Chrystia Freeland, była wicepremier Kanady, została doradczynią ds. rozwoju gospodarczego Ukrainy. Będzie pomagać przy reformach i odbudowie kraju po wojnie. Freeland ma bogatą przeszłość polityczną, a także skomplikowaną historię rodzinną. Jej ukraiński dziadek współpracował z Niemcami w okupowanym Krakowie.
Nominację Chrystii Freeland ogłosił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. W wydanym w poniedziałek oświadczeniu chwalił jej profesjonalizm i doświadczenie w przyciąganiu inwestycji zagranicznych i w przeprowadzaniu reform gospodarczych, jednak nie podał szczegółów dotyczących jej roli na Ukrainie.
Po ogłoszeniu nominacji, głos zabrała sama Freeland. „Następne pole bitwy to ekonomia” – mówiła doradczyni Zelełenskiego, cytowana przez „The New York Times”. „Ukraina ma szansę przeznaczyć odwagę, patriotyzm i ducha przedsiębiorczości, które wykazała przez cztery lata wojny, na równie istotną misję odnowy gospodarczej”.
Kryptonim „Frida”
Według „The New York Times”, decyzja Zełenskiego jest pierwszą podczas wojny nominacją znanego zachodniego polityka na stanowisko rządowe. Dziennik przypomina, że Chrystia Freeland była zastępcą premiera Justina Trudeau, pełniła w jego rządzie, a także w administracji premiera Marka Carney’a, funkcje ministerialne, a podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa negocjowała ze Stanami Zjednoczonymi reformę Północnoamerykańskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (North American Free Trade Agreement). Prowadziła wówczas rozmowy z Jaredem Kushnerem, zięciem Trumpa, który obecnie uczestniczy w negocjacjach pokojowych na Ukrainie. Redakcja „NYT” nazywa Freeland „orędowniczką Ukrainy oraz zachodniej pomocy krajowi toczącemu wojnę z Rosją, która uważa, że wsparcie dla tego kraju jest potrzebne, by powstrzymać ryzyko rosyjskiej ekspansji dalej na zachód w Europie”.
Chrystia Freeland jest żoną Grahama Bowleya, reportera pracującego w “The New York Times”. Sama zresztą przez dłuższy czas, zanim rozpoczęła karierę polityczną, do 2013 roku, była dziennikarką. Podczas studiów w Kijowie w latach 1988–1989, gdzie trafiła w ramach wymiany ze swoja uczelnią – Uniwersytetem Harvarda – nawiązała współpracę z Billem Kellerem z „The New York Times”, razem dokumentowali komunistyczną zbrodnię w Bykowni, współpracowała z ukraińskimi działaczami, dostarczała im sprzęt i pieniądze. Była na tyle aktywna, że KGB nadało jej kryptonim ”Frida”, obserwowała ją i podsłuchiwało, a radzieckie gazety atakowały Freeland jako cudzoziemkę mieszającą się w sprawy wewnętrzne Związku Radzieckiego. Po zmianie ustroju, pracowała na Ukrainie jako korespondentka w prestiżowych redakcjach „Financial Times”, „The Washington Post” i „The Economist”. Jest autorka książek o Rosji, dobrze zna historię regionu, a także Ukrainy.
W domu mówili po ukraińsku
Jej zainteresowanie Ukrainą i wschodem Europy ma głębokie korzenie rodzinne. Urodziła się w 1968 roku w Peace River w północno-zachodniej Albercie w Kanadzie, matka – Halyna Chomiak – była Ukrainką, trzecim dzieckiem Aleksandry i Mychajła Chomiaka (później anglicyzowanego na Michael Chomiak), Ukraińców, którzy poznali się i pobrali w Krakowie, po wojnie trafili do obozu dla przesiedleńców w Bad Wörishofen w Niemczech, a następnie, w 1948 roku, wyjechali do Kanady.
Donalda Freelanda, swojego przyszłego męża, Halyna Chomiak poznała podczas studiów prawniczych na University of Alberta. Urodziły się im dwie córki – Chrystia i dwa lata później Natalka. Rozwiedli się w 1978 roku. Halyna Chomiak była wziętą prawniczką, a także aktywistką promującą feminizm i prawa kobiet. Intensywnie pracowała na rzecz ukraińskiej diaspory. Jak pisze „The Alberta Women’s Memory Project”, założyła Peace River Ukrainian Society, współtworzyła Canadian Institute of Ukrainian Studies na Uniwersytecie Alberty, pełniła funkcję przedstawicielki w Ukraińskim Komitecie Kanadyjskim. Pomagała także w założeniu Hromada Housing Co-op w Old Strathcona – historycznej dzielnicy w Edmonton, gdzie przez pewien czas mieszkała wraz ze swoimi córkami, które wychowywała na dwujęzyczne i zachęcała do prowadzenia domu mówiącego po ukraińsku. Portal nazwał ją „ukraińską socjalistyczną feministką”. W 1992 roku, już w niepodległej Ukrainie, na prośbę ówczesnego prezydenta Leonida Krawczuka, została dyrektorem wykonawczym organizacji non-profit – Ukraińskiej Fundacji Prawnej. Według „The Alberta Women’s Memory Project”, pomagała przy tworzeniu Konstytucji Ukrainy, Kodeksu Postępowania Cywilnego i Karnego, Ukraińskiego Centrum Praw Człowieka. Zmarła w 2007 roku.
Zaproszenie do SS-Galizien
To tylko część ukraińskich korzeni doradczyni prezydenta Zełeńskiego. Ciekawa przeszłość, ale niechętnie przez nią wspominana, wiąże się z jej dziadkiem ze strony matki i ojcem Halyny Chomiak – Mychajłem Chomiakiem. Urodził się w 1905 roku we wsi Stroniatyn, ukończył gimnazjum we Lwowie, dyplom prawniczy otrzymał na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Po wybuchu wojny osiedlił się w Krakowie, w roku 1940 został mianowany przez Niemców redaktorem naczelnym ukraińskiej gazety „Krakivs’ki Visti” (Krakauer Nachrichten – Ukrainische Tageszeitung). Funkcje tę pełnił do końca wydawania gazety, czyli do 1945 roku. Dziennik, według badań historyków, uprawiał nazistowską propagandę, publikował antyżydowskie i antypolskie artykuły. Na jego łamach ukazywały się ogłoszenia wzywające do wstąpienia do SS-Galizien.
Polacy na emigracji w Londynie, a także podziemie w kraju, mieli pełną świadomość ukraińskiej aktywności wydawniczej i prasowej. Rząd na uchodźctwie był szczegółowo informowany o politycznie motywowanych artykułach w „Krakivs’ki Visti”, zwłaszcza, że gazeta prezentowała linię Ukraińskiego Komitetu Centralnego (UTsK) – oficjalnej organizacji Ukraińców jawnie kolaborującej z Niemcami. UTsK powstał w Krakowie w oparciu o jedną z dwóch frakcji OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów) – OUN-M, czyli melnykowców. Byli oni mniej radykalni od drugiej frakcji – banderowców. Na powstanie UTsK zgodził się gubernator Hans Frank (według niektórych historyków, organizacja powstała nie za zgodą, ale na żądanie Niemców).
Polski rząd na emigracji i podziemie postrzegały twórcę UTsK, Wołodymyra Kubiiowicza, jako czołowego ukraińskiego kolaboranta w Generalnym Gubernatorstwie, który był wykorzystywany przez Niemców do pogłębiania polsko-ukraińskich antagonizmów w nadziei na uzyskanie autonomii Ukrainy. Jak pisze Paweł Markiewicz w “The Ukrainian Central Committee, 1940-1945: A Case of Collaboration in Nazi-Occupied Poland”, jego jawnie proniemieckie stanowisko uznano za zdradę. Markiewicz cytuje jeden z raportów, według którego „Kubiiowycz zaliczał do ‘ukraińskiego terytorium etnograficznego’ wszystkie polskie tereny, na których mieszkała choćby minimalna ukraińska lub rusińska mniejszość. W ten sposób [jego] wyobrażone ‘ukraińskie terytorium etnograficzne’ sięgało praktycznie Białegostoku, Warszawy i Krakowa.”
Polski epizod UTsK, „Kraiński Visti” i Mychayły Chomiaka skończył się w 1945, kiedy cała ekipa wraz z Niemcami uciekła na Zachód. Zmarł w 1984 roku.
Cień przeszłości
Jego historia wypłynęła w 2017 roku, kiedy wnuczka Chomiaka, Chrystia Freeland, została kanadyjską minister spraw zagranicznych. Informacje o niechlubnej przeszłości dziadka pojawiły się w zachodnich mediach, a ponieważ wypłynęły w czasie wzmożonej aktywności politycznej Freeland, wiązano je z aktywnością rosyjskiego wywiadu, który chciał zaszkodzić kanadyjskiej polityk. Sama Freeland twierdziła, że nie znała przeszłości swojego dziadka. Podczas konferencji prasowej w marcu 2017, na pytanie o działalność Mychayły Chomiaka w okupowanej Polsce, odpowiedziała, że po stronie rosyjskiej podejmowano próby destabilizacji zachodnich demokracji, i nie powinno dziwić, jeśli te same działania zostały użyte przeciwko Kanadzie.
Tymczasem – jak pisał w tym czasie „Globe and Mail” – „minister spraw zagranicznych Chrystia Freeland wiedziała od ponad dwóch dekad, że jej ukraiński dziadek ze strony matki był redaktorem naczelnym nazistowskiej gazety”. „Ottawa Citizen” przypomniał notatkę, znajdującą się w Archiwach Akt Ukrainy przechowywanych przez Prowincję Alberta, w której pojawia się informacja o pracy Chomiaka w gazecie „Krakivski Visti”.
Cień niechlubnej przeszłości pojawił się po raz kolejny stosunkowo niedawno, 22 września 2023, kiedy podczas wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Kanadzie, został uhonorowany w Izbie Gmin Jarosław Hunka, były żołnierz Dywizji SS Galizia.
Hunka otrzymał dwie owacje na stojąco, a bijącym brawo był m.in. premier Kanady Justin Trudeau, i wicepremier, Christia Freeland. „Morning Star” nazwał widok wiwatujących posłów i uśmiechniętych przedstawicieli rządu „przerażającym”.
Incydent z Hunką zakończył się międzynarodowym skandalem, przeprosinami rządu i dymisją szefa Izby Gmin. Uhonorowanie Hunki Chrystia Freeland nazwała „strasznym błędem”.
Wydarzenia, które rozegrały się w murach Szkoły Podstawowej w Kielnie, wstrząsnęły sumieniami wierzących, wykraczając daleko poza ramy szkolnego incydentu. Zbezczeszczenie Krzyża – znaku zbawienia i miłości Boga do człowieka – poprzez wrzucenie go do kosza na śmieci na oczach dzieci, to bezpośrednia zniewaga wyrządzona samemu Bogu oraz bolesne uderzenie w duchową tożsamość młodego pokolenia.
