Czy będzie prezent z okazji Dnia Zwycięstwa?

Zelmer: Czy będzie prezent z okazji Dnia Zwycięstwa?

Czy 9 maja, w dniu Święta Zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami i nazizmem, radośnie panującymi w ówczesnym czasie, dojdzie do ataku rakietowego na Moskwę. Czy będzie to prezent? No właśnie. Ciekawe dla kogo?

Moskwa z takiego prezentu zapewne się ucieszy. Da jej to carte blanche do zakończenia tej farsy. Farsy, która z naszego i zachodniego punktu widzenia świadczy o słabości Rosji i wielkiej niemocy poradzenia sobie z armią ukraińską. Ale czy tak powinniśmy do tego podchodzić? Podchodzić z naszego zachodniego punktu widzenia, czy może, aby lepiej zrozumieć, należy wejść w czyjeś buty. Ja nazywam to odwróceniem mapy. Termin zaczerpnięty prawdopodobnie od podróżnika Wojciecha Cejrowskiego kilka lat temu. 

Co w związku z taką ewentualnością, takim scenariuszem? – Przewiduję, że wówczas zostaną zniszczone w Kijowie obiekty wojskowe, administracyjne i rządowe. Bunkry również będą spenetrowane w głąb, jak fabryka Jużmasz w listopadzie 2024 roku. Idąc dalej, wojsko wpadnie w panikę, linia frontu się załamie na dobre (zostało to powiedziane wprost przez rząd Federacji Rosyjskiej). I jak sądzę od blisko czterech lat, Federacja Rosyjska zajmie osiem obwodów i być może rejon Sumski, żeby z tej strony mieć święty spokój. Odetną Odessę i połączą się granicami z Mołdawią, gdzie żyje spora grupa rosyjskojęzyczna. Zostanie utworzona strefa buforowa.

Przy takim scenariuszu, pokuszę się o dalsze prognozowanie; UE oczywiście zaostrzy retorykę wojenną i zacznie wydawać każdy grosz na zbrojenia – ku naszej uciesze i gromkiemu aplauzowi, co dla ludzi rozsądnych będzie zupełnie niezrozumiałe. Uważam, że do tej pory powolna i precyzyjna wojna czy – jak to określa FR – operacja specjalna, jest taktycznym zagraniem na wykrwawienie UE. Taktycznym w mojej ocenie, ale nie strategicznym, precyzyjnym i konsekwentnym.

Pod jednym z poprzednich tekstów komentator, dziwił się wolnym postępom wojsk rosyjskich i brakiem zdecydowanej inicjatywy. Co ma być dowodem na słabość FR, brak zdecydowania, miękkie przywództwo Rosji w osobie prezydenta W. Putina. W przestrzeni medialnej pojawiają się zarzuty wobec prezydenta FR o braku zdecydowanych działań w 2014 roku, braku wsparcia dla prezydenta Janukowycza, braku wsparcia rejonów „separatystycznych” itp. I zapewne w każdej takiej krytycznej ocenie są ziarna prawdy. Obrazu dopełniają nasze zachodnie „cywilizowane media i platformy przekazu i kształtowania myśli ludzkiej. Wyłaniają się te obrazy, które są zamazane, niejasne i nieczytelne. Tylko ludzie głęboko siedzący w realiach i posiadający informacje – są w stanie połączyć te wszystkie obrazy w jedno „dzieło”. Kim oni są? Ja nie znam. Kilku światowej sławy komentatorów, kilku miejscowych – wot i wsio.

A my nie znamy strategicznych celów FR, znamy tylko te, które nam wmawiają nasi zachodni „znafcy” tematu i tylko te, które są uszyte dla nas i zgodne z panującą narracją antyrosyjską. Takie podejście jest dla nas niebezpieczne. I czy nie popełniamy błędu projekcji? Czy nie powinniśmy odwrócić mapy i na poziomie podstawowym spróbować zrozumieć położenie FR i nasze zachodnie położenie.

