DOWÓD na istnienie Stwórcy-Trójcy, a wodzowie Wielkiej Satanistycznej Rewolucji Październikowej. Cz.I.

DOWÓD na istnienie Stwórcy a wodzowie Wielkiej Satanistycznej Rewolucji Październikowej.

[czy zauważyli państwo, jak ostatnio przemilcza się ten Wielki Krok Naprzód, ku Postępowi ?? Przypominam więc. Mirosław Dakowski]

[z książki Vladimir Volkoff, „Kroniki anielskie”, Wyd. KKK, Dębogóra 2007]

rewolucja to postępujący ateizm

DOWÓD

Binokle profesora Piotra Piotrowicza Czebrukowa, tusza, „liberalne” seplenienie, ssanie fajki i popluwanie z wyższością, gest, którym wylewał herbatę na spodek, żeby za chwilę hałaśliwie ją wypić, oraz – nade wszystko – głębokie przekonanie, że wszystko wie najlepiej, były cechami charakterystycznymi rosyjskich intelektualistów jego epoki. Pod powierzchownym pedantyzmem kryła się głęboka nieśmiałość i skromność, mające ścisły związek z fizyczną niezdarnością. Profesor potrzebował aż pół godziny, żeby zasznurować buty i nie ożenił się z obawy, że nie zdoła poradzić sobie z kobietą. Ta nieśmiałość i skromność maskowały z kolei jeden z największych umysłów przełomu wieków.

Tak, Piotr Piotrowicz Czebrukow, który mówiąc o butach, wygłaszał nikomu niepotrzebny wykład o systemach metrycznych lub imperatywie kategorycznym, który przytłaczał słuchaczy swoimi wywodami o Nibelungach lub streptokokach, o których nie miał pojęcia, poza murami uniwersytetu nigdy nie wspominał o dziedzinie, w której był prawdziwym znawcą owej no man 's land, leżącej na pograniczu fizyki i matematyki. To właśnie w tej dziedzinie był prawdziwym geniuszem. Z owych wyżyn, gdzie zbiegają się drogi wszystkich nauk ścisłych, rzucał czasem tu i tam jakieś okruchy. Opowiadano, że kiedy miał piętnaście lat, mruknął do Mendelejewa: „A może by pan ułożył to wszystko w tablicę?”, ponoć Ciołkowskiemu podsunął pomysł silnika rakietowego, a pewnego dnia rzekł zamyślonym tonem do Pawłowa: „Dobrze znam Czajkowskiego. Wyznał mi, że na sam widok butelki wódki wpada w dobry humor. Nie sądzi pan, że to daje do myślenia?”.

Wszystko to było bliskie prawdy, on jednak zupełnie się tym nie przechwalał.

Jak na intelektualistę przystało, Piotr Piotrowicz był ateistą – jednym z tych, których Dymitr Karamazow nazywał pogardliwie: „Bernardy” -i jako taki marzył o rewolucji. Nie, żeby był marksistą. Oddajmy sprawiedliwość rosyjskim intelektualistom: po 1905 roku po drugiej stronie Niemna nie było już ani jednego inteligentnego umysłu, wierzącego w pseudo-filozoficzne dywagacje wielkiego Karola, może z wyjątkiem kilku domorosłych uczonych i półgłówków.

W tym względzie Rosja znacznie wyprzedziła kraje Zachodu.

Ale profesor Czebrukow w mgnieniu oka doszedł do wniosku, że rewolucja to postępujący ateizm, a to wystarczyło, żeby stał się jej zagorzałym zwolennikiem. W lutym 1917 roku utworzono dla niego Katedrę Fizyki Metafizycznej (miał wielu przyjaciół wśród przyjaciół Kiereńskiego) i od lutego do października był najszczęśliwszym z ludzi, igrając z prędkością Światła, przewidując odkrycia mechaniki kwantowej, przeprowadzając dowód twierdzenia Euklidesa z jednoczesnym wykazaniem jego względności, żonglując kwadraturą koła i perpetuum mobile (oba te pojęcia były doskonale możliwe w Czebrukowowskim świecie), rozwiązując paradoksy Zenona z Elei oraz wynajdując mimochodem urządzenie, które nazwał telepyskiem (po rosyjsku – telemorda), czyli telefon z ekranem, którego nawet siedemdziesiąt lat później nikt jeszcze nie umiał „skomercjalizować”.

Rozzuchwalił się do tego stopnia., że podczas wykładu poruszył dwa tematy, które mu szczególnie leżały na sercu – równanie uniwersalne oraz matematyczny dowód nieistnienia Boga. Krótko ostrzyżeni studenci w okularach przyjęli je owacyjnie.

Październik bynajmniej go nie zaskoczył. Fizyk dostatecznie dobrze rozumiał tę formę biologii, jaką jest Historia, by zaakceptować fakt, że Październik jest nieuniknionym, naturalnym, nieślubnym dzieckiem Lutego. Jednak Październik przyszedł na świat w towarzystwie dwóch siepaczy, których trudno pominąć milczeniem: Głodu i Terroru.

Faktem jest, że na początku Piotr Piotrowicz nie dostrzegał obecności terroru. Przyjął bowiem, że stosują go jego przyjaciele przeciwko jego wrogom, co zdawało się czynić go w pełni usprawiedliwionym. Mniej też cierpiał od innych, gdy jego pięciopokojowe mieszkanie niedaleko Arbatu zostało przekształcone na „komunałkę”, w której miał do swojej dyspozycji już tylko dawny pokój służącej (na jego szczęście, za caratu pokoje służących znajdowały się na tym samym piętrze co pokoje państwa, były przestronne, widne i wyposażone we wszelkie wygody).

Trzeba było również czasu, by zaczął mu doskwierać głód – było mu w zasadzie obojętne, czy je kapustę, czy końskie mięso, nie miał zbyt czułego podniebienia i nie ulegał żadnym przesądom. Kiedy jednak zabrakło nawet koni, zaczął się niepokoić potencjalnym brakiem węglowodanów. Jakże teraz będzie pracowało dwadzieścia miliardów jego neuronów, jeśli nie dostarczy im kwasów rybonukleinowych i dezoksyrybonukleinowych? Co poczną, biedactwa, bez panny Adenozyny Trój- fosforanownej?

Aż nadszedł dzień, w którym Piotr Piotrowicz naprawdę zaczął cierpieć. Stało się to wówczas, gdy pewien ubrany w skórzaną kurtkę Łotysz z naganem przy pasie przyniósł mu napisane na maszynie pismo zakazujące dalszego prowadzenia wykładów. Powód? Fakt, że jeden z odczytów rozpoczął słowami: „Hipoteza: Bóg istnieje.. .”, a co gorsza, w pisemnej wersji wykładu dopuścił, aby słowo „Bóg” zostało napisane wielką literą. – No nie! – wykrzyknął Piotr Piotrowicz, na chwilę zapominając o swojej nieśmiałości.

Przecież nowa Władza nie może zabronić abstrakcyjnych spekulacji.. . Jeśli o to chodzi- odparł Łotysz – to zdecydowanie odradzam. Do spekulantów Iljicz każe strzelać jak do kaczek.

Od tej chwili Piotr Piotrowicz stał się bardziej lękliwy, unikał towarzystwa i był sobą jedynie w zaciszu swego pokoiku, nad kartką papieru zabazgraną ezoterycznymi formułami. Szedł na targ, żeby sprzedać samowar lub portret przodka, przynosił do domu kilka zgniłych ziemniaków, na prymusie przygotowywał sobie filiżankę gorącej kawy i zasiadając do pracy z rękami odzianymi w mitenki, gratulował sobie, że jest w intelektualnej zgodzie z aktualnymi zwycięzcami.

Ci ostatni krzyżowali księży na drzwiach cerkwi (na wspomnienie tych straszliwych pokazów siły dobroduszny Piotr Piotrowicz marszczył nos, uznając je wszelako za niezbędne dla edukacji narodu), on zaś za pomocą [a + b] przeprowadzał dowód, że Bóg nie istnieje – różne metody w służbie tej samej sprawy rodzą trwałe związki. Jego dobra wola w służeniu rewolucji sięgała tak daleko, że uznał nawet, iż czasowy zakaz prowadzenia wykładów z fizyki metafizycznej, choć bardzo dla niego dotkliwy, także jest pożałowania godną koniecznością, mającą korzenie w ignorancji, w której ancien régime utrzymuje masy ludowe.

Ale to wszystko nie było jeszcze takie najgorsze. Kilka miesięcy później były profesor Piotr Piotrowicz Czebrukow był już nie do poznania. Wychudzony, ze zmiętymi i poszarzałymi policzkami, żywił się już tylko obierkami i głąbami kapusty, a ogrzewał, paląc zagryzmolone równaniami papiery. I przechodził na drugą stronę ulicy, gdy tylko dostrzegł skórzaną kurtkę lub kaburę nagana. Nikt nie rozumiał, co się z nim dzieje.

Kiedy pewnego wieczora Piotr Piotrowicz wracał do domu, dokonawszy szczęśliwej wymiany pary emaliowanych spinek do mankietów na dwa wysuszone śledzie, usłyszał za sobą wilgotne kroki po niebieskawym śniegu. Obrócił się, przestraszony. Skórzana kurtka przyciągała światło ulicznej latarni. Przyspieszył kroku, potykając się w zaspach. Tamten zbliżał się szybko i radośnie, jakby maszerował w siedmiomilowych butach.

  • Piotrze Piotrowiczu! Profesorze! To ja, Gorszkow! Gorszkow był jednym z najgorszych studentów, jakich Piotrowi Piotrowiczowi kiedykolwiek zdarzyło się uczyć. Nigdy nie postawił mu stopnia lepszego niż dwója i nigdy nie omieszkał wykorzystać okazji, by go ośmieszyć. Takie spotkanie nie wróżyło nic dobrego. Ale jak tu uciec w przemoczonych trzewikach? Tak więc Piotr Piotrowicz zatrzymał się. Gorszkow rzucił się w ramiona swego dawnego kata i trzykrotnie ucałował jego obwisłe i zaczerwienione policzki, ściskając profesora w swych niedźwiedzich łapach.
  • – Piotrze Piotrowiczu! Kopę lat! Jakież cudowne wspomnienia z tamtych złotych, szczenięcych czasów! Pamięta pan? Tkwiliśmy wtedy jeszcze w ogólnej ciemnocie, a pańska myśl lśniła pod sklepieniem naszych czaszek niczym światło elektryczne, które woźny zapalał w auli po zmroku! A jak się panu wiedzie, panie profesorze, odkąd nasz ziemski raj został, że tak powiem, oficjalnie ogłoszony? Profesorowi wiodło się nijak i zdążył już zapomnieć o skłonności Gorszkowa do przesadnie kwiecistego stylu. Czuł się jednak odrobinę pewniej i pośpiesznie odpowiedział ludową sentencją, która zapewne miała ukryć jego prawdziwe, bynajmniej nie ludowe korzenie oraz działalność nie mającą nic wspólnego z proletariatem: – Bogu dzięki, bywało gorzej.

No tak! W czasie gdy kampania przeciwko opium dla ludu rozwijała się w najlepsze, on machinalnie wypowiedział to zakazane słowo! Dziecinnym gestem zakrył dłonią usta i zaczął się nieskładnie tłumaczyć: – Rozumiecie, Gorszkow, to tylko takie powiedzenie… Bogu dzięki… wiecie lepiej ode mnie, że dzięki Bogu… nigdy nie wierzyłem w Boga.

Po czym zamilkł na dobre, przekonany, że oto trzykrotnie podpisał na siebie wyrok śmierci. Jego myśl czepiała się nagana, na którym kilka chwil wcześniej Gorszkow czule położył rękę. Gorszkow jednak nie wydawał się przywiązywać zbytniej wagi do tych wysoce niestosownych wypowiedzi. Klepnął Piotra Piotrowicza po plecach. – Ach, profesorze, profesorze! Życie to huśtawka – źle oheblowana deska położona na beczce. Raz na górze, raz na dole. Był pan jednym z orłów inteligencji w mrokach naszej epoki, ja zaś pyłkiem u pańskich stóp. Dziś, dzięki Bogu (tak, Gorszkow powiedział: dzięki Bogu!) i koniunkturze, wiedzie mi się świetnie i pochlebiam sobie, że budzę większy strach niż pan. Jeśli zaś idzie o pana… Tłuszczu między łopatkami tyle co nic, a i z przodu niewiele zostało! (Wypowiedzi tej towarzyszyło kilka przesadnie żywiołowych, acz współczujących klepnięć).

A co by pan powiedział, profesorze, na wzmacniający kieliszeczek naszej kochanej, proletariackiej wódeczki? Służymy ludowi w pocie czoła, a raczej pięści, ale on, drogi ojczulek-lud, też o nas, chwała Bogu (Gorszkow najwyraźniej musiał być wysoko postawiony, skoro w ogóle nie bał się chwalić Boga), nie zapomina. Grzechem byłoby nie podzielić się z moim starym nauczycielem odrobiną dobrodziejstw dzisiejszych czasów.

Ruszyli z miejsca. Piotr Piotrowicz, częściowo uspokojony, kulił się pod swoją czapką-uszanką, choć jego górna warga, jak za dawnych lat, nadal była wyniośle wydęta. Gorszkow, wysoki, z długimi, odzianymi w piękne boty nogami i ramieniem opiekuńczo otaczającym plecy staruszka, wypuszczał w mroźne powietrze wielkie kłęby pary.

Kiedy Piotr Piotrowicz zdał sobie sprawę, do jakiej dzielnicy, ku któremu placowi i budynkowi prowadzi go przez zwały zmrożonego śniegu jego dawny uczeń, smutno zadumał się nad swoją naiwnością – jakże mógł choć przez chwilę pomyśleć, że mu wybaczono? Ów pretensjonalny gmach, składający się z cokołu z łukowatymi oknami, na którym wspierały się trzy poziomy żłobionych kolumn, nad nimi zaś wznosiło się piętro podwójnych okien, Wyżej piętro okien pojedynczych, a na samej górze schodkowy fronton, ten gmach, gdzie za Mikołaja Krwawego spokojnie sprzedawano polisy ubezpieczeniowe, dziś słynął z tego, że nikt, kto raz tam wszedł (z wyjątkiem tych, którzy w nim pracowali), nie wyszedł z niego żywy, a ludzie zmuszeni przejść obok niego, przesadnie odwracali wzrok.

Naturalnie, należało wiać. Jak jednak uciec żwawemu Gorszkowowi? Piotr Piotrowicz z rezygnacją podniósł oczy na wielkie gmaszysko, przypominające tort Weselny lub parostatek o nakładających się na siebie i zakotwiczonych W nocy pokładach. Wszystkie jego okna były szczelnie zasłonięte i oświetlone tylko od Wewnątrz (przesłuchania z lampą świecącą prosto w twarz były najłagodniejszym sposobem traktowania wrogów ludu).

„A więc – powiedział do siebie z pewnym rodzajem obojętności – to właśnie tutaj przyjdzie mi umrzeć?”. Nie tak łatwo jest jednak wpaść w rozpacz. Poza wszystkim, przeszłość polityczna profesora Czebrukowa była bez zarzutu. Co zaś do jego obecnych badań, to przecież nikt o nich nie wiedział. Zresztą, wszystkiemu mógł zaprzeczyć… Ze skurczem przerażenia fizyk metafizyczny zastanawiał się, czy aby nie zapomniał spalić ostatniej strony swoich równań.

Sala była przestronna. Poprzez dym papierosowy profesor z trudem dostrzegał przepych sufitowych stiuków. Wielki, wysoki pod sklepienie piec ceramiczny napełniał całe pomieszczenie ciepłem, od którego bolały przemarznięte palce rąk i nóg. W parkiecie, zasłanym łuskami słonecznika, rybimi ogonami i kośćmi kurcząt, brakowało kilku desek. Stojące na kominku, marmurowe popiersie Aleksandra II Wyzwoliciela najwyraźniej posłużyło za cel w jakichś zawodach strzeleckich – brakowało nosa i jednego policzka, a stojące z tyłu lustro było gwiaździście popękane.

Mahoniowy stół uginał się pod przystawkami, drobiem, szynką, kiełbasą, butelkami wódki, koniaku, szampana i piwa. Na wyściełanych fotelach i wiedeńskich krzesłach siedziało dwunastu rozchełstanych mężczyzn, którzy jedli gołymi rękami.

– Oto, rzec można, nasza stołóweczka – wyjaśnił Gorszkow, wciąż jeszcze przyjaźnie.

-Braciszkowie, przedstawiam wam prawdziwego intelektualistę, dziedzica wielkiej tradycji nauki rosyjskiej, pod którego rządami na uniwerku zdarłem moje jedyne portki, kiedy byłem jego studentem. A Bóg mi świadkiem, że gorszego nigdy nie miał. Zawsze dostawałem od niego dwóję z minusem, a i to tylko z dobroci serca. Ale jak zobaczycie, jego inteligencja nie wyklucza zrozumienia dla władzy. Nakarmimy go i napoimy, a jeśli zechce nam zrobić mały wykład, to ręczę, że nie zrozumiecie ani słowa – taki bystry jest ten mój Piotr Piotrowicz. Siadaj, profesorze. Masz tu jesiotra, wędzonego węgorza, trochę kawiorku, chyba że wolisz pierożki albo kulebiak. A tu masz – nie, Sieriożka, psi synu, daj mi czystą szklankę dla profesora! – a tu masz naszą boską wódeczkę.

Choć prawdziwy intelektualista i dziedzic wielkiej tradycji nauki rosyjskiej nie zrobił na nich większego wrażenia, braciszkowie posunęli się uprzejmie, robiąc mu miejsce, a nawet przysuwając talerze, nadal jednak, pomijając kilka krótkich wybuchów zbiorowej wesołości, tkwili samotnie pogrążeni w marzeniach, ssąc papierosy, masując sobie w zamyśleniu podrapane i opuchnięte pięści, zatapiając bezbarwne spojrzenie w kieliszku lub napełniając sobie talerz tym, co komu w rękę wpadło.

Potem zaś żarli, żarli – głusi i ślepi na wszystko dookoła, jakby przemienieni w wielki, uzbrojony w zęby przewód pokarmowy. Od czasu do czasu ktoś wstawał i ciężko wzdychał: „Trzeba wracać !”.

I głośno czkając, kuśtykał ku schodom do piwnicy. Piotr Piotrowicz poświęcał im jeszcze mniej uwagi niż oni jemu. Wyglądało na to, że wystraszył się zupełnie bez powodu – zaproszenie Gorszkowa było absolutnie szczere. Pierwszy raz od bardzo dawna profesor mógł jeść ipić do syta. Inie żałował sobie. Odrobinę zażenowany brakiem sztućców, łapczywie nagarniał na talerz przyozdobiony znakiem Wszechrosyjskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego pasztet z łososia, węgorza w galarecie i udka cietrzewi, po czym za jednym zamachem zaczął pozbywać się długotrwałego uczucia głodu oraz strachu, którego jeszcze przed chwilą doznawał.

Gorszkow, rozrzewniony apetytem starego nauczyciela, dolewał mu nieustannie do małego, kryształowego kieliszka, ozdobionego tym samym znakiem. Kiedy uznał, że profesor już się zregenerował, rzekł: – Słuchajcie, braciszkowie! Piotr Piotrowicz opowie nam teraz o wzorze unikalnym…

  • Oto właśnie, drogi przyjacielu, dowód ignorancji – przerwał mu Piotr Piotrowicz, wycierając usta chusteczką. – Wzór unikalny? A cóż to za dziwoląg? Chciałeś zapewne powiedzieć: równanie uniwersalne? Uszczęśliwiony Gorszkow mrugnął do swych towarzyszy. – A nie mówiłem? To prawdziwy uczony, ten mój Piotr Piotrowicz. Te dwóje z minusem, które mi zawsze stawiał i to jeszcze z dobroci serca. ..

Wraz z żubrówką po żyłach Piotra Piotrowicza rozpłynęło się uczucie błogości, zaczął więc tłumaczyć pojęcie równania uniwersalnego, mówiąc sobie w duchu (zachował jeszcze resztki trzeźwości umysłu), że to bezpieczny temat.

Zresztą, czyż nie był wśród przyjaciół? Zaczął więc od stwierdzenia, że materia jako taka nie istnieje. Natychmiast wywołał skandal.

-Jak to nie istnieje? – ryknął brodacz. – Jestem materialistą. Może i ja nie istnieję, co? Uważaj, co mówisz, profesorku! Piotr Piotrowicz nie dał się zbić z tropu. – Mój młody przyjacielu – odparł . Właśnie wystawił pan sobie świadectwo „ignorantissimusa” pierwszej klasy. Chyba sobie pan nie wyobraża, że ten stół jest jednorodnym ciałem stałym, z pustą przestrzenią między nogami?

