Sens kontra Maszyna. O nadziei w epoce dyktatury lewej półkuli mózgu

Sens kontra Maszyna.

O nadziei w epoce dyktatury

lewej półkuli mózgu

11 maja 2026 Piotr Relich hpch24/opinie/sens-kontra-maszyna-o-nadziei-w-epoce-dyktatury-lewej-polkuli-mozgu

wiejska-sielanka-nowoczesnosc_02.jpg
Oprac. PCh24.pl

Skoro technologia jest jak nóż – można nim zabić, a można też pokroić chleb, to współczesne technologie informacyjne są jak nóż, który sam zdecyduje w jaki sposób go użyjesz.

Krytykowanie osiągnięć rewolucji przemysłowej zakrawa dziś o herezję. Nikt o zdrowych zmysłach nie podważa korzyści jakie od ponad 200 lat zapewnia ludzkości rozwój technologii. Ale jednocześnie, niemal podskórnie czujemy, że coś poszło nie tak, jak powinno. Że ten cały postęp, sprzedawany jako najdoskonalsza emanacja potęgi ludzkiego umysłu, posiada również swoją drugą, ciemniejszą stronę.

Żyjemy dłużej niż nasi przodkowie, ale coraz częściej sami się z tego życia wypisujemy. Mamy najskuteczniejsze leki, ale wciąż cierpimy – tym razem na choroby nieznane nigdy wcześniej. Śmiertelność noworodków spadła do rekordowo niskich wartości, ale jednocześnie drastycznie spadła liczba samych noworodków. Po co nam super-szybka mobilność w świecie, gdzie każdy lokal, każda marka i każda rozrywka wszędzie wygląda tak samo? Nawet maszyna, na której powstał ten tekst ma swoje wady – papier wciąż jest trwalszy niż wirtualny plik, a pióro i kartka porządkuje myśli lepiej niż niejeden chat-bot.

Żyjemy w cementowych bunkrach, oddzielonych od światła poranka i wilgoci porannej rosy. Opleceni siecią kabli, rur i przewodów, tracimy kontakt z żywiołami trzymającymi w ryzach naszą psychikę. Odcięci od świata naturalnego, desperacko trzymamy się nawet tak absurdalnych skrawków normalności, jak płonący ogień wyświetlony na plazmowym telewizorze.

Internet miał łączyć, utrwalać demokrację i zapewniać dostęp do wiedzy. W zamian otrzymaliśmy plagę samotności, wirtualne bańki, darmową pornografię i patologizację podstawowych zdolności umysłowych.

I nie chodzi tutaj o bezmyślną krytykę naturalnego ludzkiego dążenia do czynienia egzystencji znośną. Nie chodzi tym bardziej o ukąszenie „luddyzmu”, absolutystyczny techno-sceptyzm w stylu Teda Kaczynskiego czy radykalnych ekologistów. Nikt przecież nie narzeka na to, że ma w domu lodówkę czy prąd.

Problem leży w tym, co uczeni nazywają nadpodażą technologiczną – otrzymujemy możliwości o których nie wiedzieliśmy, nie prosiliśmy i nie są nam do niczego potrzebne. Nie nadążając za ich absorbowaniem, ostatecznie biernie przyjmując kolejne „aktualizacje”, „zmiany regulaminu” czy „nowe standardy społeczności”, nie pytając nawet o ich zasadność. A wraz z adwentem tzw. sztucznej inteligencji, techne, niczym Galateia – posąg Pigmaliona, otrzymała swój własny głos. Wchodzi do ciał i umysłów, staje się podmiotem, nadzieją na lepsze jutro i obiektem pożądania. Wchodzimy w okres, który przeróżni „wizjonerzy” określają rewolucją post-industrialną, czwartą rewolucją przemysłową czy przemysłem 4.0. Wszystkie te określenia oznaczają w zasadzie to samo: epokę połączenia człowieka z maszyną, a jednocześnie próbę przekształcenia go w cyfrową postać rzeczy. Zapisany w postaci zero-jedynkowego kodu, homo sapiens zostaje poddany procesowi rozmycia sięgającym dużo głębiej niż chociażby tak niepokojące kwestie „płynności” płci.  

Wizja człowieka podlegającego ciągłej zmianie, zrównanego z pozostałą biosferą, pozbawionego jakichkolwiek punktów zaczepienia w rzeczywistości, napawała przerażeniem poetów. To właśnie ją opisywał Orwell z Huxleyem, to przed nią ostrzegał Jacques Ellul w swoim „Społeczeństwie technologicznym”. To jej obraz próbowali nam przybliżyć autorzy „Metropolis”, „Zielonej Pożywki”, „Terminatora”, „Łowcy androidów” czy „Matrixa”.

Chyba jednak najpełniej stan w jakim się znaleźliśmy oddaje dzisiaj brytyjski eseista Paul Kingsnorth. Ogłoszony następcą Chestertona i Tolkiena autor nie zatrzymuje się na łatwych, pobieżnych czy też wąskich diagnozach. W odróżnieniu od wielu współczesnych krytyków rewolucji postindustrialnej, na ławie oskarżonych nie stawia łatwych i nośnych haseł typu hiper-kapitalizm czy techno-oligarchia. Jako świadomy spadkobierca zachodniej cywilizacji, Kingsnorth doskonale zdaje sobie sprawę, że przyczyny sytuacji w której się znaleźliśmy leżą dużo głębiej.   

Uważam, że sednem kryzysu, który ogarnia dziś tak wielką część świata – kulturowego, ekologicznego i duchowego – jest ten nieustanny proces masowego wykorzenienia. Jest to również (…) źródło obecnych zawirowań na Zachodzie. Moglibyśmy po prostu nazwać ten proces nowoczesnością, która nie jest tyle okresem historycznym, co raczej opowieścią, którą sobie powtarzamy. Ja jednak wolę nazywać go Maszyną, ponieważ – jak pokazali mi poeci – dokładnie w taki sposób daje się odczuć.

Ten trwający od wieków proces wyrywania nas z natury, kultury i Boga prowadzi nas do społeczeństwa masowego, kontrolowanego przez technologię i dla niej, w którym od co najmniej czasów rewolucji przemysłowej zmierzamy ku temu, by stać się zwykłymi trybikami w gigantycznym mechanizmie, nad którym nie mamy żadnej kontroli – pisze w książce „Against the Machine: The Unmaking of Humanity”.

Wyprawa po skarb

Dawniej człowiek umierał szybciej, był przywiązany do ziemi, nie miał dostępu do bieżącej wody, narzędzi komunikacyjnych czy pozostałych współczesnych udogodnień. Posiadał jednak poczucie sensu; wiedział skąd pochodzi i po co żyje. Stary świat nie dostarczał może wystarczającej „jakości życia”, ale za to zapewniał porządek – struktury wyznaczające kierunek zarówno wspólnotowej, jak i indywidualnej wędrówki człowieka.

Współczesny liberalny humanizm wyniósł osobiste motywacje do rangi moralnego kompasu społeczeństw. Ale jak pokazuje najnowsza historia, na tak rozproszonej i wielowektorowej strukturze nie da się zbudować niczego stałego. Nic dziwnego, że kumulacja kolejnych błędów doprowadziła dzisiaj do epoki permanentnego kryzysu, który zamienia naszą egzystencję w nieustanny strach o jutro. Skoro sami zburzyliśmy filary katedry sensu, dobrowolnie pozbawiając się sacrum, nic dziwnego, że poszukujemy narzędzi pozwalających poskładać wszystko na nowo. I tutaj wchodzi na scenę owa kingsnorthowska Maszyna, marzenie o wszechpotężnym i wszechogarniającym mechanizmie, potrafiącym uporządkować rzeczywistość z chirurgiczną precyzją i nadludzką doskonałością.

Ale szkody jakie przynosi ludzkości ekspansja Maszyny widać już gołym okiem. „Raj” lewej półkuli mózgu okazuje się piekłem dla wszystkiego, co wyrywa się ścisłym parametrom przepustowości, prędkości czy efektywności.

Innymi słowy – objawia się śmiercią duszy, czyli najważniejszej i konstytutywnej części składowej człowieczeństwa. Jak tłumaczy Kingsnorth, „Nie da się od tego uciec. Maszyna jest naszym nowym bogiem, a nasze społeczeństwo buduje się wokół jej kultu”. Nie pomogą  wyrastające z dotychczasowych błędów powierzchowne recepty w postaci radykalnego alterglobalizmu czy zrównoważonego rozwoju. W ostateczności wszystkie sprowadzają się najwyżej do utrzymania status quo. Na głęboki kryzys potrzeba rozwiązań, po które trzeba sięgnąć równie głęboko.  

Ratunku należy szukać tam, gdzie rewolucja postindustrialna widzi wroga. W ludziach, zakorzenieniu, lokalnych, organicznych wspólnotach, ale nader wszystko – w modlitwie i przeszłości. A najlepszą bronią w starciu z wszechogarniającym, zawsze czujnym i wszędzie obecnym przeciwnikiem okazuje się praktyka stara jak świat – asceza. Kamień węgielny najpierw praktyki duchowej, a następnie sposobu w jaki korzystamy z technologii.

Z konkretami ponownie przychodzi brytyjski autor:

Po pierwsze: należy wyznaczyć granice i umieć powiedzieć „dość”. Po drugie: upewnić się, że wszelkie technologie, z których korzystamy, przechodzą przez sito krytycznej oceny. Czemu – lub komu – ostatecznie służą? Ludzkości czy Maszynie? Naturze czy technologii? Bogu czy Jego przeciwnikowi? Jeśli będziemy w ten sposób analizować wszystko, z czym się spotykamy (…) wtedy zbliżymy się do tego rodzaju rozsądnej relacji z technologią, której nasza kultura wydaje się z natury niezdolna do zaoferowania.

Właściwie zadane pytania wyposażą nas w umiejętności niezbędne do przetrwania cyfrowej ery. Dostarczy ich zaś jedynie Stary Świat. Jego tradycje, jego święci i jego Kościół. Skarb, który tylko czeka na odkrycie. I jeżeli tylko szczerze chcemy uciec przed Maszyną, uchronić przed jej wpływem najbliższych i nasze rodziny, wyprawa ku jego odnalezieniu powinna stać się najważniejszą misją naszego życia.

Piotr Relich    

Precz z SCT! Z Pani pomocą możemy wygrać – w NSA, w Trybunale, w Sejmie i w referendum…

PRZEKAZUJĘ PALIWO DO ROZPRAWY ZE STREFAMI CZYSTEGO ABSURDU – W CAŁYM KRAJU! 


 Szanowna Pani Anno!

BEZCZELNOŚĆ urzędników forsujących tzw. strefy czystego transportu sięga apogeum.Napawający się władzą i dostępem do koryta biurokraci dążą do podzielenia nas na lepszych i gorszych. Tym ostatnim — posiadaczom starszych samochodów — odmawiają prawa wjazdu do miast objętych reżimem SCT.
Być może Pani już wie, że Warszawa uruchomiła automatyczny monitoring wjazdu do Strefy Czystego Transportu. Kamery mają wychwycić starsze, wysokoemisyjne pojazdy w centrum miasta i wlepić kierowcom mandat już za piąty wjazd.

Niedawno ofiarą tego zbójeckiego systemu padł Pan Stanisław, sympatyk naszej fundacji. Od lat dojeżdża z Żyrardowa do pracy w Warszawie swoim autem. Jest w wieku przedemerytalnym i nie stać go na nowy wóz, a porzucić pracy nie może.
I proszę sobie wyobrazić, co się stało. Kamery nakryły go na pięciokrotnym wjeździe do stolicy, w obręb „strefy” i w efekcie policja wystawiła mu mandat. Od tej pory musi wstawać 1,5 godziny wcześniej, by zdążyć na pociąg. Traci przez to ponad 450 złotych miesięcznie, a na domiar złego lekarze stwierdzili u niego nadciśnienie.
Ja to w pełni rozumiem – chwilami ciężko jest nerwowo unieść ciężar absurdu, jakim przytłacza nas etatystyczna biurokracja. Pani zapewne też dostrzega, że reżim stref czystego absurdu wzbogaca się w Polsce kolejnymi obciążeniami i inwigilacją, jak np. krajowy system e-faktur, system kaucyjny, nowa sieć odcinkowych pomiarów prędkości itd.

To oczywiste, że takich przypadków jak Pan Stanisław jest bardzo wiele. I tylko Pani może pomóc zatrzymać to szaleństwo, wspierając nasze działania prawne i społeczne. Bardzo o to proszę:
WSPIERAM ARMIĘ PRAWNIKÓW PRZECIW SCT
I zapewniam Panią, że jeśli nie powstrzymamy tego szaleństwa, dojdzie do całkowitej SEGREGACJI i gwałtownego zubożenia tych, których nie stać na lepszy samochód.
Jednak wraz z grupą przyjaciół z Fundacji Wolność i Własność nie zamierzamy się poddawać i działamy w całej Polsce. Sam ostatnio śledzę problem Szczecina, gdzie osobiście skierowałem do wojewody zachodniopomorskiego wniosek o stwierdzenie nieważności uchwały dotyczącej szczecińskiej SCT.
Efekty naszej pracy zaczynają być widoczne już w całym kraju. Przykład? Wrocław, który postanowił nie wdrażać strefy czystego absurdu! Decydujące okazały się nie tylko twarde dane Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska — średnioroczne poziomy dwutlenku azotu mieszczą się w normach – ale również, jak przyznają wrocławscy urzędnicy:
Mieszkańcy obawiają się ograniczania prawa własności, swobody poruszania się, czy wręcz wykluczenia komunikacyjnego mniej zamożnych osób – powiedziała wiceprezydent Wrocławia Renata Granowska, dodając, że tego argumentu magistrat nie bagatelizuje.
Jak Pani widzi, to właśnie dzięki naszej presji i w obawie przed odwołaniem politycy samorządowi poczuwają się do kierowania się zdrowym rozsądkiem i twardymi danymi, a nie rojeniami oderwanych od rzeczywistości eurokratów.
A Kraków?

Nie ukrywam, że tu mieszkam, więc to miasto jest mi szczególnie bliskie. To w nim rozpoczęliśmy nasz opór społeczny. To tu nasze działania wymierzone w transportowy zamordyzm doprowadziły do fali sprzeciwu i przyczyniły się do zebrania tak wielu tysięcy podpisów pod wnioskiem referendalnym. W efekcie 24 maja mieszkańcy Krakowa zagłosują w referendum nad odwołaniem czołowego zwodziciela i poplecznika tzw. Stref Czystego Transportu — Aleksandra Miszalskiego.
Wie Pani, jako działacze społeczni prowadzący organizację pozarządową, nie jesteśmy politykami. Nam nie chodzi o jakąś partyjną wojenkę, lecz o prawo do wolności i własności. I o pokazanie, że władza musi się z nami liczyć, szczególnie gdy posuwa się do tak brudnej gry, jak czyni to prezydent Miszalski, zapowiadający rok temu wysłuchanie uwag mieszkańców, po czym doprowadzający do uchwalenia obecnej SCT. A już nie wspomnę o jego niedawnym haśle „wielkiej korekty” SCT, które dziś okazuje się wielkim kłamstwem i manipulacją na mieszkańcach!Pani Anno, referendum to jedno, ale musi Pani wiedzieć, że złożyliśmy 40 stron precyzyjnej skargi kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego, obnażając absurdy krakowskiej SCT.
WSA przyznał nam już częściową rację, ale nie zadowalamy się połowicznymi rozwiązaniami. Dlatego złożyliśmy do NSA wniosek o całkowite unieważnienie uchwały o „strefie czystego absurdu” w stolicy województwa małopolskiego!Niestety, w obliczu paraliżu polskiego sądownictwa na rozpatrzenie skarg przed NSA możemy czekać nawet dwa lata. Jednak nie zamierzamy tylko czekać.
Drzwiami i oknami wchodzimy do wszystkich instytucji i organów państwa. Podejmujemy w Pani imieniu wszelkie legalne działania pozwalające nam uwolnić się od zamordyzmu SCT.
A oto niektóre z nich:
Frontalny atak na niekonstytucyjne przepisy. Zespół dr. Pawła Momro doprowadził do przełomu: zaskarżenia przez liczną grupę posłów ustawy o elektromobilności do Trybunału Konstytucyjnego. Od razu też wsparliśmy tę skargę – mec. Michał Molenda złożył w Trybunale opinię Amicus Curiae — daliśmy sędziom gotowe argumenty, by ostatecznie wyeliminować SCT z polskiego prawa.
 Obywatelska ustawa przywracająca wolność. Zespół mec. Andrzeja Dziurzyńskiego pracuje nad projektem ustawy, która raz na zawsze ma zlikwidować SCT w całym kraju. Walczymy nie tylko z lokalnymi zakazami, ale i unijnym planem wycofania aut spalinowych do 2035 roku.
 Interwencja u Rzecznika Praw Obywatelskich. Pod wpływem naszych pism RPO oficjalnie odpytuje władze Warszawy i Krakowa o legalność forsowanych przepisów. Sprawa jest w toku, a my pilnujemy, by urzędnicy odpowiedzieli za każdą próbę obejścia prawa.
 Nasz wniosek u Rzecznika Praw Pacjenta, który to potwierdził nasze zarzuty: krakowska administracja bezprawnie przetwarza dane medyczne osób wjeżdżających do strefy. Mec. Monika Brzozowska-Pasieka wystosowała do Prezydenta Miasta Krakowa kategoryczne żądanie natychmiastowego zaprzestania przetwarzania danych medycznych dla celów SCT.
 Reakcja Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców. Po naszych działaniach Rzecznik MŚP dołącza do skargi na krakowską SCT oraz planuje działania kontrolne w sprawie absurdalnych planów tzw. „zrównoważonej mobilności”, przewidujących rozlanie reżimu SCT, stref „Tempo 30” i innych absurdów na kolejne polskie aglomeracje. Zyskaliśmy w Rzeczniku cennego sojusznika, który wesprze naszą walkę również przed Trybunałem Konstytucyjnym!
Te wszystkie i inne planowane przez nas działania są możliwe wyłącznie dzięki pomocy wielu ludzi dobrej woli. Bez naszych Darczyńców, którzy dotąd wspierali nas w trudnych chwilach, ta gigantyczna ofensywa prawna i społeczna nie byłaby możliwa, a strefy czystego absurdu obejmowałyby już wszystkie duże miasta.
Ale jak można się domyślać, czeka nas długa i ciężka walka. Dysponujący niemal nieograniczonym dostępem do publicznych funduszy przeciwnik nadal usiłuje zaplatać pętle na naszych szyjach. I segregować nas, dzielić na lepszych i gorszych w zależności od modelu posiadanego wozu.Przyznam szczerze, że ogarnia mnie WŚCIEKŁOŚĆ, gdy widzę to urzędnicze bezprawie. Nie poddaję się, ale wiem, że bez Pani wsparcia naszej ofensywie prawnej przeciw SCT grozi wstrzymanie.
A co to oznacza? Choćby to, że nie będziemy mogli normalnie wjeżdżać do miast takim pojazdem, jakim chcemy. Biurokraci samowolnie określą część z nas osobami drugiej kategorii, jeśli nie zakupimy jedynie słusznych samochodów albo nie uiścimy danin dla ich skorumpowanych budżetów.Przed tymi ogromnymi kosztami możemy uchronić się tylko dzięki naszej wielkiej ofensywie prawnej i społecznej. Dlatego gorąco proszę Panią o jej wsparcie – na poniższej stronie zapozna się Pani z całą paletą naszych inicjatyw, jak również w prosty i bezpieczny sposób przekaże Pani dobrowolny datek na ten właśnie cel:
WSPIERAM ARMIĘ PRAWNIKÓW PRZECIW SCT
A oto jak przykładowe sumy przełożą się na konkrety:
240 zł – to godzina działań najwyższej klasy eksperta prawa przeciw reżimowi SCT;
150 zł – ta suma pozwoli sfinansować opłatę za złożenie pojedynczego pisma (np. skargi indywidualnej) do sądu administracyjnego;
60 zł – już za tę kwotę jesteśmy w stanie dotrzeć z naszym przekazem w mediach społecznościowych – z prawdziwymi informacjami o SCT – do nawet 1500 nowych osób.
Proszę mi wierzyć, nasi prawnicy to najlepsi specjaliści w swoich dziedzinach:
DR MONIKA BRZOZOWSKA-PASIEKA. Doktor nauk prawnych i ekspertka Rady Europy, która bezlitośnie punktuje samowolę władzy. Prowadzi procesy najwyższej wagi, pilnując, by każdy urzędnik łamiący prawo poniósł pełną, osobistą odpowiedzialność.
MECENAS ANDRZEJ DZIURZYŃSKI. Wybitny procesualista, który nie uznaje półśrodków. Wygrywał sprawy przeciwko organom podatkowym. Wchodzi na salę sądową wyłącznie po to, by wymusić kapitulację aparatu urzędniczego — to nasza żelazna pięść w walce z chorym systemem.
MECENAS MICHAŁ MOLENDA. Strateg i praktyk, dla którego nie ma spraw zbyt trudnych. Bezkompromisowo prowadzi najbardziej złożone batalie przed najwyższymi instancjami, krusząc opór systemu aż do pełnego zwycięstwa.
Proszę zatem Panią o dostarczenie im paliwa na realizację ich ofiarnej walki z SCT. Jeśli nie w NSA, to w Trybunale lub poprzez parlament – wspólnie musimy obalić ten wielki absurd i zamach na nasze podstawowe prawa:
TAK, CHCĘ OBALENIA SCT W CAŁEJ POLSCE – WSPIERAM AKCJĘ
Pani Anno, czas mija a problemów z SCT przybywa… Dlatego musimy zmobilizować się jak nigdy dotąd. Nasz cel to zebranie 70 tysięcy złotych do końca września. Oznacza to, że musimy zacząć już teraz, gdyż sytuacja rozwija się dynamicznie, a nasza armia potrzebuje paliwa do walki z biurokratycznym absurdem.
Z wyrazami szacunku,
[podpis]
Sławomir Skiba
„Nie Oddamy Miasta”
Fundacja Wolność i Własność
P.S. Walczymy na wszystkich możliwych frontach (NSA, TK, Sejm, samorządy), dlatego potrzebujemy paliwa! Już 24 maja Kraków głosuje. To data, która może zmienić układ sił w całej Polsce — ale tylko pod warunkiem naszej gotowości.
Każda złotówka wpłacona dziś trafia bezpośrednio na front naszej walki z SCT.
 Aby wesprzeć naszą armię prawników, proszę kliknąć w TEN LINK..

