Jak Polska pomaga Ukrainie w 2026 roku. 10 konkretów.

Post Stanisław Tyszka


Stanisław Tyszka facebook.com/story.

Jak Polska pomaga Ukrainie tylko w 2026 roku? Oto 10 konkretów:

1️⃣ Hub w Jasionce. Ciągle utrzymujemy lotnisko w Jasionce, przez które przechodzi ponad 90% zachodniej pomocy dla Ukrainy: broń, amunicja, sprzęt wojskowy, zaopatrzenie i pomoc humanitarna. To korytarz, bez którego Ukraina już dawno by padła.

2️⃣ Starlink dla Ukrainy. Polska finansuje utrzymanie łączności na terytorium Ukrainy, przede wszystkim systemu Starlink. Wartość finansowania w 2026 r. to 168 mln zł.

3️⃣ Fundusz Pomocy: ponad 1 mld zł. Na 2026 r. zaplanowano w Funduszu Pomocy 1,08 mld zł na pomoc Ukrainie i obywatelom Ukrainy. Chodzi m.in. o świadczenia rodzinne i opiekuńcze, 800+, Dobry Start, leczenie, leki, zakwaterowanie zbiorowe, obsługę dokumentów, pomoc społeczną oraz edukację dzieci z Ukrainy.

4️⃣ Uproszczony pobyt i praca. Obywatelom Ukrainy ze statusem UKR przedłużono legalny pobyt w Polsce do 4 marca 2027 r. Do tego utrzymano uproszczone zasady pracy: wystarczy zgłoszenie przez pracodawcę, bez standardowej procedury zezwolenia na pracę dla cudzoziemców spoza UE.

5️⃣ PURL: 100 mln dolarów na sprzęt wojskowy z USA. Polska dokłada się do PURL – mechanizmu, przez który państwa NATO kupują w USA sprzęt wojskowy dla Ukrainy. W amerykańskich rozliczeniach za 2026 r. Polska widnieje z wkładem 100 mln dolarów na uzbrojenie, amunicję i wyposażenie dla ukraińskiej armii.

6️⃣ 48. pakiet wojskowy za 200 mln zł. W lutym w Kijowie Donald Tusk zapowiedział kolejny pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy wart ok. 200 mln zł. Ma obejmować przede wszystkim sprzęt pancerny dla ukraińskich wojsk.

7️⃣ Szkolenie ukraińskich żołnierzy w Polsce. Ukraińscy żołnierze nadal szkolą się na polskich poligonach w ramach unijnej misji EUMAM. W 2026 r. ćwiczyli w Polsce m.in. działania w terenie zabudowanym, walkę w systemach okopów, szturmowanie wejść i oczyszczanie pomieszczeń.

8️⃣ Unijne miliardy dla Ukrainy. Rząd Tuska uczestniczy w unijnej „pożyczce” dla Ukrainy wartej 90 mld euro, będącej w istocie darowizną. Pierwsza transza ma zostać wypłacona na dniach, a równolegle Ukraina dostała 8 czerwca kolejne 2,8 mld euro z Ukraine Facility, w którym też uczestniczy Polska.

9️⃣ Wejście Ukrainy do Unii Europejskiej. W czerwcu 2026 r. rząd Tuska zgodził się na otwarcie pierwszego klastra negocjacyjnego Ukrainy z Unią Europejską.

🔟 Agregaty i nagrzewnice dla Ukrainy. W styczniu 2026 r. decyzją Donalda Tuska na Ukrainę trafiło 379 generatorów prądu i 18 nagrzewnic z zasobów RARS. Polska koordynowała też przekazanie 447 generatorów ze środków unijnych, a Warszawa dorzuciła kolejne 90 agregatów.

W 2026 r. Polska wciąż pomaga Ukrainie na ogromną skalę: dajemy hub logistyczny, Starlinki, pieniądze, sprzęt, szkolenia i wsparcie w UE. A co dostajemy od Ukrainy w zamian? Zełenski honoruje „Bohaterów UPA”, a Polacy mają udawać, że nic się nie stało.

Dość rozdawania polskiej pomocy bez warunków: rząd Tuska ma pilnować interesu Polski, a nie udawać, że Ukraina może brać wszystko i nie dawać nic w zamian❗️

Odchodzi w niepamięć podział na „post-komuchów” i „post-solidaruchów”

Prof. Bratkiewicz: Do sztambucha Pana Redaktora Filipa Memchesa

myslpolska./prof-bratkiewicz-do-sztambucha-pana-redaktora-filipa-memchesa

W reakcji na tekst Filipa Memchesa Antysowiecki rusofil („Do Rzeczy”, 21/2026) nie mogę pominąć milczeniem kilku wątków, które się w nim znalazły. 

Skądinąd Redaktor Memches napisał artykuł uczciwy i rzetelny, a moje uwagi dotyczą nie tyle Autora, ile innych osób i ich opinii, przytoczonych w jego tekście.

Wyniuchiwacze 

Po pierwsze, zacząć wypada od tropicielstwa zdrady prorosyjskiej. Od lat wyniuchiwacze owej zdrady z reguły mościli sobie gniazda w PiS-ie i jego chaszczach medialnych, w rodzaju „Gazety Polskiej” czy „wSieci”. Stamtąd wataha „autorów niepokornych” (jak się zawadiacko samonazwali), wyczekawszy stosownej chwili, wypadała z obnażonymi karabelami „krytyki patriotycznej”, bigosowała politycznych antagonistów i czym prędzej rejterowała znów w zarośla. Atoli, jak się okazuje, tropicielstwo zaległo się także po stronie platformerskiej, gdzie się również węszy domniemane ślady zdrady prorosyjskiej.

Ponoć Grzegorz Rzeczkowski, który teraz usługuje przy MSZ jako „osłona przed dezinformacją międzynarodową”, namierzywszy moje wypowiedzi w kręgach związanych z Konfederacją Korony Polskiej, syknął ostrzegawczo: „nie ma w tym przypadku”  (relata refero). Oraz insynuował, że Sowieci zwerbowali mnie podczas studiów w Moskwie, a więc pół wieku temu.

Urojenia nieposkromione 

Apeluję do szpicli jawnych, tajnych i dwupłciowych na usługach POPiS-u, żeby bodaj trochę poskromili swe urojenia prześladowcze i zadali sobie pytanie elementarne. Doprawdy, czyżby służby sowieckie 50 lat temu przewidziały Solidarność, moją aktywność podziemną, Okrągły Stół i upadek komuny, moją pracę w BBN pod kierunkiem Lecha Kaczyńskiego i 30 lat pracy w MSZ na stanowiskach dyrektorskich – i nie zadaniowały mnie do aktywnego sabotażu politycznego? Przez lata 1980. nie wymusiły na mnie, żebym zdezorganizował – działając w wydawniczym podziemiu solidarnościowym – bodaj jedno wydawnictwo podziemne, zdekonspirował choćby jednego „podziemniaka”? Jak to się stało, że przez 30 lat pracy w MSZ, jako dyrektor różnych departamentów, nie pokrzyżowałem w interesie moich kremlowskich patronów ani wejścia Polski do NATO, ani do UE ? Toż Stalin i każdy jego następca uznałby takiego agenta za zwykłego bumelanta i obiboka – a władza robotniczo-chłopska nie znała zmiłuj się wobec takich brakorobów. Strzał w potylicę i dół z wapnem.

Agenturalność historiozoficzna 

Można też założyć wariant alternatywny – Sowieci / Ruscy trzymali mnie  jako „śpiocha” w Polsce przez pół wieku i teraz, gdy mam siedemdziesiąt wiosen za sobą, uaktywniono mnie – skoro nie jeżdżę na wózku inwalidzkim, nie ogłuchłem i nie oślepłem – do działań operacyjnych i agenturalnego wpływania na niewiniątka patriotyczne w Polsce. Ale jeżeli takim „śpiochem” pozostawałem przez pół wieku, to dowodzi to, że służby sowieckie /rosyjskie myślą i działają z wyprzedzeniem półwieczy i zgoła stuleci, czyli kasują wszystkie ziemskie służby specjalne. Do agenturalności historiozoficznej zdolni są zapewne Chińczycy, ale z założenia pozwolić sobie na nią może właściwie tylko Pan Bóg. Dla tropicieli zdrady na hektarach i morgach ojczystych wypływa z tego wniosek oczywisty – poniechajcie tropienia zdrady prorosyjskiej, bo w cetno i licho z transcendencją nie wygracie. Ukórzcie się w niemocy wobec KGB / FSB!

Związek świadomych obywateli

Po drugie, pisze Pan Redaktor, że moją narracją publicystyczną w jakimś stopniu steruje ojkofobia. W żadnym razie nie może to być prawdą, albowiem wielokrotnie, w różnych miejscach, w mowie i piśmie, mówiłem, że uważam Polaków za naród wielki. Niestety i wielkie narody mają swoich półgłówków, i do takowych zaliczam tych wszystkich Polaków, których metodologię w poznawaniu i rozumieniu rzeczywistości formatuje mania prześladowcza. I którzy patriotyzm pojmują jako jarmarczną hulankę z wykrzykiwaniem frazesów patriotycznych. Toteż nieszczególnie utożsamiam się z osobnikami tego pokroju, mimo że posługują się w życiu codziennym żargonem polskim, gęsto nasycanym wulgaryzmami i kliszami w rodzaju „żenada”, „porażający”, „zajebisty”. Ja pojmuję naród polski jako związek świadomych obywateli, a nie komitywę z tłumokami, którzy coś mamlą polsko-języcznie.

Margines czasów przełomu

Po trzecie, zaskakuje Pana Redaktora fakt, że związałem się – jak Pan pisze – „z niszowym, marginalnym środowiskiem, stygmatyzowanym jako tuba opcji prorosyjskiej”. Otóż z takich „marginalnych” i „niszowych” formacji politycznych zaczyna się wielka polityka w czasach przełomu i zagubienia. A przecież mamy do czynienia dokładnie z czymś takim w obecnym rozgardiaszu międzynarodowym, rzutującym na kondycję wewnętrzną państw.  Ameryka za prezydentury Trumpa odwraca się od uświęconej więzi transatlantyckiej i od NATO; Rosja toczy krwawą wojnę z „bratnią” Ukrainą; Chiny kojarzone jeszcze pół wieku temu z chaosem i anomią Rewolucji Kulturalnej wybiły się na czempiona rozwoju post-nowoczesnego; BRICS stał się osobliwą alternatywą dla systemu ONZ, a za pośrednictwem Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) Chiny rzucają wyzwanie globalnemu systemowi finansowemu z Bretton Woods, etc. etc.

Koniec podziału

Zresztą i w polskiej polityce doszło do tektonicznych zgoła zmian. Odchodzi w niepamięć podział na „post-komuchów” i „post-solidaruchów”. Przeważa nad nim rozdział pomiędzy modernizatorami i tradycjonalistami, który zdawałoby się uwłaściwiał różnice między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Ale i ten przedział dezaktualizuje się w obliczu „kontrowersji” pomiędzy rządzącą koalicją platformerską a opozycyjnym PiS-em, które już od jakiegoś czasu noszą znamiona pozoru i symulakrum.

Ongiś rozziew programowy i roszczeniowy między PO i PiS wydawał się taki, że w latach 2021-2023 napisałem książkę o wojnach domowych, albowiem sądziłem, że w Polsce mamy do czynienia z początkami tego typu konfliktu. Wyraźnie przecież wyodrębniały się dwie antagonistyczne kultury polskojęzyczne, z których jedna widzi przyszłość Polski w pogłębianiu związków z państwami i instytucjami Zachodu, skąd tysiąc lat temu przyszła do nas cywilizacja, druga zaś kultywuje „naszość”, rdzenność i swojskość, mimo że roi się tu od przejawów blisko-wzroczności dziejowej i wręcz głupoty.  

Przyszłość poza POPiSem

Okazało się jednak, że w zapętleniu politycznym w obecnej Polsce owa dychotomia się jakoś zatraca i rozłazi. PO okazała się impotentna w egzekwowaniu rządu praw i w osądzeniu na ich mocy jaskrawych nadużyć swych poprzedników, zwłaszcza w sferze wymiaru sprawiedliwości, ale także w sprawie innych kreacjonistycznych szaleństw władz „dobrej zmiany”, jak przekop Mierzei Wiślanej czy Centralny Port Komunikacyjny. Mimo że gromowładnie odgrażała się w tej mierze przed wyborami 2023 roku. PiS powyższą impotencję oczywiście widzi i pnie się po tym gruzowisku obietnic wyborczych PO sprzed 2023 roku ku sukcesowi wyborczemu. Atoli sił mu starcza tyle, ile wynika z żywotności i optymizmu Jarosława Kaczyńskiego, z tego, na ile „wesołe jest [jego] życie staruszka” (z piosenki Kabaretu Starszych Panów). A w tym zakresie uwidaczniają się już drapieżnie rozpostarte pazury jego parobasów, pod siebie zagarniających dostęp do tronu pisowskiego. Co najważniejsze wszelako, uzewnętrzniła się trzecia siła w postaci dwóch Konfederacji. Wybory 2027 roku nie będą już przypominały tedy przeciągania liny między PO a PiS. Można zgoła postawić tezę, że przyszłość należy do partii poza duopolem PO-PiS.

Endek?

Wreszcie godzi się tu przypomnieć Panu Redaktorowi Memchesowi, że onego czasu recenzując nader krytycznie mój Erazjatyzm na wspak, pomawiał mnie o rozumowanie w kategoriach endeckich, czym – nie ukrywam – mnie zaskoczył. Uznany za endeka poczułem się jak molierowski pan Jourdain, który od preceptora dobrych manier dowiedział się, że mówi prozą. Ale w podejrzeniu o endeckość pewnie coś było na rzeczy. 

Kompradorzy od żyta i wódki

Po czwarte wreszcie, kategorycznie nie mogę się zgodzić z Panem Redaktorem, że „w swoim podziwie dla Zachodu – głównie Niemiec – przyjmuję kompradorski punkt widzenia”. Pojęcie „komprador” zdążyło już uwieloznacznić się po tym, jak oznaczało zrazu kolonialnego dostarczyciela surowców i podzespołów dla firm i władz z zachodnich metropolii. Rozumiem jednak, że „komprador” w żargonie pisowskim oznacza kogoś, kto respektuje bogactwo i siłę Zachodu, zamiast wzmagać się patriotycznie. I indyczyć się, że choć potęga Polski zasadza się na produkcji kartofli i kaszany, nakrętek do śrub i łopat, albo też niezawiłych podzespołów na potrzeby (post-) nowoczesnej wytwórczości w UE, to „Polak potrafi” (jak za Gierka). Problem jednak w tym, że ci wszyscy polscy producenci są kompradorami wobec Zachodu. Dopóki Polska nie zacznie produkować technologii post-industrialnych, lecz pozostanie zagłębiem żyta, wieprzowiny i wódki, węgla i stali, wszyscyśmy kompradorzy. [Chłopie, gdzie ten węgiel?? Spałeś tyle lat? md]

prof. Jarosław Bratkiewicz

Drony nad Moskwą i zamknięte cztery lotniska: Jak długo jeszcze Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji?

Źródło obrazu: Astra

Drony nad Moskwą i zamknięte cztery lotniska: Jak długo jeszcze Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji?

ZeroHedge mówi o nowej rzeczywistości: Wszystkie cztery moskiewskie lotniska musiały tymczasowo zawiesić działalność po kolejnej fali ukraińskich dronów uderzających w stolicę Rosji.

To, co dwa lata temu uważano za niemal nie do pomyślenia, staje się teraz normą. Kluczowe pytanie nie brzmi już zatem, czy Moskwa może zostać zaatakowana, ale jak długo rosyjskie władze będą tolerować te ataki bez zmasowanego kontrataku.

Strategia Ukrainy jest teraz oczywista. Nie chodzi już tylko o cele wojskowe na linii frontu. Ataki na Moskwę mają na celu przeniesienie wojny do serca Rosji, zakłócenie codziennego życia i stworzenie wrażenia, że ​​nawet stolica nie jest już bezpieczna.

Lotniska są zamknięte, loty odwołane, systemy obrony powietrznej postawione w stan najwyższej gotowości. Każdy atak generuje obrazy, które znacznie przewyższają rzeczywiste zniszczenia. To wojna z opinią publiczną.

Stanowi to narastający problem strategiczny dla Kremla. Choć Rosja jest w stanie przechwycić większość ataków dronów, każda kolejna fala ataków zwiększa presję wewnętrzną. Ludność oczekuje ochrony, a dowództwo wojskowe coraz częściej staje przed pytaniem, ile kolejnych ataków na stolicę może tolerować.

Wymiar polityczny jest szczególnie napięty. Prezydent Zełenski wielokrotnie deklarował zamiar przeniesienia wojny na Rosję. Jednocześnie państwa zachodnie w ostatnich miesiącach złagodziły ograniczenia dotyczące ataków na terytorium Rosji. W Moskwie będzie to prawdopodobnie coraz częściej postrzegane jako pośrednie zaangażowanie Zachodu.

Niebezpieczeństwo polega obecnie na tym, że rosyjskie władze mogą dojść do wniosku, że czysto defensywne środki już nie wystarczają. Jeśli Moskwa odniesie wrażenie, że ataki systematycznie się nasilają, a polityczny próg reakcji ze strony Zachodu nadal się obniża, presja na znaczne rozszerzenie reakcji może wzrosnąć.

Mogłoby to obejmować ataki na ośrodki decyzyjne w Kijowie, wzmożone niszczenie krytycznej infrastruktury, a nawet działania przeciwko tym obiektom, które Rosja uważa za zapewniające wsparcie operacyjne dla ukraińskich ataków.

To tworzy niebezpieczną dynamikę. Każdy nowy atak dronów zwiększa presję na Moskwę, by zareagowała bardziej zdecydowanie. Każda rosyjska odpowiedź z kolei zwiększa ryzyko dalszej eskalacji.

Prawdziwy sukces ukraińskiej kampanii dronów może zatem leżeć nie w wyrządzonych szkodach, ale w postawieniu Rosji w sytuacji, w której coraz bardziej prawdopodobne staje się ostrzejsze przeciwdziałanie militarne.

Wojna na froncie może więc coraz bardziej stawać się wojną o reakcje polityczne.

I tu właśnie tkwi prawdziwe zagrożenie: To nie drony same w sobie mogą doprowadzić do eskalacji konfliktu, ale kwestia tego, jak długo mocarstwo nuklearne będzie tolerować powtarzające się ataki na swoją stolicę, nie określając na nowo granic eskalacji.

Źródło: Kolejna fala ukraińskich dronów nad Moskwą tymczasowo zamyka wszystkie cztery stołeczne lotniska

Kto daje i odbiera…

Kto daje i odbiera…

Umieszczam, choć w części krytykującej Prezydenta się nie zgadzam. Dał przecież bezczelnemu łobuzowi czas na pomyślenie o skutkach… Mirosław Dakowski.

==============================

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska./zinkiewicz-kto-daje-i-odbiera

Miało być poważnie, patriotycznie i uroczyście. Wyszło jak zawsze. Błędem było to, że prezydent Karol Nawrocki nie skonsultował swojej decyzji w sprawie odebrania Orderu Orła Białego, komikowi z Ukrainy. 

