Marynarka Wojenna USA pogrążona jest w kryzysie, a Pete Hegseth ma to gdzieś

Marynarka Wojenna USA pogrążona jest w kryzysie, a Pete Hegseth ma to gdzieś

13 sierpnia 2026 przez Larry C. Johnson sonar21/the-us-navy-is-in-crisis-and-pete-hegseth-does-not-give-damn

W środę „The Guardian” opublikował artykuł donoszący o próbach skoku za burtę wielu marynarzy na pokładzie lotniskowca USS Abraham Lincoln, którego misja trwa już dziewiąty miesiąc i obejmuje ponad 260 kolejnych dni na morzu . Według artykułu:

Rodziny wojskowych i członkowie Kongresu biją na alarm w związku z narastającym kryzysem zdrowia psychicznego na pokładzie okrętu USS Abraham Lincoln, w czasie gdy 5000 marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej pełni rekordową służbę na morzu w związku z wojną z Iranem.

Dwie wiodące specjalistyczne gazety wojskowe,„Navy Times” i„Stars and Stripes”, donoszą o licznych próbach skoków za burtę podejmowanych przez marynarzy, ponieważ złe warunki i stres psychiczny na pokładzie Lincolna sięgają zenitu. Załoga jest na morzu już dziewiąty miesiąc i spędziła 250 dni bez lądowania – to rekord dla współczesnego lotniskowca.

Pete Hegseth, błazen pełniący funkcję Sekretarza Wojny, zbagatelizował skargi rodzin marynarzy, nazywając je „fake newsami”. Jedynym kłamcą w tej sprawie jest Hegseth.

Artykuł w „Guardianie” wywołał odpowiedź od dobrego przyjaciela, który niedawno przeszedł na emeryturę z wojska. Oto, co mi przysłał:

I wreszcie prawda. To krąży. Jeśli Lincoln ma na pokładzie 5000 ludzi i nie widział lądu od 38 tygodni… głodują, nie ma paczek, racjonują kawę, czekają na śmierć od cholernego irańskiego hipersonicznego pocisku. Mówią, że było 6 prób. Prawie rok na morzu, bez lądu itd., rzeczywista liczba prób jest prawdopodobnie 5- lub 10-krotna.

Więcej prób samobójczych zdarza się podczas NORMALNEJ operacji lotniskowej. To po prostu normalne, czynnik statystyczny. A to PRZED wysłaniem na śmierć z czysto polityczną misją od kogoś, kto otwarcie nienawidzi żołnierzy i uważa ich za mięczaków, bo zostali ranni lub umarli.

Sześć prób brzmi jak dużo, ale ta liczba jest DUŻO DUŻO za mała. Jako oficer, tak jak oni, musiałem przeprowadzić szereg dochodzeń dowództwa Armii 15-6 w sprawie żołnierzy popełniających samobójstwo. Wszyscy oficerowie to robią, to normalna funkcja. Samobójstwa to bardzo realna i stabilna liczba. I to, gdy wciąż jesteś w więzieniu. Nie mają pojęcia, co ich czeka pierwszej nocy po powrocie do domu (lub gdziekolwiek) i mają czas, aby spędzić samotnie myśląc o tym SAMOTNIE BEZ NICZEGO, CO BY CIĘ ROZPROSZYŁO POZA TWOIMI JEDYNYMI PRZYJACIÓŁMI JIMEM I JACKIEM (tj. Jim Beam i whisky Jack Daniels). Czy wiesz, że na wszystkich okrętach marynarki wojennej odbywają się patrole wędrowne zwane „fire-guard”? Ten termin stał się powszechnym określeniem dla wszystkich rodzajów służb. Oznacza to rotacyjny harmonogram monitorowania obwodu, aby upewnić się, że nie ma „pożarów”. Błąd… straż ma zapobiegać próbom samobójstwa na miejscu. „Warta przeciwpożarowa” nadal ma miejsce w wojsku, w podstawowym szkoleniu, w terenie, na ćwiczeniach czy misjach itd. Nie ma to nic wspólnego z ogniem. Samobójstwo jest częścią codziennego życia w wojsku.

[DUI (skrót od Driving Under the Influence) to w Stanach Zjednoczonych poważne przestępstwo polegające na prowadzeniu pojazdu pod wpływem alkoholu, narkotyków lub leków. [1, 2] md]

Oto kolejny przykład: w dużych jednostkach, takich jak 82. Dywizja Powietrznodesantowa, 101. Dywizja Powietrznodesantowa… jeśli jednostka wytrzyma 82 lub 101 dni bez DUI, każdy dostaje 4-dniowy weekend. Cóż, nigdy regularnie nie wytrzymali dłużej niż 3 tygodnie bez DUI. Musieli więc zwiększyć mianownik do… samobójstw. Każdy dostaje długi weekend, jeśli wytrzymamy 82 dni bez samobójstwa w NASZEJ WŁASNEJ JEDNOSTCE. Zgadnij, ile było dni wolnych? Żadnego. Musieliśmy znowu zmienić mianownik… szczerze. Myślę, że nowym mianownikiem były tak naprawdę narkotyki. Mogliśmy wytrzymać 82 dni bez kogoś ZŁAPANEGO I OSKARŻONEGO o używanie narkotyków w koszarach lub gdziekolwiek. Nie udało nam się jednak wytrzymać 82 dni bez DUI lub samobójstwa.

Brałem udział w pierwszej inwazji na Irak 26 marca 2003 roku. Właśnie skończyłem 44 lata i ponad rok temu zakończyłem czynną służbę. 44-20=24.

44 lata minus 20 to 24 lata PTSD (od zabijania ludzi… Dziki Zachód w tamtych czasach), rozwodów, kilku nieudanych prób samobójczych, głównie surfowania na dużych falach na Hawajach, skąd tak naprawdę nie spodziewasz się powrotu. Co prawda byłem szeregowcem podczas inwazji na Irak, ale potem uczęszczałem do West Point i PO TYM rozpocząłem udaną karierę oficerską, wliczając w to kolejne misje bojowe.

Jak już wspomniałem, jestem przewodniczącym klasy West Point od 20 lat, a może i więcej, więc znam liczbę poległych od pierwszego dnia w West Point do teraz. Samobójstwa w West Point są bardzo częste. Preferowaną metodą, ponieważ wszyscy są w dobrej formie i dużo biegają, jest bieg do mostu Bear Mountain, a następnie skok. Myślę, że co najmniej 5 osób popełniło samobójstwo, kiedy tam byłem. I pamiętajcie, że mogli po prostu zrezygnować i wrócić do domu. Straciliśmy też kilku w walkach, szczególnie w latach 2009-2012, kiedy sytuacja znów się zaostrzyła po przełamaniu natarcia itd., ale straciliśmy o wiele więcej z powodu samobójstw, jako oficerowie. Z rodzinami.

Wiecie, jaka jest jedna z „fajniejszych” decyzji, jaką muszę podjąć jako przewodnicząca klasy? Gdzie ich nazwiska trafiają i jak są umieszczani na liście klasowej. Mamy trzy grupy demograficzne zmarłych kolegów z klasy: bojowych, samobójczych lub z obrażeniami niebojowymi (katastrofa helikoptera podczas ćwiczeń itp.).

Mogę słuchać i rozmawiać z każdym, kto z rodziny moich zmarłych kolegów z klasy spiera się o to, czy jego nazwisko powinno znaleźć się na liście „poległych w walce”, jeśli większość z nich popełniła samobójstwo na polu walki, wkrótce po powrocie z pola walki lub wiele lat później. Możecie sobie wyobrazić, jak emocjonalne są te rozmowy.

Tylko 6 prób samobójczych na 5000 na lotniskowcu, który jest iskrą zapalną wściekłości, frustracji i oczekiwania na śmierć? Pomnóż przez 5, minimum. W końcu po prostu powiedzą przełożonym, że jeśli twój marynarz lub żołnierz popełni samobójstwo, to TY jesteś za to odpowiedzialny.

Słyszałem też od matki marynarza, który służył na USS Tripoli. Napisała:

Chyba już wspominałem, że martwię się o zdrowie psychiczne tych marynarzy i marines na okrętach marynarki wojennej w czasie wojny. Dlaczego? Ponieważ usunęli wszystkich kapelanów z okrętu mojego syna, USS TRIPOLI. Wyrzucili ich z Diego Garcia, tuż przed ich ostatnim etapem podróży do CENTCOM. To mnie wkurza. Obdzwoniłem tylu polityków i podniosłem alarm w sprawie ich usunięć. Zapytałem, ilu innych kapelanów zostało usuniętych z innych okrętów??? Znów nikt do mnie nie oddzwonił ani nie wysłał mi tych odpowiedzi e-mailem. A tu jesteśmy, marynarze próbują popełnić samobójstwo na wojnie.

Boże, Hegseth POWINIEN ZOSTAĆ ZWOLNIONY! Gwarantuję, że wiele rodzin wojskowych nie wie, że ich bliscy kapelani zostali usunięci przed pójściem na wojnę. To kluczowy atut mieć kapelana w czasie wojny!!! Widzą tyle makabrycznych rzeczy (ofiary, dzieci i przyjaciół wysadzonych w powietrze), z którymi trudno sobie poradzić. To mnie wkurza!!! Kto, do cholery, może sprawić, by ta wiadomość rozeszła się po wszystkich mediach? Hegseth NIE miał żadnego prawa odwoływać tych kapelanów. Politycy powinni domagać się jego zwolnienia i natychmiast przywrócić kapelanów na każdy okręt marynarki wojennej, zwłaszcza w czasie wojny.

Ten kryzys jest prawdziwy, a Donald Trump i jego żałosny Sekretarz Wojny nie robią nic, aby rozwiązać problem.


Oto moja rozmowa z wtorku ze Stanislavem Krapivnikiem:

gość Larry Johnson Nowy ruch METO

Pepe i ja omawiamy stan rzekomych negocjacji między USA a Iranem, w których Pakistan pełni rolę mediatora:

PILNE: LARRY I PEPE UJAWNIAJĄ NAJGŁUPSZE JAK DOTĄD OŚWIADCZENIE BESSENTA Trump mówi „Całkowita kontrola” Iran mówi NIE

Rozmawiałem z Dannym Haiphongiem o samobójstwie załogi USS Lincoln:

USS Lincoln w FATALNYM buncie, Iran ZMUSZA Marynarkę Wojenną USA do ZWRÓCENIA SIĘ przeciwko sobie | Larry Johnson

Wyjaśniłem Nimie, dlaczego plan Trumpa mający na celu doprowadzenie Iranu do bankructwa nie zadziała:

Larry Johnson:

Zakwestionowałem historię, jakoby Iran planował ostrzelać samolot Trumpa rakietą przeciwlotniczą:

PILNE: Irańczycy planowali zestrzelić samolot Trumpa rakietą SAM — z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Przegląd wiadomości dnia z Sulaimanem:

TRUMP UKRYWA SIĘ W CIĘŻARÓWCE, PODCZAS GDY IRAN PRÓBUJE GO ZAMordOWAĆ, AMERYKAŃSCY MARYNARZE POPEŁNIAJĄ SAMOBÓJSTWO Z CIA, LARRYM JOHNESEM

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie. Nie pobieram opłat abonamentowych ani nie akceptuję reklam. Chcę, aby treści były dostępne dla wszystkich zainteresowanych poruszanymi przeze mnie tematami. Jeśli jednak chcesz przekazać darowiznę, skorzystaj z tego linku .

Powtórka w Cirque du Hormuz – Największym Spektaklu na Ziemi!

Powtórka w Cirque Du Hormuz – Największym Spektaklu na Ziemi!

Symplicjusz 13 sierpnia 2026 r. simplicius/encore-at-the-cirque-du-hormuz

Niezrównoważona natura irańskiej katastrofy Trumpa coraz bardziej przeradza się w coś naprawdę żałosnego.

Przywodzi to na myśl popularny opis upadku Rzymu, którego jedna z wersji brzmi mniej więcej tak: „Przeciętny obywatel rzymski nie zauważył upadku swojego imperium, dopóki pewnego dnia drogi i mosty po prostu nie przestały być naprawiane”.

W tym przypadku amerykańskie społeczeństwo żyje w stanie uprzedzenia do normalności, w którym opaleni natryskowo politycy bełkoczą o jakimś „złotym wieku”, podczas gdy praktycznie wszystko, co kojarzone jest z amerykańskim imperium, powoli ląduje w koszu.

Mówiąc delikatnie, sytuacja jest oszałamiająca.

Działania Marynarki Wojennej USA przeciwko Iranowi w dalszym ciągu budzą zdumienie obserwatorów, którzy słyszeli nowe doniesienia o marynarzach próbujących dosłownie wyskoczyć z pokładu lotniskowca USS Lincoln:

https://www.militarytimes.com/news/your-military/2026/08/11/multiple-uss-abraham-lincoln-sailors-have-tried-to-go-overboard-amid-extended-deployment-families-say/
https://www.independent.co.uk/news/world/americas/middle-east-abraham-lincon-sailors-iran-b3031718.html

Rodziny marynarzy, którzy znajdowali się na pokładzie USS Abraham Lincoln, twierdziły, że zdesperowani marynarze próbowali wyskoczyć za burtę podczas dłuższej misji na Bliskim Wschodzie.

Lotniskowiec, z załogą liczącą około 5000 marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, jest w służbie od 21 listopada, ale ostatnio wspiera operacje wojskowe USA w wojnie z Iranem. Zakończenie misji przewidywano na maj, ale przedłużono ją bez podania daty powrotu, poinformowały rodziny ofiar „The Military Times”.

Informacje te pochodzą bezpośrednio od rodzin poszkodowanych marynarzy:

Annabelle Loma, żona marynarza służącego na pokładzie Abraham Lincoln, powiedziała w wywiadzie, że jej mąż przebywa obecnie na zwolnieniu lekarskim po tym, jak próbował wyskoczyć z lotniskowca.

„Boi się” – powiedział Loma. „Myśli, że dostanie niehonorowe zwolnienie i że tylko dlatego, że się wypalił, jego 13-letnia kariera legła w gruzach, tak po prostu”.

Maria Rodriguez, żona innego marynarza, mówi, że jej mąż powstrzymał innego mężczyznę przed wyskoczeniem za burtę. Rodriguez powiedziała w wywiadzie dla „The Military Times”,że jej mąż chwycił ręce marynarza i wyciągnął go na pokład, a trzech innych marynarzy w końcu pobiegło mu z pomocą.

Doniesienia mówią, że niedobory kadrowe, długie godziny pracy i niskie morale na okręcie są tak przerażające, że wybuchł kryzys zdrowia psychicznego, a marynarze woleliby „nie budzić się jutro”.

https://www.ms.now/news/conditions-safety-uss-lincoln-iran-war

[moldy showers – zapleśniałe prysznice – md]

Z powyższego artykułu MS NOW (dawniej MSNBC): Nie można załadować wideo.

Aaron Parnas@ AaronParnasWYŁĄCZNIE: SMS-y od żołnierza na pokładzie USS Abraham Lincoln pokazują przerażające warunki. Nie mają świeżej żywności. Jeden z żołnierzy zapytał, czy rząd robi to celowo, aby sprawdzić, jak daleko mogą „przekraczać granice możliwości marynarzy”.

00:17 · 13 sierpnia 2026 · 231 tys. wyświetleń


197 odpowiedzi · 1,2 tys. repostów · 3,71 tys. polubień

==================================================

Kongresmen USA Mike Levin pisze:

Połączyć

Od kołyski:

Kołyska@ TheCradleMediaWIDEO | „Sześć osób próbowało wyskoczyć z [okrętu USS Lincoln]. Ostatnia próba miała miejsce w zeszły poniedziałek”. Producent multimedialny Andrew Brown twierdzi, że na pokładzie USS Lincoln panuje poważny kryzys zdrowia psychicznego, a Marynarka Wojenna aktywnie dementuje doniesienia o rozwijającym się kryzysie.

10:44 · 11 sierpnia 2026 · 685 tys. wyświetleń


430 odpowiedzi · 3,95 tys. repostów · 8,64 tys. polubień

=============================================

Sytuacja ta zdaje się odpowiadać pogłoskom o sabotażu na innych okrętach, o których słyszeliśmy już od miesięcy.

Z bardziej spekulatywnej strony, irańska stacja PressTV twierdzi, że posiada „poufną wiedzę” na temat śmiertelnej bójki, która wybuchła na pokładzie okrętu, w wyniku której zginęło siedmiu marynarzy:

https://www.presstv.co.uk/Detail/2026/08/11/774174/Śmiertelne starcie na pokładzie amerykańskiego lotniskowca Abraham Lincoln pozostawia siedem ofiar śmiertelnych i kilku rannych

Jak donoszą źródła, siedmiu członków personelu marynarki wojennej USA zginęło, a kilku zostało rannych w wyniku gwałtownego starcia na pokładzie USS Abraham Lincoln. Rosnące niepokoje wśród załogi lotniskowca ujawniły rosnącą presję wewnątrz armii amerykańskiej w związku z przedłużającą się misją.

Jak podaje agencja prasowa Tasnim, powołując się na poinformowane źródło wojskowe, do incydentu doszło, gdy doradca szefa Centralnego Dowództwa Stanów Zjednoczonych (CENTCOM) Brad Cooper wszedł na pokład lotniskowca, aby odpowiedzieć na narastające skargi członków załogi po protestach ich rodzin przeciwko przedłużającej się misji okrętu.

Jak podają źródła, doradca został powitany buczeniem i obrzucany butelkami z wodą, gdy przemawiał do zgromadzonych marynarzy i żołnierzy.

Konfrontacja następnie przerodziła się w bójkę między członkami załogi, w której użyto noży i innej broni białej. Według źródła, w jej wyniku zginęło siedem osób, a kilka zostało rannych.

Biorąc pod uwagę brak wiarygodnych źródeł, jest to najprawdopodobniej tylko żartobliwa propaganda rzucona przez Iran — ale w tym momencie nikt tego nie wie.

Jakby wygląd wojny nie był wystarczająco zły, wczoraj pojawiła się wiadomość, że Trump zmuszony był opuścić Turcję haniebną drogą ucieczki, ukrywając się w ciężarówce z jedzeniem, po tym jak rzekomo wykryto irańskie groźby wobec Airforce One.

Ron Filipkowski@ RonFilipkowski🚨🚨🚨WYŁĄCZNIE. Meidas zdobył nagranie, na którym widać Trumpa ukrywającego się w ciężarówce cateringowej podczas zmiany samolotu.

4:05 · 11 sierpnia 2026 · 207 tys. wyświetleń


212 odpowiedzi · 1,38 tys. repostów · 6,84 tys. polubień

====================================

Niedługo potem Trump, który desperacko pragnął zachować spokój i „kontrolę”, został zauważony, jak swobodnie uderza piłkę w Bedminster w stanie New Jersey, mając w rękach pełnoprawny mobilny system przeciwlotniczy AN/TWQ-1 Avenger uzbrojony w rakiety Stinger, który eskortował go wokół greenów:

Czy ostatnio grałeś w piłkę w obudowie z drutu koncertowego?

To surrealistyczna optyka.

Zwłaszcza w czasie, gdy zachodnie media szydzą z Putina za rzekome skrycie jego „rezerwatu nad jeziorem Wałdaj” tarczą antyrakietową i kpią z Modżtaby Chameneiego za „ukrywanie się jak szczur”.

Prezydent Stanów Zjednoczonych gra w golfa owinięty drutem kolczastym, mając jako wózek mobilny zestaw uzbrojenia ziemia-powietrze, zaledwie kilka dni po ucieczce z Turcji w chłodni, podczas gdy amerykańscy marynarze dosłownie skaczą z burt okrętów flagowych marynarki wojennej, uciekając przed wojną, która doprowadziła do zniszczenia wszystkich amerykańskich baz w regionie .

Ludzie. To nie są normalne czasy – być może jesteśmy w końcowej fazie gry.

Uprzedzenie do normalności uniemożliwiło nam prawdziwe docenienie niezwykłych i historycznych wydarzeń, które rozgrywają się na naszych oczach. Imperium Stanów Zjednoczonych zdaje się rzeczywiście wkraczać w swój końcowy etap.

Problemy te podkreślają doniesienia, że ​​naczelny przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA, Dan Caine, uważa, że ​​USA w zasadzie nie mają już żadnych innych opcji w kwestii Iranu i że konieczne jest wycofanie się, aby zapobiec katastrofie:

https://www.cnn.com/2026/08/07/politics/generał-dan-caine-z-rampy-wojny-w-iranie

W ciągu ostatnich kilku tygodni przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, generał Dan Caine, prywatnie dał do zrozumienia innym czołowym doradcom Trumpa, że ​​Stany Zjednoczone muszą znaleźć wyjście z wojny z Iranem — ponieważ opcje militarne, które mają na celu eskalację konfliktu, mogą przynieść odwrotny skutek, a same siły powietrzne prawdopodobnie nie doprowadzą do osiągnięcia deklarowanych celów prezydenta Donalda Trumpa, twierdzą trzy źródła zaznajomione ze sprawą.

