USA, CHINY a kwestia rosyjska – geopolityka po epoce samotnego hegemona

[Śledzimy przetasowania w obrębie NWO.  Żadnych kroków w kierunku Królestwa Chrystusa nie widać. MD]

USA, CHINY a kwestia rosyjska-geopolityka po epoce samotnego hegemona

Przez ponad trzy dekady geopolityka opierała się na milczącym założeniu, że Stany Zjednoczone pozostają jedynym centrum organizującym światowy ład…

neon24/usa-chiny-a-kwestia-rosyjska-geopolityka-po-epoce-samotnego-hegemona

W okresie kilku dni świat był świadkiem dwóch  głęboko, moim zdaniem, powiązanych spotkań na szczycie: najpierw Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem, a dzisiaj Władimira Putina z chińskim przywódcą. Dla części  obserwatorów były to jedynie dwa kolejne epizody dyplomatyczne.  W rzeczywistości stanowią one wyraźny sygnał fundamentalnej transformacji globalnego porządku.

Przez ponad trzy dekady geopolityka opierała się na milczącym założeniu, że Stany Zjednoczone pozostają jedynym centrum organizującym światowy ład, a inne mocarstwa działają w ramach wyznaczonych przez amerykańską hegemonię.

 Dziś coraz wyraźniej widać, że ten model odchodzi do historii. 

Nie jest to upadek Stanów Zjednoczonych, lecz przejście od świata jednobiegunowego do wielobiegunowego systemu, w którym wielkie centra cywilizacyjne negocjują nowe reguły współistnienia.

W tym kontekście szczególnie wymowna była reakcja części indyjskich komentatorów na spotkanie Putin–Xi. Jeden z nich zauważył z goryczą, że Indie przez trzydzieści lat konsekwentnie wspierały Rosję jako strategiczną przeciwwagę dla Chin, podczas gdy dziś Moskwa i Pekin formalizują coraz głębsze partnerstwo. „Autonomia strategiczna – napisał – brzmi pięknie w deklaracjach, lecz staje się niezwykle skomplikowana, gdy twój główny dostawca broni, ropy i technologii jądrowych otwarcie zbliża się do twojego największego rywala.” 

Ten komentarz doskonale ilustruje pułapkę państw średnich w epoce wielkiej reorganizacji. Przez lata wiele z nich budowało swoją pozycję na zręcznym balansowaniu między mocarstwami. Problem pojawia się wówczas, gdy same mocarstwa zmieniają swoje wzajemne relacje szybciej, niż lokalne elity są w stanie dostosować własne strategie. 

Indie stanowią tu przypadek modelowy. Z jednej strony pozostają naturalnym rywalem Chin i obawiają się ich ekspansji w Azji. Z drugiej – przez dekady konstruowały swój potencjał obronny i energetyczny w oparciu o rosyjskie dostawy. Jeżeli Rosja będzie coraz mocniej kotwiczyć się w chińskim systemie, indyjska doktryna „autonomii strategicznej” może okazać się znacznie trudniejsza do utrzymania. 

A problem Indii jest zarazem problemem całego świata. Kończy się era prostych, binarnych podziałów. Jeszcze niedawno Zachód próbował traktować Rosję i Chiny jako dwa oddzielne wyzwania, które można rozgrywać osobno. Tymczasem presja zachodnia paradoksalnie wzmacnia ich wzajemne zrozumienie i długoterminową koordynację.

Dlatego spotkania Trump–Xi i Putin–Xi należy analizować nie oddzielnie, lecz jako elementy tej samej transformacji. Oba wydarzenia różnią się jednak charakterem. Spotkanie amerykańsko-chińskie miało wymiar spektaklu – Trump bowiem działa w logice mediów, emocji i wielkiego teatru historii. Każde jego pojawienie się automatycznie staje się globalnym wydarzeniem, transmitowanym jako potencjalny „zwrotny moment epoki”.Trump–Xi uruchomił potężny ładunek symboliczny: hegemon spotyka się z państwem-aspirantem do roli następcy, Ameryka negocjuje z własnym cywilizacyjnym rywalem, Zachód przygląda się własnej przemianie. To idealny materiał dla współczesnej machiny medialnej.

Natomiast spotkanie Putin–Xi ma mniejszy potencjał widowiskowy, lecz znacznie większy ciężar strukturalny. Relacja Moskwa–Pekin rozwija się w sposób technokratyczny i głęboko pragmatyczny – w dziedzinie energii, infrastruktury, rozliczeń walutowych, Arktyki, logistyki, technologii, koordynacji wojskowej i strategicznego pozycjonowania wobec Zachodu. Można zatem powiedzieć, że:Trump–Xi to teatr globalnej świadomości, Putin–Xi to cicha, lecz konsekwentna przebudowa fundamentów systemu.

Trump wydaje się stopniowo akceptować rzeczywistość wielobiegunowości. Pekin zaś buduje nowy model świata nie przez ideologiczną krucjatę, lecz poprzez cierpliwą sieć zależności gospodarczych, technologicznych i infrastrukturalnych. Rosja pełni w tym układzie rolę nieocenionego zaplecza: surowcowego, militarnego i geopolitycznego. Chiny zyskują głębię strategiczną i zasoby, Moskwa – partnera zdolnego równoważyć presję kolektywnego Zachodu. 

Nie jest to oczywiście harmonia bez skaz. Historia uczy, że współpraca wielkich mocarstw trwa tak długo, jak długo zbieżne są ich interesy. Jednak sama zdolność Moskwy i Pekinu do wieloletniej, systematycznej koordynacji już zmienia globalną równowagę.

Najistotniejsze jest jednak coś głębszego. Współczesna geopolityka coraz mniej przypomina klasyczne wojny imperialne XIX wieku. Kluczem staje się nie tyle podbój terytoriów, ile umiejętność organizowania globalnych przepływów: energii, technologii, kapitału, danych, infrastruktury i – co najważniejsze – zbiorowej świadomości. W tym sensie spotkania na szczycie w Pekinie nie są jedynie negocjacjami politycznymi. Są próbą ułożenia nowej, spójnej opowieści o świecie po epoce samotnego hegemona. 

Dla państw średnich – od Indii przez Turcję po Polskę – oznacza to jednocześnie większe ryzyko i szersze pole manewru. Świat wielobiegunowy jest mniej przewidywalny, lecz daje więcej przestrzeni dla inteligentnej, elastycznej polityki. Warunek pozostaje jeden: trzeba rozumieć, że dzisiejsza geopolityka nie jest już moralitetem „dobra ze złem” ani prostym starciem imperiów. Coraz bardziej przypomina złożony proces reorganizacji całego globalnego systemu cywilizacyjnego. A takie procesy historyczne nigdy nie mieszczą się w nagłówkach gazet – trwają latami i zwykle są znacznie głębsze, niż się początkowo wydaje. 

Spójrz, jak od pół wieku [już jawnie !] budują nam globalne więzienie

Spójrz, jak od pół wieku budują nam globalne więzienie

19.05.2026 wolnemedia/spojrz-jak-od-pol-wieku-buduja-nam-globalne-wiezienie

„Planujemy wejść w XXI wiek na pełnym biegu. Wszystko ustalone i nikt nie może nas powstrzymać. Niektórzy z was myślą, że mówię o komunizmie. Tymczasem mówię o czymś większym od komunizmu. Ludzie będą musieli przyzwyczaić się do zmian, tak, że będą spodziewać się zmian. Nic nie będzie stałe. Ludzie są zbyt łatwowierni. Nie zadają właściwych pytań” – fragment przemówienia dr. Richarda Daya, wygłoszonego na spotkaniu ze studentami i specjalistami ochrony zdrowia, przeznaczonymi dla liderów w zakresie medycyny, 20 marca 1969 roku.

Historia Nowego Porządku Świata pełna jest mglistych teorii, jednak sprawa dr. Richarda Daya stanowi w niej punkt zwrotny ze względu na pochodzenie informacji bezpośrednio z wnętrza systemu. Cała współczesna narracja opiera się na relacji dr. Lawrence’a Dunegana, który w marcu 1969 roku uczestniczył w zamkniętym spotkaniu dla młodych lekarzy w Pittsburghu. Prelegentem był dr Day, wówczas wysoko postawiony medyk powiązany z fundacjami Rockefellera oraz dyrektor medyczny Planned Parenthood.

Dunegan twierdził, że Day poprosił słuchaczy o wyłączenie magnetofonów i nierobienie notatek, po czym wygłosił wykład, który nie był prognozą, lecz gotowym harmonogramem celowej transformacji globalnej cywilizacji. Kluczem do zrozumienia wagi tych rewelacji jest tożsamość samego Richarda Daya, który nie był przypadkowym obserwatorem, lecz człowiekiem głęboko osadzonym w strukturach elity medycznej i akademickiej USA.

W kręgach badaczy alternatywnych uznaje się go za idealny przykład „insidera” – osoby, która realizując programy eugeniczne i demograficzne z ramienia potężnych fundacji, miała bezpośredni wgląd w długofalowe strategie geopolityczne. Dunegan zdecydował się ujawnić treść tego spotkania dopiero pod koniec lat 80. na serii taśm magnetofonowych, motywowany obserwacją, że rzeczywistość wokół niego zaczyna idealnie pokrywać się z planem przedstawionym dwadzieścia lat wcześniej.

Analiza taśm „The New Order of Barbarians” ujawnia, że głównym celem spisku nie było jedynie przejęcie władzy politycznej, lecz całkowite przebudowanie natury ludzkiej i relacji społecznych. Dr Day miał jasno zakomunikować, że dotychczasowy świat, oparty na wartościach chrześcijańskich, tradycji narodowej i silnej komórce rodzinnej, dobiega końca, ponieważ struktury te uniemożliwiają skuteczne, globalne zarządzanie ludzkością.

Dla wielu analizujących ten wykład, to właśnie Day wskazywany jest jako ten, który zdemaskował iluzję demokracji, pokazując, że rządy i partie polityczne są jedynie fasadą dla ukrytych grup interesu. Pierwszym i najbardziej fundamentalnym filarem planu opisanego przez Daya była radykalna kontrola populacji poprzez inżynierię społeczną i medyczną. „Elita” miała uznać, że niekontrolowany przyrost naturalny stanowi zagrożenie dla zasobów planety oraz stabilności systemu władzy, dlatego prokreacja musiała zostać oddzielona od seksu i poddana ścisłemu nadzorowi.

W tym celu zapowiedziano celowe promowanie antykoncepcji na skalę masową oraz zmianę statusu prawnego i społecznego aborcji, która z procedury potępianej miała stać się powszechnie dostępnym prawem, a z czasem wręcz normą społeczną, finansowaną ze środków publicznych. Równolegle z ograniczeniem narodzin plan zakładał systematyczną destrukcję tradycyjnego modelu rodziny jako podstawowej komórki społecznej opierającej się odgórnej kontroli.

Dr Day miał wyjaśnić, że rodzina daje jednostce autonomię, niezależność finansową i emocjonalne wsparcie, co utrudnia państwu pełne formatowanie obywatela od najmłodszych lat. Aby to zmienić, wprowadzono strategie ułatwiające rozwody, promujące alternatywne formy związków oraz wymuszające ekonomicznie, by oboje rodzice musieli pracować na pełny etat, co naturalnie ograniczyło ich czas spędzany z dziećmi i zmusiło do oddania edukacji w ręce instytucji państwowych.

W tym scenariuszu kluczową rolę przypisano rewolucji seksualnej i celowej seksualizacji przestrzeni publicznej oraz edukacji dzieci. Według relacji Dunegana, Day zapowiedział, że pornografia, brutalność w mediach oraz wczesna inicjacja seksualna zostaną celowo upowszechnione, aby osłabić wrażliwość młodego pokolenia i przekształcić popęd seksualny w narzędzie rozrywki oraz konsumpcji.

Ludzie zredukowani do pogoni za natychmiastową gratyfikacją zmysłową stają się łatwiejsi do manipulowania, pozbawieni wyższych aspiracji duchowych czy politycznych, co idealnie wpisuje się w koncepcję społeczeństwa apatycznego i posłusznego. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych i przerażających wątków wykładu z 1969 roku jest bezwzględne podejście do ochrony zdrowia, która w Nowym Porządku Świata przestała służyć leczeniu, a stała się mechanizmem kontroli populacji.

Dr Day miał wypowiedzieć szokujące słowa o tym, że lekarstwa na najcięższe choroby, w tym na raka, już istnieją w zamkniętych laboratoriach (wskazując między innymi na Instytut Rockefellera), jednak nie zostaną udostępnione opinii publicznej. Zamiast tego przemysł farmaceutyczny miał skupić się na leczeniu objawowym, generującym gigantyczne zyski i utrzymującym pacjentów w stanie permanentnej zależności od systemu opieki medycznej.

Kolejnym krokiem w medycznej transformacji świata miało być sztuczne wywoływanie nowych, nieznanych wcześniej chorób oraz epidemii, które służyłyby jako pretekst do wprowadzania masowych programów szczepień i obostrzeń sanitarnych. Uważa się, że Day precyzyjnie przewidział mechanizm globalnego zarządzania strachem poprzez kryzysy zdrowotne, gdzie przerażona wizją śmierci populacja dobrowolnie zrzeka się wolności osobistych na rzecz narzuconych procedur bezpieczeństwa. Zdrowie przestało być prawem jednostki, a stało się obowiązkiem kontrolowanym przez państwo.

Równie bezwzględnie plan traktował kwestię starzenia się społeczeństwa i opieki nad osobami starszymi, które z punktu widzenia elity stają się obciążeniem ekonomicznym. Dr Day miał zapowiedzieć stopniowe wprowadzanie akceptacji dla eutanazji oraz kreowanie narracji, że człowiek ma prawo i obowiązek odejść, kiedy przestaje być produktywny dla ogółu. W tym kontekście wspominano o koncepcji „pigułki śmierci” lub programach wspomaganego samobójstwa, które w XXI wieku są sukcesywnie legalizowane w kolejnych krajach, co dla wielu jest bezpośrednim dowodem na realizację agendy Daya.

W sferze ekonomicznej dr Richard Day miał zapowiedzieć całkowitą likwidację gotówki jako kluczowy element uniemożliwiający jakąkolwiek formę buntu czy niezależności finansowej. System bezgotówkowy, oparty na kartach płatniczych, a docelowo na cyfrowych walutach banków centralnych, pozwala na pełną inwigilację każdej, nawet najmniejszej transakcji obywatela.

W świecie opisanym przez Daya, osoba, która sprzeciwi się systemowi lub nie dostosuje do nowych wytycznych, może zostać natychmiastowo odcięta od swoich środków finansowych za pomocą jednego kliknięcia w centralnym systemie komputerowym. Wizja ta rozciąga się również na koncepcję własności prywatnej, która w Nowym Porządku Świata ma zostać zmarginalizowana na rzecz systemów subskrypcyjnych i wynajmu. Prorocze słowa Daya o tym, że „nic nie będzie stałe”, współcześni analitycy alternatywni łączą bezpośrednio z agendą Światowego Forum Ekonomicznego i hasłem o braku własności dającym rzekome szczęście.

Eliminacja posiadania nieruchomości czy samochodów przez klasę średnią sprawia, że jednostka staje się całkowicie zależna od korporacji dostarczających podstawowe usługi życiowe, co eliminuje pojęcie osobistej suwerenności. Aby system inwigilacji finansowej i osobistej był szczelny, Day miał wspomnieć o konieczności trwałego znakowania ludzi za pomocą technologii, która w 1969 roku brzmiała jak czysta fantastyka naukowa.

Mowa była o unikalnych kodach tożsamości, implantach lub mikroczipach podskórnych, które łączyłyby w sobie funkcje dowodu osobistego, karty płatniczej oraz historii medycznej. Współczesne paszporty biometryczne, systemy rozpoznawania twarzy oraz testy nad implantami mózgowymi i podskórnymi są w kręgach NWO interpretowane jako ostateczna faza domykania tej technologicznej klatki.

ALE! Przebudowa świata nie mogłaby się udać bez całkowitej reformy systemu edukacji, która – według słów dr. Daya – miała na celu oduczenie ludzi samodzielnego i krytycznego myślenia. Szkoły publiczne miały przestać kłaść nacisk na twardą wiedzę akademicką, historię, logikę czy klasyczną literaturę, zastępując je edukacją emocjonalną, nauką pracy w grupie oraz bezkrytycznym przyjmowaniem dogmatów systemowych.

Młode pokolenia miały być celowo intelektualnie spłycane, aby nie potrafiły dostrzec związków przyczynowo – skutkowych w otaczającej je rzeczywistości i nie zadawały niewygodnych pytań strukturze władzy. W nowym systemie edukacyjnym historia miała być pisana na nowo lub stopniowo usuwana z programów nauczania, aby odciąć ludzi od ich korzeni kulturowych i narodowych.

Day miał zauważyć, że człowiek pozbawiony tożsamości historycznej, nieznający błędów przeszłości i dokonań swoich przodków, jest jak liść na wietrze – łatwo nim manipulować i narzucać mu nową, sztuczną tożsamość globalnego konsumenta. Zmiany te miały być wprowadzane powoli i niezauważalnie, tak aby kolejne pokolenia uważały nowy, obniżony poziom edukacji za stan naturalny i jedyny możliwy.

Ważnym elementem inżynierii edukacyjnej było również promowanie relatywizmu moralnego, w którym pojęcia dobra i zła, prawdy i fałszu przestają być absolutne, a stają się płynne i zależne od aktualnej narracji politycznej. Dr Day miał wskazać, że elita zamierza stworzyć społeczeństwo, które bez sprzeciwu zaakceptuje fakt, iż to, co wczoraj było przestępstwem lub dewiacją, dziś jest normą, a to, co było cnotą, staje się przejawem zacofania lub mowy nienawiści. Taka plastyczność ludzkich sumień pozwala na bezproblemowe wprowadzanie dowolnych dekretów i praw.

Informacja i media głównego nurtu zostały w planie Daya wskazane jako główne pasy transmisyjne dla propagandy elit, mające za zadanie nieustannie formatować opinię publiczną. Niezależne dziennikarstwo i lokalne wydawnictwa miały zostać wykupione przez kilka wielkich, globalnych korporacji, tworząc monolit informacyjny, w którym prezentowana jest tylko jedna, zatwierdzona wersja wydarzeń.

Każda próba poszukiwania alternatywnych wyjaśnień miała być z góry etykietowana jako niebezpieczna dezinformacja, oszołomstwo lub teoria spiskowa, co skutecznie marginalizowało ludzi myślących niezależnie. Aby odwrócić uwagę mas od postępujących procesów zniewolenia, kultura i rozrywka miały zostać sprowadzone do najniższego wspólnego mianownika.

Dr Day zapowiedział zalew prymitywnej muzyki, powtarzalnych filmów opartych na przemocy i seksie oraz powszechną dostępność substancji odurzających i narkotyków, które miały działać jak nowoczesne „soma” z dystopijnych powieści. Otumanione i nieustannie stymulowane bodźcami społeczeństwo traci zdolność do refleksji nad własnym losem, stając się idealną masą pracowniczo – konsumencką, niezdolną do zorganizowania jakiegokolwiek buntu.

Zjawisko to wiąże się również z celowym niszczeniem poczucia estetyki i piękna w architekturze, sztuce oraz literaturze, co w wielu analizach internetowych interpretowane jest jako duchowa degradacja człowieka. Tradycyjna sztuka, która windowała ludzkiego ducha ku wyższym wartościom, miała zostać zastąpiona przez abstrakcję, brzydotę i nihilizm, co miało na celu wywołanie w ludziach podświadomego poczucia chaosu i beznadziei.

Kiedy otoczenie człowieka staje się szare, brutalistyczne i pozbawione harmonii, jego psychika również ulega załamaniu, przyjmując postawę rezygnacji. ALE jedną z najgłębszych barier dla wprowadzenia NWO było tradycyjne chrześcijaństwo, posiadające silny kręgosłup moralny, dlatego plan dr. Daya zakładał jego systematyczną infiltrację i demontaż od wewnątrz.

Kościoły miały zostać zmiękczone poprzez wprowadzanie do nich ideologii humanistycznych, ekologicznych oraz relatywistycznych, co miało doprowadzić do utraty ich doktrynalnej wyrazistości. Ostatecznym celem było stworzenie jednej, globalnej religii synkretycznej, która zamiast na Bogu, skupiałaby się na kulcie Ziemi, tolerancji i posłuszeństwie wobec globalnego rządu, pełniąc funkcję narzędzia kontroli społecznej.

Ta nowa, globalna duchowość miała być ściśle powiązana z agendą ekologiczną, w której ochrona klimatu i planety staje się nowym dogmatem religijnym, przed którym jednostka musi ukorzyć swoje prawa. W analizach taśm Daya często podkreśla się, że kwestie ochrony środowiska miały zostać wyolbrzymione i użyte jako ostateczny argument uzasadniający wprowadzenie globalnych podatków, ograniczeń w przemieszczaniu się oraz limitowania dostępu do energii i pożywienia.

Człowiek w tej narracji przestał być koroną stworzenia, a stał się „szkodnikiem” zagrażającym ekosystemowi, co legitymizuje drastyczne kroki depopulacyjne. Wszystkie te działania – polityczne, ekonomiczne, medyczne i religijne – miały zbiegać się w jednym punkcie: powołaniu oficjalnego, jawnego Rządu Światowego, dysponującego monopolem na siłę i kontrolę zasobów.

Dr Day miał zaznaczyć, że suwerenność narodów zostanie całkowicie zlikwidowana, a granice państwowe staną się fikcją, ustępując miejsca unijnym superpaństwom zarządzanym przez mianowanych technokratów, a nie wybieranych w demokratycznych wyborach polityków. Proces ten miał być nieodwracalny, a wszelkie próby oporu ze strony suwerennych narodów miały być tłumione za pomocą międzynarodowych sił policyjnych.

https://www.youtube.com/embed/3FdvGFE1uaU?feature=oembed&enablejsapi=1&iv_load_policy=3&rel=0&fs=0&modestbranding=1&showinfo=0&scrolling=no&origin=https%3A%2F%2Fwolnemedia.net

Fundamentalną metodą wdrażania tak radykalnych zmian społecznych, na którą wskazywał dr Day, była dialektyka Hegla, w kręgach spiskowych znana jako zasada „problem – reakcja – rozwiązanie”. Elity nie wprowadzają totalitarnych zmian w sposób jawny i nagły, ponieważ spotkałoby się to z natychmiastowym oporem społeczeństwa. Zamiast tego, w sposób kontrolowany wywołuje się kryzys – może to być krach finansowy, konflikt zbrojny, atak terrorystyczny lub wspomniana wcześniej pandemia – który uderza w poczucie bezpieczeństwa obywateli.

