imieniu Polski na „Zielony Wał”, tylko rząd „dobrej zmiany”, kierowany przez ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego. A nawet nie cały rząd, tylko premier Morawiecki osobiście, bo – jak twierdzi Wielce Czcigodny Patryk Jaki – rząd był przeciwny, zaś premier Morawiecki, nie informując nawet koalicjantów PiS,, w roku 2019 i 2020 osobiście podjął decyzję o podpisaniu w imieniu Polski „Zielonego Wału”. Potwierdzałoby to podejrzenia, że wciągnięcie w roku 2015 przez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego Mateusza Morawieckiego do rządu „dobrej zmiany” na stanowisko wicepremiera przy pani Beacie Szydło, a następnie, w rezultacie „rekonstrukcji rządu” w roku 2017 – stanowiska premiera – było następstwem tajemniczego kompromisu, najpierw płytszego, a potem – jeszcze głębszego – do którego Naczelnik Państwa został z zagadkowych przyczyn zmuszony.
Kto był – albo kto jest – drugą stroną tego kompromisu – tajemnica to wielka – która skłania podejrzliwców do podejrzeń, że naszą młodą demokracją ktoś z ukrycia musi kierować, a demokratyczne procedury są tylko rodzajem teatrzyku dla publiczności, żeby myślała, że to wszystko naprawdę. Dodatkowo rewelacje Wielce czcigodnego Patryka Jakiego stanowią poważną poszlakę, że Mateusz Morawiecki ze swoim Stowarzyszeniem „Rozwój Plus” cały czas realizuje wyznaczone zadania – obecnie zadanie neutralizowania PiS, który w Generalnej Guberni pewnie nie będzie już potrzebne.
Tak się złożyło, że demonstracja „Solidarności” zbiegła się w czasie z decyzją Senatu, który nie wyraził zgody na referendum w sprawie „Zielonego Wału”, którego przeprowadzenie zapowiadał pan prezydent Nawrocki. Zapowiadał – ale czy szczerze? Można mieć co do tego wątpliwości, o pan prezydent nie może nie wiedzieć, co w tej sprawie stanowi konstytucja. Owszem – dopuszcza ona inicjatywę prezydenta co do przeprowadzenia referendum – ale tylko „za zgodą Senatu”. Tymczasem każde dziecko wie, że bez względu na rodzaj inicjatywy pana prezydenta, Senat na żadną inicjatywę się nie zgodzi i to nawet nie dlatego, by uważał ją za niepożądaną z punktu widzenia interesów państwa, tylko dlatego, ze wystąpił z nią pan prezydent Nawrocki, z którym vaginet obywatela Tuska Donalda toczy polityczną wojnę.
Co jest przedmiotem i celem tej wojny? Jedno jest pewne, że nie jest nim żaden interes państwa polskiego, bo przed wyborami w roku 2023 Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje publicznie dała do zrozumienia, z jakim zadaniem kieruje obywatela Tuska Donalda z brukselskich salonów na ojczyzny łono – żeby mianowicie wprowadził nasz nieszczęśliwy kraj na świetlisty szlak wiodący do Generalnej Guberni. W tej sytuacji polityczna wojna między Volksdeutsche Partei i PiS-em może toczyć się o to, kto będzie wykonywał obowiązki burgrabiowskie w Generalnej Guberni – bo nikt przy zdrowych zmysłach nie ma chyba wątpliwości iż po nowelizacji traktatu lizbońskiego, której przeprowadzenie rekomendował już Parlament Europejski, o żadnej suwerenności politycznej naszego bantustanu nie będzie już mowy, a skoro tak – to nie czego go inna przyszłość, jak tylko Generalna Gubernia. Przewidział to już w roku 1943 Adolf Hitler, kreśląc na spotkaniu z gauleiterami sposób funkcjonowania przyszłej Europy, w której „małe państwa” nie będą już miały racji bytu, bo „tylko Niemcy” mogą prawidłowo zorganizować Europę. Toteż organizują, na razie przy zachowaniu pozorów dobrowolności – ale w roku 2039, kiedy to według planów Bundeswehra stanie się najsilniejszą armią w Europie, te pozory mogą zostać odrzucone.
W tej sytuacji protest „Solidarności” przeciwko „Zielonemu Ładowi” nie mógł mieć żadnej siły sprawczej, służąc tylko przypomnieniu opinii publicznej, że ta organizacja jeszcze istnieje – chociaż już nic nie może, podobnie jak cała reszta naszego nieszczęśliwego kraju. Jedyną siłą, która być może cokolwiek by jeszcze mogła, jest nasza niezwyciężona armia, ale cóż z tego, skoro według ożywiającego ją etosu, najwyższym nakazem jest dotrwanie do emerytury, bo dopiero wtedy rozpoczyna się prawdziwe życie.
Stanisław Michalkiewicz
Piotr Pająk 27-05-2026 energia-sloneczna/ministerstwo-uderza-w-prosumentow-operatorzy-sieci-przejma-kontrole-nad-mikroinstalacjami