„Caine szuka zjazdu” – powiedziało bez ogródek jedno ze źródeł.

W świetle tego Trump powiedział reporterom, że Stany Zjednoczone obecnie „nie rozgłaszają” swoich działań w Iranie, co jest eufemizmem oznaczającym unikanie upokarzającej, zakrojonej na szeroką skalę próby podporządkowania sobie Iranu i zamiast tego dążenie do wywierania presji ekonomicznej, co pozwala mu podtrzymywać iluzję, że Stany Zjednoczone mają jakąś inicjatywę poprzez kontrolę nad Ormuz.

https://www.axios.com/2026/08/09/trump-iran-interview

„Prowadzimy z nimi jedynie częściowe negocjacje. Po prostu obserwujemy Iran z jego ogromną inflacją i faktem, że nie mają pieniędzy”.

[Trump] podkreślił, że Iran „jest w bardzo złej kondycji” gospodarczej i nie ma pieniędzy na żołd dla swoich żołnierzy.Blokada morska USA zaostrzyła kryzys gospodarczy irańskiego reżimu, powiedział Trump.

Trump określił domniemaną kontrolę USA nad Ormuzem jako nieprzekraczalną „ścianę stali”, mimo że wcześniej przyznał, iż mogą tam znajdować się uciążliwe miny uniemożliwiające płochliwym przewoźnikom przesyłanie przez nią statków:

Wielu innych powiązanych ekspertów wyraziło odwrotne stanowisko — że nie ma dowodów na to, że szlakiem omańskim płynie duża ilość ropy, co Trump rzekomo ułatwia dzięki swojej blaszanej ścianie:

Według doniesień WSJ Trump w zasadzie zdaje sobie sprawę, że jest przegrany i jest gotowy wycofać się z wojny z Iranem nawet bez zawarcia umowy nuklearnej, pod warunkiem, że Iran będzie na tyle uprzejmy, by ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz, która stała się zmorą całej jego prezydenckiej kariery.

Z artykułu :

WASZYNGTON — Od tygodni prezydent Trump przygotowywał się na ogłoszenie zwycięstwa w wojnie z Iranem, gdyby Teheran w pełni otworzył Cieśninę Ormuz.Jak poinformowali urzędnicy amerykańscy, prywatnie przedstawił nawet pomysł swoim wysokim rangą współpracownikom, że jest gotów wycofać się z porozumienia nuklearnego.

Jednak osiągnięcie tego pomniejszonego celu stało się trudniejsze, gdy Iran w sobotę zażądał najwyższej jak dotąd ceny za umożliwienie swobodnego przepływu ruchu na szlaku wodnym, domagając się między innymi miliardów dolarów w formie płatności ze strony USA, wycofania wojsk amerykańskich z regionu i zakończenia blokady morskiej USA.

Autorzy zauważają, że Iran zdaje sobie sprawę z dylematu Trumpa i celowo zwiększa koszty, aby uniemożliwić mu wycofanie się w celu ratowania twarzy, biorąc pod uwagę, że Iran ma teraz wszystkie karty i kontroluje całą grę:

„Ostatnie nieprzejednane żądania Iranu dotyczące ponownego otwarcia cieśniny utrudniają prezydentowi znalezienie wyjścia z konfliktu, które pozwoliłoby mu zachować twarz” –powiedziała Mona Yacoubian, dyrektor programu Bliskiego Wschodu w Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, waszyngtońskim think tanku.

Gregory Brew, ekspert ds. Iranu w firmie konsultingowej Eurasia Group, powiedział: „Irańczycy są przekonani, że Trump chce wycofać się z kraju i skupia się na otwarciu cieśniny, dlatego grają ostro”.

W obliczu zbliżających się wyborów uzupełniających i wciąż rosnących cen benzyny Trumpowi kończy się czas w grze w ciuciubabkę z przeciwnikiem, którego „zniszczył” już pięciokrotnie.

Teraz, gdy do wyborów parlamentarnych pozostało mniej niż trzy miesiące, a cena benzyny jest nadal znacznie wyższa niż przed wybuchem wojny pod koniec lutego, Trump szuka sposobów, by dać Amerykanom do zrozumienia, że ​​wojna została wygrana.

Można przypuszczać, że „pył jądrowy” znów zostanie uznany za nieistotny.

Dla Iranu zwycięstwo w wojnie zapoczątkowało zupełnie nową fazę rozwoju narodowego:

Przedstawiciel Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej stwierdził, że irańska balistyka jest teraz produkowana szybciej, niż jest wystrzeliwana, i że Iran może prowadzić wojnę w nieskończoność:

Starszy doradca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej powiedział w środę, że cała irańska broń, amunicja i sprzęt są obecnie produkowane w kraju, produkcja pocisków balistycznych przebiega szybciej, niż są odpalane, a Iran mógłby prowadzić wojnę przez lata.

Generał brygady Mohammad Reza Naghdi, starszy doradca głównodowodzącego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, powiedział w telewizji państwowej, że „czynnikiem naszego zwycięstwa w wojnie z Ameryką jest siła naszej wiary”.

W ramach nowej doktryny Iran podobno otwiera możliwość przeniesienia wojny na „teren wroga”, co być może w pewnym sensie odzwierciedla niedawną strategię Ukrainy wobec Rosji:

https://www.ibtimes.co.uk/iran-revolutionary-guard-threatens-us-soil-hormuz-talks-collapse-1813806

Nowa doktryna wojskowa Iranu nakłada na IRGC obowiązek atakowania wroga na swoim terytorium

TABNAK, 12 sierpnia – Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej musi być w stanie przenieść wojnę na terytorium wroga, powiedział w środę wysoki rangą dowódca, dodając, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej otrzymał rozkaz zbudowania potencjału do prowadzenia działań ofensywnych poza granicami kraju.

Gorzej być nie mogło dla Trumpa na wyspie Ormuz.

https://www.economist.com/interactive/trump-approval-tracker

Biorąc pod uwagę rekordowo niskie poparcie w najnowszych sondażach i coraz bardziej upokarzającą opinię publiczną, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Trumpowi uda się jeszcze naśladować Leslie Nielsena.

Nie bawi Cię to?


Teoretyczna i historyczna podbudowa zbrodniczej działalności OUN-UPA

Teoretyczna podbudowa zbrodniczej działalności OUN-UPA

Zanim przejdę  do opisania  teoretycznej podbudowy zbrodni dokonanej przez OUN- UPA warto przypomnieć, że z masowymi mordami ludności polskiej i żydowskiej mieliśmy już do czynienia w trakcie powstań kozackich w XVII i XVIII w., co później było pochwalane w utworach literackich M. Gogola („Taras Bulba”) i T. Szewczenki („Hajdamacy”)

Najbardziej znane masowe zbrodnie popełnione w tamtym czasie przez Kozaków to:

– Wymordowanie po bitwie pod Batohem, z rozkazu B. Chmielnickiego, w dniach  3-4 czerwca 1652 r. od 3500 do 5000 wziętych do niewoli żołnierzy polskich – elity polskiej armii, w tym hetmana wielkiego koronnego Marcina Kalinowskiego. Zbrodni dokonano przez podcinanie gardeł jeńcom lub przez ścięcie  głowy. Kaźń odbywała się w obecności pozostałych czekających na śmierć. Zbrodnia często jest nazywana sarmackim Katyniem

– Wymordowanie w trakcie  kolejnego powstania kozackiego, ok. 20 tys. cywili, w tym duchownych, kobiet i dzieci, po zdobyciu przez kozaków w dniu 20 czerwca 1768 r. Humania. Wśród zbrodniarzy wyróżniał się setnik kozacki Iwan Gonta – bohater współczesnej Ukrainy

– Masowe mordy Polaków i Żydów na Ukrainie Naddnieprzańskiej w latach 1917 -1920, kiedy to zamordowanych zostało kilkanaście tysięcy Polaków i ok. 50 tys. – 250 tys. Żydów. Opisy tych zbrodni można znaleźć m. in. w pracy Zofii Kossak „Pożoga”, czy też w książce Marii Dunin Kozickiej „Burza od Wschodu”.

Zatem gdzie szukać  początków ideologii ukraińskiego nacjonalizmu? Wydaje się, że należałoby   sięgnąć do dziewiętnastowiecznych prac takich autorów jak: Mikołaj Gogol i jego powieść  „Taras Bulba”, Taras Szewczenko i jego poemat  „Hajdamacy”, Mykoła Kostomarow – historyk i pisarz, Paweł Czubyński – twórca hymnu ukraińskiego, czy też historyk Mychajło Hruszewski.

Mikołaj Gogol w swojej powieści „Taras Bulba” opisuje walkę Kozaków z Rzeczpospolitą, której przedstawiciele są dla Kozaków przeklętymi łacinnikami. Główny bohater zabija swojego syna tylko dlatego, że zakochał się w Polce i stanął do walki z Kozakami w jej obronie.

Kolejny „wielki” wieszcz ukraiński to Taras Szewczenko. Sztandarowym jego utworem jest poemat „Hajdamacy”, który niedawno przetłumaczyła na język polski Pani doktor Lucyna Kulińska. Warto się zapoznać z kilkoma fragmentami:

Zawzięta gromada,/ Jak śmierć sama nie żałuje,/ Ni lat, ni urody,/ Ni szlachcianek, ni Żydówek,/ Krew płynie do wody,/ Ni kaleki ni chorego,/ Ni małej dzieciny,/ Nie zostało,/ Nie zaklęli,/ Złowrogiej godziny,/ Wszyscy legli rzędem,/ Ani żywej duszy,/ Izraelskiej i szlacheckiej,/ Dajcie Lacha, krwi dajcie,/ Mięsa z krwią i pianą!

I jeszcze dwa fragmenty:

Pohulali –/ Kupa koło kupy,/ Od Kijowa do Humania,/ Legły polskie trupy./ Machnął nożem –/ I dziatki nie żyją….

Syny moje, syny moje!/ Czemu wy maleńcy!/ Czemy wy wroga nie rżnęli?/ Matki nie zabili,/ Tej przeklętej katoliczki,/ Co was porodziła?

Warto zwrócić uwagę, że Szewczenko tworzył w tym samym czasie co Adam Mickiewicz, jednak ich poezja ma trochę odmienny charakter. Nasz wiesz narodowy nigdy nie nawoływał i nie pochwalał mordów. Prawdopodobnie nie wszyscy czytelnicy Myśli Polskiej wiedzą, że Szewczenko ma w Warszawie skwer i pomnik. Honorowanie takich postaci daje odpowiednie świadectwo władzom Warszawy i pozostawię to bez komentarza.

Kolejna postać z panteonu hańby to Paweł Czubiński (1839-1884) – autor słów hymnu ukraińskiego.  A to fragment pierwotnej wersji hymnu ukraińskiego, dziś dyskretnie skorygowanego: „Staniemy bracia do krwawego boju od Sanu do Donu [….] Nalewajko, Żeleźniak i Taras Triasiło z grobów wzywają nas do świętej pracy”.

Ostatnia postać z tego okresu  czyli przełomu XIX i XX w., warta przypomnienia to historyk  Mychaiło Hruszewski – autor  „Historii Ukrainy-Rusi”, 5-tomowej „Historii literatury ukraińskiej”, „Zarysu historii narodu ukraińskiego” i „Ilustrowanej historii Ukrainy”. Ten historyk, pochodzący z Ukrainy Naddnieprzańskiej, został sprowadzony przez konserwatystów galicyjskich do Lwowa, gdzie w 1894 r. otrzymał katedrę na Uniwersytecie Lwowskim. Sądzono, że patriota ukraiński, pochodzący z tej części Ukrainy, która była pod zaborem rosyjskim nie będzie nastawiony antypolsko, a będzie wychowywał ukraińską młodzież galicyjską w duchu antyrosyjskim. Niestety stało się wręcz odwrotnie.

Na przykład w 1905 r. Hruszewski pisał: „Historyczne związki Polski i Ukrainy sprowadzają się do tego, że naród ukraiński był ograbiany przez polski; on zawładnął bogactwami Ukrainy, jej ziemiami, wchłaniał w ciągu wieków wszystko, co bardziej wartościowego pojawiało się w środowisku ukraińskim i sprowadził naród ukraiński do masy parobków, pracujących na rzecz polskiego narodu i kultury”.

Rozczarowany jego postawą Namiestnik Galicji Michał Bobrzyński tak oto napisał w swoich wspomnieniach: „Powołano go do Lwowa w myśli, że wyrósłszy z dala od sporu naukowego w Galicji i przybywając z Kijowa gdzie Polacy i Ukraińcy łączyli się od dawna we wspólnej obronie narodowej przeciw uciskowi rosyjskiemu, reprezentować będzie na Uniwersytecie Lwowskim element zgodnej pracy zarówno w gronie profesorów, jak też pomiędzy młodzieżą. Nadzieje te nie ziściły się wcale.”

Wszystkie teksty publicystyczne Hruszewskiego, niezależnie od użytego w nich stylu i docelowej grupy odbiorców, są nieprzyjazne Polakom. Niechęć przejawia się już przez uznawanie ich za niebezpiecznego rywala, a nawet wroga Ukraińców,  przez jednostronne przedstawianie wizji historii relacji polsko – ukraińskich, jednowymiarową ocenę stosunków panujących w Galicji, torpedowanie prób ugody polsko-ukraińskiej w owym austriackim kraju koronnym, ostrzeżenia przed pospiesznym nadawaniem autonomii Kongresówce, czy wreszcie lęk przed porozumieniem polsko-rosyjskim, skierowanym przeciwko Ukraińcom i ukraińskiemu ruchowi narodowemu.

Uczony w swoich epitetach nie poprzestawał na zdefiniowaniu Polaków jako wrogów, lecz głosił, że są to wrogowie szczególnie niebezpieczni, podstępni.

John Armstrong w monografii Ukrainian Nationalism 1939–1945 przedstawił pogląd, że pierwszych śladów tworzenia się ideologii nacjonalizmu ukraińskiego należy się doszukiwać w twórczości pisarzy ukraińskich:  Tarasa Szewczenki, Iwana Franki, Mykoły Kostomarowa i w szczególności Mychajła Hruszewskiego, „który, być może bardziej niż ktokolwiek inny, zasługuje na tytuł ojca ukraińskiego nacjonalizmu”.

Przejdźmy teraz do krótkiej  charakterystyki dwudziestowiecznych ideologów nacjonalistycznej myśli ukraińskiej. Pierwszym przedstawicielem był Mykoła Michnowski. Sformułował postulat Ukrainy dla Ukraińców, który OUN przyjęła jako główny cel do osiągnięcia oraz opracował treść tzw. 10 przykazań: Zostały opublikowane w 1903 r. kolportowane wśród społeczeństwa ukraińskiego w zaborze austriackim i rosyjskim, oraz w diasporze jako manifest ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Warto zapoznać czytelników z ich treścią:

  1. Jedna, jedyna, niepodzielna, niepodległa, wolna, demokratyczna Ukraina – republika ludzi pracujących. Oto narodowy, ogólnoukraiński ideał. Niech każde ukraińskie dziecko pamięta, że narodziło się ono na ten świat, by spełnić ten ideał.
  2. Wszyscy ludzie są twoimi braćmi, ale Moskale, Lachy, Węgrzy, Rumuni i Żydzi – to wrogowie naszego narodu, dopóki oni panują nad nami i wyzyskują nas.
  3. Ukraina dla Ukraińców! Wygoń więc zewsząd z Ukrainy obcych – gnębicieli.
  4. Zawsze i wszędzie używaj ukraińskiego języka. Niech ani twoja żona, ani twoje dzieci nie kalają twojego domu mową obcych – gnębicieli.
  5. Szanuj działaczy rodzinnego kraju, nienawidź jego wrogów, znieważaj przechrztów – odstępców, a będzie dobrze całemu twojemu narodowi i tobie.
  6. Nie zabijaj Ukrainy swoją obojętnością dla ogólnonarodowych interesów.
  7. Nie stań się renegatem – odstępcą.
  8. Nie okradaj własnego narodu pracując dla wrogów Ukrainy.
  9. Pomagaj swojemu rodakowi przed innymi. Trzymaj się kupy.
  10. Nie bierz sobie żony z obcych, gdyż twoje dzieci będą twoimi wrogami; nie przyjaźń się z wrogami naszego narodu, bo tym dodajesz im siły i odwagi; nie zadawaj się z gnębicielami naszymi, bo zostaniesz zdrajcą.

Ten swoisty dekalog Michnowskiego posłużył jako wzór dla późniejszego Dekalogu ukraińskiego nacjonalisty S. Łękawskiego. Warto też przypomnieć, że w  publicystyce Michnowskiego można niejednokrotnie spotkać takie określenia jak „przybłędy” czy „pasożyty” odnoszące się do obco krajowców – Rosjan, Polaków Żydów i Węgrów. Na uwagę zasługuje fakt, że Michnowski nawoływał do przeprowadzenia czystek etnicznych i masowych mordów już na początku XX w., a więc w czasie gdy takie zbrodnie w ówczesnej Europie były nie do wyobrażenia.

Kolejną postacią, na którą warto zwrócić baczną uwagę jest Mychajło Kołodziński (1902-1939). Ojciec jego był  Polakiem, a sam Mychajło był ochrzczony w obrządku rzymsko-katolickim. Odbył służbę w WP, ukończył szkołę  podchorążych, a następnie studiował prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. W 1929 r. wydał we Lwowie broszurę „Polskie powstania 1863”, w której pisał m. in.:

„Jeśli dla zdobycia wolności naszego narodu trzeba krwi, dajmy morze krwi, trzeba terroru wprowadźmy piekielny. W drodze do celu jakim jest państwo ukraińskie nie wstydźmy się mordów, grabieży i podpaleń”. Za działalność w nielegalnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN)  został aresztowany w 1932 r.  i skazany na rok więźnia. Po wyjściu z więzienia wyjechał za granicę, gdzie związał się z chorwackimi ustaszami. Został uwięziony przez Włochów po zamordowaniu przez ustaszy króla Jugosławii Aleksandra oraz francuskiego ministra spraw zagranicznych Louisa Barthou. I tu zaczyna się najciekawsza część jego życiorysu.

W ujawnionych przez Grzegorza Motykę w książce „Wołyń 1943” fragmentach pracy Kołodzińskiego „Ukraińska doktryna  wojenna” napisanej we włoskim więzieniu możemy przeczytać: „W powstaniu na pierwsze miejsce wysuwa się okrucieństwo i nienawiść […]. Tylko wtedy będziemy mieli moralną przewagę podczas powstania, jeśli wykażemy się większym okrucieństwem wobec nich. Masa chce zemsty […] i nie należy przeszkadzać jej […] wezwaniami miłości bliźniego”. Wzywał by  Polaków „wymieść do ostatniej nogi”, by „skończyć z pretensjami do polskiego charakteru tych ziem, a „przy tym wykazać się takim okrucieństwem w czasie powstania narodowego aby jeszcze dziesiąte pokolenie bało się choćby patrzeć w stronę Ukrainy”.

W wypadku granic zachodnich za absolutne minimum uznawał opanowanie Lwowa, Przemyśla, Brześcia oraz Łemkowszczyzny (Beskidu Niskiego i Bieszczad), którą zamierzał zamienić w fortecę. W efekcie: „Żaden Polak nie odważy się przejść na wschód od Wisły, jeśli najpierw nie będzie zdobyta Łemkowszczyzna”. Na wschodzie i północy uznawał za konieczne oparcie granic na Wołdze. W jego ocenie niezbędne było również opanowanie części Azji Środkowej, w tym Kazachstanu, którego mieszkańcy jak uważał mogli być jedynie poddanymi Rosji lub Ukrainy, tak czy inaczej faktycznie skazanymi na los Indian północnoamerykańskich.

Grzegorz Motyka słusznie zauważył, że  prace Kołodzińskiego pokazują, że  wśród galicyjskiej młodzieży pojawiła się koncepcja aby ze spornych terenów „usunąć” wszystkich bez wyjątku Polaków. Aby to przeprowadzić, działacze OUN nie tyle dopuszczali możliwość chłopskich rozruchów, co od początku zamierzali wywołać, zachęcając do jak największego okrucieństwa wobec przeciwników. Świadomie przy tym nawiązywano do kozackich wystąpień z XVI – XVIII wieku oraz pogromów ziemian i Żydów na Ukrainie, przeprowadzonych pod koniec I wojny światowej. Te stwierdzenia profesora Motyki zasługują na szczególne podkreślenie bo przecież profesor należy do tej grupy historyków, którzy starają się relatywizować działalność OUN-UPA. Karierę swoją Kołodziński zakończył w marcu 1939 r. na stanowisku  komendanta Sztabu Sił Zbrojnych Karpato-Ukrainy. Po kilku dniach walk z wojskami węgierskimi zatrzymany i rozstrzelany.