Syjonizm, komunizm i terror

Syjonizm, komunizm i terror

Zionism, communism and terror, Paul Cudenec, May 8, 2026

Wpisał: AlterCabrio, 10 maja 2026

Antony Sutton pisze, że „zdrada rewolucji rosyjskiej” – czyli brutalne represje wobec autentycznych rebeliantów dążących do wolności – była dziełem „nowych wpływowych graczy innego skorumpowanego systemu politycznego… ambicji kilku finansistów z Wall Street, którzy dla własnych celów mogli zaakceptować scentralizowaną carską Rosję lub scentralizowaną marksistowską Rosję, ale nie zdecentralizowaną, wolną Rosję”.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Syjonizm, komunizm i terror

Syjonizm i komunizm to oczywiście nie to samo – z jednej strony jawią się jako skrajne przeciwieństwa, przy czym ten drugi odrzuca żydowską tożsamość, religię i nacjonalizm na rzecz zagorzałego ateistycznego, uniwersalistycznego internacjonalizmu. Jednak bieguny, które wyznaczają przeciwieństwa, niezmiennie ujawniają również powiązania, a zależnie od perspektywy ideologie te stanowią dwie strony tej samej etniczno-kulturowej monety.

W swojej książce The Jewish Century, którą niedawno omawiałem, [1] Jurij Slezkine cytuje prace Lwa Szternberga, wyjaśniając, że ten niegdyś rewolucjonista, terrorysta, wieloletni zesłaniec syberyjski i nestor radzieckich antropologów aż do swojej śmierci w 1927 roku, „doszedł do wniosku, że nowoczesny socjalizm jest osiągnięciem specyficznie żydowskim” [2]. Co więcej, analiza Szternberga potwierdza sposób, w jaki socjalizm/komunizm był wykorzystywany jako środek do promowania – wśród tych, którzy powinni być mu najbardziej przeciwni! – industrializmu, który jest głównym narzędziem, za pomocą którego żydowscy supremacjoniści narzucili swój autorytarny system wywłaszczania i wyzysku populacjom nieżydowskim na całym świecie.

A ten wytworzony pogląd był oczywiście ściśle związany ze światopoglądem „racjonalistycznym” i „naukowym”, który te kręgi nieustannie promowały co najmniej od czasów Niewidzialnego Kolegium [Invisible College] w Anglii na początku XVII wieku. [3] Szternberg pisze: „Pierwszymi heroldami socjalizmu w XIX wieku byli nie-Żydzi, Francuzi Saint-Simon i Fourier. Ale to był socjalizm utopijny… W końcu nadszedł czas na pojawienie się socjalizmu naukowego. Wtedy to na scenę wszedł racjonalistyczny geniusz żydowski w postaci Karla Marksa (na zdjęciu), który jako jedyny był w stanie wznieść całą strukturę nowej nauki, od fundamentów po szczyt, zwieńczoną wspaniałym monistycznym systemem historycznego materializmu.

„Ale tym, co szczególnie uderza w żydowskich socjalistach, jest niezwykłe połączenie racjonalistycznego myślenia z emocjonalnością społeczną i aktywizmem – tymi samymi psychicznymi osobliwościami typu żydowskiego, które tak wyraźnie widzimy we wszystkich poprzednich okresach historii Żydów, zwłaszcza u proroków… Marks łączył geniusz teoretycznego, niemal matematycznego, myślenia z ognistym temperamentem fanatycznego bojownika i zmysłem historycznym prawdziwego proroka. Dzieła Marksa są nie tylko nową Biblią naszych czasów, ale także nowym rodzajem księgi przepowiedni społecznych! Nawet teraz egzegeza nauk i przepowiedni społecznych Marksa przewyższa wszystkie tomy Talmudu”. [4]

Slezkine zauważa, że ​​marksistowska koncepcja odkupienia jest „uderzająco nowoczesna, ponieważ wynika z postępu technologicznego i została przepowiedziana naukowo” [5]. Opisuje marksistów jako tych w Rosji, „którzy należeli do grona osób, które zapoczątkowały epokę nowożytną i chwaliły Żydów za jej nadejście… jedynych przedstawicieli rosyjskiej inteligencji, którzy gardzili rosyjskim chłopem i inteligencją tak samo, jak gardzili „zgniłym” liberalizmem” [6].

W wyniku tego podstępnego wpływu idealiści o rewolucyjnych ideach – zarówno w Rosji, jak i gdzie indziej – odwrócili się od sprzeciwiania się samemu przemysłowemu systemowi kapitalistycznemu i podstępem wciągnęli w popieranie go w innej formie. Slezkine pisze: „Przejście z populizmu na marksizm w niektórych (nie wszystkich!) kręgach inteligenckich (począwszy od lat 90. XIX wieku) wiązało się z realokacją statusu zbawcy z rosyjskiego chłopa na międzynarodowy proletariat. Miejski kolektywizm i wertykalny pejzaż miejski zastąpiły wiejski komunalizm i horyzontalną sielankę jako odzwierciedlenie przyszłej doskonałości, a kanciasty robotnik zastąpił chłopkę (lub często sfeminizowanego – „pulchnego” – chłopa) jako cielesna lepsza połowa intelektualisty”. [7]

„Dla żydowskich buntowników upadek rosyjskiego chłopa otworzył nowe możliwości. Marksizm (zwłaszcza odmiana mienszewicka) okazał się popularny… prawdopodobnie dlatego, że zdawał się umożliwiać włączenie „mas żydowskich” (z których żadna nie kwalifikowała się jako chłopi) do grona zbawicieli i ocalonych”. [8]

„Możliwe żydowskie pochodzenie ważnych komunistycznych rytuałów i stylów (a także słów) było powszechnie domniemane przez współczesnych, z których wielu było Żydami, komunistami lub jednymi i drugimi. Ilja Erenburg, który był certyfikowanym towarzyszem podróży, gdy opublikował Burzliwe życie Łazika Rojtszwańca, karykaturował wczesną sowiecką ortodoksję, sprawiając, że wydawała się nieodróżnialna od egzegezy talmudycznej. Obie opierały się na podziale świata na sferę „czystą” i „nieczystą” i – jak miał odkryć Łazik Żyd Wieczny Tułacz – obie dążyły do ​​czystości, mnożąc bezsensowne zasady i udając, że godzą je ze sobą i z nieokiełznaną rzeczywistością ludzkiej egzystencji”. [9]

Połączenie idei czystości z poczuciem wyższości i poprawności, typowe dla judeo-supremacji i komunizmu – a także dla „przebudzonej” [woke] ideologii, będącej ich nieślubnym potomstwem [10] – znajduje swój doskonały wyraz, gdy Erenburg każe Lazikowi oświadczyć: „Mamy wybrane mózgi i nie możemy ich kalać bezczelnymi urojeniami”. [11]

Slezkine przytacza również ustalenia Jeffa Schatza, którego badanie pokolenia polskich komunistów urodzonych około 1910 roku wykazało, że wielu z nich „uważało swoje marksistowskie wykształcenie za przede wszystkim żydowskie”. [12] Sam Schatz wyjaśnia: „Podstawową metodą była samodzielna nauka, uzupełniana korepetycjami udzielanymi przez bardziej zaawansowanych. Czytali więc i dyskutowali, a jeśli nie mogli dojść do porozumienia co do znaczenia tekstu lub gdy kwestie okazywały się zbyt skomplikowane, prosili o pomoc eksperta, którego autorytatywna interpretacja była z reguły akceptowana… Ci, którzy cieszyli się najwyższym szacunkiem, znali duże fragmenty klasycznych tekstów niemal na pamięć. Ponadto, ci bardziej zaawansowani często potrafili cytować z pamięci dane statystyczne, na przykład dotyczące produkcji chleba, cukru czy stali przed i po rewolucji październikowej, aby poprzeć swoje analizy i uogólnienia. „Zachowywaliśmy się jak jesziwa bochers [żydowscy studenci religii], a oni lubią rabinów” – podsumował jeden z respondentów”. [13]

Slezkine zauważa, że ​​w marksizmie, podobnie jak w judaizmie, prawdziwą wiedzę można znaleźć w tekstach świętych, a „świadomość” zależała po części od „zdolności pogodzenia ich licznych nakazów, przewidywań i zakazów”. [14] Schatz podkreśla: „Teksty klasyków traktowano z najwyższą czcią, jako najwyższy autorytet, w którym udzielano odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania. Praktyczną trudnością było znalezienie najodpowiedniejszego fragmentu tekstów i jego poprawna interpretacja, tak aby ukryta odpowiedź się ujawniła. Dyskusję na temat takich tekstów, a także debatę nad kwestiami społecznymi czy politycznymi, cechowała charakterystyczna drobiazgowość analizy, którą wielu respondentów nazywa dziś „talmudyczną”. [15]

Nie tylko suchy i sztywny styl marksizmu był podobny do żydowskiego podejścia religijnego, ale także jego treść w pewnych aspektach się pokrywała, na przykład z obietnicą tego, co Slezkine nazywa „odkupieniem, które jest zarówno specyficzne, jak i uniwersalne”. [16] Dodaje: „Proletariacka wolna wola i historyczne przeznaczenie (wolność i konieczność) połączą się w akcie apokaliptycznego buntu przeciwko Historii, aby stworzyć komunizm, stan, w którym nie ma alienacji pracy, a zatem nie ma „sprzeczności”, niesprawiedliwości ani Czasu. Jest to zbiorowe zbawienie, ponieważ pojednanie ze światem zostanie osiągnięte przez całą ludzkość w Dniu Sądu Ostatecznego”. [17]

Związki między żydowskością a komunizmem można wykazać w wielu różnych krajach. Istvan Déak pisze: „Lewicowi intelektualiści, ot tak, po prostu «nie przypadkowo byli w większości Żydami», jak wmawia nam pewna pobożna historiografia, lecz to Żydzi stworzyli lewicowy ruch intelektualny w Niemczech”. [18] Slezkine dodaje: „W okresie międzywojennym Żydzi nadal odgrywali znaczącą rolę w Socjaldemokratycznej Partii Republiki Weimarskiej, zwłaszcza jako dziennikarze, teoretycy, nauczyciele, propagandziści i parlamentarzyści. W istocie większość zawodowych intelektualistów socjalistycznych w Niemczech i Austrii była pochodzenia żydowskiego”. [19]

„W Stanach Zjednoczonych w tym samym okresie Żydzi (w większości imigranci z Europy Wschodniej) stanowili około 40–50% członków Partii Komunistycznej i co najmniej porównywalną część jej przywódców, dziennikarzy, teoretyków i organizatorów”. [20] „W Polsce Żydzi „etniczni” stanowili większość pierwotnego kierownictwa komunistycznego”. W latach 30. XX wieku stanowili oni zaledwie 22–26% członków partii, ale byli większością wśród członków Komitetu Centralnego. [21]

Co więcej, polska grupa „socjaldemokratyczna” brała udział w planie judeo-supremacji, mającym na celu podważenie suwerenności narodowej i zbudowanie infrastruktury niewidzialnego imperializmu, który dziś nazywamy globalizmem, jak już wcześniej zauważyłem. [22] W swojej książce o powojennych rozmowach pokojowych z 1919 roku Nathan Feinberg przypisuje organizacji Poalej Syjon (na zdjęciu) [23] „obudzenie zainteresowania „Międzynarodówki” kwestią żydowską”. [24] Mówi, że jej rola była kluczowa, „gdy weźmie się pod uwagę, że socjalistyczna opinia publiczna była ważnym czynnikiem podczas negocjacji pokojowych”. [25]

Jednakże to niewątpliwie Rosja była świadkiem najsilniejszej zbieżności programów komunistycznych i żydowskich. Slezkine zauważa: „Pierwszą partią socjaldemokratyczną w Imperium Rosyjskim był żydowski Bund (założony w 1897r.). Pierwszy Zjazd Rosyjskiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej (RSDLP) zwołano w 1898r. w Mińsku, z inicjatywy i pod patronatem działaczy Bundu”. [26]

Należy zauważyć, że przejście na komunizm nie oznaczało odejścia od szerszej, globalnej społeczności żydowskiej. Autor twierdzi, że „żydowscy rewolucjoniści i sieci edukacyjne – ludzie, książki, pieniądze i informacje – były podobne do tradycyjnych sieci komercyjnych. Czasami się nakładały…” [27] Jako przykłady podaje fakt, że Piąty Zjazd wspomnianej RSDLP został sfinansowany przez amerykańskiego milionera Josepha Felsa, producenta mydła, oraz że powrót Lenina do Rosji w 1917 roku został zorganizowany przez Aleksandra Helphanda, znanego jako Parvus (na zdjęciu), który „sam był rewolucjonistą i milionerem”. [28]

Slezkine upiera się, że „nie trzeba dodawać, że nie stał za tym żaden wielki plan…” [29], ale w tym miejscu muszę się z nim nie zgodzić. Jak pokazałem w „Fałszywej czerwonej fladze” (2024), rewolucja bolszewicka była finansowana przez finansistów, judeo-supremacjonistów – zwłaszcza przez front „Morgan” Rothschildów w USA – w pogoni za własnym zyskiem i władzą. [30]

Antony Sutton pisze, że „zdrada rewolucji rosyjskiej” – czyli brutalne represje wobec autentycznych rebeliantów dążących do wolności – była dziełem „nowych wpływowych graczy innego skorumpowanego systemu politycznego… ambicji kilku finansistów z Wall Street, którzy dla własnych celów mogli zaakceptować scentralizowaną carską Rosję lub scentralizowaną marksistowską Rosję, ale nie zdecentralizowaną, wolną Rosję”. [31]

Rozmyśla nad pozorną sprzecznością w fakcie, że ktoś taki jak George Foster Peabody, wiceprezes Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku, jest entuzjastą państwowej własności kolei i argumentuje: „Biorąc pod uwagę dominujące wpływy polityczne Peabody’ego i jego kolegów finansistów w Waszyngtonie, mogli oni, dzięki rządowej kontroli nad kolejami, łatwiej uniknąć rygorów konkurencji. Poprzez wpływy polityczne mogli manipulować władzą policyjną państwa, aby osiągnąć to, czego nie byli w stanie osiągnąć lub co było zbyt kosztowne w ramach prywatnej przedsiębiorczości. Innymi słowy, władza policyjna państwa była środkiem utrzymania prywatnego monopolu… Idea centralnie planowanej socjalistycznej Rosji musiała przemawiać do Peabody’ego. Pomyślcie tylko – jeden gigantyczny monopol państwowy!” [32]

W 1922 roku, w tym samym roku, w którym powstał ich bank centralny Gosbank, bolszewicy utworzyli swój pierwszy bank międzynarodowy, znany jako Ruskombank (Zagraniczny Bank Handlowy lub Bank Handlu Zagranicznego). Na jego czele stanął „bolszewicki bankier” Olof Aschberg ( na zdjęciu ), a w jego zarządzie, obok przedstawicieli Związku Radzieckiego, zasiadali prywatni bankierzy carscy oraz przedstawiciele banków niemieckich, szwedzkich i amerykańskich. [33]

W książce „The False Red Flag” piszę o sprzecznych twierdzeniach ruchu wolnościowego co do tego, czy globalizm ma z natury charakter „kapitalistyczny”, czy „komunistyczny”. Zauważam: „Gdy uświadomimy sobie, że komunizm w Rosji był promowany i finansowany przez tę samą mafię, która obecnie stoi za Światowym Forum Ekonomicznym [34], mgła zamieszania szybko się rozwiewa. Jak widzieliśmy, prawdziwym celem wprowadzenia komunizmu w Rosji było narzucenie, za pomocą totalitarnego państwa centralnego, ogromnej fali wysoce dochodowego rozwoju przemysłowego”. [35] Slezkine opisuje to wręcz jako „najintensywniejszy pęd industrializacyjny, jaki kiedykolwiek podjęło jakiekolwiek państwo, i najbardziej zdecydowany atak na apollińską [tj. gojowską] wieś, jaki kiedykolwiek podjęła cywilizacja miejska”. [36]

Znaczący udział Żydów w bolszewizmie był widoczny od samego początku – wyjaśnia. „Według komisarza Rządu Tymczasowego ds. likwidacji carskiej policji politycznej za granicą, S.G. Swatikowa, co najmniej 99 (62,3%) ze 159 emigrantów politycznych, którzy powrócili do Rosji przez Niemcy w 1917 roku w „zapieczętowanych pociągach”, było Żydami”. [37] „Dla tych [Żydów], którzy chcieli walczyć, istniała tylko jedna armia, do której mogli dołączyć. Armia Czerwona była jedyną siłą, która szczerze i konsekwentnie stawiała opór pogromom żydowskim i jedyną dowodzoną przez Żyda. Trocki (na zdjęciu) nie był tylko generałem, ani nawet prorokiem: był żywym ucieleśnieniem odkupieńczej przemocy, mieczem rewolucyjnej sprawiedliwości i – jednocześnie – Lwem Dawidowiczem Bronsteinem”. [38]

„Innymi przywódcami bolszewików stojącymi najbliżej Lenina podczas wojny domowej byli G.E. Zinowiew (Owsej-Gersz Aronowicz Radomyslski), L.B. Kamieniew (Rosenfeld) i Ja. M. Swierdłow… w Armii Czerwonej służyło wielu synów rabinów”. [39] Łatwo zrozumieć, dlaczego kontrrewolucyjni biali Rosjanie postrzegali bolszewizm jako „szczególnie zaraźliwe połączenie starego merkurianizmu [tj. żydowskości] i nowego urbanizmu jako formy obcej dominacji”. [40]

Większość bolszewików nie była Żydami, wyjaśnia historyk Michaił Beizer, ale osoby o takim pochodzeniu odgrywały w ruchu dość znaczącą rolę. „Społeczeństwu mogło się wydawać, że udział Żydów w organach partyjnych i radzieckich był jeszcze bardziej znaczący, ponieważ nazwiska żydowskie stale pojawiały się w gazetach. Żydzi przemawiali stosunkowo częściej niż inni na wiecach, konferencjach i wszelkiego rodzaju spotkaniach. Oto na przykład porządek obrad [protokół] Dziesiątej Konferencji Miejskiej Młodego Związku Komunistów (Komsomołu), która odbyła się w Piotrogrodzie 5 stycznia 1920 roku: Zinowjew wygłosił przemówienie na temat bieżącej sytuacji, Slosman odczytał sprawozdanie miejskiego komitetu Komsomołu, Kagan mówił o sprawach politycznych i organizacyjnych, Itkina powitała delegatów w imieniu robotnic, a Zaks reprezentował Komitet Centralny Komsomołu”. [41]

Slezkine donosi, że „Żydzi mieli znacznie wyższy odsetek członków elity niż jakakolwiek inna grupa etniczna w ZSRR” [42] i przedstawia liczne dowody na poparcie tej tezy. Zauważa, że ​​ochroniarz i balsamista Lenina byli Żydami; [43] wymienia nazwiska żydowskich przywódców tajnej policji, którzy w latach 1931–1934 kierowali budową Kanału Białomorskiego, wykorzystując do tego niewolniczą pracę w Gułagu; [44] i stwierdza, że ​​Żydzi stanowili najliczniejszą grupę wśród „kadr kierowniczych” tajnej policji w ogóle. [45]

„Gułagiem, czyli Głównym Zarządem Obozów Pracy, kierowali etniczni Żydzi od 1930 roku, kiedy powstał, aż do końca listopada 1938 roku, kiedy Wielki Terror prawie się skończył”. [46] Żydzi stanowili „kręgosłup nowej radzieckiej biurokracji” [47], jak twierdzi, a także dominowali w takich zawodach jak stomatologia i farmacja, będąc jednocześnie poważnie nadreprezentowani w prawie, dziennikarstwie, medycynie, nauce i środowisku akademickim.

Można przypuszczać, że byli oni również bardzo słabo reprezentowani w ponurych fabrykach, które zamieniały życie Rosjan w gigantyczne zyski dla globalnej mafii przemysłowej!