Ministerstwo Energii przygotowało przepisy, które mogą diametralnie zmienić zasady funkcjonowania prosumenckich instalacji fotowoltaicznych i magazynów energii – z dużą niekorzyścią dla prosumentów. Operatorzy systemów dystrybucyjnych uzyskają prawo do sterowania pracą mikroinstalacji, a w określonych przypadkach będą mogli odłączyć je od sieci.
Ministerstwo Energii opublikowało projekt nowego rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków funkcjonowania systemu elektroenergetycznego, nazywanego rozporządzeniem sieciowym.
Nowe propozycje przepisów autorstwa resortu kierowanego przez Miłosza Motykę zapewniają skrócenie terminu zmiany sprzedawcy energii elektrycznej z 21 dni na 24 godziny. Mają to zapewnić funkcjonalności Centralnego Systemu Informacji o Rynku Energii (CSIRE) wdrażanego przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne. To z pewnością dobra wiadomość nie tylko dla prosumentów, ale także dla wszystkich odbiorców energii.
Pozytywnie należy także ocenić zwrócenie uwagi przez autorów projektu na kwestię usług elastyczności, które na rzecz operatorów sieci dystrybucyjnych będą mogli świadczyć aktywni odbiorcy, właściciele magazynów energii czy agregatorzy skupiający mniejsze aktywa wytwórcze i magazynowe. W projekcie rozporządzenia przyjęto symboliczny próg, od którego będzie można świadczyć usługi elastyczności na potrzeby operatorów sieci, na poziomie zaledwie 1 kW.
Na tym jednak dobre wiadomości dla prosumentów się kończą, bowiem rozporządzenie opracowane przez Ministerstwo Energii wprowadza wiele nowych wymogów, które oznaczają przyznanie operatorom sieci szerokiej kontroli nad pracą mikroinstalacji i prosumenckich magazynów energii.
Zgodnie z rozwiązaniami zaproponowanymi przez Ministerstwo Energii, mikroinstalacje o mocy od 0,8 kW do 50 kW (określane w projekcie jako moduły wytwarzania energii typu A) powinny zapewnić „zdolność do monitorowania pracy modułu wytwarzania energii w czasie rzeczywistym w systemach nadzoru i sterowania właściwego operatora systemu elektroenergetycznego”.
Ponadto mikroinstalacje zaliczane do modułów typu A mają posiadać „zdolność do zarządzania pracą modułu wytwarzania energii w czasie rzeczywistym w systemach nadzoru i sterowania właściwego operatora systemu elektroenergetycznego za pośrednictwem urządzenia zainstalowanego na obiekcie przez operatora systemu elektroenergetycznego„.
W zakresie zarządzania pracą mikroinstalacji prosumenci mają zapewniać operatorom sieci możliwość zdalnej realizacji określonych działań, do których autorzy projektu rozporządzenia zaliczają:
Nowe przepisy zakładają konieczność dostosowania falowników mikroinstalacji do wymagań warunków wynikających z kodeksu NC RfG oraz Instrukcji Ruchu i Eksploatacji Sieci Dystrybucyjnej (IRiESD). Ten wymóg ma obowiązywać od początku 2028 r.
Zgodnie z projektem rozporządzenia moduły typu A, a więc prosumenckie mikroinstalacje o mocy od 0,8 kW do 50 kW, mają zostać wyposażone w port wejściowy RS 485 obsługujący co najmniej protokół SUNSPEC – jeżeli właściwy operator systemu nie określił innego standardu.
Ponadto mikroinstalacje mają posiadać „nieusuwalny i niemodyfikowalny rejestr co najmniej 500 ostatnich wprowadzonych zmian parametryzacji wraz z datą ich wprowadzenia”.
Zgodnie z projektem właściciel mikroinstalacji ma udostępniać port komunikacyjny właściwemu operatorowi systemu dystrybucyjnego oraz zapewniać zasilanie dla urządzenia zainstalowanego na obiekcie przez operatora systemu elektroenergetycznego.
Co w praktyce będzie oznaczać wdrożenie przepisów zaproponowanych przez Ministerstwo Energii? Piotr Czak z firmy PySENSE tłumaczy, że wymuszą one zamontowanie urządzeń, które będą sterować pracą falowników – w dodatku będzie się to odbywać na koszt prosumentów, ponieważ napięcie potrzebne do pracy takich urządzeń będzie pobierane z domowych instalacji.