Inną ważną postacią która wywarła wielki wpływ na ideologię OUN – UPA był Stepan Łękawski (1904-1977). To właśnie on był autorem wydanej w 1929 broszury „Dziesięcioro przykazań ukraińskiego nacjonalisty”. Warto przybliżyć czytelnikom Myśli Polskiej ich treść, bo ich współczesna wersja została dyskretnie skorygowana:

Ja – Duch odwiecznej walki, który uchronił Ciebie od potopu tatarskiego i postawił między dwoma światami, byś tworzył nowe życie – motto do dekalogu napisane przez Doncowa:

  1. Zdobędziesz państwo ukraińskie albo zginiesz w walce o nie.
  2. Nie pozwolisz nikomu plamić sławy ani czci Twego Narodu.
  3. Pamiętaj o wielkich dniach naszej walki wyzwoleńczej.
  4. Bądź dumny z tego, że jesteś spadkobiercą walki o chwałę Trójzęba Włodzimierzowego.
  5. Pomścij śmierć Wielkich Rycerzy.
  6. Sprawie nie rozmawiaj z kim można, ale z tym, z kim trzeba.
  7. Nie zawahasz się spełnić największej zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy.
  8. Nienawiścią i podstępem będziesz przyjmował wrogów Twego Narodu.
  9. Ani prośby, ani groźby, tortury, ani śmierć nie zmuszą Cię do wyjawienia tajemnic.
  10. Będziesz dążył do rozszerzenia siły, sławy, bogactwa i obszaru państwa ukraińskiego, nawet w drodze zniewolenia obcokrajowców.

Wykładnia Dekalogu  zawarta była w licznych dokumentach ideologiczno-szkoleniowych OUN-B  (frakcja S. Bandery) z lat 1940-1945, które występują pod nazwą Objaśnienia Dekalogu. Dokumenty te tłumaczyły szczegółowo wartości, którymi powinien kierować się ukraiński nacjonalista na co dzień. Podczas spotkań w komórkach organizacji na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w okresie II wojny światowej nacjonaliści podlegali szkoleniu ideologicznemu opartemu na objaśnieniach Dekalogu. Wykładnie Dekalogu  afirmowały „okrucieństwo” oraz „zemstę” w walce z „wrogiem narodu” według zasady: „Musimy wyrównać szalę sprawiedliwości, za górę naszych trupów muszą paść jeszcze większe góry trupów przeciwników (…) Żyjemy na granicy stepowych i osiadłych narodów, w walce przyjmiemy taktykę ludzi stepów. Okrutność wobec wroga nigdy nie jest za wielka. Tego nauczyła nas historia.”

Po wojnie Łękawski przebywał na emigracji w Niemczech. Po zabójstwie Stepana Bandery w latach 1959–1968 był  przewodniczącym Prowodu OUN, potem kierował wydziałem propagandy i redagował gazetę „Szlak Zwycięstwa”.

I wreszcie najsłynniejszy ideolog ukraińskiego nacjonalizmu Dmytro Iwanowycz Doncow, ur. w 1883 w Melitopolu, zm. w 1973 w Montrealu.  Powszechnie jest uważany za twórcę ukraińskiej koncepcji nacjonalizmu, przyjętej w latach 30. XX wieku przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów za podstawę ideologiczną działalności politycznej. Jego najsłynniejsza praca to „Nacjonalizm”, wzorowany na „Mein Kampf” Hitlera. Doncow sformułował tezę, że naród by istnieć i mieć swoje państwo musi stale walczyć, tępiąc inne narody. Wynika z niej, że nie da się zbudować państwa ukraińskiego, nie usuwając innych nacji. To jest podstawowe założenie tłumaczące eksterminację Polaków. W piśmie „Dzierżawna Nacija” w 1927 r. pisał: „Nienawiść jest siłą poruszającą jaka w ogniu walki tworzy narody: tak jak stworzyła naród holenderski – z nienawiści do Hiszpani, czeski i węgierski naród – z nienawiści do Niemców, Włochów – z nienawiści do Austrii, naród ukraiński – kiedyś z nienawiści do Polski, a teraz tworzy go z nienawiści do Moskwy”.

dav

Profesor Bogusław Grot stwierdził: „Filozofia Doncowa  świetnie nadawała się do konstrukcji państwa totalitarnego i była używana do usprawiedliwiania, a nawet zachęcania do wszelkiej eksterminacji. Taką też rolę spełniła w stosunku do zamieszkujących południowo-wschodnie Kresy II Rzeczypospolitej Polaków, Żydów, a nawet i mających inne poglądy Ukraińców.” . Znakomity ukraiński badacz zbrodniczej działalności OUN-UPA doktor Wiktor Poliszczuk  uważał zaś, że była to ukraińska odmiana faszyzmu. Już po wojnie, w 1947 r. inny ukraiński nacjonalista Mychajło Demkowicz-Dobriański tak scharakteryzował filozofię Doncowa: „Doncow to człowiek, który wyzwolił zwierzę w Ukraińcu i uświęcił amoralność w walce politycznej”.

Warto jeszcze przybliżyć poglądy Mykoły Ściborskiego  (1898-1941) jednego z głównych ideologów OUN, członka Prowydu – kierownika referatu politycznego,  który zginął w zamachu zorganizowanym przez OUN-B  w Żytomierzu. W wydanej w 1939 r. pracy  „Kwestia ziemska” Ściborski pisał: „Do tej wrogiej kolonizacji nacjonalistyczna władza podejdzie z najbardziej bezkompromisowym zdecydowaniem. Ta cudza pasożytnicza narośl na naszym narodowym organizmie będzie wyrwana z korzeniami. Trzeba wziąć pod uwagę, że wielka część tych moskiewsko-polskich i innych przybłędów osiadłych tutaj na Ukrainie zostanie materialnie i fizycznie wyniszczona już w pierwszych chwilach rewolucji”. W dalszej części pisał: „Do wszystkich wrogów Ukrainy, którzy gwałtem przecięli drogi rozwoju naszego narodu chłopstwo powinno odnosić się ze śmiercionośną i nie przejednaną nienawiścią”. A w zakończeniu zawarł taką myśl: „Tylko mocno kochając Ukrainę i w tym samym stopniu nienawidząc jej wrogów, pragnąc ich zniszczenia, chłopstwo będzie zdolne do Wielkiego Czynu i będzie w stanie zdobyć wolność”. W wydanej w Paryżu w 1938 r. pracy „Naciokratija” Ściborski tak pisał o faszyzmie: „Nacjonalizm ukraiński przyznaje faszyzmowi ogromną zasługę historyczną i w rzeczy samej będąc bliskim do niego”.

I ostatnia postać, której poglądy warto poznać to: Dmytro Myron, ps. Maksym Orłyk (1911-1942), członek Krajowej Egzekutywy OUN. W wydanej w 1940 r. publikacji „Idea i Czyn Ukrainy” deklarował oczyszczenie rasy ukraińskiej z „Moskali, Żydów, Polaków, Madziarów, Tatarów oraz turkmeńskich i kaukaskich ludów”.

Jak widać z powyższego krótkiego przeglądu myśli ukraińskiej z XIX w. i pierwszej połowy XX w. zamysł pozbycia się  ludności polskiej z pogranicza polsko-ukraińskiego posiada bogate tradycje wśród ukraińskich nacjonalistycznych myślicieli i sięga głęboko w przeszłość.

Różne organizacje wiązały ją zawsze z teorią „Rewolucji narodowej”, w toku której Ukraina miała uzyskać niepodległość, a ludność polska i żydowska miała zostać wytępiona.

Jacek Marczyński

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Gdybyśmy mogli zobaczyć wszystko, wszyscy byśmy się natychmiast zradykalizowali

Caitlin Johnstone

Gdybyśmy mogli zobaczyć wszystko,

wszyscy byśmy się natychmiast zradykalizowali

Jedyną rzeczą, która trzyma głowy oligarchów i zarządców imperiów przy szyi, są ograniczenia ludzkiej percepcji.

Caitlin Johnstone 13 sierpnia 2026 r. caitlinjohnstone-au/if-we-could-see-everything-it-would-radicalize-us-all-instantly

Trudno pojąć skalę nadużyć imperialnego status quo, częściowo dlatego, że to wszystko, co znaliśmy, a częściowo dlatego, że jest zbyt wielkie, by ogarnąć je w całości na raz.

Statystyki nie pokazują prawdziwego wpływu człowieka. Osobiste anegdoty pokazują jedynie krótkie migawki cierpiących osób. Pracująca samotna matka płacze w samochodzie na filmie na TikToku, ponieważ niekończąca się praca niezbędna do przetrwania jest wszechogarniająca i przytłaczająca. Doniesienia o pracy dzieci w kopalniach kobaltu w Demokratycznej Republice Konga. Film na Instagramie o ojcu w Strefie Gazy niosącym plastikowe torby, w których – jak mu powiedziano – znajdują się szczątki jego córki.

Same w sobie, takie historie są bolesne i rozdzierające. Nie są to jednak jedynie osobiste anegdoty poszczególnych osób. Historie te rozgrywają się na całym świecie, w każdej chwili, każdego dnia, wpływając na życie miliardów ludzi na różne sposoby i w różnym stopniu.

Gdybyśmy mogli to wszystko zobaczyć, natychmiast wszyscy nastawiliby się przeciwko Imperium. 

Ale nie możemy zobaczyć wszystkiego. Po prostu nie jesteśmy w stanie objąć wzrokiem całego cierpienia, które dzieje się na wszystkie sposoby i jest zadawane niewinnym ludziom na całym świecie.

Najpotężniejszą bronią, jaką dysponują nasi władcy, jest fakt, że homo sapiens nie jest w stanie postrzegać wszystkiego naraz. Gdyby każdy mógł postrzegać wszystkie konsekwencje decyzji podejmowanych przez wpływowych ludzi na głębokim poziomie doświadczenia, większość ludzkości zbuntowałaby się, by obalić ustalony porządek, a mało kto byłby gotów go bronić.

Jedyną rzeczą, która trzyma głowy oligarchów i zarządców imperiów przy szyi, są ograniczenia ludzkiej percepcji.

Właśnie dlatego tak ciężko pracują, aby utrzymać obecne ograniczenia ludzkiej percepcji. Cała propaganda, cenzura internetu, machlojki ze sztuczną inteligencją, manipulacje algorytmami i rządowe tajemnice, które widzimy w kapitalistycznym imperium, mają na celu powstrzymanie nas przed dostrzeżeniem zbyt wiele, ponieważ nieskażona prawda ma tendencję do radykalizującego wpływu na umysł.

Dlatego starają się jak najszybciej wprowadzić na rynek policyjne drony, masowy nadzór oparty na sztucznej inteligencji i autonomiczne systemy uzbrojenia, jednocześnie robiąc wszystko, co w ich mocy, aby spowolnić nasz dostęp do informacji i spostrzeżeń: to wyścig, w którym musimy zostać całkowicie zamknięci w kapitalistycznej dystopii, nadzorowanej przez zmilitaryzowane roboty, zanim ludzkość, dysponując niespotykaną dotąd zdolnością do dzielenia się niewygodnymi faktami i pomysłami, dostrzeże wystarczająco dużo, aby obudzić w naszej zbiorowej świadomości rewolucyjnego ducha czasu.

W tym sensie rzeczywiście toczy się swego rodzaju globalna walka między światłem a ciemnością – nie w sensie religijnym [czemu nie, ateistko?? md] , ale w tym sensie, że istnieje bezpośredni, ciągły konflikt między dążeniem do widzenia i poznania a dążeniem do ukrycia. Wyższe impulsy ludzkości próbują wydobyć rzeczy na światło dzienne, podczas gdy te reprezentujące naszą niższą naturę starają się utrzymać je w mroku ignorancji i zamętu.

Nie wiem, która strona ostatecznie wygra. Wiem tylko, że każdy człowiek z dobrymi intencjami powinien poświęcić tyle czasu i energii, ile jest w stanie zgromadzić, aby nadużycia Imperium były jak najbardziej widoczne dla wszystkich.

Zmiana strategii na Wschodzie

Zmiana strategii na Wschodzie

11. sierpnia 2026 Marek Wojcik world-scam/zmiana-strategii-na-wschodzie

25 czerwca prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nakazał rozpoczęcie 40-dniowej ofensywy, mającej na celu „wywarcie wpływu” na Rosję i zakończenie wojny. W komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych Zełenski ogłosił: „Zatwierdziłem 40-dniową operację wpływu na służbę przeciwko państwu agresorowi, mającą na celu zmuszenie go do zakończenia wojny”.

Możemy o tym przeczytać w czwartkowym artykule Scotta Rittera 40 dni, które wstrząsnęły Zachodem. Źródło.

W tej wojnie żadne zwycięstwo militarne nie jest celem. Celem jest sama wojna. Wystarczy zwrócić uwagę na moment, kiedy została sprowokowana. Tym, którzy nie wiedzą, o czym piszę, polecam mój artykuł z lutego 2022 roku: Żegnamy wiruska, witamy wojenkę.

Po co komu ta wojna? Dla planujących przejęcie władzy nad całym światem globalistów ta wojna jest ważnym krokiem przybliżającym ich do upragnionego celu. Używam określenia „globalistów”, chociaż równie dobrze można ich nazwać masonerią, deep state, albo po prostu grupą zamożnych zbrodniarzy.

Rosja zaatakowała Kijów czterema pociskami typu 3M22 „Zircon/Oniks”, 24 pociskami typu „Iskander-M/S-400” oraz 115 bezzałogowymi statkami powietrznymi (UAV) przeznaczonymi do ataków, w tym dronami typu „Shahed” (głównie z napędem odrzutowym), dronami „Gerbera” i „Italmas”, a także dronami-wabikami „Parodiya”.
Według ukraińskich sił powietrznych żadna z tych rosyjskich rakiet nie została przechwycona przez ukraińską obronę powietrzną.

Źródło: Telegram 06.08.2026 r. 02:26.

Rozpatrzmy, jak do kwestii pokoju podchodzą najwięksi gracze:

  • Putin. Chętnie zawarłby pokój z Ukrainą. Świadczą o tym rozmowy w kwietniu 2022 roku w Stambule. Nie zamierza jednak spełnić marzenia globalistów i nie wywiesi białej flagi tylko po to, by uzyskać na rok, lub dwa zawieszenie broni. Dąży do trwałego rozwiązania kwestii najbardziej faszyzującego kraju w Europie od zakończenia drugiej wojny światowej. Wbrew kłamliwym doniesieniom zachodnich mediów, jego pozycja jest stabilna i poparcie społeczne wzrosło od czasu rozpoczęcia tej wojny;
  • Zełeński. Powiązał i uzależnił swój los z globalistami, stawiając przy tym na siły faszystowskie, które nie pozwolą mu do gorzkiego końca podpisać traktat pokojowy z Kremlem. Wie, że koniec wojny to także jego koniec;
  • Netanjahu. Także globalistyczna marionetka z nierealnymi ambicjami wielkiego Izraela marząca o roli Mesjasza. Jego przeżycie – zarówno fizyczne, jak i polityczne jest uzależnione od trwania wojny z Iranem. Również on zdaje sobie sprawę, że koniec wojny jest jego końcem;
  • Trump. Nie wiem, czy rozpętując wojnę z Iranem, wiedział, że doprowadzi do upadku hegemonii światowego mocarstwa, którym zarządza? Jeśli jest prawdą, że planował dobicie Izraela, to jest bliski zwycięstwa. Jest to jednak pyrrusowe zwycięstwo na zasadzie, jeśli upadamy, to razem. Nie mógł nie wiedzieć o stanie i możliwościach produkcji rakiet dla własnej armii – takie bajki opowiada nam często i chętnie. Także i on musi się liczyć z konsekwencjami łamania prawa, jeśli wybory w listopadzie wygrają Demokraci;
  • Xi. Patrzy na to wszystko z boku i zaciera właśnie ręce, snując plany o bezkrwawym przejęciu Tajwanu i bezsilności dawnego światowego hegemona – USA.

Postępowanie wielu polityków da się wyjaśnić tak, jak to zrobił poniżej Emo Philips, amerykański komik, aktor i pisarz.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Kijów bagatelizuje porażkę swojej ofensywy dronów – A Rosja kontynuuje ofensywę

Kijów bagatelizuje porażkę

swojej ofensywy dronów –

Rosja kontynuuje ofensywę

Niedawno zakończona ukraińska ofensywa dronów przeciwko Rosji ostatecznie zaszkodziła Ukrainie znacznie bardziej niż jej przyniosła korzyści. Tymczasem Moskwa pozostaje wierna swoim celom wojennym.

25 czerwca Władimir Zełenski ogłosił 40-dniową ofensywę dronów  przeciwko rosyjskiej infrastrukturze energetycznej i logistyce, a wkrótce potem znacząco rozszerzył ataki dronów, aby zmusić Moskwę do rozpoczęcia negocjacji o zawieszeniu broni na warunkach ukraińskich i zachodnich. Kijów niedawno uznał tę operację za sukces i podsumował jej rezultaty.

Chociaż żądana przez Kreml zmiana kursu nie nastąpiła, ukraińskie władze są generalnie [w mediach] zadowolone z osiągniętych rezultatów. Według doniesień medialnych Zełenski określił ofensywę dronów jako ‚bardzo udaną operację ukraińskich sił zbrojnych’  i oszacował straty Rosji na około bilion rubli (około 10 miliardów euro). „Jestem oczywiście zadowolony. Wiemy, ile stracili; mają poważne problemy” – powiedział, jednocześnie jasno dając do zrozumienia, że ataki dronów będą kontynuowane.

Zełenski, którego kadencja na stanowisku prezydenta Ukrainy zakończyła się ponad dwa lata temu, nie wspomniał jednak, że główny cel ataków dalekiego zasięgu – a mianowicie polityczny przełom w walce o zakończenie wojny – nie został osiągnięty. W tym sensie ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną, logistykę i inne sektory były dalekie od rezultatów, na jakie liczył Kijów i Zachód. Co gorsza, ofensywa dronów nie tylko chybiła celu, ale – z powodu zdecydowanej reakcji Rosji – przyniosła spektakularny efekt odwrotny od zamierzonego.

Ofensywa dronów nie przyniosła przełomu

Na początek warto zauważyć, że ukraińska Służba Bezpieczeństwa (SBU) nie zdołała powtórzyć sukcesu zeszłorocznej operacji ‚Pajęczyna’  na początku ofensywy. SBU ponownie planowała zaatakować rosyjskie lotniska głęboko w głębi lądu za pomocą tajnych ataków dronów. Plan ten się nie powiódł, ponieważ rosyjskie służby wywiadowcze zdołały w porę udaremnić działania Ukraińców.

Co więcej, zdecydowana większość ukraińskich dronów dalekiego zasięgu i dronów kamikaze została przechwycona lub zestrzelona przez rosyjską obronę przeciwlotniczą. Ponieważ jednak żaden system obrony przeciwlotniczej, nawet najbardziej zaawansowany, nie zapewnia absolutnej ochrony, pewna liczba dronów zdołała dotrzeć do celu i spowodować znaczne szkody. Zginęło i zostało rannych wielu rosyjskich cywilów. Na przykład 3 sierpnia ukraiński dron rozbił się na plaży w rosyjskim kurorcie Gelendżyk nad Morzem Czarnym, zabijając co najmniej osiem osób, w tym troje dzieci.

Według rosyjskich źródeł rządowych, Ukraina kierowała znaczną część ataków dronów na obiekty cywilne i infrastrukturę w Rosji. Popularnym celem były magazyny największego rosyjskiego sklepu internetowego Wildberries, który w Niemczech zyskał miano ‚rosyjskiego Amazona’  dzięki licznym doniesieniom medialnym. Według ukraińskich źródeł, Wildberries sprzedaje sprzęt wojskowy używany przez rosyjskich żołnierzy w wojnie na Ukrainie. W rzeczywistości są to zazwyczaj tzw. towary podwójnego zastosowania, takie jak kamizelki kuloodporne, apteczki pierwszej pomocy czy komponenty dronów. Towary te mają podwójne zastosowanie i dlatego nie zaliczają się do kategorii towarów czysto wojskowych. Z tego powodu nie stanowią celu militarnego.