Slezkine stwierdza: „To właśnie na samym szczycie elity Moskwy i Leningradu obecność Żydów była szczególnie silna i – z definicji – widoczna”. [48] Opisuje również, jak Nowa Polityka Ekonomiczna (NEP) Lenina z 1921r. „stworzyła wystarczająco dużo możliwości dla przedsiębiorczej kreatywności, aby przyciągnąć z powrotem do Rosji niektórych emigracyjnych przedsiębiorców”. [49] Ujawnia, że ​​chociaż Żydzi stanowili zaledwie 6,5% populacji miasta, „w 1924 roku w Moskwie żydowscy „NEPmeni” byli właścicielami 75,4% wszystkich drogerii, 54,6% wszystkich sklepów z tkaninami, 48,6% wszystkich sklepów jubilerskich, 39,4% wszystkich sklepów z artykułami tekstylnymi, 36% wszystkich składów drewna, 26,3% wszystkich sklepów obuwniczych, 19,4% wszystkich sklepów meblowych, 17,7% wszystkich sklepów tytoniowych i 14,5% wszystkich sklepów odzieżowych. Nowa „burżuazja sowiecka” była w bardzo dużym stopniu żydowska”. [50]

„W miarę swobodny dostęp do edukacji publicznej, w połączeniu ze zniszczeniem przedrewolucyjnej elity rosyjskiej i nieustanną oficjalną dyskryminacją ich dzieci, stworzyły bezprecedensowe (według jakichkolwiek standardów) możliwości dla żydowskich imigrantów do miast radzieckich”. [51]

Wpływy żydowskie były również silne w bolszewickiej propagandzie i kulturze (które były mniej więcej tym samym). Slezkine pisze: „Natan Altman, który rozpoczął swoją karierę artystyczną od eksperymentowania z tematyką żydowską, został przywódcą „Leninowskiego Planu Propagandy Monumentalnej”, założycielem artystycznej „Leninanii” (ikonografii Lenina) oraz projektantem pierwszej radzieckiej flagi, godeł państwowych, pieczęci urzędowych i znaczków pocztowych. W 1918 roku powierzono mu kierownictwo ogromnego festiwalu z okazji pierwszej rocznicy rewolucji październikowej w Piotrogrodzie. Czternaście kilometrów (8,7 mili) płótna i ogromne czerwone, zielone i pomarańczowe panele kubistyczne wykorzystano do dekoracji – i rekonceptualizacji – głównego placu miasta przed Pałacem Zimowym”. [52]

Dodaje: „Rewolucyjnemu odrodzeniu towarzyszyły rewolucyjne zmiany nazw, odzwierciedlające stopień żydowskiej dominacji”. [53] Na przykład piotrogrodzki plac Włodzimierza i Aleja Włodzimierza otrzymały imię Semena Nachimsona, a nowy Komunistyczny Uniwersytet Robotniczy (wraz z różnymi ulicami i miastem Elizawetgrad) – imię Zinowjewa. „Rezydencje królewskie Pawłowsk i Gatczyna stały się odpowiednio Słuckiem i Trockim. Wiera (Berta) Słucka była sekretarzem Komitetu Partii Rejonu Wasileostrowskiego”. [53]

W 1922 roku Maksym Gorki (na zdjęciu), którego Slezkine opisuje jako wielkiego wielbiciela żydowskiej obecności w Rosji, wysłał wiadomość do swojego przyjaciela Szolema Asza, aby przekazał ją „żydowskim robotnikom Ameryki”. W liście tym stwierdzono: „Powodem obecnego antysemityzmu w Rosji jest nietakt żydowskich bolszewików. Żydowscy bolszewicy, nie wszyscy, ale niektórzy nieodpowiedzialni chłopcy, biorą udział w profanowaniu świętych miejsc narodu rosyjskiego. Zamienili kościoły w kina i czytelnie, nie licząc się z uczuciami narodu rosyjskiego”. [54] List ten wywołał gniewną reakcję Estery Frumkiny, jednej z liderek żydowskiej sekcji partii, która oskarżyła Gorkiego o udział w „ataku na żydowskich komunistów za ich bezinteresowną walkę z ciemnością i fanatyzmem”. [55]

Bolszewicy wiedzieli, że judeo-supremacyjny aspekt ich reżimu wzbudza sprzeciw większości społeczeństwa. Anatolij Łunaczarski skarżył się, że ponieważ Żydzi odegrali kluczową rolę w rewolucji, „niektórzy dochodzą do wniosku: ‘Aha, to znaczy, że rewolucja i Żydzi są w pewnym sensie identyczni!’ To pozwala kontrrewolucjonistom mówić o ‘żydowskiej dominacji’”. [56] Tajna policja w Leningradzie w połowie lat dwudziestych przechwyciła listy wyrażające takie opinie: „Żydowska dominacja jest absolutna” (październik 1924); „cała prasa jest w rękach Żydów” (czerwiec 1925); „Żydzi w większości żyją bardzo dobrze; wszystko, od handlu po zatrudnienie w administracji państwowej, jest w ich rękach” (wrzesień 1925); „każde dziecko wie, że rząd sowiecki jest rządem żydowskim” (wrzesień 1925). [57]

Jednym ze sposobów, w jaki bolszewicy radzili sobie z tym przebudzeniem, było ukrywanie trudnej do zaakceptowania prawdy. Slezkine ujawnia: „Wybitni urzędnicy pochodzenia żydowskiego starali się unikać nadmiernej eksponowanej pozycji lub umniejszać swoje żydowskie pochodzenie”. [58] „Trocki, według własnych zeznań, odmówił objęcia stanowiska komisarza spraw wewnętrznych z obawy przed «dostarczeniem naszym wrogom dodatkowej broni w postaci mojego żydostwa»”. [59] „Narodowość Jemieliana Jarosławskiego (Gubelmana) i Jurija Łarina (Lurie) była mniej znana; obaj byli czołowymi radzieckimi rzecznikami w kwestii antysemityzmu i obaj konsekwentnie odnosili się do Żydów w trzeciej osobie”. [60]

Trocki poinformował Biuro Polityczne, że wśród żydowskich żołnierzy panuje tendencja do unikania przydziałów na linię frontu i że „wśród żołnierzy Armii Czerwonej prowadzona jest silna agitacja szowinistyczna, która znajduje tam pewien odzew”. Odpowiedzią, jak stwierdził, jest realokacja personelu, aby wyrównać nierównowagę między służbą Żydów na froncie i na tyłach. [61] Dalsze zaniepokojenie wywołało odkrycie siostry Lenina, tuż po jego śmierci w 1924 roku, że „ich dziadek ze strony matki, Aleksander Dmitriewicz Blank, urodził się jako Srul (Izrael), syn Moszko Ickowicza Blanka, w sztetlu Starokonstantinów na Wołyniu”. Partia, za pośrednictwem Instytutu Lenina, ogłosiła ten fakt „niewłaściwym do publikacji” i zarządziła, aby „zachować go w tajemnicy”. [62] Slezkine dodaje: „Bolszewicy nieustannie przepraszali za liczbę Żydów wśród nich, aż w połowie lat 30. XX wieku temat ten stał się tabu”. [63]

Drugi sposób, w jaki reżim próbował uciszyć krytyków żydowskiej dominacji, jest dobrze znany dzisiejszym czytelnikom – wywoływanie paniki „antysemityzmu”! Według raportu Agitpropu z sierpnia 1926 roku dla sekretariatu Komitetu Centralnego: „Poczucie, że reżim sowiecki patronuje Żydom, że jest „rządem żydowskim”, że Żydzi są przyczyną bezrobocia, niedoborów mieszkań, problemów z przyjęciem na studia, wzrostu cen i spekulacji handlowych – to poczucie wpajają robotnikom wszystkie wrogie elementy… Jeśli nie napotka to oporu, to fala antysemityzmu w najbliższej przyszłości stanie się poważną kwestią polityczną”. [64]

W grudniu 1927 roku Stalin (na zdjęciu) rozpoczął masową publiczną kampanię przeciwko „antysemityzmowi”, deklarując na XV Zjeździe Partii: „To zło należy zwalczać z najwyższą bezwzględnością, towarzysze”. [65] W tym celu Partia sponsorowała niezliczone oficjalne apele, przemówienia celebrytów, masowe wiece i artykuły demaskatorskie w gazetach – od 1927 do 1932 roku radzieckie wydawnictwa wyprodukowały nie mniej niż 56 książek potępiających „antysemityzm”, a, jak mówi Slezkine, w szczytowym momencie kampanii „artykuły na ten temat ukazywały się w moskiewskich i leningradzkich gazetach niemal codziennie”. [66] Jednakże, jak zauważa, w przekazie występowała pewna niespójność, ponieważ jednocześnie podkreślano, że Żydzi nie zajmują szczególnego miejsca w społeczeństwie sowieckim i że Żydzi zajmują szczególne miejsce w społeczeństwie sowieckim „z całkowicie zdrowych i zrozumiałych powodów”. [67]

Jednocześnie z produkcją tej propagandy prowadzono nadzór i represje, stąd przechwycenie wspomnianych wyżej listów leningradzkich, które przekazano do Wydziału Kontrrewolucji (KRO) tajnej policji w celu dalszych działań. W marcu 1925 roku siedmiu rosyjskich nacjonalistów zostało rozstrzelanych między innymi za propagowanie obalenia reżimu „komunistyczno-żydowskiego”. [68]

Ogólnie rzecz biorąc, bolszewicy tworzyli raczej podejrzaną i mafijną atmosferę, wynikającą być może z przeszłych relacji ludności żydowskiej w ich strefie osiedlenia z Rosją jako całością. Leonard Shapiro wyjaśnia: „To Żydzi, z ich długim doświadczeniem w wykorzystywaniu warunków na zachodniej granicy Rosji, a przylegała do strefy osiedlenia do przemytu i tym podobnych, którzy organizowali nielegalny transport literatury, planowali ucieczki i nielegalne przekraczanie granic i ogólnie utrzymywali w ruchu koła całej organizacji”. [69] Ale rewolucja i późniejszy reżim sowiecki ujawniły również aspekt żydowskości, który historycznie nie był zbyt widoczny i wychodzi na pierwszy plan, jak wyjaśnia to Yossi Gurvitz [na zdjęciu], dopiero, gdy „Izrael jest potężny” i wie, że ma przewagę i kontroluje dany kraj lub kraje. [70]

G.A. Landau napisał w 1923 roku: „Zdumiewało nas to, czego najmniej spodziewaliśmy się spotkać wśród Żydów: okrucieństwo, sadyzm i przemoc wydawały się obce narodowi tak dalekiemu od fizycznej, wojennej aktywności; ci, którzy wczoraj nie umieli posługiwać się bronią, teraz znajdują się wśród katów i rzezimieszków”. [71] A Ia. A. Bromberg opisuje swoje zdumienie, widząc, jak dawny uciśniony miłośnik wolności przemienia się w tyrana „niesłychanej despotycznej samowoli”. „Spostrzega on, chłodno i sprawnie, jakby to były regularne statystyki, krwawy rejestr nowych ofiar rewolucyjnego Molocha”. [72]

Slezkine wspomina, że ​​niektórzy żydowscy członkowie sowieckiej elity „doszli do wieku rewolucyjnego w podziemnym świecie spisków terrorystycznych” [73] i odnosi się do znacznego zaangażowania Żydów w morderczą partię Wola Ludu: „Wpływowa grupa Orżych-Bogoraz-Szternberg, skupiona w Jekaterynosławiu i znana ze swojego bezkompromisowego zaangażowania w terror polityczny, składała się w ponad 50 procentach z Żydów, a w niezwykłym roku 1898 24 z 39 (68,6 procent) oskarżonych o terroryzm polityczny było Żydami”. [74]

Kiedy bolszewicy doszli do władzy i utworzyli swoją niesławną tajną policję, Czeka (przedstawioną na początku artykułu i poniżej): „Żydzi stanowili 19,1 procent wszystkich śledczych aparatu centralnego i 50 procent (6 z 12) śledczych zatrudnionych w departamencie walki z kontrrewolucją”. [75] Shapiro zauważa: „Każdy, kto miał nieszczęście wpaść w ręce Czeka, miał bardzo duże szanse na to, że spotka się z żydowskim śledczym i zostanie przez niego zastrzelony”. [76]

Slezkine pisze: „W szczególności, i bardzo publicznie, żydowskie nazwiska (i niektóre transparentne pseudonimy) kojarzono z dwoma najbardziej dramatycznymi i symbolicznie znaczącymi aktami czerwonego terroru. Na początku wojny domowej, w czerwcu 1918 roku, Lenin wydał rozkaz zabicia Mikołaja II i jego rodziny. Wśród mężczyzn, którym powierzono wykonanie rozkazu, byli Swierdłow (przewodniczący Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego w Moskwie, były asystent aptekarza), Szaja Gołoszczekin (komisarz Uralskiego Okręgu Wojskowego, były dentysta) oraz Jakow Jurowski (czekista, który kierował egzekucją, a później twierdził, że osobiście zastrzelił cara, były zegarmistrz i fotograf). Miała to być tajna operacja, ale po ponownym zajęciu Jekaterynburga przez białych, nakazali oni oficjalne śledztwo, którego wyniki, w tym żydowska tożsamość głównych sprawców, zostały opublikowane w Berlinie w 1925 roku (i ostatecznie potwierdzone).

„U schyłku wojny domowej, pod koniec 1920 i na początku 1921 roku, Béla Kun (przewodniczący Krymskiego Komitetu Rewolucyjnego) i RS Zemliachka (Rozalija Zalkind, przewodnicząca Krymskiego Komitetu Partii i córka zamożnego kijowskiego kupca) przewodzili masakrze tysięcy uchodźców i jeńców wojennych, którzy pozostali po ewakuacji Białej Armii. Za swój udział w operacji Zemliachka otrzymała najwyższe radzieckie odznaczenie: Order Czerwonego Sztandaru”. [77]

Cała ta krwawa brutalność i cenzura, wraz ze wspomnianym profanowaniem chrześcijańskich miejsc kultu, przypomina nam dziś zachowanie ludobójczego reżimu izraelskiego i globalnie dominującej syjonistyczno-satanistycznej mafii imperialistycznej ZIM. Slezkine w swojej książce porusza kwestie powiązań między syjonizmem a komunizmem, zauważając na przykład, że „wielu żydowskich nacjonalistów (w tym tacy giganci syjonizmu jak Ber Borochow, Władimir Żabotyński, na zdjęciu, i Eliezer Ben-Jehuda) zaczynało jako socjalistyczni uniwersaliści”. [78]

Zauważa, że ​​„syjonizm i bolszewizm dzieliły mesjanistyczną obietnicę rychłego zbiorowego odkupienia i mniej lub bardziej cudownej zbiorowej przemiany”. [79] „Komunizm był główną religią młodych intelektualistów żydowskich (która po II wojnie światowej została zastąpiona przez syjonizm)… W Palestynie socjalizm (w tym kołchozy, planowanie gospodarcze i oficjalny związek zawodowy) stał się ważną częścią ideologii syjonistycznej”. [80]

Istniały również konkretne powiązania między ZSRR a syjonizmem, wyjaśnia Slezkine. „Szef radzieckiego aparatu propagandy zagranicznej, Salomon Łozowski, sam był etnicznym Żydem, podobnie jak sowieccy ambasadorzy w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, IM Majski i K.A. Umanski, którzy spotkali się z Chaimem Weizmannem i Dawidem Ben-Gurionem w 1941 roku”. [81] Opisuje, jak podczas II wojny światowej reżim sowiecki otrzymał 45 milionów dolarów finansowania od różnych organizacji żydowskich, głównie z USA, i negocjował z przywódcami Światowego Kongresu Żydów i Światowej Organizacji Syjonistycznej [82] i dodaje, że w 1944 roku Żydowski Komitet Antyfaszystowski, utworzony przez radzieckie Biuro Informacji, napisał do Stalina z propozycją utworzenia Żydowskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej na Krymie. [83]

„Wszystko się jednak zmieniło po utworzeniu państwa Izrael w Palestynie… Związek Radziecki poparł odrębne państwo żydowskie, zaopatrywał żydowskich bojowników w broń (za pośrednictwem Czechosłowacji) i niezwłocznie uznał niepodległość Izraela… Zakładając, że mieszczą się w granicach oficjalnej polityki, a być może nie dbając już o to, czy się w nich mieszczą, czy nie, tysiące radzieckich Żydów, w większości Żydów „z krwi” z Moskwy i Leningradu, wykorzystało okazję, aby wyrazić swoje uczucia dumy, solidarności i przynależności”. [84]

Ci entuzjaści oświadczyli, że towarzysz Stalin i rząd sowiecki zawsze wspierali syjonistycznych kolonizatorów, w przeciwieństwie do „angielskich i amerykańskich szumowin” i złożyli petycję do władz sowieckich w sprawie ich chęci pójścia i walki za Izrael oraz „pomocy narodowi żydowskiemu w jego zmaganiach z angielską agresją w imieniu państwa żydowskiego”. [85] Syjonistyczny zapał wśród sowieckich Żydów został wzniecony w 1948 roku przez tournée z wykładami izraelskiej ambasador w ZSRR, Goldy Meyerson (później Meir), na zdjęciu, podczas którego tłumy skandowały „Za rok w Jerozolimie!” [86]

Takie oznaki zmiany lojalności obywateli radzieckich wobec nowego, obcego państwa wywołały negatywną reakcję w radzieckiej administracji, której wyższe szczeble obejmowały teraz więcej etnicznych Rosjan i która odeszła od ścisłego internacjonalizmu na rzecz formuły „patriotycznej”. W 1952 roku 13 członków byłego Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego zostało rozstrzelanych po uznaniu ich za winnych bycia „burżuazyjnymi nacjonalistami” [87] w tym krótkim okresie, gdy kwestionowano wpływy judeo-supremacji. „Oficjalne organy Związku Młodych Komunistów i Związku Pisarzy okazały się zdominowane przez Żydów… Specjalne śledztwo tajnej policji ujawniło ogromny „spisek syjonistyczny”” [88]. Rozprzestrzeniły się również pogłoski o żydowskich „lekarzach-mordercach” [89], określanych jako „truciciele” i „mordercy w białych szatach” [90].

Doszło także do czystek rządowych za rzekomą nielojalność, ale – jak twierdzi Slezkine – „atak na Żydów miał znacznie mniejszą skalę i był znacznie mniej śmiercionośny niż traktowanie innych grup etnicznych”. [91] „Po śmierci Stalina kampania antyżydowska wygasła, a Żydzi etniczni powrócili na szczyty sowieckiej hierarchii zawodowej… Żydzi nadal odgrywali ważną rolę w sowieckiej elicie zawodowej (a tym samym w sercu państwa sowieckiego) aż do rozpadu ZSRR”. [92]

Wielu Żydów, oczywiście, upatrywało swojej przyszłości w Izraelu, a nie w Rosji, która – jak doszli do wniosku – nigdy nie była ich prawdziwym domem. „Oprócz radzieckich Niemców, Ormian i Greków, którzy mieli również zamożnych kuzynów z zagranicy gotowych zapłacić za nich okup, Żydzi byli jedynymi obywatelami radzieckimi – i praktycznie jedynymi członkami sowieckiej elity zawodowej – którym pozwolono emigrować z ZSRR. Oficjalnym powodem tego przywileju było istnienie Izraela: żydowskiej „historycznej ojczyzny””. [93] „Po upadku Muru Berlińskiego w 1989 roku Izrael otworzył własne konsulaty w Związku Radzieckim, zamknął notorycznie nieszczelny punkt tranzytowy w Wiedniu i ostatecznie zdołał zapobiec „wyemigrowaniu” po drodze większości uchodźców z lat 1989–1992 (najliczniejszej grupy ze wszystkich). Do 1994 roku 62 procent żydowskich emigrantów z byłego ZSRR wyjechało do Izraela. [94]

Slezkine postrzega Izrael jako kontynuację, pod wieloma względami, ducha, który ożywiał ZSRR – „najbardziej żydowskie ze wszystkich państw od czasów Drugiej Świątyni” [95] – a także nazistowskiego reżimu Adolfa Hitlera, o którym dziś wiemy, że był syjonistycznym golemem. [96] Pisze: „Izrael był jedynym powojennym państwem europejskim („europejskim” zarówno pod względem składu, jak i inspiracji), które zachowało etos wielkich rewolucji nacjonalistycznych i socjalistycznych okresu międzywojennego”. [97] Z perspektywy 2004 roku Slezkine uważa, że ​​Izrael uchodzi na sucho ze swoim odrażającym zachowaniem jedynie dzięki „odwołaniom do moralnej wyobraźni Zachodu” [98] i sposobowi, w jaki II wojna światowa „zrodziła nowy absolut moralny: nazistów jako uniwersalne zło”. [99]

Dziś, a zwłaszcza dla młodszych pokoleń, nie jest to już prawdą. Wielu uważa, że ​​uniwersalne zło tkwi w ludobójczym, rasistowskim państwie Izrael oraz w mafii judeo-supremacyjnej, która dąży do uciszenia wszelkiej krytyki swoich licznych zbrodni, jednocześnie narzucając swoją okrutną, globalistyczną dominację z całym totalitarnym okrucieństwem, które sprawiło, że sowiecki reżim był tak znienawidzony przez ludzi kochających wolność na całym świecie.

_______________

Zionism, communism and terror, Paul Cudenec, May 8, 2026

Więcej: Paul Cudenec

Czy WHO wykorzystuje hantawirusa do budowy globalnego nadzoru? Podważa suwerenność państw.

