„Tajne” rozmowy Berlina z ludźmi Kremla

Tajne rozmowy Berlina z ludźmi Kremla

magnapolonia.org/tajne-rozmowy-berlina-z-ludzmi-kremla

Informacje ujawnione przez niemiecki tygodnik „Die Zeit” wskazują, że byli czołowi politycy dwóch największych niemieckich ugrupowań – Matthias Platzeck z SPD oraz Ronald Pofalla z CDU – spotkali się w Baku z przedstawicielami Kremla. Wśród rosyjskich uczestników znalazł się m.in. Wiktor Zubkow, były premier Rosji i przewodniczący rady nadzorczej Gazpromu. Według doniesień rozmowy miały dotyczyć przyszłości relacji niemiecko-rosyjskich oraz możliwości zakończenia wojny na warunkach akceptowanych przez Moskwę. Przyłapany rząd w Berlinie odciął się od spotkania, podkreślając, że nie było ono jego inicjatywą.

Trwają tajne rozmowy Berlina z ludźmi Kremla. Samo oświadczenie niemieckiego rządu, który odcina się od konszachtów z putinowcami nie zamyka dyskusji. Fakt, że politycy wywodzący się zarówno z SPD, jak i CDU – partii od dekad współkształtujących niemiecką politykę – uczestniczyli w poufnych rozmowach z ludźmi Kremla w czasie trwającej wojny, jest znamienny.

Nie sposób analizować tych wydarzeń w oderwaniu od wieloletniej polityki Berlina wobec Rosji. Przez lata kolejne niemieckie rządy rozwijały strategiczną współpracę energetyczną z Moskwą, czego symbolem stały się gazociągi Nord Stream oraz polityka „Wandel durch Handel”, zakładająca zmianę Rosji poprzez handel. To właśnie niemieckie elity polityczne przez długi czas przekonywały, że pogłębianie współpracy gospodarczej z Kremlem zwiększy bezpieczeństwo Europy. Historia pokazała, że założenie to okazało się błędne.

Pierwsze tygodnie po rosyjskiej inwazji z lutego 2022 roku również pozostawiły trwały ślad w pamięci wielu państw Europy Środkowo-Wschodniej. Niemcy były wówczas krytykowane za ostrożność w dostawach ciężkiego uzbrojenia dla Ukrainy. W debacie publicznej szeroko komentowano zwłaszcza przekazanie Ukrainie 5 tysięcy starych hełmów, co stało się symbolem powściągliwości Berlina wobec rosyjskiej agresji. Z czasem polityka Niemiec uległa istotnej zmianie i Berlin stał się jednym z największych dostawców pomocy wojskowej dla Ukrainy, jednak początki tej reakcji mówią same za siebie.

Obecne doniesienia z Baku pokazują, że pytania o rzeczywisty stosunek części niemieckich elit do relacji z Rosją nie zniknęły. Nawet jeśli spotkanie nie było oficjalną inicjatywą rządu federalnego, trudno ignorować fakt, że uczestniczyły w nim osoby odgrywające przez lata kluczową rolę w niemieckiej polityce i utrzymujące rozbudowane kontakty w establishmencie. Równie znamienne było uczestnictwo w spotkaniu przedstawiciela Gazpromu. Bez wątpienia Berlin zabiega o wznowienie  Rosją intratnych układów gospodarczych, które kwitły przed 2022 rokiem.

Warto zwrócić uwagę na szerszy kontekst polityczny. W ostatnich latach władze Ukrainy konsekwentnie budują bardzo bliskie relacje z Berlinem, traktując Niemcy jako jednego z najważniejszych partnerów w Europie. Taka strategia oznacza, że Kijów często stawia na współpracę z Berlinem ponad głowami państw Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, która od pierwszych dni wojny należała do najaktywniejszych sojuszników Ukrainy. Bardzo możliwe, że Kijów zostanie w odpowiednim momencie zdradzony przez Berlin, w dodatku będąc skłóconym z Warszawą, którą klika Zełenskiego olała dla niemieckich miraży.

Co równie ważne, podobnie rozegrana zostanie Polska, która pod rządami ekipy Donalda Tuska zdegradowała się do roli niemieckiego wasala. Z tego powodu Ukraińcy mają poniekąd rację w lekceważeniu Warszawy. Po co rozmawiać z wasalem, skoro można od razu z jego suwerenem?

W relacjach Berlina z Moskwą wielokrotnie dominował pragmatyzm gospodarczy i polityczny. Z tego względu Ukraina, opierając swoją strategię na partnerstwie z Niemcami, powinna zachować świadomość, że interesy największych państw Europy nie zawsze pozostają niezmienne. Spotkanie w Baku stanowi przypomnienie, iż nawet w czasie trwającej wojny istnieją środowiska gotowe do podtrzymywania nieformalnych kanałów komunikacji z przedstawicielami Kremla.

GRU, DUGIN, Konspirologia, Eurazja =>Azjopa. „Francuzy” i ich cele.

ROZDZIAŁ III ALEKSANDER DUGIN I ROSYJSKA MASONERIA RYTU FRANCUSKIEGO.

Z książki: Stanisław Krajski Wojna masonów na Ukrainie. Reperkusje dla Polski.

[wydana w 2014 !!] Wydawnictwo św. Tomasza z Akwinu

02-764 Warszawa ul. Egejska 5/24 tel. 22 651 88 17; 601 519 847

e-mail: savoir@savoir-vivre.com.pl www.krajski.com.pl

————————————

Kim jest Aleksandr Dugin? Pisałem o nim Sporo w „Masonerii polskiej 2012”. Warto to tutaj przypomnieć:

DROGI ABSOLUTU”

To rosyjski intelektualista umieszczany na trzydziestej szóstej pozycji na liście osób posiadających wpływ na sposób myślenia w Rosji. ]ego notę biograficzną znajdującą się W rosyjskiej Wikipedii zaczyna informacja, ze jest synem generała GRU (to jakoś bardzo rosyjskie; w Polsce i w Europie biografię zaczyna się od daty urodzenia). Swoja intelektualna, publiczną aktywność rozpoczął on w 1991 r. wydając pracę pod znamiennym tytułem „Drogi absolutu”. Tytuły jego pozostałych głównych prac też są znamienne: „Misteria Eurazji”, „Teoria hiperborejska” (hiperboreje to północny lud w mitologii greckiej, który cieszył się „ciągłym i idealnym szczęściem oraz wieczną młodością”; „Hiperborejczyk jest sprawcą, podmiotem działającym, bojownikiem walczącym w porządku materialnym, ziemskim o realizację porządku zupełnie innego, wyższego rzędu”; pojęcie to używane jest przez tzw. nową prawicę, ale również przez neopogaństwo i masonerię), „Konserwatywna rewolucja”, „Templariusze proletariatu” .

Przed 1989 r. Dugin był zwolennikiem filozofii Nietschego i myślicieli reprezentujących neopogaństwo i okultyzm, takich jak Iulius Evola, Rene Guenon, Hermann Wirth. Potem ewoluował w kierunku doktryny Eurazji”. W 1999 r. rozpoczął wykłady W Akademii Wojskowej Sztabu Generalnego Federacji Rosyjskiej. jego książka pt. „Podstawy geopolityki. Geopolityczna przyszłość Rosji” (1997) „została zalecona jako podręcznik dla studentów w rosyjskich akademiach wojskowych i dyplomatycznych”.

Dugin „utrzymuje bliskie kontakty z oficerami Sztabu Generalnego m.in. generałami Iminowem i Piszczewem oraz ze środowiskiem miesięcznika Orientir wydawanego przez Ministerstwo Obrony Rosji”. Z rosyjskiej Wikipedii dowiadujemy się, że: „Od czasu objęcia władzy przez Władimira Putina rozpoczął się nowy okres działalności politycznej Aleksandra Dugina od radykalnej opozycji, przeniósł się na stanowisko lojalności wobec reżimu”.

Dugin związany jest, jak widać, przede wszystkim z wojskiem i wyraźnie reprezentuje opcję GRU i, jak wszystko wskazuje, pozostaje w ścisłych kontaktach z jego dowództwem. Najważniejszą praca Dugina jest, z naszego punktu widzenia książka pt. „Konspirologia”. Można ją znaleźć w Internecie (w oryginale) pod adresem: http://arctogaia.com/public/consp/conspl.htm

Masońska DOKTRYNA PREZENTOWANA PRZEZ DUGINA.

Dugin twierdzi w „Konspirologii”, że historia świata jest ciągiem, przede wszystkim masońskich, spisków. Te spiski mogą być dobre i złe. Wiele dobrych spisków jest efektem „działalności tajnych organizacji okultystycznych”. Jedna z nich kryje się w GRU od początku jej istnienia. GRU zawsze była bowiem przeniknięta przez Tajny Zakon Eurazji i konsekwentnie zmierzała do realizacji idei Eurazji.

Dugin tę ideę reprezentuje. Chodzi o to, by wytworzyć Eurazję jednolite duchowo i kulturowo pogańskie państwo obejmujące Rosję, Chiny, wszystkie narody zamieszkujące na zachód od Uralu,. w tym narody słowiańskie i Turcję. Ta koncepcja zgadza się z przyjmowana przez masonów wszelkich obediencji koncepcja powstania państwa światowego które byłoby federacją pięciu „związków narodów”: związku narodów brytyjskich, związku narodów panamerykańskich, związku narodów paneuroazjatyckich i związku narodów paneuroafrykańskich i związku narodów panazjatyckich”.

Na ten temat pisałem trochę w swojej „Masonerii 1999”.

Dugin nieco jednak modyfikuje tę wizję. Stwierdza bowiem, że to Amerykanie chcą stanąć na czele państwa światowego i niszczą w tym celu świat przez globalizację i że trzeba z nimi walczyć tak, by to Rosja stała się liderem w tym Związku Wszechświatowym. Najbliższym sojusznikiem Rosji spoza Eurazji, mogą być tylko Niemcy.

Dugin dużo miejsca w swej pracy poświęca GRU starając się wykazać, że tylko GRU było wierne tej koncepcji i że jest to jedyna organizacja, która może ten proces przeprowadzić. Warto przy okazji wspomnieć o innych książkach Dugina, które również dostępne są w Internecie. I tak np. książka „Spisek” („Conspiracy”) poświęcona jest prawie w całości masonerii światowej. Dugin omawiając poszczególne organizacje i instytucje masońskie, takie np. jak Komisja Trójstronna stwierdza, że przeciwni masonerii mogą być tylko ci, którzy wierzą w Chrystusa.

W taki oto sposób omawia koncepcję Dugina jeden z komentatorów politycznych portalu „Salon 24”: „Artykułowana była (koncepcja tzw. Związku Europejskiego), m.in. przez Michaiła Gorbaczowa, a obecnie min przez Siergieja Karaganowa i Aleksandra Dugina z przyklaśnięciem wielu członków establishmentów państw zachodnich. Ma ona za cel pierwszorzędny integrację całego kontynentu Eurazji przez Blok Kontynentalny (opartego o oś Moskwa-Pekin, przy czym strefą wpływów ZSRS/Rosji Sowieckiej jest w tym planie właśnie Europa).

Koncepcja Europejskiego Wspólnego Domu, jest częścią globalistycznych ambicji elit Rosji Sowieckiej i ChRL, z czym te zresztą się nie kryją i wielokrotnie oznajmiają, ustami swoich przedstawicieli takich, jak wspomniani Karaganow i Dugin.

Koncepcja Dugina zakłada nowy porządek światowy oparty o podział na wielkie przestrzenie, gdzie jedną z dopuszczalnych opcji jest eurazjatycka wielka przestrzeń rozciągająca się od Atlantyku po Pacyfik. Inspiratorem tego nowego porządku światowego mają być oczywiście Moskwa i Pekin, zarządzające międzynarodową walkę z globalizmem, którego centralą są w optyce sowieckiego geostratega – Stany Zjednoczone.

Najciekawsze zostawiłem na koniec.

Są to wypowiedzi Dugina, dotyczące Polski, które pojawiły się w wywiadzie udzielonym przez niego Grzegorzowi Górnemu z „Frondy”. Można by założyć, że przedstawione jest w nich stanowisko wobec Polski masonerii ukrytej W GRU.

Grzegorz Górny zadaje Duginowi następujące pytanie:

„Czy są W polskiej tradycji jakieś pierwiastki, które wydają się Panu pociągające?”. A oto odpowiedź Dugina:

„Stanowczo bliższe są mi słowiańsko-eurazjatyckie źródła polskości ich element etniczny, a nawet pogański. Pociągają mnie pewne pierwiastki wschodnie czy też orientalne, kultura mniejszości. Myślę, że to, co najlepsze w polskiej historii, to tradycja żydowska w małych miasteczkach wschodniej Polski. Właściwie interesuje mnie w Polsce wszystko, co było antykatolickie: polska masoneria i okultyści, Jan Potocki i Hoene-Wroński, Mienżyński (zastępca szefa Czeka Feliksa Dzierżyńskiego) i Dzierżyński… Oni wszyscy wybrali drogę eurazjatycką”.

Górny zadaje też pytanie: „Słowem, z Pana punktu widzenia korzystne są wszelkie działania antykatolickie w Polsce ”.

Odpowiedź Dugina: „Dokładnie tak. Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie. Katolicyzm nie może być wchłonięty przez naszą tradycję, chyba że zostanie głęboko przeorientowany w kierunku nacjonalistycznym i antypapieskim.

Gdyby w Polsce działała loża w rodzaju irlandzkiej Złotej Jutrzenki [Golden Down], której liderzy, np. William Butler Yeats czy Maud Gonne, z jednej strony byli katolikami, z drugiej zaś fanatycznymi okultystami zainspirowanymi kulturą celtycką, to można mieć jakąś nadzieję. Tacy ludzie mogliby rozkładać katolicyzm od wewnątrz i przeorientowywać go w kierunku bardziej heterodoksyjnym, a nawet ezoterycznym.

Moi znajomi w Polsce mówią mi zresztą, że są u was takie grupki, mające związek z telemizmem czy dorobkiem Alistaira Crowleya”?

[Telemizm Crowleya: „Czyń wedle swej woli będzie całym Prawem”.

———————–

Koncepcje wrogów koniecznie musimy studiować, poznać. md]

Dugin: Od ośrodka specjalnego do wojny cywilizacyjnej

Od ośrodka specjalnego do wojny cywilizacyjnej

Autorstwa Aleksandra Dugina

Przestań udawać

Aleksandr Dugin twierdzi, że oficjalne uznanie przez Rosję wojny ze zbiorowością Zachodu stanowi kluczowy punkt zwrotny, który zmieni politykę, społeczeństwo i postrzeganie konfliktu w kraju.

Wywiad z Aleksandrem Duginem w programie telewizji Sputnik „Eskalacja” .

Moderator: Nadajemy na żywo w Radiu Sputnik. Michaił Alimow jest z nami w studiu. Dzień dobry, drodzy słuchacze.

To audycja „Eskalacja” z filozofem Aleksandrem Duginem. Niedawno Dmitrij Pieskow, rzecznik prasowy prezydenta Rosji, wygłosił niezwykle symboliczne i ważne oświadczenie: powiedział, że „Specjalna Operacja Wojskowa” [SMO] przerodziła się w prawdziwą wojnę, ponieważ „kilka stolic europejskich, a niestety także Waszyngton, stoi za Kijowem”. To dosłowny cytat. Aleksandrze Duginie, proszę, powiedz nam: W którym momencie nastąpiła ta zmiana? Przecież stolice europejskie niemal natychmiast zaangażowały się w ten proces.

Alexander Dugin: Myślę, że ta transformacja – o której mówimy, a o której wspomniał rzecznik prasowy prezydenta – dokonała się przede wszystkim w naszych umysłach. Wcześniej rozumieliśmy „Specjalną Operację Wojskową” jako środek techniczny mający na celu złagodzenie agresywnych planów Zachodu. Miała być prowadzona lokalnie, w ograniczonym zakresie regionalnym i pod pełną kontrolą ryzyka eskalacji. Operacja Specjalnego Operacji Wojskowej musiała zostać przeprowadzona szybko i skutecznie, i zakończyć się stosunkowo szybko. Następnie mieliśmy rozpocząć normalizację stosunków z Zachodem, co mogło zająć trochę czasu. Na początku Operacji Specjalnego Operacji Wojskowej celem było zabezpieczenie naszej suwerenności politycznej w istniejącym, zjednoczonym świecie globalnym – czyli zachodnim – którego legitymację w dużej mierze uznawaliśmy. Mieliśmy po prostu rozszerzyć zakres naszej niezależności i wzmocnić nasze znaczenie w ogólnym porządku światowym, nie rzucając bezpośredniego wyzwania Zachodowi, nie wdając się z nim w wojnę i nie prowokując go do otwartego konfliktu. Zadanie było ograniczone: zmienić lokalną konfigurację naszej obecności na obszarze postsowieckim poprzez przejęcie kontroli nad tym, co zdecydowanie uważaliśmy za naszą strefę wpływów. Zakładano, że można to osiągnąć środkami technicznymi, bez całkowitego zerwania z Zachodem.

Moim zdaniem, taka była wstępna ocena. Nie ma sensu dziś dyskutować, czy była słuszna – okazała się błędna. Sam plan mógł być dobrze przemyślany, ale jego realizacja potoczyła się inaczej. Stało się, stało się. Kluczowe jest to, że nie udało nam się zdobyć Kijowa w maju 2022 roku. Byliśmy w Hostomlu, tuż u progu miasta, ale z wielu powodów nie mogliśmy go zdobyć – i tym samym pierwotny plan się wyczerpał.

Od tego momentu pojawiła się nowa sytuacja i nowa rzeczywistość. „Specjalna operacja wojskowa” nie była już specjalną operacją wojskową – to znaczy czymś technicznym, lokalnym, regionalnym, szybkim i skutecznym. Logika takiej operacji jest prosta: szybko osiąga się coś trudnego i nieprzyjemnego, a następnie przez długi czas łagodzi się negatywne konsekwencje za pomocą działań dyplomatycznych. Ale wszystko potoczyło się inaczej.

„Specjalna Operacja Wojskowa” zakończyła się naszym wycofaniem z Kijowa, a wiosną 2022 roku w zasadzie rozpoczęła się wojna. Zachód, który najwyraźniej wierzył, że szybko zdobędziemy przewagę w tej operacji, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Nie mógł uwierzyć, że Ukraina się utrzymała – i w końcu pogrążył się w konflikcie. Od tego momentu jesteśmy w stanie wojny.

Jednak gdy specjalna operacja wojskowa zakończyła się niepowodzeniem w wyniku blitzkriegu i wybuchła wojna, wymagało to bardzo złożonych rozważań nad tym, co się działo, a to zajęło sporo czasu. Pamiętajmy: początkowo wszczynano nawet postępowania karne przeciwko osobom mówiącym o „wojnie”, ponieważ oficjalnie trwała specjalna operacja wojskowa i było to jedyne określenie, którego można było użyć. Każdy, kto użył słowa „wojna”, ponosił natychmiastowe konsekwencje prawne – administracyjne, a czasem nawet karne. Ostatecznie jednak kara za użycie słowa „wojna” w odniesieniu do specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie została zniesiona i od tego momentu sytuacja zaczęła się zmieniać. Niemniej jednak minęły kolejne cztery lata, zanim w końcu oficjalnie uznaliśmy rzeczywistość. W końcu rzecznik prasowy prezydenta nie wyraża osobistej opinii – przekazuje opinię prezydenta, a ta opinia jest miarodajna. Innymi słowy, „specjalną operację wojskową” należy teraz nazwać wojną, a zatem to, co dzieje się na Ukrainie, należy rozumieć jako wojnę.

Przez cztery lata nasza świadomość oswajała się z rzeczywistością. Teraz w zasadzie uznaliśmy, że to wojna. Wszystko jest jasne: to wojna. I musimy od razu dodać wyjaśnienie – jak zrobił to Pieskow – że to wojna przeciwko komu właściwie? To nie jest wojna z Ukrainą – to wojna z Zachodem. I ta wojna, jak słusznie zauważył Pieskow słowem „niestety”, toczy się również przeciwko Ameryce, przeciwko Stanom Zjednoczonym, które walczą po przeciwnej stronie, po stronie naszych wrogów – pomimo wszystkich deklaracji i kroków, jakie Trump podjął na początku swojej drugiej kadencji. Tak wygląda sytuacja dzisiaj.

I nasuwa się pytanie: dlaczego ta deklaracja została złożona dzisiaj z taką jasnością, jednoznacznością i nieodwołalnością – że jesteśmy w stanie wojny ze zbiorowością Zachodu?

Moderator: Aby odpowiedzieć na palące pytanie społeczeństwa?

Alexander Dugin: Myślę, że są dwa powody – jeden wewnętrzny i jeden zewnętrzny.

Pierwszym, wewnętrznym powodem jest eskalacja konfliktu, który dotyka obecnie niemal całą populację: ataki dronów na nasze zaplecze, ataki terrorystyczne zbrodniczego reżimu nazistowskiego w Kijowie, problemy z infrastrukturą energetyczną, ostrzał naszych terytoriów, rosnąca liczba ofiar wśród ludności cywilnej i coraz większa liczba osób wciągniętych w wojnę. Oczywiście, ponosimy na froncie mniejsze straty niż wróg – i to prawda. Posuwamy się naprzód – i to również prawda. Jesteśmy w ofensywie i wygrywamy. Ale ponosimy straty: taka jest natura wojny.

Ludzie coraz częściej zadają sobie pytanie: Czy to rzeczywiście „specjalna operacja wojskowa”? Termin „specjalna operacja wojskowa” sugeruje, że zaangażowana jest w nią jedynie bardzo ograniczona część sił zbrojnych – zawodowi żołnierze, należący do tego rodzaju sił zbrojnych. Specjalne operacje wojskowe są prowadzone właśnie przez nich: armię, służby specjalne, wojska wewnętrzne. Ale tutaj to sami ludzie zostali wciągnięci w te wydarzenia. To, że ludność jest wciągana w „specjalną operację wojskową”, jest sprzecznością samą w sobie – z definicji jest to niemożliwe.

Dlatego Pieskow – a w zasadzie prezydent – ​​musiał wyjaśnić ludności, co się dzieje: jesteśmy w stanie wojny. A to zupełnie inna sprawa.

Przez cztery lata używano terminu „specjalna operacja wojskowa” – a teraz powiedziano o tym całkiem otwarcie: to przecież wojna. Wszyscy już rozumieją, że toczy się wojna, ale dopóki słowo to nie pada z samej góry, nie jest ono oficjalnie uznawane za wojnę. Wiele naszych agencji, ministerstw, gubernatorów, sektorów i wielu osób zdawało sobie już sprawę, że to wojna i muszą działać zgodnie z nią. Jednak niektórzy nadal działali zgodnie z logiką „specjalnej operacji wojskowej”. To, co zostało powiedziane, dotyczy wszystkich: wojna to wojna.

Oto wewnętrzna odpowiedź na pytanie, dlaczego to oświadczenie wydano właśnie teraz: Wygląda na to, że milczenie nie było już możliwe. Milczenie byłoby możliwe tylko wtedy, gdybyśmy odnieśli szybkie zwycięstwo i zdobyli Kijów – nie tylko wyzwolili Donbas, ale faktycznie zdobyli Kijów. Wtedy moglibyśmy powiedzieć: To była specjalna operacja wojskowa; okazała się o wiele cięższa, straszniejsza i trudniejsza, niż przewidywaliśmy, ale gratulacje dla wszystkich, medale dla wszystkich – Ukraina jest nasza, specjalna operacja wojskowa zakończona. Ponieważ jednak takiego wyniku wciąż nie widać, pomimo naszej ofensywy, ludzie muszą zostać poinformowani, jaka jest naprawdę sytuacja. A w rzeczywistości jesteśmy w stanie najpoważniejszej wojny – i co więcej, wciąż w jej pierwszej fazie. Wojny przeciwko zbiorowości Zachodu.

To jest pierwsze wyjaśnienie. Teraz drugie. Nasze dowództwo wojskowe i polityczne, władze i służby wywiadowcze – wszyscy, którzy naprawdę rozumieją, co się dzieje – wiedzą, że Zachód nie przygotowuje się do zawieszenia broni ani deeskalacji. Zachód – Unia Europejska, wszystkie państwa NATO, Rutte, sam Sojusz – przygotowuje się do nowej fali działań wojennych przeciwko nam: ataku na Kaliningrad, użycia rakiet i innych naprawdę poważnych środków przeciwko naszemu terytorium. Drony NATO już latają w naszym kierunku nad państwami bałtyckimi. W rzeczywistości nikt na Zachodzie nie zgodzi się na zawieszenie broni; nikt nie zamierza zmniejszyć intensywności eskalacji.

Myśleliśmy, że Trump będzie osobą, która może rozładować sytuację lub przynajmniej odroczyć decydującą konfrontację. Mógł ją nieco opóźnić, ale nie mogliśmy wykorzystać tego wytchnienia. A to opóźnienie nie było poważne – miało charakter czysto deklaratywny i przejawiało się jedynie w ograniczonym zakresie. Zasadniczo ta wojna opiera się na wsparciu wywiadowczym ze strony Stanów Zjednoczonych. To w gruncie rzeczy wojna o inwigilację kosmosu, wojna informacyjna. Bez wsparcia Starlink, bez transmisji danych rozpoznawczych, już dawno zajęlibyśmy Kijów – to nie byłby problem. Ale to właśnie ten nadzór, wykorzystanie amerykańskiego systemu wywiadowczego i amerykańskiej szyfrowanej komunikacji oraz niezwykle skrupulatne monitorowanie naszego terytorium stwarzają główne problemy.

Dlatego Trump, którego Pieskow wymienił na końcu słowem „niestety” i który również jest w to wszystko uwikłany, stanowi najstraszniejszy i decydujący czynnik. Nawet Unia Europejska, z całą swoją znaczną siłą militarną, nie byłaby w stanie prowadzić z nami wojny na pełną skalę bez amerykańskiej bazy danych wywiadowczych i zaawansowanych technologii: odzyskalibyśmy to, co nasze, a następnie przeszlibyśmy do deeskalacji. Jednak obecność „niestety Trumpa”, jak to ujął Pieskow, w tym konstrukcie zmienia wszystko. Cała infrastruktura transmisji danych wywiadowczych pozostaje na swoim miejscu, podczas gdy NATO i Unia Europejska zamierzają jedynie jeszcze bardziej zwiększyć presję na nas.

