Szalom Azulai powinien dostać Nobla – głosi rabin Szalom Ber Stambler. Za handel narkotykami i pranie brudnych pieniędzy, ok. 3 mld zł.?

Szalom Lior Azulai oskarżony o handel narkotykami i pranie pieniędzy.

Rabin Szalom Ber Stambler twierdzi, że [ten drugi Szalom] jest pobożny i powinien dostać Nobla

21.02.2026 nczas/szalom-lior-azulai-oskarzony-o-handel-narkotykami-i-pranie-pieniedzy-rabin-twierdzi-ze-jest-pobozny-i-powinien-dostac-nobla

szalom lior azulai
NCZAS.INFO | Szalom Lior Azulai / prnt scrn polsatnews.pl

Dwóch obcokrajowców zostało oskarżonych o pranie brudnych pieniędzy na terenie Polski. Jeden z nich to Żyd Szalom Lior Azulai [w 2022 roku zgodził się na publikację wizerunku – red.], który przekonuje, że jest niewinny.

Gigantyczne środki pochodzące z obrotu narkotykami, ok. 3 mld zł, poddawane były tzw. praniu pieniędzy, czyli ich legalizacji. Jedna ze spółek, która była „operatorem” tych transferów, działała na terenie Polski. Rachunki obsługiwał bank w Skierniewicach – powiedział po wczorajszym posiedzeniu sądu prokurator Marcin Kucharski i dodał, że jest to „absolutnie nietypowa sprawa”. W obronie Żyda staje rabin Szalom Ber Stambler, który naciska, by Szalom Lior Azulai mógł wyjechać z kraju.

„Onet” podkreśla, że jest to „największe zabezpieczenie środków w historii polskiej prokuratury”.

„Śledczy z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu już w 2018 r. zabezpieczyli na kontach Banku Spółdzielczego w Skierniewicach 1,4 mld zł. Postępowanie było prowadzone w kierunku handlu narkotykami i prania brudnych pieniędzy” – czytamy.

Sprawa sięga jeszcze czasów rządów PiS. Ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przekazał informację o „największym w historii prokuratury” przejęciu brudnych pieniędzy.

Prokuratura ustaliła, że mafia, którą miał kierować Szalom Lior Azulai przemycała do 100 kg kokainy miesięcznie. Ukrywana była ona w generatorach prądu. Wartość nielegalnego interesu łącznie przekroczyła 3 mld zł.

Pieniądze prano przez kryptowaluty oraz sieć spółek pośredniczących. Spółkami zarządzał Iwan M. L. Obaj oskarżeni twierdzą, że są niewinni.

W piątek w Sądzie Okręgowym w Warszawie zjawili się obaj oskarżeni. Obrońca Szaloma Liora Azulaaia, adw. Ryszard Kalisz złożył wniosek o zniesienie środka zapobiegawczego w postaci zakazu opuszczania kraju.

„Przypomnijmy, że Azulai, obywatel Izraela, w 2022 r. opuścił areszt po wpłaceniu kaucji. Od tamtego czasu sąd nie pozwala mu wyjeżdżać z Polski. Mężczyzna ma rezydencję w Panamie. Prokuratura obawia się, że jeśli opuściłby Polskę, to już by nigdy do niej nie wrócił” – podaje onet.pl.

Sąd ma podobne obawy, co śledczy.

– Według sądu nie można uchylić tego środka, ponieważ postępowanie w sprawie nadal się toczy, a argumentacja obrońcy dyskredytuje zebrany materiał dowodowy praktycznie w całości. O ile obrońca jak najbardziej ma do tego prawo, o tyle sąd nie może sobie pozwolić na tym etapie na takie potraktowanie materiału – powiedziała sędzia prowadząca.

– Sąd rozumie, że postępowanie toczy się długo, że oskarżony z całą pewnością cierpi, będąc rozłączony ze swoją rodziną i środowiskiem, ale zarzuty stawiane oskarżonemu w tej sprawie są na tyle poważne, że dalsze stosowanie środków zapobiegawczych jest niezbędne. Uchylenie tego środka miałoby taką konsekwencję procesową, że dalsze kontynuowanie postępowania bez oskarżonego nie byłoby możliwe – dodała.

Głos zabrał rabin Szalom Ber Stambler. Wygłosił on „świadectwo” na temat oskarżonego.

– Poznałem go, odkąd wyszedł na wolność. Muszę powiedzieć, że znam go głęboko. Jestem jego opiekunem duchowym. Kiedy go przedstawiam innym, to mówię, że on powinien dostać nagrodę Nobla – przekonywał rabin.

– On przez 1,5 roku jest zupełnie sam w Polsce. Jest odizolowany od rodziny i to wytrzymuje. Pojawia się u nas na modlitwie trzy razy dziennie, bez względu na pogodę i humor. Ja widzę, jak bardzo mu jest ciężko. Jego 6-letni syn bierze udział w konkursie wiedzy biblijnej i zaraz wybiera się na finał do Nowego Jorku. Jego żona złapała tego syna, jak czytał w wyszukiwarce Google o swoim tacie. I w ten sposób dopiero dowiedział się, jakie zarzuty są stawiane jego ojcu – kontynuował.

W przerwie posiedzenia prokurator, który sformułował akt oskarżenia w sprawie powiedział, że zarówno handel narkotykami jak i pranie brudnych pieniędzy miały miejsce z udziałem obu głównych oskarżonych.

– W mojej ocenie istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo popełnienia tych czynów. W ramach postępowania ustaliliśmy, że gigantyczne pieniądze pochodzące z obrotu narkotykami, ok. 3 mld zł, poddawane było tzw. praniu pieniędzy, czyli ich legalizacji. To już odbywało się m.in. na terenie Polski. Jedna ze spółek, która była „operatorem” tych transferów działała na terenie Polski. Rachunki tych spółek obsługiwał bank w Skierniewicach – powiedział „Onetowi” Marcin Kucharski z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu.

Dodał, że prokuratura wykonała ogromną pracę, a sprawa jest „absolutnie nietypowa”.

– Sposób zabezpieczania się grup przestępczych, żeby to nie wyszło, jest bardzo skomplikowany. Służby polskie działały w naprawdę znakomitej kooperatywie ze służbami amerykańskimi, izraelskimi, belgijskimi, czy np. śledczymi z Chile. To pozwoliło na połączenie tych nitek i doprowadziło do nietypowego aktu oskarżenia – podkreślił Kucharski.

Sam Żyd w rozmowie z „Onetem” zapewnia, że „absolutnie w żaden sposób nie jest związany ze sprawą”.

– To jest nagonka i budowanie sprawy na podstawie zeznań jednego funkcjonariusza z USA. Od samego początku próbuję tłumaczyć, że w żaden sposób nie jestem z tym związany. Na ostatniej rozprawie w grudniu 2025 r. również potwierdziłem, że nie mam z tym nic wspólnego. To stwarzanie sprawy, która nie ma żadnych podstaw prawnych – głosił Szalom Lior Azulai.

Kolejna rozprawa ma odbyć się 27 marca. Zeznawać ma jeden z biegłych z zakresu kryptowalut.

=============

mail:

mail:

Słuszna inicjatywa pana rabina. Jednak myślę, że 3 mld. to za niski próg: Takich jest pełno. Zacząłbym od 20 miliardów, ale z 10% prowizji dla Komitetu Noblowskiego co nie??

Krajowa Rada Konfidentów?

Krajowa Rada Konfidentów?

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 21 lutego 2026 michalkiewicz

W przeddzień św. Walentego, którego Jasnogród obwołał patronem bzykających się, Sejm skierował do komisji nadzwyczajnej ustawę o „osobie najbliższej”. Kto to jest „osoba najbliższa”? To proste, jak budowa cepa. To ta osoba, z którą inna osoba akurat się bzyka. Rzeczywiście; żeby się pobzykać, najpierw trzeba się zbliżyć, to znaczy – odbyć bliskie spotkanie III stopnia – no a potem albo paciakujemy w popielnik – w przypadku „osób najbliższych” płci męskiej – albo mlaskamy się po klitorisach – w przypadku „osób najbliższych” płci żeńskiej. Bo trzeba nam wiedzieć, że chodzi o takie „osoby najbliższe”, które należą do tej samej płci.

Pierwotnie bowiem ustawa miała inny tytuł – o małżeństwach jednopłciowych – bez których, z zagadkowych przyczyn, nie może wytrzymać Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula – ale pruderyjne PSL, które nie chce utracić poparcia gospodyń wiejskich – zmieniło tę nazwę na obecną. Dlaczego Wielce Czcigodna Kotula Katarzyna nie może wytrzymać bez „małżeństw jednopłciowych” – tajemnica to wielka, na którą pewne światło rzuca rosyjskie porzekadło, zwane dzisiaj „kremlowską narracją”: „każdy durak po swojemu s uma schodit” – co się wykłada, że każdy wariat wariuje na swój sposób – ale to tylko część prawdy. Wielce Czcigodna Kotula Katarzyna nigdy się do tego nie przyzna, podobnie jak obywatel Tusk Donald – że nalegając na ustawowe uregulowanie bzykania między osobami tej samej płci, wykonują zadania zlecone przez promotorów komunistycznej rewolucji, która przewala się przez Europę i Amerykę Północną, gdzie próbuje wyhamować jej postępy prezydent Trump, do którego z tej właśnie przyczyny zieje nienawiścią warszawski Judenrat, a za nim – cały Jasnogród.

Kiedy byłem jeszcze działaczem UPR, przed jakimiś wyborami zadzwonił do mnie przedstawiciel sodomczykowskiego stowarzyszenia „Lambda” z zapytaniem, jaki jest nasz stosunek do „małżeństw homoseksualnych”. Odpowiedziałem, że negatywny, z tej przyczyny, że małżeństwo ma ściśle określone znaczenie i jeśli „małżeństwami” zacznie się nazywać coś całkiem innego, stworzy się chaos semantyczny. Jeśli coś ma cztery nogi i oparcie, to nazywamy to krzesłem, a jeśli oparcia nie ma – to stołem – i nie powinniśmy tych znaczeń mieszać. – Ale skoro już pan zadzwonił, to niech mi pan powie, dlaczego wam tak zależy na urzędowym uregulowaniu tej sprawy? – Bo bez tego nie możemy po sobie dziedziczyć, ani na przykład uzyskać informacji w szpitalu. – Jak to „nie możecie”, kiedy przecież możecie – na przykład zapisać sobie nawzajem majątki w testamencie, a co do szpitali – to wystawić sobie nawzajem pełnomocnictwa? – No tak – odpowiedział mój rozmówca – ale wtedy płacilibyśmy podatek od spadków. – Aaaa, to tak mi pan mów! – odparłem. – UPR jest za zniesieniem podatku od spadków, więc możecie śmiało na nas głosować. Więc ta cała retoryka „godnościowa” to tylko zasłona dymna, która ma skrywać rewolucyjną inspirację ze strony żydokomuny.