  • Oczywiście, że jest ciałem stałym! Mam oczy i widzę! A ty poczujesz to bardzo wyraźnie, jak ci go rozwalę na łbie.
  • – Ach, drogi panie, wciąż jest pan na etapie dawania wiary zmysłom? Cóż, skoro jest pan do tego stopnia prymitywny, to pewnie zechce mi pan wmówić, że powietrze nie istnieje, a wdychamy pustkę? Tak, pozornie, stół składa się z cząsteczek, które zbudowane są z atomów, a te z kolei z jeszcze drobniejszych cząstek, a wszystkie one oddzielone są od siebie przestrzeniami, które można porównać do przestrzeni międzyplanetarnych. Rozumie pan, co mówię? W rzeczywistości jednak wspomniane przeze mnie cząstki nie wyglądają jak ziarenka piasku, ale raczej jak wibracje. Materia jest skupieniem energii, to znaczy światła. Chemia zaś jest w gruncie rzeczy formą matematyki.
  • Brodacz nie wiedział, co powiedzieć, jednak słowa profesora rozbudziły ciekawość pozostałych, którzy zaczęli zadawać pytania. Chcesz powiedzieć, że to krzesło jest skondensowanym światłem? – śmiali się, chrupiąc korniszony pięknymi, białymi zębami zjadaczy razowego chleba. I trącali się łokciami, mówiąc: „Ależ ma gadane, co?”. Piotr Piotrowicz zaś odnalazł swój dawny, profesorski ton, naszpikowany różnymi „a zatem” i „nieprawdaż” oraz krągłymi, wyjaśniającymi gestami nadgarstków i nie dał się onieśmielić sukcesem, jaki właśnie odnosił (bardziej ze względu na swoją elokwencję niż głoszone poglądy).
  • – Czyli co, profesorze? Znalazłeś w końcu to równanie uniwersalne? – spytał Gorszkow.
  • – Tak, grosso modo. Naturalnie, można je jeszcze uszczegółowić, nic bowiem nie wskazuje na to, byśmy znali wszystkie istniejące pierwiastki, nie mówiąc już o tym, że tablica Mendelejewa powinna zostać uzupełniona o substancje syntetyczne.
  • – Co to za wzór? – spytał jakiś chudzielec w okularach. – To coś jak H2O, tylko trochę bardziej skomplikowane?
  • – Powtarzam, przyjacielu, że nie chodzi o wzór, ale o równanie – rzekł Piotr Piotrowicz, dokładając sobie kawioru. – W ostatecznym rozrachunku, wszystko da się sprowadzić do liczb, prawda? Jeśli oznaczymy wodór liczbą x, a tlen liczbą y, to wzór matematyczny wody nie będzie miał kształtu H20, ale (x + 2y). A zatem, biorąc pod uwagę, że 103 pierwiastki mają podobną strukturę elektronową, możemy wyrazić wszechświat w formie jednego równania, gdyż nawet odległości dają się zmierzyć w latach świetlnych.
  • – A nos naszego Sierożki? Jego też można zmierzyć w latach świetlnych? – spytał jakiś blondynek, dusząc się ze śmiechu i wskazując palcem swego sąsiada o wykrzywionej twarzy, gruzłowatym czole oraz długim i ponurym nosie.
  • – Czy tylko nasz Boży świat? i – jeśli chodzi o Sierożkę, to niech mnie Bóg broni, bym miał go obrazić – odparł Piotr Piotrowicz, który tak sie rozzuchwalił, że celowo wypowiedział Boże imię. A Sieriożka składa się ze skondensowanego światła lub, jeśli wolicie, z energii elektrycznej, zatem można go opisać w kategoriach elektrycznych, podobnie jak dom, śledzia czy gwiazdy na niebie.
  • – Sierożka, jesteś elektrycznością. Uważaj na krótkie spięcia! – rzucił Gorszkow, który był w siódmym niebie. Ale powiedz, profesorze, mógłbyś tu, w naszej obecności, napisać to swoje równanie uniwersalne? Zaraz ci znajdziemy kawałek kartki…
  • – Potrzebowałbym do tego – odpowiedział Piotr Piotrowicz – kartki wielkiej jak fasada tego budynku. Właśnie w tym momencie alkohol, którzy gotował się w jego żołądku, dotarł do głowy i sprawił, że profesor zatracił poczucie czasu i miejsca, w którym się znajdował. Mocno poczerwieniał, na skórę wystąpił mu pot, a oczy zmętniały mu do tego stopnia, że ledwo zauważył dziwaczną parę, która właśnie weszła do sali, a którą widział jak przez mgłę. Najpierw pomyślał, że to człowiek trzymający na smyczy wielkiego, czarnego psa, a chwilę później stwierdził z pewną obojętnością, że ów pies to idący na czworakach, młody pop w sutannie, którego dozorca popędzał wolnym końcem łańcucha obwiązanego wokół szyi.
  • – Choć do nas, Bezzub. Posłuchaj profesora! – krzyknął Gorszkow. – Odkrył równanie uniwersalne.
  • Taa, to bardzo pouszające – przytaknął mu Sierożka. Bezzub podszedł bliżej, ciągnąc mocno za łańcuch. Miał postawę szypra z kutrów pływających po Wołdze i wielką głowę, której czoło szczelnie zakrywały ostrzyżone „pod garnek” włosy. Na przedzie brakowało mu dwóch zębów. – Co jest? O co chodzi? – spytał.
    • W końcu mi powie, gdzie schował złote błyskotki od Świętego Jana Chrzciciela – zagrzmiał Bezzub. – Popi pies! – dorzucił, wymierzając mu kopniaka. – Ale muszę czasem wrzucić coś na ząb. No dobra, co to jest to równanie uniwersalne? Opadł na fotel naprzeciwko Piotra Piotrowicza, wziął do ręki kawał kiełbasy i ugryzł. Rozpłaszczony u jego stóp pop patrzył nieruchomym wzrokiem na stół zastawiony jedzeniem.
    • Równanie uniwersalne w rzekł Piotr Piotrowicz (nagle, nie wiedzieć czemu, poczuł pragnienie, by olśnić Bezzęba; może dlatego, że Bezzub w doskonały sposób uosabiał Lud – taki, jakim go sobie wyobrażali lutowi intelektualiści) – równanie uniwersalne to tylko początek. Równanie bowiem ma sens tylko wtedy, gdy można je rozwiązać. – Z Bożą pomocą – wtrącił się Gorszkow coraz bardziej rozczulony – rozwiążesz je, ojczulku. – A można wiedzieć – spytał Bezzub chrupiąc kiełbasę – co może być tym rozwiązaniem? . Piotr Piotrowicz zaczynał czuć, jak pod wpływem alkoholu jego jaźń ulega rozdwojeniu (tak naprawdę, ludzie pijani nie widzą podwójnie – to oni stają się podwójni).
    • Piotr Piotrowicz numer l, bardziej z owej dwójki przytomny, zaczął po cichu bić na alarm. Według niego już sam fakt, że wspomniał o równaniu uniwersalnym, był dowodem braku roztropności. Ujawnienie rozwiązania równałoby się samobójstwu. Piotr Piotrowicz numer 2 czuł, że oto nadeszła chwila, żeby zakończyć wymuszoną emeryturę i zacząć zdumiewać tłumy. Jednak to Numer l zyskał chwilową przewagę – spróbował zmienić temat rozmowy. – A czy ja ze swej strony mogę spytać, obywatelu Bezzubie – przemówił wyraźnie artykułując każde słowo – jakież to imię daliście swemu psu i czym go karmicie? I czknął śmiechem, wierząc, że popisał się subtelnym dowcipem, który jednak – jeśli jego plan się powiedzie – zaowocuje humanitarnym gestem. Nieważne, że nienawidził rasy księży – ten jeden, niezgłębionym wzrokiem wpatrzony w szynki, budził w nim litość. Bezzub odpowiedział niezmieszany: – Karmię go możliwie najrzadziej i to jedzeniem, które nie wymaga żucia, bo on już prawie nie ma zębów. A wołam na niego Popi Pies.

Bezzub lubił mówić i zachowywać się w sposób prostacki, ale wyczuwało się w nim pewną bystrość i inteligencję. Piotr Piotrowicz numer l zastanawiał się, jak by tu zaproponować siedzącemu na ziemi księdzu kawałek szynki lub jesiotra, nie traktując go ani jak psa (co byłoby dla niego obraźliwe), ani jak popa (co byłoby obraźliwe dla Bezzuba, na przychylności którego bardzo zależało Piotrowi Piotrowiczowi numer 2). – Czy ppozwolicie, towarzyszu Bezzubie – spytał tonem pełnym najwyższej uprzejmości – że zaproszę jjego śświątobliwość do udziału Ww tej pprzeppysznej kolacji?

Spółgłoski wychodziły z jego ust z coraz większym trudem, miał jednak nadzieję, że ironia będzie uchodzić za kurtuazję, a kurtuazja za ironię. Bezzub wzruszył ramionami. – Chcesz żreć, Popi Psie? Z ust umęczonego księdza pierwszy raz wydobyły się słowa. – Pić. Wody.

Gorszkow ruszył na poszukiwanie szklanki, którą Piotr Piotrowicz numer l, zachwycony swoim fortelem, osobiście napełnił. Podzwaniając łańcuchami, ksiądz chwycił ją w ręce. Kiedy jego opuchnięte i obite usta wysączyły już ostatnią kroplę, oddał szklankę i wbijając swoje straszne, wyblakłe spojrzenie w uczonego, wyszeptał: – A to rozwiązanie? Co z rozwiązaniem…?

– O, właśnie! – podchwycił Bezzub. – Do czego właściwie służy to wasze równanie? Pomoże zelektryfikować wieś?

Piotr Piotrowicz numer 2, błyskawicznie wyrywając się przed Piotra Piotrowicza numer l, teraz już całkowicie przejął kontrolę nad konwersacją. – He, he, towarzyszu Bezzub, chyba sami w to nie wierzycie. Odkąd człowiek pojawił się na ziemi, nieustannie zadaje sobie to samo pytanie: Jak się tu dostałem? Po co? I po co istnieje cokolwiek? A co by było, gdyby nie istniało nic…? To z pewnością najbardziej odpowiednie zajęcie dla ludzkiego umysłu. Może jednak, szukaj ąc odpowiedzi, człowiek niepotrzebnie zwraca się ku filozofom i założycielom religii. Może już dawno znalazłby odpowiedź, gdyby spytał ludzi nauki, co? Nie sądzicie, towarzyszu, że ludzie nauki byliby najbardziej kompetentni, żeby udzielić odpowiedzi?

Mówiąc to, Piotr Piotrowicz przekrzywił głowę z przebiegłą miną.

  • No dobra – rzekł Bezzub beznamiętnie, choć nadal czujnie – i co ci ludzie nauki odpowiadają?
  • Gdzieś w tle Piotr Piotrowicz numer 1 wykręcał sobie palce i błagał swojego sobowtóra, żeby go oszczędził, żeby oszczędził samego siebie, oraz próbował przypomnieć mu, gdzie się znajduje i do kogo mówi, ale Numer 2 widział go tylko mgliście, jakby gestykulującą w milczeniu sylwetkę na peronie kolej owym lub w koszmarnym śnie i nie zadał sobie nawet trudu, by odpowiedzieć, że doskonale Wie, co robi, że jest pośród przyjaciół, a poza tym zamierza mówić w sposób tak zawoalowany, że nikt go nie zrozumie.
  • – Ludzie nauki… – zaczął pompatycznie i zaraz urwał. ~ Zupełnie nie wiem, jak wam przybliżyć te w końcu dosyć złożone pojęcia. Otóż, ludzie nauki zaczynają od zebrania razem wszystkich elementów danego problemu (tak, dobrze słyszycie: wszystkich), nie poddając ich żadnej subiektywnej selekcji, a następnie je porządkują. To się nazywa budowanie równania. A skoro problem jest uniwersalny, zatem potrzebne jest równanie uniwersalne. O takim właśnie mówiliśmy. A teraz, jeśli pozwolicie, doleję sobie wódeczki. Jeśli chodzi o moje obliczenia, to nie są one jeszcze całkiem zakończone, ale już teraz mogę wam przekazać trzy absolutnie niepodważalne wnioski, do których doszedłem. Niepodważalne, ponieważ obiektywne. Oznacza to tyle, że jeśli jakikolwiek inny matematyk dokonałby tych samych obliczeń, doszedłby do identycznych wyników. Spółgłoski wciąż utykały gdzieś pomiędzy górnymi a dolnymi zębami profesora, jednak potok elokwencji jakoś sobie z tym problemem radził, a przyzwyczajenie do słów, które wypowiadał, rekompensowało bełkotliwość jego dykcji.
  • Punkt pierwszy. Otóż, drodzy studenci, pierwszym pytaniem, jakie stawia sobie człowiek nauki, który stwierdził istnienie świata, jest to, czy ów świat jest zorientowany, czy jest wektorem, zmierzającym od jakiegoś punktu w konkretnym kierunku, czy też może jest chaosem, czymś w rodzaju atomowego raka. Długo sądziłem, że tak właśnie jest. I mam zaszczyt i przyjemność poinformować was, że byłem w wielkim błędzie! Analiza równania uniwersalnego nie tylko dowodzi, że energia lub światło, z którego zbudowany jest świat, ma swoje źródło w początkowej eksplozji usytuowanej w punkcie alfa, ale również i tego, że jest ona w ciągłym ruchu. Innymi słowy, by rzecz całą uprościć, możemy powiedzieć, że kontinuum czasowo-przestrzenne, w którym się znajdujemy, stanowi wiązkę krzywych, wychodzących z punktu O układu współrzędnych i zmierzających w jakimś kierunku. Mają one swój początek i będą miały koniec.
  • – A ja, durny, zawsze sądziłem, że krzywe są nieskończone! – rzucił Gorszkow, z politowaniem kiwając głową nad własną głupotą.
  • – Zmierzają one w jakimś kierunku, ale i łączą się z sobą. Ujmując rzecz w kategoriach antropocentrycznych, można więc powiedzieć, że świat ma jakiś zamysł, a raczej, że jest zamysłem.
  • W tym momencie siedzący na ziemi ksiądz mruknął pod nosem: „Sofia!Sofia!”, nikt jednak nie zwrócił na to uwagi. Bezzub zaś spytał nieufnie: – Czyim zamysłem? Piotr Piotrowicz odpowiedział z uśmiechem, który jemu samemu wydał się przebiegły: – Bóg raczy wiedzieć. Tymczasem słuchacze, początkowo rozbawieni tonem profesora, zaczęli się nudzić. Kilku wstało i opuściło salę, jednak inni, których wewnętrzny alkomat wskazywał już poziom metafizyczny, zgromadzili się wokół złotoustego szarlatana i udawanym za- interesowaniem zachęcali go, by mówił dalej.
  • Dowiódłszy, że świat ma źródło – ciągnął profesor – trzeba naturalnie zapytać, czym ono jest. I jedyną odpowiedzią, jakiej możemy udzielić, jest ta oto, że źródło to jest tym, czym jest. I tu, panowie studenci, mamy do czynienia z czymś niezwykle ciekawym, albowiem wszystkie obliczenia, że się tak wyrażę, normalne, w których przyjmuje się, że l = l, prowadzą do wniosku, ze owo Źródło równa się O. Inaczej mówiąc, n i e i s t n i e j e. Jeśli jednak nie istnieje, to i świat nie istnieje. Nie istnieje też badacz, będący częścią tego świata, co już jest oczywistym absurdem. Dlatego też, szukając nieco po omacku, dochodzimy do następującego wniosku. Jeśli owo Źródło ma istnieć i świat ma istnieć, i badacz też ma istnieć, to musimy założyć.. .
  • Piotr Piotrowicz zniżył głos i uniósł palec. Jego oczy zwilgotniały, jak to się zwykle dzieje, gdy odkrywamy lub wyjawiamy rzeczy nadzwyczajnie piękne. – Trzeba, panowie, założyć… – Tutaj nie ma żadnych panów – przerwał mu brodacz. – Są towarzysze. – Piotr Piotrowicz zgromił go wzrokiem. W tym momencie Numer l, dostrzegając swą ostatnią szansę, pociągnął Numer 2 za rękaw – jeszcze był czas, żeby udać irytację i zamilknąć. „Skoro tak się zachowujecie, to nic wam nie powiem”.
  • Ale Numer 2 za bardzo chciał mówić. Koniuszkiem języka zwilżył wargi. _-Dobrze już, dobrze. Otóż, trzeba założyć, towarzysze, że na poziomie źródła, w absolutnej sprzeczności z zasadą tożsamości oraz obiegową opinią… Zrobił pauzę i dokończył, podkreślając każde słowo uderzeniem dłoni o stół: – …że 1 = 3. Jeśli przyjmiemy takie założenie, towarzysze, to cała reszta układa nam się w całość.

I spojrzał na nich drwiąco, z miną iluzjonisty, który właśnie wyj ął z kapelusza trzy króliki.

Brodacz się skrzywił. Sierożka wzruszył ramionami. Dwaj inni towarzysze studenci także uczynili gest rozczarowania. Oczekiwali nie wiedzieć jakiej sensacji. A tu co? Jeden równa się trzy. A to ci dopiero! Jednakże Bezzub oparł się ciężko o stół i przestał jeść, Gorszkow nagle się zachmurzył, a w panującej na sali ciszy dał się słyszeć śmiech księdza. –

No, dobra – rzekł Gorszkow – myślę, ze pora położyć naszego profesora do łóżka. Zaczyna gadać od rzeczy. Zrobił gest, jakby chciał wstać.

  • Siedź – rzucił ostro Bezzub. – Twój profesorek zaczyna mnie ciekawić. -~ No, Piotrze Piotrowiczu, pora wracać – naciskał Gorszkow. – Naprawdę. Jeden równa się trzy! I co jeszcze? Proszę, niech się pan zbiera. Jego oczy też wilgotniały, ale z zupełnie innych powodów. Właśnie odkrył, że lubi tego zmiętego i trochę pompatycznego człowieka, który nigdy nie postawił mu oceny wyższej niż dwa z minusem, i że chce go ocalić nawet wbrew jemu samemu.
  • Ale Piotr Piotrowicz numer 2 nie słuchał. – Gorszkow – powiedział – zawsze byliście leniem, ale ten tu obywatel – wskazał podbródkiem na Bezzuba – wydaje się głodny wiedzy. Bezzub chwycił Gorszkowa za ramię i siłą posadził go z powrotem.
  • Ano jestem, tak jak mówi, głodny wiedzy. To cię dziwi? (wziął do lewej ręki śledzia, potrzymał go chwilę nad otwartymi ustami i odgryzł kawałek). Jedź dalej, profesorku.
  • A zatem – ciągnął profesor, dziękując Bezzubowi uprzejmym skinieniem głowy – stwierdziliśmy po pierwsze, że wszechświat porusza się od punktu alfa do punktu omega, a po drugie (przy „a po drugie” ton Piotra Piotrowicza stał się nieco przekorny), że doświadczenie każe nam przyjąć hipotezę pierwotnej monady będącej jednocześnie triadą. Chętnie napiłbym się jeszcze wódeczki.
  • Wystarczy, profesorze – jęknął Gorszkow, odsuwając butelkę, ale Bezzub, nadal czujny, osobiście napełnił kieliszek Piotra Piotrowicza. – Pozostaje tylko określić, nieprawdaż, relację między pierwotną monadą a wszechświatem, czyli zdefiniować siłę, która pchnęła wszechświat naprzód lub, jeśli wolicie – gdyż pojęcie czasu jest tutaj zupełnie niestosowne – wciąż powoduje jego ruch do przodu, w każdej nieskończenie małej frakcji jego istnienia. Nie wiem, czy mnie rozumiecie.
  • Nie szkodzi, jedź dalej – rzucił Bezzub.
  • – Tu dochodzimy do niezwykle skomplikowanych obliczeń, które jednakowoż za każdym razem sprowadzają się do niezwykle prostej konstrukcji iw efekcie otrzymujemy coś, co można by nazwać energią matematyczną, czyli zwykłą proporcję.
  • – Zwykłą. . . co? – spytał Bezzub, mrużąc kałmuckie oczy. – No więc, a/b = b/c, nieprawdaż – rzekł Piotr Piotrowicz, zaskoczony, że ktoś może nie mieć pojęcia o tak podstawowej zasadzie, nadal jednak liberalny, liberalny do szpiku kości i wciąż gotowy wszystko wyjaśniać Ciemnemu Ludowi, zniżając się do jego poziomu, choćby to miało drogo go kosztować. – Jakby to wyjaśnić? Stosunek mocy stwórczej i stworzenia wydaje się nie- możliwy, jeśli jednak założycie istnienie pośrednika…
  • Znacie starą zagadkę: w pokoju znajdują się dwie matki, dwie córki, jedna babka i jedna wnuczka; ile to w sumie osób?
  • – Sześć – wrzasnął brodacz. – Pięć kobitek – wymamrotał Sierożka, który podsypiał z głową W resztkach szprotek. – Cztery? – spytał Gorszkow. Bezzub milczał. -Oczywiście, trzy – rzekł profesor uroczyście. – Ojciec jest dla syna tym, kim syn jest dla wnuka. Cała tajemnica wszechświata mieści się w tym odwiecznym frazesie.
  • Zapadła długa cisza. A siedzący pod stołem ksiądz szczeknął: – Właśnie dowiodłeś istnienia Boga, łajdaku.