Krzyż to nie „przedmiot”, to Obecność
Krzyż nie jest jedynie elementem wystroju wnętrz ani neutralnym symbolem kulturowym. Jest on żywym przypomnieniem o Ofierze Chrystusa i Bożej obecności w ludzkiej codzienności. Każdy gest wymierzony w krucyfiks jest zatem gestem wymierzonym w osobę Zbawiciela.
Z relacji rodziców wynika, że nauczycielka języka angielskiego od dłuższego czasu podejmowała próby usunięcia krucyfiksu, twierdząc, że „nie chce na niego patrzeć”. Gdy dzieci, wykazując się heroiczną dojrzałością i przywiązaniem do zasad wyniesionych z domów, każdorazowo wieszały Krzyż z powrotem, nienawiść do sacrum eskalowała do formy publicznej profanacji.
Postawa uczniów z Kielna stała się jednak jasnym świadectwem: Boża prawda jest silniejsza niż ideologiczny przymus. Dzieci intuicyjnie rozpoznały, że w śmietniku próbowano zamknąć ich najwyższą wartość, ich Nadzieję i ich Króla.
Głos sprzeciwu: Mieszkańcy Kielna w obronie Sacrum
Na tę bezprecedensową zniewagę nie pozostała obojętna wspólnota lokalna. Rodzice uczniów, wspierani przez mieszkańców, złożyli zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa obrazy uczuć religijnych. Co więcej, w czwartek 8 stycznia o godzinie 9:30, przed budynkiem szkoły odbył się pokojowy protest.
Zgromadzenie to było manifestacją przywiązania do wiary ojców oraz stanowczym apelem o poszanowanie przekonań religijnych uczniów w przestrzeni szkolnej. Organizatorzy podkreślają, że nie ma zgody na to, by w polskiej szkole pedagodzy demonstrowali pogardę wobec fundamentów naszej cywilizacji.
Reakcja metropolity
Na tę bezprecedensową zniewagę zareagował metropolita gdański, abp Tadeusz Wojda, który zażądał wyczerpujących wyjaśnień ze strony dyrekcji szkoły oraz organu prowadzącego. Pasterz gdańskiego Kościoła wyraził głębokie ubolewanie nad aktem profanacji, podkreślając wyjątkowe znaczenie Znaku Zbawienia.
Metropolita jednoznacznie zaznaczył, że oczekuje podjęcia konkretnych kroków, mających na celu zapobieżenie podobnym wydarzeniom w przyszłości. Jednocześnie wyraził wdzięczność wszystkim tym, którzy stanęli w obronie Krzyża.
Stań w obronie czci Bożego Majestatu
Szkoła bez Boga staje się duchową pustynią, którą szybko wypełnia nihilizm. Incydent w Kielnie to owoc agresywnej laicyzacji, która pod płaszczem „wolności” próbuje stworzyć świat bez Stwórcy. Nie możemy pozostać bierni wobec fali bluźnierstw, która zalewa naszą Ojczyznę.
Kampania „Polska Katolicka, nie laicka” to nasz wspólny front obrony Bożej czci. Twoje wsparcie pozwala nam organizować publiczne akty wynagrodzenia za profanacje, prowadzić kampanie uliczne budzące sumienia Polaków oraz nagłaśniać przypadki dyskryminacji wierzących w instytucjach publicznych.
Nie pozwólmy, by milczenie dobrych ludzi stało się przyzwoleniem na zło. Wspierając naszą misję, stajesz w pierwszym rzędzie obrońców Krzyża i Bożego porządku w Polsce.
Wesprzyj kampanię „Polska Katolicka, nie laicka”. Odpowiedzmy modlitwą i czynem na zniewagę wyrządzoną Chrystusowi w polskiej szkole.
Tak wygląda krzyż ze Szkoły Podstawowej w Kielnie, wizerunek udostępniony przez policję.
Nauczycielka po prawie miesiącu zabiera glos i twierdzi, że to gadżet halowinowy, którym bawiły się dzieci. Rodzice dzieci od początku twierdzili, że krzyż zrobiły dzieci same na drukarce 3D i powiesiły nad drzwiami, bo poprzedni krzyż zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Szkoda, że nauczycielka tak późno, dopiero po kontakcie ze swoim mecenasem, zabiera głos.
Rodzice od początku chcieli wyjaśnień, ale nikt z nimi nie chciał rozmawiać.
Dopiero w trakcie mojej interwencji poselskiej w dniu 5.01.26r. wraz z Dorota Arciszewska-Mielewczyk wójt spotkał się z rodzicami i po rozmowie z dyrektorką szkoły, nauczycielka została zawieszona w czynnościach, ale publiczne się nie wypowiedziała. Dopiero po demonstracji przed szkołą w dnia 8.01.26r., w dniu 9.01.26r. udzieliła pierwszego wywiadu z narracją: zabawka, plastik, klatka z chomikiem.
Nasuwa się pytanie dlaczego milczała od 15 grudnia do 9 stycznia? Dlaczego od razu nie wyjaśniła tak prostych wg niej okoliczności?
Nie przesądzam o winie, to musi ustalić sąd, ale okoliczności są bulwersujące.
Krzyż jest krzyżem nieważne czy plastikowy, drewniany lub metalowy, każdy zasługuje na poszanowanie jako symbol naszej chrześcijańskiej wiary.
Najbogatszy 1 % światowej populacji wyczerpał swój roczny przydział emisji dwutlenku węgla zaledwie 10 dni po rozpoczęciu 2026 roku – wynika z badań opublikowanych przez Oxfam 10 stycznia. To „odkrycie” [cudzysłów -md] podkreśla narastające obawy dotyczące nierówności klimatycznych.
Oxfam ogłosił 10 stycznia „Dniem Plutokratów-Trucicieli” – datą, w której najbogatsi przekroczyli bezpieczne limity emisji niezbędne do utrzymania globalnego ocieplenia poniżej 1,5 stopnia Celsjusza powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej. Analiza, oparta na danych ze Stockholm Environment Institute, wykazała, że najbogatszy 1 procent emituje 75,1 ton dwutlenku węgla na osobę rocznie, czyli 0,206 ton dziennie. Dla kontrastu, osobie z najuboższej połowy globalnej populacji zajęłoby wykorzystanie swojego przysługującego limitu emisji prawie trzy lata.
Najbogatsi przekroczyli ten próg jeszcze szybciej. Najbogatsze 0,1 procenta wyczerpało swój roczny budżet już 3 stycznia, zaledwie trzy dni po rozpoczęciu nowego roku.
Poza wyborami stylu życia takimi jak prywatne odrzutowce i superjachty, Oxfam stwierdził, że portfele inwestycyjne miliarderów stanowią kluczowy czynnik napędzający przyszłe emisje. Każdy miliarder posiada inwestycje w firmach produkujących średnio 1,9 miliona ton CO2 rocznie, co odpowiada emisjom z około 400 tysięcy samochodów napędzanych benzyną.
Według szacunków Oxfam, emisje generowane przez najbogatszy 1 procent ludności w ciągu jednego roku spowodują do końca stulecia około 1,3 miliona zgonów związanych z upałami. [oczywiste bzdury md]
Skumulowane emisje mogą do 2050 roku wyrządzić szkody ekonomiczne o wartości 44 bilionów dolarów w krajach o niskich i średnio-niskich dochodach.
W samej Wielkiej Brytanii najbogatszy 1 procent generuje w ciągu ośmiu dni więcej zanieczyszczeń węglowych niż najuboższe 50 procent wytwarza w ciągu całego roku.
Oxfam apeluje o wprowadzenie „podatku od zysków bogatych trucicieli” dla 585 firm naftowych, gazowych i węglowych, który mógłby przynieść do 400 miliardów dolarów w pierwszym roku. Organizacja postuluje również specjalne opodatkowanie luksusowych produktów wytwarzających duże ilości dwutlenku węgla oraz zwiększenie podatków od dochodów i majątku super-bogatych.
Przydział emisji na osobę ustalono na podstawie globalnego budżetu węglowego zgodnego z limitem 1,5°C ocieplenia. Oxfam podzieliło szacowany poziom emisji CO2 na 2030 r. (17,8 GtCO2) równo między prognozowaną populacją świata (8,5 mld osób), co daje 2,1 tony CO2 rocznie na osobę.
Najbogatszy 1% emituje średnio 75,1 tony CO2 rocznie na osobę (dane z 2023 r. ze Stockholm Environment Institute), czyli 0,206 tony dziennie. W 10 dni zużywa 2,06 tony CO2, co przekracza limit 2,1 tony.
Mróz paraliżuje wodór. Masowe odwołania kursów autobusów wodorowych w regionie Rhein-Neckar
Fala arktycznych mrozów *), która od kilku dni trzyma południowo-zachodnie Niemcy, ujawniła słabe punkty nowoczesnej, zeroemisyjnej floty. Rhein-Neckar-Verkehr GmbH (rnv) zmuszona była wycofać z ruchu znaczną część autobusów napędzanych wodorem. Linie w Heidelbergu, Mannheim i Ludwigshafen dotknęły poważne ograniczenia.
=======================================
*) Te dupki za „arktyczne” maja temperatury ok -10o C !! Ale najzabawniejsze jest to, że wodór ma temp. wrzenia … -253o C, tj 20 stopni jedynie ponad zerem bezwzględnym. MD
=================================
„Głównymi przyczynami są problemy z instalacją elektryczną oraz uszkodzenia mrozowe kompresorów” – poinformował w komunikacie przewoźnik. W temperaturach oscylujących w okolicach –8…–12 °C systemy kilkuletnich pojazdów wodorowych nie wytrzymują obciążenia i przestają prawidłowo funkcjonować. W praktyce oznacza to, że na wielu liniach kursuje obecnie tylko 30–50% zaplanowanej liczby pojazdów. Operator apeluje o wyrozumiałość i zachęca do korzystania z pociągów S-Bahn oraz tramwajów, które są znacznie mniej wrażliwe na niskie temperatury.
To nie pierwszy taki przypadek w Niemczech – podobne problemy zimą zgłaszano już wcześniej m.in. w innych miastach eksploatujących autobusy ogniw paliwowych. Eksperci branży zwracają uwagę, że obecne generacje autobusów wodorowych nadal wymagają bardzo starannego przygotowania do zimy (lepsze ogrzewanie kluczowych komponentów, modyfikacje oprogramowania, specjalne procedury postojowe), czego w wielu flotach nie zrobiono w wystarczającym stopniu. Na razie nie podają konkretnego terminu powrotu pełnej liczby wodorowych autobusów na trasy – wszystko zależy od tego, jak szybko uda się naprawić uszkodzone pojazdy i jak długo utrzyma się mroźna aura.
W Heidelbergu (oraz w Mannheim i Ludwigshafen) w ramach floty Rhein-Neckar-Verkehr GmbH (rnv) jeżdżą autobusy wodorowe (dokładniej: autobusy z ogniwami paliwowymi jako range-extender) firmy Mercedes-Benz (Daimler Buses / EvoBus).
Ukraina i Nord Stream jako instrumenty nowej polityki interesów USA
Punkt widzenia Alvaro Zapaty.