Bardziej prawdopodobne jest, że zniszczenie magazynów Wildberries miało na celu utrudnienie lub całkowite uniemożliwienie dostaw zamówień do konsumentów, destabilizując tym samym zarówno gospodarkę krajową, jak i rosyjskie społeczeństwo. Władze w Kijowie prawdopodobnie spekulowały, że rosyjskie małe firmy i zwykli obywatele publicznie wyrażą swoje niezadowolenie ze strat finansowych spowodowanych atakami i w konsekwencji wywrą presję na politykę Kremla. Jednak ta kalkulacja okazała się nietrafiona.

Ponadto Ukraina zintensyfikowała ataki na rosyjską logistykę, w szczególności na statki transportowe na Morzu Czarnym i poza nim. Podczas ofensywy siły ukraińskie chwaliły się uszkodzeniem lub zniszczeniem kilkudziesięciu statków transportowych na Morzu Azowskim i Morzu Czarnym. Kijów celowo pomija fakt, że utrudniło to również eksport pszenicy i innych ważnych zbóż, z których jedna czwarta trafia do odbiorców końcowych na całym świecie, z czego Rosja transportuje przez Morze Czarne.

Głównym celem ataków dronów były jednak dostawy paliw do Rosji, mające na celu wywołanie niedoborów na stacjach benzynowych. W związku z tym ataki były skierowane głównie na rafinerie ropy naftowej, ich infrastrukturę i szlaki transportowe. Na samym początku ofensywy przeprowadzono masowe ataki na Krym, paraliżując tamtejszą logistykę i powodując dotkliwy niedobór paliwa na półwyspie.

Następnie nastąpiła seria ataków na instalacje naftowe w Moskwie i innych regionach. Chociaż w przeliczeniu na całkowite rosyjskie zużycie paliw doprowadziło to jedynie do niewielkiego deficytu benzyny i oleju napędowego, wywołało to panikę wśród wielu kierowców, prowadząc do kryzysu paliwowego w wielu regionach. W 80 rosyjskich regionach wprowadzono państwowe racjonowanie i ograniczenia, z których wszystkie – z wyjątkiem Krymu – zostały później zniesione. Ukraińcy z pewnością odnieśli jednak sukces medialny, biorąc pod uwagę długie kolejki na stacjach benzynowych w wielu częściach Rosji.

Zaciekłe ataki odwetowe Rosji

W odpowiedzi na ukraińską kampanię dronową, Rosjanie rozpoczęli znacznie poważniejszą ofensywę dronów i rakiet przeciwko ukraińskim dostawom paliw i logistyce. Rosyjskie ataki na infrastrukturę ukraińskich portów nad Morzem Czarnym i transport morski były szczególnie dotkliwe. Już w połowie lipca niezliczone rakiety i drony sparaliżowały porty w Odessie, Mikołajowie i Czernomorsku, uszkadzając dziesiątki statków i skutecznie blokując ukraiński handel morski. Kijów i Zachód mogły nie przewidywać, że Moskwa spełni swoją groźbę odcięcia Ukrainy od morza.

Skutki rosyjskiego ataku rakietowego w Odessie

Skutki rosyjskiego ataku rakietowego w Odessie

Porty nad Morzem Czarnym mają obecnie kluczowe znaczenie dla przetrwania ukraińskiej gospodarki. Około 80–90 procent ukraińskiego eksportu – głównie produktów rolnych – jest zazwyczaj obsługiwane przez Morze Czarne. Blokada tych portów morskich może obecnie kosztować państwo ukraińskie ponad 25 miliardów euro z tytułu dochodów z eksportu. Ponadto zaatakowano również ważne porty naddunajskie: Izmaił i Reni. W sumie odnotowano kilkadziesiąt ataków na infrastrukturę portową i statki w tych rejonach.

Rosyjskie wojsko przeprowadziło również ataki na cele wojskowe i logistyczne, a także na infrastrukturę paliwową i energetyczną Ukrainy. Wielokrotnie atakowano obiekty przemysłu zbrojeniowego, infrastrukturę kolejową, szlaki transportowe i zaopatrzeniowe armii ukraińskiej oraz stacje benzynowe. Przede wszystkim poprzez zakłócanie dostaw paliw i logistyki Ukrainy w pobliżu linii frontu w Donbasie, rosyjskie wojsko stara się ułatwić sobie natarcie na ostatnią ukraińską twierdzę w regionie, obszar miejski Słowiańsk-Kramatorsk, i tym samym uzyskać pełną kontrolę nad tym obecnie strategicznym odcinkiem frontu. Siły rosyjskie znacznie zbliżyły się do tego celu po zdobyciu Konstantynowki na początku lipca i dziesiątek innych miejscowości w Donbasie w ostatnich tygodniach.

Należy więc zaznaczyć, że wojna dronów zaszkodziła samej Ukrainie znacznie bardziej niż Rosji. Nie przyniosła ona żadnej zmiany w konflikcie, a zamiast tego wywołała jeden z najzacieklejszych rosyjskich ataków odwetowych od początku działań wojennych. Dla Ukrainy ten rozwój sytuacji jest katastrofalny pod wieloma względami: dla przebiegu wojny oznacza to, że załamanie się ukraińskiej obrony w Donbasie jest tylko kwestią czasu, a rosyjskie postępy najprawdopodobniej będą kontynuowane bez przeszkód.

Na poziomie politycznym panowanie Zełenskiego zbliża się powoli, ale nieuchronnie ku końcowi. To, jak długo będzie on u władzy, zależy w dużej mierze od tego, czy decydenci na Zachodzie nadal wierzą, że może on zapobiec upadkowi Ukrainy, a przynajmniej go opóźnić.

alexmaenner1986kiew-redet-seine-misslungene-drohnenoffensive

Napisał: Alex Männer

Opracował: Zygmunt Białas

Zbrodnie Izraela: Glifosat rozpylany z samolotów. Ogromne powierzchnie upraw w Syrii i Libanie zostały zniszczone. „Polityka spalonej ziemi”.

Glifosat rozpylany z samolotów. Ogromne powierzchnie upraw zostały zniszczone

oprac. JŚS 13.08.2026,

Izrael miał rozpylać glifosat nad polami w Syrii i Libanie. Straty i obawy o środowisko
Izrael miał rozpylać glifosat nad polami w Syrii i Libanie. Straty i obawy o środowisko Pix-Off / Pixabay

Rolnictwo stało się kolejną ofiarą konfliktu na Bliskim Wschodzie. W Syrii i Libanie działania Izraela objęły tereny rolnicze, na które aplikowano glifosat drogą lotniczą. Skutkiem ataku stały się straty w uprawach oraz rosnące obawy o stan gleby, wody i środowiska.

  • Konflikt na Bliskim Wschodzie dotyka także pól uprawnych, pastwisk czy gajów oliwnych.
  • Opryski glifosatem z izraelskich samolotów zniszczyły uprawy w Syrii i Libanie.
  • W tle pojawiają się zarzuty o „politykę spalonej ziemi”, a skutki dla rolnictwa i środowiska mogą być odczuwalne dłużej niż jeden sezon.

Izraelskie samoloty opryskały tereny rolnicze

Sprawa niszczenia terenów rolniczych glifosatem na Bliskim Wschodzie zaczęła być szerzej opisywana na początku 2026 roku. Jak opisuje niemiecki portal Süddeutsche Zeitung, izraelska armia uprzedziła wówczas żołnierzy sił pokojowych ONZ w południowym Libanie, że małe samoloty będą prowadzić opryski z użyciem środków chemicznych. Nie poinformowała jednak, jaka substancja zostanie zastosowana.

Odwołano zaplanowane patrole przy granicy, a niedługo później samoloty prowadziły opryski w rejonie Ayta ash-Shaab, około dwóch kilometrów od granicy z Izraelem. Wcześniej podobne działania odnotowano na terenie południowej Syrii.

Herbicyd totalny uderzył w uprawy na Bliskim Wschodzie

Libańskie Ministerstwo Rolnictwa pobrało próbki z terenów objętych opryskami. Badania wykazały obecność glifosatu, a w części próbek jego stężenie miało być około 20–30 razy wyższe od wartości uznawanych za normalne. Kilka miesięcy później libański minister rolnictwa Nizar Hani mówił już o stężeniach odpowiadających nawet 30–50-krotności typowej dawki.

Glifosat jest herbicydem totalnym, nieselektywnym, co oznacza, że w kontakcie z nim zamiera cała roślina. Zniszczeniu ulega niemal cała (z nielicznymi wyjątkami) roślinność, która zostaje opryskana substancją.

W Syrii skala szkód została dokładniej oszacowana latem. Według tamtejszych władz opryskami dotkniętych było 70 miejscowości oraz około 480 hektarów [? chyba tysięcy?? md] gruntów rolnych. Na części tych terenów zniszczeniu uległy plantacje m.in. pszenicy, bakłażanów i soczewicy. Szkody stwierdzono także w sadach oliwnych. Wiele z drzew całkowicie usycha. Jak opisują tamtejsi rolnicy, pola opryskane glifosatem obecnie „leżą puste i zbrązowiałe”.

Skutki dotknęły również hodowców. Syryjskie Ministerstwo Rolnictwa informowało, że duże powierzchnie pastwisk zostały wyłączone z użytkowania. Ograniczenie dostępu do naturalnej bazy paszowej zmusiło część gospodarstw do zakupu pasz, zwiększyło koszty produkcji i doprowadziło niektórych hodowców do sprzedaży części stad.

Liban mówi o setkach milionów dolarów strat

W południowym Libanie rolnictwo jest jednym z głównych źródeł utrzymania mieszkańców. Uprawia się tam przede wszystkim oliwki i tytoń, a bliżej wybrzeża również cytrusy, banany i awokado. 

Libański minister rolnictwa oszacował później szkody związane z opryskami glifosatem na około 800 mln dolarów. Sytuację pogarsza fakt, że rządy Libanu i Syrii nie dysponują środkami pozwalającymi na wsparcie poszkodowanych rolników.

Władze Libanu wskazują nie tylko na bezpośrednie zniszczenie roślin, lecz także na możliwość długotrwałych skutków dla rolnictwa. Ministerstwo Rolnictwa w Bejrucie mówi o szkodach w zasobach naturalnych, utracie podstaw utrzymania rolników oraz potencjalnym zagrożeniu dla gleby, wód i całego łańcucha pokarmowego.

Sytuację komplikuje fakt, że rolnictwo południowego Libanu zostało wcześniej mocno dotknięte działaniami wojennymi. Süddeutsche Zeitung opisuje m.in. pożary gajów oliwnych wywołane użyciem amunicji zawierającej biały fosfor i środków zapalających. Organizacja Euro-Med Human Rights Monitor mówi o około 9 tys. hektarów terenów spalonych w wyniku takich działań.

Euro-Med Human Rights Monitor ocenia, że oprysków glifosatem w południowym Libanie nie można rozpatrywać w oderwaniu od szerszej „polityki spalonej ziemi”. Organizacja wskazuje na systematyczne niszczenie terenów rolniczych, obejmujące zarówno opryski, jak i użycie białego fosforu oraz amunicji zapalającej.

Pytania o długofalowe skutki dla gleby i produkcji

Najbardziej bezpośrednim następstwem oprysków jest utrata bieżących plonów i roślinności, co dla wielu mieszkańców równe jest całkowitemu brakowi środków do życia.

Dla gospodarstw oznacza to jednak również problemy w kolejnych sezonach: konieczność odtwarzania plantacji, zwiększone wydatki na pasze, utratę dochodów, a w przypadku drzew oliwnych – wieloletnie oczekiwanie na przywrócenie pełnej produkcji.

Prezydent Libanu Joseph Aoun określił działania jako „przestępstwo przeciw środowisku i zdrowiu”. Zapowiedział podjęcie kroków prawnych i dyplomatycznych, a w czerwcu Liban złożył w tej sprawie oficjalną skargę do ONZ.

W przypadku Syrii przedstawiciele ONZ potwierdzili portalowi Süddeutsche Zeitung, że samoloty prowadzące opryski przyleciały z Izraela. Izraelska armia nie odpowiedziała natomiast gazecie na pytania dotyczące rozpylania glifosatu w Syrii.

Źródło: Süddeutsche Zeitung

O dalszy rozwój socjalistycznej praworządności

O dalszy rozwój socjalistycznej praworządności

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    13 sierpnia 2026 michalkiewicz

Jak wynika z potępieńczych swarów, które nie ucichają nawet w okresie, kiedy nasz Parlament, zgodnie z demokratyczną tradycją, na cały sierpień rozpełza się ad aquas, jedną z największych bolączek trapiących nasz nieszczęśliwy kraj, jest sytuacja na odcinku praworządności. Najgorzej wygląda sytuacja na odcinku władzy sądowniczej, gdzie nie wiadomo do końca, którzy sędziowie są sędziami, a którzy – przebierańcami – w zależności od tego, kto ich rekomendował do mianowania na urząd sędziego – czy „stara” Krajowa Rada Sądownictwa, która została powołana „nieprawidłowo” przez „upolityczniony” Sejm, czy nowa, do której kandydatury wysunęły zatwierdzone przez Judenrat i służby organizacje sędziowskie, a które apolityczny Sejm skwapliwie przyklepał, rozumiejąc, że próżno byłoby wierzgać przeciwko ościeniowi. W dodatku pan prezydent Nawrocki wręczył nominacje delikwentom, wśród których obywatel Żurek Waldemar dopatrzył się też nieprawidłowości, więc nie wiadomo, co właściwie z tym fantem teraz zrobić.

Ale to drobiazg niewątpliwy w porównaniu z torującą sobie drogę nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju, ale i w Unii Europejskiej zasadą odpowiedzialności zbiorowej. Jak pamiętamy, w czerwcu 2021 roku Naczelnik Państwa, przy pomocy klubu Lewicy, przeforsował w Sejmie ratyfikację ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej, na podstawie której Komisja Europejska uzyskała dwa nowe uprawnienia; do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii i do nakładania „unijnych” podatków. Dzięki temu, w końcowej fazie epidemii zbrodniczego koronawirusa Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje zamówiła w firmie Pfizer wielkie ilości szczepionek.

Aliści w roku 2022 zimny ruski czekista Putin rozpoczął „specjalną operację wojskową” przeciwko Ukrainie. Wskutek tego przez przejścia graniczne do Polski runęła z Ukrainy fala uchodźców, którzy nie tylko nie mieli maseczek, ale nawet certyfikatów, że zostali prawidłowo wyszczepieni – co było ponoć niezbędne dla stawiania czoła zbrodniczemu koronawirusowi. W tej sytuacji utrzymywanie tych zbawiennych nakazów stało się za bardzo śmieszne, więc zostały one uchylone – i w ten sposób, z dnia na dzień, zimny ruski czekista Putin położył kres epidemii.

Ale za zamówione szczepionki, których nasz nieszczęśliwy kraj nie chciał już odbierać, Pfizer zażądał zapłaty – jednak nie od Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje – tylko od członkowskich bantustanów. Reichsfuhrerin bowiem mogła tylko „zamawiać”, natomiast płacić miał już kto inny – podobnie jak w przypadku „pożyczek” zaciąganych przez Komisję Europejską – które muszą spłacać członkowskie bantustany. Tedy niezwisły sąd w Belgii nakazał Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej zapłacić Pfizerowi prawie 6 mld złotych i zajął jej wierzytelności, obejmujące należności od linii lotniczych za usługi w zakresie kontroli ruchu lotniczego w polskiej przestrzeni powietrznej. Wyrok nie jest prawomocny i polski rząd złożył apelację – ale apelacja nie wstrzymuje egzekucji. Agencja sprzeciwia się zajęciu, wskazując, że ani nie jest polskim rządem, ani nie zawierała z Pfizerem żadnej umowy – ale – jak to z niezawisłym sądem – nie wiadomo, czy to coś da.

Jak tam będzie – tak tam będzie – ale przykład ten pokazuje, że w Unii Europejskiej triumfuje zasada odpowiedzialności zbiorowej: kto inny zaciąga pożyczki, czy zawiera umowy, a kto inny musi za to płacić – chociaż na dobry porządek nie ma z tym wszystkim nic wspólnego. Jednak nie możemy zapominać, że zasada odpowiedzialności zbiorowej legła u podstaw praworządności socjalistycznej, zarówno w wydaniu bolszewickim – gdzie podstawą represji była na przykład przynależność do rodziny skazańca – jak i w narodowo-socjalistycznym wydaniu, gdzie np. podstawą represji była przynależność delikwenta do narodu żydowskiego. Ponieważ od wejścia w życie traktatu z Maastricht w roku 1993 budujemy IV Rzeszę, to wydaje się, że Rzesza IV nie może w sposób istotny różnić się od Rzeszy III, a skoro tak, to nic dziwnego, że ze skarbnicy praworządności socjalistycznej wydobyto zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

Ale triumfuje ona nie tylko w sprawach zwanych „biznesowymi”. Jak wiadomo, jedną z dynamicznie rozwijających się dziedzin gospodarki socjalistycznej jest przemysł molestowania. Ogólnie polega on na tym, że niezależne media, zwłaszcza te zaangażowane w socjalistyczne przemiany, molestowanie bardzo potępiają, nie tylko stając po stronie ofiar, wśród których, ma się rozumieć, dominują panie – chociaż zdarzają się wyjątki – a w razie potrzeby, nawet „dodają dramatyzmu”, żeby historia lepiej się medialnie sprzedawała, między innym dzięki tak zwanym „dreszczykom”. Warto zwrócić uwagę, że na przestrzeni lat doszło do pewnej ewolucji tej gałęzi przemysłu. O ile przedtem ofiary molestowania kierowały swoje oskarżenia byle jak, bez żadnej myśli przewodniej, o tyle, w miarę rozwoju branży, sprawę wzięli w swoje wypróbowane ręce promotorzy rewolucji komunistycznej i nadali oskarżeniom wyraźny kierunek.

Głównym podejrzanym o skłonności do molestowania stało się duchowieństwo katolickie, ze względu na utrzymujący się w tym środowisku celibat, który i wcześniej budził rozmaite podejrzenia. Niestety poziom zamożności poszczególnych przedstawicieli przewielebnego duchowieństwa bywa zróżnicowany, to znaczy – obok księży zamożnych są też księża ubodzy, a już tacy zakonnicy, to nawet składają śluby ubóstwa – i tu właśnie pojawiła się pokusa zastosowania zasady odpowiedzialności zbiorowej. Chodzi o to, by – niezależnie od osobistej zamożności delikwenta oskarżanego o molestowanie – odpowiedzialność majątkową egzekwować od Kościoła, to znaczy – od diecezji, do której delikwent jest inkardynowany. Diecezje – w odróżnieniu od wielu parafii – bywają zasobniejsze.

W ten sposób na jednym ogniu można upiec dwie, a nawet trzy pieczenie: po pierwsze, oskarżyciel może liczyć na profity, co sprzyja stałemu dopływowi delatorów do systemu, po drugie – można w ten sposób szlamować Kościół katolicki, który zawsze był solą w oku dla promotorów, czy choćby zwolenników rewolucji komunistycznej i wreszcie – po trzecie – sprzyja to ugruntowaniu zasady odpowiedzialności zbiorowej, która dla praworządności socjalistycznej ma znaczenie fundamentalne.

Na tym jednak zasada odpowiedzialności zbiorowej się nie wyczerpuje. Na końcu kościelnego łańcucha pokarmowego są bowiem parafianie. Nie należą oni do stanu duchownego, więc nikomu nie przychodzi do głowy, by przeciwko nim kierować nawet podejrzenia o molestowanie – ale to właśnie oni w ostatniej instancji są obciążeni obowiązkiem spłacania odszkodowań, czy „zadośćuczynień”, orzeczonych przez niezawisłe sądy, których funkcjonariusze często, czy może nawet nigdy nie zdają sobie sprawy, że stanowią zbrojne ramię komunistycznej rewolucji.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Lex Big Pharma

Lex Big Pharma

Autor: Ewaryst Fedorowicz, 12 sierpnia 2026

Mam przekonanie graniczące z pewnością, że na tym blogowisku jestem jedynym, który w ciągu swojego, długiego życia zawodowego, pracował dla wszystkich koncernów, określanych jako BigPharma.
Po prostu, los reklamiarza pisze i takie scenariusze.

A to wszystko, dzięki wyodrębnieniu spośród wszystkich leków, grupy określanej jako OTC (over-the-counter), czyli sprzedawanych bez recepty.
Rynek OTC to baaaardzo duży rynek, szczególnie w tak ludnym kraju, jak Polska.

Jeśli doliczyć do tego różne artykuły higieniczne (pieluchy, podpaski, pasty do zębów itd. itp.) produkowane przez te same koncerny, to jest to rynek jeszcze większy.

A pamiętajmy, że te same koncerny produkują leki sprzedawane wyłącznie na recepty i to jest dopiero rynek!
Ale tych nie można reklamować.
Niestety.

