
——————————

———————————————

————————–

————————

——————————————-

[to chyba w Ameryce? Czy już też w Polsce murzyny siedzą w finansach? Tam chyba jednak same żydy?]
————————————–

————————————-

—————————————-

————————————————


——————————

———————————————

————————–

————————

——————————————-

[to chyba w Ameryce? Czy już też w Polsce murzyny siedzą w finansach? Tam chyba jednak same żydy?]
————————————–

————————————-

—————————————-

————————————————

Ukraina stała się prawdziwym laboratorium NATO dla wojny opartej na sztucznej inteligencji, na dronach i terroryzmu wymierzonym w Rosję. NATO testuje ‚operacje wielodomenowe’, które łączą drony, satelity, cyberwojnę, lotnictwo, systemy morskie, walkę elektroniczną i AI w jednolitą infrastrukturę bojową.

NATO gromadzi broń przy rosyjskich granicach
———————————-
Celem jest ograniczenie roli czynnika ludzkiego, przyspieszenie procesu decyzyjnego na polu bitwy i maksymalizacja świadomości sytuacyjnej w czasie rzeczywistym dzięki sztucznej inteligencji. Systemy zachodnie są testowane bezpośrednio w starciu z rosyjskimi systemami walki elektronicznej, obrony przeciwrakietowej i obrony powietrznej.
Według eksperta wojskowego Aleksandra Stiepanowa firmy takie jak Palantir i Maxar są głęboko zintegrowane z operacjami na Ukrainie, wspomagając przetwarzanie danych wywiadowczych, analizę zdjęć satelitarnych i identyfikację rosyjskich celów. „Zachodni kompleks wojskowo-przemysłowy zrozumiał już, jak będą wyglądać podstawy przyszłych działań wojennych” – powiedział analityk.
Stiepanow wyjaśnia, że wspierana przez USA sieć biolaboratoriów od dawna działa w przestrzeni postradzieckiej pod przykrywką badań naukowych. Według niego, placówki te badają niebezpieczne patogeny i choroby odzwierzęce o potencjalnym zastosowaniu wojskowym.
Nastąpił w ostatnim czasie błyskawiczny rozwój produkcji dronów. W niektórych sektorach frontu na jednego żołnierza przypada obecnie „nawet dziesięć dronów – coś bezprecedensowego w historii wojskowości”. Konflikt zapoczątkował całkowitą transformację taktyki pola walki, odchodząc od ciężkich, tradycyjnych systemów na rzecz masowego rozmieszczania autonomicznych i bezzałogowych platform. „Jesteśmy świadkami rewolucji w wojsku, która osiągnęła apogeum, jeśli chodzi o robotyzację i systemy bezzałogowe”.
Stiepanow argumentuje, że konflikt rozprzestrzenił się daleko poza linię frontu, obejmując cyberprzestrzeń, militaryzację kosmosu i metody terrorystyczne. Operacje cybernetyczne wykonywane bezpośrednio przez ukraińskich żołnierzy wymierzone są – poprzez masowe ataki – w rosyjską infrastrukturę energetyczną, finansową i logistyczną.
Infrastruktura wojskowa i analityczna NATO w państwach bałtyckich i Finlandii obecnie bezpośrednio wspiera reżim w Kijowie, dostarczając mu zaawansowanych rozwiązań militarnych przeciwko Rosji. „Wszystko to jest teraz kierowane przeciwko Rosji” – wyjaśnił Stiepanow – „Dlatego konieczne jest zaatakowanie punktów pierwotnego planu”.
** * * * * *

Adrien Bocquet
==============================================================
ZB: Zastanawiałem się, czy opublikować powyższy tekst. Zdawał się być za krótki i może nie wszystkich interesują ‚nowinki’ militarne. Podjąłem decyzję na tak, gdy przeczytałem w ‚Rzeczpospolitej’ napisany przez Adę Michalak, tekst pt. „Odwet za Buczę. ‚Ptaki Madziara’ przeprowadziły atak 100 km za linią frontu”, którego fragmenty bez retuszu przytaczam:
„Robert ‚Madziar’ Browdi – dowódca Sił Systemów Bezzałogowych ukraińskiej armii – poinformował, że ukraińska brygada dronowa zaatakowała w okupowanym obwodzie ługańskim rosyjskie poligony oraz obóz wojskowy. Celem byli żołnierze zaangażowani w zbrodnię w Buczy, do której doszło w 2022 roku. […] Browdi podkreślił, że straty przeciwnika są nadal ustalane. Wskazał jednak, że „według wstępnych danych operacyjnych zginęło lub zostało wyeliminowanych z walki 31 żołnierzy”. 9 osób zostało zabitych, 9 jest rannych, a 13 uznano za zaginione”.
Czy ta informacja nie jest czasem fejkiem? – Sprawdzę później dokładnie. Niezależnie od tego trzeba stwierdzić, że zachodni agresorzy w wyniku wprowadzenia nowych metod wojny, w tym terroru, zdobyli aktualnie pole. Czy rozwiązaniem problemu jest rada Aleksandra Stiepanowa: „… konieczne jest zaatakowanie punktów pierwotnego planu”?
I dalej czytamy: „Bucza – miejsce rosyjskich zbrodni wojennych – Bucza, miasto na północny zachód od Kijowa, zostało zajęte przez wojska rosyjskie wkrótce po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Według ukraińskiej prokuratury generalnej, rosyjska armia popełniła tysiące zbrodni wojennych w tym rejonie, a setki ludzi zginęło w samym mieście, zanim zostało wyzwolone”.
ZB: Co się działo w końcu marca 2022 roku w podkijowskim mieście Bucza, nie jest trudne do odszyfrowania. Pisałem o tym trzykrotnie. Ukraińska inscenizacja i zamordowanie kilkudziesięciu osób były zbyt grubymi nićmi szyte. Można o tym przeczytać w poniższym wpisie:
zygmuntbialas./adrien-bocquet-swiadek-ukrainskich-zbrodni-w-buczy
Opracował: Zygmunt Białas
„Modernizacja” systemu finansowego
Autor artykułu Marek Wójcik 1.06.2026 r. world-scam/modernizacja-systemu-finansowego
Nazywają to „modernizacją”. W rzeczywistości dochodzi do przeniesienia całego systemu finansowego na programowalne tory. W ramach „New Structure Bill” dolary, papiery wartościowe i dane z rejestru gruntów zostaną przeniesione na blockchain. Brzmi to efektywnie, ale oznacza również, że każda transakcja i każdy składnik majątku może być monitorowany, ograniczany lub redystrybuowany przez administratora systemu.

Jest to ostatnia faza „The Great Taking”. Od dziesięcioleci przenoszą aktywa do łańcucha powierniczego, w którym nie ma się prawnego tytułu własności – a jedynie roszczenie wobec pośrednika. Teraz przenoszą sam łańcuch powierniczy na blockchain. Jeśli nie posiadasz aktywów poza tym systemem – nieruchomości, gotówki, metali szlachetnych, przedsiębiorstw z bezpośrednim prawem własności – nie będziesz już nic posiadać, gdy system zostanie „zaktualizowany”. Będziesz miał jedynie pozwolenie na korzystanie z niego. Wybór nie polega na tym, czy kryptowaluta ma zastąpić stary system finansowy. Chodzi o kontrolę kontra suwerenność. A suwerenność istnieje tylko poza siecią.

Wydaje się, że Niemcy nie są w stanie chronić swoich granic przed nielegalnymi imigrantami – ale z pewnością potrafią to zrobić przed patriotami, którzy chcą skorzystać z unijnej swobody przemieszczania się, aby wziąć udział w konferencji w Portugalii, podczas której ma zostać omówiona zmiana w polityce migracyjnej. Podobnie jak w zeszłym roku niemieckie władze wykonawcze uniemożliwiają teraz wyjazd patriotycznych aktywistów na „Remigrations Summit”. Źródło.
Czy to dotyczy plandemii, nielegalnej migracji, czy żeby przygotować ludzi do niepotrzebnej im wojny, stale mamy ten sam schemat: kontrola i cenzura. Wprowadzenie cyfrowych pieniędzy CBDC ma ten sam cel – odebranie ludziom resztek wolności, które stoją na przeszkodzie w realizacji globalistycznych planów.

Cyfrowy pieniądz to bardzo skuteczne narzędzie kontroli społeczeństw. Bez gotówki jesteśmy zdani na samowolę urzędników wykonujących skrupulatnie zalecenia zaprzedanych globalistom polityków.
Cyfrowe euro staje się coraz bardziej realne, a wraz z tym narastają obawy, że gotówka będzie stopniowo tracić na znaczeniu. Krytycy ostrzegają, że system pieniężny oparty wyłącznie na technologii cyfrowej będzie ostatecznie oznaczać mniejszą swobodę wyboru, mniejszą prywatność oraz większą zależność od banków i dużych platform.
Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
Łukasz Jastrzębski myslpolska/zelenski-upa-usa
Oczywistością jest to, że nadanie przez przywódcę Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowej nazwy „imienia Bohaterów UPA” zabolało wszystkich świadomych Polaków.
Oczywistością jest również to, że Ukraińcy doskonale wiedzieli jakie reakcje wywoła to Polsce. Liczyli jednak, że skończy się burzą w szklance wody – spowoduje oburzenie w mediach i jak zwykle sprawa przycichnie. Musieli jednak zdawać sobie sprawę, że użytkownicy mediów społecznościowych, dziennikarze i komentatorzy zmuszą władze Polsce do reakcji. Tak się oczywiście stało.
Każdy naród i państwo muszą budować swoją tożsamość na bohaterach. Ukraina ma sprawę utrudnioną. Słusznie prof. Adam Wielomski napisał, że: „Tożsamość Ukrainy budowana jest na bohaterach, którzy mają polską krew na rękach. Bo wszyscy ci, którzy walczyli o niepodległość Ukrainy walczyli o nią z Polską i z Rosją. Ukraina to południowa Ruś, którą historycznie Polacy i Rosjanie wydzierali sobie z rąk. Antypolskość i antyrosyjskość jest genetycznie wbudowana w polityczną tożsamość ukraińską”.
Więc nie mogło i nie może być inaczej. Co jakiś czas te sprawy będą wracać – bo czeka nas zapewne ekshumacja i honorowy pochowek Dmytro Doncowa i Stepana Bandery.
Prawda jest taka, że ukraińskie i polskie stanowisko historyczne się wykluczają.
Sytuacja zaangażowanej po stronie Ukrainy Polski stała się dla rządzących problematyczna. Ociężałe i delikatnie, zaprotestowało jednak polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Instytut Pamięci Narodowej. Sekretarz Stanu MSZ Marcin Bosacki rozmawiał w tej sprawie z ambasadorem Ukrainy w Polsce Wasylem Bodnarem. Polski dyplomata wyraził głębokie niezadowolenie. Chargé d’affaires Piotr Łukasiewicz z koli przekazał stanowisko strony polskiej wiceministrowi spraw zagranicznych Ukrainy Oleksandrowi Miszcze. Zarówno Ukraińcy, jak i polskie władze liczyły, że sprawa skończy się burzą w szklance wody – spowoduje oburzenie w mediach i jak zwykle sprawa przycichnie. Stało się jednak inaczej.
Nikt nie mógł przewidzieć reakcji Lecha Wałęsy. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla wprost stwierdził, że Zełenskiemu odmawia wsparcia. Myślę, że to zupełnie autonomiczny pomysł byłego lidera Solidarności. Od czasu do czasu niepilnowany wśród wielu bzdur mówi rzeczy niepopularne, słuszne i zdroworozsądkowe. W 2022 roku Wałęsa w wywiadzie dla rosyjskiego portalu RuBaltic powiedział następujące zdanie: „Zaczniemy budować dziś nowy świat. Bo z Gdańska i Warszawy do Moskwy jest zawsze bliżej, niż do Waszyngtonu. Bliżej, lepiej, taniej. Gdzie dwóch się bije – tam trzeci korzysta. Ile razy pozwalaliśmy innym czerpać zyski z tego momentu, ciągle się kłócąc i nie mogąc dojść do porozumienia”. Oburzenie proukraińskich elit wywołała z kolei wizyta byłego prezydenta w 2024 roku w Domostawie pod monumentalnym pomnikiem upamiętniającym Polaków wymordowanych przez Ukraińców „Rzeź Wołyńska”.
Lech Wałęsa jest dzisiaj bardzo słabą marką w Polsce, dużo lepszą w Unii Europejskiej i znaczącą w Stanach Zjednoczonych. Te wydarzenia związane z prezydentem Wałęsą są niedoceniane w Polsce, ale jednak zauważalne wśród elit Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. To z kolei powoduje, że mają znaczenia dla Ukrainy. Lech Wałęsa zapewne nieświadomie realnie zaszkodził przywódcy Ukrainy.
Strona ukraińska moim zdaniem spodziewała się reakcji w mediach społecznościowych i niezadowolenia wśród prawicowych polityków, Niespodzianką natomiast był dla nich ruch prezydenta Karola Nawrockiego. Prezydent chce – a przynajmniej zadeklarował chęć – odebrania przyznanego przez swojego poprzednika Andrzeja Dudę Orderu Orła Białego Zełenskiemu. Prezydent Polski powiedział: „Wołodymyr Zełeński dostarczył najlepszego materiału i wiele tlenu rosyjskiej propagandzie swoją decyzją”. Stwierdził również, że zaproponuje „aby jednym z punktów kapituły Orderu Orła Białego było odebranie prezydentowi Zełeńskiemu orderu”. Przyznaję, że również tego nie przewidziałem. Uważam, że ta decyzja nie była samodzielna.
Moim zdaniem decyzja o utarciu nosa Wołodymyrowi Zełeńskiemu przez prezydenta Polski Karola Nawrockiego prawdopodobnie mogła zapaść na ulicy Pięknej [amb. USA md] w Warszawie lub, co jest prawdopodobne, zyskała tam zrozumienie i aprobatę. Stany Zjednoczone oczywiście popierają Ukrainę w jej walce z Federacją Rosyjską, ale czynią to zupełnie inaczej niż zdecydowana większość krajów Unii Europejskiej i Wielka Brytania. Wspierają wywiadowczo, sprzedają jej zyskownie broń, ale jednocześnie prowadzą rozmowy z jej przeciwnikami. USA opowiadają się za czymś co Bogusław Jeznach nazywał „wojną w ryzach”. Amerykanie chcą konfliktu terytorialnie ograniczonego i politycznie kontrolowanego. Jawnie konfrontacyjne wypowiedzi liderów zachodnioeuropejskich wadzą procesowi negocjacyjnemu zakulisowo prowadzonemu przez USA z Białorusią i Federacją Rosyjską.
Zełenski dzięki bezwarunkowemu wsparciu ze strony Brukseli i Londynu umocnił swoją pozycję, co utrudnia uplastycznianie kijowskiego stanowiska przez Waszyngton – a dokładniej przez ekipę prezydenta Donalda Trumpa. Dokładnie tak też odczytuje fakt, że w pożyczce dla Ukrainy nie będą partycypować Węgry, Słowacja i Czechy. Uważam, że decyzja Budapesztu, Bratysławy i Pragi była konsultowana z Waszyngtonem. Pozostałe 24 państwa członkowskie – w tym Polska – będą w płacić około 3 000 000 000 euro odsetek rocznie. Myślę, że Polska również miała szansę wyślizgnięcia się z tej pułapki lub przynajmniej ograniczenia jej kosztów.
Stany Zjednoczone mają jeszcze w rękawie specjalną kartę, której do tej pory nie chciały użyć. Jest nią karta izraelska. Waszyngton zawsze może użyć argumentu o skrajnym antysemityzmie formacji czczonych przez rządzących Ukrainą. Bo nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie próbował oczyścić z zarzutu antysemityzmu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii czy 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. I moim zdaniem w ostatecznej rozgrywce argument ten zostanie przez Amerykanów użyty, mimo pewnego zabezpieczenia jakim jest pochodzenie przywódcy Ukrainy.
Na polskiej scenie politycznej praktycznie nie ma polityków przeciwnych euroatlantyckiemu, a co za tym idzie antyrosyjskiemu kierunkowi politycznemu. Prezydent Karol Nawrocki również jest euroatlantystą i rusofobem. Moim zdaniem nie jest jednak ideowym ukrainofilem. Jest politykiem bardziej z naciskiem na atlantyzm, niż europeizm. Nadaje się na umiarkowanego trumpistę. Nie ma on już tak nabożnego stosunku do Unii Europejskiej jakie mają weterani styropianu w rodzaju Donalda Tuska. Myślę, że strona amerykańska mogła zagrać z polskim prezydentem sugerując mu pomysł odebrania Orderu Orła Białego roszczeniowemu również względem Stanów Zjednoczonych przywódcy Ukrainy.
Takie stanowisko obecnego prezydenta Polski powoduje większy sceptycyzm polskiego społeczeństwa wobec polityki Ukrainy. Liczące się siły polityczne w Polsce – ze względu na nieprzewidywalność najbliższych lat – muszą brać pod uwagę odczucia społeczeństwa w stosunku do bezwarunkowego wspierania Ukrainy. Sprawa ukraińska stała się kluczowa, co widać po wynikach sondażowych Konfederacji i Korony. Osłabienie pozycji Wołodymyra Zełeńskiego na europejskiej – w tym polskiej – scenie politycznej jest w interesie Stanów Zjednoczonych. Moim zdaniem jest również interesie narodu polskiego. Polityka wewnętrzna krajów Unii Europejskiej ma bezpośrednie przełożenie na politykę wewnętrzną Ukrainy. Całościowo sytuacja może spowodować przyszłościowo większą elastyczność przywódcy Ukrainy względem procesu negocjacyjnego prowadzonego między Waszyngtonem a Mińskiem i Moskwą. W tym kontekście oceniam decyzję prezydenta Karola Nawrockiego za słuszną.
Łukasz Jastrzębski
Andrzej Szczęśniak Europa Środkowa w energetycznym imadle
Nasz region jest poddany niezwykłemu eksperymentowi energetycznemu.
Został ściśnięty w imadle, które dusi potencjał przemysłowy, ograniczając tak suwerenność decyzji rozwojowych, jak i niezależność i bezpieczeństwo energetyczne Europy Środkowej. Czy można się z niego wyrwać?
Jedną szczęką tego imadła jest polityka klimatyczna, drugą, dużo dzisiaj ważniejszą – geopolityczna. Dzisiaj całkowicie zaciśnięta przez Brukselę, całkowicie odcięła nasz region, łącznie z Niemcami, od surowców energetycznych z Rosji. Dlatego ważniejsza, gdyż boleśnie uderzyła w przemysł ciężki, który w ostatnich latach skurczył się dramatycznie. Także w Polsce, gdzie produkcja stali spadła aż o 28%, a nawozów sztucznych czy gum i tworzyw przeżywa głęboki regres. Mamy w efekcie zamykanie hut (Huta Królewska w Chorzowie), wygaszanie wielkich pieców (w dawnej Hucie Katowice), redukcję zatrudnienia. Pracę straciły tysiące osób, w zakładach chemicznych doszło do zwolnień 15–20% załogi. Mamy więc w Polsce i regionie pełzającą dezindustrializację.
Rodzi się więc pytanie: czy jest szansa przeciwdziałać tej niszczącej strategii Brukseli? Czy polskie władze wspólnie z politykami Europy Środkowej, ponoszącej największe koszty tej polityki, mogłyby skutecznie jej przeciwdziałać?
Moim zdaniem, w dzisiejszy realiach politycznych – nie ma na to najmniejszej szansy.
Stworzono bowiem wiele przeszkód do pokonania, którymi Bruksela odgrodziła nas od Rosji. Techniczne są niewielkie, większość rurociągów jest sprawna, choć trzy nitki z czterech gazociągu Nord Stream wysadzono. Jednak skutecznie oddzieliły nas od tanich surowców bariery prawne, które przez ten czas skrupulatnie hodowano w Brukseli. Długo by je wymieniać, ale z końcem roku wchodzi pełny zakaz importu LNG z Rosji, a we wrześniu 2027 roku – gazu rurociągami. Te przepisy trudno będzie uchylić, a nie stosować ich nie ośmieli się żadne przedsiębiorstwo w obawie przed skutkami prawnymi. Żeby odejść od katastrofalnej polityki blokady należałoby dokonać rewolucji w Brukseli. To na dzisiaj bardzo mało realne. Również stworzenie bloku energetycznego krajów Europy Środkowej, który mógłby takiej rewolucji dokonać, wydaje się dzisiaj mało możliwe.
Największą przeszkodą jest Polska, która pojękując z lekka w temacie energii odnawialnej, twardo odcina się od wschodnich dostaw surowców, woląc drożej płacić za węgiel, ropę czy gaz. Skutecznie przeprowadzono całkowitą „derusyfikację energetyczną”. I to niezależnie, która opcja polityczna rządziła – konsensus elit jest tutaj pełny.
Inne państwa Europy Środkowej, gdyby nawet chciały, są małe i słabe tak politycznie, jak i gospodarczo. A co najgorsze – beznadziejnie uzależnione od pieniędzy z Brukseli. A tamtejsi biurokraci potrafią skutecznie zmusić dotacjami beneficjentów do posłuszeństwa. Przypomnijmy, że Bruksela odniosła niedawno ogromny sukces – doprowadziła do porażki wyborczej Viktora Orbána na Węgrzech, który był najtwardszym przeciwnikiem samobójczej strategii wschodniej UE. I potrafił utrzymywać kontrakty energetyczne z Rosją, importując gaz, ropę, a nawet budując elektrownie atomową z Rosatomem. Bruksela użyła wobec niego tak broni finansowej, blokując węgierskie dotacje, jak i informacyjnej – przez cenzurę internetu. Współpracowała też po cichu z Ukrainą, która zablokowała tranzyt rosyjskiej ropy na Węgry i Słowację. Brak dzisiaj przywódcy, który mógłby poprowadzić zbuntowanych do ataku.
Jednak jakieś światełko w tunelu widać. To Niemcy, które najboleśniej odczuły działania Brukseli, ich potęga przemysłowa topnieje jak śnieg na wiosnę, a przecież zaliczane są do Środkowej Europy. Jeśli odsunięte zostaną od władzy globalistyczne elity, nie dbające o krajową gospodarkę, na przykład przez zwycięstwo wyborcze Alternatywy dla Niemiec. Jedynie one mogą stać się skutecznym liderem takiego środkowo-europejskiego zwrotu. No, gdyby jeszcze wyobrazić sobie podobny zwrot w Polsce… wtedy rzeczywiście, taki tandem mógłby skutecznie przeprowadzić energetyczną rewolucję w naszym regionie. Ale trzeba mieć naprawdę bujną wyobraźnię…
Andrzej Szczęśniak

