Ks. prof. Andrzej Zwoliński: Czerwone twarze ateizmu

Ks. prof. Andrzej Zwoliński: Czerwone twarze ateizmu

9 sierpnia 2026

Roszak-ateizm-satanizm.jpg
Oprac. PCh24.pl

Po epoce wielkich wojen z chrześcijaństwem, które wiązały się z rozwojem ideologii totalitarnych, nadszedł czas innej walki z religią, bardziej subtelnej, choć równie skutecznej. Opierała się ona na głoszeniu haseł antychrześcijańskich, ale też wysuwaniu haseł sprzecznych z nauką Chrystusa, czy z religią w ogóle.

a. Religijne szaleństwo

Pop Łazarz prosił cara, by udzielił mu pozwolenia na wejście „na ogień na dowód prawdy, by zniknęły wątpliwości w duszach ludzi bogobojnych i połączyła się Cerkiew”. Wierzył silnie w gniew Boży i wierzył, że szczególna opieka Boża ocali go, gdy stanie na „sąd Boży” w ogniu, nie spłonie, a jego ocalenie będzie dowodem dla wszystkich, że jest miły Stwórcy. Car zezwolenia nie udzielił, lecz z czasem starowierców zaczęto wysyłać w ogień nie dla „sądu Bożego”, lecz z wyroku sądów ludzkich, które przewidywały ten rodzaj kary dla prowadzących antyreformatorską agitację. W ten sposób na stosie, w 1682 roku, zginęli wszyscy „ojcowie starego obrzędu”, w tym pop Łazarz, Epifaniusz i diakon Fiodor. [1]

Wyznawanie wiary może łatwo połączyć się z szaleństwem radykalizmu, który prowadzi jednostkę do destrukcji jego samego i relacji z innymi. Sam radykalizm wiary, nie poparty argumentami rozumu, łatwo może stać się formą nowej religii i drogą odejścia od prawdy, którą przyjęło się wcześniej jako wyznawca danej religii. Łatwo bowiem irracjonalizm staje się nową formą religijności, a raczej zaskakującą postacią ateizmu – odejścia od prawdy o Jedynym Bogu.

Społeczności chciały bronić się przed popadnięciem w irracjonalizm. Już myśliciele starożytni widzieli więc w szkole źródło rozsądku, niezbędnego racjonalizmu i sceptycyzmu, który może uchronić młodego człowieka przez atakiem szarlatanów wróżby, przesądów i zabobonu. Szkoła, podejmując delikatny proces wychowania i edukacji, ma ogromny wpływ na kształtowanie sposobu myślenia i życia swych adeptów. W okresie rozwoju, gdy dopiero zaledwie zarysowywane są zręby przyszłej osobowości, łatwo i skutecznie oddziaływać można na konkretne osoby, lecz dobrodziejstwo procesu wychowania może być nadużywane do skutecznego manipulowania młodym człowiekiem. Zaskakująca jest, w większości dyskusji o wychowaniu, pozorna nieobecność religii. Traktuje się ją (zwłaszcza chrześcijaństwo) jako czynnik kulturowy. Im bardziej podkreśla się samodzielny rozwój jednostki, tym bardziej religia traktowana jest jako przeszkoda, system rygorów narzuconych z zewnątrz, czynnik ograniczający swobodę, obcy naturze ludzkiej. Bardzo wyraźne natomiast jest zjawisko nawiązywania przez współczesne ideologie wychowania (zwłaszcza romantyczne) do religii Wschodu. [2]

Można wymienić szereg przykładów pomieszania porządków nauki i wiary. I tak np. Świadkowie Jehowy powtarzają często, że jedyną naukową książką wartą poznania jest Biblia. Za Russellem twierdzą, że z niej można się uczyć nie tylko religijności, czy moralności, lecz także historii i nauk przyrodniczych. Największym zaś naukowcem świata był Mojżesz. Prawdziwy wyznawca nie powinien kończyć szkół średnich, a tym bardziej studiować na wyższych uczelniach, gdyż wiedza w wydaniu ludzkim psuje go, demoralizuje. Wielokrotnie w pismach propagandowych grupy spotkać można wypowiedzi młodych ludzi, którzy przerwali naukę szkolną i przystąpili do głoszenia „dobrej nowiny”. Przedstawia się ich jako wzór godny naśladowania. Co prawda używają oni terminów „studia, studiowanie, nauka”, lecz odnoszą je do czytania (studiowania) Biblii i wszystkich wydawnictw Centrali Brooklińskiej. [3]

W rosyjskiej dyskusji nad drogami wejścia sekt w życie społeczne, którą podjął dwutygodnik „Ogoniok” (nr 19-20, 1994 r.), diakon Kurajew podał fakt opanowywania szkół przez sektę Jeana Gavera „Univers”. Jej popularność łączy się z poparciem jakiego udzielili jej urzędnicy resortów oświatowych. Jean Gavera, autor „Podręcznika żywej duchowości”, głosi, że „niezbędne są dla Rosji tradycje Kabały… Duchowość bierze swój początek w tej części ciała, która zwykle była związana z funkcjami płciowymi.On sam – nauczyciel – w swoim mieszkaniu „testował” chłopców. Ciesząc się poparciem władz oświatowych otrzymał także kierownictwo nad audycją telewizyjną pt. „Dobranoc, dzieci”. Jak zauważył Kurajew: „Sekty po cichu wdzierają się do szkół, domów kultury, klubów turystycznych, bibliotek rejonowych. Lata ich ukrytej propagandy doprowadziły do tego, że dzisiaj najbardziej masową postacią religijności w Rosji stały się różne formy teozofii. Rosyjskie Ministerstwo Oświaty wyhoduje jeszcze niejedną 'Matkę Świata’, dzięki wprowadzaniu do kolejnych szkół 'pedagogiki waldorfowskiej’ teozofa i okultysty Steinera”. [4]

Kondycja współczesnej nauki jest wypadkową wielowiekowych dyskusji nad jej możliwościami, zakresem, sensem i celem. Po modernistycznym zachwycie nad osiągnięciami umysłu ludzkiego i jego możliwościami, nastąpił okres chłodnego, sceptycznego podejścia do nauki oraz zmiany jej rozumienia. Naukę i technikę zaczęto oskarżać o scjentyzm i jałowy materializm.

We współczesnej nauce zespoliły się dwa aspekty doświadczeń ludzkich: racjonalny i subiektywny. Gnoza, rozumiana jako „wiedza” nie podlegająca dyskursom, ani weryfikacjom stała się udziałem wielu dyscyplin nauki. Wielcy naukowcy, jak Einstein, Heizenberg, Bohr dochodzili do swoich wielkich odkryć drogą medytacji i wizualizacji subiektywnej. Coraz częściej kwestionuje się też dzisiaj tradycyjną medycynę. Przeraża ona swoją bezwzględnością i radykalnymi metodami chirurgicznymi. W ostatnich latach pojawiło się wiele nowych metod leczniczych ukrywających się pod nazwami: medycyna alternatywna, medycyna niekonwencjonalna, medycyna komplementarna, holistyczna czy też medycyna naturalna. Sposoby leczenia w „takiej” medycynie odbiegają od tradycyjnych wyobrażeń o niej i choć są „mniej uczone”, odznaczają się często dużą skutecznością i zyskują przez to coraz większą aprobatę społeczną. Nie wszystkie jednak nowe metody lecznicze rzeczywiście są naturalne. Niektóre z nich należałoby nawet zakwalifikować do wróżbiarstwa, astrologii, magii lub czegoś pośredniego między okultyzmem a ezoteryzmem. [5]

Nowoczesny gnostyk chętnie odwołuje się do nauki, sam posiada dyplom uniwersytecki i świadectwa akademickie, chętnie używa naukowej terminologii, pracuje z komputerem, wykorzystuje wszystkie nowinki nauki i techniki, by ze swoją doktryną dotrzeć do najszerszych grup społecznych. Powołując się na autorytet nauki pogłębia intelektualne i kulturowe zagubienie współczesnego człowieka. „Inteligencja” stała się pojęciem niejasnym, rozmytym; nie wiadomo kiedy i jak służy poszukiwaniu Prawdy.

Trudną sytuację współczesnego człowieka, zagubionego w problemach świata, pomnaża ogólny kryzys polityczny i społeczny. A społeczeństwo dotknięte głębokim kryzysem lub wystawione na konfrontację z obcymi systemami i wartościami kulturowymi jest naturalnym środowiskiem powstawania nowych idei parareligijnych i gnostycznych. Według I. I. Zaretsky’ego i M. P. Leone (1977) przyczynami wyjaśniającymi powstawanie nowych religii i kultów są: negacja istniejącego porządku społecznego, chęć odcięcia się od establishmentu, pojawienie się charyzmatycznych przywódców, dążenia partykularne wymagające zorganizowanych działań, reakcja na stres wywołany radykalnymi zmianami społecznymi. Nowe ruchy religijne nasilają się w społeczeństwach, w których jednostki odczuwają stany zagrożenia i egzystencjalnej niepewności, mają poczucie dyskryminacji i społecznego odrzucenia, znajdują się na marginesie społeczeństwa. Można to łatwo zaobserwować m. in. na przykładzie krajów postkomunistycznych. [6]

Aleksander Sogomonow, pracownik Instytutu Socjologii Rosyjskiej Akademii Nauk twierdzi: „Defilada różnorodnych form duchowości w postsowieckiej Rosji jest zjawiskiem prawowiernym i do pewnego stopnia normalnym. W odrodzeniu się zainteresowania religią nie ma nic nieoczekiwanego i dziwnego (…) Zdumienie wywołuje raczej szokująca popularność okultyzmu i sekciarstwa. Zwrot ku okultyzmowi, teozofii, a nawet prosta wyznaniowa reinkarnacja w znacznym stopniu związane są z potrzebą nowych absolutów, nowych prawd, słowem – nowego światopoglądu”. [7]

Praktyka zdaje się potwierdzać te obawy. W roku upadku marksizmu, w listopadzie 1989 r., w Moskwie powstało pierwsze stowarzyszenie magiczne – Wszechzwiązkowy Komitet Wymiany Energoinformacji w Przyrodzie, skupiający różnego rodzaju uzdrowicieli, różdżkarzy, jasnowidzów, hipnotyzerów, astrologów, ufologów itp. W czerwcu 1990 r. powołano Międzyregionalną Federację Astrologów, a przy Wyższej Szkole Partyjnej utworzono Wszechzwiązkową Akademię Astrologiczną. Jeden z dziennikarzy rosyjskich, przy okazji relacji z sądowej debaty nad ukraińskim Białym Bractwem, zauważył: „Magicy godzinami występują w telewizji, czarownikom odstępuje się szpalty gazet, nakłady utworów mistycznych i astrologicznych zbliżają się do nakładów klasyków marksizmu(…). Jeśli nasze zjednoczone wysiłki zwrócone ku deracjonalizacji społeczeństwa i jego demoralizacji będą trwały nadal, 'Białe Bractwo’ powróci. Nie jest istotne, jak się będzie nazywać w nowym obliczu. Przecież my sami przyzywamy nieszczęścia, z paranoidalnym uporem wywołując upiory z przeszłości”. [8] Od 1991 do 1998 roku w urzędach państwowych w Rosji zarejestrowano ok. 13 tys. sekt i ruchów religijnych. Liczbę członków sekt szacuje się obecnie na miliony. [9]

Wielu z nich przewodzą przedstawiciele „pokomunistycznej” lub „nowej” inteligencji. Wielkie Białe Bractwo założył w Kijowie w 1990 r. doktor nauk technicznych, działacz poateistycznego stowarzyszenia „Znanije”, Jurij Kriwonogow – wykładowca „ekstr-asensoryki” w Doniecku. Wspomagała go Maryna Cwigun, absolwentka wydziału dziennikarstwa, była działaczka komsomolska, później propagatorka „zdrowej żywności” i „zdrowego trybu życia” w stylu wschodnim.

W Polsce do 1998 r. tysiąc osób ukończyło Łódzką Akademię Astrologiczną otrzymując tytuł magistra. Uprawnienia nadała jej podobna uczelnia w Moskwie. Najpopularniejszą państwową uczelnią polską, kształcącą astrologów w ramach zajęć z tzw. filozofii psychotroniki, jest Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. [10]

„Inteligencja gnostyczna” – spadek po ideologicznym triumfie faszyzmu i marksizmu, przekonana o swej nieomylności, stwarza kolejne kręgi wtajemniczonych, wśród których „prawda” i „nieprawda” są jedynie mitem, przybierającym symboliczne znaczenie. Wietnamski intelektualista Doan Viet Hoat przestrzega: „Nasz wiek był stuleciem wielkich kłamstw. Jest to częściowo wina intelektualistów, ponieważ zbyt słabo protestowali przeciw kłamstwu. Jeżeli nie będą się energicznie opierać, wiek następny stanie się epoką kłamstw jeszcze bardziej monstrualnych”. [11]

Przykładów budowania pseudonaukowych jest bardzo wiele. Carlos Castaneda „wkroczył w świat czarnoksiężników” i powrócił z niego, by napisać pracę doktorską na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (UNCLA). Opisał w niej swoją inicjację u indiańskiego czarnoksiężnika Juana Matusa i stwierdził, że źródła szamańskie i naukowe są takie same: „Te same kryteria co w nauce obowiązują też w świecie czarnoksiężnika: szkolenie, polegające na ustnych pouczeniach i manipulacji świadomości, choć różni się od naszego, jest równie rygorystyczne, gdyż ich wiedza jest równie, jeśli nie bardziej, złożona”. [12]

Wiele dziedzin nauki odchodzi dzisiaj radykalnie od poszukiwania prawdy i kieruje się w stronę „nienaukowej nauki”. Amerykański psycholog Roger Mills, w artykule pt. „Psychologia zwariowała: partaczy jako nauka”, stwierdził: „Sam słyszałem, jak terapeuci przekonują klientów, iż wszystkie ich problemy biorą się od matki, z gwiazd, struktury biofizycznej, diety, stylu życia, nawet z karmy poprzednich wcieleń”. [13]

Natomiast Bernie Zilbergeld, psycholog kliniczny, pisze o „przebiegłym, cynicznym niszczeniu duchowości człowieka i zastępowaniu jej swoistą pozytywistyczną nauką umysłu (…). Ci, których przodkowie czerpali ze słów Boga i oddawali cześć u ołtarzy Chrystusa i Jahwe, znaleźli dziś ukojenie i sprawują kult u ołtarzy Freuda, Junga, Carla Rogersa (…) i rzeszy podobnych autorytetów”. [14]

Człowiek do końca świata pozostanie na etapie poszukiwania prawdy. Dar rozumu umożliwia mu osiąganie wspaniałych wyników w poznawaniu świata. Potrzebuje jednak nieustannego pilnowania porządku, który dostępny jest rozumowi w jego budowaniu nowych twierdzeń i teorii. Bez porządku, związanego z kondycją ludzkiego rozumu, jego zaplątanie się i zagubienie jest bardzo łatwe. Wychowanie, mody kulturowe, czy propaganda medialna mogą wywierać ogromny wpływ na kształtowanie się nowych idei, nastawienie do istotnych kwestii egzystencjalnych, które decydują o kształcie i kondycji religijności współczesnego człowieka. [15]

Znany rumuński religioznawca postuluje, aby ocalić termin „religia”, poszerzając jego znaczenie do doświadczenia „sacrum”, a nie ograniczając go do wiary w Boga, bogów czy duchy. W swojej programowej pracy pisał: „Wszystkie dotychczasowe definicje zjawiska religijnego mają jedna wspólna cechę: każda z nich przeciwstawia na swój sposób ‘sacrum’ (sakralność, świętość) i życie religijne – ‘profanum’ (powszedniość, świeckość) życiu świeckiemu”. [16]