Kryminalny reżim w Kijowie jest gotowy zrobić wszystko, nawet użyć brudnej bomby. Nie sądzę, żeby to był przypadek, że atakują elektrownię jądrową w Zaporożu. Najwyraźniej coś przygotowują i są zdolni do zadania niszczycielskiego ciosu – w tym spowodowania katastrofy nuklearnej w naszym kraju za pomocą brudnej bomby. Będziemy się oczywiście bronić, ale biorąc pod uwagę jednoznaczne i bezwarunkowe poparcie całego Zachodu dla reżimu w Kijowie, taki scenariusz jest całkowicie możliwy.

Jesteśmy więc dziś w stanie wojny. Ludzie muszą zrozumieć, na czym stoimy, aby mogli zrozumieć sytuację i działać odpowiedzialnie, racjonalnie i obiektywnie w odniesieniu do tego, co się dzieje. Społeczeństwo musi być niewątpliwie przygotowane do wojny – w zasadzie przygotowując się do wielkiej wojny światowej, która w istocie już się rozpoczęła.

Chcielibyśmy zakończyć konflikt, zgodzić się na zawieszenie broni, a nawet pójść na pewne ustępstwa – prezydent powiedział, że zgodziliśmy się na szereg ustępstw w Anchorage. Ale najprawdopodobniej nikt nam już ich nie zaproponuje. Zachód wyczuł krew; zdał sobie sprawę, że naprawdę się z nami skrzyżował, i wszelkie oferty zawieszenia broni, które złoży, będą wynikać właśnie z tego. Niestety, ujawniliśmy wiele słabości – choć dzielnie broniliśmy – ale pokazaliśmy też wiele mocnych stron. Bądźmy obiektywni: niektóre rzeczy poszły nie po naszej myśli. Fakt, że SMO poniosło porażkę jako blitzkrieg, jest w istocie kluczowy. Kiedy to zrozumieli, uznali, że możemy zostać zniszczeni i zasadniczo poszli w tym kierunku. Nie przekonamy ich do zmiany zdania słowami ani pojedynczymi, drobnymi sukcesami taktycznymi.

Stoimy teraz przed prawdziwym testem – wielką i nieuniknioną wojną, której nie chcemy, ale której nie możemy powstrzymać, zapobiec ani uniknąć. Jakiekolwiek ustępstwa, na jakie moglibyśmy się teraz zgodzić, byłyby nie do pogodzenia z dalszym istnieniem Rosji.

Dlatego ta sytuacja nie wydaje mi się nowa: nie pojawiła się dopiero dzisiaj, ale rozwijała się stopniowo. Jeśli weźmiemy pod uwagę drogę, którą już przebyliśmy – drogę wojny – minęły już ponad cztery lata. A ile jeszcze przed nami? Co więcej, nie będziemy musieli działać w warunkach słabnącego napięcia i lepszej sytuacji, ale w warunkach dalszej eskalacji, na którą również nie mamy wpływu. Oni eskalują; możemy próbować deeskalować, ale oni nie słuchają. Nasze czerwone linie zostały zatarte i nie zostaną przywrócone: są zatarte – i już nie istnieją. Ponieważ widzą, że jedynie reagujemy i podejmujemy jedynie ograniczone środki odwetowe, rozumieją, że mogą napędzać eskalację pod własną kontrolą, jednostronnie i w stopniu, jaki uznają za stosowny.

Teraz musimy zrestrukturyzować całe nasze społeczeństwo. Myślę, że aby wygrać tę wojnę, musimy również zrestrukturyzować system polityczny – tymczasowo, oczywiście, w warunkach wojennych.

Z tego można wyciągnąć kilka fundamentalnych wniosków. Ze słów rzecznika prasowego prezydenta, Dmitrija Pieskowa, wynika, że ​​musimy zrestrukturyzować społeczeństwo, gospodarkę i system administracyjny na czas wojny. A konkretnie, na sukcesy wojenne, w których nagradzane są rzeczywiste osiągnięcia – a nie tylko papierkowa robota – a porażki w określonych dziedzinach i zadaniach – w wojsku, gospodarce i systemie administracyjnym – są odpowiednio karane. Nieprzypadkowo wiele zasad zostaje zaostrzonych wraz z wypowiedzeniem wojny. To, co jest dozwolone w czasie pokoju – nawet jeśli może być wtedy szkodliwe – staje się niedopuszczalne w czasie wojny: gdy ludzie są nagradzani za porażki; gdy zachęca się do oszustwa zamiast karać; gdy przełożonym mówi się to, co chcą usłyszeć, zamiast faktycznych faktów. Nasz minister obrony, Andriej Remowicz Biełousow, mówi nawiasem mówiąc: Błędy są możliwe – kłamstwa nie. Odnosi się wrażenie, że ten błąd pokojowy – nawyk upiększania rzeczy, by zadowolić szefa – przenosi się również na sferę wojskową. To jest niedopuszczalne.

I oczywiście konieczna jest zmiana w kierownictwie. Potrzebujemy najlepszych, prawdziwie skutecznych ludzi. W tych nowych, ekstremalnych warunkach system polityczny, rząd i wojsko potrzebują przede wszystkim ludzi, którzy zasłużyli na swoje stanowiska – to, co nazywamy meritokracją. Po drugie, potrzebujemy maksymalnie skutecznych ludzi – menedżerów ds. sytuacji nadzwyczajnych, menedżerów kryzysowych. Nie tylko administratorów, ale przede wszystkim menedżerów kryzysowych – tych, którzy zapewniają dobrą i skuteczną pracę w ekstremalnych, kryzysowych warunkach, a nie w normalnych. To różne typy ludzi.

Dlatego potrzebujemy zmiany elit i wzmocnienia pozycji menedżerów kryzysowych – bardziej czujnych, bystrych, odważnych, zdeterminowanych, a nawet nieco niekonwencjonalnych osób, które postępują zgodnie z instrukcjami, gdy jest to możliwe, a gdy nie, działają na własne ryzyko, aby osiągnąć zwycięstwo. To inny typ człowieka. A teraz, gdy sekretarz prasowy prezydenta ogłosił, że jesteśmy w stanie wojny, elity czasu pokoju muszą zostać zastąpione: menedżerowie czasu pokoju muszą zostać zastąpieni menedżerami kryzysu – czyli administratorami czasu wojny – w połączeniu ze stworzeniem odpowiednich struktur nagród i kar, odpowiednich do sytuacji kryzysowych.

Dlatego musimy podjąć dwa kroki.

Pierwszą jest prawda – pełna, odpowiedzialna, uczciwa, a w razie potrzeby gorzka. Jest absolutnie niezbędna. W przeciwnym razie mgła wojny będzie się utrzymywać – ale ta mgła nie jest skierowana na naszych wrogów. Nasi wrogowie rozumieją wszystko doskonale; widzą, co naprawdę dzieje się w naszych granicach. Ta mgła wojny jest skierowana do wewnątrz, na nasze własne społeczeństwo. W kraju musi panować całkowita przejrzystość. Powinniśmy oszukiwać wroga, a nie siebie. Często jednak wydaje się, że robimy dokładnie odwrotnie – nie zawsze, oczywiście, ale zdecydowanie nazbyt często.

Drugim krokiem jest wymiana elit i rozmieszczenie osób przystosowanych do warunków wojennych. Dotyczy to nie tylko wrażliwych sektorów wojskowych, ale także biznesu, zarządzania, administracji publicznej i systemu administracyjnego – a także, jeśli wolisz, sektora humanitarnego, kulturalnego i informacyjnego. Obecnie wszystkimi tymi obszarami nadal kierują menedżerowie z czasów pokoju.

Paradoksalnie, nawet armia – której nie krytykujemy, lecz wręcz przeciwnie, gloryfikujemy – powoli i z wielkim trudem wyłania się ze stanu pokoju. Tak, nasza armia zwycięży; nasza armia jest najlepsza; ma wybitne dowództwo; mamy najsilniejszą armię na świecie. Ale wydaje się, jakbyśmy dopiero teraz budzili się z głębokiego snu i rozpoznawali własną militarną rzeczywistość. Jakbyśmy spokojnie drzemali, przekonani o swojej sile, i spoczęli na laurach. A teraz słyszymy: Udowodnijcie, że jesteście najsilniejsi, pokażcie to, osiągnijcie rezultaty. A my odpowiadamy, jakbyśmy wciąż w półśnie: No dalej, i tak was wszystkich zaatakujemy.

Dziś jednak nie wystarczy już samo podtrzymywanie wiary w to, kim naprawdę jesteśmy. Nie mam wątpliwości, że jesteśmy najlepsi, najsilniejsi, najodważniejsi i najbardziej zwycięscy – tak jak nasi przodkowie i jacy naprawdę jesteśmy. Ale zapomnieliśmy, kim jesteśmy. Armia musi pamiętać, czym jest zwycięstwo, jak się je zdobywa i jakie środki są niezbędne, aby je osiągnąć. Potrzebujemy społeczeństwa zwycięstwa i reform zwycięstwa.

Moderator: Mówił Pan wcześniej o pewnych zmianach, szczególnie w sektorze administracyjnym. Jak można je osiągnąć? Na przykład, we wrześniu mamy wybory do Dumy Państwowej. Czy możemy wykorzystać istniejący mechanizm, czy potrzebujemy czegoś radykalnie nowego?

Aleksander Dugin: Oczywiście, że nie. Wybory, dzięki Bogu, przebiegną tak, jak powinny: wszyscy zostaną wybrani zgodnie z prawem. Ale co mają z tym wspólnego wybory? Pełnią one podobną funkcję jak sondaż socjologiczny. Wszelkie reformy w naszym kraju można wdrażać tylko odgórnie. Ludzie pragną tych reform i domagają się ich – domagają się, aby społeczeństwo, system rządów, model społeczny i system polityczny były dostosowane do oczekiwań obywateli. Nasze społeczeństwo kieruje tę prośbę do głowy państwa, do prezydenta. To nie jest ultimatum ani żądanie – to skromna, pełna szacunku prośba. Ludzie po prostu mówią: Chylimy czoła – proszę, wprowadźcie reformę. A ta prośba jest skierowana do prezydenta. Nikt nie zamierza rozstrzygać tej kwestii w głosowaniu.

Moderator: Biuro prasowe rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) opublikowało nowe informacje na temat ataku na Muzeum Obrony Sewastopola. Wygląda na to, że była to starannie zaplanowana prowokacja ze strony Londynu i brytyjskiego wywiadu, a ukraińskie siły zbrojne prawdopodobnie nawet nie znały prawdziwego celu ataku. Jak myślisz, dlaczego Londyn miałby obrać za cel miejsca o tak niewielkim znaczeniu militarnym?

Alexander Dugin: Zanim odpowiem na to bardzo ważne pytanie, chciałbym zadać kolejne: dlaczego SWR publikuje te informacje właśnie teraz? Faktem jest, że nasi oficerowie wywiadu i analitycy – ludzie rozsądni i spostrzegawczy – od samego początku, od wiosny 2022 roku, w pełni rozumieli, że nie walczymy z Ukrainą. Za pośrednictwem Ukrainy walczymy z Zachodem. Po drugiej stronie są Brytyjczycy, przedstawiciele Unii Europejskiej i Amerykanie. To oni kierują tą wojną: kontrolują ukraińskie drony, obliczają i planują trasy oraz monitorują operacje za pośrednictwem satelitów. Tak, Starlink nie działa nad naszym terytorium, ale są inne satelity rozpoznawcze, których nie możemy jeszcze zneutralizować – przynajmniej dopóki nie zniszczymy całego systemu kosmicznego. Takie metody istnieją i prawdopodobnie rozważamy je właśnie teraz.

W każdym razie drony, które zabijają naszych ludzi, niszczą infrastrukturę energetyczną i atakują jeszcze bardziej wrażliwe cele (o których jeszcze nie mówiliśmy, ale prawdopodobnie to zrobimy), są sterowane przez brytyjskich specjalistów, którzy wykorzystują brytyjskie i amerykańskie dane wywiadowcze. Ukraina to jedynie przykrywka. W istocie Ukraina nie istnieje jako niezależny aktor – jest bytem warunkowym, symulakrum, rodzajem golema lub robota, za pośrednictwem którego Zachód z nami walczy.

Sądzę, że zagraniczny wywiad ujawnił teraz tę informację o ataku na muzeum obrony w Sewastopolu, ponieważ Pieskow już powiedział: „Jesteśmy w stanie wojny z Zachodem”. Ten moment nie jest przypadkowy – to pierwsza wskazówka.

Drugi punkt: Dla niektórych to objawienie, podczas gdy dla większości uważnych analityków i uczestników wojny, którą toczymy z Zachodem, jest to oczywiste. Niektórzy będą więc zaskoczeni, podczas gdy inni powiedzą: „No jasne”. Co więcej, Brytyjczycy nie tylko zaatakowali to muzeum. Myślę, że nasze służby specjalne są tego bardzo świadome, podobnie jak prezydent. Ale teraz my, społeczeństwo, również o tym wiemy – na tym polega różnica. Oznacza to, że jesteśmy wciągani w tę wojnę, ponieważ nasze zrozumienie tego, co się dzieje, zostaje podniesione na odpowiedni poziom. Co to za „specjalna operacja wojskowa”, kiedy Brytyjczycy atakują nasze święte, symboliczne miejsca? To nie może być specjalna operacja wojskowa. Nie prowadzimy specjalnej operacji wojskowej, aby wylądować wojskami na brytyjskiej ziemi.

Nie – to nie jest specjalna operacja. Dla nich to specjalna operacja; dla nas to wojna. Walczą z nami pośrednio, rękami innych. A teraz prawdopodobnie zaczniemy walczyć z nimi bezpośrednio – i wtedy zobaczymy, kto zwycięży. Ale musimy zaakceptować tę rzeczywistość.

Dlaczego przeprowadzają takie ataki? Ponieważ atakują cele symboliczne, a Zachód napędza eskalację, którą kontroluje. Proces eskalacji jest również formą działań wojennych. Zachód – przede wszystkim Brytyjczycy – uważa, że ​​ten wskaźnik eskalacji, który można lekko lub mocno podkręcić, z 1,0 do 1,2 lub 2,3 – wszystkie te precyzyjne wartości (2,3, 2,4, 1,8) – musi być całkowicie pod jego kontrolą.

Przypisano nam rolę strony reagującej. Widzicie: atakują system energetyczny, infrastrukturę cywilną i symboliczne cele, takie jak to muzeum. Reagujemy. Jak właściwie reagujemy? Czy informujemy o tym opinię publiczną, czy nie? To właśnie mierzą. Czy podejmujemy działania odwetowe przeciwko pewnym celom, czy innym? To również mierzą. Wiedząc, że pocisk został skutecznie wystrzelony przez Brytyjczyków – czy przynajmniej odpowiadamy Brytyjczykom ustnie? To również mierzą.

W ten sposób całkowicie samodzielnie kontrolują eskalację. Jeśli muszą ją ograniczyć, robią to wtedy, kiedy im to odpowiada. Jeśli chcą ją eskalować, robią to. Do niedawnej fundamentalnej deklaracji Pieskowa, że ​​jesteśmy w stanie wojny z Zachodem – a także z Ameryką – nie byliśmy częścią tego pełnego procesu eskalacji. Reagowaliśmy, staraliśmy się nie zauważać tej eskalacji i próbowaliśmy ją jednostronnie rozładować, po prostu odmawiając udziału. To było tak, jakby ktoś wypowiedział nam wojnę, a my udawaliśmy, że wszystko jest w porządku. Tak mniej więcej wyglądała sytuacja.

W kraju przekaz brzmiał: Nie, Zachód jedynie wspiera Ukrainę. Ukraina to złe miejsce, ale nie jesteśmy w stanie wojny z samym Zachodem. Jednocześnie wysłaliśmy im sygnały: Nawet jeśli zaostrzycie sytuację, nie damy się wciągnąć i nie damy się sprowokować. Wy podsycacie sytuację – my nie. Ale oni podsycają ją jeszcze bardziej: Kolejny atak będzie wymierzony w inny cel – symboliczny, militarny, strategiczny czy energetyczny.

Co oznaczałoby nasze zaangażowanie w proces eskalacji? Na przykład niespodziewany atak na państwa bałtyckie, Polskę lub Rumunię; sabotaż kluczowych strategicznych instalacji wojskowych w Niemczech lub Francji, użyty przeciwko nam; eliminacja niektórych prominentnych postaci brytyjskiego wywiadu, które są najbardziej zaangażowane w tę wojnę. Albo wysłanie Amerykanom pewnego rodzaju sygnału – mówiąc z grubsza, w stylu irańskim: jeśli nie możemy dotrzeć do nich bezpośrednio, musimy zadać im realny ból. I to nie skrycie, ale otwarcie: wysłanie nurków, aby przecięli podwodne kable na Morzu Bałtyckim prowadzące do państw bałtyckich, a następnie inwazja na ich terytorium.

Czy boją się wycelować rakietami w Muzeum Obrony Sewastopola? Nie, nie boją się. Dlaczego? Bo czują, że grają sami. Tylko oni grają w tę grę eskalacji. Podejmujemy jedynie ograniczone, przewidywalnie słabsze środki odwetowe, aby przekonać wszystkich – siebie i ich – że nie mówimy poważnie. Nie zamierzamy eskalacji na pełną skalę. Tymczasem wszyscy rozumieją – a co najważniejsze, prezydent rozumie – że to Brytyjczycy stali za atakiem na Muzeum Panorama w Sewastopolu. To oni naprowadzili rakietę, amerykańskie satelity rozpoznawcze obliczyły trasę i nacisnęli przycisk. Ukraina nie miała z tym nic wspólnego.

Nasz prezydent to widzi. A jeśli to zobaczy i nie zareaguje, to dojdą do wniosku: No cóż, wszystko jasne – Rosjanie będą kontynuować grę w deeskalację, podczas gdy my będziemy kontynuować grę w eskalację, bo nic nas to nie kosztuje. My znosimy ich czerwone linie; oni nakreślają nowe – my też je znosimy. I nic nam się nie dzieje.

To zaczyna przypominać nam erę Gorbaczowa. Powiedzieliśmy: Nie będziemy już walczyć z Zachodem ani z zachodnim systemem; wyciągamy do was rękę. I w tę wyciągniętą dłoń włożyli granat z wyciągniętą zawleczką: Zniszczyli naszą potęgę w Europie Wschodniej i w Układzie Warszawskim, a następnie zdemontowali Związek Radziecki i zaczęli rozczłonkowywać Federację Rosyjską – przed czym uratował nas tylko Putin. Byliśmy o krok od kolejnej reakcji łańcuchowej konsekwencji po jednostronnym zakończeniu zimnej wojny. A w ich języku „zakończenie” zimnej wojny oznacza tylko jedno: jej przegranie.

To samo dzieje się teraz ponownie na poziomie eskalacji. Mówią: Będziemy z wami eskalować. A my odpowiadamy: Nie będziemy z wami eskalować.

Wydaje mi się, że granice tego stanowiska zostały osiągnięte. Wykazaliśmy się więcej niż dostatecznie naszymi pokojowymi intencjami, dobrą wolą, gotowością do wzajemnego zrozumienia, do pewnych ustępstw i do normalizacji stosunków. Nasz prezydent udał się do Anchorage; rozmawialiśmy z Amerykanami i wszystko wyjaśniliśmy; jesteśmy gotowi na dialog z Unią Europejską. Ale oni nie są i nie będą gotowi – w tym tkwi problem.

Będą gotowi dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś naprawdę przekonującego. Na przykład – i to tylko spekulacja – obudzimy się pewnego dnia, a wojskowe i polityczne kierownictwo w Kijowie zniknie. Pojawią się inni, biegający w panice. I drugi szczebel kierownictwa również zniknie. Wtedy szczerze powiedzą: Może powinniśmy negocjować, bo inaczej Rosjanie będą kontynuować. Wtedy będą gotowi do negocjacji. A jeśli poczujemy się bezpieczni, możemy zrezygnować z negocjacji i kontynuować – albo możemy się zgodzić. Możliwe są również inne scenariusze.

Nie jestem ekspertem wojskowym. W dzisiejszych czasach wszyscy lubią dawać rady: ludzie z boku mówią armii i prezydentowi, co robić. Nie zaliczam się do nich – jedynie spekuluję. Po prostu stosuję lekcje z przeszłości, na przykład doświadczenia Iranu w konfrontacji, do naszej sytuacji. Iran nie może pokonać Stanów Zjednoczonych i Izraela, ale może wyrządzić im niedopuszczalne szkody – na przykład szkody gospodarcze. Właśnie to robi Iran. My również możemy wyrządzić niedopuszczalne szkody wrogowi na wiele różnych sposobów.

Mówimy: eskalacja jest nieunikniona – i my się na to godzimy. Na przykład, podkręcacie pokrętło – a my podkręcimy je jeszcze bardziej. Ale samo powiedzenie tego nie wystarczy. Oczywiste jest, że nie reagują już na nasze wyjaśnienia: wszystkie nasze protesty i wszystkie nowe czerwone linie są przez nich odbierane jako biały szum. Oczywiste jest również, że traktują słowa, za którymi nie idą czyny, tak poważnie, że nie można ich ignorować z całkowitą pogardą.

Stoimy teraz przed bardzo poważnym pytaniem. Niektórzy, jak Karaganow, twierdzą, że musimy przeprowadzić wyprzedzający strategiczny atak nuklearny – na przykład przeciwko Stanom Zjednoczonym lub Unii Europejskiej. Inni sugerują użycie taktycznej broni jądrowej. Z tego, co rozumiem, mogło to być kiedyś wykonalne, ale dziś nie jest już najistotniejszą opcją. Teraz potrzeba serii złożonych, wielowymiarowych, starannie zaplanowanych działań, prowadzonych jednocześnie w wielu obszarach. Być może czegoś w kosmosie – na przykład zniszczenia całego satelitarnego systemu rozpoznania, ponieważ jest to jeden z naszych głównych problemów. Być może innych działań, których nikt się nie spodziewa. I to wszystko naraz: jednego, dwóch, trzech. Jeśli uda nam się stworzyć sześć lub siedem takich nieprzewidywalnych, niemożliwych do wyśledzenia ośrodków prawdziwej konfrontacji, to może ich powstrzymać.

Jeśli będziemy bez przerwy powtarzać: „Dość, dość, dość – przestańcie strzelać do naszych muzeów, zostawcie w spokoju nasze dzieci, przestańcie zabijać naszych uczniów, przestańcie wysadzać w powietrze nasze pociągi, zostawcie w spokoju nasze rafinerie ropy naftowej i ważniejsze obiekty”, nikt nas nie posłucha.

Moderator: Aleksandrze Giełewiczu [Dugin], być może oprócz tych mechanizmów eskalacji, trwają już przygotowania do przygotowania naszego społeczeństwa i przyszłych dorosłych obywateli do tego zmieniającego się świata. Mam na myśli na przykład niedawne zmiany w podręcznikach do historii. Jest tak wiele kwestii do omówienia, ale chciałbym poruszyć również tę. Jeśli chodzi o wznowienie serii ujednoliconych podręczników do historii – czy Pana zdaniem celem tych zmian jest to, o czym właśnie wspomniałem, czy też jest to szerszy cel?

Aleksander Dugin: Widzisz, za bardzo przyzwyczailiśmy się do retoryki czasu pokoju: „Zgadzam się z tobą, ale nie do końca”, „Porozmawiajmy o szczegółach”, „Nie omawiajmy szczegółów”.

Nowe podręczniki – zwłaszcza podręczniki do historii – są niezbędne, aby wychować prawdziwych, w pełni wykształconych rosyjskich patriotów i umieścić patriotyzm w centrum naszej historycznej samoświadomości. Potrzebujemy bowiem nowych obywateli, którzy są dumni ze swojej ojczyzny, szczerze kochają Rosję, znają jej historię, rozumieją jej tożsamość, znają jej bohaterów – i znają jej wrogów. To jest główne zadanie, jakie ma spełnić nowa seria podręczników: zaszczepić w naszych dzieciach świadomość obywatelską, poczucie godności, patriotyzm, miłość do ojczyzny i zrozumienie kontekstu historycznego.

Jestem oczywiście głęboko poruszony i niezmiernie wdzięczny autorom za uwzględnienie tragicznego losu mojej córki Darii Duginy w jednym z tych podręczników szkolnych. Ludzie powinni znać tych, którzy cierpieli za ojczyznę, tych, którzy oddali za nią życie. Musimy wychowywać kolejne pokolenie, dając mu takie wzorce do naśladowania i przykłady – w tym Władlena Tatarskiego i nowych bohaterów specjalnej operacji wojskowej oraz naszej wojny z Zachodem.

Oczywiście, wszystkie pokolenia są ważne – nasi dziadkowie i pradziadkowie, którzy zbudowali i bronili naszego kraju. Ale bohaterowie, którzy żyją wśród nas, są również ważni – ludzie tacy jak my: młodzi mężczyźni i kobiety, którzy dziś uosabiają heroizm, poświęcenie, odwagę, inteligencję, służbę ojczyźnie, miłość do ojczyzny, lojalność wobec Kościoła chrześcijańskiego, naszej cywilizacji i naszej tożsamości. Oni również należą do tego podręcznika – i zostali w nim uwzględnieni.

Chcę powiedzieć: niektóre dobre uczynki nie wymagają żadnych „ale”, żadnych zastrzeżeń w stylu „można było zrobić to lepiej”. Zawsze jest miejsce na poprawę – będziemy nad tym pracować. Ale najważniejsze to robić to, co konieczne: przywrócić godność, dumę i miłość do ojczyzny w naszych szkołach, czyli u samych podstaw naszej edukacji.

Robimy to samo na poziomie szkolnictwa wyższego – na uniwersytetach i w instytutach. W Wyższej Szkole Nauk Politycznych im. Iwana Iljina oferujemy studia z zakresu westernistyki, w ramach których traktujemy Zachód jako odrębną cywilizację. Oferujemy zajęcia, które potwierdzają status Rosji jako cywilizacji państwowej, a także zajęcia z zakresu wielobiegunowości i tożsamości. Postawiliśmy sobie ambitny cel: odbudować cały sektor edukacji i badań humanistycznych na tym patriotycznym fundamencie.

