Anatomia prowokacji [neo-]gliwickiej

Anatomia prowokacji gliwickiej

Stanisław Michalkiewicz 27 lutego 2024 prowok

Coraz bardziej utwierdzam się w podejrzeniach, że banner wyrażający oczekiwanie, iż Putin zrobi porządek i z Ukrainą i z vaginetem Donalda Tuska, został sporządzony przez jakiegoś prowokatora na usługach ABW, której pan Siemoniak mógł zasugerować coś takiego, żeby upiec na tym kilka pieczeni. Po pierwsze – żeby stworzyć vaginetowi Donalda Tuska okazję do spacyfikowania nieprzyjaciół ukochanej Ukrainy. Dotychczas bowiem vaginet dał taki pokaz bezradności, że aż musiał włączyć się nasz jasny idol w osobie prezydenta Zełeńskiego, który wezwał na granicę i premiera Tuska i prezydenta Dudę, żeby ich jakoś podkręcić. Normalnie to jeden i drugi by się na to wezwanie stawił, ale widocznie obydwaj doszli do wniosku, że co tam mają się szlajać gdzieś po jakichś Dorohuskach, czy innych Medykach z giermkiem, kiedy przecież lada dzień będą dopuszczeni przed oblicze samego szefa, Józia Bidena?

Poza tym 23 lutego ma do Warszawy przyjechać rewizor iz Pietierburga, a nawet więcej niż zwyczajny rewizor – bo sama Reichsfuhrerin Urszula von der Layen, która przywiezie Donaldu Tusku jakąś forsę w charakterze nagrody za dobre sprawowanie. Dobre sprawowanie polega na tym, że pan minister Bodnar wyrzuca z prokuratur i sądów kogo tylko może, żeby zrobić miejsce dla fagasów wyznaczonych przez stare kiejkuty i poza tym zaprezentował pani Reichsleiterin Verze Jurovej jakieś projekty z prośbą o łaskawe zatwierdzenie – a ona podobno, chociaż nie bez wątpliwości („wiecie, rozumiecie Bodnar, wy jeszcze tu i tam wprowadźcie poprawki, chociaż ogólnie, to widzę, że się staracie. Nu, maładiec, możecie odmaszerować!”), wyraziła aprobatę. W związku z tym również Knesejm (czy chanuka nadal się pali?) wyraził mu właśnie votum zaufania. Jeszcze by tego brakowało, żeby nie wyraził. Co by na to powiedziano w Berlinie!

Wracając do pomysłu pacyfikowania protestujących rolników pod pretekstem banneru, to pan minister Bodnar, jak słychać, puścił w ruch niezależną prokuraturę, która wszczyna „energiczne śledztwo” w sprawie ruskich agentów wśród rolników. Jestem pewien, że jak padnie rozkaz, żeby wykrywać ich jak najwięcej, to niezależna prokuratura wykryje ich tylu, że nie tylko granica, ale i wszystkie drogi opustoszeją i Polska – niczym w latach 60-tych, kiedy to lansowano taki slogan reklamowy – znowu stanie się „krajem pustych szos”. Potem oczywiście posypią się piękne wyroki – bo kto to widział, żeby chłopy przed całą Polską pokazywały, że szlachta nic nie może i przeganiały znad granicy pana wiceministra Kolodziejczaka? Ale najbardziej odpowiedzialne zadanie otrzymał pan Władysław Kosiniak-Kamysz, podobnie jak za pierwszej komuny, odpowiedzialny za transmitowanie do rolników polityki Volksdeutsche Partei, a przy okazji – minister obrony. Jemu z kolei postawiono zadanie usunięcia rolników z granicy, żeby nie podskakiwali ukraińskim – jak złośliwie nazywają ich antysemitnicy – „parchom-oligarchom”. Tedy pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz specjalnym rozkazem będzie uznawał wybrane drogi za elementy „infrastruktury krytycznej”, słowem – będzie je militaryzował, niczym generał Jaruzelski państwowe przedsiębiorstwa w stanie wojennym.

No dobrze – ale dlaczego właściwie vaginet Donalda Tuska demonstrował dotychczas taką bezradność, chociaż – jak powiedział premier podczas konferencji prasowej – rząd prowadzi rozmowy i z rządem ukraińskim i z Komisją Europejską? Może i prowadzi – ale najwyraźniej te rozmowy przypominają słynny dialog dziada z obrazem: „dziad przemówił do obrazu, obraz jemu ani słowa – taka była ich rozmowa”. No dobrze – ale dlaczego?

Jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już zostaliśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się. Ja na przykład się domyślam, o co tu może chodzić. Otóż rolnictwo na Ukrainie, jak zresztą wszystko inne, łącznie z rządem, jest w rękach oligarchów. Każdy oligarcha ma swoich deputowanych w najwyższym sowiecie i swoich ministrów, którzy pilnują ich interesów. W tej sytuacji rozmawianie z tymi całymi ministrami mija się z celem, bo żaden z nich nie wysłuchuje nawet najsłuszniejszych argumentów swego rozmówcy, tylko słucha „swojego” oligarchy. Skoro tedy oligarchowie ciągną z niekontrolowanego eksportu rozmaitego Scheissu ciężką kasę, to co tu może wskórać taki pan Kołodziejczak, a nawet sam Donald Tusk? Żaden z nich nie może wskórać nic. A dlaczego? A dlatego, że nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem. Dotyczy to również braku reakcji Komisji Europejskiej. Dlaczego Komisja Europejska, która z taką determinacją egzekwuje na terenie Unii Europejskiej, a więc i w naszym nieszczęśliwym kraju te wszystkie surowe rygory w dziedzinie stosowania środków chemicznych i tak dalej – nagle wpuszcza na teren Unii miliony ton Scheissu, który nie podlega żadnym warunkom, jakie musi spełniać żywność produkowana choćby u nas? A przecież to właśnie podnosi koszty produkcji i sprawia, że polscy rolnicy nie są w stanie wytrzymać konkurencji z ukraińskimi oligarchami.

Militaryści powiadają: korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny! Takiej Reichsfuhrerin Urszuli von der Layen, która już przy okazji epidemii dała dowód, że jest kuta na cztery nogi, nie trzeba takich rzeczy dwa razy powtarzać. Więc jeśli pod pretekstem wojny oligarchowie przeborowali się z forsą do ludowych komisarzy w Brukseli, to nie tylko lepiej rozumiemy dlaczego Reichskomissariat nie obciąża ukraińskiego Scheissu surowymi wymaganiami sanitarnymi i wszelkimi innymi, natomiast bezlitośnie je egzekwuje wobec polskich rolników, ale również – dlaczego żadne rozmowy, żadne dialogi na cztery nogi, jakie Donald Tusk i inni członkowie jego vaginetu podobno prowadzą w Brukseli, nie mogą przynieść żadnych rezultatów. Jestem pewien, że w sytuacji, gdy eksport rolny wynosi około 15 procent całego polskiego eksportu, to ludowi komisarze w Brukseli mogą nawet uważać, że przy okazji łapówki spełniają również dobry uczynek dla Wielkich Niemiec. Bardzo tedy możliwe, że nawet gdyby Reichsfuhrerin nie tupnęła nogą na Donalda Tuska, żeby kończył już tę awanturę z rolnikami, to Donald Tusk musiałby to zrobić, bo inaczej – co by powiedział prezydentowi Józiowi Bidenowi? A tak, to mu się pochwali, że w Warszawie zapanował porządek, a świeże polskie mięsko armatnie jest już gotowe do wkręcenia go w maszynkę do mięsa, na wypadek, gdyby ukraińskie się wyczerpało. Wtedy Józio Biden poklepie go po plecach i po amerykańsku powie: nu, maładiec! – a wtedy może śmiało machnąć ręką nie tylko na Jarosława Kaczyńskiego, ale nawet – na pana prezydenta Dudę, któremu prezydent Józio Biden z pewnością surowo zabroni sypania piasku w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów.

