TSUE i ordynarne przepychanie rewolucji kolanem.

rewolucji

TSUE i ordynarne przepychanie kolanem rewolucji

Krystian Kratiuk https://pch24.pl/krystian-kratiuk-tsue-i-ordynarne-przepychanie-kolanem-rewolucji/

Kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej zapewniano nas, że w sprawach światopoglądowych żadne prawo unijne nie wyprze polskiego ustawodawstwa, nie wspominając już o Konstytucji RP. To był główny argument zwolenników akcesji! Polskich katolików uspokajano właśnie takimi słowami! Dziś jednak organy sądownicze UE próbują dokonać czegoś zgoła przeciwnego – nakazują nam respektowanie kuriozalnych przepisów z innych państw, według których dwóch mężczyzn może zawrzeć ze sobą ślub.

Jak powszechnie wiadomo 25 listopada 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że każde państwo członkowskie musi uznać małżeństwo jednopłciowe zawarte legalnie w innym kraju UE, jeśli małżonkowie korzystali tam ze swobody przemieszczania się i pobytu gwarantowanej przez prawo unijne. TSUE wskazał, że skoro w polskim systemie prawnym transkrypcja aktu małżeństwa jest jedynym sposobem zapewniającym jego rzeczywiste uznanie przez organy administracyjne, to Polska ma obowiązek stosować tę procedurę zarówno wobec małżeństw par tej samej płci, jak i małżeństw heteroseksualnych, bez jakiegokolwiek zróżnicowania.

Wiadomość ta wywołała falę entuzjazmu środowisk homoseksualnych, w tym politycznej lewicy, a była kandydatka na prezydenta, Magdalena Biejat ośmieliła się nawet powiedzieć, że „nie potrzebujemy już w tej sprawie żadnych polskich ustaw”. Nastroje nieco chłodził sam premier Tusk prosząc szefa MSZ Radosława Sikorskiego o przygotowanie informacji o konsekwencjach orzeczenia TSUE. Dodał, że temat ten „nie tylko w Polsce wywołuje wiele emocji, więc chce uspokoić, że nikt niczego nie będzie nam w tej sprawie narzucał”. Zaraz dodał jednak: „Będziemy oczywiście respektować werdykty i wyroki trybunałów europejskich także w tej kwestii. Powtarzam, one dotyczą tych wszystkich, którzy mieszkają w innych państwach europejskich i kiedy przybędą do Polski, będziemy musieli i będziemy chcieli traktować ich z pełnym respektem, ale też zgodnie z przepisami polskimi. My będziemy stali na straży tego, aby pozycja Polski w Europie była silna, a to oznacza także respektowanie trybunałów, ale równocześnie wszędzie tam, gdzie rozstrzygać o sprawach musi państwo narodowe i prawo krajowe, będziemy się trzymać tej zasady”.

Ordynarne przekroczenie uprawnień

Wyrok TSUE w sposób oczywisty, by nie powiedzieć wręcz ordynarny, stanowi ingerencję w suwerenność państw członkowskich, wkraczając w obszary, które pozostawały i miały pozostawać wyłącznie w ich gestii. Napiszę to raz jeszcze, bo to szczególnie istotne – obiecano nam to gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej. To poszczególne państwa – a nie żadne unijne organy sądownicze – miały określać, jak definiują małżeństwo i jak kształtują swoje regulacje prawne.

Teraz, w krajach takich jak Polska, gdzie konstytucja jasno określa małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, wyrok TSUE jest niczym innym jak próbą obejścia najwyższego aktu prawnego państwa. My oczywiście nie możemy akceptować sytuacji, w której instytucje unijne wymuszają rozwiązania sprzeczne z ustrojowymi podstawami danego państwa. To przecież skrajnie niebezpieczny precedens, bo jeśli dziś można podważyć konstytucję kraju członkowskiego w tak fundamentalnej kwestii (wg polskiej konstytucji małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny), jutro można będzie to zrobić we wszystkich innych sprawach!

Spójrzmy tylko co dzieje się na Słowacji – również w listopadzie 2025 roku Komisja Europejska wszczęła tzw. postępowanie o naruszenie prawa UE („infringement procedure”) przeciwko Słowacji w związku z… nowelizacją konstytucji. KE wskazała, że zmiana ustawy zasadniczej „może naruszać zasadę pierwszeństwa prawa UE”. W szczególności Komisja kwestionuje postanowienia nowych przepisów dotyczących tego, że w „kwestiach tożsamości, kultury, etyki i rodziny” prawo krajowe ma mieć pierwszeństwo przed prawem UE.

Wszystko to dzieje się mimo, że jeszcze nie tak dawno niemiecki odpowiednik Trybunału Konstytucyjnego uznał swoją konstytucyjną władzę do weryfikacji i zezwolił — w wyjątkowych przypadkach — na odmówienie uznania wiążącego charakteru konkretnego orzeczenia TSUE. To oznacza, że w Niemczech — przy szczególnych okolicznościach — prawo krajowe (a zwłaszcza konstytucja) może działać „ponad” jakimś aktem unijnym. Co wydawałoby się nadzwyczaj oczywiste. Co więcej orzeczenie w tej sprawie niemiecki sąd konstytucyjny wydał w kontekście sporu o… program skupu obligacji przez Europejski Bank Centralny, co stanowi rzecz ważną, jednak o niebo mniej fundamentalną niż to, kto w danym kraju stanowi rodzinę!

No ale nie od dziś wiadomo, że duży może więcej…

Przepływ osób a przepływ elektoratów

Wracając do anty-polskiego wyroku TSUE – warto zwrócić uwagę, że organ ten, powołując się na swobodę przepływu osób, nadaje jej znaczenie, którego nigdy nie przewidywano. Swobody unijne miały służyć mobilności pracowników i integracji gospodarczej, a nie redefiniowaniu podstawowych instytucji prawa rodzinnego. Rozciąganie tych przepisów na kwestie małżeństwa to prawnicza kreatywność, która wykracza daleko poza traktatowe upoważnienie. Wyrok TSUE to nic ponad próbę dokonywania głębokich zmian społecznych w sposób niejawny i pozbawiony jakiejkolwiek demokratycznej legitymacji.

Ktoś, na przykład zdeklarowany fan rządów ludu, mógłby zatem napisać, że zamiast otwartej debaty i decyzji parlamentów, obywatele otrzymują gotowy nakaz sądowy, który zmusza państwa do przyjęcia kontrowersyjnych rozwiązań. To niedopuszczalna forma aktywizmu sędziowskiego, który pozwala elicie prawników przeprowadzać rewolucję społeczną bez udziału obywateli. Ale, a propos „otwartej debaty”, przecież Polscy obywatele wielokrotnie wypowiedzieli się w tej sprawie w sposób, w który mają do dyspozycji – poprzez wybory.

Otóż nigdy nie wybrano w Polsce większości, która byłaby w stanie przegłosować wprowadzenie w naszym kraju „małżeństw jednopłciowych”. NIGDY – mimo ćwierćwiecza nachalnej propagandy na którą wydano miliardy dolarów, mimo wielkiego zaangażowania dyplomatów z całego świata, mimo stałego infekowania polskich dusz przez pełne tęczowych bohaterów seriale Netflixa i innych platform streamingowych. Co więcej – nawet, gdy Polacy wybrali lewicowo-liberalny rząd wybrali go w taki sposób, by musiał w nim brać udział czynnik bliższy ludowi a więc PSL, blokujący dotąd te zmiany. A gdy PSL zaczął ulegać szantażowi koalicyjnych ugrupowań… Polacy – mimo zmasowanej krytyce i hejtowi wobec kandydata prawicy – wybrali na prezydenta człowieka deklarującego, że nigdy się na taki układ nie zgodzi.

Krnąbrna Polska musiała więc dostać cios wymierzony właśnie przez TSUE. Luminarze rewolucji zdają się bowiem zaczynać zdawać sobie sprawę, że inaczej tej sprawy załatwić się nad Wisłą nie da. Bo przecież próbują już tak wiele lat.

Dlaczego jesteśmy przeciw?

Przy sprawie gorszącego – i de facto wzbudzającego w Polsce antyunijne nastroje, nad czym akurat ubolewać nie trzeba – wyroku TSUE warto przypomnieć wszystkie mity dotyczące „zwyczajnych pragnień dwojga kochających się osób”, jak milutko i cieplutko zwykli o sobie mówić przedstawiciele środowisk homoseksualnych.

To jeden z najczęściej podnoszonych argumentów – zapewne wielokrotnie słyszeli Państwo, że „osoby LGBT” pragną jedynie móc żyć razem, odwiedzać się w szpitalu, dziedziczyć po sobie czy wspólnie zaciągać kredyt. Rzadko jednak zauważa się odpowiedzi zwracające uwagę, że już obecnie osoby żyjące w nieformalnych związkach, także jednopłciowych, mają możliwość uzyskania dostępu do informacji o stanie zdrowia partnera czy wglądu w jego dokumentację medyczną (każdy z nas choć raz wskazywał „osobę do kontaktu” przy wizycie lekarskiej). Partnerzy nieformalni mogą również przejąć umowę najmu po zmarłej osobie, sporządzić testament i powołać się nawzajem do dziedziczenia, odbierać za siebie przesyłki i wynagrodzenie, prowadzić wspólne konto czy brać kredyt jako współkredytobiorcy. Tak funkcjonują od lat setki, jeśli nie tysiące par. Mają także prawo odmówić zeznań przeciwko partnerowi oraz – dzięki pełnomocnictwom – reprezentować się w urzędach, bankach, ZUS czy NFZ. W przypadku śmierci jednej z osób, druga może otrzymać zasiłek pogrzebowy, o ile zostanie to wcześniej odpowiednio udokumentowane. Hasła o tym, że „chodzi wyłącznie o możliwość kochania się i spokojnego życia”, pełnią więc raczej funkcję emocjonalnej narracji, która – w opinii krytyków – przesłania rzeczywisty cel działań na rzecz dalszych zmian prawnych.

„Równość małżeńska”?

Za każdym razem, gdy ktoś sprzeciwiający się legalizacji związków jednopłciowych zwraca uwagę na wynikające z tego uprzywilejowanie, natychmiast pojawia się oburzony głos, że przecież „nie chodzi o żadne przywileje”, lecz jedynie o „równe prawa”. Dziś dochodzi jeszcze wołanie o „równość małżeńską” – sprytne hasełko, bo gdy ktoś je usłyszy, trudno mu powiedzieć: jestem przeciw równości. Ale nie chodzi tu wcale o równość w małżeństwie lecz o równą możliwość zawarcia związku małżeńskiego dla par mieszanych i jednopłciowych. Ale to – dla jednopłciowych – są właśnie przywileje. Dlaczego?

Domagając się zrównania ich relacji z instytucją małżeństwa, środowiska LGBTitp de facto potwierdzają, że małżeństwo wiąże się ze szczególnymi uprawnieniami. I rzeczywiście – małżeństwa są świadomie i z rozmysłem traktowane w sposób preferencyjny. Współcześnie, gdy tematyka rodziny często schodzi na dalszy plan debaty publicznej, łatwo o tym zapomnieć. A przecież było to zamierzonym działaniem twórców III RP, podobnie jak ustawodawców w innych państwach, którzy wprowadzali rozwiązania takie jak wspólne rozliczanie podatkowe, ulgi prorodzinne, prawo do renty rodzinnej czy możliwość objęcia współmałżonka ubezpieczeniem zdrowotnym.

Konstytucja RP nie bez powodu kilkukrotnie akcentuje konieczność ochrony małżeństwa i rodziny. Wynika to z przekonania, że stabilny związek kobiety i mężczyzny – nakierowany na posiadanie potomstwa, zapewnianie dziecku naturalnego środowiska rozwoju oraz przekazywanie dziedzictwa kulturowego – ma fundamentalne znaczenie dla trwania państwa i jego społeczeństwa. Odpowiedzialne państwo, myślące długofalowo, musi wzmacniać tę instytucję, bo od jej stabilności zależy siła i ciągłość całej wspólnoty narodowej.

Atak na rodzinę?

Kiedy osoby o poglądach konserwatywnych podkreślają, że rodzina wymaga ochrony przed postulatami ruchów LGBT, często spotykają się z kpinami. Padają wtedy ironiczne pytania w stylu: „jak para jednopłciowa miałaby zagrozić Twojej rodzinie?”. A odpowiedź jest dość oczywista – jeśli małżeństwo utraci swój szczególny, wyróżniony status, jego znaczenie społeczne zacznie słabnąć, a liczba zawieranych małżeństw będzie stopniowo maleć. A bez stabilnych małżeństw trudno mówić o zachowaniu ciągłości pokoleniowej. Polska, podobnie jak wiele państw europejskich, mierzy się obecnie z poważnym kryzysem demograficznym. Statystyki wyraźnie pokazują, że około 70 procent dzieci rodzi się w rodzinach małżeńskich. Owszem, pozostałe 30 procent przychodzi na świat w związkach nieformalnych, lecz są to związki kobiety i mężczyzny, które – jeśli partnerzy tego chcą – mogą zostać zalegalizowane poprzez ślub. W relacjach jednopłciowych naturalna możliwość posiadania potomstwa nie występuje, co czyni ich sytuację diametralnie inną.

Jeżeli więc państwo tworzy nową instytucję – np. tzw. związki partnerskie – wyposażoną w szereg przywilejów zbliżonych do tych, które przysługują małżeństwom, to w praktyce osłabia rolę tradycyjnej rodziny.

„Obsesja na punkcie seksu”

Nie mogę sobie darować by nie wspomnieć o jeszcze jednym, szczególnie perfidnym – a w istocie swego powstania i przewrotności wręcz diabelskim – sposobem argumentacji stosowanym przez ruchy LGBT. Chodzi o oskarżanie ich przeciwników o „obsesję”. Gdy ktoś wyraża sprzeciw wobec takich postulatów, często słyszy: „dajcie im żyć”, „ciągle mówicie o jednym”, „co was obchodzi, co oni robią prywatnie?”. Tymczasem zwykłych ludzi, również przeciwników formalizowania związków jednopłciowych, zupełnie nie interesuje życie intymne innych osób, lecz reagują na nachalną propagandę. To podobne do sytuacji, w której obcokrajowiec przyjeżdża do społeczności o odmiennej kulturze, krytykuje jej tradycje, nazywa je zacofanymi i nakłania mieszkańców, by porzucili dotychczasowe zwyczaje. A gdy ci reagują sprzeciwem, zarzuca im „sztywność” lub „fiksację” i oczekuje, że to oni dostosują się do przybyszy. Podobny mechanizm stosuje środowisko LGBT – od lat konsekwentnie zwiększa ono swoją obecność w mediach, kulturze i debacie publicznej. Przygotowują akcje typu „Niech nas zobaczą”, werbują młodych ludzi do swego stylu życia, promują go nachalnie, a kiedy ktoś wypowiada się krytycznie, pojawia się argument, że to on nieustannie „żyje tym tematem”. To klasyczne odwracanie uwagi.

Antyunijny TSUE

Model rodziny oparty na małżeństwie kobiety i mężczyzny od wieków stanowi podstawę ładu społecznego, przekazywania norm kulturowych oraz odpowiedzialnego wychowania kolejnych pokoleń. Każde działanie prowadzące do osłabienia tej instytucji podcina fundament, na którym opiera się europejska cywilizacja. Orzeczenia TSUE trudno nie postrzegać jako element szerszego procesu kwestionowania tradycyjnego porządku społecznego oraz relatywizowania wartości, które kształtowały europejskie społeczeństwa przez stulecia.

Ale warto zauważyć, że tak radykalna ingerencja TSUE w porządek konstytucyjny państw członkowskich może przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. Polacy – naród, który w zdecydowanej większości popiera członkostwo w Unii – zaczynają coraz wyraźniej dostrzegać, że instytucje europejskie przekraczają granice, których w czasie akcesji obiecywano nie naruszać. I choć przez lata nawet umiarkowani wyborcy traktowali członkostwo w UE jako naturalny kierunek rozwoju, to tak otwarte podważanie polskiej konstytucji może wywołać reakcję alergiczną także w tych środowiskach, które dotąd były najbardziej ugodowe. Czy tak się stanie? Oby.

Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik – słabe notowania rządu Donalda Tuska. Jeśli jego gabinet zdecyduje się na pełne wdrożenie wyroku TSUE, zignoruje konstytucję i wbrew tradycji i społeczeństwu zacznie forsować rozwiązania, których Polacy nigdy demokratycznie nie przyjęli, to również może doprowadzić do gwałtownego wzrostu nastrojów antyunijnych. I to nie tylko wśród tradycyjnych krytyków Brukseli, lecz również wśród umiarkowanych Polaków, którzy dotąd widzieli w UE przede wszystkim projekt gospodarczy i turystyczny, a nie narzędzie ideologicznej presji.

Tego w Brukseli raczej nie przewidzieli. A może odwrotnie? Może właśnie przewidzieli, ale uznali, że projekt ideologiczny jakim są „homo-małżeństwa” jest dla nich tak istotny, że już czas zrealizować go w Polsce mimo tak masowego, wieloletniego sprzeciwu narodu? Kto wie.

Krystian Kratiuk

Klimat to pojęcie wieloznaczne a dokładniej wieloaspektowe.

Klimat to pojęcie wieloznaczne

Autor: stan orda, 2 grudnia 2025

a dokładniej wieloaspektowe. W notce przedstawiam te mało znane.

**********

Nasza planeta to sporych rozmiarów statek kosmiczny, element Układu Słonecznego, z którym obiega centrum Galaktyki z szybkością ca 20 km/sek., jak również obraca się wokół własnej osi z szybkością niemal 1700 km/h (prędkość na równiku).
(Słowo Galaktyka pisane z dużej litery zawsze oznacza naszą galaktykę, czyli Milky Way Galaxy)
Dla uproszczenia obrazu przyjmowano założenie, że Ziemia jest obiektem symetrycznym: posiada dwa bieguny, dwie półkule, a planetarny rozkład temperatury jest moderowany przez system wiatrów i prądów oceanicznych. Ale ten uproszczony schemat niezbyt przystaje do rzeczywistości. Opracowywane wciąż nowe dane naukowe wskazują na obraz daleko bardziej zróżnicowany. Na ich podstawie naukowcy udowadniają, że półkula północna, na której lokuje się większość lądów oraz żyje przeważająca część planetarnej populacji, szybko ciemnieje. Nie widzimy tego procesu naszymi oczami, ale został on dokładnie zarejestrowany przez system laboratoriów satelitarnych umieszczonych na oddalonych orbitach wokółziemskich. Wypada więc podać wyjaśnienie, co w przypadku planety oznacza termin „ciemnienie”.

Jak niektórzy pamiętają ze szkolnych lekcji fizyki, każde ciało o temperaturze wyższej od zera absolutnego zostawia tzw. ślad cieplny. Im wyższa jest temperatura tegoż ciała ślad taki ma coraz bogatsze spektrum promieniowania, czyli emituje różnej długości i częstotliwości fale elektromagnetyczne, a w pewnych zakresach (częstotliwości) widmo to bywa dostrzegalne ludzkim okiem. Jedne ciała emitują takie promieniowanie samoistnie (np. gwiazdy i quasi gwiazdy, ale również pracujące silniki, czy jakieś inne urządzenia, albo bodaj zapalony papieros, itp.), inne zaś emitują je na zasadzie odbicia promieniowania e-m, które “podarował” im inny obiekt (uprościmy, że chodzi o gwiazdy, bo przecież tematem notki jest, było nie było, planeta). Stopień takiego odbicia mierzony dla obserwatora zewnętrznego nosi w astronomii nazwę albedo i zawiera się w skali od zera do jedności. Jedność oznacza 100 procentowe odbicie promieniowania, a zero to całkowite jego pochłonięcie.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Albedo

W przypadku Ziemi, ze względu na jej urozmaiconą powierzchnię (morza i lady), roślinność lub jej brak (pustynie, lądolody i lodowce), a także ze względu na rodzaje pokrycia roślinnego, ale również typy chmur, albedo poszczególnych regionów jest zróżnicowane i zmienne w czasie. Wynik uśrednia się, ale pomiary satelitarne mapują jego wielkość dla poszczególnych części planety. Uśrednione albedo dla Ziemi wynosi ok. 0,367 (dane z 2013 r., podczas gdy wg danych z 1993 r. wynosiło 0,390, czyli dwadzieścia lat wcześniej Ziemia odbijała średnio o ok. 2 punkty procentowe więcej promieniowania docierającego od Słońca (tj. o 5 procent). Oczywiście, obiekty kosmiczne różnią się wielkością  albedo. Reguła jest taka, że jasne obszary na powierzchni planety (księżyca) odbijają wyższy procent promieniowania. Czyli np. pokrywa lodowa ma ten wskaźnik najwyższy (np. Enceladus, pokryty w  całości lodem księżyc Saturna ma albedo o wartości 0,99, czyli lodowa powierzchnia tego księżyca nie absorbuje (odbija) 99 procent otrzymywanego promieniowania. Dla porównania uśrednione albedo
Księżyca (ziemskiego) wynosi 0,12.
https://klimatziemi.pl/2024/12/23/albedo-planety-2/
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/ksiezyc-saturna-enceladus-moze-byc-bardziej-zamieszkiwalny-niz-sadzono

Tak więc scenariusze globalnego ocieplenia będą niezwłocznie musiały zostać mocno skorygowane.

Problem stał się aktualny, aby nie użyć zwrotu palący, gdy naukowcy z NASA opracowali dane zebrane przez instrumenty programu  CERES, zainstalowane na satelitach.
[CERES to akronim od Clouds and the Earth’s Radiant Energy System (Chmury i system energii promieniowania Ziemi). W ramach tego programu badawczego prowadzone są dokładne pomiary ilości energii słonecznej docierającej do Ziemi i ile z tego powraca w przestrzeń kosmiczną po odbiciu od atmosfery, wód i lądówZob. ANEKS
Zespół naukowy pod kierownictwem dr Normana Loeba z Centrum Badawczego NASA w Langley przeanalizował te dane. (NASA’s Langley Research Center)
https://aqua.nasa.gov/content/norman-loeb-ceres-science-team-leader
Okazało się, że na półkuli północnej dochodzi do większej absorpcji energii promieniowania
w porównaniu z półkulą południową. Czyli ta półkula zaczęła pochłaniać więcej światła słonecznego, a w konsekwencji odbijać mniej. Gdyby ktoś patrzył na naszą planetę z głębokiego kosmosu, używając stosownie skalibrowanego spektrometru, zobaczyłby, że półkula północna wygląda na bardziej matową. A to nie jest dobry prognostyk, gdyż wskazuje na  naruszenie bilansu radiacyjnego, czyli jedną z podstawowych reguł funkcjonowania biosfery ziemskiej. Reguła ta oznacza, że ilość ciepła pochłanianego i oddawanego przez planetę powinna pozostawać w równowadze. Dotychczas taka nierównowaga między półkulami była wyrównywana przez prądy oceaniczne, które niczym gigantyczne pompy przenosiły nadmiar ciepła z półkuli południowej na północną. Analiza wykonana przez zespół dr N. Loeba wykazała, że w ostatnich dwóch dekadach zmiany na powierzchni planety zaburzyły równowagę w takim stopniu, że prądy oceaniczne nie były w stanie jej przywrócić. Naukowcy wymienili trzy główne powody ciemnienia północnej półkuli ziemskiej:
Po pierwsze, powietrze stało się … czystsze. Zanieczyszczenia emitowane z technosfery nasycały powietrze aerozolami (najdrobniejsze cząsteczki z gazów spalinowych, emisji przemysłowych itp.), które funkcjonowały jako jądra kondensacji, wokół których mogły tworzyć się krople wody i efekcie chmury. Mniejsze zanieczyszczenie to mniej takich jąder i jako skutek finalny, mniej chmur.
NOAA – Narodowa Agencja Oceaniczna i Atmosferyczna  USA (National Oceanic and Atmospheric Administration) w 2024 r. szczegółowo opisała, w jaki sposób zmniejszenie emisji z kominów statków transoceanicznej żeglugi spowodowało wyraźny spadek liczby „śladów zanieczyszczeń” w postaci pasm jasnych chmur, które odbijały światło słoneczne. Efekt ten okazał się na tyle znaczący, że niektórzy naukowcy zaczęli rozważać sztuczne zwiększenie jasności chmur nadmorskich np. przez wpompowywanie aerozoli do atmosfery, aby częściowo kompensować obniżanie się zdolności odbijania promieniowania.
Po drugie, powierzchnia półkuli północnej stała się zauważalnie ciemniejsza. Wcześniej śnieżnobiałe czapy polarne, niczym gigantyczne lustra, odbijały promieniowanie słoneczne (ten wskaźnik dla lodu wynosi 80-90%). Obecnie ich powierzchnia znacznie się zmniejszyła, a w ich miejsce pojawiła się ciemna powierzchnia lądu lub wód oceanu, które w dużo większym stopniu absorbują ciepło. Pojawiło się nawet specjalne określenie dla tego procesu: „wzmocnienie arktyczne”. Problem narasta, bo oto za okres ostatnich 40 lat utrata pokrywy lodowej w Arktyce odpowiada w przybliżeniu powierzchni kraju takiego jak Algieria (ca 2,4 mln km kw., jest to mniej więcej ośmiokrotnie więcej niż powierzchnia Polski).
Po trzecie, zmienia się ilość pary wodnej w atmosferze, co również istotnie wpływa na ilość zatrzymywanego ciepła.

Co dziesięć lat półkula północna pochłania na każdy metr kwadratowy o 0,34 wata więcej, czyli dawkę w pojedynczym wymiarze znikomą, jednak kiedy te „waty” pomnożymy przez całą powierzchnię, skumulowany efekt okazuje już wystarczająco silny, aby zmieniać globalne modele klimatyczne, na podstawie których próbujemy przewidywać przyszłość.

Zwłaszcza dla Rosji i Kanady, których ogromne terytorium znajduje się w całości na półkuli północnej, z tego spora część w Arktyce, procesy te generują  bezpośrednie i ważne skutki już na dzisiaj. Wymienione kraje znajdują się na pierwszej linii frontu zmian klimatycznych spowodowanych asymetrią rozkładu radiacji.

W Arktyce postępuje przyspieszone ocieplenie. Topnienie wiecznej zmarzliny, na której zbudowano sporo miast i obiektów infrastruktury powoduje szkody szacowane na wiele miliardów dolarów. Dalsze „ciemnienie” i ocieplanie północnych rejonów planety wzmocni procesy destrukcji. Będą zniszczone budynki, drogi czy rurociągi, zaś do atmosfery zostaną uwolnione, dotychczas zamknięte w wiecznej zmarzlinie, gigantyczne ilości metanu.

Zachwianie względnej równowagi termodynamicznej między ziemskimi półkulami wywiera wpływ na globalną cyrkulację atmosferyczną, np. prowadzi do nasilenia ekstremalnych zjawisk pogodowych od długotrwałych susz i fal upałów w niektórych regionach po anomalne opady śniegu i powodzie w innych. Północna droga morska, otwierająca nowe możliwości gospodarcze, stanie się jednocześnie strefą podwyższonego ryzyka ze względu na nieprzewidywalne warunki lodowe i nasilenie aktywności burzowej. Będzie to miało znaczące konsekwencje zarówno dla ekologii jak i gospodarki. Przemieszczanie stref klimatycznych wpływa na rolnictwo, gospodarkę leśną oraz różnorodność biologiczną. Pewne regiony mogą czasowo odnieść korzyści dla rolnictwa, ale per saldo niestabilność klimatu przynosi poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa żywnościowego.

A czy i jak można temu przeciwdziałać? Naukowcy uspokajają, że zdiagnozowanie opisanego zjawiska nie musi zawierać apokaliptycznej prognozy. Monitorowanie stanu wiecznej zmarzliny, rozwijanie możliwości w zakresie modelowania klimatu przy uwzględnianiu wpływu istotnych składników „czynnika zaciemniającego” pomoże bardziej łagodnie przechodzić do nowych realiów klimatycznych. Powinniśmy po prostu potraktować poważnie fakt, że planeta wkroczyła w proces pogłębiania się  asymetrii klimatycznej i postarać nauczyć się żyć w zmieniających się warunkach. Nie mamy do wyboru innej opcji (czyli np. innej planety).

ANEKS
Projekt CERES (Clouds and Earth’s Radiant Energy System) zapewnia satelitarne obserwacje bilansu radiacyjnego Ziemi i chmur. Wykorzystuje on pomiary z instrumentów CERES umieszczonych na kilku satelitach oraz dane z wielu innych instrumentów, aby stworzyć kompleksowy zestaw danych na potrzeby badań klimatu, pogody i nauk stosowanych. CERES to jedyny projekt badawczy, którego głównym celem jest tworzenie globalnych rejestrów danych klimatycznych z instrumentów przeznaczonych do obserwacji ERB. Klimat jest kontrolowany przez ilość światła słonecznego absorbowanego przez Ziemię oraz ilość energii podczerwonej emitowanej w przestrzeń kosmiczną. Wielkości te – wraz z ich różnicą – określają bilans radiacyjny Ziemi (ERB  –  Earth Radiation Budget). (https://www.researchgate.net/publication/260208782_An_update_on_Earth’s_energy_balance_in_light_of_the_latest_global_observations
Zespół CERES gromadzi dane ERB od 1997 r., kiedy to pierwszy instrument CERES został wystrzelony na pokładzie satelity TRMM (Tropical Rainfall Measuring Mission). Od tego czasu instrumenty CERES zostały wystrzelone na pokładach satelitów Terra, Aqua, Suomi National Polar-orbiting Partnership (S-NPP) oraz NOAA-20. Instrumenty programu CERES umożliwiają bezpośrednie pomiary odbitego promieniowania słonecznego i emisji termicznego promieniowania podczerwonego w kosmosie we wszystkich długościach fal między ultrafioletem a daleką podczerwienią.

Pomiary CERES, wraz z pomiarami z kamer o wyższej rozdzielczości na satelitach orbitalnych i geostacjonarnych, są wykorzystywane wraz z innymi źródłami danych wejściowych do tworzenia produktów opisujących ERB na powierzchni Ziemi, w atmosferze i na jej zewnętrznej granicy . Aparatura CERES rejestruje zmiany ERB w skalach godzinowych, dziennych i miesięcznych oraz w skalach liniowych (przestrzennych) już od 10 km, które mogą zostać zagregowane do skali całego globu. Dane te są wykorzystywane przez środowiska badawcze zajmujące się klimatem, pogodą i naukami stosowanymi do badania szerokiego zakresu zagadnień obejmujących wymianę energii między Ziemią a przestrzenią kosmiczną oraz między głównymi elementami klimatycznego systemu ziemskiego.