Czy WHO wykorzystuje hantawirusa do budowy globalnego nadzoru? Nowy plan Tedrosa podważa suwerenność państw

10/05/2026 – zmianynaziemi/czy-who-wykorzystuje-hantawirusa-do-budowy-globalnego-nadzoru

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) pod przewodnictwem Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa konsekwentnie wykorzystuje każdy sygnał zagrożenia zdrowotnego – rzeczywisty czy wyolbrzymiony – do promowania idei scentralizowanej, globalnej władzy. Najnowszy przykład to reakcja na incydent z hantawirusem na statku wycieczkowym MV Hondius. Kilka potwierdzonych przypadków infekcji Andes virus, w tym tragiczne zgony, stało się pretekstem do wezwania wszystkich krajów do ścisłego podporządkowania się Międzynarodowym Przepisom Zdrowotnym (International Health Regulations – IHR). Tedros podkreślał moralny obowiązek współpracy i solidarności, jakby tylko globalny nadzór mógł uratować ludzkość.

To nie jest jednorazowy incydent. WHO od lat buduje narrację, w której suwerenne państwa są zbyt słabe, by radzić sobie z zagrożeniami samodzielnie. Pandemia COVID-19 pokazała ten mechanizm w pełnej krasie: Organizacja początkowo bagatelizowała ryzyko, później domagała się lockdownów, cenzury i masowych szczepień, a na koniec broniła swojego wizerunku przed zarzutami o niekompetencję i uległość wobec Chin. Zamiast reformy i większej transparentności, WHO dąży do rozszerzenia swoich uprawnień poprzez kolejne wersje IHR i proponowane porozumienie pandemiczne. Celem jest system, w którym dyrektor generalny może ogłaszać zagrożenia o międzynarodowym znaczeniu i oczekiwać posłuszeństwa od rządów.

Krytycy słusznie wskazują, że WHO nie jest bezstronnym strażnikiem zdrowia publicznego, lecz narzędziem szerszej agendy globalistycznej. Organizacja, finansowana w dużej mierze przez bogate kraje i prywatnych darczyńców (w tym fundacje powiązane z miliarderami), promuje wizję świata, w której decyzje zdrowotne zapadają w Genewie, a nie w stolicach państw. Hantawirus – choroba przenoszona głównie przez gryzonie, o niskim ryzyku transmisji międzyludzkiej poza specyficznymi szczepami – nagle staje się okazją do przypomnienia o globalnym porządku zdrowotnym. To klasyczna taktyka: czekanie na kryzys (nawet lokalny) i wykorzystywanie go do narzucania mechanizmów kontroli.

Przypomnijmy fakty. Podczas COVID-19 WHO przez tygodnie unikała nazwania wirusa pandemią, chwaliła chińskie władze za transparentność, mimo dowodów na tuszowanie informacji. Później wspierała teorie o naturalnym pochodzeniu wirusa z Wuhan, marginalizując hipotezę laboratoryjną. Kraje, które zastosowały się do zaleceń organizacji – twarde lockdowny, zamknięcie szkół, obowiązkowe maseczki – poniosły ogromne koszty społeczne, ekonomiczne i zdrowotne. Nadmiarowe zgony, kryzysy psychiczne wśród młodzieży, zniszczenie małych firm.

Tymczasem WHO unikała odpowiedzialności, a jej liderzy kontynuowali kariery.

Teraz, w 2026 roku, wracamy do podobnego schematu. Klaster przypadków na statku wycieczkowym z Argentyny do Cabo Verde staje się dowodem na potrzebę solidarności. Tedros mówi o IHR jak o świętym prawie, które wszystkie kraje muszą respektować. Ale IHR to nie neutralny instrument – to narzędzie umożliwiające WHO wpływ na polityki graniczne, kwarantanny, wymianę danych i dystrybucję zasobów medycznych. W praktyce oznacza to presję na rządy, by rezygnowały z suwerennych decyzji na rzecz centralnego koordynatora, którego wiarygodność jest co najmniej wątpliwa.

WHO regularnie alarmuje o następnej pandemii. Bird flu, monkeypox, teraz hantawirus – każdy sygnał jest pompowany medialnie, by utrzymywać stan gotowości i uzasadniać budżety oraz nowe uprawnienia. Organizacja nie skupia się na wzmacnianiu lokalnych systemów zdrowotnych czy inwestycjach w podstawową higienę i odporność populacji. Zamiast tego buduje biurokratyczny aparat gotowy do interwencji globalnej. To nie przypadek, że negocjacje porozumienia pandemicznego skupiają się na dzieleniu patogenów, transferze technologii i równości w dostępie do szczepionek – mechanizmach, które osłabiają prawa własności intelektualnej firm farmaceutycznych i promują redystrybucję zasobów z bogatych do biednych krajów pod egidą Genewy.

W tym kontekście WHO jawi się jako kluczowy gracz w wizji Nowego Porządku Świata (NWO) – systemu, w którym suwerenność narodowa ustępuje miejsca globalnym instytucjom kontrolowanym przez elity. Porozumienie pandemiczne, nawet w wersji osłabionej, zakłada mechanizmy monitoringu, raportowania i koordynacji, które mogą być używane do nacisku politycznego. Kraje odmawiające współpracy ryzykują izolacją, utratą funduszy czy reputacją nieodpowiedzialnych. To nie jest współpraca – to hierarchia, w której WHO stoi na szczycie.

Sceptycy od dawna ostrzegają, że takie struktury prowadzą do erozji demokracji. Decyzje o zdrowiu publicznym – szczepieniach, restrykcjach ruchowych, edukacji – stają się domeną nie wybranych przez obywateli polityków, lecz międzynarodowych biurokratów. Historia pokazuje, że organizacje typu ONZ i jej agendy często wartościują ideologię nad pragmatyzmem: od klimatycznych alarmów po równość zdrowotną, które służą jako pretekst do większej kontroli nad populacjami. WHO, z historią ukrywania epidemii (np. cholery w Etiopii za czasów Tedrosa jako ministra) i powiązaniami z autorytarnymi reżimami, idealnie wpisuje się w ten schemat.

Źródła:

https://ordoiuris.pl/komentarz/suwerennosc-panstw-a-reali…

https://www.medonet.pl/choroby-od-a-do-z/choroby-zakazne,…

https://www.bbc.com/polska/articles/c4g938lr1lvo

https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/O-9-2020-00…

https://pulsmedycyny.pl/medycyna/choroby-zakazne/hantawir…

Zza granic… MEM-y

——————————————————-

—————————————————–

———————————

——————————————-

——————————————-

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Chińskie „nie” 不 . Moment końca udawania

Chińskie „nie”

Zbigniew Jacniacki 10.05.2026 wolnemedia.net/chinskie-nie

Moment końca udawania

Decyzja Pekinu z 3 maja 2026 r., nakazująca chińskim firmom ignorowanie amerykańskich sankcji wobec Iranu, nie jest zwykłym epizodem wojny handlowej ani kolejnym konfliktem o ropę.

To moment symboliczny — chwila, w której drugie największe mocarstwo świata publicznie zakwestionowało prawo Stanów Zjednoczonych do definiowania globalnych reguł. Przez lata wszyscy uczestniczyli w grze pozorów. Iran eksportował ropę przez „ciemną flotę”, tankowce wyłączały AIS, przeładunki odbywały się na pełnym morzu, a chińskie rafinerie kupowały surowiec w półjawny sposób. Każdy wiedział, że sankcje są obchodzone, ale utrzymywano fikcję, iż globalny system kontroli nadal działa.

Maj 2026 przyniósł zmianę jakościową. Pekin przestał udawać. Po raz pierwszy druga gospodarka świata powiedziała otwarcie: amerykańskie sankcje nie są uniwersalnym prawem świata. To wydarzenie wykracza daleko poza relacje USA–Iran–Chiny. Pokazuje, że świat wchodzi w etap rozpadu jednolitego modelu globalnego porządku i przechodzi do epoki konkurujących centrów sterowania.

Sankcje jako narzędzie organizowania rzeczywistości

W oficjalnej narracji sankcje przedstawiane są jako instrument polityki zagranicznej: obrona demokracji, walka z terroryzmem, ochrona prawa międzynarodowego. W rzeczywistości pełnią znacznie głębszą funkcję. Przez dekady Stany Zjednoczone budowały system, w którym dolar stał się uniwersalnym językiem wartości, SWIFT — systemem nerwowym globalnych finansów, a zachodnie instytucje finansowe — mechanizmem regulowania przepływów energii, kapitału i technologii.

Sankcje nie są więc jedynie karą ekonomiczną. Są narzędziem utrzymywania kontroli nad globalną architekturą sterowania. Państwo odcięte od systemu dolarowego nie traci wyłącznie dostępu do waluty — zostaje częściowo wyłączone z dominującego modelu organizacji świata.

Współczesny konflikt wokół sankcji nie dotyczy więc wyłącznie gospodarki. Dotyczy fundamentalnego prawa do określania legalności, norm i struktury globalnej rzeczywistości politycznej.

Chiny przestają funkcjonować w cudzym układzie

Przez wiele lat Pekin działał ostrożnie. Korzystał z systemu stworzonego pod dominacją USA — eksportował na Zachód, używał dolara, unikał otwartej konfrontacji – jednocześnie budując własne mechanizmy autonomii: alternatywne systemy płatności, rozliczenia w yuan i niezależne szlaki logistyczne. Zakup irańskiej ropy był elementem tej strategii, ale pozostawał w strefie półjawnej.

Decyzja z maja 2026 r. oznacza jednak coś znacznie ważniejszego niż spór handlowy.To moment przejścia od układu reaktywnego do jawnego budowania własnego centrum organizacji świata. Pekin nie mówi już „obchodzimy wasze sankcje”. Mówi: „nie uznajemy waszego prawa do definiowania naszych reguł”.

Iran jako punkt koncentracji napięć systemowych

Iran jest dziś czymś więcej niż państwem eksportującym ropę. To strategiczny węzeł przepływu energii, w którym krzyżują się interesy Stanów Zjednoczonych, Chin, Rosji, państw Zatoki i światowych rynków finansowych. Ropa nie jest tu jedynie surowcem — jest materialnym nośnikiem stabilności całych systemów gospodarczych i politycznych. Kontrola nad tym przepływem oznacza realny wpływ na globalny układ sił. USA próbują ograniczyć możliwości finansowania Iranu poprzez sankcje i blokadę szlaków morskich. Chiny utrzymują zakupy, ponieważ potrzebują stabilnych dostaw taniej ropy i jednocześnie testują granice skuteczności amerykańskiego systemu sankcyjnego. Iran stał się więc polem testowym nowego układu globalnego — miejscem, w którym ścierają się dwa konkurencyjne modele organizacji świata.

Konflikt dwóch schematów sterowania

Najważniejszy wymiar tego kryzysu nie jest militarny, lecz systemowy. To starcie dwóch konkurencyjnych systemów globalnego sterowania. Model amerykański opiera się na dominacji dolara, kontroli finansów, sankcjach wtórnych, globalnych instytucjach regulacyjnych oraz przekonaniu, że zachodni model legalności ma charakter uniwersalny. Model chiński nie dąży do budowy jednego ideologicznego centrum. Skupia się na wielobiegunowości, pragmatyzmie gospodarczym, równoległych systemach rozliczeń i stopniowym ograniczaniu zależności od Zachodu. Dlatego obecny konflikt nie jest wyłącznie walką o wpływy. To walka o prawo do kształtowania norm globalnej rzeczywistości.

Koniec iluzji jednego świata

Przez wiele lat utrzymywano narrację o jednolitym świecie opartym na wspólnych zasadach i uniwersalnych wartościach. W praktyce był to system oparty na dominacji jednego centrum finansowo-militarnego. Dzisiejszy kryzys pokazuje, że ta epoka dobiega końca. Powstają równoległe struktury: alternatywne systemy płatnicze, handel poza dolarem, niezależne sieci logistyczne, własne systemy ubezpieczeń oraz „ciemne floty” funkcjonujące poza zachodnią kontrolą.

Najważniejsza zmiana zachodzi jednak w świadomości. Coraz więcej państw przestaje wierzyć, że istnieje tylko jeden dopuszczalny model organizacji świata. I właśnie dlatego obecna sytuacja ma znaczenie historyczne.

Pułapka dla globalnych firm

Chińskie Ministerstwo Handlu wydając bezprecedensową dyrektywę tworzy nową rzeczywistość dla międzynarodowych korporacji a firmy chińskie mają ignorować amerykańskie sankcje nałożone na podmioty kupujące irańską ropę. Pekin powołał się na własną „ustawę blokującą” z 2021 r., która zabrania przestrzegania zagranicznych sankcji uznanych za bezprawne. To pierwsze formalne użycie tego narzędzia przeciwko USA.

Do tej pory Chiny omijały sankcje dyskretnie — przez „flotę cieni” , przeładunki na Morzu Arabskim, płatności poza systemem dolarowym. Teraz przestały udawać. Korporacje globalne, jeżeli podporządkują się sankcjom USA – ryzykują utratę dostępu do chińskiego rynku. Jeżeli podporządkują się Pekinowi — ryzykują odcięcie od systemu dolarowego i zachodnich instytucji finansowych. To początek fragmentacji globalizacji. Firmy, które przez dekady funkcjonowały w iluzji jednego świata, muszą dziś dokonać wyboru: w jakim systemie chcą działać, komu podporządkowują swoją legalność i od którego centrum będą zależne. To już nie jest wyłącznie problem ekonomiczny. To problem cywilizacyjny.

Kluczowy problem Stanów Zjednoczonych

Problemem USA nie jest sam Iran ani chińskie zakupy ropy. Problemem jest erozja wiary świata w zdolność Waszyngtonu do definiowania globalnych reguł. Stany Zjednoczone pozostają największą potęgą finansową i militarną, ale coraz trudniej utrzymywać system jednolitych norm wobec rzeczywistości, która staje się wielobiegunowa. Waszyngton stoi więc przed fundamentalnym pytaniem: czy potrafi funkcjonować jako jedno z kilku centrów świata, zamiast jako jego wyłączne centrum organizacyjne?

Świat przechodzi do epoki równoległych porządków

Spór wokół irańskiej ropy jest w rzeczywistości konfliktem o przyszły model globalnego ładu. Nie chodzi już wyłącznie o sankcje. Chodzi o legalność, kontrolę przepływów, autonomię struktur cywilizacyjnych oraz prawo do budowy własnych systemów organizacji rzeczywistości. Chińskie „Nie” nie jest zwykłym buntem wobec USA. Jest sygnałem, że coraz większe podmioty na świecie przestają akceptować model, w którym jedno centrum posiada monopol na definiowanie globalnych norm.

Każdy system, który uznaje własny model rzeczywistości za jedyny dopuszczalny, wcześniej czy później napotyka opór innych centrów. Dzisiejszy konflikt wokół Iranu jest jedynie jednym z pierwszych wyraźnych przejawów tego procesu. Świat nie rozpadł się jeszcze formalnie, ale coraz mniej uczestników naprawdę wierzy, że dawny jednobiegunowy układ da się utrzymać bez końca.

Autorstwo: Zbigniew Jacniacki

„Heretycka relatywizacja”. Kard. Müller jednoznacznie o „synodzie o synodalności”

„Heretycka relatywizacja”.

Kard. Müller jednoznacznie

o raporcie grupy roboczej synodu

9 maja 2026

Chmielewski-Mueller-grzech_portal.jpg

Publikację 9 grupy roboczej synodu o synodalności skomentował kard Gerhard Ludwig Mueller. Hierarcha nie szczędził mocnych słów wobec dokumentu, wskazując, że jest on formą „heretyckiej relatywizacji” katolickiego nauczania oraz dąży do budowy konformistycznego substytutu wiary. Zdaniem byłego prefekta dokument synodalnego gremium ignoruje prawdę objawioną, by bratać się z modnymi ideologiami.

Wokeizm przeniknął Kościół jak wielkie herezje pierwszych wieków chrześcijaństwa, zauważył niemiecki purpurat, reagując na raport finalny 9 grupy roboczej synodu o synodalności.

Dokument na temat „kryteriów teologicznych i metodologii synodalnych wspólnego rozeznawania kontrowersyjnych kwestii doktrynalnych, duszpasterskich i etycznych” w opinii kardynała wyraża zgodę na „heretycką relatywizację małżeństwa naturalnego i sakramentalnego”.

Zdaniem hierarchy autorzy dokumentu opowiadają się za „zmianą paradygmatu” w zakresie nauczania Kościoła o seksualności w zgodzie z modnymi ideologiami, proponując ostatecznie chrześcijaństwo „wygodne i konformistyczne”.

Sednem krytyki kard. Mullera jest sprzeciw wobec jakiejkolwiek formy „błogosławieństw” par LGBT – które – jak podkreślił duchowny – mają fałszywą i bluźnierczą naturę. Błogosławieństwo to bowiem umocnienie przez modlitwę Kościoła dla wiernych, by czynili dobrze. Wykorzystywanie ich do sankcjonowania życia sprzecznego z przykazaniami jest niedopuszczalne, dodawał kardynał.

W odpowiedzi na podobne tendencje purpurat wezwał do mocnego trzymania się niezmiennego Magisterium Kościoła i nauki świętych doktorów.

Według duchownego dokument finalny traktuje przekaz prawdy objawionej w Tradycji Kościoła jako li tylko wyraz przekonań zakorzenionych w kulturze minionych wieków. Slogan „zmiany paradygmatu z rygorystycznego dogmatyzmu na pasterską bliskość ludowi” oznacza dążenie do odejścia od tradycyjnego nauczania i relatywizacji go, ostrzegał purpurat.

Jak zaznaczył były prefekt, dokument nie podważa otwarcie nauczania Kościoła – ale formułując wskazania zwyczajnie ją ignoruje, dążąc do budowy łatwego chrześcijaństwa.

„Z powodu nieznajomości lub pogardy dla tradycji katolickiej dochodzi się do sofistycznie przesadzonego twierdzenia, że grzech nie polega na świadomych i dobrowolnych czynach sprzecznych z przykazaniami Bożymi, ale na odrzuceniu wszechogarniającego miłosierdzia wobec tych, którzy nie mogą lub nie chcą ich przestrzegać”, ocenił wskazania „duszpasterskie” grupy roboczej synodu kard. Müller.

„W reakcjach lobby pro-LGBT w Kościele na publikację raportu grupy synodalnej dotyczącej także błogosławieństwa konkubinatów wyraża się otwarcie heretycka relatywizacja naturalnego i sakramentalnego małżeństwa. To pierwszy krok do uznania ideologii LGBT, która przekazuje nic innego, jak materialistyczną wizję ludzkości bez Boga, Stwórcy, Odkupiciela i Odnowiciela rodzaju ludzkiego”, zaznaczył duchowny.  

„Jedynie prawdziwy Mesjasz i tylko On może pomóc każdej osobie bez wyjątku, w każdym udręczeniu duchowym – w odróżnieniu od światowych zbawicieli, których doktryny samo-zbawienia tak często prowadziły ludzkość ku ruinie. Ideologia gender wprost sprzeciwia się antropologii chrześcijańskiej”, zaznaczał duchowny.

Prawdziwi uczniowie Syna Bożego nie szukają pochwał, ani „błogosławieństw” wielkich tego świata, ale swoją miłość kierują ku Bogu, kwitował.

Źródło: infocatolica.com

OSTATNI LOT PLF 101

OSTATNI LOT PLF 101

OSTATNI LOT PLF 101

oficyna-aurora.pl/aktualnosci/ostatni-lot-plf-101

Szanowni Czytelnicy,

z powodów zdrowotnych znalazłem się w oddaleniu od siedziby wydawnictwa, nie mogąc prowadzić sprzedaży książek będących w ofercie Oficyny Aurora. Ale tak się złożyło, że zdążyłem odebrać z drukarni niewielki nakład najnowszej pozycji zatytułowanej „Ostatni lot PLF 101”. Mogę ją wysyłać tylko za pośrednictwem Poczty Polskiej i taką możliwość niniejszym Państwu proponuję. Wiem, że ta książka jest droga, ale zapewniam moich Czytelników, że jest warta swojej ceny. To książka o dużym formacie (A4), niemała objętościowo (ponad 500 stron), z kolorowymi środkami i wydana na dobrym papierze. Koszt jej produkcji był znaczny. Ale też, nie jest to pozycja dla każdego odbiorcy, tylko dla tych, dla których temat 10 kwietnia 2010 roku pozostaje wciąż niezagojoną raną. Opowiadaną przez człowieka, dla którego lotnictwo nie było tylko ciekawostką, ale sensem życia. Wiem, że wydaną być może zbyt późno, ale nie mogła z różnych powodów ukazać się wcześniej. Profesor Mirosław Dakowski powiedział o niej, że „przydałaby się te 15 lat temu”. Z pewnością. Jednak uważam, że jako zapis tamtych dni pozostanie długo aktualna, nie tylko dla pamiętającego ten czas mojego pokolenia, ale też dla tego, które nie musiało się z tym etapem naszej historii mierzyć bezpośrednio.

Wszystkim Czytelnikom moim i strony www.dakowski.pl w opcji zakupu proponuję ważny do końca maja rabat zwalniający z opłaty za wysyłkę po wpisaniu w koszyku zakupowym kodu REDUTA. 

Zachęcam do zakupu

oficyna-aurora.pl/katalog/ksiazki/ostatni-lot-plf-101

Sławomir M. Kozak

Zmagania narodów z wyzwaniem techno-globalizmu

Zmagania narodów z wyzwaniem techno-globalizmu

prof. Gracjan Cimek myslpolska/zmagania-narodow-z-wyzwaniem-techno-globalizmu

W procesie odbudowy podmiotowości Polski w XXI wieku brak identyfikacji rzeczywistych podziałów polityczno-ideologicznych staje się  źródłem słabości.

