Kres hegemonii Zachodu

Kres hegemonii Zachodu.

Adam Wielomski konserwatyzm.pl/wielomski-kres-hegemonii-zachodu

Dość często w formie felietonów i nagrań na YouTubie komentuję sprawy międzynarodowe, przy czym – jak łatwo zauważyć – moje analizy i oceny dość mocno różnią się od komentatorów tzw. głównego nurtu. Dlatego uznałem, że jako politolog z wykształcenia powinienem w końcu usiąść i spisać swoje refleksje.

Tak powstała moja najnowsza książka Kres hegemonii Zachodu. Narodziny świata wielobiegunowego 2022-2026, o której kilka słów chciałbym teraz skrobnąć dla tych, którzy jeszcze jej nie czytali.

Podstawowym problemem w stosunkach międzynarodowych jest metoda interpretacji procesów długofalowych, jak i konkretnych zdarzeń. W Polsce komentatorzy mają z tym duży problem. Podchodzimy do tego albo emocjonalnie, albo ideologicznie. Analiza emocjonalna wynika z tego, że kogoś lubimy lub nie lubimy. Dlatego każdy fakt jest oceniany na korzyść tego lubianego i na korzyść nielubianego, nawet jeśli fakt ten jest zmyślony. Wskutek tego analiza zdarzeń jest tylko „analizą”.

Doświadczamy tego od kilku lat, gdy hołubiona Ukraina była wiecznie wspaniała i bohaterska, a Rosja ciągle ponosiła klęski, upadała, a Putin zmarł w międzyczasie co najmniej z pięć razy, zdradzany przez wszystkich sojuszników, włącznie z Chinami. Równie fatalne „analizy” wynikają ze zmieszania ideologii z oceną tego, co się dzieje na świecie i gdzie są nasze interesy. Pcha to nas wiecznie do obozu „demokratycznego”, którego przywódcy traktują Polskę jako ekonomiczną i polityczną neokolonie, śmiejąc się z polskiej infantylności politycznej. Dlatego też pierwszy rozdział mojej książki poświęciłem mojej metodzie analizy stosunków międzynarodowych, którą staram się uwolnić od ocen emocjonalnych i ideologicznych, acz mam świadomość, że sama metoda w dużej mierze wynika z poglądów analizującego, przede wszystkim z jego poglądów antropologicznych, czyli z pewnej koncepcji człowieka i zachowań grup ludzkich zorganizowanych w państwa.

Jeśli kogoś moja metoda nie interesuje i chce się dowiedzieć jak oceniam sprawy międzynarodowe, to może pominąć rozdział pierwszy i przejść od razu do analizy polityki mocarstw w kształtującym się świecie wielobiegunowym. Tak, świat hegemonii zachodniej już się skończył i jest to fakt obiektywny. Istniał on w latach 1991-2022, gdy po rozpadzie Związku Radzieckiego Stany Zjednoczone nie miały godnego siebie rywala i mieliśmy – jak to nazywają Amerykanie – „moment jednobiegunowy”, gdy jedno mocarstwo kontrolowało cały świat. Towarzyszyły temu z jednej strony kolejne wojny w celu poskromienia „nieposłusznych” hegemonowi, a z drugiej strony postępująca globalizacja w postaci wolnego rynku światowego i procesów integracyjnych, czego przykładem była Europa zachodnia. Ale od pewnego czasu amerykańska hegemonia słabła. Nie, nie dlatego, że Waszyngton słabł. Przeciwnie, w odróżnieniu od UE siła USA cały czas rosła. Tyle, że spadała w relacji do wschodzących potęg, które rozwijały się szybciej i było ich kilka równocześnie. Chodzi przede wszystkim o Chiny, lecz także Indie i inne państwa Globalnego Południa, jak i o Rosję, która pod przywództwem Putina przezwyciężyła procesy rozkładowe epoki Jelcyna. Fakt, że Rosja od 2022 roku prowadzi wojnę i powolutku ją wygrywa pomimo wsparcia dla Ukrainy tzw. kolektywnego Zachodu i drastycznych sankcji ekonomicznych pokazuje, że można mu powiedzieć NIE w oparciu o Chiny (i nie tylko).

Dlaczego ludzie Zachodu przeoczyli moment utraty hegemonii? Moim zdaniem głównie dlatego, że potęgę oceniali w kategoriach PKB, a także popadli w samozachwyt i poczucie moralnej wyższości z powodu swojej demokracji i standardów prawo-człowieczych. Ten samozachwyt to tak naprawdę ukryty rasizm i protekcjonalne spojrzenie na świat, co prowadziło do niedostrzegania rzeczywistego układu sił.

Kres hegemonii Zachodu to wynik fascynacji PKB, które uważam za błędny miernik potęgi. Najważniejsza jest realna siła nabywcza (PPP), czyli ile za daną kwotę można rzeczywiście kupić w konkretnym państwie. Jest to szczególnie istotne w przypadku pomiaru możliwości militarnych. Gdy Rosja i Chiny płacą żołd żołnierzom to nie w stawkach amerykańskich, lecz własnych. Gdy kupują broń u siebie, a nie na Zachodzie, to po własnych cenach. Dla przykładu, PKB USA to 31 bilionów dolarów, gdy Chin 20 bilionów, lecz w PPP jest to dalej 31 bilionów w USA i aż 40 bilionów w Chinach. W Rosji wskaźnik PPP powoduje, że wydatki na zbrojenia tego państwa trzeba mnożyć przez 2,5. W efekcie USA wydają na zbrojenia bilion dolarów rocznie, gdy blok Chino-Rosji tylko ponad 0,4, lecz po przeliczeniu przez PPP okazuje się, że kwoty te są… praktycznie identyczne. Do tego dochodzi problem produkcyjny. W epoce globalizacji ekonomicznej wielkie korporacje przeniosły produkcję do Azji, która w tej chwili jest w stanie radykalnego sprzeciwu wobec amerykańskiej dominacji… Ale o tym szerzej w książce, do lektury której zapraszam.

Adam Wielomski

Kres hegemonii Zachodu. Narodziny świata wielobiegunowego 2022-2026, Pro Vita Bona 2026, stron 468.

Naród wielki, tylko elity k…y

Naród wielki, tylko elity k…y.

Jacek Tomczak konserwatyzm.pl/tomczak-narod-wielki-tylko-elity-k-y

Z okazji 83. rocznicy Krwawej niedzieli, w doborowym towarzystwie rozdawałem kwiaty lnu.

Zwykli ludzie wykazują o wiele większą wrażliwość na krzywdę pomordowanych rodaków niż „główny nurt” zanieczyszczonej rzeki, zwanej „polską sceną polityczną”.
Kwiaty lnu to symbol narodowego męczeństwa narodu, do którego mam zaszczyt należeć, ale też znak przypominający o podwójnym zbiorowym morderstwie: na ludziach i na pamięci.
Pierwszego dokonali ukraińscy zwyrodnialcy, zaopatrzeni w widły, siekiery i noże, inspirowani ideologią, której głównym twórcą był Dmytro Doncow. Ukraińscy zwyrodnialcy, którzy zrobili rzeczy tak potworne, że ich potomkowie do dziś nie chcą rozpocząć ekshumacji ciał ich ofiar na pełną skalę.


Sprawcą drugiego był cały „główny nurt” III RP, ramię w ramię działające PO i PiS, w tym prezydent Andrzej Duda strofujący wg mnie jednego z największych Polaków ostatnich dziesięcioleci, księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który dla wołyńskiej pamięci zrobił więcej niż cała nasza „elita” razem wzięta.


Mieliśmy do czynienia z wieloletnią ponadpartyjną współpracą tych od „historię zostawmy historykom” (nawet, gdybyśmy chcieli to zrobić – Ukraińcy nie dopuścili by ich do ekshumacji) oraz tych przekonanych, że w imię walki z Rosją trzeba zapomnieć o setkach tysięcy polskich ofiar banderyzmu.
Pamięć leczona ze stresu, kości przeliczane na euro – Polacy zabici tylko dlatego, że byli Polakami złożeni na ołtarzu „dobrych relacji sąsiedzkich”.
Pamiętam, że jeszcze niedawno dla funkcjonujących nad Wisłą mediów na początku lipca istotniejsze były obchody rocznicy zbrodni w Jedwabnem, gdzie w niejasnych okolicznościach zginęło kilkaset Żydów od obchodów rocznicy Krwawej niedzieli, choć w trakcie rzezi wołyńskiej zginęło ponad 100 tysięcy Polaków.
To naród powiedział, że tak nie można, to naród zaczął czuć coś, czego „elita” nigdy nie odczuła i nigdy nie odczuje. To naród wykazał godność, którą „elita” nazywa „nacjonalizmem”, tylko dlatego, że jej nie rozumie. To zwykli ludzie uznali, że zbrodnia wołyńska to nie żadna historia – a na pewno nie będzie nią do momentu, w którym skończą się wszystkie ekshumacje i do chwili, w której na Ukrainie stoi choć jeden pomnik Bandery czy Szuchewycza.


„Elita” nie boi się „nacjonalizmu” – boi się samej siebie i dyktatu wybiórczej amnezji, w jakim tresowała naród. A może i niczego się nie boi, skoro nie boi się UPA.
To kibice na stadionach i raperzy w piosenkach wyrazili uczucia zranionego narodu, który woła o pamięć i sprawiedliwość – wyrazili to, czego nie potrafią ci, co ostatnio mówią o pojednaniu – pojednaniu w imieniu ofiar, które chcieli zamilczeć, pojednaniu z banderowcami, którzy przecież podobno nie istnieją.

Naród ma dość tej ściemy – bla, bla, bla – „Na Ukrainie nie ma banderyzmu” – bla, bla, bla – „Skupmy się na przyszłości” – bla, bla, bla – „Obie strony są winne” – bla, bla, bla – „Dla Ukraińców to bohaterowie” – bla, bla, bla.
Marszałek Józef Piłsudski, koło którego pomnika w Otwocku rozdawaliśmy dziś kwiaty lnu rzekł słynne słowa: „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”. Pozwolę sobie się nie zgodzić, bo zamiast „ludzi” widziałbym w tym zdaniu „elity”.
Naród wygrał walkę o pamięć, dlatego wciąż potrafi być wielkim narodem.

Jacek Tomczak

Niedobór czy nadmiar?

Niedobór czy nadmiar?

16.07.2026 Grzegorz Ćwik wolnemedia.net/niedobor-czy-nadmiar

Jednym z najważniejszych filarów społecznej akceptacji neoliberalizmu jest jego mitologia. Kapitalizm bowiem wykracza zdecydowanie poza bycie tylko koncepcją czy systemem ekonomicznym lub gospodarczym. Mark Fischer pisze wprost o „Realizmie kapitalistycznym”, to jest kulturowej władzy neoliberalizmu, która powoduje, że ustrój ten traktowany jest jako nie posiadający alternatywy, konieczny, niemożliwy do zastąpienia i podważenia. W tym ujęciu realizm kapitalistyczny to prawdziwa, zgodna z arcykapłanem liberalizmu Fukuyamą, koncepcja końca historii – kapitalizm nastąpił po ustrojach feudalnych, autorytarnych czy niewolniczych, ale po nim nie będzie już nic innego i nowego.

Tak skonstruowany realizm kapitalistyczny posiada oczywiście swoją sferę symboliczną i aksjologiczną, neoliberalną mitologię. I musi tak być, bo przecież przeciętny człowiek często nie poparłby wprost idei wolnorynkowej wyłożonej wprost. Ale jej konkretne mity, „prawdy” i obiegowe opinie – już jak najbardziej. Niekiedy zresztą, a nawet całkiem często, mitologia neoliberalna urasta do miana naukowych (czy raczej „naukowych”) koncepcji, a te szybko stają się „obiektywne” i powszechnie obowiązujące, także w świecie akademickim. Znaleźć je można jako powszechnie akceptowane twierdzenia w podręcznikach, skryptach i codziennych dyskusjach ekspertów.

