Spór o rolę talmudystów w historii Zbawienia

Atak na ks. prof. Chrostowskiego: Pusta narracja przeciwko faktom i uczciwości

Filip Adamus


pch24.pl/atak-na-ks-prof-chrostowskiego-pusta-narracja-przeciwko-faktom-i-uczciwosci

Ks. prof. Waldemar Chrostowski to wybitny specjalista w dziedzinie biblistyki i judaizmu. Korzystając z eksperckiej wiedzy duchowny od lat rzuca światło na problemy „dialogu” z Żydami w polskim Kościele. Ostatnio karmiący wiernych rzetelną nauką pasterz padł ofiarą ostrego ataku. Wedle zarzutów odważny kapłan podważa nauczanie Kościoła. Uwagi te pod jego adresem kierują przedstawiciele narracji o „trwaniu Starego Przymierza”. W odróżnieniu od księdza prof. Chrostowskiego – choć głośno krzyczą o wierności doktrynie – oferują oderwaną od depozytu wiary narrację, której treść wydaje się wewnętrznie niespójna. O judaizmie wszyscy mamy mówić tak jak oni, choć merytorycznej polemiki odmawiają. Dla adwersarzy mają tylko zarzuty, oburzenie i półprawdę. 

„Lęk przed zarzutem antysemityzmu dosłownie paraliżuje oraz odbiera zdrowy rozum i rozsądek”, mówił w niedawnym wywiadzie z Katolicką Agencją Informacyjną ks. prof. Waldemar Chrostowski. Trafił chyba w sedno. Tuż po publikacji rozmowy z zasłużonym duchownym entuzjaści „dialogu z judaizmem” zagrzmieli. Sięgnęli po najcięższe oskarżenia – twierdząc, że poglądy księdza Chrostowskiego to prywatna opinia, odległa od sedna katolickiej wiary.

Co tak nieprawowiernego ma do powiedzenia ks. Chrostowski? „Samo zło” – bo… garść faktów o tym, jaką religią jest judaizm rabiniczny. W wywiadzie opublikowanym w okolicach jego 75. urodzin biblista po raz kolejny unaoczniał, że nie przypomina on religii mojżeszowej. Talmudyczne wyznanie różni się od niej kilkoma właściwościami.

Półprawdy zwolenników dialogu

„Paradoks polega na tym, że chrześcijaństwo jest pod wieloma względami bliższe instytucji i przesłania Starego Testamentu niż judaizm rabiniczny. W chrześcijaństwie są instytucje, które istniały w Starym Testamencie – świątynia, ofiary, kapłani, natomiast w judaizmie rabinicznym tego wszystkiego nie ma. Dlatego nie jest to stricte religia Mojżeszowa”, zaznaczał duchowny.

„Co nas łączy z judaizmem rabinicznym? Łączy nas korzeń, którym jest Stary Testament. Odczytujemy go w perspektywie chrystologicznej, natomiast judaizm rabiniczny odczytuje go nie tylko w perspektywie bez Chrystusa, lecz przeciw Chrystusowi. Gdy przyglądamy się judaizmowi rabinicznemu, takiemu, jaki on jest, a nie jak się go nam przedstawia, nie ma w nim nic takiego, co moglibyśmy bezkrytycznie i bezrefleksyjnie wykorzystać. Mamy wszystkie podstawy i wszystkie narzędzia do wyznawania i promowania wiary chrześcijańskie”, zwracał uwagę kapłan.

„W judaizmie rabinicznym jest ogromny potencjał antychrześcijańskości, lecz przez te kilkadziesiąt lat dialogu zrobiono bardzo mało, aby tę sytuację zmienić. W wielu środowiskach żydowskich, takich jak ortodoksi czy ultraortodoksi, nie wykonano w tym kierunku ani jednego kroku. Jesteśmy przez nich postrzegani i traktowani jak poganie. Do kontaktów z nami garną się nieliczni z żydowskich środowisk reformowanych i liberalnych, których poglądy i postawa nie mają przełożenia na ich współwyznawców”, dodawał.

„Wbrew podszeptom, jakie się pojawiają, nie otrzymaliśmy Starego Testamentu od Żydów! Otrzymaliśmy go od Jezusa Chrystusa i od Kościoła apostolskiego, czyli od tych, którzy w Chrystusa uwierzyli i Go wyznawali. Gdybyśmy oczekiwali, że Żydzi, którzy odrzucili Jezusa dadzą nam Stary Testament, byłby to Stary Testament przepuszczony przez filtr silnej anty-chrystologicznej i antychrześcijańskiej interpretacji”, kwitował ekspert.

Przy innych okazjach ks. prof. Chrostowski przypominał entuzjastom dialogu z judaizmem i inne ważne fakty. Wśród nich to, że Stary Testament to dla chrześcijan również księgi deuterokanoniczne, które nie są ujęte w Biblii Hebrajskiej. Kapłan zaznaczał także, że judaizm od początku istnienia Kościoła prześladował go oraz, że Stary Testament przekazali nam nie Żydzi rabiniczni, ale Żydzi, którzy przyjęli Zbawiciela, stając się chrześcijanami. 

W wywiadzie udzielonym KAI ks. prof. Chrostowski wyjaśnił także, że u początków „dialogu z judaizmem” w polskim Kościele był on jego zwolennikiem. W latach, gdy radzie episkopatu ds. dialogu z Żydami przewodził abp Stanisław Gądecki, zdaniem księdza profesora, nie można było jej wiele zarzucić. 

„Nie było tam polityki, nie było wypaczania nauki Kościoła, lecz podstawowy wykład oparty na Piśmie Świętym i Tradycji katolickiej teologii judaizmu. Jedni przyjmowali to z wdzięcznością, inni nieufnie, ale nie było widocznego sprzeciwu czy wrogości, bo dbaliśmy o wymiar wyłącznie religijny. Kiedy arcybiskup Gądecki przestał być przewodniczącym wspomnianej Rady, zmieniono całkowicie jej skład, weszli zupełnie nowi ludzie i rozpoczęła się degrengolada, która trwa do dnia dzisiejszego”, uważa ekspert.

Poważne zarzuty i poważne manipulacje

Przekonania wyrażone przez wybitnego biblistę agresywnie zaatakował ks. prof. Andrzej Perzyński. Duchowny opublikował pełen oburzenia tekst, w którym poglądy adwersarza przedstawił jako sprzeczne z „oficjalnym” nauczaniem Kościoła o „trwałości Przymierza”… Próby uczciwej rozmowy o rzeczywistości judaizmu nie podjął. Zamiast tego przedstawił poważne zarzuty, ciskane z pozycji wyższości.

„Współczesna biblistyka katolicka, reprezentowana przez dokument Papieskiej Komisji Biblijnej (PKB) z 2001 roku (z przedmową kard. J. Ratzingera), Naród żydowski i jego Święte Pisma w Biblii chrześcijańskiej kreśli zupełnie inny obraz historyczny niż ten przedstawiony w wywiadzie. Zarówno chrześcijaństwo, jak i judaizm rabiniczny to dwa nurty, które wyrosły z tego samego pnia po katastrofie zburzenia Drugiej Świątyni w 70 roku. To nie reakcja nienawiści, lecz dwie drogi interpretacji wspólnego dziedzictwa. Sugerowanie, że cała tradycja Talmudu jest jedynie anty-Ewangelią, to nie tylko ryzykowne uproszczenie historyczne, ale przede wszystkim próba powrotu do zarzuconej przez Kościół teologii zastąpienia (supersesjonizmu)”, pisał ks. prof. Perzyński.

W słowach tych widać poważne braki w rozumieniu uwag ks. prof. Chrostowskiego. Biblista nie stwierdził bowiem, jakoby „cała tradycja Talmudu” sprowadzała się do „anty-Ewangelii”. To już sobie ks. Perzyński dopowiedział. Jest jednak faktem, że Talmud zawiera antychrześcijańskie fragmenty. Choćby i święty biskup Józef Sebastian Pelczar zwracał na nie uwagę… Zamiast się z tą prawdą zmierzyć, obrońca dialogu z judaizmem zaatakował osoby jej świadome. Osobliwa strategia dyskusyjna. 

Dalej obrońca dialogu pokusił się o niepokojące stwierdzenie:

„Ksiądz Profesor buduje narrację, według której judaizm rabiniczny nie jest kontynuacją biblijnego Izraela, lecz jedynie reakcją przeciw Chrystusowi, powstałą w opozycji do rodzącego się Kościoła. W tej wizji współczesna wiara żydowska jawi się jako twór wtórny, niemalże pomyłka historii zbawienia, naznaczona ogromnym potencjałem antychrześcijańskości”, pisał ks. prof. Perzyński.

A przecież jasne jest chyba dla każdego prawowiernego chrześcijanina, że istnienie jakiegokolwiek innego wyznania w świetle historii zbawienia jest pomyłką. I to nieszczęsną. Szereg dokumentów Kościoła – również Soboru Watykańskiego II, jak i późniejszych, przypomina, że człowiek ma moralny obowiązek przyjąć prawdziwą religię. W „Dominus Iesus” czytamy, że istnienia innych wyznań „de iure” nie wolno usprawiedliwiać. Choćby doceniać niechrześcijan za pewne elementy kulturowe obecne wśród nich – nie pozwala to na pochwałę samych ich przekonań religijnych. Inaczej Urząd Nauczycielski nigdy nie wykładał. Robili tak tylko samowolnie w ryzykownych pracach teologowie pokroju Karla Rahnera.

O „pomyłce”, jaką było odrzucenie Mesjasza przez część narodu Żydowskiego, wyraźnie świadczą wystąpienia św. Piotra, czy Szczepana zapisane w Dziejach Apostolskich. Dla kogo zaś tajemnicą jest, że judaizm rabiniczny ukształtował się wśród tych Żydów, którzy Mesjasza nie przyjęli?   

Odpowiedzi na tak poważne trudności ks. prof. Perzyński w ogóle nie zechciał szukać. Wrogi wobec próby uczciwej refleksji ks. Chrostowskiego sięgnął po okrągłe hasła, przeoczając ukryte w nich problemy– jednocześnie pewien swojej racji. Gdyby tylko tyle… próbę polemiki z góry osądził jaką niewierną kościelnemu Magisterium. 

„Przypomnijmy przełomowe słowa z Moguncji (1980), gdzie papież nazwał Żydów Ludem Bożym Starego Przymierza, które nigdy nie zostało przez Boga odwołane. Jeśli Przymierze trwa, to dzisiejszy judaizm nie może być redukowany do reaktywnego filtra. Jest on żywą, autonomiczną odpowiedzią na Boże wezwanie, co potwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego (nr 839), jasno odróżniając wiarę żydowską od religii pogańskich: «w odróżnieniu od innych religii niechrześcijańskich wiara żydowska jest już odpowiedzią na Objawienie Boże w Starym Przymierzu”, ocenił.

Tymczasem sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Ustępy 839 i 840 katechizmu Kościoła Katolickiego, same na już na to wskazują. Przyjrzymy się ich pełnemu brzmieniu.

„Stosunek Kościoła do narodu żydowskiego. Kościół, Lud Boży Nowego Przymierza, zgłębiając swoją tajemnicę, odkrywa swoją więź z narodem żydowskim, do którego przodków Pan Bóg przemawiał. W odróżnieniu od innych religii niechrześcijańskich wiara żydowska jest już odpowiedzią na Objawienie Boże w Starym Przymierzu. To do narodu żydowskiego należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała (Rz 9,4-5), ponieważ dary łaski i wezwania Boże są nieodwołalne (Rz 11,29)”.

Katechizm mówi o Objawieniu Bożym w „Starym Przymierzu”, na które judaizm stanowi próbę odpowiedzi. To fakt, Bóg w sposób niepełny w Starym Zakonie się objawił – w odróżnieniu od kultów politeistycznych, w których brak i takich poszlak. Nie oznacza to jednak z konieczności, że odpowiedź współczesnego judaizmu na Stary Testament jest właściwa, czy godna pochwały.

Wątpliwości rozwiewa właśnie nauczanie Apostoła pogan z Listu do Rzymian. Ks. prof. Perzyński sam odniósł się do tego tekstu – w sposób do bólu wybiórczy. Św. Paweł jasno wskazał bowiem, że odwrócenie Izraelitów od Mesjasza pozbawia ich obiecanych dóbr. Wyraził jednocześnie niezachwianą pewność, że gdy wszyscy poganie się nawrócą – do Kościoła przez wiarę w Chrystusa przystąpią i Żydzi.

Izrael nie osiągnął tego, czego skwapliwie szukał; osiągnęli jednak wybrani. Inni zaś pogrążyli się w zatwardziałości”, czytamy u świętego męczennika. „ Czy aż tak się potknęli, że całkiem upadli? Żadną miarą! Ale przez ich przestępstwo zbawienie przypadło w udziale poganom, by ich pobudzić do współzawodnictwa. Jeżeli zaś ich upadek przyniósł bogactwo światu, a ich pomniejszenie – wzbogacenie poganom, to o ileż więcej przyniesie ich zebranie się w całości!”, kontynuował Apostoł Narodów. „A i oni [jego rodacy- red.]jeżeli nie będą trwać w niewierze, zostaną wszczepieni. Bo Bóg ma moc wszczepić ich ponownie”, kwitował.

Św. Paweł pisał o „ponownym wszczepieniu” Izraelitów, jeśli nie będą trwać w odrzuceniu Chrystusa. Jakiej manipulacji tym fragmentem Pisma Świętego trzeba, by nie widzieć w nim wezwania do przyjęcia chrześcijaństwa przez Żydów? Podtytuły tych akapitów w Biblii Tysiąclecia to: „Odrzucenie Izraela jest częściowe i czasowe” oraz „Całkowite nawrócenie Izraela”. Entuzjaści dialogu przywołują je dla obrony sądu, że Izrael nigdy nie został odrzucony oraz nawrócenia nie wymaga. To zatrważający absurd. Niestety – wzbudza on konieczne pytanie o intelektualną uczciwość osób głoszących podobne wizje.  

O „dramacie” nieuznania Zbawiciela przez Żydów mówi również w dalszych ustępach katechizm:

 „Ponadto, gdy rozważa się przyszłość, lud Boży Starego Przymierza i nowy Lud Boży dążą do analogicznych celów: oczekują przyjścia (lub powrotu) Mesjasza. Oczekiwanie jednak z jednej strony dotyczy powrotu Mesjasza, który umarł i zmartwychwstał, został uznany za Pana i Syna Bożego, a z drugiej – przyjścia Mesjasza, którego rysy pozostają ukryte, na końcu czasów; oczekiwanie to jest złączone z dramatem niewiedzy lub nieuznawania Chrystusa Jezusa”.

„Gdzieś mamy depozyt wiary. Dla nas prawdę ustalają komisje”!

Wbrew pełnym wyższości słowom ks. prof. Perzyńskiego, mnóstwo wątpliwości można wysunąć co do „oficjalnego” i niewątpliwego” charakteru nauki o trwaniu Starego Przymierza. W jasny sposób doktryny takiej Kościół nie ogłosił nigdy. Zdaniem duchownego sprawę trzeba uznać za rozstrzygniętą ze względu na kilka przemówień papieskich i dwa dokumenty watykańskich komisji. Bądźmy szczerzy: to źródła wyjątkowo wątłe, jeśli chodzi o magisterialny autorytet. Nie mają ani charakteru nieomylnego, ani ostatecznego. Tymczasem wizja obowiązującego wciąż Starego Zakonu stoi w jasnej sprzeczności z nauczaniem doniosłej rangi.

Przez XX wieków papieże, ojcowie i doktorzy Kościoła zgodnie uczyli, że Stare Przymierze wypełniło się w Chrystusie. Nie trwa nie dlatego, że Bóg je anulował – ale dlatego, że zawarta w nim obietnica spełniła się w ustanowieniu nowego, wiecznego testamentu. Co do tej prawdy nie było jakiejkolwiek dwuznaczności ani dozwolonej różnicy zdań w Kościele. Czy nauczanie zwyczajne „w które wszyscy, zawsze i wszędzie wierzyli” – obecne w dokumentach soborowych, wywodzone przez świętych w egzegezie Pisma Świętego, może podlegać zmianie? Ryzykowna opinia.