Umysł ludzki nie może funkcjonować bez przekonania, że istnieje w świecie coś, co jest nieredukowalnie rzeczywiste, by przeżycia i popędy, których doświadcza pozbawione były znaczenia. To zaś łączy się z odkryciem „sacrum”. Człowiek nie może żyć w chaosie, dlatego manifestuje sakralne podejście do części świata uznanej przez siebie za ważniejszą, za manifestację świętości. Jest ona jednak daleka od religii objawionej czy tradycyjnych przekonań. Zależy od osobistego wyboru, często irracjonalnego, który w jego życiu nabiera postaci nowej, jego, osobistej „religii”. [17]

Wszystko, co posiada dla człowieka znaczenie, jest – zdaniem M. Eliade – przejawem „sacrum”. Jak zanotował: „Odnajduję to pragnienie w każdym znaczącym dokonaniu człowieka, we wszystkich epokach”. [18]

Św. Paweł, w Liście do Rzymian, przestrzega przed takimi nauczycielami religii, którzy „choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych, stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy (…)” (Rz 1, 21 – 25).

b. Nowa Era – ruchy religijne i sekty jako odpryski ateizmu

Głównym źródłem współczesnej popularności sekt i nowych ruchów religijnych, odchodzenia od religii w kierunku jej nowych, coraz bardziej wyszukanych form, jest kryzys cywilizacji. Wobec kryzysu cywilizacyjnego, związanego z coraz bardziej złożonymi i niejasnymi sytuacjami współczesnego życia, ze zniszczeniem i osłabieniem struktur społecznych, z narastającą wrogością, konfliktami, gwałtem i strachem przed przyszłością, sekty podsuwają gotowe i proste rozwiązania. Proponują „nową” wizję świata, ludzkości, kultury i samego siebie obiecując ratunek i dając poczucie stabilizacji.[19]

Takim nurtem okazał się New Age, oferujący samo-zbawienie. Obiecuje nastanie nowej formy bytowania człowieka i związanego z nim świata, która będzie polegała na pełnej harmonii człowieka z samym sobą; z innymi ludźmi i z całym wszechświatem. [20] Bóg osobowy nie istnieje transcendentnie, a tylko jako bezosobowa, wszechogarniająca boska Jaźń. Jedyną szansą na znalezienie bóstwa we wszechświecie „jestem już tylko ja sam” – to człowiek jest „drzemiącym ukrytym bogiem”. Człowiek i Bóg to jedno i to samo. Bóg istnieje w nas (immanentnie), ale nie jest od nas różny. Bóg jest wszechobecną energią. [21]

Człowiek Nowej Ery sam dla siebie jest zbawcą (autosoteryzm). Człowiek jest więc „samotnym ateistą”, albowiem nic poza nim nie istnieje. Jest to jednak optymistyczna, a nawet naiwna, wizja samozbawienia, pozbawiona idei grzechu, zła i ich konsekwencji dla człowieka i świata. Stan zbawienia zależy w pełni od człowieka. Ta wizja wyraża tęsknotę człowieka za zbawieniem z naiwnym twierdzeniem, że może je sam osiągnąć. [22]

Dróg do sięgnięcia przez człowieka po pełnię swych możliwości, po – swoiście rozumiane – zbawienie, jest bardzo wiele. To np. czerpanie z doświadczeń praktyk duchowych religii Wschodu, choćby buddyzmu i hinduizmu. [23] To także powrót do tradycji pogańskich starożytności (np. astrologia), czy czasów nowożytnych (okultyzm, teozofia, antropozofia itp.). Owych „bogów New Age” jest wiele, a wszyscy mają być dalecy od Boga Objawienia i chrześcijaństwa. [24]

New Age konsekwentnie pielęgnuje antychrześcijańskie nastawienie, wzywając do porzucenia czci Jedynego Stwórcy i Pana. Jest to jedna z realizacji celnej uwagi, C. S. Lewisa, w listach starego diabła (Krętacza, „piekielnej ekscelencji, podsekretarza stanu w piekle) do młodego (jego bratanek, Piołun): „Postaraj się zastąpić samą wiarę jakimś modnym kierunkiem o chrześcijańskim zabarwieniu, wykorzystaj ich pogardę do rzeczy ‘starych’. Pogarda dla rzeczy ‘starych” jest jedną najcenniejszych umiejętności, jakie udało nam się wyhodować w sercu ludzkim – niewyczerpane źródło herezji religijnych, szalonych zamysłów, niewierności w małżeństwie i niestałości w przyjaźni”. [25]

Zagubiona jednostka z trudem może we współczesnym świecie znaleźć dla siebie miejsce. Struktury społeczne, które współtworzy, również przeżywają okres destabilizacji, który m.in. wykorzystują powstające nowe sekty i ruchy religijne. Do najbardziej ważących należy kryzys Kościoła i religii.

Współczesna filozofia New Age głosi „śmierć prawdy”, której po prostu nie ma. Vaclav Bielohradski, czeski filozof postmodernista, w jednym z wywiadów powiedział: „filozofia nie jest żadną dyscypliną naukową; jest raczej tym, co gwarantuje określony poziom publicznego głoszenia poglądów (…) tworzy warunki, w których słowo ma sens, a rozmowa jest płodna (…) w filozofii nie chodzi wcale o prawdę ani o prawdy, ale o to co nas uwalnia od niej”. [26]

c. Satanizm

W ujęciu biblijnym każde opowiedzenie się przeciw Bogu jest formą satanizmu, czcią oddaną Szatanowi – „przeciwnikowi” Boga. Formalny zwrot ku Złu, wybranemu jako Siła i Moc „tego świata”, systematyczny i zorganizowany, rozpoczął się w XIX wieku. To ten wiek, wraz z romantyzmem, wprowadził Szatana w literaturę piękną i filozofię, jako uosobienie nieszczęścia najpiękniejszego z aniołów. [27]

W literaturze Rosji XIX wieku diabeł przybrał postać pięknego lecz zgorzkniałego ducha destrukcji, niekiedy wcielał się we wroga ideologicznego (przyjmując postać Piotra Wielkiego, Napoleona, arystokracji jako klasy lub nihilistycznej młodzieży) lub był postacią z demonologii ludowej, w której dostrzegano także cechy pozytywne. W dekadenckich tekstach uznawano, że jedynie oddanie duszy diabłu może uchronić „ja” przed rozbiciem osobowości.[28] Włodzimierz Sołowjow (1853 – 1900), którego twórczość stała się ważnym źródłem rosyjskiego symbolizmu, napisał „Krótką powieść o Antychryście”, opartą na Piśmie Świętym i przepowiadaniu Ojców Kościoła, fabularyzowaną opowieść o czasach ostatecznych, w której Szatan zdobywa władzę nad społeczeństwami posługując się manipulacją i kłamstwem. [29]

Wprost o „humanizmie satanistycznym” można mówić w przypadku postaci Wielkiego Inkwizytora u Fiodora Dostojewskiego. Jego istotą jest forma deformacji humanistycznej, która polega na przypisywaniu człowiekowi tego, co do niego nie należy, a co staje się przedmiotem jego uzurpacji. [30] Wielki Inkwizytor próbuje przeciwstawić Chrystusowi idei odkupienia swój własny plan, który opiera się na Szatana w czasie kuszenia Chrystusa na pustyni. Owe pokusy, zdaniem Wielkiego Inkwizytora, nie powinny być traktowane jako pokusy, ale jako niezwykle mądre rady czy też pytania. Wskazują one na symetryczne przeciwstawienie: to, co Chrystus odrzucał, Inkwizytor afirmuje. [31] Jego program to nie tylko „nie-religia”, ale „anty-religia”, albo w istocie nie tylko „ateistyczny humanizm”, lecz i „fałszywa religia”.

W polskiej literaturze romantycznej Szatan znajduje swe bardzo ważne miejsce. Jest aktywny społecznie, utożsamia się z zaborczymi władcami, pogrąża jednostki w zależności od siebie i jest kreatorem anty-Bożego świata. [32]

Wiek XIX i XX ujrzał i doświadczył Szatana w jego nowych postaciach. Związał je różnymi postawami wobec świata: z nudą, która wynika z przeżycia świata odwartościowanego, wzmaga poczucie absurdu, prowadzi do nihilizmu (Szatan – Niszczyciel); z perwersją, otwierającą amoralną perspektywę odrzucenia dotychczasowej kultury i cywilizacji, zniszczenia wszystkiego i wszystkich (Antychryst – Nonsens); oraz z czynem, który łamie wszelkie normy, ale utwierdza jednostkę w przekonaniu, że odgrywa rolę autonomicznego twórcy, tworzy nowe wzory kultury, realizuje mit Prometeusza i Rewolucjonisty (Lucyfer – Nowy Sens). Mity satanistyczne wyznaczały odmienne style zachowań społecznych: zniszczenie wszelkiego sensu, porządku, nihilizm i katastrofizm; odkrycie wartości nonsensu, bluźnierstwa, chaosu, masochistycznego uroku zatracenia; ustanowienie nowego sensu, polemiki z tradycją, poszerzenia horyzontów o nowe projekty, nowe odrodzenie wszystkiego.

Na przestrzeni wieków Szatan wielokrotnie promował „swoją sprawę” posługując się religią, wykorzystując naturalne, religijne nastawienie człowieka, który zawsze czci Boga lub jakiegoś bożka. W Izraelu przemawiał przez fałszywych proroków. W Nowym Testamencie autorzy przestrzegają przed tym, który przybiera postać Anioła Światłości, a jest Antychrystem. Jest to „przebranie” trudne do rozpoznania i identyfikacji. Helmut Thielicke w książce pt. „Between God and Satan” („Między Bogiem a Szatanem”) przypomina, że szatan mocno wierzy w Boga: „Z tego powodu jest tak niebezpiecznym zwodzicielem, 'nauczycielem błędu’ w Kościele, ponieważ tam jego zasada stawiania na Boga, i pozytywne chrześcijańskie wierzenia, okazuje się najbardziej skuteczna. Możemy właściwie powiedzieć, że jest to najbardziej diaboliczna rzecz, jaką diabeł czyni. Dlatego nazywa się kłamcą od początku. Dlatego nazywa się go Bożą 'małpą’. Dlatego można go pomylić z Bogiem.” [33]

Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które człowiek dąży do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągnąć nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Naganne jest również noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich”. [34]

Granica między magią a satanizmem w praktyce nie jest wyraźna. O ile jednak praktykujący magię nie chcą być nazywani satanistami, o tyle wielu satanistów przyznaje się, że w przeszłości parało się magią i okultyzmem. Część z nich do satanizmu przyciągnęła perspektywa rozbudowania obrzędów, a nawet swobodnego ich kreowania.[35] Stąd też wiele z sekt o charakterze okultystyczno – magicznym jest jednocześnie zaliczanych do sekt satanistycznych.

Nowym zjawiskiem społecznym są współcześnie organizacje magiczne, których celem jest nie tylko podejmowanie ściśle określonego kultu, lecz stworzenie wspólnoty magicznej, żyjącej razem, a nawet tworzącej coś na kształt wiosek magicznych. [36]

Istnienie zorganizowanego satanizmu kontrastuje z odczuciem, jakoby Szatan „był mniej obecny” w codziennym życiu i kulturze narodów końca XX wieku. Chociaż jest to ciągle zjawisko marginalne, poprzez m. in. reklamę w mass mediach, staje się coraz wyraźniej obecnym w naszym życiu indywidualnym i społecznym, od wieków też wzbudza emocje i kontrowersje.

d. Humaniści bez Boga

W deklaracji British Humanist Association czytamy: „Humaniści różnią się pod wieloma względami od ludzi religijnych. Nie prosimy o pomoc 'Boga’, ani nie oczekujemy żadnej nagrody w 'niebie’. Polegamy na sobie i innych ludziach i poświęcamy swój czas i energię światu, w którym żyjemy.” Te słowa wyrażają istotę ateizmu współczesnych humanistów. Jeszcze w filozofii XVII wieku refleksja na temat człowieka zaczynała się od rozważań o Bogu. Najpierw mówiono o Stwórcy, bycie absolutnym i nieskończonym, a przez odniesienie do Niego określano kondycję bytu ludzkiego. Bóg poprzedzał człowieka w porządku logicznym, moralnym i metafizycznym. Później nastąpiła przemiana pojęcia transcendencji, do czego posłużyła idea oświeconego humanizmu. To odwrócenie porządku doprowadziło do istotnych przemian w moralności, w rozumieniu ładu społecznego, a w końcu do ateizmu. [37] Pojawił się tzw. humanizm świecki, a pośród niego nawet personalizm ateistyczny, który wybiera między Bogiem a człowiekiem. [38]

Drogą do tego „nowego świata” jest „straszenie Kościołem” w mass mediach, wykluczanie katolików przez ośmieszenie ich opinii i działań. Badania prasoznawcze wykazują, że w samym 2016 roku w „Gazecie Wyborczej” znalazło się ponad 140 tekstów jawiących się jako bluźniercze lub antykatolickie, okultystyczne – w tym neopogańskie, promujące magię, a nawet satanistyczne. [39]

Komentując tego typu tendencje, abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski, stwierdził: „W imię owych niezidentyfikowanych wartości należy – w myśl nowoczesnych ideologów – wycinać wszystko, co nawiązuje do chrześcijańskiej przeszłości. W tym wypadku – krzyże. Robi się więc dokładnie to samo, co w polskiej pamięci zostało zapisane jako dokonania hitlerowskich Niemiec czy bolszewików!” [40]

We współczesnej formie dążenie do odgórnego kształtowania jednostki przybierają np. postać wpływania na kształt rodziny, zasady obowiązujące w małżeństwie czy proces wychowania. Dezorganizacja rodzin, antykoncepcja czy aborcja i eutanazja, mają być wyrazem nowych sposobów kształtowania relacji między jednostkami i jej roli społecznej. Próbuje się budować prawo państwowe w oparciu o porozumienie społeczne, czego domaga się tzw. „etyka proceduralna” – narażona na wielką nietrwałość, wynikającą ze słabości opinii podatnych na przejściowe mody i ulotne emocje. Brak fundamentalnych podstaw często wiąże się z pomijaniem wyraźnie określonego dobra moralnego, sprowadzonego w swej treści do tymczasowych umów i układów społecznych. Prawo proponuje jedynie to co słuszne (right) lub niesłuszne (wrong) dla społeczeństwa w określonym momencie jego historii. [41] W ten sposób zsekularyzowane społeczeństwo nie ma przed sobą żadnego celu poza własnym chwilowym zadowoleniem. Tworzy duchową pustynię.