Alaska
Głęboko w trzewiach Alaski, w krainie lodu i zimna, dokonuje się ciche, lecz potencjalnie groźne przebudzenie. Naukowcy z uniwersytetu w Boulder (Kolorado, USA) otworzyli jeden z lodowych „grobowców” i wykonali coś, co przypomina scenę z filmowych thrillerów. Biolodzy ożywili mikroorganizmy, które pozostawały zamrożone przez 40 000 lat. Eksperci wydali ostrzeżenie, że istnieje niepomijalna wielkość prawdopodobieństwa, iż tego rodzaju eksperymenty laboratoryjne mogą skończyć się fatalnie dla całej ludzkiej populacji.

Aby zebrać próbki, naukowcy z Kolorado odwiedzili Alaska Permafrost Research Tunnel, wydrążony niedaleko Fairbanks. Ten upiorny podziemny labirynt, wykuty w wiecznej zmarzlinie w latach 60. XX wieku, jako element wyścigu zbrojeń nuklearnych i szukania rozmaitych panaceum na skutki wojny z użyciem takiego arsenału, można nazwać bramą do przeszłości. Wieczna zmarzlina to nie tylko lód; również mieszanka zamarzniętej gleby, skał i zamarzniętej wody. A ta mieszanka bezpiecznie kryje w sobie sekrety dawno minionych epok i form życia, które uważano za bezpowrotnie utracone.
https://www.erdc.usace.army.mil/CRREL/Permafrost-Tunnel-Research-Facility/
Zespół pod kierownictwem dr Tristana Caro zebrał próbki tej zamarzniętej gleby, liczące sobie od kilku tysięcy do dziesiątek tysięcy lat. W warunkach laboratoryjnych naukowcy symulowali przyszłość, której wielu się obawia, tj. globalne ocieplenie. Biolodzy dodali wodę do próbek, a następnie przeprowadzili eksperymenty w temperaturach 3°C i 12°C. To z pewnością zbyt zimno dla ludzi, ale dla Arktyki stanowi ponadnormatywne  ciepło.
Dr Tristan Caro  –  biolog
https://www.colorado.edu/mcnair/tristan-caro
Tristan Caro:
Byliśmy ciekawi, jak wyglądałoby lato na Alasce w przyszłym scenariuszu klimatycznym – kiedy ciepło wnika głęboko w wieczną zmarzlinę, uruchamiając procesy uśpione przez wieki.

Wstępne wyniki były dość zachęcające. Mikroorganizmy nie ożyły od razu. Zamiast tego weszły w szczególny stan, który naukowcy nazwali „powolnym przebudzeniem”. W ciągu kilku miesięcy mikroorganizmy zdawały się przypominać sobie, co to znaczy być żywym. Stopniowo odnawiały po jednej komórce dziennie spośród stu tysięcyJednak ten optymizm był chwilowy. W ciągu kolejnych sześciu miesięcy próbki przeszły „dramatyczne zmiany”. Mikroby nie tylko się przebudziły, ale utworzyły stabilne, prosperujące kolonie, zupełnie inne niż te występujące na współczesnych powierzchniach. Niektóre kolonie wytworzyły „biofilmy” – śluzowate, trudne do usunięcia warstwy, świadczące o wysoce zorganizowanym i odpornym ekosystemie. I właśnie to przebudzenie stanowi podwójne zagrożenie. Po pierwsze, stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia ludzkiego. „To nie są martwe okazy” – mówi dr Caro. Prawdopodobnie te mikroby stanowią dla nas niewielkie zagrożenie; wieczna zmarzlina może być siedliskiem o wiele bardziej przerażających lokatorów.
Brigitta Evengaard, mikrobiolog i specjalista chorób zakaźnych ze Szwecji, potwierdza podobne obawy: „Wiemy, że wieczna zmarzlina może być siedliskiem wąglika i ospy, ale ponadto jest to puszka Pandory”.
https://www.umu.se/en/research/groups/birgitta-evengard/

W 2022 r. głośno było od doniesień o odrodzeniu się syberyjskiego Pandora-wirusa, który pozostawał uśpiony w wiecznej zmarzlinie przez 48 500 lat. Na szczęście nie okazał się on niebezpieczny dla ludzi, ale taki precedens dowodzi, że starożytne patogeny mogą przetrwać tysiąclecia w stanie zawieszenia. Wystarczy jeden niefortunny zbieg okoliczności, aby przeniknął do organizmu dzikiego zwierzęcia lub człowieka. Wzrost oporności na antybiotyki bakterii, również tych, które mogą pochodzić z wiecznej zmarzliny, potęguje to ryzyko.

Po drugie, jest to bomba klimatyczna działająca z opóźnionym zapłonem. Mikroorganizmy po przebudzeniu zaczynają oddychać, odżywiać się i rozmnażać. Ubocznymi produktami ich metabolizmu są dwutlenek węgla i metan, czyli silne gazy cieplarniane. Badania wykazały, że po początkowym „powolnym przebudzeniu” mikroby są zdolne do uwalniania ogromnych ilości tych gazów do atmosfery.

Dr Tristan Caro:
Nie chodzi nawet o wyjątkowo upalne dni. Na Alasce może być tylko jeden taki dzień przez całe lato. Chodzi po prostu o to, że sam sezon letni staje się coraz dłuższy, a ciepło utrzymuje się aż do wiosny i jesieni. Im dłuższe arktyczne lato, tym więcej mikrobów rozmarza i budzi się do życia, uwalniając do atmosfery gazy cieplarniane. Te emisje nasilają globalne ocieplenie, które z kolei przyspiesza topnienie wiecznej zmarzliny. Powstaje błędne koło, które będzie bardzo trudno przerwać.

Naukowcy, którzy opublikowali swoje odkrycia w czasopiśmie „Journal of Geophysical Research: Biogeosciences”, odkryli kolejny zaskakujący szczegół. Okazuje się, że mikroby wykorzystują specjalne lipidy tłuszczowe do tworzenia błon komórkowych w warunkach wiecznej zmarzliny. Substancje te prawdopodobnie ułatwiały im przetrwanie w ekstremalnej ciemności i zimnie. Mechanizm ten działał niezawodnie przez wiele tysiącleci, dlatego niezwykła odporność tych mikrobów jest głęboko niepokojąca.
https://agupubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1029/2025JG008759

Półwysep Jamał (Syberia)
Ta historia rozpoczęła się w 2014 r. Piloci śmigłowca transportującego ładunek do miejsca wydobycia gazu na Półwyspie Jamalskim byli w szoku. Gigantyczna, idealnie okrągła dziura ziała w samym środku płaskiej tundry. Sięgała głęboko w dół, niczym tunel do podziemnego świata. I nie było jej zaznaczonej na bardzo dokładnych lokalnych mapach! W taki sposób został odkryty tajemniczy i niepokojący pierwszy z podobnych kraterów. Odkrycie wywołało niepokój i pytania pośród miejscowych autochtonów, których przodkowie od wieków koczowali po północnych krańcach zachodniej Syberii. Dotychczas na Półwyspach Jamalskim i Gydanskim odkryto osiem tego rodzaju kraterów. Dla naukowców zjawisko stało się jedną z największych zagadek geologicznych XXI wieku. Dopiero po 11 latach, rosyjscy naukowcy oraz ich koledzy z Uniwersytetu w Oslo ogłosili, że znaleźli rozwiązanie  zagadki tworzenia się podobnych kraterów.  Przyczyny okazały się bardziej niepokojące, niż można było sobie wyobrazić.

Bowiem początkowo wszystko wydawało się oczywiste. Jako przyczynę powstawania lejów krasowych o głębokości 50-piętrowych budynków wskazano globalne ocieplenie, które odpowiadało za topnienie wiecznej zmarzliny. Wysuwano różne teorie: powstawanie kriopagów (podziemnych zbiorników słonej wody), topnienie gleby zawierającej metan oraz niszczenie hydratów metanu, podziemnego „lodu”, który po stopieniu uwalnia gaz. Istniała jednak nieścisłość, która nie dawała spokoju naukowcom. Bo skoro przyczyną jest wzrost temperatury powodujący roztapianie się zmarzliny, to dlaczego te zapadliska powstają wyłącznie w zachodniej Syberii, a nie na całym obszarze subarktycznym? Stało się jasne, że dotychczasowa odpowiedź oparta na teoretycznym modelowaniu, była niekompletna, czyli niezadowalająca. Ale żeby znaleźć w pełni poprawne wyjaśnienie zagadkowego zjawiska, wspomniana grupa rosyjskich i norweskich naukowców-geologów musiała przeprowadzić testy w rzeczywistych warunkach terenowych.
https://www.sport-interfax.ru/wc2018/452821
W tym celu stworzono specjalny model, przedstawiający wieczną zmarzlinę niczym ciężki korek zamykający butlę z gazem. Naukowcy zmieniali grubość „korka” i rozmiar podziemnej komory, obliczając ciśnienie potrzebne do wysadzenia takiego „korka” i rozrzucenia jego odłamków na setki metrów. Obliczenia wykazały, że małe, płytkie komory powstałe w wyniku topnienia wiecznej zmarzliny nie są w stanie wywołać tak potężnej eksplozji. Gaz powoli by się z nich ulatniał. Oznaczało to, że potrzebne do tego ciśnienie ma swoje źródło w głębszych warstwach geologicznych.

Półwyspy Jamalski i Gydanski to rejony gigantycznych złóż gazu, zaś nad nimi powierzchniowa struktura geologiczna  jest usiana uskokami. Z kolei takie uskoki pełnią funkcję korytarzy, przez które metan i ciepło wydostają się z głębszych warstw ziemi. Zatem okazało się, że w tej historii głównym sprawcą wcale nie jest ocieplanie się klimatu. Natomiast wzrost temperatury w tym przypadku działa jako cichy wspólnik, osłabiając spójność powierzchniowych warstw zmarzliny. Woda z roztopów drąży szczeliny w zamarzniętej powierzchni nad uskokami, osłabiając konstrukcję owych korków, które stają się porowate i łatwiejsze do  rozłupania. Gdy ciśnienie gazu osiąga odpowiedni stopień, taki korek jest wypychany w górę, tworząc idealnie pionowy szyb. Następnie szyb wypełnia się wodą, przekształcając się w jezioro. Ale tylko w niektórych przypadkach korek zostaje wypchnięty i dopiero wówczas staje się widoczny w postaci okrągłego zbiornika wodnego. Z tego względu wiele przyszłych kraterów pozostaje  ukrytych w tundrze, gdyż proces ich „ujawniania się”  jest rozłożony w czasie. Ale największe zagrożenie nie tkwi w samym zjawisku powstawania tych gigantycznych kraterów, ale w tym, że naukowcy nie są w stanie przewidzieć, gdzie wystąpi kolejny podobny przypadek.

Zagadka mechanizmu ich powstawania została rozwiązana, ale problem pozostał, bo co prawda naukowcy wiedzą, że następna eksplozja powodująca rozsadzenie „korka” i otwarcie krateru na pewno nastąpi, ale nie wiedzą ani gdzie, ani kiedy.
Po pierwsze, obszar, na którym mogą powstawać gigantyczne leje krasowe, jest zbyt rozległy. Monitorowanie każdego potencjalnego miejsca jest niewykonalne.
Po drugie, procesy przebiegają pod powierzchnią, zatem są niewidoczne dla obserwacji z „lotu ptaka”. Nie ma sposobu, aby wytypować, który z tysięcy „korków” stał się na tyle kruchy, że niebawem pęknie.
Po trzecie, nie są znane czynniki, które mogą  uruchamiać to zdarzenie w konkretnym przypadku. Może być to cokolwiek: anomalne ciepło, niewielkie trzęsienie ziemi albo nieliniowy  wzrost ciśnienia gazu.

Taką to „rosyjską ruletkę” w subarktyce przyniosło ocieplenie klimatu. Proces ten posiada charakter dodatniego sprzężenia zwrotnego. Każdy nowy krater uwalnia do atmosfery silny gaz cieplarniany metan. Wzmacnia to tempo wzrostu globalnego ocieplenia, Tym samym przyspiesza topnienie wiecznej zmarzliny, tworząc coraz więcej „słabych punktów” (owych korków) potrzebnych dla powstawania  nowych kraterów. I w taki sposób ten cykl przebiega: gaz ziemny skupia się i akumuluje pod wieczną zmarzliną, podczas gdy zmiany klimatu powodują, że lodowa „pokrywa” nad nim staje się cieńsza i słabsza.
https://www.focus.pl/artykul/otwor-na-alasce-savonoski-zagadkowy-krater

Rozwiązanie zagadki natury kraterów ujawniło bardzo groźny proces. Zagrożenie zostało rozpoznane, ale nie uzyskaliśmy nad nim kontroli. Jest nim tykająca bomba metanowa. Odliczanie już się rozpoczęło i nie bardzo wiadomo, co można z tym począć.

*********

O autorze: stan orda

lecturi te salutamus

Europa zagrożeniem dla siebie i świata

Europa zagrożeniem dla siebie i świata

https://www.rt.com/news/628700-western-europe-isnt-leading-world/


Niewielu poważnych obserwatorów polityki międzynarodowej wątpi, że Europa Zachodnia po raz kolejny stała się jednym z najniebezpieczniejszych źródeł niestabilności na świecie. To gorzki wniosek, biorąc pod uwagę, że cały porządek po 1945 roku został zbudowany, aby powstrzymać kontynent przed wciągnięciem ludzkości w katastrofę po raz trzeci. A jednak najgłośniejsze wezwania do konfrontacji pochodzą z zachodu od rzeki Bug, Nigdzie indziej rządy nie przygotowują się do wojny z tak nerwową energią.

Wrogość jest skierowana przede wszystkim na Rosję, sąsiada Europy Zachodniej i głównego partnera handlowego od dziesięcioleci. Coraz częściej jednak rozprzestrzenia się również w kierunku Chin, pomimo braku jakiegokolwiek prawdziwego konfliktu politycznego lub gospodarczego między subkontynentem a Pekinem. To mówi nam coś ważnego. Źródło dzisiejszej agresywnej postawy Europy Zachodniej wcale nie jest zewnętrzne. Leży w własnych strukturach politycznych regionu, jego zdezorientowanym sensie samego siebie i rosnącej panice elit, które nie rozumieją już otaczającego świata, który nabrał nowego kształtu.

Byłoby głęboko nieodpowiedzialne zakładać, że amerykański nadzór nad Europą Zachodnią wystarczy, aby zapobiec katastrofalnym błędom w obliczeniach. W końcu ta część świata dała już ludzkości dwie wojny światowe. I nigdy nie powinniśmy zapominać, że subkontynent składa się z dwóch państw uzbrojonych w broń jądrową, Wielkiej Brytanii i Francji. Europa Zachodnia może nie jest już centrum polityki światowej, ale pozostaje niezaprzeczalnie miejscem, w którym może rozpocząć się konflikt, który pochłonie wszystkich.

Korzenie jego zachowania sięgają głęboko. Pierwsza przyczyna jest wewnętrzna. Od połowy XX wieku społeczeństwa zachodnioeuropejskie stały się niezwykle skonsolidowane. Ich elity opanowały sztukę zapobiegania wewnętrznym wstrząsom; niepokoje społeczne, bunt ideologiczny i odnowa polityczna na dużą skalę zniknęły. Rewolucje kiedyś ukształtowały historię regionu. Teraz ich sama możliwość zniknęła.

To tworzy paradoks. System polityczny, który nie może się zmienić, zaczyna rzutować swoją niestabilność na zewnątrz. Elity Europy Zachodniej są mocno zakorzenione, nawet gdy są boleśnie niekompetentne. Ich społeczeństwa są apatyczne, przekonane, że mają niewielki wpływ na własne losy. W całej UE poszczególne rządy mogą się kłócić, ale w ważnych kwestiach, zwłaszcza w podejściu do świata zewnętrznego, są uderzająco jednomyślne. Mechanizmy zgodności działają tak skutecznie, że nawet najbardziej lekkomyślne decyzje dotyczące polityki zagranicznej przyciągają niewiele sprzeciwu. Europa Zachodnia osiągnęła punkt, w którym indywidualne myślenie ustępuje miejsca zbiorowemu instynktowi.

Innymi słowy, subkontynent stracił zdolność do pokojowego odkrywania siebie na nowo. I ta wewnętrzna stagnacja przelewa się teraz na jego zewnętrzne zachowanie.

Drugą główną przyczyną jest pogarszająca się globalna pozycja Europy Zachodniej. Przez dziesięciolecia potęgi regionu mogły sobie pozwolić na bardziej wyważoną dyplomację, ponieważ ich waga ekonomiczna gwarantowała szacunek. Kiedy Europejczycy pouczali świat, inni słuchali. Nie zawsze szczęśliwie, ale słuchali. Te czasy minęły. Błyskawiczny wzrost Chin, pojawienie się Indii jako globalnego gracza, ożywienie Rosji i naleganie na obronę swoich interesów oraz polityczne przebudzenie Globalnego Południa zepchnęły UE w dół hierarchii światowych mocarstw.

Świat się zmienił; Europa Zachodnia nie.

Nagle ten blok staje w obliczu krajobrazu, w którym nie jest już głównym aktorem, ale nie zna innego sposobu na zachowanie. W całej swojej historii Europa Zachodnia nigdy nie doświadczyła bycia regionem peryferyjnym. Dziś zbliża się niebezpiecznie blisko tego statusu, a jego elity po prostu nie mogą przetworzyć zmiany. Stąd szalone próby przyciągnięcia uwagi poprzez eskalację retoryki wojskowej i malowanie Rosji i Chin jako egzystencjalnych zagrożeń. Jeśli Europa Zachodnia nie może już dłużej wywierać wpływu poprzez siłę gospodarczą lub dyplomatyczną, spróbuje to zrobić poprzez alarmizm i język wojny.

Powstanie grup takich jak BRICS tylko wzmacnia niepokój regionu. Europejczycy wyobrażali sobie kiedyś G7 jako narzędzie do zachowania swojej centralności poprzez zaczepianie się z Waszyngtonem. BRICS pokazuje, że świat może się zorganizować bez UE, a nawet wbrew jej preferencjom. Nic dziwnego, że europejscy przywódcy czują się osaczeni.

Europa Zachodnia pozostaje częścią tego, co Rosjanie nazywają kolektywnym Zachodem, a jej więzi ze Stanami Zjednoczonymi są silne. Ale te więzi nie zapewniają już tego, czego oczekiwali Europejczycy: gwarantowanego miejsca na szczycie. Cała debata na temat amerykańskiego „parasola bezpieczeństwa” jest tak naprawdę o czymś innym. Chodzi o strach Europy Zachodniej przed utratą statusu i jej rozpaczliwą nadzieję, że Stany Zjednoczone będą nadal traktować ją jako równorzędną potęgę. Waszyngton jednak inaczej postrzega świat i coraz częściej ma swoje własne priorytety.

Podsumowując, te wewnętrzne i zewnętrzne siły sprawiają, że Europa Zachodnia jest najbardziej palnym graczem na arenie światowej, gdy wkraczamy w drugą ćwierć XXI wieku. Nie jest to problem stworzony przez jednego lub dwóch nieudolnych liderów, ani przemijający nastrój związany z chwilowymi bólami ekonomicznymi. To jest strukturalne, co czyni go o wiele bardziej niebezpiecznym.

Jakie jest lekarstwo? W tej chwili nikt nie wie. Historia nie oferuje żadnych pocieszających przykładów. Kiedy niegdyś władza centralna traciła wpływy i nie mogła się dostosować, wyniki rzadko były pokojowe. Europa Zachodnia odtwarza dziś ten stary scenariusz: zamknięta w przestarzałych założeniach, niezdolna do zreformowania się i przekonana, że jedynym sposobem na pozostanie istotnym jest wykrzykiwanie głośniej i wymachiwanie gróźb.

Dla Rosji, Chin i Stanów Zjednoczonych ta sytuacja stwarza trudne wyzwanie. Ich wybory będą kształtować, czy nowa niestabilność Europy Zachodniej stanie się łatwa do opanowania, czy przerodzi się w coś znacznie gorszego. Zwykli obywatele na całym świecie mają wszelkie powody, aby mieć nadzieję, że te decyzje będą mądre. Ale nadzieja to nie pewność.

Z pewnością możemy powiedzieć, że zachowanie Europy Zachodniej nie jest wynikiem siły, ale niepewności. Subkontynent, który kiedyś zdominował sprawy światowe, teraz widzi, jak inni go wyprzedzają. I zamiast dostosować się do wielobiegunowego porządku, atakuje, nalegając na globalną rolę, której nie może dłużej utrzymać.

To właśnie sprawia, że Europa Zachodnia, tragicznie, ale niewątpliwie, jest dziś wrogiem pokoju.

Polska sobie świetnie poradzi poza UE

Waćkowski: Polska sobie świetnie poradzi poza UE

Kamil Waćkowski

Unia Europejska jest instytucją totalnie zdegenerowaną. Dla mnie stało się to jasne, gdy UE zaczęła tworzyć swoje niewybieralne w transparentny sposób przez mieszkańców krajów członkowskich instytucje. 

W Unii Europejskiej rządzą podżegacze wojenni, którzy stosują retorykę kropka w kropkę z czasów Covid. Kolejne zbrojenia zastępują kolejne dawki szczepionek. UE, podobnie jak w okresie covidowym, walczy obecnie z dezinformacją (wtedy w odniesieniu do szczepionek, obostrzeń; teraz w odniesieniu do kwestionowania rosyjskiego zagrożenia, wspierania kijowskiego reżimu). Wbrew pozorom, UE nie rządzą ludzie ideowi, tylko związani z różnymi korporacjami, kapitalistami. Promowanie liberalnych antywartości przez UE (jak ostatni wyrok TSUE w sprawie małżeństw osób mających tą samą płeć) nie wynika z ideowości, tylko z realizacji interesów wielkich korporacji, które są zainteresowane określonymi modelami społecznymi. 

POPiS i pozorny konflikt

Od wielu lat PO z PiS prowadzą ze sobą wrestling polityczny. PO ubóstwia UE pod niebiosa. PiS deklaratywnie udaje asertywność, jednak gdy rządził – pełzał przed Brukselą. To medium należące do Tomasza Sakiewicza (odznaczonego przez siepaczy z Służby Bezpieczeństwa Ukrainy) robiło z wyboru Ursuli von der Leyen na szefową Komisji Europejskiej wielki sukces polskiej dyplomacji.

Gdyby jednak UE stała się asertywna wobec Anglosasów, PiS zgodnie z wolą mocodawców mógłby zrobić Polexit. Jego politycy i media z nim związane atakowali UE bardzo często, gdy w jakimś stopniu prowadziła polityka sprzeczną z interesami Anglosasów.

Uważam, że nasza ojczyzna świetnie poradzi sobie poza UE. Warto obalić kilka mitów, które media polskojęzyczne serwują swoim otępiałym widzom. 

Mit podróżowania

Media nadwiślańskie często mówią, że gdyby nie UE, to Polacy nie mogliby podróżować. Jest to jedno wielkie kłamstwo. Po pierwsze, ponad 30 lat funkcjonowania III RP doprowadziło do ludobójstwa ekonomicznego Polaków. Wiele osób nie może sobie pozwolić na żadne wakacje, tym bardziej za granicą. Żeby należeć do strefy Schengen, nie trzeba należeć do UE. Do strefy Schengen należą: Szwajcaria, Norwegia, Liechtenstein, Islandia (kraje te nie należą do UE). Większość ludzi wolałby mieć kontrolę nad własną granicę i postać kilkanaście minut w kolejce na niej niż mieć chaos i potencjalny wzrost przestępstw, zwłaszcza w terenach nadgranicznych.

Mit pracy zagranicą

Kolejną manipulacją jest to, że części naszych rodaków wmówiono, że jak wyjdziemy z UE, to wszystkich Polaków stamtąd wyrzucą i w Polsce będzie dramatyczne bezrobocie. W 2010 roku, jadąc ze Skopje do Ochrydy, zatrzymałem się wraz z resztą rodziny na parkingu, żeby podziwiać wspaniałe widoki. Podszedł do nas mężczyzna w wieku około 35-45 lat. Zaciekawiony, zapytał się skąd jesteśmy. Gdy dowiedział, że jesteśmy z Polski, wyciągnął aparat i pokazał zdjęcia (na zdjęciach widać było mężczyzn pijących popularne słowiańskie trunki, a także mężczyzn jeżdżących traktorem). Mężczyzna mówił, że na zdjęciach jest z kolegami z Polski Marianem i Stanisławem. Macedończyk mówił, że pracował z naszymi rodakami w Holandii w gospodarstwie rolnym. Zarówno w 2010 roku, jak i w 2025 roku, kraj ze stolicą Skopje nie należy do UE. W Austrii, Niemczech pracuje bardzo wielu obywateli Albanii, Serbii (kraje te także nie należą do UE).

To jedno wielkie kłamstwo, że jak Polska wyjdzie z UE, to wyrzucą naszych obywateli pracujących w krajach unii. Zresztą każdy pracodawca na Zachodzie Europy woli Polaka od obywateli krajów, w których jest gorsza kultura pracy i występuje silny ekstremizm polityczny. Jestem polskim narodowcem i rolą państwa polskiego jest zapewnienie pracy każdemu chcącemu pracować Polakowi. 

Mit wojny

Kolejne kłamstwo mediów polskojęzycznych to, że jak tylko Polska wyjdzie z UE, zaatakuje nas Federacja Rosyjska. Większość krajów na świecie nie należy do UE i jakoś Federacja Rosyjska za wyjątkiem Ukrainy nie prowadzi aktywnych działań militarnych (ba, w większości krajów na świecie Rosja w przeciwieństwie do USA nie posiada swoich baz). Marząca się różnym podżegaczom wojennym wojna naszego kraju z Federacją Rosyjską skończyłaby się wymianą dronowo-rakietową i wielu tych wariatów nawet przez lornetkę nie widziałoby rosyjskiego żołnierza. Z drugiej strony, ci sami ludzie nieustannie straszą nas rosyjską inwazją, mimo że Polska jest w NATO i w UE (poziomem absurdu mediów polskojęzycznych jest straszenie Polaków rosyjskimi czołgami przy granicy z Polską podczas gdy… te czołgi są tam od ponad 30 lat, ponieważ Rzeczypospolita Polska graniczy z Federacją Rosyjską).

Mit konfliktu z Europą

Media polskojęzyczne mierzą innych swoją miarą. Różne grantojedy, gdy widzą, że ludzie mają inne zdanie na jakiś temat, myślą, że są tacy sami jak oni, czyli biorą pieniądze z zagranicy. Podobnie jest w kwestii UE. Gdy ktoś chce wyjść z unii, automatycznie różne grantojedy krzyczą, że chce w ten sposób przyłączyć nasz kraj do Federacji Rosyjskiej czy prowadzić wojnę z krajami UE. Wyjście z unii nie spowoduje z automatu konfliktu z krajami do niej należącymi. Nasza ojczyzna może po tym wyjściu zawierać korzystne dla siebie i poszczególnych krajów umowy bilateralne czy multilateralne. 

Jest alternatywa 

Nasza ojczyzna jak najbardziej mogłaby współpracować z krajami BRICS. BRICS to luźna forma współpracy na zasadach wzajemnych korzyści gospodarczych. Warto zwrócić uwagę, jak różne są kraje w BRICS. Jest Islamska Republika Iranu (już w nazwie tego kraju mamy podkreślenie ważności religii), mamy Chińską Republikę Ludową (władzę w tym kraju sprawuje partia komunistyczna), mamy monarchie z Zatoki Perskiej. 1 stycznia 2024 członkiem BRICS miała zostać Argentyna, jednak wybór Javiera Milei’a na prezydenta tego kraju pokrzyżował te plany. Argentyna przed wyborem Milei’a była krajem bardzo liberalnym w kwestiach światopoglądowych. Jak widać, do BRICS należą bardzo różne państwa, które ze sobą współpracują. Państwa są różne, jednak nikt nikomu nie narzuca agendy ideologicznej, w przeciwieństwie do UE. Polska mogłaby także współpracować z Szanghajską Organizacją Współpracy. Do tej organizacji należą min. Federacja Rosyjska, Chińska Republika Ludowa, Indie, Białoruś, Islamska Republika Iranu, postradzieckie republiki z Azji Środkowej. 

Nowe rynki

Wyznawcy POPiS żyją w ostatnim tygodniu wizytą Donalda Tuska w Angoli (dokładniej – żyją ubiorem premiera Tuska). Tusk udał do Angoli na szczyt Unia Europejska – Unia Afrykańska. Gdyby Polska była poza UE czy bardziej asertywna wobec UE, nasza ojczyzna byłaby lepiej postrzegana przez afrykańskich partnerów. W ostatnich latach w Afryce Federacja Rosyjska zwiększyła swoje wpływy zwłaszcza kosztem Francji. Kraje afrykańskie w ONZ często głosują po myśli Rosji. Władze Polski będące forpocztą Zachodu (czyli dawnych kolonizatorów, a obecnie wypychanych często skutecznie neokolonizatorów) nie zyskają poparcia w wielu krajach Afryki. Wyjście z UE otworzyłoby możliwości dla Polski.  Po wyjściu z unii można by było dokonać reindustrializacji w naszej ojczyźnie. Poprzez inną politykę zagraniczną otworzyłyby się dla Polski rynki afrykańskie czy Azji Środkowej. 

Damy radę!

Uważam, że Polska świetnie może poradzić sobie poza UE. Polacy muszą zacząć myśleć niezależnie, suwerennie, a nie ulegać tępej propagandzie z mediów polskojęzycznych. Zmiany, jakie tworzą się na świecie, otwierają wiele możliwości przed naszym krajem. Trzeba tylko myśleć suwerennie, długoterminowo i po polsku przede wszystkim. 

Kamil Waćkowski

Generał Didier Tauzin: To NATO chciało wojny

Generał Didier Tauzin: To NATO chciało wojny

http://myslpolska/general-didier-tauzin-to-nato-chcialo-wojny

Rozmowa z francuskim generałem dywizji, wieloletnim dowódcą jednostek wojsk lądowych Sił Zbrojnych Francji. 

Ojciec był jeńcem w Polsce

Pozwolę sobie Pana przedstawić. Jeżeli będą elementy istotne do dodania, to Pan mi powie. Był Pan oficerem w czynnej służbie w latach 1975-2006; służąc jako generał w 1. Pułku Spadochroniarzy Piechoty Morskiej. To pułk sił specjalnych, operujący lekką piechotą, zajmujący się zbieraniem informacji wywiadowczych, zwalczaniem terroryzmu, ratowaniem zakładników. Pana misje miały miejsce szczególnie za granicą  – w Afryce; w Somalii i  Rwandzie, a także w byłej Jugosławii. Następnie, po 2006 roku, zajął się Pan nauczaniem i pisaniem książek. Wykładał Pan etykę; etykę w stosunkach międzynarodowych, przy podejmowaniu decyzji i etykę zachowań kadr. Zaangażował się Pan również w politykę. W szczególności kandydował Pan w wyborach parlamentarnych i prezydenckich w 2017 roku. Czy ten portret jest kompletny?

– No cóż, spędziłem trochę mniej czasu w 1. Pułku Spadochroniarzy Piechoty Morskiej, ale to nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia, bo i tak spędziłem tam 10 lat życia. Poza tym miałem wiele innych funkcji, ale wszystko jest w porządku. To ogólna prezentacja i jako taka jest w zgodna z prawdą. 

