Podział między USA i Iranem jest zbyt głęboki, aby go zniwelować

Podział między USA i Iranem jest zbyt głęboki, aby go zniwelować.

Larry C. Johnson

Jak wspomniałem w poprzednim artykule, ktoś w administracji Trumpa, poinformowany o zbliżających się deklaracjach Trumpa dotyczących wojny z Iranem, odniósł wczoraj znaczny zysk finansowy. Jest to element trwającego schematu celowego oszukiwania Trumpa – czyli udawania znaczących postępów w rozmowach z Iranem, co z kolei powoduje wzrost na amerykańskiej giełdzie i spadek cen kontraktów terminowych na ropę.

Oto prawda: w ciągu najbliższych sześciu miesięcy nie uda się wynegocjować żadnego rozwiązania wojny z Iranem, ponieważ narracja amerykańska i irańska są niekompatybilne.

Zacznijmy od amerykańskiego stanowiska, a raczej narracji… Iran to niepoprawne islamskie państwo terrorystyczne, chylące się ku upadkowi. Przywódcy polityczni i wojskowi Iranu są głęboko podzieleni. Gospodarka Iranu nie ma szans na odbudowę, dopóki trwa wojna. Potencjał militarny Iranu został zdziesiątkowany. Iran musi wstrzymać wzbogacanie uranu i zezwolić na pełne, nieskrępowane inspekcje swoich obiektów jądrowych. Takie przekonanie podziela zdecydowana większość doradców Trumpa i amerykańskich komentatorów politycznych.

Irańskie władze są równie nieprzejednane… Iran zgodzi się na negocjowane rozwiązanie mające na celu zakończenie blokady Cieśniny Ormuz tylko wtedy, gdy Izrael zgodzi się na całkowite zawieszenie broni w Libanie i Strefie Gazy. Cieśnina Ormuz pozostanie pod kontrolą Iranu, a kontrola nad nią nigdy nie zostanie oddana. 5 maja 2026 roku Iran ustanowił nową instytucję, Urząd Cieśniny Zatoki Perskiej (PGSA), która wymaga od wszystkich statków chcących przepłynąć przez Cieśninę Ormuz rejestracji, wypełnienia formularzy i uiszczenia opłaty za przejazd przed otrzymaniem zezwolenia na tranzyt. Iran nigdy nie zrezygnuje ze swoich zapasów wzbogaconego uranu i jako suwerenne państwo i sygnatariusz Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (NON), będzie korzystał ze swojego prawa do wzbogacania uranu w celach pokojowych. Iran będzie nadal wspierał naród palestyński i jego walkę o wolność i samostanowienie, a także będzie nadal udzielał wsparcia Hezbollahowi. Ostatecznie Iran nie zrezygnuje z prawa do budowy rakiet balistycznych.

To, moi drodzy, to jest to, co nazywacie ślepą uliczką. Amerykańskie stanowisko opiera się na szeregu fałszywych założeń.

Po pierwsze, Iran nie jest głównym sponsorem terroryzmu i nie planuje destabilizacji swoich arabskich sąsiadów w Zatoce Perskiej. Po drugie, nie ma rozdźwięku między irańskim kierownictwem politycznym a Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) – prezydent, minister spraw zagranicznych, przewodniczący parlamentu i ajatollah wszyscy walczyli i służyli dla IRGC podczas wojny w Iraku. Po trzecie, irańska gospodarka zaczyna się odradzać dzięki wsparciu Rosji, Chin i Pakistanu, a także wysokim cenom ropy. Po czwarte, wbrew twierdzeniom Trumpa, irańska marynarka wojenna, siły powietrzne oraz arsenały pocisków balistycznych, pocisków manewrujących i dronów są nienaruszone i zdolne do kontynuowania wymiany ognia z USA i Izraelem.

Donald Trump stoi przed kilkoma dylematami… Gospodarka USA zaczyna słabnąć, czemu towarzyszy rosnące niezadowolenie społeczne z powodu rosnących cen benzyny. Nie ma realnych opcji militarnych, aby doprowadzić do zmiany reżimu w Iranie lub zmusić Iran do zaakceptowania amerykańskich żądań. Amerykańskie zapasy kluczowych systemów uzbrojenia uległyby dalszemu uszczupleniu, gdyby USA wznowiły ataki powietrzne i rakietowe na Iran, a irański odwet na cele amerykańskie i izraelskie spowodowałby znaczne szkody. Dopóki USA będą kontynuować ataki na Iran, ich relacje z Rosją i Chinami będą się pogarszać.

Prawdziwe zagrożenie dla USA nie ma charakteru militarnego, lecz ekonomiczny.

Trwająca blokada Cieśniny Ormuz przez Iran stwarza światu bezprecedensowe zagrożenie gospodarcze. Amerykańskie próby przeciwdziałania temu zagrożeniu jedynie pogłębią to, co grozi globalną katastrofą gospodarczą.

surowiecPrzybliżony udział Zatoki Perskiej w światowej produkcji (2025)Notatki
Ropa naftowa (ropa naftowa i kondensat)~32% (Bliski Wschód/region Zatoki Perskiej)Dominują najważniejsze kraje produkujące (Arabia Saudyjska, Irak, Iran, ZEA, Kuwejt), które odpowiadają za około jedną trzecią światowej podaży.
LNG~20% (głównie Katar; Zatoka Perska jako całość ~20–22%)Katar jest wiodącym producentem LNG w Zatoce Perskiej i jednym z największych eksporterów LNG na świecie.
mocznikZnaczne (Golf ~36% światowego eksportu; udział produkcji mniejszy, ale nadal znaczący)Państwa Zatoki Perskiej (Iran, Katar, Arabia Saudyjska) są największymi eksporterami mocznika na świecie.
siarka44% światowej produkcji siarkiZastosowania siarki obejmują: produkcję nawozów fosforanowych (pokrywających 60–70% światowego zapotrzebowania na kwas siarkowy), przerób rud (ługowanie miedzi, niklu, kobaltu), rafinację ropy naftowej, czyszczenie płytek półprzewodnikowych (wykorzystywanych przez TSMC, Intel i Samsung), produkcję baterii oraz przemysł farmaceutyczny.
hel~33% (głównie Katar)Katar jest drugim co do wielkości producentem na świecie po USA.
Aluminium (pierwotne)~8–9% (schroniska w krajach Rady Współpracy Zatoki Perskiej/Bliskiego Wschodu)ZEA, Bahrajn, Arabia Saudyjska i Katar są ważnymi producentami poza Chinami.

Iran nawiązuje kontakty dyplomatyczne z Arabią Saudyjską, Katarem i Kuwejtem, aby przywrócić eksport tych surowców na cały świat w ramach irańskiego PGSA. Jeśli Katar i Arabia Saudyjska zawrą porozumienie z Iranem, wpływy Ameryki w regionie zostaną ograniczone. Jeśli nastąpi globalny kryzys finansowy, połączony z poważną recesją, jeśli nie depresją, Stany Zjednoczone znajdą się pod ogromną presją, aby osiągnąć porozumienie z Iranem, które przywróci handel międzynarodowy i dostawy z Zatoki Perskiej. Iran ma ostatecznego asa w rękawie – Trump nie ma żadnego.

Źródło: Zatoka Perska oddzielająca USA od Iranu jest zbyt szeroka, aby ją połączyć

Zakończenie podżegania wojennego Zachodu powinno być naszym priorytetem

Zakończenie podżegania wojennego Zachodu powinno być naszym priorytetem numer jeden

Zakończenie podżegania do wojny przez Zachód powinno być priorytetem ważniejszym od wszystkich innych kwestii społecznych, tak samo jak fakt, że Twój mąż jest seryjnym mordercą, jest ważniejszy od jego odmowy zmywania naczyń.

Caitlin Johnstone 8 maja 2026 r. caitlinjohnstone-au/ending-western-warmongering-should-be-our-number-one-priority

Przede wszystkim Zachód musi przestać mordować ludzi. Zakończenie zachodniego podżegania do wojny powinno być priorytetem ponad wszelkimi innymi problemami społecznymi, tak samo jak fakt, że twój mąż jest seryjnym mordercą, byłby pilniejszy niż jego niechęć do zmywania naczyń.

To, że o wiele więcej uwagi politycznej poświęca się polityce wewnętrznej w naszym społeczeństwie niż temu, że nasze rządy mordują ludzi na innych kontynentach, jest oznaką głębokiej choroby. Nie oznacza to, że te kwestie polityki wewnętrznej nie są ważne; chodzi jedynie o to, że nie są tak przerażająco pilne, jak aktywny udział państw imperialnych w masowych mordach.

Opieka zdrowotna? Bardzo ważna. Prawa imigrantów? Bardzo ważne. Sprawiedliwość społeczna i równość? Bardzo ważne.

Ale wyobraź sobie, że mieszkasz w miejscu, gdzie bomby z Zachodu rozrywają na strzępy twoją rodzinę i sąsiadów, a potem widzisz zachodni wpis w mediach społecznościowych o nadrzędnej wadze kwestii LGBTQ lub o zakończeniu dyskryminacji osób neuro-atypowych. Zatrzymaj się na chwilę i postaw się w tej sytuacji.

Powtarzam to po trzykroć, nie twierdzę, że te kwestie nie mają znaczenia. Mówię tylko, że położenie kresu masowym mordom powinno wydawać się pilniejszą sprawą. Nie sądzę, żeby to budziło kontrowersje.

W żadnej innej dziedzinie naszego społeczeństwa nie mamy problemu z dokonaniem tego rozróżnienia. Jeśli w waszym kraju w wyniku masowej strzelaniny zginie dwadzieścia osób, spotka się to z większym zainteresowaniem niż wszystkie inne niesprawiedliwości i nadużycia, które miały miejsce w waszym kraju tego dnia. Morderstwo siedemdziesięcioletniej kobiety będzie o wiele bardziej traumatyczne i znaczące dla jej społeczności niż śmierć tej samej siedemdziesięciolatki na raka płuc. Nie kontynuowałbyś dyskusji o feminizmie inter-seksualistycznym w restauracji, gdybyś zobaczył kogoś uduszonego przy stoliku po drugiej stronie sali.

Kiedy dzieje się to blisko nas, z ludźmi, którzy wyglądają jak my, żyją jak my i mówią tym samym językiem, co my, nie mamy problemu ze zrozumieniem, że morderstwo jest pilnym problemem, a zapobieganie mu jest priorytetem dla naszego społeczeństwa. Ale kiedy nasze własne rządy są zamieszane w morderstwa osób o ciemniejszej karnacji, mówiących innymi językami, wyznających inne religie i żyjących w innych kulturach, potrafimy oddzielić to od powagi sytuacji.

To mówi straszne rzeczy o nas jako cywilizacji. Nie różnimy się niczym od żony seryjnego mordercy, która ignoruje ciała grzebane na podwórku, bo bardziej martwi się o to, ile jego uzależnienie od hazardu online kosztuje rodzinę. Odłączamy się od czegoś cennego i ważnego w nas, aby psychologicznie odciąć się od zbrodni imperium w sposób, w jaki to robimy.

To rani naszych bliźnich, ale rani też nas. Robimy coś okropnego naszemu wnętrzu, zaciskając się w supeł, by uniknąć konfrontacji z zimną, twardą rzeczywistością zachodnich rzezi wojskowych. To wypacza nas jako ludzi. Głęboko wpływa na sposób, w jaki doświadczamy życia. Drapie soczewki naszych filtrów percepcyjnych. Jak mogłoby być inaczej?

Wszystkie te wojny i ludobójcze okrucieństwa są zaproszeniem do odzyskania świętej części nas samych poprzez traktowanie ich z należną im pilnością. Bez tego nie da się żyć autentycznie i nawiązać opartej na prawdzie relacji z rzeczywistością.

Ci, którzy pociągają za sznury

Ci, którzy pociągają za sznurki

Autor robert waterski

====================================================

Cytowałem niedawno Alastaira Crooke‘a, który mówił o ponadnarodowych strukturach sterujących światem, o których nic nie wiemy. Crooke jest byłym brytyjskim dyplomatą, który z pewnością pośrednio lub bezpośrednio z takimi strukturami miał do czynienia, więc sądzę, że wie więcej mówi. Na początku mego kompendium systemu monetarnego pisałem też, że jestem przekonany o istnieniu jakiejś struktury stojącej za naszym systemem monetarnym, ale także nie potrafię jej określić. Czy obaj mówimy o tej samej strukturze? Myślę, że nie, ale jestem więcej niż pewny, że obydwie te struktury są ze sobą powiązane. Może jedynie przez wspólnotę interesów, ale może także personalnie. Myślę, że zbyt wiele faktów przemawia za istnieniem takich struktur, by można było machnąć ręką i zbyć wszystko stwierdzeniem, że jest to kolejna teoria spiskowa. Ale wtedy nasuwa się kolejne pytanie: jak głęboko sięgają te struktury? Czy są one obecne we wszystkich krajach? Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to pytanie, a obserwacja faktów i wydarzeń prowadzi do całkowicie sprzecznych wniosków.

Ale na przeszkodzie w zrozumieniu tego, co się obecnie dzieje na świecie stoją też nasze utarte schematy myślowe. Podobnie jak nasi pożal się Boże analitycy, rozumiemy wojnę jako zagony pancerne idące na Moskwę Bramą Smoleńską.

Nie widzimy i nie rozumiemy tego, że trzecia wojna światowa już trwa, ale to nie jest wojna, w której czołgi, samoloty i żołnierze odgrywają główną rolę. To wojna, w której walczy się przy pomocy finansów, kontroli łańcuchów dostaw, kontroli korytarzy transportowych, kontroli informacji, ale przede wszystkim kontroli dostępności i dostaw źródeł energii.

Nikt formalnie nie wypowiada nikomu wojny, nie atakuje i nie zajmuje obcego terytorium! Wystarczy uzależnienie!! To wojna, której nie rozumie i dlatego nie dostrzega przeciętny oglądacz telewizyjnych bredni.

Nie ja jeden uważam, że USA chylą się ku upadkowi. Nie ja jeden uważam, że dedolaryzacja, że powstanie struktur typu BRICS i SCO jest dla USA śmiertelnym zagrożeniem i nie ja jeden uważam, że USA muszą na to zareagować. Większość komentatorów i analityków spodziewa się reakcji militarnej. Muszę szczerze przyznać, że ja także się tego spodziewałem. Wojna na Ukrainie, a potem atak na Iran, zdawały się to potwierdzać. Trochę ostatnio chorowałem, więc miałem okazję oderwać się od zajęć domowych i w spokoju trochę pomyśleć. Dało mi to okazję do spokojnego zastanowienia się nad wydarzeniami ostatnich lat.

Ale w dużej mierze postawiło na głowie moje patrzenie na te wydarzenia i spowodowało, że jestem teraz pełen podziwu dla perfidii planu, który te ponadnarodowe struktury przygotowały dla ratowania potrzebnego im imperium. Nie mam tu na myśli polityków, bo to durnie i marionetki, ale struktury, o których nic nie wiemy, struktury, które naprawdę pociągają za sznurki i struktury, dla których pracują sztaby naprawdę myślące ludzi! Wszystko jest dość skomplikowane, ale nie będę wdawać się w szczegóły i postaram się przedstawić względnie krótko i w ogólnie zrozumiały sposób, na czym ten plan polega.

Wyjaśnianie zacznijmy od czegoś, o czym wszyscy już dawno zapomnieli – od gazu (g)łupkowego. W wielu krajach – także u nas – był wielki jazgot wokół tego tematu, potem wszystko ucichło, bo okazało się, że metody wydobycia grożą zanieczyszczeniem wód gruntowych. USA są dużym krajem, z dużą ilością rzadko zaludnionych terenów, ale przede wszystkim są krajem, w którym dla pieniędzy wszystko się zniszczy. Przypomnijmy sobie filmiki z płomieniami wydobywającymi się z kranów z wodą. Wody gruntowe na tych terenach zniszczone są na setki, a może na tysiące lat. Ale ci, którzy na tym zarabiają żyją dzisiaj i mieszkają gdzie indziej. Mimo nieopłacalności, przez lata nie tylko zwiększano możliwości wydobywcze, ale rozbudowywano także sieć zakładów do upłynniania gazu, które niczego nie upłynniały i stały bezczynnie. Dodatkowo zwiększano możliwości wydobycia ropy. Ale jakoś nie nagłaśniano tego…

Potem przyszła wojna na Ukrainie. Nie rozpoczęła się z niczego. Posunięcia USA zmusiły Rosję do interwencji. Przyszły sankcje na Rosję i rozpoczęło się odejście od rosyjskich źródeł energii – głównie gazu. Naszego ogłupionego i nastawionego antyrosyjsko społeczeństwa nie trzeba było przekonywać, że dobrodziejstwem dla nas i dla naszej gospodarki jest odejście od taniego i pewnego rosyjskiego gazu, i zamiana na wielokrotnie droższy gaz z USA i innych źródeł.

Dzisiaj narzekamy na ceny energii, ale przecież winny jest Putin! Inne kraje trzeba było „przekonywać” wysadzając rurociągi i zwalając wszystko, jeśli nie na Rosję, to na Ukrainę. I w tym momencie musimy spojrzeć innymi oczami na wieloletnią, z pozoru bezsensowną i nieopłacalną budowę amerykańskich instalacji do wydobycia i upłynniania gazu. Mam nadzieję, że teraz rozumiemy, że wszystko było już dawno zaplanowane. A to dopiero początek.

Przenieśmy się teraz nad Morze Śródziemne. USA już od dawna dążyły do upadku Assada w Syrii. Próbowano różnych metod. Ale albo okazywały się one bezskuteczne, albo na przeszkodzie stawała Rosja. W końcu wielonarodowościowe i wielowyznaniowe społeczeństwo Syrii zostało do tego stopnia „zmiękczone” sankcjami, że było mu wszystko jedno co nastąpi. Dodatkowo sam Assad także nie widział sensu dalszego oporu i ewakuował się do Rosji. Syrię przejęli stworzeni przez USA i wspierani przez Turcję islamscy terroryści, którzy nagle przeistoczyli się w polityków w garniturach.

Potem zaczęła się rzeź Palestyńczyków w strefie Gazy. Świat patrzył na to ewidentne ludobójstwo i nie zrobił nic. Dopiero USA częściowo położyły temu kres, powołując tzw. Board of Peace – Radę Pokoju (oczywiście „Pokoju”). Dało to USA swego rodzaju mandat do sprawowania „opieki” nad tym terenem. Oczywiście nie chodzi o dobro Palestyńczyków! Musimy wiedzieć, że od wybrzeży strefy Gazy, poprzez wybrzeże Libanu, aż do Syrii ciągną się jedne z największych na świecie złóż gazu, których jeszcze nie zaczęto eksploatować. A właśnie! Zapomniałem o Libanie! Teraz wszyscy rozumieją, jaki jest cel aktualnych izraelskich ataków na ten kraj!

I wreszcie dochodzimy do amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. To pierwsze niepowodzenie w tym tak starannie zaplanowanym scenariuszu. Czy naprawdę wierzono, że można obalić irański rząd i postawić w jego miejsce posłuszne marionetki? Wszystko wskazuje na to, że tak. Sądzę, że te międzynarodowe struktury wierzyły w potęgę armii amerykańskiej. Ale Martianow, który jest fachowcem w dziedzinie wojskowości i od dawna twierdzi, że amerykańska armia to jedynie hollywoodzki mit, jak zwykle miał rację. Dodatkowo dochodzi do tego przepaść cywilizacyjna. Dwustuletnia cywilizacja, która dała światu Coca Colę i Big Macka, zamierza obalić, ale nie jest w stanie wznieść się na poziom istniejącej od kilku tysięcy lat cywilizacji, która dała światu m. i. algebrę, podstawy dzisiejszej medycyny i astronomii!

Ale czy to niepowodzenie oznacza klęskę całego planu? Uważam, że nie. Paradoksalnie Iran nieświadomie wykonał dla tego planu kawał pożytecznej roboty. Nie wiem, czy Iran to rozumie, najwyraźniej nie rozumieją tego wszyscy komentatorzy, ale mam wrażenie, że twórcy tego planu powoli zaczynają to rozumieć i zaczynają odpowiednio korygować swoje posunięcia. Tak, wiem, wszyscy stukają się teraz w czoło, ale spróbuję wytłumaczyć, dlaczego tak sądzę.

Ale aby to wytłumaczyć, musimy wreszcie wyjaśnić sobie cel tego planu. Struktury stojące za nim wiedziały, że jakiekolwiek bezpośrednie starcie militarne z Rosją lub Chinami, doprowadzi do wojny nuklearnej i końca ludzkości. Rosja jest wprawdzie łakomym kąskiem, ale nie jest zagrożeniem dla tych struktur i zagrożeniem dla amerykańskiego imperium. Prawdziwym zagrożeniem są Chiny. Chiny są już taką potęgą, że nie da się wygrać z nimi klasycznej wojny gospodarczej. Ale Chiny mają też słabe punkty. Jednym z nich jest zależność od dostaw energii.

Prawdziwym celem tego planu jest więc odcięcie Chin od głównych dostawców energii – czyli od dostaw ropy i gazu. Zamierza się to osiągnąć albo poprzez przejęcie złóż tych surowców, albo poprzez kontrolę nad nimi, albo przez przerwanie lub kontrolę kanałów dostaw. Do tej pory nie wspomniałem o Wenezueli, która była pierwszym bezpośrednim krokiem prowadzącym do tego celu. Wprawdzie był to krok spektakularny, ale bez większego znaczenia. Ropa wenezuelska to jedynie ok. 4% chińskiego importu. Poza tym musimy zrozumieć, że ropa ropie nie równa. Wenezuela ma wprawdzie rzekomo największe na świecie złoża ropy, ale jest to ropa szczególna – praktycznie asfalt. Wymaga skomplikowanych i kosztownych technik wydobycia i specjalnych rafinerii do jej przeróbki. Poza medialną wrzawą nie był to dla USA wielki zysk a dla Chin wielka strata.

Tym, co miało być dla Chin naprawdę bolesne, to odcięcie od irańskiej ropy. Ale Iran nie tylko nie upadł, ale na dodatek zaczął zadawać bolesne ciosy. Zaatakował amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie, ale dodatkowo zaatakował także instalacje naftowe i gazowe krajów arabskich. Sądzę, że tego się nikt nie spodziewał! Na domiar złego Iran ogłosił kontrolę nad Cieśniną Ormuz.

Wbrew temu, co kłamią media, nie jest ona całkowicie zamknięta. Przepływają przez nią statki zaprzyjaźnionych z Iranem państw oraz państw, które za przewożoną ropę zapłaciły w Yuanach i nie wiozą jej do USA, Izraela, Europy i innych państw wrogich wobec Iranu. Nagle cały świat stał się zakładnikiem Iranu i ofiarą amerykańsko-izraelskiej agresji.

Ale popatrzmy na to, co zaczęło dziać się potem, a zrozumiemy, jak struktury, które stoją za tym planem, zaczęły obracać wszystko na swoją korzyść, a Iran nieświadomie im to ułatwił. Nagle USA ogłosiły: możecie ropę i gaz kupować u nas! W mgnieniu oka stały się monopolistą w dostawach tych nośników energii! Zaraz potem ogłoszono „blokadę blokady” Cieśniny Ormuz. Wszystkie statki, którym Iran pozwolił przez nią przepłynąć, mają być przechwytywane. Oczywiście wszyscy wyśmiali ten pomysł jako nierealny, bo faktycznie USA nie są w stanie przechwycić wszystkich statków. Ale nikt nie rozumie tego, że tu wcale nie chodzi o szczelność tej blokady, ale o niepewność!

Każdy transport ropy to ogromne pieniądze, więc każdy woli kupić ją bezpiecznie od USA lub powiązanych z nimi dostawców, niż ryzykować niepewny transport z Zatoki Perskiej. A każdy przechwycony przez USA transport ropy jest konfiskowany (czytaj: rabowany) i sprzedawany posłusznym państwom.

Ale musimy wspomnieć też o innym celu całej tej awantury. Odcięcie Chin od irańskiej ropy to nie wszystko. Dodatkowo chodzi o zmuszenie Chin do płacenia za nią w dolarach. Kraje Zatoki Perskiej były do tej pory głównym filarem petrodolara. Ale w tym filarze zaczynały pokazywać się rysy. Coraz więcej państw, z Arabią Saudyjską na czele, zaczynało powoli odchodzić od rozliczeń dolarowych. Całkowite ich odejście byłoby praktycznie wyrokiem śmierci dla petrodolara, wyrokiem śmierci dla USA i co za tym idzie także wyrokiem śmierci dla ponadnarodowych struktur, które stworzyły to imperium. Ale jak wyjaśniam w moim kompendium systemu monetarnego, petrodolar stał się z czasem także obciążeniem dla USA.

I tu zaczynam się przenosić w sferę przypuszczeń… Atak Iranu na kraje Zatoki Perskiej stworzył dla USA i stojących za nimi struktur świetną okazję do pozbycia się niepewnego wasala. Zwłaszcza, że wasal ten przekonał się, że amerykańskie bazy nie są dla niego żadną ochroną, ale zagrożeniem! Musimy zdać sobie sprawę z tego, że kraje Zatoki Perskiej to taka pustynna fatamorgana. To sztuczne twory niezdolne do samodzielnej egzystencji. Gdy piszę ten tekst, trwa zawieszenie broni, USA nie atakują Iranu, ale sądzę, że niedługo ataki zostaną wznowione.

Podejrzewam, że głównym celem tych ataków nie będzie zadanie strat, ale rozzłoszczenie Iranu i zadanie irańskimi rękami jak największych strat krajom Zatoki Perskiej! Akurat wczoraj, 5 maja 2026, media obiegła wiadomość, że Iran zaatakował terminal naftowy Fujairah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ale parę godzin później Iran ogłosił, że nie zrobił tego. Kto wie, czy moje podejrzenia nie zaczynają się sprawdzać! Struktury kierujące USA mogły zmodyfikować swój plan. Rękoma Iranu doprowadzić do upadku państw Zatoki Perskiej i do przejęcia ich złóż ropy i gazu przez amerykańskie koncerny. To, że spora część Arabii Saudyjskiej i innych państw tego regionu przewidziana jest do włączenia w planowane granice Wielkiego Izraela, czyni ten scenariusz jeszcze bardziej prawdopodobnym! Tak, wiem, ponoszą mnie w tym momencie wodze fantazji, ale nie jest to całkiem niemożliwy scenariusz. Czas pokaże…

Ale przeanalizujmy teraz inny element planu, czyli dostawy energii z Rosji. Nagle wszystkie oczy zwróciły się w jej kierunku. Nawet najbardziej zajadli europejscy rusofobi (ale nie u nas) zaczynają przebąkiwać o normalizacji stosunków z Rosją. Ale równocześnie zaczęły się ukraińskie ataki na rosyjskie instalacje naftowe. To nie jest zbieg okoliczności! To element planu!! Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Ukraina sama nie jest do tego zdolna. Za wszystkim stoi obca pomoc.

Równocześnie nastąpiła intensyfikacja polowania na tankowce przewożące rosyjską ropę. Rosyjska ropa eksportowana jest prawie wyłącznie z bałtyckich portów. Ich odcięcie od świata jest sprawą bardzo prostą, ale jak wtedy zareaguje Rosja? Dotychczasowa rosyjska bierność, brak reakcji na użycie obcej przestrzeni powietrznej do ataków na terminale naftowe i całą masę innych prowokacji, może rozzuchwalić europejskie jastrzębie. Czy taka blokada nastąpi? Sądzę, że wcześniej, czy później (raczej wcześniej) tak. Widać wyraźnie, że struktury stojące za tym planem, pchają Europę do konfliktu z Rosją. Oczywiście ciśnie się na usta pytanie, czy Rosja jest w stanie zaspokoić potrzeby energetyczne Chin? Odpowiedź brzmi: dopiero za wiele lat, gdy wybudowana zostanie odpowiednia ilość rurociągów. Paradoksalnie Rosja jest w lepszej sytuacji niż Chiny, gdyż może funkcjonować w całkowitej izolacji od świata. Ma wszystko co potrzeba i sama wszystko produkuje.

Dla wielu osób ogłupionych medialną propagandą i zaślepionych nienawiścią jest to szok, ale takie są fakty. Rosja sama jest w stanie wyprodukować wszystko, co potrzebuje. Produkuje nawet własne mikroprocesory. Wprawdzie nie nadają się one do gier komputerowych, ale ich wydajność jest wystarczająca do pracy w satelitach, samolotach, okrętach, w komputerach w centrach dowodzenia i wielu innych miejscach. Silniki odrzutowe do samolotów pasażerskich budują jedynie USA, Wielka Brytania i Rosja. Ale jedynie Rosja buduje je całkowicie samodzielnie. Przykłady można długo wyliczać. Pokazują one jedynie naszą ignorancję, uprzedzenia i niewiedzę na temat tego kraju.

Mam nadzieję, że rozumiecie już Państwo, że zbyt dużo tu zbiegów okoliczności, zbyt dużo splatających się i zazębiających czasowo wydarzeń, by można je było zbyć stwierdzeniem: przypadek. Ale to wszystko jest na razie taktyka. Wyjaśnijmy sobie jaka kryje się za tym strategia. Jej pierwszym i najważniejszym elementem jest dominacja nad głównymi światowymi źródłami energii. To jest prawdziwa kontrola nad światem! To kontrola kto i za ile otrzyma potrzebną ilość ropy i gazu. Rosji i Iranu nie trzeba bezpośrednio atakować. Wystarczy je odizolować i w maksymalny sposób utrudnić im dostawy ich surowców. Ale to nie wszystko! To zakończy proces de-dolaryzacji, bo za wszystko trzeba będzie zapłacić jedynie w dolarach. Chiny zostaną zmuszone do stania się głównym nabywcą amerykańskich obligacji. Dodatkowo będzie można dyktować im ceny i w każdej chwili, jeśli nie zamknąć, to przynajmniej trochę „przymknąć kurek”. To umożliwi kontrolę dalszego rozwoju chińskiej gospodarki. Ale przede wszystkim spowoduje ogromną różnicę cen energii pomiędzy USA i innymi krajami. Tania amerykańska energia już sprowadza wielu zagranicznych inwestorów, na razie głównie z Europy, ale z czasem mogą oni zacząć przenosić swoje firmy nawet i z Chin!

Mam nadzieję, że wyjaśniłem moje przemyślenia. Oczywiście pominąłem masę rzeczy i skupiłem się na trzech głównych elementach tej układanki: Chinach, Rosji i Iranie. Pominąłem inne kraje i inne rejony świata, ale to nie oznacza, że nic tam się nie dzieje! Wręcz przeciwnie!! Ale opis tego jedynie skomplikowałby obraz. Chodziło mi o pokazanie w jak najprostszy sposób, że to, co się obecnie dzieje na świecie nijak się ma do naszych archaicznych i naiwnych wyobrażeń o polityce i wojnie oraz do tego co serwują nam media – także te alternatywne.

Czy ten plan się powiedzie? Trudno w tej chwili powiedzieć. To zależy czy Chiny i Rosja znajdą sposób na jego udaremnienie. Szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem bierności Rosji i spokoju Chin. Nie potrafię tego wyjaśnić. Ale nie sądzę, że jest to dobry znak dla tego planu. Musimy poczekać na dalszy rozwój wydarzeń.

Blokada Cieśniny Ormuz realizuje cele Światowego Forum Ekonomicznego i Agendy 2030

Ormuz: Kto pociąga za sznurki? Iskra, impas i cieśnina: Rozszyfrowanie.

Blokada Cieśniny Ormuz realizuje cele Światowego Forum Ekonomicznego i Agendy 2030 – przypadek?

Ormuz: Kto pociąga za sznurki?

Iskra, impas i cieśnina:

Rozszyfrowanie wojny z Iranem

Autorstwa Charliego Howdena

Próbuję zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się w wojnie z Iranem. Stany Zjednoczone twierdzą, że blokują Cieśninę Ormuz, aby zniszczyć irańską gospodarkę, ale robiąc to, ryzykują zniszczeniem gospodarki światowej – w tym swojej własnej. Przyjrzyjmy się temu i zobaczmy, czy uda nam się to jakoś zrozumieć. Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Wyobraź sobie: jest koniec kwietnia 2026 roku, a świat wstrzymuje oddech, gdy beczka prochu w Zatoce Perskiej kipi. Po serii nalotów, starć morskich i tajemniczych bitew zastępczych, sytuacja przekształciła się w kruche zawieszenie broni, ale w powietrzu wisi groźba eksplozji. To, co zaczęło się 28 lutego jako potężny atak USA i Izraela, przerodziło się w grę o władzę o wysoką stawkę, na którą nikt nawet nie mrugnie okiem. Zachodnie nagłówki krzyczą o poskromieniu „reżimu zbójeckiego”, irańskie głosy buntu, a mocarstwa takie jak Rosja, Indie i Chiny kręcą głowami na widok chaosu szerzącego się na całym świecie. W centrum? Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa obecnie zaledwie około dziesięciu statków dziennie – mniej niż jedna dziesiąta normalnego ruchu.

A jaka właściwie jest strategia Donalda Trumpa? Czy chce zniszczyć Iran? A może Chiny? Czy tworzy nowy porządek świata pod hegemonią USA? A może daje elitom globalistycznym na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) i w ramach Agendy ONZ 2030 niepowtarzalną okazję do przekształcenia świata w globalną tyranię rządową, której pragną?

Wróćmy do początku. Wojna wybuchła, gdy Trump – po 60-dniowym ultimatum postawionym Iranowi, by porzucił ambicje nuklearne i porzucił sojuszników, takich jak Hezbollah i Huti – rozpoczął wspólne ataki z Izraelem. Teheran został zbombardowany, a Najwyższy Przywódca Ali Chamenei zginął. Strategia Trumpa, jak powiedział, była jasna jak słońce: zmiana reżimu, zniszczenie irańskich rakiet, zatopienie marynarki wojennej, zniszczenie sił powietrznych, likwidacja siatki terrorystycznej i ostatecznie porzucenie wszelkich ambicji nuklearnych. Iran jednak nie zastosował się do scenariusza, skutecznie odpowiadając i – co przewidywalne – zamykając Cieśninę Ormuz.

Na początku kwietnia weszło w życie kruche, dwutygodniowe zawieszenie broni, a 7 kwietnia Iran ułatwił ruch tankowców przez Cieśninę. Stany Zjednoczone wstrzymały ataki, a Trump przedłużył je na czas nieokreślony 21 kwietnia, chwaląc się, że zniszczono 75% celów. A potem, po tym jak nazwał irański reżim „gangsterami” za zamknięcie cieśniny, same Stany Zjednoczone nałożyły blokadę, drastycznie ograniczyły ruch, nakazały zawrócenie około 40 statkom i ostrzelały co najmniej jeden z nich. Niemniej jednak, nie widać żadnego poważnego porozumienia. Iran odrzuca amerykańskie żądania dotyczące surowych ograniczeń nuklearnych, a rozmowy, takie jak te w Islamabadzie, załamały się po tym, jak Teheran odmówił kapitulacji, a Trump nagle wycofał swojego wysłannika.

Zachodnie źródła malują obraz przedłużającego się impasu. „Niewygodna ziemia niczyja, gdzie nie ma wojny, nie ma pokoju”, jak to ujmuje „New York Times”, z nieudaną dyplomacją i obiema stronami okopanymi jak we współczesnej Sommie. „Guardian” opisuje „narastający impas”, pomimo gorączkowej dyplomacji wahadłowej w regionie. Trump utrzymuje otwartą linię telefoniczną z Teheranem – „Zadzwoń, jeśli chcesz rozmawiać” – ale nalega na całkowity zakaz broni jądrowej. Liczba ofiar? Jak zawsze niejasna, chociaż amerykańscy wojskowi przyznają, że Iran nadal dysponuje znacznym potencjałem w zakresie rakiet i dronów.

W Teheranie historia opowiadana jest jako opowieść o duchu walki i niesprawiedliwości. PressTV i IRNA przedstawiają wojnę jako brutalny amerykańsko-izraelski buldożer niszczący suwerenne ziemie – 25 kwietnia był już 57. dniem inwazji. Iran przedstawia „realne ramy” dla pokoju, ale z warunkami: żądaniami reparacji wojennych od państw Zatoki Perskiej za zniszczoną infrastrukturę, taką jak mosty i sieci energetyczne, w tym połączenie Karadż-Teheran.

Ich 10-punktowy plan? Otwarcie Cieśniny Ormuz, zniesienie blokady morskiej USA – ale tylko z rzeczywistymi gwarancjami bezpieczeństwa ze strony Zachodu. Żadnych dalszych ustępstw w sprawie programu nuklearnego bez czegoś w zamian. A ostrzeżenia są druzgocące: Teheran grozi chaosem Izraelowi i Stanom Zjednoczonym w przypadku zerwania zawieszenia broni i zapowiada „nowe niespodzianki” w swoim arsenale. Nawet amerykańscy senatorowie nazywają sytuację „katastrofalną”, a próby ograniczenia uprawnień militarnych Trumpa kończą się fiaskiem.

Perspektywa Rosji, jak donoszą RT i Sputnik, to schadenfreude. Ta wojna, jak twierdzą, obnaża piętę achillesową Ameryki, pokazuje ograniczenia amerykańskiej potęgi i przyspiesza rozwój wielobiegunowego porządku świata.

Niezależnie od tego, czy konflikt zakończy się szybko, czy wciągnie wszystkich w otchłań, handlarze bronią i tak na tym skorzystają, a Europa mocno ucierpi z powodu rosnących cen energii. Dmitrij Miedwiediew określa zawieszenie broni jako „zdrowy rozsądek”, ale zauważa, że ​​Stany Zjednoczone przesadziły. Państwa Zatoki Perskiej? Wstrzymują się, zbyt wstrząśnięte skutkami gospodarczymi.

W Indiach „The Hindu” i „Times of India” donoszą w sposób zrównoważony. Trump krytykuje Iran za omijanie kwestii nuklearnej, koncentrując się na Ormuz. Teheran grozi ostrą retoryką, podczas gdy amerykańskie okręty ścigają podejrzane jednostki. Według Trumpa nie ma broni jądrowej, ale mnóstwo bomb, jeśli rozmowy zakończą się fiaskiem. Zjednoczone Emiraty Arabskie przyznają: „Iran uderzył nas mocno, ale nic nie zrobiliśmy”.

Chiny, reprezentowane przez Global Times i Xinhua, krytykują tę sytuację jako przejaw amerykańskiej arogancji. Miesiąc wojny, której końca nie widać. Iran odrzuca słabe zawieszenia broni i proponuje własne rozwiązania. Protesty skierowane są przeciwko „imperialistycznym” atakom, a opór trwa.

Ale uwaga skupia się na Cieśninie Ormuz. Normalnie przepływa przez nią około 20 milionów baryłek ropy naftowej, LNG i innych towarów dziennie – około 120 do 140 statków dziennie. Jednak od czasu irańskiej blokady, którą obecnie wzmacniają Stany Zjednoczone, ruch spadł do 3-6 statków dziennie – co stanowi spadek o 95%. ONZ ostrzega przed poważnymi konsekwencjami dla światowego handlu, od energii po nawozy. Ceny ropy rosną, a bezpieczeństwo żywnościowe jest zagrożone.

Dlaczego więc USA nałożyły blokadę? Oficjalnie po to, by zniszczyć irańską gospodarkę. Ale to wpływa na całą gospodarkę światową. Krytycy mówią o samo-sabotażu: zamiast ukierunkowanych sankcji, rozpętuje się globalny chaos. Czy to rzeczywiście strategia – czy też stawka jest wyższa?

Cel Trumpa jest jasno określony: militarne zniszczenie Iranu. Rezultat jest jednak zmienny. Irańskie władze utrzymują swoją pozycję, armia jest osłabiona, ale nie pokonana. Dyplomacja pozostaje trudna. Rezultat: zerwane sojusze i przyspieszona transformacja w kierunku świata wielobiegunowego.

A teraz pytanie spekulacyjne: Czy ta wojna nieświadomie wspiera cele Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) i Agendy ONZ 2030? Rosnące ceny energii, niedobory dostaw i presja ekonomiczna mogą wymusić właśnie zmiany, które te programy przewidują – mniej własności, więcej kontroli, większą centralizację.

Ostatecznie świat stoi na rozdrożu. Zawieszenie broni jest kruche; jeden błąd może doprowadzić do eskalacji konfliktu. Strategia USA okazuje się skuteczna, ale jej długoterminowe konsekwencje mogą doprowadzić do nowego porządku globalnego – z dalekosiężnymi reperkusjami dla wszystkich.

Źródło: Hormuz: Kto podejmuje decyzje?

Wojna z ludzkością

Wojna z ludzkością

3. maja 2026 Marek Wojcik world-scam/wojna-z-ludzkoscia

Za każdą wojną stoją wielkie pieniądze. Gutle Rothschild (żona Mayera Amschela Rothschilda 1753-1849): „Gdyby moi synowie nie chcieli wojen, nie byłoby ich”. Jej małżonek Mayer Amschel Rothschild: „Dajcie mi kontrolę nad pieniędzmi danego kraju, a nie będzie mnie obchodziło, kto ustala jego prawa”. Źródło.

Źródło.

Miliony ludzi, którzy padli w wojnach, w większości nie uświadamiali sobie, że umierali jedynie po to, by garstka banksterów mogła wzmocnić swoją władzę nad naszym globem. Dzisiaj są na świecie jedynie trzy kraje, w których nie ma instytucji prywatnego banku centralnego. Są to: Iran, Północna Korea i Kuba. Zapewne istnieją ponadto obszary na świecie, na które klan Rohschildów nie ma wpływu, ale mało kto o nich słyszał i dlatego nie odgrywają żadnej roli we współczesnym świecie.

Obaj noszą krawaty marki Turnbull & Asser.
Jeśli możesz pukać w pierś króla Karola, jakby był twoją szmatą, to zapewne jesteś Rothschildem…

Wspieranie i podżeganie obu stron do wojny, to najlepszy model finansowy, jaki dotychczas wymyślono. Strona, która wojnę wygra, zdobędzie łupy, którymi spłaci zaciągnięte długi. Przegrana strona zostanie obciążona kontrybucjami, w celu spłacenia długów. Do tego dochodzą zyski pochodzące z produkcji uzbrojenia i odbudowy wojennych zniszczeń. Jest jeszcze jedna „korzyść”: depopulacja.

Analogicznie działała wojny kowidowa ze światem. Producenci broni biologicznej zdobyli miliardy, które zasiliły wielki majątek Rothschildów & Co.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że gniew ludzi skierowany jest na rządy, czy jak w przypadku kowida również na firmy w rodzaju Pfizer, a nie na szare eminencje, które naprawdę stały za tym biznesem. Nie ważne jak ich nazwiemy. Elity – to najmniej adekwatne określenie dla zwyrodniałych bandziorów. Jest jeszcze bagno, Deep State, globaliści i masoneria. Jakaś nazwa jest potrzebna, byśmy wiedzieli o kim mowa.

Kosztami wojny nie będą obciążeni jej sprawcy.
Oni zarobią na odbudowie zniszczeń
.

Wiele osób zadawało pytanie: Dlaczego Watykan nazwał „szczepienia” przeciwko plandemii objawem miłości bliźniego i wydał srebrną monetę dla upamiętnienia tego globalistycznego ludobójstwa? Był to kolejny przejaw wojny kasty Rothschildów przeciw populacji światowej.

W 1823 roku rodzina Rothschildów przejęła całość operacji finansowych Kościoła katolickiego.
Rothschildowie są więc właścicielami Kościoła katolickiego.
Źródło:
Telegram 27.04.2026 r. 10:11.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Iran rzuca wyzwanie Trumpowi: Aktywowano obronę powietrzną nad Teheranem – Groźba eskalacji

Iran rzuca wyzwanie Trumpowi: Aktywowano obronę powietrzną nad Teheranem – groźba eskalacji

W rozmowie z niezależnym dziennikarzem i analitykiem geopolitycznym Pepe Escobarem, Escobar ostrzega przed niebezpieczną eskalacją konfliktu między USA a Iranem.

Pomimo potężnych gróźb militarnych i blokady morskiej, Teheran obstaje przy swoich podstawowych żądaniach – wspierany przez zaskakująco ścisły sojusz z Rosją.

Iran przeciwstawia się Trumpowi: Eskalacja w Zatoce Perskiej – i imperium bez wyjścia

[tu gadają godzinę: md]

Sytuacja na Bliskim Wschodzie dramatycznie eskaluje. Wczoraj wieczorem [2. V. md] nad Teheranem przecinały się strzały z dział przeciwlotniczych, a według doniesień medialnych prezydent USA Donald Trump rozważał opcje ataków militarnych na Iran. Teheran jednak nie daje się zastraszyć. Wręcz przeciwnie: Iran prowadzi trzyetapową dyplomację, która stawia Waszyngton przed wyborem – tym, który Trump jak dotąd stanowczo odrzuca.

Irańska trzyetapowa strategia

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi zakończył w tym tygodniu skrupulatnie zaplanowaną podróż dyplomatyczną, odwiedzając Islamabad, Maskat i Sankt Petersburg. Jego celem było wypracowanie planu pokojowego, opartego na mediacji, z trzema głównymi postulatami.

Po pierwsze, zakończenie wszelkich wojen – nie tylko bezpośredniego konfliktu między USA a Iranem, ale także ataków na całą oś oporu, w tym Hezbollah, Jemen i milicje w Iraku. Po drugie, gruntowna restrukturyzacja ram prawnych dla Cieśniny Ormuz. Dopiero jako trzeci krok, negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego.

„To dobitny dowód strategicznej porażki Ameryki” – skomentował Escobar. Trump nie ma „żadnych kart do rozegrania” poza utrzymaniem blokady morskiej. Jego jedynym celem jest nowe porozumienie nuklearne – w istocie złagodzona wersja JCPOA, z którego sam wycofał się w 2018 roku.

Putin składa oświadczenie

Na szczególną uwagę zasługuje wizyta Aragcziego w Petersburgu. Został tam przyjęty nie tylko przez ministra spraw zagranicznych Ławrowa, ale również osobiście przez prezydenta Władimira Putina na półtorej godziny. „Putin zazwyczaj daje głowom państw nie więcej niż 30–45 minut” – podkreśla Escobar. Wyjątkowa długość rozmowy sugeruje „bardzo, bardzo poważną dyskusję”.

Co jeszcze ważniejsze: sam Putin natychmiast zadzwonił do Trumpa – również rozmawiali ponad półtorej godziny. Według Escobara, szef Kremla jednoznacznie dał prezydentowi USA do zrozumienia, że ​​powrót do wojny jest „niedopuszczalny” i wciągnąłby w konflikt nie tylko Iran, ale cały region, w tym arabskie monarchie Zatoki Perskiej.

Trump najwyraźniej nie zrozumiał notatki: zamiast tego poprosił Kolegium Połączonych Szefów Sztabów i dowódcę Centralnego Dowództwa USA (Centcom) o przedstawienie mu opcji „ostatecznego uderzenia”.

Blokada jako „fantazja Netflixa”

Escobar uważa, że ​​blokada morska irańskiego eksportu ropy naftowej narzucona przez Waszyngton okazuje się w dużej mierze nieskuteczna. Amerykańskie niszczyciele stacjonują daleko na południu Oceanu Indyjskiego, niektóre w pobliżu Sri Lanki, a nawet w pobliżu Cieśniny Malakka. „Amerykanie nie mają odwagi, by zablokować chiński tankowiec na Morzu Arabskim” – stwierdził Escobar. Irańskie okręty krążą w pobliżu wód terytorialnych Iranu i Pakistanu – taktyki, której Waszyngton nie jest w stanie udaremnić.

Co więcej, Pakistan uruchomił w tym tygodniu sześć korytarzy lądowych. „Jaka jest najkrótsza droga między Iranem a Chinami? Co leży pośrodku? Pakistan, z doskonałymi relacjami z oboma krajami” – wyjaśnia Escobar. Ropa naftowa i towary mogłyby być również transportowane linią kolejową przez Azję Środkową do Sinciangu. „Ci ludzie w Waszyngtonie nie znają zbyt dobrze map Eurazji”.

Ryzyko eskalacji

Pomimo oczywistej strategicznej słabości pozycji USA, sytuacja pozostaje niezwykle niebezpieczna. Trump jest pod ogromną presją, a jednocześnie psychicznie niezdolny do przyznania się do porażki. „Głęboko w podświadomości wie, że popełnił błąd i nie ma już odwrotu” – analizuje Escobar. Opcje przedstawione przez wojsko w ramach „ostatecznego uderzenia” są „absolutnie przerażające” i obejmują ataki na infrastrukturę cywilną, a także ponowne próby zdziesiątkowania irańskich przywódców.

Irańska odpowiedź na dalsze ataki byłaby druzgocąca. „Wystarczy jeden pocisk, żeby zatopić amerykański lotniskowiec” – ostrzega Escobar. Wszystkie irańskie instytucje – od parlamentu, przez Gwardię Rewolucyjną, po niezależnych analityków – jednogłośnie zasygnalizowały: „Nie ustąpimy. Pójdziemy na całość”.

Upadek Rady Współpracy Zatoki Perskiej i kryzys petrodolara

Konsekwencje wojny już teraz wstrząsają strukturami politycznymi regionu. Rada Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) jest „nieodwracalnie podzielona”. Podczas gdy Oman i Katar działają pragmatycznie, a Arabia Saudyjska dąży do rozwiązania dyplomatycznego, Zjednoczone Emiraty Arabskie, pod wodzą następcy tronu, księcia Mohammeda bin Zayeda (MBZ), podjęły ryzykowne ryzyko, stając po stronie USA i Izraela. Niedawne wycofanie się ZEA z OPEC służy wyłącznie celowi zwiększenia własnej produkcji ropy naftowej z obecnych 3,4 miliona baryłek dziennie do 5 milionów baryłek dziennie – ze szkodą dla pozostałych członków i z korzyścią dla azjatyckich odbiorców: Chin, Japonii i Indii.

Według Escobara MBZ w rzeczywistości dąży do stworzenia „arabskiej wersji Izraela”. Iran jednak się na to nie zgodzi: „Fujairah, terminal naftowy ZEA, nie będzie już bezpieczny”. Pojedynczy atak mógłby całkowicie pokrzyżować plany MBZ.

Jednocześnie przyspiesza globalne odchodzenie od zdominowanego przez USA systemu finansowego. Powiązania między Chinami a Indonezją systemów płatności opartych na kodach QR, ekspansja UnionPay i Alipay w Azji oraz koordynacja alternatywnych systemów płatności między Chinami, Rosją i Iranem malują obraz nowego, wielobiegunowego porządku gospodarczego. „Visa i Mastercard są stopniowo wypierane z rynku” – podsumowuje Escobar. „To jest przyszłość i Amerykanie nie mogą z tym absolutnie nic zrobić”.

Wniosek

Według Escobara konflikt o Iran stanowi punkt zwrotny w historii świata. „To wojna, która definiuje geopolitycznie XXI wiek” – mówi. Kraj, który przez 47 lat cierpiał z powodu sankcji i został celowo zubożony przez Stany Zjednoczone, zdołał „zorganizować się wbrew wszelkim przeciwnościom i zaabsorbować swoją niepodległość, suwerenność i militarnie wszystko, co było przeciwko niemu skierowane”. Wszystko to dzięki krajowej technologii – „made in Iran”.

Paralela do wietnamskiego ruchu oporu z 1975 roku jest oczywista: „Ten sam duch – opór, suwerenność, wbrew wszelkim przeciwnościom aż do końca”.

Strategiczna klęska USA została przesądzona już w pierwszych dziesięciu dniach wojny. Pytanie brzmi, jak długo psychicznie przytłoczony prezydent będzie nadal trzymał świat na uwięzi swojej zmienności.

Wojna się nie skończyła – została jedynie przepakowana

Czy wojna z Iranem naprawdę się skończyła?

Widok z Teheranu z profesorem Seyedem Mohammadem Marandim

W wywiadzie na żywo „Now Live: Czy wojna z Iranem naprawdę się skończyła?” z profesorem Seyedem Mohammadem Marandim, wykładowcą Uniwersytetu w Teheranie i wieloletnim analitykiem politycznym, przez całą rozmowę przewija się jeden temat: wojna jest daleka od zakończenia – ani militarnego, ani ideologicznego.

Toczy się ona obecnie na kilku poziomach jednocześnie: na ulicach i w portach Iranu, na rynkach i w rządach świata zachodniego, a także w umysłach ludzi codziennie bombardowanych propagandą, obrazami wojny i fałszywymi ogłoszeniami „pokoju”.

Życie na wojnie: Normalność pomimo blokady

Marandi opisuje Teheran jako miasto, które na pierwszy rzut oka wydaje się w dużej mierze normalne. Ludzie robią zakupy, dzieci chodzą do szkoły, a nocą na ulicach nie panuje panika, lecz demonstracje solidarności z irańskimi siłami zbrojnymi i „Osią Oporu”. „Teheran to bardzo bezpieczne miasto” – mówi Marandi. „Można spacerować samotnie po ulicach nocą o 23-ciej lub o północy i czuć się bezpiecznie”.

Jednocześnie społeczeństwo odczuwa skutki wojny i sankcji: rośnie inflacja, bombardowane są fabryki, a dostawy leków i energii są utrudnione. Jednak w porównaniu z doświadczeniami w zachodnich metropoliach, profesor postrzega codzienne bezpieczeństwo w Iranie jako jeszcze wyższe. Ludzie są „nieustraszeni”, jak to ujął – nadal chodzą do pracy, jedzą, świętują i modlą się, podczas gdy w tle krążą pogłoski o zbliżającej się zakrojonej na szeroką skalę ofensywie „koalicji Epsteina”, składającej się najwyraźniej z USA, Izraela i zachodnich sojuszników.

„Kwestia winy”: Kto jest zdolny do prowadzenia wojny – a kto przymyka na to oczy?

Dla Marandiego jedno jest jasne: wojna z Iranem nie wybuchła znikąd, lecz była bezpośrednią odpowiedzią na politykę wojenną reżimu syjonistycznego w Izraelu i jego nieproporcjonalne wsparcie ze strony Zachodu. Niedawne zbrodnie – długotrwałe ludobójstwo w Strefie Gazy, które praktycznie zniszczyło część Strefy Gazy, oraz ludobójcze ataki na południowy Liban – są prawdziwymi powodami ataków i blokad Iranu.

Marandi podkreśla, że ​​wojny te są celowo bagatelizowane w mediach: zachodnie media mówią o „precyzyjnych atakach” na „cele Hezbollahu”, podczas gdy w rzeczywistości chodzi o bombardowane bloki mieszkalne, szkoły i rodziny. Strategia: „Odwrócić wzrok, opowiedzieć inną historię, a jeśli publiczne oburzenie nadal będzie narastać, zbagatelizować je terminem »zawieszenie broni«, który dawno stracił na znaczeniu”.

Dlaczego negocjacje są skazane na niepowodzenie, a impas trwa

Z irańskiej perspektywy, szeroko dyskutowane negocjacje między Iranem a Stanami Zjednoczonymi zakończyły się fiaskiem, ponieważ opierają się na fundamentalnej nierównowadze sił. Strona amerykańska nalega na jednostronne warunki, podczas gdy strona irańska – wspierana doświadczeniem ostatnich lat – od dawna rozumie, że każdy jednostronny kompromis w przeszłości prowadził jedynie do ponownych ataków i nacisków.

W rezultacie nie mamy do czynienia z klasycznym zawieszeniem broni, lecz z wojną w przebraniu, „wojną oblężenia”: Cieśnina Ormuz jest skutecznie zablokowana, irańskie statki są przetrzymywane, a międzynarodowy ruch żeglugowy odbywa się wyłącznie pod ścisłym nadzorem, a czasami po uiszczeniu tajnych lub pośrednich opłat za przejazd alternatywnymi szlakami. Dla Teheranu jest to permanentny stan wojny, nawet jeśli Waszyngton czy Tel Awiw mówią o „negocjacjach”.

Jak Zachód próbuje oszukać świat

Marandi analizuje wojnę nie tylko jako konflikt zbrojny, ale także jako wojnę o percepcję. Jego zdaniem, zachodnia opinia publiczna została ukształtowana przez dekady kapitalistycznej koncentracji mediów, kooptacji akademickiej i państwowej propagandy. Te same oligarchiczne sieci, które kontrolują media i think tanki, dominują również w edukacji akademickiej – dbając o to, by zachodnie narracje były przez dekady uznawane za „uniwersalne”.

Przebudzenie nastąpiło w ostatnich latach za sprawą trzech wydarzeń:

  1. ogromna ilość zdjęć i filmów z Gazy i Libanu, których nie udało się całkowicie ukryć nawet cenzurowanym platformom, takim jak Instagram czy X,
  2. rosnące nierówności i upadek zachodniej klasy średniej, co sprawiło, że wiele osób stało się bardziej sceptycznych wobec własnych instytucji,
  3. wzrost znaczenia państw niezachodnich – zwłaszcza Rosji, Chin, Persji i innych – oferujących alternatywne źródła informacji.

Jednakże, według Marandiego, ugruntowane mocarstwa nie skupiają się na odwróceniu sytuacji, lecz na jej intensyfikacji: więcej wojny, więcej sankcji, więcej kontroli nad narracją – „podwojenie stawki”, które jeszcze bardziej pogłębia podziały społeczne i gniew wobec elit rządzących.

Sztuka i satyra jako narzędzia oporu

W wywiadzie Marandi szczególnie podkreśla rolę sztuki i satyry. Prowadząca program posługuje się „soczewką satyryczną”, wyraźnie celując w tych, którzy nie chcą widzieć ani rozumieć – „zombie”, jak sami siebie nazywają. Satyra, komedia, sztuka i muzyka, jak twierdzi, „otwierają” umysły, które zamknęły się na rzeczywistość.

Marandi podkreśla: „Sztuka pomaga nam zrozumieć świat – ale także pomaga nam zachować zdrowy rozsądek”. W rzeczywistości, w której każdego ranka konfrontowani jesteśmy z nowymi obrazami rozdzieranych dzieci, zabitych ojców i matek, humorystyczna lub satyryczna krytyka jest małym wentylem bezpieczeństwa – a jednocześnie potężnym narzędziem politycznym, służącym zmianie postrzegania społecznego.

Dlaczego młodsze pokolenie reaguje inaczej

Według Marandiego, młodzi ludzie w wielu krajach zachodnich reagują na rzeczywistość wojny zupełnie inaczej niż poprzednie pokolenia. Połączenie obrazów w mediach społecznościowych, bezpośredniej solidarności z ofiarami w Strefie Gazy i wyraźnej sprzeczności między oficjalnymi oświadczeniami Zachodu a widocznymi faktami sprawiło, że wielu młodych ludzi poparło ruch oporu – i przestało uważać oficjalną perspektywę NATO za jedyną „wiarygodną”.

Ta zmiana stopniowo zmienia również sposób myślenia starszych grup demograficznych. „Każdy dzień sprawia, że ​​ludzie są bardziej czujni niż poprzedniego dnia” – mówi Marandi. Stara logika polegająca na państwowych kanałach informacyjnych stopniowo się rozpada – a siły, które się jej trzymają, tracą wiarygodność.

Wnioski: Wojna się nie skończyła – została jedynie przepakowana

Według Marandiego wojna z Iranem wcale się nie skończyła. Wręcz przeciwnie, podzieliła się na różne formy:

  • konflikt militarno-morski o kontrolę nad Cieśniną Ormuz,
  • wojna gospodarcza poprzez sankcje, blokady i presję rynkową,
  • i ideologiczna wojna, która kształtuje umysły ludzi w Europie i Ameryce Północnej. uncutnews youtube
  • ———————————————————————————-

Pomimo napięcia, irańskie społeczeństwo wykazuje niezwykłą odporność. Społeczeństwo zachodnie natomiast jest w stanie wewnętrznego rozłamu: pogłębia się przepaść między tymi, którzy dostrzegają realia wojny, a tymi, którzy nadal trzymają się oficjalnych narracji.

Dla widzów i sympatyków na Zachodzie Marandi stawia jasną granicę: „Najważniejszym wkładem jest przeciwstawienie się syjonizmowi i etnicznemu suprematyzmowi”.

Wzywa do wyjścia na ulice protestów przeciwko ludobójstwu, wspierania alternatywnych mediów i nielekceważenia roli sztuki i satyry – ponieważ są one kluczowymi narzędziami zmiany postrzegania świata i osłabienia koalicji wojennej pod przewodnictwem USA i Izraela.

Ławrow ostrzega przed bezprecedensowymi zmianami na świecie

Ławrow ostrzega przed bezprecedensowymi zmianami na świecie: Jego przemówienie musi zostać odczytane.

Spotykamy się w tej formule co roku. Wiem, że organizacje, które reprezentujecie, departamenty naszego ministerstwa, kierownicy departamentów i ich pracownicy, a także wiceministrowie odpowiedzialni za poszczególne obszary, utrzymują ze sobą kontakt i wymieniają się informacjami.

Zgodnie z tradycją panującą na corocznych wydarzeniach, skupimy się na otwartej i interaktywnej dyskusji na tematy międzynarodowe, które są wszystkim znane i które mają wpływ na ważne i wysoko cenione przez Państwa działania.

Jeśli się zgadzasz, powiem kilka słów na temat naszej oceny ostatnich wydarzeń międzynarodowych, po czym rozpoczniemy interaktywną dyskusję.

Prezydent Putin wielokrotnie podkreślał, że świat wkroczył w erę bezprecedensowych zmian. Podobne oceny publicznie wygłosił prezydent Chińskiej Republiki Ludowej, Xi Jinping. Jak zauważył prezydent Putin, Rosja odgrywa kluczową rolę w tych burzliwych procesach ze względu na swoją historię, geografię i tożsamość cywilizacyjną.

Jak mawiają nasi chińscy przyjaciele, kryzys to gra niebezpieczeństwa i wielkiej szansy. Taki jest świat. Takie okresy zdarzały się już wielokrotnie w historii.

Polityka kolektywnego Zachodu stanowi główne zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Nadal nazywamy ją „kolektywną”, mimo że aspekt kolektywny jest obecnie rozdarty przez spory. Ich cel strategiczny pozostaje jednak niezaprzeczalnie ten sam: dominować, dominować i nadal dominować za wszelką cenę, utrzymując swoją hegemonię tak długo, jak to możliwe, jednocześnie hamując rozwój nowych globalnych centrów i konkurentów w krajach stanowiących większość świata w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej.

Codziennie jesteśmy świadkami i na bieżąco widzimy, że w celu utrzymania hegemonii i osiągnięcia tych nieuczciwych celów stosowane są nielegalne sankcje, grabieże, kradzież suwerennych aktywów innych krajów, wymuszenia, groźby i oczywiście użycie siły militarnej, jak to miało miejsce w Wenezueli, a teraz w Iranie – wszystko to w rażącym pogwałceniu prawa międzynarodowego.

Ocena, że ​​niesprowokowana agresja Amerykanów i Izraelczyków na Iran poważnie zdestabilizowała sytuację na Bliskim Wschodzie, jest dalece nietrafiona, ponieważ sytuacja destabilizuje się obecnie na całym świecie, a wszystkie kraje dokonują ponownej oceny swoich perspektyw rozwoju gospodarczego, dostaw energii itd. Kontynuacja konfliktu (który, jak się wydaje, jest daleki od zakończenia) będzie miała najbardziej negatywne konsekwencje dla całej społeczności międzynarodowej, dla sytuacji gospodarczej większości ludzkości i dla globalnego bezpieczeństwa.

Wszystko to nie dzieje się w próżni. Trwająca dekady ekspansja Zachodu na kontynent euroazjatycki, zwłaszcza w regionach, w których Rosja historycznie miała silne wpływy i uzasadnione tradycyjne interesy, jest kolejnym istotnym czynnikiem globalnej destabilizacji.

Ta nieustanna presja, która w ostatnich latach otwarcie wyrażała się pod hasłem zadania Rosji strategicznej klęski, odzwierciedla długotrwałą, a jak się okazuje, wielowiekową strategię. W pewnym momencie naszej historii, po powstaniu ONZ i OBWE oraz po upadku Związku Radzieckiego, perspektywy współistnienia, a nawet współpracy z Zachodem wydawały się całkiem realne. To wszystko jest już historią.

Wojna przeciwko nam została otwarcie wypowiedziana. Reżim w Kijowie jest wykorzystywany jako szpica. Jednak wszyscy wiedzą, że ta szpica jest bezużyteczna bez zachodnich dostaw broni, danych wywiadowczych, systemów satelitarnych, szkoleń wojskowych i wielu innych. Reżim w Kijowie i państwo ukraińskie są otwarcie wykorzystywane jako geopolityczny taran. Kilka dość gadatliwych osób, jak sądzę w belgijskim Sztabie Generalnym, publicznie oświadczyło, że przygotowują się do wojny z Rosją i że Ukraina kupuje im czas. Jak sami mówią, nie mogliby wyrazić się jaśniej.

Aby usprawiedliwić swoją politykę, Zachód – a zwłaszcza międzynarodowa biurokracja w Brukseli (zarówno UE, jak i NATO, które coraz bardziej się jednoczą), a także Berlin, Paryż i oczywiście Londyn – próbuje demonizować wszystko, co rosyjskie, i otwarcie omawiać z nami przygotowania do wojny w najbliższej przyszłości. Szef sztabu belgijskich sił zbrojnych, Frederik Vansina, oświadczył, że mają jeszcze kilka lat i że Ukraina kupuje im czas. Ten sam tok myślenia wyraził w oświadczeniu kanclerz Niemiec Friedrich Merz, opisując atak Izraela na Iran, a właściwie wszystko, co robi Izrael, jako wykonywanie przez Izrael brudnej roboty poprzez walkę z Hamasem, Hezbollahem i innymi organizacjami „terrorystycznymi”, bez uwzględnienia ich historii. Historia ta jest bezpośrednio związana z jawną odmową wdrożenia rezolucji ONZ w sprawie utworzenia państwa palestyńskiego.

Pomimo trudnych okoliczności, będziemy nadal realizować naszą politykę zagraniczną i bronić naszych żywotnych interesów narodowych, tworząc jak najbardziej sprzyjające warunki zewnętrzne dla zrównoważonego rozwoju naszego kraju jako wieloetnicznego, suwerennego państwa, wzmacniając naszą suwerenność we wszystkich dziedzinach. To niemal dosłowny cytat z koncepcji polityki zagranicznej, zaktualizowanej i zatwierdzonej przez prezydenta Rosji w 2023 roku. Pozostaje ona w mocy i nadal jest aktualna.

Nasze priorytety obejmują wspieranie sprawiedliwych i wzajemnie korzystnych partnerstw ze wszystkimi, którzy chcą współpracować na równych zasadach, w oparciu o powszechnie uznane zasady Karty Narodów Zjednoczonych i prawa międzynarodowego w ogóle, a także dążenie do sprawiedliwej równowagi interesów, aby osiągnąć cele rozwoju wewnętrznego i wzmocnić naszą suwerenność. Kontrastującym przykładem są nasi koledzy z USA, którzy promują swoje interesy narodowe tak, jak je rozumieją, i pojmują je jako swoją dominację, co obecnie znajduje odzwierciedlenie w ich polityce zdobywania kontroli nad niemal całym globalnym sektorem energetycznym. Jesteśmy tego świadkami każdego dnia.

Logika Amerykanów w relacjach z większością krajów (nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak mówił w dialogach z nami i mam nadzieję, że nigdy nie usłyszę) jest taka, że ​​jeśli nie zrobisz tego, co mówię, ukarzę cię. Innymi słowy, niczego nie obiecuję, ale musisz dać mi to, czego chcę; a jeśli tego nie zrobisz, ukarzę cię. To nie jest wyważenie interesów, a już na pewno nie jest to szczera rozmowa.

Nasza polityka obrony sprawiedliwości i kategoryczny sprzeciw wobec zastępowania prawa międzynarodowego tego typu arbitralnością są dobrze rozumiane przez większość naszych partnerów z Globalnego Południa, którzy również są zainteresowani wzmocnieniem swojej suwerenności i sprawiedliwszymi stosunkami międzynarodowymi, ale nie zawsze mogą o tym otwarcie mówić, ponieważ grożą im „karą”, jeśli sprzeciwią się swoim nadrzędnym partnerom.

Z jednej strony upraszcza to sytuację. Staje się jasne, kto jest kim. Wielu naszych analityków politycznych zauważa, że ​​prezydent Trump otwarcie mówi o swoich planach; nikogo nie oszukuje. Potrafi często i szybko zmieniać swoje poglądy w zależności od sytuacji, ale nie maskuje swoich dość surowych planów retorycznymi ozdobnikami, które mogłyby zmylić dyskusję.

W tej walce (stosunki międzynarodowe są zawsze walką) o sprawiedliwość, o status i reputację kraju, który uczciwie prowadzi swoje sprawy, zamierzamy nadal polegać na naszych instytucjach publicznych i organizacjach non-profit. Wnoszą one bowiem istotny i cenny wkład w realizację polityki zagranicznej nakreślonej przez prezydenta Putina.

Chciałbym podkreślić, że reprezentujecie Państwo mniejszość liczebną na arenie międzynarodowej w różnych instytucjach ONZ, OBWE i innych, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko Zachód, a wykluczymy ruchy społeczne na Globalnym Południu. Możemy o tym porozmawiać później. Oczywiście, organizacje zachodnie i prozachodnie znacznie przewyższają liczebnie te reprezentowane tutaj, a także Państwa kolegów z innych krajów, którzy podzielają podobne podejście.

Nadal jednak wierzymy, że siła tkwi w prawdzie. To zostało powiedziane i te słowa nigdy się nie zmienią. A ci, którzy narzucają swoją „prawdę” siłą, są historycznie skazani na zapomnienie. Doceniamy również fakt, że w kontaktach międzynarodowych za granicą i podczas goszczenia u siebie kolegów, często prowadzicie poufne rozmowy z partnerami międzynarodowymi. Jest to również pomocne, również w odniesieniu do krajów (chcielibyśmy odejść od określenia „kraje nieprzyjazne”), których rządy prowadzą obecnie nieprzyjazną politykę wobec Rosji.

Taki dialog oparty na zaufaniu i utrzymywanie atmosfery poufności, mający na celu wzmocnienie wzajemnego zrozumienia i rozwój dialogu między cywilizacyjnego i międzykulturowego na poziomie społeczeństwa obywatelskiego, jest niezwykle korzystny, a jego znaczenie rośnie w obliczu obecnych okoliczności.

Dzisiejsze realia geopolityczne sprawiają, że dyplomacja publiczna jest coraz częściej rozwijana w tych krajach Azji, Bliskiego Wschodu, Afryki i Ameryki Łacińskiej, w których istniała już wcześniej, a także w tych państwach, w których tradycyjnie nie odgrywała żadnej roli w polityce zagranicznej.

Warunki umożliwiające rozwój kontaktów między społeczeństwem obywatelskim a organizacjami non-profit są również tworzone poprzez naszą działalność międzyrządową. Mam na myśli BRICS, regularne Forum Rosja-Afryka, Szanghajską Organizację Współpracy (SCO) i Globalny Instytut Współpracy (GGW). We wszystkich tych instytucjach promowany jest równoległy, dwutorowy dialog między przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego. Dołożymy wszelkich starań, aby wzmocnić ten dialog, z Państwa udziałem, zarówno na tych platformach wielostronnych, jak i na innych forach. Odpowiednie departamenty Ministerstwa Spraw Zagranicznych odpowiedzialne za Szanghajską Organizację Współpracy, BRICS i przestrzeń postsowiecką są zawsze do Państwa dyspozycji.

Chciałbym szczególnie podkreślić wymiar afrykański. W ostatnich latach relacje z naszymi afrykańskimi partnerami poczyniły ogromne postępy we wszystkich dziedzinach.

Wspomniałem wcześniej o Waszych kolegach z krajów zachodnich. Wielu z nich nie akceptuje rusofobii, darzy Rosję sympatią, kocha język, kulturę i literaturę rosyjską oraz podziela wartości duchowe i moralne typowe dla naszego wielonarodowego społeczeństwa. Wspomniałem również o organizacjach takich jak ONZ i OBWE, które promują współpracę ze społeczeństwem obywatelskim za pośrednictwem specjalnych komitetów i grup. Cieszylibyśmy się, gdyby do reprezentowanych tu organizacji, które mają już takie doświadczenie, dołączyło więcej uczestników.

Na uwagę zasługuje również aspekt społeczeństwa obywatelskiego w agendzie G20. Reprezentuje on najbardziej skoncentrowany przekrój współczesnego świata, w którym zachodnie kraje G7 i ich sojusznicy – ​​Japonia i Korea Południowa (łącznie dziesięć krajów) – są reprezentowane na równi z drugą grupą dziesięciu, składającą się z krajów BRICS i naszych partnerów dialogu w tym formacie. Otwiera to obiecujące perspektywy na rozpoczęcie bezpośredniego dialogu między przedstawicielami globalnej większości a zachodnią mniejszością.

Ukraina to kwestia, która interesuje wszystkich i jest obecnie przedmiotem bezpośredniej konfrontacji między nami a Europą. Amerykanie oczywiście są przede wszystkim zainteresowani realizacją własnych interesów, ale tylko oni – jak już wspomniałem – publicznie przyznali się do istnienia głębszych przyczyn tego konfliktu. Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie argumentował, że Ukraina powinna zapomnieć o NATO, które było jedną z głównych przyczyn konfliktu, ponieważ Ukraina, poprzez serię wydarzeń na Majdanie, zamachy stanu i odwołane wybory (2004), przygotowywała się do wykorzystania swojego terytorium do rozmieszczenia nowoczesnych, zaawansowanych technologicznie środków militarnych stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego kraju bezpośrednio u naszych granic.

Jednocześnie Amerykanie deklarują gotowość zaakceptowania realiów na miejscu, takich jakie są teraz, po referendach. Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek inny powiedział, że jest gotowy uznać wyniki referendum i wynikające z nich podziały terytorialne. Popierają nawet ideę, że cały Donbas – obwody doniecki i ługański (nikt już nawet nie rozważa kwestionowania statusu Krymu) – powinien zostać uznany za część Federacji Rosyjskiej, zgodnie z naszą konstytucją.

Zachód ogarnęła histeria. Zełenski twierdzi, że nie opuści obwodu donieckiego, który jest częścią jego gwarancji bezpieczeństwa. Innymi słowy, postrzega wojnę jako część tych gwarancji bezpieczeństwa. Zachód mówi mu, że priorytetem jest teraz zaprzestanie działań wojennych – po prostu zamrożenie sytuacji i udzielenie Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa, w tym, zgodnie z marzeniem Francuzów i Brytyjczyków, rozmieszczenia wielonarodowych sił stabilizacyjnych. Oznacza to jedno: chcą dać gwarancje bezpieczeństwa reżimowi nazistowskiemu.

Zełenski niedawno udał się na Cypr i spotkał się z przedstawicielami UE, aby omówić gwarancje utrzymania władzy przez niego i jego klikę, przy założeniu, że wszystko pozostanie niezmienione. To stało się kolejną kluczową przyczyną obecnej sytuacji: rozpętanej wojny i prawnego unicestwienia wszystkiego, co związane z Rosją – języka rosyjskiego w edukacji, mediach i kulturze, a także zniszczenia kanonicznego prawosławia. Jest to również element cywilizacyjnej agresji Zachodu na Federację Rosyjską, ponieważ Zachód zaplanował i zaczął tworzyć zagrożenia cywilizacyjne na naszych granicach, w samym sercu rosyjskiego świata.

Ten sam rodzaj agresji cywilizacyjnej był widoczny w zachęcaniu reżimu Zełenskiego do eliminacji wszystkiego, co rosyjskie, i Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej. To również element agresji przeciwko nam, przeciwko Rosji jako cywilizacji. W ten sposób Zachód wykorzystuje reżim nazistowski na Ukrainie. Mówią nam, że powinniśmy jakoś rozwiązać problem Donbasu i że być może uda im się namówić Zełenskiego do ustępstw, albo może Rosja pójdzie na ustępstwa i wszystko będzie dobrze. Nic nie będzie dobrze. Zachód otwarcie oświadczył, że opracowuje gwarancje bezpieczeństwa dla reżimu, który jest postrzegany jako długoterminowe zagrożenie dla naszego kraju i ma być między innymi wykorzystywany do dalszych militarnych awantur. Oświadczyli, że wszystko to rozpocznie się w latach 2029-2030.

Dlatego doceniamy fakt, że Stany Zjednoczone, pomimo specyfiki swoich działań, zajmują stanowisko publicznego nakreślenia leżących u ich podstaw przyczyn (w sposób zbliżony do ich rzeczywistego rozumienia) i – co najważniejsze – podejmują konkretne kroki: brak rozszerzenia NATO i przystąpienie do porozumień osiągniętych na szczycie na Alasce. Zbliża się pierwsza rocznica szczytu w Anchorage. W tym czasie Europejczycy – trzeba im oddać sprawiedliwość – oraz Zełenski zrobili wiele, aby odwieść Amerykanów od obranego przez nas kursu i kontynuować gry mające na celu zniszczenie geopolitycznego konkurenta.

Języka rosyjskiego nie da się zniszczyć. Obserwujemy to również na Ukrainie. Im bardziej jest zakazany, tym częściej się nim mówi, nawet wśród przedstawicieli reżimu Zełenskiego podczas spotkań. Czują się swobodniej mówiąc po rosyjsku niż po ukraińsku, którego wielu z nich zaczęło się uczyć dopiero, gdy weszli do polityki.

W tym kontekście chciałbym podkreślić powstanie Międzynarodowej Organizacji Języka Rosyjskiego (IORL) z inicjatywy prezydenta Kazachstanu Kasyma-Żomarta Tokajewa. W zeszłym miesiącu zorganizowaliśmy pierwszą konferencję ministerialną IORL i przedstawiliśmy plany dotyczące pierwszego etapu rozwoju tej nowej i obiecującej organizacji. Liczymy na Państwa wkład w organizację wspólnych wydarzeń i rozwój wspólnych projektów.

Jednocześnie, podobnie jak w latach ubiegłych, będziemy współpracować z naszymi organizacjami non-profit, aby zintensyfikować działania mające na celu przeciwdziałanie historycznej agresji (będącej częścią szerszej agresji cywilizacyjnej przeciwko Rosji), zapobieganie próbom przepisywania historii Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i II wojny światowej oraz rewizję uznanych przez społeczność międzynarodową rezultatów naszego Wielkiego Zwycięstwa.

W tym roku, 19 kwietnia, po raz pierwszy, dekretem Prezydenta Rosji, obchodzono Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Narodu Radzieckiego – ludobójstwa popełnionego przez nazistów na wszystkich narodach ZSRR podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Wierzymy, że ta data daje nam i naszym przyjaciołom z organizacji społecznych non-profit dodatkowy impuls do konsekwentnego dążenia do sprawiedliwości. Będziemy również zabiegać, w tym na forum międzynarodowym, o uznanie zbrodni popełnionych na narodzie radzieckim wszystkich grup etnicznych za ludobójstwo. W tym względzie nie można przecenić roli patriotycznych organizacji non-profit, które promują obiektywną informację i realizują projekty mające na celu zachowanie i utrwalenie pamięci w naszym narodzie i w narodach Europy, które wyzwoliliśmy.

Na zakończenie chciałbym potwierdzić nasze zaangażowanie w dalszą współpracę z organizacjami non-profit we wszystkich dziedzinach. Poparliśmy inicjatywę Rossotrudniczestwa i Rosyjskiego Stowarzyszenia Współpracy Międzynarodowej, aby ustanowić 5 kwietnia w Rosji Dzień Dyplomacji Ludowej. To przełomowe wydarzenie, które niewątpliwie stanie się nowym punktem centralnym dla konsolidacji naszych wysiłków i wzmocnienia dyplomacji publicznej. Doceniamy ważną rolę, jaką odgrywacie w promowaniu historycznych i uzasadnionych interesów naszego państwa oraz realizacji polityki zagranicznej nakreślonej przez prezydenta Putina.

Źródło: Przemówienie otwierające ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa na spotkaniu z liderami organizacji non-profit, Moskwa, 24 kwietnia 2026 r.

Nie do przyjęcia.

Nie do przyjęcia

Prof. Anna Raźny myslpolska/nie-do-przyjecia

 „Nie do przyjęcia” , „niedopuszczalne” – taka była  reakcja papieża Leona XIV na  rzuconą światu w pierwszy dzień po Wielkanocy przez prezydenta USA zapowiedź unicestwienia Iranu: „Cała cywilizacja zginie dziś w nocy i nigdy się nie odrodzi” – jeśli Teheran nie odblokuje cieśniny Ormuzu.

Ta zapowiedź skierowana była nie tylko do irańskiego narodu i jego starożytnej cywilizacji, ale również do nas wszystkich. Reakcja papieża była jedyną w swoim rodzaju – dyplomatyczno-etyczną – formą jej stanowczego potępienia, odmowy prawa do zaistnienia.

Teraz, gdy już wiadomo, że upragniony przez wszystkich – z wyjątkiem Tel Awiwu – rozejm w nowej fazie wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem – nie przyniósł żadnej perspektywy jej zakończenia, pora podsumować wysiłki jeszcze bardziej zagrożonego świata na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie.

Gdyby ta reszta świata podjęła na poziomie dyplomatyczno-medialnym moralne wyzwanie, rzucone przez Leona XIV amerykańsko-izraelskim agresorom, może nie musielibyśmy przeżywać obecnie nowego etapu troski o pokój nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale również wszędzie gdzie indziej, także w Polsce.

Gdyby przynajmniej jakaś licząca się część przywódców politycznych  poszła za przykładem Leona XIV i głośno powiedziała, że nie do przyjęcia są wojny prewencyjne, które prowadzą USA i Izrael, że za ich wywołanie grożą realne sankcje, kary, trybunały, wykluczenia z międzynarodowej przestrzeni publicznej – bylibyśmy w innej rzeczywistości. Gdyby liderzy polityczni i usłużne wobec nich media chcieli potraktować amerykańsko-izraelskich agresorów choć w pewnej części tak, jak została w 2022 roku potraktowana  przez nich Rosja, występująca w obronie prześladowanej mniejszości rosyjskojęzycznej na Ukrainie – moglibyśmy powiedzieć, że nie ciąży na nich grzech zaniechania. Jednak tym samym decydentom, którzy potępili Rosję, obłożyli sankcjami, wyrzucili z międzynarodowych instytucji i systemów finansowych, świata kultury i sportu, a samych Rosjan potraktowali w rasistowski sposób jako podludzi – teraz nagle zabrakło odwagi, żeby powiedzieć głośno: „król jest nagi”, że USA nie są już światowym hegemonem, zaś Izrael jest terrorystycznym państwem, uprawiającym politykę poszerzania swojego terytorium na drodze ludobójstwa dokonywanego systematycznie na Palestyńczykach, a ostatnio również Irańczykach i Libańczykach.

Nikt z polityków kolektywnego Zachodu, doprowadzonego pod patronatem USA do upadku, nie wykorzystał historycznego momentu, aby powiedzieć światu, że Trumpowska groźba unicestwienia Iranu nie jest ekscesem politycznym niezrównoważonego amerykańskiego prezydenta. Jest przejawem zbudowanej pod egidą USA liberalno-transatlantycko cywilizacji w wersji syjonistycznej, odrzucającej istniejący boski porządek świata z jego fundamentem uniwersalnych wartości: prawdy, dobra i piękna. Nikt nie miał odwagi powiedzieć głośno, że ta cywilizacja uniemożliwia pokój nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale również na Ukrainie, bo zastąpiła opartą na sprawiedliwości augustiańsko-tomistyczną ideę pokoju koncepcją bezpieczeństwa opartego na sile przemysłu zbrojeniowego i programach neokolonialnego podboju świata.

Honor zachodnich przywódców państw powstałych na gruncie cywilizacji chrześcijańskiej uratowała prezydent Włoch Giorgia Meloni, która wzięła w obronę papieża krytykowanego z furią przez D. Trumpa i jego otoczenie. W sytuacji, gdy nawet Hitler i Musolini oficjalnie nie napadali na Piusa XII – którego nieoficjalnie zmuszali do przejścia na ich stronę, a Niemcy opracowali nawet plan jego porwania, gdyż niestrudzenie nawoływał do pokoju  – milczenie reszty przywódców jest wymowne. Atak Trumpa na Leona XIV można porównać jedynie z postawą Józefa Stalina, który  na konferencji w Poczdamie w 1945 r. na informację Winstona Churchila, że papieżowi nie podoba się oddanie Europy Wschodniej komunistom – odpowiedział pytaniem: a ile dywizji ma papież?

Przytłaczająca większość globalnego establishmentu politycznego nie ma odwagi nawet tylko upomnieć upadłego hegemona. W ich świadomości istnieje bowiem nadal jego fałszywy mit – zniewalający, obezwładniający, domagający się solidnej analizy na gruncie antropologii politycznej, która w Polsce – w przeciwieństwie np. do Rosji – niestety, nie istnieje. Polscy trumpiści z prezydentem Nawrockim na czele nagle nabrali wody w usta i udają, ze nic nie wiedzą o antypapieskiej i zarazem antykatolickiej propagandzie ich idola i mentora politycznego w jednej osobie. Oni bowiem także przyjęli za swoje „wartości polityczne” amerykańskiego prezydenta.

Posthegemoniczna amoralność 

W ramach nadal żywego mitu hegemona dokonuje się wciąż na nowo normalizacja wojennych działań USA,  strategii ultimatów, sankcji, porywania prezydentów suwerennych państw, przejmowania kontroli nad ich zasobami, planowania kolejnych imperialnych agresji etc. – prezentowanych przez prezydenta D. Trumpa. Również w ramach tego fałszywego mitu dokonuje się normalizacja ludobójczej polityki Tel Awiwu oraz budowa Wielkiego Izraela – od Nilu po Eufrat. Teraz, gdy już wiemy, że fiaskiem zakończył się podjęty dzięki Pakistanowi dialog między USA i Iranem w celu zakończenia tej bezrozumnej i niczym nie usprawiedliwionej kolejnej wojny prewencyjnej na Bliskim Wschodzie – znowu znaleźliśmy się pod presją jej  eskalacji i perspektywy kolejnych gróźb unicestwienia ludzkości.

Czy wobec dramatycznego biegu wydarzeń bliskowschodnich istnieje szansa na jego odwrócenie? Słyszane głosy politycznie poprawnej krytyki nie oznaczają bowiem podjęcia przez jej autorów próby obrony świata przed amerykańsko-izraelskimi zagrożeniem. Przykładem mogą tu być delikatne upomnienia agresorów ze strony prezydenta Francji  Macrona, premiera Wielkiej Brytanii Starmera czy kanclerza Niemiec Merza. Niepoprawna politycznie, a więc odrzucająca „wartości” agresorów była natomiast wypowiedź  Khawaja Asifa,  ministra obrony Pakistanu, który zdecydowanie potępił syjonistyczną politykę  Izraela i Ameryki. Na platformie X napisał: „Izrael jest złem i przekleństwem dla ludzkości, podczas gdy w Islamabadzie trwają rozmowy pokojowe, w Libanie dochodzi do ludobójstwa”. Nie chcąc szkodzić perspektywie dalszych rozmów pokojowych, pakistański minister usunął swój antysyjonistyczny wpis z platformy. Nie usunął natomiast z historycznego zapisu, bo swojego stanowiska wobec Izraela nie zmienił na jotę. Z ostrą krytyką amerykańsko-izraelskiej wojny prewencyjnej oraz potępieniem izraelskiego ludobójstwa wystąpił premier Hiszpanii Pedro Sanchez, zakazując jednocześnie tranzytu materiałów obronnych dla izraelskiej armii przez hiszpańskie porty i przestrzeń powietrzną. Wszystkie te próby powstrzymania zagrożenia amerykańsko-izraelskiego są zbyt słabe, aby mogły być skuteczne. Reszta globalnego establishmentu politycznego biernie kibicuje trwającemu zderzeniu cywilizacji, które zapowiadał – w innej wersji – kilkadziesiąt lat temu Samuel Huntington   Kibicuje zderzeniu cywilizacji wojny z cywilizacją pokoju.

Milczenie większości elit politycznych i opiniotwórczych jest niepokojące. Elity te nie będą bronić wartości uniwersalnych – ponadczasowych, ponadopolitycznych, zakorzenionych w sferze metafizycznej – bo zastąpili je amerykańsko-izraelskimi, z którymi nie będą walczyć. Co więcej, bronić będą tych nowych w zachodniej cywilizacji „wartości”, stawiając je ponad uniwersalnymi, jakimi są chrześcijańskie wartości moralne. Nie oponują również przeciwko temu, co za „wartościowe” uznaje amerykański prezydent dokonujący samoubóstwienia, czego wyrazem było jego kuriozalne oświadczenie, iż o tym. co jest dobre a co złe, decyduje on sam.

Polska kłótnia marszałka Włodzimierza Czarzastego z ambasadorem USA Tomem Rose’m o prezydenta Trumpa nie ma charakteru aksjologicznego, nie jest kłótnią o cywilizację pokoju, choć takie może sprawiać wrażenie. Jej manipulacyjny charakter został ujawniony poprzez jednakową reakcję obu adwersarzy na wystąpienie Konrada Berkowicza w sejmie, gdzie porównał on dokonywane przez Izrael ludobójstwo ze zbrodniami przeciwko ludzkości, popełnionymi przez III Rzeszę. Jednocześnie pokazał izraelską flagę ze swastyką, czym wywołał furię wściekłości zarówno marszałka polskiego sejmu, jak i trumpowkiego ambasadora w Polsce. Obaj zgodnie potępili  polskiego posła, zaś marszałek Czarzasty, domagając się surowej kary dla niego za  pokazanie zabronionej w Polsce swastyki, skutecznie odwrócił uwagę tchórzliwego zgromadzenia poselskiego od meritum zajścia: izraelskiego ludobójstwa.

W post-hegemonicznej amoralności nie ma miejsca dla Boga i boskości, sacrum i profanum. Świadectwem tego jest bluźniercza grafika z Trumpem jako Chrystusem uzdrawiającym chorego, żołnierzami Pentagonu jako aniołami. Z polityków zareagował Krzysztof Bosak, nazywając grafikę bluźnierstwem. Odezwali się w tym samym duchu – o dziwo – Sławomir Cenckiewicz i Roman Giertych. A gdzie są głosy tych pisowskich polityków, którzy dzięki katolickiemu elektoratowi doszli do władzy? Gdzie oburzenie katolickich hierarchów i katolickich  mediów?

Bezdroża chrześcijańskiego syjonizmu

Na bezpardonowy atak amerykańskiego prezydenta Leon XIV odpowiedział spokojem i ewangeliczną stanowczością głoszenia prawdy. Na zarzut Trumpa, że krytyka jego polityki jest niedopuszczalna, a następca Chrystusa jako głowa Kościoła  Katolickiego jest „słaby” dlatego „powinien wziąć się w garść” – Leon XIV odpowiedział, że „misją Kościoła jest wzywanie do pokoju i pojednania” a on sam „nie boi się administracji Trumpa”. Pokazał też, że dla niego ważniejsza od debaty z amerykańskim przywódcą jest pielgrzymka, jaką podjął do ubogich, toczonych konfliktami wewnętrznymi krajów Afryki. Jedzie jako posłaniec pokoju i pojednania, będących symbolem chrześcijańskiej cywilizacji, przeciwko której stanęły USA i Izrael. Papieska krytyka bliskowschodniej polityki USA, a w jej ramach amerykańsko-izraelskiej  wojny z Iranem jest jednocześnie krytyką chrześcijańskiego syjonizmu, który stał się oficjalną ideologią tej wojny.

Jaskrawym przykładem z ostatnich dni antychrześcijańskiej polityki tych agresorów było ostrzelanie w pierwszy dzień po Wielkanocy przez izraelskie wojska konwoju papieskiego, jadącego z pomocą humanitarną do Libanu. Mimo, iż w jednym z pojazdów znajdował się nuncjusz apostolski, abp Paolo Borgia, konwój musiał zawrócić i pomoc do eksterminowanych Libańczyków nie dotarła. Podejście do niewinnych cywilnych ofiar tej wojny stanowi fundamentalną różnicę między chrześcijańską cywilizacją pokoju a zbudowaną na ideologii chrześcijańskiego syjonizmu cywilizacją prewencyjnej wojny.

Tę różnicę podkreślił dobitnie  przewodniczący Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych, arcybiskup Paul S. Coakley, który w swoim oświadczeniu ubolewa z powodu ataku Trumpa na Ojca Świętego i podkreśla, że:  „Papież Leon nie jest jego rywalem; papież nie jest też politykiem. Jest Namiestnikiem Chrystusa, który przemawia w imię prawdy Ewangelii i w trosce o dusze”. Tak więc w sytuacji, gdy protestanccy i zielonoświątkowscy syjoniści amerykańscy błogosławią Trumpa na wojnę u boku Izraela z Iranem, katoliccy duchowni błogosławią papieża na jego misję pokojową. Także przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Tadeusz Wojda, podziękował papieżowi Leonowi XIV za „odważne słowa i wierność misji Kościoła”, zapewniając jednocześnie, że Kościół w Polsce „ pozostaje w jedności z papieżem i modli się o pokój”.

Na szczęście jest to stanowisko odmienne od tego, jakie zajęli polscy biskupi w niesławnym heretyckim liście do wiernych z 22 marca b. r., w którym uznali naród żydowski za ofiarę antysemityzmu, zrodzonego z „deficytu miłości” chrześcijan do Żydów od początków istnienia chrześcijaństwa. Wezwali zarazem Polaków nie tylko do kajania się za ten grzech i pójścia do synagogi, ale również do przezwyciężenia tego fatalnego „deficytu” w momencie, gdy Izrael za zgodą jego żydowskiego społeczeństwa dokonuje ludobójstwa i uniemożliwia zapanowanie pokoju w newralgicznym punkcie świata, jakim stał się ostatnio Bliski Wschód. Ten dokument ma znaczenie nie tylko religijne;  jest także świadectwem tego, na jakie manowce moralne może zaprowadzić chrześcijański syjonizm w wersji katolickiej w Polsce.

Prof. Anna Raźny

Dziwne rzeczy się dzieją. W Rosji i w USA.

Dziwne rzeczy się dzieją

Już parę razy pisałem, że rosyjskie media – te oficjalne i te społecznościowe – wyglądają jakoś inaczej. Coraz wyraźniejsza jest krytyka rządu, a nawet (w pośredni sposób) samego Putina. Także wypowiedzi wielu ekspertów i komentatorów także brzmią inaczej. Nawet Dugin, który do tej pory był bardzo prorządowy, przestał głosić same pochwały. Wygląda na to, że w Rosji coś się gotuje, bo spod pokrywki garnka zaczyna wydobywać się para.

22 kwietnia 2026 roku – w dzień urodzin Lenina – Giennadij Ziuganow wygłosił w Dumie przemówienie, w którym ostrzegał, że poziom niezadowolenia jest już tak wysoki, że jesienią może dojść do powtórki roku 1917- tego. Wypowiedź ta wywołała istną burzę i sporo dość niewybrednych komentarzy. Powodem była jej nieprecyzyjność, która została szybko skorygowana. Ziuganow nie miał na myśli rewolucji październikowej, ale lutową, która zmusiła cara do abdykacji i ustanowiła rząd tymczasowy.

Czy coś takiego jest możliwe? Trudno powiedzieć. Szczerze mówiąc sam zastanawiam się już od dłuższego czasu nad sytuacją w Rosji, przebiegiem wojny na Ukrainie i poczynaniami Putina. Wyraźnie widać, że Putin stał się osobą określaną w Rosji jako „zapadnik” – zwolennik dobrych kontaktów z Zachodem. Trzeba wiedzieć, że w Rosji jest to określenie pejoratywne, bo oznacza sprzedawczyka interesów Rosji na rzecz Zachodu. Nikt nie zwrócił uwagi na wywiad Karaganowa dla stacji Rosja 24, w którym zarówno on, jak i moderator mówią o braku zrozumienia rosyjskich elit dla pewnych poczynań Putina. I używają określenia „prezydent”!

W Rosji jest obecnie wiele głosów mówiących o konieczności reform. Karaganow mówi wyraźnie, że bez takich reform Rosja skazana jest na upadek. Uważa, że „zapadniki” są przeszkodą na drodze takich reform i muszą być usuwani ze stanowisk. Nie ulega wątpliwości, że Putin zrobił wiele zarówno dla Rosji, jak i światowego pokoju. Można śmiało powiedzieć, że uratował Rosję. „Nasz” rząd i nastawione antyrosyjsko społeczeństwo nie rozumieją, że w pośredni sposób uratował także nasz kraj. Nie potrafią i chcą sobie wyobrazić, jak wyglądałaby Polska mająca pod bokiem zdestabilizowanego rosyjskiego kolosa! Ale wszystko wskazuje na to, że czas Putina się kończy i pora na następcę.

Kompletnie nie rozumiem wielu rzeczy, które się w Rosji dzieją. Nie rozumiem utrzymywania na stanowisku Nabiulliny – szefowej rosyjskiego banku centralnego. Sam fakt, że jest ona wychwalana przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jest najlepszym dowodem na to, że działa na szkodę Rosji. W Rosji mówi się głośno, że niepotrzebne są sankcje, wystarczy Nabiullina! Ale z jakiegoś powodu jest ona pod ochroną Putina.

Nie rozumiem powodów przeciągania wojny na Ukrainie. Ta wojna już dawno mogłaby się zakończyć. Rosja ma do tego potencjał. Dlaczego nie jest on wykorzystywany? Z niezrozumiałego dla mnie powodu wojna jest sztucznie przeciągana. Jakie są tego powody?

Do tego dochodzi bezczynne tolerowanie coraz większego wsparcia Ukrainy ze strony Zachodu. Tolerowanie dostarczania Ukrainie uzbrojenia służącego do atakowania celów w Rosji a nawet użyczanie przestrzeni powietrznej (Polski i krajów bałtyckich) do przelotu dronów atakujących cele w Rosji. Wprawdzie ogłoszono listę zachodnich firm produkujących dla Ukrainy drony i inne uzbrojenie, ale nie poszły za tym żadne czyny lub chociażby groźby. Rosja przestała już nawet ogłaszać kolejne czerwone linie, bo ich przekraczanie nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji.

Oczywiście są bardzo poważne argumenty za przeciąganiem tej wojny. Rosja dobrze wie, że czeka ją nieuchronne i decydujące starcie z Zachodem, więc przygotowuje się do niego.

Po pierwsze ta wojna jest szkołą dla wojska. Na froncie są jedynie żołnierze zawodowi, rotacja jest duża, co kilka miesięcy następuje wymiana. Chodzi o to, by jak największa ilość żołnierzy „powąchała proch”. Nic dziwnego, że nawet Kim z Korei poprosił Rosję o możliwość udziału swoich żołnierzy w prawdziwej wojnie. Takie doświadczenie jest bezcenne.

Po drugie chodzi o opracowanie nowych metod prowadzenia walki. Ta wojna wygląda zupełnie inaczej niż wszystkie dotychczasowe. Zachodni stratedzy, którzy przygotowywali Ukrainę na starcie z Rosją, liczyli na frontalne ataki masy rosyjskich wojsk, na zagony pancerne. Niczego takiego nie ma. Są małe, mobilne grupki żołnierzy, trudne do lokalizacji i do zwalczania. Po trzecie, jest to okazja do przetestowanie nowych rodzajów broni. Prawdziwy front i prawdziwa wojna to nie to poligon! Specjaliści z rosyjskich firm zbrojeniowych przyjeżdżają na front i pytają żołnierzy o ich opinie i wskazówki co jeszcze można ulepszyć, pytają o pomysły na nową broń. Ale to wszystko kosztuje. Jak wyjaśniam w moim kompendium systemu monetarnego, wojna jest najlepszym interesem dla kapitału, a iście bandyckie stopy procentowe Nabiulliny sprawiają, że do rosyjskich oligarchów nie płynie strumień pieniędzy. Płynie Wołga!!   

Inną zagadką są dla mnie negocjacje z Trumpem. Nie zgadzam się z opiniami wielu komentatorów, którzy widzą w tym nową Jałtę. Zamiast dyktować swoje warunki, tak jak to robi Iran, Rosja płaszczy się przed USA. Dmitriew – obecny główny (i jedyny!) negocjator – także jest dla mnie zagadką. Z pewnością nie prowadzi on tych negocjacji w interesie Rosji. To właściwie druga Nabiullina. Obydwoje są „zapadnikami”.

————————–

Ale dziwne rzeczy dzieją się także w USA. Nie ulega wątpliwości, że tamtejszy prezydent, podobnie jak ogromna większość obecnych głów państw, to intelektualny asceta. Ale to, co wygaduje i wypisuje na swoim portalu bije wszelkie rekordy. Niektórzy mówią wyraźnie, że jest to Alzheimer, i że objawy są od dawna widoczne.

Ciarki przechodzą na myśl, że taki człowiek ma dostęp do guzika z arsenałem atomowym zdolnym zniszczyć świat! Oczywiście nie on jeden decyduje o jego użyciu, ale gdy uwzględnimy fakt, że faktyczną władzę w USA sprawuje obecnie grupa religijnych pojebańców sterowana przez jeszcze większych pojebańców uważających się za wybrańców boga, to sytuacja naprawdę nie jest ciekawa. Kompletnie nie rozumiemy tego, że wojna z Iranem podpaliła lont do beczki z prochem zdolnej rozsadzić świat. I ten lont jest bardzo krótki!! Na razie możemy zatankować samochody, ogrzać mieszkanie, mamy ciepłą wodę w kranie, mamy co jeść, ale to wszystko może się niedługo skończyć. Kraje Zatoki Perskiej to nie tylko dostarczyciele ropy i gazu. To także dostarczyciele ok 50% nawozów sztucznych. Przerwanie tych dostaw oznacza braki żywności, a w wielu krajach klęskę głodu. To także dostarczyciele gazów szlachetnych koniecznych do produkcji mikroprocesorów. Dostarczyciele całej masy innych rzeczy koniecznych do funkcjonowania światowej gospodarki. Na razie sięgamy do zapasów, ale one niedługo się skończą. Co będzie potem? Nie rozumiemy, że odbudowa tylko katarskich instalacji do upłynniania gazu potrwać może od 3 do 5 lat. Pełna odbudowa potrwać może kilkanaście lat! A postawiony pod ścianą Iran może doprowadzić do tego, że gdy zniszczone zostaną instalacje odsalania wody morskiej i elektrownie, to kraje Zatoki Perskiej mogą nie nadawać się do zamieszkania.

Gorąco polecam obejrzenie wywiadu, jaki dla Consortium News udzielił Alastair Crooke. Obok Thierry Meyssana to najlepszy znawca Bliskiego Wschodu – był tam wieloletnim brytyjskim ambasadorem. Gdy kliknie się na koło zębate, to można nawet wybrać polską ścieżkę dźwiękową. Niestety jakość jest bardzo kiepska. Na dodatek Crooke nie jest najlepszym mówcą. Ale naprawdę warto się poświęcić, bo Crooke mówi masę ciekawych rzeczy!! Wyjaśnia między innymi strategię obronną Iranu, obala mit o wspieraniu terroryzmu przez Iran, wyjaśnia różnice między islamem sunnickim i szyickim, informuje, że to, co obecnie dzieje się w Izraelu i w USA było już dawno zaplanowane. Wymienia nawet nazwiska i metody jakimi to osiągnięto. Mówi, że celem syjonistów jest wielki Izrael, a Iran stoi na drodze do urzeczywistnienia tego planu. Jak długo Iran istnieje, to Izrael nie dopuści do zakończenia tej wojny. Wszyscy cytują angielskojęzyczne izraelskie media, ale Crooke mówi, że hebrajskojęzyczne piszą wyraźnie, że USA są sterowane przez Izrael. Ale moim zdanie najciekawsze jest w 39 minucie.

Crooke mówi:

So, something is bubbling away passively in the background. But I mean that we’re talking about something more than just Netanyahu having whatever he has because there is still really a sort of super national structure above that of Congress above you know in Europe and in America that can dictate policies and dictate foreign policy on issues. That over which we know nothing. We know very little about you know who decides it what exactly are the interests of these people that exist at another level in small groups. Some of them are big donors. Some of them are oligarchs. Um some of them are intelligence officials. Who exactly are they? and what are their interests? We don’t we don’t know and no one is informing.

Grok tłumaczy:

Coś tam sobie cicho bulgocze w tle. Ale mówię o czymś większym niż tylko wpływy Netanjahu – bo nad tym wszystkim nadal istnieje taka ponadnarodowa struktura, stojąca ponad Kongresem, ponad Europą i Ameryką, która potrafi dyktować politykę i politykę zagraniczną w kwestiach, o których praktycznie nic nie wiemy. Bardzo mało wiemy o tym, kto tak naprawdę podejmuje te decyzje, jakie są prawdziwe interesy tych ludzi działających na zupełnie innym poziomie, w małych grupach. Część z nich to potężni donorzy, część to oligarchowie, a część – oficerowie służb specjalnych. Kim oni naprawdę są i czego chcą? Nie wiemy. I nikt nam tego nie mówi.”

=================

A więc coś powoli gotuje się w tle. Ale chodzi mi o to, że mówimy o czymś więcej niż tylko o tym, że Netanjahu ma to, co ma, ponieważ istnieje nadal pewnego rodzaju ponadnarodowa struktura, stojąca ponad Kongresem, ponad tym, co znamy w Europie i Ameryce, która może dyktować kierunki polityki i polityki zagranicznej w różnych kwestiach. I o której nic nie wiemy. Wiemy bardzo niewiele o tym, kto o tym decyduje, jakie dokładnie są interesy tych ludzi, którzy istnieją na innym poziomie w małych grupach. Niektórzy z nich to wielcy sponsorzy. Niektórzy to oligarchowie. Hm, niektórzy to funkcjonariusze wywiadu. Kim oni właściwie są? I jakie są ich interesy? Nie wiemy, nie wiemy, bo nikt nas nie informuje.

==========================

Nie sądzę, że ta sama zupa gotuje się na Zachodzie i w Rosji. Sądzę raczej, że rosyjskie elity widzą i czują co gotuje się w innych garnkach i gotują własną zupkę. Nam pozostaje jedynie czekać na to, aż w garnkach zacznie wrzeć…

Era hybrydowych wojen dobiegła końca – maski opadły

Siergiej Ławrow: Era hybrydowych wojen dobiegła końca – maski opadły

===================

Donald Tusk w wywiadzie dla ‚Financial Times’  stwierdził, że „potencjalny atak Rosji na państwo członkowskie NATO to perspektywa raczej miesięcy niż lat”. Przypomniał zdarzenia z ubiegłego roku, gdy około 20-tu, rzekomo rosyjskich dronów naruszyło polską przestrzeń powietrzną. I skoro postawa USA jest niepewna, proponuje alternatywę: przekształcenie UE w ‚prawdziwy sojusz obronny. Domaga się, by Europa wzięła pełną odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo i traktowała zobowiązania obronne ‚równie poważnie, jak robi to Polska’.

Tak więc pracuje Tusk dla Brukseli, zmierzającej do zawiązania federacji, która miałaby składać się z państw członkowskich UE. Jako że opór społeczny przeciw tym rozwiązaniom jest bardzo duży, decyduje się wielu  polityków, m.in. Tusk, na określone działania, które skłoniłyby masy społeczne do aprobaty dla federacyjnych rozwiązań. Przede wszystkim trzeba straszyć rosyjską agresją. Że te szalone działania wobec Rosji mogą być zarzewiem wojny, zdaje się dla polityków nie być problemem.

Premier Donald Tusk oprowadza prezydenta Francji Emmanuela Macrona po Gdańsku / autor: PAP/Andrzej Jackowski/X

Donald Tusk oprowadza Emmanuela Macrona po Gdańsku

Tydzień temu spotkał się Tusk z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Zadziorni politycy ustalili, że wkrótce będą prowadzone manewry nad wschodnią flanką NATO. Przede wszystkim nad Bałtykiem i północną Polską. To byłby element rozszerzenia francuskiego parasola atomowego na kraje zagrożone ‚agresywną polityką Kremla’. Ustalono, że francuskie głowice nuklearne nie będą na stałe składowane w Polsce. Będą one pojawiały się okresowo podwieszone pod maszyny Rafale.

W scenariuszach wspomnianych manewrów nasi piloci będą zajmowali się dalekim zwiadem i rozpoznaniem celów oraz uderzeniem bronią konwencjonalną. Przede wszystkim konwencjonalnymi pociskami manewrującymi JASSM-ER wystrzeliwanymi z F16, które hipotetycznie polecą w kierunku tzw. celów wysokiej wartości w rejonie Petersburga.

Rosja nie akceptuje tych ekscesów i zapowiada, że państwa, które zgodzą się na rozmieszczenie francuskich samolotów zdolnych do przenoszenia broni jądrowej, staną się potencjalnymi celami w razie konfliktu. 

Wiceszef rosyjskiego MSZ Aleksandr Gruszko ostrzegł w rozmowie z ‚Russia Today’:

„Oczywiste jest, że nasze wojsko będzie zmuszone zwrócić szczególną uwagę na tę kwestię w kontekście aktualizacji listy priorytetowych celów na wypadek poważnego konfliktu. W rezultacie, zamiast deklarowanego przez Francję wzmocnienia obrony swoich sojuszników – którym, nawiasem mówiąc, nie oferują żadnych żelaznych gwarancji – bezpieczeństwo tych krajów w rzeczywistości zostaje osłabione”.

Również szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow zabrał głos w tej sprawie, o czym pisze amerykański ekspert Larry Johnson. Mówi Ławrow: „Rosja wierzy Europie na słowo i przygotowuje się na ewentualność pełnoskalowej wojny. Era ‚hybrydowych wojen’  dobiegła końca – maski opadły”.

Minister jednoznacznie stwierdził, że UE przygotowuje się do bezpośredniej konfrontacji militarnej z Rosją. W tej strategii Ukraina jest wykorzystywana jako ‚taran’, aby wycisnąć z Rosji ostatnie siły i ‚kupić’  Europie czas potrzebny na pełną modernizację jej bazy przemysłowej w nadchodzących latach. Minister podkreślił, że Kijów byłby bezsilny bez satelitarnego rozpoznania NATO i zachodnich oficerów na miejscu. To już nie jest konflikt ‚zastępczy’, ale otwarta wojna z Rosją. 

Ławrow stwierdził: „Wypowiedziano nam otwartą wojnę. Reżim w Kijowie jest jedynie ‚szpicą’, której używa się, aby kupić im czas. Nie mogliby tego bardziej ukazać”. Wniosek: Rosyjski korpus dyplomatyczny zmienił swoje stanowisko z ‚negocjacyjnego’  na ‚mobilizacyjne’. Moskwa sygnalizuje, że przygotowuje się do długotrwałej, ryzykownej konfrontacji ze zmilitaryzowaną Europą. To nie jest kontynuacja Specjalnej Operacji Wojskowej… To przygotowania do wojny.

** * * * * *

Tymczasem, na froncie irańskim, administracja Trumpa przygotowuje grunt pod ponowny atak na Iran. Rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt oświadczyła w piątek, że ‚Irańczycy skontaktowali się z nami’  i poprosili o ‚osobiste spotkanie’, dlatego prezydent Trump „wysyła Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera, aby wysłuchali ich opinii”. To kompletna bzdura.

Iran szybko zdementował tę wersję wydarzeń. Rzecznik irańskiego MSZ, Ismail Baqaei, potwierdził w nocnym wpisie na X 24 kwietnia, że NIE planuje się ŻADNEGO spotkania – powtarzam: ŻADNEGO spotkania – z przedstawicielami USA. Minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi przebywa w Islamabadzie, aby spotkać się z wysokimi rangą urzędnikami pakistańskimi i przedstawić dokument pisemny przedstawiający stanowisko Iranu w sprawie ostatnich wydarzeń, który następnie zostanie przekazany Witkoffowi i Kushnerowi.

Pisze dalej Larry Johnson: Sądzę, że Trump próbuje stworzyć narrację uzasadniającą ponowny atak USA i Izraela na Iran. Wysyła swoich żydowskich emisariuszy do Islamabadu, rzekomo na spotkanie z irańskimi negocjatorami, tylko po to, by odkryć, że Iran rzekomo nie wziął udziału w spotkaniu. Trump przedstawi to jako akt złej woli i zapowie, że odpowiednio ukarze Iran. Jeśli poniższe wpisy na Telegramie okażą się prawdziwe, wojna rozgorzeje z pełną siłą w niedzielę wieczorem. Chiny i Indie wzywają swoich obywateli do jak najszybszego opuszczenia Iranu.

Według innego niedawnego wpisu na Telegramie, Trump najwyraźniej dał również Bibiemu Netanjahu pozwolenie na zerwanie zawieszenia broni z Hezbollahem. Izraelskie Siły Powietrzne wznowiły ataki na południowy Liban. To może być burzliwy weekend.

uncutnews.ch/russland-bereitet-sich-auf-einen-krieg-gegen-europa-vor-weisses-haus-bereitet-den-boden-fuer-einen-erneuten-angriff-auf-den-iran

Opracował: Zygmunt Białas

Apologeci Izraela kłamią na temat swoich uczuć i przekonań

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone-au/israel-apologists-lie-about-their-feelings-and-beliefs

Apologeci Izraela kłamią na temat swoich uczuć i przekonań oraz inne uwagi

Jedną z najbardziej frustrujących rzeczy u obrońców Izraela jest to, że ciągle udają, że wierzą w rzeczy, w które tak naprawdę nie wierzą, aby poprawić wizerunek Izraela.

Caitlin Johnstone 25 kwietnia 2026 r.

Jedną z najbardziej frustrujących rzeczy u obrońców Izraela jest to, że ciągle udają, że wierzą w rzeczy, w które tak naprawdę nie wierzą, aby poprawić wizerunek Izraela. 

Rabin Elchanan Poupko napisał na Twitterze : „Nigdy nie spotkałem syjonisty, któremu nie zależałoby na życiu niewinnych Palestyńczyków. Nigdy nie spotkałem antysyjonisty, któremu zależałoby na życiu Izraelczyków. Na tym właśnie polega różnica między nami”.

Ta osoba nie wierzy we własne twierdzenia. Świadomie kłamie na temat tego, co uważa za prawdę o syjonistach.

Z sondażu przeprowadzonego przez Penn State, opublikowanego w izraelskich mediach w zeszłym roku, wynika, że ​​82 procent izraelskich Żydów popiera przymusowe wydalenie wszystkich Palestyńczyków z Gazy. Prawie połowa, 47 procent, stwierdziła, że ​​Siły Obronne Izraela powinny zabić wszystkich mieszkańców każdego zdobytego miasta – mieszkańców , a nie bojowników.

Rabin Poupko może nie być świadomy tego konkretnego sondażu, ale regularnie kontaktuje się z syjonistami. Osobiście zna syjonistów, którzy powiedzieliby mu prosto w twarz, że jego twierdzenie jest fałszywe, i jest tego w pełni świadomy. Świadomie kłamie, aby promować interesy informacyjne ludobójczego państwa apartheidu.

Robią to bez przerwy, ze wszystkim. Będą fałszywie twierdzić, że protesty pro-palestyńskie sprawiają, że czują się niebezpiecznie, tylko po to, by przeforsować prawo, które zamknie demonstracje. Będą udawać, że wierzą, że hasła takie jak „od rzeki do morza” i „globalizacja intifady” to pełne nienawiści hasła, które zachęcają do antysemickich ataków. Będą bezmyślnie powtarzać absurdalne hasła hasbary, takie jak „żywe tarcze” i „najbardziej moralna armia świata”, o których wiedzą, że są fałszywe. Po prostu będą wydawać z siebie wszelkie możliwe dźwięki, byle tylko zachodnie transporty broni dotarły do ​​Tel Awiwu.

Oczywiście, że tak. To źli ludzie. Poparliby ludobójstwo, więc nie ma wiele rzeczy, których by nie zrobili. Oczywiście, że będą kłamać i manipulować, by realizować cele swojej ulubionej etno-nacjonalistycznej machiny wojennej. Zwolennicy Izraela są okropni.

Posąg Jezusa zdewastowany przez izraelskich żołnierzy został potraktowany z większą powagą i skruchą niż jakakolwiek masakra ludzi dokonana przez Siły Obronne Izraela w ciągu ostatnich trzech lat. Najwyżsi rangą izraelscy urzędnicy, tacy jak Benjamin Netanjahu i Gideon Saar, opublikowali oświadczenia potępiające ten incydent, a izraelskie wojsko przeprosiło i skazało dwóch mężczyzn na trzydzieści dni więzienia za ten incydent.

Dzieje się tak, ponieważ Izrael wie, że amerykańskie poparcie dla chrześcijańskich konserwatystów będzie bardziej zależało na posągu niż na wszystkich atakach „Sił Obronnych” Izraela na Palestyńczyków, Libańczyków i Irańczyków razem wziętych od 2023 roku. Mieszkańcy Bliskiego Wschodu są w ich oczach tak odczłowieczeni, że postrzegani są jako mniej wartościowi niż kawałek włókna szklanego w kształcie Jezusa. [Widać, że pani Caitlin Johnstone jest neo-poganką. Nie rozumie, co to bluźnierstwo. md]

Izrael pozwoli swoim żołnierzom dopuszczać się wszelkich możliwych nadużyć humanitarnych, ale narażanie bazy wsparcia, która zapewnia dopływ broni? To niedopuszczalne.

W poniedziałek prezydent Trump powiedział w mediach społecznościowych , że „Izrael nigdy nie namawiał mnie do wojny z Iranem”.

We wtorek Departament Stanu wydał komunikat prasowy , w którym znalazło się stwierdzenie, że „Stany Zjednoczone angażują się w ten konflikt na prośbę i w ramach zbiorowej samoobrony swego izraelskiego sojusznika”.

Sądzę więc, że oficjalna odpowiedź na pytanie, czy Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Iranowi na prośbę Izraela, zależy od nastroju dnia i tego, która postać administracji akurat zabiera głos.

Minister obrony Izraela Israel Katz powiedział w czwartek podczas oceny sytuacji bezpieczeństwa, że ​​Izrael „czeka na zielone światło od Stanów Zjednoczonych, przede wszystkim po to, by dokończyć eliminację dynastii Chamenei, inicjatora planu zagłady Izraela, oraz następców następców przywódców irańskiego reżimu terrorystycznego, a także po to, by cofnąć Iran do epoki ciemności i kamienia poprzez wysadzenie centralnych obiektów energetycznych i elektroenergetycznych oraz zniszczenie krajowej infrastruktury gospodarczej”.

Ci dziwacy mówią w ten sposób o okrucieństwie, jakie zamierzają wyrządzić Iranowi, a mimo to do dziś, kiedykolwiek sprzeciwiam się tej szalonej, okrutnej wojnie, w moich odpowiedziach ciągle pojawiają się pochlebcy bełkocący, że ta wojna ma na celu wyzwolenie narodu irańskiego.

Użycie wyszkolonych psów gwałcicieli w izraelskich więzieniach jest tak dobrze udokumentowane , że nie ma powodu, by wątpić w jego istnienie. Hasbarzyści mogą jedynie powiedzieć: „To szaleństwo myśleć, że Izrael mógłby zrobić coś tak złego!”. W co nikt, kto śledził wydarzenia, nie wierzy.

Ludzie opowiadający się za „zdemilitaryzowanym” państwem palestyńskim przyznają, że wiedzą, iż w przypadku rozwiązania dwupaństwowego Izrael kontynuowałby ataki i znęcanie się nad Palestyńczykami, i chcą mieć pewność, że Palestyńczycy nie będą w stanie temu zapobiec. 

Nie chcą, aby Izrael był zmuszany do dogadywania się z sąsiadami jak każdy normalny kraj na świecie. Chcą mieć pewność, że Izrael będzie mógł nadal terroryzować Palestyńczyków na każde skinienie, bez normalnych systemów odstraszania siłą, jakimi dysponuje każde prawdziwe państwo.

Jeśli twój najmocniejszy argument za cenzurą antyizraelskich wypowiedzi zaczyna się od słów „To sprawia, że ​​Żydzi czują”, to twój argument nie jest wystarczająco silny, by traktować go poważnie. Mówimy tu o ludobójstwie, apartheidzie, czystkach etnicznych i nieustannych wojnach. Uczucia schodzą na dalszy plan – nawet uczucia ludzi, którzy głęboko wierzą, że ich uczucia są ważniejsze niż ludzkie życie.

Odczuwanie dyskomfortu jest w porządku i normalne. Wszyscy powinniśmy od czasu do czasu odczuwać dyskomfort, zwłaszcza gdy dzieją się straszne rzeczy. Ja sam odczuwam wiele dyskomfortu, przeglądając media społecznościowe od października 2023 roku, ale nie czuję się na tyle uprawniona, by wierzyć, że należy uchwalić odpowiednie przepisy i cenzurować internet, aby chronić mnie przed tymi uczuciami.

Ogarnij się, kochanie. Takie rozmowy trzeba odbyć.

Kryzys żywnościowy i paliwowy, który wkrótce nastąpi, jest winą USA i Izraela. Wszyscy sojusznicy USA i Izraela powinni zerwać sojusze i nawiązać współpracę z narodami na całym świecie, aby ustanowić nowy porządek międzynarodowej potęgi.

Będę to powtarzać w miarę jak życie będzie stawało się coraz trudniejsze dla nas wszystkich.

Czy Trump oszalał, czy „tylko” miota się nie wiedząc, co robić? A BlackRock zarabia.

Jak algorytmy BlackRocka tokenizują świat

Włodzimierz Kowalik myslpolska/jak-algorytmy-blackrocka-tokenizuja-swiat

[O czym on pisze?? „Tokenizacja aktywów świata rzeczywistego (RWA) to proces zamiany praw własności do fizycznych aktywów (nieruchomości, sztuki, złota) na cyfrowe tokeny na blockchainie.”.

I tak gówno rozumiem. To ludzie już nie mogą pisać dla ludzi, lecz dla komputerów?? Sam się tokenizuj, ale dyskretnie, w krzakach. M. Dakowski ]

==========================================

Czy Donald Trump oszalał, czy „tylko” miota się nie wiedząc, co robić?

Niezależnie od odpowiedzi na pytanie profesora Mearsheimera, liczne aspekty polityki Trumpa są korzystne dla globalnych elit finansowych.

Największy na świecie podmiot zarządzający aktywami, czyli fundusz inwestycyjny BlackRock dobrze zainwestował środki. W cyklu wyborczym 2024 roku nieprzypadkowo rozdzielił fundusze swojego Komitetu Akcji Politycznej (PAC) niemal po równo: około 51% dla Republikanów i 49% dla Demokratów.

Pieniądz nie ma ojczyzny

Nieczęsto wspomina się słowa Natana Rothschilda wypowiedziane u progu epoki demokratycznej: „Nie dbam o to, jaka marionetka jest umieszczana na tronie królewskim, by panować nad tym wielkim imperium nad którym nigdy nie zachodzi słońce. Ten, kto kontroluje podaż pieniądza w Imperium Brytyjskim, ten kontroluje Imperium Brytyjskie.  A tym człowiekiem jestem ja!”.  Powtarzał zresztą słowa swego ojca Mayera Rothschilda: „Dopóki jestem jestem w stanie kontrolować emisję pieniądza w danym kraju, nie dbam o to, kto stanowi w nim prawo”. 

Słuszność filozofii Rothschildów potwierdzało wielu kupowanych przez nich polityków. Na przykład Napoleon Bonaparte w 1815 roku stwierdził, że „gdy dany rząd jest zależny od pieniędzy bankierów, to właśnie bankierzy, a nie przywódcy rządu kontrolują przebieg wydarzeń. Ręka która daje pieniądze, zawsze jest ważniejsza od ręki, która je bierze. Pieniądz nie ma ojczyzny, finansiści nie wiedzą, czym jest cnota i miłość ojczyzny ich jedynym celem jest osiąganie zysków”. 

Zaś brytyjski premier Benjamin Disareli w 1844 roku oznajmił, że „królowie i ministrowie wszystkich krajów Europy postępują tak, jak dyktują im Rothschildowie” (S. Hongbing, „Wojna o pieniądz”, t.1, str. 23).

Otóż podaż pieniądza w USA od 1913 roku całkowicie kontroluje prywatne konsorcjum nazywane Rezerwą Federalną. A jego władza dzięki zasadom demokratycznym jest znacznie szersza niż kiedykolwiek była władza Rothschildów nad królami, co zresztą należy uważać za jeden z powodów wprowadzenia rzeczonej demokracji. Finansowanie demokracji zamiast monarchów umożliwia  kontrolę nad stanowieniem prawa. Daje to interesujące możliwości, które w przeciwieństwie do Mayera Rothschilda, bardzo cenił sobie David Rockefeller. W 1991 roku powiedział: „Nowa, realna władza polityczna, wykraczająca poza suwerenne państwa narodowe, zostanie zbudowana z elity intelektualnej i międzynarodowych bankierów, co z pewnością będzie znacznie lepsze niż dotychczasowa, trwającą od stuleci władza państwowa” (S. Hongbing, tamże, str. 160).

Szaleństwo czy strategia?

Demokracja ma również tę zaletę, że można z jej pomocą ideologicznie „przykryć” rzeczywistą władzę pieniądza. „BlackRock nie musi wydawać poleceń ani narzucać rządom swoich decyzji – wystarczy, że Aladdin, używany przez kluczowych graczy rynku, zinterpretuje dane w określony sposób. W świecie zdominowanym przez jednolite modele oceny ryzyka, ta interpretacja staje się faktem rynkowym: kapitał przepływa, waluty się umacniają lub słabną, obligacje drożeją albo tracą na wartości.  […] W efekcie państwa, nawet te o największych gospodarkach, zaczynają dostosowywać własną politykę fiskalną, monetarną czy inwestycyjną do rytmu narzuconego przez algorytm – a to oznacza subtelne, lecz realne przesunięcie suwerenności w stronę prywatnego systemu decyzyjnego. […] Nieprzenikalny dla nikogo z zewnątrz kod to tylko jeden sposób unikania nadzoru jakichkolwiek organów. Inny, mniej rzucający się w oczy, ale równie skuteczny, to wykorzystanie istniejącej architektury prawnej i umiejętnego jej wykorzystywania, a zwłaszcza omijania. Pozycja i spryt BlackRocka pozwala mu decydować, gdzie i w jakim zakresie podlega on prawu. Technologia i prawo splatają się tu w jeden mechanizm: kod jest niedostępny, a miejsce, w którym jest uruchamiany, może być poza zasięgiem lokalnego nadzoru” (M. Trojanowska, „BlackRock. Jak przejąć świat tak, by nikt się nie zorientował”, 2026).

Nie ma powodu uważać, że proces budowania „nowej, realnej władzy”, o której mówił Rockefeller, zatrzymał się na skutek domniemanej suwerenizacji władzy politycznej (zob. M. Kuź: „Globalizm, lokalizm i nowe średniowiecze”, 2024).  W 2025 i 2026 roku administracja Trumpa podjęła kroki w celu złagodzenia wymogów kapitałowych niemrawo wdrażanych po kryzysie z 2007 roku („Basel III Endgame”), co przekłada się na wyższe zyski sektora bankowego. Mimo napięć relacje z liderami finansowymi na przykład Larrym Fink’em z BlackRock pozostają pragmatyczne. Największy globalny zarządca aktywów finansowych wspiera takie inicjatywy rządowe, jak program „Trump Accounts” dla dzieci, który ma zapewnić masowy dopływ kapitału do systemów finansowych a sam Fink stał się jednym z kluczowych doradców finansowych Trumpa w ramach jego drugiej administracji. BlackRock, podobnie jak inni giganci finansowi (Vanguard, State Street itd.), nabywa udziały w Trump Media & Technology Group a Donald Trump rozważa przedstawicieli BlackRocka na kluczowe stanowiska państwowe, m.in. Ricka Riedera jako kandydata na szefa Rezerwy Federalnej (FED).

Monetyzacja chaosu

Mimo, że agresywne cła wywołały obawy Międzynarodowego Funduszu Walutowego o spowolnienie wzrostu gospodarczego do 3,1% w 2026 roku a protekcjonizm jest postrzegany jako inflacyjny to jednak koncentracja kapitału w rękach elit uległa w 2025 roku dalszemu przyśpieszeniu. Globalna finansjera realizuje swoje interesy niezależnie od aktualnej opcji politycznej a ma po temu nieistniejące wcześniej możliwości. Dzięki technologii  można obecnie monetyzować polityczną nieprzewidywalność. Systemy takie jak Aladdin (w posiadaniu BlackRocka i … rządu Izraela) przetwarzając ogromne ilości danych historycznych i bieżących oraz wykorzystując sztuczną inteligencję do prognozowania scenariuszy rynkowych i optymalizacji, umożliwiają zarządzanie portfelami obejmującymi akcje, obligacje i instrumenty pochodne na jednej platformie. Dysponując takim narzędziem jak Aladdin, nie trzeba już zapobiegać kryzysom. Wystarczy je tylko wyprzedzać o milisekundę.  To wprowadza nową jakość do polityki, zwłaszcza w państwie, które  po swojej deindustrializacji opiera się na zarządzaniu systemami finansowymi, czyli w zasadzie na zarządzaniu zinsytytucjonalizowaną lichwą.

Dla systemów AI zmienność jest cenna sama w sobie. Nawet jeśli realna gospodarka stoi w miejscu, to kursy giełdowe mogą skakać o dziesiątki procent na skutek politycznego chaosu a finansjera może zarabiać na opcjach, spreadach i prowizjach od tych ruchów.

W tradycyjnej gospodarce zyski bierze się z rozwoju, czyli produkcji nowych dóbr. Jednak kapitał spekulacyjny zarabia głównie na stracie u swojej konkurencji a nie dywidendach od zysku. Rynki finansowe w ich obecnej odsłonie to gra o sumie zerowej, co jest prostą konsekwencją logiczną założeń ekonomii klasycznej, równie powszechnie co niesłusznie mylonej z wolnym rynkiem. Rynek wymaga istnienia szerokiej klasy średniej, rozproszonej  informacji (Hayek), produkcji i konsumpcji. Gdy AI koncentruje i monopolizuje informację a klasa średnia znika, systemy w rodzaju Aladdina zaczynają szukać zysku w pożeraniu mniejszych graczy wewnątrz samej finansjery. Zamiast zysku w rynkowym sensie pozostaje w końcu dążenie do przejęcia bezpośredniego władania zasobami: ziemią, energią i technologią. Aladdin to po prostu monstrualne narzędzie analityczne do uprawiania hazardu w skali globalnej.

Przejąć kontrolę

Ponieważ fizyczna produkcja przeniosła się do Chin i innych krajów Azji, spóźniony onshoring Trumpa napotyka olbrzymie bariery (np. brak wykwalifikowanych kadr). [strategia biznesowa polegająca na przenoszeniu procesów produkcyjnych, usługowych lub informatycznych z powrotem do kraju macierzystego firmy, zamiast zlecania ich za granicę. md]

USA zostały zatem pozbawione dochodu z realnej produkcji i stabilności politycznej. Rozwinięty sektor finansowy przy atrofii fizycznej gospodarki skazuje USA na zarządzanie długiem, ryzykiem, zmiennością i kryzysami. Jeśli jedynym sprawnym narzędziem jest giełda i systemy AI to polityka, która wywołuje chaos jest racjonalna z punktu widzenia właścicieli narzędzi, umożliwiających zarabianie na chaosie.

Mówiąc obrazowo, każdy tweet Trumpa to tysiące transakcji, na których BlackRock zarabia prowizje niezależnie, czy kurs rośnie, czy spada. Tradycyjnie imperia upadały broniąc swego stanu posiadania. Wygląda na to, że globalistyczne elity w USA, pomne słów Davida Rockefellera z 1991 roku robią coś odwrotnego. One zarabiają na likwidacji masy upadłościowej, co szczególnie dobrze widać w Europie. A każdy kryzys to również szansa na przejęcie realnych aktywów (ziemi, surowców, technologii).

Powstaje tylko pytanie, kto przejmie rolę żywiciela, gdy Zachód zostanie całkowicie wycięty przez własne elity?

Z perspektywy kwietnia 2026 roku można się pokusić o spekulację, że sytuacja wygląda na wielopoziomową operację finansową, w której systemy zarządzania takie jak Aladdin pełnią rolę konia trojańskiego. Głównym celem ekspansji finansowej wydają się obecnie Indie. Larry Fink ogłosił luty 2026 roku początkiem „Ery Indii”, przewidując, że ten kraj będzie fundamentem wzrostu przez najbliższe 25 lat. BlackRock nie wchodzi tam z fabrykami, lecz z technologią. Poprzez spółkę JioBlackRock wprowadza cyfrową platformę zarządzania aktywami. Cel jest prosty: podpiąć oszczędności 1,4 miliarda ludzi pod system finansowy zarządzany przez amerykańskie algorytmy. Agresywna polityka celna (np. 50% cła na indyjskie towary w 2025 roku) mają zmusić Delhi do większej otwartości na amerykański kapitał finansowy w zamian za dostęp do rynku USA.

Inwestując we wroga

Starą prawdę o wojnie jako okazji dla doskonałych interesów potwierdza szesnastokrotny wzrost obrotów w kontraktach na przepływającą przez cieśninę Ormuz ropę, obserwowany po agresji amerykańsko-izraelskiej na Iran. Mimo odzywającej się retoryki wojennej elity finansowe zarabiają na współpracy z Chinami.

Gdy Trump uderza cłami, wywołując panikę i spadki cen akcji, Aladdin traktuje to jako sygnał do kupna. BlackRock w swoich prognozach na 2026 rok utrzymuje pozytywne nastawienie do chińskich rynków akcji, uznając strach przed wojną handlową za okazję inwestycyjną. Cel nie polega na militarnym pokonaniu Chin (niemożliwym ze względu na rozmiary Państwa Środka) ale na tokenizacji i cyfryzacji chińskich rynków kapitałowych. „Największej i jednocześnie ukrytej przeszkody na drodze do chińskiego sukcesu gospodarczego należy szukać w miejscu, w którym mało kto się jej spodziewa: w możliwej wielkiej wojnie finansowej. Od chwili przystąpienia Chin do WTO w 2001 roku i otwarcia chińskiego sektora finansowego na świat zagrożenie to z dnia na dzień rośnie. Powstaje więc pytanie: czy chiński system finansowy, funkcjonując w gospodarce coraz bardziej otwartej na świat, ma wystarczającą siłę, doświadczenie, narzędzia i metody finansowe, by skutecznie obronić się przed potencjalnym atakiem?” (S. Hongbing, „Wojna o pieniądz”, t.1, str.7).

Krótko mówiąc gra toczy się o to, czy chińskie aktywa mają być zarządzane przez systemy stworzone na Wall Street. Istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że obecna „szalona” polityka USA to próba ustanowienia systemu kontroli finansowej nad Azją. Elity amerykańskie ryzykują, że zamiast „zmiękczenia” Azji doprowadzą do zacieśnienia sojuszu Indie-Chiny-Rosja w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Jeśli jednak zamiast budować fabryki, zbudują cyfrowe portfele dla całych narodów i zmuszą Chiny i Indie do gry według zasad Aladdina, to wygrają bez jednego wystrzału. Jeśli Azja stworzy skuteczniejsze systemy AI to USA zostaną z pustymi rękami. Dzisiejsza wojna toczy się na polu sztucznej inteligencji o której „demokratyczny suweren” nie ma żadnego pojęcia.

Zderzenie cywilizacji

Chiński generał Sun Tzu nauczał, że najwyższym osiągnięciem jest pokonanie wroga bez bitwy. Chińczycy wiedzą, że wejście w pełną interakcję z amerykańskim systemem finansowym to gra na cudzym boisku. Dlatego budują alternatywne systemy finansowe. Cyfrowy pieniądz banków centralnych ma na celu stworzenie obiegu kapitału niewidocznego dla amerykańskich systemów monitoringu ryzyka. Jeśli bank centralny Chin czy Rosji nie korzysta z Aladdina do zarządzania swoimi rezerwami CBDC, system ten nie ma bezpośredniego wglądu w te transakcje. Państwa BRICS budują system, w którym finalny rozrachunek jest widoczny tylko dla stron transakcji, co uniemożliwia systemom zewnętrznym przewidywanie ruchów kapitałowych przed ich faktycznym wystąpieniem.

Drugą strategią jest kontrola surowców i łańcuchów dostaw. Każde cło nałożone przez Trumpa na Indie, czy Europę to okazja dla Chin, by wystąpić w roli racjonalnego partnera i obrońcy wolnego handlu. Ostatecznie Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Chin może jednym dekretem wyłączyć cały sektor rynku z gry spekulacyjnej, ignorując straty finansowe w imię interesu narodowego.

Innowacja czy destrukcja?

W ukształtowanym przez nominalizm świecie anglosaskim relacje są arbitralne. To jest to, co pozwala elitom USA wierzyć, że mogą traktować świat jak plastelinę. Skoro bowiem nie ma obiektywnej natury rzeczy to można ogłosić, że praca, ziemia i pieniądz są towarami, że rodzina to kontrakt, który można wypowiedzieć a zmienność kursów to „wolność” a nie forma lichwy.  Zdolność do krytyki i kwestionowania zastanej rzeczywistości dawała Zachodowi unikalną innowacyjność. Dzięki zwiększającym produktywność wynalazkom, można było spłacić długi, zaciągane na ich poczet przez ekspansję kredytową pieniądza fiducjarnego – nota bene również stricte zachodni wynalazek. To dodatnie sprzężenie zwrotne dało Zachodowi panowanie nad światem.  Nie jest wszakże powiedziane, że posunięty aż do nihilizmu krytycyzm nie doprowadzi do zniszczenia struktury, na której sam się opiera, na przykład demograficznej (vide: E. Todd: „Klęska Zachodu”, 2026).  Okazałaby się wtedy krótkowzrocznym pasożytnictwem a nie długofalową strategią przetrwania.

Włodzimierz Kowalik

Myśl Polska, nr 17-18 (26.04-3.05.2026)

Wojna jako prekursor wielobiegunowego Nowego Porządku Świata?

Wojna jako prekursor wielobiegunowego Nowego Porządku Świata? Rozmowa z Jamesem Corbettem.

  • uncut-news.ch
  • ================================
  • Zbiorowy opór działa tylko na poziomie indywidualnym. Gdyby wszyscy jednogłośnie powiedzieli „nie” podczas pandemii COVID-19, system załamałby się w ciągu kilku dni.
  • ==============================================================

W specjalnym wydaniu „Daily Pulse” prowadząca Maria Z. rozmawia z uznanym niezależnym dziennikarzem Jamesem Corbettem (The Corbett Report) o prawdziwej naturze obecnych geopolitycznych wstrząsów.

Corbett, który od prawie 20 lat przygląda się kulisom władzy, maluje ponury obraz: pozorna walka między różnymi globalnymi potęgami to nic innego jak sfałszowana gra, która nieuchronnie doprowadzi do powstania technokratycznego rządu światowego – niezależnie od tego, czy będzie on sprawował władzę pod flagą jednobiegunową, czy wielobiegunową.

Film można odsłuchać w języku niemieckim w ustawieniach YouTube.

Wprowadzenie: Iluzja „grzecznego chłopca”

Prowadzący rozpoczyna program prowokacyjną tezą: Podczas gdy wiele osób postrzega obecne konflikty jako walkę „dobra” ze „złem” – na przykład USA i ich sojusznicy przeciwko Rosji, Chinom czy Iranowi – aktorzy po obu stronach to często ci sami, którzy już wcześniej działali za kulisami w Lidze Narodów, Organizacji Narodów Zjednoczonych, na Konferencji Bilderberg czy w Komisji Trójstronnej. James Corbett, jak wyjaśnia Maria Z., uważa, że ​​nie będzie „dobrego”, który by nas uratował. Niezależnie od wyniku obecnych konfliktów, droga ta prowadzi wprost do technokracji, na którą musimy się przygotować.

James Corbett: Życie niezależnego dziennikarza

James Corbett krótko się przedstawia: W 2007 roku uruchomił „Raport Corbetta”, jako jeden z pierwszych podcasterów, często wyśmiewany za czerpanie informacji „z internetu”. Prawie 20 lat później internet jest głównym źródłem informacji dla większości ludzi – co jest satysfakcjonującym rezultatem jego pracy. Ostrzega jednak: establishment wyciągnął wnioski. Teraz infiltruje przestrzeń internetową fałszywymi, „quasi-niezależnymi” głosami, jak w ruchu „QAnon”. Wcześniej ludzie byli wyśmiewani; dziś są aktywnie wprowadzani w błąd.

„Walka” o opinię publiczną stała się trudniejsza, ale antidotum pozostaje to samo: krytyczna analiza wszystkich informacji, praca nad źródłami i odmowa ślepego zaufania jakiejkolwiek osobie lub „marce”.

Wielka iluzja: wielobiegunowa linia życia

Sednem dyskusji jest koncepcja „świata wielobiegunowego”. Wielu przedstawicieli ruchu antyestablishmentowego postrzega kraje takie jak Rosja, Chiny i Iran jako naturalnych sojuszników w walce z imperialnym porządkiem pod przewodnictwem USA. Putin, zgodnie z powszechną narracją, jest zbawcą zachodniej cywilizacji. Dla Corbetta to niebezpieczny miraż.

Jego fundamentalna teza: „Nie jesteśmy przeciwni konkretnemu państwu narodowemu. Jesteśmy przede wszystkim przeciwni ideologii”. Ideologia ta, jak argumentuje, to przekonanie o prawie niektórych ludzi do rządzenia innymi. Dyktatury w Chinach, Rosji i „dyktatury” na Zachodzie (USA, Wielka Brytania) są dla niego wyrazem tej samej, fundamentalnie błędnej ideologii politycznej. Nie jest to walka między wyzwoleniem a uciskiem, lecz walka o władzę w obrębie klasy rządzącej.

Idea świata wielobiegunowego, w którym wszystkie narody mają swój kawałek tortu, to nic innego jak rebranding Nowego Porządku Świata – ładnie brzmiącego hasła ONZ, maskującego wizję rządu światowego kontrolowanego przez oligarchów. Jedyną realną różnicą między frakcjami jest to, kto znajdzie się na szczycie rządzącej kliki.

Koordynacja czy „polityka mafijna”?

Zapytany o koordynację za kulisami obecnej wojny z Iranem, Corbett ostrzega przed uproszczonym rozumieniem spisku. Nie chodzi o scenariusz rozpowszechniany przez tajemniczą grupę. Zamiast tego sugeruje analogię do mafii :

Rodziny mafijne mogą być zaciekłymi wrogami i walczyć między sobą. Ale gdy zagrożone jest samo istnienie zorganizowanej przestępczości, jednoczą się. To samo dotyczy polityki globalnej. Różne mocarstwa przy stole mogą się nienawidzić, ale działają razem, gdy chodzi o ratowanie systemu jako całości.

Wydarzenia takie jak zamach na JFK, 11 września czy pandemia COVID-19 nie były jednoosobowymi działaniami, ale przyniosły korzyści tak wielu wpływowym postaciom, że zrodziła się współpraca – celowa lub po prostu naśladowcza.

COVID był „ogromnym, pięknym darem od bogów” dla każdej władzy, który zapoczątkował kolejny etap ludzkiej kontroli: technokrację . Kopiowali się nawzajem – Chiny zamykają swoich obywateli, Zachód krzyczy: „Dobry pomysł, zróbmy to samo”.

Wojna w Iranie: środek do celu

Corbett analizuje wojnę w Iranie, stosując metodę: „Celem systemu jest to, co on robi”. Pomijając retorykę, jaki jest dotychczasowy rezultat tej wojny? Przerwanie przepływu ropy przez Cieśninę Ormuz . Celem wojny jest zakłócenie tego swobodnego przepływu ropy – poprzez blokadę lub nałożenie opłaty drogowej.

To tutaj spotykają się sprzeczne interesy:

  • Wizja wielobiegunowa : Iran demonstruje swoją kontrolę nad cieśniną, ustalając fakty na miejscu za opłatę, być może w lokalnych walutach, co zmienia kształt światowego handlu ropą naftową.
  • Odpowiedź jednobiegunowa : Stany Zjednoczone pod rządami Trumpa odpowiedziały blokadą blokady, aby samodzielnie decydować, kto ma prawo transportować ropę – umacniając w ten sposób swoją dominację.

Dla przeciętnego obywatela, argumentuje Corbett, oznacza to tylko jedno: rosnące ceny benzyny, gorszą sytuację gospodarczą i większą zależność od państwa. „Niewolnicze wybory” odbywające się co kilka lat nie zmieniają tego fundamentalnego porządku.

Agenda 2030 i technokratyczna przyszłość

Maria Z. dodaje, że konsekwencje zakłóceń w handlu wykraczają daleko poza ropę naftową: przemysł chemiczny, nawozy, globalne dostawy żywności – wszystko jest dotknięte. Międzynarodowa Agencja Energii już ostrzega przed niedoborem paliwa lotniczego w Europie w ciągu kilku tygodni. Niezależnie od tego, czy było to zamierzone, czy nie, konsekwencje te przyspieszają realizację Agendy 2030 – scenariusza Światowego Forum Ekonomicznego „nie mieć nic, być szczęśliwym”.

Corbett zgadza się: Każde wydarzenie, zarówno rzeczywiste, jak i inscenizowane, jest obecnie wykorzystywane jako pretekst do realizacji tej wizji. Podczas gdy COVID przyniósł cyfrowe dowody osobiste i paszporty szczepionkowe, wojna w Iranie stanowi uzasadnienie dla dalszego racjonowania, kontroli i upadku potencjału przemysłowego – rzekomo „dobrego dla środowiska”.

Koń trojański powszechnego dochodu podstawowego (UBI)

Niedawnym przykładem tego technokratycznego nacisku jest debata wokół „Powszechnego Wysokiego Dochodu” (UHI), podsycana tweetem Elona Muska. Maria Z. donosi o agresywnej kampanii internetowej, która przedstawia krytyków jako głupich.

Corbett nazywa Muska „marionetką na arenie międzynarodowej” i wskazuje na historię jego rodziny (jego dziadek był zaangażowany w ruch technokracji). Z ekonomicznego punktu widzenia, UHI to nonsens, ponieważ doprowadziłby do ogromnej inflacji. Co ważniejsze, taki system nigdy nie byłby bezwarunkowy. Waluta cyfrowa, w której byłby wypłacany, jest programowalna. MFW otwarcie rozważał już możliwość zakazania niektórych zakupów (np. amunicji czy mięsa). Powszechny Wysoki Dochód to nic innego jak przynęta, mająca na celu przywiązanie obywateli do państwa cyfrową smyczą.

Dystopijny finał

Rozmowa kulminuje w ponurej wizji technologicznego przełomu. Stoimy u progu bezprecedensowego dobrobytu dla wszystkich. Jednak psychopaci u władzy nie chcą rozkwitającej ludzkości, lecz kontroli nad zasobami i ludźmi. Wraz z postępującą automatyzacją, pracująca populacja stanie się zbędna.

Corbett cytuje dystopijną wizję Aldousa Huxleya (lub „Wehikułu czasu” H.G. Wellsa): Niewielka, technologicznie udoskonalona elita będzie rządzić zamieszkującą jaskinie, podporządkowaną klasą robotniczą – lub po prostu ją zredukuje (depopulacja).

Antidotum: indywidualizm i „linie na piasku”.

Corbett nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, jak uciec od plemiennictwa i mentalności „meczu sportowego” w polityce. Jeśli ludzie są z natury zaprogramowani na ciągłą potrzebę gry zespołowej, gatunek jest skazany na zagładę.

Jego praktyczna rada: Zapisz swoje „granice” (czerwone linie)! Każdy powinien być świadomy tego, czego nigdy by nie zaakceptował – inżynierii genetycznej, chipów mózgowych, cyfrowych identyfikatorów. Ci, którzy wcześniej sami sobie to określili, będą mieli większą odwagę, by powiedzieć „nie” w kluczowym momencie.

Jako przykład podaje zwolenników MAGA: gdyby wcześniej zapisali, że nie poprą Trumpa, gdyby rozpoczął wojnę na Bliskim Wschodzie, mogliby być teraz mniej skłonni do porzucenia swoich zasad.

Maria Z. dodaje: Musimy również opracować plany awaryjne . Jak poradzimy sobie bez cyfrowych dowodów tożsamości? Jak możemy się teraz przygotować na osobiste usługi?

Zbiorowy opór działa tylko na poziomie indywidualnym. Gdyby wszyscy jednogłośnie powiedzieli „nie” podczas pandemii COVID-19, system załamałby się w ciągu kilku dni.

Wniosek

Odcinek kończy się pilnym apelem: Czas ucieka. Technologiczne „ulepszenia” (manipulacja genomem, sztuczna inteligencja, cyfrowe waluty banków centralnych) nie są już tylko wizją przyszłości, ale są już wdrażane. Każdy, kto teraz nie użyje krytycznego osądu, nie wyznaczy czerwonych linii i nie zorganizuje się lokalnie, spędzi następne kilka lat jako zwykły obserwator globalnego spektaklu – aż będzie za późno.

Iran-USA: Załamanie się strategicznego zawieszenia

Iran-USA: Załamanie się strategicznego zawieszenia

Pepe Escobar

Blokada staje się globalna. Następnym przystankiem jest Cieśnina Malakka.

Żadna poważna analiza nie może wziąć pod uwagę umysłowo upośledzonych ludzi wygadujących bzdury o syndykacie Epsteina na temat tego, co dzieje się w korytarzach władzy w Teheranie.

Jakby mieli jakąkolwiek wiedzę.

Nic nie jest „podzielone” (poza być może psychiką pawiana z Barbarii). Istnieją oczywiście różne podejścia koncepcyjne i ożywiona debata publiczna w kraju. Jednak na wysokich szczeblach decyzyjnych cały system jest silnie zjednoczony.

Przede wszystkim, w Iranie to zupełnie nowy system władzy, który przechodzi całkowitą transformację. W jego centrum znajduje się wyłaniający się kwartet skoncentrowany na bezpieczeństwie: szef Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Ahmad Vahidi; przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf; sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Mohammad Zolghadr; oraz sekretarz Rady Doraźnej Mohsen Rezaee.

Ten skoncentrowany na bezpieczeństwie nakaz współistnieje z poprzednim hybrydowym porządkiem, ucieleśnianym przez „reformatorów”, w tym prezydenta Masuda Pezeshkiana i ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghchiego.

Spośród 13 członków Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego tylko dwóch jest „reformatorami”.

A ponad tym wszystkim góruje zdecydowany autorytet przywódcy ajatollaha Modżtaby Chameneiego – tradycyjnie bardzo blisko związanego z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej.

Wszystko to jest niezrozumiałe dla propagandystów z syndykatu Epsteina lub jakiegokolwiek taniego saudyjskiego „eksperta”, który snuje fantazje o „rewolucyjnym zamachu stanu”, za pomocą którego IRGC rzekomo umieściło Ghalibafa, Pezeshkiana i Araghchiego w areszcie domowym.

Zarówno na froncie dyplomatycznym, jak i militarnym, Teheran konsekwentnie i jasno wyrażał swoje stanowisko. Żadnych negocjacji z imperium piractwa w ramach blokady morskiej – co jest w istocie aktem wojny. Żadnych negocjacji, dopóki ich okręty są atakowane – co jest w istocie naruszeniem zawieszenia broni.

Minister spraw zagranicznych Araghchi od razu przeszedł do konkretów. A zatem, raz jeszcze: bez zniesienia blokady morskiej, bez negocjacji.

Iran nie mrugnie okiem. Za wszelką cenę. Odpowiedzialność za zniszczenie światowej gospodarki spoczywa całkowicie na barbarzyńcach.

Nielegalna blokada i koncepcja „nieszkodliwego przepływu”

Strategia negocjacyjna Pawiana Barbarzyńców – zżerana demencją i nienawiścią – opiera się na trzech prymitywnych zasadach: maksymalnej presji; niekończących się terminach; i nieustannych, głośnych groźbach zniszczenia irańskiej infrastruktury.

Przewidując potencjalny atak na Islamabad 2, Teheran zdecydował się zatem na strategiczne milczenie. Teheran całkowicie zignorował barbarzyńskiego pawiana. Całkowicie zdezorientowany, pawian wyraźnie mrugał oczami. Teraz nie wyznacza już żadnych dodatkowych terminów. Nie grozi już zniszczeniem infrastruktury cywilnej. Najważniejsze pytanie brzmi, co stanie się z blokadą morską.

Artykuł 3(c) Rezolucji Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych nr 3314 (Definicja agresji) określa to wprost: „Blokada portów lub wybrzeży jednego państwa przez siły zbrojne innego państwa” jest uważana za akt agresji.

Jest to zatem wyraźne naruszenie zawieszenia broni.

Zupełnie inną historią jest to, co robi Iran, przepływając przez Cieśninę Ormuz.

Iran nie zablokował żadnych portów zagranicznych ani nie nałożył całkowitej blokady. Nałożył jednak opłatę za przepływanie wrogich statków przez cieśninę przebiegającą przez jego wody terytorialne.

Jest to całkowicie legalne w ramach prawa do samoobrony – jako reakcja na jednostronną, nielegalną zbrojną błyskawiczną wojnę przeprowadzoną przez imperialne supermocarstwo.

Co więcej, zgodnie z Konwencją genewską o morzu terytorialnym i strefie przyległej z 1958 r. oraz własnymi przepisami krajowymi (Ustawa o obszarach morskich Islamskiej Republiki Iranu z 1993 r.) Iran konsekwentnie podkreśla, że ​​prawo „nieszkodliwego przepływu” nie dotyczy statków, które zagrażają jego bezpieczeństwu.

Ormuz to definicja strategicznego punktu krytycznego. Przebiega przez irańskie wody terytorialne. Dlatego Teheran ma naturalne, suwerenne prawo do regulowania przepływu statków, które nie są niewinne.

Naturalnie, to imperium chaosu, kłamstw, grabieży i piractwa ignoruje wszelką legalność. Zwłaszcza, że ​​de facto globalna blokada morska już obowiązuje – nałożona na Iran, Rosję, Chiny, a prędzej czy później na każdy inny kraj Globalnego Południa.

Amerykańska blokada niszczy światową gospodarkę

Wojna z Iranem, a teraz blokada morska, to bezwzględny atak na globalną gospodarkę. Globalne zapasy energii spadły już o oszałamiające 60 procent – ​​w niecałe dwa miesiące. Nadchodzące koszmary obejmują zarówno lockdowny i niezliczone odwołania lotów z powodu braku nafty, jak i niedobory żywności przyszłego lata z powodu eksplozji cen nawozów; potencjalne zamieszki żywnościowe; a nawet ewentualne wprowadzenie CBDC w celu racjonowania żywności.

Rocky Horror Show z minuty na minutę nabiera rozpędu. Tankowce dosłownie przestały przepływać przez Cieśninę Ormuz; na dodatek pirackie imperium ostrzeliwuje irańskie okręty 5-calowymi pociskami rakietowymi. Składki ubezpieczeniowe dla tankowców w Zatoce Perskiej wzrosły o oszałamiające 400 procent w ciągu zaledwie jednego tygodnia.

Wygląda na to, że Iran nigdy nie zaakceptuje trwałej blokady morskiej. W związku z tym nastąpi odwet. Niezależnie od tego, co się stanie, cena ropy Brent prawdopodobnie przekroczy 120 dolarów za baryłkę. Podaż nafty znacznie się zmniejszy do końca przyszłego tygodnia. Ceny oleju napędowego i benzyny wzrosną w ciągu dwóch tygodni.

Jesteśmy świadkami tego, jak globalny rynek energii zastyga. Właśnie gdy Iran złagodził system opłat drogowych w cieśninie Ormuz w ramach zawieszenia broni, Barbaria rozpoczęła blokadę morską.

Tak więc to Barbaria jest w trakcie niszczenia światowej gospodarki, ponieważ popyt na sztuczną inteligencję, naftę, olej napędowy, transport morski – wszystkie te sektory są poważnie dotknięte przez unieruchomione tsunami ropy naftowej.

Rozwiązaniem – na chwilę obecną – jest przekierowanie ruchu przez cieśninę Bab al-Mandab, która odpowiada za 12 procent światowego handlu i 10 procent globalnego handlu ropą: jest to jedyne połączenie między Azją, Afryką i Europą przez Kanał Sueski.

Jeśli Ansarallah zamknie Bab al-Mandab w Jemenie, jedyną pozostałą trasą będzie Przylądek Dobrej Nadziei: nawet dwa dodatkowe tygodnie na morzu, do tego dochodzą rosnące koszty transportu.

Wszystkie główne szlaki morskie działają na granicy przepustowości. Blokada morska Barbarii obejmuje już INDOPACOM. Nawet ta hollywoodzka produkcja nie wystarczy, by odciąć irański eksport. Barbaria musiałaby śledzić każdy tankowiec w tajnej flocie, w tym te z Iraku, i nałożyć dodatkowe, surowe sankcje na Malezję i Chiny.

Pekin jak dotąd milczał. Nie zajęto oficjalnego stanowiska, poza ogólnymi apelami o otwarcie Cieśniny Ormuz. Ale prędzej czy później smok mógłby przeskoczyć przez płot i interweniować w konflikcie, być może wysyłając grupę operacyjną do Azji Zachodniej.

Wenezuela. Iran. Blokada staje się globalna. Następnym przystankiem jest Cieśnina Malakka.

Ta strategiczna niepewność nie może trwać wiecznie. Gra Barbarii sprowadza się do powrotu do status quo sprzed wojny: Iran pod maksymalną presją ekonomiczną i ciągłym zagrożeniem powrotu wojny.

Powtórzmy: nawet gdy Teheran zadał Waszyngtonowi druzgocącą strategiczną klęskę, wbrew wszelkim oczekiwaniom, konsekwentnie domagał się całkowitego zakończenia wojny, a nie tej zamrożonej, zawieszonej w czasie sytuacji.

Cała planeta zobaczyła na własne oczy, jak suwerenny opór potrafi przeciwstawić się imperium po 47 latach niszczycielskich sankcji i za straszliwą cenę.

Niezwykle kruche zawieszenie broni nie utrzyma się. Krok w kierunku przełamania blokady Barbarii jest niemal nieunikniony – na przykład, jeśli zostanie zajęty zbyt wiele irańskich statków. Lista celów została już ogłoszona: rurociąg Janbu w Arabii Saudyjskiej, który omija cieśninę Ormuz; terminal w Fudżajrze w Zjednoczonych Emiratach Arabskich; oraz zamknięcie cieśniny Bab al-Mandab. To natychmiast zmniejszyłoby ponad 32 procent światowych dostaw ropy naftowej.

A za to wszystko będzie odpowiadać imperium piractwa.

Źródło: Iran-USA: Strategiczny kryzys

Za plecami Trumpa: Palantir i architektura techno-władzy

Za plecami Trumpa: Palantir i architektura techno-władzy

Date: 21 aprile 2026 Author: Uczta Baltazara

Aleksandr Dugin babylonianempire/za-plecami-trumpa-palantir-i-architektura-technowladzy

Manifest Palantiru jest o wiele ważniejszy od Trumpa. Trump to nieistotny pionek na poważnej szachownicy. Jego rolą jest całkowite zniszczenie. To etap przygotowań. Palantir to znacznie poważniejsza sprawa. To plan mający na celu zabezpieczenie słabnącej dominacji Zachodu za pomocą radykalnych środków.

Manifest Palantiru (przetłumaczony poniżej) to plan zachodniego techno-faszyzmu. Wyższość rasy białej oparta na technologii. Żadnego antysemityzmu, żadnej świętości, żadnego socjalizmu z epoki historycznego faszyzmu. Tym razem czysty kapitalizm, przyjazny Żydom, świecki, materialistyczny. Anglo. Posthumanistyczny.

Manifest Palantiru. Nie-liberalny, antyhumanistyczny, post-globalistyczny. Technopaństwo globalnego Zachodu jako biegun hegemoniczny. Jednobiegunowość, rasizm technologiczny, indywidualizm. Styl Epsteina. Wystarczająco kompatybilny z izraelizmem (definicja Tuckera Carlsona). Absolutnie odrażający. Antychryst.

Manifest Palantiru. „Czysty” satanizm.

Ayn Rand.wikipedia.org/wiki/Ayn_Rand. Logiczna konsekwencja epoki kapitalizmu. Prawdziwy koniec historii bez liberalnych okularów. Całkiem kompatybilny z degeneracyjnym mechanizmem zapadkowym en.wikipedia.org/wiki/Muller oraz „Fanged Noumen” en.wikipedia.org/wiki/Fanged_Noumena. Całkowicie nie do pogodzenia z wielobiegunowością i Czwartą Teorią Polityczną.

Manifest Palantiru: Faktyczna agenda prezydentury Trumpa. Niezależnie od tego, że sam Trump jest wykorzystywany i nadużywany przez siły znacznie bardziej poważne i autonomiczne.

Manifest Palantiru i Izrael. Niektóre punkty wspólne, niektóre rozbieżności. Tech bros mogą z łatwością poświęcić Żydów na drodze do pożądanego stanu rzeczy. A może nie?

Dziadek Petera Thiela nie miałby nic przeciwko utracie Żydów w drodze do globalnego świata techno-faszystowskiego, za którym opowiada się jego wnuk. Tak przypuszczam. Ale nie jestem tego pewien.

Ludzie z Palantiru (techno-faszyści) muszą walczyć z liberalnymi globalistami, zwolennikami wielobiegunowości, tradycjonalistami i narodowymi populistami. Moim zdaniem to zbyt wiele.

Idea wyzwolenia Niemiec i Japonii spod amerykańskiego liberalnego jarzma to czysty faszyzm. Ale w tym przypadku ma to uzasadnienie w skrajnej konieczności obrony Zachodu jako takiego. Jakiego Zachodu? Mniej więcej w ujęciu Jüngera. Technika jako przeznaczenie. Mam na myśli Ernsta, a nie Friedricha Georga. en.wikipedia.org/wiki/Ernst

Streamowanie i selfie to operacje psychologiczne mające na celu przyzwyczajenie ludzi do ciągłej obserwacji. Taka była strategia firmy Palantir od samego początku.

Technofaszyzm zyskuje na sile. Maski opadły. Palantir otwarcie mówi o swoich planach. Oznacza to, że firma ta osiągnęła już znaczące pozycje w strukturach rządzących światem.

INFO: alexanderdugin/beyond-trump-palantir-and-the-architecture

===========================================================

Manifest Palantiru: «Republika Technologiczna» w skrócie

1. Dolina Krzemowa ma moralny dług wobec kraju, który umożliwił jej rozwój. Elita inżynierów z Doliny Krzemowej ma wyraźny obowiązek uczestniczyć w obronie narodu.

2. Musimy zbuntować się przeciwko tyranii aplikacji. Czy iPhone jest naszym największym osiągnięciem twórczym, jeśli nie ukoronowaniem naszej cywilizacji? To urządzenie zmieniło nasze życie, ale obecnie może również ograniczać i krępować nasze poczucie możliwości.

3. Darmowa poczta elektroniczna to za mało. Dekadencja kultury lub cywilizacji, a także jej klasy rządzącej, zostanie wybaczona tylko wtedy, gdy kultura ta będzie w stanie zapewnić społeczeństwu wzrost gospodarczy i bezpieczeństwo.

4. Ograniczenia „miękkiej siły”, czyli samej tylko wzniosłej retoryki, zostały ujawnione. Zdolność wolnych i demokratycznych społeczeństw do zwycięstwa wymaga czegoś więcej niż tylko moralnego apelu. Wymaga „twardej siły”, a w tym stuleciu „twarda siła” będzie opierać się na oprogramowaniu.

5. Pytanie nie brzmi, czy broń oparta na sztucznej inteligencji zostanie stworzona, ale kto ją stworzy i w jakim celu. Nasi adwersarze nie będą się zatrzymywać, by oddawać się teatralnym debatom na temat zalet rozwijania technologii o kluczowym znaczeniu dla wojska i bezpieczeństwa narodowego. Pójdą dalej.

6. Służba wojskowa powinna być powszechnym obowiązkiem. Jako społeczeństwo powinniśmy poważnie rozważyć odejście od armii złożonej wyłącznie z ochotników i stoczyć kolejną wojnę tylko wtedy, gdy wszyscy będą dzielić ryzyko i koszty.

7. Jeśli żołnierz piechoty morskiej USA prosi o lepszy karabin, powinniśmy go skonstruować; to samo dotyczy oprogramowania. Jako kraj powinniśmy być w stanie kontynuować debatę na temat zasadności działań wojskowych za granicą, pozostając jednocześnie niezachwiani w naszym zaangażowaniu wobec tych, których poprosiliśmy o narażenie się na niebezpieczeństwo.

8. Urzędnicy państwowi nie powinni być naszymi kapłanami. Każda firma, która opłaca swoich pracowników tak, jak rząd federalny opłaca urzędników państwowych, miałaby trudności z przetrwaniem.

9. Powinniśmy okazywać znacznie więcej wyrozumiałości wobec tych, którzy wystawili się na publiczne życie. Wyeliminowanie jakiejkolwiek przestrzeni na przebaczenie – odrzucenie wszelkiej tolerancji dla złożoności i sprzeczności ludzkiej psychiki – może sprawić, że u steru znajdą się osoby, których obecności będziemy z czasem żałować.

10. Psychologizacja współczesnej polityki sprowadza nas na manowce. Ci, którzy oczekują od areny politycznej pokarmu dla duszy i sensu istnienia, którzy zbytnio polegają na tym, że ich życie wewnętrzne znajdzie wyraz w ludziach, których być może nigdy nie spotkają, będą rozczarowani.

11. Nasze społeczeństwo stało się zbyt chętne do przyspieszania upadku swoich wrogów i często się z tego cieszy. Pokonanie przeciwnika to moment, w którym należy się zatrzymać, a nie radować.

12. Era atomowa dobiega końca. Kończy się jedna era odstraszania, era atomowa, a wkrótce rozpocznie się nowa era odstraszania oparta na sztucznej inteligencji.

13. Żadne inne państwo w historii świata nie promowało postępowych wartości bardziej niż to. Stany Zjednoczone są dalekie od doskonałości. Łatwo jednak zapomnieć, o ile więcej możliwości istnieje w tym kraju dla tych, którzy nie należą do dziedzicznych elit, niż w jakimkolwiek innym państwie na świecie.

14. Potęga Ameryki umożliwiła niezwykle długi okres pokoju. Zbyt wielu zapomniało lub być może uznaje za coś oczywistego, że od prawie stu lat na świecie panuje pewna forma pokoju, bez konfliktów zbrojnych między mocarstwami. Co najmniej trzy pokolenia – miliardy ludzi, ich dzieci, a teraz także wnuki – nigdy nie zaznały wojny światowej.

15. Należy znieść powojenne ograniczenia nałożone na Niemcy i Japonię. Osłabienie Niemiec było nadmierną korektą, za którą Europa płaci obecnie wysoką cenę. Podobne i wysoce teatralne zaangażowanie w japoński pacyfizm, jeśli zostanie utrzymane, również zagrozi zmianą równowagi sił w Azji.

16. Powinniśmy pochwalić tych, którzy próbują budować tam, gdzie rynek zawiódł. Kultura niemal szydzi z zainteresowania Muska wielką narracją, jakby miliarderzy powinni po prostu trzymać się swojej drogi wzbogacania się… Każda ciekawość lub autentyczne zainteresowanie wartością tego, co stworzył, jest zasadniczo odrzucane, lub może ukrywane pod cienką zasłoną pogardy.

17. Dolina Krzemowa musi odegrać swoją rolę w walce z przestępczością z użyciem przemocy. Wielu polityków w całych Stanach Zjednoczonych zasadniczo wzrusza ramionami w obliczu przestępczości z użyciem przemocy, rezygnując z jakichkolwiek poważnych wysiłków zmierzających do rozwiązania tego problemu lub podjęcia jakiegokolwiek ryzyka wobec swoich wyborców lub darczyńców przy opracowywaniu rozwiązań i eksperymentów w ramach tego, co powinno być desperacką próbą ratowania życia.

18. Bezlitosne ujawnianie życia prywatnego osób publicznych odstrasza zbyt wiele utalentowanych osób od pracy w służbie rządowej. Sfera publiczna – oraz płytkie i małostkowe ataki na tych, którzy odważają się robić coś innego niż wzbogacanie się – stała się tak bezlitosna, że republika pozostaje z długą listą nieefektywnych, pustych osób, których ambicje można by wybaczyć, gdyby kryła się za nimi jakakolwiek autentyczna struktura przekonań.

19. Ostrożność w życiu publicznym, do której nieświadomie zachęcamy, ma destrukcyjny wpływ. Ci, którzy nie mówią nic niewłaściwego, często w ogóle nic nie mówią.

20. Należy przeciwstawiać się powszechnej w niektórych kręgach nietolerancji wobec przekonań religijnych. Nietolerancja elit wobec przekonań religijnych jest być może jednym z najbardziej wymownych znaków, że ich projekt polityczny stanowi ruch intelektualny mniej otwarty, niż twierdzi wielu jego członków.

21. Niektóre kultury dokonały istotnych postępów; inne pozostają dysfunkcyjne i regresywne. Wszystkie kultury są teraz równe. Krytyka i osądy wartościujące są zabronione. Jednak ten nowy dogmat pomija fakt, że niektóre kultury, a nawet subkultury… dokonały rzeczy niezwykłych. Inne okazały się przeciętne, a co gorsza, regresywne i szkodliwe.

22. Musimy oprzeć się płytkiej pokusie pustego i pozbawionego treści pluralizmu. My, w Ameryce, a szerzej rzecz biorąc na Zachodzie, przez ostatnie pół wieku unikaliśmy definiowania kultur narodowych w imię inkluzywności. Ale inkluzywności w stosunku do czego?

Fragmenty bestsellera nr 1 według listy „New York Timesa” pt. „The Technological Republic: Hard Power, Soft Belief, and the Future of the West” autorstwa Alexandra C. Karpa i Nicholasa W. Zamiski

https://en.wikipedia.org/wiki/Alex_Karp

https://nicholaszamiska.com/

INFO: https://x.com/PalantirTech

Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa

Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa

Zygmunt Białas zygmuntbialas/niebezpieczny-przypadek-donalda-trumpa

W półgodzinnym wywiadzie Piotra Szlachtowicza przeprowadzonym z dr. Leszkiem Sykulskim dominują dwa uzupełniające się tematy: 1) samowolne i szaleńcze działania Donalda Trumpa oraz 2) polityka rządzących III RP w obliczu narastających zagrożeń:

Stany Zjednoczone dążą do kontroli ‚wąskich gardeł’  strategicznych w celu utrzymania dominacji gospodarczej i w tym celu wraz z Izraelem zaatakowały Iran  – mówi Leszek Sykulski. – Iran broni swej suwerenności i ogłasza, że nie pójdzie na żaden kompromis. We wtorek czyli dzisiaj upływa termin zawieszenia broni. Mogą nastąpić działania wojenne, Amerykanie zgromadzili przez ostatnie dwa tygodnie całkiem spore siły. Może też dojść do wydłużenia zawieszenia na kolejne 14 dni.

Trump nie osiągnął nic, koszty tej agresji poniesione przez USA przekraczają 45 miliardów dolarów. Teraz nie wie prezydent, jak ‚z twarzą’  wycofać się z tej wojny. A trzeba skończyć tę awanturę, bo jak długo można oszukiwać rynki albo je uspokajać kolejnymi zapowiedziami rozejmu. Materialne i polityczne straty USA są ogromne: armia ‚pozbyła się’  znacznej ilości broni, Chiny powołujące się na obowiązek przestrzegania prawa międzynarodowego usztywniły swe stanowisko, a mają w Pekinie sporo ‚kart w ręku’.

Wojna w Zatoce Perskiej obnażyła iluzję amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Okazało się, że na pomoc Waszyngtonu mogą liczyć tylko żydzi. No i szykuje się na Bliskim Wschodzie konflikt turecko-izraelski. Amerykanie nie mają pomysłu, jak załagodzić ten spór.

Również w Europie Środkowej nie ma spokoju. Kraje bałtyckie, tj. Litwa, Łotwa i Estonia, prowadzą konfrontacyjną politykę wobec Rosji, m.in. nie respektując praw mniejszości rosyjskiej mieszkającej w tych państwach. W pewnym momencie będzie musiała Moskwa interweniować.

Rosyjska Duma przyjęła ostatnio ustawę nadającą prezydentowi dodatkowe uprawnienia związana z wysyłaniem sił zbrojnych poza granicę państwa w celu obrony praw obywateli Rosji, którzy zostali zatrzymani niesłusznie w obcym państwie. Kontekst jest oczywisty – zatrzymanie w Polsce pod naciskiem Kijowa archeologa prof. Aleksandra Butiagina i trzymanie go od ponad czterech miesięcy w areszcie.

Niepokojące informacje nadeszły m.in. ze szwedzkiego Ministerstwa Obrony o tym, że rząd polski zawarł porozumienie o współpracy przy ewakuacji ludności cywilnej w przypadku wybuchu wojny. To jest coś niewyobrażalnego – mówi L. Sykulski – nie jesteśmy informowani przez własny rząd w sprawach najistotniejszych. Podobnie przypadkiem dowiadujemy się od ukraińskiego ministra, że przekazaliśmy kijowskiemu reżimowi pociski do systemów Patriot. Tak więc dalej rozbrajamy się na rzecz Ukrainy.

„Wojna z Rosją już się toczy” – powiedział niedawno płk Maciej Zaborowski, oficer pełniący służbę w strukturach NATO. I mamy jeszcze jedną przypadkiem zdobytą informację o tym, że w tym roku będą masowo powoływani kierowcy ciężarówek i autobusów na ćwiczenia wojskowe. Tak więc firmy transportowe muszą liczyć się z dalszą zapaścią finansową.

„Gdzie mamy być ewakuowani?! Do Niemiec?! Z czym na Rosję? Z gołymi rękami?” – pyta P. Szlachtowicz. – L. Sykulski przedstawia na to ponury obraz: armia polska liczy na papierze 217 tysięcy żołnierzy, ale na pierwszej linii frontu może walczyć 65 – 75 tysłęcy. Z tym na Rosję?! – Szaleństwo!

Łączy się to z szaleństwem US-prezydenta. Czy można się było spodziewać, że nastąpi taki ‚kaliber odjazdu’? – Mówi dr Sykulski, że wskazywał na niepojące sygnały w czasie pierwszej kadencji Trumpa. Wspomniał o przemilczanej książce zatytułowanej ‚Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa’, w której 27 psychologów i psychiatrów stwierdziło chorobę nazywaną narcyzmem złośliwym.

Od 2024 roku nasiliły się objawy: mania wielkości, fantazje o nieograniczonej władzy, przekonanie o własnej wyjątkowości, instrumentalne traktowanie ludzi.

Napisał: Zygmunt Białas

Rabunek dziedzictwa światowego

Rabunek dziedzictwa światowego

Autor artykułu Marek Wójcik 21. kwietnia 2026

Na początek małe porównanie. Uczyliśmy się na lekcjach historii o mongolskim władcy z przełomu XII i XIII wieku. Okrutnym zdobywcy połowy świata Dżingis Chanie. Przez jego wojny zginęło wtedy 40 milionów ludzi, czyli 11,11% całej ówczesnej znanej populacji. Zadałem dzisiaj googlowskiej ćwierć inteligencji pytanie: Jak traktował Dżngis Chan posłańców? Odpowiedź mocno mnie zaskoczyła:

Dżingis Chan traktował posłańców z najwyższym szacunkiem, a ich ochrona była fundamentalną zasadą mongolskiego prawa i strategii. Poniżej przedstawiono kluczowe aspekty tego zagadnienia:

  • Absolutna nietykalność: Zabicie posłańca (ambasadora) było uważane za jeden z największych aktów wrogości, co zazwyczaj skutkowało bezwzględną zemstą i totalnym zniszczeniem państwa, które dopuściło się takiego czynu;
  • System Jam (Jaam): Dżingis Chan stworzył sprawny system kurierski (Jam), który umożliwiał posłańcom szybkie podróżowanie po imperium. Mieli oni dostęp do świeżych koni i prowiantu w specjalnych stacjach, co gwarantowało sprawny przepływ informacji;
  • Wysoki status i ochrona: Posłańcy reprezentujący Chana byli nietykalni, a ich bezpieczeństwo było priorytetem. Dzięki temu Mongołowie zyskali reputację surowych, ale dbających o komunikację władców;
  • Konsekwencje naruszenia zasad: Najbardziej znanym przykładem jest Imperium Chorezmijskie, które zginęło, ponieważ jego władca zabił mongolskich posłańców. To wydarzenie wywołało brutalną inwazję i rzeź państwa przez armię Dżingis Chana.

======================================================

Na podobne pytanie dotyczące Izraela otrzymałem następującą odpowiedź:

  • Ataki na negocjatorów: We wrześniu 2025 r. media informowały o śmierci głównego negocjatora Hamasu w wyniku izraelskiego ataku w Dosze (Katar);
  • Działania w Katarze: Izrael prowadził operacje w Katarze, gdzie przebywali polityczni liderzy Hamasu, mimo że Katar wraz z USA i Egiptem pełnił funkcję mediatora;
  • Reakcja mediatorów: Emir Kataru, Sani, publicznie pytał, jak negocjacje mogą być prowadzone, gdy Izrael zabija negocjatorów strony przeciwnej;
  • Stanowisko Izraela: Izrael deklaruje dążenie do zniszczenia struktur Hamasu, uznając jego liderów za cele wojskowe, nawet jeśli uczestniczą oni w rozmowach.

Żeby było ciekawiej, dodam, że Hamas powstał z inicjatywy Izraela, aby osłabić PLO – Organizację wyzwolenia Palestyny Jassera Arafata.

Więcej na ten temat napisałem w artykule: Kto strzelał?

Dzisiaj chętnie używane jest określenie „mroki średniowiecza”. Jaki predykat otrzymają w przyszłości mroczne czasy pierwszej połowy XXI wieku?

Dystopia, krajobraz Trzeciego Świata. To jest to, co zrobili z Europą globaliści.
To jest to, co Starmer, ale nie tylko on, zrobił ze swoim krajem – film pokazuje Londyn, stolicę (niegdyś) Wielkiej Brytanii…
Źródło:
Telegram 19.04.2026 r. 11:33.

Ten film dotyczy światowego dziedzictwa i pokazuje kierunek, w jakim zmierzają globalistyczne pasożyty, by obrabować nasz glob z resztek, tego, co zostało po tysiącletnich zmaganiach naszej cywilizacji.

Podczas gdy UNESCO promuje pokój, ochronę kultury, środowiska i klimatu, a także edukację, w jej imieniu popełniane są nadużycia, kradzieże oraz niszczenie środowiska i kultury. Kto tak naprawdę stoi za UNESCO? Kto je finansuje i kto ma wpływ na tę potężną instytucję Organizacji Narodów Zjednoczonych? Raport śledczy z okazji Międzynarodowego Dnia Ochrony Zabytków, obchodzonego 18 kwietnia. Źródło.

Źródło.

Kiedy ponad trzydzieści lat temu podjąłem współpracę z wiedeńską filią ONZ, a dokładnie UNOV (Biuro Narodów Zjednoczonych w Wiedniu), miałem wtedy bardzo wyidealizowane, ponieważ ukształtowane przez media, pojęcie o prawdziwej naturze ONZ.

Od kiedy w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku radykalnie skończyłem z oglądaniem telewizji, co trwa do dzisiaj, stałem się znacznie mniej podatny na działanie zachodniej propagandy, o której większość mieszkańców tzw. Zachodu nie ma po prostu pojęcia. Podjęte przeze mnie od tego czasu działania dotarcia do ukrywanej wiedzy i samodzielne zdobywanie informacji o bardziej zbliżonych do prawdy treściach, zaowocowały sześć lat temu powstaniem tego właśnie blogu.

Cóż możemy w tak trudnej sytuacji zrobić? Zamiast niepotrzebnie zadręczać się sprawami, na które nie mamy wpływu, po prostu cieszmy się życiem.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Z Białego Domu: Biden przygotowywał się do zbombardowania Iranu, jeśli zostanie ponownie wybrany

Caitlin Johnstone

Urzędnik Bidena: Biden przygotowywał się do zbombardowania Iranu, jeśli zostanie ponownie wybrany

Te posunięcia zaplanowano lata wcześniej i zostałyby wdrożone niezależnie od tego, jaka bezsilna marionetka zostałaby akurat wprowadzona do władzy w styczniu 2025 r. 

Caitlin Johnstone 21 kwietnia 2026 r. caitlinjohnstone/biden-was-preparing-to-bomb-iran-if-re-elected

Były starszy doradca Bidena, Amos Hochstein, powiedział w wywiadzie udzielonym w niedzielę , że administracja Bidena przygotowywała się do zbombardowania Iranu, gdyby wygrali reelekcję w 2024 roku.

Margaret Brennan z Face the Nation zapytała Hochsteina : „W lipcu 2024 roku sekretarz Blinken twierdził, że Iran za tydzień lub dwa będzie miał wystarczającą zdolność do produkcji broni rozszczepialnej, aby ją w końcu stworzyć, gdyby Iran się na to zdecydował. Administracja Bidena prowadziła pośrednie negocjacje, ale nie przyniosły one żadnych rezultatów. Kiedy więc prezydent Trump twierdzi, że zrobił to, czego nie zrobiłby żaden inny prezydent, czy to po prostu dlatego, że rachunek był już pod przymusem i został przedłużony za jego kadencji?”

„Myślę, że jest w tym pewien element i dlatego poparłem prezydenta Trumpa, który w czerwcu dołączył do akcji, by podjąć działania, które – jak myśleliśmy w administracji Bidena – moglibyśmy podjąć, gdyby miała być druga kadencja” – odpowiedział Hochstein. „Myśleliśmy, że wiosną, latem 2025 roku prawdopodobnie będziemy musieli być w tym samym miejscu. I tak się stało, przeprowadziliśmy ćwiczenia wojenne. Przeprowadziliśmy kilka prób, jak to będzie wyglądać, ponieważ to również mogło się odbyć pod naszym nadzorem”.

Dla porządku dodam, że Hochstein to urodzony w Izraelu weteran Sił Obronnych Izraela , który według doniesień odegrał kluczową rolę w tym, jak administracja Bidena zachęcała Izrael do straszliwego bombardowania Libanu we wrześniu 2024 roku. Jego narracja, że ​​atak na irańskie obiekty nuklearne „mógł się wydarzyć” w ramach teoretycznej drugiej kadencji Bidena, jest fałszywa.

W marcu ubiegłego roku szefowa amerykańskiego wywiadu Tulsi Gabbard zeznała przed Kongresem , że społeczność wywiadowcza „nadal uważa, że ​​Iran nie buduje broni jądrowej, a najwyższy przywódca Chomeini nie zatwierdził programu zbrojeń jądrowych, który zawiesił w 2003 r.”, co przeczy zarówno twierdzeniom prezydenta Trumpa, jak i Antony’ego Blinkena złożonym rok wcześniej.

Ale nawet jeśli przyjmiemy, że Iran stanowił zagrożenie nuklearne, nic nie stało na przeszkodzie, by administracja Bidena po prostu wznowiła umowę nuklearną, którą administracja Obamy zawarła z Teheranem w 2015 roku. JCPOA funkcjonowało dobrze, dopóki obowiązywało; każdy, kto twierdzi inaczej, jest kłamliwym podżegaczem wojennym. Trump i jego współpracownicy podpalili JCPOA w 2018 roku, ponieważ stanowiło ono główną przeszkodę uniemożliwiającą im wojnę z Iranem, a administracja Bidena odmówiła cofnięcia tego kroku, ponieważ również pragnęła wojny.