„Kościół święty (…) mocno wierzy, wyznaje i naucza, że przepisy prawne Starego Testamentu czy prawa Mojżesza, dzielące się na obrzędy, święte ofiary i sakramenty, ponieważ zostały ustanowione w celu wskazania na kogoś w przyszłości, chociaż były właściwe dla kultu Bożego tamtego okresu, ustały z przyjściem Pana naszego Jezusa Chrystusa, na którego wskazywały, i zaczęły się sakramenty Nowego Testamentu. Ktokolwiek po Męce pokłada nadzieję w przepisach prawa i poddaje się im jako koniecznym do zbawienia, jak gdyby wiara w Chrystusa nie mogła bez nich zbawiać, grzeszy śmiertelnie. Jednakże [Kościół] nie zaprzecza, że od męki Chrystusa aż do ogłoszenia Ewangelii można było ich przestrzegać, byleby nie uważać ich za konieczne do zbawienia. Lecz twierdzi, że po ogłoszeniu Ewangelii nie można tego czynić pod groźbą utraty zbawienia wiecznego. Ogłasza, że po tym czasie wszyscy praktykujący obrzezanie, szabat i pozostałe przepisy prawa są obcy dla wiary Chrystusa i nie mogą być uczestnikami zbawienia wiecznego, o ile kiedyś nie odwrócą się od tych błędów. Wszystkim więc, którzy chlubią się imieniem chrześcijan, nakazuje pełne zaprzestanie obrzezania, w każdym czasie, przed i po przyjęciu chrztu, ponieważ – czy ktoś pokłada w nim nadzieję, czy nie – nie może go dalej zachowywać bez utraty zbawienia wiecznego”, czytamy w bulli ojców soboru Florenckiego „Cantate Domino”.  

Z kolei papież Pius XII w encyklice „Mystici Corporis Christi” uczył: „Nasamprzód bowiem przez śmierć Odkupiciela przestał istnieć Stary Zakon, a na jego miejscu Nowy Zakon powstaje. Wtedy to Krwią Chrystusową poświęcony został dla całego świata Zakon Chrystusowy ze swoimi tajemnicami, ustawami, obrzędami i ustanowieniami. Podczas gdy Boski Zbawiciel głosił słowo Boże w ciasnych granicach jednego kraju – posłany był bowiem tylko do owiec Izraela, które były zginęły – (Mt 15, 24) – wtedy żyły obok siebie Stary Zakon i Ewangelia, lecz na drzewie krzyża swego Pan Jezus zniósł Stary Zakon przykazań i przepisów (Ef 2, 15), przybił do krzyża cyrograf Starego Zakonu (Kolos 2, 14), ustanawiając we Krwi swojej, przelanej za cały rodzaj ludzki, Nowy Zakon (Mt 26, 28)”.

Św. Tomasz z Akwinu w „Summie Teologii” jednoznacznie wskazywał, że to chrześcijaństwo jest realizacją Starego Testamentu, a próba trwania w nim dzisiaj jest zakazana. Mesjasz już bowiem przyszedł.

Nie tylko przyszedł – ale sam odmówił duchowego związku z Abrahamem tych Żydów, którzy Go nie przyjęli. Chrystus powiedział elicie Izraela, że nie Abrahama, ale diabła ma za Ojca oraz, że dziedziców obietnicy Bóg może wzbudzić choćby z głazów Ziemi świętej. Czy Pismo Święte też stoi już w sprzeczności z „oficjalnym nauczaniem”, księże profesorze?

Soborowa deklaracja „Nostra Aetate” – wbrew fałszywej i bezpodstawnej interpretacji– nie odnosi się do kwestii aktualności Starego Przymierza. W żaden wyraźny sposób nie ogłasza odwołania dotychczasowej nauki o jego wypełnieniu. Nie deklaruje wprost trwania Starego Przymierza w judaizmie. Rozumieją ją tak jedynie zwolennicy pro-judaistycznej narracji. To jednak ich własne odczytanie niektórych niejednoznacznych zapisów dokumentu.

Pustą narracją w uczciwą polemikę

Przekonania głoszone przez ks. prof. Perzyńskiego mają jednak nie tylko tę słabość, że stają w radykalnej sprzeczności z utrwalonym chrześcijańskim nauczaniem. Wydaje się, że ich sens jest w ogóle niejasny – i, że mimo żarliwej retoryki, trudno powiedzieć, jak sami zwolennicy dialogu z judaizmem je rozumieją.

Wedle nauczania Kościoła Stary Testament był z natury „czasowy” i miał obowiązywać do przyjścia Chrystusa. To Mesjasz był obietnicą daną narodowi wybranemu. Oczywiście, że Bóg Przymierza nie odwołał. Dopełnił go. Naukę tę wyrażamy, nazywając Mojżeszowe Przymierze „figuratywnym”. Czerpało ono swoją wartość ze wskazania na Chrystusa. Jako takie miało w sobie aspekt wiary w Niego – tyle, że skierowanej ku przyszłości. Wyrażało to gorące czekanie Izraela na przyjście Pomazańca. Wiemy o tym od samego Zbawiciela. Abraham ujrzał Jego dzień i rozradował się.

Niech zatem ks. Andrzej Perzyński raczy nam jedno wyjaśnić. Jeśli wartość Starego Przymierza polegała na wskazaniu na Chrystusa – a sednem Starego Testamentu było oczekiwanie Mesjasza – to jak rozumieć „obowiązywanie” tego zakonu obecnie? W jakim sensie Stary Testament – mający wartość poprzez zapowiadanie Tego właśnie Jezusa Chrystusa – może obowiązywać dziś bez wiary w Niego lub z jasnym Jego odrzuceniem? W jaki konkretnie sposób judaizm rabiniczny uosabia nadzieję mesjańskiej obietnicy – skoro nie prowadzi do przyjęcia prawdziwego Mesjasza?

Na te fundamentalne pytanie próżno u orędowników „dialogu z judaizmem” szukać odpowiedzi. Mamy zgadzać się z ich wizją i przyjąć ją jako „oficjalne nauczanie” – choć nie wiemy, co w zasadzie ma znaczyć. Stare Przymierze trwa, choć się dopełniło. „Gdzie tu jest sens? Gdzie tu logika?” – chciałoby się zapytać, cytując znanego wyznawcę judaizmu z „Ziemi Obiecanej”.  

Proszę więc w dobrej wierze. Niech ksiądz profesor Perzyński wyjaśni, co jego zdaniem oznacza trwanie Starego Przymierza. Która teza z poniższych to dziś „oficjalne” nauczanie Kościoła?

A) Kościół rezygnuje nie tylko z „teologii zastępstwa”, ale w ogóle całości swojego nauczania o figuratywnym znaczeniu Starego Testamentu. Było ono czymś innym, niż oczekiwaniem na Mesjasza zesłanego w Chrystusie. Jego wartość nie płynęła z zapowiedzi wiary chrześcijańskiej. Z tego powodu można przyjąć, że trwa ono bez wiary w Chrystusa w judaizmie rabinicznym. W wypadku wyznawców judaizmu podstawą przymierza z Bogiem nie jest wiara w Jego Syna przez oczekiwanie Jego przyjścia – ale pochodzeniowa przynależność.

B) Relatywizm: można patrzeć na Stare Przymierze zarówno jako na figurę chrześcijaństwa, jak i nie. Opinia żydowska i chrześcijańska co do mesjaństwa Chrystusa jest dozwolona i pozostaje jedynie „interpretacją” faktu, jakim jest Stary Testament. Sobór Watykański II – mówiąc o moralnym obowiązku przyjęcia przez wszystkich jedynej religii objawionej (katolickiej) – pomylił się. Tego akurat nauczania Vaticanum II nie chcemy. (vide: Deklaracja „Dignitatis Humanae”).

C) Stare Przymierze dopełniło się. Trwa jednak związana z nim troska Opatrzności o naród, który był figurą Kościoła. Zgodnie z tekstem Nostra Aetate Żydzi są drodzy Bogu ze względu na ich przodków. Ten nie przestaje wzywać ich zatem do złączenia się w jedno z poganami w jedynym Kościele Chrystusowym. Jeśli nawrócą się, wedle słów Św. Pawła, zostaną ponownie wszczepieni. Wypowiedzi o „braku odwołania Starego Przymierza” tego właśnie dotyczą, choć posługują się nieco mylącym językiem.

Sądzę, że którąś z tych tez zwolennicy narracji o trwałości Starego Przymierza muszą przyjąć, aby komunikowali się z nami zrozumiale. Jeśli nie C, to A lub B. Czytelnik sam chyba jest w stanie rozsądzić, czy te dwie ostatnie nie są czasem absolutnie błędne. 

Tak, to parodia

Szczególną niechęć wywołało u ks. prof. Perzyńskiego sformułowanie jego adwersarza, który dialog z judaizmem nazwał parodią. Polemika, jaką „wysmażył” ten duchowny przeciwko ks. prof. Chrostowskiemu, jedynie unaocznia trafność tej diagnozy. Wybitny biblista nie pomylił się ani o jotę. Dialog z judaizmem to chaotyczny teologicznie, zamknięty na dyskusję o problemach i niezwykle pretensjonalny nurt. Nurt, który słabymi zarzutami odsądza od wierności Magisterium wybitnego specjalistę… bo ten śmie przypominać fakty. Tak – to parodia.

Suprema lex, salus animarum. Wywiad z przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X

Suprema lex, salus animarum. Wywiad z przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X

Ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny Bractwa św. Piusa X

1. FSSPX.News: Księże Przełożony, ogłosił Ksiądz właśnie publicznie zamiar dokonania konsekracji biskupich dla Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X w dniu 1 lipca. Dlaczego ta zapowiedź została ogłoszona dzisiaj, 2 lutego?

Ks. Dawid Pagliarani: Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny ma w Bractwie szczególne znaczenie. Jest to dzień, w którym kandydaci do kapłaństwa przywdziewają sutannę. Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni, które dziś obchodzimy, przypomina im, że klucz do ich formacji i przygotowania do święceń tkwi w ofierze z siebie, która dokonuje się przez ręce Maryi. Jest to święto maryjne o wyjątkowej wadze, albowiem zapowiadając Matce Bożej miecz boleści, Symeon ukazuje wyraźnie Jej rolę Współodkupicielki u boku Jej Boskiego Syna. Widzimy Ją złączoną z Panem Jezusem od początku Jego ziemskiego życia aż po dopełnienie Jego ofiary na Kalwarii. Podobnie Matka Boża towarzyszy przyszłemu kapłanowi w jego formacji i przez całe jego życie: to Ona nadal kształtuje w jego duszy samego Chrystusa.

2. W ostatnich miesiącach, zwłaszcza od śmierci ks. bpa Tissier de Mallerais w październiku 2024 r., perspektywa konsekracji biskupich w Bractwie miała charakter pogłoski. Dlaczego Ksiądz czekał z tą decyzją aż dotąd?

Podobnie jak arcybiskup Lefebvre w swoim czasie, Bractwo zawsze troszczy się o to, by nie wyprzedzać Opatrzności, lecz by za nią podążać, pozwalając się prowadzić jej wskazaniom. Tak ważna decyzja nie może być podjęta lekkomyślnie ani w pośpiechu.

W szczególności, ponieważ chodzi o sprawę, która w oczywisty sposób dotyczy najwyższej władzy Kościoła, konieczne było wpierw podjęcie starań u Stolicy Apostolskiej – co uczyniliśmy – oraz wystarczające poczekanie, umożliwiające jej udzielenie odpowiedzi. Nie jest to decyzja, którą moglibyśmy podjąć bez konkretnego okazania naszego uznania władzy Ojca Świętego.

3. W swojej homilii powiedział Ksiądz, że rzeczywiście napisał do Papieża. Czy mógłby Ksiądz powiedzieć o tym coś więcej?

Latem ubiegłego roku napisałem do Ojca Świętego prośbę o audiencję. Nie otrzymawszy odpowiedzi, kilka miesięcy później napisałem do niego drugi list, w prosty i synowski sposób, nie ukrywając niczego z naszych potrzeb. Wspomniałem o naszych rozbieżnościach doktrynalnych, ale także o naszym szczerym pragnieniu nieustannej służby Kościołowi katolickiemu, albowiem jesteśmy sługami Kościoła pomimo naszego nieuznawanego statusu kanonicznego.

Na ten drugi list otrzymaliśmy kilka dni temu odpowiedź z Rzymu, ze strony kardynała Fernándeza. Niestety, nie bierze ona w żadnym stopniu pod uwagę przedstawionej przez nas propozycji i nie zawiera niczego, co odpowiadałoby naszym prośbom.

Propozycja ta, biorąc pod uwagę całkowicie szczególne okoliczności, w jakich znajduje się Bractwo, polega konkretnie na prośbie, aby Stolica Apostolska pozwoliła nam tymczasowo pozostać w naszym nadzwyczajnym położeniu, dla dobra dusz, które się do nas zwracają. Obiecaliśmy Papieżowi poświęcić całą naszą energię na zachowanie Tradycji oraz czynić z naszych wiernych prawdziwych synów Kościoła. Wydaje mi się, że taka propozycja jest zarazem realistyczna i rozsądna, i że jako taka mogłaby uzyskać aprobatę Ojca Świętego.

4. Skoro jednak tej zgody nie otrzymaliście, dlaczego mimo to uważacie, że musicie dokonać konsekracji biskupich?

Jest to środek ostateczny, proporcjonalny do rzeczywistej i również ostatecznej konieczności. Ma się rozumieć, zachodząca konieczność dla dobra dusz nie oznacza, że każda inicjatywa podjęta, by jej zaradzić, jest z góry usprawiedliwiona. Jednak w naszym przypadku, po długim okresie oczekiwania, obserwacji i modlitwy, możemy dziś powiedzieć, że obiektywny stan wyższej konieczności, w jakim znajdują się dusze, Bractwo i Kościół, wymaga takiej decyzji.

Wobec dziedzictwa pozostawionego nam przez papieża Franciszka, zasadnicze racje, które już uzasadniały konsekracje z 1988 roku, nadal w pełni zachodzą, a pod wieloma względami ukazują się nawet z nową ostrością. Sobór Watykański II pozostaje bardziej niż kiedykolwiek kompasem, którym kierują się ludzie Kościoła, i trudno przypuszczać, by w niedalekiej przyszłości obrali oni inną drogę. Główne kierunki, które już się zarysowują dla nowego pontyfikatu, zwłaszcza w świetle ostatniego konsystorza, jedynie to potwierdzają: widać w nich wyraźną determinację, by zachować linię Franciszka jako nieodwracalną drogę dla całego Kościoła.

Smutno to stwierdzić, ale takie są fakty: w zwykłej parafii wierni nie znajdują już środków potrzebnych do zapewnienia sobie wiecznego zbawienia. Dotyczy to w szczególności pełnego głoszenia prawdy i moralności katolickiej, jak również udzielania sakramentów tak, jak Kościół zawsze je sprawował. Na tym właśnie polega stan wyższej konieczności. W tym krytycznym kontekście nasi biskupi posuwają się w latach, a przy stałym rozwoju apostolatu nie są już w stanie odpowiadać na potrzeby wiernych na całym świecie.

5. W jaki sposób konsystorz sprzed miesiąca potwierdza kierunek obrany przez papieża Franciszka?

Kardynał Fernández, w imieniu papieża Leona, wezwał Kościół do powrotu do fundamentalnej intuicji Franciszka, wyrażonej w Evangelii gaudium, jego kluczowej encyklice: upraszczając, chodzi o zredukowanie głoszenia Ewangelii do jej pierwotnego, istotnego wyrazu, w bardzo zwięzłych i uderzających formułach – „kerygmacie” – w celu wywołania „doświadczenia”, bezpośredniego spotkania z Chrystusem, pozostawiając na boku wszystko inne, choćby najcenniejsze, a konkretnie: całość elementów Tradycji, uznanych za drugorzędne i uboczne. Właśnie ta metoda nowej ewangelizacji wytworzyła charakterystyczną dla pontyfikatu Franciszka pustkę doktrynalną, silnie odczuwaną przez znaczną część Kościoła.

Ma się rozumieć, w tej perspektywie należy zawsze troszczyć się o udzielanie nowych, stosownych odpowiedzi na pojawiające się pytania, przy czym zadanie to ma się realizować poprzez reformę synodalną, a nie przez ponowne odkrywanie klasycznych i wciąż aktualnych odpowiedzi udzielanych przez Tradycję Kościoła. W ten sposób, w rzekomym „tchnieniu Ducha” tej reformy synodalnej, Franciszek był w stanie narzucić całemu Kościołowi katastrofalne decyzje, takie jak dopuszczenie do Komunii świętej rozwodników trwających w nowych związkach czy błogosławienie par jednopłciowych.

Podsumowując: poprzez „kerygmat” oddziela się głoszenie Ewangelii od całego korpusu tradycyjnej doktryny i moralności; a poprzez synodalność zastępuje się tradycyjne odpowiedzi dowolnymi decyzjami, łatwo absurdalnymi i doktrynalnie nie do usprawiedliwienia. Sam kardynał Zen uważa tę metodę za manipulację, a przypisywanie jej Duchowi Świętemu za bluźnierstwo. Obawiam się, że niestety ma rację.

6. Mówi Ksiądz o służbie Kościołowi, lecz w praktyce Bractwo może sprawiać wrażenie, że rzuca Kościołowi wyzwanie, zwłaszcza jeśli rozważa się konsekracje biskupie. Jak Ksiądz wyjaśnia to Papieżowi?

