Wyszarpywanie prawdy. Epstein to przecież kontynuacja.

Aleksander Rybczyński – Wyszarpywanie prawdy

polskacanada.com/aleksander-rybczynski-wyszarpywanie-prawdy

Ujawnione w ostatnich dniach dokumenty z afery Epsteina, odsłaniające sieć wpływów, okultystycznych praktyk i wykorzystywania nieletnich przez elity obiegły świat. Te wstrząsające materiały kwestionują integralność zachodniej cywilizacji, poniżają najbardziej podstawowe wartości humanistyczne. Jak to możliwe, że coś tak potwornego działo się przez dziesięciolecia w samym sercu zachodniego establishmentu?

Mało tego; bulwersujące materiały dowodowe operacji “Lolita Express” były ukrywane przez lata, trzymane w archiwach, stojących na straży zakłamania i deprawacji. Sprawiedliwymi okazują się być jedynie wybitni artyści, ale ich odważne świadectwa prawdy były odrzucane, marginalizowane i ośmieszane.

Film Stanleya Kubricka ‘Eyes Wide Shut’ w artystycznej wizji przedstawił kulturę zbrodniczego rytuału elit, za co być może reżyser zapłacił życiem – zmarł nagle, sześć dni po pokazaniu finalnego cięcia filmu. Jego dzieło zostało początkowo odrzucone przez krytyków jako chora fantazja twórcy (dopiero dziś uznawane jest za arcydzieło). Podobnie oparty na faktach i doświadczeniu usuniętego z pracy śledczego film z 2023 roku ‘Sound of Freedom’ był wyszydzony przez propagandową ‘krytykę’ jako skrajnie prawicowa fantazja i teoria spiskowa. Okazuje się, że prawdę trzeba zawsze wyszarpywać.

Przykładem tego na zaśmieconym, polskim podwórku jest twórczość Andrzeja Juliusza Sarwy, autora wybitnego dzieła, jakim jest Kwadrologia, saga rodu Białeckich.

To historia zła ciągnąca się od XIV wieku po współczesność. Cztery tomy: “Wieszczba krwawej głowy”, “Cmentarz Świętego Medarda”, “Tuman krwawej mgły” i “Syn Cienistej Strony” nigdy nie zostały przez mainstream dostrzeżone. Są ignorowane, przemilczane przez środowisko literackie.

Ale teraz, gdy ujawniono dokumenty z afery Epsteina, brzmią jak komentarz do najświeższych skandali, pokazując mechanizmy władzy i zepsucia elit.

“Zło przychodzi podstępnie, jest modnie ubrane, zna wszystkie języki, ma dobre maniery i budzi zaufanie.” Czytając te słowa trudno nie pomyśleć o tym, jak przez dziesięciolecia działał Epstein, jego towarzystwo, odurzone władzą i pławiące się w luksusach. Wiadomo, że nad wszystkim czuwali mocodawcy, opętani ideą absolutnej kontroli nad światem i zamieszkującym go “motłochem”. Ich ochroną są skorumpowani, szantażowani i bezwolni politycy, przez manipulacje i najgorsze intrygi wyniesieni na najwyższe stanowiska.

Sarwa opisuje arystokratów urządzających dzikie orgie, ofiary z dzieci praktykowane przez możnych, okultystyczne rytuały elit, tajne loże kierujące biegiem dziejów, rozpustnych monarchów i ich haremy. To nie fantazja, każda z tych informacji jest potwierdzona w przypisach, oparta na dokumentach historycznych. I nagle okazuje się, że to wszystko nie zniknęło wraz z XVIII wiekiem, że mechanizmy opisywane przez sandomierskiego pisarza w najlepsze kwitną dzisiaj, będąc potwarzą dla wszystkich, którzy zachowali choć odrobinę przyzwoitości.

Powieści Andrzeja Juliusza Sarwy są ignorowane, ostentacyjnie odsunięte z kanonu lektur, których zadaniem jest hipnotyzowanie wrażliwości, przeprowadzanie zabiegu lobotomii prawdy i eliminacja zdolności do samodzielnego myślenia. Dlaczego? Bo piętnują zło w każdym obszarze życia, opierając się na faktach historycznych, z którymi trudno dyskutować. Jak mówi sam autor: ‘Lepiej moje książki przemilczeć, bo przecież nawet mały kamyk może spowodować lawinę.

Czytając o Ludwiku XV i przepoczwarzającym się hrabim de Saint-Germain, o rewolucji francuskiej i jej bestialstwie, o magach i okultystach przy tronach władzy, o filozofach oświecenia parających się czarną magią, można zrozumieć, w jaki sposób współcześni stoczyli się na samo dno. Andrzej Sarwa demaskuje szatański plan, rozciągnięty na wieki: “Oto nasza robota posuwa się co prawda do przodu, lecz z oporami, a można by wszystko przyspieszyć. Dwa filary ma katolicka Europa – Polskę i Francję. Jeden z nich jest już prawie zrąbany i niezadługo runie, wystarczy tylko lekko dmuchnąć”. To słowa z powieści, ale mechanizm opisany przez autora działa do dziś, jak dobrze naoliwiona gilotyna.

Książki Sarwy są źródłem tajemnej wiedzy, odsłaniają kulisy historii zmierzającej do kresu. W powieściach czas traci swoją monotonną wymierność, wieki mijają jak chwila, a ulotne momenty ciążą jak wieczność. Poznajemy nie tylko prawdę o zakłamywanych, mrocznych dziejach ludzkości, ale możemy nawet dowiedzieć się, od kiedy w Polsce działa przerażająca machina oblężnicza złego, bombardująca nasze serca, rozum i sumienie.

Saga rodu Białeckich to powieść przygodowa, sensacyjny thriller i świadczący o głębokiej erudycji autora esej historyczny.

Najważniejsze jednak, że te historyczne książki są powieściami współczesnymi. Fabuła, sięgając do mało znanych, odległych faktów, opisuje aktualną rzeczywistość cywilizacji na skraju zagłady i ostatecznego upadku. Afera Epsteina to tylko kulminacja długiej historii, kolejny element układający się w mozaikę, której pełnego obrazu wolelibyśmy nie oglądać.

Wydaje się, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia, ale autor ma swoją odpowiedź na pytanie o nadzieję: “Ja nie mam nadziei, ja mam pewność, bo nie mam wątpliwości, że nad naszymi losami, od początku do końca czuwa Pan Bóg, który przybędzie i wszystko naprawi. Nadzieję trzeba mieć tylko, że to zwycięstwo jest blisko. Z zastrzeżeniem, że ‘blisko’ jest pojęciem, którego nie jesteśmy w stanie zdefiniować… Patrzmy więc uważnie, by rozpoznawać znaki czasów. Bądźmy czujni i przygotowani”.

Może właśnie teraz, gdy świat ma okazję poznać przerażające fakty o elitach i ich praktykach, nadszedł moment, by sięgnąć po te książki. Wbrew tym, którzy próbują przemilczeć aferę albo wykorzystać ją jako element propagandowego perpetuum mobile, nadszedł moment prawdy. Czas, by miłośnicy literatury przestali się sugerować sztucznie tworzonym rynkiem księgarskim, stronniczymi recenzjami i promocją politycznie poprawnych wartości. Bo kiedy fikcja staje się rzeczywistością, warto ją poznać.

Aleksander Rybczyński

AR jest absolwentem historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opublikował ponad dziesięć zbiorów wierszy, w tym debiutancki tomik “Jeszcze żyjemy”, za który otrzymał w 1983 Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Zajmuje się także krytyką artystyczną, prozą, publicystyką, dziennikarstwem, fotografią, filmem oraz pracą redakcyjną i wydawniczą. W przygotowaniu do druku sensacyjna powieść emigracyjna “Niewidoczna strona”

=======================================

PAKIET: Saga rodu Białeckich (4 tomy) – Andrzej J. Sarwa

Cena199,99 zł

=================

więcej: ksiegarnia-armoryka.pl/Saga_rodu_Bialeckich_4_tomy_Andrzej_Sarwa

========================

Jeszcze więcej: ksiegarnia-armoryka.pl/publikacje-wydawnictwa-armoryka

Maski zdjęte: Akta Epsteina odsłaniają izraelską kontrolę i sieć szatańskich elit.

Dugin: Maski zdjęte: Akta Epsteina odsłaniają izraelską kontrolę i sieć szatańskich elit.

„Obudziliśmy się w innym świecie.”

5 lutego 2026 arktosjournal.com/p/masks-off-epstein-files-expose-israeli

[Ludzie się skarżą, że programy tłumaczące odmawiają tłumaczenia. Że takie anty-semitnictwo. Ależ – poproś GROK’a, on w paręnaście sekund daje wynik. Nie sprawdzam z oryginałem – „wierzę Grokowi” MD]

============================================================

Poniższy transkrypt pochodzi z najnowszego wykładu prof. Aleksandra Dugina w programie Radio Sputnik Escalation Show:

Prowadzący Radio Sputnik, Escalation Show:

Departament Sprawiedliwości USA w końcu opublikował listy Epsteina: 3 miliony plików, które dziennikarze teraz aktywnie przeszukują. Niektóre rzeczy wyglądają strasznie, inne komicznie – zwłaszcza gdy pojedyncze nazwiska wyrywa się z kontekstu. Znaleźli tam Żyrinowskiego, Lenina, a nawet postacie z filmów i kreskówek.

  • Aleksandrze, w zeszłym roku wspominałeś, że Twoje imię pojawiło się w jednej z korespondencji. Jak podsumować całą tę historię i jak ją interpretować, skoro informacja rozchodzi się błyskawicznie zarówno w rosyjskich, jak i zagranicznych mediach?

Aleksander Dugin: Moim zdaniem nie należy bagatelizować tego, co się dzieje. Globalna sieć pedofilska zaangażowana w tortury, gwałty, morderstwa, a nawet kanibalizm i „czarne msze” właśnie została zdemaskowana.

Ta sieć obejmowała elity obu amerykańskich partii – od George’a Busha seniora po Baracka Obamę, Clintonów i Billa Gatesa. Ich własny udział, a także udział wielu europejskich liderów w tej strukturze został potwierdzony.

Wielu z nich teraz ustępuje, bo przynależność do wewnętrznego kręgu Epsteina i wizyty na jego wyspie to w zasadzie całkowita kompromitacja dla każdego polityka, postaci publicznej, naukowca, myśliciela, filozofa, ekonomisty czy biznesmena. W istocie – znajomość z Epsteinem, Ghislaine Maxwell i ich otoczeniem w jakiejkolwiek formie równa się przyznaniu do działalności przestępczej.To jest ekstremalnie poważne. Po pierwsze: najważniejsze jest to, że współczesna zachodnia elita jest tak zdegenerowana moralnie, że nikt na Zachodzie nie ma już prawa pouczać własnego społeczeństwa ani dyktować czegokolwiek innym narodom. Ci degeneraci – pedofilska, liberalna, globalistyczna elita – po prostu nie mają prawa otwierać ust. Uważam, że jest niemoralne prowadzić z nimi jakiekolwiek negocjacje albo siedzieć przy jednym stole z ludźmi splamionymi „listą Epsteina”. Ludzie, którzy szanują własną godność, nie mogą znajdować się w tej samej przestrzeni co ci, którzy tę godność jawnie depczą. To kwestia honoru: osoby z listy Epsteina całkowicie utraciły prawo do szacunku i możliwość kontaktów z przyzwoitymi ludźmi. W rosyjskim slangu kryminalnym jest na to określenie – byt’ zakontachennymбыть законтаченным „być skończonym”, „być całkowicie zdyskredytowanym”. Ludzie, którzy brali udział w wykorzystywaniu dzieci, są zdyskredytowani pod każdym względem. To pierwsze kolosalne wnioski. Teraz próbują trochę wyciszyć ten skandal, ale będzie on miał naprawdę tektoniczne konsekwencje.

Prowadzący: Czy zachodni politycy i urzędnicy naprawdę wyjdą z tego bezkarnie? Czy skończy się tylko na głośnych dymisjach, jak Peter Mandelson w Wielkiej Brytanii czy Miroslav Lajčák na Słowacji?

Aleksander Dugin: Nie mogę powiedzieć na pewno, ale pytanie brzmi: kto ich osądzi? Aby osądzić ludzi zaangażowanych w tak monstrualne zbrodnie przeciwko dzieciom, kobietom i niewinnym ludziom – w tym groźby pogrzebania pod polami Trumpa nieletnich dziewcząt, które próbowały protestować – musi dojść do rewolucji. Muszą pojawić się ludzie całkowicie wolni od jakichkolwiek kontaktów z tym środowiskiem. Okazuje się, że Musk i Bannon – nie wspominając o samym Trumpie – też są w to uwikłani. Trump jest całkowicie splamiony tym kręgiem, łącznie z pierwszą damą. Kto może ich naprawdę osądzić? Osądzenie ich to osądzenie całego współczesnego Zachodu i elit, które teraz rządzą światem.

Co więcej, to dwaj prominentni politycy – republikanin Thomas Massie i demokratka Ro Khanna – którzy nie mieli z tym nic wspólnego, zdołali przepchnąć decyzję o publikacji mimo oporu elit.

Trump kiedyś twierdził, że te dokumenty nie istnieją, a teraz okazuje się, że istnieją i stanowią wyrok na zachodnie elity. Jak ich osądzić, skoro oni sami są władzą? W takich sytuacjach ludzie zwykle szturmują Bastylię, dokonują zamachów stanu i wychodzą na ulice w gniewie. Jeszcze tego nie widać, ale to wystarczający powód do antyelitarnej rewolucji w USA i innych krajach. Nie znam precedensu w historii, żeby coś takiego uszło na sucho.

Druga obserwacja: wielu ludzi nie szło na wyspę Epsteina tylko po zaspokojenie perwersji. Szli tam jak na „dział kadr” światowego rządu – po to, by popełnić przestępstwo nagrane na kamerę i stać się obiektem szantażu. Bez tego „dossier” z wyspy nie da się wejść do elity.

To systematyczne zdyskredytowanie zachodnich polityków – konieczny „bilet” do władzy.Trzecia sprawa: centrum tej operacji. W plikach Epsteina duża część dokumentów nie dotyczy wcale gwałtów, tylko światowego rządu. Jest tam korespondencja o zamachach stanu w Rosji i na Ukrainie. Na Ukrainie plan się udał, Epstein był z tego zadowolony. W Rosji w 2012 roku planowano usunięcie Putina i zastąpienie go opozycją – wymieniani są m.in. Ilja Ponomariew i Aleksiej Nawalny. Pojawia się też moje nazwisko w kontekście konserwatywnych, tradycyjnych kręgów w Rosji, które popierają wielobiegunowość i odrzucają zachodnią hegemonię.

I tu wychodzi najstraszniejsza rzecz, która wywołała ogromny skandal w USA: za tym wszystkim stoi Izrael. Izraelskie służby specjalne kierowały i koordynowały całą tę działalność. Ojciec Ghislaine Maxwell był oficjalnym rezydentem Mossadu w USA. Wyłania się jasny obraz: Izrael używał kompromitujących materiałów do kontrolowania amerykańskiej, a być może światowej polityki. Ameryka uważała się za suwerenną, a Izrael za sojusznika – nagle okazuje się, że jest dokładnie na odwrót. To Izrael sterował polityką amerykańską poprzez szantaż.

W plikach Epstein i jego otoczenie otwarcie używają syjonistycznego, rasistowskiego języka: „Czy na imprezie będziemy tylko my, czy będą też ci cholerni goje?” Epstein odpowiada: „Niestety, goje też będą”. To jawny udział w syjonistycznym planie kontrolowania Zachodu. Wcześniej mówili o tym tylko marginalni teoretycy spiskowi – teraz Ameryka zobaczyła na własne oczy, że może być narzędziem w rękach małego państwa.To, co opublikowano, to dopiero połowa materiałów. Pojawiły się też (choć na krótko) dokumenty dotyczące samego Trumpa, Melanii, burmistrza Nowego Jorku, europejskich elit, rodziny królewskiej (w tym księcia Andrew) i ludzi z otoczenia Macrona. Elon Musk też tam był.

Prowadzący: Trump właśnie napisał na Truth Social, że nigdy nie był na wyspie Epsteina i nawet się do niej nie zbliżył – w odpowiedzi na żart Trevora Noah na gali Grammy. Czy ma sens teraz machać pięściami, skoro internet wszystko pamięta?Aleksander Dugin: Trump albo oszalał, albo jest całkowicie nieodpowiedzialny. W tej kadencji zmienił zdanie już tyle razy: najpierw obiecywał publikację akt, potem twierdził, że ich nie ma, a teraz – gdy je zmuszono do publikacji – mówi, że istnieją, ale on nie ma z nimi nic wspólnego. Czy można traktować poważnie taką osobę? Starszy mężczyzna uwikłany w takie sprawy ciągle kłamie i prowadzi nieprowokowaną agresję przeciwko suwerennym państwom. Jego słowa straciły wszelki sens. Jest częścią tej sieci i naturalnie będzie się wypierać oczywistości. Ale dokumenty zostały opublikowane na stronie Departamentu Sprawiedliwości i każdy może je sprawdzić.To bez wątpienia gigantyczny skandal, który prowadzi do logicznego wniosku: skoro wiemy już na pewno, że Ameryka jest kontrolowana przez Mossad i agresywny syjonizm, to właśnie teraz ma sens publikacja tych materiałów.(Tłumaczenie oddaje treść oryginalnego tekstu zamieszczonego na Arktos Journal – jest to głównie transkrypcja wypowiedzi Dugina z komentarzem redakcyjnym.)

Aleksander Dugin o wiodącej roli izraelskich służb w systemie Epsteina

6.02.2026. – zygmuntbialas/aleksander-dugin-o-wiodacej-roli-izraelskich-sluzb-w-systemie-epsteina/

Aleksander Dugin o wiodącej roli izraelskich służb w systemie Epsteina

Materiały pokazują, że Epstein był przedstawicielem syjonistycznego rasizmu, który arogancko wyśmiewał ‚gojów’  (nie-Żydów uważanych za ‚podludzi’) uczestniczących w jego orgiach. W świetle obecnych wydarzeń w Strefie Gazy, syjonizm również definitywnie utracił wszelkie prawo do jakiejkolwiek legitymacji moralnej.

Aleksander Dugin

Przez dziesięciolecia po horrorze nazistowskiego holokaustu świat okazywał współczucie narodowi żydowskiemu. Teraz jednak ludzkość jest zszokowana tym, jak ten kult czci i pamięci o cierpieniach narodu żydowskiego został wykorzystany przez państwo Izrael i ogólnoświatową sieć syjonistyczną do zbudowania systemu globalnego szantażu i kontroli. Syjoniści odpowiedzieli na rasizm nazistów tą samą ideologią wyższości rasowej całej ludzkości (jest to najbardziej widoczne w Palestynie). I to jest prawdziwa eksplozja, szok dla amerykańskiego społeczeństwa.

Teraz różne siły polityczne zaczną manipulować tymi danymi. Demokraci, ci, którzy nie są uwikłani w dossier Epsteina, spróbują wykorzystać je przeciwko Trumpowi. Możliwe nawet, że niektórzy republikańscy aktywiści MAGA spróbują obalić Trumpa, rozumiejąc, że stary pedofil nie może poprowadzić Ameryki do wielkości i nie może być żadnym autorytetem moralnym. Demokraci mogliby poświęcić Billa Gatesa, Baracka Obamę, kilku perwersyjnych Clintonów i wielu innych przedstawicieli zamieszanych w orgie Epsteina, by obalić Trumpa.

Fakt, że materiały kompromitujące Trumpa pojawiły się na stronie internetowej jego własnej agencji, jest przez wielu uważany za dzieło Mossadu, próbującego wywrzeć na Trumpa presję, by ten przeprowadził bezpośredni atak na Iran, czego jak dotąd nie zrobił. Ale to szczegóły. W skali globalnej jest to całkowity upadek Zachodu, który przekształcił się w ramię lobby pedofilskiego.

W tym kontekście bardzo dziwne jest milczenie naszych mediów, mimo że w tych publikacjach nie ma żadnego ‚powiązania z Rosją’  (poza kilkoma mało znaczącymi postaciami, w tym prostytutkami, i rusofobicznymi uwagami osób w dossier). Wygląda na to, że ktoś wydał rozkaz, by nie robić zamieszania.

Jednak to wszystko wydaje się zupełnie nieistotne w porównaniu ze skalą otchłani, która pod względem ujawnionych zbrodni jest porównywalna z procesami norymberskimi przeciwko hitlerowskim nazistom.

Jedyna różnica polega na tym, że aby skazać dzisiejszych zbrodniarzy, ludzkość musiałaby w rzeczywistości podbić ten zbiorowy Zachód. Sami zboczeńcy nigdy nie okażą skruchy – uciekną się do globalnej prowokacji, wojny nuklearnej, a przynajmniej do wysadzenia Kapitolu, operacji pod fałszywą flagą, aby zatrzeć ślady.

W rzeczywistości to koniec Zachodu. Wraz z ujawnieniem akt Epsteina, ta cywilizacja przypieczętowała swój los. Ale jeśli my, cała ludzkość, nie pokonamy teraz tej szatańskiej elity, będzie ona nadal nami rządzić.

uncutnews.ch/der-zweite-grundlegende-und-nicht-weniger-schockierende-punkt-ist-die-fuehrende-rolle-der-israelischen-geheimdienste-in-diesem-epstein-system

Napisał: Aleksander Dugin

** * * * * *

Tekst A. Dugina nie jest zbyt długi, więc dopiszę parę zdań dotyczących naszego podwórka. Otóż Tusk z Żurkiem będą badać aferę Epsteina. O co chodzi w tej operacji? – pyta i próbuje odpowiedzieć na to pytanie redaktor naczelny tygodnika ‚Do Rzeczy’ Paweł Lisicki w 31-minutowym filmie-wideo:

Na stronie rządowej czytamy: „Rząd powołuje zespół analityczny w sprawie skandalu pedofilskiego w USA”. – Tusk nie dysponuje żadnymi nowymi materiałami w tej sprawie, ale będzie badał. Czytamy dalej na wskazanej stronie: „Istnieją również podejrzenia, że rosyjskie służby mogły współorganizować ten proceder. Sprawa ma więc istotne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa”.

Wygląda to na PR-owe, nie pierwsze szczeniackie zagranie premiera III RP. Ale jest odzew w zachodniej prasie, np. BBC pisze: „Polska zbada potencjalne powiązania KGB ze sprawą Epsteina”  (dodajmy, że nie istnieje dziś w Rosji KGB, lecz FSB). O co chodzi Tuskowi? 

Chodzi o przesunięcie uwagi społeczeństw zachodnich z kompromitującej i niewygodnej prawdy o zachodnich elitach: 1) afera ukazuje gigantyczną degenerację tychże elit; 2) politycy i ogólnie ludzie sprawujący władzę są kontrolowani i inwigilowani przez Izrael, przedstawiany w mediach jako wzór i ostoja demokracji i przyczółek wolności na Bliskim Wschodzie. W sytuacji wieloletniej totalnej antyrosyjskiej propagandy w państwach zachodnich nadaje się Rosja idealnie do zrzucenia na nią winy.

Opracował: Zygmunt Białas

Plandemia Epsteina

Plandemia Epsteina

Autor artykułu Marek Wójcik 4. lutego 2026 world-scam.com/plandemia-epsteina/

Podczas gdy media na świecie rozpisują się na temat pikantnych szczegółów opublikowanej porcji aktów afery wyspy Epsteina, usiłują za wszelką cenę obarczyć całą odpowiedzialnością znienawidzonego przez nich Trumpa, nie wspomniałem dotąd słowem na temat tej wyjątkowo brutalnej kryminalnej afery służącej kontrolowaniu polityków i ludzi mających wpływ na światową politykę. Jeżeli okaże się, że są dowody na kryminalną działalność obecnego prezydenta USA, będę pierwszym, kto zażąda jego dymisji.

