Rosja na Ukrainie czy USA i Izrael na Bliskim Wschodzie: Kto i gdzie prowadzi „brutalną wojnę agresywną”?
Porównanie liczby ofiar cywilnych na Ukrainie z jednej strony oraz w Iranie i Libanie z drugiej strony daje odpowiedź na pytanie, czy Rosja na Ukrainie, czy USA i Izrael na Bliskim Wschodzie prowadzą „brutalną wojnę agresywną”.
Anti-Spiegel 2 maj 2026
Zachód – a zwłaszcza niemieckie media i politycy – oskarża Rosję o prowadzenie „brutalnej wojny agresywnej” na Ukrainie, nie mogąc się zdobyć nawet na poważną krytykę działań Izraela i USA wobec Iranu i Libanu.
Według oficjalnych danych, od lutego 2022 roku (stan na koniec marca 2026 roku) ofiarami wojny na Ukrainie padło 15 578 cywilów, w tym 784 dzieci. To średnio 318 ofiar śmiertelnych miesięcznie. Dodatkowo, w ciągu czterech lat wojny rannych zostało 43 352 cywilów, co daje średnio 885 rannych miesięcznie.
Podczas 40-dniowych ataków USA i Izraela na Iran zginęło 3375 cywilów, a ponad 26 500 zostało rannych. To daje 84 ofiary śmiertelne wśród cywilów każdego dnia. Gdyby porównać to z wojną na Ukrainie i ekstrapolować na liczbę miesięczną, oznaczałoby to 2531 ofiar śmiertelnych wśród cywilów miesięcznie. Dodatkowo, 19 875 cywilów odniosłoby obrażenia miesięcznie.
Co więcej, trwa obecnie wojna Izraela z Libanem, w której od 2 marca – dokładnie miesiąc po ataku – zginęło 2659 cywilów, a 8183 zostało rannych, według najnowszych danych.
Oznacza to, że wojny rozpętane przez USA i Izrael na Bliskim Wschodzie od końca lutego kosztowały życie 5190 cywilów miesięcznie, a 28 058 zostało rannych.
Oczywiście, każda śmierć to o jedną za dużo i nie należy porównywać ofiar, ale te jednoznaczne liczby nieuchronnie rodzą pytanie: Kto prowadzi „brutalną wojnę agresywną”?
Rosja na Ukrainie, gdzie co miesiąc ginie 318 cywilów, a 885 zostaje rannych, czy USA i Izrael na Bliskim Wschodzie, gdzie co miesiąc ginie 5190 cywilów, a 28 058 zostaje rannych?
Myślę, że odpowiedź jest jasna i po raz kolejny pokazuje cyniczne podwójne standardy niemieckich mediów i polityków, którzy nie śmią nawet krytykować USA i Izraela. A nie wzięliśmy nawet pod uwagę ponad 100 000 cywilnych ofiar izraelskiego ludobójstwa w Strefie Gazy.
Biorąc pod uwagę te rażące podwójne standardy, czy można się dziwić, że Niemcy i UE tracą międzynarodowe wpływy w coraz szybszym tempie? Reszta świata również dostrzega te podwójne standardy – i jest to przedmiotem dyskusji w ich mediach.
Po kilkudziesięciu latach od zawarcia traktatu paryskiego twierdzenie, że integracja europejska i podmiotowość narodowa stoją do siebie w opozycji stało się w zasadzie truizmem. To, przed czym narodowa prawica ostrzegała w toku kampanii referendalnej w 2003 r., stało się faktem.
Niestety polskie władze – zarówno poprzednie, jak i obecne – nie reagują adekwatnie na unijną uzurpację. Rząd Prawa i Sprawiedliwości, pozornie utrzymując przynajmniej gdzieniegdzie twardą retorykę w relacjach z Brukselą, dla próby pozyskania funduszy wyborczych w postaci KPO w istocie poświęcił polską rację stanu. Co więcej, mimo że finalnie środki do Polski wówczas nie popłynęły, i tak trzeba było spłacać od nich odsetki. W imię interesu partyjnego, którego na dodatek nie udało się zrealizować, ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego przyzwoliło na poważny krok osłabiający naszą suwerenność.
Gra toczyła się bowiem wówczas o zdecydowanie wyższą stawkę niż wygrana jakiegokolwiek środowiska politycznego w wyborach parlamentarnych. Zgoda na „kamienie milowe”, uwspólnotowienie długu i powiązanie środków europejskich z tzw. praworządnością była praktycznym wpisaniem się w politykę budowy superpaństwa bez zmian w traktatach – a nawet wbrew i tak już daleko idącym traktatom. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w okresie rządów poprzedniej ekipy nastąpiła najdalej posunięta erozja suwerenności Polski od 2004 r., porównywalna jedynie z ratyfikacją traktatu lizbońskiego.
W rozmowie z niezależnym dziennikarzem i analitykiem geopolitycznym Pepe Escobarem, Escobar ostrzega przed niebezpieczną eskalacją konfliktu między USA a Iranem.
Pomimo potężnych gróźb militarnych i blokady morskiej, Teheran obstaje przy swoich podstawowych żądaniach – wspierany przez zaskakująco ścisły sojusz z Rosją.
Iran przeciwstawia się Trumpowi: Eskalacja w Zatoce Perskiej – i imperium bez wyjścia
[tu gadają godzinę: md]
Sytuacja na Bliskim Wschodzie dramatycznie eskaluje. Wczoraj wieczorem [2. V. md] nad Teheranem przecinały się strzały z dział przeciwlotniczych, a według doniesień medialnych prezydent USA Donald Trump rozważał opcje ataków militarnych na Iran. Teheran jednak nie daje się zastraszyć. Wręcz przeciwnie: Iran prowadzi trzyetapową dyplomację, która stawia Waszyngton przed wyborem – tym, który Trump jak dotąd stanowczo odrzuca.
Irańska trzyetapowa strategia
Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi zakończył w tym tygodniu skrupulatnie zaplanowaną podróż dyplomatyczną, odwiedzając Islamabad, Maskat i Sankt Petersburg. Jego celem było wypracowanie planu pokojowego, opartego na mediacji, z trzema głównymi postulatami.
Po pierwsze, zakończenie wszelkich wojen – nie tylko bezpośredniego konfliktu między USA a Iranem, ale także ataków na całą oś oporu, w tym Hezbollah, Jemen i milicje w Iraku. Po drugie, gruntowna restrukturyzacja ram prawnych dla Cieśniny Ormuz. Dopiero jako trzeci krok, negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego.
„To dobitny dowód strategicznej porażki Ameryki” – skomentował Escobar. Trump nie ma „żadnych kart do rozegrania” poza utrzymaniem blokady morskiej. Jego jedynym celem jest nowe porozumienie nuklearne – w istocie złagodzona wersja JCPOA, z którego sam wycofał się w 2018 roku.
Putin składa oświadczenie
Na szczególną uwagę zasługuje wizyta Aragcziego w Petersburgu. Został tam przyjęty nie tylko przez ministra spraw zagranicznych Ławrowa, ale również osobiście przez prezydenta Władimira Putina na półtorej godziny. „Putin zazwyczaj daje głowom państw nie więcej niż 30–45 minut” – podkreśla Escobar. Wyjątkowa długość rozmowy sugeruje „bardzo, bardzo poważną dyskusję”.
Co jeszcze ważniejsze: sam Putin natychmiast zadzwonił do Trumpa – również rozmawiali ponad półtorej godziny. Według Escobara, szef Kremla jednoznacznie dał prezydentowi USA do zrozumienia, że powrót do wojny jest „niedopuszczalny” i wciągnąłby w konflikt nie tylko Iran, ale cały region, w tym arabskie monarchie Zatoki Perskiej.
Trump najwyraźniej nie zrozumiał notatki: zamiast tego poprosił Kolegium Połączonych Szefów Sztabów i dowódcę Centralnego Dowództwa USA (Centcom) o przedstawienie mu opcji „ostatecznego uderzenia”.
Blokada jako „fantazja Netflixa”
Escobar uważa, że blokada morska irańskiego eksportu ropy naftowej narzucona przez Waszyngton okazuje się w dużej mierze nieskuteczna. Amerykańskie niszczyciele stacjonują daleko na południu Oceanu Indyjskiego, niektóre w pobliżu Sri Lanki, a nawet w pobliżu Cieśniny Malakka. „Amerykanie nie mają odwagi, by zablokować chiński tankowiec na Morzu Arabskim” – stwierdził Escobar. Irańskie okręty krążą w pobliżu wód terytorialnych Iranu i Pakistanu – taktyki, której Waszyngton nie jest w stanie udaremnić.
Co więcej, Pakistan uruchomił w tym tygodniu sześć korytarzy lądowych. „Jaka jest najkrótsza droga między Iranem a Chinami? Co leży pośrodku? Pakistan, z doskonałymi relacjami z oboma krajami” – wyjaśnia Escobar. Ropa naftowa i towary mogłyby być również transportowane linią kolejową przez Azję Środkową do Sinciangu. „Ci ludzie w Waszyngtonie nie znają zbyt dobrze map Eurazji”.
Ryzyko eskalacji
Pomimo oczywistej strategicznej słabości pozycji USA, sytuacja pozostaje niezwykle niebezpieczna. Trump jest pod ogromną presją, a jednocześnie psychicznie niezdolny do przyznania się do porażki. „Głęboko w podświadomości wie, że popełnił błąd i nie ma już odwrotu” – analizuje Escobar. Opcje przedstawione przez wojsko w ramach „ostatecznego uderzenia” są „absolutnie przerażające” i obejmują ataki na infrastrukturę cywilną, a także ponowne próby zdziesiątkowania irańskich przywódców.
Irańska odpowiedź na dalsze ataki byłaby druzgocąca. „Wystarczy jeden pocisk, żeby zatopić amerykański lotniskowiec” – ostrzega Escobar. Wszystkie irańskie instytucje – od parlamentu, przez Gwardię Rewolucyjną, po niezależnych analityków – jednogłośnie zasygnalizowały: „Nie ustąpimy. Pójdziemy na całość”.
Upadek Rady Współpracy Zatoki Perskiej i kryzys petrodolara
Konsekwencje wojny już teraz wstrząsają strukturami politycznymi regionu. Rada Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) jest „nieodwracalnie podzielona”. Podczas gdy Oman i Katar działają pragmatycznie, a Arabia Saudyjska dąży do rozwiązania dyplomatycznego, Zjednoczone Emiraty Arabskie, pod wodzą następcy tronu, księcia Mohammeda bin Zayeda (MBZ), podjęły ryzykowne ryzyko, stając po stronie USA i Izraela. Niedawne wycofanie się ZEA z OPEC służy wyłącznie celowi zwiększenia własnej produkcji ropy naftowej z obecnych 3,4 miliona baryłek dziennie do 5 milionów baryłek dziennie – ze szkodą dla pozostałych członków i z korzyścią dla azjatyckich odbiorców: Chin, Japonii i Indii.
Według Escobara MBZ w rzeczywistości dąży do stworzenia „arabskiej wersji Izraela”. Iran jednak się na to nie zgodzi: „Fujairah, terminal naftowy ZEA, nie będzie już bezpieczny”. Pojedynczy atak mógłby całkowicie pokrzyżować plany MBZ.
Jednocześnie przyspiesza globalne odchodzenie od zdominowanego przez USA systemu finansowego. Powiązania między Chinami a Indonezją systemów płatności opartych na kodach QR, ekspansja UnionPay i Alipay w Azji oraz koordynacja alternatywnych systemów płatności między Chinami, Rosją i Iranem malują obraz nowego, wielobiegunowego porządku gospodarczego. „Visa i Mastercard są stopniowo wypierane z rynku” – podsumowuje Escobar. „To jest przyszłość i Amerykanie nie mogą z tym absolutnie nic zrobić”.
Wniosek
Według Escobara konflikt o Iran stanowi punkt zwrotny w historii świata. „To wojna, która definiuje geopolitycznie XXI wiek” – mówi. Kraj, który przez 47 lat cierpiał z powodu sankcji i został celowo zubożony przez Stany Zjednoczone, zdołał „zorganizować się wbrew wszelkim przeciwnościom i zaabsorbować swoją niepodległość, suwerenność i militarnie wszystko, co było przeciwko niemu skierowane”. Wszystko to dzięki krajowej technologii – „made in Iran”.
Paralela do wietnamskiego ruchu oporu z 1975 roku jest oczywista: „Ten sam duch – opór, suwerenność, wbrew wszelkim przeciwnościom aż do końca”.
Strategiczna klęska USA została przesądzona już w pierwszych dziesięciu dniach wojny. Pytanie brzmi, jak długo psychicznie przytłoczony prezydent będzie nadal trzymał świat na uwięzi swojej zmienności.
Widok z Teheranu z profesorem Seyedem Mohammadem Marandim
W wywiadzie na żywo „Now Live: Czy wojna z Iranem naprawdę się skończyła?” z profesorem Seyedem Mohammadem Marandim, wykładowcą Uniwersytetu w Teheranie i wieloletnim analitykiem politycznym, przez całą rozmowę przewija się jeden temat: wojna jest daleka od zakończenia – ani militarnego, ani ideologicznego.
Toczy się ona obecnie na kilku poziomach jednocześnie: na ulicach i w portach Iranu, na rynkach i w rządach świata zachodniego, a także w umysłach ludzi codziennie bombardowanych propagandą, obrazami wojny i fałszywymi ogłoszeniami „pokoju”.
Życie na wojnie: Normalność pomimo blokady
Marandi opisuje Teheran jako miasto, które na pierwszy rzut oka wydaje się w dużej mierze normalne. Ludzie robią zakupy, dzieci chodzą do szkoły, a nocą na ulicach nie panuje panika, lecz demonstracje solidarności z irańskimi siłami zbrojnymi i „Osią Oporu”. „Teheran to bardzo bezpieczne miasto” – mówi Marandi. „Można spacerować samotnie po ulicach nocą o 23-ciej lub o północy i czuć się bezpiecznie”.
Jednocześnie społeczeństwo odczuwa skutki wojny i sankcji: rośnie inflacja, bombardowane są fabryki, a dostawy leków i energii są utrudnione. Jednak w porównaniu z doświadczeniami w zachodnich metropoliach, profesor postrzega codzienne bezpieczeństwo w Iranie jako jeszcze wyższe. Ludzie są „nieustraszeni”, jak to ujął – nadal chodzą do pracy, jedzą, świętują i modlą się, podczas gdy w tle krążą pogłoski o zbliżającej się zakrojonej na szeroką skalę ofensywie „koalicji Epsteina”, składającej się najwyraźniej z USA, Izraela i zachodnich sojuszników.
