Co ty naprawdę myślisz? Tak, do ciebie mówię

Stanisław Barańczak
N.N. RZUCA W PRZESTRZEŃ NAIWNE PYTANIA

Co ty naprawdę myślisz? Tak, do ciebie mówię,
wprost w twoje białe zęby, w twoje oczy, które
co dzień o wpół do ósmej wieczór
budzą w nas zaufanie i wiarę: co myślisz,
ukryty za ekranem i kartką papieru,
z której zwiastujesz nam dobrą nowinę, wzruszony
zawodowo? Czy wierzysz w to, co czytasz? Czy
już nie pamiętasz prawd sprzed dwóch, trzech, pięciu
lat? Chyba nie wyrzuciłeś tamtych kartek? Chyba
odkładasz je gdzieś sobie na pamiątkę?
Przeczytaj je sobie w wolnej chwili. Uśmiejesz się.
Zabłysną twoje białe zęby, które co dzień
o wpół do ósmej wieczór błyszczą dla nas,
twoje oczy patrzące na nas bez mrugnięcia.
A w ogóle jak się czujesz? Czy ci nie gorąco
pod reflektorem prawdy? Czy nie dusi cię
gustowny krawat barwy wiosennego nieba?

Co myślisz ty, piszący artykuły
o tym, że jest i będzie coraz lepiej?
Tak, właśnie ciebie pytam. Co myślisz naprawdę?
Czy wiesz, co myśli o tobie sprzątaczka
froterująca podłogę w redakcji
o piątej rano? Czy cię nie przeraża
to, że nie wierzą ci, albo, co gorsza,
czasem wierzą? Może w wolnych chwilach
pisujesz wiersze, w których się zawiera
cała subtelność twej duszy, wewnętrzne
rozterki i tak dalej? A nazajutrz rano
znów do redakcji i wymyślać tytuł,
arcydziełko zwięzłej dobitności, dla
notatki o procesie grupy niebezpiecznych
czytelników nieprawomyślnych książek.
To, co ty robisz, robiłby i tak
kto inny, zgoda. Ale czy tak dobrze?
Tak wprawnie? Takim zręcznym piórem, z tym talentem
i z tą pewnością, która znieczula jak zastrzyk?

A co myślisz, ty, wystukujący
na maszynie kolejną informację o
treści rozmowy z dwoma kolegami
na imieninach twojej żony? Tak,
właśnie o ciebie chodzi. Co naprawdę myślisz?
Masz rację, płacą ci niewiele. Robisz
to dla przekonania, zgoda, dla idei. Ale
czy nie śni ci się czasem coś w rodzaju
Sądu Ostatecznego: dzień, w którym archiwa
i kartoteki zostaną otwarte?
Dzień, kiedy twój przyjaciel nie poda ci ręki,
a twoje dziecko plunie ci pod nogi?
Dzień, w którym wrócą twoi dwaj koledzy
po długiej nieobecności? Więc nic? Nic takiego?
Więc dalej możesz pisać na maszynie,
bezbłędnie wystukując nazwiska i daty?
Tymi samymi palcami, którymi
niesiesz do ust chleb z masłem i gładzisz wieczorem
ciało żony? I nigdy nie zrywasz się w nocy
oblany zimnym potem?

=====================

jak strasznie TO się powtarza…

MD

Siermiężne, prymitywne, ale działa

Nie oglądam, przxeglądam tylko TVPInfo na ekranie.. Ale, jak widać, w „realu” to jest tysią ce rany brzydsze i groźniejsze… MD]

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/siermiezne-prymitywne-ale-dziala/

