| Dziecko próbowało ukryć się przed „lekarzem”, gdy jego kleszcze odrywały jedną rękę, potem nogę, a potem drugą rękę… Czas wyleczyć społeczeństwo ze zbrodni aborcji! [Hm… Zbrodni się nie leczy, lecz się karze.. MD] Marsz.info | newsletter < kontakt@marsz.info Szanowni Państwo Znany amerykański aktor Kevin Sorbo w niedawnym wywiadzie trafnie zdiagnozował spustoszenie w naszym społeczeństwie, które wywołały lata bezkarności dla aborcji, jej promocja i próba obrzydliwej racjonalizacji. |
| Zrobiliśmy pranie mózgu trzem pokoleniom, aby powiedzieć, że aborcja jest w porządku – mówi Kevin Sorbo. Na portalu Marsz.info przywołujemy jego wypowiedzi ze wspomnianego wywiadu. Aktora zatrudniono w ostatnim czasie do roli lektora w animowanej produkcji dotyczącej zabijania dzieci nienarodzonych. Podczas pracy nad tym niezwykle potrzebnym projektem poznał historię mężczyzny, którą gdy czytał – płakał, myśląc o tym, czego ta osoba była świadkiem, choć nie chciała być tego częścią… Dziecko próbowało ukryć się przed lekarzem, gdy jego kleszcze odrywały jedną rękę, potem nogę, a potem drugą rękę… Patrzył, jak dziecko po prostu umiera, a bicie serca zatrzymuje się – wspomina ten przerażający obrazek aktor. Niestety, zbrodnia aborcji, która funkcjonuje w tej formie na całym świecie już od ponad stu lat, rokrocznie zbiera prawdziwe żniwo. W poprzednim tylko roku ponad 40 milionom dzieci w brutalny sposób odebrano szansę na narodziny, dzieciństwo, beztroską zabawę, a w dorosłym życiu – próbę uczynienia tego świata lepszym i piękniejszym. Kevin Sorbo wskazuje, że trzy pokolenia na całej kuli ziemskiej doznały swoistego prania mózgu w związku z promocją i usprawiedliwianiem tego straszliwego przestępstwa. Hasło moje ciało, moja sprawa to wciąż chętnie wykorzystywany oręż nie tylko przez tych, którzy czerpią finansowe korzyści z mordowania dzieci nienarodzonych, czy też za określone benefity zachęcają przerażone matki do skorzystania z „usług” klinik aborcyjnych. Niestety, ten „argument” jako swój przyjęły miliardy ludzi na całym świecie. Podczas protestów i pikiet proaborcyjnych właśnie te słowa w wielu językach widniały na transparentach niesionych przez kobiety (ale i mężczyzn) nieświadomych zła, które niesie za sobą legalne zabijanie dzieci w łonach ich matek. Jednak aborcja nie była, nie jest i nigdy nie będzie w porządku! Kevin Sorbo wskazuje, że każdy – niezależnie czy jest zwolennikiem mordowania dzieci czy osobą zaangażowaną w obronę życia – powinien poznać straszliwe historie i dramaty, które rozegrały się na salach szpitalnych klinik aborcyjnych. W jego opinii tylko tak głębokie i wręcz traumatyczne doświadczenie pozwoli obudzić się z aborcyjnego letargu. Dzisiejsze społeczeństwo tak bardzo potrzebuje terapii szokowej, aby wyleczyć się z obrzydliwego poparcia, promocji i próby racjonalizacji zbrodni mordowania dzieci nienarodzonych. Chcemy, aby trafna diagnoza, którą przedstawił popularny amerykański aktor, dotarła do polskich internautów. Wierzymy, że opis przerażającego morderstwa poruszy zatwardziałe serca. Te, które wciąż będą nieczułe na zło, przekonamy tworzeniem kolejnych treści opisujących obrzydliwy proceder uśmiercania dzieci. Tylko tak bowiem możemy skruszyć ten mur powstały w ich sercach. Dlatego właśnie TERAZ prosimy o NATYCHMIASTOWE wsparcie naszej codziennej pracy dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł, 60 zł, a jeśli mają Państwo taką możliwość nawet kwotą 100 zł lub 200 zł, albo większą! Wasze wsparcie przekażemy w głównej mierze na promocję bardzo mocnego wywiadu z amerykańskim aktorem – wierzymy, że jego słowa zadziałają otrzeźwiająco. Wasza hojność pomoże nam także w rozwoju pracy nad różnego rodzaju reportażami, które pokażą konkretne historie ludzi, którzy ocaleli, ale i tych, którzy zmagają się z problemami tylko dlatego, że uwierzyli aborcjonistom, że ich ciało, to jedynie ich sprawa. Kliknij tutaj i pomóż nam przeprowadzić antyaborcyjną terapię szokową! Tymczasem kolejne badania przeprowadzane przez naukowców udowadniają zwolennikom aborcji, często myślących, że człowiekiem staje się dopiero w momencie porodu, że są w kompletnym błędzie |
| Od dawna wiemy, że dzieci w łonie matki reagują dotyk i ruch. Teraz jednak wiemy, że także na smak i zapach! Angielskie badanie przeprowadzone na renomowanym uniwersytecie ujawniło pierwsze dowody. Dokładnie przytaczamy wyniki tych analiz na portalu Marsz.info! Matkom uczestniczącym w badaniu podano do spożycia marchewkę lub jarmuż. Zachowanie dzieci wyraźnie wskazywało, że – mówiąc pół żartem, pół serio – ich reakcje są identyczne dla reakcji dorosłych. Niezbyt przystępny smak jarmużu wiązał się ze smutną mimiką twarzy maleństwa, co było wyraźnie widoczne podczas badania przeprowadzonego ultrasonografem. Niestety, nie wszyscy ci, którzy powinni stać na straży nienaruszalności życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej śmierci, spełniają godnie swoje zadanie. Szokujące stanowisko przedstawił emerytowany ordynariusz jednej z diecezji we Włoszech. |
Archiwum autora: Mirosław Dakowski
„Gdy byłym mały, bałem się ciemności.. Teraz…” – A władza kłamie… MEM’y




========================================

===========================================



=================================================
Ale nie do domu starców dla skompromitowanych i przegranych, ale jako GURU do WŁADZY…



======================
Stare, ale fajne….

..
„Paaanie… !! Cudów nie ma !” – Loreto.
Paaanie… !! Cudów nie ma ! Loreto.
Carol Byrne https://www.traditioninaction.org/HotTopics/f184_Dialogue_93.htm
Tradycja loretańską nadal chętnie kojarzona jest z mitem. W epoce nowożytnej pojawiły się zarzuty, że był to czysty wymysł, „niemożliwy do pogodzenia z naturą rzeczywistości historycznej”. Takie stanowisko zajmowali dwudziestowieczni moderniści, którzy działali w oparciu o założenie, że cudów nie należy brać pod uwagę, gdy nastawiamy się na „naukową” analizę wydarzeń z przeszłości i ustalanie ich historycznej wiarygodności. Jest to nadal przeważający model myślenia wśród „postępowych” katolików.
Jednak, odcinając się od nadprzyrodzonych źródeł boskiej interwencji, zerwali też wszelkie więzi z tym, co jest najprawdziwsze w świecie realnym, a który, jak sami twierdzą, potrafią wyjaśniać.
Głównym fałszywym zarzutem, wysuwanym wobec tradycji loretańskiej, był zarzut łatwowierności tych, którzy ją przyjęli i uznali, nie dysponując jednocześnie rozsądnymi dowodami ani wiedzą. Aby obronić tradycję loretańską, wykażemy, że istnieją podstawy zarówno dla prawdziwie katolickiego, jak i intelektualnego przekonania, że Święty Domek, z różnymi przystankami po drodze, został rzeczywiście w cudowny sposób przetransportowany z Nazaretu do Loreto.

Po pierwsze, należy uznać, że możliwym jest, aby Bóg działał poza prawami rządzącymi światem fizycznym, nie naruszając przy tym naturalnego porządku; oraz że cuda, które On chce uczynić, nie są sprzeczne z naturą, ale są ponad nią i poza nią. Po przyjęciu tego podstawowego założenia, przechodzimy do nieuchronnego wniosku, że możliwość zaistnienia takiego wydarzenia nie może być uznana za absurdalną przez kogokolwiek, kto wierzy w Boską Opatrzność i posługę Aniołów.
Będziemy kontynuować nasze dociekania w oparciu o założenie, że tradycja ta ma prawo do poważnego traktowania, zwłaszcza przez katolików.
Rozważmy następujące fakty, które stanowią przekonujący dowód na autentyczność cudownych translokacji Świętego Domku pod koniec XIII wieku:
– Ustne świadectwa zatwierdzone przez Kościół w niespełna 20 lat po przybyciu Świętego Domku do Loreto;
– Świadectwo niezliczonych cudów dokonanych w Świętym Domku i udzielonych tam łask Bożych;
– Tradycja 700 lat nieprzerwanej akceptacji tego fenomenu przez świat katolicki
– Pobożność setek świętych (1) i niezliczonych pielgrzymów, którzy odwiedzali to miejsce;
– Naukowa ocena zapisów historycznych;
– Istotne dowody naukowe uzyskane dzięki eksperckiej analizie materiałów z których zbudowano Święty Domek, potwierdzające jego pochodzenie z Palestyny, wykluczające możliwość jego odbudowy w Loreto;