Badania RAND „*Extending Russia: Competing from Advantageous Ground*” (2019) i „Overextending and Unbalancing Russia: Assessing the Impact of Cost-Imposing Options” (Rozszerzanie/Rozciąganie Rosji: Konkurowanie z Przewagi)*, oba autorstwa Brenta D. Williamsa dla RAND Corporation,
opierają się na jasnej logice strategicznej: Rosji nie należy pokonać militarnie, lecz systematycznie ją przeciążać. Celem jest zmuszenie Moskwy do reakcji politycznych, gospodarczych i militarnych, które ostatecznie będą kosztować kraj więcej, niż jest w stanie udźwignąć. Nie chodzi tu o stabilność ani deeskalację, ale o wykorzystanie strukturalnych słabości Rosji z rzekomo lepszej pozycji wyjściowej Zachodu.
Centralnym narzędziem jest polityka energetyczna. Rosję opisuje się jako gospodarkę zależną od surowców, której budżet państwa w dużej mierze opiera się na dochodach z ropy naftowej i gazu. Badania zalecają zatem celowe osłabienie tych dochodów, w tym poprzez odłączenie Europy od rosyjskiej energii, rozbudowę alternatywnych łańcuchów dostaw, takich jak LNG, oraz świadomą akceptację wyższych cen energii dla państw europejskich. Fakt, że środki te zaszkodzą Europie gospodarczo, nie jest negowany, ale wyraźnie uznawany za akceptowalny, o ile relatywne szkody dla Rosji będą większe. W tej logice Europa nie jawi się jako niezależny aktor, lecz raczej jako przestrzeń geopolityczna, której odporność ekonomiczna może być strategicznie wykorzystana.
Kolejnym tematem jest prowokacja w polityce bezpieczeństwa poniżej progu wojny. Rozszerzanie sojuszy zachodnich, zwłaszcza NATO, wsparcie militarne dla państw sąsiednich Rosji oraz polityczna integracja krajów postsowieckich ze strukturami zachodnimi mają na celu zmuszenie Rosji do kosztownych działań odwetowych. Otwarcie przyznaje się, że niesie to ze sobą ryzyko eskalacji, ale ryzyko to jest skalkulowane i akceptowane. W tym kontekście Ukraina nie jest traktowana jako niezależny byt polityczny, lecz jako strategiczna dźwignia do trwałego związania Rosji, przekierowania zasobów i wywierania presji w zakresie bezpieczeństwa.
Strategię tę uzupełniają środki polityki informacyjnej i narracyjnej. Celem jest dalsze zaszkodzenie międzynarodowej reputacji Rosji, delegitymizacja jej porządku politycznego i ograniczenie jej możliwości w zakresie polityki zagranicznej. Również w tym przypadku nacisk kładziony jest nie na dialog czy zaangażowanie, lecz na izolację i szkody wizerunkowe w ramach kompleksowego scenariusza presji.
Istota obu badań jest jasna: pokój nie jest parametrem docelowym, lecz czynnikiem destrukcyjnym. Nie dąży się do stabilności, lecz przedstawia się ją jako rezultat skutecznego przeciążenia Rosji. Szkody gospodarcze dla sojuszników, zwłaszcza Europy i Niemiec, nie są postrzegane jako problem strategiczny, lecz jako akceptowalna cena w rywalizacji o globalną dominację. W tej logice Europa jest areną działań, a nie partnerem, a zależność energetyczna nie jest ryzykiem, lecz narzędziem.
Wszystko to zostało już podsumowane w oficjalnym dokumencie strategicznym amerykańskiego think tanku w 2019 roku – na długo przed wojną na Ukrainie, na długo przed wybuchem Nord Streamu, na długo przed tym, jak te wydarzenia zostały publicznie przedstawione jako „reakcja” lub „samoobrona”.
Wprawdzie Prezes zdementował pomówienia, że w PiS wojna na całego, ale (parafrazując klasyka) „co szkodzi zdementować?” i wbrew zdjęciu grupowemu, walka wre, tyle, że (chwilowo), nie przed kamerami. Tak było od zawsze, a precyzyjniej, odkąd Polska została okupowana jawnie przez mafie komunistyczne. A w mafii (także komunistycznej) jak w każdej innej, są konkurujące ze sobą gangi.
O co konkurujące ? Jadąc Pawlakiem, „o kolejność dziobania”, co w języku Ciemnego Ludu oznacza rabowania. Kogo? Polaków, oczywiście.
Tzw. względy historyczne, zadecydowały o tym, że komunistyczne gangi chętnie formowały się wg kryterium narodowościowego, co oczywiście jest pewnym uproszczeniem, ale wciąż wystarczająco precyzyjnym: cienka kreska czy gruba kreska – to zawsze jednak kreska.
Oczywiście tytułowe „żydy” i „chamy” są określeniem nadanym tym straszliwym ferajnom przez okupowanych Polaków, bo one, ferajny, same siebie zwykły nazywać zdecydowanie bardzie elegancko:
na przykład „Puławianie” i „Natolińczycy”, ale równie dobrze mogłyby to być tak ładne nazwy, jak „manikiurzyści” i „dentyści” albo „ortopedzi” (tak sobie skojarzyłem sposoby wydobywania przez nich zeznań od pojmanych Polaków)
***
Wróćmy do czasów dzisiejszych i ze zdumieniem mogą Czytelnicy zauważyć, że w Roku Prezesowskim 2026 nic się w tej materii nie zmieniło.
Wprawdzie gangi przyjęły pseudonimy kamuflujące identyfikację obu ferajn, ale wszak taka jest natura pseudonimów: kamuflująca.
Mamy więc „maślarzy” i „harcerzy” (to ostatnie akurat jest wyrazem zupełnej bezczelności, bo choć oba gangi prześcigają się w deprecjonowaniu wszystkiego, co polskie i szlachetne, to żeby gang przyjął nazwę „harcerze”, jest już bezczelnością, jak wspomniałem, zupełną).
Są też w obrocie inne pseudonimy, co nie zmienia faktu, że w PiS wzięły się za łby żydy i chamy.
„Żydy” mają na czele Mateusza Morawieckiego, co jest wyborem trafnym, jako że nawet własne dzieci do żydowskiej szkoły posłał, wychodząc ze słusznego założenia, że lepsza maca niż opłatek.
W tym między-gangowym mordobiciu, górą będą rzecz jasna żydy, bo to nie z Sasinem gaworzył sobie w kanale Zero sam nad-prezydent i nad-premier Tom Rose, a z Morawieckim.
A Kaczyński? A Kaczyński, to może teraz tylko wykonać polecenie udawania dementa, co może być rozwiązaniem mniej lub więcej wiarygodnym, ale za to przyjemniejszym, niż użycie przez Ambasadę Opiekuńczą perswazji.
Że Tom Rose to nie jest żaden dyktator, bo zbyt miło się uśmiecha, jak na dyktatora? I jeśli już, to dyktator mody?
Który wprowadził na dzień dobry zwyczaj (obowiązek?) chodzenia po domu w czapce? W gościnie – też, co w polskiej, prowincjonalnej tradycji, jest oczywistym znakiem braku dobrych manier?
Phi! Na szczęście, w tradycji Magdalenkowej jest tzw. moralnym obowiązkiem.
Ale furda czapki: Tom Rose ujął mnie, gdy zobaczyłem na półce koszulę sygnowaną jego imieniem i nazwiskiem, którą niezwłocznie kupiłem.
Będzie jak znalazł, gdyby spróbowali mnie nie wpuścić do USA, jak nie przymierzając, jakiegoś Wiecha.
Szwajcarskie władze rozpoczęły czynności dochodzeniowe. Policja zaczęła pracować, aby dowiedzieć się, co doprowadziło do eksplozji, gdy nagle wersja została zmieniona, a wszelkie wzmianki o deflagracji zniknęły z doniesień prasowych.
Winą za to, co się wydarzyło, w sposób niewiarygodny i absurdalny, obarczono zimne ognie tortowe, które podczas różnych przyjęć urodzinowych są przyczepiane do butelek wina musującego lub do szampana.
Rozpoczął się jarmark absurdu i żenady.
Samozwańczy eksperci wkroczyli na strony gazet, aby nakarmić włoską opinię publiczną tymże nieprzyzwoitym kłamstwem, podczas gdy owe zimne ognie z trudem są w stanie podpalić papier, co widać na różnych pokazach.
To sekcje zwłok powinny były wypowiedzieć się – rzucić światło na przyczyny śmierci nieszczęsnych dzieciaków uwięzionych w owym pomieszczeniu, jednak szwajcarskie władze, pomimo próśb rodzin, nie zleciły przeprowadzenia ani jednej z nich. https://t.me/cesaresacchetti/17508
Wydaje się, że Berno chce jak najszybciej pozbyć się tego problemu.
Nie ma w Szwajcarii żadnej chęci zagłębiania się w to, co spowodowało eksplozję w La Constellation, ponieważ, być może w tej historii jest coś grubszego i nieprzejrzystego, co chcą dobrze ukryć, a co zostało przykryte późniejszą wersją, sprzeczną z wszelką logiką.
Rodziny ofiar nie chcą jednak zaakceptować tych kłamstw.
Zgodnie z oświadczeniem rodziny Emanuele Galeppini’ego, ciało chłopaka nie nosiło śladów żadnych oparzeń, a 16-latek wciąż miał przy sobie nietknięty portfel z dokumentami, co bez problemu doprowadziło do jego identyfikacji, bez konieczności przeprowadzania testu DNA (który jest konieczny wtedy, gdy ciało jest nierozpoznawalne). ilgiornale.it/crans-montana-giallo-corpo-emanuele-galeppini-niente-ustioni
Policja szwajcarska nie zdecydowała się na przeprowadzenie sekcji zwłok Emanuele i innych ofiar, tak, jakby obawiała się, że wyniki autopsji mogą doprowadzić do wniosków, których nie chcą ujawniać, a mianowicie, że wiele z nich nie zginęło w wyniku spalenia, ale w wyniku eksplozji, być może nawet o charakterze umyślnym.
Istnieje szereg zagadek i niejasności dotyczących La Constellation, począwszy od faktu, że słynna aplikacja Google Maps zadbała o ukrycie zdjęć pokazujących ulicę pod numerem 35, włącznie z tymi pochodzącymi sprzed kilku lat.
FOTO: Samochody wyjeżdżają z Rue Centrale w Crans-Montana, ale Google nie pokazuje domu pod numerem 35 na tejże ulicy.
Nagle, owo mapowanie przez amerykańską międzynarodową korporację, które często narusza prywatność wielu osób, filmowanych bez ich zgody, ustaje, nie tyle z powodu pojawienia się jakiejś niespodziewanej wrażliwości na prywatność ludzi, ale dlatego, że są miejsca i sytuacje, których Google nie chce pokazywać, takie jak na przykład te w Izraelu po atakach irańskich.
