III RP? Jest jedną wielką aferą. Też film Marii Wiernikowskiej.

III RP? Jest jedną wielką aferą

Autor: CzarnaLimuzyna , 3 stycznia 2025

Prawie każda afera III RP została zamieciona pod dywan lub przeskalowana do rozmiarów proporcjonalnych dla inteligencji i wyobraźni opinii publicznej. To co zostało w jej pamięci jest na tyle zagmatwane i przygniecione codziennym chaosem, że ciąg dalszy tych samych i podobnych przestępstw przebiega bez większych zakłóceń.

Nikt nie lubi bałaganu w dekoracjach. Praca z marionetkami, przynajmniej do momentu polubienia przez tłum, też jest czasochłonna. Aktualnie mamy, ciut większy niż zazwyczaj, rozgardiasz w Symulakrum  (moje ulubione słowo). Targowica w teatralnym rozkroku, trzeba mimo wszystko docenić ten rodzaj szpagatu, walczy o obsadę aktorską w Pakamerze – z jednej strony pretendent skompromitowany przez aktualnego fircyka Dudę, który powiedział, że nowy kandydat ma takie same poglądy jak on sam, a z drugiej…

Parafrazując nieco sztampowy opis możemy rzecz opisać tak: „Fircyk, pustak, świstak, kawaler modny, petit-maître” – postać występująca w polityce okresu „Zrównoważonego rozboju”. Charakteryzuje się bezrefleksyjnym wpasowaniem się w tryby „mądrości etapu”, rozrzutnością na kredyt. Fircyk polityczny nie jest postacią wykreowaną przez politycznych publicystów, lecz przeniknął do polityki z prawdziwego życia.

Opis ten bardziej pasuje do kandydata drugiego, jawnie antypolskiego, który nagle od momentu rozpoczęcia kampanii zaczął utrwalać na taśmie filmowej swoje zmagania w trudzie niełatwego procesu przechodzenia z „nowoczesnego satanizmu” na „zaściankowy katolicyzm”.

Kandydat pierwszy pomimo że trenuje boks, od samego początku kampanii tańczy na linach nie zadając żadnych ciosów – milcząc o sprawach najważniejszych. Oczami wyobraźni widzę jego wyborczy baner:  „Milczę dla Polski”. Nic o natychmiastowej likwidacji „zielonych przekrętów, nic o potrzebie natychmiastowej deportacji z Polski każdego rodzaju nachodźców ze wschodu i zachodu, nic ekshumacji w Jedwabnem i Wiźnie. Można bardzo długo wymieniać listę spraw przemilczanych.

Wyobraźnia kreuje kolejny baner z hasłem: „milczenie buduje zgodę i porozumienie” , z obrazem podających sobie dłonie – nawróconym nagle na Polskę i katolicyzm –Trzaskowskim i nowoczesnym patriotą, „politycznie roztropnym” – Nawrockim. „Dasz Bór” mówi jeden, a drugi odpowiada: „Nasz Mur”.

W takich to okolicznościach „kanał zero” wyemitował materiał retrospektywny wzbogacający kontekst „trzeciej ERP” z Marią Wiernikowską, która swego czasu przekroczyła granicę traktując pewne tematy zbyt na serio, ponosząc wiadome konsekwencje.

*  *  *

Jeszcze ci powiem, że te wszystkie „dziennikarstwa śledcze” są dla mnie podejrzane. Mam wrażenie, że te materiały z dobrze poinformowanych źródeł są bardzo dobrze przez te źródła kontrolowane, a dziennikarz ma służyć tylko jako tuba żeby ujawnić jakiś przeciek kontrolowany – w odpowiednim momencie zwodować temat.

Maria Wiernikowska

Operację MOST, ewakuację Żydów z ZSRR przez Polskę do Izraela, przy użyciu jednostki GROM, sfinansował Mosad płacąc… polskimi pieniędzmi

Wąglika wyprodukował jakiś wariat, profesor pracujący dla Armii USA, ale tak się złożyło, że dzień przed planowanym zeznaniem popełnił samobójstwo

O znajomych Andrzeja Leppera, o ludziach służb, biznesmenach, „ikonach transformacji ustrojowej”, o aferze Rywina- Michnika, o więzieniu CIA w Starych Kiejkutach, o prywatnej firmie wojskowej dbającej o bezpieczeństwo zaplecza życia politycznego i gospodarczego, o aferze FOZZ.

Film jest ustawiony od afery FOZZ, lecz kto ma ochotę może wysłuchać całość. Końcowy fragment filmu mimo “dobrej miny” Wiernikowskiej odbieram jako gorzkie pożegnanie z zawodem dziennikarza w III RP. Wielu normalnych dziennikarzy ma wilczy bilet i “orze jak morze” poza politycznie uległym mainstreamem.

Tagi:gnijąca III RP, Maria Wiernikowska

Dzień Judaizmu. Kiedy „Dzień Katolicyzmu” w Izraelu i światowej społeczności żydowskiej ?

Jak nie chanuka, to Dzień Judaizmu. Fritz: „Ćwiczę cnotę cierpliwości”

3.01.2025 https://nczas.info/2025/01/03/jak-nie-chanuka-to-dzien-judaizmu-fritz-cwicze-cnote-cierpliwosci/

roman fritz chanuka chanukija
Roman Fritz i chanukowe świece / fot. ilustracyjne / foto: PAP / Pexels (kolaż)

Najpierw Chanuka, a teraz XXVIII Dzień Judaizmu w Kościele Katolickim w Polsce. W dniach 14-16 stycznia 2025 roku we Wrocławiu odbędą się centralne obchody. Poseł Roman Fritz celnie podsumował tę informację.

Przypomnijmy, że w ostatnich dniach w wielu miejscach katolicy, z przedstawicielami duchowieństwa włącznie, uczestniczyli lub organizowali zapalanie świec chanukowych. Jak ocenił abp Jan Paweł Lenga, świętowanie chanuki przez katolików „jest nienormalne”.

https://nczas.info/2024/12/30/abp-lenga-ostro-o-swietowaniu-chanuki-przez-katolikow-to-jest-nienormalne-video/embed/#?secret=UndDoiZhMJ#?secret=gnYMMhT9BC

Takie obchody odbyły się m.in. na KUL-u. Ceremonia pod nazwą „W blasku Betlejemskiego Światła Pokoju i Świateł Chanuki. Orędzie Pokoju i Nadziei z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II” została zorganizowana przed wejściem do Collegium Norwidianum. Świece chanukowe zapalili m.in. katoliccy duchowni.

https://nczas.info/2025/01/02/zydowski-uniwersytet-lubelski-przedstawiciele-kosciola-katolickiego-zapalili-swiece-chanukowe-foto-video/embed/#?secret=kAPUkoZPqZ#?secret=DSJ2gF0MyM

„Obwieścicie wyzwolenie w kraju dla wszystkich jego mieszkańców” – ten cytat z Księgi Kapłańskiej (Kpł 25, 10a) ma towarzyszyć tegorocznym obchodom.

„Tak jak w poprzednich latach będą one miały na celu przede wszystkim przybliżenie wiernym i duchowieństwu znaczenie judaizmu w rozumieniu oraz praktykowaniu wiary chrześcijańskiej” – czytamy na stronie Konferencji Episkopatu Polski.

W programie m.in. wspólna modlitwa chrześcijańsko-żydowska, upamiętnienie ofiar holokaustu i wszystkich dawnych żydowskich mieszkańców Wrocławia na dziedzińcu Synagogi pod Białym Bocianem, a w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego nabożeństwo Słowa Bożego z udziałem zaproszonych gości z gminy żydowskiej. Motywem przewodnim tej liturgii ma być Rok Jubileuszowy, obchodzony zarówno w Kościele katolickim, jak i w judaizmie.

„Czytania biblijne dotyczące tej kwestii będą pochodziły zarówno ze Starego, jak i Nowego Testamentu, a zostaną opatrzone komentarzami żydowskimi oraz chrześcijańskimi. Ważnym elementem tego spotkania będą też zanoszone w dalszej części nabożeństwa intencje modlitewne” – czytamy.

Podczas trwających dwa dni obchodów Dnia Judaizmu odbędzie się także konferencja naukowa „Żydzi i judaizm w historii Kościoła, teologii i praktyce eklezjalnej”, organizowana na Papieskim Wydziale Teologicznym. Ma ona dokonywać przeglądu „aktualnej sytuacji w zakresie badań naukowych nad obecnością dziedzictwa judaizmu i tradycji żydowskiej w różnych dyscyplinach badawczych służących rozwojowi Kościoła”.

Odbędą się także dyskusje wokół ostatnio wydanych „ważnych dla dialogu chrześcijańsko-żydowskiego publikacji”, wystawa okolicznościowa pt. „Byli sąsiadami: Ludzkie wybory i zachowania w obliczu Zagłady”, a także koncert.

Organizatorem obchodów Dnia Judaizmu jest Komitet Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem.

Źródło:episkopat.pl/NCzas

Stek kłamstw, manipulacji, dezinformacji i bezczelnej propagandy. Resort klimatu i środowiska w akcji

Stek kłamstw, manipulacji, dezinformacji i bezczelnej propagandy. Resort klimatu i środowiska w akcji

3.01.2025 Tomasz Cukiernik https://nczas.info/2025/01/03/stek-klamstw-manipulacji-dezinformacji-i-bezczelnej-propagandy-resort-klimatu-i-srodowiska-w-akcji/

Paulina Hennig Kloska.
Paulina Hennig Kloska. / foto: PAP

[on (ona??) wie lepiej..md]

W „Angorze” ukazał się artykuł reklamowy Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Z tak nagromadzonym stekiem kłamstw, przeinaczeń, manipulacji, dezinformacji i bezczelnej propagandy, dawno się nie spotkałem. Autorzy tych bzdur albo mają ludzi za idiotów, albo sami są idiotami. [Ależ to optymizm: Oni łącza te dwie cechy. MD] Dziecko z przedszkola potrafi myśleć bardziej logicznie.

Rząd robi wszystko, by ceny energii jeszcze bardziej wystrzeliły w górę, więc ile trzeba kłamstw i dezinformacji, by przygotować tępy materiał propagandowy, który ma wcisnąć tezę, że rząd ma i realizuje plan na niższe ceny energii w Polsce!?

Pierwsze zdanie rzeczonego artykułu nie powinno brzmieć „Ministerstwo Klimatu i Środowiska opracowuje właśnie pierwszą konkretną rządową strategię na obniżenie cen energii”, tylko: „Ministerstwo Klimatu i Środowiska realizuje unijną strategię na wystrzelenie cen energii w górę, co zniszczy polską gospodarkę”.

A drugie nie powinno brzmieć „Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) to program na bogatą Polskę, który zagwarantuje bezpieczeństwo energetyczne, a przy tym wpłynie na redukcję negatywnego oddziaływania na środowisko”, tylko: „Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) to program na szybkie zubożenie Polski, który zagwarantuje pozbycie się i suwerenności, i bezpieczeństwa energetycznego, a przy tym nie wpłynie na redukcję negatywnego oddziaływania na środowisko”.

Smog i susze

Autorzy artykułu sugerują, że potrzebujemy transformacji energetycznej, bo Polska ma najwyższe ceny energii w Europie. Niestety mylą przyczynę ze skutkiem. W rzeczywistości Polska ma najwyższe ceny energii w Europie właśnie dlatego, że realizujemy transformację energetyczną, w tym płacimy absurdalny euro-podatek od emisji dwutlenku węgla o nazwie ETS (notabene w tekście koszty ETS w 2022 roku określono na 20 mld zł, podczas gdy według danych tego samego resortu wyniosły one 53,6 mld zł!). I właśnie to negatywnie wpływa na poziom życia ludzi i konkurencyjność polskich firm.

Autorzy tekstu, nie podając źródeł tych liczb, straszą, że „rocznie koszty smogu, jakie ponosimy, to nawet 100 mld zł. Szacuje się, że z powodu zanieczyszczenia powietrza w naszym kraju co roku przedwcześnie umiera ok. 45 tysięcy do nawet 90 tysięcy osób”. Problem w tym, że smog i zanieczyszczenie powietrza mają niewiele wspólnego z energetyką. Smog to skutek przede wszystkim niskiej emisji, a nie wyziewów z kominów elektrowni, które mają zainstalowane – zgodnie z najbardziej restrykcyjnymi unijnymi normami – różne systemy oczyszczające i filtry.

– Wysoka emisja, czyli duże obiekty energetycznego spalania (LCP), podlega unijnym normom wynikającym z konkluzji BAT, które zawierają wytyczne dotyczące prowadzenia instalacji, a przede wszystkim określają wartości graniczne dla emitowanych substancji do atmosfery. W efekcie poprzez stosowane instalacje oczyszczania spalin (instalacja odsiarczania, elektrofiltry i instalacje redukcji tlenków azotu) to, co wydostaje się z komina elektrowni czy elektrociepłowni, jest znacznie czystsze niż to, co się wydobywa z kominów niskiej emisji (domów jednorodzinnych). Niewychwycone zanieczyszczenia emitowane z kominów mających powyżej 100 m wysokości rozrzedzają się w powietrzu na dużych wysokościach, prądy powietrzne rozprzestrzeniają zanieczyszczenia na większe obszary, więc nie powodują dużego lokalnego stężenia szkodliwych substancji, dlatego wysoka emisja nie powoduje smogu. Na dodatek istnieje obowiązek monitorowania spalin i emisji zanieczyszczeń do atmosfery. W kominach są zabudowane układy pomiarowo-rozliczeniowe emitowanych zanieczyszczeń, z których generuje się raporty wysyłane do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska i Urzędu Marszałkowskiego, przez co organy te mają wgląd na wpływ instalacji na środowisko. Co więcej, aby osiągnąć normy konkluzji BAT, już przed spaleniem bada się węgiel i inne paliwa pod względem parametrów fizyko-chemicznych i w przypadku nieodpowiedniej jakości paliw nie są one dopuszczone do spalania – tłumaczy Sławomir Wołyniec, prezes EC Zagłębie Dąbrowskie sp. z o.o.

Dalej w sponsorowanym tekście resortu klimatu czytamy dyrdymały (bez podania źródła) o ekstremalnych zjawiskach pogodowych, których rzekomo jest coraz więcej i są coraz intensywniejsze (w domyśle z powodu spalania paliw kopalnych). To oczywiście nie jest prawda, co zauważa choćby prof. Piotr Kowalczak w swojej książce „Zmiany klimatu”. Nie ma dowodów na tezę, że wzrost stężenia dwutlenku węgla spowoduje ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak susze, powodzie i huragany, które staną się częstsze i intensywniejsze. Nawet IPCC „przyznaje, że nie ma pewności, że zmiany klimatyczne mają wymierne, negatywne skutki globalne w postaci częstszego występowania huraganów, tornad, susz, powodzi i innych klęsk żywiołowych. Co ważniejsze, rzeczywiste dane naukowe podobnie wykazują niewielki lub żaden negatywny wpływ wyższej temperatury na rzeczywistość w tym zakresie”.

Większy import i ceny

Autorzy tekstu płaczą, że w 2022 roku Polska wydała na import paliw kopalnych aż 250 mln zł. Problem w tym, że ta kwota dotyczy nie tylko paliw dla energetyki, ale co ważniejsze, to sami rządzący doprowadzili do tego, że kraj, który leży na węglu, musi go importować. Nie potrafią przyznać, że do tego doprowadziła właśnie realizowana pod dyktando UE polityka zamykania kopalń zamiast prywatyzacji górnictwa węglowego. Ale autorzy sami sobie przeczą, bo zapotrzebowanie na gaz według KPEiK do 2030 roku ma znacznie wzrosnąć, a nie spaść, skoro moc zainstalowana w elektrowniach gazowych ma się zwiększyć z 4 GW do 11 GW, więc siłą rzeczy koszty importu gazu znacznie WZROSNĄ. Importować trzeba też będzie uran do elektrowni atomowej (jeśli Bruksela w ogóle pozwoli ją wybudować). Czyli wbrew logice wywodów autorów dezinformującego artykułu dodatkowe koszty w tym zakresie generuje nie brak transformacji, a transformacja! No a paneli fotowoltaicznych, wiatraków, pomp ciepła i samochodów elektrycznych nie importujemy? Oczywiście że tak!

Zdaniem propagandystów resortu klimatu dekarbonizacja spowoduje obniżenie cen energii. W 2030 roku cena produkcji energii spadnie o 13 proc., a w 2040 roku – o jedną trzecią – piszą. Niestety będzie dokładnie odwrotnie. Już teraz koszt wytworzenia energii elektrycznej i cieplnej rośnie w Polsce w zastraszającym tempie – według danych URE średnia cena sprzedaży energii elektrycznej na rynku konkurencyjnym w latach 2020–2023 wzrosła o 200 proc.! Cena energii w Polsce jest jedną z najwyższych na świecie właśnie z powodu energetycznej rewolucji: budowania OZE i płacenia ETS. Podobnie jest w krajach bardziej zaawansowanych w transformacji, jak Niemcy i Dania. Z kolei badanie zlecone przez BusinessEurope wykazało, że do 2050 roku koszty wytwarzania energii elektrycznej w Unii Europejskiej będą nadal co najmniej o połowę wyższe niż w USA i Chinach w ramach scenariusza, w którym cele klimatyczne są osiągane bez większych zakłóceń. W scenariuszu „trudności transformacyjnych” koszty mogą być nawet trzykrotnie wyższe niż u głównych konkurentów. W tym kontekście warto natomiast przypomnieć banialuki premier Ewy Kopacz, która w 2014 roku mówiła, że po roku 2019 polski prąd nie zdrożeje dla odbiorców. Tyle właśnie są warte słowa polityków i urzędników.

Wykres 2. Opracowanie własne na podstawie danych PSE.

Bajdurzenia oderwane od faktów

Na bazie fałszywej tezy o niższych cenach energii w przyszłości autorzy propagandowego materiału snują rozważania o szybszym rozwoju kraju: poprawie konkurencyjności przemysłu, rozbudowie nowych gałęzi gospodarki i powstawaniu nowych miejsc pracy (i to – a jakże! – „w perspektywicznych sektorach gospodarki”). Realizacja KPEiK ma przełożyć się bezpośrednio na wzrost gospodarczy. W rzeczywistości będzie dokładnie odwrotnie. Transformacja doprowadzi nie tylko do utraty konkurencyjności polskiej gospodarki, ale braki energii spowodują jej całkowity upadek. Na razie dotychczasowa transformacja z powodu rażących wzrostów cen energii przyczyniła się do zwijania gospodarki. Według danych opublikowanych przez CEIDG, w 2022 roku ponad 192 tys. przedsiębiorców zakończyło prowadzenie działalności, a w 2023 roku prawie 4 tys. więcej. Z kolei z danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii wynika, że w trzech pierwszych kwartałach 2024 roku do rejestru CEIDG wpłynęło prawie 142 tys. wniosków dotyczących zakończenia prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej. Kolejne firmy realizują masowe zwolnienia pracowników, a więksi inwestorzy przenoszą się z Polski poza UE: do Indii (np. PepsiCo, Infosys, NatWest), Chin (ABB), Maroka (np. TE Connectivity Industrial), Tunezji (np. Lear Corporation) czy Brazylii (np. Stellantis).

Bajdurzenia oparte o fałszywą tezę idą jeszcze dalej. Transformacja ma spowodować, że więcej pieniędzy państwo będzie wydawać na służbę zdrowia i obronność, bo nie będą marnowane na import surowców i ETS. Ale jeśli już to przecież nie państwo zaoszczędzi te setki miliardów, tylko podmioty gospodarcze. W jaki sposób władze przejmą pieniądze marnowane teraz przez firmy na ETS? A kto przekaże państwu pieniądze, które teraz są wydawane na importowane surowce? Energetyka węglowa, która nie będzie istnieć? A jak na razie to farmy wiatrowe i fotowoltaiczne są dotowane gigantycznymi pieniędzmi. Taka logika rozumowania jest totalne oderwana od faktów i może w nią uwierzyć tylko osoba niemająca kompletnie wiedzy, jak działają finanse publiczne i o co w tej całej transformacji chodzi. A może to autorzy tego propagandowego artykułu takiej wiedzy nie mają?