– Wypowiedzi ponad 40 papieży w oficjalnych dokumentach potwierdzających tożsamość Świętego Domku z Nazaretu i tego z Loreto oraz przyznających pielgrzymom odpusty;
– Przyznanie zgody na Oficjum i Mszę w 1699 r.
Każdy z tych dowodów ma wielką wagę epistemologiczną; razem posiadają one wewnętrzną spójność, która nadaje całej tradycji loretańskiej zdecydowaną wiarygodność logiczną. Kto, w rzeczy samej, może z przekonaniem przeciwstawić się tym dowodom? Nigdy tego nie czyniono, o czym przekonamy się później, analizując zarzuty różnych „sceptyków loretańskich”.
XIX-wieczny kapłan, ks. James Spencer Northcote (2), znawca starożytności chrześcijańskiej i wybitny archeolog, po przestudiowaniu historii Świętego Domku doszedł do wniosku, że każdy, kto wyszydzałby jego cudowne Przeniesienie, znalazłby się w niewdzięcznej sytuacji:
„Zakładałby on, że jest inteligentniejszy od wielkiej rzeszy wiernych, którzy przez wieki czcili to sanktuarium i uznawali jego historię za prawdziwą. Zakładałby, że jest mądrzejszy od Świętych i od papieży, którzy wydali tak wspaniałe świadectwa o prawdziwości tej historii, i bardziej roztropny niż Święta Kongregacja Obrzędów, która zatwierdziła fakt Przeniesienia.” (3)
Każdy, kto odrzuca koncepcję cudownego „lotu” lub, bardziej poprawnie, wielokrotnych „lotów” Świętego Domku, bez uprzedniego rozważenia nagromadzonych dowodów przedstawianych przez Kościół, mógłby słusznie zostać oskarżony o irracjonalność albo złą wolę.
Dokumenty mogą ginąć, ale tradycja trwa
Jeśli ktoś oczekuje, że sięgnie po zestaw dokumentów opisujących zniknięcie Domku z Nazaretu w 1291 r. i jego ostateczne pojawienie się w Loreto w 1295 r., będzie mocno rozczarowany, gdyż oryginalny materiał źródłowy powstały w czasie Translokacji został albo zagubiony albo zniszczony; a do XV w. nie opublikowano żadnych relacji historycznych dotyczących Translokacji.
Nie daje to jednak podstaw do sceptycyzmu, gdyż wiarygodność cudów opiera się na innym rodzaju dowodów niż te, których dostarczają współcześni „historycy – rewizjoniści” oceniający wydarzenia w kategoriach czysto naturalistycznych.
Taką uwagę poczynił papież Pius X w liście skierowanym za pośrednictwem kardynała sekretarza stanu, do Arcybiskupa Rouen, w którym wymienił „podstawowe zasady i reguły prawdziwej metody historycznej i apologetycznej, realizowane, z autorytetem doktrynalnym przynależnym osobom i misji jaką pełnią, których dumą i obowiązkiem jest stanie na czele obrońców czystej ortodoksji.” (4) Innymi słowy, wiarygodność spoczywa na autorytecie przywódców Kościoła, którzy stoją na straży ortodoksyjnej doktryny.
Ostrzegał, że wiarygodności prawd nadprzyrodzonych nie można szukać w „nadętych pozorach próżnej erudycji”, która pochodzi z pseudonauki, i zachęcał „osoby o dobrych intencjach (…) do odkrywania, nawet w przypadku braku dokumentów pisanych, oczywistych dowodów prawdziwości tego, w co się wierzy na podstawie tradycji, roztropnie nadzorowanej i weryfikowanej.” (5)
Jakie jednak istniały dowody i na ile są one przekonujące, biorąc pod uwagę, że pierwsze dokumenty się nie zachowały? Niektórzy historycy z XV wieku, zachęceni przez papieży, konsultowali i zapisywali wiele świadectw pochodzących od XIII-wiecznych pielgrzymów, zarówno z Nazaretu, jak i Loreto, dbając o to, by świadectwa te przetrwały nawet po utracie oryginalnych dokumentów.
Wynika z nich, że pielgrzymi, którzy odwiedzili Nazaret przed 1291 r., zgodnie zeznawali, że Święty Domek znajdował się w krypcie bazyliki, którą zbudowali nad nim krzyżowcy. Św. Ludwik IX, król Francji, wysłuchał w 1251 r. Mszy Św. w tej samej komnacie, w której Anioł zapowiedział Najświętszej Maryi Pannie przyjście Chrystusa. (6) Tradycja korzystania ze Świętego Domku jako kościoła trwała po jego przeniesieniu do Loreto, gdzie również stał się miejscem pielgrzymek tysięcy katolików z całego świata.
Co to jest „tradycja Loreto”?
Najstarsza spisana historia sanktuarium w Loreto pochodzi z połowy XV wieku, kiedy to O. Pietro di Giorgio Tolomei (znany zazwyczaj jako Teramano), jego proboszcz w latach 1450-1473, sporządził swoją relację w języku łacińskim, opierając się na informacjach znalezionych w miejscowych archiwach. (7)
Początkowo było to skromne streszczenie zawieszone na ścianie Domku-Kościoła dla informacji odwiedzających pielgrzymów, ale osiągnęło międzynarodową sławę po opublikowaniu go w języku włoskim w 1472 roku. (8) Wartość relacji Teramano polegała na tym, że dostarczyła ona potomnym kronikę żywej tradycji jego czasów, która była rozpowszechniana od 1291 roku. Źródło to można zatem uznać za podstawę całej tradycji Loreto.
Można go podzielić na trzy główne części.
Po pierwsze, Teramano prześledził szczegółowo drogę Świętego Domku z Nazaretu przez Dalmację (dzisiejsza Chorwacja) i różne miejsca we Włoszech aż do jego lokalizacji w Loreto w pobliżu miasta Recanati. Jego informacje opierały się nie tylko na dokładnej kwerendzie archiwów, ale także na oświadczeniach, złożonych pod przysięgą, przez godnych zaufania mieszkańców, którzy relacjonowali to, co widziały i słyszały poprzednie pokolenia w czasie różnych translokacji Świętego Domku.
Wiarygodność ich oświadczeń opierała się głównie na średniowiecznej zasadzie fidedignorum assertio (zeznanie złożone przez „ludzi godnych zaufania”). (9) Dowody naocznych świadków nie wystarczały do uzyskania moralnej pewności; musiały współgrać z wiarą w rzeczy niewidzialne i potwierdzać istniejącą już tradycję. Była ona przekazywana i powszechnie akceptowana przez mieszkańców terenów, przez które przechodził Święty Domek, a także przez licznych pielgrzymów, którzy byli świadkami cudów w tych miejscach.
Po drugie, Teramano poświęcił część dokumentu słowom miejscowego pobożnego pustelnika, który opisał objawienie, jakie otrzymał od Matki Bożej, dotyczące Świętego Domku: a mianowicie, że jest to miejsce Wcielenia i dom Świętej Rodziny.
Po trzecie, Teramano wspomina również, że w 1296 r. wysłano z Recanati szesnastoosobową delegację, aby obejrzała miejsce, w którym znajdował się Domek Nazaretański, po którym pozostały jedynie fundamenty. Dokonali oni pomiarów, a po powrocie stwierdzili, że odpowiadają one dokładnie („ad unguem”) (10) wymiarom Świętego Domku, który opuścił Nazaret, pozostawiając po sobie jedynie fundamenty.
Tak w skrócie wygląda tradycja loretańska. Można powiedzieć, że to niewiele, ale po wyciągnięciu wniosków z dostarczonych informacji i po przeprowadzeniu dalszych badań, które, jak zobaczymy, były dziełem późniejszych historyków i naukowców, wyniki są po prostu zdumiewające. Oznacza to, że Święty Domek, wbrew prawom fizyki, stał przez wieki bez fundamentów i zupełnie bez wsparcia jako niemy świadek swojej własnej świętości i cudownej translokacji.
Jak na razie, możemy z całą pewnością stwierdzić, że „tradycja Loreto” była przekazywana z ust do ust jako seria znanych zdarzeń i została potwierdzona podpisanymi i zarchiwizowanymi swiadectwami, które istniały, zanim zostały spisane przez Teramano.
c.d.n.
Dr Carol Byrne
tłum. Sławomir Soja
1. Wśród nich byli: Św. Franciszek Ksawery, Św. Ignacy Loyola, Św. Karol Boromeusz, Św. Alojzy Gonzaga, Św. Franciszek Salezy, Św. Benedykt Labre, Św. Alfons Liguori i Św. Teresa z Lisieux.
2. Ks. James Spencer Northcote DD (1821-1907) był konwertytą z anglikanizmu. Był wybitnym filologiem klasycznym z dyplomem pierwszej klasy Uniwersytetu Oksfordzkiego, a później zainteresował się archeologią. W uznaniu jego erudycji, w 1861 r. otrzymał od papieża Piusa IX tytuł Doktora Teologii i został mianowany przewodniczącym Oscott College w diecezji Birmingham.
3. J.S. Northcote, Celebrated Sanctuaries of the Madonna, P.F. Cunningham, 1868, s. 102.
4. AAS, 04, 1912, List od kard. Merry del Val do Arch. Frédérica Fuzeta z Rouen, 22 kwietnia, s. 355.
5. Tamże, s. 2.
6. Relację z wizyty króla w Nazarecie napisał jego spowiednik i biograf, Geoffroy de Beaulieu, OP, który towarzyszył mu podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej. Jego biografia Vita Ludovici Noni (Życie Ludwika IX) była jednym z głównych świadectw w procesie kanonizacyjnym Ludwika IX, który odbył się w 1297 r.
7. Mniej więcej w tym samym czasie inną historię, podobną w treści do historii Teramano, napisał O. Giacomo Ricci, ale była ona mało znana, ponieważ przez wieki pozostawała w formie rękopisu. Wydano ją dopiero w 1987 roku pod pierwotnym tytułem Virginis Mariae Loretae Historia.
8. Miarą tego, jak wysoko ceniona była przez Stolicę Apostolską Summa Teramano, było przetłumaczenie jej w 1578 roku na polecenie papieża Grzegorza XIII na język grecki, arabski, słowiański, niemiecki, francuski i hiszpański, a następnie przymocowanie jej do ścian Sanktuarium dla dobra pielgrzymów. Później przetłumaczono ją na język angielski.
9. W średniowieczu, powszechną praktyką biskupów było zbieranie informacji z wypowiedzi świadków w sądach kościelnych, podczas wizytacji biskupich i przed trybunałami inkwizycyjnymi. Zeznania te były darzone zaufaniem opartym na wspólnym fundamencie Wiary. Biskupi pokładali wiarę w miejscowych, uznanych za godnych ich zaufania, a ci z kolei uznawali autorytet i władzę biskupa.
10. Teramano użył tego wyrażenia (dosłownie „co do paznokcia”) na oznaczenie doskonałego dopasowania. Jako metafora zaczerpnięta z architektury, było ono powszechnie używane w czasach rzymskich przez rzeźbiarzy i kamieniarzy, którzy sprawdzali doskonałość swojej pracy, przesuwając paznokieć po dobrze dopasowanej spoinie.
Diety wegańska i wegetariańska odpowiadają za niedorozwój mózgu, obniżoną inteligencję i słabe zdrowie psychiczne.
Diety wegańska i wegetariańska odpowiadają za niedorozwój mózgu, obniżoną inteligencję i słabe zdrowie psychiczne.
17 listopada 2022
„Rzeczpospolita” zaskakuje! „Restrykcyjna dieta wegańska odpowiada za niedorozwój mózgu”
#dieta #mięso #niedorozwój #weganizm #wegetarianizm
Wyniki współczesnych badań wskazują, że restrykcyjne diety wegańska i wegetariańska odpowiadają za niedorozwój mózgu, obniżoną inteligencję i słabe zdrowie psychiczne – alarmuje na łamach „Rzeczpospolitej” prof. dr hab. Jarosław Całka. Jak podkreśla, wykluczenie potraw mięsnych z diety jest szczególnie niebezpieczne dla dzieci w okresie intensywnego rozwoju.
Profesor przypomina, że mózg jest najbardziej aktywnym metabolicznie organem ciała, a tkanka mózgowa jest niezwykle wrażliwa na niedobory tlenu oraz składników pokarmowych i energetycznych. Bardzo ważne z perspektywy rozwoju mózgu jest zachowanie odpowiedniego poziomu jodu, który obecny jest głównie w mięsie.
„Badania wykazały, że nawet u 15 proc. płodów ze znacznym niedoborem jodu rozwija się kretynizm, a u osób pozornie normalnych obciążonych ciężkim niedoborem jodu stwierdzono utratę 10-15 punktów ilorazu inteligencji (IQ)” – podkreśla prof. Całka. Niedobór jodu odpowiada również za problemy z tarczycą przejawiające się w ciągłym poczuciu słabości i zmęczenia, trudnościach z koncentracją i pamięcią, a także depresją.
A jak stwierdzili w 2022 r. holenderscy badacze Nicole Neufingler i Ans Eilander, spożycie jodu, witaminy B12, żelaza i wapnia były generalnie niższe w dietach roślinnych w porównaniu z osobami jedzącymi mięso. Liczne badanie naukowe wskazują również, że dzieci weganek znajdują się w grupie ryzyka niedoborów witaminy B12. Witamina, której głównym dostarczycielem jest mięso, a następnie mleko i jaja odgrywa kluczową rolę w tworzeniu osłonek włókien nerwowych.
Niedobór składnika wiąże się nie tylko z anemią, ale negatywnymi konsekwencjami dla rozwoju poznawczego. Jak przekonują szwajcarskie badaczki Doreen Gille i Alexandry Schmid, długotrwały niedobór witaminy B12 może prowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń mózgu.
Z dietą wegańską i wegetariańską łączy się również niebezpieczeństwo niedoborów żelaza. Jedynie mięso dostarcza bowiem składnik w postaci łatwo-przyswajalnej. Natomiast dieta pozbawiona produktów mięsnych nie tylko korzysta z trudno wchłaniającego się żelaza w tzw. formie niehemowej, ale zawiera liczne blokery zawarte w roślinach strączkowych i produktach pełnoziarnistych.
„Deficyt żelaza w diecie powoduje zahamowanie syntezy hemoglobiny, prowadząc do spadku liczby czerwonych krwinek i niedotlenienia tkanki nerwowej. Anemia z niedoboru żelaza jest szczególnie niebezpieczna w okresie niemowlęcym. Skutkuje przyhamowanym rozwojem umysłowym i ruchowym, a w późniejszym dzieciństwie nieuwagą, słabymi zdolnościami poznawczymi i niższymi osiągnięciami szkolnymi. Negatywne skutki anemii wywołanej niedoborem żelaza w tzw. „oknach rozwojowych” są trwałe i nie można ich zrekompensować w późniejszym okresie” – pisze prof. Całka.
Badania przeprowadzone w 2006 r. na Uniwersytecie Michigan dowiodły, że dzieci u których stwierdzono anemię przed ukończeniem 2. roku życia wykazywały deficyty poznawcze i problemy w osiągnięciach szkolnych między 4. a 19. rokiem życia.
Źródło: rp.pl PR
Hrabstwo Oxfordshire przechodzi „próbę” blokady klimatycznej, która rozpocznie się w 2024 r. Aby „uratować planetę”. Komunizm poprawi pogodę !!
Hrabstwo Oxfordshire przechodzi „próbę” blokady klimatycznej, która rozpocznie się w 2024 r. Aby „uratować planetę” . Komunizm poprawi pogodę !!
Mieszkańcy będą zamknięci w swojej okolicy i będą musieli poprosić o pozwolenie na opuszczenie tego wszystkiego, aby „uratować planetę”.
Rada hrabstwa Oxfordshire zatwierdziła wczoraj plany zamknięcia mieszkańców w jednej z sześciu stref, aby „uratować planetę” przed globalnym ociepleniem. Najnowszym etapem programu „15 minut miasta” jest umieszczenie elektronicznych bramek na kluczowych drogach wjazdowych i wyjazdowych z miasta, ograniczając mieszkańców do ich własnych dzielnic.
Zgodnie z nowym programem, jeśli mieszkańcy chcą opuścić swoją strefę, będą potrzebować pozwolenia od Rady, która decyduje, kto jest godny wolności, a kto nie. W ramach nowego programu mieszkańcy będą mogli opuszczać swoją strefę maksymalnie 100 dni w roku, ale aby to uzyskać, każdy mieszkaniec będzie musiał zarejestrować dane swojego samochodu w urzędzie, który następnie będzie śledził ich ruchy za pomocą inteligentnych kamer wokół Miasta.
Komunizm poprawi pogodę.
Rada hrabstwa Oxfordshire, kierowana przez Partię Pracy, Liberalnych Demokratów i Partię Zielonych, potajemnie zdecydowała o podzieleniu Oksfordu na sześć „15-minutowych” dzielnic w 2021 r., wkrótce po tym, jak zostali wybrani na urząd. Żaden z radnych nie zadeklarował oczywiście w swoich manifestach intencji uwięzienia okolicznych mieszkańców, preferując zamiast tego niejasne twierdzenia o tym, jak „poprawią środowisko”.
Każdy mieszkaniec będzie musiał zarejestrować swój samochód w Radzie Hrabstwa, która następnie będzie monitorować, za pomocą kamer rozpoznających tablice rejestracyjne ile razy opuszcza swoją dzielnicę. I nie myśl, że możesz pokonać system, jeśli masz dwa samochody w gospodarstwie domowym. Te dwa samochody będą liczone jako jeden, co oznacza, że będziecie musieli podzielić między siebie przejazdy. 2 samochody po 50 przejazdów każdy; 3 samochody po 33 przejazdy każdy i tak dalej.
Zgodnie z nowymi zasadami twoje życie towarzyskie staje się nieistotne. De facto Rady decydują, ile razy w roku można widywać się z przyjaciółmi i rodziną. Zostaniesz powstrzymany przed brataniem się z kimkolwiek spoza twojego okręgu, a jeśli chcesz w przyszłości związku na odległość, zapomnij o tym, jesteś ograniczony do umawiania się tylko z osobami znajdującymi się w odległości 15 minut spacerem od twojego domu.
Życie pojedynczej osoby będzie na łasce komunistów w urzędzie centralnym, dyktujących ten sam rodzaj drakońskich zasad, które musieliśmy zastosować, aby zapobiec ostatniemu kryzysowi, łagodnemu wirusowi grypy, tak śmiercionośnemu, że 80% ludzi nawet nie wiedziało, że go ma.
Pod kłamstwem ratowania planety mieszkańcom Oksfordu (i kolejnych miast) narzucana jest zupełnie nowa struktura społeczna. ale tak naprawdę jest to plan Dowodzenia i Kontroli. Będą pozwolenia, kary i jeszcze więcej wszechobecnej inwigilacji. Urzędnicy Rady określą, gdzie możesz się udać i jak często, i będą rejestrować za każdym razem, gdy to zrobisz. 15-minutowe miasta czy 15-minutowe więzienia?
Czy nadszedł już czas aby ustawiać gilotyny i szubienice na każdym rynku?
==============================
Te „nowe” plany globalistów były już proroczo opisane w książce Janusza Zajdla „Limes inferior”. Warto ją przeczytać. Jest dostępna. To jeden z najlepszych pisarzy „science fiction”, a mój magistrant w fizyce rozszczepienia. MD
===========================
mail: Tam, pod koniec, jednak jeden z głównych prowodyrów NWO napisał do swoich wodzów, literami wielkimi na 15 km każda [ wyręby w lasach]: „Mamy was w dupie”.
===========
mail:
Co wyrosło z „młodych, wściekłych” ? Starzy, wkurwieni – oraz starzy, skurwieni…
Sposób, w jaki zniesiono jeszcze 14 świąt. Co jedna ręka daje, druga zabiera.
Sposób, w jaki zniesiono jeszcze 14 świąt. Co jedna ręka daje, druga zabiera. Dr Carol Byrne
https://www.traditioninaction.org/HotTopics/f175_Dialogue_91.htm
Jedną z najbardziej znamiennych, a musimy dodać, groteskowych cech reform z 1960 roku jest sposób, w jaki święta, które od dawna były powszechnie akceptowane w Kościele, nagle stały się przedmiotem silnej krytyki członków Komisji Liturgicznej i ich sojuszników w Kościele. Tak już było, jak widzieliśmy, w przypadku kilku świąt, które zostały wyeliminowane po wiekach obecnościw Kalendarzu Ogólnym.
Co jedna ręka daje, druga zabiera.
Rubryki z 1960 roku pozwalały na obchodzenie tych świąt „w niektórych miejscach”. (1) Niebawem jednak, gdy Rubryki papieża Jana XXIII weszły w życie w styczniu 1961 r., Kongregacja Obrzędów wydała 14 lutego Instrukcję, aby zaznaczyć, że ich obchodzenie nie będzie powszechnie stosowane w ich tradycyjnie obchodzonych terminach. Określiła ona, że może to mieć miejsce jedynie w przypadku podania „zupełnie wyjątkowych powodów” (rationes omnino singulares). (2)
To postawiło poprzeczkę niezwykle wysoko, czyniąc mało prawdopodobnym spełnienie „właściwych” kryteriów w większości przypadków, zniechęcając tym samym biskupów pragnących zachować tradycyjne daty dla swoich diecezji, do składania próśb do Stolicy Apostolskiej.
Był to dopiero początek serii coraz ostrzejszych i bardziej restrykcyjnych działań, mających na celu ograniczenie świąt w Kalendarzu Ogólnym.
Zniesienie świąt lokalnych
Zgodnie z Instrukcją z lutego 1961 r. (§§ 32, 33), następujące 14 świąt obchodzonych w kalendarzach lokalnych zostało zniesionych, chyba że „naprawdę szczególne powody” wymagałyby ich dalszego obchodzenia.
– Przeniesienie domku Najświętszej Maryi Panny (10 grudnia);
– Oczekiwanie Porodu Najświętszej Maryi Panny (18 grudnia);
– Zaślubiny Najświętszej Maryi Panny ze Świętym Józefem (23 stycznia);
– Ucieczka naszego Pana Jezusa Chrystusa do Egiptu (17 lutego);
– Wspomnienie Męki Pana Jezusa (wtorek po niedzieli Sześćdziesiątnicy);
– Korony Cierniowej Pana Jezusa (piątek po Środzie Popielcowej);
– Włóczni i Gwoździ Pana Jezusa (piątek po I Niedzieli Wielkiego Postu);
– Całunu Pana Jezusa (piątek po II niedzieli Wielkiego Postu);
– Świętych Pięciu Ran Pana Jezusa ( po III niedzieli Wielkiego Postu)
– Najdroższej Krwi Pana Jezusa (piątek po IV niedzieli Wielkiego Postu);
– Eucharystycznego Serca Pana Jezusa (czwartek po Oktawie Bożego Ciała)
– Pokory Najświętszej Maryi Panny (17 lipca);
– Czystości Najświętszej Maryi Panny (16 października).
============================
Instrukcja podała następujące preteksty, dla których te święta powinny być zniesione:
A – Powstały z pobożności wiernych („e privata devotione”), rozmnożyły się ponad miarę („nimis multiplicata sunt”) i wtargnęły do publicznej sfery liturgii („in publicum Ecclesiae cultum inducta”);
B – Pojawiły się dopiero od średniowiecza („inde a Media Aetate”);
C – Powielały one święta, które obchodzono w innych porach roku (in aliis festis aut anni temporibus);
D – Miały one znaczenie tylko dla konkretnego miejsca (cum aliquo tantum loco particulari).
Należy zauważyć, że preteksty te opierały się na błędnych założeniach dotyczących natury i znaczenia świąt przeznaczonych do wyrzucenia z lokalnych kalendarzy. Zajmiemy się kolejno każdym z punktów.
Preteksty oparte na błędnych założeniach
Po pierwsze, ponieważ święta te upamiętniały wydarzenia z życia naszego Pana i NMP, wciągały wiernych w coraz głębszą kontemplację i zjednoczenie z Chrystusem i Jego Najświętszą Matką. Jednak taka katolicka pobożność była postrzegana przez Ruch Liturgiczny w ogóle, a przez członków Komisji Liturgicznej w szczególności, jako sprzeczna z prawdziwym sensem liturgii.
Święta te, niesłusznie potraktowano jako uboczne produkty tzw. dewocyjności ludowej, jak gdyby były jakimiś praktykami para-liturgicznymi, które w średniowieczu zostały niesłusznie wprowadzone do oficjalnej liturgii Kościoła. Z pewnością wielu wiernych było im oddanych, a same święta, były – i to przez wieki, zatwierdzoną częścią liturgii, posiadającą swoją własną, wyjątkową Mszę i Propria w sekcji Pro aliquibus locis w Mszale sprzed 1962 roku.
Zbędne zniesienie tych świąt, które jako nieobowiązkowe, nie stanowiły przeszkody dla Kalendarza Ogólnego, jest przykładem „klerykalizmu”, czyli nieuzasadnionej dominacji przywódców Kościoła nad prawami Tradycji. Był to metaforyczny odpowiednik mokrego koca, który miał stłumić ogień pobożności wśród wiernych.
Po drugie, sugestia, że stosunkowo późne powstanie jakiegoś święta (średniowiecze) stanowi podstawę do jego zniesienia jest bez sensu. W takim przypadku wiele świąt, zarówno lokalnych, jak i powszechnych, dodanych po tym okresie, powinno być zniesionych. Gdy jednak reformatorom to odpowiadało, znosili także święta obchodzone w pierwszych wiekach istnienia Kościoła, ponieważ były one „zbyt stare”, by przemawiać do współczesnych oczekiwań.
Święta z powyższej listy weszły do oficjalnych kalendarzy w średniowieczu, ale tajemnice w nich zawarte były przedmiotem kontemplacji wiernych, od wczesnych dni chrześcijaństwa. Dla przykładu, Święty Domek w Nazarecie, w którym doszło do Zwiastowania NMP i w którym mieszkała Święta Rodzina, był czczony przez chrześcijan jeszcze za życia Apostołów; a kiedy Św. Helena odwiedziła Ziemię Świętą około 330 roku, kazała zbudować wokół Świętego Domku kościół, aby go chronić. (4)
Po trzecie, nigdy nie było przyjętym zwyczajem w Kościele, znoszenie jakiegoś święta, ponieważ jego temat jest podobny lub identyczny z tematem innych świąt w kalendarzu. Przeciwnie, takie „łączenie w pary” zawsze było cechą charakterystyczną Mszału Rzymskiego, np. Wielki Czwartek i Boże Ciało, Wielki Piątek i Krew Chrystusa, Znalezienie i Podwyższenie Krzyża Świętego, dwa święta ku czci jednego świętego itd. To wszystko stanowiło część bogactwa Mszału sprzed 1962 roku, formę „rekapitulacji”, która pomagała wiernym kontemplować różne aspekty każdej tajemnicy.
Po czwarte, nie wynika z tego, że chociaż jakieś święto ma szczególny związek z określonym miejscem – czy to Loreto, czy Fatima itd. – to nie może ono uczestniczyć w uniwersum Wiary i nie może mieć duchowej wartości dla wszystkich katolików na całym świecie. Czy ktoś by pomyślał o zniesieniu Bożego Narodzenia, tylko dlatego, że zaczęło się ono w Betlejem, albo Wielkiego Piątku, ponieważ Ukrzyżowanie miało miejsce w konkretnym miejscu, na Górze Kalwarii? Dlaczego więc znosić Przeniesienie Świętego Domku (10 grudnia), który stał w Nazarecie, zanim został cudownie przeniesiony do Loreto?
Jednak Instrukcja nakazała zniesienie tego święta, uzasadniając, że jego znaczenie jest ograniczone terytorialnie (tantum loco particulari), mimo że do 1960 r. było ono czczone na wszystkich kontynentach (5) i stanowiło jeden z najpopularniejszych celów pielgrzymek maryjnych na świecie.
Co więcej, dekretem z 24 marca 1920 r. (6) papież Benedykt XV, zainspirowany lotem Świętego Domku z Nazaretu do Loreto, ustanowił Dziewicę z Loreto Patronką lotników i personelu pokładowego. Osiągnęła nawet status ikony w Kosmosie. Podczas misji Apollo 9 w 1969 roku amerykański astronauta, James McDivitt, nosił medalik Matki Bożej z Loreto z napisem „Miej mój lot w opiece.” (7)
Bramka [na gola..] na kółkach
W Instrukcji z 1961 roku uderza fakt, że zasady i wymogi reformy kalendarza zmieniały się na różne sposoby tak, aby zapewnić wynik pożądany przez postępowców, uniemożliwiając jednocześnie „drugiej stronie” zdobycie gola. Przesuwanie bramki, byłoby uważane według wszelkich standardów, za nieuczciwe, za formę oszustwa, a ma to szczególne znaczenie przy reformie kalendarza z 1960 r., ponieważ wynik został już ustalony przez spiskowców z Komisji Liturgicznej Piusa XII, ponad dziesięć lat wcześniej.
Tajne obrady Komisji Liturgicznej Piusa XII zostały po raz pierwszy upublicznione przez ks. Carlo Bragę w 2003 r. W rozdziale 3 jego Memoria sulla Riforma Liturgica, (1948, nn. 134-176), znajdują się wzmianki o planach Komisji dotyczących wyeliminowania „mniejszych” świąt Naszego Pana i Matki Bożej oraz świąt „dewocyjnych” w ogóle, zwłaszcza tych nowszych.
Jednak święto Oczekiwania Porodu Najświętszej Maryi Panny (18 grudnia) nie było ani mniejsze, ani niedawne – pochodziło z VII wieku i było obchodzone z uroczystą Oktawą. (8) Jego zniesienie, zniechęcało do od dawna praktykowanej tradycji liturgicznej, zwłaszcza przez brzemienne matki (9), by przez tydzień duchowo przygotowywać się na przyjście Chrystusa w zjednoczeniu z myślami Matki Bożej, gdy Ona oczekiwała narodzin swego Syna.
W XIX wieku O. Frederick Faber (1814-1863), znany autor hymnów (10) i założyciel Oratorium londyńskiego, skomponował kolędę adwentową, która traktuje o radości, jaką odczuwała Matka Boża, gdy zbliżał się czas Jej porodu. Nadał jej tytuł „Oczekiwanie Matki Bożej”. Powszechnie znana jest dzięki początkowym słowom: „Jak świt poranka…”, i do dziś jest śpiewana w szkołach katolickich na porannym apelu.
Tak jednak wielka była wrogość reformatorów do tego nabożeństwa i święta, które je upamiętnia, że hymn został usunięty z Księgi Hymnów Diecezji Westminster i nigdy nie ujrzał światła dziennego w śpiewnikach wydanych po 1960 roku.
Do kosza!
Reformatorzy nie kierowali się dobrem Kościoła, ale chęcią spełnienia „ekumenicznych” celów, które są nieodpowiednie dla kultu katolickiego. Ich lekceważenie wiernych było zdradą, deptaniem ich pielęgnowanych tradycji i pozbawianiem ich dziedzictwa liturgicznego. Pogarda, z jaką to uczynili, przywodzi na myśl, stosowaną w nowoczesnym języku komputerowym, metodę drag & drop „przeciągnij i upuść”, polegającą na wyrzucaniu niechcianych materiałów w miejsce oznaczone jako „kosz”.
c.d.n.
Dr Carol Byrne
tłum. Sławomir Soja <slawomirsoja@yahoo.com>
1. Novum Rubricarum, 25 lipca 1960 r., § 305a pozwalał na wybór Mszy z sekcji Pro aliquibus locis Mszału Rzymskiego w miejsce Mszy z Kalendarza Ogólnego.
2. De calendariis particularibus, AAS 53, 1961, § 34, s. 175.
3. Oktawa tego święta została zniesiona już w reformach Piusa XII.
4. Św. Paulin w Liście 31 do Severusa wspomina, że Św. Helena kazała wybudować kościoły we wszystkich odwiedzanych przez siebie miejscach związanych z głównymi wydarzeniami z życia naszego Pana; do nich zaliczył szczególnie miejsce Wcielenia, które Tradycja określiła jako Święty Dom w Nazarecie. (Zob. Paulin z Noli, Epistolae, Epist. XXXI w Corpus Scriptorum Ecclesiasticorum Latinorum, t. 29, s. 271)
5. Świadczy o tym mnogość całym świecie kościołów, kaplic, szkół, kolegiów i instytutów zakonnych poświęconych Dziewicy z Loreto oraz popularność Litanii Loretańskiej wśród wiernych.
6. B. Maria Virgo Lauretana Aëreonautarum Patrona Declaratur, AAS 12, 24 marca 1920, s. 175.
7. Amerykańska aukcja autografów, RR Auctions, posiada uwierzytelniony opis tego medalu. Rewers przedstawia samolot otoczony tekstem o treści „Patronka lotników i pasażerów smolotów”. Do medalu dołączony jest podpisany list od Jamesa McDivitta stwierdzający: „Poświadczam, że ten medalik Matki Boskiej Loretańskiej [sic] został wniesiony na pokład Apollo 9 podczas jego lotu w marcu, 1969 roku. Pochodzi on z moich osobistych zbiorów”.
8. Powstała ona w Hiszpanii na dziesiątym soborze w Toledo (656) i była stopniowo przekazywana do innych krajów. Oktawa trwała od 17 grudnia z Wielkimi Antyfonami „O” na Magnificat w nieszporach do 24 grudnia.
9.O. Guéranger zapewniał: „Każdego ranka podczas Oktawy, o bardzo wczesnej porze śpiewano Mszę, podczas której wszystkie kobiety, które były brzemienne, czy to bogate, czy biedne, uważały za swój obowiązek być obecne, aby w ten sposób uczcić macierzyństwo Matki Bożej i uprosić dla siebie Jej błogosławieństwo. Nic dziwnego, że Stolica Apostolska zaaprobowała wprowadzenie tej pobożnej praktyki w prawie wszystkich krajach.” (The Liturgical Year, Dublin, 1870. t. 1, s. 514)
To święto miałoby szczególne znaczenie we współczesnym świecie, aby wzmocnić szacunek dla macierzyństwa i nienarodzonego dziecka w walce z plagą aborcji.
10. Do jego najbardziej lubianych hymnów należą: Faith of our fathers, Jesus Gentlest Saviour, Jesus my Lord, my God, my all, O Purest of Creatures, Sweet Mother, Sweet Maid , and Oh, come and mourn with me awhile.
Święty Domek Loretański; Modernizm w akcji już od początku XX wieku
Święty Domek Loretański; Modernizm w akcji już od początku XX wieku
Dr Carol Byrne https://www.traditioninaction.org/HotTopics/f176_Dialogue_92.htm
„Dla nas Nazaret i jego Święty Domek, wygnany, wędrujący, niesiony przez anioły, syryjski, dalmatyński, włoski, wszystkie po kolei, są miejscami konsekrowanymi, podwójnie konsekrowanymi przez ich dawne wspomnienia, a także przez ich dziwne, ciągłe trwające życie wśród lokalnych łask i skuteczny balsam Boskiej Obecności, niezwykłej i nienaruszonej”. (1)
Dla niewtajemniczonych, czyli tych, którzy nie znają nazaretańsko-loretańskiej historii Świętego Domku, słowa te muszą wydawać się zagadką wymagającą wyjaśnienia. Zostały one napisane w 1860 roku przez filipina, ks. Fryderyka Fabera, który poświęcił się Matce Bożej podczas pielgrzymki do Loreto w 1846 roku. (2)

[sam Domek jest wewnątrz MD]
W tym uroczym opisie, dokonanym, jego zwyczajem, w poetyckim stylu, zawarł całą historię Przeniesienia Świętego Domku z Nazaretu i trajektorię, jaką on przebył aż do obecnego miejsca spoczynku we Włoszech, przekazując jednocześnie sens wykraczający poza to, co dosłowne.
Wszystko, co najważniejsze, zgrabnie podsumowuje ks. Faber w swojej historii Świętego Domku:
– Jego „wygnanie” w 1291 roku, kiedy został cudownie uratowany przez interwencję anielską, aby zapobiec zniszczeniu przez Saracenów, którzy najechali Ziemię Świętą;- Jego krótki pobyt w Dalmacji i różnych miejscach we Włoszech przed osiągnięciem ostatecznego miejsca pobytu w Loreto;- Jego konsekrowany status jako relikwii Świętej Rodziny, która kiedyś w nim mieszkała;- Jego wpływ na pielgrzymów, by w sposób osobisty jednoczyć się z Jezusem, Maryją i Józefem;- Nieustanny strumień cudów i łask dla wielu, którzy wzywają imienia Matki Bożej w Jej Sanktuarium;- Jego zdolność do wzbudzania zachwytu religijnego i żarliwości w sercu pobożnego pielgrzyma.
==============================
Odrzucenie tradycji loretańskiej
To niezwykłe, że po siedmiu wiekach wiary w cudowne przeniesienie Świętego Domku do Loreto, większość katolików skłania się dziś ku protestanckiej wersji traktowania takich cudów jako „zabobonu” i ignorowania, określając mianem „latającego domu z Loreto”i materiału na bajki.
Taki sceptycyzm nigdy nie był zjawiskiem powszechnym w Kościele katolickim, aż do czasu infiltracji modernistycznej pod koniec XIX wieku. Jej zwolennicy, którzy zaprzeczali rzeczywistości nadprzyrodzonej, wprowadzili wielu wiernych w błąd, przekonując, że Bóg nie może interweniować w świecie i czynić cudów. W ten sposób podważali autentyczność relikwii lub jakichkolwiek fizycznych przejawów Bożej interwencji.
Ponieważ Święty Domek był jedną z najbardziej znanych i skutecznych relikwii na świecie, stał się on głównym celem modernistycznych ataków z wewnątrz Kościoła, dokonywanych przez katolickich księży na przełomie XIX i XX wieku. Więcej szczegółów na temat tego zjawiska podamy później, ale na razie wystarczy wskazać na jego znaczenie dla reformy kalendarza z 1960 r., która zlikwidowała święto Przeniesienia Świętego Domku.
„De-mistycyzacja” cudownych wydarzeń
Trudno się dziwić, że gdy modernizm osiągnął pełną dojrzałość w połowie XX wieku, rosnący Ruch Liturgiczny był pod jego głębokim wpływem, w oparciu o założenie, że wszystko, co dzieje się na tym świecie, musi mieć naturalne wyjaśnienie. W świetle tego, nie dziwi, że deklarowanym celem Komisji ekspertów powołanej przez Piusa XII, było „zharmonizowanie sprawdzonych tradycji z nowymi wymogami czasu.” (3) i ponowna weryfikacja „na podstawach historyczno-krytycznych.” (4)
Uznając to, Komisja zaakceptowała modernistyczną metodę „historyczno- krytyczną”, która stanowiła wygodną przykrywkę dla tych, którzy zaprzeczali lub przynajmniej podważali prawdę o cudach. Dla nich cuda nie były niczym więcej niż wytworami ludzkiej wyobraźni i należało je albo „odmistycznić”, albo wyeliminować. W związku z tym, kalendarz miał być jak najbardziej oczyszczony ze świąt upamiętniających cudowne wydarzenia.
Wpływ modernistów
Doskonałym przykładem wpływowej postaci, która przyjęła metodę „historyczno-krytyczną” był ks. Hartmann Grisar (1845-1932), niemiecki jezuita, archeolog i profesor historii Kościoła na Uniwersytecie w Innsbrucku.
Według O. Martina Garcíi, przełożonego generalnego zakonu jezuitów w latach 1892-1906, O. Grisar „często wypowiadał się przeciwko wielu rzymskim tradycjom dotyczącym świętych i relikwii, nazywając je (…) legendami ciemnych zakrystianów i bezpodstawnymi bajkami wymyślonymi w średniowieczu i przekazywanymi przez łatwowiernych ludzi, a później przez pobożnych pisarzy bez wyczucia historycznego.” (5)
W 1900 roku O. Grisar wygłosił przemówienie na V Międzynarodowym Kongresie Uczonych Katolickich w Monachium. W swoim przemówieniu, które zostało szeroko zrelacjonowane, wezwał „pisarzy katolickich, wybitnych pod względem naukowym i w zakresie badań krytycznych” do pozbycia się z Kościoła niektórych tradycji dotyczących cudownych wydarzeń, wymieniając w szczególności przeniesienie Domku Świętej Rodziny w Nazarecie do Loreto. (6)
Wynikało z tego nie wprost, że Kościół do tej pory, polecając wiernym święte miejsca i wydarzenia, czynił to zarówno bez zastosowania procedur naukowych jak i badań krytycznych w celu zbadania autentyczności ich nadprzyrodzonego pochodzenia.
Zawoalowane oskarżenie, jakoby wierni zostali oszukani przez kłamstwa i oszustwa (typowo protestanckie stanowisko), jest nie tylko oszczerstwem, ale łatwo je obalić dowodami historycznymi, i to szczególnie, jak zobaczymy później, w przypadku Świętego Domku w Loreto.
Jeden z historyków jezuickich, który był obecny na Kongresie, donosił, że prezentacja została przeprowadzona z „niejakim sarkazmem i przekorą” i ośmieszała cześć relikwii, „ku wielkiej radości protestantów, którzy już zaczęli piać z zachwytu w swoich gazetach”. (7)
Papież Pius X zdemaskował tę taktykę jako typową dla modernistów:
„Jeśli zajmują się historią, to po to, aby wyszukać i opublikować pod pretekstem mówienia całej prawdy i to ze źle skrywaną satysfakcją, wszystko, co wygląda dla nich jak plama na historii Kościoła. Pod wpływem pewnych apriorycznych założeń, niszczą, jak tylko mogą, pobożne tradycje ludu i ośmieszają pewne, bardzo czcigodne, pochodzące ze starożytności, relikty.” (8)
Niestety, te antykatolickie idee stopniowo zyskały, ku wielkiej uciesze protestantów, akceptację wśród wielu duchownych i hierarchów, którzy wiarę w cuda uznali za pobożny mit, nie do utrzymania w epoce nowożytnej.
Modernistyczne korzenie reformy z 1960 roku
To wyjaśnia, dlaczego gorliwcy z Komisji Liturgicznej z 1960 roku, zarażeni tym samym duchem pogardy, charakterystycznym dla wczesnych modernistów, usunęli tak wiele świąt wysławiających cuda, jako zjawiska „niehistoryczne”. Tutaj możemy dostrzec motyw zniesienia święta Przeniesienia Domku NMP, ponieważ uważali to za niezbędne do zaspokojenia potrzeb „współczesnego człowieka” (od którego, ich zdaniem, nie można było oczekiwać wiary w cuda).
Ponieważ jednak taki sceptycyzm nie był w tamtym czasie reprezentatywny dla ogółu katolików, mógł być narzucony jedynie odgórnie siłą, stąd totalitarny charakter reform liturgicznych, które wtedy nastąpiły.
c.d.n.
Dr Carol Byrne
tłum. Sławomir Soja
1. Frederick Faber, Betlejem, Londyn, Burns: Oates and Washbourne, 1860, s. 66.
2. John Edward Bowden, The Life and Letters of Frederick William Faber, D.D., Baltimore: John Murphy & Co., 1869, s. 277. Ks. Bowden odnotowuje słowa ks. Fabera: „Prawdę mówiąc to dziwne, że udałem się do Loreto, aby błagać o nabożeństwo do naszej Drogiej Pani, i że potem w dwóch uroczystych komuniach ślubowałem Jej moje życie, zdrowie, siłę, intelekt i zmysły, aby być Jej niewolnikiem i szerzyć Jej nabożeństwo. To wszystko dużej mierze z powodu konwertyckiej obawy braku tego wielkiego znaku predestynacji; a następnie, że powinienem myśleć o sobie, że byłem jak ten, jak wyraził to pewien biskup, który nigdy nie 'ogrzewał się’, przy Maryi.” (Tamże, 293)
3. Święta Kongregacja Obrzędów, Memoria sulla riforma liturgica, 1948, n. 14.
4. Tamże., n. 16.
5. Apud David G. Schultenover, „Luis Martín García, the Jesuit General of the Modernist Crisis (1892-1906): On Historic Criticism”, Catholic Historical Review 89, n. 3, 2003, s. 445-446.
6. Alexander MacDonald, The Holy House of Loreto: a Critical Study of Documents and Traditions, New York: Christian Press Association, 1912, s. 324. Rt. Rev. Alexander MacDonald D.D. był biskupem Victoria, B.C., Kanada.
7. Schultenover, „Luis Martín García”, s. 453-454.
8. Pascendi, 1907, § 43.
…Dziecko rodziło się żywe. Otwierali brzuch dziecka bez znieczulenia i wyjmowali wątrobę, nerki i inne narządy.
Strona z wieloma tekstami pisanymi przez praktykujących lekarzy:
W 50 proc. przypadków dziecko rodziło się żywe, ale to ich nie powstrzymywało. Po prostu otwierali brzuch dziecka bez znieczulenia i wyjmowali wątrobę, nerki i inne narządy.
Fragment:
W swojej obszernej książce Płód jako dawca przeszczepu perspektywa naukowa, społeczna i etyczna (The foetus as transplant donor the scientific, social, and ethical perspectives), immunolog dr Peter McCullagh zrelacjonował szczegółowe opisy metod stosowanych na dziesiątkach tzw. dawców tkanki płodowej, począwszy od lat 70. XX wieku, włączając w to celowe i związane z tym pozbawianie życia dzieci pomiędzy 7 a 26 tygodniem ciąży metodami dekapitacji, dysekcji i innymi.
Ginekolog i były aborcjonista dr Bernard Nathanson, przekazując swoje własne rozumienie aborcji i powołując się na książkę McCullagha twierdzi, że szwedzkie eksperymenty odbywały się w następujący sposób:
| nakłuwano brzuch kobiety ciężarnej w 14 do 16 tygodniu, a następnie zakładano zacisk na główkę dziecka, ściągano tę główkę w dół do szyjki macicy, wiercono w niej otwór, a następnie wkładano do mózgu maszynę ssącą i wysysano komórki mózgowe […] Wykorzystywano zdrowe ludzkie płody od 7 do 21 tygodnia ciąży pochodzące z legalnych aborcji. […] Płodowa wątroba i nerka zostały szybko usunięte i zważone. W 21 tygodniu ciąży, albo w 18, albo w 16, dokonywano tzw. aborcji prostaglandynowych. W celu wywołania skurczów porodowych wstrzykiwano matce do macicy substancję zawierającą prostaglandynę. W 50 proc. przypadków dziecko rodziło się żywe, ale to ich nie powstrzymywało. Po prostu otwierali brzuch dziecka bez znieczulenia i wyjmowali wątrobę, nerki i inne narządy. |
Diabeł Bafomet w Białym Domu? Tak Jill Biden „uczciła” Boże Narodzenie
Diabeł Bafomet w Białym Domu? Tak Jill Biden „uczciła” Boże Narodzenie
#baphomet #Biały Dom #boże narodzenie #Jill Biden #joe biden #okultyzm #prawo do życia #prezydent usa #satanizm #USA
(Fot. Twitter)