Najwyższy Sąd Ludowy Chin oświadcza, że wykorzystywanie seksualne dzieci jest „wyjątkowo ohydną” zbrodnią i zgodnie z prawem podlega bezlitosnej karze śmierci.

W polityce wewnętrznej Chiny postawiły na totalitarno-technokratyczną kontrolę własnej ludności. W stosunkach międzynarodowych natomiast nie wykazują ekspansji ideologicznej, jak to swego czasu robił ZSRR, ani nie wprowadzają „prawdziwej demokracji” za pomocą bomb, jak to cały czas robi USA. Chińska wojna ze światem zachodnim jest bardziej wyrachowana i kładzie nacisk w pierwszej linii na bitwy ekonomiczne, gdzie inne kraje mają marne szanse.

Natrafiłem na interesujący artykuł założyciela GreenMedInfo, starszego doradcę MAHA Action, przewodniczącego Global Wellness Forum, współzałożyciela Stand for Health Freedom Sayera Ji. Jego konto wspierane przez 2 miliony fanów zostało usunięte w 2021 r. za „dezinformację”. Artykuł został opublikowany w poniedziałek na sayerji.substack.com i nosi tytuł: Akta Epsteina rzucają światło na 20-letnią architekturę pandemii jako modelu biznesowego, w której centrum znajduje się Bill Gates. Źródło.

Artykuł analizuje opublikowane niedawno maile Epsteina pod kątem planowania pandemii. Chociaż akta Epsteina ponownie rozpaliły dyskusję nad konkretnymi relacjami, ich głębsze znaczenie tkwi w tym, jak przecinają się one ze znacznie dłuższą i w dużej mierze niezbadaną linią czasu. Dokumenty publiczne, inicjatywy instytucjonalne i instrumenty finansowe wskazują, że koncepcyjne podstawy gotowości na pandemię jako zarządzanej kategorii finansowej i bezpieczeństwa zaczęły kształtować się pod koniec lat 90. i na początku XXI wieku, wraz z coraz większym zbieżnością kapitału filantropijnego, globalnego zarządzania zdrowiem i finansowania ryzyka.

Po kryzysie finansowym z 2008 roku ramy te gwałtownie przyspieszyły – rozszerzając się poprzez rynki reasekuracji, parametryczne mechanizmy wyzwalające, struktury finansowania oparte na doradztwie darczyńców i globalne symulacje – na lata przed tym, jak pandemia COVID-19 ujawniła tę architekturę opinii publicznej.

Na długo przed pojawieniem się COVID-19 Jeffrey Epstein, Bill Gates, JPMorgan i powiązane z nimi światowe elity opracowały finansowe i strategiczne plany monetyzacji przyszłych pandemii, jak wynika z wewnętrznych e-maili, umów finansowych i dokumentów planistycznych znalezionych w aktach Epsteina. Mówi się, że Epstein był agentem Mossadu. Pokazuje to, że prawdziwych zleceniodawców wirusowej ściemy, należy szukać także w globalistycznej frakcji tajnych służb Izraela.

Wielu odbiorców folderów Epsteina niemal całkowicie milczało na temat plików Epsteina najwyraźniej, aby nie urazić „Izraela”.

Teraz robi się gorąco. Izrael znalazł się w centrum uwagi akt Epsteina. Dlatego Izrael na końcu. Syjoniści muszą zostać maksymalnie zdemaskowani, aby ludzie zrozumieli skalę problemu. Źródło: Telegram 01,02.2026 r. 05:55.

Państwo położone w Palestynie od początku istnienia było wyjątkowo agresywne. Istnieje wiele poszlak w kierunku zaangażowania się Mossadu w zabójstwo Johna F. Kennedy’ego, a także Charliego Kirka. Niedopuszczalna ingerencja w amerykańskie wybory przy pomocy izraelskiego lobby AIPAC stanowi ewidentne naruszenie zasad prawa międzynarodowego. Skoro Trump ogłosił, że prawo międzynarodowe nie ma dla niego znaczenia, to pewnie dlatego ponoć największa potęga świata, jest sterowana przez małe, agresywne państewko walczące ze wszystkimi wrogami i przyjaciółmi w bliskiej i dalszej okolicy.

Ja tu niczego nie widzę!

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

EPSTEIN I JEGO WYSPY SZCZĘŚLIWE

EPSTEIN I JEGO WYSPY SZCZĘŚLIWE

oficyna-aurora.pl/aktualnosci/epstein-i-jego-wyspy-szczesliwe

Sławomir M. Kozak

Ujawnienie tzw. akt Epsteina wywołało globalne poruszenie i nawet w Polsce cieszą się one znacznym zainteresowaniem. Póki co, udostępniono 3,5 miliona stron, ale to nie wszystko, bo w odwodzie czekają kolejne, ponad 2 miliony. Z nimi, być może, będzie się już mierzył następca obecnego prezydenta USA. Żądni sensacji wertują je w poszukiwaniu polskich nazwisk, powstają już nawet na ten temat memy. A przecież wystarczy kupić książkę „TerraMar utopia elit”, w której już w 2022 roku opisałem to, co dziś zajmuje tłumy. Przybliżyłem w niej główne postaci tego wieloletniego przedsięwzięcia, jakim było pozyskiwanie haków na głównych macherów światowej polityki i gospodarki. Epstein, niczym współczesny flecista (sic!) z Hameln, nie tylko w prosty sposób podtopił w ten sposób dzisiejsze szczury, ale wyprowadził też na skraj przepaści liczne zastępy dzieci. I nie mówię tu wyłącznie o wykorzystywanych przez lata nieletnich, ale o całej rzeszy ludzi ogłupionych usypiającą muzyką lewackiej odmiany demokracji, w której wystarczy pozyskać grupkę dla zniewolenia mas. W mojej książce Czytelnik znajdzie przynajmniej jedno polskie nazwisko i nie będzie ono miało nic wspólnego z … (!) tenisem.

Jednak, w tym miejscu przywołam urywek rozdziału „Wyspy szczęśliwe”:

Little St. James, to otoczony błękitem karaibskich wód 30-hektarowy kawałek ziemi, który można sobie obejrzeć w dostępnych nadal zasobach internetowych. Esptein kupił go za niecałe 8 milionów dolarów, w roku 2022 wysepkę wystawiono na sprzedaż już za 125 milionów. W 1997 roku, na wyspie znajdował się dom główny, trzy domki dla gości, domek dozorcy, prywatny system odsalania wody, lądowisko dla helikopterów i dok. Ponadto na wyspie znajduje się budynek w kształcie pudełka z niebieskimi paskami, który początkowo był zwieńczony złotą kopułą. Oficjalnie, miał się w nim znaleźć pawilon muzyczny, ale intrygujący wygląd sugerować może, że miał to być rodzaj osobliwej świątyni. Pierwotny budynek na planach miał kształt ośmiokąta, przekrój prostokątny i posiadał dwa boczne pomieszczenia wystające z zewnętrznych ścian. Był on także znacznie niższy w perspektywie, a kopuła wychodziła z ośmiokąta na dachy bocznych budynków. Budynek, który ostatecznie powstał, jest wyższy od planowanego i ma kształt sześcianu. Wiele osób mówi o tym, że pod wyspą zlokalizowana jest sieć tuneli, na niektórych fotografiach widoczne są nawet, niezbyt rzucające się w oczy, wejścia do nich. Jest to bardzo prawdopodobne, tym bardziej w świetle podejrzeń o wykorzystywanie przez właściciela do podróży na wyspę nie tylko statków powietrznych, ale też łodzi podwodnej.

Na wyspie bywały, w okresie jej użytkowania, setki młodych dziewcząt i bogatych, wpływowych znajomych pedofilskiej pary. Spośród osób znanych, wysepkę odwiedził z pewnością Stephen HawkingDavid Gross, czy Lisa Randall. Widzimy wyraźnie, że w życiu Epsteina, ważną rolę odgrywały znajomości z naukowcami różnych branż, przeważnie jednak podobali mu się ci, którzy mieli dokonania w dziedzinach związanych z wpływem na ludzkie życie, a wręcz podejrzewać można, iż chodziło mu chyba o życie wieczne. Dotyczy to zresztą pozostałych miliarderów w jego otoczeniu, z których ci młodsi, jak Branson, czy Musk, eksperymentowali z neurochirurgią, tworzeniem biologicznych robotów i podróżami kosmicznymi, a starsi, jak Gates, skupiali się na badaniach dotyczących ludzkiego DNA, eliminowaniu osobników starych i słabych. Wiele źródeł informuje, wbrew sprzeciwom zainteresowanego, o częstych wizytach w tym pięknym zakątku u gościnnego Epsteina, w latach 2002 – 2005, Billa Clintona. Niejaki Jes Staley, bankier pracujący przez 34 lata w J.P. Morgan, bywał także częstym jego gościem. W roku 2021, na fali licznych doniesień medialnych o tej zażyłości, Staley zrezygnował z zarządzania brytyjską firmą Barclays. Ponoć na tej właśnie wyspie, David Copperfield oświadczył się Claudii Schiffer. To jedyny taki romantyczny akcent owej „wyspy orgii”. Możliwe, że powołany do życia, jako tak zwany „fakt medialny”, dla odwrócenia uwagi opinii publicznej i rozjaśnienia mroków spowijających tę posiadłość. 

Z pewnością bywała tam najbardziej znana z ofiar seksualnych nadużyć Epsteina, Virginia Roberts, która później zmieniła nazwisko i podczas procesu sądowego występowała już jako Virginia Giuffre. Ghislaine Maxwell dostrzegła nastolatkę w klubie Donalda Trumpa, Mar-a-Lago, gdzie pracował jej ojciec i „zatrudniła” ją u Epsteina. W czasie pobytu na wyspie, dziewczyna spotkała tam Clintona. Virginia zeznała również, że w roku 2001, kiedy miała 17 lat, zmuszono ją trzykrotnie do spotkania z księciem Andrzejem, który ją w czasie tych wizyt gwałcił. Skoro jesteśmy przy wyspach, to warto tu wspomnieć o jeszcze jednej, mało rozpoznanej, koncepcji naszej globalistycznej „elity”. Nazwali ją „Projektem 10 wysp”. Co prawda, objętych nim wysp jest ponoć 26, ważne, że w sprawę zaangażowała się administracja Clintona, a później Obamy, długo wcześniej, zanim schwabski dewiant biegający po plaży w damskiej bieliźnie, zdołał opublikować swoje rojenia o czwartej rewolucji, zrównoważonym rozwoju i tym podobne brednie.

Zaczęto lokować na wyspach karaibskich, panele fotowoltaiczne, wiatraki i instalacje odsalające wodę morską, by wspomóc ich społeczności w dostępie do prądu i czystej wody. Zielona rewolucja na wyspach. Z założenia, mająca wesprzeć ich zdolności turystyczne. Idea szczytna, ale po pierwsze, nie do zrealizowania jednorazowo na tych terenach, z powodu częstych i niezwykle silnych huraganów, które te konstrukcje po prostu obracają w niwecz. Naturalnie, daje to, praktycznie dożywotnią, okazję do ich odbudowywania. Po drugie, programem pomocowym objęto wyspy według specjalnego klucza, który różnicuje je pod względem zaangażowania ich przywódców w projekty, narzucane przez USA, a dotyczące pełnej kooperacji w zakresie walki w handlu żywym towarem, narkotykami i bronią. Rzecz wygląda, z pozoru, na logiczną i nacechowaną dbałością o wspólny interes, z tym, że z jakichś powodów, społeczność tych wysp nie pali się do tego pomysłu. I nic dziwnego, skoro od roku 1999, handel tego typu nie maleje, a wręcz rośnie. Wyspy, zwłaszcza te, o których mowa, od wieków były punktami przerzutowymi dla różnego rodzaju gangów i nic się w tym zakresie nie zmieniło do dziś.

Tyle, że obecnie odbywa się to pod przykrywką pomocy humanitarnej, walki z rejonami zagrożonymi ubóstwem, rozwojem turystyki, budową zielonego ładu. Ogromne firmy kładą pomiędzy wyspami podwodne przewody i kable światłowodowe, mające zapewniać energię i łączność z Florydą, budują hotele, a nadal ta, doskonalsza komunikacja i internetowe bazy danych, nie pozwalają sprawniej poszukiwać osób zaginionych, które znikają z coraz piękniejszych, hotelowych pokoi. Rośnie gigantyczna liczba przedsiębiorstw z sektora publicznego i prywatnego, pieniądze zarabiają dobrze znani nam inwestorzy, jak Bill GatesJeff BezosGeorge SorosRichard BransonReid HoffmanMark Zuckerberg i reszta „globalnych liderów”. Oni też kupują te wyspy i kompleksy turystyczne, w których wypoczywają ich wierni piewcy, czyli dziennikarze, wydawcy, aktorzy, politycy. Z kolei, firmy sprzedające swoje „zielone” rozwiązania technologiczne, wspierają kolejne administracje podczas każdych wyborów i biznes kręci się, jak dobrze naoliwiona maszyna. A ludzie nadal giną, wzrasta liczba przypadków pracy niewolniczej, dzieci wykorzystywane są do koszmarnych celów. 

Bill Gates, poza hektarami ziemi rolnej w Stanach, ma wyspę Buguye, największą w republice Belize. To w jego hotelach na Karaibach oddają się uciechom życia Meryl Streep, czy Justin Trudeau. Wspólnie z saudyjskim księciem Bin Talal, mają zresztą sto kilkadziesiąt (!) hoteli na całym świecie. Branson kupił wyspę Necker na Karaibach, ale też wyspę Moskito, a nawet australijską Makepeace i połacie ziemi w Afryce. Epstein zdążył kupić tylko dwie, bo oprócz Little Saint James, kupił sąsiednią, Great Saint James, a z wyspy Saint Thomas, kilkukilometrowym, podwodnym kablem, zasilił je w prąd.

Liderzy sekty NXIVM, o której piszę na kolejnych stronach, kupili wyspę Wakaya, niedaleko Fiji. Tych przykładów można by mnożyć, z tym, że brakuje stron w tym opracowaniu, a gazety, radio i telewizja, wolą nas zarzucać drugorzędnymi, bezpieczniejszymi tematami, bo „młodzi liderzy” pomniejszego płazu, płaszcząc się przed większymi okazami „elity”, wolą byśmy się nie denerwowali, skoro i tak życie zatruli nam pandemią i niemal perfekcyjnie Wells’owską, bo przecież w oryginale przez dwóch, różnych Wells’ów, przy użyciu innych technik przedstawioną, „wojną światów”.

Sławomir M. Kozak

jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się – https://buycoffee.to/s.m.kozak 

 Zapraszam też do zaglądania na portal Reduta.tv

Analiza mail’i Epsteina z Ehud Barack’iem i wywiadem Izraela

głos po polsku…

Nov 20, 2025

In a Katie Halper Show exclusive, journalist Matthew Petti discusses for the first time, his reporting on Jeffrey Epstein, Israel, Qatar, Tom Barrack, Trump’s Middle East envoy, and Sultan bin Sulayem, a very powerful Dubai businessman tied to the royal family and more. For the full discussion, please join us on Patreon at –   / patreon-full-143899463  00:00 Former Prime Minister of Israel Ehud Barak’s leaked emails had 2,000 Epstein emails 01:42 Jeffery Epstein’s birthday book 03:22 Petti discovered just how deep the relationship between Epstein and Barak is 04:37 Russia, the Putin and Syria connection 06:19 Epstein was cutting political deals, acting as a fixer for Barak, and building surveillance tech 08:22 How did Epstein get connected to Barak in the first place? Matthew Petti is an assistant editor at Reason and a proud New Jersey native. He has previously reported for the BBC (in Persian and English), The Intercept, The Daily Beast, New Lines magazine, Responsible Statecraft, Middle East Eye, and The National Interest, among other publications. Matthew covers U.S. national security policy and its interactions with American society and domestic politics. In 2022, Matthew was awarded a Fulbright fellowship to research the ways in which Arab journalists interact with foreign media. Through the Fulbright program, he worked at a variety of newsrooms in Amman, including Jordan News and Radio al-Balad, where he hosted a program on Latin music. Previously, he was a Center for Arabic Study Abroad and Foreign Language Area Studies fellow in Amman. Matthew graduated from Columbia University with a bachelor’s degree in Middle Eastern, South Asian, and African Studies. He got his start in journalism as a features writer at the Columbia Daily Spectator.

Premier Izraela [Ehud Barak] miał ją gwałcić na wyspie Epsteina. „Tak się czasem zdarza”

Premier Izraela [Ehud Barak] miał ją gwałcić na wyspie Epsteina. „Tak się czasem zdarza”

22.11.2025 https://nczas.info/2025/11/22/premier-izraela-mial-ja-gwalcic-na-wyspie-epsteina-tak-sie-czasem-zdarza/

Wyspa Epsteina.
NCZAS.INFO | Wyspa Epsteina. / Fot. Netflix/screen

Kiedy zakrwawiona i przerażona błagała Jeffreya Epsteina o to, by nigdy więcej nie musiała spotykać się z tym mężczyzną, usłyszała jedynie chłodne: „Tak się czasem zdarza”. W swoich pośmiertnych wspomnieniach Virginia Giuffre ujawnia kulisy ataku, który stał się dla niej punktem zwrotnym. Brutalny gwałt i pobicie, jakich miał dopuścić się na niej „znany premier”, ostatecznie skłoniły 18-letnią dziewczynę do ucieczki z „wyspy grzechu”.

W książce zatytułowanej „Nobody’s Girl”, opublikowanej sześć miesięcy po jej śmierci, Giuffre opisuje traumatyczne wydarzenia, do których doszło, gdy miała 18 lat na prywatnej wyspie Epsteina na Karaibach. Relacjonuje, że została „wypożyczona” mężczyźnie, którego w książce opisuje jako „znanego premiera”, a który dopuścił się na niej aktu przemocy o niespotykanej dotąd skali.

Według New York Post chodzi o byłego premiera Izraela Ehuda Baraka. Tak ma wynikać z dokumentów sądowych. Giuffre zeznała, że polityk, który w latach 1999-2001 piastował funkcję premiera Izraela, gwałcił ją na „wyspie Epsteina”. Po raz pierwszy do ich spotkania miało dość w 2002 roku. Barak oczywiście wszystkiemu zaprzecza.

„Zgwałcił mnie dziczej niż ktokolwiek wcześniej” – pisze Giuffre. „Wielokrotnie dusił mnie, aż traciłam przytomność, czerpiąc przyjemność z mojego strachu o życie. Co najbardziej przerażające, ten premier śmiał się, gdy zadawał mi ból, i podniecał się jeszcze bardziej, gdy błagałam, by przestał” – to kolejny fragment wspomnień.

Giuffre pisze, że po ataku, cała we krwi i posiniaczona, na kolanach błagała Epsteina, by nigdy więcej nie odsyłał jej do tego człowieka. „Finansista” miał jednak zareagować chłodno, stwierdzając jedynie: „Tak się czasem zdarza”. Nie wiadomo, czy Epstein bał się tego polityka, czy też był u niego zadłużony.

Giuffre pisze, że ta sytuacja „złamała urok”, jaki rzucił na nią Epstein. Zrozumiała wtedy, że nie jest dla niego nikim ważnym, a jedynie przedmiotem, i że jeśli nie ucieknie, „może umrzeć jako seksualna niewolnica”.

Wspomnienia ujawniają również, że w latach spędzonych w otoczeniu Epsteina i Ghislaine Maxwell, Giuffre była regularnie „wypożyczana” dziesiątkom wpływowych i bogatych ludzi. „Byłam notorycznie wykorzystywana i poniżana – a w niektórych przypadkach duszona, bita i krwawiłam” – wyznaje w książce.

Książka „Nobody’s Girl” ukazała się po śmierci Giuffre. W kwietniu 2025 roku „popełniła samobójstwo” w Australii.

Abp. Carlo Maria Viganò: Jeffrey Epstein and most likely Ghislaine Maxwell were members of the Israeli Mossad.

Arcivescovo Carlo Maria Viganò @CarloMVigano

CarloMVigano

“We have learned that certainly Jeffrey Epstein and most likely Ghislaine Maxwell were members of the Israeli Mossad. This makes us understand that the famous trips of many well-known people to Epstein’s island were used to blackmail them by collecting evidence of their guilt in participating in heinous ritual crimes against minors.

And if the Heads of State and government officials of the Western world do not dare to breathe a word of protest against the massacres of civilians in the Gaza Strip, it is legitimate to assume that this attitude is due to the extensive dossiers and videos inculpating them that are in the possession of the Israeli intelligence services.”

Wspomnienia Virginii Giuffre ujawniają, że premier Izraela Ehud Barak był „najbardziej sadystycznym pedofilem” Epsteina

Wspomnienia Virginii Giuffre ujawniają, że premier Izraela był „najbardziej sadystycznym pedofilem” Epsteina

Zanim wydano jej pamiętniki zginęła w zupełnie przypadkowej katastrofie samochodowej!

DR IGNACY NOWOPOLSKI OCT 24

Virginia Guiffre, jedna z najbardziej znanych ofiar Jeffreya Epsteina, twierdzi w swoich pośmiertnych wspomnieniach, że były premier Izraela Ehud Barak brutalnie ją „pobił i zgwałcił”, czerpiąc sadystyczną przyjemność z jej cierpienia, a następnie pozostawił ją w kałuży krwi.

„Kilkakrotnie bił mnie i dusił, aż straciłam przytomność, i czerpał przyjemność z widoku mojego strachu o życie” – napisała Giuffre. „Przerażające jest to, że premier śmiał się, kiedy mnie zranił, i podniecał się jeszcze bardziej, gdy błagałam go, żeby przestał”.

„Wyszłam z chaty krwawiąc z ust, pochwy i odbytu”  dodała.

To właśnie doświadczenia z premierem Izraela sprawiły, że Guiffre zaczęła próbować wyrwać się ze szponów Epsteina, obawiając się, że może „umrzeć jako niewolnica seksualna” z rąk Epsteina i jego kręgu ważnych pedofilów.

W centrum nadużyć znaleźli się Epstein i jego wspólniczka, Ghislaine Maxwell, odsiadująca 20-letni wyrok za handel ludźmi w celach seksualnych.

Giuffre mówi, że nawet po kilkudziesięciu latach pamięta, jak duetowi udało się wzbudzić strach w nieletnich ofiarach przemocy seksualnej.

Książka jest niezwykle przygnębiającą lekturą, ponieważ Giuffre szczegółowo opisuje sadystyczne znęcanie się, któremu poddali ją Epstein i jego wspólnicy, w tym sadomasochistyczny seks, który sprawił jej „tak wiele bólu, że modliłam się, żeby zemdleć”.

Znany zmarły pedofil Jeffrey Epstein rozkazał swojej „niewolnicy seksualnej” Virginii Roberts Giuffre uprawiać seks z byłym premierem Izraela Ehudem Barakiem, wynika to z sensacyjnych, zapieczętowanych zeznań, które właśnie upubliczniono.
Z ujawnionych e-maili byłego premiera Izraela Ehuda Baraka wynika, że ​​przez lata odwiedzał on Epsteina co miesiąc. Zdjęcia pokazują, że regularnie ukrywał swoją tożsamość podczas wizyt, które miały miejsce, gdy sprawował urząd.

Źródło z Pałacu Buckingham powiedziało BBC News, że spodziewa się „więcej dni cierpienia” w związku z publikacją książki, która rzuca jeszcze większe światło na zhańbionego księcia Andrzeja.