Od dwóch dni jestem w delegacji, tak to dyplomatycznie nazwijmy, chociaż rzeczywistość delikatnie od tej interpretacji odstaje. Trafiłem do Warszawy i za każdym razem, gdy tu trafiam, to jestem chory. Nie umiem się odnaleźć w tym zgiełku, tłoku i „wielokulturowości”, ale jest jedno miejsce w Warszawie, gdzie wieje prowincją i to taką dość przygnębiającą. Tani hotel w dzielnicy Włochy i nie to, żebym narzekał, tani hotel ma to do siebie, że jest tani, chodzi o coś innego. W tym hotelu zobaczyłem parę ciekawych zjawisk, które dość dobrze definiują obecną sytuację społeczno-polityczną. Na recepcji siedzi młoda Ukrainka, góra 25 lat, sprząta hotel około 50-letnia Polka. Klienci to przeważnie tacy sami „delegaci” albo uchodźcy z Ukrainy. Jedyną głośną rozmowę polityczną, jaką słyszałem na korytarzy, to jakieś zgrane dowcipy o Kaczyńskim i złorzeczenia na ceny paliw. Poza tym słychać płacz i żale ukraińskiego dziecka, które uspokaja mama i muszę przyznać, że akurat ta „uchodźczyni” raczej wycofana niż roszczeniowa.

W hotelu mam telewizor i to jest największa ilustracja polskiej rzeczywistości widzianej okiem obecnej władzy. W dzielnicy Włochy zrozumiałem dlaczego „totalna opozycja” i cała reszta GW z TVN, tak bardzo strzelają do mediów Kurskiego i widzą zagrożenie dla siebie. Po kilku godzinach spędzonych z TVP Info wszystko jest dla mnie jasne. Rzeczywiście obawy konkurencji PiS są w pełni uzasadnione, przekaz jaki płynie z mediów Kurskiego może wywiercić dziurę w mózgu na wylot. Tak się składa, że w Biskupinie oglądam konkurencyjną stację TVN24 i jeśli miałbym te dwie propagandowe tuby porównać, to jedna różnica od razu rzuca się w oczy. TVN24 jest stacją perfidnie manipulującą przekazem, jednak robią to kreatywnie, na wiele sposobów z angażowaniem „znanych i lubianych”. U Kurskiego mamy jedną wielką siermięgę propagandową, ładowanie łopatą jedynie słusznych treści do głów i popychanie kolanem. Kto się tym nie katował, ten może nie wiedzieć i nawet nie wyobrażać sobie o co chodzi, dlatego podam parę przykładów. Pierwszą informacja jaką usłyszałem to: „drugi Cyba”. Myślę sobie, żadna nowość, drugich Cybów PiS używa średnio co tydzień, jak PO kota Kaczyńskiego. Tymczasem chodziło o nożownika, który napadł na ochroniarza Orlenu.

Dobrze, niech będzie, dzikie prawo polityki, ale mija jeden serwis, drugi serwis, trzeci serwis i we wszystkich to samo, łącznie z tym samym ekspertem i politykiem, co to wyrażają najgłębsze oburzenie. W TVN coś takiego rozegraliby na 100 sposobów, w studio pojawiłaby się pani psycholog, potem emerytowany ochroniarz, były policjant, profesor socjologii, „przypadkowi ludzie” zaczepieni przez reportera na ulicy i wszyscy oczywiście mówiliby, że PiS jest zły, ale przynajmniej w różny sposób.

U Kurskiego jedna wielka propagandowa katarynka, non stop to samo i tak samo. Drugi obrazek to jakaś starsza pani, która trafiła na spotkanie z Tuskiem i zadała mu „trudne pytanie”. Cała akcja pachnie na kilometry tym samym, co robili KOD-ziarze na spotkaniach z politykami PiS, ale to jeszcze pół biedy. W przekazie powtórka z rozrywki, 120 razy ten sam materiał, z jednym komunikatem „Tusk jest zły”. Za każdym razem identyczne kadry i komentarze. Ktoś powie, że tak się nie da, że to jest odstraszanie, a nie przekonywanie.