„Kwestia winy”: Kto jest zdolny do prowadzenia wojny – a kto przymyka na to oczy?
Dla Marandiego jedno jest jasne: wojna z Iranem nie wybuchła znikąd, lecz była bezpośrednią odpowiedzią na politykę wojenną reżimu syjonistycznego w Izraelu i jego nieproporcjonalne wsparcie ze strony Zachodu. Niedawne zbrodnie – długotrwałe ludobójstwo w Strefie Gazy, które praktycznie zniszczyło część Strefy Gazy, oraz ludobójcze ataki na południowy Liban – są prawdziwymi powodami ataków i blokad Iranu.
Marandi podkreśla, że wojny te są celowo bagatelizowane w mediach: zachodnie media mówią o „precyzyjnych atakach” na „cele Hezbollahu”, podczas gdy w rzeczywistości chodzi o bombardowane bloki mieszkalne, szkoły i rodziny. Strategia: „Odwrócić wzrok, opowiedzieć inną historię, a jeśli publiczne oburzenie nadal będzie narastać, zbagatelizować je terminem »zawieszenie broni«, który dawno stracił na znaczeniu”.
Dlaczego negocjacje są skazane na niepowodzenie, a impas trwa
Z irańskiej perspektywy, szeroko dyskutowane negocjacje między Iranem a Stanami Zjednoczonymi zakończyły się fiaskiem, ponieważ opierają się na fundamentalnej nierównowadze sił. Strona amerykańska nalega na jednostronne warunki, podczas gdy strona irańska – wspierana doświadczeniem ostatnich lat – od dawna rozumie, że każdy jednostronny kompromis w przeszłości prowadził jedynie do ponownych ataków i nacisków.
W rezultacie nie mamy do czynienia z klasycznym zawieszeniem broni, lecz z wojną w przebraniu, „wojną oblężenia”: Cieśnina Ormuz jest skutecznie zablokowana, irańskie statki są przetrzymywane, a międzynarodowy ruch żeglugowy odbywa się wyłącznie pod ścisłym nadzorem, a czasami po uiszczeniu tajnych lub pośrednich opłat za przejazd alternatywnymi szlakami. Dla Teheranu jest to permanentny stan wojny, nawet jeśli Waszyngton czy Tel Awiw mówią o „negocjacjach”.
Jak Zachód próbuje oszukać świat
Marandi analizuje wojnę nie tylko jako konflikt zbrojny, ale także jako wojnę o percepcję. Jego zdaniem, zachodnia opinia publiczna została ukształtowana przez dekady kapitalistycznej koncentracji mediów, kooptacji akademickiej i państwowej propagandy. Te same oligarchiczne sieci, które kontrolują media i think tanki, dominują również w edukacji akademickiej – dbając o to, by zachodnie narracje były przez dekady uznawane za „uniwersalne”.
Przebudzenie nastąpiło w ostatnich latach za sprawą trzech wydarzeń:
ogromna ilość zdjęć i filmów z Gazy i Libanu, których nie udało się całkowicie ukryć nawet cenzurowanym platformom, takim jak Instagram czy X,
rosnące nierówności i upadek zachodniej klasy średniej, co sprawiło, że wiele osób stało się bardziej sceptycznych wobec własnych instytucji,
wzrost znaczenia państw niezachodnich – zwłaszcza Rosji, Chin, Persji i innych – oferujących alternatywne źródła informacji.
Jednakże, według Marandiego, ugruntowane mocarstwa nie skupiają się na odwróceniu sytuacji, lecz na jej intensyfikacji: więcej wojny, więcej sankcji, więcej kontroli nad narracją – „podwojenie stawki”, które jeszcze bardziej pogłębia podziały społeczne i gniew wobec elit rządzących.
Sztuka i satyra jako narzędzia oporu
W wywiadzie Marandi szczególnie podkreśla rolę sztuki i satyry. Prowadząca program posługuje się „soczewką satyryczną”, wyraźnie celując w tych, którzy nie chcą widzieć ani rozumieć – „zombie”, jak sami siebie nazywają. Satyra, komedia, sztuka i muzyka, jak twierdzi, „otwierają” umysły, które zamknęły się na rzeczywistość.
Marandi podkreśla: „Sztuka pomaga nam zrozumieć świat – ale także pomaga nam zachować zdrowy rozsądek”. W rzeczywistości, w której każdego ranka konfrontowani jesteśmy z nowymi obrazami rozdzieranych dzieci, zabitych ojców i matek, humorystyczna lub satyryczna krytyka jest małym wentylem bezpieczeństwa – a jednocześnie potężnym narzędziem politycznym, służącym zmianie postrzegania społecznego.
Dlaczego młodsze pokolenie reaguje inaczej
Według Marandiego, młodzi ludzie w wielu krajach zachodnich reagują na rzeczywistość wojny zupełnie inaczej niż poprzednie pokolenia. Połączenie obrazów w mediach społecznościowych, bezpośredniej solidarności z ofiarami w Strefie Gazy i wyraźnej sprzeczności między oficjalnymi oświadczeniami Zachodu a widocznymi faktami sprawiło, że wielu młodych ludzi poparło ruch oporu – i przestało uważać oficjalną perspektywę NATO za jedyną „wiarygodną”.
Ta zmiana stopniowo zmienia również sposób myślenia starszych grup demograficznych. „Każdy dzień sprawia, że ludzie są bardziej czujni niż poprzedniego dnia” – mówi Marandi. Stara logika polegająca na państwowych kanałach informacyjnych stopniowo się rozpada – a siły, które się jej trzymają, tracą wiarygodność.
Wnioski: Wojna się nie skończyła – została jedynie przepakowana
Według Marandiego wojna z Iranem wcale się nie skończyła. Wręcz przeciwnie, podzieliła się na różne formy:
konflikt militarno-morski o kontrolę nad Cieśniną Ormuz,
wojna gospodarcza poprzez sankcje, blokady i presję rynkową,
i ideologiczna wojna, która kształtuje umysły ludzi w Europie i Ameryce Północnej. uncutnews youtube
———————————————————————————-
Pomimo napięcia, irańskie społeczeństwo wykazuje niezwykłą odporność. Społeczeństwo zachodnie natomiast jest w stanie wewnętrznego rozłamu: pogłębia się przepaść między tymi, którzy dostrzegają realia wojny, a tymi, którzy nadal trzymają się oficjalnych narracji.
Dla widzów i sympatyków na Zachodzie Marandi stawia jasną granicę: „Najważniejszym wkładem jest przeciwstawienie się syjonizmowi i etnicznemu suprematyzmowi”.
Wzywa do wyjścia na ulice protestów przeciwko ludobójstwu, wspierania alternatywnych mediów i nielekceważenia roli sztuki i satyry – ponieważ są one kluczowymi narzędziami zmiany postrzegania świata i osłabienia koalicji wojennej pod przewodnictwem USA i Izraela.
CHINY ZŁAMAŁY BLOKADĘ USA: Tankowcem, nie rakietą — świat już nie będzie taki sam
Stany Zjednoczone ogłosiły blokadę Cieśniny Ormuz. Miała zmusić Iran do ugięcia. Zamiast tego, Chiny wysłały tankowiec. Dwadzieścia sześć statków przełamało amerykańską blokadę. Iran pobiera opłaty w chińskim jenie, nie w dolarach. A marynarka wojenna najpotężniejszego państwa świata nie była w stanie ich powstrzymać.
Większość komentatorów zadaje złe pytanie. Pytają: czy Chiny zainterweniują militarnie? To jest pytanie z poprzedniej epoki. Prawdziwe pytanie brzmi inaczej. W którym momencie amerykańska blokada staje się bezpośrednim atakiem na chińską suwerenność gospodarczą? I czy Waszyngton w ogóle rozumiał, jaką grę zaczął?
W tym materiale analizujemy, jak strukturalna pułapka zamknęła się na Stanach Zjednoczonych. Dlaczego Chiny nie musiały oddać ani jednego strzału, żeby złamać blokadę. Jakie są trzy scenariusze chińskiej odpowiedzi i który z nich jest najbardziej prawdopodobny. Jak analogia do Aten i wyprawy sycylijskiej tłumaczy to, co widzimy dziś w Ormuz. Dlaczego płatności w jenie, nie w dolarach, są poważniejsze niż jakikolwiek ruch militarny.
I co to wszystko oznacza dla Polski, kraju bałtyckiego na wschodniej flance NATO, którego bezpieczeństwo, ceny paliw i pozycja w sojuszu są bezpośrednio uzależnione od odpowiedzi na jedno pytanie: czy Ameryka wciąż kontroluje globalne szlaki morskie?
Pokazujemy też, dlaczego Rosja zarabia na tym kryzysie od czterdziestu pięciu do stu pięćdziesięciu jeden miliardów dolarów dodatkowych przychodów z ropy, które idą bezpośrednio na wojnę w Ukrainie, i dlaczego Polska, jako kraj rozumiejący tę stawkę jak nikt inny w Europie, powinna patrzeć na Cieśninę Ormuz jak na element bezpośrednio wpływający na jej własne bezpieczeństwo.
Blokada nie pękła dlatego, że Chiny wystrzeliły rakietę. Blokada pękła dlatego, że Chiny wysłały tankowiec.
Pierwszy w Chinach demonstracyjny projekt magazynowania wodoru w kawernach solnych o pojemności miliona metrów sześciennych jest już gotowy w Pingdingshan, w prowincji Henan w środkowych Chinach.
Projekt jest postrzegany jako kluczowy krok w rozwiązaniu problemu magazynowania wodoru na dużą skalę i przy niskich kosztach, a także wyznacza nowy etap w rozwoju chińskiego łańcucha wodorowego – integrując produkcję, magazynowanie, transport i wykorzystanie w spójny ekosystem przemysłowy.
Kawerna ma na celu magazynowanie 1,5 miliona metrów sześciennych wodoru.
Aborcjonistka Leah Torres przyznała, że nie słyszy krzyku zabijanych dzieci, bo przecina im struny głosowe. Potem pokrętnie tłumaczyła, że chodziło jej o przecinanie pępowiny, jednak w pierwszej wypowiedzi wyraźnie mówiła o strunach i krtani.
Jej wypowiedź pokazuje skalę sadyzmu, jakiego dopuszczają się sprawcy aborcji. A przy okazji poziom znieczulicy, jaką osiągają – bo przecież nikt normalny nie pochwaliłby się takim okrucieństwem publicznie.
O brutalnych praktykach dr Torres piszemy w jednym z ostatnich artykułów na portalu „Ratuj Życie”.
Przesyłamy wybór tekstów, a w nich także o eutanazji Hiszpanki Noelii Castillo Ramos, konflikcie wokół in vitro w sądzie w Radomiu, edukacji pseudo-zdrowotnej oraz związkach homoseksualnych, których polska konstytucja nie przewiduje, ale lewicowi aktywiści koniecznie chcą wprowadzić do naszej praktyki.
Zapraszamy do lektury.
===================================
Aborcjonistka: dzieci nie płaczą, bo przecinam im struny głosowe!
Tweet z 2018 roku opublikowany przez Leah Torres, amerykańską aborcjonistkę, wywołał burzę w mediach społecznościowych. Tak dużą, że nawet Planned Parenthood, największy dostawca aborcji w Stanach Zjednoczonych, zdecydował się rozwiązać z nią kontrakt. Wszystko z powodu kilku słów prawdy zamieszczonych przez aborterkę w Internecie. Na pytanie, czy w snach nie słyszy krzyków pozabijanych przez siebie dzieci, kobieta odparowała ze złością, że nie, bo przecież nie mogą one krzyczeć. Na wszelki wypadek podcina im bowiem struny głosowe.Czytaj dalej >
Matka bez praw, dziecko w zamrażarce. Sąd w Radomiu zakazuje urodzenia dziecka pozostałego z in vitro
Sąd Okręgowy w Radomiu orzekł, że kobieta, która po rozwodzie chciała urodzić dziecko poczęte wcześniej metodą in vitro i przebywające w zamrażarce, nie może zrobić transferu i donosić ciąży do porodu. A to ze względu na sprzeciw byłego męża – ojca tego dziecka. Maluch pozostanie więc zamrożony w ciekłym azocie. Sąd podjął taką decyzję powołując się na… „dobro dziecka”. Ponoć po urodzeniu miałoby nie mieć odpowiednich warunków z powodu rozpadu małżeństwa rodziców. Jednocześnie sąd nie okazał litości wobec dziecka, które przebywa od lat w ciekłym azocie.Czytaj dalej >
Aktywistka aborcyjna w szoku po własnej aborcji. Opublikowała zdjęcie zabitego dziecka
Jedna z użytkowniczek forum proaborcyjnego zamieściła w sieci fotografię przedstawiającą jej własne abortowane dziecko. Internautka spodziewała się, że jej ciało opuści zaledwie „tkanka pozbawiona ludzkich cech”, jak napisano na jednym z lewicowych portali. Tymczasem zobaczyła maleńkie, ale już doskonale uformowane ludzkie ciało z oczami, kończynami i wykształconymi paluszkami. Rozmówczynie zgodziły się z kobietą, że informacje na temat wyglądu płodu na wczesnym etapie ciąży krążące w środowiskach proaborcyjnych bywają bardzo mylące.Czytaj dalej >
Hiszpania: eutanazja 25-latki. Noelia Castillo Ramos nie żyje
W szpitalu koło Barcelony przeprowadzono eutanazję na 25-letniej Noelii Castillo Ramos. Lekarze zabili ją zastrzykiem, który doprowadził do zatrzymania oddychania. Młoda kobieta została kilka lat temu brutalnie, grupowo zgwałcona, prawdopodobnie przez imigrantów z krajów muzułmańskich. Po tym zdarzeniu zmagała się z ciężką depresją i podjęła próbę samobójczą, która spowodowała u niej częściowy paraliż. Następnie rozpoczęły się starania o jej eutanazję.Czytaj dalej >
Przemyśl: martwe dziecko w śmietniku. Tak jak uczą aborcjonistki
W okolicach Przemyśla odnaleziono ciało chłopca urodzonego w siódmym lub ósmym miesiącu ciąży. Maluszek został owinięty warstwą ręczników papierowych i wrzucony do kosza na odpadki. Wstępne wyniki sekcji zwłok nie przesądzają, czy doszło do przedwczesnego porodu z przyczyn naturalnych, czy też do aborcji lub zabicia dziecka tuż po urodzeniu. Jedno wiadomo na pewno: ciało chłopczyka zostało wrzucone do kosza na śmieci, tak jak radzi Aborcyjny Dream Team i inne organizacje proaborcyjne. Jak widać, ich zbrodnicza nauka nie idzie w las… Ile dzieci musi jeszcze zginąć, by aborcjonistki poniosły wreszcie odpowiedzialność?Czytaj dalej >
Gizela Jagielska odbiera nagrodę „Wysokich Obcasów”. I sprzęt do mordowania ludzi
Wypromowana przez „Gazetę Wyborczą” aborterka Gizela Jagielska została Superbohaterką Wysokich Obcasów za rok 2025. Dostała też 10 000 zł nagrody. Dodatkowo podczas samej gali Aborcyjny Dream Team wręczył jej pompy do aborcji próżniowej – czyli maszyny do mordowania ludzi, i to wyjątkowo sadystyczną metodą.Czytaj dalej >
Szpital w Łodzi ukarany za odmowę zabicia małego Felka
Szpital kliniczny w Łodzi otrzymał karę za niewykonanie aborcji na małym Felku. Chodzi o dziecko, które ostatecznie zostało zabite chlorkiem potasu w Oleśnicy. Medycy zatrudnieni w łódzkiej placówce proponowali pani Anicie cesarskie cięcie i otoczenie malucha opieką. Ta odmówiła jednak wszelkiej pomocy i udała się do aborterki Gizeli Jagielskiej, która wykonała śmiertelny zastrzyk dziecku w 36. tygodniu życia płodowego.Czytaj dalej >
————————————-
Geje drwią z dziecka, które płacze za mamą. „Jest tata i tata”
Świat obiegło nagranie, w którym dwaj amerykańscy homoseksualiści wyśmiewają płaczącego za mamą chłopca, którego adoptowali. Wideo to, choć nagrane przez pozbawionych empatii pseudo-rodziców w zupełnie innym celu, stało się doskonałą ilustracją krzywdy, jaką ponoszą dzieci adoptowane przez homoseksualistów. Zabrane od biologicznej matki i pozbawione jej bliskości, a oddane w ręce dwóch obcych mężczyzn, żyjących w dodatku w patologicznym związku!Czytaj dalej >
Zbigniew Izdebski: kim jest i dlaczego promuje demoralizację dzieci?