Dobrze, to wspomnę o kilku książkach – napisał Pan ich siedem – jest w nich zarys planu dla Francji. Jedna przykład nosi tytuł Odbudowa Francji, projekt prezydencki

Pana ostatnia książka ma tytuł Naucz go kochać Francję, kochać aż do śmierci i nawiązuje Pan w niej do wspomnień ojca, który był, miedzy innymi, członkiem ruchu oporu podczas II wojny światowej.

– O tym nie napisałem, ale on był więźniem Niemców w kopalniach soli w Polsce.

W kopalni soli? Gdzie?

– W Polsce. Uciekł.

Kilka razy udało mu się uciec.

– Uciekał siedem razy. Ostatni raz właśnie z Polski.

Kto doprowadził do wojny?

Chciałam zadać Panu kilka pytań, które są związane z konfliktem ukraińskim; a dokładniej – z planem pokojowym. Jesteśmy aktualnie świadkami czegoś, co wygląda jak publiczne negocjacje. Prezydent Trump przedstawił 28-punktowy plan i właśnie Unia Europejska przedstawiła kontrpropozycję. Co Pan sądzi o samym takim procederze?

Tak czy inaczej, to nie dociera to do sedna sprawy. Oczywiście, mam nadzieję, że temu planowi pokojowemu uda się zakończyć tę wojnę. Ale moim zdaniem będzie to tylko tymczasowy koniec. Bo plan nie trafia w sedno sprawy. Po pierwsze, ten plan pokojowy – niektórzy twierdzą, że jest bardzo korzystny dla Rosji – pod względem finansowym jest wręcz bardziej korzystny dla Stanów Zjednoczonych. To po pierwsze, to ważne. A dalej co? Po raz kolejny nie dociera do sedna sprawy, i tu pozwólcie, że wyjaśnię: to NATO jest odpowiedzialne za wojnę na Ukrainie. Przeżyłem czasy, gdy ZSRR się rozpadał, a Rosja walczyła o to, by stanąć na nogi i się podnieść. Potem, Rosja poprosiła o członkostwo w NATO z myślą o globalnym pokoju. A NATO odmówiło. Niektórzy Amerykanie, tacy jak Wolfowitz, Brzeziński i inni, wierzyli, że jeśli Rosja się odrodzi, to będzie musiała zostać zniszczona; oni chcieli aby Rosja była zniszczona. Był nawet – nie wiem, czy to był celowy plan – ale istniała pewna perspektywa podziału Rosji na mnóstwo małych republik. Państewek, które wszystkie znalazłyby się pod kontrolą NATO i Stanów Zjednoczonych. Cóż, tak się nie stało, a NATO odmówiło Rosji członkostwa.

Potem, z czasem, jeśli można tak ująć – to chyba Brzeziński pisał – uznano, że aby zniszczyć Rosję, trzeba rozpętać wojnę na Ukrainie. I tak – też byłem świadkiem tego, że przez ostatnie 30 lat NATO, a zwłaszcza Amerykanie, ale nie tylko oni, również niestety Francuzi, robili wszystko, co możliwe, by sytuacja na Ukrainie się pogarszała. Wiem na przykład, że Moskwa bardzo często mówiła Zachodowi, a w szczególności NATO: „stop, stop, nie możemy tego dalej akceptować”. Wierzę, że w grudniu 2021 roku Władimir Putin wysłał list do szefa NATO i prawdopodobnie do przywódców państw zachodnich, aby powiedzieć im: „to koniec, już dosyć, albo będziemy zmuszeni”… Ale nie przestaliśmy i Putin rozpoczął wojnę w 2022 roku. Tak więc, tak to określę, ten plan pokojowy może uspokoić sytuację, ale nie dotyka sedna problemu.

Na progu katastrofy

Nie dotyka sedna problemu, bo dla Pana sednem problemu to jest podżeganie do wojny przez NATO? 

– No proszę Pani, co do podżegania do wojny ze strony NATO… nie jestem ani antyamerykański, ani antyniemieckim itd. Nie o to chodzi. Jestem za pokojem. To musi być jasne. W mojej karierze wojskowej przeżyłem wystarczająco dużo konfliktów, żeby wiedzieć, jak one wyglądają.  A to czego ja doświadczyłem, w porównaniu z tym, co teraz przeżywają Rosjanie i Ukraińcy, to nic, mała skala. Ale tak, musimy położyć kres podżeganiu wojennemu NATO, a zwłaszcza podżeganiu wojennemu przez państwa europejskie, które do niego należą. I tu przywołam na przykład postawę Francji. Tak naprawdę to nie cała Francja –  to prezydent Macron jest nastawiony agresywnie. To nie jest Francja. I to musi się skończyć. Myślę, że ten plan pokojowy może przynieść pewne korzyści przez jakiś czas, ale bez zmiany generalnej postawy, ostatecznie nie przyniesie żadnych długoterminowych korzyści. Jesteśmy w sytuacji, w której ludzkość dysponuje absolutnie przerażającą bronią. W latach 1994-1995, kiedy byłem w paryskiej kwaterze głównej armii, brałem udział w ćwiczeniach prognostycznych. Poproszono nas o rozważenie sytuacji we Francji, Europie i na świecie w latach 2020-2030. Biorąc pod uwagę, że wejście Rosji do NATO było już wtedy odrzucane, doszliśmy do strasznej konkluzji. Pisaliśmy już wtedy, że sytuacja może się pogorszyć do tego stopnia, że możemy osiągnąć 6 miliardów ofiar śmiertelnych na całym świecie, na 8 miliardów ludzi. Oczywiście nie jest to pewne, ale jest to pewna możliwość. Możemy być uważani za pomyleńców, ale inni też to mówili; na przykład Kennedy Jr., który współpracuje z Donaldem Trumpem, powiedział to samo około półtora roku temu. Widziałem też jakiś czas temu, około miesiąc temu, badanie robione sztuczną inteligencją i ono mówiło to samo. Myślę więc, że ta możliwość wciąż jest realna. Ale mimo to, nadal mamy przywódców – mamy przywódców na całym świecie, tu nie mówię, że to ten czy tamten – którzy zachowują się, jakbyśmy mieli do czynienia z łukami i strzałami. To znaczy, możemy mieć gigantyczną globalną katastrofę, ale rozumujemy tak, jakbyśmy byli na etapie rozwoju, który był, 200, 500, 1000 lat temu. Tak myślą nasi przywódcy. Musimy radykalnie zmienić sposób postrzegania tej sprawy. Radykalnie. W przeciwnym razie możemy stanąć w obliczu kryzysu, bardzo, bardzo poważnego dla ludzkości. Nie tylko dla Ukrainy.

Problem cywilizacyjny

Czy korzenie tego problemu nie tkwią w swoistym partnerstwie publiczno-prywatnym; w interesach? Widzimy, że korporacje są o wiele bogatsze niż wiele państw. Wiemy, że lobbyści potrafią przekupić polityków. Właśnie, prezydent Trump oskarżył Ukrainę o korupcję. Czy chodzi przede wszystkim o pieniądze? O to, że interesy prywatne biorą górę nad interesami politycznymi, nad interesem publicznym?

– Ma Pani rację, ale tu nie chodzi tylko o to. Jest coś szerszego w zachodniej cywilizacji; w cywilizacji, która bierze swoje korzenie z chrześcijaństwa. Jezus mówi nam, że nie możemy służyć Bogu i pieniądzom. Można to przetłumaczyć tak: nie możemy służyć jednocześnie i ludzkości i pieniądzom. Albo służymy pieniądzom i oddajemy ludzi na służbę pieniądzom, albo służymy ludzkości i oddajemy pieniądze na służbę ludzkości. Dziś żyjemy w filozofii, jeśli mogę tak powiedzieć, w atmosferze nieustannego wzbogacania się, w pogoni za pieniądzem. Ludzie stają się bezwartościowi. Brak zainteresowania ich losem. Teraz rozważa się nawet eutanazję, gdy tylko ktoś przestaje być opłacalny. To straszne. Jesteśmy na ścieżce totalnego zdziczenia. I ma Pani rację: to jest główna przyczyna, ale możemy pogłębić tę kwestię. Jak wspomniałem wcześniej, oznacza to wszystko również, że my – zwłaszcza Europejczycy – zerwaliśmy z naszą chrześcijańską cywilizacją. No i proszę co mamy? Oczywiście, nigdy nie było idealnie, nawet gdy Europa była chrześcijańska. Nigdy nie było idealnie i nigdy nie będzie. Ale przez ponad tysiąc lat doświadczaliśmy gigantycznego postępu. A potem, od momentu, gdy zaczęliśmy porzucać nasze chrześcijańskie korzenie, nasze chrześcijańskie odniesienia polityczne, weszliśmy na ścieżkę dekadencji. Dziś wierzę, że docieramy do końca procesu. Tak mi się wydaje, to moja osobista ocena. Z pewnością mam argumenty, ale nie mogę ich jednoznacznie przedstawić, ponieważ wciąż jesteśmy w trakcie procesu, ale jesteśmy na jego końcu. Teraz będziemy musieli wybierać Będziemy musieli wybierać między kontynuowaniem tej ryzykownej drogi, z coraz większym prawdopodobieństwem zniszczenia dużej części ludzkości; a czymś innym. Może będzie kilku bardzo bogatych ludzi, którzy mieliby władzę, sztuczną inteligencję itd. I około 500 milionów, 2 miliardy, nie wiadomo dokładnie, i to nieważne, tych, którzy byliby niewolnikami. Więc albo będziemy dalej podążać tą drogą, co oznacza, że ​​to już nie jest prawdziwe człowieczeństwo, co jest okropne. Albo zmienimy perspektywę i oddamy wszystko – politykę, pieniądze itd. – na służbę ludzi i ludzkości. Na przykład, ja jestem w polityce we Francji. Więc jestem na służbie Francji i Francuzów, ale to odnosi się także do Polski i Polaków: tu chodzi o nie bycie na służbie pieniądzom lub władzy, ale na służbie dla ludzi. Nie wiem, czy wyraziłem się jasno.

Główne cele

Zdecydowanie! Prezydent Putin miał dwa główne cele: demilitaryzację Ukrainy i denazyfikację Ukrainy – tak powiedział. Wcześniej na Ukrainie stacjonowało około 250 000 żołnierzy. Najnowszy plan Unii Europejskiej zakłada, że ​​będzie ich 600 000, ale czytałam także że Unia Europejska chciałaby, aby nie było żadnych kwot ani limitów, i żeby Ukraina mogła przystąpić do NATO, jeśli zechce. Nie widzimy więc żadnego postępu w realizacji tego celu, prawda? Co więcej! Kiedy Ukraina została zaatakowana przez Rosję, NATO natychmiast ją zmilitaryzowało i nadal to robi.

– Tak, dokładnie, ale o to właśnie chodzi. NATO sprowokowało wojnę na Ukrainie. Patrząc z dłuższej perspektywy, z perspektywy 30 lat – to NATO sprowokowało wojnę na Ukrainie. Prezydent Trump w punkcie 9 chciał, aby w Polsce stacjonowały myśliwce. Polska nie została nawet zaproszona do Genewy przez Europejczyków, aby omówić kwestię planu z nimi… W rzeczywistości wygląda na to, że mamy trzy obozy. Wcześniej administracja Bidena wydawała się znacznie bardziej sprzyjająca Unii Europejskiej. Administracja Trumpa wydaje się brać dystans, przynajmniej w dyskusjach o nowej architekturze bezpieczeństwa. Nie widać jednak oznak, by chciała unikać militaryzacji Ukrainy. Wydaje więc się, że nie ma powodu, by wierzyć, że cel prezydenta Putina zostanie osiągnięty. Druga kwestia: denazyfikacja. Jeśli sięgniemy do II wojny światowej, możemy powiedzieć, że nazizm był rodzajem supremacji.

Ideologie

Właśnie wspomniał Pan o supremacji, prawda? Kilku ludzi, którzy sprawują władzę i w razie potrzeby kierują innymi, praktykując eutanazję. Tak więc, w istocie, mamy Rosję, która pozycjonuje się w obronie ludzkiej cywilizacji. Czy można to tak ująć? 

– To bardzo interesujące. Bardzo interesujące, ale jednocześnie potencjalnie dramatyczne. Jak najlepiej to wyrazić… To może być trochę długie, ale mam nadzieję, że będzie jasno wyrażone. Wszystkie cywilizacje w historii, z nielicznymi wyjątkami, wiedzą – wszyscy ludzie wiedzą – że istnieje dobro i że istnieje zło. Wiele religii nadało temu indywidualny charakter. Na przykład, dla Żydów to Jahwe i Baal. Dla muzułmanów to Allah i Iblis. Dla Chrześcijan to Bóg i Szatan. Wszyscy ci ludzie, wszystkie te cywilizacje wiedzą, mówią i przestrzegają, że dobro i zło nieustannie ze sobą walczą. I że to od nas, istot ludzkich, zależy, po której stronie staniemy. Jednakże, patrząc na historię w bardzo długiej perspektywie – nie tylko z ostatnich 15 dni, czy nawet 50 lat – Europa, a właściwie prawie wszystkie kraje europejskie, w sposób, który nigdy nie był idealny – wybrały to, co nazywamy stroną dobra, przeciwko stronie zła. Następnie rozprzestrzeniła ten wybór na całą ludzkość. Nie możemy zapominać, że nawet dzisiaj, jeśli są chrześcijanie, którzy w mniejszym lub większym stopniu tworzą chrześcijańskie społeczeństwa, cywilizacje i nauki, w Chinach, Indonezji, Ameryce Południowej, lub Afryce, to dlatego, że wszystko to znaleźli w Europie. Wszystko to pochodzi z Europy. Ale jednak przez kilka stuleci, stopniowo, w Europie, praktycznie wszędzie, ale szczególnie w Wielkiej Brytanii, we Francji i tak dalej, cóż, zmienialiśmy stronę!  Ludzie przeszli ze strony dobra na stronę zła. Dla zdecydowanej większości ludzi działo się to nieświadomie, nawet nie zauważyli. Byli prowadzeni przez kilku złoczyńców, kilku przestępców. I to zastąpiło zasady; mówię tu o polityce. Chrześcijańskie zasady polityczne zostały zastąpione ideologiami. Wszystkie ideologie mają wspólne cechy. Czy to nazizm, komunizm, wokeizm itd. – wszystkie ideologie, a jest ich multum – mają jedną rzecz wspólną: wykorzystują ludzką potrzebę absolutu, ludzką potrzebę całkowitości – do dzielenia, do tworzenia konfliktów i do oddzielania ich od Boga. Zatem ideologia to coś, co niszczy ludzkość, co niszczy cywilizacje. A żyjemy w czasach ideologicznych co najmniej od 1789 roku, a nawet znacznie dłużej. Warto zauważyć na przykład – to jest historyczny fakt – że Stalin i Lenin we Francji wspominali o roku 1789. Widziałem też jakieś pięćdziesiąt lat temu zdjęcie chińskiego przywódcy Mao Zedonga z oprawionymi w ramki podobiznami Voltaire’a i Rousseau za sobą. A przecież ci ludzie, podżegali, zapoczątkowali rewolucję francuską. Oni sami zostali przeszkoleni przez Brytyjczyków itd. Więc jesteśmy na drodze, na której widać, że zmieniliśmy stronę. To bardzo ważne. Przeszliśmy od obozu tych, którzy wybierali dobro zamiast zła, do obozu tych, którzy wybierają zło zamiast dobra. I tak oto znajdujemy się w takim okresie, ale z absolutnie gigantycznymi środkami destrukcji. I to może doprowadzić do czegoś dramatycznego. Nie wiem, czy odpowiedziałem na Pani pytanie.

Widmo głodu

Zdecydowanie, dziękuję. W poszukiwaniu pokoju jest też aspekt ekonomiczny: ziemia Ukrainy słynie z żyzności. Teraz trafiła ona w ręce funduszy inwestycyjnych, takich jak BlackRock, i zarówno plany Unii Europejskiej, jak i USA zakładają uprzywilejowany lub bezpośredni dostęp Ukrainy do rynku europejskiego. Zatem wszystko, co wyprodukowane będzie na Ukrainie, byłoby sprzedawane tutaj, na przykład we Francji. To nowe zagrożenie dla francuskich rolników?

– Tak, to jasne. Ma Pani rację: to nowe zagrożenie dla francuskich rolników, którzy obecnie, jak to określić… Niszczymy rolnictwo. I robimy to w imię globalizmu ekonomicznego. Ale co za tym stoi? Bo to jest tylko skutek. Oczywiście, skutek potencjalnie bardzo poważny, szczególnie dla francuskich rolników, ale nie tylko. Konsekwencje mogą być tragiczne. Jeśli jutro wojna znów się rozpęta, jeśli wybuchnie globalna wojna, Francja może nie być już w stanie zaopatrzyć się w żywność. I wtedy możemy mieć głód we Francji i Niemczech itd. Być może w Polsce, nie wiem. Możemy mieć takie konsekwencje! Ale znowu, co się za tym kryje? Ludzie wolą pieniądze! Niektórzy wolą pieniądze, pracują wyłącznie dla pieniędzy, a nie w służbie narodowi czy narodom, na przykład dla Francuzów czy Polaków. To radykalne odejście od polityki. Polityka ma służyć, to jest jej powołaniem. To muzułmański intelektualista uświadomił mi w Libanie. Byłem wtedy znacznie młodszy niż teraz… Rozmawialiśmy o polityce, a on powiedział mi, że różnica między muzułmańską a chrześcijańską koncepcją polityki jest bardzo prosta: „w naszej kulturze przywódca przejmuje władzę, by służyć sobie. W końcu niszczy, zabija, by służyć sobie. Tak jest w naszych krajach muzułmańskich”. Oczywiście, w praktyce nie zawsze tak jest, ale, powiedzmy, że to jest sedno sprawy. „Natomiast w twoim kraju, kraju chrześcijańskim, cóż – polityka wynika z tego, co Jezus powiedział swoim apostołom: ‚Nazywacie mnie nauczycielem i macie rację, nie przyszedłem, aby mi służono, lecz aby służyć’”. Rolą przywódcy jest być na służbie. To ogromna odpowiedzialność. Ale dziś całkowicie wszystko się odwróciło. Owszem, szkoda francuskich rolników; szkoda, jeśli kiedykolwiek we Francji, w Anglii itd. nastanie głód… Ale są tacy, dla których to nieważne. Oni zarabiają na tym pieniądze. A dzieje się tak, ponieważ odwróciliśmy znaczenie polityki. Polityki i wielu innych rzeczy. Osobiście przeprowadziłem wiele operacji wojskowych. Owszem, jeśli wojna jest konieczna, to jest konieczna. Ale musi rzeczywiście być konieczna! To bardzo ważne i nie chodzi tu o wojnę o pieniądze! Wojna, jeśli jest konieczna, musi być prowadzona zgodnie z zasadą wojny sprawiedliwej, zasadą wypracowaną przez naszych odległych przodków. Dziś nie mówimy już o zasadzie wojny sprawiedliwej, a jest to bardzo ważne. Celem musi zawsze być pokój, i to pokój jak najbardziej sprawiedliwy, jak to tylko możliwe. Wojna o pokój – owszem, a nie tylko o niszczenie, zabijanie itd. Dzięki wprowadzeniu ideologii, czy to nazizmu, komunizmu, zachodniego liberalizmu, itd., całkowicie odwróciliśmy rzeczy do góry nogami. Wierzę, że jeśli nie zmienimy się teraz, stopniowo – oczywiście nie możemy zrobić tego od razu – i nie powrócimy do starej koncepcji polityki w naszych krajach o chrześcijańskich korzeniach, to jesteśmy skazani na zagładę. Zmierzamy ku katastrofie. Naprawdę w to wierzę.

Motto przywódcy

Ze względu na aspekty techniczne? Ze względu na broń, którą dysponujemy? 

– Nie, nie chodzi o technologię, proszę Pani. Technologia jest w porządku, o ile służy ludzkości. Weźmy na przykład sztuczną inteligencję – to absolutnie wspaniałe odkrycie. To wspaniałe,  jeśli wykorzystamy to, by służyć ludzkości, będzie fantastycznie. Jeśli tego nie zrobimy – cóż, niektórzy to wykorzystają, a wszyscy inni zostaną zniewoleni. Tak się stanie.

Dobrze. Ale chcę powiedzieć, że mamy kryzys autorytetu, kryzysu legitymizacji autorytetu. Młodzi ludzie nie słuchają starszych, ludzie przestają wierzyć w rządy – to raczej sprzyja wojnom domowym, prawda?

– Absolutnie, tak jest. Ale to… przepraszam, powtarzam się: korzenie zawsze są w tym samym miejscu. Motto przywódcy – czy to głowy rodziny, lidera biznesu, przywódcy wojskowego, politycznego, czy kogokolwiek innego – powinno brzmieć: kochać, jednoczyć, służyć. Kochać, nie w sensie sentymentalizmu, ale dostrzegać i czynić to, co słuszne, dobre i sprawiedliwe dla tych, za których się odpowiada. Łączyć zamiast dzielić i służyć – zamiast być obsługiwanym. Cóż, dzisiaj robimy dokładnie na odwrót. Dokładnie na odwrót: bierzemy, co możemy i dzielimy, żeby zwyciężyć. Więc nieuchronnie prowadzi to do potencjalnie wybuchowych sytuacji, i to wszędzie, szczególnie we Francji. Doświadczamy tego każdego dnia i nie tylko Emmanuel Macron jest za to odpowiedzialny. To coś, co sięga daleko wstecz. Ale doświadczamy tego, jak sądzę, w Wielkiej Brytanii. Sytuacja, moim zdaniem, jest bardzo trudna również w Wielkiej Brytanii. Więc, tak: musimy się zmienić. Musimy zmienić nasze oprogramowanie, nasz sposób postrzegania rzeczy.

Wojna skończy się tylko na chwilę

Tak, ale jak to zrobić? Mam jeszcze jedną uwagę, która przychodzi mi na myśl w związku z planem zaproponowanym przez Trumpa: w ciągu trzech i pół roku wojny Ukraina straciła tysiące ludzi, wielu mieszkańców wyjechało by zamieszkać gdzie indziej, nastąpił wielki exodus, są pola minowe, doszło do ogromnych zniszczeń, a mimo to plan proponuje wielką amnestię. Mówimy o korupcji, ale nikt nigdy nie zostaje pociągnięty do odpowiedzialności. Mam wrażenie, że ta amnestia – to co dzieje się na Ukrainie, ale dzieje się również tutaj – polega na tym, że decydenci podejmują złe decyzje i nigdy nie ponoszą za nie odpowiedzialności. W rzeczywistości nie ma już sprawiedliwości, nie ma wyroków i nie ma egzekwowania wyroków. Ostatecznie to ci, którzy mówią coś przeciwnego w stosunku do władzy, trafiają do więzienia. Istnieją przestępstwa, ale nie ma już sprawiedliwości. Ci którzy podejmują złe decyzje lub dopuszczają się wykroczeń, nie są karani. Jak to możliwe? Jak to możliwe, że nasze społeczeństwa są tak skorumpowane?

– Ciągle z tego samego powodu. Z tego samego powodu. Zasadniczo, to ciągle to samo. A kończy się to tak, ponieważ ludzie, którzy podejmują złe decyzje, chronią się nawzajem. Przytoczę tu przykład – cóż, to dość stare i nie pamiętam dokładnie, kiedy, ale prezydent François Hollande i pani Merkel dali do zrozumienia, że ​​porozumienia mińskie były jedynie zasłoną dymną, mającą na celu zyskanie czasu na uzbrojenie Ukrainy. Zatem pośrednio, przyznali, że chcieli zbroić Ukrainę z myślą o wojnie z Rosją! Owszem, teraz muszą uważać. Boją się. Ja ich rozumiem. Więc chronią się decyzjami, takimi jak te którą Pani przytoczyła. I tak się odpuszcza winy. Oni się chronią. Nasze państwa są dziś całkowicie skorumpowane przez tę pseudo-politykę. Prawdziwa polityka polega na służeniu. Większość naszych państw jest całkowicie zdegenerowana przez tą błędną politykę, o której mówiłem wcześniej. Dlatego moim zdaniem, nawet jeśli wojna na Ukrainie teraz się skończy, to prawdopodobnie będzie to tylko chwilowa przerwa. A jeśli na Ukrainie skończy się całkowicie, to bardzo prawdopodobne, że wybuchnie ponownie inna wojna gdzie indziej.

Powstrzymać wojnę

Dobrze. Wracając do tego, co było mówione na początku: są ludzie wewnątrz NATO, którzy są podżegaczami wojennymi. Przejdźmy do rozwiązań, które można by zaproponować. Biorąc pod uwagę Pana generała wojskowe doświadczenie; zakładając, że jesteśmy skolonizowani; że nasze państwa są rzeczywiście skolonizowane umowami, regulacjami Unii Europejskiej, sojuszem z NATO i że państwa narodowe rzeczywiście chciałyby odzyskać pewną autonomię i uwolnić się od tego rodzaju endogamicznej kolonizacji. Jak to zrobić? Jaka metodę moglibyśmy zastosować?

– No cóż, ja używam innych słów, ale zmianę popieram od dawna, odkąd zacząłem myśleć o zaangażowaniu się w politykę. Ale żeby tak się stało, to potrzebny jest jakiś bodziec. Jaki bodziec będzie czynnikiem wyzwalającym? Nie namawiam do zamachów stanu, nie namawiam do rewolucji ludowych, nie namawiam do wojen itd. Nie, ale musi być jakiś czynnik wyzwalający. A co to będzie? Kiedy? Nie wiem. Musimy jednak przygotować się na ten impuls, a następnie odzyskać kontrolę, aby wznowić prawdziwą politykę w służbie narodów i ludzi. W przeciwnym razie, jeśli nie będziemy przygotowani, ryzykujemy, że nie będziemy w stanie nic zrobić.

No dobrze, ale jaki bodziec? Bo często słyszę o wojnie, o wojnie jako sposobie na przywrócenie równowagi.

– Tak, ostatecznie wojna jest czynnikiem wyzwalającym. Ale wojna jest przede wszystkim złem.

Ale generał Mandon we Francji…

– Tak, tak, generał Mandon… 

Powiedział, że trzeba przygotować dzieci na wojnę.

– Szczerze mówiąc, nie rozumiem. Bo jako szef sztabu sił zbrojnych musi być poinformowany. Musi mieć pewną wiedzę; jeżeli nie to znaczy że wiele się zmieniło od czasu od kiedy odszedłem z wojska…  Wiec musi wiedzieć, jak już wcześniej wspomniałem, że źródłem wojny na Ukrainie jest NATO. Za tą wojną stoi NATO. Tak jest. On to wie na pewno. Co więcej, wie, że Rosja nie żywi do Francji żadnej nienawiści. Wręcz przeciwnie, i wie też, że, jak powiedział to kiedyś pewien francuski polityk, Talleyrand: „Wiem, jak wyciągnąć niedźwiedzia z jaskini, ale nie wiem, jak go tam z powrotem zaciągnąć”.  Niedźwiedź to symbol Rosji. A szef sztabu sił zbrojnych wie o tym wszystkim. A więc nie rozumiem, dlaczego jako szef sztabu tak powiedział. Ale powiedział, a więc albo on sam uważa, że ​​musimy iść na wojnę, albo otrzymał taki rozkaz od prezydenta Macrona.  Powiem od razu, że gdybym ja otrzymał taki rozkaz, natychmiast bym podał się do dymisji i bym to upublicznił. Nie wykonałem pewnych rozkazów podczas operacji, ponieważ były one sprzeczne z moim zawodowym, humanitarnym, i chrześcijańskim sumieniem. W tym momencie zrezygnowałbym. Kropka. Bo jeśli tak dalej pójdzie, to owszem, będziemy mieli wojnę z Rosją! I powtórzę, będziemy za to odpowiedzialni. Więc całkowicie się z takimi wypowiedziami nie zgadzam, ale cóż nie mam odpowiedzialnej funkcji. 

A zatem, żeby było jasne, Fabien Mandon, szef sztabu generalnego, powiedział przed kongresem burmistrzów, że Francuzi muszą przygotować swoje dzieci do wojny. Wypowiedz ta wywołała prawdziwe oburzenie. 

– Tak, to wywołuje zamieszanie. A to jeszcze nie koniec. Moim zdaniem, będą konsekwencje. 

Zdradzony de Gaulle

W 2026 roku odbędą się wybory samorządowe, a w 2027 roku – prezydenckie. Emmanuel Macron nie będzie mógł ponownie kandydować, ponieważ będzie już po dwóch kadencjach do których ma prawo. Czy sądzi Pan, że możemy liczyć na zmianę polityki, jeśli we Francji powstanie kolejny rząd?

– Mam doświadczenie z 2017 roku. Kandydowałem na prezydenta. Oficjalnie, uzyskałem 84 podpisy, podczas gdy wymagane jest 500. Ja… wiem. Nie powiem, jakie mam źródła, ale tak naprawdę miałem ich ponad 1000. I cóż, powiem tak, doszedłem do wniosku, że system polityczny we Francji jest całkowicie zablokowany.  To jest to, co sam de Gaulle nazwał katastrofalnym systemem partyjnym. Dziś praktycznie wszyscy politycy nazywają siebie gaullistami, a mimo to zdradzają de Gaulle’a.  Bo od momentu odejścia de Gaulle’a przywrócono katastrofalny system partyjny który blokuje wszystko. A ja byłem kandydatem z zewnątrz. Więc zostałem zablokowany. I jeśli ten katastrofalny system partyjny nie zostanie zdemontowany, cóż, Francja będzie dalej upadać. Bo partie polityczne w istocie sprawują to, co można nazwać tyranią de facto. To nie jest tyrania krwawa, chociaż faktycznie sprawują tyranię: nie wolno nam tego robić, jesteśmy zmuszani do tamtego itd. Nie ma już prawdziwej wolności. I zdecydowana większość polityków we Francji nawet już nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie zdają sobie nawet sprawy, że system sprawuje nad nami tyranię. I twierdzą, że żyjemy w demokracji…. Od dawna nie żyjemy w demokracji. Więc, żeby zmienić Francję, cóż, musimy położyć kres katastrofalnemu systemowi partyjnemu. To właśnie zrobił de Gaulle, ale to trwało tylko 10 lat. Bo po jego odejściu wróciliśmy do systemu partyjnego. A więc, można to tak określić, nie możemy zmienić sytuacji we Francji, dopóki nie pozbędziemy się tego katastrofalnego systemu. No więc, jak to zrobić? Jak to zrobić? Słucham.

Zamknięty system

Chciałam tylko wyjaśnić polskim słuchaczom, że wspomniany przez Pana system parrainage (patronatu) to reforma wprowadzona przez prezydenta Hollande’a:  aby kandydat na prezydenta mógł kandydować, musi uzyskać co najmniej 500 podpisów burmistrzów. To wszystko. No i oczywiście, pojawiają się przeszkody. Są trudności w ich zdobyciu.