Mam tedy nadzieję, że żadnej takiej ustawy nie będzie, bo pan prezydent Nawrocki wypocin Wielce Czcigodnej Kotuli Katarzyny i niemniej Czcigodnego Kosiniaka-Kamysza Władysława nie podpisze. Natomiast grozi nam coś znacznie gorszego w postaci „planu B” obywatela Żurka Waldemara, który wykombinował „mędrek wykrętów chytrych”, czyli pan prof. Andrzej Zoll. Jak wiadomo, nakazana nam przez Naszą Złotą Panią z Berlina w roku 2017 walka o praworządność, zatacza coraz szersze kręgi, więc siłą rzeczy wkroczyła już w rejony psychiatryczne. W tym szaleństwie jest jednak metoda – a potwierdzenia tego podejrzenia dostarcza nam właśnie „plan B”. Przewiduje on, że na wypadek, gdyby pan prezydent Nawrocki nie podpisał ustawy przeforsowanej w Sejmie przez obywatela Żurka Waldemara, to on spróbuje obejść tę przeszkodę w sposób następujący: organizacje sędziowskie wysuną kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa, Sejm ich wybierze i będzie gites-tenteges – niby zgodnie z ustawami.

Jest atoli pewien problem, na który zwracam uwagę od dawna, a poruszyłem go również podczas panelu na temat sądownictwa w ramach KINGS, zwołanego z inicjatywy Grzegorza Brauna w Łochowie. Chodzi o obecność agentury w środowisku sędziowskim. Podczas wspomnianego panelu, uczestniczący w nim pan sędzia Piotr Schab zwrócił mi uwagę, że mówiąc, iż środowisko sędziowskie jest naszpikowane konfidentami, jak sztufada słoniną, nie mam na to żadnego dowodu. Odpowiedziałem, że jeszcze tego brakowało, żeby prosty felietonista dysponował na tę okoliczność twardymi dowodami. To by znaczyło, że nasze państwo to wydmuszka. Ale – ciągnąłem dalej – pan sędzia jeszcze lepiej ode mnie wie, że są tak zwane procesy poszlakowe, w których nie ma żadnych twardych dowodów, ale oskarżeni bywają skazywani – bo poszlaki układają się w logiczną całość. Otóż w sprawie agentury w środowisku sędziowskim tak właśnie jest.

Nie chodzi już nawet o to, że środowisko sędziowskie, wbrew nadziejom naiwnego pana prof. Adama Strzembosza, wcale samo się nie zlustrowało po transformacji ustrojowej. Tamci konfidenci już przeszli, albo właśnie przechodzą w stan spoczynku, niektórzy nawet wiecznego. Tymczasem w 1990 roku, kiedy rozwiązana została PZPR, która była transmisją bezpieki do sądownictwa, natychmiast powstało Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”. Podejrzewam tedy, że Wojskowe Służby Informacyjne, które u nas przeprowadzały transformację ustrojową, zainicjowały powstanie tej organizacji. Nie twierdzę, że wszyscy jej członkowie są konfidentami, bo może tam być wielu sędziów, myślących, że to wszystko naprawdę – ale najtwardsze jądro Stowarzyszenia, to z pewnością agentura. Utwierdza mnie w tych podejrzeniach dotychczasowa działalność „Iustitii”, która nawet specjalnie nie ukrywa, że jest środowiskowym oddziałem Volksdeutsche Partei.

Jeszcze gorzej wygląda sprawa w przypadku stowarzyszenia „Themis”, które nawet w nazwie nawiązuje wprost do prowadzonej przez ABW operacji „Temida”, której celem był werbunek agentury właśnie w środowisku sędziowskim. Sprawa ta wypłynęła przypadkowo podczas toczącego się w warszawskim Sądzie Okręgowym procesu sędziego Andrzeja Hurasa z Katowic. Prowadzący sprawę pan sędzia Lipiński zażądał od ABW wyjaśnień – ale głuche milczenie było mu odpowiedzą, bo ABW schroniła się za murem tajności.

To właśnie te organizacje sędziowskie miałby zmobilizować obywatel Żurek Waldemar, żeby wystawiły Sejmowi kandydatów do KRS, a Sejm by ich kandydatury przyklepał i w ten sposób Polska miałaby „prawidłową” Krajową Radę Sądownictwa, bez konieczności podpisywania czegokolwiek przez pana prezydenta. Jednak w tych okolicznościach nie byłaby to żadna Krajowa Rada Sądownictwa, tylko Krajowa Rada Konfidentów. Jest to nie do pogodzenia z prawnym warunkiem, by sędzia „dawał rękojmię” bezstronności i „nieskazitelnego charakteru”. Ani o jednym, ani o drugim nie ma mowy w przypadku konfidentów tajnych służb. Co w tej sytuacji można zrobić, by do tego nie dopuścić?

To bardzo trudna sprawa – ale właśnie u pana prezydenta ma się odbyć kolejne spotkanie z szefami tajnych służb. Gdyby tak pan prezydent zażądał od nich dostarczenia jemu osobiście listy konfidentów będących sędziami, a następnie pan prezydent dyskretnie zażądałby od tych osób przejścia w stan spoczynku, to znaczy – rezygnacji z wykonywania funkcji sędziego – to byłoby jakieś wyście z sytuacji, bez wywoływania skandalu na całą Polskę. Bo skierowanie prośby do szefów służb, by sędziów-konfidentów wyrejestrowały, nie wydaje mi się ani możliwe, ani skuteczne, jako że sędziowie są dla nich konfidentami zbyt cennymi, by się ich pozbywać. Wobec tego pan prezydent powinien zdecydować, czy w tej sprawie będzie kierował się interesem bezpieczniaków, czy interesem państwa i obywateli.

Stanisław Michalkiewicz

Od protestantyzmu do ateizmu. Co piąty ewangelik w Norwegii nie wierzy w Boga

Od protestantyzmu do ateizmu.

Co piąty ewangelik w Norwegii

nie wierzy w Boga

pch24/co-piaty-ewangelik-w-norwegii-nie-wierzy-w-boga

(Oprac. PCh24.pl)

Aż 20 proc. członków dominującej w Norwegii wspólnoty ewngelicko-augsburskiej jest przekonanych, że Boga nie ma – wynika z opublikowanego w czwartek badania.

Z dużej ankiety „Kościoła Norwegii” (Den norske kirke) wynika, że 20 proc. członków deklaruje całkowitą pewność, iż Bóg nie istnieje, podczas gdy zaledwie 16 proc. jest przekonanych o jego istnieniu. Reszta nie ma w tej sprawie wyraźnie wyrobionego zdania. Od ostatnich badań z 2023 r. odnotowano wzrost odsetka osób przekonanych, że Bóg nie istnieje o cztery punkty procentowe. Jednocześnie spadł odsetek osób głęboko wierzących.

– Widzimy dalszy spadek wiary w Boga i wzrost ateizmu. To pokazuje, że proces sekularyzacji norweskiego społeczeństwa nie zatrzymał się. Jednocześnie nie możemy oczekiwać od naszych członków pełnej zgodności między osobistą wiarą a formalną przynależnością do Kościoła – skomentował wyniki badań przewodniczący tzw. Rady Kościelnej Harald Hegstad.

Z badania wynika także, że starsi członkowie częściej uczestniczą w życiu wspólnoty i modlą się regularnie, podczas gdy młodsi w kwestiach wiary są bardziej niepewni. Jednocześnie to oni wykazują zainteresowanie tematami egzystencjalnymi i „mistycznym” wymiarem chrześcijaństwa. Co trzeci respondent w wieku 15–29 lat deklaruje chęć pogłębienia wiedzy o wierze.

Badanie przeprowadzono w grudniu 2025 r. wśród niemal 6 tys. członków w ramach cyklicznej, dwuletniej ankiety dotyczącej postaw wobec wiary i instytucji kościelnej. Wspólnota ewangelicko-augsburska jest najliczniejszym związkiem wyznaniowym w kraju. Według urzędu statystycznego SSB na koniec 2025 roku należało do niego ok. 3,4 mln osób, czyli ok. 62 proc. mieszkańców Norwegii.

PAPpap logo / oprac. PR

Urabianie idiotów. MEM-y VII.

———————————————–

——————————————————-

———————————————

————————————————-

————————-

=================================

———————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Od niego nie wysępisz… MEM-y VI.

——————————-

————————————————————

——————————————————————————-

—————————————————————————–

———————————————

————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Bomba !!! MEM-y V.

—————————————-

———————————–

…oraz całej planety…

—————————————————

————————————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Tusk-jest-super. MEM-y IV.

———————————————-

———————————

——————————————————————–

———————————————-

——————————-

—————————–

———————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Epstein a UFO. MEM-y I.

————————————

————————————————-

—————————

—————————————————

————————————-

——————————————————————–

————————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Innej Polski nie ma? O „Heniu”…

Innej Polski nie ma?

gabriel-maciejewski.szkolanawigatorow.pl/innej-polski-nie-ma

Dwa razy w ciągu ostatniego miesiąca, dwóch ważnych działaczy PiS wskazało nam na ograniczenia, jakie partia ta stawia swoim wyborcom w zakresie tożsamości politycznej i ideowej. Pierwszy raz uczynił to marszałek Terlecki, na targach w Krynicy, których długo nie zapomnę. Drugi raz zaś uczynił to prof. Zdzisław Krasnodębski zapowiadając na iksie wieczór wspominkowy poświęcony Henrykowi Krzeczkowskiemu.

Ustawmy tę ostatnią zapowiedź we właściwym świetle. Przyjdzie nam to łatwo, albowiem w przeciwieństwie do prof. Krasnodębskiego, każdy z nas miał jakieś doświadczenia z komuną. Mniej lub bardziej dojmujące. Ja akurat miałem mniej, ale i tak mogę coś powiedzieć na ten temat. Jeden z moich wujków, zaczął robić w latach pięćdziesiątych karierę w wojsku. Był człowiekiem zdolnym, biednym, o właściwym pochodzeniu społecznym – rodzice pracowali najpierw we dworze, na folwarku, a potem dziadek został pracownikiem kolei. Codziennie chodził piechotą po wąskich torach z Nałęczowa do Karczmisk, z których zresztą pochodził. Wujek Tadek, jako że wyrósł z proletariatu biedniackiego dostał swoją szansę. I nawet znalazł się na studiach w Moskwie. Od dawna nie żyje, więc chyba mogę o tym mówić ze spokojem. Z tych studiów został usunięty. Niektórzy już zapewne domyślili się dlaczego. Otóż dopatrzono się, nie wiadomo jakim sposobem, że jego dziadek, a mój pradziadek, wyjechał przez I wojną światową do Parany. To skreślało go automatycznie z listy słuchaczy uczelni wojskowej w stolicy Kraju Rad. Nie wiem co to była za uczelnia, a wujka znałem jako bardzo brutalnego alkoholika, który coś mi tam opowiadał, ale przecież w strachu i skrępowaniu nie bardzo wiedziałem o co chodzi.

Z tym pradziadkiem sprawa była taka, że on porzucił rodzinę i pojechał szukać lepszego życia. Był to nicpoń i pewnie oszust, zostawił żonę z trójką albo czwórką dzieci, nie pamiętam dokładnie. Ta żona była nauczycielką, w dobrym miejscu, bo w Karczmiskach, czyli niedaleko dóbr Kleniewskich. Widocznie jednak za daleko, kiedy bowiem umarła w wieku lat trzydziestu, jej córeczki nie dostały żadnej szansy. Nie poszły do szkoły, nie wzięto ich na pensję, co z pewnością by się stało, gdyby ta mama żyła. I tak moja babcia Waleria zepchnięta została, nie ze swojej winy, na dno drabiny społecznej. Nigdy nie nauczyła się pisać, poznała tylko litery i czytała swojemu mężowi, a mojemu dziadkowi, gazety. On bowiem ani pisać, ani czytać nie potrafił. Mieli piątkę dzieci, z których jedno zmarło w wieku lat 11.  