W drugim etapie tego mechanizmu media głównego nurtu odpowiednio potęgują strach i poczucie bezradności w społeczeństwie, wywołując pożądaną reakcję mas. Przerażeni ludzie, pozbawieni stabilizacji i dotychczasowych punktów odniesienia, zaczynają sami domagać się od rządzących podjęcia natychmiastowych działań i przywrócenia porządku za wszelką cenę. Społeczeństwo w tym stanie jest gotowe zaakceptować drastyczne ograniczenia wolności osobistej, inwigilację czy dodatkowe obciążenia podatkowe, które w normalnych warunkach odrzuciłoby z oburzeniem.

W ostatnim kroku elity prezentują gotowe, wcześniej przygotowane „rozwiązanie”, które idealnie realizuje ich długofalowe cele polityczne i geopolityczne, a które jest przedstawiane jako jedyna droga ratunku przed kryzysem. Dr Day miał podkreślić, że poprzez cykliczne powtarzanie tego schematu, ludzkość krok po kroku, kryzys po kryzysie, wprowadzana jest w strukturę globalnego totalitaryzmu, myśląc jednocześnie, że proces ten jest naturalną odpowiedzią na nieprzewidziane wydarzenia dziejowe.

Powracając do słynnego cytatu dr. Daya o ludzkiej łatwowierności, należy przyjrzeć się psychologicznym aspektom inżynierii społecznej, która paraliżuje zdolność jednostki do obrony. Day z cynizmem zauważył, że ludzie wykazują niemal dziecięce zaufanie wobec autorytetów naukowych, medycznych i politycznych, przyjmując ich słowa jako prawdę absolutną. Ta bezkrytyczność sprawia, że nawet najbardziej niedorzeczne i szkodliwe programy społeczne mogą zostać bez przeszkód wdrożone, jeśli tylko zostaną opatrzone odpowiednimi certyfikatami naukowymi lub eksperckimi opiniami w telewizji.

Kluczowym elementem tej strategii jest wspomniana koncepcja permanentnej zmiany, która ma stać się stałym elementem ludzkiej egzystencji w XXI wieku. Dr Day wyjaśnił, że gdy zmiany technologiczne, obyczajowe i gospodarcze następują w tempie uniemożliwiającym ich psychiczną asymilację, ludzki mózg wchodzi w stan permanentnego przeciążenia poznawczego. Człowiek nie jest w stanie wypracować stabilnych mechanizmów obronnych, ponieważ rzeczywistość, do której próbuje się dostosować, jutro już nie istnieje, co prowadzi do apatii, rezygnacji i całkowitego poddania się woli systemu.

Brak zadawania „właściwych pytań”, o którym mówił Day, wynika również z celowego zniszczenia instynktu samozachowawczego poprzez inżynierię językową i poprawność polityczną. Język został przekształcony w taki sposób, aby uniemożliwić precyzyjne nazywanie zjawisk totalitarnych, zastępując je eufemizmami i pojęciami inkluzywnymi, które maskują prawdziwe intencje architektów systemu. Człowiek, który próbuje dociekać prawdy i demaskować te mechanizmy, zostaje szybko wykluczony z debaty publicznej poprzez społeczne napiętnowanie i cyfrowy ostracyzm.

Analizując taśmy dr. Richarda Daya z perspektywy współczesności, trudno nie odnieść wrażenia, że nakreślony w 1969 roku plan przestał być jedynie teorią a stał się agendą realizowaną na skalę globalną. Dla milionów ludzi na świecie, którzy zapoznali się z relacją dr. Dunegana, codzienne doniesienia medialne o cyfryzacji pieniądza, paszportach medycznych, kryzysach klimatycznych i erozji tradycyjnej rodziny są namacalnym dowodem na to, że wykład w Pittsburghu był autentycznym scenariuszem geopolitycznym.

Kochani, siła Nowego Porządku Świata nie wynika z genialności jego architektów, lecz z bierności i łatwowierności mas, które rezygnują z zadawania pytań o źródła i cele narzucanych im zmian. Ostateczną tarczą przed jakąkolwiek formą totalitarnej kontroli pozostaje zawsze indywidualna świadomość, krytyczne myślenie i odwaga do poszukiwania prawdy poza oficjalnie zatwierdzonym kanonem.

Autorstwo: UNreal
Źródło: Estachologia.pl [1] [2]

Eschatologia

Eschatologia

Theodore Postol bywa gościem w podcastach Glenna Diesena. Właściwie nie są to rozmowy, ale jego wykłady. Rozmowa jest jedynie dodatkiem. Jestem z zawodu inżynierem, trochę interesowałem się kiedyś fizyką jądrową, więc wiem i rozumiem o czym mówi. To jeden z najlepszych fachowców w dziedzinie broni jądrowej i środków jej przenoszenia. Akurat znów gościł u Diesena

Tematem były możliwości budowy bomb atomowych przez Iran. Wykład szalenie ciekawy, z mnóstwem szczegółów technicznych, ale przeznaczony jedynie dla osób z odpowiednią wiedzą. Zauważyłem, że jest nawet polska ścieżka dźwiękowa, ale nie miałem czasu na sprawdzenie, czy jest coś warta.

Także Postol mówi, że w chwili obecnej Iran nie posiada i nie zamierza posiadać broni jądrowej. Jest jednak zdania, że w sytuacji ekstremalnego zagrożenia, irańskie kierownictwo może zmienić zdanie. Właściwie będzie ZMUSZONE zmienić zdanie. Na podstawie dostępnych danych, rozważa różne scenariusze budowy takiej broni i w zależności od wybranej konstrukcji dochodzi do wniosku, że Iran jest w stanie zbudować od 10 do 20 głowic, które bez problemów może zamontować na posiadanych rakietach balistycznych. Czas budowy wyniósłby od kilku tygodni do kilku miesięcy. Jest zdania, że irańska wiedza pozwalałaby nawet ominąć konieczność eksplozji próbnej. Po prostu nie byłyby to żadne wymyślne konstrukcje.

Mówił także o obronie przeciwlotniczej. Mówił, że systemy Patriot są wobec irańskich rakiet bezskuteczne, że Izrael i w ogóle Zachód nie posiada żadnej skutecznej obrony przed nimi. Wspomniał, że niedługo będzie o tym mówić w Warszawie. I faktycznie, wyszukiwarka natychmiast pokazała mi stronę WAT z informacją o konferencji w dniach 21-22.05.2026. Jednym z tematów ma być właśnie obrona przed rakietami balistycznymi. Postol jest wśród prelegentów. W naszym kraju wszystko co amerykańskie jest najlepsze, więc ciekaw jestem, czy będzie jakieś echo po tej szokującej prelekcji.

Ale gdy Postol mówił o Izraelu, przypomniałem sobie o czymś innym. Jakiś czas temu dostałem „namiary” na kilka źródeł dotyczących judaistycznej eschatologii. Szczerze mówiąc uważam, że są to brednie i takie tematy w ogóle mnie nie interesują, poza tym nie wiem, czy źródła są poważne, ale z ciekawości rzuciłem okiem. Najpoważniejsze wydaje się to.

Źródła skupiały się na sekcie Chabad Lubawicz. To ci od świec chanukowych. To w tej chwili najbardziej wpływowa żydowska sekta. To ona de facto rządzi w tej chwili Izraelem (czyli także USA). Okazuje się, że sekta ta ma swoją wersję eschatologii, która mówi, że nie tylko jednostki, ale cały naród Izraela musi dostąpić wybawienia. Aby to mogło nastąpić i aby dostąpić łaski bożej połączonej z przyjściem mesjasza, cały naród izraelski musi ponieść karę. Aby ściągnąć na siebie tę karę, Żydzi mają dać upust wszystkim swoim najgorszym cechom. Muszą być one widoczne dla całego świata. Wtedy świat ukarze Izrael. To wywoła Armagedon. Dopiero gdy naród izraelski zapłaci za swoje grzechy, będzie mógł zostać odkupiony i zasłużyć na przyjście obiecanego mesjasza.

Postol mówił także, że Iran jest jedyną myślącą racjonalnie stroną tego konfliktu. W tym momencie inaczej spojrzałem na to, co wyczynia Izrael. To nie jest normalne państwo i normalni ludzie!!! Tam religia wytycza kierunek działania. I te działania pasują jak ulał do tych bredni!!!

Prezydent Carter ujawnił już wiele lat temu, że Izrael ma ponad 300 głowic jądrowych. Ma też rakiety zdolne do ich przenoszenia. Rzekomo izraelska doktryna Samsona zakłada, że w momencie egzystencjonalnego zagrożenia, rakiety te odpalone zostaną na wszystkie duże miasta będące w ich zasięgu. A w ich zasięgu jest cała Europa…

Czy świat ukarze wtedy Izrael? I czy przyjdzie mesjasz?

Szach-mat

Szach-mat

Szczerze mówiąc nie śledzę „naszych“ i naszych mediów, więc nie wiem, czy ktokolwiek wspomniał o dwóch artykułach, jakie w ostatnich dniach ukazały się w czołowych amerykańskich mediach. A jest to naprawdę ciężki kaliber!!! Pierwszy z nich to artykuł Roberta Kagana, który ukazał się w The Atlantic. Już sam tytuł jest jak uderzenie pałką: Checkmate in Iran Washington can’t reverse or control the consequences of losing this war. – Szach-mat w Iranie. Waszyngton nie jest w stanie odwrócić ani opanować skutków swojej klęski w tej wojnie.

Przede wszystkim mało kto w naszym kraju wie, kto to jest Kagan. Bardziej znana jest jego małżonka – Victoria „fuck the EU” Nuland.

Obydwoje należą do kręgu osób, które Thierry Meyssan określa jako „straussianie” – to ludzie, którzy za kulisami praktycznie tworzą politykę USA. Kagan jest współautorem Project for the New American Century – projektu dla nowego amerykańskiego stulecia, który jest mapą drogową (nienawidzę tego określenia) dla polityki USA.

Nasz kraj nie prowadzi żadnej własnej polityki i nie ma u nas osób, które zajmowałyby się pracami nad nią, więc nie ma u nas nikogo, kto byłby odpowiednikiem Kagana. Nie mogę więc podać porównania z naszego podwórka, ale proszę sobie wyobrazić sytuację, że pod koniec pontyfikatu Jana Pawła II kardynał Dziwisz pisze dla Tygodnika Powszechnego artykuł o treści „Drodzy wierni, przegraliśmy z szatanem wojnę o dusze młodzieży. Obowiązkowe lekcje religii w szkołach zakończyły się klęską.” Taka jest waga artykułu Kagana!

Ale to nie koniec! Równocześnie w Gazecie Wyborczej jakiś profesor teologii pisze, że kościół nie ma szans w walce z szatanem! I wylicza, że ilość modlitw i egzorcyzmów, jakie jest w stanie odprawić kościół, jest dużo mniejsza od ilości zła, jaką jest w stanie wyrządzić szatan.

Porównywalny z czymś takim artykuł ukazał się w The Washington Post. Jest to wywiad z analitykiem CIA, który od 1985 roku zajmuje się analizą rozwoju armii chińskiej. Proszę sobie teraz wyobrazić, co po takich artykułach będą myśleć wierni? Z pewnością będą się zastanawiać kto tu jest potężniejszy i do kogo bardziej opłaca się modlić. Dokładnie w takiej sytuacji znajduje się nasz kraj. Dowiadujemy się, że hegemon, który miał nas chronić, i o którym myśleliśmy, że jest potęgą, jest zwykłym papierowym tygrysem, który nie tylko nie jest dla nas żadną ochroną, ale wręcz zagrożeniem, bo jego obecność na naszym terenie ściąga na nas niebezpieczeństwo ataku – nawet ataku nuklearnego!!

Czy ktoś w naszym kraju o tym mówi? Czy społeczeństwo w ogóle zdaje sobie z tego sprawę? Odpowiedź na obydwa pytania brzmi: NIE!!! Rządzą nami marionetki, podstawione i sterowane przez obce siły, a społeczeństwo jest tak ogłupione, że taka wiadomość jest dla niego typowym dysonansem poznawczym, więc zareaguje na nią agresją – jak dzieci, którym powiedziano, że nie ma Świętego Mikołaja. Taka jest niestety sytuacja w naszym kraju. Nie widzimy i nie rozumiemy, że po raz kolejny pchani jesteśmy do cudzej wojny. Ale tym razem może ona na zawsze zamienić nasz kraj – jak to określił Miedwiediew – w lekko nadtopiony obszar.

Proszę nie zrozumieć fałszywie mojego przykładu! USA nie walczą ze złem! USA to zło w najczystszej postaci!!! Chodzi mi jedynie o uświadomienie wagi obydwu artykułów. Nie napisali ich jacyś dziennikarze bez pojęcia! Kagan to człowiek, który przez kilkadziesiąt lat kształtował i nadal kształtuje politykę USA, Culver przez kilkadziesiąt lat śledził rozwój chińskiej armii. To ludzie, którzy wiedzą co mówią.

Gdybyśmy byli normalnym społeczeństwem, zastanawialibyśmy się teraz nad zmianą „opiekuna” albo przynajmniej nad normalizacją stosunków z Rosją i Białorusią (o Chinach już nie wspomnę), bo są to kraje, które nie stanowią dla nas zagrożenia, a współpraca i handel z nimi byłyby dla nas o wiele bardziej korzystne niż wiernopoddańcze relacje z Zachodem. Niestety nic nie wskazuje, że pójdziemy w tym kierunku.

Ale czy oba te artykuły faktycznie oznaczają upadek i koniec amerykańskiego imperium? Nie! Na to jest jeszcze za wcześnie! Owszem, obydwaj autorzy mają rację!! USA nie są taką potęgą militarną, za jaką są uważane. Fachowcy wiedzieli to już dawno, a Iran jedynie uświadomił to szerokiej publiczności wychowanej na hollywoodzkich bajkach. Szczerze mówiąc denerwują mnie komentatorzy, którzy skupiają się na niewątpliwej militarnej klęsce USA w Iranie. Próbowałem już wyjaśnić, że trwająca już trzecia wojna światowa, tylko w niewielkiej części jest klasyczną wojną. Struktury, których narzędziem są Stany Zjednoczone, dobrze wiedzą, że prawdziwa potęga USA nie leży w ilości żołnierzy, samolotów i okrętów!

Prawdziwa potęga USA leży w kontroli systemu rozliczeń międzynarodowych. Odcięcie od tego systemu jest dla większości krajów gospodarczym i politycznym wyrokiem śmierci. To powoduje możliwość nacisku na praktycznie każdy rząd. Innym elementem jest kontrola informacji. To możliwość sterowania tzw. opinią publiczną. To możliwość sterowania całymi społeczeństwami. Struktury te kontrolują także większość głównych mediów światowych. Także tutaj ich narzędziem są amerykańskie koncerny medialne i internetowe. I tu dochodzimy do prymitywnych wprost metod nacisku w postaci oczerniania. Wymieńmy tu jedynie aferę „Jebsteina” i naszą sławetną „aferę podkarpacką”.

Iran jest szczególnym przypadkiem. To stara cywilizacja, z inteligentnym i doskonale wykształconym społeczeństwem, rozwiniętym przemysłem i atutami terenowymi, które umożliwiają przekształcenie kraju w twierdzę, praktycznie niemożliwą do zdobycia klasycznymi metodami. Shock and awe – typowa amerykańska strategia militarna, całkowicie zawiodła w Iranie, ale w większości innych krajów nadal będzie ona skuteczna, więc nie można jej lekceważyć. Innym, bardzo ważnym elementem amerykańskiej potęgi jest umiejętność zmian rządów i destabilizacji całych regionów świata.

Tutaj musimy uświadomić sobie fakt, że USA są spadkobiercą imperium brytyjskiego. Wielka Brytania była kiedyś narzędziem tych samych struktur, ale z czasem potrzebne było większe, silniejsze narzędzie z większymi możliwościami. USA spełniały wszystkie potrzebne warunki. Pierwszym etapem „przeprowadzki” było narzucenie USA instytucji banku centralnego w formie Federal Reserve, następnymi etapami były dwie wojny światowe. Po imperium brytyjskim USA dostały w spadku regiony świata, które są praktycznie „z natury” niestabilne. To w wielu wypadkach sztuczne twory.

Zaś w wypadku tworów naturalnych i krajów, które wywalczyły sobie formalną niepodległość (jak np. Indie) zadbano o takie wytyczenie ich granic i o stworzenie w sąsiedztwie wrogich tworów (np. Pakistan), by w razie potrzeby łatwo było doprowadzić do konfliktów. Praktycznie cały Bliski Wschód stworzono na tej zasadzie. Teorie spiskowe mówią, że Izrael jest dziełem syjonistów. Tu bujda! Izrael jest brytyjskim pomysłem! Syjoniści byli wtedy jedynie narzędziem, ale dzisiaj urośli w siłę i są z pewnością częścią struktur! Campbell-Bannerman Report z 1907 roku mówi wyraźnie, że w regionie posiadającym ogromne zasoby surowców energetycznych (Bliski Wschód), ale zamieszkanym przez lud o tej samej kulturze i języku (Arabowie), istnieje niebezpieczeństwo powstania jednego, silnego tworu państwowego, który będzie te zasoby kontrolować. Nie można do tego dopuścić i dlatego konieczne jest tam stworzenie obcego tworu, który ten rejon na stałe zdestabilizuje.

Tym tworem jest Izrael. USA do dzisiaj korzystają z brytyjskich wpływów w tym regionie. USA są nadal niekwestionowanym mistrzem we wszelkiego rodzaju operacjach regime change, w organizowaniu kolorowych rewolucji, arabskich wiosen i innych metodach, jeśli nie obalania niewygodnych rządów, to przynajmniej destabilizacji krajów i całych regionów. Ani Rosja, ani Chiny nie potrafią tego robić i nie mają takich możliwości. To jest element potęgi USA, który moim zdaniem jest o wiele ważniejszy niż potęga militarna. Tego i innych elementów soft power w żadnym wypadku nie można lekceważyć!!!

Czytając ten tekst i poprzedni wpis, zapewne wiele osób uśmiecha się teraz z politowaniem albo puka się w czoło myśląc: co on tu za brednie wypisuje! Przecież USA nie są w stanie zaopatrzyć całego świata w ropę i gaz! Oczywiście, że nie są!!! Ale nie o to chodzi! Jak zwykle wszystko wyjaśnia stara rzymska maksyma divide at impera – dziel i rządź! Poprzez tę niemożliwość USA mają co najmniej trzy korzyści. Po pierwsze – kraje muszą konkurować pomiędzy sobą cenowo, czyli kto da więcej. Po drugie – muszą konkurować o względy USA. Po trzecie – jeśli będą zmuszone do konkurencji, to nie będą w stanie porozumieć się i stworzyć jakiegoś wspólnego frontu przeciw USA.

Ale wróćmy do wymienionych na wstępie artykułów. Jak je rozumieć? W wypadku Culvera jest to zimna opinia analityka, który przedstawia dostępne dane i porównuje możliwości USA i Chin. Wnioski każdy może sobie sam wyciągnąć. Inaczej jest w wypadku Kagana. Oczywiście nie mam możliwości czytania jego myśli, ale wygląda mi to na tekst człowieka, którego świat może jeszcze się nie zawalił, ale doznał sporego wstrząsu. Sądzę, że jak wielu ludzi w USA, żył on mitem o potędze amerykańskiej armii. Iran sprowadził go na ziemię i upadek musiał być bolesny. Wygląda na to, że do tej pory opracowywał swoje analizy przy założeniu, że amerykańska armia jest w stanie umożliwić ich realizację. Ale jak to wyglądało dotychczas? Bombardowano jakiś słaby kraj, bez silnej armii, a jeśli w ogóle jakaś była, to za odpowiednią opłatą wyłączano obronę przeciwlotniczą (jak w Wenezueli), potem instalowano swoje marionetki i ogłaszano wielkie zwycięstwo. W Iranie trafiła kosa na kamień. Po kilku dniach od rozpoczęcia operacji, w wypowiedziach amerykańskich oficjeli – z Trumpem na czele, słyszało się wyraźne zdziwienie, że Iran jeszcze nie upadł. Najwyraźniej ci ludzie żyli w swojej bańce informacyjnej i kompletnie nie rozumieli co się dzieje. Martianow już od wielu lat twierdzi, że amerykańscy wojskowi kompletnie nie mają pojęcia o tym, jak wygląda prawdziwa wojna z prawdziwym przeciwnikiem. Do tej pory nikt mu nie wierzył…

Co będzie dalej? Oczywiście nie mam szklanej kuli, ale sądzę, że USA muszą teraz spróbować jakoś odzyskać twarz. Najprawdopodobniej będzie to jakaś zmasowana akcja medialna. Mam nadzieję, że nie będą idiotami i nie wyślą do Iranu wojsk lądowych. Naprawdę żal by mi było tylu wdów i sierot. Z pewnością kraje Zatoki Perskiej będą „urabiane” i „przekonywane” do tego, by broń boże nie zawierały z Iranem żadnych paktów o nieagresji lub jakichkolwiek porozumień. Wojna z Iranem z pewnością się nie zakończy, ale sądzę, że przeistoczy się ona w coraz szczelniejszą izolację Iranu i próbę ekonomicznego zniszczenia tego kraju. Z pewnością czeka nas następny etap odcinania Chin od dostaw ropy i LNG, czyli blokada Cieśniny Malakka. Zmierzające do Chin tankowce, którym udało się przemknąć przez „blokadę blokady”, muszą tamtędy przepływać. USA coraz bardziej naciskają na Indonezję, by ta udostępniła swoją przestrzeń powietrzną dla amerykańskich samolotów. Indonezja w obawie przed amerykańskimi cłami, podpisała na początku tego roku bardzo niekorzystną dla siebie umowę, zobowiązującą ją do zakupu amerykańskiej ropy i gazu za 15 miliardów dolarów rocznie. Dosłownie w kilka godzin po podpisaniu tej umowy, amerykański sąd najwyższy orzekł, że cła te są niezgodne z prawem. Ta umowa oznacza praktycznie bankructwo tego kraju i obawiam się, że Indonezja dostanie ofertę nie do odrzucenia i w końcu się na to zgodzi. Wprawdzie Chiny były przewidujące i wybudowały w Mjanma, czyli w Birmie, port dla tankowców i rurociąg, którym bliskowschodnia ropa jest transportowana do Chin z ominięciem cieśniny Malakka, ale jakimś dziwnym trafem pojawili się w tym kraju terroryści, którzy ciągle ten rurociąg uszkadzają…

Ale obawiam się, że najciekawsze rzeczy dziać się będą w Europie. Obyś żył w ciekawych czasach… W Rosji coraz wyraźniejsze są naciski na jak najszybsze zakończenie wojny na Ukrainie. Czy Putin się w końcu ugnie? Sądzę, że będzie musiał. Ciekawe, jak to będzie wyglądać. 14 maja Rosja zaatakowała Ukrainę przy pomocy ponad 1500 dronów. Najciekawsze jest to, że obok celów militarnych, celem ataku były także obiekty amerykańskich koncernów jak Cargill, Coca-Cola, Boeing, Mondelez i Philip Morris. Z USA brak jakiejkolwiek reakcji. Ale rośnie także liczba ukraińskich ataków nie tylko na rosyjskie instalacje naftowe, ale także na budynki mieszkalne. Wiadomo, że nie byłyby one możliwe bez pomocy z zewnątrz. Jeżeli rosyjscy dyplomaci mówią, że jest to igranie z ogniem, to obawiam się, że niedługo Rosja posłucha rad Karaganowa i komuś dla otrzeźwienia „przyiwani”. Ciekawe, jaki to będzie kraj… Osobiście stawiam na Niemcy.