Synagoga w Crans-Montana
Przy Rue Centrale, 35 znajduje się bar, w którym młodzi ludzie stracili życie, natomiast pod numerem 33 – zaledwie kilka metrów dalej – w oddzielnym budynku, ale przylegającym do budynku baru, funkcjonuje synagoga Beit Yossef . W Crans mieszka kilkaset rodzin żydowskich. Społeczność synagogi Beit Yossef jest klasyfikowana jako należąca do Chabad-Lubawicz.
Mass-media przeprowadziły wywiady również z Żydami, którzy uczęszczają do owego miejsca kultu, a w szczególności z Yitzchakiem Levi Pevznerem, tzw. szliachem (wysłannikiem) Chabad w Crans-Montana, gdzie kieruje lokalną społecznością i synagogą i który zrelacjonował, że usłyszał „potężną eksplozję w środku nocy” i natychmiast zdał sobie sprawę z tego, że „stało się coś strasznego”.les-emissaires-du-rabbi-au-coeur-de-la-tragedie-de-crans-montana-une-mobilisation-exemplaire-aux-cotes-des-victimes/
Pevzner działa pod okiem swych rodziców, którzy są aktywni w Chabad-Lubavitch w Genewie. Jest on bowiem synem rabina Menachema Mendela Pevznera, który od ponad 36 lat kieruje Chabaden w Genewie.
Od samego początku, Yitzchak Levi Pevzner zorganizował grupę zadaniową złożoną z wolontariuszy, aby wraz ze szwajcarskimi władzami, pomóc w identyfikacji rannych hospitalizowanych w różnych szpitalach, poszukiwanych przez krewnych. Zaproponował również wsparcie organizacji ZAKA – międzynarodowej izraelskiej organizacji specjalizującej się w identyfikacji ofiar (również na podstawie szczątków) i uznanej przez ONZ, która natychmiast zgłosiła się do pomocy szwajcarskim władzom. crans-montana-il-lutto-della-comunita-ebraica-il-rabbino-abbiamo-subito-offerto-aiuto-l-inchiesta-deve-dare-risposte-a-tante
FOTO: Yitzchak Levi Pevzner
W barze, w którym świętowali młodzi ludzie, mógł zostać umieszczony jakiś ładunek wybuchowy, powodując deflagrację i późniejszy pożar.
………………….
1 stycznia 2026, witryna internetowa mediolańskiej wspólnoty żydowskiej pisała w swym artykule:
«Publikujemy relację Franceski Modiano, która była w Crans Montana na wakacjach, a dziś rano zgłosiła się do centrum zbiórki, w którym działa również grupa Chabad i przybywają zespoły ZAKA z Izraela, odpowiedzialne za odzyskiwanie zwłok na obszarach dotkniętych atakami i innymi katastrofami.
Crans Montana jest odwiedzane przez wielu Żydów z Mediolanu i nie tylko.
“O 1.30 w nocy – ogromny huk. To nie mogą być sztuczne ognie… przypomina to raczej odgłos kontrolowanej eksplozji – jednej z tych, które służą do przemieszczania mas śniegu grożących lawinami. W Crans często słychać je po obfitych opadach śniegu lub wiosną. Dziwne. Śnieg nie padał od kilku dni i jest pięknie przy intensywnym mrozie. (…) Straszna eksplozja i pożar w najbardziej centralnym miejscu ośrodka narciarskiego, zaledwie kilka metrów od kina, supermarketów, restauracji, kolejek linowych i świątyni żydowskiej“. mosaico-cem.it/tragedia-di-capodanno-a-crans-montana-almeno-47-morti-e-oltre-100-feriti-con-ustioni/
………………….
Rabin jest ciekawą postacią, pomijaną przez prasę zbyt zajętą rozmowami o zimnych ogniach na sylwestrowych butelkach. Według doniesień kilku francuskich gazet, kilka lat temu, członek jego rodziny – Yossef Itshak Pevzner (dyrektor instytucji szkolnych Sinaï w Paryżu, czyli szkół Lubawicz) był zaangażowany w usiłowanie wymuszenia.
W roku 2014, młoda, 28-letnia Żydówka mieszkająca w Paryżu chciała rozwieść się z mężem, więc udała się do głównego rabina Francji, Michela Gugenheima, zastępującego Gilles’a Bernheima, który zrezygnował z funkcji w związku z zarzutami o plagiat w jednej ze swoich książek.
Zgodnie z tradycją żydowską, aby kobieta mogła rozwieść się z mężem, musi uzyskać jego zgodę i otrzymać od niego pisemny dokument zwalniający ją z wszelkich zobowiązań małżeńskich.
Kobieta udała się do Gugenheima i do Beth Din – swego rodzaju żydowskiej rady w Paryżu, w nadziei na rozpatrzenie jej sprawy, ale spotkała się tam z żądaniem wpłacenia 90 tysięcy euro w gotówce, aby w końcu uzyskać upragniony rozwód i ponownie zostać przyjętą do społeczności żydowskiej. Członkiem Beth Din był właśnie Yossef Itshak Pevzner – krewny męża kobiety, a zatem pozostający w oczywistym konflikcie interesów w tej sprawie, dzięki której miał nadzieję uzyskać znaczną sumę pieniędzy.
28-latka nie dała się jednak zaskoczyć. Nagrała spotkanie i próbę wymuszenia na niej pieniędzy, a następnie udała się na najbliższy posterunek policji w 19° dzielnicy Paryża, aby złożyć doniesienie przeciwko członkom Beth Din. Nie wiadomo, jaki był finał tej skargi i czy miała ona jakieś konsekwencje dla rabinów, którzy brali udział w próbie wymuszenia, ale sądząc po losach Pevznera, który do dziś jest prominentnym członkiem słynnej, lub raczej niesławnej, organizacji syjonistycznej Chabad, wydaje się, że nie.egaliteetreconciliation.fr/Le-Grand-Rabbin-de-France-par-interim-au-coeur-d-un-scandale-de-racket
Chabad oznacza również Mossad
Synagogi wspomnianej sekty korzystają z usług ochrony zapewnianej bezpośrednio przez izraelskie służby wywiadowcze i praktycznie niemożliwe jest, aby w takich miejscach doszło do jakiegokolwiek zamachu lub zostały umieszczone tam „antysemickie” napisy bez wiedzy owych służb (co powinno skłonić do refleksji nad okresowym pojawianiem się takich napisów w pobliżu tychże miejsc).
Bar La Constellation znajdował się obok synagogi Chabadu. Zauważmy, że jeśli ktoś chce otworzyć lokal w takich miejscach, jest to praktycznie niemożliwe bez uprzedniej dokładnej kontroli i weryfikacji przez organizację żydowską, która upewnia się, że w pobliżu nie ma potencjalnych zagrożeń dla niej.
Właścicielami baru byli francuscy małżonkowie, Jacques i Jessica Moretti, którzy według adwokata wielu ofiar masakry, Sebastiana Fantiego, błyskawicznie zgromadzili miliony franków szwajcarskich, nie mając żadnych stanowisk ani pracy, które uzasadniałyby nagłe wzbogacenie się; nie otrzymali też żadnych kredytów bankowych na rozpoczęcie działalności. lessentiel.lu/fr/story/tragedie-de-crans-montana-les-facilites-financieres-troublantes-du-couple-de-gerants-
Wygląda na to, że pewnego dnia, państwo Moretti (którzy zostali aresztowani w ostatnich dniach i mają za sobą historię bankructw i wyroków skazujących za wykorzystywanie prostytucji na Korsyce), przebudzili się, a z góry spadły na nich wszystkie wspomniane franki szwajcarskie – być może przekazane im przez jakąś hojną dłoń, którapotrzebowała dwóch słupów, dwóch figurantów, aby otworzyć działalność prawdopodobnie zaplanowaną przez kogoś innego.
Bardzo bliskie sąsiedztwo synagogi Chabad – lobby, które dysponuje dużymi funduszami, sugerowałoby być może przeprowadzenie bardziej szczegółowego śledztwa, ale władze szwajcarskie nigdy nie próbowały zrozumieć, skąd pochodziło bogactwo Morettich, i jak widzieliśmy, pospieszyły się z natychmiastowym odesłaniem ciał ofiar masakry w Crans-Montana, bez przeprowadzenia rutynowych sekcji zwłok.
W szwajcarskich dolinach płynie rzeka brudnych pieniędzy. Pod pozorem neutralnego i spokojnego „raju” kryją się ogromne interesy związane z praniem nielegalnych kapitałów, zdeponowanych w słynnych szwajcarskich bankach, które nie mają żadnych problemów z przechowywaniem środków pochodzących z łapówek i działalności zorganizowanej przestępczości.
W owych dolinach działa też potężne lobby syjonistyczne, które przez lata zgromadziło ogromną władzę. Należałoby ustalić, czy masakra w Crans-Montana nie była dziełem tych właśnie środowisk.
Należałoby ustalić, czy życie młodych ludzi zostało przerwane przez rodzaj fatalnego zbiegu okoliczności, czy też celowo zaatakowano ich rodziny w ramach odwetu lub kary z powodów, które są jeszcze nieznane, ale potencjalnie związane ze strategią terroru realizowaną przez siły rozsiewające wiele fałszywych flag i masakr na całym świecie. Rodziny ofiar zasługują na poznanie tej prawdy, tak samo jak zasługują na to wszyscy Włosi.
30 listopada 2023: Vail Resorts, amerykańska grupa będąca już właścicielem ponad 40 ośrodków narciarskich na całym świecie, ogłosiła przejęcie wyciągów narciarskich w Crans-Montana. Zgodnie z umową ogłoszoną w czwartek 30 listopada 2023 r. przejęte zostaną wyciągi narciarskie, 11 restauracji, szkoła narciarska Giorgio Rocca oraz sklepy sportowe Bouby sports Crans-Montana. hcrans-montana.ch/it/?
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 11 stycznia 2026 michalkiewicz
Nieubłaganie zbliża się święto Trzech Króli, kiedy to kończy się w naszym nieszczęśliwym kraju okres świątecznej nirwany, a zaczyna się bolesny powrót do rzeczywistości. W tym roku bolesny powrót do rzeczywistości został przyspieszony dzięki pokojowej operacji amerykańskich komandosów w Wenezueli, którzy w sypialni pojmali nie tylko tamtejszego tyrana Mikołaja Maduro, ale również – jeszcze nieprzytomną z rozkoszy jego małżonkę, która przyszła podobno do siebie dopiero w samolocie, który transportował tyrańskie małżeństwo do Nowego Jorku, żeby postawić im zarzuty, a następnie – zaciągnąć przed nienawistny sąd na Brooklynie, który – rozumiejąc powinność swojej służby – przysoli im piękne wyroki, podobnie jak wcześniej panamskiemu tyranowi Noriedze.