Kanadyjski filozof, Charles Taylor, nazwał takie rozumienie humanizmu „wykluczającym humanizmem”. Określa on sam siebie jako wykluczenie transcendentnego punktu odniesienia dla życia kulturalnego, społecznego i politycznego. Łączy się z kultem chwili i potępieniem tradycji. [42] Afirmacja rzekomej wolności myśli łączy się „z odrzuceniem jakiegokolwiek dogmatu”, czyli wszelkiej prawdy objawionej, z „marginalizacją Boga”, który jest odrzucony jak każdy inny autorytet. „Tolerancja doktrynalna” sprowadza się do odrzucenia jakiegokolwiek głosu odwołującego się na Objawienie, a więc odstępującego od powinności obywatelskich względem reszty społeczeństwa. Laicyzm uważa sam siebie za strażnika tolerancji, która wypływa z antychrześcijańskiego racjonalizmu. W imię tolerancji laicyzm zagłusza w rzeczywistości głos Kościoła, który odgórnie uznany jest za „nietolerancyjny” w wyniku głoszenia prawdy i otwarcia się na Objawienie. [43]

Na różne sposoby, ale systematycznie i skutecznie narzucana była antropologia bez Boga i bez Chrystusa. Efektem jest uważanie człowieka za absolutne centrum rzeczywistości, każąc mu – wbrew naturze rzeczy – zająć mu miejsce Boga. Zapomnienie Boga z czasem prowadzi do zapomnienia człowieka, co wyraża się powstaniem rozległej przestrzeni nihilizmu w obszarze teorii poznania i moralności, pragmatyzmu i cynicznego hedonizmu w strukturze życia codziennego. Jak napisał Jan Paweł II w „Ecclesia in Europa”: „Europejska kultura sprawia wrażenie 'milczącej apostazji’ człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał”. [44]

e. Neopogaństwo

Ateizm współczesny na różne sposoby wyklucza Boga z życia jednostek, grup społecznych i całych społeczeństw. Bardzo często przybiera postać „antyteisty” – zdecydowanego przeciwnika Boga, którego nie uznaje, o którym twierdzi, że nie istnieje. Jednocześnie, gdy już Bóg zostanie wykluczony z życia, a jeśli nie chce się, żeby wrócił, trzeba Go niezwłocznie zastąpić. Przedłużająca się w czasie pustka duchowa człowieka, niczym nie „usprawiedliwiona”, miała by bowiem fatalne skutki. Poszukuje się więc rodzaju namiastki wiary, pseudoreligii, powraca do form wyznania od których człowiek dawno odszedł. [45]

Jedną z form odejścia od Boga we współczesnych społeczeństwach jest odrodzenie się pogaństwa, niekiedy w swych tradycyjnej postaci, a czasem – niezwykle zmodyfikowanej. Niektórzy badacze – historycy idei – twierdzą, że satanizm nie ma nic wspólnego ze współczesnym poganizmem. Brytyjscy poganie, w jednym ze swoich pism, zauważyli: „Koncepcja Diabła, najwyższego ducha zła, jest całkowicie obca pogańskim wierzeniom. (…) Kult Szatana jest judeochrześcijańską herezją i nie stanowi żadnej części poganizmu”.[46] Trudno się z tym zdaniem nie zgodzić, lecz tak rozumując jednocześnie nie jesteśmy w stanie żadnej idei odnieść do jakiejkolwiek innej, gdyż każda ma swój, specyficzny rodowód, treść i historię. Niepodobna jest zestawiać dwóch różnych religii, skoro pojęcie Boga pozostaje w absolutnej odmienności, jest niepowtarzalne i jedyne.

Gdy ujmuje się historię z perspektywy chrześcijańskiej można niewątpliwie stwierdzić, że w ciągu dziejów nastąpiła konfrontacja Ewangelii z religiami pogańskimi. Jednym z wymiarów procesu ewangelizacji było usunięcie myślenia i praktyk pogańskich, a zastąpienie ich nowym rozumieniem świata, człowieka, Boga. Wszelka więc re-poganizacja nabiera w tym kontekście ogromnego znaczenia społeczno-religijnego jako dechrystianizacja, antyewangelizacja, odejście od wartości chrześcijańskich, a zwrócenie się do pierwotnych form kontaktu z „sacrum”. Jest dziełem „przeciwnika Boga” – „Szatana”, „diabła” – co m. in. zbliża ten kontekst współczesnego neopogaństwa do satanizmu. [47]

Pogaństwo polega na uznaniu za bóstwo każdego przedmiotu potrzeb człowieka. Taka jego wersja występuje m. in. w teorii religii formułowanej przez L. Kołakowskiego. M. Eliade głosi pierwotność politeizmu i panteizmu, a więc także pogaństwa, lecz z elementami gnozy, która w wersji filozoficznej ma postać tezy, że początkiem rzeczywistości jest nieokreśloność (myśl jako wyjściowe tworzywo – Hegel; tożsama z nicością – Heidegger). [48]

Sami poganie określają swoją religię w sposób niezwykle nieprecyzyjny: „Poganizm jest religią przyjemności i celebracji, tańcem z tajemnicami Przyrody i drogą samorealizacji”. Za najważniejsze wartości uznali: 1. Miłość do Natury i więź (kinship) z nią, a nie zwyczajowy stosunek agresji i dominacji nad przyrodą, cześć dla siły życia i nieustannie odnawiającego się cyklu życia i śmierci; 2. Pogańska etyka: „rób co chcesz, ale nikogo nie krzywdź”, w zamian za negatywną listę obowiązkowych przykazań, każda jednostka jest odpowiedzialna za odkrycie swej prawdziwej natury i jej pełne rozwinięcie w harmonii z otaczającym światem; 3. Koncepcja Bogini i Boga jako wyrazu boskiej rzeczywistości, aktywne uczestnictwo w kosmicznym tańcu Bogini i Boga, kobiecości i męskości, a nie hegemonia czy to męskiego, czy żeńskiego pierwiastka. [49]

W Europie, spośród przedchrześcijańskich religii politeistycznych, największą popularnością cieszy się celtycki druidyzm i germański odynizm; upowszechniający się ruch kobiecy wylansował wiccanizm, a zainteresowanie ekologią doprowadziło do odrodzenia się szamanizmu.

W Polsce reaktywowania religii pogańskiej podjęły się nowe grupy religijne. Spośród wpisanych do rejestru Kościołów i Związków Wyznaniowych można wymienić: 1. Polski Kościół Słowiański z siedzibą w Toruniu (rejestracja w 1995 r.) – powstał z fascynacji kulturą i mitologią dawnych Słowian; uznaje boskie pochodzenie Natury, wierzy w jednego, wielopostaciowego Boga-Stwórcę Wszechrzeczy; religię pra-słowian nie traktuje dosłownie, lecz jako źródło nowych poglądów metafizycznych. 2. Rodzimy Kościół Polski (zarejestrowany w 1995 r.), z siedzibą w Warszawie – nawiązuje do wierzeń przedchrześcijańskich typu henoteistycznego (oddawanie czci jednemu bóstwu spośród liczniejszego panteonu, jakby było ono w danej chwili najwyższe i absolutne); przyjmuje wiarę, że o losie świata decyduje Siła Kosmiczna zwana Bogiem oraz podległe Mu liczne istoty duchowe; Boga nazywa „Świętowit”; uważa, że przynależność do Rodzimego Kościoła nie wyklucza dotychczasowej wiary i nie domaga się tego, (w 1995 r. Kościół ten liczył 367 członków). 3. Zrzeszenie Rodzimej Wiary (zarejestrowane w 1996 r.), z siedzibą we Wrocławiu – pielęgnuje i rozwija prapolskie obyczaje i obrzędy oraz inicjuje obchody rodzimych świąt; organem Zrzeszenia jest Wiec, czyli zgromadzenie wszystkich członków; w 1996 r. liczył 68 członków. [50]

Biblia przeciwstawia dwa typy człowieka: sprawiedliwego oraz występnego. Jak uczy prorok Jeremiasz: „Przeklęty mąż, który pokłada ufność w człowieku i czyni ciało swą siłą, a od Boga odwraca się jego serce. Jest on jak jałowiec na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; osiada w miejscach spalonych na pustyni, w ziemi słonej i nie zamieszkanej”. (Jr 17, 5 – 8). Podkładanie nadzieję w sobie samym, poleganie na własnym „ciele”, porzucenie ufności w Bogu – okazuje się słabością i źródłem braku owocowania życia ludzkiego. [51]

Człowiek pozostaje sam ze sobą. Z jednej strony widzi Boga w sobie, zaś Bóg według niego nie jest niczym innym, jak zwierciadłem człowieka. [52]

Samotność jednostki neopogańskiej jest pogłębiona faktem, że sam siebie uważa za Boga – nie ma Innego, pozostaje dramatycznie sam. A kierunek rozwoju świata może zaskakiwać. Zadziwiający już jest atak, niczym nie sprowokowany, na chrześcijaństwo i jego społeczność. Czyż „walka cywilizacji” nie jest zależna od zatraty poczucia tożsamości jednostki i grup społecznych, zagubienia prawdy o sobie? [53] A przecież wiąże się to z porzuceniem prawdy o Bogu, a tym samym o człowieku. Czy jest on w stanie oprzeć się „samotności z wyboru”, który mu oferuje proces laicyzacji? [54]

Jan Paweł II, w jednej ze swych encyklik, uczył: „Ateizm, o którym mowa, jest ściśle związany z oświeceniowym racjonalizmem, który pojmuje rzeczywistość ludzką i społeczną w sposób mechanistyczny. Zostaje w ten sposób zanegowana najgłębsza intuicja prawdziwej wielkości człowieka, jego transcendencja wobec świata rzeczy oraz napięcie, jakie odczuwa on w swoim sercu pomiędzy pragnieniem pełni dobra a własna niezdolnością do osiągnięcia go, przede wszystkim zaś zostaje zanegowana wynikająca stąd potrzeba zbawienia” (CA, nr 13). [55]

Ks. prof. Andrzej Zwoliński


[1] U. Cierniak, Człowiek w eschatonie. Antropologia staroobrzędowców, w: Obraz człowieka w kulturach Słowian, pod red. L. Suchanek, seria: Prace Komisji Kultury Słowian PAU t. 8, Kraków 2012, s. 105 – 118.

[2] Por. W. J. Hoye, Teologiczne błędy myślowe, przekł. P. Kolińska, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2010.

[3] H. Skibiński, Świadkowie Jehowy w Polsce, w: Sekty. Studium socjologiczno – historyczne, red. J. Sztumskiego, PAN oddział w Katowicach, Komisja Filozofii i Socjologii , wyd. Szumacher, Kielce 1993, s. 67 – 70.

[4] J. J., Rosja: „misjonarskie desanty”, Biuletyn KAI, nr 70, 22 lipca 1994, s. 15 – 16.

[5] S. Hofstadter, O niepopularności intelektu, w: Super-Ameryka. Szkice o kulturze i obyczajach, red. W. Górnicki, J. Kossak, przekł. K. Dziewanowski i in., PIW, Warszawa 1970, s. 135 – 169. Por. D. Winn, Manipulowanie umysłem, Biblioteka Moderatora, przekł. A. Sosenko, Biblioteka Moderatora, Poznań 2003.

[6] Zob. I. I. Zaretsky, M. P. Leone, Religious Movements in Contemporary America, New Jersey 1977.

[7] J. J., Rosja: „misjonarskie desanty”, Biuletyn KAI, nr 70, 22 lipca 1994, s. 15.

[8] Gość Niedzielny, 9 VIII 1998, nr 32, s. 14.

[9] Z. Wojtasiński, Zaćmienie rozumu, Wprost, 2006, nr 4, s. 72 – 75. Por. J. A. Marina, Porażka inteligencji czyli głupota w teorii i praktyce, przekł. K. Jachimska-Małkiewicz, Wydawnictwo WAM, Kraków 2010.

[10] M. Rotkiewicz, Wirus wiary, Polityka, 2007, nr 23, s. 82 – 84.Por. A. Posacki, Niebezpieczeństwo okultyzmu, Wydawnictwo „M”, Kraków 1997.

[11] Za: D. Szwarcman, Pożegnanie wieku, Wprost, 27 VI 1999, s. 95.

[12] C. Castaneda, The Power of Silence: Further Lessons of don Juan, ed. Simon and Schuster, Los Angeles 1987, s. 7.

[13] R. Mills, Psychology Goes Insane, Botches Role As Science, National Educator, 1980, nr 7, s. 14.

[14] B. Zilbergeld, The Shrinking of America: Myth of Psychological Change, Brown and Company, Little 1983, s. 3.

[15] Por. M. Więczkowska, Symbolika okultystyczna, amulety i talizmany, Któż jak Bóg, 2016, nr 2, s. 56 – 57.

[16] M. Eliade, Traktat o historii religii, Warszawa 2000, s. 19.

[17] M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych. Od epoki kamiennej do misteriów eleuzyńskich, t. 1, Warszawa 1997, s. 1.

[18] M. Eliade, Dziennik portugalski i inne pisma. Fragmenty, Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria, 2007, t. 16, nr 4, s. 18.

[19] Z. Pawłowicz, Kościół i sekty w Polsce, wyd. Stella Maris, Gdańsk 1992, s. 105 – 108.

[20] B, Żerdek, Idea zbawienai w New Age, w: Złudzenia Nowej Ery. Teologowie o New Age, red. I. Dec, Oleśnica 1993, s. 90.

[21] R. Tomczyk, Bezdroża New Age, Zielona Góra 1994, s. 30 – 31.

[22] Por. I. Kamiński, „Przebóstwienie” kontra transformacja człowieka w „boską świadomość”. Soteriologia głównych nurtów chrześcijańskich a ezoteryczne samozbawienie w New Age, w: Ezoteryzm w zachodniej kulturze, red. R. T. Ptaszek, D. Sobieraj, Wydawnictwo KUL, Lublin 2013, s. 213 – 218.

[23] G. Górny, Kuszenie dotyczy każdego. Rozmowa z prof. Aleksandrem Posackim, Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2012, s. 90 – 94.

[24] Por. C. Matrisciana, Bogowie New Age, Wydawnictwo Ethos, Warszawa 1997; S. Rouvillois, New Age – kultura i filozofia, Wydawnictwo M, Kraków 1996.

[25] C. S. Lewis, Listy starego diabła do młodego, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1990, s. 127.

[26] Za: J. Kuczyński, Różnorodność i jedność nauk jako podstawa uniwersalizmu, w: O uniwersalności i jedności nauk, pr. zb. pod red. W. Krajewskiego i W. Strawińskiego, Warszawa 1993, s. 274.

[27] R. Laurentin, Szatan. Mit czy rzeczywistość, przekł. T. Szafrański, wyd. Pax, Warszawa 1997, s. 128.

[28] Por. A. Dudek, The Devil in 19th century Russion Poetry, Slavia Orientalis, t. 41, 1992, nr 2, s. 19 – 26.

[29] .W. Sołowjow, Krótka powieść o Antychryście, przekł. L. Posadzy, wyd. Lumen, Wrocław 1998.

[30] Por. M. Bierdiajew, Duch Wielkiego Inkwizytora, w: tenże, Głoszę wolność, Warszawa 1999, s. 235 – 245. Por. H. de Lubac, Dranat humanizmu ateistycznego, Kraków 2004.

[31] A. Posacki, „Humanizm satanistyczny” u F. Dostojewskiego – na przykładzie postaci Wielkiego Inkwizytora, w: Philosophia rationis magistra vitae, t. 2, red. J. Brehmer, R. Janusz, „Ignatianum” – WAM, Kraków 2005, s. 322 – 323.

[32] Por. M. Praza, Zmysły, śmierć i diabeł w literaturze romantycznej, przeł. K. Żaboklicki, Warszawa 1974.

[33] M. Green, Wierzę w klęskę Szatana, przekł. B. Olechnowicz, wyd. Instytut im. T. Barratta, Warszawa 1992, s. 143 – 144. Por. P. Ricoeur, Zło. Wyzwanie rzucone filozofii i teologii, przekł. E. Burska, wyd. Pax, Warszawa 1992, s. 12 – 33.

[34] Katechizm Kościoła katolickiego, par. 2116, 2117.

[35] J. Ritchie, dz. cyt., s. 200 – 202.

[36] P. J. Śliwiński, Nowe ruchy magiczne, w: Magia: słowo i obraz. Sesja naukowa II Liceum Ogólnokształcącego w Zabrzu, wyd. Wydawnictwo II LO, Zabrze 1998, s. 39 – 44.

[37] L. Ferry, Człowiek- Bóg czyli o sensie życia…, d.z cyt., s. 41 – 48.

[38] V. Possenti, Osoba nową zasadą, przekł. J. Merecki, Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu, Lublin 2017, s. 306 – 308.

[39] Jak, Promotorzy zła: Portal PCh24.pl demaskuje „Gazetę Wyborczą”, Polonia Christiana, 2018, nr 60, s. 47; D. Łosiewicz, Zero tolerancji dla katoli, Sieci, 2013, nr 14, s. 44 – 45.