Dlaczego jestem przekonany, że w końcu Rosja będzie zmuszona do interwencji? Wystarczy przeczytać sławetny plan Extending Russia agencji RAND jeszcze z 2019 roku. Wszystkie jego punkty są krok po kroku realizowane. Ale plan ten mówi wyraźnie, że całkowite odcięcie Europy od rosyjskich źródeł energii, jest możliwe jedynie w wypadku wojny z Rosją. Już pojawiają się głosy o konieczności dogadania się z Rosją, Nord Stream jeszcze da się naprawić, wiele starych rurociągów nadal istnieje, wznowienie dostaw nie jest problemem. W końcu nacisk społeczny może być tak duży, że politycy nie będą mieli innego wyjścia. Należy temu zapobiec. Jestem przekonany, że – podobnie jak na Ukrainie – dojdzie do takiej eskalacji, że Rosja nie będzie miała innego wyjścia, jak interwencja militarna. Praktycznie cała rosyjska infrastruktura do transportu ropy i płynnego gazu jest w okolicach Petersburga. Wystarczy zablokować Zatokę Fińską albo Cieśniny Duńskie. I cel zostanie osiągnięty. A winny jak zwykle będzie Putin i jak zwykle ciemny lud w to uwierzy…

Rząd USA przygotowuje się do nowej odsłony wojny przeciw Iranowi

Utwórz wpis

Rząd USA przygotowuje się do nowej wojny – Larry Johnson ostrzega przed eskalacją konfliktu z Iranem i strategiczną słabością Waszyngtonu

W nowym wywiadzie dla programu „Judging Freedom” były analityk CIA Larry Johnson przedstawia ponury obraz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. W rozmowie z Andrew Napolitano Johnson twierdzi, że USA i Izrael są o krok od wznowienia ataków na Iran – podczas gdy Waszyngton jednocześnie zmaga się z malejącymi zapasami broni, strategicznym uzależnieniem od Chin i rosnącym oporem w regionie.

Johnson opisuje podróż Donalda Trumpa do Chin jako niemal całkowitą porażkę. Trumpowi nie udało się zawrzeć żadnych znaczących umów handlowych ani poczynić postępów w dostępie do pierwiastków ziem rzadkich – surowców, które według Johnsona są niezbędne do produkcji nowoczesnych amerykańskich systemów uzbrojenia. Stany Zjednoczone nadal obiecują eksport broni, mimo że nie kontrolują już odpowiednio materiałów potrzebnych do produkcji tych systemów.

Według Johnsona, próba Trumpa, by przekonać Chiny do wywarcia presji na Iran, była szczególnie burzliwa. Pekin jednak stanowczo odmówił. Zamiast tego Chiny i Rosja pracują za kulisami nad nową architekturą bezpieczeństwa dla Azji Zachodniej – swego rodzaju islamskim odpowiednikiem NATO. Kraje takie jak Arabia Saudyjska, Iran i Turcja mogłyby utworzyć regionalny sojusz obronny, który ostatecznie uczyniłby obecność wojskową USA zbędną.

Johnson jest przekonany, że Waszyngton i Tel Awiw poczyniły już konkretne przygotowania do kolejnych ataków na Iran. Decydującym czynnikiem jest jednak stanowisko państw Zatoki Perskiej. Gdyby Arabia Saudyjska i Katar odmówiły USA dostępu do swoich baz wojskowych i przestrzeni powietrznej, amerykańskie plany ataku zostałyby poważnie zagrożone. Szczególnie ważna w tym kontekście jest ogromna amerykańska baza lotnicza Al-Udeid w Katarze – największa amerykańska baza w całej Azji Zachodniej.

Johnson sugeruje, że kraje te mają obecnie znaczący wpływ na strategiczne decyzje Waszyngtonu. Głośno zapowiadany plan Trumpa, mający na celu siłowe otwarcie Cieśniny Ormuz, został nagle wstrzymany po zaledwie 36 godzinach, po tym jak Arabia Saudyjska i Kuwejt odmówiły udzielenia wsparcia. Nawet bezpośrednia rozmowa telefoniczna między Trumpem a następcą tronu, księciem Mohammedem bin Salmanem, nie zmieniła tej sytuacji.

Jednocześnie Johnson dostrzega wyraźne zbliżenie między Chinami a Rosją. Choć Trump spotkał się z chłodnym przyjęciem w Pekinie, zdaniem Johnsona, wizyta Władimira Putina w Chinach jest demonstracyjnie podkreślana. Johnson interpretuje nawet subtelne szczegóły dyplomatyczne – takie jak rzekoma zmiana nazwiska sekretarza stanu USA Marco Rubio na chiński w celu obejścia obowiązujących wobec niego sankcji – jako przejaw braku szacunku Pekinu dla Waszyngtonu.

W dalszej części wywiadu Johnson twierdzi, że armia amerykańska jest już zaangażowana w konkretne przygotowania do wojny. Jako ciekawy wskaźnik podaje tzw. „Indeks Pizzy” w Pentagonie: historycznie gwałtowny wzrost zamówień w pobliskich pizzeriach często korelował z nadchodzącymi operacjami wojskowymi. Według Johnsona, wskaźnik ten ostatnio „poszybował w górę”, sugerując intensywne nocne działania planistyczne.

Centralnym tematem wywiadu jest ocena sytuacji w Iranie. Johnson zaprzecza stanowisku prezentowanemu przez lata przez premiera Izraela Benjamina Netanjahu, zgodnie z którym system irański szybko załamałby się w przypadku ataku militarnego. Pośrednio popiera go były sekretarz obrony USA Robert Gates, który we wcześniejszym wywiadzie stwierdził, że Netanjahu już w 2009 roku drastycznie nie docenił odporności Iranu.

Johnson argumentuje, że nawet operacje wojskowe ostatnich tygodni nie osłabiły znacząco potencjału Iranu. Iran nadal może rozmieszczać pociski balistyczne, pociski manewrujące i drony, a także skutecznie kontrolować Cieśninę Ormuz. Chociaż Stany Zjednoczone zadały znaczne szkody, nie osiągnęły strategicznej dominacji.

Szczególnie alarmujące są wypowiedzi Johnsona dotyczące amerykańskich zapasów broni. Twierdzi on, że zapasy pocisków przechwytujących Patriot są już wyczerpane w około 90 procentach. Przytacza podobne problemy z systemami THAAD, pociskami manewrującymi Tomahawk i pociskami JASSM. Według Johnsona, w przypadku przedłużającego się konfliktu z Chinami, Stany Zjednoczone mogłyby utrzymać swoje zasoby jedynie przez kilka tygodni.

Powodem tego są nie tylko pieniądze czy moce produkcyjne, ale także ogromne uzależnienie od chińskich pierwiastków ziem rzadkich. Od 80 do 90 procent współczesnej amerykańskiej technologii zbrojeniowej opiera się na tych surowcach. W przeciwieństwie do Rosji, która była w stanie znacząco zwiększyć produkcję broni po wybuchu wojny na Ukrainie, Stany Zjednoczone, według Johnsona, nie są już w stanie wystarczająco szybko uzupełniać własnych zapasów.

Straty w nowoczesnych systemach dronów również rosną. Johnson wskazuje na drony MQ-9 Reaper – bezzałogowe systemy o wartości około 35 milionów dolarów każdy – których ruch Huti w Jemenie zestrzelił już dziesiątki. To samo zagrożenie dronami wisi teraz nad Iranem. Bez przewagi powietrznej Stany Zjednoczone będą musiały coraz bardziej polegać na broni dalekiego zasięgu, ale jej zapasy również maleją.

Pod koniec rozmowy Johnson wyciąga jasny wniosek: Część Pentagonu uznała już, że zwycięstwo militarne nad Iranem jest nierealne. Iran jest dziś bardziej pewny siebie niż dwa miesiące temu i może liczyć na zdecydowane wsparcie Rosji i Chin. Pakistan coraz częściej występuje jako strategiczny partner Pekinu. Iran jest otwarty na dyplomację – ale nie jest gotowy na kapitulację przed Waszyngtonem.

Przyszłość Ameryki: Kraj prosperujący i pokojowy czy zbankrutowane, brutalne imperium?

Przyszłość Ameryki: Kraj prosperujący i pokojowy czy zbankrutowane, brutalne imperium?

Autorstwa Briana Berletica, uncutnews-ch/amerikas-zukunft-eine-wohlhabende-friedliche-nation-oder-ein-bankrottes-gewalttaetiges-imperium

Stany Zjednoczone stoją na rozdrożu i mają dwie możliwości. Albo uda im się przekształcić z globalnego mocarstwa hegemonicznego w zamożny, pokojowy kraj, który współpracuje ze wszystkimi innymi narodami na równych prawach, albo w jeszcze większym stopniu polegać na kontynuowaniu bankrutującego, brutalnego imperium, które nadal dąży do przejęcia kontroli nad wszystkimi innymi narodami.

Aby odpowiedzieć na pytanie, jaką drogę wybiorą Stany Zjednoczone, należy najpierw zrozumieć cechy strukturalne, na których opiera się hegemonia USA.

System oparty na dominacji

Obecny system amerykański opiera się na globalnej dominacji.

Dzięki dolarowi amerykańskiemu, będącemu globalną walutą rezerwową, Stany Zjednoczone zaciągnęły długi wynoszące biliony dolarów, zachowując przy tym ogromną władzę i bogactwo nie tylko w swoich granicach, ale także daleko poza nimi.

W rezultacie powstała hegemonia, która pozwala Stanom Zjednoczonym ustalać „globalne normy” dotyczące handlu międzynarodowego, praw człowieka oraz rozwoju i kontroli kluczowych technologii – szczególnie poprzez ogromną hipokryzję i wybiórcze egzekwowanie prawa.

„Stany Zjednoczone mają szansę stać się stabilnym, zamożnym i potężnym członkiem świata wielobiegunowego, ale najpierw muszą przezwyciężyć zależność od globalnej hegemonii”.

Umożliwiło to również Stanom Zjednoczonym stworzenie sieci tzw. „gwarancji bezpieczeństwa”, w ramach których siły amerykańskie okupują kraje na całym świecie – od Europy i Bliskiego Wschodu po Azję Południowo-Wschodnią i Wschodnią. Choć deklarowanym celem jest zapewnienie bezpieczeństwa tym „sojusznikom ”, w praktyce służy to jedynie jako przykrywka dla tego, co Stany Zjednoczone nazywają „projekcją siły” – zdolnością USA do przeprowadzenia agresji militarnej praktycznie w dowolnym miejscu na świecie w krótkim czasie.

Taka „projekcja siły” USA często odbywa się kosztem bezpieczeństwa krajów, w których stacjonują wojska amerykańskie.

Groźba lub użycie agresji militarnej przez Stany Zjednoczone na całym świecie jest niezbędne, aby utrzymać dolara amerykańskiego jako globalną walutę rezerwową, a tym samym zapewnić ogólną hegemonię Ameryki.

Agresja militarna USA ma na celu osłabienie lub wyeliminowanie potencjalnych rywali, a także alternatywnych systemów finansowych i monetarnych, które ci rywale nieuchronnie starają się wprowadzić, aby uwolnić się od podporządkowania Wall Street i Waszyngtonowi.

Jest to polityka USA stosowana od dziesięcioleci – od zakończenia zimnej wojny do dnia dzisiejszego.

Rosnąca siła alternatywnych systemów w tym, co wielu nazywa „powstającym wielobiegunowym porządkiem świata”, zmusiła Stany Zjednoczone nie tylko do prowadzenia bezprecedensowych wojen agresywnych na całym świecie – w tym wojen i wojen zastępczych przeciwko Wenezueli, Rosji, Jemenowi, Libanowi i Iranowi – ale także do ponoszenia bezprecedensowych wydatków wojskowych. Obecny budżet wojskowy USA wynosi około 1,5 biliona dolarów i stale rośnie.

Choć na pierwszy rzut oka może się to wydawać nie do utrzymania i nieracjonalne, istnieje kilka powodów, dla których USA odmawiają obrania bardziej racjonalnego kursu politycznego.

Amerykańska baza wojskowo-przemysłowa składa się z niezwykle bogatych i wpływowych korporacji. Dominacja USA, wynikająca z globalnej agresji militarnej, którą umożliwiają, przyczynia się do tworzenia i rozszerzania monopoli w innych amerykańskich branżach, w tym w przemyśle naftowym, rolnictwie, motoryzacji, farmaceutyce, technologii i wielu innych.

Te branże razem tworzą fundament potęgi gospodarczej, militarnej, politycznej i informacyjnej Stanów Zjednoczonych. Kierunek rozwoju każdej firmy jest determinowany przez priorytety akcjonariuszy, co oznacza, że ​​każda z tych firm jest prawnie zobowiązana do ciągłego zwiększania zysków dla swoich akcjonariuszy.

Ponieważ nieograniczony wzrost w skończonym świecie o skończonej populacji i ograniczonych zasobach jest zarówno nieracjonalny, jak i niezrównoważony, stwarza to strukturalne konieczności ciągłego poszerzania rynków i wzrostu za wszelką cenę – w tym poprzez wojnę, wyzysk, lichwiarskie pożyczki i wiele innych szkodliwych praktyk.

Podczas gdy ten system gospodarczy napędza dążenie USA do globalnej hegemonii, ideologia służy jako wzmocnienie strukturalne – w tym koncepcja „amerykańskiej wyjątkowości”, która zakłada, że ​​USA nie tylko z natury są lepsze od wszystkich innych narodów, ale mają również moralny, a nawet „boski” obowiązek przejęcia globalnej hegemonii.

Nie tylko nieograniczony wzrost w ramach skończonego systemu jest nieracjonalny i niemożliwy do utrzymania, ale istnieją również inne zewnętrzne powody, dla których dążenie USA do hegemonii jest niebezpiecznie nierealne.

Wzrost Chin wynika z kilku kluczowych realiów, których USA nie mogą łatwo zmienić. Należą do nich m.in. fakt, że Chiny mają populację czterokrotnie większą od USA, a co za tym idzie, znacznie większą populację w wieku produkcyjnym, znacznie większą bazę przemysłową, lepszą infrastrukturę, bardziej rozbudowane łańcuchy dostaw oraz lepszy system edukacji, który kształci miliony absolwentów w dziedzinie nauk ścisłych, technologii, inżynierii i matematyki (STEM), a także rosnącą potęgę militarną — zarówno konwencjonalną, jak i nuklearną — przez co coraz mniej prawdopodobne jest, aby agresja militarna USA mogła skutecznie zmusić lub powstrzymać Chiny.

„A co jeśli…”

Co by było, gdyby USA postanowiły porzucić to irracjonalne i niemożliwe do utrzymania dążenie do globalnej hegemonii?

Analitycy uważają, że Stany Zjednoczone mogłyby osiągnąć ten cel poprzez wycofanie się na półkulę zachodnią, przywrócenie potencjału przemysłowego, przegląd i obcięcie amerykańskiego budżetu „obronnego” , przejście od globalnej „projekcji siły” do inwestowania w infrastrukturę krajową oraz oparcie siły dolara amerykańskiego na produktywności, a nie na globalnej agresji militarnej.

Departament Stanu USA musi uznać rzeczywistość świata wielobiegunowego i znaleźć w nim racjonalne, odpowiednie miejsce – porzucając „porządek oparty na zasadach”, w którym tylko USA ustalają „zasady” i wydają „rozkazy”, a zamiast tego prowadząc politykę nieingerencji zarówno w obrębie samej półkuli zachodniej, jak i na całym świecie.

Co więcej, Stany Zjednoczone muszą w końcu zacząć przestrzegać obowiązującego prawa międzynarodowego, co położyłoby kres erze jednostronnych sankcji i interwencji wojskowych na całym świecie.

W USA konieczne jest odejście od praktyk gospodarczych zorientowanych na rentę na rzecz rzeczywistej, fizycznej produkcji przemysłowej i zainwestowanie w powszechną opiekę zdrowotną oraz niedrogą, wysokiej jakości edukację, aby odbudować potencjał siły roboczej niezbędny do realizacji tych wszystkich celów.

Wielu analityków zakładało przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 r., że retoryka kampanii Trumpa jest zgodna z pragnieniem transformacji z globalnego hegemona w regionalne mocarstwo na półkuli zachodniej, reinwestowania w amerykański przemysł i infrastrukturę oraz że „wielka umowa” z Rosją lub Chinami, a nawet z oboma państwami jest nieuchronna.

Jednak już przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 r., a teraz, co jest już jasne po wyborach, USA zobowiązały się do dalszego rozszerzania swojej dominacji.

Pragnienie „reindustrializacji” w USA nie było motywowane fundamentalnymi zmianami gospodarczymi, ale geopolityczną koniecznością produkowania broni i amunicji niezbędnych do walki z coraz potężniejszymi państwami, takimi jak Chiny i Rosja, ale także Iranem i wieloma innymi państwami, które coraz częściej zwracają się w stronę wielobiegunowego światopoglądu.

Nawet na kartach Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA 2025 – którą wielu analityków powoływało się na dowód chęci wycofania się Ameryki na półkulę zachodnią i poszukiwania „wielkiego kompromisu” z państwami takimi jak Rosja i Chiny – USA przedstawiły swoje stałe ambicje, aby zapobiec powstaniu rywalizujących potęg gdziekolwiek na Ziemi.

W pewnym momencie w NSS 2025 stwierdzono:

„…Stany Zjednoczone utworzą sieć podziału obciążeń, w której nasz rząd będzie pełnił rolę koordynatora i mediatora. Takie podejście gwarantuje podział obciążeń i szersze poparcie dla wszelkich tego typu działań. Model ten będzie ukierunkowany na strategiczne partnerstwa, które wykorzystują narzędzia ekonomiczne do koordynowania bodźców, dzielenia się obciążeniami z sojusznikami o podobnych poglądach i naciskania na reformy zapewniające długoterminową stabilność. Ta strategiczna jasność pozwoli Stanom Zjednoczonym skutecznie przeciwdziałać wrogim i wywrotowym wpływom, unikając jednocześnie nadmiernego obciążenia i rozproszenia uwagi, które podważały wcześniejsze wysiłki”.

Innymi słowy, USA po prostu przyznają, że koszty ich globalnej dominacji rosną i przerzucają je na swoich przedstawicieli – od Europy po region Azji i Pacyfiku – w ten sposób nadal przeciwdziałając potencjalnemu wzrostowi alternatywnych ośrodków władzy kosztem państw w tych regionach, które już objęły kontrolą polityczną.

Przykładami tego są nie tylko Ukraina, ale coraz częściej także reszta Europy względem Rosji, państwa arabskie nad Zatoką Perską i Izrael na Bliskim Wschodzie względem Iranu, a także Japonia, Korea Południowa, Filipiny i wyspiarska prowincja Tajwan w regionie Azji i Pacyfiku.

Zamiast wycofać się na półkulę zachodnią i dążyć do zawarcia „wielkiej umowy” z Rosją lub Chinami – i zamiast budować funkcjonującą gospodarkę pokojową – USA po prostu podwoiły krajową produkcję przemysłu zbrojeniowego i przekazały ją państwom zastępczym USA ( „friend-shoring” ), przyjmując mentalność „wszystko albo nic”, która jest wyraźnie nastawiona na destabilizację światowej gospodarki zarówno dla podmiotów zastępczych, jak i rywali.

Zamiast więc położyć kres wojnom, jak przewidywali niektórzy analitycy, Stany Zjednoczone zaostrzyły każdą wojnę, w którą były zaangażowane lub którą wspierały przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 r., i rozpoczęły kilka nowych wojen, w tym niezwykle niebezpieczną i destabilizującą amerykańską wojnę agresywną przeciwko Iranowi na Bliskim Wschodzie.

Potencjalne koszty myślenia „wszystko albo nic”

W oczach amerykańskich decydentów i grup interesu, które kierują ich decyzjami, kontrolowanie ruiny jest lepszym rozwiązaniem niż nieuchronny upadek obecnego systemu amerykańskiego, który jest niepewnie zależny od statusu dolara amerykańskiego jako światowej waluty rezerwowej i od natury gospodarki nastawionej na rentę – w przeciwieństwie do szybkiego wzrostu alternatywnych systemów gospodarczych opartych na doraźności i produkcji.

Z tego powodu Stany Zjednoczone szybko zmierzają w kierunku nadmiernej ekspansji za granicą i przyspieszonego upadku na rynku krajowym.

Hipotetyczne dążenie Stanów Zjednoczonych do konstruktywnej roli wśród narodów, a nie dominacji nad nimi, jest celem narodu dążącego do stabilizacji. Obecna strategia USA opiera się na pragnieniu hegemonii. Historycznie rzecz biorąc, gdy mocarstwo przedkłada hegemonię nad stabilność, przejście do nowego porządku międzynarodowego zazwyczaj następuje w wyniku poważnego kryzysu – takiego jak wojna światowa – a nie poprzez „wielki kompromis”.

Jeśli weźmiemy pod uwagę wojnę zastępczą USA na Ukrainie, która eskaluje, ponieważ Stany Zjednoczone rozszerzają ataki dronów na rosyjskie obiekty produkcji, magazynowania i eksportu energii; ukierunkowane ataki USA na tankowce transportujące rosyjską energię; amerykańską wojnę agresji przeciwko Iranowi i późniejszą blokadę Cieśniny Ormuz; a także trwającą rozbudowę sił militarnych USA w regionie Azji i Pacyfiku u wybrzeży Chin, a nawet w granicach uznanych przez społeczność międzynarodową (Tajwan) – widzimy dokładnie, jak kształtuje się ten poważny kryzys.

Przepaść między racjonalnym, zrównoważonym i konstruktywnym planem pokojowym a rzeczywistą dynamiką polityki USA pogłębia się wskutek strukturalnego okopywania się. Gdy naród opiera całą swoją gospodarkę, walutę i tożsamość na byciu potęgą hegemoniczną, koszt przejścia na bardziej zrównoważoną i racjonalną ścieżkę staje się egzystencjalnym zagrożeniem zarówno dla ludzi, jak i interesów władzy.