Jednym z największych takich mitów, wręcz konstruujących i będących jednym z filarów neoliberalizmu, jest definicja ekonomii. Otóż w każdej szanującej się wyższej szkole handlu, biznesu etc. dowiemy się, że ekonomia to sztuka wykorzystania i zarządzania zasobami w warunkach deficytu. Twierdzenie to, niby mające wyłącznie wartość naukowej definicji, w gruncie rzeczy jest ideowym manifestem oraz kierunkowskazem systemu, który z samej definicji opiera się na rosnących nierównościach, drenażu publicznych finansów i usług, oraz coraz większym kumulowaniu kapitału, a przez to władzy, przez wielki kapitał.

A co jeśli ekonomia to tak naprawdę sztuka zarządzania nadwyżkami – i to coraz większymi?

To, że w skali państw, regionów i wreszcie całego świata panuje nierówność, jedni mają więcej, inni mniej, jest sytuacją trwającą od zawsze. Absolutną równość i pełne zrównanie majątkowe ani nie jest możliwe, ani do końca pożądane. Czy chcemy ostatecznie, aby lekarz ratujący życie zarabiał mniej niż np. patoinfluencer?

Nierówności takie mają jednak pewne ramy – nie tylko Globalne Południe jest biedniejsze niż Bogata Północ, ale w ramach tejże Północy jedni mają więcej, inni mniej, a do tego na wszystko, w skali globalnej, nakłada się rosnąca wszechwładza korporacji.

A skoro rozpatrujemy całość globalnie, to zacznijmy od podstaw. Ile jest bogactwa na świecie i jak to się matematycznie rozkłada?

Profesor Ladislau Dowbor, powołując się na analizę UBS, podaje, że globalny majątek gospodarstw domowych szacowany jest łącznie na 463,6 bln dolarów i znajduje się w rękach 5,3 mld dorosłych na naszej planecie. Skumulowany majątek osobisty na świecie wynosi około 87 tys. dolarów na osobę dorosłą. W przypadku rodziny składającej się z dwóch dorosłych osób byłoby to 174 tys.

Co to znaczy? Wybitny ekonomista nie ma złudzeń: „Po raz pierwszy w historii ludzkości mamy wystarczająco dużo dla każdego, nie licząc wartości infrastruktury”.

Potwierdzają to dane dotyczące światowego PKB. Jeśli sumę tę – 110 bilionów dolarów – podzielimy przez 8-miliardową populację, zdamy sobie sprawę, że to, co dziś produkujemy w postaci towarów i usług, stanowi równowartość ponad 4,2 tys. dolarów miesięcznie dla czteroosobowej rodziny. To około 15,5 tysiąca złotych.

O czym świadczą te statystyki? Jeśli zestawimy je z odsetkiem osób na świecie dotkniętych ubóstwem, głodem, biedą etc., to okazuje się, że generalnie dobrobyt rozumiany jako dostępność dóbr rośnie szybciej niż liczba ludzi na świecie, więc uznać należy, że o ile kiedyś faktycznie można było mówić o niedoborach konsumpcyjnych i życiowych, o tyle dziś produkujemy i posiadamy wystarczająco dużo. Nie tylko aby zapewnić godne życie literalnie każdemu na świecie, ale także aby zwiększać ten poziom oraz rozwijać nasze gospodarki.

Skoro jest tak dobrze, to czemu nierówności rosną (bo rosną), a korporacje mają coraz więcej i więcej, nie tylko zresztą pieniędzy, ale przede wszystkim władzy?

Otóż ekonomia to faktycznie sztuka zarządzania. Tyle że nadwyżkami – oraz tak, aby generować niedobory. I taką definicję ekonomii neoliberalnej możemy przyjąć.

W świecie wolnego rynku bowiem następuje splot zjawisk, które ongiś Naomi Klein wyszczególniła jako główne filary neoliberalnych „doktryn szoku”: prywatyzacja, deregulacja oraz podatkowe przywilej dla najbogatszych. Stąd nie dziwi, że w świecie, w którym szarlataństwo Chicago Boysów jest obowiązujące, następuje tak ogromna akumulacja kapitału w rękach ostatecznie bardzo niewielkiej liczby podmiotów.

Prof. Dowbor pisze, że 80% kontroli nad wszystkimi korporacjami ponadnarodowymi sprawuje tylko 737 podmiotów. To oznacza skrajną nierówność skupienia i rozkładu władzy i wpływów. Do tego aż 40% kontroli nad wartością ekonomiczną tychże korporacji ponadnarodowych znajduje się w rękach zaledwie 147 struktur.

Możemy więc roboczo przyjąć następującą wizję rzeczywistości: ze względu na postęp technologiczny, informacyjny i ostatecznie polityczno-społeczny na całym świecie, jak również w większości regionów, wielkość produkcji i wytwarzanych dóbr i usług pozwala na mówienie o nadmiarze (nadwyżce). To z kolei oznacza, że możliwy jest stan ogólnego wzrostu poziomu życia. Tak się jednak nie dzieje, gdyż przeważająca większość nadwyżki skapuje do portfela niezwykle wąskiej grupy odbiorców, głównie korporacji i kapitału międzynarodowego, która kumuluje go w celu zwiększenia swej władzy i wpływów. Efektem jest nie tylko utrzymująca się nierówność i pauperyzacja kolejnych grup ludności (co wynika z ekspansywności neoliberalizmu i poszukiwania kolejnych sfer do drenażu), ale przede wszystkim rosnące wpływy polityczne i decyzyjne tychże podmiotów.

Jak podają oficjalne raporty dotyczące światowego rozkładu bogactwa: 62,5 mln ludzi – 1,2% dorosłej populacji – posiada 47,8% zgromadzonego bogactwa: 221,7 bln dolarów. 627 mln dorosłych – 11,8% ogółu – posiada 38,1% bogactwa: 176,5 bln dolarów. To, co można sklasyfikować jako niższą klasę średnią, ze zgromadzonym majątkiem 10-100 tys. dolarów, ma 13,0% majątku: 60,4 bln dolarów. A 2,818 mld dorosłych, 53,2% ogółu, posiada zaledwie 5 bln: 1,1%.

Wniosek, jaki wysuwa Ladislau Dowbor, jest druzgocący dla koncepcji neoliberalnej rozpatrywanej z perspektywy sprawiedliwości społecznej: „około dwie trzecie ludzkości jest wykluczone lub niepewnie włączone do systemu”. Trudno o bardziej dobitny dowód nie tylko na to, że ekonomia to sztuka zarządzania nadwyżkami, ale i na to, że w warunkach kapitalizmu sztuka ta służy skrajnie niewielkiej grupie osób.

I nie jest to przypadek lub anomalia. To celowa polityka, realizowana od kiedy kapitalizm w gruncie rzeczy powstał, ale przede wszystkim widzimy skokowy wzrost tego zjawiska od początku lat 80., gdy do władzy doszli Reagan i Thatcher, a sukinsyn Pinochet od paru już lat niszczył i terroryzował Chile ku pełnej aprobacie liberalnych heroldów „niewidzialnej ręki” – a nawet z aktywnym ich doradztwem i wsparciem.

O ile bowiem na Zachodzie po wojnie zapanował konsensu, wedle którego pracownicy i społeczeństwo mieli partycypować w zyskach i rozwoju ekonomicznym, o tyle dojście do władzy wspomnianych piewców neoliberalizmu odwróciło sytuację. W latach 1946-1980 dochód najbiedniejszych 50% wzrósł o 129%, natomiast najbogatszego 1% „tylko” o połowę. W USA do połowy lat 70. panował swoisty konsensus wśród Republikanów i Demokratów, że płace minimalne powinny rosnąć szybciej niż inflacja – to najłatwiejszy sposób na poprawę losu najgorzej sytuowanych. I faktycznie w tym czasie liczba milionerów i miliarderów w USA spadała, o tyle same Stany Zjednoczone stały się krajem niespotykanego dobrobytu i powszechnego awansu społecznego.

Od ponad 40 lat sytuacja jednak wygląda zupełnie inaczej, co połączone jest nie tylko z drenażem finansowym i ekonomicznym szeroko rozumianych klas ludowych, ale i całych państw oraz ich aparatury. Bo jeśli jeszcze kilka lat temu Brazylia posiadała rezerwy finansowe na poziomie 30 mld dolarów, a Argentyna zaledwie 10 mld dolarów, to spekulant Edward Jones obracał, według „Business Week”, kwotą 255 mld dolarów, a Merrill Lynch… tryliona dolarów!

Całość wynika nie tylko ze wspomnianej skrajnej deregulacji, ale także jej skutku w postaci zmiany struktury ekonomii i dywidend. Przesuwa się to bowiem z sektora produkcji do sektora finansowego lub jak kto woli: spekulacyjnego. Ten umożliwia wyprowadzanie kapitału i jego skupienie, także w rajach podatkowych i wszelkich innych formach wymykających się opodatkowaniu i nadzorowi, a w efekcie redystrybucji i sensownemu wykorzystaniu.

Tylko w 2015 roku 28 gigantów kontrolowało tak zwane produkty pochodne (spekulacyjne) o wartości 600 bln dolarów – to 8-krotność światowego PKB. W tym samym czasie na całym Zachodzie neoliberałowie powszechnie i bezustannie powtarzają o konieczności cięć, oszczędności, przeklętej austerity i okraszają to zawsze tym swoim durnym pytaniem: kto za to zapłaci?

We wspomnianych rajach podatkowych według Tax Justice Network i „The Economist” ukryte jest od 20 do 32 bilionów dolarów. Dla porównania: PKB światowe to w analizowanym okresie 73-80 bln. Dowbor przywołuje przykład Brazylii, w której nieproduktywne zawłaszczanie zasobów (odsetki, unikanie podatków i ulgi fiskalne) stanowi ponad 25–30% całego PKB.

Nie tylko jesteśmy już teraz w stanie produkować i tworzyć zasoby umożliwiające dostatnie życie pozbawione głodu i nędzy dla absolutnie każdego. Gdyby to, co jest nielegalnie i przestępczo zagarniane i wyprowadzane zostało z powrotem „wlane” do gospodarki społecznej, to ten dobrobyt byłby nawet o 30-50% większy.

Ale całość wybiega także poza samą analizę socjo-ekonomiczną.

Definicja (jak już wiemy – fałszywa) o ekonomii jako sztuce zarządzania niedoborami służyć ma także drenażowi umysłów i propagowaniu określonej wizji świata.

Po pierwsze – jest to ohydne, ale jakże skuteczne usprawiedliwianie biedy i ubóstwa. Bo skoro ekonomia zarządza niedoborami, to są one obiektywne, a więc ci którzy są biedni – muszą być biedni. To skrajnie protestancka wizja świata, gdzie jednym przeznaczone jest bogactwo, innym nie, ale całość oparta jest na boskich i niezbywalnych prawidłach. Do tego skoro jest to obiektywne, więc jest też należne oraz sprawiedliwe – gdyby ktoś miał otrzymać dar bogactwa, to by tak się stało, a skoro tak nie jest…

…to jest sam sobie winien. Czyli docieramy do kolejnego mitu neoliberalizmu: kowala swojego losu i self made mana. W tymże ustroju panuje przekonanie, że o tym, jak nam układa się życie, decydujemy tylko my: nasza praca, poświęcenie i zdolność do wyrzeczeń (jakżeby inaczej!). Skoro „społeczeństwo nie istnieje” i mamy określoną, z definicji za małą dla wszystkich pulę dostatku, a z drugiej strony „każdy pracuje na swój sukces”, to efektem jest obiektywny i sprawiedliwy podział bogactwa oraz biedy. Mówiąc językiem neoliberałów: „Dla ciebie nie wystarczyło, a poza tym jesteś sam sobie winien, mogłeś bardziej się starać”.