[40] luk, „Europejskie wartości” wycinają krzyże, Polonia Christiana, 2018, nr 60, s. 46.

[41]    J.-L. Brugues, Etyka i polityka. Wykład inauguracyjny roku akademickiego 2013 /2014, Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie, tłum. M. Tatara, Biuro Promocji UP JPII, Kraków 2013, s. 11 – 15.

[42]    G. Weigel, Katedra i sześcian. Europa, Stany Zjednoczone i polityka bez Boga, tłum. I. i P. Zarębscy, Fronda, Warszawa 2005, s. 57 – 64.

[43]    M. Schooyans, Ukryte oblicze ONZ, przekł. M. Zawadzki, Wydawnictwo Wyższej Szkołuy Kultury społecznej i Medialnej w Toruniu, Toruń 2002, s. 73 – 79. K. Michalski, Kardynał i filozof – dialog na temat epoki w cieniu chwiejących się katedr. Debata Christophera Schonborna z Charlesem Taylorem, Fronda, 2010, nr 56, s. 124 – 137.

[44]Por. J. Babiński, Irreligia…, dz. cyt., s. 75 – 78.

[45] H. de Lubac, Dramat humanizmu ateistycznego…, dz. cyt., s. 187 – 191.

[46] Pagan Federation Information Pack, London, brw., s. 3. Por. J. Tomasiewicz, Stare religie Nowej Ery, Nomos. Kwartalnik Religioznawczy, 1994, nr 5/6, s. 89 – 103.

[47] Por. A. M. di Nola, Diabeł, przekł. I. Kania, wyd. Universitas, Kraków 1997.

[48] M. Gogacz, U podstaw kultury, w: Religia w życiu społecznym, seria: w Nurcie Zagadnień Posoborowych t. 20, pr. zb. pod red. B. Bejze, wyd. Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 1995, s. 71.

[49] Pagan Federation Information Pack, London, brw., s. 3 – 4.

[50] Wyznania religijne. Stowarzyszenia narodowościowe i etniczne w Polsce 1993 – 1996, oprac. L. Adamczuk, wyd. Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 1997, s. 154 – 155; E. Barker, Nowe ruchy religijne, tłum. T. Kunz, wyd. Nomos, Kraków 1997, s. 307 – 331.

[51] Por. S. Wronka, Jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą. Antropologiczny wymiar metafory drzewa w Biblii, Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie Wydawnictwo Naukowe, Kraków 2013, s. 121 – 122.

[52] Por. H. de Lubac, Dramat humanizmu ateistycznego…, dz. cyt., s. 72; R. Panasiuk, Feuerbach: filozofia Boga i człowieka, w: L. Feuerbach, Wybór pism, przekł. K. Krzemieniowa, M. Skiewciński, Warszawa 1988, t. 1, s. XXXVI; L. Ferry, Człowiek-Bóg…, .dz cyt., s. 1998, s. 78 – 89.

[53] Por. M. G. Bartoszewicz, Wierzymy w jednego Boga?, Polonia Christiana, 2012, nr 29, s. 26 – 29; tenże, Gdzie nie ma miejsca dla Boga, tamże, 2012, nr 26, s. 9 – 12; F. Nietzsche, Ecce homo. Jak się staje tym, czym się jest, przekł. J. Dudek, E. Kiresztura-Wojciechowska, Studio vis-avis, Kraków 2016, s. 97 – 99.

[54] Por. G. Górny, Nowa starożytność, Fronda, 2010, nr 5 – 6, s. 96 – 105.

[55] P. Jaroszyński, Kultura chrześcijańska szansą uniknięcia błędu antropologicznego, w: Błąd antropologiczny…., dz. cyt., s. 395 – 407.

Między ateizmem a satanizmem. Gdzie w takim świecie jest jeszcze miejsce dla chrześcijan?

https://pch24.pl/miedzy-ateizmem-a-satanizmem-czy-w-takim-swiecie-jest-jeszcze-miejsce-dla-chrzescijan

Między ateizmem a satanizmem. Czy w takim świecie jest jeszcze miejsce dla chrześcijan?

(Oprac. PCh24.pl)

Jak podpowiada nam wiara, Bóg dopuszcza pewne sytuacje, ale zawsze z myślą o naszym dobru. Dopuszcza, aby pokazać, jak może zdegenerować się nasza wolność bez odniesienia do Niego, czyli odcięta od korzenia… To w jakiejś mierze kolejne wcielenia syna marnotrawnego, który z uporem chce realizować swoje wizje z daleka od domu miłosiernego Ojca… I zawsze wraca rozgoryczony, sfrustrowany… A miało być tak pięknie, miał sobie sam radzić. Utopijne wizje kończą się większym zniewoleniem, nawet jeśli potrafi ktoś sobie wmówić, że kajdany to bransoletki i ozdoby na rękach. To będą nadal kajdany… – mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. prof. Piotr Roszak.

Wielebny Księże profesorze, co było pierwsze: satanizm, czy ateizm?

To zależy, czy mamy na myśli pierwszeństwo rzeczowe czy czasowe, bo często droga rozpoczynająca się od ateizmu prowadzi niektórych do satanizmu. Dzieje się tak, gdy ateizm przestaje być prostą negacją istnienia Boga, a przekształca się w ideologiczną walkę z Bogiem, która prowadzi do postawienia na zło, jakby ono stanowiło konkurencję dla Boga, było alternatywną siłą zdolną rzekomo ułożyć lepszy porządek świata.

Z drugiej strony, satanizm jako wyraz postawy szatana wobec Boga jest pierwszy chronologicznie, właściwie jeszcze przed pojawieniem się ludzi, jak to podkreśla tradycja teologiczna chrześcijaństwa. W przypadku bowiem grzechu szatana, nie mamy zwykłej negacji istnienia Boga (istota ateizmu), ale sprzeciw wobec tego kim jest Bóg, niezgoda na Jego dobroć i styl działania.

Szatan „wie”, że Bóg istnieje, ale na takiego dobrego Boga, który Wciela się, aby uratować inne rozumne stworzenie (a mniej doskonałe bytowo od złych duchów), szatan nie zgadza się. W takiego Boga „nie wierzy” Szatan (a swoją drogą przez to jego wiara jest inna od naszej) i stąd wypływa jego sprzeciw wobec Stwórcy. Jeśli więc satanizm będzie kultem takiej postawy, to on będzie pierwszy: odrzucenie Boga, aby w jego miejsce postawić siebie, zło, odrzucenie miłosierdzia i miłości.

W te wątki wpisuje się starożytny manicheizm, który w niektórych swoich przejawach akcentował  istnienie dwóch źródeł świata, dobrego i  złego… Stawiał na dialektykę, przeciwstawienie, walkę między tymi dwoma „zasadami boskimi”, złą i dobrą. Ale to właśnie zrównanie dobra i zła ich było de facto formą wypowiedzenia posłuszeństwa Bogu, a więc praktycznym ateizmem. W tym przypadku więc satanizm prowadził do ateizmu jako niezgody na istnienie Boga takim jakim On jest naprawdę.

Jak więc widać, pojęcie ateizmu jest szersze niż prosta negacja istnienia Boga i nie obejmuje tylko osób twierdzących, że Boga nie ma i jest ludzkim wymysłem. Zresztą o ateizm byli oskarżani nawet sami chrześcijanie, co może nas dzisiaj zaskakiwać… Dlaczego? Byli przez np. Rzymian traktowani jako ateiści, bo nie wierzyli w bóstwa narzucane przez cesarstwo. To były formalne przyczyny ich śmierci. Nasi bracia chrześcijanie – warto to sobie uświadomić – ginęli formalnie za ateizm… to przedstawiano jako ich delikt.

Dlatego w innym znaczeniu, ateizm jako teoria, która próbuje szukać racji intelektualnych dla negacji Boga, jest późniejszy, oświeceniowy, choć nawet słynny Wolter – będąc deistą – uważał, że ateizm to dziecinna choroba ludzkiego rozumu (tak się miał wyrazić w słynnej encyklopedii oświeceniowej), bo nie rozumiał jak może ktoś racjonalnie twierdzić, że istnieje „coś” (np. świat) bez przyczyny transcendentnej.

Dlatego większość oświeceniowych filozofów wybierała deizm, a więc przekonanie, że Bóg stworzył świat, ale w niego nie interweniuje,  zachowuje dystans, „stoi” – jeśli tak można powiedzieć – niejako z boku, zostawiając ludziom działanie zgodne z ich wolą. Bóg jest, ale daleko, nie włącza się w żadne kalkulacje dotyczące życia społecznego czy indywidualnego. Jeszcze inni preferowali agnostycyzm, czyli przekonanie, że nie można nigdy dojść do prawomocnego poznania Boga, bo rzekomo jesteśmy skazani na brak wiedzy w tym zakresie, więc zawiesza się sąd na ten temat i nie rozmawia. Obie te postawy dają o sobie znać dziś, będąc praktycznymi formami ateizmu, a więc życia tak jakby Boga nie było.  

Satanizm jest pochodną ateizmu, czy ateizm pochodną satanizmu? A może są to dwa niezależne i niemające ze sobą nic wspólnego… ideologie?

Satanizm jako kult zła, ubóstwienie zła, wypływa wprost z negacji Boga. To trzeba najpierw zrobić, odrzucić Boga, aby w jego miejsce wstawić coś innego. Nie każdy jednak ateizm jest satanizmem, choć widać, że w puste miejsce po Bogu wielu próbuje wejść i ustanawiać swoje porządki Nas chrześcijan to nie dziwi, bo człowiek to capax Dei, otwarty na Boga, a wiec byt, który szuka Boga i wierzy albo w bożki, albo w Boga prawdziwego… Nie ma trzeciej opcji.

Czy są to ideologie niemające nic wspólnego? Wydaje mi się, że obraz jest bardziej skomplikowany, gdyż istnieją niewidzialne przy pierwszym spojrzeniu, ale realne powiązania. Widać to po takich – nazwijmy to – dyskretnych formach satanizmu, gdy np. kogoś dobro skandalizuje, nie zgadza się z czynieniem dobra, odrzuca to, wprowadzając logikę zemsty.

Przeciwnik Boga jest bardziej ateistą, czy satanistą?

Jeśli pojawia się więc sprzeciw wobec dobroci Boga, to formą takiej właśnie niezgody wobec dobra staje się zło, to oznacza, że pojawia się wprost satanizm. Ale obraz jest jeszcze bardziej skomplikowany, bo teraz nie walczy się z dobrem tak ogólnie, to nie jest takie teoretyczne rywalizowanie, ale chodzi już o coś więcej, bo o zastąpienie nie tyle innym złem, ale wstawia się w to miejsce wybrakowane dobro, pół-dobro, albo zło opakowane w dobro, ale jednak będące złem… Ma ono się kojarzyć z dobrem (np. rzekome prawo do aborcji), ale to zło. To jednak podróbka dobra, istotny brak, który dekonfiguruje całość. My, ludzie nadal dajemy się nabrać na atrakcyjne „opakowanie”, ale w środku okazuje się, że jest coś bez żadnej wartości.

Często mnie zastanawiało przy czytaniu encyklik papieskich, że ich adresatem obok ludzi wierzących są „ludzie dobrej woli”. To chyba kategoria, która zanika, bo sytuacja staje się trochę 0-1, choć jeszcze kilka lat temu była możliwa. Widać to po braku form dialogu z ateizmem współczesnym, który nie chce rozmawiać, odrzuca zaproszenie dla dialogu. Nie mówię o filmikach, gdzie są starcia wierzących z ateistami, taki intelektualny ring bokserski, to coś innego, to show. Myślę, że nie mamy dziś realnej rozmowy, w duchu soborowej (Vaticanum II) nadziei, że świat chce rozmawiać.  Niestety, bardzo się to zmieniło. Przypomina bardziej wojnę „pozycyjną”, w okopach, w której pozostają różne strony niż dialog zmierzający do wspólnego odkrywania prawdy.

Co jest groźniejsze dla ludzkiej duszy: ateizm, czy satanizm? Którą truciznę trudniej wyleczyć?

W moim odczuciu zdecydowanie satanizm, gdyż stanowi taki ateizm+. Są bowiem różne formy ateizmu, który może przybrać rolę indyferentyzmu i poszukiwania Boga, otwartości na poszukiwania transcendentne, a więc będący – parafrazując – „niedaleko od Królestwa niebieskiego”. Nie każdy ateizm jest wojowniczy, choć niestety od początku XXI wieku mamy do czynienia z agresywnymi formami ateistycznymi, które chcą wprost wyrugować religię z życia publicznego. To tzw. nowy ateizm, który jest „nowy” nie co do swoich twierdzeń czy metod, bo powtarza argumenty z oświecenia i to takie, które już nie działają (np. mit rzekomej wrogości miedzy nauką a religią, który jest kłamstwem historycznym i filozoficznym!).

Nowość tego ateizmu to próba stworzenia „masy krytycznej”, policzenia się w społeczeństwie, aby wywierać presje na decydentów i zmieniać krajobraz społeczny. Dlatego taki ateizm zaczyna tworzyć swoje własne struktury, nawet quasi liturgię czy dogmatykę, przestając być prostym negowaniem istnienia Boga (a-teizmem), wskazywaniem np. luk myślowych w twierdzeniach teologicznych (bo ich przez wieki nie znaleziono!), a staje się formą narzucania pewnego stylu życia, który spycha mówienie o Bogu do podziemia, czyniąc z tego prywatną sprawę. Nie ma się co dziwić dlatego, że wprost pisze się o duchowości ateistycznej, a także formułuje ateistyczne credo, często formułowane w duchu naturalistycznym, jak choćby credo Piergiorgio Odifreddi, matematyka, który pisał: „Wierzę w jedynego Boga – naturę, Matkę wszechmogącą, rodzicielkę nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych; Wierzę w jednego Pana, człowieka, wielorodzonego, syna Natury, zrodzonego z Matki pod koniec wszystkich wieków: natura z natury, materia z Materii, prawdziwa natura z prawdziwej natury, wygenerowany (jako wynik ewolucji) nie stworzony, z tej samej substancji co Matka”. To coś więcej niż sprzeciw wobec chrześcijańskiego wyznania wiary, to jego przeróbka.

Do tego przedstawia się religię jako coś szkodliwego, wręcz trującego dla społeczeństwa. Jak więc widać, ateizm nie jest po prostu negacją, przynajmniej ten ateizm, który obecnie funkcjonuje społecznie, bo z nim przychodzi wprost postulat usuwania religii z wszystkich przejawów życia społecznego. Ateizm stał się po prostu ideologią, a więc czymś co nie stawia na prawdę, aby potem wedle niej działać, ale istotą ateizmu jest doprowadzenie do zmiany społecznej, bez względu na prawdę.

W tym sensie, czym innym dla mnie jest satanizm, bo on konfiguruje życie duchowe człowieka wokół zła, niejako odwraca bieguny, a przez to wywraca świat do góry nogami. Niekiedy taki satanizm przybiera maskę ateizmu, udaje ateizm, ale chodzi w nim o odwrócenie logiki dobra i zakłamywanie Boga. Co łatwiej wyleczyć? Czasem ostre choroby lepiej wyleczyć, bo są czytelne objawy, nie ma się wątpliwości z czym ma się do czynienia, a trudniej leczyć te choroby, które wydają się mało groźne, jak zwykłe przeziębienie, które są ignorowane latami i ostatecznie, po cichu, doprowadzają do utraty zdrowia. 

Abp Fulton Sheen w książce „Wojna i rewolucja” (1943) zwraca uwagę, że ateizm jest swego rodzaju „stanem przejściowym”, a człowiek świadomie lub nieświadomie zawsze szuka „jakiegoś bożka”. Dla jednych będzie nim pieniądz, dla innych seks, dla kolejnych używki, dla jeszcze innych oni sami etc. Czy 80 lat po postawieniu tej diagnozy coś się zmieniło?