***
Wszystkie tzw. sieciowe (nie wstydźmy się określenia globalne) agencje reklamowe, mają w swych portfoliach klientów, określanych jako Blue Chips (co ciekawe, nazwa pochodzi od niebieskich, mających w kasynach największą wartość, żetonów).
Oczywiście grupa Big Pharma do tych Blue Chips się zalicza.

Żeby było ciekawiej, jedna (sieciowa) agencja reklamowa może pracować dla różnych Blue Chips na raz – byle by to były różne kategorie marek np. proszki od bólu głowy i krople do oczu.
Wszystko zależy od ustaleń, poczynionych na przykład gdzieś na polu golfowym w Miami.

To tytułem, istotnego moim zdaniem, wstępu.

***

Jestem na roboczym spotkaniu u klienta (Big Pharma), u swojego odpowiednika po tamtej stronie.
Relacje są bardzo dobre, do tego stopnia, że utrzymywane też na tzw. stopie towarzyskiej.

Po spotkaniu, już na korytarzu, chwilę jeszcze ze sobą rozmawiamy.
W pewnej chwili, mój odpowiednik, wskazuje na widoczną w głębi korytarza sylwetkę i półgłosem rzuca:

o, to jest najważniejsza osoba w naszej firmie.

Ja, zaskoczony, pytam: to X już nie pracuje? Jeszcze dwa tygodnie temu witałem się z nim na tym samym korytarzu?

Oczywiście, że pracuje – X jest prezesem, ale ta osoba jest od… ścisza głos – rejestracji leków.

I wydawało mi się, że potarł palce.

Nigdy więcej nie wracaliśmy do tej rozmowy

***

Inna sytuacja, tym razem dotycząca aptek.

Na różnych spotkaniach, czasem bywali też ze strony klientów nie tylko pracownicy działu marketingu, ale i działu sprzedaży.
Ciekawi ludzie, wyjeżdżający po Polsce dobrymi samochodami, jakieś obłąkane zupełnie tysiące kilometrów, o najrozmaitszym wykształceniu czy doświadczeniach zawodowych, ale dla reklamiarzy będący źródłem bezcennej wiedzy o tym, czy i dlaczego tam, na końcu łańcuszka, coś się sprzedaje lepiej, a coś gorzej.
Byli często źródłem anegdot (na przykład o policjantach z drogówki), jedną z nich, ale dotyczącą aptekarzy, dziś przytoczę:

Przyjeżdżam do apteki, witam się z właścicielką, piję kolejną już tego dnia kawę i wracam do samochodu po drobny upominek.
Właścicielka robi zaskoczoną minę:

Znowu telewizor?

Cholera, pomyliłem apteki.

***

Puenta:

Zaufaj Nauce!

Ministerstwo Prawdy

Ministerstwo Prawdy

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    11 sierpnia 2026 michalkiewicz

Już czwarty rok toczy się wojna, rozpoczęta przez prezydenta USA Baracka Obamę, który wyasygnował 5 mld dolarów na uruchomiony w 2014 roku „majdan”, którego celem było wyłuskanie Ukrainy z „rosyjskiej” strefy Europy. Kilka lat wcześniej bowiem, 20 listopada 2010 roku, na szczycie NATO w Lizbonie, proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO-Rosja, będące ukoronowaniem 25-letnich praca nad ustanowieniem nowego porządku politycznego w Europie, który miał zastąpić nieaktualny już porządek jałtański.

Najważniejszym postanowieniem tego nowego porządku było strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. Jego najtwardszym jądrem było strategiczne partnerstwo rosyjsko-niemieckie, które pojawiło się zaraz po podpisanym 12 września w Moskwie traktacie „o ostatecznym uregulowaniu odnośnie Niemiec”, potocznie zwanym „traktatem 2 plus 4”. Niemcy bowiem nawróciły się wtedy na linię polityczną kanclerza Bismarcka, według której Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją, a zewnętrznym wyrazem tego nawrócenia było wspomniane strategiczne partnerstwo – no a kamieniem węgielnym owego partnerstwa był podział Europy na część niemiecką i część rosyjską – prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow. I kiedy wydawało się, że klamka zapadła na 50, a może nawet na 100 lat, prezydent Obama wysadził to wszystko w powietrze, wykładając wspomniane 5 mld dolarów na „majdan”. Dlaczego to zrobił – to sprawa osobna, której roztrząsanie rozsadziłoby ramy tego artykułu, więc tylko wskażemy trop, którym gwoli wyświetlenia tej sprawy trzeba by podążać, a który zaczyna się od „szczytu” w Deauville w październiku 2010 roku z udziałem francuskiego prezydenta Mikołaja Sarkozy’ego, Naszej Złotej Pani z Berlina i ówczesnego rosyjskiego prezydenta Dymitra Miedwiediewa.

Od Bismarcka do Wilhelma

Od rzemyczka – do koniczka – powiada przysłowie – i tak właśnie było w tym przypadku. Inicjatywa Baracka Obamy doprowadziła wprawdzie do wysadzenia „porządku lizbońskiego” w powietrze – ale jeszcze nie do wojny. Do wojny doszło dopiero za prezydentury Józia Bidena, który naobiecywał, wystruganemu z banana przez żydowskiego „oligarchę” Igora Kołomoyskiego, ukraińskiemu prezydentowi rozmaite cuda na kiju, wskutek czego odrzucił on tzw. „porozumienia mińskie”, a to sprowokowało Rosję do rozpoczęcia w 2022 roku „specjalnej operacji wojskowej”. Rosyjski wywiad zawiódł tu na całej linii, bo najwyraźniej liczył na powtórzenie sytuacji z roku 2014, kiedy to Krym został przez Rosję przejęty bez jednego wystrzału. Tym razem trafiła kosa na kamień, bo Amerykanie i Anglicy uzbroili ukraińskie wojsko po zęby i odpowiednio przeszkolili. W rezultacie „Blitzkrieg” spalił na panewce, a Rosjanie natychmiast zrezygnowali z zajmowania Kijowa, ograniczając cele wojenne do wyrąbania lądowego korytarza do Krymu – i ten cel w zasadzie już został osiągnięty, a to, co się teraz dzieje, to tylko walka o to jaką będzie miał szerokość.

W wojnę z Rosją, za sprawą Amerykanów, zaangażowany został cały Pakt Atlantycki, co po kilku latach doprowadziło do zmiany niemieckiej polityki we Wschodniej Europie. Po wysadzeniu bałtyckich gazociągów Niemcom łatwiej było odstąpić od strategicznego partnerstwa z Rosją – ale doszło do tego dopiero w marcu 2023 roku, kiedy to amerykański prezydent Józio Biden, w nagrodę za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją, pozwolił niemieckiemu kanclerzowi Olafowi Scholzowi na to, by Niemcy urządzały sobie Europę po swojemu.

W Europie nie ma zbyt wiele miejsca na coraz to nowe – jak powiedziałby Kukuniek – „koncepcje” – więc w tej sytuacji Niemcy powróciły do polityki, jaką prowadziło Cesarstwo Niemieckie w roku 1917. Jak pamiętamy, za jego przyzwoleniem powstała wtedy Ukraińska Republika Ludowa, w celu szachowania Rosji i utrzymywania w ryzach Polaków. Zewnętrznym wyrazem powrotu Niemiec do tej polityki było proklamowanie w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego. I zaraz prezydent Zełeński nabrał animuszu, nadając jednostce niezwyciężonej armii ukraińskiej imię „Bohaterów UPA”, co w naszym nieszczęśliwym kraju wywołało rodzaj burzy w szklance wody.

Polska opinia w rozkroku

Nasz nieszczęśliwy kraj prowadzenie prawdziwej polityki ma od Naszych Sojuszników surowo zakazane, toteż Polska polityce europejskiej najwyżej kibicuje. Pokrzykuje, przytupuje, wymachuje rękami – i to nie w ramach żadnej samowolki, ale zgodnie ze wskazówkami któregoś z Sojuszników – jak nie tego, to tamtego. Nic się nie zmieniło pod tym względem od początku lat 90-tych, kiedy to scharakteryzowałem postawę naszego nieszczęśliwego kraju w felietonie pod tytułem „Polska ormowcem Europy”.

Różnica między początkiem lat 90-tych, a sytuacją obecną sprowadza się do tego, że kibicowaniu europejskiej polityce towarzyszy nieustanny lęk, by nie paść ofiarą „wojny hybrydowej”. Lęk ten jest odczuwalny zwłaszcza wśród warstw lepiej czy gorzej wykształconych, które mają ambicję kibicowania ośrodkom sprawującym w naszym nieszczęśliwym kraju tzw. rząd dusz. Właściwie jest to jeden ośrodek w postaci Judenratu, na którego czele stoi Główny Cadyk III Rzeczypospolitej w osobie pana red. Adama Michnika. Za pośrednictwem Judenratu sufluje on mikrocefalom, stanowiącym krąg jego wyznawców, co i jak mają myśleć. No a oni – wiedząc, że tylko w ten sposób będą mogli, również we własnych oczach, za mądrych, roztropnych i przyzwoitych, posłusznie myślą w sposób nakazany, w lot dostrajając się do mądrości etapu.

Na przykład, kiedy po proklamowaniu strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego pan red. Michnik rzucił hasło” „wszyscy jesteśmy Ukraińcami”, mądrzy, roztropni i przyzwoici natychmiast zaczęli piętnować nosicieli „nienawiści”, co to tworzą u nas „atmosferę przedpogromową”. Doszło do tego, że nawet przewielebna siostra Małgorzata Chmielewska, oderwała się na chwilę od warzenia gorącej strawy dla nieszczęśliwych i pobiegła do Judenratu wypłakać się ze wstydu za mniej wartościowy naród i nieszczęśliwy kraj. I słuszna jej racja, bo jeszcze kilka takich demonstracji i przewielebna siostra Małgorzata zostanie kandydatką na ołtarze – a czegóż mogłaby chcieć więcej?

Ale głoszenie aktualnych mądrości etapu to jedna sprawa, a sprawą drugą jest wystrzeganie się uleganiu kremlowskiej” dezinformacji” i „propagandzie”. Ta ostrożność posunięta jest do tego stopnia, że gdy Kreml, a zwłaszcza – gdy Putin – na krzesło powie, że to krzesło, mądrzy, roztropni i przyzwoici gotowi są natychmiast się z nim spierać – o ile oczywiście pan red. Michnik podpowie im, co mają mówić. Niebezpieczeństwo polega również na tym, że oprócz pana red. Michnika, głos zabierają również inne osoby, które w dodatku wyrażają opinie nie zatwierdzone rewolucyjną przez żaden urząd, ani nawet licencjonowaną organizację pozarządową w rodzaju Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Na domiar złego wiele z tych samowolnie głoszonych opinii ma znamiona „mowy nienawiści” – a wiadomo, że jest rozkaz, iż nienawiść ma być powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona. Na straży tego rozkazu staje właśnie pani Sylwia Gregorek-Abram, której Wielce Czcigodni parlamentarzyści z koalicji 13 grudnia właśnie przyznali fuchę Rzecznika Praw Obywatelskich. Gwoli wyjaśnienia – „mową nienawiści” nazywamy każdą opinię, która nam się nie podoba, a ponadto nie została zatwierdzona przez żaden Sanhedryn.

Prof. Dudek wzywa obywatela Tuska

Jednym z takich patentowanych nienawistników jest Grzegorz Braun. Nie dość, że ani nie uzgadnia swoich opinii a Judenratem, ani nie akomoduje się do mądrości etapu, to „jątrzy” i „dzieli” opinię publiczną również w sytuacjach, gdy wielkim nakładem sił i środków udało się doprowadzić do ujednolicenia stanowisk ponad podziałami. Polega to na tym, że takie samo zdanie wyrażają zarówno ci, którzy wyznają jeden światopogląd, jak i ci, którzy wyznają drugi światopogląd, bo – podobnie jak było za pierwszej komuny – również i teraz są dwa światopoglądy, bo są dwie kasy. Jedną z takich uzgodnionych ponad podziałami i zatwierdzonych przez Judenrat opinii jest apologetyczna ocena Komisji Edukacji Narodowej. Jak wiadomo, powstała ona dzięki kasacie zakonu jezuitów. Majątki poklasztorne zostały przekazane właśnie na jej rzecz – przy czym nie obyło się bez rozmaitych brzydkich rzeczy. Stanisław Cat-Mackiewicz wspomina o tym mówiąc, że pierwsze koryto wylewa się dla świń.

W przypadku Komisji Edukacji Narodowej tych wylanych koryt było co najmniej kilka, a może nawet – kilkanaście – podobnie jak w przypadku uwłaszczenia nomenklatury podczas przygotowań do transformacji ustrojowej – a i potem, podczas tworzenia narodowych funduszy inwestycyjnych i ich prywatyzacji. I oto złowrogi Grzegorz Braun nie tylko bez upoważnienia, ale i bez przyzwolenia zabrał na ten temat głos, piętnując Komisję Edukacji Narodowej, a zwłaszcza – tzw. Kuźnicę Kołłątajowską – że była to grupa opłacana kwotą kilkudziesięciu milionów franków przez władze rewolucyjnej Republiki Francuskiej, żeby w naszym nieszczęśliwym kraju doprowadzić do rewolucji. Ta rewolucja zaangażowałaby z pewnością mocarstwa ościenne w jej tłumienie, dzięki czemu rewolucja we Francji mogłaby chwilę odetchnąć. Nie dość, że gada takie rzeczy, to jeszcze, wraz z Janem Taturą, wydał książkę pod tytułem Polskie biesy, w której dopuszcza się mnóstwa innych myślozbrodni. Tymczasem jest rozkaz, że jeśli ktokolwiek dopuszcza się prowokacji, to tylko zimny ruski czekista Putin, podczas gdy ani w słodkiej Francji, ani wilgotnej Anglii każdy ma serce na dłoni i od jakichkolwiek prowokacji trzyma się z dala.

Toteż nić dziwnego, że w obliczu takiej samowoli ze strony złowrogiego Grzegorza Brauna nie mógł już dłużej wytrzymać pan prof. Antoni Dudek. Wprawdzie nauka, jak wiadomo, polega na poszukiwaniu prawdy, ale z drugiej strony, na nieustannym weryfikowaniu tego, co dotąd udało się ustalić – ale mimo to – porządek musi być. Kto to widział, żeby jakiś Braun, w dodatku powołując się na wyszperane w korcu maku publikacje, podważał solenne ustalenia profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych, orderowych panów, co to swoimi wiekopomnymi dziełami pozapychali biblioteki?

Solenni profesorowie najlepiej wiedzą, jak było, a jeśli nawet nie wiedzą, to zawsze ktoś starszy i mądrzejszy im podpowie, dzięki czemu zarówno oni, jak i lud prosty, wie, czego się trzymać i w co wierzyć, a w co nie. Toteż pan prof. Dudek wystąpił publicznie do obywatela Tuska Donalda, żeby tej myślo-zbrodniczej działalności Grzegorza Brauna położył kres. Inaczej diabli wezmą cała „naukę przodującą” – jak mówił Józef Stalin – i nie będziemy już wiedzieli, w co wierzyć, a w co nie.

Pan prof. Dudek nie podsuwa żadnego konkretnego rozwiązania, ale wszystko wskazuje na to, że niezawisłe sądy mogą okazać się niewystarczające. Czas więc uderzyć w czynów stal i odwołując się do profetycznego dzieła Jerzego Orwella „Rok 1984”, niezwłocznie powołać Ministerstwo Prawdy, a pana prof. Antoniego Dudka mianować jego szefem. Bez tego daleko nie zajedziemy, zwłaszcza w sytuacji, gdy Nasz Najważniejszy Sojusznik raz sztorcuje prezydenta Zełeńskiego, a zaraz potem robi mu na rękę i traktuje, jak swoją najukochańszą Duszeńkę.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Chamenei zmienia strategię – Tajne, sześciogodzinne spotkanie z Pezeshkianem, pakistańskie „Pakt Mekka” wstrząsa Eurazją

Pepe: Chamenei zmienia strategię – Tajne, sześciogodzinne spotkanie z Pezeshkianem, pakistańskie „Pakt Mekka” wstrząsa Eurazją

W niedawnym wywiadzie dla kanału YouTube „Transition Protocol” z 11 sierpnia, prowadzący, pan Z. i znany analityk geopolityczny Pepe Escobar, analizują głębokie zmiany w Iranie w oparciu o uprzywilejowane źródła. Program dostarcza ekskluzywnych spostrzeżeń, których nie znajdziemy w mediach korporacyjnych ani w większości niezależnych serwisów informacyjnych, i przedstawia obraz strategicznej reorganizacji Teheranu.

Wybuchowa sytuacja: Iran pod wulkanem

Pepe Escobar obrazowo opisuje sytuację: „Dosłownie znajduje się pod wulkanem”, otoczony płomieniami i wciągnięty w samo serce wybuchowej inteligencji. 11 sierpnia, gdy płyty tektoniczne pod regionem nadal się przesuwały, a gorące powietrze unosiło się do atmosfery, zespół Protokołu Przejściowego intensywnie pracował nad zebraniem informacji z ośrodków decyzyjnych. Źródła są głęboko zakorzenione i zweryfikowane, o ile to możliwe. Escobar podkreśla, że ​​niektóre informacje nie zostały bezpośrednio potwierdzone na najwyższych szczeblach irańskiego rządu, ale może to się wyjaśnić w ciągu najbliższych 24 do 48 godzin lub w ciągu tygodnia. Możliwy jest „brak odpowiedzi” – typowy dla wrażliwych kwestii bezpieczeństwa narodowego – podobnie jak powściągliwość, która nie oznacza zaprzeczenia.

Sednem sprawy jest rzekome, bezpośrednie, sześciogodzinne spotkanie twarzą w twarz prezydenta Massuda Pezeshkiana z Najwyższym Przywódcą Mojtabą Chameneim. Pezeshkian podobno przedstawił przywódcy jasne stanowisko w sprawie utrzymania stanowiska „ani pokoju, ani wojny” wobec Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie należy wziąć pod uwagę kontekst historyczny: Mojtaba Chamenei, nawet jako syn ajatollaha, nigdy nie wierzył w negocjacje z Amerykanami. Jego wcześniejszy sceptycyzm okazał się uzasadniony, gdy Stany Zjednoczone skutecznie zniszczyły Porozumienie o Porozumieniu (MoU).

Reorganizacja kadr i instytucji na najwyższym szczeblu

Iran wkracza w nową fazę, którą Escobar określa jako potencjalną drogę do „końca negocjacji”. Warunkiem wstępnym jest zdecydowane stanowisko negocjacyjne całego rządu. W jego skład wchodzą minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi, przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Qalibaf oraz członkowie Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jej nowym sekretarzem został Mohsen Rezaei – „wybitna postać”. Rezaei, weteran wojny iracko-irańskiej i były dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), pełni funkcję głównego doradcy wojskowego Modżtaby Chameneiego i głównego organizatora obrad Rady Bezpieczeństwa, w których uczestniczy również prezydent Pezeshkian.

Te zmiany personalne są ze sobą powiązane i trudne do zrozumienia dla osób z zewnątrz, zwłaszcza obcokrajowców. Rezaei ma dziesięciolecia doświadczenia i głęboką relację zaufania z Modżtabą Chameneim. Modżtaba wcześniej działał jako pomost między swoim ojcem a IRGC, a Rezaei był jednym z jego najważniejszych rozmówców. Teraz Rezaei zajmuje nie tylko stanowisko Sekretarza Rady Bezpieczeństwa, ale także drugi mandat jako osobisty przedstawiciel Przywódcy. To, co Rezaei mówi — na przykład na X (dawniej Twitter) — jest głosem samego Modżtaby Chameneiego. Kierownictwo bezpieczeństwa zostało już zreorganizowane poprzez mianowanie co najmniej sześciu kluczowych postaci. IRGC otrzymało nową władzę instytucjonalną, bezpośrednio autoryzowaną przez Przywódcę za pośrednictwem Rezaeia.

Bardziej elastyczne strategie negocjacyjne i pośrednicy międzynarodowi

Istnieją przesłanki wskazujące na to, że irańska strategia negocjacyjna stała się bardziej elastyczna. Na najwyższym szczeblu panuje konsensus co do dalszych działań: jasnych celów, ich przedstawienia oraz środków do osiągnięcia konkretnych rezultatów. Mechanizm reparacji jest na stole – zadanie syzyfowe, ponieważ administracja Trumpa prawdopodobnie nigdy go nie zaakceptuje. Niemniej jednak Irańczycy interpretują to jako część Porozumienia o Porozumieniu.