Tak i nie, sam nie daje rady i uczciwie przyznam, że męki przy TVN są co najmniej dwa razy mniejsze, co nie oznacza, że to nie jest czysta propaganda, bo jest. Tyle tylko, że w wielu polskich domach i szczególnie wśród starszych ludzi na prowincji, grający telewizor w tle, to jest stały rytuał. Choćbyś nie chciał to przełączając kanały pomiędzy „M jak miłość” i „Ojcem Mateuszem” nadziejesz się na „drugiego Cybę” i prawdopodobnie to jest cała tajemnica tej kurskiej siermięgi. Klasyczne 1000 razy powtórzone i niekoniecznie kłamstwo, ale prymitywny przekaz polityczny, staje się faktem dla milionów Polaków bez dostępu do telewizji satelitarnej, czy kablowej.[Chłopie, a tam to lepiej? Też kłamią. Tylko – inaczej… md] Proste, wręcz prostackie, jednak z dużym prawdopodobieństwem bardzo skuteczne. Kurskiemu słynne „ciemny lud to kupi” wcale się nie wyrwało, jestem przekonany, że to jego medialne kredo.

Grzegorz Braun o ś.p. Zbigniewie Hałacie w Sejmie. Cenzura w TVP.

Dostałam taką informację od znajomej:

Poseł Grzegorz Braun:
Świętej pamięci Zbigniew Hałat, lekarz, który nie
rozstał się z zasadami i z tradycyjnie pojmowaną ety-
ką swojego zawodu, w swoim czasie wiceminister
zdrowia, główny inspektor sanitarny. Świętej pamię-
ci Zbigniew Hałat. Świeć, Panie, nad jego duszą. Pro-
szę o westchnienie w modlitwie. Wieczny odpoczynek
racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu
świeci.
(Zebrani wstają)
Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.
3 maja we Wrocławiu marsz pamięci Zbigniewa
Hałata, który w grobie spoczął już parę dni temu.
3 maja wspomnimy go, maszerując ulicami Wrocła-
wia. Tam przybywajcie, tam upominajcie się o do –
brą pamięć dobrego lekarza, który był przeciwni –
kiem (Dzwonek) eksperymentowania na ludziach.

(Oklaski)

53. posiedzenie Sejmu w dniu 27 kwietnia 2022 r.

Sprawozdanie stenograficzne str. 6

======================================== 

I moja [Aliny] odpowiedź:

Dzięki!

Słuchałam przez chwilę obrad, a to dlatego, że pokazali w TVP Info obrady na żywo. Był wówczas Nitras ze swoim debilnym wystąpieniem, które dla zwolenników PO było wodą na ich młyn, czego pewnie nie rozumieją zwolennicy PiS z Kurwizji, ani sam Kurski.

Włączyłam transmisję w komputerze, czy to naprawdę na żywo i przez chwilę miałam dwóch Nitrasów i potem odpowiedź kogoś z PiS. Tu TVP przerwała przekaz z sejmu (red. Kłeczek relacjonował, temat gaz, gazoport, kto i co zrobił-nie zrobił) ale u mnie w komputerze leciał dalej. Okazało się, że przerwali dokładnie w momencie, kiedy na mównicę wszedł Bosak z Konfederacji. Miał baaardzo sensowne wystąpienie godne polityka wyższej klasy, o kilka roczników wyższej niż taki debil z PO  jak Nitras.

Gdyby to przemówienie poszło na wizję, to Konfederacja byłaby druga w sondażach, a po kilku takich kto wie czy nie pierwsza, a potem w wyborach. Dlatego przemówień Konfederatów w TVP nie ma, a jeśli jest, to że Braun fotografował się z jakimś Rosjaninem, albo, że JKM popiera Putina w jakiejś wypowiedzi publicznej, tj. w zdaniu wyrwanym z kontekstu. 

Tego wystąpienia Brauna nie słyszałam, ani nie słyszałam tam żadnej informacji o śmierci „antyszczepionkowca” Z. Hałata.