Niestety, ogólna sytuacja jest nadal inna. Ale walka o nasze dzieci jest najważniejsza i to zadanie zostało już podjęte w szkołach. W innych obszarach prace trwają. Wiele osiągnięto już dzięki kursowi „Podstawy państwowości rosyjskiej”, który wpaja studentom swego rodzaju „szczepionkę” patriotyzmu. Musimy kontynuować, rozwijać i poszerzać ten kurs – poszerzając pole studiów zachodnich i zmieniając paradygmaty w naukach humanistycznych w oparciu o tezę wielokrotnie formułowaną przez naszego prezydenta: Rosja jest państwem-cywilizacją. Żyjemy w świecie wielobiegunowym, w którym oprócz Zachodu istnieją inne ośrodki władzy i inne cywilizacje, w tym nasza własna.

Ta restrukturyzacja całego podejścia humanistycznego, edukacji jako całości, postępuje obecnie z pełną prędkością – ale „z pełną prędkością” jedynie według standardów pokojowych lub według standardów specjalnej operacji wojskowej. W porównaniu ze standardami wojny z Zachodem, tempo to jest wciąż niewystarczające. O ile sytuacja na lekcjach historii w szkołach jest dobra, a na uniwersytetach sprawy idą w dobrym kierunku – wydano odpowiednie instrukcje – postęp jest zdecydowanie zbyt powolny z powodu ogromnego oporu. Niektórzy stawiają opór z bezwładności, inni z powodów ideologicznych. To szósta kolumna – przeciwnicy idei, że Rosja jest niepodległą cywilizacją.

Ostatecznie rusofobia nie pojawiła się przypadkowo i nie pojawiła się dopiero w ostatnich latach. Niemniej jednak nie możemy sprowadzać wszystkiego do sieci szpiegowskich, mimo że w tej dziedzinie wykonano już poważną pracę. Przez ostatnie 30-40 lat nasi wrogowie po prostu działali w naukach humanistycznych – w ośrodkach, które wypaczały świadomość naszych uczonych, zmieniały proces edukacji oraz podsycały i wspierały szkodliwe tendencje w naukach humanistycznych. Wszystko to istnieje. Ale problemu nie można sprowadzić wyłącznie do szpiegostwa. Nawet jeśli odkryjemy całą sieć zachodnich agentów wpływu w naukach humanistycznych, to nie wystarczy, ponieważ całe pokolenie nauczycieli i uczonych zostało już wyszkolone w postrzeganiu Zachodu jako uniwersalnego. Z tym musimy walczyć.

Dlatego wojna, o której dziś rozmawiamy – i o której mówił Pieskow – naturalnie wpływa na wszystkie sfery naszego społeczeństwa, w tym edukację szkolną, a moim zdaniem nawet przedszkolną. „Lekcje o rzeczach najważniejszych” powinny zaczynać się już od najmłodszych dzieci. Jeśli będą siedzieć na nocnikach i słuchać opowieści o wielkich bohaterach, to pójdą do szkoły już z pierwszymi zalążkami świadomości obywatelskiej.

Musimy przekształcić nasze społeczeństwo w inny, przebudzony stan – stan, w którym odrębność, niezależność i wyjątkowość naszej cywilizacji, której musimy bronić, zostaną potwierdzone. To właśnie oni – dzisiejsza młodzież, uczniowie, a nawet przedszkolaki – będą wezwani do ochrony i zachowania naszej suwerenności cywilizacyjnej, naszej godności, naszej wolności i naszej niezależności w obliczu bardzo poważnych wyzwań, w tym technologicznych.

A jeśli dokonamy tego zwrotu – a nie możemy go już uniknąć, ponieważ upłynęły już wszelkie terminy na uniknięcie poważnego konfliktu cywilizacyjnego z Zachodem – to musimy działać szybko. Zmiana kursu, skierowanie tego wielkiego okrętu od zwykłej suwerenności politycznej do pełnej suwerenności cywilizacyjnej jest oczywiście niezwykle trudna. Niemniej jednak ster musi zostać przekręcony – z głośnym skrzypnięciem – ponieważ musimy zmienić kurs całego kontynentu, a jego bezwładność jest ogromna. Ta bezwładność wynika nie tylko z ostatnich 30–40 lat, ale z epoki Piotrowej: Zachód od dawna nas przyciągał i przyciągał do siebie. Teraz potrzebny jest dość ostry zwrot. Byliśmy zdolni do takich zmian kursu już wcześniej – w XIX i XX wieku. Ale teraz potrzebujemy kolejnej, patriotycznej zmiany kursu. Będzie to niezwykle trudne do wykonania, ale musi nastąpić szybko.

Moderator: W ciągu ilu lat, dosłownie? Kiedy mówimy o cywilizacji, zazwyczaj myślimy w kategoriach stuleci. Ale jeśli coś musi się wydarzyć szybko, ile to zajmie czasu?

Alexander Dugin: Nie mogę podać dokładnej liczby. Jedno jest pewne: im dłużej będziemy się wahać, tym gorsza będzie nasza pozycja wyjściowa. Im szybciej ogłosilibyśmy wojnę z Zachodem, tym lepsze rezultaty byśmy osiągnęli. Ale lepiej późno niż wcale. Nie odważyłbym się powiedzieć dokładnie, ile lat. Nie mamy dużo czasu. Myślę, że mówimy tu o latach, a nie dekadach – mimo że cywilizacje funkcjonują w znacznie dłuższych cyklach. W tym sensie ma pan rację. Jednak obecnie następuje zmiana paradygmatu, również w edukacji.

Źródło: Od operacji specjalnej do wojny cywilnej

Dmitrij Trenin ostrzega przed eskalacją ze strony Rosji

Dmitrij Trenin ostrzega przed eskalacją ze strony Rosji

Nie jest on bynajmniej jastrzębiem, a wręcz uważany był za jednego z najwybitniejszych rosyjskich ekspertów zorientowanych na Zachód.

Dmitrij Trenin

Dopiero specjalna operacja wojskowa skłoniła go do stopniowej rewizji swojego światopoglądu. Przewodniczący Rosyjskiej Rady ds. Międzynarodowych, Dmitrij Trenin, opublikował artykuł zatytułowany ‚Niebezpieczna logika NATO 3.0’.

W jego ocenie: „Europejczycy marzą o wyeliminowaniu Rosji jako poważnego czynnika geopolitycznego w Eurazji. Dla nich byłoby to ‚ostateczne rozwiązanie’ od dawna budzącej obawy ‚kwestii rosyjskiej’. – Podstawowym błędem myślenia Europy jest przekonanie, że Rosja woli pogodzić się z porażką, upokorzeniem i rozpadem, niż wykorzystać posiadany arsenał”.

Kontynuuje: „Ten arsenał nie ogranicza się do broni jądrowej, choć może nadejść czas, gdy będzie trzeba jej użyć. Kreml jak dotąd zachowywał nadzwyczajną powściągliwość – zarówno w wykorzystaniu swojej przewagi w zakresie broni konwencjonalnej, jak i w atakach na cele o wysokiej wartości i znaczeniu symbolicznym. Istnieje wiele wyjaśnień tej powściągliwości. Ale przekonanie, że rosyjskie władze lub naród kiedykolwiek skapitulują przed NATO, jest naiwne – wręcz katastrofalne w skutkach”.

Trenin – jak wyżej już wzmiankowano – nie jest jastrzębiem jak cieszący się międzynarodową sławą Siergiej Karaganow. Nie należy też do tych, których Putin ostro skrytykował w zeszłym miesiącu po tym, jak wezwali Rosję do ataku na Europę.

Właśnie z tego powodu zachodni decydenci powinni zwrócić uwagę na to, że właśnie Trenin ostrzega przed eskalacją ze strony Rosji.

Dmitrij Miedwiediew i Władimir Putin

Dmitrij Miedwiediew i Władimir Putin

Odnosząc się do ostrzeżenia o zagrożeniu, jakie Europa stwarza obecnie dla Rosji, Dmitrij Miedwiediew napomknął o tym już na początku maja, ostrzegając przed intensywnym zbrojenie się Niemiec. Niemcy stały się ostatnio najważniejszym sojusznikiem Ukrainy w toczącej się wojnie, zaraz po Stanach Zjednoczonych.

Wtedy wyciągnięto już wniosek, że Niemcy i Unia Europejska jako całość mogą wkrótce być postrzegane przez Rosję jako większe zagrożenie niż Stany Zjednoczone. Trenin potwierdza teraz, że z perspektywy wielu Rosjan rzeczywiście tak jest. Jak powiedział: „Podczas zimnej wojny NATO wydawało się Rosji ‚Ameryką w Europie’, ale dziś Rosjanie postrzegają NATO jako Europę – wspieraną przez Amerykę”.

Biorąc pod uwagę kierowaną przez Niemcy Unię Europejską i jej konfrontacyjne stanowisko wobec Rosji, dodatkowo wzmocnione koncepcją ‚NATO 3.0’ – NATO, które ma samodzielnie konfrontować się z Rosją, podczas gdy Stany Zjednoczone pełnią rolę ‚kierowcy z tylnego siedzenia’, jak opisuje to Trenin – nie dziwi fakt, że Rosja przygotowuje się do potencjalnej konfrontacji z NATO około 2030 roku.

Tylko większa powściągliwość ze strony UE mogłaby zapobiec takiemu scenariuszowi. Nowa ‚wojna na wyniszczenie’  Ukrainy z Rosją, którą Europa, wspólnie z USA, dodatkowo podsyca, wspierając dalekosiężne ataki, może w dłuższej perspektywie przynieść Rosji znaczne straty. Może to ostatecznie doprowadzić Moskwę do eskalacji nowych ‚systematycznych ataków’  na Ukrainę – nawet z użyciem taktycznej broni jądrowej – aby powstrzymać dalsze straty.

Jak pisze Trenin, Rosja nigdy nie skapituluje przed NATO. A Putin nie uczyni ze swego kraju nowego ‚Chrystusa narodów’, pozwalając mu zginąć, mimo swojej wcześniejszej, niemal Chrystusowej powściągliwości.

uncutnews.ch/westliche-politiker-sollten-aufhorchen-wenn-ausgerechnet-trenin-vor-einer-russischen-eskalation-warnt

Napisał: Andrew Korybko

Opracował: Zygmunt Białas

Od czego „Der Spiegel” próbuje odwrócić uwagę niedawnym wezwaniem ambasadora Niemiec w Moskwie

Thomas Röper anti-spiegel.ru/wovon-der-spiegel-bei-der-juengsten-einberufung-des-deutschen-botschafters-in-moskau-ablenkt

Udział w wojnie

Od czego Der Spiegel próbuje odwrócić uwagę niedawnym wezwaniem ambasadora Niemiec w Moskwie

Rosja wezwała ambasadora Niemiec, aby oficjalnie zaprotestować przeciwko udziałowi Niemiec w ukraińskich atakach na cele w Rosji. Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odwraca uwagę od udziału Niemiec w wojnie i jest w tym wspierane przez prorządowe media, takie jak Der Spiegel.

Anti-Spiegel 15 lipiec  2026

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało niemieckiego ambasadora w Moskwie, aby oficjalnie zaprotestować przeciwko udziałowi Niemiec w ukraińskich atakach terrorystycznych na cele w Rosji. Chodziło o jawny udział Niemiec w wojnie, co naturalnie niesie ze sobą ryzyko ewentualnej odpowiedzi militarnej Rosji.

Niemcy nie powinni jednak o tym wiedzieć, dlatego niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w swoim oświadczeniu skupiło się na nagraniu wideo opublikowanym przez niemiecką ambasadę w Moskwie. Na nagraniu widać, jak pracownik niemieckiej ambasady bezczelnie ingeruje w wewnętrzne sprawy Rosji, a Rosja, oczywiście, przeciwko temu zaprotestowała.

Najważniejszym powodem wezwania niemieckiego ambasadora był jednak jawny udział Niemiec w wojnie, co wyraźnie widać w rosyjskim oświadczeniu w sprawie wezwania. Przetłumaczyłem to oświadczenie; omówimy je na końcu artykułu. Wcześniej jednak przyjrzyjmy się, jak „Der Spiegel” odwracał uwagę czytelników od sedna problemu.

Umiejętna propaganda w Der Spiegel

O wezwaniu niemieckiego ambasadora donosił „Der Spiegel” pod tytułem „Wezwanie ambasadora Lambsdorffa – Rosja porównuje działania public relations niemieckiej ambasady z propagandą nazistowską” i już we wstępie do artykułu było jasne, że Spiegel posłusznie przyjął narrację rządu federalnego i zataił przed czytelnikami, o co właściwie chodziło w tym wezwaniu. „Der Spiegel” pisze we wstępie:

„Rosja ponownie wezwała do Ministerstwa Spraw Zagranicznych ustępującego ambasadora Niemiec Alexandra Grafa Lambsdorffa w związku z krytycznym filmem na Instagramie. Jednak niemieckie przedstawicielstwo w Moskwie nie chce dać się zastraszyć”.

Artykuł Spiegla jest bardzo sprytnie skonstruowany i stara się sugerować czytelnikom neutralność, na przykład artykuł mówi:

„Wyjaśnienia dotyczące wezwania są różne”.

Wygląda na to, że Der Spiegel chciałby przedstawić punkt widzenia obu stron, ale oczywiście tak nie jest. Zamiast tego Spiegel odnosi się jedynie do nagrania wideo i pisze, że według Ministerstwa Spraw Zagranicznych wideo było „powodem wezwania”.

Spiegel w ogóle nie cytuje strony rosyjskiej, ale cytuje także niemiecki MSZ na temat rosyjskiej perspektywy. „Der Spiegel” pisze, że Moskwa „w rozmowie z Lambsdorffem skrytykowała działania public relations ambasady Niemiec w Moskwie”, ponieważ wskazywały one na „bolesne problemy”, przed którymi stoi rosyjskie społeczeństwo – podało Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

„Der Spiegel” sugeruje swoim czytelnikom, że w artykule chce cytować obie strony, ale tak naprawdę cytuje jedynie niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, co oczywiście nie jest obiektywne.

Nie chcę wchodzić w sam film, bo to tania kpina z niedoboru benzyny w Rosji. To, co sprawia, że ​​wideo jest tak wybuchowe, to fakt, że niedobór benzyny wynika z udziału Niemiec w wojnie z Rosją i ataków na rosyjskie rafinerie. Innymi słowy, niemiecka ambasada w Moskwie kpi z narodu rosyjskiego i rosyjskiego rządu, wskazując na brak benzyny będący efektem de facto niemieckich ataków na cele w Rosji.

Ale Der Spiegel odwraca uwagę od faktu, że udział Niemiec w wojnie był powodem wezwania niemieckiego ambasadora. Artykuł Spiegla składa się z dziewięciu akapitów, które prawie wyłącznie dotyczą filmu; Tylko w jednym z dziewięciu akapitów Spiegel pisze:

„Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych inaczej przedstawia wezwanie Lambsdorffa. W swoim oświadczeniu ministerstwo początkowo utrzymywało, że Lambsdorff został poinformowany o zaangażowaniu Niemiec w ukraińskie „ataki terrorystyczne” na infrastrukturę cywilną w Rosji. Ambasadorowi wyjaśniono, że niedopuszczalne jest rosnące wsparcie Niemiec dla Ukrainy, w tym porozumienia wojskowe w sprawie dostaw broni”.

Używając tych sformułowań w trybie przypuszczającym, Spiegel zapewnia, że ​​niemiecka publiczność przeoczy prawdziwy powód wezwania niemieckiego ambasadora lub nie potraktuje go poważnie. A przede wszystkim Spiegel zapewnia, że ​​niemiecka publiczność nadal nie rozumie, że Niemcy są już stroną wojny i że Rosja może w każdej chwili odpowiedzieć ogniem.

Oświadczenie rosyjskie

Ale sami oceńcie, czy moja krytyka artykułu Spiegla i MSZ jest uzasadniona, czytając oficjalne oświadczenie MSZ Rosji, które przetłumaczyłem.

Początek tłumaczenia

13 lipca ambasador Niemiec w Moskwie został wezwany do rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i poinformowany o udziale Berlina w atakach terrorystycznych reżimu w Kijowie na infrastrukturę cywilną w Rosji.

Poinformowano go, że rosnące wsparcie Niemiec dla reżimu w Kijowie jest niedopuszczalne. Wsparcie to obejmuje umowy wojskowe i wojskowo-techniczne, bezpośrednie dostawy broni oraz organizację wspólnych przedsięwzięć w celu rozwoju sił i zasobów do ataków na cele cywilne w Rosji, w tym dronów rozpoznawczych i bojowych, pocisków przeciwlotniczych i wyrzutni rakiet używanych przeciwko infrastrukturze cywilnej.

Ambasador został również poinformowany, że próby Niemiec, aby dyktować państwom trzecim, w tym chińskim urzędnikom, jak i w jakiej formie powinny prowadzić stosunki z Rosją, są niedopuszczalne.

Podczas spotkania ambasador został poinformowany, że popadanie niemieckiej propagandy agitacyjnej w najgorsze praktyki propagandy nazistowskiej jest niemoralne i wywołuje historycznie zakorzenione odrzucenie i oburzenie wśród znacznej części społeczeństwa naszego kraju.

Jednocześnie z pewną satysfakcją dowiadujemy się, że niemiecki ambasador wkrótce wróci do domu samochodem z silnikiem benzynowym, ponieważ jego oficjalna podróż dobiega końca.

Koniec tłumaczenia

Prawdziwe ostrzeżenie rosyjskiego oligarchy – ukryte na widoku

Prawdziwe ostrzeżenie rosyjskiego oligarchy ukryte na widoku

Symplicjusz 11 lipca 2026 r. simplicius/russian-oligarchs-true-warning-hidden

The Economist opublikował dwa ważne artykuły poświęcone rosyjskiemu „oligarsze” Andriejowi Melniczence, którego określa się mianem jednego z najbardziej „zagadkowych” tytanów bogactwa w Rosji, mimo że niekiedy zajmował pierwsze miejsce wśród najbogatszych ludzi w kraju, jak to określa Economist, jako „król nawozów” świata i „największy przemysłowiec Rosji”. Jest on przedstawiany jako wyjątkowo unikatowy ze względu na swoją bardziej „centrową” pozycję – osobę, która obracała się w wewnętrznym kręgu Putina, a jednocześnie przez lata prowadziła zachodni liberalny i eurofilski styl życia typowy dla rosyjskich miliarderów.

Pierwszy z nich stanowi swego rodzaju wprowadzenie do jego twórczości, drugi zaś jest artykułem redakcyjnym napisanym przez niego i opublikowanym w czasopiśmie „The Economist” jako swego rodzaju pilne przesłanie dla świata na temat Rosji.

https://www.economist.com/1843/2026/07/09/czołowy-rosyjski-oligarcha-przerywa-ciszę

Artykuł jest długi i pełen interesujących rewelacji. Dążąc do naginania narracji w stronę typowych dla „kremlinologii” argumentów oligarchów służących potężnemu, niedemokratycznemu rosyjskiemu autokracie, „The Economist” nieumyślnie ujawnia sprzeczne fakty.

Ujawnia na przykład fakt, że wbrew przekonaniom Zachodu, oligarchowie w Rosji od jakiegoś czasu nie mieli realnej władzy politycznej, choć autorzy nigdy nie odważyli się podać przyczyny:

Kiedy Putin najechał Ukrainę, świat czekał, aż bogaci i wpływowi Rosjanie wypowiedzą się przeciwko wojnie. Ale oni milczeli. Zachód nałożył na nich sankcje, częściowo po to, by zmusić ich do wywarcia presji na Putina. To jednak świadczyło o braku zrozumienia, jak działa władza w Rosji – elita biznesowa dawno już zrezygnowała z prób wpływania na politykę.

Czasopismo przyznaje, że zachodnie sankcje w rzeczywistości wywołały odwrotny skutek, niż zakładano, i zepchnęły rosyjskie elity z powrotem na łono państwa. Sam Melniczenko, który zdecydował się spędzić większą część życia w Szwajcarii, przyznał, że po raz pierwszy poczuł, że Rosja jest jego jedynym domem:

Sam Putin obawiał się, że oligarchowie go zdradzą. Zamiast tego sankcje zepchnęły ich z powrotem w jego objęcia. Jednak kiedy wrócili, wraz z pieniędzmi, repatriowali swoje interesy i ambicje. Początkowym gambitem Melniczenko, kiedy zaczęliśmy rozmawiać trzy miesiące temu, było: „Po raz pierwszy czuję, że nie mam innego kraju poza Rosją”. Biorąc pod uwagę powściągliwość jego kolegów, zdumiewające jest, że najbardziej zagadkowy oligarcha Rosji, mieszkając w Moskwie, jest gotów wystawić głowę ponad parapet i publicznie ujawnić swoje poglądy.

W dalszej części tekstu przyznano nawet, że po wprowadzeniu SMO państwo rosyjskie faktycznie rozpoczęło konfiskowanie aktywów oligarchów i zwracanie ich „lojalistom”:

Mniej więcej w tym czasie on i inni biznesmeni zdali sobie sprawę, że wojna szybko się nie skończy. Nie widząc możliwości złagodzenia sankcji, zaczęli repatriować się do Rosji, gdzie stanęli w obliczu innego rodzaju zagrożenia dla swoich aktywów.

Prawa własności w Rosji zawsze były warunkowe. Jednak wojna rozpętała pazerność, jakiej nie widziano od dekad. Od 2023 roku aktywa o wartości 60 miliardów dolarów zostały znacjonalizowane lub przekazane lojalistom. Była to największa redystrybucja majątku od czasu masowej prywatyzacji w latach 90. XX wieku.

W sierpniu 2023 roku prokuratorzy domagali się konfiskaty syberyjskiej elektrowni Sibeco od Melniczenki, argumentując, że jej zakup był wynikiem oszukańczej zmowy z poprzednim właścicielem. Dwa tygodnie później prokuratura generalna wycofała się z tego wniosku, w zamian za darowiznę Melniczenki na rzecz „organizacji charytatywnej”. Według osób znających szczegóły ugody, kwota ta wyniosła 32 mld rubli (335 mln dolarów) – tyle samo, ile Melniczenka pierwotnie zapłacił za Sibeco. Organizacją charytatywną była Sirius, szkoła dla uzdolnionych dzieci, faworyzowana przez Putina.

Ważne jest, aby to zrozumieć, ponieważ uwypukla to cały zasadniczy wątek tej serii artykułów w Economist, a mianowicie, że SMO [Specjalna Operacja Wojskowa] powoli rewolucjonizuje rosyjskie społeczeństwo, zmieniając oligarchów z zliberalizowanych zwolenników szóstej kolumny w zwolenników służących narodowi na wzór Chin.

Mielniczenko był jednym z pierwszych i najbystrzejszych, którzy dostrzegli, co należy zrobić. Postanowił odzyskać przychylność ojczyzny, którą zaczął traktować jedynie jako źródło dochodów i zysków, ciesząc się życiem za granicą. Powrócił i zaczął się przypodobać rosyjskim elitom, na nowo poznając system i chłonąc prawdziwy narodowy „puls”:

Melniczenko wiedział teraz, że musi ustanowić prawa własności w Rosji. Jedynym sposobem, aby to zrobić, było wdarcie się do systemu, zrozumienie sprzecznych interesów i pomoc w kształtowaniu jego celów. „Jeśli chcesz zasiąść przy stole, musisz coś zrobić”.

Jak zawsze zaczynał od obserwacji. „W 2023 roku zacząłem spędzać więcej czasu w Rosji i poznawałem ją znacznie głębiej”. Rozmawiał z każdym, kto miał w tym interes i punkt widzenia: „politykami, dziennikarzami, myślicielami, liberałami, nacjonalistami, komunistami”. Można go było spotkać na śniadaniu z Dmitrijem Muratowem, laureatem Nagrody Nobla i redaktorem naczelnym „Nowej Gazety”, liberalnej gazety, który został wykluczony przez rząd i nazwany „zagranicznym agentem”. Wieczorem mógł wypić herbatę z Aleksandrem Duginem, nacjonalistycznym filozofem, który gloryfikuje wojnę.

Ale to właśnie tutaj skupia się cała seria „The Economist”. W swoim dążeniu do reintegracji ze społeczeństwem rosyjskim, Melniczenko odkrył, że rosyjskie elity są zdezorientowane i na razie brakuje im spójnej wizji realnej przyszłości. Następnie zauważa, że ​​Rosja jest postrzegana jako kraj stojący na rozdrożu między czterema różnymi możliwościami, z których każda brzmi ponuro, a „The Economist” wykorzystuje ją jako główny punkt zaczepienia dla narracji serii.

Ale to celowo mylący haczyk, ponieważ nieszczerze przedstawiają go jako wizję Melniczenko o rozpadającej się Rosji bez żadnych opcji. W rzeczywistości Melniczenko przedstawił cztery „scenariusze zagłady”, aby w istocie przedstawić swój piąty, odkupieńczy scenariusz.

A co to takiego? Aby się tego dowiedzieć, musimy zajrzeć do drugiego tekstu, napisanego przez samego autora:

https://www.economist.com/by-invitation/2026/07/09/dlaczego-rozbita-Rosja-jest-zła-dla-świata

W swoim tekście celowo zachowuje neutralny język w odniesieniu do konfliktu ukraińskiego, nigdy otwarcie nie obwiniając Ukrainy ani Rosji, pomimo plotek, że w przeszłości otwarcie wypowiadał się przeciwko rosyjskiemu SMO. Teraz ewidentnie balansuje na granicy i liczy na rozwiązanie korzystne zarówno dla niego, jak i dla społeczeństwa.

Co istotne, cały temat jego dzieła można streścić w jednym słowie: suwerenność.

Oskarża Zachód o próbę podważenia i sabotażu rosyjskiej suwerenności i ostrożnie sugeruje, że szerszy konflikt między Rosją a Zachodem koncentruje się na rozpadającej się architekturze bezpieczeństwa Zachodu, która postrzega rosyjską suwerenność jako zagrożenie dla siebie — co jest całkowicie trafne i prawdziwe.

Z jego artykułu:

Rosja posiada dziś suwerenność: podejmowała i nadal podejmuje decyzje samodzielnie. Nie jest to osąd wartościujący, lecz opisowy. Rosja określiła swoje żywotne interesy, dysponuje materialną bazą do ich obrony i ponosi konsekwencje własnych decyzji.