Moim zdaniem to celna i wnikliwa obserwacja abp. Sheena, gdyż istotnie kwestie transcendentne nie znoszą pustki, tu nie można przyjąć stanowiska neutralnego na zasadzie: „będę się przyglądał, zdecyduję później”. Jeśli ktoś na tatrzańskim szlaku widzi np. niedźwiedzia, to nie może zachować neutralności, ale musi wybrać czy ucieka czy zostaje. Podobnie z wieloma innymi kwestiami, np. matematyką. Dlatego widać, że człowiek jest taką istotą, która jednak wierzyć w coś musi, pytanie tylko w jakiego Boga czy bogów. Chrześcijaństwo opierając się na Objawieniu pokazuje Boga, który jest źródłem istnienia wszystkiego, co żyje i nie niszczy rozumności, lecz ją wzmacnia. Dlatego zastanawiające jest, że wraz z ateizmem rośnie współczesne pogaństwo, że odradzają się kulty Światowida i zwłaszcza w krajach bałtyckich pojawiają się powroty do starych kultów, próbuje się odtwarzać dawne rytuały…

Mówi się, że komunizm wprowadzał systemowy ateizm. Skąd jednak w pismach i przemowach komunistycznych ideologów i dygnitarzy tak wiele odwołań do Lucyfera, księcia ciemności, piekła, osobowego zła i nienawiści do Pana Boga? Gdyby byli ateistami, to chyba odwoływaliby się do rozumu, prawda?

To dlatego, że trudno oprzeć postulaty komunistyczne na rozumie i stąd poszukiwania silniejszej podbudowy do zakrojonych na szeroką skalę zmian społecznych przez odwołanie do wątków przeciwnych Bogu, a więc wprost do szatana. Zazwyczaj to jest ukrywane, z obawy przed reakcją ludzi, ale niekiedy odsłania się ta mroczna postawa ciemności, która niesie z sobą destrukcję. Pamiętajmy, ze komunizm i opiera się o silną dialektykę stare/nowe, w której akcentuje się nie ewolucyjne zmiany, ale rewolucyjne zastąpienie starego czymś nowym, odrzucenie dawnych wizji i w to miejsce wstawienie własnych. To trochę tak, gdy ktoś chce zbudować nowe budynki, wedle swej rzekomej genialnej wizji, ale na miejscu inwestycji stoją wcześniejsze zabudowania, już sprawdzone, o dużej wartości… Widząc to przystępuje do ich usunięcia, wjeżdżają buldożery, aby zniszczyć stare zabudowy, zrównać teren… To logika komunizmu. Stąd bierze się tak silny sprzeciw wobec religii i chrześcijaństwa, bo posunięty do skrajności w postaci satanizmu. Flirt jednak z ciemnością pogrąża, bo w komunizmie przestaje chodzić o budowanie dobra, a skupia się wszystko na walce ze złem „przeszłości”, a więc pojawia się spirala rozliczeń, eliminacji ludzi inaczej myślących, a nie ich przekonywanie przez wskazanie jakiegoś dobra do realizacji… W moim odczuciu, to są dwa różne sposoby myślenia, chrześcijaństwo wskazuje na dobro do zrealizowania, skupia się na nim, bez sojuszy ze złem…

Ojcowie ideowi komunizmu mieli fascynować się „czarnymi mszami” i wszelkiej maści ezoterycznymi rytuałami. „Czarne msze” są jednym z motywów poezji Marksa z młodzieńczych lat oraz jednej z napisanych przez niego sztuk teatralnych. Ktoś oczywiście może powiedzieć, że wtedy „takie były czasy”, ludzie eksperymentowali, szukali, błądzili etc. Czy na pewno?

Nie dałbym się nabrać na naiwne myślenie, że to takie czasy, że to nic nie znaczące i nieszkodliwe. To zdradza raczej DNA kulturowe, z którego wyrastają te ideologie. To wskazanie skąd przychodzą, że pociągało ich zło z jego bezwzględnością, którą przecież widać po łagrach i sposobie traktowania wrogów rewolucji. Okrucieństwo w imię wprowadzenia ludzkości w nową, świetlistą erę… to jakaś fatalna fascynacja złem, z której nie pochodzi szacunek dla innych, ale pogardzanie życiem w imię idei, która zatruła umysły. Nie dziwmy się wtedy głosom, że jednostka nic nie znaczy, a liczy się rewolucja… Chrześcijaństwo i nasza liturgia uczy czegoś odwrotnego, innej logiki, gdyż prowadzi do czci Boga będącego „miłośnikiem życia”, który troszczy się o lilie na polu, ptaki… Który zachęca do radykalnego szacunku dla godności każdego człowieka. Dlatego miał rację św. Jan Paweł II, że w przypadku rywalizacji z komunizmem to nie kwestia różnicy poglądów, ale zderzenie cywilizacji, starcie w zupełnie innej, już makroskali, odsłaniające różnice paradygmatów.

Czy w związku z tym można mówić, że komunizm był systemem ateistycznym, czy może jednak satanistycznym?

To był system ateistyczny, który w konsekwencji prowadził do apoteozy zła, a przez to wpychał w ramiona satanizmu.

Patrząc na ogrom zła, jaki wyrządzili komuniści, nasuwa się pytanie: czy nie mieliśmy wówczas do czynienia po prostu z masowym opętaniem?

Rzeczywiście na lep utopijnych wizji dało się nabrać wiele osób, ale to wynikało z umiejętnego przedstawienia idei komunistycznych w takim „opakowaniu”, aby skusić do tego całe masy, rozczarowane poprzednim systemem, wzbudzić w nich gniew i dobrze go potem zagospodarować. Gniew niekiedy był słuszny, ale przekierowany na destrukcyjne rozwiązania, wpisujący się w logikę zła (zło za zło, a nie zło dobrem zwyciężaj).

Czy było to opętanie? W pewnych kręgach na pewno tak, zwłaszcza w silnie zideologizowanych szeregach partii, czasami nawet w społeczeństwach pewnych krajów, gdzie pojawiały się zachowania wprost znane ze społeczeństw poddanych dyktaturom. Widać to po silnym uzasadnieniu dla okrutnych działań reżimów totalitarnych, gdy godzono się na praktyki władz komunistycznych usprawiedliwiając je na wiele sposobów. To było opętanie intelektualne, pewnymi ideami, które na siłę chciano wdrażać, bez względu na koszty, logikę, bez względu na prawdę, tak, to było opętanie. Ono się włącza, gdy śpi rozum – a chrześcijaństwo broniące rozumu, bo przecież świat stworzył Logos, Słowo dające sens, staje się wówczas największym wrogiem. To jakiś paradoks – a może znak opętania? – że chrześcijaństwo doceniające rozum znalazło się na celowniku, a totalitaryzm próbował także zawęzić rozum tylko do pewnych jego przejawów. 

W Stanach Zjednoczonych legalnie działa tzw. Kościół Szatana. Jego „wyznawcy” chcą uznania aborcji za… „sakrament”. Skąd u nich ta chora potrzeba przelania jak największej ilości krwi nienarodzonych?

Przyznam, że to przerażające, aby aborcje traktować jako „sakrament”, to tylko potwierdzenie, że chodzi o odwrócenie porządku, a nie wskazanie na rzekome słabości doktryny chrześcijańskiej. Chodzi o coś innego, o podmianę… Skoro już ludzie muszą mieć jakieś znaki, a nie można (albo zbyt długo by to trwało) podważyć chrześcijaństwa na drodze intelektualnej, to trzeba je zniekształcić: zostawiamy sakramenty, ale muszą dla ideologów znaczyć coś zupełnie innego… Zostawiamy liturgię, ale już nie kult Boga, lecz szatana… Zostawiamy dogmaty, ale takie, które oddawać będą ducha rewolucji. To zmiana strategii: nie frontalny atak, ale przebieranie się w stroje maskujące.

Z kolei francuscy (i nie tylko francuscy) ateiści twierdzą, że wpisanie aborcji do konstytucji to największe osiągnięcie cywilizacyjne w dziejach ludzkości… Powiem szczerze – nie wiem, co gorsze…

To znak degeneracji cywilizacyjnej, skoro procedura siłowego zakończenia życia bezbronnej istoty jest traktowana jako szczytowe osiągnięcie. To typowa dla lewicowego myślenia apoteoza rewolucji, czyli zmiany istoty prawa, które nie dotyczy już dobra: do tej pory prawo zawsze wyrażało relację do jakiegoś dobra (np. życia), a teraz staje się prawem do zła, np. do zadawania śmierci w postaci aborcji. Nie ma prawa do wojny, jest prawo do obrony… Dobro jest pierwsze, a w jego obronie musimy niekiedy podejmować określone zachowania. A jeśli czyni się zło jakimś „prawem” to czy nie ma to posmaku satanistycznego? Dla mnie jak najbardziej ma. Co mi to przypomina? Próbę zmiany gramatyki – wyobraźmy sobie, że nie tyle ktoś chce wprowadzić nowe wyrazy do słownika, ale zmienić gramatykę. To przebudowa nie pewnych aspektów używania języka, ale całkowita zmiana. A kto zna gramatykę, może poprawnie budować zdania, formułować osądy…

Czy bez Bożej interwencji jesteśmy w stanie przezwyciężyć ofensywę ateistyczno-satanistyczną? Próbujemy o własnych siłach zrobić to od co najmniej 200 lat i nic…

Jak podpowiada nam wiara, Bóg dopuszcza pewne sytuacje, ale zawsze z myślą o naszym dobru. Dopuszcza, aby pokazać, jak może zdegenerować się nasza wolność bez odniesienia do Niego, czyli odcięta od korzenia… To w jakiejś mierze kolejne wcielenia syna marnotrawnego, który z uporem chce realizować swoje wizje z daleka od domu miłosiernego Ojca… I zawsze wraca rozgoryczony, sfrustrowany… A miało być tak pięknie, miał sobie sam radzić. Utopijne wizje kończą się większym zniewoleniem, nawet jeśli potrafi ktoś sobie wmówić, że kajdany to bransoletki i ozdoby na rękach. To będą nadal kajdany…

Tak, rzeczywiście przekonujemy się, że nie można takich postaw jak ateizm czy satanizm zwyciężyć po prostu o własnych siłach, w oparciu o rozumne argumenty… to tak nie działa. Nasze rozumne argumenty są niestety ośmieszane i współczesne ideologie działają „wbrew rozumowi”, ale z tej sytuacji, jako ludzie wiary i zaufania Bogu odkrywamy coś więcej. Odkrywamy, gdzie jest nasza siła. A ona jest w Bogu i Jego Słowie. Tym zwyciężamy i dlatego nie można dać się odciąć od tego źródła naszej siły. Oto tak naprawdę toczy się walka.

Bóg zapłać za rozmowę

Tomasz D. Kolanek

La fille ainée de l’Église. Igrzyska Olimpijskie we Francji: Krzyże usunąć!

Igrzyska Olimpijskie we Francji: Proszę krzyże usunąć!

gloria

Plakaty Igrzysk Olimpijskich i Paraolimpijskich Paryż 2024 zostały odsłonięte w Musée d’Orsay 4 marca. Ich autorem jest niejaki Ugo Gattoni.

Kompozycja mikroelementów i małych scen utopijnej, fantastycznej wersji Paryża, obejmuje Wieżę Eiffla, Patrouille de France, metro, Sekwanę, Łuk Triumfalny. Znane miejsca, pomniki i symbole są przestawiane i reinterpretowane.

Najbardziej godne uwagi: Krzyż na Les Invalides w Paryżu, gdzie mieszczą się muzea historii wojskowości, został usunięty.

Normalna czynność, „rutynowe działanie” wojewody z PO: ściągnął krzyż, powiesił flagi Unii Europejskiej. „Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego”.

Normalna czynność, „rutynowe działanie” wojewody z PO: ściągnął krzyż, powiesił flagi Unii Europejskiej. „Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego”.

Nowy, PO-wski wojewoda ściągnął krzyż z Urzędu Wojewódzkiego

po-wski-wojewoda-sciagnal-krzyz-z-urzedu-wojewodzkiego

Decyzją nowego wojewody lubelskiego – Krzysztofa Komorskiego z Platformy Obywatelskiej, zdjęto krzyż w Urzędzie Wojewódzkim, a na jego miejsce wywieszono flagi Unii Europejskiej.

Nowy, PO-wski wojewoda ściągnął krzyż z Urzędu Wojewódzkiego. W związku ze zmianą rządu w Polsce premier Donald Tusk powołał nowych wojewodów. W województwie lubelskim stanowisko to objął Krzysztof Komorowski z Platformy Obywatelskiej. Wśród pierwszych decyzji nowego wojewody było zdjęcie krzyża ze ściany urzędu i wprowadzenia do sali reprezentacyjnej flag Unii Europejskiej. Według wojewody ta zmiana jest „rutynowym działaniem”.

Przed rozpoczęciem tej konferencji poprosiłem o zdjęcie krzyża i przygotowanie do wyniesienia flag unijnych. Nie jest to działanie obliczone na jakiś, broń Boże, happening polityczny. To normalna czynność, która dla mnie, jako urzędnika, jest czymś zwyczajnym. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego”.

Niemcy to już kraj ateistów. Tylko 10 % katolików chodzi do kościoła raz tygodniu.

Niemcy to już kraj ateistów. Tylko 10 % katolików chodzi do kościoła raz tygodniu.

kraj-ateistow-10-procent-niemcow-katolikow-chodzi-do-kosciola-raz-tygodniu

Tylko 10 procent Niemców – katolików uczestniczy we Mszy świętej lub nabożeństwie w każdym tygodniu. W sondażu opublikowanym 21 września przez instytut badania opinii publicznej YouGov dla portalu internetowego katholisch.de, aż 64 procent respondentów stwierdziło, że nigdy nie brało udziału we Mszy świętej lub nabożeństwie, ani nie uczestniczyło w innej uroczystości religijnej.

Na niemieckim portalu katolickim katolisch.de podano szokujące wyniki sondażu dotyczącego religijności i praktyk religijnych Niemców. Można stwierdzić, że Niemcy są w zasadzie krajem ateistycznym. Sondaż podaje, że zaledwie 10 proc. respondentów – katolików potwierdziło, że chodzi do kościoła co najmniej raz w tygodniu. Kolejne 5 % pytanych potwierdziło, że w kościele jest raz w miesiącu. Następne 6 % Niemców uczestniczy w nabożeństwie w kościele raz na kwartał. Z kolei 14 % badanych wskazało, że praktykom religijnym w kościele oddaje się mniej więcej raz zna pół roku.

Warto odnotować, że 10 % katolików uczęszcza raz w tygodniu na Msze świętą. Ale wśród protestantów ta statystyka jest jeszcze niższa. Zaledwie 4 % protestantów stwierdziło, że chodzi do zboru przynajmniej raz w tygodniu. Wśród muzułmanów odsetek chodzących z tą samą częstotliwością do meczetu wyniósł 17 %.

Według YouGov wyniki są reprezentatywne dla niemieckiej populacji w wieku 18 lat i starszej.

Źródło: KAI Oprac. WMa

Papieska Rada ds. Dialogu Międzyreligijnego wychwala Buddę i wzywa do „solidarności” między Kościołem a wszystkimi religiami. A buddyzm w jest ateistyczny.

Papieska Rada ds. Dialogu Międzyreligijnego wychwala Buddę i wzywa do „solidarności” między Kościołem a wszystkimi religiami. A buddyzm w jest ateistyczny.

31 maja, 2021 globalne-archiwum.pl



I pokłon oddali Smokowi, bo władzę dał Bestii. I Bestii pokłon oddali, mówiąc: Któż jest podobny do Bestii i któż potrafi rozpocząć z nią walkę? A dano jej usta mówiące wielkie rzeczy i bluźnierstwa, i dano jej możność przetrwania czterdziestu dwu miesięcy. Zatem otworzyła swe usta dla bluźnierstw przeciwko Bogu, by bluźnić Jego imieniu i Jego przybytkowi, i mieszkańcom nieba.”