Po śmierci mojej prababci, wszystkie jej dzieci poszły na służbę. Moja babcia służyła u Żydów w Otwocku, potem u jakiegoś pana co miał sad w Warszawie na Wierzbnie. I pewnie jeszcze w innych miejscach. Męża poznała, kiedy wróciła do siebie na wieś. Okoliczności jej życia tam nie są mi znane. Potem była wojna. No i przyszła władza ludowa, która takim jak ona – wyrzuconym na margines – miała dawać szansę. I wydawało się, że dała. Wujek Tadek, który potrafił bardzo wiele rzeczy zrobić i sam wymyślić już jako dziecko, poszedł do wojska. I trafił do tej Moskwy. No i wtedy właśnie okazało się, że władza ludowa, owszem, daje szanse, ale nie takim jak on. Nie wiem czy dla wujka to było lepiej czy gorzej, że wrócił do Polski. Dosłużył się majora i zmarł na zawał z powodu nadużywania, jak wielu przed nim i po nim. Mieszkał w Bydgoszczy i w zasadzie się nie widywaliśmy. Tylko przy okazji pogrzebów. Miałem może z 15 lat kiedy przyszła wiadomość o jego śmierci. Kryterium zaś powodzenia jego kariery, dyplomowanego oficera w końcu, było to, czy jego dziadek łobuz, którego nawet własne córki nie pamiętały, wyjechał na tak zwany zachód czy nie. Na jaki zachód?!!! Do Parany w Brazylii?!!!

W rodzinie krążyła legenda, że nigdzie nie dojechał, albowiem pisał do swojej chorej na raka żony, gdzieś z Prus Wschodnich, żeby mu przysłała psiego sadła, bo jest chory, a to sadło miało go wyleczyć. I to była ostatnia wiadomość od niego.

====================================

I teraz wracamy do ogłoszenia, które umieścił na portalu iks prof. Zdzisław Krasnodębski. Lansuje on tam, żeby nie powiedzieć stręczy, człowieka, który nigdy w dorosłym życiu nie używał swojego własnego nazwiska. Urodził się jako Henryk Grener, ukończył żydowskie gimnazjum w Stanisławowie i ewakuował się w roku 1941 wraz z armią czerwoną na wschód. Po wojnie używał nazwiska Henryk Meysztowicz, był nawet w Rzymie razem z tym nazwiskiem. I to zapewne zdecydowało o kolejnej zmianie w dokumentach, w tym samym czasie bowiem był w Rzymie ksiądz Walerian Meysztowicz, postać znana wśród emigracji polskiej. I to groziło dekonspiracją, więc Henryk Meysztowicz zamienił się w Henryka Krzeczkowskiego.

Jako Krzeczkowski pracował w wydziale zagranicznym sztabu generalnego LWP. Był ekspertem od spraw anglosaskich. Wiki pisze o nim, że nigdy nie poszedł na współpracę z SB. Został za to tłumaczem literatury angielskiej, dostawał liczne nagrody i w końcu zaczął realizować dzieło swojego życia – odegrał wielką rolę w odnowie myśli konserwatywnej w czasach przełomu – jak napisał Zdzisław Krasnodębski.

To znaczy zebrał wokół siebie młodych ludzi, samych mężczyzn i zaczął im mącić w głowach. Czyli odstawiał jakiś intelektualny cyrk, pewnie nawet chodził do kościoła, bo w końcu pochowano go w Tyńcu.

Wróćmy do jego współpracy z SB, której nie było. Człowiek tego pokroju, z taką karierą, który był w dodatku ojczymem Anny German, nie musiał, jak sądzę, niczego podpisywać. Takie rzeczy były dla frajerów, takich jak mój wujek, który zapewne składał deklarację czy posiada rodzinę za granicą. I zapewne napisał, że nie posiada, bo nic o swoim dziadku nie wiedział, ale okazało się co innego. I tak się skończyła jego kariera.

Henryk Krzeczkowski alias Meysztowicz alias Gerner, mógł spokojnie udać, że zostawia za sobą karierę w LWP i zająć się tłumaczeniami oraz deprawacją młodzieży. Kiedyś w wiki pisali jeszcze, że odszedł z wojska w proteście przeciwko sowietyzacji armii. Dziś już tego nie ma.

I z tego faceta, pisowski polityk, prawa ręka Jarosława Kaczyńskiego, czyni bohatera wieczorku wspominkowego, w którym wezmą udział ludzie tacy jak Marek Jurek? Nieprawdopodobne.

Sowieci sprawdzali wszystkich na trzy pokolenia wstecz, żeby nie zaangażować do roboty agenturalnej nikogo, kto miałby jakieś pokusy, czy jakąkolwiek furtkę do wolnego świata. Ludzie związani z PiS, którzy piszą o sobie – zjednoczona prawica – robią młodym sieczkę z mózgu, stawiając na piedestale agenta, którego nawet nie trzeba weryfikować, bo wszystko jest w jego biogramie w wiki. I nikt kto ma w głowie olej nie złapie się na te plewy. No, ale jak ktoś ma 20 lat i zobaczy w jednym miejscu tylu zasłużonych dla Polski i prawicy ludzi, którzy dyskutują o agencie NKWD tak, jakby był on kimś ważniejszym niż Henryk Sienkiewicz, to mogą nie zrozumieć sytuacji. I pewnie nie zrozumieją.

Przyjrzyjmy się jeszcze tej zasłudze Henryka Krzeczkowskiego. Co to może znaczyć dokładnie – odnowa myśli konserwatywnej w czasach przełomu? To znaczy całkowite i ostateczne uniemożliwienie rozwoju tej myśli poprzez ustawienie swoich ludzi w krytycznych miejscach sceny politycznej. Myśl konserwatywna, jak ją rozumie Krasnodębski, skazana została przez Krzeczkowskiego na stałe kolizje ze zdrowym rozsądkiem i polityczną praktyką, realizowaną przez jego kolegów, którzy w strukturach tajnych pozostali. Ludzie zaś ją reprezentujący zajmowali się wyłącznie jej kompromitowaniem.

I  nie inaczej będzie teraz. Po co więc ten cyrk? Myślę, że Hania ma rację, wczoraj w komentarzu napisała, że za dużo ludzi młodych gromadzi się wokół Brauna, a więc ktoś wpadł na pomysł, by odgrzać jakiś konserwatywny kotlet tworząc alternatywę dla nowego pokolenia „młodych konserwatystów”. Ponieważ jednak innego nie ma, wskazano na Krzeczkowskiego i jego uczniów.

Homoseksualizm bohatera konserwatywnej prawicy jest komediowym dopełnieniem całej tej sytuacji. Jego zaś uroczysty pogrzeb w Tyńcu to finał operetki. I aż dziwne, że ten życiorys nie został jeszcze zaadaptowany przez żaden teatr. No i film by się przydał. Może jakby taki obraz zobaczył Zdzisław Krasnodębski, coś by mu w głowie zaświtało. No, ale tak się nie stanie.

Co jakiś czas prezes Kaczyński powtarza – innej Polski nie ma. Otóż jest. I my ją reprezentujemy, wbrew temu co Terlecki pieprzył w Krynicy i wbrew temu co się roi Krasnodębskiemu. Henryk Krzeczkowski to ruski i pewnie nie tylko ruski agent, którego należałoby wygumkować z polskiej historii. Nie można bowiem jednocześnie mówić ludziom, że powinni sławić powstańców styczniowych, Piłsudskiego, żołnierzy wyklętych i Solidarność – i broń Boże nic ponadto – podsuwając im jednocześnie taką swołocz jak Krzeczkowski.

Czas na opamiętanie, chyba…Choć przecież na wiele nie liczę.

==========================

M. Dakowski:

W młodości bywałem w środowiskach, w których brylował „Henio”. Znany był jako zajadły myśliwy na ślicznych młodzieńców. Spedalił i skurwił dużą liczbą młodzieńców. Dwóch z nich poznałem bliżej, jednego udało się uratować. Drugi zmarł w męczarniach z powodu rozpadu zwieraczy odbytu [Mięsak Kaposiego zdaje się ]. A Wojtek Karpiński napisał o nim panegiryczna książkę… Brrr…

==============================

mail:

„Kiedyś w wiki pisali jeszcze, że odszedł z wojska w proteście przeciwko sowietyzacji armii. Dziś już tego nie ma. A tak naprawdę był pierwszą zarejestrowaną ofiarą Aids, z wojska [LWP] zaś usunęli go za molestowanie żołnierzy”

Szpieg – mój przyjaciel. Cz.1. Odwieczne proste prawdy

Szpieg – mój przyjaciel. Cz.1. Odwieczne proste prawdy

=============================

[Po konsultacjach – umieszczam. Argument:

Za dużo ludzi młodych gromadzi się wokół Brauna, a więc ktoś wpadł na pomysł, by odgrzać jakiś konserwatywny kotlet tworząc alternatywę dla nowego pokolenia „młodych konserwatystów”. To [przypominanie tego obrzydliwego pedryla md] naprawdę wygląda na wist przedwyborczy. Ktoś raczej Krasnodębskiego o to poprosił. Z tym, że uczestnicy to dawno pobite gary.

=============================================

Henryk Krzeczkowski, Proste prawdy, wyd. Ararat, Warszawa 1996, książka dofinansowana przez Ministerstwo Kultury i Sztuki

Wspominany tu niedawno przeze mnie szpieg z czasów zygmuntowskich – Mikołaj Nipszyc podpisywał się w korespondencji do księcia Albrechta nieco mniej swojsko brzmiąco imieniem i nazwiskiem: „Nykel NYBSCHYTZ”. Wiktor Szymaniak, który tropił jego działalność nad wyraz dzielnie, ale zdecydowanie zbyt krótko (umarł w wieku 52 lat – w niecałe trzy lata po wydaniu „Roli dworu polskiego w polityce zagranicznej Prus Książęcych”). Opisał modus operandi Nipszyca w innej swojej książce dotyczącej „Organizacji dyplomacji Prus Książęcych na dworze Zygmunta Starego 1525-1548”. Pozwolę sobie zacytować dłuższy fragment:

„Mikołaj Nipszyc, oprócz zaangażowania w pracy służbowej, znajdował czas i na życie towarzyskie, które kwitło na renesansowym dworze Zygmunta I. Trafił do założonego przez Korybuta Koszyrskiego stowarzyszenia „opilców i obżarców” i nawet stał na jego czele wraz z Janem Dantyszkiem i Janem Zambockim. Nipszyc z racji miejsca w tym „triumwiracie” nazywany był krótko „Tertius”. Brał udział w dość częstych bachanaliach, lubił zwłaszcza wina austriackie. Nie stronił także od hazardu i mimo dość znacznych dochodów stale był z tego powodu zadłużony. W listach do Zambockiego i Dantyszka pisał, że w ciągu jednej nocy zgrał się aż do spodni, lecz do rana odegrał się jeszcze o 50 florenów. W biesiadach stowarzyszenia obok „braci” towarzyszyły i „siostry”. Niektóre z nich były bliskimi przyjaciółkami Nipszyca. (Tu pojawia się ciekawy przypis, że K. Hartleb zaliczył do przyjaciółek Nipszyca następujące, nieznane z nazwiska kobiety: Dorotki, Zofki, Prospery oraz Annę, Helenę, Nuscę, Margaretę i Faustę). Należy jednak przypuszczać, że zebrania towarzystwa nie były zwykłymi orgiami pijackimi, lecz miały także charakter literacki. Wskazuje na to skład stowarzyszenia i fakt, że prymat w nim przyznawano poetom: Koszyrskiemu, Krzyckiemu i Dantyszkowi. Nipszyc więc obracał się w środowisku ludzi swobodnych obyczajów, ale wykształconych i nowoczesnych”.