Przy okazji wzbogacona została rewolucyjna teoria, bo tyran Maduro usłyszał „zarzuty”, jakoby dopuścił się „terroryzmu narkotycznego”, a ponadto bez pozwolenia Waszyngtonu zgromadził „broń maszynową” i inne „środki zniszczenia”. Jakie zarzuty postawione zostaną pani tyranowej – tego jeszcze nie wiemy – w związku z tym pojawiły się fałszywe pogłoski, że administracja prezydenta Trumpa skieruje do Wenezueli celem objęcia rządów w imieniu Ameryki, Timura Mindycza, co to na Ukrainie przytulił sobie co najmniej 100 mln dolarów, a potem wyjechał do bezcennego Izraela, no i Andrieja Jermaka, co to odgrażał się, że pojedzie na front – ale po co tu jakiś „front”, kiedy lepiej może przysłużyć się prezydentowi Zełeńskiemu i prezydentowi Trumpowi w Wenezueli, gdzie trzeba będzie poprzytulać znacznie większe dochody z eksploatacji tamtejszej ropy naftowej – bo na tym właśnie ma polegać „sprawiedliwa transformacja”.
W związku z tymi wypadkami obywatel Tusk Donald wezwał Europejsów, żeby zwarli szeregi i pośladki, pokazując prezydentu Trumpu mocarstwowy wizerunek Europy. Na razie głuche milczenie było obywatelu Tusku odpowiedzią na ten płomienny apel – albo dlatego, że Europejsy jeszcze nie wyszły ze świątecznej nirwany, a może dlatego, że na wszelki wypadek dystansują się od obywatela Tuska Donalda, pamiętając, jak udawał on, iż mierzy z pistoletu do prezydenta Trumpa. Skoro tyran Maduro został oskarżony o „terroryzm narkotykowy”, to jaki zarzut może zostać postawiony obywatelu Tusku Donaldu? Terroryzm pistoletowy, to jest chyba rzecz pewna, więc tylko patrzeć, jak podczas zwyczajowego „haratania w gałę” w Gdańsku pojawią się na „Orlilku,” amerykańscy komandosi, załadują obywatela Tuska Donalda do bagażnika samochodu, który dostarczy go bezpośrednio do aresztu wydobywczego, gdzie prokuratura Wrzosek Ewa przedstawi mu serię miażdżących zarzutów, a nienawistny sąd, naprędce wyznaczony przez obywatela Żurka Waldemara przysoli mu piękny wyrok, podobnie jak Księciu-Małżonku, który zostanie pojmany w swoim pałacyku w Chobielinie razem z Jabłoneczką, co to obsmarowywała prezydenta Donalda Trumpa w „prasie międzynarodowej”. Skoro wenezuelskiej tyranicy przedstawiono zarzuty, to dlaczego ten przywilej miałby ominąć Jabłoneczkę i nie uderzyć rykoszetem w Księcia-Małżonka? Żadnych przeszkód teologicznych nie ma, podobnie jak nie ma żadnych przeszkód natury teoretycznej, bo skoro już pojawił się „terroryzm narkotykowy”, i „pistoletowy””, to dlaczego rewolucyjna teoria nie miałaby zostać wzbogacona o kolejną odmianę terroryzmu – mianowicie terroryzm prasowy?
W tym właśnie kierunku próbuje podążać rewolucyjna praktyka, w ramach której vaginensi z waginetu obywatela Tuska Donalda, próbują oskarżać pana prezydenta Karola Nawrockiego o „terroryzm antyrządowy” – że to niby terroryzuje vaginet obywatela Tuska Donalda wetowaniem ustaw i uzurpowaniem sobie rozmaitych kompetencji, które zwyczajowo przypadają albo premieru Tusku, albo Księciu-Małżonku. Te oskarżenia pojawiły się w związku z pojedynkiem na orędzia, jaki rozegrał się między obywatelem Tuskiem Donaldem, a panem prezydentem Karolem Nawrockim. Według rządowych niezależnych mediów głównego nurtu, obywatel Tusk Donald zawarł w swoim orędziu same jedynie słuszne stwierdzenia i opinie, podczas gdy pan prezydent Karol Nawrocki – same głęboko niesłuszne, wśród których najbardziej niesłuszna była opinia, by w razie czego bronić również zachodniej granicy Polski. Z kolei media nierządne uznały orędzie pana prezydenta Karola Nawrockiego za jedynie słuszne, a orędzie obywatela Tuska Donalda – za głęboko niesłuszne, zwłaszcza że nie tylko zaczął się przechwalać, iż „prasa zagraniczna” bardzo chwali „polską gospodarkę” w związku z czym jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, zaś resztę orędzia poświecił „rozliczeniom”, które będą bezlitosne.
Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj nawiedziły zwyczajowe kataklizmy, jakie – podobnie jak dwie klęski – regularnie spadały na nasz bantustan jeszcze za komuny. Pierwsza klęska, to była klęska urodzaju. Druga – klęska nieurodzaju, zaś cztery regularne kataklizmy, to wiosna, lato, jesień i zima. No i – jak to niekiedy bywa w święta Bożego Narodzenia – spadł śnieg i chwycił przymrozek. Od razu okazało się, że sytuacja jest „poważna” w związku z czym zebrał się ogólnopolski sztab kryzysowy z obywatelem Tuskiem Donaldem na czele. Co tam uradzono – tego dokładnie nie wiadomo, żeby nie podsłuchał tych ustaleń zimny ruski czekista Putin. Za to obywatel Tusk Donald wystąpił w ogólnowojskowym swetrze bojowym, który kolorem był podobny do ulubionego bojowego wdzianka ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego. Najwyraźniej i obywatel Tusk Donald musiał się stęsknić za jakimś epizodem heroicznym – ale zimny ruski czekista na razie ani myśli dostarczyć mu okazji, toteż próbuje nadrabiać strojem. W każdym razie atmosfera powagi zapanowała również w niezależnych mediach, zwłaszcza rządowych, które zalecają obywatelom, by bez potrzeby nie wychodzili z domu. I słusznie – bo wyobraźmy sobie tylko, ilu nieszczęść można by uniknąć, gdyby tak ludzie przestali wychodzić z domu?
Czy jednak ten jedynie słuszny postulat jest możliwy do zrealizowania? Tak dobrze niestety nie jest – bo w Sylwestra nie tylko rządowa telewizja (w likwidacji), ale również TVN, jak i Polstat zorganizowały sylwestrowe koncerty. A – powiedzmy sobie otwarcie i szczerze – cóż to za koncert bez publiczności do której refreniści mogliby wykrzykiwać: jesteście wspaniali, kocham was!? Toteż mimo poważnej sytuacji w związku z globalnym ociepleniem (rewolucyjna teoria głosi, że jest zimno, bo jest ciepło), tym razem obywatele nie tylko mogli, ale nawet powinni opuścić domy, żeby artystom nie było przykro. I tak pospierali się między sobą, kto był lepszy, a kto gorszy – ale wkrótce te spory ucichną w związku z finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pana „Jurka” Owsiaka, którego w tym roku wspiera „Orlen” i cały vaginet, który obsypuje go rozmaitymi cennymi fantami.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
NCZAS.INFO | Zamieszki we Francji. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: screen
Jeszcze dwie dekady temu Paryż, Bruksela czy Sztokholm były dla Polaków synonimem cywilizacyjnego awansu, bezpieczeństwa i porządku. Dziś ten obraz to tylko wyblakła pocztówka. W sercu Europy wyrosły enklawy, w których prawo państwowe jest martwe, a służby mundurowe wjeżdżają tylko w pełnym rynsztunku bojowym. To nie jest scenariusz filmu dystopijnego. To rzeczywistość „stref wrażliwych”, którą zachodnie elity przez lata próbowały pudrować poprawnością polityczną.
Pamiętamy lata 90. i nasze kompleksy wobec Zachodu. Patrzyliśmy na niemieckie autostrady i szwedzkie osiedla z zazdrością. Dziś, gdy polski turysta ląduje w Paryżu czy Malmo, często doznaje szoku poznawczego. Zamiast „europejskiego snu” widzi brud, chaos i dzielnice, które mentalnie i kulturowo bliższe są Bliskiemu Wschodowi niż chrześcijańskiej Europie.
Szwecja: Granaty zamiast argumentów
Najbardziej jaskrawym przykładem upadku modelu państwa opiekuńczego jest Szwecja. Kraj, który przez lata był poligonem doświadczalnym lewicowej inżynierii społecznej, dziś płaci najwyższą cenę za swoją naiwność.
Termin „no-go zones” jest przez szwedzkich polityków oficjalnie wypierany, zastępuje się go eufemizmem „obszary wykluczone”. Niezależnie od nowomowy, fakty są brutalne. Dzielnice takie jak Rinkeby w Sztokholmie czy Rosengard w Malmo to państwa w państwie. Lokalne gangi narkotykowe nie tylko kontrolują handel, ale po prostu – i nie jest to żadna przenośnia – tam rządzą.
Statystyki są bezlitosne i stanowią chłodny prysznic dla entuzjastów „otwartych granic”. Szwecja stała się europejską stolicą strzelanin i zamachów bombowych z użyciem materiałów wybuchowych i granatów ręcznych. Policja, sparaliżowana politycznymi wytycznymi, by „nie eskalować” i „nie stygmatyzować”, w wielu przypadkach po prostu abdykowała.
Francja i Belgia: Terytoria utracone
Jeśli Szwecja jest przykładem gwałtownego załamania bezpieczeństwa, to Francja jest studium powolnego gnicia. W departamencie Seine-Saint-Denis (słynne „93” pod Paryżem) czy brukselskim Molenbeek, asymilacja nie istnieje. Powstały społeczeństwa równoległe, rządzące się własnym kodeksem honorowym, często opartym na prawie klanowym lub szariacie, a nie na kodeksie cywilnym Republiki Francuskiej czy Królestwa Belgii.
Dla przedsiębiorcy czy zwykłego podatnika oznacza to jedno: płacisz na utrzymanie infrastruktury i socjalu w miejscach, do których nie masz wstępu. Strażacy czy ratownicy medyczni wzywani do tych stref często odmawiają przyjazdu bez asysty policji, bo karetki są obrzucane kamieniami. To jest moment, w którym państwo przestaje spełniać swoją podstawową funkcję – zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom.
Kosztowna utopia
Z perspektywy wolnorynkowej i gospodarczej, istnienie takich stref to gigantyczne obciążenie. To „czarne dziury”, które pochłaniają miliardy euro w postaci zasiłków socjalnych, programów aktywizacyjnych (które nie działają) i kosztów naprawy niszczonego mienia publicznego.
Podatnik jest podwójnie poszkodowany. Po pierwsze, jego podatki finansują utrzymanie ludzi, którzy otwarcie kontestują kulturę i prawo kraju gospodarza. Po drugie, spada wartość jego nieruchomości i poczucie bezpieczeństwa, co zmusza go do ucieczki na strzeżone osiedla lub prowincję.
Polska jako oaza? Jeszcze tak.
Na tym tle Polska jawi się jako oaza spokoju. Możemy spacerować po Warszawie, Krakowie czy Gdańsku o dowolnej porze nocy bez obawy, że wejdziemy w „złą dzielnicę”. Jednak ta sytuacja nie jest dana raz na zawsze. Presja unijna w ramach paktu migracyjnego oraz naturalne procesy rynkowe (poszukiwanie taniej siły roboczej przez korporacje) pchają nas w te same koleiny, w których ugrzązł Zachód.