Date: 31 Maggio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/nato-ala-capone
Jedną z najbardziej zaskakujących rzeczy, jakich obecnie doświadczamy, jest całkowite wywrócenie rzeczywistości do góry nogami: wydaje się, że oglądamy jeden z tych starych filmów o gangsterach z lat 30-tych ubiegłego wieku, w których Al Capone i bossowie z mafii Cosa Nostra twierdzili, że działają dla dobra publicznego, i uważali się w pewnym sensie za strażników porządku.
Po zabiciu 21 dziewcząt w wieku od 14 do 18 lat, Europejczykom ani przez chwilę nie przyszło do głowy, by przeprosić, ani nawet by przedstawić to wszystko jako godny ubolewania błąd; wręcz przeciwnie, wyparli się wszelkiej odpowiedzialności, mimo że była ona oczywista: w ataku wzięło udział 16 dronów, które w trzech falach uderzyły na internat w Starobielsku. Nie ma wątpliwości, że atak z powietrza był celowym działaniem, masowym morderstwem popełnionym z poczuciem bezczelnej bezkarności.
W tym samym czasie, reżim Zełenskiego zorganizował pogrzeb z honorami dla nazistowskiego kolaboranta z czasów II wojny światowej, niejakiego Andrijego Melnyka, którego szczątki najpierw ekshumowano, a następnie ponownie pochowano z honorami. Oczywiste jest jednak również to, że dyktator z Kijowa jest jedynie marginalnym aktorem tej tragedii: faktycznym ramieniem politycznym i finansowym tej wojny jest Unia Europejska i NATO, które wraz z Wielką Brytanią stały się głównymi dostawcami technologii dla ukraińskich dronów, podczas gdy kraje bałtyckie i Finlandia służą jako bazy wypadowe do przeprowadzania ataków w głąb terytorium Rosji.
W przeciwieństwie do milczenia wokół wspomnianego wydarzenia i całkowitego zaniku wszelkiej etyki, incydent z dronem w Rumunii wywołał falę głośnych i hipokrytycznych potępień wobec Rosji, którą uznano za odpowiedzialną, mimo że – biorąc pod uwagę rosnącą liczbę dronów wysyłanych przez państwa NATO – przypadek rumuński był raczej golem samobójczym lub prowokacją pod fałszywą flagą ze strony Ukrainy.
Znacząca była również burza zachodnich mediów, które obwiniały Rosję za „lekkomyślny” lot drona, wyraźnie kontrastująca z niewielką uwagą, jaką te same media poświęciły masakrze w Starobielsku. Ale czego można się spodziewać, skoro osoby takie jak niemiecki kanclerz Friedrich Merz domagają się zwiększenia obecności sił NATO wzdłuż granic z Rosją, a tak zwana szefowa dyplomacji UE, Kaja Kallas, określa dyplomację na rzecz pokoju z Rosją mianem „pułapki Kremla”?
Alfred de Zayas, profesor prawa międzynarodowego w Genewskiej Szkole Dyplomacji i były niezależny ekspert ONZ, wydał fundacji Strategic Culture Foundation ocenę dotyczącą NATO, stwierdzając, że nadszedł najwyższy czas, by uznać, iż „jest to organizacja przestępcza”. De Zayas zauważa, że Sojusz Północnoatlantycki został założony prawie osiemdziesiąt lat temu, w 1949 roku, rzekomo w celu obrony Zachodu przed Związkiem Radzieckim.
Ponieważ Związek Radziecki w 1991 roku przestał istnieć, wraz z przeciwstawnym blokiem wojskowym, czyli Układem Warszawskim, również NATO powinno było się w owym czasie rozwiązać.
Zamiast tego, przekształciła się ona „z sojuszu obronnego w koalicję wojenną, która od lat 90-tych popełniała potworne zbrodnie w Jugosławii, Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii i innych miejscach: »Dzisiaj, ważne jest, aby światowa opinia publiczna uznała Sojusz Północnoatlantycki za zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa ludzkości«”. De Zayas dodaje, że równie ważne jest wskazanie złowrogiej roli mediów kontrolowanych przez zachodnie korporacje. globaltimes.cn
Media te systematycznie zniekształcały konflikt na Ukrainie, przedstawiając go jako „nieuzasadnioną agresję rosyjską”, podczas gdy tuszowały długą serię zbrodni popełnionych zarówno przez Zachód, jak i przez neonazistowski reżim ukraiński, z których ostatnią jest barbarzyństwo w Starobielsku. „Nieustanna propaganda i działania public relations przekonały opinię publiczną, że NATO jest organizacją prawnie działającą, godną szacunku i zainteresowaną pokojem oraz obronnością. To nic innego jak prawdziwe pranie mózgu”.
Wszystko to jednoznacznie wyjaśnia prawdziwy sens tej wojny, w której Ukraina pełni jedynie rolę dostawcy krwi. Ta oczywistość doprowadzi z pewnością do zmiany sytuacji, czyniąc całkowicie uzasadnioną ewentualną rosyjską reakcję wymierzoną w zakłady produkujące drony oraz bazy ich startów poza terytorium Ukrainy. Chociaż to zapaść systemu gospodarczego Zachodu całkowicie zniweczy dorobek ostatnich 80 lat. Koniec końców, również Al Capone trafił do więzienia z powodu spraw podatkowych, a nie ze względu na swe zbrodnie.
1.06.2026 nczas/nieoczywisci-beneficjenci-mundialu-narkotyki-haracze-i-przymusowa-prostytucja

Na tegorocznym piłkarskim mundialu zarobią także meksykańskie kartele. Oprócz sprzedaży narkotyków organizacje przestępcze wzbogacą się m.in. na wymuszaniu haraczy, przymusowej pracy seksualnej [co za język… to przecież kurestwo md] czy sprzedaży podrabianych koszulek futbolowych.
– Mistrzostwa Świata FIFA, które współorganizują Meksyk, USA i Kanada, będą ogromnym biznesem. Oznacza to wielkie wpływy do gospodarki oraz napływ turystów z dużą siłą nabywczą z pięciu kontynentów. Dlatego przestępczość zorganizowana już przygotowuje się, by uszczknąć kawał tego tortu – powiedział meksykańskim mediom Victor Manuel Sanchez Valdes, badacz z Uniwersytetu Autonomicznego stanu Coahuila i specjalista ds. bezpieczeństwa.
Z jego analizy wynika, że organizacje przestępcze mogą czerpać zyski z ośmiu obszarów działalności związanych z mundialem. Są to: handel narkotykami, praca seksualna [co za język… to kurestwo md] , haracze i wymuszenia, handel podróbkami, sprzedaż fałszywych biletów oraz fałszywych usług turystycznych, nielegalne zakłady bukmacherskie oraz wykorzystanie mundialu do prania pieniędzy.
W sferze handlu narkotykami kartele liczą na zwiększenie sprzedaży nie tylko w Meksyku, ale także w USA i Kanadzie, tworząc sieci dilerów w miejscach odwiedzanych przez fanów futbolu: wokół stadionów, w strefach kibica, hotelach, barach i klubach. Działalność ta może objąć również popularne kurorty turystyczne poza miastami-gospodarzami turnieju.
– Organizacje kontrolujące dane miasto lub część miasta angażują się w handel alkoholem, działalność nocnych lokali, barów, a także – co nie powinno dziwić – w przymusową pracę seksualną – wyjaśnił Sanchez Valdes.
W wielu przypadkach proceder ten nosi znamiona handlu ludźmi, a jego ofiarami padają kobiety, mężczyźni i dzieci, w tym osoby zaginione, za którymi wydano oficjalne komunikaty poszukiwawcze. Według danych meksykańskiego Senatu aż 97 proc. przypadków przymusowej pracy seksualnej pozostaje bezkarnych.
Jak ustalił meksykański dziennik „Milenio”, zyski z wykorzystywania seksualnego czerpie już 9 na 10 karteli narkotykowych i grup przestępczych działających w Meksyku. Sanchez Valdes dodał, że „kontrolując handel ludźmi, kontrolują one również detaliczną sprzedaż narkotyków, ponieważ ofiary są wykorzystywane także do ich dystrybucji lub do obserwowania i śledzenia rywali”.
Proceder ten coraz częściej przenosi się do internetu – osoby wykorzystywane mogą być werbowane, a ich usługi oferowane na platformach społecznościowych, takich jak TikTok, Instagram, Telegram czy Facebook Marketplace, pod przykrywką pracy promotorek, modelek lub osób do towarzystwa. Jednocześnie, aby ograniczyć ryzyko wykrycia, grupy przestępcze odchodzą od działalności w znanych lokalnie motelach czy domach publicznych, przechodząc na model „usług z dojazdem”, organizowanych za pośrednictwem m.in. platform wynajmu krótkoterminowego.
Problem ten nasilał się już podczas ubiegłych edycji mistrzostw świata, w związku z tym meksykańskie służby bezpieczeństwa przygotowują strategię, by organizacje przestępcze nie zamieniły wielkiego święta futbolu w festiwal turystyki seksualnej.
Kolejnym możliwym źródłem zysków karteli są wymuszenia od firm korzystających na organizacji mistrzostw świata. Chodzi m.in. o pobieranie haraczy od restauracji i sklepów w pobliżu stadionów oraz stref kibica, pod groźbą przemocy w przypadku odmowy zapłaty.
Istotnym zarobkiem grup przestępczych może być również handel podróbkami związanymi z mundialem i drużynami narodowymi. Wysokie ceny oficjalnych produktów sprzyjają rozwojowi czarnego rynku, który oferuje tańsze, choć niższej jakości imitacje [?? jakość tego badziewia jest identyczna.. md] . W czasie mundialu grupy przestępcze będą dążyć zarówno do bezpośredniej sprzedaży, jak i do przejmowania części zysków poprzez wymuszanie opłat od sprzedawców.
Sanchez Valdes ostrzegł kibiców przed procederem sprzedaży fałszywych biletów lub ich duplikatów.
– Są tacy, którzy decydują się w ostatniej chwili i podróżują z zamiarem kupienia biletów z odsprzedaży przed stadionami. Oczywiście turyści, którzy przyjeżdżają, nie są przyzwyczajeni do tego rodzaju oszustw i mogą łatwo paść ofiarą organizacji przestępczych mających już gotowe schematy działania – powiedział Sanchez Valdes w wywiadzie dla Imagen Radio.
Ostrzegł także przed fałszywymi usługami turystycznymi, takimi jak np. transport i zakwaterowanie, w których sprzedaż była już zaangażowana przestępczość zorganizowana.
– Przykładem mogą być udziały wakacyjne typu timeshare sprzedawane przez Cartel Jalisco Nueva Generación w całej Riwierze Nayarit i Nuevo Vallarta. Ich głównymi ofiarami byli Amerykanie i Kanadyjczycy, którzy szukali w Meksyku ciepłego miejsca do odpoczynku, na wakacje albo do spędzenia emerytury – przekazał Sanchez Valdes.
Przestępczość zorganizowana może również czerpać zyski z nielegalnych zakładów bukmacherskich – zarówno w przestrzeni miejskiej, jak i online. Szczególnie trudny do wyśledzenia jest hazard internetowy, ponieważ serwery mogą być hostowane poza granicami kraju i poza realną kontrolą władz Meksyku.
Ten sam mechanizm może być powiązany z praniem pieniędzy. Krótki czas trwania mistrzostw sprzyja tworzeniu tymczasowych firm – barów, restauracji, sklepów czy punktów usługowych – których rzeczywiste obroty są trudne do zweryfikowania. W takich warunkach trudno odróżnić legalne przychody od fikcyjnych, co ułatwia wprowadzanie do obiegu pieniędzy pochodzących z innych, nielegalnych źródeł.
– Ponieważ mistrzostwa świata będą trwały tylko przez określoną liczbę dni, jest to bardzo łatwe do przeprowadzenia. Zanim organy skarbowe wykryją takie przedsiębiorstwa, zdążą one już wyprać pieniądze i po prostu zniknąć – skomentował to zagrożenie Sanchez Valdes.
W trzech miastach-gospodarzach mundialu wpływy różnych grup przestępczych rozkładają się w odmienny sposób. W Guadalajarze dominującą pozycję ma w praktyce jeden kartel – Cartel Jalisco Nueva Generación (CJNG). W stolicy obecne są przede wszystkim lokalne grupy, takie jak Union Tepito i Cartel de Tlahuac, a także m.in. CJNG, La Nueva Familia Michoacana oraz Tren de Aragua o korzeniach w Wenezueli. Z kolei w Monterrey operują m.in. CJNG, Cartel del Noreste, Cartel de Sinaloa oraz grupa Los Billys.
Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026, po raz pierwszy współorganizowane przez trzy kraje: Meksyk, USA i Kanadę, odbędą się w dniach 11 czerwca – 19 lipca br. Według meksykańskiego ministerstwa turystyki mundial może przyciągnąć do kraju nawet 5,5 mln turystów.
1.06.2026 nczasko-i-pis-traca-dwie-konfederacje-z-najwiekszym-wzrostem-poparcia-sondaz