Już samo to zjawisko jest bardzo podejrzane w kontekście ostatnich żądań Hałata rozliczenia i osądzenia zbrodniarzy covidowych. Po co gawiedź ma szukać po internetach o co chodzi, myśleć i chcieć tego samego?  

Mów mi wuju. Z Sommersteinów Bernstein, Namier – Kurski.Jarek i Jacek.

Wokół Jacka Kurskiego ostatnio wiele się dzieje i jeszcze więcej się o nim mówi. Nie dość, że w sanktuarium św. Jana Pawła II (jak słychać, nie bez udziału większościowej, partyjnej frakcji polskiego Kościoła), uświęcił swój „nowy” sakramentalny związek w świetle fleszy i z udziałem samego naczelnika państwa, to jeszcze został na nowo prezesem TVP.

Obecna TVP, kierowana przez prezesa Jacka Kurskiego, jest pluralistyczna jak nigdy dotąd, począwszy od przemian w 1989 r.” – Alina Czerniakowska „Sieci” 9-15.03.20 r.), nie mówiąc już o problemach z nieślubnym synem (wrażliwych proszę o wybaczenie, ale skoro pierwsze sakramentalne małżeństwo p. Jacka zostało uznane za niebyłe, to jego dzieci z tego związku są, jak się wydaje przynajmniej z kościelnego punktu widzenia, nieślubne), którego o niecne czyny wobec 9-latki oskarżyła „Gazeta Wyborcza”, prowadzona sprawną ręką brata i stryja Jarosława, jako wicenaczelnego.

Ale Spectator, chociaż siedzi na wirażu i lubi jazdę po bandzie, nie będzie grzebał w teraźniejszości rodziny Kurskich. Za to w przeszłość chętnie spojrzy.

Oto, przypadkowo trafił na wiedzę bynajmniej nie tajemną, ale dostępny dla każdego na Wikipedii biogram matki braci Kurskich, śp. Anny Marii Kurskiej z d. Modzelewskiej, prawnika i byłej senator V i VI kadencji. Wikipedia podaje: „Pochodziła z rodziny ziemiańskiej. Ojciec, Tadeusz Modzelewski (1867–1936), syn Narcyza i Klary z Weydlichów, był właścicielem majątku na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej (pozostawionego po rewolucji październikowej na tzw. sowieckiej Ukrainie). Matka, Teodora (1887–1969), córka Józefa Bernsteina vel Niemirowskiego i Anny z Sommersteinów, regionalistka i badaczka haftów, tkanin oraz strojów Warmii i Mazur, pochodziła z rodziny żydowskich kupców (jej bratem był Lewis Bernstein Namier)”.

Tak, Drodzy Państwo – to we własnej osobie Lewis Namier, wróg Polski, słynny przeciwnik Dmowskiego, uwieczniony przez Pana Romana na kartach „Polityki polskiej i odbudowania państwa”, prawdziwy autor „Linii Curzona” [tej podwójnie sfałszowanej !! MD] , jest po kądzieli wujem Jacka Kurskiego, bratem babki!

Ponieważ Wikipedia jest źródłem wiedzy obarczonym wadami (tworzą ją potencjalnie wszyscy), uczciwość nakazuje sprawdzić podane w niej dane. Internetowe wyszukiwanie daje efekty pozwalające potwierdzić wersję polskiej Wikipedii.

Na portalu Geni.com są profile interesujących nas rodzin. Można się tam dowiedzieć, że prababka braci Kurskich, Anna z Sommersteinów (1868-1945, zamężna z Józefem Niemirowskim-Bernsteinem) była córką Teofila (Tewila) Sommersteina i Minny (Devoiry) Sommerstein, miała braci dr Jakoba Sommersteina, Moriza Sommersteina, Maxa Wilhelma Czerkisa (przyrodni brat) i siostrę Theresę Herzberg-Frankel.