– Jest jeszcze coś, proszę Pani. Kiedyś, aż do czasów Mitterranda, trzeba było mieć 200 tajnych poparć. To znaczy, kandydat otrzymywał poparcia od burmistrzów i przynosił podpisy do Rady Konstytucyjnej. Potem liczba potrzebnych poparć wzrosła do 500, i wraz z reformą prezydenta Hollande’a sprawa stała się publiczna. Oznacza to, że burmistrz przesyła swoje poparcia bezpośrednio do Rady Konstytucyjnej, który waliduje lub nie. A kandydat czeka. Nie ma go. Więc, że tak powiem, to już samo w sobie jest dla burmistrza bardzo niekorzystne, ponieważ jest wystawiany na widok publiczny; a to może stwarzać mu problemy z jego wyborcami, współpracownikami itd. I może to mu stwarzać również problemy z Radą Departamentu, z Radą Regionu…

Wiem na pewno – nie będę wymieniał nazwisk – że w 2017 roku były co najmniej dwa regiony, w których prezydent regionu powiedział swoim burmistrzom: „Jeśli oddacie głosy na Tauzina, to nie dostaniecie dotacji”. Kilku burmistrzów mi to mówiło. We Francji system jest całkowicie zablokowany na korzyść partii politycznych. Musimy znaleźć sposób, żeby to zmienić. I myślę, że nie jest to jedyny kraj który jest w takiej sytuacji. Myślę, że Wielka Brytania również jest w złej sytuacji. Niemcy też mają problem. Jeśli więc nie zmienimy systemu, będziemy trwać w pułapce.

Zapaść edukacji

O ile się nie mylę, po powrocie z Anglii de Gaulle mógł polegać właśnie na administracji, na prefektach, którzy zajmowali się codziennym porządkiem w kraju i zapobiegli przejęciu administracji przez elitę amerykańską, która chciała przejąć kontrolę nad Francją. Czy uważa Pan, że administracja jest nadal tak patriotyczna, jak w 1945 roku?

– To zupełnie inna sytuacja. Wychodziliśmy z niemieckiej okupacji, z wojny itd. To zupełnie inna sytuacja. A poza tym, co jest bardzo ważne, wciąż istniało poczucie tożsamości narodowej, więzi narodowe, które całkowicie, nie do końca, ale które przez lata bardzo zniszczyliśmy, choćby poprzez edukację. Edukacja we Francji to dziś prawdziwa katastrofa. Podczas gdy 30, 40 czy 50 lat temu mieliśmy absolutnie niezwykły system edukacji, teraz to katastrofa. ENA, którą nazywają narodową szkołą administracji, ja nazywam ją narodową szkołą analfabetyzmu, otępienia. I wszędzie jest tak samo. To oznacza, że dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna… Oczywiście, zawsze są ludzie, którzy mają Francję w sercu, ja do nich należę, i którzy są naprawdę gotowi poświęcić się dla kraju, ale jest też ten system partyjnych struktur władzy, plus wszystko, co się za tym kryje… Wszystkie ideologie, masoni, o których nigdy nie rozmawiamy, ale którzy za tym wszystkim stoją.

Łączenie

Think tanki, grupy refleksyjne, masoni, kluby myśli, ideologii…

– Think tanki, kluby ideologiczne, które myślą tylko o rozwijaniu swojej ideologii, by rządzić, i to rządzić metodą tyrana! Pisałem jakiś czas temu, i podtrzymuję tę myśl, że dziś w wielu krajach zachodnich – zwłaszcza we Francji. Nie wiem, nigdy nie byłem w Polsce, proszę pani, więc nie wiem, czy to to samo, ale myślę, że nie. A więc, w wielu krajach zachodnich ludzie są teraz niczym więcej niż producentami i konsumentami, zanim staną się reliktami nadającymi się jedynie do eutanazji, ponieważ kosztują więcej, niż cokolwiek dostarczą. I to jest absolutnie tragiczne. Musimy tu wprowadzić radykalne zmiany. Jak więc to zrobić? Potrzebujemy do tego liderów. Do tego potrzeba ludzi, którzy są naprawdę gotowi dać z siebie wszystko, ale z poczuciem obowiązku; to znaczy: „jestem tu, by rządzić, a rządzenie oznacza służbę, i to nie służenie sobie”. Oznacza łączenie, a nie dzielenie. Tacy ludzie istnieją, mamy takich we Francji; każdy kraj ma takich ludzi, ale jak ich wprowadzić do władzy, to jest cala kwestia, i to nie jest łatwe.

Rozumiem; musimy umieścić kościół na powrót w centrum wsi, a człowieka w centrum wszystkiego.

– Dokładnie – musimy przywrócić kościół do centrum wioski. Zgadzam się.

Dziękuję bardzo za wywiad.

– Ja dziękuję bardzo i jestem do dyspozycji, jeżeli będzie potrzeba kolejnej rozmowy

Dobrze, dziękuję, bardzo chętnie, dziękuję bardzo.

Rozmawiała Aleksandra Klucznik-Schaller

Sami pójdą na rzeź

Sami pójdą na rzeź

1. grudnia 2025 wojcik/sami-pojda-na-rzez

Cały blog jako bezpłatny eBook w formacie pdf.

Eutanazja musi być niezbędnym narzędziem naszych przyszłych społeczeństw, w każdym przypadku. Oczywiście, nie będziemy mogli wykonywać egzekucji ani organizować obozów. Pozbędziemy się ich, wmawiając im, że to dla ich własnego dobra.

Kto to powiedział? Nie był to Bill Gates ani Klaus Schwab. Autorem tych słów nie jest również George Soros. Zostały one wypowiedziane w tym samym roku, kiedy Microsoft przedstawił światu swój pierwszy 8-bitowy system operacyjny MS-DOS.

Jacques Attali, doradca François Mitterranda, byłego prezydenta Francji, napisał w 1981 roku: „W przyszłości wyzwaniem będzie znalezienie sposobu na redukcję populacji. Zaczniemy od osób starszych, ponieważ po ukończeniu 60. lub 65. roku życia żyją dłużej, niż produkują, a to staje się bardzo kosztowne dla społeczeństwa. Następnie od słabych, a potem od bezużytecznych, tych, którzy nic nie wnoszą do społeczeństwa, ponieważ ich liczba stale rośnie, a wreszcie, i przede wszystkim, od głupich. Eutanazja jest skierowana właśnie do tych grup”.

Nadmiernie duża i w dużej mierze niepotrzebna populacja jest zbyt kosztowna dla społeczeństwa. Z perspektywy społecznej o wiele lepiej dla ludzkiej maszyny będzie, jeśli nagle ustanie, zamiast stopniowo się pogarszać. Nie będziemy w stanie zdać testów inteligencji na milionach ludzi.

Możesz sobie wyobrazić. Znajdziemy coś lub coś stworzymy. Pandemia, która dotknie konkretne osoby, prawdziwy kryzys gospodarczy czy nie, wirus, który dotknie osoby starsze – to nie ma znaczenia.

Słabi i bojaźliwi ulegną. Głupi uwierzą w to i będą błagać o leczenie. Zapewnimy, że leczenie będzie zaplanowane. Leczenie, które będzie rozwiązaniem. Selekcja idiotów dokona się więc sama. Pójdą sami na rzeź.

Nie można tego jaśniej ująć. A już są ludzie, których chcą się pozbyć – osoby starsze. Zasadniczo pokrywa się to z ludźmi, którzy teraz… mam na myśli priorytetowe traktowanie szczepień. Najpierw osoby starsze, a teraz niepełnosprawni dostają produkty Johnson & Johnson i tak się to mówi. Mają je oferować bezdomnym i tak dalej.

A teraz chcę podkreślić ten punkt: ten fragment pochodzi z książki Krótka historia przyszłości, wydanej w czasopiśmie „Franka” w 2006 roku. Jacques Attelier jest francuskim ekonomistą i założycielem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Źródło: Telegram 28.11.2025 r. 20:00.

Jeżeli nadal jeszcze uważasz, że nikt o zdrowych zmysłach nie będzie propagował depopulacji, to jesteś właśnie jednym z tych, którzy idą dobrowolnie na rzeź naturalnie jedynie po to, by uszczęśliwić całą ludzkość. Nasza „przeludniona” planeta z trudem wytrzymuje te 59 osób na kilometr kwadratowy – taka jest średnia gęstość zaludnienia całego globu. Zgadza się, nie jest to obiektywna wartość. Są niezamieszkałe regiony wysokogórskie, pustynie i okolice biegunów, które wypadałoby odliczyć. Pomimo tego mamy wystarczająco dużo możliwości, aby wyżywić oraz zaopatrzyć w energię i niezbędne produkty nawet 20 miliardów Ziemian.

Eutanazja jest świadomie manipulowaną teorią, podobnie jak oszustwo globalnego ocieplenia, służące interesom garstki miliarderów. Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie „Journal of Death and Dying” bije na alarm: Kanada mogłaby zaoszczędzić 1,2 biliona dolarów na kosztach opieki zdrowotnej w latach 2027–2047, poddając eutanazji 14,7 miliona osób, zamiast zapewniać im opiekę paliatywną.

9 milionów osób starszych, 4 miliony osób chorych psychicznie/z myślami samobójczymi, 300 000 rdzennych mieszkańców, osoby uzależnione i bezdomne. To stanowiłoby prawie 40% populacji. Badanie analizuje nawet scenariusz niedobrowolny(!). Krytycy otwarcie nazywają to programem eugenicznym sankcjonowanym przez państwo. Liczby już gwałtownie rosną: W 2024 roku prawie 10 000 osób zmarło w wyniku eutanazji – o 10% więcej niż w roku poprzednim.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Brutalny napad w Koninie na wolontariusza „Pro-Prawo do Życia”. Bandycki „ochroniarz dworca”.

Brutalny napad na wolontariusza w Koninie


Brutalny napad na wolontariusza w Koninie

Adam, wolontariusz Fundacji Pro-Prawo do Życia, został brutalnie napadnięty przez ochroniarza dworca PKP w trakcie zgromadzenia publicznego w Koninie. Rozwścieczony widokiem prawdy o aborcji napastnik usiłował zakuć Adama w kajdanki (!) po czym zaatakował Adama gazem i powalił go na chodnik. Fundacja zwraca uwagę, że atak miał miejsce u progu Adwentu. Sytuacja przypomina o tym, że oczekiwanie na przyjście Zbawiciela to nieustanna walka, a bycie chrześcijaninem ma wiązać się z gotowością do tego, aby być prześladowanym za głoszenie prawdy.

https://stronazycia.pl/ochroniarz-dworca-napada-na-uczestnikow-rozanca-w-koninie

Adam koordynował uliczną akcję informacyjną na temat aborcji, którą Fundacja Pro-Prawo do Życia zorganizowała w Koninie. Wolontariusze rozstawili się na chodniku przed wyjściem z dworca kolejowego. Akcja była pokojowym, legalnym i zgłoszonym do odpowiednich organów zgromadzeniem publicznym. W żaden sposób nie przeszkadzano przechodniom, nie blokowano ruchu ani nie utrudniano wyjścia z budynku. Wolontariusze po prostu stali w tym miejscu z banerami, namiotem i megafonem.

W pewnym momencie działacze Fundacji zostali napadnięci przez ochroniarza dworca. Najpierw agresywny i pobudzony mężczyzna krzyczał, że nie mam zgody na rozkładanie się w tym miejscu (jest to przestrzeń publiczna i nie potrzeba do tego żadnej zgody). Zaczął szarpać namiot Fundacji, krzyczeć i denerwować się. Adam zażądał, aby zaprowadził go do swojego przełożonego. W reakcji na słowa Adama ochroniarz wyjął kajdanki i usiłował skuć nimi wolontariusza. Adam wyrwał mu się po czym drugi wolontariusz zadzwonił po policję.

Chwilę później ochroniarz po raz kolejny wybiegł z budynku. Bandycko zaatakował Adama gazem i powalił go na chodnik krzycząc przy tym: „na glebę!”.

Na szczęście w tym momencie przyjechała policja i funkcjonariusze ochronili oślepionego gazem Adama przed dalszą przemocą. Pomimo pojawienia się służb, ochroniarz dalej był agresywny i w obecności funkcjonariuszy groził Adamowi.

Po stronie wolontariuszy Fundacji stanął również miejski urzędnik, który był na miejscu zgromadzenia. Nie tylko podkreślał, że zgromadzenie jest legalne, ale również wezwał karetkę, która początkowo nie chciała przyjechać, ale dzięki argumentacji urzędnika przyjechała i udzieliła pomocy Adamowi. Wolontariusz dopiero po ponad godzinie mógł częściowo pozbyć się bólu oczu i je otworzyć.

Atak komentuje Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia:

„To był bandycki napad motywowany nienawiścią. W wyniku nagonki mediów i polityków tak reagują kolejne osoby na widok prawdy lub dźwięk modlitwy. Doszło do niego tuż przed rozpoczęciem Adwentu. Sytuacja jest wymowna. Doskonale przypomina nam o tym, że oczekiwanie na Zbawiciela oznacza nieustanną walkę, a także to, że jeżeli chcemy być chrześcijanami, to musimy być gotowi na to, aby cierpieć prześladowania za Prawdę, Dobro i Piękno. W trakcie radosnego oczekiwania nie możemy zapominać, że okres narodzin Pana Jezusa to również pogarda okazana w Betlejem Świętej Rodzinie, spisek i intryga Heroda oraz rzeź niewinnych młodzianków. Jeżeli chcemy dobrze przygotować się do Bożego Narodzenia to musimy pamiętać, że każdego dnia mamy obowiązek dawać świadectwo Prawdzie, co wiąże się z prześladowaniami.

Nasi wolontariusze każdego dnia wychodzą na ulicę aby głosić prawdę o aborcji i deprawacji dzieci oraz żeby modlić się w intencji odnowy moralnej Polski i Polaków. Regularnie doświadczamy kolejnych ataków, napadów, aktów nienawiści i terroru. Nie poddajemy się jednak gdyż wiemy, że życie chrześcijanina to cierpienie i walka. Oczekiwanie narodzin Zbawiciela dodaje nam w tej walce nadziei i odwagi. On urodzi się po to, aby następnie swoim cierpieniem i śmiercią na krzyżu nas ocalić. My mamy z Jego pomocą wytrwać w naszej codziennej walce do końca, dzięki czemu kiedyś możemy mieć udział w radości Zmartwychwstania.”

Fundacja informuje, że w kwestii bandyckiego napadu w Koninie zostały już podjęte kroki prawne, a sprawa zostanie skierowana do sądu.

Fundacja Pro-Prawo do Życia

Co młodzi amerykańscy izolacyjności sądzą o reszcie świata? [gadanie]

  • Co amerykańscy izolacyjności sądzą o Ukrainie i Polsce?
  • Jakie mogą być następstwa rozmów pokojowych dot. wojny na Ukrainie?
  • Czy pozycja Wołodymyra Zelenskiego się chwieje?
  • Jakie są największe problemy ukraińskiej armii?

Odpowiedzi na te oraz wiele innych pytań udzielił w rozmowie z Patrycjuszem Wyżgą Daniel Szeligowski, analityk, kierownik programu Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych oraz gość kolejnego odcinka programu „didaskalia”!

Serdecznie zapraszamy do oglądania.

00:00:00 Najlepsze fragmenty

00:02:02 Amerykańscy izolacjoniści

00:15:55 Sytuacja na Ukrainie

00:25:40 Rozmowy pokojowe

00:35:32 Kwestia wyborów

00:50:00 Akceptacja dla zawieszenia broni

01:00:22 „Putin musi pozbyć się Zelenskiego”

01:04:09 Problemy ukraińskiej armii

01:09:40 Ukraina vs. propozycje pokojowe

01:21:35 Dwa scenariusze dla Ukrainy

01:26:29 News na żywo: Jermak odchodzi

Chrześcijanin w zwierciadle duszy żyda. Obraz niewiernych w Talmudzie

Chrześcijanin w zwierciadle duszy żyda. Obraz niewiernych w Talmudzie

Sławomir Wełniński Zawsze Wierni nr 1/2023 (224)

Wszystkie zdania napisane w cudzysłowie, bez odwołania w przypisie, pochodzą z książki ks. Justyna Pranajtisa pt. Chrześcijanin w Talmudzie i z książki ks. dr. Stanisława Trzeciaka Talmud o Gojach, a kwestia żydowska w Polsce.

=======================

Jak mówi Talmud: „w przypadku, gdy zdania uczonych w prawie nie są zgodne w tej samej kwestii, należy wierzyć, że oba są słowami Boga i oba są natchnione i właściwe”

===================================

Słowem wstępu, nim przejdziemy do dalszych rozważań dotyczących obrazu chrześcijan rysowanego przez talmudyczny judaizm, co pokrótce będzie przedmiotem tego tekstu, należy wyjaśnić, czym jest dla żydów Talmud, w którym skodyfikowane zostały normy postępowania dotykające najdrobniejszych dziedzin życia.

Talmud składający się z Miszny1 (tj. z tekstu regulującego jakieś prawo) i Gemary2 (czyli komentarza zawierającego ostateczne rozstrzygnięcie w danej kwestii) przez żydów uważany jest za zbiór przepisów, w którym „zawiera się nauka”. Talmud dla żydów jest księgą świętą, ważniejszą od Pisma Świętego, z którego wykluczają Nowy Testament i księgi według nich apokryficzne (Księgi Machabejskie, Barucha, Tobiasza etc.).

W„Talmud żydzi wierzą, jak w objawienie Boskie”. W Talmudzie, „nie wolno nic zmienić, ani dodać, ani ująć”, bo to święta „nietykalna księga”, ponadto „ten, kto czyta Biblię bez Miszny i Gemary, jest jak ktoś, co nie wierzy w Boga”. Według nich „nawet sam Pan Bóg uczy się Talmudu i radzi się rabinów uczonych w Talmudzie”3, bo „ktokolwiek nie słucha rabinów, zasługuje na śmierć i będzie ukarany przez poddanie gotowaniu w piekle”.

„Żydzi są boscy”, co w konsekwencji oznacza, że „żaden rabin nie może nigdy pójść do piekła”. Kolejną korzyścią, która wynika z „boskości żydów”, jest to, że „Rabin debatuje z Bogiem i pokonuje Go”. Co więcej, „Bóg przyznaje, że rabin wygrał z Nim debatę”.

———————–

W ogólnym ujęciu jest to zbiór prawa precedensowego sformułowanego w postaci casusów rozstrzygającego kwestię koszerności/niekoszerności, a zatem prawowierności lub jej braku. Wielu rabinów uznaje Mojżesza za autora Talmudu, w którym to prawa mojżeszowe są zachowywane, ale pojmowane w takim duchu i tłumaczeniu, jakim nada im Talmud. Wszystko jest przesiąknięte duchem Talmudu.

Warto odnotować, że po klęsce Żydów w wojnie z Rzymianami nastąpiła transformacja judaizmu świątynnego, judaizmu, w którym został wychowany Jezus przez Józefa i Maryję, w judaizm rabiniczny4.

Wraz z wynalezieniem druku pojawiają się także pierwsze egzemplarze Talmudu (pierwsze wydanie w Wenecji w roku 1520). Żyjący w swoich zamkniętych społeczeństwach żydzi, obawiając się nieprzychylnych reakcji chrześcijańskiego otoczenia, bardzo szybko zaczynają świadomie usuwać z Talmudu fragmenty z pejoratywnymi wzmiankami o Jezusie i chrześcijanach5.

Teksty te z założenia nie stanowią źródeł historycznych o życiu Jezusa z Nazaretu i Jego uczniów, ale są raczej rabiniczną interpretacją tego, co się wydarzyło, przedstawioną w sposób jednoznacznie negatywny. Nie powinno więc dziwić, że Talmud często stawał się w owym czasie ofiarą palenia na stosie za swe obłudne antychrześcijańskie nauki. Rzekomo ostatnie spalenie Talmudu w Polsce miało miejsce w 1757 r.

Doszło do niejawnego zakazu drukowania „cokolwiek złego o czynach Jezusa” i Jego wyznawców, zastrzegając, że wiedzę tę można tylko przekazywać ustnie. Ponadto ci, którzy „wykładają gojom mądrości talmudyczne, ponoszą najwyższą odpowiedzialność moralną”. Przekład Talmudu „jest grzechem nieodpuszczalnym”.

W późniejszych wydaniach Talmudu brakuje całych ustępów, a w innych w ich miejscu pojawiają się słowa lub znaki, których nie sposób laikowi rozszyfrować. Niepodobna więc odczytać prawdziwe intencje, które kierowały autorem. Zastosowanie przekazu ustnego może sugerować, że ktoś chce ukryć prawdziwe znaczenie akapitów odnoszących się do „niewiernych”6, „w obecności których, żyd nie schyli się nawet [wtedy], gdy cierń wbije się w jego nogę lub rozsypią się pieniądze, żeby nie wydawało się, że mu cześć oddaje”.

Pomimo takiej formy cenzury w kręgach chrześcijańskich pojawiały się publikacje na temat rabinicznego wizerunku Jezusa i chrześcijan.

Wielowiekowe żydowskie nauczanie pogardy przekłada się na zakazy wszelkich religijnych kontaktów z chrześcijanami, którzy są „nieczyści” z powodu braku „oczyszczenia”, to jest braku obrzezania, a co zgodnie z Talmudem zamyka automatycznie drogę do nieba. Kontynuując wątek, Talmud mówi, że żyd obrzezany jest obdarzony tak wielką godnością, że „z nim nikt, nawet anioł równać się nie może, jest on równy niemal Bogu”.

Na kartach Talmudu wyznawców Chrystusa określa się wieloma obraźliwymi określeniami, jak np. „akum”, „bałwochwalcy”, „gorsi od Turków”, „goje”, „czciciele gwiazd i planet”, „słudzy bożków”, „heretycy nie zasługujący na miano partnera w religijnej dyspucie”, „niegodziwcy”, „nieczyste zwierzęta plugawe jak pies lub świnia”, „obdarzone postacią ludzką”, „rozmnażają się w sposób zwierzęcy i mają skłonności do czworonożnych”, „jako nieludzie równi gnojowi”, „mężobójcy”, „rozpustnicy”, „synowie diabła”, „dusze złe i nieczyste”, „po śmierci idą do piekła”, „ciała umarłych chrześcijan to ścierwo bydlęce”. Ta lista nie wyczerpuje całej gamy zwrotów stosowanych w stosunku do chrześcijan.

W tekstach talmudycznych występują także passusy, które ujawniają pogardę rabinów wobec ksiąg, które używane są przez chrześcijan. Ostrze krytyki było skierowane zarówno wobec zwojów będących odpisami pism żydowskich, jak i wobec Ewangelii coraz bardziej rozpowszechnionych pod koniec I wieku po Chr. W Talmudzie wobec pism chrześcijańskich używa się dwóch określeń: pisma heretyków (sifre ha-minim) bądź księgi niegodziwości (giljonim). Rabini deprecjonują świętość tych pism oraz ich prawny autorytet. Księgi te „nie powinny być ratowane”, po usunięciu z nich „świętego imienia Boga (tetragram), resztę należy spalić”7.

Księgi Halachy i Hagady, stanowiące integralną część Talmudu, przedstawiają nam przypowieści o panowaniu narodu żydowskiego nad innymi, których to tradycja talmudyczna nakazuje nie traktować jako ludzi, ponieważ nimi nie są. Jak przekonują nas mędrcy żydowscy, goje – nie są Boskim tworem, ponieważ „zostali stworzeni przez demony”, są bez iskry Bożej i posiadają puste ciało.

Wydawać by się mogło, że tradycja ta zupełnie zanikła wśród żydów, że porzucili oni błędne pojmowanie co do tej kwestii. Nic bardziej mylnego: dzisiaj ta tradycja jest żywa. Zmarły zaledwie dwa wieki temu rabin Szneur Zalman z Ladów, założyciel sekty chasydzkiej Chabad-Lubawicz (której to przedstawiciele są goszczeni w budynkach Kancelarii Prezydenta czy też Kancelarii Sejmu przy okazji corocznego zapalania świeczek chanukowych8, w którym to rytuale świeckim biorą udział prominentni goje) w swoim traktacie talmudycznym Tanja9, który jest obecnie jedną z najpoczytniejszych ksiąg żydowskich na świecie, przedstawia obraz „Boga ekskluzywnego, żydowskiego”, Boga dobrego tylko dla żydów. Mamy do czynienia z kultem wykluczającym, przesiąkniętym rasizmem duchowym10. Na takim podłożu wyrosły i są nim karmione oraz motywowane zakazy wszelkich religijnych kontaktów z chrześcijanami. Z tego wynika też przekonanie że „żyd, który staje się chrześcijaninem, przestaje być żydem”.

Skoro Talmud wyjaśnia nam, kto jest stworzony do panowania nad światem, pozostaje w związku z tym pytanie, w jakim celu Bóg stworzył człekokształtnych gojów. Otóż po to, by służyli oni żydom. Jedyną kontrowersją pomiędzy uczonymi w piśmie, jest kwestia tego, ilu gojów ma przypadać na jednego pobożnego żyda po tryumfie narodu wybranego.

W tym miejscu można posłużyć się cytatem obrazującym stosunek żydów do nieżydów. Jako, że goje uważani są za zwierzęta, mają „służyć żydom dniem i nocą, i nie można im dać nigdy spoczynku od tej niewoli”. Jest tak dlatego, że: „Nie przystoi, bowiem Izraelicie, aby mu służyły zwierzęta we własnej postaci, lecz zwierzęta w ludzkiej postaci”.

W podobnym tonie, podczas wystąpienia w synagodze wypowiedział się rabin Owadia Josef, który stwierdził, że „goje rodzą się tylko po to, by nam służyć. Bez tego nie mieliby po co istnieć na tym świecie”. Po co goje są potrzebni? „Będą pracować, będą orać, będą zbierać plony. My zaś będziemy tylko siedzieć i jeść jak panowie”, następnie porównał „nieżydów do zwierząt pociągowych, którzy otrzymują długie życie, po to by dobrze pracować dla żyda”11. Żydzi w przesadnym pojęciu o przywilejach płynących z synostwa Abrahamowego uważają zatem, że tylko im należy się uprzywilejowane stanowisko na świecie, a wszystkie narody powinny być ich niewolnikami.

W związku z przedmiotowym traktowaniem „nieczystych, niegodnych obcowania z żydami” jako nierównych sobie godnością wynikają dla przedstawicieli narodu wybranego pewne determinanty, którymi powinni kierować się w swoim postępowaniu, tj. „unikać gojów, gdy tylko to jest możliwe, i starać się ich zniszczyć”.

Jeżeli chodzi o pierwszą wspomnianą kwestię „szczególnie należy to czynić przed świętami chrześcijan, gdy całe trzy dni przed nimi należy ich unikać”. Żyd nie powinien składać życzeń chrześcijanom, „chyba że wiązałoby się to z jakąś nieprzyjemnością dla niego”, ale nie niesie to ze sobą żadnych konsekwencji, gdy je „natychmiast odwoła w duszy”. Podobne reguły obowiązują w przypadku odpowiedzi na pozdrowienia ze strony goja.

Talmud, w swej ksenofobicznej, podszytej agresją, plemiennej retoryce, idzie dalej: otóż nakazuje zwalczać chrześcijan przez „szkodzenie im wszystkimi sposobami – przez co zmniejszać ich władzę i przygotować upadek”, natomiast „gdy jest to możliwe, żyd może i powinien mordować chrześcijan bez żadnej litości”, gdyż żyd zabijający chrześcijanina według Talmudu „nie grzeszy, lecz składa Bogu przyjemną ofiarę”. Według niektórych rabinów samo „studiowanie prawa żydowskiego przez gojów zasługuje na karę śmierci”. Gdzie tylko okaże się możliwym, to według Talmudu „żydzi mają prawo zabijać chrześcijan bez miłosierdzia, ponieważ świat do żydów należy, a chrześcijanie przeszkadzają im w opanowaniu go”. Czy to nie fanatyzm dalej posunięty niż w Koranie?

Poważnym problemem roztrząsanym przez rabinów była kwestia, czy należy ratować goja w szabat. Otóż należy, gdyby brak reakcji miał zaszkodzić żydom. To dzieło rabiniczne mówi także o tym, aby „z całą chytrością nie robić nic, co by miało odwrócić zgubę gojów; chorych nie leczyć”, jednakże gdy wymaga tego etyka sytuacyjna, żyd może pomóc gojowi, gdy „uzasadniona jest obawa poniesienia konsekwencji”.

Gdy chodzi o praktyczne konsekwencje zastosowania zasad rabinicznych w relacjach handlowych dnia codziennego, to w świetle pouczeń płynących z żydowskiej nauki „z każdego goja można ciągnąć korzyści”. Co więcej, dozwolone jest, aby „do tego używać podstępu, fałszerstwa i innych niecnych czynów, by wywieść go w pole”.

Jako że goje to „bydlęta”, więc „można im bezkarnie zabierać rzeczy do nich należące, w każdy sposób” – nie wyłączając oszustwa. Żyd „nie kradnie postępując w ten sposób, lecz odzyskuje, co jest jego”, tak więc „wszystkie majętności gojów są jakby opuszczone, kto je pierwszy zabiera, ten jest ich panem”.

Co więcej, „nie wolno ostrzegać gojów mylących się w interesach, ani nie wolno oddawać rzeczy znalezionej, jeżeli jej właścicielem jest goj”, a ponadto „wolno jest żydowi udawać chrześcijanina dla lepszego oszukiwania”.

Ponadto jeżeli chodzi o pognębienie chrześcijanina w sądzie, to Talmud pozwala żydowi na „wszelkie oszustwo, kłamstwo i nawet na krzywoprzysięstwo”. Żyd może z przysięgi „dowolnie korzystać, by zwieść niewiernych, a zarazem w każdej chwili może ją odwołać i unieważnić w sercu”.

Korzystania z usług nieżyda należy wystrzegać się przy okazji „oddawania swoich dzieci pod ich opiekę”, ponadto posługiwanie się „chrześcijańską karmicielką, nauczycielem, lekarzem jest zabronione”. Talmud jednakże pozostawia wyjście z tej sytuacji. Otóż, gdy „sytuacja tego wymaga”, można skorzystać z pomocy „nierządnic sobotnich”, jak określa kobiety chrześcijanki ta księga.

Co do kwestii dotyczącej handlu z gojami w dni świąteczne Talmud jednoznacznie stwierdza, że jest on dozwolony, „ale w tym przekonaniu tylko, że dzięki temu odejdą goje od praktykowania i czczenia swego bożka”.

Zasadniczo ci, którzy starają się „czynić dobrze akumowi po śmierci, nie zmartwychwstaną”, jednakże „wolno niekiedy dobrze czynić chrześcijanom, lecz w tym celu, aby dobrze było samemu Izraelowi: mianowicie dla spokoju i ukrycia nieprzyjaźni”. Zapowiada też Talmud żydom, żeby „gojom nie dawali podarunków, żeby im nie sprzedawali gruntów i żeby akumów nie uczyli sztuki i rzemiosła”. Wolno jednak czasem „odstąpić od tego zabronienia, jeżeli się to żydom w czym innym lepiej opłaci”.