Wizerunek głowy kozła – według interpretacji Taylora Marshalla w istocie diabła Bafometa – znalazł się w centralnym punkcie dekoracji, którą, rzekomo z okazji nadchodzących świąt Bożego Narodzenia, zaprezentowała Jill Biden, żona prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Osobliwe zdarzenie opisał i skomentował w swym podcaście dr Taylor Marshall, katolicki pisarz i publicysta, autor m.in. książki „Infiltracja”, traktującej o wieloletniej strategii przejęcia struktur Kościoła katolickiego przez masonerię. Jak zwrócił uwagę, „świąteczny” wpis umieszczony na twitterowym profilu żony prezydenta USA został „wyprany” z wszelkich chrześcijańskich odniesień.
„Mamy nadzieję, że podczas tegorocznych ferii [holidays] w Białym Domu uchwycimy ducha zawartego w samej idei Ameryki: We the People [My, Naród]. Gdy nasz kraj gromadzi się na święta, tradycje mogą się różnić, ale nasze wspólne amerykańskie wartości – wiara w możliwości, optymizm i jedność — trwają cały czas. Pokój po pokoju odwiedzający [Biały Dom] będą przypominać sobie o tym, co nas łączy w czasie ferii i przez cały rok” – napisała Jill Biden.
Zobacz nowe Tweety
Rozmowa
Jill Biden@FLOTUS·United States government officialFor this year’s holidays at the White House, we hope to capture the spirit embodied in the very idea of America: We the People.Jill Biden@FLOTUSUnited States government officialAs our country gathers for the holidays, traditions may vary, but our shared American values — a belief in possibility, optimism, and unity — endure each season. Room by room, visitors will be reminded of what brings us together during the holidays, and throughout the year.Przetłumacz Tweeta
Jak łatwo sprawdzić w mediach społecznościowych, amerykańska pierwsza dama składając życzenia muzułmanom nie miała problemu by nazwać islamskie święto po imieniu. Nie wspominała też o „feriach” czy „wakacjach” (holidays) jak przy okazji Bożego Narodzenia. Na przykład 21 kwietnia ubiegłego roku na jej oficjalnym profilu mogliśmy przeczytać: „Błogosławionego Ramadanu [Ramadan Mubarak] społeczności muzułmańskiej w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie. Obyście wraz ze swymi rodzinami spotkali błogosławieństwo, pokój i szczęście”.
Nowy wpis został zilustrowanymi „świątecznymi” dekoracjami zdobiącymi sale Białego Domu. Są one, podobnie jak tekst twitterowego komentarza, niemal pozbawione jakichkolwiek chrześcijańskich akcentów. Nie ma szopki, postaci Świętej Rodziny ani samego Dzieciątka Jezus. Na jednej z fotografii widnieje jedynie tekst życzeń: „Radosnych Świąt Bożego Narodzenia od naszej rodziny dla wszystkich Was”.
Uwagę Marshalla zwrócił jednak pewien detal. Otóż nad główną częścią wystroju, ponad ciemnozielonym wieńcem góruje w centralnym punkcie, znajdujący się na eleganckim obramowaniu lustra… motyw głowy kozła. Zdaniem Taylora Marshalla do złudzenia przypomina on znany z ikonografii wizerunek diabła Bafometa.

– Kto to zrobił, kto dekoruje swój dom głowami kozłów? Najwyraźniej zrobili to Bidenowie – komentuje publicysta. – Kim jest Bafomet i dlaczego Bidenowie mieliby go tam umieścić? – zastanawia się.
Autor podcastu wyjaśnia następnie znaczenie postaci Bafometa. To dwupłciowa, odrażająca osoba, jeden z najważniejszych złych duchów w całej diabelskiej hierarchii. Według amerykańskiego filozofa i egzorcysty, księdza Chada Rippergera, Baal „odpowiada” w niej za seksualną nieczystość, Asmodeusz jest demonem sodomii, męskiego homoseksualizmu, zaś Lewiatan i Lilith – skłonności lesbijskich. Domeną Baphometa są natomiast ofiary z dzieci, w tym tak zwana aborcja.
– Chociaż Joe i Jill Biden twierdzą, że są pobożnymi katolikami, to promują aborcję, składanie ofiar z dzieci. Opowiadają się za aborcją na poziomie prawnym i przeznaczają pieniądze z naszych podatków na promowanie oraz wspieranie aborcji, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i za granicą. Nigdy w przeszłości nie było bardziej proaborcyjnego prezydenta Ameryki – ocenił Marshall.
– Słyszeliście tak zwane teorie spiskowe o tym, że ludzie z Białego Domu, z Hollywood, z przemysłu muzycznego i modowego, są oddani satanizmowi, okultyzmowi. Tak, to niestety prawda. Spójrz na ich rodzinę, „po owocach ich poznasz” – podkreślił.
Taylor Marshall wezwał do modlitwy o to, by w nadchodzących latach Ameryka mogła cieszyć się prezydentem kochającym Boga i bojącym się Go.
– Módlmy się też o nawrócenie Joe i Jill Bidenów, którzy udają katolików, lecz promują to, co jest chore i złe. A owocem tego jest morderstwo – śmierć milionów małych dzieci wszystkich ras w całej Ameryce i na całym świecie – powiedział publicysta.
Źródła: Dr Taylor Marshall/You Tube, Twitter RoM
==============================