Księga Objawienia.

Obecna sytuacja na świecie, tragicznie naznaczona pandemią COVID-19, stanowi wyzwanie dla wyznawców wszystkich religii, aby współpracowali na nowe sposoby w służbie społeczności ludzkiej. Dziś przedstawiamy wam, bez edycji i w całości, przesłanie od Kościoła rzymskokatolickiego do buddystów z okazji obchodów „Święta Vesakh”, w którym wzywa się do „powszechnej solidarności” między Watykanem a wszystkimi religiami świata. Tak jak w religii jednego świata przepowiedzianej w Księdze Objawienia.

Kościół rzymskokatolicki przez ostatnie siedemnaście stuleci (od 325 r.n.e.), zawsze nauczał, że jest „jedynym prawdziwym kościołem”, a sakramenty rzymskokatolickie stanowią jedyną drogę do zbawienia. Jednak w 2021 roku papież Franciszek i Kościół rzymskokatolicki przyjmują nauki innych religii, takich jak buddyzm, i wzywają religie świata do zjednoczenia się w „uniwersalnej solidarności”. My tę nową religię globalną określamy mianem: Religii Chrislam.

Czyż wędruje dwu razem, jeśli się wzajem nie znają?Czyż ryczy lew w lesie, zanim ma zdobycz? Czyż lwiątko wydaje głos ze swego legowiska, jeśli niczego nie schwytało? Czyż spada ptak na ziemię, jeśli nie było sidła? Czyż się unosi pułapka nad ziemią, zanim coś schwytała?”

Księga Amosa.

A teraz publikujemy przesłanie Papieskiej Rady Do Spraw Dialogu Międzyreligijnego, zatytułowane: „Buddyści i chrześcijanie: Promowanie kultury troski i solidarności. Przesłanie na Święto Vesakh 2021”.

Drodzy Buddyści,

  1. W imieniu Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego piszę do Was z okazji święta Vesakh z serdecznym pozdrowieniem. Modlę się, aby to coroczne święto narodzin, oświecenia i odejścia Gautamy Buddy przyniosło radość, spokój i nadzieję w sercach buddystów na całym świecie.
  2. Obecna sytuacja na świecie, tragicznie naznaczona pandemią COVID-19, stanowi wyzwanie dla wyznawców wszystkich religii, aby współpracowali na nowe sposoby w służbie społeczności ludzkiej. W swojej encyklice Fratelli Tutti, podpisanej w Asyżu w dniu 3 października 2020 roku, Papież Franciszek powtórzył, jak pilna jest powszechna solidarność, która pozwala ludzkości wspólnie przezwyciężać trudne kryzysy, które jej zagrażają, ponieważ „nikt nie jest zbawiony sam”.
  3. Święto Vesakh, które obchodziliśmy w zeszłym roku, uwypukliło wiele wspólnych wartości i mądrość, która wspiera rozwijaną przez nas współpracę, zwłaszcza w obliczu tak trudnych czasów, jak obecny. Cierpienie spowodowane pandemią COVID-19 uświadomiło nam naszą wspólną wrażliwość i współzależność. Jesteśmy wezwani do odkrywania i praktykowania solidarności zawartej w naszych tradycjach religijnych. Jak mówi Papież Franciszek, „starożytne historie, pełne symboliki, świadczą o przekonaniu, które dziś podzielamy, że wszystko jest ze sobą powiązane i że prawdziwa troska o własne życie i naszą relację z naturą jest nierozerwalnie związana z braterstwem, sprawiedliwością i wiernością”.
  4. Buddyjska nauka o Brahma Viharas (czterech niebiańskich siedzibach lub cnotach), dostarcza nam ponadczasowego przesłania solidarności i aktywnej opieki. Mówiąc o metta (miłującej dobroci), zachęca zwolenników do okazywania wszystkim bezgranicznej miłości. „Tak jak matka swoim życiem chroni swoje jedyne dziecko, tak, więc niech ktoś pielęgnuje niezmierzoną miłującą życzliwość wobec wszystkich żywych istot” (Mettā Sutta). Jak nauczał Budda, praktykujących w równym stopniu zachęca się do „pośpiechu w wykonywaniu dobrych uczynków; należy powstrzymać umysł od zła; ponieważ umysł tego, kto jest powolny w czynieniu dobra, ma skłonność do rozkoszowania się czynieniem zła”.
  5. Niech ta dramatyczna sytuacja pandemii COVID-19 wzmocni nasze więzi przyjaźni i jeszcze bardziej zjednoczy nas w służbie rodzinie ludzkiej, przyjmując: „kulturę dialogu jako drogę, wzajemną współpracę jako kodeks postępowania; wzajemne rozumienie jako metoda i standard”.
  6. Drodzy przyjaciele buddyjscy, oto myśli, którymi chciałbym się z wami podzielić w tym roku. Spoglądajmy w przyszłość z nadzieją i pogodą ducha. Wesołego ucztowania!

Kardynał Miguel Ángel Ayuso Guixot.

Po chrześcijaństwie, islamie i hinduizmie, buddyzm zajmuje pośród religii świata czwartą z kolei pozycję, jeśli chodzi o liczbę wyznawców. Mimo, że buddyzm nie stał się w ciągu ostatnich dziesięcioleci tak bardzo znany jak hinduizm, to nie pozostał on bez wpływu na ducha i myśl Europejczyków. Towarzystwo Teozoficzne przystosowało idee buddyzmu do potrzeb krajów Zachodniej Europy, co z kolei zaowocowało triumfalnym wkroczeniem tej religii do zachodniej literatury (obecnie także, jak widzimy, do Watykanu i głowy papieża Franciszka).

Wielopostaciowość buddyzmu jest zwodnicza. Buddyzm w samej rzeczy jest ateistyczny. A zatem zbawienie w tej materii zawodzi, brak nauki o usunięciu cierpienia w gruncie rzeczy nie wyjaśnia wielu dylematów życia, otóż istnienie bez Boga nie koniecznie prowadzi do absolutnej znieczulicy, otóż znacznie częściej wprost do osobistej katastrofy. Buddyzm dla wielu stanowi doskonałe uzupełnienie hinduizmu, a oba te nurty czy też religie już mocno zdążyły się zakorzenić w ruchu New Age (to jednak wcale nie przeszkadza papieżowi Franciszkowi.)

Obecnie w dobie szerzącego się ekumenizmu, który wielu nazywa wprost samobójczą drogą hierarchów kościelnych należy jasno napisać, że Kościół powszechny nie zależy od jakiegokolwiek duszpasterza na ziemi, od jakiegokolwiek kapłana, otóż Głową Kościoła jest Jezus Chrystus. A zatem tym bardziej nie jest On zależny od zewnętrznych form ceremonii, monumentalnych katedr, kazalnic, przepięknych szat liturgicznych czy pisząc wprost instytucji finansowych, jakie niestety szerzą się w Kościele Rzymsko Katolickim.

Kościół jest światłością świata i solą tej ziemi i właśnie tego niewidzialnego Kościoła bramy piekieł nie przemogą. Gdyby kapłani zrozumieli lepiej, jaka jest misja apostoła i powiernika prawd pozostawionych przez Jezusa z Nazaretu obecny świat wyglądałby zupełnie inaczej. Niestety chęć zrobienia kariery oraz życia w przepychu rozsadziły wielu kapłanów i hierarchów kościelnych od wewnątrz. Można zapytać czy jest to znak czasu? Sądzimy, że poszerzająca się obłuda i upadek pośród księży zaiste stanowi taki znak.

Szatan to marksista, darwinista, ateista.

Paweł Lisicki demaskuje szatana i jego SYSTEM

Do czego dąży diabeł? Krótko mówiąc: diabeł chce nam zohydzić życie i pogrążyć ludzi w rozpaczy. Chce on uczynić z nas to, czym jesteśmy w jego oczach, czyli wyłącznie zwierzętami, żeby jakakolwiek myśl o Odkupieniu i Zbawieniu zniknęła, została wymazana – mówił w rozmowie z PCh24 TV Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, autor książki „SYSTEM diabła. Blog z piekła rodem”.

Zdaniem Pawła Lisickiego diabeł „niejedną ma funkcję”, ponieważ jest jednocześnie humanistą, technokratą, darwonistą i innymi rewolucjonistami.

Diabeł na pewno jest radykalnym darwinistą, stąd zresztą zwraca się do człowieka bardzo często używając określenia małpa. To jest logiczne, ponieważ jest to zgodnie z przyjętym powszechnie rozumieniem. Jeśli przyjąć za dobrą monetę twierdzenie, że człowiek pojawił się na Ziemi jako forma zwierzęca i wyłącznie zwierzęca, że jest dalszą formą rozwinięcia małp, to nie przysługuje mu żadna osobna godność, ani żadna osobna wyższość, ani kategoria. W tym sensie diabeł jest darwinistą, bo widzi tę ciągłość między zwierzętami a ludźmi.

Pierwsza książka Darwina „O pochodzeniu gatunków” została opublikowana w 1859 roku. Nota bene Darwin nie używa w niej w ogóle określenia „ewolucja”. Ono się pojawia później w kolejnym wydaniu. W 1870 roku opublikowano z kolei książkę „O pochodzeniu człowieka”. Wtedy to myślenie ewolucjonistyczne absolutnie zaczęło dominować wśród ludzi wykształconych i stąd debaty na temat małpy i człowieka zaczynają się rozwijać.

Diabeł jest inżynierem społecznym. Sama inżynieria społeczna w wydaniu rozwiniętym zaczęła zbierać żniwo w wieku XVIII w epoce Oświecenia, kiedy po raz pierwszy zaczęto pisać o człowieku jako o maszynie.

Diabeł jest również materialistą. Może się to wydawać paradoksalne, ponieważ jest on duchem, ale przynajmniej co do człowieka i do świata zewnętrznego jest on wręcz radykalnym materialistą.

Diabeł to także marksista, co jest bardzo dobrze widoczne. Diabeł głosi tezę, że człowiek i natura są w zasadzie tym samym, że ludzki rozwój jest rozwojem wyłącznie naturalnym.

Paradoks polega też na tym, że diabeł jest również ateistą, ponieważ zdaje on sobie sprawę, iż jest duchem nieśmiertelnym, ale jednocześnie wie dobrze, że aby kontrolować ludzkość i zdobyć nad nią pełnię władzy musi krzewić ideę ateizmu, musi być radykalnym bezbożnikiem. To wynika wprost z jego „anonimowości”, bo jeśli anonimowość zapewnia mu sukces to jedną stroną medalu jest „brak diabła”, a drugą stroną „brak Boga”. Jeśli ktoś odrzuca istnienie diabła, to tym łatwiej odrzuci istnienie Boga, co jest jak najbardziej logicznym założeniem.

Do tego właśnie dąży diabeł. Chce on nam zohydzić życie i tak pogrążyć ludzi w rozpaczy, i tak uczynić z nich to, czym są oni w jego oczach, czyli wyłącznie zwierzętami, żeby jakakolwiek myśl o Odkupieniu i Zbawieniu zniknęła, została wymazana.

W związku z tym diabeł nie pełni tylko jednej funkcji, ale jest wszystkim: darwinistą, inżynierem społecznym, marksistą, radykałem etc. Diabeł myśli systemowo. Nie chciałbym, żeby zabrzmiało w ten sposób, iż lekceważę, albo pomijam kwestie, które są najczęściej opisywane w konkretnych przypadkach, kiedy mamy do czynienia z opętaniem: pojawia się diabeł, wstępuje w kogoś, przejmuje nad nim kontrolę i jedynym ratunkiem jest egzorcyzm. Ja tego nie neguję, wręcz przeciwnie – w książce „SYSTEM diabła” pokazuję takie przypadki. Ale nie wydaje mi się, żeby to było najbardziej niebezpieczną formą działalności diabła.

Jest kilka książek opisujących działanie egzorcystów. Ich misja jest ważna i potrzebna, ale moim zdaniem istotą działania diabelskiego obecnie jest, moim zdaniem, atak przeprowadzony pod znakiem tęczowej flagi, ideologii LGBT i niszczenia tych podstaw, które sprawiają, że człowiek może myśleć o jakimkolwiek zbawieniu, o własnej duszy i tożsamości. To wszystko to jest dzieło ideologii lansowanej przez diabła, a nie konkretnych przypadków opętań, chociaż te oczywiście też mogą mieć miejsce i też się mogą do tego przyczynić.

Zapytany, co z tzw. świeckimi egzorcystami, którzy próbują „zastąpić” egzorcystów-kapłanów, czy tzw. świeccy egzorcyści są „żołnierzami diabła”, Paweł Lisicki odpowiedział:

Ludzie uwierzą we wszystko, jeśli im się to odpowiednio przekaże, np. że wystarczy wrzucić obrączkę po zmarłej żonie na trzy dni do szklanki z solą i za 3 dni jej „duch” przestanie prześladować męża i dzieci.

W „SYSTEMIE diabła” nie zajmuję się debatą na temat samych egzorcystów. Nie mam jednak wątpliwości, że opętanie, to najbardziej widowiskowa część działalności diabelskiej. Paradoks pokazuje, że gdyby to było tak uchwytne, to podstawowy warunek działalności diabła – anonimowość nie byłby spełniony. Dlatego wydaje mi się, że samych przypadków opętań relatywnie nie jest tak dużo, ponieważ gdyby było to tak powszechne jak niektórym się wydaje, to nie mielibyśmy tak ogromnego problemu z powszechnym ateizmem, z powszechnym odrzuceniem wiary. Gdyby tak łatwo ludzie mogli zobaczyć i doświadczyć osobowego zła to wielu z nich nawróciłoby się i uwierzyło w Ewangelię.

W związku z tym działalność tych „świeckich egzorcystów” to formuła handlowa i komercyjna. W szerokim planie ich działalność sprawia na pewno, że ci, którzy do nich przychodzą korzystają z podróbki duchowej, która w ostatecznym obrachunku może przynieść tylko szkody, ale to nie oni – nie świeccy egzorcyści wyznaczają kształt agory współczesnego świata.

W rozmowie poruszono również częściowo zapomnianej wizji papieża Leona XIII z 13 października z 1884 roku.

Papież Leon XIII doświadczył tego dnia prywatnego objawienia. Ono zostało później zapisane w dziennikach jego sekretarza, dzięki czemu wiemy o niej.

Leon XIII w czasie dziękczynienia po Mszy Świętej usłyszał dialog między Chrystusem a diabłem, w czasie którego usłyszał o pewnego rodzaju zakładzie. Najkrócej mówiąc: diabeł powiedział, że jeśli dostanie więcej sił, możliwości i władzy, to w ciągu 70-100 lat doprowadzi do upadku Kościoła.

Ta wizja bardzo przypomina zakład, który odnosił się do zakładu w Księdze Hioba, kiedy diabeł przybywa na zgromadzenie Synów Bożych, czyli Aniołów i jest uczestnikiem spotkania dworu niebiańskiego, gdzie dochodzi do sporu czy właśnie zakładu między nim a Bogiem. Zakład dotyczy tego czy Hiob wytrwa w swojej wierze. Pewnego rodzaju analogię mamy właśnie w wydarzeniu z 13 października 1884 roku.

Dodam tylko, że po tej wizji Leon XIII wprowadził na zakończenie Mszy Świętej dodatkowe modlitwy do św. Michała Archanioła.

Proszę teraz zobaczyć: mamy rok 1884. Od tego czasu minęło 137 lat. Łatwo porównać stan współczesnej cywilizacji ze stanem z końca wieku XIX nie pod kątem rozwoju technologicznego tylko pod kątem, który dla katolików powinien być najważniejszy, czyli duchowym, religijnym, miejsca Kościoła w życiu, znaczenia życia religijnego etc. Łatwo zauważyć, że rok 2021 to czas, kiedy Zachód praktycznie, albo w dużym stopniu wyparł się Boga.