Piotr Czak, CEO firmy PySENSE, wskazuje, że przewidziane sterowanie zgodnie ze standardem RS485 kłóci się ze sterowaniem manualnym, harmonogramami czy wreszcie wbudowanymi lub zewnętrznymi systemami zarządzania energią. W efekcie wielu prosumentów może stracić dostęp do danych z ich instalacji.
Falowniki nie mają prioretyzacji komunikatów, większość z nich ma różne interfejsy i przejściówki. Oznacza to, że sam montaż i tzw. retrofit będzie trudny, kosztowny i często niemożliwy, a jeśli się uda, to i tak każda decyzja operatora sieci może zostać nadpisana przez użytkownika czy producenta
– tłumaczy ekspert z firmy PySENSE.
Piotr Czak zaznacza, że problematyczną kwestią związaną z przewidzianym przez Ministerstwo Energii obowiązkiem instalacji dodatkowego urządzenia pozwalającego sterować pracą mikroinstalacji przez operatorów sieci jest również odpowiedzialność za pracę instalacji po wykonanej ingerencji.
Nowy projekt rozporządzenia sieciowego zakłada przyznanie operatorom sieci prawa do kontroli instalacji wewnętrznych urządzeń należących do prosumentów.
Właściciele mikroinstalacji mają zapewnić operatorom sieci dostęp do miejsca instalacji urządzeń, w tym do rozdzielnic, modułów wytwarzania energii, zabezpieczeń, punktów przyłączenia, układów pomiarowo-rozliczeniowych oraz urządzeń komunikacyjnych współpracujących z mikroinstalacjami.
W szczególności operatorzy sieci będą mogli weryfikować:
Nowe przepisy przewidują możliwość czasowego odłączenia mikroinstalacji w przypadku, gdy operator sieci stwierdzi między innymi, że:
Po wykonaniu kontroli operator sieci ma sporządzać protokół i przekazywać go prosumentowi – w razie potrzeby wzywając do usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości.
Operator sieci uzyska także prawo do czasowego ograniczenia pracy mikroinstalacji do poziomu wynikającego z parametrów określonych w zgłoszeniu przyłączenia do sieci albo w umowie o przyłączenie – w przypadku przekroczenia tego poziomu przez mikroinstalację.
Powyższe propozycje zawarte w projekcie nowego rozporządzenia sieciowego to wyjście naprzeciw oczekiwaniom operatorów sieci, jednak mogą one być skrajnie niekorzystne dla prosumentów. Nowe przepisy mogą bowiem zapewnić operatorom sieci przejmowanie kontroli nad falownikami instalacji fotowoltaicznych i magazynami energii należącymi do prosumentów.
– Oddanie całkowitej kontroli nad pracą inwerterów i magazynów prosumentów w Polsce w ręce operatorów systemów dystrybucyjnych jest kompletnie oderwane od rzeczywistości oraz możliwości technologicznych – komentuje Piotr Czak z firmy PySENSE.
Jak zauważa Piotr Czak, nowe przepisy – jeśli utrzymają się w kształcie zaproponowanym przez Ministerstwo Energii – praktycznie zabiją rynek elastyczności w Polsce zanim zaczął się on realnie rozwijać.
– W całej Europie regulatorzy rynku energii oraz operatorzy sieci dystrybucyjnych i przesyłowych starają się uelastycznić system z wykorzystaniem mechanizmów rynkowych (ceny energii), agregacji i dodatkowych usług. Rozporządzenie zaproponowane przez Ministerstwo Energii ma dokładnie ten sam kierunek, tylko przeciwny zwrot – komentuje przedstawiciel firmy PySENSE.
Po co prosumentowi taryfa dynamiczna, optymalne sterowanie czy dodatkowe sterowalne obciążenie, skoro i tak sterować pracą instalacji ma operator sieci dystrybucyjnej
– pyta Piotr Czak.

——————————————————

—————————————–

————————————————————

———————————————-

—————————-

——————————————-

—————————————————


————————————————

————————-

———————————-

—————————————————–

————————————-

——————————-

————————————–

—————————–

——————————————–

———————————-

———————————–

——————————

——————————————

—————————————–

——————————————————————-

————————————

——————————-

——————————————-

—————————————