Czarna, zimna dziura na mapie Europy
Czarna, zimna dziura na mapie Europy – Mateusz Piskorski
Z kilkunastodniowymi przerwami wojska rosyjskie konsekwentnie przeprowadzają zmasowane ostrzały rakietowe ukraińskiej infrastruktury energetycznej.
Niektórzy uznają wręcz, że wojna weszła tym samym w nową fazę. Jeszcze inni twierdzą, że wszystko to początek końca reżimu w Kijowie. Postarajmy się na rosyjską taktykę spojrzeć trzeźwym okiem, nie wnikając w rozważania etyczne (z punktu widzenia większości systemów etycznych niemal każda wojna jest przecież zła z definicji).
W 1994 roku major amerykańskich sił powietrznych, Thomas Griffith wydał rozprawę zatytułowaną Strategic Attack on National Electrical System (Uderzenie strategiczne w narodowy system elektryczny). Doszedł w niej do ciekawych wniosków, które wskazują, że działania tego rodzaju niekoniecznie muszą być skuteczne, a przynajmniej nie tak skuteczne, jak chciałaby tego strona je przeprowadzająca. Griffith analizował w swej pracy właściwie zaledwie trzy przypadki zniszczenia ok. 90% infrastruktury krytycznej przeciwnika przez Amerykanów – Koreę Północną, Wietnam i Irak. Uznał, że ataki na infrastrukturę mają cztery zasadnicze cele: osłabienie potencjału militarnego, redukcję mocy produkcyjnych przemysłu, uderzenie w wizerunek władz oraz obniżenie poziomu nastrojów społecznych. Amerykański wojskowy uznał, że większość z tych celów w analizowanych przypadkach udało się osiągnąć jedynie częściowo. Konkluzja: samo uderzenie w infrastrukturę krytyczną nie wystarczy do militarnego zwycięstwa.
Pięć lat po ukazaniu się książki Griffitha okazało się, że jego wnioski poddać można pewnej rewizji. Wiosną 1999 roku NATO, ze Stanami Zjednoczonymi, na czele zaatakowało Jugosławię. W powszechnym użyciu były wówczas bomby grafitowe BLU-114/B, których konstrukcja umożliwiła skuteczne niszczenie infrastruktury energetycznej. Kontrolowana przez Belgrad część Jugosławii została w wyniku trzymiesięcznego ostrzału kompletnie zdewastowana. Operacja lądowa tzw. Zachodu nie była już potrzebna. Władze jugosłowiańskie nie miały wyjścia – ogłosiły kapitulację. Dalsze, polityczne i dyplomatyczne kroki zmierzające do ostatecznej neutralizacji i likwidacji państwowości południowosłowiańskiej federacji nastąpiły w ciągu kilku miesięcy.
Rosyjskie ostrzały ukraińskiej infrastruktury mogą mieć zatem daleko idące konsekwencje. Na razie nie sposób oceniać ich wpływu na morale, nastroje społeczne i stosunek Ukraińców do władz w Kijowie. Zresztą, pamiętajmy, że sprawa dotyczy kraju z brutalnym, rozbudowanym aparatem represji, przede wszystkim pod postacią SBU. To właśnie funkcjonariusze tej służby próbowali prewencyjnie represjonować osoby organizujące protesty przeciwko niezgodnym z wcześniej ustalonym grafikiem wyłączeniom prądu elektrycznego w Odessie. Na obecnym etapie kijowski reżim sprawuje zatem względną kontrolę nad sytuacją, nie dopuszczając do pojawienia się protestów społecznych.
W sferze wojskowej i przemysłowej, jak możemy się domyślać, straty ukraińskie już są ogromne i nadal będą wzrastać. Odcięcie łańcucha dostaw uzbrojenia nie jest jednak możliwe wyłącznie za pomocą sparaliżowania dostaw energii elektrycznej. Do tego niezbędne byłoby trwałe uszkodzenie bądź zniszczenie mostów, wiaduktów i dróg wiodących na Ukrainę m.in. z Polski. Tego wojska rosyjskie do tej pory nie zrobiły. Dostawy zachodniej broni dla Kijowa idą pełną parą.
Ukraińskie władze i przedstawiciele tamtejszych koncernów energetycznych publicznie apelują do emigrantów z Ukrainy o pozostawanie w okresie zimowym poza granicami kraju, a do pozostałych o czasową przeprowadzkę na wieś lub nawet wyjazd zagranicę. Dalsza degradacja infrastruktury krytycznej spowoduje więc trwałą depopulację, dezurbanizację i dezindustrializację kraju. W perspektywie kolejnych lat oznaczać będzie konieczność ponoszenia kolejnych wydatków przez tych, którzy za terytoria ukraińskie przejmą polityczną odpowiedzialność. Niezależnie od tego, kto tą odpowiedzialność w wyniku obecnych działań wojennych przejmie.
A co to oznacza dla Polski? Zapewne kolejną falę migracyjną. Pewnie również następne wydatki w różnej formie. Rzeczywiście istotna jest jednak odpowiedź na nieco inne pytanie: czy przyjęta obecnie przez Rosjan taktyka będzie w stanie doprowadzić do zakończenia konfliktu, wymusić na Kijowie negocjacje. Bo z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa i stabilności najważniejsze jest, byśmy nie graniczyli z obszarem objętym działaniami wojennymi. A zatem wszystko, co przyspiesza zakończenie konfliktu, jest dla Polski korzystne. Nawet, jeśli nie jest korzystne dla Kijowa.
Mateusz Piskorski
Myśl Polska, nr 49-50 (4-11.12.2022)
Za: Mysl Polska – myslpolska.info (06-12-2022) | https://myslpolska.info/2022/12/06/piskorski-czarna-zimna-dziura-na-mapie-europy/
Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁY md]
Wojna globalistów ze światowym rolnictwem: ONZ-owska, niezrównoważona «zrównoważona Agenda 2030». Planują GŁÓD.
Wojna globalistów ze światowym rolnictwem: ONZ-owska, niezrównoważona «zrównoważona Agenda 2030». Planują GŁÓD.
To, co w rzeczywistości jest promowane, to jak najdalej idące zniszczenie rolnictwa i hodowli na świecie pod szyldem “zrównoważonego rolnictwa”.
Date: 6 dicembre 2022Author: Uczta Baltazara https://babylonianempire.wordpress.com/2022/12/06/wojna-ze-swiatowym-rolnictwem
F. William Engdahl – 30 listopada 2022
W ciągu ostatnich tygodni rozpoczął się skoordynowany atak na nasze rolnictwo – zdolność do produkcji żywności na potrzeby egzystencji ludzkości. Niedawne spotkanie rządowe G20 na Bali, spotkanie ONZ Agenda 2030 Cop27 w Egipcie, Światowe Forum Ekonomiczne z Davos i Bill Gates – wszyscy oni są weń zaangażowani. Jak zwykle posługują się oni dystopijną lingwistyką, aby dać złudzenie, że mają dobre zamiary, podczas gdy w rzeczywistości realizują agendę, która doprowadzi do głodu i śmierci setek milionów, czy może nawet kilku miliardów ludzi, jeśli pozwoli się na jej realizację. Steruje nią koalicja pieniędzy.
Od G20 przez Cop27 do WEF
3 listopada, G20 – przedstawiciele 20 najbardziej wpływowych państw, w tym USA, Wielkiej Brytanii, Unii Europejskiej (choć to nie naród), Niemiec, Włoch, Francji, Japonii, Korei Południowej oraz kilku krajów rozwijających się, w tym Chin, Indii, Indonezji i Brazylii – uzgodnili deklarację końcową.
Pierwszym ważnym punktem jest w niej:“wezwanie do przyspieszonej transformacji zmierzającej do stworzenia zrównoważonego i odpornego rolnictwa z uwzględnieniem systemów żywnościowych i łańcuchów dostaw”.
Dalej nasteruje: “wspólna praca na rzecz zrównoważonej produkcji i dystrybucji żywności, zadbanie o to, by systemy żywnościowe lepiej przyczyniały się do adaptacji i łagodzenia zmian klimatycznych, a także powstrzymywanie i odwracanie utraty różnorodności biologicznej, dywersyfikacja źródeł żywności…”.
Ponadto wezwano do “integracyjnego, przewidywalnego i niedyskryminacyjnego handlu rolnego opartego na zasadach WTO.”
Stwierdzono również: “Jesteśmy zobowiązani do wspierania wdrażania innowacyjnych praktyk i technologii, w tym innowacji cyfrowych w rolnictwie i systemach żywnościowych w celu wzmocnienia produktywności i zrównoważonego rozwoju w harmonii z naturą…”.
Następnie pojawiło się odsłaniające (istotę kwestii) stwierdzenie: “Ponawiamy nasze zobowiązanie do osiągnięcia globalnej zerowej emisji gazów cieplarnianych/neutralności węglowej do połowy stulecia lub około niej.” https://www.consilium.europa.eu/media/60201/2022-11-16-g20-declaration-data.pdf
“Zrównoważone rolnictwo” z “zerową emisją gazów cieplarnianych” to orwellowska dwuznaczność. Dla osoby nieobeznanej z lingwistyką ONZ, owe określenia brzmią aż za dobrze. To, co w rzeczywistości jest promowane, to jak najdalej idące zniszczenie rolnictwa i hodowli na świecie pod szyldem “zrównoważonego rolnictwa”.
Po konfabulacjach G20 na Bali, zaledwie kilka dni później odbyło się doroczne spotkanie szczytu klimatycznego ONZ COP27 w ramach Zielonej Agendy w Egipcie. Na nim, uczestnicy z większości krajów ONZ wraz z organizacjami pozarządowymi, takimi jak Greenpeace i setkami innych zielonych organizacji pozarządowych, przygotowali drugi apel.
COP27 zainicjował coś, co w sposób ujawniający (sedno sprawy) nazwano nową inicjatywą ONZ pod nazwą «FAST» – «Food and Agriculture for Sustainable Transformation» – «Żywność i Rolnictwo dla Zrównoważonej Transformacji». «FAST» («Głodówka») – czyli: “powstrzymać się od jedzenia…”. https://www.fao.org/documents/card/en/c/cc2186en/
Według Forbes’a, FAST będzie promować “przejście na zrównoważone, odporne na klimat, zdrowe diety, pomagające zmniejszyć koszty związane z ochroną zdrowia i zmianami klimatycznymi nawet o 1,3 biliona dolarów – jednocześnie wspierając bezpieczeństwo żywnościowe w obliczu zmian klimatycznych.” Mówimy o wielkich liczbach: przejście na “zrównoważone, odporne na klimat, zdrowe diety”, które ma zmniejszyć koszty zmian klimatycznych o 1,3 biliona dolarów. Co tak naprawdę kryje się za tymi wszystkimi słowami?
Stoją za tym wielkie pieniądze
Według FAO należącej do ONZ, wypowiadającej się dla agencji Reuters podczas COP27, na przestrzeni roku uruchomi ona “złoty standard” planu redukcji tzw. gazów cieplarnianych z rolnictwa.
Impuls do tejże wojny z rolnictwem pochodzi – co nie dziwi – od wielkich pieniędzy, tj. od FAIRR Initiative: bazującej w Wielkiej Brytanii koalicji międzynarodowych menedżerów inwestycyjnych, która skupia się na “istotnych ryzykach ESG i korzyściach spowodowanych intensywną produkcją zwierzęcą.” (ESG to skrót od: Environmental, Social and Corporate Governance. Jest to zatem narzędzie zarządzania dla firm – https://en.wikipedia.org/wiki/Environmental,_social,_and_corporate_governance)
Jej członkowie obejmują najbardziej wpływowych graczy świata finansów, w tym BlackRock, JP Morgan Asset Management, Allianz AGz Niemiec,Swiss Re, HSBC Bank, Fidelity Investments, Edmond de Rothschild Asset Management, Credit Suisse, Rockefeller Asset Management, UBS Bank i wiele innych banków i funduszy emerytalnych – z łącznymi aktywami zarządzanymi o wartości 25 bilionów dolarów. Obecnie, rozpoczynają oni wojnę z rolnictwem, podobnie jak zrobili to z energetyką. https://www.fairr.org/about-fairr/network-members/page/14/
Zastępca dyrektora ONZ ds. polityki klimatycznej FAO, Zitouni Ould-Dada powiedział podczas COP27, że “Nigdy wcześniej nie poświęcono tyle uwagi żywności i rolnictwu. Ten COP jest zdecydowanie tym właściwym.” https://www.reuters.com/business/cop/cop27-un-food-agency-plan-farming-emissions-launch-by-next-year-after-investor-2022-11-10/
FAIRR twierdzi, bez dowodów, że “produkcja żywności odpowiada za około jedną trzecią globalnych emisji gazów cieplarnianych i jest głównym źródłem niebezpieczeństwa dla 86% światowych gatunków zagrożonych wyginięciem, podczas gdy hodowla bydła jest odpowiedzialna za trzy czwarte strat w amazońskich lasach deszczowych.” https://www.fairr.org/wheres-the-beef/
FAO planuje zaproponować drastyczne ograniczenie globalnej produkcji zwierzęcej, zwłaszcza bydła, które według FAIRR jest odpowiedzialne za “prawie jedną trzecią globalnych emisji metanu związanych z działalnością człowieka, uwalnianych w postaci bydlęcych beknięć, obornika i upraw roślin paszowych.” Dla nich najlepszym sposobem na powstrzymanie krowiego bekania i krowiego obornika jest wyeliminowanie bydła. https://www.reuters.com/business/sustainable-business/exclusive-global-investors-write-un-urge-global-plan-farming-emissions-2022-06-08/
Niezrównoważone «zrównoważone rolnictwo»
Fakt, że agencja ONZ FAO ma zamiar uruchomić harmonogram drastycznego ograniczenia tzw. gazów cieplarnianych generowanych przez światowe rolnictwo, pod fałszywym pretekstem “zrównoważonego rolnictwa” – napędzanym przez największe na świecie firmy zarządzające aktywami, w tymBlackRock, JP Morgan, AXA i inne, pozwala zrozumieć wiele na temat ich faktycznej agendy. Są to jedne z najbardziej skorumpowanych instytucji finansowych na planecie. Oni nigdy nie inwestują ani jednego grosza tam, gdzie nie są gwarantowane ogromne zyski. Wojna z rolnictwem jest ich następnym celem.
Termin “zrównoważony” został stworzony przez maltuzjański Klub Rzymski Davida Rockefellera. W ich raporcie z roku 1974 zatytułowanym «Mankind at the Turning Point», The Club of Rome argumentował:
«Narody nie mogą funkcjonować we wzajemnej zależności bez rezygnacji każdego z nich z części własnej niezależności lub przynajmniej uznania jej granic. Teraz nadszedł czas, aby opracować plan generalny organicznego zrównoważonego wzrostu i rozwoju świata w oparciu o globalną alokację wszystkich ograniczonych zasobów i nowy globalny system gospodarczy.» https://web.archive.org/web/20080316192242/http:/www.wiseupjournal.com/?p=154
To było początkowe sformułowanie Agendy 21 ONZ, Agendy2030 i Wielkiego Resetu w Davos w roku 2020. W roku 2015 narody członkowskie ONZ zaakceptowały to, co nazywa się «Celami Zrównoważonego Rozwoju» lub «SDGs»: czyli «17 Celów, aby przekształcić nasz świat». Cel 2 brzmi: “Zakończyć głód, osiągnąć bezpieczeństwo żywnościowe i poprawę odżywiania oraz promować zrównoważone rolnictwo.” https://en.wikipedia.org/wiki/Sustainable_Development_Goals
Ale jeśli wczytamy się szczegółowo w propozycje COP27, G20 i Davos WEF Klausa Schwaba, odkryjemy, co oznaczają te ładnie brzmiące słowa. Obecnie jesteśmy zalewani twierdzeniami, niezweryfikowanymi, przez liczne rządowe i prywatne modele think tanków, twierdzące, że nasze systemy rolnicze są główną przyczyną – jakże by inaczej – globalnego ocieplenia. Nie tylko CO2, ale także metan i azot.
Jednak cały globalny argument dotyczący gazów cieplarnianych, mówiący, że nasza planeta jest na skraju nieodwracalnej katastrofy, jeśli nie zmienimy radykalnie naszych emisji do roku 2030, to nieweryfikowalne bzdury pochodzące z nieprzejrzystych modeli komputerowych. Na podstawie wspomnianych modeli, IPCC przy ONZ twierdzi, że jeśli nie powstrzymamy globalnego wzrostu temperatury o 1,5 C w stosunku do poziomu z roku 1850, to do roku 2050 nastąpi zasadniczo koniec świata.
Wojna właśnie się rozpoczyna
ONZ i WEF z Davos połączyły się w roku 2019, aby wspólnie posuwać naprzód ONZ-owską Agendę SDG 2030. Na stronie WEF otwarcie przyznaje się, że oznacza to pozbycie się źródeł białka mięsnego, wprowadzając promowanie niesprawdzonego sztucznego mięsa, postulując alternatywne białko, takie jak solone mrówki lub mielone świerszcze albo robaki – aby zastąpić kurczaka lub wołowinę lub jagnięcinę. Podczas COP27 dyskusja dotyczyła “diet, które mogą zostać zachowane w obrębie limitów planetarnych, w tym obniżenia konsumpcji mięsa, rozwoju alternatywnych rozwiązań i stymulowania przejścia na więcej rodzimych roślin, upraw i zbóż (zmniejszając tym samym obecną zależność od pszenicy, kukurydzy, ryżu, ziemniaków).” https://cop27.eg/assets/files/days/COP27%20FOOD%20SECURITY-DOC-01-EGY-10-22-EN.pdf
WEF promuje przejście z diety opartej na białku mięsnym na wegańską argumentując, że będzie to bardziej “zrównoważone”. https://www.weforum.org/agenda/2022/10/vegan-plant-based-diets-sustainable-food/ https://www.weforum.org/podcasts/house-on-fire/episodes/have-we-reached-the-end-of-meat
Promują również alternatywy w postaci laboratoryjnie hodowanego lub roślinnego mięsa, takiego jak finansowane przez Billa Gatesa Impossible Burgers, którego wewnętrzne testy FDA wskazują, że są one prawdopodobnym karcynogenne, ponieważ są produkowane z soi genetycznie zmodyfikowanej i innych produktów nasyconych glifosatem. Dyrektor generalny Air Protein, innej firmy produkującej fałszywe mięso, Lisa Lyons, jest specjalnym doradcą WEF. WEF promuje również alternatywę dla mięsa w postaci białka owadów. Warto zauważyć, że jednym z administratorów WEF jest Al Gore. https://www.weforum.org/agenda/authors/al-gore
Wojna z hodowlą zwierząt na mięso właśnie staje się śmiertelnie poważna. Rząd Holandii, którego premier Mark Rutte, (dawniej związany z firmą Unilever, dziś członek WEF Agenda Contributor https://www.weforum.org/agenda/authors/), powołał specjalnego ministra ds. środowiska i azotu, Christianne van der Wal. Używając nigdy nie używanych i przestarzałych wytycznych UE dotyczących ochrony przyrody Natura 2000, zaprojektowanych ponoć w celu “ochrony mchu i koniczyny” oraz opartych na fałszywych danych testowych, rząd ogłosił właśnie, że przymusowo zamknie 2500 farm bydła w całej Holandii. Ich celem jest zmuszenie 30% gospodarstw hodowlanych do zamknięcia lub grozi im wywłaszczenie.
W Niemczech, Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Mięsnego (VDF), twierdzi, że w ciągu najbliższych czterech do sześciu miesięcy Niemcy staną w obliczu niedoboru mięsa, a ceny gwałtownie wzrosną. Hubert Kelliger, członek zarządu VDF powiedział: “W ciągu czterech, pięciu, sześciu miesięcy będziemy mieli braki na półkach”. Oczekuje się, że największe braki wystąpią w przypadku wieprzowiny. Problemy z zaopatrzeniem w mięso wynikają z tego, że Berlin nalega na redukcję liczby zwierząt hodowlanych o 50% w celu zmniejszenia emisji globalnego ocieplenia. https://hotair.com/jazz-shaw/2022/11/21/germany-cutting-back-meat-production-to-fight-global-warming-n512518 W Kanadzie, rząd Trudeau, kolejny “wyrób” WEF z Davos – jak podaje Financial Post z 27 lipca – planuje zmniejszyć emisje z produkcji nawozów o 30 %. do roku 2030 – w ramach planu osiągnięcia poziomu zerowego w ciągu najbliższych trzech dekad. Producenci mówią jednak, że aby to osiągnąć, być może będą musieli znacznie zmniejszyć produkcję zbóż.
Kiedy autokratyczny prezydent Sri Lanki zakazał w kwietniu 2021 roku wszelkiego importu nawozów azotowych w brutalnym wysiłku powrotu do przeszłości w postaci “zrównoważonego” rolnictwa, zbiory załamały się na przestrzeni siedmiu miesięcy, a głód i ruina rolników oraz masowe protesty zmusiły go do ucieczki z kraju. Chciał, by cały kraj natychmiast przeszedł na rolnictwo ekologiczne, ale nie zapewnił rolnikom żadnego szkolenia w tym zakresie.
Jeśli wszystko to połączymy z katastrofalną decyzją polityczną UE o zakazie korzystania z rosyjskiego gazu ziemnego używanego do produkcji nawozów azotowych – co zmusi do zamknięcia zakładów produkujących nawozy w całej UE, co z kolei spowoduje globalne zmniejszenie plonów – a także z fałszywą falą ptasiej grypy, która błędnie nakazuje rolnikom w całej Ameryce Północnej i UE wybicie dziesiątek milionów kurczaków i indyków (by wymienić jedynie kilka dodatkowych sytuacji), to staje się jasne, że nasz świat stoi w obliczu kryzysu żywnościowego, który nie ma precedensu. Wszystko to z powodu zmian klimatycznych?
Na podstawie: http://www.williamengdahl.com/gr30November2022.php
Stanisław Michalkiewicz: Bronię Pana Jezusa przed papieżem. Czy kardynałowie, którzy na Głowę Kościoła katolickiego wybrali komunistę też są komunistami?
Stanisław Michalkiewicz: Bronię Pana Jezusa przed papieżem
Czy kardynałowie, którzy na Głowę Kościoła katolickiego wybrali komunistę też są komunistami, wprowadzonymi do Kościoła w ramach infiltracji, czy tylko “pożytecznymi idiotami”?
4.12.2022 https://prawy.pl/123139-stanislaw-michalkiewicz-bronie-pana-jezusa-przed-papiezem/
Papież Franciszek przyzwyczaił nas wprawdzie do swoich zaskakujących deklaracji, co ma swoje dobre strony, ponieważ media rozpisują się na temat takich sensacji, dzięki czemu Ojciec Święty może śmiało stanąć w szranki z celebrytami, co to starają się “pokazać jak najwięcej”, ale ma też plusy ujemne, bo w rezultacie coraz więcej ludzi, z katolikami na czele, przestaje przywiązywać wagę do tego, co papież mówi, co z kolei nie sprzyja powadze Stolicy Apostolskiej.
Ostatnia jednak deklaracja przebija wszystkie inne, pokazując przy okazji, że kryzys przywództwa w Kościele katolickim osiągnął poziom dramatyczny. Chodzi mi oczywiście o deklarację papieża Franciszka, że jest “komunistą”, podobnie jak Pan Jezus, z tym, że On tylko “w sensie socjologicznym”.
To coś zupełnie nowego, bo dotychczas żaden komunista nie został jednak wybrany na papieża. Ta okoliczność skłania do postawienia pytania, kim w takim razie są kardynałowie, którzy na Głowę Kościoła katolickiego wybrali komunistę? Czy oni też są komunistami, wprowadzonymi do Kościoła w ramach infiltracji, czy tylko – jak takie osoby nazywał przywódca sowieckich komunistów Włodzimierz Lenin – “pożytecznymi idiotami? Idioci, niechby i “pożyteczni”, tworzący kierownicze gremium Kościoła?
Co tu ukrywać; mocna rzecz, chociaż po zastanowieniu nie powinniśmy być zaskoczeni. Przecież w ramach przygotowań do II Soboru Watykańskiego zostało zawarte porozumienie w Metz, że w zamian za uczestnictwo w Soborze oficerów KGB, poprzebieranych za dostojników Cerkwi Prawosławnej, Sobór powstrzyma się przed potępieniem komunizmu. Czy to nie był przypadkiem ten grzech pierworodny w postaci “aggiornamento”, w zamian za co Jan XXIII został jeszcze za życia kanonizowany przez Moskwę, która wprawdzie, ustami Aleksieja Adżubeja potwierdziła niemożność kompromisu komunizmu z jakimikolwiek innymi ideologiami, ale wprost nie znajdowała dla niego słów pochwały za zaangażowanie w “walce o pokój”?
Bardzo możliwe, że na skutek konsumpcji owoców tego zatrutego drzewa w postaci II Soboru Watykańskiego, a zwłaszcza – “ducha Soboru”, Kościół katolicki nie tylko cierpi na niestrawność, ale doświadcza torsji i konwulsji. A przecież jeszcze papież Pius XII w 1947 roku wydał dekret zabraniający katolikom popierania ideologii komunistycznej, oraz pod groźbą ekskomuniki zabraniający im uczestniczenia w partiach komunistycznych lub nawet ich wspierania. Była to kontynuacja potępienia komunizmu w encyklice papoieża Piusa XI “Divini Redemptoris” z 19 marca 1937 roku, stwierdzającej, że komunizm jest “zły w samej swej istocie”, w związku z czym nie można z nim współpracować “na żadnym polu”.
No dobrze – ale dlaczego właściwie komunizm jest zły “w samej swej istocie”? Żeby się o tym przekonać, sięgnijmy do Dekalogu, a konkretnie – do przykazania 10. Zabrania ono już nawet nie kradzieży cudzej własności – bo tego zabrania przykazanie 7 – ale nawet pożądania cudzej własności. I słusznie, bo jeśli ktoś nie może tego pożądania opanować, to prędzej czy później złamie również przykazanie 7, a prawdopodobnie i 5, gdy właściciel będzie próbował swojej własności bronić. Tymczasem najtwardszym jądrem ideologii komunistycznej jest właśnie ekscytowanie w ludziach owego pożądania, którego rezultatem są rewolucje komunistyczne, których nieodłącznym elementem jest rabunek i mord. Tymczasem papież Franciszek, z miedzianym czołem, jak gdyby nigdy nic, nie tylko oświadcza, że sam jest komunistą, ale jeszcze przypisuje komunizm – co prawda tylko “w sensie socjologicznym”, cokolwiek by to miało znaczyć – samemu Panu Jezusowi, drugiej Osobie Trójcy Świętej. Jakże to możliwe w sytuacji, gdy Pan Bóg, jeszcze w głębokiej starożytności, najwyraźniej musiał przewidzieć pojawienie się komunizmu i w Dekalogu przestrzegł ludzkość przed pełną pychy pokusą takiego poprawiania świata?
Przypomnijmy tedy, jak Pan Jezus reagował na nierówności społeczne swojej epoki i co zalecał, jako metodę dążenia do doskonałości. “Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”, a bogatemu młodzieńcowi radził, by – jeśli chce osiągnąć doskonałość – sprzedał wszystko, co ma i rozdał ubogim. Czy jednak na tej podstawie można powiedzieć, że Pan Jezus był przeciwnikiem własności prywatnej – bo przecież dążenie do jej likwidacji jest fundamentem komunizmu? Absolutnie nie, bo przecież rada udzielona bogatemu młodzieńcowi nie nadaje się do zastosowania powszechnego z tego prostego powodu, że gdyby wszyscy chcieli posprzedawać swoją własność, a uzyskane w ten sposób środki porozdawać ubogim, to kto by tę własność kupował i za nią płacił? Co więcej, z przypowieści ewangelicznych, a zwłaszcza z tej o robotnikach w winnicy, można wyciągnąć wniosek, że w sprawach ekonomicznych, również w dziedzinie – jak to się mówi w żargonie eklezjastycznym – stosunków między pracą a kapitałem – Pan Jezus jest zdecydowanym zwolennikiem zasady “volenti non fit iniuria”, czyli chcącemu nie dzieje się krzywda. Cóż mówi właściciel winnicy szemrającemu robotnikowi, co to myślał, że dostanie więcej, niż się umówił? “Przyjacielu, czyż nie umówiłeś się ze mną na denara?” A zasada volenti non fit iniuria jest przecież fundamentem gospodarki rynkowej i wolnościowego modelu państwa, które komunizm pragnie zniszczyć, jako “przeszłości ślad”, zmiatany przez dłoń “wyklętego ludu ziemi”, czyli motłochu podjudzonego przez jego “awangardę”, czyli partię komunistyczną. Żeby nie zagłębiać się niepotrzebnie w szczegóły, warto wskazać na fundamentalną różnicę między podejściem Pana Jezusa do łagodzenia nierówności społecznych, a podejściem komunistycznym.
Pan Jezus mówi: “daj!” podczas, gdy komuniści mówią: “bierz!” Ale żeby “dawać”, to najpierw trzeba mieć. Wynika stąd, że Panu Jezusowi w żadnym razie nie można przypisać pragnienia likwidacji własności prywatnej, od czego przecież zaczyna się wszelki komunizm. Zatem, w żadnym sposobie, nawet “w sensie socjologicznym”, jak asekurancko zaznacza papież Franciszek, żadnego “komunizmu” przypisać Mu nie można.
Ciekawe czy papież Franciszek jest tak mało spostrzegawczy, że nie jest w stanie zauważyć tych różnic, których dostrzeżenie nie przekracza przecież możliwości umysłu ludzkiego, czy też je dostrzega, ale udaje, że jest inaczej, pour epater les bourgeois, co najwyraźniej musi mu sprawiać jakąś perwersyjną przyjemność?
Stanisław Michalkiewicz
„Tajemnicza” firma uwierzytelniająca TrustCor: Odkryto powiązania z amerykańskim kontrahentem wojskowym [Pentagon?].
„Tajemnicza” firma uwierzytelniająca TrustCor porzucona przez główne przeglądarki: Odkryto powiązania z amerykańskim kontrahentem wojskowym [Pentagon?].
Date: 5 dicembre 2022Author: Uczta Baltazara https://babylonianempire.wordpress.com/2022/12/05/tajemnicza-firma-uwierzytelniajaca
Mozilla i Microsoft zrezygnowały z certyfikatów firmy TrustCor Systems, po tym, jak raport Washington Post ujawnił powiązania firmy z kontrahentami rządowymi specjalizującymi się w oprogramowaniu szpiegowskim.
Oto, co opowiedział Washington Post:
…………………………………
Tajemnicza firma z powiązaniami rządowymi odgrywa kluczową rolę w Internecie
Firma offshore, której zaufały największe przeglądarki internetowe i inne firmy technologiczne, w kwestii poręczenia za legalność stron internetowych, ma powiązania z kontrahentami amerykańskich agencji wywiadowczych i organów ścigania, jak donoszą analitycy bezpieczeństwa, dokumenty i wywiady.
Google Chrome, Apple Safari, non-profit Firefox i inne pozwalają firmie TrustCor Systems działać jako tzw. root certificate authority, czyli potężny punkt w infrastrukturze internetowej, który gwarantuje, że strony internetowe nie są fałszywe, prowadząc do nich użytkowników w sposób bezproblemowy.
Panamskie dane rejestracyjne firmy pokazują, że ma ona identyczny skład funkcjonariuszy, przedstawicieli i partnerów, jak producent oprogramowania szpiegowskiego zidentyfikowany w tym roku jako oddział firmy Packet Forensicsz siedzibą w Arizonie, która, jak pokazują publiczne rejestry zamówień i dokumenty firmowe, sprzedawała usługi przechwytywania komunikacji amerykańskim agencjom rządowym przez ponad dekadę.
Jeden z owych partnerów TrustCor ma taką samą nazwę jak spółka holdingowa zarządzana przez Raymonda Saulino, który był cytowany w artykule Wired z roku 2010 jako rzecznik Packet Forensics. https://www.wired.com/2010/03/packet-forensics/
Saulino pojawił się również w roku 2021 jako osoba kontaktowa innej firmy, Global Resource Systems, która spowodowała spekulacje w świecie technologii, gdy na krótko aktywowała i uruchomiła ponad 100 milionów wcześniej uśpionych adresów IP przypisanych dekady wcześniej Pentagonowi. https://www.tampabay.com/news/military/2021/04/24/pentagon-mystery-with-a-florida-connection-is-solved-sort-of/ https://www.washingtonpost.com/technology/2021/04/24/pentagon-internet-address-mystery/
Pentagon odzyskał cyfrowe terytorium miesiące później i pozostaje niejasne, czego dotyczył ten krótki transfer, ale eksperci powiedzieli, że aktywacja wspomnianych adresów IP mogła dać wojsku dostęp do ogromnej ilości ruchu internetowego bez ujawniania, że to rząd był jego odbiorcą. https://www.washingtonpost.com/technology/2021/09/10/pentagon-internet-protocol-addresses-trump/
Pentagon nie odpowiedział na prośbę o komentarz w sprawie TrustCor. Po opublikowaniu tej historii, członek zarządu TrustCor powiedział, że firma nie współpracowała z żadnymi rządowymi prośbami o informacje ani nie pomagała w monitorowaniu klientów przez osoby trzecie w imieniu innych. Mozilla zażądała bardziej szczegółowych odpowiedzi i stwierdziła, że może odebrać TrustCorowi uprawnienia.
Na kilka minut przed odejściem Trumpa z urzędu miliony uśpionych adresów IP Pentagonu ożyły. https://www.washingtonpost.com/technology/2021/04/24/pentagon-internet-address-mystery/
Produkty TrustCor obejmują usługę poczty elektronicznej, która twierdzi, że jest szyfrowana end-to-end, choć eksperci konsultowani przez The Washington Post powiedzieli, że znaleźli dowody podważające takie twierdzenie. Wersja testowa usługi e-mail zawierała również oprogramowanie szpiegowskie stworzone przez firmę panamską powiązaną z Packet Forensics, powiedzieli analitycy. Google następnie wykluczył wszystkie programy zawierające ów kod spyware z jego sklepu z aplikacjami.
Osoba obeznana z pracą Packet Forensics potwierdziła, że wykorzystała ona proces certyfikacji TrustCor i jej usługę e-mailową, MsgSafe, do przechwytywania komunikacji i pomagania rządowi USA w wyłapywaniu osób podejrzanych o terroryzm. “Tak, Packet Forensics to robi”, powiedziała ta osoba, wypowiadając się pod warunkiem zachowania anonimowości, w celu omówienia poufnych praktyk.
Radca prawny Packet Forensics, Kathryn Tremel, powiedziała, że firma nie ma żadnych relacji biznesowych z TrustCor ale nie chciała powiedzieć czy miała je wcześniej.
Najnowsze odkrycie pokazuje, jak technologiczne i biznesowe zawiłości wewnętrznego funkcjonowania Internetu mogą być wykorzystywane w zakresie, który rzadko jest ujawniany.
Obawy dotyczące głównych urzędów certyfikacji pojawiały się już wcześniej.
W roku 2019, firma ochroniarska kontrolowana przez rząd Zjednoczonych Emiratów Arabskich, która była znana jako DarkMatter, złożyła wniosek o podniesienie jej pozycji do top-level root authority z poziomu intermediate authority o mniejszej niezależności. Stało się to po doniesieniach o tym, że DarkMatter hakuje dysydentów, a nawet niektórych Amerykanów; Mozilla odmówiła jej uprawnień tzw. roota. https://www.reuters.com/investigates/special-report/usa-spying-raven/
W roku 2015 Google wycofał uprawnienia root authority wobec China Internet Network Information Center (CNNIC) po tym, jak zezwolił on organowi pośredniemu na wydawanie fałszywych certyfikatów dla stron Google. https://thenextweb.com/news/google-to-drop-chinas-cnnic-root-certificate-authority-after-trust-breach
W przypadku Packet Forensics, ślad papierowy doprowadził do tego, że został zidentyfikowany przez ekspertów dwukrotnie w tym roku. Firma, znana głównie ze sprzedaży organom władzy urządzeń przechwytujących i usług śledzenia, ma za sobą cztery miesiące kontraktu z Pentagonem o wartości 4,6 mln dolarów na “przetwarzanie danych, hosting i usługi powiązane”. https://www.usaspending.gov/award/CONT_AWD_HB000122C1003_9700_-NONE-_-NONE-
We wcześniejszej sprawie dotyczącej spyware, badacze Joel Reardon z University of Calgary i Serge Egelman z University of California at Berkeley odkryli, że panamska firma, Measurement Systems, płaciła deweloperom za włączenie kodu do różnych niewinnych aplikacji, aby nagrywać i przesyłać numery telefonów użytkowników, adresy e-mail i dokładne lokalizacje. Oszacowano, że aplikacje te zostały pobrane ponad 60 milionów razy, w tym 10 milionów pobrań muzułmańskich aplikacji modlitewnych.
Strona internetowa Measurement Systems została zarejestrowana przez Vostrom Holdings, jak wynika z historycznych zapisów nazw domen. Vostrom złożył papiery w roku 2007, aby prowadzić działalność gospodarczą jako Packet Forensics, jak podają rejestry stanu Virginia. Measurement Systems został zarejestrowany w Wirginii przez Saulino, zgodnie z inną dokumentacją stanową.
Po tym jak badacze podzielili się swoimi odkryciami, Google wyrzucił wszystkie aplikacje z kodem szpiegowskim ze swojego sklepu Play. https://www.wsj.com/articles/apps-with-hidden-data-harvesting-software-are-banned-by-google-11649261181?page=1
Tremel powiedziała, że “firma wcześniej związana z Packet Forensics była klientem Measurement Systems w pewnym momencie”, ale nie było żadnych udziałów własnościowych.
Kiedy Reardon i Egelman przyjrzeli się bliżej Vostromowi, odkryli, że zarejestrował on domenę TrustCor.co, która kierowała odwiedzających na główną stronę TrustCor. TrustCor ma tego samego prezesa, przedstawicieli i partnerów spółki holdingowej wymienionych w panamskich rejestrach co Measurement Systems. https://trustcor.com/
Firma o tej samej nazwie, co jedna z firm holdingowych stojących za TrustCor i Measurement Systems – Frigate Bay Holdings, złożyła w marcu tego roku dokumenty o rozwiązanie w sekretariacie stanu w Wyoming, gdzie została utworzona. Dokumenty zostały podpisane przez Saulino, który wymienił swój tytuł jako menedżer. Nie udało się z nim skontaktować celem uzyskania komentarza.
TrustCor wydał ponad 10 000 certyfikatów, wiele z nich dla stron hostowanych u dostawcy usług dynamicznych nazw domen o nazwie No-IP, powiedzieli analitycy. Usługa ta pozwala na hostowanie stron z ciągle zmieniającymi się adresami protokołu internetowego.
Ponieważ root authority jest tak potężny, TrustCor może również dać innym prawo do wydawania certyfikatów.
Certyfikaty dla stron internetowych są publicznie widoczne, więc złe powinny zostać wcześniej czy później ujawnione. Jak dotąd nie było żadnych doniesień o tym, że certyfikaty TrustCor zostały wykorzystane w niewłaściwy sposób, np. poprzez ręczenie za strony internetowe oszustów. Badacze spekulowali, że system jest wykorzystywany tylko przeciwko celom o wysokiej wartości w krótkich oknach czasowych. Osoba zaznajomiona z operacjami Packet Forensics potwierdziła, że w rzeczywistości tak właśnie był on wykorzystywany.
“Mają tę pozycję ostatecznego zaufania, gdzie mogą wydawać klucze szyfrujące dla każdej dowolnej strony internetowej i każdego adresu e-mail” – powiedział Egelman. “To przerażające, że robi to jakaś podejrzana prywatna firma”.
Strona dotycząca kierownictwa spółki TrustCor wymienia zaledwie dwóch mężczyzn, zidentyfikowanych jako współzałożyciele. Chociaż ta strona tego nie mówi, jeden z nich zmarł miesiące temu, a drugi profil LinkedIn mówi, że odszedł jako główny oficer technologiczny w 2019 roku. Ten człowiek odmówił komentarza.
Strona internetowa wymienia numer telefonu kontaktowego w Panamie, który został odłączony, i jeden w Toronto, gdzie wiadomość nie została zwrócona po ponad tygodniu. Formularz kontaktowy e-mail na stronie nie działa. Fizyczny adres w Toronto, podany w raporcie audytora, 371 Front St. West, jest punktem odbioru poczty UPS Store.
TrustCor wprowadza kolejną warstwę tajemniczości za sprawą swojej zewnętrznej firmy audytorskiej. Zamiast skorzystać z usług dużej firmy księgowej, która ocenia bezpieczeństwo firm zajmujących się infrastrukturą internetową, TrustCor wybrał firmę o nazwie Princeton Audit Group, która podaje swój adres jako dom mieszkalny w Princeton, N.J.
W komentarzach we wtorek do listy e-mailowej dla deweloperów Mozilli, dyrektor wykonawczy TrustCor – Rachel McPherson powiedziała, że jej firma padła ofiarą złożonych ataków, które objęły rejestrację firm o nazwach podobnych do nazwisk jej udziałowców, być może w celu ułatwienia zorganizowania jakiegoś ataku phishingowego. Powiedziała, że będzie badać, dlaczego niektóre osoby zostały wymienione jako funkcjonariusze.
Oprócz kompetencji certyfikatów TrustCor, firma oferuje to, co rzekomo ma być end-to-end szyfrowany e-mail, MsgSafe.io. Ale badacze powiedzieli, że e-mail nie jest zaszyfrowany i może być odczytany przez firmę, która wprowadziła go do różnych grup obawiających się nadzoru. https://www.msgsafe.io/
MsgSafe wychwalał swoje bezpieczeństwo wśród różnych potencjalnych klientów, w tym zwolenników Trumpa zdenerwowanych tym, że Parler został porzucony przez sklepy z aplikacjami w styczniu 2021 roku, a także przed użytkownikami szyfrowanej usługi pocztowej Tutanota, którzy zostali zablokowani przy logowaniu się do usług Microsoftu. https://twitter.com/msgsafeio/status/1349472528364949508
“Stwórz swoją darmową, szyfrowaną pocztę end-to-end już dziś z ponad 40 domenami do wyboru, które gwarantują współpracę z Microsoft Teams” – zatweetowała firma w sierpniu. https://twitter.com/msgsafeio/status/1556707976311934976
Reardon wysłał próbne wiadomości przez MsgSafe, które okazały się niezaszyfrowane podczas transmisji, co oznacza, że MsgSafe mógł je czytać do woli. Egelman przeprowadził ten sam test z takim samym wynikiem.
Jon Callas, ekspert ds. kryptografii w Electronic Frontier Foundation, również przetestował system na prośbę The Post i powiedział, że MsgSafe wygenerował i przechowywał klucz prywatny dla jego konta, tak że mógł odszyfrować wszystko, co wysłał. “Klucz prywatny musi znajdować się pod kontrolą danej osoby, aby był end-to-end” – wyjaśnił Callas.
Packet Forensics po raz pierwszy zwrócił uwagę rzeczników prywatności kilkanaście lat temu.
W roku 2010, badacz Chris Soghoian wziął udział w konferencji branżowej zwanej Wiretapper’s Ball i otrzymał broszurę Packet Forensics skierowaną do klientów z branży organów ścigania i agencji wywiadowczych.
Broszura dotyczyła sprzętu, który miał pomóc nabywcom w odczytywaniu ruchu internetowego, który strony uważały za bezpieczny. Choć nie był.
“Komunikacja IP dyktuje potrzebę badania ruchu szyfrowanego na życzenie” – czytamy w broszurze, zgodnie z raportem w Wired, który cytuje Saulino jako rzecznika Packet Forensics. “Twoi śledczy będą zbierać najcenniejsze dowody, podczas gdy użytkownicy będą się łudzić fałszywym poczuciem bezpieczeństwa, jakie daje szyfrowanie stron internetowych, poczty elektronicznej lub VOIP” – czytamy w broszurze. https://www.wired.com/2010/03/packet-forensics/
Broszura informowała klientów, że mogą użyć klucza deszyfrującego dostarczonego przez nakaz sądowy lub “klucza podobnego”.
Badacze uważali wówczas, że najprawdopodobniej skrzynka była używana przy użyciu certyfikatu wydanego przez urząd za pieniądze lub na podstawie nakazu sądowego, który miałby gwarantować prawdziwość witryny komunikacyjnej impostora.
Nie wywnioskowali, że cały urząd certyfikacji sam w sobie może być zdyskredytowany.
Otrzymanie tytułu zaufanego urzędu certyfikacji wymaga czasu i pieniędzy na infrastrukturę oraz na audyt, którego wymagają przeglądarki – mówią eksperci.
Każda przeglądarka ma nieco inne wymagania. Jak chodzi o Firefoxa Mozilli, proces trwa dwa lata i obejmuje crowdsourcing i bezpośrednią weryfikację, a także audyt. https://wiki.mozilla.org/CA/Application_Process
Ale wszystko to skupia się zazwyczaj na formalnych oświadczeniach dotyczących działań technologicznych, a nie na sekretach dotyczących własności i zamiarów. Osoba zaznajomiona z Packet Forensics powiedziała, że duże firmy technologiczne prawdopodobnie były nieświadomymi uczestnikami spektaklu TrustCor: “Większość ludzi nie zwraca na to uwagi”.
“Mając wystarczająco dużo pieniędzy, ty lub ja możemy stać się zaufanym głównym urzędem certyfikacji” – powiedział Daniel Schwalbe, wiceprezes ds. technologii w firmie śledzącej dane internetowe DomainTools.
Mozilla uznaje obecnie 169 urzędów certyfikacji, w tym trzy z TrustCor.
Przypadek sprawia, że problemy z takim systemem, w którym najważniejsze firmy technologiczne obdarzają zaufaniem strony trzecie posiadające własne agendy, nabierają nowego znaczenia.
“Nie można uruchomić zaufania, musi ono skądś pochodzić” – powiedział Reardon. “Centralne urzędy certyfikacji są jądrem zaufania, na którym to wszystko jest zbudowane. A to zawsze będzie chwiejne, bo zawsze będzie angażować ludzi, gremia i procesy podejmowania decyzji.” (…) https://www.washingtonpost.com/technology/2022/11/08/trustcor-internet-addresses-government-connections/ https://www.techtarget.com/searchsecurity/news/252527914/Mozilla-Microsoft-drop-Trustcor-as-root-certificate-authority
Dr Martyka OSTRO o skutkach polityki covidowej: Nikt nie odpowiedział za nadmiarowe zgony !
Dr Martyka OSTRO o skutkach polityki covidowej: Dzisiaj jestem oskarżany, a nikt nie odpowiedział za nadmiarowe zgony!
Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Krakowie Anna Kot złożyła wniosek o ukaranie dr. Zbigniewa Martyki. Lekarz został wezwany przed krakowski Sąd Lekarski w charakterze obwinionego. Rozprawa odbędzie się 19 grudnia.
Postępowanie przed Sądem Lekarskim zostało wszczęte w związku z donosem, jaki złożył na lekarza Michał Biedziuk.
Na swojej stronie dr Martyka opublikował także wniosek o ukaranie złożony w marcu 2022 r. przez Annę Kot, Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej w Krakowie, organ Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie.
Czytamy w nim, że Zbigniew Martyka jest obwiniony o to, że „w okresie pomiędzy 8 września 2020 r. a 5 grudnia 2021 r. publicznie propagowały postawy antyzdrowotne poprzez publikację własnych poglądów i wypowiedzi niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną”. W „zarzutach” wymieniono sześć takich wypowiedzi. Do każdej z nich odniósł się na swojej stronie dr Martyka.
„W dniu 8 września 2020 roku udostępniłem wywiad z dnia 15 czerwca 2020 roku, w którym kwestionowałem zasadność stosowania masek ochronnych w ramach przeciwdziałania pandemii Covid-19, oraz zasadność testowania w kierunku zakażenia wirusem Sars-Cov-2” – napisał.
„Dzisiaj wiemy, że skuteczność masek nie została potwierdzona nigdzie na świecie – poza Bangladeszem. Jednakże nawet tam (chodzi o badanie Abaluck 2021) nie jest to jednoznaczne – wg analizy dr Denica Rancourta (o wskaźniku Hirscha 39) jest to badanie wadliwe i nie powinno być brane pod uwagę w decyzjach dotyczących zdrowia publicznego. Na dzień dzisiejszy znanych mi jest 16 badań RCT, które oceniają skuteczność stosowania masek w zapobieganiu zakażeniom wirusami układu oddechowego – 14 z nich wykazuje, że maski nie działają” – wskazał lekarz.
Dr Martyka zaznaczył również, że testy PCR, powszechnie stosowane, „mogą jedynie wykryć obecność wirusa Sars-Cov-2, natomiast w żadnym razie nie określą, czy infekcja spowodowana jest tymże wirusem, czy też jakimkolwiek innym z pokaźnej grupy patogenów górnych dróg oddechowych”.
„Poza tym osoby z ostrą infekcją górnych dróg oddechowych powinny mieć niezwłocznie udzieloną pomoc medyczną w celu przeciwdziałania nadkażeniu bakteryjnemu i gwałtownemu pogorszeniu stanu zdrowia – niezależnie od przyczyny infekcji (czy też wyniku testu) – i o to apelowałem od samego początku. Takie postępowanie pomogłoby nam uratować 200 000 osób!” – dodał.
„Tymczasem dzisiaj jestem oskarżany o kwestionowanie powszechnego testowania, natomiast nikt nie odpowiedział za nadmiarowe zgony spowodowane właśnie tą błędną polityką” – skwitował lekarz.
Cały tekst można przeczytać TUTAJ.
„Generalna Gubernia Plus”. To nie jest teoria spiskowa. Dokumenty są powszechnie znane.
„Generalna Gubernia Plus”. To nie jest żadna teoria spiskowa. Dokumenty są powszechnie znane.
https://nczas.com/2022/12/06/michalkiewicz-to-nie-jest-zadna-teoria-spiskowa-dokumenty-sa-powszechnie-znane-video/
To nie jest żadna teoria spiskowa, to są dokumenty powszechnie znane – komentuje publicysta Stanisław Michalkiewicz projekt potocznie nazwany „Generalna Gubernia Plus”.
Działania premiera Mateusza Morawieckiego wobec Unii Europejskiej, zdominowanej przez Niemcy, można zdefiniować krótko: całkowite poddaństwo. Morawiecki przyjmuje i wykonuje wszystkie rozkazy, jakie przychodzą do niego z Berlina, udając jednocześnie, że prowadzi z UE wojnę w obszarze sprawiedliwości i generalnie to nie odda żadnego guzika.
Niemcy jednocześnie chcą z UE zrobić państwo federalne, w którym mieliby przewodzić. Polska miałaby w tym całym układzie niewiele do gadania.
Czy właśnie w tym kierunku wszystko zmierza? O tym na kanale Sommer 12 dyskutowali redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer i Stanisław Michalkiewicz.
– Traktat Lizboński jak najbardziej obowiązuje. Co więcej, jest twórczo rozwijany przez orzecznictwo Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Co do tego nie ma wątpliwości – w jakim kierunku to zmierza. „Kropką na i” jest umowa koalicyjna trzech partii tworzących aktualny rząd niemiecki. Jest wpisane expressis verbis, że Unia Europejska ma być państwem o strukturze federalnej – mówił Michalkiewicz.
– To nie jest żadna teoria spiskowa, to są dokumenty powszechnie znane – podkreślił.
Sommer zwrócił uwagę, że na tej samej zasadzie Kaczyński z Morawieckim mogą zrobić zjazd w Gorzowie Wielkopolskim i podpisać akt koalicyjny, który będzie temu [„Generalna Gubernia Plus”] przeczył.
– Premier Morawiecki, razem z naczelnikiem państwa i całym Sejmem, mogą uchwalić dekrety nawet przeciwko trzęsieniu ziemi – powiedział ironicznie Michalkiewicz.
– Ale dopóki nie wypowiedzą tamtych traktatów, to one obowiązują. To jest elementarz stosunków międzynarodowych. Owszem, bywają takie sytuacje, że traktat przestaje obowiązywać. W tym jednak przypadku, żaden z tych traktatów – z Maastricht i Lizboński – nie przestał obowiązywać. W związku z tym opowieści dziwnej treści, że nasi politycy uchwalą, że wszyscy mają być bogaci, zdrowi, piękni i młodzi… owszem, mogą to uchwalić. Ale żadnych stanów faktycznych przez głosowania ustalić nie można – podkreślił Michalkiewicz.
Cała rozmowa dostępna poniżej oraz na kanale Sommer 12.
Więcej o projekcie potocznie nazwanym „Generalna Gubernia Plus” można także przeczytać w najnowszym numerze „Najwyższego Czasu!”. Wydanie papierowe dostępne w salonach prasowych, a elektroniczne w Bibliotece Wolności pod tym linkiem.
Św. Mikołaj argumentuje: – Dał w mordę Ariuszowi, heretykowi.
Św. Mikołaj argumentuje: – dał w mordę Ariuszowi, heretykowi.
„Dał z liścia” heretykowi. Gdzie podziali się biskupi podobni do św. Mikołaja?
#Ariusz #herezja #św. Mikołaj Filip Adamus https://pch24.pl/dal-z-liscia-heretykowi-gdzie-podziali-sie-biskupi-podobni-do-sw-mikolaja/
Według znanej każdemu dziecku opowiastki św. Mikołaj rozdaje prezenty tym, którzy wykazali się posłuszeństwem wobec rodziców, krnąbrnym zaś podrzuca „rózgę”. Tak jak dobroczynność istotnie wpisana była w życie biskupa Mirry, tak i aspekt dyscyplinarny nie wziął się znikąd. Na własnej skórze przekonał się o tym Ariusz, twórca i główny promotor herezji chrystologicznej, nazwanej potem od jego imienia „Arianizmem”, którego hierarcha „poczęstował” ciosem w twarz. W dzisiejszym Kościele próżno oczekiwać podobnych postaw – a zamiast troski o czystość wiary następcy apostołów reklamują „dialog” i „towarzyszenie” promotorom błędów.
Według przekonań Ariusza i jego popleczników, Chrystus nie posiada natury boskiej – został stworzony przez Boga Ojca w czasie, a także nie dorównuje Mu majestatem. Poglądy te, stojące w rażącej sprzeczności z katolicką doktryną o Trójcy Świętej, zaczęły w IV wieku zyskiwać na popularności – domagając się odpowiedzi ze strony hierarchów, jak również i wiernych stojących po stornie ortodoksji.
Ówczesny biskup Mirry (obecnie tureckiego Demre) był jednym z tych, którzy nie zamierzali milczeć wobec rozpowszechnianych błędów. Wstrząśnięty bluźnierczymi twierdzeniami aleksandryjskiego teologa hierarcha zaprotestował wobec nich spektakularnym i jednoznacznym, choć mało konwencjonalnym, szczególnie w dysputach teologicznych, protestem. Według podań obaj duchowni spotkali się podczas obrad Soboru Nicejskiego I, na którym przywódcy całego świata chrześcijańskiego potępili poglądy Ariusza – Mikołaj miał wykorzystać tę okazję i zbliżywszy się do heretyka, spoliczkować go. Legenda mówi, że w odpowiedzi dysydencki teolog podniósł rękę na biskupa i uderzeniem w twarz złamał szczękę świętego.
Do czasów ekumenizmu, wspólnego obchodzenia rocznic reformacji, spotkań w Asyżu, czy wreszcie „Dni Judaizmu” w Kościele wspomnienie gorliwości Mikołaja pasuje jak… pięść do nosa – a jednak, katolicka tradycja podobny „styl” przejawiała na każdym kroku. Wstręt do nauk odbiegających od zdrowego depozytu w polemikach z błądzącymi Ojcowie Kościoła niejednokrotnie wyrażali w mocnych słowach. Epitety „bezbożny”, „obrzydliwy”, „bezecny” nieodmiennie łącząc z różnymi heretyckimi nurtami, czy imionami ich głównych promotorów. Z podobnego języka względem wrogów czystej doktryny zasłynął między innymi wielki tłumacz – twórca „Wulgaty” i Ojciec Kościoła – Święty Hieronim.
Za gestami i słowami oburzenia, jakie w chrześcijanach pierwszych wieków naturalnie budziły „nowinki”, stały realne wysiłki i ciężka praca, jaką apologeci podejmowali, by zdławić rozprzestrzenianie się mniemań wypaczających depozyt wiary. Danie odporu heretykom było priorytetem dla znakomitej części Ojców Kościoła i doktorów: Augustyn wadził się z Ariuszem, Manichejczykami i Donatyzmem. Hieronim bronił kultu Matki Bożej, inni stawali naprzeciwko kolejnym błędom antytrynitarzy… Ale tak dla Hilarego z Poitiers, jak dla Ireneusza z Lyonu, czy Atanazego z Aleksandrii walka z wypaczonymi opiniami teologicznymi była bezsprzecznie sprawą pierwszej wagi.
W kolejnych wiekach chrześcijaństwa Kościół zinstytucjonalizował podobne postawy, tworząc Świętą Inkwizycję, czy dopisując potencjalne szkodliwe dla wiernych treści do indeksu Ksiąg Zakazanych… Dziś zarówno po nich, jak i po spoliczkowaniu Ariusza, zostały wyłącznie blade wspomnienia – wspomnienia niewygodne, za które wciąż kościelni przywódcy chcą usilnie „przepraszać”.
Zamiast ducha św. Mikołaja wśród eklezjalnych elit krąży tolerancja dla heretyckich opinii, przyjmowanych z entuzjazmem jako przejaw „dialogu”, czy „pluralizmu”. My, Polacy, najbardziej skrajne przykłady mamy tuż za zachodnią granicą, gdzie niekanoniczna zbieranina nazywana „Drogą Synodalną” stara się przewrócić do góry nogami katolicką moralność i sakramentologię.
Poza zorganizowanymi grupami modernistów zza Odry w samym sercu Mistycznego Ciała Chrystusa pełno dziś gorszycieli, pokroju chociażby agitatora lobby LGBT, amerykańskiego jezuity Jamesa Martina, obecnie cieszącego się urzędem w Watykanie… Podział między wiernymi jest większy, niż kiedykolwiek, brakuje dyscypliny doktrynalnej – miast „jednego serca i ducha” wielu katolików zaczyna poszukiwać „innej Ewangelii”. Dla każdego obserwatora, cechującego się choć minimalną trzeźwością osądu, przemiany te widoczne są gołym okiem. A jednak… reakcji następców apostołów coraz bardziej zagubieni wierni wyczekują na próżno. Gdzie się podziali tamci biskupi? – ciśnie się na usta smętne pytanie- parafraza znanej piosenki.
Co różni współczesnych i biskupa z Mirry, który spotkawszy głosiciela tez podważających boską godność Chrystusa nie wstrzymał się z rękoczynami? Więcej niż wiele zdaje się wyjaśniać zawołanie proroka Eliasza: „Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana, Boga Zastępów”.
Dziś miłość do Boga, wyrażona chęcią oddawaniu Mu czci nie cieszy się ani powszechnością, ani aprobatą duchowych autorytetów. Wszystko w praktyce Kościoła coraz częściej obliczane jest na człowieka, jego korzyść, dobrobyt – a ostatnio nawet już samopoczucie i opinie. Gdy czasem gdzieś w tym antropocentrycznym gąszczu błyśnie hasło „Ad maiorem Dei Gloriam”, brzmi ono jak porzekadło z przeszłych wieków, które mało kto rozumie. Troska o dogmat, czystość nauczanej doktryny, posłuszeństwo Objawieniu – to wszystko co streszczają Eliaszowe słowa, stają się zatem coraz bardziej odległe i… abstrakcyjne dla współczesnych.
Groźba konfliktu o te uniwersalne i obiektywne wartości dla przesączonych antropocentryczną narracją i kulturą duchownych to dostateczny powód – by zamknąć usta i, nie ryzykując sporów, zająć się rzekomo – bardziej „praktycznym” budowaniem bezstresowego współżycia z innymi. „Troska o wspólny dom” i plany zeroemisyjności Bazyliki Piotrowej nie zrealizują się przecież same, a kto z międzynarodowych gremiów zechce współpracować z papiestwem, które jednoznacznie stanie na straży katolickiej doktryny i moralności?
Miłosne zauroczenie. Knowania i spiski. WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (18)
Andrzej Juliusz Sarwa
WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (18)
Miłosne zauroczenie
– A ja powiadam, że nie!
Jerzy stał ze spuszczoną głową i zaciśniętymi pięściami.
– Jeśli nie, to nie. Sam sobie poradzę.
– Niby jak?
– Sprzedam swoje dobra w Sandomierskiem i ucieknę z Kasią tam, gdzie nas nikt nie zna.
– Zwariował chłopak. Ze szczętem zwariował! Ledwie szesnasty rok skończyłeś, wąs ci się jeszcze nie sypnął, a już się chcesz żenić? I to z kim? Z chłopką? Młodą masz krew, gorącą, ale ochłódnie. Gwarantuję ci, że ochłódnie!
Pani Anastazja zaczęła płakać.
– Na stare lata nas porzucisz? A swoje potomstwo chcesz schłopić? Majętności utracić? Myślisz, że jak uciekniesz, to się przed ludźmi schowasz? Kiedyś ktoś i tak cię znajdzie i wszystko na wierzch wywlecze. Siebie skrzywdzisz, Kasię skrzywdzisz i potomstwo wasze, jeśli będziecie je mieć, też skrzywdzisz. O to ci chodzi?
– Ale ja ją kocham! Ja bym życie za nią oddał.
– My w to nie wątpimy, ale czy chociaż ona wie o tym?
– Ona też mnie kocha…
– Hm…
– Ucieknę na Dzikie Pola! – odgrażał się Jur.
– Sam, czy z nią? Jeśli sam, to szczęśliwej drogi, już cię tam mołojcy wyedukują! Młodyś, gładki niczym panna, to przerobią cię na dziewkę. Bo oni tam żadnych kobiet nie tolerują. To sodomici. A jeśli z nią, to najpierw jej gardło poderżną, a potem…
Jerzy nie dosłuchał już tego do końca, trzasnął drzwiami i wybiegł na dwór.
– Konia! – wrzasnął, a kiedy mu go podstawiono, wskoczył na grzbiet i ruszył niczym oszalały! Hen, przed siebie! Gnał i gnał, aż koń w końcu zaczął robić bokami. Wtedy dopiero ochłonął, zatrzymał wierzchowca i puścił go wolno na trawę, a sam położył się pod powykręcaną przez czas i wiatr stareńką sosną przydrożną i zapatrzył w niebo, w obłoki układające się w najniezywklejsze kształty…
Chyba przysnął. Na pewno przysnął i nawiedził go niebywale cudny majak, tak, że kiedy się ocknął, cały żal, cały ból, cała wściekłość od niego odeszły. Smutek tylko pozostał. Cichy smutek, kąśliwy.
Powoluśku, nie poganiając konia, przyczłapał do dworu, ale nie chciał się widzieć z opiekunami, więc zaszył się w swoich czterech ścianach…
Powoli zaczęło zmierzchać. Od pól niosło się jeszcze cykanie polnych koników. Po niebie, które zakwitało zorzami, śmigały ostatnie jaskółki, gdzieś, z oddali, spośród listowia rosochatych wierzb dobiegał przenikliwy i głośny świergot wróbli, które, jak co dnia o tej porze, odprawiały ptasie nieszpory, chwaląc Boga na swój sposób…
Knowania i spiski
Pan Czerenowski wpatrywał się w twarz doktora Cadavera Illuminatusa z nadzieją, ale i z niepewnością. Ten ostatni zaś skubał bródkę i myślał…
– Cóż mam rzec, waszmości?… To i owo przyszło mi do głowy, lecz nie wiem, czy pójdziecie państwo na to…
– No, cóż takiego? Mówże, mów, doktorze!
– Skoro ojciec, nie-ojciec, dziewkę przegnał, a waszym sercom jest bliska i jakoś byście jej chcieli życie ułożyć, to…
– To?… – zawołali jednocześnie pani Anastazja i Krzysztof, nieomal podrywając się z krzeseł.
– To dajcie jej przyzwoity posag i zamknijcie w klasztorze.
– Et! A toś pan nawymyślał. Tyle to i mnie samemu najsampierw przyszło do głowy. Nic by owo nie dało, Jerzy by ją wykradł i czmychnął Bóg wie gdzie. Ich oboje byśmy wtenczas stracili, a oni sami, jakie by mieli życie? No jakie?
– Mam tedy inny jeszcze pomysł. Ale już niezbyt ani czysty, ani też uczciwy.
– No? Mówcież doktorze. Byle on tylko nikogo nie ukrzywdził, to całkiem legalny być nie musi.
– Ale na to potrzeba i pieniędzy i czasu.
– No, dalej! Nie trzymajcie w niepewności!
Cadaver odchrząknął i jął snuć opowieść:
– Kiedym jeszcze mieszkał we Francji, nieobcy mi byli ludzie z najwyższych sfer. Poznałem wielu – i królów i książąt krwi, i zwykłych diuków i hrabiów… Bogaczy i nędzarzy. I mędrców i… głupków. Tak, tak, nie przesłyszeliście się wielmożni państwo. Można być hrabią z rodowodem sięgającym Merowingów, a w sakiewce nie mieć ani dudka, w głowie zaś trociny.
Któregoś razu poznałem takiego jednego. Zwał się Sancho d’Urgel y d’Osona. Hrabia… Przynajmniej za takiego się podawał, chociaż to jego hrabiostwo wywoływało uśmiech na twarzach arystokratów, bo wyglądem raczej przypominał proszalnego dziada, niż wysoko urodzonego potomka możnowładców. Szlachectwa mu jednakowoż nie odmawiano ani starożytności rodu nie przeczono, a i hrabią też tytułowano. Sam twierdził, że wywodzi się od Borrella I, hrabiego Urgell i Osony. Zamek miał – jak twierdził – zacny, w Pirenejach, do którego kiedyś mnie nawet zaprosił.
Pojechałem, bom ciekawy świata, a zobaczyć gniazdo tak starodawne, to też była nie lada pokusa. A może księgi bym tam jakie starożytne znalazł? Kto wie? Księgi… właśnie… księgi… te mnie najbardziej interesowały…
Kiedym dotarł wreszcie na miejsce, wysoko, na szczycie jednej z gór, wypatrzyłem jakieś rozwaliska z jedną tylko w dobrym stanie utrzymaną wieżą. To była cała siedziba – owa wieża – hrabiego.
Z trudem wspiąłem się stromą ścieżką i zakołatałem do drzwi. Otworzył mi sam pan na włościach i wyraźnie ucieszony moim widokiem, zaprosił gestem do środka. Akurat wieczerzał. A wieczerzał wystawnie! Na sosnowym stole zbitym z surowych tarcic, stały dwa wytarte talerze. Na jednym widać było kupkę koziego twarogu, na drugim parę kromek owsianego chleba i gliniany dzbanek, w którym, jakżem się później przekonał, na popitkę była serwatka.
Wyciągnął z jakiejś skrzyni i dla mnie gliniany, glazurowany na zielono talerz, nieco tylko wyszczerbiony oraz porysowany, po czym zaprosił, bym mu towarzyszył w wieczerzy.
Głodny byłem tak bardzo, że zjadłbym konia z kopytami, więc nie odmówiłem, chociaż za jadło zabrałem się ze sporym obrzydzeniem.
Po kolacji pan hrabia jął mnie zabawiać rozmową, opowiadając dzieje swego rodu, co mnie raczej średnio interesowało, bom z grubsza już się z nimi zaznajomił, nimem tu przybył. Ale wreszcie doszedł do sedna.
– Posłuchaj doktorze – rzekł – Jestem już ostatni z d’Urgel y d’Osonów, dziedzica nie mam, nawet i z nieprawego łoża. Ty zaś jako człek światowy, znający tego i owego, może byś zechciał mnie wspomóc?
– A w jakiż to sposób?
– Znajdź mi jakąś młodą a ładną, biedną niczym mysz kościelna szlachcianeczkę – byle krwi absolutnie błękitnej, bez najmniejszych nawet domieszek szczurzej – i zeswataj mnie ze mną. Chciałbym jeszcze zanim zamknę oczy, zobaczyć swojego następcę na tym zamku.
– Wybaczcie, panie hrabio, ale któraż was zechce? Ile macie, monsieur le comte, lat?
– Na świętego Marcina skończę osiemdziesiąt jeden.
– I jeszcze niewiasty się wam zachciewa? To coście robili przez całe życie?
– At! Jakoś mnie do niewiast nie ciągnęło, ale jeszcze jest czas. Uwierzcie doktorze, iżem sprawny… w tej kwestii… że tak to określę…
– Ale która was zechce? Ani urody, ani majątku?…
– O to się nie trap. Dziewkę mi tylko naraj. Jeden warunek – ma to być szlachcianka, która swego szlachectwa dowieść potrafi, co najmniej od czasów św. Ludwika! Inaczej wszystko by było na nic.
Pomyślałem sobie, a co mi szkodzi? Znałem jedną taką, co to choć gorzej żyła niż niejedna chłopka, to aspiracje miała, że ho, ho! A nuż warto spróbować?
– No dobrze, panie hrabio, przyszła mi na myśl pewna osóbka, ale bym musiał wracać do Paryża. Za to jednak, czy da się przekonać do mariażu, to już nie ręczę.
– To zrozumiałe. Powiedzcie tylko czy ładna.
– Ładna? Mało powiedziane. Śliczna niczym anioł. Blondynka, oczy chabrowe. Szyja biała. Cudo!
– A ile ma lat?
– Nie więcej niż dwadzieścia trzy, no, może cztery.
– O! To dla mnie w sam raz!
Hrabia dźwignął się zza stołu, pogrzebał w kieszeni i wyciągnąwszy z niej kilka złotych monet, wręczył mi je.
– To na koszta.
A ja ze zdumienia aż zaniemówiłem. Owo złoto do koziej serwatki nijak nie przystawało. Stary nie był nędzarzem, ale raczej kutwą. Zatem warto było zaryzykować i wdać się w tę intrygę.
Nie zwlekając, ruszyłem tedy w drogę powrotną do Paryża i tam odwiedziłem ową szlachcianeczkę, sierotkę, której kazałem zabrać ze sobą metrykę chrztu i zgodę wuja, jej prawnego opiekuna, na małżeństwo. Wuj przeszkód nie czynił, przy omszałej butelce starego calvadosu, jednej, drugiej, trzeciej, a gdym mu jeszcze wcisnął w rękę parę srebrnych monet, podpisał dokument, który żem mu podsunął, a miejscowy pleban, również dobrze w czubie mający, swoim podpisem i pieczęcią parafialną ową zgodę potwierdził.
Ruszyliśmy w drogę. Narzeczona per procura, nie mogła się już tego ślubu doczekać, bo choć może i późniejsze jej hrabiostwo, w zestawieniu z najpierwszymi rodami w kraju, liche by było, to jednak wchodziła do bardzo zacnego i niezwykle starożytnego rodu, co też się przecie liczyło. To zamęście traktowała jako swego rodzaju kapitał na przyszłość, a może i trampolinę, aby skoczyć wyżej, nie sądziła bowiem, że narzeczony pociągnie dłużej niż rok-dwa, no w najczarniejszych snach może dobić do pięciu.
Czasem jednak można się w życiu przeliczyć, a plany niekoniecznie się spełniają.
Gdyśmy dotarli do zamku w górach, hrabia, ujrzawszy narzeczoną, uradował się niezmiernie i zarządził, iż ślub się odbędzie niezwłocznie. Posłał tedy swego zaufanego plebana do biskupa, iżby ów dał dyspensę od zapowiedzi. Pewnie sypnął groszem, bo pasterz diecezji trudności nie czynił najmniejszych.
Nadszedł wreszcie i czas ożenku. Była to niedziela. Ślub miał być skromny, bez jakiejś wielkiej pompy, ale jawny, zawierany nie w ukryciu, w górskim zamku, lecz w kościele parafialnym, aby świadków tego wydarzenia zebrało się jak najwięcej.
Ponieważ była to sensacja nie lada, z tych, które się jeszcze po latach wspomina, do kościoła naszło się ludzi z całej okolicy, a i z odleglejszych stron także.
Ledwo przebrzmiały organy, ledwo państwo młodzi, a przynajmniej w połowie młodzi, złożyli przysięgę małżeńską, hrabia wraz ze swą oblubienicą czym prędzej udali się do zrujnowanego zamczyska. Udałem się i ja wraz z nimi, czując się i zaproszony i w obowiązku. Jeślim oczekiwał jakiegokolwiek przyjęcia weselnego, tom się srodze omylił. Po skromnym obiadku, składającym się z odrobiny owsianego chleba, połówki pulardy i ćwierci dzbanka kwaśnego wina na cztery osoby – państwa młodych, mnie i plebana, stary hrabia ujął swoją wybrankę za rękę, pociągnął do izby sypialnej, zatrzasnął drzwi z hukiem i przekręcił wielki klucz w pordzewiałym zamku. Zazgrzytało niemiło i stało się cicho.
Nie na długo bynajmniej. Za czas jakiś spoza zaryglowanych podwoi jęły dobiegać odgłosy miłosnej bitwy. Przeciągały się one niepomiernie. Raz dziennie tylko hrabia uchylał drzwi, a ja mu podawałem nieco strawy, po czym wracał do przerwanej przez głód czynności. Gdzie się państwo młodzi wypróżniali – nie dociekałem, ale, znając francuskie obyczaje, zapewne, gdzie popadło.
Minął tydzień. Cały tydzień. I wtedy dopiero drzwi sypialni rozwarły się na oścież.
Pierwszy wyszedł stary hrabia. Wyglądał na zadowolonego. Mimo podeszłego wieku i minę miał dziarską i chód sprężysty, natomiast jego młoda żona ledwo się wlokła za nim. Skulona w sobie, o poszarzałej cerze, wyglądała na straszliwie zmęczoną i sponiewieraną.
Hrabia – bo jak wiadomo, nie miał on żadnej służby – osobiście zakrzątnął się koło kolacji, tym samym mnie uwalniając od tego przykrego obowiązku. Chciałem mu co prawda służyć pomocą, ale odpędził mnie gestem dłoni niczym niesforną muchę. Wolał sam mieć kontrolę nad spiżarnią, z wrodzonego skąpstwa zapewne.
Nie myliłem się, na stole postawił dwa talerze, na jeden nałożył kupkę koziego twarogu, na drugi zaś cztery kromki owsianego chleba i gliniany dzbanek, w którym, jakże by inaczej, na popitkę była serwatka.
Potem wydobył ze skrzyni kolejne dwa talerze i stawiając je przed nami, zaprosił, abyśmy wieczerzali, życząc nam smacznego. Sam nie jadł, nie wiedzieć czemu. Pani hrabina dodatkowo dostała pół kubka wina, bo, jak hrabia domniemywał, mogła być już przy nadziei, toteż trzeba było odżywiać ją lepiej.
Hrabina na ten skromniuchny wikt rzuciła się – nie przesadzam, tak to określając – z wielką łapczywością. Zdawało mi się, że pochłonie nie tylko chleb i twaróg, ale i samą cynową łyżkę takoż.
A potem dni płynęły monotonne, podobne jeden do drugiego, w dziczy gdzie łatwiej było wypatrzeć wilka niż człowieka.
Hrabina każdego dnia po wielokroć błagała męża, aby jeśli już sam nie chce, albo nie czuje takiej potrzeby, przynajmniej jej pozwolił, chociażby raz w tygodniu, w niedzielę wychodzić z zamku do kościoła.
Ale zgody nie dostawała. Minęła resztka lata, jesień ledwie mignęła za dziurawymi oknami, przyszła zima z okrutnymi śniegami, a myśmy tkwili zawieszeni w tej pirenejskiej głuszy między niebem i ziemią.
Aha, bom zapomniał dodać, że i mnie hrabia uwięził w tych ruinach, tłumacząc owo tak, że potrzebny mu jest towarzysz do czasu, aż hrabina powije, a z wielkości jej brzucha można było wysnuć domniemanie, że nastąpi to gdzieś w okolicy kwietnia-maja. Nudziłem się setnie, a na kozi ser nie spojrzę już chyba nigdy, do końca życia, już prędzej z głodu zejdę, niż do ust go wezmę. Nudziłem się zatem setnie, com już był powiedział, lecz miałem nadzieję na sowite wynagrodzenie, bo mi je za usługę hrabia przyobiecał, a że miał pieniądze, tylko żył jak dziad, to też już wiedziałem.
Wreszcie nadszedł ów wytęskniony czas rozwiązania. Którejś nocy, nad ranem, pamiętam, jakby to było wczoraj, 28 kwietnia 1575 roku, w sam dzień św. męczennicy Walerii, hrabinie odeszły wody. Wedle moich obliczeń do porodu brakowało jeszcze ponad tydzień, dziesięć dni, ale cóż, człowiek jest omylny. I nie zawsze wszystko da się dokładnie wykalkulować. Nie pomyśleliśmy tedy zawczasu o babce, to znaczy o akuszerce.
Gryząc wargi, doszedłem do wniosku, że nim zejdę do miasteczka, nim znajdę tę akuszerkę, to tu może być krucho. Westchnąłem tedy głęboko, bo już wiedziałem, że to mnie przyjdzie ów poród odbierać. Mówiąc sobie, że odważnym przecie los sprzyja, zająłem się przygotowaniami.
Szczęście było to wielkie, w niecałe bowiem pół godziny po odejściu wód, lekko i nieomal bezboleśnie, hrabina porodziła zdrową – niewiasta by powiedziała śliczną, ja tego nie powiem, bo dla mnie wszystkie noworodki są obrzydliwe – dziewczynkę. Ta wdała się w matkę, bo cerę miała mleczną, a oczka niebieskie, chociaż hrabia smagły był i bardziej przypominał Maura niż męża naszej rasy.
Trzeba było widzieć, jak hrabia się ucieszył, chociaż zapewne wolałby syna, dziedzica nazwiska, to i córka go zadowoliła. W tym wieku zwłaszcza.
Zarządził tedy, że w najbliższą niedzielę dziecko się ochrzci, co też i uczyniono. Uroczyście bardzo, ale same chrzciny wcale nie były wystawniejsze od „uczty” weselnej.
Ja dostąpiłem zaszczytu bycia jednym z trzech ojców chrzestnych, jako że niemałe były moje zasługi w kwestii tych narodzin i tego chrztu także.
Prawdę mówiąc, nie wiedzieć czemu, ale po uroczystości, kiedy inni ruszyli już ku zamkowi, nie czekając na plebana, który miał dołączyć za małą godzinkę, ja zostałem jeszcze i wszedłszy do zakrystii, zażądałem, niby to w imieniu hrabiego, odpisu metryki chrztu małej hrabianki Valérie Catherine Marguerite d’Urgel y d’Osona, który to – nie pytając o nic – ksiądz proboszcz sporządził, opatrzywszy go swoim zamaszystym podpisem i pieczęcią odciśniętą na opłatku.
Podziękowałem, złożyłem dokument starannie i ukryłem go w wewnętrznej kieszeni, za pazuchą.
Skromne chrzciny urządzone dla paru gości upłynęły w milczeniu, bo hrabia nie miał nastroju do konwersacji, potem wszyscy się rozeszli, a myśmy się znów ostali sami, tyle że z dzieckiem.
Najpierw hrabia ze skąpstwa nie chciał brać mamki, ale widocznie coś tam sobie w głowie przekalkulował i ostatecznie ją wziął. Widać było, że z niecierpliwością czeka, kiedy hrabinie zaniknie pokarm. Gdy zaś już to nastąpiło, dopiero zrozumiałem, o co mu tak naprawdę chodziło.
Hrabia bowiem znów ostro zabrał się do roboty, najwidoczniej mając nadzieję, że spłodzi syna. Tym razem jednakże nic z tego nie wychodziło. Mijały miesiące, przebiegł był rok, hrabia zesłabł tak, że ledwie nogami powłóczył i nic. Aż w końcu odpuścił i dał spokój żonie.
Pewnego wczesnoletniego wieczora, gdyśmy wieczerzali, pan resztek zamczyska tak przemówił:
– Widzę, że Bóg nie pobłogosławił moim zamierzeniom. Bądź wola Jego. Synem i spadkobiercą nazwiska mnie nie obdarował, a z córki żadnego pożytku mieć nie będę. Siedzicie mi tu na karku, niedługo będzie pewnie dwa lata, i tylko mnie męczycie. Co byście powiedzieli, gdybym dał ci, pani żono, jakiś kapitalik na utrzymanie ciebie i dziecka i ruszaj stąd czym prędzej, gdzie tam tylko chcesz?
Hrabina, słysząc te słowa, omal nie popłakała się ze szczęścia i zakrzyknęła z radością:
– Och! Z największą przyjemnością opuszczę te rozwaliny, mój ty panie mężu! Mogę w drogę wyruszyć choćby i jutro!
– To i dobrze, ale pod warunkiem, że zrzekniesz się wszelkich praw do dziedziczenia po mnie czegokolwiek, z wyjątkiem nazwiska.
Nie wiedziała biedaczka, że dziad był bogaty niczym Krezus, dlatego bez wahania spełniła to jego żądanie i podpisała stosowny dokument, jaki jej podsunął.
– Ale powiedz mi, czy nasza córka także nie będzie po tobie dziedziczyć? Tych ruin, stada kóz i kozich pastwisk? A masz jeszcze parę glinianych talerzy w skrzyni i kilka cynowych łyżek, ich też nie? – zapytała ze zgryźliwą ironią w głosie.
– A! Tego to ja dziś jeszcze nie wiem. Potrzebuję czasu, iżby rzecz ową przemyśleć.
Ja siedziałem cicho, do rozmowy się nie wtrącając, myślałem bowiem sobie, że może nadejść kiedyś taki dzień, iż tę swoją wiedzę będę mógł jakoś chytrze spożytkować. A jak nie przyjdzie, to i trudno. Tak czy siak, lepiej mówić mniej, niż za dużo.
Następnego ranka spakowaliśmy manatki i ruszyliśmy z hrabiną i jej dzieciątkiem w stronę Paryża.
Ale nie miała nieboga szczęścia. Zaspokojona niezbyt wielką kwotą, przemyśliwała jakby tu sobie dalsze życie urządzić, kiedy spadło na nią nieszczęście. Otóż dzieciątko zachorowało. Na krup1. No i tenże krup dzieciątko udusił.
Pochowaliśmy dziewczynkę na jakimś wiejskim cmentarzyku, nawet nie pomnę już nazwy owej miejscowości i nasze drogi się rozeszły. Ja postanowiłem wrócić do Paryża, hrabina zaś, z tą niezbyt obfitą garścią grosza od męża, zapragnęła poszukać szczęścia w Nowym Świecie.
Zatem rozstaliśmy się i nasze drogi nigdy się już nie skrzyżowały. Czy dotarła do Nowej Hiszpanii? Nie wiadomo. Tak w ogóle, to nic nie wiadomo. W Paryżu nigdy się już bowiem nie pojawiła, a rodzina nigdy nie powzięła o niej żadnej wiadomości.
Ot i cała historia…
– Bardzo ona interesująca, doktorze, tylko co to ma wspólnego z naszą bolączką? – ozwała się pani Anastazja.
– Otóż ma! – odrzekł jej Cadaver.
– Nie pojmuję… – pan Krzysztof zrobił mocno zdziwioną minę.
Wtenczas Illuminatus przeprosiwszy gospodarzy na chwilę, udał się do swojej izdebki i wrócił z kartą welinową złożoną we czworo. Po czym wręczył ja panu Czerenowskiemu ze słowami:
– Proszę, niechże waszmość pan czyta.
Pan Czerenowski wziął dokument do ręki, rozpostarł go na kolanie i zagłębił się w lekturę. Była to ni mniej, ni więcej tylko metryka hrabianki Valérie Catherine Marguerite d’Urgel y d’Osona.
– No i co z tego niby ma wynikać? – zapytał dziedzic, oddając metrykę doktorowi.
– No jakże co? Jak dziewka ma na imię?
– Jaka dziewka?
– No, mleczna siostra Jura.
– Katarzyna.
– A co w metryce stoi?
– Waleria Katarzyna Małgorzata. I cóż z tego?
– Ano to, jaśnie panie, że nie wołaliście jej z pierwszego imienia, a z drugiego. Nie Waleria, a Katarzyna. A teraz pora to odmienić.
– Czy wyście doktorze zwariowali?
– Nie. Jestem jak najbardziej przy zdrowych zmysłach! A plan obmyśliłem chytry i misterny…
– I jakiż to niby?
– Zależy wam na chłopaku i tej jego miłości.
– Jak na własnych duszach!
– Tedy posłuchajcie. Tak jak zamiarowaliście, sprzedajcie czym prędzej swoje dobra w Kaliskiem i kupcie za nie inne, w Sandomierskiem. Przenieście się tam z chłopakiem, ale bez dziewki!
– A co z nią?
– A ją powierzcie mojej opiece. Zabiorę ją do Francji, w drodze poduczę języka, którym, jak zauważyłem, już znośnie włada, bo najwyraźniej wasz Jerzy, czy to z nudów, czy z innego powodu, przerabia z nią każdą lekcję, jaką wpierw ze mną przerabiał.
– A co we Francji?
– Zamieszkamy przez jakieś pół roku, no może dziesięć miesięcy w Paryżu. Panna zacznie bywać w towarzystwie. Cudownie odnaleziona hrabianka d’Urgel y d’Osona! Zrobi się nielichy huczek na salonach, bo ludzie wszędzie spragnieni są sensacji, może ją nawet do Luwru zaproszą, a jak się wprawi w roli i z audytorium oswoi, wywiozę ją w Pireneje, w rodzinne strony, po majątek ojca. A za jakiś kolejny rok przywiozę ją na powrót do Polski, odmienioną, hiszpańską, czy też francuską – jak zwał, tak zwał – damę szlachetnego rodu, czego będzie mogła dowieść, bo dokument na to mamy, Jerzy się jej oświadczy, pobiorą się i będą żyli długo i szczęśliwie. A i wy, wielmożni państwo, także będziecie szczęśliwi, dożywając w spokoju sędziwego wieku, otoczeni gromadką wnucząt. I co? Przednia intryga?
– Boże! To podłe i nieuczciwe – wyszeptała pani Anastazja.
– Zaraz, zaraz. Fakt, uczciwe to nie jest, ale sens w tym jakiś dostrzegam. Odpowiedzcie mi tylko doktorze na trzy pytania: Czy zrealizowanie przedstawionego tu planu skrzywdzi choćby jedną osobę? Co wy na tym zyskacie? Ile pieniędzy chcecie wyrwać z mojej sakiewki, aby zrealizować tę intrygę?
– Tak więc: nikogo się nie ukrzywdzi, bo hrabia nie miał już żadnych krewnych, nawet takich „dziesiąta woda po kisielu”, żona – jeśli żyje – zawczasu i legalnie zrzekła się wszystkiego, zatem niczego nie dziedziczy, a co do pieniędzy, wyliczcie mi tam panie sami, ile uważacie, abyśmy godnie się przyodziali i mogli żyć przez te około dwa lata na przyzwoitej stopie. Kwoty nie podaję ufny w polską hojność i szczodrobliwość pana dziedzica. A co ja na tym zyskam? Chcę gwarancji, że pod waszym, dostojni państwo dachem, dożyję swoich dni, a kiedy zejdę z tego świata, zapewnicie mi niekoniecznie wystawny, ale przyzwoity pochówek.
– A nie zamiarujecie wy, doktorze, porwać, aby dziewki i sprzedać ją pohańcom? – zaniepokoiła się nie na żarty pani Czerenowska – bo gładka bardzo, blondynka, to wzięlibyście za nią dobrą cenę.
– Chociaż obraża mnie posądzenie o taką nikczemność, waszmość pani dobrodziejko, to zapewne, mógłbym tak zrobić. Następnie pieniądze rozpuścić w rok-dwa (nader oszczędnie żyjąc), a potem powrócić do sytuacji i stanu, w jakim zapukałem do drzwi państwa dobrodziejów. Tyle że po raz drugi na takie drzwi mógłbym już nie trafić…
– Rzeczywiście, zysk mierny, a ryzyko ogromne.
– Tedy zaufacie mi państwo dobrodzieje?
– Niechże już będzie, co ma być, bylebyśmy Jureczka nie utracili – zgodziła się pani Czerenowska.
– No… nie do końca… – pan Czerenowski zasępiony ozwał się półgłosem.
– Jakże to „nie do końca”? – zdziwiła się małżonka.
– Myśmy tu uknuli spisek i zdaje się, że misterny. Ale młodych nie wtajemniczyliśmy w te nasze plany, ani też nie zapytali o zdanie… A nuż się nie zgodzą?
– Hm… prawda… Lecz jeśli Jur odgrażał się, że ujdzie w Dzikie Pola, to chyba jest w wielkiej desperacji i raczej się powinien ucieszyć, a nie wydziwiać. A Kasię co czeka, jeżeli na owo nie przystanie? Niemniej, tak czy siak, zapytajmy ich o opinię. Niechże mają ostatnie słowo, bo przecież bez tego i tak nie będzie można podjąć żadnych działań – ozwał się doktor.
Zawołano młodych i rzecz całą, z detalami im wyłuszczono, czekając, co też na to powiedzą. Czas jakiś milczeli oboje, bo ich to oszołomiło, aż w końcu nerwowo odezwał się Jerzy:
– To kiedy, doktorze, planujecie ruszać w drogę do Paryża?
– No właśnie, kiedy? – z wypiekami na twarzy zawtórowała mu Kasia…
– A czy ja bym nie mógł wam towarzyszyć? – zapytał Jur.
– Nie sądzę, iżby to był dobry pomysł – szorstko ozwał się pan Czerenowski.
– Ale ja bez Kasi oszaleję! – młodzieniec nie mógł pohamować uczuć i emocji.
– Zajęcia paniczowi brak. To dlatego. A ja mam pewien pomysł i lekarstwo zarazem na to – ozwał się Illuminatus.
– I jakiż to doktorze? – zaciekawiła się pani Anastazja.
– A taki oto. Skoro mnie i Kasi całe przedsięwzięcie zajmie – lekko szacując – dwa lata, to młodzieniec, zamiast czas po próżnicy mitrężyć, niechże do jakiejś Akademii wstąpi. Wiedzy więcej łyknie, chociem mu już jej i tak sporo przekazał. Pojętny jest, to za dwa lata wiele zyska.
– Przednia to rada. Wyekspediujemy zatem chłopaka do Krakowa.
– Do Krakowa? – skrzywił się Cadaver. – Ja bym radził za granicę.
– Czyli dokąd? Na Sorbonę?
– No… raczej nie… wszak w Paryżu będzie Kasia, to ona częściej niźli owa Sorbona by go widywała. Pożytek żaden.
– Zatem dokąd?
– Memu sercu bliska jest Salamanka…
– Ba! Ale jakiż to szmat drogi!
– Prawda, daleko, ale wedle mnie warto. Naprawdę warto.
– A ty byś, Jur, gdzie wolał?
– W Salamance. Tyle mi o niej doktor naopowiadał, żem okrutnie onego miasta ciekaw, ludzi, obyczajów…
– Niechże więc będzie. Stać nas.
Kasi oczywiście nikt o zdanie nie pytał. Zresztą, na tyle ona była sprytna i roztropna, iżby się zgodzić na uczestnictwo w owej intrydze, która mogła całe jej życie odmienić…
Zaczęto przygotowania do podróży.
Książkę w wersji papierowej można kupić tu:
Wydawnictwo Armoryka
wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl
ul. Krucza 16
27-600 Sandomierza
e-book tu:
audiobook tu:
1 Ostre zapalenie krtani. W dawnych czasach zwykle śmiertelne.
„Nie trzeba głośno mówić”… Przemilczana lawina nagłych i niespodziewanych zgonów. [Pracownik do usuwania ciał. Pełny etat, część etatu, dorywczo]…
„Nie trzeba głośno mówić”… Przemilczana lawina nagłych i niespodziewanych zgonów. [Pracownik do usuwania ciał. Pełny etat, część etatu, dorywczo]…
W czasie gdy wyciszono nieco kampanię wyszczepiania ludzkości śmiercionośnym genetycznym preparatem reklamowanym jako „szczepionka przeciwko Covid-19”, media wzmogły informacje o sposobach „leczenia” wielu nasilających się chorób – serca, układu krążenia, chorób nowotworowych, chorób autoimmunologicznych, które pojawiają się teraz w niespotykanym natężeniu.
Oprócz błyskawicznie pojawiających się „dziwnych” chorób, ludzie na całym świecie nagle umierają, dosłownie nagle: stojąc i w następnych dziesięciu sekundach padając nieżywym. Zjawisko to, aby medialnie i „medycznie” wytłumaczyć szybko otrzymało nazwę SADS, wraz z dziesiątkami innych „chorób-przyczyn”, jak CPVT, LQTS, SQTS, TS, WPW, choć w przeszłości było niemal nieznanym kuriozum. Teraz, gdy krzywa nagłych zgonów wspina się w górę wraz ze wzrostem liczby zaszczepionych, środowiska medyczne – najbardziej obok polityków odpowiedzialne za uśmiercanie ludzi poprzez promowanie i stosowanie szczepionek oraz dezinformację – konstruują kosmiczne teorie mające przykryć popełnioną zbrodnię.
Tak więc np. znana klinika Cleveland Clinic (6 tysięcy łóżek) twierdzi, że z tym SADS to nic nowego, i że „200 tysięcy Amerykanów umiera co roku nagle”, oczywiście sprytnie wtłaczając w tą liczbę zgony na zawał serca, które inaczej przebiegały, a sekcje zwłok nie wykazywały tak rozległych zakrzepów, jak u poszczepiennych denatów. Jeśli, jak twierdzi Cleveland Clinic – i setki innych podobnych instytucji „opieki zdrowotnej” – przypadki SADS były tak powszechne, to dlaczego strona poświęcona SADS powstała w tym szpitalu dopiero 24 czerwca 2022 roku?
(Podsuwamy po raz kolejny materiał dla tak zawsze dbających o „wyjaśnianie” fakt-czekerów: jeśli zjawisko „nagłej śmierci” nie jest niczym nowym, polecamy zestawienie takich przypadków przed 2020 i po. Tak rok po roku, liczbowo, czyste a nie wybiórcze dane. Zabawcie się wreszcie w porządne dziennikarstwo śledcze, porównajcie dane statystyczne i zobaczymy czy to tylko dzisiejsze możliwości medialne (pomimo surowej cenzury) „antyszczepionkowców” mających rzekomo nagłaśniać te przypadki, czy jednak ludzie zaczynają masowo chorować i umierać w nieznanym wcześniej tempie. Ile mieliśmy przypadków nagłych zgonów dziennikarzy na wizji, sportowców, lekarzy, pilotów?… A może jeszcze dodacie do tego statystyki zaszczepień, np. kto z tych nagle umierających był zaszczepiony, a kto nie i otrzymamy ciekawy materiał porównaczy? Doprawdy, często nietrudno jest to ustalić śledząc społecznościowe konta denata, zresztą macie poważne środki materialne przez sponsorujących was agentów firm farmaceutycznych.)
Bo, chociaż przemilczany, problem jest poważny i niekwestionowany, i w takiej Kanadzie powstaje już nawet niezły przemysł zarabiający na… usuwaniu ciał osób zmarłych nagle.
Oto autentyczne ogłoszenie na portalu „pośredniaka” w Kanadzie:
Pracownik do usuwania ciał
Pełny etat, część etatu, dorywczo
Pełny opis stanowiska pracy
Jesteśmy oddanym zespołem pracowników zajmujących się usuwaniem zwłok, osób, które zmarły nagle i niespodziewanie. Transportujemy zwłoki dla BC Coroner Service [agencja prowincji British Columbia], transfery do kostnic, jak również transportujemy zmarłe osoby do kilku lokalnych domów pogrzebowych w całym regionie. Nasze terytorium rozciąga się od szczytu Coquihalla do Lions Bay w West Vancouver. Pracujemy na 24-godzinnych zmianach i wykonujemy szereg zadań związanych z godnym i profesjonalnym odprowadzaniem zmarłych. To stanowisko jest odpowiednie dla osób szukających przyszłości w Policji, Straży Pożarnej lub innych zawodach pierwszeej pomocy.
Obowiązki
Zachowanie i wygląd mają być uprzejme i profesjonalne przez cały czas.
Ostrożne i pełne szacunku usuwanie zmarłych z miejsca śmierci.
Bezpieczne prowadzenie pojazdu dostarczonego przez firmę na miejsce zdarzenia zgodnie z poleceniami dyspozytora.
Współpraca ze służbą pierwszej pomocy, koronerami, personelem opiekuńczym, a także wszystkimi procedurami szpitala i placówki.
Podczas przeprowadzania transportu, profesjonalnie i empatycznie współpracuje z rodzinami pogrążonymi w żałobie.
Transportuje zwłoki do szpitala lub bezpiecznego miejsca przechowywania.
Dba o sprzęt dostarczony przez firmę, w tym do mycia zewnętrznej części pojazdu, detailingu wnętrza, jak również utrzymania innego sprzętu w razie potrzeby.
Identyfikuje pojazd lub sprzęt i zawozi pojazd do zakładu naprawczego, gdy problemy pojawiają.
Wymagania
Musi być w stanie podnieść ponad 75 funtów; pchać/ciągnąć do 200 funtów.
Musi być w stanie pracować na wszystkie zmiany, w tym noce i weekendy.
Elastyczny harmonogram.
Zdolny do jazdy w każdych warunkach, w tym niebezpieczne pogody i ruchu ciężkiego.
Musi posiadać telefon komórkowy.
Utrzymanie czystego i profesjonalnego wyglądu, koszula z kołnierzykiem, czarne spodnie, czarne buty.
24 godzinne zmiany na wezwanie.
Musi posiadać prawo jazdy klasy 5.
Obecnie poszukujemy osób do pracy w całym regionie, w tym w dolinie Fraser. Jeśli są Państwo zainteresowani stanowiskiem prosimy o odpowiedź z CV. Zatrudnienie jest uwarunkowane sprawdzeniem karalności i czystym wyciągiem z rejestru kierowców ICBC. Wynagrodzenie początkowe to 200$ dziennie DOE.
Rodzaje pracy: Full-time, Part-time, Casual
Wynagrodzenie: Od $200.00 za dzień
Lokalizacja pracy: W trasie
Całość ogłoszenia: ca.indeed.com