Istotnym zaniechaniem jest wciąż niedoceniane znaczenie „międzynarodowości” w życiu narodów i państw. Z kolei jej redukcja do wpływu mocarstw i układu sił zamazuje zasadniczą rolę aktorów ekonomicznych i ideologicznych. Tymczasem znalezienie właściwej drogi do emancypacji wymaga punktu odniesienia kumulującego się właśnie w ich aktywności.

Nasz wiek rozpoczął się od wprowadzenia nowej formy władzy globalizacji, która stała się immanentną właściwością całego systemu instytucji, idei, warunków, który potrafi kontrolować sam siebie poprzez „przyczynowość strukturalną”, formowanie kontekstu, ustalanie reguł gry, czy sterowanie rozmyte. Globalizacja doprowadziła do powstania nowej frakcji klasowej opartej na osi istniejącej pomiędzy narodowymi i ponadnarodowymi elitami.

Transnarodowe siły społeczne i instytucje stały się zakorzenione w systemie globalnym, a nie w systemie międzypaństwowym. Konsekwencją było stopniowe przejmowanie państw. W XXI wieku poziomy władzy przebiegają od najmniej ważnej demokracji, biurokracji, mediokracji, plutokracji, aż do teokracji rozumianej jako zdolność narzucania władzy duchowej, konceptualnej. Cele globalnej elity scharakteryzował już sam Adam Smith:wszystko dla nas, nic dla innych – taka, jak się zdaje, była we wszystkich czasach nikczemna dewiza panów rodzaju ludzkiego”.

Od czasu ustalenia nadrzędnej jednostki kontroli sieciowej w 2007 roku, diagnozy antyglobalistyczne nabrały potwierdzenia empirycznego. Ustalono, że stanowiły ją 737 korporacje sprawujące 80% kontroli nad całą siecią. Z kolei 40% kontroli było w rękach już tylko 147 korporacji, z czego ? to korporacje finansowe na czele z amerykańskimi. Sieć ostatecznie obsługuje interesy 62 miliarderów, którzy skoncentrowali majątek równy połowie ludzkości. Przechwytywanie władzy globalnej obejmuje: zorganizowaną kontrolę informacji; kampanie wielkich mediów; kontrolę nad myślą akademicką; radykalną erozję prywatności; zadłużenie ograniczające suwerenność władzy politycznej oraz narzucony wymóg rentowności finansowej.

Wreszcie dowiedzieliśmy się o zasadniczej roli funduszów inwestycyjnych: BlackRock, Fidelity, State Street, Vanguard, które poprzez kontrolę akcji kumulują w sobie decyzyjność wobec całej sieci korporacyjnej. Udziały, które posiadają u siebie nawzajem, pozwalają zachować sterowność systemu, niczym małżeństwa polityczne wśród królewskich rodów panujących w średniowiecznej Europie.

Gdy kryzys z 2008 roku zachwiał ich władzą, prominentny przedstawiciel globalizmu, Jacques Attali ostrzegał, że Zachód może w ciągu 10 lat zbankrutować. Od tego czasu przyspieszyły prace nad transformacją cywilizacji, w której ponadnarodowa elita chce uzyskać większy zakres władzy. Siły globalistyczne otwarcie manifestują roszczenia do władzy globalnej. To Larry Fink, prezes i dyrektor BlackRock (zarządzającego aktywami o wartości ok. 14 bln dol.), w czerwcu 2024 roku podczas szczytu G7 we Włoszech dyktował przywódcom państw warunki potrzebne do zwiększenia akumulacji kapitału wymagające prywatyzacji infrastruktury. Ten sam fundusz miał również zarządzać prywatyzacją Ukrainy po jej zderzeniu z Rosją, z czego wycofał się rozczarowany wynikami walki na froncie. Wreszcie Fink przejął w 2026 roku po Klausie Schwabie przewodzenie szczytom w Davos. Tak jak liberalizm został zastąpiony na pewnym etapie przez neoliberalizm, tak ten ostatni wypierają nowe ideologie odpowiadające nowym siłom globalnego kapitalizmu – Big Tech i Big Data. Pozostały za to stare metody ich implementacji: doktryna szoku (Naomi Klein) i tworzenie przyzwolenia bez zgody (Noam Chomsky).

Podstawy techno-globalizmu

Cyfrowy kapitalizm ujawnia niespotykane dotąd parametry kontroli. Wielkie bazy danych, automatyzacja i sztuczna inteligencja tworzą panaoptyzm, synoptyzm, asamblaże nadzoru i sobowtóry cyfrowe [?? co to za dziwy? md] . Zwalczanie zagrożeń staje się możliwe nawet przed podjęciem realnego działania dzięki wykorzystywaniu osiągnięć neuronauki. Indywidualizm zamienia się w dywidualizm. Ludzi można dzielić na dowolną liczbę części, z osobna monitorowanych i analizowanych, co umożliwiają tzw. „inteligentne technologie”, które potrafią  wychwytywać pojedyncze atrybuty – działania, cechy, kategorii – i przedstawiania ich jako reprezentatywnego dla całej osoby. Blokada biometryczna rozpoznaje wyłącznie odcisk palca; GPS śledzi współrzędne geoprzestrzenne. Opaska zdrowotna rejestruje parametry życiowe. Mamy dziś tysiąc tożsamości – każda reprezentowana przez tysiąc punktów danych, zebranych przez tysiąc różnych urządzeń.

Synteza tych danych tworzy cyfrowego sobowtóra, czyli zbiór danych czystej wirtualności. Umożliwia on niespotykaną dotąd totalną możliwość kontroli jednostek i narodów. Transnarodowa klasa korporacyjna zaczęła sprzyjać założeniom prawicowego akceleracjonizmu. Przyspieszenie procesów technologicznych, ekonomicznych i społecznych ma doprowadzić do radykalnych zmian, na czele z upadkiem systemów liberalno-demokratycznych, celem zastąpienia ich nowym porządkiem techno-feudalnym, a więc opartym o rządy elit eksploatujących narody i jednostki. Powstaje nowa forma kapitału: kapitał chmurowy – połączone w sieć algorytmiczne maszyny, które dają swoim właścicielom niezwykłą moc modyfikowania naszego zachowania. W tych ramach konceptualnych promuje się nowe ideologie.

Ideologie techno-globalizmu

Koncepcja „Wielkiego Resetu” Klausa Schwaba została ogłoszona w czasie korona-kryzysu, czyli globalnego stanu wyjątkowego. Doktryna szokowa miała wymusić uznanie dla generalnej przebudowy zasad funkcjonowania świata. Rzeczywiste cele „Wielkiego resetu cywilizacji” obejmowały: 1) pojawienie się nieprzyjaznego człowiekowi otoczenia; 2) podejmowanie decyzji przez algorytmy; 3) poddanie ludzi wszechstronnej inwigilacji; 4) pozbawienie szerokich rzesz pracy; 5) uzależnienie ludzi od maszyn; 6) maszynowa kontrola ludzkich zachowań; 7) pozbawienie człowieka kontroli nad własnymi sprawami; 8) zniesienie prywatnej własności; 9) zamykanie ludzi w domach; 10) doprowadzenie do nieprzejrzystości władzy; 12) skazanie ludzi na sztuczną żywność; 13) wygenerowanie ryzyka na najwyższym poziomie; 14) wytworzenie możliwości zakulisowych ingerencji; 15) planowe organizowanie życia społecznego. Reset cywilizacyjny ma stać się możliwy dzięki implementacji systemu pieniądza cyfrowego banków centralnych (Central Bank Digital Currency – CBDC), systemu identyfikacji cyfrowej (decentralized identifier – DID) oraz systemu kredytu społecznego (Social Credit System – SCS) opartego o profile obywateli opartych na permanentnie gromadzonych danych.

W tym samym kierunku podążą ideologia Doliny Krzemowej, którą jest dataizm. Jej przedstawicielem jest Yuval Noah Harari, uzasadniający, że:  1) technicyzacja i sztuczna inteligencja pozbawi masy pracy i spauperyzuje je; 2) akcjonariusze i właściciele GAMA staną się właścicielami praktycznie całej własności; 3) uzyskają nieśmiertelność dzięki cybernetyzacji i genetyce; 4) pozbawieni pracy i własności ludzie zostaną przeniesieni do metawersum lub innego e-świata, zażywając przy tym narkotyki lub antydepresanty; 5) ludzie zachowają formalnie prawa polityczne, lecz decyzje wyborcze podejmą za nich algorytmy należące do korporacji cyfrowych i wedle sobie tylko znanego klucza.

Palantir jako awangarda władzy globalnej

W 1998 roku Łukasz Nosek, Max Levchin oraz Peter Thiel założyli przedsiębiorstwo Confinity, które stworzyło PayPal Commerce Platform umożliwiającą obecnie płatności wirtualne z ponad 346 milionami użytkowników w ponad 200 krajach na całym świecie. Przez dwie dekady stała się więc ona posiadaczem ogromnego zasobu danych o firmach i ludziach z całego świata.

Założona w 2003 Palantir jest również dzieckiem Petera Thiela i członków PayPal, a jednocześnie symptomem transformacji amerykańskiego systemu politycznego po wydarzeniach 11 września 2001. Nawet Zbigniew Brzeziński zauważył wtedy, że przyjęta Ustawa o patriotyzmie sprawiła, że Stany Zjednoczone powoli stały się „ksenofobiczną hybrydą demokracji i autokracji, być może nawet z domieszką syndromu oblężonej twierdzy”. Co ciekawe, firma wzięła swoją nazwę od kamieni widzących z serii Władca pierścieni [z księgi Tolkiena, głupku medialny.. md] . Jej polski oddział mógłby więc przyjąć swojską nazwę „Kula Szpiegula”, przed której opresyjnym działaniem ostrzegał miliony dzieci Pan Kleks w Kosmosie, gdy młodych Polaków jeszcze wychowywano.

Stopniowo budowano awangardę prawicowego techno-globalizmu. Pierwszym inwestorem Palantira była In-Q-Tel, oddział CIA zajmujący się inwestycjami i kapitałem wysokiego ryzyka. Palantir zdobył rządowe kontrakty warte miliardy dolarów na tworzenie oprogramowania dla Pentagonu, amerykańskiej służby imigracyjnej i celnej (ICE) oraz brytyjskiej służby zdrowia (NHS). W czasie amerykańskiej „wojny z terroryzmem” świadczył usługi amerykańskim żołnierzom w Iraku i Afganistanie w ramach operacji wykrywania min. Na rynku finansowym pomógł jej zaistnieć JP Morgan, któremu początkowo umożliwiono monitorowanie każdego ruchu pracowników banku.

Thiel klarownie ujawnił ideologiczne podstawy funkcjonowania Palantira: „nie wierzy już, iż wolność i demokracja są ze sobą zgodne”. Ograniczając wolność do elit i jednostek wybitnych, za uzasadnione uznał stosowanie nowych technologii, manipulacji mediami społecznościowymi, algorytmami, prawem. Mamy więc „przyzwolenie bez zgody” z turbodoładowaniem. Korporacyjne media zaczęły przyzwyczajać opinię publiczną do nadchodzącego ustroju. W 2007 roku „Fortune” opisał PayPal jako mafię, a w 2018 roku  Bloomberg ogłosił, jak gdyby nigdy nic, że „Palantir wie o tobie wszystko”. Wszak Peter Thiel i Alex Karp to stali uczestnicy Klubu Bilderberg i Światowego Forum Ekonomicznego, pojawiający się również na listach Epsteina. W wyglądzie Thiela można się nawet doszukać zaskakującego podobieństwa z głównym antybohaterem filmu 6 dzień, amoralnym Michaelem Druckerem, który stał na czele korporacji nielegalnie klonującej ludzi w imię władzy i kapitału. W tym świetle nawet liberalne radio Tok FM nazwało go „mrocznym lordem Palantira”.

Wizje techno-globalistów odzwierciedla ideologia Mrocznego Oświecenia Nicka Landa, rozwijana przez Curtisa Yarvina. Jej istotą jest projekt narzucenia światu ustroju arystokratyczno-oligarchicznego, a faktycznie despotycznego przez maksymalne wzmocnienie klasy właścicieli, inwestorów i kapitalistów. Tzw. propertarianizm jedyną legitymacją władzy czyni własność. Nowością tego ustroju jest wszechobecność technologii kontroli, stąd pojawiające się określenia neofeudalizmu (Joel Kotkin), kapitalizmu inwigilacji (Shoshana Zuboff), technofeudalizmu i techlordyzmu (Yanis Varoufakis). Zadanie techlordyzmu jest radykalne: zapewnienie ideologicznej przykrywki dla kolonizacji wszystkiego – ludzkich przedsięwzięć, instytucji państwowych i samego Wall Street. „Kultury” które wykazały się „naukowo” wysoką inteligencją, powinny oddzielić się od innych; zamiast teatru demokracji należy ustanowić rząd technokratyczny, w którym polityka nie ma już znaczenia.

Proces transformacji liberalnej nadbudowy globalizacji w techno-oligarchię opartą na nowej wersji myśli „naukowo-rasistowskiej” legitymizującej „etno-gospodarki” wymaga nowych kadr. Każda ideologia dla swojej materializacji wymaga sił społecznych. Thiel stopniowo umacniał swój wpływ gospodarczy i polityczny. Jako pierwszy inwestor zewnętrzny osobiście wsparł Facebooka, a także SpaceX, OpenAI i inne firmy poprzez swoją firmę inwestycyjną Founders Fund. Afiliował więc dwóch herosów big data: Marka Zuckeberga z Mety oraz Elona Muska. Finansował i wspierał karierę wiceprezydenta J. D. Vance’a przy pomocy symulakry „człowieka z ludu”; oraz – od pierwszej kadencji – prezydenta Donalda Trumpa przy pomocy symulakry wybawcy od globalizmu i „deep state”. Dzięki potędze technologii rebranding przywódców wielkiego amerykańskiego imperium okazał się banalnie łatwy, zgodnie z zasadą, że oparciem dla symulakrów jest ich upowszechnienie. Paradoksalnie w tym dziele pomógł także Aleksandr Dugin. Wskazuje się nawet na istnienie rzekomej zbieżności interesów w osłabieniu państw oraz organizacji międzynarodowych między Thielem a prezydentem Putinem. Z drugiej strony wzbudza zdziwienie częsta obecność w Rosji i entuzjazm ojca Elona Muska, podczas gdy system Starlink wspiera Ukrainę na polu walki.

Zamiast coraz bardziej zbędnej soros-jugend, czyli międzynarodówki opartej na filozofii społeczeństwa otwartego, Thiel tworzy własną sieć potrzebną w nowym ustroju, czemu służy program stypendialny Thiel Fellowship. Stypendyści rezygnują ze studiów lub przerywają naukę, aby otrzymać grant w wysokości 250 000 dolarów oraz wsparcie ze strony sieci założycieli, inwestorów i naukowców zrzeszonych w fundacji Thiela. Podczas corocznych szczytów przekonuje się m.in. do lektury książki Ostatni obrońca pierścienia odwracającej przekaz dzieła Władca pierścieni. „Innowatorzy jutra” mają uznać, że to Mordor jest źródłem rozwoju i cywilizacji technologicznej reprezentującym rozum, a elfy i ludzie to niższe rasy. Ten ideologiczny zabieg nie zaskakuje; wszak wszechwidzące oko Saurona przedstawione jako esencja zła przez J. R. R. Tolkiena wpisuje się w osiągnięcie przez Palantir pano-optycznej zdolności kontroli milionów ludzi – indywiduów w czasie rzeczywistym. W praktyce neoliberalny homo economicus zostaje zastąpiony amorficznym „HumAIn” – kontinuum człowiek-AI; boski wolny rynek zastępuje nową boskością: boskim algorytmem.

Podobną przewrotność zaprezentował Thiel podczas serii wykładów o Antychryście na przełomie 2025 i 2026 roku, nieprzypadkowo także w Rzymie u wrót Watykanu. Według niego społeczeństwa obawiają się technologii i rzekomo wyrażają zapotrzebowanie na podmiot, który zaoferuje bezpieczeństwo za poddanie się. To właśnie Antychryst, który jest synonimem jednego światowego państwa. Nadejście Armagedonu przyspiesza aktywność ekologiczna i Greta Thunberg, dążenia do ograniczenia technologii oraz prymat instytucji międzynarodowych, na czele z ONZ i Międzynarodowym Trybunałem Karnym (ICC), który chce aresztować premiera Benjamina Netanjahu. W figurę Antychrysta wpisują się także instytucje, które utrudniają ludziom ukrywanie majątku w rajach podatkowych. O hipokryzji elit pisał już dawno Noam Chomsky, podkreślając, że zasada mówienia do ludzi jak do dzieci jest skutecznym narzędziem tej manipulacji. Ideologia mrocznego oświecenia operuje już w czasie społeczeństwa symulacjonizmu, gdzie pojęcie hipokryzji zanikło w chmurze nowomowy.

Melanż ideologii Thiela zwodzi więc łatwowierne masy, że fajnie będzie powrócić do epoki sprzed istnienia państw i narodów, w której globalczycy ograniczeni zostaną do radości z internetowych gadżetów, płacąc za e-dom czy e-byty w metawersum, przepełnieni emocjonalnymi impulsami zgodnie z programem fajne-niefajne. Z analizy wywodów Thiela wynika jednocześnie, że Antychrystem zostanie ten przywódca, który po pierwsze: przywróci państwom 483 miliardy dolarów, które tracą rocznie na globalnych nadużyciach podatkowych (312 miliardów nadużyć korporacji oraz 171 miliardów osób fizycznych). Po drugie, zdolny do tworzenia sojuszu państw odwołujących się do pokojowego współistnienia, wzajemnego gwarantowanego rozwoju i obrony interesów narodowych! Warto się zastanowić, czy podobnie jak odmowa Putina przyjęcia celów Wielkiego Resetu podczas wirtualnego forum w Davos w 2021 roku nie wpłynęła na decyzję o wywołaniu kryzysu ukraińskiego, tak brak akceptacji Watykanu wobec tez wykładów o Antychryście, nie spowodował ataku Trumpa na papieża Leona XIV?

Geopolityka mrocznego oświecenia

Umacniający się blok historyczny oparty na hegemonicznej klasie właścicieli korporacji technologicznych projektuje swoją potęgę w geopolityce. Główną misją Palantira stała się „obrona Zachodu” i „wzbudzenie strachu u naszych wrogów”. Symbolem tego procesu jest Alex Karp, który spotkał się z prezydentem Ukrainy, Wołodymyrem Zełenskim. jako pierwszy szef zachodniej korporacji od rosyjskiego ataku. Technologie Palantir stały się instrumentem podtrzymywania wojny na Ukrainie. Co więcej programy udostępniono Ukrainie za darmo, traktując ją jako pole doświadczalne. Na tle tragedii Ukrainy pierwszy raz tak jasno zaświecił tandem Black Rock i Palantir, jako symbole nadejścia władzy techno – globalizmu.

Palantir zawarł także umowę o strategicznym partnerstwie z izraelskim ministerstwem obrony, a jego technologie są stosowane w Strefie Gazy. Współpracuje również z brytyjskim ministerstwem obrony. Pomimo, że polski MON podpisał już list intencyjny o współpracy w obszarze sztucznej inteligencji, technologii informacyjnych oraz cyberbezpieczeństwa, rozsądnie zaczęto rozważać alternatywne rozwiązania.

Zgodnie z ideologią mrocznego oświecenia suwerenem jest ten, kto ma moc decydowania o stanie wyjątkowym i podejmowania decyzji poza prawem (Carl Schmitt). W tym świetle łatwiej zrozumieć proces przekształcania Stanów Zjednoczonych w techno-globalistyczne imperium oparte na arbitralnej woli prezydenta. Kto patrzy, niech widzi: hajlujący Elon Musk, potem hajlujący sekretarz wojny Pete Hegseth, wreszcie ogłoszenie przez Donalda Trumpa, że tylko jego moralność, wyobraźnia i umysł mogą ograniczać jego działania. Wreszcie zapowiedź zniszczenia całej cywilizacji perskiej przez Trumpa 7 kwietnia. Wszystko to klarowne przejawy implementacji mrocznego oświecenia. Ujawnienie licznych słabości amerykańskiej machiny wojennej podczas agresji na Iran oraz czystki wśród amerykańskich generałów są dowodem, że opór w jego realizacji ma być złamany za wszelką cenę. W tym momencie pojawia się nowe uzasadnienie ideologiczne: manifest Palantira.

Manifest Palantira

Opublikowany 18 kwietnia manifest Palantira wzywa do mobilizacji niezbędnej dla zachowania amerykańskiej dominacji, wszak „żadne inne państwo w historii świata nie promowało postępowych wartości bardziej niż USA”, a „potęga Ameryki umożliwiła niezwykle długi okres pokoju”. Idea wyjątkowego narodu ponownie w działaniu. Autorzy przekonują, że USA może uratować zmiana ustroju na republikę technologiczną. Zamiast urzędników państwowych, system polityczny muszą opanować korporacje Big Tech i Big Data. Twarda siła w XXI wieku będzie się bowiem opierać na oprogramowaniu, stąd odpowiedzialność, czyli realną władzę, ma objąć Dolina Krzemowa. Pierwszorzędnym zadaniem stanie się stworzenie broni opartej na sztucznej inteligencji, która będzie ważniejsza od broni atomowej. Z drugiej strony wojna wciąż wymaga realnych żołnierzy dlatego manifest postuluje, aby służba wojskowa stała się powszechnym obowiązkiem.