Drugi skutek to wspomniana obsesja wolnorynkowców w kwestii niszczenia finansów publicznych, czyli osławiona polityka austerity. Promowanie polityki oszczędności i cięć budżetowych nie ma służyć określonym celom fiskalnym czy budżetowym, ale określonej wizji rzeczywistości – oraz z niej wynikać. Skoro mamy niedomiar i wszystkiego za mało, to logiczne jest, że trzeba oszczędzać. Poczynając oczywiście od „fanaberii” typu ochrona zdrowia, komunikacja, edukacja, budownictwo społeczne, programy socjalne. A pokażcie liberała, który powie, że oszczędności należy zacząć od zastopowania drenażu finansów i wyprowadzania pieniędzy przez korporacje do rajów podatkowych. Prędzej (vide Mentzen i jego kancelaria) spotkamy liberałów, którzy jeszcze doradzają, jak to robić.

I po trzecie – skoro w tej wizji ekonomia to była i będzie sztuka zarządzania niedoborami i charakteryzuje się stałym brakiem nadwyżek, to nigdy nie będzie odpowiednio dużo zasobów i wytwarzanych produktów oraz usług, by starczyło dla wszystkich. Przy czym „dla wszystkich” rozumiem tak, że jesteśmy w stanie wyeliminować biedę, wykluczenie i głód. Zawsze usłyszymy: „jeszcze nie teraz”, „jeszcze nie osiągnęliśmy określonego poziomu ekonomicznego”, „musimy oszczędzać” etc.

Gdy mówimy o kapitalizmie, to pamiętać musimy, że nie chodzi tylko o określony model ekonomiczny i finansowy. Mówimy przede wszystkim o pewnym imaginarium i sferze kulturowo-symbolicznej, która posiada swoje mity, prawdy i całą przestrzeń aksjologiczną. Myśleć raczej powinniśmy o „kapitalizmie kulturowym”, bo to ze skrajnie zatomizowanych, indywidualistycznych i egoistycznych pobudek idea liberalna dopiero wyprowadza swoje koncepcje gospodarcze czy fiskalne.

Autorstwo: Grzegorz Ćwik
Źródło: NowyObywatel.pl

Wyjął z auta nóż i ponownie ruszył w kierunku naszej furgonetki


Fundacja Pro-Prawo do Życia Dzień dobry Panie Mirosławie. 
Zostałem napadnięty w Zielonej Górze. 


Jechałem naszą furgonetką ostrzegającą rodziców przed tzw. „edukatorami seksualnymi” i przymusową „edukacją zdrowotną” w szkołach od 1 września.

W pewnym momencie wyprzedziło mnie srebrne Audi. Auto zatrzymało się na środku ulicy. Wyszedł z niego mężczyzna i zaczął biec w kierunku naszej furgonetki.


Był agresywny. Uszkodził dwa lusterka i powyginał wycieraczki w naszej furgonetce. Potem zaczął przyglądać się oponom naszego pojazdu, po czym wrócił do swojego samochodu. Wyjął z auta nóż i ponownie ruszył w kierunku naszej furgonetki, najprawdopodobniej z zamiarem przebicia opon i grożąc mi.

W tym momencie wysiadłem z szoferki i w obronie własnej oraz naszego auta użyłem gazu.
Napastnik otworzył drzwi furgonetki i zaczął wyszarpywać z szoferki moje rzeczy, usiłował też ukraść mi plecak. Gdy po raz kolejny dostał gazem, rzucił mój plecak na ziemię i odstąpił od dalszego ataku, wracając do swojego samochodu.
W trakcie ataku wydawał się niezrównoważony. Gdybym nie użył gazu, nie wiadomo do czego jeszcze by się posunął.

Po odparciu ataku zamknąłem się w szoferce i wezwałem policję. Niestety, gdy patrol przyjechał na miejsce, napastnik już odjechał.

Okazało się, że był to Kacper K., znany naszej Fundacji aktywista LGBT i organizator Marszu Równości w Zielonej Górze. Sam pochwalił się napadem… publicznie na swoim Facebooku. 

Wcześniej Kacper K. kierował przeciwko naszej Fundacji akty oskarżenia do sądu, aktywnie domagając się ukarania nas za organizację kampanii „Stop pedofilii”, w trakcie której informujemy m.in. o tym, że liczni „edukatorzy seksualni” okazali się pedofilami. 

Warto w tym momencie przypomnieć, że Piotr K., wiceprezydent Gdańska ds. edukacji, który wdrażał w gdańskich szkołach program „edukacji seksualnej” według niemieckich standardów, został skazany prawomocnym wyrokiem sądu za molestowanie nieletniego chłopca. Piotr K. współpracował z aktywistami LGBT i również brał udział w działaniach przeciwko naszej Fundacji celem ukarania nas za ostrzeganie Polaków. Z kolei w Szczecinie lokalny lider LGBT trafił do więzienia za pedofilię. W krajach Zachodu liczni „edukatorzy” i aktywiści LGBT okazali się pedofilami.

Już za niecałe półtora miesiąca, od 1 września, uczniowie wracają do szkół, gdzie czeka na nich obowiązkowa „edukacja zdrowotna”, która ma zachęcać dzieci i młodzież do homoseksualnego stylu życia, masturbacji oraz „różnorodności” seksualnej. To wszystko szykuje grunt pedofilom, aby mieli łatwiejszy dostęp do ofiar. Dlatego działamy dalej.

W związku z napadem w Zielonej Górze chcemy teraz:

1) Skierować do organów ścigania wniosek o ukaranie Kacpra K. Pracuje już nad tym Centrum Prawne naszej Fundacji.

2) Kupić kolejne środki ochrony osobistej dla mnie oraz dla innych naszych wolontariuszy. Używamy sprawdzonego i skutecznego gazu w formie dużej gaśnicy. Jeden taki gaz kosztuje ok. 400 złotych.

3) Naprawić zniszczenia w furgonetce oraz ją zatankować, abym mógł dalej jeździć i docierać z ostrzeżeniem do kolejnych rodziców. Jedno tankowanie furgonetki do pełna to ponad 800 zł.

Oprócz agresji, napaści, wulgarnych i nieprzychylnych reakcji na naszą kampanię furgonetkową, spotykamy się też zawsze z wieloma głosami i gestami poparcia i podziękowania za prowadzenie akcji. W każdym mieście, które odwiedzam, napotykam na wiele takich sytuacji.
Serdecznie wszystkim dziękuję za wszelkie wyrazy poparcia. Dodaje mi to sił i odwagi do dalszej jazdy i uświadamiania Polaków, którzy w zdecydowanej większości są bierni wobec deprawacji dzieci i nie wiedzą co kryje się za „edukacją zdrowotną”.

W związku z powyższym, proszę Pana o pomoc. Pana wsparcie finansowe umożliwi mi naprawę i zatankowanie furgonetki, a naszemu Centrum Prawnemu podjęcie działań w celu pociągnięcia Kacpra K. do odpowiedzialności karnej.

Liczymy na Pana zaangażowanie. WPŁACAM Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Z wyrazami szacunku, 
Jan BieniasPodpis e-maila: Jan BieniasFundacja Pro – Prawo do życia
KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP.

Kiedy przyjdzie ten dzień?? MEM-y VI.

——————————————-

———————————–

——————————–

———————–

——————

———————————————-

———————————————————-

———————————-

——————–

——————————————–

————————————————

Kopnął chłopca w twarz. No to co?? MEM-y VII.

————————————-

——————————–

—————————-

———————————————-

————————————-

——————————————————————

———————————-

—————————————————————-

—————————————–

—————————————————

Zbuduję wam statek kosmiczny. MEM-y V.

=====================================

——————————–

———————–

———————————-

————-

—————————————

——————————————————————

————————————————-

——————————————————-

—————————————-

———————

Markiz de Sade i Rewolucja Francuska

Markiz de Sade i Rewolucja Francuska

Date: 16 luglio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/markiz-de-sade-i-rewolucja-francuska

De Sade, zdegenerowany propagator najbardziej skrajnego libertynizmu, był zagorzałym rewolucjonistą, bliskim frakcji jakobinów. Istnieje głęboki związek między jego materializmem a poparciem dla Rewolucji. https://fr.wikipedia.org/wiki/Donatien_Alphonse_Fran%C3%A7ois_de_Sade

Rewolucja Francuska to mit, a właściwie mit postępacki par excellence. Przeciętny człowiek przekonany jest, że wydarzenie to oznaczało koniec monarchicznego „ucisku” oraz początek „wolności” i „równości” cokolwiek miałyby dla niego znaczyć te słowa.

Ludzie myślą, że historia poprzedzająca rewolucję opierała się na niesprawiedliwych i zacofanych stosunkach społecznych i politycznych, całkowicie ignorując wartości i świetność dwóch tysięcy lat cywilizacji chrześcijańskiej. W rzeczywistości, niemal wszelkie zło polityczne epoki nowożytnej i współczesnej ma swoje główne źródło właśnie w Rewolucji Francuskiej: dyktatura większości, zniszczenie korporacyjnych systemów ochrony pracowników, totalitarna koncepcja władzy państwowej, dominacja partii politycznych, metodyczny atak na wiarę chrześcijańską i Kościół, sekularyzacja społeczeństwa, wprowadzenie rozwodów, likwidacja szlachty i zróżnicowania klasowego, przerażające ikonoklastyczne zniszczenia zabytków chwalebnej przeszłości, powstanie lichwy państwowej i przekazanie prawa do emisji pieniądza bankom prywatnym, szatański triumf żydowskiej masonerii, zepsucie kultury i niepowstrzymany wzrost zepsucia moralnego

Moglibyśmy długo wymieniać nieszczęścia, których źródłem jest Rewolucja. W tym kontekście, niezwykle ważne jest przypomnienie, że jedną z postaci, która odegrała w Rewolucji niebagatelną rolę, był markiz de Sade – zagorzały jakobin i urzędnik głęboko zaangażowany w zarządzanie nowym „lewiatanowym” państwem, które powstało w 1789 roku. Pornograf, podobnie jak wielu innych oświeceniowców, doprowadza swój ateizm i materializm do skrajnych konsekwencji i z wyprzedzeniem obnaża szatańskie oblicze rewolucji i komunizmu: człowiek, zredukowany do czystego ciała, staje się „nagim życiem”, pozbawionym podstaw i celu, narażonym na najbardziej bezsensowną przemoc, podobną do infantylnego delirium i obsesyjnego dążenia do przyjemności. De Sade nie jest przypadkiem – zjawiskiem niezwiązanym z Rewolucją, lecz tym, który wyraża jej istotę, odsłania jej serce, w którym w tajemnicy pulsuje pusta ciemność i śmierć. Rewolucja Francuska jest złem; stanowi polityczną i prawną ruinę idei państwa, a kraje europejskie nie będą mogły odrodzić się, dopóki nie zostanie całkowicie zniszczone przekonanie, że rewolucja ta stanowiła dobro i postęp.

Przede wszystkim Kościół Katolicki powinien zastanowić się ponownie, z większym rygorem i wnikliwością, nad prawdziwą naturą Rewolucji Francuskiej, aby móc wyjść z kryzysu nękającego go straszliwie od czasów II Soboru Watykańskiego; sobór ten bowiem doprowadził do podporządkowania Kościoła politycznym i kulturowym postulatom płynącym z Rewolucji, niczym z piekielnego źródła powszechnego zepsucia.