W tym tygodniu król Karol uda się do Watykanu, gdzie będzie się modlił u boku papieża Leona. [por.: Gorszący spektakl w Watykanie. Wikariusz Chrystusa przyjmuje szefa schizmatyków – króla-rozwodnika i jego konkubinę… md]

W piątek książę Andrzej ogłosił, że „dobrowolnie” zrezygnował z używania swoich królewskich tytułów, w tym tytułu księcia Yorku, zaszczytu nadanego mu przez matkę, nieżyjącą już królową Elżbietę II.

Rezygnuje również z członkostwa w Orderze Podwiązki – najstarszym i najważniejszym zakonie rycerskim w Wielkiej Brytanii.

Zdjęcia rezydencji Epsteina jeszcze bardziej obnażają zepsucie „elit” okultystycznych

Zdjęcia rezydencji Epsteina jeszcze bardziej obnażają zepsucie elit okultystycznych

Źródło: https://vigilantcitizen.com/latestnews/never-seen-pictures-of-epsteins-mansion-further-exposes-the-occult-elite-depravity/

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 16

Od przerażających dzieł „sztuki” celebrujących nadużycia po listy pisane przez gwiazdy, porównujące Epsteina do Draculi, niedawno opublikowane zdjęcia zrobione w rezydencji Epsteina na Manhattanie ujawniają głębię zepsucia okultystycznej elity.

Nigdy wcześniej niepublikowane zdjęcia rezydencji Epsteina jeszcze bardziej obnażają zepsucie elit okultystycznych

Od przerażających dzieł „sztuki” celebrujących nadużycia po listy pisane przez gwiazdy, porównujące Epsteina do Draculi, niedawno opublikowane zdjęcia zrobione w rezydencji Epsteina na Manhattanie ujawniają głębię zepsucia okultystycznej elity.

Niedawny artykuł w „New York Timesie” zawierał zdjęcia rezydencji Jeffreya Epsteina na Manhattanie, które nigdy nie zostały ujawnione opinii publicznej, a także listy napisane przez niektórych jego przyjaciół. Powołując się na „anonimowe źródła”, autorzy artykułu uzyskali dostęp do „nieujawnionych zdjęć i dokumentów” pokazujących, jak Epstein żył w późniejszych latach.

Ponieważ w artykule wspomniano o niektórych zdjęciach i dokumentach, ale ich nie pokazano, wydaje się, że publikacja starannie dobrała informacje, którymi chce się podzielić z opinią publiczną. Jak to często bywa w przypadku mediów masowego przekazu na temat Epsteina, publikowane informacje są filtrowane, aby zapewnić, że najbardziej szokujące i obciążające elementy – te, które mogłyby skłonić opinię publiczną do zwrócenia się przeciwko okultystycznej elicie – pozostaną zatajone.

Zdjęcia zawarte w artykule są jednak niezwykle wymowne, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę „kulturę” elity okultystycznej. Co więcej, wyjaśniają one, dlaczego Epstein został „samobójczo” nastawiony: był niezwykle bezczelny w swoim stylu życia i otwarcie celebrował swoją pedofilską orientację poprzez „sztukę” i wystawne przyjęcia. Jak zobaczymy, cała rezydencja została zaprojektowana tak, aby służyć systematycznemu wykorzystywaniu niewolnic seksualnych przez elitarnych pedofilów.

Jak wyjaśniono w poprzednich artykułach, elity nie tylko znęcają się nad dziećmi; zbudowały wokół tego cały system, wraz z „sztuką” celebrującą to zjawisko. Epstein był tym wszystkim szczególnie entuzjastycznie zaabsorbowany, do tego stopnia, że stało się to obciążeniem. A teraz nie żyje. Oto spojrzenie na te nigdy wcześniej niepublikowane informacje.

Okultystyczna elitarna „sztuka”

Rzeźba przedstawiająca pannę młodą trzymającą się liny, umieszczona w centralnym atrium rezydencji Jeffreya Epsteina.

Wszystko w tej rzeźbie jest przerażające i niepokojące, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że młode dziewczyny były gwałcone i wykorzystywane w tej właśnie rezydencji. Białe suknie noszone przez panny młode mają symbolizować ich czystość i dziewictwo. Ta konkretna panna młoda najwyraźniej próbuje uciec przed czymś okropnym… na przykład przed starym pedofilem, który próbuje ją wykorzystać. Lubią kpić ze swoich ofiar.

Jak widać w moim artykule o Pizzagate (który z biegiem lat staje się coraz bardziej aktualny ), okultystyczna elita uwielbia „sztukę”, która przedstawia ludzkie cierpienie.

Tony Podesta z dumą prezentuje swoją kolekcję dzieł sztuki w magazynie „Washington Life”. Stoi obok rzeźby Louise Bourgeois zatytułowanej „Łuk Histerii”. Ta konkretna pozycja ma długą i mroczną historię – od opętania przez demony po Jeffreya Dahmera, który w ten sposób pozował swoje ofiary.

Krótko mówiąc, rzeźba panny młodej Epsteina wisząca w holu wejściowym natychmiast potwierdziła cel, dla którego zaprojektowano jego rezydencję. Co więcej, artykuł w „New York Timesie” donosił, że „dziesiątki oprawionych protez oczu stały wzdłuż holu wejściowego” prowadzącego do panny młodej. O dziwo, nie ma żadnych zdjęć tych oczu. Czy były zbyt niepokojące, by je pokazywać? Jedno jest pewne: jeśli czytasz tę stronę, wiesz, że gałki oczne to ulubiony symbol elity okultystycznej.

Ale to nie wszystko.

Ciekawy obraz nad kominkiem

Oto historia Woody’ego Allena. W 1992 roku aktorka Mia Farrow (która była w związku z Allenem przez ponad dekadę) oskarżyła go o molestowanie jej adoptowanej córki, Dylan Farrow. Miała wtedy 7 lat. Mniej więcej w tym samym czasie Farrow odkryła również, że Allen uprawiał seks z jej drugą adoptowaną córką, Soon-Yi Previn. Do dziś Allen pozostaje w związku z kobietą, która była jego pasierbicą.

Mimo to, Allen uczestniczył w wystawnych kolacjach Epsteina z Soon-Yi. W swym liście opisuje te kolacje i panującą wokół nich atmosferę, a co ważniejsze, porównuje Epsteina do Drakuli. Kilkakrotnie. Napisał, że posiłki serwowały „młode kobiety, przypominające Zamek Drakuli, gdzie Lugosi ma trzy młode wampirzyce, które tam usługują”. Allen napisał również:

„Dodajmy do tego fakt, że Jeffrey mieszka sam w ogromnym domu, a można sobie wyobrazić, jak śpi w wilgotnej ziemi”.

Allen kończy swój list, nazywając rezydencję Epsteina „Zamkiem Draculi”, jakby dla podkreślenia znaczenia porównania. Woody Allen to płodny pisarz, który nie rzuca słów na wiatr – wszystko jest bardzo wykalkulowane.

Jak zapewne wiecie, Drakula pił krew młodych kobiet, aby się pożywić i odmłodzić. Postać ta była wzorowana na postaciach z prawdziwego świata, takich jak Elżbieta Batory, która piła krew młodych kobiet , aby zachować młodość.

Konsumpcja młodej krwi zawsze była obsesją elit okultystycznych, a ostatnie teorie dotyczące pozyskiwania adrenochromu wskazują na tę samą praktykę.

Czy porównując Epsteina do Draculi, Woody Allen nie do końca subtelnie nawiązywał do faktu, że jego handel młodymi kobietami również zawierał element krwiożerczy? Czy to dlatego akta Epsteina są tak starannie strzeżone i redagowane przez decydentów?

Jak stwierdził Allen w liście, na przyjęciach Epsteina pojawiali się „politycy, naukowcy, nauczyciele, magicy, komicy, intelektualiści i dziennikarze”. Innymi słowy, ludzie, którzy lubią nam mówić, co mamy robić. Gdyby masy odkryły, o co im naprawdę chodzi, cały ich system by się zawalił.

Ponadto, mówiąc o „magikach”, Allen prawdopodobnie nie miał na myśli magików scenicznych, ale okultystów pokroju Mariny Abramović, którzy obracają się w elitarnych kręgach (jest ona również zafascynowana ludzką krwią ).

Nie musimy wierzyć słowom Allena na temat wysoko postawionych gości Epsteina; jego rezydencja była pełna dowodów na jego elitarne powiązania.

Kolekcjoner Ludzi

Podczas gdy osoby decydowane twierdzą, że „nie ma żadnej listy klientów Epsteina”, miliarder z dumą pokazał liczne zdjęcia siebie w towarzystwie najbogatszych i najpotężniejszych ludzi na świecie.

Na tym zdjęciu Epstein jest widoczny w towarzystwie znanych i wpływowych osób, takich jak papież Jan Paweł II, Mick Jagger, Elon Musk i Fidel Castro.
Na zdjęciu widzimy Epsteina z Donaldem i Melanią Trump obok zdjęcia czegoś, co wygląda jak wyspa Epsteina (gdzie nieletni byli deportowani i wykorzystywani przez elitarnych pedofilów). Po lewej stronie znajduje się banknot dolarowy podpisany przez Billa Gatesa z napisem „Miałeś rację!”. Prawdopodobnie wynik zakładu.

Bill Gates był bardzo blisko z Epsteinem, do tego stopnia, że podobno ta przyjaźń była przyczyną jego rozwodu . Mimo to media wciąż przedstawiają go jako autorytet w dziedzinie szczepionek i spożywania sztucznego mięsa. Powinien pewnie trafić do więzienia.

Lawrence Summers (wpływowy ekonomista, który pełnił funkcję w administracjach Clintona i Obamy), miliarder Richard Branson i wielki przyjaciel Epsteina, Bill Clinton, który wsiadł do Lolita Express ponad 25 razy.

Epstein miał też w jednym ze swoich biur dziwaczny obraz przedstawiający Billa Clintona przebranego za Hilary.

W artykule dodano:

W biurze, według zdjęć przejrzanych przez „The Times”, pan Epstein zaprezentował zielone pierwsze wydanie „Lolity”, powieści z 1955 roku, w której intelektualista rozwija obsesję seksualną na punkcie 12-letniej dziewczynki i wielokrotnie ją gwałci. Na drewnianym kredensie stały kolejne oprawione zdjęcia, w tym jedno przedstawiające pana Epsteina z następcą tronu Arabii Saudyjskiej, Mohammedem bin Salmanem.

„New York Times” wspomina również, że Epstein zachował mapę Izraela narysowaną na tablicy, podpisaną przez Ehuda Baraka, byłego premiera Izraela. Epstein posiadał również list napisany przez Baraka, w którym z przerażeniem nazwał go „KOLEKCJONEREM LUDZI”. Dodał:

„Dla wielu z nich jesteś jak zamknięta księga, ale tak naprawdę wiesz wszystko o każdym.”

Te słowa, pochodzące od byłego premiera Izraela, są dość wymowne. Wielu uważa, że Epstein był agentem Mossadu, a jego siatka pedofilska służyła do kontroli i szantażu. Choć to wciąż kwestia dyskusyjna, zdjęcia z jego rezydencji dowodzą bez wątpienia, że Epstein miał w posiadaniu tysiące godzin kompromitujących dowodów.

Na licznych zdjęciach zrobionych w rezydencji widać płyty CD i dyski twarde, najprawdopodobniej wypełnione filmami przedstawiającymi „ludzi z elity” molestujących nieletnich.

Na innych zdjęciach widać dokładnie, gdzie nakręcono ten szokujący materiał.

Kilka zdjęć przedstawia coś, co można opisać jedynie jako „pokoje gwałtu”. Zwróć uwagę na tę małą czarną rzecz w prawym górnym rogu, poniższego zdjęcia..

To kamera. Wszystkie interakcje zostały nagrane.

Pokoje udekorowano tym samym niebiesko-białym wzorem, który zdobił dziwaczną „świątynię” na wyspie Epsteina. Wygląda na to, że ten wzór wskazywał miejsce, w którym dochodziło do rytualnych nadużyć satanistycznych. Świątynia została zburzona , a rezydencja gruntownie przebudowana. Innymi słowy, wszelkie ślady systematycznych i rytualnych praktyk zostały zniszczone.

W rezydencji znajdowało się kilka gabinetów masażu, wszystkie monitorowane kamerami. Władze zaciemniły erotyczną „sztukę” w tym pomieszczeniu.

Krótko mówiąc, Epstein często organizował przyjęcia z udziałem elit, w scenariuszach przypominających film „Oczy szeroko zamknięte”. Niektórzy z tych gości w końcu angażowali się w rozmowy z „młodymi i pięknymi” asystentkami Epsteina, które podobno krążyły po domu. Relacje te były nagrywane i przechowywane na płytach CD i dyskach twardych, a dowody te stawały się doskonałym materiałem do szantażu.

Podsumowując

Nie potrzebowaliśmy zdjęć i dokumentów zawartych w tym artykule, żeby uświadomić sobie, że Jeffrey Epstein był łajdakiem. Jednak te elementy stanowią kolejny dowód na fakt, którego wielu wciąż nie dostrzega: był częścią ściśle powiązanej kliki, w skład której wchodzili jedni z najbardziej wpływowych ludzi na świecie, uczestniczący w niepokojącym systemie nadużyć rytualnych. Rezydencja Epsteina była celebracją tego systemu.

Każda osoba, która przyszła na jego przyjęcia, była witana serią spojrzeń i powieszoną panną młodą, podczas gdy dziewczyny będące ofiarami handlu ludźmi krążyły wokół, dopóki nie zabrano ich do pokoju gwałtu.

Podczas gdy w filmie „Czujny Obywatel” zawsze powtarzano, że elita okultystyczna to dosłownie wampiry, Woody Allen porównał Epsteina do Draculi. Premier Izraela (który był jednocześnie szefem Mossadu) opisał Epsteina jako „kolekcjonera ludzi”, który „wiedział wszystko” o swoich gościach.

W całej rezydencji przechowywano i klasyfikowano terabajty obciążających danych – prawdopodobnie zawierających informacje o rozwiązłych czynach, w które zamieszani byli „elitarni” pedofilowie i nieletni – gotowych do wykorzystania jako materiał do szantażu.

Czy potrzeba więcej powodów, dla których „popełniono na nim samobójstwo” i dlaczego zarekwirowano wszystkie te materiały?

Przy czym istnieją poszlaki, że Epstein wcale nie “został popełniony samobójstwem”, ale jako wybitny agent Mossadu, żyje sobie spokojnie w Izraelu i dalej szantażuje globalistyczne “elitarne” łajno dla dobra “wielkiego izraela”.

Źródło: https://vigilantcitizen.com/latestnews/never-seen-pictures-of-epsteins-mansion-further-exposes-the-occult-elite-depravity/

Trump, Epstein i trupy w szafie

Epstein. Człowiek, który nie umiera nigdy

7.08.2025 Marek Bober https://nczas.info/2025/08/07/epstein-czlowiek-ktory-nie-umiera-nigdy/

Jeffrey Epstein.
Jeffrey Epstein. / foto: domena publiczna (kolaż)

Donald Trump nie lubi przegrywać i przyznawać się do porażki. Być może jeszcze nie przegrał, ale na pewno musiał ustąpić. I to ugiął się nie tyle przed demokratami, którzy nagle poczuli krew, lecz przede wszystkim przed własnymi zwolennikami, głównie najtwardszymi, tymi z MAGA, czyli nieformalnego ruchu Make America Great Again. A wszystko za sprawą „nieboszczyka” Jeffrey’a Epsteina.

Kiedy Trump opanował krytykę części swoich zwolenników po bombardowaniach w Iranie, potężne uderzenie przyszło niespodziewanie. Prezydent musi bowiem mierzyć się z konsekwencjami informacji FBI i Departamentu Sprawiedliwości, która obaliła kilka „teorii spiskowych” na temat skazanego zboczeńca Epsteina.

Informacja ma skutki

Obie instytucje opublikowały bowiem suchą informację, w której stwierdzono, że przyczyną śmierci Epsteina w celi więziennej w 2019 r. było samobójstwo i że nie ma dowodów na istnienie „listy klientów” prowadzonej przez pedofila.

To rozwścieczyło sporą grupę członków MAGA, którzy od lat forsują „teorie spiskowe” na temat śmierci Epsteina i twierdzą, że na „liście klientów” są prominentni demokraci. Większość krytyki została skierowana przeciwko prokurator generalnej Pam Bondi, a w centrum uwagi znaleźli się także szef FBI Kash Patel i jego zastępca Dan Bongino. Kiedyś Bondi mówiła, że na jej biurku leży „lista Epsteina”, a obecni szefowie FBI przed objęciem stanowisk domagali się pełnego ujawnienia wszystkich dokumentów.

Epstein, oskarżony o kierowanie operacją handlu ludźmi w celach seksualnych z udziałem nieletnich dziewcząt, obracał się w kręgach wpływowych osób, wśród których byli m.in. Trump, były prezydent Bill Clinton, brytyjski książę Andrzej i wielu celebrytów i ludzi bogatych. Jego wspólniczka Ghislaine Maxwell została skazana za handel ludźmi w celach seksualnych na 20 lat więzienia.

Cała sytuacja musiała mieć następstwa. Na przykład Tucker Carlson, była gwiazda telewizji Fox News, wezwał opinię publiczną do zadawania pytań dotyczących Epsteina, „których nikt nigdy nie próbował zadać”. „Prawdziwe pytanie brzmi: dlaczego to robił, w czyim imieniu i skąd pochodziły na to pieniądze? – zastanawiał się. – Jak to możliwe, że facet, który pod koniec lat 70. był nauczycielem matematyki w Dalton School bez dyplomu, stał się właścicielem wielu samolotów, prywatnej wyspy i największego domu mieszkalnego na Manhattanie? Skąd wzięły się na to pieniądze?

I nikt nigdy nie dotarł do sedna sprawy, bo nikt nawet nie próbował. Co więcej, dla każdego, kto śledził wydarzenia, jest oczywiste, że ten facet miał bezpośrednie powiązania z zagranicznym rządem”.
Carson mówił też, aby nie bać się pytań, czy pedofil był agentem Mosadu i czy to miało wpływ na jego późniejsze życie.

Chcieli ujawnić

Trump bronił swoich podwładnych i początkowo bagatelizował zamieszanie. „Osiągnąłem w ciągu 6 miesięcy większy sukces niż prawdopodobnie jakikolwiek inny prezydent w historii naszego kraju, a wszyscy ci ludzie, pod silną presją fake newsów i spragnionych sukcesu demokratów chcą tylko mówić o oszustwie Jeffrey’a Epsteina – mówił. – Niektórzy głupi republikanie i nierozsądni republikanie wpadają w sidła i próbują wykonywać robotę demokratów”.

Rzecz jedynie w tym, że jak się obiecało ujawnić wszystko, to należało to zrobić. Decyzję o odtajnieniu może podjąć wyłącznie sąd, ale ani Departament Sprawiedliwości, ani FBI o to nie wystąpiły. Mało tego, zaprezentowano nagranie z monitoringu, aby poprzeć swoje stanowisko, że Epstein popełnił samobójstwo w nowojorskim więzieniu. Niemal 11-godzinne wideo zostało nagrane przed celą więzienną Epsteina w ostatnich godzinach jego życia, gdy oczekiwał na proces. Jednak po opublikowaniu nagrania pojawiło się więcej sceptycyzmu co do znacznika czasu, który najwyraźniej przeskakuje o minutę do przodu o północy. Skok jest zauważalny zarówno w oryginalnym nagraniu, jak i w ulepszonej wersji FBI. To wzbudziło kolejne domysły.

Sam Trump w trakcie kampanii wyborczej mówił, że jeśli zostanie wybrany, ujawni rządowe dokumenty dotyczące Epsteina. Prokurator Bondi w lutym mówiła, że ma „listę klientów” na biurku. Teraz jednak upiera się, że ona nie istnieje.

W 2021 roku obecny wiceprezydent JD Vance oskarżył rząd o ukrywanie „listy klientów”, wytykając dziennikarzom, by „wstydzili się” za to, że nie zadają pytań. A teraz Biały Dom zaprzecza istnieniu tej listy.

Dyrektor FBI Kash Patel w 2023 roku stanowczo domagał się ujawnienia akt miliardera. „Załóżcie spodnie dla dorosłych i dajcie nam znać, kim są pedofile” – powiedział wówczas. Ale teraz, jak twierdzi, „teorie spiskowe po prostu nie są prawdą, nigdy nią nie były”.

Wielu zwolenników prezydenta uważa, że dokumenty, w tym rzekoma „lista klientów”, to konieczność potrzebna do ujawnienia znacznie szerszego przestępczego procederu handlu ludźmi w celach seksualnych i pedofilii, prowadzonego przez „elity światowych elit”, a chronionych przez rząd.

Nie brakuje głosów, że Epstein nie popełnił samobójstwa, co jest oficjalną przyczyną jego śmierci, ale został zabity, aby zapewnić jego milczenie na zawsze.

Trzeba wyjaśnić

Nic dziwnego, że mamy podział w Partii Republikańskiej, jak i wśród elektoratu Trumpa. Korzystają na tym demokraci, którzy – mając cztery lata prezydentury Joe Bidena – nic w tej materii nie zrobili. Niektórzy domagali się wszczęcia śledztwa przez specjalnego prokuratora, inni – w tym prezydent – twierdzili, że partia powinna przejść do porządku dziennego. „Ameryka zasługuje na prawdę o Jeffrey’u Epsteinie i bogatych, wpływowych elitach z jego otoczenia – powiedziała sojuszniczka Trumpa, kongreswoman Marjorie Taylor Greene (republikanka z Georgii). – Granica jest postawiona wobec każdego, kto znęca się nad dziećmi i bezbronnymi, niewinnymi ludźmi.

Z kolei były doradca Białego Domu i wpływowy komentator Steve Bannon ostrzegł, że niezadowolenie opinii publicznej może zagrozić republikańskiej większości w Izbie Reprezentantów. „Stracicie 10 procent ruchu MAGA. Jeśli stracimy 10 procent ruchu MAGA teraz, to stracimy 40 miejsc w 2026 roku – powiedział. – Stracimy prezydenta”.

Odezwał się skonfliktowany z prezydentem Elon Musk, który już miesiąc temu po raz pierwszy zasiał ziarno najnowszej kontrowersji, kiedy zarzucił, że nazwisko Trumpa figuruje w aktach Epsteina i powiedział: „To jest prawdziwy powód, dla którego nie zostały one upublicznione”. Biały Dom stanowczo odrzucił to twierdzenie.

„Ponad 1000 potwierdzonych młodych ofiar to szokująco duża i tragiczna liczba! Aby rząd mógł potwierdzić, że dziewczyny padły ofiarą, musiałby podać nazwiska lub przynajmniej opisać, kto je zgwałcił – odpowiedział Musk. – To oznaczałoby, że rząd MUSI mieć listę gwałcicieli, czyli »listę klientów Epsteina« w swoim posiadaniu!”.

Dziennikarka Megyn Kelly kiedyś w Fox News powiedziała, że źródła potwierdziły jej, iż Epstein nie popełnił samobójstwa, ale był celem ataku, pracując jako „agent” rządu Izraela.

Konserwatywna komentatorka Candace Owens oświadczyła z kolei, że Trump uważa, iż jego „baza wyborcza jest głupia”, ale to „ludzie wokół niego” uważają go za „głupiego”. Owens oskarżyła Trumpa o „zmanipulowanie opinii publicznej”.

– „Skandal Epsteina to z pewnością śmiertelne stadium ruchu MAGA Trumpa – dodała. – Nie ma co do tego wątpliwości”.