Dobrym przykładem na przedstawienie mentalności żydowskiej do własności i transakcji zawieranych z niewiernymi jest „prawo chazaka”12 regulujące stosunki społeczno-ekonomiczne pomiędzy żydami skonstruowane tak, aby żydzi prawowierni, przestrzegający prawa kahalnego, nie konkurowali pomiędzy sobą. W skrócie „prawo chazaka” polega na wyłączności do handlu ze społecznością zamieszkującą dane terytorium. Doskonałym przykładem zastosowania w praktyce logiki żydowskiej w tym aspekcie są roszczenia środowisk starozakonnych wystosowane wobec Polski, dotyczące tzw. mienia bezspadkowego.

Najbardziej nienawistną władzą dla żydów jest Rzym, którego upadek łączą ze „zbawieniem i oswobodzeniem narodu wybranego”. Wszyscy żydzi są „obowiązani działać wspólnymi siłami, aby zniszczyć wrogów, jeżeli nie czynnie, to finansowo”. W ten oto sposób zarzucono właściwe znaczenie Pisma, a zwrócono uwagę na tendencje ludu, który pragnie Mesjasza, który wystąpi w roli bohatera i odnosić będzie zwycięstwa na wzór Aleksandra Macedońskiego, zniszczy Rzym i założy państwo żydowskie.

Podsumowując tę część rozważań dotyczących rzeczywistości przedstawionej w Talmudzie, rysuje się nam obraz stosowania przez żydów etyki plemiennej i dzikiej, moralności sytuacyjnej tak obcej dla cywilizacji łacińskiej. W której pobożny żydowski mężczyzna jest zobowiązany odmawiać codziennie modlitwę o treści: „Dziękuję Bogu, że nie uczynił mnie gojem, kobietą albo niewolnikiem”13.

Szczegółowo te zagadnienia zostały wyjaśnione przez żydowskiego badacza Andrew Schumanna na kartach jego książki pt. Logika Talmudu14, gdzie mówi on, że rozumowania żydowskie nie mają nic wspólnego z rozumowaniem logicznym prowadzonym na gruncie logiki arystotelejskiej, która zostaje zastąpiona np. Kabałą15. W żydowskim świecie nie ma prawdy jako takiej, jest natomiast dialektyka sytuacyjna. Prawdą i dobrem jest to, co aktualnie – dziś, a niekoniecznie wczoraj, niekoniecznie jutro – jest dobre dla nas, dla naszego plemienia. Tam, gdzie jest stosowana etyka sytuacyjna, tam jest i logika sytuacyjna, gdzie różne zasady postępowania są determinowane w zależności od tego, czy rozpoznajemy swojego, czy obcego. Mamy tu do czynienia ze swoistym pragmatyzmem plemiennym i wywyższeniem własnej nacji.

Nauczanie Majmonidesa16

Majmonides w wielu miejscach klasyfikuje chrześcijan jako bałwochwalców, nieludzi17. W komentarzu do Miszny pt. List do Jemenu autor omawia historię wrogości, której ofiarą padali żydzi w ciągu wieków ze strony ludów zazdroszczących im ich statusu ludu wybranego przez Boga. Majmonides pisze tu o trzech grupach przeciwników. Jedną z nich są chrześcijanie (i muzułmanie), którzy stosują podbój i konwersję, aby zniszczyć żydów, tworząc nowe religie oparte rzekomo na Boskim objawieniu i kwestionujących tradycję judaizmu.

Obie religie same w sobie zdają się nie posiadać żadnej wartości i stanowić mają jedynie stworzoną przez człowieka imitację prawdziwej religii rabinicznej, która jest jedyną drogą prowadzącą człowieka ku doskonałości moralnej i intelektualnej. Ma to być kulminacja walki z żydami, niosąc zagrożenie zarówno polityczne, jak i duchowe. Nie zabrakło także w owym dziele elementów mesjanistycznych i profetycznych. Otóż nasilające się „prześladowania stanowić mają objaw zbliżającego się przełomu, który nastąpi wraz z przyjściem Mesjasza”18.

Żeby lepiej zobrazować swoje twierdzenia, rabbi ten porównuje judaizm do żywego człowieka, wspomniane zaś religie – do „martwego posągu, który imituje jego kształty i barwę. Nowe religie pozbawione są głębi judaizmu, jak wnętrze posągu różni się od wnętrza żywego człowieka”19.

W obliczu powyższego twierdzenia nie powinny nas dziwić słowa:

Co do gojów – podstawową talmudyczną zasadą jest to, że nie można ratować ich życia, chociaż jest też zakazane, by mordować ich zupełnie. […] ich śmierć nie może być spowodowana, ale to jest zakazane, by ratować ich, jeżeli są blisko śmierci. Jeżeli, na przykład, jeden z nich zostanie zauważony, jak spada do morza, to nie powinien być uratowany20.

Talmud babiloński jest w tej kwestii jednoznaczny i ogranicza obowiązek ratowania życia jedynie do żydowskiego życia, dodając, że „ktokolwiek uratuje pojedynczą duszę Izraela, to tak, jak gdyby uratował cały świat”.

Czy wierzymy w tego samego Boga?

Podczas corocznych dni judaizmu w Kościele jesteśmy bombardowani figurami erystycznymi przez różnych przedstawicieli świata teologii i hierarchów Kościoła, dzięki którym tracimy katolickie rozeznanie, w co tak naprawdę wierzymy i co wyznajemy. Odpowiedź na zadane wyżej pytanie jest dla tych osób zaczadzonych fałszywym ekumenizmem jednoznaczna. Na własnej skórze możemy się przekonać, jak Kościół posoborowy abdykował, tocząc do głów wiernych hasła o braku konieczności nawracania żydów i tego, że każdy, kto staje w opozycji do żydów i ich retoryki, popełnia delikt antysemityzmu, który jest grzechem.

Źródeł takiego podejścia KK do żydów należy doszukiwać się w soborowej deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate, która stanowi nową kartę, nowy kanon w stosunku do żydów. Na marginesie można wspomnieć o książce amerykańskiego uczonego J. Connelly’ego, wielkiego entuzjasty zmian w nauczaniu Kościoła i podejścia do żydów, pt. From enemy to brother21. Pozycja ta ujawnia, przez kogo została napisana owa deklaracja, kto ją negocjował, kto ustalał jej treść. Autor w podsumowaniu dochodzi do konstatacji, że to żydzi z obu stron napisali i opracowywali ten dokument…

Jednym z autorów wspomnianej deklaracji był Gregory Baum, który po latach przyznał się do sodomii, ogłosił się przy tym komunistą. W latach 60. był szczególnie zaangażowany w zmianę podejścia Kościoła do innowierców i do seksualności, przez co też, jak sam wspomina, „nie przyznawał się do swojego homoseksualizmu w miejscach publicznych, ponieważ taki akt szczerości umniejszałby jego wpływ jako krytycznego teologa”22.

Czy wyznajemy wiarę w tego samego Boga w sytuacji, gdy Boski kult chrześcijan uważany jest przez żydów za kult „bałwochwalczy”, kapłani są nazywani „kapłanami Baala i wróżbiarzami”, wobec których nie należy się schylać ani odkrywać głowę. Kościoły talmudyści nazywają „domami sromoty, głupstwa, nikczemności, bałwochwalstwa, obrzydliwości i wyszydzonych”?

Dlatego też nie wolno żydowi nie tylko

wchodzić, ale nawet zbliżać się do kościoła, ale tak samo słuchać muzyki lub dzwonów kościelnych, ani podziwiać piękna kościołów, tak samo nie wolno mieć żydowi budynków blisko kościoła. Kiedy żyd spojrzy na kościół chrześcijański, powinien zakląć. Kiedy żyd zobaczy kościół chrześcijański zburzony, niech powie z radością: Bóg jest mściwy23.

Kielichy mszalne uważa Talmud za naczynia „bałwochwalczej obrzydłości”, księgi chrześcijańskie za „księgi domu zguby” albo „księgi nieprawe i heretyckie”, a modlitwy chrześcijańskie za „głupie paskudztwo”. Natomiast znak krzyża to „poruszanie palców tędy i owędy”.

Niedziele i uroczystości chrześcijańskie nazywają rabini w Talmudzie „dniami zatracenia” albo inaczej „dniami Nazarejczyka”. Najbardziej zaś nienawidzą chrześcijańskich świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy, gdyż są „obchodzone dla samego powieszonego”.

Pomieszanie pojęć podczas tych wydarzeń woła o pomstę do nieba, w tej wojnie dezinformacyjnej zatracają się zasady katolickie, nie mówi się prawdy o judaizmie talmudycznym – bo innego obecnie nie ma. Zupełnie na marginesie można dodać, że dla świeckiej części społeczności żydowskiej religię objawioną zastępuje rytuał religii holocaustu.

Można by w tym miejscu przytoczyć wiele dowodów, że jest inaczej, niż to mówią nam w posoborowym mainstreamie, można przywołać wiele wypowiedzi i postanowień soborów, ale czy nie wystarczy postawić sobie pytanie: kto jest w niebie żydowskim? Takie samo pytanie postawił sobie św. Maksymilian.

Katolicką busolą wyznaczającą łacinnikowi drogę w materii kontaktów z żydami powinien być tekst św. Maksymiliana pt. Niebo żydów. Święty wymienia, że:

są tam wszyscy, których żyd kochał za życia, a nie ma nikogo, kim się żyd brzydził i kogo nienawidził w swym życiu. A więc w niebie żydowskim nie ma Pana Jezusa ani Matki Bożej, ani św. Józefa, ani żadnych świętych, których czczą chrześcijanie. […] Wiemy więc, kogo nie ma w niebie żydowskim. Teraz przypatrzmy się, czym jest napełnione niebo żydowskie. Najprzód są tam wszyscy żydzi, którzy całe życie gardzili Chrystusem, Najświętszą Panną Maryją, Krzyżem i nie chcieli się nawrócić. […] A więc jest to piekło24.

Konkludując, to nie ten sam Bóg, nie jest to ta sama wiara, Bóg katolików nie jest Bogiem ekskluzywnym, którego rolą byłoby doprowadzenie do tryumfu, do wywyższenia tutaj w doczesnym świecie jednego plemienia kosztem innych.

Dialog z judaizmem w praktyce

Coroczny raport amerykańskiego Departamentu Stanu o wolności religijnej na świecie dotyczący kwestii przestrzegania wolności religijnej zauważył, że w państwie Izrael walczy się aktywnie z przejawami chrześcijaństwa – tylko poziom agresji i bezczelności się zmienia na przestrzeni lat.

Nieodłącznym elementem tarć jest mająca charakter cykliczny kwestia ubierania choinki w okresie świątecznym. Według rabinów choinka to atrybut pogaństwa i symbol bałwochwalstwa. W roku 2013 odnotowano przypadek, gdy rzecznik Knesetu odmówił chrześcijańskiemu posłowi ubrania małej choinki, która miała być symbolem tolerancji i multi-etniczności, której żydzi mieszkający w diasporach rozsianych na całym świecie są głównymi orędownikami i piewcami. Rabini zakazali także właścicielom hoteli, których goście to głównie cudzoziemcy i chrześcijanie, ustawiania choinek w holach czy przed wejściem25.

W corocznym przesłaniu rabinów do wiernych można usłyszeć, że Izraelczycy nie powinni spędzać Sylwestra i Nowego Roku z chrześcijanami. Tłumaczyli to tym, iż według tradycji żydowskiej Nowy Rok obchodzony jest kiedy indziej.

Na porządku dziennym w Izraelu jest opluwanie chrześcijańskiego duchowieństwa przez ortodoksyjnych żydów; ten sam los spotyka nierzadko pielgrzymów. Sporadycznie dochodzi do aktów wandalizmu przeciwko chrześcijańskim świętym miejscom26. W grudniu 2020 r. żydowski osadnik wszedł do Bazyliki Grobu Pańskiego i wrzucił koktajl Mołotowa, chcąc spalić kościół. Pożar ugaszono, ale spłonęła m.in. część mozaik. W sierpniu 2021 r. nieznany sprawca zniszczył krzyż stojący przed wejściem do rzymskokatolickiego kościoła Rozmnożenia Chleba i Ryb. Wcześniej w 2015 r. ten sam kościół, w którym znajdują się mozaiki z V wieku przedstawiające rozmnożenie ryb przez Chrystusa, został poważnie zniszczony wskutek podpalenia przez żydowskich ekstremistów. We wrześniu 2021 r. grupa młodych ortodoksyjnych żydów obrzuciła kamieniami kościół Ostatniej Wieczerzy27. To tylko nieliczne przykłady dewastacji miejsc kultu chrześcijańskiego.

W maju tego roku głośnym echem świat obiegły wiadomości o zabiciu strzałem w głowę w publicznym miejscu palestyńskiej chrześcijanki pracującej dla Al-Dżaziry Szirin Abu Akleh przez izraelskie służby. Jej pogrzeb zgromadził dziesiątki tysięcy Palestyńczyków – głównie muzułmanów. Zdjęcia i filmy z brutalnego rozpędzenia przez izraelską policję, przy użyciu pałek i granatów hukowych, tłumu niosącego trumnę zabitej kobiety obiegły cały świat.

Jeszcze przed pogrzebem, co zostało uwiecznione na nagraniu opublikowanym w późniejszym czasie, izraelscy policjanci weszli do chrześcijańskiego szpitala św. Józefa, w którym była trumna z ciałem zmarłej, bijąc, depcząc przypadkowych pacjentów, rzucając przy tym granatami hukowymi, kalecząc lekarzy.

Chrześcijanie żyjący w Ziemi Świętej muszą liczyć się z oskarżeniami o antysemityzm, bardzo często grozi im utrata pracy z powodu swojej wiary i pozbawienie mienia28.

Abstrahując od tematu przewodniego, można wspomnieć o żyjących w Izraelu tzw. żydach mesjanistycznych. Jest to kilkunastotysięczna sekta żydowska, która uznaje Chrystusa za Mesjasza, jednocześnie pozostając wierną tradycji judaistycznej29. Spotykają ich podobne szykany jak chrześcijan. Są dyskryminowani, nękani i prześladowani przez ultraortodoksyjnych żydów30, którzy oskarżają ich m.in. o działalność misyjną.

12 grudnia 2021 r. 13 przywódców wspólnot chrześcijańskich w Jerozolimie wydało oświadczenie zatytułowane Obecne zagrożenie dla chrześcijańskiej obecności w Ziemi Świętej, w którym napisano:

Chrześcijanie stali się celem częstych i nieustających ataków ze strony skrajnych grup radykalnych. Od 2012 roku miały miejsce niezliczone przypadki ataków fizycznych i słownych na księży i innych duchownych, ataki na kościoły chrześcijańskie, w których miejsca święte są regularnie niszczone i bezczeszczone, a także nieustanne zastraszanie miejscowych chrześcijan, którzy po prostu starają się swobodnie wielbić Boga i żyć swoim codziennym życiem. Taktyka ta jest stosowana przez takie radykalne grupy w systematycznej próbie wypędzenia społeczności chrześcijańskiej z Jerozolimy i innych części Ziemi Świętej31.

Na zakończenie tego wątku można postawić pytanie: jak pogodzić dni judaizmu z dniami islamu w KK? Jest to kolejna rafa koralowa w dialogu ekumenicznym, przy okazji której szczególnie nasila się bujanie w fantasmagoriach.

Krwawe paschy

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii w dziejach europejskich żydów jest oskarżenie ich o porywanie i zabijanie chrześcijańskich dzieci, w celu użycia ich krwi w żydowskich rytuałach paschalnych. Na pierwszy rzut oka wydaje się nam to z dzisiejszej perspektywy abstrakcyjne, niemożliwe.

Temat ten wziął na warsztat profesor historii średniowiecza i renesansu na uniwersytecie Bar-Ilan w Izraelu, Ariel Toaff w swojej książce pt. Krwawe Paschy. Nie da się streścić w kilku zdaniach treści tej pozycji, ale autor dokładnie opisuje m.in. przypadek mordu dokonanego w 1475 r. na świętym KK – Szymonku z Trydentu, którego historia w dobie ekumenizmu została wymazana ze świadomości katolików; zamieciono pod dywan przeszkodę w dialogu międzywyznaniowym. Główną tezą, wokół której ogniskuje się książka, jest rzucenie światła na symboliczne, rytualne i terapeutyczne znaczenie krwi w żydowskiej kulturze.

===================

Szymonek:

=================================

Obraz przedstawiający mord rytualny z katedry w Sandomierzu autorstwa Karola de Prevot z XVIII wieku


Najświętsze Trzy Hostie. Cud eucharystyczny, Poznań 1399.

kościół Bożego Ciała w Poznaniu

============================

Przypisy

  1. Miszna w obecnym kształcie jest dziełem rabbiego Jehudy ha-Nasi, żyjącego na przełomie II i III wieku, który dokonał jej ostatecznej redakcji i zamknięcia. Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego MCCLXXXIX, Studia Religiologica, z. 39, 2006; P. Majdanik, Przykazania noachickie w Talmudzie – uniwersalizm judaizmu wobec ekspansji chrześcijaństwa, Traktat Sanhedrin 56A–57A, s. 158.
  2. Formowanie Gemary rozpoczęło się równolegle w Ziemi Izraela i w Babilonii, doprowadzając do jej odrębnego sformułowania w ramach Talmudu jerozolimskiego w IV wieku i Talmudu babilońskiego w V wieku. Ponieważ opracowywano je w dwu różnych ośrodkach, stąd Talmud, który powstał jako połączenie Miszny z Gemarą, istnieje w dwóch wersjach. Dlatego też jak mówi Talmud: „w przypadku, gdy zdania uczonych w prawie nie są zgodne w tej samej kwestii, należy wierzyć, że oba są słowami Boga i oba są natchnione i właściwe”. Tamże.
  3. Talmud o chrześcijanach, zebrał i ułożył M. Kropidło, nakł. Funduszu Oświatowego imienia śp. ks. Konstantego Budkiewicza, Kielce 1925, s. 3.
  4. Ks. M.S. Wróbel, Krytyka tekstologiczna i historyczna passusów Talmudu o Jezusie i chrześcijaństwie, [w:] Jezus i chrześcijanie…, dz. cyt., s. 173.
  5. Te usunięte fragmenty zostały później starannie zebrane i osobno wydane w pracy Raphaela Natana Nuty Rabbinovicza, Ma’amar al Hadpasat ha-Talmud im tikkunim, ed. A.M. Habermann, Jerusalem 1952.
  6. W roku 1994 Rabin Tzvi Marx, kierownik Stosowanej Edukacji w Shalom Hartman Institute w Jerozolimie, przyznał się do tego, że żydzi w przeszłości wydali dwa zestawy tekstów: autentyczne talmudyczne teksty i komentarze, którymi nauczają ich własną młodzież w talmudzkich szkołach, i „skrytykowane i poprawione” wersje, które oni rozsiewają do łatwowiernych gojów dla publicznej konsumpcji.
  7. ks. Wróbel, dz. cyt., s. 173.
  8. Chanuka jest świętem nietolerancji żydowskiej względem wszystkiego, co nieortodoksyjne – święto ścisłych podziałów. Żydzi przy tej okazji składają modlitwę dziękczynną: „dziękujemy Ci, Panie Boże, że oddałeś wielu w ręce nielicznych, niekoszernych w ręce koszernych”.
  9. Likkutei Amarim (Tanja), wyd. 1796. Księga ta prezentuje żydowskie idee mistyczne dotyczące duchowego i moralnego rozwoju człowieka oraz wszechobecności Boga. Tanja dla wielu przeciwników chasydyzmu była podejrzanym dziełem, ponieważ odsłoniła zakryte dotąd tajemnice Tory.
  10. Rabin Yitzchak F. Ginsburg oświadczył: „Musimy uznać, że żydowska krew i krew goja nie jest tą samą rzeczą”, „New York Times”, 6 czerwca 1989, s. 5.
  11. To powszechnie szanowany kapłan, ale także i polityk. Jest duchowym przywódcą religijnej partii Szas, która była swego czasu w koalicji rządzącej, https://www.rp.pl/swiat/art14931391-rabin-goje-zyja-po-to-by-sluzyc-zydom [dostęp: 31.10.2022].
  12. Zastosowanie tego prawa w praktyce opisane zostało m.in. przy okazji rozruchów w Zamościu, tzw. hajzówka zamojska.
  13. https://gloria.tv/post/GZhZWKMPuujx1wM2yMEPRLc1C [dostęp: 1.11.2022].
  14. A. Schumann, Logika Talmudu, tł. R. Godlewski, Copernicus Center Press, Kraków 2021, ss. 375.
  15. Kabała – wyprowadzanie na podstawie spekulacji cyframi i literami sensu duchowego z Biblii czy też Miszny, którego ona nie podaje.
  16. Majmonides, rabbi Mosze ben Majmon, Rambam – był autorem najważniejszego średniowiecznego komentarza do Talmudu pt. „Księga przykazań” (Sefer ha-Micwot).
  17. Komentarz do Miszny, Awoda zara 1, 3; analogicznie w Miszne tora, traktat Hilchot awoda zara 9, 4; P. Majdanik, Relacje judaizmu do chrześcijaństwa (i islamu) w ujęciu Majmonidesa, [w:] Jezus i chrześcijanie…, dz. cyt., s. 222.
  18. W monumentalnym kodeksie prawnym Powtórzenie Tory (Silna dłoń, Miszne Tora, Jad Ha-Chazaka), pod koniec traktatu Hilchot melachim u-milchamot, autor formułuje nakaz skierowany do żydów, którzy mają obowiązek uniemożliwić nieżydom tworzenie nowej religii, Majdanik, Relacje judaizmu…, dz. cyt., s. 222.
  19. Tamże, s. 222.
  20. Maimonides, Mishnah Tora 4:11, Abodah Zarah 26b.
  21. J. Connelly, From enemy to brother: the revolution in Catholic teaching on the Jews, 1933–1965, Harvard University Press, Cambridge (Mass.) 2012, ss. 384.
  22. https://pch24.pl/jestem-homoseksualista-wstrzasajace-wyznania-bylego-ksiedza-promotora-dialogu-miedzyreligijnego/ https://www.fronda.pl/a/teolog-od-nostra-aetate-jestem-homoseksualista,121439.html [dostęp: 30.10.2022].
  23. Talmud o chrześcijanach…, s. 3.
  24. Św. M.M. Kolbe, Fragment broszury: Christus Deus noster. Chrystus Bóg nasz, Kraków 1918, s. 27–34.
  25. https://pch24.pl/choinka-wrogiem-izraelskich-rabinow-to-atrybut-poganstwa-i-balwochwalstwa/ [dostęp: 30.11.2022].
  26. Na przykład w 2015 r. jerozolimski rabin Ben-Zion Gopstein wzywał na wykładzie dla młodzieży do wsłuchania się w wezwanie filozofa Majmonidesa i… palenia świątyń chrześcijańskich. Według przywódcy organizacji „Lehava” kościoły są bowiem najbardziej gorszącymi w Ziemi Świętej przykładami miejsc kultu bożków, których żaden porządny żyd nie powinien akceptować.
    https://pch24.pl/izrael-radykalnemu-rabinowi-grozi-porces-karny-wzywal-do-wygnania-chrzescijan-i-palenia-kosciolow/ [dostęp: 27.10.2022], https://pkwp.org/newsy/ziemia_swieta_toksyczna_mieszanka_religijnego_ekstremizmu_i_nacjonalizmu [dostęp: 28.10.2022].
  27. https://pch24.pl/przesladowania-chrzescijan-w-izraelu-na-znak-protestu-zamknieto-bazylike-grobu-panskiego/ [dostęp: 30.10.2022].
  28. https://copch.pl/aktualnosci/izrael-chrzescijanom-zabrano-mienie [dostęp: 28.10.2022].
  29. „The Jerusalem Post”, 1 września 2011, https://www.refworld.org/docid/5152bd202.html [dostęp: 28.10.2022]..
  30. Grupy takie jak Yad L’Achim i Lew L’Achim.
  31. https://www.state.gov/reports/2021-report-on-international-religious-freedom/israel-west-bank-and-gaza/ [dostęp: 28.10.2022].

Najświętsze Trzy Hostie. Cud eucharystyczny, Poznań 1399.

Najświętsze Trzy Hostie

2012-05-6 http://www.bibula.com/?p=56365

Zapomniany cud Eucharystyczny z 1399 r. przypomniano ostatnio w Poznaniu. Wznowiona została książka Mieczysława Noskowicza z 1926 r., która poświęcona jest temu wydarzeniu. [przypominam kolejny raz. MD]

Świętokradztwo

W 1399 r. żydzi przekupili dwie kobiety w Poznaniu, matkę i córkę, by postarały się o konsekrowane Hostie. Kobiety postanowiły wykraść je z kościoła Dominikanów przy ul. Szewskiej (dziś kościół o. Jezuitów). Po nabożeństwie ukryły się w kącie, czekając na zamknięcie kościoła. Kiedy zostały same, matka dwukrotnie próbowała otworzyć drzwiczki tabernakulum, ale za każdym razem jakaś siła rzucała ją o ziemię. Wreszcie za trzecim razem, podtrzymywana przez córkę, wyjęła cyborium, a z niego trzy Hostie, które zawinęła w białą chusteczkę. Obie znów ukryły się w kącie, czekając na otwarcie kościoła i na popołudniowe nabożeństwo. Łatwo im było zmieszać się z wiernymi, a po nabożeństwie opuściły kościół bez przeszkód. Od razu udały się do żydów, którzy zapłacili im umówioną sumę i zabrali trzy Najświętsze Hostie. Rabini i starsi kahału, w sumie trzynastu żydów, poszli z Hostiami do kamienicy zwanej Świdwińską przy ul. Sukienniczej (dziś ul. Żydowska) i tam w piwnicy ustawili stół, na który rzucili Hostie. Chcieli sprawdzić, czy jest to prawdziwe Ciało Pana Jezusa. Najstarszy z żydów przebił nożem jedną z Hostii i wtedy wytrysnęła z niej krew na jego twarz. Za chwilę reszta żydów przy świetle pochodni kłuła bez opamiętania trzy Najświętsze Hostie, mimo że krew z nich lała się po całym stole. Bluźnili przy tym i „rzucali najpotworniejsze obelgi przeciw Chrystusowi”.

Monstrancja z trzema Najświętszymi Hostiami w kościele Bożego Ciała w Poznaniu

W 1570 r. kustosz poznański i kanonik warmiński ks. Tomasz Treter opublikował po łacinie historię trzech Hostii, która wydarzyła się w Poznaniu w 1399 r. Do dziś, jak pisał, a więc do czasu, kiedy powstała jego książka, ślady Krwi Najświętszej wylanej z Hostii „wprawiają wpatrujących się w wielkie podziwienie i uszanowanie. Pobudzają też cudownie pobożne serca do oddania Chrystusowi-Odkupicielowi powinnego dziękczynienia, za to, że nie tylko na Golgocie, podczas gorzkiej męki Swej raczył dla zbawienia rodzaju ludzkiego wylać obficie Krew Swoją Najświętszą, ale i tutaj w Poznaniu, na udowodnienie prawdy wiary katolickiej, jako w Najświętszym Ołtarza Sakramencie jest prawdziwie Ciało i prawdziwa Krew Jego”.

Cudowne uzdrowienia

Żydzi coraz większy podnosili wrzask, pastwiąc się nad Hostiami. Im więcej krwi tryskało, „w tym większy szał nienawiści i większą żądzę wywarcia całej swej złości popadli”. Ponieważ kamienica znajdowała się w dzielnicy żydowskiej, więc słyszący te krzyki żydzi zbiegli się na tę „Boga znieważającą ceremonię”. Tylko jedna żydówka, niewidoma od urodzenia, kiedy dowiedziała się, że rabini doświadczają, czy w chlebie, którzy chrześcijanie uważają za swoją największą świętość, jest rzeczywiście prawdziwe Ciało i Krew Jezusa, zaczęła się do niego modlić o uzdrowienie. Gdy tylko skończyła swoją modlitwę, Pan Jezus cudownie przywrócił jej wzrok. Wyszła na ulicę i zaczęła głośno wyznawać Chrystusa.

Żydzi przestraszyli się następstw tego coraz głośniejszego czynu i postanowili pozbyć się Hostii. Próbowali je spalić, ale Hostie wychodziły z ognia i unosiły się nad płomieniami nietknięte. Wrzucali je wiele razy do ustępu, a potem do studni, która do dziś znajduje się w dolnej kaplicy kościoła Pana Jezusa, a wtedy było to pomieszczenie, w którym bezcześcili oni Ciało Chrystusa, ale i te próby zniszczenia Hostii okazały się daremne. W końcu postanowili zakopać je za miastem na trzęsawiskach. 15 sierpnia 1399 r. w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zawinęli je w płótno i wysłali dwóch starszych kahału, którzy poszli przez miasto. Po drodze mijali żebrzącego kalekę, który został cudownie uzdrowiony. Przechodzili obok domu, w którym leżał umierający człowiek. I on został uzdrowiony. Jednak nie zwracali w ogóle uwagi na te znaki Boże, tylko „trwali w swej zaciętości przeciw Chrystusowi”. W końcu przyszli na miejsce, które uznali za najlepsze do pozbycia się tu „zbrodniczo zbezczeszczonych Hostii Najświętszych”. Dziś znajduje się tu kościół Bożego Ciała w Poznaniu. Wtedy było to miejskie pastwisko bydła. Tam zakopali Hostie, zarzucili je błotem i wrócili do domu.

Cud Eucharystyczny

W następną niedzielę 22 sierpnia pasterz trzody miejskiej, Maciej, przyprowadził na pastwisko bydło. Było to miejsce, gdzie żydzi zakopali trzy Najświętsze Hostie. Zostawił tam swego syna, a sam poszedł na Mszę św. do miasta. W pewnej chwili chłopiec zobaczył, jak wszystkie krowy i woły uklękły przednimi nogami i głowy podniosły do góry. Zobaczył trzy Hostie, unoszące się jak motyle w powietrzu. Kiedy ojciec wrócił z kościoła, syn opowiedział mu, co się wydarzyło na pastwisku. Maciej nie chciał w to uwierzyć. Lecz niedługo obaj zobaczyli klękające bydło i unoszące się w powietrzu trzy Hostie. Sami upadli na kolana. Zaraz potem Maciej pobiegł do miasta, by opowiedzieć o cudzie. Najpierw udał się do radcy grodzkiego, który jednak nie uwierzył w to, o czym mówił pasterz. Radca skierował go do magistratu. Tam Maciej opowiedział wszystko burmistrzowi Poznania. Ten uznał to za brednie i kazał zamknąć Macieja w wieży. Drzwi więzienia zamknięte na ciężkie rygle same się otworzyły, a więzy opadły z rąk pasterza. Cudownie uwolniony poszedł znowu do radcy i powtórzył to, co już raz opowiedział. Radca kazał jeszcze raz zamknąć Macieja, ale zwołał urzędników magistratu, ławników i proboszcza kościoła farnego, którzy udali się na miejsce wskazane przez pasterza. Zobaczyli klęczące bydło i trzy Najświętsze Hostie latające w powietrzu. Oddali cześć Bogu ukrytemu w cudownych Hostiach i wrócili do miasta. Radca wypuścił Macieja na wolność i zwołał naradę magistratu. Potem wszyscy wraz z księdzem proboszczem poszli do biskupa poznańskiego Wojciecha Jastrzębca.