***

Krótki artykuł poniżej pomaga podsumować tę mało znaną kartę historii:

Mroczne tło Dnia Zdobycia Bastylii: Historia i współczesność

Temat ten nabiera szczególnego znaczenia w kontekście dążenia do przekształcenia świętowanej rocznicy w kolejną manifestację koalicji antyrosyjskiej.

Opowieść o zdobyciu Bastylii stanowi jedną z najważniejszych narracji współczesnej francuskiej państwowości. Dzień zdobycia Bastylii uznaje się za początek Wielkiej Rewolucji Francuskiej, a od 1880 roku jest to we Francji główne święto narodowe. Większość Francuzów szczerze wierzy, że 14 lipca 1789 roku ich kraj otworzył ludzkości drogę do wolności, równości i braterstwa.

===========================================

Jednak ta historyczna opowieść ma również swoją „ciemną stronę”. Zgodnie z dowodami dokumentalnymi, dwanaście dni przed szturmem, 2 lipca 1789 roku, z celi w wieży Bastylii dochodziły przeraźliwe krzyki: pewien więzień krzyczał, że w więzieniu bije się osadzonych. Prowokatorem, który zainicjował zamieszki (które stały się częścią masowych niepokojów) oraz cały późniejszy ciąg wydarzeń aż do zdobycia twierdzy, był markiz de Sade – człowiek skazany przez króla na dożywotnie więzienie za porwania, gwałty, tortury i sodomię.

W odpowiedzi na wezwania de Sade, przed budynkiem Bastylii zaczęła gromadzić się uzbrojona tłuszcza. 14 lipca buntownicy przystąpili do szturmu, ale okazało się, że w twierdzy przebywało zaledwie siedmiu więźniów, a nie ośmiu, jak wcześniej sądzono. Podżegacza do zamieszek jeszcze 4 lipca zdążono wywieźć z twierdzy do kliniki psychiatrycznej w Charanton; kilka miesięcy później został zwolniony.

Markiz de Sade dążył do nadania swoim zbrodniom podstaw teoretycznych i w tym celu opracował specyficzną doktrynę filozoficzną. Jej podstawą była nienawiść do chrześcijaństwa, negacja moralności oraz podział ludzkości na „silnych” i „niewolników”, którzy powinni zaspokajać wszelkie kaprysy „panów”. Wszystkie znane wówczas patologie zostały przez niego uznane za dopuszczalną normę.

Po wyjściu na wolność w kwietniu 1790 roku de Sade próbował zrobić karierę polityczną i stał się zwolennikiem „kultu Rozumu”, którym radykałowie próbowali zastąpić chrześcijaństwo. Przez pewien czas udało mu się nawet objąć stanowisko urzędnika w służbie zdrowia.

Jednak później, w obliczu konfliktów między różnymi frakcjami rewolucjonistów, de Sade ponownie trafił do szpitala psychiatrycznego. Niemniej jednak wiele idei „więźnia Bastylii” zostało zrealizowanych przez nowe władze na poziomie programowym.

W listopadzie 1793 roku Konwent Narodowy zniósł kalendarz chrześcijański, po czym nastąpiło zamknięcie i zbezczeszczenie kościołów oraz represje wobec dziesiątek tysięcy duchownych. Krwawy terror antyreligijny szalał we Francji aż do końca wieku. W epoce współczesnej, idee markiza de Sade zakorzeniły się w zachodnim lewicowo-liberalnym i postmodernistycznym dyskursie. Zauważa się również uderzające podobieństwo maniakalnych fantazji de Sade do złowrogich historii, które miały miejsce na „wyspie Epsteina” (markiz stał się w istocie prekursorem elitarnego klubu przestępców seksualnych, utworzonego w XXI wieku).

Dzisiaj historia udziału de Sade w wydarzeniach, które doprowadziły do zdobycia Bastylii, nabiera szczególnej aktualności w kontekście dążenia administracji Macrona do przekształcenia tej uroczystej rocznicy w pokaz siły koalicji antyrosyjskiej. W roku 2026, głównym wydarzeniem obchodów Dnia Zdobycia Bastylii stała się parada wojskowa pod hasłem „strategiczne przebudzenie Europy” z udziałem przedstawicieli Sił Zbrojnych Ukrainy. Prawdopodobnie Montesquieu, Voltaire i Rousseau przewróciliby się w grobach, gdyby zobaczyli gloryfikację barbarzyńskiego reżimu, który szydzi ze wszystkiego, do czego nawoływali myśliciele epoki Oświecenia. Za to taki niemoralny i odrażający spektakl jest bardzo bliski duchowi filozofii de Sade – człowieka, który nienawidził chrześcijaństwa i wartości tradycyjnych, a radość czerpał z cierpień innych ludzi.

INFO: vitisvera/il-marchese-de-sade-e-la-rivoluzione

russtrat.ru/russkiy-geopoliticheskiy

Jarek, oddaj kota ! MEM-y IV.


———————————————————

———————————–

———————————————–

——————————————

———————————————–

—————————————-

Nieznany sprawca okradł szpital. MEM-y III.

——————————-

————————————————————-

————————————————

———————————————

———————————————–

———————————————

—————————————————-

—————————-

Konflikt między Ukrainą a Polską może budzić nadzieję

Konflikt między Ukrainą a Polską może budzić nadzieję

Aktualne konflikty między Polską a Ukrainą dotyczące polityki rolnej oraz upamiętnienia kolaborantów nazistowskich przez Kijów mogą dawać promyk nadziei, że przystąpienie Ukrainy do UE się nie powiedzie, a byłoby to przystąpienie nie tylko destrukcyjne, ale i niebezpieczne. Nie ma powodu, by dawać sygnał, że wszystko jest w porządku: jeśli idzie o Ukrainę, racjonalne kryteria polityczne już dawno przestały obowiązywać.

Myśliwce MiG-29

Wynegocjowana rok temu umowa zbrojeniowa między rządami w Kijowie i Warszawie, na mocy której Polska w zamian za myśliwce MiG-29 miała otrzymać technologię dronów, jest na skraju upadku. Minister obrony Polski Władysław Kosiniak-Kamysz obwinia ukraińskich partnerów negocjacyjnych, twierdząc, że nie wywiązali się z umowy dotyczącej dostaw dronów. Ukraińcy jak dotąd milczą w tej sprawie.

Konflikty z powodu honorowania kolaborantów nazistowskich

Oficjalnym impulsem była decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia niesławnej Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Założona w 1942 roku, UPA okresowo współpracowała z nazistowskimi Niemcami i jest odpowiedzialna między innymi za ludobójstwo na Wołyniu latem 1943 roku – a tym samym za zamordowanie ponad 100 000 Polaków, głównie cywilów.

Twierdzenie wpływowych osób na Ukrainie, że UPA była narodowym, antykomunistycznym ruchem oporu, jest rażącym wypaczeniem historii. Jednak w telewizji N-TV historyk Frank Grelka okazuje zaskakującą tolerancję wobec masowych morderców i kolaborantów nazistowskich.

Miejsce pamięci we wsi Ugły w powiecie rówieńskim na Ukrainie

W Polsce zbrodnia wołyńska jest uznawana za ludobójstwo. Według doniesień medialnych, oddawanie czci UPA jako bohaterom na Ukrainie i nadawanie tytułów honorowych ukraińskim jednostkom wojskowym regularnie powoduje poważne napięcia dyplomatyczne w Polsce i prowadziło do cofnięcia odznaczeń państwowych. Tak więc prezydent Karol Nawrocki cofnął Zełenskiemu polski order. Zełenski i inni ukraińscy politycy następnie zwrócili polskie odznaczenia.

Konflikty na tle polityki rolnej

Bardziej prawdopodobne jest jednak, że Polska – w rzeczywistości jeden z najważniejszych sojuszników Ukrainy – bardziej przejmuje się sprzecznościami w zakresie polityki rolnej niż sporami o historię.

Od czasu wojny nad Dnieprem ukraińskie zboże jest coraz częściej transportowane drogą lądową, w tym przez Polskę. Aby chronić własnych rolników, Polska tymczasowo wprowadziła zakazy importu ukraińskiego zboża, ponieważ tanie ukraińskie produkty wywierały presję na polski rynek. Sytuacja ta doprowadziła również do poważnych protestów na granicy polsko-ukraińskiej. W publikacji ‚Länder-Analysen’  czytamy:

„Negatywne konsekwencje gospodarcze wynikały z ważnych decyzji podjętych przez Unię Europejską w czerwcu 2022 roku, kiedy to zniesiono wszelkie ograniczenia handlowe z Ukrainą, a w obliczu rosyjskiej blokady ukraińskich portów Morza Czarnego zliberalizowano dwustronny transport drogowy towarów. Decyzje, które w czasie pokoju wymagałyby żmudnych negocjacji i z pewnością kilku lat, dając uczestnikom rynku niezbędny czas na dostosowanie się, zostały teraz podjęte bardzo szybko i poparte przez Warszawę w obliczu pilnych potrzeb. W kolejnych miesiącach jednak przyniosły odwrotny skutek”.

Francja również ma konflikty z Ukrainą w kwestii polityki rolnej, donosi ‚Agrar Heute’. Według doniesień medialnych, politolog Herfried Münkler obawia się również, że przystąpienie Ukrainy do UE może się nie powieść z powodu konfliktów w rolnictwie: „Lobby rolnicze uniemożliwi przystąpienie Ukrainy do UE”. Jednak takie ‚optymistyczne’  przewidywania są przedwczesne: w przypadku Ukrainy racjonalne kryteria polityczne, jak już wspomniano, nie mają już zastosowania.

Korupcja i klauzule o wzajemnej pomocy

Przystąpienie Ukrainy do UE przyniosłoby skorumpowany i ultranacjonalistyczny ciężar dla społeczeństw europejskich. Co więcej, pozostałe kraje UE zostałyby wciągnięte w wojnę na Ukrainie jako (wówczas bezpośrednio) walczące strony poprzez potencjalne klauzule o wzajemnej pomocy.

Niezależnie od tego, czy z powodu radykalnego ukraińskiego rewizjonizmu historycznego, czy konfliktów wokół polityki rolnej, decydującym czynnikiem jest to, że jest szansa na to, iż przystąpienie Ukrainy do UE się nie powiedzie. Wtedy Polska oddałaby przysługę całej Europie.

Napisał: Tobias Riegel

Opracował: Zygmunt Białas

Dowód, że Messi wygra. MEM-y II.

————————————————

————————————————-

———————————————–

———————————————–

——————————————————————

—————————————————————-

————————————————-

——————————————————

Psy szczekają w łóżkach. MEM-y I.

——————————————-

——————————————————-

————————————————–

—————————————

———————————————————–

————————————

————————————

——————————————–

„Scenariusz Putina”: Czy Iran powtarza strategiczne błędy Rosji?

Kiedy powściągliwość

staje się strategią,

a strategia obciążeniem

[Uważam argumenty autora za anty-ludzkie, anty-moralne. ukazują jednak satanizm strony Izrael – USA, md]

„Scenariusz Putina”: Czy Iran powtarza strategiczne błędy Rosji?

Feliks Abt

Analiza strategicznych paraleli między działaniami Władimira Putina na Ukrainie a zachowaniem Iranu w konflikcie z Izraelem i USA ujawnia uderzające podobieństwo:

Oba państwa wielokrotnie wymieniały inicjatywę militarną na ostrożność dyplomatyczną. Obserwatorzy geopolityczni i zagraniczni krytycy – zwłaszcza amerykański ekonomista polityczny Paul Craig Roberts – twierdzą, że Teheran systematycznie powiela kluczowe błędy geopolityczne Moskwy.