Ruch prezydenta

Ostatecznie pod naciskiem Trump nakazał prokurator Bondi ujawnienie istotnych zeznań ławy przysięgłych. Oświadczenie to pojawiło się również kilka godzin po tym, jak „The Wall Street Journal” opublikował artykuł szczegółowo opisujący rzekomy list, który Trump miał napisać do Epsteina z okazji jego 50. urodzin w 2003 roku. List, którego autorstwa Trump zaprzeczył, zawierał kilka linijek tekstu „obramowanych konturem nagiej kobiety”. List kończył się słowami: „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – i oby każdy dzień był kolejną cudowną tajemnicą”.

Prezydent zapowiedział, że pozwie gazetę o 10 miliardów dolarów odszkodowania. Co ciekawe, wpływowe osobistości ze świata MAGA, które naciskały na administrację, aby ujawniła więcej dokumentów związanych ze sprawą pedofila, stanęły w tym przypadku w obronie prezydenta. Wśród nich byli Musk i Bannon.

Ale prezydent powiedział też, że nawet jeśli jego administracja upubliczni wszystkie zeznania ławy przysięgłych, nie wystarczy to, by usatysfakcjonować krytyków. „Zwróciłem się do Departamentu Sprawiedliwości o upublicznienie wszystkich zeznań ławy przysięgłych dotyczących Jeffrey’a Epsteina, z zastrzeżeniem jedynie zgody sądu. Mając to na uwadze, nawet jeśli sąd wyrazi pełną i niezachwianą zgodę, nic nie będzie wystarczająco dobre dla wichrzycieli i radykalnych lewicowych szaleńców, którzy wystąpili z tym wnioskiem – oznajmił. – Zawsze będzie więcej, więcej, więcej. MAGA!”.

Co dalej?

Strategia Trumpa przeczy wieloletnim spekulacjom „radykalnej prawicy”, że z szafy Epsteina wkrótce wyjdą kolejne trupy. Pozostaje pytanie, czy jego odwołanie się do lojalności partyjnej i osobistej wystarczy, by uciszyć burzę. Ton Trumpa w sprawie Epsteina zmienił się w ostatnich dniach z lekkiego poirytowania na jawne zdenerwowanie. Niektórzy, w tym założyciel Turning Point USA Charlie Kirk, stwierdzili, że zaufają słowom z Białego Domu, podczas gdy inni, tacy jak Steve Bannon, twierdzą nadal, że gest ten może kosztować republikanów wybory.

Trump oświadczył jednak, że nie pozwoli, aby zewnętrzne naciski podzieliły członków gabinetu: „Jesteśmy w jednej drużynie, MAGA, i nie podoba mi się to, co się dzieje. Mamy IDEALNĄ administrację, MÓWI O NIEJ ŚWIAT, a »egoiści« próbują ją zniszczyć, a wszystko przez człowieka, który nigdy nie umiera, Jeffrey’a Epsteina”.

Wybory uzupełniające są jednak jeszcze odległe, a krajowi stratedzy Partii Republikańskiej na razie w dużej mierze odrzucają możliwość, że akta denata będą miały w tym istotny udział.

W trakcie swojej kariery politycznej Trump mierzył się z politycznymi i osobistymi kontrowersjami, które trafiały na pierwsze strony gazet. W każdym przypadku udowodnił, że cieszy się niesłabnącą popularnością wśród swoich zwolenników i był w stanie przetrwać praktycznie każdy cykl medialny. Jak będzie tym razem, dowiemy się niebawem.

Nigdy wcześniej nie publikowane zdjęcia z przerażającej rezydencji Jeffreya Epsteina

Nigdy wcześniej nie publikowane zdjęcia z przerażającej rezydencji Jeffreya Epsteina

Źródło: Autor Tyler Durden ; https://www.zerohedge.com/political/never-seen-photos-inside-jeffrey-epsteins-creepy-mansion

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 6

We wtorek dziennik „The New York Times” opublikował niepublikowane dotąd zdjęcia z wnętrza mrocznej, siedmiopiętrowej kamienicy Jeffreya Epsteina na Upper East Side.

Widać na nich kamery monitorujące sypialnie oraz pierwsze wydanie „Lolity” eksponowane w nowojorskiej rezydencji.

Wśród dziwacznych scen znajduje się makabryczna rzeźba kobiety w sukni ślubnej zwisającej z liny i witającej gości przy wejściu, a także dziesiątki oprawionych sztucznych gałek ocznych – ekspozycja ta budzi poważne pytania o to, co naprawdę działo się za zamkniętymi drzwiami.

W biurze odkryto również egzemplarz „Lolity”, powieści z 1955 r., w której zboczeniec wielokrotnie gwałci [no… niezbyt tak… md] 12-letnią dziewczynkę, na której punkcie jest obsesyjnie zakochany.

Najbardziej rzucającym się w oczy zdjęciem jest jednak banknot jednodolarowy z odręczną notatką współzałożyciela Microsoftu, Billa Gatesa.

„Myliłem się!” – napisał Gates najwyraźniej na kartce.

Według doniesień „The Times” rezydencja Epsteina była również udekorowana oprawionymi zdjęciami znanych osobistości, takich jak następca tronu Arabii Saudyjskiej, książę Mohammed bin Salman, Donald Trump, Bill Clinton, papież Jan Paweł II, Richard Branson, Elon Musk i inni.

W prezencie z okazji 63. urodzin Jeffreya Epsteina przyjaciele wysłali listy z wyrazami szacunku dla bogatego finansisty i skazanego przestępcy seksualnego. Kilka listów łączyła wspólna tematyka: opisywały przyjęcia, które Epstein regularnie organizował w swojej okazałej kamienicy na Upper East Side na Manhattanie.

Były premier Izraela Ehud Barak i jego żona podkreślili ogromną różnorodność gości. „ Twoja ciekawość nie zna granic ” – napisali w swoim przesłaniu, które wspólnie z innymi napisali w styczniu 2016 roku. „Dla wielu z nich jesteś jak zamknięta księga, ale wiesz wszystko o wszystkich”.

Magnat medialny Mortimer Zuckerman zaproponował składniki posiłku, które odzwierciedlałyby kulturę willi: prostą sałatkę i wszystko, co „podniosłoby sprawność seksualną Jeffreya”.

Reżyser Woody Allen opisał, że kolacje przypominały mu zamek Draculi, „w którym Lugosi ma do usług trzech młodych wampirów”.

Nowo opublikowane zdjęcia stopniowo wychodziły na światło dzienne na przestrzeni lat, jako część dowodów, które ujrzały światło dzienne w 2019 r., gdy Epstein został aresztowany pod zarzutem znęcania się nad dziećmi i handlu ludźmi.

Zdjęcia te stanowią najnowsze odkrycia w trwającej sadze Epsteina, która wciąż budzi kontrowersje po tym, jak Departament Sprawiedliwości i FBI we wspólnym memorandum z ubiegłego miesiąca stwierdziły, że „kompleksowy przegląd” dowodów dotyczących śmierci Epsteina definitywnie wykluczył morderstwa.

„Po szczegółowym dochodzeniu śledczy FBI doszli do wniosku, że Jeffrey Epstein popełnił samobójstwo 10 sierpnia 2019 r. w swojej celi w Metropolitan Correctional Center w Nowym Jorku” – czytamy w notatce.

Władze zaprzeczyły również istnieniu „listy klientów” powiązanych z Epsteinem, co bezpośrednio przeczy wcześniejszym oświadczeniom prokurator generalnej Pam Bondi. Bondi wcześniej zasugerowała w Fox News, że taka lista „leży na jej biurku” do wglądu, co wywołało spekulacje na temat możliwego szantażu globalistycznych elit przez Epsteina.

Trump wielokrotnie próbował bagatelizować skandal, oskarżając Demokratów o zmyślenie informacji na temat Epsteina w celu udaremnienia jego planów.

Dodatkowo pojawiły się nowe pytania dotyczące nagrania z monitoringu z nocy poprzedzającej śmierć Epsteina . Niezidentyfikowany pomarańczowy obiekt, widoczny na nagraniu z monitoringu w pobliżu celi więziennej zmarłego pedofila Jeffreya Epsteina wieczorem przed jego śmiercią, wywołał lawinę pytań ze strony ekspertów medycyny sądowej. Pikselowata postać, odkryta po raz pierwszy przez CBS News, jest widoczna, jak zbliża się do bloku cel Epsteina w Metropolitan Correctional Center około godziny 22:40.

Federalni śledczy zidentyfikowali sprawcę jako funkcjonariusza służby więziennej „ubranego w pościel lub ubranie więźnia”. Eksperci poinformowali jednak stację CBS News, że w rzeczywistości może to być więzień ubrany w kombinezon. „Na podstawie ograniczonego materiału wideo bardziej prawdopodobne jest, że jest to osoba w [pomarańczowym] uniformie” – powiedział w oświadczeniu Conor McCourt, ekspert ds. nagrań wideo z zakresu kryminalistyki sądowej. „Stwierdzenie, że niemożliwe jest, aby ktoś mógł wejść po schodach do swojego pokoju niezauważony, jest nieprawdziwe” – powiedział stacji informacyjnej Jim Safford, inny ekspert ds. kryminalistyki sądowej.

Epsteina znaleziono martwego w celi 10 sierpnia 2019 roku. Oficjalna sekcja zwłok, potwierdzona wspólnym śledztwem Departamentu Sprawiedliwości i FBI, wykazała, że zhańbiony finansista popełnił samobójstwo przez powieszenie.

Dowcipni Amerykanie skomentowali to, że “więzień powiesił się na papierze toaletowym”.

Biuro Inspektora Generalnego Departamentu Sprawiedliwości w oświadczeniu dla CBS News stwierdziło, że nagranie nie zmienia jego wniosków na temat śmierci Epsteina.

„Nasza kompleksowa ocena okoliczności w tygodniach, dniach i godzinach poprzedzających śmierć Epsteina uwzględniała wpływ długotrwałych, chronicznych niedoborów kadrowych [w Biurze Więziennictwa] oraz zaniedbania ze strony Biura Więziennictwa w zakresie zapewnienia i utrzymania wysokiej jakości monitoringu wizyjnego w swoich obiektach” – czytamy w oświadczeniu dla nadawcy.

American Pravda: Jeffrey Epstein, the Franklin Scandal, Pedophilia, and Political Blackmail

American Pravda:

Jeffrey Epstein,

the Franklin Scandal,

Pedophilia,

and Political Blackmail

=================================

The Firestorm Over Trump’s Refusal to Release the Epstein Files

EPub Format

Several months ago, the Trump Administration fulfilled one of its campaign pledges and declassified a large batch of JFK Assassination files, finally making them publicly available after sixty-odd years.

Few of these unredacted documents seemed to contain anything new or interesting, with the most dramatic memo being the report that longtime CIA Counter-Intelligence Chief James Jesus Angleton had a very close relationship with the Israeli Mossad, and was believed by some to have assisted Israel in developing its nuclear weapons program. That item quickly went viral on Twitter and was heavily emphasized by those bloggers discussing the document-dump.

While these facts were certainly interesting, I hardly regarded them as shocking discoveries. For example, renowned investigative journalist Seymour Hersh had revealed Angleton’s extremely close relationship with Israeli intelligence in his 1991 bestseller The Samson Option, while Michael Collins Piper’s seminal 1994 book Final Judgment had fingered Angleton as a likely Israeli asset who had greatly abetted that country’s nuclear weapons development effort. Indeed, shortly after Angleton’s death more than 37 years ago, an article in the Washington Post revealed that he had “reportedly aided Israel in obtaining nuclear data.” So if certain facts had already been widely known or suspected for more than 37 years, their apparent confirmation in a declassified government document could hardly be regarded as revolutionary.

But the huge wave of renewed public interest in the JFK Assassination prompted Mike Whitney to interview me about that subject. This provided me an opportunity to summarize my previous half-dozen years of investigation in a lengthy piece that soon received quite a lot of readership and attention.

Then earlier this month, Trump reversed himself on his pledge to declassify and release all the government files related to a different high-profile criminal case, and this surprising U-turn provoked an even larger storm of public controversy.

Back in 2019, a mysterious wealthy financier named Jeffrey Epstein had been arrested on charges of molesting minors and sex-trafficking them to many dozens of America’s richest and most powerful individuals, amid widespread suspicions that he had been running a sexual blackmail ring on behalf of a foreign intelligence agency. According to media reports, an enormous trove of sexually-incriminating photographs and videos had been found in the safe of his huge New York City mansion.

Six years ago this Tuesday, soon after Epstein’s arrest, I’d published a long article on the case, placing it in the broader context of the crucial role that blackmail seemed to play in secretly controlling many of America’s top political leaders.

In that piece, I’d explained that I’d never paid any attention to the wild Epstein stories circulating on the Internet, dismissing them as just too bizarre to possibly be true.

For many years, reports about Epstein and his illegal sex-ring had regularly circulated on the fringes of the Internet, with agitated commenters citing the case as proof of the dark and malevolent forces that secretly controlled our corrupted political system. But I almost entirely ignored these discussions, and I’m not sure that I ever once clicked on a single link.

Probably one reason I paid so little attention to the topic was the exceptionally lurid nature of the claims being made. Epstein was supposedly an enormously wealthy Wall Street financier of rather mysterious personal background and source of funds, who owned a private island and an immense New York City mansion, both regularly stocked with harems of underage girls provided for sexual purposes. He allegedly hobnobbed on a regular basis with Bill Clinton, Prince Andrew, Harvard’s Alan Dershowitz, and numerous other figures in the international elite, as well as a gaggle of ordinary billionaires, frequently transporting those individuals on his personal jet known as “the Lolita Express” for the role it played in facilitating illegal secret orgies with young girls. When right-wing bloggers on obscure websites claimed that former President Clinton and the British Royals were being sexually serviced by the underage girls of a James Bond super-villain brought to life, I just naturally assumed those accusations were the wildest sort of Internet exaggeration.

Moreover, these angry writers did occasionally let slip that the fiendish target of their wrath had already been charged in a Florida courtroom, eventually pleading guilty to a single sexual offense and receiving a thirteen month jail sentence, mitigated by very generous work-release provisions. This hardly seemed like the sort of judicial punishment that would lend credence to the fantastical accusations against him. If Epstein had already been investigated by law enforcement authorities and given the sentence one might expect for writing a bad check, I found it quite unlikely that he was actually the Goldfinger or Dr. No that deluded Internet activists made him out to be.

But once Epstein’s arrest and the resulting media coverage confirmed the reality of those astonishing stories, a huge blizzard of political agitation erupted. This became far greater when Epstein was suddenly found dead in his maximum security prison cell, having allegedly committed suicide while the guards tasked with checking his safety had happened to fall asleep and the video cameras monitoring his cell had strangely malfunctioned. Many very powerful people surely breathed a huge sign of relief at Epstein’s sudden demise, so all but the most credulous became extremely suspicious at this strange turn of events.

During the half-dozen years since then, the Epstein case and its many conspiratorial elements had become a huge issue in political activist circles, especially those on the far right. Perhaps partly as a consequence, bizarre theories involving networks of elite pedophiles later became the heart of the wildly popular QAnon movement.

Most of the groups and individuals holding those views regarded Donald Trump as their great hero and paladin, the leader who would defeat those diabolical villains and bring them to justice if he somehow managed to regain the White House, and his promise to release all the Epstein files energized many of his supporters. Leading right-wing influencers in the Trump camp such as Dan Bongino had made the Epstein files one of their signature issues, so Bongino’s appointment as Deputy Director of the FBI seemed proof that Trump would soon honor that pledge.

But then three weeks ago, the Trump Administration reversed its position and declared that no additional Epstein files would be released, even suggesting that much of the material didn’t actually exist. This naturally produced howls of outrage by Trump’s erstwhile supporters. Elon Musk ridiculed Trump in an insulting meme that was viewed more than 63 million times:

With no further Epstein files released, no new facts existed. So I fully stood by the analysis I’d originally presented in my 2019 article. But now that this enormous outpouring of public controversy has returned the issue to the center of national attention, I’ve decided to expand and extend what I had previously written.

Former FoxNews host Tucker Carlson is probably the biggest figure in today’s fragmented media landscape and a crucial supporter of Donald Trump. But he and many others like him have strongly denounced the administration’s reversal on the release of the Epstein files.

The largest youthful pro-Trump organization is called Turning Point USA, and Carlson happened to give a speech to the huge audience at their annual convention a few days after Trump’s decision. He dramatically declared that that not a single person he knew in DC doubted that Epstein had been running a blackmail operation on behalf of the Israeli Mossad, and despite that controversial statement his speech drew widespread cheers. This suggests that his remarks—and the positive reaction they attracted—may themselves mark “a turning point” in what had been decades of uniformly pro-Israel sentiments among American conservatives. So ideas once marginalized or considered entirely forbidden may now apparently be freely discussed, sometimes even attracting widespread support, and this may be the most important lasting legacy of the current political firestorm over the Epstein files.

https://youtube.com/watch?v=irnX4TMruIY%3Fstart%3D400%26feature%3Doembed

Video Link

Indeed, given Carlson’s words only the most willfully blind could fail to connect such Mossad operations with the unwavering levels of support that Israel has long enjoyed from our members of Congress. Over the last couple of years, nearly the entire rest of the world has come to regard Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu as one of modern history’s worst war-criminals, now under indictment by the International Court of Justice for his horrific ongoing massacre of Gaza’s helpless civilians. But when he has visited Congress, the trained barking seals of that political body have provided him endless standing ovations. Obviously the money and media deployed by the Israel Lobby explain most of this behavior, but the powerful role of blackmail has almost certainly supplemented those factors.

The notion that many of our own elected officials are being ruthlessly blackmailed by a foreign power must surely outrage most patriotic Americans, and the increasing circulation of these ideas may eventually have important consequences. Just a few days after Carlson’s remarkable speech, Republican Rep. Marjorie Taylor Greene, one of the fiercest MAGA partisans in Congress, surprisingly joined with Democrats Reps. Rashida Tlaib and Ilhan Omar, two of her most leftwing colleagues, in voting to cut U.S. funding for Israel. This resolution only attracted a handful of supporters, but small cracks in a dam sometimes presage much larger breaks.

Epstein’s operation has widely been described as a Mossad “honeytrap,” the term for intelligence projects that use women to ensnare prominent, unsuspecting men in sexual blackmail, but there seemed to be some puzzling aspects to this picture.

Given the enormous scale of Epstein’s operation and the decades that it had remained in place, it’s difficult to believe that so many wealthy, well-connected individuals could have naively fallen into his clutches. Surely the stories of all his underage girls and the rumors of his hidden cameras would have gotten around. And billionaires strongly interested in such illicit pleasures could easily have arranged these for themselves rather than risking Epstein’s blackmail demands.

The answer to this puzzle is an obvious one, though I’ve only seen it explained by Internet provocateur Andrew Anglin, whose key explanatory phrase was “voluntary blackmail.”

He pointed out that the dark, secret forces such as Mossad that control much of American politics would only lend their support to those persons whom they considered fully under their control, and powerful blackmail evidence was the surest means of establishing such control. In effect, those individuals who wanted to advance their careers or gain powerful hidden allies would knowingly use Epstein’s services to create a blackmail tape of their illegal sexual activity with underage girls, thereby marking themselves as “safe” recipients of support. He stated all of this in his usual crude, insulting style:

So, it’s definitely not a “conspiracy theory.” Let’s make sure we don’t get lost here. The government has a lot of information on what certainly and definitely appears to be a “Mossad blackmail ring,” which involved people, presumably voluntarily, allowing themselves to be recorded having sex with underage girls.

That’s another point to be clear on: you would have to be retarded to do it just because you were horny. Prince Andrew appears to have actually done that, but he also appears to clearly suffer from mental retardation. Normal people who we would be talking about here would knowingly have illicit sex on video for the Mossad to keep so that powerful Jews would know they were loyal and give them promotions…

However, whenever you’re talking about a “blackmail ring,” you’re talking pretty much exclusively about voluntary blackmail. Any kind of systematic blackmail is necessarily voluntary, as you are not going to set up a system of seducing people and tricking them into having sex on video. It has been a thing since forever that criminal gangs require someone to do some crime, such as murder, and then keep some evidence on them. It’s just common sense that if you have evidence of someone committing a serious crime, or something that would otherwise destroy their life, you’re going to trust them, because no such person is going to betray you.

Anglin may have regarded the point he was making as a totally obvious one, and perhaps that’s correct. But I hadn’t really considered it myself, nor had I seen anyone else make it in such explicit fashion.

Over the centuries, many secret societies have similarly inducted their members with extreme initiation rituals, and the traditional mafia supposedly required its candidates to commit a murder in order to become “a made man.” As Anglin later explained, the popular 1973 crime film Serpico was based upon real life events, and the corrupt NYC officers it portrayed required all of their colleagues to join them in taking bribes and payoffs, fearing that those who refused might eventually decide to report their illegal activities.

Ironically enough, a sentence I’d published a decade ago had made exactly that point, and I’d quoted it again in my 2019 Epstein article. But I’d never followed through on the idea nor considered its full implications:

I have sometimes joked with my friends that perhaps the best career move for an ambitious young politician would be to secretly commit some monstrous crime and then make sure that the hard evidence of his guilt ended up in the hands of certain powerful people, thereby assuring his rapid political rise.

Given that no additional Epstein documents had been released, my impression was that little if anything new had come to light in the half-dozen years since his highly suspicious death in prison, so I’d felt my 2019 analysis remained just as valid today and saw little reason to update it.

During those years, I’d paid relatively little attention to the smoldering Epstein case, and I noticed that some pundits recently claimed that researcher Ryan Dawson had uncovered some important new information, including a much more comprehensive list of the names of Epstein’s elite clients. So I watched his interview focusing on that subject:

https://youtube.com/watch?v=GdcxDmhskAI%3Ffeature%3Doembed

Video Link

Unfortunately, I was rather disappointed. He revealed nothing particularly new or interesting, and this included his supposedly comprehensive list of Epstein clients.

About half the names were of individuals obscure to me, and I thought I’d already seen almost all the others mentioned in the media around the time of Epstein’s arrest and death. Since Dawson claimed to have produced his list by carefully examining public documents and mainstream journalists had probably done the same at the time, this was hardly surprising.

Others suggested to me that a former mainstream media journalist named Nick Bryant had long been doing the best work on the Epstein case. Although his name was only vaguely familiar, I discovered that he’d been the one who obtained and released Epstein’s black book years before the financier’s arrest and death, so this seemed to confirm his important role.

I soon watched Bryant’s hour-long interview with Pulitzer Prize-winning former New York Times reporter Chris Hedges, and was very impressed by the information that Bryant provided as well as by his level-headedness on a topic so often filled with wild claims and exaggerations. Others apparently had a similar reaction, and that Bryant interview has now been viewed a million times on YouTube:

https://youtube.com/watch?v=2GK114NGCM8%3Ffeature%3Doembed

Video Link

Prior to watching Bryant’s discussion, I’d had the mistaken impression that Epstein’s operation had often been mischaracterized as involving pedophilia and that instead virtually all of his young victims had been slightly under-age girls, generally 15, 16, or 17, recruited to voluntarily provide sexual favors in exchange for small cash payments. These girls generally came from broken homes or other vulnerable situations and Epstein was obviously cruelly exploiting them, but pedophilia seemed a wild exaggeration.

However, Bryant convincingly explained that although a large majority of those used by Epstein fell into that category, apparently a considerable number were in their early teens or even pre-teens, so claims of pedophilia seemed much more justified.

The Franklin Scandal of the 1980s

Although Bryant had done important work on the Epstein case, I think he was best known for his books on other scandals of a similar nature, notably the years of effort he had put into investigating a very similar story centered in Omaha, Nebraska of all places.