Czy właśnie dlatego diabeł pisze na swoim blogu, który możemy przeczytać w książce „SYSTEM diabła”, że szczególnie nienawidzi Tradycji i Mszy Trydenckiej? – zapytał Tomasz D. Kolanek.

Oczywiście. Diabeł jest najbardziej radykalnym antytradycjonalistą, jakiego znamy z bardzo prostego powodu: jeśli prawdziwa jest teza, a tej będę bronił, że on nie chce być widziany, dostrzegany, bo to zapewnia mu sukces, to nie znosi, jeśli mu się ciągle przypomina o tym, że jest i działa. Jeśli ktoś nie chce być widziany, to nie chce, aby o nim mówiono. Przecież dotyczy to nie tylko diabła, ale każdego agenta, szpiega etc. to dąży do tego, aby wyrugować jakiekolwiek wzmianki o sobie z powszechnej świadomości. Jeśli jest tak, że groza związana z obecnością diabła jest bardzo mocno zakorzeniona w klasycznych tekstach liturgicznych, a w nowych dużo słabiej, żeby nie powiedzieć, że czasem jej w ogóle nie ma, to diabeł musi być wielkim przeciwnikiem, wielkim wrogiem tradycyjnej Mszy Świętej– podkreślił Paweł Lisicki.

Na koniec red. Lisicki zastanawiał się czy diabeł będzie chciał przyspieszyć czy opóźnić paruzję.

To jest najtrudniejsze pytanie i nie znam na nie odpowiedzi. Diabeł jest na pewno, tak jak powiedziałem marksistą, a co za tym idzie jest trochę niekonsekwentny. Z jednej strony chciałby on, aby świat w takiej formule jak obecna istniał jak najdłużej, bo wtedy najwięcej duch zostanie wciągniętych do piekła. Zakładając, że postęp świata przebiega w kierunku odreligijnienia i w związku z tym rośnie liczba ludzi niewierzących, to jemu tylko w to graj. Im więcej tym lepiej.

Ale z drugiej strony dialektycznie diabeł nienawidzi życia i cała jego działalność polega na tym, żeby człowieka zniszczyć, więc im szybciej do tego doprowadzi tym szybciej osiągnie sukces. To jest właśnie ta diabelska dialektyka, którą tylko Karol Marks mógłby zrozumieć. To jest jednak dylemat diabelski, na który odpowiedź znajdziecie Państwo w „SYSTEMIE diabła”.

Źródło: PCh24 TV https://pch24.pl/marksista-darwinista-ateista-pawel-lisicki-demaskuje-szatana-i-jego-system/

Hitchens – złote usta ateizmu, prorok fałszu.

Żadne hasło, choćby i najbardziej nośne, nie wygłosi się samo z mocą, która porwie tłumy. Żadna idea, choćby najbardziej błyskotliwa, genialnie uzasadniona i poparta niedającym się znieść autorytetem, nie osiągnie niczego poza zaistnieniem, jeśli nie ubierze się jej w szaty pięknych słów, które sprawią, że trafi ona pod ulizane strzechy jej propagatorów. Idea nie okraszona zamaszystym gestem i nie wypowiedziana spiżowym głosem drżącego z przejęcia wybrańca – nie rozpali serc publiczności. Hitchens potrafił dać ateistom i to, i wiele więcej.

Christopher Hitchens był mieszkającym w Stanach Zjednoczonych krytykiem literackim i publicystą. Pochodził z Wielkiej Brytanii, gdzie też się kształcił. Sławę zdobył jednak nie dzięki swojej pracy nad literaturą czy komentarzami natury politycznej, ale głosząc, że „Bóg nie jest wielki, a religia wszystko zatruwa”1. Był autorem kilku książek, które stały się światowymi bestsellerami, niezależnie, a raczej pomimo ich rzeczywistej wartości. Najpopularniejszą z nich, noszącą znamienny tytuł Bóg nie jest wielki, Bill Donohue2 nazwał „śmieciem” podczas jednej z debat z Hitchensem3. Nasz bohater spędził spory kawał życia na przekonywaniu, że teizm, a szczególnie religia chrześcijańska, to tragiczne nieporozumienie wspierane przez ludzi niskich moralnie i intelektualnie niedomagających. Hitchens zmarł w 2011 roku. Sentencja głosi: de mortuis ni(hi)l nisi bene – „o zmarłych tylko dobrze” i choć człowiek jest istotą, która ze swej naruszonej natury niezwykle utrudnia spełnienie wymogów starożytnych Rzymian, to jednak chcąc cokolwiek o zmarłym powiedzieć, mówmy prawdę, a wtedy, jak sądzę, wymóg mówienia dobrze będzie spełniony.

Mowa jest srebrem, ale…

Christopher Hitchens, będąc jednym z czterech jeźdźców ateistycznej apokalipsy (pozostali to Harris, Dawkins i Dennett), niewątpliwie wyróżniał się wśród nich zdolnościami oratorskimi. Odbył dziesiątki debat, podczas których niejednokrotnie popisywał się umiejętnością zręcznego operowania słowem. Hipnotyzował publiczność, umiejętnie budując opowieść o Bogu, którego nie ma. Jak na wykształconego Brytyjczyka przystało, miał usta pełne nie tylko „gorących kartofli”, ale także, a może przede wszystkim – frazesów. Jego czarujące żarciki, budujące napięcie pauzy, opowieści o niespodziewanym zakończeniu, błyskotliwe paralele, cięte riposty i zuchwałe interpretacje były wyzwaniem dla przeciwników, koszmarem wątpiących, ale jednocześnie też przyjemnością dla słuchacza.

Hitchens dobrze radził sobie z tłumem, potrafiąc uzyskać oklaski nawet od publiczności skrajnie mu nieprzychylnej, jak ta zgromadzona na jednej z najostrzejszych nagranych debat Hitchensa, prowadzonej z działaczem katolickim Billem Donohue w ramach cyklu „Chesterton–Belloc Debate”. Niezachwiana pewność siebie pomagała mu przetrwać, gdy przyparty do muru pytaniem oponenta, musiał wyprowadzić rozmowę na bezpieczniejsze dla siebie wody – tam, gdzie znowu można kluczyć po meandrach ogólników, autorskich fabrykacji, przesady, ignorancji swojej i słuchaczy lub po prostu ordynarnego kłamstwa. Czyż nie tak właśnie wybrnął z pytania zadanego przez Tureka, a sformułowanego wcześniej przez Leibnitza: dlaczego cokolwiek istnieje?4

To wszystko zmusza mnie do skonstatowania ze smutkiem, że talenty podarowane człowiekowi przez Boga bywają używane, aby Go atakować i oddalać od Niego ludzi. Mowa była jednym z największych bogactw guru nowego ateizmu, ale z pewnością i on sam, i świat, który go znał, więcej zyskałby na złotorodnym milczeniu niż na srebrzystym blasku mowy, która nie wyrażała prawdy.

Hitchens i prawda

Zestawienie tych dwóch słów mogłoby zostać uznane za nadużycie, więc spieszę z wyjaśnieniem. Otóż Hitchens miał niewiele wspólnego z prawdą, przynajmniej jeśli chodzi o jego wypowiedzi dotyczące Boga i Kościoła. Słowo „niewiele” jest tu bardzo ważne. Nie można powiedzieć „nic”, bo w wypowiedziach tego ateisty pojawiały się różne elementy, którym nikt nie może zaprzeczyć. Nie można jednak mówić o tym, że Hitchens mówił prawdę. Pozostawanie pomiędzy, a raczej umiejętne nawiązywanie do pewnych prawdziwych wydarzeń i zjawisk w określonym kontekście i dorzucanie do nich własnych pomysłów i interpretacji, przedstawianych jako fakty, prowadziło w rezultacie do z góry zamierzonych rezultatów, ale nie do prawdy. Posłużenie się przykładem będzie lepiej oddawało stosunek Hitchensa do prawdy i do tych, którzy go słuchali.

Niemal stałym punktem debat Hitchensa o Bogu była krótka opowieść o Bożej interwencji w historię ludzkości. W debacie z jego własnym bratem, Peterem, brzmiała ona następująco:

Oto, w co macie wierzyć: przez 100 tysięcy lat ludzie rodzili się jako gatunek naczelnych. Długość życia – 25 lat – przez pierwsze kilka tysięcy lat. Śmiertelność noworodków – powszechna. Przerażające choroby wywoływane mikroorganizmami. Trzęsienia ziemi, wulkany… niezwykłe. Walki o ziemię, o terytorium, o jedzenie, o kobiety, z powodów plemiennych – straszne. I przez 95–96 tysięcy lat Niebo patrzy na to z założonymi rękami, z obojętnością, z chłodem. I potem, około 3–4 tysiące lat temu i to jedynie w naprawdę barbarzyńskiej i zacofanej części Bliskiego Wschodu. Nie w Chinach, gdzie ludzie chociaż potrafili czytać, czy myśleć, czy uprawiać naukę. Nie, nie. W barbarzyńskiej, zacofanej części Bliskiego Wschodu Bóg zadecydował, że już nie może tak dłużej i że czas interweniować. I czyż może być lepszy sposób niż ludzka ofiara, plagi i masowy mord? „No jeśli to nie sprawi, że zaczną się zachowywać moralnie, to już nie wiem co…”. Jeśli znajduje się tu chociaż jedna osoba, która może skłonić się do wiary w coś takiego, sama robi z siebie osobę, po pierwsze, bardzo głupią, a po drugie, bardzo niemoralną5.

Ten motyw powtarzał się wielokrotnie w innych debatach i zawsze służył temu samemu: pokazaniu, jak Bóg, którego głosi wiara chrześcijańska, jest zły, głupi, okrutny, nieumiejętny, absurdalny. Przyjrzyjmy się opowiadaniu Hitchensa, które, aby je odpowiednio sklasyfikować, wymagałoby utworzenia nowego gatunku literackiego. Hitch-story – ta nazwa wydaje się adekwatna do tego, co brytyjski publicysta wypisywał i wygadywał. Nazwanie tego po prostu kłamstwem byłoby chyba zbyt trywialne. Hitchens twierdzi, że pokaże nam w skrócie, w co wierzymy, będąc chrześcijanami czy ogólniej – monoteistami. Zaczyna dość niespodziewanie, bo od… oszacowania długości przebywania człowieka na ziemi według kryteriów przyjmowanych przez niektórych naukowców. Wymienia kilka nazwisk wraz z proponowanymi przez ich dumnych nosicieli datami pojawienia się człowieka na ziemi. Ani to ciekawe, ani pouczające, ani przystające do zdania wprowadzającego.

Cóż ma opinia, na przykład, Dawkinsa na temat okresu pojawienia się człowieka na ziemi do zasad wiary chrześcijańskiej? Czyżby Dawkins, Gould czy Collins byli jakimiś nowymi prorokami? Nie. A może są oni upoważnieni do współtworzenia zasad wiary chrześcijan? Nic o tym nie słyszałem. To żerowanie na autorytecie, jakim obdarzani są dzisiaj tak zwani naukowcy. Mało kto jest odporny na cudzysłów podpisany skrótem „prof.”. Pierwszą reakcją słuchacza, który już zapomniał o wstępnym: „Oto, w co macie wierzyć”, będzie przyjęcie do wiadomości rzekomego faktu, który podsuwa Hitchens. Widać tu, jak system, w którym żyjemy, wpływa na możliwości percepcji danej wypowiedzi. „Oto, w co macie wierzyć” powinno zostać odniesione bezpośrednio do wywodu o czasie pojawienia się człowieka, a więc przyjęte z lekceważeniem, dystansem, a może nawet intelektualnym i moralnym obrzydzeniem, charakteryzującym reakcję na wyjątkowo ohydne kłamstwo bądź niebezpieczny, lecz podatny na zastosowanie w życiu, absurd. Ale nie jest. „Oto, w co macie wierzyć” niejako omija wypowiedź o stu tysiącach lat człowieka na ziemi i wraca z niszczycielską siłą dopiero, gdy Hitchens baja o Bogu. Ten skok przenosi słuchaczy w miejsce, gdzie przyjmują oni sprzeczne z wiarą chrześcijańską powstanie człowieka wskutek ewolucji z innych stworzeń, nieokreślony w nauce wiary czas pojawienia się człowieka na Ziemi i na tym mają budować zrozumienie kolejnych części „hitchstoryjki”.

Hitchens po zakomunikowaniu, że przyjmie opinie kompromisowe wśród różniących się opinii naukowców, ale i tak przecież nie mające wiele wspólnego z wiarą, pojawienie się człowieka 100 tys. lat temu, podaje skrótowy opis straszliwego położenia człowieka, który nic nie wiedząc o świecie, żył w przerażeniu, szybko umierał, musiał wciąż walczyć z przeciwnościami i nie mógł liczyć na pomoc z którejkolwiek strony. Tak, według tego ateisty, wyglądało około 96 tys. lat. Czy Hitchens nie wie, że wiara chrześcijańska zachowała opis szczęśliwego życia człowieka w okresie poprzedzającym wspomnianą nędzę? Wie to doskonale! Problem w tym, że to niszczyłoby jego chwytliwą narrację. Czy słuchacze Hitchensa nie wiedzą o tym? Oczywiście, że wiedzą. Ten stan powoduje, że wypowiedzi Hitchensa wyglądają jak występ słabej trupy kabaretowej: żart jest kiepski, ale ludzie się śmieją ze względu na kontekst. Tutaj niby wszyscy wiedzą, że opowieść Hitchensa ma tyle samo luk, co sam ateizm, ale łatają to albo wbitymi do głów, albo bez oporu (dla znieczulenia sumień) – przyjętymi założeniami. Hitchens pokazuje tu, jak łatwo można grać na komunałach, systemowych kłamstwach wbijanych dzieciom do głów w szkołach i propagandowych hasłach, którymi jesteśmy syceni aż do rozpuku. Zabiegiem, który zabezpieczył głowę Brytyjczyka przed jajkami mogącymi się o nią roztrzaskać, co pokazywało niezadowolenie zlekceważonych słuchaczy, było: „Wszyscy wiemy, że religia to bzdury, więc podaję wam fakty naukowe, którym nie zaprzeczycie choćby ze względu na popierające je autorytety. Cokolwiek naukowego dodam do narracji religijnej, jest od niej ważniejsze. Jeśli religia mówi coś innego niż nauka, myli się. Kto by stawiał religię ponad nauką, jest śmieszny”.

Hitchens twierdzi dalej, że Stwórca, widząc nędzę człowieka, siedział z założonymi rękami. Nagle, ni stąd, ni zowąd, Bóg zadecydował, że czas interweniować. Hitchensowi nie podoba się, że Bóg objawił się na obskurnym terenie zamieszkanym przez niepiśmiennych pasterzy i wybrał tortury własnego Syna na najlepszy sposób Odkupienia.

Może przeoczył fakt, jak to zresztą uczynił z innymi, że Pan Jezus został niesłusznie skazany i zabity przez ludzi, a nie przez Boga. Może nieco nie doceniał mieszkańców ówczesnej Palestyny i jej położenia w kontekście znaczenia dla świata handlu i polityki? Tak czy inaczej, należałoby przynajmniej stwierdzić, że ci niepiśmienni prostacy mieszkający na tym zapadłym pustkowiu zrobili kawał dobrej roboty, dochodząc ze swoimi ideami na krańce świata.

Jak więc widzimy powyżej, Hitchens tworzy własną historię, którą wkłada w usta teistów i którą potem sam wyśmiewa jako absurdalną. Tak naprawdę to jego wypowiedzi są absurdalne i tylko wtórujące jego wykrzyknikom śmiechy i oklaski publiczności zdradzają, że, o zgrozo, nie on jeden w nie wierzył.