Służymy Kościołowi przede wszystkim służąc duszom. To obiektywny fakt, niezależny od innych względów. Kościół zasadniczo istnieje dla dusz: jego celem jest ich uświęcenie i zbawienie. Wszystkie piękne mowy, rozmaite debaty i wielkie zagadnienia, o których można by dyskutować, nie mają żadnego sensu, jeśli nie służą zbawieniu dusz. Trzeba o tym przypominać, ponieważ Kościołowi grozi dziś niebezpieczeństwo zajmowania się byle czym. Troska o ekologię, na przykład, prawa mniejszości, kobiet czy migrantów – wszystko to może odciągać uwagę od zasadniczej misji Kościoła. Jeśli Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X walczy o zachowanie Tradycji, ze wszystkim, co się z tym wiąże, robi to wyłącznie dlatego, że skarby te są absolutnie niezbędne do zbawienia dusz – i nie dąży ono do niczego innego niż do tego: do dobra dusz i kapłaństwa ukierunkowanego na ich uświęcenie.

Czyniąc to, oddajemy na użytek Kościoła to, co zachowujemy. Ofiarujemy Kościołowi nie muzeum dawnych, zakurzonych rzeczy, lecz Tradycję w jej pełni i płodności – Tradycję, która uświęca dusze, przemienia je, wzbudza powołania i autentycznie katolickie rodziny. Innymi słowy, to dla samego Papieża, to dla Papieża jako takiego zachowujemy ten skarb aż do dnia, gdy jego wartość będzie z powrotem rozumiana i gdy jakiś Papież zechce posłużyć się nim dla dobra całego Kościoła. Albowiem Tradycja należy do Kościoła.

7. Mówi Ksiądz o dobru dusz, lecz Bractwo nie posiada misji wobec dusz. Przeciwnie, zostało ono kanonicznie zniesione ponad pięćdziesiąt lat temu. Na jakiej podstawie można uzasadniać jakąkolwiek misję Bractwa wobec dusz?

To po prostu kwestia miłości bliźniego. Nie chcemy przypisywać sobie misji, której nie posiadamy. Jednocześnie jednak nie możemy nie odpowiadać na duchową niedolę dusz, które coraz częściej są zdezorientowane, zagubione i wołają o pomoc. A po długich poszukiwaniach, to właśnie w bogactwach Tradycji Kościoła, przeżywanej w całości, znajdują one – z głęboką radością – światło i pociechę. Wobec tych dusz ponosimy prawdziwą odpowiedzialność, nawet jeśli nie mamy oficjalnej misji: jeśli ktoś widzi na ulicy osobę w niebezpieczeństwie, ma obowiązek udzielić jej pomocy na miarę swoich możliwości, nawet jeśli nie jest ratownikiem czy policjantem.

Liczba dusz zwracających się w ten sposób do nas rosła na przestrzeni lat w sposób stały, a w ciągu ostatniej dekady nawet znacząco wzrosła. Ignorowanie potrzeb tych dusz i ich porzucenie oznaczałoby ich zdradę, a przez to zdradę samego Kościoła, gdyż – powtórzmy – Kościół istnieje dla dusz, a nie po to, by podsycać próżne i jałowe dyskusje.

Ta miłość bliźniego jest obowiązkiem nadrzędnym wobec wszystkich innych. Samo prawo Kościoła tak to przewiduje. W duchu prawa kościelnego, będącego prawnym wyrazem tej miłości, dobro dusz stoi ponad wszystkim. Jest ono autentycznie prawem nad prawami, któremu podporządkowane są wszystkie inne i wobec którego żadne prawo kościelne nie ma pierwszeństwa. Aksjomat suprema lex, salus animarum – zbawienie dusz jest najwyższym prawem – jest klasyczną maksymą tradycji kanonicznej, zresztą dosłownie przywołaną w ostatnim kanonie Kodeksu z 1983 roku; w obecnym stanie wyższej konieczności to od tej najwyższej zasady zależy ostatecznie cała prawowitość naszego apostolatu i naszej misji wobec dusz, które się do nas zwracają. Pełnimy tu rolę zastępczą, w imię tej samej miłości.

8. Czy ma Ksiądz świadomość, że perspektywa konsekracji biskupich może postawić wiernych korzystających z posługi Bractwa przed dylematem: albo wybór Tradycji w całości, ze wszystkimi jej konsekwencjami, albo „pełna” łączność z hierarchią Kościoła?

Ten dylemat w rzeczywistości jest jedynie pozorny. Oczywiste jest, że katolik powinien jednocześnie zachować Tradycję w całości i łączność z hierarchią. Nie może wybierać pomiędzy tymi dobrami, które są oba konieczne.

Jednakże zbyt często zapomina się, że jedność w Kościele opiera się zasadniczo na wierze katolickiej, ze wszystkimi tego implikacjami: począwszy od autentycznego życia sakramentalnego i sprawowania władzy, która właśnie tę wiarę głosi i wciela w życie, używając władzy nie arbitralnie, lecz rzeczywiście dla duchowego dobra powierzonych jej dusz.

To właśnie po to, by zagwarantować te fundamenty – te warunki konieczne dla samego istnienia łączności w Kościele – Bractwo nie może przyjąć tego, co tej jedności się sprzeciwia i ją wypacza, nawet jeśli pochodzi to, paradoksalnie, od tych, którzy w Kościele sprawują władzę.

9. Czy mógłby Ksiądz podać konkretny przykład tego, czego Bractwo nie może zaakceptować?

Pierwszy przykład, który przychodzi mi na myśl, sięga roku 2019, kiedy papież Franciszek, z okazji swojej wizyty na Półwyspie Arabskim, podpisał z imamem słynną deklarację z Abu Zabi. Twierdził wraz z przywódcą muzułmańskim, że mnogość religii jako taka była chciana przez Mądrość Bożą.

Oczywiste jest, że jedność, która opierałaby się na przyjęciu takiego stwierdzenia lub która by je zawierała, po prostu nie byłaby katolicka, albowiem obejmowałaby grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu oraz zaprzeczenie pierwszego artykułu wiary. Uważam, że takie twierdzenie jest czymś więcej niż zwykłym błędem. Jest ono po prostu niewyobrażalne. Nie może być fundamentem katolickiej łączności, lecz raczej przyczyną jej rozpadu. Sądzę, że katolik powinien raczej wybrać męczeństwo, niż przyjąć takie twierdzenie.

10. Na całym świecie, zwłaszcza za pośrednictwem internetu, narasta świadomość błędów od dawna wskazywanych przez Bractwo. Czy nie lepiej zatem pozwolić, aby ten ruch rozwijał się w zaufaniu do Opatrzności, zamiast ingerować tak mocnym publicznym gestem, jakim są święcenia biskupie?

Ruch ten jest z pewnością pozytywny i krzepiący. Ilustruje on bez wątpienia słuszność tego, czego broni Bractwo, i należy wspierać to upowszechnianie prawdy wszelkimi dostępnymi środkami. Jednak ruch ten ma swoje granice, ponieważ walka o wiarę nie może ograniczać się ani wyczerpywać w dyskusjach i stanowiskach, których areną jest internet czy media społecznościowe.

Uświęcenie duszy zależy oczywiście od autentycznego wyznania wiary, ale to wyznanie musi prowadzić do prawdziwego życia chrześcijańskiego. Potrzebą dusz w niedzielę nie jest przeglądanie portali internetowych – dusze potrzebują kapłana, który je wyspowiada i pouczy, który odprawi dla nich Mszę świętą, który rzeczywiście je uświęci i poprowadzi do Boga. Dusze potrzebują kapłanów. A aby byli kapłani, potrzebni są biskupi. Nie „influencerzy”. Innymi słowy, trzeba powrócić do rzeczywistości – do rzeczywistości dusz i ich konkretnych, obiektywnych potrzeb. Święcenia biskupie nie mają innego celu: zapewnić wiernym przywiązanym do Tradycji udzielanie sakramentu bierzmowania, święceń kapłańskich i wszystkiego tego, co z nich wynika.

11. Czy nie obawia się Ksiądz, że pomimo dobrych intencji Bractwo mogłoby w jakiś sposób zacząć uważać się za Kościół lub przypisywać sobie niezastąpioną rolę?

W żadnym wypadku Bractwo nie rości sobie pretensji do zastępowania Kościoła ani do przejmowania jego misji; przeciwnie, zachowuje ono głęboką świadomość, że istnieje wyłącznie po to, by mu służyć, opierając się jedynie na tym, co sam Kościół zawsze i powszechnie głosił, wierzył i czynił.

Bractwo jest też głęboko świadome, że to nie ono zbawia Kościół – bo jedynie Pan Jezus strzeże i zbawia swoją Oblubienicę, On, który nigdy nie przestaje nad nią czuwać.

Bractwo jest po prostu – w okolicznościach, których nie wybrało – uprzywilejowanym środkiem dochowania wierności Kościołowi. Uważne na misję swojej Matki, która przez dwadzieścia wieków karmiła swoje dzieci doktryną i sakramentami, Bractwo synowsko poświęca się zachowaniu i obronie Tradycji w jej całości, obierając środki wyjątkowej wolności, by pozostać wiernym temu dziedzictwu. Według wyrażenia arcybiskupa Lefebvre’a, Bractwo jest jedynie dziełem „Kościoła katolickiego, które nadal przekazuje doktrynę”; jego rola jest rolą „listonosza doręczającego list”. I nie pragnie ono niczego bardziej niż żeby wszyscy katoliccy pasterze przyłączyli się do niego w wypełnianiu tego obowiązku.

12. Wróćmy do Papieża. Czy uważa Ksiądz za realistyczne, by Ojciec Święty mógł zaakceptować lub przynajmniej tolerować fakt, że Bractwo dokona konsekracji biskupich bez mandatu papieskiego?

Papież jest przede wszystkim ojcem. Jako taki potrafi rozeznać prawą intencję, szczerą wolę służenia Kościołowi oraz – przede wszystkim – rzeczywisty dylemat sumienia w wyjątkowej sytuacji. Są to elementy obiektywne i wszyscy, którzy znają Bractwo, mogą je uznać, nawet jeśli niekoniecznie podzielają jego stanowisko.

13. Teoretycznie jest to zrozumiałe. Czy jednak sądzi Ksiądz, że w praktyce Rzym mógłby tolerować taką decyzję ze strony Bractwa?

Przyszłość pozostaje w rękach Ojca Świętego i – oczywiście – Opatrzności. Niemniej trzeba przyznać, że Stolica Apostolska potrafi czasem wykazać się pragmatyzmem, a nawet zaskakującą elastycznością, gdy jest przekonana, że działa dla dobra dusz.

Weźmy bardzo aktualny przypadek relacji z rządem chińskim. Mimo prawdziwej schizmy tzw. Kościoła patriotycznego w Chinach, mimo nieustającego prześladowania Kościoła milczącego wiernego Rzymowi, mimo regularnie odnawianych porozumień, następnie łamanych przez chińskie władze, w 2023 roku papież Franciszek zatwierdził post factum nominację biskupa Szanghaju dokonaną przez chińskie władze. Niedawno papież Leon XIV również zaakceptował post factum nominację biskupa Xinxiang, dokonaną w ten sam sposób w czasie wakatu Stolicy Apostolskiej, podczas gdy biskup wierny Rzymowi, wielokrotnie więziony, wciąż sprawował swój urząd. W obu przypadkach chodzi oczywiście o hierarchów przychylnych rządowi, narzuconych jednostronnie przez Pekin w celu kontroli Kościoła katolickiego w Chinach. Zauważmy, że nie chodzi tu o dwóch zwykłych biskupów pomocniczych, lecz o ordynariuszy, czyli pasterzy swoich diecezji (lub prefektur), posiadających jurysdykcję nad miejscowymi kapłanami i wiernymi. A w Rzymie doskonale wiadomo, w jakim celu ci pasterze zostali wybrani i jednostronnie narzuceni.

Przypadek Bractwa jest zupełnie inny: przecież nie chodzi nam o wspieranie władzy komunistycznej czy antychrześcijańskiej, lecz wyłącznie o zachowanie praw Chrystusa Króla i Tradycji Kościoła w czasie powszechnego kryzysu i zamętu, w którym są one wielce zagrożone. Intencje i cele nie są więc oczywiście takie same. Papież o tym wie. Ponadto Ojciec Święty doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Bractwo w żaden sposób nie zamierza nadawać swoim biskupom jakiejkolwiek jurysdykcji, co oznaczałoby tworzenie równoległego Kościoła.

Szczerze mówiąc, nie widzę w jaki sposób Papież mógłby obawiać się większego zagrożenia dla dusz ze strony Bractwa niż ze strony rządu w Pekinie.

14. Czy uważa Ksiądz, że jeśli chodzi o Mszę tradycyjną, potrzeba dla dusz jest dziś równie poważna jak w roku 1988? Po znanych perypetiach rytu św. Piusa V – jego uwolnieniu przez Benedykta XVI w 2007 r. oraz ograniczeniach nałożonych przez Franciszka w 2021 r. – w jakim kierunku zmierzamy wraz z nowym Papieżem?

O ile mi wiadomo, papież Leon XIV zachowuje w tej kwestii dyskrecję, która budzi wielkie oczekiwania w środowiskach konserwatywnych. W ostatnim czasie upubliczniono jednakże tekst kardynała Roche’a o liturgii, pierwotnie przeznaczony dla kardynałów uczestniczących w konsystorzu w zeszłym miesiącu. Nie ma powodu by wątpić, że w głównych zarysach odpowiada on orientacji wyznaczonej przez Papieża. Jest to tekst bardzo jasny, a przede wszystkim logiczny i spójny. Niestety, opiera się on na fałszywym założeniu.

Konkretnie, tekst ten – w pełnej ciągłości z Traditionis custodes – potępia projekt liturgiczny papieża Benedykta XVI. Według Benedykta XVI dawny ryt i nowy ryt były dwiema formami mniej więcej równoważnymi, wyrażającymi w każdym razie tę samą wiarę i tę samą eklezjologię, a zatem mogącymi się wzajemnie ubogacać. W trosce o jedność Kościoła, Benedyktowi XVI zależało zatem na promowaniu współistnienia obu rytów i w 2007 r. ogłosił on motu proprio Summorum Pontificum. Dla wielu była to – opatrznościowo – okazja do ponownego odkrycia Mszy wszech czasów, lecz w dłuższej perspektywie wzbudziło to również kontestację nowego rytu, którą to motu proprio Traditionis custodes z 2021 r. usiłowało powstrzymać.

Wierny Franciszkowi, kardynał Roche również głosi jedność Kościoła, lecz według idei i przy użyciu środków diametralnie przeciwnych tym, które proponował Benedykt XVI: podtrzymując wprawdzie twierdzenie o ciągłości między jednym a drugim rytem w ramach reformy liturgicznej, stanowczo sprzeciwia się ich współistnieniu. Widzi w nim źródło podziału, zagrożenie dla jedności, które należy przezwyciężyć poprzez powrót do autentycznej łączności liturgicznej: „podstawowe dobro jedności Kościoła nie osiąga się poprzez ‘zamrożenie’ podziału, lecz przez ponowne odnalezienie się wszystkich we współdzieleniu tego, co jako jedyne może być współdzielone”. W Kościele „powinien istnieć tylko jeden ryt”, w pełnej harmonii z prawdziwym sensem Tradycji.

Jest to zasada słuszna i spójna, ponieważ Kościół, mając jedną wiarę i jedną eklezjologię, może mieć tylko jedną liturgię, zdolną je odpowiednio wyrażać… Jednak jest to zasada błędnie zastosowana, ponieważ – zgodnie z nową, posoborową eklezjologią – kardynał Roche pojmuje Tradycję jako rzeczywistość ewoluującą, a nowy ryt jako jej jedyną żywą formę wyrazu dla naszych czasów; wartość rytu trydenckiego może więc być tylko przestarzała, a jego użycie – co najwyżej „koncesją”, „w żadnym wypadku promowaniem”.

Że zachodzi więc „podział” i istotna niekompatybilność między dwoma rytami, teraz stało się to już jasne. Nie łudźmy się jednak: jedyną liturgią, która w sposób adekwatny, niezmienny i bez ewolucyjnych mutacji wyraża tradycyjne pojmowanie przez Kościół życia chrześcijańskiego oraz kapłaństwa katolickiego, jest to liturgia wszech czasów. A sprzeciw Stolicy Apostolskiej na tym punkcie wydaje się bardziej niż kiedykolwiek nieodwracalny.

15. Kardynał Roche przyznaje mimo wszystko, że istnieją jeszcze pewne problemy w realizacji reformy liturgicznej. Czy sądzi Ksiądz, że może to doprowadzić do uświadomienia sobie ograniczeń tej reformy?