Stanisław Michalkiewicz

IDIOCI EKONOMICZNI i inni

IDIOCI EKONOMICZNI i inni


Krzysztof Baliński


Andrzej Lepper nazwał kiedyś prezesa NBP „idiotą ekonomicznym”. Ale na taki tytuł zasłużył sobie też Jarosław Kaczyński. Mówiąc o pomocy dla kijowskiego reżimu, ten samorodny talent ekonomiczny rzekł: „Nas stać, bo jesteśmy trzy razy bogatsi od Ukrainy”. Potępił też „niedobrych ludzi” zajmujących się hodowlą zwierząt futerkowych, ogłaszając program „Piątka dla zwierząt”, który – przypomnijmy – miał wprowadzić zakaz hodowli zwierząt futerkowych, uderzał w gałąź polskiego rolnictwa, zapowiadał likwidację całych gospodarstw i godził w eksport, w którym Polska jest potęgą. Ustawa była ideologicznym taranem torującym drogę koryfeuszom neomarksistowskiej rewolucji. No, bo dzisiaj zwierzęta futerkowe, jutro wyroby ze skóry, pojutrze produkcja mięsa. Ale to nie wszystko – przewidywała utworzenie w rządzie… rady ds. zwierząt.
Do takich ekonomicznych idiotyzmów doszlusowała Sylwia Spurek, postulując w PE zakaz wędkarstwa: Jeśli chcemy budować kulturę praw zwierząt, nie możemy stosować taryfy ulgowej dla wędkarstwa. Jej kompetencje podważyli nawet towarzysze partyjni w tym największym w Europie zgromadzeniu idiotów. Wcześniej postulowała zakaz jedzenia mięsa, bo „wszyscy jesteśmy zwierzętami”, i pełny zakaz hodowli zwierząt do 2040 r. Femiweganka, jak sama się nazywa, upomina się o prawa zwierząt pozaludzkich: „Nie ma praw człowieka bez praw zwierząt; nie ma praw zwierząt bez praw człowieka”. Spore poruszenie wywołała też protestem w sprawie braku paszy wegańskiej w unijnych stołówkach.
Swoją drogą warto byłoby poznać nazwisko profesora Uniwersytetu Łódzkiego, przed którymi obroniła rozprawę doktorską. W postulacie nadanie statusu obywatelskiego dla zwierząt nie odstawała w tyle profesor Magdalena Środzina z domu Ciupak, a przy nazwiskach idiotów raz po raz pojawia się profesorski tytuł. Gerard Labuda (też profesor, ale mądrzejszy) zdiagnozował: „Odsetek idiotów wśród profesorów jest taki sam jak wśród woźniców”. I jeszcze co do profesorów – Zbigniew Rau przyznał medal Bene Merito rabinowi Stamblerowi („za działalność wzmacniającą znaczenie Polski na arenie międzynarodowej”) wówczas, gdy kręgi żydowskie rozsyłały w świat przesłanie o „polskich obozach zagłady”.
Nie ominie cię kariera, kiedy idiota cię popiera
Problemy rolników nie pojawiły się 13 grudnia. Unijny pakiet dla rolnictwa i inne idiotyczne pomysły Zielonego Ładu (nie mówiąc o bezkrytycznym wspieraniu Ukrainy, kosztem polskich interesów gospodarczych) przyjął Morawiecki. Oprócz zboża wwożone są do Polski maliny, a tymczasem, w ramach programów pomocowych, rząd przekazał dotacje na zakładanie plantacji malin na Ukrainie, w tym kompleksowe wsparcie ekspertów, wyposażenie techniczne, 70 tysięcy sadzonek najlepszych odmian maliny i ekologiczne środki ochrony roślin. Przypomnijmy sobie też zbiórki darów żywnościowych dla Ukrainy, organizowane w supermarketach, czyli: Polacy zbierali chrust i zawozili go do lasu. Ale nie tylko zbierali – oni najpierw ten chrust kupowali!
A jak nazwać, jeśli nie idiotą ekonomicznym, ministra wojny, który wysadził w powietrze chińską inwestycję w Łodzi? W styczniu 2017, Agencja Mienia Wojskowego odwołała przetarg na sprzedaż 33-hektarowej działki w Łodzi, na której Chińczycy chcieli stworzyć wielki kolejowy terminal przeładunkowy i centrum logistyczne, jako część połączenia kolejowego Polska-Chiny i bramę pomiędzy Chinami i Europą (na początek tysiąc pociągów rocznie). Łódź straciła kilkuset milionów na rzecz konkurencji z Wiednia, Budapesztu i Bratysławy. To była decyzja Antka Macierewicza, który otwarcie krytykował koncepcję Nowego Jedwabnego Szlaku, bo „miała na celu wyeliminowanie wpływów USA oraz zakładała zlikwidowanie Polski jako niepodległego podmiotu”.
Antek zaangażował się za to w inną inwestycję – zawarł umowę, która zakłada nieodpłatne przekazanie Ukrainie sprzętu bojowego i niebojowego, wojskowego i cywilnego”, czyli wszystkich zasobów Państwa Polskiego. Umowa nie wyznacza górnej granicy pomocy, zawiera postanowienia, które rujnują finanse naszego kraju, pozbawiają suwerenności i pozwalają na przejęcie gospodarki Polski. Pojawia się też podejrzenie, że było to przygotowanie do innej umowy – udostępnienia wszystkich zasobów naszego państwa Izraelowi, na wojnę z Persją.
To prawda, że do 2015 byliśmy na drodze demontażu państwa. To prawda, że rządziła hołota i złodzieje, a Polska była pasem ziemi niczyjej między Niemcami i Rosją. To prawda, że mieliśmy premiera, który latał do Iraku po zapłatę za pomoc w likwidacji tego kraju oraz prezydenta, który nauczał Obamę, jak się robi bigos. To prawda, że dzięki wyborom w 2015, dużo nieszczęść dało się uniknąć. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że PiS widział wroga (a nawet go szukał) gdzie indziej. Byli to przedsiębiorcy otwierający podczas pandemii restauracje i hotele, i byli nimi niewyszczepieni. Wrogiem nie był natomiast Tusk i jego ferajna, którym – co prawda – Jarosław Kaczyński groził „rozliczymy każdą aferę”, ale ani jednej nie rozliczył. Obiecywał też, że „będziemy mieli w Warszawie Budapeszt”, a mamy… przedmieście Berlina, czyli folksdojcza Tuska. À propos – Victor Orbàn, po spotkaniu z Jarkiem, powiedział kiedyś: „Spędziłem 6 godzin z człowiekiem szalonym”.
W tym miejscu coś nie co o hodowli idiotów. „Ministra” lub „feministra” Barbara Nowacka wygadała się: „Zmniejszymy zakres materiału z przedmiotów, które przez nauczycieli, ekspertów i uczniów są wskazywane jako najbardziej problematyczne. To m.in. fizyka, chemia”. Wg Nowackiej: „sprawa niezwykle ważna to ulżenie uczniom w szkolnych obowiązkach, ponieważ uczniowie są zmęczeni tzw. wiedzą bezużyteczną”. Głupia populacja – takie mają być pokolenia młodych Polaków po ukończeniu szkoły „nowackiej”. Ale nie wiedzą co ich jeszcze czeka: Nauka w klasach 1-3 tylko dla chętnych. Zlikwidowane zostaną matura, egzaminy, klasówki, oceny. Nauczyciele za zadanie pracy domowej będą karani, a ci, którzy nieopatrznie nauczyli się tabliczki mnożenia, eliminowani. Mało tego – Nowacka oznajmiła, że reforma była konsultowana „głównie z młodzieżą”, czyli z Brajankiem z IIc i Izaurą z IIIa.
Szkoła Główna Handlowa przemianowana zostanie wkrótce przemianowana na Nowacka Szkoła Ekonomiczna, w której poszczególne wydziały będą nosiły nazwy pokrywające się z nomenklaturą Bartłomieja Sienkiewicza z jego „H.., dupa i kamieni kupa”. A tabliczka mnożenia przeniesiona zostanie do programu pierwszego roku studiów ekonomicznych. Ale to nie wszystko – w ślad za tym prawa wyborcze otrzymają półgłówki z pierwszej klasy liceum. Bo co ma na celu Szymek Hołownia z podlizywaniem się do niedouczonej młodzieży?
Tu nie chodzi tylko o idiotkę. To są zamierzone działania. Tym jest ktoś zainteresowany. To komuś służy. Gdy Tusk kazał odchudzać programy nauczania, można by, parafrazując tekst starej kabaretowej przyśpiewki, zakładać, że nucił: „Głupi to ja jestem, ale nie aż tak”. Do wyjaśnienia pozostanie tylko, czy odgrywa rolę „pożytecznego idioty” lub jest piątą kolumną. Co do terminu „pożyteczny idiota” – stworzyli go antykomuniści w USA, dla osób działających jako agenci wpływu ZSRR. W KGB zwano takich „gównojadami”. Dlaczego zatem nie zastosować takiego terminu w odniesieniu do marszałka Sejmu, co to ma rabina prowadzącego z Chabad? Jeszcze inna sprawa: oprócz „idiotów pożytecznych” są „bezużyteczni”. Stąd widoczne i przebiegające w atmosferze napięć i sporów próby wymiany jednych na drugich.
Z głowy, czyli z niczego
Gdy słyszy się prezydenta, który strojąc głupawe miny głosi: „To się może w głowie nie mieści, że Polska wysłała taką pomoc – ale faktycznie wysłaliśmy (…) wysłaliśmy prawie że bez zastanowienia” – to musi chodzić o idiotę. W innym miejscu, z miną wiejskiego głupka, wykrzyknął: „Dozbrajanie Ukrainy jest politycznym nakazem chwili i Polska powinna przeznaczyć na ten cel wszystkie środki, nie pytając nikogo o zdanie!”. Gdy dodamy jego słowa: „Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz”, skierowane do prezydenta sąsiadującego z Polską mocarstwa, to mamy pełną wykładnię intelektu prezydenta wszystkich Polaków. Innymi słowy – szkodzi Polsce i jeszcze się głupotą chwali. Kto mu tak we łbie zamieszał? Bywalec Pałacu Prezydenckiego rabin Schudrich?
Dudzie w niczym w głupocie nie ustępują nowi zarządcy Polski. „Nie ma rzeczy ważniejszej niż wsparcie dla Ukrainy” – ogłosił w Kijowie Tusk i w ślad za tym, lekką rączką, przekazał 6,8 miliarda. „Putina wgnieciemy w ziemię” – to słowa Szymona Hołowni, formalnie drugiej osoby w państwie, pokazujące, że marszałkiem Sejmu może zostać każdy. Do poziomu cyrku, Sejm w poprzedniej kadencji sprowadziła już Małgorzata Gosiewska, najgłupsza twarz PiS. Rzadko bowiem się zdarza, żeby ktoś taki zaszedł tak wysoko. Jej kariera to: zakończona bardzo wcześnie edukacja gimnazjalna; księgowa w biurze poselskim, ślub z asystentem prezydenta i… wicemarszałek Sejmu, gdzie postanowiła zająć się polityką zagraniczną. I tutaj śmiech się kończył, a zaczynał dramat z jej dyplomatycznym credo: „Nasze poparcie dla Ukrainy jest bezwarunkowe”. No i te wizyty w batalionie „Ajdar”, nawiązującego do tradycji banderowskiej i nazistowskiej, oskarżanego o zbrodnie wojenne. Ale to nie wszystko – Kaczyński zrobił idiotkę szefową struktur partyjnych na Mazowszu.
Tymczasem biznesy ukrzywdzonych oligarchów ukraińskich kwitną. Wartość ich majątków przekroczyła 70 miliardów dolarów. Ihor Kołomojski, rezydujący w Genewie posiadacz paszportu izraelskiego, mówi, że jest ofiarą wojny z Rosją, że poniósł biznesowe straty, i jako demokratyczny oligarcha z utęsknieniem czeka na nowe miliardy. Gabinet Zełenskiego jest dokładnie tym, który zapowiedziała Victoria Nuland na Majdanie (gdy, przy pomocy idiotów z Polski, doprowadziła do przejęcia władzy w Kijowie przez oligarchów): „Fuck the EU”. Z tym że „wydymała” nie Unię, lecz Polskę, czyli polskich idiotów. Nawiasem mówiąc Nuland jest dziś nr 2 w Departamencie Stanu i znowu „dyma” warszawskich idiotów.
Co z wyprawy na Moskwę miała Polska? Z warszawskiej giełdy wyparowało 47 miliardów. Eksport do Rosji załamał się. Przed polskimi firmami pojawiło się widmo bankructwa. Zabrakło refleksji, że sankcje szkodzą bardziej Polsce niż Rosji. Nie przyszło otrzeźwienie, że ustawili się w roli głównego kraju, który walczy o sankcje, a sama Ukraina nie zamierza sankcji egzekwować, a ukraińscy oligarchowie robią w Moskwie wielkie biznesy. Krótko mówiąc, wyszliśmy na świrów, sami pozbawiając się ogromnego atutu i profitów w postaci korzystnego położenia kraju tranzytowego, wyłączając się z sieci drogowych i kolejowych połączeń łączących Europę z całą Azją.
Ale szykują nam inne nieszczęścia. W sytuacji, gdy administracja Bidena wycofuje się z ukraińskiej awantury, wciągnięcie Polski do wojny jest dobrym rozwiązaniem. I czy nie dlatego koalicja idiotów z PO i PiS (koalicja ponad podziałami, które w innych sprawach są nie do przezwyciężenia) zaczęła nawoływać do wojny z Rosją? Otwiera to wiele możliwości także przed Zełenskim i jego oligarchami. Ambasador Ukrainy w Warszawie wytknął, że jego kraj ponosi „najwyższe ofiary dla bezpieczeństwa Polski”. Skoro tak, to najwyższa pora, żeby i Polska poniosła ofiarę. Na przykład wypłacając rekompensaty wdowom i sierotom po pół milionie Ukraińców poległych dla „bezpieczeństwa Polski”, i odbudowując Ukrainę, w tym Muzeum Szuchewycza we Lwowie.
Dlaczego, zamiast trzymać się z daleka od konfliktu, który Polski nie dotyczy, wsadzają palce między drzwi i futrynę? Dlaczego zachowują się, jak ta żaba podkładająca łapkę, kiedy konia kują? Dlaczego nie nachodzi ich refleksja, że Polska niczego nie zyska w oczach świata tak, jak nie zyskała wysyłając żołnierzy do Afganistanu, i co najwyżej była traktowani, jako chłopcy do brudnej roboty? Krótko mówiąc – głupota lub zdrada (albo jedno i drugie?).
Podejrzewaliśmy, że Morawiecki grał Polską, żeby „dorobić się” jakiejś międzynarodowej synekury. Tymczasem pojawia się coraz więcej sygnałów świadczących o tym, że to głupek, który uwierzył w wiatraki, w CO2, w wirusa. I nie przestał w to wierzyć nawet wtedy, gdy ograli go jak dziecko w piaskownicy. A kim, jeśli nie wiejskimi niedouczonymi głupkami była cała ferajna poprzedniego rządu? Za odpowiedź wystarczy głupia, tępa, nalana gęba wicepremiera, przypominająca żula z Wołomina lub komendanta posterunku MO.
Coś musi być „na rzeczy” w przypuszczeniach, że rolą spiskowców z Magdalenki było takie ogłupienie Polaków, żeby, nie daj Boże, nie wybrali sobie jakiegoś mądrego przywódcę. I tylko przyjmując taką hipotezę, decyzje kadrowe Tuska mają sens. Wśród nowych ministrów są bohaterowie afery podsłuchowej, których genialne przemyślenia ujawniły tzw. taśmy kelnerów. Przyglądając się poczynaniom takiego Bartłomieja Sienkiewicza, śmiało można porównać go do kandydującego kiedyś na prezydenta naszego ogłupiałego kraju, Krzysztofa Kononowicza, który za swój program wyborczy obrał: „Żeby nie było niczego”. Co chciał nam powiedzieć Tusk, powierzając ministerstwa takim politykom, w sytuacji gdy to oni sami przyznawali, ze taśmy najbardziej przyczyniły się do przegrania wyborów w 2015 roku?
Klęska urodzaju czyli plaga głupoty
Nakaz zamknięcia kopalni Turów, to problemem niezwykle groźny. To element zmasowanego ataku na infrastrukturę energetyczną Polski. Bo zamknięcie kopalni nie tylko pozbawi prądu cały Dolny Śląsk, ale zlikwiduje 50 tysięcy miejsc pracy. Pierwszą reakcją tubylczej zidiociałej elity było: Zamknąć! Najbardziej jednak przerażało, że przekaz taki padł z ust wicemarszałek Sejmu i niedoszłej prezydent RP. „Kopalnię Turów trzeba wygaszać (…) Jeśli są kary, to trzeba je płacić” – oświadczyła Małgorzata Kidawa-Błońska. Polski rząd musi zgodzić się na zapłacenie Czechom 50 mln euro – przekonywała Małgorzata Tracz, przewodnicząca Partii Zieloni. Jej zdaniem to „zainwestowanie w przyszłość regionu, Czesi chcą wybudować wodociągi, studnie, tak, by zapewnić ludziom w regionie wodę. A węgiel będzie można kupić z czeskich lub niemieckich kopalniach”. I jeszcze coś o Kidawie – kradzież pieniędzy z OFE wyjaśniała tak: To są na pewno jakieś kwoty, które wynikają z różnych takich działań.
W idiotyzmach ekonomicznych nie ustępuje doktor nauk ekonomicznych Joanna Mucha. O nowym systemie podatkowym mówiła: „projekt bardzo innowacyjnego systemu podatkowego, który będzie dramatycznie prosty (…) natomiast jest on dość skomplikowany, by wyjaśnić, o co chodzi”. Ze sprawy Turowa płynie ważna lekcja – zabójcze dla gospodarki Polski pomysły przychodzą nie tylko od unijnych komisarzy, ale od tubylczych idiotów, którzy każde polecenie z Berlina wykonują jak rozkaz i to z mściwą satysfakcją. Jest jeszcze inna lekcja – wystarczą wybory i „prezydentem wszystkich Polaków” zostanie idiota.
Szefem Orlenu ma zostać Elżbieta Bieńkowska. Na taśmach kelnerów zasłynęła z: „Ale jaja, ale jaja” i „Za 6 tysięcy złotych pracuje tylko idiota albo złodziej”. W tym jednak przypadku idiotka będzie wykorzystana do czegoś poważniejszego – będzie kolejnym posunięciem mającym na celu obniżenie wartości Orlenu. Wcześnie była to ustawa wymuszająca na Orlenie pokrycie kosztów zamrożenia cen energii, na czym Orlen stracił 5,5 miliarda, polska giełda pikowała w dół, a niemiecka zareagowała wzrostami. Mało tego, posłanka PO forsująca tę ustawę, przyznała: „My braliśmy pod uwagę taką konsekwencję”. A czemu ma służyć obniżenie wartości największej polskiej spółki? Łatwiej będzie ją sprzedać Niemcom!
Dodajmy do tego przyjęcie euro, zablokowanie CPK, portu kontenerowego w Świnoujściu i użeglugowienia Odry. Odezwała się też idiotka bankowa Hanna Gronkiewicz Waltz, ekspertka od wszystkiego: „Nigdzie na świecie nie buduje się już wielkich lotnisk, bo się nie opłaca, koniec kropka”. Tu przypomnijmy mądrości ekonomiczne jej sponsora. Na spotkaniu z nowojorskimi biznesmenami Lech Wałęsa radził: Jedźcie do Polski zakładać biznesy, bo tylko na głupocie Polaków można zarobić pieniądze. A tak w ogóle – czy inteligentnym może być ktoś, kto ma w nazwisku człon „wał”?
Posłanka Agnieszka Pomaska rzekła w Radiu Z: „Można powiedzieć, że jeśli chodzi o wybitne osobistości, to mamy w Platformie klęskę urodzaju. Czasem widzimy rywalizację, ale mamy wspólny cel”. I rzeczywiście jest Ewa Kopacz, której przodkowie zabijali kamieniami dinozaury. Jest Wanda Nowicka, według której Bruno Schulz został spalony na stosie. Jest Dariusz Joński, dla którego Powstanie Warszawski wybuchło w 1988 r. i Bronisław Komorowski, który przekonywał, że Korfanty lubił się z Piłsudskim i szkoda, że nie pamiętali o mądrości: Lepiej milczeć i uchodzić za głupca, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Przy innej okazji Pomaska palnęła: „Winniśmy Niemcom wdzięczność. Podzielili się z  Polską dostępem do szczepionki. To dlatego w Niemczech szczepienie nie idzie tak dobrze, jak by mogło”, a wg rzecznika ministra zdrowia, „szczepienia będą obowiązkowe, ale nie przymusowe”. Po takich deklaracjach mówienie, że to idioci staje się obowiązkowe, ale nie przymusowe. W głupocie (szczepionkowej) nie odstawał Szymon Hołownia: „PiS szczepi ludzi na potęgę, bo chce doprowadzić do wcześniejszych wyborów”. A do jakiej kategorii zaliczyć redaktora gazety mającej w tytule „polska”, który palnął: „Polak odmawiający szczepienia jest sowiecką kurwą. A won za Don sowiecka bladź”? Do kategorii „idiotów” czy „kurew”?
Wyrwać Polskę z rąk idiotów
Świat się walił. Larum grali. Na horyzoncie pojawiło się widmo gospodarczej zapaści. Najtęższe umysły świata deliberowały, jak kryzys pokonać. A u nas? Antykryzysową tarczą zasłaniali się tchórzliwie premier po studiach historycznych, minister finansów po technikum ogrodniczym, minister rozwoju po Muzeum PRL-u i odpowiedzialny za budżet i dyscyplinę finansową 28-letni wiceministrem finansów. Co przy tej ostatniej nominacji okazało się decydujące? Koledzy z licealnych czasów zapamiętali, że Piotruś był „wyszczekany” i że był finalistę olimpiady wiedzy o prawach człowieka.
W dzisiejszej Polsce toczy się jedna wielka wojna i mnóstwo potyczek. Fronty krzyżują się, krzyżują się obce wpływy. Na potężne i wyrafinowane naciski wystawiona jest nasza elita polityczna, czołobitna wobec obcych, gardząca polskimi interesami, kupcząca pozycją Polski w świecie, zwyczajnie głupia, składająca się z przypadkowych miernot. W Polsce ma miejsce demolowanie instytucji państwa oraz rabunek Polaków na niespotykaną skalę. I jest duża szansa, że ta „elita” uwinie się z tym do końca roku, a jeśli pomogą jej w tym pożyteczni idioci, to w kilka miesięcy.
Wiemy, kto to robi. Znamy nazwiska idiotów, których szubrawcy dobrali sobie do roboty. Ale pamiętajmy też o idiotach, którzy tych idiotów wybrali. Tu wiadomość z ostatniej chwili: Z sondaży wynika, że gdyby wybory prezydenckie odbyły się dziś, najwyższe poparcie zdobyłby Szymon Hołownia, do drugiej tury wszedłby Mateusz Morawiecki, a Rafał Trzaskowski zajął trzecią lokatę. Innymi słowy, skretynienie Polaków osiągnęło pożądany poziom i można już z nimi zrobić wszystko. Powtórzmy zatem na koniec: Polska nie jest biednym, pustynnym krajem. Polska nie jest nękana przez kataklizmy. Jedynym kataklizmem, jaki gnębi Polskę od lat są idioci przy władzy.
Krzysztof Baliński

Polska czy UkroPolin czyli Polska Palestyną Europy – Krzysztof Baliński

How Modern Psychology Contributes to the Mental Health Crisis

How Modern Psychology Contributes to the Mental Health Crisis

by Gary Isbell February 23, 2024 how-modern-psychology-contributes-to-the-mental-health-crisis

America is being overwhelmed with a public health crisis. This is evidenced in rising levels of anxiety, depression, isolation, drug addiction, suicide and other psychological disorders, not to mention the deviations of homosexuality and transgenderism, which modern psychology largely fosters.

The COVID-19 pandemic accelerated the crisis, with a notable impact on the elderly and young, leading to jails and homeless shelters housing the mentally ill, as the institutions that previously treated the most severe cases have been permanently shuttered.

There is a direct correlation between the rise in mental illness and the rejection of Catholic doctrine. Freud’s id, ego, and superego have proven to be a disaster. Psychology devoid of God’s grace cannot solve the crisis. For over two millennia, the Catholic Church has addressed and alleviated psychological disorders through wise counsel and the efficacy of the sacraments.

In addition to serving the community’s spiritual needs, it also served its general welfare, operating hospitals and orphanages and providing food and shelter as needed. To sustain this charitable outreach, the Church owned farmlands and estates maintained by monks. Monks and clerics commonly practiced and developed medicine, and medical students often pursued minor holy orders to serve the Church and society.

Alas, these private charitable social services have mainly been replaced by the modern welfare state, which lacks the Church’s maternal heart and its regard for the eternal salvation of souls. Neither does it possess the doctrine or the sacraments needed to guide them in overcoming mental and psychological disorders.

The American Psychological Association reports a significant surge in rates of severe psychological distress over the past decade, particularly among young adults and teenagers.