==============================================

W tym czasie w całym kraju burzono cerkwie. W miastach maszyny rozpruwały mury, a kopuły waliły się w tumanach różowego pyłu, przy wtórze pękających szyb i trzasku złoconego drewna. Na wsi nieokrzesani robotnicy przystawiali drabiny do cebulowatych, pokrytych złotymi łuskami kopuł, osadzonych ponad pięć wieków wcześniej na szczytach kaplic, i rąbali je siekierami: trrach! Wokół wieńczących je krzyży zarzucano sznury i mużykowie zatrudnieni przez odzianych w skórzane kurtki komisarzy politycznych ciągnęli za nie rytmicznie – iii rraz! Stu trzydziestu biskupów umierało w reżimowych więzieniach. W tamtym roku zamordowano 2691 księży, 1962 mnichów, 3447 zakonnic. Dzieci w szkołach recytowały z pamięci: „Elementy składowe człowieka o wadze 70 kg: Mięśnie i skóra – 50 kg; Kości – 15 kg. Narządy wewnętrzne – 5 kg. Dusza – 0 gramów”.

———————————

Wokół stołu zapadła cisza. Do uczonego dotarło, że pop ma rację. Oto ateista dowiódł, że wiara wierzącego ma sens. Który z nich jest zwycięzcą?

Bezzub zwrócił się do Gorszkowa: – To twój przyjaciel, tak?

Gorszkow westchnął z głębi serca. – Taaa… – powiedział. Czuł się odpowiedzialny. – Ja zadzwonię.

Wstał i chwiejnie powlókł się do wiszącego na ścianie telefonu. Jako jeden z nielicznych miał prawo dzwonić do Iljicza bezpośrednio i zwykle poczytywał to sobie za powód do dumy. Teraz chętnie zrezygnowałby z tego przywileju. Czuł niesmak na myśl o zadenuncjowaniu swego starego nauczyciela, którego już zdążył polubić. Ale przeprowadzenie dowodu na istnienie Boga to nie była zdrada stanu – to była zdrada absolutna. Iljicz musiał się o tym dowiedzieć jak najszybciej.

Gdyby jeszcze nie było przy tym Bezzuba, Gorszkow podjąłby może próbę odprowadzenia Piotra Piotrowicza do domu, w nadziei, że pozostali, pijani w sztok, zapomną te strzępki jego wywodów, które w ogóle zdołali zrozumieć. Ale Bezzub nie był pijany, Bezzub zrozumiał wszystko, Bezzub nigdy niczego nie zapominał. A jak mówi stare rosyjskie przysłowie: koszula bliższa ciału. Wykręcił numer. A w biurze wielkiego szefa zaczęła migotać żaróweczka, która w trosce o jego uszy, zastępowała dzwonek telefonu.

===========================

[ciąg dalszy tej miłej historii umieszczę, przypomnę. Ponieważ każdy, nawet pijany czekista wam powie, że Бог Тройцу любит , będzie i trzecia część. MD]

Plany Iljicza i Krwawego Feliksa w sprawie Trójcy…. III. [Vladimir Volkoff, „Kroniki anielskie”]

Plany Iljicza i Krwawego Feliksa w sprawie Trójcy. Cz. III.

Cz. III.

=============

Poprzednie:

DOWÓD na istnienie Stwórcy a wodzowie Wielkiej Satanistycznej Rewolucji Październikowej. Cz.I.

Stwórca a wodzowie Rewolucji: My funkcjonujemy na innym poziomie, niż wy. I mamy inne źródła informacji. [Cz.II ].

=================

[z książki Vladimir Volkoff, „Kroniki anielskie”, Wyd. KKK, Dębogóra]

[Lenin:] Chcecie wiedzieć, co się stanie, gdy ludzie nabiorą pewności, że Bóg istnieje? Chrystus przegra, bo Jego gra opiera się na miłości i wolności. A tam, gdzie jest pewność, nie ma wolności.

I święty Adam mógłby równie dobrze nie tknąć owocu z Drzewa Dobra i Zła.

– Powiem więcej – Feliks Edmundowicz mimo woli podniósł głos, jakby rozgrzane wnętrzności powodowały goto­wanie się jego umysłu – jeśli człowiek zyska pewność istnienia Boga, to drugim Adamem będzie Iljicz, a nie Chrystus. I to dzięki wam. Skutek ? Zbawienie stanie się niemożliwe, gdyż zniszczone zostanie narzędzie zbawienia.

Ale to jeszcze nie wszystko, Piotrze Piotrowiczu. Jest jeszcze lepiej, znacznie lepiej.

Przyznacie, że człowiek został stworzony z pewnymi fizycz­nymi i duchowymi potrzebami. Musi jeść, pić, rozmnażać się. Musi też wierzyć. Zupełnie jakby miał jakiś tajemniczy gruczoł wydzielający hormon wiary. Naturalnym obiektem tej wiary jest Bóg. Bóg lepiej lub gorzej pojmowany, Bóg osobowy lub nieoso­bowy, dobry lub zły, pojedynczy lub mnogi. Taki czy inny – ale zawsze Bóg. Przypuśćmy jednak, że ów instynkt, być może naj­silniejszy spośród wszystkich, jakimi zostaliśmy obdarzeni, zo­staje nagle zaburzony. Że staje w obliczu, jak by to powiedzieć wakatu. Że ten gigantyczny gejzer wiary, który tryska z nas nie­ustannie, pozbawiony zostaje przedmiotu. Co się wtedy stanie?

– Nastąpi atrofia – mruknął Piotr Piotrowicz.

– Tak. Matki w końcu tracą mleko, a prawiczki popadają w impotencję. Ale tylko wtedy, gdy ich gruczoły nie znajdą ujścia dla swoich wydzielin. Jeśli udowodnimy, że Bóg istnieje, to przejmiemy kontrolę nad narządem wiary, tak jak się przejmuje fabrykę maszyn ciężkich, żeby uczynić z niej fabrykę armat. Tyl­ko tak możemy sprawić, że ludzie będą wierzyli w to, czego nie ma, bo już nie będą mogli wierzyć w to, co jest. Nieważne, że będą wiedzieli, że Bóg jest, i tak będą woleli wierzyć w coś inne­go, bo ludzie generalnie wolą wierzyć niż wiedzieć – to ich główna cnota, ich zasadnicza, nie-burżuazyjna cecha. A i dla nas to lepiej, bo nas z kolei interesuje działanie, a wiara bardziej sprzyja dowodzeniu akcją niż pewność.

Piotra Piotrowicza zdumiało takie podejście. – Szczerze mówiąc – przyznał – nigdy o tym nie myślałem w ten sposób.

  • Człowiek – podjął Feliks Edmundowicz – lubi wierzyć. Zabierzcie mu Jowisza, zapatrzy się w Izydę. Zabierzcie Izydę, zacznie wierzyć w Matkę Boską. Zabierzcie mu religię, uwierzy w sztukę, pieniądze, spirytyzm, zen, jogę, marksizm, psychoanalizę. Nie rozumiecie, że człowiekowi, który już nie wierzy, można wmówić wszystko?
  • Piotr Piotrowicz zgodził się, ze rozmowa o wierze otwiera nowe perspektywy. – A jednak – rzekł zamyślony – jeśli będą wiedzieli, że Bóg istnieje… będą się mieli na baczności.
  • Pierwszy raz tego wieczoru usta Feliksa Edmundowicza wykrzywił uśmiech. – Właśnie – powiedział. – Kiedy będą mieli się na baczności przed Bogiem, dla Chrystusa będą straceni. Gdyby nam udało się ich do tego doprowadzić, wygramy. Oblubienica Baranka weźmie sobie za kochanka Antychrysta.
  • I święty patron Czeki, asceta tortur parsknął śmiechem.

Iljicz wybuchnął długim i okrutnym śmiechem. – Wyobrażam sobie miny naszych brodatych popów. Ale to jeszcze nic przy rzymskich, bezwąsych purpuratach i samym Świętym Ojczulku! Mam nadzieję, że ktoś im zrobi zdjęcie, kiedy się dowiedzą. A najzabawniejsi będą ci wszyscy mali ateiści z drugiej linii, ci aptekarze-wolnomyśliciele, wolteriańscy weterynarze, którzy drwili sobie ze swoich pobożnych matek i sądzili, że dowodzą nieistnienia Boga, robiąc sekcję żaby! I ci ateistyczni seminarzyści, jak ten muzyk Józef Wissarionowicz! Ten to się dopiero zdziwi! Aż mu walonki z nóg pospadają! Bardzo mnie to cieszy, naprawdę. Ach! Piotrze Piotrowiczu, pozwólcie, że was ucałuje. Z całego serca! Od dziś będą spełniane wszystkie wasze życzenia. Książki, ochrona, wygody, może panienki (niektórzy to lubią), sam nie wiem, co jeszcze…

Iljicz wstał, obszedł biurko i przykleił wargi do bladego i szorstkiego policzka Piotra Piotrowicza.

Zaraz, zaraz – rzekł profesor – powoli zaczynam rozumieć… Jeśli Bóg istnieje, a ja wam pomogę z nim walczyć, to podejmuję ryzyko, duże ryzyko…

Iljicz ponownie się roześmiał. – Ano tak. Przyznaję, pod tym materacem leży maleńkie ziarnko grochu. Ale co tam! Jesteście przecież uczonym! Nie możecie zamykać oczu naprawdę. A poza tym, wiecie. .. – lewe oko zamknęło się na chwilę- istnieją sposoby, żeby sobie z Nim poradzić. Wystarczy powiedzieć: Jestem tylko biednym grzesznikiem, a On musi wam wybaczyć.

No, dobrze. Muszę was teraz pożegnać. Od jutra dostajecie do dyspozycji samo- chód i dwóch ochroniarzy. Jak znam tych księżulków, to gotowi wam jeszcze poderżnąć gardło. Pod warunkiem, że zareagują dostatecznie szybko. Prawdopodobnie jednak zaczną od przechwalania się. „Ha ! – powie pop Makary do swojego sąsiada, nauczyciela. – Sami widzicie, Mojseiczu, że przez te wszystkie lata to ja miałem rację !”. Dopiero potem do nich dotrze, że obaj zostali zapędzeni w kozi róg. Ale nigdy nic nie wiadomo. No, dobranoc, dobranoc.

I mały człowieczek, wczepiony w ramiona profesora, wypchnął go czule za drzwi. Feliks Edmundowicz wyszedł tuż za nim, wyprostowany, kręcąc sobie brodę charakterystycznym gestem duchownego.

========================

Członkom bandy Kitajców, którzy sami byli mali, piwniczka wydawała się znacznie wyższa i przestronna, niż była w rzeczywistości. Murowane ściany ustroili po swojemu. Przykleili do nich, przypięli, przyczepili i przybili gwoździami każdą skradzioną i jeszcze nie sprzedaną błyskotkę. Były tam bożonarodzeniowe girlandy, lusterka wszystkich kształtów, wyszywane cekinami sukienki, wisiory ze sztucznych brylantów, ozdóbki z diamencikami, kawałki jedwabnych tkanin, hiszpańskie grzebienie, orientalne wachlarze, ornaty, złote i srebrne talerze, biżuteria, balowe mantylki i papierki po cukierkach.

Przywódca Kitajców, Fied’ka, miał trzynaście lat. Pozostali byli jeszcze młodsi. Ich rodziców przeważnie zmasakrowali bolszewicy, z wyjątkiem kilkorga, których zabili Biali. Kitajcom nie robiło to różnicy. Dziewczynki zebrały i kradły, co się dało. Chłopcy żebrali i zabijali. Czasem, kiedy potrzebna była większa grupa, dziewczynki przyłączały się do chłopców, atakując na ulicy jakiegoś spekulanta lub innego pijanego bogacza, zdzierając mu z głowy czapkę, zabierając ubranie i bieliznę i okładając go bez litości swymi małymi, uzbrojonymi w ostre kamienie pięściami, niczym jaskiniowcy polujący na mamuta.

Mieli swoje prawa. Kto je złamał, tracił miejsce w grupie. I nie pozostawało mu nic innego, jak umrzeć z głodu lub zimna. Pewnego zdrajcę na wszelki wypadek od razu utopiono raz w ścieku, przytrzymując mu głowę pod wodą tak długo, aż wyzionął ducha. Ostatnio wiodło im się bardzo kiepsko. Kilkoro zostało złapanych i odesłanych do ochronki lub poprawczaka. Ale jeszcze gorzej wpadła konkurencyjna banda Arbatców. Czeka otoczyła ich (całe trzy setki dziewcząt i chłopców), wywiozła do kamieniołomu i rozwaliła z karabinów maszynowych. Nieliczni, którym udało się przeżyć, przyłączyli się do Kitajców, którzy mimo dzielącej obie bandy nienawiści przyjęli ich po bratersku.

Fiedka kazał rozpalić ogień z resztek boazerii pałacu Jusupowów. Dymiło, ale dym pachnie swojsko. A wszystkie porozwieszane na ścianach i błyszczące w półmroku złociste i srebrzyste przedmioty dodawały piwniczce przytulności. Była to meta Steńki Razina, grota Ali-Baby, a dla niektórych sypialnia rodzinnego domu, gdzie przed ikoną zawsze paliła się lampka oliwna. Fiedka porozstawiał czujki i straże w promieniu trzystu metrów od meliny. Sam leżał wyciągnięty na zrabowanej skórze białe go niedźwiedzia, pieścił swoją faworytkę – dwunastoletnią Nadię i słuchał swego osobistego trefnisia, mądrali Swena (nazywanego Świnią), także dwunastoletniego okularnika (w okularach, trzymających się na jednym tylko zauszniku, błyszczało już tylko jedno szkło), który śliniąc się z emocji, opowiadał mu przygody Rocambole’a. Tańczące płomienie ognia wydobywały z cienia postarzałe, ogorzałe i naznaczone bliznami pyszczki pół tuzina innych chłopców.

– I wtedy, wiesz, kiedy on wchodzi do tej piwnicy, to tam- ten mówi mu spokojnie, prosto w oczy, a tamten szuka w kieszeni noża, ..

Czekaj, Świnia. Mów jasno – rzekł Fiedka surowo. Prosto w oczy – komu? I on w to znaczy kto, a tamten – to kto? – No, jasne że Rocambole, a tamten to…

Na zewnątrz rozległy się dwa przeciągłe gwizdnięcia. Starszy facet. Cisza. Jeden krótki gwizd. Burżuj.

Poczekaj, Świnia. Zaraz dokończysz. Czterech ludzi ze mną. Będziemy rżnąć. Głos Fiedki nawet nie zadrżał.

– Jeśli macie rżnąć – rzekła Nadia, potykając się na obscenicznym słowie – to ja idę z wami. Jeszcze nigdy nie widziałam, jak się kogoś zarzyna. Dziewczynka była blada, miała jasnozielone oczy, wciśnięte w twarz ponad zadartym i usianym piegami noskiem. Nie miała brwi, co nadawało jej wyraz zdziwienia lub bezczelności.

Piwniczka miała połączenie z kanałem ściekowym. Wspięli się po żelaznej drabince, a Fiedka wysunął głowę na zewnątrz. Stary zbliżał się pospiesznym krokiem. Nagle stanął jak wryty, jak gdyby zobaczył na trotuarze odciętą głowę. W tych czasach wszystko było możliwe. Starzec wyglądał raczej na zagłodzonego, ale miał na głowie czapkę z lisa. Jego aksamitna pelisa była już nieco wytarta. Ale to był dobry aksamit i istniała szansa, że płaszcz został podbity wiewiórczym, a może nawet sobolim futrem.

Taktyka Fiedki była prosta: z przodu dywersja, z tyłu atak, z przodu ostateczny cios. Zajął pozycję na chodniku, na wprost ofiary. Za starcem, jeden po drugim, pojawiali się kumple z bandy, otaczając go stopniowo z obu stron i tworząc obręcz, zaciskającą się powoli, w miarę jak się do niego zbliżali, niemal bezszelestnie stawiając kroki w kradzionych, filcowych butach, pod którymi śnieg skrzypiał cicho, lecz złowieszczo. Starzec cofnął się.

  • Dzieci – rzekł – drogie dzieci, Boże dziatki…
  • Fiedka gwizdnął w chwili, gdy z kanału wychodziła Nadia.

Trzej chłopcy cicho podeszli do starca od tyłu.. Jeden skoczył mu na plecy, drugi rzucił się do nóg. Kiedy upadł na ziemię, trzeci uderzył go w głowę ołowianą rurą. – Zostawcie go mnie! – rozkazał Fiedka. Dobrze ich wytresował – posłuchali natychmiast. Cofnęli się.

Fiedka wiedział, że patrzy na niego stojąca z tyłu Nadia i że w najbliższych dniach udowodni jej, że jest mężczyzną. Na razie, mimo licznych wysiłków, jeszcze mu się to nie udało. Pochylił się nad rozciągniętą na śniegu pelisą i odchylił kołnierz. Tak, pod spodem było wiewiórcze futro, a na szyi złoty łańcuszek. Eh, ci burżuje! Wszyscy tacy sami. Wierzący czy ateiści, monarchiści czy republikanie – i tak nie zdejmują z szyi krzyżyka, który matka im zawiesiła podczas chrztu.

A za złoto Jakow Jakowlewicz dawał nie wiadomo skąd zdobytą mleczną czekoladę. Fiedka bardzo lubił mleczną czekoladę.

– No, dziadku – rzekł, spluwając tą stroną ust, gdzie brakowało mu jednego zęba – jak tam zdrówko? Bida z nędzą, co? Starość nie radość, jak mówią. Ale nie martw się, my ci pomożemy. A co z polityką? Może z niej jesteś przynajmniej zadowolony? Coraz lepiej się teraz żyje w Rosji, hę? Prawda, że lepiej, gnoju? i Fiedka spojrzał przez ramię na Nadię, która złożywszy dłonie, aż dygotała z ciekawości.

Piotr Piotrowicz, leżąc na plecach w śniegu, patrzył wytrzeszczonymi oczami na wykrzywioną ponad nim twarz chłopca. Miłego chłopca, którego rąk nie widział. Przypomniał sobie chłopca, którym sam niegdyś był.

  • Posłuchaj – wymamrotał – widzisz, że jestem stary. Pomóż mi wstać. Za moich czasów uczono, że należy pomagać starszym.
  • Nagle Piotr Piotrowicz zobaczył jego ręce. Były uzbrojone w deskę nabitą gwoździami. Pozostali chłopcy potrząsali taką samą bronią.
  • – Do dzieła, chłopaki! – krzyknął Fiedka. Jest wasz. Ale walcie po głowie, żeby nie podrzeć pelisy.

Uśmiech Krwawego Feliksa

Uśmiech Krwawego Feliksa

20 VII 2026 Andrzej Solak pch24/wiadomosci/andrzej-solak-usmiech-krwawego-feliksa

Solak-krwawy-Feliks.jpg
Oprac. PCh24.pl

20 lipca 1926 roku zakończył swój ziemski żywot Feliks Dzierżyński, główny architekt bolszewickiego aparatu terroru; polski szlachcic, który zaprzedał duszę rewolucyjnym demonom pustoszącym Rosję.

Wieczny Płomień

Początki były obiecujące. Urodzony w zaborze rosyjskim Feliks wychował się w patriotycznej atmosferze. Edukację zakończył na gimnazjum; nie zdołał zdać matury, ale potrafił zaskakiwać oczytaniem i wrażliwością. Pisał wiersze, grał na fortepianie, kochał muzykę Moniuszki i Chopina. Pierwsze polityczne kroki stawiał w katolicko-narodowej organizacji Serce Jezusa. Nawet gdy po latach zerwał z Kościołem, przez jakiś czas przyznawał się do „szeroko rozumianego chrześcijaństwa”.

Osobiście uczciwy, nawet ascetyczny, szczerze wierzył w moc swoich idei. Kiedy związał się z rewolucyjną lewicą, wpierw polską (SDKPiL), a potem wszechrosyjską (bolszewicy), oddał się jej sprawie całą duszą i sercem. Uwięziony przez carat deklarował ufną wiarę w nowy, lepszy świat:

Zróbmy to razem!

  • 25 zł
  • 50 zł
  • 100 zł
  • 200 zł
  • 500 zł

„I kiedy w poczuciu mym, w sercu, wyrażam to, czego mnie pozbawiło więzienie, […] nie przeklinam ani mego losu, ani długich lat w zamknięciu,  ponieważ to wszystko rozbije kiedyś to wielkie więzienie, które jako idea mieści się w tych murach. I to nie gra myśli, nie rezonerstwo, nie literatura. To rezultat niepohamowanego pragnienia swobody i pełnego życia, tęsknoty za pięknem, za sprawiedliwością”.

Mówi się, że charakter Feliksa wypaczył się pod wpływem straszliwych przeżyć, jakich doświadczył ze strony carskiego aparatu przemocy. Dawna monarchia rosyjska z pewnością nie była ustrojem idealnym, ale jednak warto mieć świadomość kontekstu działań, w jakie zaangażował się Dzierżyński. Udzielał się w środowisku, które prowadziło bezwzględną, terrorystyczną wojnę przeciw istniejącemu porządkowi społecznemu; które nie wahało się uśmiercać tysięcy ludzi w zamachach i tumultach ulicznych; które mordowało ministrów, policjantów, ale także zwyczajnych obywateli, co nie zgadzali się z rewolucyjną taktyką.