Omaha’s population is just under a half-million, and I’ve always vaguely assumed it was a rather dull and bland Midwestern city. As a child I had sometimes watched the nature show Wild Kingdom, sponsored by the Mutual of Omaha insurance company and I understood that the city was the home of Warren Buffett, with those two facts exhausting my knowledge. However, several years ago I ordered and read a book that presented Omaha in very different terms.

During the late 1980s, the national media had heavily covered accusations about the Franklin child prostitution ring centered in Omaha, but after two grand juries declared the case a hoax, the story had vanished from the headlines. John DeCamp was a conservative Republican who had served sixteen years in the Nebraska Legislature, and in 1992 he published The Franklin Cover-Up, arguing that all those claims had been entirely true.

According to his account, Larry King, the local black executive who ran the Franklin Credit Union and was later jailed for embezzling $40 million in a banking fraud, had spent years supplying young boys and girls to powerful individuals all across the country, including high-ranking political figures in DC. King had procured many of his victims from Boys Town, the world famous nearby orphanage, and over the years his sexual predation had led to an enormous number of complaints, but all of these had been completely ignored.

King had long been a rising black star in the Republican Party, notably singing the American national anthem at the 1984 Republican National Convention in Dallas. So when his bank collapsed in 1988 due to financial fraud, the story attracted a great deal of attention, after which some of his young alleged victims also came forward and accused him of molestation and sex-trafficking. Nebraska appointed a small legislative committee to look into those charges, with DeCamp and the other members ultimately concluding that the stories were true.

But according to DeCamp, the powerful individuals who had been part of King’s pedophilia network launched a massive cover-up operation. Their efforts successfully suppressed the facts, pressured most of the victims into recanting their public testimony, and ultimately managed to have two grand juries declare the pedophilia scandal to be a hoax. DeCamp was firmly convinced otherwise, and published his book to present the contrary case. The inflammatory nature of his accusations was indicated by his subtitle: “Child Abuse, Satanism, and Murder in Nebraska.”

Not only did DeCamp describe a bizarre national ring of elite pedophiles, but he claimed that its members included some of Omaha’s most prominent figures. The Omaha World-Herald was Nebraska’s dominant newspaper and its publisher and star society columnist were allegedly pedophiles, as was the chief of the Omaha police department, an important local district judge, and one of the city’s billionaire businessmen. According to DeCamp, these powerful individuals together with their national pedophile allies in DC and elsewhere had successfully covered up the Franklin Scandal, including pressuring most of the young victims into recanting their public testimony, while the main accuser who held fast was convicted of perjury in 1991 and given a long prison sentence.

If I had encountered DeCamp’s story a decade or two earlier, I would surely have dismissed it as ridiculous lunacy, a QAnon-type conspiracy before its time. But in the wake of the Jeffrey Epstein revelations and credible accounts of other sex-trafficking rings, my assumed framework of reality had significantly shifted, so I read his account with an open mind. And although I thought that the pedophile conspiracy he described seemed very bizarre, certain elements of it led me to conclude that it might actually be true.

DeCamp himself hardly seemed like a crank from the fringe. As a conservative Republican he had spent many years in elected office, and he opened the book by describing his decades of close friendship with former CIA Director William Colby, stretching back to their years together in Vietnam. According to his account, he convinced Colby that the pedophile stories were probably true, but the spymaster still urged him to abandon his effort, saying that he was up against forces too powerful and too dangerous for him to face. However, DeCamp also claimed that Colby urged him to write and publish his book as an insurance policy, saying that even if it never sold a single copy, its existence would greatly reduce the likelihood that the author would meet with some sort of fatal accident.

Attempts to document the existence of the pedophile ring were certainly complicated by a number of highly-suspicious deaths. For example, DeCamp’s Franklin Committee of the state legislature had retained Gary Caradori, an extremely experienced private investigator who ran a large Midwestern firm, and he succeeded in getting four of the alleged victims to testify on-camera, describing the molestations they had suffered across a dozen hours of such eye-witness video recording.

But massive pressure was brought to bear against those victims. A couple of their close family members soon died strange or violent deaths, so most of them recanted their testimony, claiming that they had been coached. With its own publisher and columnist standing accused, the World-Herald ran numerous front-page stories denouncing what it called a witch-hunt and claiming that the charges were part of Caradori’s organized conspiracy aimed at extracting millions in lawsuit damages and perhaps making him the hero of a lucrative Hollywood movie, so the investigator soon faced the prospect of legal charges and loss of his license.

To protect his reputation, Caradori urgently sought hard evidence that the pedophilia ring had actually existed, and in 1990 he managed to track down one of the photographers employed for blackmail purposes, claiming that he had obtained a trove of the photographic evidence documenting what had happened. But as he flew his small plane back from Chicago to Omaha with the photos he had supposedly obtained, it suddenly disintegrated or exploded in mid-air, killing him and his son who had accompanied him, and his briefcase supposedly containing the photos was never located.

While the NTSB never found any evidence of sabotage or other foul play and ruled the deaths accidental, any reasonable individual would certainly be very suspicious under the circumstances. And with Caradori no longer alive to defend his work and his investigation, the grand jury declared the pedophilia conspiracy a hoax and closed the matter. Caradori and his son are numbered among the fifteen suspicious deaths of individuals associated with the Franklin Scandal that DeCamp describes in Appendix A of his book.

A powerful DC Republican lobbyist named Craig Spence had allegedly been one of Larry King’s main collaborators in the national pedophile operation. In 1989 the Washington Times had broken the story of his homosexual prostitution and blackmail ring catering to top Republican officials in the Reagan and Bush Administrations, with Spence even sometimes demonstrating his power and influence by arranging private, midnight tours of the White House for the young call-boys whom he employed. Spence also soon departed this world, with his death ruled a suicide.

A few of those named in this supposed pedophile conspiracy hoax planned legal counter-attacks against their accusers, but their efforts sometimes proved unsuccessful. For example, the influential Omaha society columnist whom DeCamp named as an alleged pedophile began preparing a defamation lawsuit against the legislator. But he abandoned that effort after he was arrested and convicted for sex crimes involving male minors along with possession of a huge stash of child pornography.

Subscribe to New Columns

Many of the supposed victims who provided the testimony regarding the activities of this alleged pedophile ring were hardly the best sort of witnesses, often being impoverished drug-abusers or suffering mental health problems, conditions that may or may not have been caused by years of sexual abuse. It’s easy to imagine that some of their stories were greatly exaggerated or fictional, with one of the leading accusers even diagnosed as suffering from multiple-personality disorder. But after carefully reading DeCamp’s text, I strongly believe that at least many of their stories were true.

In 1996 DeCamp published the second edition of his book, which added an entirely new Part II, which increased the length by more than one-third to total well over 400 pages.

At the beginning of this additional section the author mentioned that his book had already sold some 50,000 copies, a figure certainly comparable to a national bestseller. Furthermore, the year after it appeared, Britain’s Yorkshire Television decided to produce Conspiracy of Silence, an hour-long video documentary on the Franklin Scandal for broadcast by America’s Discovery Channel. The documentary team spent months on the project, interviewing many of the key participants, and according to DeCamp, they even verified those statements by extensive use of polygraph exams. Based upon the material they had put together, they believed that their project would win numerous awards.

The documentary was scheduled to air nationwide on May 4, 1994 and had been listed in TV Guide, when the Discovery Channel suddenly cancelled its broadcast without explanation. According to DeCamp, major legislation regarding the Cable TV industry was then being debated in Congress, and key politicians warned the executives that if the documentary were aired the consequences to the industry might be very negative, so it was never released but the cable channel instead paid a half-million dollar kill-fee to the British producers.

A nearly completed version of the documentary was eventually leaked and may now be conveniently watched on YouTube, though the copy I located has only accrued fewer than 500 views. Given the complexity of the story and the length of DeCamp’s book, this somewhat unpolished documentary version may be the most convenient means of gaining an easy introduction to the story. I certainly found the lengthy, on-camera interviews of many of the key participants quite convincing, and I think that others will have the same reaction.

https://youtube.com/watch?v=TI3wQRh-6tA%3Ffeature%3Doembed

Video Link

The publication of the DeCamp book and the British documentary together stirred up a great deal of discussion on the Internet, and a few years later this came to the attention of Nick Bryant.

Prior to his freelance writing career, Bryant had spent many years publishing academic journal articles dealing with disadvantaged children and child abuse, and he became fascinated with this story that had provoked so much popular interest while being completely shunned by the media. After ordering and reading the DeCamp book and watching a DVD of the unpolished Yorkshire Television documentary, he decided to undertake a major investigation of the issue. Originally intending to write one or more lengthy articles for national magazines, he instead ultimately devoted seven years of research to producing The Franklin Scandal, first published in 2009 and running more than 600 pages, with over 100 of those containing copies of the documentation he uncovered during his research.

Having been quite impressed by Bryant’s demeanor in his long interview on the Epstein case with Hedges, I ordered and carefully read his book, and found the additional material it added to the story of the Franklin Scandal quite convincing. Bryant seemed an honest and careful journalist, with several books and many academic articles to his credit, and I very much doubted that any of his material consisted of flat-out lies or deliberate deceptions. And if his statements were accurate, there seemed a near-certain likelihood that the Franklin Scandal indeed consisted of the large-scale national pedophile ring as had been claimed, with the investigation ultimately suppressed by some of the very powerful people implicated, including those at the national political level in DC.

Much of his material was obviously parallel to that already provided in the earlier DeCamp book, though fleshed out with far greater amounts of research and also telling the detailed stories of a number of other major victims of the longstanding child trafficking operation.

Some of the items Bryant reported were quite striking. For example, at one point the local billionaire involved in the pedophilia ring and his attorneys had considered seeking immunity from prosecution from the FBI in exchange for his testimony. But according to the sworn affidavit of Sen. Loran Schmit, who chaired the Nebraska legislative committee on the Franklin Scandal, they reported that the FBI agents had rejected their offer in rather dramatic terms, telling them and their client “Keep your head down, or you’ll get it blown off, your mouth shut and talk to no one.” I assume that they told the story to Schmit and his fellow legislators in order to reduce the likelihood that the wealthy businessman might later meet with a fatal accident.

We were also told that after Gary Caradori’s light plane mysteriously exploded in mid-air, killing him and his young son, a large team of FBI agents immediately descended upon his offices with a subpoena, seizing “any and all” evidence and documentation related to the Franklin Scandal he had been investigating, along with any information regarding off-site safe deposit boxes or other storage facilities that could hold such materials. Furthermore, Caradori’s very high profile death quickly prompted many potential witnesses to decide that silence was the safest policy.

During 1990, a federal grand jury had concluded that the pedophilia ring was a “carefully crafted hoax” and sentenced one of the 21-year-old accusers to up to twenty-five years in prison for perjury. The Omaha World-Herald greatly trumpeted that result as a vindication and Bryant fully recognized that this verdict was a leading reason that so many people and media outlets dismissed the story. As a result, he devoted more than 100 pages to an exhaustive blow-by-blow reconstruction of the case based upon a trial transcript, explaining how the grand jury had been manipulated in that severe miscarriage of justice, and although I found his account rather dull, I also considered it reasonably convincing.

Taken as a whole, I think these two lengthy books and the British documentary make a very strong and convincing case that the claims of a massive national child prostitution ring described as the Franklin Scandal were largely true. And because that ring provided its services to many very powerful people in DC, elements of the government and the FBI were then enlisted to suppress the investigation and produce a cover-up, probably deploying lethal means to do so, just as former CIA Director William Colby had originally warned his friend John DeCamp.

Whitney Webb and One Nation Under Blackmail

When the Epstein case exploded into the national headlines during 2019, one of the young independent journalists who most heavily covered it was Whitney Webb, and I remember reading many of her long articles on that topic.

A couple of years later, she drew upon all that research together with a great deal of related material and published One Nation Under Blackmail, a fairly comprehensive treatment of that general topic that became so long it was eventually released as two separate volumes, together running well over 900 pages, both of which I read immediately after their release. Her coverage included the Franklin Scandal, but given the very broad sweep of her narrative history, that particular case only rated a few pages.

Our standard political science and history textbooks describe the official nature of our American government and its constitutional system, including the important roles of political parties and a free press, perhaps sometimes even admitting that powerful lobbies and financial donations exercise an outsize influence never envisioned by our Founding Fathers. But Webb’s many hundreds of pages make it unmistakably clear that at least for the last one hundred years or so, the sordid role of blackmail, often tied to organized crime or intelligence agencies, has also played an important, hidden role in our system of governance.

Given my very wide reading on that topic, the bulk of her information was already somewhat known to me, but many important elements were not, and having such an enormous amount of material all gathered together in one set represents a very useful resource, especially given the more than 3,000 reference endnotes she includes. I think her copiously documented two volume set would be an extremely useful supplement to the standard reading list of many introductory courses on U.S. government.

Although the title of Webb’s set focused on blackmail, her subtitle describing the “sordid union between Intelligence and Organized Crime” probably more accurately reflects the contents. Webb’s introduction focused on the activities of Jeffrey Epstein as being the factor that inspired her writing project, but she apparently decided that his story could only properly be understood within the context of earlier events of a somewhat related nature. That discussion of the origin and rise of organized crime in America became the subject of her sprawling first volume, running nearly 550 pages.

Each chapter was focused around a general topic, and these were loosely grouped in chronological order, with one of the earliest covering the appearance and rise of organized crime in the wake of Prohibition. She explained that the more sophisticated gangs and bootleggers sometimes supplemented their bribery with blackmail as a means of protecting their lucrative operations from law enforcement agencies. The Canadian Bronfman family earned vast sums by providing illicit booze to their American middlemen, and Webb suggested that they may have later sometimes protected their reputation by lethal means.

Although our heavily Jewish Hollywood had traditionally portrayed American organized crime as overwhelmingly an Italian or Sicilian phenomenon, this was actually far from accurate, and at least at its higher levels, Jewish mobsters were probably more dominant. These Jewish crime networks were obviously very experienced in breaking or circumventing laws, and Webb went on to explain the crucial role they played in the postwar creation and arming of the State of Israel.

Throughout most of the twentieth century, homosexuality was deeply reviled, and hard evidence of the closeted lives of many of our most powerful figures was sometimes used to influence or control them. Those vulnerable to these pressures certainly included J. Edgar Hoover, the decades-long head of the FBI, as well as Cardinal Francis Spellman, whose very tight control over the Catholic archdiocese of New York City made him an immensely powerful figure in our nation’s largest metropolis.

During the early 1950s, Sen Joseph McCarthy’s meteoric anti-Communist crusade made him one of the most powerful political figures in America, and contrary to many other researchers Webb seems to believe that his hidden sexual preferences fell into the same category, as was certainly the case with his top aide, Roy Cohn. After McCarthy’s fall, Cohn went on to spend decades as one of the most powerful attorneys in NYC, with much of his influence derived from the huge quantities of blackmail he successfully harvested.

In many cases, large portfolios of mutual blackmail evidence effectively cancelled each other out. Thus, during the 1950s Hoover’s files on the many mistresses of CIA Director Allen Dulles was countered by the latter’s evidence of the former’s homosexuality, leading to an uneasy balance of power between the top leaders of those two rival intelligence agencies.

Webb’s first volume covers an enormous number of major crime and corruption scandals of the 1960s, 1970s, 1980s, and 1990s, some of which—like Iran-Contra and BCCI— received a great deal of media coverage at the time, but most of which did not.

Having devoted her first volume to what might be considered the American pre-history of the Jeffrey Epstein case, the financier and his blackmail ring became the central focus of her shorter second volume, which covered his activities in a great deal of detail, as well as those others in his close orbit such as the Maxwells and Leslie Wexner. So this is probably one of the most comprehensive such treatments currently available in print.

The Dark History of Sen. John McCain

Although Webb’s two-volume set on the role of blackmail in American politics covered a vast multitude of examples, most of these were relatively obscure and I was surprised that she seemed to omit some of the most important cases.

For example, the name “John McCain” never once appeared in her sprawling 900 pages of text, and Barack Obama was only glancingly mentioned in a couple of sentences. Yet as I had emphasized in an article a couple of years ago, those two men were probably among the most severely compromised figures in modern American political history, so much so that I had characterized their 2008 battle for the White House as being a case of “mutually-assured political destruction”:

In particular, Webb must surely be aware of the McCain story, which is one of the most heavily documented for any major political figure. Perhaps as a young independent journalist, she was reluctant to delve into the very troubled waters around such a powerful and important public figure, someone so greatly beloved and protected by our entire mainstream media.

But I regarded the case as such an indicative example that I had actually opened my long 2019 Jeffrey Epstein article by describing the stark contrast between McCain’s public persona as promoted by the media and the true facts found in his long career:

The death of Sen. John McCain last August revealed some important truths about the nature of our establishment media.

McCain’s family had released word of his incurable brain cancer many months earlier and his passing at age 81 was long expected, so media outlets great and small had possessed all the time necessary for producing and polishing the packages they eventually published, and that was readily apparent from the voluminous nature of the tributes that they ran. The New York Times, still our national newspaper of record, allocated more than three full pages of its printed edition to the primary obituary, and this was supplemented by a considerable number of other articles and sidebars. I cannot recall any political figure other than an American president whose passing had ever received such an enormous wealth of coverage, and perhaps even some former residents of the Oval Office might have fallen short of that standard. Although I certainly didn’t bother reading all of the tens of thousands of words in the Times or my other newspapers, the coverage of McCain’s life and career seemed exceptionally laudatory across the mainstream media, liberal and conservative alike, with scarcely a negative word appearing anywhere outside the political fringe.

On the face of it, such undiluted political love for McCain might seem a bit odd to those who have followed his activities over the last couple of decades. After all, the Times and most of the other leading lights of our media firmament are purportedly liberal and claim to have become vehement critics of our disastrous Iraq War and other military adventures, let alone the calamitous possibility of an attack upon Iran. Meanwhile, McCain was universally regarded as the leading figure in America’s “War Party,” eagerly supporting all prospective and retrospective military endeavors with gleeful fury, and even making his chant of “Bomb, Bomb, Bomb Iran” the most widely remembered detail of his unsuccessful 2008 presidential campaign. So either our major media outlets somehow overlooked such striking differences on an absolutely central issue, or perhaps their true positions on certain matters are not exactly what they seem to be, and merely constitute elements of a Kabuki-performance aimed at deceiving their more naive readers.

Even more remarkable were the discordant facts airbrushed out of McCain’s history.

As the winner of the Pulitzer Prize and two George Polk awards, the late Sydney Schanberg was widely regarded as one of the greatest American war correspondents of the twentieth century. His exploits during our ill-fated Indo-Chinese War had become the basis of the Oscar-winning film The Killing Fields, which probably established him as the most famous journalist in America after Woodward and Bernstein of Watergate fame, and he had also served as a top editor at The New York Times. A decade ago, he published his greatest expose, providing a mountain of evidence that America had deliberately left behind hundreds of POWs in Vietnam and he fingered then-presidential candidate John McCain as the central figure in the subsequent official cover-up of that monstrous betrayal. The Arizona senator had traded on his national reputation as our best-known former POW to bury the story of those abandoned prisoners, permitting America’s political establishment to escape serious embarrassment. As a result, Sen. McCain earned the lush rewards of our generous ruling elites, much like his own father Admiral John S. McCain, Sr., who had led the cover-up of the deliberate 1967 Israeli attack on the U.S.S. Liberty, which killed or wounded over 200 American servicemen.

As publisher of The American Conservative, I ran Schanberg’s remarkable piece as a cover story, and across several websites over the years it has surely been read many hundreds of thousands of times, including a huge spike around the time of McCain’s death. I therefore find it rather difficult to believe that the many journalists investigating McCain’s background might have remained unaware of this material. Yet no hints of these facts were provided in any of the articles appearing in any remotely prominent media outlet as can be verified by searching for web pages containing “McCain and Schanberg” dated around the time of the Senator’s passing.

Schanberg’s journalistic stature had hardly been forgotten by his former colleagues. Upon his death a couple of years ago, the Times ran a very long and glowing obituary, and a few months later I attended the memorial tribute to his life and career held at the New York Times headquarters building, which included more than two hundred prominent journalists mostly from his own generation, some of the highest rank. Times Publisher Arthur Sulzberger, Jr. gave a speech describing how as a young man he had always so greatly admired Schanberg and had been mortified by the unfortunate circumstances of his departure from the family’s newspaper. Former Executive Editor Joseph Lelyveld recounted the many years he had worked closely with the man he had long considered his closest friend and colleague, someone whom he almost seemed to regard as his older brother. But during the two hours of praise and remembrance scarcely a single word was uttered in public about the gigantic story that had occupied the last two decades of Schanberg’s celebrated career.

This same blanket of media silence also enveloped the very serious accusations regarding McCain’s own Vietnam War record. A few years ago, I drew upon the Times and other fully mainstream sources to strongly suggest that McCain’s stories of his torture as a POW were probably fictional, invented to serve as a cover and an excuse for the very real record of his wartime collaboration with his Communist captors. Indeed, at the time our American media had reported his activities as one of the leading propagandists of our North Vietnamese foes, but these facts were later flushed down the memory-hole. McCain’s father then ranked as one of America’s top military officers, and it seems likely that his personal political intervention ensured that the official narrative of his son’s wartime record was transmuted from traitor to war-hero, thereby allowing the younger McCain to later embark upon his celebrated political career.

The story of the abandoned Vietnam POWs and McCain’s own Communist propaganda broadcasts hardly exhaust the catalog of the major skeletons in the late Senator’s closet. McCain was regularly described by reporters as being remarkably hot-headed and having a violent temper, but the national press left it to the alternative media to investigate the real-life implications of those rather suggestive phrases.

In a September 1, 2008 Counterpunch expose later published online, Alexander Cockburn reported that interviews with two emergency room physicians in Phoenix revealed that around the time that McCain was sucked into the political maelstrom of the Keating Five Scandal, his wife Cindy was admitted to her local hospital suffering from a black eye, facial bruises, and scratches consistent with physical violence, and this same situation occurred two additional times over the next few years. Cockburn also noted several other highly suspicious marital incidents during the years that followed, including the Senator’s wife appearing with a bandaged wrist and her arm in a sling not long after she joined her husband on the 2008 campaign trail, an injury reported by our strangely incurious political journalists as being due to “excessive hand-shaking.” It’s an odd situation when a tiny leftist newsletter can easily uncover facts that so totally eluded the vast resources of our entire national press corps. If there were credible reports that Melania Trump had repeatedly been admitted to local emergency rooms suffering from black eyes and facial bruises, would our corporate media have remained so uninterested in any further investigation?

McCain had first won his Arizona Congressional seat in 1982, not long after he moved into the state, with his campaign bankrolled by his father-in-law’s beer-distributorship fortune, and that inheritance eventually elevated the McCain household into one of the wealthiest in the Senate. But although the Senator spent the next quarter-century in public life, even nearly upsetting George W. Bush for the 2000 Republican presidential nomination, only in late 2008 did I learn from the Times that the Phoenix beer-monopoly in question, then valued at around $200 million, had accrued to a man whose lifelong business partner Kemper Marley had long been deeply linked to organized crime. Indeed, close associates of that latter individual had been convicted by a jury of the car-bomb assassination of a Phoenix investigative crime reporter just a few years before McCain’s sudden triumphal entrance into Arizona politics. Perhaps such guilt-by-association is improper, but would our national press-corps have remained silent if the personal fortune of our current president were only a step or two removed from the car-bomb assassins of an inquisitive journalist who died while investigating mobsters?