Zespołowi ds. edukacji zdrowotnej, tworzącemu program przedmiotu wprowadzonego od roku szkolnego 2025/2026 do polskich placówek edukacyjnych, przewodniczył Zbigniew Izdebski. Warto wiedzieć, że ten seksuolog i pedagog, traktowany przez lewicowe media jako autorytet, jest postacią o szemranych powiązaniach. Głoszone przez niego hasła wzbudzają sprzeciw rodziców zatroskanych o normalny, zdrowy rozwój swoich dzieci. Podobnie jak treści, które mają być według niego serwowane najmłodszym w szkole. To właśnie z powodu tych treści zdecydowana większość Polaków zdecydowała się złożyć w szkołach rezygnację z edukacji zdrowotnej.Czytaj dalej >
Bardzo prosimy o złożenie podpisu pod petycją o wycofanie ze szkół edukacji zdrowotnej – w całości. Ostatnie deklaracje Ministerstwa Edukacji Narodowej są takie, że przedmiot ten ma stać się obowiązkowy dla wszystkich uczniów od klasy 4 szkoły podstawowej aż do szkoły średniej włącznie. Jedynie komponent zawierający instruktaż seksualny miałby być dla chętnych. Takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. Dzieci i tak będą mieć kontakt z niewłaściwymi treściami. Ponadto wiele innych komponentów tego przedmiotu opiera się na niezdrowej ideologii, przed którą należy dziecko chronić, a nie z nią oswajać.
Podpisujmy petycję w poniższym linku:
NIE dla edukacji „zdrowotnej” w szkołach!
Edukacja (pseudo)zdrowotna przymusowo dla wszystkich uczniów – to nowy pomysł Ministerstwa Edukacji. MEN twierdzi, że komponent związany z instruktażem seksualnym miałby być tylko dla chętnych, jednak po cichu przyznaje, że gdy zmusi dzieci do EZ, będzie wprowadzać treści seksualne stopniowo.Czytaj dalej >
Czy podoba się Panu to, co robimy? Jeśli tak, to zapraszamy do korzystania z tekstów na portalu www.RatujZycie.pl i do śledzenia na bieżąco zamieszczanych tam treści.
Prosimy także o wsparcie modlitewne i finansowe. Prowadzenie serwisu z wiadomościami, które inni chcą przemilczeć, to znaczne koszty. Pańska pomoc pozwala nam docierać do ludzi z prawdą i aktywnie stawiać czoła złu.
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Znowu mamy przemijające wrzutki. Nie tak dawno przetoczyła się sprawa SAFE i ucichła. Rzecz jasna sprawa jest odłożona na zaś, w okolice wyborów parlamentarnych, kiedy to obecnie rządzący, jak w słynnym roku 2023, tuż przed wyborami hipokrytycznie przypomną sobie, że ci straszni PiS-owcy mogli wziąć kasą dla Polaków, a nie wzięli i choć nie rządzą, to poprzez swojego prezydenta zablokowali środki ważne dla obronności Polski.
To numer powtarzalny jak widać, to samo było z funduszem KPO w roku 2023 i jakoś te analogie nie wybrzmiały teraz, choć modus jest taki sam, idący z większym nawet natężeniem. Myślę, że rozważanie nad samymi analogiami nie miałoby sensu, świadomość tego, że chwyty są takie same nic nam nie daje. Ale kiedy bardziej się zastanowić nad istotą obu programów – KPO i SAFE – to wyjdą nam ciekawe rzeczy.
KPO, czyli Kto Pamięta Oczywistości?
Zacznijmy od KPO, bo wielu już zapomniało o co chodzi. W 2020 roku wybucha medialna pandemia kowidowa, świat staje w obliczu mnożonej codziennie grozy. Ważne są pierwsze momenty – nagle, pomijając bzdurność „objawów”, kraje zostają pozostawione same sobie. To ważne, bo w takich momentach wchodzą nieformalne zalecenia WHO, z których się ta organizacja obecnie skwapliwie wycofuje na pozycje, że wtedy tylko doradzała. Państwa, niby samodzielne w swych decyzjach, postępują bliźniaczo podobnie, tak jakby nie miały u siebie własnych służb i procedur sanitarnych.
Wszystko zaczyna się od początku. Nagle okazuje się, że takie ciała jak np. Unia Europejska są do niczego nie potrzebne, bo nie są w stanie zorganizować ani skoordynować jakiejś merytorycznej odpowiedzi w skali kontynentu. Ja pamiętam jak się w pandemii unioniści pierwszy raz zjechali – nie wiem czy była w ogóle jakaś agenda tego spotkania, eurokraci oraz europosłowie snuli się po sali obrad i jedyne na co było ich stać to były… oklaski dla dzielnych medyków all over Europe. Nic więcej. Zaczęto więc spekulować po co nam takie twory jak Unia, co to jak przychodzi co do czego to stają się bezradnym ciałem kosztującym nas i bez tego podatki i regulacje.
Ja tam już wtedy podejrzewałem, że ta pandemia to dęta sprawa jest, z dużą satysfakcją widziałem więc tę zbiorową konstatację kosztownej bezradności i myślałem, że to się tak skończy – że państwa wreszcie zaczną dbać o siebie, bez tego unijnego pośrednictwa, bałem się tylko, że scenariusze napisze im WHO. Nie doceniłem jednak przeciwnika: kiedy myśmy tu walczyli, z mniemaną, ale pandemią, cichutko ruszyły tryby unijne. Gdy odbywało się kontynentalne polowanie na maseczki i respiratory, ludzie się izolowali, firmy lockdownowały, zaś służba zdrowia popadała w jednoimienny stupor, w Unii nie próżnowano. Już przygotowywano dokumenty pod przyszłe regulacje, które skończyły się wspomnianym KPO, po to, by ustalić długofalowy kierunek już w lipcu roku 2020, kowidowego.
Czy tam się zajmowano kwestiami odporności, procedur, wsparcia finansowego poszczególnych państw? Nie. Tam Unia od razu, idąc śladem tropizmu finansowego, umościła się w węzłowych momentach redystrybucji środków publicznych. Chodziło najpierw o stworzenie funduszu na odbudowę po klęsce pandemicznej, głównie zresztą prokurowanej na własne życzenie – gospodarka poległa pod ciosami administracyjnych i kontrproduktywnych lockdownów, zaś zdrowie publiczne popadło w długotrwały – też na własne administracyjne życzenie – dług zdrowotny. Unia tutaj nie dawała żadnych dyrektyw, jeszcze wtedy sama się jakoś mitygowała, że jednak nie jest ci ona od procedur zdrowia publicznego. Ale od leczenia ich efektów – jak najbardziej. I tu się umościła – w emulacji sprzątania popandemicznej fałszywej histerii za publiczne pieniądze Europejczyków. Drugą kwestią była monetyzacja monopolu na zakup szczepionek.
Strach jako medialna osłona
Pod osłoną paniki kowidowej zrobiono numer, do którego Unia przygotowywała się od dawna. Niestety pomysł ten podpowiadał jej od samego początku nasz, wtedy wicepremier od gospodarki, ale już niedługo premier – Mateusz Morawiecki. Ten namawiał Unię do tego, by tzw. dochody własne (głównie składki) rozszerzyć o podatki, które Unia miałaby nakładać na państwa członkowskie, a z których wpływy miały zasilać różne unijne projekty. To podatki, do tego Unia dodała w czasie kowidowym drugi element: nie dość, że członkowie płacili do Unii nowe wymyślone specjalnie dla niej daniny, to Komisja Europejska dostała od państw członkowskich prawo do zaciągania pożyczek na rynkach, jakby pod zastaw tychże państw, także na realizację zaproponowanych przez Komisje – projektów.
Ten ruch uzasadniano wyjątkowością czasów popandemicznych i głębokością dna, z którego trzeba się było podnieść. Taka była narracja dla publiki – tej, która przecież codziennie widziała ofiary nie wirusa, ale reakcji nań w wykonaniu poszczególnych władz. Pompowano, zwłaszcza pod koniec pandemii, którą skończył… Putin, wersję, że może przesadziliśmy z reakcją w poszczególnych państwach, ale niech pierwszy rzuci strzykawką ten, który by tak nie zrobił. Szkody były więc jednocześnie konstatowane jako konieczne i nieuniknione oraz do pokrycia z kasy publicznej, bez niegodziwego poszukiwania winnych. To była wersja dla publiki.
W kręgu wewnętrznym globalnych decydentów odczytano pandemię jako dziejową szansę na przyspieszenie planów nowego ładu świata. Przypomnę – jesteśmy wtedy w fazie globalizmu pan-atlantyckiego, pandemiczna histeria obala Trumpa, wchodzi agenda czerwonego wokizmu, klimatyzmu, genderyzmu i podaje przez Atlantyk rękę podobnym trendom unijnym. Klamra przyspieszenia przemiany świata domyka się w otulinie pandemicznej histerii, która jak to z jednym z jeźdźców Apokalipsy, czyli jeźdźcem „Zaraza”, stawia ludzkość w medialnym kontekście czasów ostatecznych, a więc zwalnia z jakiejkolwiek odpowiedzialności przed zglajszachtowanym strachem suwerenem. Wtedy można robić wszystko. I Unia robi dwie rzeczy.
Unia jako państwo
Atrybut opodatkowania poddanych oraz zaciągania kredytów pod zastaw ich pokoleń to atrybuty państwa. A Unia chce być państwem, od lat męczy się z członkami co do tej idei, teraz ma okazję dokonać skoku na kasę, która zjednoczy zwaśnionych partnerów, tak jak małżonków spaja wspólnie wzięty kredyt na mieszkanie. Nie chcę tu ciągnąć wątku, że czyni Unia te ruchy federacyjne wyraźnie w intencji Niemiec, które chcą sobie zafundować za cenę cudzych finansów, i zaraz się okaże, że i bezpieczeństwa, IV Rzeszę, nazwaną Unią Europejską. Ten aspekt jest tu taktycznie pomijalny – mi chodzi o skupienie się na powtarzalnych mechanizmach, które zobaczymy w przypadku funduszu SAFE, kiedy wzmagana panika przesiądzie się z apokaliptycznego jeźdźca „Zaraza” na jeźdźca „Wojna”.
Co ciekawe Unia się wcale się nie kryje z otwartością swoich rzeczywistych intencji. W Polsce rzeczony program nazwano KPO (Krajowy Plan Odbudowy) i odzwierciedlał on bardziej naszą naiwność lub intencję oszukania narodu. Wychodziło z tego, że to fundusz porządny – mieliśmy pandemię, narobiło się szkód jak po wojnie, trzeba się odbudować. A więc Program Odbudowy. Figę, prawdę powiedziała Unia, nazywając program NextGenerationEU. Miał to być fundusz użyty do przemiany Europy, żadnych tam lizań ran po kowidzie – z niego miał się narodzić nowy wspaniały świat. Pandemia to był – rzeczony zresztą w wykonaniu Szwaba – Wielki Reset, skasowanie zapyziałego oprogramowania świata, by wgrać nowy, progresywny soft.
Na intencje wskazuje struktura tego funduszu – jego wydatki nie poszły na odtworzenie świata małych i średnich przedsiębiorstw, które głównie ucierpiały za kowida. Nic z tych rzeczy. Co ma bowiem z takim celem następująca struktura funduszu:
badania naukowe i innowacje z wykorzystaniem programu „Horyzont Europa”
sprawiedliwa transformacja klimatyczna i cyfrowa z wykorzystaniem Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji i programu „Cyfrowa Europa”
gotowość, odbudowę i odporność na kryzysy, finansowane za pomocą Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, rescEU i nowego Programu UE dla zdrowia
modernizację realizowanych od dawna polityk, takich jak polityka spójności i wspólna polityka rolna, aby zmaksymalizować ich wkład w realizację priorytetów Unii
przeciwdziałanie zmianie klimatu – na ten cel będzie się przeznaczać 30% europejskiego budżetu, więcej niż kiedykolwiek dotąd
ochronę różnorodności biologicznej i równouprawnienie płci
Tak, widzicie Państwo – oto są efekty programu odbudowy po kowidzie. Kompletne rzeczy od czapy. Nawet dwa punkty w miarę sensowne – zwiększanie odporności poszły do piachu, co widać po rozpłynięciu się polityki odporności w projektach militarnych, zaś drugi obszar wart uznania – modernizację polityk spójności – właśnie zredukowano budżetowo.
Jak widać tu raczej chodzi o nowy świat: równy, w tym płciowo, klimatycznie „sprawiedliwie zrównoważony”, zdigitalizowany, a więc łatwiejszy do skontrolowania. Żadne tam polskie „odbudowy”. Komisja Europejska jednocześnie rości sobie prawo NA CO opodatkowani i obciążeni kredytami mogą wydawać te pieniądze. Nie są to już tylko ramy programu NextGenerationEU, ale konkretne decyzje akceptacyjne lub nie dla konkretnych projektów, gorzej, że państw, tu – traktowanych wedle politycznych kryteriów zgodności z progresywną agendą Brukseli.