Koalicja Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość tracą poparcie; najwięcej zyskują natomiast dwie Konfederacje – wynika z najnowszego sondażu Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu”.
Z opublikowanego w niedzielę 31 maja sondażu wynika, że na Koalicję Obywatelską chce głosować 32,98 proc. respondentów. Partia Donalda Tuska pozostaje na czele, ale traci aż 3 punkty procentowe w porównaniu do poprzedniego badania.
Na drugim miejscu znalazło się Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 26,66 proc. Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego również traci, choć znacznie mniej, bo jedyne 0,23 pkt proc.
Podium zamyka Konfederacja Wolność i Niepodległość, której notowania wzrosły aż o 1,55 pkt proc. Na sojusz Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego wskazało 13,29 proc. badanych.
Do Sejmu weszłyby jeszcze Nowa Lewica z poparciem 7,76 proc. ankietowanych (wzrost o 0,58 pkt proc.) oraz Konfederacja Korony Polskiej z wynikiem 7,03 proc. (wzrost o 1,5 pkt proc.).
To oznacza, że dwie Konfederacje notują największy wzrost poparcia, przy czym minimalnie lepiej wypada ugrupowanie Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka, niż partia Grzegorza Brauna.
Pod progiem wyborczym znalazłyby się: Partia Razem, którą wskazało 4,78 proc. badanych, Polskie Stronnictwo Ludowe z wynikiem 4,25 proc. oraz Polska 2050 z poparciem 2,71 proc. respondentów. 0,54 proc. ankietowanych wskazało na inną partię.
Badanie wykonano w dniach 28–29 maja na próbie 1057 dorosłych Polaków.
=========================================================
Mirosław Dakowski
Podawanie oszacowań z dokładnością ułamków procenta [np trzech dziesięciotysięcznych], gdy na konkretną partię oddano np. 70 głosów, świadczy o bezczelności , ale i głupocie tak zamawiających te sondaże, jak i publikujących je. Przecież sigma z 70 to 8, więc wynik znamy z dokładnością ok 10 % jedynie.
Czy prezydent Trump dopuścił się zdrady stanu?
Paul Craig Roberts
paulcraigroberts.org/has-president-trump-committed-high-treason
Przyjrzyjmy się tej sprawie. W przysiędze składanej podczas zaprzysiężenia prezydent-elekt ślubuje wierność Konstytucji Stanów Zjednoczonych oraz zobowiązuje się bronić jej przed wrogami, zarówno wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi. Innymi słowy, wrogowie Konstytucji są wrogami Stanów Zjednoczonych (obecnie do wrogów Konstytucji zaliczają się również wydziały prawa na amerykańskich uniwersytetach). Gdyby zapytać, czym są Stany Zjednoczone, jedni odpowiedzieliby, że są ideą, inni – że określonym terytorium geograficznym. Jednak takie definicje można odnieść do każdego państwa, a więc nie definiują żadnego.
Prawidłowa odpowiedź brzmi: Stany Zjednoczone są Konstytucją. Konstytucja określa ustrój państwa, kompetencje poszczególnych władz, podział kompetencji między rząd federalny a stany, prawa obywateli i ochronę tych praw, a także procedurę zmiany samej Konstytucji, czyli zmiany Stanów Zjednoczonych.
Bez Konstytucji Stany Zjednoczone byłyby innym krajem. To nie wybory czynią człowieka prezydentem. Czyni go nim złożona przysięga obrony Stanów Zjednoczonych poprzez obronę Konstytucji. Gdyby wybrany prezydent odmówił złożenia tej przysięgi podczas ceremonii zaprzysiężenia, nie mógłby objąć urzędu. Kiedy przyszły prezydent przysięga na Konstytucję, przysięga tym samym Stanom Zjednoczonym. Najważniejszą częścią Konstytucji są poprawki, czyli Karta Praw, która musiała zostać dołączona do Konstytucji, aby wszystkie stany założycielskie zaakceptowały ten dokument. Karta Praw chroni obywateli przed ograniczaniem ich praw przez rząd oraz przed stosowaniem wobec nich przemocy lub represji za działania chronione przez Konstytucję. Najważniejszym z tych praw jest wolność słowa. Jest ona zawarta w Pierwszej Poprawce, ponieważ bez wolności słowa obywatele nie są w stanie pociągać władz do odpowiedzialności za naruszanie pozostałych praw i ograniczeń nałożonych na rząd.
Sympatia Trumpa do syjonistycznego Izraela miała doprowadzić go do działania naruszającego jego przysięgę urzędową i być może stanowiącego zdradę stanu wobec Stanów Zjednoczonych.
Trump wydał rozporządzenie wykonawcze, które w praktyce tworzy odpowiednik Ustawy o Podburzaniu (Sedition Act) na rzecz Izraela. Zabrania ono obywatelom Stanów Zjednoczonych korzystania z prawa zagwarantowanego przez Pierwszą Poprawkę do krytykowania Izraela za ludobójstwo Palestyńczyków, gwałty i tortury wobec palestyńskich więźniów, niszczenie domów, wiosek i gajów oliwnych przez izraelskich osadników jawnie przywłaszczających sobie ziemię palestyńską, zabójstwa zagranicznych przywódców, nadmierny wpływ na amerykańską władzę ustawodawczą i wykonawczą, rządy stanowe, media, finanse i edukację oraz za wojny agresywne prowadzone przeciw państwom Bliskiego Wschodu. Amerykańskim krytykom Izraela nie wolno nawet skarżyć się na oszczerstwa, zniesławienia i pomówienia kierowane pod ich adresem przez Żydowską Ligę Przeciw Zniesławieniu (ADL).
Dla Amerykanina samo stwierdzenie, że został zniesławiony przez syjonistów, może oznaczać ryzyko ukarania za antysemityzm. Mówiąc wprost: Trump i pełniąca obowiązki prokuratora generalnego osoba postawili ochronę Izraela, obcego państwa, ponad prawa obywateli amerykańskich wynikające z Pierwszej Poprawki.
Oznacza to, że Trump oraz jego współpracujący z nim prokurator generalny służą interesom obcego państwa, zawieszając – bez jakiegokolwiek prawa czy upoważnienia – wolność słowa gwarantowaną obywatelom przez Konstytucję Stanów Zjednoczonych. To stawia Trumpa w sprzeczności z jego przysięgą obrony Konstytucji i podważa ważność jego zaprzysiężenia na urząd prezydenta. Trump wydał zarządzenie, które jego posłuszny prokurator generalny zaakceptował, podporządkowując Konstytucję Stanów Zjednoczonych interesom Izraela.
19 maja pełniący obowiązki prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych wydał następujące oświadczenie: „Prezydent Trump jasno dał do zrozumienia, że ta administracja nie będzie tolerować antysemityzmu [rozumianego jako jakakolwiek krytyka Izraela i Żydów], a Departament Sprawiedliwości jest zobowiązany do realizacji tej dyrektywy. Ta ogólnokrajowa inicjatywa stanowi ważny krok w zapewnieniu społecznościom w całym kraju świadomości, że rząd federalny jest gotów współpracować z nimi w zwalczaniu zagrożeń antysemickich, ochronie bezpieczeństwa publicznego i obronie praw obywatelskich.” Zwróćmy uwagę, że według prokuratora generalnego Trumpa „obrona praw obywatelskich” oznacza w praktyce pogrzebanie Pierwszej Poprawki, która chroni wolność słowa obywateli Stanów Zjednoczonych. Występując przeciw Pierwszej Poprawce, Trump i jego prokurator generalny wystąpili przeciw Konstytucji Stanów Zjednoczonych, a tym samym przeciw samym Stanom Zjednoczonym.
Innymi słowy, obaj wydają się winni zdrady stanu. Fakt, że Trump i jego prokurator generalny opowiedzieli się po stronie Izraela przeciw prawom obywateli amerykańskich wynikającym z Pierwszej Poprawki i Konstytucji, rodzi pytanie, czyje interesy rzeczywiście reprezentują. Wydaje się oczywiste, że gotowość Trumpa do poświęcenia Konstytucji Stanów Zjednoczonych w celu ochrony Izraela przed słowną krytyką wskazuje, iż dopuścił się on zdrady stanu, służąc interesom obcego państwa. To zaś czyniłoby go wrogiem Konstytucji, a tym samym wrogiem Stanów Zjednoczonych.
Jeśli moje rozumowanie jest poprawne, dlaczego prezydent Trump nie miałby zostać aresztowany i postawiony przed sądem za zdradę stanu przeciwko Stanom Zjednoczonym? Dlaczego pełniący obowiązki prokuratora generalnego, będący zarazem osobistym adwokatem Trumpa, nie ostrzegł go, że wkracza na grunt mogący zostać uznany za zdradę stanu? Czy osoba pomagająca prezydentowi w potencjalnym popełnieniu zdrady stanu nadaje się na urząd prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych?

Date: 29 Maggio 2026Author: Uczta Baltazara babylonianempire/claude-autor-encykliki-magnifica-humanitas
Z dużym prawdopodobieństwem, «Magnifica Humanitas», czyli pierwsza encyklika Leona XIV – dotycząca sztucznej inteligencji – została w znacznej części napisana właśnie przez AI, a konkretnie przez model «Claude» opracowany przez firmę «Anthropic». Żeby było “ciekawiej”, w oficjalnej prezentacji papieskiego dokumentu wziął udział Christopher Olah (na zdjęciu powyżej), współzałożyciel «Anthropic» – będący zagorzałym ateistą, w przeszłości szczególnie atakującym katolicyzm nypost.com/business/vatican-taps-atheist-anthropic-cofounder-to-speak-at-ai-event-as-tensions-with-trump-white-house-rise – który w swym wystąpieniu w Watykanie stwierdził: „Dzisiejszy dzień to dopiero początek naszej długiej współpracy”. https://en.wikipedia.org/wiki/Chris_Olah

babylonianempire/niech-algorytm-bedzie-z-wami-pierwsza-encyklika-leona-xiv-i-priorytety-kosciola
………………..
Niezależny badacz Linch Zhang w artykule opublikowanym na platformie Substack stwierdził co tylko, że wykrywacz sztucznej inteligencji Pangram zasygnalizował, iż niektóre fragmenty encykliki papieża Leona XIV „Magnifica humanitas”, poświęconej „ochronie osoby ludzkiej w erze sztucznej inteligencji”, zostały wygenerowane właśnie przez sztuczną inteligencję.
Analityk zaznacza: „Mogę się oczywiście mylić i nie powinniście ślepo ufać moim spostrzeżeniom ani ocenom. Musimy zbadać ten temat w sposób bardziej kompleksowy”. Niemniej jednak uzasadnia swoje wnioski: „Pangram jest zdecydowanie najlepszym wykrywaczem sztucznej inteligencji dostępnym na rynku. Znacznie przewyższa inne wykrywacze sztucznej inteligencji, do tego stopnia, że te ostatnie wydają się niemal bezużyteczne w porównaniu z nim. W szczególności Pangram dokłada wszelkich starań, aby uzyskać wskaźnik wyników fałszywie pozytywnych bliski zeru, przy jednoczesnej tolerancji większej liczby wyników fałszywie negatywnych”.
Według Zhanga, Pangram odkrył, że „niektóre akapity” tekstu „Magnifica humanitas” zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję z prawdopodobieństwem wynoszącym od 40% do 100%, podczas gdy większość akapitów została napisana przez ludzi.
Na przykład akapity siódmy i ósmy zostały oznaczone przez Pangram jako „w całości wygenerowane przez sztuczną inteligencję”, podczas gdy akapity 122 i 123 zostały zakwalifikowane jako wygenerowane przez sztuczną inteligencję w 60%.
„To nasuwa mi na myśl – wyjaśnia Zhang – że niektórzy wysocy urzędnicy watykańscy, którzy brali udział w tworzeniu encykliki, w znacznym stopniu korzystali ze sztucznej inteligencji, podczas gdy większość (w tym prawdopodobnie sam papież Leon) tego nie zrobiła”.
Według Zhanga jest bardzo prawdopodobne, że papież Leon nie wie, iż ci, którzy brali udział w tworzeniu jego encykliki, w znacznym stopniu korzystali ze sztucznej inteligencji.
W celach porównawczych, Zhang wykorzystał program Pangram do oceny czterech ostatnich encyklik papieskich, wszystkich napisanych przez papieża Franciszka, i odkrył, że „pierwsze dwadzieścia akapitów każdej z nich to w 100% dzieło ludzkie, z wysokim stopniem pewności”. Również encykliki papieża Benedykta XVI i papieża Jana Pawła II okazały się w całości napisane przez ludzi.
Zhang, za pomocą Pangramu przeanalizował również niedawne przemówienie papieża Leona, w którym zapowiedział encyklikę na temat sztucznej inteligencji, i zdiagnozował, że zostało ono ocenione jako napisane „w 100%” przez człowieka. „To dowód na to, że sam papież Leon i/lub jego główny autor tekstów nie korzystają ze sztucznej inteligencji do redagowania przemówień”.
Zhang stwierdził dalej, że w ramach swojej pracy regularnie czyta teksty generowane przez sztuczną inteligencję i że dzięki znajomości stylu pisania AI, a zwłaszcza modelu Claude, nauczył się rozpoznawać jego charakterystyczne cechy. Zauważył, że obejmują one na przykład częste stosowanie długich myślników, częste użycie słowa „genuinely”, a także intensywne stosowanie tzw. „tricolon”, czyli „serii trzech słów, fraz lub równoległych zdań wykorzystywanych dla uzyskania efektu retorycznego”.
Badacz podkreślił, że wskaźniki te są częścią specyfiki stylistycznej, zwracając uwagę na znaczenie całościowej analizy, zwłaszcza takiej, jaką zapewnia oparty na sztucznej inteligencji detektor jakości, taki jak Pangram.
Po zidentyfikowaniu „głosu” sztucznej inteligencji Claude w niedawnej encyklice dotyczącej „ochrony osoby ludzkiej w erze sztucznej inteligencji”, Zhanh podsumował, że cała ta sytuacja wydaje mu się niezwykle ironiczna.
INFO: aldomariavalli.it/parti-dellenciclica-sullintelligenza-artificiale-sono-state-scritte-dallia/ https://linch.substack.com/p/claude-author-of-the-humanitas
Kto ustali zasady gry dla SI?
Marek Wojcik 31.05.2026 r.

