Odwet, nadmierna potęga USA i wyścig o świat wielobiegunowy.
W obszernej rozmowie z Dannym Haiphongiem, komentator geopolityczny Brian Berletic (The New Atlas) analizuje niedawne irańskie ataki odwetowe na jednostki marynarki wojennej USA, ograniczenia amerykańskiej potęgi militarnej oraz nadrzędne cele Waszyngtonu. Były żołnierz piechoty morskiej USA łączy wojnę z Iranem z konfliktami na Ukrainie, militaryzacją Azji i wzrostem potęgi Chin. Jego główne przesłanie: Należy patrzeć na szerszy obraz, a nie izolować poszczególne bitwy.
Ostatnie wydarzenia – irańskie ataki rakietowe na amerykański lotniskowiec i niszczyciel, a także amerykańskie ataki odwetowe na irańskie tankowce – są częścią konfliktu o Cieśninę Ormuz, który trwa od lutego 2026 roku. Stany Zjednoczone zaprzeczają atakom na cele i twierdzą, że udało im się ich uniknąć; Iran twierdzi, że poniósł straty. Berletic postrzega to nie jako odosobnioną potyczkę morską, ale jako kolejną próbę Waszyngtonu mającą na celu zakłócenie przepływu energii.
Całościowy obraz: Imperium pod presją
Berletic podkreśla, że Stany Zjednoczone, jako nowoczesne globalne imperium, nie prowadzą izolowanych wojen, lecz raczej spójny system konfliktów. Niewielka grupa z własnymi interesami w Stanach Zjednoczonych kieruje polityką zagraniczną i wewnętrzną przede wszystkim w oparciu o zysk i władzę.
Wszystkie teatry działań – Iran, Ukraina jako wojna zastępcza przeciwko Rosji, militaryzacja regionu Azji i Pacyfiku oraz wpływy polityczne wywierane za pośrednictwem organizacji takich jak National Endowment for Democracy – służą temu samemu celowi: osłabieniu rywali i obronie jednobiegunowej hegemonii.
Zdolność Iranu do odwetu jest pozytywnym znakiem dla Teheranu. Pokazuje, że kraj ten jest w stanie przetrwać, bronić się i zwiększać koszty dla USA. Waszyngton osiąga w tym względzie granice swoich możliwości militarnych. Zapasy amunicji były już nadwyrężone przed 2022 rokiem z powodu konfliktu w Jemenie i wojny na Ukrainie; wojna z Iranem zaostrza ten problem. USA nie kończą amunicji, ale nie produkują jej wystarczająco szybko, aby sprostać zakrojonym na szeroką skalę kampaniom „szoku i przerażenia” z poprzednich dekad. Zamiast tego Waszyngton tymczasowo łagodzi konflikty, aby uzupełnić zapasy przed kolejną rundą eskalacji.
Wypowiedzi prezydenta Trumpa w Truth Social i wypowiedzi publiczne dotyczą przede wszystkim zarządzania percepcją. Ani administracja Trumpa, ani Bidena tak naprawdę nie dyktują polityki; po prostu kontynuują istniejącą politykę i prezentują ją opinii publicznej. Należy w dużej mierze zignorować słowa Trumpa i zamiast tego obserwować jego rzeczywiste zachowanie.
Energia, Ormuz i właściwy cel
Według Berletica, kluczowym motywem są zakłócenia w dostawach węglowodorów z Azji Zachodniej do Azji wschodniej, a w szczególności do Chin. Stany Zjednoczone od lat rozbudowywały potencjał eksportowy LNG – początkowo nieopłacalny ekonomicznie, ale wyraźnie planowany jako odpowiedź na „sporne drogi wodne” i wąskie gardła na morzu. Teraz ten plan jest wdrażany.
Cieśnina Ormuz służy jako dźwignia. Waszyngton urządza polityczny cyrk wokół „utrzymania jej otwartej” zamiast „zamknięcia”, podczas gdy prawdziwym celem jest globalny kryzys gospodarczy, który stłumi wzrost gospodarczy Azji. Gdyby Stany Zjednoczone otwarcie przyznały się do celowego zakłócania przepływu energii, spotkałyby się z międzynarodową reakcją. Dlatego Iran jest przedstawiany jako sprawca zakłóceń, mimo że to Waszyngton zainicjował konflikt. Jednocześnie Stany Zjednoczone zabezpieczają udziały w rynku i próbują wywierać presję na państwa azjatyckie, aby zawarły długoterminowe kontrakty na LNG z USA.
Istotną rolę odegrały interesy finansowe koncernów naftowych oraz cel wyeliminowania z rynków energetycznych konkurentów, takich jak Iran, Rosja i Chiny. Berletic wskazuje na ciągłość: Cel, omawiany w „New York Timesie” w 1992 roku, polegający na zapobieganiu pojawianiu się rywali, można odnaleźć niemal dosłownie w publikacjach współczesnych think tanków.
Granice władzy i strategia destrukcji
Stany Zjednoczone nie są w stanie dogonić Chin, ani pod względem przemysłowym, ani ekonomicznym. Wzrost Chin napędzany jest przez handel, import surowców i eksport towarów gotowych, a Chiny są najważniejszym partnerem handlowym dla większości krajów.
Reakcją Waszyngtonu nie jest więc konkurencja, lecz destabilizacja: odcięcie globalnych łańcuchów dostaw, przerwanie dopływu energii i surowców do Chin oraz polityczne blokowanie chińskiego eksportu (Huawei, samochody elektryczne).
Berletic ostrzega przed błędną interpretacją: nie wierzy, że Stany Zjednoczone są niepowstrzymane. Wręcz przeciwnie, od lat mówi o ostatecznym upadku imperium i wzroście wielobiegunowości. Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że Waszyngton rozumie ten upadek i dlatego próbuje „zniszczyć wszystko”, aby znów wyjść z ruin jako najsilniejszy gracz.
Jednocześnie przyznaje, że strona wielobiegunowa poniosła straty. Upadek Syrii pod koniec 2024 roku zadał Iranowi i Rosji strategiczną porażkę i otworzył korytarz powietrzny dla ataków na Iran. W Libanie Izrael kontroluje obecnie duże obszary na północ od rzeki Litani, częściowo dzięki wspieranemu przez USA reżimowi w Damaszku. Hezbollah jest w gorszej sytuacji niż w 2006 roku. Rosja ponosi ogromne koszty w postaci zasobów i ofiar w konflikcie na Ukrainie. Każdy, kto liczy tylko zwycięstwa strony wielobiegunowej, nie rozumie istoty sprawy.
Przygotowania Chin i okno zamknięcia
Chiny od dziesięcioleci przygotowują się właśnie na taki scenariusz: okrążenie, podział wewnętrzny i zakłócenia w dostawach energii. Masowa ekspansja odnawialnych źródeł energii, energetyki jądrowej oraz Inicjatywa Pasa i Szlaku (w tym korytarze lądowe przez Pakistan i Iran) służą budowaniu odporności. Gdy ta infrastruktura osiągnie masę krytyczną, Waszyngton praktycznie nie będzie w stanie powstrzymać jej militarnie. Dlatego Stany Zjednoczone działają teraz z tym, co jeszcze mają – nawet kosztem własnych pełnomocników w Azji Zachodniej i Europie.
Berletic i Haiphong widzą „wielki wyścig”: Stany Zjednoczone próbują powstrzymać wzrost Iranu, zanim będzie za późno. Strona wielobiegunowa (Chiny, Rosja, Iran, BRICS, SCO) buduje równoległe szlaki handlowe i projekty integracyjne. Szlaki lądowe trudniej zablokować niż morskie. Dlatego presja na Iran jest nadal tak duża.
Zagrożenia nuklearne i ich podmioty pośredniczące
Obaj rozmówcy ostrzegali przed narastającą retoryką nuklearną w amerykańskich think tankach. Waszyngton mógłby działać za pośrednictwem podmiotów pośredniczących: Izraela jako filaru w Azji Zachodniej (z prawdopodobnym arsenałem nuklearnym i „opcją Samsona”), europejskich mocarstw nuklearnych przeciwko Rosji i potencjalnie Japonii przeciwko Chinom. Same Stany Zjednoczone pozostałyby chronione geograficznie. Bezpośrednia konfrontacja między mocarstwami nuklearnymi jest mało prawdopodobna, ale nie można wykluczyć wykorzystania podmiotów pośredniczących.
Świat wielobiegunowy stara się, aby transformacja przebiegała jak najspokojniej, aby uniknąć katastrofalnej eskalacji. Bezpośrednie ataki na terytorium USA byłyby kontrproduktywne. Zamiast tego celem jest zyskanie czasu, aż własna baza gospodarcza i przemysłowa stanie się nie do zdobycia.
Rola Zachodu
Berletic sceptycznie podchodzi do tego, czy populacja Zachodu może powstrzymać system od wewnątrz. Uważa, że ludzie są kształtowani przez propagandę od kołyski do grobu – sam wstąpił do armii amerykańskiej jako młody człowiek, zanim zdał sobie sprawę z rzeczywistości. Świat wielobiegunowy musi zatem przede wszystkim wzmocnić swoją suwerenność informacyjną.
Prawdziwym zadaniem dla ludzi w USA, Europie i państwach satelickich jest powstrzymanie agresji. Chiny, Rosja i Iran nie są w stanie zmienić amerykańskiego systemu politycznego z zewnątrz; budują jedynie alternatywę.
Analiza Berletica jest ewidentnie stronnicza i przeczy oficjalnym narracjom USA, które podkreślają skuteczność obrony i ciągłą przewagę militarną.
Splata jednak poszczególne konflikty w spójny obraz: imperium, które uznaje swoją względną słabość i dlatego polega na destrukcji i zniszczeniu, podczas gdy rywalizujące mocarstwa próbują zamknąć okno możliwości bez wywoływania poważnej wojny. To, czy ten kierunek działań okaże się skuteczny, czy zakończy się jeszcze większą eskalacją, pozostaje kluczowym pytaniem na nadchodzące miesiące.
Po pierwsze, istnieje stary konflikt między SBU a GUR. W tym przypadku chodzi tak naprawdę o SBU i nowe kierownictwo GUR przeciwko byłemu liderowi GUR, Kyryło Budanowowi, i legionom bojowników GUR, którzy pozostają lojalni wobec Budanowa. Po stronie SBU stoi jej bezwzględny przywódca, Ołeksandr Pokład, znany również jako „Dusiciel”.
Na pierwszy konflikt nakłada się drugi. Po stronie SBU stoi klan władzy Zełenskiego, od dawna sfrustrowany wygórowanymi ambicjami Budanowa. Fakt, że Budanow nadal dowodzi prywatną armią prominentnych, ideologicznie fanatycznych watażków, nie podoba się prezydentowi i jego najbliższemu otoczeniu. Budanow próbował również pokrzyżować plany Zełenskiego, by mianować zagorzałego lojalnego Pokłada prawowitym szefem SBU.
Po trzecie i najważniejsze: przychody. A dokładniej, rywalizacja o kontrolę nad niezwykle lukratywnym biznesem fałszywych call center, który zatrudnia około 60 000 Ukraińców i generuje miliard dolarów miesięcznie. Europejczycy naciskali na Zełenskiego, aby ukrócił tę branżę, która, co oczywiste, działa za przyzwoleniem ukraińskich organów ścigania, zwłaszcza GUR i SBU.
Podobne incydenty między GRU a SBU miały już miejsce wcześniej. Jedna ze strzelanin dotyczyła kontroli nad luksusowym ośrodkiem wypoczynkowym. Inne dotyczyły bardziej wartościowych transakcji biznesowych.
Dzisiejsza strzelanina ma miejsce dokładnie w momencie, gdy Zełenski ogłosił nowe prawo mające na celu zwalczanie oszustw w call center. Zjawisko to ma miejsce w szczególnie dogodnym momencie, ponieważ w ciągu ostatnich kilku miesięcy na całym świecie doszło do serii ataków terrorystycznych i morderstw, wszystkie powiązane z GUR i jego oszustwami w call center – tortury i ścięcia na Bali, eksplozje w Monako, a co najgorsze, naiwni obywatele Europy zostali oszukani i pozbawieni oszczędności. W tę międzynarodową sieć przemocy wpleciona jest dziwaczna menażeria fanatycznych watażków GUR i bardziej tradycyjnych bossów mafii.
Tego rodzaju mafijne wojny gangów stały się już dawno normą na Ukrainie.
Jednak za najnowszą sprawą kryje się coś więcej niż tylko spór o przychody z oszustw telefonicznych.
Jako szef GRU, Kyryło Budanow stał się poważnym rywalem (obecnego) prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Awansował z GRU na stanowisko szefa Biura Prezydenta, odcinając się tym samym od większości jego zasobów i wojsk. Chociaż jest to wpływowa pozycja, posunięcie to miało na celu utrzymanie Budanowa pod kontrolą.
Jeszcze głębiej za tym wszystkim kryje się spór między sojusznikami Zełenskiego z brytyjskiego MI6 i CIA o to, kto powinien objąć przywództwo na Ukrainie.
Pogląd, że Ukraina działa jako w pełni suwerenne państwo i podejmuje niezależne decyzje, jest obalany przez wszechobecny wpływ zachodnich agencji wywiadowczych, zwłaszcza brytyjskiego MI6. Strategia wojenna Ukrainy jest w dużej mierze dyktowana z zagranicy, a brytyjski wywiad jest głęboko zakorzeniony w wojskowych i politycznych procesach decyzyjnych kraju.
Zełenski i SBU są w mniejszym lub większym stopniu agentami MI6.
CIA i Biały Dom, który ją wspiera, chcą doprowadzić do władzy jej męża, Kyryło Budanowa, i znaleźć jakieś porozumienie z Rosją.
Od ubiegłego lata niezadowolenie społeczeństwa z oskarżeń o korupcję wobec bliskiego otoczenia Zełenskiego i niedawne zwolnienie Fiodorowa umocniły niechęć społeczeństwa do Zełenskiego.