KPO a la polacca
Warto się przyjrzeć jak to, oprócz zmyłki z nazwą, poszło w Polsce z tym KPO. Mamy więc czasy pandemiczne, Polska działa tu w strefie wysokiej stanów wzmożenia, sanitaryzm na poziomie średnim, wzbogacany lokalnymi hucpami. Naród dość oporny, około 50% niezaszczepionych, z tendencją po drugiej szczepionce do zera, a więc czynnik polityczny mitygujący sanitarnych harcowników. Jednak straty wynikające z pandemicznych decyzji władz zdecydowanie wysokie. Mamy strategię 2 x 200: 200 miliardów zł na tarcze, które w sumie miały chronić przedsiębiorców nie przed wirusem, ale przed decyzjami władz i 200.000 ponadnormatywnych zgonów niekowidowych. Wychodzi na to, że jest co odbudowywać.
W kraju trwa ostra walka polityczna, katalizowana dodatkowo przez pandemię. Niestety jest wyścig – kto się wykaże większym sanitaryzmem w obostrzeniach. Jedni popędzają drugich, zarzucając sobie krew na rękach. PiS jedzie tu pod dyktando eskalującej opozycji, w dodatku wchodzi włączony przez Unię, i zaakceptowany przez rząd Morawieckiego, aspekt warunkowości co do mglistej praworządności. I zaczyna się wskazywanie ludowi na leżące pieniądze w Brukseli, po które nie chce sięgnąć ubroczonymi we krwi pandemicznej rodaków – PiS. PiS się na to nabiera, nie korzysta z prawa weta wobec federacyjnych planów Komisji Europejskiej, ubranych w unijne podatki i kredyty. Była to niezła presja, że tu kowid, ludzie umierają, kasa gdzieś tam leży, wystarczy sięgnąć, wróg u bram, a tu się certolą. I pisowcy pękli.
Premier Morawiecki, co to miał nas bardziej ułożyć z Unią, przecież nie sam, ale za poduszczenia samego prezesa, zgadza się na wszystko w swej naiwności, że kwestia praworządności została mu obiecana – na gębę! – jako taka, która będzie dotyczyła tylko ewentualnych przewałów przy wydawaniu unijnej kasy. Kaczyński ma kłopot u siebie – przyjęcie KPO wymaga większości w Sejmie, ale na to nie chce mu się zgodzić Ziobro, a więc pomoc znajduje… na Lewicy. Tak, wtedy PiS musiał się podeprzeć Lewicą, by przyjąć KPO, tak bardzo nie chciała go, dziś program gloryfikująca, Platforma. Warto o tym pamiętać.
Jednak to nie koniec – opozycja donosi do Brukseli na niepraworządność PiS-u, na co chętnie przystaje Komisja Europejska. Fakt niedobrania się do pieniędzy na odbudowę po kowidzie mocno wyborczo obciąża PiS, a nie jest on delikatnie mówiąc – faworytem Brukseli. I znowu geniusze z PiS idą na ustępstwa – podpisują miażdżącą listę tzw. kamieni milowych, by dostać się do środków. Zobowiązania są straszne i daleko wychodzą poza zakres KPO, ale walka o upolitycznione pieniądze wymaga ofiar. Polska zobowiązuje się do przyspieszenia opodatkowania na rzecz Unii i wzmożenia działań obyczajowo-klimatycznych. A pieniądze… wcale nie popłynęły szerokim strumieniem. I, uwaga!, nie płyną do dziś, choć na fali tej obietnicy Tuski dostały się do władzy.
Wydanie resztek z KPO to już paranoja do kwadratu.
Obszary jak już wymieniłem, były do kowidowej czapy, ale i tych nie dowieziono. Po pierwsze – wstrzymywanie na życzenie opozycji uruchomienie tych funduszy zrodziło skutki już nie do powstrzymania. Kupa forsy przepadłaby, a nawet i te – wykorzystane były na kompletne bzdury. Końcówka przyjęła już rozmiary karykaturalne – kupowanie jachtów i wyposażanie klubów swingersów to tylko piana na fali bzdur. Dotyczyło to tylko kilku procent z KPO, ale były to fundusze bezzwrotne i wyraźnie rozprowadzone wśród swoich. Tak skończyła się wspaniała przygoda z ratowaniem świata po pandemii. W świecie, który już dawno zapomniał po co był ten fundusz: wydatkowany lata po kowidzie nie mógłby pomóc w ratowaniu zagrożonych firm. Te albo przez ten czas padły, albo sobie bez niego poradziły. A tak z kasy z opodatkowania naszych plastików, z gwarantowania pożyczek na pokolenia zrobiono finansowanie kupy niepotrzebnych inwestycji klimatycznych, zaś sama końcówka i ostatnie procenciki rozeszły się po świecie bez żadnego efektu ekonomicznego, a zwłaszcza już bez żadnej korzyści dla gospodarczych ofiar administracyjnych decyzji pandemicznych.
KPO vs. SAFE. Analogie.
Warto tu pamiętać te wszystkie szczegóły, gdyż powtarzają się one i w przypadku SAFE. To nie jest analogia, to copy-paste. Mamy to samo: najpierw idzie wzmożenie narracyjne. Mamy sztafetę, gdzie pałeczkę wzmaganej medialnie paniki przekazuje się do ręki rozpędzającego się zawodnika „wojna”. Znowu czasy stają się ostateczne, zaś wirusa z zabawnymi przyssawkami, co to go nikt nie widział, zastępuje Putin. Tak jak wirus – w sposób nieodgadniony niebezpieczny. W dodatku antykowidowych foliarzy zastępują ruskie onuce, zwolennicy Putina, którzy w swych opłacanych rubelkami działaniach mających osłabiać kolektywny Zachód, zamieniają tylko temat z pandemicznego na pacyfistyczny. Wszystko na razie pasuje. A teraz trzeba zareagować. A jak? Tak samo. Trzeba stworzyć fundusz o kilku celach jawnych i kilku skrywanych.
Jawne cele – stworzenie funduszu, który ma za zadania nadrobić militarne zapóźnienie pacyfistycznej Europy, grzeszącej do tej pory flirtem z Rosją pt. business as usual. Ma to prowadzić do działań koordynujących między państwami, zrobić procurmentową grupę zakupową, kumulującą potencjał i synergizującą rozwiązania. Cele niejawne: dla Unii – kolejny atrybut państwa, tym razem w sferze militarnej, docelowo stworzenie armii europejskiej, za słabej na Rosję, ale w sam raz wystarczającej do trzymania Europejczyków za mordę.
Znowu powtarza się mechanizm KPO – możecie pożyczać, ale na to, na co wam pozwolimy. Będziemy wydzielać kasę według własnych kryteriów, również ze sprawdzonym mechanizmem warunkowości. Przećwiczony z dobrym skutkiem na Polkach mechanizm praworządnej warunkowości nie dotyczy już tylko środków na militaria, ale jest ogólną zasadą dystrybucji wszystkich środków unijnych. I wcale nie jest ograniczony do prawidłowego wydawania środków unijnych – wprost przeciwnie: przykład Bułgarii, która rżenie Unię na środkach pomocowych pozostaje bez reakcji Brukseli, dopóki Sofia wypełnia unijną agendę polityczną.
SAFE jest także jak KPO narzędziem wzmacniającym Niemcy. Po ich przegranej wojnie w rywalizacji z Chinami, choćby w dziedzinie przemysłu maszynowego czy samochodowego, nie pozostaje Berlinowi nic innego niż pójść w militaria. Trzeba więc zadbać o przekierowanie strumienia nowych pożyczek unijnych do siebie i robi się to wybierając kryterium „europejskości” zamówień i rejestrując niemieckie spółki-słupy w innych krajach na zasadzie: follow the money. Wszystko więc się powtarza, ale powiecie, że może to się nie skończyć finansowaniem klubów swingersów czy jachtów. Można sobie jednak wyobrazić taki klub cały w moro, co uzasadnić może wydatki typu dual use, albo jachty w funkcji torpedowców, ale będzie chyba inaczej, co nie znaczy, że lepiej.
Białe nosorożce
Obawiam się bowiem, że ta kasa pójdzie po staremu. Na białe nosorożce. Jest to pojęcie ze strategii, które wskazuje na szkodliwość instalowania u siebie drogich i łatwych do utracenia rozwiązań – tu militarnych – które na niskimi poziomie spełniają swoje funkcje wojskowe, jednak przez swoje koszty angażują wielkie środki do ich obrony. Jest to taktyka kontrproduktywna w kategorii ekonomiki konfliktów wojennych. Wojna, nie tylko ta na Ukrainie, uczy czegoś innego. Czołg Abrams za ciężkie miliony na obecnej scenie wojny to nie przewaga. To problem, kiedy może go rozwalić dron za kilkanaście tysięcy dolarów. W dodatku w kwestii mobilności rażenia taki czołg jest gorszy od roju dronów, kosztuje zaś o niebo więcej. Trzeba go więc chronić. W dodatku takie białe nosorożce nie powstają po garażach, tak jak drony. Będziemy więc mieli duże i kosztowne fabryki, które – znowu – łatwo rozwalić choćby i jednym dronem. Znowu – będą białe nosorożce, tym razem w postaci przemysłowych sanktuariów. Do ciągłej obrony, z wielkimi kosztami w razie utraty.
Coś mi się widzi, że na to pójdzie nasza kasa. Na duże produkty, które nie będą miały sensu. Bezpieczeństwa od tego nie przybędzie, co najwyżej forsy w kieszeniach pośredników. A Ukraina nic nas tu nie uczy. Kraju w takim stopniu zoligarchizowanym dało się wytworzyć prywatny, i co najważniejsze, produkcyjnie rozproszony przemysł militarny. Za niewielkie pieniądze składający broń z czego się da, odporny na zakłócenia w łańcuchu dostaw. U nas to będą pewnie wielkie konsorcja, głównie giganci państwowi, z niesławną Polską Grupą Zbrojeniową, która nie chce mieć nic wspólnego z innowacyjnością sektora prywatnego, bo ten tylko wykazuje państwowy dinozaurowy bezruch.
Dwie prawdy
I znowu mamy dwie prawdy: prawdę czasu i prawdę ekranu. Na ekranie wszystko dla naszego dobra i bezpieczeństwa, w prawdzie czasu zaś kalkulacje, by z realnego bezpieczeństwa wykuć okowy dla realizacji swych ideologicznych mrzonek, na których zarobią korporacje, bez realnego wpływu na zmianę sytuacji. Z wielkiej chmury SAFE nie będą wynikać li tylko analogie do KPO. Będzie wynikał podobny efekt: może nie kluby swingersów, ale nic pomocnego dla naszej, tym razem militarnej, odporności. Znowu kasa pójdzie w niebo, wyłapywana przez spryciarzy z powietrza jak pieniądze z ETS. Znowu pojawią się zastępy polityków tłumaczących, że wszystko jest ok, tak miało być. Skoro tak, to dlaczego najlepiej przećwiczoną procedurą ewakuacji ludności jest ewakuacja via Okęcie polskich władz najwyższych? Ćwiczona praktycznie co roku…
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 3 maja 2026 michalkiewicz
Od polityki uciec niepodobna, toteż nic dziwnego, że polityczne korzyści można odnieść dosłownie ze wszystkiego, podobnie, jak pieniądze. Tak właśnie w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” poucza poeta: „Z wszystkiego można szmal wydostać, tak, jak za okupacji z Żyda”. Toteż vaginet obywatela Tuska Donalda z zagadkowych powodów uparł się, żeby uregulować obrót kryptowalutami i w tym celu opracował, a nawet uchwalił w Knesejmie specjalną ustawę, którą jednak pan prezydent Karol Nawrocki zawetował. Vaginet jednak nie rezygnował i kiedy tylko ochłonął z porażki, skierował do pana prezydenta następną ustawę, którą pan prezydent też zawetował, ponieważ mało, a być może nawet wcale nie różniła się od tej pierwszej. W dodatku tego drugiego veta też nie udało się odrzucić.
W tej sytuacji koalicyjna partia „Polska 2050” skierowała do Sejmu kolejny projekt ustawy, z której powykreślała przepisy kwestionowane przez pana prezydenta.
W tak zwanym międzyczasie jednak wybuchła straszliwa afera, podobna do zapomnianej już dzisiaj afery „Ambergold”. Oto na estońskich papierach działała w Polsce giełda kryptowalut „Zondacrypto”, w ramach której rozmaici „inwestorzy” wpłacali prawdziwe pieniądze, w zamian za co dostawali obietnice, że zarobią krocie na kryptowalutach. Dokładnie tak samo było w przypadku Ambergold: „inwestorzy” wpłacali prawdziwe pieniądze, a w zamian za to dostawali papierki na których było napisane, że reprezentują one wartość tylu to a tylu (kilo)gramów złota. Wreszcie czar prysnął, więc „inwestorzy” runęli do siedzib „Ambergold” – ale okazało się, że są one na głucho zamknięte. W tej sytuacji niezależna prokuratura wszczęła tak zwane „energiczne śledztwo” – ale nie od razu, tylko dopiero wtedy, kiedy było już pewne, że pieniądze ulotniły się w nieznanym kierunku. Powołana została nawet specjalna sejmowa komisja śledcza pod przewodnictwem Wielce Czcigodnej Małgorzaty Wassermanówny, która po odbyciu serii przesłuchań, podczas których Wielce Czcigodni posłowie zasypywali delikwentów tzw. krzyżowym ogniem pytań, ustaliła, że organy państwowe, przede wszystkim niezawisłe sądy ze znanego na całym świecie z niezawisłości gdańskiego okręgu sądowego oraz prokuratura, nie zachowały sie w tej sprawie na poziomie. Dlaczego nie zachowały się na poziomie – na to pytanie komisja już nie odważyła się odpowiedzieć, bo nie odważyła się go postawić. I słusznie – bo w domu wisielca nie rozprawia się o sznurze.
Oczywiście mimo podobieństw są i różnice. Na przykład giełda kryptowalut „Zondacrypto”, którą złośliwcy już przezywają „Sonder-crypto” była dość hojna i to ponad podziałami. Najwyraźniej ścisłe kierownictwo musiało kierować się przestrogą Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który pisał: ”Bo mówiła żony ciotka; tych co płacą – nic nie spotka” – toteż o korzystanie z subwencji „Sonder-crypto” podejrzewana jest zarówno wysługująca się Volksdeutsche Partei telewizyjna stacja TVN, jak i wysługująca się PiS-owi Telewizja Republika, a nawet pojedynczy, Wielce Czcigodni posłowie, wśród których najczęściej wspominany jest Wielce Czcigodny Przemysław Wipler. Beneficjentem „Sonder-crypto” miał być też Polski Komitet Olimpijski, który nawet miał specjalną umowę – ale do wypłacenia forsy zdobywcom olimpijskich medali nie doszło.