Dlaczego tak? – Jeżeli prawdą jest, że deficyt budżetowy FR jest na poziomie poniżej 20% PKB (Białorusi na poziomie 36%) – to należy przyjąć że kraje te nie są w ogóle zadłużone, samodzielne i niemal samowystarczalne. Dla porównania Włochy to 136%, Polska 60% (na razie), Francja 114% itd., w zależności od kreatywnej księgowości.

Już te wskaźniki powinny wzbudzić nasze wątpliwości co do informacji, jakie otrzymujemy przez 24 godziny na dobę z radia i telewizji. Rosja upada, Rosja na kolanach, Rosja za chwile zbankrutuje, Rosja to Rosja tamto …. Serio? – Takie otrzymujemy analizy od analityków, którzy biorą grube pieniądze za swoje profesjonalne opracowania?

No, ja tylko inżynierem jestem i dawno temu miałem całki, macierze i równania z 28 niewiadomymi. Pewnie i matematykę UE zmieniła w międzyczasie. Dalej, FR nie ogłosiła powszechnej mobilizacji, a rotacja żołnierzy tylko wzmacnia ich potencjał militarny w walce lądowej, ale i nie tylko o siłę żywą chodzi. W mojej ocenie należy włożyć w wielki cudzysłów informacje o ogromnych stratach FR, przewyższających 2-3 krotnie straty wojsk Ukraińskich – bo wiadomo co mówią nam analitycy, że atakując trzeba mieć 3-krotną przewagę liczebną. Gdyby tak było to bylibyśmy zalewani filmikami o niszczeniu wojsk rosyjskich każdego dnia. A tak nie jest – pojedyncze strzały dronami, fake informacje itp. Oczywiście informacje dotyczące strat są blokowane, oczywiście straty są – pytanie jakie? Ja tego nie wiem. Mogę jedynie wymyślać, że będzie 2 mln Ukraińców i 150 tysięcy Rosjan.

Dalej, bezrobocie na wschodzie nie jest duże, a możliwości zmobilizowania do pracy w fabrykach przemysłu obronnego są ogromne, i nie tylko Rosjan ale wszystkich wkoło. Zapominamy, że na wschodzie są fabryki, jest technologia (rakieta Sojuz-5), jest produkcja. Zapominamy, że przestawienie się Rosji na produkcję czegokolwiek w obecnym czasie zajmuje prawdopodobnie tygodnie. U nas na zachodzie 3 lata czekamy na decyzję środowiskową, aby móc rozpocząć proces projektu, potem rok lub dwa uzgodnień – paranoja, a przy projektowaniu dla wojska nawet Toi Toia trzeba mieć certyfikat bezpieczeństwa (wiem, o czym piszę).

I dalej; jeżeli weźmiemy pod uwagę zdolności militarne UE jako całości – to jest to mimo wszystko ogromna siła. Ale UE nie posiada odpowiedzi na systemy rakietowe i balistyczne FR. Prezydent Putin powiedział wyraźnie „jesteśmy na to gotowi, tylko jak skończymy, nie będzie z kim negocjować”. Oczywiście nasi „znafcy” przekazują nam gawiedzi, że Putin nam grozi. Nie znalazłem nigdy żadnej wypowiedzi z groźbami Putina – żadnej. Zawsze jest to odpowiedź w kontekście słów, zachowań i działań zachodu.

Dla mnie szaraka taka wypowiedź prezydenta FR jest absolutnie jasna i czytelna (pomijam, że bezprecedensowa), on mówi wprost „czy wy postradaliście zmysły, chłopcy w krótkich spodenkach i białych podkolanówkach z gilami do pasa?”. Czy nie popadliśmy w wishful thinking (myślenie życzeniowe – podpowiedziała mi AI) i brak weryfikacji na gruncie. Skutkiem są błędne decyzje strategiczne (pominę fakt, że nasi umiłowani przywódcy jedynie wykonują polecenia), na które my Naród pozwalamy. Pozwalamy na patokrację.