I za takie zaangażowanie Feliks Dzierżyński został aresztowany sześć razy. Z tego trzykrotnie ukarano go jedynie zesłaniem na prawach osiedlenia (za każdym razem wykorzystał daną mu swobodę, uciekając z miejsca zsyłki). Uwięziony po raz czwarty i skazany na 11 lat, został już po czterech miesiącach objęty amnestią. Za piątym razem uwolniono go po wpłaceniu kaucji. Dopiero szóste aresztowanie (w 1912 r.) pociągnęło za sobą dwuletni pobyt w areszcie, a następnie trzyletni w rzeczywiście ciężkim więzieniu.

Teraz należałoby porównać ową represyjność caratu z porewolucyjnym systemem stworzonym przez Dzierżyńskiego w Rosji (o którym za chwilę), gdy sam cień podejrzenia o sprzyjanie opozycji, nie tylko zbrojnej, przynosił konsekwencje nieporównanie bardziej dramatyczne. Wszak to Feliksowi przypisywana jest słynna sentencja:

– Nie ma ludzi niewinnych! Są tylko źle przesłuchani.

Towarzysze Dzierżyńskiego nie szczędzili mu komplementów. Był dla nich „olbrzymem pracy”, „wielkim wychowawcą mas”, „pedagogiem i znawcą duszy dziecka”. Zachwycali się jego „złotym sercem” i miłością okazywaną Ludzkości. Po zdobyciu władzy przez bolszewików mówiono o nim z emfazą: Miecz Rewolucji, Wieczny Płomień Rewolucji, Żelazny Feliks.

Jednak pojawiły się też inne przydomki: Krwawy Feliks, Krwawy Pies Rewolucji, Czerwony Kat. Dzierżyński, kochając abstrakcyjną Ludzkość, bezlitośnie zabijał ludzi. Wytyczona przezeń droga do wyimaginowanego ziemskiego raju wiodła przez piekło.

Czerwony Miecz

Bolszewicy objęli rządy w Rosji na drodze zbrojnego puczu w listopadzie 1917 roku. Wzorem francuskich jakobinów swą władzę oparli na terrorze.

Już w grudniu powołali wszechwładną policję polityczną – Wszechrosyjską Komisję Nadzwyczajną do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem (WCzK). Owa niesławna Czeka (bądź Czeriezwyczajka) oraz jej funkcjonariusze (czekiści) stali się głównymi filarami systemu, a przy tym symbolem jego okrucieństwa.

Pierwszy numer „Czerwonego Miecza”, dziennika kijowskiej Czeki, zapowiadał nadejście prawdziwie rewolucyjnych porządków:

„Odrzucamy stare systemy moralności i człowieczeństwa, wynalezione przez burżuazję w celu ucisku i wyzysku niższych klas. Nasza moralność nie ma wzorców, nasze człowieczeństwo jest absolutne, gdyż opiera się na nowym ideale: zniszczeniu wszelkich form ucisku i przemocy. Dla nas wszystko jest dozwolone, gdyż pierwsi w świecie podnieśliśmy miecz, nie by uciskać i zniewalać, lecz by uwalniać ludzkość z łańcuchów. Krew? Niech krew płynie strumieniami! Albowiem krew może zamienić na wieki kolor czarnego sztandaru pirackiej burżuazji w sztandar czerwony, sztandar rewolucji. Albowiem tylko ostateczna śmierć starego świata może nas uwolnić na zawsze od powrotu tych szakali!”.

Na czele Czeki stanął polski internacjonalista Feliks Edmundowicz Dzierżyński. Szybko objął on także zwierzchność nad systemem więziennictwa w Rosji.

Biesy

W owym czasie w Rosji znajdowała się ponad półtoramilionowa rzesza Polaków. Gdy kraj ogarnęła wojna domowa, wielu z nich chwyciło za broń, a bili się po obu stronach barykady.

Późniejsza komunistyczna hagiografia lansowała liczbę przeszło stu tysięcy naszych rodaków, którzy mieli jakoby służyć w bojówkach Czerwonej Gwardii, w Armii Czerwonej, wreszcie w Czece. Wielkość ta może budzić wątpliwości (udokumentowano ledwie 7500 biogramów „czerwonych” Polaków z omawianego okresu), ale niewątpliwie miłośników Lenina i Trockiego były tysiące. Osobnicy ci topili we krwi nie tylko Rosję; niektóre ich formacje wzięły udział w wojnie przeciw „jaśniepańskiej Polsce”.

Trzeba podkreślić, że w Rosji było wtedy mnóstwo lewicowych internacjonalistów z niemal całego świata, a wsparli ich liczni przedstawiciele tutejszych mniejszości narodowych. Bolszewicki podbój tego kraju jawił się wtedy jako fenomen, jako że obcoplemienni zawodowi rewolucjoniści obsiedli tamtejsze stanowiska kierownicze jak szarańcza. Rosjanie długo stanowili zdecydowaną mniejszość elit władzy.

Dotyczyło to również splamionych krwią organów bezpieczeństwa. W kierownictwie Czeki, obok Dzierżyńskiego, wśród 19 jego najbliższych współpracowników było jeszcze trzech Polaków, nadto czterech Żydów, trzech Łotyszy, Gruzin, Ormianin i siedmiu Rosjan. Latem 1918 roku na 900 czekistów z Moskwy objętych ankietą personalną, jedynie 40% zadeklarowało się jako Rosjanie; 14%  było Łotyszami, 13% deklarowało narodowość żydowską, 11% polską, zaś 5% określiło się jako Niemcy bądź poddani cesarza Austro-Węgier. Z kolei w Czece kijowskiej udział Żydów dochodził do 75%.

Dziś taka strategia personalna mniej dziwi, gdy posiadamy już własne doświadczenia z wieloletniego panoszenia się „nadreprezentacji” żydowskich komunistów w bezpiece i na stanowiskach rządowych w tzw. Polsce Ludowej. Bądź gdy wspomnimy internacjonalistyczne misje czerwonych kondotierów pokroju Ernesta Che Guevary w krajach Trzeciego Świata. Zastępy obcoplemiennych zawodowych burzycieli starego porządku pozwalały okrzepnąć rewolucyjnej władzy, pozyskać czas na wykucie kadr tubylczych.

Wielki kat Rosji

Profesor Marian Zdziechowski określił Dzierżyńskiego mianem „najnikczemniejszego z nikczemnych”, „wszechrosyjskiego kata”.

Były ku temu powody:

„Gdy inni teoretyzowali i gadali, oklaskiwani przez partję, gdy inni opracowywali dekrety i wydawali prawa, a inni jeszcze zdobywali laury na czele czerwonych armij, on, wielki kat Rosji skromnie, a wytrwale spełniał swoje zadanie, które uważał za ważniejsze, niż wszystkie inne, czyli zabijał, zamęczał, jak nigdy przed nim żaden inny okrutnik. Nie wygłaszał mów, nie pisywał artykułów, nie wtrącał się do spraw, które do niego nie należały, zabijał tylko i zamęczał, a miljony leżących u stóp jego ofiar zamordowanych, storturowanych, o twarzach wyrażających nieskończone przerażenie i ból, świadczyły o tryumfie rewolucji”.

Profesor przytoczył wstrząsające relacje z czekistowskich katowni:

„W piwnicach Kijowskich czerezwyczajek poziom podłóg podniósł się o kilka cali od zaschłej krwi i zaschłych mózgów, wszędzie trupy ze śladami tortur – bez rąk, nóg, bez oczu, bez nosów i uszu; kłute rany na całem ciele. W innem miejscu znaleziono kilka trupów bez żadnych śladów śmierci gwałtownej, po zbadaniu okazało się, że byli żywcem pogrzebani, którzy, usiłując odetchnąć, połykali ziemię.

W jednej z czerezwyczajek do torturanta mocno przywiązanego do ściany przywiązywano koniec żelaznej rury, z przeciwległego końca wpuszczano szczura, a koniec ów pokrywano drucianą siatką, przy której rozkładano ogień; przerażony i zbolały szczur, szukając wyjścia, wżerał się w ciało skazańca. […] kładziono skazańca do skrzyni z rozkładającym się trupem i straszono, że go żywcem pogrzebią […] wielu warjowało.

 – W Woroneżu wsadzano do beczki z gwoździami, beczki te taczano. – W Charkowie […] skalpowano ręce; nazywało się to zdejmowaniem rękawiczek z rąk. – W Połtawie i Kremienczugu sadzano na pale (zwłaszcza popów). – W Jekaterynosławiu krzyżowano lub kamienowano. – W gubernii Orłowskiej zimą rozbierano do naga i oblewano wodą, aż skazaniec przeistaczał się w słup lodu.  – W Odessie oficerów kładziono na deskach, mocno do nich przywiązywano i powoli wsadzano do pieców rozżarzonych, albo rozrywano ciała na dwie połowy kołami pionowych wind, i wrzucano też do kipiących kotłów […]”.

Terror wcale nie ustał po zakończeniu wojny domowej. Z iście diabelską zaciekłością prześladowano zwłaszcza chrześcijan. Zarówno Rosyjska Cerkiew Prawosławna, jak i Kościół katolicki spływały krwią. W jednym roku 1922 zamordowano 8100 przedstawicieli prawosławnego kleru oraz nieprzeliczoną rzeszę świeckich wiernych. Tylko w okresie 1917-1925 „zniknęło” w Rosji aż 200 000 katolików.

Wspólnota ofiar

Feliks Dzierżyński zmarł w roku 1926, ale zbudowany przezeń aparat terroru uśmiercił jeszcze kolejne miliony ludzi – przede wszystkim Rosjan, ale także Polaków, Ukraińców, Białorusinów i przedstawicieli dziesiątków innych narodowości.

Wspomnienie dokonań Krwawego Feliksa kładło się cieniem na narody ujarzmione przez komunizm jeszcze przez długie dekady. Pomnika wodza Czeki w Warszawie na placu Bankowym, wzniesionego w 1950 roku, pilnie strzegła milicja, po tym, jak uwiecznionemu na cokole jakieś zacne dusze pomalowały ręce na czerwono.

W 1982 roku, podczas stanu wojennego, tenże monument podpaliła grupa młodych konspiratorów. Jeden z uczestników akcji, Emil Barchański, został po jakimś czasie aresztowany i poddany torturom. Miał zaledwie 17 lat, uczęszczał do liceum, pisał wiersze. Z uwagi na młody wiek oficjalnie zwolniono go „pod dozór kuratora”, ale już po dwóch miesiącach „zaginął bez wieści”. Dwa dni później jego ciało wyłowiono z Wisły. Rodzimi epigoni Żelaznego Feliksa wzięli srogi odwet.

O kilka tysięcy kilometrów na wschód, na dalekiej Syberii, dorastała rówieśnica Barchańskiego, Janka Stanisławowna Diagilewa, poetka i pieśniarka związana z muzycznym undergroundem. Ukochanego Janki aresztowało KGB za nieprawomyślne teksty, aby następnie wpakować go do zakładu dla umysłowo chorych z rozpoznaniem „schizofrenii bezobjawowej” (szprycowany w psychuszce ogromnymi dawkami neuroleptyków, czasowo oślepł).

Janka w utworze „Pa tramwajnym rielsam” subtelnie nakreśliła atmosferę strachu przed wszechwładnymi funkcjonariuszami, przed „ludźmi w niebieskich czapkach” strzegącymi ustroju, w którym nawet spacer dwójki zakochanych mógł stać się powodem do oskarżeń o antypaństwową zbrodnię:

A jeśli ich spotkamy,

Nie mów nic o spacerze po tramwajowych torach,

Bo to dla nich przestępstwo albo schizofrenia,

Bo z portretu zaraz uśmiechnie się Żelazny Feliks.

I będzie słuszna, będzie sprawiedliwa

Kara za spacer po tramwajowych torach.

Zabiją nas za spacer po tramwajowych torach.

Zabiją nas za chwile z tobą przy tramwajowych torach.

Strofy te powstały w drugiej połowie lat 80. XX stulecia. Minęło sześć dekad od zgonu szefa Czeki. Myślałby kto, że od tamtej chwili całkowicie odmieniło się oblicze globu. Że odeszły w przeszłość horrory leninizmu i stalinizmu. Że świat właśnie zaczął wyzwalać się z wieloletniego lęku przed atomową apokalipsą, że fascynował się podbojem Kosmosu oraz postępującą informatyzacją i technicyzacją. 

A tymczasem w różnych zakątkach Soc-Łagru młodym Polakom i Rosjanom nieustanie ścinał krew w żyłach widok uśmiechającego się z pomników i z portretów Żelaznego Feliksa.

Postscriptum Pogrobowcy i biczownicy

Dzierżyński, choć hołubiony w okresie PRL, na szczęście nie ma wielu wielbicieli we współczesnej Polsce. Ale niekiedy takowi wypływają w dyskusjach.

Bywają więc sklerotykowie wzdychający rzewnie za „władzą ludu”. To oni „ocieplają wizerunek” Feliksa (w znanym cokolwiek stylu, że przecież nawet Hitler głaskał sarenki, a Stalinowi zdarzało się przytulać dzieci, zatem nie były to takie całkiem złe chłopy). Serwują zatem krzepiące historyjki o tym, jak to Dzierżyński, „złote serce”, pomógł komuś, albo jak darował życie temu czy owemu więźniowi. Ludzki pan, mógł przecie zabić!

Z drugiej strony trafiają się czasem „patrioci”, co deklarują dumę z dokonań owego rodaka, bo przecie „żaden Polak nie zabił tylu Ruskich, co on”. Z chorą satysfakcją cytują przypisywane Dzierżyńskiemu słowa: „Zabijam Rosjan, nie ludzi!”. Sort owego „patriotyzmu” jawi mi się jako nieco osobliwy, a właściwie to całkiem parszywieńki.

Jest wreszcie grupa osób, dla których przypadek Żelaznego Feliksa to kolejna okazja do narodowego samobiczowania i przepraszania wszystkich dookoła za „tradycyjną polską zbrodniczość”. Temu gronu warto poświęcić chwilę, albowiem polscy słudzy bolszewizmu to dobra nauka dla wszystkich, którzy lubują się w „wyjaśnianiu” czerwonych zbrodni wedle klucza etnicznego.

Czy więc krwawe dokonania Feliksa Edmundowicza i innych Polaków z Czeki można nazwać „polskimi zbrodniami na narodzie rosyjskim”?

A czy zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki albo masakra w KWK „Wujek” to były „zbrodnie polskie na narodzie polskim”? Czy rzeź katyńską nazwiemy „gruzińsko-żydowsko-rosyjsko-ukraińsko-ormiańską”, zważywszy kto o niej zadecydował? Czy „zbrodniami argentyńskimi” określimy rozstrzeliwania kubańskich więźniów politycznych przez Che Guevarę? A czy zbrodnie Lenina były w 25% kałmuckie, w 25% żydowskie, w 25% rosyjskie, w 12,5% niemieckie, w 12,5% szwedzkie – mając na uwadze pochodzenie przodków Wołodii Iljicza?

Terror komunistyczny, przynajmniej ten sowiecki i około-sowiecki (także jugosłowiański) zdecydowanie różnił się pod względem motywacji od terroru niemiecko-nazistowskiego czy ukraińsko-banderowskiego, prowadzonych „w imię nacji”.

Nad zbrodniami komunistycznymi unosił się bowiem upiór internacjonalizmu. Ów demon nie uznawał granic państwowych, narodowościowych ani rasowych. Rozpełznął się po całym świecie zatruwając serca i umysły, niczym obłok trującego gazu, niczym bakcyl dżumy.

Andrzej Solak

Lobby ukraińskie, chińskie, izraelskie, rosyjskie, niemieckie, amerykańskie – itd… Polskiego brak. MEM-y VII.

——————————–

———————————————-

——————————-

————————-

—————————————

————————————-

———————————–

————————————-

————————————————————————–

——————————————————————–

————————————————-

——————————————-

Dej, dej, dej… MEM-y VI.

———————————————————–

—————————–

——————————————————

——————————————————–

——————————————————

—————————————-

———————————

——————————————————–

————————————————

————————————–

Centrum Lotów Kosmicznych im. Donalda Tuska. MEM-y V.

———————————-

—————————————–

———————————————–

———————————-

———————————–

——————————-

————————————————–

————————————-

————————————–

————————————————–

————————————————————-

Nawet „Washington Post” przygotowuje się do wielkiej wojny.

Nawet Washington Post przygotowuje się do wielkiej wojny.

Jeszcze kilka tygodni temu mówiło się o „celowych atakach odwetowych” lub „ograniczonych działaniach militarnych”.

Teraz nawet „ Washington Post” pisze w zupełnie innym tonie.

Gazeta otwarcie stwierdza, że ​​USA i Iran „krok po kroku cofają się w kierunku wojny na pełną skalę ”. Inny nagłówek głosi, że USA „są na skraju powrotu do wojny na pełną skalę z Iranem ”. ( The Washington Post )

To niezwykłe. Bo kiedy czołowy amerykański portal medialny zaczyna mówić o „wojnie totalnej ”, zmienia się percepcja opinii publicznej. To, co wcześniej przedstawiano jako konflikt ograniczony, teraz jawi się jako potencjalna wojna obejmująca cały region.

Sama gazeta podaje powód: Każda nowa fala ataków, każdy kontratak i każdy zabity żołnierz przekraczają kolejne „czerwone linie”. Zawieszenie broni praktycznie zawiodło, walki eskalują, a powrót do wojny na pełną skalę wydaje się coraz bardziej prawdopodobny. ( The Washington Post )

Jednocześnie kilka głównych amerykańskich mediów codziennie donosi o nowych nalotach, kolejnych ofiarach wśród żołnierzy amerykańskich i rozszerzeniu działań wojennych na Jordanię, Kuwejt, Bahrajn i Cieśninę Ormuz. Nawet w rządzie USA otwarcie przyznaje się, że operacja ta przeradza się w długotrwały konflikt zbrojny.

Ten rozwój sytuacji pokazuje przede wszystkim jedno: zmienia się dyskurs publiczny. W głównych zachodnich mediach pojawiają się terminy takie jak „powrót do wojny na pełną skalę” czy „wojna totalna” . Nie można na tej podstawie stwierdzić, czy odzwierciedla to rzeczywiste oczekiwania militarne, ocenę dziennikarską, czy też przygotowania polityczne opinii publicznej. Jedno jest jednak pewne: możliwość wybuchu znacznie większej wojny jest teraz otwarcie dyskutowana – i nie jest już marginalizowana.

Jak Teheran zarządza czasem

Jak Teheran utrzymuje zegar w ryzach

Jak Teheran utrzymuje zegar w ryzach

Pepe Escobar

Zacznijmy od czterech kluczowych zmiennych, które wchodzą w grę na tym coraz bardziej niebezpiecznym rozdrożu.

Jeden . Madżlis – irański parlament – ​​zebrał się we wtorek wieczorem, aby uczcić początek nowej ery Modżtaby, która rozpoczęła się w ubiegły piątek po ostatnich obrzędach pogrzebowych zamordowanego Najwyższego Przywódcy ajatollaha Chameneiego w Meszhedzie. 290 członków jednogłośnie przyjęło dwie rezolucje.

Pierwszy z nich wzywa rząd – pod przewodnictwem prezydenta Peseschkiana – do „przyspieszenia rozwoju potencjału nuklearnego”. Można to interpretować albo jako zwiększenie wzbogacania uranu, albo jako coś znacznie bardziej przełomowego.

Druga rezolucja odrzuca jakikolwiek kompromis ze Stanami Zjednoczonymi na wcześniej uzgodnionych warunkach. Tłumaczenie: Nawet gdyby doszło do odnowienia Porozumienia o Porozumieniu (MoU), które zostało skutecznie zniszczone przez prezydenta Stanów Zjednoczonych bezpośrednio po szczycie NATO w Ankarze, warunki dla USA byłyby znacznie trudniejsze.

Dwa . Kanał Iran-Pakistan-Katar.

Na początku tego tygodnia Islamabad i Doha wznowiły intensywne konsultacje – można by je nawet określić jako gorączkowe – w celu wznowienia bezpośrednich rozmów z Teheranem w przyszłą niedzielę.

Byłoby to zadanie syzyfowe, ponieważ odbywałoby się w ostrym kontraście do masowych bombardowań irańskich celów – w tym infrastruktury cywilnej – przez Amerykanów oraz dewizy „zemsty” skandowanej przez miliony ludzi na ulicach Iranu w zeszłym tygodniu.

Dyplomacja jest jednak realna. Została zdegradowana przez mediatorów z „drogi do porozumienia” do „zapobieżenia katastrofie”.

Trzy . Kanał zwrotny Trumpa-Munira.

Mediatorzy siedzący przy smutnych resztkach stołu negocjacyjnego potwierdzają, że Trump nadal dzwoni bezpośrednio do pakistańskiego marszałka polowego Asima Munira, namawiając go do znalezienia rozwiązania, które pozwoli uniknąć osobistego upokorzenia (https://youtu.be/txnxsgd1RsI ).

To całkowicie obala charakterystyczne wybuchy wściekłości prezydenta USA – które zawsze dominują w wiadomościach – że Iran błaga o porozumienie. Rzeczywistość jest wręcz odwrotna. Nawiasem mówiąc, Munir jest ostatnią deską ratunku dla Trumpa, jeśli chodzi o znalezienie wyjścia.