Józef Niemirowski (1858-1922) był synem Jakóba Chaima Bernsteina (1825-1882) i Balbiny (Blumy) Bernstein z d. Wilner (1838-1894) i miał osiemnaścioro (sic!) rodzeństwa. Józef i Anna Niemirowscy byli rodzicami rodzeństwa – Teodory (1887-1969, babki braci Kurskich) oraz właśnie Lewisa Namiera Bernsteina (1888-1960). Powołany portal pozwala na dalsze zagłębienie się w historii ww. rodzin, ale to już każdy może sobie sprawdzić sam.

Jakkolwiek nikt nie odpowiada za swoją rodzinę, to wobec wybryków p. Jacka z przeszłości i rozkręcenia przez niego całej wielkiej afery przeciwko Donaldowi Tuskowi pod hasłem „Dziadek z Wehrmachtu” (i przez to, napiętnowanie również owego dziadka, Józefa Tuska, który nie tylko jak tysiące Polaków był wcielony do Wehrmachtu siłą, ale przed wojną w Wolnym Mieście Gdańsku przyznawał się do polskości, działał w organizacjach polskich i pracował w polskich instytucjach, i jako zagrożenie dla najeźdźcy został aresztowany już 1 września 1939 r., a potem przebywał w niemieckich obozach), wymagania zostają automatycznie postawione wyżej.

I jeśli na papierze, bez uprzedzenia wobec obu postaci, zestawimy porównanie przymusowego Wermachtowca z Lewisem Namierem, Jacek Kurski – nolens volens – wychodzi na brzydkiego hipokrytę.

Jeszcze jedna ciekawostka – Lewis Namier Bernstein urodził się w Woli Okrzejskiej. Otóż, okazuje się, że miało to miejsce w majątku, który wcześniej należał do przodków Henryka Sienkiewicza, i w którym w 1846 r. urodził się późniejszy pisarz. Majątek należał do rodziny Cieciszowskich (z którego wywodziła się babka Sienkiewicza) – Sienkiewiczów w latach 1781-1870 (1880?). Jakakolwiek jest data zakończenia władania majątkiem przez Sienkiewiczów, zadłużony majątek został wystawiony na licytację właśnie w 1880 r. i zakupiony w ten sposób przez rodzinę Bernsteinów.

Dodajmy, że Muzeum Henryka Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej, w odrestaurowanej oficynie dworskiej, w której przyszedł na świat, powstało dopiero w 1966 r., w znienawidzonym przez łże-prawicę PRL… [I tu spotykali się z krewnymi z Bernsteinow oddzielnie Jacek z Mamusze, a oddzielnie Jarek z Wyborczej, bo są oficjalnie „poróżnieni”. M. Dakowski]

Tak więc poznawajmy rodzimą historię, bazując na prawdzie i wiarygodnych źródłach, a nie na zmyśleniach i nie wierzmy mitomanom i hochsztaplerom.

Czas sierpniowy, rocznice powstania warszawskiego i warszawskiego zwycięstwa z 1920 r. są w tym miejscu szczególnie a propos.

Spectator
Myśl Polska, nr 33-34 2020 https://myslpolska.info

Jak Kurski za milion złotych z kasy podatników zafundował na Sylwestra wulgarnego, murzyńskiego wyjca

Większość artystów na tak zwanego „Sylwestra Marzeń” zatrzymała się w czasie. Tak przed 50 laty w czasach Zimnej Wojny (złośliwi twierdzą, że w czasach wczesnych Piastów [nie obrażaj PIASTÓW ! MD] , a może nawet dinozaurów).