W tekście jest wyraźnie napisane, że używanie paliw kopalnych ma być zastąpione przez nowe, nieemisyjne technologie. Docelowo zielony miks energetyczny po wyeliminowaniu węgla (i gazu) ma być oparty o OZE i energię jądrową. Problem w tym, że OZE nigdy nie zastąpią paliw kopalnych, bo są pogodozależne, niestabilne, niesterowalne i zwyczajnie nie pozwalają na to prawa fizyki. Energetyka atomowa może jak najbardziej zastąpić energetykę węglową czy gazową. Problem polega na tym, że aktualnie (kwiecień 2024 roku) łącznie moc zainstalowana w węglu i gazie wynosi 37,3 GW (dane PSE), a we wstępnej fazie projektowania znajduje się tylko jedna elektrownia atomowa, która ma mieć łączną moc 3,75 GW i to dopiero około roku 2040. W jaki sposób jedna elektrownia atomowa (która zresztą też jest technologią na paliwa kopalne) zastąpi 10 razy większą moc węglową i gazową? Tego nie wiedzą chyba nawet najstarsi górale. Co więcej, zastosowanie wiatraków, paneli FV, magazynów energii i aut elektrycznych wcale nie oznacza, że przestaniemy używać paliw kopalnych: i węgiel, i metale ziem rzadkich są konieczne do ich budowy.

Według KPEiK już w 2030 roku udział OZE w mocy zainstalowanej ma wzrosnąć do 59 proc. Tymczasem niestabilne źródła odnawialne mogą co najwyżej pełnić w systemie elektroenergetycznym rolę uzupełniającą, a nie być jego podstawą. Warto zwrócić uwagę, że w 2023 roku 49 proc. mocy zainstalowanej w stabilnym węglu (dane PSE na 31.12.2023) wygenerowało ponad 68 proc. energii w miksie energetycznym, 7 proc. mocy zainstalowanej w stabilnym gazie dało nieco ponad 8 proc. energii w miksie, prawie 4 proc. mocy w wodzie wygenerowało nieco ponad 2 proc. w miksie, a ponad 40 proc. mocy zainstalowanej w niestabilnych OZE dało zaledwie minimalnie ponad 21,5 proc. w miksie (mimo że OZE mają pierwszeństwo w dostępnie do sieci!) – por. wykresy. Jak zostanie wyprodukowana energia, kiedy nie będzie słońca i wiatru?

Wykres 1. Opracowanie własne na podstawie danych PSE.

Po co oni to robią?

Na dodatek w artykule czytamy o „przechowywaniu energii”. – Energii elektrycznej nie można magazynować. Fizycy o tym doskonale wiedzą. Einstein nieraz powtarzał, że energia elektryczna jest ruchem elektronów, a ruchu nie można zmagazynować – mówi w mojej książce „Sabotaż klimatyczny” prof. dr hab. inż. Władysław Mielczarski, wykładowca Instytutu Elektroenergetyki na Politechnice Łódzkiej. Autorzy omawianego tekstu piszą też nieprawdę, że mamy technologie potrzebne do realizacji planu. W rzeczywistości nie istnieją na świecie technologie wielkoskalowych magazynów energii, dzięki którym teoretycznie OZE mogłyby funkcjonować bez wsparcia technologii konwencjonalnych. Czytamy też o boomie na fotowoltaikę i elektryczne samochody osobowe oraz… ciężarówki. Dlaczego nie napiszą uczciwie, że bez dotacji ze strony podatnika tylko entuzjaści inwestowaliby w fotowoltaikę czy kupowali samochody elektryczne. Rynek tych ostatnich po cofnięciu dotacji w Niemczech czy Norwegii zwyczajnie się zawalił.

Kolejna błędna teza autorów jest taka, że transformacja i tak by się odbyła, ale jak będzie sterowana przez polityków, to potrwa krócej, będzie bardziej korzystna dla ludzi i tańsza. Państwo ma pomagać. Takie bzdury mogą pisać chyba tylko ideowi komuniści, którym się wydaje, że gospodarka centralnie sterowana działa lepiej. A jak już słyszę o odpowiedzialnym planowaniu w wydaniu polityków, to mi cierpnie skóra. Cała gospodarka Polski Ludowej była właśnie planowana i ręcznie sterowana. Wyszliśmy na tym jak Zabłocki na mydle. Zdecydowanie byłoby lepiej, gdyby państwo całkowicie się odczepiło nie tylko od energetyki, ale i całej gospodarki. Tymczasem politycy naprawdę myślą, że rozwiążą jakieś problemy. W rzeczywistości to ich działania są problemem.

Kto się na to wszystko zgodził? To właśnie polscy politycy nałożyli na polską gospodarkę taki unijny kaganiec w postaci konieczności przeprowadzenia transformacji w jedynym słusznym kierunku! Cały problem polega na tym, że zwykli ludzie, którzy nie znają się na tych wszystkich wymienionych wyżej niuansach i faktach, zwyczajnie uwierzą w tę rządową propagandę i dezinformację. Po co oni wciskają nam takie brednie? Władza tak kłamie tylko z jednego powodu: żeby ludzie pod pretekstem ratowania planety zgodzili się na dalsze wyrzeczenia, obniżenie poziomu dobrobytu i żeby z tego powodu nie doszło do masowych protestów antyrządowych. Natomiast świadome społeczeństwo powinno właśnie do takich protestów doprowadzić, by obalić ten antypolski rząd, który coraz szybciej wciska nas w objęcia fałszywej ideologii klimatyzmu.

ChatGPT. Sztuczna inteligencja faworyzuje Izrael. [No i kłamie bezczelnie].

Sztuczna inteligencja faworyzuje Izrael

[no i kłamie bezczelnie. To mój wniosek. md].

PrzezAgnieszka Piwar 2024-12-31 https://piwar.info/sztuczna-inteligencja-faworyzuje-izrael/

Mój szwagier Sebastian, który jest managerem w międzynarodowej korporacji, korzysta w pracy z aplikacji ChatGPT. Przy okazji niedawnego rodzinnego spotkania, zachęcał mnie, abym także zainteresowała się sztuczną inteligencją. Zapewniał, że będąc dziennikarką mogłabym wykorzystać to narzędzie jako osobistego asystenta do pomocy w tworzeniu artykułów.

O sztucznej inteligencji co nieco już słyszałam, ale niespecjalnie interesowały mnie tego typu rozwiązania. Uważam, że najlepiej jest polegać na swoim rozumie, szczególnie w moim fachu.

Po wymianie zdań na ten temat, szwagier trafił w ważną dla mnie kwestię i zarekomendował ChatGPT jako świetnego tłumacza języków obcych. Prowadzę sporo korespondencji z osobami z innych krajów, więc asystent władający językami faktycznie przydałby się do pomocy.

Przyznaję, w końcu dałam się wciągnąć. Rozpoczęłam konwersację ze sztuczną inteligencją, zadając jej szereg pytań i poleceń. Szczególnie zaintrygowała mnie możliwość kreowania obrazów.

Dość szybko zorientowałam się, że mam do czynienia z narzędziem służącym w interesie syjonistów. Oto przykład. Wydałam w chatbocie polecenie o treści: „Wygeneruj grafikę na temat Strefy Gazy, pokazując zniszczenia i cierpienia”. Po chwili otrzymałam wymowną odpowiedź.

„Nie mogę wygenerować tej grafiki, ponieważ treść takiej wizualizacji narusza zasady naszej polityki dotyczącej zawartości (content policy). Mogę jednak pomóc w inny sposób, na przykład opisując zagadnienie lub pomagając w tworzeniu artykułu. Daj znać, jak mogę pomóc!”.

Po tym komunikacie wydałam analogiczne polecenie, z tymże zniszczenia miały tym razem dotyczyć Izraela. Natychmiast ukazała mi się poruszająca grafika, przypominająca Warszawę po powstaniu 1944 roku. To dość bezczelne, zważywszy na fakt, że to nie Izrael został doszczętne zniszczony, lecz wspomniana wcześniej Strefa Gazy.

Poczułam się sprowokowana przez sztuczną inteligencję i zadałam konkretne pytanie. „Czy Izrael słusznie zaatakował Strefę Gazy?”. W odpowiedzi ChatGPT przekazał mi następujące „wyjaśnienie”.

«Ocenianie, czy atak Izraela na Strefę Gazy jest słuszny, zależy od perspektywy politycznej, moralnej, prawnej i historycznej. Sytuacja w tym regionie jest bardzo złożona i naznaczona dziesięcioleciami konfliktów, w których każda ze stron ma swoje argumenty.

Argumenty Izraela: Izrael często twierdzi, że ataki na Strefę Gazy są odpowiedzią na działania Hamasu, który wystrzeliwuje rakiety na izraelskie terytoria i prowadzi działania terrorystyczne.

Izrael podkreśla swoje prawo do obrony przed zagrożeniami dla swoich obywateli.

Krytyka działań Izraela: Krytycy wskazują, że ataki Izraela mogą prowadzić do dużych strat wśród cywilów, co narusza międzynarodowe prawo humanitarne. Wiele organizacji humanitarnych i państw podkreśla, że blokada Strefy Gazy oraz bombardowania przyczyniają się do pogarszania sytuacji humanitarnej w regionie. Międzynarodowe prawo: Według prawa międzynarodowego, zarówno Izrael, jak i Hamas są zobowiązani do ochrony cywilów podczas konfliktu. Naruszenia tych zasad mogą być uznane za zbrodnie wojenne.

Wnioski: Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o „słuszność” ataków. Konflikt izraelsko-palestyński wymaga rozwiązania politycznego, które uwzględni prawa i bezpieczeństwo obu stron. Ataki militarne rzadko przynoszą trwałe rozwiązania i często prowadzą do dalszego cierpienia ludności cywilnej.»

Zadałam więc analogiczne pytanie w drugą stronę: „Czy Hamas słusznie zaatakował Izrael?”. Oto odpowiedź.

«Nie, atakowanie ludności cywilnej jest niezgodne z międzynarodowym prawem humanitarnym i nie może być uznane za słuszne. Hamas, który jest uznawany za organizację terrorystyczną przez wiele państw, takich jak USA, Unia Europejska i Izrael, przeprowadzał ataki na izraelską ludność cywilną, co stanowi naruszenie zasad prawa międzynarodowego.

Choć Hamas twierdzi, że działa w imieniu Palestyńczyków w ramach oporu przeciwko okupacji, metody takie jak rakietowe ostrzały miast, zamachy samobójcze czy inne ataki na cywilów są powszechnie potępiane jako zbrodnie wojenne. Działania te eskalują konflikt i prowadzą do dalszego cierpienia zarówno po stronie palestyńskiej, jak i izraelskiej.

Rozwiązania tego konfliktu powinny opierać się na dialogu i poszanowaniu praw człowieka, a nie na przemocy.»

W przypadku pytania o agresję Izraela ChatGPT uznał, że sytuacja jest zbyt złożona, żeby jednoznacznie ją ocenić. Natomiast w przypadku analogicznego pytania o Hamas, zdaniem sztucznej inteligencji perspektywa w ocenie palestyńskiego ruchu oporu jest tylko jedna.

Co znamienne, kluczowy fakt, że słynny atak Hamasu (który zresztą nie był wymierzony w cywilów) to odpowiedź na okupację Izraela, został na tyle zmarginalizowany, że nie wspomniano o brutalności okupanta, który okrada, prześladuje, więzi, torturuje i morduje Palestyńczyków od przeszło 76 lat.

W konktekście powyższych odpowiedzi sztucznej inteligencji, należy też zaznaczyć, że to przecież izraelscy okupanci od początku mieli w głębokim poważaniu poszanowanie praw człowieka i jakikolwiek dialog z Palestyńczykami.

Warto pamiętać, że zanim agresywni żydowscy osadnicy dotarli na Bliski Wschód, siali terror i zniszczenie gdzie indziej. Dla przykładu, w Imperium Rosyjskim odpalili rewolucję, która zniszczyła ten chrześcijański niegdyś kraj.

Jako że jestem świeżo po lekturze historycznych książek opisujących terror w Rosji, zadałam sztucznej inteligencji pytanie: „Jak wyglądał żydowski mord rytualny na carskiej rodzinie Romanowów?”. W odpowiedzi przeczytałam:

«Temat rzekomego „żydowskiego mordu rytualnego” na rodzinie Romanowów jest teorią spiskową, która nie ma oparcia w faktach historycznych i jest uważana za formę antysemickiej propagandy.»

Dalej dodano uzasadnienie, z którego ma wynikać, że zabójcami byli po prostu bolszewicy, a przypisywanie im korzeni żydowskich, to sprawka antysemitów wspierających stereotypy o „żydowskim spisku”.

Faktem jest, że mamy do czynienia z potężnym narzędziem o zasięgu globalnym. O jakiej skali mowa? Za Wikipedia: „ChatGPT zyskał ponad milion użytkowników w ciągu zaledwie 5 dni (dla porównania Netflixowi zajęło to 41 miesięcy, Facebookowi 10 miesięcy, a Instagramowi 2,5 miesiąca). Zdobycie 100 milionów użytkowników zajęło ChatGPT dwa miesiące, podczas gdy TikTok dokonał tego w dziewięć”.

Oczywiście nietrudno domyśleć się, że od czasu utworzenia powyższej notki na Wikipedii liczba użytkowników cały czas rośnie.

Czy będę czasem korzystać ze sztucznej inteligencji? Jasne że tak. Podobnie jak korzystam z Facebooka i innych narzędzi stworzonych przez wrogie siły. Zainspirowali mnie do tego działacze polskiego podziemia niepodległościowego, którzy w czasie II wojny światowej zrobili pewną brawurową akcję.

Historia o której kiedyś usłyszałam działa się w okupowanej Warszawie. Niemcy wydawali wówczas propagandowe gazety po polsku dla Polaków i po niemiecku dla swoich. Nasi dzielni AK-owcy dostali zadanie, by coś z tym zrobić. Zaczęli wykradać przygotowaną do rozprowadzenia polskojęzyczną i niemieckojęzyczną prasę, a w jej miejsce podrzucali własną produkcję medialną, stworzoną na tyle subtelnie, by wróg nie zorientował się zbyt prędko.

Żeby wydrukować na rano nowe gazety – zarówno dla Polaków jak i Niemców – potrzebny był prąd, dużo prądu. Skąd wziąć cenną energię w tamtym czasie, będąc w dodatku pod okupacją? Polacy wpadli na pomysł, by podpinać w nocy kable do agregatu z siedziby Gestapo i podbierać nazistom prąd potrzebny do drukowania gazet. W ten sposób korzystali z narzędzi wroga, by mu się przeciwstawiać. Można? Można!

Agnieszka Piwar

Sobota: Łomża – Publiczny Różaniec Wynagradzający

4.01.2025 Łomża – Publiczny Różaniec Wynagradzający

03/01/2025 antyk2013

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę prosi:
Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu


Jako przedstawiciele Kościoła walczącego wychodzimy na Publiczny Różaniec św. WYNAGRADZAJĄCY Niepokalanemu Sercu Matki i Królowej.
To nasz sprzeciw na bluźnierstwa i obelgi, które mają wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec Niepokalanej.


4 stycznia 2025 r. o godz.17:00 w Łomży na Starym Rynku

Tak toczymy duchową bitwę o Boży ład w Polsce i zaprzestanie publicznego obrażania Boga i Matki oraz zabijania i demoralizacji dzieci.

Zaczynamy o 16:45 Koronką do Miłosierdzia Bożego za braci błądzących i dusze w czyśćcu cierpiące.

Aby dokonało się DUCHOWE POWSTANIE NARODOWE Polaków!
Króluj nam Chryste, w Polsce i wszędzie!
Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
DOŁĄCZ:

https://krucjatarozancowazaojczyzne.pl

Dziś, Nowy Jork – Comiesięczny Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

3.01.2025 Nowy Jork – Comiesięczny Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

03/01/2025 antyk2013

Od maja 2015 roku w każdy Pierwszy Czwartek miesiąca jest w Nowym Jorku na Manhattanie Msza Święta w rycie tradycyjnym (trydenckim) za naszą Ojczyznę Polskę.

Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej z Góry Karmel, godz. 19.00

Pół godziny przed Mszą Świętą modlimy się jedną część Różańca Świętego za Ojczyznę.

Przychodzą na tą Mszę Świętą również obcokrajowcy różnych nacji, podtrzymują nas na duchu modlitwą szczerze podziwiając Polskę.
Po Mszy Świętej mamy zawsze spotkanie w salce przy kościele, mały poczęstunek, zawsze wszystkich zapraszamy i zawsze prosimy o wsparcie modlitewne dla Polski atakowanej ze wszystkich stron.
Mamy ufność, że – z pomocą Bożą – będzie dobrze.

Orędzie Gietrzwałdzkie – wczoraj i dziś, ks. dr hab. Krzysztof Bielawny

Orędzie Gietrzwałdzkie – wczoraj i dziś, ks. dr hab. Krzysztof Bielawny

Autor: AlterCabrio , 2 stycznia 2025

Proszę zobaczyć chociażby to, co się stało z młodym pokoleniem i starszym, które przyzwoliło na grzech… cudzołóstwa. Czy dzisiaj ktoś się gorszy, że chłopak z dziewczyną mieszka w jednym mieszkaniu bez ślubu? Nikt. To jest taka norma.

Ta norma, do czego nas doprowadziła? Do tego, że sakramentalne małżeństwa zanikły na rzecz życia rozpustnego. Ale też wiemy jak się skończyła cywilizacja rzymska, kiedy zaczęło się wszystko sypać. Od momentu kiedy wprowadzono rozwody…

−∗−

Orędzie Gietrzwałdzkie – wczoraj i dziś. Ks. dr hab. Krzysztof Bielawny

Druga część rozmowy – plik audio.

Alternatywnie na stronie źródłowej – tutaj.

−∗−

Warto porównać:

Pokłosie objawień gietrzwałdzkich – ks. prof. Krzysztof Bielawny
Gietrzwałd wywołał lawinę i to chyba na miarę niespotykaną w XIX stuleciu. Kiedy przeanalizujemy wszystkie wydarzenia gdy byliśmy pod zaborami, a pod zaborami byliśmy przez 123 lata, to widać, że […]

−∗−

Więcej: Gietrzwałd

Żydowski Uniwersytet Lubelski. Zapalili świece chanukowe.

Żydowski Uniwersytet Lubelski. Przedstawiciele Kościoła katolickiego zapalili świece chanukowe [FOTO/VIDEO]

2.01.2025 https://nczas.info/2025/01/02/zydowski-uniwersytet-lubelski-przedstawiciele-kosciola-katolickiego-zapalili-swiece-chanukowe-foto-video/

Bp Mieczysław Cisło zapala świece chanukowe
Bp Kościoła katolickiego Mieczysław Cisło zapala żydowskie świece chanukowe. / Foto: kul.pl

Zapalenie świec chanukowych obok Betlejemskiego Światła Pokoju było głównym elementem symbolicznej ceremonii w czwartek przed rzekomo Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. Towarzyszyła temu modlitwa żydów i chrześcijan połączona z wezwaniem do… szerzenia pokoju.

Ceremonia pod nazwą „W blasku Betlejemskiego Światła Pokoju i Świateł Chanuki. Orędzie Pokoju i Nadziei z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II” została zorganizowana przed wejściem do Collegium Norwidianum KUL, przy jednej z głównych ulic Lublina – Alejach Racławickich. Kolejne świece chanukowe zapalali przedstawiciele społeczności uniwersytetu, gminy żydowskiej i Kościoła katolickiego.

Warto zaznaczyć, że żydowskie świece chanukowe zapalali m.in. przedstawiciele Kościoła katolickiego. Przypomnijmy, że w jednym z najnowszych nagrań abp Jan Paweł Lenga odniósł się do – de facto – obchodzenia chanuki przez katolików.

– Widziałem różne kościoły w różnych częściach świata, tego nie było. To dzisiaj stało się modne, tym bardziej że chanukije proponują nie prawdziwi żydzi, którzy uznają Torę, uznają, powiedzmy, pięcioksiąg Mojżesza – a jak by uznawali pięcioksiąg Mojżesza, to powinni byliby uznać dziesięć przykazań Bożych (…), tak samo jak katolicy i wykonywać je – powiedział.

– Ale dziesięć przykazań Bożych nie zobowiązuje talmudystów i nie zobowiązuje ich Tora. Dlatego te wszystkie świeczki, które były niegdyś ważne dla narodu izraelskiego, który był prowadzony przez Boga – w Jerozolimie mieszkał Bóg, w tej świątyni ichniej. I kiedy oni doprowadzili do takiego stanu, że już nie podporządkowali się Boga rządom, a próbowali rządzić po swojemu, kiedy mieli już w raju – nie oni, ale człowieczeństwo – obiecanego Jezusa Chrystusa, który przyjdzie i zmiażdży głowę diabłu, to oni tego Chrystusa, który przyszedł, nie przyjęli – wyjaśniał.

– Wszystkie te chanuki i wszystkie te zaproszenia to mogą wyjść z tego prywatnego charakteru – proszę bardzo, chodźcie w gości jeden do drugiego, nie ma problemu. Ale robić z kościołów święta żydowskie Starego Testamentu, wracać do tego, że Żydzi czekają na swojego mesjasza – niech czekają, my już Jego mamy. Proponujcie Jego – apelował.