Jako, że media dalej stosują cenzurę nie zezwalając na publikowanie rzetelnej interpretacji nawet oficjalnych danych, kasując prywatne wpisy, a najczęściej unikając tematu, większa część społeczeństwa uważa, że „nic się nie dzieje”, że „nie ma tematu” i że pokazywane przykłady przez „antyszczepionkowców” to jakieś jednostkowe wyolbrzymienia.
Pomimo tego, nieliczna grupa zaangażowanych osób kompiluje dane, zbierając informacje ze wszystkich dostępnych źródeł internetowych, a słynny już dzisiaj Mark Crispin Miller (MCM), robi to sam, bez pomocy innych, gdy media celowo unikają tematu tworząc sztuczną rzeczywistość, jak gdyby nic się nie stało.
Oto próbka zebranych przez MCM danych, i to tylko z ostatniego tygodnia, bo publikuje on dane mniej więcej w odstępach tygodniowych.
- Policjant z Ontario, 34-letni Oskar Buinicki „zmarł nagle 21 listopada. Jesteśmy zdewastowani jego nagłą i niespodziewaną śmiercią”
- 68-letni Michale Erich Bomball – „zmarł nagle”
- 70-letni David Harveh Scott Patterson – „nagle zmarł w czasie polowania z przyjaciółmi”
- Charlotte Vera Xibilia – nagła śmierć, wieku nie podano.
- Harold Gilbert Acres – nagła i niespodziewana śmierć. Jak zwykle nie podano ani przyczyny, ani wieku.
- Daniel Brian LeClair, lat 29 – „zmarł nagle”
- Christopher Paul Moone, lat 51 – „odszedł nagle w domu”
- Denise Marion, lat 59 – „nagle zmarł w domu w Toronto”
- Ann Louise Garvey Brown, lat 66 – zmarła po „krótkiej chorobie”
- Anthony John Durbacz, lat 72 – „zmarł nagle”
- October Rose Arnew, lat 60 – „zmarła nagle w domu”
- Julie Sinclair, lat 57 – „zmarł nagle”
- Arianna Rose Adam, lat 6 – dziecko zmarło „nagle i niespodziewanie”
- Carlo Corbo, lat 51 – „zmarł nagle”.
… i tak dalej.
W samym tylko Ontario w ciągu kilkunastu ostatnich dni zmarło „nagle i niespodziewanie” 316 osób! A to tylko dane zebrane przez zwykłe śledzenie ogłoszeń domów pogrzebowych.
W samym tylko Ontario w ciągu kilkunastu ostatnich dni zmarło „nagle i niespodziewanie” 316 osób!
W Stanach Zjednoczonych zmarli ostatnio „nagle i niespodziewanie” m.in.:
- Piosenkarka Irene Cara, lat 63. Już w marcu 2021 pochwaliła się zaszczepieniem („I got vaccinated !!„)
- Clarence Gilyard, Jr, lat 66. „Zmarł nagle i niespodziewanie z niewyjaśnionych dotychczas przyczyn”
- Muzyk muzyki country, Jake Flint, lat 37 – „zmarł niespodziewanie … kilka godzin po swoim ślubie”. Natychmiast pojawili się „prostowacze rzeczywistości”, którzy napisali, że „Nagła i niespodziewana śmierć Jake Flinta nie ma żadnego związku ze szczepionką Covid-19. Czekamy na oficjalne wyniki autopsji, ale nie będziemy już w przyszłości komentowali ani odnosili się do tej sprawy.”
- Muzyk muzyki country, Gregory Gilley, syn słynnego Mickey Gilley – „nagła i niespodziewana śmierć” … „przyczyny są cały czas nieznane”
- Muzyk hip-hop, Jonathan ‘Hovain’ Hylton – „zmarł nagle w domu”
- Pilot, kapitan Patrick Ford zmarł nagle w locie na trasie Chicago – Columbus (Ohio), w 30 minucie lotu. Pierwszy oficer szcześliwie wylądował z 56 pasażerami na pokładzie.
- Patrick Torrey, 22 lat, student psychologii i gracz koszykówki – „zmarł nagle”
… i tak dalej.
Znów, kilkadziesiąt zgonów „nagłych i niewyjaśnionych”, które oczywiście nigdy nie mają żadnego związku ze „szczepionką przeciwko Covid-19”!
Na swoim blogu, Mark Crispin Miller prowadzi mrówczą pracę publikując to co można znaleźć oficjalnie: w gazetach, stronach internetowych. Próbki z ostatniego tygodnia świadczą o nieznanej w historii pladze „nagłych i niespodziewanych” zgonów z:
USA;
Meksyku, Kolombii, Peru, Surinamu, Brazylii, Urugway, Argentyny;
Ghany, Nigerii, Kenii, Izraela, Bahrainy, Turcji, Białorusi, Rosji;
A ileż można byłoby znaleźć i zidentyfikować ofiar gdyby zaangażować do tego dysponujące miliardami dolarów główne media, instytuty badawcze, agencje rządowe. Gdyby nie cenzurowno mediów społecznościowych, gdyby ludzie przestali się bać mówić głośno o tym co widzą, słyszą, gdyby przestali wierzyć w oficjalną narrację, że „szczepionki są bezpieczne i skuteczne” i nie mogły przecież przyczynić się do pogorszenia zdrowia, wreszcie gdyby lekarze przestali oszukiwać pacjentów i samych siebie i wrócili do podręcznikowych badań odrzucając ulotki firm farmaceutycznych i rządową indoktrynację.
Ale… lepiej milczeć, lepiej cenzurować i autocenzurować się, bo na te tematy „nie trzeba głośno mówić”.
Oprac. www.bibula.com 2022-12-05
Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁY md]
Sługa oddany Ich Ekscelencji Adolfa Hitlera i Józefa Stalina – Arcybiskup Andrij Szeptycki.
[Nie zgadzam się (częściowo) z formą tej wypowiedzi. Mam ja za niepotrzebnie agresywną. Ale ZDECYDOWANIE zgadzam się z treścią – o przemilczaniu lub popieraniu zbrodni i zbrodniarzy w obecnej Polsce. I to przeważyło – publikuję. Mirosław Dakowski]
Sługa oddany ich ekscelencji Adolfa Hitlera i Józefa Stalina
http://kresywekrwi.blogspot.com/2022/12/suga-oddany-ich-ekscelencji-adolfa.html?m=0
.jpg)
Arcybiskup Andrij Szeptycki, sługa uniżony Hitlera i Stalina
W listopadzie 2018 roku w jednym z budynków Uniwersytetu Wrocławskiego odsłonięto tablicę upamiętniającą Andrija Szeptyckiego, zwierzchnika Kościoła Greckokatolickiego w latach 1900-1944. Pretekstem do haniebnego upamiętnienia tego hitlerowskiego i sowieckiego kolaboranta, i zbrodniarza wojennego w postaci odsłonięcia tablicy pamiątkowej w trzech językach – polskim, ukraińskim i angielskim było to, że Szeptycki studiował na wrocławskiej uczelni w latach 1884-1887.