To ciekawe, że po sześćdziesięciu latach wciąż przyznaje się, że zachodzą realne trudności w stosowaniu reformy liturgicznej, której bogactwo należałoby odkryć: to stara śpiewka, którą słychać ilekroć porusza się ten temat i tekst kardynała Roche’a również od niej nie stroni. Zamiast jednak szczerze zastanowić się nad wewnętrznymi brakami nowej Mszy, a zatem nad ogólną porażką tej reformy, zamiast zmierzyć się z faktem pustoszejących kościołów i malejących powołań, zamiast spytać, dlaczego ryt trydencki nadal przyciąga tak wiele dusz… kardynał Roche jako jedyne rozwiązanie widzi pilną, uprzednią formację wiernych i seminarzystów.

Nie zdając sobie z tego sprawy, popada on tu w błędne koło, albowiem to właśnie sama liturgia powinna kształtować dusze. Przez niemal dwa tysiące lat dusze – często niepiśmienne – były wychowywane i uświęcane przez samą liturgię, bez potrzeby jakiejkolwiek uprzedniej formacji. Nie dostrzegać wewnętrznej niezdolności Novus Ordo do kształtowania dusz, a jednocześnie domagać się jeszcze lepszej formacji do liturgii wydaje mi się oznaką nieuleczalnej ślepoty. Prowadzi to do szokujących paradoksów: reforma została pomyślana po to, by sprzyjać uczestnictwu wiernych; tymczasem masowo opuścili oni Kościół, ponieważ ta pozbawiona wyrazu liturgia nie potrafiła ich wykarmić; a wszystko to miałoby nie mieć nic wspólnego z samą reformą!

16. Dziś w wielu krajach na świecie grupy niezwiązane z Bractwem nadal korzystają z Mszału z 1962 r. Takich możliwości prawie nie było w 1988 r. Czy nie mogłoby to stanowić na chwilę obecną wystarczającą alternatywę, czyniąc nowe konsekracje biskupie przedwczesnymi?

Pytanie, które musimy sobie zadać, brzmi następująco: czy te możliwości odpowiadają temu, czego potrzebują Kościół i dusze? Czy w wystarczający sposób zaspokajają to, co konieczne dla dusz?

Nie ulega wątpliwości, że wszędzie tam, gdzie sprawowana jest Msza tradycyjna, jaśnieje prawdziwy ryt Kościoła, z tym głębokim poczuciem sacrum, którego nie odnajduje się w nowym rycie. Nie można jednak abstrahować od kontekstu, w jakim te celebracje się odbywają. A kontekst ten wydaje się jasny, zwłaszcza od czasu Traditionis custodes, co potwierdził kardynał Roche: chodzi o kontekst Kościoła, w którym jedynym oficjalnym i „normalnym” rytem jest ryt Pawła VI. Sprawowanie rytu wszech czasów odbywa się zatem w drodze wyjątku: jego zwolennicy otrzymują – z łaskawej tolerancji – derogacje pozwalające na jego sprawowanie, ale indulty te wpisują się w logikę nowej eklezjologii i zakładają, że nowa liturgia pozostaje kryterium pobożności wiernych oraz autentycznym wyrazem życia Kościoła.

17. Dlaczego twierdzi Ksiądz, że nie można abstrahować od tego kontekstu? Czy mimo wszystko nie dokonuje się tam dobro? Jakie konkretne konsekwencje z tym związane byłyby godne ubolewania?

Z tej sytuacji wynikają co najmniej trzy szkodliwe konsekwencje.

Najbardziej bezpośrednia to głęboka kruchość strukturalna. Kapłani i wierni, którzy korzystają z pewnych przywilejów umożliwiających im sprawowanie liturgii trydenckiej, żyją w niepokoju o jutro: przywilej nie jest prawem. Dopóki władza toleruje ich praktykę religijną, mogą ją sprawować bez przeszkód. Gdy jednak władza postawi pewne wymagania, narzuci warunki lub nagle cofa udzielone pozwolenia, kapłani i wierni znajdują się w sytuacji konfliktu, bez jakichkolwiek środków obrony, które skutecznie zapewniłyby im tradycyjne środki, do których dusze mają prawo. A jak uniknąć w sposób trwały takich dylematów sumienia, gdzie między dwiema nie do pogodzenia wizjami życia Kościoła, ucieleśnionymi w dwóch niekompatybilnych liturgiach, jedna posiada pełne prawo bytu, a druga jest jedynie tolerowana?

Druga konsekwencja – i zapewne poważniejsza – polega na tym, że sama racja przywiązania tych grup do liturgii trydenckiej przestaje być rozumiana, co poważnie godzi w publiczne prawa Tradycji Kościoła, a przez to w dobro dusz. Jeżeli bowiem Msza wszech czasów godzi się na to, by nowa Msza była sprawowana w całym Kościele, a dla siebie samej domaga się jedynie partykularnego przywileju, związanego z osobistą preferencją lub własnym charyzmatem, jak wówczas zrozumieć, że Msza ta bezapelacyjnie sprzeciwia się nowej Mszy, pozostaje jedyną prawdziwą liturgią całego Kościoła i że nikt nie może być pozbawiony prawa do jej sprawowania? Jak uświadomić, że Msza Pawła VI nie może zostać uznana, ponieważ stanowi znaczne oddalenie od katolickiej teologii Mszy świętej i że nikt nie może być zmuszany do jej sprawowania? I jak skutecznie odciągać dusze od tej skażonej liturgii, aby poiły się czystymi źródłami liturgii katolickiej?

Trzecia konsekwencja, bardziej odległa, lecz wynikająca z dwóch poprzednich, polega na tym, że potrzeba nienarażania swego kruchego położenia poprzez „niewygodne” zachowanie prowadzi wielu pasterzy do przymusowego milczenia tam, gdzie należałoby wystąpić przeciwko takim czy innym gorszącym naukom, które niszczą wiarę lub moralność. Konieczne piętnowanie błędów rujnujących Kościół – wymagane przez samo dobro dusz, którym grozi ta zatruta nauka – zostaje tym samym sparaliżowane. Oświeca się prywatnie jedną czy drugą osobę, o ile jeszcze potrafi się rozeznać szkodliwość danego błędu, ale pozostaje to jedynie nieśmiałym szeptem, w którym prawda z trudem wyraża się z należytą wolnością… zwłaszcza gdy chodzi o zwalczanie zasad milcząco przyjętych. Tu znowu nie oświeca się dusz i pozbawia ich chleba doktryny, którego mimo wszystko łakną: z czasem prowadzi to do stopniowej przemiany mentalności i do powszechnej, nieświadomej akceptacji kolejnych reform dotykających życia Kościoła. Wobec tych dusz Bractwo także odczuwa odpowiedzialność, by je oświecać i nie porzucać.
Nie chodzi tu o czynienie wyrzutów ani o osądzanie kogokolwiek, lecz o otwarcie oczu i stwierdzenie faktów. Musimy bowiem uznać, że o ile korzystanie z tradycyjnej liturgii pozostaje uzależnione od przynajmniej domyślnej akceptacji reform soborowych, o tyle grupy, które z niej korzystają, nie mogą stanowić adekwatnej odpowiedzi na głębokie potrzeby Kościoła i dusz. Natomiast – jak już powiedziano – trzeba móc zaoferować dzisiejszym katolikom prawdę bez ustępstw, podawaną bez warunków, wraz ze środkami pozwalającymi żyć nią w pełni – dla zbawienia dusz i służby całemu Kościołowi.

18. Czy mimo wszystko nie uważa Ksiądz, że Rzym mógłby w przyszłości okazać się bardziej szczodry wobec tradycyjnej Mszy?

Niewykluczone, że Rzym w przyszłości przyjmie bardziej otwartą postawę, jak to już miało miejsce w 1988 r., w zbliżonych okolicznościach, gdy pewnym grupom przyznano dawny Mszał w celu odciągnięcia wiernych od Bractwa. Gdyby to się powtórzyło, byłoby to posunięcie bardzo polityczne a bardzo mało doktrynalne: Mszał trydencki winien służyć wyłącznie oddawaniu czci Boskiemu Majestatowi i karmieniu wiary; nie może być wykorzystywany jako narzędzie dostosowań duszpasterskich czy środek doraźnego uspokojenia.

Jednakże większa czy mniejsza życzliwość dla tradycyjnej Mszy nie zmieniłaby istoty opisanego wcześniej kontekstu i nie zmieniłaby więc zasadniczo sytuacji.

Zresztą scenariusz jest w rzeczywistości bardziej złożony: w Rzymie papież Franciszek i kardynał Roche dobrze dostrzegli, że rozszerzenie użycia Mszału św. Piusa V nieuchronnie wywołuje zakwestionowanie reformy liturgicznej i Soboru, w kłopotliwych proporcjach, przede wszystkim niemożliwych do kontrolowania. Trudno więc przewidzieć, co się wydarzy, jednakże zagrożenie zamknięcia się w bardziej politycznym niż doktrynalnym trybie myślenia jest realne.

19. Co chciałby Ksiądz powiedzieć w sposób szczególny wiernym oraz członkom Bractwa?

Chciałbym im powiedzieć, że obecna chwila jest przede wszystkim czasem modlitwy oraz przygotowania serc, dusz, a także umysłów, abyśmy mogli usposobić się na łaskę, jaką te konsekracje stanowią dla całego Kościoła. Wszystko to w skupieniu, pokoju i ufności w Opatrzność, która nigdy nie opuściła Bractwa i nie opuści go także teraz.

20. Czy nadal żywi Ksiądz nadzieję na możliwość rozmowy z Papieżem?

Tak, z pewnością! Wydaje mi się niezwykle ważne móc porozmawiać z Ojcem Świętym; jest wiele rzeczy, którymi chętnie bym się z nim podzielił, a których nie mogłem zawrzeć w liście. Niestety, odpowiedź otrzymana od kardynała Fernándeza nie przewiduje audiencji u Papieża. Wspomina natomiast o groźbie nowych sankcji.

21. Co uczyni Bractwo, jeśli Stolica Apostolska zdecyduje się je potępić?

Przede wszystkim przypomnijmy, że w takich okolicznościach ewentualne kary kanoniczne nie miałyby żadnego realnego skutku.

Jeśli jednak miałyby zostać nałożone, jest pewne, że Bractwo – bez goryczy – przyjęłoby to nowe cierpienie tak, jak potrafiło przyjąć i te przeszłe, szczerze ofiarowując je dla dobra samego Kościoła. Bractwo pracuje bowiem dla Kościoła i nie wątpi, że gdyby taka sytuacja miała nastąpić, byłaby ona jedynie przejściowa, ponieważ Kościół jest Boski i Pan Jezus go nie opuszcza.

Bractwo będzie więc nadal, najlepiej jak potrafi, działać w wierności Tradycji katolickiej oraz pokornie służyć Kościołowi, odpowiadając na potrzeby dusz.

I będzie nadal synowsko modlić się za Papieża, jak zawsze to czyniło, w oczekiwaniu na dzień, w którym zostanie uwolnione od ewentualnych niesprawiedliwych sankcji, jak to miało miejsce w 2009 r. Jesteśmy pewni, że kiedyś władze rzymskie z wdzięcznością uznają, iż te konsekracje biskupie opatrznościowo przyczyniły się do zachowania wiary – na większą chwałę Bożą i dla zbawienia dusz.

Wywiad udzielony w Flavigny-sur-Ozerain dnia 2 lutego 2026 r.
w święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny

Zobacz też:

Komunikat Domu Generalnego w sprawie konsekracji biskupich

Konsekracje biskupie – z wierności wobec Kościoła i dusz

Sir Jim Ratcliffe wywołał burzę: „Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów”

Sir Jim Ratcliffe wywołał burzę: „Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów”

zmianynaziemi/sir-ratcliffe-wywolal-burze-wielka-brytania-skolonizowana-przez-imigrantow

Kontrowersyjne wypowiedzi miliardera i współwłaściciela Manchesteru United, Sira Jima Ratcliffe’a, wywołały prawdziwą burzę w brytyjskim społeczeństwie. Podczas wywiadu dla Sky News, przeprowadzonego 11 lutego 2026 roku przez redaktora ekonomicznego Eda Conwaya, biznesmen stwierdził wprost, że „Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów”, czym wywołał falę krytyki ze strony polityków i komentatorów.

Ratcliffe, który oprócz bycia współwłaścicielem słynnego klubu piłkarskiego jest również założycielem i prezesem giganta chemicznego INEOS Group, przedstawił w rozmowie swoje kontrowersyjne poglądy na temat obecnej sytuacji społeczno-ekonomicznej Zjednoczonego Królestwa. Jego zdaniem kraj zmaga się z poważnymi problemami gospodarczymi i społecznymi, które w dużej mierze wynikają z wysokiego poziomu imigracji oraz uzależnienia wielu obywateli od pomocy socjalnej.

„Wielka Brytania została skolonizowana. To kosztuje zbyt wiele pieniędzy. Wielka Brytania została skolonizowana przez imigrantów, nieprawdaż?” – powiedział miliarder w wywiadzie. Jego wypowiedź natychmiast odbiła się szerokim echem w mediach i wywołała ostrą reakcję ze strony wielu środowisk.

Ratcliffe powiązał również poziom imigracji z liczbą osób pobierających zasiłki państwowe. „Nie można mieć gospodarki z 9 milionami ludzi na zasiłkach i ogromnymi falami imigrantów napływających do kraju” – stwierdził. Biznesmen przytoczył również dane demograficzne, twierdząc, że populacja Wielkiej Brytanii wzrosła o 12 milionów osób od 2020 roku – z 58 do 70 milionów mieszkańców.

W trakcie wywiadu Ratcliffe nie oszczędził również obecnego premiera Wielkiej Brytanii, Sira Keira Starmera, którego określił jako „być może zbyt miłego”, by podejmować „trudne” i „niepopularne” działania niezbędne do naprawy sytuacji w kraju. Co więcej, miliarder ujawnił, że niedawno spotkał się z liderem partii Reform UK, Nigelem Faragem, którego opisał jako „inteligentnego człowieka” o „dobrych intencjach”.

Wypowiedzi Ratcliffe’a spotkały się z natychmiastową krytyką ze strony rządu. Premier Starmer określił komentarze biznesmena jako „obraźliwe i błędne”, podkreślając, że imigranci od zawsze wnosili istotny wkład w rozwój brytyjskiego społeczeństwa i gospodarki. Wielu polityków różnych opcji politycznych również potępiło słowa współwłaściciela Manchesteru United, uznając je za szkodliwe i podsycające napięcia społeczne.

Eksperci ds. migracji zwracają uwagę, że dane przytoczone przez Ratcliffe’a są co najmniej dyskusyjne. Oficjalne statystyki nie potwierdzają tak dramatycznego wzrostu populacji w ciągu zaledwie sześciu lat, a powiązanie problemów gospodarczych wyłącznie z imigracją jest znacznym uproszczeniem złożonych procesów ekonomicznych i społecznych.

Nie jest to pierwszy raz, gdy wypowiedzi prominentnych osób ze świata biznesu na temat imigracji wywołują kontrowersje w Wielkiej Brytanii. Temat ten pozostaje jednym z najbardziej polaryzujących w brytyjskiej debacie publicznej, szczególnie po Brexicie, który w dużej mierze był motywowany obawami części społeczeństwa przed niekontrolowaną imigracją.

Ratcliffe, którego majątek szacowany jest na ponad 15 miliardów funtów, jest znany ze swoich konserwatywnych poglądów. W przeszłości był gorącym zwolennikiem Brexitu i wielokrotnie krytykował politykę imigracyjną kolejnych rządów. W 2022 roku stał się współwłaścicielem Manchesteru United, jednego z najbardziej rozpoznawalnych klubów piłkarskich na świecie, co znacznie zwiększyło jego rozpoznawalność i wpływy w brytyjskim społeczeństwie.

Organizacje broniące praw imigrantów określiły wypowiedzi Ratcliffe’a jako niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Wskazują, że takie retoryka może prowadzić do wzrostu nastrojów ksenofobicznych i aktów dyskryminacji wobec mniejszości etnicznych w Wielkiej Brytanii.

Na razie ani Manchester United, ani INEOS Group nie wydały oficjalnych oświadczeń odnoszących się do kontrowersyjnych wypowiedzi swojego właściciela. Nie wiadomo również, czy Ratcliffe zamierza przeprosić za swoje słowa lub je sprostować w obliczu narastającej krytyki.

Niezależnie od dalszego rozwoju sytuacji, wypowiedzi Sira Jima Ratcliffe’a z pewnością na długo pozostaną w pamięci brytyjskiej opinii publicznej i mogą mieć wpływ na przyszłe debaty dotyczące imigracji oraz polityki społecznej w Zjednoczonym Królestwie.

Źródła:

ndependent.co.uk/sport/football/manchester-u…

express.co.uk/sport/football/1987557/man-utd-…

https://www.standard.co.uk/news/politics/sir-jim-ratcliff…

itv.com/news/granada/2026-02-12/pm-says-sir-j…

https://www.manchestereveningnews.co.uk/sport/football/fo…

goal.com/en-gb/lists/sir-jim-ratcliffe-critic…

Rada Przyszłości, czyli Donald Tusk w kosmosie. Konsument kosmicznych pierogów.