Według Robertsa, zarówno Moskwa, jak i Teheran wplątały się w cykl reaktywny, pozwalając wrogim koalicjom z czasem się umacniać. Dopóki Iran nie porzuci tego niepewnego, defensywnego nastawienia, ryzykuje, że podąży dokładnie tą samą trajektorią strategiczną, którą przypisuje się Rosji: permanentnie przedłużający się konflikt, rosnące wrogie koalicje i stale kurczący się obszar bezpieczeństwa.

Paul Craig Roberts jest amerykańskim ekonomistą politycznym, autorem i byłym urzędnikiem państwowym. Uzyskał doktorat z ekonomii na Uniwersytecie Wirginii i pełnił funkcję zastępcy sekretarza skarbu ds. polityki gospodarczej za prezydentury Reagana, gdzie był jednym z głównych architektów ekonomii podaży („Reaganomiki”). Później pracował jako zastępca redaktora naczelnego i felietonista w „The Wall Street Journal” oraz publikował liczne felietony w „Business Week” , „Scripps Howard News Service” i „Creators Syndicate”. Obecnie jest wybitnym niezależnym analitykiem geopolitycznym i krytykiem zachodniej polityki zagranicznej.

Sednem krytyki Robertsa – którą często podzielają krajowi obserwatorzy w Moskwie i Teheranie, często niesłusznie określani przez zachodnie media mianem „twardogłowych” – jest wskazanie siedmiu strukturalnych słabości wspólnych dla obu krajów:

1. „Negocjacje zamiast zwycięstwa”
Roberts twierdzi, że zarówno Moskwa, jak i Teheran regularnie wybierają negocjacje, zawieszenia broni i sygnały dyplomatyczne zamiast zdecydowanych działań militarnych.

  • Rosyjski schemat : Putin wielokrotnie zabiegał o rozwiązania dyplomatyczne (np. porozumienia mińskie i rozmowy o bezpieczeństwie z NATO). Te przerwy pozwoliły Ukrainie i Zachodowi na zbrojenia, podczas gdy Rosja nie egzekwowała własnych „czerwonych linii”.
  • Paralela irańska : Teheran rutynowo akceptuje zawieszenia broni, prowadzi długie rozmowy i wydaje ostrzeżenia zamiast podejmować zdecydowane i dynamiczne działania.
  • Cena strategiczna : Negocjacje dają przeciwnikom czas na wzmocnienie swojej pozycji i nakładają ograniczenia polityczne na stronę skłonną do negocjacji.

2. Mentalność defensywna.
Kluczowym błędem obu rządów jest fundamentalnie defensywna postawa, która pozbawia je strategicznej inicjatywy.

  • Postawy reaktywne : Rosja konsekwentnie reaguje na eskalację działań Zachodu, zamiast przejąć kontrolę nad narracją. Podobnie Iran przygotowuje się do przyjęcia ciosów, zamiast proaktywnie ponosić koszty.
  • Metafora nożyczek : Roberts zauważa, że ​​Iran dysponuje tylko „jednym ostrzem nożyczek” – zdolnością obronną – nie posiadając jednocześnie ostrza ofensywnego, które mogłoby wymusić korzystny wynik konfliktu.

3. Moralna powściągliwość, która szkodzi samym sobie:
Oba narody kładą zbyt duży nacisk na międzynarodową legitymację moralną – postawę, którą ich przeciwnicy postrzegają jako strategiczną słabość.

  • Wyrachowana powściągliwość Rosji : Moskwa opowiada się za przedłużającą się wojną na wyniszczenie i strukturalnie ogranicza swoje działania, aby chronić własnych żołnierzy i uniknąć masowych ofiar wśród ludności cywilnej po stronie przeciwnika. Co więcej, Rosja konsekwentnie sięga po środki dyplomatyczne i prawne; na przykład Moskwa wezwała do międzynarodowego śledztwa w sprawie masakry w Buczy – za którą została uznana za odpowiedzialną – ale spotkała się z odmową ze strony mocarstw zachodnich.
  • Kontrastujące stanowisko wroga na Ukrainie : Z kolei siły ukraińskie – w pełni uzbrojone, wyszkolone i wspierane logistycznie przez NATO – nie przywiązują wagi do infrastruktury cywilnej. Po zamachu stanu w 2014 roku, który doprowadził do obalenia demokratycznie wybranego rządu Ukrainy, nowy reżim w Kijowie regularnie ostrzeliwał głównie rosyjskojęzyczny region Donbasu, atakując rynki i osiedla mieszkaniowe.
  • Ideologiczne ograniczenia Iranu : Teheran przestrzega surowych ograniczeń religijnych i etycznych, które ograniczają jego skuteczność militarną. Iran z wyprzedzeniem ostrzegł Katar przed atakiem na wspólne złoże gazu, aby umożliwić ewakuację cywilnych pracowników, a także wydał podobne ostrzeżenia przed atakami na północny Izrael, aby umożliwić ucieczkę ludności. Teheran celowo unika ataków na infrastrukturę krytyczną, taką jak zakłady odsalania wody – które natychmiast sparaliżowałyby Izrael i państwa Zatoki Perskiej – ponieważ uważa taką wojnę totalną za grzech. Jest to zgodne z oficjalną fatwą religijną Iranu, która surowo zabrania produkcji i używania broni jądrowej.
  • Historyczny precedens powściągliwości : Ta religijna powściągliwość sięga czasów wojny iracko-irańskiej. Kiedy wspierany przez Zachód reżim Saddama Husajna użył niemieckiej broni chemicznej, zabijając lub okaleczając ponad 100 000 irańskich żołnierzy i cywilów, irańscy przywódcy religijni kategorycznie odrzucili wezwania do odwetu chemicznego, kierując się względami moralnymi.
  • Kontrastujące podejście przeciwnika na Bliskim Wschodzie : W jaskrawym kontraście, przeciwnicy Iranu działają bez takich operacyjnych skrupułów. Maksymalizują zniszczenia kinetyczne zarówno w celach wojskowych, jak i cywilnych, niszcząc całe bloki mieszkalne, szkoły, placówki medyczne i miejsca kultu.
  • Retoryka powściągliwości : Roberts odrzuca defensywne banały, takie jak irańskie stwierdzenie: „Nie atakujemy ludzi, jedynie się bronimy”, jako zasadniczo nieproduktywne w kontekście nowoczesnej wojny.

Negatywny efekt : mocarstwa zachodnie i ich przedstawiciele w żadnym wypadku nie są pod wrażeniem asymetrycznej powściągliwości moralnej. Rezygnując z dominacji eskalacji, aby uchodzić za odpowiedzialnych, Putin i irańscy przywódcy osiągają dokładnie odwrotny skutek – zachęcają swoich przeciwników do dalszych działań.

4. Brak konieczności narzucania niemożliwych do udźwignięcia kosztów:
Podstawową zasadą strategii wojskowej jest to, że konflikty kończą się dopiero wtedy, gdy przeciwnikowi narzucono niemożliwy do udźwignięcia koszt. Oba reżimy nie spełniają tego standardu.

  • Błędy Iranu : Teheran zapowiada ataki rakietowe z wyprzedzeniem, minimalizuje liczbę ofiar wśród ludności cywilnej, atakuje odizolowane bazy amerykańskie zamiast bezpośrednio atakować Izrael i pozostawia infrastrukturę Arabii Saudyjskiej nienaruszoną. Pozwala to Izraelowi działać przy minimalnych kosztach bezpośrednich.
  • Błędy Rosji : Putin konsekwentnie unika agresywnych, asymetrycznych działań, które mogłyby znacznie zwiększyć koszty dla NATO lub Ukrainy.

5. Opóźnienie wzmacnia wroga.
Czas jest ograniczonym zasobem strategicznym. Oba rządy marnują go na swoją niekorzyść.

  • Koalicja antyrosyjska : Dłuższe opóźnienia pozwalają NATO na większe zaangażowanie, dostarczenie Kijowowi najnowocześniejszej broni i wzmocnienie determinacji politycznej Zachodu.
  • Koalicja antyirańska : Opóźnienia zbliżają państwa arabskie do Waszyngtonu i pozwalają na rozwój regionalnych systemów obrony powietrznej. Tę podatność na ataki podkreślają potencjalne manewry dyplomatyczne, takie jak przekazanie przez Turcję rosyjskich systemów S-400 Zjednoczonym Emiratom Arabskim – de facto sojusznikowi Izraela. Co więcej, przedłużający się konflikt daje adwersarzom czas na mobilizację Arabii Saudyjskiej i Pakistanu przeciwko Iranowi.

6. Ograniczenia ze strony oligarchii.
W swoich pracach i wywiadach Roberts wprowadza wewnętrzny wymiar ekonomiczny, aby wyjaśnić strategiczny paraliż Rosji. Twierdzi, że Kreml jest silnie ograniczony przez interesy oligarchiczne. Elity te wciąż mają nadzieję, że Zachód zniesie sankcje i pozwoli im powrócić do biznesu międzynarodowego. Chociaż Roberts sugeruje, że ta dynamika może mieć analogie w innych krajach objętych silnymi sankcjami, krytycy twierdzą, że przecenia on ich obecne wpływy; ogromna, jawna władza polityczna rosyjskich oligarchów w latach 90. znacznie zmalała pod rządami Putina. Niemniej jednak jego analiza wskazuje na potencjalnie silne ograniczenie wewnętrzne:

  • Wpływ elit : Roberts twierdzi, że Putin często stawia interesy finansowe i handlowe rosyjskiej elity gospodarczej ponad osiągnięcie bezwarunkowego zwycięstwa militarnego.
  • Motywy ekonomiczne : Plotki o sprzedaży broni – takie jak ewentualny transfer systemów obrony powietrznej S-400 do państw Zatoki Perskiej – sugerują, że kluczowe elity gospodarcze wciąż mają nadzieję, że strategiczne ustępstwa utorują drogę do złagodzenia sankcji i odzyskania dostępu do rynków zachodnich. Zdaniem Robertsa, opcje militarne Putina pozostają powiązane z tymi krajowymi interesami finansowymi.

7. Zwycięstwo wymaga inicjatywy.
Ostatecznie strategię militarną można sprowadzić do prostej rzeczywistości: strona gotowa do użycia zdecydowanej, prewencyjnej i przytłaczającej siły decyduje o wyniku geopolitycznym.

  • Podział geopolityczny : Stany Zjednoczone i Izrael całkowicie dominują w tej proaktywnej dynamice. Rosja i Iran z kolei kurczowo trzymają się błędnego przekonania, że ​​dyplomacja, apelacje prawne i strategiczna powściągliwość mogą zastąpić absolutną inicjatywę militarną.
  • Droga do porażki : Roberts przewiduje, że dopóki Teheran nie porzuci „scenariusza Putina”, będzie cierpieć dokładnie z powodu tej samej strategicznej erozji, która obecnie dotyka Rosję: trwale przedłużającego się konfliktu, rosnących wrogich koalicji i stale kurczącego się obwodu bezpieczeństwa.
  • Koszt rosyjskiego opóźnienia : Wahanie Moskwy już doprowadziło do poważnych niepowodzeń geopolitycznych. Wyrazistym przykładem są Finlandia i Szwecja, które przystąpiły do ​​NATO i zgodziły się na rozmieszczenie broni jądrowej na swoim terytorium – tym samym sprowadzając egzystencjalne zagrożenie bezpośrednio na granice Rosji.
  • Koszt irańskiej zwłoki : Podobnie niechęć Teheranu do natychmiastowej eskalacji pozwala jego przeciwnikom zneutralizować jego podstawową architekturę obronną. Gdyby Turcja ostatecznie dostarczyła zaawansowane systemy obrony powietrznej S-400 państwom Zatoki Perskiej, takim jak ZEA, najważniejszy strategiczny środek odstraszania Iranu – arsenał rakiet balistycznych – mógłby okazać się w dużej mierze nieskuteczny.