Prof. Lorenzo Maria Pacini – współpracuje z wieloma ośrodkami badawczymi zajmującymi się bioetyką, polityką, geopolityką oraz siłami zbrojnymi. Jest dziennikarzem, wydawcą, muzykiem, zawodnikiem taekwondo i łucznictwa, a także zajmuje się profesjonalnym doradztwem, analizą oraz terapiami holistycznymi. Pełni funkcję włoskiego przedstawiciela Międzynarodowego Ruchu Eurazjatyckiego. Założyciel i dyrektor serwisu www.ideeazione.com
W opublikowanym we wtorek na strategic-culture.su jego artykule: Geopolityka i sztuczna inteligencja: Kto ustali zasady gry? (Źródło), znajduje się następujący fragment:
Podstawowym problemem z SI jest to, że sztuczna inteligencja nie jest neutralna. Każdy system sztucznej inteligencji uwzględnia wartości, priorytety, kryteria decyzyjne i modele kulturowe zdefiniowane przez jego twórców. Kiedy sztuczna inteligencja jest wykorzystywana do wspierania decyzji administracyjnych, sądowych, ekonomicznych czy wojskowych, nieuchronnie wywołuje skutki normatywne. Innymi słowy, sztuczna inteligencja nie tylko stosuje reguły, ale także pomaga je tworzyć. Algorytmy selekcjonują informacje, klasyfikują jednostki, określają priorytety i kierują zachowaniami zbiorowymi. Oznacza to, że sztuczna inteligencja może stać się mechanizmem zdolnym do kształtowania porządku społecznego w sposób niewidzialny, a jednocześnie niezwykle skuteczny.

Nie możemy uniknąć rozwoju SI i nie ma ku temu potrzeby. Ta kolejna faza rozwoju technologicznego przyjdzie niezależnie od naszych związanych z nią emocji. Takie obszary jak na przykład: medycyna, sądownictwo, urzędy, szkoła czy polityka, będą coraz bardziej uzależnione od wpływów i nieraz również działań podejmowanych na postawie analiz SI. Potem przyjdzie kolejna faza, w której SI będzie autonomicznie, bez udziału człowieka podejmować i egzekwować decyzje. Jeśli masz dużą wyobraźnię, to w tym momencie powinieneś poczuć ciarki na plecach, czy gdziekolwiek coś takiego odczuwasz.

W dzisiejszym świecie, gdzie już nawet oficjalnie prawa muszą przestrzegać jedynie ci, którzy nie należą do oligarchów, tworzenie reguł ograniczających wpływ grup interesów na algorytmy SI wydaje się stratą czasu. Coś jednak trzeba zrobić, by nie dopuścić do przejęcia kontroli nad światem przez zarządy wielkich korporacji technologicznych i poprzez nie ludzi mających największy wpływ na te technokratyczne instrumenty władzy.

Kogo mają dotyczyć regulacje dotyczące kontroli nad rozwojem komputerowej pseudointeligencji? Właśnie tych, którzy nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności za wywołanie wojny biologicznej z roku 2020, czy kolejnych dramatów wprowadzanych właśnie po to, by nie doszło do rozliczeń. Wojna na Ukrainie, rzeź Palestyńczyków we własnym kraju okupowanym przez Izrael, sterowanie wędrówką ludów w celu osłabienia państw narodowych, czy podatki za powietrze, a właściwie jego drobną część – CO2. Także niszczenie gospodarki krajów zachodniej cywilizacji jest częścią tego diabolicznego planu.
Podczas konferencji deweloperskiej I/O 2026 firma Google ogłosiła, że zamierza zastąpić klasyczną wyszukiwarkę agentem opartym na sztucznej inteligencji – bez możliwości rezygnacji i bez zgody użytkowników. Reakcja nie kazała na siebie długo czekać: serwis DuckDuckGo odnotował gwałtowny wzrost liczby instalacji. To pouczający przykład tego, co się dzieje, gdy monopolista nadwyręża cierpliwość swoich „przymusowych” klientów. Źródło.

Tendencja ucieczki klientów Google, jakkolwiek ciągle jeszcze niewielka, biorąc pod uwagę dominującą pozycję tego jądra technokracji, daje pewną nadzieję na odwrócenie trendu spowodowanego narzucaniem kolejnych kroków w celu kontroli użytkowników. W takiej sytuacji wydaje się zasadne szukanie innych mniej natrętnych wyszukiwarek. Jedną z nich jest właśnie DuckDuckGo.
Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
Cholesterol – zakłamana rzeczywistość
30. maja 2026. Autor artykułu Marek Wójcik world-scam/cholesterol-zaklamana-rzeczywistosc
Medycyna dba o nasze zdrowie – to największe kłamstwo współczesnych czasów, przynajmniej w kontekście chorób. Twierdzenie, że medycyna dba o nasze choroby – jest zdecydowanie bliższe prawdy. Lekarze są w większości jedynie wykonawcami narzuconej strategii tworzenia chronicznie chorych społeczeństw. Mam na myśli tych medyków, którzy dla wygody, z braku czasu lub ze strachu przed konsekwencjami potulnie przyjmują nieraz absurdalne wręcz protokoły postępowania narzucone przez ministerstwa od popularyzacji chorób wszelakich.

Hipoteza cholesterolu jest dojną krową przemysłu farmaceutycznego i fundamentem dziesięcioleci błędnych przekonań na temat żywienia. Jej utrzymywanie się pomimo przeciwnych dowodów ma solidne uzasadnienie ekonomiczne. Doktryna ta jest głęboko zakorzeniona: cholesterol – zwłaszcza tak zwany „zły” LDL – zatyka tętnice i prowadzi do zawałów serca. Hipoteza lipidowa to idealny model biznesowy: zdefiniuj wartość laboratoryjną – na przykład cholesterol LDL – jako przyczynę choroby, opracuj lek obniżający tę wartość, a następnie przez dziesięciolecia, lecz całkowicie zdrowych ludzi, których jedyną „chorobą” jest podwyższony wynik laboratoryjny. Nowe wytyczne USA z 2026 roku doprowadzają tę perwersję do skrajności: zalecają badania przesiewowe lipidogramu u dzieci w wieku od 9 do 11 lat i rozszerzają kryteria przepisywania statyn na osoby dorosłe powyżej 30. roku życia.
Powyższy fragment pochodzi z czwartkowego artykułu na tkp.at: Kod cholesterolu: inżynier rozmontowuje kartel lipidowy. Źródło.
Miażdżyca nie jest nagromadzeniem tłuszczy, lecz zapalną chorobą naczyń. Bez cholesterolu nie ma błon komórkowych, hormonów, mózgu. A jednak to on został uznany za głównego winowajcę. Medycyna konwencjonalna traktuje LDL tak, jakby był samym tłuszczem. W rzeczywistości LDL i HDL to białkowe otoczki (lipoproteiny), które dostarczają organizmowi niezbędne do życia substancje.

Jeśli za pomocą leków wymuszasz obniżenie poziomu LDL, przerywasz łańcuch dostaw hormonów i energii komórkowej. Obniżenie poziomu zdrowego transportera stanowi poważną ingerencję w homeostazę hormonalną.

Jeśli zależy ci na zdrowiu, nie ma innej możliwości niż samemu wyszukać prawdy o przyczynach większości chorób. Moje artykuły nie zastąpią tej pracy. Mają za zadanie jedynie wskazanie powszechnie stosowanych przez medycynę szkolną oszustw. Rozpowszechniane twierdzenia nieoparte na rzetelnych badaniach, nie sprawią, że będziesz bardziej zdrowy. Obawiam się, że skutek będzie odwrotny od wyleczenia. Przecież medycyna w najlepszym razie zajmuje się łagodzeniem objawów chorób, nie samymi chorobami.
Są naturalnie, w służbie zdrowia działy, takie jak chirurgia powypadkowa, które z reguły pomagają i często są niezbędne dla przywrócenia stanu naturalnego pacjenta. Dopóki nie stosują chorobotwórczych pseudo leków, ze skutkami ubocznymi tworzącymi kolejne choroby.
Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
| 04.05.2013. | |
| ŻYDZI A HANDEL NIEWOLNIKAMI [W 2026 r. nie mogłem znaleźć w internecie NIC na ten temat. Owszem, same zaprzeczenia. Spróbujcie… Zajrzałem jednak do – chyba cudem uratowanego – mego Archiwum z portalu sprzed katastrofy. I jest.. Spróbujcie zapytać o to Groka. Ja niezmiennie dostaję odpowiedź: „Grok nie był w stanie odpowiedzieć. Coś poszło nie tak. Odśwież, aby ponownie nawiązać połączenie lub spróbuj ponownie”. M. Dakowski] [Przypominam, że dr. Dariusz Ratajczak sam przyjechał w dwa tygodnie po swej śmierci na parking przy super-markecie w Opolu – i tam ciało znaleziono w zamkniętym samochodzie. Tak oceniła policja i prokuratura. MD] [pani Hani – dumnej ze swych świeżo odnalezionych „korzeni”. MD] DARIUSZ RATAJCZAK http://www.koreywo.com/Ratajczak/zydzi_a_handel_niewolnikami.htm [ w 2026: „This domain is for sale: $1,595” ] ============================================================ Gdybym miał sporządzić ranking najhaniebniejszych profesji wykonywanych przez setki i tysiące lat przez istoty ludzkie, bez wahania wskazałbym na handlarzy niewolników. Niemal słyszę już łaskawsze słowa „postępowców” stwierdzających, że niżej podpisany- niegdyś reakcyjny kłamca i „tak zwany historyk z Opola”- nawrócił się na jedynie słuszną ideologię. Błąd moi mili. Tym większy, że dzisiaj zajmę się sprawą nadzwyczaj drażliwą: dominacją przedstawicieli Wielce Czcigodnego- skądinąd- „Narodu Wybranego” w ogólnoświatowym handlu „żywym towarem”. Żeby nie być posądzonym o stronniczość, niniejszy tekst opieram głównie na pracach historyków żydowskich. Ponad 50 lat temu Jacob Marcus, być może najznamienitszy historyk żydowski połowy XX w., stwierdził w „Encyclopaedia Britannica” : „ W wiekach ciemności (dla autora to średniowiecze- DR) handel zachodniej Europy pozostawał głównie w ich (Żydów-DR) rękach, szczególnie handel niewolnikami…” Wspierał tym samym nieco wcześniejszą uwagę S.Grayzela poczynioną w książce „Historia Żyda: od Wygnania Babilońskiego do końca II Wojny Światowej” (Filadelfia 1948): „Żydzi byli najważniejszymi handlarzami niewolników…” Zauważali to dużo wcześniej chrześcijańscy pisarze starożytni i średniowieczni. Nie mogło być inaczej. Żydowscy handlarze, posiłkując się biciem i- nazwijmy rzecz eufemistycznie- molestowaniem seksualnym, dostarczali z Europy na Bliski Wschód tysiące urodziwych jasnowłosych kobiet i dzieci. Była to rynkowa odpowiedź na preferencje śniadych, kruczoczarnych i przede wszystkim bogatych klientów z Azji oraz północnej Afryki. Możemy tylko domyślać się co czuli wyrwani z ognisk domowych młodzi ludzie, jakie dramaty rozgrywały się na niewolniczych szlakach. Możemy również współczuć, chociaż uczucie to zwykle rezerwujemy dla ofiar znanych z autopsji lub opowiadań żywych świadków historii. Naturalna wybiórczość oraz skończoność ludzkiej pamięci zawsze wpędzają mnie w przygnębienie. Podobnież – okrutna anonimowość zbiorowego cierpienia ludzi żyjących w dawno minionych epokach. Jestem jednak realistą: dzisiaj oni- pojutrze my. Przytoczone wyżej fakty nie mogą budzić większego poruszenia. Basen Morza Śródziemnego był przecież naturalnym rejonem działania żydowskich handlarzy „żywym towarem”. Natomiast współczesne pokolenia wychowane na filmach „made in Hollywood”, w których handlarzami czarnych nieszczęśników z Afryki są niezmiennie anglosaskie typy spod ciemnej gwiazdy (exemplum: „Amistad” Stevena Spielberga), za niespodziankę przyjmą twierdzenie, iż Żydzi- niezbyt przecież liczni w angielskich (brytyjskich) koloniach w Ameryce Północnej- dominowali również wśród handlarzy na amerykańskich trasach niewolniczych. Oddajmy w tym miejscu głos żydowskiemu historykowi Marcowi Raphaelowi („Żydzi i judaizm w Stanach Zjednoczonych: historia dokumentalna”, t.14, N. Jork 1983) : „ Żydowscy kupcy odgrywali wiodącą rolę w handlu niewolnikami. Rzeczywiście we wszystkich amerykańskich koloniach, czy to francuskich (Martynika), brytyjskich lub holenderskich, żydowscy kupcy często dominowali. Twierdzenie to odnosi się także do kontynentu północnoamerykańskiego, gdzie w XVIII w. Żydzi uczestniczyli w <trójkątnym handlu> polegającym na tym, że niewolników przywożono z Afryki do Indii Zachodnich, tam wymieniano na melasę, którą następnie zabierano do Nowej Anglii, gdzie następowała wymiana na rum, który z kolei wywożono na sprzedaż do Afryki. Od 1750 r. do wczesnych lat 70-tych XVIII w., żydowski handel na kontynencie zdominowali Isaac Da Costa z Charlestonu, David Franks z Filadelfii i Aaron Lopez z Newport”. W Ameryce Północnej głównym punktem handlu niewolnikami był Newport (Rhode Island). Miasto to stanowiło „osiowe” centrum „trójkątnego biznesu”. Stąd wywożono rum i melasę do Afryki, by powrócić z „żywym towarem” do Indii Zachodnich oraz kolonii na stałym lądzie. Zapewne nie jest dziełem przypadku, że Newport szczycił się najstarszą synagogą na kontynencie oraz największą i najlepiej prosperującą społecznością żydowską w amerykańskich koloniach Wielkiej Brytanii. Zarabiano ogromne pieniądze kosztem zdrowia i życia „hebanowego ładunku”. Wspomniany mieszkaniec Newport Aaron Lopez, potomek portugalskich marranów, był w II połowie XVIII w. jednym z najpotężniejszych handlarzy niewolników w obu Amerykach. Jego licząca dziesiątki statków flota bez przerwy krążyła po wodach Atlantyku. Warunki, jakie zapewniano przewożonym pod pokładami niewolnikom wołały o pomstę do nieba. Z zachowanego sprawozdania z dwóch podróży statku „Cleopatra” (własność Lopeza) wynika, iż wojaży nie przeżyło 250 Murzynów. A mówimy tylko o jednym statku i zaledwie dwóch jego „kursach”. Jeżeli nie nazwiemy tego ludobójstwem, to co to słowo właściwie oznacza?! Żydzi zdominowali handel niewolnikami nie tylko w amerykańskich koloniach, ale i w całym Nowym Świecie. W fundamentalnej pracy autorstwa S.B.Liebmana „ Żydostwo Nowego Świata,1492-1825: Requiem dla zapomnianych” (N.Jork 1982) czytamy: „ Przypływali statkami z Afrykańczykami, których sprzedawano w niewolę. Handel niewolnikami był królewskim monopolem, a Żydów często mianowano królewskimi agentami ich sprzedaży… W całym regionie Karaibów flota handlowa była głównie żydowskim przedsięwzięciem. Statki były ich własnością, obsadzały je żydowskie załogi, żeglowały pod rozkazami żydowskich kapitanów”. Inny żydowski badacz przeszłości, Arnold Aharon Wiznitzer („ Żydzi w kolonialnej Brazylii”, 1960), dodaje nie bez pewnej dumy: „ Kompania Zachodnioindyjska, która zmonopolizowała import niewolników z Afryki, sprzedawała ich na publicznych aukcjach za gotówkę. Tak się składało, że gotówkę przeważnie posiadali Żydzi. Kupcy, którzy pojawiali się na aukcjach byli prawie zawsze Żydami. Z powodu braku konkurencji mogli oni nabywać niewolników po niskich cenach ( a potem odstępować plantatorom na kredyt ściągany przy następnych zbiorach w cukrze- DR)…. Jeżeli zdarzało się , że data danej aukcji pokrywała się z żydowskim świętem- odraczano ją. Tak było w piątek, 21 października 1644 r.”. Żydzi byli także posiadaczami niewolników w Ameryce Północnej. Wspomniany Jacob Marcus napisał w innej książce („Żydostwo Stanów Zjednoczonych. 1776-1985”, Detroit 1989) : „ Przez cały wiek XVIII, aż do początków XIX w., Żydzi na Północy mieli własnych czarnych służących (niewolników- DR) ; na Południu kilka plantacji żydowskich opierało się na pracy niewolniczej. W 1820 r. ponad 75% żydowskich rodzin z Charlestonu, Richmond i Savannah posiadało niewolników zatrudnionych w charakterze służby domowej ; ponad 40% żydowskich właścicieli gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych posiadało 1 lub więcej niewolników… Bardzo mało Żydów w USA protestowało z pobudek moralnych przeciwko…niewolnictwu”. Dodam do tego wywodu tylko tyle, że mniej niż 10% pozostałych białych Amerykanów było w tym czasie posiadaczami niewolnej siły roboczej. Solidne publikacje przedstawione powyżej były przede wszystkim adresowane do żydowskiego czytelnika zainteresowanego historią własnego narodu. Jednak w momencie gdy tematem zajęli się mniej lub bardziej „medialni” nie – Żydzi, rozpoczął się – trwający do dnia dzisiejszego – proces umniejszania, wręcz minimalizowania roli Żydów w haniebnym procederze handlu niewolnikami. Wyrazem tego trendu były liczne publiczne wypowiedzi żydowskich naukowców, wzmiankowany film „Amistad” oraz poświęcone mu artykuły na łamach ‘Time’a” czy „Newsweek’a”. Natomiast słynna „Liga Antydefamacyjna” (ADL) zastosowała jedyną znaną jej taktykę wobec adwersarzy: oskarżenie o propagowanie antysemityzmu. Przyznaję, że zupełnie tego nie rozumiem. Podobno historia jest tylko historią… |