A nie doszło dlatego, że „Sonder-crypto” z dnia na dzień zakończyła działalność, a amatorzy krociowych zysków z kryptowalut zostali – jak to się mówi – z fiatem w garści. Obywatel Tusk Donald, najwyraźniej w rozdziale bonusów musiał zostać pominięty, bo strasznie się przeciwko „Sonder-crypto” nasraża i – niczym Bolesław Śmiały w balladzie Adama Mickiewicza „Lilie” – „srogie głosi kary” – ale forsy nigdzie nie ma, zaś obywatel Żurek Waldemar apeluje do „inwestorów”, żeby zgłaszali się do katowickiej prokuratury – jakby to mogło coś pomóc.
Tymczasem gruchnęła wieść, że prezes „Sonder-crypto” pan Przemysław Kral, co to jeszcze 9 kwietnia przekonywał, że sytuacja jest „pod kontrolą”, już kilka dni później odnalazł się… w Izraelu – jak można się domyślać – z forsą. Sytuacja rzeczywiście mogła być „pod kontrolą” tyle, że nie pod kontrolą ze strony „inwestorów” co podejrzliwców skłania do snucia teorii spiskowych, że cała afera – podobnie jak „Ambergold” a wcześniej – „matka wszystkich afer”, czyli afera FOZZ – została zmontowana przez stare kiejkuty, które z izraelskim Mosadem trzymają przecież sztamę.
Toteż pan marszałek Włodzimierz Czarzasty, który w pierwszym odruchu chciał nawet powoływać komisję sejmową, rychło od tego zamiaru odstąpił. Czy przekonał go do tego wicemarszałek Szymon Hołownia, że sprawę winny wziąć w wypróbowane ręce „służby” i prokuratura, czy dostał telefon: wiecie, rozumiecie Czarzasty; wy się cieszcie, żeście żywi, zdrowi, więc po co wam jeszcze tu jakieś komisje potrzebne do szczęścia? Jak tam było, tak tam było – mawiał dobry wojak Szwejk. Okazuje się, że rację miał Janusz Wilhelmi, który jeszcze za pierwszej komuny przestrzegał, by nie ulegać pierwszym odruchom – bo mogą być uczciwe.
Tymczasem pan prezydent Karol Nawrocki, jeszcze przed rezygnacją pana prof. Cenckiewicza z funkcji szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, po ostentacyjnym olaniu ciepłym moczem przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego i ABW korzystnego dlań wyroku NSA, zapowiedział ujawnienie przed opinią publiczną „Aneksu” do „Raportu o Rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych”. Natychmiast zareagował na tę wieść pan generał Marek Dukaczewski, którego resortowa „Stokrotka”, czyli pani red. Monika Olejnik, zawsze woła do TVN, gdy tylko coś się u nas, albo i za granicą dzieje, a pan generał nie tylko mówi – jak jest – ale również – jak będzie – że jest absolutnie przeciwny takim antypaństwowym poczynaniom.
Ciekawe, że i Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, po kolacji Mateuszem Morawieckim, podczas której podano bigos hultajski, powiedział, że w tym całym „Aneksie” to tylko „publicystyka”, a jego „świętej pamięci brat” też był przeciwny jego ujawnianiu , podobnie jak wszyscy pozostali panowie prezydenci – z Andrzejem Dudą włącznie. Okazuje się, że są sprawy, w których zarówno pan generał Dukaczewski, jak i obywatel Tusk Donald, a także – Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński mają ponad podziałami identyczne zdanie. Toteż i Wielce Czcigodny pan marszałek Włodzimierz Czarzasty już nie ulega żadnym pierwszym odruchom, tylko naigrawa się z pana prezydenta, który zwrócił się doń z prośbą o „opinię” w sprawie publikacji „Aneksu” – że ten pomysł najwyraźniej musiał przyjść mu do głowy „podczas kąpieli”. Trudno tak od razu powiedzieć, czy to dobrze, czy to źle – ale jedno wydaje się pewne – że również w III Rzeczypospolitej – zanim zostanie ona przepoczwarzona w Generalną Gubernię – są stałe punkty we Wszechświecie, których nikomu nie wolno tknąć, ani – tym bardziej – ruszyć, bo w przeciwnym razie sam zostanie ruchnięty.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
W centrum zdjęcia zamieszczonego powyżej znajduje się Mao Zedong – «Wielki Sternik». Człowiek, który przekształcił Chiny w to, czym są one dzisiaj. Uśmiecha się. Otaczają go osoby, które wyglądają na doradców, przyjaciół, zaufanych współpracowników.
Ale przyjrzyjcie się im lepiej. Zobaczcie, kim naprawdę są ci mężczyźni.
Frank Coe – Żyd amerykański. Były sekretarz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Człowiek, który przyczynił się do stworzenia globalnego systemu finansowego w Bretton Woods. en.wikipedia.org/wiki/Bretton_Woods_system
Solomon Adler – Żyd brytyjski. Przyjął obywatelstwo amerykańskie. Były urzędnik Departamentu Skarbu Stanów Zjednoczonych podczas II wojny światowej. https://en.wikipedia.org/wiki/Solomon_Adler
Wszyscy razem. Wszyscy uśmiechnięci. Wszyscy w komunistycznych Chinach. Wszyscy byli tam, by “pomóc” Mao.
I wszyscy, zgodnie z zeznaniami pod przysięgą, byli radzieckimi szpiegami.
Pozwólcie, że opowiem wam historię – historię sieci. Sieci, która przekracza granice, ideologie i rządy. Sieci, która nie potrzebuje żadnej flagi. Służy wyłącznie sobie samej.
I to właśnie ta sieć zbudowała świat, w którym żyjemy.
Rok 1944. Bretton Woods w stanie New Hampshire. Przedstawiciele czterdziestu czterech krajów zbierają się, by po wojnie na nowo ukształtować światowy system finansowy.
W wyniku owego spotkania powstają Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Instytucje, które po dzień dzisiejszy decydują, kto komu pożycza pieniądze. Ktomoże się rozwijać, a ktomusi pozostać biedny. Kto je, a kto umiera z głodu.
Frank Coe jest tamobecny. Nie jako gość. Jako sekretarz techniczny konferencji. Sporządza dokumenty. Pisze zasady. Kształtuje system.
Dwa lata później zostaje pierwszym sekretarzem Międzynarodowego Funduszu Walutowego. 15 500 dolarów rocznie. Bez podatku. I dostęp do wszystkich poufnych informacji finansowych na świecie.
Ale Frank Coe posiada sekret.
Pracuje dla Związku Radzieckiego.
============================================
Nie tylko on. Jest jeszcze Solomon Adler. Przedstawiciel amerykańskiego Departamentu Skarbu w Chinach w czasie wojny. Człowiek, który ma zadecydować, ile złota Stany Zjednoczone pożyczą chińskim nacjonalistom na walkę z komunistami.
Adler podejmuje “ciekawą” decyzję. Sprzeciwia się udzielenie pożyczki. Dwieście milionów dolarów w złocie, które mogłyby ustabilizować gospodarkę chińską gospodarkę narodową? – Nie, lepiej tego nie robić.
Skutek? – Hiperinflacja: tysiąc procent rocznie. Gospodarka narodowa upada. Chiński lud tonie w nędzy. A kiedy pojawia się Mao ze swoimi obietnicami, ludzie nie mają już nic do stracenia.
==============================
Rok 1949. Komunistom udaje się zwyciężyć. Chiny stają się czerwone.
A gdzie zamieszkał Solomon Adler po tym, jak w Stanach Zjednoczonych oskarżono go o szpiegostwo?
W Pekinie. Mieszkał tam przez dwadzieścia lat. Jako doradca komunistycznego rządu chińskiego. Tłumaczy dzieła Mao. Pracuje dla Departamentu Stosunków Zagranicznych Komunistycznej Partii Chin – departamentu, który kieruje wywiadem zagranicznym.
Nie ukrywa się. Żyje tam jawnie. Aż do śmierci w roku 1994.
No i jest jeszcze Israel Epstein. Nie, nie ten Epstein. Ale nazwisko powinno skłonić was do refleksji.
Urodzony w Polsce. Dorastał w Chinach. Dziennikarz. W 1951 roku, Elizabeth Bentley wikipedia.org/wiki/Elizabeth_Bentley, była kurierka radzieckiego NKWD, zeznaje przed amerykańskim Kongresem, że Israel Epstein jest „od wielu lat członkiem rosyjskiej tajnej policji w Chinach”.
Epstein zaprzecza. Jednak w 1957 roku przyjmuje chińskie obywatelstwo. W 1964 roku wstępuje do Komunistycznej Partii Chin. Staje się jednym z najbliższychwspółpracowników Mao. Tłumaczy jego dzieła. Kształtuje narrację, której odbiorcą będzie cały świat.
Kiedy umiera w roku 2005, organizują mu pogrzeb państwowy. Zostanie pochowany na Cmentarzu Rewolucjonistów w Babaoshan. Tam, gdzie spoczywają bohaterowie Partii.
Polski Żyd oskarżony o bycie radzieckim szpiegiem umiera jako bohater komunistycznych Chin.
Zastanówcie się nad tym wszystkim choć przez chwilę.
Frank Coe wyjeżdża do Chin w roku 1958. Po tym, jak przyczynił się do stworzenia globalnego systemu finansowego. Po tym, jak sześćdziesiąt pięć razy odmówił odpowiedzi przed Kongresem na pytanie, czy jest szpiegiem.
W Chinach zostaje doradcą ekonomicznym tzw. „Wielkiego Skoku Naprzód” – polityki Mao, która spowodowała śmierć z głodu od trzydziestu do pięćdziesięciu pięciu milionów istnień ludzkich.
A Frank Coe, człowiek, który przyczynił się do stworzenia zasad światowej finansjery, właśnie tam się znajduje. Doradza. Tłumaczy. Wspiera.
Umiera w Pekinie w 1980 roku.
Podobnie jak Solomon Adler. Podobnie jak Israel Epstein. Wszyscy w Pekinie. Wszyscy pochowani jakobohaterowie.
Wszyscy: Żyd amerykański, Żyd brytyjski, Żyd polski, którzy pracowali dla Sowietów, a skończyli służąc Chińczykom.
Dostrzegacie pewien schemat?
Nie mamy do czynienia z antagonizmem między Ameryką a Chinami. Nie chodzi o walkę kapitalizmu z komunizmem. Nie jest to konflikt między Zachodem a Wschodem.
To jest sieć, która działa tam, gdzie jest to jej potrzebne. Która infiltruje miejsca, które są ważne. Która buduje systemy, a potem kontroluje je od środka.
System z Bretton Woods nie został stworzony, by pomóc światu. Został stworzony, by go kontrolować. A ludzie, którzy go stworzyli, to ci sami, którzy potem zbudowali komunistyczne Chiny.
Nie z powodu ideologii. Dla władzy.
Bo jeśli kontrolujesz obie strony, nigdy nie przegrywasz.
Dzisiaj patrzymy na Chiny i mówimy: „To wróg”. Patrzymy na Rosję i mówimy: „To jest zagrożenie”. Patrzymy na Amerykę i mówimy: „To imperium”.
Ale kto zbudował współczesne Chiny? – Kto sfinansował ich rozwój? – Kto przekazał im technologię, kapitał i przemysł? –- Ci sami, którzy twierdzą, że z nią walczą.
Ponieważ deep state nie jest amerykański. Nie jest chiński. Nie jest rosyjski.
Deep state to globalna sieć, która posługuje się państwami jak pionkami. Która wywołuje konflikty, by następnie oferować ich rozstrzygnięcia. Która tworzy wrogów, by następnie sprzedawać wam ochronę przed nimi.
Dodam jeszcze, że ta sieć istniała już przed waszym przyjściemna świat. Istniała już na długoprzed narodzinami waszych rodziców…
W Mali próba zamachu stanu przez islamskich terrorystów została krwawo odparta. Kiedy niemieckie media donoszą o tym, ukrywają konteksty geopolityczne, które za tym stoją. Więc co się tam wydarzyło i kto za tym stoi?
Dla Francji utrata kontroli nad krajami Afryki Zachodniej, takimi jak Mali, Burkina Faso i Niger, była bardziej niż bolesna, ponieważ wraz z tym Francja straciła wpływy w regionie i w geopolityce, a także straciła dostęp do tanich zasobów mineralnych ze swoich byłych kolonii. Dlatego Francja stara się przywrócić swoje wpływy. A ponieważ kraje te zwróciły się do Rosji o pomoc, historia zyskuje kolejne znaczenie geopolityczne, ponieważ w ten sposób region stał się również polem bitwy w walce Zachodu z Rosją.
Ekspert wyjaśnił sytuację w artykule dla TASS, przetłumaczonego przeze mnie.
Początek tłumaczenia:
Zmiana reżimu w Mali mogła zostać uniemożliwiona, ale czyje interesy stoją za atakiem?
Borys Roszyn o walce o supremację w Afryce oraz roli Francji i Ukrainy.
Jednostki Rosyjskiego Korpusu Afrykańskiego zapobiegły zmianie reżimu w Mali, a tym samym licznym ofiarom cywilnym.
Nasze wojska zostały zmuszone do ataku na kluczowe miasta afrykańskiego kraju 25. Kwiecień przez bojowników „Azawad Liberation Front” i Jamaat Nusrat al-Islam wal-Muslimeen (który określa się jako część organizacji terrorystycznej Al-Kaida) w celu udzielenia pomocy. Pomimo istniejących konfliktów, grupy po raz kolejny sprzymierzyły się z obaleniem rządu i ustanowieniem państwa islamskiego w Mali na podstawie prawa szariatu. Rząd uniemożliwił Tuaregowi Azawadowi (obszar na północnym wschodzie kraju) i zaawansowaniu bojowników Al-Kaidy na odgałęzienie kalifatu.
Sytuację tę pogarsza również geopolityczna walka o strefy wpływów w Afryce. W rezultacie tradycyjna wojna między rządem a terrorystami staje się jedynie wymiarem konfliktu napędzanego interesami, które wykraczają daleko poza regionalne sojusze i kraje.
Upadek francuskiego imperium
Mali przez dziesięciolecia była częścią francuskiego imperium kolonialnego, a później neokolonialnego. Po 1960 roku, w wyniku upadku klasycznego kolonializmu (w którego zaangażowany był ZSRR), Paryż przeniósł nacisk na pośrednie formy kontroli nad swoim dawnym dobytkiem. Zgodnie z tą koncepcją większość nowo wyzwolonych krajów Afryki Francusko-Zachodniej cieszyła się formalną suwerennością, ale w rzeczywistości pozostawała całkowicie zależna od Paryża w sprawach finansowych, gospodarczych, społeczno-kulturowych i wojskowych. Lokalne elity, które w większości były szkolone w stolicy Francji, były również podporządkowane Francuzom, a ci, którzy zbuntowali się przeciwko temu porządkowi, zostali po prostu wyeliminowani, jak prezydent Burkina Thomas Sankara.
Do drugiej połowy lat sześćdziesiątych Francja zachowała ogólną kontrolę nad Afryką Zachodnią, w tym poprzez sojusze ECOWAS (Zachodnioafrykańska Wspólnota Gospodarcza) i UEMOA (Union Economique et Monetaire Ouest-Africaine). Wtedy jednak sytuacja zaczęła się zmieniać.
W niektórych krajach zamachy stanu były objęte sztandarem wyzwolenia narodowego od kolonialnego ucisku. Nowi władcy proklamowali idee niezależnego rozwoju narodowego i wzywali do wycofania wojsk z Francji i NATO z ich krajów. Mali, Burkina Faso i Niger również ogłosiły w 2023 roku założenie sojuszu państw Sahelu i w 2024 roku ich wycofanie się z ECOWAS (który zagroził interweniacją w tych krajach po zamachach stanu).
Podczas gdy Moskwa odbudowała stosunki w Afryce po upadku ZSRR, aktywnie działała na francuską strefę wpływów w regionie. W szczególności nawiązała współpracę z Republiką Środkowoafrykańską, Mali, Burkina Faso i Nigerem. Rosja wspierała procesy dekolonizacji i politykę suwerenności państw. Jednostki Afrikakorpsów stacjonowały w krajach i (podobnie jak Republika Środkowoafrykańska) przejęły szkolenie lokalnych sił wojskowych i bezpieczeństwa, a także wsparcie wojskowe na wniosek samorządów. Dawna francuska i amerykańska infrastruktura wojskowa służy do rozmieszczenia wojsk rosyjskich.
Ponadto Chiny i Turcja aktywnie wspierają te kraje militarnie (zaopatrując pojazdy opancerzone i drony).
W wyniku tych wydarzeń neokolonialne imperium Paryża w Afryce praktycznie upadło. Po stanach Sahel Francja została poproszona o wycofanie się z Senegalu. Nastroje antyfrancuskie rosły również w wielu innych krajach, na przykład wojskowemu zamachowi stanu na Wybrzeżu Kości Słoniowej można było zapobiec jedynie przez aktywną interwencję Paryża. Ważne jest, aby wspomnieć, że Francja wykorzystuje Wybrzeże Kości Słoniowej jako punkt wyjścia do działań wywrotowych przeciwko Burkina Faso.
Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja dla Paryża pogarszała się systematycznie, a prezydent Emmanuel Macron skutecznie zainicjował upadek późnego francuskiego kolonializmu. Ale Paryż nie był przygotowany na poddanie się bez walki.
Terrorystyczne narzędzie zemsty
Po tym, jak Francja nie utrzymała kontroli nad swoimi dawnymi koloniami, zwróciła się do tajnej kampanii przeciwko rządom, których nie kontrolowała. W Mali Francja opiera się na wsparciu separatystów z Azawadu i islamistycznych bojowników. Od 2024 roku bojownicy ci przeprowadzają coraz więcej ataków na ludność cywilną i obiekty wojskowe w krajach, które uwolniły się od Francji. Malijski rząd wielokrotnie publicznie oskarżał Paryż o wspieranie islamistycznych terrorystów w Sahelu.
Francja finansowała wcześniej islamistyczną opozycję w Libii i grupy w Syrii. Zakład firmy Lafarge zapłacił nawet bezpośrednie podatki Państwu Islamskiemu. Fakt, że Paryż oficjalnie walczył z „terroryzmem w Mali” w ramach operacji Serval, nie powinien nikogo wprowadzać w błąd: grupy, które rzekomo walczyły z Francuzami, stały się teraz wygodnym narzędziem dla Francji, aby wywrzeć presję na samorządzie lokalnym. Do niedawna Francja dominowała na afrykańskim rynku zbrojeniowym.
W celu zwalczania państw Sahelu (i wpływów rosyjskich) wykorzystano również bojowników ukraińskich służb specjalnych GUR. Ci szkolą terrorystów w kontaktach z dronami FPV i quad-kopterami, aby zwiększyć swoją siłę przebicia. Znaki ostrzegawcze zabrzmiały już w 2024 roku, kiedy grupy bojowników zintensyfikowały swoje ataki na północy i w centrum Mali, zakłóciły dostawy ludności cywilnej i miały nadzieję na sprowokowanie masowych protestów przeciwko rządowi i uzyskanie poparcia dla przejęcia władzy.
Zachodni zwolennicy terroryzmu tak naprawdę nie ukrywają, że są obojętni na konsekwencje dla kraju i jego mieszkańców, jeśli dżihadyści dojdą do władzy i prawo szariatu zostanie wprowadzone. Nie postrzegają też secesji Azawadu z Mali jako problemu. Najważniejszym celem jest powstrzymanie kurczenia się wpływów francuskich w Afryce i osłabienie pozycji Rosji. Terroryści są niczym innym jak narzędziem, które francuska prasa próbuje już zabłysnąć twierdząc, że ci, którzy walczyli przeciwko wojskom Francji i NATO podczas operacji Barkhane i Serval, nie są tak radykalni. Dzieje się tak w przypadku, gdy uda im się przejąć władzę – to, co robią 25. Kwiecień 2026 podczas ofensywy na Bomako, Kidal, Gao i inne miasta w Mali próbowały.
Afrikakorps udaremnia plany bojowników
Podobno bojownicy, siły malijskie i rosyjski Korpus Afrykański planowały sparaliżować poprzez ataki na główne miasta kraju. Miało to naśladować „scenariusz Syrii” wraz z upadkiem syryjskiej armii i rządu Baasu Baszara al-Asada pod koniec 2024 roku.
Plan nie powiódł się jednak pierwszego dnia, w tym ze względu na opór Rosyjskiego Korpusu Afrykańskiego, który zadał przeciwnikowi ciężkie straty. W sumie ponad 2500 bojowników zostało zabitych lub rannych w trzydniowych walkach, co stanowi około 20 procent wszystkich radykałów zaangażowanych w ofensywę. Większość większych miast pozostawała pod kontrolą malijskiego rządu. Nawet w Kidalu, gdzie radykałowie koncentrowali swoje główne siły, rosyjskim wojskom udało się utrzymać swoje bazy i twierdze. Dopiero po osiągnięciu przez rząd malijski porozumienia z bojownikami nasi bojownicy wycofali się ze swoich stanowisk w uporządkowany sposób.
Pomimo szkolenia bojowników i propagandy w europejskich mediach, nie odbył się marsz zwycięstwa. Pokazano również, że miejscowa ludność (zwłaszcza w południowym Mali) nie chciała poddać się szariatowi, ponieważ dziesiątki bojowników, którzy odmówili wycofania, zostały zlinczowane przez wściekłych mieszkańców. Strategiczny plan bojowników został pokrzyżowany.
Mimo to nie wykazują żadnych oznak zatrudnienia swoich ataków i oświadczają, że nadal będą atakować Gao, a nawet Bomako. Oczywiście zachęcają ich zwolennicy, którzy mają nadzieję pokonać siły rosyjskie przede wszystkim poprzez dyskredytowanie pomocy wojskowej Moskwy dla rządów w Afryce.
Konsekwencje ofensywy bojowników
Można się spodziewać, że zarówno separatyści z Azawadu, jak i bojownicy związani z Al-Kaidą mają nadal otrzymywać broń z zagranicy, zwłaszcza za pośrednictwem francuskich kanałów, a także wsparcie ze strony ukraińskiej służby wywiadowczej dla nowych operacji. Można również spodziewać się zwiększonego wykorzystania różnych typów dronów, zwłaszcza w przypadku ataków terrorystycznych, a także wzrostu nalotów na obszarach wiejskich, które są ukierunkowane na wrażliwe bazy armii malijskiej. Radykałowie skupią się na atakach terrorystycznych w dużych miastach, w tym tych skierowanych przeciwko kierownictwu państwa. Na przykład minister obrony Mali Sadio Camara 25 kwietnia zginęła w zamachu. Co więcej, prawdopodobnie nastąpi odnowiona blokada paliwowa ważnych ośrodków ludności. Bojownicy bez wątpienia będą próbowali wykorzystać zasoby podbitych terytoriów, aby uzupełnić swoje szeregi z pomocą miejscowej ludności. Jasny rękopis jest rozpoznawalny, nie bez powodu radykałowie są szkoleni przez „specjalistów” z Ukrainy.
Po ustabilizowaniu się sytuacji malijski rząd bez wątpienia będzie musiał wzmocnić odporność armii, aby odzyskać utracone terytoria, ponieważ ciągła kontrola terrorystów nad Kidalem może doprowadzić między innymi do fragmentacji kraju i rzeczywistej secesji Azawadu sprzymierzonego z Francją. Być może wskazane byłoby zwrócenie się do Nigru i Burkina Faso: terroryzm zagraża całemu regionowi, zwłaszcza krajom, których rządy nie są lojalne wobec Zachodu. Patrząc z szerszej perspektywy, front afrykański jest częścią wspólnej walki Zachodu przeciwko Rosji. Tam nie mogą pogodzić się z tym, że Moskwa przywraca stosunki w regionie i wykuwa nowe.
Pat w wojnie z Iranem trwa. Cieśnina Ormuz pozostaje (w większości) zamknięta. Blokada irańskiej żeglugi nałożona przez USA, choć niepełna , nadal obowiązuje.
Ogólnie rzecz biorąc, w Iranie panuje przekonanie, że wojna jest daleka od zakończenia. Blokadę morską postrzega się raczej jako preludium do dalszej eskalacji lub czynnik wyzwalający nową rundę konfliktu, która może nastąpić prędzej czy później.
Pomimo wycofania jednego z trzech lotniskowców z regionu, siły amerykańskie pozostają na swoich pozycjach i są gotowe do ataku w każdej chwili.
Krótko mówiąc – obie strony są gotowe wznowić wojnę.
Prezydent USA Donald Trump ma trzy możliwości:
kontynuować blokadę Iranu, a tym samym blokadę Cieśniny Ormuz;
rozpocząć nową ofensywę bombową przeciwko Iranowi;
ogłosić zwycięstwo i wydać rozkaz wycofania swoich sił zbrojnych z Zatoki Perskiej.
Są przesłanki wskazujące na to, że Trump rozważa wszystkie trzy opcje, ale nie podjął jeszcze decyzji w żadnej z nich.
Wczoraj „Wall Street Journal” poinformował, że Stany Zjednoczone przygotowują się na dłuższą blokadę :
Prezydent Trump polecił swoim doradcom przygotować się na długotrwałą blokadę Iranu, poinformowali urzędnicy amerykańscy. Celem blokady ma być budżet reżimu, a ta ryzykowna próba zmuszenia Teheranu do kapitulacji nuklearnej, której od dawna odmawiał.
Podczas ostatnich spotkań, w tym dyskusji w poniedziałek w Sali Sytuacyjnej, Trump zdecydował się na dalsze ograniczanie irańskiej gospodarki i eksportu ropy naftowej poprzez blokowanie żeglugi do i z irańskich portów. Ocenił, że inne opcje – wznowienie bombardowań lub wycofanie się z konfliktu – wiążą się z większym ryzykiem niż utrzymanie blokady, poinformowali urzędnicy.
W USA wydaje się, że istnieje nadzieja, że Iran ugnie się pod trwającą blokadą. Ta nadzieja jest jednak płonna. W ciągu ostatnich 20 lat Iran doświadczył blokad co najmniej dwukrotnie. Podczas kampanii „maksymalnej presji” w latach 2018–2021 nie był w stanie eksportować ropy naftowej, ale wznowił produkcję, gdy tylko blokada została zniesiona.
Kontynuacja blokady Iranu przez USA jedynie przedłuży blokadę Cieśniny Ormuz, a tym samym globalny kryzys gospodarczy. Rosnące ceny benzyny w USA tylko wzmocnią to wrażenie.
Według klubu samochodowego AAA średnie ceny benzyny w USA osiągnęły nowy rekord na poziomie 4,23 dolara za galon. Jest to najwyższa cena od 2022 r. i rekord od początku wojny z Iranem.
Cena ropy Brent, benchmarku wpływającego na ceny benzyny w USA, wynosi obecnie 114,60 USD za baryłkę, czyli prawie o 25% więcej niż jej ostatnie minimum od połowy kwietnia. Rok temu średnia cena benzyny w USA wynosiła 3,16 USD za galon.
Iran nie ma interesu w tym, aby Stany Zjednoczone przyzwyczaiły się do blokady irańskiego ruchu. Rozważa przełamanie blokady siłą .
Trwające amerykańskie piractwo i przemyt w formie tzw. „blokady morskiej” wkrótce spotkają się z „praktycznymi i bezprecedensowymi środkami” – powiedział w środę wysoko postawione źródło w służbach bezpieczeństwa agencji Press TV.
Irańskie siły zbrojne – pod dowództwem kwatery głównej Chatam al-Anbija jako dowództwo wojskowe – uważają, że cierpliwość ma swoje granice i konieczna będzie odpowiedź karna, jeśli Waszyngton utrzyma nielegalną blokadę morską wokół Cieśniny Ormuz – podało źródło.
…
Wysoko postawione źródło ostrzegło ponadto, że dalsza amerykańska blokada i zamknięcie Cieśniny Ormuz może ostatecznie zaszkodzić Stanom Zjednoczonym bardziej niż Iranowi, a zdecydowana odpowiedź najwyższego dowództwa wojskowego jest uznawana za konieczną, aby całkowicie zdyskredytować tę pozostałą amerykańską opcję.
Jak poinformowały dwa źródła zaznajomione ze sprawą, w czwartek prezydent Trump ma otrzymać od dowódcy CENTCOM, admirała Brada Coopera, briefing na temat nowych planów możliwych działań militarnych w Iranie.
Dlaczego to ważne: Z odprawy wynika, że Trump poważnie rozważa wznowienie operacji bojowych na szeroką skalę, aby przełamać impas w negocjacjach lub zadać ostateczny cios przed zakończeniem wojny.
Za kulisami: CENTCOM przygotował plan „krótkiej i silnej” fali ataków na Iran – prawdopodobnie obejmujących również cele infrastrukturalne – w nadziei na przełamanie impasu w negocjacjach, twierdzą trzy źródła posiadające wiedzę w tej sprawie.
Nie ma najmniejszych dowodów na to, że nowa ofensywa bombowa przyniesie lepsze rezultaty niż poprzednie.
Iran zagroził, że odpowie na każdy kolejny atak zmasowanym atakiem rakietowym na cele USA i Izraela w regionie. Interesy naftowe USA w państwach Zatoki Perskiej, w szczególności, poniosłyby dotkliwe straty.
Trzecią mozliwością, którą rozważa Trump , jest ogłoszenie zwycięstwa i wycofanie się:
Amerykańskie agencje wywiadowcze badają, jak zareagowałby Iran, gdyby prezydent Donald Trump jednostronnie ogłosił zwycięstwo w trwającej od dwóch miesięcy wojnie, w której zginęły tysiące ludzi i która stała się politycznym obciążeniem dla Białego Domu – twierdzą dwaj amerykańscy urzędnicy i jedna osoba zaznajomiona ze sprawą.
Agencje wywiadowcze analizują tę kwestię, wraz z innymi, na prośbę wysokich rangą urzędników rządowych. Celem jest zrozumienie konsekwencji wycofania się Trumpa z konfliktu, który zdaniem niektórych urzędników i doradców może przyczynić się do ogromnych strat Republikanów w wyborach uzupełniających w tym roku, podają źródła.
Choć wycofanie się, które umożliwiłoby ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz i spadek cen benzyny, mogłoby zostać przedstawione opinii publicznej w USA jako zwycięstwo, globalna reputacja USA ucierpiałaby na tym.
———————————
Mojtaba Chamenei, Najwyższy Przywódca Iranu, już ogłosił zwycięstwo . Kluczowe punkty jego dzisiejszego oświadczenia to:
Po pierwsze, twierdził, że Stany Zjednoczone poniosły „upokarzającą porażkę”, która oznaczała początek „nowego rozdziału” w Zatoce Perskiej i Cieśninie Ormuz.
Po drugie, zauważył, że Iran dzieli „wspólny los” ze swoimi sąsiadami wokół Zatoki Perskiej i że nie ma tam miejsca dla „obcych, którzy przybywają z odległości tysięcy kilometrów”.
Po trzecie, określił to, co uważał za zwycięstwo, jako preludium do „nowego porządku regionalnego i globalnego”.
Po czwarte, podkreślił, że Iran sprawuje kontrolę i administrację nad Cieśniną Ormuz, argumentując, że dzięki temu region będzie bezpieczniejszy i zapobiegnie „nadużyciom” ze strony przeciwników.
Na koniec mówił o nowych regulacjach prawnych i mechanizmach administracyjnych w kraju, które przyniosą korzyści wszystkim krajom regionu, a jednocześnie przyniosą korzyści gospodarcze Iranowi.
Uczyniłoby to Iran trzecim krajem, po Rosji i Chinach, który w ostatnich latach zdecydowanie pokonał ograniczenia nałożone przez USA, stosując środki ekonomiczne i militarne.
Zagrożeniem dla hegemonii USA (i Izraela) jest to, że inni wyciągną wnioski z tych przykładów.
Donald Trump musiał wczoraj nocować w hotelu Holiday Inn, bo kiedy w piątek opuszczał Biały Dom, aby polecieć na Florydę i wygłosić przemówienie w The Villages – społeczności starszych ludzi znanych z chorób przenoszonych drogą płciową – myślał, że jest prawnikiem. Piątek, 1 maja, był dniem, w którym potrzebował zgody Kongresu na mocy ustawy o uprawnieniach wojennych, aby kontynuować wojnę z Iranem. Jednak Trump, myśląc jak prawnik badający miejsca wypadków, ogłosił koniec wojny z Iranem.
Mój drogi przyjaciel Ray McGovern uważa, że Trump może mówić poważnie (i modlę się, żeby Ray miał rację) i że motywacją do złożenia tego oświadczenia było ostrzeżenie Władimira Putina przekazane mu podczas wtorkowej rozmowy telefonicznej przed atakiem na Iran.
Dziś omawiałem z Rayem i sędzią inną możliwość: Trump poczeka kilka dni, a następnie rozpocznie nową serię ataków na Iran, twierdząc, że 60-dniowy limit określony w ustawie o uprawnieniach wojennych zaczyna biec od nowa od pierwszego dnia, ponieważ jest to „nowa” wojna.
Sądzę, że Trump wyda rozkaz ponownego ataku na Iran w najbliższych dniach. W ciągu ostatnich dziesięciu dni doszło do masowego rozmieszczenia amerykańskich samolotów wojskowych w Azji Zachodniej, transportujących zapasy pocisków i bomb, a także dodatkowy personel armii i marynarki wojennej. Wojsko amerykańskie jest gotowe i gotowe do przeprowadzenia nowych misji, jeśli prezydent Trump tak rozkaże.
Dowódca CENTCOM, admirał Cooper, wraz z generałem dowodzącym siłami powietrznymi i admirałem dowodzącym marynarką wojenną, zaktualizowali plany wznowienia ofensywy powietrznej. Na rozkaz Donalda Trumpa przygotowali również opcje zdobycia wyspy Kharg i/lub wyspy Qemsh, a także opcje ataku na irański obiekt nuklearny.
Chociaż CENTCOM zaplanował nowe operacje, admirał Cooper i dwaj podwładni podobno odradzali prezydentowi Trumpowi odnawianie opcji militarnych przeciwko Iranowi. Uważają, że dalsze ataki militarne nie doprowadzą do osiągnięcia celu, jakim jest zmuszenie Iranu do ustępstw i otwarcia Cieśniny Ormuz.
Co ważniejsze, kampania powietrzna jeszcze bardziej uszczupli amerykańskie zapasy pocisków manewrujących Tomahawk, pocisków JASSM (Joint Air-to-Surface Standoff Missiles), pocisków przechwytujących PAC-3 (Patriot) i pocisków przechwytujących THAAD.
Na dzień 1/2 maja 2026 r. oficjalne stanowisko rządu irańskiego – przekazywane za pośrednictwem pakistańskich pośredników i w publicznych oświadczeniach prezydenta Massouda Peseschkiana, urzędników Ministerstwa Spraw Zagranicznych i osób powiązanych z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej – było takie, że Cieśnina Ormuz nie zostanie ponownie otwarta, a napięcie nie zostanie w pełni zde-eskalowane, dopóki Stany Zjednoczone nie spełnią kilku podstawowych warunków.
Iran wielokrotnie określał je jako niepodlegające negocjacjom „czerwone linie” i odrzucał propozycje USA domagające się natychmiastowych ustępstw w sprawie programu nuklearnego lub utrzymania blokady morskiej. W swojej najnowszej zmienionej ofercie (przekazanej Stanom Zjednoczonym za pośrednictwem Pakistanu) Iran zastrzega, że:
Stany Zjednoczone muszą natychmiast znieść blokadę morską irańskich portów.
Obie strony muszą zgodzić się na trwałe zakończenie wojny (lub długotrwałe, gwarantowane zawieszenie broni).
W zamian Iran zakończy blokadę/minowanie/ataki na Cieśninę Ormuz i w pełni otworzy ją na międzynarodową żeglugę.
Rozmowy o irańskim „programie nuklearnym” zostaną odłożone na późniejszą fazę, po rozwiązaniu bieżącego kryzysu.
Prezydent Trump publicznie oświadczył, że nie jest „zadowolony” z tej propozycji, głównie dlatego, że opóźnia ona rozmowy nuklearne. Stanowisko Iranu w sprawie wzbogacania uranu uległo zaostrzeniu w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Iran twierdzi obecnie, że jako sygnatariusz Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i ponieważ zezwolił Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej na inspekcje swoich obiektów jądrowych, ma prawo do wzbogacania uranu w sposób uzasadniony i suwerenny.
Negocjacje między USA a Iranem utknęły w martwym punkcie. Iran jest jednak aktywny na froncie dyplomatycznym. Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi przeprowadził serię rozmów telefonicznych, głównie w piątek, 1 maja 2026 r. , z następującymi krajami:
Turcja
Egipt
Katar
Irak
Arabia Saudyjska
Azerbejdżan
Araghchi poinformował swoich odpowiedników o najnowszych działaniach dyplomatycznych mających na celu zakończenie wojny między USA i Izraelem a Iranem, w tym o zmienionej propozycji Iranu dotyczącej Cieśniny Ormuz, blokady i deeskalacji regionalnej. Mam nadzieję, że spędzimy spokojny weekend, ale perspektywy na rozwiązanie w drodze negocjacji wydają się niknąć. Będę nadal monitorował sytuację i informował Państwa na bieżąco.
5 lipca 1607 r. bł. Bartłomiejowi Salutiusowi, włoskiemu franciszkaninowi reformacie wsławionemu darem prorockiego ducha i objawieniami od Boga, podczas Mszy św. ukazała się Matka Boża.
Dokładnie w czasie Memento za żywych zawołał: O POLONIA QUANTOM HABES PATRONOS! (O Polsko! Jakże wielu masz Patronów!).
Ocknąwszy się, dokończył Mszę św., a zapytany przez współbraci z zakonu, co mówił i dlaczego, reformata, nie bardzo orientując się w geografii, zapytał, czy istnieje jakieś państwo, co się zwie Królestwem Polskim?
Kiedy zakonnicy potwierdzili, że tak, wówczas bł. Bartłomiej Salutius odparł: – W tym królestwie źli poddani podnieśli bunt przeciw dobremu królowi swemu (królem wówczas był Zygmunt III Waza – przyp.red.). Dziś do bitwy przychodzi i powiedziano mi, że wygrają, co będzie ostatnią i nieopisaną zgubą tego państwa. A gdym na to ubolewał, w sercu widziałem, aż oto Przenajświętsza Panna stanęła przed majestatem Boskim z nieprzeliczonym gronem świętych patronów królestwa tego, którzy wraz z Nią, padając na twarze prosili Pana Boga za królem i królestwem jego. Więc na ich prośby zaszedł od Boga wyrok, a zbuntowani przegrali, a król i państwo ocalało.
Zanotowano ten dzień i o zdarzeniu doniesiono papieżowi.
Gdy wreszcie do Rzymu nadeszła nowina, że 5 lipca 1607 roku król Polski odniósł zwycięstwo nad rokoszanami pod Guzowem, zmuszając pokonanych do błagania o przebaczenie, jeszcze większą czcią otoczyli Bogarodzicę i gorętsze modlitwy zanosili za Polskę.
Niedługo po tym, 14 sierpnia 1608 roku, Matka Boża ukazała się innemu włoskiemu duchownemu, Juliuszowi Mancinellemu, wskazując na szczególne umiłowanie Królestwa Polskiego i każąc się tytułować Królową Polski.
Juliusz Mancinelli był jezuitą, sławnym cudotwórcą, który odznaczał się nie tylko świętością życia, ale także wielką czcią dla Najświętszego Sakramentu. W sposób czuły kochał i wielbił Niepokalaną oraz czcił świętych Polaków, a osobliwie św. Stanisława, biskupa krakowskiego, oraz swego umiłowanego współbrata z zakonu jezuickiego Stanisława Kostkę, który zmarł w Rzymie w 1568 r.w młodym wieku w opinii niezwykłej świętości.
Mancinelli marzył o tym, by móc ujrzeć polską ziemię, by oddać jej hołd jako Matce Świętych i nawiedzić grób chwalebnego św. Stanisława, biskupa oraz męczennika, patrona św. Stanisława Kostki, i by podziękować w katedrze krakowskiej za liczne łaski, jakie mu wyświadczyła Maryja oraz by prosić o dalsze wspomożenie. Zakonnik nie wiedział, jak to uczynić. Był już w sędziwym wieku, stąd często zanosił modły do Boga, prosząc o to, by mu jeszcze umożliwił taką wyprawę.
14 sierpnia 1608 r., modląc się bardziej gorliwie niż zwykle w swojej celi, Juliusz spojrzał przez okno na niebo. Nagle ujrzał wspaniały i dziwny obłok, wychodzący jakby z morza, który płynął ku niemu. Zobaczył wyraźnie, jak z obłoku wyłania się postać Dziewicy Niepokalanej z Dzieciątkiem Jezus na ręku, okryta królewską purpurą, pełna majestatu, a u kolan Jej klęczał piękny młody jezuita, aureolą cudowną otoczony. – Wniebowzięta Królowa – szepnął Mancinelli i owładnięty niewypowiedzianą rozkoszą osunął się na kolana i zaczął się modlić: – O Królowo Wniebowzięta módl się za nami! Na co Matka Boża radośnie nań spoglądając, zapytała: – Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do mnie płoną jego synowie.
Powiedziawszy to Matka Boża jakby wyczekiwała odpowiedzi Juliusza, który wykrzyknął: – Królowo Polski Wniebowzięta módl się za Polskę!
Po tym Matka Boża spojrzała z wielką miłością na klęczącego u Jej stóp Stanisława Kostkę, a następnie na zakonnika i rzekła: – Jemu tę łaskę zawdzięczasz, Juliuszu mój!
Po wizji zakonnik zwrócił się do współbraci słowami: – Królowo Polski, módl się za nami, Matka Boża wielkie rzeczy dla Polaków zamierza.
Niebawem, po zbadaniu sprawy i za pozwoleniem przełożonych Mancinelli poinformował o zdarzeniu ojca Mikołaja Łęczyckiego z zakonu jezuitów w Polsce, aby tę dobrą nowinę oznajmił także królowi. Zakon i król rychło rzecz rozgłosili, że sama Bogarodzica kazała się nazywać Królową Polski.
W kraju naszym zapanowała ogromna radość z tego powodu, że mamy Panią, której królowanie nigdy nie ustanie i która czuwać nad nami będzie po wiek wieków, a nawet wielkie rzeczy dla nas zamierza uczynić.
Nietrudno wyobrazić sobie zdziwienie papieża i Włochów, że w tak krótkim czasie dwóch włoskich zakonników: jeden reformata, drugi jezuita, tak przychylnie o Polsce się wypowiadało. Rzecz w ogóle była niesłychana, bowiem żadnemu innemu narodowi chrześcijańskiemu łaska taka nie była ani przedtem, ani potem w tym stopniu przez Matkę Bożą okazana i udzielona.
Juliusz już jako bardzo sędziwy staruszek wybrał się do Polski. 8 maja 1610 roku zjawił się w katedrze krakowskiej. Podczas uroczystej Mszy św. przy grobie św. Wojciecha, składając mu podziękowania za to, że tak dobrze się opiekował św. Stanisławem Kostką i modląc się za pomyślność Królestwa Polskiego, wpadł w ekstazę, podczas której ujrzał Maryję w królewskim, olśniewającym majestacie, jakiego jeszcze nigdy nie oglądał.
Bogarodzica powiedziała mu: – Jam jest Królowa Polski. Jestem Matką tego narodu, który jest mi bardzo drogi, więc wstawiaj się do mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj nieustannie, a ja ci zawsze będę, jakom jest teraz miłościwą. (Vita P. Julii Mancinelli, s. 116 –117.)
Znowu mógł ten święty przyjaciel oznajmić już osobiście ks. Piotrowi Skardze, współbraciom zakonnikom i królowi o ciągłej i niepokalanej łasce Wniebowziętej Królowej Polski.
7 lat później, po uroczystości w święto Wniebowzięcia, zakonnik jak zwykle patrzył na piękną Zatokę Neapolitańską, w której skrywały się promienie słoneczne. Modlił się, pragnąc ciągle oddawać jeszcze większą cześć Maryi.
Znowu z gorejącego obłoku, który pojawił się na niebie, wyłoniła się piękna postać Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus na rękach. U jej stóp klęczał cudny młodzian w aureoli. Matka Boża zwróciła się do zakonnika tymi słowami: – Juliuszu, synu mój! Za cześć, jaką masz do mnie Wniebowziętej, ujrzysz mnie za rok w chwale niebios. Tu jednak, na ziemi, nazywaj mnie zawsze Królową Polski. Umiłowałam to królestwo i do wielkich rzeczy je przeznaczyłam, ponieważ szczególnie wielbią mnie jego synowie – i wzrok jej spoczął na św. Stanisławie Kostce, po czym dodała: – Jemu zawdzięczasz łaskę dnia dzisiejszego!
Niebawem też o. Mancinelli napisał list do o. Łęczyckiego: Ja rychło odejdę. Ufam jednak, że przez ręce wielebności sprawię, iż po moim odejściu zgodnie w sercach i na ustach polskich moich współbraci żyć będzie w chwale Królowa Polski Wniebowzięta.
50 lat po śmierci św. Stanisława Kostki, dokładnie tego samego dnia w 1618 r. Maryja wzięła do nieba sługę Bożego o. Juliusza Mancinellego, który zmarł w opinii wielkiej świętości.
Słowo dialog weszło na stałe do zestawu słów używanych do manipulacji.
Warto przypomnieć, że pierwotne znaczenie słowa „dialog” było kojarzone z filozoficzną rozmową, której celem było znalezienie prawdy.
Dziś słowo dialog jest „zaklęciem” wzywającym do bierności, do rezygnacji z działania wobec środowisk patologicznych układających swoje roszczenia w piramidę eskalacji – od bezkarności poprzez tolerancję do przywilejów i władzy.
Z kim nie warto i nie należy prowadzić dialogu
Dialogu nie należy prowadzić z oszustami, pasożytami, złodziejami, gwałcicielami, terrorystami, mordercami. Nie należy mylić dialogu z negocjacjami z terrorystami, które w swojej istocie zawsze są grą psychologiczną.
Nie należy prowadzić dialogu z tymi, którzy mają diabła za ojca. Każde odstępstwo jest porażką prawdy i zwycięstwem kłamstwa.
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun w Augustowie. / Fot. screen
W drodze na Litwę Grzegorz Braun zatrzymał się w Augustowie, gdzie spotkał się z tamtejszymi rolnikami i wygłosił przemówienie. Zdaniem prezesa Konfederacji Korony Polskiej, Polska utraciła suwerenność na rzecz obcych mocarstw oraz brukselskiej biurokracji, a Polacy stają się „sublokatorami we własnym kraju”.
Braun przekonywał, że Polska utraciła realną decyzyjność. – Walczymy o odzyskanie niepodległości. Polska nie jest niepodległa. Naród polski, mający tysiącletnie tradycje własnej państwowości, staje się sublokatorem we własnym kraju – mówił, po czym dodał, że Polacy zostali zepchnięci do „drugiej kolejności odśnieżania”, podczas gdy uprzywilejowaną pozycję zajmują inne nacje.
– Polak płaci, Ukrainiec wymaga. Niemcy wyprodukują, Ukraińcy dostaną, a Polacy zapłacą. Kto tu jest u siebie na swoim? Nie Polacy – kontynuował Braun.
Znaczną część przemówienia poseł poświęcił krytyce Unii Europejskiej, którą konsekwentnie nazywa „Eurokołchozem”. Według niego elity warszawskie, w tym świat akademicki i korporacyjny, to „chłopstwo pańszczyźniane naszych czasów”, które dobrowolnie rezygnuje z polskości na rzecz etatów w międzynarodowych strukturach.
Braun ostrzegał przed ideologicznymi fundamentami UE, przywołując Manifest z Ventotene autorstwa Altiero Spinellego. – On napisał: mają zniknąć narody, ma zniknąć własność prywatna. Chcecie tego? Ja nie chcę, a oni to mają w programie – alarmował. W wizji polityka obecny kurs prowadzi do przekształcenia Polski w „land eurokołchozowy”, „Ukropol” lub „bantustan anglosaski”.
– My, którzy chcemy być Polakami w Polsce, musimy się o to upomnieć – apelował do słuchaczy.
Równie ostro Grzegorz Braun wypowiedział się na temat Europejskiego Zielonego Ładu. Jego zdaniem walka z globalnym ociepleniem to w rzeczywistości mechanizm wywłaszczania obywateli i niszczenia polskiej gospodarki.
– Każda rodzina, czy na wsi, czy w mieście, płaci podatek od urojeń klimatycznych. W każdym rachunku za prąd czy gaz macie kilkadziesiąt procent narzutu – wyliczał, nazywając unijne projekty „leninowską odpowiedzią” na współczesne problemy.
Braun podkreślił, że ingerencja władzy w to, czym obywatel pali w piecu, jest naruszeniem miru domowego i „woła o pomstę do nieba”. Porównał obecną politykę zrównoważonego rozwoju do komunistycznej „sprawiedliwości społecznej” – w rzeczywistości sprowadza się wszystko do łamania prawa własności.
W przemówieniu nie zabrakło też odniesień do polskiego rolnictwa czy też do nadmiaru biurokracji i kontroli państwowej.
Pete Hegseth kłamie na temat blokady irańskich portów przez USA. 12 kwietnia, po tym jak J.D. Vance ogłosił zerwanie rozmów z Iranem, Trump ogłosił morską blokadę irańskich portów i obszarów przybrzeżnych.
Dowództwo Centralnego Dowództwa (CENTCOM) wyjaśniło, że blokada będzie stosowana wobec statków wszystkich państw wpływających do i wypływających z irańskich portów, ale nie będzie utrudniać swobodnego przepływu przez Cieśninę Ormuz do i z portów nieirańskich.
—————————————————————
Teraz, po ponad dwóch tygodniach, Pete Hegseth twierdzi, że blokada USA działa i staje się coraz skuteczniejsza. Opisuje ją jako „niezawodną”, „zacieśniającą się z godziny na godzinę”, a nawet „rozszerzoną globalnie”. Stwierdził, że Marynarka Wojenna zawróciła 34 okręty, tranzyt przez Cieśninę Ormuz jest teraz „znacznie ograniczony”, a blokada będzie trwała „tak długo, jak będzie to konieczne”.
Przedstawił również blokadę jako narzędzie nacisku na Iran, wyjaśniając, że miała ona na celu utrzymanie presji na żeglugę, dopóki Teheran nie wyrzeknie się swoich ambicji nuklearnych. W tych samych uwagach ostrzegł, że Stany Zjednoczone będą „strzelać, by zniszczyć”, jeśli irańskie statki postawią miny lub w inny sposób zagrożą żegludze handlowej.
Oto dostępne dane dotyczące tranzytu przez Cieśninę Ormuz od 15 kwietnia:
Dzienne wolumeny (około 15 kwietnia): Tylko 15 kwietnia odnotowano 19 tranzytów – 5 wjazdowych i 14 wyjazdowych – według Windward. W tym samym okresie 11 kwietnia odnotowano 17 tranzytów, 12 kwietnia – 21, a 13 kwietnia – 17. (Źródła: United Against Nuclear Iran / Windward)
Ogólny obraz od 15 kwietnia: Dokładna, łączna liczba przejść między 15 a 30 kwietnia nie jest publicznie dostępna, ale na podstawie danych wymienionych powyżej, dzienna liczba przejść wahała się od 6 do 21 jednostek dziennie. Aktualne dane z systemów śledzenia Windward i AIS potwierdzają utrzymującą się niską liczbę przejść, od 6 do 13 jednostek dziennie.
Odpowiadałoby to szacunkowo około 100 do 200 przekroczeń w ciągu 15 dni od 15 kwietnia – choć rzeczywista liczba może być wyższa ze względu na podszywanie się pod GPS. Nie mogę komentować podszywania się pod GPS, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że Pete Hegseth wprowadza amerykańską opinię publiczną w błąd co do skuteczności blokady.
Aby zrozumieć nieuczciwość Hegsetha, należy znać amerykańską doktrynę morską dotyczącą przeprowadzania blokady. Procedura Marynarki Wojennej USA dotycząca przejmowania statku zajętego podczas blokady koncentruje się na tzw. operacjach VBSS (Visit, Board, Search, and Seizure ), regulowanych przede wszystkim przez Podręcznik Dowódcy Prawa Operacji Morskich (NWP 1-14M/MCTP 11-10B, marzec 2022 r.) oraz zgodnie z międzynarodowym prawem humanitarnym (LOAC), w tym z przepisami prawa zwyczajowego dotyczącymi blokad.
Standardowe procedury stosowania i kontroli
1. Przechwytywanie i ostrzeżenia: Siły zbrojne USA (okręty wojenne Marynarki Wojennej, często wspierane przez Korpus Piechoty Morskiej lub Straż Przybrzeżną) wydają ostrzeżenia radiowe, sygnały wizualne lub strzały ostrzegawcze, aby nakazać statkowi zatrzymanie się. Jeśli statek nie zastosuje się do polecenia, można użyć ognia obezwładniającego (np. w maszynowni), aby zatrzymać statek bez jego zatopienia.
2. Abordaż (VBSS): Specjalistyczny zespół abordażowy – zazwyczaj złożony z żołnierzy piechoty morskiej, personelu Korpusu Piechoty Morskiej (np. 31. MEU) lub Straży Przybrzeżnej – podpływa łodzią motorową, helikopterem lub zjeżdża na linie. Zespół zabezpiecza mostek, maszynownię i kluczowe obszary, aby przejąć kontrolę. Zespoły są przeszkolone zarówno w zakresie operacji abordażowych kooperacyjnych, jak i niekooperacyjnych (wymuszonych) i stosują taktykę walki w zwarciu, przeszukań i obezwładnienia załogi.
3. Przejęcie kontroli: Grupa abordażowa przejmuje dowództwo operacyjne nad statkiem. W kontekście formalnej blokady wojennej lub konfliktu zbrojnego, załoga pryzu (oddział amerykański) może zostać umieszczona na pokładzie w celu przeniesienia zdobytego statku do przyjaznego portu w celu przeprowadzenia procesu. Pierwotna załoga może zostać zatrzymana, wydalona lub – w przypadku statków neutralnych – tymczasowo pozwolono jej pozostać na pokładzie pod strażą. Statek i ładunek są kontrolowane pod kątem przemytu, naruszeń sankcji lub naruszeń blokady. Zgodnie z prawem pryzu (które ma zastosowanie również w przypadku konfliktu zbrojnego), sąd pryzu może skonfiskować statek lub ładunek jako należną pryzu. [Pryz (fr. prise) w prawie morza to cywilna jednostka pływająca (statek), która została przejęta jako zdobycz wojenna]
4. Po schwytaniu: To kluczowy punkt: statek jest zazwyczaj eskortowany do portu USA lub państw alianckich w celu dalszej inspekcji, ewentualnej konfiskaty lub zwolnienia, jeśli schwytanie zostanie uznane za bezprawne. Traktowanie załogi jest regulowane przez LOAC (np. humanitarne traktowanie; możliwe internowanie kombatantów).
Blokady to akty wojny, które wymagają skutecznego egzekwowania (bezstronnego, ogłoszonego i utrzymywanego siłą). Naruszyciele (wrogie lub neutralne statki, które łamią lub próbują przełamać blokadę) podlegają pojmaniu.
———————————————————-
Skoro procedura jest już jasna, przejdźmy do ograniczeń Marynarki Wojennej USA. Jak wspomniałem w poprzednim artykule, Marynarka Wojenna USA utrzymuje swoje okręty w odległości 200 mil od wybrzeża Iranu. Zbliżając się do wybrzeża, są narażone na ataki rakietowe i drony. Irańskie okręty, opuszczając port, zazwyczaj pozostają w odległości 50 mil od wybrzeża Iranu, co oznacza, że znajdują się poza zasięgiem Marynarki Wojennej USA.
Rozważmy teraz obecne rozmieszczenie sił Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych (w oparciu o publicznie dostępne informacje). Na koniec kwietnia 2026 r. Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych posiadała co najmniej 14 jednostek aktywnie operujących lub zapewniających wsparcie w szerszym regionie (Zatoka Omańska, Morze Arabskie i odpowiednie obszary Oceanu Indyjskiego). Należą do nich trzy grupy uderzeniowe lotniskowców (CSG), co najmniej osiem niszczycieli rakietowych, sześć okrętów Grup Gotowości Amfibijnej (ARG) z 31. i 11. MEU oraz dwa dodatkowe okręty eskortowe (niebędące częścią głównej ARG, ale często operujące w powiązaniu z nią): krążownik USS Robert Smalls (CG-62) i niszczyciel USS Rafael Peralta (DDG-115), które razem tworzą szerszą Ekspedycyjną Grupę Uderzeniową.
Innymi słowy, Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych dysponuje tylko 11 okrętami, które mogłyby zostać wykorzystane do operacji VBSS.
Dostrzegasz problem matematyczny? Obecne rozmieszczenie sił USA oznacza, że Marynarka Wojenna USA mogłaby prowadzić operacje VBSS na maksymalnie 11 okrętach. Oznaczałoby to jednak, że amerykańskie niszczyciele, których zadaniem jest ochrona amerykańskich lotniskowców przed atakami powietrznymi, musiałyby zostać odsunięte od swojej głównej misji, pozostawiając lotniskowce samym sobie.
Nawet zakładając, że wszystkie 11 okrętów USA przeprowadziło udane operacje VBSS od 15 kwietnia, oznacza to, że od 89% do 96% wszystkich irańskich statków, które przeszły przez Cieśninę Ormuz, uniknęło blokady. Hegseth kłamie.
Larry Johnson: Rozpacz w USA rośnie – Iran jest na drodze do zwycięstwa