Rada Przyszłości, czyli Donald Tusk w kosmosie.

Husky1994


salon24/siberiandog/rada-przyszlosci-czyli-donald-tusk-w-kosmosie

Stary dowcip, który krąży po korytarzach sejmowych i gabinetach politycznych, zawiera jedną z ulubionych instrukcji każdej władzy: „Jeśli nie wiadomo co robić albo dokładnie o to chodzi, żeby nic nie robić, to trzeba powołać komisję”.

Tusk rozbudował tę instrukcję do wielu wariantów i tak narodziło się równie wiele inicjatyw bez jakiegokolwiek pokrycia w rzeczywistości. Kto dziś pamięta o fiskalnym przeboju 3×15?! Prawie nikt, ale tak miały wyglądać podatki według propozycji Platformy Obywatelskiej zaprezentowanej w ramach kampanii parlamentarnej w 2005 roku.

Dziś wiemy, że nie tylko nic z tego nie wyszło, ale jeszcze rząd Donalda Tuska podniósł podatek VAT do 23% i też nic się nie stało. Zgodnie z zasadą posła KO Przemysława Witka: „Cóż szkodzi obiecać”, Donald Tusk nigdy się nie zrażał porażkami, bo od początku doskonale wiedział, że proponowane prze niego projekty to fikcja. Dzięki tej asertywnej postawie Polacy mogli się rozmarzyć nad kolejnymi wizjami dobrobytu, nowoczesności i ścigania Zachodu.

W 2009 roku Michał Boni sporządził Raport „Polska 2030” inaczej zwany „zieloną księgą”. W raporcie pojawiło się mnóstwo ambitnych założeń, między innymi: trwały rozwój gospodarczy, innowacyjność i wielopoziomowa walka z kryzysem demograficznym. O tym raporcie po 15 latach pamięta chyba tylko sam autor, w przeciwnym razie Donald Tusk w 2023 roku, czyli na 7 lat przed finiszem strategicznego planu, nie wygłaszałby kolejnych fantasmagorii pod jeszcze bardziej ambitnym hasłem: „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów”.

Po 100 dniach pustosłowiu stało się zadość i ze 100 konkretów zostało góra 12, a po dwóch latach sam Donald Tusk doliczył się 30, co i tak nie jest prawdą, ale za to usłyszeliśmy, że założenia zostały zrealizowane proporcjonalnie do poparcia, jakie Koalicja Obywatelska uzyskała w wyborach parlamentarnych w 2023 roku. „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów” w pośpiechu zostało zastąpione „deregulacją” i tutaj stawka została podniesiona do 120 deregulacji, bo tyle ustaw deregulacyjnych miało powstać, według koncepcji biznesmena Rafała Brzoski. Powołano komisję, na stolikach pojawiły się dzbanki z kawą i herbatą, do tego słone paluszki i pewnie wszystko by się udało, ale nagle do gry weszła „doktryna piastowska”, ogłoszona przez Donalda Tuska podczas 1000-lecia koronacji Bolesława Chrobrego. O co w tym śnie o wielkości chodziło, to Michał Boni też nie pamięta, bo „doktryna piastowska” spektakularnie rozbiła się o „ścianę dronów”, której żywot był jeszcze krótszy.

Ponieważ przyroda i Donald Tusk nie lubią próżni, to natychmiast pojawił się „Port Polska”, dawne CPK i żeby było zabawnie, zgodnie z treścią ustawy, nadal CPK. Niegdysiejsza „megalomania narodowa” zmieniła nazwę i z tą chwilą pociągi będą jeździć 350 km/h. „Port Polska” jeszcze nie zdążył się zużyć propagandowo, ale zapobiegliwy Donald Tusk nie zasypia gruszek w popiele i wyskoczył z „Radą przyszłości”, która wszystko inne przykryje kosmicznym rozmachem. Z tej okazji zwołano dziś uroczystą konferencję i zaprezentowano całą listę nazwisk wybitnych naukowców. Czołową pozycję na liście zajmuje mąż posłanki KO Sławosz Uznański-Wiśniewski, znany konsument kosmicznych pierogów. Zupełnie nowa jakość się zapowiada, do tej pory Donald Tusk bujał w obłokach i okłamywał Polaków wypuszczając coraz większe balony propagandowe, teraz propaganda Donald Tuska jest kosmiczna.

Mamy w Polsce aborcję na życzenie. Ale to nie jest prawo, to bezprawie.

Centrum Życia i Rodziny
Szanowni Państwo,
Mamy w Polsce aborcję na życzenie.

Być może to mocne, ale uzasadnione stwierdzenie.Od czasu, gdy Minister Zdrowia Izabela Leszczyna ogłosiła z dumą wytyczne dla szpitali w sprawie wykonywania aborcji, w praktyce zabicie dziecka stało się „legalne” na podstawie zwykłego zaświadczenia od lekarza psychiatry. Takie zaświadczenia wydawane są często bez realnego uzasadnienia, a w wyniku aborcji masowo giną dzieci po prostu niechciane.
Musimy jednak postawić sprawę jasno: to nie jest prawo, to bezprawie. Wytyczne minister Leszczyny to próba obejścia prawnej ochrony życia w Polsce, czyniona – jak zwykle, w przypadku obecnego rządu – „na kolanie”, z pominięciem obowiązującej ścieżki legislacyjnej, przez którą zbyt trudno byłoby się przebić.I to wprowadzone bocznymi drzwiami „prawo” zbiera swoje krwawe żniwo.
W 2024 roku wykonano w Polsce 885 aborcji. Na podstawie przesłanki o zagrożeniu zdrowia lub życia kobiety ciężarnej zabito aż… 882 dzieci! To przytłaczająca większość.
Te dane powinny szokować: jak to możliwe, że w majestacie prawa zabija się średnio dwoje dzieci dziennie?!
Tymczasem najprężniej działająca organizacja aborcyjna w Polsce, Aborcyjny Dream Team, w otoczce jaskrawych kolorów, chmurek, kotków i w atmosferze świętowania reklamuje swoje usługi.
Od tego roku w sercu stolicy, w pobliżu polskiego Sejmu, działa pierwsza w kraju „przychodnia aborcyjna”. O tym miejscu pisaliśmy już Państwu wielokrotnie – wraz z lokalem aborcjonistki zyskały bowiem nieporównywalnie większe możliwości działania.Instrukcje przyjmowania tabletek aborcyjnych wygłaszane są z mównicy sejmowej i w największych mediach. Numer, pod którym można uzyskać „pomoc” w przeprowadzeniu aborcji, jest powypisywany na chodnikach i budynkach w całej Warszawie. A w wakacje Aborcyjny Dream Team jeździ ze swoim tournée po najpopularniejszych miejscowościach turystycznych, rozdając gadżety, bluzy czy koszulki z napisami „Aborcja jest ok”.
Aborcjonistki działają coraz hardziej i zuchwalej. A wśród tej wesołej narracji o wyborze, siostrzeństwie i przyjaźni… ginie coraz więcej dzieci.
Jak Państwo wiedzą, jako Centrum Życia i Rodziny podejmujemy szereg inicjatyw, aby powstrzymać zło aborcji: organizujemy wielotysięczne marsze i demonstracje, wywieramy presję na parlamentarzystów, przygotowujemy profesjonalne analizy, poradniki dla kobiet w trudnej sytuacji życiowej i merytoryczne opracowania.
Jednak jesteśmy głęboko przekonani, że obrona życia jest nierozerwalnie związana także z walką duchową. Batalię z aborcją musimy więc toczyć również na tym poziomie – podejmując modlitwę za dzieci nienarodzone i wynagradzając za ten krwawy proceder, który dokonywany jest w polskich szpitalach.Dlatego dziś proszę Państwa o wsparcie inicjatywy modlitewnej w obronie dzieci nienarodzonych, którą chcemy podjąć w miejscu, gdzie dokonuje się tak wielkie zło: w pobliżu siedziby AboTak. Zrobili z aborcji... radosną zabawęWspieram działania w obronie nienarodzonych!Jeszcze 15 czy 20 lat temu narracja środowisk promujących aborcję opierała się na powściągliwości: że to zawsze bardzo trudna, ale niekiedy konieczna decyzja.W przestrzeni publicznej nagłaśniano skomplikowane przypadki – historię Alicji Tysiąc, u której ciąża doprowadziła niemal do utraty wzroku, lub „Agaty”, dziewczynki, która miała paść ofiarą gwałtu (choć szybko wyszło na jaw, że gwałtu nie było, a ciąża była wynikiem współżycia dwojga nastolatków).
Emocje społeczne były w ten sposób kierowane na oczywiste tory: zabicie dziecka nienarodzonego to konieczność, którą musimy dopuścić, w przeciwnym razie cierpiały będą kobiety. Być może jest to kontrowersyjne, ale zakaz aborcji poskutkuje jeszcze większym złem.
I sądzę, że do dziś wielu Polaków podtrzymuje takie przeświadczenie. O aborcji myślimy raczej jako o odległej sprawie, która zapewne ma miejsce tylko w bardzo trudnych sytuacjach. Przed oczami opinii społecznej wciąż jeszcze niektórzy politycy, lekarze czy media próbują budować fasadę usprawiedliwienia.Serwują nam bezpiecznie brzmiące ogólniki: aborcja w świetle prawa jest dozwolona tylko w przypadku, gdy do ciąży doszło w wyniku czynu zabronionego lub gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety.
Ale rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
Tak opisały nam swoją codzienność położne jednego ze stołecznych szpitali:
Teraz zdarza się bardzo często, że jest zaświadczenie od lekarza psychiatry i wtedy status danej ciąży nie ma znaczenia. Jest zaświadczenie od psychiatry, ciąża bardzo zagraża zdrowiu psychicznemu i to ma rzekomo pani pomóc, kropka. Nikt nie wnika, czy to dziecko jest zdrowe, niezdrowe, jakie ono jest. Dziecko nie ma tu znaczenia. I to nam się zdarza kilka razy w miesiącu. Panie Agnieszka i Maria (oczywiście pod zmienionymi imionami), położne, które zdecydowały się wyjawić, jak naprawdę wygląda obecnie ich praca, wskazują nawet moment, w którym nastąpiła zmiana: był to czas, kiedy minister zdrowia z rządu Koalicji Obywatelskiej Izabela Leszczyna wydała tzw. wytyczne dotyczące aborcji.
To właśnie ten dokument oficjalnie wprowadził możliwość przerywania życia dzieci nienarodzonych na podstawie zaświadczenia od psychiatry o zagrożeniu zdrowia psychicznego kobiety.
To właśnie „wytyczne” sprawiły, że w praktyce aborcja stała się w Polsce dostępna… na życzenie.

Zaświadczenia od psychiatry zniweczyły sukces zniesienia przesłanki eugenicznej w 2020 r., bowiem na ich podstawie często zabijane są właśnie dzieci, u których na etapie życia prenatalnego wykryto wady rozwojowe czy choroby wrodzone.Jest nawet gorzej – na podstawie „papierka”, wydanego podczas jednej wizyty u psychiatry, można zabić dziecko zdrowe, ale po prostu niechciane.
Tak, jak opisały to położne: stan dziecka nie ma żadnego znaczenia. To, co się liczy, to decyzja matki o tym, czy rozwijającemu się już pod jej sercem maleństwu pozwoli na życie.Doszliśmy więc do momentu, kiedy z kraju chroniącego życie dzieci nienarodzonych lepiej niż większość państw zachodnich (choć i tak w sposób daleki od ideału), przemieniliśmy się w kraj, gdzie aborcja jest dostępna właściwie bez ograniczeń.Nie ma się jednak co oszukiwać: pole do tego barbarzyństwa przygotowywały przez wiele wcześniejszych lat organizacje proaborcyjne, które w Polsce – wbrew prawu – poczynają sobie śmiało już od dawna.
Pomagam chronić życie!
Narracja o aborcji jako dramatycznym wyborze, o której pisałam powyżej, już od pewnego czasu jest – mówiąc przewrotnie – zupełnie passe.
Proszę tylko spojrzeć:Świętowanie nie bycia w ciąży jest ok
Jaki jest wystarczający powód, żeby mieć aborcję? Wystarczy być w ciąży, w której nie chce się być!
Na dole róże, chmurki na niebie, decyzja o aborcji należy do Ciebie.Wasze powody do aborcji były wystarczające.Co to jest? Hasła zaczerpnięte bezpośrednio z profilu Aborcyjnego Dream Teamu na Facebooku.Te i inne „kojące” sumienia slogany bez trudu znajdziemy w mediach społecznościowych aborcjonistek. A do tego, jak wspominałam: róż, brokat, całuski, chmurki, gwiazdki, kotki i świetna zabawa.Dziś aborcji się nie żałuje. Ją się świętuje!Po co smutki, po co stres albo – co najgorsze – wyrzuty sumienia związane z zabiciem własnego dziecka.W radosnym świecie współczesnych aborcjonistek to zakazane!Aborcja jest ok!Trzeba przyznać, że założycielki Aborcyjnego Dream Teamu mają z czego być dumne i zadowolone.
Po serii sukcesów z ostatnich lat: wystąpieniach w Sejmie, podczas których z mównicy sejmowej recytowały instrukcję przyjmowania tabletek aborcyjnych, wymachując blistrem tych środków wprost do kamer, występach medialnych utrzymanych w identycznym, zuchwałym tonie, po procesie Justyny Wydrzyńskiej, której za pomocnictwo w aborcji zasądzono jedynie prace społeczne – świętowały prawdziwy przełom.
W maju 2025 r. przy ulicy Wiejskiej w Warszawie otworzyły swój pierwszy stacjonarny lokal pod nazwą „AboTak”. W tym miejscu zgłaszające się do organizacji kobiety mogą uzyskać poradę i dostać środki aborcyjne.W swoich statystykach aborcjonistki chwaliły się już pomocą w dokonaniu aborcji u nastolatek poniżej 15 roku życia (przypomnę – w takim wypadku ciąża jest jasną przesłanką, że mogło dojść do przestępstwa) i irytowały się, że sprawą zainteresowała się policja. Z dumą informowały też, że najstarsze dziecko, w którego zabiciu pomogły, miało już 37 tygodni, co oznacza, że mogłoby bezpiecznie się urodzić.
Od czasu otwarcia „przychodni” Aborcyjny Dream Team raczy nas zdjęciami kobiet, które przyszły po „pomoc” i historiami, które mają jeden cel: znormalizować aborcję i utrwalić w świadomości społecznej, że to powszechne doświadczenie, którego konsekwencje są wyłącznie pozytywne.
Chyba najbardziej wstrząsającym obrazem z tego miejsca było zdjęcie jednej z założycielek Aborcyjnego Dream Teamu Natalii Broniarczyk trzymającej w ramionach niemowlę, starsze rodzeństwo dziecka, którego matka właśnie zgłosiła się po środki aborcyjne.
To kolejna z podobnych historii, a mieliśmy już przecież taniec radości po aborcji i oglądanie kreskówek z dziećmi podczas zabijania ich młodszego rodzeństwa.
Przyznają Państwo, że takie podejście nie ma wiele wspólnego z mówieniem o dramacie kobiety czy niezwykle trudnym wyborze (choć ani jedno, ani drugie i tak nie usprawiedliwia zabicia niewinnego niczemu dziecka).
Wręcz przeciwnie: ta radość, brokat i wierszyki o aborcji są po prostu… diaboliczne.
Jestem przekonana, że takich sytuacji i obrazów nie możemy odczytywać w oderwaniu od ich duchowego podłoża. Opisywanie okrutnego procederu: zabijania niewinnych dzieci w kontekście zabawy, przyjaźni czy samorealizacji nieodzownie musi łączyć się z głębokim duchowym zagubieniem, a może nawet zwiedzeniem.