…
Istnieją dwa sposoby rozwiązania tego problemu. Pierwszy – wybory w czasie wojny – cieszy się niewielkim poparciem Ukraińców, pozostaje skomplikowany logistycznie i jest obecnie nielegalny. Drugim sposobem jest restart systemu rządzenia poprzez ograniczenie udziału prezydenta w kierowaniu polityką wewnętrzną , stworzenie rządu jedności narodowej i utorowanie drogi grupie skutecznych i nieskazitelnych urzędników z konkurencyjnych partii, a także z szerokiego kręgu kompetentnych urzędników, których Zełenski zdymisjonował, ponieważ uważał ich za potencjalnych rywali.
Niestety, nic nie wskazuje na to, że Zełenski może podjąć taki krok. … Era scentralizowanych rządów małej grupy kolesiów już dawno minęła , a zachodni przywódcy oraz jego własny naród powinni przy każdej okazji namawiać go do podjęcia kroków mających na celu zapewnienie jedności narodowej i skutecznych rządów.
Tę linię myślenia od pewnego czasu propagują różne organizacje pozarządowe finansowane przez Zachód w Kijowie. Zełenski ma pozostać na stanowisku jako ceremonialna głowa państwa, podczas gdy faktyczną działalnością rządu ma zająć się swego rodzaju (kontrolowana przez USA) komisja.
Zbiegiem okoliczności (oczywiście, że nie) „ New York Times”opublikował artykuł popierający Budanowa zaledwie dzień po anty-zełenskiej tyradzie rozpowszechnionej za pośrednictwem „Foreign Policy” :
Kyryło Budanow, wielokrotnie odznaczony żołnierz i były szef wywiadu wojskowego, opowiada się za rozwiązaniem negocjacyjnym. Rozmowy mają zostać wznowione w tym miesiącu.
40-letni Budanow jest szefem sztabu prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i generałem porucznikiem armii ukraińskiej. Choć opowiada się za negocjacjami , jako żołnierz, który walczył z Rosjanami, niewiele ma do udowodnienia.
…
Służył w wyszkolonej przez CIA jednostce ukraińskiego wywiadu wojskowego, której szef zginął w zamachu bombowym podłożonym przez Rosjan w Kijowie. W 2016 roku kula z karabinu maszynowego roztrzaskała łokieć pana Budanowa. Spędził miesiące w Narodowym Wojskowym Centrum Medycznym Walter Reed w Maryland, gdzie rekonstruowano mu rękę. Po pełnoskalowej inwazji Rosji w 2022 roku, pomógł zaplanować niektóre z najodważniejszych kontrataków Ukrainy.
Pan Budanow nadal nosi krótką, wojskową fryzurę i słynie z przenikliwego spojrzenia ciemnych oczu. W biurze ozdobionym chrześcijańską ikoną namalowaną na ceramicznej płytce kamizelki kuloodpornej, uchyli rąbka tajemnicy na temat sztuki negocjacji ze śmiertelnymi wrogami.
Budanow jest przedstawiany jako ktoś, kto może poprowadzić Ukrainę do pokoju z Rosją (na warunkach amerykańskich):
Jak powiedział, jednym z głównych powodów, dla których pan Budanow objął w styczniu stanowisko szefa sztabu, była możliwość przewodzenia negocjacjom.
W tym momencie pan Witkoff oraz rosyjscy i ukraińscy negocjatorzy sprowadzili 20-punktowy plan pokojowy do dwóch centralnych, nierozwiązanych kwestii: …
…
Pan Budanow powiedział, że podczas rozmów w Abu Zabi starał się nadać nowy ton.
Dodał, że polecił delegacji rosyjskiej, aby wyznaczyła sobie cel, taki jak wypracowanie kompromisów dla powojennej administracji Donbasu, i aby nad nim pracowała.
Do lutego rozważano przekazanie tego obszaru prywatnym firmom wojskowym, powierzenie zarządzania nim radzie pokojowej Trumpa lub utworzenie wspólnych ukraińsko-rosyjskich administracji cywilnych.
Ta absurdalna propozycja wysunięta przez Budanowa musiała wyjść od amatorów z Białego Domu.
Strzelanina w Kijowie była więc czymś więcej niż tylko mafijnym sporem biznesowym.
Brała udział w sporze o to, kto będzie kontrolował politykę zagraniczną Ukrainy. MI6 i CIA miały swoje własne preferencje.
Ale co naprawdę interesujące, Moskwa najwyraźniej zajęła w tej sprawie aktywne stanowisko:
Rosyjski dron odrzutowy (w zasadzie pocisk manewrujący) właśnie wleciał do biura szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), Pokłada, w samym sercu Kijowa. Nie zginął, ale Zełenski nakazał ataki odwetowe, kiedy tylko będzie to możliwe.
Rosyjski (a może GRU?) atak na poplecznika Zełenskiego, Poklada, który próbuje wyeliminować Budanowa, ma miejsce w czasie, gdy Biały Dom po długiej przerwie wznawia negocjacje w sprawie Ukrainy :
Jak podało źródło TASS, amerykańscy negocjatorzy Steve Witkoff i Jared Kushner planują wkrótce udać się do Kijowa i Moskwy.
– Na początku września źródło poinformowało agencję, że Witkoff i Kushner zintensyfikowali działania mediacyjne dotyczące Ukrainy.
– Według źródła, kontakt telefoniczny ze stroną ukraińską już miał miejsce.
– Wołodymyr Zełenski powiedział dzień wcześniej, że wstępne daty wizyty Witkowa i Kushnera w Kijowie zostały już ustalone.
– Wizyta może się odbyć w niedalekiej przyszłości – zauważył.
Witkoff i Kushner powinni interpretować „rosyjski” atak dronów na siedzibę SBU jako gest powitalny.
Donald Tusk lubił powtarzać, że „mnie nikt w Europie nie ogra”. W Kijowie ograła go rzeczywistość. I to bez większego wysiłku.
W kluczowym momencie rozmów o końcu wojny wysłannicy Donalda Trumpa siedzieli z Wołodymyrem Zełenskim. Europę reprezentowały Francja, Wielka Brytania i Niemcy. Polski nie było. Ani premiera, ani ministra, ani nawet urzędnika z trzeciego rzędu. Kraj frontowy, przez który idzie broń, amunicja, paliwo i pomoc, został potraktowany jak przedmiot, a nie podmiot.
To nie jest drobiazg protokolarny. To jest hierarchia. Ktoś uznał, że Berlin, Paryż i Londyn mogą mówić w imieniu Europy, a Warszawa ma stać z boku i dalej udostępniać tory, drogi, lotniska i brać na siebie ryzyko. Bo ryzyko jest realne. Hub logistyczny Ukrainy to nie honorowy tytuł. To cel. To trasy, składy, mosty i węzły, które Rosja od dawna traktuje jako część teatru działań wojennych. Polska ponosi koszty bezpieczeństwa, a decyzje o kształcie pokoju zapadają bez niej.
Najgorsze nie jest nawet to, że Niemcy i Amerykanie układają format. Najgorsze jest to, że polski premier od miesięcy sprzedaje obraz silnego gracza, a na stole zostaje mu miejsce za drzwiami. Wasal, którego nawet protektorzy nie stawiają w pierwszym rzędzie. Jeśli pogardzają podnóżkiem Berlina, to nie pogardzają tylko Tuskiem. Pogardzają państwem, które ten człowiek rzekomo reprezentuje. https://youtu.be/BUC9UY4ihwg
Polska nie jest prowincją cudzej polityki wschodniej. Jest krajem frontowym NATO, największym lądowym zapleczem Ukrainy i państwem, bez którego żaden „pakiet zimowy”, żaden korytarz i żadna gwarancja bezpieczeństwa na wschodniej flance nie mają sensu. Kto tego nie rozumie, ten nie prowadzi dyplomacji. Ten tylko administruje cudzym scenariuszem.
Można się spierać o historię, o Wołyń, o spór prezydenta z rządem, o to, kto komu nie podaje ręki. To wszystko nie znosi podstawowego faktu: gdy waży się koniec wojny za naszą wschodnią granicą, Polaków nie ma w pokoju. Są Francuzi, Niemcy i Brytyjczycy. Są Amerykanie. Jest Ukraina. Nas nie ma.
Tusk może dalej powtarzać hasła o liderstwie. Liczy się stół, nie konferencja prasowa. A przy stole Polska została postawiona w kącie. Kraj, który ma być podmiotem, znów potraktowano jak przedmiot. To nie jest „dyplomacja wielopoziomowa”. To jest skandal. I każdy, kto udaje, że nic się nie stało, robi to albo z tchórzostwa, albo z lojalności wobec kogoś innego niż własny naród.
Widać wyraźnie, że obywatel Tusk Donald wiąże z opanowaniem Trybunału Konstytucyjnego przez „naszych” sędziów, wielkie nadzieje. Sędziowie, jak wiadomo, dzielą się na „naszych” i jakichś takich nie naszych. No dobrze – ale jak właściwie odróżnić takiego sędziego – czy on „nasz”, czy jakiś taki nie nasz? Pewnej wskazówki mogą dostarczyć stare kiejkuty, albo abewiaki. Jeśli taki sędzia należy do Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, albo do stowarzyszenia „Themis”, to jest prawdopodobieństwo, że on „nasz” – chociaż całkowitej pewności, ma się rozumieć, nie ma.
Jak bowiem pamiętamy, Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” powstało w roku 1990, zaraz jak tylko rozwiązała się PZPR, która była transmisją bezpieki do niezawisłych sądów. Nie mówię, że wszyscy członkowie „Iustitii” są konfidentami starych kiejkutów – ale musi być jakaś przyczyna, dla której właśnie to stowarzyszenie w podskokach reagowało na wszystkie polecenia, jakie Bruksela i TSUE kierowały pod adresem naszego bantustanu na odcinku praworządności.
Podobnie „Themis”, które nawet w nazwie nawiązuje do operacji „Temida”, jaką prowadziła ABW w celu werbunku agentury w środowisku niezawisłych sędziów. W rezultacie niezawiśli sędziowie, związani albo z jednym, albo z drugim stowarzyszeniem, to sędziowie „nasi”, natomiast tacy, którzy ani tu, ani tu nie należą, to prawdopodobnie jacyś tacy nie nasi. Obywatela Tuska Donalda też ktoś mógł przycisnąć, żeby wreszcie w sprawie Trybunału Konstytucyjnego uderzył w czynów stal, bo z wrażenia przestał nawet panować nad zaimkami, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o sędziach „naszych” i jakichś takich nie naszych.
Oczywiście taka dekonspiracja, to nic przyjemnego dla niezawisłych sędziów, toteż zaraz po szczerej wypowiedzi obywatela Tuska Donalda odezwały się nożyce. Kandydaci na sędziów TK, od których pan prezydent Nawrocki nie odebrał ślubowania, a także niezawisły sędzia, od którego pan prezydent ślubowanie odebrał, w specjalnym oświadczeniu zaprotestowali przeciwko dzieleniu sędziów na ”naszych” i jakichś takich nie naszych, podkreślając własną niezawisłość i nieskazitelność charakteru. W tym momencie z kolei pewnej wskazówki dostarcza nam książę Gorczakow, były rosyjski minister spraw zagranicznych.
Mawiał on, że nie ufa informacjom niezdementowanym. Skoro tedy grupka niezawisłych sędziów sprzeciwiła się używaniu określenia: „nasi” sędziowie – to mamy powody, by uważać, że coś jest na rzeczy.
No a 4 września, zaraz po inauguracji pracy Sejmu po wakacyjnej przerwie, Wielce Czcigodni posłowie nieznaczną większością głosów wskazali na pana Macieja Berka, jako na kandydata na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Część ugrupowań koalicji 13 grudnia kręciła nosem na tę kandydaturę, twierdząc, że jest to naśladownictwo postępowania PIS, które wysuwając do sądownictwa czynnych polityków „psuło państwo”.
Najwyraźniej jednak presja BND i starych kiejkutów na obywatela Tuska Donalda, żeby wreszcie zrobił z tym całym Trybunałem porządek była tak duża, że i on dał do zrozumienia swoim kolaborantom, że tutaj żartów nie ma. Toteż kolaboranci, z uwagi na to, że wcześniej kręcili nosami, wprawdzie ulegli presji, ale – pragnąc zachować twarz – zadeklarowali, że będą głosować tę kandydaturę zgodnie z własnym sumieniem.
Podejrzewając, iż obywatel Tusk Donald mógł czytać powieść Roberta Penn Warrena „Gubernator”, przypuszczam, że mógł zapamiętać opinię tytułowego gubernatora, że jak już człowiek politykuje, to jego sumienie też politykuje.
Tak jest nawet w przypadku ludzi normalnych – a cóż dopiero – w przypadku Wielce Czcigodnych parlamentarzystów, którzy swoje sumienia musieli oddać w arendę ścisłym kierownictwom partii, które umieściły ich na „jedynkach” list wyborczych? W tych ścisłych kierownictwach aż się roi od tajnych współpracowników bezpieki, albo nawet – od kadrowych oficerów – bo przecież tą całą demokracją ktoś musi kierować.
No dobrze – ale właściwie dlaczego obywatelu Tusku Donaldu tak zależało na przeforsowaniu kandydatury pana Berka, że aż musiał gmerać w sumieniach swoich kolaborantów? Z deklaracji wygłaszanych przy tej okazji wynika, że pan Berek idzie do Trybunału, żeby zrobić z nim porządek, to znaczy – żeby Trybunał orzekał tak, jak trzeba, czyli – zgodnie z tzw. społecznym zamówieniem.
Skoro jest rozkaz, żeby przed przyszłorocznymi wyborami uporządkować polityczną scenę naszego bantustanu, to – po pierwsze – Trybunał powinien zdelegalizować te partie, które utrudniają przedstawienie suwerenom prawidłowej alternatywy. Jak mawiał klasyk demokracji Józef Stalin, prawidłowa alternatywa jest wtedy, kiedy bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane. W tej sytuacji jest oczywiste, że obydwie Konfederacje do schematu alternatywy prawidłowej nie pasują,w związku z czym należałoby je, jeszcze przed wyborami, zdelegalizować i uniemożliwić ich odtworzenie.