Cztery . Irańska odpowiedź militarna na bombardowania USA.

Obejmuje to niezwykle precyzyjną amunicję kasetową, która zniszczyła bazy amerykańskie w Kuwejcie, Bahrajnie i Jordanii.

Zdecydowana większość rzeczywistych zniszczeń nie jest zgłaszana. Od bazy lotniczej Al-Udeid w Katarze po centrum dowodzenia i kontroli w Jordanii; od zniszczonych systemów rakietowych Patriot w Kuwejcie po bazę lotniczą Al-Dhafra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich; od zniszczenia hangarów dronów MQ-9, wyrzutni HIMARS i składów amunicji po zniszczone platformy paliwowe w omańskim porcie Duqm.

To była sensacja: Dukm leży na wybrzeżu Morza Arabskiego, poza Cieśniną Ormuz. Amerykańskie statki cumują tam bez konieczności przepłynięcia przez Zatokę Perską, uzupełnienia paliwa oraz skorzystania z usług naprawczych i zaopatrzeniowych: to centralny punkt operacyjnego zaplecza floty USA rozmieszczonej na północnym Oceanie Indyjskim.

Jakie jest stanowisko Mojtaby Chameneiego?

Powtórzmy: nawet gdyby droga do porozumienia MoU 2.0 była możliwa, Teheran dałby jasno do zrozumienia już na pierwszym spotkaniu: Waszyngton musi wdrożyć Artykuł 1 Porozumienia (dotyczący zakończenia wszelkich wojen). Bez tego nie będzie żadnych rozmów. Jednocześnie Teheran – z blokadą Trumpa 2.0 czy bez niej – poważnie ograniczy Cieśninę Ormuz: przejście będzie możliwe wyłącznie przez morskie kanały Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej u wybrzeży wyspy Larak.

A teraz zagadka Mojtaby.

Architektura bezpieczeństwa Azji Zachodniej nie tylko uległa zmianie, ale została zburzona i odbudowana. Warunki tej przebudowy są dyktowane przez Teheran – który, co więcej, ma dominację eskalacji w całym regionie Zatoki Perskiej.

14-punktowe porozumienie stanowi, że to Iran ustala warunki – i mediatorzy/negocjatorzy o tym wiedzą. Rozpaczliwie starają się utrzymać przy życiu nawet wątły, pośredni kanał komunikacji.

Nowy przywódca, Modżtaba Chamenei, cieszy się przytłaczającą popularnością w kraju. Od zeszłego piątku rządzi de facto jako przywódca nowej ery, wydając pisemne dyrektywy.

Wpływowy członek Madżlisu, Mahmud Nabavian, przeczytał już w irańskiej telewizji państwowej część wewnętrznych listów Modżtaby, w których sprzeciwia się on jakimkolwiek ustępstwom w sprawie programu nuklearnego, domaga się odszkodowania od Stanów Zjednoczonych i nalega na wyłączną kontrolę Iranu nad Cieśniną Ormuz.

Iran po prostu nie da się zmusić do powrotu do stołu negocjacyjnego – bez względu na argumenty mediatorów i wygodnych osób z zewnątrz. Powszechne okrzyki żałobników przez sześć dni, od Teheranu i Komu po Meszhed, dniem i nocą, domagały się „zemsty”. I Modżtaba powtórzył dokładnie to w swoim pisemnym oświadczeniu.

Religijna i strategiczna narracja kształtująca nową erę Islamskiej Republiki Iranu głęboko osadza śmierć ajatollaha Chameneiego w fundamentalnej narracji szyickiej tożsamości politycznej, przekształcając zabójstwo dokonane przez obce mocarstwo w święty akt poświęcenia.

I tutaj „zemsta” nabiera transcendentalnego znaczenia. Modżtaba nie przedstawiał „zemsty” jako wyboru politycznego ani kwestii polityki państwa. Definiował ją jako wolę narodu. A przede wszystkim jako ponadczasową, boską misję.

Historia zatem zadecyduje, kiedy „zemsta” zostanie dokonana. Modżtaba przedstawił ją w taki sposób, że nie zależała ona ani od niego osobiście, ani od żadnego organu państwowego czy urzędnika: „Wolni ludzie na całym świecie” mieli wypełnić część tej świętej misji.

Jako wypowiedź z zakresu teologii politycznej w epoce postmodernistycznej jest to coś wyjątkowego.

Narcyz tonący we własnym nurcie

Tymczasem linia negocjacyjna Ghalibafa i Araghchiego oraz linia dowodzenia i kontroli wojskowej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej pod przewodnictwem Vahidiego będą nadal współistnieć w rządzie prezydenta Peseschkiana. Są to w istocie dwa wektory tego samego procesu. Całe to gadanie o wewnętrznych „pęknięciach” to – czymże innym? – amerykańska propaganda.

A teraz przejdźmy do specjalistów od PR. Powszechnie wiadomo, że syjonistyczna oś Waszyngton-Nowy Jork-Tel Awiw robi wszystko, by utrzymać Stany Zjednoczone w gotowości bojowej i zaangażowaniu w tryb wojny totalnej.

W ten sposób każdy ruch Teheranu – zawsze defensywny – jest przedstawiany jako casus belli.

A wyjście z sytuacji, takie jak memorandum o porozumieniu, jest deprecjonowane jako „appeasement”. Mentalność wojny totalnej zapewnia nieustanną eskalację. I daje Teheranowi uzasadnienie dla każdej reakcji – czy to zamknięcia Cieśniny Ormuz, czy możliwości wycofania się z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. A to ośmiela syjonistycznych jastrzębi do naciskania na – co innego? – dalszą wojnę.

Ta diabelska machina, samonapędzający się cykl, ostatecznie przynosi korzyści Iranowi – ponieważ Iran potrzebuje tego cyklu tylko po to, by się utrzymać. Każdy zwrot akcji przekształca amerykańskie imperialne metody dewastacji w dodatkową legitymizację Iranu – zarówno w kraju, jak i w dużej części Globalnego Południa.

Trump znalazł się na terytorium zatopionego Narcyza i stanął w obliczu serii niemożliwych do zniesienia ograniczeń: zamkniętej Cieśniny Ormuz, co nieuchronnie doprowadzi do wzrostu cen ropy, jeśli Strategiczne Rezerwy Ropy Naftowej (SPR) osiągną stan czerwonej gotowości; możliwego wycofania się Iranu z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.

Należy pamiętać, że 60-dniowy okres obowiązywania porozumienia upływa w połowie sierpnia – już za miesiąc. Do tego czasu musi zostać wynegocjowane ostateczne porozumienie, w przeciwnym razie wszystkie ramy prawne przestaną obowiązywać.

Powtórzę, dla porządku: dla Teheranu pierwotne, 14-punktowe porozumienie to jedyna gra w mieście. Nie będzie renegocjacji; jedynie wdrożenie jego sekwencji.

Teheran musi to zawsze jasno dawać do zrozumienia – bo Amerykanie wciąż tego nie rozumieją. Teheran już wygrał kluczową kwestię wojny: Cieśninę Ormuz. Kwestia nuklearna nigdy nie była najważniejsza. Waszyngton będzie musiał uznać tę rzeczywistość.

Cóż, to będzie prawie niemożliwe. Przyszłe scenariusze wyglądają ponuro.

„Kontrolowana deeskalacja” wydaje się teraz mirażem na pustyni.

To samo dotyczy sytuacji zamrożonego impasu – gdzie rozmowy trwają, porozumienia nie ma, zdarzają się pojedyncze incydenty z tankowcami, a przewóz towarów na morzu utrzymuje się na poziomie 1/3–1/5 poziomu sprzed wojny.

W obecnej sytuacji wszystkie wektory wskazują raczej na eskalację pionową: całkowite zamknięcie cieśniny Ormuz, nieuchronna, ciągła fala ataków ze strony USA oraz reakcja Iranu w postaci wycofania się z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.

W praktyce Trump nie negocjuje z Iranem. Rozpaczliwie próbuje odwrócić losy dotkliwej porażki strategicznej.

„Zawieszenie broni” zawsze było wytchnieniem dla odzyskania utraconych wpływów. Trump pragnął kapitulacji, całkowitego podporządkowania, zmiany reżimu i Iranu jako neokolonii. Otrzymał memorandum o porozumieniu, którego nie rozumie i być może nawet nie przeczytał, mimo że podpisał je z wielką pompą w Wersalu. Nie rozumie nawet, że podpisany przez niego dokument nie dzieli władzy decyzyjnej nad Cieśniną Ormuz między Iran a Oman; należy ona wyłącznie do Iranu.

Dlatego próbuje zmienić to, co podpisał, nie przyznając się do tego – stosując drabinę eskalacji, stały przymus ukryty pod maską dyplomacji, zmuszając Teheran do rezygnacji ze swoich wpływów i całkowicie je tracąc, grożąc atakami na wszystkie irańskie elektrownie, mosty i obiekty energetyczne w przyszłym tygodniu.

Technicznie rzecz biorąc, Iran wypełnił wszystkie postanowienia podpisanego porozumienia.

To Stany Zjednoczone – a to tylko kilka przykładów – odmówiły uwolnienia zamrożonych aktywów Iranu, nałożyły nowe sankcje (bezpośrednie naruszenie artykułu 9), zniosły wyjątki od sankcji naftowych (bezpośrednie naruszenie artykułu 10) i wznowiły wojnę (bezpośrednie naruszenie artykułu 1).

Historia pewnego dnia potraktuje to jako studium przypadku, jak utrzymać zegar wojenny w ryzach. Teheran celowo wstrzymuje się z Waszyngtonem, ponieważ czas – i rynki ropy naftowej – są po jego stronie. SPR zostanie wyczerpany w niecały miesiąc, a irańska kontrola nad Cieśniną Ormuz będzie całkowita.

Tylko cywilizowane państwo, przyzwyczajone do radzenia sobie ze wszystkimi możliwymi zmiennymi historycznymi, jest w stanie rozgrywać o wiele dłuższą grę niż brutalna machina imperialna, która oszczędza niezbędną siłę ognia, jednocześnie wyczerpując resztę strategicznego bufora imperialnego.

Źródło: Jak Teheran zarządza czasem

Liczba ofiar wśród żołnierzy amerykańskich rośnie; Iran atakuje amerykańskie bazy

Liczba ofiar wśród żołnierzy amerykańskich rośnie, gdy Iran atakuje amerykańskie bazy

Symplicjusz 20 lipca 2026 simplicius/us-troop-casualties-pile-up-as-iran

Konflikt wybuchł na nowo, a Iran odpowiedział potężnym atakiem, zabijając i raniąc żołnierzy USA:

https://www.wsj.com/world/middle-east/two-us-servicemembers-killed-one-missing-in-iran-missile-attack-on-jordan-a59f9699

Jak zwykle, plotki głoszą, że liczba ofiar jest znacznie wyższa, niż przyznają Stany Zjednoczone, zwłaszcza biorąc pod uwagę wstępne doniesienia o „zaginionych żołnierzach”, wciąż uwięzionych pod gruzami. Były pilot sił powietrznych USA opublikował następującą wiadomość:

Obserwator Bliskiego Wschodu@ ME_Observer_⚡️

Były pilot Sił Powietrznych USA, blisko związany z Centralnym Dowództwem USA, twierdzi, że co najmniej 3 do 5 żołnierzy w samolotach ewakuacji medycznej „prawdopodobnie nie przeżyje”. Jest też 15 innych żołnierzy z poważnymi, zagrażającymi życiu obrażeniami, których los pozostaje niejasny.

20:20 · 18 lipca 2026 · 244 TYS. Widoki


Gwiezdny Człowiek@ stellarman22

Dwa samoloty ewakuacji medycznej C17 natychmiast wystartowały z bazy lotniczej Muwaffaq Salti w Jordanii po masowych ofiarach (co najmniej 3 osoby poniosły śmierć, co potwierdziło dowództwo centralne) po wybuchu na bazie dwóch irańskich pocisków balistycznych zeszłej nocy. Liczba ofiar jest prawdopodobnie znacznie większa.19:47 ·

18 lipca 2026 · 1,34 TYS. Widoki1 odpowiedź · 18 repostów · 43 polubienia

W chwili pisania tego tekstu CENTCOM opublikował aktualizację informującą o śmierci dwóch kolejnych żołnierzy, co daje łącznie czterech:

========================

Dalsze raporty wskazują na zniszczenie dużej liczby amerykańskich samolotów, od śmigłowców Blackhawk po potencjalnie F-15 i bezzałogowe platformy dronów:

Tom Bike@ tom_bike

Samoloty POSS zniszczone w środku na podstawie śladów przypaleń i pojazdów jadących do schronu F-16 lub F-35 USA zostały zniszczone przez celne uderzenie rakiety balistycznej zauważone w Iranie na zdjęciach satelitarnych 31.8244, 36.7857. Baza lotnicza Muwaffaq al-Salti w Jordanii została trafiona o godzinie 23:00 UTC 17 lipca.

17:19 · 19 lipca 2026 · 19,4 TYS. Widoki


Jedną z najgłośniejszych historii dotyczących ataku jest twierdzenie amerykańskich urzędników, że Rosja i Chiny odegrały kluczową rolę w dostarczaniu Iranowi wysokiej jakości celów do ataków na wrażliwe miejsca. Niektórzy twierdzą (patrz poniżej), że Rosja w ostatnich tygodniach kontynuowała dostawy znacznych ilości materiałów do Iranu:

Kongresmen USA Riley Moore był zszokowany „precyzją”, z jaką Iran był w stanie zaatakować amerykańskie obiekty, zwłaszcza w Jordanii, i doszedł do wniosku, że Rosja i Chiny muszą pomagać:Nie można załadować wideo.

Precyzję tę potwierdza fakt, że irańskie rakiety trafiły dokładnie w rejon stacjonowania wojsk w bazie lotniczej Muwaffaq al Salti w Jordanii.

Oto nagranie z ataku – widać irańskie rakiety beztrosko przelatujące obok amerykańskich myśliwców Patriot. Druga część, w 0:15, pokazuje nagranie z wnętrza bazy nagrane przez amerykańskich żołnierzy, którzy zostali trafieni:Nie można załadować wideo.

Druga ważna część historii kręci się wokół faktu, że wojska i zasoby USA są coraz bardziej wypychane z regionu, coraz głębiej w głąb. To nie tylko osłabia możliwości USA w zakresie ataków na Iran, ale także stopniowo koncentruje wojska amerykańskie w newralgicznych obszarach, takich jak baza jordańska, co pozwala Iranowi na ich eliminację.

Jeden z rosyjskich analityków zauważa, że ​​w miarę jak inni sojusznicy Zatoki Perskiej ograniczają działalność USA, Stany Zjednoczone są zmuszone zajmować coraz bardziej niepewne pozycje:

DLACZEGO IRAN SKUPIA SIĘ TERAZ NA JORDANII

Wraz z eskalacją wojny Waszyngton wycofał siły z Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru – krajów bardziej narażonych i politycznie kruchych – i skoncentrował je w Jordanii. Podczas gdy inni sojusznicy z Zatoki Perskiej ograniczali prawa USA do bazowania i przelotów, Jordania po cichu stała się główną platformą amerykańskich operacji powietrznych nad Syrią, Irakiem i całym regionem.

Właśnie dlatego Iran zwrócił się ku niej. Kiedy wróg konsoliduje się w jednym miejscu, to miejsce staje się celem. Atak na bazy w Azraq i King Faisal nie dotyczy pojedynczego lotniska – to próba sprawienia, by goszczenie sił amerykańskich kosztowało więcej, niż jest warte, i zdestabilizowania ostatniej platformy, którą Waszyngton uważał za bezpieczną.

Tempo mówi wszystko: cztery ataki w ciągu pięciu dni, dziesiątki rannych żołnierzy amerykańskich i znaczna liczba uszkodzonych amerykańskich śmigłowców Blackhawk, jak donosi NYT. Iran nie tylko sygnalizuje zamiary – pokazuje również, że nadal posiada znaczne zapasy rakiet i może teraz dotrzeć do miejsca, które Stany Zjednoczone uważały za bezpieczne.

LeonovZ

NYT potwierdził:

https://www.nytimes.com/2026/07/18/world/middleeast/iran-war-jordan-attacks.html

Z powyższego:

Jordania, w której znajdują się główne amerykańskie bazy lotnicze, zyskała na znaczeniu w okresie poprzedzającym wojnę i na jej początku,gdy Pentagon przerzucił część wojsk z Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru do stosunkowo bezpieczniejszych lokalizacji w Jordanii i Izraelu.Rola tego kraju w operacjach USA tylko wzrosła, ponieważ inni sojusznicy USA w regionie ograniczyli możliwość stacjonowania wojsk i lotów nad ich terytoriami przez Waszyngton,poinformowali przedstawiciele władz USA.

Jak widać, Iran zmusza USA do odwrotu, niszcząc bazy regionalne położone najbliżej samego Iranu. Teraz niektórzy irańscy politycy sugerują nawet, że Iran mógłby przeprowadzić własną ofensywę lądową, aby zająć bazy amerykańskie w sąsiednim Kuwejcie.

https://www.iranintl.com/en/202607171445

Wybitny irański naukowiec i analityk napisał:

Mahdi Khanalizadeh@ Khanalizadeh_ENKuwejt jest uważany za jedną z głównych opcji Iranu w przypadku potencjalnej inwazji lądowej mającej na celu zajęcie dwóch amerykańskich baz wojskowych znajdujących się na terenie kraju.

11:35 · 19 lipca 2026 · 122 tys. wyświetleń


Można przypuszczać, że tymi dwiema bazami będą Camp Buehring w północnym Kuwejcie, około 100 km od granicy z Iranem, a być może także Camp Arifjan lub baza lotnicza Ali Al Salem.

Były irański minister spraw zagranicznych Manouchehr Mottaki powiedział również irańskim mediom:

„Moja propozycja jest taka, żebyśmy przeprowadzili atak lądowy na jedną z amerykańskich baz w regionie, pojmali 100 Amerykanów i odwieźli ich do Iranu”.

Nie można załadować wideo.

Najprawdopodobniej to tylko irańska taktyka psychologiczna, mająca na celu zaserwowanie USA własnej „strategicznej niejednoznaczności” i skłonienie ich do zastanowienia się dwa razy przed podjęciem jakiejkolwiek operacji lądowej. Ale biorąc pod uwagę to, co widzimy, wypychając USA z regionalnych baz, kto wie, co może się wydarzyć?

Być może jeśli Trump będzie przeciągał tę wojnę wystarczająco długo, Iran rozproszy amerykańskie aktywa do takiego stopnia, że ​​taki transgraniczny atak na Kuwejt będzie mógł być realny jako ostateczny, upokarzający cios. Trudno odgadnąć intencje kraju, którego całe przywództwo zostało „odnowione” przez wojnę.

Takie nowe kierownictwo mogłoby całkowicie odrzucić dotychczasowe kalkulacje. Na przykład, rzecznik Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu zaproponował niedawno, aby Iran mógł nawet odwrócić swoją doktrynę nuklearną poprzez wycofanie się z układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który zabrania Iranowi nabywania broni jądrowej:

https://wanaen.com/iran-new-us-attack-could-prompt-nuclear-doctrine-change/

Ebrahim Rezaei, rzecznik Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu,powiedział, że Iran może rozważyć wycofanie się z Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), zmianę doktryny nuklearneji zamknięcie cieśniny Bab al-Mandab, a także cieśniny Ormuz, jeśli Stany Zjednoczone przeprowadzą kolejny atak na ten kraj.

Teraz Iran z dumą demonstruje swoją zdolność do odbudowy po amerykańskich atakach. W sieciach pojawiło się mnóstwo filmów pokazujących Iran odbudowujący mosty i tunele, które zostały uszkodzone w wyniku amerykańskich ataków w ciągu ostatniego tygodnia.

Za pośrednictwem tłumaczenia dubbingowego AI: Nie można załadować wideo.

Tunel, o którym mowa w pierwszym powyższym nagraniu wideo, znajduje się podobno na współrzędnych geograficznych 27.5829, 56.2498 , co umiejscowiłoby go tutaj w odniesieniu do Bandar Abbas:

Ostatnio rozmawialiśmy o planie USA, mającym na celu potencjalne odcięcie Bandar Abbas od sąsiednich regionów. Teraz widzimy, że Irańczycy odblokowali już wiele tuneli i naprawiają również mosty.

===================================

Miejsce zrzutu@ DropSiteNews🇮🇷 Minister energii Iranu poinformował, że naprawa zakładu odsalania Bonji w Jask została zakończona, a dostawy wody wróciły do ​​normy w niecałe 48 godzin po uszkodzeniu obiektu w wyniku ataku rakietowego USA. Zakład dostarcza wodę pitną około 10 000 osób w 20 krajach.

20:20 · 19 lipca 2026 · 29,4 TYS.


==============================

Należy również zauważyć, że prawdopodobnym wektorem potencjalnego planu „operacji lądowej” dla USA nie byłoby zajęcie samego Bandar Abbas, lecz raczej odcięcie Bandar Abbas w celu odizolowania pobliskiej wyspy Keshm. Keshm jest prawdopodobnie w całości zaopatrywane przez region Bandar Abbas, a zatem odcięcie tego regionu od dostaw z zewnątrz odizolowałoby Keshm, czyniąc go podatnym na ataki.