Przedstawiciel gminy żydowskiej, rabin i kantor Symcha Keller powiedział, że czwartek to dzień kończący żydowskie święto Chanuka, a świece przed KUL zapalane są symbolicznie jako znak nadziei.

– Ta nadzieja dotyczy pokoju, aby pokój był w Izraelu, w Palestynie, na Ukrainie. (…) Róbmy wszystko co możemy na rzecz pokoju. Zapalajmy te światła, gdzie się tylko da, z życzeniem, z całego serca, pokoju dla wszystkich ludzi na całym świecie – powiedział Keller. Nie wspomniał jednak, kto przyczynia się do braku owego pokoju w Palestynie.

Były przewodniczący Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem bp. Mieczysław Cisło twierdził, że judaizm stanowi korzenie chrześcijaństwa, a zapalone świece chanukowe to znak solidarności z narodem żydowskim.

– To światło Chanuki ma prawo też do murów naszego parlamentu, tak jak choinka, opłatek, kolędy, dlatego że my jesteśmy z tej wielokulturowej Rzeczypospolitej, gdzie naród żydowski współtworzył nasze dzieje – powiedział bp Cisło.

 Zbigniew Izdebski już gorszył nasze dzieci. A teraz ma to robić z polecenia rządu.

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie !
 Zbigniew Izdebski, człowiek wyznaczony przez rząd Tuska do stworzenia podstawy programowej do przymusowej „edukacji seksualnej” w szkołach, prowadził  seksuologiczne eksperymenty „naukowe” na polskich uczniach. Bez wiedzy rodziców pytał uczniów m.in. o to, czy zdecydowaliby się na seks z dzieckiem w sytuacji, gdy nikt się o tym nie dowie (!), czy już się masturbowali oraz czy oglądają pornografię przedstawiającą sceny seksu ludzi ze zwierzętami.
Właśnie taka „nauka” ma być fundamentem treści przekazywanych uczniom w trakcie obowiązkowych lekcji deprawacji, które już od 1 września mają wejść do wszystkich szkół w Polsce. Mamy nowy, 2025 rok, co oznacza 8 miesięcy na reakcję i opór, aby wywrzeć presję na MEN w celu wycofania się z zamiaru systemowego molestowania seksualnego polskich dzieci. Trzeba stanąć do walki!Deprawacyjne eksperymenty na uczniach [foto]Seksuolog prof. Zbigniew Izdebski odpowiada za treść i kształt podstawy programowej do przymusowej „edukacji seksualnej” mającej wejść do szkół 1 września. Sprawa, którą opisujemy, miała miejsce w 2004 roku, w trakcie rządów lewicy (SLD), aktualnego koalicjanta Donalda Tuska. 

W okresie kwiecień-maj 2004 na terenie całego kraju prowadzono „badania naukowe” pod kierownictwem Zbigniewa Izdebskiego.
W ramach tych „badań” do 5 000 uczniów szkół ponadgimnazjalnych skierowano specjalną ankietę. W trakcie, gdy uczniowie odpowiadali na pytania, nauczyciele i wychowawcy musieli opuścić klasę. Ankietę realizowały osoby z zewnątrz, uczniom nieznane. Rodzicom powiedziano ogólnie, bez żadnych szczegółów, że celem ankiety przeprowadzanej wśród ich dzieci jest: 

„poznanie poglądów i doświadczeń młodzieży związanych z różnymi sprawami (…)”

O jakie to „różne sprawy” chodziło Izdebskiemu? Uczniów zapytano m.in. o to:

– czy już się masturbowali?
– ile razy świadczyli już płatne usługi seksualne za pieniądze lub ubrania czy kosmetyki?
– z kim zwykle oglądają pornografię?
– jaki rodzaj pornografii oglądają i czy jest to np. seks ludzi ze zwierzętami lub seks grupowy?

Uczniom kazano także przypomnieć sobie swój pierwszy stosunek seksualny oraz odnotować, czy było im wtedy dobrze i czy czuli podniecenie.
Kazano również uczniom ustosunkować się do takich twierdzeń jak:

– niektóre 13-letnie dzieci są już na tyle dojrzałe, że nie ma nic złego w tym, jeśli będą współżyć z osobą dorosłą,
– wielu chłopców nieświadomie pragnie zgwałcić dziewczynę.

W ankiecie zadano uczniom również następujące pytanie:

„Jak bardzo prawdopodobne jest, że zdecydowałbyś się na stosunek seksualny z dzieckiem, gdybyś był pewien, że nikt się nie dowie i nie będziesz za to ukarany?” 

Te „badania naukowe” zostały tak sformułowane, że w oczywisty sposób stanowiły zachętę do podejmowania niebezpiecznych, ryzykownych i patologicznych zachowań seksualnych oraz działań przestępczych takich jak pedofilia, prostytucja czy sutenerstwo.

Pytania o to, czy już się masturbowałeś lub jaki rodzaj pornografii oglądasz, to nic innego jak oswajanie ucznia z tego typu zachowaniami i rozbudzanie jego wyobraźni. Oswajanie tym bardziej karygodne, gdy dotyczyło uczniów jeszcze nie „wyedukowanych seksualnie”, to znaczy nie mających świadomości tego, czym jest masturbacja, zoofilia czy seks grupowy. Prezentowanie uczniom patologii i oczekiwanie, aby młodzi ludzie się do tych patologii ustosunkowali, jest po prostu słownym molestowaniem seksualnym uczniów i niszczeniem ich niewinności. 

Wyniki tego typu „badań naukowych” stanowią dalsze wytyczne m.in. do tworzenia szkolnych programów „edukacji seksualnej”. Jak powiedział kilka tygodni temu Zbigniew Izdebski w jednym z wywiadów medialnych:

„Przedmiot ma wspierać rolę wychowawczą poprzez przekazywanie wiedzy opartej na dowodach naukowych (…) Chodzi o to, by szkoła uczyła tego, żeby uczniowie nie szukali informacji w internecie, tylko w szkole. Internetowe przekazy są często wulgarne i szkodliwe.”

Izdebski twierdzi, że uczniowie powinni otrzymywać „wiedzę” na obowiązkowych lekcjach „edukacji seksualnej”, gdyż inaczej będą szukać jej w internecie, gdzie przekazy są wulgarne i szkodliwe. Tymczasem to z jego inicjatywy zadawano uczniom w szkołach pytania o to, czy już się masturbowali, czy oddają się prostytucji za pieniądze, czy chcieliby dokonać aktów pedofilskich oraz czy oglądają pornografię przedstawiającą sceny seksu ludzi ze zwierzętami. W tym Izdebski nie dopatrzył się już „wulgarnego i szkodliwego” przekazu… 

Panie Mirosławie, intensywna propaganda medialna oswajająca Polaków z planami wprowadzenia do szkół obowiązkowej „edukacji seksualnej” to po prostu jedno wielkie przedstawienie, teatr i spektakl ukierunkowany na omamienie społeczeństwa i uśpienie czujności rodziców. 

Rodzicom nie zdradzono szczegółów ankiety Izdebskiego, którą wypełniali uczniowie w szkołach. Gdyby rodzice wiedzieli, o co będą pytane ich dzieci i z czym będą oswajane, nie zgodziliby się na udział uczniów w deprawacji i seksuologicznym eksperymencie „naukowym”. W taki właśnie sposób reagują dzisiaj rodzice, którzy dowiadują się, na czym ma polegać „edukacja seksualna” ich dzieci, którą rząd Tuska chce obowiązkowo wprowadzić do szkół już od 1 września – stawiają opór i nie wyrażają zgody na systemową deprawację swoich dzieci. Dlatego trzeba organizować kolejne niezależne kampanie informacyjne i dotrzeć z ostrzeżeniem do milionów Polaków. 

Rządowa i medialna propaganda twierdzi, że „edukacja seksualna” w szkołach to „rzetelna wiedza” oparta na „dowodach naukowych”, która ma przeciwdziałać wczesnej inicjacji seksualnej, pedofilii i ryzykownym zachowaniom seksualnym. Spójrzmy na skutki takiej „edukacji” na Zachodzie. Zbigniew Izdebski to wieloletni współpracownik niemieckich instytucji zajmujących się „edukacją seksualną”. Instytucji uwikłanych we wstrząsające afery pedofilskie, o czym już informowaliśmy. W Niemczech taka „edukacja” od dziesięcioleci jest obowiązkowa dla wszystkich uczniów. To właśnie w Niemczech stworzono tzw. Standardy Edukacji Seksualnej w Europie, w oparciu o które teraz mają być „edukowane seksualnie” polskie dzieci w szkołach, a czego gwarantem ma być osoba Zbigniewa Izdebskiego jako koordynatora podstawy programowej. 

Wedle oficjalnych statystyk niemieckiej policji, w 2022 roku ofiarą pedofilów padło w Niemczech ponad 17 000 dzieci poniżej czternastego roku życia. To 46 ofiar pedofilów dziennie! 
Liczba przestępstw pedofilii rośnie dramatycznie z roku na rok. Dla porównania, w 2017 roku było 13 500 przypadków pedofilii. Jak podaje portal Deutsche Welle, lawina molestowania seksualnego dzieci w Niemczech jest skorelowana ze wzrostem dystrybucji pornografii dziecięcej. W 2022 roku niemiecka policja odnotowała ponad 42 000 przypadków związanych z pornografią dziecięcą. Wedle szefa niemieckiego Federalnego Urzędu Kryminalnego blisko 41% osób, które wymieniają treści pornograficzne i pedofilskie, to osoby niepełnoletnie. 

Powyższe liczby to wyłącznie oficjalne dane, wierzchołek góry lodowej. Jak oficjalnie przyznał Johannes-Wilhelm Roerig, Pełnomocnik rządu Niemiec do spraw seksualnego wykorzystywania dzieci, publikowane dane dotyczą jedynie przypadków zgłoszonych na policję bądź przez nią wykrytych. „W rzeczywistości liczby są znacznie wyższe. Myślę, że należy je pomnożyć przez 10”  powiedział Roerig.

Panie Mirosławie, oto konsekwencje trwającej od dziesięcioleci systemowej, przymusowej, obowiązkowej „edukacji seksualnej” w szkołach oraz seksualizacji całego społeczeństwa poprzez media. 

Po co pytać uczniów czy chcieliby po kryjomu uprawiać seks z dzieckiem, o pragnienia zgwałcenia koleżanki oraz o ich doświadczenia związane z masturbacją czy oglądaniem pornografii? Czemu służą takie eksperymenty „naukowe”? 
Chodzi o rozbudzanie seksualne i oswajanie z patologiami. To właśnie jest „edukacja seksualna” w praktyce – to deprawacja, której celem jest zniszczenie moralnych fundamentów społeczeństwa.Trzeba stawić temu opór. Kluczową kwestią jest budzenie świadomości kolejnych rodziców, docieranie do Polaków z ostrzeżeniem oraz mobilizowanie kolejnych osób do działania. Temu służą akcje i kampanie naszej Fundacji. W całym kraju organizujemy działania informacyjne – pikiety, akcje billboardowe, publiczne różańce, przejazdy furgonetek. Trwa także dystrybucja dziesiątek tysięcy naszych broszur informacyjnych z ostrzeżeniem przed „edukacją seksualną” w szkołach. Jak napisał do nas pan Jerzy, który zamówił broszury, aby rozdawać je w swoim miejscu zamieszkania:
„Dziękuję za życzenia i przysłanie 200 szt. broszur. Zostały rozprowadzone wszystkie, zainteresowanie duże jak i potrzeba znacznie większa. Jeśli możliwe, prosimy o więcej.”

Takich osób zgłasza się do naszej Fundacji coraz więcej. Nasi wolontariusze przygotowują się także do uruchomienia nowej kampanii billboardowej, której celem będzie ujawnienie Polakom prawdy na temat planów systemowej deprawacji dzieci poprzez obowiązkową „edukację seksualną”. Na wszystkie te działania potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 19 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest obecnie dla Pana możliwa, aby umożliwić nam te działania i prowadzić dalszą walkę o świadomość Polaków i organizować opór przeciwko deprawacji dzieci w całym kraju.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Pokój na Ukrainie. Kto tego pokoju chce, a kto go nie chce?

Wielomski: Co dalej z Ukrainą?

https://konserwatyzm.pl/wielomski-co-dalej-z-ukraina/

Adam Wielomski

Wszyscy pytają czy Donald Trump zakończy wojnę na Ukrainę i przyniesienie nam pokój? Powiem szczerze: nie wiem, lecz mam taką nadzieję. Warto jednak zastanowić się kto tego pokoju chce, a kto go nie chce? I dlaczego?

Pokoju z pewnością chce Donald Trump i część popierającego go establiszmentu. Dlaczego? Z powodów geopolitycznych i biznesowych. Zacznijmy od geopolitycznych. Trump ma świadomość, że głupia polityka ekipy Joe Bidena doprowadziła do powstania sojuszu Moskwa-Pekin, a potencjał łączny tego sojuszu może równać się z amerykańskim. Nowy prezydent za głównego wroga amerykańskiej hegemonii światowej postrzega Chiny, w Rosji widząc mocarstwo regionalne, próbujące zabezpieczyć swoje interesy w granicach byłego ZSRR. Stąd pierwsza zapowiedź wszczęcia wojny celnej z Pekinem. Geopolitycznie osłabienie Chin wymaga rozerwania sojuszu Moskwa-Pekin. Nowa administracja będzie chciała to osiągnąć uznając rosyjskie podboje na Ukrainie i obiecując, że powojenna Ukraina nie wejdzie przez następnych 20 lat do NATO. Trump chce zakończyć tę wojnę także z powodów biznesowych, ponieważ konflikt ten postrzega jako amerykańską inwestycję. Okrojona terytorialnie, wyludniona i spustoszona Ukraina nie będzie w stanie spłacić swoich długów wobec USA przez kolejne stulecie. Kolejne pożyczki w praktyce byłyby darowiznami. Tym samym poparcie dla Kijowa traci swój sens „inwestycyjny”.

Pokoju chce również Putin, lecz na swoich warunkach. Jest jeden punkt w którym Rosja nie odpuści, gdyż prawdopodobnie był to główny powód rozpoczęcia konfliktu zbrojnego. Jest to wpisanie do konstytucji Ukrainy statusu państwa neutralnego, na którym nie mogą stacjonować żadne obce wojska (czyli wojska NATO). W mojej ocenie jest to punkt dla Rosjan znacznie ważniejszy niż przynależność do Federacji Rosyjskiej kilku miast i miasteczek. Od Doktryny Primakowa, przez Doktrynę Miedwiediewa, aż po różne wypowiedzi Putina mamy ciągle to samo żądanie: stworzenia strefy buforowej pomiędzy NATO a Rosją, dającej tej ostatniej gwarancję, że nie stanie się celem agresji zachodniej. Oczywiście, Putin nie śpieszy się, gdyż wojnę powoli wygrywa. Ukraina nie ma już rezerw demograficznych, a po wycofaniu amerykańskiego finansowania i dostaw uzbrojenia będzie skazana jeśli nie na kompromisowy pokój, to na końcową kapitulację. Czas działa na korzyść Rosji, a z każdym tygodniem armia tego państwa zajmuje kolejne miasteczka i wioski. Dlatego Putin nie prze do negocjacji, bo po co? Ale jeśli dostanie dobrą ofertę, to zapewne ją przyjmie.

Do kontynuacji wojny prą na Zachodzie ośrodki globalistyczne: towarzystwo związane ze Światowym Forum Ekonomicznym, kamaryla Kamali Harris, Komisja Europejska, Wielka Brytania i francuski wychowanek Klausa Schwaba – Emmanuel Macron.

Po objęciu prezydentury przez Trumpa możliwości wspierania konflikt przez amerykańskich globalistów będą słabe, wyjąwszy kampanie organizowane przez media należące do globalnych korporacji. W tej sytuacji w Unii Europejskiej i w Wielkiej Brytanii coraz głośniej mówi się, że w razie wycofania się Trumpa ze wsparcia dla Ukrainy, państwa UE będą musiały przejąć finansowanie i zaopatrywanie Kijowa. Inicjatywę tę najbardziej wspierają Wielka Brytania, Francja i – mająca jak widać nadwyżki budżetowe i w sprzęcie wojskowym – rządzona przez Donalda Tuska Polska. Duchowy patronat tej operacji dadzą Parlament Europejski i Ursula von der Leyen. Jeśli w Niemczech, po wyborach, dojdzie do władzy CDU, to Berlin z pewnością przystąpi do tej inicjatywy.

Dlaczego środowiska globalistyczne występują przeciwko inicjatywie pokojowej Trumpa, a ich aktywność rośnie wraz z doniesieniami, że Putin wyraził nią zainteresowanie, o ile członkostwo Ukrainy w NATO nie zostanie odroczone, lecz definitywnie odrzucone? Przyczyn jest kilka. Pierwszą jest sama natura globalizmu. Skoro świat ma być rządzony globalnie, to musi zostać zjednoczony. Dlatego w wojnie ukraińsko-rosyjskiej ośrodkom globalistycznym nie chodzi o odzyskanie przez Kijów Donbasu i Krymu, lecz o wywołanie w Rosji tzw. kolorowej rewolucji, obalenie Putina i usadowienie na Kremu Jelcyna 2.0. Tenże Jelcyn 2.0 poddałby „prywatyzacji” rosyjskie surowce i za kilka procent ich realnej wartości padłyby łupem międzynarodowych korporacji. Przede wszystkim Jelcyn 2.0 zerwałby sojusz z Chinami, odciąłby je od syberyjskich surowców i przyczyniłby się w ten sposób do spowolnienia lub nawet zatrzymania chińskiego wzrostu gospodarczego. W projekcie globalistycznym, przypominam, chodzi o poddanie całego świata dominacji Zachodu. O tym pisze i mówi raz po raz Anne Applebaum, będąca jedną ze znanych na całym świecie rzeczniczek tej koncepcji świata.

Drugą przyczyną poparcia Unii Europejskiej dla Ukrainy są jej surowce i możliwości. Wyraził to wprost jeden z niemieckich parlamentarzystów oznajmiając, że Zielona Rewolucja UE będzie trudna bez ukraińskich zasobów tzw. metali ziem rzadkich, konkretnie litu. Inni politycy unijni mówią wprost, że należy wygasić europejskie rolnictwo, a żywienie nas mają przejąć wielkoobszarowe, całkowicie zmechanizowane gospodarstwa na czarnoziemach Ukrainy. Dodajmy, że zachodnie korporacje już przecież tę ziemię wykupiły, a Putin ją im zajął!

Przyczyną trzecią jest paliwo konieczne do stworzenia armii europejskiej, wspólnej unijnej polityki obronnej i zagranicznej, a w efekcie tzw. federalizacja Unii Europejskiej. Aby wymusić na państwach i narodach wahających się rewizję traktatów unijnych, elity unijne potrzebują wojny, potrzebują realnego zagrożenia, strachu przed wojną nuklearną, etc. Propaganda niemiecka od samego początku łączy wojnę ukraińsko-rosyjską z projektem federalizacji UE, a ostatnio w tym samym kierunku poszła propaganda francuska. W Polsce prawie wprost mówią o tym Donald Tusk, Rafał Trzaskowski i Radzio Sikorski. Słowem, federalizacji UE potrzebna jest wojna. Wojna, wojna tylko może stworzyć Imperium Europae.

Ktoś spyta o Ukrainę? Niestety, ten nieszczęsny kraj nikogo nie interesuje…

Adam Wielomski

Narody mają dość rewolucji genderowej i polityków oderwanych od rzeczywistości

Raport z USA: obywatele mają dość rewolucji genderowej i polityków oderwanych od rzeczywistości

https://pch24.pl/raport-z-usa-obywatele-maja-dosc-rewolucji-genderowej-i-politykow-oderwanych-od-rzeczywistosci

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Pew Research Center zauważa, że mijający rok 2024 był niezwykłym rokiem, ze względu na liczne elekcje na całym świecie. Obywatele w ponad 60 państwach okazali frustrację z powodu status quo i dali czerwone kartki tradycyjnym partiom politycznym z powodu drastycznie pogarszającej się sytuacji ekonomicznej oraz wdrażanej odgórnie globalnej rewolucji (anty)kulturowej.

W tegorocznych wyborach prezydenckich i uzupełniających do kongresu w USA spektakularną porażkę ponieśli demokraci. W Wielkiej Brytanii – w przeciwieństwie do USA – władza polityczna przechyliła się w lewo. Partia Pracy zdobyła większość parlamentarną, kończąc 14-letnie rządy Partii Konserwatywnej. Spektakularną porażkę poniosła Partia Demokratyczna w Botswanie, która sprawowała rządy przez 60 lat.

W Korei Południowej wygrała opozycyjna Partia Demokratyczna, która miała powstrzymać zapędy prezydenta Yoon Suk Yeola. Prezydent wprowadził stan wojenny i oskarżył liderów Partii Demokratycznej o działania „antypaństwowe”. Jego decyzję szybko anulowało Zgromadzenie Narodowe, głosując jednogłośnie za zniesieniem stanu wojennego.