This alarming trend has led to heightened demand for mental health professionals, but few clamor for the Catholic Church to resume its role in solving these problems; quite to the contrary.

Multiple factors contribute to this crisis, including the impacts of abortion, euthanasia, social media, the dehumanizing effects of technology and the social disruption arising from the COVID-19 lockdown. In a more comprehensive view, however, the crisis should be seen as a clarion call for greater attention to spiritual well-being, not a prescription for more drugs and other “quick-fix” nonsolutions. The latter reflects an alarming shift in society. Instead of seeking solace in God, adopting the perennial doctrines of the Church and Her salvific sacraments, people turn to secular psychiatrists, psychologists, sociologists, and their ilk for answers to mental and emotional struggles.

A secular approach that fails to acknowledge God and His natural law cannot provide lasting solutions to human problems. From the time of the French Revolution, Deists have argued that Catholicism is a corruption of an “original religion” that was pure, natural, simple and rational. Thus, one can see how psychiatry, psychology and sociology emerged from a revolutionary perspective that rejected the supernatural, proclaiming that every problem has a purely natural and rational solution. This is the logical consequence of the Renaissance, which held that reason is superior to faith.

At the heart of the matter lies a fundamental difference between Catholic theology and modern psychology in understanding the human being.

Catholic theology sees man as created in the image and likeness of God, comprised of body and soul. Everyone is called to pursue freely good over evil, truth over error and beauty over ugliness. To do this, the intellect must dominate over the will and the will over the passions.

Saint Thomas Aquinas defines the three faculties of the human soul as intellect, will, and passions. The passions inform the person of desires, while the intellect directs a person towards needs.

For example, if the passions indicate thirst, the intellect directs the will to drink. However, the intellect should also temper the person’s will against what it knows to be sinful as, due to fallen human nature, the passions often mislead. Thus, there are times when the intellect aligns with the passions, but also times when it must restrain them. With a proper understanding of this delicate interplay, one can control unruly passions and strive for the legitimate, limited happiness possible in this life.

Saint Thomas argues that perfection is impossible without reshaping the passions through the intellect, thus bringing people closer to the image of God by aligning their behavior with God’s rationality and will.

Applying Saint Thomas’s premises indicates that, often, mental illnesses reflect a sickness of the soul in which unruly passions dominate and silence the intellect. This could not be more evident than in the LGBT mentality, in which illogical passions suppress reason, logic and facts and defy empirical evidence in pursuit of sin.

In contrast, secular psychologists view the person as only a material body that seeks to satisfy bodily passions. This perspective neglects the soul, resulting in a distorted concept of the human being. Mental health professionals often treat a person as a combination of chemical reactions interacting with one another in a complex organism, a notion that differs significantly from a being that is body and soul.

This is not to say that medications are not necessary to help a person get started on the road to virtue or address imbalances, but they cannot be seen as a panacea to one’s problems.

Modern psychology largely addresses anxiety as a chemical imbalance requiring medication and therapy focusing on discussion of past traumas, but this approach neglects the healing power of examining one’s conscience and availing oneself of the graces of Confession and Holy Communion. At best, it offers a partial and unstable remedy.

The misconceptions of the nature of the human being held by secular psychologists lead down a slippery slope. Thus, such moral evils as abortion, infanticide, euthanasia, and genital mutilation are often justified.

Psychology took a wrong turn with the emergence of Sigmund Freud’s theories. According to Freud, humans are driven solely by animal instincts, particularly sexual urges, reducing human nature to the instincts of beasts.

While Catholicism rightly governs human passions through prayer, penance and frequent reception of the sacraments, an approach decried as oppressive by secular psychologists who encourage clients to satisfy every desire, ignoring their consciences, to “assume complete control of their lives.” However, surrendering to illicit passions enslaves them, keeping them trapped in a state of sin by foregoing repentance and amendment of life.

Moreover, secular psychologists often deny objective truth. This notion aligns with moral relativism, applied by Joseph Fletcher as situational ethics, creating confusion in those suffering from mental illnesses.

In contrast to the clear moral framework provided by Catholicism, modern psychology offers a confused analysis of morality that disregards God and places the individual’s subjective interpretation of truth above the objective and absolute order designed by Him.

Devoid of moral guidance and responsibility, therapy sessions tend towards justifying patients’ flawed acts. How often has it been said, “It’s not my fault; I was born that way”? Therapy should encourage proper behavior.

Confession offers a therapeutic action that can alleviate mental strain through forgiveness. What could lift the weight of sin better than receiving God’s forgiveness? In turn, by forgiving others, one can find release from deep-seated resentment and begin healing.

The Church’s doctrine and sacraments provide additional benefits in addressing mental health problems. Instead of relying solely on long-term medication, prayer can offer much-needed restoration and has been shown to reduce stress and depression and enhance cognitive control over emotions, as evidenced by increased activity in the prefrontal cortex.

The excessive prescription of drugs is a growing concern as a significant portion of the population relies on psychotherapeutic drugs to cope. Known as psychotropics, these medications regulate serotonin levels to influence mood and behavior.

Comparing secular psychology with faith brings to light a critical distinction. Modern man extols self-esteem while shunning self-examination, particularly of one’s conscience. Faith attests to fallen human nature and recognizes one’s brokenness as crucial to healing.

America’s current mental health crisis has broad social and moral consequences. However, the solutions to these complex problems are not elusive. The soul’s first need is order, which can only come from God, its Author, who provided the remedy to its ills in founding the One Holy Catholic Apostolic Church, whose loving wisdom can aid the afflicted, whatever their problems may be.

Tychy: Pięcioro pijanych Ukraińców pobiło i pogryzło policjantów.[-ilu??]

Tychy: pijani “uchodźcy” pobili policjantów

magnapolonia

Policja zatrzymała pięcioro Ukraińców, podejrzewanych o pobicie policjantów w Tychach (woj. śląskie). To dwie kobiety i trzech mężczyzn w wieku poborowym. Wszyscy byli pod wpływem alkoholu i trafili do policyjnej izby zatrzymań. Dziś zostali przesłuchani.

Pijani “uchodźcy” z Ukrainy pobili i pogryźli policjantów. Do zdarzenia doszło w sobotę po godzinie 22.00, gdy policjanci zostali wezwani w związku z uporczywym naruszaniem ciszy nocnej. Podczas interwencji w jednym z mieszkań przy ul. Darwina w Tychach, okazało się, że trwała impreza alkoholowa, zorganizowana przez “uchodźców” z Ukrainy. Lokatorzy nie mieli zamiaru słuchać napomnienia policji i zaatakowali funkcjonariuszy. Na miejsce wezwany został dodatkowy patrol. O sprawie poinformował portal tychy.info.

-Zaatakowani policjanci zostali przebadani w szpitalu, nie odnieśli poważnych obrażeń, po badaniach zostali wypisani do domu – przekazała młodsza aspirant Paulina Kęsek, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Tychach. Niemniej, doszło do ataku na funkcjonariuszy na służbie.

Jak powiedziała aspirant Kęsek, policja w tej sprawie zatrzymała pięcioro Ukraińców: dwie kobiety i trzech mężczyzn w wieku od 28 do 35 lat. W trakcie zatrzymania byli pod wpływem alkoholu. – Trafili do policyjnej izby zatrzymań. Po wytrzeźwieniu zostaną przesłuchani. Najprawdopodobniej odbędzie się to w poniedziałek – dodała Kęsek.

Pobici mundurowi trafili pod opiekę wezwanego na miejsce zespołu ratownictwa medycznego, a następnie zostali przewiezieni do szpitala. Dodatkowo na miejscu działał pluton gaśniczy tyskiej straży pożarnej – wezwany ze względu na zapach spalenizny (duże stężenie gazu pieprzowego).

Po zakończeniu wstępnych czynności na miejsce wezwany został referent oraz technik kryminalistyki.

Policyjne postępowanie w tej sprawie dotyczy naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego, ale niewykluczone, że kwalifikacja ta zostanie zmieniona na czynny atak na funkcjonariuszy na służbie.

NASZ KOMENTARZ [magna polonia] : Jak zwykle w takich sprawach, postulujemy odesłanie krewkich “uchodźców” na Ukrainę. Będą tam mogli wykazać się bohaterstwem w walce z rosyjskimi żołnierzami, a nie polską policją.

ABW „aresztowało” książki. Władza centralna ma totalitarne zakusy.

ABW „aresztowało” książki

26.02.2024 abw-aresztowalo-ksiazki

Władza centralna ma – oczywiście w imię tolerancji i miłości – totalitarne zakusy na kontrolowanie tego, co kto czyta i uważa.

Autor:Dominik Cwikla

Tomasz Stala oraz logo ABW.
Tomasz Stala oraz logo ABW. / foto: screen BanBye/domena publiczna (kolaż)

W środę 21 lutego ABW weszła do siedziby Wydawnictwa 3DOM, by dokonać aresztowania „książek”. Pretekstem było rzekome negowanie holokaustu Żydów.

Na miejscu służby stwierdziły, że „nienawistnych” książek jest o wiele więcej niż tylko te, po które pierwotnie przybyto. Ostatecznie około 20 funkcjonariuszy „aresztowało” po jednej książce na głowę.

Sytuacja wydaje się być z jednej strony komiczna, z drugiej ukazuje, że nowa jaśnie nam panująca oligarchia zamierza rozprawić się siłowo z wszelkimi mediami nietrzymającymi jej strony. Przy okazji beton wyborczy obecnej ekipy rządzącej będzie usatysfakcjonowany – w końcu kto przeciw nim, ten faszysta. A w imię tolerancji trzeba niszczyć wszelkie oznaki rzekomego faszyzmu.

ABW weszło do wydawnictwa i… na działkę letniskową

Jak relacjonował w rozmowie ze mną w telewizji wRealu24 Tomasz Stala, szef wydawnictwa 3DOM, 21 lutego około godz. 6.30 do akcji wkroczyły trzy grupy operacyjne ABW. Stało się to na polecenie prokuratora Dariusza Psiuka. Pracuje on w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. Celem ok. dwudziestu funkcjonariuszy było „aresztowanie” książek.

Mundurowi wkroczyli do siedziby rejestrowej wydawnictwa, która znajduje się w prywatnym mieszkaniu Stali. Ponadto służby weszły również na jego działkę letniskową. Warto zaznaczyć, że w mieszkaniu właściciela przebywała w czasie „nalotu” żona Tomasza Stali, jego dzieci oraz matka.

Służbom przede wszystkim chodziło o książki zmarłego pod koniec maja 2010 roku Dariusza Ratajczaka. Został on w 1999 roku zawieszony, a następnie wydalony z Uniwersytetu Opolskiego, ponieważ wydał książkę „Tematy niebezpieczne”, w której znajdują się m.in. omówienia poglądów rewizjonistów holokaustu. Wytoczono mu również proces sądowy o złamanie art. 55 ustawy o IPN, tj. zaprzeczania zbrodniom narodowych socjalistów na Żydach w niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau na terenie okupowanego Oświęcimia.

Wydawnictwo 3DOM wydało wspomnianą książkę w 2020 roku. Według prokuratora jest to złamanie rzeczonego przepisu.

W trakcie „akcji” prokurator zobaczył inne książki dotyczące tematyki żydowskiej. Wówczas skontaktował się z innym prokuratorem i przekazał, że wydawnictwo mogło złamać art. 256 Kodeksu Karnego (dotyczy on „propagowania nazizmu, komunizmu, faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego”). Na skutek telefonu do wydawnictwa przyjechała policja gospodarcza z Częstochowy, by zarekwirować dziewięć kolejnych książek.

Kto trafił na indeks?

Pierwszym „nielegalnym” autorem jest ks. prof. Stanisława Trzeciak. Kapłan został zamordowany 8 sierpnia 1944 wraz z około 10 innymi osobami, gdy on i inni mieszkańcy Warszawy byli przeganiani z Woli do obozu w Pruszkowie. Trwało wówczas powstanie warszawskie. Kapłan przed wojną miał [jak krzyczeli żydzi md] antysemickie wystąpienia i chwalił Adolfa Hitlera za pozbawienie Żydów praw. W kontekście tego autora policja zabezpieczyła jego książkę pt. „Talmud o gojach a kwestia żydowska”. Co ciekawe publikacja nie została wydana przez 3DOM, tylko przez wydawnictwo Ostoja.

Wśród zarekwirowanych książek znalazły się także: „Księga Win Judy” wydawnictwa Magna Polonia, autorstwa Wilhelma Meistera, „Żydzi i Kahały – Tajne dokumenty ujawnione przez żyda ochrzczonego Brafmana”, „Protokoły Mędrców Syjonu ze wstępem krytycznym” wydane w tym roku.

Zabrano także trzy książki autorstwa jedynego żyjącego spośród „nielegalnych” autorów, tj. Radosława Patlewicza. Napisał on „Pogrom w Krakowie. Śledztwo historyczne”, „Mord rytualny w Rzeszowie? Śledztwo historyczne” oraz „Mędrcy Syjonu – Nowe Otwarcie”.

Nietrudno zauważyć, że wszystkie książki dotyczą Żydów lub kwestii żydowskiej. W związku nasuwa się pytanie, czy organ zajmujący się sprawą powinien nazywać się Komisją ds. Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu?

Dlaczego teraz?

Tomasz Stala uważa, że to nie przypadek, że to właśnie teraz doszło do wejścia służb do jego mieszkania. Książki bowiem wydawane były na przestrzeni kilku ostatnich lat. Czy dopiero teraz ktoś w służbach zobaczył, co wydaje wydawnictwo 3DOM?

Stala zwraca uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze nastąpiła zmiana władzy. Wielu funkcjonariuszy próbuje „wykazać się” w nowej, „tolerancyjnej” rzeczywistości, ścigając „wstrętnych faszystów” z Częstochowy. Po drugie Stala jest kandydatem na prezydenta Częstochowy w ramach nowego ugrupowania Alternatywa dla Częstochowy, scalającego prawicowe oraz miejscowe, niezależne środowiska. Miastem tym od dawna rządzą lewicowe siły, zresztą przy aprobacie mieszkańców.

Tomasz Stala uważa, że cała sytuacja jest po prostu politycznym atakiem. W mediach można będzie go bowiem przedstawiać w czasie kampanii wyborczej jako „podejrzanego o popełnienie przestępstwa”.

Walka z „prawicą”

Centralnym władzom może też wydawać się świetnym pomysłem „walka z faszyzmem” czy słynnym antysemityzmem. W końcu oto „dyktatura Kaczyńskiego” została odsunięta od władzy, a jaśnie nam panująca nowa oligarchia pod sztandarami LGBT, tolerancji, uśmiechu i KON-STY-TUC-JI już spostrzegła, że poza chęcią obalenia starego systemu niewiele ma ze sobą wspólnego. Widać to także po planach koalicyjnych – a może raczej ich braku – na nadchodzące wybory.

W związku z powyższym trzeba znaleźć najlepiej kilka tematów, które „utwierdzą w wierze” nie tylko elektorat, ale także samych polityków. Już wcześniej w Sejmie pojawiła się kwestia cenzurowania wypowiedzi dotyczących powiązań pedofili z homoseksualizmem. Jeszcze wcześniej skazano Mariusza Dzierżawskiego za to, że podawał publicznie dostępne i naukowo potwierdzone dane na ten temat. Ale to za mało.

Rządzący lewicowcy – od tych centrowych poprzez ludowych na skrajnych kończąc – potrzebują więcej punktów wspólnych na płaszczyźnie ideologicznej. Prawicowe wydawnictwa są świetnym punktem zaczepienia. Można bowiem zarzucać im łatwo brak tolerancji, antysemityzm, negowanie holokaustu, antyszczepionkizm, a jak się jakiś prokurator postara, to prawicowe wydawnictwa mogą stać się tymczasowo odpowiedzialne nawet za inwazję Marsjan. W końcu okres Wielkiej Histerii zwanej pandemią pokazał, jak duża część społeczeństwa potrafi wierzyć w totalne bzdury mimo publicznie dostępnych informacji.

Wolność poglądów i myśli

Choć sytuacja, w której służby specjalne wkraczają, by aresztować książki, wydaje się być zabawna, to w rzeczywistości wcale taka nie jest.

Po pierwsze non stop straszy się nas wojną. Ja za bardzo obecnie się taką ewentualnością nie przejmuję, jednak w państwie niezbudowanym z mokrego kartonu cały czas służby powinny czuwać nad bezpieczeństwem i wykrywać ewentualne zagrożenia, tak aby o ewentualnym ataku władza jak i naród były wcześniej poinformowane.