Pakistan i Katar doradziły Irańczykom, aby wykazali się większą elastycznością „w stylu perskim”. Pezeshkian zasugerował przywódcy, aby dać negocjacjom kolejną szansę na warunkach irańskich: Teheran ustaliłby program, ton i warunki. Mojtaba nie mógł się sprzeciwić, choć sam nie wierzył w możliwość negocjacji. Jednak retoryka Waszyngtonu i autentyczne wpisy Trumpa w mediach społecznościowych sprawiały, że mało prawdopodobne było, aby Stany Zjednoczone wypełniły swoje zobowiązania wynikające z porozumienia. „Nadzieja umiera ostatnia” – powiedział Escobar, ale Irańczycy będą trzymać się swojej strategii i być może w przyszłości będą bardziej selektywnie akcentować punkty porozumienia, mniej reagować na oświadczenia Trumpa lub tworzyć nowe fakty na miejscu – w regionie, w powietrzu i w Zatoce Perskiej, sięgając aż po Irak i Jordanię.

Rola Pakistanu, Omanu i Kataru oraz „Pakt Mekka”

Relacje z Pakistanem opierały się na zaufaniu. Islamabad z wyprzedzeniem poinformował Teheran o pakcie „podobnym do NATO” między Pakistanem, Arabią Saudyjską i Turcją, podpisanym w Mekce. Irańska delegacja pod przewodnictwem Kalibafa miała odwiedzić Islamabad – pierwotnie planowano ją na 14 sierpnia (Dzień Niepodległości Pakistanu), ale teraz przełożono ją na późniejszą datę. 16 sierpnia kończy się 60-dniowy okres negocjacji w sprawie Porozumienia o Porozumieniu, które Stany Zjednoczone rzekomo sabotowały.

Oman zajmuje się kwestiami morskimi i potencjalnym porozumieniem technicznym dotyczącym żeglugi w Cieśninie Ormuz: irańskim kanałem na północy i omańskim kanałem na południu. Iran sprawuje pełną kontrolę nad kanałem północnym i potencjalnie 50% kanału południowego, biegnącego przez Oman. Porozumienie to jest bliskie sfinalizowania. Katar zapewnia zakulisowe wsparcie dyplomatyczne i jest zaangażowany w potencjalne przepływy finansowe. Pakistan znajduje się w trudnej sytuacji, ponieważ musi negocjować ze wszystkimi zaangażowanymi stronami – Amerykanami, Irańczykami, Katarem, Omanem, Arabią Saudyjską, Turcją i Chinami.

Sam Pakt Mekka pozostaje niejasny: to połączenie muzułmańskiego mocarstwa nuklearnego (Pakistanu), drugiej co do wielkości armii NATO (Turcji) i saudyjskich zasobów finansowych. Oficjalne wyjaśnienia są skąpe. Możliwe interpretacje wahają się od zabezpieczenia przed Izraelem, przez operację amerykańską przeciwko „osi oporu”, po dyscyplinowanie Arabii Saudyjskiej. Najwyraźniej nie jest on skierowany przeciwko Iranowi – w przeciwnym razie Teheran natychmiast zerwałby stosunki z Pakistanem. Ta niejednoznaczność jest niebezpieczna, zwłaszcza że jest to pakt powiązany z bronią jądrową.

Bardziej solidna pozycja Iranu i strategiczna niejednoznaczność

Ogólnie rzecz biorąc, stanowisko Iranu jest bardziej stanowcze niż 24 czy 48 godzin temu. Teheran się nie spieszy. Irańczycy doskonale zdają sobie sprawę z wewnętrznych nacisków na Trumpa – strategicznych rezerw ropy naftowej USA, wpływów osi syjonistycznej i darczyńców – i obserwują, jak radzi sobie on z tymi naciskami. Iran nie zaoferuje powrotu do porozumienia w ramach przysługi; Trump będzie musiał o to poprosić, i będzie musiał to zrobić za pośrednictwem Islamabadu.

Pan Z przedstawia swoją perspektywę, opartą również na bezpośrednich kontaktach z zaangażowanymi: Mojtaba Chamenei przejął władzę, Rezaei rośnie w siłę, a stanowiska Pezeshkiana (zgodne z Araghchi) zyskują na popularności. Trump się wycofuje, jego maksymalistyczna polityka nacisku słabnie, a Iran rośnie w siłę. Pakistan świadomie wybrał strategiczną niejednoznaczność i po raz pierwszy rozszerzył swój parasol nuklearny na Turcję i Arabię ​​Saudyjską – to historyczna decyzja. Inne kraje, w tym Iran, zostały zaproszone do rozmów. Jeśli to się powiedzie, wrogość między Rijadem a Teheranem stopniowo zaniknie, a Pakistan będzie pełnił rolę mediatora, a Chiny będą w tle. To może fundamentalnie zmienić kolejne 50 lat w Eurazji.

Pan Z. przewiduje, że porozumienie może zostać osiągnięte w przyszłym tygodniu – strategiczna porażka i upokorzenie dla USA. Oczekuje się przybycia 21-osobowej delegacji z Teheranu, prawdopodobnie pod przewodnictwem Qalibafa i z mandatami Modżtaby i Rezaeia. Wszystko wskazuje na to, że coś zostało już uzgodnione, a do ustalenia pozostały jedynie ostateczne szczegóły.

Wniosek: Zmieniony zestaw zasad

Escobar i pan Z. przedstawiają obraz bardziej solidnego, spójnego irańskiego przywództwa, które dostosowuje się do reguł gry. Mediatorzy – Pakistan, Oman i Katar – kontynuowali swoje wysiłki, licząc na niewielką szansę. Sytuacja geopolityczna w Azji Zachodniej i poza nią wkracza w fazę większej strategicznej niejednoznaczności. Nadchodzące dni i tygodnie powinny pokazać, jak głęboka jest rzeczywista reorganizacja szachownicy.

Obaj analitycy podkreślają wstępny charakter niektórych aspektów i zachęcają globalną publiczność do kontynuowania debaty. Transition Protocol będzie nadal monitorować rozwój sytuacji.

RTG czaszki Trumpa. MEM-y II.

—————————————-

—————————————————–

————————————-

——————————

———————–

———————————

———————————–

—————————————————————-

Black Rock na UPA-inie. MEM-y I.

——————————

—————————————–

———————————-

—————————–

———————————-

————————————–

————————————————–

————————-

—————————————————–

Wojna rosyjsko-ukraińska: „Witamy w prawdziwym świecie”

Wojna rosyjsko-ukraińska: „Witamy w prawdziwym świecie”

Autor: Sabiene Jahn apolut/russland-ukraine-krieg-willkommen-in-der-realen-welt

Wojna rosyjsko-ukraińska: „Witamy w prawdziwym świecie” | Autor: Sabiene Jahn

W zeszłą sobotę korespondent FAZ Michael Martens zapytał, jak Europa mogłaby pomóc Ukrainie w zabiciu większej liczby rosyjskich żołnierzy, po czym otwarcie bronił tego sformułowania. Problem nie polega już więc na przejęzyczeniu. Chodzi o postawę, w której ludzie stają się zbędni w wojnie na wyniszczenie.

Artykuł publicystyczny autorstwa Sabiene Jahn.

Wojny nie niszczą tylko domów, ciał i krajobrazów. Niszczą przede wszystkim język. Pojęcia się zmieniają, zahamowania maleją, a ludzie znikają za kategoriami takimi jak „cele”, „potencjał”, „straty” i „stopy odnowy”. Być może dlatego wojna tak naprawdę pożera najpierw część swojego intelektualnego potomstwa – tych, których zadaniem jest zachowanie dystansu i uważna obserwacja.

Michael Martens, wieloletni korespondent „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, zadał pytanie na wspólnej konferencji prasowej prezydenta Serbii Aleksandara Vučicia i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Belgradzie 8 sierpnia 2026 roku, które przekroczyło tę granicę. (1) Chciał dowiedzieć się od Zełenskiego, co „my, Europejczycy”, moglibyśmy konkretnie zrobić, aby pomóc Ukrainie „zabić więcej Rosjan”. Natychmiast dodał: „oczywiście więcej rosyjskich żołnierzy”. (2)

Można by to zignorować jako pomyłkę. Zdanie, które wymknęło się z jego ust szybciej, niż umysł był w stanie je opanować. Późniejsze wyjaśnienie można by zinterpretować jako spóźniony szok z powodu jego własnego doboru słów. Ale sam Martens wyeliminował właśnie to wyjaśnienie. Po konferencji prasowej ponownie opisał swoje pytanie na swoim koncie X. Zapytał Zełenskiego, co Europa może zrobić, „aby pomóc Ukrainie zabić więcej rosyjskich żołnierzy”. (3) Bez żalu, bez dystansu. Skonfrontowany z jego sformułowaniem, dodał: „Jak kończą się wojny? Zabijając żołnierzy i niszcząc infrastrukturę wroga”. I wreszcie: „Tylko jeśli wolny świat zabije więcej rosyjskich żołnierzy, niż Putin jest w stanie uzupełnić, będzie zmuszony zakończyć wojnę. Witamy w realnym świecie”. (4) Innymi słowy, tylko jeśli „wolny świat” zabije więcej rosyjskich żołnierzy, niż Putin jest w stanie zastąpić, będzie zmuszony zakończyć wojnę. Witamy w realnym świecie. Martens mówił poważnie. Dobór słów jest niedopuszczalny.

Oczywiście, żołnierze giną na wojnie. Oczywiście, strategia wojskowa obejmuje również obezwładnianie sił wroga. Nikt nie musi tego ukrywać. Korespondent wojenny ma prawo pytać o broń, zasięg, straty, zaopatrzenie i skuteczność militarną. Musi być w stanie to zrobić. Istnieje jednak zasadnicza różnica między opisywaniem zabijania a traktowaniem go jako celu samego w sobie.

Martens nie pytał, czego Ukraina potrzebuje, aby utrzymać swoje pozycje, jak Europa może zwiększyć swoje zdolności obronne ani jakie środki mogłyby zmusić Rosję do wycofania się. Pytał, co możemy zrobić, aby zapewnić śmierć większej liczby rosyjskich żołnierzy. A później „my, Europejczycy”, stajemy się nawet „wolnym światem”. Tak zwany wolny świat jako aktywny sprawca zabójstw. Dziennikarz FAZ jako jego rzecznik. Tutaj obserwacja się kończy. Tutaj opowiadają się po którejś ze stron, nawet do momentu ustalenia pożądanej liczby ofiar.

Serbski prezydent był wyraźnie zbulwersowany – uniósł brwi – po czym spokojnie odpowiedział zaskakująco zwięzłym zdaniem. Vučić najpierw stwierdził, że współpraca wojskowa z Ukrainą nie była tego dnia omawiana. Następnie dodał: „Jeśli chodzi o zabijanie, mam nadzieję, że się skończy”. (5) W istocie, w tym momencie konferencja prasowa mogłaby być lekcją dziennikarstwa. Vučić bowiem wyraził oczywistą prawdę, którą Martens stracił z oczu. Z ludzkiego punktu widzenia celem wojny nie może być coraz skuteczniejsze zabijanie ludzi. Celem musi być położenie kresu zabijaniu.

Są też ludzie po stronie rosyjskiej. To brzmi banalnie. Najwyraźniej trzeba to powtórzyć. Rosyjscy żołnierze mają rodziców. Wielu ma żony i dzieci. Niektórzy są niewiele starsi od dzieci. To samo dotyczy ukraińskich żołnierzy. Za każdą liczbą ofiar stoi rodzina, która pewnego dnia dowie się, że syn, ojciec, brat czy mąż nie wróci. Wojna zamienia je w liczby. Dziennikarstwo nie powinno robić tego samego. Każdy, kto myśli tylko o tym, czy jedna strona może zabijać ludzi szybciej niż druga może sprowadzić na front nowych ludzi, przyjmuje logikę wojny na wyniszczenie. W tej logice człowiek jawi się jako zwykła amunicja – dostępna, zużywana i możliwa do zastąpienia.

Powołanie się Martensa na II wojnę światową nie czyni jego argumentów bardziej przekonującymi. (3) Analogie historyczne nie są skrótem od analizy politycznej. Rosja w 2026 roku nie jest Rzeszą Niemiecką z 1941 roku, a wojna na Ukrainie nie jest powtórką wojny na wyniszczenie ze Związkiem Radzieckim. Każdy, kto odrzuca wszelkie pytania dotyczące negocjacji, odwołując się do Hitlera, tworzy świat, w którym dyplomacja jest zasadniczo postrzegana jako ustępstwa, a eskalacja militarna jako moralny obowiązek. To sprawia, że ​​wojna potencjalnie nie ma końca. I to nie wszystko.

Narracja, że ​​wojna ta rozpoczęła się 24 lutego 2022 roku z historycznej nicości, jest fałszywa. Wojna w Donbasie toczyła się już od 2014 roku. (6) Po zamachu stanu w Kijowie, żądaniach większej autonomii regionalnej lub specjalnego statusu dla wschodu, a wreszcie po proklamowaniu Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych, ukraińskie władze wysłały siły zbrojne, Gwardię Narodową i artylerię na tereny opanowane przez rebelię. Rosja zapewniła wsparcie logistyczne i materialne początkowo samoorganizującym się bojówkom w Donbasie. (7) Każdy, kto ignoruje tę historię, nie rozumie ani zahartowania ludności, ani dynamiki eskalacji, która ostatecznie doprowadziła do otwartej wojny między Rosją a Ukrainą.

W swoim najnowszym artykule niemiecki dziennikarz Patrik Baab zwraca również uwagę na wymiar, który niemal całkowicie znika w moralnie nacechowanym dyskursie wokół tej wojny – interesy materialne. Jeszcze przed 2014 rokiem międzynarodowe koncerny energetyczne miały znaczne udziały w ukraińskich rezerwach gazu i surowców. (8) Baab odnosi się między innymi do projektów gazu łupkowego Shella w regionie między Charkowem a Donieckiem, a także do planowanych inwestycji Chevronu i innych koncernów energetycznych. (9) Donbas to również region z dużymi złożami węgla, rud i minerałów. Baab jednoznacznie umieszcza ten wymiar ekonomiczny w centrum konfliktu. (10) (11) Dlaczego ludzie zamieszkujący tę ziemię mieliby być ostatecznie postrzegani wyłącznie jako żołnierze, których liczebność należy jak najszybciej zmniejszyć?

Baab jest szczególnie krytyczny wobec związku między interesami surowcowymi, kapitałem finansowym i kontrolą polityczną nad Ukrainą. Wskazuje na inwestycję Huntera Bidena w Burismę 12 maja 2014 r. oraz na ówczesne interesy Zachodu w ukraińskiej polityce energetycznej, wojnę napędzaną przede wszystkim interesami finansowymi i surowcowymi. (11) Trudno zaprzeczyć, że energia, surowce, rynki, infrastruktura, a teraz gigantyczna produkcja zbrojeniowa generują interesy ekonomiczne. Właśnie dlatego oświadczenie Martensa jest tak niepokojąco szokujące.

Ci, którzy umierają, nie są właścicielami surowców. Nie zasiadają w zarządach firm energetycznych. Nie handlują kontraktami zbrojeniowymi, nie negocjują programów pożyczkowych ani nie podpisują wielomiliardowych umów o odbudowie. Leżą w okopach. A potem pojawia się niemiecki dziennikarz i pyta, jak „my, Europejczycy”, możemy sprawić, że umrze jeszcze więcej z nich. To upadek moralny i wypaczenie tej wojny.

Rosyjscy żołnierze nie decydują o kontraktach na surowce, strategiach NATO ani geopolitycznych strefach wpływów bardziej niż ukraińscy żołnierze w okopach. Obaj podejmują decyzje, które zapadają gdzie indziej: w gabinetach prezydenckich, zarządach banków, ministerstwach, sztabach wojskowych, siedzibach korporacji i departamentach strategii. Dlatego ci, którzy przedłużają wojnę pomimo istniejących politycznych możliwości jej zakończenia, ponoszą inną odpowiedzialność niż ci, którzy zostali powołani do wojska, przymusowo zmobilizowani lub wysłani na front pod presją społeczną.

To właśnie na tym powinna koncentrować się dziennikarska agresja. Nie na pytaniu, jak można zabić jeszcze więcej Rosjan. Na pytaniach takich jak: Kto zapobiega dalszym mordom? Które oferty negocjacyjne zostały odrzucone? Które maksymalistyczne żądania uniemożliwiają kompromisy? Kto korzysta na kontynuacji wojny? Które rządy deklarują zwycięstwa militarne jako warunek wstępny do rozmów? Które firmy już kalkulują, jeśli chodzi o linie produkcyjne, zamówienia i odbudowę? Którzy aktorzy polityczni, siedzący daleko od pola bitwy, deklarują konieczność kolejnych lat wojny? Właśnie tu potrzebna jest stanowczość.

Osoby odpowiedzialne politycznie powinny zostać wyciągnięte z ciepłych biur i klimatyzowanych miejsc pracy i skonfrontowane z konsekwencjami swoich decyzji. Z cmentarzami. Z rannymi. Z rodzicami. Z wdowami. Z dziećmi, które znają ojca tylko ze zdjęcia.

Nie chodzi o to, że narody muszą się nienawidzić. Trzeba je zmusić, by się nienawidziły. Każda przedłużająca się wojna wymaga obrazów wroga. W pewnym momencie śmierć żołnierzy przestaje być tragedią, staje się strategicznym sukcesem. Wtedy osiąga się próg, w którym sam język staje się zdolny do prowadzenia wojny. Martens jest zatem nie tyle przyczyną, co objawem. Objawem atmosfery, w której nienawiść uchodzi za realizm, a pragnienie mniejszej liczby ofiar za naiwność. „Witamy w prawdziwym świecie” – pisze.

Być może prawda jest taka, że ​​dwanaście lat wojny w Donbasie wystarczy. Że żaden dodatkowy martwy Rosjanin nie przywróci życia żadnemu Ukraińcowi. Że żaden dodatkowy martwy Ukrainiec nie przywróci życia żadnemu Rosjaninowi. Czy najbrutalniejsza prawda o wojnie nie jest może znacznie prostsza niż wyliczenia Martensa dotyczące wskaźników zastępowalności? Wojna nie kończy się, gdy zginie wystarczająca liczba ludzi. Kończy się, gdy ci, którzy ją prowadzą i finansują, zdecydują, że nikt więcej nie powinien zginąć.

Nie wymaga to większego wysiłku w zabijaniu. Wymaga woli politycznej. I przynajmniej minimum tego, czego dziennikarstwo nigdy nie może stracić: człowieczeństwa.

+++

Źródło obrazu: PhotoChur / shutterstock

+++

Artykuł został pierwotnie opublikowany 11 sierpnia 2026 r. na portalu globalbridge.ch:  https://globalbridge.ch/willkommen-in-der-realen-welt/

+++

Źródła i krótkie notatki: (dostęp: 9 sierpnia 2026 r.)