Esencję mrocznego oświecenia można dostrzec w tezie, według której „ci, którzy nie mówią nic złego, często nie mówią w ogóle nic ciekawego”. Język wojny, strachu, nienawiści, wrogości, akceptacji zabijania, choćby dzieci wrogów, są więc tu doskonale uzasadnione. Tym bardziej, że manifest przywraca rasistowski podział na lepsze i gorsze kultury. W tym kontekście nie zaskakuje anulowanie „dorobku” Japonii i Niemiec podczas II wojny światowej poprzez przyznanie im prawa do rewizji jej wyników i remilitaryzacji, teraz pod cyfrową kontrolą Palantira.

Z kolei przywódca techno-imperium ma być zwolniony z ocen w ramach „tolerancji dla złożoności i sprzeczności ludzkiej psychiki”, co daje idealny asumpt dla wprowadzenia tyranii. Sprzyjać jej będzie cenzura prewencyjna, gdyż „bezwzględne ujawnianie życia prywatnego osób publicznych odstrasza zbyt wiele utalentowanych osób od pracy w służbie rządowej”. Archaizm wpisany w treść manifestu ma na celu powrót do ery w której panuje prawo silniejszego. A że najsilniejszym komponentem sieci korporacyjnej stały się Big Techy i Big Data, to właśnie one roszczą sobie prawo do zarządzania światem w oparciu o nadzór, inwigilację i odłączanie wrogów od systemu. Wszystkie czujniki, satelity, telefony i wszelkie urządzenia zdolne do transmisji sygnału są przecież podłączone do jednej sieci. Granica między online i offline zaciera się, stając się płynna. Ogromne sieci sztucznej inteligencji dekodują, katalogują i gromadzą to wszystko w jednym miejscu w czasie rzeczywistym. Manifest uzasadnia totalną kontrolę, odpowiadającą wizji Roku 1984 George’a Orwella: „oczy” wszędzie, urządzenia wszędzie, a Wielki Brat – Sauron nieustannie wszystkich obserwuje, programując dywidua – Nazgule, aby bronili nowego ustroju przed nadejściem Antychrysta.

Konkluzje

Ewolucja władzy globalnej w XXI wieku pozwala zidentyfikować nowe podziały polityczno-ideologiczne. Przede wszystkim zdezaktualizował się oświeceniowy podział na lewicę i prawicę. Implementacja idei mrocznego oświecenia oznacza, że podstawowy punkt odniesienia powinien teraz stanowić manifest Palantira. Trzeba się zgodzić z byłym ministrem finansów Grecji, Yanisem Varoufakisem, wskazującym, że „jedynym pytaniem jest, czy wystarczająca liczba z nas zdąży to dostrzec, zanim boski algorytm uniemożliwi rozpoznanie czegokolwiek – lub kogokolwiek – poza chmurą”. Dlatego należy ostrożnie nakreślić aktualny stan walki klas.

Jak się wydaje, funkcję konserwatyzmu w XIX wieku, a liberalizmu w XX – pełnią obecnie partie i organizacje Palantir / BlackRock; rolę lewicy reformistycznej przyjmują partie i organizacje suwerenistyczne, które wzmacniając autonomię lokalną próbują osłabić napór tych pierwszych; z kolei rolę partii rewolucyjnych, narodowo-wyzwoleńczych i komunistycznych, reprezentują partie i organizacje „emancypacji” całkowicie negujące cywilizację resetu i ideologie Palantira. W ich miejsce proponują nowy ustrój realnego dobra wspólnego, którego niezbędnym warunkiem jest przyporządkowanie technologii do celów społecznych.

Na podstawie wskazanego podziału łatwo zidentyfikować konkretnych aktorów uwikłanych w sieci Palantir / BlackRock. Jest to zarazem sensowny punkt odniesienia potrzebny w kształtowaniu sojuszy strategicznych i taktycznych służących odbudowie podmiotowości, nie tylko zresztą Polski. Ruchy suwerenistyczne i emancypacyjne sprzyjają także budowie bardziej sprawiedliwego porządku międzynarodowego. Wymaga on uzupełnienia praw człowieka prawem narodów oraz odrzucenia praw dżungli na rzecz nowego paradygmatu relacji międzynarodowych: oparcia świata wielobiegunowego na zasadach pokojowego współistnienia i wzajemnego gwarantowanego rozwoju.

prof. Gracjan Cimek

Prof. Marandi ostrzega przed ponowną eskalacją działań przeciwko Iranowi. Podsumowanie.

„Wyznaczono nagrodę za moją głowę” – prof. Seyed Marandi ostrzega przed ponowną eskalacją działań przeciwko Iranowi

W wywiadzie „ONI WYZNACZYLI ZA MNIE NAGRODĘ – Prof. Seyed Marandi o wojnie z Iranem” irański politolog Seyed Mohammad Marandi omawia niebezpieczeństwo nowej wojny między USA, Izraelem i Iranem, rolę syjonizmu w amerykańskiej polityce zagranicznej, strategiczną kontrolę nad Cieśniną Ormuz oraz osobiste groźby śmierci pod jego adresem. Wywiad przedstawia obraz regionu, który, zdaniem Marandiego, jedynie pozornie żyje w zawieszeniu broni, podczas gdy za kulisami trwają już przygotowania do kolejnej eskalacji.

Od początku jasno daje do zrozumienia, że ​​uważa nowy atak USA i Izraela na Iran za nie tylko możliwy, ale wręcz prawdopodobny. Stany Zjednoczone w ostatnich tygodniach masowo przerzuciły sprzęt wojskowy do regionu Zatoki Perskiej. Duże ilości żołnierzy i sprzętu zostały przerzucone do Kuwejtu, Bahrajnu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jednocześnie liczne myśliwce stacjonują w Katarze, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Według Marandiego istnieją mocne dowody na to, że Waszyngton przygotowuje zarówno wojnę powietrzną na dużą skalę, jak i potencjalne operacje lądowe.

Szczególnie niepokojące jest to, że decyzje te nie były podejmowane racjonalnie. Błąd zachodnich analityków, jak twierdził, polegał na logicznym postrzeganiu sytuacji. Ludzie wokół Donalda Trumpa nie byli jednak racjonalni, twierdził Marandi. Prawdziwą siłą napędową eskalacji, jak twierdził, był syjonizm i wpływ izraelskiego lobby na politykę amerykańską. Nawet Trump, jak twierdził Marandi, wiedział, że wojna z Iranem nie leży w interesie USA, a mimo to był nieustannie popychany w tym kierunku.

Marandi powołuje się na wypowiedzi byłego wysokiego rangą oficera amerykańskiego wywiadu Joe Kenta, który oświadczył, że Iran nie stanowi zagrożenia nuklearnego, a prawdziwą siłą napędową eskalacji jest agenda syjonistyczna. W ciągu ostatnich kilku miesięcy nic się w tej kwestii nie zmieniło. Siły, które rozpoczęły wojnę, pozostają aktywne i bynajmniej nie straciły swoich wpływów.

Irański profesor opisuje Trumpa jako politycznie nieprzewidywalnego. Prezydent USA regularnie zmienia swoje stanowisko w ciągu kilku godzin. Dlatego uważa, że ​​poważna analiza poszczególnych wypowiedzi Trumpa nie ma sensu. Podczas gdy zachodnie media interpretują każdą nową wypowiedź jako sygnał strategiczny, on postrzega ją raczej jako impulsywną i sprzeczną komunikację.

Marandi jest szczególnie krytyczny wobec reakcji Zachodu na retorykę Trumpa dotyczącą Iranu. Kiedy Trump mówi otwarcie o „unicestwieniu” lub „powrocie Iranu do epoki kamienia łupanego”, nie spotyka się to z oburzeniem ze strony zachodnich mediów ani potępieniem ze strony parlamentów europejskich. Świadczy to bardziej o kulturze politycznej Zachodu niż o samym Trumpie.

Centralnym pytaniem w dyskusji jest, dlaczego zawieszenie broni po 39-dniowej wojnie między Iranem a USA/Izraelem coraz bardziej się rozpada. Według Marandiego, Iran wielokrotnie oferował Waszyngtonowi możliwość deeskalacji. Po początkowej 12-dniowej wojnie, Stany Zjednoczone zażądały zawieszenia broni, ponieważ ich strategia „bezwarunkowej kapitulacji” zawiodła. Później USA przeprowadziły kolejny atak z użyciem ogromnej siły ognia, tym razem wykorzystując cały region Zatoki Perskiej jako bazę wojskową. Pomimo tej eskalacji, po 39 dniach Waszyngton został ostatecznie zmuszony do zaakceptowania irańskiego dziesięciopunktowego planu jako podstawy dalszych negocjacji.

Marandi opisuje późniejsze zawieszenie broni jako złożone porozumienie regionalne, obejmujące również Gazę i Liban. Iran zgodził się ponownie zezwolić statkom z niektórych państw Zatoki Perskiej na przepływanie przez Cieśninę Ormuz. Przejście to było wcześniej zablokowane wyłącznie dla krajów aktywnie uczestniczących w amerykańskiej koalicji wojskowej – w tym Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bahrajnu, Kuwejtu, Kataru i Arabii Saudyjskiej. Z drugiej strony, statki chińskie, rosyjskie, pakistańskie i indyjskie nigdy nie zostały objęte zakazem.

Jednak premier Izraela Benjamin Netanjahu celowo sabotował to porozumienie. Krótko po rozpoczęciu zawieszenia broni Izrael ponownie zbombardował Liban i próbował zniweczyć regionalne porozumienie. Jednocześnie Stany Zjednoczone nałożyły blokadę na irańskie porty – posunięcie, które Marandi określa jako jawne naruszenie zawieszenia broni i akt wojny.

Marandi obszernie omawia strategiczne znaczenie Cieśniny Ormuz. Wojna fundamentalnie zmieniła stanowisko Iranu. Przez dekady Teheran nie zabiegał o trwałą kontrolę nad cieśniną. Dopiero wykorzystanie Zatoki Perskiej jako bazy wypadowej do ataków na Iran zmieniło tę politykę. Z perspektywy Teheranu region ten nigdy więcej nie może być wykorzystywany jako platforma militarna przeciwko Iranowi. Dlatego Iran zamierza w przyszłości sprawować trwałą kontrolę nad bezpieczeństwem Cieśniny Ormuz.

Marandi obwinia za to przede wszystkim Zjednoczone Emiraty Arabskie. Twierdzi, że Emiraty nawiązały szczególnie bliskie stosunki z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi i aktywnie dążyły do ​​eskalacji konfliktu. Według Marandiego, myśliwce Mirage – samoloty, których same Stany Zjednoczone nie posiadają – były używane w atakach na cele irańskie podczas wojny. Dlatego Iran zakłada, że ​​Emiraty brały bezpośredni udział w atakach.

Pośrednio oskarża prezydenta Emiratów Mohammeda bin Zayeda o narażanie własnego kraju na niebezpieczeństwo poprzez bliskie powiązania z Izraelem. Emiraty są obecnie centrum wpływów Izraela w regionie Zatoki Perskiej. Struktury Mossadu mają tam silną pozycję, izraelscy żołnierze regularnie operują w kraju, a polityka Emiratów jest coraz bardziej zgodna z interesami Izraela – zarówno w Zatoce Perskiej, jak i w Afryce Północnej i na Rogu Afryki.

Jednocześnie Marandi podkreśla, że ​​Iran historycznie nie był agresywną potęgą regionalną. Od około 300 lat Iran nie prowadził agresywnej wojny przeciwko sąsiednim państwom. Zamiast tego sam był wielokrotnie celem wojen – szczególnie podczas wojny iracko-irańskiej, kiedy Saddam Husajn zaatakował Iran przy wsparciu państw zachodnich i monarchii Zatoki Perskiej. Marandi przypomina, że ​​w tamtym czasie przeciwko Iranowi użyto broni chemicznej, a on sam przeżył dwa ataki gazem bojowym.

Profesor oskarża państwa Zatoki Perskiej o powtarzanie tych samych błędów pomimo wcześniejszych pojednań. Podczas wojny w Syrii Katar, Arabia Saudyjska i inne państwa wspierały ugrupowania ekstremistyczne, takie jak ISIS i Al-Kaida. Teraz te same państwa ponownie udostępniły swoje terytoria do ataków na Iran. Z perspektywy Iranu uczyniło to z nich strony konfliktu.

Rozmowa przybiera szczególnie burzliwy obrót, gdy Marandi ujawnia, że ​​podczas wojny publicznie wyznaczono nagrodę za jego głowę. Zweryfikowane konto na X/Twitterze zebrało milion dolarów na jego porwanie. Pomimo licznych skarg, platforma początkowo odmówiła usunięcia wezwania do działania. Wyjaśnia, że ​​podczas wojny żył w izolacji, aby uniknąć narażenia innych na niebezpieczeństwo w razie ataku.

Marandi wyjaśnia, że ​​Zachód systematycznie ukrywa prawdziwe przyczyny konfliktu. Ani prawa człowieka, ani terroryzm, ani irański program nuklearny nie są prawdziwym powodem nacisków na Iran. Prawdziwym sednem konfliktu jest wsparcie Iranu dla Palestyńczyków i jego sprzeciw wobec zniszczenia Palestyny. Według Marandiego, Zachód w rzeczywistości wspiera „zagładę” Palestyńczyków.

Program nuklearny to jedynie pretekst. Od dziesięcioleci izraelscy politycy twierdzą, że Iran jest o krok od zbudowania bomby atomowej. Jednocześnie CIA, międzynarodowe agencje energii jądrowej, a nawet amerykańskie służby wywiadowcze wielokrotnie twierdziły, że Iran nie pracuje nad bronią jądrową. Marandi powołuje się na oświadczenia Joe Kenta i Tulsi Gabbard, którzy publicznie zadeklarowali, że Iran nie pracuje nad bronią jądrową.

Iran postrzega zatem swój program nuklearny jako suwerenne prawo. Rewolucja islamska była ostatecznie projektem niepodległości narodowej – decyzje powinny być podejmowane w Teheranie, a nie w Waszyngtonie. Według Marandiego, Zachód musi to w końcu zaakceptować.

Pod koniec wywiadu Marandi ostrzega przed dramatycznymi konsekwencjami ekonomicznymi nowej wojny. Szkody dla światowej gospodarki są już ogromne. Koszty dla USA i gospodarki światowej sięgają już bilionów. Jeśli konflikt się zaostrzy, zagrożeniem nie będzie zwykła recesja, lecz depresja gorsza niż ta z lat 30. XX wieku. Szczególnie dotknięte zostałyby dostawy energii, petrochemia, rynki LNG i globalne łańcuchy dostaw.

Marandi jest zatem przekonany, że nowa wojna nie wzmocni ani USA, ani Izraela. Spowoduje jedynie jeszcze większe zniszczenia, załamanie gospodarcze i głębszy globalny kryzys.

Paul Valery (1927). O wielkich mocarstwach, i imperiach.

Paul Valery,  Uwagi marginalne (1927)

Wybrał Andrzej Wadas

W czasach nowożytnych ani jedno wielkie mocarstwo, ani jedno europejskie imperium nie zdołało utrzymać się u szczytu potęgi i rozszerzać swoich podbojów dłużej niż przez pięćdziesiąt lat. Najwięksi ludzie ponosili w tym względzie porażkę; nawet ci najbardziej skuteczni prowadzili swoje państwa ku ruinie. Karol V, Ludwik XIV, Napoleon, Metternich, Bismarck. Średnia trwałość: czterdzieści lat. Bez wyjątków.

Europa w sposób widoczny zmierza ku temu, by być rządzoną przez amerykańską komisję. Cała jej polityka zdaje się do tego prowadzić.

Nie umiejąc uwolnić się od własnej historii, zostaniemy od niej uwolnieni przez szczęśliwy naród, który niemal jej nie posiada. Jest to naród szczęśliwy i narzuci nam swoje szczęście…

Historia jest najniebezpieczniejszym produktem, jaki stworzyła chemia ludzkiego umysłu. Jej właściwości są dobrze znane. Rodzi marzenia, upaja narody, wywołuje fałszywe wspomnienia, wyolbrzymia ich reakcje, nie pozwala zabliźnić się dawnym ranom, zakłóca sen, prowadzi do urojeń wielkości lub prześladowania i czyni narody zgorzkniałymi, aroganckimi, nieznośnymi oraz próżnymi. Historia potrafi usprawiedliwić wszystko…

W obecnym stanie świata niebezpieczeństwo ulegania uwodzicielskiej sile historii jest większe niż kiedykolwiek wcześniej. Zjawiskom politycznym naszych czasów towarzyszy bowiem — i dodatkowo je komplikuje — zmiana skali bez precedensu, a raczej zmiana samego porządku rzeczy. Świat, do którego zaczynamy należeć zarówno jako ludzie, jak i narody, nie jest już odbiciem świata, który był nam dotąd znany.

System przyczyn rządzących losem nas wszystkich obejmuje odtąd całą planetę i sprawia, że każdy wstrząs rozbrzmiewa wszędzie: nie ma już problemów lokalnych ani kwestii, które można rozwiązać wyłącznie na miejscu.

Głównym celem polityki było — i dla niektórych nadal pozostaje — zdobywanie terytorium. Używano przymusu, odbierano komuś upragnioną ziemię i na tym rzecz się kończyła. Lecz któż nie dostrzega, że przedsięwzięcia, które dawniej sprowadzały się do konferencji, następnie pojedynku, a wreszcie układu, będą w przyszłości pociągały za sobą tak nieuchronne konsekwencje powszechne, iż nic nie jest bardziej prawdopodobne niż to, że wciągną one cały świat — a ich niemal natychmiastowych skutków nie sposób będzie ani przewidzieć, ani ograniczyć. Cały geniusz dawnych wielkich rządów został wyczerpany, pozbawiony skuteczności, a nawet znaczenia przez rozszerzenie i wzajemne uzależnienie zjawisk politycznych. Nie geniusz bowiem, nie siła charakteru czy umysłu, ani nawet tradycja — choćby brytyjska — mogą dziś rościć sobie prawo do dowolnego kształtowania warunków i reakcji świata ludzkiego, do którego dawna geometria i mechanika polityczna zupełnie już nie przystają…

Im dalej posuwamy się naprzód, tym mniej proste i mniej przewidywalne będą rezultaty, a działania polityczne — nawet interwencje zbrojne, czyli działania bezpośrednie i pozornie oczywiste — coraz rzadziej przyniosą skutki zgodne z oczekiwaniami. Ich skala, powierzchowność, skumulowany efekt, wzajemne powiązania, niemożność ich lokalizacji oraz szybkość następstw będą coraz bardziej wymuszały politykę zupełnie innego rodzaju niż ta obecna. Nic bowiem nie zostało tak zniszczone przez ostatnią wojnę jak pretensja do przewidywania przyszłości.

Żydzi na Kaukazie: dwa tysiące lat historii, tradycji i dialogu

gorskie.ru/juhuro/evrei-na-kavkaze-dve-tysyachi-let-istorii-traditsij-i-dialoga

Żydzi na Kaukazie: dwa tysiące lat historii, tradycji i dialogu

17 kwietnia 2025 r



Jak Żydzi górscy stali się integralną częścią Kaukazu – od Persji po Krasną Słobodę

Najstarsze ślady: od Persji po Derbent 1

Historia obecności Żydów na Kaukazie sięga czasów starożytnych. Według danych historycznych i językowych przodkowie Żydów górskich przybyli na Kaukaz w V–VII w. n.e. z Persji, która znajdowała się pod panowaniem Imperium Sasanidów2. Do przesiedlenia doszło w kontekście prześladowań religijnych i wstrząsów społecznych, w tym stłumienia ruchu Mazdaizmu 3i powstania przeciwko Jazdichrytom4.

Według innej wersji, cieszącej się poparciem części naukowców i popularną tradycją, Żydzi górscy wywodzą się z Dziesięciu Zaginionych Plemion Izraela, wypędzonych z Królestwa Izraela w VIII wieku p.n.e. Drogi wędrówek wiodły przez Asyrię, Babilon, Persję i Kaukaz, gdzie część społeczności osiedliła się na zboczach gór i w dolinach.

Wzmianki o Żydach na Kaukazie znajdują się w kronikach autorów starożytnych i średniowiecznych, a także w dokumentach z czasów kaganatu chazarskiego5, gdzie judaizm był religią państwową.

Geografia osadnictwa: od Derbentu do Groznego

Kaukaz to region zamieszkiwany przez wiele grup etnicznych, kultur i religii. Żydzi osiedlali się tu głównie na terenie współczesnego Dagestanu, Azerbejdżanu, Czeczenii, Inguszetii, Karaczajo-Czerkiesji, Kabardyno-Bałkarii i Osetii Północnej. Największymi ośrodkami były:

– Derbent to jedno z najstarszych miast w Rosji, w którym Żydzi mieszkali od czasów starożytnych. Istniały tu synagogi, szkoły, a w XVII–XIX w. kwitło rzemiosło.

– Kuba (Krasnaya Sloboda) to wyjątkowe miejsce na terytorium Azerbejdżanu, w całości zamieszkane przez Żydów. Założona w XVIII wieku, szybko stała się centrum duchowym i kulturalnym.

– Baku, Shemakha, Ganja – istniały tu aktywne górskie społeczności żydowskie, mające kontakt z ludnością muzułmańską i chrześcijańską.

– Grozny i Nalczyk – do końca XX wieku w tych miastach zachowały się duże społeczności z rozwiniętym życiem religijnym i kulturalnym.