Partie opozycyjne o różnych proweniencjach zdobyły władzę w różnych krajach, w tym w Ghanie, Panamie, Portugalii i Urugwaju. W innych państwach rządzące elity zachowały władzę, ale poniosły znaczne straty.

W RPA, Afrykański Kongres Narodowy nie zdobył większości miejsc w Zgromadzeniu Narodowym po raz pierwszy od zakończenia apartheidu. W Japonii rządząca od lat Liberalno-Demokratyczna Partia wraz z koalicjantem Komeito, straciła większość w parlamencie.

Premier Indii Narendra Modi i jego partia Bharatiya Janata – chociaż zwyciężyła w wyborach po raz trzeci – została zmuszona do utworzenia rządu koalicyjnego.

We Francji prezydent Emmanuel Macron „przeszarżował” z decyzją o przeprowadzeniu przedterminowych wyborów latem 2024 r., które przyniosły odwrotny skutek od zamierzonego i centrowy sojusz Ensemble Macrona stracił grunt pod nogami na rzecz lewicowego Nowego Frontu Ludowego, jak i prawicowego Zgromadzenia Narodowego.

Wielu wyborców narzeka, że żyje im się coraz gorzej i jest niezadowolonych z obecnej polityki w swoim kraju.

Pew przywołuje badania przeprowadzone w 34 krajach na początku 2024 r., które uwydatniło ponury stan gospodarki światowej, co tylko frustrowało obywateli. W badanych krajach mediana 64 procent dorosłych stwierdziła, że ​​ich gospodarka narodowa jest w złym stanie. We Francji, Japonii, RPA, Korei Południowej i Wielkiej Brytanii ponad siedmiu na dziesięciu wyraziło taki pogląd. Narzekano na inflację, narastające nierówności i poziom ubóstwa.

Inną niezwykle ważną kwestią dla obywateli była frustracja związana z funkcjonowaniem demokracji przedstawicielskiej. W 31 krajach mediana 54% dorosłych była niezadowolona ze sposobu działania demokracji w ich kraju. A w kilku państwach o wysokich dochodach, niezadowolenie znacznie wzrosło w ciągu ostatnich trzech lat.

Politycy, partie i instytucje pozostają coraz bardziej oderwani od rzeczywistości. Ludzie narzekali, że ​urzędnicy pochodzący z wyborów nie przejmują się tym, co myślą obywatele. Ubolewano, że nie ma na kogo głosować, nie ma partii politycznych, które reprezentowałyby poglądy obywateli. Znaczna część ludzi skarżyła się, że ma niewielki lub żaden wpływ na politykę w swoim kraju.

W tej sytuacji zaobserwowano wyraźny trend, zwłaszcza w Europie dotyczący rozwoju „prawicowego populizmu” i „innych przeciwników tradycyjnych partii i politycznego status quo”.

W Europie zyskały partie antyimigranckie w wyborach do Parlamentu Europejskiego, w wyborach we Francji, w Austrii, Rumunii (trzy partie prawicowe zyskały znaczne poparcie, a ponadto kandydat prawicowy Calin Georgescu otrzymał najwięcej głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich, które unieważnił rumuński Sąd Konstytucyjny). Nawet w Portugalii sukces odniosła prawicowa partia Chegi, zdobywając 50 z 230 miejsc w parlamencie, w porównaniu z zaledwie 12 w 2022 r. i jednym w 2019 r.

Partia Reform UK zdobyła trzecią co do wielkości liczbę głosów w wyborach powszechnych w Wielkiej Brytanii, z wynikiem 14 procent, a jej lider Nigel Farage w końcu zyskał miejsce w parlamencie (po ósmej próbie).

W Niemczech w wyborach w landach, po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej zwyciężyła prawicowa partia, Alternatywa dla Niemiec

Pew zauważa, że w ciągu ostatniej dekady „prawicowy populizm” zakorzenił się w Europie, „znacznie zakłócając politykę kontynentu”. Prawicowe partie zdobyły najwięcej głosów w Holandii w 2023 r. i we Włoszech w 2022 r., chociaż straciły władzę w Polsce, niemniej „teraz są konsekwentnie konkurencyjne w sposób, w jaki nie były do niedawna”.

„Populiści odnieśli sukces również poza Europą”, na przykład w Stanach Zjednoczonych, gdzie ruch Trumpa: „Make America Great Again” stał się dominującą siłą w Partii Republikańskiej. Obecne GOP (kierownictwo partii) już nie przypomina GOP sprzed 2015 r.

Chociaż prawicowe ruchy różnią się od siebie, to co je ma łączyć, to według „The Economist”: „sprzeciw wobec aborcji, praw kobiet i praw LGBTQ+; sprzeciw wobec socjaldemokracji; i nieprzejednane poglądy na temat przestępczości”.

W Meksyku zyskał na znaczeniu „populizm lewicowy” (partia Moreno, która istnieje od około dekady, a obecnie dominuje w polityce kraju).

„Partie populistyczne” wykorzystały „frustrację wyborców związaną z elitami – i przekonanie, podzielane przez wielu, że partie establishmentu i ich liderzy nie mają kontaktu ze zwykłymi obywatelami”.

Innym wyraźnym trendem jest pogłębiająca się polaryzacja ideologiczna dotycząca kultury i tożsamości w wielu krajach. Obserwuje się zwrot ku tradycji i sprzeciw wobec postępowych zmian. Obywatelom nie podoba się rewolucja genderowa.

Jeszcze w 2022 r. Pew Research Center przeprowadziło badanie, pytając obywateli w różnych państwach o to, czy uważają, że ich kraj będzie w lepszej sytuacji w przyszłości, jeśli będzie trzymał się swoich tradycji i sposobów życia, czy też, gdy będzie otwarty na zmiany dotyczące tradycji i sposobów życia.

W 15 z 16 krajów zarysowała się wyraźna różnica ideologiczna między prawicą a lewicą. W USA była ona największa. 91% liberałów uznało, że ​​kraj będzie w lepszej sytuacji, jeśli zaakceptuje zmiany, w porównaniu z zaledwie 28% konserwatystów. Pew podkreśla, że również z innych badań wynika, że USA należą do najbardziej spolaryzowanych państw pod względem ideologicznym i szczególnie duże różnice występują w kwestiach takich jak aborcja i zmiana klimatu. Wraz z odgórnie promowaną rewolucją genderową i lansowanymi nowymi tożsamościami, polaryzacja ta nasiliła się.

Na wyniki wyborów wpływ miały także konflikty międzynarodowe, zwłaszcza wojny Rosja-Ukraina i Izrael-Hamas.

W wielu krajach istnieją podziały ideologiczne co do tego, jak poradzić sobie z inwazją rosyjską na Ukrainę, „przy czym poparcie dla Kijowa jest często niższe wśród osób z ideologicznej prawicy”. Widać to zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, we Francji, na Słowacji, w Austrii i Niemczech, czy nawet w USA. W tych państwach „prawica” uznaje, że NATO sprowokowało Władimira Putina do inwazji na Ukrainę z powodu ciągłej ekspansji na wschód. Wojna Izraela z Hamasem wywołała napięcia pośród ideologicznej lewicy.

W 2025 r. ważne wybory odbędą się m.in. w: Kanadzie, Chile, Niemczech, Norwegii, na Jamajce i w Singapurze.

Źródło: pewresearchcenter.org AS

Ekshumacji w Jedwabnem nie chcą ofiary, a na Wołyniu kaci

Ekshumacji w Jedwabnem nie chcą ofiary, a na Wołyniu kaci

Krzysztof Baliński

Donald Tusk pojawił się we Lwowie. Wyraził przekonanie, że jeśli wojna z Rosją przyniosła coś dobrego to na pewno wzajemne zrozumienie między Polakami i Ukraińcami. Na spacer po Lwowie nie miał czasu („pogoda nie sprzyjała”). A szkoda, bo mógłby przemierzyć główną ulicę miasta – aleję Stepana Bandery i zobaczyć wysoki na 30 metrów pomnik. Idąc dalej dostrzegłby ulicę Jewhena Konowalca, założyciela OUN i minąłby skrzyżowanie z aleją Bohaterów UPA, czyli organizacji, która siekierami, widłami, kosami, piłami i drągami wyrżnęła na Wołyniu i Galicji Wschodniej 200 tysięcy Polaków, głównie starców, kobiety i dzieci. Mógłby też zobaczyć muzeum Romana Szuchewycza, który wydał rozkaz wymordowani Polaków i spalenia polskich wsi.

Po spotkaniu szefów polskiego i ukraińskiego MSZ, media zalała lawina komentarzy głoszących przełom w sprawie ekshumacji ofiar rzezi, prześcigających się w ocenach: „Na ten moment czekały pokolenia Polek i Polaków”; „Tak wygląda skuteczna dyplomacja”. Zachwyty wyglądały groteskowo na tle oświadczenia szefa ukraińskiego IPN, który w kilka godzin od spotkania powiedział: „Ukraina samodzielnie zbada, ustali miejsce pochówku oraz okoliczności śmierci ofiar tragedii wołyńskiej, a dopiero potem przeprowadzi ekshumację”, a Polacy będą mogli w jakimś fragmencie prac uczestniczyć w „roli obserwatorów”. Postawił też warunek: ekshumacje będą przebiegać zgodnie z ustawodawstwem ukraińskim, czyli zgodnie z gloryfikującą zbrodniarzy OUN-UPA ustawą z 2015 roku.

Na tym samym wydechu dodał: „Dopóki strona polska nie odnowi obiektu ku czci OUN-UPA na Górze Monastyrz i nie zacznie odnawiać innych zdewastowanych obiektów tego typu w Polsce, nie będzie zgody na poszukiwania i ekshumacje”. Tu wyjaśnijmy – chodzi o nagrobek ukraińskich bandytów, którzy zamordowali pasażerów pociągu osobowego w lesie pod wsią Zatyle. Wnioski są jednoznaczne: Ekshumacje mają polegać na zebraniu rozwleczonych i walających się po polach, lasach, studniach, rowach i dołach śmierci kości pomordowanych Polaków i ich pogrzebaniu – bez wskazania, kto jest pogrzebany i kto dokonał zbrodni – a mordercy będą mieli pomniki. „Rząd tworzy dokładny spis wszystkich grobów Ukraińców z UPA i ich pomników, które są na polskim terytorium” – tak gabinet Tuska szykuje się na żądania Kijowa. Okazuje się, że Paweł Kowal, szef Rady ds. współpracy z Ukrainą już miesiąc wcześniej wysłał pisma do wojewodów, polecając sporządzenie spisu wszystkich grobów Ukraińców z UPA oraz ich pomników. Innymi słowy: ekshumacje bezimiennych kości ofiar rzezi w zamian za remont pomników zbrodniarzy z UPA i wzniesienie nowych!

Ukraina wyniosła do rangi bohaterów postaci o nazistowskich korzeniach, a sojusznicy Ukrainy, w tym żydowscy liderzy, milczą. Z bojcami Pułku Azow spotkało się dotychczas 13 kongresmenów, mimo iż w 2018 r. zakazali finansowania tej formacji „z uwagi na jej ekstremistyczne korzenie”. Wysokiej rangi funkcjonariusz Komisji Helsińskiej, występując w Kongresie z gloryfikującą Banderę opaską na ramieniu, pochwalił się otrzymaną od pułku flagą, na której widniał Wolfsangel, emblemat dywizji Waffen SS, dywizji „Das Reich” i Dywizji Grenadierów SS „Dirlewanger” (która pacyfikowała Wolę podczas Powstania). W grudnia 2022 r. przybywała w Izraelu delegacja pułku i spotkała się z izraelskimi dyplomatami oraz rezerwistami sił zbrojnych Izraela. Przypomnijmy, że pułk Azow powołał Andrij Bilecki, autor manifestu głoszącego, że „przesłaniem Ukrainy jest przewodzić Białym Ludziom na całym świecie w ostatecznej krucjacie przeciw podludziom, na czele których stoją Semici”. Przypomnijmy, że żołnierze pułku mają obsesję na punkcie niemieckiej historii, noszą niemieckie mundury i hełmy oraz witają się ‘Sieg Heil’.

Dziwne podejście mają żydowskie organizacje wyspecjalizowane w „łowieniu” antysemitów. Efraim Zuroff z Centrum Szymona Wiesenthal oświadczył: „Przyganianie Pułku Azow to karma dla kłamstw Putina o tym, że Ukraina jest krajem nazistowskim. Ukraina krajem nazistowskim nie jest”. Podobnego zdania jest szef Ligi Antydefamacyjnej: „Nie dołączajmy do rosyjskiej propagandy, która ma na celu pomniejszenie amerykańskiego poparcia dla Ukrainy, tylko dlatego, że kilku facetów nosi na przedramieniu jakieś opaski. Zagrożenie, które obecnie stwarza skrajna prawica jest nieistotne”.

Podejście ADL przeszło głęboką ewolucję. W swym raporcie z 2019 uznała Pułk za „ekstremistyczne ugrupowanie i milicję, które cieszą się uznaniem neonazistów na Ukrainie oraz białych suprematystów na świecie” a jeszcze w tydzień po rosyjskiej inwazji oceniła, że „brygada ma wyraźne powiązania neonazistowskie”. Gdy w sporządzonym w 2023 r. Index of antisemitism podała, że postawy antysemickie wykazuje jedna trzecia populacji Ukrainy, dane opatrzyła komentarzem: „Widzimy więc, że w społeczeństwie ukraińskim skrajnie prawicowy ekstremizm jest nieistotny”. Gdy „NYT” podała, że żołnierze ukraińscy noszą na mundurach inspirowane przez nazistów symbole i gdy na rządowym portalu pojawiło się zdjęcie ukraińskich żołnierzy z noszoną przez SS opaską Totenkopf, szef ADL stwierdził: „Mimo iż niektórzy Ukraińcy używają symboli nazistowskich i mimo ich podziwu dla Bandery, nie obawiam się, że kraj przejmą antysemici. W wyborach zwyciężył Zełenski, jako pierwszy w tym kraju żydowski prezydent”.

Strategię milczenia przyjął także Waszyngton. Deborah E. Lipstadt, specjalny wysłannik ds. monitorowania i zwalczania antysemityzmu w ogóle nie zabrała głosu, a żydowski „Forward” pisał: „Ci, którzy śledzą ultranacjonalistyczną prawicę dostrzegają, coś zadziwiającego – jej aktywiści nie biorą na celownik Żydów. Nie ma dowodów wskazujących na to, że wśród ukraińskich neonazistów są antysemici. To jest coś w rodzaju subkultury młodzieżowej i takie właśnie znaczenie mają dla nich symbole nazistowskie. Ich głównym wrogiem są dzisiaj Rosjanie, w tym Rosjanie żyjący na Ukrainie, a na drugim miejscu Murzyni i Cyganie”.

Gdy ulicami Lwowa, z okazji rocznicy śmierci Romana Szuchewycza przeszedł marsz zorganizowany przez Korpus Narodowy, milczało lobby żydowskie, milczał Biały Dom, a rzecznik Departament Stanu ograniczył się do komunikatu: „Odrzucamy rosyjską kampanię dezinformacyjną, która łączy poparcie dla ukraińskiej suwerenności z poparciem dla neonazistowskich i faszystowskich ideologii”. Milczały też należące do żydowskich oligarchów ukraińskie media. A był to marsz neonazistów ku czci składającej się z ukraińskich ochotników dywizji SS Galizien, która podlegała Waffen SS, mordowała Żydów i spaliła żywcem tysiące kobiet i dzieci w Hucie Pieniackiej.

Majdan został wywołany przez lobby żydowskie, które nie zwracało uwagi na to, że przewrotu dokonują neonazistowskie oddziały szturmowe, którym przewodzi wnuk mordercy Żydów i że pod oknami ambasady USA wyśpiewywali: „Smert’ moskowsko-żidiwskij mafii”. Uwagę zwrócili tylko imigranci z ZSRR, kampanią wymierzoną w finansującego Prawy Sektor Ihora Kołomojskiego, w celu pozbawienia go obywatelstwa Izraela. W petycji do Knesetu pisali: „Żyd nie może być faszystą, te pojęcia są sprzeczne genetycznie“. Dziś ci sami uważają, że oskarżenia o antysemityzm oraz wiązanie Majdanu z faszystowskim przewrotem służą Rosji. Tak więc, obalenie Janukowycza poparli ci sami, którzy z ulgą przyjęli jego zwycięstwo, bo anulował uchwalony przez poprzednika dekret nadający Banderze tytułu bohatera, a UPA status bojowników o wolność. Przypomnijmy, że Juszczenko zezwolił na zwoływanie wojskowych parad, na których wznoszono okrzyki „Bij żyda” i że obowiązkową lekturą zrobił poemat „Hajdamacy”, który wzywa do mordowania Żydów, i w którym przeczytać można, że Żyd to „świnia i parch”.

Krytyczne podejście środowisk żydowskich skończyło się, gdy premierem został Wołodymyr Grojsman. Te same żydowskie media i ci sami rabini podkreślać zaczęli nagle, że na Ukrainie antysemityzm został zmarginalizowany: „Grojsman przeszedł do historii, jest pierwszym żydowskim premierem Ukrainy dotychczas mocno tkwiącym w psyche Żydów, jako kraj antysemitów i pogromów”. Doszły do tego inne wypowiedzi. Gdy parlament ukraiński uczcił chwilą ciszy Symona Petlurę oskarżanego o wymordowanie 50 tysięcy Żydów, naczelny rabin Ukrainy (który w Kongresie powiedział: „Większość Żydów uznaje Banderę i ukraińskich nacjonalistów za odpowiedzialnych za dziesiątki pogromów”) oświadczył: „Zajmowanie się tym tematem prowadzi do niepotrzebnego stygmatyzowania Ukraińców. Mianowanie na premiera ukraińskiego Żyda jest dowodem na to, że antysemityzmu na Ukrainie nie ma”. Doszło też do unikalnego w skali świata fenomenu – Ukraiński Kongres Żydów wydał oświadczenie poświadczające, że na Ukrainie nie ma antysemityzmu.

I tak, w propagandzie za Oceanem i za Wzgórzami Golan zaczął dominować wątek: Ukraina to najbardziej przyjazne Żydom miejsce na ziem. Jakąkolwiek wzmiankę o zbrodniach UPA na Żydach kontrowano argumentem, że Ukraina ma żydowskiego prezydenta i że to Rosja jest rajem neonazistów. Kult Stepana Bandery rozwija się w najlepsze i jest nie tylko tolerowany, ale wspierany mocno i bezkrytycznie przez światowe żydostwo. To prawdziwa semantyczna rewolucja – naziści są akceptowani przez Żydów, jeśli akceptują rządy żydowskiego komika, osadzonego w pałacu prezydenckim przez żydowskiego oligarchę.

Ale nie tylko Żydzi i nie tylko ukraińscy. Bo także w Polsce czynny udział w promowaniu banderowsko-żydowskiej narracji bierze środowisko skupione wokół „Wyborczej”, które tropiąc wszelkie przejawy nacjonalizmu w Polsce, przechodzi do porządku dziennego nad nazistowską ideologią OUN, któremu nie przeszkadza, że ludzie, których biorą w obronę mają na sumieniu śmierć tysięcy Żydów. Świadczy o tym choćby Anne Applebaum, dla której: „Ukraina potrzebuje więcej, a nie mniej nacjonalizmu […] Ukraińcy potrzebują więcej okazji, aby móc krzyczeć „Sława Ukraini – Herojam Sława”, co było wprawdzie hasłem kontrowersyjnej UPA, ale zostało przyjęte do nowego kontekstu”. Applebaum pisała też: „W końcu czerwca 1947 roku siłom interwencyjnym udało się wreszcie, liczącą sobie 140 tysięcy społeczność ukraińską wypędzić z jej siedzib, wepchnąć do brudnych wagonów i przesiedlić. To był krwawy i bezwzględny proces, tak samo krwawy i bezwzględny jak wymordowanie mieszkańców Wołynia trzy lata wcześniej”. À propos – matka Wołodymyra Hrojsmana nazwała ludzi rządzących Ukrainą – „Żydobanderwoszczyzna”. Czy „Żydobanderowcami” nie są zatem Applebaum i redaktorzy „Gazety Wyborczej”?