Ostatnie zdania powinni dobrze zapamiętać wszyscy zapamiętali praktycy bachanaliów i orgii pijackich. Jeśli bowiem chcą być dobrze zapamiętani przez historię, która uzna, że nie były to orgie „zwykłe”, to powinni popracować nad ich literackim charakterem – wtedy nie zostaną określone ordynarnymi popijawami, lecz obrotami w sferach nowoczesnej i wykształconej elity.

W skrócie rzec można, że Nipszyc był duszą towarzystwa i mieszał w głowach nie tylko pań swawolnych, lecz pięćset lat później, także w głowach naukowców. Wiktor Szymaniak starał się ulokować jego działalność na szeroko rozpostartej skali semantycznej rozciągniętej między słowami „szpieg” i „ambasador”. Choć skala rozziewu znaczna to i tak nie rekord. Ten bowiem ustanowił nieco wcześniej znany nam tu dobrze Kallimach, umieszczany przez badaczy na skali wielo-oktawowej, czyli pomiędzy  „spiskowiec i niedoszły zabójca papieża” a „wybitny humanista pochowany w krakowskim kościele dominikanów z epitafium przeniesionym w wieku XXI wieku z bocznej kaplicy na prawicę ołtarza głównego”.

Teraz pora dokonać skoku przez mniej więcej pięć stuleci. Aby to uczynić, trzeba się zanurzyć w nurt „Prostych prawd” Henryka Krzeczkowskiego, książki o tyle ciekawej, że oprócz tekstów autorskich, zawiera wspominki osób mniej lub bardziej znanych, na których dziś się skupię.

Marek Skwarnicki wspominając Henryka Krzeczkowskiego pisze o znakomitej herbacie, którą parzył pan Henryk. Przypomina sobie także rzędy książek i fotografię „uszczęśliwionego Henryka, z którym rozmawia Ojciec święty”. „Ileż to w tym pokoiku (…) powstało pomysłów pisarskich i publicystycznych, ileż dyskretnych spraw załatwiono, iluż interesujących spotkało się ludzi”. (s.412).

Marcin Król rozszerzył nieco wachlarz henrykowskich atrybutów: „półki z książkami i płyty, fotel, kanapa, herbata albo (częściej) whisky (s.417)”.

Dwa krótkie cytaty z „prostych prawd” i już widzimy, że nipszycowa zasada jest wiecznie żywa. Jeśli już pić, to w towarzystwie intelektualistów, a wtedy ewentualne grzechy ulegną mocno odmienionej naukowej kwalifikacji.

O dość oczywistej, czyli tak zwanej „prostej prawdzie” dotyczącej pana Henryka napisał w swoim stylu Stefan Kisielewski. Jedynie on nie szczypał się, żeby nazwać Henryka „ubekiem„. Owo rozpoznanie nie uwierało chyba zbyt mocno, bo dalej wokół Krzeczkowskiego wdzięcznie orbitował. Kisielowi wystarczyło zapewnienie, że Henryk czasami „zapomina” o tym co usłyszał:

STEFAN KISIELEWSKI

Warto było go słuchać.

„Henryka poznałem w roku 1952 dzięki Pawłowi Hertzowi. Pamiętam, jak przegadaliśmy we trójkę pierwszą noc naszej znajomości. To było w „Kameralnej”. Bardzo błyskotliwa i inteligentna rozmowa. Następnego dnia rano spotykam jakiegoś znajomego i mówię mu, że poznałem właśnie bardzo ciekawego człowieka, Henryka Krzeczkowskiego. A on na to: „Coś pan, oszalał?! Przecież to ubek”. Idę dalej i natykam się na Henryka. Mówię mu: „Dowiedziałem się, że pan jest z UB, a ja tyle panu nagadałem”. Na co on odpowiada „Owszem, jestem, ale to wszystko, co pan mi powiedział, zapomniałem.” (…)

Ze względu na plotki o wcześniejszych związkach Henryka z UB czy z wywiadem wojskowym, początkowo traktowałem różne jego antykomunistyczne filipki z przymrużeniem oka. Dopiero później, w miarę jak poznawałem jego historię intelektualną i jego poglądy, musiałem przyznać, ze jest umysłem o dużej niezależności sądów i samodzielności w myśleniu. (…) Nie lubił intelektualnej kawiarni warszawskiej, chociaż się przy niej kręcił”. (s. 408-409)

Krzeczkowski od samego początku interesował się „Tygodnikiem Powszechnym” (…) Wprowadził do niego grupę młodych, interesujących, świeżych ludzi – między innymi Wojciecha Karpińskiego i Marcina Króla (…).

Henryk Krzeczkowski miewał genialne intuicje, był jedynym obok Wiesława Chrzanowskiego, człowiekiem, który dokładnie przewidział moment i kształt stanu wojennego, ale popełniał też pomyłki. Mimo to, zawsze chętnie go słuchałem. Warto go było słuchać” (s. 410)

Wydaje mi się trochę nielogiczne, że po demaskacji dokonanej przez Kisiela, wiedzę o nadchodzących wydarzeniach, nazywał „genialnymi intuicjami”

W każdym razie przekonanie o tym, że H.K. był wybitnym wróżbitą rozprzestrzeniało się jak wirus.

KRZYSZTOF MĘTRAK

Wróżbita z ulicy Czackiego

Posiadał rzadki dar jakiejś intuicyjnej mądrości wokół spraw życia, historii, polityki, wiary. Dla mnie pozostanie wróżbitą z ulicy Czackiego, gdyż przewidział wiele spraw i wydarzeń. (…) zawdzięczam Mu kilka najistotniejszych rozmów, które zdecydowały o moim literackim życiu i moich wyborach. Będzie jeszcze czas się z tego rozliczyć. (s. 424)

Teraz fragmencik, który wzmocni tezę o tym, że pan Henryk był prawdziwym humanistą:

BOGDAN POCIEJ

***

Mogę chyba powiedzieć, że Henryk był przyjacielem naszego pisma Ruchu Muzycznego (…).

Należał do tych nie tak licznych humanistów naszych, którym muzyka jest równie bliska jak literatura (…) Sytuował się skromnie na pozycji melomana, zwykłego szarego słuchacza. Z tej pozycji również omawiał na naszych łamach gruntownie i fachowo, dwa dotychczas wydane tomy Encyklopedii Muzycznej PWN. (s.413)

No i teraz pora na działa największego kalibru. Coryllus pyta się, po cholerę prawica organizuje Henrykowi jakieś wspominkowe wieczorki. We fragmencie wyrychtowanym przez guru polskiej myśli konserwatywnej, pojawi się kluczowe słowo „elita”. 

JACEK BARTYZEL

Henryk Krzeczkowski

„Ocalenie kultury wymaga jej troskliwego pielęgnowania przez strażników tradycji i ładu moralnego – a więc przez elitę. Elitę organiczną, to znaczy zachowującą pewną homogeniczność, acz otwartą na świeży dopływ krwi; chroniącą samą siebie przed szalbierzami i moralnymi parweniuszami; obdarzoną pewnymi przywilejami, ale świadomą obowiązków na niej ciążących. Wiedział jednak Krzeczkowski, że sukcesja takich elit możliwa jest tylko wtedy, kiedy nie zostanie przerwany proces przekazywania sensu ładu, w imię którego zbiorowość została powołana do bytu. Dlatego tak bardzo cenił Anglię, która zakonserwowanie sensu brytyjskości zawdzięczała uszanowaniu politycznej i kulturowej roli arystokracji. Ale nawet doświadczenie faktu przerwania owej ciągłości i panoszenia się nowego barbarzyństwa nie zwalnia od obowiązku czuwania nad wartościami nam danymi oraz nad własną rozpaczą. Tym mężnym pesymizmem, odległym od zwątpienia i histerii, bo równoważonym wiarą w sens dziejów kierowanych boską Opatrznością, wnosił Krzeczkowski do myśli polskiej ton nie słyszany w niej bodaj od śmierci Mariana Zdziechowskiego.

Konserwatyzm Krzeczkowskiego to wreszcie przekonanie, ze absolutne normy moralne obowiązywać muszą bez zastrzeżeń w życiu publicznym; Ze system prawny powinien być rozwinięciem Dekalogu, że prawa będące fundamentem społeczeństwa tylko wtedy są przestrzegane, gdy w interpretacji nie ma elementów relatywizmu moralnego (…). (s.430)

Moim zdaniem, tylko mózgu w postaci mielonki zamkniętej w konserwie o grubości czołgowego pancerza,  nie może się odezwać pewien dysonans poznawczy wywołany zestawieniem słów „ubek” i „Dekalog”. Śmiem przypuszczać, że tekst Bartyzela to brawurowa próba osadzenia Krzeczkowskiego w roli „strażnika tradycji i ładu moralnego”. Słowem: strażnik – ubek stojący na straży ładu moralnego, czyli Dekalogu!

Mocne.

Zerknijmy w takim razie jeszcze na projekt owego „moralnego ładu”, który krótko nam wyłuszczy jeden z nieustraszonych strażników Dekalogu:

MAREK JUREK

Krzeczkowski, czyli o nostalgii i nadziei

Evelyn Waugh opisywał zniszczenie, motyw ruiny jakiegoś mikroświata powraca we wszystkich jego książkach. Krzeczkowski tak to interpretuje: „Dwór… został skazany na zagładę… gdy ludzie, którym służył za schronienie, stali się bezdomni, ponieważ nie umieli już usprawiedliwić swojego przebywania we dworze”. (s.465)

Wow. Powiem Wam, że to zdanie to wyzwanie! Próbowałem jego analizę zacząć od końca. Wyszedł mi taki ciąg. Szlachta długo myślała nad usprawiedliwieniem swojego przebywania na dworze. Kiepsko im ten proces szedł, choć przecież szkoły trzymały niezły poziom po przeprowadzeniu oświeceniowo-pozytywistycznych reform. I wtedy mieszkańcy dworu postanowili (zapewne pod wpływem „Ludzi bezdomnych”), że opuszczą schronienie i staną się bezdomni. I tą oto głęboko przemyślaną decyzją, skazali dwór na zagładę…

Jak ktoś ma jakąś inną interpretację, to bardzo proszę. Chętnie się jeszcze czegoś na styku logiki i semantyki nauczę.

A teraz o tym jaką interpretację PRL wyznawał Marek Jurek:

„Refleksja polityczna Krzeczkowskiego miała charakter antykomunistyczny jednak jej wnioski prowadziły do konieczności szukania modus z PRL.