Stąd tak przebrzmiałe gwiazdy, jak: Maryla Rodowicz i Helena Vondrackova oraz Thomas Anders. I trochę młodsi (ale niewiele): Zenek Martyniuk, Sławomir, Boys i zespół Akcent, Julio Iglesias Junior. Starego nie dało się zaprosić – ma w końcu tylko 78 lat? Do tego była małolata Roksana Węgiel. I główna „gwiazda” w postaci wulgarnego, murzyńskiego wyjca Jasona Derulo. Który skasował za swój recital utworów o chlaniu, ćpaniu i seksie milion złotych ( może nawet milion dwieście, albo półtora miliona złotych). Czy żaden osobnik z TVP wcześniej nie sprawdził, o czym nasz Derulo śpiewa?

Przekaz „miłości”

Słuchając tekstów Derulo zaczynam rozumieć, dlaczego w murzyńskich dzielnicach amerykańskich miast ojciec jest zjawiskiem równie rzadkim, jak trzeźwy i nienaćpany mieszkaniec. 70 procent małych murzyniątek wychowuje się bez starego, który albo siedzi, albo ćpa, albo handluje narkotykami, tudzież zapładnia kolejną samicę, robiąc mu przyrodnie rodzeństwo. Cóż taki wzorzec kulturowy. Stąd w piosenkach Jasona Derula jest właśnie ten wzorcowy przekaz murzyńskiej miłości. Poniżej zaprezentuję kilka tekstów, które poleciały ze sceny  w Polsce na rodzinnym Sylwestrze:

Przeboje takie jak „Talk Dirty” i Want to want me” zawierają takie teksty:

Hej, dziewczyno! Ty jesteś jedyna, ja chcę, żebyś mnie chciała. Sama myśl o tobie mnie nakręca, nakręca, już sama myśl mnie podnieca”.

„Nasze rozmowy nie są długie, ale ty wiesz, co jest. Wiem, czego chcą dziewczyny od Londynu po Tajwan. Mam stemple ze szminki w paszporcie i chyba potrzebuję nowego (…). Twój tyłeczek nie potrzebuje żadnych tłumaczeń. Wyprzedałem stadiony, możesz ssać mojego penisa (…), pierś przy piersi, język na szyi, międzynarodowy seks oralny. (…) Jej ci**ka jest tak dobra, że kupiłem jej zwierzaka, każdego dnia staram się do niej dobrać. Mam ją zapisaną w telefonie pod „dużym tyłeczkiem”.

Inne hity, dzięki którym Derulo ma miliony fanów z całego świata to:

„Savage Love” – Tekst na temat brutalnej „miłości”, kiedy ona jest z nim tylko po to, żeby jej były był zazdrosny.

„Love not war” – Tekst o miłości, której nie da się kupić za dolary, do czego podmiot liryczny dochodzi dopiero po dłuższym czasie korzystania z prostytutek. (Jakie to „kurła” głębokie).

„Take you dancing” Tekst o tańcu, który przenosi się na sypialniany parkiet i zamienia w ostre ruch…ie.

Szkoda, że nie zaśpiewał swojego największego hitu z 2017 roku „Swalla”. Poniżej część tekstu:

„Miłość na tysiąc różnych smaków. Mam nadzieję, że ich wszystkich posmakuje tej nocy.
Nie, nie mam planów na obiad. Dlatego powinnaś przyprowadzić wszystkie swoje koleżanki.
Przysięgam, że wszystkie jesteście w moim typie”

I refren:

„Wszystkie dziewczynki tutaj, jeśli czujecie się spragnione
Chodźcie i weźcie łyk, bo wiecie co zaserwuję, ooh”

W sumie czy Derulo potrafi mieć tekst o czymkolwiek innym, niż kopulacja (a chlanie i ćpanie przy okazji)? A czy w TVP znajduje się ktoś potrafiący sprawdzić o czym wyje gwiazda wieczoru „Sylwestra Marzeń”? I czy te teksty pasują do rodzinnego Sylwestra telewizji nomen omen publicznej? Odpowiedzi w jednym, drugim i trzecim przypadku brzmią – nie! Chyba, że opowieści Prawa i Sprawiedliwości o wspieraniu rodziny to tylko mit?