W tym miejscu zadajmy pytanie: Jak żydowska jest ta wojna?Czy u jej podłoża nie leży to, że i Polską i Ukrainą rządzi żydokomuna pochodząca z Kresów? Czy nie jest w interesie osiadłych w Nowym Jorku skomunizowanych „żydków z Galicji” i czy nie dlatego nacjonalista żydowski stał się nacjonalistą ukraińskim, wybaczył banderowcom unicestwienie swoich ziomków, a żydowskim niedobitkom na Ukrainie nie pozwala powiedzieć na Banderę złego słowa? I wreszcie: Dlaczego ekshumacji na Wołyniu nie chcą kaci, a ekshumacji w Jedwabnem nie chcą ofiary? I jeszcze jedno: Skąd się wzięła wypowiedź izraelskiego ministra, że „ekstremistyczne, skrajnie prawicowe ruchy, przywołując żydowskie pochodzenie Zełenskiego, wykorzystują konflikt rosyjsko-ukraiński dla szerzenia antysemickiej propagandy o żydowskiej odpowiedzialności za wojnę”.

Jak to jest, że proukraiński znaczy zawsze antypolski? Jak to jest, że w tym ukropolińskim kotle wszędzie, gdzie nie spojrzysz Żyd, czego się nie dotkniesz to Chabad oraz że u zarania III RP zostaliśmy sługami Żydów, a dziś zostaliśmy jeszcze sługami Ukraińców (i czy przypadkiem jest, że autor słów „Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”, po odejściu z MSZ zatrudnił się w Żydowskim Instytucie Historycznym)? Skąd słowa pochodzącego ze Lwowa Żyda Pawła Kowala, że „Ukraińcy muszą dojrzeć do samooceny tak, jak Polacy dojrzeli do samooceny w Jedwabnem”? Dlaczego Dawid Wildstein powiedział: „Nierozliczenie rzezi wołyńskiej nie powinno dziś być dla Polaków przeszkodą we wspieraniu Ukraińców”? A co do prezydenta RP to zachodzimy w głowę, jak można łączyć skrajny filosemityzm ze skrajną pro-ukraińskością, gdy nikt inny jak jego ulubiona nacja ukraińska ma na sumieniu śmierć dziesiątków tysięcy jego drugiej ulubionej nacji – Żydów.

I wreszcie: Dlaczego Ukraińcy naśladują Żydów? Przykładem ambasador w Berlinie, który, na nieśmiałą uwagę niemieckiego dziennikarza, że Ukraińcy dokonywali masakr na Polakach, ripostował: „Ukraińcy byli uciskani przez Polaków w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić” (a polskie władze odniosły się do tego tak, jak do pomówień żydowskich, czyli schowały głowę w piasek). Ukraińcy nie tylko kopiują metody żydowskie, ale (tak, jak Żydzi) są bardzo asertywni, by nie powiedzieć agresywni. Pozwalają sobie (tak, jak Żydzi) na protekcjonalne zachowania, aroganckie pouczania, wydawanie polskim politykom instrukcji, a nawet traktowanie ich, jak chłopców na posyłki. Nie tylko Polski nie szanują, ale (tak, jak Żydzi) nią gardzą. Nie tylko dyktują jej wszystkie polityczne decyzje, ale (tak, jak Żydzi) wymuszają swoją własną narrację historyczną i każą ją rozpowszechniać po świecie za polskie pieniądze. Dlaczego pozwalamy sobie na takie traktowanie? Nie tylko dlatego, że „sługa” nie może dyktować swemu panu, co ma robić, ale dlatego, że widzą, jacy jesteśmy słabi wobec Żydów, którzy poniżają Polaków, a my zwracamy im majątki.

Nie będzie przeprosin za ludobójstwo i nie będzie zgody na ekshumację ofiar ludobójstwa. Rządzące Ukrainą żydowskie i hajdamacki klany nie ustąpią, bo w międzyczasie zbudowali żydobanderowską tożsamość Ukrainy.Ekshumacji pomordowanych Polaków nie będzie także dlatego, że nie chcą tego nowojorscy Żydzi, którzy nie zgadzają się na polską martyrologię, gdyż monopol na polu martyrologii przysługuje tylko Żydom. Amerykańscy Żydzi wybaczyli banderowcom unicestwienie ukraińskich Żydów i kolaborację z Hitlerem, także dlatego, że są znakomitym materiałem dla realizacji planów budowy Niebiańskiej Jerozolimy oraz Ukropolin.

Jaki może być jeszcze inny powód, że rabini nie biją na alarm, a wprost przeciwnie popierają tych, których jeszcze niedawno winili za nazistowskie okropieństwa? Czy nie chodzi o coś całkiem prozaicznego? Z polskiego doświadczenia wiemy, że gdy chodzi o „geszeft” (czyli bezlitosny rabunek tego, co jeszcze na Ukrainie do zrabowania pozostało), Żydzi nie mają żadnych skrupułów i gotowi są na najbardziej plugawe postępki, w tym kolaborację ze swoimi katami. A co do Kołomojskiego – w grę może wchodzić jeszcze inny prozaiczny powód. Zdemaskowali go sowieccy żydzi mieszkający w Izraelu: „Robi to nie dlatego, że jest ukraińskim patriotą, lecz dla swego prywatnego biznesu, bo boi się, że gdyby nad Dnieprem zapanował Putin, mógłby powtórzyć los Bierezowskiego, stracić majątek, a nawet życie”. A co do Zełenskiego? Może chodzi o strach przed bojcami Azowa i innych „nacbatów”, którzy w przypadku klęski w starciu z Rosją skrócą go o głowę?

Schematy żydowskie Kijów stosuje w swej stanowczo forsowanej i agresywnej i antypolskiejpolityce historycznej. Tym bardziej skutecznej, że rządzący Polską ustępstwami Ukrainy nie są zainteresowani. Wręcz przeciwnie – wyręczają władze i ambasadora Ukrainy w wyciszaniu wszelkich głosów domagających się ekshumacji, a nawet zniechęcają Ukraińców do ustępstw i podpowiadają, jak to robić! Gdy ukraiński IPN ogłosił, że „Siły Zbrojne Ukrainy kontynuują tę samą walkę, jaką prowadziła UPA”, gdy doradca prezydenta Ukrainy ujawnił, że Polska „zgodziła się zapomnieć o tak zwanej rzezi wołyńskiej” i uznać, że jest to „zamknięta karta” w relacjach dwustronnych, Duda obwieścił, że „trudna historia obu narodów straciła znaczenie w obliczu konieczności zjednoczenia”.

To nie tylko kpiny z Polaków. To także precyzyjnie zaplanowana akcja. To ukraińsko-żydowski spisek mający wpłynąć na wynik wyborów. Co o nim świadczy? Szef ukraińskiego IPN skarżył się, a ukraińskie media przedstawiają Karola Nawrockiego jako „boksera, historyka i krytyka Ukrainy”, który stał na stanowisku, że winni są tylko Ukraińcy, który usprawiedliwia zbrodnie Polaków na Ukraińcach, który wstrzymał śledztwo ws. deportacji Ukraińców podczas operacji Wisła” i storpeduje wszelkie próby ukraińsko-polskiego porozumienia historycznego”.

Gdy się patrzy na ukraińskie flagi łopoczące na gmachach rządowych i na te wstydliwie powiewające z boku biało-czerwone, to nie może być innej refleksji: Jesteśmy pod żydowską okupacją i pod ukraińskim butem. Pod okupacją kłamstw i oszustw mających ukryć, że jest to wojna Ukraińców z Polakami i wojna naszpikowanego Ukraińcami „polskiego” rządu z własnymi obywatelami. Duda, Tusk – wszyscy biorą udział w tym przestępczym dziele. Przy czym nie chodzi tylko o zmowę. Jest gorzej – to oni namawiają Zełenskiego, żeby nie przepraszał i nie pozwalał na ekshumacje, bo to kłóci się z ich wizją ukrainizacji Polski, bo burzy misternie utkaną żydowsko-amerykańską intrygę z wojną na Ukrainie i z Ukropolin. No i sprawdzą się wszystkie złowieszcze prognozy: Polska zgodzi się na zbudowanie 100 pomników Bandery w miejscach wskazanych przez ambasadora Ukrainy. Wyasygnuje 100 milionów na renowację pomników UPA (tak, jak wyasygnowała 100 milionów na renowację żydowskiego cmentarza) i wypłaci odszkodowania 100 tysiącom wysiedlonych podczas akcji „Wisła”. A lud pracujący miast i wsi Podkarpacia dalej będzie głosował na PiS i za Agnieszką Holland będzie wzdychał „Żeby było tak, jak było.

Co robić? Wstrzymać negocjacje, bo dają tylko Ukraińcom okazję do lansowania swojej narracji i amunicję antypolskim mediom. Nie może być zgody na ponowne bezczeszczenie pamięci polskich męczenników, poprzez wrzucanie ich szczątków do bezimiennych grobów, bez godnego pochówku, bez informacji, kto ich zamordował. Przełomem może być tylko zburzenie wszystkich pomników Bandery, likwidacja nazistowskich bojówek i Ukraina bez czarno-czerwonych flag. Przełomem będzie ustawa tępiąca banderowską ideologię i Muzeum Kresów, a w nim ekspozycja o ludobójstwie na Wołyniu. No i polityka z Ukrainą prowadzona przez Polaków, którzy zdiagnozują, że to przez pochodzących z polskich Kresów i z warszawskich Nalewek dywersantów Sorosa doszło do zdruzgotania Polski, do przelania się przez rozgrodzone polskie granice hord przesiedleńców z Dzikich Pól i niedobitków z ukraińskich nacbatów, do konfliktów na tle etnicznym z hajdamakami łupiącymi Polskę, i do tego, że Polska ma za sąsiada Banderland adrugi Wołyń to tylko kwestia czasu.

Krzysztof Baliński

Z deszczu pod nawałnicę. [Gospodraka lat 90-tych]

Z deszczu pod nawałnicę

Autor: stan orda , 1 stycznia 2025

W miarę jak wymierają świadkowie i uczestnicy zrywu solidarnościowego, stanu wojennego oraz przemian po 1989 r., to z rocznicy na rocznicę obraz tych wydarzeń ulega coraz większej  mitologizacji,  zmierzającej do  zafiksowania  narzucanych przez propagandę coraz bardziej fantasmagorycznych i coraz bardziej odjechanych  „dogmatów”, które otrzymują status jedynej i bezalternatywnej wersji „prawdy historycznej”.

W ramach drobnej odtrutki na wspomniane wyżej „urban legends” przedstawiam fragmenty opracowania autorstwa prof. dr hab. Józefa Balcerka  (1922 – 1995).  https://xportal.pl/?p=26110
Opracowanie nosi tytuł Reformy Władysława Grabskiego a  „reformy” George’ a Sorosa.
Wydała je w broszurowej formie”  z datą 15 września 1994 r. oficyna „OJCZYZNA”, praktycznie jako tzw. „samizdat. Dlaczego właśnie tak? Po przeczytaniu stanie się to jasne.

Aby nie mieszać wątków tematycznych, pominąłem fragmenty dotyczące reform Władysława Grabskiego w II RP, mimo iż ich treść również zasługuje na szersze rozpowszechnienie. Dodałem natomiast trochę przypisów (sygnowane inicjałami: S.O.), jako że opracowanie Profesora było napisane w pierwszej  połowie 1994 r., a zatem niektóre odniesienia są zbyt mało czytelne, żeby nie napisać, iż zupełnie nieczytelne. Zmieniłem ponadto nazwy śródtytułów oraz wymieniłem określenie radziecki na sowiecki. W kilku miejscach poprawiłem także składnię i stylistykę.

A zatem ad rem.

******
(…)
II RP odziedziczyła gospodarkę zdominowana przez obcy kapitał. Mimo prób uniezależnienia się gospodarczego, w 1937 roku, w jego posiadaniu znajdowało się nadal 43,3% kapitału spółek akcyjnych działających w Polsce. Kapitał zagraniczny, który w latach 1924 -1937 wniósł do Polski 3,2 mld zł. , wyprowadził z niej w tym samym okresie ok. 6,6 mld zł, (tj. 14 lat, bo tylko dla takiego okresu istnieją wiarygodne dane), co średniorocznie wyniosło 470 mln zł. Dla porównania kwota rzędu 500 mln zł stanowiła równowartość rocznych budżetowych nakładów  inwestycyjnych. Oznacza to, że kapitał zagraniczny we wskazanym okresie czasu wytransferował z Polski ponad dwukrotnie więcej środków, niż zainwestował.

Miłe złego …
Wyeliminowanie w latach 1944-45 obcego kapitału było historycznym osiągnięciem Narodu i państwa polskiego. Stwarzało ono, obiektywnie, realną szansę rozkwitu gospodarczego, politycznego i kulturalnego naszego kraju. Ta historyczna szansa nie została wykorzystana, ponieważ pod demagogicznym hasłem socjalizmu wprowadzono system kapitalizmu biurokratyczno-zależnego (KB-Z), w którym klasą panującą stała się biurokracja totalitarna, zwana potocznie nomenklaturą.

Nomenklatura, z uwagi na swoją hierarchiczno-feudalną strukturę, nie była w stanie wyzwolić jakiegokolwiek systemu motywacji, który pośrednio lub bezpośrednio skłaniałby pracownika do pracy wydajnej, efektywnej i twórczej. Taki system motywacji może powstać w warunkach zagrożenia nagiej (biologicznej  –  S.O.) egzystencji oraz na gruncie zróżnicowania płac i dochodów z pracy bądź zysku. Zagrożenie nagiej egzystencji, które wystąpiło w latach 1944 -1948, wyjaśnia powodzenie planu trzyletniego (1947-1949) jako autentycznego planu odbudowy kraju. Szczytowym okresem systemu KB-Z jest Plan Sześcioletni (1950-55), a w szczególności lata 1950 – 1953.
Ze wszystkich krajów „bloku sowieckiego”  Polska była tym, w którym system KB-Z  był najbardziej „ułomny”.
Stało się tak za sprawą nurtu narodowego, reprezentowanego przez Władysława Gomułkę, który zdecydowanie przeciwstawił się nurtowi stalinowskiemu forsowanemu przez ZPP i CBKP oraz socjaldemokratycznemu („odrodzona”  PPS).
(ZPP  –  Związek Patriotów Polskich (lutu 1943 r., Moskwa; założyciele: Wanda Wasilewska i Alfred Lampe; CBKP  –  Centralne Biuro Komunistów Polski, 1.02.1944 r., Moskwa; przewodniczący – Aleksander Zawadzki, sekretarz Stanisław Radkiewicz, członkowie: Jakub Berman, Karol Świerczewski, Wanda Wasilewska. W lipcu 1944 r. (Lublin) dołączyli Hilary Minc i Marian Spychalski). Najważniejszą rolę odgrywał J. Berman.  Członkowie CBKP zostali wkomponowani w PPR, a następnie w PZPR. przypis  –  S.O.)

Biurokracja partyjno-państwowa nigdy nie osiągnęła totalnego monopolu władzy (poza aparatem represji), w zakresie środków produkcji i indoktrynacji. Fiasko kolektywizacji osłabiło jej monopol na środki produkcji, a instytucje Kościoła katolickiego dość skutecznie hamowały ten monopol w zakresie indoktrynacji.

W wyniku porozumienia sowiecko-amerykańskiego z 1941 r., usankcjonowanego w Jałcie (1945 r.) Polska znalazła się w sytuacji przymusowej. (porozumienie z 1941 r.; chodzi o Lend  Lease Act z 11 marca 1941 r. –  S.O.)
Przy podziale świata na dwie strefy wpływów politycznych (amerykańska i sowiecką), Polskę  strefy sowieckiej. Podporządkowanie polityczne nie oznacza jednak strukturalnego podporządkowania gospodarczego, które w ramach międzynarodowego kapitalistycznego podziału pracy (MKPP) zakłada, że kraj dominujący (metropolia, centrum) eksportuje do kraju podporządkowanego (peryferie) towary przetworzone, a importuje z niego energię i surowce.

Jedynie w sferze ideologii, a właściwie fałszywej świadomości mogła się zrodzić myśl o sowieckim podboju świata. Od końca XIX stulecia toczyła się walka, a w latach 1914 – 1945 wojna o sukcesję brytyjską pomiędzy Niemcami a USA. Walka o zdobycie totalnej hegemonii w światowym systemie kapitalistycznym (ŚSK) mogła toczyć się jedynie między pełnowymiarowymi supermocarstwami, jakimi na przełomie XIX i XX wieku stały się USA i Niemcy.
Rosja carska, a następnie Rosja sowiecka  i Związek Sowiecki były i pozostały największym kolosem na glinianych nogach, aczkolwiek w walce toczonej przez USA i Niemcy, Sowieci odgrywali rolę języczka u wagi, który mógł przechylić szalę zwycięstwa na stronę jednego z rywalizujących supermocarstw. Ale w konferencji w Bretton Woods, która przesądziła o kształcie i treści powojennego światowego ładu gospodarczego, Związek Sowiecki nie uczestniczył.
(Bretton Woods, stan New Hampshire, USA; konferencja  w dniach 1 -22 lipca 1944 r.;  –  S.O.)

USA były świadome tego, że bez sojuszu ze Związkiem Sowieckim nie zdołają pokonać militarnie Niemiec i ustanowić po wojnie swojej hegemonii w ŚSK.  Najpełniej uświadamiała to sobie światowa oligarchia finansowa, która powołała do życia Izrael, uzyskując w ten sposób dla USA (jako operatora i nadzorcy takich działań –  S.O.) pełną kontrolę nad największym światowym rezerwuarem ropy naftowej oraz nad systemem strategicznych powiązań komunikacyjny łączących trzy kontynenty  –  Europę, Azję i Afrykę.
(Bliski i Środkowy Wschód plus Królestwo Saudów i północna Afryka  –  S.O.)

Jedynie na tym tle można wyjaśnić paradoks (pozorny), że nie USA, ale Związek Sowiecki zerwał w 1970 r. sojusz z USA, podpisując porozumienie z RFN o demontażu układów jałtańskich. Porozumienie to uznało de facto prawo RFN do reprezentowania całości Niemiec, stanowiąc pierwszy, zasadniczy krok do odbudowy ich terytorialno-politycznej supermocarstwowości jak i do gospodarczej kolonizacji „bloku sowieckiego” oraz samego Związku Sowieckiego, co także  umożliwiało wyjście na Pacyfik, dokąd, po II wojnie światowej, przesuwało się gospodarcze (a w konsekwencji i polityczne) centrum świata. Takim sposobem Niemcy miały przejąć  sukcesję amerykańską i ustanowić w jej miejsce swoją hegemonie w ŚSK, korzystając z pełnego wsparcia dla Ostpolitik  Willy Brandta i Helmuta Schmidta, udzielanego przez  Międzynarodówkę Socjalistyczną i światową oligarchię finansową.

Porozumienie sowiecko-niemieckie z 1970 r. oznaczało także V rozbiór Polski, którego pierwszą fazą była likwidacja suwerenności gospodarczej naszego kraju, tym razem na rzecz Niemiec. W tym celu nurty stalinowski i socjaldemokratyczny zjednoczyły się  organizując „nagonkę antysemicką” (1968) i „wydarzenia na Wybrzeżu” (1970), by wyeliminować z gry, tym razem definitywnie, Władysława Gomułkę, gdyż wiadomo było, że przeciwstawi się on próbom likwidacji suwerenności gospodarczej i państwowej Polski.

Polska znalazła się w sytuacji bardziej tragicznej, niż w 1939 r., jakkolwiek można było liczyć na kontrakcję USA, które wszakże nie miały zamiaru godzić się z utratą własnej pełnowymiarowej mocarstwowości. Niemniej sytuacja Polski była o tyle bardziej skomplikowana, że agresja gospodarcza Niemiec miała oficjalnie charakter „pomocy”, udzielanej rzekomo w celu przezwyciężenia chronicznej stagnacji ekonomicznej lat 60-tych. (XX wieku  –  S.O.)
Za sprawą „łatwych kredytów”, przeznaczonych głównie na rozwój bazy energetyczno-surowcowej Polska w latach 70-tych została przekształcona w takie właśnie zaplecze dla RFN, NRD i Austrii. Jak również w rezerwę taniej siły roboczej i kraj-śmietnik.
(uciążliwe technologie dla surowcowej gospodarki  rabunkowej, tj. emisje ciężkiej chemii i energetyki węglowej czy wylewanie do rzek, jezior i morza praz gdzie tylko się dało „brudnych” odpadów  –  S.O.)

„Łatwe kredyty” zostały w 1979 r. nieoczekiwanie przekształcone w „trudne”, w wyniku radykalnego wzrostu stóp oprocentowania (o ponad 300%), skutkiem czego pętla zadłużenia została zaciśnięta na szyi gospodarki narodowej. Takim sposobem wierzyciele z MFW i Banku Światowego mogą dyktować krajom-dłużnikom ich politykę, tak gospodarczą jak i społeczną.