As I gradually became aware of these enormities casually hidden in McCain’s background, my initial reaction was disbelief that someone whose record was so deeply tarnished in so many different ways could ever have reached such a pinnacle of American political power. But as the media continued to avert its eyes from these newly revealed facts, even those disclosed in the pages of the Times itself, I gradually began to consider matters in a different light. Perhaps McCain’s elevation to great American political power was not in spite of the devastating facts littering his personal past, but because of them. As I wrote a few years ago:

Today when we consider the major countries of the world we see that in many cases the official leaders are also the leaders in actuality: Vladimir Putin calls the shots in Russia, Xi Jinping and his top Politburo colleagues do the same in China, and so forth. However, in America and in some other Western countries, this seems to be less and less the case, with top national figures merely being attractive front-men selected for their popular appeal and their political malleability, a development that may eventually have dire consequences for the nations they lead. As an extreme example, a drunken Boris Yeltsin freely allowed the looting of Russia’s entire national wealth by the handful of oligarchs who pulled his strings, and the result was the total impoverishment of the Russian people and a demographic collapse almost unprecedented in modern peacetime history.

An obvious problem with installing puppet rulers is the risk that they will attempt to cut their strings, much like Putin soon outmaneuvered and exiled his oligarch patron Boris Berezovsky. One means of minimizing such risk is to select puppets who are so deeply compromised that they can never break free, knowing that the political self-destruct charges buried deep within their pasts could easily be triggered if they sought independence. I have sometimes joked with my friends that perhaps the best career move for an ambitious young politician would be to secretly commit some monstrous crime and then make sure that the hard evidence of his guilt ended up in the hands of certain powerful people, thereby assuring his rapid political rise.

The Powerful Role of Blackmail in American Politics

I was also quite surprised to see that Webb’s two volumes never once mentioned the names of Barney Frank or Dennis Hastert, two of the most powerful members of Congress, whose stories would have fit so naturally into her central narrative. And while she included a handful of references to President Lyndon Johnson, she never provided a hint of the sexual blackmail that he had apparently employed to force himself upon John F. Kennedy’s 1960 presidential ticket, an achievement that subsequently elevated him to the presidency after Kennedy’s 1963 assassination in Dallas.

Meanwhile, I had heavily emphasized the implications of these important historical cases in my own 2019 article:

In physics, when an object deviates from its expected trajectory for inexplicable reasons, we assume that some unknown force has been at work, and tracing the record of such deviations may help to determine the characteristic properties of the latter. Over the years, I’ve increasingly become aware of such strange ideological deviations in public policy, and although some are readily explained, others suggest the existence of hidden forces far beneath the surface of our regular political world. This same situation may have occurred throughout our history, and sometimes the reasons for political decisions that so baffled contemporaries eventually came to light decades later.

In The Dark Side of Camelot, famed investigative reporter Seymour Hersh claimed that secret blackmail evidence of JFK’s extra-marital affairs probably played a crucial role in having his administration overrule the unanimous verdict of all top Pentagon advisors and award the largest military procurement contract in U.S. history to General Dynamics instead of Boeing, thereby saving the former company from likely bankruptcy and its major organized-crime shareholders from devastating financial losses. Hersh also suggests that a similar factor likely explains JFK’s last-minute reversal in the choice of his Vice President, a decision that landed Lyndon Johnson on the 1960 ticket and placed him in the White House after Kennedy’s 1963 assassination.

As I recently mentioned, Sen. Estes Kefauver shifted the focus of his 1950s Organized Crime Hearings after the Chicago Syndicate confronted him with the photographs of his sexual encounter with two mob-supplied women. A decade later, California Attorney-General Stanley Mosk suffered much the same fate, with the facts remaining hidden for over twenty years.

Similar rumors swirl around events much farther back in history as well, sometimes with enormous consequences. Well-placed contemporary sources have claimed that Samuel Untermyer, a wealthy Jewish lawyer, purchased the secret correspondence between Woodrow Wilson and his longtime mistress, and that the existence of that powerful leverage may have been an important factor behind Wilson’s astonishingly rapid rise from president of Princeton in 1910 to governor of New Jersey in 1911 to president of the United States in 1912. Once in office, Wilson signed the controversial legislation establishing the Federal Reserve system in 1913 and also named Louis Brandeis as the first Jewish member of the U.S. Supreme Court despite the public opposition of nearly our entire legal establishment. Wilson’s swiftly changing views on American involvement in the First World War may also have been influenced by such personal pressures rather than solely determined by his perceptions of the national interest.

Without naming any names, since 2001 it has been difficult to avoid noticing that one of the most zealous and committed supporters of the Neocon party-line on all Middle Eastern foreign policy matters has been a leading Republican senator from one of the most socially-conservative Southern states, a man whose rumored personal inclinations have long circulated on the Internet. The strikingly-sudden reversal of this individual on a major policy question certainly supports these suspicions. There have also been several other such examples involving prominent Republicans.

But consider the far different situation of Rep. Barney Frank of Massachusetts, who in 1987 became the first member of the Congress to voluntarily admit that he was gay. Not long afterward, a notorious scandal erupted when it was revealed that his own DC townhouse had been used by a former boyfriend as headquarters for a male-prostitution ring. Frank claimed to have had no knowledge of that sordid situation, and his liberal Massachusetts constituents apparently accepted that excuse, since he was resoundingly reelected and went on to serve another 24 years in Congress. But surely if Frank had been a Republican from a socially-conservative district, anyone possessing such evidence would have totally controlled his political survival, and with Frank spending several years as Chairman of the very powerful House Financial Services Committee, the value of such a hold would have been enormous.

This demonstrates the undeniable reality that what constitutes effective blackmail material may vary tremendously across different eras and regions. Today, it is widely accepted that longtime FBI Director J. Edgar Hoover lived his life as a deeply-closeted homosexual and there seem to be serious claims that he also had some black ancestry, with the secret evidence of these facts probably helping to explain why for decades he stubbornly refused to admit the existence of American organized crime or focus his G-men on efforts to uproot it. But in today’s America, Hoover would have proudly proclaimed his sexuality and racial ancestry in a New York Times Magazine cover-story, rightly believing that they greatly enhanced his political invulnerability on the national stage. There are lurid rumors that the Syndicate possessed secret photos of Hoover wearing a dress and high-heels, but just a few years ago Rep. Mike Honda of San Jose desperately placed his eight-year-old transgendered grand-daughter front-and-center in his unsuccessful attempt to win reelection.

The decades have certainly softened the effectiveness of many forms of blackmail, but pedophilia still ranks as an extremely powerful taboo. There seems to be a great deal of evidence that powerful organizations and individuals have successfully managed to suppress credible accusations of that practice for very long periods of time unless some group with substantial media influence chose to target the offenders for unmasking.

The most obvious example is the Catholic Church, and the failings of its American and international hierarchy in that regard have regularly made the front pages of our leading newspapers. But until the early 2000s and the breakthrough reporting of the Boston Globe as recounted in the Oscar-winning film Spotlight, the Church had routinely fended off such scandals.

Consider also the remarkable case of British television personality Sir Jimmy Savile, one of his country’s most admired celebrities, eventually knighted for his public service. Only shortly after his death at age 84 did the press begin revealing that he had probably molested many hundreds of children during his long career. Accusations by his young victims had stretched back across forty years, but his criminal activities had seemingly been protected by his wealth and celebrity, along with his numerous supporters in the media.

There is also the intriguing example of Dennis Hastert. As the longest serving Republican Speaker of the House in U.S. history, holding office during 1999-2007, Hastert was third in line to the Presidency and even ranked as our nation’s top Republican elected official during some of that period. Based upon my newspaper readings, he had always struck me as a rather bland and ordinary individual, with journalists sometimes even strongly hinting at his mediocrity, so that I occasionally wondered just how someone so unimpressive could have risen to such extremely high national office.

Then a few years ago, he was suddenly thrust back into the headlines, arrested by the FBI and charged with financial crimes relating to what apparently had been his past history of abusing young boys, at least one of whom had committed suicide and with the federal judge who sent him to prison denouncing him as “a serial child molester” at sentencing. Perhaps I’ve led an overly sheltered life, but my impression is that only a tiny sliver of Americans have had a long record of child molestation, and all things being equal, it seems rather unlikely that someone of such a background but who possesses no other great talents or skills would rise to near the absolute top of our political heap. So perhaps not all things were otherwise equal. If some powerful elements held the hard evidence that placed a particular elected official under their total control, making great efforts to elevate him to Speaker of the House would be a very shrewd investment.

At times the unwillingness of our national media to see major stories in front of their very noses reaches ridiculous extremes. During the summer of 2007, the Internet was ablaze with claims that Sen. John Edwards, a runner-up in the 2004 Democratic presidential primaries, had just fathered a child with his mistress, and those reports were backed by seemingly-credible visual evidence, including photos showing the married senator holding his new-born baby. Yet as the days and even the weeks went by, not a whiff of this salacious scandal ever reached the pages of any of my morning newspapers or the rest of the mainstream media although it was a top conversation topic everywhere else. Eventually, the National Enquirer, a notorious gossip tabloid, scored a journalistic first, by receiving a Pulitzer Prize nomination for breaking the story that no other outlet seemed willing to cover. Would our media have similarly averted its eyes from a newborn baby Trump coming from the wrong side of the bed?

Over the years, it has become increasingly obvious to me that nearly all elements of our national media had quite often been willing to enlist in a “conspiracy of silence” to minimize or entirely ignore stories of major public importance and tremendous potential interest to their readership. I could easily have doubled or tripled the number of such notable examples I provided above without much effort. Moreover, it is quite intriguing that so many of these cases involve the sort of criminal or sexual misbehavior that would be ideally suited for blackmailing powerful individuals who are less likely to be vulnerable to other influences. So perhaps many of the elected officials situated at the top of our democratic system merely reign as political puppets, dancing to invisible strings.

The Suppressed Pedophilia Scandal of Pizzagate

I was much less surprised that Webb’s two volumes omitted any mention of Pizzagate, perhaps the most shocking and heavily suppressed sexual scandal of recent decades, so touchy a topic that even few alternative journalists have ever been willing to discuss it.

But a couple of weeks ago Tucker Carlson interviewed Darryl Cooper for nearly three hours on the Jeffrey Epstein story, and to their tremendous credit, the last portion of that show discussed the Pizzagate Scandal in considerable detail. I think this may have been one of the very rare times that shocking story had been brought before a national audience since 2016.

https://youtube.com/watch?v=0BGfo4yiCc8%3Ffeature%3Doembed

Video Link

The final section of my own 2019 article had similarly been devoted to Pizzagate:

When one seemingly implausible pedophilia scandal has suddenly jumped from obscure corners of the Internet to the front pages of our leading newspapers, we must naturally begin to wonder whether others might not eventually do the same. And a very likely candidate comes to mind, one that seemed to me far better documented than the vague accusations being thrown about over the last few years against a wealthy financier once given a thirteen-month jail sentence in Florida a decade earlier.

I don’t use Social Media myself, but near the end of the 2016 presidential campaign, I gradually began seeing more and more Trump supporters referring to something called “Pizzagate,” a burgeoning sexual scandal that they claimed would bring down Hillary Clinton and many of the top leaders of her party, with the chatter actually increasing after Trump was elected. As near as I could tell, the whole bizarre theory had grown up on the far-right fringe of the Internet, with the utterly fantastical plot having something to do with stolen secret emails, DC pizza parlors, and a ring of pedophiles situated near the top of the Democratic Party. But given all the other strange and unlikely things I’d gradually discovered about our history, it didn’t seem like something I could necessarily dismiss out of hand.

At the beginning of December, a right-wing blogger produced a lengthy exposition of the Pizzagate charges, which finally gave me some understanding of what was actually under discussion, and I soon made arrangements to republish his article. It quickly attracted a great deal of interest, and some websites pointed to it as the best single introduction to the scandal for a general audience.

  • Pizzagate
    Aedon Cassiel • The Unz Review • December 2, 2016 • 3,100 Words

A couple of weeks later, I republished an additional article by the same writer, describing a long list of previous pedophilia scandals that had occurred in elite American and European political circles. Although many of these seemed to be solidly documented, nearly all of them had received minimal coverage by our mainstream media outlets. And if such political pedophile rings had existed in the relatively recent past, was it so totally implausible that there might be another one simmering beneath the surface of today’s Washington DC?

Those interested in the details of the Pizzagate Hypothesis are advised to read these articles, especially the first one, but I might as well provide a brief summary.

John Podesta had been a longtime fixture in DC political circles, becoming chief of staff to President Bill Clinton in 1998, and afterward remaining one of the most powerful figures in the Democratic Party establishment. While serving as chairman of Hillary Clinton’s 2016 presidential campaign, his apparent carelessness with the password security of his Gmail account allowed it to easily be hacked, and tens of thousands of his personal emails were soon published on WikiLeaks. A swarm of young anti-Clinton activists began scouring this treasure-trove of semi-confidential information, seeking evidence of mundane bribery and corruption, but instead they came across some quite odd exchanges, seemingly written in coded language.

Now use of coded language in a supposedly secure private email account raises all sorts of natural suspicions regarding what might have been under discussion, with the most likely possibilities being illegal drugs or sex. But most of the references didn’t seem to fit the former category, and in our remarkably libertine era, in which political candidates compete for the right to be Grand Marshal at an annual Gay Pride Parade, one of the few sexual activities still discussed only in whispers would seem to be pedophilia, with some of the very strange remarks possibly hinting at this.

The researchers also soon discovered that his brother Tony Podesta, one of the wealthiest and most successful lobbyists in DC, had extremely odd tastes in art. Major items of his very extensive personal collection seemed to represent tortured or murdered bodies, and one of his favorite artists was best known for paintings depicting young children being held captive, lying dead, or suffering under severe distress. Such peculiar artwork obviously isn’t illegal, but it might naturally arouse some suspicions. And oddly enough, arch-Democrat Podesta had long been a close personal friend of former Republican House Speaker and convicted child-molester Dennis Hastert, welcoming him back into DC society after his release from prison.

Furthermore, some of the rather suspiciously-worded Podesta emails referred to events held at a local DC pizza parlor, greatly favored by the Democratic Party elite, whose owner was the gay former boyfriend of David Brock, a leading Democratic activist. The public Instagram account of that pizza-entrepreneur apparently contained numerous images of young children, sometimes tied or bound, with those images frequently labeled by hashtags using the traditional gay slang for underage sexual targets. Some photos showed the fellow wearing a tee-shirt bearing the statement “I Love Children” in French, and by a very odd coincidence, his possibly assumed name was phonetically identical to that very same French phrase, thus proclaiming to the world that he was “a lover of children.” Closely connected Instagram accounts also included pictures of young children, sometimes shown amid piles of high-value currency, with queries about how much those particular children might be worth. None of this seemed illegal, but surely any reasonable person would regard the material as extremely suspicious.

DC is sometimes described as “Powertown,” being the location of the individuals who make America’s laws and govern our society, with local political journalists being closely attuned to the relative status of such individuals. And oddly enough, GQ Magazine had ranked that gay pizza parlor owner with a strange focus on young children as being one of the 50 most powerful people in our national capital, placing him far ahead of many Cabinet members, Senators, Congressional Chairmen, Supreme Court justices, and top lobbyists. Was his pizza really that delicious?

These few paragraphs provide merely a sliver of the large quantity of highly-suspicious material surrounding various powerful figures at the apex of the DC political world. A vast cloud of billowing smoke is certainly no proof of any fire, but only a fool would completely ignore it without attempting further investigation.

I usually regard videos as a poor means of imparting serious information, being far less effective and meaningful than the simple printed word. But the overwhelming bulk of the evidence supporting the Pizzagate Hypothesis consists of visual images and screen shots, and these are naturally suited to a video presentation.

Some of the best summaries of the Pizzagate case were produced by a young British YouTuber named Tara McCarthy, whose work was published under the name of “Reality Calls,” and her videos were viewed hundreds of thousands of times. Although her channel was eventually banned and her videos purged, copies were later reloaded to other accounts, both on YouTube and BitChute. Some of the evidence she presents seemed rather innocuous or speculative to me and other elements were probably based upon her unfamiliarity with American society and culture. But a great deal of extremely suspicious material remains, and I would suggest that people watch the videos and decide for themselves.

https://www.bitchute.com/embed/JkQg8LbNu10G/ Video Link

https://www.bitchute.com/embed/HnzAIHVLVEHp/ Video Link

Around the same time that I first became familiar with the details of the Pizzagate controversy, the topic also started reaching the pages of my morning newspapers, but in an rather strange manner. Political stories began giving a sentence or two to the “Pizzagate hoax,” describing it as a ridiculous right-wing “conspiracy theory” but excluding all relevant details. I had an eerie feeling that some unseen hand had suddenly flipped a switch causing the entire mainstream media to begin displaying identical brightly flashing neon signs declaring “Pizzagate Is False—Nothing To See There!” I couldn’t recall any previous example of such a strange media reaction to some obscure Internet controversy.

Articles in the Washington Post and the Los Angeles Times also suddenly appeared denouncing the entirety of the alternative media—Left, Right, and Libertarian—as “fake news” websites promoting Russian propaganda, while urging that their content be blocked by all patriotic Internet giants such as Facebook, Twitter, and Google. Prior to that moment, I’d never even heard the term “fake news” but suddenly it was ubiquitous across the media, once again almost as if some unseen hand had suddenly flipped a switch.

I naturally began to wonder whether the timing of these two strange developments was entirely coincidental. Perhaps Pizzagate was indeed true and struck so deeply at the core of our hugely corrupted political system that the media efforts to suppress it were approaching the point of hysteria.

Not long afterward, Tara McCarthy’s detailed Pizzagate videos were purged from YouTube. This was among the very first instances of video content being banned despite fully conforming to all existing YouTube guidelines, another deeply suspicious development.

I also noticed that mere mention of Pizzagate had become politically lethal. Donald Trump had selected Lt. Gen. Michael Flynn, former head of the Defense Intelligence Agency, as his National Security Advisor, and Flynn’s son served as the latter’s chief of staff. The younger Flynn happened to Tweet out a couple of links to Pizzagate stories, pointing out that the accusations hadn’t yet been actually investigated let alone disproven, and very soon afterward, he was purged from the Trump transition team, foreshadowing his father’s fall a few weeks later. It seemed astonishing to me that a few simple Tweets about an Internet controversy could have such huge real-life impact near the very top of our government.

The media continued its uniform drumbeat of “Pizzagate Has Been Disproven!” but we were never told how or by whom, and I was not the only individual to notice the hollowness of such denunciations. An award-winning investigative journalist named Ben Swann at a CBS station in Atlanta broadcast a short television segment summarizing the Pizzagate controversy and noting that contrary to widespread media claims, Pizzagate had neither been investigated nor debunked. Swann was almost immediately purged by CBS but a copy of his television segment remains available for viewing on the Internet.

Video Player

There is an old wartime proverb that enemy flak is always heaviest over the most important target, and the remarkably ferocious wave of attacks and censorship against anyone broaching the subject of Pizzagate seems to raise obvious dark suspicions. Indeed, the simultaneous waves of attacks against all alternative media outlets as “Russian propaganda outlets” laid the basis for the continuing regime of Social Media censorship that has become a central aspect of today’s world.

Pizzagate may or may not turn out to be true, but the ongoing Internet crackdown has similarly engulfed topics of a somewhat similar nature but with vastly stronger documentation. Although I don’t use Twitter myself, I encountered the obvious implications of this new censorship policy following McCain’s death last August. The senator had died on a Saturday afternoon, and readership of Sydney Schanberg’s long 2008 expose quickly exploded, with numerous individuals Tweeting out the story and a large fraction of our incoming traffic therefore coming from Twitter. This continued until the following morning, at which point the huge flood of Tweets continued to grow, but all incoming Twitter traffic suddenly and permanently vanished, presumably because “shadow banning” had rendered those Tweets invisible. My own article on McCain’s very doubtful war record simultaneously suffered the same fate, as did numerous other articles of a controversial nature that we published later that same week.

Perhaps that censorship decision was made by some ignorant young intern at Twitter, casually choosing to ban as “hate speech” or “fake news” a massively-documented 8,400 word expose by one of America’s most distinguished journalists, a Pulitzer-prize winning former top editor at The New York Times.

Or perhaps certain political-puppeteers who had spent decades controlling that late Arizona senator sought to ensure that their political puppet-strings remained invisible even after his death.

There’s one final point regarding political blackmail that I’ve only rarely seen mentioned. Even if blackmail operations are successful at gathering powerful dirt, they can only become effective if those behind the effort also control or influence a significant portion of the media. Facts and evidence themselves are almost useless unless they are combined with a sufficiently powerful distribution channel to promote and publicize them. Thus blackmail operations and media control are intimately connected.

Consider, for example, Sydney Schanberg’s devastating expose of John McCain. Despite the enormity of the charges and mountain of evidence assembled by a leading, Pulitzer Prize-winning American journalist, the story had absolutely no impact whatsoever on McCain because the media refused to cover it.

Similarly, the Hunter Biden laptop scandal during the 2020 presidential election was totally ignored or dismissed by almost all media outlets, and massively censored by the Tech giants of social media. So a story that probably would have produced a Trump reelection landslide was successfully kept away from almost all swing voters.

During the early 1960s, the American mainstream media carefully ignored the massive evidence of Lyndon Johnson’s corruption and criminality until President Kennedy decided to destroy his vice president and drop him from the ticket. Once the Kennedys gave the media a green light and deployed their influence to encourage such coverage, Life Magazine produced a massive expose, which was scrapped and suppressed when Kennedy’s assassination suddenly put Johnson in the White House, drastically changing the calculus of media influence.

Thus, effective blackmail operations implicitly rely upon access to media power. The close connection between media control and blackmail activity provides an important clue as to the identity of those running the latter operations.

Related Reading:

DYSCYPLINOWANIE PREZYDENTA, CZ. 2

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/dyscyplinowanie-prezydenta-cz-2,p1546084339

DYSCYPLINOWANIE PREZYDENTA, CZ. 2

Sławomir M. Kozak

Już w roku 1982 Epstein doradzał jednemu z najbogatszych wówczas ludzi na świecie, którym był Adnan Khashoggi. Pisałem o tym osobniku, również w kontekście spraw polskich, w książce „Projekt Phoenix”. Jego mieszane, arabsko-żydowskie korzenie ułatwiały mu występowanie w roli łącznika między Izraelem i Arabią Saudyjską. Zaangażował się, na przemysłową niemal skalę, w handel bronią i narkotykami, przy wydatnej pomocy Williama Clintona, zarządzającego w tym czasie stanem Arkansas, głównym punktem przerzutowym tej operacji. Wiele transakcji Khashoggiego sfinansowano za pośrednictwem cieszącego się złą sławą, powiązanego z CIA banku BCCI (Bank of Credit and Commerce International), znanego także jako Bank of Crooks and Criminals International.

Co ciekawe, BCCI był ściśle powiązany także z byłym bankiem Epsteina, Bear Stearns. Bear Stearns służył jako pośrednik dla BCCI, co pozostawało w ukryciu aż do zakończenia długiej batalii sądowej w Wielkiej Brytanii w 2011 roku. Wielce prawdopodobne jest, że Epstein odszedł formalnie z banku Bear Stearns po to, by pozostać nieujawnianym łącznikiem pomiędzy tymi dwoma podmiotami. 