Każdy, kto regularnie śledzi przesłuchania w Senacie i Izbie Reprezentantów USA, może zobaczyć na własne oczy, jak poczucie egzystencjalnego zagrożenia i strach przed utratą całkowitej dominacji nad planetą nie tylko determinują myśli i decyzje senatorów, przedstawicieli USA i samego Białego Domu, ale także interesy korporacyjne i finansowe: przemysłu zbrojeniowego, dużych firm naftowych, przemysłu rolnego, gigantów technologicznych, przemysłu farmaceutycznego i wielu innych, którzy wynieśli ich do władzy i za pośrednictwem których działają na rzecz rozwoju amerykańskiej polityki zagranicznej i krajowej w ich imieniu.

Obawy polityków wynikają z licznych strukturalnych wzmocnień, które służą regulowaniu amerykańskiej klasy politycznej, a w pewnym stopniu także znacznej części amerykańskiego społeczeństwa – takich jak amerykańska wyjątkowość, rasizm, ksenofobia i ideologia wyższości.

W interesie świata korporacji i finansów obawy te wynikają z bolesnego przejścia od pogoni za rentą do faktycznej produkcji – mniejszych, ale bardziej zrównoważonych marż, które są tego wynikiem – oraz z faktu, że niezależnie od sukcesu tego przejścia, Chiny nieuchronnie wyjdą z niego silniejsze i bardziej wpływowe niż USA ze względu na swoje podstawowe atuty – większą populację, większą bazę przemysłową oraz szerszy i lepszy system edukacji.

Z tego powodu – gdyby taka transformacja nastąpiła – amerykańskie interesy korporacyjne i finansowe nigdy więcej nie będą miały możliwości użycia siły – czy to militarnej, ekonomicznej czy politycznej – aby pozbawić innych tego, czego chcą, gdziekolwiek chcą i za jakąkolwiek cenę.

Jeśli jednak to jest siłą napędową obecnego systemu amerykańskiego – a odejście od niego stanowi „zagrożenie egzystencjalne” – to system ten w ogóle nie powinien istnieć.

Jest to system, który naród amerykański – i reszta wielobiegunowego świata – powinien wspólnie odkryć, odrzucić i zastąpić poprzez ukierunkowane działania gospodarcze, pod pretekstem suwerenności narodowej i w ramach obowiązującego prawa międzynarodowego.

Stany Zjednoczone mają szansę stać się stabilnym, zamożnym i potężnym członkiem wielobiegunowego świata, ale najpierw muszą przezwyciężyć uzależnienie od globalnej hegemonii. Aby przezwyciężyć uzależnienie, trzeba najpierw uznać, że ono istnieje. Tylko czas pokaże, czy Stany Zjednoczone same to dostrzegą, czy też wielobiegunowy świat stworzy globalne warunki, które uniemożliwią im dalszą kontrolę nad światem , pozostawiając im tylko jedną opcję – przejście do bardziej zrównoważonej i konstruktywnej roli w świecie.

Źródło: Przyszłość Ameryki: Dobrobytowy, pokojowy kraj czy bankrutujące, brutalne imperium?

Spór o Tajwan i hipokryzja Zachodu

Thomas Röper  anti-spiegel.ru/der-streit-um-taiwan-und-die-verlogene-politik-des-westens

Spór o Tajwan i hipokrytyczna polityka Zachodu

Na Zachodzie przedstawia się to tak, jakby Zachód musiał bronić Tajwanu przed złymi Chinami, które rzekomo są gotowe do aneksji Tajwanu siłą, jeśli zajdzie taka potrzeba. Jednak żadne państwo zachodnie nie uznało Tajwanu, a cały Zachód oficjalnie popiera politykę Jednych Chin, która definiuje Tajwan jako część Chin.

Anti-Spiegel 16 maj 2026

W obliczu ponownego zdominowania nagłówków gazet po szczycie USA-Chiny, po odmowie prezydenta Trumpa zajęcia się kwestią Tajwanu w Chinach i późniejszym unieważnieniu przez niego wcześniej uzgodnionych umów zbrojeniowych o wartości 14 miliardów dolarów, warto przypomnieć tło sporu.

Zachodnie media i politycy propagują narrację, że Tajwan, rzekomo zachodnia demokracja zasługująca na ochronę, musi być chroniony przed złowrogimi Chinami, które rzekomo dążą do jego aneksji. Z tego powodu Stany Zjednoczone intensywnie zbroiły Tajwan w ciągu ostatnich kilku dekad, NATO pracuje nad rozszerzeniem swoich operacji na Pacyfik, a nawet niemieckie siły zbrojne wysyłają w ten region okręty wojenne, aby zademonstrować swój sprzeciw wobec Chin.

Problem polega na tym, że działania Zachodu wobec Tajwanu w żaden sposób nie są zgodne z międzynarodowymi zobowiązaniami prawnymi, które Zachód oficjalnie uznaje. Oficjalnie Zachód popiera politykę jednych Chin, która głosi, że istnieje tylko jedno państwo chińskie – Chińska Republika Ludowa, do której należą Hongkong i Tajwan. Żadne państwo zachodnie nie uznało Tajwanu na mocy dyplomacji, co po raz kolejny dobitnie pokazuje absurdalność polityki Zachodu.

Dlatego chciałbym skorzystać z okazji i przypomnieć tło konfliktu.

Tło

W XIX wieku Chiny były słabe i częściowo pod rządami zachodnich mocarstw kolonialnych. Nawet Niemcy miały w Chinach niewielką kolonię. Wielka Brytania toczyła w XIX wieku dwie wojny, których celem było otwarcie chińskiego rynku na opium, produkowane przez Brytyjską Kompanię Wschodnio-indyjską w ramach jej monopolu produkcyjnego w Bengalu.

Były to wojny wywoływane i podżegane przez kupców – dziś nazwalibyśmy ich korporacjami – w celu maksymalizacji zysków ze sprzedaży narkotyków. Już wtedy chwytliwym hasłem, którym brytyjska opinia publiczna zyskiwała poparcie dla wojen, było hasło, że należy chronić „wolność handlu”, wolność, której złowrogie Chiny sprzeciwiały się, zakazując importu narkotyków.

W Chinach ten okres i upokorzenia, jakich kraj doznał, są pamiętane do dziś. Niezliczeni Chińczycy padli ofiarą uzależnienia od opium, które stało się powszechną epidemią po tym, jak Londyn wymusił otwarcie chińskiego rynku na ten narkotyk.

W rezultacie w Chinach narastał opór przeciwko słabej dynastii cesarskiej. Siły napędowe tego ruchu pochodziły jednak z zagranicy, a także od wykształconych na Zachodzie intelektualistów z terytoriów kolonialnych, takich jak Hongkong, Kanton i Szanghaj, którzy skierowali ruch w pożądanym kierunku. W następstwie tzw. rewolucji Xinhai i późniejszej wymuszonej abdykacji sześcioletniego następcy tronu, Puyi, Imperium Chińskie upadło w 1911 roku, a 1 stycznia 1912 roku proklamowano Republikę Chińską, której tymczasowa konstytucja ustanowiła Chiny jako republikę wzorowaną na Stanach Zjednoczonych.

Jednak Republika Chińska wkrótce istniała tylko z nazwy, ponieważ po śmierci jej prezydenta, wysokiego rangą oficera wojskowego, w 1916 roku Chiny rozpadły się na terytoria kontrolowane przez regionalnych watażków. Wybuchła chińska wojna domowa, a w latach 30. XX wieku nastąpiła inwazja japońska. Wojna domowa ostatecznie zakończyła się dopiero w 1949 roku, gdy Czang Kaj-szek został zmuszony do wycofania się na wyspę Tajwan. Chociaż jego państwo było surową dyktaturą i obejmowało jedynie niewielką wyspę, Tajwan nadal nazywał się „Republiką Chińską” i był uznawany na arenie międzynarodowej za jedyne państwo chińskie. Chińska Republika Ludowa, proklamowana przez Mao Zedonga na kontynencie, była wówczas w dużej mierze odizolowana.

Chiny, Tajwan i ONZ

Ponieważ Chiny zostały uznane za zwycięskie mocarstwo w II wojnie światowej, gdy powstawała ONZ, Republika Chińska (niewielka wyspa Tajwan) otrzymała chińskie miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, podczas gdy znacznie większa Chińska Republika Ludowa nie była nawet członkiem ONZ.

Zmieniło się to dopiero w 1971 roku, kiedy Stany Zjednoczone, pod wodzą prezydenta Nixona, rozpoczęły zbliżenie z Chinami, licząc na pozyskanie ich jako przeciwnika Związku Radzieckiego w zimnej wojnie. W lipcu 1971 roku doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Nixona, Henry Kissinger, odwiedził Pekin, przygotowując tym samym wizytę państwową Nixona w 1972 roku. Mao Zedong zażądał międzynarodowego uznania Chin, a w październiku 1971 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję nr 2758, której kluczowy fragment brzmi:

„Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych […] postanawia przywrócić wszystkie prawa Chińskiej Republice Ludowej i uznać przedstawicieli jej rządu za jedynych prawowitych przedstawicieli Chin w Organizacji Narodów Zjednoczonych, a tym samym usunąć przedstawicieli Czang Kaj-szeka z miejsca, które niesłusznie zajmują w Organizacji Narodów Zjednoczonych i wszystkich jej organizacjach”.

W ten sposób Chińska Republika Ludowa stała się również członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, a Tajwan został wykluczony z ONZ.

Polityka Jednych Chin

Chińska Republika Ludowa realizuje politykę Jednych Chin, zgodnie z którą istnieją tylko jedne Chiny, a mianowicie Chińska Republika Ludowa, obejmująca również Hongkong i Tajwan. Chiny wymagają zatem, aby wszystkie państwa pragnące nawiązać stosunki dyplomatyczne z Chińską Republiką Ludową uznały tę przesłankę, tak jak uczyniła to ONZ w rezolucji Zgromadzenia Ogólnego nr 2758. Oznacza to, że każde państwo – w tym wszystkie państwa zachodnie – musi oficjalnie uznać tę politykę.

Nawiasem mówiąc, z tego właśnie powodu tajwańscy politycy nie składają wizyt państwowych na wysokim szczeblu w UE. Ponieważ na Tajwanie nie ma ambasad ani konsulatów europejskich, nie mogą oni nawet otrzymać wiz wjazdowych. Muszą się o nie ubiegać w konsulacie w Chinach.

Ale Stany Zjednoczone oczywiście nie chcą rezygnować ze swojego „lotniskowca” Tajwanu, dlatego w 1979 roku uchwaliły ustawę o stosunkach z Tajwanem, wyrażając poparcie dla „dalszego demokratycznego rozwoju Tajwanu”. Zawarta w niej deklaracja USA, która w razie potrzeby wyposażyłaby Tajwan w broń obronną, od tamtej pory trwale nadwyrężyła stosunki między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Stany Zjednoczone stworzyły w ten sposób potencjalny punkt zapalny, który mogą wykorzystać i w razie potrzeby eskalować konflikt przeciwko Chinom.

Widzieliśmy precedens na Ukrainie, gdzie pomimo protestów Rosji Stany Zjednoczone naciskały na członkostwo Ukrainy w NATO, dopóki Rosja nie widziała innego wyjścia, jak tylko uniemożliwić to militarnie. Podobnie Stany Zjednoczone mogłyby w każdej chwili przekroczyć wszystkie chińskie „czerwone linie” w odniesieniu do Tajwanu i tym samym sprowokować chińską interwencję wojskową, która mogłaby doprowadzić do poważnej wojny.

Według zachodnich mediów i polityków, w takim przypadku winne byłyby oczywiście Chiny, które prowadzą „nieuzasadnioną, agresywną wojnę przeciwko Tajwanowi”.

Stany Zjednoczone igrają z ogniem.

Stany Zjednoczone w ostatnich latach igrały tam z ogniem. Podczas gdy kraje europejskie, ze względu na oficjalnie uznaną politykę jednych Chin, nie wysyłają na Tajwan delegacji wysokiego szczebla ani nie przyjmują tajwańskich przedstawicieli w UE, wysocy rangą politycy amerykańscy praktycznie ustawiali się w kolejce, aby odwiedzić Tajwan za rządów Bidena. Na przykład prowokacyjna wizyta Nancy Pelosi na Tajwanie w 2022 roku pozostaje niezapomniana.

Tajwan jest coraz bardziej zbrojony przez Stany Zjednoczone, co Chiny naturalnie postrzegają jako prowokację. Stany Zjednoczone raczej nie zaryzykowałyby wojny z Chinami o Tajwan, a ustawa o stosunkach z Tajwanem nie przewiduje interwencji wojskowej USA. Jednak, podobnie jak w przypadku Ukrainy i Rosji, Stany Zjednoczone mogłyby naciskać na rząd Tajwanu, by ten prowokował Chiny, składając Tajwanowi wszelkiego rodzaju obietnice.

Fakt, że Stany Zjednoczone jednocześnie depczą politykę jednych Chin, do której, jak twierdzą, są zobowiązane we wszystkich oficjalnych deklaracjach, po raz kolejny dowodzi hipokryzji amerykańskiej polityki.

A UE nie jest w tym o wiele lepsza, o czym świadczy antychińska polityka Brukseli, przyjęta pod presją USA i uzasadniana w wielu oświadczeniach przez wysokich rangą urzędników UE powoływaniem się na chińską politykę wobec Tajwanu.

Ten przykład po raz kolejny ilustruje hipokryzję polityki Zachodu pod przewodnictwem USA, który swoją polityką wobec Tajwanu narusza prawo międzynarodowe, ignorując w istocie rezolucję ONZ nr 2758.

Zachód powinien podjąć decyzję: albo oficjalnie zdystansować się od polityki jednych Chin i uznać Tajwan, co również stanowiłoby jawne naruszenie prawa międzynarodowego i na co Chiny prawdopodobnie zareagowałyby bardzo ostro, albo ostatecznie poprzeć politykę jednych Chin i – podobnie jak w przypadku Hongkongu – poprzeć pokojowe zjednoczenie Chin i Tajwanu w ramach zasady „jeden kraj, dwa systemy”.

Wtedy jednak USA straciłyby swój „lotniskowiec”, Tajwan, czego oczywiście nie chcą. USA prowadzą politykę globalną, w której mogą wykorzystywać swoje wpływy do wywoływania kryzysów w dowolnym regionie świata, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba w walce z geopolitycznymi lub gospodarczymi rywalami. Tajwan nie jest tu wyjątkiem.

Niewidzialna okupacja

Niewidzialna okupacja

Autor artykułu Marek Wójcik 15. maja 2026 world-scam/niewidzialna-okupacja

Matt Agorist jest honorowo zwolnionym weteranem Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych (USMC) i byłym agentem wywiadu, któremu bezpośrednio powierzono zadanie przez NSA. To wcześniejsze doświadczenie daje mu unikalną wiedzę na temat korupcji rządowej i amerykańskiego państwa policyjnego.

Agorist jest niezależnym dziennikarzem od ponad dekady i występował w popularnych stacjach telewizyjnych na całym świecie. Agorist jest również redaktorem naczelnym w Free Thought Project. Obserwuj @MattAgorist na Twitterze.

5 maja Matt Agorist opublikował na thefreethoughtproject.com artykuł: Niewidzialna okupacja: Jak Palantir i sztuczna inteligencja zbudowały więzienie finansowe, które wywołało aplauz mas. Źródło.

Żyjemy w okupowanym kraju, ale siły okupacyjne nie przybyły w czołgach ani mundurach. Przybyły w szafach serwerowych i salach konferencyjnych, sprzedając nam z powrotem nasze zniewolenie pod pretekstem wygody i bezpieczeństwa narodowego. Rozrastające się państwo policyjne nie jest narzucane opornemu społeczeństwu; jest witane z otwartymi ramionami przez ludność śpiącą za kierownicą.

Okupacja, która nie wymaga armii strażników i jest przyjmowana z entuzjazmem przez zniewolonych technologicznie ludzi – to najlepsza forma kontroli społeczeństw. Kiedy niewolnik skłonny jest walczyć nie o własną wolność, ale o zachowanie narzędzi służącym niewolnictwu – wtedy mamy do czynienia z doskonale zaplanowanym i zorganizowanym więzieniem.

Niech ktoś spróbuje ograniczyć ci dostęp do kontrolujących cię na każdym kroku aplikacji komórkowych – wtedy dopiero będziesz się buntował przeciwko niemożliwości korzystania z narzędzi służącym okupantowi do pełnej inwigilacji ciebie i twojego otoczenia. Opłaty parkingowe? Jest przecież wygodna w obsłudze apka! Nie masz przy sobie gotówki? Możesz przecież przyłożyć komórkę do czytnika przy kasie! Możesz zrobić znacznie więcej, żeby wspomóc zbieranie szczegółowych informacji o twoim zachowaniu, poglądach i stopniu gotowości do walki z powszechną inwigilacją.

Skoro prawie 4 000 pracowników Google podpisuje petycje, 13 pracowników Palantir odmawia wykonywania obowiązków, a szef działu robotyki w OpenAI rezygnuje z pracy, ponieważ sztuczna inteligencja coraz bardziej wkracza w sferę działań wojennych, inwigilacji i władzy państwowej… powinniśmy zwrócić na to uwagę.
Źródło.

Dawno minęły te czasy, w których grupka facetów koniecznie w ciemnych okularach, pochyla się nad odbiornikiem przekazującym dźwięki wychwytywane przez mikrofon ukryty w sypialni śledzonej ofiary. Bez obawy, jakkolwiek i to jest możliwe, ale dziś praktycznie nikt nie słucha ani nie ogląda tak olbrzymiej ilości materiału z całego świata. Dzisiaj takimi scenami podnieca się jedynie sztuczna inteligencja, czyli program komputerowy.

Pełna kontrola to nie tylko smartfony. Do pisania moich wywrotowych wpisów korzystam z komputera z trzema dużymi monitorami.

Od ponad roku zauważyłem, że kiedy wstaję z krzesła przed komputerem to przynajmniej jeden, czasem dwa z tych monitorów robi się na krótko czarny. Prawie zawsze wtedy, gdy podnoszę się z krzesła. Ten efekt występuje kilka razy dziennie. Nie żartuję – to się naprawdę dzieje. Nie jest to naturalnie żaden dowód na inwigilację „monitorowaną”, jednak skoro jestem z wykształcenia elektronikiem, to natychmiast pojawia się w mojej głowie sposób technicznej realizacji takiej kontroli. Mógłbym dokładniej się zająć sprawdzeniem tego fenomenu, ale jak większość obywateli okupowanych przez SI krajów, po prostu lekceważę to dziwne zachowanie maszyny (komputera).

Musiałbym w pierwszym rzędzie wyłączyć kamerkę internetową, by sprawdzić, czy to ona kamerka wysyła sygnał ruchu. Pewnie zajmę się w tym w najbliższej przyszłości i wtedy napiszę, co odkryłem.

Produkcja tego smartfona została zlecona przez firmę Palantir.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Kowid – jednak świadoma zbrodnia ludobójstwa. Statystyka wykazuje, że są trzy klasy ofiar. KONIECZNE takie badania w Polsce.

Kowid – zbrodnia ludobójstwa. Statystyka wykazuje, że są trzy klasy ofiar.

[To nie „eksperyment” – to świadoma ZBRODNIA MD]

Marek Wójcik – blog 506. Światowy eksperyment medyczny

https://www.world-scam.com/archive/24043/506-swiatowy-eksperyment-medyczny/

Lądek Zdrój 4.7.2023

Cały blog jako bezpłatny eBook w formacie pdf.

W marcu 2023 r. opublikowano wynik naukowych badań na temat skutków ubocznych różnych serii preparatów mRNA (źródło) firmy Pfizer-BioNTech. Naukowcy odkryli trzy grupy partii preparatów, które znacznie różniły się w aspekcie zgłaszanych skutków ubocznych. Badanie dotyczy populacji Danii. [To ten artykuł: Zależne od partii bezpieczeństwo szczepionki BNT162b2 mRNA COVID-19
Maks Schmeling 1 | Vibeke Manniche 2 | Peter Riis Hansen 3
Investigation-Batch-dependent-safety md]

W Unii Europejskiej do 11 listopada 2022 r. podano 701 milionów dawek szczepionki mRNA BNT162b2 (Pfizer-BioNTech), co powiązano z 971 021 doniesieniami o podejrzewanych działaniach niepożądanych (SAE).

Każdy punkt na diagramie oznacza inną serię (partię) preparatów.

Na żółto zaznaczone na powyższym diagramie przypadki objęło około 30% wszystkich podanych w tym czasie „szczepionek”, nie wykazują praktycznie żadnych skutków ubocznych. Przypadki zielone stanowią 60% wszystkich badanych substancji. Niebieskie – te najgroźniejsze, to jedynie 5% preparatów mRNA. Z niebieskimi partiami „szczepionek” powiązane jest blisko 50% przypadków śmierci.

Wczoraj, 3 lipca 2023 r. ukazał się na austriackiej platformie Report24 artykuł: Analiza partii szczepionek: Jedna trzecia wszystkich szczepionek Covid tylko placebo? Źródło. Jeśli hipoteza postawiona w tytule tego artykułu okaże się prawdą, będzie to jednoznaczny dowód na prowadzenie eksperymentu medycznego na skalę światową. Eksperymentu, którego uczestnicy wprowadzeni zostali w błąd i nieświadomi sytuacji, ryzykowali własnym życiem. Jest to określane jako zbrodnia ludobójstwa.

W badaniach naukowych dotyczących skuteczności i bezpieczeństwa badanych leków zawsze tworzy się porównawczą grupę probantów, której podaje się placebo.

Oni nie dostali placebo.
Manchester Wielka Brytania. Źródło: Telegram 2.7.2023 r. 15:33

Takie listy zmarłych „nagle i nieoczekiwanie” można spotkać w wielu miastach w prawie każdym kraju na świecie.

============================================

mail:

Konieczne – i łatwe – jest sprawdzenie , jakie „klasy” ludzi dostały te różne zastrzyki.

===========================================

Czy znajda się uczciwi naukowcy w Polsce, by przeprowadzić podobne badania?

====================

mail od profesora: Można więc poznać, wg. jakich kryteriów dzielono ofiary.

Religia? Rasa? Znajomości? Partie? Tajne loże? Majętność? Wiek?

Iran, podobnie jak Rosja, rezygnując ze zwycięstwa, nie zapewnił sobie pokoju

Iran, podobnie jak Rosja, nie zapewnił sobie pokoju, rezygnując ze zwycięstwa.

Paul Craig Roberts

W swoim najnowszym filmie „Tańczący z niedźwiedziami” John Helmer pisze o powiązaniach Putina z Izraelem – pomimo ludobójstwa:

Prezydent Władimir Putin oświadczył, że Rosja i Izrael tworzą „prawdziwą rodzinę; mogę to powiedzieć bez przesady. W Izraelu mieszka prawie 2 miliony osób rosyjskojęzycznych. Uważamy Izrael za kraj rosyjskojęzyczny… Bez przesady mogę z dumą stwierdzić, że prawdopodobnie nigdy nie było tak wysokiego poziomu relacji między Rosją a Izraelem, jeśli nie cofniemy się, oczywiście, do pierwszych miesięcy, a może nawet kilku lat istnienia Państwa Izrael. Stanowiska Rosji i Izraela, narodów naszych krajów, są zgodne…”.