Likwidacja suwerenności gospodarczej miała do prowadzić do stopniowego „obumierania” suwerenności państwa polskiego. Przede wszystkim w  tym celu powstała KSS-KOR, którego jądrem (personalnym  –  S.O.) była socjaldemokratyczna „opozycja” i „podziemie”, nieformalnie wspierane przez nurt socjaldemokratyczny w kierownictwie PZPR i przez rząd PRL. Prezentując się jako obrońca wielkoprzemysłowej klasy robotniczej „opozycyjny” („podziemny”) nurt socjaldemokratyczny dążył do narzucenie jej swojego przywództwa. Jednak dzięki wybraniu polskiego Papieża, Kościół w dużym stopniu uniemożliwił przejęcie kierownictwa NSZZ „Solidarność” przez liderów opozycji socjaldemokratycznej. Dlatego w  grudniu 1981 r., w niejawnym sojuszu z nurtem socjal- demokratycznym w PZPR (i rządzie) zdecydowali oni, realizując porozumienie niemiecko-sowieckie, na odwołanie się do obcej przemocy. Wzywając robotników do strajku generalnego, a naród do powstania, liczyli na to, że prowokując „stan wojenny” doprowadzą do faktycznej wojny domowej, która uzasadni interwencję zbrojną państw Układu Warszawskiego, co definitywnie rozwiąże „kwestię polską” w interesie Niemiec. Na szczęście polska klasa robotnicza nie posłuchała nieinternowanych liderów socjaldemokratycznych, ale za głosem Prymasa (kard.  J. Glemp –  S.O.) nie odpowiedziała siłowo na przemoc.

W latach 80-tych rządy W. Jaruzelskiego, Zb. Messnera, a zwłaszcza M. F. Rakowskiego, kontynuowały „strategię” lat 70-tych, pomimo załamania się porozumienia sowiecko-niemieckiego oraz wysiłków dyplomacji sowieckiej, aby powrócić do porozumienia sowiecko-amerykańskiego. Starania te zakończyły się sukcesem w 1987 r. za sprawą M. Gorbaczowa.

Route table
„Okrągły stół” w 1989 r. był w istocie rzeczy wspólnym zwycięstwem obydwu nurtów socjaldemokratycznych (tj. części opozycji i części władzy  –  S.O.), doskonale porozumiewających się, a jeszcze doskonalej pozorujących wzajemną niechęć, czy nawet wrogość. Ponadto funkcja Kościoła została sprowadzona do uwiarygodnienia  owego „zwycięstwa wszystkich sił demokratycznych”, w wyniku którego na gruzach NSZZ „Solidarność” wykluł się amorficzny twór w postaci ROAD, przepoczwarzony następnie w Unię Demokratyczną, a nieco później w Unię Wolności. Z „drugiej strony” (barykady politycznej  –  S.O.)  na miejsce rozpędzonej PZPR zorganizowano niezwłocznie SdRP.

Z gospodarczego punktu widzenia w 1989 r. największe zagrożenie stanowiła „pętla zadłużeniowa” .Jednakże, w przeciwieństwie do okresu międzywojennego, w zasadzie cały majątek i bogactwo narodowe stanowił własność państwową, zaś widoczny gołym okiem rozpad „bloku sowieckiego” jak i samego Związku Sowieckiego stwarzał sytuację, w której, także z politycznego punktu widzenia, Polska nie znajdowała się w sytuacji przymusowej. Ale socjaldemokratyczne „elity” narzucają, propagują i uzasadniają strategię gospodarczą i polityczną zgodną z interesem światowej oligarchii finansowej, a nie z interesem Polski. Światowa oligarchia finansowa, z powodu niemożności ustanowienia jednego całościowego hegemona w ŚSK, postanowiła przejąć sprawę we własne ręce konstytuując dwa ponadnarodowe rządy światowe  –  polityczny i gospodarczy. Fundamentem pierwszego była Rada Bezpieczeństwa ONZ, zaś sekretarz generalny ONZ pełnił funkcję szefa światowej żandarmerii. Rząd gospodarczy byłby scedowany na Światowy Bank Centralny jako jedynego kreatora pieniądza i kredytu. W ten sposób serwilistyczne socjal- demokratyczne elity polityczne mogą zlecać swoim kolejnym rządom realizowanie strategii rządu światowego jednego jak i  drugiego.

(…)

Agenci Sorosa w akcji

U progu lat 90-tych „elity” intelektualne wmawiają Narodowi polskiemu, że obdarowywanie obcych korporacji najbardziej kluczowymi przedsiębiorstwami państwowymi stanowi optymalną „strategię gospodarczą dla Polski, jako że odwoływanie się do pojęcia „Naród” jest współcześnie wyrazem ksenofobii, zaś obrona suwerenności państwowej  przejawia się jako polityczne zacofanie. Szermując wykładnią takiej „wiedzy teoretycznej” elity te, za pośrednictwem swoich rządów, przekazują kulisy strategicznych decyzji w zakresie prowadzonej polityki pieniężnej i kredytowej  bezpośrednio do rezydentów światowej oligarchii finansowej. Światowa oligarchia finansowa  darzy najwyższym zaufaniem najbardziej cyniczne i najbardziej skorumpowane i zdemoralizowane odłamy biurokracji  (lumpen- business), które umożliwiły jej już w latach 70-tych na zarzucenie „pętli zadłużenia” gospodarce narodowej, a w latach 80-tych, poprzez jej zaciskanie, wymusiły przyjęcie w 1989 r. planu likwidacji polskiej gospodarki opracowanego przez G. Sorosa.

Przygotowaniem (a może i początkiem) jego realizacji stała się wprowadzona przez rząd M.F. Rakowskiego „polityka walutowa”, czyli eksport wszystkiego i za każdą cenę (byle w twardej walucie  –  S O.), skutkująca galopującą inflacją ergo dramatycznym obniżaniem siły nabywczej ludności. To była istotna dźwignia (albo lewar  –  S.O.) rozkwitu i umocnienia się nomenklaturowego lumpenbiznesu, który zaczął się formować już pod koniec lat 70-tych.

Rząd T. Mazowieckiego udoskonalił narzędzie „polityki walutowej” (drenażu i grabieży  –  S.O.)  wprowadzając fikcję „wewnętrznej wymienialności złotego”. Otworzyło to szeroko wrota dla wszelkiej maści spekulantów walutowych, którzy deponowali waluty obce, zamieniając je na konta złotówkowe. Na tych kontach dolar, który w komercyjnych bankach mógł przynosić oprocentowanie w granicach 5 – 9 % rocznie, po zamianie na konto złotówkowe uzyskiwał oprocentowanie w granicach 40-80%. Wtajemniczeni otrzymywali z NBP informację o terminie dewaluacji kursu złotego, co pozwalał im tuż przed terminem „skoku na kasę” przywracać saldo dolarowe, by zaraz po skokowej dewaluacji na powrót zamienić je na złotówkowe.
(I tak da capo al fine, co nazywano wdzięcznym określeniem oscylator   –  S.O.)
Na potrzeby owej „wewnętrznej wymienialności złotego” kraje kapitalistyczne, z rekomendacji MFW i Banku Światowego przyznały Polsce fundusz stabilizacyjny dla złotego w wys. 1,0 mld USD . Mechanizm ten pozwolił na powstanie, nie tylko w Polsce, wielu „legalnych” fortun finansowych.

Także banki wykorzystywały ten proceder do generowania spekulacyjnych zysków. Odbywało się to poprzez kreowanie w przedsiębiorstwach tzw. „zatorów płatniczych”, które z kolei stanowiły pretekst  do wszczynania procedury upadłościowej. W 1990 r. wskaźnik rentowności brutto dla banków osiągnął 73,4%, i odpowiednio w roku 1993 – 14,8%. Te wskaźniki, dające wyobrażenie o zyskach spekulantów finansowych oraz banków, kształtowały z kolei oprocentowanie dla kredytów udzielanych podmiotom krajowym, co stanowiło potężny cios zadany polskim producentom i konsumentom. Poskutkowało to przede wszystkim gwałtownym spadkiem stopy życiowej. W styczniu 1990 r. płace realne obniżyły się o ca 50%, i dopiero w 2-gim półroczu tego roku zaczęły powoli wzrastać. Niemniej w relacji rocznej uległy w 1990 r. obniżeniu do roku 1989 o 24% i o podobny procent w 1991 r. Z kolei w odniesieniu rok do roku spadki te wyniosły: w 1992 r. o 3,6%, a w 1993 r. o 1,8%.  Znacznie drastyczniej wyglądały spadki dochodów w rolnictwie.  (chodzi o ludność chłopską gospodarującą „na własnym”  –  S.O.)
(…)

Kolejnym  narzędziem  destrukcji stała się „polityka podatkowa”. Rząd zniósł dotacje dla przedsiębiorstw państwowych, jednocześnie wprowadzając „wakacje podatkowe” dla obcych podmiotów gospodarczych w wymiarze od 3 do 6 lat, które „wykupiły” polskie zakłady przemysłowe. Na dodatek przedsiębiorstwa państwowe naliczane miały tzw. popiwek (podatek od ponadnormatywnych wynagrodzeń). Skutkowało to niemożnością podnoszenia wynagrodzeń, by w konsekwencji załogi zakładów i fabryk zaczęły „domagać się” jak najszybszej prywatyzacji.

Aby zlikwidować przemysł wydobywczy zastosowano inny „trick” finansowy. Uwolniono ceny materiałów zaopatrzeniowych dla goórnictwa, a zachowano sztywne administracyjnie ceny na węgiel. Spowodowało to rosnące koszty, przy niemożności wzrostu przychodów z tytułu sprzedaży węgla, by wykazać, iż wydobycie go jest „nierentowne”. Dodatkowo, pośrednictwo w eksporcie węgla oddano w gestię spółkom handlowym (głównie nomenklaturowym), co w konsekwencji doprowadziło do konkurencji polsko-polskiej na światowych rynkach obrotu węglem. (i zaniżaniu ceny sprzedażowej węgla  –  S.O.)

Tzw. liberalizacja handlu zagranicznego (i reorientacja co do kierunków, czyli zmiana Wschodu na Zachód) spowodowała zalew rynku krajowego towarami i usługami sprowadzanymi z całego świata, co zdławiło rodzimych wytwórców i producentów.

Tak wieloaspektowa „strategia” doprowadziła do obniżenia produkcji przemysłowej w latach 1990-91 o 1/3 (liczona wolumenem produkcji sprzedanej). Dla porównania w latach wielkiego kryzysu lat 1929-33 o podobny wskaźnik obniżyła się produkcja przemysłowa na świecie, ale w ciągu czterech lat.
(pomijam w tym wątku szereg innych wskaźników liczbowych, np. dotyczących bezrobocia, gdyż skupiłem się na mechanizmach opisanych w  opracowaniu prof. J. Balcerka  –  S.O.)

Pomimo spadku produkcji magazyny fabryczne były przepełnione z braku możliwości zbytu na rynku wewnętrznym. Jednostkowe koszty magazynowania rosły w szybkim tempie wymuszając zaciąganie przez przedsiębiorstwa państwowe kredytów bankowych, przy ich lichwiarskim oprocentowaniu, na finansowanie bieżących płatności. Oczywiście kredyty te były tzw. gwoździem do trumny, bo wobec radykalnego załamania zbytu nie można było regulować z przychodów ze sprzedaży obsługi kredytu. To był główny powód owych „zatorów pralniczych”, czyli  wystawiania na cel agencji likwidacyjnej praktycznie wszystkich zakładów państwowych.
(Nawet jeśli nie każde z nich interesowały zagraniczny kapitał, to widać z tego, że schemat restrukturyzacji zastosowany przez planistów Sorosa, a nadzorowany przez lokalnych karbowych z polskich agend rządowych, nikomu nie pozostawiał szansy –  S.O.)

Po znalezieniu klientów zagranicznych chętnych na zakup danego podmiotu gospodarczego (prywatyzację; S.O.), przeznaczano 25-30% kapitału uzyskanego za pakiet akcji na stworzenie funduszy powierniczych w celu obsługi zadłużenia zagranicznego.

Rząd, zgodnie z zaleceniami Banku Światowego i EWG, zmierzał konsekwentnie do tego, aby poziom produkcji rolnej oscylował poniżej progu samowystarczalności żywieniowej, dlatego wywierany był administracyjny nacisk na ugorowanie i odłogowanie gruntów rolnych.
(„An Agricultural Strategy for Poland”; EC – World Bank Publication. „Financial Times” z 30-31.02.1991)

*********

Fragmenty z opracowania Józefa Balcerka pt.:  „Aktualny układ sił w świecie“,  Bielsko-Biała 1994, (wydane staraniem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Ofiar Wojny)

Jest to  tekst zawierający koncepcję polskiej transformacji przeciwstawną do tej, którą zrealizowano w Polsce pod  kierownictwem (pro forma) prof. Leszka Balcerowicza, pod ideowym patronatem prof. Karola Modzelewskiego, zaś kadrowym prof. Bronisława Geremka i gen. Czesława Kiszczaka. A wszystko to przy huraganowym medialnym wsparciu kosmopolitów „wyznania prawniczego” z ulicy Czerskiej w Warszawie.

******

“Interes Polski dyktuje rozumne i odpowiedzialne rozstrzyganie o losach gospodarki upaństwowionej. W określonych sferach życia gospodarczego własność państwowa ma nadal rację bytu. W przemyśle spirytusowym, tytoniowym, gier hazardowych itp., w których zyski są nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do nakładów pracy czy sprawności menedżerskiej, monopol państwowy stanowi jedyną gwarancję autentycznych działań na rzecz ograniczenia „nadkonsumpcji”, powodującej niepowetowane straty społeczne i materialne. Przemysł zbrojeniowy jest z natury rzeczy domeną państwa odpowiedzialnego za stan obronności kraju i zainteresowanego w unowocześnianiu tego przemysłu. O losach infrastruktury technicznej (łączność, komunikacja, uzbrojenie techniczne) i socjalnej (szpitale, szkoły itp.) o znaczeniu ogólnokrajowym i międzynarodowym winno decydować państwo. Pozostałe przedsiębiorstwa państwowe o kluczowym znaczeniu dla gospodarki i społeczeństwa winny być uspołecznione. Należy jednak wyraźnie rozgraniczyć własność państwową i społeczną, zgodnie z przestrogą Jana Pawła II, iż „…przejęcie środków produkcji na własność przez państwo o ustroju kolektywistycznym nie jest jeszcze równoznaczne z „uspołecznieniem”  tejże własności.”
(Encyklika  Laborem Exercens).

Uspołecznienie środków produkcji jest formą autentycznego uwłaszczenia 2/3 ludności zawodowo czynnej, dotychczas zatrudnionej w charakterze pracowników i robotników najemnych, a także realizacji zasady prymatu [pracy] nad kapitałem. W interesie całego narodu załogi przedsiębiorstw uspołecznionych pełnią funkcję gospodarza. Powołują one rady pracownicze, które mianują i odwołują dyrektorów, jednoosobowo odpowiedzialnych za zarządzanie przedsiębiorstwami, kierując się wyłącznie ich kwalifikacjami profesjonalnymi i moralnymi. Na bazie więzi kooperacyjnych samorządy (i rady) pracownicze tworzą rozbudowany poziomo i pionowo system samorządów (rad) pracowniczych. Dzięki temu mogą one zbudować własny system banków gospodarki uspołecznionej (na szczeblu lokalnym, regionalnym i ogólnonarodowym), zmobilizować niezbędną wolne środki pieniężne i podjąć dzieło restrukturyzacji kluczowych działów gospodarki narodowej, uwalniając się od dyktatu gospodarczego (i politycznego) międzynarodowych instytucji finansowych.

Własność rodzinna na wsi (przede wszystkim gospodarstwa chłopskie) i w mieście (warsztaty rzemieślnicze, drobne przedsiębiorstwa wytwórcze, usługowe i handlowe) zapewnią również prymat pracy nad kapitałem. Współdziałanie przedsiębiorstw rodzinnych na zasadach rynkowych z gospodarką upaństwowioną i uspołecznioną leży w interesie wszystkich wymienionych form własności, przy czym finansowo niezależne przedsiębiorstwa uspołecznione i upaństwowione są w stanie udzielić przedsiębiorstwom rodzinnym niezbędnej pomocy finansowej i kredytowej. Również własność spółdzielcza urzeczywistnia zasadę prymatu pracy nad kapitałem. Świadczy o tym w szczególności spółdzielczość inwalidów, która nie tylko zapewnia rosnącemu odsetkowi ludzi niepełnosprawnych (około 10% ludności ogółem) pewien dochód, lecz ponadto przywraca im wiarę we własne siły. Co więcej, własność spółdzielcza likwidowana pod pozorem jej odbiurokratyzowania jest warunkiem przywrócenia gospodarce rodzinnej na wsi i w mieście kontroli nad zaopatrzeniem i zbytem przejętej przez nomenklaturowe spółki żyjące ze spekulacji, lichwy i grabieży. Wreszcie dla zdecydowanej większości społeczeństwa, która żyje i żyć będzie z pracy, spółdzielnia mieszkaniowa (lokatorska i własnościowa) jest jedyną drogą do własnego mieszkania, a spółdzielnia spożywców – jedyną szansą nabycia taniej i zdrowej żywności oraz niedrogich choć nowoczesnych dóbr konsumpcyjnych. Nie należy przeciwstawiać się własności prywatnej pod warunkiem jednak, że powstaje i rozwija się na własną odpowiedzialność i ryzyko, a nie, jak obecnie, kosztem celowo rujnowanej własności państwowej, rodzinnej i spółdzielczej.
Poszanowanie zasady równouprawnienia wszystkich form własności prowadzi do ekonomicznego upodmiotowienia całego społeczeństwa i zakłada powstanie na miejsce Senatu drugiej przedstawicielskiej – Izby Gospodarczej, dzięki której całe społeczeństwo będzie kształtować główne kierunki rozwoju gospodarki narodowej”.

Z programu dostosowawczego  Józefa BalcerkaO przetrwanie Narodu Polskiego

„Z prymatu pracy nad kapitałem wynika prawo do pracy i zasada pełnego zatrudnienia, które gwarantuje podmiotowość ekonomiczną, społeczną i polityczną całego Narodu. Dlatego też przeciwstawić się trzeba celowo i świadomie wprowadzanej klęsce masowego i chronicznego bezrobocia, bowiem mówiąc słowami Jan Pawła II, prowadzi ono do utraty „… szacunku, jaki każdy człowiek winien żywić dla samego siebie…”  (Encyklika Sollicitudo Rei Socialis).

„Kłamstwem jest twierdzenie, że bezrobocie jest warunkiem wzrostu wydajności pracy i efektywności gospodarowania. Niszcząc fizycznie i psychicznie ludzi pracy, a w szczególności młodzież (2/3 bezrobotnych nie przekroczyło wieku 35 lat), tego rodzaju „strategia gospodarcza” nadaje procesowi destrukcji nie tylko gospodarki, ale i społeczeństwa wprost obłędne przyspieszenie. Jest to tym bardziej niepokojące, że społeczeństwo jest świadomie wprowadzane w błąd. Według oficjalnej statystyki bezrobotnych jest 2,6 mln osób, a w rzeczywistości jest ich 4 – 4,5 mln, a stopa bezrobocia sięga nie 14%, lecz 20-25%. Z uwagi na krańcowe terytorialne zróżnicowanie tego zjawiska coraz więcej jest ośrodków, w których stopa bezrobocia sięga 50-70%, a chroniczne niedożywienie zwłaszcza dzieci i młodzieży, brak opieki lekarskiej i życie w slumsach składają się na proces fizycznego i psychicznego wyniszczenia Narodu Polskiego, zapowiadając szybki jego „pokojowy” Holokaust.

Bezrobocie spycha dochody rodzin bezrobotnych coraz szybciej poniżej biologicznego minimum egzystencji. Prawie połowa oficjalnych bezrobotnych została już pozbawiona nawet głodowego zasiłku i skazana na żebraczą opiekę i pomoc społeczną. Sztucznie rozbudowana w celu zamaskowania rzeczywistych rozmiarów bezrobocia (wcześniejsze emerytury) armia 8,5 mln emerytów i rencistów jest skazana na arbitralność rządów nomenklatury, dokonujących coraz drastyczniejszych cięć w funduszu emerytalnym i rentowym, w imię  „ratowania” budżetu państwa. Pod tym samym pretekstem nomenklatura dokonuje jeszcze drastyczniejszych cięć w funduszach przeznaczonych na ochronę zdrowia, oświatę, naukę, kulturę, wychowanie fizyczne i wypoczynek oraz budownictwo mieszkaniowe. W okresie 1981–1991 Polska straciła 1/4 swoich uczonych, a strategia gospodarczej destrukcji gwałtownie przyspiesza proces ‘drenażu mózgu’ i niszczenia myśli twórczej.
(…)

Fałszem jest oficjalna teza, że przyczyną zapaści budżetu państwa są podyktowane partykularyzmem roszczenia płacowe lub socjalne pracowników i robotników najemnych, chłopów, rzemieślników, drobnych producentów i kupców. Rzeczywistą przyczyną jest celowe doprowadzenie najlepszych przedsiębiorstw państwowych do bankructw, by usprawiedliwić ich przekazanie za symboliczną złotówkę w ręce obcych korporacji oraz spółek nomenklaturowych i mieszanych. Wreszcie firmy „prywatne” w swej zdecydowanej większości zgłaszają do urzędów skarbowych jeżeli nie straty, to w najlepszym razie znikome zyski”.