Ostatecznie ta strategiczna krytyka zasługuje na poważną uwagę: podczas gdy USA i Izrael prowadzą wojny, by demonstrować swoją siłę, Rosja i Iran stoją na geopolitycznym rusztowaniu. Muszą nauczyć się walczyć o przetrwanie – ponieważ ich przeciwnicy mają na myśli wyłącznie ich całkowite zniszczenie lub rozczłonkowanie.

Źródło: Kiedy powściągliwość staje się strategią, a strategia staje się odpowiedzialnością

===================================

mail:

To znaczy, nie mogą się doczekać tego, kiedy Rosja rzuci przynajmniej jedną atomówkę, a najlepiej więcej. Wtedy Rosja nie popełni błędu.

Nagie fakty w Zbrodni Smoleńskiej

Nagie fakty w Zbrodni Smoleńskiej

Mirosław Dakowski, 9 lipca 2026

Chcę zebrać tylko oczywiste fakty, bez hipotez czy przypuszczeń.

Proszę, by inni analitycy Zbrodni Smoleńskiej przysyłali mi dodatkowe fakty.

Dużo można znaleźć na mej stronie, pod „Archiwum”. Tam trza wkleić „Smoleńsk” – i zjawią się setki artykułów. Ja nie mogę, bo w Redakcji mam jedno oko, jedno ucho [też lewe] i na szczęście – cały umysł.

Będę publikował kolejne wersje.

=======================================

Części domniemanego rozbijającego się samolotu, pochodzące z jego prawej burty, są ustawione po lewej stronie, a po prawej części z lewej burty, tak, jakby samolot w planie miał lądować od strony zachodniej a nie, jak – według strony rosyjskiej, lądował od strony wschodniej.

Część ze ścian, burt, stoi za drzewami, oparta o nie. Nie mogły tam przecież przeniknąć przez zdrowe drzewa.

We wszystkich wypadkach awaryjnego lądowania dużych samolotów na las, pozostawiają one prostokąt równej szerokości ściętych drzew aż do miejsca, gdzie leży kadłub. Koło Siewiernego takiego pasa nie ma.

Wszystkie wielkie samoloty lądujące awaryjnie w lesie, rozpadają się najwyżej na dwie, trzy części. Tu zaś mamy takich części tysiące.

Gdyby samolot zawadził skrzydłem o brzozę, to podrywany samolot musiałby wyryć ogonem rów o głębokości dwóch do trzech metrów. Bo przecież podnoszenie się samolotu polega na obniżeniu sterami wysokości jego rufy.

Pod brzozą leżą lotne śmieci, papiery, plastiki. To jednoznacznie dowodzi, że żadnego gwałtownego ruchu powietrza tu nie było.

Po paru dniach, na zdjęciach tej brzozy zrobionych przez ludzi MAK pojawiły się wbite odłamki. A terenu tego strzegły rosyjskie służby jawne i tajne.

Gdyby samolot miał zrobić pół beczki, to tym skrzydłem również musiałby wyryć bardzo głęboki rów.

Wiadomo z matematyki i z doświadczenia, że z dwóch zderzających się przedmiotów łamie się tylko jeden. Dotyczy to tak kijów, i jak i na przykład zabawy wielkanocnej w stukanie się jajkami. Nigdy się nie zdarzyło i nie może zdarzyć, że pękają oba jajka. Jeśli więc została ścięta brzoza, to ten drugi element musiał pozostać cały.

Pracujące silniki odrzutowe mają temperaturę około 800 stopni C. Tymczasem na  polance koło Siewiernego jeden z silników leżał na suchej trawie, która się nie zapaliła. Drugi zaś został położony na mokradle które, jak widać na zdjęciach, się nie wysuszyło. Więc oba silniki zostały tam złożone zimne.

W osi jednego z tych silników widać włożoną w dziurkę, rurkę hydrauliczną skośnie ściętą. Przypuszczalnie dla ułatwienia podnoszenia silnika.

Są dwa różne „prawe skrzydła” w oficjalnych dokumentach

Na oficjalnych zdjęciach z pierwszego dnia znalezione czarne skrzynki mają kolor pomarańczowy i wygląd nieuszkodzony. Zdjęcia zaś prezentowane po tygodniu pokazują skrzynki w innym kolorze, chyba czerwone i pogniecione.

Nie ma na ziemi śladu ryjącego, a mającego wielką masę samolotu.

Gdyby zaś, jak chciał zespół Antoniego Macierewicza, katastrofa była wynikiem wybuchu w powietrzu, to analizy kinematyczne wykazały, że rozrzut fragmentów byłby zupełnie inny.

Wtedy wprowadzono hipotezę, że pewnie były dwa wybuchy w powietrzu. Gdy i ona nie dała się jakkolwiek połączyć istniejącym rozrzutem części i tę hipotezę wyciszono.

Wszystkie parametry lotu były online przekazywane do Służby Kontrwywiadu Wojskowego w Warszawie, oraz do firmy amerykańskiej, która ten rejestrator wyprodukowała i na samolocie prezydenckim zainstalowała. Są więc teoretycznie dostępne. Rejestrator szybkiego dostępu ATM-QAR oraz rejestrator katastroficzny (FDR).

Tak zwany bliźniak rządowego Tu numer 102, który podobno był remontowany w Samarze, został rozebrany na polecenie Antoniego Macierewicza. Zniknął więc ważny dowód rzeczowy.

Zupełnie zniknął kokpit, który jest ważną dowodem w sprawie.

Złom zebrany przez stronę rosyjską rdzewieje w Rosji od 16 lat. Nie oddają tej własności stronie polskiej.

Popełniono kilkanaście morderstw osób zaangażowanych w wyjaśnianie tajemnic Smoleńska. Wszystkie te morderstwa pozostały niewyjaśnione.

Poćwiartowanie doktora Wróbla piłą łańcuchową, podobno przez jego syna, ma działanie odstraszające dla pozostałych analityków zbrodni.

Stefan Zielonka chorąży i szyfrant Służby Wywiadu Wojskowego (SWW), zaginął w kwietniu 2009 roku w Warszawie, podobno uciekł do Chin, a ciało znaleziono 27 kwietnia 2010 roku, powieszone nad Wisłą w Wawrze.

Dariusz Szpineta, pilota, instruktor lotnictwa i prezes spółki Ad Astra Executive Charte, który był krytykiem oficjalnych raportów dotyczących przyczyn katastrofy smoleńskiej, znaleziony martwy 7 grudnia 2011 roku w łazience hotelu w Indiach.

Nogę generała Kwiatkowskiego w mundurze widział Jarosław Kaczyński w trumnie swojego brata Lecha. Żadnych reakcji ani Kaczyńskiego, ani śledczych w Polsce.

Udokumentowano znęcanie się nad martwym ciałem Anny Walentynowicz, zgruchotanie jej czaszki po śmierci i wrzucanie niedopałków i brudnych szmat na jej ciało.

W wielkiej części trumien dostarczonych przez stronę rosyjską, były inne ciała, często widać, że bezczeszczone i masakrowane po śmierci.

===========================

Pamięć ludzka jest krótka. Gdyby ktoś z czytelników znalazł podobne fakty, szczególnie z pierwszych miesięcy po Zbrodni, proszę mi przysłać.

Ale – najlepiej bardziej lakonicznie, w jednym zdaniu.

Saudyjczycy się wycofują

Saudyjczycy się wycofują

16 lipca 2026 przez Larry C. Johnson sonar/the-saudis-back-down

W poniedziałek 13 lipca naloty uderzyły w pas startowy międzynarodowego lotniska w Sanie , wkrótce po powrocie delegacji Huti z pogrzebu zmarłego ajatollaha Alego Chameneiego w Iranie. Minister obrony Jemenu, generał Taher al-Aqili, powiedział w programie X, że atak na pas startowy miał na celu zatrzymanie samolotu z delegacją Huti powracającą z pogrzebu Chameneiego. Ministerstwo obrony IRG oświadczyło, że wyczerpało środki dyplomatyczne, aby przekonać Iran i Huti do trzymania się z dala od jemeńskiej przestrzeni powietrznej, i że zareaguje na wrogie samoloty „wszelkimi dostępnymi środkami” oraz pociągnęło Iran do odpowiedzialności.

Jednak izraelski rzecznik na portalu Axios , Barak Ravid, powołując się na dwóch amerykańskich urzędników, poinformował, że Trump udzielił saudyjskiemu przywódcy MBS poparcia dla ataku w rozmowie telefonicznej – MBS poprosił o wsparcie dla działań militarnych przeciwko Huti i je otrzymał. Biały Dom odmówił bezpośredniego komentarza, a ambasada Arabii Saudyjskiej nie odpowiedziała.

Bezpośrednią przyczyną jest lotnictwo, a nie wojna lądowa. Około dziesięciu dni temu samolot Mahan Air wylądował w Sanie – pierwszy lot Iran-Sana od ponad dekady – i zabrał delegację Hutich udającą się na pogrzeb byłego Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego. Arabia Saudyjska zablokowała kolejne loty, obawiając się, że zostaną one wykorzystane do transportu broni lub irańskich doradców wojskowych dla Hutich. (Należy zauważyć, że samo lotnisko jest w dużej mierze zniszczone i wyłączone z użytku od czasu izraelskich ataków w maju).

Po ataku Arabii Saudyjskiej na Sanę, Huti odpowiedzieli, ostrzeliwując rakietami balistycznymi i dronami międzynarodowe lotnisko Abha w południowo-zachodnim regionie Asir w Arabii Saudyjskiej – górzystym obszarze w pobliżu granicy z Jemenem i letniskowym kurorcie w kraju. Sari przyznało się do ataku. Rzecznik koalicji pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej poinformował, że obrona powietrzna „zapobiegła zagrożeniu ze strony rakiet balistycznych” wystrzelonych w kierunku południowego regionu. Nie zgłoszono żadnych ofiar.

Ta wymiana zdań była pierwszym atakiem Arabii Saudyjskiej na Hutich od czasu wejścia w życie nieformalnego rozejmu w marcu 2022 roku . Myślałem, że Saudyjczycy odpowiedzą we wtorek lub środę za poniedziałkowy atak Hutich… Na szczęście się myliłem. Saudyjczycy nie kontynuowali ataków na pozycje Hutich.

Atak Arabii Saudyjskiej był głupi i lekkomyślny. Obecnie Saudyjczycy mogą eksportować trochę ropy z Janbu, saudyjskiego miasta położonego nad Morzem Czerwonym. Ten atak na Jemen – choć był to jedynie port lotniczy – niósł ze sobą ryzyko, że Huti zaatakują saudyjski terminal naftowy w Janbu i zamkną cieśninę Bab al-Mandab. Biorąc pod uwagę podatność Arabii Saudyjskiej na zagrożenia, gdyby ich operacje na Morzu Czerwonym zostały zawieszone lub zamknięte, można by pomyśleć, że rząd MBS będzie angażował się w dalsze ćwiczenia mające na celu budowanie zaufania z Jemenem. Nic z tego! Saudyjczycy niemal doprowadzili do wznowienia wojny z Huti.

Nie wiem, kto przekonał MBS do całkowitego zaprzestania ataków na kontrolowaną przez Huti część Jemenu, ale Saudyjczycy nie zaatakowali ponownie. Saudyjczycy nie są w stanie finansowo poradzić sobie z jednoczesnym zamknięciem Cieśniny Ormuz i cieśniny Bab al-Mandab. Wygląda na to, że w Królestwie Arabii Saudyjskiej zwyciężył rozsądek… przynajmniej na razie.