W ten sposób scena polityczna naszego bantustanu zostałaby uporządkowana i wybory mogłyby przebiegać już całkowicie bezpiecznie, a nasza demokracja stałaby się aż do bólu przewidywalna. Tego właśnie oczekują od nas Nasi Sojusznicy, zwłaszcza ten jeden, który zamierza przepoczwarzyć nasz nieszczęśliwy kraj w Generalną Gubernię.
Ale na tym nie wyczerpują się zadania stojące przed panem Berkiem i innymi płomiennymi szermierzami praworządności w Trybunale Konstytucyjnym. Jeszcze ważniejszym zadaniem, jakie postawiono panu Berku, jest wysadzenie w powietrze pana prezydenta Karola Nawrockiego, którego Judenrat „Gazety Wyborczej” określa, jako „uzurpatora”, a pani Joanna Szczepkowska, po prostu jako „chuja”. Takie słowa pokazują, że tu też żartów już nie ma.
No dobrze – ale jak pan Berek ma do tego doprowadzić? Możliwości są dwie: pierwsza – to skorzystać z art. 131 konstytucji i zaskoczyć pana prezydenta Karola Nawrockiego orzeczeniem, że nie tylko nie jest w stanie prawidłowo wykonywać obowiązków prezydenta, ale nawet nie jest w stanie poinformować o tym marszałka sejmu – choćby z tego powodu, że nic o tym nie wie. Wtedy obowiązki prezydenta przejmuje pan marszałek Czarzasty i jest gites tenteges. Bo jeśli nie, to trzeba będzie tak umoczyć pana prezydenta np. w aferę Zondakrypto, żeby pozbawić go urzędu za pośrednictwem Trybunału Stanu.
Więc kiedy widzimy, jak Wielce Czcigodny Giertych Roman uwija się wokół Przemysława Krala, żeby zeznawał zgodnie ze społecznym zamówieniem – dzięki czemu obywatel Tusk Donald może spokojnie, bez obawy naruszania sławnej „tajemnicy śledztwa”, cytować te zeznania na posiedzeniu Sejmu, to nieomylny to znak, że przygotowania do uporządkowania tubylczej sceny politycznej przebiegają intensywnie i dwutorowo.
Czekamy tedy, co zrobi pan prezydent Nawrocki – czy odbierze od pana Berka ślubowanie, czy nie.
Nieustanne przedłużanie konfliktu ukraińskiego za pomocą tych środków w nieskończoność opóźnia pełną realizację planowanego przez USA „powrotu do Azji Wschodniej”, może doprowadzić do tego, że Rosja sprzeda swoje bogactwa naturalne Chinom po bardzo niskich cenach i utrzymuje „aktywną neutralność” Chin.
Radio Wolna Europa/Radio Liberty (RFE/RL) w artykule opublikowanym pod koniec zeszłego miesiąca, w którym napisano, że „ ukraińska wojna dronowa obnaża niewygodne uzależnienie od Chin ”, nawiązało do letniej wypłaty przez UE pierwszego miliarda euro na zakup dronów na Ukrainie z 6 miliardów euro obiecanych na ten program. Zwrócono uwagę na wyjątek, który umożliwiał Ukrainie zakup chińskich części za te fundusze, a zatem politycznie niepoprawne stwierdzenie, że „ UE planuje zapłacić Chinom za pomoc Ukrainie w zabijaniu Rosjan ”.
RFE/RL donosiło, że „chociaż Kijów ograniczył zakup gotowych dronów z Chin, komponenty takie jak silniki, baterie litowe i światłowody nadal cieszą się dużym popytem”. Ponadto „w pierwszym półroczu 2026 roku import chińskich części osiągnął już około 76 procent całkowitej wartości odnotowanej w roku poprzednim”. Powoływano się również na ukraiński raport, który twierdził, że „38 procent wartości komponentów dronów importowanych przez Ukrainę w pierwszej połowie 2025 roku pochodziło z Chin”.
Celem ich artykułu wydaje się być zaszczepienie poczucia pilności zarówno na Ukrainie, jak i na Zachodzie, aby radykalnie zwiększyć krajową produkcję dronów i ograniczyć to, co jeden z cytowanych ekspertów określił mianem „wrogiej współzależności” Ukrainy od Chin. Wyjaśnili, że „Pekin pozostaje największym partnerem handlowym Kijowa, a Ukraina jest kluczowym dostawcą produktów rolnych do Chin”. To prawda i jest to jeden z powodów, dla których Chiny nie odetną Ukrainy od sprzedaży związanej z dronami, ale to nie wszystko.
Choć relacje chińsko-rosyjskie są lepsze niż kiedykolwiek w historii, już na początku 2023 roku podejrzewano, że „ Chiny nie chcą, aby ktokolwiek wygrał na Ukrainie ”. Powodem był fakt, że rzekomo możliwa do opanowania, wieczna wojna bezterminowo opóźniłaby pełną realizację planowanego przez USA „ zwrotu ku (Azji Wschodniej) ”. Co więcej, bogata w surowce Rosja mogłaby stać się nieproporcjonalnie zależna od Chin, co doprowadziłoby do sprzedaży przez Moskwę swoich bogactw naturalnych Pekinowi po bardzo niskich cenach.
Dążąc do tego cynicznego celu, Chiny odegrały jednocześnie niezastąpioną rolę w dostarczaniu Ukrainie dronów, części zamiennych i światłowodów (nawet jeśli tylko pośrednio, za pośrednictwem pośredników, jak spekulowali apologeci), jednocześnie pełniąc funkcję niezastąpionego zaworu od presji sankcji na Rosję.
Dzięki temu Ukraina jest w stanie dotrzymać kroku rosyjskim postępom militarno-technicznym, rosyjska gospodarka unika kryzysu, który Zachód próbował wywołać sankcjami, a Chiny zachowują „aktywną neutralność”.
Ostatni punkt odnosi się do aktywnego wspierania Ukrainy i Rosji przez Chiny, co czyni je neutralnymi w sensie nieopowiadania się po żadnej ze stron. Chiny czerpią korzyści finansowe z zakupów dronów przez Ukrainę, ich gospodarka stale rośnie dzięki importowi rosyjskiej energii na dużą skalę, po mocno obniżonych cenach, a Chiny relatywnie zmniejszają ogólną presję ze strony Zachodu, udowadniając, że nie są potajemnie „sprzymierzone” z Rosją. Polityka ta, niezależnie od tego, co można by sądzić o jej zaletach, niewątpliwie przyczyniła się do przedłużenia konfliktu .
Gdyby Chiny odcięły Ukrainę od sprzedaży dronów w duchu partnerstwa z Rosją bez ograniczeń , ogłoszonego kilka tygodni przed rozpoczęciem operacji specjalnej , Rosja mogłaby osiągnąć więcej ze swoich deklarowanych celów w konflikcie, a może nawet odnieść maksymalne zwycięstwo . Wojskowe i wywiadowcze wsparcie USA dla Ukrainy jest ważniejsze niż sprzedaż dronów przez Chiny, ale skoro nie widać końca wsparcia ze strony USA , Rosja powinna spróbować zmusić Chiny do ostatecznego odcięcia Ukrainy.
Obszerny dokument opublikowany przez Międzynarodową Komisję Teologiczną, zatytułowany „Troska o nasz wspólny dom – odpowiedzialna i braterska odpowiedź skierowana do Boga Trójjedynego”, określa Świętą Ofiarę Mszy Świętej jako „szkołę ekologiczną”.
W tekście, datowanym na 2 września 2026 i poświęconym tematyce środowiskowej, „nawróceniu ekologicznemu” oraz tak zwanym „zmianom klimatycznym”, Komisja Teologiczna poświęca cały akapit – nr 108 w rozdziale 2 – opisowi Mszy Świętej i Najświętszego Sakramentu jako „szkoły ekologicznej”. Chociaż przyznaje w nim, że ostatecznym celem Mszy Świętej pozostaje uwielbienie Boga, dokument wydaje się jednak relatywizować jej znaczenie, przedstawiając Mszę Świętą i Najświętszy Sakrament przede wszystkim jako narzędzia służące „trosce o dzieło stworzenia”.
W dokumencie czytamy: „Z Eucharystii emanuje duchowośćzdolna wspierać i zachęcać do nawrócenia ekologicznego, które tak pilnie musimy przedsięwziąć jako rodzina ludzka (por. LS 236). W niej rozpoznajemy w naturze dary Boże. Rozum otwiera się na przezroczystość Boga w stworzeniu. Natura objawia swój wewnętrzny wymiar epifaniczny”.
Tekst następnie stwierdza: „Eucharystia jest ucztą komunii, wspólnym stołem, którym należy się dzielić. Dlatego buduje wspólnotę. Nie można sprawować Eucharystii i nie troszczyć się o ubogich”.
W punkcie 99 dokumentu pojawia się zdecydowany atak na antropocentryzm, określony jako drapieżny: „Z całą pewnością drapieżny antropocentryzm, który uznaje ludzkość za absolutnego pana całego stworzenia, posiadającego prawo do korzystania i dysponowania (ius utendi et abutendi), powinien zostać przez chrześcijan jednoznacznie odrzucony”. Nie jest do końca jasne, do czego odnosi się tekst watykański, który podejmuje dalej próbę wyjaśnienia: „Zgodnie z immanentną logiką, która go ożywia, drapieżny antropocentryzm niesie ze sobą dynamikę przemocy i wyzysku, ponieważ nie reguluje go szacunek ani dla innej istoty (natury), ani dla innych (bliźnich), ani dla Innego (Boga Stwórcy), co ostatecznie zniekształca obraz Boga odciśnięty w człowieku i wyrażony w relacjach, w których żyje, zamykając go w smutku odizolowanej świadomości (EG 2). Plądruje się i poświęca ludzkie życie, a wraz z nim przyszłość wielu innych istnień, kierując się bezkrytyczną satysfakcją własnego, egocentrycznego egoizmu”.
Proponuje się zatem kabotyńskie rozwiązanie. W opozycji do drapieżnego antropocentryzmu „papież Franciszek zaproponował koncepcję „antropocentryzmu sytuacyjnego lub usytuowanego”, aby opisać sposób, w jaki ludzkość wpisuje się w relacje z resztą stworzenia zgodnie z Bożym zamysłem (LD 67); aspekt ten podjął również papież Leon XIV”.vatican.va/roman_curia/congregations/prendersi-cura-casa-comune
…..
Antropocentryzm sytuacyjny(w oficjalnych dokumentach tłumaczony najczęściej jako antropocentryzm osadzony lub usytuowany, wł. antropocentrismo situato) to kluczowe pojęcie z zakresu teologii ekologicznej papieża Franciszka (Jorge Mario Bergoglio), zaprezentowane przede wszystkim w adhortacji Laudate Deum (2023) oraz rozwinięte na bazie encykliki Laudato si’ (2015). Koncepcja ta stanowi próbę wyjścia z klinczu współczesnej debaty ekologicznej. Odrzuca ona tradycyjny, bezwzględny antropocentryzm eksploatatorski (gdzie człowiek jest despotycznym panem stworzenia), ale nie zgadza się również z radykalnym biocentryzmem, który zrównuje wartość człowieka z innymi bytami przyrodniczymi
…..
Przypomnijmy, że już od pierwszych miesięcy swojego pontyfikatu papież Leon XIV wielokrotnie podkreślał znaczenie kwestii środowiskowych, a zaledwie kilka miesięcy po wyborze autoryzował odprawianie „Mszy św. w intencji troski o stworzenie”. Podczas pierwszej Mszy poświęconej tej tematyce, Leon XIV oświadczył, że„świat płonie”,podkreślając tym samym swoją opinię, że konieczna jest „nawrócenie się”tych, którzy nie odczuwają jeszcze „pilnej potrzeby dbania o nasz wspólny dom”.
Nie zabrakło też momentu, który wywołał ogromne zażenowanie, kiedy to w obecności międzynarodowych funkcjonariuszy, Arnolda Schwarzeneggera i przypadkowych hawajskich śpiewaków, papież pobłogosławił blok lodu z Grenlandii, który – jak sobie wyobrażamy – dotarł do Włoch rowerem lub na latającym dywanie ofiarowanym przez “dialog międzyreligijny”.
Poprzedni pontyfikat wyróżniał się szaleńczym ekologizmem, szerzonym bez wytchnienia, podobnie jak miało to miejsce z najpodlejszym imigracjonizmem. Witryna Renovatio 21 określiła program Bergoglia mianem „eko-maoizmu”; obejmował on sesje ekofaszystowskiej indoktrynacji małych dzieci z całego świata, prowadzone przez samego papieża-jezuitę w Auli Pawła VI.
Doszło do tak dziwacznej sytuacji, że w „Laudate Deum” Bergoglio przytoczyl słowa ekofeministycznej myślicielki i cyber-genderystki Donny Haraway, która mówiła o przyszłości jako o „Cthulhucenie” – epoce śmierci spustoszonej przez prawdziwe potwory, w której należy zlikwidować rodzinę i utrzymywać relacje ze zwierzętami. en.wikipedia.org/wiki/Donna_Haraway
…..
66. Bóg zjednoczył nas ze wszystkimi swoimi stworzeniami. Jednak paradygmat technokratyczny może odizolować nas od naszego otoczenia i sprawić, że zapomnimy, że cały świat jest „strefą kontaktu” [41].Por. D. J. Haraway, When Species Meet, Minneapolis 2008, 205-249. vatican.va/francesco/pl/apost_exhortations/documents/laudate-deum
Cena samej energii w taryfach spadła od stycznia do 495,16 zł za MWh, a rachunek i tak urósł o 3 proc. Opłata OZE poszła w górę z 3,50 do 7,30 zł/MWh, mocowa z 11,14 do 17,18 zł miesięcznie, dystrybucja o 7,6 proc. Eurostat: po uwzględnieniu siły nabywczej płacimy trzeci najwyższy rachunek w UE.