Mój komentarz (S. O.):

John Lewis Gaddis wykładowca strategii wojennej  (Univ. Yale) w książce The Cold War: A New History (ed. New York, Penguin Press, 2005; edycja polska : Zimna wojna: Historia podzielonego świata.;  ZNAK 2007) wskazuje,
że decydującym warunkiem zakończenia „zimnej wojny” było ze strony tzw. Zachodu (czyli USA) wymuszenie na Sowietach zjednoczenia Niemiec (aneksja NRD przez RFN). Losy pozostałej masy upadłościowej po RWPG  nie budziły specjalnego zainteresowania, kto miałby tę resztę „posprzątać” (zagospodarować).

Aspekt techniczno-wojskowy takiej operacji był skomplikowany, bo  proces o tak  znacznej inercji i rozmiarach nie mógł zostać przeprowadzony z „piątku na poniedziałek”, czyli musiał zostać dokładnie rozplanowany, łącznie z rolami rozpisanymi dla jego uczestników. W sensie technicznym musiała nastąpić neutralizacja oddziałów grupy Armii Czerwonej stacjonujących na terenie NRD. Zarówno Gorbaczow jak i Reagan dostrzegali niebezpieczeństwo niekontrolowanej reakcji zideologizwanych dowódców sowieckich , którzy dysponowali bronią atomową oraz środkami jej przenoszenia. Najbardziej twardogłowych trzeba było wymienić (łącznie z dyslokacją kluczowych segmentów uzbrojenia),  ale nie wszystkich naraz, bo to mogłoby wzbudzać jakieś podejrzenia. Generalicja
ta żyła z zaszeregowania na szczeblach drabinki nomenklaturowej i na dobrą sprawę niewiele miała do stracenia, poza państwowym uposażeniem i służbowym lokum gdzieś w głębi imperium sowieckiego. Należało uruchomić lewar materialnego dobrobytu, aby nie opłacało im się umierać dla idei, a przeciwnie, żeby posiadali sporo do stracenia. Dlatego od 1986 r. dano im możliwość legalnego obrotu „dobrami z Zachodu” bez kontroli celnych i stosownych opłat z tego tytułu. Inaczej mówiąc zezwolono im na kontrabandę w wersji „no limit”.  I z NRD pomknęły na wschód pociągi z zaplombowanymi wagonami. Wystarczyły trzy lata, aby większość dowódców sowieckich w NRD przestawiła wektory w swoim myśleniu, skupiając się na wybudowanych rezydencjach, ich wyposażeniu, a także „ustawieniu” członków rodziny. Tak z grubsza wyglądało wykonanie operacji neutralizowania od strony techniczno-psychologicznej.

Natomiast zagospodarowanie wspomnianej masy upadłościowej po RWPG należało do zadań innego rodzaju strategów, czyli spekulantów finansowych kontrolujących obieg światowego pieniądza kredytowego. Oni decydowali jaki wariant transformacji może zostać zastosowany i wdrożony w poszczególnych segmentach owej masy upadłości (krajach byłego bloku sowieckiego). Posiadali tutaj częściowo przeszkolone kadry lokalnych ekonomicznych „askarysów”, powysyłane” wcześniej na zagraniczne staże w ramach Fundacji Fulbrighta i podobnych. Przeszkolenie to polegało na zapoznaniu ich z terminologią stosowaną w świecie finansów „realnego pieniądza”, aby rozumieli o czym się do nich mówi (czyli, żeby rozumieli treść wydawanych im zaleceń i poleceń).

Na  Polskę wystarczyło kilkunastu, co najwyżej kilkudziesięciu, byle obsadzono ich na kluczowych pozycjach. Bo każdy z nich miał w gospodarczym resorcie „doradców” ergo konsultantów delegowanych z Banku Światowego i MFW. Były to najczęściej osoby poznane przez naszych askarysów przy okazji owych zagranicznych wyjazdów stypendialno-stażowych. Zapewne często byli to ludzie ze służb „postawieni” dla opieki nad takimi stażystami, którzy mieli rozpoznawać ich „charakterystykę psychologiczną”, nie wspominając o stręczeniu okazji dla zbierania „kompromatów”.

Później, już tu na miejscu, “konsultowanie” było łatwizną.

Oddzielnym problemem było rozpoznanie podatności na korupcję. Gdy pracowałem przez parę miesięcy w jednym z ministerstw zajmujących się restrukturyzacją „przemysłu i handlu” (1991 r.), czyli przygotowaniem kandydatów do „sprywatyzowania” dla resortu ministra J. Lewandowskiego, krążyły plotki i pogłoski o tym kto i za ile czapkę gruszek jaki zakład pozwolił „sprywatyzować’. Nazwisk ze względów ostrożności procesowej oczywiście nie będę  wymieniał.

Kończąc ten wątek wyrażę swoją opinię.
Otóż bez względu na to, na ile byłyby bardziej korzystne dla społeczeństwa i gospodarki polskiej przedstawiane przez oponentów wersji sorosowskiej alternatywne drogi czy wersje restrukturyzacji gospodarczej,  to nie miały one żadnych  szans realizacji. Powtórzę kwestię umieszczoną w poprzedniej notce, mianowicie że schemat restrukturyzacji zastosowany przez planistów Sorosa, a nadzorowany przez lokalnych askarysów z polskich agend rządowych, nikomu nie pozostawiał szansy.

Nie miała takiej  szansy ani koncepcja prezentowana przez prof. Józefa Balcerka, ani przez żadnych innych kontestatorów. Były to jednakże koncepcje ogólne, przede wszystkim, na ile dzisiaj rozumiem te kwestie,  nie były one rozpisane na „osi czasowo-finansowej”.  No i diabeł jak wiadomo tkwi w szczegółach, a my nie mieliśmy po prostu armat. Pocisków do nich również nie. Złożyły się na to przyczyny zewnętrze, ale również wewnętrzne, wcale  nie mniej istotne.

Oto pierwszy przykład.  
Gdy w 2000 roku skończyłem szkolenie w Studium Doradców Podatkowych w instytucie na ul. Kaleńskiej w Warszawie, miałem za sobą już ok. ośmiu lat praktyki jako audytor finansowy, załóżmy więc, że wiedziałem o czym mówię. Ponadto jeszcze miałem jakieś resztki nadziei, że w tworze politycznym o nazwie AW „S” znajdzie się jakieś pole do merytorycznych rozmów na tematy gospodarcze (zwłaszcza podatkowe). Niestety, nie znalazłem chętnych do dyskutowania o tych zagadnieniach. Zbywano mnie najczęściej takim oto wybiegiem, że „od tego” jest Leszek Balcerowicz, więc ich to nie musi już interesować. Najważniejsza dźwignia gospodarki, którą stanowią  podatki, ich rodzaj, skala, sposoby wprowadzania etc, etc., nikogo nie interesowała. A to przecież oznacza, że Balcerowicz miał „carte blanche”. A gdy zwracałem uwagę, że skoro tak mocno krytykują owego Balcerowicza, to niech na jego miejsce wskażą ze trzech innych finansistów, najlepiej z każdej partii sejmowej. Wówczas  patrzyli na mnie jak na kosmitę. No bo skąd wynajdą trzech, jak nawet jednego nie mieli. I od tamtej pory dałem sobie spokój z politykami i ostatecznie prysły u mnie tlące się resztki złudzeń.

Przykład drugi
Gdy w charakterze inspektora kontroli państwowej prowadziłem badanie przekształcenia państwowego molocha PZU w spółkę skarbu państwa (II półrocze 1992 r.), miałem przemawiającą do wyobraźni rozmowę z ówczesnym prezesem owego molocha, p. Krzysztofem Jarmuszczakiem. W trakcie mojego badania napotkałem termin, którego nie rozumiałem. Była nim „reasekuracja” (rozproszenie ryzyka). Prezes odpowiedział, że wcale się nie dziwi, bo w Polsce jest raptem ośmiu ludzi, wliczając jego, którzy wiedzą co to jest, no i  wymienił wszystkich z nazwiska oraz to czym się wtedy zajmowali (gdzie i w jakim charakterze pracowali).  OŚMIU. Następnie wyjął z regału jeden z tomów rocznika londyńskiego Lloyds’a, i powiedział, co następuje: polskie PZU prowadzi łącznie jakieś dwadzieścia kilka wszystkich rodzajów ubezpieczeń majątkowych. A w tym oto tomie rocznika Lloyds’a za rok (nie pomnę już który to był) jest kilkaset rodzajów ubezpieczeń (bodajże ponad 500) dotyczących samego tylko frachtu morskiego. Nie trzeba było do tego niczego więcej dodawać. Ta przepaść nie tylko ziała, ale nie było także widać jej dna.

Przykład trzeci  (i ostatni).
Pewnego razu do instytucji w której wówczas byłem zatrudniony (a było to kilkanaście lat później niż sytuacja opisana w przykładzie nr 2) przyjechała przedstawicielka brytyjskiego NAO (National Audit Office; odpowiednik polskiego NIK). Była ona z pochodzenia Polką, aczkolwiek obywatelką brytyjską. Rozmawiała z nami i po polsku i po angielsku. Zapytałem ją o to jak ona widzi powody tego, że „Angole” tak relatywnie słabo angażują się kapitałowo w rynek polski. Odpowiedziała, że Anglik (niech będzie Brytol) źle się czuje w sytuacji, w której ma robić interesy z firmą, której istnienie liczy sobie dwa, pięć, czy nawet dziesięć lat. On uważa takie podmioty za byty tymczasowe i nie traktuje ich serio. Dla Brytoli firma musi mieć co najmniej 50 lat trwania, a najlepiej żeby miała ich sto, a jeszcze lepiej sto pięćdziesiąt. A najmniej trzy pokolenia. No to ile u nas było takich firm?

Podsumowanie
Na progu transformacji nie dysponowaliśmy know-how. Co przez to rozumiem? Otóż w  pierwszym lepszym banku w londyńskim City można byłoby od ręki znaleźć  z 50 „Balcerowiczów” a w tych trochę lepszych całe ich setki. Wyszliśmy na lodowisko w butach z łyżwami niedopasowanymi do naszych stóp, a ponadto takich, które wczoraj otrzymaliśmy z darów. I przyszło zmierzyć się z profesjonalistami z NHL. Ogrywali nas bezkarnie, bo mogli to łatwo robić. I nie ma im się co dziwić, ani biadolić, że nas ogrywali jak dzieciaków. Dlatego złudzeniem jest, iż zmieniłoby się coś zasadniczo w procesie polskiej transformacji po roku 1989, gdyby finansami i sprawami gospodarki państwa kierowali nie „Balcerowicze i Lewandowscy”, ale „Kieżunowie i Balcerkowie”. Moim zdaniem niczego by to specjalnie nie zmieniło. Brakowało nam bowiem zarówno armat jak i amunicji do nich. Tak czy owak musieliśmy zapłacić frycowe, a o jego skali i tak decydowaliby „planiści” od Sorosa.

***

O autorze: stan orda

lecturi te salutamus

[pozdrawiamy, że czytasz. md]

Zanurzmy się w odmęty szaleństwa i przeglądnijmy propagandę big pharmy. O osobach, które NAGLE zmarły na serce.

https://banbye.com/watch/v_kIYDVXN_NNQe

Od roku 2021 coraz częściej słyszymy o osobach, które NAGLE zmarły na serce.
Czasami dzieje się to w zaciszu domowym, ale zdarzały się przypadki takiej śmierci, które rozgrywały się przed kamerami telewizji, w studio, podczas zawodów sportowych czy nagrywanych imprez.

Czy świat nauki już wie co od roku 2021 zabija nasze serca?

Czy to zmiany klimatu?
A może umieramy ze szczęścia?
Może to zasypianie przed telewizorem albo zbyt energiczne wytrzepywanie kołdry?

Świat nauki stawia wiele hipotez, ale też daje nam jedną odpowiedź co do tego, co NA PEWNO nie jest przyczyną tych nadmiarowych śmierci… Szczególnie śmierci dzieci lub bardzo młodych, wysportowanych i zdrowych ludzi.

Zanurzmy się w odmęty szaleństwa i przeglądnijmy propagandę big pharmy.
Zapraszam!

Oczywistości o fizyce atmosfery. Jednak tylko dla czytających wykresy..

Profesor Happer pracował w projekcie Gwiezdnych Wojen Reagan’a nad adaptacyjną optyką (adaptacyjne zwierciadła, umożliwiające uniknięcia rozpraszania wiązek laserowych w niejednolitej ziemskiej atmosferze).

———————

[Chodzi o górę Kościuszki w Australii, 2230 m. md]

Temperatura atmosfery jest niejednolita i na wysokości 120 km jest bliska temperaturze na powierzchni Ziemi.

Wykresy emisji promieniowania elektromagnetycznego z ziemi do kosmosu. profesor Happer twierdzi, że przy braku gazów cieplarnianych większość powierzchni Ziemi byłaby za zimna do zamieszkania.

Głównym wnioskiem jest ze zwiększenie stężenia CO  z aktualnych 400 ppm do 800 ppm będzie miało bardzo mały wpływ na wartości promieniowania przy ziemi.

Dane modelowe i pomiary promieniowania przez spektrometry umieszczone na satelitach sa porównywalne

W załączniku artykuł:

Dependence of Earth’s Thermal Radiation on Five Most Abundant Greenhouse Gases

W. A. van Wijngaarden1 and W. Happer2

1Department of Physics and Astronomy, York University, Canada, wlaser@yorku.ca

2Department of Physics, Princeton University, USA, happer@Princeton.edu

June 8, 2020

Obliczenia wplywu podwojenia stężenia  CO2    do 800 ppm (wzor Stefana Boltzmana).

Poniewaz wzrost temperatury o tak mala wartosc nie daje wystarczajacego dowodu na zagrozenie klimatyczne,  probuje sie wprowadzic pozytywne sprzezenie zwrotne od wplywu chmur i pary wodnej w atmosferze.

Profesor podaje regule francuskiego chemika, który stwierdzi ze większość naturalnych sprzężeń zwrotnych jest ujemna.

Końcowy wniosek wykładu bazujacy na danych fizycznych.

=========================

Dodatkowe wnioski:


Za dużo tlenu w reakcjach fotosyntezy może byc szkodliwe dla roślin.

———————————–

Wzrost poziomu COw atmosferze i wzrost roślinności na Ziemi.

=====================================

Pranie mózgu. MEMy II

==============================

[To oczywiście wpis na kacu, 26 grudnia]

========================================

[to reminiscencje, czy przepowiednia? MD]

[powtórka, ale warto… md]

—————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Nawet Watykan przyznaje: Lista krajów, w których zginęli kapłani. Jest na niej Polska.

30 grudnia 2024

Ogłoszono listę krajów, w których zginęli kapłani. Niestety – jest na niej Polska

https://pch24.pl/ogloszono-liste-krajow-w-ktorych-zgineli-kaplani-niestety-jest-na-niej-polska

(fot. Pixabay)

Watykan opublikował doroczną listę katolickich misjonarzy i pracowników duszpasterskich, którzy zostali zabici w kończącym się 2024 roku. Jest ich w sumie 13. Znalazł się wśród nich zamordowany w Szczytnie Polak ks. Lech Lachowicz.

Szczegółowy raport opublikowała należąca do watykańskiej Dykasterii ds. Ewangelizacji agencja Fides. Na wstępie zaznaczono, że na liście znajdują się jedynie dobrze zweryfikowane przypadki kapłanów, a także świeckich, zaangażowanych w pracę duszpasterską, którzy ponieśli śmierć w tym roku. Wciągnięcie ich na listę nie przesądza o ich męczeństwie, bo to podlega osądowi Kościoła.

Wśród 13 zabitych w tym roku duszpasterzy i pracowników duszpasterskich jest 8 kapłanów i 5 osób świeckich. 6 zginęło w Afryce (2 w Burkina Faso, 1 w Kamerunie, 1 w Demokratycznej Republice Konga i 2 w RPA), 5 w Ameryce Łacińskiej (po jednym w Kolumbii, Ekwadorze, Hondurasie, Meksyku i Brazylii) a 2 w Europie, w Polsce i w Hiszpanii.

W sumie od 2000 roku zabito na świecie 608 kapłanów i pracowników duszpasterskich. Watykański raport załącza szczegółową biografię ks. Lachowicza. Podaje, że 2 listopada został napadnięty na plebanii w Szczytnie przez mężczyznę uzbrojonego w siekierę. Zmarł w szpitalu po siedmiu dniach agonii.

Innym europejskim kapłanem zamordowanym w tym roku jest o. Juan Antonio Llorente, ze zgromadzenia franciszkanów Niepokalanej. 7 listopada do jego klasztoru wtargnął mężczyzna uzbrojony w kij i butelkę. Bił wszystkich napotkanych franciszkanów. O. Juan zmarł dwa dni później w szpitalu w Walencji.

Źródło: KAI / Krzysztof Bronk, Vatican News PL

Przyobleczmy zbroję wiary. To będzie trudny rok.

To będzie trudny rok. Czy stać nas, Polaków, na obronę wiary?

Paweł Chmielewski https://pch24.pl/to-bedzie-trudny-rok-czy-stac-nas-polakow-na-obrone-wiary/

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Rok 2025 przyniesie Kościołowi katolickiemu kolejne zmiany. Wszystko za sprawą nakazu implementowania synodalności, jaki wydał papież Franciszek. Najważniejsze są jednak prace watykańskich komisji, które przygotowują gruntowną reformę Kościoła. Polska musi wziąć się do walki o prawdę wiary.

W Kościele katolickim od 2013 roku trwa nieustanny ferment. Wszystko zaczęło się wraz z deklaracją rezygnacyjną Benedykta XVI, a po konklawe w marcu tamtego roku było już tylko „ciekawiej”. W ciągu najbliższych dwunastu miesięcy również nie będziemy się nudzić – i to bynajmniej nie za sprawą Roku Świętego. Owszem, znaczna część wiernych zajmie organizowaniem pielgrzymek do Rzymu i odwiedzaniem czterech rzymskich bazylik papieskich; na omawianiu związanych z tym inicjatyw skupi się też najpewniej większa część uwagi katolickich mediów. Jeżeli interesuje nas przyszłość katolicyzmu powinniśmy skoncentrować się – niestety – na czymś zupełnie innym, a mianowicie na postępach procesu synodalnego.

Rewolucja komitetów

Opublikowany 26 października „Dokument Finalny” Synodu o Synodalności zawiera szereg wskazań co do tego, jak budować synodalność na różnych płaszczyznach życia kościelnego. Wskazania te nie są wprawdzie zbyt konkretne, ale wyznaczają dość jasno ogólny kierunek: większa partycypacja świeckich i decentralizacja sposobu rozumienia doktryny i moralności. W związku z tym można spodziewać się najrozmaitszych inicjatyw lokalnych nakierowanych na „usynodalnianie” Kościoła.

W Niemczech, na przykład, po ogłoszeniu dokumentu pełną parą ruszyły prace Komitetu Synodalnego, który stawia sobie za cel szczegółowe opracowanie norm decydujących o sposobie rządzenia Kościołem w tym kraju. W Polsce biskupi są zainteresowani rozbudową sieci szkół świeckich katechistów oraz ożywianiem funkcjonowania rad diecezjalnych i parafialnych. W Austrii ruszyła specjalna jednostka akademicka do opracowania synodalności, która stawia sobie za zadanie wypracowania „europejskiego modelu” Kościoła synodalnego. W jednej z diecezji Belgii w modlitwie eucharystycznej zaczęto wymieniać imię kobiety, która jako „delegat” zastępuje biskupa pomocniczego. W innych regionach świata synodaliści również nie próżnują: wypowiedzi kardynałów z obu Ameryk czy Afryki Północnej wskazują, że zamierzają wykorzystywać impet synodalny do tego, by przeprowadzać różne progresywne zmiany, na przykład w kwestii udzielania Komunii świętej rozwodnikom (o tym mówił Jean-Paul Vesco z Algierii), symulowania udzielania święceń diakonatu kobietom (Ulrich Steiner z Brazylii) czy zwalczania tradycyjnej pobożności eucharystycznej (Blase Cupich z USA). Te wszystkie rzeczy, choć same w sobie bardzo ważne, to zarazem tylko drobiazgi w obliczu tego, co Rzym dopiero szykuje.