W trakcie kolejnej rozmowy z duchem Józefa Piłsudskiego, jak zwykł to czynić dotychczas (patrz: końcowa wypowiedź prezydenta Nawrockiego, w której twierdzi, że rozmawia z duchem marszałka: „Wielokrotnie rozmawiamy ze sobą, właściwie każdego dnia. Wojna polsko-bolszewicka roku 1920 i obecna sytuacja międzynarodowa po ataku Federacji Rosyjskiej, o parlamencie rozmawiamy”). 

Wypadkowa historia

Ponieważ wypadkową stosunku Ukraińców do Polski i Polaków i vice versa jest wspólna historia, zapewne Marszałek odwołałby się do tradycji braterstwa broni polsko-ukraińskiej, wspominając przy tym naczelnego atamana Siemiona Petlurę, toczącego wspólną walkę w ówczesnym okresie historycznym, w ramach paktu Piłsudski-Petlura (sojusz z 21 kwietnia 1920 roku). Następstwem tego sojuszu była podjęta 25 kwietnia wspólna polsko-ukraińska, zwycięska ofensywa przeciwko Armii Czerwonej na Ukrainie. Sojusz ten zakończył się dla Ukraińców w sposób dramatyczny, tragiczny w pełnym słowa tego znaczeniu, o czym pisał ukraiński publicysta Iwan Kedryn-Rudnicki: „Było w dziejach świata wiele wypadków, że sojusznik porzucał sojusznika, układał z wrogiem separatystyczne układy pokojowe, starał się ratować dla siebie maksimum w nowo stworzonej sytuacji. Ale było tak zawsze w razie przegranej. Rozbiór Ukrainy w Rydze pomiędzy Polskę a Rosję nastąpił po wygranej polsko-ukraińskiej w wojnie przeciw Rosji Sowieckiej. Dlatego była to zdrada w klasycznym rozumieniu”.

Dawne spotkania

Przed laty, pisząc dla ukraińskiego czasopisma „Czas Pik” (odpowiednik naszej „Polityki”), pragnąc być na bieżąco z ukraińską polityką, słuchałem wystąpień ukraińskich deputowanych w Wierchownej Radzie Ukrainy. Szczególnie emocjonalne były te po spotkaniach, które miały miejsce w 2011 roku w Polsce. Pierwsze – z sierpnia, w prezydenckiej rezydencji na Półwyspie Helskim, to spotkanie Bronisława Komorowskiego i Wiktora Janukowycza. Drugie to listopadowe spotkanie we Wrocławiu prezydenta Ukrainy Janukowycza z prezydentami Polski i Niemiec Komorowskim i Chistianem Wulffem

Przeciwko ingerencji w sprawy ukraińskie

W ocenie ukraińskich deputowanych uzależnianie prowadzenia rozmów stowarzyszeniowych z UE od konkretnych roszczeń kierowanych pod adresem Ukrainy było mieszaniem się w wewnętrzne sprawy Ukrainy mającym charakter szantażu politycznego. Przypominam, że chodziło o uwolnienie z aresztu Julii Tymoszenko. Zdaniem Brukseli, była premier, ścigana za nadużycia (za korupcję) przy zawieraniu umów gazowych z Rosją, za swe czyny powinna ponosić odpowiedzialność polityczną, a nie karną. Zarówno dla samej Ukrainy, jak i ówczesnego jej prezydenta Janukowycza, integracja z UE była bardzo ważna, o czym mówił we Wrocławiu po spotkaniu z prezydentami Polski i Niemiec.

Bojówki szykowane w Polsce 

W późniejszym okresie, słuchając emocjonalnych wystąpień w Wierchownej Radzie Ukrainy, usłyszałem, że Polska, która ma czelność udawać przyjaciela Ukrainy, na swoim terytorium szkoli dywersantów, którzy mają obalić prezydenta Janukowycza. Mówca powołał się w swoim wystąpieniu na informacje ukraińskiego wywiadu zagranicznego. Zwróciłem się więc z zapytaniem do redakcji „Czas Pika” z zapytaniem czy dobrze zrozumiałem sens wypowiedzi tego ukraińskiego deputowanego. Odpowiedź redakcji była dla mnie szokująca, albowiem otrzymałem potwierdzenie tego, o czym mówił ten parlamentarzysta. 

Pomoc weteranom?

Po zapoznaniu się z komunikatem z 24 października 2024 roku ambasadora USA w Warszawie Marka Brzezińskiego, doznałem iluminacji: „Stany Zjednoczone, Polska i Ukraina połączyły siły, aby pomóc ukraińskim weteranom wojennym w reintegracji do życia cywilnego. Tak jak staliśmy u boku narodu ukraińskiego, gdy bronił swojej ojczyzny, tak Amerykanie i Polacy będą solidarnie wspierać ukraińskich bohaterów, którzy mierzą się z nowymi wyzwaniami. Ministerstwo Polityki Społecznej Ukrainy szacuje, że ponad 300 tysięcy Ukraińców żyje z niepełnosprawnościami w wyniku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Żołnierze odważnie służą w każdym z naszych krajów, a naszym obowiązkiem jest zapewnić im wsparcie, opiekę i szacunek, na które zasługują. Wraz ze wzrostem liczby weteranów rośnie również potrzeba opieki – zarówno w zakresie leczenia traum, jak i blizn, które noszą. Ta konferencja była poświęcona poszukiwaniu rozwiązań, budowaniu sieci wsparcia oraz tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości”.

Nacjonalizm ukraiński potrzebny Applebaum

O tym „tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości”, o którym raczył napisać ambasador USA Mark Brzeziński, już wcześniej można było przeczytać. W internetowym wydaniu „The New Republic”, w obszernym artykule Anne Applebaum z 13 maja 2014 roku Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs (Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina). Czytamy tam obszerną analizę ukraińskiego nacjonalizmu, z której w konkluzji dowiadujemy się, że „nacjonalizm może zainspirować do ulepszenia swojego kraju, aby móc żyć zgodnie z wizerunkiem, jaki chcesz, aby miał. Ukraińcy potrzebują więcej tego rodzaju inspiracji, a nie mniej – chwil takich jak ostatni Sylwester, kiedy o północy na Majdanie ponad 100 000 Ukraińców odśpiewało hymn narodowy. Potrzebują więcej okazji, aby móc krzyczeć: Sława Ukraini – Hierojam Slava – Chwała Ukrainie, chwała jej bohaterom, co było wprawdzie hasłem kontrowersyjnej Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach czterdziestych XX wieku, ale zostało przyjęte do nowego kontekstu. A potem oczywiście muszą przełożyć te emocje na prawa, instytucje, przyzwoity system sądowy i akademie szkoleniowe policji. Jeśli tego nie zrobią, ich kraj ponownie przestanie istnieć. Innymi słowy, klucz do ’być albo nie być’ Ukrainy tkwi w ukraińskim zmodyfikowanym nacjonalizmie!”.

Prezydent wyciągnął Polskę z roli

Reasumując, Polska po ubogaceniu w doświadczonych, zaprawionych w walkach kombatantów, weteranów, nacjonalistów ukraińskich wyznających ideologię Bandery i Szuchewycza, ma ich wesprzeć, wyleczyć, otoczyć opieką, szacunkiem w celu „budowaniu sieci wsparcia oraz tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości” (sic!). A tu nagle prezydent Nawrocki oświadczył, że odbiera Order Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu, ponieważ: „próg bólu został przekroczony”. Innymi słowy, prezydent w ten symboliczny sposób przeciwstawił się roli Polski wyznaczonej przez globalistów jako sługi Ukrainy i… banderowców. Z drugiej strony, Ukraińcy nie ufali i nie ufają polskim politykom. Mają ku temu powody, o których napisałem na wstępie.

Co z Sakiewiczem i SBU?

Rzekomo jest decyzja! Prezydent Ukrainy odebrał Tomaszowi Sakiewiczowi medal za zasługi dla SBU! Czy to polityczny błąd, który spowoduje odwrócenie się środowiska dziennikarskiego w Polsce od spraw ukraińskich? Czy polskie media – dziennikarze i „eksperci” – przestaną przekazywać ukraińską narrację na temat historycznych i współczesnych relacji polsko-ukraińskich!? O tym na Facebooku donosi Narodowa Anarchosyndykalistka. 

Eugeniusz Zinkiewicz

Liban jest obecnie częścią irańskiej doktryny odstraszania

Źródło obrazu: The Cradle

Liban jest obecnie częścią doktryny odstraszania Iranu.

Przez Peiman Salehi

Liban odgrywa obecnie kluczową rolę w irańskiej strategii odstraszania, a naciski na sojuszników są postrzegane jako naciski na sam Teheran.

Obecnie konsolidujemy irańską równowagę w regionie, w którym Iran nie będzie się już powstrzymywał przed agresją ani niepokojami. To sprawi Amerykanom trochę bólu i kosztów, ale przyzwyczają się do tego”. – Ebrahim Rezaei, rzecznik Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego irańskiego Parlamentu.

Ebrahim Rezaei, rzecznik komisji bezpieczeństwa narodowego irańskiego parlamentu, opisywał politykę, która już została wdrożona, i nie wydawał ostrzeżenia.

W Libanie polityka ta jest obecnie poddawana próbie, a wiele z tego, co zachodni analitycy sądzili, że rozumieją na temat strategicznego zachowania Iranu, zostaje po cichu obalone.

Polityka, która już została wdrożona

Najbardziej uporczywym błędnym przekonaniem dotyczącym irańskiej interwencji w obronie Libanu jest to, że jest ona motywowana ideologicznie – rewolucyjną solidarnością z Hezbollahem i zobowiązaniami, które racjonalne rządy ostatecznie podporządkują interesowi narodowemu.

Ta interpretacja jest nie tylko niepełna, ale także myli symptom z diagnozą. Obecnie obserwujemy celową przebudowę irańskiej architektury odstraszania, w której bezpieczeństwo kluczowych partnerów regionalnych nie jest już odrębną kwestią, którą przeciwnicy mogą negocjować w izolacji, lecz raczej konstytutywnym elementem irańskich ram bezpieczeństwa narodowego.

Pomija się również coś innego. Konfrontacja w Libanie była pierwszym przypadkiem, gdy Republika Islamska zaangażowała się w bezpośredni konflikt zbrojny, głównie w obronie kluczowego sojusznika. Decyzja ta wskazuje na szerszą ewolucję w strategicznym myśleniu Iranu, której implikacje wykraczają daleko poza Liban.

Granice strategicznej cierpliwości

Przez lata Teheran działał zgodnie z podejściem, które urzędnicy rządowi i analitycy określali mianem „strategicznej cierpliwości”. Podejście to stawiało na pierwszym miejscu reagowanie na bezpośrednie ataki na terytorium Iranu, personel lub kluczowe interesy, przy jednoczesnym łagodzeniu presji na innych frontach. Ramy te ukształtowały stanowisko Iranu w kolejnych kryzysach, od zabójstwa Kasema Sulejmaniego po powtarzające się izraelskie ataki na irańskie cele w całym regionie.

Podejście samo w sobie było spójne, ale z czasem jego koszty stawały się coraz bardziej oczywiste. Powściągliwość była coraz częściej interpretowana jako otwarcie się na testowanie kolejnego frontu, podczas gdy każda indywidualnie negocjowana kwestia sprzyjała dalszej izolacji.

Stopniowo Teheran zaczął zdawać sobie sprawę, że taki schemat działania służy wywieraniu presji na jego pozycję, a nie jej stabilizowaniu.

Irańscy decydenci wyciągnęli wnioski z tego doświadczenia, co znalazło odzwierciedlenie w ich stanowisku. Agencja Reuters doniosła w marcu, że Iran już w połowie marca poinformował mediatorów, iż wszelkie porozumienie o zawieszeniu broni musi obejmować wstrzymanie izraelskich działań przeciwko Hezbollahowi w Libanie – łącząc w ten sposób zakończenie szerszej wojny z frontem, który Waszyngton uważa za odrębną sprawę.

Sześć źródeł regionalnych potwierdza ten związek. Jedno z nich wyraźnie stwierdziło: „Iran priorytetowo traktuje Liban; nie zaakceptuje izraelskich naruszeń w Libanie, takich jak te, które miały miejsce po zawieszeniu broni w 2024 roku”.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi publicznie potwierdził tę zasadę, argumentując, że zawieszenie broni między Iranem a Stanami Zjednoczonymi stanowi kompleksowe zawieszenie broni na wszystkich frontach i że jakiekolwiek naruszenie na jednym froncie stanowi naruszenie na wszystkich frontach.

Waszyngton uważa to za niewygodne. Z perspektywy Teheranu, właśnie o to chodzi.

Reputacja jako środek odstraszający

Logika leżąca u podstaw tego zjawiska nie jest trudna do zrozumienia i nie ogranicza się wyłącznie do Iranu. Wielkie mocarstwa czerpią swoje wpływy nie tylko z siły militarnej, ale także ze swojej reputacji – zwłaszcza reputacji dotrzymywania zobowiązań, nawet za wysoką cenę.

Dlatego, pomimo kosztów i komplikacji, NATO pozostaje główną zasadą strategii bezpieczeństwa USA w Europie. Właśnie dlatego Waszyngton utrzymuje bazy wojskowe na pięciu kontynentach, które nie służą żadnemu bezpośredniemu celowi operacyjnemu.

Funkcja ta jest przede wszystkim związana z reputacją. Obecność sygnalizuje zaangażowanie, a zaangażowanie działa odstraszająco. Irańscy stratedzy doszli do podobnych wniosków w odniesieniu do własnej pozycji regionalnej.

Gdyby Teheran porzucił Hezbollah pod wpływem utrzymującej się presji – militarnej, dyplomatycznej czy ekonomicznej – sygnał dla wszystkich pozostałych partnerów byłby jednoznaczny: gwarancje irańskie nie byłyby już dłużej wiarygodne w obliczu utrzymującej się presji.

W regionie, w którym Iran buduje alternatywną architekturę bezpieczeństwa, taki sygnał byłby bardziej szkodliwy niż jakakolwiek porażka na polu bitwy.

Problem nie dotyczy Hezbollahu jako pojedynczego aktora, a raczej sieci powiązań, w których jest on osadzony. Rezygnacja z jednego elementu pod presją nie stabilizuje struktury. Raczej pokazuje jego przeciwnikom, jak dużą presję muszą wywierać na kolejny element. Państwa arabskie w Zatoce Perskiej, obserwując wydarzenia z boku, wyciągają własne wnioski na temat tego, w jaką potęgę przekształca się Iran.

Od demonstracji do pozycji władzy

Wnioski te nie opierają się wyłącznie na polityce sojuszniczej. W dwóch kolejnych konfrontacjach Iran oparł się połączonej presji militarnej Stanów Zjednoczonych i Izraela – dwóch najpotężniejszych sił zbrojnych w regionie. Ten wynik nie umknął uwadze nikogo w sąsiedztwie.

Iran udowodnił już w praktyce, a nie tylko w teorii, że jest w stanie przeciwstawić się atakom i nadal odgrywać rolę gracza regionalnego.

„New York Times” (NYT), publikacja niezbyt znana z pochlebstw pod adresem Teheranu, przyznał, że Iran wyszedł z tego okresu jako jedna z potęg kształtujących przyszłość Azji Zachodniej. Niezależnie od tego, co można sądzić o jego polityce, trudno podważyć tę ocenę.

Zatoka Perska i Cieśnina Ormuz leżą u podstaw tej zmiany. To, co kiedyś działało głównie jako ukryty środek odstraszający, jest teraz wykorzystywane bardziej bezpośrednio. Kiedy ceny ropy gwałtownie wzrosły po doniesieniach o fiasku negocjacji między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, rynek wycenił rzeczywistość, której decydenci w Waszyngtonie unikali latami: położenie geograficzne Iranu jest integralną częścią każdego rozwiązania regionalnego, a nie zmienną, którą można wyeliminować siłą militarną.

Około jedna piąta światowych zasobów ropy naftowej jest transportowana wodami dostępnymi dla Iranu. Wpływ ten wynika z geografii i jest obecnie wykorzystywany z determinacją, która była mniej widoczna dekadę temu.

Projekt kolejnego porządku regionalnego

Kwestii Libanu nie można oddzielić od szerszej rywalizacji o to, kto będzie ustalał zasady przyszłego porządku regionalnego.

Przez dekady Stany Zjednoczone ustanawiały te zasady poprzez obecność wojskową, struktury sojusznicze i realną groźbę przytłaczającej siły. Przedstawiciele Iranu coraz częściej wierzą, że ta era się zmienia – nie z powodu upadku amerykańskiej potęgi, ale dlatego, że warunki, które kiedyś leżały u podstaw jej dominacji, w całości już nie istnieją.

Celem Iranu jest zadbanie o to, aby przyszły porządek nie był kształtowany wyłącznie według dyktatu Ameryki lub Izraela i aby Iran, jako mocarstwo o uznanych interesach, uczestniczył w kształtowaniu przyszłości.

W tym kontekście Liban staje się przypadkiem testowym. Iran chce tam pokazać, że jego „czerwone linie” są wykonalne, że zobowiązania wobec partnerów mają znaczenie i że równanie opisane przez Rezaeia to polityka, a nie tylko stanowisko.

Zawieszenie broni pozostaje kruche, negocjacje trwają za pośrednictwem mediatorów katarskich i pakistańskich, a eskalacja niesie ze sobą ryzyko, którego Teheran nie ignoruje. Jednak kierunek konfliktu nie jest już niejednoznaczny.

Poza cierpliwością

Strategiczna cierpliwość nadal istnieje, ale została zastąpiona bardziej kompleksowymi ramami.

Zastąpiła ją doktryna, w której izolacja przeciwników jest równoważona świadomą integracją ze strony Teheranu, w której atak na partnera jest traktowany jako atak na porządek budowany przez Iran, a koszty ciągłej presji mają się kumulować, a nie rozpraszać.

Iran udowodnił, że potrafi walczyć. Kontroluje kluczowy szlak handlowy, którego globalna gospodarka nie może ignorować. I pokazał gotowość do działania, zanim jego terytorium stanie się bezpośrednim celem ataku.

Ta kombinacja – wiarygodność militarna, wpływy geograficzne i gotowość do szybkiej interwencji w obronie sojuszników – sprawia, że ​​stajemy się potęgą regionalną.

Iran wzmacnia tę pozycję w Libanie.

Źródło: Liban jest teraz częścią doktryny odstraszania Iranu

Putin: Dla europejskich mediów Rosjanie są mniej warci niż zwierzęta

W. Putin: Dla europejskich mediów Rosjanie są mniej warci niż zwierzęta

85 lat temu o świcie 22 czerwca 1941 roku niespełna 4-milionpwa niemiecka koalicja wdarła się do Związku Radzieckiego, rozpoczynając największą operację lądową w dziejach. Blitzkrieg miał powalić ZSRR w kilka tygodni, rasa ‚nadludzi‚  miała unicestwić na zawsze rasę ‚podludzi’. Nie spełniły się jednak szalone idee nazistów. Czy Niemcy i Zachód wyciągnęły wnioski z tych wydarzeń?