Jak Helmer jasno daje do zrozumienia w rozmowie z Rasheedem, wrogie stanowisko Izraela wobec Rosji nie ma absolutnie żadnej wzajemności. Niedawno, na prośbę Zełenskiego, Izrael nałożył embargo na dostawy rosyjskiego zboża do Izraela, opierając się na podejrzeniach, że część zboża mogła zostać wyhodowana na okupowanych przez Rosję ukraińskich terytoriach w Donbasie.

Putin nie zrobił absolutnie nic, aby zapobiec izraelsko-amerykańskiemu atakowi na Iran. Zażądał jedynie, aby Izrael nie atakował irańskiego reaktora jądrowego, nad którym Rosjanie pracowali. Najwyraźniej Putin nie chciał ryzykować strat po stronie rosyjskiej, które mogłyby zmusić go do wsparcia Iranu w walce z izraelsko-amerykańskim atakiem.

Putin, podobnie jak Trump, wydaje się być bardziej pod kontrolą syjonistycznego państwa Izrael niż własnych obywateli. Wszystko dla Izraela. Nic dla Amerykanów ani Rosjan.

Polityka Trumpa „Izrael przede wszystkim” oznacza rosnące ceny energii i niedobory nawozów dla Amerykanów i całego świata, co razem prowadzi do wyższej globalnej inflacji. Ponieważ inflacja rośnie szybciej niż dochody i zatrudnienie, obywatele amerykańscy płacą cenę za to, że ich prezydent jest marionetką Izraela drugiej kategorii.

Putin również przyjął tę rolę, jeszcze bardziej osłabiając wpływ Rosji na sprawy światowe. Nikt już nie zwraca uwagi na wypowiedzi Putina. Żadna z jego „czerwonych linii” nie miała żadnego znaczenia. Dlatego nic, co mówi Kreml, również nie ma znaczenia. Nikt już nawet nie słucha.

Gilbert Doctorow zwraca uwagę na utratę prestiżu Rosji i zauważa, że ​​Putin, obawiając się ataku ze strony USA, MI6 i Ukrainy na wczorajsze obchody Dnia Zwycięstwa, upamiętniające klęskę III Rzeszy, skrócił paradę do 45 minut i powstrzymał się od prezentacji rosyjskich systemów uzbrojenia, aby uchronić doroczny Dzień Zwycięstwa przed niszczycielskim atakiem. Uwaga: Po raz pierwszy w historii Rosja nie mogła świętować zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami w tradycyjny sposób, ponieważ Putin odmawia wygrania wojny na Ukrainie.

Dlaczego Putin nie chce wygrać wojny?

Helmer i Doctorow przedstawili swoje spostrzeżenia. Na Kremlu rosyjscy nacjonaliści mają mniejsze wpływy niż Kiriłł Dmitriew, wpływowy przedstawiciel rosyjskich oligarchów i szef Rosyjskiego Banku Centralnego, którego chroni Putin. Dmitriew, który dorastał i kształcił się w USA, oraz dyrektor Rosyjskiego Banku Centralnego są proamerykańscy, a nie prorosyjscy. W rzeczywistości działają jako amerykańscy agenci w organach decyzyjnych Kremla, wykorzystując wojnę i negocjacje wojenne do pośredniczenia w umowach biznesowych między USA a Rosją, które mają na celu zapewnienie wystarczających korzyści amerykańskim interesom, tak aby – w ich nadziei – amerykańskie dążenie do wojny ustąpiło miejsca dążeniu do zysku. Innymi słowy, Putin zdradza Rosję w zamian za zniesienie sankcji.

Helmer i Doctorow są o wiele bardziej kompetentni i lepiej poinformowani niż CIA i MI6. Uznali, że brak obrony Rosji i jej sojuszników przez Putina uczynił Rosję krajem bardzo słabym – słabością, która prowokuje ataki. Jak ostrzegałem od kilku lat, strategiczna pomyłka Putina prowadzi do wojny nuklearnej.

Źródło: Iran, podobnie jak Rosja, uchylając się od zwycięstwa, nie zapewnił pokoju

Prof. Glenn Diesen o Rosji, Europie i NATO

Prof. Glenn Diesen o Rosji, Europie i NATO

Napisał: Glenn Diesen

Opracował: Zygmunt Białas zygmuntbialas/prof-glenn-diesen-o-rosji-europie-i-nato

ZB: Drony produkowane w Europie mają zasięg do 1500 km i od pewnego czasu ukraiński reżim atakuje nimi skutecznie rafinerie i zakłady produkcyjne znajdujące się w głębi Rosji, wyrządzając jej ogromne straty gospodarcze i siejąc zwątpienie. Polskojęzyczne łże-media nie kryją swej radości, a uznani eksperci światowi zamilkli. Specjalna Operacja Wojskowa nie przynosi – jak dotąd – oczekiwanych efektów. Jak jest w istocie? Jakie wydarzenia mogą teraz nastąpić? – Prof. Glenn Diesen opisuje to i przedstawia prognozę tego, co może się wydarzyć:

W czasie zimnej wojny miało być NATO tymczasowym sojuszem wojskowym, zjednoczonym wspólnym wrogiem i wspólnym zagrożeniem. Kiedy to zagrożenie zniknęło wraz z końcem zimnej wojny, a następnie wraz z upadkiem Związku Radzieckiego, centralne pytanie lat 90. brzmiało: Jaki będzie nowy cel Paktu Atlantyckiego? – Odpowiedzią na to pytanie było dążenie do jednobiegunowości, czyli kolektywnej hegemonii w erze postzimnowojennej poprzez ekspansjonizm NATO i interwencjonizm wojskowy.

Rosja otrzymała domyślne ultimatum: albo będzie posłusznym uczniem cywilizacji, albo stanie się siłą antycywilizacyjną. Moskwa mogła albo zaakceptować hegemoniczną rolę NATO jako ‚siły dobra’, albo się jej przeciwstawić – w takim przypadku NATO powróciłoby do swojej dawnej roli konfrontacji z Rosją. Wspierana przez NATO zmiana reżimu na Ukrainie – mająca na celu przekształcenie kraju z partnera Rosji w państwo frontowe walczące z Rosją – wywołała wojnę w 2014 roku.

NATO zaczęło powracać do swojej dawnej roli konfrontacji z Federacją Rosyjską, ale nastąpiło to w momencie, gdy era hegemonii już się skończyła.

Teraz, gdy dawna zbiorowa hegemonia została zrównoważona i wyłonił się świat wielobiegunowy, NATO ponownie straciło swój cel i rozpada się. Europejscy przywódcy chcą przywrócić pierwotny cel sojuszu: powstrzymanie Rosji. To się nie powiedzie, ponieważ opiera się na zwodniczej narracji, że Rosja chce odbudować Związek Radziecki, a nie jedynie zrównoważyć ekspansjonizm i interwencjonizm wojskowy NATO.

Stany Zjednoczone nie powrócą jednak do pierwotnego celu NATO, ponieważ globalny układ sił uległ zmianie, i dlatego nie będą podporządkowywać się fałszywym narracjom europejskich przywódców. USA znajdują się w stanie względnego upadku i nie są w stanie utrzymać jednocześnie strategicznej dominacji w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Azji Wschodniej i na półkuli zachodniej. Stany Zjednoczone nie mogą być obecne wszędzie naraz w wielobiegunowym świecie i przeniosą swoją uwagę na półkulę zachodnią i Azję Wschodnią. Amerykańska obecność w Europie pochłania zbyt wiele zasobów i zbliża Rosję do Chin – jej głównego przeciwnika. Jednak Stany Zjednoczone są skłonne powierzyć konflikt z Rosją Europejczykom. Europa pozostaje uległa, a Rosja jest osłabiona.

Europejskie orły

Gdyby Europa miała racjonalnych przywódców, dostosowałaby się do nowego międzynarodowego układu sił, zakończyła tę wojnę, zawarła pokój z Rosją, stworzyła wspólną paneuropejską architekturę bezpieczeństwa – o 35 lat za późno – która uratowałaby również Ukrainę, usuwając ją z linii frontu ponownie podzielonej Europy, i zdywersyfikowała jej relacje gospodarcze, aby uniknąć nadmiernego polegania na jakimkolwiek pojedynczym mocarstwie zagranicznym. Europie brakuje jednak racjonalnych przywódców, a nawet argument, że broń nie jest drogą do pokoju, a dyplomacja jest konieczna, jest zniesławiany i cenzurowany jako ‚prorosyjska’ zdrada. Europejska klasa polityczna nadal hołduje rusofobicznym narracjom i polityce, które zaostrzają konfrontację i przedłużają konflikt.

Przebieg wydarzeń staje się coraz bardziej oczywisty: NATO będzie się nadal rozpadać, a Europejczycy będą to rekompensować dalszą eskalacją wojny z Rosją. Dzieje się to w czasie, gdy Rosja desperacko próbuje przywrócić swoją siłę odstraszania, jest więc prawdopodobny odwet na Europie – najprawdopodobniej na Niemczech – podczas gdy amerykańskie zaangażowanie i ochrona Europy słabną. Przewidywalną konsekwencją jest to, że europejscy przywódcy ostatecznie sprowokują zdecydowaną odpowiedź Rosji, która może szybko przerodzić się w – miejmy nadzieję – ograniczony – atak nuklearny.

uncutnews.ch/prognose-der-zusammenbruch-der-nato-atomkrieg

Napisał: Glenn Diesen

Opracował: Zygmunt Białas

Trump zachowuje się jak Hitler w 1945 roku

Trump zachowuje się jak Hitler w 1945 roku

– Douglas Macgregor ostrzega przed

niekontrolowaną eskalacją wobec Iranu

W szczerym wywiadzie były pułkownik USA i doradca Pentagonu Douglas Macgregor analizuje dramatyczną eskalację konfliktu między USA, Izraelem i Iranem. Wywiad został zainspirowany doniesieniami o możliwym rozmieszczeniu na Bliskim Wschodzie nowej amerykańskiej broni hipersonicznej „Dark Eagle”.

Macgregor maluje ponury obraz: Stany Zjednoczone znajdują się w pułapce strategicznej, prezydent Donald Trump działa z coraz większą desperacją, a Iran jest teraz w stanie sam dyktować eskalację.

Broń hipersoniczna jako ostateczność?

W centrum dyskusji znajduje się tzw. pocisk rakietowy „Dark Eagle” – pierwsza oficjalnie rozmieszczona broń hipersoniczna armii USA. Według doniesień, Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) zwróciło się z prośbą o rozmieszczenie tego systemu na Bliskim Wschodzie w celu potencjalnego użycia przeciwko Iranowi. Broń ma osiągać prędkość przekraczającą Mach 5 i została specjalnie zaprojektowana do niszczenia głęboko ufortyfikowanych celów, takich jak podziemne centra dowodzenia czy obiekty nuklearne.

Macgregor podchodzi jednak do tego sceptycznie. Nikt nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić, jak skuteczna jest ta broń w rzeczywistych warunkach bojowych. Wiele wysoko ocenianych systemów pokazało już swoje ograniczenia w wojnie na Ukrainie – zarówno po stronie Zachodu, jak i Rosji. Dopiero w praktyce okaże się, czy broń rzeczywiście spełnia obietnice planistów wojskowych.

Następnie Macgregor przytacza historyczne porównanie, które uderza niczym polityczny grom z jasnego nieba. Trump, jak twierdzi, zachowuje się podobnie do Adolfa Hitlera w ostatnim roku II wojny światowej: przywódcy desperacko szukającego cudownej broni, aby w jakiś sposób uratować pogarszającą się sytuację. Hitler, jak twierdzi, polegał na tak zwanej broni „srebrnej kuli” – rewolucyjnych systemach, które teoretycznie mogłyby mieć ogromny wpływ, ale pojawiły się o wiele za późno, by zmienić bieg wojny. I właśnie to, jak twierdzi, obserwujemy teraz ponownie.

Macgregor stawia kluczowe pytania: Ile takich pocisków hipersonicznych faktycznie istnieje? Jak szybko można je wyprodukować? Jak długo można utrzymać intensywne użytkowanie? Jego wniosek jest jasny: nawet ta broń nie zmusi irańskich przywódców do kapitulacji.

„Dlaczego Irańczycy nadal mieliby wierzyć USA?”

Krytyka wiarygodności Waszyngtonu przez Macgregora jest szczególnie miażdżąca. Otwarcie kwestionuje on, dlaczego jakikolwiek rozsądny rząd miałby nadal negocjować z USA. Argumentuje, że Stany Zjednoczone systematycznie niszczyły porozumienia międzynarodowe i łamały własne zobowiązania w ostatnich latach.

Jako przykład podaje traktat INF dotyczący pocisków rakietowych średniego zasięgu – jedno z najważniejszych porozumień o kontroli zbrojeń zimnej wojny. To porozumienie kiedyś uratowało Europę przed masową eskalacją nuklearną, ponieważ obie strony zgodziły się całkowicie wyeliminować całą kategorię niebezpiecznej broni. Jednak Waszyngton „lekkomyślnie odrzucił” ten traktat.

Według Macgregora praktycznie wszystkie dotychczasowe mechanizmy kontroli i monitorowania zostały zniszczone. Nikt nie wie dokładnie, jaką bronią dysponuje druga strona. Właśnie z tego powodu, argumentuje, Irańczycy nie mają motywacji, by ufać amerykańskim obietnicom. Dla Teheranu najlepszym scenariuszem jest po prostu to, że USA się poddają i opuszczą region.

Iran grozi całkowitą eskalacją

W dalszej części wywiadu omawiane są doniesienia, że ​​armia amerykańska rozważa konkretne opcje ataku na Iran. Według doniesień medialnych obejmują one ukierunkowane ataki na irańską infrastrukturę, operacje lądowe mające na celu kontrolę Cieśniny Ormuz, a nawet operacje specjalne mające na celu przejęcie irańskiego uranu.

Jednocześnie irańscy urzędnicy jednoznacznie dali do zrozumienia, że ​​wznowienie wojny będzie prowadzone bez żadnych ograniczeń. Wspomnieli o możliwych atakach na infrastrukturę energetyczną państw Zatoki Perskiej, zamknięciu cieśniny Bab al-Mandab oraz aktach sabotażu wymierzonych w kable podmorskie i systemy komunikacyjne w regionie.

Macgregor stawia centralne pytanie strategiczne w następujący sposób: Kto ma władzę, by zaostrzyć konflikt? Jego odpowiedź: Nie Waszyngton, ale Teheran. Iran jest teraz w stanie sam decydować o tempie i intensywności eskalacji.

Ostrzeżenie Putina dla Trumpa

Na szczególną uwagę zasługuje ocena rozmowy telefonicznej między Władimirem Putinem a Trumpem dokonana przez Macgregora. Choć nie zna on treści rozmowy, podejrzewa, że ​​Putin jasno dał Trumpowi do zrozumienia, że ​​Iran uznałby nowy atak za zagrożenie egzystencjalne. W takim przypadku Teheran „zareagowałby z całych sił”.

Iran nie ma już motywacji, by reagować w sposób umiarkowany ani ufać amerykańskim zapewnieniom. Dlatego Putin prawdopodobnie odradzał powrót do wojny i zamiast tego sugerował poszukiwanie alternatywnego rozwiązania. Rosja i Chiny mogłyby pełnić rolę gwarantów takich porozumień.

„Irańczycy mają teraz inicjatywę strategiczną”

Macgregor argumentuje, że Stany Zjednoczone znajdują się w niekorzystnej sytuacji strukturalnej. Amerykańskie siły zbrojne operują tysiące kilometrów od kraju. Każda linia zaopatrzeniowa jest długa, droga i podatna na ataki. Jednocześnie sprzęt i personel są coraz bardziej wyczerpywane.

Wskazuje na obciążenie amerykańskich sił morskich w Zatoce Perskiej. Nawet grupy lotniskowców są narażone na ogromne zużycie. Żołnierze i marynarze są wyczerpani fizycznie i psychicznie, a jednocześnie coraz więcej systemów wymaga intensywnej konserwacji.

Macgregor interpretuje zatem dyskusję na temat użycia eksperymentalnej broni hipersonicznej jako przejaw narastającej desperacji w Białym Domu. Trump gorączkowo szuka sposobu, by zmusić Iran do uległości. Uważa jednak, że to po prostu nie zadziała.

„To jest wojna Izraela”

Wypowiedzi Macgregora stają się szczególnie wybuchowe, gdy odnosi się do roli Izraela. Twierdzi on, że wojna z Iranem jest w rzeczywistości prowadzona w celu realizacji interesów Izraela. Izrael, jak twierdzi, od lat dąży do zniszczenia Iranu – a ostatecznie o to właśnie chodzi w tym konflikcie.

Macgregor uważa jednak, że Izrael mógł przesadzić. Sytuacja militarna i geopolityczna rozwija się inaczej niż oczekiwano. Jednocześnie sugeruje, że Trump jest coraz bardziej sfrustrowany informacjami, które otrzymał w okresie poprzedzającym wojnę.

W wywiadzie wspomniano również o wypowiedziach Trumpa, w których polecił Benjaminowi Netanjahu przeprowadzać ataki w Libanie bardziej „chirurgicznie” i powodować mniejsze zniszczenia, ponieważ zaszkodziłoby to Izraelowi na arenie międzynarodowej. Macgregor pozostaje jednak sceptyczny. Sama retoryka nic nie znaczy – kluczowe są konkretne zmiany polityczne.

„Netanjahu kontroluje siły zbrojne USA”

Ton wywiadu pod koniec staje się jeszcze mroczniejszy. Macgregor reaguje niemal z rezygnacją, mając nadzieję, że Trump w końcu uwolni się spod wpływów Izraela. Jeśli Izrael poprze Netanjahu, mówi, to teraz jest idealny moment, ponieważ Netanjahu de facto przejął kontrolę nad amerykańskimi siłami zbrojnymi.

Macgregor przytacza jako dowód przeszłe sytuacje, w których amerykańscy politycy natychmiast konsultowali się z Netanjahu. Dopóki ta sytuacja pozostanie zasadniczo niezmieniona, nie spodziewa się pozytywnego rozwoju relacji między Waszyngtonem a Tel Awiwem.

Żądanie wycofania się z Zatoki Perskiej

Rozwiązanie Macgregora brzmi radykalnie: Stany Zjednoczone powinny zaprzestać wszelkich działań wojskowych przeciwko Iranowi, wycofać swoje wojska z regionu i w pełni otworzyć Zatokę Perską. Jednocześnie Waszyngton powinien zaakceptować międzynarodową mediację w celu znalezienia innego sposobu postępowania z Teheranem.

W przeciwnym razie wojna grozi niekontrolowaną eskalacją – z ogromnymi konsekwencjami dla dostaw energii, handlu międzynarodowego i globalnego porządku bezpieczeństwa. Macgregor jest przekonany: Zachód nie docenia Iranu, przecenia własne możliwości i niebezpiecznie zbliża się do katastrofy strategicznej.

Moja ulubiona teoria spiskowa

Moja ulubiona teoria spiskowa

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    12 maja 2026 michalkiewicz

Co było najtwardszym jądrem systemu komunistycznego? Najtwardszym jądrem była bezpieka – co wyszło na jaw w stanie wojennym, kiedy to na rozkaz bezpieczniaków, internowany został Edward Gierek i jego pierwszy minister Piotr Jaroszewicz. Nie chodziło o to, że Gierek, czy Jaroszewicz stwarzali jakieś zagrożenie dla socjalizmu, czy sojuszów. Ani jednemu, ani drugiemu taki pomysł nie przyszedłby do głowy nawet w gorączce. Chodziło wiec o to, by przy pomocy tej aluzji dać tubylczemu narodowi do zrozumienia, że partia już się nie liczy. Oto wpakowaliśmy za kratki pierwszego sekretarza i co? I nic – ani jeden głos nie podniósł się w jego obronie. Toteż bezpieka wojskowa i cywilna administruje w pełnej zgodzie i harmonii stanem wojennym – aż do roku 1984.

Wtedy dochodzi do fermentacji w ZSRR, którym wcześniej rządzili sklerotyczni starcy: Breżniew, Andropow i Czernienko, co to nie byli już w stanie zareagować na erozję systemu jałtańskiego – czy bronić go do upadłego, czy zrobić coś alternatywnego. Musiały tam trwać przygotowania do zmiany na szczytach władczy, które przełożyły się na sytuację w naszym nieszczęśliwym kraju. Nie było bowiem bez znaczenia, kto będzie wykonywał nowe rozkazy z Moskwy. Toteż jesienią 1984 roku doszło do konfrontacji między wywiadem wojskowym i bezpieką „cywilną”, czyli SB, czego zewnętrznym wyrazem było zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki. Warto przypomnieć, że generał Kiszczak powiedział wtedy, że to morderstwo miało „uderzyć w generała Jaruzelskiego”, czyli w wywiad wojskowy.

Ta wojna zakończyła się już w maju 1985 roku, zaraz po tym, jak w marcu 1985 roku nowy sekretarz KC KPZR Michał Gorbaczow, spotkał się w Genewie z prezydentem Ronaldem Reaganem, któremu zaproponował, by wspólnie ustanowili nowy porządek polityczny w Europie – a ZSRR odstąpi od desperackiej obrony porządku jałtańskiego. Ze wszystkich stanowisk pytajnych i państwowych został zdymisjonowany gen. Mirosław Milewski, co świadczyło, że na placu boju pozostał wywiad wojskowy. Miało to przełożenie na przełomie lat 80-tych i 90-tych, kiedy to SB została poddana „weryfikacji”, podczas gdy wywiad wojskowy przeszedł transformację w szyku zwartym i jako Wojskowe Służby Informacyjne, nadzorował prawidłowy jej przebieg.

Oferta sowiecka została przez Amerykanów przyjęta – o czym świadczyły regularne, coroczne spotkania obydwu przywódców, podczas których szczegóły nowego porządku były stopniowo konkretyzowane. I już na następnym spotkaniu w Rejkjaviku na Islandii w roku 1986 okazało się, że istotnym elementem tego nowego porządku będzie ewakuacja imperium sowieckiego ze Środkowej Europy. Ta ewakuacja nastąpiła co prawda prawie 10 lat później – ale wtedy pojawiła się wiarygodna informacja, że tak będzie – która wywołała ogromny rezonans w państwach Europy Środkowej, w których rozpoczęły się przygotowania do sławnej transformacji ustrojowej. Wiadomo było bowiem, że jak tylko Sowieci się ewakuują, to ten ustrój, jakiego świat nie widział, nie przetrwa długo, więc trzeba zawczasu przygotować się do nowego ustroju.