Kościół Bożego Ciała w Poznaniu

Kościół Najświętszej Krwi Pana Jezusa przy ul. Żydowskiej w Poznaniu

Biskup po wysłuchaniu relacji urzędników magistratu, zwołał duchowieństwo Poznania, do którego przyłączyły się bractwa i cechy oraz tysiące wiernych. Przy dźwięku dzwonów wszystkich kościołów na miejsce cudu udała się cała ta wielka procesja. Kiedy biskup nakazał najstarszemu z kapłanów podnieść rękami Najświętsze Hostie z błota, te, jak żywe motyle, same uniosły się w górę i opadły na patenę, którą trzymał ksiądz. We wspaniałym pochodzie triumfalnym procesja powróciła do miasta, udając się do kościoła farnego, gdzie złożono Najświętsze Hostie w tabernakulum.

Potem nastąpiły spory, w którym kościele ostatecznie mają się znaleźć cudowne Hostie. Ale Pan Bóg sam wskazał miejsce. Hostie bowiem znikły z zamkniętego tabernakulum kościoła farnego i przeniosły się tam, gdzie je znaleziono. W ten sposób trzy razy Najświętsze Hostie po kilku godzinach przenosiły się na pastwisko, chociaż za każdym razem umieszczano je w innym kościele. Unosiły się tam w powietrzu i wszyscy mogli je zobaczyć. Zrozumiano, że Pan Jezus chce, by to w tym miejscu oddawano mu cześć. Biskup polecił wybudować tu drewnianą kaplicę.

Wyrok

Zrozumiano też, że Hostie objawiły się cudownie wskutek świętokradztwa, ponieważ ktoś wcześniej musiał je wykraść z kościoła. Do ratusza zgłosili się świadkowie. Jednym z nich był cudownie uzdrowiony kaleka, a drugim żydówka, która odzyskała wzrok. To ona przyczyniła się do ujęcia żydów i wynajętych przez nich kobiet. Żydów postawiono przed sądem, ale najpierw wypierali się wszystkiego. W końcu przyznali się do winy i opowiedzieli szczegółowo, „jak się pastwili nad Najświętszymi Hostiami”. Wskazali też kobiety -świętokradczynie, Krystynę i Annę, które przyznały się do swojej winy. W tamtych czasach kradzieże, świętokradztwo i zbezczeszczenie religijnych świętości karano śmiercią. Rabina i trzynastu starszych kahału oraz Krystynę i jej córkę skazano na spalenie na stosie. „O fanatycznej nienawiści żydów ku Chrystusowi, która najprawdopodobniej była powodem tak strasznego wyroku, pisze jeszcze ks. Tomasz Treter w dziele swoim, co następuje: ‘A co im do łatwiejszego duszy zbawienia niemałej przydać mogło pomocy, tego oni na złe zażywając i w ślepocie, zatwardziałości swojej zostając, na większe jeszcze bluźnierstwa, ba nawet uszów chrześcijańskich niegodne, podawali się, cieszyli i chlubili w rzeczach niegodziwych. A zatem, gdy na pozyskanie ich Bogu, czas daremnie i staranie trawiono, dekret śmierci odebrali na siebie, na którą ochotnym sercem szli, jakoby z Abrahamem, Izaakiem i Jakóbem patryarchami wieczerzą jeść mieli’. Jak z powyższego słusznie można przypuszczać, że do tak strasznego wyroku przyczyniła się najwięcej nienawiść fanatyczna żydów oraz ich bluźnierstwa, jakich nawet wobec sądu nie szczędzili Bogu utajonemu w Najświętszych Hostiach”, pisze Noskowicz. Wyrok wykonano na podmiejskich polach.

Żydzi postanowili jednak zaprzeczyć, że zbrodni świętokradztwa dokonali oni. Zwalili całą winę na syna pasterza Macieja – Pawełka, któremu przypisali kradzież cyborium z kościoła Dominikanów, zbezczeszczenie Hostii, a następnie zrzucenie winy na żydów. Według nich trzynastu żydów z rabinem i dwiema kobietami zostało spalonych niewinnie. Gmina żydowska wniosła do króla Władysława III prośbę o wznowienie procesu. Zarządzono powtórne bezstronne śledztwo w 1434 r. i wznowiono proces, który trwał 20 lat. Żydzi nie umieli jednak dostarczyć przekonywających dowodów na niewinność uprzednio skazanych osób. Sąd po rozpatrzeniu materiału zaostrzył jeszcze wyrok. Gmina żydowska musiała co roku wpłacać na procesję Bożego Ciała datek w wysokości 800 tynfów, a co sto lat trzech starszych z gminy musiało iść z nożami w ręku na czele procesji.

Kościoły

Rzeźba przedstawiająca żydów usiłujących utopić Najświętsze Hostie (kościół Bożego Ciała)

Król Władysław Jagiełło ufundował w miejsce drewnianej kaplicy na polu, gdzie miał miejsce cud trzech Najświętszych Hostii, murowany kościół Bożego Ciała, którego budowę rozpoczęto w 1406 r. Przed bitwą pod Grunwaldem król Jagiełło ślubował, że jeśli ją wygra, odbędzie pieszą pielgrzymkę do Poznania, aby nawiedzić kościół Bożego Ciała i pokłonić się Jezusowi w Najświętszym Sakramencie, co też uczynił. Przyszedł do Poznania 25 listopada 1410 r.

W latach 1465-1470 Karmelici na miejscu kościoła Jagiełły wybudowali znacznie większy kościół wraz z klasztorem. Jak pisze Noskowicz: „Świątynia Bożego Ciała była swego czasu tak poważną, że biskupi poznańscy, wjeżdżając pierwszy raz do Poznania, aby objąć rządy w diecezji, wstępowali najpierw do kościoła Bożego Ciała, aby tutaj podziękować Bogu za wyniesienie na godność biskupią”. Kościół Bożego Ciała w Poznaniu był słynny w całej Polsce jako miejsce cudowne. W roku 1609 ks. Tomasz Treter wydał „Księgę Cudów” tego kościoła, która zawiera opis 376 cudownych interwencji z okresu lat 1493-1604. Cudy te nastąpiły po nawiedzeniu kościoła Bożego Ciała i oddaniu tu pokłonu Najświętszemu Sakramentowi.

Kult Bożego Ciała w Poznaniu miał w średniowieczu charakter ogólnopolski i był porównywalny z kultem Matki Bożej Częstochowskiej. Kult ten wychodził poza granice Polski. Kościół poznański był w grupie kilkunastu najważniejszych sanktuariów europejskich. W Polsce kult poznański rozwinął się w XV i XVI w. i był w tym czasie silniejszy niż kult jasnogórski, który rozwinął się w XVII i XVIII w.

W 1704 r. po długich staraniach, po uzyskaniu kamienicy Świdwińskiej, gdzie żydzi kłuli nożami Ciało Pana Jezusa znajdujące się w trzech Hostiach, gdzie nastąpił cud krwi wytryskującej z tych Hostii i gdzie zamurowali oni w filarze okna pocięty na kawałki, zakrwawiony stół, na którym bezcześcili ciało Pańskie, oraz po wsparciu uzyskanym w dekrecie papieskim na soborze trydenckim, Karmelici wznieśli na gruzach tej kamienicy nową świątynię zwaną dziś kościółkiem Pana Jezusa. Kościół został poświęcony przez ówczesnego biskupa poznańskiego Hieronima Wierzbowskiego.

Pierwszą historię trzech Najświętszych Hostii napisał wielki historyk Jan Długosz. Uczynił to kilkadziesiąt lat po wydarzeniach z 1399 r. Pisali o cudzie również: Kromer, Miechowita i cytowany ks. Tomasz Treter. W 1926 r. wydano w Poznaniu książkę Mieczysława Noskowicza pt. „Najświętsze trzy Hostie 1399”. Niedawno wznowiono tę książkę w tym samym Poznaniu.

„Gazeta Wyborcza” i inne podobne media, szukające we wszystkim, co polskie i katolickie, antysemityzmu, uznały ją za antysemicką. Tymczasem książka ta nie ma nic wspólnego z antysemityzmem. Opisuje cud Eucharystyczny, który miał miejsce, który widziało tysiące ludzi i który opisali historycy, w tym Jan Długosz. Wielki polski król Władysław Jagiełło ufundował w miejscu cudu kościół, który stał się słynny w całej Europie. Dopiero potem miejsce to zostało zapomniane i „wyciszone”. Trzeba mu przywrócić pamięć.

Marianna Dark

Książkę Mieczysława Noskowicza „Najświętsze Trzy Hostie” w wersji oryginalnej wznowiło Wydawnictwo WERS z Poznania.

Wydawnictwo WERS
Skr. Poczt. 59, Oddział 4, 60-962 Poznań 10
e-mail: wolna-polska@wp.pl

Gorąco polecamy tę lekturę!

Za: Michael – marzec-kwiecień 2012 (Edycja Polska – Nr 66. Rok XIV)

ŻYDZI W POLSCE PRZEDROZBIOROWEJ (Cz. II)

ŻYDZI W POLSCE PRZEDROZBIOROWEJ (Cz. II)

 ks. dr Józef Kruszyński, rok publikacji 1934

==========================================================

– bardzo wartościowy materiał oparty na solidnych danych historycznych

– niechlubna rola szlachty wspierającej …ydów w ich konfrontacji z mieszczaństwem

– zachowana oryginalna pisownia sprzed niemal 100 lat.

===================================================

W roku 1525 wygnano żydów z Warszawy

czy w 500-letnią rocznicę tego wydarzenia odbędą się w Warszawie uroczystości?

============================================

06.02.2017, 

Freski na sklepieniu kościoła Najświętszej Krwi Pana Jezusa w Poznaniu.

[por.: Najświętsze Trzy Hostie. Cud eucharystyczny, Poznań 1399. md]

====================================

Przywilej Bolesławowy miał potwierdzić w całej rozciągłości Kazimierz Wielki.

Posłuchajmy, jaką dają ocenę sami Żydzi. Majer Bałaban w swej „Historji i literaturze Żydów w Polsce” pisze: „Przy­wilej nadany Żydom wielkopolskim jest obszerniejszym od swych prototypów: austrjackiego, czeskiego i węgierskiego o cztery paragrafy, z tych dwa ostatnie są charakterystyką czasu i kraju. Paragraf 35 poleca chrześcijanom przyjść z pomocą Żydowi, ilekroć usłyszą w nocy jego wołanie o po­moc; paragraf 36-ty pozwala Żydom na zupełnie wolny handel wszystkiemi towarami (ut Judaei vendant omnia libere et emant), a szczególnie żywnością”.

Na podstawie wzmiankowanego przywileju można sobie dokładnie przedstawić obraz stosunków polsko-żydowskich w ówczesnej Polsce. Jedno należy stwierdzić, że takich wyróżnień i swobód, jak w Polsce, nie posiadali Żydzi w żadnym kraju europejskim.

Ten przywilej stał się podstawą późniejszego dobrobytu ży­dowskiego na ziemiach polskich.

Nie mógł król Łokietek (1306 — 1333) ograniczać na­pływu Żydów, prześladowanych na Zachodzie Europy, zajęty bowiem ciągłemi wojnami i realizacją wielkiej idei zcalenia Polski, nie miał czasu do zastanawiania się nad tem, czy Żydzi osiedlający się w miastach polskich więcej szkody, czy korzyś­ci dla państwa przyniosą.

Kazimierz Wielki (1333— 1370) patrzał się na Żydów przedewszystkiem ze strony kupieckiej. Mądry ten monarcha dokładał usilnego starania, aby w Polsce znękanej tylu wojna­mi i niedawno połączonej, utrwalić dobrobyt i tą drogą przy­wiązać poddanych do państwa. W tym celu popierał handel, który już w znacznej części był opanowany przez Żydów. Ma­jąc na widoku handel nie mógł krępować Żydów w ich dzia­łalności.

W roku 1367 miał Kazimierz ogłosić nowy statut dla Ży­dów, którym potwierdził już dawniej istniejący i znacznie go rozszerzył zgodnie z nowemi potrzebami. Przywilej ten zwa­ny małopolskim, nie dochował się do naszych czasów, lecz został rzekomo potwierdzony przez Kazimierza Jagielloń­czyka w roku 1453.

Ponieważ tekst tego dokumentu z czasów Kazimierza Jagiellończyka znany jest z ksiąg historycznych, jako doku­ment bez daty i bez podpisu członków Rady królewskiej, prze­to pisarze polscy: jak Romuald Hube, Stanisław Kutrzeba, Eugenjusz Muller, Antoni Marylski, Teodor Jeske-Choiński, Andrzej Niemojewski, nie wierzą w jego autentyczność. Bro­nią go natomiast pisarze żydowscy: L. Gumplowicz, S. Schipper, M. Bałaban, F. Bloch[1]).

Łaskawość Kazimierza Wielkiego przypisują Żydzi wpły­wom Esterki, żydówki z Opoczna, nałożnicy królewskiej.

Właściwie to przekonanie opiera się na świadectwie Dłu­gosza, który pod rokiem 1356 zapisuje: ad preces quoque praefatae Ester, judaeae et libertates (Judaeis) concessit. Nie posiadamy żadnych pewnych dowodów, czy Estera miała wpływ na bieg spraw państwowych. Wszystkie wiadomości w tym względzie, przechowane w literaturze, na­leżą do legend.

Wiadomem jest tylko, że na dworze Kazimierza W. cie­szył się względami bankier krakowski, Lewko, który, dzięki dzierżawom ceł, mennicy itd., doszedł do fantastycznej na owe czasy fortuny. Nie tylko król i magnaci, lecz także Ludwik Węgierki pożyczał od niego pieniądze.

Władysław Jagiełło nie lubił żydów.

Ludność w kraju podnosiła krzyk przeciwko lichwie i wyzyskowi Żydów. W tym czasie poza Żydami stan mieszczański składał się przeważnie z napływowej ludności niemieckiej, czującej się w obowiązku niesienia świadczeń na rzecz państwa, które ją przygarnęło. Niemcy zajmowali się również handlem i byli lojalnymi obywatelami kraju.

Ludność polska, dzięki kupcom niemieckim, miała nieja­ko skalę porównania, gdy chodziło o ocenę działalności ży­dowskiej. Należy wyznać, że ta ocena wypadała dla Żydów bardzo niepochlebnie.

Nic więc dziwnego, że już za króla Jagiełły ludność za­częła utyskiwać na krzywdy, jakie są wyrządzane przez Żydów. Żydowscy pisarze oskarżają kler katolicki, że to on wpły­nął na Jagiełłę, iż nie chciał uznać wydanych przedtem przy­wilejów.

Zapewne, że to posądzenie kleru nie jest dalekiem od prawdy. Duchowieństwo polskie pierwsze zwróciło uwagę na wyzysk praktykowany przez Żydów, Kanony kościelne co do lichwy, służby chrześcijańskiej itd., nie były zachowywane, musiał tedy kler stanąć w obronie pokrzywdzonych.

Za czasów Jagiełły powstaje pierwszy proces rytualny w Polsce.

Za granicą w 13 i 14-tym wieku często miały miejsce procesy przeciwko Żydom z powodu jużto zbeszczeszczenia Hostji, zarówno jak mordów rytualnych.

Wykradanie z kościołów komunikantów powtarza się tak często i niejednokrotnie zostało stwierdzone tak oczywistemi dowodami, że trudno nie dać temu wiary, aczkolwiek Żydzi stale zaprzeczają. Gdy się weźmie pod uwagę fanatyzm ży­dostwa bardzo nienawistnie usposobionego do chrystjanizmu, tedy podobne posądzenia nie wydadzą się nieprawdopodobnemi.

W roku 1399 nadeszła z Poznania do Krakowa wiadomość, że tam Żydzi wykradli konsekrowaną Hostję. Gdy wieść rozeszła się po mieście, ludność chrześcijań­ska napadła na Żydów i środze ich poturbowała. Ten pierw­szy wypadek zbeszczeszczenia Najświętszego Sakramentu na­brał w całym kraju rozgłosu i wywołał w sferach mieszczańskich i u duchowieństwa reakcję przeciwko Żydom. Na miejscu gdzie znieważono Hostję, król Jagiełło zbudował w roku 1406 ko­ściół pod wezwaniem Bożego Ciała, który stoi do dnia dzi­siejszego.

O wypadku znieważenia Hostji pisze Długosz.

Pierwszy samorzutny odruch w większych rozmiarach wybuchnął w Krakowie w roku 1406. Złożyło się na to kilka przyczyn. Posądzono Żydów o podrabianie pieniędzy. Jednego z nich przychwycono na gorącym uczynku. Jakkolwiek po­niósł zasłużoną karę, opinja publiczna nie mogła się uspokoić.

Innym powodem była świeżo otwarta Akademja Krakow­ska. Żydzi mieli wielką pretensję, że pierwsza polska wyższa uczelnia powstała w dzielnicy należącej już przeważnie do Żydów. Dla wznoszenia Uniwersytetu wykupiono od Żydów kilka domów, co oczywiście podniosło z ich strony sarkanie. Na to znowu reagowali żacy krakowscy, zaczepiając Żydów. Wytworzył się nastrój podniecony.

W roku 1407 ks. Budek, kanonik wiślicki i profesor wszech­nicy krakowskiej, znany kaznodzieja, ogłosił, że Żydzi zamor­dowali chłopca chrześcijańskiego i rzucali kamieniami na ka­płana idącego do chorego. Wiadomości te podziałały na tłumy podniecająco. Uderzono w dzwony i rzucono się na dzielnicę żydowską. Ten pierwszy pogrom wyrządził znaczne szkody materjalne.

Długosz wspomina, że straż królewska niebawem opano­wała sytuację. Aby nie dopuścić do podobnych ekscesów na przyszłość, zarządzono surowe śledztwo i winnych ukarano.

Pomimo zażegnania bezpośrednich następstw, jakie z po­gromu krakowskiego mogły wyniknąć w innych miastach polskich, zaczęto odtąd pilniej baczyć na zachowanie się ludności żydowskiej.

Arcybiskup Gnieźnieński Mikołaj Trąba zwołuje w roku 1420 synod w Kaliszu i przeprowadza przyjęte na Zachodzie zasady w odniesieniu do Żydów. Uchwalono przyjąć wszystkie po­stanowienia na synodzie we Wrocławiu i Budzie i dodano jeszcze nowe, a mianowicie, że Żydzi mają uiszczać pewne opłaty kościelne. Zwraca się synod z prośbą do króla, aby ograniczył nadmierne pobieranie lichwy (non moderatae usurae).

Na podstawie tych uchwał wydał król Jagiełło w roku 1423 tak zwany Statut Warcki, którym zabronił Żydom pożyczania pieniędzy na hipotekę i skrypta dłużne, a pozwolił jedynie pożyczać na zastaw ręczny.

Po krótkich rządach Władysława Warneńczyka wstę­puje na tron polski Kazimierz IV Jagiellończyk (1447). Sprawy żydowskie były nieuregulowane. Od czasów Kazimierza W. napróżno Żydzi zabiegali o zatwierdzenie przedkładanych przepisów i koncesyj.

Po Statucie Warckim zaczęto zaprowadzać znaczne ogra­niczenia. Niektóre Rady miejskie wprowadzały nowe ograni­czenia, mając na względzie podniesienie rzemiosła chrześci­jańskiego.

Żydzi, widząc, że ograniczenie swobód w prowadzeniu handlu, nie daje im spodziewanych zysków, zaczęli usilnie zabiegać u króla o potwierdzenie nowych praw. Tem sku­teczniej rozwijali obronę, ponieważ byli w oczekiwaniu no­wych obostrzeń.

Ks. Jan Długosz udał się do Wrocławia, aby w imieniu króla zaprosić przebywającego tam słynnego kaznodzieję Fran­ciszkanina, Jana Kapistrana, cieszącego się już za życia opinją świętego. Kaznodzieja występował przeciwko rozpanosze­niu się Żydów i ciemiężeniu ludności chrześcijańskiej. Prze­widywano, że gdy „Capistran” przybędzie do Krakowa, uzy­skanie przedstawionych swobód stanie się trudniejsze.

Delegatom gmin żydowskich udało się jednak uzyskać owe przywileje od króla (26 sierpnia 1453 rok), o które już od dawna zabiegali.

Dnia 28 sierpnia tego samego roku przybył Kapistran do stolicy Polski, witany uroczyście przez króla, królowę, kardy­nała Zbigniewa Oleśnickiego i panów polskich.

Kardynał Zbigniew Oleśnicki był niezadowolony z no­wych przywilejów królewskich. Poparła go cała szlachta wiel­kopolska i małopolska, patrząca niechętnie na rozwój stanu mieszczańskiego, wśród którego oczywiście Żydzi odgrywali niepoślednią rolę.

Król, nie mogąc uprzedzać do siebie szlachty, wobec no­wej wojny z krzyżakami, wydał w roku 1454 tak zwane Statuty Nieszawskie, któremi przywrócił pełną moc statutom powzię­tym w Warcie, a tem samem ograniczył swoje własne nie­dawno wydane zarządzenia. Obok żądania szlachty, wpłynął na to postanowienie kardynał, mając całkowite poparcie Kapistrana, głoszącego kazania w Krakowie.

Znamiennem jest, że w tym czasie kwestja żydowska w Polsce nie tylko zajmuje tłumy i mieszczan, patrzących na Żydów, jako na niesumiennych konkurentów, ale przechodzi na pole dyskusji naukowych.

Naprzód postarano się o przekład polski książek traktu­jących o Żydach, jak Pawła z Burgos (ur. 1351 rok), nawróco­nego rabina, który został biskupem w Kartaginie, a potem w Burgos. Napisał on wiele traktatów polemicznych wyka­zujących błąd judaizmu. Dążył przez całe życie do nawraca­nia Żydów.

Rozpowszechniano również w Krakowie Mikołaja z Łydy; „Dialogus fidei contra infideles Judaeos” i książkę anonimo­wą: „Contra perfidos Judaeorum errores”, tudzież „Excerpta de Talmuth”. Najwięcej krążyło po Krakowie egzemplarzy tak zw. Tractatus Rabbi Samuelis z roku 1334; wydał w tłumaczeniu polskim Piotr Poznańczyk w latach: 1534, 1538 i 1539.

W ślad za tem zaczęli ekonomiści i statyści polscy uzasadniać szkodliwość Żydów pod względem ekonomicznym, Paweł z Brudzewa w swej rozprawie politycznej pt.Tractatus de potestate Papae et Imperatoris (1400) rozważa pytanie: „Czy książęta chrześcijańscy mogą bez grze­chu wypędzać ze swych posiadłości Żydów i Saracenów i za­bierać im mienia i czy papież może to panom świeckim na­kazać”.

Odpowiedź na to brzmi, że książę chrześcijański może to czynić tylko wówczas, gdy Żydzi zachowują się niespokoj­nie, a chrześcijanom grozi z ich strony niebezpieczeństwo.

Wybitny statysta, Jan Ostroróg (ur. 1420), wypowiada się w swem dziele „Monumentum” za odznaką żydowską, wprowadzoną we wszystkich krajach zachodnich, na podsta­wie uchwały soboru w roku 1215. Żydzi powinni się wyróżniać odznaką, noszoną na ubiorze w postaci czerwonego krążka, aby każdy chrześcijanin wiedział, z kim ma do czynienia. Występuje przeciwko lichwie, wołając: „Niech im ta wolność zostanie odjęta, a ustaną tem samem liczne kradzieże”.

Przeciwko lichwie żydowskiej i Żydom wogóle zwraca się Stanisław Zaborowski w swym Tractatus ąuadrifudus de natura iurium et bonorum regis, za­znaczając książętom, że popełniają ciężki grzech, jeśli nie zmuszają Żydów do naprawienia „szkód wyrządzonych przez lichwiarzy”[2]).

Te akademickie wywody — pisze Bałaban — przeniesione do życia praktycznego, miały dla Żydów okropne skutki, czę­sto nawet przez autorów niezamierzone. Liczne oskarżenia o morderstwa rytualne, o kradzież Hostji itp. mnożą się z dnia na dzień, a rugi Żydów w zachodniej Europie stano­wią dla nich straszne memento i w Polsce[3]).

Humanizm, który się przeniósł z zachodu Europy do Pol­ski, wpłynął na złagodzenie zatargów z Żydami.

Wielu humanistów polskich zajmuje się księgami hebrajskiemi, a znajdując w nich wiele strawy duchowej, tem sa­mem patrzą łaskawszem okiem na Żydów.

Ruch humanistyczny nie ogarnął jednak sfer mieszczań­skich, ani ludowych, dlatego podtrzymywane są tam dwa za­rzuty i utrzymuje się stale nieprzychylne usposobienie dla żydostwa, powiększającego swoje majętności z widoczną krzywdą mieszczan, zarówno jak i szlachty.

Za panowania Kazimierza Jagiellończyka wielu żydów przesiedlało się na Litwę. Korzystali tutaj z przywi­lejów księcia Witolda, które były wzorowane na dawnych statutach polskich.

Kwestja żydowska na Litwie weszła w fazę daleko sil­niejszego zaognienia, aniżeli w Królestwie, ponieważ stan mie­szczański składał się niemal wyłącznie z Żydów. Bojarowie i magnaci litewscy lekkomyślnie zaciągali pożyczki, nie licząc się, jakie należy płacić procenty. Dzięki tej nieopatrznej po­lityce w stosunku do Żydów, ich majątki niezwykle szybko się powiększały ku szkodzie ludności chrześcijańskiej. To by­ło powodem do reagowania przeciwko krzywdzie żydowskiej.

Nieprzychylne usposobienie przeciwko Żydom szerokich mas społecznych trafiało na grunt podatny, ponieważ w tym samym czasie odbywały się przeciwko żydostwu największe walki w Hiszpanji, zarówno jak i w średniej Europie. Dlate­go też po śmierci Kazimierza Jagiellończyka, za panowania dwóch jego synów, Jana Olbrachta, jako króla polskiego, i Aleksandra, Wielkiego księcia litewskiego, nieprzychylnie usposobionych do Żydów, zaczęli się domagać zaprowadzenia pewnych ograniczeń.

W roku 1494 wybuchnął w Krakowie wielki pożar, który zniszczył część miasta. Posądzono Żydów o podpalenie. Roz­poczęły się rozruchy antyżydowskie, które wprawdzie opano­wano, lecz Jan Olbracht usunął Żydów ze środka miasta, po­zwalając się osiedlać na przedmieściu Kazimierzu.

W następnym roku (1495) Aleksander wydał na Litwie zarządzenie, mocą którego usunięto Żydów z miast litewskich. Wielu z nich udało się na wschód, do Konstantynopola, gdzie Turcy dawali im przytułek, inni osiedlili się w Kownie. Zao­szczędzono tylko gminę katolicką w Trokach, która przysto­sowała się do praw państwowych i w działalności swojej nie wywoływała rozdźwięków z miejscową ludnością.

Po śmierci Jana Olbrachta, gdy Aleksander został kró­lem polskim, Żydzi byli ogarnięci trwogą, czy ich nie spotka ten sam cios, co na Litwie.

Stanisław Zaborowski pisał do króla: „Jeżeli chcesz być apostołem Żydów, dobądź miecza z pochwy, aby choć pod przymusem przyjęli wiarę chrześcijańską”.[4]) Król jednak nie posłuchał i nie poszedł za tą radą, zmienił swoje dawniejsze postanowienie, pozwalając (1503) Żydom na powrót na Litwę. Życie ekonomiczne stało się jednak odtąd trudniejsze, ponie­waż handel i rzemiosło były opanowane przez kolonistów nie­mieckich i szwedzkich, którzy bronili swych placówek przed Żydami. Regulowano jednak stale prawodawstwo w stosunku do Żydów, wprowadzając ograniczenia dawnych przywilejów, które w praktyce okazały się wysoce szkodliwe dla ludności chrześcijańskiej.

Za króla Olbrachta szlachta uzyskuje dalsze rozszerze­nie swych praw i przywilejów, w roku 1493 poraź pierwszy zbie­ra się izba poselska, a w roku 1496 wydaje Olbracht tak zw. „Statuty piotrkowskie”, któremi potwierdza dawne statuty nieszawskie, ograniczając prawa Żydów co do nabywania dóbr ziemskich na własność. Zabrania pożyczania pieniędzy na skrypta dłużne i na hipotekę, aby w ten sposób przeszkodzić przechodzenia dóbr nieruchomych w ręce żydowskie. Prawo takie dzięki Janowi Łaskiemu wprowadzono do Volumina legum i obowiązywało ono przez cały czas trwania Rzeczy­Pospolitej.

Żydzi omijali je przez uzyskanie od następnych królów poszczególnych uchwaleń i przywilejów.

Dzięki tym zastrzeżeniom Żydzi tworzyli pewne skupie­nia w Polsce i nie mogli się swobodnie przerzucać do tych miast, w których do tego czasu własnych gmin nie posiadali. Istniały w Polsce miasta, a nawet dzielnice kraju wcale jesz­cze nie zażydzone.

Na podstawie obowiązujących statutów piastowskich te dzielnice, które do tego czasu były wolne od Żydów, nie chciały ich do siebie wpuścić. Dzielnice te otrzymały prawo tak zw. „de non tolerandis judaeis”. Należało do nich Ma­zowsze.

Kiedy w roku 1527 po książętach mazowieckich Mazowsze zostało wcielone do Królestwa, wystarała się Warszawa u Zy­gmunta I o przywilej „de non tolerandis judaeis”, robiąc tylko wyjątek dla jednego Żyda celnika Mojżesza, który już tam mieszkał za książąt mazowieckich. Nie było również Żydów na ziemiach, które należały do zakonu krzyżackiego.

Ten sam przywilej posiadała Bydgoszcz, nadany jej jesz­cze w roku 1309 przez wielkiego mistrza Siegfrieda v o n Feuchtwangen. „Po przejściu ziem Zakonu do Polski osiedli w Bydgoszczy liczni osadnicy żydowscy, wówczas magistrat przedłożył swój dawny przywilej i uzyskał od Zygmunta Augu­sta prawo wygnania Żydów i nie wpuszczania ich na przy­szłość do miasta. Nie osiadali też Żydzi w Gdańsku, Toruniu i Elblągu i tylko na wielkie jarmarki tutaj zjeżdżali” [5]).