Wiemy, że Keszm, podobnie jak Charg, jest rozważany przez USA pod kątem jakiejś operacji desantowej. Wyspa Keszm byłaby kluczowa ze względu na swoje strategiczne położenie w samym sercu Cieśniny Ormuz, co teoretycznie pozwoliłoby USA kontrolować cieśninę:

Trump pozostaje niezrażony stratami własnych żołnierzy, określając to wydarzenie po prostu jako „smutne”. Stany Zjednoczone rozpoczynają nową rundę ataków, które eskalowały, uderzając w bardziej krytyczną infrastrukturę Iranu: zeszłej nocy Stany Zjednoczone zaatakowały irańską elektrownię jądrową w Darkhovin , która według MAEA nie zawiera jeszcze żadnych materiałów jądrowych.

Iran ponownie odpowiedział w podobny sposób, niszcząc kluczowy kuwejcki zakład naftowy i „zakład destylacji wody”:

W tym momencie Trump ma mniej planu niż kiedykolwiek wcześniej. Jest teraz uwięziony w klasycznym zugzwangu, który sam stworzył, i musi kontynuować bezcelowe bombardowania, aby zachować swój narcystyczny wizerunek, ponieważ porażka z Iranem zmiażdżyłaby jego ego. Jesteśmy świadkami, jak Irańczycy w krótkim czasie odbudowują wszystko, co zostało zniszczone, jednocześnie nadal uszczuplając amerykańskie aktywa i potencjał w regionie – podobno dziś rano zestrzelono czwarty w ciągu ostatnich kilku dni bezzałogowy samolot bojowy MQ-9 Reaper.

===============================

Mehdi H.@ mhmiranusaCzęści silnika turbośmigłowego Honeywell TPE331-10GD odzyskane z amerykańskiego bezzałogowego samolotu MQ-9, który według doniesień został wczoraj zestrzelony w pobliżu irańskiego miasta Assaluyeh, gdy był przewożony przez osła przez niedostępny, górzysty teren.

21:39 · 19 lipca 2026 · 4,89 TYS.

==================================


Konflikt przerodził się nie tylko w globalną farsę, ale wręcz w oczywistą osobistą zemstę dla chwiejnego Trumpa, który przelewa resztki świętej krwi i skarbów swojego kraju w szaleńczym pościgu za wiatrakami, który skazał cały jego naród na zagładę. Możemy tylko siedzieć i patrzeć, jak daleko posunie się w tej fanatycznej wyprawie, mając nadzieję, że Sancho sprowadzi go z powrotem na ziemię.


To sztuka, aż tak spieprzyć… MEM-y IV.

—————————————-

——————————————————

—————————————–

——————————

——————————————–

————————————————

——————————————————–

———————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Wojny Trojańskiej nie będzie. MEM-y III.

—————————————-

————————————–

————————————————————-

————————————-

———————————

——————————-

————————————-

——————————————————-

——————————–

[Snape – to z Harry Pottera… md]

——————————————–

——————————-

————————————

————————————————–

——————————–

—————————-

———————————-

——————————

—————————

————————————

Płeć to zawód. MEM-y II.

——————–

——————————————

———————————–

———————————–

——————

——————————————

————————————

—————————————

—————————————

Polska w Kosmosie !!! Cała KO poleci, z pierogami. Ceny też. MEM-y.

sznur za długi, pane !!

——————————–

—————————

—————————————

—————————————————-

——————————

—————————

——————–

—————————–

—————————————

———————————–

Skazani na wrogość

Skazani na wrogość

Adam Wielomski konserwatyzm.pl/wielomski-skazani-na-wrogosc

Jeszcze nie tak dawno nasza elitka infantylno-agenturalna i „eksperci” nauczali o federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej, a ci którzy pukali się w czoło uchodzili za „ruskie onuce”. Byłem zaliczany do tej kategorii, ponieważ od samego początku uważałem to za nonsens. więcej, od początku uważałem, że Polska i Ukraina skazane są na wrogość. W 2023 roku napisałem na ten temat artykuł naukowy  Niemcy, Rosja, Ukraina i kwestia polska, który wtedy był „bluźnierstwem”.

Nie zmieniłem zdania o jotę, a dziś mam wrażenie, że cały PiS mówi cytatami z tego tekstu. Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

Po pierwsze, ze względu na tożsamość Ukrainy. Fryderyk Engels określiłby ten lud mianem „narodu niehistorycznego”, który nigdy nie posiadał własnego państwa i nie miał politycznej tożsamości, nie posiadał elit, historii i własnych bohaterów. Naród ten rodzi się na naszych oczach w tempie przyśpieszonym i sztucznym. Anglosasi określają taki proces mianem nation-building, czyli sztucznej budowy narodu. Pośpiech w budowaniu jego tożsamości powoduje, że może ona powstać tylko na negacji, wrogości i nienawiści na tle historycznym. Stąd „Bohaterowie UPA”, Stepan Bandera, Andrij Melnyk, etc. – cały panteon ludobójców i zbrodniarzy, którzy nienawidzili Polaków, Rosjan, Żydów i Czechów. Polacy to dawne „pany”; Rosjanie to nieco późniejsze „pany”; Czesi to brakująca ukraińska burżuazja, czyli „wyzyskiwacze”. O Żydach i ich karczmach i kantorkach nawet nie wspomnę. Gdyby naród ukraiński rodził się przez stulecie, to znalazłby własnych bohaterów pozytywnych. Skoro takich nie ma, to buduje tożsamość na teoretykach i praktykach nienawiści. Dlatego Kijów nie chce być naszym przyjacielem, gdyż straciłby prawomocność własnego istnienia, której istotą jest bunt wobec „panów” dawnych i dawniejszych.

Po drugie, Polska nie ma Ukrainie zbyt wiele do zaoferowania. Całą broń już głupio i darmo oddaliśmy. Skarb państwa mamy pusty i zatykany za pomocą pożyczek, więc przelewy do Kijowa siłą rzeczy z rzeki przemieniły się w strumyk. Polska nie posiada potencjału politycznego, ekonomicznego i militarnego, aby stać się gwarantem istnienia Ukrainy wobec Rosji. Potencjał taki posiadają Stany Zjednoczone, ale Donald Trump uważa tę wojnę za problem, jest zbyt daleko i nie chce już dawać darmo broni.

W tej sytuacji pozostają państwa europejskie. Wielka Brytania jest cyniczna i chętnie rzuca swoich aliantów do wojny, ale sama swoich żołnierzy nie wyśle. W dodatku jest skąpa. Zostają zatem Niemcy, którym wciąż marzy się Mitteleuropa, której Ukraina miałaby być wschodnią flanką. Niemcy wciąż nie mają armii, lecz mają potencjał ekonomiczny i pieniądze. Poza tym Moskwa zawsze się z nimi liczy. Dlatego są jedynym realnym sojusznikiem Kijowa. Potencjał Berlina jest kilka razy większy niż Warszawy, a poza tym napisana na nowo banderowska historia Ukrainy uczyniła z nich sojusznika (którym w praktyce nigdy nie były). Aby przypodobać się Niemcom Kijów już wcześniej uderzał w Polskę, jawnie wspierał przed wyborami KO przeciw PiS. Słowem, za pomocą Ukrainy Niemcy biorą nas w obcęgi od wschodu i zachodu, zmuszając do posłuszeństwa.

Po trzecie, Ukraina koniecznie chce wejść do NATO i Unii Europejskiej. Już dziś można powiedzieć, że do NATO na pewno nie wejdzie, gdyż dla Władymira Putina wpisana do konstytucji Ukrainy wieczysta neutralność tego państwa jest warunkiem sine qua non podpisania pokoju. Przecież wojna wybuchła w reakcji na publicznie ogłoszony przez Wołodymira Żeleńskiego zamiar akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego, wraz z równie publicznie wygłoszoną nadzieją, że NATO pomoże jego państwu w odzyskaniu Krymu i Donbasu. Amerykanie wiedzą, że bez spełnienia tego postulatu pokoju nie będzie, więc nie chcą słyszeć o akcesji i własnym zobowiązaniu do obrony tego państwa. W tej sytuacji pozostaje tylko nadzieja na wejście do Unii Europejskiej. Siergiej Ławrow wielokrotnie deklarował, że Federacja Rosyjska nie ma nic przeciwko temu. Przyzwolenie potwierdził Putin, a poparł je Trump (gdyż obydwaj źle UE życzą i liczą na powiększenie panującego w niej chaosu i złodziejstwa). W tej sytuacji Ukrainie pozostaje tylko akcesja do Unii Europejskiej.

Czy UE daje gwarancje bezpieczeństwa? Istniejąca nie. Ale gdyby przyjąć francusko-niemiecki plan federalizacji UE, ze zniesieniem prawa weta narodowego, wspólną polityką zagraniczną i obronną, a docelowo z armią europejską? W takiej sytuacji będąc „w Europie” w konflikcie z Rosją można odwołać się o pomoc do Brukseli i do armii unijnej. O ile z punktu widzenia Kijowa poparcie federalizacji UE jest całkowicie racjonalne, to dla interesów Polski byłoby to zabójcze, gdyż oznaczałoby likwidację suwerennych państw i zastąpienie ich unijnym super-państwem. A tego nie chcemy!

Po czwarte, interesy ekonomiczne Polski i Ukrainy w Unii Europejskiej są dramatycznie sprzeczne. Dla polskiego rolnictwa byłby to Armagedon, gdyż musiałoby konkurować z latyfundiami na czarnoziemach, gdzie pracownikom płaci się groszowe pensje. W dodatku automatycznie zostalibyśmy zapewne tzw. płatnikiem netto. Dostawalibyśmy mniej funduszy europejskich, gdy te szłyby na „odbudowę” Ukrainy, czyli na złote klozety kumpli Wołodymira Żeleńskiego. Wpuszczenie przez Warszawę Ukrainy do UE byłoby samobójstwem, na który KOPiS oczywiście jest gotowy (nie łudźmy się co do weta w tej sprawie, gdyby PiS był przy władzy). Każde nasze sprzeciwy w celu obrony polskich interesów ekonomicznych natychmiast zderzyłyby się ze skrajnie roszczeniową i bezczelną postawą rządu w Kijowie.

I na koniec pytanie: Dlaczego skoro ja to wszystko wiedziałem już w 2023 roku, to nie wiedzieli tego Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek aż do czerwca 2026 roku?

Albo nie wiedzieli, albo udawali, że nie wiedzą, gdyż realizowali polecenia z Departamentu Stanu. Jeśli nie wiedzieli, to nie nadają się na polityków rządzących krajem. Jeśli wiedzieli, ale realizowali zagraniczne wytyczne, to znaczy, że nie nadają się na polityków rządzących Polską.

Adam Wielomski

Radar geopolityczny Hollistera

Radar geopolityczny Hollistera 13-19 lipca 2026 r.

apolut/hollisters-geopolitik-radar

Radar geopolityczny Hollistera 13-19 lipca 2026 r.

Linie frontu tego tygodnia nie są już jedynie wytyczone na mapach, ale przebiegają przez krwiobieg całych narodów: wodę, energię elektryczną, ropę naftową, zaopatrzenie i lojalność polityczną.

Podczas gdy Waszyngton grozi lądowaniem na wyspie Charg, Iran grozi kolejnym etapem eskalacji, a Ukraina atakuje rosyjski system paliwowy, jednocześnie rozpada się podstawowy porządek leżący u podstaw wojen – od rosnącej odległości między Waszyngtonem a Tel Awiwem po rekonstrukcję rządu w Kijowie.

„Radar geopolityczny” Hollistera ujawnia powtarzający się schemat: ten, kto kontroluje linie frontu, decyduje o kolejnym etapie.

Radar geopolityczny z okresu 13–19 lipca 2026 r.

Artykuł opiniotwórczy autorstwa  Michaela Hollistera.

serce

WASZYNGTON ROZWAŻA OPERACJĘ LĄDOWĄ PRZECIWKO WYSPIE KHARG – „BOOTS NA ZIEMI” POWRACAJĄ DO OTWARTEJ DEBATY (14–18 lipca 2026 r.)

Prezydent USA Trump nie wykluczał już operacji lądowej przeciwko Iranowi i publicznie oświadczył, że Iran mógłby zająć wyspę Kharg, przez którą przechodzi około 90 procent eksportu ropy naftowej. „Wall Street Journal” donosi, że Kharg, a także wyspy wzdłuż Cieśniny Ormuz, są omawiane jako opcje w Sali Sytuacyjnej; według CNN Iran rozmieszcza na wyspie dodatkowe systemy obrony powietrznej i zaminowuje potencjalne miejsca lądowania. Były dowódca CENTCOM, Frank McKenzie, argumentował w CBS za zajęciem Kharg, ponieważ posiadanie terytorium Iranu byłoby czynnikiem w przyszłych negocjacjach. Nie potwierdzono jednak żadnego rozkazu dotyczącego takiej operacji. Artykuł „Wojska lądowe i podwójna blokada” wyjaśnia, dlaczego zajęcie jest uważane za wykonalne, ale prawdziwym problemem jest jego utrzymanie – i jak podwójna blokada obu cieśnin odcięłaby tę kluczową arterię energetyczną od końca do końca .

PIERWSZE POTWIERDZENIE NASZEGO UPADKU – SIÓDMA NIEPRZERWANA NOC ATAKÓW, NAJGŁĘBSZY ZASIĘG W GŁĄB LĄDU (12–18 lipca 2026 r.)

CENTCOM poinformował 18 lipca, że ​​poprzedniego dnia w Jordanii zginęło dwóch żołnierzy amerykańskich, a kolejny zaginął – to pierwsze potwierdzone ofiary śmiertelne po stronie USA od wznowienia walk 25 czerwca. Między 12 a 18 lipca wojsko amerykańskie przeprowadziło siedem kolejnych nalotów; siódmy, wymierzony w Jask, Sirik, Buszehr , Bandar Abbas, Qeshm, Ahwaz, Jazd i Lar, osiągnął najgłębszą jak dotąd penetrację kraju. Trafiono kilka mostów w pobliżu Bandar-e Khamir, tunel drogowy i wieżę kontroli morskiej w Czabahar. Według źródeł irańskich, osiem osób zginęło w Hormozgan; w całym kraju ponad 400 osób zostało rannych w tym tygodniu. Aktualne informacje z Iranu przedstawiają kontekst wydarzeń z tego tygodnia .

ZDERZENIE OBIE STRON, INFRASTRUKTURA CYWILNA – 10 000 IRAŃCZYKÓW BEZ WODY PITNEJ, TRAFIENIE W KUWEJSKĄ ROLNICĘ (17–18 lipca 2026 r.)

W nocy 18 lipca amerykański atak zniszczył ujęcie wody surowej w zakładzie odsalania wody Bonji na zachód od Jask; według Irańskiego Urzędu Wodnego około 10 000 osób w 20 wioskach zostało pozbawionych wody pitnej. Iran zaatakował również 18 lipca rafinerię w Mangaf w Kuwejcie, a dzień wcześniej elektrownię wodno-kanalizacyjną; lotnisko w Kuwejcie tymczasowo zawiesiło działalność. Państwa Zatoki Perskiej pozyskują znaczną część wody pitnej poprzez odsalanie. Sekretarz Generalny ONZ Guterres nazwał ataki na infrastrukturę cywilną „niedopuszczalnymi” i oświadczył, że nie ma militarnego rozwiązania. Waszyngton twierdzi, że osłabia potencjał militarny Iranu; Teheran oskarża USA o celowe atakowanie infrastruktury cywilnej.

CHAMENEI OGŁOSIŁ MEMORANDUM O ZMARŁYCH, REZAEI GROZI „PEŁNĄ OFENSYWĄ” (17-18 lipca 2026 r.)

Najwyższy Przywódca Modżtaba Chamenei oświadczył pisemnie 18 lipca, że ​​podpis Trumpa jest „bezwartościowy i nieważny”; wiceminister spraw zagranicznych Gharibabadi oświadczył, że Iran zawiesił swoje zobowiązania wynikające z Memorandum z Islamabadu. Mohsen Rezaei, doradca wojskowy Najwyższego Przywódcy, ostrzegł 17 lipca, że ​​jeśli ataki będą kontynuowane, Iran przejdzie do fazy pełnoskalowych operacji ofensywnych w ciągu kilku dni. 60-dniowy okres obowiązywania memorandum upływa w połowie sierpnia. Tymczasem rozmowy trwają – Trump oświadczył, że niedawno rozmawiał z irańskimi negocjatorami. Negocjacje i walki toczą się równolegle.

IRAN WYDAJE HOUTHIM INSTRUKCJĘ , ABY ZASILALI BAB AL-MANDAB – PAŃSTWA ARABSKIE POTĘPIAJĄ ATAKI (16–18 lipca 2026 r.)

Trzy źródła poinformowały agencję Reuters 16 lipca, że ​​Iran nakazał Hutitom zamknięcie Morza Czerwonego dla żeglugi, jeśli USA zaatakują irańską sieć energetyczną; źródło bliskie Hutitom poinformowało, że drony i pociski zostały rozmieszczone w cieśninie Bab al-Mandab. UE podobno wzmocniła swoją misję na Morzu Czerwonym. Jednocześnie Katar, Kuwejt i Bahrajn potępiły irańskie ataki na Jordanię, Bahrajn i Kuwejt, uznając je za naruszenie ich suwerenności; Bahrajn powołał się na artykuł 51 Karty Narodów Zjednoczonych. Oznaczało to, że po raz pierwszy oba główne szlaki eksportowe Bliskiego Wschodu znalazły się pod jednoczesną presją. Ten dokument ujawnia, kto może zrozumieć Hutitów poza etykietą.

BRENT PONAD 88 DOLARÓW, OGROMNY RUCH NA OSIEM STATKACH DZIENNIE (16-17 lipca 2026 r.)

Ropa Brent zamknęła się 17 lipca na poziomie 88,10 USD – dzienny wzrost o około 4,6% i najwyższy poziom od czasu wznowienia konfliktu; w ciągu tygodnia cena wzrosła o około 14%. Ruch na Hormuzie spadł do ośmiu statków 16 lipca, osiągając najniższy poziom od trzech tygodni i stanowiąc około jedną piętnastą przedwojennego poziomu 120-140 statków dziennie. Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA) prognozowała średnią cenę ropy Brent w czerwcu na poziomie 85 USD, po tym jak memorandum na krótko otworzyło cieśninę. Irański atak na kuwejcką rafinerię 18 lipca prawdopodobnie zwiększy presję wzrostową.

UKRAINA: REWOLUCJA RZĄDOWA W CZASIE WOJNY – OBALENIE SWYRYDENKI, DYMISJA FEDOROWA WYWOŁUJE PROTESTY (12–17 lipca 2026 r.)

Parlament przyjął rezygnację premier Julii Swyrydenko 14 lipca, dwa dni po tym, jak prezydent Zełenski ogłosił „reset” rządu; prezes Naftogazu Serhij Korecki jest uważany za prawdopodobnego następcę. Zełenski zapowiedział również zmiany na najwyższych stanowiskach w organach ścigania. Według źródeł w Kijowie, dymisja ministra obrony Mychajły Fiodorowa i powołanie tymczasowego następcy wywołały pierwsze od początku wojny protesty przeciwko decyzji personalnej w sprawie przywództwa. Aktualne informacje z Ukrainy przedstawiają kontekst , w jaki sposób ta restrukturyzacja przebiega właśnie w okresie wzmożonej aktywności operacyjnej.

UKRAINA SPOTYKA SIĘ Z ROSJĄ W SPRAWIE DOSTAWY PALIWA – CZARNOMORSKI TANKOWNIK, RAFINERIE, NOWA RAKIETA (15-16 lipca 2026 r.)

Siły ukraińskie kontynuowały dalekosiężną kampanię przeciwko rosyjskim celom energetycznym i wojskowym; w nocy 16 lipca, według ukraińskich źródeł, około dwudziestu tankowców z ropą należących do rosyjskiej floty cieni zostało zaatakowanych na Morzu Czarnym, a także rafinerie i złoża ropy naftowej w głębi lądu. Instytut Badań nad Wojną uważa, że ​​Rosja zwraca się do Indii o dodatkowe dostawy benzyny, ponieważ ataki zmniejszają moce przerobowe rafinerii. Minister cyfryzacji Fiodorow poinformował 16 lipca o przeprowadzeniu testu rakiety balistycznej, której nazwy nie podano. Obie strony atakują się obecnie głęboko w głębi lądu.

Rosja nasila ofensywę na Słowiańsk – Polska ostrzega przed rozpoznaniem Morza Bałtyckiego (15-16 lipca 2026 r.)

Ukraiński oficer poinformował 16 lipca, że ​​siły rosyjskie zwiększyły liczbę ataków na kierunku Słowiańsk z pięciu do siedmiu, a następnie z 22 do 26 dziennie; zyski terytorialne netto pozostają niewielkie, w zależności od źródła. Polskie władze ostrzegły, że Rosja monitoruje ćwiczenia obrony powietrznej NATO w pobliżu Morza Bałtyckiego. Według Instytutu Polityki Bezpieczeństwa (ISW), rosyjskie elity jednocześnie przenoszą aktywa za granicę, aby chronić się przed ryzykiem gospodarczym i groźbą nacjonalizacji. Wojna wyraźnie przesuwa się z linii frontu na energetykę, zaopatrzenie i gospodarkę.