Bloki węglowe Elektrowni Dolna Odra w Nowym Czarnowie z placem węglowym, listopad 2024. Ostatnie dwa zakończyły pracę 31 sierpnia 2026 r. Fot. Kapitel / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0
Od 1 stycznia 2026 r. nie ma już mrożenia cen energii. Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził taryfy ze średnią ceną 495,16 zł netto za MWh — o około 14 proc. niższą niż kwartał wcześniej i poniżej mrożonego pułapu 500 zł. Cena prądu spadła. Rachunek za prąd wzrósł.
Dla gospodarstwa w taryfie G11, zużywającego 1,8 MWh rocznie, miesięczna kwota jest wyższa o około 3 proc. To, co potaniało, jest bowiem tylko połową rachunku — a druga połowa podrożała mocniej.
Co naprawdę urosło na rachunku
energia czynna — z 500 do 495,16 zł netto za MWh, w dół o 1 proc.
opłata OZE — z 3,50 do 7,30 zł za MWh, w górę o 109 proc.
opłata mocowa — przy zużyciu 1,2–2,8 MWh rocznie z 11,14 do 17,18 zł miesięcznie, w górę o 54 proc.
dystrybucja — w górę o 7,6 proc. dla gospodarstw domowych, o 9,36 proc. w taryfach operatorów
Przy zużyciu 1800 kWh rocznie sama opłata mocowa jest więc droższa o blisko 80 zł w skali roku, a energia potaniała o niecałe 9 zł.
Licznik energii elektrycznej PAFAL w Łodzi. Fot. Rakoon / Wikimedia Commons, CC0 (kadr redakcji)
Trzeci najdroższy prąd w Unii
W cenach nominalnych Polska nie wygląda źle — najdrożej płacą Irlandczycy, Niemcy i Belgowie. Taki ranking mówi jednak o cenniku, a nie o tym, ile ten cennik zabiera z domowego budżetu. Eurostat liczy więc cenę w standardzie siły nabywczej (PPS), w relacji do dochodów. W drugim półroczu 2025 r. drożej niż w Polsce (37,15 PPS za 100 kWh) było tylko w Rumunii i Czechach. Bogatszy Niemiec płaci w euro więcej, ale oddaje mniejszą część tego, co zarabia.
W Indiach 22 grosze za kWh, w Chinach 29 groszy, w Polsce ponad złotówka
Średnia światowa cena dla gospodarstw domowych to około 0,52 zł za kWh, w Europie 0,97 zł, w Azji 0,33 zł. Gospodarstwo domowe w Chinach płaciło w kwietniu 2026 r. 0,532 juana, czyli 29 groszy. W Indiach średnia taryfa domowa wynosi około 5,5 rupii za jednostkę, czyli 22 grosze — od 10 groszy w Tamilnadu do 35 groszy w Karnatace (przeliczenia po kursach NBP z 4 września 2026 r.).
Polskie gospodarstwo w taryfie G11 płaci około 1,24 zł brutto za kWh po zsumowaniu energii, dystrybucji, opłat i VAT-u. Ponad cztery razy tyle co w Chinach i blisko sześć razy tyle co przeciętnie w Indiach.
Elektrownia węglowa Rajpura w Pendżabie. Fot. Npl-User1234 / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0
Różnica w cenie nie bierze się z lepszej technologii, tylko z decyzji administracyjnej: taryfy są tam regulowane, a przemysł dopłaca do gospodarstw domowych. Koszt nie znika — przenosi się na zadłużone spółki dystrybucyjne.
Twardsza jest druga różnica: żaden z tych krajów nie dolicza do ceny prądu kosztu uprawnień do emisji. Pekin w ubiegłym roku oddał do użytku 78 GW nowych mocy węglowych — najwięcej od dekady.
Ile w rachunku kosztuje CO2
Prawo do wyemitowania tony CO2 w unijnym systemie handlu emisjami (ETS) kosztowało 29 sierpnia 2026 r. 82,48 euro, czyli po kursie NBP 356 zł. Blok węglowy emituje na megawatogodzinę 0,9–1,1 tony, więc dokłada do kosztu wytworzenia 320–390 zł na każdej MWh.
Stąd liczba krążąca w debacie: ETS to około 62 proc. ceny prądu. Jest prawdziwa, ale dotyczy składnika energii, nie całego rachunku. W koszcie bloku węglowego, który przez większość godzin wyznacza cenę na giełdzie, uprawnienia to dwie trzecie i więcej; w całym rachunku — około jednej piątej do jednej trzeciej. Polski miks nie potrafi tego kosztu ominąć: emituje 0,666 tony CO2 na MWh wobec 0,251 tony średnio w Europie.
Pieniądze z aukcji wracają zresztą do kraju — w 2026 r. ma to być 20,5 mld zł — ale ze 138 mld zł uzyskanych dotąd 98,7 proc. nie poszło na cele klimatyczne, tylko do budżetu ogólnego.
Zielone inwestycje: opłaty rosną szybciej, niż tanieje energia
Fotowoltaika faktycznie zbija ceny hurtowe w godzinach okołopołudniowych, czasem do zera — ale tylko od wiosny do wczesnej jesieni, najmocniej w kwietniu i maju. W grudniu i styczniu efektu nie ma w ogóle, a właśnie wtedy system jest najbardziej obciążony. Do rachunku ta sezonowa obniżka i tak nie dociera — pochłaniają ją koszty, których bez tej produkcji by nie było:
redysponowanie, czyli przymusowe wyłączanie instalacji — w 2025 r. około 1,3 TWh, do połowy czerwca 2026 r. kolejne 731 GWh; ponad 70 proc. przypada na fotowoltaikę
rekompensaty za te wyłączenia — blisko 58 mln zł do lipca 2026 r., dwa razy więcej niż przez cały poprzedni rok
koszty niezbilansowania rynku — 0,75 mld zł w 2025 r., prognozowane 1,18 mld zł w 2026 r.
opłata mocowa (+54 proc.) i dystrybucja (+7,6 proc.) — te same pozycje z rachunku: rezerwa dla źródeł zależnych od pogody i przebudowa sieci pod rozproszone instalacje
Farma fotowoltaiczna w Ścinawicy. Fot. Jacek Halicki / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0
Najlepszy przykład to morskie farmy wiatrowe: w aukcji z grudnia 2025 r. zakontraktowano 9,3 GW po 476–492 zł za MWh przy średniej cenie rynkowej 446,30 zł. Różnicę dopłaca odbiorca.
To nie jest argument przeciwko budowaniu farm, tylko przeciwko obietnicy, że rachunek od tego spadnie. W okresie inwestycyjnym wsparcie, rezerwa, bilansowanie i sieć obciążają taryfę.
Dolna Odra: 908 MW wyłączone, 1366 MW gazu w zamian
31 sierpnia 2026 r. zakończyły pracę bloki 6 i 7 Elektrowni Dolna Odra w Nowym Czarnowie pod Gryfinem; bloki 5 i 8 wygaszono na koniec 2025 r. Każdy miał 225 MW, więc z systemu ubyło 908 MW mocy węglowej.
PGE GiEK przedłużyło wcześniej pracę ostatnich bloków o osiem miesięcy, żeby zachować gotowość na zimę. Powodem wygaszenia były rosnące koszty remontów po pięćdziesięciu latach pracy przy spadającym wykorzystaniu: produkcja węglowa była tu w 2025 r. o około 60 proc. niższa niż rok wcześniej.
Bloki gazowo-parowe w Gryfinie. Fot. Kapitel / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0
Moc nie zniknęła bez zastępstwa: w październiku 2024 r. w tej samej lokalizacji uruchomiono dwa bloki gazowo-parowe po 683 MW — razem największą elektrownię gazową w kraju. Powstają kolejne: blok szczytowy 600 MW, ciepłownia 140 MW i magazyn energii 400 MW.
Zamiana węgla na gaz obniża emisję o mniej więcej połowę i zmniejsza koszt uprawnień, ale nie uniezależnia ceny prądu od paliwa kopalnego — przenosi ją z krajowego węgla na importowany gaz, którego notowania ustala rynek poza Polską.
Harmonogramy są znane: Bełchatów, Turów i większość bloków Tauronu zaczną znikać po 2030 r. Za każdym razem równanie jest to samo: ubywa mocy sterowalnej, przybywa zależnej od pogody, a różnicę trzeba zabezpieczyć gazem, magazynami albo importem. Każda z tych odpowiedzi ma swoją pozycję w taryfie i żadna nie jest tą, w której cena spada.
Oświadczenie amerykańskiej polityczki Kimberly Lowe na Wschodnim Forum Ekonomicznym we Władywostoku porusza kwestię, która od początku wojny na Ukrainie wiąże się z zaciętymi sporami: finansowania laboratoriów biologicznych na Ukrainie przez Stany Zjednoczone.
„Finansowaliśmy laboratoria biologiczne na Ukrainie” – oświadczyła Lowe na forum. Posunęła się nawet dalej, porównując je do japońskich eksperymentów na ludziach z lat 40. XX wieku. Nie przedstawiła jednak żadnych dowodów na poparcie tej daleko idącej analogii historycznej. Jej główne twierdzenie dotyczące samego finansowania można natomiast teraz zweryfikować za pomocą amerykańskich dokumentów.
Co szczególnie godne uwagi, potwierdzenie pochodzi teraz z samego Waszyngtonu. W czerwcu 2026 roku dyrektor amerykańskiego wywiadu Tulsi Gabbard opublikowała , według jej biura, niedawno odtajnione dokumenty dotyczące długoletniego międzynarodowego programu biolaboratoriów finansowanego z pieniędzy amerykańskich podatników.
Według Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego (ODNI), Stany Zjednoczone sfinansowały ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach. Wyraźnie wspomniano o placówkach na Ukrainie. ODNI stwierdził nawet, że amerykańskie agencje wywiadowcze ostrzegały wcześniej, że finansowane przez USA laboratorium na Ukrainie mogło zawierać niebezpieczne patogeny i że obiekt ten był narażony na rosyjskie ataki, przejęcie lub uszkodzenie.
Oznacza to, że nie można już dłużej ignorować przynajmniej sedna długo trwającej debaty: Stany Zjednoczone sfinansowały i wsparły infrastrukturę laboratoriów biologicznych na Ukrainie.
Infrastruktura laboratoryjna na Ukrainie finansowana przez Pentagon
Udokumentowano również wymiar finansowy . Według dokumentów uzyskanych przez Judicial Watch na podstawie wniosku FOIA złożonego przez Defense Threat Reduction Agency, agencję Departamentu Obrony USA, umowa z amerykańską korporacją Black & Veatch opiewała na kwotę 11,289 mln dolarów .
Dokumenty dotyczą między innymi wdrożenia systemów monitorowania chorób zakaźnych i zwalczania patogenów. Judicial Watch powołuje się również na dokumenty dotyczące działalności laboratoryjnej związanej z wąglikiem.
W 2005 roku Waszyngton i Kijów zawarły porozumienie w sprawie redukcji zagrożeń biologicznych. Porozumienie to stanowiło, że Departament Obrony USA, wraz z ukraińskim Ministerstwem Zdrowia, powinien poprawić możliwości monitorowania, wykrywania i diagnozowania ognisk chorób wywołanych przez niebezpieczne patogeny. Jednocześnie obie strony zgodziły się na wspólne badania biologiczne i poprawę bezpieczeństwa biologicznego ukraińskich laboratoriów.
Jeszcze bardziej niezwykłe jest brzmienie ówczesnej umowy . Stanowiła ona, że ukraińskie Ministerstwo Zdrowia będzie przekazywać Departamentowi Obrony USA, na żądanie, kopie niebezpiecznych szczepów patogenów zebranych na Ukrainie do wspólnych badań biologicznych. Ponadto dane z ukraińskiej sieci nadzoru chorób zakaźnych miały być udostępniane Pentagonowi. Deklarowanymi celami były profilaktyka, ochrona i inne pokojowe zastosowania.
46 ukraińskich instytucji otrzymało wsparcie amerykańskie
Sam Pentagon oświadczył w 2022 r., że Stany Zjednoczone wsparły 46 ukraińskich laboratoriów, placówek służby zdrowia i ośrodków diagnostycznych w ciągu ostatnich dwóch dekad .
Według amerykańskich źródeł programy te służyły wyłącznie pokojowym celom: wykrywaniu niebezpiecznych patogenów, monitorowaniu chorób zakaźnych, bezpieczeństwu biologicznemu i zapobieganiu dalszemu rozprzestrzenianiu się materiałów, które mogłyby zostać wykorzystane do produkcji broni biologicznej.
Laboratoria należą do Ukrainy i są zarządzane przez ukraińskie władze. Waszyngton jednoznacznie zaprzecza, jakoby rozwijał broń biologiczną na Ukrainie lub prowadził tam własne laboratoria biologiczne.
To rozróżnienie jest kluczowe: udokumentowano, że Stany Zjednoczone finansowały laboratoria biologiczne i programy badawcze na Ukrainie. Nie dowodzi to jednak, że amerykański program broni biologicznej był tam realizowany.
Dlaczego lokalizacja geograficzna jest kwestią wrażliwą politycznie
Niezależnie od kwestii broni biologicznej, sprawa ma wymiar geopolityczny, którego nie można po prostu zignorować, wskazując na badania cywilne.
Część tej infrastruktury biologicznej znajduje się w kraju graniczącym bezpośrednio z Rosją. Została ona sfinansowana i technicznie wsparta przez Departament Obrony Stanów Zjednoczonych i jego Agencję ds. Redukcji Zagrożeń Obronnych (Defense Threat Reduction Agency). Obejmowało to między innymi bezpieczne przechowywanie, monitorowanie i badania niebezpiecznych patogenów.
Nic więc dziwnego, że Moskwa z perspektywy polityki bezpieczeństwa ściśle monitoruje tego typu działania bezpośrednio na swoich granicach.