Dla Krzeczkowskiego PRL był kalekim, ale polskim państwem. (…)

Niewątpliwie „państwowa” interpretacja PRL, którą ja sam – niezależnie od przyjaźni z Panem Henrykiem – wyznawałem, okazała się czynnikiem znacznie zaciemniającym realistyczną ocenę położenia Polski, czyli brutalnie rewolucyjnego, a nie tylko okupacyjnego, charakteru komunistycznych rządów”. (s.465-466)

Jak widzimy, Marek Jurek uległ pewnemu „zaciemnieniu”, ale stało się to niezależnie od „przyjaźni z Panem Henrykiem”. Potem uznał (i na dodatek podkreślił), że Polska była rządzona w sposób „brutalnie rewolucyjny”, a nie „okupacyjny”. Nie wiemy w jaki sposób umiejscawiał on w tej historyczno-politycznej topografii „ubeków”, ale wiemy, że prywatnie potrafił się z nimi przyjaźnić.

Oto co jeszcze w swym tekście podkreślił Marek Jurek:

„… sukcesja elit możliwa jest tylko wtedy, kiedy nie zostanie przerwany proces przekazywania sensu ładu, w imię którego zbiorowość została powołana do bytu”. (podkr. Moje – M.J.) (s.465)

Zauważyliście już, że program antyplagiatowy coś by tu miałby tu do roboty? Jacek Bartyzel napisał to w cytowanym już tutaj fragmencie to samo w roku 1994. Przytoczę raz jeszcze:

„Wiedział jednak Krzeczkowski, że sukcesja takich elit możliwa jest tylko wtedy, kiedy nie zostanie przerwany proces przekazywania sensu ładu, w imię którego zbiorowość została powołana do bytu”.

Marek Jurek widocznie słowo w słowo zapamiętał, i dwa lata później (1996) powtórzył nie zaznaczając, że to zerżnięty cytat. Mamy więc do wyboru, albo to taki konserwatywny zwyczaj – „zrzynaj nie pożyczaj”, albo była to obowiązkowa fraza wkuwana na blachę przez wszystkich młodych adeptów na kanapie przy ulicy Czackiego?

Tak, czy inaczej wspominkowy wieczór poświęcony H.K. to chyba chęć szukania sukcesorów. Wiemy już przecież, że „proces przekazywania sensu ładu” potrzebuje „świeżego dopływu krwi”, by chronić nas przed „szalbierzami i moralnymi parweniuszami”. Przynależność do owych elit nie została nikomu z nas zaoferowana, więc na drodze dedukcji spróbujcie w powyższych frazach odnaleźć gdzieś siebie.

Na zakończenie chciałbym podkreślić wyraźny ryt „humanistyczny” w działaniach Henryka Krzeczkowskiego i fakt, że opiera się on o wieki kallimachowej tradycji.

Wrzucam link do „Prostych prawd”. Uwierzcie, że bardzo trudno je wyszperać. Widocznie osób aspirujących do elit jest na tyle dużo, że popyt przewyższa podaż.

https://allegrolokalnie.pl/oferta/henryk-krzeczkowski-proste-prawdy-rwb

=====================================

Jeden z komentarzy pod tekstem „szpieg-moj-przyjaciel-cz1-odwieczne-proste-prawdy”

Relacja Jarosława Iwaszkiewicza o majorze Gernerze vel Meysztowiczu alias Krzeczkowskim w spisanych przezeń „Dziennikach”. Zapis dokonany pod datą 30 marca 1960 roku:

„Parę dni temu miałem przykrą historię. Przyszedł do mnie rano Henio K[rzeczkowski]., że [Tadeusz] Steć prosi do siebie do Sobieszowa na czwartą po południu. Nie chciało mi się iść, ale Henio prosił, mieli tam być jacyś chłopcy itd. Henio kupił dwie butelki wina i poszliśmy. Steć jest obłąkany na punkcie seksualnym, jest to przykra obsesja, która rozmowę z inteligentnym gościem, znającym doskonale warunki tutejsze, zamienia w szereg niezwykle ordynarnych fragmentów. Niecierpliwiło mnie to wszystko. Z oczekiwania na tych „chłopców” wynikało, że to są chłopcy do konsumpcji na miejscu, co mnie przeraziło. Wreszcie przyszli ci chłopcy, trzy chłopaczyska, jak to bywa, w miarę ordynarni i głupi. I z nimi jeszcze jeden pan – nieznajomy, który mnie widział w takim towarzystwie. Zacząłem się rozpytywać o powrotne tramwaje, ten obcy facet wyszedł, a Henio i Steć wzięli tych dwóch chłopaków do bocznych pokoi, jak w burdelu. Nie mogłem wyjść zaraz, bo mój płaszcz był w tym pokoju, gdzie był Henio. Wściekłość moja nie miała granic, chodziłem po stołowym pokoju, roztrącając meble, i gdzie z przerażeniem na mnie podpatrywał trzeci chłopak, „sekretarz” Stecia. Wreszcie wyleciałem jak z procy i piechotą poszedłem do domu, a to jest ze cztery kilometry. Przeraziło mnie to ogromnie. Więc oni myślą, że ja, prawie siedemdziesięcioletni facet, Jarosław Iwaszkiewicz, mąż, ojciec, dziadek – mogę w ten sposób załatwiać swoje sprawy erotyczne. Publiczne chędożyć nieznajomych chłopaków? Coś nieprawdopodobnego. Dlatego, że mam pociąg do mężczyzn, to od razu już tak? Uczułem się do głębi, do żywca, obrażony. Wróciłem do domu, położyłem się do łóżka i rozpłakałem się. Byłem upokorzony i przerażony. Ale świat jest taki”.

=============================

Mizdrzy się, „dla potomności”… md

prawniczka i menedżerka – „ministerka zdrowia” – IQ chyba poniżej 50?

============================

Przegląd od AI:

Jolanta Sobierańska-Grenda to prawniczka i menedżerka, która od lipca 2025 roku pełni funkcję Ministra Zdrowia w rządzie Donalda Tuska, zastępując Izabelę Leszczynę

Ukraińcy, Polacy i Uzbecy. Na Pomorzu rozbito gang handlujący ludźmi.

Na Pomorzu rozbito gang handlujący ludźmi.

Zatrzymano głównie obcokrajowców

20.02.2026 hnczas/gang-handlujacy-ludzmi-zatrzymano-glownie-obcokrajowcow

sg straz graniczna pomorze
NCZAS.INFO | Straż Graniczna rozbija gang handlujący ludźmi. / fot. KGSG

Funkcjonariusze SG rozbili grupę przestępczą trudniącą się handlem ludźmi i praniem brudnych pieniędzy” – poinformował w piątek szef MSWiA Marcin Kierwiński. W ramach działań przeszukano 17 lokali; zatrzymanych zostało osiem osób i zabezpieczono środki o wartości ponad 7,5 mln zł. W kierownictwie grupy był Ukrainiec, gang składał się głównie z obcokrajowców.

„Funkcjonariusze Straży Granicznej rozbili grupę przestępczą zajmującą się handlem ludźmi i braniem brudnych pieniędzy. Zatrzymano 8 osób. Do tej pory zidentyfikowano 50 ofiar tej grupy. Głównie z Ameryki Łacińskiej. Sprawa ma charakter rozwojowy” – napisał w piątek na X szef MSWiA.

Jak poinformowała w piątek Straż Graniczna, funkcjonariusze tej formacji, w ramach śledztwa dotyczącego m.in. handlu ludźmi i prania brudnych pieniędzy, przeszukali 17 lokali mieszkalnych i usługowych w województwie pomorskim oraz kilkanaście samochodów.

W trakcie działań zabezpieczono pieniądze, złoto inwestycyjne, numizmaty oraz biżuterię o łącznej wartości 3,6 mln zł oraz 28 kont bankowych z ponad 3,8 mln zł.

Straż Graniczna podała, że działania odbyły się 11 lutego i były prowadzone na szeroką skalę. W ich wyniku zatrzymano osiem osób; sześć z nich trafiło już do aresztu.

Z informacji przekazanych przez Komendę Główną SG wynika, że funkcjonariusze z Placówki SG Elblągu od 2024 roku rozpracowywali kilkunastoosobową grupę przestępczą. Na jej czele stali Ukrainiec i Polak, a wśród członków grupy byli głównie Ukraińcy, Polacy i Uzbecy. Grupa wykorzystywała spółki zarejestrowane zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami do popełniania przestępstw, m.in. handlu ludźmi.

„Proceder polegał na wykorzystywaniu ofiar do pracy o charakterze przymusowym z zastosowaniem przemocy i gróźb, wprowadzenia w błąd oraz nadużycia stosunku zależności i wykorzystania krytycznego położenia ofiar. Ofiarami byli głównie mieszkańcy Ameryki Łacińskiej, w przeważającej części Kolumbijczycy. Sprawcy werbowali ich już na terytorium państw ich pochodzenia, a następnie pozornie delegowali do pracy w Polsce z wykorzystaniem spółek zarejestrowanych poza granicami UE” – poinformowała Straż Graniczna.

Formacja dodała, że w terminie objętym postępowaniem sprawcy zwerbowali około 2 tys. cudzoziemców, których przetrzymywali do czasu przetransportowania do miejsc wykonywania pracy.

„Do tej pory zidentyfikowano 50 ofiar handlu ludźmi. W jego toku funkcjonariusze Straży Granicznej ujawnili materiał wskazujący na prowadzoną również działalność przestępczą tzw. prania brudnych pieniędzy” – przekazano.

SG dodała, że na podstawie informacji ze śledztwa Generalny Inspektor Informacji Finansowej dokonał blokady 28 rachunków bankowych osób uczestniczących w tym procederze oraz firm na łączną zabezpieczoną sumę ponad 3,8 mln. zł.

„Na podstawie postanowień Prokuratora Okręgowego w Elblągu 11 lutego 2026 roku funkcjonariusze zatrzymali w woj. pomorskim 8 osób, przeszukali 17 lokali mieszkalnych i usługowych oraz pojazdy użytkowane przez osoby powiązane z procederem. Zabezpieczono środki pieniężne, złoto inwestycyjne, numizmaty oraz biżuterię. W trakcie działań dwukrotnie miały miejsca na gdańskich ulicach próby ucieczki. Ścigane pojazdy prowadzone przez Ukraińca i Polaka nie zatrzymały się do kontroli. Mundurowi musieli użyć broni. Dopiero przestrzelenie opon tych pojazdów skutecznie je unieruchomiło i pozwoliło ująć uciekinierów” – poinformowała SG.

W trakcie wykonywania czynności funkcjonariusze zabezpieczyli także przedmiot przypominający broń palną oraz niewielkie ilości narkotyków.

Jak podała formacja, prokurator Prokuratury Okręgowej w Elblągu przedstawił podejrzanym zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i handlu ludźmi. Decyzją Sądu Rejonowego w Elblągu sześć osób zostało aresztowanych na 3 miesiące, a na dwie osoby został nałożony środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego, poręczenia majątkowego oraz zakazu opuszczania kraju. Grozi im od 3 do 20 lat więzienia.

Straż Graniczna zwróciła uwagę, że sprawa ma charakter rozwojowy. Planowane są dalsze zatrzymania w tej sprawie.