GAZA: IZRAELSKIE STRAJKI POMIMO „ZAWIESZENIA BRONI”, RADA POKOJU I NCAG W STANIE (14 lipca 2026 r.)

Izraelski atak w północnej Dżabalii 14 lipca doprowadził do śmierci dyrektora komisariatu policji i kilku funkcjonariuszy. 20-punktowy plan z października utknął w martwym punkcie: Rada Pokoju pod przewodnictwem Trumpa odrzuca rozwiązanie administracji rządowej przez Hamas 6 lipca jako bezsensowne, dopóki Hamas zachowa broń – co Hamas z kolei wiąże z wycofaniem sił przez Izrael i wdrożeniem pierwszego etapu. Technokratycznemu organowi NCAG jak dotąd odmówiono dostępu do Strefy Gazy. Izrael nadal kontroluje znaczną część terytorium.

WASZYNGTON NACISKA IZRAEL NA WYCOFANIE SIĘ – LIBAN I IZRAEL ZAKOŃCZĄ RUNDĘ RZYMSKĄ (14–16 lipca 2026 r.)

Według portalu Axios, Trump wezwał Netanjahu 14 lipca do wycofania wojsk izraelskich z południowej Syrii i kontynuowania wycofywania wojsk z południowego Libanu: „Oni cię tam nie chcą”. Liban i Izrael zakończyły szóstą rundę negocjacji w Rzymie 16 lipca, którą określono jako „produktywną”, porozumieniem w sprawie wytycznych dotyczących wycofania wojsk izraelskich z dwóch stref pilotażowych; prezydent Aoun ma po raz pierwszy pojawić się w Białym Domu 21 lipca. Hezbollah odrzuca porozumienie ramowe. Ten rozwój sytuacji ujawnia narastający konflikt między Waszyngtonem a Tel Awiwem. Niniejszy dokument analizuje rolę, jaką Hezbollah odgrywa w tej sytuacji.

WIELKA BRYTANIA: BURNHAM MIANOWANY NA SZEFA PRACY, PREMIERA W PONIEDZIAŁEK (17 lipca 2026)

Andy Burnham, były burmistrz Wielkiego Manchesteru, został oficjalnie ogłoszony liderem rządzącej Partii Pracy 17 lipca i w poniedziałek zostanie zaprzysiężony na premiera. Był jedynym kandydatem, który zastąpił ustępującego Keira Starmera i zapewnił sobie nominację 379 z 403 posłów Partii Pracy. Będzie siódmym brytyjskim szefem rządu w ciągu dekady. W swoim pierwszym przemówieniu zapowiedział „największą redystrybucję” władzy od rządu centralnego w nowożytnej historii Wielkiej Brytanii. Wyborcy spoza Manchesteru wciąż go w dużej mierze nie znają.

Notatka od nas:

Siedem pozornie odrębnych kryzysów, jeden wspólny schemat: Bruksela jest jednocześnie w konflikcie z Rosją, Stanami Zjednoczonymi, państwami Zatoki Perskiej i Chinami – zagrażając tym samym właśnie tym rynkom energii, surowców i zbytu, od których zależy stabilność Europy. Podczas gdy Chiny umacniają swoją pozycję w sektorze pierwiastków ziem rzadkich , Iran narzuca własne zasady dotyczące Cieśniny Ormuz, a Niemcy pogłębiają swoje zaangażowanie w produkcję broni dla Ukrainy, na obrzeżach porządku zachodniego wyłaniają się nowi zwycięzcy. Kompas geopolityczny Hollistera z czerwca 2026 r. łączy te zbieżne linie .

Odrzucone trzykrotnie – a jednak prawnie wiążące: Większość Parlamentu Europejskiego zagłosowała przeciwko monitorowaniu czatów. Jego przyjęcie było możliwe dzięki przyspieszonej procedurze, w której przeciwnicy, a nie zwolennicy, potrzebowali większości 361 głosów. Jak ustawa o inwigilacji, która wielokrotnie zawodziła, weszła w życie dzięki taktyce proceduralnej, presji czasu i interesom dużych firm technologicznych, zostało pokazane w dokumencie „ Monitorowanie czatów a rozumienie demokracji przez UE ”.

Rząd obcego państwa wykorzystuje chatboty oparte na sztucznej inteligencji do kontaktowania się z obywatelami amerykańskimi, prowadzi rzekomo niezależne strony internetowe do weryfikacji faktów i próbuje wpływać na reakcje generatywnych systemów sztucznej inteligencji – wszystko to finansowane jest z budżetu dyplomacji publicznej w wysokości 730 milionów dolarów, a centrum kontraktowe znajduje się we Frankfurcie. Działanie tej cyfrowej maszyny wpływu zostało udokumentowane w dokumencie „ The Frankfurt Hub – Part 2” oraz w briefingu „ The Digital Front ”.

TEMATY centralne

Próg

W ciągu tygodnia granice, które wcześniej były niewzruszone, upadły po obu stronach. Pierwsze potwierdzone ofiary w USA – dwie osoby zabite, jedna zaginiona w Jordanii – zmieniają krajowy krajobraz polityczny w Waszyngtonie, ponieważ trumny wracają po raz pierwszy, a operacja nie ma jeszcze ustalonej daty zakończenia. Jednocześnie obie strony uderzyły w infrastrukturę cywilną: Stany Zjednoczone w zakład odsalania Bonji, który odciął od wody pitnej 10 000 Irańczyków; Iran w kuwejcką elektrownię i wodociągi, a także w rafinerię.

Kwestia wojsk lądowych przeszła ze spekulacji do otwartej dyskusji: Trump nie wyklucza zajęcia Kharg, „Wall Street Journal” donosi o dyskusjach w Sali Sytuacyjnej, a CNN donosi o irańskim zbrojeniu na wyspie. Kharg leży około 25 kilometrów od wybrzeża i około 400 kilometrów na północny zachód od Ormuz – jego zdobycie wpłynęłoby na irański eksport ropy, ale nie otworzyłoby cieśniny; jego zdobycie jest uważane za wykonalne, a utrzymanie go stanowi prawdziwy problem. Rezaei grozi rozpoczęciem „pełnej ofensywy” w ciągu kilku dni. Aktualne informacje dotyczące Iranu ukazują, kto pierwszy przekroczy który próg – i jakie korzyści strategiczne przyniosłoby lądowanie na terytorium Iranu – podczas gdy logika operacyjna podwójnej blokady jest wyjaśniana przez wojska lądowe i podwójną blokadę .

Pytania

  • Czy pierwsze ofiary śmiertelne działań wojennych w USA bez podjęcia zdecydowanych działań zmienią sytuację polityczną w Waszyngtonie?
  • Jakie korzyści przyniosłoby zdobycie wyspy położonej 25 kilometrów od wybrzeży wciąż funkcjonującego Iranu – i kto miałby ją utrzymać i jak długo?
  • Jeśli obie strony mają problemy z zaopatrzeniem cywilnym: Gdzie leży granica, na której można oprzeć negocjacje?
  • Co się stanie, jeśli termin Rezaei’a upłynie, a w irańskim ostrzale nie nastąpi żadna jakościowa zmiana?

Ukraina: Odbudowa w momencie siły

Ukraina coraz bardziej uderza w rosyjską gospodarkę wojenną tam, gdzie jest ona najbardziej narażona: na morzu, w portach i w dostawach paliw. Dwadzieścia tankowców z floty cieni w ciągu jednej nocy, rafinerie sięgające głębi lądu, rosyjskie przejęcie indyjskiej benzyny – oto stan siły operacyjnej. Właśnie w tym momencie Zełenski rozwiązuje swój rząd: premier Swyrydenko została odsunięta od władzy, prezes Naftogazu Korecki jest uważany za jej następcę, a dymisja ministra obrony Fiodorowa, według źródeł w Kijowie, wywołała pierwsze od początku wojny protesty przeciwko decyzji kadrowej kierownictwa. Zełenski nazywa to zmianą strategii politycznej; krytycy widzą niepokoje w krytycznym momencie wojny. Aktualny „Ukraina Update” analizuje, co ta restrukturyzacja ujawnia na temat priorytetów kierownictwa – produkcji broni, dyplomacji partnerskiej, przygotowań do zimy – i dlaczego utrata popularnego ministra mobilizuje ulice.

Pytania

  • Dlaczego przywódca miałby restrukturyzować rząd, podczas gdy jego siły zbrojne są w ofensywie?
  • Co to znaczy, że po raz pierwszy decyzja personalna – a nie sama wojna – sprowadza ludzi na ulice?
  • Czy wynik tej wojny ostatecznie przesunie się z linii frontu na energię, zaopatrzenie i uzbrojenie?

Energia jako broń

Dwie wojny zbiegają się w tym samym punkcie zagrożenia. Na Bliskim Wschodzie ruch na cieśninike Ormuz spadł do ośmiu statków dziennie, ceny ropy Brent wzrosły o 14 procent w ciągu jednego tygodnia, zaatakowano kuwejcką odsalarkę, a cieśnina Bab al-Mandab, druga cieśnina, została zamknięta. W Rosji zamknięto około jedną dziesiątą mocy przerobowych rafinerii, a paliwo jest racjonowane w kilku regionach.

Oba konflikty pokazują tę samą zasadę: o wyniku decyduje nie linia frontu, ale raczej linia życia – ropa naftowa, prąd, woda, zaopatrzenie. Ta logika rozciąga się aż do Niemiec: część dronów atakujących rosyjskie zaplecze jest produkowana na niemieckiej ziemi. Niniejsza, dwuczęściowa analiza bada, co to oznacza dla niemieckich założeń bezpieczeństwa – i jaki rodzaj bezpiecznej przystani Niemcy mogą porzucać: Bezpieczna przystań, którą Niemcy porzucają – część 1: Wnioski i część 2: Konsekwencje .

Pytania

  • Jaki pożytek z siły militarnej, jeśli obie wojny rozstrzygane są w wąskich gardłach, których praktycznie nie da się obronić?
  • Kto podejmuje decyzję o eskalacji, jeśli Niemcy produkują broń na potrzeby aktywnej wojny – a co jeśli Rosja potraktuje tę produkcję jako cel?
  • Co by się stało pod względem ekonomicznym, gdyby Ormuz i Bab al-Mandab zostały zablokowane jednocześnie?

Rosnąca przepaść

Między Waszyngtonem a Tel Awiwem narasta rozdźwięk. Trump wezwał Netanjahu do wycofania wojsk izraelskich z południowej Syrii i kontynuowania wycofywania wojsk z południowego Libanu – „oni was tam nie chcą” – podczas gdy Liban i Izrael zakończyły rundę rozmów w Rzymie na temat wytycznych dotyczących tego właśnie wycofania, a prezydent Aoun ma po raz pierwszy pojawić się w Białym Domu 21 lipca.

To wydarzenie nie jest odosobnionym przypadkiem: w zeszłym tygodniu Waszyngton zniósł sankcje CAATSA wobec Turcji i zaoferował dostawę myśliwców F-35, podczas gdy Netanjahu publicznie określił Erdogana mianem dalekiego od wzorowego sojusznika. Kształtuje się regionalna reorganizacja, w której Waszyngton jednocześnie nagradza i kontroluje – i w której Izrael nie jest już automatycznie centrum amerykańskiej polityki bliskowschodniej. „The Encirclement” pokazuje, jak pogłębia się linia podziału między NATO a Izraelem; „Turcja 2026” analizuje rolę Turcji między dwoma blokami ; a „Cicha Oś” bada ruch kształtujący się między stolicami .

Pytania

  • Co oznacza sytuacja, gdy prezydent USA otwarcie wzywa Izrael do wycofania się, a jednocześnie popiera Turcję?
  • Czy Izrael traci swój szczególny status w amerykańskiej strategii regionalnej, czy też jest to manewr taktyczny?
  • Jaki porządek powinien zapanować po wojnie z Iranem i kto skorzysta na włączeniu Ankary zamiast jej wykluczeniu?

+++

Michael Hollister  służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – daleką od dziennikarstwa opiniotwórczego. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com  oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych. 

+++

Wojna z mostami: Jak konflikt o Ormuz wkracza w fazę cywilną

Wojna z mostami: Jak konflikt o Ormuz wkracza w fazę cywilną

Autor: Dirk Ellerbrockapolut/der-krieg-gegen-die-brucken-wie-der-konflikt-um-hormus-in-seine-zivile-phase-eintritt

Wojna z mostami: jak konflikt o Ormuz wkracza w fazę cywilną | Autor: Dirk Ellerbrock

W ciągu ostatnich 24 godzin charakter wojny wyraźnie się zmienił. Nie jest to już przede wszystkim wojna przeciwko pozycjom wojskowym, ale coraz bardziej wojna przeciwko infrastrukturze, od której zależą zwykli ludzie. Każdy, kto chce zrozumieć, dokąd zmierza ten konflikt, powinien zacząć właśnie od tego szczegółu.

Mosty, tunele, zakłady odsalania wody

Potwierdzono uszkodzenie co najmniej czterech mostów, w tym kluczowego połączenia między Bandar Abbas a Szyrazem, którego zniszczenia mówią same za siebie na dostępnych nagraniach. Jednocześnie Amerykanie zaatakowali oba wyjścia z głównego tunelu w pobliżu Bandar Abbas – najwyraźniej w celu odizolowania miasta jako bazy morskiej w południowym Iranie. Według nagrania strona irańska rozpoczęła już naprawę tunelu.

Inne cele obejmowały bazę rakietową Imam Ali na zachodzie kraju, wieżę kontroli żeglugi w porcie Czabahar (Szahid Kalantari Port) nad Zatoką Omańską, której zniszczone pozostałości zostały publicznie wystawione przez amerykańskiego Sekretarza Obrony, zakład odsalania wody morskiej w południowym Iranie oraz eksplozje w Buszehr, Darabie i okolicach Bandar Abbas. (Wyspa Larak, wspomniana w niektórych raportach w tym miejscu, pojawia się w innych dostępnych raportach agencji – jako punkt ostrzegawczy w transmisji radiowej Marynarki Wojennej USA do okrętów, a nie jako lokalizacja tej wieży).

W tym miejscu kryje się rozbieżność, którą należy wyjaśnić, ponieważ wiele mówi ona o naturze tej fazy wojny: Zdecydowana większość wspomnianych celów to infrastruktura cywilna – mosty i tunele użytkowane przez zwykłych ludzi, a nie instalacje wojskowe. Według jednej z relacji, w pojazdach uderzonych w mosty znajdowały się zwykłe rodziny, w tym kierowca ciężarówki i rodzice jadący do szpitala w sąsiednim mieście. Wyraźnie przedstawiam tę relację jako twierdzenie jednej ze stron konfliktu – nie zostało ono niezależnie zweryfikowane. Niezależne potwierdzenie dotyczy jednak samego faktu, że ataki dotyczą mostów i tuneli.

Kto mógłby wywierać wpływ na Waszyngton?

Odpowiedź jest wąsko zdefiniowana: mediatorami nie są państwa trzecie, ale właśnie te reżimy, w których znajdują się amerykańskie bazy. Gdyby wspólnie zadeklarowały swoją ciągłą niechęć do udziału, kontynuacja obecnej kampanii byłaby dla Waszyngtonu praktycznie niemożliwa. Takiej zbiorowej odmowy jeszcze nie zaobserwowano; pakistańskie wysiłki mediacyjne ograniczają się zasadniczo do przekazywania informacji.

W odpowiedzi Iran zaczął atakować zakłady odsalania wody i elektrownie w Kuwejcie. Według Ministerstwa Energii Kuwejtu, uszkodzeniu uległy zarówno zakład odsalania wody, jak i elektrownia. Logika tego jest dwojaka: po pierwsze, Kuwejt, według dostępnych szacunków, zapewnia największe wsparcie dla kampanii amerykańskiej i utrzymuje siły powiązane z potencjalną inwazją lądową. Po drugie, jest to lustrzane odbicie ataków na porównywalne cele cywilne w Iranie – szpitale, w tym szpitale dziecięce, zakłady odsalania wody, mosty i tunele.

Według dostępnych informacji w ciągu najbliższych dwóch, trzech dni spodziewane są poważniejsze ciosy zarówno dla sił amerykańskich, jak i reżimów, które je goszczą.

Dokładność wzrasta – i jest na to techniczne wytłumaczenie.

Iran naprowadzał swoje pociski w poprzedniej dwunastodniowej wojnie za pomocą GPS – systemu kontrolowanego przez Amerykanów, który technicznie jest zdolny do fałszowania współrzędnych. W rezultacie niektóre ataki chybiły celu. Istnieje historyczna analogia: w 1993 roku Stany Zjednoczone zignorowały sygnał GPS chińskiego statku, który podejrzewano – jak się później okazało, niesłusznie – o transport broni chemicznej. Następnie Chiny opracowały własny system nawigacji satelitarnej, który według dostępnych szacunków jest obecnie w trzeciej generacji i przewyższa GPS pod względem możliwości. Iran najwyraźniej przeszedł na ten system 28 lutego – może to tłumaczyć znaczny wzrost dokładności ostatnich ataków.

Geografia jako siła sama w sobie

Stare powiedzenie głosi, że wojna to sposób, w jaki los uczy Amerykanów geografii. Ta lekcja dotyczy nie tylko mapy, ale także inwentaryzacji obozów.

Wzdłuż irańskiego wybrzeża, rozciągającego się na odcinku około 320 kilometrów od Kisz do Sirik, znajduje się około 1000 wyrzutni rakietowych – strona amerykańska po prostu nie jest w stanie ich wszystkich unieszkodliwić.

Iran natomiast zadowala się znacznie mniej inwazyjnym zadaniem metodycznego unieszkodliwienia około dziewięciu celów wojskowych: baz w Kuwejcie, Bahrajnie, Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz obu baz lotniczych w Jordanii, poprzez selektywne niszczenie magazynów, hangarów i składów sprzętu. Wymowny przykład: dron rozpoznawczy stacjonujący w Jordanii, wart około ćwierć miliarda dolarów, musiał zostać pospiesznie przeniesiony na Cypr lub do Włoch, ponieważ pozostanie w pierwotnej lokalizacji stało się zbyt ryzykowne.

Jeśli Iran ukończy te prace, amerykańska obecność wojskowa w Zatoce Perskiej przestanie istnieć w obecnej formie – a Waszyngton nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko uciec się do baz w samym Izraelu, co z kolei uczyniłoby terytorium Izraela kolejnym prawdopodobnym celem. Jeśli Stany Zjednoczone będą kontynuować ataki, cały świat odczuje konsekwencje gospodarcze – nie tylko region, ponieważ dotyczy to globalnego, a nie lokalnego rynku energii – zgodnie z ostrzeżeniem wydanym jeszcze przed obecną eskalacją.

Ekspansja do irackiego Kurdystanu, Jordanii, Kuwejtu i Omanu

W nocy Iran przypuścił zmasowany atak na cele w irackim Kurdystanie; góry dosłownie stanęły w płomieniach, a wtórne detonacje wskazują na trafienie w składy amunicji. Doradca wojskowy Najwyższego Przywódcy oświadczył w wywiadzie dla telewizji państwowej, że kraj wkracza w nową fazę i rozpocznie znacznie intensywniejsze ataki; spodziewano się eskalacji na Morzu Czerwonym, a także wzmożonej aktywności irackich sił oporu, które – według tej oceny – miały lepszy dostęp do zasobów niż Hezbollah, którego linie zaopatrzeniowe były blokowane przez proamerykańskie struktury w Syrii.

Nad Jordanią wykryto co najmniej osiem lub dziewięć pocisków, a także zgłoszono pożary; pojawiły się również doniesienia o płonących obiektach w bazach wojskowych w Kuwejcie. Oman, który wcześniej starał się zachować neutralność, również znalazł się na liście celów, ponieważ pod presją zgodził się na żądania Amerykanów – Iran nie chce robić wyjątków, nawet jeśli decyzja została podjęta pod przymusem. Według lokalnych źródeł, baza w Bahrajnie jest uważana za wyjątkowo dużą; znaczna część ataków wydaje się być wymierzona w technologie i sprzęt, które byłyby potrzebne do potencjalnej operacji lądowej.

Oświadczenie, najwyraźniej pochodzące od sił irańskich, oskarża Waszyngton o ucieczkę z pola bitwy zamiast przyznania się do porażki i ukrywanie tego poprzez ataki na szpitale, mosty, linie kolejowe, lotniska, porty i węzły komunikacyjne. Ponieważ żadna instytucja międzynarodowa nie jest w stanie powstrzymać takich działań, oświadczenie powołuje się na koraniczną normę proporcjonalnego odwetu. Nawiązuje to do poprzedniej 40-dniowej wojny: wówczas katarskie złoże gazu Północ/Południe Pars było jednym z pierwszych celów infrastrukturalnych, a irański kontratak na Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt był tak druzgocący, że Trump publicznie oświadczył, że nie będzie się powtarzał. Iran wydaje się teraz powielać właśnie tę strategię odstraszania.