Utworzenie grupy etnicznej: Żydzi górscy

Żydzi górscy (Dżugurowie, Dzhuuro6) to wyjątkowa grupa żydowska powstała na Kaukazie. Wyróżniają się:

– Język juuri (górski żydowski)7 – odmiana języka irańskiego z elementami żydowskimi;

– przynależność do sefardyjskiego obrządku judaizmu;

– dostosowanie do lokalnych zwyczajów, w tym elementów życia codziennego, ubioru, kuchni;

– wysoki poziom religijności i struktura patriarchalna.

Ich kultura stała się syntezą kultury żydowskiej i kaukaskiej: surowe przepisy szabatowe połączono z szacunkiem dla starszych, starożytne psalmy z motywami muzycznymi Wschodu, ubiór z elementami stroju górskiego.


Stosunki z sąsiadami

Historia Żydów górskich na Kaukazie jest wyjątkowa także dlatego, że przebiegała bez większych pogromów i ludobójstwa ze strony miejscowej ludności. Mimo izolowanych konfliktów, na ogół Żydzi górscy żyli w atmosferze szacunku i wzajemnego współżycia.
Dlaczego było to możliwe?

– Bliskość językowa i kulturowa z innymi ludami mówiącymi w języku tata8.

– Udział Żydów w handlu, medycynie, kowalstwie i jubilerstwie.

– Neutralna pozycja w konfliktach i lojalność wobec władz.

Chęć przestrzegania ogólnie przyjętych kaukaskich norm honoru i gościnności.

– W wielu regionach górskich Żydów szanowano jako „lud księgi”, zdolny do bezkonfliktowego zachowywania swojej wiary.

Życie religijne

Synagogi były ośrodkami życia w każdej osadzie. Niektóre z nich, jak synagoga w Krasnej Słobodzie, działają już ponad 100 lat.

W XIX w. pojawiły się chedery, a następnie jesziwy – placówki oświatowe, w których nauczano Tory, Talmudu i podstaw judaizmu. Jednocześnie Żydzi nie porzucili świeckiej edukacji, zwłaszcza na początku XX wieku.

W czasach sowieckich, pomimo zakazów, wiele tradycji kultywowano w tajemnicy. W rodzinach obchodzono szabat, w domu wypiekano macę, a święta obchodzono w tajemnicy. Niektórzy działacze religijni byli represjonowani, ale wiara nie zniknęła.

Tradycje zrodzone na Kaukazie

Żyjąc obok innych ludów, Żydzi górscy wykształcili specjalne zwyczaje:

– Ogniska w Nissan (pierwszy dzień miesiąca Nissan, poprzedzający Paschę).

– Govgil to rodzinne święto na zakończenie Paschy.

– Ceremonie ślubne i pogrzebowe z elementami kaukaskimi.

Szacunek dla architektury górskiej: domy budowano w duchu architektury górskiej, z otwartymi dziedzińcami i werandami.

– Związki międzynarodowościowe – Żydzi i Lezgini9, Żydzi i Awarowie, Żydzi i Tatarzy byli przyjaciółmi, współpracowali, a czasem nawet wstępowali w związki rodzinne.

Emigracja i diaspora

Od końca lat 70. XX w., zwłaszcza po upadku ZSRR, znaczna część Żydów górskich opuściła Kaukaz. Główne kraje zamieszkania:

– Izrael jest największą społecznością, szczególnie w Netanji, Haderze, Or Akivie, Hajfie i Sderot.

– USA – społeczności w Nowym Jorku (szczególnie na Brooklynie).

– Rosja – Moskwa, Petersburg, Derbent, Machaczkała, Krasnodar.

– Niemcy, Kanada, Belgia, Francja to osobne ośrodki gmin.

Pomimo przesiedlenia wielu z nich zachowało swój język, zwyczaje, muzykę i kuchnię. Pojawiły się centra kultury, fundacje i media działające w języku juuri i rosyjskim.

Dziedzictwo kulturowe

Kaukaz dał Żydom górskim wiele, w tym umiejętność adaptacji a jednocześnie zachowania własnych wartości.

Dziś zainteresowanie historią Żydów na Kaukazie rośnie. Organizowane są konferencje, publikowane są książki, powstają filmy dokumentalne.


Podsumowanie


Historia Żydów na Kaukazie to historia wyjątkowego współistnienia i wzajemnego oddziaływania. To przykład tego, jak można być częścią gór i jednocześnie częścią narodu żydowskiego, nie tracąc przy tym swojej istoty.

Żydzi górscy są pomostem między Jerozolimą a Kaukazem, między starożytnością a nowoczesnością, między tradycją a życiem.

N. Nisanow

========================================================

1 miasto w Dagestanie

2 dynastia panująca w Iranie w latach 224–651 naszej ery

3 Podstawę mazdaizmu stanowi wyrażony w formie mitologicznej światopogląd dualistyczny; główną w nim jest idea walki przeciwstawnych sił: światła i ciemności, życia i śmierci, dobra i zła itd.

4 ?

5 lud koczowniczy pochodzenia tureckiego

6 Джууро – потомки иранских евреев

7 Горско-еврейский (джуури, джухури) (самоназв.: cuhuri / джугьури / ז’אוּהאוּראִ) — диалект татского языка и родной язык горских евреев Восточного Кавказа

8 Та́ты — иранский этнос, проживающий в Азербайджане и России

9 Лезгины — это дагестанский народ, один из коренных и многочисленных народов Кавказа

Tęczowy kościół dorobił się właśnie hymnu gejowskiego: Jest nim „Dancing Queen” zespołu ABBA

Tęczowy kościół dorobił się właśnie hymnu gejowskiego: Jest nim „Dancing Queen” zespołu ABBA

Date: 9 Maggio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/teczowy-kosciol-dorobil-sie-wlasnie-hymnu-gejowskiego-jest-nim-dancing-queen-zespolu-abba

Wygląda na to, że Watykan znalazł idealną ścieżkę dźwiękową dla swojego synodalno-modernistycznego-tęczowego kościoła.

Od dawna odłożono na bok chorał gregoriański – muzykę dla nostalgików o twarzach przypominających marynowane papryczki chili (copyright Bergoglio) – i oto mamy w Kościele Katolickim „Dancing Queen” zespołu ABBA – utwór uznany za hymn społeczności LGBTQ+.

Piosenka ta została odegrana 6 maja 2026 – nie przez kogoś przypadkowego, ale przez orkiestrę watykańską corriere.it/la-banda-del-vaticano-stupisce-piazza-san-pietro-davanti-al-papa-risuona-dancing-queen-degli-abba/– i nie podczas jakiegoś nostalgicznego spotkania pokolenia baby boomers, ale podczas audiencji generalnej Leona XIV – na Placu św. Piotra – wraz z innymi utworami z lat siedemdziesiątych, takimi jak „Sweet Caroline”.

Trzeba wiedzieć, że „Dancing Queen”  to nie tylko chwytliwa piosenka. Kojarzona z queerowym życiem nocnym, paradami równości i gejowskimi przestrzeniami społecznymi, stanowi prawdziwy symbol, podobnie jak tęczowa flaga.

Niektórzy zareagowali, twierdząc, że nie należy od razu myśleć negatywnie, ale faktem jest, że wykonanie utworu „Dancing Queen”  na Placu św. Piotra wpisuje się w szereg niezaprzeczalnych faktów.

Przypomnijmy sobie najważniejsze z nich.

„Fiducia supplicans”, mimo tysiąca wyjaśnień i zastrzeżeń, w rzeczywistości otworzyła drogę do błogosławieństw dla par w nieregularnych związkach oraz dla par tej samej płci. A Prevost nie zmienił kursu.

Podczas spotkania z Leonem, znany pro-gejowski jezuita James Martin poinformował, że papież zachęcił go do kontynuowania zaangażowania na rzecz społeczności LGBTQ+ w tym samym duchu „otwartości”, który charakteryzował pontyfikat Bergoglia.

Nie zapominajmy też, że podczas Jubileuszu, pielgrzymka osób LGBTQ+ do Bazyliki św. Piotra, oficjalnie wpisana w program jubileuszowy, charakteryzowała się obecnością osób noszących symbole ruchu pride, w tym koszulki z wulgarnymi napisami. I nikt nie zareagował.

Niedawno, jak informowaliśmy, grupa robocza nr 9 synodu poświęconego synodalności uwzględniła w raporcie końcowym świadectwa osób homoseksualnych, przedstawiając je jako część procesu „wspólnego rozeznania”, zgodnie z którym grzech „nie polega na relacji między osobami tej samej płci”, lecz na braku wiary.

Kiedyś Kościół głosił, że grzechy przeciwko naturze wołają o pomstę przed obliczem Boga. Dzisiaj, co najwyżej zaleca rozeznanie, a całą sprawę okrasza „Abba”.

Tymczasem w Chiavari i Rimini diecezje organizują kolejne czuwania modlitewne „za ofiary homotransfobii” (w Rimini w obecności biskupa).

Kiedy nastąpi zmiana flagi Watykanu? – Ta biało-żółta jest już przestarzała. Tęcza byłaby bardziej odpowiednia. I bez kluczy Piotra. W końcu wszystkie drzwi zostały otwarte.

INFO: aldomariavalli.it//e-ora-la-chiesa-arcobaleno-ha-pure-linno-dancing-queen-degli-abba/

Melchiccy biskupi: Izrael celowo niszczy wioski przy granicy z Libanem. Rujnowane szkoły, kościoły i domy

Melchiccy biskupi: Izrael celowo niszczy wioski przy granicy z Libanem. Rujnowane szkoły, kościoły i domy

9 maja 2026 melchiccy-biskupi-izrael-celowo-niszczy-wioski-przy-granicy-z-libanem-rujnowane-szkoly-koscioly-i-domy

Liban.jpg
fot. EPA/ATEF SAFADI Dostawca: PAP/EPA.

Wkraczając na terytoria południowego Libanu izraelska armia niszczy okoliczne wnioski. Według biskupów Greckiego Melchickiego Kościoła Katolickiego działania te mają zaplanowany charakter. Żydowskie wojsko celowo dewastuje szkoły, kościoły i domy mieszkańców. 

Hierarchowie wystosowali apel do rządu Libanu, ONZ i innych organizacji międzynarodowych o podjęcie działań mających chronić cywili we wsiach na południu Libanu.

Zdaniem duchownych żydowskie wojsko celowo niszczy zabudowę, kościoły i szkoły nawet we wsiach znajdujących się całkowicie pod kontrolą IDF i opuszczonych przez mieszkańców.

W opinii biskupów to element szerszej strategii destrukcji, jaką przyjęła izraelska armia. W jej obliczu hierarchowie wezwali do natychmiastowego zawarcia zawieszenia broni oraz umożliwienia mieszkańcom okupowanych wsi powrót do domu.

Źródło: opoka.org.pl

Planowana burza kolejnych kryzysów

Planowana burza kolejnych kryzysów

9. maja 2026 Autor Marek Wójcik world-scam/planowana-burza-kolejnych-kryzysow

Kolejny kryzys będzie zapewne dotyczył plam na Marsie. Wiem, że powinno być na Słońcu, ale nasza najbliższa gwiazda jest symbolem i źródłem życia, natomiast Mars jest bogiem wojny, więc się lepiej nadaje do szerzenia paniki.

Hasło planeta płonie zmienia się na: Ziemi grozi kolejna epoka lodowcowa. Tym razem odwrotnie niż w kiedyś jedynie słusznej doktrynie socjalizmu nie jest ważny kierunek – liczy się strach. Powstaną nowe pokolenia fanatyków zagrożenia klimatu. Będą zapewne używać mrozoodpornego kleju do asfaltu.

Również kwestia inżynierii klimatycznej – chemtrails – powinna ulec korekcie. Powinna, ale korekty nie będzie, ponieważ nie o klimat tu idzie.

Inwazja emigrantów trwa niezależnie od rozwoju wojny na Bliskim wschodzie. To jest także zaplanowany i realizowany przez globalistów kryzys.

Hantavirus – nowa strategia strachu.

Chociaż większość ludzi dała się nabrać na zagrożenie koronawirusem, dzisiaj ta sama strategia ma niewielkie szanse na sukces. Znowu jakaś grupa turystów wpadła na jakimś okręcie w niewolę globalistów. Znowu wykorzystano przypadki grypy, która nieraz kończy się śmiercią, by stworzyć atmosferą zagrożenia pandemicznego i pozwolić terroryście na stanowisku herszta bandy zwanej WHO, na propagowanie następnej plandemii. Tym razem globaliści nie popełnili błędu humorystycznej nazwy jak małpia ospa i wymyślili całkiem nową, chociaż od co najmniej dekady znaną wersję wirusa hantawirus.

Ciągle jeszcze nie ma rzetelnego naukowego dowodu, że wirusy naprawdę istnieją i są przyczyną, a nie skutkiem chorób. Tak zwane izolacje wirusów są dokonywane bez badań kontrolnych, które zawsze były wymagane, by uznać te czynności za naukowo uzasadnione. Kogo to wzrusza? Ważne, że w prasie i w telewizji mówi się o wyizolowaniu hantawirusa. Do dzisiaj nikomu nie udało się uzyskać nagrody 1,5 miliona euro za przedstawienie autentycznej, czyli zgodnej z podstawowymi zasadami naukowymi izolacji koronawirusa.

Moderna poinformowała w piątek o nawiązaniu szeroko zakrojonej współpracy z Centrum Innowacji Szczepionkowych działającym przy Korea University College of Medicine w celu opracowania szczepionki przeciwko hantawirusom opartej na mRNA (kwasie rybonukleinowym). Źródło.

Pająki już zaczęły budować sieć do generowania korzyści kosztem zdrowia całej populacji. Nie mogą przecież zrezygnować z potencjalnych zysków opartych na plandemicznych kłamstwach globalnych sponsorów.

Nowa pandemia wydaje się nabierać tempa. Światowa Organizacja Zdrowia przyjęła postawę kryzysową, ponieważ bardzo troszczy się o nasze zdrowie, dbając o nasze bezpieczeństwo i ratując życie. Dyrektor generalny WHO terrorysta, Tedros Adhanom Ghebreyesus, ogłosił, że w nadchodzących tygodniach odnotujemy znacznie więcej przypadków hantawirusa.

Cytat z wczorajszego artykułu na TrendCompass: Idealna burza narastających kryzysów. Źródło.

Kolejni kandydaci do eliminacji w drodze realizacji polityki depopulacyjnej ustawią się w koleje po nowe szpryce. W ten naturalny sposób pozbywają się globaliści swoich wiernych wyznawców. Te 30 milionów kolejnych ofiar kampanii szczepionkowej niewiele zmieni w światowej populacji. Jedynie naturalny przyrost ludności ulegnie spowolnieniu. Jeśli jednak świat pozwoli na następne oszustwo wirusowe, skutki mogą znacznie przewyższyć tragedię plandemii sprzed sześciu lat.

Statek z chorymi na grypę zwaną hantawirusem wziął kurs na Europę. Najwyraźniej ten właśnie kontynent będzie największą ofiarą intryg globalistów.

W oczekiwaniu na bezobjawowe objawy choroby wywołanej przez WHO proponuję zaszczepić się przeciwko ogłupianiu. To jest jedyna naprawdę skuteczna szczepionka, która wywołuje salwy śmiechu na każdą wzmiankę o nowej plandemii. Śmiech to największy wróg strachu. Dlatego właśnie stosuje się w niektórych krajach drakońskie kary za nabijanie się z nowego oszustwa pseudowirusa z przedrostkiem hanta.

W NRD oglądanie zachodniej telewizji było zakazane. Dochodzę powoli do wniosku, że nie było to aż takie głupie. Inne czasy, inne kłamstwa.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

WRZASK NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM

WRZASK NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora/wrzask-nad-kukulczym-gniazdem

Za sprawą Sławomira Mentzena głośno się ostatnio zrobiło o jednym z generałów w Polsce, co wzbudziło skowyt tak zwanego systemu i mało przychylne komentarze wobec lidera Konfederacji. Szef Nowej Nadziei nie jest bohaterem mojego romansu, jak to się górnolotnie czasem mawia, jednak w pełni popieram jego wątpliwości dotyczące tej postaci, robiącej zawrotną karierę przy życzliwym wsparciu szefa tak zwanej komisji smoleńskiej, z którym moje drogi przecięły się nieszczęśliwie w przeszłości, o czym wspominam w najnowszej książce „Ostatni lot PLF 101”.

Szefowi Sztabu Generalnego Wojska Polskiego poświęciłem całych sześć zdań już w październiku roku 2024. Ostatnich zdań w felietonie, który pierwotnie ukazał się w Warszawskiej Gazecie, a później trafił do książki „Przewodnik po piekle”. Podejrzewam, że mało kto zrozumiał wówczas o kogo mi chodziło, a zatem przytoczę ten rozdział, zatytułowany „Paskudna ta kukułka” poniżej, zastanawiając się cały czas nad tym, dlaczego mój imiennik ocknął się dopiero teraz?

Kiedy w 2007 roku wystukiwałem na klawiaturze preludium swej pierwszej książki „Operacja Dwie Wieże”, nikt nie używał jeszcze sformułowania, które w ostatnich latach zrobiło niesamowitą karierę. To określenie „deep state”, które do obiegu literackiego w polityce wprowadził doktor Peter Dale Scott. Urodzony w Montrealu w roku 1929 poeta, pisarz i badacz, który jest również byłym dyplomatą i profesorem języka angielskiego na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Uczył go od roku 1980 do 1994, kiedy odszedł na emeryturę. I wątek polski. W latach 1959 – 1961 był dyplomatą w Paryżu. Tam poznał Czesława Miłosza. Ponownie spotkali się w 1961, kiedy doktor Scott rozpoczął pracę w Berkeley. Zaprzyjaźnili się,” Doktor Scott tłumaczył na język angielski utwory Miłosza. Spotykali się i gościli regularnie do roku 1967. Później, na skutek różnic w pojmowaniu świata, ich drogi się rozeszły. Doktor Scott tłumaczył także dzieła Zbigniewa Herberta. Peter Dale Scott jest absolwentem Uniwersytetu McGill w Montrealu, gdzie otrzymał tytuł doktora nauk politycznych. Doktor Scott jest działaczem antywojennym. Ma własną stronę internetową, na której dużo pisze o zamachach 11 września, wojnie w Iraku, Afganistanie, o Al Kaidzie, narkotykach i ropie naftowej. W roku 2002 otrzymał prestiżową nagrodę Lannan Award za swój zbiór poezji. Jest też autorem wielu artykułów i kilku książek.

Doktor Scott uznał, że siłą sprawczą amerykańskiej polityki, zarówno wewnętrznej, jak i zagranicznej, jest właśnie „deep state” – głębokie państwo, struktury nieobecne na co dzień w pierwszej linii, ale decydujące o kierunku, w jakim zmierzają Stany Zjednoczone. Nawiasem mówiąc, sformułowanie to zapożyczył od jednego z tureckich myślicieli. Ale, stosowane powszechnie w publikacjach stało się jego wyróżnikiem, praktycznym znakiem towarowym, z którego inni czerpią dziś przy każdej okazji. (…)

Kiedy pisałem swą drugą książkę, dotarłem do doktora Scotta, przedstawiłem założenia mojej pracy i poprosiłem go o zezwolenie na wykorzystanie w niej przynajmniej części jego tekstu. Wyraził zgodę błyskawicznie i dał mi carte blanche co, nie ukrywam, ogromnie mnie zaskoczyło, ale też zmotywowało do dalszego pisania. W ten sposób, w książce „Oko Cyklopa” znalazł się cały rozdział zbudowany właściwie przez niego. Wizja doktora Scott’a, to obraz przerażający, ale o wiele bardziej prawdziwy od naiwnego komiksu serwowanego nam przez wszystkie media świata od czasu, kiedy uderzono w Amerykę. Mamy w nim prawdę o narkotykach, ropie naftowej, przyczynach agresji na Irak, Afganistan, Kosowo i wszelkie przemiany odbywające się na naszych oczach w postaci różnokolorowych „rewolucji”. Dziś wiemy już, że dotyczy to nas wszystkich.

Przywołałem wówczas ten tekst doktora Scotta także z tego powodu, że zainteresowały mnie jego uwagi na temat wojskowych baz w Polsce i ich udziału w międzynarodowym handlu narkotykami. Po amerykańskich więzieniach na terenie naszego kraju, przyszedł czas na wielki szmugiel. To samo robili przez lata Sowieci, przerzucając przez swoje bazy na terytorium Polski wszystko, na czym dawało się zarobić. Pod koniec ich pobytu na ziemi polskiej, kradzione u nas i w całej Europie samochody, znikały całymi kolumnami za bramami poligonów, by nie niepokojone przez nikogo odlatywać mogły na pokładach sowieckich samolotów transportowych za Bug. Należy przypuszczać, że równolegle kursowały transporty z o wiele groźniejszym ładunkiem, do tego w obie strony. Nic więc dziwnego, że podobny przemyt odbywał się po tzw. „transformacji”. Nadal zachęcam do zakupu książki te osoby, które tej okazji dotąd nie miały.