Obecny zachodni dyskurs na temat powojennej Rosji, pomimo wszystkich jego różnorodnych politycznych ram, ma jeden cel: zniszczenie tej suwerenności lub jej radykalne ograniczenie. Logika jest zrozumiała. Jeśli rosyjska suwerenność jest postrzegana jako zagrożenie, jej eliminacja wydaje się rozwiązywać problem.

Następnie przedstawia cztery scenariusze, choć należy zaznaczyć, że wyraźnie zaznacza, iż są to scenariusze omawiane na Zachodzie – co stoi w jawnej sprzeczności z próbą przedstawienia tych „przerażających” wyników przez „The Economist” jako tych, których obawiały się rosyjskie elity reprezentowane przez Melniczenko.

Widzicie, on nie ostrzega przed żadną „nadchodzącą katastrofą”, która grozi Rosji, lecz parafrazuje zagrożenia, które sam Zachód planuje, co jest faktem aż nazbyt niewygodnym dla redakcji „Economista”, która woli przedstawiać to w bardziej sensacyjny sposób. Służą one ich celom, udając, że to „oligarchowie Putina” biją na alarm przed „nadchodzącym upadkiem” Rosji.

Cztery scenariusze podane przez Melnichenko to:

  1. „Upokorzona Rosja, czająca się na peryferiach Zachodu”.
  2. Rosja staje się wasalem Chin, co kończy jej stosunki z Zachodem.
  3. Rosja rozpada się jak ZSRR i ulega rozbiciu.
  4. Rosja staje się „twierdzą zamkniętą, zmobilizowaną, w ciągłym oblężeniu” i stanem „wiecznego zagrożenia”.

Jak wspomniano, są to zachodnie fantazje, a „okno Overtona” przyszłości Rosji, które zachodni politycy i komentatorzy chcieliby, abyśmy w to uwierzyli, jest jedyną trajektorią losu Rosji. Mielniczenko milcząco się z tym nie zgadza, ale sprytnie stara się tego nie ujawniać, ponieważ pisze dla zachodniej publiczności w celu pojednania.

Melniczenko w końcu dochodzi do nieuniknionego wniosku, który głosi, że sednem konfliktu jest kwestia suwerenności Rosji, a ignorując to, Europejczycy skazują konflikt na eskalację egzystencjalną:

To, jak Rosja prowadzi własny proces polityczny i do jakich celów kieruje swoją suwerenność, to kwestia, którą można rozstrzygnąć jedynie w samej Rosji, bez względu na zewnętrzne preferencje. Wszelkie próby kierowania tym procesem z zewnątrz są nie tylko skazane na porażkę, ale wręcz kontrproduktywne: niszczą one sam warunek – suwerenność – bez którego trwały pokój jest w zasadzie niemożliwy. Należy to zaakceptować, nie z sympatii dla Rosji, ale ze świadomością, że nie ma alternatywy dla tego uznania.

Następnie przedstawia błyskotliwą, zagnieżdżoną egzegezę, która jest przesłaniem i ukrytym zagrożeniem dla porządku zachodniego. Niczym matrioszka, ukrywa to przesłanie pod warstwami „otwartości”, które pozornie wydają się wezwaniami do zrozumienia i współpracy z Zachodem.

W rzeczywistości to, co przedstawia, jest trafną zapowiedzią przyszłości Rosji, w której przedsiębiorstwa, oligarchowie i obywatele wspólnie dążą do wspólnej, suwerennej rewolucji. Jest to przedstawiane jako korzystne dla Zachodu, ponieważ, jak przewiduje, tworzy „przewidywalną” stabilność – ale prawdziwe zagrożenie kryje się w przesłaniu, że Zachód naciska na Rosję, by stała się bardziej zjednoczona i potężna niż kiedykolwiek wcześniej.

Mam podstawy, by wierzyć, że rozliczenie to nastąpi, a podstawy te można zrozumieć tylko wtedy, gdy wyjaśnimy, dlaczego nie nastąpiło to wcześniej.

Ci, którzy zbudowali nową Rosję – przedsiębiorcy, naukowcy, artyści, sportowcy, profesjonaliści, którzy tworzyli jej gospodarkę, jej znaczenie, jej reputację na świecie – w dużej mierze postrzegali siebie jako internacjonalistów.Nie była to ani słabość, ani naiwność. Był to oczywisty wybór w świecie, w którym globalna integracja wydawała się nieodwracalna. Nauka działała według międzynarodowych standardów, technologia pochodziła z najlepszych źródeł,prawa i obowiązki były regulowane przez zachodnie prawo w zachodnich sądach, dzieci kształciły się na najlepszych uniwersytetach świata, kapitał był lokowany tam, gdzie był chroniony. Ten wybór oznaczał, świadomie lub nie, przekazanie znacznej części suwerenności systemom zewnętrznym. Nie dlatego, że takie było pragnienie. Ponieważ wydawało się, że zasady są neutralne, a dostęp otwarty dla wszystkich.

Po wyjaśnieniu, w jaki sposób internacjonaliści zbudowali nową Rosję , przyznaje, że globalizacja poniosła porażkę, ponieważ była niczym więcej niż podstępem mającym na celu pozbawienie Rosji suwerenności:

Władze Rosji przez wiele lat ostrzegały, że to błąd. Zwolennicy globalnej integracji postrzegali to jako pozostałość po sowieckim myśleniu. Czas pokazał, że się mylili, nie dlatego, że globalizacja nie istniała, ale dlatego, że nigdy nie była neutralna.

Sankcje pokazały to wyraźnie. Zostały nałożone przez jednych, w interesie innych i mogą zostać zmienione dla innych decyzją polityczną. Moje własne doświadczenia z zachodnimi sankcjami mają tu znaczenie nie jako osobisty żal, ale jako dowód na to, że infrastruktura globalizacji jest politycznie uwarunkowana. Majątek można zamrozić; prawa kiedyś uważane za nienaruszalne tracą ważność w momencie podjęcia decyzji politycznej.

Systemowy efekt sankcji okazał się szerszy niż ich pierwotny zamysł.Oderwanie się od globalnych systemów – finansowego, technologicznego, prawnego i edukacyjnego – postawiło rosyjską klasę kreatywną przed wyborem, którego się nie spodziewała: albo całkowita emigracja z zerwaniem wszelkich więzi, albo powrót do pytania, którego unikała przez trzy dekady: jak zbudować własny świat w Rosji, według własnych zasad i według własnych standardów.

Podsumowuje, że proces odbudowy Rosji jako samodzielnego ekosystemu, „według własnych zasad i według własnych standardów” nie będzie szybki ani łatwy, ale jest już teraz niechybnie zagwarantowany :

Proces ten nie jest ani szybki, ani łatwy. Jest jednak nieunikniony, ponieważ globalny świat w swoim dawnym znaczeniu już nie istnieje. Ci, którzy potrafią tworzyć, stają przed wyborem nie między Rosją a globalną przestrzenią, lecz między Rosją a rozdrobnionym światem, w którym każdy blok buduje własne reguły.W tych warunkach logika tworzenia kieruje się do wewnątrz: do stworzenia czegoś, co będzie atrakcyjne – dla tych, którzy dawno temu wyjechali wraz z rozpadem Związku Radzieckiego, dla tych, którzy wyjechali niedawno, i dla całego świata rosyjskojęzycznego.

Jeszcze głębiej w jego napomnieniu kryje się prognoza, że ​​zarówno ekspaci, jak i rosyjskie przedsiębiorstwa — zwłaszcza te, które na początku mogły zostać sprzedane, jak sugeruje się w tekście — ostatecznie znajdą swój dom w Rosji:

Duże rosyjskie firmy, które inwestują w suwerenną Rosję, z czasem staną się jej integralną częścią. To samo dotyczy innych ważnych instytucji. W rezultacie sama Rosja stanie się inna. Jeśli dążymy do suwerenności, która tworzy jedność między obywatelami a instytucjami, mam nadzieję, że z czasem naprawimy wszelkie wewnętrzne nierównowagi, za które również ponosimy odpowiedzialność – dzięki temu, że kiedyś z radością zrezygnowaliśmy z życia.

Podsumowując, autor twierdzi, że taka suwerenna, wewnętrznie spójna i zjednoczona Rosja nie zadowoli Zachodu, ale będzie o wiele bezpieczniejszą opcją niż Rosja zdestabilizowana i podzielona do tego stopnia, że ​​stanie się niebezpiecznie nieprzewidywalna:

Atrakcyjność przewidywalności

Suwerenna Rosja nie zapewni komfortu każdemu krajowi. Ale w dłuższej perspektywie będzie korzystniejsza niż alternatywy. Wybór graczy zewnętrznych nie dotyczy Rosji przyjaznej czy wrogiej. Chodzi o Rosję, której zachowanie jest przewidywalne, a Rosję, której trajektoria jest nieznana. W świecie, który kształtuje się obecnie, przewidywalność jest ważniejsza niż sympatia.

Wewnętrzna dyskusja o tym, jaka powinna być Rosja, jest nieunikniona. Ale ta rozmowa powinna odbyć się po wojnie i w kraju.

Po raz kolejny, kryjąc się za gestami dobrej woli i pochlebnymi gestami wobec Zachodu, Melniczenko subtelnie nawiązuje do długoletniego apelu Putina o odnowę systemu westfalskiego , który sam Zachód dawno już porzucił:

Świat stoi przed wyborem nie między miłością do Rosji a nienawiścią do niej, między karą a przebaczeniem, między moralną jasnością a politycznym cynizmem.To wybór między dwoma rodzajami przyszłości: taką, w której mocarstwa na nowo nauczą się szanować wzajemną suwerenność, i taką, w której każda z nich będzie usiłowała sprowadzić pozostałe do roli obiektów zarządzania. Ta druga ścieżka już nas tu zaprowadziła.

Najważniejsze, żebyśmy się cofnęli z otchłani. Dopiero wtedy będziemy mogli zadać sobie pytanie, jak do niej dotarliśmy i jak inaczej ułożyć świat. Ta praca należy do następnego pokolenia. Naszą rolą jest zapewnienie im czegoś, z czym będą mogli pracować.

Krótko mówiąc, artykuł Melnichenki jest w istocie swego rodzaju koniem trojańskim: subtelnie odwołując się do współczucia Zachodu — i jego ego — mając na celu uśpienie czujności i rozbrojenie zachodnich czytelników i odciągnięcie ich uwagi od swojego prawdziwego przesłania, zręcznie przekazuje istotę dawno wygłoszonych argumentów samego Putina, znanych od czasów przełomowego przemówienia monachijskiego z 2007 r.

The Economist najwyraźniej wyczuł ukrytą dywersję w języku Melnichenki i został zmuszony do szybkiej publikacji trzeciego , dodatkowego artykułu, jedynie po to, by dostosować swoje przesłanie do „właściwej narracji”.

https://www.economist.com/leaders/2026/07/09/człowiek-który-zmieni-Rosję

Ten bezprecedensowy, trzeci artykuł dnia na ten sam temat jest krótki i konkretny – liczy zaledwie kilka akapitów. Jego cel jest oczywisty: kontrolować narrację poprzez eksponowanie jedynie najbardziej powierzchownych banałów i domniemanych „ostrzeżeń” przed upadkiem Rosji, jednocześnie skrywając głęboko ukryty przekaz, który jednoznacznie deklaruje, że Zachód popycha Rosję ku historycznemu przebudzeniu jej narodowej duszy, w którym oligarchowie, korporacje i obywatele jednoczą się pod wspólnym celem poprawy sytuacji narodu.

Nowy tekst powyżej przechodzi do trybu pełnej kontroli szkód, nieuczciwie przedstawiając powrót Melnichenki do Rosji jako próbę uratowania kraju przed wewnętrznym „zgnilizną”:

…żył według zasad pana Putina – zarabiaj pieniądze, ale trzymaj nos z dala od polityki. Mówi teraz, bo on i jego koledzy potentaci nie mogą dłużej ignorować rozkładu kraju, który na własne oczy widzieli, jak popada w tyranię.

W rzeczywistości sam Melniczenko wyraźnie stwierdza, że ​​wrócił nie z powodu korupcji w Rosji, ale z powodu niezrównoważonej i pozbawionej zasad niemoralności Zachodu – sankcji i konfiskaty jego majątku itd. Podstawione osoby z „Economist” nawet otwarcie napisały sprostowanie, aby zdystansować się od myśli Melniczenko, na wypadek gdyby ich czytelnicy intuicyjnie dostrzegli prawdziwe przesłanie wykraczające poza pozornie fałszywą narrację „Economista” o „upadku”:

Pan Melniczenko wypowiedział się na ten temat w ponad 60-godzinnych wywiadach dla„The Economist”(zob. 1843), a także ostrożniej w eseju, który publikujemy online.To pierwszy raz, kiedy oligarcha w Rosji wypowiada się tak obszernie. Udzielamy mu głosu nie dlatego, że zgadzamy się ze wszystkimi jego poglądami lub że jest on obrońcą demokracji i praw człowieka. Jest on pragmatykiem, który chce, aby jego firmy prosperowały. Dlatego jego apel może znaleźć oddźwięk w kraju, gdzie nieudane wojny, w tym klęska Japonii w 1905 roku, doprowadziły do ​​kampanii przemysłowców na rzecz zmian politycznych.

Krótko mówiąc, artykuł o kontroli szkód desperacko próbuje zmienić przekaz, ale dla tych, którzy potrafią uważnie czytać, słowa Mielniczenki są jasne: wojna jest winą Zachodu, a Rosja jest przekształcana w samowystarczalne społeczeństwo o najwyższej suwerenności, gdzie nawet wcześniej wyobcowana liberalna klasa wygnańców i pariasów powróciła z nowo odkrytym patriotyzmem w żyłach. Kraju, w którym oligarchowie i wielki biznes coraz częściej działają dla dobra państwa i jego obywateli, a nie dla skorumpowanego systemu zachodniego, który ich oszukał i zdradził.

„The Economist” próbuje chłodno przedstawić to przesłanie jako epigramat o „reformie” i o tym, jak obecna sytuacja ma odzwierciedlać okres po klęsce Rosji na rzecz Japonii w 1907 roku, a kulminacją był upadek cara podczas późniejszej rewolucji. To pobożne życzenia i jawna sofistyka ze strony redakcji „The Economist”, która boi się wyrazić prawdziwą tezę Mielniczenki.

To pewny znak czasów, że nawet rosyjscy „oligarchowie” ostrzegają teraz Zachód, że uwolnił on rosyjskiego dżina z butelki i że nie będzie już odwrotu. Jednak, jak zwykle, przesłanie to trafiło w próżnię, ponieważ system zachodni uległ takiemu rozkładowi, że w tym momencie może funkcjonować jedynie na kłamstwach, propagandzie i celowej dezinterpretacji.

Na słabym zachodnim dworze uniewinnienie za jedyną prawdę jest obecnie zbyt dużym ryzykiem.


Inny pogląd amerykańskich byłych obywateli na Rosję

Inny pogląd amerykańskich byłych obywateli na Rosję

11 lipca 2026przez Larry C. Johnson sonar21/another-american-ex-pats-view-of-russia

John McKeller jest emerytowanym Amerykaninem mieszkającym w Rosji. Oto jego historia:

Larry opublikował niedawno komentarze amerykańskiego ekspata, który podzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat życia w Rosji. W nawiązaniu do tego wpisu, Larry łaskawie zaoferował publikację mojego komentarza na ten temat. Moim celem jest jak najkrótsze i najkrótsze omówienie bardzo złożonego tematu. Przedstawię jedynie kilka informacji, a następnie zwrócę uwagę na niektóre błędne przekonania i przekłamania dotyczące Rosji, które zdają się wciąż panować. Jeśli nie jesteś tym zainteresowany, proszę przejść do następnego komentarza.

Kontekst: Po przejściu na emeryturę moja rosyjska żona i ja postanowiliśmy spędzać więcej czasu w jej rodzinnym mieście. Naszym celem była pomoc w codziennych potrzebach i opieka medyczna nad jej starszymi rodzicami. Po dekadach krótkich, corocznych wizyt, pomyśleliśmy, że moglibyśmy dzielić nasz czas między USA a Rosję. Cóż, powiedzenie, które John Lennon śpiewał w „Beautiful Boy” – „Życie to to, co się dzieje, gdy jesteś zajęty snuciem innych planów” stało się „Najlepiej ułożone plany myszy i ludzi często biorą w łeb”. Nietrudno sobie wyobrazić, jak Covid, szalejąca inflacja, wzrost cen nieruchomości w USA, wyniki wyborów, masowa imigracja, sankcje i wojna wpłynęły na życie amerykańskich emerytów w ciągu ostatnich pięciu lat. Więc nadal jesteśmy w Rosji.

Źródła błędnych wyobrażeń: Do tych, którzy kwestionują moje komentarze dotyczące błędnych wyobrażeń o Rosji – rozumiem wasze stanowisko. Wszyscy byliśmy (nadal jesteśmy) indoktrynowani, aby postrzegać Rosję jako „złą”. W książkach, filmach, „wiadomościach” czy na lekcjach historii Rosja i Rosjanie są często przedstawiani w negatywnym świetle. Weźmy na przykład filmy. Badania pokazują, że nawet jeśli ludzie znają rzeczywistość, polegają na pamięci o wersji filmowej. Przykłady: „John Wick” – rosyjscy gangsterzy; „Wyrównywacz” – zdegenerowani rosyjscy gangsterzy; „U-571” – kto tak naprawdę schwytał maszynę Enigma? „Ostatni samuraj” – czy Amerykanie byli w ogóle zaangażowani w japońską Restaurację Meiji? [spoiler – Brytyjczycy i nie.]

Rosja od grudnia 1991 roku: Pod koniec lat dziewięćdziesiątych miałem okazję pracować w krajach byłego Związku Radzieckiego, takich jak Polska i Czechy. Wszędzie wciąż panowały dekady zaniedbań. Ludzie zmagali się z przejściem od gospodarki planowej/rządowej do systemów kapitalistycznych. Do 2000 roku miasta takie jak Praga znacznie się poprawiły. [Oczywiście, wspaniałe miasto. To tam poznałem moją żonę.] Jeśli chodzi o Rosję, transformacja była katastrofalna. Jednak zmiany, które zaczęły zachodzić po objęciu urzędu prezydenta przez Władimira Putina, były dramatyczne. Wiem to, bo osobiście byłem ich świadkiem przez wiele lat.

Cechy „idealnego kraju” są kwestią otwartą dla świadomej opinii. Jako osoba, która dużo podróżowała po świecie, jestem pewna, że ​​wiem, jak wygląda kraj „gówniany”. Rosja do niego nie należy.

Co więcej, uogólnienia na temat kraju lub jego obywateli nigdy nie są w pełni trafne. Po samej wizycie w Los Angeles, Chicago, Nowym Orleanie czy Nowym Jorku nie można uogólnić charakterystyki całych Stanów Zjednoczonych. To samo dotyczy Moskwy, Sankt Petersburga, Jałty czy Soczi w porównaniu z małymi wioskami. Istnieją różnice. Jednak ogólnie rzecz biorąc, mam wrażenie, że mieszkańcy zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i Rosji są bardzo zgodni.

Życie codzienne: Życie codzienne jest dla nas przyjemne. Mieszkamy jednak w miejscu, które można by określić mianem „mikrodzielnicy” w większym mieście. Z okien rozpościera się piękny, długi deptak z aleją drzew i dwoma bardzo dużymi parkami, oddalonymi od siebie o około trzy kilometry. Ulica jest usiana licznymi sklepami, restauracjami i kawiarniami. Sklepy spożywcze, piekarnie, teatry, przychodnie lekarskie – praktycznie wszystkie udogodnienia – znajdują się w zasięgu krótkiego spaceru. Jeśli czegoś, czego potrzebujemy, nie ma tuż za rogiem, prawdopodobnie znajdziemy to w jednym ze sklepów internetowych.

Jak „bezpiecznie” jest? Czasami spacerujemy po deptaku z psem o 22-giej. Nawet o tej porze ulica jest pełna młodych ludzi, par, emerytów, innych osób wyprowadzających psy i rodzin z dziećmi robiących to samo. W kawiarniach na świeżym powietrzu roi się od klientów. Owszem, sankcje i Specjalna Operacja Wojskowa miały wpływ – ale życie toczy się dalej.

Kultura: Z moich obserwacji wynika, że ​​kultura rosyjska i duma obywateli z ojczyzny zostały aktywnie ożywione. Rosja to ogromny, wielokulturowy naród (Federacja Rosyjska). Wiele cech tych kultur jest zarówno obserwowanych, jak i łączonych w dość spójną koncepcję tego, co znaczy być „Rosjaninem”.

Rosja jest otwarta na ludzi z całego świata. Na przykład w naszym mieście znajduje się kilka uczelni wyższych, w tym uniwersytet medyczny. Oprócz obywateli Rosji, na uczelniach tych studiują również studenci z byłych republik radzieckich, Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu.

W Rosji nie ma „obudzonych”. Dzieci mają „matkę” i „ojca”. Są tu tylko dwie płcie. Wbrew doniesieniom, prywatne działania związane z orientacją seksualną wśród osób dorosłych za ich zgodą nie są kryminalizowane. Jednak publiczne okazywanie lub propagowanie takich zachowań jest niedozwolone.

Rosja ma tysiącletnią historię literacką, teatralną, muzyczną i ludową. Ludzie ze wszystkich warstw społecznych i ekonomicznych wspierają sztukę. W odległości spaceru od nas znajdują się cztery obiekty, w tym piękna sala koncertowa.

Niektóre konkretne błędne przekonania i zniekształcenia:

Rosjanie są komunistami i chcą odbudować ZSRR – to błąd. Komunizm upadł i spłonął w 1991 roku. Rosja jest już największym krajem pod względem powierzchni. Nie potrzebują niczego więcej. Chcą po prostu, żeby ich zostawiono w spokoju.

Putin jest dyktatorem – to nieprawda. Choć jego decyzje mogą wydawać się zachodnim odbiorcom nazbyt „autorytarne”, na jego decyzje wpływa wiele wpływów rządowych i komercyjnych. Co więcej, wybory w Rosji zostały zweryfikowane przez uznanych obserwatorów międzynarodowych.

Naród rosyjski obali „reżim Putina” – nie, po pierwsze, rząd nie jest „reżimem”. Kraj JEST rządzony za zgodą obywateli. Tak, ludzie są już zmęczeni konsekwencjami konfliktu. Tak, ludzie nie są nieświadomi zniszczeń i druzgocących strat w ludziach. Ponadto są zirytowani bardzo osobistymi problemami, takimi jak blokowanie lub ograniczanie systemów komunikacyjnych, inflacja, niskie pensje, niskie emerytury i wysokie stopy procentowe. Te problemy wpływają na codzienne życie i wywołują frustrację – ale nie są działalnością wywrotową.

Rosjanie to banda pijaków – nieprawda. Ogólnie rzecz biorąc, spożycie alkoholu w Rosji na mieszkańca drastycznie spadło. Stereotyp pijaka popijającego wódkę w kinie to dziś rzadkość.

Rosjanie nigdy się nie uśmiechają – Błąd. W przeciwieństwie do Amerykanów, którzy często uśmiechają się do nieznajomych, Rosjanie mają wspólną cechę, która jest widoczna również w innych kulturach. Zazwyczaj nie uśmiechają się do każdego. Jednak gdy już się ich przedstawi lub do nich podejdzie, są bardzo przyjaźni – i się uśmiechają!

Rosjanie są pesymistami – nieprawda. Oczywiście, jak wszędzie, zawsze znajdą się tacy. Przejdź się naszym deptakiem, a zobaczysz śmiejące się dzieci jeżdżące na hulajnogach, uśmiechnięte matki i córki rozmawiające, czułe pary spacerujące trzymające się za ręce, emerytów siedzących na ławkach i wspominających, a także małe grupki podziwiające ulicznych artystów. To nie są osoby z depresją.

Rosjanie są zdystansowani i zimni – nieprawda. Po raz kolejny, to normalni ludzie, a niektórzy tacy właśnie są. Jednak jako przyjaciele są niezwykle gościnni, pomocni i godni zaufania.

Rosja jest bardzo biurokratyczna – i jest w tym ziarno prawdy. Każdy, kto przeczytał książkę lub obejrzał film „Autostopem przez Galaktykę”, pamięta, jak biurokratyczni byli vogońscy urzędnicy. Choć ludzcy administratorzy tutaj zdecydowanie się do nich nie zaliczają, wszystkie wymagane formularze muszą być przedstawione na żądanie, każda kropka nad „i” i każde „t” muszą być przekreślone. Nawet drobne błędy skutkują odrzuceniem. Wszystkie zagraniczne dokumenty muszą być apostille, przetłumaczone i poświadczone notarialnie. Następnie zostaną opatrzone datą, ostemplowane i podpisane – czasami w trzech egzemplarzach. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Rosyjski to trudny język – to prawda. Język jest bardzo wymagający. Jest bardzo skomplikowany nawet dla Rosjan. Najczęściej powtarzam zdanie: „Извините, Я американец. Я очень плохо говорю по-русски”. Czyli: „Przepraszam. Jestem Amerykaninem. Mówię bardzo słabo (słabo) po rosyjsku”. Na co zazwyczaj otrzymuję uśmiechy i chichoty z propozycją pomocy w zrozumieniu.

Na koniec – jest takie powiedzenie, które podchwyciłem w Afryce: „Nie wiedzieć jest źle. Nie chcieć wiedzieć jest gorzej”. Ci z nas, którzy odwiedzają blogi Larry’ego, podobnie jak inni, tacy jak Andrei Martyanov, Stanislav Krapivnik i Daniel Davis, „chcą wiedzieć”. Nie oczekujemy od nich nieomylności. Jednak świetnie sobie radzą, pomagając nam być na bieżąco. Jeśli naprawdę chcesz dowiedzieć się więcej o Rosji, odwiedź nas i dowiedz się więcej. Nie będziesz zawiedziony.


Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie

Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie

Lucas Leiroz

Niedawne ataki Rosji na Kijów tuż przed szczytem NATO wyraźnie pokazały, kto tak naprawdę kontroluje dynamikę militarną konfliktu.

Niedawne rosyjskie ataki na Kijów, w których wykorzystano dziesiątki pocisków balistycznych Iskander-M i dla których nie ma wiarygodnych raportów o skutecznych przechwyceniach, wywołały poważne pytania o rzeczywisty stan ukraińskiej obrony powietrznej. Najczęściej dyskutowanym wyjaśnieniem jest poważne uszczuplenie ukraińskich zapasów pocisków przechwytujących Patriot. Jednak analiza ograniczona wyłącznie do aspektów technicznych pomija kontekst polityczny, w którym miała miejsce ta operacja.