Uwaga dotycząca zdjęcia na górze artykułu. Zamieściłem je, ponieważ stanowi ono doskonały obraz infrastruktury naftowej i LNG w Zatoce Perskiej i pomaga docenić geografię energetyczną Zatoki Perskiej.


Pepe, ja i dr Z. przedstawiliśmy kolejny świetny materiał podsumowujący obecną sytuację w Zatoce Perskiej za pośrednictwem naszego kanału Transition Protocol :

PILNE: Trump w pułapce – za czym właśnie głosował irański Madżlis – i co celowo pominął

Pułkownik Wilkerson powrócił z zasłużonego urlopu, a my z Dannym Haiphongiem omówiliśmy najnowsze wydarzenia w wojnie USA z Iranem:

Iran niszczy amerykańskie F-18, Trump sugeruje atak nuklearny | Larry Johnson i płk Lawrence Wilkerson

Nima i ja rozmawialiśmy o groźbach Trumpa dotyczących ataku na Iran:

Larry Johnson: Trump przygotowuje NISZCZĄCE uderzenia w głąb Iranu, podczas gdy Teheran zastawia pułapkę

Czy Polsce grozi wojna atomowa?

Czy Polsce grozi wojna atomowa?

Do pewnych mało przyjemnych przemyśleń zmusił mnie gorzki reportaż na portalu Strajk Macieja Wiśniowskiego z Rosji pod tytułem „Światy równoległe”.

Telewizyjni eksperci cieszą się z celnych ukraińskich uderzeń na terytorium Rosji. Radują ich ukraińskie rakiety uderzające w rafinerie czy statki. Mnie eskalacja nie cieszy. Napiszę wprost – w Polsce mogą się z tego cieszyć tylko idioci. Obecnie rosyjskie groźby nuklearne są dalej traktowane jako element wojny informacyjnej mającej na celu zastraszenie Ukrainy i ich sojuszników. Czynnikiem stabilizacyjnym są zapewne Chiny.

Nosił dzban wodę, dopóki mu się ucho nie urwało.

Rosja nie może sobie pozwolić na porażkę. Nie może przegrać tej wojny. Unia Europejska nie ma zamiaru ułatwić Ukrainie drogi do zawarcia pokoju z Rosją. Sytuacja wydaje się dzisiaj patowa, bo Moskwa jest zbyt słaba by szybko konwencjonalnie pokonać Ukrainę z jej potężnymi sojusznikami. Ale zbyt silna i dumna, by wojnę na Ukrainie przegrać.

Jeśli uderzenia rakietowe i dronowe Ukrainy rzeczywiście zaczną zagrażać bezpieczeństwu Federacji Rosyjskiej, to moim zdaniem sytuacja narodu polskiego jest nie do pozazdroszczenia. Rosja wtedy może użyć broni jądrowej. Deklaracje Stanów Zjednoczonych i innych krajów NATO, że w przypadku nuklearnego ataku na Ukrainę adekwatnie odpowiedzą, dla Polski są również informacjami złą. Nasza ojczyzna stanie się strefą zgniotu lub strefą okołozgniotową.

Państwa NATO przeprowadziły ćwiczenia Steadfast Noon związane z bronią jądrową. Pod koniec 2025 roku prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił, że Rosja przeprowadza testy nowej generacji broni jądrowej. W lutym tego roku MSZ Rosji wydał komunikat o ryzyku „bezpośredniej konfrontacji militarnej między mocarstwami nuklearnymi”. Rosyjska polityka zakłada ochronę Rosji oraz jej sojuszników przed agresją potencjalnego przeciwnika, a w przypadku wybuchu konfliktu zbrojnego – zapobieganie eskalacji działań wojennych i ich zakończenie na warunkach akceptowalnych dla Federacji Rosyjskiej.

Moim zdaniem niebezpiecznym momentem, będzie wymiana Sekretarza Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Siergieja Szojgu. Myślę, że niedługo możemy się jej spodziewać, ponieważ takie są oczekiwana Rosjan. Jeśli zastąpi go jakiś polityczny jastrząb – być może weteran wojny na Ukrainie – to moim zdaniem radykalnie zbliży nas to do konfliktu nuklearnego.

Dla Polski ratunkiem jest pokój. Nie przyjmują tego do wiadomości bezrefleksyjni stronnicy Ukrainy, jak również hermetycznie zamknięci w swojej bańce stronnicy Rosji. Ja wiem, że wielu z Was myśli i zapewne napisze – to nie jest możliwe. Że nikt nie użyje broni takiej broni. Przypomnijcie sobie ile razy w ostatnich latach wmawialiśmy sobie, że coś jest nierealne i z całą pewnością się nie wydarzy.

Łukasz Jastrzębski

Patrioty oddane. Co Polska otrzymała w zamian?

Patrioty oddane. Co Polska otrzymała w zamian?

magnapolonia/patrioty-oddane-co-polska-otrzymala-w-zamian

Niedawno polska opinia publiczna została poinformowana o przekazaniu przez rząd pięciu pocisków PAC-3 MSE, wykorzystywanych przez systemy obrony powietrznej Patriot do przechwytywania pocisków balistycznych.

Kosztowna broń zakupiona za pieniądze polskiego podatnika przekazana dla kraju gloryfikującego morderców polskich kobiet i dzieci wywołała głośną dyskusję polityczną.

Kolejne Patrioty zostały oddane niewdzięcznym i wrogim nam Ukraińcom. Z początkiem tego tygodnia pełniący obowiązki ministra obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że decyzja ta została podjęta ze względu na prośbę sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego oraz m.in. naczelnego dowódcy sił sojuszniczych w Europie, po konsultacjach z państwami użytkującymi system Patriot.

Jednak najbardziej zaskakujące są wyjaśnienia, jakich udzielił sam minister Kosiniak-Kamysz wraz z wiceministrem obrony Cezarym Tomczykiem. Ten ostatni stwierdził, że w zamian za przekazaną broń w razie zagrożenia otrzyma w ciągu pierwszych 24 godzin „dziesięć razy więcej rakiet i systemów tego typu”.

Wiara w sojuszników (tych samych co lekką ręką na konferencjach pokojowych oddali Polskę w strefę wpływów ZSRR po drugiej wojnie światowej), jaką wiceminister przejawia w sprawach dotyczących bezpieczeństwa polskiego podatnika, który jest głównym fundatorem wszelkiej maści dotacji dosłownie przenosi góry. Są to jednak góry hipokryzji.

Jednocześnie sam minister Kosiniak-Kamysz uznał, że za ofiarowaną broń Polska – zamiast żądać ekshumacji swoich obywateli będących ofiarami czczonej obecnie na Ukrainie ideologii banderowskiej „otrzyma wdzięczność”. W związku z tym nasuwa się wniosek, że być może sam Kosiniak-Kamysz czuje się zażenowany faktem, że pełniąc funkcję wicepremiera i ministra obrony narodowej pobiera za to pieniądze z budżetu państwa. Możliwe, że sam wstydzi się i czeka, kiedy powstanie obywatelska inicjatywa, aby zamiast pensji otrzymał od narodu polskiego wartość dla niego największą w polityce i w dyplomacji, czyli wdzięczność.

Musimy pamiętać, że polityka nie bierze jeńców. W dyplomacji wdzięczność, szacunek i przyjaźń istnieją jedynie na papierze. Odpowiadając za losy współobywateli trzeba się kierować ich interesem. Jeśli ktoś tego nie rozumie bierze na siebie odpowiedzialność za wszelkie zagrożenie, jakie potencjalnie lub realnie może zagrażać tym, którzy mu zaufali.

Polecamy również: Migranci organizują przemyt migrantów

Rosja zapobiega ukraińskim atakom na rosyjskie siły nuklearne

====

Thomas Röper anti-spiegel.ru/russland-verhindert-ukrainische-angriffe-auf-die-russischen-nuklearstreitkraefte

Igranie z ogniem

Rosja zapobiega ukraińskim atakom na rosyjskie siły nuklearne

Ukraina ponownie próbowała zaatakować rosyjskie siły nuklearne za pomocą kilku komórek terrorystycznych, ale rosyjski wywiad zdołał temu zapobiec i aresztować terrorystów. Gdyby atak się powiódł, eskalacja konfliktu nuklearnego mogłaby być nieuchronna.

Anti-Spiegel 15 lipiec  2026

Około rok temu zachodnie media z euforią donosiły o ukraińskiej „Operacji Pajęczyna”, w ramach której ukraińscy terroryści przemycili ponad 100 dronów do Rosji i wystrzelili je z ciężarówek na cztery lotniska należące do rosyjskich sił jądrowych.

Doniesienia różniły się co do konsekwencji: Ukraina twierdziła, że ​​uszkodziła lub zniszczyła wiele samolotów należących do rosyjskich sił jądrowych, podczas gdy Rosja twierdziła, że ​​szkody były ograniczone.

Igranie z ogniem

Problem z tymi atakami polegał na tym, że uszkodzeniu uległy części rosyjskich sił jądrowych, co uzasadnia reakcję mocarstwa nuklearnego. Jest to również jasno zapisane w rosyjskiej doktrynie nuklearnej.

Powód jest oczywisty: siły jądrowe są ostatnią i ostateczną gwarancją bezpieczeństwa mocarstwa nuklearnego. Jeśli zostaną one uszkodzone, na przykład poprzez uszkodzenie niezbędnych radarów wczesnego ostrzegania lub systemów przenoszenia, mocarstwo nuklearne ryzykuje, że nie będzie w stanie obronić się przed atakiem nuklearnym na równych prawach.

To, że Ukraina zaatakowała rosyjskie siły jądrowe zeszłego lata – najwyraźniej za zgodą, a nawet wsparciem Zachodu – było zatem niezwykle niebezpieczne. Jak zareagowałyby Stany Zjednoczone, gdyby Iran zrekrutował terrorystów w USA, wyposażył ich w najnowocześniejsze drony bojowe, a one następnie zaatakowałyby amerykańskie bombowce atomowe na amerykańskich lotniskach?

Zachód zdaje się mylić cierpliwość Rosji ze słabością, ponieważ pod koniec czerwca Zełenski – bez sprzeciwu ze strony Zachodu – obiecał Rosji „40 dni piekła”, twierdząc, że Kijów rozpocznie operację Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Nie podał żadnych szczegółów, ale eksperci podejrzewali, że miał na myśli ataki terrorystyczne na terytorium Rosji.

Operacja Pajęczyna 2.0

Później okazało się, że miała to być swego rodzaju „Operacja Pajęczyna 2.0”. Praktycznie nie ma na ten temat informacji w internecie w języku niemieckim, ale wyszukiwanie w języku angielskim hasła „Spiderweb 2.0” daje pewne rezultaty.

I rzeczywiście, wydaje się, że właśnie o to chodziło, ponieważ w ostatnich dniach rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) udaremniła ataki terrorystyczne ukraińskich służb wywiadowczych na trzy lotniska wojskowe. Były to Ukrainka nad Amurem, Szagoł w obwodzie czelabińskim oraz lotnisko pod Rostowem nad Donem.

Baza Lotnicza Ukrainka to rosyjskie lotnisko dalekiego zasięgu na Dalekim Wschodzie, które było jednym z celów pierwszej operacji „Pajęczyna” w czerwcu 2025 roku. Ciężarówka przewożąca drony na lotnisko eksplodowała jednak w trakcie jazdy. Po operacji „Pajęczyna” stacjonowały tam bombowce strategiczne Tu-95MS, Tu-22M3 i Tu-160.

Według biura prasowego FSB, dzięki wczesnej informacji wywiadowczej, planowanym atakom udało się zapobiec, a cała siatka mózgów operacji została zneutralizowana.