W działaniach uczestniczyli funkcjonariusze z Placówki SG w Elblągu, Morskiego Oddziału SG w Gdańsku z grupami realizacyjnymi Wydziałów Zabezpieczenia Działań Morskiego, Warmińsko-Mazurskiego, Nadwiślańskiego i Nadodrzańskiego Oddziału SG, a także eksperci od wykrywania i zwalczania zagrożeń cyberbezpieczeństwa z Zarządu Operacyjno-Śledczego Komendy Głównej SG.

Friday Funnies: Morning in America


Friday Funnies: Morning in America

„Prouder, Stronger, Better”

Dr. Robert W. Malone Feb 20
 
READ IN APP
 

Schumer is dirtying the American flag – by using it as a rug… again.






Until our government breaks away from this mindset that we have to feed the world, we can’t fix agriculture in the USA.

America First.



Reagan could tell a joke like no other…

Politicians and diapers should be changed frequently, and for the same reason.”

As long as there are final exams, there will be prayer in schools.

Politics is the second oldest profession and it bares a striking resemblance to the first oldest profession.

Just to show you how youthful I am, I am going to campaign in all thirteen states.



“If you want to tell people the truth, make the laugh, otherwise they will kill you”

Attributed to either George Bernard Shaw or Oscar Wilde














Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support our work, consider becoming a free or paid subscriber.

Upgrade to paid


Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Share








You’re currently a free subscriber to Malone News.

For the full experience, upgrade your subscription.

Upgrade to paid

Zbrodnia i nagroda

Zbrodnia i nagroda   8/2026(762)


     Dawniej zbrodnia się opłacała pod warunkiem, że jej sprawca pozostał nieznany. Teraz opłaca się podwójnie i właśnie dlatego, że zbrodniarz jest znany. Oto krótka instrukcja, jak tego dokonać, którą można sobie poczytać przy porannej kawie, lub żurku.
Teraz jest punkt najważniejszy. Trzeba wytropić kogoś majętnego, kto trzyma gotówkę w domu i najlepiej, żeby w ogóle nie interesował się polityką. Wizyta o szóstej rano kompletnie go zaskoczy i obezwładni. Prócz gotówki możecie poczęstować się jeszcze jakimiś wartościowymi przedmiotami, które łatwo spieniężyć. Prokurator to przyklepie, bo podobnie jak wy jest „umoczony”.

     Najpierw trzeba dać się poznać z najgorszej strony, żeby „demokracja warcząca” nabrała do ciebie zaufania. Tu wystarczą wulgarne bluzgi na wszystkich możliwych forach, ale koniecznie skierowane przeciw „polskim faszystom” szeroko pojętym. Jak się upewnisz, że zostałeś zauważony przez kogo trzeba, zaoferuj swoje cenne usługi.

     Może to być udział w napaści na jakąś staruszkę, która krytykuje Owsiaka, albo innego „bohatera/idola” naszych władców. Policja tyle ma wakatów, że przyjmie cię z otwartymi ramionami, tylko upewnij się, czy komendant na pewno jest po właściwej stronie, czyli rozumie prawo jak Tusk z Żurkiem razem wzięci.

=================================



Wyłom w systemie
‒ Nareszcie coś pozytywnego – powiedziała Małgorzata wskazując na ekran komputera.
‒ Rzeczywiście, Polska zajmuje obszar przebogaty w to co pod ziemią, jak i w to, co na jej powierzchni – przyznał DUCH CZASU.
– Przy tym jesteśmy narodem zdolnych ludzi, którzy potrafiliby zrobić należyty użytek z tych skarbów.
‒ To dlaczego tego nie robimy?
‒ Mój znajomy proponuje następujące kroki: zakładanie lokalnych banków, nadzorowanych przez społeczność danego terenu.
‒ Czym by się różniły od już istniejących?
‒ Udziałowcami byliby wyłącznie mieszkańcy. Wpłacaliby przykładowo po 2000zł.
‒ Czyli trzydziestotysięczne miasto mogłoby dysponować kapitałem około sześćdziesięcioma milionami złotych?
‒ Załóżmy. Lokalni przedsiębiorcy mogliby zaciągać kredyty na uczciwych warunkach, a akcjonariusze w przyszłości otrzymywaliby dywidendy.
‒ To dlaczego nikt tego nie robi?
‒ Może należy ludzi uświadomić?
‒ Obawiam się, że im więcej byłoby chętnych, tym bardziej byłoby to niemożliwe.
‒ Dlaczego?
‒ Wyobrażasz sobie, żeby światowi banksterzy dopuścili do takiego wyłomu w systemie?

Po co nam czas pokuty? Czy unikniemy losu Niniwy?

Po co nam czas pokuty?

stronazycia.pl/po-co-nam-czas-pokuty

Rozpoczęliśmy kolejny Wielki Post. Zapewne wielu z nas zadało sobie pytanie: po co nam ten czas pokuty?

W ostatnich latach popularne stały się diety zachęcające do postów ze względów zdrowotnych. Dzięki powstrzymywaniu się od jedzenia pozwalamy organizmowi oczyścić się i pozbyć toksyn, które nas zatruwają. Sekretarz Zdrowia USA, Robert Kennedy powiedział, że przez lata rząd okłamywał Amerykanów w kwestiach dotyczących żywienia, aby chronić zyski korporacji. Można dodać, że nie tylko rząd, ale również wielkie media brały udział w oszukiwaniu i zatruwaniu społeczeństwa. Nikt dziś nie zaprzecza, że wstrzemięźliwość jest rzeczą dobrą. Do tej wstrzemięźliwości od 2 000 lat zachęca wiernych Kościół.

Umiarkowanie, na przykład w jedzeniu, chroni nas przed wieloma chorobami ciała, ale nie tylko o to chodzi. Człowiek, który poszukuje przyjemności staje się niewolnikiem zmysłów. Wybiera to co przyjemne, nawet jeśli jest to szkodliwe. Godzinami wpatruje się w migające obrazki na ekranie, żeby zaspokoić swoją ciekawość (trzeba powiedzieć, że często przy okazji niektórzy robią gorsze rzeczy). Kierowanie się przyjemnością skutecznie uniemożliwia rozwój, który wiąże się z wysiłkiem. Najłatwiej zaobserwować to w przypadku sportowców, którzy wyrzekają się wielu przyjemności, aby osiągnąć mistrzostwo. Rozwój intelektualny również wymaga wysiłku i dyscypliny. Czytanie książek dla przyjemności, nikogo nie doprowadziło do mądrości.

Można więc powiedzieć, że umiarkowanie (nie tylko w jedzeniu) sprzyja zdrowiu, a szukanie prawdziwego dobra, a nie tylko przyjemności, pomaga w rozwoju. Ale nie to jest prawdziwym celem Wielkiego Postu. Ludzie, którzy prowadzą zdrowy tryb życia, dbają o dobrą  kondycję fizyczną i są gruntownie wykształceni, bywają nieznośnymi dla otoczenia pyszałkami.

Prawdziwym celem Wielkiego Postu jest otwarcie na Boga.

Każdy z nas ma słabości, które uzdrowić może tylko Bóg. Post ma prowadzić do tego, abyśmy swoje słabości, często nie zauważane, umieli dostrzec. Największym złem i słabością człowieka jest grzech. Jeśli nie widzimy swoich grzechów, jesteśmy niewolnikami diabła. Dzięki praktykom pokutnym możemy odzyskać wzrok i słuch i poprosić Pana Jezusa o wyzwolenie z niewoli. Nazywa się to skruchą.

Nawrócenie ma też wymiar społeczny. Patrząc na kraje Zachodu, również na Polskę, możemy dostrzec, że odrzucenie Boga prowadzi do koncentracji na dobrobycie i wygodzie. Konsekwencją jest upadek moralny – rozwiązłość, oderwanie od rzeczywistości  i obojętność na cierpienia bliźnich. Mojżesz i prorocy Starego Testamentu ostrzegają Izraelitów, że odrzucenie Boga i zasad moralnych doprowadzi do upadku ludu i zniszczenia jego państwa. Można powiedzieć, że dzieje się to na naszych oczach. Dla niemal całej klasy politycznej kwestia zabijania dzieci w łonach matek jest „tematem zastępczym”. Katastrofa demograficzna, której doświadcza Polska, jest tego skutkiem. Jan Paweł II ostrzegał nas przecież: „Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości”.

Nawracajmy się więc, abyśmy, tak jak mieszkańcy Niniwy, uniknęli zagłady. Nie musimy ubierać się w wory i siadać na popiele. Papież Leon XIV sugeruje nam, abyśmy wsłuchali się w głos ubogich tego świata. A któż jest bardziej ubogi niż dziecko, któremu odmawia się prawa przyjścia na świat, które nawet nie może wydać głosu w swojej obronie? Każdy może stać się głosem najmniejszych angażując się w akcje w ich obronie.

Zachęcamy do tego, aby w tym Wielkim Poście podjąć modlitwę w obronie nienarodzonych oraz przekazać jałmużnę na wsparcie ratowania dzieci przed aborcją.

Fundacja Pro-Prawo do Życia organizuje publiczne modlitwy różańcowe w całej Polsce. Zapraszamy do przyjścia i modlitwy razem z nami. Najlepiej zrobić to poprzez odnalezienie najbliższego takiego wydarzenia w swoim miejscu zamieszkania.

Prosimy również o wsparcie finansowe, które umożliwia organizację kolejnych różańców w całej Polsce:

Zobacz nadchodzące wydarzenia

Wesprzyj nasze działania

PLN

PLN

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667

Fundacja Pro – Prawo do życia,
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22,
05-800 Pruszków

Dla przelewów zagranicznych:
IBAN PL79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Kod BIC Swift: INGBPLPW

Prosimy o podanie w tytule wpłaty także adresu e-mail.

FSSPX: Komunikat Domu Generalnego w sprawie odpowiedzi danej prefektowi Dykasterii Nauki Wiary

Wiadomości Tradycji Katolickiej

Komunikat Domu Generalnego w sprawie odpowiedzi danej prefektowi Dykasterii Nauki Wiary

  • 19 lutego 2026

Podczas spotkania w dniu 12 lutego br. pomiędzy ks. Davide Pagliaranim, Przełożonym Generalnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, a Jego Eminencją kardynałem Víctorem Manuelem Fernándezem, Prefektem Dykasterii Nauki Wiary, zorganizowanego w następstwie zapowiedzi przyszłych konsekracji biskupich w Bractwie, Kardynał zaproponował „ścieżkę ściśle teologicznego dialogu, według precyzyjnie określonej metodologii, […] aby uwypuklić minimalne warunki konieczne do pełnej komunii z Kościołem katolickim”, warunkując tenże dialog zawieszeniem zapowiedzianych konsekracji biskupich.

Na prośbę Prefekta Dykasterii Przełożony Generalny przedstawił tę propozycję członkom swej Rady i poświęcił niezbędny czas na jej ocenę.

W dniu 18 lutego br. ks. Davide Pagliarani przesłał Kardynałowi swą pisemną odpowiedź, opatrzoną kilkoma załącznikami i podpisaną przez pięciu członków Rady Generalnej.

Ponieważ wskutek komunikatu opublikowanego przez Stolicę Apostolską dnia 12 lutego sprawa ta stała się domeną publiczną, wydaje się stosowne udostępnić również publicznie treść tego listu oraz załączników, aby umożliwić zainteresowanym wiernym dokładne zapoznanie się z udzieloną odpowiedzią.