W uroczystości odsłonięcia tablicy wzięli udział przedstawiciele władz Wrocławia i Lwowa, na czele z prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem i wicemerem Lwowa Andrijem Moskalenką, a także przedstawiciele rodziny Szeptyckich oraz duchowieństwa, w tym grekokatolickiego z Wrocławia. Natomiast głównym inicjatorem tego nikczemnego przedsięwzięcia, był rektor Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Adam Jezierski.
Tablica odsłonięta na Uniwersytecie Wrocławskim ku czci promotora ukraińskiego separatyzmu i terroryzmu w II Rzeczpospolitej oraz hitlerowskiego kolaboranta, który błogosławił kanclerza III Rzeszy Adolfa Hitlera, jako wybawiciela narodu ukraińskiego i niemiecką armię, jako największą nadzieję Ukrainy i gwarancję pokoju dla całej Europy na przyszłość. która dzięki niej zostanie raz na zawsze uwolniona od zagrożenia bolszewizmem, jak również człowieka, który wysyłał osobiście swoich kapelanów do dywizji SS Galizien i sotni UPA, oraz pozwalał swoim duchownym święcić narzędzia zbrodni, którymi potem banderowcy z OUN – UPA bestialsko mordowali polskich mieszkańców Wołynia i Małopolski Wschodniej, i którzy często sami brali osobisty udział w mordach Polaków na czele ukraińskiej czerni, a także, który nigdy nie potępił banderowskich zbrodniarzy z UPA i innych ukraińskich formacji zagłady, i w rezydencji którego na Górze Świętego Jura we Lwowie w 1926 roku wydrukowano pierwszy nakład ,,Biblii” ukraińskich szowinistów, książkę pt. Nacjonalizm – Dmytro Doncowa, będącą później dla bandytów z OUN – UPA instrukcją dla dokonania przez nich masowego, bestialskiego ludobójstwa naszych rodaków, jak również Dekalog Ukraińskiego Nacjonalisty Stepana Łenkawśkiego. A wcześniej w latach 1918 – 1919 błogosławił ukraińskich morderców polskich mieszkańców Kresów i Lwowskich Orląt, broniących miasta Zawsze Wiernego Rzeczpospolitej, a jego duchowni za pełną aprobatą swego metropolity, wygłaszali z ambon wezwania do bezlitosnego mordowania Polaków, takie jak ta:

,,Kto w Boga wierzy, kto ma choćby tyle sil aby unieść rusznice, albo noz, idź przeciw Lachom pijawkom, a Bóg odpuści Ci bracie twoje grzechy, jakbyś odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej… Pamiętajcie bracia, że niedopuszczalnym grzechem jest dać choćby wody zranionemu Lachów. Zabijajcie ich we śnie, nie miejcie litości dla nich.”
A gdy się poczyta wspomnienia z tamtych czasów polskiego pisarza Kornela Makuszyńskiego, i powieść Zofii Kossak – Szczuckiej – Pożoga, to takich kwiatków znajdzie się więcej.
Szeptycki był zarazem przez całe swoje parszywe życie nieprzejednanym wrogiem, niepodległego bytu państwa polskiego, nienawidzącym całym swoim nikczemnym sercem Polaków, jako narodu i wszystkiego co uosabiało sobą polskość we wszelkiej postaci. Nigdy też, do końca swojego podłego życia, nie miał z tego powodu, żadnych, najmniejszych nawet wyrzutów sumienia i nie okazał jakiejkolwiek skruchy. Dziś o ironio ten bandyta kandyduje do wyniesienia go na ołtarze i ogłoszenia świętym przez podobnego mu argentyńskiego apostatę Bergoglia, ksywa Franciszek. Ale nie jest to w końcu nic nowego pod słońcem.
Poprzednik bowiem obecnego pastora Rzymu, soborowy destruktor nie tylko kościoła, ale i całego chrześcijaństwa, który jako pierwszy, zanim Bergoglio urządził w Watykanie procesję pogańskiego demona Paczamamy, Ljoliek z Wadowic, bardziej znany jako Jan Paweł II, urządził jako pierwszy w historii synkretyczny spektakl w Bazylice w Asyżu, z czcicielami ognia, buddystami i przywódcami innych satanistycznych kultów, który to Asyż wraz z bazyliką, jedenaście lat później Stwórca oczyścił z tego plugastwa trzęsieniem ziemi, też wypowiedział iście kuriozalne słowa dotyczące osoby metropolity Andrzeja Szeptyckiego i jego beatyfikacji w homilii wygłoszonej 27 czerwca 2001 na hipodromie we Lwowie, będące wierutną brednią, pokutującą niestety po dzień dzisiejszy w umysłach polińskich ćwierćinteligentów, iż… ,,był on człowiekiem bardzo głębokiej wiary i oddanym Kościołowi katolickiemu”. Ale czegóż można było się spodziewać po człowieku, który 3 października 1998 roku beatyfikował podobną Szeptyckiemu kreaturę, duchowego ojczulka chorwackich ustaszy, arcybiskupa Alojzije Stepinaca podczas wizyty w Mariji Bistricy. Ogłaszając beatyfikację, papież powiedział: „Dzięki swojemu doświadczeniu ludzkiemu i duchowemu błogosławiony Alojzy Stepinac mógł pozostawić swoim rodakom swoistą busolę, która pozwala im odnajdywać właściwy kierunek.

Arcybiskup Zagrzebia Alojzije Stepinac (pierwszy od prawej) w czasie mszy w towarzystwie przedstawicieli reżimu NDH
,,Jaka to była busola pozwalająca Chorwatom odnajdywać właściwy kierunek, nikomu kto zna historię nie trzeba chyba tego tłumaczyć. Ale niech każdy sam odpowie sobie na to we własnym sumieniu, czy człowiek, który w 1941 r. zatwierdził tekst, w którym napisano, że Adolfowi Hitlerowi należy się wdzięczność? Te słowa, zredagowane przez nieznanego duchownego na łamach chorwackiej ”Niedzieli”, zostały zaakceptowane przez ówczesnego Arcybiskupa Zagrzebia, Alojzije Stepinaca. Stało się to niedługo po tym, jak w kwietniu 1941 r., w rezultacie inwazji Państw Osi na Jugosławię, powstało Niepodległe Państwo Chorwacji (istniało do 1945 r.). Stepinac dostrzegał w tym fakcie działanie boskiej Opatrzności, ale – w rzeczywistości – było to wypełniony nienawiścią na tle rasowym i religijnym marionetkowy twór polityczny, sterowany przez nazistowską Trzecią Rzeszę, z którą sympatyzowali chorwaccy bojownicy, tzw. ustasze. Arcybiskup Stepinac błogosławił owych bojowników w okresie II wojny światowej, którzy – stosując najbardziej okrutne metody – mordowali Serbów, Żydów, Cyganów i mniejszości narodowe oraz grupy etniczne, które nie wpisywały się w ich wyobrażenie o ”dobrym chorwackim katoliku”.
Stepinac i mordowanie Serbów

,,Święty” arcybiskup Alojzije Stepinac i Pohlavnik Ante Pavelić
Warto bowiem uświadomić sobie, że życiorys Alojzije Stepinaca wypełniają sprzeczności, a w pewnym sensie także defetyzm. Chorwacki duchowny twierdził, że nigdy nie zaistnieją nawet szanse dialogu pomiędzy wyznawcami katolicyzmu a prawosławia. W podziale chrześcijaństwa z 1054 r. widział największą tragedię tej religii. Równocześnie arcybiskup Stepinac nie miał oporów, aby siłą nawracać prawosławnych Serbów na katolicyzm, co obrońcy jego czci uważają za chęć ochrony narodu serbskiego przed ustaszami. W istocie, wygłaszane w pierwszej połowie lat czterdziestych XX w. przez Stepinaca poglądy o konieczności nawrócenia prawosławnych na katolicyzm, ustasze zinterpretowali jako nawoływanie do krwawej inkwizycji. Innowiercom obcinano głowy, często też torturując i mordując ich dzieci. Sytuacji prawosławnych Serbów w Niepodległym Państwie Chorwacji nie ułatwiały głoszone z ambony poglądy Stepinaca na temat kondycji wyznania prawosławnego, określanego przezeń jako ”pozbawione moralności, zasad, prawdy, sprawiedliwości i uczciwości”.
Tak jak arcybiskup Szeptycki wiedział doskonale o zbrodniach ludobójstwa dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów i ukraińską czerń na Polakach, Żydach, Rosjanach i innych narodowościach i nie tylko się temu nie sprzeciwił, ale dosłownie to aprobował, tak i duchowy ojciec chorwackich ustaszy, arcybiskup Alojzije Stepinac również doskonale wiedział, nie tylko o bestialskich zbrodniach ustaszy Ante Pavelicia, ale także o mordach dokonywanych przez swoich duchownych, takich jak Miroslav Filipović, komendant obozu koncentracyjnego w Jasenowacu, zwany przez więźniów Bratem Szatanem, czy też innego duchownego, franciszkańskiego księdza Petara „Pero” Brzica (1917-?). Podczas urządzonych w obozie 28 sierpnia 1942 roku „zawodów” Brzica poderżnął gardło co najmniej 670 (sam twierdził, że 1360) nowo przybyłym więźniom w ciągu jednej nocy. A byli oni ledwie dwoma katolickimi duchownymi z wielu innych, jacy brali osobisty udział w ludobójstwie Serbów, Żydów, Cyganów i innych narodowości zamieszkujących ówczesne Narodowe Państwo Chorwackie. Można to wszystko podsumować prostymi słowy, że jaki kościół, tacy i jego święci.
Tylko Aleksander Hrabia Fredro przewraca się w grobie, że jego wnuk, stał się symbolem kainowego plemienia zbrodniarzy, jakich świat nigdy wcześniej nie widział.
Wracając do osoby pana rektora Uniwersytetu Wrocławskiego, tak bardzo chciał przejść do annałów historii, gloryfikując w ten sposób na uczelni, którą kierował w latach 2016 – 2020 kolaboranta Hitlera i Stalina, i zbrodniarza wojennego w jednej osobie, czyli arcybiskupa Andreja Szeptyckiego, to pan profesor Adam Jezierski już wtedy mógł nie zasypywać gruszek w popiele, niepotrzebnie się krępując i na tym samym Uniwersytecie Wrocławskim ufundować i umieścić także tablicę, ,,wybitnemu” wrocławianinowi Fritz’owi Haberowi, laureatowi nagrody Nobla w dziedzinie chemii, wynalazcy iperytu, który w trzeciej bitwie pod Ypres ( lipiec – listopad 1917 r.), osobiście nadzorował atak chemiczny armii niemieckiej, notując zarazem wszystkie swoje spostrzeżenia objawów u konających żołnierzy przeciwnika, czym doprowadził własną żonę do samobójczej śmierci, która i tak, na tym zimnym, pozbawionym wszelkiej empatii osobniku, nie zrobiła żadnego wrażenia.
W końcu Fritz Haber, tak jak wielu innych hitlerowskich dygnitarzy III Rzeszy, do dnia dzisiejszego pozostaje honorowym obywatelem Wrocławia, więc jak rozumiem obecne władze Uniwersytetu Wrocławskiego dopuszczają się jakiegoś, zupełnie niezrozumiałego zaniedbania, odnośnie swego było, nie było, dawnego uniwersyteckiego kolegi. Zresztą nic nie zmieniło się pod tym względem od tamtego czasu na tej wrocławskiej uczelni, której obecny rektor, profesor Robert Olkiewicz nadal podtrzymuje w całej pełni politykę swego poprzednika, legitymizując tamtą decyzję swojego poprzednika, odnośnie uhonorowania w swoich murach przez wrocławską Alma Mater, hitlerowskiego kolaboranta i zbrodniarza wojennego Andreja Szeptyckiego, i nie zanosi się również na to, aby miało się cokolwiek zmienić w tej mierze w bliższym, czy też dalszym okresie czasu. A w szczególności obecnie. W końcu obecny rektor, czy ktokolwiek inny, nie byłby na jego miejscu, nie anuluje tamtej decyzji i nie usunie tablicy honorowej poświęconej uniżonemu słudze Adolfa Hitlera i Józefa Stalina, bo jeszcze mógłby się narazić obecnie panującym, jak też pretendującym dziś do koryta, poprzednikom przodującej dziś siły narodu, na zarzut bycia ruską onucą Putina. A samobójcą przecież żaden z tych panów nie jest, ani też kandydować do takowego wyróżnienia, nie zamierza. Odwaga bowiem, nigdy nie była cechą charakterystyczną i wyróżniającą od szarego tłumu, jakichkolwiek jajogłowych. W końcu to nie ich domena. Albowiem ich specjalnością stała się inna dziedzina życia, jaką jest polityczna prostytucja, której od 1989 roku uległo całe praktycznie środowisko akademickie i uniwersyteckie w całej Polsce, z nielicznymi oczywiście wyjątkami, które można policzyć ledwie na palcach obu rąk, a i tak nie jest pewne, czy to i tak nie za dużo.