Z kolei Waszyngton i Kijów argumentują , że samo istnienie niebezpiecznych patogenów wymaga międzynarodowych programów zabezpieczenia zapasów. Pentagon zwraca uwagę, że Program Współpracy w Redukcji Zagrożeń (CORR) został pierwotnie utworzony po upadku Związku Radzieckiego w celu zabezpieczenia byłej radzieckiej broni masowego rażenia, materiałów i związanej z nią wiedzy specjalistycznej. Programy te były początkowo prowadzone nawet wspólnie z Rosją.
To maluje bardziej złożony obraz, niż sugerują dwa skrajne stanowiska polityczne: laboratoria i amerykańskie finansowanie nie są fikcją. Jednocześnie samo ich istnienie nie jest dowodem na to, że broń biologiczna została tam opracowana.
To, co zaczyna się jako „dezinformacja”, staje się kwestią definicji.
Dobór słów był wówczas szczególnie problematyczny w kontekście komunikacji publicznej.
W 2022 roku Departament Stanu USA nazwał rosyjskie twierdzenia na temat amerykańskich laboratoriów biologicznych i działań związanych z bronią biologiczną na Ukrainie „dezinformacją” i wyraźnie stwierdził, że Stany Zjednoczone nie posiadają ani nie prowadzą żadnych laboratoriów biologicznych na Ukrainie.
Oświadczenie to jest technicznie spójne z informacjami opublikowanymi później: Obiekty należą do Ukrainy i są obsługiwane przez ukraińskie władze.
Jednocześnie jednak sam Pentagon potwierdził wsparcie 46 ukraińskich laboratoriów i innych placówek, a w 2026 roku kierownictwo amerykańskiego wywiadu oficjalnie oświadczyło, że wśród biolaboratoriów na świecie finansowanych ze środków USA znajdują się również laboratoria na Ukrainie.
Tak więc znaczna część kontrowersji w tamtym czasie ewidentnie dotyczyła użytego języka: „laboratoria amerykańskie” to nie to samo, co „laboratoria finansowane przez USA”. To rozróżnienie często gubiło się w debacie politycznej.
Dziś nie da się już na poważnie zaprzeczyć, że amerykańskie pieniądze napłynęły do programów laboratoriów biologicznych na Ukrainie, że Pentagon był w to zaangażowany i że Waszyngton współpracował z ukraińskimi instytucjami w zakresie monitorowania niebezpiecznych patogenów.
Istnienie i finansowanie samej infrastruktury biologicznej nie jest już wyłącznie rosyjskim roszczeniem, przypuszczeniem. Jest udokumentowane w oficjalnych dokumentach Stanów Zjednoczonych.
Wczoraj, 6 września, punktualnie o godzinie 18:00 zakończyły się wybory w Saksonii-Anhalt.
Ulrich Siegmund
Znane są już przewidywane wyniki badań exit poll. Zwyciężyła zdecydowanie AfD (Alternatywa dla Niemiec), która podwoiła swój wynik sprzed czterech lat osiągając około 44,5% głosów. Na drugim miejscu CDU – 18,5% poparcia. Dalsze miejsca zajęły: 3. Lewica – 9,5% // 4. Zieloni – 9% // 5. SPD – 8% // 6. lewicowa BSW (Bündnis Sahra Wagenknecht) – 5% // 7. FDP (liberałowie) – 2%. FDP nie przekroczyła progu wyborczego, BSW jest na granicy progu – jeśli uzyska 5,0%, będzie mieć swoich deputowanych w parlamencie krajowym.
Czytamy w niemieckiej prasie, że zgodnie z prognozą telewizyjnych stacji ARD i ZDF zabraknie Alternatywie jednego mandatu do osiągnięcia większości w parlamencie w Magdeburgu. O przebiegu i atmosferze panującej w dniu wyborów opowiada mieszkająca w Niemczech Agnieszka Wolska w prowadzonym przez Piotra Szlachtowicza wywiadzie zatytułowanym „AfD wygrywa w Saksonii-Anhalt. Antifa zapowiada ataki i terror”:
Wielkim przegranym wyborów jest rządząca aktualnie w Magdeburgu CDU, która straciła ponad połowę swych wyborców sprzed czterech lat. Na uwagę zasługuje bardzo wysoka frekwencja – około 80% uprawnionych do głosowania poszło do urn wyborczych. Na zwycięstwo zapracował utalentowany polityk Ulrich Siegmund. Obiecał wyborcom m.in. zmiany w polityce energetycznej, w tym powrót do surowców z Rosji oraz reformę szkolnictwa, w którym nie będzie miejsca dla ideologii gender. Zapowiedział też zmianę polityki migracyjnej i rozliczenie covidowych przestępstw.
Czy zostanie premierem i stworzy rząd krajowy? – Wygląda na to, że AfD nie będzie miała większości. Jest jednak nadzieja, że lewicowa, ale też antysystemowa partia Sahry Wagenknecht (BSW) udzieli Alternatywie poparcia. To byłoby historyczne zwycięstwo, które pchnęłoby innych w Niemczech, Polsce i w Europie do skutecznego działania.
Media niemieckie i polskie nie szczędziły sobie krytyki wobec Alternatywy i Ulricha Siegmunda. Inaczej było w telewizji i prasie amerykańskiej. Także gazeta ‚Rzeczpospolita’ napisała tym razem sensownie: „44 do 44,5%. Może to nie wystarczać do utworzenia pierwszego rządu AfD, ale do wstrząśnięcia sceną polityczną w Niemczech wystarcza”. Donald Tusk wyraził natomiast swoje niezadowolenie: „W Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z triumfu AfD w Niemczech. Trochę się ich nazbierało w Konfederacjach i PiS”.
Gdy zostaną podane oficjalne wyniki, przekażę je pod tym wpisem.
Zygmunt Białas
** * * * * *
Update – Na podstawie tekstu zamieszczonego w tygodniku ‚Do Rzeczy’:
Alternatywa dla Niemiec (AfD) zwyciężyła w wyborach w Saksonii-Anhalt. Nie uzyskała jednak bezwzględnej większości w landtagu. Z oficjalnych wyników wyborów, przekazanych przez niemiecką Państwową Komisję Wyborczą, wynika, że AfD zdobyła 43,8 proc. głosów.
Drugi wynik uzyskała rządząca dotychczas CDU – 17,2 proc. poparcia. Do landtagu dostały się jeszcze: SPD – 9,3 proc. głosów, Zieloni – 8,9 proc., Lewica (Die Linke) – 8,6 proc. oraz Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) – 5,3 proc. Progu wyborczego nie przekroczyła FDP (2,6 proc.).
AfD bez samodzielnej większości – Dla AfD to historyczny wynik wyborczy, jednak – według wstępnych szacunków – do samodzielnej większości może zabraknąć trzech mandatów. Ugrupowanie uzyskało bowiem 39 miejsc w 83-osobowym landtagu. CDU zdobyła 15 mandatów, SPD, Zieloni i Lewica – po osiem, a BSW – pięć.
Jedynie BSW nie wykluczył poparcia niektórych propozycji AfD. Jednoczesnie politycy tej partii już zadeklarowali, że nie będą współtworzyć koalicji rządowej z Alternatywą dla Niemiec. Nie jest więc jasne, czy AfD uda się znaleźć zwolenników, którzy poprą kandydaturę Ulricha Siegmunda na stanowisko premiera kraju związkowego. Część niemieckich mediów już pisze o „kordonie sanitarnym”, którym pozostałe partie miałyby otoczyć AfD.
Wcześniej Siegmund podkreślał, że stanie na czele rządu tylko w sytuacji, gdy jego ugrupowanie będzie mogło rządzić samodzielnie. Jednak tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów lider AfD w Saksonii-Anhalt zwrócił się za pośrednictwem anteny ARD do „wszystkich sił, które chcą zmiany polityki”. Natomiast szefowa Alternatywy dla Niemiec Alice Weidel zaznaczyła w rozmowie z ZDF, że to jej partia uzyskała w wyborach regionalnych „jasny mandat” do stworzenia rządu w kraju związkowym. Zgodnie z przepisami, nowo wybrany parlament powinien zwołać pierwsze posiedzenie w ciągu 30 dni od głosowania, czyli najpóźniej do 6 października.
Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN zaprasza na performans „Shekhinah in Labor”, mający łączyć żydowską mistykę z tematyką transpłciowości, „niebinarności” i queerowych interpretacji judaizmu. Projekt realizowany jest w instytucji finansowanej ze środków publicznych.
Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN przygotowało na 9 września performans „Shekhinah in Labor” autorstwa mężczyzny znanego jako „Simona Kasprowicz”. Wydarzenie ma łączyć osobiste doświadczenia związane z tożsamością płciową z żydowską mistyką, queerowymi interpretacjami judaizmu oraz cielesnością. Muzeum wprost informuje, że przedstawienie będzie zawierało nagość.
Punktem wyjścia dla performansu ma być wizyta „Kasprowicz” przy Ścianie Zachodniej w Jerozolimie. Miejsce modlitwy jest tam podzielone na część przeznaczoną dla kobiet i część dla mężczyzn. Według opisu POLIN ten podział stał się dla osoby, określanej przez muzeum jako „niebinarna, trans-kobieca”, źródłem rozważań nad płcią i możliwością funkcjonowania „poza podziałem” na kobiety i mężczyzn.
W nagraniu promującym wydarzenie Kasprowicz zapowiada:
„Będę rodzić odpowiedzi, potencjalne odpowiedzi, na pytania o granice i co się dzieje z ciałem, które radykalnie odmawia opowiedzenia się po którejś z nich”.
Program nie ogranicza się jednak do autobiograficznej opowieści. POLIN łączy doświadczenia z figurą Szechiny – boskiej obecności w żydowskiej tradycji mistycznej, której przypisywany jest żeński wymiar. Jak wyjaśnia muzeum, artysta interpretuje tę religijną figurę z perspektywy własnego doświadczenia płciowego.
Na oficjalnej stronie wydarzenia znalazło się również bezpośrednie odwołanie do ideologicznie nacechowanych współczesnych interpretacji religii. POLIN informuje, że Kasprowicz „nawiązuje przy tym do queerowych interpretacji rozwijanych wewnątrz współczesnego judaizmu, otwierających jego teksty i symbole na doświadczenia osób LGBTQ+”.
Dramaturgia występu ma wykorzystywać pojęcia zaczerpnięte z kabały luriańskiej oraz szerszej tradycji żydowskiej. Tytułowe angielskie słowo „labor” oznacza zarówno pracę i wysiłek, jak również poród. Muzeum wyjaśnia, że ma ono łączyć pracę ciała z konstruowaniem własnego wizerunku i poszukiwaniem sposobu zajmowania miejsca. Samo wydarzenie określono jako „wykład performatywny”.
POLIN zamieściło przy wydarzeniu następującą informację: „Performans zawiera przedstawienia nagości”. Wstęp na wydarzenie odbywające się w Galerii Rotacyjnej będzie bezpłatny.
Decyzja programowa muzeum wywołała krytykę w związku z charakterem placówki i sposobem jej finansowania. Muzeum Historii Żydów Polskich jest instytucją współfinansowaną ze środków publicznych – przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Warszawę.
Darczyńcami POLIN są także podmioty zagraniczne – w tym państwowe: m.in. rząd federalny Niemiec oraz Królestwo Norwegii.
Kompleksowa sytuacja geopolityczna sprzyja powstawaniu fałszywych poglądów politycznych o dwóch zwalczających się blokach na wzór zimnej wojny. W świecie, gdzie dominują dwa motywy politycznego działania: władza i pieniądz, takie czarno-białe spojrzenie na świat musi być błędne. Do tego dochodzi sztucznie podsycana nienawiść do narodów – dzisiaj przede wszystkim do Rosjan i Żydów, która często służy jako silnie emocjonalny argument w pseudo-debacie politycznej.
Podział na bloki – unipolarne i multipolarne jest jedynie teoretycznym tworem, który powstał na potrzeby politologii, by szufladkować i wprowadzić jakiś porządek do mocno zagmatwanego obrazu dzisiejszego świata. Jest to podobnie jak podział na lewicę i prawicę jedynie podziałem i temu podziałowi służy.
Naturalnie, że istnieją słabnące z każdym rokiem kraje Zachodu i rosnące w siłę kraje BRICS. Tyle że takie szufladkowanie jest bardzo powierzchowne.
Radio Wolna Europa/Radio Liberty (RFE/RL) w artykule opublikowanym pod koniec zeszłego miesiąca, w którym napisano, że „ukraińska wojna dronowa obnaża niewygodne uzależnienie od Chin ”, nawiązało do letniej wypłaty przez UE pierwszego miliarda euro na zakup dronów na Ukrainie z 6 miliardów euro obiecanych na ten program.
Zwrócono uwagę na wyjątek, który umożliwiał Ukrainie zakup chińskich części za te fundusze, a zatem politycznie niepoprawne stwierdzenie, że „UE planuje zapłacić Chinom za pomoc Ukrainie w zabijaniu Rosjan”.
Bądź tu mądry! Przecież Chiny bez wątpienia wspierają politycznie Rosję w tym konflikcie. Dlaczego dostarczają więc podzespoły do zabójczych dronów Ukrainie? Chiny tłumaczą to „aktywną neutralnością”, czyli biznes zbrojeniowy dostarczający produktów wojskowych obu stronom konfliktu.
Ma to tyle z neutralnością wspólnego, co porównanie krzesła, do krzesła elektrycznego – na obu można siedzieć.
Można argumentować: interesy związane z handlem bronią przynoszą tak wiele korzyści, że Chiny podjęły taką właśnie decyzję. Pewnie w jakimś stopniu tak właśnie jest, ale nie tylko to. Interes globalistów w przedłużaniu wojny na Ukrainie pokrywa się z gospodarczymi interesami Chin – opisał to Andrzej Korybko w tym artykule.
Chiny uruchamiają pierwszą elektrownię słoneczną z heliostatami! Kiedyś takie innowacje pochodziły z Europy, a teraz, gdy niewybrane „elity” doprowadzają całą Europę do ruiny, tracimy też kontakt z nowatorskimi technologiami! Źródło: Telegram 04.09.2026 r. 09:32.