Dlaczego nie bezpośrednio Izrael?

Krążą dwa wyjaśnienia. Po pierwsze, obecny konflikt to przede wszystkim walka o kontrolę nad Cieśniną Ormuz, a cała koalicja przeciwko Iranowi jest zbudowana wokół Izraela – zwycięstwo Iranu w cieśninie byłoby już strategiczną porażką samego Izraela. Po drugie, lepiej byłoby, gdyby sam Netanjahu wykonał pierwszy krok, ponieważ byłoby to dla niego kosztowne przed nadchodzącymi wyborami, podczas gdy atak ze strony Iranu mógłby, przeciwnie, zapewnić mu poparcie polityczne w kraju.

Jednocześnie pojawiły się doniesienia, że ​​Izrael tworzy nową bazę wojskową w południowym Libanie, w wiosce zniszczonej specjalnie w tym celu – kalkulacja ta sztucznie rozkłada ciężar na dwa fronty, podczas gdy USA prowadzą wojnę bezpośrednio z Iranem. Jednak takie manewry taktyczne nie negują kluczowego faktu strategicznego: kontrola nad cieśniną i postępy programu nuklearnego pozostają w rękach Iranu, niezależnie od tego, co dzieje się na peryferiach.

Stan amerykańskich arsenałów

Na szczególną uwagę zasługuje jeden szczegół. Platforma HIMARS może wykorzystywać trzy rodzaje amunicji: kierowane rakiety wieloprowadnicowe o zasięgu około 20 mil – bezużyteczne przeciwko celom w Iranie; pociski ATACMS o zasięgu około 180 mil – również niewystarczające; oraz niezwykle celny pocisk rakietowy PrSM o zasięgu około 300 mil, który w rzeczywistości byłby wystarczający. Według dostępnych informacji wyprodukowano zaledwie 56 sztuk. Przy zużyciu ośmiu jednostek dziennie, ten zapas teoretycznie wystarczyłby na tydzień.

Rozmieszczone są również pociski Tomahawk, pociski manewrujące JASSM i pociski przeciwradarowe HARM, ale ich zapasy również maleją – globalny arsenał pocisków Tomahawk szacuje się na około 2500 jednostek, przy czym dowództwa regionu Indo-Pacyfiku i Europy korzystają z tej samej puli. Ponieważ magnesy w systemach naprowadzania tych pocisków wykonane są z metali ziem rzadkich kontrolowanych przez Chiny, strat nie da się szybko uzupełnić. Co istotne, słowo „miny” nie pada w żadnym z publicznych oświadczeń – mimo to Iran może w każdej chwili znacznie zmniejszyć rozmiar cieśniny i wstrzymać żeglugę do czasu spełnienia swoich żądań.

Dane o ruchu mówią same za siebie: wczoraj przepłynęło osiem statków, a dzień wcześniej piętnaście – wyłącznie szlakiem północno-irańskim, podczas gdy w południowej części cieśniny nic się nie dzieje. Armatorzy i ubezpieczyciele dawno już zdecydowali, czyja kontrola jest bardziej niezawodna. Pouczające jest tutaj doświadczenie bombardowania Jugosławii: wówczas również dla każdej kampanii infrastrukturalnej znajdowano objazdy – samo zniszczenie mostów raczej nie przezwycięży realiów geograficznych.

Projekt Wolność

Oficjalne stanowisko USA nosi nazwę „Projekt Wolność” – ten sam plan, który próbowano wprowadzić 4 maja, początkowo planowany na dwa tygodnie, ale wstrzymany po 36 godzinach, gdy Arabia Saudyjska odmówiła udostępnienia przestrzeni powietrznej i baz. Cel: unieszkodliwienie wszystkiego, co pozwala Iranowi blokować żeglugę – pocisków rakietowych, dronów, motorówek, systemów dowodzenia, czujników, radarów, logistyki – a jednocześnie osłabienie zdolności Iranu do odwetu na państwach Zatoki Perskiej, bazach USA i Izraelu. Logika: ponieważ Iran nie posiada broni jądrowej, cieśnina jest jego najważniejszym strategicznym atutem i musi zostać mu trwale odebrana.

Zastrzeżenie jest oczywiste: jedyną prawdziwie zwycięską wojną prowadzoną przez Stany Zjednoczone od 1945 roku była pierwsza wojna w Zatoce Perskiej. Rzeczywistość geograficzną można było zasadniczo zmienić tylko na dwa sposoby – wysyłając dwa do trzech milionów żołnierzy, co spowodowałoby straty od 200 000 do 300 000 istnień ludzkich i kosztowałoby od dwóch do trzech bilionów dolarów w ciągu dekady, albo mianując gubernatora takiego jak szach. Obie opcje są dziś równie nieosiągalne. Właśnie o to chodzi w stwierdzeniu, że geografia ma swoją własną moc – a w tym przypadku ta moc jest po stronie Iranu.

Wewnętrzne rozłamy polityczne w USA

Kilka dużych stacji telewizyjnych podobno odmówiło emisji jednego z ostatnich przemówień Trumpa, podczas gdy inne potraktowały je z jawnym sceptycyzmem. Około 100 głosów w Kongresie – większość nie została osiągnięta, ale sam fakt jest wymowny – padło przeciwko kolejnemu pakietowi pomocy wojskowej dla Izraela. Na horyzoncie pojawia się również bardzo realny problem: niedobór oleju napędowego, który według szacunków stanie się krytyczny w ciągu 30 do 45 dni – właśnie wśród kierowców ciężarówek dalekobieżnych i innych konsumentów oleju napędowego, z których znaczna część głosowała na obecną administrację.

Nawet gdyby cieśnina została otwarta dzisiaj, przywrócenie normalnego przepływu ropy i paliwa zajęłoby od dwóch do trzech miesięcy, co uniemożliwia realny powrót do normalnych dostaw przed listopadem.

Arabia Saudyjska, Turcja, Azerbejdżan

Arabia Saudyjska jest jedynym państwem Zatoki Perskiej, którego Iran jeszcze nie zaatakował. Decyzja o ataku na Hutich wydaje się być błędem strategicznym: Rijad sprowokował w ten sposób kontratak na co najmniej jedno, a może dwa lotniska, a także zagroził portowi w Janbu. Szef pakistańskiego Sztabu Generalnego podobno skontaktował się bezpośrednio z saudyjskimi władzami i wezwał do wycofania wojsk, które następnie nastąpiło. W tym kontekście Rada Współpracy Zatoki Perskiej wydaje się dość ironiczna – niewiele wskazuje na jedność między Arabią Saudyjską, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Katarem. Pakistan najwyraźniej próbuje zbudować szerszy panislamski sojusz z Egiptem, Turcją, Arabią Saudyjską, a nawet samym Iranem przeciwko polityce Izraela w regionie – jak dotąd to raczej plan niż rzeczywistość.

Zaleca się ostrożne podejście do Azerbejdżanu i Turcji, ponieważ są to oceny z jednej strony konfliktu: nastroje społeczne w Azerbejdżanie są uważane za proirańskie, podczas gdy Baku kontynuuje relacje biznesowe z Izraelem i dostawy ropy naftowej. Przypisuje się tureckim władzom, że wyświadczyły Izraelowi prawdopodobnie największą przysługę, destabilizując Syrię. Żadne z państw nie jest obecnie oskarżane o bezpośrednie wsparcie militarne ataków na terytorium Iranu.

Wniosek

Ataki na mosty, tunele i zakłady odsalania wody po obu stronach oznaczają przejście do fazy, w której coraz częściej atakowana jest infrastruktura cywilna, a nie wojskowa – jakościowo inny etap niż zaledwie tydzień temu.

Obraz strukturalny pozostaje ten sam: po stronie amerykańskiej zapasy amunicji precyzyjnej, których nie da się uzupełnić w krótkim czasie, maleją, a w regionie tracone są kolejne przyczółki. Po stronie irańskiej stawką jest kontrola nad geografią cieśniny – kontrola, której nie da się podważyć samymi bombardowaniami bez pełnej obecności lądowej, na którą strona amerykańska nie ma ani sił, ani gotowości. To, czy któraś ze stron jest gotowa zaoferować coś więcej niż kolejny cykl ataków i deklaracji, okaże się w nadchodzących tygodniach.

Jak dotąd nie ma na to żadnych oznak z żadnej strony.


Wojna w PiS! Czy dojdzie do rozłamu?

Wojna w PiS! Czy dojdzie do rozłamu? 

– pyta Piotr Szlachtowicz posła Konfederacji Korony Polskiej Romana Fritza w 36-minutowym wywiadzie.

https://youtu.be/ya6VMyU7KB0

Prawo i Sprawiedliwość ma problemy wewnętrzne. Były premier Mateusz Morawiecki, który nade wszystko lubi rządzić, założył wewnątrz partii stowarzyszenie Rozwój Plus, liczące około 45 posłów. Odpowiedzią na tę decyzję było ugrupowanie Jacka Sasina, które jednak rozwiązało się na wniosek Jarosława Kaczyńskiego. Frakcje zwalczają się, widać wyraźnie panikę posłow, a także dziennikarzy TV Republika i TV wPolsce24. Podobno we wrześniu będą konkretne rozstrzygnięcia. Czy Morawiecki gra na rozpad partii?

To jeden ze scenariuszy – mówi Roman Fritz. – Morawiecki był kiedyś doradcą D. Tuska, zna się z nim doskonale. Jeśli wyrwie określoną ilość posłów z PiS-u, to może uda się po wyborach w 2027 roku sklecić rząd złożony z Koalicji Obywatelskiej, Lewicy i zwolenników byłego PiS-owskiego premiera, dla którego lepsza jest koalicja z partią Tuska niż z Koroną Brauna.

Tak więc rozpad partii Kaczyńskiego wydaje się być wielce prawdopodobny. Nie wiemy jednakże, czy frakcja Rozwój Plus wyjdzie z PiS-u (lub też zostanie wypchnięta) czy stanie się to po wyborach. Morawieckiemu nie jest po drodze w koalicji PiS-u z Konfederacją i Koroną, bo wtedy będzie zmarginalizowany. Jest w partii Brauna oraz Mentzena /Bosaka nie do przyjęcia człowiek, który jako premier prowadził neoliberalną i bardzo często błędną politykę.

Logicznie rzecz biorąc zdaje się być koalicja Prawa i Sprawiedliwości z Konfederacją możliwa i uprawniona. Sondaże wskazują jednak, że bez Korony nie uda się stworzyć rządu.

I tu jest problem. J. Kaczyński otrzymał dyspozycje od ambasadora USA Toma Rose’a, że Grzegorz Braun i jego partia nie mogą być dopuszczeni do rządzenia. Prezes skwapliwie przystał na to, mniej chyba Przemysław Czarnek, wytypowany na przyszłego premiera.

Przemysław Czarnek

Roman Fritz krytycznie ocenia aktualne działania byłego ministra oświaty. Twierdzi, że kierownictwo PiS-u zakłada, iż pamięć wyborców sięga maksymalnie dwóch tygodni wstecz. Tak więc P. Czarnek próbował parę dni temu w Domostawie przekonać wszystkich, że PiS jest antyukraiński, a przecież partia ta wspierała gorliwie Ukrainę i zakłamywała historię.

Rzeźbiarz Andrzej Pityński, twórca monumentalnego pomnika poświęconego ofiarom ukraińskiego ludobójstwa, nie znalazł wsparcia w PiS-ie. Prezydenci Kielc czy Stalowej Woli odmówili postawienia pomnika w ich miastach. Dopiero dzielny wójt Zbigniew Walczak z gminy Jarocin leżącej między Lublinem i Rzeszowem podjął szlachetną decyzję. Przy otwarciu pomnika było dwóch incognito posłów PiS-u. Ponoć wydana była dyrektywa, by się tam nikt nie pojawiał.

Dziś posłowie PiS ‚robią’ za patriotów, a „rodacy pamiętają” – mówi R. Fritz – „że byliśmy zawsze tego zdania, iż trzeba pilnować przede wszystkim własnych interesów i przestrzegaliśmy przed różnymi aspektami ukrainizacji, w tym czynami kryminalnymi. Byiśmy nazywani agentami Putina, sługusami Moskwy”. Konflikty polsko-ukraińskie na terenie naszego kraju będą się rozwijać – podsumowuje R. Fritz.

Napisał: Zygmunt Białas

Rosja mocno atakuje Ukrainę. To już nie „specjalna operacja”.

Rosja nadal atakuje Ukrainę

19 lipca 2026 przez Larry’ego C. Johnsona sonar21/russia-continues-to-pound-ukraine

Podczas gdy zachodnie media wciąż wychwalają ukraińskie ataki dronów na Rosję jako niesamowite osiągnięcia militarne, które osłabiają wolę walki Rosji, rzeczywistość jest taka, że ​​Rosja kontynuuje nieustanną kampanię bombardowań i ostrzału rakietowego, niszcząc kluczowe ukraińskie aktywa i infrastrukturę od Kijowa po Odessę.

W dniach 18–19 lipca 2026 roku (głównie w nocy z 18 na 19 lipca) Rosja przeprowadziła duży, połączony atak rakietowo-dronowy, którego głównym celem był Kijów. Został on opisany jako jeden z największych ataków rakietowych na stolicę od początku wojny w lutym 2022 roku. Doniesienia wskazują, że ponad 40 pocisków balistycznych (w tym Iskander-M, S-400 i prawdopodobnie hipersoniczne Cyrkon), a także kierowane pociski rakietowe (Ch-59/69) i inne, zniszczyło cele w całym Kijowie. Kilka fal pocisków kierowanych przelatywało nad Kijowem przez około 30–60 minut. Ponadto Rosja wystrzeliła ponad 90–125 dronów typu Szahed, Gerbera, Italmas oraz dronów-wabików z różnych kierunków (z Rosji i okupowanego Krymu).

Poprzedniego dnia, 17-18 lipca, Rosja wystrzeliła siedem pocisków rakietowych i 90 dronów w kierunku obwodu odeskiego. Zestaw pocisków składał się z dwóch pocisków balistycznych Iskander-M, dwóch pocisków przeciwokrętowych Onyks i trzech pocisków powietrze-ziemia Ch-59/69, a także 90 dronów różnych typów.

Atak ten skutecznie zamknął porty w Odessie i Nikołajewie i oznacza całkowite zerwanie Rosji z Inicjatywą Zbożową Morza Czarnego (BSGI), która została wynegocjowana przez Sekretarza Generalnego ONZ António Guterresa i prezydenta Turcji Erdoğana latem 2022 roku.

Po inwazji w lutym 2022 roku rosyjska marynarka wojenna zablokowała ukraińskie porty nad Morzem Czarnym, a Ukraina zaminowała własne dojścia do morza, aby zapobiec desantowi. Łącznie ponad 20 milionów ton zboża utknęło w silosach, uniemożliwiając jego transport – Ukraina jest jednym z największych eksporterów pszenicy, kukurydzy, jęczmienia i oleju słonecznikowego na świecie. Globalne ceny pszenicy gwałtownie wzrosły, a najbardziej narażone na to były uzależnione od importu żywności państwa Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i Rogu Afryki (m.in. Egipt, Liban, Somalia i Jemen). ONZ określiła to jednoznacznie jako interwencję w związku z kryzysem głodowym, a nie jako przysługę dla ukraińskiej gospodarki.

Równocześnie z BSGI, ONZ podpisała z Rosją odrębne, trzyletnie Memorandum of Understanding, zobowiązując się do pomocy w ułatwieniu eksportu rosyjskiej żywności i nawozów na rynki światowe. To często zapominany fragment… Rosyjska żywność i nawozy nigdy formalnie nie były objęte zachodnimi sankcjami, ale Moskwa argumentowała, że ​​skutki uboczne – sankcje wobec banków (w tym odcięcie SWIFT), ubezpieczenia żeglugowe i dostęp do portów – hamowały jej własny eksport rolny. To Memorandum of Understanding było ceną, jaką Rosja zapłaciła za zezwolenie na eksport ukraińskiego zboża i pomimo uporczywych narzekań Moskwy na brak realizacji jego postanowień, Rosja do tej pory nie wprowadziła blokady.

Chociaż Rosja ostatecznie wycofała się z BGSI 17 lipca 2023 r., uznając inicjatywę za nieważną, a jej gwarancje dotyczące Morza Czarnego za nieważne, nie podjęła działań zmierzających do nałożenia całkowitej blokady Odessy ani nie atakowała regularnie statków ze zbożem wpływających i wypływających z Odessy. Porty w Odessie i Nikołajewie mogły prowadzić normalną działalność handlową, pomimo sporadycznych ataków Rosji na port i infrastrukturę zbożową w Odessie.

Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Rzecznik prasowy Putina, Dmitrij Pieskow, ogłosił dwa tygodnie temu, że Rosja jest w stanie wojny z Ukrainą i jej sojusznikami z NATO. Było to wyraźne odejście od określania walki z Ukrainą mianem Specjalnej Operacji Wojskowej. Intensywne i zróżnicowane ataki Rosji od 6 lipca na Kijów i inne kluczowe miasta, wciąż kontrolowane przez Ukrainę, oznaczają zdecydowaną zmianę w sposobie, w jaki Rosja będzie zarządzać wojną z Ukrainą w nadchodzących tygodniach i miesiącach.


Nima i ja rozmawialiśmy o wydarzeniach, które miały miejsce tego dnia w Zatoce Perskiej, i zastanawialiśmy się, czy Rosja może wkrótce przeprowadzić jakieś nowe ataki militarne:

Larry Johnson: PILNE: Stany Zjednoczone deklarują

Pomimo obietnicy Trumpa, że ​​„otworzy bramy piekieł” na Iran, amerykańskie ataki na Iran miały ograniczony zakres i skalę. Co najciekawsze, Iran nie odpowiedział w żaden znaczący sposób. Pepe Escobar i ja dowiedzieliśmy się, że za kulisami trwają poważne inicjatywy dyplomatyczne, w których Chiny odgrywają znaczącą rolę. Więcej dowiemy się jutro, kiedy znów porozmawiam z Mario:

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI: TRUMP

Witamy w UE roku 2026. Żreć robale.

Witamy w UE roku 2026

19. lipca 2026 Marek Wojcik world-scam/witamy-w-ue-roku-2026

Brzmi jak kiepski żart: Grzyb używany od wieków w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej, którego właściwości immunomodulujące i przeciwnowotworowe udokumentowano w setkach badań naukowych – ten grzyb nagle został uznany za „nowość”.

Nowa żywność. Jakby unijni biurokraci nigdy o niej nie słyszeli. Jakby Coriolus versicolor, grzyb z gatunku Coriolus versicolor, właśnie spadł z nieba.

Tak opisuje dr Mayer pracę Unii Europejskiej nad „ochroną” naszego zdrowia na tkp.at w dzisiejszym artykule: UE zakazuje skutecznych grzybów leczniczych – na korzyść wielkich koncernów farmaceutycznych. Źródło.

Zamiast działających środków leczących klientów na szkodę przemysłu chorób chronicznych zwanego farmacją, UE wspomaga Big Farmę, wspierając Big Food — przemysł zastępowania zdrowej żywności przez tą zdecydowanie chorą — i propagując Novel Food, czyli nową żywność.

Zatwierdzenie innej żywności pochodzącej z owadów jako Nowej Żywności.

UE zezwala na obecność do 4% robaków w chlebie, serze, makaronie itp.

Wielki „postęp”! Półtora roku temu Komisja Europejska zatwierdziła wprowadzanie do obrotu mąki poddanej obróbce promieniowaniem UV, uzyskanej z larw mola mącznego (Tenebrio molitor), jako nowej żywności. Jest to poddany obróbce termicznej i zmielony proszek, który może być stosowany jako składnik różnych produktów spożywczych przeznaczonych dla ogółu społeczeństwa.

Zezwolenie to uzupełnia istniejące zezwolenia na stosowanie owadów jako nowatorskich produktów spożywczych pod określonymi warunkami użytkowania.

Produkty spożywcze, w których może znajdować się mąka z mącznika:

🪱 Batony proteinowe
🪱 Wyroby piekarnicze (np. chleb, ciastka, muffinki)
🪱 Makaron i inne produkty z mąki
🪱 Musli i płatki śniadaniowe
🪱 Kotlety do burgerów i zamienniki mięsa
🪱 Zupy i sosy
🪱 Napoje energetyczne i koktajle proteinowe
🪱 Przekąski (np. chipsy, krakersy, przekąski)
🪱 Ciasto na pizzę
🪱 Czekolada i batoniki o podwyższonej zawartości białka

Mąka z mącznika jest stosowana jako źródło białka i może występować w wielu produktach reklamowanych jako zawierające „wysokiej jakości” białko. Źródło.

Witamy w UIS – Unia Insektów Spożywczych!

Większość z nas czuje obrzydzenie do tego rodzaju robaczywego pożywienia i nie zdaje sobie sprawy, że już od jakiegoś czasu nieświadomie konsumuje taką właśnie „żywność przyszłości”, która już jest na rynku.

Nasuwa się pytanie: czy skoro nie mamy niczego posiadać, McRobak będzie według Klausa Schwaba wypożyczany do zjedzenia?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com