W połowie lat 80. Epstein poznał człowieka o nazwisku Les Wexner, który zarządzał wówczas wartym wiele miliardów Limited Brands Inc., obecnie pod nazwą Bath & Body Works, działającym na rynku detalicznej sprzedaży ubrań. Bliskim przyjacielem tego ostatniego był „szef kanadyjskich żydów”, wspomniany już Edgar Bronfman, którego rodzina prawdopodobnie nadal przewodzi żydowskiej mafii w Kanadzie. Tak się akurat złożyło, że w tym samym niemal czasie zginął prominentny miejscowy prawnik, będący długoletnim doradcą Bronfmana, niejaki Artur Shapiro, który miał właśnie zeznawać na niekorzyść szefa przed Komisją IRS. Jego śmierć policja sklasyfikowała jako „zabójstwo w stylu mafijnym”, co nie było szczególnie odkrywcze, skoro ktoś wypalił mu z broni prosto w twarz, w biały dzień. Wkrótce potem Wexner udzielił Epsteinowi pełnomocnictwa, dzięki któremu od tej pory, to on mógł zarządzać jego osobistymi finansami. Ta zażyłość spadnie Epstein’owi niczym manna z nieba, zwłaszcza od kiedy Wexner, który w roku 1982 kupił markę Victoria’s Secret, rozpocznie organizowanie pokazów bielizny, transmitowanych także przez stacje telewizyjne.

Przyciągnie to do firmy zastępy atrakcyjnych dziewcząt marzących o karierze modelki, a w dalszej kolejności o wejściu do świata Hollywood. To właśnie w tym okresie, na fali zmian zachodzących w krajach Europy Wschodniej, do tej branży trafiać zaczyna coraz więcej młodych kobiet zza żelaznej dotąd kurtyny. Ten dopływ będzie trwał przez kolejne lata 90. Dla wykorzystujących ten stan rzeczy śliniących się satyrów, którym w sukurs idzie dysproporcja między poziomem życia w Ameryce, a zarobkami w krajach byłych już demoludów, to prawdziwa żyła złota. Tym bardziej, że milionerzy „amerykańscy”, z sobie tylko znanych powodów, preferują „żywy towar” o urodzie słowiańskiej. Nie dotyczy to zresztą tylko płci pięknej.

Wexner rozpoczął od przewożenia ciuchów z Hong Kongu na cywilno-wojskowe lotnisko Rickenbacker, w Columbus. Dość szybko to doświadczenie zaczęło być wykorzystywane przy szmuglowaniu broni i narkotyków na pokładzie samolotów linii Southern Air Transport. Uruchomił ją, współpracujący z CIA słynny Barry Seal, którego postać zagrał w późniejszym o wiele lat filmie „American Made”, popularny aktor Tom Cruise. Maszyny transportowały wszystko, niezależnie od trasy. Latały do najgorętszych politycznie i militarnie miejsc świata, jak Kolumbia, Irak, Afganistan, Somalia czy Bośnia. W roku 1998 wokół linii zaczęły się mnożyć plotki, co doprowadziło ją do upadku. Zrestrukturyzowano ją i wkrótce kontynuowano transport pod zmienioną już nazwą Southern Air. Tajemnicą poliszynela było też to, że CIA przerzucając trefne ładunki w ramach akcji Iran-Contra, operowało z lotniska Mena w Arkansas, kiedy gubernatorem tego stanu był Bill Clinton, a większość roboty papierkowej dla tych transportów brała na siebie kancelaria prawna Rose Law, w której jednym z partnerów była Hillary Clinton. O samej kancelarii, w kontekście zamachów 9/11 wspominałem między innymi, w książce „Operacja Terror”.

Wiele wskazuje na to, że Epstein szybko odkrył, jakie możliwości daje transport lotniczy także w handlu żywym towarem, którego roczny zysk na świecie oscyluje wokół 150 miliardów dolarów, czy dorywczym dostarczaniu dziewcząt dla zaspokojenia krótkotrwałych potrzeb swoich klientów. Kupił czarny odrzutowiec typu Gulfstream G550, później helikopter i dwusilnikową Cessnę 421. A, kiedy tego typu „zabawki” upowszechniły się wśród podobnych mu milionerów, zamówił pasażerski samolot Boeing 727-200, który mógł zabrać na pokład blisko 200 osób. Na pokładach samolotów rocznie spędzał około 600 godzin. Z pewnością wiele czasu poświęcał przy tej okazji na załatwianiu spraw pomiędzy bankami Bear Stearns i BCCI. Wnętrze zmodyfikował, zamontowano mu nawet terminal Bloomberga, by mógł w trakcie lotu dokonywać finansowych transakcji. Ci, którzy poznali słabości Epsteina, okrzyknęli wkrótce samolot mianem „Lolita Express”, co odnosiło się oczywiście do powieści Vladimira Nabokova, opisującej mężczyznę zafascynowanego niedojrzałymi dziewczynkami, ogarniętego erotyczną obsesją na punkcie dwunastoletniej pasierbicy.

Niewątpliwie niezwykle zagadkowym elementem dotyczącym jego działalności lotniczej, było wykorzystywanie w niektórych rejsach znaków rejestracyjnych nie należących do żadnego z jego samolotów, a do maszyny rządowej! To ewidentne przestępstwo. Istnieją dowody na to, że oznaczenie N474AW, będące rejestracją samolotu typu OV-10D Bronco, będącego na wyposażeniu Departamentu Stanu USA, widniało na śmigłowcu (!) Bell Long Range 206L3, należącym do Epsteina. Jak wykazał rejestr FAA, Bronco zostało przez Departament Stanu (United States Department of State, 1038 S. Patrick Drive #985, Patrick Air Force Base, Brevard County, Florida 32925-3516) wydzierżawione firmie Dyncorp, dla potrzeb operacji antypartyzanckich i antynarkotykowych w Kolumbii. Dyncorp, to prywatny kontraktor wojskowy, którego siły i środki wykorzystywane były przez Stany Zjednoczone w rozlicznych operacjach, między innymi w Bośni, Kosowie, Boliwii, Somalii, Angoli, Kuwejcie, ale też podczas „walki” z efektami huraganu „Katrina” na Haiti. Dyncorp zapewniał też ochronę afgańskiemu prezydentowi Hamidowi Karzaj. Wspominałem o tej firmie w poprzednich książkach dotyczących wydarzeń 9/11. W 2020 roku firma została kupiona przez konglomerat obronny Amentum.

Tymczasem, jak wynika z manifestu lotów, 6 sierpnia 2002 roku, pilot David Rodgers wystartował z meksykańskiej posiadłości Epsteina, o której piszę w kolejnym rozdziale, należącym do Epsteina śmigłowcem Bell, ale oznakowanym numerami N474AW i poleciał na lotnisko Double Eagle II, w Albuquerque. Być może, zadziwiające to wydarzenie można powiązać z tym, że w 2002 roku, flota powietrzna należąca do Epsteina była już na celowniku służb podejrzewających go o handel dziewczynkami w wieku od 12 do 15 lat, tymczasem, jak wykazały zeznania jednego z pracowników Dyncorp dla The Washington Times, firma, w tym właśnie czasie, dokonywała przemytu dzieci, będących dokładnie w tym samym wieku, z Kosowa i Bośni. Fachowcy wiedzą, że kilkadziesiąt kilo sprzedanego narkotyku ginie z rynku bezpowrotnie, ale te same kilkadziesiąt kilo w „żywym towarze”, może być „w obiegu” latami. Zatem najdalsze nawet loty i duże nakłady finansowe, zwracają się z nadwyżką. Samolot firmy Dyncorp rozbił się w roku 2006, choć jego numery rejestracyjne wykorzystano ponownie, w roku 2014. (ciąg dalszy nastąpi…)

Sławomir M. Kozak

Kup książkę

Kup ebook

Trump, Epstein i „głębokie państwo”

Odmowa administracji Trumpa wydania plików i filmów zgromadzonych podczas dochodzeń w sprawie działalności pedofila Jeffreya Epsteina powinna położyć kres absurdalnemu pomysłowi, przyjętemu przez zwolenników Trumpa i naiwnych liberałów, że Trump zdemontuje Głębokie Państwo.

Trump jest częścią i od dawna jest częścią odrażającej kabały polityków – demokratów i republikanów – miliarderów i celebrytów, którzy patrzą na nas, a często na nieletnich  dziewcząt i chłopców, jako na towary do wykorzystania dla zysku lub przyjemności.

Lista tych, którzy byli na orbicie Epsteina to „kto jest kim” bogatych i sławnych. Należą do nich nie tylko Trump, ale Bill Clinton, który rzekomo odbył podróż do Tajlandii z Epsteinem, księciem Andrzejem, Billem Gatesem, miliarderem funduszu hedgingowego Glennem Dubinem, byłym gubernatorem Nowego Meksyku Billem Richardsonem, byłym sekretarzem skarbu i byłym prezesem Harvard University Larry Summers, psychologiem poznawczym i autorem Stephenem Pinkerem, Alanem Dershowitzem, miliarderem i dyrektorem generalnym Victoria’s Secret Leslie Wexnerem, byłym bankierem z Barclays.

Obejmują one również kancelarie prawne i drogich adwokatów, prokuratorów federalnych i stanowych, prywatnych detektywów, osobistych asystentów, publicystów, urzędników i kierowców. Należą do nich liczne prokuratury i sutenerzy, w tym dziewczyna [kochanka] Epsteina i córka Roberta Maxwella, Ghislaine Maxwell. Należą do nich media i politycy, którzy bezwzględnie dyskredytowali i uciszali ofiary, i silnych, uzbrojonych, każdego, w tym garstkę nieustraszonych reporterów, starając się ujawnić zbrodnie Epsteina i krąg wspólników.

Jest wiele rzeczy, które pozostają ukryte. Ale są pewne rzeczy, które wiemy. Epstein zainstalował ukryte kamery w swoich bogatych rezydencjach i na swojej prywatnej karaibskiej wyspie Little St. James, aby uchwycić swoich potężnych przyjaciół, którzy angażują się w seksualne wyczyny i wykorzystywanie nastoletnich i nieletnich dziewcząt i chłopców.

Nagrania były szantażem złota. Czy byli częścią operacji wywiadowczej w imieniu izraelskiego Mossadu? A może byli przyzwyczajeni do zapewnienia, że Epstein ma stałe źródło inwestorów, którzy przekazali mu miliony dolarów, aby uniknąć ujawnienia? Czy były one używane dla obu? Przewoził nieletnie dziewczyny między Nowym Jorkiem a Palm Beach swoim prywatnym odrzutowcem Lolita Express, który rzekomo był wyposażony w łóżko dla seksu grupowego. Jego koteria znanych przyjaciół, w tym Clintona i Trumpa, jest rejestrowana jako podróżująca na odrzutowcu liczne razy na ujawnionych dziennikach lotniczych, chociaż wiele innych dzienników lotów zniknęło.

Filmy Epsteina znajdują się w skarbcach FBI, wraz ze szczegółowymi dowodami, które rozdzierałyby zasłonę na seksualne skłonności i bezduszność potężnych. Wątpię, czy istnieje lista klientów, jak twierdzi prokurator generalny Pam Bondi. Nie ma też jednego pliku Epsteina. Materiał dochodzeniowy na Epsteinie wypełnia wiele, wiele pudełek, które zakopywałyby biurko Bondiego i prawdopodobnie, jeśli zostaną zebrane w jednym pokoju, zdominowały większość miejsca w jej biurze.

Czy Epstein popełnił samobójstwo, jak twierdzi oficjalny raport z autopsji, wieszając się w swojej celi więziennej 10 sierpnia 2019 r. w Metropolitan Correctional Center w Nowym Jorku? A może został zamordowany? Ponieważ kamery rejestrujące aktywność w jego komórce nie były funkcjonalne, nie wiemy. Michael Baden, patolog sądowy zatrudniony przez brata Epsteina, który służył jako główny lekarz sądowy w Nowym Jorku i który był obecny podczas autopsji, powiedział, że uważa, że autopsja Epsteina sugeruje zabójstwo.

Sprawa Epsteina jest ważna, ponieważ imploduje fikcję głębokich podziałów między Demokratami, którzy nie byli bardziej zainteresowani publikowaniem plików Epsteina niż Trump, a Republikanami. Należą do tego samego klubu. Ujawnia, w jaki sposób sądy i organy ścigania zbierają się, aby chronić potężne postacie, które angażują się w przestępstwa. Obnaża deprawację naszej ekshibicjonistycznej klasy rządzącej, nie odpowiadającej przed nikim, wolną gwałcić, plądrować, łupić i żerować na słabych i bezbronnych. Jest to tandetny zapis naszych oligarchicznych mistrzów, tych, którym brakuje zdolności do wstydu lub winy, niezależnie od tego, czy są przebrani za Donalda Trumpa czy Joe Bidena.

Ta klasa pasożytów rządzących została sparodiowana w satyrycznej powieści „Satyricon” z pierwszego wieku – Gajusz Pietrus, Arbitera, [to znany nam Petroniusz md] napisanej za rządów Kaliguli, Klaudiusza i Nerona. Podobnie jak w Satyricon, krąg Epsteina był zdominowany przez pseudointelektualistów, pretensjonalnych bufonów, oszustów, oszustów, drobnych przestępców, nienasyconych bogactw i zdeprawowanych seksualnie. Epstein i jego wewnętrzny krąg rutynowo angażowali się w seksualne perwersje proporcji Petroniusza, jako reporterka śledcza Miami Herald Julie Brown, której uparte raporty były w dużej mierze odpowiedzialne za wznowienie dochodzenia federalnego w Epstein i Maxwell, dokumenty w jej książce „Perversion of Justice: The Jeffrey Epstein Story”.

Jak pisze Brown, w 2016 roku anonimowa kobieta, używając pseudonimu „Kate Johnson”, złożyła skargę cywilną w sądzie federalnym w Kalifornii, twierdząc, że była gwałcona przez Trumpa i Epsteina, gdy miała trzynaście lat, w ciągu czterech miesięcy, od czerwca do września 1994 roku.

„Głupio błagałam Trumpa, aby przestał” – powiedziała w pozwie o tym, że została zgwałcona. „Trump odpowiedział na moje błagania, gwałtownie uderzając mnie w twarz otwartą ręką i krzycząc, że może robić, co chce”.

Brown kontynuuje:

Johnson powiedziała, że Epstein zaprosił ją na serię „nieletnich imprez seksualnych” w swojej nowojorskiej rezydencji, w której spotkała Trumpa. Zmotywowana obietnicami pieniędzy i możliwości modelowania, Johnson powiedziała, że była zmuszona do uprawiania seksu z Trumpem kilka razy, w tym raz z inną dziewczynką, dwunastoletnią, którą nazwała „Marie Doe”.

Trump zażądał seksu oralnego, a następnie „odepchnął obu nieletnich, jednocześnie gniewnie pogrążając je za „biedną” jakość seksu”, zgodnie z pozwem, złożonym 26 kwietnia w USA. Sąd Okręgowy w środkowej Kalifornii.

Potem, gdy Epstein dowiedział się, że Trump wziął dziewictwo Johnson, Epstein rzekomo „próbował uderzyć ją w głowę zamkniętymi pięściami”, wściekły, że nie odebrał sam jej dziewictwa. Johnson twierdził, że obaj mężczyźni zagrozili jej skrzywdzeniem,ia jej rodzinie, jeśli kiedykolwiek ujawni, co się stało.

W pozwie stwierdzono, że Trump nie brał udziału w orgiach Epsteina, ale lubił oglądać, często podczas gdy trzynastoletnia „Kate Johnson” dawała mu „pracę ręczną”.

Wygląda na to, że Trump był w stanie stłumić pozew, kupując jej milczenie. Od tego czasu zniknęła.

W 2008 roku Alex Acosta, który w tym czasie był Stanem USA. Adwokat z Południowego Dystryktu Florydy wynegocjował ugodę dla Epsteina. Umowa przyznała Epsteinowi immunitet od federalnych oskarżeń kryminalnych, czterech wymienionych współspiskowców i wszelkich nienazwanych „potencjalnych współspiskowców”. Porozumienie zamknęło śledztwo FBI w sprawie tego, czy było więcej ofiar i innych potężnych postaci, które brały udział w przestępstwach seksualnych Epsteina. Wstrzymała śledztwo i przypieczętowała akt oskarżenia. Trump, w tym, co wielu uważa za akt wdzięczności, mianował Acostę sekretarzem pracy w swojej pierwszej kadencji.
Trump rozważał ułaskawienie Ghislaine Maxwell po tym, jak została aresztowana w lipcu 2020 roku, obawiając się, że ujawni szczegóły jego trwającej od dziesięcioleci przyjaźni z Epsteinem, według biografa Trumpa Michaela Wolffa. W lipcu 2022 roku Maxwell zostałaskazany na 20 lat więzienia.

„Najbliższy związek Jeffreya Epsteina w życiu był z Donaldem Trumpem… to byli dwaj faceci, którzy łączyli wszystko przez dobre 15 lat. Zrobili wszystko razem – powiedział Wolff w rozmowie z prowadzącą Joanną Coles w The Daily Beast Podcast. A to od dzielenia się, ścigania kobiet, polowania na kobiety, dzielenia się co najmniej jedną dziewczyną przez co najmniej rok w tego rodzaju relacjach bogatych i facetów z samolotami, po Epsteina doradzającego Trumpowi, jak oszukiwać jego podatki.

Anomalie prawne, w tym zniknięcie ogromnych ilości dowodów obciążających Epsteina, sprawiły, że Epstein unikał federalnych zarzutów handlu seksualnego w 2007 roku, kiedy jego prawnicy wynegocjowali tajną ugodę z Acosta. Był w stanie przyznać się do mniejszych zarzutów państwowych o nakłanianie małoletniego do prostytucji.

Wybitni mężczyźni oskarżeni o udział w karnawale pedofilii Epsteina, w tym adwokata Epsteina, Dershowitza, brutalnie grożą każdemu, kto chce je ujawnić. Dershowitz, na przykład, twierdzi, że śledztwo, któremu odmówił upublicznienia, przez byłego dyrektora FBI Louisa Freeha, dowodzi, że nigdy nie uprawiał seksu z ofiarą Epsteina, Virginią Giuffre, która była przemycana do księcia Andrew. Giuffre, jedna z niewielu ofiar, które publicznie przyjmowały swoich oprawców, powiedziała, że „była przekazywana jak talerz owoców” wśród przyjaciół Epsteina i Maxwella, aż do 19 roku życia, kiedy uciekła. W kwietniu 2025 roku popełniła samobójstwo. Dershowitz wysłała powtarzające się groźby do Brown i jej redaktorów w Miami Herald.

Brown kontynuuje:

[Dershowitz] odniósł się do informacji zawartych w zapieczętowanych dokumentach. Oskarżył gazetę o to, że nie donosi o „faktach”, o których mówił, że znajdują się w tych zapieczętowanych dokumentach. Prawda jest taka, że próbowałem wyjaśnić, gazety po prostu nie mogą pisać o rzeczach, ponieważ Alan Dershowitz mówi, że istnieją. – Musimy je zobaczyć. – Musimy je zweryfikować. Potem, ponieważ powiedziałem „pokaż mi materiał”, publicznie oskarżył mnie o popełnienie czynu przestępczego, prosząc go o przedstawienie dokumentów, które były pod pieczęcią sądową.

Tak właśnie działa Dershowitz.

To, co najbardziej niepokoi mnie w Dershowitz, to sposób, w jaki media, z nielicznymi wyjątkami, nie kwestionują go krytycznie. Dziennikarze sprawdzali Donalda Trumpa i innych w jego administracji prawie każdego dnia, ale w większości przypadków media wydają się przekazywać Dershowitzowi historię Epsteina.

W 2015 roku, kiedy zarzuty Giuffre’a po raz pierwszy zostały upublicznione, Dershowitz włączył się do każdego programu telewizyjnego, który można przeklinać między innymi, że dzienniki samolotów Epsteina oczyszczą go. „Skąd o tym wiesz?” Zapytano go. Odpowiedział, że nigdy nie był w samolocie Epsteina w czasie, gdy Virginia była związana z Epsteinem.

Ale gdyby media sprawdziły, mogli się dowiedzieć, że rzeczywiście był pasażerem w samolocie w tym okresie, zgodnie z dziennikami.

Potem zeznał, w zaprzysiężonym zeznaniu, że nigdy nie jechał na żadne podróże samolotem bez żony. Ale był wymieniony na tych tekstach jako podróżujący wiele razy bez żony. Podczas co najmniej jednej podróży był w samolocie z modelką o imieniu Tatiana.

Epstein przekazał pieniądze na Harvard i został wybrany na Wydział Psychologii Harvardu, chociaż nie miał żadnych kwalifikacji akademickich w tej dziedzinie. Otrzymał kartę klucza i kod, a także biuro w budynku, w którym mieścił się Harvard Program na rzecz Dynamiki Ewolucyjnej. W swoich komunikatach prasowych nazwał „Science Philanropist Jeffrey Epstein”, „aktywista edukacyjny Jeffrey Epstein”, „Evolutionr Jeffrey Epstein”, „Evolutionr Jeffrey Epstein”, „sprawiedliwy patron naukowy Jeffrey Epstein” i „Funduszk hedgingowy Mayrick Jeffrey Epstein”.

Epstein, replikując pretensje i waporyzację postaci, które zostały sparodiowane w rozdziale „Dinner with Trimalchio” Satyricon, zorganizował skomplikowane spotkania obiadowe dla swoich przyjaciół miliarderów, w tym Elona Muska, Salara Kamangara i Jeffa Bezosa. Wymarł dziwaczne schematy inżynierii społecznej, w tym plan zasiewania gatunku ludzkiego własnym DNA, tworząc związek dla dzieci na jego rozległym ranczu w Nowym Meksyku.

„Epstein miał również obsesję na punkcie krioniki, transhumanistycznej filozofii, której zwolennicy uważają, że ludzie mogą być replikowani lub przywracani do życia po zamrożeniu” – pisze Brown. „Epstein najwyraźniej powiedział niektórym członkom swojego kręgu naukowego, że chce zapłodnić kobiety swoją spermą, aby mogły urodzić jego dzieci, i że chce, aby jego głowa i jego penis zamrożono.”

Historia Epsteina jest oknem na moralne bankructwo, hedonizm i chciwość klasy rządzącej. To przekracza granice polityczne. Jest to wspólny mianownik między politykami demokratycznymi, takimi jak Bill Clinton, filantropami, takimi jak Bill Gates, klasa miliarderów i Trump. Są jedną klasą drapieżników i oszustów. Nie tylko dziewczęta i kobiety wyzyskują, ale nas wszystkich.

Krzyk ofiar. Jeffreya Epsteina czy Donalda Trumpa?

https://www.world-scam.com/archive/51251/1007-krzyk-ofiar

Marek Wójcik – blog

1007. Krzyk ofiar

Wiedeń 11.07.2025 r.

Donald Trump namówił mnie do napisania tego artykułu. Nie dzwonił do mnie, bo nie zna mojego numeru telefonu, ale poprosił mnie pośrednio, kłamiąc bezczelnie na temat Jeffreya Epsteina. Kiedy przed kamerami ogłosił, że lista Epsteina nie istnieje i ten popełnił „samobójstwo”, przekroczył po raz kolejny granicę pomiędzy rzeczywistością a fantazją. Gdyby nie miał tak dużego wpływu na losy świata, moglibyśmy go określić fantastą, człowiekiem z wielką wyobraźnią, ale kiedy prowadzi pertraktacje z Iranem i pozwala jednocześnie Izraelowi zaatakować ten kraj, albo zapożycza największego na świecie dłużnika – USA – na dalsze tryliony, widząc w tym drogę wyjścia z recesji, to staje się zagrożeniem dla całego świata.

Lista Epsteina? Cóż to takiego?

Jak na złość są jeszcze ofiary – świadkowie perfidnych zbrodni. Skoro Epstein w ogóle nie istniał… Zamordowany kłopotliwy świadek? Ależ skąd, kamery były przecież wyłączone.