Kiedyś takie innowacje pochodziły z Europy, a teraz, gdy niewybrane „elity” doprowadzają całą Europę do ruiny, tracimy też kontakt z nowatorskimi technologiami!
Rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Chinami przybrała nowy obrót, ponieważ oba supermocarstwa rzekomo opracowują broń „myśliwską”. Broń ta jest wysoce zaawansowana i obejmuje satelity, bezzałogowe statki kosmiczne oraz broń orbitalną. Według doniesień agencji Reuters, oba państwa aktywnie przekształcają swoją infrastrukturę bezpieczeństwa z pasywnej w aktywną. Broń ta jest zdolna do agresywnej obrony w przypadku bezpośredniego starcia na orbicie.Źródło.
W Polsce rozwinęła się spontanicznie, na podstawie systemu wczesnego ostrzegania, znacznie zaawansowana technologia dronów.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Zagęszcza się atmosfera wokół pana prezydenta Karola Nawrockiego. Już nawet nie chodzi o to, że jest „uzurpatorem” – jak zdecydowała zasłużona funkcjonariuszka Propaganda Abteilung warszawskiego Judenratu, madame Agnieszka Kublik, czy wreszcie – „ch…em” – jak orzekła moralna autorycica, madame Joanna Szczepkowska, która teraz jest z tego powodu podobno rozrywana przez rządowe stacje telewizyjne – bo takich epitetów, zwłaszcza w ustach autorytetów moralnych nie słyszy się codziennie, więc nic dziwnego, że i funkcjonariusze Propaganda Abteilung korzystają z okazji, a i madame Szczepkowska ma swoje pięć minut.
Czegóż chcieć więcej? Chodzi zatem nie o te, powiedzmy sobie, epitety, tylko o zarzuty, które w sprzyjających okolicznościach mogą zostać użyte do wysadzenia pana prezydenta Nawrockiego w powietrze. Te zarzuty są dziwaczne, bo wetowanie ustaw jest konstytucyjną prerogatywą prezydenta, więc wytykanie mu nieubłaganym palcem, że z tych prerogatyw korzysta jest trudno zrozumiałe – chyba, że chodzi o medialną uwerturę do zasadniczego przedstawienia w postaci wysadzania pana prezydenta Nawrockiego w powietrze.
Podejrzewam nawet, że vaginet obywatela Tuska Donalda celowo zwlekał z nagłośnieniem afery z Zondakrypto aż do rozpoczęcia kampanii wyborczej, bo skierowanie przez niezależne media głównego nurtu reflektorów akurat na tę sprawę, pozwala utrzymać w dyskretnym cieniu zarówno katastrofę w sektorze ochrony zdrowia, z którą specjalistka we wspomnianym vaginecie nawet nie udaje, że potrafi sobie poradzić, jak i skandaliczny „wyciek” wrażliwych danych 19 milionów obywateli naszego bantustanu – nie mówiąc nawet o projekcie budżetu na przyszły rok, w którym czytamy, że deficyt budżetowy ma sięgnąć prawie 300 mld złotych – a i to, jeśli spełnią się liczne „załażenia”, które wykoncypował sobie ponury pan minister finansów Andrzej Domański. Bo jak się nie będą chciały spełnić – to nikt nie wie, jaki ten deficyt naprawdę będzie, a tym samym – jaki poziom osiągnie dług publiczny naszego bantustanu oraz oczywiście – koszty jego „obsługi”.
Uwagę opinii publicznej obywatel Tusk Donald ze swoimi kolaborantami usiłuje – niestety z powodzeniem – kierować na pana Przemysława Krala, który z bezpiecznego oddalenia w Izraelu, wychodzi naprzeciw sugestiom Wielce Czcigodnego Giertycha Romana, co zeznawać prokuratorom w Katowicach, żeby było dobrze.
Prokuratorom oczywiście w to graj, że mają takiego gotowca, bo to i nie trzeba sobie łamać głowy nad rozmaitymi kombinacjami, a pochwały, nagrody i ordery od obywatela Żurka Waldemara wydają się pewne, więc o co chodzi? Toteż obywatel Tusk Donald może nawet plunąć na sławną „tajemnicę śledztwa” i odczytywać te zeznania podczas transmitowanego na kraj posiedzenia Sejmu – koncentrując się zwłaszcza na tym, ile dostał złowrogi Zbigniew Ziobro i że w transakcji pośredniczyła jego małżonka, pani Patrycja Kotecka.
Jaka szkoda, że obywatel Tusk Donald nie był taki wylewny podczas wyjaśniania afery „Amber Gold”, kiedy to z zagadkowych przyczyn „organy państwowe”, a konkretnie – niezależna prokuratura i niezawisłe sądy ze sławnego na całym świecie z niezawisłości gdańskiego okręgu sądowego, „nie działały prawidłowo” – co stwierdziła sejmowa komisja śledcza, która jednak już nie odważyła się zapytać, dlaczego tak działały. Podejrzewam w związku z tym, że tak właśnie przykazały niezawisłym sądom działać stare kiejkuty, którym 850 mln zlotych też przecież się przydało i w ten sposób końce afery poszły w wodę.
A przecież na złowrogim Zbigniewie Ziobrze świat się nie kończy, bo to tylko taka przystawka prze daniem głównym w postaci kotleta z pana prezydenta Karola Nawrockiego. Właśnie w charakterze kuchcika zgłosił się Książę-Małżonek, czyniąc prezydentowi gorzkie wyrzuty, że nie podpisał nominacji 46 kandydatom na ambasadorów, chociaż MSZ wystosowało stosowne wnioski. Książę-Małżonek uważa, że taki wniosek zobowiązuje prezydenta do mianowania tego kandydata. Jeśli tak byłoby rzeczywiście żadna nominacja nie byłaby potrzebna, skoro wniosek o niej automatycznie przesądza.
Jak jest naprawdę – trzeba by spytać jegomościa, który uchodzi za „ojca” tej konstytucji – czyli obywatela Kwaśniewskiego Aleksandra – co właściwie miał na myśli – o ile oczywiście cokolwiek miał. Tymczasem pan prezydent Nawrocki uważa – podobnie jak w przypadku kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, że ani wniosek ministra spraw zagranicznych, ani nawet wyznaczenie kandydata na sędziego przez Sejm, o niczym jeszcze nie przesądza, skoro delikwent zostaje sędzią dopiero po złożeniu ślubowania „wobec” prezydenta. Czy od prezydenta zależy decyzja, czy ślubowanie przyjąć, czy też jest on rodzajem nakręcanego automatu, który podpisuje wszystkie wnioski i odbiera ślubowanie od każdego, kogo mu tam ktoś podsunie?
Właśnie z tego powodu trwają podchody pod Trybunał Konstytucyjny, żeby obsadzić go „naszymi” sędziami, którzy te wszystkie wątpliwości rozstrzygną zgodnie z oczekiwaniami nie tyle nawet obywatela Tuska Donalda, co starych kiejkutów, no i oczywiście – Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje – która wobec naszego bantustanu ma swoje plany.
Już na tym etapie można przedstawić dwa scenariusze. Pierwszy – z wykorzystaniem możliwości z art. 131 konstytucji, kiedy to prawidłowo obsadzony „naszymi” sędziami Trybunał Konstytucyjny „stwierdza” nie tylko, że prezydent nie jest w stanie sprawować urzędu, ale nawet – że nie jest w stanie poinformować o tym marszałka Sejmu – na przykład dlatego, że nic o tym nie wie. To jest plan „A”, który wymaga tylko prawidłowego obsadzenia wspomnianego Trybunału.
Jednak na wypadek, gdyby nie udało się zrealizować planu „A”, przygotowywany jest również plan „B” w postaci zaciągnięcia prezydenta przed Trybunał Stanu z powodu łamania przezeń konstytucji. Oskarżenia prezydenta o wetowanie ustaw, czy powstrzymywanie się od nominacji ambasadorów, niezawisłych sędziów, czy wskazanych mu bezpieczniaków, stanowią medialną „padgatowkę” do realizacji tego planu. Jest on trudniejszy w realizacji, ale tylko trochę, bo przedstawienie wniosku przy obecnym składzie Sejmu i Senatu jest dziecinnie łatwe. Gorzej z decyzją, która dla swej ważności wymaga 2/3 składu Zgromadzenia Narodowego, a z tym mogą być trudności, bo obywatel Tusk nie ma w Sejmie 276 posłów potrzebnych do obalania weta prezydenta. Czy wobec tego jest jakiś plan „C”? Obywatel Tusk podczas Campusu Polska dawał do zrozumienia, że tak, a nawet go charakteryzował, że nie jest „estetyczny”. Najwyraźniej musiałby on odbyć się w całkiem innych niż konstytucyjne, kategoriach.
Bezpośrednie starcia między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, ponowne ataki na struktury naftowe i finansowe, negocjacje na Ukrainie bez widocznego przełomu, rosnący dostęp do rosyjskich aktywów państwowych, długoterminowe zabezpieczone interesy naftowe w Wenezueli oraz region Pacyfiku uwięziony między testami rakietowymi, walkami o władzę i zbrojeniami: nowy radar geopolityczny Hollistersa gromadzi najważniejsze strategicznie wydarzenia tygodnia.
Obejmuje on również temat, który prawdopodobnie stanie się znacznie bardziej widoczny w przyszłości: komercyjne dane o lokalizacji jako infrastruktura o przeznaczeniu militarnym. Piętnaście tickerów i cztery sekcje analityczne ilustrują, jak obecnie organizowana jest władza poprzez dostęp, kontrolę i zależności.
Radar geopolityczny od 31 sierpnia do 6 września 2026 r.
Artykuł publicystyczny autorstwa Michaela Hollistera.
W tym tygodniu kilka konfliktów jednocześnie przeszło ze sfery zagrożenia politycznego do poziomu praktycznej interwencji. W Zatoce Perskiej siły irańskie, według doniesień USA, zaatakowały amerykańskie okręty wojenne; dowództwo centralne (CENTCOM) odpowiedziało atakiem na trzy irańskie tankowce. W Europie ponownie rozważa się zamrożenie rezerw rosyjskiego banku centralnego jako potencjalne źródło finansowania Ukrainy, podczas gdy Niemcy przypisują Rosji udaremniony atak dronów na lotnisko Lipsk/Halle, a NATO wyraźnie odniosło się do tej kwestii. W Wenezueli negocjacje nie dotyczą już tylko dostępu do ropy naftowej, ale praw do udziału, warunków i umów kupna, które mogą trwać dekady.
Uderzające jest również jednoczesne występowanie eskalacji militarnej i ograniczonej współpracy. Podczas gdy siły USA i Iranu wymieniają ogień w Zatoce Perskiej, a w Jemenie ponownie toczą się walki o terytorium w pobliżu globalnego szlaku żeglugowego, w elektrowni jądrowej w Zaporożu osiągnięto lokalne zawieszenie broni w celu przeprowadzenia napraw technicznych.
Vitkov i Kushner kontynuują również rozmowy w Moskwie na temat wynegocjowanej ścieżki, mimo że stanowiska militarne stron konfliktu pozostają od siebie odległe. Radar zatem rozróżnia te poziomy: rozmowy to rozmowy, porozumienia to porozumienia, a fakty wojskowe pozostają faktami wojskowymi.
Nawet poza głównymi frontami, problem uderzająco często dotyczy kontroli: nad szlakami morskimi w cieśninie Bab al-Mandab, nad przepływami surowców, nad danymi, nad infrastrukturą finansową i nad organizacjami regionalnymi na Pacyfiku. Wspólnym mianownikiem nie jest rzekomy plan generalny. Interesy i pozycje prawne uczestników różnią się. Porównywalnym jest fakt, że władza geopolityczna jest coraz bardziej widoczna tam, gdzie państwa i firmy decydują, kto ma dostęp, kto może płacić, kto widzi dane, kto kupuje surowce i jakie przepisy pozostają w mocy po zmianie rządu.
SERCE
1. Iran i USA starły się bezpośrednio na morzu (5 września 2026 r.)
Według Centralnego Dowództwa USA, irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzelał pociskami balistycznymi amerykański lotniskowiec i niszczyciel rakietowy. Dowództwo Centralne (CENTCOM) poinformowało, że żaden z amerykańskich żołnierzy nie został ranny, a następnie poinformowało o zaatakowaniu trzech irańskich tankowców. M/T Downy u wybrzeży Kharg i M/T Stark 1 w pobliżu Jask zostały trwale unieruchomione; pusty M/T Kylo, znany również jako Noxen, został zniszczony w Zatoce Omańskiej.
Iran ze swojej strony oświadczył, że zaatakował jednostki amerykańskie lub jednostki afiliowane z USA; w momencie publikacji nie było potwierdzonych uszkodzeń amerykańskich okrętów wojennych. Aktualna aktualizacja sytuacji w Iranie z 6 września 2026 r. umieszcza eskalację działań wojennych w kontekście trwającego konfliktu.
2. Waszyngton i europejscy sojusznicy jednocześnie zwiększają presję nuklearną i finansową na Iran (4 września 2026 r.)
Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Niemcy lobbują w Radzie Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), domagając się rezolucji, która po raz pierwszy od 20 lat skierowałaby Iran do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jednocześnie Departament Skarbu USA umieścił turecki Golden Global Bank i dwie spółki zależne na liście sankcji. Waszyngton oskarża te firmy o ułatwianie transakcji na rzecz sił Al-Kuds Gwardii Rewolucyjnej oraz o zamianę irańskich dochodów z ropy naftowej na gotówkę i złoto. Golden Global zaprzecza tym zarzutom. W ten sposób działania w dziedzinie energii jądrowej, bankowość i finansowanie ropy naftowej zbiegają się w tym samym tygodniu, aczkolwiek za pośrednictwem odrębnych kanałów instytucjonalnych.
3. Izrael melduje kontrolę operacyjną nad wzgórzami Ali al-Taher – front libański pozostaje aktywny (4-5 września 2026 r.)