W niedawnym wywiadzie były oficer CIA i analityk wywiadu Larry Johnson analizuje narastającą konfrontację między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Johnson dochodzi do zaskakującego wniosku: pomimo nalotów, sankcji i presji militarnej, Stany Zjednoczone nie osiągnęły jeszcze swoich celów strategicznych. Zamiast tego Waszyngton coraz częściej znajduje się w sytuacji, w której realnymi konsekwencjami konfrontacji są szkody gospodarcze, izolacja geopolityczna i utrata globalnych wpływów.
Punktem wyjścia do dyskusji są niedawne ataki amerykańskie na cele w Bandar Abbas.
Podczas gdy Centralne Dowództwo USA twierdzi, że zniszczyło wyrzutnie rakiet i dronów, Johnson zauważa, że władze irańskie informują jedynie o niewielkim obszarze uderzenia, bez poważniejszych zniszczeń.
Dla niego cała sytuacja pokazuje przede wszystkim jedno: Stany Zjednoczone chcą wywierać presję, ale jednocześnie unikają bezpośredniej eskalacji.
„Stany Zjednoczone uderzają Iran w pierś, ale gdy Iran odpowiada atakiem, oni się wycofują” – tak Johnson opisuje obecną sytuację.
Jego zdaniem irański atak rakietowy na amerykańską bazę lotniczą w Kuwejcie został celowo zaplanowany jako sygnał ostrzegawczy, a nie jako próba zniszczenia amerykańskich samolotów lub żołnierzy. Obie strony balansują obecnie między wojną a pokojem.
Zachodnie media wielokrotnie donosiły, że nowe porozumienie między Waszyngtonem a Teheranem jest bliskie sfinalizowania.
Johnson jest znacznie bardziej sceptyczny.
Podkreśla, że żądania irańskie pozostają niezmienne od miesięcy:
Żadne z tych żądań nie zostało dotychczas spełnione.
Jednocześnie Stany Zjednoczone nałożyły nowe sankcje na irańskie linie lotnicze.
Dla Johnsona nie jest to oznaką chęci pójścia na kompromis, wręcz przeciwnie.
Dlatego spodziewa się, że Donald Trump może po raz kolejny pokrzyżować potencjalne negocjacje, gdy tylko zażądane zostaną kluczowe ustępstwa.
Były analityk CIA uważa, że największe niebezpieczeństwo nie kryje się na polu bitwy, lecz w gospodarce.
Jeśli niepewność związana z Cieśniną Ormuz będzie się utrzymywać, prawdopodobne jest wystąpienie mieszanki inflacji i recesji, czyli klasycznej stagflacji.
Rosnące ceny energii spowodują wzrost kosztów produkcji na całym świecie.
Jednocześnie firmy ograniczyłyby inwestycje i zlikwidowałyby miejsca pracy.
Johnson ostrzega, że taki rozwój sytuacji może mieć wpływ nie tylko na Stany Zjednoczone, ale na całą gospodarkę światową.
„Ludzie stracą pracę, a jednocześnie będą musieli płacić wyższe ceny. To zabójcza kombinacja”.
Johnson zwraca szczególną uwagę na czynnik, który do tej pory nie wzbudził większego zainteresowania opinii publicznej: hel.
Według niego znaczna część światowych zapasów helu zniknęła z rynku z powodu kryzysu w Zatoce Perskiej.
Ma to bezpośredni wpływ na przemysł układów scalonych.
Szczególnie producenci na Tajwanie są zależni od helu.
Chiny z kolei nadal dysponują wystarczającymi ilościami i nawet zwiększyły produkcję.
Wynik:
Johnson widzi w tym kolejną pośrednią korzyść dla Chin.
Media zachodnie niedawno donosiły o napięciach między irańskimi przywódcami politycznymi a Gwardią Rewolucyjną.
Johnson uważa, że takie przedstawienie sytuacji to pobożne życzenia.
Podkreśla, że prezydent Masoud Peseschkian, minister spraw zagranicznych Abbas Araghtschi i przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf mają bliskie powiązania ze Strażnikami Rewolucji Islamskiej i wyłonili się z tych samych struktur politycznych.
„Nie ma podziałów. Wszyscy ci ludzie pochodzą z tego samego środowiska”.
Dlatego też uważa, że nadzieja na wewnętrzny upadek irańskiego przywództwa jest nierealna.
Johnson jest szczególnie krytyczny wobec zachodniej debaty na temat irańskiego programu nuklearnego.
Dyskusja na temat wzbogaconego uranu jest jedynie kwestią poboczną.
Nawet gdyby Iran całkowicie zrezygnował ze swojego programu nuklearnego, konflikt i tak by trwał.
„Czy ktoś naprawdę wierzy, że USA i Izrael nagle zaakceptują Iran?”
Z jego punktu widzenia nie chodzi o uran.
Samo istnienie Republiki Islamskiej jest zagrożone.
Od czasu obalenia szacha w 1979 r. Stany Zjednoczone próbowały odzyskać wpływy w Iranie i zmienić porządek polityczny w kraju.
Johnson uważa, że zniszczenie Republiki Islamskiej jest jednym z głównych celów strategicznych Izraela.
Twierdzi, że Izrael nie tylko postrzega Iran jako geopolitycznego przeciwnika, ale także zasadniczo odrzuca jego model istnienia.
Jednocześnie oskarża władze Izraela o ciągłe rozszerzanie wojny w Libanie.
Walka z Hezbollahem jest daleka od tak skutecznej, jak oficjalnie ją przedstawiają.
Chociaż Izrael wciąż posiada miażdżącą przewagę w powietrzu, to na lądzie jego możliwości są coraz bardziej ograniczone.
Według Johnsona, wydarzenia w Libanie ostatecznie zadecydują o tym, czy napięcia między Waszyngtonem a Teheranem ulegną złagodzeniu.
Iran wielokrotnie dawał jasno do zrozumienia, że warunkiem koniecznym trwałego rozwiązania jest zakończenie konfliktów regionalnych.
Dopóki Izrael będzie kontynuował działania militarne, konflikt z Iranem będzie tlił się.
Jednym z najistotniejszych punktów wywiadu jest kwestia potencjału militarnego Stanów Zjednoczonych.
Johnson twierdzi, że konflikty ostatnich lat obnażyły ograniczenia amerykańskiej potęgi.
Wysokie spożycie:
znacząco zmniejszyło rezerwy amerykańskie.
Ograniczyłoby to możliwości podjęcia działań przeciwko Rosji, Chinom i innym przeciwnikom.
„Idea nieograniczonej amerykańskiej potęgi militarnej doznała poważnego ciosu”.
Na koniec Johnson skupia uwagę na rynkach finansowych.
Podkreśla, że coraz więcej krajów sprzedaje amerykańskie obligacje rządowe zamiast je kupować.
W tym samym czasie ropa naftowa jest coraz częściej przedmiotem obrotu w juanach chińskich i innych walutach.
Dla Johnsona są to oznaki historycznej zmiany.
Świat stopniowo odchodzi od systemu finansowego opartego na dolarze.
„Świat się zmienił – i nie wróci już do tego, czym był kiedyś”.
Larry Johnson kreśli obraz geopolitycznego punktu zwrotnego.
Podczas gdy Stany Zjednoczone próbują wywierać presję na Iran, realne konsekwencje konfliktu mogą stać się widoczne gdzie indziej: w postaci rosnących cen energii, niestabilności gospodarczej, wzmocnienia roli Chin i malejącego zaufania do dominacji finansowej i militarnej Waszyngtonu.
Dla Johnsona konflikt ten już dawno osiągnął wymiar wykraczający daleko poza Iran. Jest częścią globalnej walki o władzę, w której porządek międzynarodowy ulega fundamentalnym zmianom.
29 maja 2026przez Larry’ego C. Johnsona 130 komentarzy
sonar21/trumps-oil-confabulations

(Poprzedni obraz udostępnił mój przyjaciel „Cardiff”).
Donald Trump wielokrotnie twierdził, że Stany Zjednoczone produkują więcej ropy niż Rosja i Arabia Saudyjska razem wzięte. Powtarzał to stwierdzenie wielokrotnie w 2026 roku, często podkreślając, że jest to wynik jego polityki „Wierć, kochanie, wierć”. Jest tylko jeden mały problem… To nie do końca prawda.
Według amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA), produkcja ropy naftowej w USA wzrosła o 3%, czyli o 350 000 baryłek dziennie, w 2025 roku, ustanawiając nowy rekord rocznej produkcji na poziomie 13,6 miliona baryłek dziennie .
Produkcja ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej, przed zamknięciem Cieśniny Ormuz 28 lutego, wynosiła około 10 086 milionów baryłek dziennie , nieznacznie wzrastając w porównaniu z 10 073 milionami baryłek dziennie w grudniu 2025 roku.
A Rosja? W 2025 roku Rosja produkowała 9,1–9,3 miliona baryłek dziennie.
Twierdzenie Trumpa jest technicznie poprawne tylko wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę całkowitą ilość płynów ropopochodnych – tj. ropę naftową + płyny gazu ziemnego, takie jak etan, propan, butan, plus zysk z rafinacji i inne płyny. Stosując tę szeroką definicję, można stwierdzić, że Stany Zjednoczone produkują łącznie 23–24 miliony baryłek dziennie, podczas gdy Rosja i Arabia Saudyjska łącznie produkują 21–22 miliony baryłek dziennie.
Ale oto problem… Stany Zjednoczone NIE są niezależne energetycznie. Zachęcam do obejrzenia rozmowy Danny’ego Davisa z Artem Bermanem ( kliknij tutaj ). Kiedy Trump chwali się, że Stany Zjednoczone są największym producentem ropy naftowej na świecie, opowiada mylącą historię. To prawda, że Stany Zjednoczone produkują ogromne ilości ropy, ale rodzaj produkowanej ropy nie w pełni odpowiada rzeczywistym potrzebom ich infrastruktury rafineryjnej i gospodarki, co sprawia, że dalszy import jest nie tylko opłacalny ekonomicznie, ale wręcz konieczny ze względów strukturalnych.
Art Berman, geolog naftowy i konsultant energetyczny, przekonująco argumentuje, że obecny globalny kryzys w dostawach ropy naftowej – wywołany głównie zakłóceniami w Cieśninie Ormuz w wyniku trwającej wojny między USA, Izraelem i Iranem – nie rozwiąże się szybko. Przedstawia realistyczny, oparty na danych pogląd, który ostro kontrastuje z optymistycznymi oświadczeniami administracji Trumpa na temat produkcji i cen ropy w USA.
Z przyjemnością usłyszałem, jak Berman przedstawia ten sam argument, który ja przedstawiałem od czasu zamknięcia Cieśniny Ormuz: tj. że zamknięcie/blokada (poprzez miny, ataki i działania USA) spowodowała usunięcie ogromnej ilości ropy naftowej z rynków światowych (około 20% handlu morskiego). To szok bez precedensu w historii i nie ma łatwego ani szybkiego rozwiązania. Zapasy są szybko zmniejszane, a efekty opóźnienia będą mocno odczuwalne w nadchodzących miesiącach.
Najbardziej fascynującą częścią analizy Bermana było jego twierdzenie, że Stany Zjednoczone, wbrew twierdzeniom Trumpa, nie są niezależne energetycznie w zakresie ropy naftowej. Produkcja ropy łupkowej w USA to w przeważającej mierze lekka, słodka ropa (o niskiej gęstości i niskiej zawartości siarki).
Jednak amerykańska infrastruktura rafineryjna – a w szczególności ogromny kompleks rafineryjny na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej – została zbudowana i zoptymalizowana dziesiątki lat temu w celu przetwarzania ciężkiej, kwaśnej ropy . Z tego powodu Stany Zjednoczone muszą importować ciężką ropę z Kanady, Meksyku, Wenezueli, Arabii Saudyjskiej i innych krajów, aby zasilić istniejące rafinerie, podczas gdy eksportują lekką ropę łupkową do Azji i Europy.
Stany Zjednoczone są uzależnione od ciężkiej kwaśnej ropy naftowej ze względu na kluczową rolę oleju napędowego w amerykańskiej gospodarce. Gospodarka USA w dużej mierze opiera się na oleju napędowym, który najlepiej produkować z ciężkiej ropy naftowej… Ciężarówki, pociągi, sprzęt rolniczy, maszyny budowlane i olej opałowy na północnym wschodzie kraju – wszystkie te paliwa destylowane są produkowane z ciężkiej ropy naftowej. Ponieważ amerykańskie łupki nie dostarczają wystarczającej ilości ciężkich frakcji, aby zaspokoić krajowe zapotrzebowanie na olej napędowy, nasza gospodarka jest strukturalnie podatna na zakłócenia, a import pozostaje strukturalnie niezbędny, niezależnie od ilości produkowanej lekkiej ropy naftowej.
Ten fakt rzuca nowe światło na styczniową inwazję Trumpa na Wenezuelę. W marcu 2025 roku Arabia Saudyjska zajmowała dopiero 4. miejsce wśród dostawców ropy naftowej do USA z dostawą na poziomie 196 000 baryłek dziennie, za Kanadą (3,8 mln baryłek dziennie), Meksykiem (397 000 baryłek dziennie) i Wenezuelą (253 000 baryłek dziennie). Jednak od czasu schwytania Maduro import wenezuelskiej ciężkiej ropy naftowej do USA wzrósł mniej więcej trzykrotnie – z około 99 000 baryłek dziennie w grudniu 2025 roku do ponad 500 000 baryłek dziennie na początku 2026 roku – co stanowi jedną z najbardziej drastycznych zmian w strukturze importu ropy do USA od lat i bezpośrednio rozwiązuje problem luki w dostawach ciężkiej ropy naftowej, którą wcześniej zidentyfikowałem.
W świetle tego wydaje się zasadne pytanie… Czy administracja Trumpa przewidziała zamknięcie Cieśniny Ormuz i wykorzystała pojmanie Maduro jako pretekst do zwiększenia importu dużej ilości ropy naftowej z Wenezueli? Aż nasuwa się pytanie: hmmmm.
Szalony, pracowity dzień podcastu. Zacząłem od Nimy i pułkownika Wilkersona:

Po raz pierwszy rozmawiałem z Miroslavem z Czech… słodkim dzieciakiem:

Sabby Sabs złapał mnie, żeby porozmawiać o ataku dronów w Rumunii… Pomimo początkowych prób zrzucenia winy na Rosję, prezydent Rumunii przyznał później, że był to zabłąkany dron zestrzelony przez wojnę elektroniczną:

Scott Ritter dołączył dziś do Raya i mnie podczas okrągłego stołu INTEL :

Mario cierpiał na poważny uraz kręgosłupa szyjnego, próbując sprostać twierdzeniom Trumpa, że umowa z Iranem jest już prawie gotowa do podpisania:

Zakończyłem wieczór z Sulaimanem Ahmedem, rozmawiając zarówno o Hormuzie, jak i o Ukrainie:

31 maja 2026 r.przez Larry C. Johnson sonar21/trump-continues-to-sabotage-any-chance-of-making-a-deal-with-iran