Wnioski z raportu o zachodnich strefach „no-go” muszą być dla nas przestrogą, a nie tylko powodem do satysfakcji. Zachód popełnił błąd, myląc gościnność z naiwnością, a tolerancję z przyzwoleniem na bezprawie. [Synek, przecież to nie błąd, lecz celowość. md]
Bezpieczeństwo to nie jest prawicowy fanatyzm. To fundament, bez którego nie ma ani wolnego rynku, ani wolności osobistej, ani narodu.
Statek ze strefy Mercosur do Europy płynie zazwyczaj od 2 do 6 tygodni Mięso musi być transportowane albo w postaci mrożonej, albo jako żywe zwierzęta.
PS.
.. i jeszcze takie-tam bzdurki dla obrońców praw zwierząt: już od dawna powinniście przykuwać się do tych stateczków.
Minister Żurek buduje prokuratorskie zespoły ścigające niechęć do Ukraińców. Tymczasem rządowa tuba propagandowa gloryfikuje pogardę Kijowa dla wszystkiego co polskie. Mamy być mięsem armatnim spalonej ziemi Donbasu – oczekuje Zelensky i kasta Ciamajdanu
Portal ONET drukuje dziś wywiad z ukraińskim generałem, który twierdzi, że Polska popełnia błąd nie chcąc wysyłać swoich żołnierzy na tereny, które Ukraina chciałaby zawłaszczyć. Świadomie nie używam określenia ,,utrzymać,, , bo tylko w budowanej latami świadomości bezczelnej deformacji faktów można Ukrainie przypisywać niezbywalne prawo do regionów, które łaskawie im ofiarowano. Koalicja Chętnych i centrala w Brukseli są ślepe na prawdę historyczną i krwawy nacjonalizm, bo to wbrew wizjom ich biznesów. Głupota z tego tytułu płynie oczywiście więc nie z Warszawy, ale to tu od pokoleń mają miejsce orgie społecznej destrukcji, zawsze bardzo chwytnie nazywane.
Kiedy minę w podnoszonym powyżej medialnym tytule, klasyczną brukselską ,,gadzinówką,, pojawia się kolejny wywiad, opinia, komentarz, artefakt i inne bzdety, które każą Polakom wkuwać mądrości nacji, która nigdy nie była w stanie dostroić się swoimi skrajnościami do naszej tolerancji, to są lepsze jaja od proklamowanej w lipcu 1944-ego roku wolności w Lublinie.
Ukraina w kształcie obecnie rozszarpywanym przez nich samych powstała tak jakoś w 1954ym roku i czego socjalizm tam nie zbudował albo zmiana stalinowskich granic nie zostawiła, np. polskiego Lwowa, to sukcesów więcej nie ma. Jeśli czytamy, że polskie władze wydadzą Ukrainie ruskiego archeologa, bo prowadził nielegalne wykopki na Krymie, zatem Żurek minister nie sięgnął nawet wikipedii, żeby powziąć wiedzę, kto i kiedy tam historię budował. Zatrzymanie w Polsce dyrektora petersburskiego ERMITAŻU, który gościł u nas w drodze i zadość żądaniom państwa terrorystów nie skończy się dobrze. U Żelenskiego cokolwiek by znaleźli od razu trafiłoby pod młotek na czarnym rynku. Ukraińcy, którzy zawinęli się do Polski mówią otwarcie, że nigdy tam nie wrócą i nie dlatego, że wojna. Po prostu to cywilizacja wykluczająca normalność w naszym rozumieniu.
Zapowiadany na marzec koniec specustawy będzie narzędziem Żelenskiego do kolejnego szantażu.Trzeba się liczyć, ze rękami milionów Ukraińców osadzonych w naszym kraju. Poza przestępczą patologią Ukraina ulokowała nie tylko w Polsce siatki terroryzmu i wywiadu, ale też rezydentów ośrodków propagandy określanych ,,blaskiem wolności”. Jak wielką dezinformację sieją i usiłują przekonywać o tej jedynej prawdzie pokazuje rzeczywistość na rosyjsko-ukraińskim froncie.
Oni tą wojnę przegrali gdy jeszcze się nie zaczęła. Ale czy potrafią żyć pokojem? Polacy z każdym dniem bardziej negują jakąkolwiek symbiozę z ciamajda nem, co potwierdzają sondaże i ulica. Latem byłem w luksusowym ośrodku wypoczynkowym, który udostępniono również Ukraińcom. Podczas słonecznej kąpieli w parku wodnym cała ich grupa głośno i radośnie twierdziła, że Polacy będą się za nich na froncie łomotać. Nie precyzuję reakcji naszych ziomków. Mniej więcej na to samo teraz zasługuje wspomniany portal, ciekawe przez kogo finansowany? Ciekawe pod co podciągnąłby to Żurek.
We write this from a place of profound love—love for the America conceived in liberty for the radical idea that a nation should be governed by laws, not men. We pray God grants POTUS wisdom to protect
Before you read a single word of the analysis that follows, we need to be clear about what this is and what it is not.
This is not an article about whether we “support” or “oppose” Donald Trump. That binary—pro or anti, for or against—is a false dichotomy, a psychological trap crafted by the political machine to short-circuit critical thought and engineer blind tribal loyalty. It demands that you choose a team first and justify their actions second.
We reject that premise entirely.
We are not “pivoting” from supporting Trump to opposing him. We do not blindly support any person. We observe, analyze, and judge actions, principles, and consequences.
Our position is, and has always been, rooted in a simple, unwavering standard: The Constitution, national sovereignty, peaceful foreign policy, and transparent government. If any leader (be it Trump, Biden, or anyone else) advances policies that align with these principles, we will acknowledge it. If any leader violates these principles—by launching unconstitutional wars, engaging in corrupt resource grabs, or betraying the public trust—we will call it out with the same vigor.
This article, therefore, is not an emotional polemic. It is a forensic presentation of facts, timelines, financial data, and geopolitical patterns surrounding the military intervention in Venezuela that began on January 3, 2026. We have connected these dots using public statements, financial records, and geopolitical analysis. You are free to dismiss these connections. You are free to arrive at different conclusions. But you cannot dismiss the facts themselves.
Our only goal is to ensure you are informed, so that your judgment, whatever it may be, is based on evidence, not emotion or allegiance.
The question this article poses is not “Do you like Trump?” We like Trump, but this is irrelevant. The question is: “What was this action, what were the possible reasons, who did it truly serve, and what precedent does it set for our republic and the world?”
Judge the action. The rest will follow.
=========
On New Year’s Eve, President Trump wished for “peace on earth“ as his sole resolution for 2026. Forty-eight hours later, we woke to the news of a pre-dawn military strike on Venezuela, the kidnapping of President Nicolás Maduro, and the declaration that the United States would now “run the country“ and get “very strongly involved“ in its oil industry.
But before we proceed, a necessary, if uncomfortable, thought. We must ask: is the man himself the sole architect here? For those of us who voted for him—three times—this requires a brutal honesty that cuts deeper than politics.
We know Donald Trump. We see the man who campaigned on an “America First” platform of sovereign borders, an end to foreign entanglements, and a disdain for the globalist wars that bankrupt and bleed this nation. We rallied behind the fighter who promised to “drain the swamp,” a swamp we all know is real, deep, and populated by creatures with unimaginable power. His 2016 promise was unambiguous: “We will stop racing to topple foreign regimes that we know nothing about, that we shouldn’t be involved with.”
So, what are we to make of this 180-degree turn? For a man who loves winning above all else, why would he willingly become the face of a policy that is the antithesis of his brand and that might alienate his most loyal base?
Could it be that the swamp doesn’t get drained, but instead, it consumes?
The forces arrayed against any president who threatens the permanent establishment—the intelligence agencies, the military-industrial complex, the globalist banking cartels—are not theoretical. Their tools of coercion are legendary and, in the digital age, absolute: blackmail, financial ruin, threats against his family, and the ever-present, unspoken threat. We’ve watched for years as the “deep state” has thrown every legal, media, and bureaucratic weapon at him. Is it so unthinkable that they might have finally found the lever to force compliance? That a man who values his family, his legacy, and his freedom might be staring at an ultimatum he cannot refuse?
In our search for truth, we must be willing to look at the most painful possibilities. The tragedy would be doubled if the man we voted for to break the system has been broken by it instead, transformed into a puppet for the very interests he vowed to destroy. Is Trump executing his own policy, or is he being forced to execute theirs? In a system this corrupt, sometimes the figurehead is not the master of the ship, but its most prominent hostage.
A Constitutional Violation? Where’s the Outrage?
Regardless of motive, the first casualty of this operation may have been the U.S. Constitution. Article I, Section 8 is explicit: Congress holds the power to declare war. Bombing Venezuela, a sovereign nation, and kidnapping its leader is likely an act of war, and it was conducted without congressional authorization. To be frank, presidents have not always respected this balance of constitutional power. Especially since the Cold War, some have pushed the limits of what they can construe as “defensive” force, which is Trump’s likely position on these attacks. But Secretary of State Marco Rubio claimed this “isn’t the kind of mission you do congressional notification for.” This is laughable.Since when does the type of mission determine whether you follow the supreme law of the land?
Ask yourself: If Joe Biden had launched a similar attack on a sovereign nation, kidnapped a foreign leader, and immediately started talking about how American companies would take over that country’s oil reserves, what would your reaction be? If you’re honest, you’ll admit that you would probably be (rightly) up in arms. You would probably be shouting about constitutional violations, imperialism, and crony capitalism until you were blue in the face.
The official story is that this is about stopping Maduro’s “narco-terrorism.” It’s a fairy tale, and the plot holes are big enough to fly a B-2 bomber through.
Why Venezuela and Not the Real Sources? If this is a sincere war on drugs, why invade Venezuela, a minor player, instead of Colombia, the world’s primary source of cocaine? Why not China, the sole producer of the fentanyl precursors devastating American communities? The geography of this “war” only makes sense if the target isn’t the drugs at all. If this were about drugs, Mexico would already be invaded.
A Pardoned Kingpin and a Terrorist Guest. Just last month, Trumppardoned former Honduran President Juan Orlando Hernández, a man convicted by U.S. prosecutors of trafficking 400 tons of cocaine into the United States. Meanwhile, in November, Trump rolled out the red carpet at the White House for Syrian President Ahmad al-Sharaa, a former al-Qaeda-linked commander recently scrubbed from the U.S. terrorist list. So which is it? Are we killing drug lords or pardoning them? Are we fighting terrorists or hosting them for tea?
The CIA’s Dark, Documented History. The idea that U.S. agencies are strangers to the drug trade is willful ignorance. Investigative journalist Gary Webb’s “Dark Alliance” series for the San Jose Mercury News exposed how CIA-backed Contra rebels in Nicaragua helped flood U.S. cities with crack cocaine in the 1980s. Webb’s reporting was viciously attacked by the mainstream press, and he later died from two gunshot wounds to the head, officially ruled a suicide. If Webb killed himself with two shots from a .38, then we’ve got a bridge we’d like to sell you in the Arizona desert.