Izrael oświadczył, że jego siły wyparły bojowników Hezbollahu z systemów tuneli w strategicznie położonym paśmie górskim Ali al-Taher w południowym Libanie i obecnie sprawują kontrolę operacyjną nad tym obszarem. Libański urzędnik wojskowy potwierdził obecność Izraela przy południowych wejściach, ale nie sprecyzował, jak daleko izraelskie siły wdarły się do systemu tuneli. W następstwie tego doszło do ponownych wzajemnych ataków: Izrael poinformował o ataku dronów Hezbollahu i zaatakował cele w południowym Libanie i Dolinie Bekaa. Według libańskich źródeł zginęły trzy osoby, a dziesiątki zostały ranne. Jednocześnie uwolniono kolejnych więźniów. Zawieszenie broni ograniczyło zatem, ale nie zakończyło, walki.
4. Ambasador USA Huckabee odwiedza rodziny poległych obywateli USA na Zachodnim Brzegu (5 września 2026 r.)
Ambasador USA Mike Huckabee odwiedził Turmus Ayya i spotkał się z krewnymi palestyńskich obywateli USA, którzy zginęli w atakach izraelskich osadników. Według agencji Reuters, około 80 procent z około 3000 mieszkańców miasta posiada również obywatelstwo amerykańskie. Huckabee, który od lat wspiera budowę izraelskich osiedli, wezwał do ścigania brutalnych osadników i nazwał ich sprawcami terrorystami. Krewni skrytykowali fakt, że śledztwa i procesy rzadko przynoszą konsekwencje. Godna uwagi jest nie tyle zmiana stanowiska Waszyngtonu, co otwarty konflikt między jego wcześniejszym politycznym przywiązaniem do osiedli a ochroną własnych obywateli.
5. Witkoff i Kushner rozmawiają z Putinem przez ponad trzy godziny – nie ma mowy o żadnym przełomie (5-6 września 2026 r.)
Steve Witkoff i Jared Kushner spotkali się z Władimirem Putinem w Moskwie na ponad trzygodzinne rozmowy na temat możliwego rozwiązania konfliktu na Ukrainie w drodze negocjacji. Doradca Kremla Jurij Uszakow określił spotkanie jako pożyteczne, konstruktywne i otwarte; szczegóły amerykańskich propozycji nie zostały ujawnione. Nie ogłoszono żadnego porozumienia w kwestiach terytorialnych, gwarancji bezpieczeństwa ani statusu NATO. Negocjatorzy mieli następnie udać się do Kijowa. Tymczasem ataki trwają; 4 września, według ukraińskich źródeł, rosyjski dron zaatakował budynek w centrum Kijowa. Tło militarne zostało udokumentowane w aktualizacji z Ukrainy z 28 sierpnia ; metody negocjacyjne Witkoffa opisano w artykule „Steve Witkoff: The Dealmaker ” .
6. Lipsk/Halle zostanie uznany przez Niemcy za kwestię NATO (1-5 września 2026 r.)
Rząd niemiecki obwinia Rosję za udaremnioną próbę ataku drona na ukraiński samolot transportowy na lotnisku Lipsk/Halle w sierpniu. Rosja odrzuca to oskarżenie jako bezpodstawne. Niemcy zareagowały między innymi zamknięciem rosyjskiego konsulatu i centrum kulturalnego. 5 września ambasador USA przy NATO, Matthew Whitaker, wyraźnie odniósł się do sprawy, stwierdzając, że ukierunkowane ataki hybrydowe na członków sojuszu nie będą tolerowane. Publicznie dostępne doniesienia medialne dokumentują przypisanie winy rządowi i zaprzeczenie Rosji. Jednak publicznie dostępne informacje, na których opiera się ten radar, nie przedstawiają łańcucha dowodowego, który pozwoliłby na niezależną weryfikację osoby odpowiedzialnej.
7. Cztery państwa UE chcą wznowić debatę na temat rezerw rosyjskiego banku centralnego (4 września 2026 r.)
Około 210 miliardów euro rezerw rosyjskiego banku centralnego jest unieruchomionych w Unii Europejskiej. Według wysokiego rangą urzędnika ukraińskiego rządu, Holandia, Polska, Hiszpania i Szwecja zamierzają wznowić rozmowy na temat dalszego wykorzystania tych funduszy. Belgia, gdzie Euroclear posiada znaczną część aktywów, podtrzymuje swoje zastrzeżenia prawne i finansowe. Nie podjęto jeszcze żadnej decyzji. Spór dotyczy zatem nie tylko finansowania Ukrainy, ale także kwestii, kto ponosi ciężar potencjalnych pozwów i rosyjskich środków zaradczych. Struktura prawna i finansowa stojąca za tymi funduszami została przeanalizowana w filmie dokumentalnym „300 miliardów bumerangów ” .
8. Waszyngton chroni swoje 35-procentowe udziały w wenezuelskim przemyśle naftowym przed rozwodnieniem (4 września 2026 r.)
Przedstawiciel rządu USA wyjaśnił, że amerykański udział w North American Blue Energy Partners (NABEP) został ustrukturyzowany za pomocą tzw. warrantów groszowych, aby zapobiec rozwodnieniu kapitału podczas przyszłych podwyższeń kapitału. NABEP nabył prawa do 17 wenezuelskich złóż ropy naftowej na okres 100 lat. Według źródeł amerykańskich, Pentagon posiada również prawo pierwokupu w odniesieniu do wydobycia i może nabyć do 20% udziałów po cenie opartej na kosztach produkcji. Jednocześnie GeoPark podpisał 25-letni kontrakt na zagospodarowanie złoża Bare. Umowa ta opiera się na wcześniej zidentyfikowanej zmianie w przepływach ropy naftowej w Wenezueli.
9. Milei zaostrza stanowisko Argentyny wobec wydobycia ropy naftowej wokół Falklandów (3-5 września 2026 r.)
Prezydent Argentyny Javier Milei ogłosił ustawę zaostrzającą sankcje wobec firm wydobywających ropę naftową w pobliżu kontrolowanych przez Brytyjczyków Falklandów. Jednocześnie obiecał dodatkową infrastrukturę morską i środki bezpieczeństwa w południowej Argentynie. Kluczowym elementem jest projekt Sea Lion, którego zasoby szacuje się na około 1,7 miliarda baryłek, a pierwsze wydobycie planowane jest na 2028 rok. Wielka Brytania powtórzyła, że suwerenność będzie zależeć od woli mieszkańców wysp; zaangażowane firmy utrzymują, że ich licencje są ważne. W ten sposób długotrwały spór o suwerenność coraz bardziej przeplata się z konkretnymi inwestycjami i przyszłymi przepływami ropy naftowej.
10. Śledztwo ONZ opisuje zagraniczną broń, drony i sieci rekrutacyjne w Sudanie (3 września 2026 r.)
Niezależne dochodzenie ONZ w sprawie Sudanu wykazało, że rekrutacja zagraniczna, dostawy broni, logistyka i technologia dronów wzmocniły potencjał militarny obu walczących stron. Raport wymienia między innymi międzynarodową sieć, która zapewniła personel, szkolenie i sprzęt Siłom Szybkiego Wsparcia, a także stwierdza, że istnieją wystarczające podstawy, by sądzić, że sudańskie siły zbrojne używały dronów dostarczonych z zagranicy w operacjach, w których zginęli cywile. Wymienione państwa i podmioty zaprzeczają niektórym zarzutom. Tło strukturalne zostało zgłębione w dokumencie „Sudan – Zapomniana Masakra ” .
XI Forum Pacyfiku debatuje na temat chińskiego testu rakietowego i roli Tajwanu (3-4 września 2026 r.)
Większość uczestników Forum Wysp Pacyfiku wyraziła zaniepokojenie chińskim międzykontynentalnym testem rakiety balistycznej w lipcu i domagała się większej przejrzystości oraz wczesnego ostrzegania; Nauru nie zgodziło się z tym konsensusem. Chiny stwierdziły, że test został przeprowadzony bezpiecznie i był częścią polityki obronnej. Jednocześnie zaostrzył się spór o udział Tajwanu. Minister spraw zagranicznych Tajwanu Lin Chia-lung oskarżył przedstawicieli Chin o wywieranie nacisków i udział w szpiegostwie; Pekin uznał jego zeznania za sfabrykowane. Palau jest jednym z niewielu państw wyspiarskich Pacyfiku, które utrzymują stosunki dyplomatyczne z Tajwanem. Spór ten pokazuje również, że rywalizacja Pekinu z Waszyngtonem i Tajpej nie ogranicza się wyłącznie do kwestii wojskowych, ale obejmuje również dyplomację, infrastrukturę i długoterminowe partnerstwa.
12. Wojsko USA wyłącza identyfikatory reklamowe, ponieważ komercyjne dane o lokalizacji mogą sprawić, że żołnierze będą widoczni (4 września 2026 r.)
Kilka rodzajów sił zbrojnych USA wyłączyło identyfikatory reklamowe na smartfonach i komputerach wydawanych przez rząd. Działanie to zostało wywołane doniesieniami i dochodzeniami Kongresu sugerującymi, że dane o lokalizacji, będące przedmiotem obrotu komercyjnego, mogły być wykorzystywane do śledzenia amerykańskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie. Dezaktywacja tych identyfikatorów została potwierdzona; trwają jednak dochodzenia mające na celu ustalenie, kto konkretnie zakupił, przeanalizował lub wykorzystał te zbiory danych do ataków. Incydent ten uwypukla problem bezpieczeństwa, który wynika nie z włamań do sieci wojskowych, lecz z legalnego lub częściowo publicznego obrotu danymi z branży reklamowej. Problem bezpieczeństwa dotyczy zatem nie tylko samego urządzenia, ale także infrastruktury danych i reklam.
13. Komisja Europejska przygotowuje daleko idący zakaz eksportu złomu aluminiowego do krajów spoza OECD (4 września 2026 r.)
Komisja Europejska przygotowuje szerszy zakaz eksportu odpadów i złomu aluminiowego do krajów spoza OECD. Dotknąłby on w szczególności głównych importerów, takich jak Chiny i Indie. Komisarz ds. przemysłu, Stéphane Séjourné, wycofał węższą propozycję, ponieważ obejmowałaby ona jedynie część eksportu; obecnie ma zostać wydany akt delegowany na mocy rozporządzenia w sprawie przemieszczania odpadów. Ostateczna decyzja jest wciąż w toku i spodziewana jest do końca roku, po konsultacjach. Dla europejskiego przemysłu aluminiowego chodzi o zabezpieczenie surowców wtórnych, zużycie energii i bezpieczeństwo dostaw. Film dokumentalny „Pułapka tlenku glinu” ilustruje, jak sankcje i łańcuchy dostaw aluminium wzajemnie się ograniczają .
14. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej pośredniczy w lokalnym zawieszeniu broni w celu przeprowadzenia remontu elektrowni jądrowej w Zaporożu (5 września 2026 r.)
Wokół kontrolowanej przez Rosję elektrowni jądrowej w Zaporożu weszło w życie lokalne zawieszenie broni , aby umożliwić naprawę uszkodzonej linii energetycznej. Elektrownia jest odcięta od zewnętrznego zasilania od 20 sierpnia i korzysta z awaryjnych generatorów diesla. Oczekuje się, że ukraińscy technicy zajmą się linią po jej oczyszczeniu z min; prezes Rosatomu Aleksiej Lichaczow oświadczył, że prace potrwają około tygodnia. Nie jest jasne, czy naprawy pozwolą na natychmiastowe przywrócenie zewnętrznego zasilania. Mechanizm jest godny uwagi: pomimo niezmiennych celów wojennych obu stron, możliwe było zawarcie ograniczonego porozumienia lokalnego, wynegocjowanego przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej.
15. Walki w Jemenie koncentrują się na punktach dostępu do Bab al-Mandab (4-5 września 2026 r.)
Zacięte walki między siłami Huti a oddziałami uznanego przez społeczność międzynarodową rządu pochłonęły ponad 60 ofiar śmiertelnych, według źródeł wojskowych i medycznych, w tym bojowników obu stron oraz cywilów. Starcia koncentrują się w zachodnim Ta’izz i południowej Al-Hudajdzie. Siły rządowe podobno przeprowadziły naloty; siły Huti próbują przejąć kontrolę nad wybrzeżem Morza Czerwonego i Al-Machą. Obie strony obwiniają się wzajemnie o ataki na ludność cywilną. Znaczenie militarne tego obszaru wynika z jego bliskości do cieśniny Bab al-Mandab, jednego z kluczowych punktów dostępu między Morzem Czerwonym a Oceanem Indyjskim.
PUNKTY ANALIZY
Iran : Od blokady gospodarczej do bezpośredniego ataku na transport ropy naftowej
Wydarzenia wokół Chargu przesunęły punkt ciężkości Tygodnia Iranu. Do tej pory presja militarna, polityka sankcji i porozumienie nuklearne przebiegały niezależnie. 5 września w efekcie doszło do ich zbiegu. Według CENTCOM, irańskie ataki rakietowe na amerykańskie okręty wojenne zapoczątkowały natychmiastową sekwencję wydarzeń; Stany Zjednoczone odpowiedziały nie tylko na ataki na wyrzutnie rakiet i okręty wojenne, ale także na trzy tankowce. Według doniesień amerykańskich, dwa statki zostały trwale unieruchomione, a jeden zniszczony. W ten sposób sama infrastruktura transportowa stała się częścią konfliktu zbrojnego.
Równocześnie Waszyngton pracuje nad ograniczeniem kanałów finansowania. Sankcje wobec Golden Global w Turcji wymierzone są w bank w państwie NATO i uderzają dokładnie w punkt, w którym dochody z ropy naftowej mają być przekształcane w międzynarodowe przepływy płatności. Jednocześnie Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Niemcy zamierzają ponownie przedstawić ustawę o broni jądrowej Radzie Bezpieczeństwa za pośrednictwem Rady Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA). Presja militarna na statki, presja finansowa na banki i presja instytucjonalna za pośrednictwem MAEA wykorzystują różne metody, ale ostatecznie wpływają na tę samą zdolność państwa do działania.