Przełożony Generalny powierza tę sytuację modlitwie członków Bractwa i wszystkich wiernych. Prosi, aby modlitwa różańcowa oraz umartwienia Wielkiego Postu, który właśnie się rozpoczyna, były szczególnie składane w intencji Ojca Świętego, dla dobra Kościoła świętego oraz ku godnemu przygotowaniu dusz na ceremonię dnia 1 lipca.

Menzingen, dnia 19 lutego 2026 r.

List ks. Pagliaraniego do kard. Fernándeza

FSSPX: List ks. Pagliaraniego do kard. Fernándeza

List ks. Pagliaraniego do kard. Fernándeza

  • 19 lutego 2026

Menzingen, dnia 18 lutego 2026 r.
Środa Popielcowa

Najczcigodniejsza Eminencjo,

przede wszystkim dziękuję za przyjęcie mnie dnia 12 lutego, jak również za upublicznienie treści naszego spotkania, co sprzyja całkowitej przejrzystości w komunikacji.

Nie mogę nie przyjąć z zadowoleniem otwarcia na dyskusję doktrynalną, okazanego dziś przez Stolicę Apostolską, z tej prostej przyczyny, że ja sam zaproponowałem ją dokładnie siedem lat temu, w liście z dnia 17 stycznia 2019 r.1 Wówczas Dykasteria nie wyraziła większego zainteresowania taką dyskusją, argumentując – ustnie – że porozumienie doktrynalne pomiędzy Stolicą Apostolską a Bractwem św. Piusa X jest niemożliwe.

Ze strony Bractwa dyskusja doktrynalna była – i nadal pozostaje – pożądana i pożyteczna. Nawet bowiem jeśli nie udałoby się porozumieć, braterskie rozmowy pozwalają lepiej się wzajemnie poznać, udoskonalić i pogłębić własne argumenty, lepiej zrozumieć ducha i intencje, które ożywiają stanowisko rozmówcy, a zwłaszcza jego rzeczywistą miłość do Prawdy, do dusz i do Kościoła. To dotyczy zawsze obu stron.

Taki właśnie był mój zamiar w 2019 r., gdy proponowałem dyskusję w spokojnej i pokojowej atmosferze, bez presji czy groźby ewentualnej ekskomuniki, która uczyniłaby dialog mniej wolnym – co niestety ma obecnie miejsce.

To powiedziawszy, choć oczywiście cieszę się z nowego otwarcia na dialog i z pozytywnej odpowiedzi na moją propozycję z 2019 r., nie mogę jednakże – z uczciwości intelektualnej i kapłańskiej wierności wobec Boga i dusz – zaakceptować ani perspektywy, ani celów, w imię których Dykasteria proponuje wznowienie dialogu w obecnej sytuacji; ani też odroczenia daty 1 lipca.

Pozwalam sobie przedstawić z szacunkiem powody tego stanu rzeczy, do których dodam kilka uzupełniających uwag.

1. Obaj z góry wiemy, że nie możemy dojść do porozumienia na płaszczyźnie doktrynalnej, w szczególności co do fundamentalnych orientacji przyjętych od czasu Soboru Watykańskiego II. Ten brak zgody, ze strony Bractwa, nie wiąże się ze zwykłą różnicą poglądów, lecz z prawdziwą sprawą sumienia, wynikającą z tego, co jawi się jako zerwanie z Tradycją Kościoła. Ta złożona kwestia stała się niestety jeszcze bardziej nierozwiązywalna na skutek ewolucji doktrynalnej i duszpasterskiej ostatnich pontyfikatów.

Nie widzę zatem, jak wspólny proces dialogu mógłby doprowadzić do określenia razem „minimalnych wymagań dla pełnej komunii z Kościołem katolickim”, skoro – jak Eminencja szczerze przypomina – teksty Soboru nie mogą być korygowane, a prawowitość reformy liturgicznej podawana w wątpliwość.

2. Dialog ten miałby z założenia służyć wyjaśnieniu interpretacji Soboru Watykańskiego II. Lecz interpretacja ta została już wyraźnie podana w okresie posoborowym i w późniejszych dokumentach Stolicy Apostolskiej. Sobór Watykański II nie stanowi zbioru tekstów wolno interpretowalnych: został przyjęty, rozwinięty i stosowany od sześćdziesięciu lat przez kolejnych papieży wedle precyzyjnych orientacji doktrynalnych i duszpasterskich.

Ta oficjalna lektura jego treści wyraża się m.in. w tak ważnych tekstach jak Redemptor hominis, Ut unum sint, Evangelii gaudium czy Amoris lætitia. Przejawia się również w reformie liturgicznej, rozumianej w świetle zasad potwierdzonych w Traditionis custodes. Wszystkie te dokumenty pokazują, że ramy doktrynalne i duszpasterskie, w jakich Stolica Apostolska zamierza umieścić wszelką dyskusję, są już z góry określone.

3. Proponowany dialog jawi się dziś w okolicznościach, których nie sposób pominąć. Oczekiwaliśmy bowiem przez siedem lat na pozytywne przyjęcie propozycji dyskusji doktrynalnej z 2019 r. Niedawno dwukrotnie pisaliśmy do Ojca Świętego: wpierw z prośbą o audiencję, potem by jasno i z szacunkiem przedstawić nasze potrzeby i konkretną sytuację Bractwa.

Tymczasem, po długim milczeniu, to dopiero w chwili, gdy wspomniano święcenia biskupie, proponuje się nam wznowienie dialogu, który jawi się zatem jako działanie odwlekające i uwarunkowane. Ręce wyciągniętej w geście otwarcia na dialog towarzyszy niestety druga ręka, gotowa do nałożenia sankcji. Mówi się o zerwaniu łączności, o schizmie2 i o „poważnych konsekwencjach”. Co więcej, groźba ta została już upubliczniona, co tworzy presję trudną do pogodzenia z prawdziwym pragnieniem braterskich rozmów i konstruktywnego dialogu.

4. Ponadto nie wydaje nam się możliwe podejmowanie dialogu w celu określenia, jakie minimalne wymagania byłyby konieczne do komunii eklezjalnej, z tej prostej przyczyny, że takie zadanie do nas nie należy. Na przestrzeni wieków to Kościół ustanowił i określił przez swoje Magisterium kryteria przynależności do Kościoła. To, w co należało obligatoryjnie wierzyć, by być katolikiem, było zawsze nauczane z autorytetem, w stałej wierności Tradycji.

Nie sposób zatem zrozumieć, jak te kryteria mogłyby stać się przedmiotem wspólnego rozeznania poprzez dialog, ani jak mogłyby być dziś na nowo oceniane w sposób nieodpowiadający już temu, co Tradycja Kościoła zawsze nauczała, a co my, z naszej strony, pragniemy wiernie zachowywać.

5. W końcu, jeśli dialog miałby prowadzić do deklaracji doktrynalnej, którą Bractwo mogłoby przyjąć w sprawie Soboru Watykańskiego II, nie możemy pomijać historycznych precedensów podobnych wysiłków. Szczególną uwagę zwracam na ten najbardziej niedawny: Stolica Apostolska i Bractwo prowadziły długi proces dialogu, rozpoczęty w 2009 r., szczególnie intensywny przez dwa lata, a następnie kontynuowany sporadycznie aż do 6 czerwca 2017 r. Przez wszystkie te lata starano się osiągnąć to, co Dykasteria teraz proponuje.

Otóż wszystko to zakończyło się drastycznie jednostronną decyzją prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kard. Müllera, który w czerwcu 2017 r. uroczyście ustalił, na swój sposób, „minimalne warunki konieczne do pełnej komunii z Kościołem katolickim”, włączając w nie explicite cały Sobór i okres posoborowy3. Ukazuje to, że upieranie się przy zbyt forsowanym i pozbawionym wystarczającego spokoju dialogu doktrynalnym w dłuższej perspektywie, zamiast osiągnąć satysfakcjonujący rezultat, jedynie pogarsza sytuację.

W obliczu zatem obustronnej konstatacji niemożności osiągnięcia zgody w sprawach doktryny, wydaje mi się, że jedynym punktem, na którym możemy się spotkać, jest nadprzyrodzona miłość wobec dusz i wobec Kościoła.

Jako kardynał i biskup Eminencja jest przede wszystkim pasterzem, i proszę pozwolić mi się zwrócić do Eminencji właśnie w tym charakterze. Bractwo stanowi obiektywną rzeczywistość – ono istnieje. Dlatego też na przestrzeni lat Papieże brali je pod uwagę i poprzez konkretne i znaczące akty uznawali wartość dobra, które może ono czynić mimo swej sytuacji kanonicznej. Również właśnie dlatego dziś rozmawiamy.

To samo Bractwo prosi Eminencję jedynie o możliwość kontynuowania tego samego dobra wobec dusz, którym udziela świętych sakramentów. Nie prosi o nic więcej, o żaden przywilej, ani nawet o uregulowanie kanoniczne, które w obecnym stanie rzeczy jest nie do zastosowania z powodu rozbieżności doktrynalnych. Bractwo nie może porzucić dusz. Potrzeba konsekracji jest konkretną potrzebą na krótką metę dla przetrwania Tradycji, w służbie świętego Kościoła katolickiego.

Możemy zgodzić się co do jednego: żaden z nas nie chce na nowo otwierać ran. Nie będę tu powtarzał wszystkiego, co już wyraziliśmy w liście do papieża Leona XIV, z którym Eminencja bezpośrednio się zapoznał. Podkreślam jedynie, że w obecnej sytuacji jedyną realnie możliwą drogą do przyjęcia jest droga miłości.

W ostatniej dekadzie papież Franciszek i Eminencja bardzo często wzywali do „słuchania” i zrozumienia szczególnych, złożonych, wyjątkowych sytuacji, niemieszczących się w zwykłych ramach. Pragnęliście także, by prawo było stosowane zawsze w sposób duszpasterski, elastyczny i rozsądny, nie pretendując do rozwiązywania wszystkiego przez automatyczne mechanizmy prawne i aprioryczne schematy. Bractwo w chwili obecnej nie prosi o nic innego – a zwłaszcza nie prosi o to dla siebie: prosi o to dla dusz, co do których – jak już przyobiecano Ojcu Świętemu – nie ma innej intencji, jak czynić z nich prawdziwe dzieci Kościoła rzymskiego.

Na koniec, jest jeszcze jeden punkt, co do którego się zgadzamy i który jest krzepiący: czas, który dzieli nas od 1 lipca, jest czasem modlitwy. To chwila, w której błagamy Niebo o szczególną łaskę, a ze strony Stolicy Apostolskiej – o zrozumienie. Modlę się w szczególności za Eminencję do Ducha Świętego i – czego proszę nie odbierać jako prowokacji – do Jego świętej Oblubienicy, Pośredniczki wszelkich łask.

Szczerze dziękuję Eminencji za okazaną mi uwagę i za zainteresowanie, jakie Eminencja zechce poświęcić niniejszej sprawie.

Proszę przyjąć, Najczcigodniejsza Eminencjo, wyraz mojego najwyższego szacunku i oddania w Panu.