The “drug war” narrative is a smokescreen, a “weapons of mass destruction“ lie for a new generation. Just ask Pat Tillman—oh, wait, you can’t. He’s dead.
Tillman, the NFL star turned Army Ranger, became a potent propaganda tool until he saw the Iraq war for the “illegal and unjust” disaster it was. He was planning to meet with Noam Chomsky and speak out. Shortly thereafter, he was killed in Afghanistan by “friendly fire”—three bullets to the forehead from an M-16 at close range. Army doctors suspected fratricide, but their request for an investigation was denied. His critical voice was permanently silenced.
🏦 The Real Target: Not Just Oil (It’s the Entire Vault) 💎
Forget the fairy tale. This is definitely an oil grab—the Iraq playbook reloaded. It’s one of the grievances that Tillman was allegedly going to share with Chomsky before he was killed. You see, Venezuela has more oil than any country on earth—over 300 BILLION barrels.
But the prize is even bigger than just “black gold” in the ground. This operation was a multi-resource raid:
Silver Smelter: The U.S. had just secured a critical silver smelter deal to process Latin American metals, a venture financed by JP Morgan and 40% owned by the U.S. Department of Defense. This isn’t a coincidence; it’s a corporate-military takeover of strategic resources.
The JP Morgan Bailout: This attack wasn’t just geopolitics; it was a multi-trillion-dollar bailout. JP Morgan was on the brink due to catastrophic $8 trillion short positions in silver paper. By securing physical silver and smelting capacity, this military operation directly props up a failing pillar of the Wall Street establishment.
The Banking War: Venezuela’s central bank is a national bank, not subservient to the globalist banking cartel of the IMF and World Bank. This independence is an existential threat to the Rothschild-led financial system. Think Saddam Hussein (who moved oil sales to euros), Muammar Gaddafi (who planned a gold-backed African currency), and Bashar al-Assad.
The Crypto Takeover: For years, Nicolás Maduro and his inner circle may have systematically plundered Venezuela, siphoning billions from its oil revenues, draining its gold reserves, and selling off state assets. According to intelligence sources with direct knowledge of these operations, a significant portion of this stolen national wealth was not hidden in traditional offshore accounts but was instead converted into cryptocurrency, creating a secret, liquid, and untraceable fortune far from the reach of international sanctions. While official figures are obscured, analysts from Whale Huntsuggest the Maduro regime constructed a massive BTC “shadow reserve” during the height of sanctions, with the actual figure of its holdings potentially as high as 600,000 Bitcoin—a digital war chest worth roughly $60 billion. This staggering hoard would make Venezuela the fourth-largest sovereign holder of BTC in the world, a stash nearly double the U.S. government’s known holdings, placing it behind only Satoshi Nakamoto, BlackRock, and MicroStrategy.
💵 The Petro-Dollar & The Monroe Doctrine ⚔️
Beyond the immediate resource grab lies a deeper, more systemic geopolitical struggle—one that provides a compelling, if unsettling, strategic rationale for the timing and ferocity of the Venezuela operation. From this perspective, the attack was not merely about seizing oil, silver, and other assets, but about executing a preemptive strike against an existential threat to U.S. financial supremacy and hemispheric control.
For decades, the U.S. dollar’s status as the world’s reserve currency has been propped up by the “petro-dollar“ system, wherein global oil sales—particularly from OPEC giants like Saudi Arabia—are conducted in dollars. This creates perpetual global demand for dollars, allowing the U.S. to finance staggering debts and maintain economic hegemony. That pillar is now crumbling. In 2024, Saudi Arabia began accepting Chinese yuan for oil. Venezuela, possessing the world’s largest proven oil reserves, began selling its oil in yuan. This was not merely a shift in currency preference; it was a direct, coordinated assault on the dollar’s bedrock.
If the world’s largest oil exporters abandon the dollar, the entire architecture of American financial power collapses. From this vantage point, allowing Venezuela to continue as a yuan-based oil state was an unacceptable surrender. The attack becomes a brutal reclamation project: to forcibly wrench Venezuela’s oil sales back into the dollar system and send a shock-and-awe message to any other nation contemplating a similar defection.
The rise of BRICS (Brazil, Russia, India, China, South Africa) also threatens the U.S. dollar’s preeminence. This alliance has been actively developing an alternative financial infrastructure, including frameworks for digital currency and trade settlement systems designed to bypass the dollar and the SWIFT network entirely. Venezuela was in the process of joining BRICS. Its integration would have provided the alliance with the ultimate strategic resource base—vast oil and mineral wealth—to underpin and legitimize its competing system. By decapitating the Venezuelan state and installing a compliant regime, the U.S. operation did more than seize resources; it aimed to surgically remove a critical, resource-rich node from the BRICS network. It may have been a strike designed to cripple the alliance’s momentum and demonstrate the fatal cost of challenging dollar supremacy.
The strategic panic over dollar displacement is compounded by a primal doctrine of American foreign policy: The Monroe Doctrine. Proclaimed in 1823, it declared the Western Hemisphere a U.S. sphere of influence, off-limits to Old World colonization. In the modern era, the doctrine has been interpreted as forbidding hostile military powers from establishing strategic footholds. Russia and China have done precisely that in Venezuela, supplying it with fighter jets, air defense systems, and helicopters through long-term agreements.
Their presence transforms Venezuela from a mere nuisance into a potential forward operating base for adversaries within what Washington D.C. considers its rightful domain. The nightmare scenario for Pentagon planners is not a Venezuelan army, but a scenario where Russian Spetsnaz and Chinese military advisors operate from Venezuelan soil, or where China replicates its “Pearl of the West” strategy from Cuba. The pre-dawn strike, therefore, may be seen as the ultimate enforcement of the Monroe Doctrine—a violent reset to expel rival powers and reassert absolute regional dominance before their foothold became unassailable.
This analysis provides a coherent reasonfor the attack, grounded in national interest as defined by decades of U.S. policy, not an excuse for the actions. It is possible that from a certain hawkish perspective, Trump was not initiating a new war but fighting an unavoidable one—a first strike in a silent financial and hemispheric war that America was already losing. The attack on Venezuela may have been a desperate, brutal attempt to save the dollar, break the BRICS ascent, and prevent the Americas from becoming a new theater for great power conflict.
The problem is that the U.S. government has such a bad track record of LYING to us over the past 50 years that we can’t trust what they say. They lie about almost everything. If these were the actual, strategic reasons for risking war and constitutional crisis, why not articulate them? Why hide behind the absurd “drug war” fairy tale? The use of a transparent false narrative destroys public trust and ensures that even an action potentially rooted in a defensible (if ruthless) strategic imperative is received as just another criminal lie. The government’s chronic dishonesty has robbed it of the ability to have an honest debate about national survival, forcing it to conceal major geopolitical defenses behind the cloak of petty, fabricated falsehoods.
The invasion of Venezuela did not end with the capture of Nicolás Maduro or the declaration of a new protectorate. On January 7, 2026, U.S. naval forces intercepted, boarded, and seized the Bella 1 Marinera, a Russia-flagged oil tanker attempting to leave Venezuelan waters. According to reports from NBC News, CNN, and the New York Post, the vessel was carrying over 600,000 barrels of Venezuelan crude oil—oil that, under the new U.S. occupation, was now considered American property. Many are asserting that this act was an extension of Trump’s enforcement of the “Monroe Doctrine,” signaling that Washington will not tolerate any infringement on its “Western Hemisphere hegemony,” even by a major power. But the cargo was not the only prize seized. U.S. forces detained the entire 30-person Russian civilian crew.
By directly threatening Russian nationals and property, the administration has potentially ignited a crisis with an adversary, gambling that Putin will back down rather than risk a broader conflict. But Russia isn’t backing down. Just last night, on January 8, 2026, Russia launched a massive, coordinated overnight bombardment of Ukraine. The attack involved hundreds of drones and, critically, dozens of Oreshnik hypersonic missiles, which fly at ten times the speed of sound and are, by design, unstoppable by any current Western defense system.
The timing is not coincidental. The seizure of the Bella 1 Marinera was an act of war. Russia has now answered with a calibrated but devastating show of ultimate strategic force—a weapon explicitly designed to render our most advanced missile defenses obsolete. The “Oreshnik” is more than a missile; it is a statement. The message is unambiguous: future actions against Russia may be met with a hypersonic response we cannot stop. May we find the wisdom to de-escalate before the next barrage is not a demonstration, but a decapitation. 🙏
Speaking of Russia, remember back in 2022, following Russia’s invasion of Ukraine, the global reaction from Western institutions was swift and severe. A central, symbolic punishment was Russia’s expulsion from international sports. FIFA, the governing body of world soccer, issued a statement declaring that the invasion “violates the Olympic Charter and the fundamental principles of sport.” Russia was banned from competing in the 2022 World Cup. Their athletes were forced to compete as neutrals in other events. The message was clear and universally championed by the same political class now justifying Venezuela: Invading a sovereign nation carries consequences. You will be made a pariah. You will be excluded from the community of nations.
Fast forward to January 2026.
The United States invades Venezuela—a sovereign nation—in a pre-dawn raid, bombs its capital, and kidnaps its president. By any objective measure, this is a far more direct and audacious act of invasion than Russia’s initial moves in Ukraine.
So we ask: where is the FIFA ban for the United States? Where are the calls for a neutral flag? We do not desire these penalties for our own country; we cite their absence to expose the profound double standard, proving that the rules are not universal, but are selectively enforced to penalize only those outside the consortium of power.
The Possible Coming Catastrophe: Famine, Insurgency, and Global Financial Shockwaves 💥
This is not a “clean” victory. It is the detonation of a geopolitical fault line, and the tremors are already being forecast with terrifying clarity. An analysis by Mike Adams of the likelyglobal ramifications paints a picture of a self-inflicted wound of historic proportions.
For Venezuela and the Region: The U.S. occupation may trigger a catastrophic humanitarian crisis. The breakdown of civil administration will lead to famine and rampant disease. What follows will not be gratitude, but a bloody, protracted insurgency—a hybrid war uniting loyalists, nationalists, and criminal networks. They will deploy commercial drones against U.S. bases, launch cyber-attacks on “our” oil infrastructure, and engage in systematic sabotage of the very mines we came to steal. We are not liberators; we are instigators of a new hell, creating millions more refugees to flood and destabilize Colombia and Brazil.
For the Global Economy and the U.S. Consumer: The financial shockwaves will be immediate and severe. China, cut off from Venezuelan silver, will panic-buy, causing a historic rupture between “paper” silver prices and physical reality. The premiums for actual metal will skyrocket. Gold and other precious metals will surge as safe havens, shattering all previous records as nations and institutions flee the Western financial system.