Podam tylko jeden przykład naszego zachodniego „myślenia”: Rosjanie nie potrafią samochodu zbudować, bo są za głupi i pijani. Serio? Fakt, nie potrafili nigdy zbudować samochodu osobowego. Ale te, które zbudowali w latach 70-tych i 80-tych nadal jeżdżą po całej Rosji, Bochanki, Uazy w każdym zakątku. Pragmatyzm – czyż nie? Ale to auta osobowe. Natomiast ciężarówki Maz-y, Krazy, Gazy, Urale, Kamazy są najlepszymi wołami roboczymi na świecie. Technologia rakietowa, balistyczna, jądrowa, hipersoniczna. Stare Wiatki, czy lodówki Mińsk z lat 80-tych jeszcze w wielu domach funkcjonują.

Podobnie myśleliśmy o Chinach jako o kraju napędzanym rikszami trójkołowymi, a teraz? Zatem, czy nasze analizy i decyzje strategiczne naszych przywódców są właściwe. Czy analizując odwracamy mapę? Pytania pozostawię otwarte.

W obecnej sytuacji uważam, że FR nie musi nawet rubla wydać na zbrojenie się przeciwko zachodowi, nawet rubla. Taniej będzie, jak zakręcą kurki z gazem i ropą na kilka miesięcy. I mamy Game Over, strajki, protesty i rewolucje na ulicach. My tu na zachodzie zupełnie przestaliśmy rozumieć, że wschód bez nas sobie poradzi, ba nawet bez VW, BMW czy innego Fiata – oni sobie poradzą.

Natomiast my bez zastrzyków z innych części świata już nie. U nas dobiegło końca życie na kredyt, teraz przychodzi czas na pracę i walkę o byt. Dokładnie taką, jaką nasi ojcowie i dziadowie prowadzili po 1945 roku odbudowując świat w którym żyjemy, dźwigając go z kompletnych ruin, przenosząc groby w godne miejsca, stawiając pomniki tym, którzy ginęli podczas wyzwalania nas z nazizmu. Właśnie 9 maja ludzie na wschodzie czczą pamięć poległych żołnierzy. Jest to dla nich największe święto, najświętsza świętość. Dodam, że my walczyliśmy na wszystkich frontach z nazizmem i faszyzmem – no ale to już dla przeciętnego Kowalskiego może być za wiele jak na jeden tekst.

Zastanawia mnie od wielu lat to, dlaczego inni moi rodacy nie widzą lub nie rozumieją tego, co się na świecie dzieje. Do niedawna wydawało mi się, że nie można być aż takimi głupcami. Można, ja też głupcem jestem. Każdy z nas widzi to samo zjawisko w tym samym czasie, ale różnie to interpretuje. Każdy się dziwi, jak ten drugi może nie zauważać. No i klops. Klops ten dopiero wychodzi, gdy już zmusili nas do trzymania karabinu, jak zmusili nas do wejścia do okopów, jak zmusili nas do wyrzeczeń wszelakich, jak zmusili nas do oddania całego majątku, jak zmusili nas do poświęcenia naszego zdrowia, jak zmusili nas do elektronicznego nadzoru itp.. I jak wówczas będziemy definiować tego „klopsa”? – Zupełnie jak na początku, każdy po swojemu.

Ale sądzę, że nie jest to nasza wina. Nas ludzi, społeczeństwa. Nie wszystkich. Zaobserwowałem pewną prawidłowość, w zasadzie potwierdziłem to na sobie i swojej rodzinie. Chodzi o demony. Tak o demony. Owładnęły nami demony. I spieszę wyjaśnić od początku. W kontekście tego, co napisałem wyżej, ma to dla mnie sens.

Od czasu kiedy nie posiadam telewizora (ok. 6 lat), zacząłem obserwować otoczenie, znajomych, przyjaciół innych członków rodziny. Kilka lat temu obejrzałem na YT jakiś program o technikach sterowania umysłami, o hipnozie o inżynierii społecznej itp. – demony w czystej postaci. Dało mi to do myślenia. Czy jest możliwym oddziaływanie na ludzkość na taką atomową skalę? Tu na blogu wszyscy znają odpowiedź – tak i to od dziesięcioleci. Pierwsze 6 miesięcy odstawienia było straszne, wszędzie szukaliśmy, aby włączyć telewizor, po ośmiu miesiącach powoli zaczęło być znośnie, po około 1,5 roku przestało mnie do telewizora i wszelkich mediów ciągnąć (no, poza blogiem i tekstami Szanownego Zygmunta czy Ikulalibala 🙂 )