Ile mnie kosztuje TVP i „Sylwester Marzeń”?

Jestem za wywaleniem Kurskiego z pracy i taką restrukturyzacją, żeby w Telewizji Publicznej z dotychczasowych ponad 4000 pracowników zostawiłbym tylko 10 procent. I to tych, którzy pracują, a nie tylko biorą kasę. Żeby TVP nie kosztowała nas podatników rocznie ponad trzy miliardy złotych (w 2020 roku było to 3,366 miliarda złotych wydatków i 250 milionów straty pomimo dwumiliardowej dotacji klepniętej przez Sejm), tylko maksymalnie pół miliarda złotych.

„Sylwester Marzeń” w tym roku kosztował około 10 milionów złotych (ile dokładnie nie wiadomo, bo Jacuś nie przedstawił rachunków, a powinien). Z czego około miliona (może nawet milion dwieście tysięcy, a może nawet półtora miliona) właśnie zgarnął czarny, wulgarny wyjec ze swoją ekipą. Gdyby Jacek Kurski miał zrobić Sylwestra za swoje pieniądze, to liczby każdą szeklę (pardon złotówkę). A za publiczne pieniądze można poszaleć.

https://prawy.pl/117604-jak-kurski-za-milion-zlotych-z-kasy-podatnikow-zafundowal-na-sylwestra-wulgarnego-murzynskiego-wyjca-felieton/

Piotr Stępień

Co mówi movie

    Szanowni Państwo!
       Movie już nic nie mówi od czasu przejęcia Hollywood przez neokomunę. Film amerykański, podobnie jak te powstające w innych zachodnich kinematografiach, przestały mieć cokolwiek sensownego do powiedzenia. Ograniczył się do bełkotliwej propagandy, albo idiotycznej bieganiny z pistoletem maszynowym.
       W scenariuszu, jak i w każdej dobrej fikcji literackiej nie ma elementów zbędnych. W prawdziwym życiu i kiepskiej literaturze są, a często nawet dominują. Ilustracją  tego twierdzenia niech będą najnowsze produkcje filmowe: „Babilon” rodzimej produkcji i rosyjska „Zwyczajna kobieta”.
       Żeby było bardziej przewrotnie, to pierwsza z tych produkcji bierze na warsztat temat bardzo ważki, jakim było wprowadzenie stanu wojennego i robi z niego… sieczkę. Żadnej dramaturgii, wtykanie tu i ówdzie komiksowych obrazków, które jak rozumiem, miały za zadanie zachęcać małolaty. Jedyne przesłanie to takie, że źli są źli, a dobrzy dobrzy, co miały wykazać niepowiązane ze sobą sceny. Najlepsza nawet historia, partacko opowiedziana, zniechęca do tematu. Szkoda. Jedynie lista osób biorących udział w tym „artystycznym” wydarzeniu była imponująco długa. Wyświetlanie jej trwało z dziesięć minut i chyba nie pominięto nikogo z personelu całego gmachu przy Woronicza 17.
       „Zwyczajna kobieta”, jak to zwyczajna kobieta, jest serialem bez zadęcia i bez przesłania dla ludzkości. Jest natomiast majstersztykiem. Każda scena ma znaczenie, każda wypowiadania przez aktora kwestia czemuś służy. Dobrze, że gdzieś na świecie są jeszcze ludzie, którzy do takiej perfekcji opanowali wykonywany zawód. I pomyśleć, że to zdarzyło się w Rosji! Szkoda, że u nas obowiązuje z jednej strony poprawność polityczna, a z drugiej kolesiostwo uniemożliwiające wybicie się nowym talentom, które na pewno gdzieś drzemią. Ogłaszam dla nich pobudkę.

Zdrowia i wolności
Małgorzata Todd

https://mtodd.pl/?wysija-page=1&controller=email&action=view&email_id=475&wysijap=subscriptions