Moment ataku wydaje się być o wiele bardziej znaczący niż jego bezpośrednie skutki militarne. Ofensywa nastąpiła wkrótce po rozmowach telefonicznych Donalda Trumpa z Władimirem Putinem i Wołodymyrem Zełenskim, w czasie, gdy Kijów próbował przedstawić wojnę jako „punkt zwrotny” na korzyść Ukrainy. Przesłanie to miało zostać przedstawione na szczycie NATO, który rozpoczął się w Ankarze 7 lipca, gdzie przedstawiciele NATO i państw partnerskich omawiali między innymi przyszłe wsparcie wojskowe dla reżimu ukraińskiego.

W tym kontekście rosyjską operację trudno interpretować jako zwykły atak na cele strategiczne. Wydaje się raczej, że została pomyślana jako polityczny pokaz siły, skierowany nie tylko na Kijów, ale także na stolice zachodnie – przesłanie, które z rosyjskiej perspektywy było szczególnie konieczne, biorąc pod uwagę proukraińskie narracje krążące w ostatnich tygodniach po ukraińskich atakach na rosyjską infrastrukturę energetyczną.

Przez większą część konfliktu Moskwa powściągliwie używała strategicznych systemów uzbrojenia dalekiego zasięgu, opierając się na wojnie na wyniszczenie, której celem jest stopniowe niszczenie potencjału militarnego Ukrainy. Strategia ta jest nadal stosowana. Jednak rosnąca intensywność ataków na centra dowodzenia, infrastrukturę energetyczną i instalacje wojskowe sugeruje, że Rosja uważa obecnie fazę względnego powściągliwości w stosowaniu uderzeń dalekiego zasięgu, która charakteryzowała część specjalnej operacji wojskowej, za zakończoną.

Przesłanie jest jasne: Podczas gdy Zachód próbuje przedstawiać Ukrainę jako kraj zdolny do odwrócenia losów wojny na swoją korzyść, Moskwa demonstruje swoją zdolność do masowego zwiększenia presji militarnej w dowolnym momencie, jeśli uzna to za konieczne. Ostatecznie Rosja zachowuje inicjatywę na szczeblu militarnym. Jeśli Moskwa zdecyduje się na eskalację, wierzy, że może to zrobić bez poważnych konsekwencji ani odwetu.

Fakt, że dziesiątki pocisków dotarły do ​​celu bez proporcjonalnej odpowiedzi ze strony obrony powietrznej, ma ogromne znaczenie psychologiczne. Czy wynikało to z braku pocisków przechwytujących, ograniczeń operacyjnych, czy wręcz świadomej decyzji o oszczędzaniu zasobów dla innych regionów, ma drugorzędne znaczenie. Na arenie międzynarodowej pojawiło się wrażenie, że stolica Ukrainy ma istotne słabości – właśnie w czasie, gdy Kijów próbował przekonać swoich partnerów, że może skutecznie kontynuować wojnę.

Wydaje się, że to przekonanie miało bezpośredni wpływ na atmosferę dyplomatyczną spotkania w Ankarze. Chociaż rządy zachodnie nadal publicznie potwierdzały swoje poparcie dla Ukrainy, wśród kilku uczestników widoczna była wyraźnie bardziej ostrożna postawa. Demonstracja siły ze strony Moskwy osłabiła narrację o rzekomo rosnącej przewadze militarnej Ukrainy i znacznie utrudniła utrzymanie nadmiernie optymistycznych ocen sytuacji na polu bitwy.

Kolejnym ważnym aspektem jest reakcja Donalda Trumpa. Po jego rozmowach z Putinem i Zełenskim wielu spodziewało się znacznie silniejszej reakcji na ostatnią eskalację. Zamiast tego, brak znaczącej reakcji opinii publicznej – podczas gdy uwaga Trumpa coraz bardziej skupia się na Iranie – można interpretować na różne sposoby. Może to być po prostu wyraz ostrożnej strategii dyplomatycznej. Może to również oznaczać, że Waszyngton uznał, iż jego zdolność do zmiany dynamiki operacyjnej wojny pozostaje ograniczona, jeśli nie będzie gotów ponieść znacznie wyższych kosztów politycznych i militarnych, niż jest obecnie skłonny zaakceptować.

Innymi słowy, wydarzenie to uwypukla rzeczywistość, która jest często pomijana w zachodnich, a zdaniem autora, jednostronnych analizach: strategiczna inicjatywa nadal leży po stronie Moskwy. Rosja nadal określa tempo eskalacji, decyduje, kiedy zwiększyć presję militarną i ustala poziom przemocy niezbędny do wywarcia wpływu zarówno na operacje wojskowe, jak i na międzynarodową scenę polityczną. Ukraina może próbować stwarzać wrażenie inicjatywy militarnej poprzez symboliczne ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną – ale, zdaniem autora, rzeczywistość na polu bitwy przedstawia inny obraz.

Dla Zełenskiego i jego międzynarodowych partnerów pozostaje to niewygodną rzeczywistością. W oczach świata Kijów jawi się jako stolica skrajnie wrażliwa, a NATO najwyraźniej nie jest w stanie zagwarantować obrony powietrznej stolicy, z którą jest sojusznikiem.

Źródło: Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie

Zmienia się strategiczna dynamika konfliktu na Ukrainie

Zmienia się strategiczna dynamika konfliktu na Ukrainie

Pisze Andrew Korybko, amerykański ekspert i publicysta, mieszkający w Moskwie: Brak obrony powietrznej na Ukrainie stworzył strategiczną okazję dla Rosji, którą bezwzględnie to wykorzystuje.

Niedawne masowe ataki Rosji na cele wojskowe na Ukrainie okazały się niezwykle skuteczne, po tym jak rzecznik ukraińskich sił powietrznych, pułkownik Jurij Ignat, przyznał, że nie przechwycono ani jednego pocisku. Stało się to w czasie, gdy Ukraina błagała prawie 40 swoich sojuszników o przekazanie pocisków przechwytujących Patriot, a mamy do czynienia z globalnym niedoborem spowodowanym trzecią wojną w Zatoce Perskiej, która uszczupliła połowę amerykańskich zapasów. Niejasna liczba pocisków, które Polska potajemnie przekazała wiosną, była niewystarczająca.

Lockheed Martin oświadczył wcześniej, że nie może z całą pewnością przewidzieć, kiedy rozpoczną się kolejne dostawy dla sojuszników USA. Nastąpiło to po raporcie Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, który stwierdził, że może to potrwać co najmniej kilka lat. Mniej więcej w tym samym czasie brytyjskie media ostrzegły, że niedobór pocisków Patriot stworzył ‚okno podatności’, które Rosja wykorzystuje na Ukrainie. Stało się to po ogłoszeniu przez Rosję systematycznych ataków na Ukrainę, które najwyraźniej już się rozpoczęły.

Wyjaśnieniem ponadmiesięcznego opóźnienia po rosyjskim ogłoszeniu jest odwet za ukraińskie ataki terrorystyczne, co jest trafne, biorąc pod uwagę, że Ukraina rozpoczęła serię ataków wspieranych przez USA w ramach 40-dniowej operacji Zełenskiego, mającej na celu zmuszenie Rosji do zamrożenia konfliktu. Chociaż ostatnie ataki Ukrainy wydają się być na tym etapie bardziej pokazowe niż strategiczne, realizowane w celu odwrócenia uwagi od niepowodzeń na liniach frontu, takich jak Konstantinówka, są one częścią szerszego planu.

Donald Trump niedawno zdecydował się na ‚eskalację w celu deeskalacji’  konfliktu z Rosją poprzez ‚wojnę na wyniszczenie’  kierowaną przez Ukrainę. Jednakże po jego niedawnej rozmowie telefonicznej z Putinem, „jeśli Trump zauważy, że jego nowa wojna na wyniszczenie nie idzie zgodnie z planem, może zdecydować się na zawarcie bardziej sprawiedliwego porozumienia z Rosją, tak jak zrobił to z Iranem po tym, jak trzecia wojna w Zatoce Perskiej również nie poszła zgodnie z planem”.

Doradca Putina, Jurij Uszakow, dodał, że Władimir Putin poinformował Trumpa o rzeczywistej sytuacji na polu bitwy, co jest kluczowe.

Władimir Putin i Jurij Uszakow

Rosja ujawniła nową, trójtorową kampanię informacyjną Ukrainy na polu bitwy dzień wcześniej, próbującą wprowadzić Stany Zjednoczone w błąd co do stanu konfliktu przed szczytem NATO w tym tygodniu, na którym Zełenski ma nadzieję uzyskać większe wsparcie finansowe i wojskowe dla swojej nowej wojny na wyniszczenie. Trump może spełnić jego prośby, ale być może tylko w pewnych granicach, ponieważ źródło TASS zasugerowało, że jego wysłannicy mogliby wrócić do Rosji do końca sierpnia, a termin ten miałby kluczowe znaczenie.

Wybory do Dumy w Rosji odbędą się pod koniec września, a następnie w listopadzie odbędą się wybory uzupełniające w USA.

Brak porozumienia w sprawie Ukrainy przed tym terminem może opóźnić znalezienie rozwiązania politycznego co najmniej do 2029 roku, jeśli Demokraci odzyskają kontrolę nad przynajmniej częścią Kongresu. W przeciwieństwie do rządzących Republikanów, są oni zdeterminowani, by unikać oferowania Rosji nawet ograniczonego złagodzenia sankcji jako zachęty do kompromisu, a wiarygodność Putina w kraju zostałaby zagrożona, gdyby zakończył konflikt bez tego.

Z tych powodów w ciągu najbliższych czterech miesięcy należy uważnie obserwować cztery odrębne okresy: a) od teraz do potencjalnego powrotu wysłannika Trumpa do Rosji pod koniec sierpnia; b) od tego czasu do wyborów do Dumy pod koniec września; c) od tego czasu do wyborów uzupełniających w USA; d) oraz po wyborach uzupełniających.

Sukces lub porażka ukraińskiej wojny na wyniszczenie w każdym z tych okresów będą miały wpływ na szanse znalezienia rozwiązania politycznego, gdyż zarówno Putin, jak i Trump mają osobisty interes w osiągnięciu go przed wyborami.

uncutnews.ch/russlands-systematische-schlaege-veraendern-die-strategische-dynamik-des-ukraine-konflikts

Napisał: Andrew Korybko

** * * * * *

Update: Wczoraj wieczorem, w odpowiedzi na ukraińskie ataki terrorystyczne na infrastrukturę cywilną na terytorium Rosji, siły zbrojne Federacji Rosyjskiej rozpoczęły wspólny atak z użyciem precyzyjnej broni naziemnej na obiekty wojskowe w Kijowie.

Atak wymierzony był w zakład Samsung-Ukraine, w którym produkowano i przechowywano komponenty do naziemnego pocisku manewrującego FP-5 Flamingo, a także w zakład produkcyjny dronów dalekiego i średniego zasięgu.

Opracował: Zygmunt Białas

Oczekiwania Europy na strategiczną klęskę Rosji były największym błędem.

Największy błąd Europy: Wyzwolenie Donbasu i eskalacja nuklearna. Oświadczenia Pieskowa

7 lipca,tass-ru/politika

Kraje europejskie wciąż wierzą, że mogą zadać Rosji strategiczną klęskę, powiedział rzecznik Kremla.

Jak stwierdził rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow w wywiadzie dla magazynu Die Weltwoche, oczekiwania Europy na strategiczną klęskę Rosji były największym błędem w historii.

Podkreślił, że dzięki wysiłkom Zachodu specjalna operacja wojskowa przerodziła się w wojnę na pełną skalę, zauważając, że Wołodymyr Zełenski wie, jak zakończyć konflikt na Ukrainie w ciągu jednego dnia, a także wskazując, że Rosja nie potrzebuje eskalacji nuklearnej i nigdy nie rozpocznie samodzielnie trzeciej wojny światowej.

Agencja TASS zebrała kluczowe oświadczenia rzecznika Kremla.

Konflikt na Ukrainie

  • „Zełenski doszedł do władzy, obiecując swojemu narodowi zakończenie wojny. To była jego pierwsza obietnica. I nadal może powstrzymać wojnę, podejmując bardzo odpowiedzialną decyzję”.
  • Mowa o wycofaniu wojsk ukraińskich z Donbasu i prawnym uznaniu obecnej rzeczywistości: „A następnego dnia wojna się skończy”.
  • Rosyjskie Siły Zbrojne niedawno wyzwoliły Konstantynówkę: „Od 2014 roku [Ukraińskie Siły Zbrojne] przekształcają to miasto w nie do zdobycia twierdzę i mimo to udało im się je wyzwolić”.
  • Po wyzwoleniu Konstantynówki wojska rosyjskie „ planują wyzwolić jeszcze dwa ważne miasta – Kramatorsk i Słowiańsk, po czym zostanie wyzwolone całe terytorium Donieckiej Republiki Ludowej”.
  • Europa i USA dostarczają Kijowowi broń, amunicję i doradców wojskowych: „Dostarczają reżimowi w Kijowie dane z nadzoru satelitarnego. W praktyce oddają swoje satelity do pełnej dyspozycji reżimu w Kijowie. Sterują bronią, ukraińską bronią, za pomocą swoich satelitów. Wykorzystują swoją sztuczną inteligencję, AI, aby ułatwić działania militarne reżimu w Kijowie. Jeśli to nie jest bezpośrednie uczestnictwo, to co nim jest?”
  • Z tego powodu konflikt przestał być specjalną operacją wojskową: „Z jednej strony Rosja, z drugiej reżim kijowski, a do tego szereg krajów europejskich. I do tego Stany Zjednoczone, które dostarczają Ukrainie miliony ton broni. Co to jest? To już nie operacja, to wojna. To wojna na pełną skalę”.
  • Legalność Wołodymyra Zełenskiego jako przywódcy Ukrainy jest poważnie kwestionowana. Mieszkańcy kraju „ muszą zapytać swojego prezydenta, którego legalność jest obecnie kwestionowana, czy jest on rzeczywiście prawowity, czy nie”.

Błąd Europy

  • Kraje europejskie wciąż wierzą , że mogą zadać Rosji strategiczną klęskę: „To największy błąd w historii”.
  • Właśnie ze względu na stanowisko UE władze w Kijowie „ nie są aż tak elastyczne ” w wyborze politycznych i dyplomatycznych metod rozwiązywania konfliktów.
  • Do przyczyn rusofobii wśród europejskich polityków zalicza się „tradycje historyczne – powtarzalność historii, rodzaj zemsty, której próbują dokonać niektóre siły w Europie”.
  • Rosja jest wygodnym „ zagrożeniem ”, pozwalającym europejskim populistom mobilizować elektorat i odwracać jego uwagę od kryzysu gospodarczego: „W ten sposób mogą wydawać więcej pieniędzy, przymykać oczy na oznaki kryzysu gospodarczego i zrzucać całą winę na Rosję”.
  • Europejczykom wciska się wizerunek Rosji jako wroga, aby uzasadnić wzrost wydatków na obronę i dalsze wsparcie militarne dla Ukrainy: „Czy istnieje większe zło na europejskiej ziemi dla Europejczyków niż Rosja? Nie. Jesteśmy złem idealnym”.
  • „Oczywiście, nie chcielibyśmy widzieć sytuacji takich jak te z połowy lat 30. XX wieku. Ale wiele bardzo podobnych rzeczy dzieje się obecnie. To, co widzimy – militaryzacja Europy i tworzenie wroga w nas samych – oczywiście nas niepokoi. To nas niepokoi”.
  • Historia, niestety, ma paskudny zwyczaj powtarzania się. W nieco zmodernizowanej formie, ale wciąż się powtarza. A czasami jako farsa.
  • Rosja chce , aby Europa pozyskała „nowe pokolenie mądrzejszych polityków”, takich jak prezydent Francji, generał Charles de Gaulle (1959-1969) i kanclerz Niemiec (1982-1998) Helmut Kohl.
  • Kraje europejskie powinny zastosować się do czterech prostych rad, aby powstrzymać eskalację stosunków z Rosją: „Po pierwsze, Rosja nie jest źródłem zagrożenia dla Europy. Po drugie, trzeba wsłuchiwać się w obawy Rosji. Po trzecie, jeśli zignoruje się obawy Rosji, będzie się miało problemy. Po czwarte, należy jak najszybciej wznowić dialog z Rosją. Jest otwarta, elastyczna i chętna. To takie proste”.

Stosunki ze Stanami Zjednoczonymi

  • Stosunki dwustronne między Rosją i USA „nie w najlepszym stanie, ponieważ utknęły w martwym punkcie, są na zerowym poziomie”, ale Moskwa i Waszyngton są „na tyle mądre, żeby ze sobą rozmawiać”.

Bezpieczeństwo międzynarodowe

  • Rosja nigdy nie rozpocznie trzeciej wojny światowej, ponieważ jest „zbyt dużym i odpowiedzialnym krajem”.
  • Rosja nigdy nie rozpoczęła wojny światowej, jeśli pamiętamy z historii: „Ale kiedy zaczęła się przeciwko nam, odpowiadaliśmy do samego końca”.
  • Moskwa ma doktrynę nuklearną, która jasno określa warunki użycia broni jądrowej: „Jest ona niezwykle jasna, zrozumiała i prosta. Jeśli coś zagraża istnieniu państwa rosyjskiego, broń jądrowa zostanie użyta. W przeciwnym razie – nie. To bardzo ważne, żeby to zrozumieć”.
  • Spekulacje, że Rosja rzekomo prędzej czy później będzie zmuszona użyć taktycznej broni jądrowej, to czyste spekulacje: „Jesteśmy w stanie kontynuować operację [wojskową] i osiągnąć dla nas pomyślne rezultaty bez tego. I to robimy”.

Na co czeka Rosja w obliczu otwartego zaangażowania Europy w wojnę?

Thomas Röper anti-spiegel.ru/worauf-wartet-russland-angesichts-der-offenen-kriegsbeteiligung-europas

Nastroje w Rosji

Na co czeka Rosja w obliczu otwartego zaangażowania Europy w wojnę?

Znów podróżuję po Rosji i jestem zaskoczony, jak bardzo zmienił się nastrój w Rosji w związku z problemami z dostawami paliwa. Prawie nikt już nie rozumie, dlaczego Rosja nie reaguje na bezpośrednie zaangażowanie Europy w wojnę.

Anti-Spiegel 7 lipiec  2026

Aktualnie podróżuję po Rosji, dlatego w najbliższych dniach będę miał mniej czasu na pisanie. Poza Moskwą, gdzie byłem w zeszłym tygodniu, moja podróż prowadzi mnie również na rosyjskie prowincje. Jestem zaskoczony, jak bardzo zmienił się nastrój w Rosji. Praktycznie wszyscy, z którymi rozmawiałem – od ekspertów po taksówkarzy, personel hotelowy, kelnerów i innych przypadkowych znajomych – wyrażają niezrozumienie, że rosyjski rząd nie reaguje na otwarte zaangażowanie UE w wojnę.

Zaangażowanie UE w wojnę obejmuje zarówno porywanie statków handlowych płynących do Rosji, jak i finansowanie ukraińskich rakiet i dronów, zapewnianie bezpiecznych zakładów produkcyjnych ukraińskim firmom zbrojeniowym, a nawet zezwalanie Ukrainie na korzystanie z przestrzeni powietrznej UE do ataków dalekiego zasięgu na Rosję. Wszystko to stanowi otwarte zaangażowanie w wojnę. Dodajmy do tego ćwiczenia wojskowe symulujące blokadę Kaliningradu oraz liczne deklaracje europejskich wojskowych i polityków o konieczności ataku na Kaliningrad.

Jeśli chodzi o ataki dronów dalekiego zasięgu z wykorzystaniem przestrzeni powietrznej państw członkowskich UE, wiem o nich od około dwóch lat. I od zeszłego lata nie da się temu zaprzeczyć. Od końca marca otwarcie przyznano się do tego w Europie i obecnie  ich liczba sięga nawet stu w ciągu jednej nocy.

Do tej pory rosyjski rząd ograniczał się do stwierdzenia, że ​​jeśli zostanie udowodnione, że drony są wystrzeliwane w państwach bałtyckich, to oczywiście nastąpi zdecydowana reakcja przeciwko tym państwom. Państwa bałtyckie reagują, zwiększając liczbę tych ataków. Można odnieść wrażenie, że państwa członkowskie UE chcą, aby Rosja w końcu odpowiedziała atakiem.

To logiczne, ponieważ popularną strategią Zachodu jest prowokowanie innych krajów do momentu, aż zaczną odwet, a następnie narzekanie na rzekomą agresywność danego kraju. Przywódcy UE potrzebują wojny, ponieważ wtedy będą mogli zrzucić na nią winę za wszystkie swoje problemy (cięcia socjalne, kryzys energetyczny, deindustrializacja itp.).

Rosyjskie media pozostają jednak powściągliwe i nie podsycają nastrojów antyeuropejskich. Można by oczekiwać, że rosyjskie media będą każdego ranka donosić o liczbie dronów wyprodukowanych i opłaconych w Europie, które rozbiły się w Rosji zeszłej nocy. Jednak, wbrew oczekiwaniom, udział państw europejskich jest ledwie wspominany.

Oczywiście, rosyjski rząd nie chce dodatkowo podsycać nastrojów społecznych w Rosji.

Słusznie powiedziano, że Moskwa i Petersburg to nie Rosja. Te dwie metropolie zawsze były uważane za liberalne „wyspy” w Rosji, prozachodnie i proeuropejskie, podczas gdy ludność reszty kraju zawsze była znacznie bardziej konserwatywna i krytyczna wobec Zachodu. Dlatego tym bardziej dziwi mnie, że słyszę teraz od tak wielu ludzi w Moskwie, że ich cierpliwość się kończy i nie rozumieją, na co czeka rząd. Mój przyjaciel, który nawiasem mówiąc zawsze był przeciwnikiem rosyjskiego rządu, powiedział mi, że gdyby wezwano do demonstracji pod hasłem „Wreszcie uderzmy!”, jutro na ulice Moskwy wyszłoby pół miliona ludzi.

To oczywiście jego subiektywna opinia, ale słyszę ją wszędzie. A w prowincjach, przez które obecnie podróżuję, nastroje są jeszcze bardziej intensywne.

Powodem jest oczywiście to, że mieszkańcy Rosji, z powodu niedoborów benzyny spowodowanych atakami na rosyjski przemysł naftowy przez finansowane i produkowane przez UE drony, czują, że wojna nadeszła. Sytuacja na Krymie i nowo anektowanych terytoriach rosyjskich jest obecnie dramatyczna. I nie tylko tam, ponieważ na rosyjskich autostradach widać długie kolejki ciężarówek czekających na stacjach benzynowych. To tylko kwestia czasu, zanim wpłynie to również na dostawy towarów innych niż benzyna w innych częściach Rosji.

Jeśli Kijów i UE liczyły na to, że Rosjanie zwrócą się przeciwko ich rządowi i zażądają zakończenia wojny, gdy sami jej doświadczą, to były w błędzie, ponieważ dzieje się coś wręcz przeciwnego. Przeważa przekonanie, że Europa musi teraz zostać zaatakowana, i to bardzo zdecydowanie, aby elity UE zrozumiały, że wojna to nie jest gra, która ich nie dotyczy.

Na co czeka rząd rosyjski?

Pytanie, które słyszę wszędzie, brzmi: Na co czeka rząd? To prawdopodobnie najbardziej zagorzały temat w Rosji. Chciałbym wymienić kilka krążących na ten temat teorii.

Jedna z nich głosi, że powodem są wybory parlamentarne zaplanowane na wrzesień. Eskalacja napięć w Europie, w tym powszechna mobilizacja, z pewnością podsyciłaby niezadowolenie. Jednak bezczynność rosyjskiego rządu również je podsyca.

Każdy jest ukształtowany przez swoje wykształcenie i przeszłość. Poza przeszłością w służbach specjalnych, Putin jest przede wszystkim prawnikiem z krwi i kości, co oznacza, że ​​bardzo zależy mu na tym, aby wybory przebiegły sprawnie i spokojnie, aby otrzymał od społeczeństwa jasny mandat do swoich przyszłych działań. Putin zdecydowanie nie chce, aby wybory zostały odwołane z powodu stanu wojennego, ponieważ zależy mu na tym, aby Rosja – w przeciwieństwie do kijowskiej junty – miała legalne przywództwo.

Inne krążące po Rosji teorie brzmią trochę jak teorie spiskowe. Niektórzy uważają, że istnieją zakulisowe porozumienia i że wojna może wkrótce się zakończyć, dlatego rosyjski rząd chce za wszelką cenę uniknąć eskalacji. Dla mnie to w ogóle nie brzmi wiarygodnie.

Inne plotki, którym również nie daję wiary, sugerują, że kryzys paliwowy jest celowo sfabrykowany przez rząd, a dostawy paliwa są wstrzymywane, aby uświadomić w kraju zaangażowanie Europy w wojnę, bez nagłaśniania tego w mediach. Kiedy ludzie doświadczają czegoś osobiście, jest to o wiele bardziej przekonujące niż to, co relacjonują media.

Jak już wspomniałem, nie wierzę w tę teorię, choć ma ona swoje uzasadnienie. Kiedy Rosja nie widziała innego sposobu na obronę swoich interesów bezpieczeństwa i uniemożliwienie członkostwa Ukrainy w NATO w lutym 2022 roku, niż militarne wyegzekwowanie tego, społeczeństwo rosyjskie było nieprzygotowane, ponieważ rosyjskie media nie przygotowały go. Rezultatem było niezadowolenie części społeczeństwa i protesty.

Jednak państwa zachodnie (z pewnością nieumyślnie) udzieliły rosyjskiemu rządowi znacznego wsparcia, ponieważ sankcje, które dotknęły każdego obywatela Rosji – na przykład, gdy karty kredytowe przestały działać za granicą lub zachodni partnerzy biznesowi zerwali współpracę z powodu sankcji – dobitnie pokazały każdemu Rosjaninowi, że Zachód nie celuje w Putina ani rosyjski rząd, ale w każdego Rosjanina z osobna. W rezultacie protesty szybko ucichły, a poparcie dla Putina i jego polityki wzrosło do ponad 80 procent, utrzymując się na tym poziomie przez cztery lata, zanim spadło o około 10 procent w tym roku.