Od tego czasu obserwowałem ludzi, rodzinę, kto, co i na jaki temat sądzą, pandemia pokazała, że nie daliśmy się wciągnąć w histerię. Jednak obserwuję i faktycznie ludzie inaczej postrzegają i mają różny punkt widzenia na obserwowane zjawisko – nawet w tak oczywistych sprawach jak to, że biologiczny mężczyzna nie może urodzić dziecka (skrajny przykład). Czytając na blogach komentarze czy notki, zawsze te zdroworozsądkowe piszą ludzie nie posiadający telewizora, prof. Wolniewicz nie posiadał chyba nigdy telewizora 🙂 Teza o hipnozie zatem, znajduje potwierdzenie w moich prywatnych obserwacjach i w Waszych również. Bo jak inaczej wyjaśnić nasze zachowania, a w zasadzie zupełny brak zachowania i reakcji na otaczającą nas kreowaną rzeczywistość. Stwierdzenie „das elektronische Konzentrationslager”, zaczyna być rzeczywistością nas otaczającą.

Stawiam pytanie, czy przypadkiem te hipnozy z niebieskiego ekranu nie są skierowane przede wszystkim do 60%-wej populacji, aby zachować kontrolę? Z czego 20% populacji niemal nie ulega hipnozie, ale tylko niewielki procent z nich ma świadomość polityczną, pozostałe 20% zalicza się do podatnych na hipnozę niemal od razu.

Bo nikt o zdrowych zmysłach nie zieje nienawiścią do drugiego człowieka, czy do państwa – ot tak sam z siebie. Ta cholerna hipnoza powoduje, że cała UE galopuje ku zagładzie. Zagładzie naszej, zwykłych ludzi chcących uczciwie pracować, żyć godnie i uśmiechać się do siebie. I w związku z tym, czy będziemy świadkami ataku na Moskwę 9 maja, co będzie równoznaczne ze zgwałceniem rosyjskiego najświętszego święta, czy będziemy świadkami zdarzeń będących skutkiem zbiorowej hipnozy społeczeństw?

Wywalmy telewizory na śmietnik. Poddajmy się detoksowi, wyostrzmy zmysły samozachowawcze, zacznijmy dokonywać dobrych wyborów, wybierajmy przedstawicieli z twardym kręgosłupem moralnym. Nie dajmy się wciągnąć do wojny.

Napisał: Zelmer

Wygląda na to, że żaden władca na świecie nie potrafi zaakceptować rzeczywistości, albo nawet nie jest jej świadomy

Wygląda na to, że żaden władca na świecie nie potrafi zaakceptować rzeczywistości, albo nawet nie jest jej świadomy.

Paul Craig Roberts

Trump i Netanjahu nie są jedynymi politykami uwikłanymi w wojnę, która szkodzi im w wyborach. Obaj są ze sobą ściśle powiązani nie tylko w swoich celach, ale także w swojej głupocie. Obaj przecenili własną siłę militarną, a nie docenili siły Iranu. Gdyby Iran dotrzymał obietnicy i nie zgodził się na zawieszenie broni na żądanie Izraela i Waszyngtonu, jego zwycięstwo byłoby pełne. Zamiast tego Iran stoi teraz w obliczu potencjalnego wznowienia wojny, którą prawie wygrał.

Niestety, w Iranie po raz kolejny zwyciężyła niewłaściwa ocena sytuacji i stoimy w obliczu tlącej się wojny, z której ani Trump, ani Netanjahu nie widzą łatwego „zwycięstwa”, gdyż obaj jesienią staną przed wyborami.