Snać prawo „de non tolerandis Judaeis” nie było zbyt ściśle wypełnione, skoro Żydzi umieli je obchodzić. O ile przy mieście znajdowały się grunta królewskie lub prywatne, Żydzi osiedlali się tam i ze swojemi towarami przybywali do miasta, robiąc konkurencję kupcom chrześcijańskim. Taki przykład mamy w Lublinie, który waruje ściśle swój przywi­lej de non tolerandis judaeis i jeszcze w początkach 16-go wieku pozwala u siebie mieszkać tylko jednemu Żydo­wi Joskowi, bankierowi i celnikowi na Rusi.

Inni Żydzi mieszkają za murami miasta, na stokach zam­ku królewskiego (Podzamcze) i tylko na dzień przychodzą do miasta, by tutaj handlować.

Z czasem przechodzi ta gmina z Podzamcza do właści­wego miasta mimo oporu magistratu, cechów i gildyj. Podob­ny proceder widzimy we wielu późniejszych osadach, jak w Drohobyczu, Samborze na Rusi, w Radomiu itd.[6])

Ustrój stanowy w Polsce otwiera przed Żydami szerokie możliwości tylko w miastach. Prawodawstwo chroniło przed Żydami majątki ziemskie, szli tedy do miast, skupiając się zazwyczaj w jednej dzielnicy. Zamieszkiwali przeważnie we wschodniej stronie miasta[7]).

W miastach, gdzie nie wolno było mieszkać Żydom, osiedlali się w szlacheckich gruntach podmiejskich i prowa­dzili handel, jak widzieliśmy wyżej. Nie opłacając podatków miejskich i świadczeń duchowych, mogli sprzedawać towary po niższych cenach. Konkurencja tedy kupiectwa chrześcijań­skiego była bardzo trudna. Szlachta, korzystając z rozległych przywilejów, nie zważała na skargi mieszczan i trzymała Ży­dów w swoich posiadłościach podmiejskich.

W wieku 16-tym Polska osiągnęła wielkie mocarstwowe stanowisko w Europie. Prowadzono rozległy handel ze Wscho­dem i Zachodem. Żydzi wybijają się na czoło jako kupcy i główne korzyści ciągną z kupiectwa.

Miasto Kraków, Lwów, Łuck i Włodzimierz stają się pewnemi rynkami handlowemi. Do Lwowa i Łucka przyby­wają kupcy z Kijowa i z Konstantynopola. Odbywa się wy­miana towarów przywożonych z Zachodu i przesyłka towarów wschodnich na Zachód. Po wzięciu Konstantynopola przez Turków (1453) bogate kupiectwo ormiańskie we Lwowie traci rynek handlowy w Konstantynopolu. Turcy odnoszą się nieprzychylnie do Ormian zagranicznych, którzy nie mogli być wdzięcznymi dla Turcji za prześladowanie ich braci w kraju rodzinnym, znajdującym się pod berłem tureckim. Opuszczo­ne przez Ormian placówki zajmują Żydzi i stają się główny­mi pośrednikami na polu handlu pomiędzy państwem otomańskiem a Polską.

Z handlem idzie w parze i rzemiosło. Aczkolwiek rze­mieślnicy żydowscy nie należą do cechów i mają znaczne utrudnienia w prowadzeniu swoich zawodów, nie przestają jednak wytwarzać silnej konkurencji cechowemu rzemiosłu chrześcijańskiemu.

Rzemieślnicy żydowscy uchodzący powszechnie za par­taczy i fałszerzy, wyrabiający jednak tanio, znajdują zbyt na swoje towary. Zamożność żydowska wzrasta tak dalece, że nie są już rzadkie wypadki kształcenia swoich dzieci na uni­wersytetach, wysyłania nawet do słynnej podówczas Padwy.

Utrwalanie się żydostwa przypadło na okres panowania Zygmunta Starego (1505 —1548).

Rządy Zygmunta należą do świetnych w Polce, ale mo­narcha ten, znajdując się pod wpływem humanizmu, który przeniknął również do Polski, był usposobiony liberalnie do kwestyj wyznaniowych. Mając przytem za cel rozszerzenie granic swojego państwa, prowadził wojnę z Moskwą i krzy­żakami. Potrzebując pieniędzy, liczył na pomoc gmin żydow­skich i bogatych przybyszów z zagranicy. Dlatego odnosił się przychylnie do żydostwa, nie przewidując, że zażydzona Pol­ska będzie kiedyś narzekała na to ciężkie jarzmo.

Wielu zamożnych Żydów z Hiszpanji i Niemiec przyby­wa podówczas do Polski. Lekarzem przybocznym Zygmunta jest Izaak z Hiszpanji; również królowa Bona miała za leka­rza Żyda, Samuela bar Marszulam. Obok tych widzimy wielu bankierów, dostawców dworu królewskiego, dzierżawców ceł itd.

Poza Krakowem szczególnie do trzech miast napływają Żydzi, to jest: do Poznania, Lublina i Lwowa. W Poznaniu masowo wykupują domy, co wywołuje silny sprzeciw ze strony mieszczan. Zygmunt przychyla się do tych skarg i usuwa Żydów na przedmieście Rybaki, na interwencję jednak wojewody Łukasza Górki nie wprowadza w czyn swe­go zarządzenia.

Lublin silnie się zaludnia Żydami. Napróżno bronią się mieszczanie lubelscy, powołując się na prawo de non tolerandis… Żydzi wdzierają się do miasta i w krótkim czasie dzielnica około zamku staje się prawie całkowicie zażydzoną. To samo dzieje się we Lwowie, Łucku i w wielu innych miastach.

Ze względu na powiększenie się gmin żydowskich, nie łatwo jest porozumiewać się z pojedyńczemi skupieniami. Aby temu zaradzić, przeprowadza król Zygmunt centralizację gmin i nad każdym obwodem mianuje tak zw. egzekutora ge­neralnego, czyli komisarza, którego obowiązkiem było, pomię­dzy innemi, ściąganie z gmin podatków przypadających skar­bowi państwa.

Komisarzami byli przeważnie bankierzy. Zarządzenie to spotkało się z silnym oporem ze strony Żydów. Komisarz nad centralą gmin posiadał jednocześnie zwierzchnictwo nad rabinami. Ci nie chcieli się poddać tej władzy i rzucali publicznie klątwy na komisarzy, nie bacząc na ich mandat królewski. Głównym kamieniem obrazy w tym nowym ustroju była niechęć do płacenia podatków. Walkę prowadzono tak długo, aż ustrój rozbito.

Zygmunt prawdopodobnie pod wpływem swoich doradców żydowskich zrezygnował z centralizacji gmin, zaprowadzając nowy ustrój, tak zw. federację gmin w każdej z oddzielnych prowincyj państwa. Każda gmina zachowała swoją pełną sa­modzielność, należała jednak do związku dzielnicowego. Nad takim związkiem stał rabin naczelny, rezydujący zwykle w głównem mieście danej dzielnicy.

Rabini, mający zwierzchnictwo nad gminami sfederowanemi, nazywali się generalnymi, wśród których oczywiście ra­bin stołeczny posiadał pierwszeństwo.

Rabinaty generalne po większej części utrzymywały się w rodzinach broniących tego stanowiska jako bardzo intrat­nego i wpływowego.

Pierwszym generalnym rabinem uznanym przez króla Zygmunta Starego w Krakowie był Jakób Polak, członek naj­bogatszej bankierskiej rodziny Fiszlów. W literaturze rabinicznej posiada on swoje imię; jest bowiem twórcą metody wykładu Talmudu, która otrzymała nazwę hebrajską „Pilpul” , tzn, pieprz. Jak sama nazwa wskazuje, metoda ta polega przedewszystkiem na zastosowaniu djalektyki, kazuistyki i dowcipu.

Gminy żydowskie i tym razem broniły się gwałtownie przed rabinatami generalnemi, walka ta już ze swego założe­nia miała charakter antyrządowy. Rzecz charakterystyczna:

w 16-tym wieku Żydzi w Polsce czują się już tak swobodny­mi i tak zachłannymi, gdy chodzi o odrębność judaistyczną, że w krajach zagranicznych byłoby coś podobnego nie do po­myślenia. Zygmunt I, nie chcąc nadal walczyć z uporem, ustę­puje w roku 1551 i pozwala gminom nowym wybierać rabina ge­neralnego i udzielać mu władzy. Rząd królewski przestaje się wtrącać w wewnętrzny ustrój gminy żydowskiej.

Żydzi na tem wiele stracili, gdy chodzi o stronę kultu­ralną. Rabini wybierani przez gminy były to po większej czę­ści indywidua ciemne, zabobonne i fanatyczne. Rabini nato­miast rządowi rekrutowali się z ludzi najświatlejszych. Ostat­nim rabinem generalnym zatwierdzonym przez króla w roku 1547 był Mojżesz Isserlez, którym się chlubią Żydzi, jako najwięk­szym talmudystą w Polsce. Żydzi korzystając z rozległych swobód w Królestwie, nie przerwali usilnych starań w celu uchylenia dekretu Jana Olbrachta (1495) usuwającego ich z Litwy. Wygnanie trwało tylko 8 lat. Wielki książę Aleksander już w roku 1503 godzi się na ich powrót na Litwę, rozkazuje nawet oddać skonfiskowane nieruchomości za prawo płacenia podatku tak zw. powrotnegoi wystawienie tysiąca ludzi na wojnę.

Żydzi w Grodnie, Pińsku i Brześciu odzyskują swe po­siadłości.

Z tym tysiącem jezdnych była trudniejsza sprawa. Uchy­lają się Żydzi jak mogą i nigdy tego zarządzenia nie spełnili.

Płacenie podatków także idzie oporem. Zygmunt I mia­nuje na Litwie generalnym egzekutorem Michała Ezofowicza, najbogatszego Żyda na Litwie. Do wielkiej fortuny doszedł przez dzierżawę ceł w Mińsku. Na stanowisku egzekutora podatkowego jeszcze bardziej powiększa własną fortunę. Do pomocy jest mu dany naczelny rabin, Mendel Frank. Żydzi nie chcą płacić podatków na ręce rabina i Ezofowicza. Pow­staje przeciwko nim walka i wyklęcia. Frank odznaczony na Litwie, przenosi się na to samo stanowisko do Poznania. Ży­dzi wyklinają go, jako będącego na usługach „gojów”. Stąd przenosi się do Brześcia, gdzie osiada na stałe.

Pro Christo: wiara i czyn: organ młodych katolików, rok X, luty 1934, nr 2, str. 101-115.

[1] Tekst przywileju małopolskiego wydał Biernadzki w III tomie „Russko-jewr. Archiwa”. Polemikę zob. u Blocha w „General-priwilgien” tudzież u Schorra w „Festschrift” na cześć Schwartza. Wiedeń, 1917.

[2] Majer Bałaban cyt. w., str. 279.

[3] Tamże.

[4] Majer Bałaban. Cyt. w. str. 282.

[5] M. Bałaban Cyt. w. str. 284.

[6] Tamże. Str. 285.

[7] Zwyczaj ten został uświęcony przez pamięć na Palestynę, zwłaszcza Jerozolimę, znajdującą się w kierunku wschodnim. W czasie modłów kierowano się twarzą również na wschód.

Jak wy mi tak – to ja wam tak!

Jak wy mi tak – to ja wam tak!

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    30 listopada 2025 michalkiewicz

Wprawdzie Niebo zesłało vaginetowi Obywatela Tuska Donalda kolejową dywersję – ale cóż z tego, gdy vaginet, zamiast zagospodarować ją po gospodarsku, zwalił wszystko na Putina, który miał wyręczyć się dwoma ”obywatelami Ukrainy”, co to czmychnęli na Białoruś i ślad po nich zaginął? Wprawdzie niezależna prokuratura co i rusz zatrzymuje jakichś delikwentów w desperackiej nadziei, że któryś coś chlapnie i będzie można mu postawić „zarzuty” – ale zdaje się, że nic z tego nie będzie i w tej sposób dar Niebios zostanie zmarnotrawiony. A przecież można było przypisać sprawstwo kierownicze jak nie panu prezydentowi Nawrockiemu, to Grzegorzowi Braunowi, jak nie Grzegorzowi Braunowi, to Robertowi Bąkiewiczowi.

Niestety tak się nie stało i w rezultacie, w ramach nowej formuły funkcjonowania polskiej państwowości po zakończeniu etapu III RP, trzeba otwierać nowe fronty walki, zgodnie z formułą: jak wy mi tak – to ja wam tak – według której funkcjonuje obecnie nasz bantustan, zanim przepoczwarzy się w Generalne Gubernatorstwo. I w ramach tej nowej formuły, nowy marszałek Sejmu, obywatel Czarzasty Włodzimierz, nie tylko zakazał wyszynku alkoholu w sejmowych restauracjach, ale proklamował „veto marszałkowskie”, jako retorsję wobec pana prezydenta Nawrockiego, który nie tylko wetuje ustawy wymyślane przez vaginet obywatela Tuska Donalda, ale również zasypuje Sejm własnymi projektami. „Veto marszałkowskie” ma polegać na tym, iż obywatel Czarzasty Włodzimierz sam będzie decydował, czy prezydencki projekt w ogóle pokazywać Sejmowi, czy jako „szkodliwy” – od razu wrzucić do kosza. Co prawda konstytucja żadnego „veta marszałkowskiego” nie przewiduje, zaś regulamin Sejmu nakazuje marszałkowi poddawać projekty pod obrady Sejmu – ale kto by się tam przejmował takimi głupstwami, kiedy właśnie kwasiżurkowie nasilają walkę o praworządność?

Jakby tego było jeszcze mało, to w dniach ostatnich złowrogi Grzegorz Braun pojechał do Oświęcimia, gdzie na obozowym żwirowisku, na którym ongiś Kazimierz Świtoń próbował obrony krzyża, usiłował zorganizować „zgromadzenie” – ale policja mu nie pozwoliła i usunęła „zgromadzenie” poza obręb eksterytorialnego Auszwicu. A „zgromadzenie” zostało zwołane celem poinformowania opinii publicznej i zarazem wyrażenia sprzeciwu wobec projektu uchwały Rady Ministrów o zwalczaniu antysemityzmu i „wspieraniu życia żydowskiego” w Polsce, której podjęcie nakazała jeszcze premierowi Morawieckiemu Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje. Jak się okazuje, na obecnym etapie Niemcy nie tylko sami noszą Żydów na rękach, ale również nakazują to samo w całej Rzeszy, a zwłaszcza – w Generalnej Guberni. W Generalnej Guberni bowiem Żydowie tak czy owak muszą być na pierwszym planie – jak nie jako ofiary holokaustu, to jako Herrenvolk, któremu głupie goje mają „wspierać życie”. Toteż projekt uchwały Rady Ministrów, z jednej strony przewiduje srogie kary dla głupich gojów za antisemitismus i „mowę nienawiści”, a z drugiej – przywileje dla Żydów, wobec których mniej wartościowy naród tubylczy ma pełnić rolę służebną – podobnie jak wobec narodu ukraińskiego. Wystąpienie Grzegorza Brauna spotkało się z pryncypialnym potępieniem wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu – a wszystkich przelicytował obywatel marszałek Czarzasty Włodzimierz, zapowiadając, że nigdy-przenigdy Grzegorza Brauna do Sejmu nie wpuści.

Ale od czego są Żydowie – od których – jak powtarzał król Stanisław August, ilekroć udało mu się uzyskać pożyczkę u jakiegoś lichwiarza – „przychodzi zbawienie?” Jeszcze nie ucichły echa wystąpienia Grzegorza Brauna, a już instytut Yad Waszem ogłosił, że „Polska” była pierwszym na świecie krajem, który nakazał Żydom noszenie specjalnych opasek. Okazuje się, że instytut Yad Waszem nie zauważył takiego słonia w menażerii, że to nie żadna „Polska” nakazała Żydom noszenie opasek, tylko władze Generalnej Guberni, utworzonej 26 października 1939 roku specjalnym postanowieniem wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera.

Trudno się jednak temu dziwić; skoro Niemcy na obecnym etapie nie tylko same noszą Żydów na rękach, ale w dodatku rozciągają ten rozkaz na całą Rzeszę, to jasne, że Żydowie jakoś chcą się Niemcom za to odwdzięczyć. Inna sprawa, że o ile na obecnym etapie Niemcy nie dadzą się nikomu wyprzedzić w gorliwości, o tyle, gdyby pewnego dnia padł inny rozkaz, to też nie daliby się nikomu w gorliwości wyprzedzić. Ale Książę-Małżonek nie posiadał się z oburzenia na tę deklarację Yad Waszem tym bardziej, że zaledwie dzień wcześniej zadeklarował, iż „Polska” przekaże Ukrainie 100 milionów dolarów – dokładnie tyle, ile ukradły i chyba schowały w Izraelu tamtejsze parchy-oligarchy, Timur Mindycz i Aleksander Cukierman – a tu taki casus pascudeus! Skoro jednak jeszcze pan Łukasz Jasina, rzecznik warszawskiego MSZ, jeszcze za ancien regime`u ogłosił, że „Polska jest sługą narodu ukraińskiego”, to trudno; jak pan każe – sługa musi.

A skoro już jesteśmy przy Ukrainie, to koniecznie trzeba oddać sprawiedliwość Radiu Erewań, które rzeczywiście musiały wspierać proroctwa, kiedy na pytanie zaniepokojonego słuchacza, czy będzie wojna – odpowiedziało, że wojny oczywiście nie będzie, za to rozgorzeje taka walka po pokój, ze nie zostanie nawet kamień na kamieniu. Jak wiadomo, amerykański prezydent Donald Trump ogłosił 28-punktowy plan zakończenia wojny na Ukrainie i wyznaczył prezydentowi Zełeńskiemu termin do 27 listopada, żeby ten plan przyjął, bo jak nie, to niech sobie wojuje z Rosją do ostatniego Ukraińca – ale już bez amerykańskiego wsparcia wywiadowczego i amerykańskich dostaw broni. Przerażony prezydent Zełeński wygłosił nawet dramatyczne orędzie do narodu, że musi wybrać między „utratą godności”, a utratą najważniejszego przyjaciela – ale Niemcy i Francuzi, co to od 1990 roku próbują realizować koncepcję „europeizacji Europy”, czyli stopniowego wypychania Ameryki z polityki europejskiej, natychmiast wykorzystały okazję by w Genewie wykombinować alternatywny plan pokojowy.

O ile plan amerykański był uważany za korzystny dla Rosji, to plan europejski jest niewątpliwie korzystny dla Ukrainy. Czy którykolwiek z tych planów zostanie w tej sytuacji wprowadzony w życie – trudno powiedzieć – ale o ile amerykański plan pokojowy może zostać potraktowany z zainteresowaniem przez Rosję, to plan europejski zostanie przyjęty z zainteresowaniem przez Ukrainę. W tej sytuacji wojna na Ukrainie będzie toczyła się nadal, ale będzie ona miała odtąd wszystkie cechy walki o pokój – no bo jej przedmiotem będzie wybór między jednym, a drugim planem pokojowym. W rezultacie może tam nie zostać nawet kamień na kamieniu, co jest jeszcze jedną ilustracją poglądu, że z wielkich idei mogą zrodzić się wielkie nieszczęścia.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Lucyna Kulińska „Co drugi minister KO ma obce pochodzenie lub jest agenturalnie związany z innymi krajami”

Lucyna Kulińska „Co drugi minister KO ma obce pochodzenie lub jest agenturalnie związany z innymi krajami”

1 grudnia 2025

AIX

Obraz rzeczywistości, który wyłania się z rozmowy Piotra Szlachtowicza z dr Lucyną Kulińską jest przerażający. Większość jednak nie ma się czym martwić… większość się nie zmartwi, bo tego nie odsłucha, a nawet gdyby, to nie uwierzy, nie zrozumie albo wzruszy ramionami z powodu swojego własnego ogłupienia lub demoralizacji.

O czym i o kim była mowa?

Najpierw o Jermaku. Aby nie być posadzonym o uleganie wpływom rosyjskiej propagandy cytat z money.pl.

W marcu tego roku stripes.com, amerykański portal o tematyce wojskowej, (…) porównał działania Jermaka do ośmiornicy rozciągającej macki nad służbami specjalnymi czy organami ścigania.

Przeszukanie mieszkania Jermaka jest częścią operacji “Midas”, w której agenci ujawnili mechanizm wyprowadzania środków ze spółki Enerhoatom. Grupa przestępcza miała uzyskiwać korzyści w wysokości 10-15 proc. wartości kontraktów. Zdaniem śledczych ze spółki wyprowadzono w ten sposób ok. 100 mln dol.

Ukraińskie media donoszą, powołując się na ustalenia śledczych, że Jermak jest w nagraniach tajemniczym “Ali Babą”, który poleca służbom ściganie detektywów NABU i prokuratorów ds. walki z korupcją. Kijów chciał latem ograniczyć kompetencje służb antykorupcyjnych, ale po protestach mieszkańców i reakcji Zachodu władze odstąpiły od tego pomysłu.

W tym kontekście – Piotr Szlachtowicz pokazał widzom zdjęcie z X na którym Andrij Jermak stoi w mieszanym towarzystwie m.in. polskich “politruków” albo rzecz ujmując bardziej marketingowo w gronie “liderów opinii” z panami Budziszem, Janke, Bartosiakiem i osobnikiem, który przypomina słynnego krasnala Hałabałę z Muzeum Figur Woskowych.

W dalszej części audycji dr Lucyna Kulińska ostrzegła Polaków przed nową falą grabieży polskich majątków fałszywie klasyfikowanych jako żydowskie oraz przymiarką do legalizacji i zakotwiczenia pobytu Ukraińców w Polsce.

Polskie dzieci szprycowane na potęgę. Płaczek: Czy Polska pełni rolę kasjera dla koncernów farmaceutycznych?

Polskie dzieci szprycowane na potęgę. Płaczek: Czy Polska pełni rolę kasjera dla koncernów farmaceutycznych?

16.11.2025 placzekgrzegorz

szczepionka dziecko szczepienie
NCZAS.INFO | Szczepienie dziecka. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixnio

Dzieci w Polsce są jednymi z najczęściej obowiązkowo szczepionych w Europie. Jesteśmy w czołówce państw, które już niemowlakom nakazują wiele obowiązkowych szpryc. Pomimo tego, że od niektórych szczepionek już dawno odeszli na Zachodzie, w Polsce są one nadal przymusowe. Zwrócił na to uwagę poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek w kontekście szczepionki przeciwko gruźlicy.

„Na spokojnie, nie będąc przeciwnikiem szczepień, świadomy patologicznego lobbyingu Big Pharmy w polskim Sejmie oraz promowania „niezależnych ekspertów” w przestrzeni publicznej – spytam publicznie: DLACZEGO szczepienia BCG (przeciw gruźlicy) wciąż podaje się OBOWIĄZKOWO noworodkom w pierwszej dobie życia w Polsce?” – napisał poseł Grzegorz Płaczek na portalu X.

„I z pewnością wielu Polaków na co dzień nie zastanawia się nad tym, jednak pytanie wydaje się zasadne, bowiem… z obowiązkowego podawania tych szczepień noworodkom w ostatnich dekadach wycofały się między innymi:

Austria
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 35 lat

Hiszpania
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 44 lata

Szwecja
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 50 lat

Niemcy
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 27 lat

Czechy
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 15 lat

Finlandia
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 19 lat

Francja
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 18 lat

Grecja
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 9 lat

Irlandia
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 10 lat

Holandia
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 46 lat

Portugalia
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 9 lat

Słowacja
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 13 lat

Słowenia
Program obowiązkowy NIE obowiązuje już 20 lat

USA
W tym państwie szczepionka BCG nigdy nie była obowiązkowa ani powszechnie zalecana dla całej populacji.

➡️ Pytanie wydaje się zasadne, bowiem… nawet realizująca interesy Big Pharmy, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ZALECA REZYGNACJĘ z powszechnych szczepień BCG w krajach, gdzie ryzyko zakażenia gruźlicą jest bardzo niskie (poniżej 0,1% rocznie) – a w Polsce taka sytuacja trwa od lat.

➡️ Pytanie wydaje się zasadne, bowiem… eksperci wskazują, że przy bardzo niskiej zapadalności, korzyść z masowego szczepienia całej populacji jest niewielka lub znikoma.

➡️ Pytam więc: DLACZEGO nadal obowiązkowo podajemy te szczepionki noworodkom w Polsce i nakładamy gigantyczne kary finansowe na rodziców, którzy nie chcą w Polsce szczepić swoich dzieci, widząc trend w Europie Zachodniej i na świecie? Dlaczego ani MZ, ani GiS nie zareagują lub chociażby nie rozpoczną debaty na temat weryfikacji obowiązkowego Programu Szczepień Ochronnych w naszym kraju? Dlaczego premier RP nie reaguje? Nasze dzieci są aż tak bardzo „wyjątkowe”? I wreszcie – czy to możliwe, że Państwo Polskie od lat pełni rolę kasjera dla koncernów farmaceutycznych?

Odpowiedź niestety… wydaje się oczywista” – zakończył swój wpis poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek.

================================

Trump, Xi Jinping i Modi [premier Indii], Polska będzie ich bojkotować?

istotny fragment z: https://nczas.info/2025/11/30/mentzen-reaguje-na-decyzje-nawrockiego-bedziemy-ich-teraz-wszystkich-bojkotowac

Jak poinformował w niedzielę szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz, prezydent Nawrocki ograniczy program swojej wizyty na Węgrzech wyłącznie do szczytu prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu.

Przydacz zaznaczył, że stało się tak w związku ze zrealizowaną przez premiera Węgier Viktora Orbana wizytą w Moskwie i jej kontekstem.

„Odwołując się w swej polityce do dziedzictwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który podkreślał, że bezpieczeństwo Europy zależy od solidarnego działania, także w dziedzinie energii, w związku ze zrealizowaną przez Premiera Viktora Orbana wizytą w Moskwie i jej kontekstem, Prezydent K. Nawrocki zdecydował się ograniczyć program swojej wizyty na Węgrzech wyłącznie do szczytu prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu” – podał Przydacz.

Do decyzji Nawrockiego odniósł się Sławomir Mentzen. „Z Putinem w ostatnim czasie oprócz Orbana spotkali się Trump, Xi Jinping i Modi, przywódcy najpotężniejszych państw na świecie” – zaznaczył na początku. [Narendra Modi – Premier Indii.md]

„Będziemy ich teraz wszystkich bojkotować? Czy zbojkotowalibyśmy też rozmowy pokojowe z Rosją, gdyby ktoś jakimś cudem zaprosił nas do stołu?” – pyta jeden z liderów Konfederacji Wolność i Niepodległość.

Mamy z Orbanem trochę wspólnych interesów i warto o nie dbać. Nie rozumiem tego demonstracyjnego odwołania spotkania z nim. Jeżeli nawet z Węgrami nie będziemy rozmawiać, to z kim w tej Unii możemy się dogadać?” – zakończył Mentzen.

ŻYDZI W POLSCE PRZEDROZBIOROWEJ (CZ. I)

ŻYDZI W POLSCE PRZEDROZBIOROWEJ (CZ. I)

ks. dr Józef Kruszyński, rok publikacji 1934

Chrześcijaństwo otworzyło Ży­dom drogę do Polski. Aczkolwiek już przedtem znani byli Żydzi z niepochlebnej strony. Na zdjęciu portret ksiecia Bolesława Pobożnego.

Już w głębokiem średniowieczu Żydzi znali kraje sło­wiańskie, kiedy w roli kupców przybywali z Niemiec, aby na­bywać niewolników i sprzedawać na rynkach niemieckich i hi­szpańskich. Nie mamy jednak żadnych wiadomości, aby osied­lali się na stałe w Polsce pogańskiej. Dopiero Polska chrze­ścijańska otwiera im drogi i od tego też czasu datuje się emi­gracja przedewszystkiem z miast niemieckich.

Wśród autorów żydowskich utrzymuje się hipoteza, że napływ żydostwa do Polski odbywał się dwiema drogami, a mianowicie: z Zachodu czyli z Niemiec i ze Wschodu czyli z Krymu.

W drugiej połowie dziewiętnastego wieku dr. Harkawy z Petersburga dowodził, że Żydzi polscy i wogóle Żydzi w kra­jach słowiańskich pochodzą od nawróconych Chazarów.

Pisarze Maksymiljan i Ludwik Gumplowicze[2]), a za nimi Schipper[3]) przyjęli tę teorję i chcieli dowieść, że nazwy miej­scowości w Polsce, jak Kozarze, Kozary, Kaffiory, Żydowo itp. świadczą o dawnych osadach żydowsko-chazarskich na zie­miach polskich.

Słusznie zaznacza Majer Bałaban[4]), że są to tylko hipo­tezy, którym brak dotąd podstawy naukowej, zwłaszcza, że źródła, z których te nazwy są zaczerpnięte, nie sięgają wstecz poza wiek 15-ty.

Również nie rozstrzygniętą jest dotąd kwestja pierwszo­rzędnej wagi dla powyższego problemu, czy Chazarowie byli rabbanitami, to jest talmudystami, czy też karaimami (karaitami).

Karaimowie przebywają do dnia dzisiejszego na Krymie i wywodzą swoje pochodzenie od Chazarów. A od karaimów mogły się przedostać do Polski ze wschodu tylko bardzo nie­liczne rodziny żydowskie.

Nie ulega wątpliwości, że żydostwo przy­było do nas z Zachodu, przedewszystkiem z miast niemieckich. Rozwój miast w Europie szedł z Zachodu na Wschód, w tym samym kierunku posuwała się fala żydowska po więk­szej części razem z kolonistami narodowości niemieckiej, którzy po napadach Tatarów, gdy miasta polskie były wyludnione i zni­szczone, chętnie byli przyjmowani przez królów i książąt pia­stowskich w Polsce. Obok powolnej emigracji, na skutek wstrząsów wywoła­nych przez wojny krzyżowe, napływ odbywa się w sposób spo­tęgowany.

I tak:  pierwsza fala przybywa w roku 1096 , druga w roku 1147, największa w roku 1348-9 z powodu „czarnej śmierci” w Niemczech i wynikłych ztąd prześladowań. Odtąd stale się odbywa migracja przez cały wiek 14-ty i 15-ty, gdy Żydzi dzięki zniemczeniu handlu nie mieli pola działania w Niemczech. Do końca średniowiecza już prawie wcale niema Żydów w zachodniej Europie, natomiast, w Polsce, na Rusi, jakoteż na Litwie powstają liczne i zamożne gminy żydowskie.

Autorowie żydowscy, piszący po polsku, wymyślili legen­dę o niejakim Abrahamie Prochowniku, który miał dostarczać wojsku polskiemu prochu, stąd otrzymał nazwisko i księstwo w Polsce jeszcze przed Mieszkiem I.