Gdyby Rosja podjęła teraz działania przeciwko Europie, poparcie społeczne byłoby przytłaczające, ponieważ każdy Rosjanin rozumie teraz, że Europa ponownie toczy wojnę z Rosją. Doprowadził do tego kryzys paliwowy.

Innym powodem bezczynności rosyjskiego rządu jest prawdopodobnie chęć zademonstrowania Globalnemu Południu – tak jak zrobiła to w 2021 roku – że agresorem nie jest Rosja, a Zachód. Cały świat widzi, jak UE otwarcie uczestniczy w wojnie z Rosją, a Rosja nie odpowiada. Gdyby Rosja odpowiedziała kiedyś militarnie, prawdopodobnie nie wywołałoby to nastrojów antyrosyjskich na Globalnym Południu bardziej niż interwencja Rosji na Ukrainie w 2022 roku.

Przykład Iranu pokazuje również, że Globalne Południe w pełni rozumie, kiedy kraj zaatakowany przez Zachód bombarduje również kraje, które ten atak popierają. Wreszcie, na Globalnym Południu nie było protestów przeciwko bombardowaniu przez Iran celów w krajach arabskich w odpowiedzi na atak amerykańsko-izraelski – krajów, które zapewniły USA i Izraelowi bazy, a zwłaszcza swoją przestrzeń powietrzną.

W związku z tym trudno oczekiwać, że na Globalnym Południu wybuchnie oburzenie, jeśli na przykład Rosja zbombarduje cele w krajach, które pozwalają Ukrainie korzystać ze swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję.

Jak powiedziałem, to wszystko była tylko teoria. Nie wiem, czy to prawda; być może powodem bezczynności rosyjskiego rządu jest kombinacja wymienionych czynników, a może coś zupełnie innego.

Chciałem tylko zilustrować obecne nastroje w Rosji, ponieważ to, dlaczego rosyjski rząd nie podejmuje zdecydowanych działań przeciwko europejskim zwolennikom Ukrainy, jest prawdopodobnie obecnie najbardziej zażarcie dyskutowanym pytaniem.

Możliwe scenariusze

Kiedy myśli się o konflikcie zbrojnym między Europą a Rosją, od razu wyobraża się długie fronty i zacięte walki. Ale sytuacja może być zupełnie inna.

Według rosyjskich ekspertów, Rosja mogłaby na przykład przeprowadzić zmasowany atak rakietowy, celując w zakłady produkcyjne ukraińskich firm zbrojeniowych w Europie (które Rosja już wskazała jako legalne cele), w centra dostaw zachodniej broni do Kijowa lub w miejsca w państwach bałtyckich, z których drony przeprowadzają ataki na Rosję.

Atakowi temu towarzyszyłoby ostrzeżenie, że Rosja natychmiast odpowie na europejski kontratak ograniczonym użyciem taktycznej broni jądrowej („mini-atomówki”) przeciwko celom wojskowym w Europie. Rosja dałaby też jasno do zrozumienia europejskim elitom, że one również natychmiast staną się celem, aby nie uwierzyły, że mogą dalej delektować się pysznymi kanapkami w swoich salach konferencyjnych, podczas gdy zwykli Europejczycy są poświęcani na froncie.

Według zwolenników tej strategii, mogłoby to przynieść europejskim elitom tak zimny prysznic, że zrozumiałyby, że wojna to nie gra, która ich nie dotyczy, i że w końcu mogłyby się opamiętać, zanim wybuchnie wojna z linią frontu długą na tysiące kilometrów i milionami ofiar po obu stronach.

Oczywiście, ograniczone użycie broni jądrowej byłoby globalnym politycznym trzęsieniem ziemi, a jego konsekwencji prawie nie da się przewidzieć. Nie twierdzę, że taki jest plan rosyjskich przywódców; po prostu przekazuję to, o czym dyskutują rosyjscy eksperci.

Jedno jest jednak pewne: Rosja, podobnie jak w 2022 roku, będzie musiała w końcu odpowiedzieć militarnie, jeśli nie będzie widziała innego wyjścia. Rosja nie będzie biernie przyglądać się, jak UE niszczy jej przemysł.

Co więcej, nie trzeba być jasnowidzem, żeby wiedzieć, że europejskie drony dalekiego zasięgu, okrzyknięte „ukraińskimi”, wkrótce rozpoczną ataki na rosyjskie dostawy prądu i wody.

UE zaostrza konflikt za wszelką cenę. Nawet jeśli wykorzysta Ukrainę jako pretekst, cały świat widzi, że UE już prowadzi wojnę z Rosją. Nawet jeśli niemieckie media milczą na ten temat, europejscy politycy, tacy jak Kallas czy ministrowie spraw zagranicznych Polski i państw bałtyckich, od dawna otwarcie deklarują, że UE jest stroną w tej wojnie.

Pytanie tylko, kiedy Rosja da im to odczuć.

„Systematyczne ataki” Rosji zmieniają strategiczną dynamikę konfliktu na Ukrainie

„Systematyczne ataki” Rosji

zmieniają strategiczną dynamikę

konfliktu na Ukrainie.

Andrzej Korybko

Brak obrony powietrznej na Ukrainie stworzył dla Rosji strategiczną okazję, którą bezwzględnie wykorzystuje.

Ostatnie masowe ataki Rosji na cele wojskowe na Ukrainie zakończyły się ogromnym sukcesem, po tym jak rzecznik ukraińskich sił powietrznych, pułkownik Jurij Ignat, przyznał, że nie przechwycono ani jednego pocisku. Stało się to w momencie, gdy Ukraina zwróciła się do prawie 40 swoich sojuszników z prośbą o przekazanie pocisków przechwytujących Patriot, biorąc pod uwagę globalny niedobór spowodowany trzecią wojną w Zatoce Perskiej, która uszczupliła połowę amerykańskich zapasów. Niejasna liczba pocisków, rzekomo potajemnie przekazanych przez Polskę wiosną, była niewystarczająca.

Lockheed Martin oświadczył wcześniej, że nie jest w stanie przewidzieć, kiedy rozpoczną się kolejne dostawy dla sojuszników USA. Stało się to po raporcie Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, w którym stwierdzono, że może to potrwać co najmniej kilka lat. Mniej więcej w tym samym czasie brytyjskie media ostrzegły, że niedobór pocisków Patriot stworzył „okno podatności”, które Rosja wykorzystuje na Ukrainie. Stało się to po ogłoszeniu przez Rosję „systematycznych ataków” na Ukrainę, które najwyraźniej właśnie się rozpoczęły.

Wyjaśnienie ponad miesięcznego opóźnienia po ogłoszeniu przez Rosję jest takie, że jest to odwet za ukraińskie ataki terrorystyczne, co jest trafne, ponieważ Ukraina rozpoczęła serię ataków wspieranych przez USA w ramach 40-dniowej operacji Zełenskiego, mającej na celu zmuszenie Rosji do zamrożenia konfliktu. Chociaż ostatnie ataki Ukrainy na tym etapie wydają się być raczej pokazem niż posunięciem strategicznym, jak wyjaśniono tutaj, w szczególności mającym na celu odwrócenie uwagi od niepowodzeń na liniach frontu, takich jak Konstantynówka, są one częścią szerszego planu.

Trump niedawno zdecydował się na „eskalację w celu deeskalacji” konfliktu z Rosją poprzez „wojnę na wyniszczenie” pod wodzą Ukrainy. Jednak, jak oceniono po jego ostatniej rozmowie telefonicznej z Putinem, „jeśli Trump zauważy, że jego nowa „wojna na wyniszczenie” nie idzie zgodnie z planem, może zdecydować się na zawarcie sprawiedliwszego porozumienia z Rosją, tak jak zrobił to z Iranem po tym, jak trzecia wojna w Zatoce Perskiej również nie poszła zgodnie z planem”.

Doradca Putina, Jurij Uszakow, dodał, że Putin poinformował Trumpa o rzeczywistej sytuacji na polu bitwy, co jest kluczowe.

Dzieje się tak, ponieważ „Rosja ujawniła nową, trój-torową kampanię informacyjną Ukrainy na polu bitwy” dzień wcześniej, mającą na celu wprowadzenie USA w błąd co do stanu konfliktu przed szczytem NATO w tym tygodniu, na którym Zełenski ma nadzieję uzyskać większe wsparcie finansowe i wojskowe dla swojej nowej „wojny na wyniszczenie”. Trump może przychylić się do jego próśb, ale być może tylko w pewnych granicach, ponieważ źródło TASS zasugerowało, że jego wysłannicy mogliby wrócić do Rosji pod koniec sierpnia, a termin ten miałby kluczowe znaczenie.

Kolejne wybory do Dumy w Rosji odbędą się pod koniec września, a po nich w listopadzie odbędą się wybory uzupełniające w USA. Brak porozumienia w sprawie Ukrainy przed tym terminem może opóźnić znalezienie rozwiązania politycznego co najmniej do 2029 roku, jeśli Demokraci odzyskają kontrolę nad przynajmniej częścią Kongresu. W przeciwieństwie do rządzących Republikanów, są oni zdeterminowani, by nie oferować Rosji nawet ograniczonego złagodzenia sankcji jako zachęty do kompromisu, a wiarygodność Putina w kraju byłaby zagrożona, gdyby zakończył konflikt bez tego.

Z tych powodów w ciągu najbliższych czterech miesięcy należy uważnie monitorować cztery odrębne okresy:

od teraz do potencjalnego powrotu wysłannika Trumpa do Rosji pod koniec sierpnia;

od tego czasu do wyborów do Dumy pod koniec września;

od tego czasu do wyborów uzupełniających;

oraz po wyborach uzupełniających.

Sukces lub porażka ukraińskiej „wojny na wyniszczenie” w każdym z tych okresów wpłynie na szanse na rozwiązanie polityczne, ponieważ zarówno Putin, jak i Trump mają osobisty interes w osiągnięciu go przed wyborami.

Źródło: „Systematyczne ataki” Rosji zmieniają strategiczną dynamikę konfliktu na Ukrainie

Życie w Rosji oczami amerykańskiego emeryta

Krym

Życie w Rosji oczami amerykańskiego emeryta

Autorstwa Larry’ego C. Johnsona

W świetle zachodniej propagandy przedstawiającej życie w Rosji jako koszmarny scenariusz chaosu gospodarczego i ubóstwa, postanowiłem opublikować artykuł, który przesłał mi Amerykanin mieszkający za granicą, obecnie w Symferopolu. Nazwijmy go Dan.

Miłej lektury!

=============================================

Nieco ponad rok temu moja żona i ja opuściliśmy Stany Zjednoczone, aby przeprowadzić się do Rosji. Właśnie zamknęliśmy nasz biznes, sprzedaliśmy większość naszego majątku i rozpoczęliśmy nowy rozdział w naszym życiu. Powody tej przeprowadzki były dwa: po pierwsze, aby zaopiekować się 86-letnią matką mojej żony, a po drugie, aby skorzystać z nowej wizy, którą Rosja niedawno zaczęła oferować ludziom Zachodu – tzw. „wizy wspólnych wartości”.

Od czasów studiów, kiedy ukończyłem dwa kursy z kultury rosyjskiej, interesowałem się tym krajem. To zainteresowanie skłoniło mnie do poszukiwania słowiańskiej żony, kiedy w końcu zdecydowałem się na to po trzydziestce. Moja żona pochodzi z Chersonia na Ukrainie. Poza pierwszymi dwoma latami naszego 25-letniego małżeństwa, które spędziliśmy w jej rodzinnym mieście, mieszkaliśmy w Stanach Zjednoczonych. Nie mamy żadnych wielkich planów na przyszłość, poza mieszkaniem z mamą, póki jeszcze jest z nami.

Obecnie mieszkamy w Symferopolu, stolicy Krymu, który jest – a przynajmniej był – miastem partnerskim stolicy naszego rodzinnego państwa w USA. Oba miasta mają podobną wielkość i leżą na tej samej szerokości geograficznej. Nie spotkałem żadnych innych Amerykanów mieszkających w tym mieście, ani nigdy o żadnym nie słyszałem. Mimo to, poznaliśmy wielu miejscowych, czy to w kościele, czy na co dzień. Niektórzy z nich zostali naszymi przyjaciółmi. Wynajmujemy mieszkanie w małej dzielnicy w centrum miasta. Szacuję, że w około 20 budynkach mieszkalnych w tej okolicy mieszka około 5000 osób.

Rosjanie – a używam tu tego określenia szeroko, odnosząc się do wszystkich, którzy osiedlili się tu na stałe – przyjęli nas bardzo ciepło. Kiedy dowiadują się, że pochodzimy ze Stanów Zjednoczonych, są bardzo zainteresowani rozmową z nami i prawie wszyscy są zaskoczeni spotkaniem Amerykanów. Nie żywią do nas żadnych uprzedzeń; wręcz przeciwnie, nadal szanują nasz kraj i nasz naród. To mnie nieco zaskakuje, biorąc pod uwagę obecną wojnę, która toczy się, przynajmniej częściowo, między naszymi narodami. Być może ta życzliwość wynika z niedawnej zmiany przywództwa w Ameryce, która do niedawna zajmowała bardziej przyjazną postawę wobec Rosji niż poprzednia administracja.

Zrozumiałe byłoby, gdyby ta postawa z czasem uległa zmianie, choć nadal uważam, że bylibyśmy tu dobrze traktowani, ponieważ Rosjanie są narodem życzliwym i gościnnym, a my również nie podzielamy dominującego na Zachodzie stosunku do ich kraju. Nie ma tu wzajemnej wrogości, takiej, jaką wielu ludzi na Zachodzie i na Ukrainie odczuwa wobec Rosji i Rosjan. Chociaż na przykład język rosyjski jest zakazany w dużej części Ukrainy – dotyczy to również książek w języku rosyjskim (kilka lat temu chcieliśmy wysłać taką książkę najlepszej przyjaciółce mojej żony na Ukrainie, ale powiedziano nam, że zostanie ona skonfiskowana na granicy), to w sklepach w Symferopolu wciąż można zobaczyć ukraińskie napisy.

Pamiętam, jak w 2014 roku Krym ponownie stał się częścią Rosji. Byłem wtedy nieco zaniepokojony. Jednak w ciągu ostatnich czterech lat moja perspektywa i stosunek do Rosji uległy zmianie. Kiedy pan Johnson zaproponował mi napisanie artykułu o życiu tutaj, początkowo wahałem się, niepewny jego przydatności, ale potem uznałem, że moja perspektywa może być przynajmniej interesująca, a może nawet pomocna dla niektórych mieszkańców Zachodu, jeśli chodzi o ludzi tu mieszkających. Zdaję sobie sprawę, że wielu mi nie uwierzy, gdy powiem, że jeszcze nie spotkaliśmy tu nikogo, kto chciałby wrócić do ukraińskiej strefy wpływów.

Chociaż życie wielu ludzi na Krymie nie jest teraz łatwe z powodu wojny, a prowadzenie działalności gospodarczej stanowi obecnie wyzwanie, ludzie nadal w zdecydowanej większości wolą być częścią Rosji i odrzucają myśl o ponownym byciu częścią Ukrainy. Spotkałem jednak mężczyznę – naukowca z czasów sowieckich, a obecnie właściciela małej firmy – który chciał wymienić swój rosyjski paszport na mój amerykański, aby zrealizować amerykański sen w swojej ojczyźnie, ale to już inna historia.

Odkąd Krym stał się częścią Rosji, wiele rzeczy się tu poprawiło, o ile rozumiem. Jedną z najbardziej uderzających różnic w porównaniu z sytuacją sprzed 2014 roku – a przynajmniej tak mi powiedziano – i w przeciwieństwie do większości obecnych Stanów Zjednoczonych, jest znaczny wysiłek, jaki rząd wkłada w utrzymanie czystości miast i poprawę środowiska naturalnego, co zachęca ludzi do spędzania czasu na świeżym powietrzu i poprawia jakość ich życia. Parki zostały w dużej mierze przeprojektowane i są o wiele ładniejsze niż większość, jaką pamiętam z Ameryki; ulice są utrzymywane w czystości, a centra miast upiększone w bardzo wysokim standardzie. Bezdomność i publiczne używanie narkotyków praktycznie nie występują, a przestępczość i korupcja również zostały znacznie ograniczone w ostatnich latach. Niedawno słuchałem wywiadu z pułkownikiem Douglasem Macgregorem, byłym oficerem armii amerykańskiej, który, jak sądzę, dobrze zna historię. Wspomniał w nim, że 25 lat temu mieszkańcy Niemiec czuliby się komfortowo spacerując po swoich miastach o 3:00 nad ranem, ale teraz tak nie jest. W dzisiejszej Rosji nie bałbym się spacerować po mieście w środku nocy. Być może w dużej mierze wynika to z mojej wiary w suwerennego obrońcę, ale nawet pomijając to, nie uważam tego za lekkomyślne.

Prawdopodobnie prawdą jest, że w porównaniu z Zachodem mniejszy odsetek mieszkańców Rosji korzysta z luksusów, ale jako wyznawca zasad chrześcijańskich niekoniecznie postrzegam to jako coś złego. Pomimo całego ich bogactwa materialnego i wygodnego stylu życia, nie uważam, aby mieszkańcy Zachodu byli bardziej zadowoleni niż Rosjanie, których poznałem. Podstawowe potrzeby są tu łatwo dostępne, nawet jeśli udogodnienia, do których przyzwyczailiśmy się na Zachodzie, są dla wielu nieosiągalne. Bez takich zbędnych rzeczy uważam, że ma się większe szanse na cieszenie się tu prostszym życiem, a według mojego przyjaciela Joego, który pochodzi z Algierii i mieszka tu odkąd siedem lat temu poślubił Rosjankę, ludzie tutaj utrzymują głębsze relacje niż na Zachodzie. Nie widzę powodu, żeby się z nim nie zgadzać.

Nie chcę powiedzieć, że życie tutaj jest idealne. Jedną ze smutnych rzeczy, które moja żona, której ojciec był policjantem, często próbuje sprostować, jest ilość przekleństw, których młodzi ludzie używają publicznie. To hańba dla narodu, który wyznaje chrześcijaństwo, ale być może w przyszłości sytuacja się poprawi. Może nie jest tak różowo w większych miastach na zachodzie, ale my pochodzimy z małego miasteczka, gdzie to nie było tak powszechne. Ale pomijając to i kilka innych rzeczy, mam wrażenie, że życie, tak jak się je zazwyczaj definiuje, jest tu lepsze i nie miałbym nic przeciwko spędzeniu reszty życia w Rosji. Podoba mi się tutaj. W miarę jak moja żona poznaje coraz więcej przyjaciół, stopniowo zaczyna podzielać moje zdanie i być może, jeśli będzie to dozwolone, właśnie to zrobimy – jeśli Bóg pozwoli.

Źródło: Perspektywa emerytowanego Amerykanina na życie w Rosji

Dlaczego Rosjanie nie mogą pokonać Ukrainy?

Dlaczego Rosjanie nie mogą pokonać Ukrainy?

Larry C. Johnson

Otrzymałem następujący e-mail i pytanie od znajomego, człowieka z bogatym doświadczeniem w amerykańskim sektorze obronnym, który jest solidnym analitykiem. Jego pytanie jest zasadne i postaram się na nie odpowiedzieć.

Napisał:

Drogi Larry,

Przeczytałem Twoją interesującą wiadomość. Oto moje pytanie: jeśli Twoje dane są poprawne, dlaczego Rosjanie zdają się nie być w stanie pokonać Ukraińców? Wygląda na to, że mają trudności z osiągnięciem jakichkolwiek znaczących zdobyczy terytorialnych i są obecnie pod znaczną presją na Krymie. Uważam również, że mają większe problemy z obroną krytycznej infrastruktury, w tym rafinerii i portów, i dlatego cierpią z powodu poważnych niedoborów paliwa.

Krótko mówiąc: Rosjanie nie potrafią skutecznie przełożyć swojej przewagi w zaopatrzeniu na wyniki na polu bitwy i mają trudności z ochroną ważnych instalacji na swoim terytorium.

Byłbym zainteresowany Twoim komentarzem.

Co oznacza pokonanie Ukraińców? Na początku specjalnej operacji wojskowej Rosjanie nie zamierzali podbić Ukrainy. W swoim telewizyjnym orędziu, wyemitowanym o godzinie 5:30 czasu moskiewskiego 24 lutego 2022 roku, Putin ogłosił inwazję następującymi słowami (według oficjalnego tłumaczenia Kremla na język angielski):

Celem tej operacji jest ochrona osób, które przez osiem lat były upokarzane i poddane ludobójstwu przez reżim kijowski. W tym celu będziemy dążyć do demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy oraz postawić przed sądem osoby, które dopuściły się licznych krwawych zbrodni przeciwko ludności cywilnej, w tym obywatelom Federacji Rosyjskiej.

Kluczowym słowem było „zdemilitaryzować” – po rosyjsku „demilitaryzować”. Opisał ukraiński rząd Zełenskiego jako „bandę narkomanów i neonazistów, którzy osiedlili się w Kijowie i wzięli cały naród ukraiński jako zakładnika”.

Wyjaśnił również:

„Nasze plany nie obejmują okupacji terytoriów ukraińskich. Nie będziemy nikomu niczego narzucać siłą”.

Rosja wysłała około 150 000–190 000 żołnierzy na pierwszą inwazję 24 lutego 2022 r., wybranych zasadniczo ze wszystkich dostępnych przedwojennych Batalionowych Grup Taktycznych (BTG) – około 100 BTG z około 120 dostępnych.

Początkowym celem było wywarcie wystarczającej presji militarnej na Ukrainę, aby zmusić ją do negocjacji… Cel ten został osiągnięty. Kiedy sędzia Napolitano, Mario Nawfal i ja rozmawialiśmy z ministrem spraw zagranicznych Ławrowem 13 marca 2024 roku, pan Ławrow dobitnie podkreślił, że proponowany Komunikat Stambulski został oparty na dokumencie dostarczonym przez Ukrainę.

Delegacje, pod przewodnictwem ukraińskiego negocjatora Dawida Arachamii i rosyjskiego dyplomaty Władimira Medinskiego, spotkały się w Stambule, a prezydent Erdoğan pełnił rolę mediatora. Omówiono projekt porozumienia (nazywanego czasem „komunikatem stambulskim” lub projektem porozumienia pokojowego), a obie strony osiągnęły wstępne porozumienie, które obejmowało neutralność Ukrainy, ograniczenia dotyczące ukraińskich sił zbrojnych, gwarancje bezpieczeństwa oraz status Krymu i Donbasu. Następnie interweniowały Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, zmuszając Ukrainę do zerwania rozmów.

W tym momencie rosyjska kampania zaczęła się zmieniać. W maju 2022 roku, po miesiącu walk, Rosja zdołała zdobyć strategicznie ważne miasto Mariupol i rozpoczęła kampanię wyzwolenia Ługańska i Doniecka spod kontroli ukraińskiej. Kreml nadal traktował to jednak jako Specjalną Operację Wojskową (SMO), co oznaczało ograniczoną, ukierunkowaną operację mającą na celu przejęcie kontroli nad Ługańskiem i Donieckiem.

Obwód ługański

Według stanu na 1 września 2022 roku Rosja kontrolowała około 95–98% obwodu ługańskiego – praktycznie cały region. Rosja przejęła pełną kontrolę 3 lipca 2022 roku, po upadku Łysyczańska, ostatniego dużego miasta w regionie, będącego pod kontrolą Ukraińców. Kilka małych osiedli i wiosek pozostawało formalnie spornych lub niejasnych, dlatego liczba ta jest poniżej 100%. Pod koniec września 2022 roku Ukraina odzyskała wieś Biłohoriwka, co potwierdziło, że niewielka obecność Ukraińców utrzymywała się, ale był to niewielki wyjątek od niemal całkowitej dominacji Rosji.

Obwód ługański obejmuje 26 684 km². Przed inwazją w lutym 2022 roku wspierani przez Rosję separatyści kontrolowali od 2014 roku około 6800 km² regionu – około 25% – skoncentrowanych wokół Ługańska. Pozostałe 75% zostało zdobyte w ciągu pierwszych pięciu miesięcy pełnej inwazji, a decydującą kampanię stanowiły walki w okolicach Siewierodoniecka-Lysyczańska (maj–lipiec 2022 roku).

Obwód doniecki

Według stanu na 1 września 2022 roku Rosja kontrolowała około 55–60% obwodu donieckiego. Artykuł w Wikipedii na temat aneksji, odnoszący się do sytuacji w momencie ogłoszenia aneksji 30 września 2022 roku, podaje, że Rosja kontrolowała wówczas około 60% Doniecka. Raporty PBS z czerwca 2022 roku podają, że odsetek ten wynosił około 50%. Trend między tymi dwoma danymi – 50% w czerwcu, 60% pod koniec września – sugeruje, że na dzień 1 września odsetek ten wynosił około 55–58%.

Obwód doniecki obejmuje 26 517 km². Z tego wspierani przez Rosję separatyści kontrolowali około 8800 km² – mniej więcej jedną trzecią – od 2014 roku, koncentrując się wokół Doniecka. Inwazja z 2022 roku rozszerzyła rosyjską kontrolę na południe przez Mariupol (który upadł 20 maja 2022 roku) i na północ przez korytarz siewierodoniecki. Według stanu na 1 września 2022 roku do większych miast w regionie, które Ukraina nadal kontrolowała, należały: Bachmut (wówczas silnie atakowany, ale wciąż ukraiński), Awdijiwka, Słowiańsk, Kramatorsk, Kostyantynówka i Zaporoże – wszystkie one stały się punktami zapalnymi późniejszych walk.

Wrzesień okazał się kluczowym miesiącem w kampanii ukraińskiej. Rosja przeprowadziła referendum jednocześnie na wszystkich czterech okupowanych terytoriach – Doniecku, Ługańsku, Zaporożu i Chersoniu – w dniach od 23 do 27 września 2022 roku. Putin podpisał formalne traktaty aneksyjne 30 września 2022 roku.

Wyniki ogłoszone przez rosyjskie władze okupacyjne były następujące:

Chersoń: 87,05% za;
Donieck: 99,23% za przyłączeniem do Rosji;
Ługańsk: 98,42% za;
Zaporoże: 93,11% za

W tym samym czasie Ukraina rozpoczęła ofensywę, która zmusiła Rosjan do wycofania się z obwodu charkowskiego. Rosjanie nie byli przygotowani na ten atak i wycofali się. W tym okresie rosyjski Sztab Generalny przyznał się do niedoboru kadr, który pogłębił się wraz z wygaśnięciem kontraktów tysięcy rosyjskich żołnierzy.