Putin również stoi w obliczu wyborów – nie do siebie, ale do Dumy, organu ustawodawczego. Jeśli dobrze pamiętam, rosyjski system działa w ten sposób, że partia lub koalicja, która wygrywa wybory, mianuje ministrów w rządzie, na którego czele stoi prezydent. Obecnie, według sondaży, partia Putina Jedna Rosja cieszy się takim samym poparciem jak Partia Komunistyczna, co przypisuje się niekończącym się wojnom Putina i poparciu dla polityki 20-procentowych stóp procentowych jego banku centralnego.

Rosyjska Partia Komunistyczna nie jest już komunistyczna w pierwotnym sensie. Myślę, że przemawiają za nią dwie rzeczy: po pierwsze, Rosjanie pamiętają, że komunistyczni przywódcy, tacy jak Lenin i Stalin, byli zdecydowani i nie tolerowali upokorzeń ze strony Zachodu, tak jak rzekomo Putin. Po drugie, Partia Komunistyczna nie chroni miliarderów-oligarchów i nie popiera 20-procentowych stóp procentowych, które pozwalają oligarchom monopolizować rosyjską gospodarkę poprzez wypieranie firm o mniejszym kapitale. Jest całkiem możliwe, że Partia Komunistyczna zaakceptowała własność prywatną i gospodarkę rynkową i mogłaby reprezentować naród rosyjski lepiej niż Jedna Rosja.

Gilbert Doctorow, ekspert ds. Rosji o bystrym oku, od dawna zwraca uwagę, że myślący ludzie w Rosji coraz częściej kwestionują politykę gospodarczą i militarną Putina. Od tygodni rosyjskie analizy wiadomości w programie telewizyjnym Władimira Sołowjowa kwestionują eskalujący i pozornie niekończący się konflikt na Ukrainie, a także politykę rosyjskiego banku centralnego, faworyzującą oligarchów-miliarderów kosztem większości podmiotów gospodarczych.

5 maja Doktorow poinformował, że program Sołowjowa został nagle „zastąpiony starymi lub nowymi filmami przez kilka dni z rzędu”. Wygląda na to, że Sołowjow przyznał się do prawdy, której Putin nie mógł zaakceptować. Drugi popularny program telewizyjny, prowadzony przez rosyjsko-amerykańskiego Dimitrija Simesa, nie został jeszcze zdjęty z anteny.

Doctorow, podobnie jak ja i John Helmer, zadaje trafne pytania. Zełenski, „silny człowiek” Waszyngtonu na Ukrainie, oświadczył, że jego siły zbrojne zamierzają zaatakować dronami moskiewskie obchody zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami. Putin ostrzegł Kijów, że w przypadku ataku Rosja zmasowanie zbombarduje centrum Kijowa.

Dlaczego, pyta Doktorow, Putin musi czekać, aż Zełenski faktycznie zaatakuje, zanim zareaguje? Putin wie, że amerykańsko-ukraińskie rakiety mogą dotrzeć do Moskwy. Dlaczego naraża Paradę Zwycięstwa na takie ryzyko? Trudno sobie wyobrazić większe upokorzenie dla Rosji.

„Dlaczego Putin musi czekać na ukraiński atak na paradę, który najprawdopodobniej spowoduje znaczne straty wśród uczestniczących w niej żołnierzy, a także wśród urzędników i zaproszonych gości zagranicznych, takich jak premier Słowacji Robert Fico, który będzie siedział na trybunach z prezydentem Putinem?

Czy groźba Zełenskiego nie powinna wystarczyć, by skłonić Rosję do natychmiastowego przeprowadzenia niszczycielskiego ataku rakietowego na Kijów? Gdyby Putin był człowiekiem czynu, prawdziwym głównodowodzącym, właśnie to by zrobił”.

Putin po raz kolejny pokazał, że jest słaby i niezdolny do przewodzenia Rosji.

Sukces izraelsko-amerykańskiej broni opiera się wyłącznie na słabości woli i myślenia ich przeciwników.

Izraelsko-amerykański sojusz zwyciężył aż do Iranu, ponieważ jego przeciwnicy nie byli w stanie zrozumieć ukrytego celu. Całkowita niezdolność Kremla do rozpoznania rzeczywistości, w jakiej znalazła się Rosja, jest zinstytucjonalizowana.