The stock market will tell the true story of who benefits and who suffers. Expect a “war contango” in futures markets and extreme volatility: Defense contractors (Lockheed Martin, Raytheon) and oil service firms (Halliburton) will rally on war profits. Meanwhile, the global automotive, electronics, and manufacturing sectors will face a multi-standard-deviation crash as the cost of critical metal inputs explodes. The American consumer, already strained, will be hit with soaring prices for everything from cars to computers. This war is a direct attack on the pocketbook of every working American.
The Israel Connection and the Nobel Peace Prize for War 🔄
While Nicolás Maduro was condemned for calling out Gaza, his U.S.-backed replacement received a Nobel Peace Prize for advocating his overthrow—proving the award is now a geopolitical tool for laundering interventions.
To analyze the Venezuela operation without the Israel connection is to diagnose a patient while ignoring the tumor. It is the central, throbbing motive the official narrative desperately avoids. The sequencing and beneficiaries are not coincidental; they are the objective.
Nicolás Maduro was not a random dictator. He was, in the years leading to the invasion, one of the most consistent and vocal world leaders condemning Israel’s military campaign in Gaza. He labeled it a “genocide“ and positioned Venezuela as a political leader of the Global South’s opposition to what it views as Western-backed aggression. This stance made Caracas a thorn in the side not just of Washington, D.C., but also of its closest ally.
Enter María Corina Machado. The opposition figure chosen by the U.S. to lead the “proper transition” is no mere democratic alternative. She is a documented and celebrated ally of Israeli interests. Her political circles have deep, long-standing ties to pro-Israel lobby groups and U.S. neoconservative architects of the Iraq War. Her vision for Venezuela aligns perfectly with a pro-Western, pro-market reorientation that would instantly terminate the country’s support for Palestinian causes and open its vast resources to partnerships agreeable to U.S. and Israeli strategic goals.
The financial leverage is unmistakable. Miriam Adelson, heir to the Las Vegas casino fortune and perhaps the most influential pro-Israel donor in U.S. politics, was a top contributor to Donald Trump’s campaigns.Her public and private advocacy for maximalist pro-Israel policies is well-known. The Adelson agenda has long included neutralizing vocal international critics of Israel. To believe that a donor of such magnitude, with such a singular focus, had no input or that her priorities did not align perfectly with the decision to remove Maduro requires a willful suspension of disbelief. This was a two-for-one geopolitical deal:secure resources andsilence a critic.
The Greenland Gambit
The pattern of action in Venezuela ceases to look like an anomaly when viewed alongside another of President Trump’s stated ambitions: the acquisition of Greenland.
In 2025, Trump reiterated that the United States “must take Greenland and make it ours,” framing it as a real estate deal for strategic advantage. Let’s examine the facts this statement ignores:
FACT: Greenland has been a territory of Denmark since 1721, over half a century before the United States existed.
FACT: The United States has zero legal, historical, or political claim to Greenland’s sovereignty.
FACT: Denmark is a founding NATO ally, bound to the U.S. by a mutual defense treaty.
When asked, Trump stated he was “not ruling out military action” to acquire it. This is not a policy. It is the declaration of a potential unprovoked war of aggression against a treaty-bound ally.
This gambit provides the final, chilling piece of context for Venezuela and exposes the governing philosophy: If the United States can invade Venezuela for its oil and silver and crypto, and threaten to invade a NATO ally for its territory and minerals, then on what conceivable moral or legal authority does it stand?
How can we lecture Russia on the sanctity of borders after Ukraine?
How can we menace China over the status of Taiwan?
How can we demand adherence to a “rules-based international order” when we demonstrate, repeatedly, that the only rule is our own appetite?
If we decide to “take” Greenland, the message to the world will no longer be subtle: There are no rules. There is only power. Alliances, treaties, and sovereignty are inconveniences to be dismissed by the strong.
A Challenge to Patriots
To our friends and fellow patriots—including those of us who voted for this administration three times—this moment demands brutal, non-partisan honesty. True conservatism is not reflexive loyalty to a person, but steadfast allegiance to the principles of limited government, national sovereignty, and constitutional restraint.
Picture a world where the precedent we just set is turned against us. Imagine waking to news that China, citing our own government’s legal theory, had bombed Washington, captured our president, and announced it would now “run” the United States to manage our technology sector for its benefit. The very idea is revolting—an unthinkable act of war that would shatter global order. Yet, by conducting this exact operation in Venezuela, we have not only committed that act but have handed the blueprint to every authoritarian regime on earth.
The question for every true patriot is this: Will you defend the Constitution and the republic it defines, or will you cheer for the latest flag-draped seizure while they auction off the very foundations of our liberty? Please consider the very real possibility that when America abandons the rules and embraces raw power, it does not make us stronger; it makes the world a lawless jungle where our own security is permanently forfeit.
This is not about left or right. This is about forever.
We write this not from a place of hatred, but from profound love—love for the America conceived in liberty, for the radical idea that a nation should be governed by laws, not men. We pray for President Trump and all our leaders, that they may be granted wisdom and courage—not the courage to wage war, but the courage to wage peace; not the wisdom to conquer, but the wisdom to build and protect.
Our concern is for the inheritance we leave. We desire a prosperous, peaceful future for our children and grandchildren—an America that leads not through fear and force, but through the unwavering strength of its principles, the fairness of its dealings, and the shining example of its freedom. Let America be the nation that others aspire to be, not the empire they unite to resist.
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
=========================
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach)modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata.
To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich.
Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców.
Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści
Piszę do Pana na gorąco, tuż po premierze filmu „Oleśnica. Śledztwo w sprawie zbrodni”. Sala widowiskowa oleśnickiej biblioteki pękała w szwach, przyszło niemal 200 widzów, trzeba było dostawiać krzesła. Podczas projekcji ludzie płakali, a po niej długo dyskutowaliśmy, jak to wszystko jest w ogóle możliwe.
I mam dobrą wiadomość: wkrótce premiera filmu online.
Tymczasem Gizela Jagielska – choć sama nie widziała filmu – już grozi nam procesem. A w „Gazecie Wyborczej” narzeka na obrońców życia. „To proliferzy dyktują warunki, a politycy się ich boją” – mówi najsłynniejsza polska [?? md] aborterka.
To prawda. Zrobiliśmy wiele, aby Gizela nie mogła w spokoju zabijać dzieci poprzez aborcję. Pikiety, Publiczne Różańce pod szpitalem, zawiadomienia do Prokuratury, monitoring sytuacji i ostatni – najmocniejszy krok – film „Oleśnica…”, w którym ujawniliśmy koszmarne sytuacje, do jakich dochodziło w szpitalu pod rządami Jagielskiej. To wszystko działania, które zbudowały presję na szpital, aby przestać współpracować z promotorką zabijania dzieci.
Przez lata żyliśmy w Polsce, w której wszyscy drżeli przed aborterami. Dzięki wytrwałej pracy i zaangażowaniu tysięcy Ludzi Dobrej Woli – sytuacja się zmienia i to aborterzy zaczynają obawiać się obrońców życia. I tak ma być – ten mechanizm będziemy wzmacniać i rozwijać. To obrońcy życia mają być punktem odniesienia, a nie środowiska morderców dzieci.
Liczne i szeroko zakrojone działania przeciw aborcji w Oleśnicy są skuteczne. Jednak odejście Gizeli Jagielskiej to nie koniec naszej walki o życie dzieci. Wiemy już, że nie tylko szpital w Oleśnicy zabija bezbronne maluchy zastrzykami dosercowymi. Przyznał się do tego również Szpital św. Wojciecha na gdańskiej Zaspie. Zarządcy szpitala uważają nawet, że poczęte dzieci w ogóle nie są ich pacjentami. Potrzeba dalszej wspólnej walki – Pana i naszej. I nie wolno nam zrezygnować z ratowania życia, dopóki w Polsce mordowane są dzieci.
Szanowny Panie,
Jesteśmy na pierwszej linii przez cały rok. Od obrony dzieci nie ma przerw ani ferii, dlatego stale czuwamy i trwamy na froncie.
I tu mam do Pana bardzo ważną sprawę. Jest atak mrozów. Ludzie marzną na pikietach i zaczyna to być poważny problem. Na całą organizację z kilkudziesięcioma oddziałami terenowymi mamy tylko 4 namioty polowe. Są one nieustannie w użyciu, chroniąc proliferów przed opadami śniegu i lodowatym wiatrem. W namiotach można odpocząć przez chwilę w czasie pikiety, trzymać w nich termosy z ciepłą kawą i herbatą, a w chwili, gdy wiatr śnieg wzmagają się, wejść na chwilę i osłonić się przed najgorszym zimnem.
Potrzebne są kolejne 3 namioty, bo akcji jest coraz więcej i coraz trudniej wymieniać się sprzętem pomiędzy różnymi rejonami Polski. (Ostatnio sama wiozłam autem duży i ciężki namiot z Warszawy do Gdańska, ale nie zawsze taka operacja jest możliwa.)
Proszę o pomoc. Jeden namiot na ulicę kosztuje około 2600 złotych – ma on solidny stelaż, mocne, płócienne poszycie i wytrzymałą konstrukcję. Potrzebujemy jak najszybciej trzech takich namiotów, czyli koszt wyniesie 7800 złotych. Do tego musimy jak najszybciej oddać do serwisu kilka sztuk sprzętu do nagłośnienia, szykują się nam zatem faktury na ponad 10 000 złotych.
Czy może Pan pomóc, wpłacając na konto Fundacji darowiznę o wysokości, którą sam uzna Pan za właściwą?
Może to być np. 40, 70, 130 złotych lub inna, wybrana przez Pana kwota.
Fundacja Życie i Rodzina
Numer konta:
47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
Kos SWIFT dla przelewów transgranicznych: BIGBPLPW
Bez Pańskiej pomocy nie będę mogła kupić najpotrzebniejszego sprzętu. Nie kupuję go dla siebie – szkoda mi wolontariuszy Fundacji, moich podopiecznych, którzy marzną na ulicach pikietując za życiem.
Nie finansuje nas rząd ani Unia Europejska, ani inne międzynarodowe organizacje.
Wszystko, czym dysponujemy, pochodzi od ludzi takich jak Pan, którzy rozumieją, że trzeba skutecznych akcji prolife. I którzy pomagają te akcje sfinansować.
PS – Jest naprawdę zimno. W ostatnich dniach prowadzimy akcje w temperaturach nawet poniżej -10 °C. Nie chcemy jednak rezygnować. Dlatego właśnie Pańska pomoc jest wyjątkowo potrzebna TERAZ.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
To była, moim zdaniem, największa manifestacja przeciwko obecnej władzy w Krakowie. Uczestniczyło w niej co najmniej 500, może ponad 1000 osób. Pomimo mrozu. Pomimo soboty. Pomimo propagandy Urzędu Miasta Krakowa, że „jest pięknie”. Teraz pora na debatę na d kształtem SCT i dymisją Łukasza Franka, dyrektora Zarządu Transportu Publicznego, który ten bubel przygotował po raz drugi. A jeśli ich nie będzie nasze pikiety i manifestacje będą tylko przybierać na sile. #SCT#Franek#Miszalski#krakow#małopolska