Trump i jego pochlebcy od bezpieczeństwa narodowego wciąż żyją w świecie marzeń, jeśli chodzi o negocjacje z Iranem. Kilka dni temu serca w Waszyngtonie waliły z nadzieją, że porozumienie jest bliskie, ale te bijące serca zamilkły po piątkowym popołudniowym spotkaniu Trumpa z jego zespołem ds. bezpieczeństwa narodowego. Zarówno „New York Times”, jak i „Axios” opublikowały w sobotę doniesienia, które – jeśli są prawdziwe – oznaczają, że nie ma widoków na dyplomatyczne, wynegocjowane rozwiązanie.
Zarówno „New York Times”, jak i Axios zgadzają się, że Trump utwardza swoje stanowisko, a reakcje Iranu są niezadowalające dla USA. Podkreślają kluczowe kwestie: ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz, ograniczenie potencjału nuklearnego Iranu oraz groźbę wznowienia ataków. Obaj zauważają, że rozmowy są nadal aktywne, ale kruche. Nie są jednak w pełni zsynchronizowane.
Axios przedstawia historię w swoim charakterystycznym, zwięzłym stylu, skoncentrowanym na osobach z wewnątrz, w dużej mierze opierając się na słowach samego Trumpa i wysokich rangą urzędników amerykańskich. W połowie maja Axios doniósł, że Trump powiedział portalowi wprost, że „ czas ucieka ” dla Iranu. Ostrzegł, że jeśli Teheran nie przedstawi znacznie lepszej oferty, „oberwie znacznie mocniej” i „musi działać szybko, bo inaczej nic mu nie zostanie”.
Relacja Axios podkreśla frustrację Trumpa najnowszą kontrpropozycją Iranu, którą urzędnicy amerykańscy określili jako „niewystarczającą”, szczególnie w odniesieniu do programu nuklearnego. Axios podkreśla binarny wybór, jaki przedstawia Trump: pójść na realne ustępstwa albo stawić czoła wznowieniu działań militarnych („negocjacjom z użyciem bomb”). Axios przedstawia Trumpa jako niecierpliwego, ale wciąż preferującego porozumienie na własnych warunkach, zauważając jednocześnie, że presja wewnętrzna, taka jak inflacja i wysokie ceny energii, zwiększa pilność zawarcia umowy.
Jednak „ New York Times” przedstawia podejście Trumpa jako sianie zamętu, odzwierciedlając wewnętrzne spory między jastrzębiami a tymi, którzy chcieli szybkiego porozumienia, mającego złagodzić problemy gospodarcze w kraju. Donosząc, że Trump zaostrzył warunki proponowanego porozumienia pokojowego i odesłał zrewidowaną wersję Iranowi, częściowo po to, by wywrzeć presję na Najwyższego Przywódcę Modżtabę Chameneiego, reporterzy „Timesa” nie wspomnieli o prawdopodobnej reakcji Iranu. Zauważyli jedynie, że chociaż Trump wywiera coraz większą presję, jego kampania jak dotąd miała ograniczony wpływ na zmianę kluczowych stanowisk Iranu, zwłaszcza w kwestii wzbogacania uranu i jego programu nuklearnego.
Za moich czasów w CIA nazywaliśmy to analizą „No Shit” . Ani „Times” , ani „Axios” nie zdecydowały się donieść, że stanowisko Iranu w tych kwestiach pozostaje stanowcze i bezkompromisowe. Iran, korzystając ze swoich praw terytorialnych, będzie kontrolował przepływ statków przez Cieśninę Ormuz w dającej się przewidzieć przyszłości i pod żadnym pozorem nie odda Stanom Zjednoczonym swoich zapasów wzbogaconego uranu. Nie jestem pewien, czy Trump i jego doradcy to rozumieją, ale z pewnością byłoby pomocne, gdyby media pomogły uświadomić opinię publiczną o tej rzeczywistości.
Ten proces prawdopodobnie przeciągnie się do początku przyszłego tygodnia, kiedy pakistańscy pośrednicy dostarczą odpowiedź Iranu na nowe żądania Trumpa. Myślę, że potrzebny będzie poważny wstrząs gospodarczy w USA, aby przekonać Trumpa do zawarcia umowy, którą Iran zaakceptuje. Nie wstrzymujcie oddechu.
W moim najnowszym filmie dla Counter Current przeprowadziłem wywiad z Alexem White’em, znanym również jako Reporterfy Media . Alex jest traderem instrumentów pochodnych i mieszka w Chinach od kilku lat. W pierwszej połowie filmu rozmawiamy o życiu w Chinach – czyli o tym, jak ono naprawdę wygląda – a w drugiej połowie o niebezpiecznym stanie światowej gospodarki:

Myślę, że Mario w końcu zdał sobie sprawę, że Trump nie prowadzi negocjacji w dobrej wierze i że szanse na prawdziwe zawieszenie broni w Azji Zachodniej maleją:

Stas Krapivnik i ja rozmawialiśmy w czwartek i omówiliśmy najnowsze wydarzenia na Ukrainie:


Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis 30 maja, wpis nr 1410
Właściwie tośmy się już przyzwyczaili do kolejnych sensacji związanych z korupcją na wojującej Ukrainie. To ciekawy fenomen, gdyż wygląda na to, że cykanie takimi sensacjami immunizuje nas na takie patologie – ot, patrzymy się, znowu coś tam wyszło. Następuje inflacja reakcji. Kogoś złapali, ktoś, oczywiście bez wiedzy Polaków uciekł przez Polskę do Izraela… Układ trzyma się dobrze. Nic dziwnego, że ci, którzy dawali pomoc i finansowe wsparcie kryją teraz przekrętaczy, bo jeszcze wydałaby się cała systemowa sytuacja i któryś z europejskich podatników mógłby się zapytać jak się rozchodzą pomocowe środki z jego podatków. Mnie jednak zaskoczyła jedna sytuacja.
Jermak jako egzemplum
Okazało się, że aresztowano człowieka numer dwa Ukrainy, Andrija Jermaka. Aresztowano go pod zarzutami korupcyjnymi 14 maja tego roku, ale już w dniu następnym – w piątek została zebrana wśród znajomych 300 darczyńców wymagana kwota wyznaczonej kaucji i Jermak już by wyszedł, ale zaczął się weekend i nie można było zaksięgować wpłat, a więc po weekendowym pobycie w luksusowej, tzw. „płatnej celi” (są takie cuda w cywilizowanym i aspirującym do Unii świecie) w poniedziałek prawa ręka Zełenskiego wyszła na wolność. Zabrano mu paszport i zakazano wyjazdu nawet z Kijowa. Ale zastanowiła mnie jedna rzecz – kwota kaucji.
Wynosiła ona ok. 3,3 miliona dolarów. Zebrane wśród 300 darczyńców i wpłacone w jeden dzień. Musi mieć więc Jermak całą armię przyjaciół, gotowych do zebrania kasy w jeden dzień, w jakiś sposób skoordynowanych, nie mówiąc już, że wdzięcznych na jakieś 13.000 dolarów na głowę. Takie ruchy przypominają mi jako żywo w mniejszej skali wpłaty na konta wyborcze drobnych kwot na martwe dusze, kwot, które później idą w miliony. A może Jermak po prostu tyle miał „u ludzi” ze swych własnych zarobków?
Zaglądamy więc do zarobków Jermaka. Cóż my tam mamy? Ano średnio 14.500$ rocznie, co oznaczałoby, że Jermak musiałby odkładać nie jedząc na własną kaucję 227 lat, a i tak zarabiał on ponad 40% więcej niż jego zubożały, jak widać, szef – prezydent Zełenski. Mamy więc do czynienia i z kwotą, i z tempem oraz zakresem reakcji na „zbiórkę”, które de facto… potwierdzają korupcyjność Jermaka w otoczeniu nieformalnego układu. Czyli sam podsądny doniósł na samego siebie wpłacając kaucję. To mnie popchnęło do próby obejrzenia całego układu korupcyjnego na walczącej Ukrainie.
Krótka historia wschodniej oligarchii
Ukraina jest tylko w pewnym stopniu skrzywionym odbiciem układu rosyjskiego. Zobaczmy jak to więc szło z Moskwy. Mamy do czynienia z cywilizacją turańską, na którą przemożny wpływ miały czasy najazdów mongolskich. To wtedy wyznaczył się stały już trend do oligarchizacji władzy, trzymania pod butem niewolonego ludu, który ten proceder rozumiał i akceptował jako normalny układ elita-lud. Do elity dostawać się można było jedynie w sposób gwałtowny, nawet na jej szczytach, czy to rodów królewskich, czy dynastii politycznych. Układ ten był mitygowany trochę poprzez komunistyczną przaśność, nie świecono ludowi w oczy benefitami władzy.
Po upadku Związku Sowieckiego jednak hamulce zniknęły w sposób gwałtowny i widowiskowy, na tyle, że oligarchia ujawniła się w stopniu ostentacyjnym, kiedy przy rozpadzie państwa poszczególne mafie (nawet wyposażone we własne substytuty armii) stały się jedynym elementem państwowotwórczym. Był to więc z natury układ pasożytniczy, który szybko doprowadził do upadku podstawowych funkcji państwa.
Na tej zapaści wjechał na całego porządkujący nowy car-batiuszka, Putin, przywrócił on wypłaty emerytur i świadczenia zdrowotne i lud go od razu pokochał. Putin rozprawił się z układem mafijnym w ten sposób, że wprowadził jako element państwowotwórczy jedną wielką mafię – służby. A te były wyposażone w państwową licencję na przemoc, jak to u turańskich – bez żadnej społecznej kontroli i „po uważaniu” cara. Ot, taka współczesna Oprycznina. I tak jak w XVI wieku Iwan Groźny za pomocą swych służb zabrał się za ukracanie bojarów nie koniecznie tylko o brody, tak Putin swoimi „oprycznikami” zabrał się za oligarchów. Oczywiście miał i przy sobie swoich oligarchów, ale był to krąg wewnętrzny jego kumpli z młodości (placówki, gdzie przebywał młody agent Wołodia, kluby judo i inne przypadkowe znajomości), których namaścił intratnymi posadami w państwowych molochach. Ale główny element stanowiła grupa „zaproszonych” oligarchów.
Po prostu nowy car Rosji wysłał do istniejących oligarchów opryczników nowej generacji, kolegów ze służb, o gorących sercach i zimnym spojrzeniu i został całej kaście oligarchicznej postawiony warunek – zostawiamy wam na papierosy, ale dzielicie się tym, co macie w stopniu, który my tu określimy, a jak nie, to albo pójdziecie do ciupy jak Michaił Chodorkowski, albo cię znajdą w twojej willi w hiszpańskim kurorcie Lloret de Mar powieszonego nad trupami zasztyletowanej żony i córki co zostanie uznane za tzw. „rozszerzone samobójstwo” (sprawa Siergieja Protosenija), czy skończysz jak Bieriezowski na sznurze w zamkniętej łazience w swej posiadłości w Ascot pod Londynem. Ta druga grupa „oligarchów odwiedzonych” szybko się akomodowała do nowych reguł gry, nawet wyrosła i trzecia, która się zaczęła dorabiać na putinowskich wojnach.
Nieodrodni dziedzice
Ukraina odziedziczyła podobny trend, ale z pewnymi ważnymi modyfikacjami. Po pierwsze – ukraińska oligarchia była mocno powiązana z rosyjską odpowiedniczką, jednak ocaliła głowy od czystki Putina, którą ten zafundował rosyjskim oligarchom. Wielu z nich przeniosło swe interesy na Ukrainę, czy to wzmacniając tamtejszych oligarchów, czy budując nieoficjalnie swoje struktury. Putin ich tak bardzo nie ścigał, bo te układy ściągały w końcu haracz nie z Rosjan. Ważne, że ten układ zachował kształty bardziej jelcynowskie, czyli Ukraina była terenem rozpasanej walki, a właściwie układu dogadanych i ustawionych mafii, bez porządkującego na poziomie podstawowych usług publicznych wektora nowego dyktatora. Wszystko odbywało się mafijnie i jedynym państwowym wektorem porządkującym działanie państwa był wektor oligarchicznego układu.
To on wystawiał swoich kandydatów na szefów państwa i rozprowadzał go po administracji władzy, gdyż ukraiński system prezydencki w razie zwycięstwa dawał wszystko w jedne ręce na zasadzie „winner takes it all”, było więc o co walczyć. Ale, żeby nie było na tym tle żadnej wyniszczającej wojny domowej mafii, układy się dogadywały i wystawiały na kandydata na wodza narodu jakiś upostaciowiony kompromis. Albo mieliśmy na czele któregoś z oligarchów, tak jak z królem cukierków – Poroszenką, albo marketingowego słupa, typu Zełenski, którego wypromował oligarcha Kołomyjski w długim procesie od serialu do tronu. Mamy więc w przypadku Ukrainy do czynienia z połączeniem schyłkowej fazy jelcynowskiej oligarchii z putinowską grupą trzecią – dorobionych na wojnie.
Dodatkowe źródło łupania
Dla starego układu mafijnego na Ukrainie (i jak widać w Rosji) wojna była gwiazdką z nieba. Zwłaszcza, że wojnę tę Ukraina, jako państwo oligarchicznie, bo postsowiecko niewydolne mogło prowadzić wyłącznie za zewnętrzne środki. Na Ukrainę zaczęły płynąć szerokim strumieniem pieniądze znaczone czy to potrzebami militarnymi, czy politycznymi, a więc kompletnie – zwłaszcza w pierwszej fazie – niekontrolowane przez tę pomoc otrzymujących, co dopiero mówić o tych, którzy ją dawali. Mafie rozstawione w węzłowych miejscach państwa, jako jego organizacyjny substytut, nie miały żadnego problemu, by na tej całej kasie siąść. Tylko one bowiem wiedziały jak chodzą pieniądze, procedury i kwity z rozliczeniami. Nikt przecież nie miał, łącznie, a właściwie zwłaszcza Zachód, pojęcia jak to kontrolować. W końcu głupio było tak pytać – jak to chodzi. Chłopy tam walczą na śmierć i życie, i jak tu się – wręczając karabin – zapytać o fakturę i przelew? Nawet Amerykanie dopiero po dwóch latach się zorientowali [ejże.. Nuland nie taka głupia… md] że w sumie dają wszystko na gębę, Europa się do tej pory nie zorientowała, albo udaje, że nie wie, bo jakby się sprawa wydała, to dość trudno byłoby się wytłumaczyć, że tak to się jakoś rozeszło.
Wielkość pomocy dla Ukrainy w czasie jej drugiej wojny z Rosją jest właściwie nie do oszacowania. Tropy prowadzą w różne strony, pojawiają się jakieś fundusze, pożyczki nie do spłacenia, raz się to liczy jako sprzedaż, raz jako darowiznę, nie mówiąc już o kosztach pomocy w formie transferów socjalnych do migrantów ukraińskich. Samo przejrzenie różnych form pomocy państwowej i militarnej daje nam kwoty powyżej 400 miliardów dolarów. Ukraina jest państwem upadłym i bez kroplówki, takiej jak np. ostatnie 90 miliardów pożyczki pod niespłacalny i kuriozalny zastaw pod reparacje, które ma przegrana w tej wojnie Rosja zapłacić Ukrainie, idą na podstawowe pozamilitarne funkcje państwa – bez tych pieniędzy nie dostarczyłaby podstawowych usług publicznych.
Analitycy i znawcy układów oligarchicznych oceniają współczynnik „pompa-rów”, czyli transfer środków publicznych w przypadku środków zewnętrznych do kieszeni oligarchów na poziomie 10-15%. Daje nam to licząc najskromniej jakieś 40 miliardów dolarów transferowanych do kieszeni mafii, która już nie musi „bidować” jedynie na okradaniu potencjału Ukrainy, ale podczepia się pod zewnętrzne środki przeznaczane przecież do wsparcia walczącej Ukrainy. No, trzeba przyznać, że jest to kwota, za którą można wykupić ze 12 900 Jermaków. Jest więc o co się bić.
Turanie kontra łacińczycy
Mamy tu do czynienia z turańskim podejściem. Wytłumaczę na czym polega w tym wypadku różnica pomiędzy tym podejściem, a np. naszym – z cywilizacji łacińskiej. Jeśli wyobrazimy sobie powiedzmy rok 1941, kiedy Polska była pod wojującą okupacją połączonych totalitaryzmów, to w takim Londynie siedzieli co najwyżej polscy uciekinierzy z kacem, że nie walczą, zaś ci co mogli przedzierali się – jak w serialu „Jak rozpętałem II wojnę światową” – przez cały świat, by powalczyć o Polskę. Robiono zrzutki na walkę, zaś resztki majątków przekazywano do wsparcia wysiłku zbrojnego.
Co mamy dziś np. w takiej Polsce – dzieci oligarchów rozbijają się w Bentley’ach po warszawskich ulicach, Stephen Khun zaś donosi, że u producentów superjachtów mają zajęte kolejki zamówień na cztery lata naprzód właściwie tylko z jednego kraju, zgadnijcie jakiego? Najbogatszy człowiek Ukrainy, oligarcha, właściciel Szachtara Donieck i holdingu SCM w 2024 roku (transakcja wyszła na jaw w kwietniu 2026) kupił najdroższy apartament w historii nieruchomości: pięciopiętrowy, 21-pokojowy luksusowy penthouse o powierzchni ponad 2500 m² w prestiżowej nowej dzielnicy Mareterra (budynek Le Renzo). Cena? 471 milionów euro.
Czemu tak jest i czemu to nie przeszkadza walczącemu ludowi Ukrainy?
No właśnie chodzi o kulturę wynikającą z cywilizacyjnej przynależności. U nas takie zachowanie byłoby potraktowane na granicy samosądu – kiedy my tu walczymy, kiedy zaczyna brakować nam ludzi i środków nasza elita miałaby się na tym wszystkim pławić w luksusie? Przecież każdy skradziony dolar to zagrożenia dla naszej niepodległości, a już co najmniej dla naszych chłopaków walczących w okopach. Nie wiem czy takiego by Polacy rozerwali na strzępy, bo nic już nie zostało z rebel people, jak się mianowali kiedyś Polacy, ale przynajmniej by było jasne, że to potępiamy. Ja nic podobnego nie słyszałem ze strony ukraińskiego ludu. To dla nich temat wstydliwy, a więc pomijalny.
Takie zarzuty to są knowania Moskwy, nawet gdyby to była prawda, to ta prawda może zaszkodzić naszemu morale. Śmierdzi ci ona onucą, zresztą z tymi oligarchami to tak zawsze było, u nas role są podzielone przez fatum losu i nie ma co się dziwić oligarchom, że jak dostali możliwość wynikającą z dodatkowych środków na pomoc walczącej Ukrainie, to umoczyli dziób w tej melasie. Nic z tego nie rozumiecie – jest to normalna marża, tym razem z waszych środków i tu inaczej nie działa.
Korupcja na walczącej Ukrainie to również impas dla Zachodu. Moim zdaniem cwaniaczek z Zachodu na pewno się działkuje, zwłaszcza korupcyjnie niekontrolowany w Unii, z ukraińską oligarchią, wystarczy tylko nie rozliczać środków, zamknąć oczy na zawyżone faktury, a oni tam sobie jakoś to na miejscu rozdzielą, i sypną prowizją zwrotną. Inni, ci niebiorący, będą każdy wykryty fakt korupcji ukrywać, by nie drażnić swych wyborców, że nie pilnują podatkowego grosza. Mamy więc układ zamknięty, pompa-rów, który po drodze gubi prowizję na konserwowanie układu oligarchicznego. Uwaga – przy jednoczesnym nawoływaniu, by ten cały bałagan przyjąć ciupasem do Unii.
Pierwsze wkurzenie
Prześledziłem wielowarstwowe systemy kontroli środków na Ukrainę, zwłaszcza te, które stworzyła Unia. Ta dumnie ogłosiła, że PRZESTAŁA dawać Ukrainie środki „z góry”, żąda – uwaga! – rozliczeń, z którymi i tak nie wiadomo co robi. Znając różnice w kombinowaniu Słowian, wzmocnionym jeszcze turańskim stylem, to jest to zabawa w kotka i myszkę, z tym, że obie strony wiedzą, że to gra pozorów. Pierwsi wkurzyli się Amerykanie. To znaczy – tam wkurzyli się. Biden forsujący środki dla Ukrainy „na gębę” przegrał większość w Kongresie i Republikanie 1 listopada 2022 roku wprowadzili rezolucję żądającą od prezydenta audytu pomocy dla Ukrainy. Audyt nie przyłapuje wielkiego złodziejstwa, ale Amerykanie nie są głupi, i wprowadzają, rzec można unijny, mechanizm warunkowości – dalsza pomoc tylko pod warunkami zmian systemowych w ustroju Ukrainy, gdyż to on, a nie pojedyncze przypadki, wręcz generuje proceder korupcyjny.
Żądania zmian od Amerykanów pokazują jakiż to stworzony układ jest do rozmontowania:
1. Pełna niezależność i wzmocnienie „Świętej Trójcy” antykorupcyjnej
Amerykanie zażądali, aby ukraińskie organy ścigania były całkowicie odcięte od wpływów politycznych prezydenta, rządu i służb specjalnych (SBU). Skupili się na trzech instytucjach:
To właśnie próba złamania tego konkretnego zalecenia przez otoczenie Zełenskiego w lipcu 2025 roku (poprzez podporządkowanie SAP Prokuratorowi Generalnemu) wywołała natychmiastową groźbę odcięcia amerykańskich funduszy.
2. Przywrócenie jawności majątkowej (e-Deklaracje)
Po wybuchu wojny w 2022 roku Ukraina zawiesiła obowiązek publicznego składania cyfrowych oświadczeń majątkowych przez urzędników (tłumacząc to względami bezpieczeństwa). USA kategorycznie zażądały:
3. Ograniczenie roli Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU)
USA od lat konsekwentnie domagały się reformy SBU. Tradycyjnie ukraińskie służby specjalne posiadały departamenty zajmujące się walką z korupcją i przestępczością gospodarczą. Amerykanie uznali to za patologię, która pozwalała SBU na szantażowanie biznesu i dublowanie kompetencji NABU.
4. Transparentność w zamówieniach obronnych i odbudowie
W związku z miliardami płynącymi na armię i infrastrukturę, USA narzuciły ostre wytyczne dotyczące wydawania pieniędzy:
5. Deoligarchizacja i ład korporacyjny
Amerykanie uderzyli w strukturę wielkich państwowych monopoli (np. w sektorze energetycznym czy zbrojeniowym):
Zełenski kontratakuje
Zełenski odczekał tylko aż sprawa przyschnie i przypuścił kontratak, który jawnie pokazuje czy prezydent Ukrainy bardziej dba o losy swej ojczyzny, czy ochronę interesów oligarchów zagrożonych żądaniami Amerykanów co do ukrócenia mechanizmów korupcyjnych. Do parlamentu trafia w lipcu 2025 projekt ustawy nr 12414, który pierwotnie dotyczył zupełnie innych kwestii prawnych. Po pierwszym czytaniu dopisano do niego poprawki drastycznie zmieniające ustrój organów antykorupcyjnych. Prezydencka partia „Sługa Narodu” wraz z częścią opozycji błyskawicznie przegłosowała ustawę, a prezydent Zełenski podpisał ją tego samego wieczoru. Co realnie zmieniała ta ustawa?
Ustawa uderzała w fundament niezależności śledczych poprzez:
Dziennikarze śledczy (m.in. Ukraińska Prawda i The Economist) ujawnili, że plan ten narodził się bezpośrednio w Kancelarii Prezydenta, a jego celem było zablokowanie m.in. wielkich śledztw dotyczących defraudacji w sektorze energetycznym, które uderzały w ludzi z otoczenia Zełenskiego (parę miesięcy później te same śledztwa doprowadzają do upadku Andrija Jermaka).
Papierowy Majdan
Decyzja Zełenskiego wywołała szok. Ukraińcy uznali to za próbę budowy autorytaryzmu pod osłoną wojny. Oczywiście Państwo nic o tym nie słyszeliście w Polsce, bo na Ukrainie wszystko idzie dobrze: Zełenski to słońce narodu, zaś jego otoczenie to anioły wcielonej bezinteresowności. A tu już 22 i 23 lipca 2025 roku w Kijowie, Lwowie, Charkowie, Odessie i 25 innych miastach na ulice wyszły tysiące ludzi (głównie młodzież i weterani wojenni). Ze względu na obowiązujący stan wojenny i zakaz demonstracji, protestujący nie organizowali klasycznych wieców – przynieśli ze sobą ręcznie robione napisy na kawałkach kartonów (stąd nazwa „kartonowe protesty”), żądając natychmiastowego cofnięcia ustawy. Okrzyki „Ręce precz od NABU!” i „Hańba!” były bezpośrednio wymierzone w Zełenskiego. Presja wewnętrzna zbiegła się z natychmiastową, bardzo ostrą reakcją Zachodu. Unia Europejska oraz USA wprost zakomunikowały Kijowowi, że ta ustawa oznacza zablokowanie miliardów dolarów pomocy wojennej oraz zamrożenie procesu akcesji Ukrainy do UE.
Widząc skalę oporu, Zełenski uległ i zaledwie dwa dni po podpisaniu szkodliwej ustawy, prezydent w trybie pilnym skierował do parlamentu nowy projekt (nr 13533), który całkowicie anulował poprzednie przepisy. 31 lipca 2025 roku parlament przyjął nową ustawę, a Zełenski ją podpisał, w pełni przywracając niezależność NABU i SAP, usuwając je spod wpływu Prokuratora Generalnego. Cała ta próba wydatnie pokazała jakie są intencje antykorupcyjne władz ukraińskich.
Turanie na Majdanie
Ludy z cywilizacji turańskich mają jedną cechę – nie znają innych stanów niż całkowita uległość albo krwiożerczy bunt. Jednak ten stan pierwszy – demoralizującej, na pokolenia dziedziczonej uległości powodują wyradzanie się elit i zsucziwanije ludu, czyli doprowadzenie do moralnego upadku jego podstaw jako wspólnoty. Prowadzi to do kompletnego rozziewu pomiędzy brutalną i bezwzględną elitą a upodlonym i biernym ludem. Nic po środku – żadnej nadziei na transfery, awansy, ożywcze krążenie elit. A to prowadzi do degradacji potencjału całego układu – mafie udają, że rządzą, lud udaje, że pracuje. Wszyscy żywią się poza oficjalnym ustrojem, który jest już tylko pustą dekoracją, zaś realny potencjał konsekwentnie się obniża. Konfrontacja takiej postawy jest dla Zachodu nie do pojęcia, a jako, że pomaga Ukrainie ze swych, co najmniej tak samo podłych, intencji, to ukrywa przed publiką takie koszty uzyskania skrywanego przychodu.
Nasz Jermak, w czasie wielkiej afery korupcyjnej jeszcze 28 listopada 2025 roku nie poszedł siedzieć, jednak ten podał się do dymisji i zadeklarował, że „jedzie na front”. Do dziś nie wiadomo czy po to by „odpokutować” jakieś winy, bo do takich się w ogóle nie przyznał. Na front jednak nie udała się. Dziś wyszedł za kaucją i pewnie chodzi po Kijowie, bo nie może z niego wyjechać. Ciekawe czy wysiada ze swej limuzyny – chyba nie musi: przecież wie, że może się przespacerować, bo nikt mu nawet nie splunie w twarz. Potomkowie bowiem cywilizacji turańskiej albo pochylą głowę przed władzą, albo jej się rzucą do gardła. To drugie czynią zaś bardzo rzadko, zwłaszcza, że są obecnie zajęci walką w okopach, pytanie tylko – o jaką Ukrainę?
Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Sytuacja w Cieśninie Ormuz dramatycznie się zaostrza. W wyjątkowo ostrym ostrzeżeniu Stany Zjednoczone ogłosiły, że przeprowadzą operacje wojskowe na północ od Półwyspu Musandam w Omanie i – w razie potrzeby – zatrzymają siłą statki uznane za zagrożenie.
Ostrzeżenie, wydane za pośrednictwem Wspólnego Centrum Informacji Morskiej (JMIC), klasyfikuje sytuację bezpieczeństwa na najważniejszym strategicznie szlaku transportu ropy naftowej na świecie jako ‚KRYTYCZNĄ’. Armatorzy i kapitanowie są proszeni o koordynowanie swoich tranzytów z amerykańskim programem NCAGS (Naval Cooperation and Guidance for Shipping), utrzymywanie stałego kontaktu radiowego i natychmiastowe podporządkowanie się poleceniom sił zbrojnych USA.
Zapowiedziane operacje wojskowe USA skierowane są na obszar na północ od Półwyspu Musandam w Omanie, bezpośrednio przy wejściu do Cieśniny Ormuz. Jest to główny szlak tankowców między Zatoką Perską a Zatoką Omańską. Na północy leży Iran, a na południu omańska enklawa Musandam. Szlak tankowców przebiega właśnie przez ten wąski korytarz.
Szczególnie istotne jest sformułowanie, że każdy statek zauważony podczas prowadzenia lub wspierania irańskich działań może zostać zaatakowany przez siły amerykańskie ‚w samoobronie’. Jednocześnie stwierdza się, że statki, które nie stosują się do instrukcji Marynarki Wojennej USA, mogą zostać uznane za ‚bezpośrednie zagrożenie’.
Waszyngton oskarża Iran o dążenie do ‚nielegalnej kontroli’ nad Cieśniną Ormuz i narażanie żeglugi międzynarodowej poprzez minowanie i ataki na statki. Marynarka Wojenna USA oświadcza, że chce zapewnić wolność żeglugi i przygotowuje się na potencjalne ataki.
Statki zakotwiczone w cieśninie Ormuz
Ten rozwój sytuacji oznacza dalszą eskalację walki o kontrolę nad szlakiem wodnym, którym zazwyczaj transportowana jest około jedna piąta światowego handlu ropą naftową. Od miesięcy centra bezpieczeństwa morskiego donoszą o atakach dronów, zagrożeniach minowych, zakłóceniach GPS i incydentach wojskowych w regionie. Kilka statków handlowych zostało uszkodzonych lub zmuszonych do skrócenia rejsów.
Chwila ta jest godna uwagi, biorąc pod uwagę sprzeczne sygnały płynące z Waszyngtonu. Podczas gdy prezydent USA Donald Trump ogłosił w piątek zniesienie amerykańskiej blokady morskiej irańskich portów, agencje bezpieczeństwa morskiego wydały niemal jednocześnie ostrzeżenia o operacjach wojskowych i potencjalnych działaniach egzekucyjnych wobec statków w regionie. Obserwatorzy opisują sytuację jako coraz bardziej chaotyczną, a zapowiedzi polityczne i działania wojskowe najwyraźniej nie zawsze idą w parze.
Dla żeglugi międzynarodowej oznacza to przede wszystkim jedno: ryzyko incydentów wojskowych pozostaje wysokie. Stany Zjednoczone jednoznacznie dają teraz do zrozumienia, że są gotowe do militarnego wzmocnienia kontroli nad Cieśniną Ormuz. [co za piękne, wielopiętrowe zdanie… md] Jednocześnie Iran postrzega rosnącą obecność amerykańskich okrętów wojennych jako prowokację i wielokrotnie deklarował zamiar reagowania na zagrożenia w regionie.
Wzrastają obawy, że Cieśnina Ormuz nie tylko pozostanie wąskim gardłem gospodarczym, ale będzie coraz bardziej przekształcać się w bezpośredni obszar konfrontacji militarnej między Waszyngtonem a Teheranem. [Nyyy… A pokojowy Izrael będzie się przyglądał.. md]
uncutnews.ch/strasse-von-hormus-militarisiert-usa-kuendigen-gefaehrliche-operationen-an
Opracował: Zygmunt Białas
30.05.2026 wolnemedia/spadnij-dronie-na-rumunie-i-przykryj-kompromitacje-upa-iny
Kiedy jedna z ukraińskich formacji wojskowych została dwa dni temu nazwana na cześć Ukraińskiej Powstańczej Armii, zbrodniczej formacji ukraińskich nacjonalistów z okresu II wojny światowej, utworzonej jako zbrojne ramię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, kolaboracyjnej formacji kooperującej z Niemcami, u nas w Polsce nie powinno nikogo dziwić że takie działania na dzikich polach są podejmowane. A tym bardziej, że po tego typu kompromitacjach następuje przykrywanie ich w mediach.