Rewolucja jest przygotowywana przez specjalne watykańskie komitety.

W październiku 2023 papież powołał do życia dwie pierwsze komisje synodalne, które trudzą się nad opracowaniem reformy. W lutym dołączył do nich dziesięć kolejnych. Sesja synodalna z października 2024 wezwała do utworzenia jeszcze kilku. Komitety pracują poza wszelkim radarem kardynałów, biskupów i zwykłych wiernych. Mają papieski mandat – i to musi Kościołowi wystarczyć. Prawdopodobnie usłyszymy w przyszłości, że zmiany proponowane przez te komitety wynikają z „uważnego wsłuchiwania się w głos Ludu Bożego”. Trzeba będzie wtedy pamiętać, że to nieprawda – bo jedyny głos, jakiego słuchają stworzone przez papieża komisje, to głosy: Jorge Mario Bergoglia, kilku wpływowych kurialistów oraz oczywiście ich własny.

Czy stać nas na walkę o prawdę?

Zgodnie z zapowiedziami papieża wyrażonymi w jego „Nocie” dołączonej do „Dokumentu Finalnego” Synodu o Synodalności naczelnym zadaniem komitetów ma być opracowanie szczegółowych ram dla Kościoła zdecentralizowanego, w tym w prawie kanonicznym. W związku z tym, zdawałoby się, istnieje pilna potrzeba opracowania polskiej odpowiedzi na te plany. Piszę: zdawałoby się, bo trudno mówić o rzeczywistej potrzebie w sytuacji, w której prawie nikogo to nie interesuje. O tym, że Kościół katolicki zmierza drogą decentralizacji piszemy w PCh24.pl od lat. Nasz portal jest czytany przez teologów, księży, ba, nawet przez biskupów.

Panuje jednak powszechne przekonanie, że – mimo wszystko – nie ma sensu się tym zajmować, tak, jakby synodalna rewolucja w ogóle nas nie dotyczyła, bo ostatecznie i tak będzie trzeba przyjąć to, co przyjdzie z Rzymu. Problem w tym, że zmiany, choć są dekretowane przez Rzym, zostają wcześniej opracowane w innych miejscach – przede wszystkim w takich krajach jak Niemcy, Belgia, Austria, Szwajcaria i Brazylia; dzieje się tak ze względu na osobiste otoczenie papieża i charakter środowiska, które go popiera.

Nie oznacza to jednak, że Polska jest odgórnie skazana na rolę podporządkowaną. Przydałoby się trochę więcej wiary w naszą sprawczość w Kościele. Nie trzeba sięgać aż do Pawła Włodkowica na Soborze w Konstancji; również w bliższej historii wielokrotnie udawało się  Polakom odgrywać istotną rolę w Kościele powszechnym. Potrzebna jest jednak wola i starania. Kompletne désintéressement panujące w naszym kraju wokół procesu synodalnego jest nie tylko niezrozumiałe, ale również niegodne wielkiej historii polskiego katolicyzmu. Nie dziwię się, że sprawami synodalnymi niewiele interesuje się Kościół na Litwie, Słowacji albo w Rumunii. Polska ma jednak zupełnie inną wagę. Ma – albo miała, bo dziś, przez milczenie, dobrowolnie ją wytraca.

Naszego głosu w ogóle nie słychać. Starał się to zmieniać były przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki, włączając się w kluczową dla przyszłości Kościoła dyskusję w Niemczech, kontaktując się z biskupami z innych krajów, między innymi z kardynałem Dominikiem Duką z Czech. Starania jednego człowieka, nawet jeżeli znaczące, to jednak za mało w konfrontacji ze skalą problemów. Kiedy zresztą abp Gądecki odszedł z funkcji w Episkopacie, nikt nie zastąpił go w roli polskiego głosu w przestrzeni międzynarodowej. Na najważniejsze tematy dyskutowane dziś w Kościele po prostu nie zwracamy uwagi. Nie zajmują się nimi biskupi, chyba, że w rozmowie z jakimś dziennikarzem padnie pytanie o procesy synodalne – wtedy, nie ma rady, trzeba coś powiedzieć; zwykle jednak odpowiedź ogranicza się do urzędowego optymizmu i powtarzania watykańskich sloganów.

Nie ma tymczasem żadnej konieczności ich powtarzania. Watykan nie jest właścicielem Kościoła w Polsce, a tym mniej jest nim Sekretariat Synodu kierowany przez kardynałów z Malty i Luksemburga. Stać nas, Polaków, na to, by mieć własną ocenę takich skrajnie niekatolickich absurdów jak błogosławienie związków jednopłciowych czy dopuszczanie do Komunii świętej protestantów; stać nas na wypracowanie rzetelnej teologicznej odpowiedzi na pytania o kapłaństwo kobiet albo wyświęcanie żonatych. Niestety, dyskusje na te tematy nie toczą się nawet w tych mediach katolickich, które są niezależne od pieniędzy kurialnych – trochę tak, jakby nawet progresiści w ogóle nie byli zainteresowani przyszłością Kościoła w Polsce! Z ich perspektywy taktyka jest może słuszna: inercja spowoduje konieczność przyjęcia obcych wzorców…

Przyobleczmy zbroję wiary

Polska polityka w 2025 roku będzie bardzo wroga Kościołowi. Minister edukacji Barbara Nowacka wypowiedziała katolicyzmowi wojnę: usuwa ze szkół lekcje religii, nie chce na poważnie negocjować z biskupami. Wiarę w Chrystusa próbuje zastąpić wiarą w rewolucję seksualną i dekretuje wprowadzenie tzw. edukacji zdrowotnej. Rząd planuje też wprowadzić związki partnerskie, ułatwić swobodę zabijania dzieci nienarodzonych, być może postara się jeszcze o inne zmiany w tym duchu – jeżeli kandydat KO wygra wybory prezydenckie, rewolucja zostanie z łatwością przeprowadzona. W tej sytuacji katolicy będą mieli pełne ręce roboty, stając przed koniecznością głębokiego zaangażowania się w życie polityczne. Dotyczy to zarówno biskupów oraz księży jak i świeckich. Mam pewną nadzieję, że brutalna konfrontacja z liberalną polityką doprowadzi do ożywienia polskiego katolicyzmu. Dotąd względnie łatwo było spać: państwo stworzyło Kościołowi cieplarniane warunki i nawet jeżeli niekiedy się pogarszały, w sumie nie było specjalnie o co się bić. W takim klimacie gnuśności łatwo o utratę mięśni – dotyczy to, podkreślam, wszystkich.

Nadszedł teraz czas przywdziania zbroi. Pierwszy rok rządów KO pokazał, że idzie to dość opornie; bo zbroja ciasna, a i na konia wsiąść trudno. Mam jednak nadzieję, że z biegiem czasu – i to raczej szybciej niż później – ciężka konieczność wymusi na nas wszystkich utwardzenie postawy. Walcząc o własną tożsamość z wrogim rządem możemy na tyle przywyknąć do rozdawania ciosów, że nabierzemy odwagi również do zmagań wewnątrzkościelnych.

Te zmagania są przecież najważniejsze. Jeżeli udałoby się nawet odsunąć wszystkie złe ustawy Tuska na bok, to jaki będzie z tego pożytek, jeżeli katolicyzm w Polsce zwietrzeje i utraci swój ewangeliczny zapach pod wpływem liberalnego, lewicowego ducha niby synodalnego?

Tymczasem, odwrotnie, niechby nawet rząd przeforsował antykatolicką politykę; wiedząc, w co wierzymy i mając siły do obrony tej wiary – nie będziemy przegrani. Tego dynamizmu życzę sobie i wszystkim Czytelnikom.

Daj nam, Boże, przepasać biodra prawdą i przyoblec pancerz, którym jest sprawiedliwość.

Paweł Chmielewski

Hałas, huki, błyski, światełka i lejący się kicz, czyli raz do roku “święto” niewolników

Hałas, huki, błyski, światełka i lejący się kicz, czyli raz do roku “święto” niewolników

Autor: wawel , 1 stycznia 2025 https://ekspedyt.org/2025/01/01/halas-huki-blyski-swiatelka-i-lejacy-sie-kicz-czyli-raz-do-roku-swieto-niewolnikow/

image

Hołota świętuje huk i hałas

Święto, życzenia, radość… Gorące paski we wszystkich stacjach TV: “Jak świat wita Nowy Rok”

Święto Narodzin Pana Wszechświata, Syna Bożego podmienione na “święto” magicznego, wielkiego worka Mikołaja oraz światło okultystycznej chanuki. Co podmienia kretyńskie święto “Zmiany Kalendarza” i święto tego, “Jak świat wita Nowy Rok”? Sądzę, że – wg wytycznych prof. Diabelskiego –  podmienia Święto Trzech Króli. Czyli – jak wyjątkowo sensownie pisze Wiki – “Objawienie Pańskie, Epifania (gr. επιφάνεια epifaneia; objawienie, ukazanie się) – chrześcijańska uroczystość mająca uczcić objawienie się Boga człowiekowi (teofania), obecność Boga w historii człowieka, a także uzdolnienie człowieka do rozumowego poznania Boga.”

Ktoś czegoś jeszcze nie rozumie? Po prostu zamiast Chrystusa witamy na świecie… nowy rok. Nowy na wodzie krąg. Na wodzie potopu…

Święto, życzenia, radość? Jedna wielka brednia. Nie ma dzisiaj ani jutro żadnego “święta”. Za życzeniami słanymi od jednych do drugich nie kryje się żaden pneumatyczny wehikuł, żadna duchowa siła pośrednicząca. W te dni panuje czyste Nic. Ale – na szczęście – ono… nie istnieje. Nie prośmy więc go o nic. Prośmy, co najwyżej swojego Anioła Stróża lub swoją Jaźń. I to nie w te dni bez znaczenia, wyznaczone przez braci fartuszkowych, lecz każdego dnia prośmy faktyczne siły duchowe, w myślach, W CISZY, nie w huku Pustki rozpadającej się na  gwiazdki, kolorowe paciorki piszczące jak szczury na profanowanym nieboskłonie.

A radość? To echo starorzymskiego święta niewolników. Człowiek zniewolony, uwięziony, zaobrączkowany dostaje od nadludzi jeden dzień, gdy może na parę godzin wyjść na ulice i powalić metalowym prętem w blachę (lub użyć do tego nowocześniejszych petard), potarabanić trochę byle czym w byle co, by zapomnieć, że… nie istnieje, że go nie ma, że jest niczym i ma służyć Panom.

Jaka więc radość? Prawdziwie zrozumiany ten dzień powinien wzbudzić raczej bezgraniczny smutek samozapadającej się otchłani. A jakie życzenia może składać w “Święto” Bezgranicznego Smutku jeden niewolnik drugiemu? Chyba tylko takie, by kajdany mniej wbijały się w skórę “na ten Nowy Rok”  i wydzielały “odświeżający” aromat (chemia z Niemiec). Nonsens.

Po tym krótkim wstępie zapraszam do lektury pięknego, głębokiego tekstu o tym, dlaczego wrzawa, hałas, zgiełk, rumor, jazgot, rejwach, harmider, tumult, kakofonia, raban, rwetes, ryk rodzące się z nieładu stoją bardzo blisko grzechów śmiertelnych a może i nimi są…

Grzech śmiertelny hałas

“Hałas jedną z najstraszliwszych plag naszego życia. Hałas to akustyczne śmieci, szczególnie dotkliwa forma stresu. Niszczy nie tylko nasz słuch, lecz szkodzi krążeniu krwi, oddychaniu i systemowi nerwowemu. Terroryzuje nasze zmysły i naszą duszę, zakłóca trawienie, wprowadza nieład w pulsowanie krwi i bicie serca. Do hałasu nie można się przyzwyczaić, chyba że przez otępienie, skrajną utratę witalności, a w końcu poprzez głuchotę. Wielki lekarz i odkrywca zarazków gruźlicy Robert Koch już w XIX stuleciu stwierdził, że pewnego dnia hałas zwalczać się będzie tak, jak cholerę i dżumę. Tego samego zdania był filozof Theodor Lessing, który w 1908 roku opublikował pracę Przeciw hałasom naszego życia. Co powiedzieliby Koch i Lessing, gdyby żyli dzisiaj? Maszyny budowlane, młoty pneumatyczne, piły mechaniczne, turbiny, samochody, motocykle, samoloty, pociągi, kosiarki do trawników – wszystko to i jeszcze wiele innych rzeczy wytwarza hałas. Wielkie miasta są obozami koncentracyjnymi, w których miliony ludzi poddawanych jest torturom z powodu hałasu, hałasu w pracy i w czasie wolnym. Gdzie w miastach istnieją strefy rzeczywiście wolne od hałasu? Prawie wszyscy lokatorzy nowo budowanych mieszkań skarżą się na ściany, przez które wszystko słychać. Studiowanie praw akustyki i zwalczania hałasu nie należy do obowiązkowych przedmiotów studentów architektury. Kto z tych, którzy planują i budują domy, zważa na to, żeby jedna z dwóch naprzeciw siebie położonych ścian pochłaniała dźwięk?

Hałas szkodzi nie tylko naszemu zdrowiu fizycznemu. Niszczy on również naszą równowagę duchową. Nie tylko przeszkadza nam myśleć i dziwić się, lecz także patrzeć i marzyć. Rujnuje naszą kulturę i sprawia, że obumierają najbardziej elementarne warunki każdej wyższej kultury – religii, sztuki i filozofii. Albowiem każda kultura spoczywa na przezwyciężonym hałasie, na owym „niesłyszalnym centrum”, w którym, jak mówi Rilke, milkną wszystkie dźwięki i z którego rodzi się śpiew Orfeusza.

Hałas kaleczy nasze zdrowie i naszą wewnętrzną integralność, powoduje, że wysychają nasze twórcze talenty, wyobcowuje nas z natury. Jak okrutnie może działać na człowieka hałas, wiedzieli już dawni Chińczycy, którzy niekiedy dokonywali egzekucji przestępców za pomocą bezustannych, ogłuszających dźwięków. Każdy wie, że nawet jeden głośny huk może nas na jakiś czas ogłuszyć, że długotrwały hałas powoduje nie tylko uszkodzenia słuchu, ale wywołuje również inne schorzenia. A przecież na naszej planecie z każdym rokiem ogromnieje lawina szkodliwych i nieprzyjemnych dźwięków. We wszystkich zakątkach i na wszystkich krańcach ziemi bez przerwy coś wrzeszczy, wydziera się, warczy, zgrzyta, brzęczy, trzeszczy, huczy. Dokądkolwiek przybywają ludzie, tam krzyczy się na cały głos i czyni zgiełk. Dziki, prymitywny, nieopanowany człowiek, taki, jakim jest z natury, okazuje się zawsze bezlitosnym „zakłócaczem” spokoju.

Dlaczego określenie „spokój cmentarza” wywołuje u większości współczesnych ludzi nieprzyjemne skojarzenia? Czy rzeczywiście spokój i cisza cmentarzy są czymś tak odpychającym? Czy ta cisza nie może być przynoszącą ukojenie okazją do skupienia i namysłu? Ale to właśnie przeraża stuprocentowo demokratycznego i wyemancypowanego obywatela. Jego rolą jest być głośnikiem. Rzeczą dlań niezrozumiałą jest fakt, że prawdziwy autorytet nie polega na przekrzykiwaniu innych, lecz na ciszy, która włada bez dyskusji. Na zdolności milczenia i zyskiwania milczącego posłuchu. Wszyscy ludzie, którzy coś znaczą, w wysokim stopniu mają udział w tej ciszy. Wszystko, co wielkie, rośnie w ciszy. Nie ma duchowej iluminacji, nie ma słowa brzemiennego w sens, które nie zawdzięczałyby siebie ciszy starszej niż świat. Język, który waży, otoczony jest wielką ciszą. Język nie składa się tylko ze słów, lecz ze słów oraz milczenia. Tak, jak ukwiecona gałąź wiśni narysowana tuszem na japońskich rysunkach, pozornie izolowana drży na tle białego papieru. Ta odrobina autorytetu, odrobina mądrości; ośmielę się powiedzieć: także ta odrobina chrześcijaństwa, którą dziś jeszcze posiadamy, zasadza się na tej ciszy.

Wypełniona cisza jest czymś więcej niż tylko brakiem hałasu. Jednak nieobecność hałasu jest nieodzownym warunkiem tej ciszy. Jesteśmy dumni z postępów w prawie karnym i ze złagodzenia warunków odbywania kary. Tortury zostały zniesione. Nadużycia władzy przez policję są piętnowane w najostrzejszych słowach. Jednak tylko niewielu buntuje się przeciw biczowi hałasu, którym każdego dnia bezlitośnie smagane są miliony ludzi, przeciw brutalnej torturze, którą dla niezliczonych mieszkańców wielkich miast jest huk, łoskot i warkot. Na tysiąc inicjatyw obywatelskich przeciw elektrowniom atomowym przypada jedna walcząca o stłumienie hałasu! A przecież techniczne możliwości zwalczania hałasu jak najbardziej istnieją i wykorzystywane są w dalece niewystarczającym stopniu. Budowa dźwiękochłonnych ścian i okien, produkcja ciszej jeżdżących samochodów i ciszej latających samolotów – wszystko to jest technicznie możliwe. Ten, kto wysuwa przeciw temu argument, że pełne wykorzystanie możliwości technicznych jest zbyt kosztowne, ten przyznaje, że współczesny człowiek zawiódł, gdy chodzi o sensowne wykorzystanie techniki.

Cisza jest nie tylko problemem technicznym, lecz także – i przede wszystkim – celem etycznym. „Etyka”, „etyczny” pochodzą od greckiego słowa „ethos”. W filozoficznych leksykonach tłumaczy się je jako „moralność”, „moralna postawa”, „moralny charakter”. Te tłumaczenia nie oddają pierwotnego znaczenia tego słowa, które ma kosmiczną aurę. „Ethos” znaczy mianowicie: „pobyt”, „miejsce zamieszkiwania”. To jest obszar, na którym człowiek żyje, przebywa, zamieszkuje. Etyka byłaby więc rozważnym namysłem nad przynależnym człowiekowi miejscem pobytu i wskazówką dla takiego postępowania, które odpowiada zamieszkiwaniu człowieka dojrzałego. Do dobrego życia, do właściwego zamieszkiwania należy cisza. Hałas, pośpiech i zgiełk niwelują, kolektywizują i wywłaszczają człowieka. Cisza natomiast oznacza wolność, dojrzałość, indywidualność.

Nie tylko maszyny i aparaty plują hałasem. W każdym człowieku tkwi szalejąca, wrzaskliwa istota, która łaknie wrzawy. Wystarczy tylko bez sentymentalnego uprzedzenia spojrzeć na hordę szalejących dzieci. Lub na młodocianych chuliganów, którzy pędzą przez noc na swoich warkotliwych motocyklach. Albo na wyjących i gwiżdżących kibiców piłkarskich. Jakże wielu z tych, którzy latem uciekają z miast, aby znaleźć odpoczynek i spokój, jest całkowicie niezdolnych do tego, aby na krótko znieść samotnie prawdziwą ciszę. Poirytowani biciem dzwonów kościelnych (bo przeszkadzają im w spaniu), nie są nawet w stanie wędrować przez las bez tranzystorowego radia. Spędzamy nasze lata jak gadanie, mówi Psalm 90. Spędzamy je w piekielnej maszynie hałasu nabierającej coraz bardziej demonicznych rozmiarów. Tęsknimy za ciszą i wpadamy w panikę, kiedy muśnie nas ona pośród wielkiej, nieskalanej natury, która nie zna hałasu, lecz podniosłą ciszę lub raz gwałtowne, raz łagodne tony. Burza, morska kipiel nie hałasują. Ich dźwięki są tylko kontrapunktem owej wszechobejmującej ciszy, pierwotniejszej niż wszystkie zjawiska we wszechświecie. Kto się ku niej zbliży, zrozumie słowa proroka Izajasza, które tak lubił Goethe: „W spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności jest siła wasza”.

Źródło: G-K. Kaltenbrunner, Grzech śmiertelny hałas, „Magazyn Obywatel”, 2001, nr 4 (przeł. Tomasz Gabiś).

image

Tagi:błysk, hałas, niewola, otchłań, podmiana, święto

O autorze: wawel

komentarz:

  1. pokutujący łotr 1 stycznia 2025 godz. 01:28
  2. “A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty” (1Krl, 19,9). Po to jest robiony ten hałas, żebyśmy nie mogli usłyszeć głosu Pana “w szmerze łagodnego powiewu”.
  3. =====================
  4. Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi jest najstarszym świętem maryjnym w Kościele katolickim. Dogmat o Bożym Macierzyństwie Najświętszej Maryi Panny został zatwierdzony w 431 r. w czasie III soboru powszechnego w Efezie. Jest to pierwszy z dogmatów maryjnych. md