Tymczasem skoro ABW zajmuje się aresztowaniem książek, to znaczy, że raczej nie mogę oczekiwać, że na poważnie pilnują bezpieczeństwa państwa. I jako obywatel utrzymujący agencję, na wykrycie agentów jakiegokolwiek państwa w najbliższym czasie liczyć nie mogę.

Po drugie widać wyraźnie, że władza centralna ma – oczywiście w imię tolerancji i miłości – totalitarne zakusy na kontrolowanie tego, co kto czyta i uważa. Sam przeczytałem w przeszłości „Mein Kampf” Adolfa Hitlera, „Manifest komunistyczny” Karola Marksa, a nawet „Biblię Szatana” Antona Szandora LaVey’a. W żaden sposób nie przybliżyło to mojego myślenia w kierunku akceptacji narodowego socjalizmu, komunizmu czy satanizmu. I przypuszczam, że podobnie jest w zdecydowanej większości.

Natomiast próba rugowania dostępności jakichś książek, zresztą na wzór palenia książek niepoprawnych politycznie w III Rzeszy, może mieć efekt odwrotny do zamierzonego, czyli faktyczny wzrost nienawiści do Żydów czy też wzrost poparcia dla narodowego socjalizmu. Ale spokojnie – wówczas winę zwali się nie na lewicowy rząd, który próbował zakazywać dostępności książek, tylko na prawicowe wydawnictwa lub media. A ludzie to łykną – jak zwykle.

New York Times: Dwanaście tajnych baz CIA na Ukrainie.

New York Times: tajne bazy CIA na Ukrainie. To mogło wpłynąć na rozpoczęcie pełno-skalowej wojny

26.02.2024 nczas/new-york-times-tajne-bazy-cia-na-ukrainie

Tę teorię mainstream na pewno nazwałby „szurską”, gdyby nie fakt, że pochodzi ona z samego mainstreamu. Według informacji „New York Times” na Ukrainie znajdowało się dwanaście tajnych amerykańskich baz CIA i to mógł był jeden z powodów ataku Rosji na Ukrainę.

W ciągu ostatnich 8 lat Stany Zjednoczone rozmieściły na Ukrainie 12 tajnych baz, przekształcając ją w kluczowy przyczółek wywiadowczy do walki z Rosją – takie informacje podał „New York Times”.

Według doniesień gazety dzięki tej współpracy Stanom Zjednoczonym, za pośrednictwem Ukrainy, udało się pozyskać więcej informacji o Rosji, niż dotychczas robiła to komórka CIA.

Pierwsza tajna baza na Ukrainie miała powstać w 2016 roku. Skupiała się na rozpracowaniu rosyjskich systemów szyfrowania. Po 24 lutego 2022 roku wszystkie bazy ośrodkami śledzenia rosyjskich satelitów szpiegowskich i przechwytywania rozmów.

„Położona w gęstym lesie ukraińska baza wojskowa sprawia wrażenie opuszczonej i zniszczonej, a jej centrum dowodzenia przypomina spaloną skorupę, ofiarę rosyjskiego ostrzału rakietowego na początku wojny. Ale to jest nad ziemią. Niedaleko dyskretne przejście prowadzi do podziemnego bunkra, w którym zespoły ukraińskich żołnierzy śledzą rosyjskie satelity szpiegowskie i podsłuchują rozmowy rosyjskich dowódców” – opisuje „New York Times”.

Gazeta stawia tezę, że tak swobodne działania Amerykanów na Ukrainie mogły wpłynąć na decyzję Putina o rozpoczęciu pełnoskalowej wojny z Ukrainą.

„Pod koniec 2021 roku Putin rozważał, czy rozpocząć inwazję na pełną skalę. Spotkał się z szefem jednej z głównych rosyjskich służb szpiegowskich, który powiedział mu, że CIA wraz z brytyjskim wywiadem MI6 kontrolowała Ukrainę i wykorzystała ją na poligon dla operacji przeciwko Moskwie” – twierdzi „NYT”.

Arcybiskup Fulton J. Sheen o Polsce pisze w 1953 roku

Polska albo III wojna światowa

/ Arcybiskup Fulton J. Sheen

Podstawową lekturą ogromnej większości ludzi jest codzienna gazeta. Oznacza to, że ich myślenie jest w dużym stopniu ustandaryzowane, że ich wiedza o świecie pochodzi głównie z jednego źródła, a to, co się wydarzyło, jest mało ważne, albowiem nic nie jest równie stare, co wczorajsza gazeta. Podobnie jak nasza pamięć wpływa na nasze obecne działania i nasze przyszłe decyzje, tak również wydarzenia, które miały miejsce w naszym świecie politycznym, w znacznym stopniu determinują to, co zdarzy się w przyszłości. Wśród minionych wydarzeń z ostatnich lat chyba żadne nie podsumowuje tak trafnie naszych problemów, jak zapomniana tragedia Polski.

Pamiętam, jak kilka lat temu napisałem takie oto słowa do audycji radiowej: „Polska została ukrzyżowana między dwoma złodziejami”. Przez dwóch złodziei miałem na myśli hitlerowców i Sowietów. Amerykanie w tamtych czasach wierzyli, że Sowieci są szczerzy, mimo że Lenin mówił, iż „musimy użyć każdego kłamstwa, oszustwa i podstępu, aby zaprowadzić światową rewolucję”. Otrzymałem telegram od jednego z moich cenzorów, który stwierdził, że nie mogę wygłosić tego oświadczenia na antenie, ponieważ byłoby ono obraźliwe dla Sowietów. Odesłałem depeszę zapytując: ” A gdyby tak nazwać Rosję dobrym złodziejem?”Ale cenzor nie uznał tego za ani trochę śmieszne.

Faktem było i jest, że Polska została ukrzyżowana między dwoma złodziejami. Osiemdziesiąt pięć procent jej domów zostało zniszczonych najpierw przez hitlerowców, a milion ludzi został bez dachu nad głową. Potem przyszli Sowieci, by utrwalić ruinę i dodać nowe ogniwa do łańcuchów niewoli. To właśnie z powodu Polski rozpoczęła się II wojna światowa i tak to rozumiano, gdy mówiono „Gdańsk albo II wojna światowa”. Choć dziś dziennikarze mówią o Rosji i III wojnie światowej, trafniejsze sformułowanie brzmiałoby „Polska albo III wojna światowa”. Polska jest zwierciadłem sytuacji na świecie; jest ona węzłem polityki europejskiej; jest kluczem do tego, czy w następnym stuleciu będzie panowała na świecie sprawiedliwość, czy przemoc.

Wyjątkowość Polski bierze się nie z tego, że Sowieci zgwałcili ją i wzięli do swojego imperialistycznego haremu, ale z tego, że pod koniec II wojny światowej Europa współuczestniczyła w tej zbrodni. Zniknęła Polska, ze względu na którą Anglia i Francja chwyciły za broń, Polska będąca sercem Karty Atlantyckiej, pod którą podpisał się Stalin. Karta Atlantycka obiecywała, że każdy lud i każdy naród będzie mógł wybrać taki rząd, jaki uzna za stosowny; Polsce tego odmówiono – najpierw przez inwazję Sowietów, a potem przez współudział Europy w mordzie dokonanym na Polsce.

Organizacja Narodów Zjednoczonych zdaje się nie dostrzegać niekonsekwencji w tym, że Sowieci – siejąc zamęt w Afryce, Azji i Ameryce Południowej oraz podżegając do nacjonalizmu – jednocześnie odmawiają prawa do samostanowienia Polsce i innym krajom za żelazną kurtyną. Rosja nie miała prawa do Polski – to jest elementarna etyka międzynarodowa. Prawne usankcjonowanie przez Europę siłowego zagarnięcia [Polski] było tożsame ze zgodą na rozbój.

Załóżmy, że cały akcent Wolnego Świata w ONZ zostałby zmieniony. Przypuśćmy, że zamiast organizować siły polityczne przeciwko „wrogiej” Rosji, zmieniono by akcenty i ponownie poruszono by kwestię Polski? Wówczas akcent nie byłby położony na przeciwstawienie się złu, lecz na obronę praw. Żaden naród nie jest silny, gdy przeciwstawia się innemu narodowi, ponieważ ów kradnie, ale każdy naród jest silny, gdy potwierdza, że uczciwość powinna być zasadą we wszystkich stosunkach międzynarodowych. W zjednoczeniu na rzecz praw Polski drzemie więcej energii niż w zjednoczeniu przeciwko imperializmowi Rosji.

Jeśli wolne narody nie przyjmą postawy umiłowania dobra, nadzieja Polski będzie musiała wznieść się ponad wszelkie nadzieje polityki. Ponadto w naszych sercach powinniśmy połączyć wierność obowiązkowi odbudowy Polski z uznaniem olbrzymiej dysproporcji tego zadania. Nasze nadzieje powinny być wtedy przyrównane do kwiatów i drzew, które w długie zimy zrzucają swą zieleń, by odrodzić się następnej wiosny. A jeśli narody zawiodą, Polska musi zaufać Chrystusowi, który łkał nad grobem Łazarza i który płacze teraz nad Polską. Wtedy Polska znajdzie zapewnienie swojej chwały w Tym, który mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „On Being Human”, 1983 r., str. 301-304. (Tekst pochodzi z 1953 r.)

Polskie i niemieckie rafinerie emitują siarkę ale Niemcy mają specjalne pozwolenie na więcej

Polskie i niemieckie rafinerie emitują siarkę ale Niemcy wywalczyli specjalne pozwolenie na więcej

23 lutego 2024, niemcy-specjalne-pozwolenie-na-wiecej

Niemieckie rafinerie korzystają że specjalnych pozqoleń na dodatkowe emisje siarki. Polskie rafinerie potwierdziły redakcji BiznesAlert.pl, że nie korzystają z takich pozwoleń. — W zakładzie w Gdańsku dopuszczalna roczna wartość emisji SO2 wynosi 308,47 t SO2 – podaje redakcji Rafineria Gdańska, która z mocą przerobową 10 milionów ton ropy rocznie jest porównywalna do niemieckiej Rafinerii Schwedt (PCK).

Płonące pochodnie rafinerii Schwedt

Natomiast Landowa Państwowa Agencja Ochrony Przyrody, Środowiska i Konsumentów w Recklinghausen przekazała, że rafineria Ruhr Oel, która przerabia rocznie około 12 milionów ton ropy, emitowała w 2020 roku 1 972 t SO2. Landowy Urząd w Schwedt przyznał, że rafineria PCK emitowała w tym okresie 4 970 t. Najwięcej SO2 ta rafineria emitowała jednak w 2019, gdy kominem puszczone zostało 6 740 t dwutlenku siarki. Emisje niemieckie są wyższe, ale możliwe dzięki specjalnym pozwoleniem.

Rafineria Schwedt należy w 54 procentach do rosyjskiego koncernu Rosnieft i jest położona 10 kilometrów od granicy z Polską. Taka spekulacje na temat możliwości nacjonalizacji i przekazania udziałów Orlenowi. Polska spółka potwierdziła rozmowy na ten temat w komentarzu dla Biznesalert.pl.

Aleksandra Fedorska

Etap umizgów się kończy.Główne narzędzia terroru są dwa: „mowa nienawiści” oraz antysemityzm.

Te wydarzenia pokazują, że etap umizgów się kończy.Główne narzędzia terroru są dwa

25.02.2024 etap-umizgow-sie-konczy

W rozmowie z Jarosławem Kornasiem Stanisław Michalkiewicz odniósł się do niedawnego przeszukania w siedzibie wydawnictwa 3DOM, należącego do Tomasza Stali.

Przypomniał też tajemnicze okoliczności śmierci dr. Dariusza Ratajczaka.

Przypomnijmy, że w środę ABW zawitało na przeszukanie do siedziby wydawnictwa 3DOM prowadzonego przez kandydata na prezydenta Częstochowy, a wcześniej startującego z list Konfederacji do Sejmu, Tomasza Stalę. Zarekwirowano wówczas m.in. cały nakład książek dr. Dariusza Ratajczaka.

https://nczas.info/2024/02/21/abw-w-siedzibie-prawicowego-wydawnictwa-przyszli-po-bardzo-grozne-ksiazki-video/embed/#?secret=VhSoN33Lzz#?secret=M8N7s4D316

Michalkiewicz: Etap umizgów się kończy

– Ja od wielu lat to mówię, że komunizm nie może długo wytrzymać bez terroru i te wydarzenia pokazują, że etap umizgów się kończy (…). Narzędzia terroru w międzyczasie zostały stworzone. Główne narzędzia terroru są właściwie dwa – stwierdził Michalkiewicz.

Wskazał, że chodzi o mowę nienawiści oraz antysemityzm. – Tak jak za czasów sowieckich, po rewolucji bolszewickiej w Rosji, była „agitacja kontrrewolucyjna”, to była taka myślo-zbrodnia, a teraz są dwie myślozbrodnie wprowadzone: mowa nienawiści i antysemityzm – powiedział.

– Najpierw się zacznie od antysemityzmu, bo to jest najłatwiej – dodał.

Tajemnicza śmierć dr Ratajczaka

Michalkiewicz przypomniał, że dr Ratajczak był wykładowcą akademickim na Uniwersytecie w Opolu i „napisał taki skrypt dla studentów zatytułowany «tematy niebezpieczne», w którym to zawarł opis poglądów tzw. negacjonistów Holokaustu”.

– Dr Ratajczak, który uważał, że studenci powinni znać takie rzeczy, skoro to jest uniwersytet, sporządził taki skrypt (…) i został za to wyrzucony z uczelni przez jakichś takich gorliwców, politruków tamtejszych – przypomniał.

– Skończyło się to dla niego tragicznie, bo zajechał jako nieboszczyk na parking supermarketu i tam siedział w tym samochodzie, jako już nieboszczyk, i policja go znalazła w dosyć zawansowanym stadium rozkładu – dodał.

Dr Dariusz Ratajczak był m.in. publicystą „Najwyższego CZAS!”-u. Swoje teksty publikował także na łamach „Myśli Polskiej”, „Narodni Myslence” (Czechy), „Opcji na Prawo”, „Kronice” (Norwegia), „Polonii” (USA).

W 1999 r., po wydaniu „Tematów niebezpiecznych”, zbioru esejów historyczno-politycznych, zawierających m.in. omówienie poglądów rewizjonistów Holokaustu został zawieszony, a następnie wydalony z Uniwersytetu Opolskiego z zakazem pracy w zawodzie nauczycielskim na 3 lata. Podjął pracę stróża nocnego w jednej z opolskich firm. Równocześnie wytoczono mu proces sądowy o złamanie artykułu 55. Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Sprawa została umorzona wyrokiem Sądu Okręgowego w Opolu w 2002 r.

– Ja wprawdzie w sądzie cały czas tłumaczyłem, że przecież nie wyrażałem własnego zdania co do tez głoszonych przez rewizjonistów holokaustu, podkreślałem, że jedynie referowałem problem (a to wolno mi było robić), chciałem także powołać stosownych ekspertów w osobach pp. profesorów Rainy i Bendera, ale sąd pozostawał niewzruszony. Uznał, że sam jest władny określić, czy referowałem poglądy, czy też się z nimi zgadzałem – mówił w rozmowie z Radiem Rodzina w 2003 r. Ratajczak.

– Raz jeszcze powtórzę: sprawa była od samego początku „kręcona z góry”, szły dyrektywy z ministerstwa sprawiedliwości, że trzeba szybko „tego Ratajczaka załatwić”. Jeżeli bowiem nie zrobimy tego teraz, za chwilę pojawią się następni, którzy zaczną drążyć „bardzo niebezpieczny temat” – dodał.

– Mój Boże, czegóż to „nasze elity” nie wypisywały w tamtych czasach o mnie. Wysyłano mnie do zakładów psychiatrycznych, twierdzono, że moja sprawa może wpłynąć na stosunki polsko-żydowskie. Istna paranoja, „dom wariatów”. Taki to był cyrk i takie występujące w nim małpy – skiwtował.

Dr Ratajczak został znaleziony martwy w samochodzie pod jednym z centrów handlowych w Opolu w czerwcu 2010 roku. Policja znalazła ciało śp. dr Dariusza Ratajczaka w stanie zaawansowanego rozkładu. Zwłoki leżały w samochodzie renault kangoo, który prawdopodobnie od 28 maja stał na parkingu pod “Karolinką”. Według relacji kolegi – Ratajczak miał kupić wóz po to, by jechać nim do Holandii do pracy w charakterze tłumacza w firmie handlującej kwiatami. Wcześniej – jak podała „Nowa Trybuna Opolska” – historyk pracował w Norwegii i Anglii na zmywakach.