W nowym ustroju, o pozycji społecznej i politycznej będzie decydował stan posiadania, toteż środowisko władzy, czyli tzw. „nomenklatura” rozpoczęło gromadzenie majątków poprzez rozkradanie majątku państwowego. Służyły temu celowi spółki nomenklaturowe i „afery” – na przykład afera Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, w ramach której bezpieka ukradła 1640 mln dolarów, teoretycznie wyasygnowanych na skupienie polskich weksli na międzynarodowym rynku finansowym.

To był jeden z systemowych nurtów przygotowań do transformacji ustrojowej, Drugim systemowym nurtem była selekcja kadrowa w strukturach opozycyjnych, by w jej następstwie wyłonić taką reprezentację społeczeństwa, do której wywiad wojskowy miałby zaufanie i z którą podzieliłby się władzą w taki sposób, by jego pozycji nic nigdy zagrozić nie mogło. I tak się stało. Na czele reprezentacji społecznej, jako papierek lakmusowy, został postawiony Kukuniek, otoczony przez przedstawicieli „lewicy laickiej”, czyli dawnych stalinowców, którzy mimo różnych dąsów – zachowali serca po lewej stronie – jak przykazał Stalin. Ukształtowany wtedy system polityczny przetrwał do dnia dzisiejszego z tym, że nazwy tworzących go formacji wprawdzie się zmieniają, ale nie zmienia się sprawa zasadnicza. Chodzi o to, by ani z jednej, ani z drugiej strony nie pojawiła się żadna polityczna alternatywa. Toteż – uprzedzając nieco chronologię – kiedy wskutek niedopatrzenia się pojawiła w postaci Konfederacji, zarówno Volksdeutsche Partei, jak i PiS, ponad podziałami dążą się jej neutralizacji i wyeliminowania.

Ale oprócz tych systemowych przygotowań do transformacji ustrojowej pojawił się nurt trzeci – przygotowań prywatnych. Bezpieczniacy są wprawdzie zdemoralizowani, co się objawia w gotowości służenia każdemu, kto im obieca możliwość pasożytowania na historycznym narodzie tubylczym – ale inteligentni i spostrzegawczy. Dążąc do zagwarantowania sobie osobistej polisy ubezpieczeniowej na wypadek, gdy Sowietów już tu nie będzie, postawili na odwrócenie sojuszy, to znaczy – zawczasu przewerbowali się na służbę do naszych nowych sojuszników w słusznym – jak się okazało – przekonaniu, że oni nie dadzą im – jako swoim agentom – zrobić krzywdy. Tedy jedni przewerbowali się do służb amerykańskich, inni – do niemieckiej BND, jeszcze inni – do izraelskiego Mosadu, a reszta została przy rosyjskim GRU.

W ten sposób ukształtowały się trzy stronnictwa, które rotacyjnie administrują naszym nieszczęśliwym krajem: Stronnictwo Ruskie – obecnie w konspiracji, Stronnictwo Pruskie – obecnie u steru oraz Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, pragnące do steru powrócić. Zależności, jakie się w trakcie transformacji ustrojowej ukształtowały, przetrwały do dnia dzisiejszego na skutek dwóch czynników. Pierwszym z nich jest dziedziczenie pozycji społecznej, w ramach którego dzieci agentów zostają agentami. Mamy więc całe bezpieczniackie dynastie, które mogliśmy obserwować choćby podczas konferencji „Most” w czerwcu 2015 roku. Drugim czynnikiem jest agentura. Werbowana i za komuny i za „wolnej Polski” obsadziła wszystkie kluczowe dla życia państwowego i publicznego miejsca i za jej pośrednictwem poszczególne stronnictwa ręcznie sterują nie tylko życiem państwowym, ale całym życiem publicznym, religijnego odcinka nie wyłączając.

A przypominam to wszystko w związku z zamieszaniem, wywołanym przez pana prezydenta Karola Nawrockiego, który zamierza opublikować „Aneks” do „Raportu o Rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych”, których oficjalna nieobecność jest tylko wyższą formą obecności.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Ukryte rządy

Ukryte rządy

Autor artykułu Marek Wójcik 11. maja 2026 world-scam.com/ukryte-rzady

Historia współczesnych amerykańskich think tanków zaczyna się nie w Waszyngtonie, lecz w Paryżu. W styczniu 1919 roku zwycięzcy I wojny światowej spotkali się na konferencji pokojowej w Wersalu. W skład delegacji amerykańskiej wchodziła grupa naukowców, bankierów i dyplomatów, którzy nazywali siebie „The Inquiry” – panel ekspertów osobiście powołany przez prezydenta Wilsona w celu przygotowania negocjacji pokojowych.

Tak zaczyna się fascynująca historia tworzenia postaw dzisiejszego głębokiego państwa. Historia jest oczywiście dużo starsza i trzeba by było zacząć od masonerii i jej zgubnego wpływu na losy świata. Jednak ten opis jest dobrym podsumowaniem tego, co jest przyczyną zmian w dzisiejszym świecie.

Wczorajszy artykuł na tkp.at nosi tytuł: Od klubu kolacyjnego do narzędzia kształtowania światowej polityki: historia amerykańskich think tanków i ich wpływ na Niemcy. Źródło.

Analiza geopolityczna, która nie uwzględnia wpływu Deep State na wszystkie większe i mniejsze państwa naszego świata, świadczy o nieznajomości autentycznej światowej sytuacji politycznej. Wszystkie ważniejsze wydarzenia polityczna takie jak plandemia kowida, wojna na Ukrainie, na Bliskim Wschodzie, inwazja migrantów, histeria klimatyczna, geoinżynieria – wszystkie te katastrofy zostały zaplanowane i zrealizowane przez ten ponadpaństwowy nowotwór naszego świata.

Narzędzia, jakie wykorzystują to ONZ, UE Światowe Forum Ekonomiczne oraz praktycznie wszystkie rządy zarówno we wschodnim, jak i zachodnim świecie. Wpływ na polityków uzyskali poprzez uzależnienie ich kariery od wsparcia polityczno-medialnego w karierze również tych, którzy dotarli na szczyty władzy państwowej.

Była sobie kiedyś historia o Trumpie, złotym rycerzu na złotym koniu, który chciał pokonać złowrogą branżę farmaceutyczną i „głębokie państwo”.
Święty Trump wraz z Billem Gatesem pragnie zwalczać polio, HIV i inne choroby przy użyciu tych samych środków, dzięki którym udało mu się zrealizować swój wspaniały projekt „Operation Warp Speed”.

Źródło: Telegram 05.09.2025 r. 17:03.

Nie było złotego konia, zamiast rumaka pojawiła się złota statua.

Przywódcy ewangeliccy popierający ruch MAGA zebrali się w Mar-a-Lago i Trump National Doral Miami, aby poświęcić złotą statuę zadedykowaną Trumpowi, podczas gdy sam Trump dołączył do uroczystości zdalnie przez telefon.

Naturalnie, że wielkie mocarstwa dążą do uzyskania przewagi nad przeciwnikiem. Wiele jednak działań służy jedynie odwróceniu uwagi od autentycznych wydarzeń. W tym tygodniu ma dojść do spotkania szefów Chin i USA. Zobaczymy, jak tanio Trump sprzeda Chińczykom Tajwan? On lubi dobre deale.

Pan rycerz okazał się zbyt słaby na tak skrytego i podstępnego przeciwnika. Chęci pewnie miał, by dobrać się do skóry szarym eminencjom. Kiedy walczy się ze spiskiem budowanym przez setki lat, to kilka spontanicznych akcji może nawet ich zaskoczyć, jednak w końcu znajdą, jakiegoś epsteinowskiego haka, by ustawić go razem z jego ego tam, gdzie sobie tego życzą. Owszem zakończył kretyński genderyzm, drastycznymi metodami zwalcza migrację, zmusił wielkiego Billa szczepionkologa do zwrotu z histerii płonącego świata, w kierunku bardziej mroźnym. Kierunek nie ważny, ważna skrajność, bo tylko skrajne groźby wywołują strach.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

W Azji Zachodniej rodzi się nowy porządek

Pepe Escobar: W Azji Zachodniej rodzi się nowy porządek

Autorstwa Pepe Escobara

Prawie cała planeta zapłaci niezwykle wysoką cenę za najnowszą amerykańską demencję .

Zacznijmy od operacji pod fałszywą flagą.

Iran zaatakował port Fudżajra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – „święty Graal” eksportu ropy naftowej – ponad tuzinem pocisków balistycznych i manewrujących.

Nie, nie zrobił tego. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej stanowczo temu zaprzeczył. Media w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – skrajnie cenzurowanej organizacji – zaczęły rozpowszechniać twierdzenie, że atak miał swoje źródło w Arabii Saudyjskiej.

Mgła wojny. Nikt nie może odkryć prawdziwego źródła operacji pod fałszywą flagą. Dość łatwo obliczyć, kto na niej skorzysta.

Następnie Arabia Saudyjska i Kuwejt zablokowały Stanom Zjednoczonym dostęp do swoich baz lotniczych (teraz już przywróconych) – byli bardzo poirytowani, ponieważ Pentagon całkowicie zbagatelizował atak na Fudżajrę (po raz kolejny sugerując, że była to operacja pod fałszywą flagą).

Dla absurdalnego Sekretarza Obrony USA rakiety wystrzelone nad Fudżajrą nie były naruszeniem i tak już kruchego zawieszenia broni.

Barbaria była wściekła na kontratak Rijadu. W rezultacie okrzyknięta „humanitarna” operacja Wolność, Swoboda, czy jakkolwiek się nazywała – mająca na celu „odblokowanie” Cieśniny Ormuz – zniknęła w niecałe 48 godzin.

Oficjalnym powodem był „ogromny postęp w negocjacjach”. Postęp jest praktycznie zerowy. Prawdziwym powodem nie był impas operacyjny spowodowany zamknięciem przestrzeni powietrznej przez Rijad. To był oszałamiający pokaz siły ognia Iranu, który dosłownie zaparł dech w piersiach Pentagonowi w piersiach. Oczywiście nic nie zostało oficjalnie potwierdzone. Mgła wojny.

Zaraz potem Amerykanie zaatakowali irański tankowiec Hasna w pobliżu Cieśniny Ormuz i uszkodzili jego ster za pomocą działa Super Horneta.

Irańska odpowiedź była ostra: połączenie pocisków balistycznych i manewrujących skierowanych przeciwko okrętom, dronów kamikaze z głowicami odłamkowo-burzącymi oraz łodzi motorowych. Ofiarami były trzy amerykańskie niszczyciele – Truxtun, Mason i Rafael Peralta – próbujące przepłynąć Cieśninę Ormuz od strony Zatoki Omańskiej.

Niszczyciele dosłownie uciekały, ratując życie. Operacja morska Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) była tak zacięta, że ​​musieli użyć systemów obrony ostatniej szansy, takich jak działa CIWS.

——————-

[CIWS (ang. Close-In Weapon System), czyli system artyleryjski obrony bezpośredniej, to w pełni zautomatyzowany, okrętowy system obrony przed pociskami rakietowymi, samolotami i dronami. Działa jako „ostatnia linia obrony”, gdy inne systemy zawiodą, niszcząc zagrożenia w bliskiej odległości (zwykle do 1,5 km) za pomocą szybkostrzelnych działek (20–30 mm) sterowanych radarem. ]

———————————————

Ebrahim Zolfaghari, niezrównany rzecznik siedziby Khatam al-Anbiya, ujawnił szczegóły:

Amerykański okręt wojenny próbujący przepłynąć przez Cieśninę Ormuz został zniszczony przez flotę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Dwa inne okręty, które przybyły mu z pomocą, zostały poddane silnemu ostrzałowi i zmuszone do ucieczki.

Dane satelitarne z satelity FIRMS NASA wykazały następnie, że duży pożar, wcześniej odkryty w prowincji Musandam w Cieśninie Ormuz, przesunął się z pierwotnego miejsca, co sugeruje, że płonący statek dryfował z prądem. Drugi duży pożar odkryto również 30 km na zachód od małej wyspy Larak.

Pożary miały miejsce dokładnie w tym samym rejonie, w którym niszczyciele zmuszone były użyć systemów obrony bliskiego zasięgu CIWS, 5-calowych dział okrętowych oraz karabinów maszynowych kalibru .50 w obliczu salwy rakiet IRGC wystrzelonych z wybrzeża Bandar Abbas.

Amerykańska odpowiedź, w bezsilnej wściekłości, polegała na atakach na kilka punktów na wyspie Keszm. To niczego nie zmieni.

Krótko mówiąc: w ciągu niecałych 48 godzin Iran i Barbaria przeszli od „ogromnego postępu” w opracowaniu wątpliwego, jednostronnego Memorandum of Understanding (MoU) – w rzeczywistości zredagowanego przez syjonistyczne psy – do wojny bez tabu.

Witamy zatem w „zawieszeniu broni”, które obowiązywało przez cały miesiąc, począwszy od 8 kwietnia, a teraz przerodziło się w sporadyczne strzelaniny (będzie ich więcej), podczas gdy zarówno Barbarzyńcy, jak i Iran mówią: „Odejdźcie, nie ma tu nic ciekawego”.

Nie wolno ci niczego eskortować.

Niezaprzeczalnym wnioskiem, jaki można wyciągnąć z tych wszystkich desperackich działań, jest to, że Marynarka Wojenna USA nie jest w stanie eskortować nawet mewy, a co dopiero tankowca przez Cieśninę Ormuz.

I tak będzie się działo nieustannie od tej chwili.

Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej udowodniła, że ​​potrafi stosować zarówno zagłuszanie o niskiej intensywności, jak i agresywne taktyki eskalacji, których nie przewidzieli niekompetentni funkcjonariusze Pentagonu.

To okaże się skuteczne, nawet jeśli użyją tylko prostej broni przeciwokrętowej. Nie muszą nawet zatopić amerykańskiego okrętu wojennego. Wystarczy, żeby wywołać panikę.

Oczywiste jest, że żaden właściciel tankowca czy statku towarowego, ani żadna firma ubezpieczeniowa nie zgodzi się na „eskortę” pod ostrzałem najpotężniejszej marynarki wojennej w historii galaktyki.

W związku z tym Cieśnina Ormuz pozostaje całkowicie pod kontrolą Iranu – a jej przejście musi zostać wynegocjowane z zupełnie nowym organem, Władzami Cieśniny Zatoki Perskiej.

Z militarnego punktu widzenia nie ma sposobu na jej „otworzenie” – poza samobójczą inwazją lądową i późniejszą stałą okupacją.

Tymczasem Zjednoczone Emiraty Arabskie – ze swoimi misternymi planami ucieczki z OPEC i OPEC+, aby eksportować ropę z Fudżajry, jakby jutra miało nie być – lepiej zrobiłyby, łącząc swoje zasoby.

Ali Khedryan, członek Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego w irańskim parlamencie, oświadczył: „Republika Islamska nie uważa już ZEA za sąsiada, lecz za wrogą bazę”.

Teheran poświęcił sporo czasu na zbadanie dowodów na to, że myśliwce ZEA zrzuciły pozory i przeprowadziły bezpośrednie ataki na terytorium Iranu. Oznacza to, że Teheran może w każdej chwili przeprowadzić niszczycielskie ataki na ZEA. Nie ma mowy o operacji pod fałszywą flagą: to jest prawdziwy przypadek.

Cała planeta płaci cenę za amerykańską demencję

Wszystko to może wskazywać na pewną drogę do piekła. A biorąc pod uwagę, że Pawian Barbarii, gdyby tylko miał wolę, mógłby szczerze spróbować wypracować wyjście, którego tak rozpaczliwie potrzebuje.

Pierwszym krokiem byłoby usunięcie Twedledee i Twedleduma, Głupiego i Głupszego Witkoffa -Kushnera, z funkcji negocjatorów: Irańczycy już odmówili rozmów z tymi błaznami.

Jeśli chodzi o kwestię nuklearną, Amerykanie mogliby zadowolić się całkowicie realnym 5-letnim moratorium na wzbogacanie uranu, a następnie wzbogacaniem do 3,6%, rozdrobnieniem istniejących zapasów, które pozostałyby w Iranie, powrotem inspektorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (Irańczycy zgodzili się na to jeszcze przed wojną) oraz brakiem jakichkolwiek wątpliwych klauzul wyjścia.

Każde ziarenko piasku na starożytnym Jedwabnym Szlaku przez Persję wie, że amerykańska „społeczność wywiadowcza” – no dobrze, może to być sprzeczność – wiedziała, że ​​Iran nie pracuje nad bronią jądrową.

Oni – a zwłaszcza analitycy i handlowcy z Zatoki Perskiej – wiedzieli również, że w razie wojny Iran nieuchronnie zaatakuje amerykańskie imperium baz i zamknie Cieśninę Ormuz.

Sankcje pozostaną głównym punktem spornym. Ani „Pawian Barbarzyństwa”, ani Kapitol nigdy nie zgodzą się na całkowite zniesienie sankcji, zwłaszcza jako warunek wstępny ostatecznego porozumienia, a co więcej, z gwarancjami Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Amerykanie obstają przy „stopniowym” znoszeniu sankcji. Teheran w to nie wierzy; widział, co się stało po JCPOA.

To samo dotyczy wypłaty reparacji: Stany Zjednoczone nigdy się na to nie zgodzą. Właśnie tutaj pojawia się punkt poboru opłat w Cieśninie Ormuz, który mógłby zastąpić reparacje.

Pentagon musi stawić czoła rzeczywistości i przyznać, że jego imperium baz w Zatoce Perskiej jest bezużyteczne, a co gorsza: stanowi strategiczne obciążenie. Większość baz została już zniszczona.

Następnie mamy Cieśninę Ormuz i pytanie, jak przywrócić ją do stanu sprzed wojny.

Z perspektywy Teheranu ta nostalgiczna podróż nigdy się nie wydarzy. Stratosferycznym cudem byłoby globalne porozumienie przy wsparciu Rosji i Chin – ze starannie wynegocjowanymi gwarancjami bezpieczeństwa zarówno dla Iranu, jak i monarchii naftowych Zatoki Perskiej.

Nie polegaj na tym.

Powtórzmy: Iran – nawet pod nowym przywództwem Chameneiego – nie chce posiadać broni jądrowej i pozostaje pełnoprawnym członkiem Układu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej. Nie potrzebuje broni jądrowej. Dysponuje licznymi, wysoce zaawansowanymi strategicznymi mechanizmami odstraszania.

Imperium chaosu, kłamstw, grabieży i piractwa nie jest w stanie negocjować w dobrej wierze. Z definicji, wyjątkowość nieuchronnie oznacza ultimatum i kapitulację. Realistycznie rzecz biorąc, droga przed nami będzie długa, kręta, mozolna i niezwykle niebezpieczna, ale niemal na pewno doprowadzi do strategicznej porażki Stanów Zjednoczonych – z nieprzewidywalnymi globalnymi konsekwencjami.

Fakty: Wojna jest daleka od zakończenia. Kontrola Iranu nad Cieśniną Ormuz jest przesądzona. Iran – wspierany przez Rosję i Chiny – nie pozwoli na odbudowę imperium baz w Zatoce Perskiej. Iran uzyskał już status regionalnego supermocarstwa – i głównej potęgi euroazjatyckiej. W Azji Zachodniej wyłania się nowy porządek.

Tragedią jest to, że praktycznie cała planeta zapłaci niezwykle wysoką cenę za ten najnowszy przypadek amerykańskiej demencji. W obliczu niszczenia infrastruktury globalnej gospodarki w czasie rzeczywistym, trzy nieuniknione fakty nie przynoszą pocieszenia: petrodolar jest skazany na zagładę; ta sztuczna, lśniąca konstrukcja, ZEA, jest skazana na zagładę; i hegemonia USA jest skazana na zagładę.

Źródło: Na horyzoncie widać nowy porządek w Azji Zachodniej

Rosja i Chiny w roli mediatorów w Zatoce Perskiej?

Rosja i Chiny są zdecydowane zastąpić USA

w roli mediatorów w Zatoce Perskiej.

Larry C. Johnson

Przypomnij sobie zwrot: „architektura bezpieczeństwa”. Termin „architektura bezpieczeństwa Zatoki Perskiej” został użyty przez prezydenta Putina i chińskiego ministra spraw zagranicznych Wang Yi podczas rozmów z irańskim ministrem spraw zagranicznych podczas jego wizyty w Rosji 27 kwietnia oraz w Pekinie w dniach 5–6 maja 2026 r. Termin ten odnosi się do wielostronnych, regionalnych ram długoterminowej stabilności w Zatoce Perskiej i szerzej na Bliskim Wschodzie.

Termin „architektura bezpieczeństwa” w Zatoce Perskiej nie jest nowym terminem dyplomatycznym wymyślonym na potrzeby tych wizyt. Rosja proponuje „architekturę bezpieczeństwa zbiorowego w Zatoce” co najmniej od 2019 roku, a minister spraw zagranicznych Ławrow po raz ostatni powtórzył tę propozycję 28 lutego 2026 roku, w dniu rozpoczęcia wojny. Chiny poparły proponowaną przez Rosję koncepcję bezpieczeństwa zbiorowego, która zastąpiłaby amerykański parasol obronny w Zatoce Perskiej i zapewniłaby Rosji pozycję silnego gracza obok – lub zamiast – Stanów Zjednoczonych.

Podczas spotkania z prezydentem Putinem minister spraw zagranicznych Aragczi oświadczył, że Iran „popiera stworzenie nowej, powojennej architektury regionalnej, która umożliwi koordynację rozwoju i bezpieczeństwa”. Na kolejnym spotkaniu chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi oświadczył, że Pekin „popiera stworzenie regionalnej architektury pokoju i bezpieczeństwa, w której kraje regionu będą wspólnie uczestniczyć, chronić wspólne interesy i osiągać wspólny rozwój”. (S&P Global)

Wang Yi nazwał także wojnę USA i Izraela przeciwko Iranowi „nielegalną” i sformułował trzy zasadnicze stanowiska Chin: poparcie dla wszystkich uzasadnionych żądań Iranu, poparcie dla wycofania amerykańskich baz wojskowych z całego regionu Zatoki Perskiej oraz aktywne uczestnictwo w kształtowaniu porządku powojennego.

Termin „architektura bezpieczeństwa” to dyplomatyczny kod oznaczający fundamentalną restrukturyzację kwestii tego, kto gwarantuje bezpieczeństwo w Zatoce Perskiej i na jakich warunkach – a kto jest wykluczony.

Koncepcja ta składa się z kilku konkretnych elementów:

Po pierwsze, wycofanie sił zbrojnych USA. Głównym żądaniem – podzielanym w równym stopniu przez Iran, Rosję i Chiny – jest wycofanie przez Stany Zjednoczone swoich baz wojskowych, grup uderzeniowych lotniskowców i gwarancji bezpieczeństwa z regionu Zatoki Perskiej. Dotyczyłoby to baz w Bahrajnie (siedzibie Piątej Floty USA), Katarze, Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej.

Po drugie, zastąpienie jej ramami regionalnymi. Proponowana koalicja zrzeszałaby państwa Zatoki Perskiej, Rosję, Chiny i inne zainteresowane strony w ramach wielostronnego porozumienia, przy czym Rosja dostrzegałaby swoją przewagę w tym, że w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych utrzymuje dobre relacje ze wszystkimi stronami – w tym z Iranem.

Po trzecie, Iran jako prawowita potęga regionalna. Araghchi powiedział irańskim mediom, że „nasi chińscy przyjaciele uważają, że Iran po wojnie różni się od Iranu sprzed wojny. Jego pozycja międzynarodowa poprawiła się, a Iran zademonstrował swoje możliwości i siłę. Dlatego na horyzoncie rysuje się nowa era współpracy między Iranem a innymi krajami”. W ten sposób architektura formalnie legitymizuje dominującą rolę Iranu w bezpieczeństwie Zatoki Perskiej, zamiast traktować go jako zagrożenie, które należy powstrzymać. (ING THINK)

Po czwarte, administracja Cieśniną Ormuz. PGSA i system zezwoleń tranzytowych opisany przez Iran stanowią de facto pierwszy konkretny instytucjonalny przejaw tej architektury – Iran tym samym ustanawiając suwerenną władzę administracyjną nad najpoważniejszym wąskim gardłem świata.

Po piąte, powiązanie z szerszym porządkiem wielobiegunowym. Trójkąt Rosja-Iran-Chiny stał się siłą napędową tego, co jego zwolennicy nazywają „integracją euroazjatycką i wielobiegunowością”, a architektura bezpieczeństwa Zatoki Perskiej stanowi mikrokosmos nowego porządku globalnego, który Chiny promują na poziomie makro.

Ta koncepcja doprowadziłaby do faktycznego rozpadu architektury bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej, budowanej przez dekady poprzez dwustronne umowy obronne, bazy wojskowe i obecność lotniskowców. Państwa Zatoki Perskiej stoją przed trudnym dylematem strategicznym: nie mogą sobie pozwolić na zerwanie więzi ze Stanami Zjednoczonymi, ale nie mogą też utrzymywać struktury sojuszniczej, która narażałaby ich bezpieczeństwo na decyzje podejmowane poza ich granicami. (IFPRI)

Wiele państw Zatoki Perskiej jest zaniepokojonych konfliktem i wątpi w wiarygodność Stanów Zjednoczonych jako gwaranta, choć równie mocno niepokoją się rosnącymi wpływami Izraela w regionie po atakach na Katar we wrześniu 2025 r. (Wisfarmer)

Krótko mówiąc, „architektura bezpieczeństwa” to uprzejme określenie wyparcia amerykańskiej potęgi z Zatoki Perskiej i zastąpienia jej wielostronnymi strukturami, w których Iran, Rosja i Chiny są równoprawnymi – lub dominującymi – aktorami. Można argumentować, że jest to prawdopodobnie najważniejsza ambicja geopolityczna, jaka wyłoniła się z tego konfliktu.

Dziś otrzymałem kolejne dowody na to, że rosyjsko-chińska wizja nowej architektury bezpieczeństwa jest realna i może nabierać rozpędu. W rozmowie z nowym znajomym, mającym dobre kontakty z pakistańską agencją wywiadowczą (ISI), poinformował mnie on, że bardzo wysoki rangą funkcjonariusz ISI – jego osobisty przyjaciel – powiedział mu na początku tego tygodnia, że ​​Arabia Saudyjska i Katar zamierzają zerwać więzi bezpieczeństwa ze Stanami Zjednoczonymi. Podobno chcą znaleźć się pod parasolem bezpieczeństwa oferowanym przez Rosję i Chiny. Jeśli to prawda, oznaczałoby to dalszą erozję hegemonii USA.

Źródło: Rosja i Chiny poważnie myślą o zastąpieniu USA w roli wpływowych graczy w Zatoce Perskiej

Jesteśmy prowadzeni ku zagładzie przez bezmyślne maszyny, które sami stworzyliśmy

Jesteśmy prowadzeni ku zagładzie przez bezmyślne maszyny, które sami stworzyliśmy

Jesteśmy prowadzeni do zagłady przez bezgłowych jeźdźców apokalipsy. A tych bezgłowych jeźdźców zbudowaliśmy, śruba po śrubie, własnymi rękami.

Caitlin Johnstone 11 maja 2026 r. caitlinjohnstone-au./we-are-being-driven-to-our-doom-by-mindless-machines-of-our-own-making

Rozwiązanie problemów naszego świata nie jest niemożliwe, wygląda tak tylko dlatego, że stworzyliśmy systemy, które powodują, że ludzkie zachowania są napędzane przez bezmyślne mechanizmy, które sami stworzyliśmy, a nie przez ludzkie interesy.

Pozwalamy, by ślepa pogoń za zyskiem rządziła zachowaniem gatunku ludzkiego na naszej planecie. Korporacje, które są prawnie zobowiązane do działania w sposób maksymalizujący wartość dla akcjonariuszy, sprawują coraz większą kontrolę nad państwem i jego obywatelami. A teraz mamy sztuczną inteligencję, która jest przygotowywana do robienia wszystkiego, co jej się należy.

To bezmyślne bestie, które sami stworzyliśmy. I pozwalamy im rządzić naszym światem.

Naszym życiem rządzą bogowie bez mózgów. A my stworzyliśmy tych bogów.

Jesteśmy prowadzeni do zagłady przez bezgłowych jeźdźców apokalipsy. A tych bezgłowych jeźdźców zbudowaliśmy, śruba po śrubie, własnymi rękami.

Wojna. Militaryzm. Ekobójstwo. Wyzysk. Eksploatacja imperialistyczna. Te rzeczy dzieją się, ponieważ są opłacalne, a nami kierują systemy i instytucje, które konsekwentnie powodują, że dzieje się to, co najbardziej opłacalne. Nieustannie ukierunkowują każdy ruch w stronę najbardziej opłacalnego rezultatu, niezależnie od negatywnego wpływu, jaki może to mieć na ludzi i inne organizmy, z którymi dzielimy tę planetę.

Dlatego istnieje kompleks militarno-przemysłowy. Dlatego znikają lasy deszczowe i czapy lodowe, a wszędzie wyrastają rozległe centra danych. Dlatego zwykli ludzie stają się coraz biedniejsi i bardziej nieszczęśliwi, podczas gdy ci, którzy są właścicielami i zarządcami gigantycznych korporacji, stają się bogatsi i potężniejsi.

Te rzeczy nie dzieją się dlatego, że tak być musi. Nie dzieją się z powodu natury ludzkiej ani z powodu jakiejś niezmiennej cechy, która decyduje o tym, jak musi rozwijać się ludzka cywilizacja. Dzieją się, ponieważ bezmyślne siły, którym powierzyliśmy kontrolę nad naszym społeczeństwem, sprawiły, że tak się stało.

Możemy zdemontować kapitalizm i stworzyć systemy, które koncentrują się na interesach człowieka, a nie na zysku. Mamy siłę, by obalić plutokratyczne instytucje rządzące naszymi narodami i umieścić ludzi na tronie władzy. Potrzebujemy jedynie woli, by to uczynić – dlatego tak wiele propagandy zostało włożone w podważenie naszej woli.

Można poznać, jak bardzo ktoś jest bezmyślny i zindoktrynowany, po tym, jak chętnie podporządkowuje się rządom bezgłowych bogów. Ludzi, którzy odruchowo bronią status quo, bronią brutalności policji i rządowego podżegania do wojny, usprawiedliwiają kapitalistyczne nadużycia i nierówności. Są jedynie drobnymi odbiciami bezmyślnych bogów, którym służą. Są tak bezmyślni i nieświadomi, jak korporacje pożerające nasz świat. Bezmyślni NPC-e maszerujący w rytm bezmyślnej władzy korporacji.

Ludzie robią to, ponieważ łatwiej jest oddać swoją władzę niż wziąć odpowiedzialność za wynik. Boimy się, że ktoś nas obwini, więc oddajemy władzę w górę. Oddajemy ją i oddajemy, aż nie ma komu jej przekazać, więc tworzymy puste automaty, które trzymają naszą władzę za nas.

To poważny grzech, że w ten sposób abdykujemy z naszej władzy. Ludzkość musi wziąć odpowiedzialność za autodestrukcyjną ścieżkę, na którą sama się wpakowała, i zmienić kurs.

Absolutnie leży w naszych możliwościach przekroczenie naszej propagandowej indoktrynacji i wymuszenie radykalnej zmiany w sposobie funkcjonowania ludzkiej cywilizacji. Absolutnie leży w naszych możliwościach zaprowadzenie pokoju, wykarmienie i odzienie wszystkich oraz nawiązanie relacji współpracy między sobą i z naszą biosferą. 

Myślimy, że to niemożliwe, bo nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. Ale zrobiliśmy wiele rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiliśmy, dopóki ich nie zrobiliśmy.

Musimy po prostu przestać dawać się wodzić za nos bezmyślnym, bezdusznym, amoralnym mechanizmom, które sami stworzyliśmy. Stworzyliśmy je, więc możemy je obalić.

Zmagania narodów z wyzwaniem techno-globalizmu

Zmagania narodów z wyzwaniem techno-globalizmu

prof. Gracjan Cimek myslpolska/zmagania-narodow-z-wyzwaniem-techno-globalizmu

W procesie odbudowy podmiotowości Polski w XXI wieku brak identyfikacji rzeczywistych podziałów polityczno-ideologicznych staje się  źródłem słabości.

Istotnym zaniechaniem jest wciąż niedoceniane znaczenie „międzynarodowości” w życiu narodów i państw. Z kolei jej redukcja do wpływu mocarstw i układu sił zamazuje zasadniczą rolę aktorów ekonomicznych i ideologicznych. Tymczasem znalezienie właściwej drogi do emancypacji wymaga punktu odniesienia kumulującego się właśnie w ich aktywności.

Nasz wiek rozpoczął się od wprowadzenia nowej formy władzy globalizacji, która stała się immanentną właściwością całego systemu instytucji, idei, warunków, który potrafi kontrolować sam siebie poprzez „przyczynowość strukturalną”, formowanie kontekstu, ustalanie reguł gry, czy sterowanie rozmyte. Globalizacja doprowadziła do powstania nowej frakcji klasowej opartej na osi istniejącej pomiędzy narodowymi i ponadnarodowymi elitami.

Transnarodowe siły społeczne i instytucje stały się zakorzenione w systemie globalnym, a nie w systemie międzypaństwowym. Konsekwencją było stopniowe przejmowanie państw. W XXI wieku poziomy władzy przebiegają od najmniej ważnej demokracji, biurokracji, mediokracji, plutokracji, aż do teokracji rozumianej jako zdolność narzucania władzy duchowej, konceptualnej. Cele globalnej elity scharakteryzował już sam Adam Smith:wszystko dla nas, nic dla innych – taka, jak się zdaje, była we wszystkich czasach nikczemna dewiza panów rodzaju ludzkiego”.

Od czasu ustalenia nadrzędnej jednostki kontroli sieciowej w 2007 roku, diagnozy antyglobalistyczne nabrały potwierdzenia empirycznego. Ustalono, że stanowiły ją 737 korporacje sprawujące 80% kontroli nad całą siecią. Z kolei 40% kontroli było w rękach już tylko 147 korporacji, z czego ? to korporacje finansowe na czele z amerykańskimi. Sieć ostatecznie obsługuje interesy 62 miliarderów, którzy skoncentrowali majątek równy połowie ludzkości. Przechwytywanie władzy globalnej obejmuje: zorganizowaną kontrolę informacji; kampanie wielkich mediów; kontrolę nad myślą akademicką; radykalną erozję prywatności; zadłużenie ograniczające suwerenność władzy politycznej oraz narzucony wymóg rentowności finansowej.

Wreszcie dowiedzieliśmy się o zasadniczej roli funduszów inwestycyjnych: BlackRock, Fidelity, State Street, Vanguard, które poprzez kontrolę akcji kumulują w sobie decyzyjność wobec całej sieci korporacyjnej. Udziały, które posiadają u siebie nawzajem, pozwalają zachować sterowność systemu, niczym małżeństwa polityczne wśród królewskich rodów panujących w średniowiecznej Europie.

Gdy kryzys z 2008 roku zachwiał ich władzą, prominentny przedstawiciel globalizmu, Jacques Attali ostrzegał, że Zachód może w ciągu 10 lat zbankrutować. Od tego czasu przyspieszyły prace nad transformacją cywilizacji, w której ponadnarodowa elita chce uzyskać większy zakres władzy. Siły globalistyczne otwarcie manifestują roszczenia do władzy globalnej. To Larry Fink, prezes i dyrektor BlackRock (zarządzającego aktywami o wartości ok. 14 bln dol.), w czerwcu 2024 roku podczas szczytu G7 we Włoszech dyktował przywódcom państw warunki potrzebne do zwiększenia akumulacji kapitału wymagające prywatyzacji infrastruktury. Ten sam fundusz miał również zarządzać prywatyzacją Ukrainy po jej zderzeniu z Rosją, z czego wycofał się rozczarowany wynikami walki na froncie. Wreszcie Fink przejął w 2026 roku po Klausie Schwabie przewodzenie szczytom w Davos. Tak jak liberalizm został zastąpiony na pewnym etapie przez neoliberalizm, tak ten ostatni wypierają nowe ideologie odpowiadające nowym siłom globalnego kapitalizmu – Big Tech i Big Data. Pozostały za to stare metody ich implementacji: doktryna szoku (Naomi Klein) i tworzenie przyzwolenia bez zgody (Noam Chomsky).

Podstawy techno-globalizmu

Cyfrowy kapitalizm ujawnia niespotykane dotąd parametry kontroli. Wielkie bazy danych, automatyzacja i sztuczna inteligencja tworzą panaoptyzm, synoptyzm, asamblaże nadzoru i sobowtóry cyfrowe [?? co to za dziwy? md] . Zwalczanie zagrożeń staje się możliwe nawet przed podjęciem realnego działania dzięki wykorzystywaniu osiągnięć neuronauki. Indywidualizm zamienia się w dywidualizm. Ludzi można dzielić na dowolną liczbę części, z osobna monitorowanych i analizowanych, co umożliwiają tzw. „inteligentne technologie”, które potrafią  wychwytywać pojedyncze atrybuty – działania, cechy, kategorii – i przedstawiania ich jako reprezentatywnego dla całej osoby. Blokada biometryczna rozpoznaje wyłącznie odcisk palca; GPS śledzi współrzędne geoprzestrzenne. Opaska zdrowotna rejestruje parametry życiowe. Mamy dziś tysiąc tożsamości – każda reprezentowana przez tysiąc punktów danych, zebranych przez tysiąc różnych urządzeń.

Synteza tych danych tworzy cyfrowego sobowtóra, czyli zbiór danych czystej wirtualności. Umożliwia on niespotykaną dotąd totalną możliwość kontroli jednostek i narodów. Transnarodowa klasa korporacyjna zaczęła sprzyjać założeniom prawicowego akceleracjonizmu. Przyspieszenie procesów technologicznych, ekonomicznych i społecznych ma doprowadzić do radykalnych zmian, na czele z upadkiem systemów liberalno-demokratycznych, celem zastąpienia ich nowym porządkiem techno-feudalnym, a więc opartym o rządy elit eksploatujących narody i jednostki. Powstaje nowa forma kapitału: kapitał chmurowy – połączone w sieć algorytmiczne maszyny, które dają swoim właścicielom niezwykłą moc modyfikowania naszego zachowania. W tych ramach konceptualnych promuje się nowe ideologie.

Ideologie techno-globalizmu

Koncepcja „Wielkiego Resetu” Klausa Schwaba została ogłoszona w czasie korona-kryzysu, czyli globalnego stanu wyjątkowego. Doktryna szokowa miała wymusić uznanie dla generalnej przebudowy zasad funkcjonowania świata. Rzeczywiste cele „Wielkiego resetu cywilizacji” obejmowały: 1) pojawienie się nieprzyjaznego człowiekowi otoczenia; 2) podejmowanie decyzji przez algorytmy; 3) poddanie ludzi wszechstronnej inwigilacji; 4) pozbawienie szerokich rzesz pracy; 5) uzależnienie ludzi od maszyn; 6) maszynowa kontrola ludzkich zachowań; 7) pozbawienie człowieka kontroli nad własnymi sprawami; 8) zniesienie prywatnej własności; 9) zamykanie ludzi w domach; 10) doprowadzenie do nieprzejrzystości władzy; 12) skazanie ludzi na sztuczną żywność; 13) wygenerowanie ryzyka na najwyższym poziomie; 14) wytworzenie możliwości zakulisowych ingerencji; 15) planowe organizowanie życia społecznego. Reset cywilizacyjny ma stać się możliwy dzięki implementacji systemu pieniądza cyfrowego banków centralnych (Central Bank Digital Currency – CBDC), systemu identyfikacji cyfrowej (decentralized identifier – DID) oraz systemu kredytu społecznego (Social Credit System – SCS) opartego o profile obywateli opartych na permanentnie gromadzonych danych.

W tym samym kierunku podążą ideologia Doliny Krzemowej, którą jest dataizm. Jej przedstawicielem jest Yuval Noah Harari, uzasadniający, że:  1) technicyzacja i sztuczna inteligencja pozbawi masy pracy i spauperyzuje je; 2) akcjonariusze i właściciele GAMA staną się właścicielami praktycznie całej własności; 3) uzyskają nieśmiertelność dzięki cybernetyzacji i genetyce; 4) pozbawieni pracy i własności ludzie zostaną przeniesieni do metawersum lub innego e-świata, zażywając przy tym narkotyki lub antydepresanty; 5) ludzie zachowają formalnie prawa polityczne, lecz decyzje wyborcze podejmą za nich algorytmy należące do korporacji cyfrowych i wedle sobie tylko znanego klucza.

Palantir jako awangarda władzy globalnej

W 1998 roku Łukasz Nosek, Max Levchin oraz Peter Thiel założyli przedsiębiorstwo Confinity, które stworzyło PayPal Commerce Platform umożliwiającą obecnie płatności wirtualne z ponad 346 milionami użytkowników w ponad 200 krajach na całym świecie. Przez dwie dekady stała się więc ona posiadaczem ogromnego zasobu danych o firmach i ludziach z całego świata.

Założona w 2003 Palantir jest również dzieckiem Petera Thiela i członków PayPal, a jednocześnie symptomem transformacji amerykańskiego systemu politycznego po wydarzeniach 11 września 2001. Nawet Zbigniew Brzeziński zauważył wtedy, że przyjęta Ustawa o patriotyzmie sprawiła, że Stany Zjednoczone powoli stały się „ksenofobiczną hybrydą demokracji i autokracji, być może nawet z domieszką syndromu oblężonej twierdzy”. Co ciekawe, firma wzięła swoją nazwę od kamieni widzących z serii Władca pierścieni [z księgi Tolkiena, głupku medialny.. md] . Jej polski oddział mógłby więc przyjąć swojską nazwę „Kula Szpiegula”, przed której opresyjnym działaniem ostrzegał miliony dzieci Pan Kleks w Kosmosie, gdy młodych Polaków jeszcze wychowywano.

Stopniowo budowano awangardę prawicowego techno-globalizmu. Pierwszym inwestorem Palantira była In-Q-Tel, oddział CIA zajmujący się inwestycjami i kapitałem wysokiego ryzyka. Palantir zdobył rządowe kontrakty warte miliardy dolarów na tworzenie oprogramowania dla Pentagonu, amerykańskiej służby imigracyjnej i celnej (ICE) oraz brytyjskiej służby zdrowia (NHS). W czasie amerykańskiej „wojny z terroryzmem” świadczył usługi amerykańskim żołnierzom w Iraku i Afganistanie w ramach operacji wykrywania min. Na rynku finansowym pomógł jej zaistnieć JP Morgan, któremu początkowo umożliwiono monitorowanie każdego ruchu pracowników banku.

Thiel klarownie ujawnił ideologiczne podstawy funkcjonowania Palantira: „nie wierzy już, iż wolność i demokracja są ze sobą zgodne”. Ograniczając wolność do elit i jednostek wybitnych, za uzasadnione uznał stosowanie nowych technologii, manipulacji mediami społecznościowymi, algorytmami, prawem. Mamy więc „przyzwolenie bez zgody” z turbodoładowaniem. Korporacyjne media zaczęły przyzwyczajać opinię publiczną do nadchodzącego ustroju. W 2007 roku „Fortune” opisał PayPal jako mafię, a w 2018 roku  Bloomberg ogłosił, jak gdyby nigdy nic, że „Palantir wie o tobie wszystko”. Wszak Peter Thiel i Alex Karp to stali uczestnicy Klubu Bilderberg i Światowego Forum Ekonomicznego, pojawiający się również na listach Epsteina. W wyglądzie Thiela można się nawet doszukać zaskakującego podobieństwa z głównym antybohaterem filmu 6 dzień, amoralnym Michaelem Druckerem, który stał na czele korporacji nielegalnie klonującej ludzi w imię władzy i kapitału. W tym świetle nawet liberalne radio Tok FM nazwało go „mrocznym lordem Palantira”.

Wizje techno-globalistów odzwierciedla ideologia Mrocznego Oświecenia Nicka Landa, rozwijana przez Curtisa Yarvina. Jej istotą jest projekt narzucenia światu ustroju arystokratyczno-oligarchicznego, a faktycznie despotycznego przez maksymalne wzmocnienie klasy właścicieli, inwestorów i kapitalistów. Tzw. propertarianizm jedyną legitymacją władzy czyni własność. Nowością tego ustroju jest wszechobecność technologii kontroli, stąd pojawiające się określenia neofeudalizmu (Joel Kotkin), kapitalizmu inwigilacji (Shoshana Zuboff), technofeudalizmu i techlordyzmu (Yanis Varoufakis). Zadanie techlordyzmu jest radykalne: zapewnienie ideologicznej przykrywki dla kolonizacji wszystkiego – ludzkich przedsięwzięć, instytucji państwowych i samego Wall Street. „Kultury” które wykazały się „naukowo” wysoką inteligencją, powinny oddzielić się od innych; zamiast teatru demokracji należy ustanowić rząd technokratyczny, w którym polityka nie ma już znaczenia.

Proces transformacji liberalnej nadbudowy globalizacji w techno-oligarchię opartą na nowej wersji myśli „naukowo-rasistowskiej” legitymizującej „etno-gospodarki” wymaga nowych kadr. Każda ideologia dla swojej materializacji wymaga sił społecznych. Thiel stopniowo umacniał swój wpływ gospodarczy i polityczny. Jako pierwszy inwestor zewnętrzny osobiście wsparł Facebooka, a także SpaceX, OpenAI i inne firmy poprzez swoją firmę inwestycyjną Founders Fund. Afiliował więc dwóch herosów big data: Marka Zuckeberga z Mety oraz Elona Muska. Finansował i wspierał karierę wiceprezydenta J. D. Vance’a przy pomocy symulakry „człowieka z ludu”; oraz – od pierwszej kadencji – prezydenta Donalda Trumpa przy pomocy symulakry wybawcy od globalizmu i „deep state”. Dzięki potędze technologii rebranding przywódców wielkiego amerykańskiego imperium okazał się banalnie łatwy, zgodnie z zasadą, że oparciem dla symulakrów jest ich upowszechnienie. Paradoksalnie w tym dziele pomógł także Aleksandr Dugin. Wskazuje się nawet na istnienie rzekomej zbieżności interesów w osłabieniu państw oraz organizacji międzynarodowych między Thielem a prezydentem Putinem. Z drugiej strony wzbudza zdziwienie częsta obecność w Rosji i entuzjazm ojca Elona Muska, podczas gdy system Starlink wspiera Ukrainę na polu walki.

Zamiast coraz bardziej zbędnej soros-jugend, czyli międzynarodówki opartej na filozofii społeczeństwa otwartego, Thiel tworzy własną sieć potrzebną w nowym ustroju, czemu służy program stypendialny Thiel Fellowship. Stypendyści rezygnują ze studiów lub przerywają naukę, aby otrzymać grant w wysokości 250 000 dolarów oraz wsparcie ze strony sieci założycieli, inwestorów i naukowców zrzeszonych w fundacji Thiela. Podczas corocznych szczytów przekonuje się m.in. do lektury książki Ostatni obrońca pierścienia odwracającej przekaz dzieła Władca pierścieni. „Innowatorzy jutra” mają uznać, że to Mordor jest źródłem rozwoju i cywilizacji technologicznej reprezentującym rozum, a elfy i ludzie to niższe rasy. Ten ideologiczny zabieg nie zaskakuje; wszak wszechwidzące oko Saurona przedstawione jako esencja zła przez J. R. R. Tolkiena wpisuje się w osiągnięcie przez Palantir pano-optycznej zdolności kontroli milionów ludzi – indywiduów w czasie rzeczywistym. W praktyce neoliberalny homo economicus zostaje zastąpiony amorficznym „HumAIn” – kontinuum człowiek-AI; boski wolny rynek zastępuje nową boskością: boskim algorytmem.

Podobną przewrotność zaprezentował Thiel podczas serii wykładów o Antychryście na przełomie 2025 i 2026 roku, nieprzypadkowo także w Rzymie u wrót Watykanu. Według niego społeczeństwa obawiają się technologii i rzekomo wyrażają zapotrzebowanie na podmiot, który zaoferuje bezpieczeństwo za poddanie się. To właśnie Antychryst, który jest synonimem jednego światowego państwa. Nadejście Armagedonu przyspiesza aktywność ekologiczna i Greta Thunberg, dążenia do ograniczenia technologii oraz prymat instytucji międzynarodowych, na czele z ONZ i Międzynarodowym Trybunałem Karnym (ICC), który chce aresztować premiera Benjamina Netanjahu. W figurę Antychrysta wpisują się także instytucje, które utrudniają ludziom ukrywanie majątku w rajach podatkowych. O hipokryzji elit pisał już dawno Noam Chomsky, podkreślając, że zasada mówienia do ludzi jak do dzieci jest skutecznym narzędziem tej manipulacji. Ideologia mrocznego oświecenia operuje już w czasie społeczeństwa symulacjonizmu, gdzie pojęcie hipokryzji zanikło w chmurze nowomowy.

Melanż ideologii Thiela zwodzi więc łatwowierne masy, że fajnie będzie powrócić do epoki sprzed istnienia państw i narodów, w której globalczycy ograniczeni zostaną do radości z internetowych gadżetów, płacąc za e-dom czy e-byty w metawersum, przepełnieni emocjonalnymi impulsami zgodnie z programem fajne-niefajne. Z analizy wywodów Thiela wynika jednocześnie, że Antychrystem zostanie ten przywódca, który po pierwsze: przywróci państwom 483 miliardy dolarów, które tracą rocznie na globalnych nadużyciach podatkowych (312 miliardów nadużyć korporacji oraz 171 miliardów osób fizycznych). Po drugie, zdolny do tworzenia sojuszu państw odwołujących się do pokojowego współistnienia, wzajemnego gwarantowanego rozwoju i obrony interesów narodowych! Warto się zastanowić, czy podobnie jak odmowa Putina przyjęcia celów Wielkiego Resetu podczas wirtualnego forum w Davos w 2021 roku nie wpłynęła na decyzję o wywołaniu kryzysu ukraińskiego, tak brak akceptacji Watykanu wobec tez wykładów o Antychryście, nie spowodował ataku Trumpa na papieża Leona XIV?

Geopolityka mrocznego oświecenia

Umacniający się blok historyczny oparty na hegemonicznej klasie właścicieli korporacji technologicznych projektuje swoją potęgę w geopolityce. Główną misją Palantira stała się „obrona Zachodu” i „wzbudzenie strachu u naszych wrogów”. Symbolem tego procesu jest Alex Karp, który spotkał się z prezydentem Ukrainy, Wołodymyrem Zełenskim. jako pierwszy szef zachodniej korporacji od rosyjskiego ataku. Technologie Palantir stały się instrumentem podtrzymywania wojny na Ukrainie. Co więcej programy udostępniono Ukrainie za darmo, traktując ją jako pole doświadczalne. Na tle tragedii Ukrainy pierwszy raz tak jasno zaświecił tandem Black Rock i Palantir, jako symbole nadejścia władzy techno – globalizmu.

Palantir zawarł także umowę o strategicznym partnerstwie z izraelskim ministerstwem obrony, a jego technologie są stosowane w Strefie Gazy. Współpracuje również z brytyjskim ministerstwem obrony. Pomimo, że polski MON podpisał już list intencyjny o współpracy w obszarze sztucznej inteligencji, technologii informacyjnych oraz cyberbezpieczeństwa, rozsądnie zaczęto rozważać alternatywne rozwiązania.

Zgodnie z ideologią mrocznego oświecenia suwerenem jest ten, kto ma moc decydowania o stanie wyjątkowym i podejmowania decyzji poza prawem (Carl Schmitt). W tym świetle łatwiej zrozumieć proces przekształcania Stanów Zjednoczonych w techno-globalistyczne imperium oparte na arbitralnej woli prezydenta. Kto patrzy, niech widzi: hajlujący Elon Musk, potem hajlujący sekretarz wojny Pete Hegseth, wreszcie ogłoszenie przez Donalda Trumpa, że tylko jego moralność, wyobraźnia i umysł mogą ograniczać jego działania. Wreszcie zapowiedź zniszczenia całej cywilizacji perskiej przez Trumpa 7 kwietnia. Wszystko to klarowne przejawy implementacji mrocznego oświecenia. Ujawnienie licznych słabości amerykańskiej machiny wojennej podczas agresji na Iran oraz czystki wśród amerykańskich generałów są dowodem, że opór w jego realizacji ma być złamany za wszelką cenę. W tym momencie pojawia się nowe uzasadnienie ideologiczne: manifest Palantira.

Manifest Palantira

Opublikowany 18 kwietnia manifest Palantira wzywa do mobilizacji niezbędnej dla zachowania amerykańskiej dominacji, wszak „żadne inne państwo w historii świata nie promowało postępowych wartości bardziej niż USA”, a „potęga Ameryki umożliwiła niezwykle długi okres pokoju”. Idea wyjątkowego narodu ponownie w działaniu. Autorzy przekonują, że USA może uratować zmiana ustroju na republikę technologiczną. Zamiast urzędników państwowych, system polityczny muszą opanować korporacje Big Tech i Big Data. Twarda siła w XXI wieku będzie się bowiem opierać na oprogramowaniu, stąd odpowiedzialność, czyli realną władzę, ma objąć Dolina Krzemowa. Pierwszorzędnym zadaniem stanie się stworzenie broni opartej na sztucznej inteligencji, która będzie ważniejsza od broni atomowej. Z drugiej strony wojna wciąż wymaga realnych żołnierzy dlatego manifest postuluje, aby służba wojskowa stała się powszechnym obowiązkiem.

Esencję mrocznego oświecenia można dostrzec w tezie, według której „ci, którzy nie mówią nic złego, często nie mówią w ogóle nic ciekawego”. Język wojny, strachu, nienawiści, wrogości, akceptacji zabijania, choćby dzieci wrogów, są więc tu doskonale uzasadnione. Tym bardziej, że manifest przywraca rasistowski podział na lepsze i gorsze kultury. W tym kontekście nie zaskakuje anulowanie „dorobku” Japonii i Niemiec podczas II wojny światowej poprzez przyznanie im prawa do rewizji jej wyników i remilitaryzacji, teraz pod cyfrową kontrolą Palantira.

Z kolei przywódca techno-imperium ma być zwolniony z ocen w ramach „tolerancji dla złożoności i sprzeczności ludzkiej psychiki”, co daje idealny asumpt dla wprowadzenia tyranii. Sprzyjać jej będzie cenzura prewencyjna, gdyż „bezwzględne ujawnianie życia prywatnego osób publicznych odstrasza zbyt wiele utalentowanych osób od pracy w służbie rządowej”. Archaizm wpisany w treść manifestu ma na celu powrót do ery w której panuje prawo silniejszego. A że najsilniejszym komponentem sieci korporacyjnej stały się Big Techy i Big Data, to właśnie one roszczą sobie prawo do zarządzania światem w oparciu o nadzór, inwigilację i odłączanie wrogów od systemu. Wszystkie czujniki, satelity, telefony i wszelkie urządzenia zdolne do transmisji sygnału są przecież podłączone do jednej sieci. Granica między online i offline zaciera się, stając się płynna. Ogromne sieci sztucznej inteligencji dekodują, katalogują i gromadzą to wszystko w jednym miejscu w czasie rzeczywistym. Manifest uzasadnia totalną kontrolę, odpowiadającą wizji Roku 1984 George’a Orwella: „oczy” wszędzie, urządzenia wszędzie, a Wielki Brat – Sauron nieustannie wszystkich obserwuje, programując dywidua – Nazgule, aby bronili nowego ustroju przed nadejściem Antychrysta.

Konkluzje

Ewolucja władzy globalnej w XXI wieku pozwala zidentyfikować nowe podziały polityczno-ideologiczne. Przede wszystkim zdezaktualizował się oświeceniowy podział na lewicę i prawicę. Implementacja idei mrocznego oświecenia oznacza, że podstawowy punkt odniesienia powinien teraz stanowić manifest Palantira. Trzeba się zgodzić z byłym ministrem finansów Grecji, Yanisem Varoufakisem, wskazującym, że „jedynym pytaniem jest, czy wystarczająca liczba z nas zdąży to dostrzec, zanim boski algorytm uniemożliwi rozpoznanie czegokolwiek – lub kogokolwiek – poza chmurą”. Dlatego należy ostrożnie nakreślić aktualny stan walki klas.

Jak się wydaje, funkcję konserwatyzmu w XIX wieku, a liberalizmu w XX – pełnią obecnie partie i organizacje Palantir / BlackRock; rolę lewicy reformistycznej przyjmują partie i organizacje suwerenistyczne, które wzmacniając autonomię lokalną próbują osłabić napór tych pierwszych; z kolei rolę partii rewolucyjnych, narodowo-wyzwoleńczych i komunistycznych, reprezentują partie i organizacje „emancypacji” całkowicie negujące cywilizację resetu i ideologie Palantira. W ich miejsce proponują nowy ustrój realnego dobra wspólnego, którego niezbędnym warunkiem jest przyporządkowanie technologii do celów społecznych.

Na podstawie wskazanego podziału łatwo zidentyfikować konkretnych aktorów uwikłanych w sieci Palantir / BlackRock. Jest to zarazem sensowny punkt odniesienia potrzebny w kształtowaniu sojuszy strategicznych i taktycznych służących odbudowie podmiotowości, nie tylko zresztą Polski. Ruchy suwerenistyczne i emancypacyjne sprzyjają także budowie bardziej sprawiedliwego porządku międzynarodowego. Wymaga on uzupełnienia praw człowieka prawem narodów oraz odrzucenia praw dżungli na rzecz nowego paradygmatu relacji międzynarodowych: oparcia świata wielobiegunowego na zasadach pokojowego współistnienia i wzajemnego gwarantowanego rozwoju.

prof. Gracjan Cimek

Iran atakuje trzy amerykańskie statki – USA bombardują Qeshm – Płomienie wojny rosną.

Larry Johnson: Iran atakuje trzy amerykańskie statki – USA bombardują Qeshm – Płomienie wojny…

W wywiadzie „Larry Johnson:

Iran strzela do 3 amerykańskich statków – USA bombardują Qeshm – PŁOMIENIE WOJNY ROZPALAJĄ SIĘ” były analityk CIA Larry Johnson przedstawia dramatyczny obraz sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie. Wraz z moderatorem analizuje eskalację konfliktu między USA a Iranem, rolę państw Zatoki Perskiej, wpływ na gospodarkę światową oraz głębokie zmiany w globalnym porządku sił. Johnson argumentuje, że świat nie zmierza ku pokojowi, lecz ku przedłużającej się i potencjalnie zmieniającej system wojnie.

https://youtu.be/gFqQmy5DAuM [to ta rozmowa md]

Rozmowa rozpoczęła się od nowych doniesień CENTCOM-u, że dwa kolejne tankowce w Zatoce Omańskiej zostały „dezaktywowane” za rzekome naruszenie blokady Cieśniny Ormuz. Według moderatora, dwa supertankowce VLCC zostały już zaatakowane poprzedniego wieczoru przez amerykańskie niszczyciele – jeden w pobliżu Fudżajry w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a drugi w pobliżu Jask w Iranie. Johnson postrzega te incydenty nie jako odosobnione, lecz jako początek nowej fazy eskalacji.

W jego ocenie region nieuchronnie zmierza ku otwartej wojnie. Odrzuca doniesienia o rzekomych tajnych rozmowach pokojowych lub rychłych porozumieniach jako „bzdury”. Wojna, która według niego trwa od 28 lutego, trwa już 70. dzień – i nie zakończy się nawet 120. dnia.

Johnson argumentuje, że prawdziwy punkt zwrotny dopiero nadejdzie: Pełne konsekwencje ekonomiczne zakłóceń w przepływach surowców i energii z Zatoki Perskiej do tej pory tylko częściowo dotknęły gospodarkę światową. Ale skutki te wkrótce ujawnią się z pełną siłą. Mówi o „brzydkim” globalnym scenariuszu.

Szczególnie krytycznie odnosi się do strategii Waszyngtonu. Twierdzi, że Trumpowi brakuje prawdziwej strategii wojskowej. Stany Zjednoczone niszczą tankowce, co wywołuje reakcję Iranu, która z kolei prowadzi do dalszej eskalacji konfliktu w Waszyngtonie. Johnson posuwa się nawet do przewidywania, że ​​Iran może prędzej czy później zatopić amerykański niszczyciel – co może mieć potencjalnie wybuchowe konsekwencje dla całego regionu.

Były analityk CIA oskarża również Trumpa o życie w świecie fantazji. Krytykuje wypowiedzi prezydenta USA dotyczące II wojny światowej oraz jego kontakty z Rosją, Chinami i Iranem. Według Johnsona, równolegle z eskalacją napięć wobec Iranu, Stany Zjednoczone nasilają również presję na Chiny: zakazy eksportu technologii chipów, ostrzeżenia dotyczące chińskiej sztucznej inteligencji i prowokacje gospodarcze poważnie nadwyrężają relacje z Pekinem. Potencjalne spotkanie Trumpa z Xi Jinpingiem prawdopodobnie nie będzie zatem przebiegać w przyjaznej atmosferze.

Centralną częścią rozmowy jest rola państw Zatoki Perskiej. Johnson opisuje Zjednoczone Emiraty Arabskie jako państwo, które podjęło „bardzo złą decyzję”, sprzymierzając się z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Dubaj, a zwłaszcza port Fudżajra, byłby jednym z pierwszych celów irańskich ataków w przypadku kolejnej eskalacji. Johnson spodziewa się również ataków na bazę lotniczą Al-Dhafra.

Arabia Saudyjska i Kuwejt z kolei działały znacznie ostrożniej. Johnson potwierdził doniesienia, że ​​Arabia Saudyjska tymczasowo odmówiła USA dostępu do bazy lotniczej Prince Sultan w celu przeprowadzenia operacji przeciwko Iranowi. Kuwejt również ograniczył prawa przelotu. Dla Johnsona pokazuje to ograniczenia amerykańskiej projekcji siły. Państwa Zatoki Perskiej zdały sobie sprawę, że w poważnej sytuacji same staną się celem irańskich działań odwetowych.

Uważa rolę Kataru za szczególnie interesującą. Opisuje Katar jako kluczowy kraj w całym kryzysie. Kraj ten jest nie tylko głównym eksporterem LNG, ale także produkuje około 20 procent światowego zapotrzebowania na skroplony gaz ziemny. Ponadto posiada ogromne zasoby mocznika, siarki i helu – surowców niezbędnych dla rolnictwa, produkcji półprzewodników, rafinerii i przemysłu farmaceutycznego.

Johnson zwraca uwagę, że 32 procent światowych dostaw ropy naftowej pochodzi z Zatoki Perskiej – znacznie więcej, niż wielu wcześniej zakładało. Do tego dochodzą ogromne ilości globalnej produkcji siarki, a także znaczne ilości nawozów i helu. Hel jest szczególnie kluczowy dla przemysłu chipów. Johnson uważa za absurdalne, że te łańcuchy dostaw mogłyby zostać zakłócone, podczas gdy rynki finansowe nadal handlowały, jak gdyby nic się nie stało.

Otwarcie mówi o manipulacji rynkiem. Wielokrotnie polityczne zapowiedzi o rzekomo rychłych porozumieniach pokojowych prowadziły do ​​nagłych wahań cen ropy, na których osoby z wewnątrz czerpały ogromne zyski. Johnson szczegółowo wyjaśnia mechanizmy krótkich pozycji i sugeruje, że osoby dysponujące wcześniejszą wiedzą celowo obstawiały spadek cen ropy przed opublikowaniem oświadczeń politycznych.

Johnson opisuje następnie fundamentalną zmianę w globalnej dynamice sił. Iran jest wspierany przez Rosję, Chiny, a coraz częściej także przez Pakistan. Bez tego wsparcia Teheran miałby trudności z utrzymaniem konfliktu. Jednak z tym wsparciem sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Johnson przewiduje nawet, że gospodarka Iranu może osiągnąć lepsze wyniki w 2026 roku niż w 2025 roku.

Cieśnina Ormuz jest w dyskusji opisywana jako przyszłe centrum nowego regionalnego porządku bezpieczeństwa. Johnson zwraca uwagę, że zarówno Władimir Putin, jak i chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi niedawno wprost użyli terminu „architektura bezpieczeństwa”. Zgodnie z tym poglądem Rosja, Chiny i Iran pracują nad nowym porządkiem bezpieczeństwa dla Zatoki Perskiej – być może wspólnie z Katarem, Arabią Saudyjską i Omanem.

Według Johnsona, Oman już odgrywa aktywną rolę. Iran i Oman uzgodniły system opłat za przepływ przez Cieśninę Ormuz. Johnson podkreśla, że ​​znaczna część cieśniny jest terytorialnie częścią Omanu i Iranu, a zatem państwa te mają prawo kontrolować dostęp.

Johnson spodziewa się również nowego poziomu eskalacji militarnej. Wskazuje na doniesienia o walkach powietrznych między irańskimi myśliwcami F-4 Phantom a amerykańskimi i/lub izraelskimi samolotami. Jednocześnie Iran gruntownie zmodernizował swoje systemy obrony powietrznej i przeprowadził kilka ćwiczeń z użyciem ostrej amunicji od czasu zawieszenia broni w kwietniu. Stany Zjednoczone mogą zatem przeceniać swoją zdolność do tłumienia irańskich systemów obrony powietrznej.

Johnson również postrzega Izrael w niepewnej sytuacji. Choć Izrael dysponuje znaczną siłą militarną, ani Hamas, ani Hezbollah nie zostały ostatecznie pokonane. Według Johnsona, Izraelowi brakuje naprawdę skutecznego systemu obrony przed irańskimi pociskami balistycznymi i hipersonicznymi. W przypadku kolejnej rundy wojny Izraelczycy znów „siedzieliby w piwnicach” – tym razem z jeszcze większymi zniszczeniami.

Co więcej, Johnson uważa ekspansjonistyczne fantazje izraelskich polityków, takich jak Bezalel Smotrich, za nierealne. Izrael nie ma ani wystarczającej liczby ludności, ani potencjału ekonomicznego, aby utrzymać długoterminową kontrolę militarną nad dużymi obszarami Bliskiego Wschodu. Według Johnsona, przywódcy polityczni działają coraz bardziej irracjonalnie.

Kolejnym kluczowym punktem jest globalny zwrot gospodarczy dotyczący Zachodu. Johnson porównuje obecną sytuację do powolnego upadku Imperium Brytyjskiego. Dominacja gospodarcza i finansowa Londynu w dużej mierze zanikła. Największe banki świata są teraz chińskie. Chiny dominują nie tylko w przemyśle, ale coraz bardziej również w systemie finansowym.

W tym kontekście Johnson mówi również o roli BRICS. Chiny, Rosja, Iran i Brazylia współpracują coraz ściślej. Nawet Indie, które okresowo utrzymywały bliższe relacje z Izraelem, w obliczu wojny coraz bardziej skłaniają się ku Iranowi i BRICS. Opinia publiczna w Indiach wyraźnie zwróciła się przeciwko Izraelowi.

Johnson przewiduje również poważne globalne perturbacje gospodarcze. Prawdopodobna jest globalna recesja, a nawet depresja. Spadek produkcji o dziesięć procent lub więcej może wywołać głód, niestabilność polityczną i poważne kryzysy społeczne. Jednocześnie Stany Zjednoczone będą coraz bardziej pozbawione możliwości uzupełniania własnych arsenałów rakietowych, ponieważ wymaga to dostaw pierwiastków ziem rzadkich z Chin – których Pekin nie jest już skłonny dostarczać.

Na zakończenie rozmowy Johnson kreśli obraz świata w stanie ciągłej transformacji. Stany Zjednoczone są nadmiernie rozciągnięte militarnie, osłabione gospodarczo i coraz bardziej odizolowane geopolitycznie.

Z drugiej strony, kraje takie jak Rosja, Chiny i Iran pracują nad alternatywnymi strukturami władzy i bezpieczeństwa. Dla Johnsona obecny konflikt oznacza zatem nie tylko wojnę regionalną, ale potencjalny początek nowego porządku globalnego.