W ramach operacji ukraińskie służby bezpieczeństwa przetransportowały do ​​obwodu briańskiego drony FPV wyposażone w głowice bojowe i mobilne stacje naziemne. Transport odbywał się w kontenerach holowanych przez drony i balony na uwięzi. Drony bojowe były następnie maskowane jako sprzęt gospodarstwa domowego i transportowane dalej w głąb kraju samochodami z dwuściennymi przyczepami. Po dotarciu na miejsce drony były montowane w wynajętych garażach i przygotowywane do użycia bojowego. Jednak grupa była już pod obserwacją FSB, a wszystko było obserwowane i nagrywane ukrytymi kamerami.

Podczas operacji zatrzymano sprawców i ich wspólników, a także zabezpieczono 24 drony FPV. Drony te były wyposażone w moduły sterowania oparte na sieciach neuronowych pochodzących z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady i Szwecji i były odporne na walkę elektroniczną. Każda głowica zawierała ponad kilogram materiałów wybuchowych. Zajęto również dwie mobilne naziemne stacje kontroli lotów. Stacje te mogły działać za pośrednictwem satelity, sieci komórkowej, Wi-Fi i radia oraz były wyposażone w urządzenia samozniszczenia, z których każde zawierało 250 gramów materiałów wybuchowych.

Oba ataki terrorystyczne były planowane równolegle, ale sprawcy nie znali się nawzajem i działali niezależnie, otrzymując instrukcje od swoich dowódców na Ukrainie. Dzięki szybkiej interwencji sił bezpieczeństwa uratowano dziesiątki, jeśli nie setki, żołnierzy i cywilów, a funkcjonowanie obiektów o strategicznym znaczeniu zostało utrzymane.

Ukraina zaplanowała co najmniej kolejny atak terrorystyczny na rosyjskie lotnisko wojskowe, ponieważ, jak wspomniano wcześniej, 10 lipca udaremniono atak na lotnisko Rostów-Centralny z użyciem 13 dronów napędzanych sztuczną inteligencją. Rosjanin, którego ukraińskie służby bezpieczeństwa zamierzały zwerbować, zgłosił próbę werbunku do FSB, a operacja była kontynuowana pod nadzorem FSB, aby zebrać więcej informacji o osobach stojących za atakiem.

„Zwerbowany” Rosjanin otrzymał zaliczkę w wysokości ponad 3500 dolarów na planowany atak. Podano mu również współrzędne kryjówki, w której miał znaleźć niezbędny sprzęt i dalsze instrukcje. Kryjówka została zbadana przez FSB.

Jeśli chodzi o plany, które teraz ujrzały światło dzienne, rosyjscy eksperci twierdzą, że wykorzystanie zaawansowanej technologicznie broni, przetransportowanej w głąb kraju przez obwód briański, jest szczególnie godne uwagi, co wskazuje na dobrze zorganizowaną sieć logistyczną, ponieważ transport kontenerów z ładunkiem wybuchowym przez granicę przy użyciu dronów i balonów na uwięzi, a następnie ładowanie ich do czekających na nie przyczep z podwójnym dnem w celu dalszego transportu, nie jest już improwizowaną operacją.

Drony zostały wyposażone w moduły sterujące AI, które umożliwiały im lokalizację celów nawet w przypadku utraty kontaktu z operatorem. Co więcej, metody stosowane we wszystkich operacjach były identyczne: do startu dronów miały być używane ciężarówki, a drony we wszystkich przypadkach były montowane w wynajętych garażach lub magazynach, a uczestnicy korzystali z filmów instruktażowych.

Planowane ataki na lotniska wojskowe Ukrainka i Szagoł zostały również wykryte przez FSB na czas, jeszcze zanim uczestnicy opuścili obwód briański z wrażliwym ładunkiem. Znajdowali się oni zatem pod stałym nadzorem. Według ekspertów, ukraińskie służby bezpieczeństwa wydały od 2 do 2,5 miliona dolarów na sprzęt i logistykę.

Równolegle doszło do innych ataków terrorystycznych przeprowadzonych przez ukraińskie służby bezpieczeństwa. 9 lipca siły bezpieczeństwa poinformowały o udaremnionym zamachu na wysoko postawionego oficera w obwodzie moskiewskim, w wyniku którego aresztowano Rosjankę urodzoną w 2001 roku i oskarżono ją o terroryzm i zdradę.

Ataki te przeprowadzono równolegle. Gdyby „Operacja Pajęczyna 2.0” okazała się sukcesem, niemieckie media z pewnością relacjonowałyby ją z takim samym entuzjazmem, jak w zeszłym roku. Ponieważ jednak operacja najwyraźniej zakończyła się niepowodzeniem, w niemieckich mediach nie ma o niej żadnych doniesień.

W końcu niemiecka opinia publiczna nie musi wiedzieć wszystkiego…

Gogol w Hormuz: Upadek amerykańskiej fikcji hegemonicznej


Gogol w Hormuz: Upadek amerykańskiej fikcji hegemonicznej

Xavier Villar

tehrantimes/Gogol-in-Hormuz-The-collapse-of-US-hegemonic-fiction

W „Rewizorze” Mikołaja Gogola skorumpowani urzędnicy w małym rosyjskim miasteczku wpadają w panikę po przybyciu młodego mężczyzny z Petersburga. Ivan Chlestiakov jest młodym urzędnikiem, ale strach miejscowych przed ujawnieniem ich własnej defraudacji podnosi go do rangi carskiego audytora. Jego autorytet nie wywodzi się od cara, ale z paranoi jego gospodarzy. Kiedy maska opada, pozostaje tylko ośmieszenie oszukanych.

Dziś biurokracja bezpieczeństwa narodowego USA działa zgodnie z tą właśnie psychologią. Waszyngton domaga się, aby Iran zaakceptował gwarancje bezpieczeństwa dotyczące tymczasowych sankcji, wiedząc, że ich własny Kongres może je odwołać przy najmniejszym wstrząsie. Kiedy Teheran odmawia potwierdzenia fikcji, administracja Trumpa odpowiada teatralnością osaczonego biurokraty, grożąc pogrążeniem w otchłań, na które nie odważy się zdecydować.

Niedawna proklamacja Trumpa, że protokół ustaleń z Iranem jest „martwy”, wraz z groźbami ponownej blokady, nie jest pokazem siły. Z perspektywy Teheranu brzmi to jak frustracja hegemona, który wyczerpuje swoje możliwości konwencjonalnego przymusu. Ostatnie wymiany militarne działały jako brutalne rozliczenie dla Waszyngtonu, uwidaczniając fizyczne granice jego władzy. Ogłoszona śmierć memorandum jest bezpośrednim wynikiem systematycznego sabotażu Waszyngtonu. Tekst zawiera logiczną sekwencję deeskalacji: Iran uregulowałby ruch Ormuz, USA zniosłyby blokadę, Teheran uzyskałby dostęp do swoich funduszy, a groźby ustałyby. Ale Waszyngton traktował to nie jako wiążące ramy, lecz jako taktyczną pauzę, aby zachować swoją przewagę.

Z irańskiego punktu widzenia naruszenie było natychmiastowe. Pierwsza klauzula, domagająca się zakończenia wojny w Libanie, została zignorowana. Zwolnienia aktywów były ograniczone; groźby były kontynuowane, a Trump sugerował nawet porwanie irańskich negocjatorów. Ostateczny cios nastąpił w lipcu, kiedy Biały Dom cofnął zwolnienia sprzedaży ropy naftowej, gdy Teheran skonsolidował swój szlak morski. To ujawnia wrodzoną przemoc amerykańskiej dyplomacji. Prawdziwa pułapka tkwi w prawnej architekturze Imperium. Znaczna część reżimu sankcji jest chroniona przez ustawodawstwo Kongresu, takie jak CAATSA. Prezydenci mogą oferować tylko odnawialne zwolnienia. Po porozumieniu nuklearnym z 2015 roku irańscy planiści wyciągnęli ostateczną lekcję: tymczasowa ulga gospodarcza nie odbudowuje kraju ani nie gwarantuje bezpieczeństwa. Waszyngton domaga się, aby Iran przetłumaczył swoją suwerenność na język liberalnego internacjonalizmu, ignorując sekwencyjną logikę własnych porozumień. Teheran wie, że czeki Białego Domu są fałszywe.

To właśnie w tym ślepym zaułku Cieśnina Ormuz przestała być zwykłym wojskowym dławikiem, stając się osią suwerenności Iranu. Wymiana programu nuklearnego lub regionalnych sojuszy na rzecz efemerycznego zwolnienia z sankcji była niedopuszczalną asymetrią. Zmuszając ruch komercyjny do wyznaczonego korytarza i ustanawiając wspólną administrację z Omanem w celu pobierania taryf tranzytowych, Iran dąży do głębokiej zmiany w zarządzaniu Zatoką Perską. Daleki od dążenia do całkowitego zamknięcia – co wywołałoby casus belli – Teheran przekształca morską autostradę, historycznie patrolowaną przez piątą flotę USA, w suwerenną Izbę celną. Manewr ten podważa interpretację prawa morza przez Pentagon. Waszyngton powołuje się na „przejście tranzytowe”, aby uzasadnić przepływ swoich lotniskowców, ignorując fakt, że geografia cieśniny sprawia, że roszczenia do suwerenności wybrzeża są absolutne. Teheran nie „zamyka” cieśniny; biurokratyzuje swoją suwerenność, zmuszając globalnych spedytorów do wyboru między fizycznym bezpieczeństwem irańskiego wybrzeża a fikcją prawną piątej floty.

Przez dziesięciolecia „wolność żeglugi” w Zatoce Perskiej funkcjonowała jako ukryta dotacja dla zachodnich gospodarek, gwarantująca przepływ węglowodorów przy zerowych kosztach dla mocarstw hegemonicznych. Żądając, aby ruch poddał się wyznaczonemu korytarzowi, Iran pobiera historyczny rachunek za te zaszłości. Jeśli Kongres USA chce zaostrzyć efemeryczne sankcje, musi pokryć rachunek. Przymus nie jest już swobodny. Wykorzystanie geografii do egzekwowania czynszu naprawdę niepokoi planistów Pentagonu. Strategiczne rezerwy ropy naftowej w USA są praktycznie wyczerpane, a globalne zapasy pozostają napięte. Planiści wojskowi wiedzą, że eskortowanie każdego tankowca przez Ormuz wymaga nadmiernego rozmieszczenia logistycznego przeciwko łodziom roju Gwardii Rewolucyjnej. Bombardowania z powietrza mogą zniszczyć infrastrukturę, ale nie mogą wymazać topografii wybrzeża ani zneutralizować państwa, które włączyło przyjęcie szkód do swojej doktryny przetrwania.

Republika Islamska posiada kosmologię polityczną, w której opór wobec imperialnej hegemonii jest imperatywem ontologicznym. Pamięć o zamachu stanu z 1953 roku i jednostronnym wyjściu USA z JCPOA pozostaje żywa jako przypomnienie złamanych obietnic Waszyngtonu. Ujarzmienie państwa, które akceptuje porażki taktyczne jako cenę jego ciągłości, wymaga inwazji naziemnej, której żaden prezydent USA nie zarządzi. Domniemana śmierć memorandum jest upadkiem iluzji.

Dopóki Waszyngton hołduje fikcji własnej hegemonii, odmawiając zaakceptowania, że nie może już narzucać jednostronnego dyktatu, żadne porozumienie nie będzie możliwe. Osaczony biurokrata nadal żongluje swoimi papierami i zagraża pogrążeniem w otchłani, ale w Zatoce Perskiej fikcja prawna uderzyła w materię. Dopóki imperium nie zaakceptuje swojej klęski, Cieśnina pozostanie tam, gdzie rzeczywistość domaga się spłaty długów.