Oprócz legendy o Prochowniku istnieje jeszcze inna le­genda o deputacji żydowskiej, proszącej w Polsce o przytułek. Autorami tej legendy (powtarzamy za Teodorem Jeske-Choińskim)[5]) są: Leon Weyl z Leszna i jakiś niemiecki pisarz bez­imienny w Berlinie (1801 rok). Powtórzył ich opowieść histo­ryk niemiecki Herman Sternberg w swojej „Historji Żydów pol­skich za Piastów i Jagiellonów.”[6]

Opowiada on, że w roku 893 przybyła do Gniezna, stolicy Leszka, deputacja Żydów hiszpańskich, mieszkających w Niem­czech, i błagała księcia o pozwolenie osiedlenia się w Polsce. Deputację tę mieli składać rabini Chiskija Sefardi, Akiba Estremakari, Emanuel Askaloni, Lewi Baccari i Natan Barceloni. Przewodniczył jej rabin Lewi, który przemawiał do księ­cia polskiego po łacinie tak mądrze i barwnie, iż zjednał so­bie jego życzliwość dla Żydów.

Legendę tę znał już przed Sternbergiem Lelewel.[7]) Pisze on: „po krótkim namyśle król Leszek zadawał poselstwu py­tania, a odpowiedzi zadawalniały go mocno”. Djalog Leszka z deputacją żydowską miał być następu­jący: Pytał się Leszek: – Jaką religję mają izraelici? Odpowie­dział mu główny delegat żydowski: – Wierzymy w niewidzialną, wiekuistą, wszechmocną, niepodzielną Istotę, która wszystko stworzyła i utrzymuje. –  Co sądzą o duszy?  – Że nieśmier­telna. – Czy czują się odpowiedzialni przed Bogiem, gdy dru­giemu zło wyrządzą? – Bezwątpienia; najmniejsza obraza ludz­kości bywa skarconą.. . – Jakeście sobie poczynali z obcymi, co w ojczyźnie waszej osiadać chcieli? -Tak, jak Bóg i ludz­kość wymagała. – Co mówicie Bóg? Jestże co o tolerancji w Zakonie waszym? – Wiele i mnogo. Jeśli można, przytoczym wyrazy: „będzieli przychodzień mieszkał na ziemi waszej, a bę­dzie przebywał między wami, nie urągajcie mu. Ale niech bę­dzie między wami jako obywatel i będziecie go miłować, jako sami siebie, bowiem i wy byliście przychodniami w ziemi egip­skiej”. (Lew. 19,33 34).

W świetle krytyki cała ta rozmowa nie może odpowia­dać rzeczywistości. Jest ona bowiem oparta na etyce proro­ków i dokładnie odzwierciedla religję Starego Testamentu. Nie zgadza się natomiast z duchem talmudu, którym było przejęte ówczesne żydostwo. Rzecz była napisana niewątpliwie jako apologja żydostwa w związku z zarzutami, jakie ludy chrze­ścijańskie stawiały pod adresem Żydów.

Tę samą legendę powtarza nieco w zmienionej formie Żyd niemiecki, S. J. Agnon w księdze o żydach polskich[8]). Oto jak przedstawia się ta opowieść: „Widział Izrael, że nie może już dłużej wytrzymać ze swoimi siepaczami (Frankowie). Wtedy poszedł na drogi i rozglądał się i pytał o ślady świata,o drogę prawdziwą, którą miał pójść, by mógł znaleźć dla sie­bie spokój. I oto spadła z nieba kartka: idźcie do Polski ….I poszli do Polski i podarowali królowi całą górę złota i przy­jął ich król z wielkim honorem”.

Opuszczamy dalsze pod tym względem podania, podkre­ślamy tylko fakt, że chrześcijaństwo otworzyło Ży­dom drogę do Polski. Aczkolwiek już przedtem znani byli Żydzi z niepochlebnej strony, jako kupczący niewolnika­mi, to jednak osiedlając się w Polsce, nie zaniechali tego han­dlu. Wspomina o tem pierwszy nasz kronikarz, Marcin Gal­lus, przybyły do Polski pod koniec 11-go wieku. Nazywa on Judytę, matkę Bolesława Krzywoustego, opiekunką niewolni­ków chrześcijańskich poniewieranych przez Żydów[9]).

Na przełomie 12-g o i 13 wieku musiały być w Polsce już dość liczne gminy żydowskie, które bynajmniej nie postę­powały tak, jak głosi legenda Leszkowa, bo Wincenty Kadłu­bek odnosi się do nich krytycznie, jako do wrogów chrystjanizmu. Jest to najstarsza ujemna ocena żydostwa polskiego.

Poczynając od 12-go wieku napływ Żydów do Pol­ski ciągle się zwiększał. Gdy na Zachodzie powstawały rozruchy antyżydowskie, na ziemiach polskich istniało bezpieczeń­stwo i spokój.

Książęta niemieccy, królowie francuscy i angielscy, pra­gnąc odwrócić nieprzychylność ludu od Żydów i przedstawić ich jako obywateli, od których kraj posiada korzyści, nałożyli na ludność żydowską specjalne opłaty. Ciągnienie korzyści na­kazywało udzielać pewnych gwarancyj. Za ich przykładem poszli książęta polscy, z tą jednak różnicą, że tam, pomimo opłacanego haraczu, niezadowolona ludność usuwała to z tego to z owego miasta Żydów, w Polsce natomiast gwarancje książęce zapewniały trwałe bezpie­czeństwo.

Bolesław Pobożny, książę kaliski (1221—1279) ogłosił w roku 1264 dla Żydów przywilej, składający się z 36 artykułów, nadając tak rozległą swobodę i takie wyróżnienia nawet ponad ludność chrześcijańską, jakich napróżnobyśmy szukali w do­kumentach władców na Zachodzie Europy[10]).

Niektórzy autorowie polscy kwestjonują autentyczność te­go dokumentu[11]). Wątpliwości prowdopodobnie wynikły stąd, że Przywilej Bolesławowy posiada tło żydowskie. Zarządze­nia dotyczące składania przysięgi itp. nie mogły być pisane przez ówczesnych prawników polskich nieznających Talmudu. Autorami niektórych artykułów byli niewątpliwie Żydzi, oni też postarali się o aprobatę książęcą. Biorąc pod uwagę tolerancję, jaką Polska stale stosowa­ła do Żydów i późniejsze stosunki wytworzone na tle współ­życia z ludnością żydowską, niema podstaw do odrzucania au­tentyczności owego przywileju.

Na tle wypadków, jakie się rozgrywały w 13-tym wieku i powszechnej nienawiści do Żydów na zachodzie Europy, przywilej Polski jest istotnie niezwykły. Nie tylko, że ochrania ludność żydowską, ale w niektórych wypadkach daje jej przed ludnością polską. Art, nap. 10-ty opiewa, że o ile był schwytany zabójca Żyda, skazywano go na śmierć, a jego majątek ulegał konfiskacie na rzecz skarbu. Za zabój­stwo chrześcijanina, choćby zabójcą był Żyd, nie były stoso­wane tak surowe rygory[12].

Możnaby postawić pytanie, co spowodowało tak niezwy­kłą tolerancję ze strony Bolesława Pobożnego? Jeske-Choiński odpowiada: „Bolesław Pobożny nie znał duszy żydowskiej i nie miał wyobrażenia o zamiarach wodzów pokolenia Judy, nie wiedział nawet, że tacy wodzowie istnieją i że trzymają swój lud żelazną ręką żelaznej woli. Gdyby był znał duszę żydowską i zamiary wodzów Judy, nie byłby był zrównał wiecznych koczowników ze swoimi poddanymi i bro­nił ich przeciw słusznemu gniewowi chrześcijan, których roz­myślnie krzywdzili”[13]).

Ale należy dopatrywać się jeszcze innych przyczyn. Przedewszystkiem łagodność charakteru narodów słowiańskich. W tym czasie okrutnie prze­śladowano Żydów w Niemczech i w Anglji. Książę Bolesław litował się wraz z innymi w Polsce nad nieszczęśliwymi, ot­wierał więc granice swojego kraju dla emigrantów, a nawet obdarzał ich przywilejami. Jedną z ważnych przyczyn była tutaj niewątpliwie kwestja pieniężna.

Wojna z krzyżakami i margrabim brandenburskim, tudzież napady Tatarów zniszczyły kraj doszczętnie. Potrzeba było środków na taką obronę; dostarczali ich Żydzi w formie pożyczek, opłat, dzierżawy ceł i t. p. Sami na tej usłużności wiele zarobili, ale nieśli pomoc doraźną, o którą głównie cho­dziło.

Ks. Dr. Józef Kruszyński

Pro Christo: wiara i czyn: organ młodych katolików, rok X, luty 1934, nr 2, str. 95-101.

[1] Kwestja żydowska we współczesnej Polsce jest bardzo żywotna. Nie od rzeczy będzie oświetlić początki żydostwa w Polsce, jego rozwój, stosunek do państwa, tudzież wysiłki społeczeństwa polskiego przed rozbiorami, zmierzające do rozwiązania kwestji żydowskiej. Niniejszy artykuł jest jednym z rozdziałów obszerniejszej pracy, którą autor przygotował do druku.

[2] Maksymiljan Gumplowicz. Początek religji żydowskiej. Ludwik Gumplowicz. Prawodawstwo polskie względem żydów.

[3] Ignacy Schipper. Studja nad stosunkami gospodarczemi Żydów w Polsce podczas średniowiecza.

[4] Hist. i lit. Żydowska. T. II. Lwów, 1920 r., str. 256.

[5] Historia Żydów w Polsce. Warszawa 1919. Str. 40.

[6] Geschichte der Juden in Polen u der den Piasten und Jagiellonen. 1878.

[7] Polska wieków średnich. 1846.

[8] Das Buch von den Polnischen Juden. Berlin, 1916.

[9] Multos christianos de servitute Judaeoreum suis facultatibus redimebat.

[10] Tekst „Przywileju” jest znany i przytaczany w różnych historiach żydostwa w Polsce. W niniejszym artykule został pominięty.

[11] Przywilej ten, a raczej wszystkie jego egzemplarze, potwierdzo­ne po kolei przez następujących po sobie królów polskich, przechowywała w swem archiwum gmina żydowska w Krakowie i wydawała je podczas każdej koronacji dla sporządzenia nowego odpisu i uzyskania u króla apro­baty. Aprobatę tę uzyskiwał w wieku 17 i 18-tym marszałek generalności (sejmu) żydowskiej wraz z wydziałem tejże generalności. Podczas inwazji szweckiej w r. 1653 zginęły wszystkie przywileje wraz z całem archiwum gminnem tak, że dzisiaj znajdują się w posiadaniu gminy żydowskiej w Kra­kowie tylko teksty przywilejów, potwierdzone przez Jana Sobieskiego w r. 1676, Augusta III w r. 1735, oraz Stanisława Augusta w r. 1765. Por. Ma­jer Balaban. Historja i literatura żydowska. T. II. Lwów, 1920. Str. 261.

[12] Por. moją pracę: „Żydzi i kwestja żydowska”. Włocławek, 1920. Str. 31.

[13] Cyt. na str. 97 w odnośniku 5).

Dlaczego socjalizm promuje „wolną miłość” a tępi rodzinę

Dlaczego socjalizm promuje „wolną miłość” ponad rodzinę

Autor: AlterCabrio, 30 listopada 2025

Socjaliści proponowali świat, w którym nie byłoby żadnych społecznych przeszkód dla nieograniczonej osobistej przyjemności, a rodzina i monogamia byłyby pierwszymi przeszkodami, które miałyby zniknąć. Czy ten plan się powiedzie? Nie ma szans, powiedział Mises: socjalistyczny program wolnej miłości jest równie nierealny, jak jego program ekonomiczny. Oba są sprzeczne z ograniczeniami tkwiącymi w realnym świecie.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Photo Pixabay: LINK

Dlaczego socjalizm promuje „wolną miłość” ponad rodzinę

G.K. Chesterton nazwał rodzinę instytucją anarchistyczną. Miał na myśli to, że nie wymaga ona żadnego aktu państwa, aby się urzeczywistnić. Jej istnienie wynika z niezmiennych realiów natury ludzkiej, a jej forma została udoskonalona przez rozwój norm seksualnych i postęp cywilizacji.

Ta obserwacja jest spójna z błyskotliwą dyskusją na temat rodziny w arcydziele Ludwiga von Misesa „Socjalizm”, opublikowanym po raz pierwszy w 1922 roku. Dlaczego Mises zajął się rodziną i małżeństwem w książce ekonomicznej obalającej socjalizm? Rozumiał – w przeciwieństwie do wielu dzisiejszych ekonomistów – że przeciwnicy wolnego społeczeństwa mają szeroki program, który zazwyczaj zaczyna się od ataku na tę najważniejszą instytucję burżuazyjną.

„Propozycje przekształcenia relacji między płciami od dawna idą w parze z planami uspołecznienia środków produkcji” – zauważa Mises. „Małżeństwo ma zniknąć wraz z własnością prywatną… Socjalizm obiecuje nie tylko dobrobyt – dobrobyt dla wszystkich – ale także powszechne szczęście w miłości”.

Mises zauważył, że „Kobieta i socjalizm” Augusta Bebela, pean na cześć wolnej miłości, opublikowany w 1892 roku, był najchętniej czytanym traktatem lewicowym swoich czasów. To powiązanie socjalizmu z rozwiązłością miało cel taktyczny. Jeśli nie kupujesz historyjki o krainie fantazji z magicznie pojawiającą się pomyślnością, to możesz skupić się na nadziei na wyzwolenie się z odpowiedzialności seksualnej i dojrzałości.

Socjaliści proponowali świat, w którym nie byłoby żadnych społecznych przeszkód dla nieograniczonej osobistej przyjemności, a rodzina i monogamia byłyby pierwszymi przeszkodami, które miałyby zniknąć. Czy ten plan się powiedzie? Nie ma szans, powiedział Mises: socjalistyczny program wolnej miłości jest równie nierealny, jak jego program ekonomiczny. Oba są sprzeczne z ograniczeniami tkwiącymi w realnym świecie.

Rodzina, podobnie jak struktura gospodarki rynkowej, jest produktem nie polityki, lecz dobrowolnego zrzeszania się, które stało się konieczne ze względu na realia biologiczne i społeczne. Kapitalizm wzmacniał małżeństwo i rodzinę, ponieważ wymagał zgody we wszystkich relacjach społecznych.

Rodzina i kapitalizm mają zatem wspólne podstawy instytucjonalne i etyczne. Próbując je znieść, socjaliści zastąpiliby społeczeństwo oparte na kontrakcie społeczeństwem opartym na przemocy. Rezultatem byłby całkowity upadek społeczeństwa.

Kiedy demokratyczni socjaliści Sidney i Beatrice Webb udali się do Związku Radzieckiego, dekadę po publikacji książki Misesa, opowiedzieli o innej rzeczywistości. Zastali tam kobiety wyzwolone z jarzma rodziny i małżeństwa, wiodące szczęśliwe i spełnione życie. Było to równie fantazją – a właściwie krwawym kłamstwem – jak ich twierdzenie, że społeczeństwo sowieckie staje się najzamożniejszym w historii.

Żaden rozsądny intelektualista nie popiera już w pełni rozwiniętej ekonomii socjalistycznej, ale rozwodniona wersja socjalistycznego programu dla rodziny jest siłą napędową znacznej części amerykańskiej polityki społecznej. Program ten idzie w parze z paraliżem gospodarki rynkowej w innych obszarach.

Nieprzypadkowo rozwój wolnej miłości w Stanach Zjednoczonych towarzyszył rozwojowi w pełni rozwiniętego państwa opiekuńczego. Cele wyzwolenia od pracy (oraz oszczędzania i inwestowania) i wyzwolenia od naszej natury seksualnej wynikają z podobnego impulsu ideologicznego: przezwyciężenia sztywnych realiów natury. W rezultacie cierpi na tym rodzina, tak jak przewidywał Mises.

Chociaż zwolennicy rodziny i zwolennicy kapitalizmu powinni być zjednoczeni w ramach jednego programu politycznego, jakim jest zniszczenie państwa interwencjonistycznego, zazwyczaj tak nie jest. Zwolennicy rodziny, nawet ci konserwatywni, często potępiają kapitalizm finansowy jako siłę alienującą i opowiadają się za nierozsądnymi rozwiązaniami, takimi jak cła, monopole związkowe i minimalne płace dla małżeństw.

Jednocześnie zwolennicy wolnego rynku wykazują niewielkie zainteresowanie autentycznymi obawami obrońców rodziny. I żaden z nich nie wydaje się zainteresowany radykalnym atakiem na wolność i życie rodzinne, jaki przejawiają rządowe działania, takie jak przepisy dotyczące pracy dzieci, szkolnictwo publiczne, ubezpieczenia społeczne, wysokie podatki i socjalistyczna opieka zdrowotna. Zdaniem Misesa, to naruszenie jest niepotrzebne.

„To nie przypadek, że pomysł, aby traktować mężczyzn i kobiety radykalnie równo, regulować stosunki seksualne przy pomocy państwa, umieszczać niemowlęta zaraz po urodzeniu w publicznych domach opieki i zapewniać, że dzieci i rodzice nie będą się znali, wyszedł od Platona”, który nie przejmował się wolnością.

Nie jest też przypadkiem, że te same propozycje wysuwają obecnie ludzie, którzy nie mają żadnego szacunku do prawa rodzinnego i gospodarczego.

Pierwotnie opublikowano w The Free Market 16, nr 6 (czerwiec 1998)

__________________

Why Socialism Promotes “Free Love” Over Family, Llewellyn H. Rockwell Jr., 05/12/2017

Just say… NO

Just say… NO

dr. R. Malone

She just said…”no”


Dr. Frances Oldham Kelsey was born on Vancouver Island in 1914, in a small fishing village called Cobble Hill. Her childhood was not one of privilege, but it is said that she threw herself into reading, with a curiosity that could not be contained.

Kelsey won admission to McGill University, where she studied pharmacology. She graduated with honors and was quickly recognized by leading researchers for her meticulous attention to detail.

In the 1930s, discrimination was so baked into academia that when McGill professor E.M.K. Geiling requested a new graduate assistant, the university, assuming “Frances” was a man, sent her name. He was surprised when she arrived, but her work ethic won him over. With Geiling she helped investigate a series of tragic deaths linked to a toxic solvent in a sulfanilamide drug formulation, an early experience that shaped her lifelong insistence on drug safety.

She earned her Ph.D. in 1938 at the University of Chicago, and then a degree in medicine in 1950, making her a dual-trained physician-pharmacologist. 

The Call From Washington

In 1960, at age 45, Kelsey applied for a medical officer position at the U.S. Food and Drug Administration. The FDA also assumed that “Frances” was a man. But they quickly learned that she was, as one coworker later said, “the toughest reviewer in the place.”

Her very first major assignment seemed routine. She was to review a new sedative widely marketed in Europe for anti-nausea in pregnancy. The drug was called thalidomide, and the review was considered a formality for approval in the United States. 

The Woman Who Said No

Kelsey refused to sign off.

She noticed details that others ignored:

  • The company had not provided rigorous U.S. clinical trial data.
  • Peripheral neuropathy was showing up in European patients.
  • Animal studies were incomplete.
  • Most importantly, no one had tested it for effects on pregnancy, despite its heavy use by pregnant women.

By regulation, she could defer approval for thirty days. So as each month rolled around, she put in another deferral. For a new employee, this was a radical thing to do.

For months, the drug company pressured her: phone calls, letters, meetings, repeated complaints to her supervisors. But Kelsey held firm. She had seen what rushed approvals could do. Something about thalidomide felt wrong.

Then, in late 1961, what she feared became a reality: reports poured in from Europe and Australia of babies born with catastrophic limb deformities, a condition called phocomelia, after their mothers took thalidomide early in pregnancy.

National Recognition Came Swiftly

In 1962 President John F. Kennedy awarded her the President’s Award for Distinguished Federal Civilian Service, one of the highest honors a civilian can receive. Kennedy praised her refusal to bow to commercial pressure and noted that her actions had saved countless families from heartbreak.

Her work also triggered the passage of the 1962 Kefauver-Harris Amendments, which transformed the FDA and made modern drug regulation possible: requiring proof of safety and efficacy, informed consent in clinical trials, and strict oversight of advertising claims. 

Unfortunately, this act was diluted by the 1997 FDA Modernization Act (FDAMA) which paved the way for modern advertising, by allowing more direct-to-consumer (DTC) broadcast ads.

A Lifelong Career in Drug Safety

Kelsey continued her work at the FDA for many decades. She led the new drug evaluation office, mentored younger scientists, and remained a fierce advocate for evidence-based medicine.

Even in her 80s, she was still teaching and reviewing cases. At age 90, she retired.

Frances Kelsey lived to be 101. She died in 2015, just two weeks after the Canadian government formally recognized her as a national hero. It only took the Canadian government 55 years to recognize her accomplishments. During her long career, she never received the Nobel Prize in Medicine, as that is reserved for discovering something new, rather than preventing harm.

She never sought fame. She never cashed in her story. She remained, throughout her life, a scientist committed to one principle: patients deserve protection, not assumptions. That informed consent is paramount for patient’s right.

So, remember to stand up and defend what is right – even in the face of tyranny. And never forget that famous Thomas Jefferson quote:


Pałac Prezydencki czy Ministerstwo Głupich Kroków? A może Dudenstein 2.0?

Pałac Prezydencki czy Ministerstwo Głupich Kroków? A może Dudenstein 2,0?

Autor: CzarnaLimuzyna, 30 listopada 2025

Przyznam się szczerze, że od samego początku nie byłem pewien czy Karol Nawrocki ma zamiar zostać prezydentem „wszystkich Polaków” czy może odważy się spróbować drugiej opcji i stać się prezydentem Polaków normalnych.

Ostatnie kroki prezydenta belwederskiego, Nawrockiego skłaniają niektórych komentatorów do obaw, że za chwilę ujawni się nam, w pełnej krasie, kolejny polityczny Frankenstein w wersji “Dudenstein 2,0”.

Zerknijmy jeszcze na to, co opublikował na X sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, Marcin Przydacz

Prezydent Karol Nawrocki konsekwentnie opowiada się za szukaniem realnych sposobów zakończenia wojny na Ukrainie wywołanej przez Federację Rosyjską. Odwołując się w swej polityce do dziedzictwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który podkreślał, że bezpieczeństwo Europy zależy od solidarnego działania, także w dziedzinie energii, w związku ze zrealizowaną przez Premiera Viktora Orbana wizytą w Moskwie i jej kontekstem, Prezydent K. Nawrocki zdecydował się ograniczyć program swojej wizyty na Węgrzech wyłącznie do szczytu prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu. (…)

Odwoływanie się, po raz kolejny, do dziedzictwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zdrajcy lizbońskiego, nie wróży niczego dobrego dla Polski. Oznacza to chorobliwą fiksację blokującą racjonalne myślenie, a tym samym możliwość rozwinięcia samodzielnej, patriotycznej polityki nazywanej przez antypolskich politruków, w zależności od epoki, ale zawsze fałszywie: w latach 1944-56. – proimperialistyczną i proamerykańską, a dziś prorosyjską.

Ciekawe, czy pan Przydacz tylko udaje niewiedzącego czy naprawdę, z jakiś nieodgadnionych do dziś, tajemniczych powodów nie wie, że wojnę proxy na Ukrainie zainicjowały USA w 2014 roku, a atak wojsk rosyjskich w 2022 nie był jej początkiem, lecz kolejnym, tragicznym etapem?

Zwracam uwagę również na to sformułowanie: „także w dziedzinie energii”. Wtedy rzeczywiście mieliśmy problem z uzależnieniem energetycznym od Rosji, a dziś metodą “z deszczu pod rynnę” problem zwiększył się w dwóch aspektach. W formie uzależnieniu od droższych dostawców oraz w formie zakazu korzystania z tradycyjnych, tanich źródeł. I kto tu z kogo robi idiotę? Odpowiedzią na pytanie niech będzie poniższa grafika przedstawiająca Olaków.

AIX

Kto i w jakim celu propaguje pogańskie zwyczaje, np. Halloween?

Kto i w jakim celu propaguje pogańskie zwyczaje Halloween?

Izabela BRODACKA

Halloween jest pogańskim zwyczajem przeniesionym do kultury anglosaskiej z celtyckiego czczenia zmór, upiorów i innych złych duchów. Estetyka tych obyczajów jest ohydna. Uczestnicy tych dziwnych zabaw przebierają się za upiory, nietoperze i straszydła. Imitują rozkład ludzkiego ciała, malując i charakteryzując twarze w blizny i krwawe rany. Organizatorzy zachęcają dzieci, czasem bardzo małe, kilkuletnie, do odwiedzania okolicznych domów w makabrycznych przebraniach i proszenia o słodycze, strasząc zemstą za odmowę. „Cukierek, albo psikus”- mówią.

Dlaczego więc ta wątpliwej jakości zabawa jest propagowana także w Polsce? Otóż jest to przejaw aktywności ludzi, dla których wszystko co alternatywne i obce dla naszej kultury, tradycji, katolickiej religii i polskich obyczajów jest cenne.

Dlaczego? Dlatego, że wierzą w to, że ta alternatywa, zresztą nieważne jaka, oby obca, osłabia polską tradycyjną tożsamość, której szczerze i całym sercem nienawidzą. Bo sami są z innej kultury. Najczęściej z tej, którą przywieziono na radzieckich tankach. Oczywiście nigdy się do takich motywacji nie przyznają. Twierdzą, że to takie zabawne, światowe, rozwijające wyobraźnię i nowoczesne. Halloween, Chanuka, wiara w gusła i talizmany, w czerwone sznureczki chroniące przed urokiem oraz wszelkie pogańskie obyczaje są przecież takie cool.

A tak naprawdę chodzi o zmarginalizowanie dnia po Halloween, pierwszego listopada, Święta Wszystkich Świętych i przypadającego jeden dzień po nim Święta Dnia Zadusznego. Ludzie z tej grupy nazywają Dzień Wszystkich Świętych, Świętem Zmarłych. Nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć, że nie ma w naszym kościele takiego święta jak Święto Zmarłych.

Wykorzystując pomysł Stanisława Lema, który w powieści ‘Solaris” nazwał człowieka nierozumnego, bezmyślnego i bezwolnego, a niebezpiecznego bo służącego zniewoleniu, „dobrowolnym upowszechniaczem porządku absolutnego”, ja nazywam tych popularyzatorów bezwartościowych, a szkodliwych obyczajów Dobrowolnymi Upowszechniaczami Propozycji Alternatywnych. Skrót proszę sobie odtworzyć.

Są oni najbardziej aktywni w środowiskach ważnych i wrażych, odpowiedzialnych za wychowanie, czyli w szkołach. Ci sami nauczyciele, którzy w proteście przeciw poprzedniej władzy, która zresztą, paradoksalnie, najlepiej o nich dbała dając poważne podwyżki, zrobili z siebie bydło przebierając się swego czasu za krowy, organizują również Halloween. W jednej z podwarszawskich szkół, na plakacie informującym o tej „zabawie” napisali, że uczniowie, którzy się przebiorą i będą gotowi zrobić z siebie straszydła, nie będą w tym dniu pytani.

Nikomu nie przyszło do głowy, że taki szantaż jest niezgodny z prawem oświatowym i jest głęboko antywychowawczy. No, ale czy możemy cokolwiek wymagać od nauczycielek organizujących wcześniej czarne piątki i biorących udział w strajkach kobiet z hasłami ośmiu gwiazdek? Te same panie wymagające od swoich uczniów stosowania przyzwoitego, literackiego języka, nawoływały do jeb…. PIS-u. Innym środowiskiem grupy Dobrowolnych Upowszechniaczy Propozycji Alternatywnych są media. Tam jest również pełno tych „nowoczesnych” zwolenników światowych obyczajów.

Pogańskie praktyki Halloween są groźne, niebezpieczne i godzące w rozwój życia duchowego dzieci jeszcze z innego ważnego powodu. Bardzo destrukcyjnie trywializują majestat śmierci. W kulturze katolickiej, zresztą nie tylko w niej, także w wielu innych kulturach, śmierć jest nieodłącznie związana z pewnego rodzaju tabu. Zmarłych otacza się pamięcią, szacunkiem i modlitwą. Miejsca pochówku naszych zmarłych estetycznie oznaczamy nagrobkami i pomnikami. Kładziemy na nie z szacunkiem kwiaty i zapalamy znicze. Małpowanie, udawanie nieboszczyków, kpina ze zmarłych, zabawy z pogrzebów i inne obrzydliwe wygłupy są obce naszym wartościom i naszej kulturze.

Dla przybliżenia sobie i zrozumienia tego fenomenu polecam znakomitą książkę Janusza Szewczaka pod tytułem: „ Piękno zdeptane, kult brzydoty”. Dodam coś od siebie. Otóż brzydota była eksponowana w dziełach tak zwanych wyklętych czy przeklętych poetów (poètes maudits). Poètes maudits według Verlaine’a to: Tristan Tristan CorbièreArthur RimbaudStéphane MallarméMarceline Desbordes-ValmoreVilliers de l’Isle-Adam i Pauvre Lelian (anagram imienia i nazwiska Paula Verlaine’a). Ta lista podlegała licznym zmianom lecz nie czas tu i miejsce na szkolne rozprawki. Poeci wyklęci słynęli z odrzucania norm społecznych i gorszącego trybu życia. Moim zdaniem świadomy turpizm ich utworów miał jednak przede wszystkim wskazywać tragiczne antynomie ludzkiej egzystencji. Wbrew pozorom nie było to nasładzanie się ( rusycyzm celowy) czyli rozkoszowanie się ohydą charakterystyczne dla współczesnego turpizmu i dla tradycji wschodniej.

W Polsce nie dzieliliśmy się ze zmarłym alkoholem ulewając część kieliszka na jego grób i zawsze szanowaliśmy wszelkie groby, nawet groby wrogów. Powiedzonka: „ zatańczę na twoim grobie” lub: „ urwę ci łeb i dam dzieciom do zabawy” nawet w literaturze niższego lotu przypisuje się wyłącznie gangsterom i to najczęściej zza wschodniej granicy.

Ciekawym przykładem tego o czym piszę są losy pomniczka niemieckich ofiar I Wojny Światowej. Otóż pomniczek ten przetrwał schowany za krzakami we wsi Matyty. Pokazał mi ten pomnik w najgłębszej tajemnicy jeden z jego sąsiadów należący do ludności napływowej ze wschodu lecz rdzennie polskiej osiedlanej tu przez komunistów. Komuniści konsekwentnie niszczyli ślady niemieckie na tych ziemiach. Niszczyli groby, wysadzali pałace. Taki los spotkał podobno pałac w sąsiednim Pomielinie ( Pomehlen) – przysiółku wsi Wieprz. „ Cóż te dzieciaki były winne, że je wysłano na wojnę i zabito”- powiedział sąsiad. Zabici mieli najczęściej po 16, 17 lat. Sąsiedzi pomnika ze wsi Matyty rozumieli to czego nie chcą rozumieć nasi celebryci. Zmarłym należy się po prostu szacunek.

A może brzydota i brak kultury są po prostu celowo wdrukowywane przez nasze media w społeczeństwo.?