Z pewnością ta walka – walka o życie dzieci nienarodzonych, ale też w szerszym kontekście: o dobre prawo, chroniące najbardziej bezbronnych czy przerwanie bezkarności osób działających jawnie w przemyśle aborcyjnym – musi odbywać się także na tej płaszczyźnie. W modlitwie, przebłaganiu za cierpienie i śmierć niewinnych dzieci leży wielka siła, której ogromnego oddziaływania być może na co dzień nie jesteśmy nawet świadomi.
Dlatego chcemy zaprosić Państwa do inicjatywy modlitewnej, którą chcemy podjąć już w najbliższym miesiącu.
Chcę pomóc bronić dzieci nienarodzonych!
Jak być może Państwo pamiętają, pod koniec ubiegłego roku zorganizowaliśmy w pobliżu siedziby aborcjonistek „Zaduszki za nienarodzonych”. Modliliśmy się wówczas naprzeciw „AboTaku” w intencji dzieci nienarodzonych zabitych przez aborcję, w intencji matek, które zmarły w jej wyniku i za wszystkich zmarłych, którzy w jakikolwiek sposób byli uwikłani w tę zbrodnię. Jednocześnie było to swoiste przypomnienie władzom, aby odstąpiły od obecnego proaborcyjnego kursu i otoczyły troską polskie rodziny.Po tym wydarzeniu dostrzegliśmy potrzebę zorganizowania tego rodzaju spotkań modlitewnych w regularnej formie. Nie tylko po to, aby otaczać modlitwą dzieci nienarodzone zabite w wyniku aborcji, ale również by zaznaczyć naszą obecność w przestrzeni publicznej, a zwłaszcza w miejscu tak symbolicznym jak placówka „AboTak”.
Takie wydarzenia są okazją do pokazania, że odpowiedzialność za życie ludzkie nie jest sprawą wyłącznie prywatną, zgodnie z dewizą „nie popierasz aborcji, to jej sobie nie rób”.
Wychodząc na ulice, dajemy świadectwo, że los dzieci nienarodzonych dotyczy całej wspólnoty, a nie tylko sumień zamkniętych w czterech ścianach. Publiczna, wspólna modlitwa jest znakiem sprzeciwu wobec obojętności i milczenia, które dziś tak często towarzyszą łamaniu prawa do życia. Pokazuje też, że są w Polsce ludzie gotowi do konsekwentnej walki w obronie najsłabszych – spokojnej i pozbawionej agresji, ale wytrwałej i nieustępliwej.
Nasza obecność na ulicach, w pobliżu miejsca kaźni dzieci, a jednocześnie niedaleko polskiego Sejmu, będzie wyraźnym znakiem, że sumienie narodu jeszcze nie zamilkło.
Już dziś chciałabym zatem serdecznie zaprosić Państwa do włączenia się w tę inicjatywę.
Jeśli są Państwo z Warszawy lub okolic, zapraszamy do osobistego udziału w publicznej modlitwie. Jeśli natomiast mieszkają Państwo zbyt daleko, by przybyć na miejsce, proszę towarzyszyć nam w tym czasie modlitewnie, będąc w domu.
Chcielibyśmy, aby takie pierwsze spotkanie modlitewne odbyło się na początku marca w pobliżu Dnia Kobiet. O dokładnej dacie i miejscu spotkań poinformujemy Państwa w osobnym mailu. Oczywiście dokładne informacje zamieścimy również w mediach społecznościowych.
Planowane spotkania modlitewne to niejedyne działania w obronie życia, jakie podejmujemy jako Centrum Życia i Rodziny. Prowadzimy intensywną kampanię w mediach społecznościowych i tradycyjnych, ukazując okrucieństwo aborcji i odkłamując manipulacyjną narrację organizacji aborcyjnych.
Przygotowaliśmy także publikacje podsuwające merytoryczne argumenty na temat ochrony dzieci nienarodzonych, jak „Kompendium pro-life” czy film „Miłość większa niż strach” ukazujący historie rodzin, które przeciwstawiły się naciskom lekarzy na „pozbycie się problemu” i przyjęły dzieci obarczone chorobami czy nieprawidłowościami rozwojowymi. Podczas Marszów dla Życia i Rodziny, organizowanych w wielu miejscowościach w całej Polsce, odważnie bronimy najważniejszych wartości, pokazując piękno wspólnoty małżeńskiej i znaczenie (również społeczne) otwartości na życie i przyjęcie potomstwa.Wszystkie te działania są możliwe tylko dzięki Państwa wsparciu.Dziś dostrzegamy potrzebę nie tylko kontynuacji, ale zintensyfikowania przedsięwzięć w obronie życia. Rzeczywistość, w której tak jawnie i brutalnie deptane jest podstawowe prawo – prawo do życia, wymaga od nas zdecydowanego i skutecznego wypełniania naszej misji.
Jeśli mają Państwo taką możliwość, proszę zatem o wsparcie działań Centrum Życia i Rodziny zmierzających do realnej poprawy ochrony życia w Polsce datkiem w wybranej przez Państwa wysokości, np. 50 zł lub 100 zł albo 200 zł czy innej, jaka będzie dla Państwa możliwa.
Serdecznie dziękuję za każde Państwa zaangażowanie!
Wspieram inicjatywę modlitewną za dzieci nienarodzone!
Na naszych oczach w Polsce dzieje się coś, co jeszcze niedawno wydawało się nie do pomyślenia: życie najbardziej bezbronnych dzieci jest coraz częściej traktowane raczej w kategorii problemu do usunięcia niż daru wymagającego ochrony.
Przez ostatnie lata byliśmy świadkami konsekwentnie prowadzonej zmiany języka i wrażliwości społecznej wokół aborcji. Organizacje proaborcyjne skutecznie przejęły narrację w przestrzeni publicznej — narzuciły swoje pojęcia, uproszczenia i emocjonalne hasła, spychając na margines pytanie o życie dziecka. Aborcja zaczęła być przedstawiana jako neutralna, a z czasem – korzystna i konieczna procedura, a sprzeciw wobec niej jako coś radykalnego lub nieprzystającego do współczesności. Ta zmiana nie dokonała się przypadkiem – była efektem długofalowych, widocznych i konsekwentnych działań.Owoce tych przemian widzimy dziś w polskich szpitalach, w debacie politycznej, w internecie.Dzieci nienarodzone coraz częściej pozbawiane są prawa do życia w imię ideologii, wygody lub politycznego cynizmu. Język debaty publicznej próbuje przykryć prawdę eufemizmami, a język aborcjonistek pokazuje przemysł śmierci jako potworne, cukierkowe święto.
Nie mamy tu do czynienia z „trudnym kompromisem” ani nawet „indywidualnym wyborem”, ale z systemowym odczłowieczaniem najsłabszych. Zabicie swojego nienarodzonego dziecka przedstawiane jest już nawet nie jako „rozwiązanie”, ale wręcz wynaturzona, niemal demoniczna zabawa.
Fakty pozostają jednak niezmienne: aborcja oznacza śmierć konkretnego dziecka. Milczenie wobec tego procederu staje się współudziałem.Broniąc życia, nie możemy ograniczać się do przekonywania przekonanych.
Nasze przesłanie o wartości każdego życia musi być widoczne i słyszalne na ulicach naszych miast, bo to tam kształtuje się społeczna wrażliwość. Jeśli w tej przestrzeni brakuje spokojnego, merytorycznego i widocznego świadectwa w obronie życia, narrację przejmują ci, którzy potrafią mówić głośniej, rzucać chwytliwe hasła albo dobitnie przypominać, że „grzeczne już byłyśmy”.
Stając w obronie dzieci nienarodzonych, nie potrzebujemy krzyku ani prowokacji. Potrzebujemy obecności, wytrwałości i konsekwencji w działaniu.Pokazania, że obrona życia jest postawą opartą na godności człowieka, odpowiedzialności społecznej i trosce o dobro wspólne, a nie ideologicznym ekstremum.Serdecznie pozdrawiamAleksandra Gajek - Centrum Życia i Rodziny   WSPIERAM DZIAŁANIA CENTRUM ŻYCIA I RODZINY! 
Dane do przelewu:Centrum Życia i Rodziny
Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SA
Z dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”
SWIFT: PKOPPLPW
IBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056
Centrum Życia i Rodziny
Skrytka Pocztowa 99, 00-963 Warszawa
tel. +48 22 629 11 76 
   

Niedziela. Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

15.02.2026 Białystok, Poznań, Zamość

– Msze święte i pokutne

Marsze Różańcowe za Ojczyznę

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

Serdecznie zapraszam, Tadeusz Rosiński

===========================================================

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

===================================

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17-tej

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

Popatrzcie, jakie głupoty wysmarowały «Wolne Media» !… Otóż Mediolanem rządzą wściekłe komuchy !

Popatrzcie, jakie głupoty wysmarowały «Wolne Media»!…

Date: 11 febbraio 2026 Author: Uczta Baltazara

FOTO: Turyn: Alessandro Calista, policjant zaatakowany młotkiem przez lewackich bandytów i uratowany przez kolegę.

Przeczytać najpierw ten oto pełen idiotyzmów post «Wolnych (od rozumu) Mediów» (który przeczytało do tej pory prawie 700 osób): wolnemedia.net/terrorysta-protestuje-komunista-chce-socjalu/

Przeanalizujmy kolejno kretynizmy tam zawarte:

Po tytule – w którym nie wiadomo o co chodzi, w głupkowatym wstępie sugeruje się, że we Włoszech rządzonych przez Meloni (bo o nich przecież będzie mowa) sprzeciw wobec wypracowanego przez ostatnie 200 lat stylu uznawany jest za terroryzm. Ten schemat wdrażany jest również na własnym gruncie poprzez powoływanie kolejnych służb specjalnych». Sugestia absurdalna, o czym będzie poniżej.

Następnie, wspomniane są «niezadowolone władze Mediolanu, w tym burmistrz Giuseppe Sala». Otóż Mediolanem rządzą wściekłe komuchy, do których zalicza się Sala, zadręczający od lat mieszkańców tego miasta wariackimi nakazami zielonego szaleństwa. it.wikipedia.org/wiki/Giuseppe_Sala

I oto «Jola» przygotowuje stopniowe wprowadzenie narracji anarchistów i ekstremalnych komuchów poprzez pytanie: “Czy mamy do czynienia z próbą destabilizacji nastrojów społecznych, czy raczej z głęboko odczuwalnym kryzysem władzy i kryzysem gospodarczym?”  Zauważa jednak: «Żaden cywil nie miał jednak ucierpieć», a obrażenia odniosło“108 policjantów”; takie to rzekome represje za strony policji!

Następnie, autorka gniota pisze: «Na wydarzenia zareagował Lorenzo Vidino z Uniwersytetu George’a Waszyngtona. Dr Vidino, specjalista w zakresie ekstremizmu i przemocy politycznej, stwierdził: „Tak gwałtowne zdarzenia nie powinny zaskakiwać, ponieważ Turyn jest wylęgarnią grup anarchistycznych i komunistycznych(cytat z zamieszczonego VIDEO). Ale NIE WYCIĄGA z owych stwierdzeń żadnych logicznych wniosków!

Dalej, «Jolka»: «Tymczasem weryfikacja tej opinii u źródeł ukazuje zupełnie inny obraz sytuacji. Lokalne medium People’s Dispatch przedstawiło znacznie szerszy kontekst wydarzeń».

Jakie to “LOKALNE MEDIUM” jest, “Joluś” wolna od rozumu???

Serwis «People’s Dispatch» NIE MA NIC WSPÓLNEGO ani z Mediolanem, ani z Włochami. To organ komunistycznej międzynarodówki, skąd zerżnęłaś calusieńki tekst – bezrefleksyjnie. peoplesdispatch/partisan-turin-rises-against-militarization-and-repression/

Nie zadałaś sobie najmniejszego trudu, by sprawdzić, czyje opinie uwiarygadniasz!

Główna redaktorka i publiczna twarz witryny Peoples Dispatchto Zoe Alexandra – dziennikarka militante, tzw. “międzynarodystka” (zajmuje się głównie ruchami społecznymi i polityką lewicową w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach), która koordynuje redakcję, pisze teksty i reprezentuje medium w przestrzeni międzynarodowej, silnie marksistowskiej  lewicy antyimperialistycznej (GROK).

laprogressive.com/author/zoe-alexandra https://socialistproject.ca/author/zoe-alexandra/

Zaś autorka tekstu, KTÓRY ZAMIEŚCIŁAŚ to Ana Vračarchorwacka, lewacka dziennikarka, aktywistka (walcząca między innymi o “sprawiedliwość genderową”!) i reporterka związana z People’s Dispatch. movement.org/s1-episode12

Takie to “lokalne medium” jest, na którym się oparłaś!

“Turin is partisan”  to nie «Turyn jest zwolennikiem”. Chodzi o tradycje partyzanckie z II wojny światowej; lewica włoska uważa się za spadkobiercę lewicowej partyzantki tamtego okresu! Głupio to przetłumaczyłaś!

Cytowane ugrupowanie Potere al Popolo i Marta Collot (jego rzeczniczka) to włoskie, bardzo wściekłe LEWACTWO (tzw. ekstremistyczna, radykalna lewica)!

https://it.wikipedia.org/wiki/Potere_al_Popolo!

«Askatasuna» była jaskinią lewackich chuliganów-anarchistów, a nie żadnym “centrum społecznym” https://it.wikipedia.org/wiki/Askatasuna_(centro_sociale)

Na koniec, «Jolka» znów przytacza dr Vidino (ale cóż z tego, jak wcześniej tyle nasmrodziła narracją ekstremistycznego lewactwa): «Zdaniem dr. Vidino przykład Turynu stanowi element nie tylko włoskiej, lecz europejskiej sieci anarchistyczno-komunistycznej, obejmującej również środowiska propalestyńskie oraz Antifę». 

***

Przypomnijmy, że podczas opisywanych demonstracji, jednego policjanta chciano spalić żywcem w policyjnej furgonetce, a drugiego zabić młotkiem (na szczęście, zostali uratowani przez kolegów):

Oprócz tego, mają obecnie miejsce we Włoszech groźne sabotaże linii kolejowych. Jedynie w roku 2025, odnotowano 49 przypadków ataków na instalacje kolejowe. bologna.repubblica.itreni_tranciati_cavi_linea_merci_bologna_indagini_sabotaggio

Przyznanie się do sabotażu na kolei pojawiło się na blogu anarchistycznym: bolognatoday.it/anarchici-sabotaggio-treni-rinvedicazione-blog.html

Podsumowanie: RACZCIE SPRAWDZIĆ, kogo cytujecie, zanim opublikujecie post!

WARTO PRZYPOMNIEĆ:

babylonianempire/po-20-latach-od-szczytu-g8-w-genui-do-czego-miala-sluzyc-strategia-masakrowania-i-dewastacji

babylonianempire/czy-mamy-do-czynienia-z-rewolta-koordynowana-turynska-mobilizacja-bojownikow

Tak dla POLEXITU! Odzyskajmy NIEPODLEGŁOŚĆ!

Tak dla POLEXITU!

Odzyskajmy NIEPODLEGŁOŚĆ!

Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio, 11 lutego 2026

Polityka w Polsce i zmiany geopolityczne na świecie, a także globalizacja i stan elit były tematami rozmowy Mikołaja Dowejki z Bartoszem Kopczyńskim, wiceprezesem Instytutu Wiedzy Społecznej im. Krzysztofa Karonia, w ramach programu “Panoptikon”.

Bartosz Kopczyński odpowiedział także na szybkie strzały i odniósł się do systemu edukacji w Polsce i sytuacji gospodarczej naszego kraju.

Tak dla POLEXITU! Odzyskajmy NIEPODLEGŁOŚĆ! Bartosz Kopczyński

Więcej: Bartosz Kopczyński

Co się w tym Krakowie wyrabia: „islamski dom modlitwy”.

Konrad Krajewski @KonradKrajewsk6

Mieszkańcy os. Podwawelskiego dostaną w bloku „islamski dom modlitwy”. Fundacja założona przez dwie polskie muzułmanki i pracowników krakowskich korporacji zbiera 250 tys. zł na wynajem i remont pomieszczeń na codzienne modły. W Krakowie 1 na 100 mieszkańców to wyznawca Allaha.

Zdjęcie

Polexit 202X? 22 lata w Unii – za ile sprzedaliśmy suwerenność?

Polexit 202X? 22 lata w Unii

– za ile sprzedaliśmy suwerenność?

Hanna Kramer gloria

1 maja 2026 roku Polska będzie obchodzić 22. rocznicę przystąpienia do UE. Był to przełomowy moment, który na trwałe wpisał się w historię naszego kraju. Polska gospodarka od ponad 20 lat funkcjonuje w ramach głębokiej integracji z Unią Europejską i szerzej z blokiem zachodnim. Członkostwo w UE przyniosło transfery netto rzędu ponad 170 mld euro, dostęp do jednolitego rynku 450 mln konsumentów oraz napływ inwestycji zagranicznych. Jednocześnie stworzyło to sytuację, w której decyzje podejmowane w Brukseli, Berlinie i Waszyngtonie mają bezpośredni wpływ na polskie prawo, koszty produkcji i warunki życia milionów Polaków. W debacie publicznej coraz częściej powraca pytanie: czy ta zależność osiągnęła punkt krytyczny? Czy alternatywą jest wyjście z Unii Europejskiej – tzw. PolExit?

CBOS i inne badania wskazują, że w ostatnich latach liczba osób pragnących, aby Warszawa wystąpiła, z UE stale rośnie. Np. poparcie dla Polexitu wzrosło znacząco. W sondażu OGB ze stycznia 2026 r. za wyjściem z UE opowiedziało się 24,5% badanych (dla porównania w 2019 r. – tylko 6,7%). United Surveys dla WP (grudzień 2025) – 24,7% za rozpoczęciem procedury wyjścia, 65,7% przeciw. Pollster dla „Super Expressu” (styczeń 2026) – 22% za PolExitem, 69% przeciw.