Żołnierze Armii Czerwonej bronią swej ojczyzny

Rosyjski publicysta Władimir Korniłow pisze: Prezydent Rosji Władimir Putin wysuwa poważne oskarżenia pod adresem zachodnich mediów, które ignorują ukraińskie ataki na rosyjską ludność cywilną, podsycają nastroje antyrosyjskie i w ten sposób tworzą społeczną atmosferę uzasadniającą przemoc wobec Rosjan. „Hańba i katastrofa. Oni po prostu oszukują własnych obywateli” – tak prezydent Rosji Władimir Putin opisał doniesienia zachodnich mediów o konflikcie na Ukrainie, które to doniesienia nazwał ‚narzędziami masowego ogłupiania’.

Putin zwrócił uwagę na to, w jaki sposób odbywa się ta manipulacja w programach informacyjnych. Pojawiają się doniesienia o niewiarygodnych‚dronowych sukcesach armii ukraińskiej’. Te same drony atakują nocą śpiące dzieci w Starobielsku. Rosja przeprowadza potężny atak odwetowy i już następnego dnia zachodnie media, po wycięciu z programów wiadomości o brutalnym ataku na Starobielsk i wygodnym ‚przymknięciu oka’, krzyczą: „Alarm! Rosja eskaluje wojnę!”. Obywatele Zachodu chwytają się za serca i ze współczuciem kiwają głowami, gdy ich premier lub prezydent po raz kolejny ogłasza przeznaczenie dodatkowych środków z ich kieszeni na wsparcie reżimu w Kijowie.

Ten schemat działa zasadniczo od dwunastu lat – od początku ukraińskiej krwawej operacji antyterrorystycznej w Donbasie. Ale czasami wciąż zawodzi. Na przykład atak na Starobielsk jest tak odrażającą zbrodnią, że niektóre media i blogerzy krytyczni wobec reżimu nie mogli go zignorować. Dlatego temat ten był gorąco dyskutowany w mediach społecznościowych – pomimo wszelkich wysiłków mediów głównego nurtu, by udawać, że nie dostrzegają tego okrucieństwa.

Aby jednak zneutralizować te doniesienia, prowadzona jest równoległa kampania dehumanizacji całej populacji, w tym dzieci! Na przykład Dominic Nicholls, redaktor brytyjskiej gazety ‚The Daily Telegraph‚. Przeprowadził m. in. wywiad z ukraińskim bojownikiem o imieniu Jewgen, który wrócił z rosyjskiej niewoli. Zacytował jego skandaliczne słowa: „Do 2022 roku uważałem się za humanistę. Teraz myślę, że nadal nim jestem – wyłączam jednakże Rosjan. Po prostu nie obchodzi mnie, co się z nimi stanie. Co bym zrobił, gdybym widział małe dzieci umierające z głodu? W przeszłości oczywiście bym im pomógł. Dziś także bym im pomógł, gdyby nie byli Rosjanami. Nie uważam ich za ludzi”.

Po ukraińskim ataku na szkołę w Starobielsku

I to właśnie tłumaczy celowe ataki Ukrainy na szkołę zawodową w Starobielsku! I to właśnie tłumaczy stanowisko zachodniej propagandy, która nie widzi nic złego w tych atakach – przecież giną rosyjskie dzieci! Innymi słowy, wdrażany jest system, w którym oddział dronowy otrzymuje punkty za każdego zabitego Rosjanina. I nie ma znaczenia, czy to żołnierz, czy cywil, starzec czy dziecko! Są przyznawane bonusy za te punkty. A prasa zachodnia opisuje ten system jako skuteczny i postępowy!

A oto inny, bardzo niedawny przykład. ‚The Sunday Telegraph’  opublikował raport ze stolicy Ukrainy pod tytułem: „Dzieci z Kijowa nigdy nie zastrzeliłyby zwierzęcia, […] ale zabiłyby Rosjanina”. Przesłanie korespondenta tej gazety jest oczywiste: Rosjanie są mniej warci niż zwierzęta. Właśnie dlatego brytyjska prasa nie widzi nic złego w atakach na szkołę zawodową, w której śpią nasze dzieci.

Niedawno James Marriott, felietonista ‚The Times’, zwrócił uwagę na niepokojący sygnał: dla zachodniej publiczności śmierć ponownie stała się rozrywką, przypominającą czasy publicznych egzekucji, gdy tłumy wiwatowały, gdy ludzi wieszano lub palono na stosie. Wspomniał konkretnie o ‚nowym gatunku rozrywki’: oglądaniu na żywo ukraińskiego drona zabijającego rosyjskiego żołnierza, przy akompaniamencie bombastycznej muzyki.

Autor najwyraźniej przeoczył jednak fakt, że jego własna gazeta jest jednym z pionierów tego nowego gatunku cynicznej rozrywki dla brytyjskiej publiczności. Zaledwie kilka dni przed publikacją tego artykułu ‚The Times’  opublikował w internecie film dokumentalny swojego propagandzisty Maxima Tuckera o ukraińskich operatorach dronów zdobywających ‚krwawe punkty’  za zabijanie ludzi i szeroko go promował. W artykule znalazł się między innymi komentarz młodej kobiety o imieniu Kateryna, która nosiła na ramieniu nazistowską naszywkę (gazeta nawet nie pomyślała o jej zamaskowaniu). Uśmiechając się, powiedziała, że ‚doświadczała przyjemności’  zabijając Rosjan i uważała to za wyraz swojego ‚instynktu macierzyńskiego’. Nic więc dziwnego, że ta gazeta również ‚nie zauważyła’  ataków na dzieci ze Starobielska.

Demonizacja Rosji i dehumanizacja rosyjskich obywateli osiągnęły ostatnio niespotykany poziom w zachodnich mediach. Redaktor holenderskiej gazety NRC wyraził niedawno głębokie oburzenie wezwaniami do zakończenia tej kampanii oszczerstw. Argumentował, że próba przedstawienia Rosjan jako ludzi takich jak wszyscy inni oznaczałaby ‚zrównanie agresora z ofiarą’.

Wszystkie te wezwania do zabijania Rosjan, do nieuznawania ich za ludzi i do ignorowania mordowania naszych dzieci są związane z celami politycznymi, które nie są już ukryte. Per Nyholm, stały komentator duńskiej gazety ‚Jyllands-Posten’, obrazowo nakreślił dalszy plan Europy: najpierw zakończenie wojny na Ukrainie, a następnie referenda w Rosji, wzorowane na plebiscycie w Szlezwiku z 1920 roku. Duńczyk uważa, że podział państwa rosyjskiego nie jest niczym złym: „Europa nie powinna przyczyniać się do dalszego istnienia Rosji. Z europejskiej perspektywy między Morzem Bałtyckim a Oceanem Spokojnym jest wystarczająco dużo miejsca na kilkanaście dość dużych, bardziej pokojowych i być może bardziej demokratycznych państw”.

Linia zachodniej propagandy jest, jak widać, jasna i jednoznaczna: dehumanizuje Rosjan w oczach własnej opinii publicznej, przymyka oko na ich mord, a nawet je z zadowoleniem przyjmuje, aby następnie przyczynić się do podziału Rosji. Oczywiste jest, że takie podejście nie jest niczym nowym. Wszystko to zostało już wyłożone w broszurze ‚Podczłowiek’, wydanej w 1942 roku na rozkaz Reichsführera SS Heinricha Himmlera.

To sam Himmler, przed kampanią przeciwko ZSRR latem 1941 roku, rozpalił nazistowskie hordy następującymi słowami: „Kiedy wy, przyjaciele, walczycie na Wschodzie, kontynuujecie tę samą walkę z tymi samymi podludźmi, z tymi samymi niższymi rasami, które niegdyś pojawiły się pod nazwą Hunów, a później – 1000 lat temu, za czasów królów Henryka i Ottona I – pod nazwą Węgrów, a następnie pod nazwą Tatarów. Potem pojawiły się ponownie pod nazwą Czyngis-chana i Mongołów. Dziś nazywa się ich Rosjanami”.

Połączcie te słowa ze wszystkimi zaprezentowanymi tu cytatami pochodzącymi z dzisiejszych europejskich ‚narzędzi masowego ogłupiania’ – a nie znajdziecie żadnej różnicy. Europejczycy znów są przygotowywani, tak jak 85 lat temu, do wojny z ‚podludźmi’.

de-rtnews.com/international/putin-fuer-europas-medien-sind

Napisał: Władimir Korniłow

Opracował: Zygmunt Białas

Niedziela. Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

28.06.26 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę
By antyk2013 on 23/06/2026
Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica.
Zapraszamy 28 czerwca, niedziela, na 116 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski.
Tym razem zaczynamy o godzinie 16:00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Kończymy w katedrze siedleckiej Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 18:00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
Z Panem Bogiem, Andrzej Woroszyło

Powracająca fala

Powracająca fala

Stanisław Michalkiewicz, „Prawy.pl”   23 czerwca 2026 michalkiewicz

W roku 1453 Turcy zdobyli Konstantynopol i ta data jest uważana za koniec epoki Średniowiecza, które zadowolona ze swego rozumu moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus, uważa za okres ciemnoty – chociaż – jako „menażerka kultury” – teoretycznie powinna wiedzieć, że właśnie wtedy w Europie powstawały uniwersytety, wznoszone były katedry, które i dzisiaj wprawiają w podziw turystów, że kwitła literatura, zwłaszcza poezja, popularyzowana przez rzesze trubadurów, no i wreszcie – co powinno ją specjalnie połechtać w odpowiednim miejscu – kobieta została podniesiona na piedestał.

Co prawda idealizowano wtedy raczej kobiety nieznane, bo – jak zauważył Stanisław Cat-Mackiewicz – idealizowanie kobiet znanych bywa znacznie trudniejsze – niemniej jednak idealizowano. Jednak między sferą powinności, a skrzekiem rzeczywistości zieje nieprzebyta przepaść, więc nic też dziwnego, że moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus uważa Średniowiecze za „ciemne”.

Tak czy owak, Średniowiecze szczęśliwie się skończyło i rozpoczęła się epoka nowożytna. A ponieważ z powodu zdobycia Konstantynopola przez Turków, dotychczasowe łańcuchy dostaw z Azji zostały przerwane, ówcześni Europejczycy zaczęli szukać morskiej drogi do Indii, żeby wznowić dostawy pikantnych przypraw, bez których solone mięso, jakim się wtedy żywiono, było trudne do przełknięcia. Toteż na morze wyruszył portugalski żeglarz Bartłomiej Diaz, któremu udało się dopłynąć do południowego skraju Afryki, za którym dostrzegł otwarty na wschód, zdatny do żeglugi ocean – ale z powodu buntu marynarzy musiał wrócić do Portugalii.

W roku 1492 Krzysztofowi Kolumbowi udało się przekonać hiszpańską królową Izabelę Katolicką, by spróbować dotrzeć do Indii płynąc na zachód – i w ten sposób doszło do odkrycia ogromnego kontynentu, początkowo nazywanego Indiami Zachodnimi, a potem – Ameryką – od imienia innego śmiałego żeglarza, Emeryka Vespucciego. W roku 1494, z inicjatywy papieża Aleksandra VI, został między Hiszpanią i Portugalią zawarty traktat w Tordesillas, którego przedmiotem był – po raz pierwszy w dziejach – podział świata. Podzielono go na półkuli zachodniej wzdłuż linii biegnącej ok. 1184 mil na zachód od Wysp Zielonego Przylądka, wskutek czego Brazylia przypadła Portugalii, dzięki czemu językiem urzędowym w tym państwie jest po dziś dzień portugalski. Kolejnym traktatem, zawartym w roku 1529 w Saragossie podzielono świat również na półkuli wschodniej, wzdłuż linii leżącej 17 stopni na wschód od archipelagu Moluków. Tak rozpoczęła się epoka wielkich odkryć geograficznych, które zaowocowały nie tylko powstaniem nowych gałęzi gospodarki, jak np. handlu oceanicznego, handlu murzyńskimi niewolnikami oraz zakładaniem kolonii.

W wieku XVIII dawny podział świata był już tylko wspomnieniem, bo pojawiły się nowe potęgi w postaci Wielkiej Brytanii i Francji. Doprowadziło to w wieku XIX do nowego podziału świata. Państwa europejskie utworzyły imperia kolonialne, z Imperium Brytyjskim na czele, którego władczyni, królowa Wiktoria, panowała nad ponad 400 milionami ludzi, sprawnie zarządzanymi przez stosunkowo nieliczną białą administrację. Skłoniło to w wieku XX Adolfa Hitlera, który marzył o nowym podziale świata do pomysłu, by Niemcy panowały nad Europą, podczas gdy Anglicy niech sobie utrzymują swoje Imperium, bo jego zdaniem Niemcy nie poradziliby sobie tak sprawnie z ludami kolorowymi.

Jednak wskutek dwóch europejskich wojen domowych w wieku XX: Wielkiej Wojny w latach 1914-1918 i II wojny światowej w latach 1939- 1945, Europa zaczęła tracić na znaczeniu, wskutek czego dawne imperia kolonialne zaczęły się rozpadać, a w miejscu dawnych kolonii pojawiły się niepodległe państwa. Rozpad imperiów kolonialnych przypada na drugą połowę lat 50-tych i lata 60-te ubiegłego wieku, a ich przyczyną było z jednej strony osłabienie Europy, między innymi wskutek działań USA, będącego przeciwnikiem istnienia europejskich imperiów kolonialnych, a z drugiej – wskutek ekonomicznej kalkulacji. Kolonialnym metropoliom przestawało się opłacać inwestowanie w koloniach w budowę dróg, kolei, portów, miast czy fabryk. Korzystniej tedy było przyznać im niepodległość, bo wtedy za to wszystko musiały już płacić dawnym metropoliom same.

Niestety w wieku XX narody europejskie zostały w znacznym stopniu zdemoralizowane przez wojenne etatyzmy oraz ideologię socjalistyczną, w ramach której forsowany zbył tam feminizm oraz dewiacje seksualne, co sprawiło, że zaczęły one doświadczać kryzysu demograficznego. Tymczasem na skutek globalnego rozwoju gospodarczego, ludzie na świecie zaczęli się lepiej odżywiać, skuteczniej się leczyć i tak dalej – co z kolei sprawiło, że w nowych, niepodległych państwach, dawnych koloniach, doszło do eksplozji demograficznej.

Zgodnie tedy z ciśnieniem osmotycznym, pojawiła się powracająca fala, z tym, że już nie z Europy na inne kontynenty, tylko z innych kontynentów do Europy. W dodatku, tej powracającej fali sprzyjała inna motywacja, niż dawnej ekspansji Europejczyków. O ile ekspansja ludów europejskich na inne kontynenty była podyktowana pragnieniem zdobycia a przynajmniej udziału w bogactwach „krain nienazwanych”, to powracająca fala jest przede wszystkim podyktowana pragnieniem udziału w panującym w Europie socjalu. Do tego pragnienia dorabiany jest pozór uzasadnienia ideologicznego; skoro Europa eksploatowała przez wieki nasze bogactwa i nasze ludy, to my mamy teraz moralne prawo odebrać sobie „nagrabliennoje” w ten sposób, że będziemy korzystać z tamtejszego socjalu.

Oprócz tego uzasadnienia jest jeszcze drugie – religijne. Chrześcijaństwo wzywa, by ludzie wzajemnie pomagali sobie „nosić brzemiona”, toteż migranci z Południa całkiem serio uważają, że na chrześcijańskiej Europie taki obowiązek ciąży. Właśnie papież Leon XIV na Wyspach Kanaryjskich wytknął nieubłaganym palcem Europie brak empatii. Rzeczywiście – z punktu widzenia Kościoła katolickiego, który z natury rzeczy jest kosmopolityczny, nie ma znaczenia, czy katolikami są, dajmy na to, Hiszpanie, Polacy, czy Murzyni lub Hindusi. Mówiąc nawiasem, Murzynów-katolików jest dzisiaj chyba nawet więcej, niż katolików-Europejczyków. Daje się to zauważyć nawet w mojej parafii na warszawskim Powiślu, w której w każdą niedzielę odprawiana jest Msza po angielsku, dla coraz liczniejszej rzeszy katolickich migrantów z Afryki i Azji.

W właśnie wszedł w życie Pakt Migracyjny Unii Europejskiej, który budzi u nas tak zwane mieszane uczucia. Mądrale uspokajają wprawdzie, że Polska nie zostanie dotknięta obowiązkiem „relokacji”, ani koniecznością płacenia 20 tys. euro od głowy migranta w razie odmowy przyjęcia, ale czy można wierzyć mądralom? Zgodnie z prawem Murphy`ego, jeśli coś złego może się stać, to na pewno się stanie tym bardziej, że o likwidacji socjalu nikt nawet nie ośmieli się zająknąć.

Stanisław Michalkiewicz

Dumme Parade

Dumme Parade

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    21 czerwca 2026 michalkiewicz

Chociaż ukraińscy banderowcy „srają Polsce na głowę” – jak powiedziałaby pani Krystyna Janda – chociaż Książę-Małżonek, najwyraźniej odczuwający dyskomfort z powodu nieuwzględnienia go przy zaproszeniu na obchody 80-lecia urodzin prezydenta Donalda Trumpa, że aż życzył panu prezydentowi Nawrockiemu, który na urodziny prezydenta Trumpa został zaproszony, żeby przynajmniej doszedł „do finału” w walkach MMA, chociaż rewelacje na temat braci Rysiczów, ukraińskich herojów afery podkarpackiej, która mogła przybrać takie rozmiary dlatego, że obydwaj bracia-sutenerowie wysługiwali się również polskiej bezpiece, została przez stare kiejkuty ucięta z dnia na dzień i żaden funkcjonariusz Propaganda Abteilung, zarówno służący Donaldu Tusku, jak i służący Naczelnikowi Państwa Jarosławowi Kaczyńskiemu już nie ośmieli się na ten temat zająknąć – to jednak nasz nieszczęśliwy kraj, przynajmniej na jednym odcinku, dotrzymuje kroku innym nieszczęśliwym krajom. Mam oczywiście na myśli „Paradę Równości”, jaka niedawno przeszła ulicami Warszawy.

W ogóle czerwiec, który dotychczas uchodził za miesiąc poświęcony czci Serca Jezusowego, za sprawą poszczególnych Judenratów, których działalność koordynują promotorzy rewolucji komunistycznej, finansowani między innymi przez starego, żydowskiego finansowego grandziarza Jerzego Sorosa, został niepostrzeżenie przerobiony na miesiąc „dumy gejowskiej”. Chodzi o to, że sodomczykowie i gomorytki, czyli tak zwani „geje” oraz lesbijki, pragną odczuwać „dumę”. Nie chodzi przy tym o tę Dumę w Moskwie, bo jak tak dalej pójdzie, to nie tylko sodomczykowie i gomorytki, ale wszyscy inni też, oddziaływania tej z Dumy doświadczą na własnej skórze – tylko o „dumę” w znaczeniu satysfakcji.