Ostatni wolny partyzant

Ostatni wolny partyzant

28.01.2024 Myslek nczas/ostatni-wolny-partyzant

Józef Gryga.
Józef Gryga.

Józef Gryga pseudonim „Jędrek”, „Twardy”, „Partyzant” – w latach 1963-1966 był ostatnim na ziemiach polskich ukrywającym się wraz z bronią palną partyzantem powojennego antykomunistycznego podziemia. Ukrywającym się, uzbrojonym i często przemieszczającym z jednej wsi do innej. Był także ostatnim z polskiego zbrojnego wolnościowego podziemia, który został schwytany przez MO i SB. Był poszukiwany przez służby komunistycznego państwa, mniej lub bardziej intensywnie, od końca września 1945 r. do sierpnia 1966. Został ujęty i aresztowany dopiero 8 sierpnia 1966 r. i to zupełnie przypadkowo.

Józef Gryga urodził się 26 sierpnia 1923 r. w ubogiej rodzinie chłopskiej we wsi Wapniska koło Biecza w powiecie Gorlice (współcześnie to część Biecza). Był synem Karoliny Podkulskiej z domu Gryga (ur. w maju 1896 r.) i Antoniego. Został ochrzczony 29 sierpnia 1923 r. w kościele rzymsko-katolickim w Bieczu. Jeszcze przed II wojną światową ukończył 5 lub 6 klas szkoły podstawowej. Do pierwszych dni września 1945 r. mieszkał wraz z matką i młodszą siostrą Anną w starym drewnianym domu (współcześnie już nieistniejącym) we wsi Wapniska nr 45. Od któregoś dnia z pierwszej połowy września 1945 r., tj. od czasu, gdy otrzymał kartę powołania do komunistycznego wojska, ukrywał się i następnie działał w wolnościowej, antykomunistycznej konspiracji. W tym pierwszym okresie ukrywania się i konspiracji, tj. do lipca 1946 r., nosił pseudonim „Jędrek”, którego używał najprawdopodobniej już od roku 1943 lub 1944 – jeszcze w czasie okupacji niemieckiej. Bo w latach 1943-1944 prawdopodobnie należał do jakiejś konspiracyjnej grupy czy komórki AK w Bieczu lub okolicy. Istnieją bowiem krótkie kartoteczne zapisy niektórych jednostek UB i MO, jak np. KW MO i WUBP w Rzeszowie i Krakowie, wskazujące na bliżej nieokreślone członkostwo Józefa Grygi w AK, jak np. „nieujawniony członek AK”, „członek AK ps. »Jędrek«” itp. W jednym z dokumentów operacyjnych UB zapisano, że ówczesny przełożony „Jędrka” w AK nosił nazwisko Duda. W innych dokumentach UB i potem SB zapisano też, że (20-letni wówczas) Józef Gryga w roku 1943 został zabrany do przymusowej pracy w niemieckiej Baudienst (Służbie Budowlanej w Generalnym Gubernatorstwie). Po jakimś czasie uciekł z tej Służby i pracy w Krakowie, i powrócił w rodzinne strony, gdzie ukrywał się. Prawdopodobnie wówczas nawiązał kontakt z organizacją AK.

Józef Gryga „Twardy” od połowy kwietnia 1946 r. do 15 października 1946 walczył zbrojnie z komunistyczną administracją, MO i UB w szeregach partyzanckiego oddziału Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) pod dowództwem najpierw Jana Widełko pseud. „Czarny”, a następnie Andrzeja Szczypta pseud. „Zenit” (w oddziale „Zenita” został zaprzysiężony, otrzymał nową broń i pseudonim „Twardy” jednak dopiero około 30 lipca 1946 r.). Ten oddział podlegał od maja 1946 r. zgrupowaniu partyzanckich oddziałów NSZ pod dowództwem kpt. Jana Dubaniowskiego pseud. „Salwa” i okręgowej komendzie NSZ w Krakowie. „Twardy” brał udział w kilku większych zbrojnych akcjach oddziału „Czarnego” i „Zenita” – między innymi w zasadzce na ciężarowy samochód MO i UB z komendy w Gorlicach w dniach 22-23 września 1946 r. Dzięki pomocy współpracującego z partyzantami milicjanta z posterunku w Ropie sprowokowali oni wyjazd grupy operacyjnej MO-UB z Gorlic. Na drodze przy lesie koło Szymbarka ostrzelali ciężarówkę MO z broni maszynowej i zmusili funkcjonariuszy do poddania się. Po kilkugodzinnych przesłuchaniach rozstrzelali czterech funkcjonariuszy UB, a sześciu młodych milicjantów rozbroili, rozmundurowali i puścili wolno – zakazując im jednak dalszej służby w MO i UB pod groźbą kary.

Od końca września 1945 r. do kwietnia 1946 i następnie od 15 października 1946 r. do wiosny 1954 r. Józef Gryga sam dowodził kilkuosobowymi grupkami partyzantów i ludzi ukrywających się przed UB i MO. Stopniowo zdobywał broń, amunicję, żywność, pieniądze i inne zaopatrzenie. Z pomocą swoich towarzyszy broni zwalczał na wsiach w okolicach Biecza, Gorlic, Jasła i Tarnowa, zbyt gorliwych komunistycznych poborców wiejskich podatków i kontyngentów rolnych, niektórych sołtysów, gminnych urzędników i kierowników zlewni mleka. Kilkakrotnie przeprowadzał też zbrojne napady zaopatrzeniowe na sklepy i magazyny komunistycznych gminnych spółdzielni – powstałych w latach 1945-1946 na ogół na bazie ziemi i majątku przymusowo zabranych prywatnym właścicielom. Między innymi w Ołpinach 25 czerwca 1947 r. Kilkakrotnie dokonał też ostrzelania i odstraszenia lokalnych patroli MO i UB. W sporządzonej w roku 1976 „charakterystyce nr 69” – dotyczącej „bandy Grygi” – w jej podsumowaniu funkcjonariusze SB zapisali, że w latach 1946-1954 zbrojne 2-4-osobowe grupy pod dowództwem Józefa Grygi dokonały w sumie „25 aktów terrorystycznych, w tym 35 czynów przestępczych”. Były w tym m.in. 2 „napady” na funkcjonariuszy UB, 4 „napady” na funkcjonariuszy MO, 3 ataki na w sumie kilku członków PPR i ORMO oraz „13 napadów na sklepy i instytucje spółdzielcze” (wg akt IPN Rz 05/89). Ta statystyka UB/SB nie obejmuje udziału „Twardego” w zbrojnych akcjach oddziału „Czarnego” i „Zenita” od maja do 14 października 1946 r.

Józef Gryga stawiał zbrojny opór i walczył z komunistycznymi okupantami jego kraju od kwietnia 1946 r. do lata 1954 – wraz ze swoimi wiejskimi współpracownikami i towarzyszami broni. Później, tj. po aresztowaniu w maju i czerwcu 1954 r. kilku jego współpracowników i towarzyszy, już samotnie ukrywał się przed MO i UB i walczył o przetrwanie swoje, swojej matki, krewnych i przyjaciół. Matkę krótko odwiedzał wieczorami lub nocą – co kilka miesięcy. Nie mógł bywać u niej dłużej, gdyż MO i UB okresowo obserwowała dom matki z ukrycia – ze strychu i stodoły jej sąsiadów. A w latach 1954-1959 w jej starej chałupie funkcjonowała jakaś podsłuchowa instalacja UB – choć nie cały czas. Jednak, jak to wielokrotnie zapisali funkcjonariusze, Karolina Podkulska, pouczana przez syna, była wyjątkowo ostrożna i mądra. UB-SB nie pomogło nawet zwerbowanie trzech czy czterech tajnych informatorów z kręgu jej rodziny i bliskich przyjaciółek. Ich w sumie dość liczne podchody i zapytania o jej „Józka” zbywała ogólnikami i twierdzeniami, że „nic nie wie”.

W latach 1948-1966 Józef Gryga nosił kolejne konspiracyjne pseudonimy: „Partyzant” i „Józek”. Od września 1945 r. do sierpnia 1966, a więc prawie 21 lat, ukrywał się i wymykał kolejnym akcjom poszukiwania go, obławom i operacyjnym przedsięwzięciom UB, MO i SB – od października 1946 r. do lata 1966 przeprowadzanym kilkanaście razy specjalnie przeciwko niemu i jego pomocnikom przez jednostki UB, MO, KBW i SB z Gorlic, Jasła, Tarnowa, Rzeszowa i Krakowa. Od roku 1953 do 1966 były to przedsięwzięcia nadzorowane przez kilku oficerów Departamentu III MBP/MSW i Komendy Głównej MO w Warszawie. Były to między innymi operacje o kryptonimach „Szpak”, „Wisła” i „Melina” – angażujące każdorazowo i przez kilka miesięcy lub kilka lat po kilkunastu lub kilkudziesięciu funkcjonariuszy i po kilkudziesięciu ich tajnych współpracowników i informatorów. Np. w latach 1962-1966 w celu złapania „Partyzanta” i jego kilkunastu niedawnych i obecnych „meliniarzy” powiatowe i wojewódzkie jednostki SB i MO korzystały z donosów i informacji aż 51 ich tajnych współpracowników i informatorów – i to tylko w ramach samej operacji krypt. „Melina”.

Józef Gryga niekiedy ukrywał się w lasach i górach, a jesienią, zimą i wczesną wiosną w zabudowaniach w sumie kilkunastu gospodarzy-rolników. Między innymi w domu Władysława i Anny Słowików w Rzepienniku Strzyżewskim nr 304 (w latach 1954-1960) oraz w domu Józefa Bartusika i jego syna Alfreda we wsi Olszyny nr 447 (w latach 1961-1966). W latach 1954-1964 co kilkanaście miesięcy dokonywał, już w pojedynkę, zaopatrzeniowych napadów na wiejskie spółdzielcze sklepy GS „Samopomoc Chłopska” i na inne komunistyczne spółdzielnie. Zabierał z nich pieniądze, żywność i papierosy, żeby mieć co jeść i materialnie wspomóc ukrywających go, kwaterujących i na ogół bardzo ubogich wiejskich gospodarzy. Ostatnią taką akcję z bronią w ręku przeprowadził 30 października 1964 r. Po wcześniejszym rozpoznaniu terenu i zasięgnięciu od jednej z pracownic informacji na temat terminu wypłat pensji i pieniędzy napadł na kasę Spółdzielczego Zrzeszenia Chałupników w Żurowej w gminie Szerzyny. Około godz. 14.50 wszedł do budynku tej spółdzielni – z pistoletem w kieszeni oraz z pistoletem maszynowym MP i granatem ukrytymi pod płaszczem. Postraszył kasjera i dwóch innych mężczyzn obecnych w pomieszczeniu kasy groźbą użycia pistoletu i nakazał kasjerowi wyjąć pieniądze z żelaznej kasy i szuflady. Następnie spokojnie pochował paczki banknotów do kieszeni, powiedział grzeczne „do widzenia” i spokojnie poszedł przez pola do niezbyt odległego lasu (wg zapisów śledztwa SB). Pościg kilkudziesięciu funkcjonariuszy MO i SB za „Partyzantem”, trwający kilkanaście miesięcy, znów nie przyniósł im sukcesu. Chociaż uruchomili oni wszelką swoją agenturę i setki zwykłych donosicieli w trzech czy czterech powiatach. A listy gończe i plakaty z narysowanym przez speca SB domniemanym wizerunkiem Grygi wisiały w prawie każdej okolicznej wsi i na dworcach kolejowych aż prawie dwa lata – do sierpnia 1966 r. W aktach SB zapisano także, że Józef Gryga „zagarnął” wtedy 138,3 tys. zł (tj. równowartość ok. 90-92 ówczesnych przeciętnych pensji). Część tych pieniędzy „Józek” dał 20-letniemu wówczas Alfredowi Bartusikowi i polecił mu kupić w Gorlicach nowy i dobry rower, narty marki „Beskidy” i buty do nich, radioodbiornik, aparat fotograficzny i kilka innych potrzebnych mu rzeczy.

Kilka zapisków w aktach operacyjnych bezpieki dot. kilku ustnych i niedatowanych doniesień tajnych informatorów UB-SB z drugiej połowy lat 1950-ch. Te trzy czy cztery zapiski wskazują na to, że Józef Gryga zawarł, w ścisłej konspiracji i nocą, tajny ślub kościelny z panną o imieniu Zofia. Ponoć doszło do tego za dużą sumę pieniędzy zapłaconych jakiemuś księdzu, który początkowo nie chciał udzielić ślubu ściganemu przez UB „Partyzantowi”. Najprawdopodobniej ten ślub odbył się w kościele pw. św. Michała Archanioła w Binarowej w roku 1957 lub 1958. W liście do matki datowanym 15 grudnia 1958 r. (przechwyconym i odnotowanym przez SB) „Józek” napisał bowiem m.in.: „ożeniłem się”. Ale nie napisał, kiedy się ożenił, gdzie i z kim. Powtórzył to w kolejnym liście do matki z marca 1959 r. W aktach SB z lat 1960-ch już nie ma mowy o okolicznościach tajnego ślubu i konspiracyjnego, „zdalnego” i najpewniej krótkotrwałego małżeństwa „Partyzanta” z tajemniczą Zosią z Binarowej lub może z Jodłówki Tuchowskiej. Być może była to Zofia Kawa z Binarowej, córka Władysława, ur. 16 kwietnia 1928 r. – w połowie 50., cicha „narzeczona” Józefa Grygi. Ale jak wynika z zapisów UB-SB, ten konspirator w samych latach 50. miał bliskie kontakty z co najmniej czterema dziewczynami o imieniu Zofia. SB poszukiwała tej oficjalnej panny, a zakonspirowanej żony Grygi, w aż kilkunastu wsiach przez okres około dwóch lat – bez sukcesu. Np. pewien rozkaz szefa Wydziału III SB z komendy wojewódzkiej w Rzeszowie mówił o konieczności wytypowania przez lokalnych funkcjonariuszy MO i SB i ich donosicieli co najmniej trzydziestu urodziwych panien w wieku 20-35 lat, które z niejasnych powodów nadal mieszkają z rodzicami i odtrącają swoich adoratorów. Więc takie panny wyszukiwano, typowano i inwigilowano, czy aby nie kontaktują się z Grygą. Zaangażowana do tego zadania agentura UB-SB miała więc zapewne ciekawe zajęcie.

Józef Gryga został ujęty przez siły komunistyczne zupełnie przypadkowo. Dość upalnego 8 sierpnia 1966 r. został zatrzymany przez milicjanta i kilku mieszkańców we wsi Rzepiennik Suchy – w zabudowaniach nieznanego mu wcześniej wiejskiego „dentysty” Tadeusza Niemca, do którego „Partyzant” zgłosił się w celu usunięcia mocno bolącego go zęba. Ale dentysta polecił mu czekać na zabieg rwania. Został pojmany po donosie córki dentysty, która w marynarce podejrzanego i nietrzeźwego nieznajomego (bo „Józek” od rana pił wino i wódkę, żeby ukoić ból zęba) zauważyła pistolet i wkrótce poinformowała o tym żonę milicjanta mieszkającego w sąsiedztwie. W efekcie Józef Gryga został zatrzymany przez tego funkcjonariusza MO i skuty kajdankami – przy pomocy kilku mieszkańców wsi, w tym wspomnianych kobiet. Chwilę wcześniej próbował uciekać, ale nie udało mu się przeskoczyć płotu przydomowego ogródka. Nikt z tych mieszkańców Rzepiennika Suchego nie wiedział, kogo zatrzymali. Dowiedzieli się dopiero po dobrych kilku godzinach – po przyjeździe funkcjonariuszy z Gorlic.