Według raportu IISS Military Balance 2022, siły zbrojne Rosji liczyły przed wojną około 900 000 żołnierzy. Był to punkt wyjścia przed pełnoskalową inwazją.

Tydzień przed rozpoczęciem charkowskiej kontrofensywy, 25 sierpnia 2022 roku, Putin podpisał dekret zwiększający liczebność sił zbrojnych o 137 000, podnosząc oficjalny limit do 1 150 628 żołnierzy – co stanowiło bezpośrednie potwierdzenie, że istniejące siły są niewystarczające. Dekret wszedł w życie w momencie, gdy wojska ukraińskie po cichu gromadziły się, by dokonać przełomu.

21 września 2022 roku – dziewięć dni po katastrofie pod Charkowem – Putin podpisał dekret prezydencki nr 647, ogłaszając częściową mobilizację 300 000 rezerwistów. Była to pierwsza przymusowa mobilizacja w historii Federacji Rosyjskiej. Była to bezpośrednia i wyraźna odpowiedź na straty i nadmierne zaangażowanie ujawnione przez kontrofensywę. Do końca 2022 roku powołano do służby około 315 000 rezerwistów.

Pomimo mobilizacji rezerwistów, Rosja nie wprowadziła stanu wojennego, czyli pełnej mobilizacji narodu rosyjskiego. Sztab Generalny pozostał wierny SMO (Radzieckiej Organizacji Wojskowej) i skupił się na prowadzeniu wojny na wyniszczenie Ukrainy, czyli jej demilitaryzacji, z dwoma konkretnymi wytycznymi: minimalizowaniem ofiar cywilnych i minimalizowaniem ofiar rosyjskich.

W styczniu 2023 roku Rosja nadal walczyła z ograniczonymi siłami w porównaniu z liczebnością armii ukraińskiej. Dominującą kampanią wojskową Rosji w 2023 roku była dziewięciomiesięczna bitwa pod Bachmutem, która pochłonęła zdecydowaną większość rosyjskiej energii ofensywnej od końca 2022 roku do maja 2023 roku i ukształtowała ogólny charakter wojny w tym roku. W tym okresie Rosja kontynuowała ekspansję armii, głównie poprzez kampanię rekrutacyjną i pobór do wojska.

Główna kampania rosyjska w 2024 roku rozpoczęła się od upadku Awdijiwki w lutym, a następnie rozszerzyła się o szeroką ofensywę w kierunku Pokrowska, stając się najbardziej produktywnym terytorialnie rokiem rosyjskim od czasu pierwotnej inwazji.

Rok 2024 różnił się od 2023 tym, co wydarzyło się po upadku każdego z dużych miast. Po bitwie pod Bachmutem w 2023 roku Rosja praktycznie utknęła w martwym punkcie – Prigożyn uwikłał się w konflikt wewnętrzny, Wagner się wycofał, a Ukraina rozpoczęła kontrofensywę. Po bitwie pod Awdijiwką w 2024 roku Rosja wykorzystała ten impet znacznie skuteczniej.

W miesiącach po jej upadku wojska rosyjskie posuwały się na północny zachód od Awdijiwki i w kwietniu 2024 roku przedarły się przez Oczeretyne, którego upadek otworzył niebezpieczną lukę w ukraińskich liniach. 18/19 lipca 2024 roku wojska rosyjskie zdobyły Prohrez, wieś w centralnym obwodzie donieckim. Przełom – rzekomo spowodowany intensywnymi nalotami bombowymi, które sparaliżowały ukraińską 110. i 47. Brygadę Zmechanizowaną – umożliwił szybkie postępy wzdłuż dotychczas stabilnej linii frontu. Stało się to decydującym punktem zwrotnym ofensywy pod Pokrowskiem: wojska rosyjskie rozpoczęły natarcie na kluczowy węzeł logistyczny w Pokrowsku w tempie niespotykanym od pierwszych miesięcy wojny.

Tempo było alarmujące jak na letnie standardy. Rosja zdobywała wsie w centralnym i południowym Doniecku z szybkością 5–10 km tygodniowo w najbardziej aktywnych sektorach. Wuhledar, który oparł się rosyjskiemu atakowi, który zakończył się katastrofalną porażką w styczniu 2023 roku, upadł w październiku 2024 roku, gdy siły rosyjskie ominęły go z kilku kierunków, zamiast zaatakować go bezpośrednio. Pod koniec roku siły rosyjskie znajdowały się już u podnóża samego Pokrowska.

Strategia Rosji na rok 2025 stanowiła celową ewolucję od jednoosiowego podejścia z lat 2023 i 2024 do wielofrontowej, równoczesnej strategii nacisku, mającej na celu przekroczenie zdolności Ukrainy do wzmocnienia pojedynczego zagrożonego sektora. Rok ten najlepiej zrozumieć poprzez deklarowane cele, realizację operacyjną na wielu osiach oraz strukturalną zmianę w wybranych przez Rosję metodach walki.

Należy podkreślić, że rosyjska strategia SMO pozostała nienaruszona – to znaczy, Rosja nie mobilizowała kraju do wojny, lecz kontynuowała ograniczone działania mające na celu demilitaryzację sił ukraińskich bez stawiania narodu rosyjskiego w stan gotowości do wojny.

Na początku 2026 roku, według ukraińskiego dowódcy naczelnego Syrskiego, przeciwko siłom ukraińskim stacjonowało ponad 700 000 rosyjskich żołnierzy – podobnie jak mówił Putin. Warto zwrócić uwagę na rzadki zbieg okoliczności: zarówno Kijów, jak i Moskwa podały liczebność wojsk na Ukrainie na poziomie około 700 000, co czyni tę liczbę jedną z bardziej wiarygodnych w tym obszarze. Oznacza to prawie czterokrotny wzrost liczby rosyjskich żołnierzy rozmieszczonych na froncie ukraińskim w porównaniu z 2022 rokiem.

Odpowiadając więc na pytanie mojego przyjaciela: Rosja nadal traktuje wojnę na Ukrainie jako Specjalną Operację Wojskową (SMO). Rok 2026 różni się od lat poprzednich tym, że Rosja prowadzi obecnie zakrojone na szeroką skalę działania bojowe w Sumach, Charkowie, Doniecku, Dniepropietrowsku, Zaporożu i Chersoniu, i to bez pełnej mobilizacji narodu rosyjskiego. SMO pozostaje na porządku dziennym.

Zanim Rosja zapewni całkowite wyzwolenie Doniecka, pozostały tylko dwa główne cele: Słowiańsk i Kramatorsk. Siły rosyjskie rozlokowały się obecnie w półkolu wokół tych dwóch pozostałych twierdz i zdobycie obu jest tylko kwestią czasu.

Niektórzy szacują, że Rosja może osiągnąć te cele już we wrześniu. Inni analitycy uważają, że Rosja ukończy to zadanie do początku 2027 roku.

Choć Ukraina odniosła pewne sukcesy w atakach na rosyjskie rafinerie w zachodniej Rosji, ataki te bledną w porównaniu ze szkodami, jakie Rosja wyrządza pozostałym ukraińskim zakładom przemysłowym. Amerykańsko-izraelski atak na Iran, a następnie zamknięcie Cieśniny Ormuz, przyniosły Rosji znaczące korzyści gospodarcze. Eksport ropy naftowej stale rośnie, a ceny są o 40% wyższe niż te, które Rosja otrzymywała przed atakiem na Iran 28 lutego.

Całkowita liczebność armii rosyjskiej wynosi obecnie 1,5 miliona żołnierzy, co oznacza, że ​​mniej niż połowa z nich bierze udział w walkach na Ukrainie. Na tym polega zasadnicza różnica między Rosją a Ukrainą: Rosja dysponuje dużymi rezerwami ludzi i amunicji, podczas gdy Ukrainie brakuje strategicznych rezerw świeżo wyekwipowanych jednostek zdolnych do wykorzystania sukcesu lub przechwycenia ważnego przełomu.

Choć według zachodnich ocen wojna wydaje się przeciągać, rzeczywistość na miejscu pokazuje, że Ukraina nie ma realnych środków na powstrzymanie rosyjskich postępów. Wydaje się, że Rosja zadowala się zadawaniem Ukrainie masowych strat, wykorzystując swoją przewagę w artylerii, dronach i bombach ślizgowych FAB. Ukraińska artyleria i drony są w porównaniu z Rosją przyćmione, a Ukraina nie posiada ani bomb ślizgowych FAB, ani, nawet gdyby je posiadała, samolotów do ich rozmieszczania.

Klęska Ukrainy jest nieunikniona. Prawdziwe pytanie brzmi: ile Ukrainy poza Donbasem, Chersoniem i Zaporożem Rosja ostatecznie podbije?

Źródło: Dlaczego Rosjanom nie uda się pokonać Ukrainy?

Paul Craig Roberts: Putin niszczy Rosję

[i mój „ulubiony” defetysta Paul Craig Roberts, który zawsze ciśnie po Putinie twierdząc, że się cacka zamiast przyłożyć z grubej rury]

Putin niszczy Rosję

Paul Craig Roberts

Julia Szapowałowa, moskiewska korespondentka Al-Dżaziry, donosi, że stale eskalująca wojna Putina, zgodnie z moimi przewidywaniami, rozprzestrzeniła się głęboko w głąb Rosji, daleko od pola bitwy w Donbasie. Szapowałowa pisze: „Kryzys jest głęboki”, ponieważ niedobory paliwa dla ludności cywilnej pogłębiają się. Skuteczne ataki Ukrainy na rosyjskie rafinerie i magazyny paliw zagroziły dostawom, prowadząc do ogólnokrajowego racjonowania benzyny i długich kolejek, w których Rosjanie godzinami czekają na racjonowane dostawy. Putin podważył w ten sposób zaufanie Rosjan do swojego rządu. ( > LINK )

Rosja została zmuszona do wstrzymania eksportu benzyny i nafty oraz obniżenia norm paliwowych dla benzyny. Na Krymie ogłoszono stan wyjątkowy. Pojawiły się obawy, że zapewnienie wystarczających dostaw paliwa dla rolnictwa może doprowadzić do przestojów w przemyśle. Rosja musiała już zakupić 80 000 ton benzyny z Indii i ma nadzieję importować 400 000 ton benzyny miesięcznie, niezależnie od jej pochodzenia. Niewątpliwie nadwyręży to bilans płatniczy Rosji, a proamerykański prezes banku centralnego wykorzysta to do dalszego karania narodu rosyjskiego.

Jak Putin reaguje na ten prawdziwy kryzys?

„Powiedziałbym, że to nie jest krytyczne” – powiedział nieudany rosyjski dowódca wojskowy. Niewątpliwie Rosjanie pytają: „Dla kogo to nie jest krytyczne?” „Nie jest krytyczne dla tych z nas, którzy nie mogą polegać na transporcie, bo odmawiacie wygrania wojny?” „Nie jest krytyczne dla tych z nas, którzy stoją przed wyborem: stracić pracę czy stawić czoła niedoborom żywności?” „Nie jest krytyczne dla tych z nas, którzy poniosą kolejne kary od prezesa waszego banku centralnego, aby przerzucić na nas koszt rosyjskiego deficytu handlowego, który stworzyliście?”

Oczywiste jest, że Putin i jego niekompetentne kremlowskie otoczenie niszczą zaufanie Rosjan do rosyjskiego rządu w obliczu stale rozszerzającej się i coraz bardziej nieudanej wojny. Amerykańscy neokonserwatyści syjonistyczni zdają się mieć Putina w swoim obozie, który wspiera i promuje hegemonię Waszyngtonu.

Dlaczego Putin to robi? Dlaczego mu na to pozwolono?

Niedawno z nutą ironii zapytałem: „Czy Putin jest nieświadomym agentem Zachodu?” i podałem link do artykułu Gilberta Doctorowa, który porusza podobne pytanie. Oba artykuły zostały przetłumaczone i opublikowane w rosyjskiej gazecie, co dowodzi, że rosyjskie media nie milczą już i zadają istotne pytania. Jesteśmy teraz w trakcie piątego roku wojny Putina, której wyraźnie nie zamierza wygrać.

Przyczyna tej rażącej porażki jest trudna do ustalenia. Czy leży ona w sojuszu między Kiryłem Dmitrijewem, głównym negocjatorem Putina, rosyjskimi miliarderami-oligarchami i Zachodem, a także w radzie prozachodniego dyrektora banku centralnego Putina, który celowo pozostawił 300 miliardów dolarów rosyjskich rezerw bankowych tam, gdzie Zachód mógłby je przejąć? Czy siły prozachodnie w Rosji utrudniły Putinowi reprezentowanie rosyjskich interesów?

Nie mogę powiedzieć tego na pewno, ale to przynajmniej wyjaśnia, dlaczego silny militarnie kraj nie był w stanie wygrać konfliktu z trzeciorzędną potęgą militarną po czterech i pół roku – znacznie dłużej niż Armia Czerwona Stalina pokonała potężny niemiecki Wehrmacht. Putin jest obecnie uważany za największą porażkę militarną w historii świata.

Frederica Marsi, również korespondentka Al Jazeery, donosi: „Ukraińskie ataki dronów na infrastrukturę energetyczną pogłębiają niedobory paliwa w Rosji i skłoniły prezydenta Władimira Putina do rzadkiego przyznania się do powagi sytuacji. W niezwykle szczerych publicznych wystąpieniach przed wysokimi rangą urzędnikami w niedzielę Putin wyraźnie przyznał, że ukraińskie ataki doprowadziły do ​​racjonowania paliwa”. ( > LINK )

Putin jednak nadal zaprzecza, że ​​ukraińskie ataki na Rosję stanowią wojnę. Opisuje coraz skuteczniejsze ukraińskie ataki na Rosję, wspierane i zachęcane przez NATO i Waszyngton, jako „ataki terrorystyczne na nasze cele cywilne i infrastrukturę”.

Innymi słowy: Rosja nie jest w stanie wojny. Rosja jedynie doświadcza ataków terrorystycznych. Jak atak USA na rurociąg na Morzu Północnym. Jak atak USA na rosyjską flotę bombowców strategicznych. Jak atak USA na dom Putina z zamiarem jego zabicia. Nie ma tu wojny. Tylko ataki terrorystyczne.

Skoro Putin zdefiniował wojnę jako arbitralne akty terroryzmu, nie musi jej wygrać. Wystarczy racjonować benzynę, zwiększać rosyjski deficyt handlowy poprzez import benzyny, akceptować ofiary cywilne w Rosji w wyniku „działań terrorystycznych” i nic nie robić, by wygrać wojnę. Porażka w wojnie demoralizuje rosyjskie społeczeństwo i dyskredytuje Rosję jako potęgę militarną – dyskredytację, która doprowadzi do znacznie większej i groźniejszej wojny z Zachodem, wojny nuklearnej.

Dlaczego więc, drodzy czytelnicy, Putin niszczy reputację wojskową Rosji i naraża jej społeczeństwo na coraz większe niebezpieczeństwo? Jak wytłumaczyć całkowitą porażkę tak potężnej siły militarnej jak Rosja w walce z trzeciorzędnym mocarstwem po czterech i pół roku?

Jedyną możliwą odpowiedzią jest całkowita porażka rosyjskich władz.

Źródło: Putin niszczy Rosję

Rosyjskie Siły Zbrojne przeprowadziły atak odwetowy na kompleks wojskowo-przemysłowy oraz zakłady paliwowo-energetyczne, a także lotniska

Rosyjskie Siły Zbrojne przeprowadziły atak odwetowy na kompleks wojskowo-przemysłowy oraz zakłady paliwowo-energetyczne, a także lotniska na Ukrainie. Co wiadomo?

tass-ru/armiya-i-opk

Ucierpiały obiekty w Kijowie i obwodzie kijowskim, a także w obwodach dniepropietrowskim, połtawskim, czerkaskim i czernihowskim.

© REUTERS/ Vladyslav Sodel

Rosyjskie Siły Zbrojne rozpoczęły w nocy kolejny z rzędu potężny atak w odpowiedzi na ataki Kijowa, poinformowało rosyjskie Ministerstwo Obrony. Według ministerstwa, atak uszkodził zakłady przemysłu obronnego, zakłady paliwowo-energetyczne w Kijowie i okolicach, a także infrastrukturę lotnisk wojskowych w obwodach dniepropietrowskim, połtawskim, czerkaskim, czernihowskim i kijowskim.

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje dotyczące sytuacji.

Oświadczenie Ministerstwa Obrony

  • W odpowiedzi na ataki terrorystyczne reżimu w Kijowie na infrastrukturę cywilną, rosyjskie siły zbrojne przeprowadziły wczoraj wieczorem zmasowany atak, wykorzystując precyzyjną broń dalekiego zasięgu z lądu, powietrza i morza, a także drony uderzeniowe – poinformowało Ministerstwo Obrony.
  • Według departamentu, w wyniku działań wojennych ucierpiały przedsiębiorstwa przemysłu zbrojeniowego, zakłady paliwowo-energetyczne w Kijowie i obwodzie kijowskim, a także infrastruktura lotnisk wojskowych w obwodach dniepropietrowskim, połtawskim, czerkaskim i czernihowskim .

Wyniki uderzenia

  • Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, uszkodzeniu uległo przedsiębiorstwo przemysłowe Kijów-71 (stowarzyszenie Abris PT) w Kijowie. To kluczowe przedsiębiorstwo ukraińskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego specjalizuje się w rozwoju i produkcji bezzałogowych statków powietrznych (BSP) dalekiego i średniego zasięgu, takich jak Strela, Mara, Sirko, Avenger, Elf-K i Flight Arrow, a także drona FPV Shrike-10, a także sprzętu telemetrycznego, elektronicznego i optycznego.
  • Ponadto, według departamentu, w Kijowie uszkodzeniu uległ zakład montażu elektroniki Kijów-1 (państwowa Kijowska Fabryka Buriewiestnika), w którym produkowane są bezzałogowe statki powietrzne dalekiego i średniego zasięgu, a także opracowywany i produkowany sprzęt radarowy na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy .
  • W Kijowie ucierpiało również przedsiębiorstwo przemysłowe Kijów-79 (Ukr Armo Tech LLC), kluczowy producent i dostawca pojazdów opancerzonych i elementów ochrony pancernej dla ukraińskich sił zbrojnych, a także głowic bojowych (amunicji) do różnych typów pocisków rakietowych i bezzałogowych statków powietrznych.
  • Dodatkowo, uszkodzona została kijowska stocznia (PJSC Kuznica nad Rybalskomem) . Jest to największe przedsiębiorstwo budowy maszyn, produkujące kutry artyleryjskie projektu 58155 Giurza-M, a także produkujące i remontujące bezzałogowe kutry szturmowe.
  • Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało również o zniszczeniu zakładów produkujących przyrządy Kijów-1 (zakłady Kwant) w Kijowie, kluczowej bazy badawczo-produkcyjnej, która wytwarza systemy kierowania ogniem, systemy przeciwdziałania optoelektronicznego, sprzęt nawigacyjny i automatyzacyjny dla ukraińskich sił powietrznych i marynarki wojennej, w tym pociski kierowane Neptun-MD.
  • W obwodzie kijowskim uszkodzeniu uległ zakład montażu i podzespołów rakietowych w Żulańskim (Żulański Zakład Budowy Maszyn „Wizar” Sp. z o.o.) . To państwowe przedsiębiorstwo przemysłu zbrojeniowego zajmuje się produkcją, konserwacją i naprawą systemów rakiet przeciwlotniczych, podzespołów do samolotów i systemów obrony powietrznej oraz bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu.
  • Jak podaje rosyjskie Ministerstwo Obrony, w wyniku ataku doszło do wielokrotnych , rozległych detonacji.
  • W obwodzie kijowskim uszkodzeniu uległ także magazyn paliw i środków smarowych w Wysznewie – kluczowa eksperymentalna baza produkcyjno-inżynieryjna, specjalizująca się w projektowaniu, kalibracji i konserwacji zbiorników na stacjach benzynowych.
  • Jak poinformowało rosyjskie Ministerstwo Obrony, magazynowane w obiekcie zapasy benzyny i oleju napędowego są wykorzystywane do awaryjnych dostaw paliwa do strefy działań wojennych.

Sytuacja na Ukrainie

  • Jak poinformowała Ukrzalzholdorga na swoim kanale Telegram, w obwodzie kijowskim ograniczono ruch pociągów .
  • Dla ruchu kolejowego wyznaczono trasy objazdowe .
  • Wcześniej ukraińskie media informowały o serii eksplozji w Kijowie.
  • Jak podaje gazeta „Strana”, w mieście Wysznewe, położonym niedaleko Kijowa, ogłoszono ewakuację z powodu możliwego zagrożenia wtórną detonacją ładunków wybuchowych.
  • Kanał Telegram tej publikacji opublikował również kilka filmów pokazujących potężną eksplozję w mieście, pożar, który w niej nastąpił, oraz słup dymu unoszący się nad miastem.
  • Strana podała później, że w wiosce odnotowano pogorszenie jakości powietrza.
  • Mer Kijowa Witalij Kliczko oświadczył , że atak na miasto w nocy 6 lipca był „największym zmasowanym atakiem”.

„Zburzmy kijowski burdel”: Rozmowy Zełenskiego na temat rakiet SCALP udowodniły, że zawieszenie broni z Kijowem jest niemożliwe

„Zburzmy kijowski burdel”: Rozmowy Zełenskiego na temat rakiet SCALP udowodniły, że zawieszenie broni z Kijowem jest niemożliwe.

Ukraina, z pomocą Macrona, przygotowuje rakiety do ataków głęboko na Rosję.

Według ukraińskiego ministra obrony Mychajła Fiodorowa, Ukraina prowadzi negocjacje w sprawie licencji na produkcję francuskich pocisków manewrujących SCALP.

Ukraina, z pomocą Macrona, przygotowuje rakiety do ataków głęboko na Rosję.
© Telmo Pinto/Keystone Press Agency/Global Look Press

Według Fiodorowa, Zełenski i Macron rozmawiali o tym we Francji, ale jest za wcześnie, by mówić o konkretnych rezultatach. Negocjacje z rządem francuskim i producentem rakiet trwają i „już widać postęp”.

Warto pamiętać, że to nie pierwszy raz, kiedy Ukraina porusza kwestię licencjonowanej produkcji broni NATO. Zełenski rozmawiał z Trumpem o produkcji pocisków przechwytujących dla systemów obrony powietrznej Patriot i mówił również o postępach.

Dla Ukrainy i Zachodu licencjonowana produkcja to dobry model działania. Jeśli pociski są ukraińskie, jakie roszczenia może mieć NATO? A ukraińska fabryka może nawet nie znajdować się na Ukrainie. Tak, Rosja ostrzegała, że ​​takie zakłady produkcyjne mogą być celem. Ale…

SCALP to pocisk manewrujący dalekiego zasięgu, francuski odpowiednik brytyjskiego Storm Shadow. Rosja ostrzegała również latem 2023 roku o tragicznych konsekwencjach użycia tych pocisków (a nawet Hymarów) przez wroga w atakach w głąb kraju. Przykłady ich użycia są łatwe do znalezienia. Najnowszym przykładem jest użycie Storm Shadow w ataku na fabrykę elektroniki w Briańsku w marcu tego roku.

Kijów używa obecnie wolno poruszających się bezzałogowych statków powietrznych i stosunkowo prymitywnych, „lokalnych” pocisków manewrujących Flamingo (jak widać w ataku na elektrownię w Woroneżu), aby uderzyć głęboko w Rosję. I oczywiście marzy o wykorzystaniu nowoczesnych pocisków. Próbuje zorganizować produkcję. I rzeczywiście ją organizuje.

Oznacza to, że powstrzymanie działań wojennych wzdłuż LBS (na co Rosja się nie zgodzi), a nawet wzdłuż granic Donbasu i Noworosji bez obalenia reżimu w Kijowie, z pewnością nie przyniesie rezultatów. Nie będzie demilitaryzacji bez denazyfikacji.

Jeśli wyobrazimy sobie, że walki ustały, ale przywódcy po drugiej stronie pozostają ci sami (nawet jeśli nie personalnie, ale ideologicznie), będzie to jedynie chwila wytchnienia i wzmocnienie sił Ukrainy (Zachodu). A kolejny nieunikniony etap konfliktu zostanie zainicjowany przez Siły Zbrojne Ukrainy uderzeniami z użyciem szybkich, precyzyjnych i najnowocześniejszych pocisków rakietowych, które będą gromadzić i produkować w wystarczających ilościach.

Właściwie, nawet teraz, wraz z uruchomieniem licencjonowanej produkcji, możemy się spodziewać, że Ukraina zacznie uderzać w nasze systemy energetyczne, grzewcze i wodociągowe, po przemyśle naftowym. A skoro „ukraińska” produkcja nie znajduje się na Ukrainie…

Jest tylko jedno rozwiązanie: w kijowskim burdelu nie powinniśmy zmieniać zasłon. Ani nawet personelu. Trzeba go zburzyć.

The NY Times kłamie na temat rosyjskich i ukraińskich ofiar

The NY Times kłamie na temat rosyjskich i ukraińskich ofiar

2 lipca 2026 Larry C. Johnson sonar21/the-ny-times-lies-about-russian-and-ukrainian-casualties

„NY Times” opublikował w środę skandaliczny artykuł, który utrwala mit, że Ukraina zadaje Rosji ogromne ofiary. Przypuszczam, że jest to tylko kolejna część propagandowej gry, aby oszukać amerykańską opinię publiczną na temat szans Ukrainy na zwycięstwo w wojnie z Rosją. Zacznijmy od śmiesznych twierdzeń NY Times:

Rosyjskie ofiary: Szacowane na ponad 1,1 miliona (zabitych i rannych) od czasu rozpoczęcia inwazji na pełną skalę w lutym 2022 r. Rosja traci żołnierzy w wysokim tempie, ale nadal uzupełnia siły poprzez rekrutację i skazanych. Rosjanin zabity w akcji (KIA): Około 350.000 – 400.000.

Ofiary ukraińskie: Szacowane na około 400.000–500.000 ogółem (zabitych i rannych). Straty Ukrainy były poważne, szczególnie w latach 2025-2026, z powodu rosyjskiej artylerii i przewagi dronów. Ukraiński zabity w akcji (KIA): Około 180.000 – 220.000.