Dla sektora energetycznego i żeglugowego kluczowe jest zrozumienie, że tankowiec to nie tylko ładunek, ale także zdolność transportowa. Trwałe unieruchomienie poszczególnych statków wiąże się z koniecznością ich wymiany, ryzykiem ubezpieczeniowym i dodatkowymi kosztami, nawet jeśli ilość wydobytej ropy pozostanie niezmieniona. Z kolei położenie Iranu nad Cieśniną Ormuz pozwala mu na przerzucanie tych kosztów na strony trzecie. Właśnie dlatego skutków tych ataków nie można mierzyć wyłącznie liczbą zaangażowanych statków. Decydującym czynnikiem będzie to, czy taka praktyka stanie się powtarzalna oraz jak zareagują na nią firmy żeglugowe, ubezpieczyciele i klienci.
Pozostaje pytanie, jak Teheran zareaguje na tę kombinację czynników. Irańskie władze mogą zintensyfikować ataki na siły USA, jeszcze bardziej ograniczyć żeglugę, zaangażować innych aktorów regionalnych lub zdecydować się na ograniczone działania. Każda opcja zmienia strukturę kosztów dla samego Iranu, państw Zatoki Perskiej i międzynarodowych firm żeglugowych. To, która z tych dźwigni okaże się ostatecznie skuteczna, jest niepewne i zależy między innymi od reakcji Iranu, żeglugi w Zatoce Perskiej oraz decyzji głównych azjatyckich konsumentów energii.
Pytania
Czy dalsze ataki na irańskie tankowce staną się stałą taktyką, czy też wydarzenia z 5 września pozostaną ograniczoną serią ataków odwetowych?
Jaką odpowiedź wybierze Teheran, gdy transport ropy naftowej, banki i działania nuklearne znajdą się pod jednoczesną presją?
Jak długo państwa Zatoki Perskiej i główni klienci azjatyccy będą w stanie ekonomicznie tolerować dalsze ograniczenia w żegludze?
Jaki skutek będzie miało ponowne zwrócenie się do Rady Bezpieczeństwa ONZ, jeśli Rosja i Chiny nie poprą linii Zachodu?
Wenezuela: prawa uczestnictwa, czas trwania i kwestia odwracalności politycznej
Nowe szczegóły dotyczące wenezuelskiego modelu naftowego wykraczają poza doniesienia z zeszłego tygodnia. Co najważniejsze, nie chodzi tylko o to, że amerykańscy gracze uzyskują dostęp do złóż. Rząd USA, według własnych oświadczeń, ustrukturyzował swój 35-procentowy udział w taki sposób, aby przyszłe podwyższenia kapitału nie doprowadziły do jego rozwodnienia. Jednocześnie prawa do 17 złóż obowiązują przez 100 lat, a Pentagon ma prawo pierwokupu ropy, której część może zostać zakupiona po cenach uwzględniających koszty produkcji. Jednocześnie 25-letnie kontrakty wiążą innych międzynarodowych operatorów z wenezuelskimi złożami.
Tworzy to strukturę, której przyszłe rządy nie będą mogły łatwo przywrócić do punktu wyjścia.
Porównanie okresów obowiązywania umów ujawnia polityczne sedno. Rząd może zmienić prawo; o wiele trudniej jest rozwikłać sieć inwestycji, roszczeń, umów kupna i międzynarodowych mechanizmów arbitrażowych po zainwestowaniu miliardów. Nie można definitywnie ocenić, czy wenezuelskie umowy zawierają takie mechanizmy w szczegółach, bez ich pełnej publikacji. Właśnie z tego powodu nieujawnione dotąd szczegóły umów nie są bez znaczenia: decydują one o tym, czy ogłoszona suwerenność Wenezueli opisuje jedynie formalny tytuł własności, czy też obejmuje również faktyczną kontrolę nad produkcją, dochodami i późniejszą renegocjacją.
Nawet jeśli prawa własności formalnie pozostaną w Wenezueli, finansowanie, ochrona inwestycji, umowy odbioru, prawa górnicze i istniejąca infrastruktura mogą stwarzać poważne ograniczenia. Właśnie dlatego okres kredytowania jest politycznie równie istotny, jak nominalny właściciel.
„Half-Enforcement” pokazuje, jak wenezuelskie przepływy eksportowe już się zmieniły. „Operation Pivot” umieszcza dostęp do wenezuelskich surowców w szerszej amerykańskiej strategii wobec Chin. „Insider Trading off Caracas” śledzi kwestie własności, finansowania i spekulacji w tej reorganizacji. Podsumowując, nie dowodzi to pojedynczego planu, a raczej udokumentowanej architektury ropy, kapitału i praw długoterminowych.
Pytania
Który rząd Wenezueli mógłby skutecznie zerwać umowy zawarte na okres 25 lub 100 lat – i za jaką cenę?
Jakie prawa posiada Wenezuela w kwestii cen, siły nabywczej, decyzji inwestycyjnych i rozwiązywania sporów?
W jaki sposób polityka kwalifikowalności Pentagonu zmienia granicę między inwestycjami komercyjnymi a dostawami strategicznymi?
Jakie będą konsekwencje nowej struktury dla chińskich roszczeń, pożyczek i długoterminowych relacji energetycznych z Caracas?
Pacyfik: Małe państwa między testami rakietowymi, Tajwanem i ofertami głównych mocarstw
Tegoroczne Forum Wysp Pacyfiku pokazało, jak głęboko nawet małe państwa wyspiarskie są wciągnięte w rywalizację między Chinami, Tajwanem, Stanami Zjednoczonymi, Australią i Nową Zelandią. Palau domagało się jednolitej odpowiedzi na chiński test rakietowy na Pacyfiku. Zdecydowana większość wyraziła zaniepokojenie i domagała się większej przejrzystości, ale Nauru się z tym nie zgodziło. Sam ten sprzeciw pokazuje, że region Pacyfiku nie ma jednolitego stanowiska w polityce zagranicznej.
Jednocześnie obecność Tajwanu stała się przedmiotem otwartego sporu. Palau, Tuvalu i Wyspy Marshalla należą do nielicznych państw regionu, które utrzymują stosunki dyplomatyczne z Tajwanem. Chiny odrzucają suwerenność Tajwanu i ostrzegają przed politycznymi konsekwencjami jego udziału. Tajwan z kolei oskarża chińskich przedstawicieli o wywieranie presji i angażowanie się w tajne działania. Obie strony wykorzystują to samo forum regionalne, aby zademonstrować swoją legitymację i poparcie.
Istnieje również drugi poziom: pieniądze, infrastruktura i bezpieczeństwo. Podczas spotkania Stany Zjednoczone i Australia ogłosiły nowe finansowanie dostaw energii, przepustowości portów, nadzoru i współpracy policyjnej. Chiny od lat oferują infrastrukturę, pożyczki i relacje handlowe. Sygnały wojskowe, uznanie dyplomatyczne i oferty gospodarcze są ze sobą powiązane. „Kontratak – cicha odpowiedź Chin bez strzału” opisuje, dlaczego odpowiedź Pekinu na presję amerykańską często nie polega na natychmiastowym kontrataku, lecz na długoterminowym zaangażowaniu i reorientacji gospodarczej.
Pytania
Czy państwa wyspiarskie Pacyfiku mogą wypracować wspólne stanowisko w sprawie bezpieczeństwa, skoro ich zależności dyplomatyczne i gospodarcze różnią się?
Czy udział Tajwanu w organizacjach regionalnych stanie się w przyszłości większym sprawdzianem stosunków Chin z poszczególnymi państwami wyspiarskimi?
Jakie znaczenie mają projekty portowe, energetyczne i nadzorujące, jeśli infrastruktura cywilna może jednocześnie umożliwiać wykorzystanie jej w celach wojskowych?
Gdzie leży granica między oferowaniem dodatkowych usług a pogłębiającą się zależnością strategiczną dla małych państw?
Zakupione współrzędne docelowe: Kiedy dane reklamowe stają się częścią infrastruktury bezpieczeństwa
Proces wyłączania identyfikatorów reklamowych jest nietypowy z geopolitycznego punktu widzenia, ponieważ nie wymaga dostępu tradycyjnych agencji wywiadowczych. Mobilne identyfikatory reklamowe zostały stworzone, aby sieci reklamowe mogły rozpoznawać urządzenia, budować profile użytkowników i dostarczać ukierunkowane reklamy. Gdy takie identyfikatory są powiązane z danymi o lokalizacji i oferowane za pośrednictwem brokerów danych, produkt komercyjny może stać się zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Właśnie dlatego amerykańskie siły zbrojne dezaktywowały identyfikatory na oficjalnych urządzeniach.
Potwierdzonym faktem jest zabezpieczenie techniczne. Niejasne pozostaje, którzy aktorzy uzyskali konkretne zbiory danych i czy faktycznie wykorzystali je do poszczególnych ataków. To rozróżnienie jest kluczowe. Nie umniejsza to jednak powagi sprawy. Sama możliwość wyprowadzenia wzorców przemieszczania się personelu wojskowego z komercyjnych baz danych przenosi część gromadzenia informacji wywiadowczych z sieci chronionych przez państwo na rynek, którego produkty mogą być sprzedawane i odsprzedawane klientom.
Rodzi to nowe pytanie o odpowiedzialność. Broker danych nie wybiera celów, firma analityczna nie wystrzeliwuje pocisków, a sieć reklamowa nie prowadzi wojny. Jednak połączenie tych poszczególnych kroków pozwala na generowanie informacji o celach, które można wykorzystać w celach militarnych, dzięki profilom lokalizacji, fuzji danych i automatycznej analizie. „Front cyfrowy” opisuje infrastrukturę geofencingu, analityki danych i cyfrowej kontroli wpływów, z której mogą wyłonić się takie możliwości.
Pytania
Jakie wzorce przemieszczania się o znaczeniu militarnym można wywnioskować z legalnie pozyskanych danych komercyjnych?
Kto ponosi odpowiedzialność, gdy gromadzeniem, sprzedażą, analizą i wykorzystaniem danych do celów wojskowych zajmują się różne podmioty?
Czy wyłączenie identyfikatorów reklamowych wystarczy, jeśli urządzenia nadal będzie można korelować za pomocą innych identyfikatorów i źródeł danych?
Jak zmienia się wywiad wojskowy, skoro prywatne rynki danych udostępniają informacje, do których wcześniej miały dostęp wyłącznie służby wywiadowcze?
+++
Michael Hollister służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – daleką od dziennikarstwa opiniotwórczego. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych.
Zastanawialiście się kiedyś, co planują zrobić miliarderzy w razie apokalipsy? Czasami pojawiają się w mediach informacje o budowie bunkra dla Marka Zuckerberga na Hawajach lub o willi Billa Gatesa w Nowej Zelandii. Kla.tv opublikowała wczoraj film poruszający ten temat.
Bunkry, pomieszczenia paniki, podziemne schrony, wiele obywatelstw: Gates, Thiel, Musk i spółka ostrzegają przed przyszłymi katastrofami i na dużą skalę przygotowują się prywatnie na „najgorszy scenariusz”. Pod wielkim ciśnieniem potężna elita technologiczna napędza technologiczne ulepszanie człowieka i finansuje rozwój sztucznej inteligencji. Jednocześnie obawia się stanów „o apokaliptycznej skali” dla świata, który z tego powstanie… Jak to się ze sobą łączy? Spojrzenie za kulisy mężczyzn, którzy chcą kontrolować naszą przyszłość. Źródło.
Znamienne są słowa byłego miliardera Floriana Homma o sytuacji tych jeźdźców apokalipsy nazywających siebie „zbawicielami świata”:
Jestem nieszczęśliwy, czuję się samotny. […] Nie żyję! Moje serce zwiędło. Byłem martwy. I to była śmierć. Brakowało miłości. Brakowało uczuć. […] Że nie ma radości. Że nie ma bólu. […] Brakuje nam umiejętności nawiązywania naprawdę głębokich relacji, ponieważ nie mamy takiej relacji z samym sobą. […] Dzwony już dla ciebie biją. Z twojego wnętrza i od Boga.
Tyle warte jest życie tych zbrodniarzy opierających swoją siłę na skradzionych ludzkości majątkach. Miliardy nie zastąpią zwykłego, życzliwego uśmiechu, sympatii i szacunku, których nie kupisz za żadne pieniądze. Za pieniądze dostaną jedynie na nic niepotrzebne im dobra materialne i złudzenie wyższości nad innymi, chociaż w rzeczywistości są nikczemnymi kreaturami, które nie rozumieją, co jest w życiu naprawdę ważne.
Dlatego właśnie mają realne powody, żeby bać się nienawiści pokrzywdzonych przez nich ludzi. Nikogo nie straszę – oni już sami się boją i reagują jak zwykle inwestycjami w złudne bezpieczeństwo.
Seattle stan Waszyngton – jedna z wielu posiadłości Billa Gatesa.
Za szybami opancerzonego samochodu nie mają szansy nawiązania znajomości z naprawdę wartościowymi ludźmi, ponieważ zawsze jest obawa, że ktoś czyha na ich majątek. Sami kradną, więc nie wyobrażają sobie, że ktoś mógłby tego nie robić.
Pieniądze bezsprzecznie ułatwiają życie, ale kiedy są dla ciebie głównym celem, skazujesz się na okrutną samotność wśród miliardów normalnych ludzi.
Trudno jest to zrozumieć tym, którzy walczą o zdobycie pieniędzy na pokrycie codziennych rachunków. Większość ludzi utożsamia majątek ze szczęściem. A szczęście jest w każdym z nas zupełnie niezależne od zawartości portfela. Szczęśliwym jest ten, kto je dostrzega w codziennych relacjach, w pięknie przyrody, w bezinteresownym uśmiechu przyjaciela.
Tworzę szczęście w swoim życiu.
Dlatego nie warto zazdrościć majątku Gatesom tego świata. To oni mają problem, jak zabezpieczyć te miliardy przed kryzysem, jak nie dać się okraść swoim „przyjaciołom”. Największym ich zmartwieniem jest jednak realna groźba zasłużonej zemsty okradzionych i oszukanych przez nich ludzi.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com