W tym miejscu nie mogę się powstrzymać od przypomnienia anegdotki z pamiętnika pewnej arystokratki. Wspomina ona, że w młodości była bardzo dumna. Tak bardzo, że nabrała wątpliwości, czy przypadkiem nie powinna wyznać tego spowiednikowi. Ten w odpowiedzi na jej wyznanie zauważył, że pewnie pochodzi ze starej rodziny. – Owszem – odpowiedziała penitentka – ale to nie z tego powodu jestem taka dumna. – To pewnie twoi rodzice mają jakieś wybitne osiągnięcia – drążył spowiednik. – Owszem, są wykształceni i osiągnięcia mają – ale to nie jest ta przyczyna. – Już wiem – szepnął spowiednik. – Ty musisz być bardzo ładna. – Nie narzekam – odparła rezolutnie panienka – ale tu nie o to chodzi. – Moje dziecko – odezwał się po namyśle spowiednik. – Ty nie jesteś wcale dumna, tylko głupia, a to nie grzech.

Z czego bowiem mają odczuwać „dumę” sodomczykowie i gomorytki? Z tego, jak zaspokajają popęd płciowy. Sodomczykowie zaspokajają popęd płciowy albo – jak powiadają gitowcy – „paciakując w popielnik” – albo obciągając sobie nawzajem laskę. Gomorytki z kolei albo mlaskają się po klitorisach, albo uprawiają tzw. anilingus, to znaczy – mlaskają się po odbytach. Oczywiście skoro nie mają żadnych innych powodów by odczuwać dumę, to dobre i to – chociaż z drugiej strony osobnika, który wychodziłby na ulicę wykrzykując, jak to wspaniale spółkuje z panienkami, podejrzewano by przynajmniej o niestabilność emocjonalną i oddano w ręce infirmerów. Tymczasem sodomczykom i gomorytkom podczas „Parady Równości” dotrzymywała towarzystwa zarówno Wielce Czcigodna Magdalena Biejat, która fuchę wicemarszałkini Senatu wykonuje podobno w sposób nie zwracający niczyjej uwagi, oraz prezydent Warszawy, pan Rafał Trzaskowski.

Mój Honorable Correspondant, który obserwuje te parady z obowiązku, poinformował mnie, że coraz większą część ich uczestników stanowią nawet nie sodomczykowie, czy gomorytki, tylko wariaci w sensie medycznym. Najwyraźniej promotorzy komunistycznej rewolucji musieli rozszerzyć szeregi proletariatu zastępczego również na wariatów. Ich też zamierzają „wyzwolić”, podobnie jak „kobiety”, sodomczyków i gomorytki.

Judenrat „Gazety Wyborczej” najwyraźniej wychodzi temu naprzeciw, bo podczas lektury tamtejszych publikacji można odnieść wrażenie, że tworzyli je wariaci. To by się zresztą zgadzało, bo przysłowie powiada, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Pan red. Michnik dzieciństwo spędził w rodzinie zaangażowanych komunistów, a jak wiadomo, granica między takim zaangażowaniem a odlotami bywa bardzo płynna, więc nic dziwnego, że w starszym wieku te predylekcje coraz bardziej dochodzą do głosu. Jak się to wszystko skończy, jakie paroksyzmy będzie musiał przeżywać wskutek tego nasz nieszczęśliwy kraj – to całkiem inna sprawa.

Znalezienie się w mocy wariatów z pewnością do przyjemności nie należy i to nie tylko dla osób postronnych, ale i dla porażonych. Dobrą ilustrację stanowi przypadek pani Joanny Szczepkowskiej. Jeszcze w 1989 roku, kiedy to oświadczyła, że „upadł komunizm”, sprawiała wrażenie osoby tylko figlarnej. Jak bowiem zauważył prof. Bogusław Wolniewicz, komunizm wcale nie „upadł”, tylko „mutuje”. Zresztą żeby się o tym przekonać, to nawet wtedy wystarczyła zwykła spostrzegawczość. Tylko wyjątkowy dureń bowiem mógł nie zauważyć, że dowodem na „upadek” komunizmu był wybór przywódcy tych „upadłych” komunistów, generała Wojciecha Jaruzelskiego, na prezydenta „wolnej Polski”. Oczywiście w przypadku pani Joanny Szczepkowskiej wystarczała sama figlarność, bo nikt od niej specjalnej przenikliwości przecież nie oczekiwał. Teraz jednak już nie sprawia wrażenia figlarnej, tylko zgorzkniałej, chociaż nadal nie zauważa, że „mówi prozą”.

Ale mniejsza już o nią, bo w przypadku aktorów czar pryska, gdy zaczynają mówić własnym tekstem, chociaż nawet w takich razach kieruje nimi instynkt stadny. Tak było w Ameryce za prezydenta Nixona, tak jest za prezydenta Trumpa, przeciwko któremu staje w szranki Jane Fonda, co to nadstawiała się w swoim czasie władzom Wietnamu Północnego i tak samo jest u nas, gdzie celebrytowie demonstrują pogardę wobec pana prezydenta Nawrockiego. Mechanizm tego zjawiska musi być bardzo podobny do „dumy” demonstrowanej przez sodomczyków i gomorytki, no a poza tym i w jednym i w drugim przypadku dochodzi do głosu instynkt stadny: „rozpoznajemy się po »Ulissesach« – nawoływał w latach 70-tych jegomość znany w środowisku pod pseudonimem »Kocica«”.

Najciekawsze jednak jest w tym wszystkim to, że sodomczykowie i gomorytki też ćwierkają z klucza. Oto sponsorzy: miasto Warszawa, Ambasada RFN, Ambasada Meksyku, Komisja Europejska i Fundacja Heinricha Bolla. Ale wielość sponsorów niemieckich niech nas nie zwodzi, bo zarówno Ambasada, jak i Fundacja Bolla, nie mówiąc już o Komisji Europejskiej, czerpią swoje środki z funduszy publicznych. Oczywiście na pieniądzach nie jest napisane, że mogą pochodzić z gadzinowego funduszu BND, ale to przecież nikomu nie przeszkadza, bo skoro nie jest napisane, to nie jest, dzięki czemu można stworzyć wrażenie pełnego spontanu i odlotu, niczym w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy „Jurka” Owsiaka, co to nawet serduszka ma podobne, jak Winterhilfswerke.

Stanisław Michalkiewicz

Sceny myśliwskie

Sceny myśliwskie

Stanisław Michalkiewicz „Magazyn Polonia”    20 czerwca 2026

Rochu! – mówił zirytowany do żywego pan Zagłoba do Rocha Kowalskiego po tym, jak został nakryty w trakcie wojowania z małpami w ogrodzie jednego z pałaców podczas szturmu na będącą w szwedzkich rękach Warszawę. – Muszę – ciągnął – dokonać jakiegoś bohaterskiego czynu, by zmazać tę kompromitację. – Wuj musi! – przytaknął Roch Kowalski. I rzeczywiście, wszystko się udało. Pan Zagłoba kazał podstawić puszkę z prochem pod bramę, która wskutek tego została wysadzona, dzięki czemu ciurowie, którymi pan Zagłoba podczas szturmu dowodził, wdarli się do miasta.

11 czerwca rozpoczęły się mistrzostwa świata w futbolu, rozgrywane jednocześnie w trzech państwach: Meksyku, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Zainteresowanie futbolowymi rozgrywkami jest tak duże, że z pewnością zepchnie na dalszy plan inne wydarzenia, z wizytą papieża Leona XIV na Wyspach Kanaryjskich, nie mówiąc już o wojnach, jakie bezcenny Izrael wespół ze Stanami Zjednoczonymi prowadzi nie tylko ze złowrogim Iranem, ale także – z jego psem łańcuchowym, czyli Hezbollahem w Libanie.

Nawiasem mówiąc, ta wojna w Libanie stała się pretekstem do przerwania rozmów amerykańsko-irańskich, w następstwie czego prezydent Donald Trump, który chyba już ze 40 razy zapowiadał rychłe zakończenie tej wojny, w którą – co tu ukrywać – został przez przebiegłego premiera Beniamina Netanjahu wkręcony, znowu nakazał obrzucanie złowrogiego Iranu ponaddźwiękowymi dzidami, a złowrogi Iran w rewanżu znowu obrzuca ponaddźwiękowymi dzidami amerykańskie bazy w krajach arabskich.

Wprawdzie pojawiły się pogłoski, jakoby prezydent Trump strasznie obsztorcował izraelskiego premiera z powodu jego dokazywania w Libanie – ale ja nie wierzę, by się na to odważył, bo wtedy Żydowie w Ameryce następnego dnia zrobiliby z niego marmoladę. Nic takiego się nie stało, więc chyba żadnej obsztorcówy nie było tym bardziej, że Beniamin Netanjahu wszelkie uwagi amerykańskiego prezydenta olewa ciepłym moczem i kontynuuje dokazywanie zarówno w Libanie, jak i w Strefie Gazy, bo to mu zapewni zwycięstwo w październikowych wyborach w bezcennym Izraelu. Jak bowiem donoszą z Bliskiego Wschodu, izraelscy Żydowie murem stoją za swoim premierem, podobnie, jak Niemcy za Adolfem Hitlerem po jego zwycięstwie nad Francją w 1940 roku.

Ale wszystkie te doniosłe wydarzenia – jak już wspomniałem – zostaną zepchnięte na dalszy plan przez mistrzostwa świata w futbolu, chociaż niby każdy wie, że od ich rezultatu tak naprawdę nic nie zależy. Okazuje się, że potęga przemysłu rozrywkowego jest większa, niż wszystkie problemy, które trapią świat, więc może niepotrzebnie tak się tymi wszystkimi problemami przejmujemy, bo najważniejsze jest, żeby wypić, zakąsić, a w wolnych chwilach – pokibicować jakiejś drużynie.

Nasz nieszczęśliwy kraj niestety kibicować nie ma komu, bo nasza wspaniała drużyna w rozgrywkach udziału nie bierze, w związku z czym vaginet obywatela Tuska Donalda przygotował nam całkiem inne rozrywki, których dodatkowym celem jest zatarcie niemiłego wrażenia, jakie powstało po rewelacjach dotyczących braci Rysiczów, co to na Podkarpaciu pozakładali byli całą sieć burdeli, korzystających z ochrony roztoczonej nad nimi ze strony policji, prokuratury i niezawisłych sądów.

Początkowo panowało przekonanie, że ukraińscy sutenerowie zwyczajnie dopuścili do spółdzielni zarówno policjantów, jak i prokuratorów i niezawisłe sądy – ale na szczęście się wyjaśniło, że nic z tych rzeczy. Wyrozumiałość naszych władz brała się stąd, że bracia Rysiczowie byli konfidentami polskiej bezpieki. Z jednej strony to dobrze, bo nie musieli nikogo korumpować, no ale z drugiej strony to jeszcze gorzej, bo się okazało się zarówno policja, prokuratura, jak i niezawisłe sądy wykonują w podskokach zadania wyznaczone przez oficerów prowadzących z bezpieki.

W ten oto sposób potwierdziła się w całej rozciągłości moja ulubiona teoria spiskowa, według której najtwardszym jądrem naszej młodej demokracji nadal pozostaje bezpieka – podobnie jak pozostawała najtwardszym jądrem systemu za pierwszej komuny. Jednak z punktu widzenia wiary w autentyczność demokracji, jest to – co tu ukrywać – straszliwa plama, którą vaginet obywatela Tuska Donalda próbuje właśnie zatrzeć przy pomocy rozrywkowej operacji przypominającej sceny myśliwskie z Dolnej Bawarii.

Oto na przesłuchanie do niezależnej prokuratury wezwany został na świadka Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, nad którym przez bite siedem godzin pastwiła się nie tylko niezależna prokuratura, ale również Wielce Czcigodny Giertych Roman i pan mecenas Dubois. Niezależne od tego całe nasze demokratyczne państwo prawne, urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej, ugania się po świecie za złowrogim Zbigniewem Ziobrą i Marcinem Romanowskim, który starannie zaciera za sobą wszelkie ślady. Obywatel Żurek Waldemar mało jaja nie zniesie, żeby wreszcie tych winowajców dopaść, ale wygląda na to, że trafiła kosa na kamień – a na domiar złego właśnie zebrała się Krajowa Rada Sądownictwa, co do której nie ma pewności, czy aby na pewno jest legalna, czy nie. Ale w świetle rewelacji na temat afery podkarpackiej kwestia legalności niezawisłych sądów nie wydaje się już taka ważna, bo przecież nie tyle chodzi o to, by były one legalne, tylko – żeby słuchały się bezpieki – a do tego legalność nie jest tak bezwzględnie konieczna.

Odwrotnie – im większe wątpliwości co do legalności prokuratury, czy sądów, tym bardzie muszą one akomodować się do wymagań bezpieki – bo to ona ma ostatnie słowo nie tylko w kwestii legalności, ale w ogóle – we wszystkich innych sprawach naszego państwa, a nawet – całego życia publicznego. Toteż bez zaskoczenia przyjęliśmy decyzję niezawisłego sądu, który nakazał Grzegorzu Braunu przeprosić Komendanturę chwilowo nieczynnego obozu w Auszwicu, że w tym obozie infrastruktura pozostawia wiele do życzenia. Niezawisły sąd nakazał Grzegorzu Braunu zameldować, że chwilowo nieczynny obóz jest w znakomitym stanie. Domyślamy się tedy, że jeśli tylko uda się skompletować załogę – z czym nie powinno być przecież żadnych trudności – to można go będzie uruchomić gwoli nauczenia rozumu wszystkich wrogów demokracji, co to pławią się od rana do wieczora w mowie nienawiści.

Obawiam się jednak, że te rozrywki mogą okazać się niewystarczające do zatarcia złego wrażenia po podkarpackich rewelacjach, więc w czynie społecznym wracam do pomysłu racjonalizatorskiego, by Sejm uchwalił specustawę o zagazowaniu Grzegorza Brauna – ale nie w Auszwicu – bo nie wypada, by tamtejsza Komendantura gazowała w swojej sprawie – tylko na Majdanku. Jest tam niewielka komora, w sam raz do takiej egzekucji, a żeby wykorzystać tę okazję do prewencji ogólnej, trzeba by spędzić tłumy, zaś podczas gazowania delikwenta orkiestry grałyby „Tango Milonga”: „Tango Milonga, tango mych marzeń i snów, niechaj ostatni raz usłyszę!

Stanisław Michalkiewicz

Popis banderyzmu

Popis banderyzmu

Autor: AlterCabrio , 22 czerwca 2026 ekspedyt

Czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności

Zdjęcie tytułowe: LINK

Popis banderyzmu

No i stało się. Banderyzm wybił niczym szambo, a przyczynkiem było odebranie przez prezydenta Nawrockiego orderu Orła Białego, przyznanego Żeleńskiemu, w reakcji na nadanie przez Żeleńskiego imienia bohaterów upa jednej z jednostek wojskowych.

Na razie wybiło to z ust najwyższych przedstawicieli reżimu kijowskiego, ale jest tylko kwestią czasu, gdy zwykli Polacy, żyjący sobie dotąd spokojnie, nieświadomi postępującej podmiany ludności przekonają się, jak objawia się ta cecha charakteru w codziennym obyciu. Bo banderyzm to stan umysłu, nikt się co prawda takim nie rodzi, ale niektórzy się takimi stają. Dotąd myśleliśmy, że co prawda nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, ale za to każdy banderowiec jest Ukraińcem.

Trzeba zweryfikować to mniemanie. Skąd bowiem tak wielu sympatyków banderowskiej Ukrainy w rządzie III RP i wśród tzw. elit naszego kraju? Skąd wzięło się tyle ukraińskich flag, wiszących na publicznych budynkach w Polsce? Kto je tam wiesza? Czemu cieszą się szczególną ochroną władz? kto nadaje te wszystkie polskie ordery tuzom Nowej Chazarii? Musimy sobie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania: o relację ukraińskości do banderyzmu, i relację osób w Polsce do interesów ukraińskich.

Pytanie pierwsze brzmi: czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności, co jest jednym z warunków budowy Pan-Europy, czyli realizacji planu żydomasońskiego.

Nawet językowo ukraińskość nie jest dokładnie określona, skoro nawet kagan kijowski uczył się tego języka dopiero, gdy został prezydentem. Ta niejasna świadomość miejsca pochodzenia, skojarzona z niejasną kwestią językową rzucona jest na kolejną niejasność, mianowicie na niejednolitość etniczną ludności Ukrainy. Część to Rusini, przez Rosjan traktowani jako Małorusy, w większości zamieszkująca Ukrainę Wschodnią, część to mieszanina, zwana czernią, w większości zamieszkująca Ukrainę Zachodnią, a poza tym Rosjanie, Polacy, Żydzi i inne nacje. To nie jest więc naród, ani nawet narodowość, lecz ludność. Jej świadomość jest nieuformowana i brak tam wspólnych idei. Na początku Specjalnej Operacji Wojskowej wspólnym łącznikiem była wrogość wobec Rosji, połączona ze zjednoczeniem się pod wspólną flagą, którą uosabiał rząd w Kijowie.

Teraz zaś nie ma nawet tego, co pokazuje masowy exodus Ukraińców z Ukrainy w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. Jedyną ideą, jaka istnieje na Ukrainie, używaną do cementowania różnych elementów ludności jest banderyzm, wykorzystywany przez reżim kijowski jako ideologia państwowa. W pierwszej kolejności banderyzm jest antypolski, w drugiej antyrosyjski, w trzeciej antyludzki. Jeśli więc ktoś chciałby w przyszłości uważać się za patriotę ukraińskiego, będzie musiał przyjąć banderyzm za swe życiowe credo.

Dziś więc większość Ukraińców nie jest świadomymi banderowcami, ale może się nimi stać, jeśli będzie chciała być lojalna wobec reżimu w Kijowie, czyli Nowej Chazarii. Banderyzm bowiem to pewna szczególna dyspozycja intelektualno-moralna, zbliżona do nazizmu, oparta na wzorach talmudycznych, która każe mordować wszystkich, których uważa za wrogów, zachowując przy tym skrajną butę, pogardę i nienawiść dla swoich dobroczyńców. Wrogiem jest ten, który zagraża samostijnej Ukrainie, i zawsze wskazuje go władza. Tak się składa, że wrogiem banderyzmu zawsze jest naród i państwo polskie, i to stanowi fundament banderyzmu i nigdy się nie zmieni. Jeśli więc dziś nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, to w przyszłości już nieodległej reżim kijowski zmusi do banderyzmu wszystkich, których ma pod władzą.

Pytanie drugie brzmi: dlaczego w Polsce tak wielu jest obrońców interesów ukraińskich, mimo że Ukraińcy zgotowali Polakom okrutne krwawe rzezie? Odpowiedzi jest kilka. Po pierwsze, głupota, połączona z propagandą proukraińską. Po drugie, kwity, jakie służby ukraińskie mają na polityków w Polsce, głównie związane z korupcją i nieletnią prostytucją. Po trzecie, nie są to Polacy, ale Ukraińcy, udający Polaków, mający sympatie banderowskie. W Polsce pod rządami popisu występują wszystkie trzy sytuacje, można więc powiedzieć, że rządzi nami ukraińsko-banderowska klika.