Wytłumaczenia, których nie ma. Argumenty, których brak

Hitchens zwykł był mawiać, że nauka i naturalizm dają o wiele lepsze i piękniejsze wytłumaczenia dla zjawisk zachodzących wokół nas i że nie da się udowodnić nieistnienia Boga, ale raczej wskazać na to, że jest On zupełnie niepotrzebny lub że nie ma powodu, żeby w Niego wierzyć. Konia z rzędem temu, kto wskaże wypowiedź Hitchensa zawierającą te zapowiadane szumnie, wspaniałe wyjaśnienia. Podobnie jest z argumentami, które wskazywałyby, że pogląd teistyczny jest błędny lub że da się lepiej wytłumaczyć rzeczywistość za pomocą ateizmu niż za pomocą teizmu. Jest to tym bardziej zaskakujące i aż nie do wiary, że ktoś, kto odbył tak wiele debat jak ten brytyjski publicysta, nie podejmował właściwie dyskusji nad argumentami podawanymi przez filozofów, jak William Lane Craig, czy apologetów, jak Frank Turek, z którymi wchodził w publiczne polemiki6. Tak jeden, jak i drugi zarzucali mu to publicznie w trakcie debat, ale on nie odpowiadał. Przechodził do kolejnych anegdotek i oskarżeń dotyczących wypaczeń obecnych w różnych religiach, nie chcąc zauważyć, iż to, że przedstawiciele jakiejś religii wysadzają się w powietrze, nie znaczy zupełnie nic w kontekście pytania o istnienie Boga. Właściwie to pojęcia dobra i zła wskazują na istnienie uniwersalnej instancji odwoławczej, która pozwala odróżnić jedno od drugiego, nie pozwalając na relatywizowanie zasad moralnych, ale tego Hitchens nigdy nie mógłby przyznać. Wolał, zamiast tego, mówić o ewolucyjnym przystosowaniu człowieka, które skłania go do dobra, bo jest ono lepsze w kontekście przetrwania. Zasady moralne mają więc umożliwić lepsze działanie społeczeństwa, co pozwala człowiekowi łatwiej utrzymać się przy życiu i rozmnożyć. Przy tym wszystkim Hitchens zapomniał dodać, że ewolucja w tym obszarze uczyniła ogromny skok dopiero po pojawieniu się chrześcijaństwa. Ciekawe, czemu to zawdzięczać? Zapytany o to Hitchens, pewnie odpowiedziałby, że jeszcze nie wiemy, ale nauka z pewnością to wkrótce odkryje. To, co my już teraz możemy odczytać ze słów Hitchensa, to to, że jeśli społecznie zyskowne byłyby mordy i kradzieże, to tak właśnie wyglądałoby dobro w jego ewolucyjnym i bezbożnym świecie. Zacytuję tu naszego ateistycznego bohatera i powiem: „Któż chce, aby to była prawda?!”7

Jak wspomniałem powyżej, problem rozpoznawania zła i dobra przez ludzi to według Hitchensa wrodzone przystosowanie ewolucyjne, sprowokowane uzasadnionym w kontekście przetrwania dążeniem do stworzenia społeczności pomagającej jej członkom osiągnąć ewolucyjny cel. Nie odpowiedział jednak na pytania Williama Lane’a Craiga8 czy Franka Tureka9 o to: skąd on wie, co jest dobre, a co złe? Od czego bierze miarę? Nie omieszkał za to oburzyć się na zuchwałość wierzących, którzy mają według niego twierdzić, że dopiero religia czy Bóg mówią człowiekowi, jak rozpoznać dobro i zło. Wygląda na to, że najlepszym sposobem na uniknięcie odpowiedzi na to prosto zadane pytanie jest zagranie na pysze tłumu. Tylko jedną ze sprzeczności, w których tonął Hitchens w każdej debacie, jest problem naturalnie występującego zrozumienia dobra i zła. Tuż po tym, jak mówił o okrucieństwach wyrządzanych sobie nawzajem przez ludzi, dodawał, że jeśli ktoś twierdzi, że dopiero od przekazania Mojżeszowi Dziesięciu Przykazań ludzie wiedzą, co jest dobre, a co złe, to są głupcami. Mimo rzekomej powszechności ewolucji i poznania dobra i zła dostępnego dla każdego człowieka z racji jego powstania w rezultacie ewolucji, nie wszędzie poziom moralności doszedł do poziomu prezentowanego przez tych, którzy starają się przestrzegać Dekalogu. Chyba i Hitchens odczuwał to „ewolucyjne przystosowanie” i przezornie nie osiedlił się w kraju spoza kręgu kultury (post)chrześcijańskiej, gdzie nie mógłby liczyć na to, że dla jego sąsiadów „nie zabijaj” znaczy coś więcej niż „nie zabijaj, jeśli nie chcesz” czy „nie zabijaj swoich”.

Hitchens twierdził, że nauka znalazła już wszystkie odpowiedzi, do których dotąd używano wytrychu „Boga” czy „Boga luk” (miał tu na myśli luki poznawcze, wypełniane ideą Boga). Zapytany o to przez jednego z dyskutantów nie wiedział jednak, jak możliwe jest np. utrzymywanie się stałych fizycznych, wciąż twierdząc bez zawahania, że Bóg nie jest tu wyjaśnieniem10. Mówił, że byłoby to jedynie przesunięcie pytania o jeden poziom dalej, ponieważ kolejnym pytaniem musiałoby być: kto stworzył Boga? Te dziecinne z pozoru pytania o stworzenie Boga nie są, a przynajmniej ja ich jako takich nie przyjmuję, prostym niezrozumieniem idei Boga. Musielibyśmy założyć, że człowiek skądinąd inteligentny i utalentowany nie wie nawet, z czym polemizuje. Byłoby to zbyt daleko idące uproszczenie. Pytanie o to, kto stworzył Boga, powodujące regres do nieskończoności – niekończące się pytania o to, kto stworzył kogo – jest pytaniem dla tej części publiczności, która ogląda takie debaty dla wyciągnięcia z nich najbardziej sugestywnych, najprostszych w przekazie i najłatwiejszych w zapamiętaniu odpowiedzi, które pozwolą pozostać przy obranym stanowisku. Obranym, ponieważ jedynym sposobem na przyjęcie światopoglądu, na który nie ma potwierdzenia rozumowego, jest dokonanie (samo)wolnego wyboru. Jak powiedział Hitchens: „Oczywiście, że mamy wolną wolę. Nie mamy wyboru”. Niestety, wydaje się, że wolna wola, ten wielki dar Boży, wielu osobom służy za walec miażdżący wyrzuty sumienia, zamiast za narzędzie, podnoszące człowieka tak wysoko, że sam Stworzyciel musi respektować jego wybory.

Hitchens nie tylko debatował z pojedynczymi oponentami, ale rzucił także wyzwanie całemu światu. Zadał pytanie i wezwał wszystkich do odpowiedzi. Pytanie brzmiało: „jakiego czynu o charakterze moralnym nie może wykonać ateista, ale może wykonać teista?”11. W obliczu pytania tak boleśnie ogólnego i aż proszącego się o nieporozumienia w fazie interpretacji jego poszczególnych części składowych, szukającego prawdziwej odpowiedzi kusi postąpienie z nim jak z antynomią i pozostawienie grzebania się w nim filozoficznym masochistom; bo przecież jak można pytać o moralny czyn ateisty, jeśli ten nie uznaje istnienia Boga, a więc uniwersalnej matrycy decyzji dotyczących rozpoznania dobra i zła? Jednak dla potrzeb dyskursu można prosto stwierdzić, że ateista nie może powiedzieć prawdy, bo bez Boga nie może ona zaistnieć. Mógłby jedynie powiedzieć, co sądzi lub czego by chciał, ale bez jakichkolwiek roszczeń do prawdy. W ostateczności, nawet to nie jest możliwe bez założenia istnienia Boga.

Po co to wszystko?

Skoro Hitchens wraz ze swoimi akolitami nie zamierza nawet próbować podważać poglądu o istnieniu Boga, to o co mu chodzi? Do czego dąży? Skoro uważa, że nie ma Boga, mógłby po prostu z tym żyć i pozwolić innym żyć zgodnie z ich poglądami. Widocznie jednak jest coś, co popycha go do walki. Coś, co nie pozwala usiedzieć mu w miejscu, coś, co wzmaga jego rewolucyjny, nieco trockistowski zapał. Według mnie – choć w jego wypowiedziach, które znam, nigdy nie zostało to wyartykułowane dosłownie – chodzi o świat bez Boga. Nie o wolność wypowiadania się na ten temat czy nieskrępowaną możliwość proponowania każdemu wierzącemu tej ziejącej pustką alternatywy, ale o cały świat pozbawiony Boga. Jeśli uznamy, że dotychczasowy porządek świata opierał się na wierze w Boga – błędnej czy prawdziwej – to świat bez Boga wymagałby jakiegoś nowego porządku świata.

Hasło to – NWO (New World Order), Nowy Porządek Świata – nabrało cech metafizycznych i nie tylko żyje własnym życiem, ale tworzy alternatywne rzeczywistości. Jest wszystkim i niczym. Wielu go używa, ale niewielu, jak zauważyłem, wie jak je rozumieć. Jedni wyglądają globalnego kryzysu ekonomicznego, inni jednej super religii, jeszcze inni jakiegoś projektu ludobójczego o skali niespotykanej w historii. Jednak powinniśmy szukać pierwszych przyczyn. Żaden z projektów wspomnianych powyżej, niezależnie od tego, czy są to tylko bujdy na resorach, czy coś, co dzieje się na naszych oczach, musi zakładać jedną podstawową rzecz: Boga nie ma. Więcej, On może sobie nawet i istnieć, ale ludzie mają w Niego nie wierzyć. Wtedy, można zrobić z nimi wszystko. Albo prawie wszystko. O ile z tym „prawie” siły zła mogą jeszcze próbować iść na kompromisy, pertraktować, układać się i szukać porozumienia, o tyle z Bogiem, a raczej z tymi, którzy w Niego wierzą (bo to o nich chodzi, nie o Boga), nie pójdzie tak łatwo. Zawsze będą łamistrajkami, którzy mimo ekonomicznej niewoli zachowają wolność, bo wiedzą czym ona jest, mimo zwodniczej siły sekciarskiej propagandy zachowają prawdę i pozostaną na zawsze znawcami jej wartości. Niezmiernej wartości. Wartości o wiele przekraczającej życie ludzkie na ziemi, które jest tej prawdy jedynie częścią.

Tego chciałby Hitchens i ateiści – świata bez Boga. Świata, który oni sami ustawią według swoich pomysłów, bo nie będzie już uniwersalnego odniesienia. Świat taki stałby się ich igrzyskiem, ich folwarkiem, albo ich chlewem, gdzie hodowaliby rzeźną trzodę, przeznaczoną na żer dla bożków, którymi chcieliby zostać. Wtajemniczeni, wiedzący lepiej, przewodnicy i oświeceni. Folwark Hitchensa jest możliwy do zrealizowania tylko wtedy, gdy pozbawimy ludzi pojęcia Boga, na którym zasadzają się pojęcia prawdy, dobra, piękna, wolności, godności i człowieczeństwa. Hitchens nie widzi w nas ludzi – istot obdarzonych ciałem i duszą niematerialną, będącą nośnikiem wolności, rozumu, pamięci. On widzi w nas „wysoko wyewoluowane naczelne”12. Równie dobrze można z nas zrobić kotlety, o ile oczywiście będzie to społecznie uzasadnione. Hitchens nigdy się tak nie wyraził, nie musiał. Nie nadinterpretuję tu jednak jego poglądów, wyciągam wnioski.

Można zapytać, dlaczego ktoś chciałby niewolić ludzi, przekonywać ich, że prochem i niczem13 jesteśmy nie tylko przenośnie i nie tylko w odniesieniu do Bożego majestatu, ale w rzeczywistości i zupełnie dosłownie? Bez hipotezy szatana nie da się odpowiedzieć na to pytanie. Zło dla zła, kłamstwo dla kłamstwa, oto czym jest ta zgubna ideologia rozpatrywana w świetle rozumu. Ani ateiści, ani żadna organizacja nie może realnie zyskać na ateizacji. Są to jedynie pozory zysku, pozory zwycięstwa, pozory wolności, pozory dominacji. Tylko zło jest w tym rachunku realne.

Wygląda więc na to, że to odwiecznemu przeciwnikowi należałoby przypisać autorstwo całego przedsięwzięcia. NWO, jako projekt szatański – brzmi nieco teorio-spiskowo, nieprawdaż? Nie wygląda jednak na to, abyśmy mogli stwierdzić inaczej, chcąc trzymać się prawdy. Niech więc tak pozostanie. Czy jednak czeka nas tak marny koniec? Czy Opatrzność miałaby na to pozwolić? Czy Bóg naprawdę jest taki, jakim chciał Go widzieć Hitchens – ten nowoporządkowy świata? Ja jestem dobrej myśli i nie boję się zalewu ateizacji i wprowadzenia NWO.

„Kto chce, aby to była prawda?” – wołał w uniesieniu Hitchens, podsumowując jedną ze swoich tyrad, mających w jego pojęciu demaskować ohydny teizm. Co do wynurzeń Hitchensa na temat Boga – nikt, jak sądzę. Na szczęście nikt też z taką „prawdą” nie musiał się konfrontować niezależnie od swojej woli, bo istniała ona jedynie w umyśle Hitchensa. Pozostaje nam tylko mieć chrześcijańską nadzieję, że mimo że ten międzynarodowy wieszcz świata bez Boga nie chciał, żeby istnienie Boga było prawdą, ostatecznie otrzymał jej ogląd na wieczność.

Karol Kiljanek

Przypisy

  1. Pod takim właśnie tytułem Hitchens wydał w 2007 roku książkę, która stała się światowym bestsellerem. W tym haniebnym paszkwilu, dziennikarz wykłada swoje poglądy na temat Boga i religii jako takiej. Książka jest dosyć popularna po dziś dzień, mimo iż nie zawiera niczego, poza literackimi popisami Hitchensa, w które ubrał on swój prosty przekaz o nienawiści do religii.
  2. William Anthony Donohue – socjolog, wykładowca akademicki, działacz katolicki.
  3. Debata Hitchens kontra Donohue https://www.youtube.com/watch?v=MsbZqNR7HZs [dostęp: 04.10.2021].
  4. Debata Hitchens kontra Turek https://www.youtube.com/watch?v=uDCDTaKfzXU [dostęp: 04.10.2021].
  5. Debata Hitchens kontra Hitchens https://www.youtube.com/watch?v=sNlskhOlYBY [dostęp: 04.10.2021].
  6. Np. tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=uDCDTaKfzXU [dostęp: 04.10.2021].
  7. „Who wants this to be true?!” – tym zdaniem Hitchens zwykł był podkreślać swoje konfabulacje na temat Boga.
  8. Debata Hitchens kontra William Lane Craig https://www.youtube.com/watch?v=0tYm41hb48o [dostęp 04.10.2021].
  9. Debata Hitchens kontra Turek https://www.youtube.com/watch?v=uDCDTaKfzXU [dostęp 04.10.2021].
  10. Debata Hitchens kontra Turek https://www.youtube.com/watch?v=uDCDTaKfzXU [dostęp 04.10.2021].
  11. Debata Hitchens kontra Hitchens https://www.youtube.com/watch?v=sNlskhOlYBY [dostęp: 04.10.2021].
  12. Debata Hitchens kontra Turek https://www.youtube.com/watch?v=uDCDTaKfzXU
  13. Por. A. Mickiewicz, Dziady, część III, akt I, scena V.

Za: Zawsze Wierni nr 6/2021 (217) | https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3022

https://www.bibula.com/?p=130194