Fritz Haber – wynalazca Iperytu, zbrodniarz wojenny, koszerny (Studiując w katach 1892 – 1894 na Uniwersytecie Jenie, w 1894 roku przeszedł z judaizmu na protestantyzm), fanatyczny nazista, którego bogiem był Adolf Hitler. Honorowy obywatel miasta Wrocławia do dnia dzisiejszego
Przykładem tego jest uhonorowanie przez władze Uniwersytetu Wrocławskiego właśnie hitlerowskiego kolaboranta i zbrodniarza wojennego, mającego na swoim brudnym sumieniu, setki tysięcy wymordowanych przez ukraińskich szowinistów Polaków, Żydów, Rosjan, Ormian, Czechów, sprawiedliwych Ukraińców i wielu innych narodowości, jakim był arcybiskup Andrij Szeptycki.
Palenie książek we Wrocławiu

Palenie książek na wrocławskim Placu Zamkowym 10 maja 1933 roku
,,10 maja 1933 r. w wielu niemieckich miastach zorganizowano akcje publicznego palenia książek. We Wrocławiu odbyła się ona na pl. Wolności (ówczesny Schlossplatz – Plac Zamkowy). Do podobnych wydarzeń doszło w Monachium, Dreźnie, Getyndze, Bonn, Frankfurcie nad Menem i Królewcu.
We Wrocławiu zaangażowany w tę akcję był m.in. prof. Walter Steller z Uniwersytetu Wrocławskiego, etnograf i germanista, a płonęły m.in. książki twórców „zdegenerowanych”, jak B. Brecht, F. Kafka, E. Hemingway, jak i publikacje socjalistów (m.in. F. Lassalle) oraz autorów pochodzenia żydowskiego.
„Podczas ostatniej przerwy przyjechał wóz straży pożarnej razem z samochodem SA, aby zabrać książki, które mają być dzisiaj spalone. Wczoraj na plakatach zapowiadających to wydarzenie przyczepiono karteczki z napisem ‘Nie zapomnijcie o Biblii, ona także jest dobrem żydowskiej kultury’. Jest w tym pewna ironia. Dzisiaj w nocy ma być transmitowana w radiu akcja palenia książek w Berlinie”
,,Macki władzy obejmowały coraz rozleglejsze obszary życia kulturalnego i duchowego, co wykorzystywano do celów propagandowych. Ta chęć zawładnięcia życiem kulturalnym w połączeniu z propagandą, dała się szczególnie poznać w postaci palenia książek, które było organizowane przez Niemiecki Związek Studencki (Studentenschaft) i miało charakter masowy. Odbyło się w wielu niemieckich miastach w dniu 10 maja 1933 roku. Na ten cel gromadzono książki i pisma autorów żydowskich, socjalistycznych oraz popierających republikę, po czym je publicznie spalano.
We Wrocławiu wydarzenie to określane przez prasę lokalną jako „wielka akcja czyszczenia” i „wytrzebienie nie-niemieckiego ducha” rozpoczęło się uroczystą ceremonią w Gmachu Uniwersytetu. Pochód studentów i pracowników uniwersytetu przemaszerował na Plac Zamkowy (dzisiaj Plac Wolności), gdzie studenci „zrzucili 85 centnarów zakazanej literatury”, czyli prawie cztery i pół tony książek. Przy udziale tysiąca mieszkańców miasta rozpalono stos książek. Na następny dzień lokalna prasa pisała o „symbolicznym odrzuceniu wszystkiego co inne i obcego pochodzenia” oraz o „niszczeniu dzieł, które zatruwają duszę niemieckiego narodu”.
,,Prawdziwą hańbą dla niemieckiej nauki była jednak w tych okolicznościach obecność akademików, którzy przybywali na palenie książek w biretach i togach. Niektórzy wygłaszali okolicznościowe przemówienia. Jeden z profesorów orzekł: „Jestem dumny, że nazywają nas barbarzyńcami”. Inny określił Hitlera jako „narzędzie w ręku Stwórcy Wszechrzeczy”. Dziekan filologii germańskiej w Berlinie twierdził, że Schiller i Goethe byli „prototypami narodowych socjalistów”.
Niemieccy naukowcy, którym wcześniej podobała się po prostu wielkoniemiecka narracja i antykomunizm Hitlera, teraz nawracali się na nazizm w błyskawicznym tempie. Parę tygodni przed paleniem książek blisko trzystu kierowników katedr wzywało do głosowania w wyborach na hitlerowców. Pewien niezależny historyk pisał o nich: „Wyleźli ze swoich nor, mądrzy, uczeni – i bez charakteru. Krzyczeli lojalnie Heil Hitler i proponowali swe usługi”.
,,Jak powstał nazistowski indeks zakazanych książek? Za skompletowanie listy odpowiadał Wolfgang Hermann – doktor historii, który pracował jako bibliotekarz m.in. we Wrocławiu i Szczecinie. Był przy tym wiernym funkcjonariuszem NSDAP. Co najmniej od kilku lat układał na prywatny użytek listę książek, które nadawały się do „do wyplenienia” po prostu dlatego, że były niezgodne z jego poglądami.”
I władze tej samej wrocławskiej uczelni w maju 2019 roku, urządziły podobny, istny spektakl udawanego oburzenia i hipokryzji, polegający na czytaniu fragmentów książek spalonych w 1933 roku w nazistowskich Niemczech, które czytali we Wrocławiu znani literaci oraz prezydent Wrocławia Jacek Sutryk. Inicjatywa „Słowa z popiołu” była sprzeciwem wobec „aktów palenia książek i innych działań wymierzonych w słowo szukające prawdy i piękna”. Czytanie dzieł autorów, których książki płonęły na stosach w niemieckich i austriackich miastach w 1933 r. zorganizowano równo w 86. rocznicę tamtych wydarzeń. W ówczesnym Breslau, na dzisiejszym placu Wolności.
Dokładnie do takiego samego poziomu skundlenia i sprostytuowania samych siebie zeszli dziś profesorowie wrocławskiej uczelni, do niedawna noszącej imię Bolesława Bieruta, jakie stało się udziałem ich niemieckich kolegów z tego samego uniwersytetu w latach trzydziestych ubiegłego wieku, których religią stał się wówczas niemiecki narodowy socjalizm, a bogiem Adolf Hitler. Obecne grono profesorskie wrocławskiej wszechnicy, dziś już na nowym etapie mądrości, czyni dokładnie to samo, co ich niemieccy poprzednicy, wynosząc na piedestał chwały w swoich murach najgorliwszego i najbardziej oddanego kolaboranta Adolfa Hitlera i III Rzeszy, udając jednocześnie, że tego nie widzi. Jeszcze wprawdzie krygują się ze wznoszeniem ręki w geście pięciu piw, bo nie mają na to jeszcze oficjalnego pozwolenia starszych i mądrzejszych. Z kolei nie posiadają już żadnych obiekcji i zahamowań, bo to już im wolno, do wznoszeniu przy każdej, nadarzającej się po temu okazji, banderowsko – nazistowskiego pozdrowienia -Sława Ukrainu, hemorojdom sława, co widać po ich zachowaniu i wyrazie twarzy, iż wypowiadanie tego hasła, sprawia im niewysłowioną wręcz przyjemność i satysfakcję, którą dotąd, tak długo musieli przed wszystkimi skrywać, by nikt nie domyślił się kim zawsze naprawdę byli. Jednocześnie nie mają żadnych zahamowań, sami będąc zdeklarowanymi nazistami, w oskarżaniu innych o faszyzm, przeciwko któremu w murach wrocławskiej uczelni ich protestujących przeciwników, odsądzili od czci i wiary, tak jak stało się to w przypadku, nielicznej grupy polskich patriotów, którzy po ich decyzji uhonorowania kolaboranta Szeptyckiego, mieli według nich czelność nazwać tego ukraińskiego nazistę po imieniu, czemu dali wyraz opluwając grupę polskich patriotów od najgorszych

.
Jakim więc trzeba wykazać się zakłamaniem, hipokryzją i fałszem w jednym, by udawać potępienie akcji palenia książek w nazistowskich Niemczech przed 86 laty, zorganizowanej w ramach ogólno niemieckiej kampanii niszczenia publikacji, nieprawomyślnych autorów w III Rzeszy, przez ówczesny Związek Studentów i grono profesorskie tej wrocławskiej uczelni w maju 1933, honorując jednocześnie dziś w swoich murach specjalnym wyróżnieniem, człowieka będącego gorliwym zwolennikiem tej akcji i fanatycznego zwolennika niemieckiego nazizmu oraz wodza III Rzeszy Adolfa Hitlera, którym był abp. Andrij Szeptycki we własnej osobie! To zarazem kolejny przykład pełnoobjawowej schizofrenii politycznej tych ludzi, której jak im się wydaje, nikt u nich nie dostrzega.
Wrocławianie entuzjastycznie witają swojego honorowego obywatela,
pana Adolfa Hitlera https://youtu.be/66oSg6hdnb4
https://www.youtube.com/embed/66oSg6hdnb4
https://www.youtube.com/watch?v=66oSg6hdnb4
Tłumy mieszkańców Breslau podczas spotkania z innym honorowym obywatelem Wrocławia – panem Adolfem Hitlerem. Zupełnie nie rozumiem dlaczego wódz III Rzeszy, tak jak i Fritz Haber, nie ma jeszcze swojej tablicy honorowej na Uniwersytecie Wrocławskim? Cóż za straszne zaniedbanie w dobie czasu, gdy bycie Europejczykiem jest cool i trendy i do czegoś w końcu zobowiązuje. Więc drodzy panowie profesorowie, chyba czas już nadrobić te zaniedbania?
Zwierzchnik Cerkwi Greckokatolickiej arcybiskup Andrij Szeptycki napisał kilka wiernopoddańczych, wręcz hołdowniczych adresów do wodza III Rzeszy Adolfa Hitlera, określając go w swoich listach wybrańcem Boga, nadzieją Europy, a siebie samego oddanym i uniżonym sługą jego ekscelencji. Po klęsce III Rzeszy na terenie ZSRR, natychmiast te same słowa, w swoim wrodzonym kundlizmie słał z kolei do Józefa Stalina, przysięgając mu swą wierność po grób. A jeśli zaszłaby taka konieczność to jego eminencja arcybiskup Szeptycki, taki sam list wysłałby nawet do samego Lucyfera, zapewniając go o swoim oddaniu i uniżoności. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Całym swoim podłym życiem, udowodnił to nie raz i to aż nadto wyraźnie.
A oto fotokopie oryginalnych listów, zachowanych w bardzo dobrym stanie, tego ukraińskiego sługi piekielnych czeluści, do Adolfa Hitlera i Józefa Stalina, którym w obu przypadkach składał niewolnicze zapewnienia o swoim dozgonnym oddaniu i wierności po grób. W obu przypadkach zakłamany, antypolski IPN,w osobach wszystkich swoich dotychczasowych prezesów i innych funkcjonariuszy frontu ideologicznego tej goebbelsowskiej instytucji i ochrony pamięci banderowskich rezunów, tłumaczył się kłamliwie przez całe lata polskiemu społeczeństwu, za każdym razem powtarzając tą samą brednię, że nie zachował się rzekomo żaden oryginalny list, napisany przez Szeptyckiego do Adolfa Hitlera i Józefa Stalina, by na podstawie samych takich internetowych wpisów, mających świadczyć, że są to listy metropolity Lwowskiego, nie można podejmować żadnych takich działań, sugerując się, niejednoznacznymi dowodami, by doprowadzić do likwidacji, istniejącej od 2007 roku w Iławie nazwy ulicy tego zdrajcy i hitlerowskiego kolaboranta. Jak widać takie listy się zachowały i z całą mocą zadają kłam, fałszywym twierdzeniom wszystkich prezesów i funkcjonariuszy tej antypolskiej agendy, zwanej dla zmylenia przeciwnika polskim Instytutem Pamięci Narodowej.

Iława – ulica hitlerowskiego kolaboranta Andrija Szeptyckiego
Biorąc to wszystko pod uwagę, może obecny prezes tej instytucji Pan dr. Karol Nawrocki i jego zastępca Pan profesor Mieczysław Golon, którzy w ostatnich tygodniach urządzili Polakom barbarzyński show, niszczenia pomników Armii Czerwonej, na swojej trasie, jaką zorganizowali sobie obaj panowie, nie tak dawno w rajdzie po całym kraju, dając osobistym przykładem, z młotkami w dłoniach, jak należy usuwać z polskiej przestrzeni publicznej, takie przeżytki przeszłości. To może teraz obaj razem, zrobią to samo w Iławie z łomami w dłoniach, dając osobisty przykład, w odniesieniu do usunięcia w ten sam sposób z murów domów iławskiego osiedla tablice z nazwą… ulica abp. Andrzeja Szeptyckiego. Tym bardziej, że petycja skierowana przez jednego z mieszkańców Iławy wiele lat temu, w tej właśnie sprawie, pozostała do dziś bez żadnej odpowiedzi, zarówno ze strony lokalnych włodarzy miasta, jak również gdańskiego oddziału IPN, któremu Iława podlega. Tak więc do dzieła panowie Nawrocki i Golon, bo likwidacja upamiętnień pozostałości totalitarnych reżimów w naszym kraju, nie ogranicza się bynajmniej, do nielicznych już pomników Armii Czerwonej, ale także dotyczy to hitlerowskich kolaborantów i banderowskich zbrodniarzy, którzy także byli przedstawicielami takich właśnie reżimów, o czym zdajecie się zapominać, a do czego w końcu zobowiązuje Was obowiązujące w naszym kraju prawo.
Polacy czekają.
***
23 września 1941 r. Szeptycki napisał list do Hitlera: „Wasza Ekscelencjo! Jako zwierzchnik Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej składam Waszej Ekscelencji serdeczne gratulacje z okazji zdobycia stolicy Ukrainy – miasta o złotej kopule nad Dnieprem, Kijowie… Odtąd los naszego narodu jest dawany głównie przez Boga w wasze ręce… Będę się modlił do Boga o błogosławieństwo zwycięstwa, które stanie się rękojmią trwałego pokoju dla Waszej Ekscelencji, armii niemieckiej i narodu niemieckiego. Ze szczególnym szacunkiem Andriej hrabia Szeptycki, metropolita.

Po lewej: List arcybiskupa Andrieja Szeptyckiego z Ukraińskiego Kościoła Unickiego skierowany do Adolfa Hitlera. Sam siebie określa jako nikogo innego jak swojego „wiernego sługę”. Jest on datowany na 1942 rok.
Po prawej: list tego samego człowieka, ale już do Józefa Stalina, z ukłonami i napisem „Do Wodza i Wielkiego Marszałka niezwyciężonej Armii Czerwonej”. 1944.

Waszej ekscelencji uniżony sługa
Fotokopia oryginalnego listu abp Andrija Szeptyckiego do Adolfa Hitlera
z 3 marca 1942 roku.
Jego Ekscelencja, Führer Wielkiego Narodu Niemieckiego, Adolf Hitler. Berlin. Kancelaria Rzeszy.
Wasza Ekscelencjo! Jako zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego składam Waszej Ekscelencji serdeczne gratulacje z powodu objęcia w posiadanie stolicy Ukrainy, miasta o złotej kopule nad Dnieprem – Kijowa! Widzimy w Panu niezwyciężonego wodza niezrównanej i sławnej armii niemieckiej.
Sprawa unicestwienia i wykorzenienia bolszewizmu, którą Pan, Führer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej, postawił sobie za cel w tej kampanii, jest wyrazem wdzięczności dla Waszej Ekscelencji całego świata chrześcijańskiego. Ukraińska Cerkiew Greckokatolicka zna prawdziwe znaczenie potężnego ruchu Narodu Niemieckiego pod Pana przywództwem. Będę modlił się do Boga o błogosławieństwo zwycięstwa, które stanie się rękojmią, gwarantującą trwały pokój Waszej Ekscelencji, Armii Niemieckiej i Narodowi Niemieckiemu.
Ze szczególnym, osobistym szacunkiem Andriej, hrabia Szeptycki – metropolita 23 września 1941 r

75 lat temu, 5 lipca 1941 r., Andriej Szeptycki radośnie witał nazistów we Lwowie
Dokładnie 75 lat temu, 5 lipca 1941 r., Andrij Szeptycki radośnie witał nazistów we Lwowie. Na zdjęciu plakat z pełną treścią odezwy zwierzchnika ukraińskich grekokatolików. A oto jej fragmenty: „Zwycięską armię niemiecką… witamy z radością i wdzięcznością za wyzwolenie od wroga. W tym ważnym historycznym momencie wzywam was, Ojcowie i Bracia, do wdzięczności Bogu, wierności Jego Kościołowi, poddanie się Mocy… Aby podziękować Wszechmogącemu za wszystko, co dał i prosić o niezbędne błogosławieństwa na przyszłość, każdy duchowy pasterz odprawi w najbliższą niedzielę po otrzymaniu tego wezwania wdzięczną służbę Bożą i pieśń „Wychwalamy Boże…” przyniesie wiele lat zwycięskiej armii niemieckiej i narodowi ukraińskiemu.
Żadnej kolaboracji, prawda? Przypomnę, że teraz na Ukrainie stawia się pomniki i tablice pamiątkowe temu kolaborantowi, który wychwalał Führera i „zwycięską” armię nazistowską.

Szeptycki do Stalina: „Pozdrowienia dla Wodza i Wielkiego Marszałka niezwyciężonej Armii Czerwonej”
Do Przywódcy Związku Radzieckiego, Naczelnego Wodza i Wielkiego Marszałka niezwyciężonej Armii Czerwonej, Józefa Wissarionowicza Stalina, witam i kłaniam się. Po zwycięskiej kampanii od Wołgi po San i dalej, ponownie przyłączyliście ziemie zachodnioukraińskie do Wielkiej Ukrainy. Za spełnienie najgłębszych pragnień i aspiracji Ukraińców, którzy przez wieki uważali się za jeden naród i chcieli zjednoczyć się w jednym państwie, Naród Ukraiński składa Wam wyrazy szczerej wdzięczności i za spełnienie tych testamentalnych pragnień i zmagań wraz z „Całym światem chyli przed Wami czoło
Te jasne wydarzenia i tolerancja, z jaką traktujecie naszą Cerkiew, wzbudziły w naszym Kościele nadzieję, że znajdzie on, podobnie jak cały naród, w ZSRR pod waszym kierownictwem, całkowitą swobodę pracy i rozwoju w dobrobycie i szczęściu. Za to wszystko idzie za tobą, Najwyższy Przywódco, głęboka wdzięczność od nas wszystkich.
Metropolita Andriej Szeptycki, 10 października 1944 rok.
Jacek Boki – Elbląg – 3 – 4 Grudzień 2022 r.
Źródła:
Iławianin proponuje zmianę patrona ul. Szeptyckiego. Nowa nazwa? W zasadzie niepotrzebna
https://gazetaolsztynska.pl/ilawa/513588,Ilawianin-proponuje-zmiane-patrona-ul-Szeptyckiego-Nowa-nazwa-W-zasadzie-niepotrzebna.html
NA UNIWERSYTECIE WROCŁAWSKIM ODSŁONIĘTO TABLICĘ KU CZCI SZEPTYCKIEGO [+FOTO]
https://kresy.pl/wydarzenia/polska/na-uniwersytecie-wroclawskim-odslonieto-tablice-ku-czci-szeptyckiego-foto/
https://www.wroclaw.pl/dla-mieszkanca/tablica-metropolicie-szeptyckiemu-na-uniwersytecie-wroclawskim
Niechciani honorowi obywatele. Miasta zmagają się z przeszłością
https://tvn24.pl/wroclaw/klopotliwi-honorowi-obywatele-miast-wsrod-nich-min-hitler-i-stalin-ra529616-3297439
Fritz Haber
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fritz_Haber
Palenie książek we Wrocławiu
http://dolnoslaskosc.pl/kalendarium,palenie-ksiazek-we-wroclawiu,899.html
Wrocław w III Rzeszy (Naziści w Breslau)
https://atrakcje-wroclawia.pl.tl/%26%239679%3B-III-Rzesza.htm
Palenie książek. Pierwsze stosy Trzeciej Rzeszy
https://wiadomosci.onet.pl/kiosk/palenie-ksiazek-pierwsze-stosy-trzeciej-rzeszy/q3j1x
„Słowa z popiołu” we Wrocławiu
https://instytutksiazki.pl/aktualnosci,2,slowa-z-popiolu-we-wroclawiu,3556.html
W służbie powszechnego braterstwa
https://www.bibula.com/?p=137277
Вашей эксцеленции преданный слуга
https://colonelcassad.livejournal.com/4467692.html?page=2
https://varjag-2007.livejournal.com/tag/%D1%88%D0%B5%D0%BF%D1%82%D0%B8%D1%86%D0%BA%D0%B8%D0%B9
https://www.google.com/search?client=firefox-b-d&q=translator
Andrzej Szeptycki
https://www.ivrozbiorpolski.pl/index.php?page=szeptycki
Kardynał Alojzije Stepinac – czy aby na pewno święty?
https://opinie.wp.pl/kardynal-alojzije-stepinac-czy-aby-na-pewno-swiety-6126039889507969a
Zbrodnie chorwackich ustaszy, czyli historia zdjęcia Serbów z Gliny
https://fotoblogia.pl/zbrodnie-chorwackich-ustaszy-czyli-historia-zdjecia-serbow-z-gliny,6794345239263361a
Jasenovac – „Auschwitz Bałkanów”
https://histmag.org/Jasenovac-Auschwitz-Balkanow-11198
Wniosek o zmianę nazwy iławskiej ulicy z „Metropolity Andrzeja Szeptyckiego” na „Generała Stanisława Szeptyckiego”
https://www.petycjeonline.com/wniosek_o_zmian_nazwy_iawskiej_ulicy_z_metropolity_andrzeja_szeptyckiego_na_generaa_stanisawa_szeptyckiego
Prof dr hab. Edward Prus – Patriarcha galicyjski – Wydawnictwo NORTOM
Uki Goni – Prawdziwa Odessa. Jak Peron sprowadził hitlerowskich zbrodniarzy do Argentyny – Wydawnictwo Replika 2016 r.
IPN robi bohatera z banderowca i hitlerowskiego kolaboranta! Abp Andrej Szeptycki wychwalany w polskich szkołach
https://wprawo.pl/ipn-robi-bohatera-z-banderowca-i-hitlerowskiego-kolaboranta-abp-andrej-szeptycki-wychwalany-w-polskich-szkolach/
Wrocławianie manifestowali przeciwko tablicy ku czci abp Szeptyckiego na miejscowym uniwersytecie [+VIDEO/+FOTO]
https://kresy.pl/wydarzenia/spoleczenstwo/wroclawianie-manifestowali-przeciwko-tablicy-ku-czci-abp-szeptyckiego-na-miejscowym-uniwersytecie-video-foto/
Prowadzenie tego bloga to moja pasja ale także wielogodzinna praca. Jeśli uważasz, że to co robię ma sens to możesz wesprzeć mnie w tym co robię, za co serca już teraz dziękuję.
PKO BP SA Numer konta: 44 1020 1752 0000 0402 0095 7431
Zamiast pomóc chcą zabijać.
Zamiast pomóc chcą zabijać.
Istnieją też doniesienia o osobach otrzymujących zgodę na wspomagane samobójstwo z powodu cukrzycy lub bezdomności.

Andrzej Kumor https://www.goniec.net/2022/12/05/zamiast-pomoc-chca-zabijac/
Niepełnosprawna weteranka Armii Kanadyjskiej i paraolimpijka otrzymała od ministerstwa propozycję eutanazji, kiedy skarżyła się, ile czasu zajmuje zainstalowanie windy schodowej w jej domu. Christine Gauthier zeznawała w parlamencie w Ottawie w czwartek.
Gauthier, szukała pomocy w przemieszczaniu na piętro wózka inwalidzkiego w swym domu. Powiedziała, że zamiast tego pracownik ds. weteranów zaproponował medycznie wspomagane samobójstwo
Rządowe śledztwo wykazało, że co najmniej czterem innym weteranom również zaproponowano samobójstwo.
Eutanazja jest legalna dla nieuleczalnie chorych pacjentów w Kanadzie od 2016 roku
Ale w zeszłym roku prawo rozszerzyło się o osoby z długotrwałą niepełnosprawnością.
Niepełnosprawna weteranka skrytykowała rząd w Ottawie za propozycję eutanazji, kiedy była sfrustrowana opóźnieniami w zainstalowaniu windy dla wózków inwalidzkich w jej domu.
Pracownik opieki społecznej dla weteranów powiedział jej: „Proszę pani, jeśli naprawdę jest pani tak zdesperowana, możemy udzielić pani pomocy medycznej przy samobójstwie”.
End Wokeness@EndWokeness·FollowCanada offers disabled veteran “aid to die” when she asks for a stairlift
Pracownik, który złożył ofertę, nie został ujawniony, ale istnieje obawa, że zaoferował to samo „rozwiązanie” trzem innym weteranom, którzy zgłosili się do VAC z problemami , donosi Global News .
Premier Justin Trudeau stwierdził, że jest to „absolutnie nie do przyjęcia ” .
Gauthier brała udział w Igrzyskach Paraolimpijskich 2016 i Invictus Games 2016 księcia Harry’ego (powyżej), gdzie zdobyła złoto w wioślarstwie halowym i trójboju siłowym wagi ciężkiej.
Od 2017 roku szuka pomocy VAC w zdobyciu windy schodowej do swojego domu.
„To bardzo mnie odizolowało, ponieważ muszę czołgać się z wózkiem inwalidzkim przede mną” – powiedziała Global News .
Powiedziała, że była zszokowana propozycją samobójstwa od pracownika socjalnego, która pojawiła się w rozmowie w 2019 roku. Powiedziałam„ Nie mogę uwierzyć, że… zrobisz mi zastrzyk, który pomoże mi umrzeć, ale nie dasz mi narzędzi, których potrzebuję, aby pomóc mi żyć” . „To było naprawdę szokujące, usłyszeć tego rodzaju komentarz”.
Gauthier została ranna w wypadku podczas szkolenia wojskowego w 1989 roku, doznając trwałego uszkodzenia kolan i kręgosłupa.
Zeznania Gauthier i doniesienia o innych podobnych przypadkach wywołały publiczne oburzenie.
Od przyszłego roku nowe prawo pozwoli osobom cierpiącym na choroby psychiczne „uzyskać” samobójstwo wspomagane medycznie.
Dr Trudo Lemmens, profesor prawa i polityki zdrowotnej Uniwersytetu w Toronto, powiedział DailyMail.com, że system może stworzyć „obowiązek wprowadzenia [samobójstwa] jako części” leczenia zdrowia psychicznego; „Wyobraź sobie, że jest to stosowane w kontekście zdrowia psychicznego. Masz osobę cierpiącą na ciężką depresję, która szuka pomocy u terapeuty i otrzymuje propozycję śmierci”
Obawia się, że pacjenci, którzy są w odpowiednim stanie umysłu, mogą zostać przekonani, że samobójstwo jest rozsądną opcją. Dr Lemmens nazwał cały system „wypaczoną koncepcją autonomii jednostki”.
Istnieją już doniesienia o osobach otrzymujących zgodę na wspomagane samobójstwo z powodu cukrzycy lub bezdomności.