Po ponad rocznym śledztwie SB i po licznych przesłuchaniach, pomimo swoich obszernych i dość szczerych zeznań, a także pomimo dobrowolnego wydania SB swojej ukrytej w lesie broni maszynowej, granatów i ponad 65 tys. zł z pieniędzy pozostałych mu z rabunku w Żurowej, 21 września 1967 r. Józef Gryga został skazany przez Sąd Wojewódzki w Rzeszowie na karę śmierci, utratę praw obywatelskich i publicznych i karę grzywny 60 tys. złotych. Choć zarzutu zabójstwa jakiejś osoby cywilnej czy konkretnego funkcjonariusza UB, KBW lub MO nie było. Kara śmierci została mu zamieniona prawdopodobnie jeszcze na tym samym posiedzeniu Sądu na dożywotnie więzienie. Karę dożywotniego więzienia władze PRL zamieniły mu w roku 1969 na 15 lat więzienia – na mocy ogólnej amnestii. Zakład karny w Barczewie koło Olsztyna „Twardy” opuścił 29 kwietnia 1981 r. Według zapisów więziennej administracji (akta IPN Ol 52/1765) mógł on opuścić to więzienie już w końcu grudnia 1979 r., gdyby nie wspomniana kara grzywny, której wraz z odsetkami ani on, ani jego uboga matka i siostra z Biecza nie byli w stanie w pełni spłacić. W aresztach i więzieniach PRL „Partyzant” – w latach 1945-1966 prawdziwie „wolny ptak” – spędził 14 lat, 8 miesięcy i 3 tygodnie. Był całkowicie „wolnym ptakiem” przez 21 lat – wolnym przede wszystkim od licznych kontroli, nakazów, zakazów i podatków urzędów i organów socjalistycznego państwa.

Po wyjściu z więzienia Józef Gryga przez kilka lat mieszkał w rodzinnym Bieczu – w domach rodziny, w tym u córki siostry swej matki – p. Łucji Kuk. Pracował w zakładach drzewnych w Bieczu. W 1982 r. ożenił się z Marią Winiarską z okolic Biecza. To małżeństwo trwało tylko kilkanaście miesięcy i zakończyło się urzędowym rozwodem. Natomiast 25 października 1989 r. Józef Gryga zawarł ślub kościelny z Emilią Nieć z parafii rzymsko-katolickiej w Czechowicach-Dziedzicach, pow. Bielsko-Biała. I najprawdopodobniej tam mieszkał od roku 1989 i tam zmarł dn. 17 stycznia 1997 r. (wg danych z systemu PESEL MSW PRL dot. ewidencji ludności i obowiązującego też w latach 1990-ch). Zmarł w wieku 73 lat i niespełna 5 miesięcy. Jesienią 2023 r. grób Józefa Grygi znajdował się na Cmentarzu Parafialnym w Czechowicach-Dziedzicach.

=============================

+ Christus vincit !

Ps. 

        1 marca – dzień żołnierzy niezłomnych (dla zmylenia nazywanymi – „wyklętymi”)….

 „…..I  na koniec jeszcze jedno ogłoszenie- 1 marca w Bieczu, w kinie , o godz 18-tej odbędzie się premiera nowego filmu pt. „Gryga” pokazującego losy ostatniego partyzanta ,który dał się złapać dopiero w 1966 r (sierpień). Wszystkich mieszkańców Biecza i okolic*  serdecznie zapraszamy.. Wstęp wolny.

*ponieważ nie ma wyszczególnienia jaki zasięg „okolicy” ,zatem czyż to określenie nie można rozpatrywać wg uznania (np. dla zainteresowanych dowolny promień odległości ziemskiej).

Światło Loży, czy Światło Chrystusa? Franciszkanin o dialogu Kościoła z masonerią

Światło Loży, czy Światło Chrystusa? Franciszkanin o dialogu Kościoła z masonerią

swiatlo-lozy-czy-swiatlo-chrystusa

Światło Loży nie jest tożsame ze Światłem Chrystusa. Masoneria proponuje swoją własną religię – religię gnozy i relatywizmu. Dlaczego Kościół katolicki podejmuje z nią dialog? Takie pytanie stawia na łamach „La Nuova Bussola Quotidiana” franciszkanin Niepokalanej, o. Paolo Siano, włoski ekspert ds. masonerii. 

Ojciec Siano odwołuje się do słynnego spotkania 16 lutego w Mediolanie pomiędzy przedstawicielami trzech największych włoskich lóż a ludźmi Kościoła. Przypomina, że mediolańskie spotkanie przyniosło dwie zasadnicze konkluzje, przynajmniej na ile można to stwierdzić na podstawie przecieków medialnych. Po pierwsze, kardynał Francesco Coccopalmerio zaproponował ustanowienie „okrągłego stołu” dialogu Kościoła z masonerią. Po drugie, bp Antonio Staglianò wezwał do oddzielania podejścia prawnego od duszpasterskiego, proponując „miłosierną drogę” wobec wolnomularzy.

Duchowny zwrócił następnie uwagę na treść przemówień dwóch mistrzów masońskich, Stefano Bisiego i Luciano Romoliego, które zostały opublikowane w sieci. Stefano Bisi zarzucał Kościołowi wrogość i nieuzasadnioną walkę z masonerią, co, jak przypomniał ojciec Siano, nie ma żadnego uzasadnienia historycznego, bo było raczej dokładnie odwrotnie. Autor wskazał ze szczególnym naciskiem na te partie przemówienia Bisiego, które dotykały samej istoty masonerii: relatywizmu. Bisi wzywał bowiem Kościół, by ten odszedł od pojęcia Prawdy, sugerując, że ci, którzy twierdzą, że wyznają jedyną Prawdę – jak katolicy – po prostu „oszukują samych siebie”. Masoneria ma być bardziej wolnościowa i „nieustannie szukać prawdy, pozostawiając dogmaty innym”. W tych słowach Bisiego dobrze widoczna jest wrogość do dogmatów Kościoła, relatywizm, budowanie kontrastu pomiędzy Słowem Bożym a nauką dogmatyczną Kościoła. Dalej Stefano Bisi sugerował, że mianem „boga” (w tekście pisał „bóg” z małej litery) można określić wszechświat, co odsyła nas do panteizmu w stylu heretyka Giordana Bruno, na którego w innym miejscu wystąpienia Bisi się zresztą powoływał.

Podobne tezy prezentował w swoim przemówieniu Luciano Romoli. Wielki mistrz stwierdzał, że masoneria kultywuje takie idee jak „tolerancja, relatywizm, wiara w postęp badań i wiedzy, równość i wolność”. Przekonywał, że idee „tolerancji i relatywizmu” są szczególnie istotne „w odniesieniu do religii” – zwłaszcza w takim świecie, jak zachodni, który staje się „coraz bardziej wieloetniczny i wieloreligijny”. Romoli mówił też nieco o ezoteryce i gnozie masonerii. Członków masonerii nazywał „adeptami”, wskazując na łączenie przez wolnomularzy „tego, co racjonalne, z tym, co przed-racjonalne”, mówił o „procesie aktywnej transformacji i stopniowej identyfikacji ze świętym jądrem własnej osobowości”, o doświadczaniu sacrum oraz o „zrozumieniu współistotności materii i ducha” czy wreszcie o „współuczestnictwie w powszechnej harmonii”.

Ojciec Siano pyta na koniec, jaki jest zatem cel publicznego i oficjalnego dialogu Kościoła i masonerii. Z perspektywy wolnomularzy, wskazuje, jest to dość oczywiste: masoneria prezentuje się jako szanowany, uznany i zgoła niezbędny partner Kościoła, co daje też szansę na otwarcie drogi do „pojednania”, tak, by katolicy mogli być częścią masonerii. „Jednak masońskie Światło, Światło Wielkiego Architekta Wszechświata… nie jest Światłem Chrystusa i Kościoła katolickiego” – podsumowuje kapłan.

Źródło: lanuovabq.it

Pach

Życie na linie 6. Życie towarzyskie i uczuciowe.

Życie na linie 6

Życie towarzyskie i uczuciowe

Pędząca Glizda

Pracownicy spółdzielni robót wysokościowych „Okienko” byli na ogół bardzo młodzi. Wyznawali – jak już wspominałam – zasadę, że cnota jest to permanentny brak okazji.

A że okazji im nie brakowało, ich życie towarzyskie i uczuciowe było bogate, ciekawe i pełne zmiennych konfiguracji. Osoby rzadziej bywające na imprezach jak je nazywano „okiennych” łatwo mogły popełnić gafę pytając parę, która już dawno przestała być parą o dzieci albo budowę wspólnego domu. Spółdzielnia, poza opozycją regionu, skupiała wszelkiej maści oryginałów. Mówiąc wprost – różnych sympatycznych swoją drogą wariatów. Jedni nurkowali w zimie w Bałtyku, inni latali na paralotni, wreszcie inni wspinali się i żeglowali.

Był wśród nich Mietek Ryś, który po licznych podróżach wylądował gdzieś na Syberii w syberyjskiej chacie z syberyjską damą u boku. Jego ślubna żona pocieszała się jak mogła. Ponieważ poprzedni ślub był tylko cywilny, każda nowa konkieta mogła dla niej zaowocować prawdziwym sakramentalnym małżeństwem. Sakrament – sakramentem, lecz biała suknia, kwiaty i deszcz monet różnych nominałów przy wyjściu z kościoła to to, o czym marzy każda kobieta niezależnie od wieku. Żona Rysia była młoda i ładna więc pocieszycieli nie brakowało.

Chłopcy formułowali zresztą często pogląd, że nie ma zbyt brzydkich i zbyt starych żeby się nimi (nazwijmy to ) zainteresować kobiet, tylko czasami brakuje wódki.

C D N

Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”

=====================

mail: Jakich „nazwisk”? Nawet ksywy ukrywasz, Gizdo…

Przepychanka wokół melasy

Przepychanka wokół melasy

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  25 lutego 2024 melasa

Dawno, dawno temu, krążyła po Polsce anegdota, jak to partyzanci walczyli z Niemcami o leśniczówkę. Najpierw partyzanci wyparli stamtąd Niemców, potem Niemcy uderzyli i wyparli partyzantów. Następnie partyzanci otrzymali posiłki i wyparli Niemców. Wreszcie leśniczy się zdenerwował i wygonił stamtąd i jednych i drugich.

Z podobną sytuacją mamy do czynienia i teraz, w związku z protestem rolników, który rozlewa się już na cały kraj, a także – co najmniej na pół Europy. Zostawmy jednak Europę na boku,, chociaż w tamtym proteście jest jeden wspólny punkt z naszym. Chodzi o tak zwany „Zielony Ład”, czyli komplet przedsięwzięć zaprojektowany przez wariatów, którzy obleźli instytucje Unii Europejskiej i – jak to wariaci – dopuścili sobie do głowy, że będą ratowali „planetę”.

Utwierdzają ich w tej dolegliwości Judenraty europejskich i amerykańskich gazet wyborczych, kierowanych przez tamtejszych panów redaktorów Michników. Redaktorowie Michnikowie, podobnie jak ich starsi i mądrzejsi mocodawcy w te wariactwa chyba nie wierzą, ale od czego mają głupich gojów? Jak głupie goje naczytają się gazet wyborczych, jak nasłuchają się utytułowanych ekspertów, co to za pieniądze gotowi są udowodnić wszystko, ja w wyższych szkołach gotowania na gazie wbiją im do głów, że „cztery nogi dobre, dwie nogi złe”, to popadają w takie wariactwo, którego żaden doktor nie wybije im z głowy – chyba, że razem z mózgiem.

Jednym z elementów „Zielonego Ładu” jest pomysł, by jedna dziesiąta gruntów w każdym gospodarstwie ugorowała. Jak w swoich pamiętnikach wspomina Adam Grzymała-Siedlecki, coś takiego już się zdarzyło pod koniec XIX wieku w zaborze rosyjskim. Niejaki pan Zapalski, absolwent uniwersytetu, gospodarował w swoim majątku w sposób nie zwracający niczyjej uwagi do momentu, kiedy jadąc saniami uderzył głową o węgieł stodoły. Akurat Europę zaczęło zalewać tańsze zboże amerykańskie, co spowodowało zaburzenia na rynku rolnym. Pan Zapalski zareagował na to osobliwym połączeniem teorii naukowych i bzika. Skoro nie mogę – powiadał – zwiększyć popytu na zboże, to dla utrzymania ceny ograniczę podaż – i ku rozpaczy oficjalistów, połowę gruntów w swoim majątku pozostawił nieobsianych. Sąsiedzi ze zrozumieniem kiwali głowami mówiąc, że już kiedy wybierał się on na ten cały uniwersytet, to przeczuwali, że nic dobrego z tego nie wyniknie.

W Polsce, jak wiadomo, trwa wojna między Volksdeutsche Partei z satelitami i znienawidzonym Jarosławem Kaczyńskim, który teraz uwija się wokół nowej strategii, drapowania się w kostium męczennika świętej sprawy niepodległości Polski. Obydwie „strony wojujące” nie tylko pyskują na siebie nawzajem w telewizjach i sejmowych komisjach śledczych, ale przepychają się w rozmaitych instytucjach państwowych i spółkach Skarbu Państwa, bo jużci – po ośmioletnim poście ci nowi chcieliby wreszcie umoczyć pyski w melasie, a ci, co je moczyli do tej pory, nie chcą się od melasy oderwać. Do tego sprowadza się u nas życie polityczne, bo – jak już wielokrotnie przypominałem – uprawianie prawdziwej polityki nasi mężykowie stanu mają od Naszych Sojuszników surowo zakazane.

Toteż na protesty rolników, którzy zaczęli wysypywać ukraińskie zboże z ciężarówek w Dorohusku i z kolejowych wagonów w Medyce, a poza tym – blokować drogi i skrzyżowania w całej Polsce, nie mają żadnej rady. Wprawdzie pan wiceminister Kołodziejczak próbował szlajać się na przejściach granicznych, ale kiedy rolnicy przekonali się, że on nic nie może i tylko obiecuje gruszki na wierzbie, więc go stamtąd pogonili. Wtedy szlajać zaczął się minister, ale okazało się, że i on nic nie może, bo decyzja spoczywa w rękach Komisji Europejskiej i ukraińskich oligarchów, którzy do serc unijnych ludowych komisarzy zawsze potrafią się przeborować. Toteż inicjatywę zaczyna przejmować ukraiński ambasador w Warszawie, pan Bazyli Zwarycz. Po pierwszym wysypaniu zboża oskarżył rolników o „haniebną zbrodnię”, a po incydencie w Medyce – nie tylko zgromił ich, że „wstyd i hańba”, ale rozkazał policji, by zrobiła z nimi porządek. Jednak policja nie jest pewna, kogo ma słuchać, więc na razie nic nie robi, wychodząc ze słusznego założenia, że wtedy przynajmniej nie popełni błędu.

Nie robią też nic również obydwie „strony wojujące” – bo co ich tam obchodzą jacyś rolnicy, kiedy chodzi przecież o melasę? A podchody pod melasę nabierają dynamiki. Oto minister sprawiedliwości, pan Bodnar kombinuje, jakby tu powyrzucać 15 faworytów Naczelnika Państwa z Krajowej Rady Sądownictwa i na opróżnione miejsca powsadzać fagasów wskazanych przez stare kiejkuty. Chodzi o to, by wszystkie stanowiska poobsadzać własnymi fagasami i dopiero wtedy stawiać przed ich obliczem niegodziwych pisiorów, opróżniając w ten sposób żerowisko i robiąc miejsce dla swoich. Jeszcze nie wiadomo, czy Sejm będzie te wszystkie operacje wykonywał przy pomocy uchwał przeciwko trzęsieniom ziemi i lodowcom – bo na przykład pojawił się projekt, żeby w ten sposób uchwalić, że tak zwani „neo-sędziowie” nie są żadnymi sędziami, tylko przebierańcami. Tak w każdym razie doradzała chluba socjalistycznej jurysprudencji, pan Wojciech Hermeliński.

Nie jest jednak wykluczone, że Volksdeutsche Partei zaryzykuje ustawę. Wprawdzie pan prezydent Duda odgrażał się, że każdą ustawę uchwaloną bez udziału panów Kamińskiego i Wąsika skieruje do Trybunału Konstytucyjnego – ale jak na razie nie skierował tam nawet ustawy budżetowej, a ustawę przedłużającą socjal dla obywateli Ukrainy w Polsce podpisał bez gadania. Cóż zresztą ma robić, skoro przekonał się, że zuchwałe zapowiedzi obydwu panów, iż wtargną do Sejmu jak tornado, by wykonywać swoje mandaty, zakończyły się żałosną rejteradą? Poza tym chyba jeszcze nie wie, jakie zadania nałoży wkrótce na niego prezydent Józio Biden, więc na wszelki wypadek próbuje siedzieć cicho. To znaczy – nie tyle „cicho”, co stwarzać wrażenie bezstronności. Oświadczył na przykład, że nie będzie słuchał ani Donalda Tuska, ani Jarosława Kaczyńskiego. Jak długo wytrwa w swoim postanowieniu – tego nie wiemy, a wesołość komentatorów wzbudziła jego niedawna deklaracja: „podjąłem decyzję”. Toteż pani Monika Pawłowska, co to wygartywała chyba ze wszystkich kominów, zanim wylądowała w PiS-ie, właśnie oświadczyła, że obejmuje mandat „po Mariuszu Kamińskim”, chociaż były Naczelnik Państwa surowo tego zabronił. Pan poseł Czarnek zwrócił jej uwagę, że w ten sposób zostanie 461 posłem, podczas gdy konstytucja przewiduje tylko 460, ale pani Monika puściła to mimo uszu. Kto by się przejmował takim embarras de richesse, kiedy melasa, to znaczy – pardon – jaka tam znowu „melasa”? Nie żadna melasa, tylko praca i poświęcenie dla Polski, bez którego nie może już wytrzymać? Toteż pochodząca ze świętej rodziny pani red. Dominika Wielowieyska nie może się jej nachwalić na łamach „Gazety Wyborczej” , a w tej sytuacji kto wie, czy pani Monika nie zostanie przez wiadomy Judenrat awansowana na autorytet moralny?