  1. Wspólna konferencja prasowa Aleksandara Vučicia i Wołodymyra Zełenskiego, Belgrad, 8 sierpnia 2026 r. Udokumentowana data, miejsce i kontekst polityczny spotkania: https://www.reuters.com/business/leaders-serbia-ukraine-pledge-closer-economic-ties-2026-08-08/
  2. Brzmienie pytania Michaela Martensa i odpowiedzi Aleksandara Vučicia: RTRS dokumentuje zarówno pytanie Martensa, jak i serbskie sformułowanie Vučicia: „A što se tiče ubijanja ja se nadam da će ubijanje da prestane”.
 https://lat.rtrs.tv/vijesti/vijest.php?id=655747 ; https://x.com/vladi2726/status/2086122127883698559
  3. Dokumentacja pytania Martensa i jego późniejszej obrony na X. Tekst w języku angielskim brzmi: „Czy możesz nam, Europejczykom, powiedzieć, co konkretnie możemy zrobić, aby pomóc ci zabić więcej Rosjan?”, a także „oczywiście więcej rosyjskich żołnierzy”, i dokumentuje jego późniejsze wypowiedzi na X: https://www.bignewsnetwork.com/news/279228308/how-can-we-help-you-kill-more-russians-german-reporter-asks-zelensky ; https://x.com/Andric1961/status/2086050674886799785 ; https://x.com/Andric1961/status/2086100782055637350 ; (Zrzut ekranu zapisany)
  4. Oficjalna ukraińska dokumentacja rozpoczęcia „operacji antyterrorystycznej” na wschodzie Ukrainy w 2014 roku. Ukraiński rząd podaje datę oficjalnego ogłoszenia operacji ATO na 14 kwietnia 2014 roku: https://dn.gov.ua/en/news/14-kvitnia-2014-roku-oholosheno-provedennia-antyterorystychnoi-operatsii-na-skhodi-ukrainy
  5. Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych o rozpoczęciu konfliktu zbrojnego w kwietniu 2014 r. Decyzja o rozpoczęciu „pełnej operacji antyterrorystycznej”: https://mfa.gov.ua/en/news/21521-zajava-mzs-ukrajini
  6. Shell i złoże gazu łupkowego Jużowska w obwodach donieckim i charkowskim. Ośrodek Studiów Wschodnich dokumentuje 50-letnią umowę o podziale produkcji podpisaną 24 stycznia 2013 roku między Ukrainą a Shell. Złoże Jużowska rozciągało się na części obwodów charkowskiego i donieckiego: osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2013-01-30/ukraine-agreement-shell-shale-gas-extraction
  7. Zasoby węgla i energii w Donbasie. Międzynarodowa Agencja Energetyczna opisuje znaczne zasoby węgla na Ukrainie i zauważa, że ​​większość ukraińskiego węgla znajduje się w regionie Donbasu, a konkretnie w Zagłębiu Donieckim: https://www.iea.org/reports/ukraine-energy-profile/energy-security
  8. Baza surowcowa Ukrainy: Amerykańska Służba Geologiczna dokumentuje m.in. ukraińskie złoża i produkcję rudy żelaza, minerałów tytanu, grafitu, uranu i innych surowców mineralnych: https://www.usgs.gov/centers/national-minerals-information-center/ukraine
  9. Hunter Biden i Burisma: Agencja Reuters podaje, że Hunter Biden dołączył do zarządu ukraińskiej firmy energetycznej Burisma w 2014 roku, gdy Joe Biden był wiceprezydentem USA.
 https://www.reuters.com/legal/pivotal-moments-leading-up-trial-joe-bidens-son-hunter-2024-06-03/
  10. Raport na temat dołączenia Huntera Bidena do Burismy: Raport z 14 maja 2014 r. opisuje Burismę jako dużego prywatnego ukraińskiego producenta gazu i rolę Bidena w firmie: https://www.theguardian.com/business/shortcuts/2014/may/14/hunter-biden-job-board-ukraine-biggest-gas-producer-burisma
  11. Patrik Baab: W swoim artykule omawia londyńskie sceny przestępcze: jak City of London, jako strefa poza prawem i najpotężniejsze lobby finansowe świata, finansuje wojny i czerpie zyski z chaosu. Wojny bankierów: dlaczego zasoby takie jak ropa naftowa, gaz i pierwiastki ziem rzadkich stanowią podstawę handlu instrumentami pochodnymi z dźwignią finansową i dlaczego system finansowy upadłby bez nowych grabieży. Rola oligarchów: jak ukraińskie aktywa znikają w zachodnich rajach podatkowych, podczas gdy kraj pochodzenia zubaża się i deindustrializuje. Decyzje geopolityczne: interesy wielkich koncernów energetycznych (Shell, Exxon, Chevron) i zaangażowanie postaci takich jak Hunter Biden w ukraiński holding Burisma, a także krwawe żniwo: dlaczego konflikt na Ukrainie i jego przyszłe eskalacje należy uznać za gigantyczne „opóźnienie bankructwa” systemu kapitalistycznego: www.youtube.com/watch?v=bLA0a0xiy_g

Były dowódca Delta Force wysuwa poważne oskarżenia: „Prawda o Ukrainie jest ukrywana”

Były dowódca Delta Force wysuwa poważne oskarżenia: „Prawda o Ukrainie jest ukrywana”

To, co Pete Blaber, były dowódca elitarnej jednostki amerykańskiej Delta Force, wyjaśnił w programie „Shawn Ryan Show”, należy do stwierdzeń, które cieszą się niewielkim zainteresowaniem zachodnich mediów głównego nurtu. Jego relacja rodzi fundamentalne pytania dotyczące relacjonowania wojny na Ukrainie – zwłaszcza że, według niego, opiera się ona na informacjach z najwyższych szczebli władzy.

Kim jest Pete Blaber?

Pete Blaber dorastał w Oak Park w stanie Illinois, jako jedno z dziewięciorga dzieci w irlandzkiej rodzinie katolickiej. Po ukończeniu Southern Illinois University awansował na dowódcę legendarnej jednostki Delta Force – jednej z najbardziej tajnych i potężnych jednostek specjalnych w armii amerykańskiej.

Jego misje obejmowały między innymi Panamę, Kolumbię, Somalię, Bośnię, Afganistan i Irak. Po odejściu z wojska w 2006 roku poświęcił się tematom przywództwa, zarządzania kryzysowego i bezpieczeństwa narodowego.

Blaber nie jest zatem uważany za outsidera ani zwolennika teorii spiskowych, lecz za byłego oficera wysokiego szczebla z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem w najbardziej wrażliwych obszarach amerykańskiego aparatu wojskowego i wywiadowczego.

https://youtube.com/watch?v=D47CmwYx58M%3Fstart%3D1%26feature%3Doembed

Co powiedziały mu jego kontakty w rządzie USA?

Blaber opisuje spotkanie w Los Angeles z czterema osobami ze swojej sieci kontaktów, z którymi utrzymywał długotrwałe kontakty: kontaktem w Departamencie Stanu USA, dwoma pracownikami agencji wywiadowczych i długoletnim kontrahentem rządowym.

Według niego, otrzymał informację, która „całkowicie go zszokowała”. Jego kontakty zapytały go, czy jest skłonny upublicznić tę informację. Blaber wyjaśnił, że się zgodził – i uważał to za swój obowiązek.

Najpoważniejsze roszczenia dotyczą strat po stronie Ukrainy.

Według jego źródeł, zginęło około 1,25 miliona ukraińskich żołnierzy . W 2025 roku średnio dziennie ginęło około 1000 żołnierzy.

Blaber nie przedstawił żadnych publicznie weryfikowalnych dowodów na poparcie tych danych. Różnią się one znacząco od szacunków rządów zachodnich i organizacji niezależnych. Gdyby jednak były choć w przybliżeniu dokładne, wskazywałoby to na katastrofę humanitarną o historycznych rozmiarach.

Dlaczego, pyta Blaber, zachodnie media o tym nie informują?

Blaber zadaje pytanie, które jego zdaniem powinien zadać sobie każdy krytyczny obserwator: Dlaczego jest tak mało rzetelnych doniesień na temat wojny na Ukrainie?

Jego odpowiedź jest jednoznaczna: jego zdaniem, całościowy opis sytuacji podważyłby oficjalną narrację Zachodu. Rządy i główne media stworzyły obraz wojny, który nie odpowiada rzeczywistości na miejscu.

Według Blabera relacja ta uwzględnia również reakcję ludności na terenach kontrolowanych przez Rosję.

Powołując się na swoje kontakty, twierdzi, że w zdobytych miastach wojska rosyjskie są często witane jak wyzwoliciele. Jednocześnie jego źródła opisują poważne nadużycia w czasie obecności ukraińskiego wojska. Ta relacja przeczy również doniesieniom wielu zachodnich mediów.

Dziennikarka Eva Karene Bartlett widzi podobieństwa

Niezależna dziennikarka Eva Karene Bartlett, która od lat relacjonuje wydarzenia w różnych strefach konfliktów i regularnie krytykuje główne zachodnie doniesienia medialne, stwierdziła, że ​​zdaje sobie sprawę z wielu rzeczy, które sama udokumentowała w oświadczeniach Blabera.

Według jej oświadczenia, przeprowadziła liczne wywiady z cywilami, szczególnie w 2022 roku, ale także w latach następnych – m.in. w Bachmucie (Artemiwsk). Cywile ci relacjonowali, że zostali sterroryzowani przez wojska ukraińskie, a następnie wyzwoleni przez żołnierzy rosyjskich.

Bartlett krytykuje fakt, że jej doniesienia są często ignorowane na Zachodzie lub wręcz odrzucane jako rosyjska propaganda. Podkreśla jednak, że jej praca polega na dokumentowaniu relacji ludzi w terenie – niezależnie od tego, czy wpisują się one w dominującą narrację polityczną.

„Przełomowa konfrontacja”: Chamenei nastawia irańską armię na maksymalne odstraszanie i działania ofensywne

tasnimnews

„Przełomowa konfrontacja”: Chamenei nastawia irańską armię na maksymalne odstraszanie i działania ofensywne

Nowe władze Iranu przygotowują swoje siły zbrojne do ewentualnej kolejnej poważnej konfrontacji. Najwyższy Przywódca, ajatollah Modżtaba Chamenei, wyznaczył szereg priorytetów dla nowo utworzonego dowództwa wojskowego, od kompleksowej gotowości obronnej i maksymalnego odstraszania, po, wprost, gotowość do działań ofensywnych.

Na szczególną uwagę zasługuje język, w jakim podsumowano dyrektywy w grafice rozpowszechnianej przez biuro prasowe Najwyższego Przywódcy: „Misje brzemiennej w skutki konfrontacji z arogancją ”, gdzie termin ten wyjaśniono jako „globalni ciemiężyciele”.

Retoryka wojenna pojawia się w czasie gruntownej przebudowy irańskich struktur władzy i bezpieczeństwa. Chamenei jest Najwyższym Przywódcą Republiki Islamskiej od marca 2026 roku i niedawno dokonał przetasowań na szeregu wysokich stanowisk. Agencja Reuters poinformowała 9 sierpnia o spotkaniu Chameneiego z prezydentem Masudem Pezeshkianem, podczas którego poruszono m.in. kwestie wojskowe.

https://t.me/uncut_news/92159?embed=1

https://t.me/uncut_news/92159

Pięć wytycznych dla Sztabu Generalnego

Przed kierownictwem Sztabu Generalnego określono pięć kluczowych zadań: zwiększenie potencjału militarnego, skuteczne reagowanie na zagrożenia, kompleksowa i aktualna gotowość obronna i bezpieczeństwa oraz ściślejsza integracja Sztabu Generalnego z kwaterą główną Chatam al-Anbija. Ponadto istnieje wymóg szybkiej i skutecznej reakcji na każdy poziom zagrożenia.

Na szczególną uwagę zasługuje bliższa integracja struktur dowodzenia wojskowego. Centralne Dowództwo Chatam al-Anbija odgrywa kluczową rolę w koordynacji irańskich sił zbrojnych. Jego dowódca, Ali Abdollahi, wyraźnie ostrzegł USA i Izrael przed nowymi atakami na początku lipca i zapowiedział ostrą reakcję na wszelkie kolejne ataki. ( Reuters )

Już w maju agencja Reuters, powołując się na irańską agencję prasową Fars, poinformowała, że ​​Modżtaba Chamenei poinformował dowództwo wojskowe o nowych wytycznych.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej powinien być również gotowy do operacji ofensywnych

Dyrektywy dla Gwardii Rewolucyjnej są jeszcze bardziej jednoznaczne. Przede wszystkim chodzi o „maksymalne odstraszanie ”. Jednocześnie dowództwo wyraźnie domaga się „gotowości do działań ofensywnych ” .

Ponadto stale rozwijane są kompetencje oraz wytyczne ideologiczne i organizacyjne. Pobożność, wnikliwość i duch rewolucyjny w Korpusie Strażników Rewolucji mają zostać wzmocnione, a szczeble kierownicze mają zostać rozszerzone o osoby, które oprócz podstaw ideologicznych posiadają również wiedzę naukową i nowoczesne umiejętności.

Oznacza to, że nie jest to orientacja czysto defensywna. Dyrektywy wyraźnie łączą gotowość obronną i odstraszanie z gotowością ofensywną.

Restrukturyzacja irańskiej struktury władzy

Te dyrektywy nie są odosobnione. Agencja Reuters doniosła w marcu, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zyskał znaczące wpływy po zmianie przywódcy. Według kilku irańskich źródeł, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej odegrał kluczową rolę w ustanowieniu Modżtaby Chameneiego następcą jego ojca.

Kierownictwo sił bezpieczeństwa przechodzi obecnie dalszą restrukturyzację. 10 sierpnia były dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, Mohsen Rezaei, został mianowany sekretarzem Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Chamenei jednocześnie mianował go swoim przedstawicielem w tym centralnym organie bezpieczeństwa. Agencja Reuters opisuje Rezaei jako długoletniego zwolennika twardej linii i bliskiego sojusznika Najwyższego Przywódcy.

Wydarzenia te rozgrywają się w kontekście trwającego od miesięcy konfliktu między USA a Izraelem oraz towarzyszących mu działań dyplomatycznych. Ostatnio poczyniono postępy w rozmowach dotyczących rozwiązania konfliktu w Cieśninie Ormuz i ewentualnej deeskalacji.

Przygotowuje się na kolejny poziom eskalacji?

Same wytyczne nie oznaczają, że Teheran planuje kolejny atak . Opublikowane wytyczne nie dostarczają na to żadnych dowodów.

Przesłanie polityczne i wojskowe jest jednak jasne: po ciężkich walkach ostatnich miesięcy irańskie władze chcą skonsolidować swoje struktury dowodzenia, rozszerzyć swoje możliwości i przygotować się na kolejne zagrożenia. Fakt, że oprócz „maksymalnego odstraszania” wyraźnie domagają się gotowości do działań ofensywnych i przedstawiają to wszystko jako przygotowania do „fatalnej konfrontacji”, wykracza daleko poza język zwykłej wojskowej rutyny.

Teheran nie tylko przygotowuje swoje siły zbrojne do obrony. Przygotowuje je na ewentualną kolejną poważną konfrontację – i wyraźnie pozostawia otwarte opcje ofensywne.

Źródła:

Przywódca mianuje sześciu wysoko postawionych dowódców w siłach zbrojnych Iranu

Irański Pezeshkian niedawno spotkał się z Najwyższym Przywódcą Chameneim, donoszą państwowe media

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Rosja chce, aby Galicja Wschodnia wróciła do Polski

Rosja chce, aby Galicja Wschodnia wróciła do Polski

Niedawno z opublikowanego w jednym z proukraińskich dzienników (innych nie ma) dowiedzieliśmy się, że (jakoby) w czasach Polski Ludowej (czyli 1945-1989 roku) nie mówiono ani nie pisano o ukraińskich zbrodniach popełnianych na obywatelach II RP.

Powiedział to człek dość młody, choć tytuły i stopnie poprzedzające jego nazwisko uzasadniały większą dociekliwość w badaniu w końcu dość nieodległej przeszłości. Było akurat zupełnie odwrotnie: powstała na ten temat obszerna literatura faktu, publikowano wspomnienia tych nielicznych, którzy przeżyli, powstały filmy fabularne oglądane przez milionową widownię („Ogniomistrz Kaleń”, „Zerwany Most” – można je znaleźć w internecie). Nie było wówczas obecnej cenzury nakazującej „ważyć słowa” na ten temat a przede wszystkim nie zauważać antypolskiej tradycji odradzającego się banderyzmu: każda epoka ma swój indeks myśli i słów zakazanych. Ten grzech zaniechania (ogłupiania?) ostatniego trzydziestolecia skutkuje tym, że za wschodnią granicą przy naszym udziale odrodził się i umocnił antypolski ruch polityczny, który w dodatku jest przez nasze państwo (z naszej kieszeni) na co dzień finansowany.

Kijów nie chce z polskimi politykami nawet na ten temat rozmawiać, bo wie, że jesteśmy w ślepej uliczce, z istoty błędnej polityki. Teraz zwala się winę za tę porażkę na Giedrojciowe teorie nakazujące wspierać ukraińskie i litewskie nacjonalizmy, bo były jego zdaniem antysowieckie. Nasi drodzy politycy wychowani na tych wypocinach politycznych nie zauważyli, że od ponad trzydziestu lat NIE MA ZWIĄZKU SOWIECKIEGO, który stworzył obecną wersję Wielkiej Ukrainy, której obecna Rosja może nie chcieć bronić. Połączenie w jeden organizm postawy banderowskiej Galicji, lewobrzeżnej Ukrainy a nawet Krymu miało sens dopóki państwo to nie było antysemickie i antyrosyjskie. Jakoś nikomu nie przyszło do głowy, że nacjonalizm wschodnio-galicyjski był nie tylko antysowiecki ale również antypolski a przede wszystkim ludobójczy.

Dziś znaleźliśmy się w możliwie najbardziej absurdalnej sytuacji: popieramy bezwarunkowo i bezzwrotnie sowiecki twór państwowy, którego wrogiem jest Rosja, która już oficjalnie przewiduje przywrócić status quo ante bellum, czyli… powrotu do Polski, Węgier, Rumunii tych części obecnej Ukrainy przyłączonych do ZSRR w latach 1939-1945.

Jeżeli dotąd Rosja faktycznie przegrywa wojnę z sowiecką wersją wielkiej Ukrainy więc nie chce podbijać jej zachodnich prowincji, a przede wszystkim matecznika banderyzmu. Chce nam podrzucić ten balast odwołując się do pewnego procederu z czasów II wojny światowej, gdy Trzecia Rzesza powiększyła terytorium tzw. Generalnego Gubernatorstwa (czyli ówczesnej wersji niemieckich porządków na wschodzie Europy).

Reasumując: nasz wróg (Rosja) chce reaktywowania naszej obecności prawno-politycznej w Galicji Wschodniej, my wspieramy banderowską Wielką Ukrainę w granicach sowieckich, która nawet oficjalnie lekceważy nasze uniżone prośby o przyzwoity pochówek pomordowanych Polaków, bo (słusznie) twierdzi, że obecnie gra w dużo wyższej lidze niż my. Jak się to skończy? Nie wiadomo. Wszystkie warianty są dla nas złe, ale najgorszym byłoby połączenie nas z banderowską wersją całości lub części Ukrainy. A takie pomysły kłębiły się jeszcze niedawno postsolidarnościowym politykom. Czy przyszło im do głowy, że przywrócenia wschodnich granic II RP będzie chciała Rosja?

Prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)

Pierwszy rok Nawrockiego

Pierwszy rok Nawrockiego

Przemysław Piasta

„Interesem Polski jest to, żeby Ukraina i żołnierze ukraińscy radzili sobie jak najlepiej z postsowiecką Federacją Rosyjską i jak najdalej trzymali ich od Polski. To oczywiste, taka jest strategia państwa polskiego. Niech sobie mordują tych sowietów tam, gdzie ich napadli i w ogóle nas Polaków to nie boli. W tym zakresie zawsze mogą na nas liczyć, bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga, nawet jak nie bierze udziału bezpośrednio w tej wojnie. Taki jest strategiczny interes Polski” – powiedział podczas przemówienia z okazji pierwszej rocznicy swojego zaprzysiężenia prezydent Karol Nawrocki. Te wyjątkowo nieroztropne słowa, wypowiedziane prostackim, wręcz knajackim językiem są najlepszym podsumowaniem tej prezydentury.

Rzecz jasna Nawrocki nas nie zaskoczył. Dobrze wiemy, że obecny lokator Pałacu Prezydenckiego wywodzi się z wyjątkowo szkodliwej tradycji politycznej. Jego obóz ideowy trafnie charakteryzował Dmowski jako tych, którzy nad umiłowanie Polski przedkładają nienawiść do Rosji. Dla nich wyznacznikiem racji stanu nie jest realizacja interesu państwa i narodu polskiego, ale działanie na niekorzyść naszego potężnego wschodniego sąsiada. Reszta to już prosta wypadkowa tych założeń. Groteskowy kundlizm wobec amerykańskiego protektora czy karmienie nienawidzącej nas i zwalczającej nas na każdej płaszczyźnie Ukrainy to dwa bodaj najbardziej widowiskowe rezultaty tej postawy.

Wobec powyższego oskarżenia padające z obozu rządowego o rzekomą prorosyjskość Nawrockiego brzmią szczególnie kuriozalnie. Paradoksalnie utwierdzają one jednak prezydenta w jego radykalnie rusofobicznym kursie. To zła wiadomość dla Polski. Każda wojna kiedyś się kończy. Gdy końca dobiegnie wojna o Ukrainę, niezależnie od jej rezultatów, przyjdzie czas na normalizację stosunków także z Rosją. Obawiam się, że obecna głowa naszego państwa,  nie jest zdolna do udźwignięcia takiej odpowiedzialności.

Czy pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego miał w ogóle jakieś jasne punkty? Paradoksalnie tak, nawet kilka. Na plus należy odnotować prezydentowi odebranie przywódcy Ukrainy, Wołodymirowi Zełeńskiemu, Orderu Orła Białego. Pomimo słabego stylu, przepełnionego kunktatorstwem i hamletyzowaniem, była to zasadniczo słuszna decyzja, która zapewne mimowolnie stała się pierwszą kostką domina prowadzącą do racjonalizacji stosunków z Ukrainą.

Słuszne było także zawetowanie niektórych spośród uchwalonych przez parlament ustaw. Karol Nawrocki podpisał 255 a zawetował 41 spośród 296 ustaw. Co prawda to swoisty rekord, zauważmy jednak, że prezydent 86,1% ustaw podpisał. Liczby nie rozstrzygają, czy konkretne weto było słuszne, jednak, nie wdając się w szczegóły, w większości przypadków pozostaje zgodzić się z prezydentem. Zresztą trudno nie odnieść wrażenia, że część rządowych projektów ustaw konstruowana jest jakby pod weto prezydenta. W końcu nic nie napędza tak popularności dwóch głównych politycznych plemion jak medialna awantura o sprawy drugorzędne.