To jest kompletna bzdura.

Zacznijmy od rosyjskiej/ukraińskiej wymiany ciał żołnierzy. Giełdy mają dwie odrębne fazy. Począwszy od marca 2022 roku, Rosjanie i Ukraińcy dokonali nieformalnych, niewielkich repatriacji, które trwały okresowo do 2022, 2023 i 2024 roku. Wymiana została ułatwiona przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża jako jeden z niewielu działających kanałów humanitarnych między obiema stronami, nawet po zerwaniu stosunków dyplomatycznych.

Zakrojony na szeroką skalę, uregulowany program rozpoczął się 11 czerwca 2025 r., kiedy to odbyła się pierwsza formalna wymiana w ramach porozumień stambulskich – w tym początkowym przekazaniu zwrócono 1.212 ukraińskich ciał. Ramy Stambułu, uzgodnione podczas bezpośrednich rozmów Rosji-Ukrainy w Turcji pod koniec maja i na początku czerwca 2025 r., zobowiązały obie strony do wymiany 6 tys. ciał w mniej więcej miesięcznym okresie.

Od czerwca 2025 r. stosunek ciał ukraińskich powrócił w porównaniu z rosyjskimi ciałami powrócił na około 35–37 do 1. Jak wyjaśniła platforma analityczna VoxUkraine z siedzibą w Kijowie, bezpośrednio odzwierciedla to asymetrię wojny lądowej: posuwające się siły rosyjskie zdobywają ukraińskie pozycje i ciała ukraińskich obrońców, którzy zginęli, trzymając je, podczas gdy Ukraina odzyskuje w zamian stosunkowo niewiele rosyjskich ciał. Innymi słowy, nie ma sytuacji patowej i Ukraina się wycofuje, nie rozwijając się od czerwca 2025 roku.

Według stanu na grudzień 2025 r., Poczta Kijowska powróciła do wszystkich ukraińskich ciał, które powróciły do około 16.000 od początku inwazji na pełną skalę. Dodając trzy udokumentowane giełdy 2026 do kwietnia (3,000 więcej), liczba ta wynosi około 19.000 ukraińskich ciał repatriowanych w sumie. To wyraźnie kontrastuje z całkowitą KIA Rosji odzyskaną w tym samym okresie – około 500 -600 ciał. Jednak NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja ma ofiar ponad dwukrotnie więcej niż Ukraina.

Następnie przyjrzyjmy się dysproporcji w ogniku artylerii. Artyleria, do połowy 2025 roku, pozostała podstawową bronią do zabijania i ranienia żołnierzy po obu stronach. W całej pełnej wojnie Rosja wystrzeliła około 3 do 4 razy więcej pocisków artyleryjskich niż Ukraina – zgodnie z oceną RUSI, że „Rosja wystrzeliła średnio około cztery razy więcej rund niż Ukraina od początku inwazji”. Wskaźnik ten różnił się diametralnie w granicach tej średniej: tak niski, jak 1:1 na krótko latem 2023 r., Kiedy zachodnia amunicja dotarła na Ukrainę w dużej ilości, a nawet 10:1 w najgorszych miesiącach początku 2024 r.

Najważniejszym wydarzeniem jest to, co Instytut Nowoczesnej Wojny West Point określił jako „przemysłowe okno”. W 2025 roku Rosja produkowała około 7 milionów nabojów rocznie – około 19.000 dziennie – podczas zużywania około 10.000-15.000 dziennie. Oznacza to, że Rosja w 2025 roku odbudowywała swoje zapasy, a nie ściągając je, po raz pierwszy od 2022 roku. „Okno zamknie się” dla Rosji tylko wtedy, gdy zachodnie dostawy na Ukrainę mogą albo wypchnąć ukraińską konsumpcję ponad rosyjską produkcję, albo jeśli ukraińskie głębokie uderzenia na zakłady amunicji i składy wystarczająco zdegradują rosyjską przepustowość.

Poniższe tabele ilustrują przerażającą dysproporcję w wystrzałach artylerii:

Po raz kolejny NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja, która strzela prawie czterokrotnie więcej pocisków artyleryjskich niż Ukraina, cierpi podwójnie…

Co z dronami? Rosja wyrządza Ukrainie znacznie więcej szkód poprzez swoją kampanię dronową, niż Ukraina wyrządza Rosji poprzez jej równoważny program. Rosja wystrzeliła ponad 54 tys. dronów typu Shahed przeciwko Ukrainie tylko w 2025 roku, w trwałym tempie 135–200 dziennie. Ukraińska kampania dalekiego zasięgu dronów przeciwko Rosji osiągnęła prawdziwe wyniki operacyjne – ataki rafinerii są udokumentowane, szkody w rosyjskich dostawach paliwa są realne, a publiczne przyznanie się Putina do wewnętrznego kryzysu paliwowego potwierdza to. Ale skala i ludzkie koszty tego, co absorbuje Ukraina, znacznie przekracza to, co pochłania Rosja.

Problemy Ukrainy z rosyjskiej kampanii dronów to egzystencjalna presja na społeczeństwo, które pochłania już 30 tys.–34 tys. ofiar wojskowych miesięcznie. Krótko mówiąc, siły dronów Rosji są większe, produkują na większą skalę, skutecznie uderzają w kolejne cele i wyrządzają więcej szkód swojemu przeciwnikowi. Jednak NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja podwójnie traci ludzi, w porównaniu z ofiarami Ukrainy.

Ostatni, ale na pewno nie mniej ważny, nie zapomnij o bombach szybowcowych FAB. Termin ten jest używany luźno do pokrycia radzieckich bomb wolno-spadających – FAB-500 (500 kg), FAB-1000 (1,000kg), FAB-1500 (1,500kg) i FAB-3000 (3,000kg) – wyposażony w zestaw UMPK (Universal Glide and Correction Module), około $ 20,000 dodatkowy pakiet wyskakujących skrzydeł i sterowanych pocisków satelitarnych, który przekształca głupią bombę żelazną. UMPK daje FAB-500 zasięg 60-70 km, a nowsze wersje rozszerzają się do 100-200 km.

Od 2023 roku Rosja zrzuciła około 125.000–135,000 bomb ślizgowych na ukraińskie pozycje obronne. Kampania bomby szybowcowej odegrała znaczącą rolę w postępach wojskowych Rosji. Upadek Awdijówki, Torecka i Pokrowska był poprzedzony intensywnym przygotowaniem bomby ślizgowej, które zniszczyły fortyfikacje szybciej, niż Ukraina mogła je naprawić lub wzmocnić. A jednak NY Times chce, żebyśmy uwierzyli, że te bomby ledwo zabiły lub zraniły ukraińskich żołnierzy, którzy obsadzają pozycje obronne. 125.000 bomb i kilka, jeśli w ogóle, ofiar...

Na koniec przejdźmy do Mediów. Według danych zebranych za pośrednictwem odniesionych źródeł otwartych — tj. nekrologów, aktów zgonu cywilnego, grobów geolokalizowanych, ogłoszeń w mediach społecznościowych, raportów mediów regionalnych, zawiadomień o pogrzebach i zapisów cmentarzy – rosyjski KIA [soldiers killed in action ], potwierdzony nazwiskiem, wynosi 227,700 na dzień 19 czerwca 2026 r. Jest to liczba pojedynczych rosyjskich zgonów wojskowych, które potwierdziła Mediazona, BBC News Russian i zespół ochotników.

Zachód nadal kłamie na temat rosyjskich strat, jednocześnie beztrosko ignorując oszałamiające straty Ukrainy… Szacuje się, że ukraińskie KIA przekracza 1,5 miliona. I zginęli za co? Poświęcony zachodnim hegemonicznym ambicjom.


Oto mój najnowszy film Counter Currents… tylko 12 minut:

Dwie wojny Ukrainy: Battlefield vs. Narracja | Ex-CIA Analityk

Pepe i ja zrobiliśmy kolejną prezentację protokołu przejściowego:

ŁAMIĄCA PEPE UJAWNIA: Tajna notatka Iranu ląduje w Rijadzie-Iranie jest „gotowa na wojnę”.

Wróć ponownie z Edmundem DeMarche, redaktorem Trends Journal:

Wojna w Iranie rozbiła mit o wyższości militarnej USA, mówi Larry Johnson

Zawsze doceniam szansę na rozmowę z Dr. David Oualalou:

Perska trop: zaufanie, odstraszanie i próg nuklearny! W/Larry Johnson

Nima i ja rozmawialiśmy o cieśninie Ormuz i najnowszych wydarzeniach na Ukrainie:

Larry Johnson: Trump na krawędzi, gdy Iran buduje strategiczne zapasy na następny pojedynek

Dowiedziałem się od Mario, że JD Vance przyznał, że USA podpisały protokół ustaleń, aby kupić czas na uzbrojenie i zaopatrzenie:

VANCE ZAMKNIJ IRAN TOPPLE PLOT, TEHERAN ZAMYKA PRZESTRZEŃ POWIETRZNĄ – w/ Fmr. CIA Larry’ego Johnsona

Sulajman skupił się początkowo na ostatnich masowych uderzeniach Rosji na Kijów:

ŁAMANIE: DUŻE UDERZENIA W ROSJĘ NA KIJÓW, JD VANCE POPEŁNIA ZDRADĘ? w/ CIA Larry Johnson

Na koniec Stanisław Krapiwnik i ja omówiliśmy jego najnowszą podróż do Donbasu:

Larry Johnson Drodzy generałowie: Bye Bye Persian Gulf

Traktaty muszą być przestrzegane: Rosja przypomniała Zachodowi o swoim stanowisku

Traktaty muszą być przestrzegane:

Rosja przypomniała Zachodowi

o swoim stanowisku

Władimir Kostyriew o tym, jak Moskwa zrzuciła odpowiedzialność dyplomatyczną na Waszyngton i co mają z tym wspólnego wypowiedzi Rubia na temat Anchorage.

Władimir Kostyriew , zastępca szefa redakcji TASS ds. krajów sąsiednich

30 czerwca, tass-ru/opinions

© Siergiej Bulkin/TASS

Prezydent Rosji Władimir Putin po raz kolejny jasno przedstawił stanowiska negocjacyjne Moskwy w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie: porozumienia stambulskie, warunki z Anchorage, realia na miejscu oraz zasady, które przedstawił w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w czerwcu 2024 r.

Obejmują one wycofanie wojsk ukraińskich z Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych (DRL i ŁRL), obwodów chersońskiego i zaporoskiego, neutralny i wolny od broni jądrowej status Ukrainy, jej demilitaryzację i denazyfikację, zapewnienie praw ludności rosyjskojęzycznej oraz zniesienie zachodnich sankcji wobec Rosji.

Rosja konsekwentnie przestrzega tych wymogów. Potwierdza to jej status wiarygodnego i przewidywalnego gracza globalnego w czasach, gdy niektóre kraje zmieniają swoje podejście niemal codziennie. 

Jak zauważył były premier Ukrainy Mykoła Azarow  , Putin odpowiedział w ten sposób na promowaną na Zachodzie i w Kijowie tezę, że Moskwa rzekomo nie jest gotowa do negocjacji. Wręcz przeciwnie, Rosja jest na nie gotowa – oto stanowiska, oto ustalenia przyjęte w Stambule – wystarczy usiąść do stołu i kontynuować pracę od miejsca, w którym została przerwana.

Wydaje się, że nadszedł czas, aby przeciwnicy przyznali, że żadne podstępy ani wojna informacyjna nie zmienią rosyjskich zasad i zwrócili się ku porozumieniu w dobrej wierze. Nadal jednak wykręcają się i unikają bezpośrednich odpowiedzi, marnując swoje szanse: Kijów na zachowanie resztek swojej państwowości, Waszyngton na stanie się prawdziwym architektem nowego systemu bezpieczeństwa w Europie, a sama Europa na określenie swojego miejsca w tym systemie.

Czerwcowe „nadzienie”

Co wydarzyło się na początku czerwca? W zachodnich i ukraińskich mediach zaczęła krążyć teza, że ​​Waszyngton gwałtownie zwrócił się ku Ukrainie, a prezydent USA Donald Trump w końcu zrozumiał, co europejskie stolice próbowały mu przekazać od miesięcy i postanowił zwiększyć presję na Moskwę. Logika stojąca za tymi twierdzeniami jest prosta: teraz, gdy ostry konflikt z Iranem dobiegł końca, Biały Dom ponownie zwróci uwagę na Ukrainę i pomoże jej wyjść z impasu na korzystnych warunkach.

Najwyraźniej zapomnieli zapytać samego Trumpa. Przecież on nigdy nic takiego nie powiedział – po prostu niektóre anonimowe źródła (oczywiście zachodnie) zinterpretowały w ten sposób jego stanowisko na szczycie G7 we Francji. Jako dowód przytoczyli tekst deklaracji końcowej , w której Stany Zjednoczone (ponownie, według źródeł) nie zablokowały ostrego języka w kwestii ukraińskiej.

W rzeczywistości postanowienia te jedynie powtórzyły standardowe punkty rozmów o kontynuowaniu pomocy wojskowej dla Kijowa i presji gospodarczej na Rosję. Nie nastąpiły żadne nowe konkretne kroki ze strony Waszyngtonu: żadnych nowych pakietów sankcji, żadnych dodatkowych transz finansowych ani dostaw broni. Wszystko pozostało mniej więcej na poziomie z początku roku. Co więcej, Wołodymyr Zełenski nigdy nie otrzymał od Trumpa pożądanej licencji  na produkcję pocisków dla systemów obrony powietrznej Patriot.  

Początkowo spekulacje na temat zmiany stanowiska USA były raczej pobożnymi życzeniami niż faktami. Tę medialną propagandę można łatwo uznać za element wojny informacyjnej prowadzonej przez Kijów i jego europejskich sojuszników, mającej na celu wywarcie presji zarówno na Moskwę, jak i Waszyngton.

Słowa, słowa, słowa…

Oczywiście, trzeba przyznać, że stanowisko Waszyngtonu jest mało jasne i spójne. Rozważmy na przykład oświadczenie sekretarza stanu USA Marco Rubio, że na szczycie przywódców USA i Rosji w Anchorage w sierpniu 2025 roku przedstawiono jedynie propozycje, ale nie osiągnięto ostatecznego porozumienia. Co prawda, na Alasce nie podpisano żadnych prawnie wiążących dokumentów, co otwarcie przyznają rosyjscy przywódcy. Jednak rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow trafnie scharakteryzował oświadczenia Rubia, nazywając je „nieeleganckimi”. Ławrow przypomniał, że Waszyngton przedstawił swoje warunki na Alasce, a Rosja wyraziła zgodę. Z kim zatem Biały Dom jest teraz „w konflikcie”? Okazuje się, że z samym sobą. Taka zmienność podważa pozycję dyplomatyczną USA, przedstawiając je jako niewiarygodnego partnera. 

Zasada „strategicznej dwuznaczności” od dawna odgrywa jednak znaczącą rolę w kształtowaniu amerykańskiej strategii polityki zagranicznej. Oznacza to, że Waszyngton celowo unika jasnych sformułowań i odpowiedzi, aby zachować pole manewru. Klasycznym przykładem jest Tajwan: Stany Zjednoczone nigdy nie wyraziły jednoznacznie, czy są gotowe zaangażować się w bezpośredni konflikt zbrojny z Chinami o tę wyspę. Dlatego, moim zdaniem, nie warto wyciągać daleko idących wniosków na temat zmieniającej się sytuacji międzynarodowej z publicznych ataków medialnych ani szukać tektonicznych przesunięć. Jak ponownie zauważył Ławrow , obecnie planowana jest wizyta w Moskwie amerykańskich negocjatorów Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera. Jeśli zostaną złożone merytoryczne oświadczenia dotyczące zarysu porozumienia, prawdopodobnie nastąpi to na takim spotkaniu – w ramach zamkniętego, profesjonalnego dialogu – a nie publicznie.

W tej sytuacji Rosja znajduje się obiektywnie w silniejszej pozycji, konsekwentnie wysuwając jasne i niezmienne żądania. Kijów i Europa, niezdolne nawet do sformułowania realnej alternatywy poza utartymi mantrami „wspierania Ukrainy do końca”, wydają się, szczerze mówiąc, słabsze. A sugestia „zamroźmy linię frontu, a resztę omówimy później” to kolejna próba zyskania na czasie na przezbrojenie i przegrupowanie osłabionych ukraińskich sił zbrojnych. W istocie Rosja oferuje Waszyngtonowi konkretny, praktyczny model nowej architektury bezpieczeństwa na kontynencie europejskim, uwzględniający interesy wszystkich stron. Stany Zjednoczone mogłyby z powodzeniem polegać na tej platformie, gdyby rzeczywiście zależało im na osiągnięciu wymiernych rezultatów. Sytuacja Moskwy jako inicjatora takiego nowego systemu stabilności i udzielającego Waszyngtonowi wsparcia dyplomatycznego mogła być postrzegana jako paradoksalna w latach 90., ale świat stał się teraz fundamentalnie inny.

Strategiczny spokój

Oczywiście, wielu pragnie szybkiego zakończenia konfliktu. Nie ma nic dobrego w codziennych ofiarach. Ale pokój, który jedynie poprzedza nowy, jeszcze bardziej brutalny konflikt, jest niewiele wart – gorzkie doświadczenia porozumień mińskich wyraźnie to pokazały. Rosja pewnie i konsekwentnie dąży do rozwiązania, które zapobiegnie nawrotowi działań wojennych. To wymaga czasu. Jednak warunki obecnego konfliktu rozwijają się od dziesięcioleci – od lat 90., kiedy Sojusz Północnoatlantycki, wbrew swoim obietnicom, rozpoczął ekspansję na wschód. Rozwikłanie tej plątaniny problemów, niestety, nie jest możliwe z dnia na dzień. Moskwa wielokrotnie podkreślała, że ​​wypracowanie wiarygodnych gwarancji wymaga starannej pracy i wstępnych rund rozmów na szczeblu delegacji. Próby nagłego rozwiązania wszystkiego, na jednym spotkaniu, są utopią dla Kijowa i jego zachodnich zwolenników.

Kontekst polityki zagranicznej również wpływa na dynamikę procesu. Deklaracje stabilizacji na Bliskim Wschodzie okazały się nieco przedwczesne: USA i Iran nadal wymieniają się delikatnymi ciosami, a amerykańscy emisariusze Witkoff i Kushner latają obecnie do Kataru, a nie do Moskwy. Biorąc jednak pod uwagę powyższe, jest to strata wyłącznie dla Białego Domu. Rosja wykonała swój dyplomatyczny gest, a to, czy Waszyngton jest gotowy go zaakceptować, jest teraz wyłącznie problemem Waszyngtonu.

Rosyjskie wojska lądowe kontynuują metodyczny natarcie w kierunku Słowiańska i Kramatorska. Jak oświadczył Putin 28 czerwca, Konstantynówka, jeden z kluczowych obszarów ufortyfikowanych na drodze do Słowiańska, jest już pod naszą kontrolą w 96%. Rosyjski przywódca wskazał, że sam Słowiańsk pozostaje oddalony o 8-9 kilometrów. Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało niedawno o wyzwoleniu kolejnych miejscowości w obwodach DRL, zaporoskim i dniepropietrowskim. 

W swojej bezsilności Kijów nasila terror wobec rosyjskiej ludności cywilnej, ale nie udaje mu się to odwrócić sytuacji na froncie. Systemowy kryzys w składzie osobowym Sił Zbrojnych Ukrainy tylko się pogłębia: regularnie dochodzi do starć między obywatelami a personelem w terytorialnych centrach rekrutacyjnych i pomocy społecznej (TRC, odpowiedniku wojskowych biur poborowych). Ciągle ujawniane są nowe przypadki tortur i pobić zmobilizowanych żołnierzy, którzy nie chcą oddać życia, by utrzymać Zełenskiego i jego skorumpowane otoczenie u władzy. Ukraińskie zaplecze jest nie mniej problematyczne. Sieć energetyczna pęka już w szwach – zużycie gwałtownie wzrosło z powodu letnich upałów. Sytuacja będzie się tylko pogarszać zimą : według szacunków TASS deficyt w dostawach energii elektrycznej sięgnie 3-4 GW, co stanowi około 20% całkowitego zapotrzebowania kraju. System finansowy nie jest w stanie sprostać wymogom operacji wojskowych, nawet przy dopływie środków z Europy – od początku roku Kijów roztrwonił co najmniej 20% swoich rezerw walutowych. Niedobór systemów obrony powietrznej stał się chroniczny.

Podczas gdy Waszyngton waha się i szerzy „nieeleganckie” języki w sferze publicznej, rosyjskie wojska osiągają swoje cele. Używając terminologii Trumpa, Rosja ma przewagę. Moskwa prowadzi tę rozgrywkę z olimpijskim spokojem i powściągliwością, osiągając swoje cele, jeśli nie przy stole negocjacyjnym, to na polu bitwy, dając przeciwnikom możliwość dostosowania się do fundamentalnych i niezmiennych żądań Federacji Rosyjskiej.

Kto chce zniszczyć Rosję?

John Mearsheimer: Kto chce zniszczyć Rosję?

John Mearsheimer – prawdopodobnie najbardziej znaczący obecnie amerykański myśliciel polityczny – udzielił 12 czerwca br. kolejnego ciekawego wywiadu Tuckerowi Carlsonowi. Ocenił w nim perspektywy rozwoju sytuacji w Europie Środkowo – Wschodniej i na Bliskim Wschodzie, ale także podzielił się refleksjami nad źródłami takiej a nie innej polityki Stanów Zjednoczonych.

W odniesieniu do konfliktu na Ukrainie raz jeszcze przypomniał ugodowy charakter polityki Władimira Putina wobec Zachodu przed wybuchem pełnoskalowej wojny w lutym 2022 r., a powolne postępy rosyjskie tłumaczył troską o minimalizację ofiar cywilnych.

Najważniejsza z polskiego punktu widzenia konkluzja tej części jego wypowiedzi dotyczyła prawdopodobnego rozwoju sytuacji. Za możliwe uznał wyczerpanie się rosyjskiej cierpliwości i atak odwetowy na któryś z krajów NATO wspomagający ukraińskie uderzenia rakietowe w głąb rosyjskiego terytorium. Przy czym w pierwszej kolejności miałby to być atak konwencjonalny, a w wypadku kontynuacji takich działań Zachodu także nuklearny.

Przytoczył w tym kontekście poglądy wpływowego rosyjskiego politologa Siergieja Karaganowa, z którym następnego dnia spotkał się na kanale YT Glenna Diesena. Powtórzył, że zarówno Ukraina jak Rosja postrzegają siebie nawzajem jako egzystencjalne zagrożenia i dlatego trudno przewidywać między nimi trwały pokój. Porównał pozycję Ukrainy do tego, jak USA postrzegały Kubę w czasie kryzysu 1962 r. To co jest możliwe to jedynie zamrożenie konfliktu, bo Rosja na pewno będzie dążyć do zajęcia 4 zaanektowanych obwodów, a być może także Odessy i Charkowa, podczas gdy Ukraińcy tego nie zaakceptują.

Co więcej, wskazał 5 innych punktów zapalnych na linii Rosja – Zachód w naszym regionie: Morze Bałtyckie, Obwód Kaliningradzki, Białoruś, Mołdawia i Morze Czarne. Szóstym obszarem potencjalnego konfliktu jest Arktyka. Pytany o motywy strony zachodniej stwierdził, że Donald Trump w czasie obu kadencji dążył do poprawy relacji z Moskwą. Jednak na przeszkodzie stanęły kiepskie umiejętności dyplomatyczne Amerykanina i siła głębokiego państwa. Z drugiej strony, zgodnie z tym co powiedział Karaganow, Rosja poprzez brak reakcji na przekraczanie przez Zachód kolejnych czerwonych linii stworzyła wrażenie, że nie ma ich w ogóle.

W tym momencie pojawiło się kluczowe pytanie o motywy sprawiające, że znaczna część elit amerykańskich dąży do zniszczenia Rosji. Amerykański politolog wskazał, że w dużej mierze wynika to z tego, że przodkowie wielu amerykańskich urzędników odpowiadających za politykę zagraniczną przybyli do Ameryki z Rosji, dotyczy to głównie amerykańskich Żydów, ale także członków innych narodów. W tym kontekście także w odniesieniu do amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie czy wobec Kuby obaj rozmówcy poruszyli problem podwójnej lojalności i stanowczo podkreślili konieczność wyrzeczenia się przez imigrantów o różnych etnosach reprezentowania interesów państwa i narodu innego niż amerykański, politolog opowiedział się zdecydowanie przeciw podwójnemu obywatelstwu. Wymienił w tym kontekście osobę Jeffreya Goldberga – obecnego naczelnego redaktora magazynu The Atlantic, który służbę wojskową odbywał jako strażnik w izraelskim obozie dla więźniów.

Warto przypomnieć, że regularną publicystką tego magazynu jest żona obecnego Ministra Spraw Zagranicznych III RP Anne Applebaum, a ich syn służy w amerykańskiej armii. Amerykanom trudno jest także zaakceptować fakt, że po okresie rządów Borysa Jelcyna Rosja przestała zachowywać się jak kraj podporządkowany amerykańskiemu hegemonowi.

W przypadku wojny z Iranem rola lobby izraelskiego w USA, któremu Mearsheimer wraz z Stephenem M. Waltem poświęcili osobną książkę (jest dostępna w wersji online w internecie) jest jeszcze większa. J. Mearsheimer uważa także, że bezwarunkowe poparcie USA dla Izraela sprawiło, że ten od 1967 r. uległ iluzji własnej militarnej wszechmocy i odszedł od zasady ostrożności oraz przezorności ulegając uczuciom pychy, zuchwałości i arogancji określanych greckim pojęciem hybris.  Obaj rozmówcy wskazali również na radykalne obniżenie poziomu debaty publicznej i myśli politycznej głównego nurtu na Zachodzie w porównaniu do czasów zimnej wojny 50 lat temu, gdy J. Mearsheimer zaczynał swoją karierę po ukończeniu West Point i służbie w amerykańskich siłach powietrznych.

Rozmowa obfituje w wiele innych ciekawych szczegółów i fragmentów wykraczających poza standardowe ujęcie geopolityki, pokazując ją w szerokim kontekście cywilizacyjnym, historycznym i psychologicznym.

oprac. Olaf Swolkień