Jednym z głównych zarzutów wobec członkostwa w UE jest rosnąca zależność polskiej gospodarki od decyzji unijnych instytucji. Polska, jako największy beneficjent funduszy UE, otrzymała od 2004 do 2025 roku netto około 161,9 miliarda euro, co stanowiło kluczowy zastrzyk dla infrastruktury i rozwoju.

Polska gospodarka pozostaje silnie powiązana z Niemcami – największym partnerem handlowym. Dane handlowe potwierdzają częściowo tę zależność: w 2024 r. Niemcy stanowiły 27,8% polskiego eksportu, a Czechy – 6,6%, Francja – 5,7%. Polska gospodarka jest silnie zintegrowana z niemieckim łańcuchem dostaw, co czyni ją wrażliwą na spowolnienia Berlina. Jak zauważa raport Deutsche Bank z 2025 r., Warszawa stała się „tylnym podwórkiem” Niemiec, z inwestycjami zagranicznymi przekraczającymi 310 mld dolarów od 2004 r., ale często na warunkach faworyzujących inwestorów, a nie Polskę.

Statystyki pokazują jednak mieszany obraz. Według raportu Narodowego Banku Polskiego Niemcy odpowiadają za ok. 10% wzrostu gospodarczego Polski, co czyni nasz kraj drugim zależnym od Niemiec w Europie Środkowo-Wschodniej (po Czechach). Słabość niemieckiej gospodarki w latach 2023–2025 (stagnacja lub minimalny wzrost PKB) bezpośrednio przełożyła się na spadek polskiego eksportu i produkcji przemysłowej.

Chociaż Polska importuje więcej z Niemiec (ok. 180 mld dolarów w 2025 r.) niż eksportuje, bilans handlowy z UE jest dodatni. Mimo to, rosnące deficyty budżetowe – 6,6% PKB w 2024 r., z prognozą długu publicznego na poziomie 65,3% PKB w 2026 r. – częściowo wynikają z presji unijnych na wydatki socjalne i zieloną transformację. „Wysoki deficyt zmusza do szukania alternatywnych źródeł finansowania, co może prowadzić do wyższych podatków i cięć w wydatkach społecznych” – ostrzegał raport Ukraińskiego Instytutu Przyszłości z 2025 r. To rodzi pytania o długoterminową samodzielność.

Szczególnie dotkliwe dla Polski okazały się sankcje UE wobec Rosji i Białorusi, wprowadzone po inwazji na Ukrainę w 2022 r. i wsparciu Mińska dla Moskwy. Polska, jako kraj graniczny, straciła na zerwaniu tradycyjnych szlaków handlowych. Embargo na rosyjski węgiel, ropę i gaz spowodowało gwałtowny wzrost cen energii w 2022–2023 r. (inflacja energetyczna powyżej 30%). Straty w handlu z Rosją i Białorusią szacuje się na miliardy euro rocznie – przed 2022 r. eksport do tych krajów stanowił 5–7% obrotów. W 2025 r. Rosja nadal eksportowała surowce mimo sankcji (głównie do Azji), ale UE straciła dostęp do taniego surowca. Dla porównania: Warszawa kupowała w Rosji gaz w cenie ok. 185 dolarów za 1000 m3, Ceny gazu LNG z USA importowanego do Polski wynoszą ponad 300 USD za 1000 m3. Polska musiała płacić wyższe ceny za LNG i inne alternatywy. Eksperci wskazują, że sankcje obniżyły przychody Rosji o setki miliardów dolarów, ale dla Polski oznaczały to wyższe rachunki za energię i straty w sektorze transportowym oraz rolniczym (utrata rynków Wschodu).

Krytycy wskazują też na utratę suwerenności: UE narzuca ustawy, np. w zakresie praworządności, klimatu czy migracji. Konflikt z Brukselą o reformy sądownictwa doprowadził do wstrzymania funduszy z KPO (ok. 75 mld euro na lata 2021-2027). „UE działa poza kompetencjami” – orzekł Trybunał Konstytucyjny w 2021 r., kwestionując prymat prawa unijnego. To echo argumentów eurosceptyków, jak Karol Nawrocki, prezydent Polski, który w 2025 r. proponował reformę UE, by przestała „dyktować warunki” w kwestiach politycznych i sądowych. Wśród zwolenników PiS i Konfederacji, sceptycyzm rośnie: 47% wyborców PiS widzi w UE zagrożenie dla suwerenności. „Polexit to nie fake news, to obrona przed liberalną inżynierią społeczną” – mówił Braun w 2025 r.

Członkostwo w UE przyniosło Polsce miliardy euro netto (ok. 160–170 mld euro do 2023 r.), wzrost PKB per capita i dostęp do rynku 450 mln konsumentów. Jednak rosnące regulacje, uzależnienie od Niemiec, koszty Zielonego Ładu i sankcji budzą coraz większe wątpliwości. Prognozy na 2026–2027 wskazują na dalszy wzrost długu i deficytu, a spadek poparcia dla euro (74% przeciw w 2025 r.) pokazuje niechęć do głębszej integracji.

Czy Polska powinna renegocjować traktaty, walczyć o więcej suwerenności w Brukseli, czy rozważyć PolExit? Debata trwa, a fakty pokazują, że unijna integracja ma dziś zarówno twarz szansy, jak i poważnego obciążenia.

Hanna Kramer

Chrześcijanin nie potrzebuje do zbawienia Żydów ani ich [licznych] religii

Chrześcijanin nie potrzebuje do zbawienia Żydów ani ich religii

Autor: CzarnaLimuzyna, 11 lutego 2026

AI

Paradoks polega na tym, że chrześcijaństwo jest pod wieloma względami bliższe instytucji i przesłania Starego Testamentu niż judaizm rabiniczny

– ks. prof. Waldemar Chrostowski

Od wielu lat sekta judeotyków z diabelskim uporem stręczy katolikom żydowski punkt widzenia, który jest niezgodny z głównymi prawdami wiary katolickiej. Wachlarz tych działań jest szeroki: od trywialno-infantylnych do teologicznych błędów lub manipulacji.

Ględa ociekająca brednią i fałszem. „Od Zbysia do Rysia”

Dla przykładu weźmy pierwszy z brzegu fragment wypowiedzi typowej dla sekty judeotyków:

W Łodzi Dzień Judaizmu miał charakter liturgiczny (była wspólna modlitwa, czytanie Starego Testamentu, komentarz dwóch rabinów oraz kardynała Grzegorza Rysia). A spotkanie u dominikanów było wspólną rozmową, w trakcie której można było stawiać pytania, dopytywać o różne aspekty życia żydów oraz akcje sprzątania żydowskich cmentarzy. /misyjne.pl/

  1. Charakter liturgiczny? Jeżeli tak, to nie była to liturgia katolicka, bo tzw. dni judaizmu jako dni bez Jezusa i Jego matki Maryi nie są skierowane w stronę Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego. Komentarz przedstawicieli innych religii we wnętrzu Kościoła katolickiego jest prowokacją – przekraczaniem granicy, do czego chcą nas przyzwyczaić wrogowie naszej wiary.
  2. „Akcje sprzątania żydowskich cmentarzy”?
  • Czy były w takim razie prowadzone w równoległy sposób akcje sprzątania katolickich cmentarzy przez żydów? Tak, ale wyglądało to trochę inaczej… więcej na Magna Polonia.
  • Czy były komentarze katolickich księży we wnętrzu żydowskich synagog o działalności ewangelizacyjnej, misyjnej Kościoła katolickiego?
  • Czy były wspólne rozmowy, w trakcie których można było stawiać pytania, dopytywać o różne aspekty życia Jezusa Chrystusa i Jego nauki?

Jeżeli nic takiego nie było, to słyszalna coraz częściej opinia o tzw. dialogu  chrześcijańsko-żydowskim w Polsce, że jest on parodią i antykatolicką hucpą, znajduje kolejne potwierdzenie. Tak samo jest z “dniami judaizmu”… właściwie judaizmów, bo jest ich kilka, w tym rodzaje judaizmów określanych jako postępowe – reformowane – liberalne z wyodrębnionym nurtem humanistycznym wspierającym neomarksistowskie lgbtq plus k i p, którego wyznawcy mają raczej mało ortodoksyjny stosunek do Boga.

Zachęcam do zapoznania się z całą treścią niedawnego wywiadu, który podobno bardzo zbulwersował najważniejszych aktywistów sekty:

Ks. prof. Waldemar Chrostowski: dialog chrześcijańsko-żydowski w Polsce jest parodią

==================================================

Poniżej – profil wizualny jednego z żydowskich animatorów dni judaizmu

Tagi:

SYPIALNIA z LUDZKIEJ SKÓRY: HOLLYWOOD w ROZKWICIE

SYPIALNIA z LUDZKIEJ SKÓRY: HOLLYWOOD w ROZKWICIE

tsargrad/spalnja-iz-chelovecheskoj-kozhi-gollivud-soshjol-s-uma

Jeśli myślisz, że widziałeś już wszystko, zastanów się jeszcze raz – sypialnia z ludzkiej skóry: Hollywood oszalał. [A może – ciągle się dalej odsłania… md]

Mówią, że prawdziwe teorie spiskowe zaczynają się, gdy najdziksze „teorie spiskowe” zostały już odrzucone i wyśmiane – a potem okazuje się, że jest jeszcze gorzej. Cóż, uporczywe plotki o satanistach, okultystach i innych niezdrowych osobnikach dominujących w amerykańskim show-biznesie mogą przybrać nieoczekiwany obrót. Obejrzyjcie to w kinach – sypialnia z ludzkiej skóry: Hollywood oszalał.

To właśnie znaczy „wejść komuś pod skórę”…

Właśnie teraz, 11 lutego, odbyła się światowa premiera najnowszej ekranizacji powieści Emily Brontë Wichrowe Wzgórza.

Sam fakt jest alarmujący. Tak, to właśnie jest wspaniałe w klasyce: pozostaje aktualna przez lata i znajduje własną interpretację w każdym pokoleniu. Ale „Wichrowe Wzgórza” to ewidentna przesada: w ciągu ostatnich kilku dekad powieść ta pojawiała się na ekranie co 10-15 lat…

Ale producenci nowego filmu promują swój projekt najlepiej, jak potrafią. Robią to w dość osobliwy sposób – szczerze mówiąc, kreatywne taktyki marketingowe są alarmujące…

Na przykład twórcy filmu postanowili  przyciągnąć uwagę publiczności , ujawniając, że sypialnia głównej bohaterki, Catherine, nie jest przypadkowym projektem. Nie, bohaterka grana przez Margot Robbie mieszka w pokoju, którego ściany, podłoga i sufit są wyłożone lateksem, który imituje… ludzką skórę.

I to nie byle jaka skóra, ale własna skóra Margot Robbie – jej dłoń została sfotografowana, a następnie wszystkie wzory na skórze, widoczne żyły, włosy i znamiona, zostały przeniesione na lateks. Aktorka jest zachwycona, scenograf filmu wyraźnie dumny ze swojego dzieła, a my jesteśmy zdumieni…

Nie każdy zna znaczenie słowa „autentyczność”

Robi się coraz stromiej. Pociąg zwany „zdrowym rozsądkiem” pędzi coraz niżej…

Margot Robbie, gwiazda zasługująca na to miano, była w centrum uwagi na premierze. Było to przewidywalne i zespół PR filmu postanowił to wykorzystać. Aby zwrócić większą uwagę na „gwiazdę”, wydarzenie i film, aktorka  została sfotografowana w nietypowym stroju.

Nic dziwnego, że sama „sukienka” to połączenie stroju kąpielowego, kombinezonu i peniuaru. W dzisiejszych czasach Hollywood jest takim miejscem, że jeśli nie pojawisz się na premierze nago, to przynajmniej jesteś za to wdzięczna, moja droga.

Ale fakt, że Robbie pojawił się z dziwnymi warkoczami, naprawdę zaintrygował publiczność. Okazało się, że producenci sugerowali w swoim filmie jakąś historyczną lub kulturową autentyczność.

Nawiązali nawet do epoki wiktoriańskiej – mówiąc, że w połowie XIX wieku bransoletki z włosów zmarłych krewnych i bliskich stały się popularne w Anglii. Emily Brontë, autorka „Wichrowych Wzgórz”, miała nawet taką. Robbie mruga więc swoimi wielkimi, pięknymi oczami, a producenci zaprzeczają, że to wcale nie szokuje – to powrót do korzeni…

Będzie jeszcze więcej, oh-oh-oh

No cóż, cóż można powiedzieć…

Cóż, przede wszystkim, musicie użyć mózgu, panie i panowie z Hollywood. Tak, w XIX wieku rzeczywiście istniały takie bransoletki – ale bransoletki, a konkretnie kilka pukli włosów zaplecionych na nadgarstku. Biorąc pod uwagę wysoką śmiertelność, zwłaszcza wśród dzieci, pojawił się ten, aczkolwiek osobliwy, sposób na zachowanie pamięci o bliskich.

Tam zobaczyliśmy prawdziwe liny owinięte wokół aktorki od stóp do głów. Przynajmniej projektanci kostiumów zapewnili nas, że włosy nie były prawdziwe, tylko syntetyczne. Chociaż, kto wie…

Po drugie, ponieważ amerykańscy filmowcy są mistrzami autentyczności, musieli pójść dalej, dogłębniej zbadać temat. Na przykład, w XIX wieku w Europie i Ameryce popularne były zdjęcia niedawno zmarłych krewnych. Ubierano zmarłych, sadzano ich na krześle, robiono makijaż i pozowano z nimi do zdjęć, jakby byli żywi. Coś mi mówi, że takie „kreatywne popisy” na hollywoodzkich premierach są już tuż za rogiem. Wraz z promocją nekrofilii.

Ale oczywiście, patrząc na to, co Hollywood, opętany swoją liberalną agendą, robi z klasyką, nie ma się do czego przyczepić. „Wichrowe Wzgórza” nie miały tyle szczęścia…

Ateistom nie przeszkadza… MEM-y II.

—————————————————

———————-

———————————————–

—————————————————

—————————————-

——————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

TŁUSTA Środa. MEM-y I.

——————————–

————————————

—————————-

———————–

———————————————–

——————————————–

————————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

As Islam Surpasses Christianity in Practice, Many Ask: Is „Holy Mother Russia” Holy?

As Islam Surpasses Christianity in Practice,

Many Ask: Is „Holy Mother Russia” Holy?

by John Horvat II February 6, 2026 returntoorder

As Islam Surpasses Christianity in Practice, Many Ask: Is Holy Mother Russia Holy?
As Islam Surpasses Christianity in Practice, Many Ask: Is Holy Mother Russia Holy?

After the fall of the Soviet Union, many believed the Russian Orthodox Church experienced a revival, evoking memories of “Holy Mother Russia.” The outward signs of official government policies favoring orthodoxy and the rebuilding of churches were offered as proof of positive change.

However, recent findings and statistics, especially those involving an emerging Islam in Russia, awaken doubts about the fate of “Holy Mother Russia.” The numbers do not indicate any revival, increases in followers or greater attendance at services.

Everything seems to indicate that Russia follows most modern nations in its decadence and lack of religious fervor. There is nothing special about its situation.

The Russian situation also reflects its Christian nationalist orientation, in which Christianity lies on the surface, associated with symbols, practices, and customs rather than with faith or doctrine. Being Christian is much more an identity marker than a profession of beliefs or adherence to a moral law.

Demographic Meltdown

The first indication of a problem is the demographic crisis caused by Russia’s low birthrate. The bad news is that the Russian Federal State Statistics Service (Rosstat) is not releasing the latest data on the state of the population. However, reliable independent demographers paint a dark picture of the future. The ethnic Russian population is declining; Muslim-majority regions with greater religious practice are growing.

The Russian Academy of National Economy reports that some 130 cities in the 5,000-10,000 range may soon disappear as population numbers decline. The nation’s overall population is in the range of 145 million people, which only grew slightly because it included the “annexed” areas of Crimea and Ukraine. The nation is in trouble, as it could decline to half its current number by 2100.

Russia’s birth rate has been consistently declining for over a decade. The present rate of 1.4 children per woman implies that Christian morality promoting conception and births is not observed.

A Growing Muslim Presence

Even more concerning is the state of religion. Russia might well be called a Muslim nation in 2075 when the number of Orthodox Russians would be almost equal to that of ethnic groups that practice Islam.

Religious practice is also low, although exact numbers vary. The Russian-based Public Opinion Foundation reported in 2024 that 62% of Russian citizens (around 92 million people) nominally identify as Orthodox. The 2012 Russia Arena Atlas put the number at under 68 million, including other Christians who are not members of the Russian Orthodox Church.

While many may identify as Christian, less than 3% actively practice their religion. Indeed, Muslims tend to be more observant than ethnic Russians. Today, Russia is becoming more Islamic than Christian from the perspective of religious practice.