Davide Pagliarani
Przełożony Generalny

+ Alfonso de Galarreta
I Asystent Generalny

Christian Bouchacourt
II Asystent Generalny

+ Bernard Fellay
I Radny Generalny
Były Przełożony Generalny

Franz Schmidberger
II Radny Generalny
Były Przełożony Generalny

====================================================

Załącznik nr 1: List ks. Pagliaraniego do abp. Pozzo z 17 stycznia 2019 r.
Załącznik nr 2: Święcenia biskupie a jurysdykcja: bezzasadność zarzutu schizmy
Załącznik nr 3: List kard. Müllera do bp. Fellaya z 6 czerwca 2017 r.

Załącznik nr 1
List ks. Davide Pagliaraniego do abpa Guido Pozzo
z dnia 17 stycznia 2019 r.

Najczcigodniejsza Ekscelencjo,
przede wszystkim pragnę podziękować za życzliwą uwagę, jaką Ekscelencja okazywała przez wszystkie te lata wobec Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, jak również za serdeczne przyjęcie, z jakim spotkałem się podczas naszego spotkania dnia 22 listopada 2018 r. Moja wdzięczność obejmuje naturalnie również Jego Eminencję kardynała Ladarię.

Zgodnie z ustaleniami poczynionymi podczas tego spotkania piszę do Ekscelencji w sprawie przewidzianych dyskusji teologicznych. W porównaniu z tym, co czyniliśmy w przeszłości, proponuję nadać priorytet regularnym wymianom pisemnym pomiędzy teologami Stolicy Apostolskiej i Bractwa, przewidując na przykład dwa spotkania rocznie.

Przedstawicielami Bractwa, których proponuję do rozmów, są kapłani zdolni do dyskusji doktrynalnych. Są to ks. Arnaud Sélégny, ks. Guillaume Gaud oraz ks. Jean-Michel Gleize. Jest zresztą przewidziane, że ks. Sélégny wkrótce zamieszka w Domu Generalnym, co pozwoli na utrzymanie bardziej bezpośredniego kontaktu pomiędzy nami. Nie wyklucza to oczywiście, by inni współbracia mogli dodatkowo wnieść swój wkład.

Uważam, że dobrze byłoby już teraz rozważyć możliwość publikacji wyników tych dyskusji. Pomysł ten przyszedł mi do głowy po lekturze stenogramu spotkania Ekscelencji z moim poprzednikiem z dnia 28 lutego 2018 r. Sama Ekscelencja wyrażała wówczas życzenie takiej publikacji. Dlatego pozwalam sobie przedstawić tę sugestię. Pozostawiam jednak Ekscelencji wskazanie sposobu publikacji wzajemnych syntez naszych dyskusji, jeśli uzna to Ekscelencja za stosowne.

Jeśli chodzi o tematy dyskusji, uważam, że dobrze byłoby, aby dotyczyły one zarówno Soboru, jak i późniejszego Magisterium. W rozwoju posoborowym istnieje bowiem wiele elementów, które pozwalają precyzyjnie określić prawdziwą interpretację, jaką należy nadać Soborowi – stąd zasadność włączenia w rozmowy także Magisterium posoborowego.

Proponuję zatem następującą listę, która powinna pozwolić nam objąć niemal wszystkie tematy do omówienia:
1. Eklezjologiczne podstawy ekumenizmu;
2. Praktyka ekumenizmu przez hierarchię Kościoła;
3. Podstawy i cele dialogu międzyreligijnego;
4. Zbawienie żydów wedle obecnego Magisterium;
5. Nowa koncepcja kapłaństwa: jej podstawy teologiczne i konsekwencje liturgiczne;
6. Urząd Piotrowy w świetle nauczania Jana Pawła II w dokumentach Apostolos Suos, Ut Unum Sint oraz innych;
7. Synodalność w ramach obecnego Magisterium;
8. Obecna doktryna dotycząca moralności małżeńskiej;
9. Prymat i rola sumienia w Magisterium soborowym i posoborowym.

Mam nadzieję, że propozycja ta odpowiada również oczekiwaniom Ekscelencji.

Proszę przyjąć, Najczcigodniejsza Ekscelencjo, wyraz mojego najgłębszego szacunku i oddania w Panu.

ks. Davide Pagliarani

Załącznik nr 2
Święcenia biskupie a jurysdykcja: bezzasadność zarzutu schizmy

Konstytucja dogmatyczna Lumen gentium o Kościele stwierdza w rozdziale III, nr 21, że władza jurysdykcji przekazywana jest przez sakrę biskupią jednocześnie z władzą święceń. Dekret Christus Dominus o pasterskich zadaniach biskupów w Kościele stwierdza to samo w nr preambuły. Twierdzenie to zostało uwzględnione w Kodeksie prawa kanonicznego z 1983 r., w kanonie 375, par. 2. Otóż w Kościele przyjęcie władzy jurysdykcji biskupiej zależy z prawa Bożego od woli Papieża, a schizma definiowana jest właśnie jako akt tego, kto przywłaszcza sobie jurysdykcję autonomicznie i bez uwzględnienia woli Papieża. Dlatego według tych dokumentów konsekracja biskupia dokonana wbrew woli Papieża byłaby z konieczności aktem schizmatyckim.

Ta argumentacja, która zmierzałaby do stwierdzenia schizmy nadchodzących konsekracji w Bractwie, opiera się w całości na założeniu Soboru Watykańskiego II, zgodnie z którym sakra biskupia przekazuje jednocześnie władzę święceń i władzę jurysdykcji.

Otóż zdaniem pasterzy i teologów, których autorytet był uznawany w chwili Soboru Watykańskiego II, to założenie nie jest tradycyjne i jest pozbawione solidnych podstaw. Podczas Soboru kardynał Browne oraz bp Luigi Carli wykazali to w swoich pisemnych uwagach do schematu przyszłej konstytucji Lumen gentium; podobnie i abp Dino Staffa, opierając się na najbardziej pewnych danych Tradycji.

Pius XII oświadczył trzykrotnie – w Mystici Corporis w 1943 r., w Ad Sinarum gentem w 1954 r. oraz w Ad apostolorum principis w 1958 r. – że zwykła władza rządzenia biskupia, którą posiadają biskupi i którą sprawują pod autorytetem Papieża, jest im przekazywana bezpośrednio – to znaczy bez pośrednictwa sakry biskupiej – przez samego Papieża: „immediate sibi ab eodem Pontifice Summo impertita”. Jeśli ta władza jest im przekazywana bezpośrednio samym aktem woli Papieża, nie widać, jak mogłaby wynikać z sakry.

Tym bardziej, że zdecydowana większość teologów i kanonistów stanowczo zaprzecza, jakoby sakra biskupia udzielała władzy jurysdykcji.

Ponadto dyscyplina Kościoła pozostaje w sprzeczności z tą tezą. Jeśli bowiem władza jurysdykcji byłaby udzielana przez sakrę, w jaki sposób Papież, który nie zostałby jeszcze konsekrowany na biskupa, posiada z prawa Bożego pełnię władzy jurysdykcji oraz charyzmat nieomylności już od chwili akceptacji swego wyboru? Według tej samej logiki, jeśli to sakra udziela jurysdykcji, ordynariusze, mianowani, lecz jeszcze nie konsekrowani, choć są już ustanowieni na czele swoich diecezji jako prawdziwi pasterze, nie posiadaliby żadnej władzy jurysdykcji ani prawa uczestniczenia w soborze, podczas gdy w rzeczywistości posiadają obie te prerogatywy przed swoją sakrą biskupią. Co do biskupów tytularnych, którzy nie sprawują żadnej władzy nad żadną diecezją, byliby oni przez wieki pozbawieni wykonywania władzy jurysdykcji, którą według Lumen gentium otrzymaliby na mocy swojej sakry.

Jeśli ktoś zarzuci, że sakra udziela właściwej władzy jurysdykcji, która jednak wymaga interwencji Papieża dla prawidłowego sprawowania, odpowiadamy, że to rozróżnienie jest sztuczne, ponieważ Pius XII wyraźnie mówi, że to właśnie władza jurysdykcji w swej istocie jest przekazywana bezpośrednio przez Papieża, który nie ogranicza się zatem do spełnienia warunku wymaganego do należytego wykonywania tej władzy.

Biskupi, którzy zostaną konsekrowani dnia 1 lipca jako biskupi pomocniczy Bractwa, nie przywłaszczą sobie zatem żadnej jurysdykcji wbrew woli Papieża i w żaden sposób nie będą schizmatykami.

=======================================================

Załącznik nr 3
List kardynała Gerharda Müllera do bp. Bernarda Fellaya
z dnia 6 czerwca 2017 r.

Ekscelencjo,

jak Ekscelencji wiadomo, Papież Franciszek wielokrotnie okazywał swoją życzliwość wobec Waszego Bractwa Kapłańskiego, udzielając w szczególności wszystkim kapłanom członkom Bractwa władzy ważnego spowiadania wiernych oraz upoważniając ordynariuszy miejsca do udzielania delegacji na zawieranie małżeństw wiernych korzystających z posługi duszpasterskiej w Bractwie. Z drugiej strony trwa dyskusja dotycząca kwestii związanych z pełnym przywróceniem komunii Bractwa z Kościołem katolickim.

W tej sprawie, za aprobatą Ojca Świętego, uznałem za konieczne przedłożyć Zwyczajnej Sesji naszej Kongregacji, obradującej dnia 10 maja, tekst Deklaracji doktrynalnej, który został Ekscelencji przekazany podczas spotkania dnia 13 czerwca 2016 r., jako warunek konieczny do pełnego przywrócenia komunii. Oto w tej kwestii jednomyślne decyzje wszystkich Członków naszej Dykasterii:

1. Konieczne jest wymaganie od członków Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X akceptacji nowej formuły Professio fidei z roku 1988. W związku z tym nie wystarcza już żądanie od nich złożenia Professio fidei z roku 1962.

2. Nowy tekst Deklaracji doktrynalnej musi zawierać paragraf, w którym sygnatariusze oświadczają explicite przyjęcie nauczania Soboru Watykańskiego II oraz nauczania posoborowego, przyznając wymienionym twierdzeniom doktrynalnym należny im stopień akceptacji.

3. Członkowie Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X muszą uznać nie tylko ważność, lecz także prawowitość Rytu Mszy Świętej i Sakramentów według ksiąg liturgicznych promulgowanych po Soborze Watykańskim II.

Podczas audiencji udzielonej Kardynałowi Prefektowi dnia 20 maja 2017 r. Ojciec Święty zatwierdził te decyzje.

Przekazując je Ekscelencji, będę wdzięczny za zapoznanie z nimi członków Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X.

Zapewniając o mojej modlitwie za delikatną misję Ekscelencji, proszę przyjąć wyraz moich oddanych uczuć w Panu.

Gerhard kard. Müller, Prefekt

Przypisy

  • 1Zob. załącznik nr 1.
  • 2Bractwo wzbrania się jednakże przed wszelkim oskarżeniem schizmy i uważa, opierając się na tradycyjnej teologii i stałym nauczaniu Kościoła, że święcenia biskupie bez zezwolenia Stolicy Apostolskiej, jeśli nie wiążą się z intencją schizmatycką ani z udzieleniem jurysdykcji, nie stanowią zerwania kościelnej komunii. Zob. załącznik nr 2.
  • 3Zob. załącznik nr 3.