Przyzwyczailiśmy się już, że w okresie od 24 lutego 2022 roku, kiedy szeroko pojęty świat zachodni, zwłaszcza USA czy Izrael, znajdują się w „złym położeniu medialnym”, tj. kiedy media huczą i grzmią o ich zbrodniach, nagle coś spada na kraj NATO. Raz dron, innym razem rakieta. Nazwa obiektu nie jest istotna. Ważne żeby przykryć własne zbrodnie. Incydenty te opisywałem m.in. w artykule pt. „Spadnij dronie na Polskę i przykryj kompromitację kogo trzeba”.
Ukraina czyni podobnie wobec siebie – bo przecież to Ukraińcy najprawdopodobniej przykrywają zbrodnie zachodu kiedy trzeba. Patrz atak na Przewodów, który przykrył fakt, że we Włoszech tego samego dnia rozbito neonazistowski gang, którego członkowie wyrażali gotowość dokonywania zamachów terrorystycznych na włoskich policjantów i cywilów a którego członkiem był Ukrainiec, któremu przed aresztowaniem udało się zbiec do swojego kraju i zaciągnąć się do struktur zbrojnych.
Kiedy więc w głównym sponsorze Ukrainy (tak, Polska to główny sponsor bo bez Polski nie byłoby łańcucha dostaw sprzętu wojskowego dla neobanderowców a jeżeli byłby to byłby dużo bardziej narażony na przerwanie) zaczyna być gorąco z powodu tego iż reżim kijowski nazywa swoje wojskowe jednostki imieniem ludobójców Polaków, gwałcicieli polskich kobiet i dzieci oraz rzeźników polskich staruszków z Wołynia i Małopolski Wschodniej, dobrze byłoby to trochę medialnie wyciszyć. I przekierować uwagę. Na Moskwę rzecz jasna.
Patrzcie Polacy, co prawda jesteśmy banderowcami i gwałciciele polskich kobiet są naszymi bohaterami ale ta Moskwa już zaczyna strzelać po budynkach cywilnych w Rumunii. Jak nie przymkniecie oczu na nasze zbrodnie to niedługo będzie strzelać także w Polaków.
Na granicy polsko-rosyjskiej oczywiście nic się nie dzieje. Podobnie jak na granicy polsko-białoruskiej gdzie w tym roku, przez pierwsze 3 miesiące, nie prześlizgnął się do naszego kraju żaden turysta Łukaszenki z Syrii, Iraku czy innego Sierra Leone. Ciekawe dlaczego.
Owe podprogowe straszenie nas Polaków dronem który uderzył w rumuńskie zabudowania niewiele jednak zmieni.
Wszyscy wiemy, że Ukraina co najmniej od 2024 roku potrafi przekierowywać rosyjskie drony za pomocą systemów walki elektronicznej, w wybrane przez siebie miejsce. Z początku była to Białoruś. Jednak od jakiegoś czasu to na nasz kraj drony spadają wtedy kiedy jakiś zachodni reżim się kompromituje i potrzeba jest w mediach przykryć jego kompromitacje. Zazwyczaj jest to oczywiście Izrael lub Stany Zjednoczone. Bo czy ktoś kojarzy jakieś niemieckie albo francuskie zbrodnie wojenne z ostatnich 4 lat, które w mediach dobrze byłoby zepchnąć z czołówki?
Mniemać można że uderzenie drona w rumuńskie zabudowania dokładnie w czasie kiedy reżim kijowski skompromitował się w oczach Polaków nazwaniem swojej jednostki imieniem „Bohaterów UPA” nie było w interesie i gestii Rosji lecz właśnie dzikich pól. A jak już wspomniałem, przekierowanie rosyjskich dronów to dla Ukrainy od jakiegoś czasu nic specjalnie trudnego.
Sytuacja z „rosyjskim” dronem uderzającym w kraj NATO jednak zrobiła się aż tak znacząca i groźna, że mówi się o artykule 4 sojuszu. Cóż, trzeba przecież pogrzać temat w mediach aby tubylcy nad Wisłą na dobre zapomnieli o tym, że rzeźnicy polskiej ludności cywilnej są po raz kolejny na piedestale na Ukrainie, której głównym sponsorem i rzecznikiem na świecie, oprócz reżimów anglosaskich, które to coś wyhodowały, jest Polska.

Temat zostanie więc trochę medialnie pogrzany po czym ucichnie a razem z nim „bohaterowie” UPA w ukraińskim wojsku.
Doprawdy zabawne są kroki podejmowane przez obóz pisowski, którego członkowie klękali przed ścianą z czarno-czerwonymi flagami OUN-UPA jeszcze kilka lat temu, jak byli u władzy, dzielnie spełniając potrzeby swoich anglosaskich patronów i żywicieli, a dzisiaj krzyczą o odebraniu kijowskiemu kacykowi Orderu Orła Białego, który sami mu wręczali, doskonale wiedząc, że w kraju tym kwitnie kult nazistów i ludobójców.
Obecny rząd warszawski, dognieciony przez zachód podobnie jak reżim pisowski, ma pewnie nie lada zagwozdkę. Wszak obalić chce go Waszyngton (a co najmniej dużo w nim pozmieniać, aby w razie wojny z Rosją nie było wątpliwości, że Polacy mają służyć za mięso armatnie, służące do karmienia różnych zbrojeniówek) a z taką siłą muszą się liczyć. Pisowcy wiernie służyli na pierwszej linii frontu wojny z Moskwą, wyprzedzając nawet NATO w wojnie zastępczej, kiedy wygadywali brednie o rosyjskiej rakiecie w Przewodowie, mówili coś tam o startach samolotów z polskich lotnisk czy też nawet o wysyłaniu żołnierzy polskich na dzikie pola, aby szybko oberwali od Rosjan i wreszcie mogli oni stoczyć swoją upragnioną wojnę z Rosją o której tylko marzą. Obecna władza jednak ma nieco innych sponsorów i patronów, którzy wyraźnie są zainteresowani zakończeniem wojny i powrotem do kupna tanich, rosyjskich surowców.
Warszawa więc stoi w rozkroku. Zachodnioeuropejskie stolice nie chcą zbyt ostrej gry z Rosją, jednakowoż nie można jej odpuszczać. W dodatku Waszyngton perfidnie podrzucił Europie kukułcze jajo w postaci zakończenia finansowania rozróby na dzikich polach, zmuszając do kontynuowania wsparcia Europę. Bo przecież nie można tak po prostu wyjąć kłód spod rozpędzonych rosyjskich tanków. I zakopać przed nimi rowów antyczołgowych. Oraz powyjmować z ziemi przeciwpiechotnych min.
Jeżeli więc to Europa ma przede wszystkim martwić się wojną z Rosją, której nadrzędnym powodem jest rozbudzenie banderyzmu na Ukrainie przez Anglosasów, to Polska ma się tym martwić przede wszystkim.
Z tej sytuacji oczywiście jest wyjście. Granica z Białorusią, która od początku 2026 roku nie płonie, dała się ustabilizować. A przecież ostatecznie odpowiada za nią Rosja. Gdyby Rosjanie szepnęli do ucha Łukaszenki, że potrzeba nowych imigrantów do jej podpalenia bo jak nie to podwyższamy ceny za gaz, to Białorusini bardzo szybko zrozumieliby, że czas na pożar pod Białowieżą.
Tego pożaru jednak nie ma. Da się więc robić z Rosjanami i ich białoruskimi pełnomocnikami interesy. Dlaczegoż więc podejrzewać Rosjan o umyślne czy w ogóle jakiekolwiek strzelanie dronami w kraje NATO wtedy kiedy Ukraina gra na ich korzyść, kompromitując się upowskimi wrzutkami?
Cóż, w ciągu najbliższych dni albo tygodni (jednego czy dwóch) trochę jeszcze wojna z Rosją i „rosyjskie” drony spadające na kraje NATO zostaną pogrzane. Wszak my Polacy mamy zapomnieć o tym, że UPA znowu jest na dzikich polach na piedestale. Kiedy już zapomnimy, to temat zostanie z dnia na dzień wyciszony. Jak po Przewodowie.
A przy okazji kolejnej kompromitacji zachodu, zapewne Izraela, USA lub Ukrainy, kolejny dron gdzieś na jakiś kraj NATO sobie spadnie. Ponownie oczywiście będzie to dron rosyjski, wystrzelony przez Rosjan.
A ukraińskie drony spadające ostatnio na Litwę, Łotwę i Estonię, w tym drony z ładunkami wybuchowymi? Cóż, a kogo to interesuje? Wojna ma trwać. Wszak dzikie pola trzeba oczyścić pod nową kolonizację, jedwabny szlak trzeba blokować i paraliżować a zasoby Rosji i jej sojuszników zużywać. A przecież nie osiągnięto jeszcze celu nadrzędnego. Którym jest wciągnięcie Chin w kompromitującą dla nich wojnę. Gdzieś na świecie ten cel będzie trzeba osiągnąć. Być może na Ukrainie.
Autorstwo: Terminator 2019
Źródło: WolneMedia.net
1. https://wiadomosci.wp.pl/ambasador-ukrainy-wezwany-do-msz-glebokie-niezadowolenie-7291190435035360a
2. https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-rosyjski-dron-w-kraju-nato-spadl-na-wiezowiec-sa-ranni,nId,23489191
3. https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-szczatki-drona-znalezione-na-litwie-sluzby-badaja-pochodzeni,nId,23479062
4. https://defence24.pl/wojna-na-ukrainie-raport-specjalny-defence24/dwa-obce-drony-ktore-wlecialy-z-rosji-rozbily-sie-na-lotwie
5. https://www.rp.pl/konflikty-zbrojne/art44034241-ukrainski-dron-uderzyl-w-komin-elektrowni-estonii-incydent-w-czasie-ataku-na-rosje
6. https://wolnemedia.net/spadnij-dronie-na-polske-i-przykryj-kompromitacje-kogo-trzeba/
7. https://www.rp.pl/przestepczosc/art44385511-granica-z-bialorusia-nie-do-sforsowania-problem-maja-teraz-sasiedzi-polski
8. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/nawrocki-chce-odebrac-zelenskiemu-order-orla-bialego-jest-pierwsza-reakcja-z-ukrainy/fq7j8p6
9. https://dorzeczy.pl/opinie/894235/zelenski-gloryfikuje-upa-sasin-kpina-z-ofiar-rzezi-wolynskiej.html
10. https://www.prezydent.pl/kancelaria/archiwum/andrzej-duda/aktualnosci/ordery-i-odznaczenia/prezydent-ukrainy-odznaczony-orderem-orla-bialego,66621
11. https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-05-29/rosyjski-dron-spadl-w-rumunii-wladze-rozwazaja-uruchomienie-artykulu-4-nato/
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 31 maja 2026 michalkiewicz
W dniach ostatnich (czyżby właśnie nadeszły zapowiadane „dni ostatnie”?) naszym nieszczęśliwym krajem wstrząsają alarmujące wiadomości o fałszywych alarmach, którymi nękana jest policja i straże pożarne. Głośny był niedawny fałszywy alarm, kiedy to policja została powiadomiona, że w mieszkaniu pana red. Tomasza Sakiewicza, kierującego telewizją „Republika”, co to sypie piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, kierowanego przez obywatela Tuska Donalda w gronie vaginess-pomocnic – więc że w tym mieszkaniu jest podrzutek, co to w dodatku pragnie targnąć się na własne życie. Policja tedy wtargnęła do mieszkania razem z drzwiami, a na miejscu okazało się – i tu odwołujemy się do fałszywych pogłosek – że to nie żaden podrzutek, tylko złowrogi Zbigniew Ziobro. Policjanci założyli mu kajdanki, a na ich oczach złowrogi Zbigniew Ziobro przemienił się w asystentkę pana red. Sakiewicza – ale kajdanki, jako własność państwowa i policyjna na rękach pozostały.
Podobno te wiadomości do tego stopnia poruszyły obywatela Żurka Waldemara, dla którego pojmanie złowrogiego Zbigniewa Ziobry urosło do rangi raison d’etre, że gotów jest nawet wkroczyć na ścieżkę wojenną przeciwko Stanom Zjednoczonym, byle tylko zbiega odzyskać, niechby w ramach łupu wojennego. Jednak w vaginecie obywatela Tuska Donalda ten punkt widzenia wydaje się odosobniony z uwagi na ulgę, jaką musieli poczuć Umiłowani Przywódcy po uspokajającym komunikacie prezydenta Donalda Trumpa, że skieruje do Polski dodatkowych 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Umiłowani Przywódcy, którzy na myśl, iż Ameryka zlikwiduje tutaj żywą tarczę, do tego stopnia spanikowali, że do Waszyngtonu wyruszyła warszawska pielgrzymka wiceministrów obrony narodowej, którzy kołatali do różnych drzwi, zdaje się – bezskutecznie – aż dopiero prezydent Trump, wspomniawszy na swoją przyjaźń z prezydentem Karolem Nawrockim, wydał uspokajający komunikat o tych 5 tysiącach. Umiłowani Przywódcy uczepili się tej obietnicy, jak pijany płotu w nadziei, że dzięki temu znowu będą bezkarnie targać za ogon zimnego ruskiego czekistę Putina.
Jeszcze nie ucichły echa fałszywego alarmu w mieszkaniu pana red. Sakiewicza, a w Gdańsku rozdzwoniły się policyjne i strażackie telefony, że w mieszkaniu matki pana prezydenta Nawrockiego wybuchł pożar. To był telefon do straży pożarnej, bo w chwilę później, do komisariatu policji był inny – znowu o podrzutku, który pragnął targnąć się na własne życie. Oczywiście policja wraz ze strażakami wtargnęła do mieszkania matki pana prezydenta razem z drzwiami – ale okazało się, że nie ma tam ani pożaru, ani podrzutka, ani w ogóle – nikogo. Tym razem nie chodziło już o pana red. Sakiewicza, którego można wytarzać w smole i pierzu w prokuraturze, na przykład przed obliczem pani Wrzosek, ale o rodzinę pana prezydenta.
To już była – jak mawiają gitowcy – poważniejsza zastawka, w związku z czym – o ile przedtem pan minister Kierwiński oraz sam obywatel Tusk Donald, mogli pozwolić sobie na udzielanie odpowiedzi wymijających, to w tym przypadku rada w radę uradzili, że chodzi o „prowokacje”. Kto prowokuje i w jakim celu – to jest na razie owiane mgłą tajemnicy – oczywiście w pierwszorzędnym gatunku – chociaż do opinii publicznej przeciekają zorganizowane przecieki, że prowokatorom chodzi o pogłębienie podziałów w społeczeństwie naszego bantustanu. Taki cel wskazywałby na autora prowokacji w osobie zimnego ruskiego czekisty Putina, który – jak wiadomo – zdolny jest do wszystkiego – ale widocznie obywatel Tusk Donald i minister Kierwiński, chowają tę możliwość na sam koniec, odgrażając się na razie, że wykryją prowokatorów, bez względu na to, kim by nie byli i kto by tam za nimi nie stał.
Wszystko to oczywiście być może – ale niekoniecznie – bo zwracam uwagę, że jak tylko rozpoczęły się te prowokacje, to zapowiedzi opublikowania”Aneksu” do „Raportu o Rozwiązaniu WSI” zostały w jednej chwili ucięte i na tym odcinku nastała głucha cisza. Nie słychać nawet, czy posągowa Małgorzata Kidawa-Błońska przeczytała „Aneks” ze zrozumieniem – bo Wielce Czcigodny marszałek Czarzasty nawet nie otworzył worka z obawy wypuszczenia Pandory. Ale pan generał Marek Dukaczewski od razu warknął, że zamiar opublikowania „Aneksu” ma charakter „antypaństwowy”.
To poważna zastawka, a skoro tak, to nie można wykluczyć, że w ramach działań ostrzegawczych stare kiejkuty postanowiły ostrzec wszystkich Umiłowanych Przywódców, że nie jest bezpiecznie. Konfidenci dostali rozkaz: wiecie rozumiecie, wykonajcie mi tu szereg prowokacji, żeby każdy ananas sobie przypomniał, skąd wyrastają mu nogi. Jestem pewien, że Donaldu Tusku takich rzeczy nie trzeba przypominać, bo chyba pamięta, jak omal nie wyleciał w powietrze, kiedy w roku 2008 próbował poluzować sobie smyczkę na jakiej trzymały go stare kiejkuty. Ministru Kierwińskiemu nie trzeba niczego przypominać, bo wystarczy telefon: wiecie, rozumiecie Kierwiński, wy tak szukajcie tych prowokatorów, żebyście w końcu trafili na Putina – bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa.
No dobrze – ale po co stare kiejkuty mają pokazywać Umiłowanym Przywódcom, że nie jest bezpiecznie? Składa się na to kilka zagadkowych przyczyn. Po pierwsze, lepiej zwalić wszystko na Putina, niż zdradzić największą tajemnicę III Rzeczypospolitej – że mianowicie nasza młoda demokracja funkcjonuje na podszewce bezpieki, która nadal pozostaje najtwardszym jądrem systemu – jak za pierwszej komuny. Wprawdzie WSI zostały we wrześniu 2006 roku oficjalnie rozwiązane, ale ta oficjalna nieobecność, jest tylko wyższą formą obecności – bo zwerbowana agentura przecież nie wyparowała, tylko nadal istnieje, pamiętając, komu zawdzięcza swoją pozycję społeczną i materialną. Za jej pośrednictwem stare kiejkuty nie tylko mogą ręcznie sterować strukturami państwa – na przykład Sejm wybrał do Krajowej Rady Sądownictwa akurat tych sędziów, których kandydatury wysunęło Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, co to powstało w roku 1990, jak tylko rozwiązała się PZPR, stanowiąca pas transmisyjny bezpieki do sądownictwa oraz przez stowarzyszenie „Themis”, które nawet w nazwie nawiązuje do operacji „Temida”, w ramach której ABW werbowała agenturę w środowisku nienawistnych sędziów.
Po drugie – zbliża się rok wyborczy, więc trzeba już teraz przystąpić do klecenia prawidłowej alternatywy dla suwerenów. Jak wyjaśniał klasyk demokracji Józef Stalin, prawidłowa alternatywa jest wtedy, gdy bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane. Toteż na odcinku „Aneksu” zapanowała cisza, podczas gdy niezależne media głównego nurtu właśnie rozpoczęły operację „razobłaczania” Grzegorza Brauna, a tylko patrzeć, jak zabiorą się za Sławomira Mentzena – bo Mateusz Morawiecki wykonuje trzecią część zadania w postaci neutralizacji PiS – niezależnie od tego. Tymczasem dług publiczny naszego bantustanu rośnie już w tempie miliarda złotych dziennie, więc – jak powiadają gitowcy – wszystko gra i koliduje.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).