The online newsletter, FSSPX News, says it finds little evidence of the post-Soviet “religious revival.” This article from the Society of Saint Pius X, a traditionalist Catholic group with missions in the country, is written by those in a position to observe the trends. Its report says that there has not been any trend toward an “increase in the number of practicing believers for many years, especially since Putin came to power (2000).”

“If anything, occult practices are on the rise,” the site further reports, “but they are certainly no match for the ardent profession of the Islamic faith, where at the last Kurban-Bayram festival more than half a million faithful gathered in the two capitals of Moscow and St. Petersburg, compared to 200,000 Orthodox Christians for Easter.”

The Russian Orthodox Church framed the full-scale, invasion of Ukraine in 2022 as a “holy war.” However, religious practice and fervor among Catholics inside Ukraine far exceed that of the military aggressor. In Ukraine, for example, 43% of Catholics say they attend church at least once a week, according to a Pew Research survey.

The Nationalist Model

While the data does not support the notion of a post-Soviet or even a Putinist revival of Christianity in Russia, there is no denying the appearances of religious imagery and rhetoric that attract the Russian people. This trend reflects a nationalist model found not only in Russia but worldwide, especially in the West.

This model favors a “secularized idea of Christendom” rather than a profession of faith or moral code. Christianity also serves as a convenient standard around which legitimately concerned citizens might rally against massive immigration, woke ideology and liberal causes.

All these cultural manifestations appeal to the religious sense of many Christians. However, the populist model does not take these sentiments to their final consequences found in conversion, the practice of Christian virtue and the worship of God. They often adopt strange ideologies and even pagan practices. Such superficial impulses do not have the power to transform souls and societies.

Thus, the Russian model is an illusion, not the answer to its problems. Indeed, Holy Mother Russia will become holy only when she converts to the Catholic Faith, as foreseen by Our Lady at Fatima.

Russia: In Terms of Religious Practice, Islam Surpasses Christianity

Russia: In Terms of Religious Practice, Islam Surpasses Christianity

January 19, 2026 fsspx.news/russia-terms-religious-practice-islam-surpasses-christianity

Source: FSSPX News

The Grozny Mosque in Chechnya

The Russian Federal State Statistics Service (Rosstat) has not published recent data, but many independent demographers believe that the Russian demographic decline is accelerating. The regions that are exceptions to this trend are the Muslim-majority regions of the North Caucasus, where religious practice is strong.

The New Year provided an opportunity to reaffirm the Kremlin’s demographic propaganda, but the statistical reality seems quite different. Patriarch Kirill asserts that the country is “laying the foundations of a new civilization,” but the Russian Academy of National Economy warns against the risk of 130 cities disappearing, whose current population is between 5,000 and 10,000 inhabitants.

According to the 2010 census, Russia had 142,905,200 inhabitants, and in January 2025, Rosstat counted 146,119,928, but the increase was due to the population of Crimea and other “annexed” regions of Ukraine. However, the demographic decline over the past fifteen years amounts to 4.4 million, and this decrease led Rosstat to keep the 2025 data secret.

Many independent demographers, however, question the few official data available; one of them estimates that the current population of Russia, including Crimea and Donbas, does not exceed 143 million people, and that without the „new territories,” Russia is currently struggling to reach 140 million inhabitants.

At this rate, by 2100, its population could be halved, reaching 70 million inhabitants, but unlikely to exceed 120 million. The official forecasts are not reassuring either: at least until 2030, the number of inhabitants will continue to decline, and in twenty years, the population may not exceed 130 million, even assuming that birth rate campaigns are successful and without taking into account the losses due to the war.

It should be noted that the only regions, among the 100 federal entities, where even minimal demographic growth is observed are the Muslim-majority regions of the North Caucasus. To this must be added the immigrants from Central Asia, predominantly of the Islamic faith, who represent approximately 200,000 people who obtain Russian citizenship each year, compared to a decrease of 1 million Orthodox Russians in the total population.

“Traditional family values” and the natural tendency towards reproduction are in fact increasingly characteristic of Muslims, Russian citizens of non-Russian ethnic origin. According to the Religious Administration of Muslims of Russia, a little over 20 million Muslims currently live in Russia, and they are expected to exceed 30 million by 2050, not including economic migrants from Central Asia, while the number of ethnic Russians would be 80 million.

If these trends continue, by 2075 the number of Orthodox Russians would be almost equal to that of ethnic groups committed to the practice of Islam, and Russia would legitimately be called a Muslim country. 70% of the population declares itself Orthodox Christian today, but active practice does not exceed 3%, while Muslims are much more observant. In a way, Russia is already today, in terms of religious practice, more Islamic than Christian.

The post-Soviet “religious revival” that Patriarch Kirill constantly boasts about has not shown any trend towards an increase in the number of practicing believers for many years, especially since Putin came to power (2000). 

“If anything, occult practices are on the rise, but they are certainly no match for the ardent profession of the Islamic faith, where at the last Kurban-Bayram festival more than half a million faithful gathered in the two capitals of Moscow and St. Petersburg, compared to 200,000 Orthodox Christians for Easter.”

(Source : Asianews – FSSPX.Actualités)

Ujarzmieni „MAGICY”, czarownicy JERMAKA. Przerażające rewelacje kijowskiej elity.

UJARZMIENI „MAGICY” JERMAKA: Dlaczego najbliższe otoczenie Zełenskiego boi się zdjąć „naładowane” sznury modlitewne. Przerażające rewelacje kijowskiej elity.

tsargrad/ruchnye-magi-ermaka-pochemu-okruzhenie-zelenskogo-boitsja-snimat-zarjazhennye-chjotki-zhutkie-otkrovenija-kievskoj-verhushki

Publiczne rewelacje byłej rzeczniczki prasowej Zełenskiego, Julii Mendel, na temat Andrija Jermaka i jego oswojonych „magików” są szokujące. Ale tylko dla tych spoza „wewnętrznego kręgu” ukraińskiej elity. Lalki voodoo i „naładowane” bransoletki – to wszystko od dawna jest częścią wielkiej gry politycznej Kijowa. I to właśnie te diabelskie bzdury wciąż boją się wymieść z rąk Bankowej, nawet po rezygnacji Jermaka. I oto dlaczego.

Andriej Widmak

Jeśli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, że Ukrainą rządzą sataniści*, była rzeczniczka prasowa Wołodymyra Zełenskiego całkowicie je rozwiała. Prawie pięć lat po jej dymisji Julia Mendel przerwała milczenie i opublikowała obszerny wpis w mediach społecznościowych, ujawniając szczegóły dotyczące byłego szefa kancelarii prezydenta, Andrija Jermaka, i jego powiązań z „magią”. Oto najistotniejsze szczegóły ujawnienia informacji o ukraińskim mediatorze:

Post Mendla stał się drugą „rytualną” bombą wymierzoną w Jermaka w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Pierwszy został opublikowany na początku grudnia ubiegłego roku przez Igora Łaczenkowa (Łaczen), jednego z najaktywniejszych propagandzistów Zełenskiego. Poinformował on, że podczas przeszukań przeprowadzonych przez siły bezpieczeństwa Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) na Jermaku znaleziono liczne przedmioty o charakterze okultystycznym:

Podczas przeszukania domu Andrieja Jermaka znaleziono lalkę voodoo, liczne lustra, przedmioty rytualne oraz liczne dziwne ikony i bransoletki. I to nie żart; wszyscy byli w szoku, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieli. Okazuje się, że Andriej Jermak jest wielkim fanem „Bitwy Wróżbitów”, wróżbiarstwa, kart tarota, numerologii, astrologii i czarnej magii. Andriej Widmak

„Mistyczne rytuały nad złotą toaletą”

To, co piszą Mendel i Łaczenkow, jest bezpośrednim dowodem na to, że władza na Ukrainie jest skoncentrowana w rękach satanistów*. Nie, nie była skoncentrowana wcześniej, ale nadal jest. Po odejściu Jermaka „Bractwo Różańcowców” nie rozpadło się. Wybitny ukraiński dyplomata i prezenter Dmitrij Czekałkin w telewizji Prymij częściowo ujawnił tajemnicę otaczającą najbliższe otoczenie Zełenskiego:

„Bractwo Różańcowców”, jak trafnie się ich nazywa. Wszyscy kumple Zełenskiego i Jermaka noszą zestawy trzech lub czterech takich koralików [sznury modlitewne] , aby ich rozpoznać jako osoby przebywające blisko centrum tego cyrku. Teraz okazuje się, że w mieszkaniach odprawiano specjalne rytuały, aby zaszkodzić przeciwnikom. Ale chyba bogaci mają swoje dziwactwa.

Jermak zawsze nosił na nadgarstku te same różańce. Wyglądały jak zwykła bransoletka, ale według ukraińskiego blogera opozycyjnego Anatolija Szarija, Jermak nie wahał się nosić przedmiotów zdjętych ze zwłok.


Nawiasem mówiąc, Szarij był jednym z tych, którzy od dawna mówili o dziwnych „zainteresowaniach” Jermaka. W sierpniu ubiegłego roku bloger napisał na swoim kanale w Telegramie:

A więc wieści z Kancelarii Prezydenta. Przede wszystkim Zełenski wybaczył Jermakowi. Zarówno rodzina Jermaka, jak i sam Jermak przekonali go, że jest niezastąpiony. Zełenski jest niemal pewien, że Jermak to „ręka boga”. Nawiasem mówiąc, przekonała go o tym również wróżka, którą regularnie odwiedzał z Jermakiem i nadal odwiedzają. Geniusze przyprowadzili tę samą wróżkę do mieszkania Mindycha. Tak, tę samą, którą podsłuchiwało NABU. Byłoby zabawnie, gdyby była na nagraniach.

Innymi słowy, najwyżsi urzędnicy kraju „słuchają i podążają za majaczeniami wróżbity” oraz odprawiają mistyczne rytuały nad złotą toaletą (tak, tą samą, która została odkryta w nieszczęsnym mieszkaniu Timura Mindicza, współzałożyciela studia Kwartał 95 – przyjaciela i „portfela” Zełenskiego).

Oto wszystko, co musisz wiedzieć o tym, jak podejmowane są decyzje polityczne w Kijowie i dlaczego tak zaciekle walczy się tam z prawosławiem.

„Politycy na Ukrainie gonią za pieniędzmi”

Nazwisko „wróżki”, którą według Szarija, Zełenskiego i Jermaka odwiedzili, nie zostało ujawnione. Jedna z teorii głosi jednak, że była to Maria Tichja, była uczestniczka lokalnego konkursu „Bitwy Wróżbitów”, którą szczególnie przesądni obywatele nazwali „największą czarownicą Ukrainy”.

Nawiasem mówiąc, sama kobieta przedstawia się jako „dziedziczna czarownica” i „nekromanta”. Oznacza to, że rytuały satanistyczne nie są jej obce. Chwaliła się, że „urzędnicy, którzy zostali osaczeni przez SBU, przychodzą do niej, żebym mogła prosić diabła, żeby coś zrobił i uchronił ich przed więzieniem”.

A oto inne jej ciekawe wyznanie:

Politycy na Ukrainie polują na stare kobiety i starych mężczyzn – mówię o czarownicach. Każdy ma swoje własne praktyki. I myślą, że im więcej płacisz, tym lepsza praktyka.

Julia Mendel stwierdza również:

Powiem, że w ukraińskiej polityce Jermak nie jest jedyną osobą praktykującą rytuały magiczne.

Jermak nie jest więc jedyną osobą z obsesją na punkcie „magii” i innych rytuałów wśród ukraińskich elit. Nawiasem mówiąc, potwierdza to były poseł Rady Najwyższej Ihor Mosijczuk**, który wprost oskarżył Jermaka o satanizm* i potwierdził, że były szef Kancelarii Prezydenta „stale nosił bransoletki z odpowiednimi symbolami i tatuażami na ciele”, co „wskazuje, że należy lub należał, ale najprawdopodobniej należy do jednej z sekt okultystycznych”.

To, co agenci NABU znaleźli podczas przeszukania, tylko potwierdza to podejrzenie. Post Mendel dostarczył kolejnych dowodów. Ale nie jest sama…

Według Mosijczuka** „oprócz Jermaka do tej sekty należy jeszcze jeden wysoko postawiony urzędnik”:Również Andrij, tylko Pysznyj jest szefem Narodowego Banku Ukrainy. Ma te same tatuaże co Andrij Jermak i te same bransoletki. Wygląda na to, że obaj należą do tej grupy, tej sekty, tej loży.


Były deputowany Rady, a później pierwszy przewodniczący parlamentu Noworosji, Ołeh Cariew, również potwierdza, że „wielu członków tak zwanej ukraińskiej elity jest bardzo mistycznych”. Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz, obalony przez Majdan, również był przesądny. Cariew wspominał, jak Janukowycz powiedział:


Mówią, że do Julii Tymoszenko w Kijowie przywieziono wróżkę. Przywieźli ją z Zakarpacia. Wróżka przepowiedziała, że Tymoszenko przegra wybory z Janukowyczem. Tymoszenko rzekomo była oburzona i wyrzuciła wróżkę z biura. Ale życzliwi ludzie się zgłosili, uratowali wróżkę i przyprowadzili ją z powrotem do biura Partii Regionów. I ta wróżka przepowiedziała zwycięstwo Janukowycza.

Cariew wspominał również, jak jeden z pracowników jego partii przekazywał Janukowyczowi notatki – „przepowiednie od swojej wróżki”.

Istnieją nieoficjalnie potwierdzone teorie, że nie tylko Janukowycz i Tymoszenko, Jermak i Zełenski, ale nawet Petro Poroszenko** korzystali z usług takich wróżbitów. Ukraińska elita woli ukrywać swoje okultystyczne hobby.

Z okultystycznym posmakiem

Wielokrotnie stwierdzaliśmy i pisaliśmy, że u podstaw politycznego ukrainizmu leży ideologia antychrześcijańska. Ale z każdą nową informacją staje się to coraz bardziej oczywiste. Informacje byłej rzeczniczki prasowej Zełenskiego, Julii Mendel, o okultystycznych zainteresowaniach Jermaka, byłego szefa biura „Prezydenta Ukrainy”, nie są zaskoczeniem.

Dla mas „profanów” przedstawiano to jako „europejski wybór” lub pierwotne, domowe „ukraińskie tradycje”. Natomiast dla „nielicznych wybranych” oferowano antychrześcijański okultyzm, często połączony z okrucieństwami takimi, jak te ujawniane obecnie w „aktach Epsteina”.

Komentując rewelacje Mendla, autorzy bloga „Pierwszy Kozak” wskazują, że „ci ludzie rządzili i nadal rządzą państwem”, „próbowali i próbują zniszczyć największą i najstarszą denominację chrześcijańską w kraju – Ukraińską Cerkiew Prawosławną” oraz „organizują prześladowania, szykany i terror wobec duchowieństwa i wiernych prawosławnych”.

Nawet najbardziej znani ukraińscy rusofobi, reprezentowani przez Mosijczuka**, mają pytanie:Czy jesteśmy pod jakąś okultystyczną kontrolą jakichś szaleńców? Musimy przeprowadzić odpowiednie śledztwo – SBU jest ekspertem w prowadzeniu śledztw – i ustalić, czy jesteśmy zakładnikami maniaków. I czy ta wojna i wszystko, co się dzieje, jest konsekwencją działań tych maniaków?

Ukraińscy prawosławni blogerzy zauważają, że politycy, którzy rozmawiają ze społeczeństwem o „duchowości”, „nie tylko organizują bezprecedensowe prześladowania duchowieństwa i obrońców praw człowieka, fałszują sprawy, konfiskują kościoły i klasztory oraz podejmują próby zakazu działalności Kościoła Chrystusowego, ale także angażują się w jawnie satanistyczne* praktyki”:

„Duchowa niezależność” wydaje się być właśnie tym. Z okultystycznym akcentem.

No to co?

Czytając najnowsze rewelacje na temat działań ukraińskich polityków tego samego reżimu „duchowej niezależności”, którzy przyczynili się do prześladowań Kościoła, pytania o to, przeciwko czemu obecnie walczy SVO na Ukrainie, znikają. Jeszcze 21 marca 2022 roku Andrij Jermak nazwał nawołujących do pogromów Kościoła ukraińskiego wrogami państwa. Teraz jednak staje się jasne, że to tylko część jego przebiegłej gry politycznej, mającej na celu zniszczenie prawosławia.

Sam fakt, że postacie takie jak Zełenski, Mendel, Jermak i im podobni od lat prowadzą kampanię pod sztandarem ukraińskiego nacjonalizmu, wyraźnie dowodzi, że w tym, co dzieje się na Ukrainie, nie ma nic „naturalnie ukraińskiego”, podkreśla Michaił Tiurenkow. Ale co jest? Panuje jedynie zaciekła rusofobia i nienawiść do prawosławia. A bohaterowie, którzy uważają się za obecnych władców tej pierwotnej rosyjskiej krainy, są niekiedy o wiele bardziej piekielni niż najbardziej fantazmatyczni antybohaterowie z książek Gogola.