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Polska ma największe złoża srebra […znane, na świecie].

Polska na czele światowej listy kruszców. Rekordowe złoża i… niewykorzystana szansa?

25.02.2024 nczas

Według najnowszego raportu amerykańskiej Służby Geologicznej (USGS), Polska stała się liderem światowych zasobów srebra, wyprzedzając takich potentatów jak Chiny, Australia i Peru.

Raport „Mineral Commodity Summaries 2024” opublikowany przez USGS na początku tego roku zawiera informacje o ponad 90 niepaliwowych surowcach mineralnych, w tym o srebrze.

Z raportu wynika, że Polska dysponuje zasobami srebra (w postaci rud) szacowanymi na 170 tys. ton. Przy obecnym kursie na światowych giełdach mają one wartość ok. 127 miliardów dolarów, czyli ok. 505 miliardów złotych. To oznacza, że Polska ma więcej srebra niż jakikolwiek inny kraj na świecie.

Jak doszło do takiego stanu rzeczy? Głównym powodem jest odkrycie nowych złóż srebra w Polsce w zeszłym roku, które znacznie zwiększyły nasze zasoby tego metalu. Dzięki temu Polska i Rosja, która również znalazła nowe pokłady srebra, stały się kluczowymi graczami na rynku tego kruszcu. W sumie światowe zasoby srebra wzrosły z 550 tys. ton do 720 tys. ton w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Polska ma więc ogromny potencjał do wykorzystania, zwłaszcza w kontekście rosnącego zapotrzebowania na srebro w przemyśle. Jednak posiadanie dużych zasobów srebra to nie wszystko. Trzeba je również wydobywać i sprzedawać. W tym zakresie Polska nie jest jeszcze liderem.

W 2023 roku Polska wydobyła 1,3 tys. ton srebra, co plasuje ją na piątym miejscu na świecie pod tym względem. Na pierwszym miejscu jest Meksyk, który wyprodukował 6,4 tys. ton srebra, a na drugim Chiny, które wydobyły 4,5 tys. ton. Polska ma więc sporo do nadrobienia, jeśli chce być nie tylko posiadaczem, ale również producentem i eksporterem srebra.

W Unii Europejskiej rozpoczęła się procedura zmian unijnych traktatów, której zakończeniem ma być całkowita likwidacja polskiej niepodległości. Jak walczyć.  

Ordo Iuris

Jerzy Kwaśniewski Ordo Iuris <kontakt@ordoiuris.pl>

Politycy cytują Ordo Iuris
 
Szanowny Panie,w cieniu politycznej wojny i narastającego chaosu w państwie, toczy się proces, który jest ważniejszy niż wszystko, o czym słuchamy i czego dowiadujemy się każdego dnia z polskich mediów. W Unii Europejskiej rozpoczęła się procedura zmian unijnych traktatów, której zakończeniem ma być całkowita likwidacja polskiej niepodległości. Jako Polacy nie będziemy mieli już nic do powiedzenia na temat ochrony życia, rodziny, wolności, migracji, ekonomii czy edukacji – bo decyzje będą zapadać w Berlinie i Brukseli. Niestety większość rodaków cały czas nie jest świadoma tego gigantycznego zagrożenia.Dlatego od kilku miesięcy nie ustajemy w nagłaśnianiu procesów zachodzących w UE. 
Tydzień temu na Pana skrzynkę trafiła wiadomość, w której w szczegółach opisywałem, z czym konkretne – dla życia codziennego każdego z nas – będzie się wiązać odebranie państwom członkowskim prawa weta w kluczowych dla bezpieczeństwa i suwerenności Polski obszarach.Nasza praca zaczynać przynosić konkretne owoce.
 Nasze analizy i ostrzeżenia docierają do wielu Polaków – w tym także do istotnych decydentów.W tym tygodniu uczestniczyłem wraz z mec. Bartoszem Lewandowskim z Collegium Intermarium w sejmowym seminarium prawniczym „Stan praworządności w Polsce. Działania organów władzy publicznej po 13.12.2023 r.”.
Otwierając seminarium, Jarosław Kaczyński cytował wprost nasze eksperckie ustalenia, mówiąc o tym, że referendum w sprawie zmian traktatów UE może się okazać „referendum rozbiorowym”.
Podobnie zbieżne z naszymi ekspertyzami głosy słychać coraz częściej z różnych stron, a nasz najnowszy raport cieszył się poważnym zainteresowaniem także na Węgrzech.To pokazuje jedno – nasza praca ma sens!
Liczę gorąco na to, że również Pan i wszyscy nasi sympatycy oraz Darczyńcy zechcecie być ambasadorami tej ważnej wiedzy, ostrzegając swoich bliskich, przyjaciół i współpracowników przed realnymi skutkami procedowanych zmian UE.O konkretnych zagrożeniach związanych z tą sprawą pisałem Panu tydzień temu. Jeśli do tej pory, nie udało się Panu zapoznać z treścią tej wiadomości, to bardzo gorąco zachęcam do lektury.
Jest poniżej.
Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris  
Temat: Niemcy chcą odebrać nam prawo weta. Wiceszef polskiego MSZ… jest „za”Data: sobota, 17 lutego 2024 r.,