W książce „Czarny Wrzesień” z kolei, wydanej rok po katastrofie smoleńskiej, kiedy pojawiały się nieśmiałe, ale coraz częstsze komentarze próbujące połączyć ją z wcześniejszym o dwa lata wypadkiem w Mirosławcu postawiłem sprawę dobitniej, przypominając, że od roku 2007 nasze wojska stacjonowały w Afganistanie. I dodawałem, że „na pewno smutne to, kiedy wyobrazimy sobie startujące i lądujące w Polsce samoloty typu CASA, w których trzewiach mogą się pysznić skrzynie pełne białej śmierci. Pewnie znajdują się w tych bazach nieliczni odważni, którym ten widok nie daje spokoju. Tacy, którzy inaczej pojmowali służbę Ojczyźnie i którym ta wiedza plami boleśnie honor żołnierza i polskiego munduru. Ale zło, póki co wygrywa. O tych niezłomnych, jeżeli istnieli lub istnieją,  być może nie dowiemy się nigdy”.

Oczywiście, były to tylko moje całkiem swobodne, nie poparte najmniejszymi nawet poszlakami dywagacje, niczym wstęp do sensacyjnej powieści, taka licentia prosaica. Jednak, ta codzienna proza życia pokazała, że tematu nikt nigdy nie odważył się podjąć.

Większość moich oponentów zarzucała mi uprawianie „teorii spiskowych”, oczywiście nigdy jawnie. Mam nadzieję, że część z nich dojrzała do stanięcia w prawdzie, naturalnie wobec samych siebie, bo nie oczekuję od nich posypywania głowy popiołem. Dziś, prawie wszystkie teorie spiskowe okazały się być spiskową praktyką, zwrotu „deep state” otwarcie używają publicyści, dziennikarze i politycy, od lewej strony sceny politycznej, do prawej. O ile w ogóle można tak to nadal nazywać, bo przecież ten podział jest już w zasadzie nieaktualny i można go ograniczyć do zwolenników porządku, przyzwoitości, pokoju oraz ich przeciwników. Coraz bardziej krystalizuje się on na wzór podziału z czasów tzw. „komuny”, kiedy byliśmy my, a po drugiej stronie byli oni. To chyba uczciwsze postawienie barykady. Z pewnością bardziej czytelne.

Mało kto wie jednak, że doktor Scott swoje widzenie „głębokiego państwa” rozdziela na dwie frakcje. Mianem „deep state” określa czynniki dbające o amerykańską rację stanu, ludzi w znacznej mierze dbających o interes Ameryki, w uproszczeniu można ich umiejscowić w budynku Departamentu Stanu. Grupą drugą, o wiele bardziej bezwzględną i agresywną jest „deep security”, którego rozgrywający okupują budynki Wall Street, CIA, Pentagonu i biurowce korporacji zbrojeniowych. Warto wziąć to pod uwagę, bo bez zrozumienia tego podziału, szafowanie sformułowaniem „głębokiego państwa” będzie nie tylko kontrskuteczne, co prowadzące na manowce każdą analizę, również dotyczącą naszego poletka.

Korzystając z okazji uzupełniam, bo już po ukazaniu się poprzedniego felietonu, w którym przyglądałem się z ornitologicznym zacięciem tubylczemu ptactwu, uaktywnił się na naszej scenie ptak wędrowny znany w Polsce pod nazwą gżegżółki. Narobiła ona hałasu, bo też zgodnie z opisem Wikipedii „usłyszeć ją można na całym niżowym obszarze Polski i w różnych typach krajobrazów”. To, tzw. pasożyt lęgowy. Wykazuje się wyjątkową pogardą wobec przyszłych pokoleń, bo też ma odwieczny zwyczaj podrzucania jaj do cudzych gniazd, swoich nie zakłada, ani nie wychowuje piskląt. Co istotne, taki podrzutek, zaraz po wykluciu, kiedy jeszcze jest ślepy, wyrzuca jaja lub już wyklute potomstwo gospodarza, które ginie na ziemi. Naprawdę, paskudny gatunek, nazywany też zazulą, a powszechnie u nas znany, jako kukułka.”

Sławomir M. Kozak

============================

mail:

Ojej.. Czy Kukuła to taka duża kukułka?

W CIENIU OBCYCH AMBASAD. Krzysztof Baliński

W CIENIU OBCYCH AMBASAD

Krzysztof Baliński

Izrael dokonuje na naszych oczach ludobójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Izrael to nowa Trzecia Rzesza i jego flaga powinna wyglądać dokładnie tak” – takie słowa z sejmowej mównicy wygłosił Konrad Berkowicz, po czym wyciągnął flagę Izraela z umieszczoną w środku swastyką. No i zaczęło się. Larum na cały świat podniósł ambasador Izraela, a zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył do prokuratury Włodzimierz Czarzasty. Jakie prokurator krajowy zada posłowi męki, tego jeszcze nie wiemy, wiemy, że Dariusza Korneluk to Ukrainiec i wiemy, co Ukraińcy robili Polakom na Wołyniu.

W podobnym tonie komentowały media rządowe i antyrządowe, lewackie i konserwatywne, „Gazeta Polska” i „Gazeta Wyborcza” – tak, jakby wszystkie miały wspólną redakcję. Wszystkich przebiło MSZ izraelskiego reżimu, na czele którego stoi ścigany listem gończym Międzynarodowego Trybunału Karnego: „Taka osoba nie ma miejsca w parlamencie demokratycznej Polski. Oczekujemy, że polskie władze podejmą zdecydowane i szybkie działania”. Głos zabrała też ambasador Izraela: „Natychmiastowe działania podjęte przeciwko posłowi Berkowiczowi są ważne i uznane. Jednak walka z antysemityzmem jest sprawą każdego. Dlatego kompleksowy, krajowy plan walki z antysemityzmem jest potrzebą chwili”. Innymi słowy, faszyzm to przywara wszystkich Polaków i stąd potrzeba natychmiastowego wprowadzenia w życie rządowej „Krajowej Strategii przeciwdziałania antysemityzmowi i wspierania życia żydowskiego”, a o tym, kto może zasiadać w polskim Sejmie ma decydować ambasador państwa odpowiedzialnego za ludobójstwo.

W dalszej części wpisu zabrał się za innych Polaków: „Historia pokazała, do czego prowadzą rasizm i antysemityzm – Polska wie o tym aż za dobrze”. Tak, to prawda – Polska o tym wie, bo w Polsce byli faszyści, ale w Polsce przedwojennej i nie byli nimi Polacy, lecz… Żydzi. Faszystami byli zaczadzeni Mussolinim syjoniści rewizjoniści, którzy o swym wodzu Włodzimierzu Żabotyńskim mówili z podziwem „żydowski faszysta”, a którego pierwszy premier Izraela Ben Gurion nazywał „Włodzimierzem Hitlerem”. Członkowie założonej przez Żabotyńskiego 50-tysięcznej paramilitarnej, narodowo-radykalnej organizacji Bejtar pozdrawiali się salutem rzymskim i uważali, że antysemityzm Hitlera jest pożądany, bo skłania Żydów do emigracji do Palestyny. Nawiasem mówiąc członków Bejtaru szkolił Józef Piłsudzki, ten sam, który osadził w Berezie Kartuskiej walczących z żydowskimi faszystami (i żydowskimi komunistami) polskich narodowców.

W Izraelu nie tylko żywe są tradycje nazizmu, ale Izrael to prekursor nowoczesnego terroryzmu. Generał Władysław Anders w swych pamiętnikach zapisał: „W Palestynie zaczęły się tłumne dezercje żołnierzy żydowskiego pochodzenia. Ani jeden dezerter nie został przez nas aresztowany, ponieważ nie chciałem mieć pod dowództwem żołnierzy, którzy bić się nie chcą. Tym niemniej uprzedziłem Brytyjczyków, że mogą mieć z nimi kłopoty. I rzeczywiście – dezerterzy zasilili oddziały miejscowych żydowskich sabotażystów i terrorystów walczących nie tyle z Arabami, co z żołnierzami brytyjskimi”.

Jeden z dezerterów Mieczysław Biegun, który powinien był stanąć przed plutonem egzekucyjnym, został Menachemem Beginem i autentycznym terrorystą – dowodził organizacją, która wysadziła hotel „King David” w Jerozolimie, zabijając 91 osób, w tym 28 Brytyjczyków (czyli zamordował oficerów armii, której częścią był korpus Andersa). Biegun-Begin był mordercą bezwzględnym. Kierowane przez niego bojówki dokonały makabrycznej rzezi ludności arabskiej, głównie kobiet i dzieci w wiosce Deir el-Jasin. Żydowskie organizacje terrorystyczne kierowane przez dezerterów w bestialski sposób dokonywały czystek etnicznych. Ich strategia polegała na mordach, na ślepym i dzikim terrorze, na sianiu paniki. Nawiasem mówiąc Ben Gurion publicznie obarczył Begina odpowiedzialnością za tą i inne masakry i nazwał go „Menachemem Hitlerem”.

Przykładów na taki żydowski terroryzm mamy mnóstwo. Ponieważ niedawno obchodzili rocznicę tzw. powstania w getcie warszawskim, to przypomnijmy, że Izrael zrobił ze strefy Gazy ogrodzone drutem kolczastym więzienie dla dwóch milionów Palestyńczyków, przypominające warszawskie getto z czasów II wojny (z tą różnicą, że nie ma w nim żydowskiej policji), w którym wybuchło powstanie i które Izraelczycy likwidują – tak, jak Niemcy likwidowali getto warszawskie. Przed wojną spekulowano w Polsce, jak współżyliby Żydzi z innym narodem, gdyby mieli własne państwo. Dzisiaj nie musimy spekulować – już trzecie pokolenie Palestyńczyków doświadcza koszmaru tego współżycia, i skóra cierpnie na myśl, co będzie z nami, gdy Żydom uda się pomysł z Judeopolonią.

Trudno nie być „antysemitą”, gdy widzi się pełzające ludobójstwo w Gazie, które ma swoją nazwę – zbrodnia wojenna. Przy czy problemem nie jest Benjamin Netanjahu. Problemem są wszyscy Izraelczycy. Na jaw wyszedł skrzętnie dotychczas ukrywany sekret: większość Żydów w Izraelu to rasiści i faszyści czystej wody, bo 75 procent z nich twierdzi, że w Gazie nie ma niewinnych osób i trzeba głodzić i mordować palestyńskie dzieci, bo „to przyszli terroryści”.

„Rasiści ministrami”; „Faszyści tryumfują”; „Utworzyli rząd składający się z rasistów” – tak media w Izraelu pisały, gdy rządy objęła ekstremistyczna partia Netanjahu i koalicja trzech partyjek: rasistowskiej, fundamentalistycznej i ultranacjonalistycznej. Jeden z czołowych nowojorskich rabinów o ministrze resortu bezpieczeństwa powiedział: „Wódz Ku Klux Klanu prokuratorem generalnym”. Miał na myśli Itmara Ben-Gwira, który chce zaprowadzić w kraju etniczną segregację, deportację wszystkich Arabów oraz nawołuje do aktów terroru. Ministrem bezpieczeństwa narodowego został rasista Belzebub Smotrycz, który nie-Żydów nazywa „ludzkimi zwierzętami”. Z kolei Maja Golan, sprawująca w tym „rządzie jedności narodowej” funkcję ministra do spraw kobiet i równości chlapnęła: „Jestem osobiście dumna z holokaustu w Gazie i wiem, że za 80 lat będą opowiadać wnukom, co zrobili Żydzi”.

I tu refleksja: Czy nie powinniśmy zafundować temu faszystowskiemu państewku coś na kształt „arabskiej wiosny” (przy pomocy której szerzyli demokrację na Bliskim Wschodzie)? Czy Radek Applebaum nie powinien postulować w Parlamencie Europejskim wysłania do Izraela sił pokojowych, dla zaprowadzenia tam demokratycznych porządków? Czy nie mógłby zapytać, dlaczego rasista Izrael Katz, który oskarżył Polaków, że „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”, ciągle zasiada w Knesecie? Czy nie mógłby zażądać usunięcia z Knesetu Ya’ira Lapida, który zaklinał: „Polskie obozy śmierci istniały i żadne prawo nigdy tego nie zmieni” oraz Naftaliego Bennett, który oskarżał: „Polacy współdziałali z nazistami przy Holokauście”?

Obelga „polski faszysta” to stara sprawdzona metoda antypolskich propagandystów i nie dziwi, że ucieka się do niej ambasador Izraela, „Wyborcza” oraz Czarzasty, bo wszyscy wywodzą się w prostej linii z żydokomunistycznych rodzin i wyssali to z mlekiem matki. W styczniu 2018 r. na łamach gazet całego świata widzieliśmy więcej swastyk, niż w hitlerowskich Niemczech. Z tym że to były swastyki w Polsce. Doszło do tego, gdy po emisji reportażu TVN o „polskich neonazistach wznoszących toast za Hitlera”, jak nakręcane małpki z pudełka wyskoczyli prezydent, premier i marszałek Sejmu, prześcigając się w pogróżkach wobec „propagujących w Polsce faszyzm”.

Mało tego – energicznie zabrali się za „antysemityzm Polaków”, którym jest krytyka Izraela. Jarosław Kaczyński ogłosił: „Dziś mamy nową wielką falę antysemityzmu, czasem zupełnie jawnego, czasem takiego cichego, dyskretnego koncentrującego się na atakach na państwo Izrael. Otóż pamiętajmy: Państwo Izrael jest można powiedzieć przyczółkiem naszej kultury w tamtym świecie, świecie z którym musimy współpracować i powinniśmy dążyć do tego, aby nasze sposoby myślenia i nasze ideały się zbliżały”. A co to oznacza? Ano, że częścią tej „kultury” jest mordowanie palestyńskich dzieci.

Nasi politycy, i to zarówno ci polscy jak i ci z Polski, mają wyrobiony tzw. odruch psa Pawłowa – na dźwięk słowa „antysemityzm” rzucają się do przepraszania Żydów i deklarują całkowitą eliminację „antysemityzmu Polaków”. Ale Żydów to nie cieszy. Dlaczego? Bo antysemityzm jest im potrzebny. Bo to nie przypadek, że różnymi metodami, świadomie, w sposób ostentacyjny wywołują antysemickie nastroje. Bo z polowanie na „antysemitów” zrobili sobie biznes i czerpią z niego ogromne zyski. I to im się z Berkowiczem udało. Ale to nie koniec, oni się dopiero rozkręcają.

Gdy w mediach na całym świecie opublikowano zdjęcie, na którym izraelski żołdak niszczy figurę ukrzyżowanego Chrystusa, oburzył się cały świat (w tym muzułmański Iran), ale nie Czarzasty i nie politycy w Polsce.  Tylko Radek Sikorski nieśmiało spiął się na X z izraelskim ministrem (bo taki był przekaz dnia z Brukseli). Na jego wpis zareagował Izraelczyk: „Sugestia, że zamiast pouczać innych o moralności, osobiście potępisz haniebny antysemicki incydent, jaki widzieliśmy w polskim parlamencie. Należy być ostrożnym w wygłaszaniu nieodpowiedzialnych wypowiedzi, które ostatecznie mogą prowadzić do niebezpiecznych konsekwencji”. Innymi słowy – zapiekły filosemita oskarżony został o… „antysemityzm”.

Słusznie oburzamy się na ingerencję ambasadora USA, chociaż to przedstawiciel mocarstwa, które gwarantuje Polsce bezpieczeństwo i może sobie na więcej pozwolić. Ale dlaczego na to pozwalamy, gdy robi to ambasador gównianego upadłego państwa, z nikłą tradycją państwowości, rządzonego przez komika osadzonego na prezydenckim stolcu przez oligarchę, który znajduje się na listach gończych FBI? Ambasador Ukrainy zamieścił na FB wpis: „28 kwietnia, w 79. rocznicę oddajemy hołd wszystkim ofiarom zbrodni przeciwko ludzkości, skierowanej na wynarodowienie Ukraińców w Polsce – akcji „Wisła”. W dalszej części wpisu napisał, że w wyniku tych działań „około 140 tysięcy Ukraińców zostało deportowanych z ojczystych południowo-wschodnich regionów Polski”. Czyli dwa w jednym: Oskarżył Polaków o ludobójstwo i zgłosił wobec Polski roszczenia terytorialne!

Ukraińscy dyplomaci stosują podobne do żydowskich metody: Żydzi wysyłają w świat kłamstwa o „polskich obozach”, a Ukraińcy o „polskich obozach koncentracyjnych dla Ukraińców”, i jako przykład podają funkcjonujący po wojnie obóz w Świętochłowicach. Tymczasem w łagrze tym przetrzymywano bandytów z UPA wyłapanych w trakcie operacji „Wisła”, łagier ten nie był polskim, lecz żydowskim obozem śmierci, gdzie z niezwykłym bestialstwem mordowani byli przede wszystkim Polacy, którego komendantem był Salomon Morel, szefem więziennictwa w Katowicach Szyja Wassersturm, prokuratorem Mietek Rosenkranz, a szefem MO w pobliskim Będzinie Jurek Furstenfeld.

Dlaczego w ogóle doszło do tego, że Wasyl Bodnar jest ambasadorem w Polsce? Skąd tyle pobłażliwości wobec osobnika, który głosi roszczenia terytorialne do 1/3 terytorium Polski? Dlaczego on i jego wszyscy poprzednicy to banderowcy? 2 maja z okazji rocznicy powołania SS Galizien ulicami Lwowa (w którym banderowcy od zawsze podśpiewują sobie „Pamiętaj Lasze, co do Wisły nasze”) przeszedł marsz, na którym pojawiły się swastyki, hitlerowskie mundury, nazistowskie insygnia, w tym emblematy jednostek Waffen SS. Marszu nie potępił ambasador Polski. Wody w usta nabrał Radek Sikorski. Milczał strachliwie Sejm, Senat i „Gazeta Wyborcza”.

Podsumujmy: Konrad Berkowicz nie powiedział nic nowego, bo za ludobójstwo w Gazie Międzynarodowy Trybunał Karny od dawna ściga premiera Izraela. Powiedział tylko głośno kilka słów prawdy o zbrodniach, o których od dawna donoszą media na świecie. Jego wystąpienie nie było propagowaniem faszyzmu, ale było wymierzone w faszyzm. Nie było poparciem dla faszyzmu, ale walką z faszyzmem.

Jaką Berkowicz popełnił zbrodnię? Jaka była jego wina? Przecież nie jest zbrodniarzem wojennym, w przeciwieństwie do Netanjahu, który przysłał do Warszawy Jakuba Finkelsteina. Przecież nie sprofanował publicznie krzyża i nie podpalił kościoła. Przecież nie jest wnukiem funkcjonariusza UB, który torturował i mordował Polaków. Nie rozkrada Polski. Nie zadłuża Polaków na miliardy euro. Nie bierze od ministry kultury grantów na badanie polskiego antysemityzmu i na nakręcenie antypolskiego filmu.

Potraktowanie Berkowicza jest ostrzeżeniem, czym posłowie na Sejm nie mogą się zajmować i testem, jak daleko można się posunąć w terroryzowaniu i dyscyplinowaniu Polaków. Czarzasty i jego sejmowa ferajna to, na przemian, słudzy narodu izraelskiego i narodu ukraińskiego, ale nie narodu polskiego. Posłów mają wybierać Polacy, a ci (niestety nieliczni) polscy posłowie powinni żądać wydalenia z Sejmu Barbarę Nowacką za jej słowa: „Polscy naziści zbudowali obozy, które były obozami pracy, a potem stały się obozami masowej zagłady”.

Na koniec kilka pytań: Co robić, żeby polscy posłowie byli oceniani przez Polaków, a nie przez izraelskiego ambasadora? Czy w przypadku marszałka Sejmu nie mszczą się zaniechania z dekomunizacją, ale nie z podsuwanym przez żydokomunę pytaniem, gdzie kto był – tylko, co robił, czy nie miał ojca, który sądził w sądach kapturowych lub dziadka, który strzelał Polakom w potylicę? Dlaczego przejmują się tym, co o nich mówią Żydzi a nie tym, co o nich mówią Polacy? Dlaczego tak potulnie rząd Tuska przyjął uchwałę ws. przeciwdziałania antysemityzmowi, która w sposób oczywisty ma na celu „dorżnięcie watahy” i zaciśnięcie pętli na szyi nie tylko Berkowicza, co wszystkich, którym nie podoba się Netanjahu? Dlaczego biorą w tym udział, przecież prędzej czy później też się za nich wezmą i też pokażą w telewizjach, prowadzonych w więziennych klapkach, na oczach gawiedzi, na posterunek prokuratury?

Krzysztof Baliński

Uzbrajanie uzurpatorów

Małgorzata Todd Uzbrajanie uzurpatorów 19/2026(773)


     Komu zależy na wojnie? Niewątpliwie producentom broni. Ale jak się nie ma możliwości produkcyjnych na dużą skalę, to wystarczy na malutką, albo udawanie, że coś się robi. Tuskowi najlepiej wychodzi nabijanie Niemcom kasy, żeby mogli wywołać kolejną wojnę, jak poczują się wystarczająco silni. Mają dobre tradycje. Czy zanosi się na nowy holokaust zainicjowany przez europejskiego filosemitę, głównego specjalistę od „nienormalnej polskości”?

     Następni uzurpatorzy, to producenci „pandemii”z WHO. Przekonali się, jak można ludzi wystraszyć, wciskając kit grabiąc miliardy i nigdy za to nie ponosić odpowiedzialności. Dla kogo jest Służba Zdrowia? Dla zdrowych, jak sama nazwa wskazuje, a konkretnie dla lobbystów farmaceutycznych, załatwiających swoje globalne interesy.

     Gdyby nie udało się nas powystrzelać, ani otruć „lekarstwami”, to pozostaje jeszcze żywność, która coraz bardziej ze zdrowym życiem ma tyle wspólnego co strojenie głupich min, z podkładaniem min prawdziwych w miejscach publicznych.