Jedynie tak można wytłumaczyć butę, arogancję i bezczelność polityków i funkcjonariuszy ukraińskich wobec Polski i Polaków, panoszenie się służb ukraińskich w Polsce, liczne pożary, finansowanie przez państwo polskie reżimu kijowskiego pomimo zniewag, narażanie bezpieczeństwa narodowego w imię interesów banderowców. Tak więc spora część polityków w Polsce to banderowcy funkcjonalni. Można więc zidentyfikować nową jednostkę choroby politycznej: banderyzm funkcjonalny.

To stwierdzenie jest konieczne, aby opracować plan działania. Skoro rządzą nami banderowcy, to będą robić rzeczy dla Lachów skrajnie niekorzystne. Jeśli dalej przyjrzymy się politykom i ich formacjom politycznym, zobaczymy, że problem ten dotyczy całego popisu, czyli frakcji magdalenkowej. Idąc dalej, to oni pozwolili na rozwijanie się banderyzmu na Ukrainie i nie zrobili niczego, aby to zatrzymać, a mogli dużo, gdyż reżim kijowski zależny jest od Polski w sposób egzystencjalny. To politycy popisu pozwolili na przesiedlenie milionów Ukraińców do Polski, dali im przywileje i ograbili państwo i naród z pieniędzy i innych dóbr, aby przekazać je banderowcom. Robią zresztą to nadal.

Musimy wyciągnąć z tego praktyczne wnioski. Po pierwsze, rozwój banderyzmu na Ukrainie jest pewny, wraz z konsolidacją władzy przez reżim kijowski. Po drugie, banderyzm jest dla Polaków zagrożeniem śmiertelnym, zarówno dla państwa, jak i narodu. Po trzecie, jeśli nadal będą trwały rządy popis, banderyzm będzie ideologią władzy również w Polsce. Po czwarte, banderyzm reaguje tylko na brutalną i bezwzględną siłę, więc dogadywanie się z banderowcami możliwe jest z użyciem środków przymusu. Tak więc dalsze trwanie obecnego układy władzy w Polsce daje nam duże prawdopodobieństwo powtórki z rzezi Lachów.

Aby uniknąć rzezi lub łagodniejszych, acz zawsze przykrych skutków banderyzmu w Polsce, należy wyeliminować jego przyczyny, a są one dwie: wewnętrzna i zewnętrzna. Przyczyna wewnętrzna eskalacji banderyzmu w Polsce są banderowskie rządy, czyli popis. Z tym można sobie poradzić, wybierając Konfederację Korony Polskiej, a następnie banderowców, udających Polaków ukarać sprawiedliwie, czyli przykładnie i surowo.

Przyczyną zewnętrzną banderyzmu na Ukrainie jest system geopolityczny, objawiający się w postaci NATO i UE, który na szczęście trzeszczy i rozpada się. Tu rada na banderyzm jest prosta: zawiązać sojusz antyterrorystyczny z tymi państwami, które również zagrożone są banderowskim terroryzmem, czyli co najmniej z Białorusią, Rosją, Czechami, Słowacją, Węgrami, Rumunią. Reżim kijowski powinien zostać spacyfikowany, winni ukarani sprawiedliwe, czyli surowo, a tzw. państwo ukraińskie wzięte w zarząd powierniczy białorusko-rosyjsko-polski.

Oznacza to obalenie dotychczasowego mitu, jakoby Ukraina walczyła za Polskę i Europę. To fałsz, Ukraina walczy za interesy Wielkiej Brytanii, USA, Niemców i Żydów, a pierwszą ofiarą jest ludność Ukrainy. Ktokolwiek zakończyłby Nową Chazarię, ten wyrządziłby ludowi Ukrainy wielką przysługę.

Cała nadzieja w Lechitach, że będą potrafili dogadać się z Rosjanami, aby rozgromić Chazarię jak w 956 r., dla dobra Rusinów, Europy i całego świata, po złości Żydom.

=============================================================

Kto chce się włączyć, polecam lekturę formacyjną:

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

____________________

Popis banderyzmu, Bartosz Kopczyński, 22 czerwca 2026

O tym, jak wykorzystano debili: Gracze „Pokémon Go” nieświadomie wyszkolili drony wojskowe

O tym, jak wykorzystano debili: Gracze Pokémon Go nieświadomie wyszkolili drony wojskowe

Date: 22 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/o-tym-jak-wykorzystano-debili-gracze-pokemon-go-nieswiadomie-wyszkolili-drony-wojskowe

Przez lata gracze Pokémon Go skanowali otoczenie, aby zdobywać dodatkowe punkty. Dzięki tym miliardom skanów opracowano obecnie niezwykle precyzyjny system nawigacyjny przeznaczony między innymi dla dronów wojskowych i robotów.

Floris De Hingh (34 lata) pobrał grę Pokémon Go tego samego dnia, w którym została udostępniona. Było to latem 2016 roku i wkrótce cała Holandia błąkała się po ulicach ze smartfonami do późnych godzin nocnych w poszukiwaniu Pokémonów. Nawet lata po tym, jak gorączka już minęła, super-fan De Hingh kontynuował poszukiwania wirtualnych stworzeń.

Nigdy jednak nie wyobrażał sobie, że zdjęcia, które robił podczas gry, posłużą do trenowania systemu sztucznej inteligencji, który teraz, między innymi, będzie pomagał amerykańskim dronom wojskowym w nawigacji. «Ja tylko grałem» – oświadcza.

De Hingh nie był jedynym, który rejestrował otoczenie. Prawie 30 miliardów skanów z Pokémon Go, wykonanych przez setki milionów użytkowników, jest obecnie własnością Niantic Spatial, spółki wywodzącej się z firmy, która pierwotnie opracowała grę. Na podstawie tych kadrów wytrenowała model 3D, który umożliwia nawigację z ekstremalną precyzją także przy braku sygnału GPS.

Pod koniec ubiegłego roku Niantic Spatial i amerykańska firma Vantor ogłosiły, że Vantor wykorzysta system nawigacji do dronów i innych robotów wojskowych. Vantor to firma programistyczna specjalizująca się w wywiadzie przestrzennym, między innymi dla obronności. Wiadomość o współpracy spotkała się z bardzo niewielkim zainteresowaniem mediów.

Pośredni wkład w zastosowania wojskowe

W odpowiedzi na pytania redaktorów holenderskiego dziennika Trouw, Vantor zaprzecza, że wykorzysta dane z Pokémon Go. Firma nie chce jednak sprecyzować, czy oznacza to, że model, który zostanie użyty w zastosowaniach wojskowych, nie został zaprojektowany na podstawie tych danych.

Zdaniem Jeroena van den Hovena, profesora etyki i technologii na Politechnice w Delfcie, można wyciągnąć taki wniosek. «Bez ogromnej liczby skanów wykonanych przez wszystkich tych graczy, rozwój tego systemu nigdy nie nastąpiłby tak szybko» – twierdzi. «Gracze przyczynili się pośrednio, być może w minimalnym, ale jednak skutecznym stopniu, do zastosowań militarnych».

Według Van den Hovena, rzeczywiście trudno jest precyzyjnie określić, które części modelu 3D Niantic Spatial zostały wytrenowane na skanach graczy Pokémon Go. Jego zdaniem, wszystkie modele AI zaczynają od zestawów danych, które są następnie wzbogacane o wiele innych danych. Model uczy się rozpoznawać wzorce i buduje system, w którym dane przyjmują nową formę i nie można ich już powiązać z ich pochodzeniem.

Gracze wyrazili „dobrowolną zgodę

Niantic Spatial również nie wyjaśnia, jaką dokładnie rolę odgrywają dane z Pokémon Go w modelu, który będzie wykorzystywany przez Vantor. W odpowiedzi na wcześniejsze pytania dziennika Trouw dotyczące innej współpracy – z firmą dostawczą Coco Robotics – rzecznik prasowy stwierdził, że skany z Pokémon Go zostały wykorzystane do trenowania «początkowej wersji» modelu.

W tej odpowiedzi Niantic Spatial podkreśla również, że gracze Pokémon Go dobrowolnie zaakceptowali warunki, a firma działa w sposób etyczny. «Zobowiązujemy się, wraz ze wszystkimi naszymi klientami i partnerami, do zapewnienia, że produkty Niantic Spatial są wykorzystywane w sposób odpowiedzialny, z poszanowaniem praw człowieka i zasad etycznych» – oświadcza firma.

Na pytanie uzupełniające o współpracę z firmą z sektora obronnego, Niantic Spatial nie chciało odpowiedzieć. «W tej chwili nie mamy nowych informacji do przekazania».

Przeciwko wojnie w Iranie

«To tragedia» – mówi De Hingh. «Na początku myślisz, że grasz, a nagle twoje dane mogą zostać wykorzystane w wojnie». Fakt, że Vantor współpracuje między innymi z armią amerykańską, niepokoi go. «Jestem zdecydowanie przeciwny wojnie, którą Trump prowadzi przeciwko Iranowi».

Van den Hoven: «Ludzie, którzy myśleli, że tylko grają, zostali wyraźnie oszukani. Stopniowo zaczyna być jasne, że firmy niekoniecznie wykorzystują nasze dane, aby naprawdę poprawić nasze życie, na przykład poprzez poprawę edukacji. Chodzi o zarabianie pieniędzy. Jeśli mogą sprzedać zestaw danych lub model AI za dobrą cenę, zrobią to».

Według Van den Hovena, powinniśmy traktować to, co wydarzyło się z Pokémon Go, jako «czerwoną flagę», sygnał alarmowy. Giganci technologiczni chciwie wykorzystali lukę wiedzy społeczeństwa – twierdzi profesor. «Widać to po podstępnym sposobie, w jaki te dane były zbierane» – mówi. «Niektórzy ludzie wewnątrz firmy być może wiedzieli od dawna, jakie mogą być przyszłe sposoby wykorzystania».

Chodzi w szczególności o zdjęcia, które użytkownicy mogli robić od 2021 roku w grze Pokémon Go. Nie jest to czynność obowiązkowa, a Niantic Spatial osobno prosi o zgodę na korzystanie ze zdjęć. Aby zdobyć dodatkowe nagrody, gracz może wykonać «skan», filmując otoczenie swoim smartfonem. W ten sposób skanuje się wszystkie budynki, drogi i drzewa wokół siebie, w zakresie 360 stopni.

Udzielając zgody, akceptujesz dodatkowe warunki. W ten sposób przyznajesz firmie «przenaszalną i możliwą do sublicencjonowania licencję» na skany, co oznacza, że może ona odsprzedać twoje zdęcia stronom trzecim.

Zagubione drony

Ponadto Niantic Spatial wytrenowało własny model nawigacji oparty na tych skanach. Przetworzyło zdjęcia przy pomocy sztucznej inteligencji, aby stworzyć szczegółową mapę 3D, która umożliwia nawigację bez połączenia GPS. W ten sposób firma natychmiast staje się kluczowym graczem w stosunkowo nieznanej technologii: VPS, czyli wizyjnym systemie pozycjonowania.

Dzięki VPS można orientować się na ulicy za pomocą kamery. Wystarczą tylko dwa punkty odniesienia, wielkości zaledwie kilku pikseli, aby określić swoją pozycję. Jest to idealna alternatywa dla bardziej powszechnego GPS, w miejscach pozbawionych dobrego sygnału satelitarnego, od którego GPS jest zależny.

Vantor podaje współczesne pola bitew jako przykład miejsc «pozbawionych pokrycia GPS», dla których VPS oferuje rozwiązanie. W wojnie między Rosją a Ukrainą zakłócanie lub «zagłuszanie» sygnałów satelitarnych jest powszechnie stosowaną strategią. W rezultacie wiele dronów traci orientację.

Firma z sektora obronnego zamierza umożliwić nawigację różnego rodzaju produktom za pomocą nowego systemu. Od dronów wojskowych po «pojazdy, okulary AR (tzw. rzeczywistości rozszerzonej – przyp. red.) i inny sprzęt polowy» – informuje Vantor w komunikacie prasowym.

Modele AI od dawna są bronią

Ta współpraca nie jest odosobnionym przypadkiem. Systemy AI są od dawna wykorzystywane do celów wojskowych. Na przykład platforma AI amerykańskiej firmy Palantir wspiera armię ukraińską w identyfikacji celów i podejmowaniu decyzji dotyczących ataków. Ten sam system był używany przez armię izraelską do bombardowań w Gazie, w których zginęło wielu cywilów.

Podobny model AI, opracowany przez amerykańską firmę Anthropic, został wykorzystany przez armię Stanów Zjednoczonych. Według amerykańskich mediów, model ten odegrał rolę w bombardowaniach Iranu i porwaniu wenezuelskiego dyktatora Nicolása Maduro.

Van den Hoven nie wyklucza w każdym przypadku użycia VPS w kontekście militarnym: «Jeśli Ukraińcy mogą wygrać dzięki temu słuszną wojnę przeciwko agresorowi Rosji, jest to pozytywny rozwój». Ale jeśli system wpadnie w niepowołane ręce, według niego byłoby to naprawdę bardzo niebezpieczne.

Prywatność jest zagrożona

De Hingh nigdy nie zastanawiał się nad możliwymi zastosowaniami swoich skanów. Przez długi czas myślał: «Mogą mieć moje dane, i tak nie mam nic do ukrycia».

I jest to bardzo powszechne podejście, o czym dobrze wie Iris Muis, ekspertka ds. etyki danych w Data School na Uniwersytecie w Utrechcie.

Według niej, jako użytkownik nie można sobie wyobrazić, w jaki sposób twoje dane mogą zostać wykorzystane w przyszłości.

«Kto wie, może za pięć lat pojawi się zastosowanie technologiczne, którego konsekwencji absolutnie nie można zaakceptować».

Według Muis, prywatność graczy i innych obywateli może być również zagrożona. Hingh wykonywał skany także wewnątrz swojego mieszkania. Niantic Spatial wydaje się być zainteresowane również tymi zdjęciami. Tory Smith, dyrektor zarządzający produktami w Niantic Spatial, w wywiadzie na stronie Vantor sugeruje, że chciałby zbierać więcej tego typu zdjęć z wnętrz.

Samobieżne wózki

VPS, nawiasem mówiąc, nadaje się nie tylko do celów obronnych. W marcu Niantic Spatial ogłosiło współpracę z Coco Robotics. Amerykańska firma zamierza wykorzystać VPS do swoich robotów dostawczych. Samobieżne wózki dostarczają już jedzenie do domów w amerykańskich miastach i w fińskiej stolicy Helsinkach. Dzięki VPS, robot Coco wyposażony w cztery kamery jest w stanie nawigować z precyzją do centymetra – twierdzi Niantic Spatial.

Firma nie jest bynajmniej jedyną, która postrzega konsumentów z kamerą jako potencjalne źródła do zbierania danych geograficznych. Na przykład inteligentne okulary Meta nieustannie skanują otoczenie użytkownika, okulary AR Apple tworzą mapy 3D przestrzeni wewnętrznych, a samobieżne samochody Waymo rekonstruują szczegółowe modele miejskich dróg.

«Gra powinna pozostać grą»

Według Van den Hovena, fundamentalne znaczenie ma to, aby Komisja Europejska chroniła dane użytkowników, ustanawiając jasne zasady dla tych wielkich firm. Uważa on jednak za jeszcze ważniejsze, abyśmy nie stali się zależni od systemów nawigacji innych krajów.


«Gdyby na przykład Elon Musk wyłączył swoje satelity Starlink, wszyscy zgubiliby drogę» – twierdzi. «Ważne jest, aby Europa opracowała funkcjonalny odpowiednik tego systemu VPS».

Brytyjski projektant gier Adrian Hon radzi obecnie graczom Pokémon Go, aby przestali wykonywać skany. «Być może byłoby nawet lepiej przejść na inne gry; najlepiej na mniejsze gry, ponieważ te nie sprzedają łatwo danych».

De Hingh przestał grać już ponad rok temu. Nie z powodu danych, które musiał dostarczać, ale ponieważ był zmęczony aktualizacjami. «Ciągle pojawiały się nowe misje i nowe Pokémony».

Dla De Hingha wiadomość była «prawdziwym objawieniem». «Musimy postawić granicę i zapobiec temu, aby firmy zbierały i odsprzedawały te dane i skany według własnego uznania» – twierdzi. «Gra powinna pozostać grą».

……………

Vantor ogłosiło w lutym umowę z armią amerykańską o wartości do 217 milionów dolarów na oprogramowanie szkoleniowe. Niantic sprzedało swój oddział gier wideo należącemu do Arabii Saudyjskiej Scopely za 3,5 miliarda dolarów w 2025 roku.

theguardian/pokemon-go-data-trained-ai-that-could-assist-military-drones-in-war-zones

INFO: trouw.nl/binnenland/hoe-pokemon-go-spelers-onbewust-militaire-drones-trainden-ik-was-gewoon-een-spelletje-aan-het-spelen (tłumaczenie automatyczne; wszystkie odnośniki w oryginale tekstu)

………

Ponownie, filmowanie otoczenia, tym razem wnętrz mieszkań…

Shift – startup zajmujący się szkoleniem sztucznej inteligencji, ogłosił niedawno, że oferuje bezpłatne sprzątanie mieszkań w Nowym Jorku. Jest jednak jeden haczyk: sprzątacze noszą kamery zamontowane na głowach, które rejestrują zdjęcia z perspektywy pierwszej osoby podczas szorowania łazienek, mycia podłóg i porządkowania kuchni. Firma poinformowała, że nagrania te pomogą w szkoleniu robotów domowych i systemów sztucznej inteligencji, aby w przyszłości mogły samodzielnie wykonywać prace domowe. businessinsider.com/shift-offering-free-nyc-cleanings-train-ai-with-camera-footage

Fałszywa flaga, na którą wszyscy czekaliśmy

Fałszywa flaga, na którą wszyscy czekaliśmy

Stephen Karganović

Fałszywa flaga w Soborze Zaśnięcia Matki Bożej po raz kolejny podkreśla kluczowe znaczenie propagandy w nowoczesnej wojnie politycznej.

Podpalenie pod fałszywą flagą soboru Zaśnięcia Matki Bożej w kompleksie klasztornym Ławra Pieczerska 15 czerwca można było przewidzieć z matematyczną pewnością. Kwestią nie było, czy do tego dojdzie, ale kiedy.

Wszędzie widać wyraźne oznaki zaaranżowanego wydarzenia. Społeczeństwo, zbyt zajęte i zbyt nieuważne, by dociekać dalej lub zadawać podstawowe pytania, po raz kolejny daje się wodzić za nos ukraińskiemu reżimowi neonazistowskiemu i jego kolektywnym zachodnim zwolennikom, którzy kierują i logistycznie wspierają każdy krok reżimu.

Zniszczenia Soboru Zaśnięcia Matki Bożej w Kijowie rzekomo są wynikiem celowego trafienia rosyjskimi pociskami rakietowymi podczas weekendowego ataku na cele w stolicy Ukrainy. Nieistotny jest fakt, że władze w Kijowie regularnie twierdzą, że zestrzeliwują praktycznie wszystkie pociski wystrzelone w cele na kontrolowanym przez siebie terytorium, co nasuwa logiczne pytanie, jak cokolwiek mogło zostać trafione i uszkodzone. Możemy jednak zignorować te propagandowe bzdury.

Twierdzi się ponadto – i to jest kluczowy punkt dla zrozumienia, co mogło się wydarzyć – że rosyjski atak został przeprowadzony za pomocą rakiet Iskander i Zircon, co wydaje się być prawdą.

Ale jeśli tak jest, to zniszczenia katedry są nienaturalnie powierzchowne. Są całkowicie sprzeczne z użyciem tak niszczycielskiej amunicji, szczegółu, który propagandziści najwyraźniej przeoczyli.

Szybkie wyszukiwanie w Google pokazuje, że rzeczywiste uszkodzenia katedry, które według zdjęcia rozpowszechnionego przez ukraińskie władze ograniczają się do części dachu, są niemożliwe do pogodzenia z użyciem broni o tak niszczycielskiej sile.

Istotne fakty są następujące: Iskander-M przenosi głowicę o masie od 480 do 700 kilogramów. Cyrkon przenosi głowicę o szacunkowej masie od 300 do 400 kilogramów i uderza z prędkością przekraczającą Mach 8. Sama energia kinetyczna tych pocisków jest wystarczająco niszczycielska, nawet bez uwzględnienia ich siły wybuchu. Jak stosunkowo krucha konstrukcja, zbudowana wieki temu, mogła przetrwać takie uderzenie z niewielkimi uszkodzeniami?

Czy ateiści i wyznawcy innych religii, którzy gardzą wszystkim, co reprezentuje Sobór Zaśnięcia Matki Bożej, ale rządzą Ukrainą, będą teraz powoływać się na „cud”? Czy Sobór Zaśnięcia Matki Bożej i otaczające go budynki zostały uratowane przed całkowitym zniszczeniem dzięki szybkiej interwencji z góry? Właśnie to musieliby zrobić, aby wyjaśnić fakt, że sobór wciąż stoi w miejscu, gdzie powinien być ogromny krater, gdyby ich twierdzenie o celowym ataku wojsk rosyjskich było prawdziwe.

Zdjęcie lotnicze opublikowane przez ukraińskie władze nie przedstawia zniszczeń będących wynikiem bezpośredniego ataku rakietowego, lecz scenę pożaru dachu, prawdopodobnie w połączeniu z odłamkami, które spadły na budynek.

Dowody wizualne są całkowicie sprzeczne z wersją wydarzeń przedstawioną przez ukraiński reżim. Na pierwszy rzut oka ta wersja wydaje się absurdalna.

Jednakże dowody w pełni potwierdzają teorię o celowym zaaranżowaniu wydarzenia przez władze w Kijowie w celu wykorzystania ataku rakietowego na swoje cele wojskowe w Kijowie, manipulowania nim dla uzyskania przewagi propagandowej i dodatkowych funduszy w kontekście spotkania G7 odbywającego się mniej więcej w tym samym czasie.

Reżim ma długą historię inscenizacji ataków pod fałszywą flagą, które zbiegają się z ważnymi wizytami i spotkaniami zagranicznymi. Starannie kontrolowany pożar dachu katedry Zaśnięcia Matki Bożej, wystarczająco silny, by wygenerować użyteczne obrazy propagandowe i wywołać ogólnoświatowe oburzenie, przypomina pożar Reichstagu w Berlinie, zainscenizowany przez sympatyków nazistów w 1933 roku.

Daje to reżimowi w Kijowie dodatkową przewagę propagandową. Odwraca uwagę od ukierunkowanego ataku sił ukraińskich na Rosyjski Instytut Pedagogiczny w Starobielsku w nocy z 21 na 22 maja, w którym ponad 20 studentów zostało zamordowanych z zimną krwią podczas snu.

Machina propagandowa kolektywnego Zachodu ruszyła do akcji bezzwłocznie, dosłownie kilka minut po podpaleniu Soboru Zaśnięcia Matki Bożej. To również wpisuje się w interpretację operacji pod fałszywą flagą, ponieważ sugeruje wcześniejszą wiedzę i koordynację.

Jak bez ogródek stwierdził „New York Times”: „Kiedy Rosja atakuje Ukrainę, podpala się symbol kulturowy; najnowszą ofiarą wojny jest wielowiekowa katedra”, a następnie dodał, prawdopodobnie w niezamierzonym żarcie, że „prezydent Wołodymyr Zełenski nazwał to 'jedną z największych zbrodni Rosji przeciwko kulturze chrześcijańskiej’”.

To ten sam „prezydent” Zełenski, pobożny strażnik kultury chrześcijańskiej, który zaledwie kilka miesięcy wcześniej ograbił kijowską Ławrę z chrześcijańskich relikwii i wysłał je prywatnym kolekcjonerom i muzeom na Zachodzie.

BBC i Deutsche Welle posłusznie podążyły tą samą drogą, wyrażając ubolewanie z powodu zniszczeń w katedrze prawosławnej, wobec której nie zwracały żadnej uwagi, i łącząc pożar z atakiem rakietowym, który, gdyby rzeczywiście trafił w katedrę, spowodowałby zniszczenia na nieporównywalnie większą skalę.

Incydent natychmiast przedstawiono jako celową konsekwencję „poważnego rosyjskiego ataku na Kijów, w wyniku którego zginęło co najmniej jedenaście osób, a kilkadziesiąt zostało rannych, a także uszkodzono jedno z najświętszych miejsc prawosławnego chrześcijaństwa”.

„Zabytkowy Sobór Zaśnięcia Matki Bożej w kijowskiej Ławrze Peczerskiej – obiekcie wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – stanął w płomieniach. Duchowni natychmiast przystąpili do oceny zniszczeń i zabezpieczenia artefaktów religijnych”.

„Ekspert”, którego poproszono o dokonanie oceny przed przeprowadzeniem jakichkolwiek badań kryminalistycznych lub innego rodzaju dochodzenia – ponownie zgodnie z ustalonym schematem – pewnie wygłosił wykład na temat szczegółów technicznych, o których nie mógł nic wiedzieć, i złośliwie spekulował na temat nikczemnych motywów rosyjskiego rządu, który rzekomo zaatakował tak ważne prawosławne sanktuarium.

Jedyną osobą, która ma moralne prawo komentować to, co stało się z powierzonym jego opiece historycznym ośrodkiem duchowym, jest metropolita Paweł, który jest jednocześnie przełożonym Kijowskiej Ławry Pieprzowej, na terenie której znajduje się zniszczona katedra.

Z wielkim osobistym ryzykiem nagrał jedyną właściwą reakcję na tę profanację. Metropolita Paweł, więzień polityczny kijowskiego reżimu nazistowskiego, obecnie przebywający na wolności za kaucją, poruszająco opowiada o głębszych, duchowych przyczynach ataku na jego klasztor i katedrę oraz wyjaśnia przyczyny konfliktu szalejącego w jego kraju.

Jego szczere i uczciwe słowa zginą w zgiełku propagandy. Jednak jego wypowiedź, dostępna w języku rosyjskim, jest szczególnie polecana osobom nieznającym języka rosyjskiego, które mogą jej wysłuchać, korzystając z dostępnych narzędzi tłumaczeniowych.

Fałszywa flaga w Soborze Zaśnięcia Matki Bożej po raz kolejny podkreśla kluczowe znaczenie propagandy we współczesnej wojnie politycznej, w której niektóre bitwy toczą się również przy użyciu środków militarnych.

Dobra wiadomość jest taka, że ​​coraz mniej osób daje się nabrać na te oklepane narracje, wszystkie z tego samego materiału i rutynowo rozpowszechniane przez pozbawionych wyobraźni propagatorów tych nieprawd.

Ale nie oszukujmy się: nie każdy potrafi przejrzeć czyjeś kłamstwa.

Źródło: Fałszywa flaga, na którą wszyscy czekaliśmy

Jasionka jak Bagram

Jasionka jak Bagram

20 czerwca 2026, idziemy.pl/komentarze/jasionka-jak-bagram

Amerykanie, wykrawający sobie bez żadnych podstaw lub zgód coś w rodzaju eksklawy z polskiego terytorium. Oficerowie wywiadów, przylatujący do Polski i wylatujący z niej poza wszelką kontrolą naszych służb i bez śladu w dokumentach. Chaos prawny i organizacyjny. Brak podstaw prawnych do stosowania w cywilnym porcie lotniczym wojskowych procedur. Olbrzymie i nigdy nieodzyskane wydatki na paliwo tankowane do samolotów różnych państw, nie tylko amerykańskich i ukraińskich.

A wreszcie ukraińscy bonzowie z rekomendacją rządu w Kijowie, szlajający się przez tydzień po lotnisku z gotówką, którą chcieli wcisnąć jako łapówkę osobom decyzyjnym za ułatwienie odprawienia samolotu z uzbrojeniem. 

To nie opis lotniska gdzieś w Afganistanie, Iraku albo innym miejscu w trzecim świecie. To podrzeszowska Jasionka po wybuchu wojny w Ukrainie. Taki obraz tego portu lotniczego znajdziemy w nowej książce Zbigniewa Parafianowicza „Kłopot z Zełenskim”. Obraz – dodajmy – wyłaniający się z wypowiedzi jego rozmówców (z nich bowiem złożona jest książka): oficerów naszych służb, ludzi pracujących na lotnisku, polskich polityków. Jest to obraz dramatyczny, najlepiej podsumowany słowami jednego z rozmówców Parafianowicza, który stwierdza, że Amerykanie traktowali Jasionkę jak Bagram (miasto w Afganistanie).

Tak jakby działali nie na terytorium jednego ze swoich europejskich, NATO-wskich sojuszników, ale w jakiejś drugorzędnej, traktowanej całkowicie przedmiotowo kolonii. 

Tego wątku skądinąd bardzo ciekawej, ale też bardzo przygnębiającej książki znanego dziennikarza nie należy traktować czysto anegdotycznie. Wręcz przeciwnie: ma on walor symboliczny. Jak w soczewce pokazuje, jakie miejsce w hierarchii zajmuje nasze państwo (i zajmowało za poprzedniej władzy, bo przecież mówimy o okresie, gdy jeszcze rządziło PiS).

Nie jest wytłumaczeniem, że wszystko to działo się w czasie chaosu, związanego z atakiem Rosji na Ukrainę. Można nawet postawić tezę, że to jeszcze gorzej. Gdyby nasze państwo było przygotowane na nadzwyczajne okoliczności i było poważnie traktowane przez partnerów, miałoby skuteczne, zawczasu przygotowane procedury, które nie pozwoliłyby na kompletne bezhołowie. 

Miałem okazję zapytać o ten opis Mateusza Morawieckiego podczas czerwcowego zjazdu Klubu Jagiellońskiego. Pan premier bardzo się oburzył i oznajmił, że jest to nieprawda. Że wszystko było pod kontrolą i Amerykanie nie zrobili sobie z Jasionki eksklawy. Szkopuł w tym, że w swojej książce Parafianowicz nie cytuje jednej osoby. Cytuje ich wiele, a ich relacje są ze sobą spójne i pokazują to samo. W jakim celu ci ludzie mieliby opowiadać nieprawdę? Jestem natomiast w stanie pojąć, dlaczego Mateusz Morawiecki usilnie takiemu obrazowi zaprzecza. Wszak stanowi on oskarżenie wobec stanu państwa po czterech latach jego rządów (licząc od końca 2017 do początków 2022 r.). 

Książka Parafianowicza jest bezlitosna dla złudzeń każdej ze stron politycznego sporu o rzekomej wielkości Polski. Zaczyna się bowiem od wątku podróży Donalda Tuska do Kijowa w maju 2025 r.

Przypomnijmy: podróż, która miała świadczyć o uczestnictwie naszego kraju w układaniu nowego porządku, skończyła się wrażeniem odwrotnym, gdy okazało się, że pan premier jechał w osobnym wagonie, a trzej pozostali uczestnicy wyjazdu – brytyjski premier Keir Starmer, francuski prezydent Emmanuel Macron oraz niemiecki kanclerz Friedrich Merz – w innym. Oni razem, Polak osobno. I nie był to przypadek. Było to celowe działanie strony ukraińskiej, której celem było uderzenie w Tuska i w Polskę. Właśnie tak: i w premiera, i w nasze państwo w ogóle, dlatego przeciwnicy polityczni Tuska nie mają się z czego cieszyć. 

Książka Parafianowicza to coś więcej niż tylko historia naszych relacji z Kijowem. To opowieść o stanie polskiego państwa. Opowieść z bardzo niewesołą konkluzją.

Izraelski agent przejął kontrolę nad „The Charlie Kirk Show” kilka dni po jego zamordowaniu.

Izraelski agent zagraniczny przejął kontrolę nad „The Charlie Kirk Show” kilka dni po jego zabójstwie.

Izraelski agent zagraniczny przejął kontrolę nad „The Charlie Kirk Show” kilka dni po jego zamordowaniu.

Przez Maxa Blumenthala

Imperium medialne Charliego Kirka i jego prawicowa organizacja aktywistów Turning Point USA (TPUSA) znalazły się pod kontrolą tych samych sił wspieranych przez Izrael, którym sprzeciwiał się w ostatnich miesiącach swojego życia. Erika Kirk twierdzi teraz, że jej mąż wspierał Izrael do samego końca, podczas gdy TPUSA błędnie interpretuje jego sprzeciw wobec wojny z Iranem.

Program „Charlie Kirk Show” jest obecnie dystrybuowany przez federalnie zarejestrowanego agenta izraelskiego, którego zadaniem jest dostarczanie amerykańskim mediom syjonistycznej propagandy. Jest to część oszałamiającego kontraktu o wartości 46 milionów dolarów rocznie między rządem Izraela a Bradem Parscale, byłym szefem sztabu kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa w 2020 roku. Może to być największy kontrakt lobbingowy w historii zagranicznych operacji wpływu w Stanach Zjednoczonych.

10 września 2025 roku Kirk został zamordowany na Uniwersytecie Stanowym Utah Valley podczas pierwszego przystanku swojej trasy „American Comeback Tour”. Osiem dni później Parscale zarejestrował się jako przedstawiciel zagraniczny izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i przyznał się do odpowiedzialności za ofensywę propagandową „skrojoną na miarę pokolenia Z na wielu platformach, w tym TikToku, Instagramie, YouTube, podcastach i innych istotnych mediach cyfrowych i nadawczych”.

Umowa oznaczała, że ​​program „Charlie Kirk Show”, dystrybuowany przez Salem Media Network od 2020 roku, został oddany pod kontrolę zagranicznego agenta Izraela, a Parscale objął stanowisko dyrektora ds. strategii w Salem. Zgodnie z warunkami umowy, firma Parscale’a, Clock Tower, miała „zintegrować swoje proizraelskie przesłania z ofertą Salem Media Network”.

Według raportu Radio Ink z grudnia 2025 r. „Charlie Kirk Show” „będzie nadal nadawany jako podcast w Salem Podcast Network, ponieważ Salem Media „utrzymuje bliską współpracę zawodową i osobistą z Turning Point USA””.

Od czasu zamachu na Kirka jego następcy robili wszystko, co w ich mocy, aby ukryć jego zaciekły sprzeciw wobec wojny z Iranem, a także publiczne wybuchy obrzydzenia wobec Netanjahu i jego armii lobbystów w USA. Wdowa po Kirku i następczyni na stanowisku prezesa TPUSA, Erika Kirk, podkreśla teraz, że ona i jej mąż nigdy nie zachwiali się w swoim poparciu dla Izraela. Odmówiła również komentarza na temat tego, co jej zmarły mąż myślałby o wojnie, którą USA i Izrael stoczyły z Iranem w tym roku.

„Mój mąż już nie jest z nami i nie może nam mówić, czy powinniśmy toczyć wojnę z Iranem, czy nie” – powiedziała Erika Kirk w odpowiedzi na pytanie zadane podczas spotkania TPUSA w maju 2026 roku. „Chciałabym, żeby teraz tu był i mógł nam powiedzieć, czy powinniśmy to robić, czy nie”.

Tłumaczenie „X” : Erika Kirk twierdzi, że nie może odpowiedzieć na pytanie, czy Charlie Kirk poparłby inwazję USA na Iran, czy nie, ponieważ nie żyje. „To frustrujące, gdy ludzie mówią w jego imieniu”.

W miesiącach poprzedzających jego zabójstwo Kirk nie pozostawiał jednak wątpliwości co do swojego stanowiska w sprawie wojny USA z Iranem. W jednej ze swoich licznych tyrad przeciwko atakowi na Iran nazwał senatora Lindseya Grahama i innych zwolenników wojny „patologicznie szalonymi”. Ostrzegał również, że wojna o zmianę reżimu nieuchronnie „stworzy grzęzawisko. A potem doprowadzi do wojny domowej”.

Następca Kirka nieuczciwie zaprzecza jakimkolwiek powiązaniom z Izraelem

Od czasu zabójstwa Kirka, Andrew Kolvet, wieloletni dyrektor ds. komunikacji TPUSA, objął jego miejsce jako gospodarz programu „The Charlie Kirk Show”. W odcinku z maja tego roku Kolvet zaatakował antywojennego republikańskiego kongresmena Thomasa Massiego, który właśnie przegrał w prawyborach z kontrkandydatem wspieranym przez Trumpa, którego finansowanie wyniosło rekordowe 15 milionów dolarów z darowizn od izraelskich organizacji lobbingowych. Przyznając, że Kirk był „wielkim fanem” Massiego, Kolvet stwierdził, że jego zmarły kolega był prywatnie „naprawdę sfrustrowany” blokowaniem programu Trumpa przez kongresmena.

Komentarze pochodzące od wątpliwych źródeł skłoniły Massiego do zadania Grokowi, chatbotowi opartemu na sztucznej inteligencji serwisu Twitter/X, pytania: „Czy to prawda, że ​​program „Charlie Kirk Show” jest obecnie dystrybuowany przez zarejestrowanego zagranicznego agenta Izraela?”

Po uporczywych pytaniach innych użytkowników X, Grok w końcu potwierdził: „Tak, istnieje tu istotny związek, o którym warto wspomnieć”. Grok wyjaśnił również, że „dystrybutor (Salem Media) ma bezpośrednie, wysokopoziomowe powiązania i aktywnie współpracuje z zarejestrowanym izraelskim agentem zagranicznym”.

Tłumaczenia „X” : Hej @grok, odpowiedz proszę na pytanie Thomasa.

Tak, istnieje tu istotny związek, o którym warto wspomnieć.

Podcast Charliego Kirka jest emitowany w formie podcastu (i rozgłośni radiowej) za pośrednictwem Salem Media Group / Salem Podcast Network, które utrzymuje współpracę z Turning Point USA po zamachu na Kirka.

Dyrektor ds. strategii w Salem Media, Brad Parscale, jest właścicielem i kontroluje firmę Clock Tower X LLC. Firma ta zarejestrowała się jako agent zagraniczny izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych 18 września 2025 roku w ramach FARA (nr 7649) – zaledwie kilka dni po śmierci Kirka. Kontrakt o wartości ponad 6 milionów dolarów obejmuje komunikację strategiczną, usługi medialne i kampanie cyfrowe skierowane do pokolenia Z (w tym podcasty/media społecznościowe), a także wyraźnie uwzględnia „integrację przekazu narracyjnego z siecią Salem Media Network”.

Dystrybutor ma zatem bezpośredni, ścisły związek z zarejestrowanym izraelskim agentem zagranicznym i aktywnie z nim współpracuje. Nie chodzi o to, że „sam program jest agentem”, ale powiązania są rzeczywiste i jawne dzięki dokumentom Departamentu Sprawiedliwości (DOJ-FARA).

Odpowiedź Groka bezpośrednio przeczyła próbie Kolveta, by obalić twierdzenie Massiego. Według Kolveta, „The Charlie Kirk Show” („The CK Show”) „jest emitowany w [programie Steve’a Bannona „Real America’s Voice”], a nie w Salem. Byłem zaangażowany przez cały czas. Zarezerwowałem wszystkich gości… Opracowałem wszystkie materiały redakcyjne. Bazujemy na programie Bannona „War Room”.

Po zabójstwie Kirka Kolvet wyraźnie podziękował kontrolowanej przez Izrael stacji Salem Media za kontynuowanie emisji programu „The Charlie Kirk Show”. „Salem wykazał się ogromną hojnością przez cały czas trwania programu i nawet zachęcał nas do kontynuowania emisji programu w Salem Radio Network” – powiedział Kolvet w wywiadzie dla Radio Ink.

Do dziś „The Charlie Kirk Show” można oglądać na stronie internetowej Salem Podcast Network.

Próba Kolveta ograniczenia szkód nie powiodła się i spowodowała nasilenie publicznej krytyki TPUSA, ponieważ organizacja zdradziła zmieniające się stanowisko jej założyciela w sprawie Izraela i Iranu.

Przywrócić TPUSA zgodność z Izraelem

Jak donosił portal The Grayzone, w tygodniach poprzedzających zabójstwo Kirka, założyciel TPUSA był dręczony narastającą presją ze strony izraelskich pośredników i samego Netanjahu, by rozpocząć błyskawiczną kampanię syjonistycznej propagandy skierowanej do młodzieży. 6 sierpnia 2025 roku, nieco ponad miesiąc przed śmiercią, Kirk otwarcie skrytykował żydowskich „liderów” i „lobbystów”, którzy naciskali na niego za krytykę polityki Izraela. „Nagle pomyślał: »Och, Charlie: On już z nami nie jest«. Chwila, co właściwie znaczy „z nami”? Jestem Amerykaninem, jasne? Reprezentuję ten kraj” – grzmiał w rozmowie z prowadzącą podcast Megyn Kelly.

Na kilka dni przed publicznym wybuchem gniewu Kirk wziął udział w prywatnym spotkaniu zorganizowanym przez syjonistycznego miliardera Billa Ackmana w Hamptons. Tam, jak ujawnił portal The Grayzone, izraelska lobbystka Natasha Hausdorff ostro skrytykowała Kirka za narzekanie na „moralny szantaż” ze strony Tel Awiwu. Do tego czasu Kirk odrzucił już znaczną część darowizn na rzecz Izraela dla TPUSA i był w trakcie odrzucania osobistego zaproszenia Netanjahu do odwiedzenia Jerozolimy. Był również platformą dla niektórych z najbardziej zagorzałych izraelskich krytyków prawicowych, od Tuckera Carlsona i Megyn Kelly po antysyjonistycznego żydowskiego komika Dave’a Smitha.

6 września 2025 roku arcy-konserwatywny syjonista i multimilioner Robert Shillman potępił Kirka z trybun prywatnej gali w Los Angeles, wyrażając żal z powodu zmarnowania fortuny na TPUSA, teraz gdy jej założyciel zwrócił się przeciwko Izraelowi. Jak ujawnił portal The Grayzone, Shillman właśnie wycofał darowiznę w wysokości 2 milionów dolarów na rzecz TPUSA jako karę za herezję Kirka.

Cztery dni później Kirk został postrzelony w szyję przez snajpera na oczach tysięcy uczestników jego tzw. „American Comeback Tour”.

Niecały tydzień po szokującym zamachu izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, dzięki umowie lobbingowej z programem Parscale’a „Clock Tower X”, przejęło faktyczną kontrolę nad programem „Charlie Kirk Show”. Biorąc pod uwagę publiczne i prywatne wypowiedzi Kirka na temat Izraela składane osobom zaufanym w tygodniach poprzedzających jego morderstwo, wydaje się mało prawdopodobne, aby zgodził się on na układ, który powierzyłby zarejestrowanemu lobbyście Izraela odpowiedzialność za nadawanie jego programu.

Kilka dni później, 15 września, Ben Shapiro, jeden z najwybitniejszych propagandystów amerykańskiej siatki politycznej Netanjahu, pojawił się w studiu TPUSA, aby ogłosić dramatyczne oświadczenie. Siedząc obok byłych współprowadzących Kirka, Shapiro oświadczył, że jego firma medialna, Daily Wire, przekaże TPUSA milion dolarów, rzekomo w celu „poprowadzenia ludzi z powrotem do Chrystusa, z powrotem do Kościoła i z powrotem do wartości biblijnych”.

Tłumaczenie „X” : TO PUŁAPKA! Daily Wire Bena Shapiro „przekazuje” milion dolarów na rzecz TPUSA, aby pomóc „przywrócić ludzi do Chrystusa, do Kościoła i do wartości biblijnych”, zgodnie z życzeniem Charliego. Brzmi to dobrze, ale prawda jest taka, że ​​te pieniądze są wydawane na szerzenie chrześcijańskiego syjonizmu i promowanie lojalności wobec interesów Izraela. Nie obchodzi mnie, co powiesz – każdy, kto przekaże milion dolarów organizacji, staje się wpływową częścią tej organizacji. Poza tym, to bardzo dziwne, że Daily Wire udało się zebrać milion dolarów dla TPUSA, skoro zaledwie kilka miesięcy temu zamykali oni działy i zwalniali ludzi z powodu „problemów finansowych”. SKĄD NAPRAWDĘ wziął się ten milion dolarów?

Biorąc pod uwagę fakt, że Daily Wire ponosił już wówczas ogromne straty, zwalniał pracowników i szybko tracił czytelników, ta ogromna darowizna wywołała pytanie, czy Shapiro nie działał w charakterze pośrednika dla izraelskich lobbystów, którzy wykorzystywali niespodziewaną śmierć Kirka, aby odzyskać kontrolę nad TPUSA.

Do dziś nie ma dowodów na to, że państwo Izrael było odpowiedzialne za zabójstwo Charliego Kirka. Niemniej jednak, niezaprzeczalnym jest fakt, że zabójstwo Kirka usunęło jedną z największych przeszkód w planach Izraela, by zmusić Trumpa do masowej wojny o zmianę reżimu w Iranie.

Jak donosił portal The Grayzone, Kirk był jedyną osobą z bliskiego otoczenia Trumpa, która osobiście próbowała odwieść prezydenta od użycia sił amerykańskich do 12-dniowego ataku Izraela na Iran w czerwcu 2025 roku. Według źródła, Trump „zganił” Kirka za nieposłuszeństwo i w gniewie go zwolnił. Kilka dni później Trump nakazał amerykańskie naloty na irańskie obiekty nuklearne, torując drogę do „Operacji Epic Fury” w następnym roku. Doniesienia te zostały później potwierdzone przez wiceprezydenta J.D. Vance’a.

Ukrywanie transformacji Charliego Kirka

Kiedy Trump rozpoczął „Operację Epic Fury” 28 lutego 2026 roku, rozpętał chaos, który potwierdził ponure ostrzeżenia Kirka dotyczące konsekwencji wojny w Teheranie, mającej na celu zmianę reżimu. Cztery dni po rozpoczęciu wojny TPUSA opublikowała na X film, w którym sugerowała, że ​​poparł atak na Iran. Wpis wywołał jeszcze bardziej ostrą reakcję, a setki rozwścieczonych komentatorów oskarżyło organizację o przeinaczanie zaciekłego sprzeciwu Kirka wobec wojny.

W tym czasie Erika Kirk działała już na rzecz ponownego dostosowania TPUSA do izraelskiego programu, przeciwko któremu sprzeciwił się jej mąż, który zginął śmiercią męczeńską.

13 grudnia 2025 roku wdowa po Kirku pojawiła się na transmitowanym w telewizji spotkaniu w ratuszu, moderowanym przez samozwańczą „syjonistyczną fanatyczkę” Bari Weiss, transmitowanym przez CBS News – stację, którą cztery miesiące wcześniej przejął miliarder izraelski inwestor David Ellison. Podczas tego starannie zaaranżowanego i żenującego widowiska Weiss ostentacyjnie wypytywała Kirk o poglądy jej zmarłego męża na temat Izraela.

„Charlie mawiał: Nienawiść do Żydów to rozkład mózgu” – podkreśliła Erika Kirk, zanim z melancholią opowiedziała o podróży do Jerozolimy, gdzie „zobaczyła Biblię ożywającą w technicolorze”.

„Jak ktokolwiek może nienawidzić tego miejsca?” zastanawiała się, patrząc na państwo Izrael.

Erika Kirk ze łzami w oczach potępia antysemityzm:„Jak można nienawidzić narodu żydowskiego?”
„Charlie mawiał: nienawiść do Żydów to zgnilizna mózgu”„Jak można nienawidzić tego miejsca [Izraela]?”
Wszyscy teraz widzimy, co to jest.pic.twitter.com/pomPeNVROp— 𝐀𝐍𝐓𝐔𝐍𝐄𝐒 (@Antunes1)

14 grudnia 2025 r.

Tłumaczenie „X” . Erika Kirk ze łzami w oczach potępia antysemityzm: „Jak można nienawidzić narodu żydowskiego?” „Charlie mawiał: Nienawiść do Żydów to duchowy upadek”. „Jak można nienawidzić tego miejsca [Izraela]?” Wszyscy teraz widzimy, co to znaczy.

Źródło: Izraelski agent zagraniczny przejął kontrolę nad programem Charliego Kirka kilka dni po jego zabójstwie

Ukraina zbliża nas do Rosji

Ukraina zbliża nas do Rosji

Przemysław Piasta myslpolska/ukraina-zbliza-nas-do-rosji

Byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko zrzekli się Orderów Orła Białego. To znaczący gest. Dodajmy, gest Polsce wrogi. Kuczma, Juszczenko i Poroszenko nie oddali bowiem insygniów w pokorze, uznając się słusznie za niegodnych. Oddali je w geście pychy, buty i arogancji. W geście jawnej wrogości wobec Polski.

Nieważne, że Polacy jako pierwsi wyciągnęli ręce i serca do narodu ukraińskiego, nieważne, że przekazaliśmy za darmo ogrom sprzętu wojskowego, nieważne, iż udzieliliśmy pomocy w setkach miliardów złotych, nieważne, że przyjęliśmy pod swój dach miliony Ukraińców. Nieważne, że przez ostatnie lata Ukraińcy w Polsce byli lepiej traktowani niż my, Polacy. Ważne, że byliśmy na tyle bezczelni, iż sprzeciwiliśmy się gloryfikowaniu przez Ukrainę ludobójców naszego narodu.

Ukraina wybrała. Udowodniła, że to my, Polacy, zawsze byli dla niej największym wrogiem, większym nawet niż Rosjanie. Nam pozostaje jedynie wyciągnąć z tego faktu oczywiste konsekwencje. Niestety, mogą być one dla dużej części naszych rodaków druzgocące.

Skoro bowiem, wbrew nam samym, Ukraina zdecydowała się być naszym wrogiem, musimy przygotować się na agresję ze strony tego państwa. Obecna wojna o Ukrainę prędzej czy później się zakończy. Zakończy się przegraną Ukrainy, ale nie jej klęską. Za naszą południowo-wschodnią granicą będziemy mieli wciąż skorumpowane oligarchiczne rządy, zblatowane z najbardziej ciemnymi grupami interesów z całego świata. Na ich usługach będzie olbrzymia, doskonale wyposażona i świeżo ostrzelana armia. Pełna w znacznej mierze zdehumanizowanych i zdemoralizowanych żołnierzy. W tej sytuacji wysoce prawdopodobne jest, że Ukraina będzie sobie szukać nowego przeciwnika. Oczywistym celem będzie Polska.

Tym bardziej, że jesteśmy dziś poważnie osłabieni wewnętrznie. Polska polityka jest silnie spolaryzowana pomiędzy dwa walczące z sobą obozy-plemiona. W tym czasie bez przeszkód grasuje u nas ukraińska piąta kolumna, która zinfiltrowała świat polityki, nauki, administracji i organów bezpieczeństwa.

Do tego kilka milionów Ukraińców, którzy przybyli w ostatnich latach do Polski bez żadnej kontroli, stanowi idealne wręcz zaplecze dla funkcjonowania obcych służb specjalnych [szpiegowskich; co w tym „specjalnego”? md] . W tej sytuacji Polska z dawnego darczyńcy i dobrodzieja Ukrainy, bardzo szybko może stać się ofiarą kijowskiej junty.

Jedynym sposobem, by temu zapobiec, jest zwiększać swój potencjał i ograniczać ryzyka. Zamiast przygotowywać polskie wojsko do mitycznej wojny z Rosją, przygotujmy je zatem do całkiem prawdopodobnej wojny z Ukrainą. Wyposażmy je nie w kosztowne i widowiskowe samoloty myśliwskie czy szturmowe oraz najnowocześniejsze czołgi, ale w efektory mniej efektowne, ale za to bardziej efektywne.

Zakupmy masowo środki obrony przeciwlotniczej, statki bezzałogowe i systemy walki elektronicznej. Przywróćmy powszechną służbę wojskową. Wojnę wygrywają żołnierze. Tych nie widzę dzisiejszej w Polsce. Reasumując: wyciągajmy wnioski z obecnej wojny, bo kolejna będzie do niej podobna.

Nie wygramy jednak żadnej wojny, jeśli nie pokonamy najpierw wroga wewnętrznego. Należy wyeliminować z życia publicznego metodą powszechnego ostracyzmu polityków takich jak Paweł Kowal i setki jemu podobnych. Należy bezzwłocznie objąć opieką kontrwywiadowczą Związek Ukraińców w Polsce i inne organizacje Ukraińców. Należy infiltrować ukraińską emigrację i natychmiast wysiedlić z Polski wszystkie osoby choćby podejrzewane o sympatie skrajnie szowinistyczne, kontakty z organizacjami nacjonalistycznymi i militarystycznymi na Ukrainie oraz osoby podejrzewane o pracę dla ukraińskich służb specjalnych.

To jednak nie wszystko. Należy deportować wszystkie osoby zbędne z punktu widzenia polskiej gospodarki, zatem w pierwszej kolejności osoby niepotrafiące wykazać źródeł dochodów w Polsce. Usunąć z terytorium Rzeczypospolitej należy także wszystkie osoby łamiące prawo, niezależnie od skali i kategorii przestępstwa czy nawet wykroczenia, którego się dopuściły.

Brzmi to brutalnie i takie jest. Gdyby rządzący posłuchali naszych apeli i postępowali racjonalnie na etapie przyjmowania tak zwanych uchodźców, dziś takie postulaty byłyby niepotrzebne. Są jednak niezbędne. Ich realizacja jest warunkiem sine qua non przetrwania naszego państwa, a być może także biologicznego przeżycia naszego narodu.

Po trzecie, nie możemy pozwolić sobie na prowadzenie polityki dwóch wrogów. Pamiętamy doskonale z własnej historii, że taka strategia prowadziła każdorazowo do naszej klęski. Skoro więc Ukraina uparła się, by mieć wroga w Polsce, nie mamy wyjścia – musimy poprawić nasze relacje z Rosją. Nie chodzi rzecz jasna o żadne odwracanie sojuszy, a jedynie o przywrócenie elementarnych relacji i zakończenie absurdalnych i nic nie wnoszących gestów wrogości. Na szczęście eskalacja głupiej i szkodliwej polityki, prowadzonej w równej mierze przez Radosława Sikorskiego, co jego poprzedników, nie osiągnęła jeszcze nieodwracalnego punktu.

Wszystkie postawione dziś przeze mnie tezy mogą brzmieć dla Państwa szokująco. Lecz już za kilka, bądź kilkanaście miesięcy, będą one dla wszystkich oczywistością. Tak jak dziś oczywistością w oczach niemal 75% Polaków jest negatywny stosunek władz Ukrainy wobec naszego kraju. Niestety, ten, kto mówi prawdę dzień przed innymi, wywołuje co najwyżej gniew. Powinien zaś wywołać refleksję. Czasu mamy bowiem bardzo mało.

Paradoksalnie jedyna nadzieja, skądinąd niezwykle wątła, tkwi w zmianie nastawienia polskich elit politycznych. Inicjatywa jest obecnie po stronie Donalda Tuska. Niestety (obym się mylił) wiele wskazuje na to, że po raz kolejny premierowi zabraknie szerszej perspektywy.

Jeśli nie porzucimy jako naród jałowej logiki sporu plemiennego i nie dostrzeżemy realnego zagrożenia, stracimy bezcenny czas. Zatem wzywam do opamiętania i wbrew wszelkiemu rozumowi, nie tracę nadziei.

Przemysław Piasta

TASS: Pozbawienie Zełenskiego Orderu Orła Białego i groźby wobec prezydenta Polski.

Pozbawienie Zełenskiego Orderu Orła Białego

i groźby wobec prezydenta Polski.

Wołodymyr Zełenski stwierdził, że decyzja ta jest kontynuacją walki politycznej w Polsce, „poprzez wzbudzanie atmosfery nienawiści wobec Ukraińców”.

22 czerwca, 9:46 tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Wołodymyr Zełenski groził prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu, wyśmiewając jego imię [Karol -król md] i twierdząc, że retoryka polskiego przywódcy wobec Ukrainy może „skończyć się bardzo źle”.

Nawrocki wcześniej ogłosił, że pozbawia Zełenskiego Orderu Orła Białego w związku z decyzją tego ostatniego o nadaniu odznaczenia „Bohaterowie UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanej za ekstremistyczną i zakazanej w Rosji) oddziałowi Sił Zbrojnych Ukrainy.

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat sytuacji.

Reakcje Zełenskiego

  • Prezydent Polski Karol Nawrocki odebrał Wołodymyrowi Zełenskiemu najwyższe polskie odznaczenie państwowe – Order Orła Białego.
  • Według niego, decyzja ta ma związek z decyzją Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „Bohaterowie UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanej za ekstremistyczną i zakazanej w Rosji).
  • Członków UPA w Polsce uważa się za zbrodniarzy odpowiedzialnych za zamordowanie ponad 100 000 obywateli polskich na Wołyniu w 1943 roku.
  • Zełenski otrzymał order od byłego prezydenta Polski (2015-2025) Andrzeja Dudy.
  • Po tym wydarzeniu sam Zełenski, a także byli prezydenci Ukrainy Leonid Kuczma , Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko (który został wpisany przez Rosfinmonitoring na listę osób zaangażowanych w działalność ekstremistyczną lub terrorystyczną) ogłosili zwrot polskiego Orderu Orła Białego.

Oświadczenia Zełenskiego

  • Wołodymyr Zełenski groził prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu.
  • Oświadczył, że retoryka polskiego przywódcy dotycząca Ukrainy może „skończyć się bardzo źle”.
  • W wywiadzie dla stacji telewizyjnej TSN Zełenski stwierdził, że pozbawienie go orderu jest kontynuacją politycznej walki Nawrockiego w Polsce, „poprzez podsycanie atmosfery nienawiści wobec Ukraińców”.
  • Potwierdził również, że podczas ich pierwszego spotkania w grudniu 2025 r. Nawrocki dał mu książkę o masakrze wołyńskiej. [bold – md]
  • Zełenski oświadczył, że uważa działania polskiego prezydenta za niewłaściwe i zażartował z jego imienia: „Karol to nie jego tytuł, to jego imię, prawda? Przecież nie ma monarchii, tylko demokrację, więc musi trochę popracować nad budowaniem relacji z Ukrainą”.

Reakcja w Polsce i na Ukrainie

  • Były prezydent Polski Bronisław Komorowski (2010-2015) nazwał konflikt między obecnym głową państwa Karolem Nawrockim a Wołodymyrem Zełenskim „wojną o medale”.
  • Według niego odpowiedzialność za pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich leży po stronie głowy republiki i Zełenskiego, który „usilnie pracował” nad zniszczeniem kontaktów między Warszawą a Kijowem.
  • Były premier Polski (2001-2004) Leszek Miller stwierdził, że na tle konfliktu między prezydentami kraju Karolem Nawrockim i Wołodymyrem Zełenskim Ukraina powinna zwrócić Warszawie nie medale, lecz broń i sprzęt wojskowy, które jej dostarczono.
  • Polski premier Donald Tusk nazwał rosnące zaangażowanie polityków z Warszawy i Kijowa w konflikt strategicznym błędem.
  • Minister obrony Polski Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że stosunki polsko-ukraińskie „zmierzają w bardzo złym kierunku”.
  • Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha oświadczył , że Kijów jest gotowy podjąć kroki odwetowe w odpowiedzi na nieprzyjazne działania Warszawy.
  • Według ministra [prezydent md] Nawrocki „niszczył pozytywne osiągnięcia, jakie obie strony osiągnęły w ostatnim czasie”.

Reakcja na świecie

  • Andrej Danko, wiceprzewodniczący Rady Narodowej (parlamentu) Słowacji i przewodniczący Słowackiej Partii Narodowej, która jest częścią koalicji rządzącej w kraju, wezwał premiera Roberta Ficę do zaniechania negocjacji z Wołodymyrem Zełenskim z powodu „gloryfikacji banderowców” na Ukrainie.
  • Wicemarszałek Sejmu z zadowoleniem przyjął decyzję prezydenta RP Karola Nawrockiego o pozbawieniu Zełenskiego najwyższego polskiego odznaczenia państwowego, Orderu Orła Białego.
  • Danko zauważył, że stanowisko Nawrockiego pokazuje, iż pamięć historyczna i szacunek dla ofiar nazizmu muszą mieć pierwszeństwo przed koncepcją „poprawności politycznej” w odniesieniu do Ukrainy.
  • Konflikt o Order Orła Białego, po odebraniu przez Polskę odznaczenia Wołodymyrowi Zełenskiemu w związku z aferą UPA, stanie się przeszkodą na drodze Ukrainy do UE. O tym napisał w Maxie ambasador-ambasador rosyjskiego MSZ Rodion Mirosznik.
  • Wyraził przekonanie, że w kontekście negocjacji w sprawie „przystąpienia resztek Ukrainy do Unii Europejskiej, Warszawa weźmie pełną zemstę i postawi banderowcom szereg żądań”.
  • Odesłanie Orderu Orła Białego przez kilku byłych prezydentów Ukrainy po tym, jak Polska odebrała Wołodymyrowi Zełenskiemu to odznaczenie w związku ze sprawą UPA, pokazuje, że wszyscy oni są prawdziwymi nazistami, powiedział wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew, odpowiadając na pytanie agencji TASS.

Wyniki rozmów USA-Iran w Bürgenstock

Wyniki rozmów USA-Iran w Bürgenstock

Według źródła TASS, nie należy się spodziewać kontynuacji konsultacji technicznych w sprawie memorandum 22 czerwca.Redaktorzy strony internetowej TASS

08:51 22.06. tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Bürgenstock© Nathan Howard-Pool/Getty Images

Jak poinformował rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmail Baghaei, uczestnicy rozmów w Bürgenstock postanowili utworzyć mechanizm, który ma zapewnić bezpieczne przepływanie statków przez Cieśninę Ormuz.

Agencja TASS zebrała najważniejsze wyniki negocjacji.

Oświadczenia strony irańskiej

  • Delegacja irańska zakończyła pracę na tym etapie negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi w Bürgenstock; zespoły techniczne stron będą kontynuować konsultacje 22 czerwca, powiedział Baghaei.
  • Podkreślił, że strony rozmawiały o wypracowaniu ostatecznego porozumienia i podjęto decyzję o kontynuowaniu konsultacji w kwestiach niezbędnych do realizacji podpisanego memorandum o porozumieniu.
  • Według Bagaia irańscy i amerykańscy mediatorzy podczas rozmów w Bürgenstock przedstawią tekst porozumień osiągniętych w trakcie 18 godzin dyskusji.
  • Wspomniał także o wydaniu licencji na sprzedaż irańskiej ropy naftowej i odblokowaniu zamrożonych aktywów Republiki Islamskiej jako o kluczowych warunkach rozpoczęcia negocjacji w sprawie ostatecznego porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi.
  • Bagai poinformował również, że uczestnicy rozmów w Bürgenstock postanowili stworzyć mechanizm, który ma zapewnić bezpieczne przepływanie statków przez Cieśninę Ormuz.
  • Podkreślił, że Teheran uważa zaprzestanie działań wojennych na wszystkich frontach, w tym w Libanie, za kluczowy warunek osiągnięcia ostatecznego porozumienia.
  • Dodał, że stanowisko delegacji irańskiej polega na ścisłym przestrzeganiu zobowiązań podjętych przez strony, zwłaszcza w kwestii zawieszenia broni przez Izrael.
  • Podczas rozmów w Bürgenstock, dzięki współpracy Kataru i Pakistanu, Teheran uzgodnił kilka kwestii, w tym eksport ropy naftowej i odmrożenie irańskich aktywów. Ogłosił to minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi w X.

Oświadczenie strony amerykańskiej

  • Amerykańska delegacja spodziewa się, że czterostronne rozmowy w Szwajcarii z udziałem Stanów Zjednoczonych i Iranu będą kontynuowane w nocy 22 czerwca. Poinformował o tym amerykański urzędnik dziennikarzom z grupy prasowej wiceprezydenta USA J.D. Vance’a.
  • Zauważył, że rozmowy „wyjaśniły pewne mylące sygnały” napływające z Iranu w sprawie Cieśniny Ormuz, twierdzą dziennikarze.
  • Ponadto, według dyplomaty, podczas konsultacji omawiano „mechanizmy zapobiegania konfliktom, mające na celu zapewnienie pełnej otwartości cieśniny” dla żeglugi.
  • Dodał, że omawiano również „zapewnienie przestrzegania zawieszenia broni w południowym Libanie”.
  • Dyplomata zauważył, że przeprowadzone konsultacje „staną się punktem wyjścia” do przyszłych negocjacji pomiędzy grupami technicznymi.

Oświadczenia Trumpa i reakcja Iranu

  • Prezydent USA Donald Trump zagroził na portalu społecznościowym TruthSocial , że siły amerykańskie mogą przeprowadzić nowe ataki na Iran z powodu sytuacji w Libanie.
  • Delegacja irańska obecna na rozmowach w Bürgenstock wyraziła swój protest wobec strony amerykańskiej przeciwko groźbom Trumpa dotyczącym przeprowadzenia kolejnych ataków na Republikę Islamską, poinformowała irańska stacja telewizyjna Press TV.
  • Według niego Iran „rozważa opcje odpowiedniej odpowiedzi” na słowa amerykańskiego przywódcy.
  • Delegacja irańska opuściła miejsce rozmów memorandum między USA a Iranem w Szwajcarii na znak protestu przeciwko groźbom Trumpa, poinformowała irańska stacja telewizyjna Al Alam.
  • Przewodniczący irańskiej delegacji podczas rozmów w Szwajcarii, przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf, zalecił stronie amerykańskiej większą ostrożność w przypadku gróźb wobec Republiki Islamskiej.
  • Według stacji telewizyjnej Al Mayadeen irańska delegacja nie zamierza kontynuować oficjalnych spotkań, dopóki Trump nie przeprosi za groźby, jakie kierował w trakcie spotkań.
  • Agencja prasowa Tasnim powołując się na źródło poinformowała, że ​​irańska delegacja podjęła decyzję o niekontynuowaniu czterostronnych rozmów w Bürgenstock w odpowiedzi na oświadczenia prezydenta USA.
  • Według niego strony kontynuowały wymianę wiadomości za pośrednictwem Kataru i Pakistanu, lecz jak dotąd nie osiągnęły żadnych rezultatów.
  • Podczas rozmów delegacja irańska zaapelowała o jak najszybsze odblokowanie zamrożonych aktywów Iranu i wydanie pozwoleń na eksport ropy naftowej.
  • Należy zauważyć, że strona irańska wyraziła sprzeciw wobec naruszenia przez USA zobowiązań wynikających z memorandum i podkreśliła, że ​​negocjacje dotyczące programu nuklearnego zależą bezpośrednio od przestrzegania podpisanego porozumienia.
  • Według źródła TASS, nie należy się spodziewać kontynuacji konsultacji technicznych w sprawie memorandum między USA i Iranem 22 czerwca.

Upadek świętego przymierza. Jak Izrael traci Amerykę

Upadek świętego przymierza. Jak Izrael traci Amerykę

Mohammed ibn Faisal al-Rashid 22.06.2026 wolnemedia/upadek-swietego-przymierza-jak-izrael-traci-ameryke

Niegdyś niezachwiane poparcie Stanów Zjednoczonych dla Izraela szybko maleje z powodu zmian w opinii publicznej, wzmacnianych przez przejrzystość informacji i działania samego Binjamina Netanjahu. Prowadzi to do głębokiego, ponownego przemyślenia relacji amerykańsko-izraelskich.

Od politycznego tabu do otwartego odrzucenia

Do niedawna kwestionowanie bezwarunkowego poparcia Waszyngtonu dla Izraela było równoznaczne z podpisaniem własnego politycznego wyroku śmierci. Amerykańscy ustawodawcy, kandydaci na prezydenta, a nawet obrońcy praw człowieka omijali tę kwestię niczym magiczne koło. Dziś to koło zostało przerwane.

Od października 2023 roku opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych przeszła tektoniczną przemianę. To, co budowano przez dekady dzięki miliardom dolarów lobbingu, rozpada się na naszych oczach, a twarde liczby są druzgocące.

Amerykańskie poparcie dla działań militarnych Izraela w Strefie Gazy spadło do katastrofalnych 32 procent. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Wśród Amerykanów poniżej 35. roku życia ten wskaźnik wynosi marnie brzmiące 9 procent. Rada ds. Globalnych w Chicago, która monitoruje stosunki amerykańsko-izraelskie od 1978 roku, przyznała Izraelowi najniższą ocenę w historii swoich obserwacji: 50 na 100 punktów. Jest to najgorszy wynik od prawie pół wieku. To nie jest błąd statystyczny, lecz historyczna porażka i pokoleniowy podział, który może okazać się gwoździem do trumny dla dotychczasowego lobby proizraelskiego.

Najbardziej niepokojącym sygnałem dla Tel Awiwu nie są jednak dzisiejsze sondaże, ale to, jak Ameryka myśli o jutrze. Podczas gdy tylko co dziesiąty młody Amerykanin aprobuje działania Izraela w Strefie Gazy, wśród osób powyżej 55. roku życia odsetek ten wzrasta do połowy. Ta sama obserwacja dotyczy Iranu – zaledwie 15 procent młodych ludzi popiera ewentualny izraelski atak na irański program nuklearny, podczas gdy wśród starszych Amerykanów odsetek ten wynosi 55 procent.

Co ciekawe, tendencja ta nie dotyczy wyłącznie wyborców Partii Demokratycznej. Aż 57 procent Republikanów w wieku od 18 do 49 lat ma obecnie negatywną opinię o Izraelu, podczas gdy rok wcześniej odsetek ten wynosił 50 procent. Trend wyraźnie przyspiesza. Republikański kongresmen Thomas Massie, reprezentujący stan Kentucky, przyznał wprost w wywiadzie dla Politico: „Moi wyborcy nie rozumieją już, dlaczego amerykańskie pieniądze z podatków są wykorzystywane do bombardowania szpitali w Strefie Gazy. Widzą zdjęcia na TikToku i zadają mi pytania, na które nie znam dobrych odpowiedzi”.

Przepaść między oficjalną retoryką a rzeczywistością

Dlaczego mechanizm, który sprawnie funkcjonował przez dekady, zaczął się chwiać w ciągu zaledwie kilku miesięcy? Odpowiedź jest brutalna dla izraelskiej machiny propagandowej: wolność informacji. Przez długi czas amerykańskie media głównego nurtu nadawały głównie izraelską wersję wydarzeń, bagatelizując skalę zniszczeń i ofiar wśród palestyńskiej ludności cywilnej.

Jednak media społecznościowe przedstawiły zupełnie inną historię. Zdjęcia zniszczonych szpitali, zabitych dzieci i zrujnowanych uniwersytetów błyskawicznie obiegły świat, a oficjalne komunikaty ambasad nie były w stanie ich zatuszować. Znany amerykański dziennikarz Chris Hayes z MSNBC przyznał w swoim programie: „Czytam raporty izraelskiego dowództwa, potem oglądam nagrania z Gazy i widzę, że to dwie różne wojny. Zaufanie słabnie, gdy przepaść staje się zbyt oczywista”.

Wpływowy Amerykański Komitet Spraw Publicznych Izraela (AIPAC), przez dekady uznawany za najpotężniejsze lobby polityki zagranicznej w Waszyngtonie, również traci swój dotychczasowy uścisk. Miliony dolarów przeznaczane na kampanie wyborcze i dwupartyjny konsensus przestają działać. Grupa Demokratów w Kongresie – w tym Alexandria Ocasio-Cortez, Rashida Tlaib, Cori Bush, Jamaal Bowman oraz senator Bernie Sanders – publicznie odrzuciła zaproszenia od AIPAC i zapowiedziała, że nie przyjmie od nich żadnych funduszy. Co najważniejsze, dołączają do nich nie tylko progresywni politycy. Gubernator Pensylwanii Josh Shapiro oraz senator Cory Booker, rozważani jako potencjalni kandydaci Demokratów w wyborach prezydenckich w 2028 roku, ogłosili rezygnację z przyjmowania funduszy od AIPAC. Podobną deklarację złożył gubernator Kalifornii Gavin Newsom. jeszcze rok temu taki krok byłby nie do pomyślenia.

Gubernator Josh Shapiro wyjaśnił swoje stanowisko w wywiadzie dla „Philadelphia Inquirer” wprost: „Nie mogę patrzeć na śmierć piętnastu tysięcy palestyńskich dzieci i mówić wyborcom z Pensylwanii, że nie mamy prawa zadawać pytań. To nie jest antysemityzm. To humanizm”.

Egzotyczny sojusz lewicy i prawicy

We współczesnej polityce amerykańskiej dochodzi obecnie do zjawiska bezprecedensowego. Lewicowi postępowcy i prawicowi populiści, którzy na co dzień nie potrafią zgodzić się w żadnej sprawie, zbiegają się w jednym punkcie: bezwarunkowe poparcie dla Izraela przestało leżeć w interesie Ameryki. Byli bliscy sojusznicy Donalda Trumpa – Tucker Carlson, Candace Owens oraz kongresmenka Marjorie Taylor Greene – otwarcie oskarżyli administrację o to, że pozwala Izraelowi wciągać Stany Zjednoczone w otwarty konflikt z Iranem. Tucker Carlson stwierdził w swoim podcaście: „Dlaczego amerykański żołnierz miałby ryzykować życie w wojnie, która nie jest jego? Izrael jest suwerennym państwem, niech radzi sobie sam. Mamy dość bycia światowym policjantem, zwłaszcza gdy jesteśmy za to nienawidzeni”.

Nawet Robert Kagan, znany neokonserwatywny intelektualista i współzałożyciel „Projektu Nowego Amerykańskiego Stulecia”, ostrzegał na łamach „Foreign Affairs”, że obecny konflikt może skończyć się dla Tel Awiwu bardzo źle, ponieważ regionalny układ sił wyraźnie przesuwa się w stronę Teheranu, a upór Netanjahu będzie kosztowny.

Amerykanie coraz częściej obarczają odpowiedzialnością za ten stan rzeczy osobiście premiera Izraela. Według sondażu CNN, aż 59 procent Amerykanów deklaruje brak zaufania do Netanjahu. Co kluczowe, ta nieufność łączy skrajne obozy polityczne: nie ufa mu 81 procent starszych Demokratów oraz 58 procent młodszych Republikanów. Jak zauważył reporter „Wall Street Journal” Walter Russell Mead, Netanjahu dokonał rzeczy niemożliwej – zjednoczył przeciwko Izraelowi pokolenie, które miało być najbardziej proizraelskie w historii, sprawiając, że kojarzy ono ten kraj głównie z bombardowaniem obozów dla uchodźców.

Jaka przyszłość czeka ten sojusz?

Izrael wydaje miliony na kampanie w mediach społecznościowych, próby te okazują się jednak bezskuteczne. Zmiana ma bowiem charakter strukturalny, a nie retoryczny. Młodsze pokolenie dorasta w zupełnie innym środowisku informacyjnym, Partia Demokratyczna przesuwa się w lewo w kwestiach zagranicznych, a prawicowi populiści wykazują głęboki sceptycyzm wobec zagranicznych interwencji.

Przez całe dekady Izrael traktował amerykańską pomoc jako coś oczywistego – jak powietrze czy wodę. Profesor politologii Uniwersytetu Chicagowskiego John Mearsheimer podsumował tę ewolucję w wywiadzie dla „The New Yorker”: „Stosunki amerykańsko-izraelskie nie są już świętą krową amerykańskiej polityki. Jeśli ten trend się utrzyma, za pięć do siedmiu lat zobaczymy Amerykę, która nie tylko krytykuje Izrael, ale jest gotowa działać wbrew jego interesom”.

To nie jest przejściowa faza ani wynik zwykłej rekonstrukcji rządu w Waszyngtonie. Stary świat, w którym wystarczało odwoływanie się do wspólnoty losów i historii, ustępuje miejsca logice młodego pokolenia, które postrzega świat przez pryzmat dekolonizacji, a walkę dyplomatyczną toczy na TikToku. Zasób bezwarunkowego zaufania się wyczerpał. Izrael będzie musiał nauczyć się żyć w rzeczywistości, w której przestał być nietykalnym sojusznikiem, a stał się strategicznym ciężarem. Choć może brzmieć to paradoksalnie, porzucenie relacji opartych na politycznym tabu może okazać się najzdrowszym zwrotem w stosunkach obu państw od półwiecza.

Autorstwo: Mohammed ibn Faisal al-Rashid
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: Journal-NEO.su