Szanowny Panie,gdy Parlament Europejski przyjmował poprawki do unijnych traktatów, które zakładają przejęcie przez Unię kompetencji w 10 obszarach kluczowych dla naszej narodowej suwerenności, Donald Tusk odgrywał rolę dobrego policjanta. W sejmowym exposé uspokajał, że „żadne próby zmian traktatów Unii Europejskiej wbrew interesom Polski nie wchodzą w rachubę”. Buńczucznie zapowiadał, że za jego rządów to Polska będzie rozstrzygać o kierunkach zmian w Unii Europejskiej.Jednak uruchomiona oficjalnie procedura zmiany traktatów jak walec ruszyła naprzód. Polska – będąca przez lata hamulcowym w budowie „superpaństwa” na gruzach państw narodowych – od 13 grudnia po cichu wspiera zmiany, usypiając czujność polskich obywateli.Instytut Ordo Iuris jest obecnie w Polsce najważniejszym głosem sprzeciwu, ujawniając skalę ofensywy, budząc społeczny opór oraz dostarczając prawnych argumentów. Już w 2022 roku – gdy w Polsce o sprawie nie mówiono wiele – opisaliśmy planowane zmiany.Teraz wykazujemy, że UE chce odbierać nam armię i ambasady; że chce kontrolować polski przemysł i decydować bez udziału Warszawy o rozwoju wielkich projektów jak CPK czy porty morskie. Poprawki obejmują także przejęcie przez unijnych urzędników decydowania o seksedukacji, dostępności aborcji, surogacji, homoadopcji czy… możliwość odgórnego narzucenia polskim dzieciom wspólnej, europejskiej listy lektur i ujednoliconego nauczania historii.
Zaraz po zaprzysiężeniu Donalda Tuska, przedstawicielka rządu mogła sprzeciwić się dalszemu procedowaniu projektu zmian unijnych traktatów podczas posiedzenia Rady UE… ale tego nie zrobiła. Ograniczyła się do złożenia niewiążącego oświadczenia, by liderzy obozu rządzącego mogli później udawać w mediach, że bronią polskiej suwerenności.
Gdy dziennik Rzeczpospolita zapytał wiceszefa MSZ Andrzeja Szejnę o opinię w sprawie niemieckiego postulatu likwidacji prawa weta w sprawach związanych z polityką zagraniczną, zastępca Radosława Sikorskiego stwierdził bez wahania, że Unia „nie może być sparaliżowana stanowiskiem jednego kraju” i dodał, że „w jakimś stopniu rozumowanie Berlina jest więc zasadne.”
Niektórzy powiedzieliby, że to drobnostka. Ale oddanie obcym prowadzenia polskich spraw zagranicznych oznacza przecież możliwość rozpoczęcia wojny celnej z USA lub nawiązania sojuszu energetycznego z Rosją – wbrew interesom Polski, a nawet pomimo sprzeciwu kilkunastu państw UE. To oddanie wielkiego obszaru niepodległości w ręce Brukseli i Berlina.Takich sfer polskiej kapitulacji i oddawania suwerenności jest jednak więcej. Unijni urzędnicy postanowili zawalczyć o przejęcie dziesięciu obszarów narodowego samostanowienia.Budując strategię obrony suwerenności opieramy się na jednoznacznych zasadach Konstytucji. Przyjęcie zmian traktatowych wymaga polskiej zgody. Jeżeli takiej zgody nie udzieli 2/3 polskiego Sejmu i Senatu, konieczne stanie się referendum. Szacujemy, że odbędzie się za dwa lata.To oznacza, że wkrótce będziemy zapewne bombardowani prymitywną propagandą, w ramach której rewolucjoniści będą wmawiać Polakom, że głosowanie przeciwko reformie traktatów, to głosowanie za biedą, cywilizacyjnym upadkiem i „przeciwko Europie”.Przed nami epokowe wyzwanie. Musimy dotrzeć do wszystkich Polaków z informacją, że referendum dotyczy w rzeczywistości oddania suwerenności; że utrata niepodległości to konkretne szkody dla każdego Polaka. I tylko powszechny sprzeciw może zatrzymać rozpędzoną, niemiecką machinę przejmowania Europy.
Dlatego w ubiegłym roku – 11 listopada, gdy świętowaliśmy kolejną rocznicę odzyskania niepodległości – ogłosiliśmy powołanie do życia Kolegium Suwerenności, które staje się zapleczem eksperckim, dostarczającym wsparcie prawne i merytoryczne analizy dla całego polskiego ruchu suwerennościowego.Pierwsze owoce naszej decyzji już są widoczne. Za mną szereg spotkań terenowych. Nasz głos jest obecny w mediach poprzez setki wypowiedzi, wywiadów, artykułów i wzmianek. O wynikach naszych analiz wspominają politycy z różnych politycznych środowisk. Jarosław Kaczyński mówił na partyjnym wiecu, że „prawnicy z Ordo Iuris wykazali, że w 10 najważniejszych strefach tracimy suwerenność”. W wielkiej konferencji suwerennościowej „Wolni Polacy wobec zmian traktatowych Unii Europejskiej”, która zostanie zorganizowana w marcu w Katowicach, nasi eksperci będą najliczniejszym niezależnym środowiskiem. Rozpoczęliśmy także budowę międzynarodowego ruchu sprzeciwu wobec zmian w traktatach UE.
Aby wszystkim obrońcom niepodległej Ojczyzny dać do ręki argumenty i konkretną wiedzę – przed kilkoma dniami zaprezentowaliśmy raport „Po co nam suwerenność?”. Precyzyjnie pokazujemy w nim, że traktatowe zmiany mają trwale odebrać Polsce suwerenność w 10 konkretnych obszarach – kluczowych dla naszej narodowej suwerenności.Skutkiem wdrożenia reformy może być przejęcie przez Unię dowodzenia nad siłami zbrojnymi Polski, zamknięcie polskich ambasad i zastąpienie polskich dyplomatów służbami unijnymi. To także ostateczne oddanie Brukseli kontroli nad przepływem imigrantów. Unia Europejska będzie mogła przejąć nadzór nad kluczowymi gałęziami polskiego przemysłu, zamykać kopalnie i porty, oraz nabyć wyłączną kompetencję w zakresie zawierania porozumień dotyczących ochrony klimatu. To urzędnicy UE zdecydują, czy mamy budować Centralny Port Komunikacyjny lub autostrady. Reforma będzie skutkować narzuceniem państwom członkowskim akceptacji aborcji, surogacji, eutanazji, permisywnej edukacji seksualnej, przywilejów dla homozwiązków i homoadopcji.
Raport przetłumaczyliśmy już na język angielski i rozpoczęliśmy jego szeroką promocję. W ubiegły piątek kopie raportu trafiły do przedstawicieli węgierskiego rządu podczas Polsko-Węgierskiego Politycznego Forum w Budapeszcie, gdzie uczestniczyliśmy w dyskusji o przyszłości naszego regionu.Już niedługo raport trafi do wszystkich eurodeputowanych. Będzie też podstawą rozmów i spotkań ze środowiskami ze Słowacji, Chorwacji, Włoch, Hiszpanii, Francji, Rumunii, Bułgarii i wielu innych krajów, które mogą przyczynić się do zablokowania zmian.Wszystkie te działania to dla nas duże koszty, ale wszystkie są absolutnie niezbędne, bo jeśli oddamy naszą suwerenność – cała nasza walka w obronie kluczowych dla nas i dla Pana wartości nie będzie już miała znaczenia, bo decyzje podejmować będzie za nas Bruksela… a tak właściwe, to Berlin.
Dlatego ośmielam się prosić Pana o rozważenie jednorazowego lub stałego wsparcia dla Instytutu Ordo Iuris, bo przed nami ogrom pracy, który będziemy musieli wykonać – także w Pana imieniu – by obronić wiszącą już na włosku niepodległość naszej Ojczyzny.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Wciąż nie jest za późno
Choć w ciągu ostatnich kilku lat centralizacja Unii Europejskiej uległa radykalnemu przyspieszeniu, to jednak przed nami nadal długa droga.Procedura zmian traktatowych została formalnie rozpoczęta w ubiegłym roku, gdy projekt został przyjęty na forum Parlamentu Europejskiego. Następnie została przekazana Radzie Unii Europejskiej (złożonej z właściwych ministrów poszczególnych państw członkowskich), która przekazała ją do kolejnego etapu procedowania 18 grudnia.Trzecim etapem procedury będzie podjęcie przez Radę Europejską
 (złożoną z szefów państw i rządów) decyzji zwykłą większością głosów o zwołaniu konwentu złożonego z przedstawicieli parlamentów narodowych, szefów państw i rządów, Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej.Konwent dokona wstępnej oceny merytorycznej poprawek zgłoszonych przez Parlament Europejski, a następnie – w drodze konsensusu – przyjmie zalecenia dla konferencji międzyrządowej. Alternatywnie Rada Europejska może samodzielnie ustalić takie zalecenie bez zwoływania konwentu, ale na taki ruch musi uzyskać zgodę Parlamentu Europejskiego.Następnie przewodniczący Rady UE zwołuje konferencję międzyrządową, która będzie najważniejszym etapem procedury. To wtedy przedstawiciele rządów państw członkowskich wypracują ostateczną treść poprawek traktatowych, które mogą przyjąć jedynie w drodze konsensusu. Potem nie będzie już można dokonywać żadnych zmian w treści poprawek.Ostatnim etapem procedury jest ratyfikacja nowych traktatów przez wszystkie państwa członkowskie zgodnie z ich konstytucyjnymi wymaganiami. W przypadku Polski ratyfikacja traktatów leży w gestii Prezydenta RP, który musi wcześnie uzyskać zgodę parlamentu. Ponieważ proponowane poprawki przewidywałyby znaczące poszerzenie kompetencji Unii Europejskiej, taka zgoda musiałaby zostać wyrażona odrębnie przez Sejm i Senat – w każdym przypadku większością 2/3 głosów. Alternatywnie zgoda na taką ratyfikację mogłaby zostać wyrażona w drodze referendum.Otwórzmy oczy Europejczykom!Przed nami zatem proces, który może potrwać około dwóch lat. Wciąż mamy więc czas na zorganizowanie sprzeciwu i uświadomienie Polakom skali zagrożenia. 
Ale musimy te działania rozpocząć już teraz – zanim ruszy machina propagandowa unijnych federalistów.Co więcej – bardzo istotne będzie uświadomienie skali zagrożenia także obywatelom innych państw europejskich, bo sprzeciw jednego kraju łatwo złamać, co dobitnie pokazuje chociażby historia przyjmowania Traktatu lizbońskiego, który pierwotnie także nie był akceptowany przez część państw, których sprzeciw został ostatecznie przełamany.
Dlatego opublikowany w tym tygodniu raport „Po co nam suwerenność?” przetłumaczyliśmy już także na język angielski. Sam raport trafi do eurodeputowanych, polityków krajowych oraz organizacji społecznych w całej UE.W raporcie opisaliśmy 10 konkretnych obszarów postulowanej cesji narodowej suwerenności. Zebrani przez Instytut Ordo Iuris eksperci pisali o utracie samostanowienia w dziedzinach: ochrony klimatu, polityki zdrowotnej, infrastruktury transgranicznej, ochrony granic, polityki zagranicznej, bezpieczeństwa i obronności, przemysłu, edukacji, polityki monetarnej i prawa rodzinnego. Każdemu z tych zagadnień poświęciliśmy odrębny rozdział raportu, w którym omówiliśmy zakres oddawanych kompetencji narodowych i ich przewidywane konsekwencje.Z całego pakietu zmian wyłania się konkretna wizja „europejskiego superpaństwa”, gospodarczo scentralizowanego i zarządzanego odgórnie na poziomie znacząco przekraczającym federalizację USA. 
W świetle przyjętych zmian Polska straciłaby kontrolę nad obszarami, które według teoretyków państwowości są esencją tego, co możemy nazywać państwem niepodległym i suwerennym, a więc sprawami wewnętrznymi państwa, własną polityką zagraniczną, zdolnością do prowadzenia wojny obronnej i ochrony zdefiniowanych granic.To prawdziwy tryumf Altiero Spinellego, który pisał w Manifeście z Ventotene, że „fundamentalny, wymagający rozwiązania problem, którego istnienie sprawia, iż wszelki dalszy postęp jest jedynie pozorny, to kwestia zniesienia ostatecznego podziału Europy na suwerenne państwa narodowe”.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk[to w oryginale, nie kopiuje mi sie MD]
Unia zamknie polskie kopalnie?W raporcie piszemy między innymi o wyposażeniu Unii Europejskiej w wyłączną kompetencję w zakresie zawierania międzynarodowych porozumień „w sprawie zmiany klimatu” oraz usunięciu obszaru „środowisko naturalne” z zakresu kompetencji dzielonych (poprawka 70), co prowadzić będzie do przejęcia przez Unię Europejską wyłącznej kompetencji nad zagadnieniami środowiska naturalnego.Mowa jest także o włączeniu nowej kategorii przestępstw przeciwko środowisku do kategorii przestępstw unijnych oraz wyposażanie Europolu w dodatkowe kompetencje do ich ścigania. W świetle dotychczasowej polityki energetycznej UE bezpośrednim skutkiem przyjęcia poprawek będzie uderzenie w konstytucyjną zasadę bezpieczeństwa energetycznego.
Nie ulega wątpliwości, że w poszczególnych państwach europejskich istnieją różne – często sprzeczne ze sobą – interesy związane z przyszłością energetyki. Najdobitniejszym tego przykładem jest niemiecka polityka energetyczna, która przez dekady zakładała ścisłą współpracę z Rosją, co stoi w sprzeczności z interesami polskimi.Warto też przypomnieć, że jeden tylko spór między Polską a Czechami w sprawie elektrowni Turów postawił pod znakiem zapytania dalsze funkcjonowanie kompleksu, który odpowiada za dostarczanie ok. 6-8% krajowej produkcji energii elektrycznej. A nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której w wyniku ustaleń klimatycznych poczynionych przez Unię Europejską Polska w trybie natychmiastowym zmuszona byłaby zrezygnować z wydobycia węgla brunatnego i wytwarzania energii elektrycznej w polskich elektrowniach węglowych.CPK, port LNG, energetyka i waluta – o tym zdecydują w Brukseli
Kluczowa dla przyszłości Polski może być też poprawka 71, która zakłada poszerzenie kompetencji dzielonych – w ramach których Unia ma pierwszeństwo przed państwami członkowskimi – w zakresie transportu o infrastrukturę transgraniczną.
 Dotyczyć to będzie wszelkiego rodzaju transportu: drogowego, kolejowego, morskiego, lotniczego oraz żeglugi śródlądowej.Przyjęcie poprawki może oznaczać, że państwa członkowskie zostaną pozbawione możliwości podejmowania suwerennych decyzji dotyczących między innymi dróg o znaczeniu międzynarodowym, kolejowych połączeń międzypaństwowych, międzynarodowych portów lotniczych czy portów morskich. W kontekście Polski poprawka dotykałaby suwerennych kompetencji w zakresie planowania i realizacji takich inwestycji jak: Centralny Port Komunikacyjny, rozwój Portu Gdańskiego, budowa i rozwój terminalu LNG (gazoportu) czy planowanie i budowa Via Carpatia.
Proponowane zmiany traktatowe dotyczą także takich strategicznych obszarów jak: przemysł wydobywczy, energetyka i przemysł zbrojeniowy. Projektowane zmiany uderzą zatem w konkurencyjność i dynamikę rozwoju polskiej gospodarki, wymuszając dalsze jej podporządkowanie głównym ośrodkom gospodarczym UE – w szczególności gospodarce niemieckiej.Projekt zmian traktatowych przyjęty przez Parlament Europejski przewiduje też wpisanie do traktatu prostego zdania, że „walutą Unii jest euro”. Zmiana ta będzie naglącym zobowiązaniem do wdrożenia wspólnej waluty we wszystkich państwach członkowskich i zrzeczenie się suwerenności walutowej. Tymczasem głównym beneficjentem wspólnej waluty są Niemcy, a zaraz za nimi Holandia. Wszystkie pozostałe państwa członkowskie traciły na obecności w strefie euro względem tego, co potencjalnie mogłyby zyskać, posiadając własną walutę. Taką niekorzystną perspektywę ma również Polska.
Polska armia do likwidacji?Projekt zmian traktatowych może być także bardzo groźny dla naszego bezpieczeństwa. Obejmuje on bowiem prymat unijnej większość w sprawach „bezpieczeństwa zewnętrznego i obronności”. Preambuła rezolucji Parlamentu Europejskiego wzywa „do ustanowienia Unii Obronnej obejmującej jednostki wojskowe i stałą zdolność do szybkiego rozmieszczenia, pod dowództwem operacyjnym Unii”. Ponadto „proponuje, aby wspólne zamówienia i rozwój uzbrojenia były finansowane przez Unię ze specjalnego budżetu podlegającego współdecyzji i kontroli parlamentarnej”.Powołanie Unii Obronnej należy odczytywać jako wyzwanie rzucone strukturom NATO, a w dalszej perspektywie jako próbę całkowitej rezygnacji Europy ze współpracy militarnej z USA. Mówił o tym wprost jeden ze sprawozdawców rezolucji Paramentu Europejskiego Helmut Scholz.Przeniesienie kompetencji dotyczących obronności i bezpieczeństwa na grunt wspólnej polityki unijnej w praktyce oznaczać będzie pozbawienie państw narodowych ich własnych zdolności obronnych i całkowitą zależność od decyzji podejmowanych w Brukseli. Dobrze znana opieszałość struktur unijnych – widoczna zwłaszcza w jej działaniach na rzecz wsparcia Ukrainy, które były jedynie tłem dla działań państw narodowych – sprawi, że rzeczywiste bezpieczeństwo państw członkowskich nowego sojuszu się zmniejszy, a nie wzrośnie. Doprowadzi to do paraliżu możliwości obronnych konkretnych państw, które w razie wrogiej aktywności będą musiały oczekiwać na podjęcie decyzji przez polityków i urzędników znajdujących się setki kilometrów od miejsca agresji. Praktyka ostatnich miesięcy dobitnie pokazuje, że cyniczna postawa Berlina i niektórych innych stolic państw zachodniej Unii każe nam się zastanowić, czy w sytuacji rzeczywistej agresji Federacji Rosyjskiej na Polskę lub państwa bałtyckie nowy sojusz podejmie odpowiednie działania na tyle szybko, by przeciwstawić się jej i ją zatrzymać.W projekcie mamy także bezpośrednio powiązaną z kwestią bezpieczeństwa poprawkę nr 73, która oddaje w ręce unijnej większość „sprawy zagraniczne”, prowadząc do pozbawienia państw członkowskich możliwości prowadzenia suwerennej polityki zagranicznej oraz poprawkę nr 98, która umożliwi Unii Europejskiej bezpośrednie ingerowanie w kompetencje państw członkowskich w zakresie ochrony granic zewnętrznych – w tym w uprawnienia i sposób wypełniania obowiązków przez krajowe służby graniczne i imigracyjne.Aborcja, tranzycja i seksualizacja dzieci? Obowiązkowo!
Projektowane zmiany traktatów unijnych obejmują także kwestie związane z narzucaną nam od lat przez instytucje unijne aborcją i ideologią gender.Poprawki nr 103 i 104 usuwają z Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej wymóg uzyskania jednomyślności w Radzie UE w zakresie prawa rodzinnego i zastępują go zwykłą procedurą ustawodawczą umożliwiającą przegłosowanie jednych państw przez drugie. W konsekwencji, kwalifikowaną większością mogłyby zostać przyjęte rozwiązania sprzeczne z tożsamością kulturową, konstytucyjną i obyczajową istotnej części państw członkowskich. Przykładowo, mogłoby to być rozporządzenie dotyczące instytucjonalizacji związków homoseksualnych i zrównania ich z małżeństwami czy rozporządzenie dotyczące uznaniowego odbierania dzieci rodzicom za wychowywanie ich w danym systemie wartości.Do obszarów, w których decyzje będą należeć do unijnej większości miałaby dołączyć także edukacja. Oznaczałoby to daleko idące ograniczenie samodzielności państw członkowskich w zakresie określania treści nauczania oraz organizacji systemów edukacji. Po wprowadzeniu zmian niewykluczone będzie wprowadzenie jednolitej, europejskiej matury oraz ograniczenie nauczania ojczystego języka, historii czy geografii. Możliwe stanie się odgórne wprowadzenie do szkół jednolitej dla wszystkich, obligatoryjnej, permisywnej edukacji seksualnej, a także modelu edukacji włączającej, zakładającego likwidację szkół specjalnych. Kluczowe kompetencje Ministra Edukacji mógłby przejąć unijny komisarz, którego nie będzie można jednak zmienić przy kolejnych, krajowych wyborach parlamentarnych.Wśród przyjętych przez Parlament Europejski poprawek do unijnych traktatów znalazły się zmiany oddające Unii Europejskiej kontrolę nad szerokim obszarem polityki zdrowotnej. Miałoby to także dotyczyć, nieuznanej dotąd w normach traktatowych, niedookreślonej koncepcji „zdrowia i praw seksualnych i reprodukcyjnych”, oznaczające de facto głównie aborcję i antykoncepcję, ale także drastyczne ingerencje chirurgiczne i hormonalne w ramach tzw. korekty płci czy „prawo do edukacji seksualnej”, afirmującej hedonizm i rozwiązłość.Proponowane rozszerzenie kompetencji Unii na politykę zdrowotną państw członkowskich w przypadku ogłoszenia kolejnej epidemii skutkować może centralną polityką sanitarną, włączając w to decydowanie o ograniczaniu praw i wolności (w tym przez wprowadzanie lockdownów, ograniczeń w przemieszczaniu się i obowiązkowych szczepieniach) z pominięciem polskiego rządu i parlamentu.
Pomóż nam obronić polską niepodległość!
Jak widać zatem – Polska suwerenność i niepodległość wisi na włosku. Ale wciąż możemy ją obronić.Poprzednie pokolenia Polaków często musiały walczyć o tę niepodległość z bronią w ręku. My będziemy mogli to zrobić bez ryzykowania życia, bo to nasz głos przy referendalnej urnie może zdecydować o tym, czy Polska pozostanie państwem suwerennym.Aby zwyciężyć, musimy już teraz rozpoczęć walkę o świadomość Polaków. I nie będzie to sprint. Przed nami prawdziwy maraton, na który musimy być gotowi i który musimy rozpocząć już teraz.Zapewniam Pana, że się nie poddamy. Będziemy robić, co w naszej mocy, by najlepiej jak potrafimy służyć Ojczyźnie w tym czasie wielkiej próby.Mamy przed sobą ogrom pracy, która będzie przekraczać codzienną aktywność prawników Ordo Iuris – bo i samo zagrożenie dla naszej Ojczyzny jest bezprecedensowe. Dlatego nie tylko piszemy o istniejącym zagrożeniu na naszych stronach i w mediach społecznościowych, występujemy w mediach, piszemy analizy i raporty, uruchamiamy internetowe petycje i udostępniamy efekty naszych prac europejskim decydentom i naszym partnerom z całej Europy. Ruszyliśmy już także w Polskę, by osobiście spotykać się z rodakami i uświadamiać im, czym skończy się proponowana reforma UE.W czwartek osobiście spotkałem się z mieszkańcami Suwałk. A wcześniej – w ciągu zaledwie kilku tygodni – odwiedziłem też między innymi Dąbrowę Górniczą, Częstochowę, Mielec, Zawiercie i Jasło a w przyszły piątek będę rozmawiał na ten temat z mieszkańcami Lublina. Teraz czas na budowanie Klubów Suwerennościowych w całym kraju.Już dziś potrzebujemy Pana pomocy – zarówno w uświadamianiu swoich bliskich i znajomych co do skali zagrożenia, jak i pomocy finansowej. Bez zgromadzenia niezbędnych do naszej pracy środków finansowych, nie będziemy mogli jej kontynuować.Dlatego będę Panu bardzo wdzięczny za podzielenie się tą wiadomością ze swoimi bliskimi i znajomymi i jej szerokie rozpowszechnienie oraz za rozważenie wsparcia Instytutu Ordo Iuris – najlepiej wsparcia regularnego, które umożliwia nam planowanie kolejnych miesięcy pracy.Wsparcia można dokonać, klikając w poniższy przycisk lub dołączając do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. W każdym pokoleniu jako Polacy stajemy wobec wyzwania obrony niepodległości naszej Ojczyzny. Za każdym razem zagrożenie przybiera inną postać, chociaż zwykle nadchodzi ze strony tradycyjnych wrogów polskiej państwowości. I tym razem nadszedł czas próby. Jedynie od naszego zaangażowania zależy, czy ogarnie nas mrok rozbiorów i ponownie – całkiem dosłownie – Polska zostanie wymazana z map świata, wchodząc w skład scentralizowanego Państwa Europa. Dlatego musimy działać odważnie i razem. Wspólnie obronimy naszą suwerenność!
Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.
Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris

Hipochondria stosowana

24 lutego  2024 r. | Nr 8/2024 (660) mtodd
Hipochondria stosowana

       Szanowni Państwo!
           Odpowiedź na pytanie kto rządzi światem, jest prosta: koncerny farmaceutyczne. Udowodniły to dobitnie wywołując groźną pandemię zaraźliwej histerii. Kto jej nie podlegał, musiał przegrać. Zero tolerancji dla zdrowego rozsądku. Przekonał się o tym Donald Trump przegrywając reelekcję, bo nie zakazał obywatelom wszystkiego co mógł zakazać w związku z Covidem’19. Nieważne, że zgony z powodu tej choroby stanowiły pół procenta. Ważne, że pozostałe 90% populacji było śmiertelnie przestraszonych! Najgorliwszym wyznawcom pandemii „maseczki” nie chciały się odkleić od twarzy jeszcze przez wiele miesięcy.
           I o to właśnie chodziło. Korporacje farmaceutyczne trzęsły się ze śmiechu, trzęsąc zarazem światem, o czym wszyscy mogliśmy się przekonać. Mizerna służba zdrowia to woda na ich młyn, nie licząc małych młynków grubych geszefciarzy pokroju Owsiaka.
           Czy ktoś jeszcze pamięta Ewę Kopacz? Fakt, że była premierą (główną specjalistką do walki z dinozaurami) nikogo nie dziwił, bo Berlin nie mógł sobie lepiej wymarzyć. Przeraża jednak fakt, że ktoś taki mógł skończyć medycynę i „leczyć” ludzi. Obawiam się, że nic w tym zakresie nie zmieniło się, bo komu miałoby zależeć na uzdrawianiu Służby Zdrowia? Pacjentom? A co oni mają do gadania? Oni mają grzecznie chorować i stać w kolejkach.
           Po co o tym wspominać?
A no po to, żebyśmy pamiętali jak łatwo jest nami manipulować. Nie bez kozery stale jesteśmy namawiani do emocji. Odwoływanie się do zdrowego rozsądku „nowoczesnemu” człowiekowi wręcz nie przystoi. Może by jednak spróbować?
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd