Zbrodnia w Janowej Dolinie

https://www.bibula.com/?p=133569

79 lat temu w miejscowości Janowa Dolina na Wołyniu miał miejsce jeden z najbardziej krwawych epizodów ludobójstwa dokonanego przez siepaczy z UPA i ich pomagierów na ludności polskiej.

W nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek (22-23 kwietnia) 1943 roku sotnia UPA pod dowództwem Iwana Łytwyńczuka ps. „Dubowyj” wymordowała, wykazując się przy tym szczególnym okrucieństwem ok. 600 polskich mieszkańców wspomnianego osiedla.

Napad rozpoczęto ok. północy 22 kwietnia, kiedy to mordercy z UPA ostrzelali z broni maszynowej zabudowania miejscowości. Następnie rozpoczęto podpalanie kolejnych domostw. Ratujących się ucieczką Polaków mordowano przy pomocy siekier, wideł i noży. Według relacji świadków szczególną uciechę ukraińskim zwyrodnialcom sprawiało nabijanie polskich dzieci na pal lub podpalanie żywcem, po uprzednim „zawinięciu” w słomiane snopki. Ukraińscy zwyrodnialcy nie oszczędzili również miejscowego szpitala, paląc żywcem rannych i chorych, a personel medyczny mordując w bestialski sposób przy pomocy narzędzi gospodarskich. Z rzezi uratowała się część mieszkańców, która znalazła schronienie w miejscowym niemieckim garnizonie.

Do dnia dzisiejszego pamięć pomordowanych w Janowej Dolinie Polaków nie została należycie uczczona. Choć w miejscu zbrodni rodziny pomordowanych ufundowały pamiątkowy pomnik, to w ostatniej chwili jego ukraiński wykonawca usunął bez wiedzy zamawiających datę „23 kwietnia 1943 roku” pozostawiając tylko napis „Pamięci Polaków z Janowej Doliny”. W trakcie odsłaniania pomnika , w dniu 18 kwietnia 1998 roku protestowała kilkudziesięcioosobowa grupa Ukraińców, trzymających w dłoniach antypolskie transparenty i wznosząc okrzyki: „precz stąd polscy okupanci”, „precz ss- mańskie sługusy”.

W kolejnych latach w Janowej Dolinie (obecnie miejscowość Bazaltowe) postawiono tablicę „upamiętniającą”, „akcję bojową” oddziału UPA, który 22 kwietnia 1943 roku miał zlikwidować „bazę polsko- niemieckich okupantów Wołynia”.

Pamiętajmy o ofiarach w Janowej Doliny i innych pomordowanych Polakach na wschodnich kresach RP, szczególnie dziś, gdy nasz naród w geście iście boskiego miłosierdzia otwiera szeroko ramiona dla ukraińskich uchodźców, niepomny krzywd, wyrządzonych na wielką skalę własnym rodakom.

dr Jacek Misztal

Za: Myśl Polska (25-04-2022) | https://myslpolska.info/2022/04/25/zbrodnia-w-janowej-dolinie/

Wesprzyj naszą działalność

Czy Ukraińcy świadomie narażają życie swych kobiet i dzieci?

Przerwa świąteczna na „wojnie”, a po świętach wnioski o 500+

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/przerwa-swiateczna-na-wojnie-a-po-swietach-wnioski-o-500/

Skłamałbym albo okazał się ignorantem, gdybym napisał, że to pierwszy taki cudowny przypadek w historii konfliktów zbrojnych, w którym dochodzi do spektakularnego zawieszenia broni. Takie rzeczy się zdarzały, a najbardziej niesamowity był „Rozejm bożonarodzeniowy” w czasie I Wojny Światowej. Rzecz miała miejsce w 1914 roku, żołnierze niemieccy i alianci doprowadzili do rozejmu poprzez wspólne śpiewanie kolęd, dekorowanie okopów i wymianę prezentów „pod choinkę”. Alianci wyszli na tym znacznie lepiej, dostali od Niemców beczkę piwa, z kolei biedni Niemcy musieli się zadowolić śliwkowym puddingiem, co powinno być uznane za zbrodnię wojenną. Żołnierze rozegrali też mecz piłkarski i nie muszę chyba pisać, że jak zawsze wygrali Niemcy, jednak dla historycznej ścisłości podam wynik – 3:2. O niesamowitych wyczynach obu armii dowiedziało się dowództwo i rozkazało przerwać rozejm, ale pomimo rozkazu w okresie świątecznym nikt nie zaczął strzelać.

Historia ludzkości zawiera wiele nieprawdopodobnych wydarzeń, które obrosły legendami, ale czegoś takiego, co obserwujemy na granicy ukraińskiej dotąd świat nie widział. Jako Polacy mamy szczególną wiedzę i doświadczenie z ukraińskimi uchodźcami, których do Polski dotarło prawie 3 miliony. Nasz rząd okazał się wyjątkowo empatyczny i hojny, nie tylko zadeklarował, że przyjmie każdą liczbę uchodźców, ale głośno zaapelował, aby nie wprowadzać żadnej dyslokacji. Dodatkowo dla uchodźców stworzono cały system przywilejów i zachęt do pozostania na terenie Polski, jakich nie ma nigdzie na świecie.

Ukraińcy otrzymali więcej niż obywatele Polski, na przykład darmową komunikację publiczną, z drugiej strony korzystają z polskich systemów socjalnych i opieki zdrowotnej nie płacąc żadnych składek i podatków. Naturalnie każdy uchodźca ma zapewniony wikt i opierunek, na co również nie musi wydawać ani jednej złotówki, czy dolara. Fenomenalne warunki bytowe dla uchodźców to część wielopiętrowej strategii polskiego rządu. W końcowym efekcie Polska ma sobie poradzić z niżem demograficznym i deficytem na rynku pracy, a wszystko to razem będzie potężnym zastrzykiem dla naszej gospodarki.

Tak wygląda pierwsza część surrealizmu, jaki się odgrywa na polskiej ziemi, w drugiej części tysiące Ukraińców wsiadły w samochodów i pojechały w stronę granicy, ale nie po to żeby wjechać do Polski, tylko po to, żeby wjechać na Ukrainę. Dzieje się to w czasie, gdy wszystkie media i Internet pokazują coraz bardziej brutalne obrazy z konfliktu zbrojnego. Nie sposób tych przekazów nie zauważyć, podawane są codziennie, żeby nie powiedzieć co godzinę. W jaki sposób w takim razie wytłumaczyć to fenomenalne zjawisko na polskiej granicy?

Czy Ukraińcy świadomie narażają życie, w dodatku kobiet i dzieci, wszak mamy do czynienia z najbardziej brutalną wojną od czasów II Wojny Światowej, czy może przekaz medialny nie ma nic wspólnego z rzeczywistością? Chciałbym uczciwie odpowiedzieć na główne pytanie, dlatego zacznę od pytania pomocniczego. Do kogo to kobiety i dzieci jadą? Proste pytanie, prawda? Pewnie, że do rodzin, dokładniej do ojców i mężów, którzy na Ukrainie pozostali. Jeszcze jedno pytanie pomocnicze. Czy dorośli mężczyźni, ojcowie i mężowie, są na tyle nieodpowiedzialni i wręcz szaleni, aby sprowadzać swoje żony i dzieci do piekła wojny? Nie podejrzewam ich o to, na pewno nie w takiej skali.

Trzeba poszukać innego wytłumaczenia i ono w zasadzie już zostało ujawnione. Medialny obraz „wojny” ma się nijak do rzeczywistego obrazu życia na Ukrainie. Na ponad 90% obszaru Ukrainy po prostu nie ma żadnej wojny i nawet walki w Donbasie przycichły. Trudno się w takiej sytuacji dziwić, że ukraińskie żony i dzieci, które nie muszą w Polsce martwić się o cokolwiek, dysponują odpowiednimi środkami i mogą sobie pozwolić na świąteczny wyjazd. Wypadałoby na końcu zdać jeszcze jedno pytanie, czy te rodziny nie powinny na Ukrainie pozostać, skoro nic im już nie zagraża? Zrobiło się bardzo naiwnie, wręcz prowokująco, bo kto zna frajera, który pójdzie do pracy za dwa dolary na godzinę, gdy w Polsce ma wszystko za darmo, plus kieszonkowe w postaci 500+.

Tłoczno na lotnisku pod Rzeszowem. Ciężkie samoloty transportowe US Air Force przywożą haubice dla Kijowa.

Tłoczno na lotnisku pod Rzeszowem. Od rana ciężkie samoloty transportowe US Air Force lądują w Polsce

https://nczas.com/2022/04/24/tloczno-na-lotnisku-pod-rzeszowem-od-rana-ciezkie-samoloty-transportowe-us-air-force-laduja-w-polsce/

Co najmniej sześć amerykańskich ciężkich samolotów transportowych przyleciało do Polski w niedzielę – wynika z danych lotniczych.

Na podrzeszowskim lotnisku wylądowały dwa wojskowe samoloty transportowe US ​​Air Force C-17A Globemaster mogące przewozić do 77,5 tony ładunku oraz samoloty Boeing 747 amerykańskich firm transportowych.

Transport wojskowy US Army na lotnisku w Rzeszowie. Zdjęcie ilustracyjne. Foto: US Army

Odnotowano również przylot samolotu C-17A z Wielkiej Brytanii.

W piątek i sobotę do Rzeszowa przyleciały trzy samoloty C-17A Globemasters amerykańskich sił powietrznych.

21 kwietnia prezydent USA Joe Biden poinformował o przyznaniu Ukrainie nowego pakietu pomocy o wartości 800 mln USD , w ramach którego zostanie dostarczonych m.in. 121 taktycznych dronów szturmowych Phoenix Ghost oraz 72 haubice M777 155 mm i 144 tys. pocisków.

Pentagon poinformował w czwartek, że transfer broni dla Ukrainy do Europy z kontynentalnych Stanów Zjednoczonych rozpocznie się w ciągu najbliższych 24-48 godzin.

Wcześniej Stany Zjednoczone w ramach poprzedniego pakietu pomocy wojskowej dla Ukrainy przekazały już Europie do Europy 18 155-mm haubic i 40 tysięcy pocisków.

Według Pentagonu wszystkie 90 haubic dostarczonych na Ukrainę pozwoli Siłom Zbrojnym Ukrainy na utworzenie pięciu batalionów artylerii.

Według szacunków łączna kwota pomocy wojskowej Waszyngtonu dla Kijowa sięga obecnie 3,4 mld USD.

Dzisiaj stolicę Ukrainy odwiedzą sekretarz stanu USA Antony Blinken i szef Pentagonu Lloyd Austin. Tematem rozmów mają być dostawy niezbędnego Ukraińcom uzbrojenia.

Źródła: interfax/PAP

===============

Wszystko to widzą Rosjanie. Uprze4jmie nie niszczą w Polsce. Ale, zaraz po przewiezieniu przez granicę z Ukrainą pod plandeka jakiegoś pokojowego TIR-a – mogą zniszczyć. Wola jednak na razie poczekać, by np. w Jaworowie na poligonie pod Lwowem zebrało się sporo tego złomu – i instruktorzy – i wtedy uderzają punktowo. A Zełenski podnosi aj-waj, że zabijają „niewinne niemowlęta”… MD

Na Ukrainie niebezpiecznie dla polskich lotników.

Rosja będzie ostrzeliwać transporty wojskowe na Ukrainę

  • Joanna M.Wiórkiewicz https://niemcy.neon24.info/post/167716,rosja-bedzie-ostrzeliwac-transporty-wojskowe-na-ukraine
  • niedziela, 24 kwietnia 2022,

Jak informują rosyjskie źródła, USA planują w swojej bazie wojskowej w Ramstein (Niemcy) konferencję państw wspierających militarnie Ukrainę

Na najbliższy wtorek, 26 kwietnia  USA zaprosiły do swojej bazy lotniczej w Ramstein ministrów orony państw zachodnich by wspólnie  omówić kwestię udzielania pomocy wojskowej rządowi  w Kijowie. W spotkaniu mają wziąć udział przedstawiciele ponad 20 państw, bo tyle w międzyczaie jest zaangażowane w dostarczanie pomocy wojskowej Ukrainie.. Jak wyjaśniło Ministerstwo Obrony USA, celem spotkania jest wypracowanie wspólnej długoterminowej (!) koordynacji  w zakresie potrzeb wojskowych Ukrainy, „aby zapewnić poszanowanie suwerenności Ukrainy”. Na spotkaniu zostanie dokonana ocena sytuacji bojowej oraz zostaną przyjęte środki mające na celu wzmocnienie  ukraińskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, również po zakończeniu operacji wojskowych. Spotkanie nie odbędzie się jednak w formacie NATO, lecz w szerszym gronie.

Według rzecznika Pentagonu Johna Kirby’ego, na Ukrainę odbywa się obecnie 8-10 lotów dziennie [najwyraźniej mowa jest tu o lotach wojskowych samolotów transportowych z Polski] dostarczających sprzęt wojskowy i broń.
Według niego, mimo że sprzęt jest pochodzenia zachodniego, Siły Zbrojne Ukrainy  dobrze radzą sobie z jego opanowaniem, m.in. dzięki temu, że proces szkolenia został zorganizowany poza granicami Ukrainy.

Ponad tydzień temu Władimir Putin powiedział, że Zachód, dostarczając systemy bojowe siłom zbrojnym, popycha rząd kijowski  do rozlewu krwi. Ostrzegł, że transporty wojskowe będą przez armię rosyjską ostrzeliwane. 

PS: W zeszły czwartek, 21 kwietnia  ukraiński samolot transportowy An-26 spadł w północnej części obwodu zaporoskiego. Oficjalna wersja podawana przez stronę ukraińską głosi, że samolot zahaczył o linię energetyczną. Jak jednak widać na poniższym zdjęcou  linie wysokiego napięcia w pobliżu miejsca wypadku są nienaruszone. Najprawdopodobniej było to samobójcze omyłkowe zestrzelenie z przenośnego systemu obrony powietrznej którym ukraińska obrona terytorialna dysponuje od niedawna. 



Na podst. topwar.ru

O TYM ŚWIRSKI NIGDY WAM NIE POWIE. KRESY WE KRWI i PŁK. SATANOWSKI.

Jacek Boki – 22 Kwiecień 2022 r. http://kresywekrwi.blogspot.com/2022/04/o-tym-swirski-nigdy-wam-nie-powie.html

Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia i przewodniczący Rady Nadzorczej PAP wystąpił na swoim twitterze z twierdzeniem, że za ludobójstwo na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej odpowiedzialni mogą być sowieci, a nie Ukraińcy.

Jak widać z powyższego wpisu Świrskiego, że jego złajdaczenie nie ma jak widać żadnych granic. Wydany mu przez rządzącą partię, od której jest całkowicie zależny, rozkaz  przerzucić odpowiedzialność za ukraińskie ludobójstwo naszych rodaków na Wołyniu na Rosjan, którzy przez prawie rok bronili Polaków przed banderowcami, jest kolejną relatywizacją faktów historycznych, by w ten sposób na polecenie zaoceanicznych właścicieli PiS, zdjąć całkowicie odpowiedzialność za nią z Ukraińców i przerzucić na Rosjan, bo tego wymaga obecna mądrość etapu. Za coś takiego tzw. Reduta Dobrego Imienia winna być zdelegalizowana, a jej przewodniczący odpowiedzieć przed sądem za działalność antypolską.

https://prawy.pl/119600-megaskandal-za-ludobojstwo-na-wolyniu-odpowiedzialni-rosjanie-a-nie-ukraincy-jestesmy-na-tropie/


https://twitter.com/TKresowa/status/1517357629298909184?t=5B0XxNBfYGJVZnvJ7Nvolw&s =08

A teraz przyjrzyjmy się bliżej skąd pan Świrski wziął swoje urojenia o sprawie inspiracji NKWD, dotyczącej ukraińskiego ludobójstwa dokonanego na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej w latach 1943 – 1945 z rzekomego podszeptu Moskwy. Nie jest to bowiem nowa sprawa, a już tym bardziej jakiś nowy trop, na który trafił pan Świrski z inspiracji swoich mocodawców z PiS, a ci z kolei z polecenia swoich nadzorców znad Potomacu. Opisał to bardzo szczegółowo Pan Bohdan Piętka w swoim artykule z lipca 2016 roku, zatytułowanym ,,Ludobójstwo na Wołyniu a partyzantka radziecka”. Pozwolę sobie zacytować cały, dłuższy fragment tego znakomitego opracowania, dotyczącego tej właśnie kwestii:

..11 lipca w programie TVP Info „Minęła dwudziesta” Antoni Macierewicz – wypowiadając się na temat ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego – powiedział, że „wrogiem, który rozpoczął, i który użył ukraińskich sił nacjonalistycznych do tej straszliwej zbrodni ludobójstwa jest Rosja. To tam jest źródło tego straszliwego nieszczęścia”. Wypowiedź Macierewicza stanowi część kampanii – prowadzonej przez środowiska proukraińskie w Polsce oraz probanderowskie na Ukrainie – zmierzającej do przerzucenia wbrew faktom historycznym odpowiedzialności za ludobójstwo wołyńsko-małopolskie z nacjonalistów ukraińskich na ZSRR (Rosję). Operację tę zapoczątkował w 2008 roku Bronisław Komorowski. O ile jednak Komorowski powiedział wtedy, że ludobójstwa na Wołyniu dokonali „Sowieci”, to Macierewicz użył wprost słowa „Rosja”. Dowodzi to radykalizacji działań lobby ukraińskiego w Polsce w obliczu zacieśniania antyrosyjskiego sojuszu Polski z Ukrainą oraz coraz bardziej widocznej dezaprobaty społeczeństwa polskiego dla proukraińskiej polityki władz i gloryfikowania tradycji OUN-UPA na Ukrainie.

Wypowiedź Macierewicza spotkała się z radosnym przyjęciem w Kijowie. Oleg Miedwiediew, doradca prezydenta Poroszenki, określił zaprezentowaną przez polskiego ministra ocenę wydarzeń na Wołyniu w 1943 roku jako „nowy zwrot w polsko-ukraińskiej dyskusji. Mnie się podoba”[1]. Nie można się temu dziwić, ponieważ Macierewicz wpisał się swoją wypowiedzią wprost w politykę historyczną pomajdanowej Ukrainy, która gloryfikuje tzw. integralny nacjonalizm ukraiński jako rzekomy ruch niepodległościowy i neguje jego zbrodnie, przede wszystkim te popełnione na Polakach.

Przenoszenie odpowiedzialności za ludobójstwo wołyńsko-małopolskie na ZSRR (Rosję) jest po pierwsze negacją tej zbrodni, a po drugie stanowi ordynarne kłamstwo, które nie ma jakiegokolwiek potwierdzenia w źródłach historycznych (z wyjątkiem tzw. archiwum Mykoły Łebedzia i „Litopysu UPA”). Temu, że zbrodnie UPA mogły być inspirowane przez Moskwę stanowczo zaprzeczył nawet Grzegorz Motyka, którego trudno posądzić o antyukraińskość. Zdaniem tego historyka „Sowieci pragnęli skonfliktować Polaków z Ukraińcami, ale nie ma żadnego dowodu, by chcieli doprowadzić do takiej rzezi. Nic mi nie wiadomo, żeby ich oddziały podszywając się pod UPA mordowały polską ludność. Nie ma żadnej wątpliwości, że to Kłym Sawur, dowódca UPA na Wołyniu, i Roman Szuchewycz oraz Centralny Prowyd OUN-B podejmowali decyzje o czystkach etnicznych na Polakach i że wszystko działo się według ich planu i scenariusza”[2].

Jaki zatem był stosunek „Sowietów” do tego co stało się na Wołyniu w roku 1943 i w roku następnym w Małopolsce Wschodniej?

Partyzantka radziecka na Wołyniu

Partyzantka radziecka była – obok Niemców, UPA i polskiej samoobrony – czwartym uczestnikiem dramatycznych wydarzeń, jakie rozegrały się na Wołyniu w 1943 roku. Z jednej strony stała się świadkiem zagłady ludności polskiej przez OUN-UPA, a z drugiej uczestnikiem walk na tym terenie. Banderowcy od samego początku uznawali właśnie ją – a nie Niemców – za głównego wroga zewnętrznego. Cele strategiczne partyzantki radzieckiej na Wołyniu były zbieżne z celami prowadzonej przez ZSRR wojny z Niemcami. Określił je Stalin w rozkazie nr 00189, znanym pod nazwą „Zadania partyzantki”. Do najważniejszych z tych zadań należały: dywersja przeciw liniom komunikacyjnym wroga, rajdy na tyły wroga w celu przeprowadzenia działań bojowych na dużą skalę oraz wciągnięcie do działań partyzanckich jak największej liczby miejscowej ludności.

Zanim przystąpiono do realizacji tych celów na Wołyniu, wywiad radziecki dokonał rozpoznania nastrojów miejscowej ludności, ze szczególnym uwzględnieniem jej stosunku do Niemców. Zakładano, że głównym i jedynym wrogiem będą Niemcy. Inne formacje zbrojne – polskie i ukraińskie – traktowano jako potencjalnego sojusznika. Strona radziecka początkowo nie wiedziała w jakim kierunku pójdzie OUN-Bandery i tworzona przez nią UPA. Dlatego na początku marca 1943 roku w okolicach Łucka doszło do rozmów na tematy polityczne pomiędzy stroną radziecką a banderowcami, którzy wystąpili pod szyldem Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej (UHWR, formalnie utworzonej rok później). Podczas tego spotkania banderowcy oświadczyli, że ich głównym zadaniem jest budowa „samostijnej Ukrainy” i likwidacja Polaków oraz ostrzegli stronę radziecką, by nie kierowała swoich oddziałów na teren Ukrainy Zachodniej.

Epizod ten stał się później wygodnym pretekstem do snucia różnych spekulacji i teorii spiskowych przez epigonów OUN i UPA, dążących do zdjęcia z OUN-Bandery odpowiedzialności za zbrodnię ludobójstwa popełnioną na Polakach. Ilustracją tych tendencji jest m.in. znany artykuł Mirosława Czecha pt. „Jak Moskwa rozpętała piekło na Wołyniu”[3]. Powieleniem teorii o „sowieckiej prowokacji” bądź inspiracji ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego jest również wypowiedź ministra Antoniego Macierewicza w TVP Info. Wpisuje się ona w propagandę tych sił na Ukrainie i w diasporze ukraińskiej, które za swoje kluczowe zadanie uznały wybielenie OUN-UPA i negację banderowskich zbrodni.

Teoria o „sowieckiej prowokacji” ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego nie znajduje jednak żadnego potwierdzenia w źródłach – dokumentach i relacjach – oczywiście pomijając te, które spreparowała banderowska emigracja w Kanadzie i ukraiński IPN pod przewodnictwem Wołodymyra Wiatrowycza.

Tak prezentują się te arcy sensacyjne informacje, na których tropie jest kłamca i fałszerz historii, niejaki Świrski i jego Reduta Dobrego Imienia, zastanawiam się tylko czyjego? Sprowadza się to wyłącznie do tego, że jest to kolejna, jedna z wielu innych, znanych już wcześniej, ordynarnych prowokacji, mających zdjąć odium odpowiedzialności z rzeczywistych inspiratorów i wykonawców tego ludobójstwa na naszych rodakach i przerzucenie jej na tych, którzy zwalczali z całą mocą ukraińskie, nazistowskie podziemie z OUN – UPA i wspierali Polaków w obronie przed banderowskimi potworami.

A teraz przyjrzymy się niewygodnym faktom, których obecnie nie wolno ukazywać Polakom, jak radziecka partyzantka wspierała Polaków na Wołyniu, ratując swoją ofiarnością życie dziesiątek tysięcy Polaków, bez którego wsparcia tejże partyzantki, nikt z naszych rodaków, nie przetrwałby tej hekatomby zagłady, zgotowanej Polakom przez ukraińskich szowinistów spod znaku tryzuba. 

Trzy zgrupowania sowieckiej partyzantki wraz ze zgrupowaniem AK i lokalna samoobrona, broniły Przebraża na Wołyniu od pierwszych dni rzezi Wołyńskiej, aż do nadejścia Armii Czerwonej w 1944. Prawie 12 miesięcy, dlatego banderowcy, nigdy nie zdobyli Przebraza. Wiele innych sowieckich zgrupowań wspierało obronę Polaków przed UPA na Wołyniu, zanim ktokolwiek tam usłyszał o Wołyńskiej Dywizji AK. Jeszcze raz zacytujmy pełen opis na ten temat ze znakomitego artykułu Pana Bohdana Piętki.

,,Pomoc radziecka dla polskiej samoobrony

Rozwój sytuacji na Wołyniu wymusił na stronie radzieckiej jeszcze bardziej przychylne stanowisko wobec tamtejszych Polaków niż pierwotnie zakładano. Okazało się bowiem, że oparciem dla partyzantki radzieckiej jest tylko część ludności ukraińskiej, a reszta sprzyja banderowcom i UPA. Dlatego w kwietniu 1943 roku KC WKP(b) i Centralny Sztab Ruchu Partyzanckiego wydały dyrektywę, która nakazywała dowódcom radzieckich zgrupowań partyzanckich na Wołyniu okazywanie Polakom wszelkiej pomocy przy organizacji oddziałów oraz wyposażaniu ich w broń i amunicję. W ten sposób rozpoczęto formowanie proradzieckiego polskiego ruchu partyzanckiego.

Najwięcej Polaków walczyło w Zgrupowaniu Rówieńskim pod dowództwem Wasilija Begmy (1906-1965). Obejmowało ono siedem oddziałów, z których dwa były uważane za polskie. W sierpniu 1943 roku zgrupowanie to liczyło 727 partyzantów, w tym około 100 Polaków. Ogólna liczba Polaków walczących po stronie radzieckiej na Wołyniu wyniosła w szczytowym momencie około 1800 ludzi. Ich najbardziej znanym dowódcą był Mikołaj Kunicki (1914-2001), Polak z okolic Kobrynia. W sierpniu 1943 roku Kunicki objął dowództwo Zjednoczonych Polskich Partyzantów im. Tadeusza Kościuszki na Wołyniu. Natomiast na początku 1944 roku został dowódcą polsko-radzieckiego Oddziału Partyzanckiego Brygad im. Stalina. Oddział ten wraz z oddziałem NOW-AK dowodzonym przez Franciszka Przysiężniaka wziął udział 14 czerwca 1944 roku w bitwie z wojskiem niemieckim na Porytowym Wzgórzu.

Oprócz przyjmowania w swoje szeregi Polaków partyzantka radziecka udzieliła pomocy polskiej samoobronie na Wołyniu. Największy zakres współpraca ta miała na północnym i wschodnim Wołyniu, gdzie działało najwięcej radzieckich oddziałów partyzanckich. Na 142 polskie samoobrony na Wołyniu siedem współpracowało z partyzantką radziecką. Były to: w powiecie kostopolskim Huta Stara (współpraca ze zgrupowaniem kpt. Iwana Szczytowa, później kpt. Kotlarowa), Peresieki, Rudnia Potasznia, Rudnia Stryj i Huta Stepańska, w powiecie łuckim Przebraże (współpraca z oddziałami Nikołaja Prokopiuka, Dmitrija Miedwiediewa i Anatolija Kowalenki) oraz w powiecie sarneńskim Staryk. Sama liczba siedmiu samoobron na 142 nie oddaje znaczenia i rozmiarów tej współpracy. Większość z polskich samoobron na Wołyniu liczyła bowiem 20-30 obrońców. Tylko dwie samoobrony – współpracujące z partyzantką radziecką Huta Stepańska i Przebraże – miały razem około 1000 obrońców i broniły przed UPA co najmniej 15 tys. ludności.

Upadek samoobrony w Hucie Stepańskiej (16-18 lipca 1943) został spowodowany tym, że nie udało się jej obrońcom stworzyć jednolitego dowództwa, a w decydującym momencie zostali też pozbawieni wsparcia oddziału radzieckiego, którym dowodził polski komunista Józef Sobiesiak, ps. „Maks” (1914-1971).

Sukcesem natomiast zakończyła się współpraca z partyzantką radziecką największej polskiej samoobrony na Wołyniu, która znajdowała się we wsi Przebraże w powiecie łuckim. Było w niej zgromadzonych w różnym czasie od 10 do 20 tys. polskich uchodźców i miejscowej ludności. Komendantem samoobrony był porucznik AK Henryk Cybulski, ps. „Wołyniak” (1910-1971). Ważną rolę w jej dowództwie odgrywał też były legionista Ludwik Malinowski, ps. „Lew” (1887-1962). Od samego początku z dowództwem obrony Przebraża współpracowały trzy radzieckie oddziały partyzanckie: Nikołaja Prokopiuka (1902-1975), Dmitrija Miedwiediewa (1898-1954) i Anatolija Kowalenki. Prokopiuk i Miedwiediew byli oficerami NKWD. Obrońcy Przebraża odparli trzy duże ataki UPA (5 lipca, 31 lipca i 30 sierpnia 1943 roku). Podczas największego z nich – 30 sierpnia – decydującej pomocy obrońcom udzielił oddział Nikołaja Prokopiuka. Współdziałanie polsko-radzieckie doprowadziło do całkowitego pogromu napastników z UPA, którzy stracili około 400 zabitych. Na dzisiejszej Ukrainie epigoni banderowców czczą upowców poległych w trzecim ataku na Przebraże jako bezbronnych ukraińskich cywili „zamordowanych przez polskich szowinistów i rosyjskich partyzantów”[5]. W 2015 roku taką właśnie uroczystość w Przebrażu (obecnie Hajowe) zorganizowali aktywiści neobanderowskiej partii „Swoboda” wraz z Kościołem grekokatolickim. Może następnym razem do tej hucpy przyłączy się minister Antoni Macierewicz?

Z oddziałem Prokopiuka samoobrona Przebraża współpracowała następnie w akcjach zaczepnych przeciw UPA, w tym w ataku na szkołę podoficerską UPA w Omelnie 5 października 1943 roku.

Płk. Nikołaj Prokopiuk (1902-1975), Ukrainiec, oficer NKWD i dowódca oddziału partyzanckiego, który aktywnie współpracował z polską samoobroną Przebraża. Fot. www.hrono.ru

Płk. Nikołaj Prokopiuk (1902-1975), Ukrainiec, oficer NKWD i dowódca oddziału partyzanckiego, który aktywnie współpracował z polską samoobroną Przebraża. Fot. http://www.hrono.ru

Nie ulega wątpliwości, że współpraca polskiej samoobrony na Wołyniu z partyzantką radziecką zmniejszyła rozmiary eksterminacji ludności polskiej przez nacjonalistów ukraińskich. Ze strony radzieckiej współdziałanie z Polakami było podyktowane przez strategię pozyskiwania ludności cywilnej do walki z Niemcami na zapleczu frontu oraz działania OUN-UPA, które były skierowane nie tylko przeciw ludności polskiej, ale i wkraczającej na Wołyń partyzantce radzieckiej, i miały poparcie dużej części miejscowych Ukrainców. Trzecim czynnikiem, który doprowadził do współdziałania polsko-radzieckiego na Wołyniu była słabość tamtejszych struktur Polskiego Państwa Podziemnego i AK. Partyzanta radziecka, kierowana przez oficerów NKWD, miała jasne dyrektywy likwidacji tzw. „białych band”. Jednak w 1943 roku na Wołyniu AK była słaba, a polska samoobrona miała status niejasny. Cześć samoobron była podporządkowana AK, ale fakt ten ukrywano przed stroną radziecką. W ocenie radzieckich służb wywiadowczych Polacy walczący w samoobronach dawali gwarancję dalszej współpracy. Tak też się stało – członkowie samoobron w znacznej mierze zasilili później szeregi Istriebitielnych Batalionów oraz 1. Armii Wojska Polskiego.

Haniebne oskarżenie

Oskarżenie, które rzucił minister Macierwicz jest nie tylko oskarżeniem bezpodstawnym, nie mającym potwierdzenia w faktach historycznych, ale oskarżeniem haniebnym. Minister polskiego rządu stanął po stronie tych, którzy negują odpowiedzialność nacjonalistów ukraińskich za ludobójstwo wołyńsko-małopolskie oraz ich udział w tym ludobójstwie. Stanął po stronie tych, którzy to ludobójstwo do dzisiaj kontynuują w ramach jego pogenocydalnej fazy. Każde ludobójstwo ma trzy fazy: pregenocydalną, genocydalną i pogenocydalną. Faza trzecia – pogenocydalna – polega na zacieraniu śladów zbrodni i jej negacji. Rozpoczyna się najczęściej już na etapie fazy drugiej, czyli popełniania genocydu – poprzez usuwanie śladów zbrodni i przyjęcie specyficznego języka negującego zbrodnię („akcja antypolska” w wypadku Wołynia, „ostateczne rozwiązanie” w wypadku Żydów). Nie kończy się jednak wraz z dokonaniem genocydu. Faza pogenocydalna ludobójstwa jest dalej kontynuowana przez pseudonaukową publicystykę, która co najmniej relatywizuje odpowiedzialność sprawcy za zbrodnię, jeśli wprost jej nie zaprzecza.

W wypadku ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego do jego fazy pogenocydalnej należy zaliczyć bogatą działalność publicystyczną i pseudonaukową diaspory ukraińskiej (banderowskiej) w Kanadzie po 1945 roku oraz oficjalną politykę historyczną Ukrainy w latach 2005-2010 i po 2014 roku. Ta polityka jest albo bagatelizowana przez stronę polską, albo otwarcie przez nią wspierana. Tak należy widzieć nie tylko słowa ministra Macierewicza, ale także podsunięty kierownictwu PiS przez stronę ukraińską pomysł, by dzień pamięci o ofiarach OUN-UPA obchodzono w Polsce nie 11 lipca, ale 17 września.

Od początku rzezi Wołyńskiej największym polskim zgrupowaniem broniącym przed bandami UPA polskiej ludności Wołynia, była też Brygada Jeszcze Polska nie zginęła, pod dowództwem pułkownika Roberta Satanowskiego, po wojnie generała, a jeszcze później kierownik muzyczny Polskiego Radia w Gdańsku. W 1951 ukończył Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w Łodzi i został dyrygentem Państwowej Filharmonii w Lublinie (1951–1954), następnie został kierownikiem artystycznym Państwowej Filharmonii w Bydgoszczy (1954–1958). Nie zaniedbując wykonywania klasycznych arcydzieł światowej literatury muzycznej, wprowadzał szereg cennych i interesujących pozycji repertuarowych. 

Pułkownik Robert Satanowski, dowódca legendarnej Wołyńskiej Brygady -Jeszcze Polska nie zginęła, tutaj już jako światowej sławy dyrygent.

W latach 1958–1960 kształcił się w studium reżyserii Waltera Felsensteina i w studium dyrygentury Herberta von Karajana. Potem był dyrektorem wielu teatrów operowych w kraju (Poznań, Kraków, Wrocław), w 1970 był też stałym dyrygentem gościnnym Opery w Zurychu. W okresie od 1 lutego 1982 do 15 stycznia 1991 był dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Wielkiego w Warszawie. 15 września 1988 został mianowany generałem brygady.

W ostatnim okresie życia przeniósł się na Dolny Śląsk, do Radochowa i współpracował z Filharmonią w Jeleniej Górze. Ostatnie swoje koncerty poprowadził 24 i 25 maja 1997 podczas „Gali Operowej”, wieńczącej obchody 40-lecia sceny muzycznej w Bydgoszczy.

Zgrupowanie zorganizował Robert Satanowski. Podporządkowując je Ukraińskiemu Sztabowi Ruchu Partyzanckiego zapewnił sobie stałe dostawy broni z ZSRR. Oddział, jako część partyzantki sowieckiej, był niezależny od Gwardii Ludowej.

Działalność Zgrupowania skupiała się na terenie Wołynia. Oprócz walki z niemieckim okupantem Zgrupowanie chroniło polską ludność na tym terenie przed działalnością nacjonalistycznej partyzancki ukraińskiej spod znaku UPA (OUNUPA).

Pierwszy oddział tego Zgrupowania powstał 8 lutego 1943 roku i liczył początkowo 37 partyzantów. Jego dowódcą został Satanowski, szefem sztabu – Wincenty Rożkowski, dowódcą zwiadu – Tadeusz Stański, a szefem ds. Prasy i Propagandy – Zofia Dróżdż-Satanowska. W tym czasie Oddział podlegał jeszcze zwierzchnictwu Żytomierskiego Zgrupowania Partyzantów. W związku z dużym napływem ochotników, od stycznia do marca 1944 r. w ramach zgrupowania „Jeszcze Polska nie zginęła” powstały nowe oddziały: im. Zawiszy Czarnego, Bartosza Głowackiego, Stefana Czarnieckiego oraz Jana Kilińskiego. W marcu nastąpił podział zgrupowania na dwie brygady: jedną pod dowództwem mjr Wincentego Rożkowskiego i drugą pod dowództwem płk Roberta Satanowskiego.[2] Jego stan liczebny sięgnął w szczytowym okresie ilości 1153 ludzi[3] i była to w tym czasie najsilniejsza formacja zbrojna złożona z Polaków na Wołyniu (27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK znajdowała się w tym okresie jeszcze w stanie formowania). 

Legendarny generał Sidor Kowpak

Osobną historią jest legendarny rajd przez Wołyń w 1943 roku dywizji partyzanckiej generała Sidora Kowpaka, którą to historię opisałem kilka lat temu w swoim artykule pt. (Nie)Warto rozmawiać, ukazującą, że dywizja Kowpaka stanowiła w pewnym momencie takie zagrożenie dla UPA, stanowiące realne widmo jej całkowitej zagłady.

Tak prezentują się fakty, w przeciwieństwie od urojeń zadaniowca Świrskiego, o których ten nigdy wam nie powie.

Źródła:

Ludobójstwo na Wołyniu a partyzantka radziecka

Robert Satanowski   

https://pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Satanowski

Zgrupowanie Partyzanckie „Jeszcze Polska nie zginęła”

https://pl.wikipedia.org/wiki/Zgrupowanie_Partyzanckie_%E2%80%9EJeszcze_Polska_nie_zgin%C4%99%C5%82a%E2%80%9D

Z dziejów zgrupowania partyzanckiego „Jeszcze Polska nie Zginęła”

https://books.google.pl/books?id=CL59Pq7xbIwC&pg=PA221&lpg=PA221&dq=Brygada+Jeszcze+Polska+nie+zgin%C4%99%C5%82a&source=bl&ots=E4C-vtUYSd&sig=ACfU3U3HkiSIH2DRr7I9eBlSHELYcWTrbg&hl=en&sa=X&ved=2ahUKEwiCyPrSn6j3AhUxi8MKHWLjDCQQ6AF6BAgPEAM#v=onepage&q=Brygada%20Jeszcze%20Polska%20nie%20zgin%C4%99%C5%82a&f=false

ZGRUPOWANIE PARTYZANCKIE JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA”* (WRZESIEŃ 1943 SIERPIEŃ 1944)   

https://docplayer.pl/25230267-Zgrupowanie-partyzanckie-jeszcze-polska-nie-zginela-wrzesien-1943-sierpien-1944.html

(Nie) Warto Rozmawiać 

https://kresywekrwi.blogspot.com/2017/01/nie-warto-rozmawiac.html

Prowadzenie tego bloga to moja pasja ale także wielogodzinna praca. Jeśli uważasz, że to co robię ma sens to możesz wesprzeć mnie w tym co robię, za co serca już teraz dziękuję.

PKO BP SA Numer konta: 44 1020 1752 0000 0402 0095 7431

================================

mail:

To informacja od przyjaciela z Holandii, Konrada Ducha Kresow.

Groby ( cmentarze) na Wołyniu nie posprzątali Ukraińcy , to zrobili Polacy mieszkający tam, przymierzali się do tego już w zeszłym roku , prosili polską stronę o sfinansowanie sprzętu do sprzątania w okolicy cmentarzy. Dotyczy to tylko trzech cmentarzy. 

Informacje te mam z pierwszej ręki z wczoraj od osoby, która ma kontakt z tymi Polakami którzy te trzy cmentarze posprzątali. 
Podkreślam ze prośba o sfinansowanie i planowanie posprzątania tych cmentarzy była już w zeszłym roku. 

Żadni Ukraińcy nie posprzątali cmentarzy , tak jak to informują w „naszych” mediach.

Afera respiratorowa. NIK, tj. Banaś zawiadamia prokuraturę. Cieszyński wkurzony [może raczej: przestraszony]

23 kwietnia 2022 https://nczas.com/2022/04/23/afera-respiratorowa-banas-zawiadamia-prokurature-cieszynski-wkurzony/

W związku z kontrolą dotyczącą zakupu respiratorów w 2020 r. NIK skierowała do prokuratury dwa zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez urzędników państwowych.

Jednym z nich jest były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, dziś rzucony na front walki z tzw. dezinformacją.

„W związku z kontrolą dotyczącą zakupu respiratorów w 2020 r., NIK skierowała do Prokuratury dwa zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez wysokich urzędników państwowych. Jednym z nich jest Janusz Cieszyński. Sprawa jest rozwojowa” – podała NIK w piątek na Twitterze.

„Marian Banaś składa zawiadomienie do prokuratury w związku z odkupieniem przez Ministerstwo Zdrowia od KGHM zakupionych na zlecenie rządu w szczycie pierwszej fali pandemii respiratorów” – napisał w odpowiedzi pełnomocnik rządu ds. cyfryzacji Janusz Cieszyński. Według niego, jest to „kolejna odsłona wciągania NIK w osobistą vendettę prezesa Izby”.

Afera respiratorowa

Ministerstwo Zdrowia podpisało w kwietniu 2020 r. umowę na dostawę 1 tys. 241 respiratorów. Miała je dostarczyć firma E&K, założona przez Andrzeja I., który kiedyś handlował bronią i został wpisany na czarną listę ONZ.

Andrzej I. dostarczył tylko 200 respiratorów, na dodatek wadliwych (bez gwarancji producenta), i tyle go widziano. Za zakup sprzętu ze strony rządowej odpowiadał Janusz Cieszyński, ówczesny zastępca Łukasza Szumowskiego.

Sprawę wciąż bada prokuratura, ale nie może postawić I. zarzutów, bo handlarz bronią przepadł jak kamień w wodę. Prawdopodobnie od grudnia 2020 roku nie ma go w kraju. A wraz z nim „rozpłynęło” się kilkanaście milionów złotych.

Więcej na ten temat poniżej.

Janusz Cieszyński.
https://nczas.com/2022/04/13/afera-respiratorowa-handlarz-przepadl-a-wraz-z-nim-miliony-prokuratura-bezsilna-cieszynski-bezkarny/

Ministerstwo [PL !!] każe się tłumaczyć, czemu nie promujemy aborcji wśród Ukrainek

https://www.zycierodzina.pl/pomoc/2022.0422m.html

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Jestem zszokowana… Sprawa, o której chcę opowiedzieć, jest tak nieprawdopodobna, że nie uwierzyłabym, gdybym sama nie zobaczyła dokumentów…

Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej – realizując prośbę Ministerstwa Zdrowia – przysłało do Fundacji pismo z żądaniem wyjaśnień, dlaczego nie informujemy Ukrainek o możliwościach dokonania w Polsce aborcji. Solą w oku obu ministerstw okazały się ulotki „Polska chroni życie”, które zaprojektowaliśmy, aby docierać do obywatelek Ukrainy.

#ZatrzymajAborcję
#ZatrzymajAborcję

W piśmie upomniano nas, że „treść ulotki nie uwzględnia obowiązującego w Polsce stanu prawnego wynikającego z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”, bo przecież są dwa przypadki, gdy można dziecko zabić…

Właśnie tak. Oba ministerstwa oczekują, że organizacja antyaborcyjna będzie informowała, które dzieci i w jakich sytuacjach można swobodnie zabijać. Sytuacja jest tym dziwniejsza, że Fundacja Życie i Rodzina jest jedną z ostatnich organizacji konserwatywnych, które nie są w żaden sposób zależne od rządu. Nie otrzymujemy grantów ani dotacji, funkcjonowanie Fundacji jest opłacane z dobrowolnych wpłat obywateli, którzy uważają, że nasza działalność jest dobra i słuszna. Czemu zatem mielibyśmy realizować politykę rządu? Zawsze stoimy na straży życia niezależnie od układów polityczno-biznesowych.

Jestem obrońcą życia. Nie będę brała udziału w informowaniu Ukrainek, kiedy i jak mogą sobie zabić dziecko. Nie będzie tego też robił nikt z Fundacji. Nie będziemy przygotowywać materiałów informacyjnych, jak zrobić aborcję, bo nie dzielimy dzieci na lepsze i gorsze, a prawo, które pozwala zabijać, uważamy za haniebne.Nawet jeśli aborcja jest w określonych sytuacjach dozwolona, w dalszym ciągu pozostaje zbrodnią. Jesteśmy wszyscy bardzo zdziwieni, że próbuje się nas nakłonić do informowania, na których dzieciach można dokonać zbrodni.

W odpowiedzi przekazanej ministerstwu jednoznacznie deklarujemy, że nie zmienimy treści przygotowanych ulotek i dalej będziemy ratować nienarodzone dzieci imigrantek. Sytuacja, gdy próbuje się nas nakłonić do działań, które mogą skutkować większą liczbą aborcji, jest nie do zaakceptowania, gdyż Fundacja została powołana do obrony życia, a nie do popularyzowania zabijania ludzi– nawet jeśli to zabójstwo jest legalne.


Ta zadziwiająca sytuacja zbiega się w czasie z informacjami o tym, że w Warszawie wyznaczono już specjalny szpital, który będzie zabijał ukraińskie dzieci, o ile ich matki złożą oświadczenie, że ciąża wzięła się z gwałtu. Jest absolutnie niemożliwe, aby w jakikolwiek sposób udowodnić, że nienarodzony maluszek faktycznie jest owocem czynu zabronionego. Ukraina jest pogrążona w chaosie, obywatelki tego kraju przekraczają granicę z Polską w pośpiechu i z pewnością trudno oczekiwać, że będą miały z sobą jakiekolwiek dokumenty potwierdzające, że gwałt faktycznie miał miejsce. Także polskie organy ścigania nie mają żadnej możliwości weryfikować, czy składane oświadczenia o ewentualnym gwałcie są zgodne z prawdą.

Jaki z tego wniosek?

Według wszelkiego prawdopodobieństwa warszawska placówka będzie zabijała dzieci na życzenie, o ile ich matka będzie narodowości ukraińskiej, przekroczyła granicę z Polską po 24 lutego br. oraz złożyła oświadczenie, że dziecko poczęło się z gwałtu.

Niewinne dzieci zostaną zabite, bo presja środowisk feministycznych spowodowała, że polscy decydenci ugięli się i stworzyli miejsce, gdzie będzie się mordować małych ludzi. Za naszą wschodnią granicą ukraińskie dzieci będą zabijane przez zbrodniarzy wojennych, a w naszym kraju takie same dzieci (tylko nieco młodsze) będą bestialsko mordowane przez aborterów. Co jest gorsze – ludobójstwowojenne czy aborcyjne? A może po prostu to dwie twarze tej samej odrażającej rzeczywistości!

Tego chcą feministki – zabijania jak największej liczby dzieci. Na to zgodziły się już władze Warszawy i dyrekcja niesławnego szpitala. Nazwa i adres szpitala pozostaje na razie tajemnicą. Aborterzy wyjaśnili w mediach, że obawiają się aktywności naszej Fundacji. Jeśli naprawdę uważają, że nie robią nic złego, to czemu chcą to robić po cichu…?

Dlatego korzystając z okazji, jaką jest wymiana pism pomiędzy Fundacją a ministerstwami, złożyliśmy do Ministra Zdrowia wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Pytamy m.in.:

– ile dzieci obywatelek Ukrainy zostało abortowane po 24 lutego br. na podstawie przesłanki o czynie zabronionym,

– które szpitale dokonały morderstwa,

– na podstawie jakich dokumentów weryfikowano, że dzieci te faktycznie poczęły się z gwałtów.

Jeśli stwierdzimy, że nie było adekwatnych dokumentów, będziemy pisać zawiadomienia do Prokuratury, aby wszczęto śledztwo wobec personelu medycznego, który aborcję przeprowadził, oraz wobec urzędników odpowiedzialnych za dopuszczenie do takich aborcji.

Przy okazji zapytaliśmy także, czy oba ministerstwa – zarówno Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej jak i Ministerstwo Zdrowia – prowadzą w ostatnich tygodniach jakiekolwiek działania monitorujące w stosunku do organizacji feministycznych, które grasują pomiędzy Ukrainkami i oferują im aborcję, także tę nielegalną, wykonywaną domowymi sposobami.

Od końca lutego obserwujemy, że wiele grup feministycznych tłumaczy na ukraiński foldery lub posty w mediach społecznościowych i zachęca, aby abortować dzieci. Dziwnym trafem instytucje państwowe nie interesują się tymi działaniami, natomiast zgłaszają pretensję do akcji prowadzonych w obronie życia przez naszą Fundację!

Drogi Panie!

Walka o życie zaostrza się. Widzimy, że działania przeciw aborcji są potrzebne, jak mało kiedy. Dlatego chcemy wypuścić do druku kolejną partię ulotek „Polska chroni życie”. Nic w nich nie zmienimy, choćby aborcjoniści denerwowali się, że nie można pokazywać, jak wygląda aborcja, a organy rządowe upominały nas, że brakuje instrukcji, które dzieci można zabić.

Potrzebujemy Pana pomocy, aby pokryć koszt kolejnej partii materiałów, która niebawem pójdzie do druku.

Każde 1000 złotych, które uda się nam zebrać, umożliwi wydruk i rozdanie 20 000 ulotek. Czy może Pan nam pomóc w akcji? Wystarczy, że wpłaci Pan dowolną kwotę, którą uważa Pan za odpowiednią, aby ratować życie dzieci. Może to być np. 35, 70, 140 złotych lub każda inna suma, stosownie do Pańskiej decyzji.

Mam świadomość, że w tej chwili ścigamy się z aborterami, kto pierwszy dotrze do ukraińskich matek i kto przekona je, jaka naprawdę jest aborcja. Środowiska lewicy są na nas wściekłeza tę akcję. Urzędnicy państwowi zajmują się organizowaniem miejsc, gdzie można zabić dzieci. Kto ujmie się za nienarodzonymi, jeśli nie zrobimy tego my…?

Dlatego jeszcze raz bardzo Pana proszę o wsparcie finansowe. Nie damy się złamać i będziemy ratować dzieci wbrew oczekiwaniu, żebyśmy zeszli z obranej drogi. Potrzebujemy jednak Pana pomocy.

Mocno wierzę, że moja prośba do Pana spotka się z życzliwym przyjęciem…

Serdecznie Pana pozdrawiam!

Podpis

Kaja Godek


Kaja Godek
Inicjatywa #ZATRZYMAJABORCJĘ
Inicjatywa #STOPLGBT
Fundacja Życie i Rodzina
zycierodzina.pl

PS – Wszelkie dane do przelewu znajdują się w stopce. Znajdzie Pan tam numer konta Fundacji, link do szybkich przelewów oraz do płatności kartami.

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINATYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE

Pomóżmy Ukrainie

Pomóżmy Ukrainie: 100%-owa repatriacja uchodźców!

Przemysław Załuska 22 04.20222

Teoretycznie Ukraina 1 stycznia 2022 liczyła 41 milionów mieszkańców. Tyle, że ostatni spis powszechny odbył się w 2001 r. Od tego czasu zaszły zmiany nie ujęte w oficjalnej statystyce:

– miliony Ukraińców wyjechały za praca do Rosji, Polski, Czech, Unii Europejskiej
– setki tysięcy opuściły zniszczony wojną Donbas
– Do 41 milionów oficjalna statystyka wlicza sześć milionów mieszkańców obwodów Ługańskiego i Donieckiego, które co najmniej w połowie są poza kontrolą Ukrainy (około trzech milionów mieszkańców)

Realnie więc, ludność Ukrainy przed wojną mogła liczyć jakieś 34-38 milionów.
Co więcej, bardzo niekorzystne są wskaźniki demograficzne. Ubytek naturalny ludności (różnica urodzeń i zgonów) w 2021 r wyniósł 442 279! W 2020 było to ponad 300 tyś.

Nie zawsze interesy narodowe Polski i Ukrainy są zbieżne.

W tym jednak wypadku, odnośnie przyszłego losu uchodźców, są w całkowitej harmonii. Biorąc pod uwagę wyżej omawiane osłabienie demograficzne, które wojna i ewentualne rozszerzenie terytoriów okupowanych przez Rosję może pogłębić, w najlepszym interesie Ukrainy jest jak najszybsza (kiedy tylko warunki na to pozwolą) 100% repatriacja milionów uchodźców do kraju.

Wszyscy szczerze pragnący pomóc Ukrainie a nie szukający jedynie okazji by wykorzystać jej trudności do załatwienia własnych interesów (łatanie dziury demograficznej, poszukiwanie taniej siły roboczej) oraz ci wszyscy szczerze przekonani, że Ukraina jest dla nas strategicznym buforem, że ważne dla naszego bezpieczeństwa jest jej istnienie: Chcecie pomóc Ukrainie? Wetujcie działania prowadzące do integracji milionów uchodźców (PESEL, 500+, otwarcie rynku pracy). Wspierajcie zaś jak najszybszy powrót wszystkich, co do jednego, uchodźców na Ukrainę.

„Nie skończyli ostrzyć kos na sztorc stawianych!”

Posted by Marucha w dniu 2022-04-21 (Czwartek) https://marucha.wordpress.com/2022/04/21/nie-skonczyli-ostrzyc-kos-na-sztorc-stawianych/#more-100485

„Bądź oryginalny i samodzielny = powtarzaj to samo, co wszyscy!”.

23. lutego 2022 r. interes władz kijowskich nie był interesem polskim.
24. lutego 2022 r. interes władz kijowskich nie stał się interesem polskim.
W kwietniu 2022 r. interes władz kijowskich nadal nie jest interesem polskim.

„Pieczołowitość nasza na nic się nie przyda”

Zagrożenie Polski przez Rosję istnieje tylko wtedy, gdy Polska działa przeciw Rosji w interesie agresywnych państw i struktur zachodnich. Nie ma żadnych sprzecznych interesów między Polską, a Rosją, a nawet przeciwnie – interesem polskim jest pozbycie się zagranicznych wpływów zagrażających obu naszym narodom i krajom.

Oczywiście też jednak nie zrobimy niczego, by o polską rację stanu zadbać. Zamiast tego słuchamy i czytamy jaką to korzyścią miałoby być dla nas osłabienie, a najlepiej zniszczenie Rosji. Czasem poglądowi temu ulegają nawet pogubieni ludzie, poza tym całkiem rozsądni. Błądzą.

Pozycja Polski, a nawet warunki życia Polaków w znacznie mniejszym stopniu zależą od względnego stosunku sił polskich do rosyjskich czy niemieckich – a niemal w całości są pochodną aktualnej kondycji globalnej amerykańskiej hegemonii. Skoro zaś okres anglosaskiej dominacji dobiega końca, w każdym razie w dotychczasowym jej kształcie – racjonalną strategią dla Polski wydaje się po prostu zaczekać i dostosować do nowych warunków… Używając miłej zapewne niektórym analogii – trzeba czekać na śmierć Katarzyny, a nie stawiać kosy na sztorc…

Rzecz jasna, jeszcze lepsze byłoby opracowanie dla Polski jakieś strategii na okres tranzycji i czas po niej tak, by może udało się poprawić naszą pozycję. Skoro jednak rozmawiamy realnie – to wiadomo, że do niczego takiego nie dojdzie i żaden program dla Polski nie powstanie, nie mówiąc już o jakichś aktywniejszych działaniach chętnych do jego realizacji. Tym bardziej więc bierność wydaje się jedynym logicznym rozwiązaniem. Nb. historycznie tak trudnym, że niemal nieosiągalnym dla naszej nacji…

„Gryzące pochwały, pochwalne gryzmoły”

Na pocieszenie jednak – glajszacht ten nie jest wyłącznie polski, u nas po prostu przebiega (jak zwykle) głupiej i nadgorliwie. Faktycznie jednak w całym kręgu zachodnim panuje już niepodzielnie zasada: „Bądź oryginalny i samodzielny = powtarzaj to samo, co wszyscy!”. Coś takiego obserwowaliśmy już przy okazji zmiany klimatycznej. Choć od kilkunastu lat jest ona jednym z głównych elementów geokultury, czołowym tematem medialnym i showbussinesowym, a od jakiegoś czasu także wygodnym uzasadnieniem polityki energetycznej kolejnych rządów, no i źródłem wielkich korporacyjnych zysków – nadal jest przedstawiana jako element nieledwie kontrkulturowy.

I nikt jakoś nie zauważa, że jeśli „Wagary dla Klimatu” organizują same szkoły – to nie są to żadne wagary, tylko obowiązkowe zajęcia pozalekcyjne…

Jeszcze bardziej uderzające było to przy COVIDzie. Jego fani wsparci byli przez niemal wszystkie rządy, to samo stanowisko wyrażały wszystkie głównonurtowe media, a wobec nielicznych sceptyków stosowano przemoc państwową, cenzurę – no i nie tylko werbalne ataki ze strony COVID-ORMO. A mimo to jego członkowie uwielbiali czytać o sobie i opowiadać, jakimi to są biednymi żuczkami prześladowanymi przez wszechobecnych, bezwzględnych foliarzy!

No i mamy obsesję ukraińską. Jest ona zgodną linią wszystkich partii parlamentarnych, telewizji, głównych serwisów internetowych i gazet. Choć demonstracyjnie nap…a miłością – równolegle zieje agresją i nienawiścią do wszystkich nieopętanych.

I cały czas, jak przy poprzednich chorobach – im głośniej oczadziali krzyczą, tym bardziej litują się nad sobą, jacy to nie poddani presji „trolli” i „onuc”, tym mocniej się sami w sobie zakochują jacy to są odważni, bo tak fajnie dowalają „ruskim”.

Gadać jak z telewizora, zgadzać się jednocześnie z Kaczyńskim i z Tuskiem, z TVP i z TVN, czuć się najlepiej w kupie i w kupie rzucać się na myślące jednostki – a przy całym tym konformizmie i oportunizmie nadal uważać się za samotnego bohatera w białym kapeluszu… Zaprawdę – to już niemal zen!

„Ksiąg nie doczytali, nie skończyli pisać”

Oczywiście, niektórzy to jakoś tam usiłują przynajmniej racjonalizować. Jedni – nadal przywiązaniem do symulakrum demoliberalnego. Nie ma ono już żadnego sensu, nie tylko wobec tego, co dzieje się na Zachodzie, ale także w związku z obecnym stanem eksperymentu ukraińskiego. Wszak Wołodymyr Zełenski już zapowiedział przekształcenie powojennej Ukrainy w „Wielki Izrael z własną twarzą” i dodał, że „nie ma już możliwości, by Ukraina pozostała państwem liberalnym i europejskim”.

Zamiast tego dominującą rolę mają odgrywać armia i Gwardia Narodowa, a życie publiczne i codzienność obywateli „podporządkowane zostaną kwestiom bezpieczeństwa”[i]. Cóż, faszyzm – jak faszyzm, na Ukrainie w sumie nic nowego, jednak szczerzy fani libdemokracji naprawdę powinni struchleć przed takim projektem, szczególnie w tamtejszej wersji. Zwłaszcza, że przecież do nas też przyjdzie, bo tak te rozwiązania są sukcesywnie, pod prąd obrotów Ziemi wdrażane.

„Drukując hymny gorące epistoły”

Równie mocno jednak oszukują się wierzący w jakąś nową Unię, Rzeczpospolitą Polsko-Ukraińską czy choćby jakieś konkretne zwroty z naszego w obecną awanturę zaangażowania. Nie. Przy obecnej polityce III RP oznacza ona dla Polaków tylko koszty i straty. „Udział Polski w odbudowie Ukrainy” oraz „Korzyści dla polskiej gospodarki z pracy ukraińskich imigrantów” należą do tego samego zestawu mitów, legend i podań ludowych – co miliardy, które zarobiliśmy na offsecie w Iraku.

Jeśli ktoś jeszcze ma w tym zakresie wątpliwości – to niech dokładnie przeczyta projekt przepisów zwalniających ukraińskich pracowników w Polsce z podatku dochodowego[ii]. Ukraińcy w Polsce są bowiem objęci polskim system zasiłków – ale już nie polskim systemem podatkowym, z którego zasiłki te są wypłacane. Czego jeszcze nie rozumiecie?

„Ktoś powiedział – wiedziałem, że to się tak skończy.
Na żer wyszły obce wojskowe patrole…”

Naprawdę, przy tym wszystkim już naprawdę najmniej groźnie wygląda kosiniakowo-kamyszowo-gowinowy pomysł federacji polsko-ukraińskiej. Oczywiście jest tylko wrzutką demokracji medialno-partyjnej. Gdyby ją jednak potraktować poważnie – okazałby się wizją… najbardziej expresowego POLEXITu i zarazem porzucenia NATO przez Polskę. Inna rzecz, że wyłącznie dla powołania AmerUkroPolin, czyli właśnie rzucenia się z kosami wbrew procesom geopolityki i geoekonomii. I oczywiście przeciw interesom polskim, co jednak będzie chyba zupełnie naturalne i nikogo nie zaskakujące.

Konrad Rękas

[i] https://www.haaretz.com/world-news/europe/.premium.HIGHLIGHT-zelenskyy-says-post-war-ukraine-will-emulate-israel-won-t-be-liberal-european-1.10721395?fbclid=IwAR3-qZH_acJFEHQ-Kc5pyFNlyKBume7Dw-hk41LtCACO7FVaKSVEopo5N5o

[ii] https://www.senat.gov.pl/prace/proces-legislacyjny-w-senacie/inicjatywy-ustawodawcze/inicjatywa,201.html

chart – Konrad Rękas
https://chart.neon24.info

Licznik długu Skarbu Państwa bije intensywnie [NAS].

W miesiąc przybyły kolejne miliardy złotych.

https://www.money.pl/gospodarka/bije-licznik-dlugu-skarbu-panstwa-w-miesiac-przybyly-kolejne-miliardy-zlotych-6760615971195712a.html?utm_source=Facebook&utm_medium=social&utm_campaign=fbmoney&utm_term=post&utm_content=money

Rząd na finansowanie wydatków pożycza pieniądze, a łączna suma wszystkich zobowiązań do spłaty rośnie praktycznie z każdą sekundą. W marcu zadłużenie Skarbu Państwa urosło o około 3,3 mld zł.

W sumie sięga prawie 1,15 bln [1150 miliardów… md] zł. Żeby spłacić długi, każdy obywatel musiałby oddać kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Systematycznie rośnie zadłużenie Polski. Najnowsze szacunki Ministerstwa Finansów pokazały, że zadłużenie samego Skarbu Państwa tylko w marcu zwiększyło się o 3,3 mld zł.

W sumie dług SP wynosi już około 1 bln 148,2 mld zł – wylicza resort finansów, któremu tymczasowo przewodzi premier Mateusz Morawiecki.

Jak poinformowało ministerstwo, dług krajowy na koniec marca był na poziomie około 895,7 mld zł, a dług w walutach obcych to blisko 252,5 mld zł. Zagraniczne zadłużenie stanowi więc 22 proc. całości zobowiązań Skarbu Państwa.

Dług publiczny jeszcze większy

Zadłużenie Skarbu Państwa jest częścią długu publicznego. Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) szacuje, że aktualnie przekracza ono 1 bln 464 mld zł. To oznaczałoby, że na jednego mieszkańca Polski przypada około 38703 zł. Teoretycznie każdy obywatel musiałby tyle pieniędzy przekazać do kasy państwa, żeby spłacić wszystkie zobowiązania.

A do tego jeszcze dochodzi dług poza kontrolą parlamentu. FOR ocenia go na ponad 320 mld zł. To dodatkowe blisko 8,5 tys. zł na głowę.

„Dług poza kontrolą parlamentu to zobowiązania zaciągnięte przez instytucje będące pod nadzorem państwa (takie jak m.in. Bank Gospodarstwa Krajowego czy Polski Fundusz Rozwoju) na sfinansowanie zadań publicznych realizowanych poza reżimem ustawy budżetowej” – wskazuje FOR.

O wysokości tych wydatków oraz o ich przeznaczeniu i sposobie podziału decyduje jednoosobowo dysponent danego funduszu. Wydatki tych funduszy w przeciwieństwie do budżetu nie muszą być opiniowane i zatwierdzane przez komisję budżetu w parlamencie.

„To tak jakby firma miała „tajny” rachunek bankowy i prowadziła przez niego różne operacje finansowe i nie wykazywała ich w sprawozdaniu finansowym przedstawianym radzie nadzorczej i akcjonariuszom. Parlament jest naszą radą nadzorczą” – tłumaczą eksperci FOR.

Koszty długu coraz większe

Dziś koszt obsługi naszego zadłużenia wynosi już około 1,3 proc. PKB, czyli blisko 30 mld zł rocznie. Jak ocenia prof. Gomułka, za 3-4 lata, kiedy będziemy wymieniać portfel naszego zadłużenia, będzie to już 3 proc. PKB, czyli nieco ponad dwa razy więcej niż obecnie.

Powodem takiej sytuacji jest bardzo dynamiczny wzrost rentowności (jest to stopa zwrotu z kapitału zainwestowanego w obligację) naszych obligacji skarbowych. Jak podkreśla prof. Gomułka, tylko w ciągu ostatniego roku rentowność naszych papierów dłużnych wzrosła z 1,5 proc. do 6 proc.

Według ekonomisty, nabywcy naszych papierów dłużnych każą sobie teraz słono płacić za wysokie ryzyko związane z niepewnością inwestycyjną (chodzi tu głównie o sytuację geopolityczną Polski i ryzyko przedłużenia się wojny na Ukrainie), a także za utratę zaufania do polityki makroekonomicznej państwa (tu z kolei kluczowa jest chwiejna polityka fiskalna państwa, brak zaufania do naszego upolitycznionego wymiaru sprawiedliwości, zamrożenie nam funduszy unijnych oraz poziom stóp procentowych).

oprac. Damian Słomski, dziennikarz money.pl

Za ludobójstwo na Wołyniu odpowiedzialni ROSJANIE, a nie Ukraińcy? Co stało się z „Redutą”? „Jesteśmy na tropie”

21.04.2022 https://prawy.pl/119600-megaskandal-za-ludobojstwo-na-wolyniu-odpowiedzialni-rosjanie-a-nie-ukraincy-jestesmy-na-tropie/

Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia i przewodniczący Rady Nadzorczej PAP twierdzi, że za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej odpowiedzialni mogą być sowieci. Naturalną konsekwencją takiej tezy byłoby zniesienie albo przynajmniej umniejszenie odpowiedzialności Ukraińców za wybitnie bestialskie zbrodnie nawet jak na warunki II wojny światowej.

===================

W Polsce panują dwie szkodliwe doktryny w kwestii zagranicy. Pierwsza to wasalność wobec sojusznika. Zamiast traktować sojusznika jak partnera, kogoś równego sobie i tylko w kwestii, której sojusz dotyczy, zgodnie z PRL-owską mentalnością homo sovieticus tworzy się odgórnie atmosferę rzekomej przyjaźni polsko-radzie… tzn. polsko-sojuszniczej.

Drugą szkodliwą zasadą jest założenie, iż sojusznik sojusznika jest naszym sojusznikiem.

Po połączeniu tych dwóch, wychodzi nam najpierw jakaś pseudomoralna próba zakazu mówienia o ludobójstwie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, a teraz jeszcze doszło relatywizowanie odpowiedzialności Ukraińców za tę zbrodnię.

Są poszlaki o inspiracji NKWD. Jesteśmy na tropie tego, ale za wcześnie mówić o szczegółach– twierdzi na Twitterze Maciej Świrski. Była to odpowiedź na już skasowany wpis pracownika medialnego Artura Stelmasiaka.

Maciej Świrski jest założycielem i prezesem Reduty Dobrego Imienia (RDI) oraz przewodniczącym Rady Nadzorczej Polskiej Agencji Prasowej.

Co warte odnotowania, był również wiceprezesem Zarządu Polskiej Agencji Prasowej S.A. oraz wiceprezesem Polskiej Fundacji Narodowej, tej od jachtu promującego Polskę poprzez stanie w porcie.

Jeśli chodzi o działalność dotyczącą RDI, ciężko cokolwiek tutaj zarzucić. Organizacja sprawnie działała przeciwko oszczerstwom wobec Polski ze strony Niemiec czy nawet środowisk żydowskich. Co ciekawe, organizacja zajmowała się także tematyką wołyńską. Chociażby TUTAJ znajduje się jeden z tekstów na stronie tej organizacji. Także i na facebookowym profilu organizacji wspominało się o ludobójstwie.

Mail: Świr czy zdrajca? Bo na pewno nie głupek…

Oсновная масса оружия идет на Украину через Польшу

МИД РФ: ВС России вправе считать законной целью транспорты США и НАТО с оружием, следующие по территории Украины

https://topwar.ru/195300-mid-rf-vs-rossii-vprave-schitat-zakonnoj-celju-transporty-ssha-i-nato-s-oruzhiem-sledujuschie-po-territorii-ukrainy.html
Российские войска вправе считать законной целью транспорт США или НАТО, перевозящий вооружения по украинской территории. Об этом заявил заместитель директора департамента Северной Америки МИД РФ Сергей Кошелев.

США и НАТО в открытую заявляют о поставках различных вооружений киевскому режиму с целью затянуть проведение специальной военной операции России с одновременным нанесением как можно большего ущерба российской армии. После того как российская авиация и ПВО закрыли воздушное пространство на Украиной, у Запада остался только наземный способ доставки оружия через границу. Правда была одна попытка прорваться по воздуху, но прекрасно сработала ПВО, сбив украинский военно-транспортный самолет в районе Одессы.
Сейчас основная масса оружия идет на Украину через Польшу, которая стала логистическим хабом НАТО. Доставляемое в Польшу самолетами оружие перегружается на наземный транспорт и далее следует на Украину, в основном автомобилями. Пока шли поставки легкого вооружения, такие колонны маскировались под гражданские, но с началом поставок тяжелого вооружения гаубицы или танки в рефрижератор не засунешь, поэтому будет применяться специальная техника.
Как заявили в российском МИД, все транспорты США и НАТО с оружием, следующие по украинской территории, будут считаться законной целью российской армии. Вашингтон и Брюссель предупреждение уже получили.

Прямо говорим представителям США, что американо-натовские транспорты с оружием, следующие по украинской территории, вооруженные силы России вправе рассматривать в качестве законных военных целей – заявил Кошелев.
Отметим, что до настоящего времени российская армия наносила удары по местам скопления или складирования западного вооружения, а также по железнодорожным станциям, на которых располагались эшелоны с техникой ВСУ.

Mieszkaniec Pucka który zamienił flagi ukraińskie na polskie sądzony na podstawie kodeksu karnego… Ukrainy!

Jacek Boki http://kresywekrwi.blogspot.com/2022/04/chcesz-dokonac-zamiany-ukrainskiej.html?m=0

Mieszkaniec Pucka Pan Mariusz Lesner, który na jednym z rond w tym mieście zdjął znajdujące się na nim flagi ukraińskie, a w ich miejsce ustawił flagi polskie, jest ścigany przez lokalną prokuraturę rejonową za przestępstwo, którego w ogóle się nie dopuścił. Zaznaczam, że Pan Mariusz Lesner nie zniszczył flag ukraińskich, tylko dokonał ich zamiany na polskie.

——————————————

I za ten czyn jest ścigany z art137 & 2 kk, ale sadzony będzie, choć nie dokonał żadnej dewastacji, czy zniszczenia flag państwowych Ukrainy mimo to, ale już nie na podstawie jakiegokolwiek artykułu Polskiego kodeksu karnego, którego nie złamał w żadnym punkcie, tylko na podstawie kodeksu karnego… Ukrainy!

Art. 137. [Publiczne znieważenie znaku lub symbolu państwowego]
§ 1.
Kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§ 2.
Tej samej karze podlega, kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwa obcego, wystawione publicznie przez przedstawicielstwo tego państwa lub na zarządzenie polskiego organu władzy.

Tak więc w myśl wypowiedzianych kilka dni temu słów klauna z Kijowa, że nie ma między Polską, a Ukrainą już żadnych granic, sąd rejonowy w Pucku postanowił potraktować to poważnie i będzie sądził Polaka na terytorium Polski na podstawie… ukraińskiego prawa, choć ten nie popełnił żadnego przestępstwa, nawet w myśl obowiązującej litery polskiego prawa. Oznacza to jednoznacznie, że Polski jako suwerennego i niepodległego państwa już nie ma. 

Czyli Polaków można od tej pory sądzić i skazywać w Polsce na podstawie prawa wrogiego nam kraju, ale Ukraińców za znieważanie Polski i Polaków, uniewinnia się za najbardziej obelżywe znieważanie nas wszystkich, vide niedawny przypadek Ihora Isajewa, czy też zniszczenie przez ukraińskich szowinistów w Elblągu, kolejnych dwunastu polskich flag na rondzie Obrońców Birczy i tzw. polskie władze i organy tzw. sprawiedliwości, nie tylko nie podejmują w tych wszystkich przypadkach żadnych działań, mających na celu wykrycie sprawców tych przestępstw, ale nawet nie są zainteresowane ich zgłaszaniem. 

Gdy weźmiemy jeszcze pod uwagę fakt, przegłosowania w 2014 roku przez radę wierchowną samostijnej ustawy ścigającej każdego, kto znieważy na terytorium Ukrainy ich narodowego bohatera, zwyrodniałego mordercę Stepana Banderę i jego kompanów z UPA, takich jak Szuchewycz, Kłaczkiwśki, Burłaka, Eney, Mychajło Duda, Stepan Stebelski, Jewhen Sztandera i całej pozostałej reszty bandytów spod znaku tryzuba, za co grozi tam do pięciu lat pudła, a dziś wychodzi na to, że ustawa ta jest również obowiązującym prawem na terytorium Ukro – Polin, to Pan Mariusz i zresztą każdy z nas za podobną działalność, polegającą na ukazywaniu Polakom prawdy o ukraińskim ludobójstwie naszych rodaków na Kresach II RP, ma w myśl tego precedensu od dziś, po prostu przerąbane.

A najbliższą, 79 rocznicę Rzezi Wołyńskiej będziemy obchodzić w konspiracji, w katakumbach.

Jacek Boki – 20 Kwiecień 2022 r.

MZ ustanawia rekord: Ukraińscy medycy po 45-godzinnym kursie języka polskiego będą w stanie leczyć Polaków.

Tymczasem, aby osiągnąć najniższy poziom znajomości języka, czyli A1 potrzeba ok. 80-120 godzin nauki, by znać go średnio trzeba poświęcić 350-400 godzin.

MATERIAŁ Z POWODU CENZURY NIEWYGODNYCH FAKTÓW MUSIMY OPUBLIKOWAĆ PONOWNIE. POPRZEDNI ARTYKUŁ ZOSTAŁ UZNANY PRZEZ CENZORA ZA NIEBEZPIECZNĄ INFORMACJĘ WPROWADZAJĄCĄ W BŁĄD W SPRAWIE WOJNY.

Z powodu istnienia bariery językowej przytłaczająca większość Ukraińskich specjalistów nie jest w stanie wykonywać pracy z uwagi brak biegłego posługiwania się językiem polskim w mowie i piśmie (wyłączna znajomość pisowni cyrylicą). Problem ten postanowiło jednak „rozwiązać” Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego, które uruchomiło bezpłatne kurs podstawy medycznego języka polskiego.

Według oficjalnych danych na kurs zgłosiło się już ponad 3 tys. chętnych. Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że po 3 tygodniach i 45 godzinach lekcyjnych osoby te będą w pełni przygotowane do podjęcia pracy w zawodzie lekarza, ratownika medycznego czy pielęgniarki. Wielką obawę co do tego projektu zgłaszają lingwiści i lekarze twierdzą, że to niemożliwe.

W świetle przyjętej przez rząd przy braku sprzeciwu koalicji specustawy o pomocy Ukraińcom, osoby z tego kraju, które poza Polską uzyskały kwalifikacje lekarza czy pielęgniarki, mogą otrzymać od ministra zdrowia zgodę na wykonywanie zawodu w Polsce. Zgodnie z zapisami tam dokonanymi, które zostały przyjęte przez obie izby parlamentu, a także zatwierdzone przez podpis prezydenta przeszkodą w zatrudnieniu tych osób nie jest brak znajomości języka polskiego.

Zapis o braku przeszkody językowej przy zatrudnieniu został skrytykowany jeszcze przed uchwaleniem tej specustawy między innymi Naczelna Rada Lekarska. W związku z falą krytyki tego zapisu 21 marca 2022 r.  w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego (CMKP) został uruchomiony pierwszy bezpłatny intensywny kursy z podstawy medycznego języka polskiego dla lekarzy,  dentystów, ratowników medycznych i pielęgniarek oraz położnych. Jak już wcześniej wspomnieliśmy projekt ten zakłada, że Ukraińcy mają nauczyć się języka polskiego w 45 godzin lekcyjnych. Na projekcie tym również nie pozostawiono na nim również suchej nitki.

Z oficjalnych informacji pochodzących ze strony CMKP zajęcia odbywają się  w grupach 15-osobowych w formie online i prowadzone są przez profesjonalnych lektorów języka polskiego. Organizator zapewnia, że grupy tworzone są według specjalizacji uczestniczących w nich medyków. W ramach kursu uczestnicy otrzymują bezpłatne materiały edukacyjne. Kurs ma zakończyć test postępu a każdy uczestnik, ma otrzymać certyfikat.

Według portalu prawo.pl, który powołał się na stanowisko Centrum Nauczania i Certyfikacji Języków Obcych Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie wskazuje, że aby osiągnąć najniższy poziom znajomości języka, czyli A1 potrzeba ok. 80-120 godzin nauki, by znać go średnio trzeba poświęcić 350-400 godzin.

Z danych, na jakie powołuje się prawo.pl wynika, że do pracy w ochronie zdrowia wymagany jest minimum poziom B2. By to osiągnąć trzeba poświęcić na naukę co najmniej 500 godzin.

W tym miejscu nasuwa się pytanie jak osoby te będą leczyć ludzi, komunikować się z nimi i wypisywać dokumentację medyczną po zalewie 45-godzinnym intensywnym kursie języka polskiego? – Jak to ma się do marnych 45 godzin? Czy taki osoba po 45-godzinnym intensywnym i w dodatku online kursie języka polskiego będzie w stanie przeprowadzić wywiad medyczny, porozmawiać na wrażliwe tematy, które wymagają sprawności językowej?

Dla super cenzorów, których zadaniem jest wprowadzenie w błąd Polaków i szczelne ukrywanie niewygodnej prawdy dla władzy.

Bilans Wojny na Ukrainie. Wnioski dla Polski.

Bilans Wojny na Ukrainie – Piotr Panasiuk

Polacy pozbawieni prawie zupełnie własnych niezależnych mediów, atakowani zewsząd nachalną anglosaską propagandą zupełnie nie orientują się w rzeczywistym przebiegu wojny na Ukrainie. Ta zamierzona przez zagranicznych decydentów niewiedza w zasadniczym stopniu kształtuje ich świadomość i powoduje, że podejmują coraz gorsze decyzje dotyczące fundamentalnych spraw związanych istnieniem państwa i narodu.

Wielu trzeźwych obserwatorów domyśla się, że informacje o wielkich zwycięstwach i kontrofensywach Ukraińców to produkt czysto pijarowy, zmyślony i przez nikogo niepotwierdzony. Bo jakie to miasto na przykład w ciągu tych 55 dni wojny odbiły siły ukraińskie? Jakie odziały rosyjskie pokonały?  Wszystkie to „sukcesy” okazywały się być po paru dniach sfabrykowanymi kolażami, przerobionymi w Photoshopie zdjęciami, wymyślonymi mitami, jak np. tzw. „Duch Kijowa”  – pilot, który miał zestrzeliwać rosyjskie samoloty, a który w ogóle nie istniał.

Cel narzucanej w ten sposób Polakom propagandy był oczywisty- zbudowania przeświadczenia, że pomaganie Ukrainie ma głęboki sens, że nasze wysiłki przybliżają „ostateczne zwycięstwo” słusznej sprawy. Ten medialny pressing pomagał też niewątpliwie w przeprowadzaniu narzuconej nam przez USA przymusowej mobilizacji naszych wszystkich zasobów: militarnych, finansowych, gospodarczych na rzecz wschodniego sąsiada. Dzięki temu Polacy sami oddają wszystko to, co mają najlepszego Ukraińcom – ostatnią sprawną broń, żywność, amunicję, paliwo.  Wielu z nich nawet zaciąga się, jako najemnicy do prywatnych armii organizowanych przez nacjonalistów.  Nikt nie zastanawia się, czy wszystkie te wysiłki i całe to oszalałe „wzmożenie” będzie miało jakikolwiek sens i pożytek zarówno dla Ukraińców, jak i dla Polaków. Wściekła propaganda mainstreamowa eliminuje wszelkie próby refleksji a każdy, kto odważy się na niezależnie myślenie jest piętnowany, jako zdrajca i obcy agent a tabuny zindoktrynowanych bogoojczyźnianych tzw. „Januszy” próbują zrobić wszystko, aby „podstawić mu nogę” w życiu osobistym i pracy zawodowej. Szpicel i denuncjator to teraz zajęcia cieszące się największym autorytetem w polskim społeczeństwie.

Rzeczywisty obraz wojny

Pragnąc podejmować racjonalne decyzje warto wyrobić sobie rzetelny ogląd na stan spraw na Ukrainie i spróbować uchwycić rzeczywisty obraz konfliktu.  Jedną z najmniej zawodnych, jak i najbardziej odporną na manipulacje jest metoda statystyczna.  Trzeba po prostu policzyć stan wyjściowy zasobów militarnych stron konfliktu, policzyć dotychczasowe traty, oraz oszacować czy pozostałe zasoby wystarczą, aby osiągać sukces lub dalej móc prowadzić wojnę.

W przedstawionych poniżej dwóch tabelach zestawiono zasoby i straty obu stron na dzień 16-17 kwietnia 2022. Przyjęto oficjalne dane Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej oraz sztabu generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy. Rosyjskie dane są bardziej wiarygodne, gdyż Rosjanie podając je pokazują szczegółowe dowody (zdjęcia, filmy) i wyliczenia. Dane ukraińskie dotyczące strat rosyjskich według rozeznania są 2-3 krotnie przesadzone. Ukraińcy podając je nie potrafią w żaden sposób potwierdzić ich materiałem zdjęciowym. Autor nie znalazł np. potwierdzenia zdjęciowego nawet 10 samolotów zestrzelonych przez wojska ukraińskie. Ale nie o to tutaj chodzi, Przyjęto dane deklarowane przez obie strony wojujące, aby uchwycić generalny stan zasobów i strat.

Straty armii ukraińskiej według strony rosyjskiej, według Ministerstwa Obrony Rosji na dzień 17 kwietnia 2022

  Stan na luty 2022 Stracono do 17.04.2022Procent strat
Samoloty15913484
Helikoptery14710571
Bezzałogowce50046092
Zestawy przeciwlotnicze300    24682
Czołgi i bojowe wozy piechoty2596+40002,26934
Wyrzutnie rakiet49025251
Artyleria Polowa i Moździerze310798732
Wozy specjalistyczne5000215843
Flota3838100
Żołnierze20923 367 zabici11
  30 000 ranni szacunek14

Straty sił rosyjskich według sztabu generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy na dzień 16 kwietnia 2022.

  Stan na luty 2022 Stracono do   16.04.2022 Według wersji ukraińskiejProcent strat
Samoloty bojowe21001637,76
Helikoptery20501447,02
Bezzałogowce30001354,50
Zestawy przeciwlotnicze5000661,32
Czołgi24 000 ( z rezerwami)7563,15
Bojowe wozy piechoty40 500 ( z rezerwami)19764,88
Wyrzutnie rakiet (bez strategicznych)33911223,60
Artyleria Polowa i Moździerze20 000 ( bez rezerw)3661,83
Wozy specjalistyczne40 000 ( bez rezerw)14433,61
Flota605    20,33
Żołnierze900 00020 0002,22

Jak możemy wywnioskować z powyższych zestawień Ukraina utraciła do tej pory większość swojego sprzętu wojennego. Wyposażenie wojsk lądowych (artyleria, czołgi, BWP) zostało już w prawie 50% zniszczone przez Rosjan. Marynarka wojenna i lotnictwo nie istnieją od dawna. Nastąpił także poważny ubytek w sile żywej – około 20% żołnierzy zostało wyłączonych z walki.

Z kolei straty Rosjan (mocno przesadzone przez Ukraińców) stanowią ułamek ich zasobów militarnych – to zaledwie około 2-3% faktycznych możliwości Federacji Rosyjskiej, a w rzeczywistości nawet mniej. Zapasy sprzętowe Rosjan są stale uzupełniane przez przemysł albo przemieszczane z głębi kraju na linię frontu.

Najważniejsze w długotrwałym prowadzeniu wojny jest sprawne dostarczanie wojskom amunicji, materiałów pędnych i żywności oraz finasowanie konfliktu. Ukraina, jako jedne z najuboższych krajów Europy posiadała zaledwie 30 mld USD rezerw walutowych, podczas gdy Rosja ma ich aż 630 mld. Ukraina prawie całą potrzebną ropę niezbędną dla walczącej armii importuje z zagranicy- głównie z Białorusi, produkcja własna jest niewielka, podczas gdy Rosja jest jednym z największych jej producentów na świecie. Trzeba także dodać, że obecnie wszystkie pracujące na Ukrainie rafinerie i większość baz materiałów pędnych zostały już zniszczone przez rosyjskie naloty. Ukraina może obecnie polegać wyłącznie na dostawach z zagranicy z Polski i Rumunii, ale też nie wiadomo, przez jaki jeszcze czas.

Wojna toczy się na terytorium Ukrainy i dezorganizuje całe państwo. Przede wszystkim zaś – do końca, dzień po dniu, obraca w perzynę i tak marną ukraińską infrastrukturę – drogi, koleje, porty, elektrownie, lotniska, podczas kiedy Rosja nie ponosi tutaj żadnych uszczerbków.

Dlatego wniosek jest oczywisty. Ukraina nie może wygrać tej wojny. Większość sprzętu wojskowego, znaczna część armii jest unieszkodliwiona, zapasy materiałowe są praktycznie wyczerpane i stale niszczone a w wielu regionach brakuje już żywności. Głodują już nawet wojska ukraińskie, które dopuszczają się rabunków na okolicznych mieszkańcach.

Z kolei Rosja poświęciła zaledwie drobny ułamek swoich ogromnych zasobów i stale je odnawia zwiększając stale ilość sprzętu i materiałów dosyłanych na linię frontu. Wojna cieszy się poparciem 80% Rosjan, którzy zjednoczyli się przy prezydencie Putinie i nic nie zapowiada zmiany tych preferencji.

Dlatego nie bójmy się wyciągać oczywistego wniosku. Ukraina tę wojnę przegrała i dalsze prowadzenie nie zmieni jej ostatecznego wyniku. Rosjanie posiadają absolutna przewagę we wszelkich aspektach, poczynając od dominacji w powietrzu, poprzez zaawansowanie techniczne wojsk, a skończywszy na zabezpieczeniu materiałowym. Przewaga ta stale rośnie i wojska ukraińskie nie są zdolne do żadnych działać zaczepnych i nigdy już nie będą.

Wnioski dla Polski

Skoro przegrana Ukrainy w toczącej się wojnie jest sprawą oczywistą zastanówmy się, nad jakie wnioski płyną dla nas i jak powinniśmy się zachować, aby nie uciapało bezpieczeństwo państwa i obywateli.

Niewątpliwie, jako najważniejszą sprawę powinniśmy rozważyć sens dalszych dostaw polskiego uzbrojenia i materiałów pędnych dla armii ukraińskiej, które i tak nie zmienią wyniku starcia na Ukrainie, a stanowią olbrzymie obciążenie dla budżetu Polski, które dodatkowo musi ponosić ciężar utrzymania prawie 3 mln ukraińskich uchodźców.  Poza tym dostawy te mogą zostać uznane przez zwycięskich Rosjan za casus belli i sprowadzić na nasze domy zagrożenie wojenne. Dobrze wiemy, że państwa NATO nie chcą interweniować bezpośrednio na Ukrainie, gdyż oznaczałoby to III wojnę światową. To karmienie Ukraińców mrzonkami i złudzeniami na pomoc zachodnią, a tej nie będzie.

Jako, że Ukraina jest naszym sąsiadem Polska zamiast dolewać benzyny do konfliktu powinna się zaangażować jak najszybciej w zainicjowanie procesu pokojowego. Jest w naszym interesie, aby wojna nie rozlała się dalej i nie zablokowała pomostu handlowego Wchód – Zachód, gdyż wówczas Polska utraci wszystkie profity z racji swojego tranzytowego położenia w Europie. Dlatego polski rząd i wszystkie opcje polityczne powinny stać się ambasadorami pokoju w naszej części kontynentu.

Polski interes gospodarczy wymaga także nie zrywania kontaktów z Białorusią i Rosją, gdyż poprzez te państwa przebiegają główne kontynentalne korytarze handlowe do Chin, ponadto Rosja jest głównym dostawcą węglowodorów, które są niezbędne polskiej gospodarce i obywatelom. Dodatkowo po zwycięstwie na Ukrainie to Rosja będzie kształtować stosunki polityczne na wschodzie kontynentu. Nie ma żadnego ważnego powodu abyśmy dobrowolnie ograniczali sobie możliwości prowadzenia polityki w przyszłości.

Nie bójmy się myśleć o sobie i naszych interesach.

To nie nasza wojna.

Piotr Panasiuk

Za: konserwatyzm. pl (19 kwietnia 2022) | https://konserwatyzm.pl/panasiuk-bilans-wojny-na-ukrainie/ | Panasiuk: Bilans Wojny na Ukrainie

Wesprzyj naszą działalność [to prośba BIBUŁY MD]

Hymn UPA wykonywany przez młodzież ukraińską i polską. W Zamościu. Bezkarnie???

Sława Ukrainie – herojam sława – smert Lachom”

Jacek BOKI http://kresywekrwi.blogspot.com/2022/04/hymn-upa-wybrzmia-w-zamojskim-domu.html

[Piosenka była pierwotnie hymnem Legionu Ukraińskich Strzelców Siczowych. md]

================

W ramach trwającego już drugi miesiąc na terytorium przemarszu Ukro-Polin Bander Amoku 2022, będącego pochodną wcześniejszej, trwającej dwa lata operacji psychologicznej, zgąbczania mózgów poliniakow, znanej bardziej pod nazwą plandemi cowidać 19, Ukraińcy, zarówno ci mieszkający tutaj od dziesiątek lat, jak również ci nowo przybyli, w ramach operacji podmiany ludności krainy Polin, sprawdzając możliwości, jak daleko mogą się posunąć, by bez żadnych obaw móc sobie pozwolić na dosłowne nasranie tubylczej ludności Polinskiej na głowy i widząc, że nie istnieje żadna taka granica, na którą mogliby się natknąć, napotykając jakiś opór ze strony tubylców, przeszli tym samym z marszu na wyższy etap mądrości dziejowej i widząc iż mogą otwarcie już wznosić i umieszczać na bilbordach w Polińskiej przestrzeni publicznej, antypolskie, banderowskie hasła w rodzaju Sława Ukrainu, Herojom Sława, czy Sława nacji, smert worohom, oraz wywieszać czerwono czarne banderowskie flagi, tak jak ma to miejsce we Wrocławiu i Krakowie, teraz ukraiński chór złożony z nowo przybyłych tzw. ,, uchodźców” i z lokalnych polińskich Julek wykonał kilka dni temu publicznie, w zamojskim domu kultury hymn UPA – Czerwoną Kalinę, nie tylko za przyzwoleniem, ale wręcz zachęta dyrekcji tego zamojskiego przybytku kultury. 

UPA wyk ZDK – https://www.facebook.com/zamojskidomkultury.official/videos/728522348149107

Na profilu społecznościowym ZDK (link: https://www.facebook.com/zamojskidomkultury.official/ ) został zamieszczony klip pod tytułem „Czerwona kalina” wykonywany przez młodzież ukraińską i polską. Przez organizatorów jest on anonsowany jako cyt. „wsparcie i solidarność dwóch narodów”. Dla zmylenia polskiej młodzieży do tej wersji zmieniono słowa i mylnie nazywano go „ukraińską melodią ludową”.

Wykonanie i promowanie „Czerwonej kaliny” traktujemy jako niezwykle groźną prowokację. Jako testowanie na ile Ukraińcy w Polsce mogą się posunąć z banedryzmem i czy jego atrybuty będą penalizowane. Przy tym jest analizowana wiedza historyczna o ludobójstwie Polaków dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów oraz świadomość społeczna w tym obszarze. Dla takich eksperymentów sprzyjającą przykrywką jest aktualne i zasadne poczucie krzywdy napadniętego narodu ze strony Ukraińców i okazywana im przez Polaków naturalna solidarność.

Jeżeli przyzwolimy na gloryfikację w Polsce banderyzmu wyrażającego się okrzykami „sława Ukrainie ….”, czerwono-czarnymi barwami, śpiewem hymnu UPA, to już tylko krok do tego aby nie tylko przywrócić sporne pochówki ukraińskich ludobójców (casus pochówek Werchrata, Rotunda Zamojska) ale przecież i wznieść pomniki Bandery i Szuchewycza.

Tymi działaniami bezmyślnymi, a może celowo prowokacyjnymi dostarcza się przecież dowodów na to, że Władimir Putin, który za jeden z celów postawił sobie „denazyfikację Ukrainy” ma rację.

Zjawisko to jest niezwykle groźne, ponieważ razem z uchodźcami importujemy także nacjonalistyczną ideologie banderowską. Nie możemy dopuścić aby „rozlała” się ona po Polsce. Wykonanie czerwonej kaliny głęboko rani żyjących świadków historii i ich potomków w imieniu których działamy. Wypełniając cele statutowe Stowarzyszenia w dniu dzisiejszym złożyliśmy do Prokuratury Rejonowej w Zamościu zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa propagowania banderyzmu przez pracowników Domu kultury.

Jolanta Kalinowska-Obst

Jest mi bardzo przykro i wstyd za instytucję, w której pracuję, a zwłaszcza za pomysłodawców tego nagrania. Uczymy przecież poszanowania polskiej tradycji i kultury, tolerancji i zrozumienia dla innych kultur i narodów. Jestem przeciwna tej okropnej wojnie, uważam że należy pomagać i wspierać ludzi uciekających przed jej okrucienstwem , ale nie możemy zapominać o historii i popierać banderyzmu. Musimy pamiętać o ludobójstwie na Wolyniu i dążyć, żeby wreszcie po tylu latach kości Polaków Pomordowanych przez Ukraincow mogły być pochowane.

Należy dodać do wypowiedzi Pani Jolanty Kalinowskiej – Obst, że projekt wykonania Czerwonej Kaliny, był przygotowywany w całkowitej tajemnicy przez dyrekcję zamojskiego domu kultury, nawet przed własnymi pracownikami.

https://www.facebook.com/Stowarzyszenie-Upami%C4%99tniania-Polak%C3%B3w-Pomordowanych-na-Wo%C5%82yniu-833942940035501

Stowarzyszenie Upamiętniania Polaków Zamość, 2022-04-12

pomordowanych na Wołyniu

ul. Bazyliańska 3

22-400 Zamość

Prokuratura Rejonowa w Zamościu

ul. Szczebrzeska 47

22-400 Zamość

Wypełniając statutowe cele Stowarzyszenia ….. zgłaszamy niniejszym podejrzenie popełnienia przestępstwa propagowania banderyzmu przez pracowników Zamojskiego Domu Kultury.

W dniu 9-04-2022 o godz. 17:10 na profilu społecznościowym facebook zamieszczony został klip pod tytułem „Czerwona kalina” wykonywany przez młodzież ukraińską i polską.

Link: https://www.facebook.com/zamojskidomkultury.official/ Ma on duży zasięg, obserwuje go 9378 użytkowników, 94 udostępnienia, 167 polubień.

Klip ten przez organizatorów tej prowokacji jest anonsowany jako cyt. „wsparcie i solidarność dwóch narodów”, do tej wersji napisano słowa, a nazywany jest ukraińską melodią ludową. W istocie wykonywany utwór jest hymnem UPA.

Oprócz czerwono-czarnej flagi i okrzyku „Sława Ukrainie – herojam sława – smert Lachom” jest atrybutem ukraińskiej ideologii nazistowskiej D. Doncowa zwanym też w Polsce potocznie banderyzmem.

Hymn ten, okrzyki, barwy i paniczny strach były ostatnimi jakich doświadczali Polacy mordowani w niezwykle okrutny sposób przez Ukraińców.

Wykonanie w Zamojskim Domu Kultury „Czerwonej kaliny” traktujemy jako niezwykle groźną prowokację. Jako testowanie na ile Ukraińcy w Polsce mogą się posunąć z banedryzmem w Polsce i czy fakt jego wykonywania będzie penalizowany. Przy tym jest analizowana i testowana wiedza historyczna o ludobójstwie Polaków dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów oraz świadomość społeczna. Dla takich eksperymentów sprzyjającą przykrywką jest aktualne poczucie krzywdy napadniętego narodu ze strony Ukraińców i okazywana im przez Polaków naturalna solidarność.

My nie wiemy kto stoi za tą prowokacją, nie wiemy na ile jest sterowana z premedytacją. Na ile jest to brak kompetencji lub niewiedza pracowników ZDK. Zapewne nadużywa się w tym przypadku dobre „polskie serca”. Wiemy jednoznacznie, że w Polsce nie można wykonywać hymnu UPA. Nawet jeżeli na Ukrainie uczyniono z niego pieśń ukraińskiego wojska, i ustawodawstwo Ukrainy traktuje banderowców jako „herojów”, to uchwała Parlamentu Polskiego stoi do niej w sprzeczności nazywając ich ludobójcami.

Prosimy o podjęcie czynności procesowych gdyż zamilczenie wykonania czerwonej kaliny rozleje ukraiński banderyzm na całą Polskę głęboko raniąc żyjących przecież jeszcze polskich świadków historii, w imieniu których działamy.

Niczyje życie, mienie, ani zdrowie nie jest bezpieczne, gdy trwa sesja Sejmu

Trwa sesja Sejmu.

14 kwietnia 2022 Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5159

Jakie są skutki wojny? To zależy od tego, czy jest ona wygrana, czy przegrana. Jeśli wojna jest przegrana, to państwo, które poniosło klęskę, może zostać okrojone terytorialnie, poza tym musi zapłacić odszkodowanie państwu zwycięskiemu, czyli tak zwaną kontrybucję, no i zmniejsza się jego znaczenie na arenie międzynarodowej. Jeśli natomiast wojna jest wygrana, to pojawiają się jeńcy, pojawiają się łupy, pojawiają się branki, no i oczywiście – kontrybucja. Tak właśnie było po wojnie francusko-pruskiej w 1871 roku. Prusy tę wojnę wygrały, toteż Francja musiała oddać im Alzację i część Lotaryngii oraz wypłacić w terminie 3 lat kontrybucję w wysokości 5 miliardów franków w złocie. Jeśli chodzi o skutki polityczne, to zwycięski Bismarck ze zjednoczonych państw niemieckojęzycznych utworzył Cesarstwo Niemieckie pod egidą króla Prus, jako cesarza niemieckiego. Cesarstwo francuskie przestało istnieć, a na jego miejscu pojawiła się republika. Jednak Paryż wyłamał się spod jej władzy by kontynuować wojnę. Większość Francuzów wojny jednak już nie chciała, a ekscesy Komuny Paryskiej zacisnęły im szczęki w zimnej wściekłości, toteż generał Gaston de Gallifet, z ramienia „wsiowego” parlamentu z Bordeaux, zmasakrował Komunę: „Bramy zdobyto, wzięto forty, śmierć bliska. Z każdej ulicy, jak z aorty, upływa krew paryska” – napisał po latach proletariacki poeta. Kiedy kurz bitewny opadł i opadły emocje, na znak narodowego pojednania na wzgórzu Montmartre wybudowana została bazylika Sacre-Coeur. Nawiasem mówiąc, ten generał Galifet zapisał się również w annałach mody męskiej. Jeszcze za mojego dzieciństwa spodnie do oficerskich butów, z bufiastymi wypustkami po bokach, nazywały się „gallife”.

Ale nie zawsze losy wojny układają się tak prosto. Na początku wieku XX państwa europejskie były już uprzemysłowione, miały liczne i dobrze uzbrojone armie, więc politycy uważali, że właśnie dzięki rozwiniętemu przemysłowi zbrojeniowemu, dzięki licznej, dobrze uzbrojonej i wyszkolonej armii, mogą rozpocząć wojnę, która nie będzie trwała długo, ot najwyżej wszystkiego 6 miesięcy. I na taką wojnę państwa europejskie były finansowo przygotowane, a wydatki miał potem wyrównać łup wojenny. Niestety państwa nieprzyjacielskie też były uprzemysłowione, też miały liczne, dobrze uzbrojone i wyszkolone armie, toteż wskutek tego wojna wcale nie chciała skończyć się po 6 miesiącach, tylko w najlepsze trwała dalej. Skończyły sie tylko pieniądze. Pierwotnie planowano, że wydatki pokryje łup wojenny, ale ponieważ wojna trwała nadal, żadnego łupu nie było i nie wiadomo było kiedy i czy w ogóle się pojawi. Tymczasem do dalszego prowadzenia wojny potrzebne były pieniądze. Skoro tedy nie można było ich pozyskać poprzez obrabowanie obywateli państw nieprzyjacielskich, to rządy państw wojujących obrabowały obywateli własnych, zawieszając wymianę papierowych pieniędzy na kruszec i narzucając przymusowy kurs waluty.

Na wszelki wypadek, żeby obywatele się nie buntowali, sztaby generalne stron wojujących rozpętały propagandę wojenną, pokazując okrucieństwa nieprzyjacielskiej armii. Dzięki temu obywatele nie tylko nie protestowali przeciwko dokonanemu właśnie rabunkowi, ale pałali chęcią dobicia wroga w jego legowisku. I o to właśnie chodziło.

Wspominam o tym wszystkim, bo władze naszego nieszczęśliwego kraju właśnie podjęły bardzo ambitny program zbrojeniowy, przewidujący nie tylko rozbudowę naszej niezwyciężonej armii do 300 tysięcy żołnierzy, ale również uzbrojenie jej w nowoczesną i skuteczną broń. Na ten cel, zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny, trzeba będzie wydawać mniej więcej 90-100 miliardów złotych rocznie – bo tyle wynosi równowartość 3 procent polskiego Produktu Krajowego Brutto, które, zgodnie z ustawą, ma być przeznaczone na wydatki wojskowe.

Początkowo myślałem, że Nasi Umiłowani Przywódcy wykorzystają okazję, że prezydent Biden wielokrotnie deklarował zamiar wzmacniania wschodniej flanki NATO, by zaproponować mu, żeby w takim razie Stany Zjednoczone sfinansowały uzbrojenie tych 200 tys. dodatkowych żołnierzy. Niczego Polska nie ryzykowała, bo gdyby p0rezydernt Biden nam odmówił, no to gorzej by przecież nie było. A jeśli by nie odmówił, tylko np. krakowskim targiem zgodził się sfinansować uzbrojenie 100 tysięcy dodatkowych żołnierzy, to też warto by się po to schylić. Z góry wykluczyć tego nie można, bo skoro USA za darmo zbroją po zęby Ukrainę, to dlaczego nie Polskę, która z punktu widzenia USA stanowi takie samo przedpole, jak Ukraina? Ale prezydent Zełeński jest znacznie bardziej przebojowy, niż prezydent Duda, toteż bez ceregieli sztorcuje przywódców państw, którzy nie chcą go słuchać, podczas gdy prezydent Duda zadowala się poklepaniem po plecach i komplementami, które co prawda nic nie kosztują, ale za które nie kupi się nawet jednego karabinu.

Skoro tedy Nasi Umiłowani Przywódcy nie odważyli się zaproponować prezydentowi Bidenowi, żeby amerykańscy podatnicy partycypowali w kosztach wzmacniania wschodniej flanki NATO, to nie ma rady – muszą zacząć rabować własnych obywateli.

Toteż 6 kwietnia w Sejmie rozpoczęła się debata nad projektem ustawy o „zamrażaniu” majątków osób i podmiotów „bezpośrednio lub pośrednio” wspierających agresję Rosji na Ukrainę oraz osób z nimi związanych. Listy proskrypcyjne takich „osób” i „podmiotów” będzie prowadziło MSWiA. Jeśli osoba lub podmiot z listy będzie się migał przed „zamrożeniem” majątku, to rząd głosi srogie kary, nawet do wysokości 20 mln złotych. Taka ustawa to prawdziwa żyła złota nie tylko w postaci majątków „zamrożonych”, ale przede wszystkim tych, które – za odpowiednią łapówkę – zostaną spod „zamrożenia” wyłączone. Oczywiście przeciwko takiej korupcji energicznie wystąpi CBA, ale to znaczy tylko tyle, że wszystko będzie trochę drożej kosztowało, bo – jak zauważyli starożytni Rzymianie – któż upilnuje strażników? W takich podejrzeniach utwierdzają mnie postanowienia projektu ustawy, według których wnioski o wpisanie na listę proskrypcyjną składają ministrowi spraw wewnętrznych bezpieczniacy ze wszystkich możliwych bezpieczniackich watah, no i oczywiście – policji. Jak widzimy, każdy pretekst jest dobry, by rząd przyznał sobie prawo rabowania mienia osób zamożnych pod pretekstem, że „wspierają” one rosyjską agresję na Ukrainę. Obawiam się, że z tym „wspieraniem” może być tak, jak z antysemityzmem. Jak wiadomo, w dzisiejszych czasach antysemitą można zostać nawet „bez swojej wiedzy i zgody”, a skoro tak, do dlaczego „bez swojej wiedzy i zgodny” nie można by zostać osobą „bezpośrednio”, a zwłaszcza „pośrednio” rosyjskiej agresji na Ukrainę? Jak powiadają – niczyje życie, mienie, ani zdrowie nie jest bezpieczne, gdy trwa sesja Sejmu”. A właśnie trwa.