Pewną, choć nieprzesadnie wielką, korzyścią z prezydentury Nawrockiego jest także blokowanie niektórych nominacji personalnych obecnego rządu, na przykład sędziowskich, ambasadorskich czy generalskich. Choć w logice ustrojowej Rzeczypospolitej Polskiej zakres kompetencji prezydenta niweluje potrzebę pozytywnej kohabitacji, to nawet te ograniczone działania należy ocenić w większości jako korzystne dla państwa i obywateli.

Na koniec warto odnotować, że Nawrocki jest znacząco lepszym prezydentem niż jego poprzednik. Choć tutaj poprzeczka była zawieszona ekstremalnie wręcz nisko. Wiceprezydent Ukrainy Andrej Dudenko, jak złośliwie nazywali poprzedniego strażnika żyrandola kontr-systemowi publicyści, był postacią jednocześnie nijaką i operetkową. Jego jedynym zapamiętanym dokonaniem pozostanie firmowanie  bezrefleksyjnie ukrainofilskiej polityki Polski.

Jeśli miałbym ocenić pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego w skali szkolnej, wystawiłbym mu słabe trzy na szynach. Nie da się tej oceny określić mianem pozytywnej, czy tym bardziej zadowalającej, jednak nie jest to też ocena niedostateczna. Przywołując jednak klasyka, pamiętajmy, że mężczyznę ocenia się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym jak kończy.

Przemysław Piasta

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)

=============================

A ja daję cztery. Czy wiesz, wyobrażasz sobie, jak trudno tam balansować?? md

Tuskowcy rozkradli pomoc dla powodzian

Tuskowcy rozkradli pomoc dla powodzian

magnapolonia.org/tuskowcy-rozkradli-pomoc-dla-powodzian

W Polsce pod rządami kliki Donalda Tuska nawet powódź może mieć swoich uprzywilejowanych beneficjentów. Zwykły człowiek po katastrofie może miesiącami walczyć o odszkodowanie, przedstawiać dokumenty, zdjęcia, rachunki i dowody poniesionych strat, natomiast kiedy do gry siadają partyjni bonzowie obozu rządzącego, nagle procedury potrafią nabrać zaskakującej elastyczności. Szczególnie interesująco robi się wtedy, gdy wśród beneficjentów znajduje się firma należąca do męża działaczki Koalicji Obywatelskiej.

Tuskowcy rozkradli pomoc dla powodzian. Bulwersujący proceder ujawniła Wirtualna Polska, analizując pożyczki powodziowe rozdysponowane przez Karkonoską Agencję Rozwoju Regionalnego, instytucję niemal w całości należącą do samorządu województwa dolnośląskiego. Od lutego 2025 roku jej wiceprezeską jest Anna Konieczyńska, związana z Koalicją Obywatelską. Firma jej męża, prowadzącego pensjonat w Dziwiszowie, otrzymała 200 tys. zł, czyli maksymalną kwotę przewidzianą w jednym z programów pomocowych.

I tutaj zaczyna się część szczególnie interesująca. Zaświadczenie dotyczące szkód powodziowych zostało uzyskane dopiero dziewięć miesięcy po powodzi. Sama gmina przyznała później, że nie posiadała niezależnego dowodu, który pozwalałby jednoznacznie potwierdzić, że wskazane uszkodzenia rzeczywiście powstały w wyniku powodzi. Trudno nie zadać pytania, czy w systemie, który miał pomagać ludziom dotkniętym kataklizmem, naprawdę wystarczyło tak niewiele, aby wypłacić maksymalną kwotę.

Okazuje się, że 200 tysięcy złotych to dopiero początek. Oto bowiem należąca do sąsiadów spółka Kadalore otrzymała łącznie aż 3,2 mln zł. Pieniądze miały być związane ze szkodami w sali zabaw dla dzieci. Problem polega na tym, że według ustaleń WP nie znaleziono śladów wskazujących na to, aby sala ta kiedykolwiek została otwarta. Mało tego, pierwsza pożyczka w wysokości 200 tys. zł została przez KARR umorzona aż w 75 procentach.

Mamy tu zatem sytuację, w której publiczne pieniądze przeznaczone na pomoc po katastrofie płyną szerokim strumieniem, a jednocześnie pojawiają się pytania, czy miejsce, którego rzekome zalanie miało uzasadniać pomoc, w ogóle funkcjonowało tak, jak przedstawiano to we wnioskach. W normalnym państwie powinno to uruchomić alarm na wszystkich szczeblach kontroli. W państwie, w którym partyjne układy i polityczne znajomości od lat budzą ogromne emocje, natychmiast rodzi się natomiast pytanie, kto komu i dlaczego tak chętnie rozdaje cudze pieniądze.

Trzeci beneficjent, firma Dami, otrzymał ponad 1,12 mln zł. Tym razem również pojawiają się poważne wątpliwości. Państwowa Straż Pożarna nie odnotowała pod wskazanym adresem zgłoszenia dotyczącego powodzi, a analiza dostępnych danych satelitarnych nie wykazała tam obecności wody powodziowej. Weryfikowano między innymi dane PSP, Wód Polskich, systemu Copernicus oraz dane firmy ICEYE.

Co najważniejsze, według opisanych przez WP ustaleń żaden z analizowanych budynków nie został wykazany na dostępnych zobrazowaniach jako zalany wodą powodziową.

Jeżeli państwo dysponuje systemami satelitarnymi, danymi straży pożarnej, informacjami Wód Polskich i innymi narzędziami pozwalającymi weryfikować skalę katastrofy, to dlaczego przy rozdysponowywaniu milionów złotych nie zastosowano ich wcześniej i skuteczniej? Dlaczego później okazuje się, że w przypadku niektórych beneficjentów istnieją poważne rozbieżności pomiędzy deklarowanymi szkodami a dostępnymi danymi?

Politycy bardzo chętnie mówią o pomocy dla zwykłych ludzi. Pięknie brzmią konferencje, zdjęcia w terenie i zapewnienia, że państwo nie zostawi nikogo bez pomocy. Gorzej, kiedy trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy publiczne pieniądze rzeczywiście trafiają tam, gdzie powinny. Bo jeśli okazuje się, że miliony złotych otrzymują trzy firmy z jednej miejscowości, a w przypadku części z nich pojawiają się istotne wątpliwości dotyczące potwierdzenia szkód, to nie wystarczy wzruszyć ramionami i powiedzieć: „procedury zostały zachowane”.

Tak właśnie wyglądałaby groteskowa wersja państwa zbudowanego przez partyjnych oligarchów: dla obywatela formularz, kolejka i kontrola każdego grosza, dla swoich – szybka ścieżka, korzystne decyzje i miliony z publicznej kasy. Oczywiście jest to na razie obraz podejrzeń i wątpliwości, a nie prawomocnie udowodnionej afery. Ale jeżeli nawet połowa opisanych okoliczności się potwierdzi, będzie to kompromitujący przykład tego, jak łatwo system pomocy może zostać wypaczony.

Sprawą zainteresowało się już Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które zażądało od samorządów informacji dotyczących beneficjentów oraz sposobu potwierdzania szkód. Program pożyczek KARR kontroluje także Centralne Biuro Antykorupcyjne. To dobrze, bo publiczne pieniądze nie są własnością Tuska, jego ministrów, marszałków województw ani lokalnych, partyjnych bonzów. To pieniądze podatników, również tych ludzi, którzy po powodzi sami musieli odbudowywać swoje domy i firmy.

Odpowiedzialność za te przywłaszczenia powinna być bezwzględna – niezależnie od tego, czy beneficjent jest związany z KO, PiS-em, PSL-em czy jakąkolwiek inną partią. Niestety, państwo POPiS wciąż działa według zasady: „dla swoich zawsze coś się znajdzie”. Publiczna kasa wciąż traktowana jest jak partyjny bankomat, a dyzmokratyczne wybory służą tylko temu, aby zaspokoić kolejną bandę złodziei, która dorwie się do koryta.

Trump chce 2000 więcej przechwytywaczy Patriot rocznie, ale Xi Jinping trzyma karty atutowe

Trump chce 2000 więcej przechwytywaczy Patriot rocznie, ale Xi Jinping trzyma karty Trumpa

[widzisz, jak głupia jest AI? Nie odróżnia atutów od głupola- prezydenta. md]

11 sierpnia 2026przez Larry C. Johnson sonar/trump-wants-2000-more-patriot-interceptors-a-year-but-xi-jinping-holds-the-trump-cards

Administracja Trumpa, po licznych doniesieniach medialnych o pladze niedoborów broni, próbuje podjąć desperackie działania w celu jej uzupełnienia. Po tym, jak dwie wojny – na Ukrainie i konflikt z Iranem w 2026 roku – wyczerpały zapasy pocisków przechwytujących w tempie, na jakie nie udało się zbudować żadnej bazy przemysłowej w czasie pokoju, Pentagon działa z niezwykłą szybkością i niezwykłymi środkami, starając się szybko odbudować swój najważniejszy arsenał obrony powietrznej. Pod koniec lipca armia amerykańska przyznała firmie Lockheed Martin wieloletni kontrakt na produkcję pocisków PAC-3 o wartości około 53,9 miliarda dolarów, będący częścią ram mających na celu zwiększenie rocznej produkcji pocisków przechwytujących PAC-3 Missile Segment Enhancement (MSE) z około 600 do 2000 do 2030 roku. Jest to jedno z największych zobowiązań w zakresie produkcji pocisków w historii Stanów Zjednoczonych.

Jest tylko jeden drobny problem, którego kontrakt nie może rozwiązać samymi pieniędzmi – system naprowadzania PAC-3 – element, który sprawia, że ​​pocisk przechwytujący typu hit-to-kill faktycznie trafia – opiera się na dwóch metalach ziem rzadkich, których dostawy są niemal w całości kontrolowane przez Chiny. Waszyngton naciska na swoich producentów broni, aby wyprodukowali ponad trzykrotnie więcej broni, której najbardziej niezastąpione komponenty znajdują się na samym końcu łańcucha dostaw przebiegającego przez Pekin. Ambicje i podatność na ataki rosną jednocześnie i zmierzają w kierunku kolizyjnym.

Sygnał popytu jest realny i ogromny

Zacznijmy od tego, skąd ta presja. Wojna z Iranem to wojna obrony powietrznej, a jej koszty w zakresie pocisków przechwytujących są rujnujące. Analiza Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych oszacowała, że ​​Stany Zjednoczone zużyły podczas konfliktu około dwie trzecie swojego przedwojennego arsenału pocisków przechwytujących Patriot. Lockheed dostarczył zaledwie około 620 pocisków przechwytujących PAC-3 MSE w całym 2025 roku – około 1,7 pocisku dziennie dla całej globalnej sieci baterii sojuszniczych. W porównaniu ze współczesnymi wskaźnikami zużycia bojowego, to nie jest linia produkcyjna, to strużka. Wyobraź sobie starszego mężczyznę z powiększoną prostatą, który próbuje się wysikać. Kropla, kropla, kropla.

Rząd rzucił więc na ten problem całą siłę reformy zamówień. W styczniu Pentagon i Lockheed podpisały siedmioletnie „transformacyjne partnerstwo”, aby zwiększyć zdolność produkcyjną pocisków PAC-3 MSE do około 2000 rocznie. Zapotrzebowanie zagraniczne jest wyższe niż zapotrzebowanie USA – jedno zatwierdzenie Departamentu Stanu w styczniu 2026 roku umożliwiło potencjalną sprzedaż Arabii Saudyjskiej 730 pocisków przechwytujących o wartości 9 miliardów dolarów. Pentagon jednocześnie podjął działania w celu czterokrotnego zwiększenia produkcji pocisków przechwytujących THAAD i zawarł równoległe umowy z firmami L3Harris i Northrop Grumman na dostawę napędów. Sygnał popytu, jak ujął to jeden z analityków CSIS, jest „ogromny”. [A szmal za nim… uśśś. więc dadzą sobie na pewno radę. md]

Właśnie dlatego podatność materiału na uszkodzenia jest tak niebezpieczna. Nie da się potroić mocy produkcyjnej broni, jeśli nie można zabezpieczyć garści gramów specjalnego materiału magnetycznego, którego potrzebuje każda jednostka – a to właśnie tego materiału Stany Zjednoczone nie kontrolują.

Dwa elementy, jeden poszukiwacz i niemal całkowity monopol Chin

Rozkładając przechwytywacz PAC-3 na komponenty, które nim sterują, zależność od pierwiastków ziem rzadkich staje się konkretna, a nie abstrakcyjna.

Głowica naprowadzająca przechwytywacza – głowica naprowadzająca, która śledzi zbliżanie do nadlatującej głowicy – ​​opiera się na magnesach samarowo-kobaltowych (SmCo) do naprowadzania i celowania. SmCo nie jest tu preferencją, lecz wymogiem. Magnesy te zachowują swoją siłę magnetyczną w ekstremalnych temperaturach generowanych w fazie końcowej lotu, w których bardziej powszechny magnes neodymowy zacząłby się rozmagnesowywać. Ten sam materiał samarowo-kobaltowy skupia wiązkę mikrofal w rurach fali bieżącej naziemnego radaru Patriota. Przesuwniki fazowe radaru, które elektronicznie sterują wiązką po niebie, są dostrojone za pomocą itru – a konkretnie itrowo-żelazowo-granatowego.

Samar i itr to dwa pierwiastki ziem rzadkich, które są sednem tej historii. Chiny mają w nich niemal całkowitą władzę.

Sytuacja z itrem jest poważna: w latach 2020–2023 Chiny dostarczały 93% amerykańskiego importu itru. Samar jest gorszy w subtelniejszy sposób – problemem nie jest surowa ruda, ale separacja i rafinacja ciężkich pierwiastków ziem rzadkich na użyteczny materiał, a w tym obszarze dominacja Chin zbliża się do monopolu. Do 2023 roku Chiny odpowiadały za około 99% światowego przetwarzania ciężkich pierwiastków ziem rzadkich; jedyny znaczący konkurent, rafineria w Wietnamie, został unieruchomiony z powodu sporu podatkowego, co w efekcie pozostawiło Chiny jako jedyne źródło. Stany Zjednoczone obecnie praktycznie nie posiadają żadnych krajowych zdolności separacji ciężkich pierwiastków ziem rzadkich i są oceniane przez rząd USA oraz źródła akademickie jako w 100% zależne od importu netto gotowych magnesów ziem rzadkich.

Zarówno samar, jak i itr znajdują się na chińskiej liście kontroli eksportu – dodanej w kwietniowej transzy siedmiu średnich i ciężkich pierwiastków ziem rzadkich, a wzmocnionej w styczniu 2026 roku, kiedy Pekin zaostrzył kontrole dotyczące związków samaru. To paradoks w jednym zdaniu: rząd nakazuje trzykrotne zwiększenie produkcji broni, której naprowadzanie i radar zależą od dwóch elementów, które strategiczny konkurent może dowolnie ograniczać.

Chiny już pokazały, że pociągają za dźwignię

To nie jest teoretyczne ryzyko, które mogłoby mieć znaczenie w przypadku jakiegoś przyszłego kryzysu. Pekin już zademonstrował zarówno gotowość, jak i mechanizm.

Wprowadzenie przez Chiny kontroli w kwietniu 2025 roku nie przyniosło czystego embarga, lecz coś bardziej sprytnego: nieautomatyczny system licencjonowania z nominalnymi terminami przeglądu, które rutynowo rozciągają się w nieskończoność. Spośród setek licencji eksportowych złożonych po kwietniu 2025 roku, tylko około jedna czwarta została zatwierdzona w kolejnych miesiącach. Opóźnienie jest bronią – niepewność w łańcuchu dostaw narzucona bez formalnej deklaracji wojny handlowej, która mogłaby wywołać odwet. Według prezesa jedynego amerykańskiego producenta magnesów samarowo-kobaltowych, do lata 2025 roku Chińczycy po prostu trzymali swoje zapasy i ich nie uwalniali.

Podczas samego konfliktu irańskiego dało to Pekinowi cichą dźwignię nad zdolnością Ameryki do utrzymania wystrzeliwanych przez nią pocisków przechwytujących. Chiny kontrolują około 85–90% światowego wydobycia metali ziem rzadkich i produkują blisko 90% światowej produkcji magnesów o wysokiej wydajności. W efekcie mogą wpływać na tempo uzupełniania zapasów obrony przeciwlotniczej USA i sojuszników jedynie poprzez tempo przetwarzania dokumentów licencyjnych.

Czas, z którym ściga się Pentagon

Waszyngton zdaje sobie sprawę z pułapki, a dotychczasowe reakcje pokazują, jak trudno się z niej wydostać. Nowe przepisy dotyczące Federalnego Dodatku do Regulacji Zamówień Obronnych (DFARS) mają skutecznie uniemożliwić stosowanie materiałów ziem rzadkich pochodzenia chińskiego w amerykańskich systemach uzbrojenia począwszy od 2027 roku. Na papierze to jest rozwiązanie. W praktyce prowadzi to do kolejnej kolizji: produkcja PAC-3 ma przyspieszyć dokładnie w momencie, w którym łańcuch dostaw ma zostać oczyszczony z chińskich materiałów, od których obecnie jest zależny. To kolejny przykład biurokratycznej prawej ręki, która nie wie, co robi lewa ręka.

Budowa alternatywy zajmuje lata, a nie kwartały. Istnieją krajowe wysiłki – powołano się na ustawę o produkcji obronnej (Defense Production Act), zarządzenia wykonawcze usprawniły proces wydawania pozwoleń na wydobycie minerałów, a Departament Obrony (DoD)/DoW sfinansował krajową fabrykę magnesów – ale uruchomienie fabryki nie oznacza od razu kwalifikowanej, wojskowej jakości produkcji samaru, kobaltu i itru. Wcześniejsze próby podkreślają tę trudność: poprzednia administracja próbowała uruchomić krajową produkcję samaru w 2022 roku, ale MP Materials, największy amerykański wydobywca metali ziem rzadkich, doszedł do wniosku, że rynek jest po prostu zbyt mały, aby uzasadnić taką inwestycję. Ciężka separacja metali ziem rzadkich, metalurgia magnesów i cykle kwalifikacyjne dla komponentów obronnych to możliwości, których nie da się wyczarować w czasie wojny. Jak dosadnie ujęto w jednej z analiz problemu: te możliwości wymagają długoterminowych inwestycji i nie da się ich stworzyć z dnia na dzień.

To jest strategiczna nić. Harmonogram produkcji pocisków przechwytujących mierzy się w dwóch do czterech lat potrzebnych na uruchomienie nowych linii produkcyjnych. Harmonogram niezależności łańcucha dostaw mierzy się w pięciu do dziesięciu lat, które realistycznie zajmują zbudowanie rafinerii metali ziem rzadkich i produkcji kwalifikowanych magnesów od niemal całkowitego uruchomienia. Harmonogram zagrożenia – tempo, w jakim Patrioty są zużywane w kolejnym konflikcie – mierzy się w dniach. Te trzy elementy nie pokrywają się.

Podsumowanie

Kontrakt o wartości 53,9 miliarda dolarów zapewnia moce produkcyjne, narzędzia, pracowników i pewność planowania. Nie może jednak, przynajmniej na razie, zapewnić suwerenności nad dwoma pierwiastkami ziem rzadkich – samarem i itrem – bez których głowica i radar PAC-3 nie mogą działać.

Dopóki Stany Zjednoczone nie będą w stanie samodzielnie oddzielać ciężkich pierwiastków ziem rzadkich i wytwarzać na masową skalę własnych magnesów samarowo-kobaltowych o jakości wojskowej, każdy wzrost produkcji Patriota po cichu zwiększa amerykański popyt na materiały, które ostatecznie trafiają do chińskich rafinerii i na chińskie licencje eksportowe.

Potrojenie mocy broni, której nie można w pełni pozyskać, nie jest tym samym, co potrojenie broni, którą faktycznie można wystawić. Pentagon ma rację, przeładowując broń. Ale dopóki problem z magnesami nie zostanie rozwiązany, Waszyngton buduje większy silnik, podczas gdy strategiczny konkurent odmawia sprzedaży paliwa do jego zasilania.


Dziś nagrałem pięć podcastów, ale Nima jest jedynym, który umieścił swój na YouTube (jeden z najciężej pracujących ludzi w świecie podcastów):

Larry Johnson: USA 10-krotnie zwiększyły liczbę amunicji THAAD i PAC-3, jemeńskie rakiety uderzyły w saudyjskie dowództwo