Trudno jest analizować politykę i opierać się na wypowiedziach prezydenta USA. W poniedziałek wstrzymuje wszystkie dostawy broni na Ukrainę, żeby we wtorek zmienić zdanie. Narzuca horrendalne cła na inne kraje po to, by następnie wycofać się rakiem. Zawsze jest to oczywiście wielki sukces. Taki jak zbombardowanie piaszczystego wzgórza w Iranie bombami wartymi miliony dolarów. To jest dopiero osiągnięcie! Moim zdaniem największym sukcesem Trumpa, było uniknięcie wielkiej wojny.

Takie polityczne meandry wskazują na szantaż ze strony Deep State. Przecież pół roku temu Trump wypowiedział wielką wojnę temu wrzodowi. Wrzód okazał się jednak bardziej sprytny i trzyma Trumpa w swoich kleszczach. Prezydent nie mógł bardziej wkurzyć swojej bazy – ruchu MAGA. Może sobie na to pozwolić, bo trzeci raz nie wybierze się na wybory prezydenckie i MAGA nie ma praktycznie innego kandydata. 

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Afera «Epstein» za rządów Trumpa: Nie było żadnej listy klientów, nie było morderstwa…

Afera «Epstein»: Nie było żadnej listy klientów, nie było morderstwa…

Data: 7 luglio 2025Author: Uczta Baltazara 1 Commenta

W suchym i ostatecznym tonie, amerykański Departament Sprawiedliwości (odtąd DOJ) i FBI formalnie zamknęły śledztwo w sprawie Jeffreya Epsteina, jednego z najbardziej mrocznych dossier dotyczących kondycji współczesnej władzy w USA. Nie ma żadnej listy. Nie było żadnego szantażu. Nie było też żadnego morderstwa. Miało miejsce jedynie samobójstwo. A wszystko to deklarowane jest przez administrację, która obiecywała rzucić światło na mroczne sprawy establishmentu.

1. Nota: nie było klientów, nie ma mowy o spisku

Zgodnie z wewnętrzną notatką opublikowaną kilka godzin temu przez portal Axios https://www.axios.com/2025/07/07/jeffrey-epstein-suicide-client-list-trump-administration, Departament Sprawiedliwości stwierdza:

  • Nie istnieje żadna „lista klientów”;
  • Nie wykryto dowodów świadczących o szantażowaniu osób publicznych;
  • Epstein popełnił samobójstwo. Nie stwierdzono zaangażowania w to osób trzecich.

Aby wzmocnić oficjalną narrację, władze opublikowały materiał filmowy z więzienia federalnego Manhattan MCC, zarówno w wersji oryginalnej, jak i tej „ulepszonej”, który ma wykazać brak jakichkolwiek nietypowych wejść lub przemieszczeń w celi Epsteina w nocy z 9 na 10 sierpnia 2019 roku. W ten sposób potwierdzono oficjalną narrację: samobójstwo przez powieszenie się, jak już wcześniej zostało to stwierdzone w raporcie lekarza sądowego.

2. Paradoks: „oficjalna” prawda pojawia się za rządów Trumpa

Najbardziej uderzającym faktem jest nie tylko treść noty, ale także moment jej publikacji. I to nie żaden progresywny czy liberalny rząd ogłosił zamknięcie sprawy, ale właśnie nowa administracja Trumpa, która na stanowiska szefów FBI powołała dwóch byłych «propagandystów konspiracji» należących do kręgów MAGA: Kasha Patela i Dana Bongino – obydwu znanych w przeszłości z wypowiedzi, w których sugerowali zamordowanie Epsteina.

Przez wiele lat, front konserwatywny budował wokół postaci Epsteina symbol elity dewiantów, którą należało zdemaskować: bankierów, członków rodzin królewskich, polityków, filmowców, naukowców. Ale dziś to właśnie ci, którzy obiecali zemstę, przypieczętowują ciszę.

3. Elon Musk przerywa milczenie (a następnie wycofuje się)

Miesiąc przed opublikowaniem noty, Elon Musk (obecnie pozostający oficjalnie w konflikcie z Trumpem) stwierdził w poście opublikowanym na platformie X, że Donald Trump był wymieniony w plikach dotyczących Epsteina. Oświadczenie zostało później usunięte, ale nie wcześniej niż po rozpętaniu fali domysłów.

Odpowiedź byłego prezydenta przyszła za pośrednictwem jego prawnika Davida Schoena (tego samego prawnika, który bronił go podczas drugiego impeachmentu https://en.wikipedia.org/wiki/David_Schoen): brzmiała: żadnego zaangażowania, zero przestępstwa.. Musk następnie wycofał się, mówiąc o „przesadzie”, ale publiczny rozdźwięk pozostał. A wraz z nim podejrzenie, że coś zostało powiedziane za dużo.

Tymczasem sam Elon Musk znał Epsteina i spotkał się z nim przynajmniej jeden raz – w roku 2012. https://radaronline.com/p/details-surface-jeffrey-epstein-unknown-encounter-elon-musk-2012/

4. Nie ma listy; brak przejrzystości

Departament Sprawiedliwości potwierdził, że dalsze materiały nie zostaną ujawnione. Oficjalne powody to:

  • Ochrona prywatności ofiar;
  • Obecność treści o charakterze pornografii dziecięcej;
  • Ryzyko zniesławienia potencjalnie niewinnych osób.

Nie wyjaśniono jednak, dlaczego dokumenty już znane opinii publicznej, takie jak dzienniki lotów Epsteina lub skonfiskowane notatniki telefoniczne, są teraz lekceważone lub pomijane w raporcie.

  • Dzienniki lotów (telegram).
  • Akta Epsteina (The Guardian).
  • Odtajnione zostało ponad 900 stron dokumentów, które dotyczą osób powiązanych z przestępcami seksualnymi Jeffreyem Epsteinem i Ghislaine Maxwell, a także ich współpracowników biznesowych i ich oskarżycielek.
  • Elite Paradise Papers.
  • Raport OIG stwierdza, że kamery cyfrowe w sekcji, gdzie przebywał Epstein w Metropolitan Correctional Center, były niesprawne w momencie jego śmierci. Strażnicy nie przeprowadzali obowiązkowych kontroli, a protokół uwzględniał obecność współwięźnia, który nie został przydzielony do celi.

5. Wątek Mossadu: hipotezy, pominięcia, rzeczywiste powiązania

Aspektem pominiętym w nocie jest możliwy związek między Epsteinem a wywiadem izraelskim. Analitycy badający sprawę podejrzewali, że Epstein funkcjonował jako zbieracz kompromatów na zlecenie służb zagranicznych. Najważniejsze odniesienia to:

  • Ari Ben-Menashe, były agent wywiadu izraelskiego, stwierdził, że Epstein był sterowany przez kręgi powiązane z Mossadem. Oświadczenia te nigdy nie zostały sformalizowane w dokumentach sądowych, ale zostały zebrane przez dziennikarzy śledczych (JFeed, Times of Israel).
  • Ojciec Ghislaine, Robert Maxwell, był szpiegiem Mossadu zaangażowanym w rozpowszechnianie oprogramowania PROMIS (telegram).
  • Epstein posiadał nieruchomości wyposażone w ukryte kamery oraz powiązania z MIT Media Lab, Uniwersytetem Harvarda i pokrewnymi fundacjami, co zostało udokumentowane przez Ronana Farrowa na łamach The New Yorker.

Jednak nota Departamentu Sprawiedliwości nie wspomina o jakimkolwiek dochodzeniu w sprawie funduszy offshore, spółek fasadowych lub trustów zarejestrowanych na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, skąd Epstein miał przesyłać pieniądze do fundacji oraz osób wpływowych. Według Bloomberga wartość aktywów przekraczała 600 milionów dolarów.

6. Zamknięcie nie oznacza wyjaśnienia

Oficjalna narracja jest klarowna, stanowcza i “pożyteczna”: Epstein powiesił się. Był “drapieżnikiem” odosobnionym. Nie istnieje żadna sieć. Nie ma innych osób, które należałoby oskarżyć. Ale owa minimalistyczna retoryka sama w sobie jest wskazówką. Dlaczego ci sami ludzie, którzy obiecali obnażyć system, dziś archiwizują go aktem formalnym? – Dlaczego najbardziej medialna sprawa stulecia zamykana jest bez jakiegokolwiek dokumentu odtajnionego? – Sprzeczności bynajmniej nie ulegają rozproszeniu:

  • Dlaczego Epstein był więziony w warunkach odbiegających od normy, z zepsutymi kamerami i śpiącymi strażnikami?
  • Dlaczego najlepiej strzeżona cela w Ameryce pozwoliła, by samobójstwo najbardziej niebezpiecznego dla elit człowieka „prześlizgnęło się jej przez palce”?
  • Dlaczego zebrany materiał nie może zostać zinwentaryzowany publicznie, w formie zredagowanej?

Odnosi się wrażenie, że dokument, o którym mowa nie służy mówieniu prawdy, ale zablokowaniu przekazu. Nie jest konkluzją, ale interwencją o charakterze przerywającym. Nie jest odpowiedzią, ale nakazem milczenia. I jak każdy nakaz milczenia, pozostawia za sobą rosnące echo pytań. Ponieważ sprawa Epsteina to nie tylko przypadek. To pewien próg.

Nie reprezentuje starcia między prawdą a kłamstwem, ale wewnętrzny konflikt między elitami rywalizującymi ze sobą – które łączy jednak wspólny kod ezoteryczny, język inicjacyjny, który przekształca nadużycie we władzę, a władzę w narrację.

Trump, który od dawna obiecywał demontaż «głębokiego państwa», ostatecznie pozostawił “ołtarz” nietknięty: nie doszło do jakichkolwiek ujawnień, do jakiegokolwiek zerwania mrocznego paktu. Tak jakby jego rolą było pełnienie funkcji wbudowanego strażnika, któremu powierzono zadanie kanalizowania podejrzeń, bez jednoczesnego naruszania “świątyni”.

Na scenie teatru „bractw”, gdzie loże, think tanki i aparaty wymieniają się przysługami i przykrywkami, poprawność polityczna jest jedynie strojem ceremonialnym niewymawialnego porządku: ortodoksją rytualną, przydatną do ukrywania prawdziwych sojuszybynajmniej nie ideologicznych, ale symbolicznych, inicjacyjnych, kabalistycznych.

W tym kontekście Epstein nie jest anomalią, ale funkcją: punktem styku seksu i władzy, szantażu i kontroli, dominacji i wiedzy okultystycznej. Jest perwersyjnym kapłanem systemu, który nie ogranicza się do ukrywania, ale który oddziałuje poprzez to, co ukrywa.

Od Platona po Renesans magiczny, aż do Dugina i „czwartego logosu” https://www.amazon.it/Quarto-Logos-Portuguese-Jan-Ellam-ebook/dp/B07FL2PFQZ, powraca gnostycyzm: wiedza, która ma zbawić tylko nielicznych – moc, która chce kształtować człowieka jako materię alchemiczną. Ale prawda ewangeliczna odrzuca wszelką inicjację: jest objawiana pokornym, a nie wtajemniczanym; jest oferowana słabym, a nie wybrańcom ciemności.

Prawdopodobnie, prawdziwym skandalem nie jest to, co kryje dossier dotyczące Epsteina, ale to, co ujawnia: że elity nie niosą z sobą ratunku i że władza – kiedy klęka przed tajemnicą nieprawości – przestaje rządzić i zaczyna składać ofiary.

INFO: https://www.laveritarendeliberi.it/epstein-lista-mossad-trump/ (wszystkie odniesienia w oryginale artykułu)

Materiały szantażu pedofilskiego dot. VIP-ów Mossadu zhakowane przez Iran. Czemu nie używa?

Materiały szantażu pedofilskiego VIP-a Mossadu

zhakowane przez Iran na kilka dni

przed wypowiedzeniem wojny przez Izrael.

[Już w tytule on się myli: To był atak bez wypowiedzenia, bez „wojny”. Cały artykuł – to czyjś „materiał propagandowy”. Nie wiem, czyj – nie chce mi się spekulować. Co najmniej 90% tekstu – to prawda. Ale dlaczego Iran nie wykorzystał medialnie? To przecież potężna broń – M. Dakowski]

=====================

Dmitry Baxter https://vtforeignpolicy.com/2025/06/mossads-vip-pedophile-blackmail-material-hacked-by-iran-days-before-israel-declared-war

Na kilka dni przed pierwszymi atakami irańscy hakerzy przeprowadzili jedną z najbardziej niszczycielskich operacji cybernetycznych we współczesnej historii, zdobywając oszałamiające 3 terabajty ściśle tajnych izraelskich danych wywiadowczych. Nie tylko tajemnice wojskowe… ale i kompromaty. Pliki szczegółowo opisujące rozległe operacje inwigilacyjne Izraela, w tym programy głębokiego ukrycia w Stanach Zjednoczonych.

A co się w nich znajduje? Dowody zbrodni – niewypowiedzianych zbrodni – angażujących jednych z najpotężniejszych ludzi na Ziemi.

Tu nie chodzi tylko o wojnę. Chodzi o szantaż, zdradę i globalny domek z kart na krawędzi upadku.

Według Mossadu świat to nie tylko scena – to ich scena. Obsadzają siebie w roli reżyserów, producentów i głównych aktorów w globalnym psy-op zaprojektowanym w celu manipulowania percepcją i rozwijania ich agendy.

To nie jest teoria – oni sami to przyznają. Jest to zawarte w ich oficjalnym motto: „prowadzić wojnę poprzez oszustwo i podstęp”.

W samym sercu globalnego oszustwa Izraela leży rozległa sieć szpiegostwa i szantażu, z którą Jeffrey Epstein był nie tylko powiązany, ale stanowił jej kluczową część.

Jego sieć VIP-ów, jego rezydencje okablowane ukrytymi kamerami, jego powiązania z agencjami wywiadowczymi – wszystkie wątki w znacznie większej operacji opartej na inwigilacji i przymusie.

W tym tygodniu irańscy hakerzy uzyskali dostęp do części tajnych plików wywiadowczych Mossadu.

Co znajduje się wśród rewelacji? To, co opisują jako osobiste archiwum szantażu Netanjahu – prywatne nagrania światowych przywódców i polityków przechwycone przez ukryte kamery w ich domach, wraz ze zhakowanymi danymi z telefonów i laptopów.

Rzekomo ta skarbnica była wykorzystywana do kontrolowania nie tylko przeciwników, ale także wpływowych osobistości zarówno w Izraelu, jak i poza nim.

Tak niszczycielska była natura kompromatu, że Netanjahu wiedział, że nie ma czasu do stracenia. To nie było zwykłe naruszenie – było to egzystencjalne zagrożenie dla globalnych wpływów Izraela i sieci cieni, na których polegał. W ciągu kilku godzin od włamania wypowiedziano wojnę.

Pod przykrywką „obrony prewencyjnej” izraelskie samoloty bojowe rozpoczęły skoordynowane ataki na kluczowe irańskie obiekty wojskowe i wywiadowcze. Prawdziwym celem nie była jednak broń, lecz ludzie: wyżsi rangą agenci operacyjni. I serwery danych. Ukryte bunkry. Wszystko i wszyscy, którzy mogli posiadać lub ujawnić to, co odkrył Iran.

Dlaczego tak pilnie? Ponieważ jeśli nawet ułamek tego kompromatu zostanie upubliczniony – jeśli świat zobaczy prawdziwą skalę izraelskich operacji szantażu, ich głębokie powiązania z zachodnimi instytucjami, ich uzbrojenie w pedofilię i jak daleko posunęli się w zarządzaniu geopolityką – skutki będą katastrofalne.

Tu nie chodzi o ochronę bezpieczeństwa narodowego. Chodzi o zachowanie iluzji – i zapewnienie, że świat nigdy nie zajrzy za kurtynę.

Pozwól, że przedstawię ci tylko przedsmak tego, do czego są gotowi się posunąć.

Pierwsze studium przypadku: Jeffrey Epstein. Oficjalna wersja mówi, że zmarł w celi nowojorskiego więzienia. Ale ci, którzy o tym wiedzą, nie kupują tego – i ty też nie powinieneś. Kiedy upał stał się nie do zniesienia, a ryzyko narażenia zbyt duże, nie poświęcili go… uratowali go.

Epstein został przemycony z USA pod nosem tak zwanego wymiaru sprawiedliwości i po cichu wrócił do Izraela. Aktywa o wysokiej wartości były chronione za wszelką cenę. To była mistrzowska klasa w wprowadzaniu w błąd – Izrael pociągał za sznurki, kpiąc z amerykańskiego prawa i pokazując, jak głęboko sięgają ich wpływy.

Drugie studium przypadku: 9/11.

Tak, ten 9/11. Zostań ze mną. Ponieważ odkryte przez nas dowody nie tylko budzą wątpliwości.

Wysadzają w powietrze oficjalną narrację.

Netanjahu po raz pierwszy „przewidział” atak na World Trade Center w swoim manifeście z 1995 roku „Walka z terroryzmem: jak demokracje mogą pokonać krajowych i międzynarodowych terrorystów”.

Jakby tego było mało, jest jeszcze wideo, w którym Netanjahu w mrożący krew w żyłach sposób wyjaśnia szczegóły tego, co dokładnie miało się wydarzyć 11 września 2001 roku.

Dla każdego, kto myśli: „Jasne, może Netanjahu wiedział o 11 września, ale tym razem mówi prawdę o irańskiej broni masowego rażenia…”.

Pomyśl jeszcze raz. Amerykański wywiad ocenił zaledwie kilka tygodni temu, że Iran nie buduje broni nuklearnej.

Oto rzeczywistość: Netanjahu od ponad 30 lat woła jak wilk o „nieuchronnej” irańskiej bombie atomowej. Co roku nowy termin. Każdego roku świat zbliża się do wojny opartej wyłącznie na strachu i zmyśleniach.

Brzmi znajomo? Powinno. Dokładnie ten sam scenariusz zastosował w przypadku Saddama Husajna – karmiąc administrację Busha przesadzonymi twierdzeniami o irackiej broni masowego rażenia, aby naciskać na wojnę.

Rezultat? Brak broni masowego rażenia. Tylko niekończący się rozlew krwi, destabilizacja i spuścizna kłamstw.

Prawda jest taka, że Netanjahu nie tylko wiedział o 9/11 z wyprzedzeniem – stał za tym Izrael. A dla tych, którzy chcą zejść do króliczej nory, dowody są nie tylko poszlakowe – są przytłaczające.

Na wiele lat przed 11 września wybitni izraelscy rabini głosili podobno o nadchodzącym zniszczeniu dwóch głównych budynków w Nowym Jorku – twierdząc, że będzie to początek nowej ery ogromnych wojen.

Niektórzy nawet odwiedzili World Trade Center, mówiąc przechodniom, by „pożegnali się” z wieżami.

Była to długoterminowa operacja, zaplanowana z wieloletnim wyprzedzeniem, z aktywami osadzonymi wewnątrz World Trade Center i agentami Mossadu rozmieszczonymi w całym kraju w rolach pomocniczych.

Niektórzy z nich zostali nawet zatrzymani, ale ich historie szybko zniknęły z nagłówków gazet.

Tańczący Izraelczycy zostali zwolnieni po dziesięciu tygodniach i wrócili do Izraela, gdzie pojawili się w telewizji …. i przyznali, że wiedzieli o zamachach z 11 września i byli w Nowym Jorku, „aby udokumentować ataki”.

Cała operacja była pełna niespójności – niechlujna, pospieszna i pełna dziur. Ale nic z tego nie miało znaczenia, ponieważ media i rząd milczały, odmawiając zadawania właściwych pytań lub ujawnienia prawdziwych dowodów.

Potrzebujesz przypomnienia, do jakiego absurdu doszło? Powiedziano nam, że paszport porywacza cudem przetrwał kulę ognia eksplozji paliwa lotniczego i unosił się na ziemi, całkowicie nienaruszony – tuż obok tlących się ruin.

Pomyśl o tym. Paszport przetrwał to, co nie udało się czarnym skrzynkom.

Do tego dochodzi fakt, że głosy porywaczy, puszczane światu w telewizji, były wypowiadane przez Izraelczyka-hebrajczyka.

I nigdy nie należy zapominać o tym pomijanym elemencie układanki: grupie tak zwanych „izraelskich studentów sztuki” z nieograniczonym dostępem do pięter od 89. do 95. północnej wieży – przez cztery lata poprzedzające 11 września.

Nie pracownicy ochrony. Nie konserwatorzy. Po prostu rotująca załoga, z której część została potwierdzona jako agenci Mossadu z doświadczeniem w zakresie materiałów wybuchowych, z najlepszym dostępem do pięter, które później zostaną zniszczone.

Sprawdź to – wszystko tam jest. Nazywali siebie E-TEAM i GELATIN. Tak, Gelatin – jak w żelu wybuchowym.

Przypadek? A może ciche ostrzeżenie, ukryte na widoku?

Dlaczego kluczowe dokumenty związane z 9/11 są nadal utajnione, dekady później? Jest tylko jeden powód: ponieważ prawda jest bardziej niebezpieczna niż oficjalna historia.

Oni nie chronią bezpieczeństwa narodowego – oni chronią się przed nami. Przed opadem, który nastąpiłby, gdyby opinia publiczna kiedykolwiek dowiedziała się, co naprawdę wydarzyło się tego dnia.

Mając tak mroczne i wybuchowe sekrety, nic dziwnego, że wolą pogrążyć świat w III wojnie światowej, niż pozwolić, by prawda wyszła na jaw.

Musimy nadal odrzucać kłamstwa – nieustannie. Największym aktem oporu jest ujawnienie prawdy.

Elon Musk opanował się; usunął wpis o Trumpie u Epsteina

Elon Musk usunął wpis o Trumpie.

Chodzi o sprawę Epsteina

[A oskarżył po bijatyce Elona Mauska i Scotta Bessenta w Białym Domu.. Jak łobuzy, panie.. md]

https://pch24.pl/elon-musk-usunal-wpis-o-trumpie-chodzi-o-sprawe-epsteina

Elon Musk usunął wpis na X, w którym oskarżył prezydenta Donalda Trumpa o związki z Jeffreyem Epsteinem. Wcześniej prawnik David Schoen, który bronił Epsteina, napisał, że Epstein nie był w żaden sposób zdolny do obciążenia Trumpa.

„Zostałem zatrudniony, aby poprowadzić obronę Jeffreya Epsteina jako jego prawnik karny 9 dni przed jego śmiercią. Prosił mnie o radę na wiele miesięcy przed tym. Mogę powiedzieć autorytatywnie, jednoznacznie i definitywnie, że nie miał żadnych informacji, które mogłyby zaszkodzić prezydentowi Trumpowi. dokładnie go o to pytałem!” – napisał na X prawnik David Schoen.

Donald Trump podał dalej jego wpis, a Elon Musk usunął w efekcie swój własny wcześniejszy wpis, gdzie twierdził, że Trump pojawia się w sprawie Epsteina.

Nie ulega wątpliwości, że Donald Trump w latach 90. latał prywatnym odrzutowcem Epsteina. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że był kiedykolwiek na jego prywatnej wyspie, gdzie dochodziło do przestępstw w postaci kontaktów seksualnych z nieletnimi.

Dokumenty sądowe dowodzą ponadto, że w 2011 roku Trump zabronił Epsteinowi przyjeżdżać do jego rezydencji Mar-a-Lago.

Wcześniej Epstein napastował nieletnią. W 2019 roku Trump powiedział, że nie rozmawiał z Epsteinem od 15 lat.

Jeffrey Epstein został w 2010 roku oskarżony o sprowadzanie do swoich nieruchomości nieletnich. W 2019 roku „zmarł w areszcie”, oficjalnie popełniając samobójstwo.

Źródła: x.com Pach