John Helmer donosi, że nadzieje Putina nadal przesłaniają rzeczywistość. Minister spraw zagranicznych Ławrow, w przeciwieństwie do Putina, stopniowo zaczyna dostrzegać rzeczywistość. Odnosząc się do nadziei na rozwiązanie konfliktu na Ukrainie, Ławrow stwierdził:

„Jak dotąd rzeczywistość jest wręcz odwrotna: na Rosję nakładane są nowe sankcje, toczy się „wojna” z rosyjskimi tankowcami na pełnym morzu, naruszając Konwencję Narodów Zjednoczonych o prawie morza. [Waszyngton] próbuje uniemożliwić Indiom i innym partnerom kupowanie tanich rosyjskich surowców energetycznych (Europa od dawna jest z nich wykluczona) i zmusza ich do kupowania drogiego amerykańskiego LNG. Oznacza to, że Amerykanie postawili sobie za cel osiągnięcie dominacji gospodarczej. Co więcej, pomimo rzekomych propozycji dotyczących Ukrainy, nie widzimy pozytywnej przyszłości w sferze gospodarczej”.

Ławrow jest więc bliski zrozumienia tzw. doktryny Wolfowitza i jej znaczenia. Putin jednak wydaje się tego nie rozumieć, dlatego nadal opiera się na negocjacjach.

Jak podkreślałem w swoich artykułach i wywiadach: Dopóki doktryna Wolfowitza dotycząca amerykańskiej hegemonii będzie determinować program amerykańskiej polityki zagranicznej, a syjonistyczna wizja Wielkiego Izraela będzie kształtować politykę Izraela, negocjacje nie będą miały sensu.

Źródło: Wygląda na to, że żaden władca świata nie jest w stanie zaakceptować rzeczywistości, a nawet nie jest jej świadomy

Mali a cele Rosji: Nowy front w wojnie Zachodu z wielobiegunowością

Mali: Nowy front w wojnie Zachodu z wielobiegunowością

Zdecydowana obrona Mali w tym tygodniu pokazuje, że intrygi Zachodu poniosą porażkę.

Zuchwały zamach stanu przeciwko rządowi w zachodnioafrykańskim państwie Mali najwyraźniej został udaremniony przez malijskie siły zbrojne, wspierane przez rosyjskich sojuszników.

Niespodziewany zamach stanu rozpoczął się w zeszły weekend, kiedy około 12 000 bojowników zaatakowało co najmniej pięć miast, w tym stolicę Bamako. Walki trwały do ​​ostatniego tygodnia, a większość strat – ponad 1000 zabitych – ponieśli powstańcy, którzy byli narażeni na ciężki ostrzał lądowy i powietrzny ze strony sił rządowych wspieranych przez jednostki wsparcia Rosyjskiego Korpusu Afrykańskiego [Africa Corps md].

Prezydent Mali, Assimi Goita, wygłosił transmitowane w telewizji orędzie, w którym wezwał do zachowania spokoju i oświadczył, że sytuacja bezpieczeństwa w kraju została opanowana. Oddał hołd swojemu ministrowi obrony, generałowi Sadio Camarà, który zginął w akcji pierwszego dnia próby zamachu stanu, 25 kwietnia. Prezydent docenił również rolę strategicznego partnera swojego kraju, Federacji Rosyjskiej, która, jak stwierdził, pomogła udaremnić zamach stanu, potępiając go jako „wspierany przez obce mocarstwa”.

Kreml ze swojej strony oświadczył, że będzie nadal wspierał rząd Mali w przywracaniu stabilności i bezpieczeństwa w kraju.

Zarówno władze Mali, jak i Moskwa oskarżyły zachodnich sponsorów o udział w powstaniu. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych twierdziło, że zachodni szkoleniowcy wojskowi pomogli w koordynacji szeroko zakrojonych ataków. Pojawiły się doniesienia o bojownikach uzbrojonych we francuskie pociski przeciwlotnicze Mistral i amerykańskie przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Stinger. Pojawiły się również niepotwierdzone doniesienia o najemnikach z Ukrainy i państw NATO walczących na lądzie.

To nie pierwszy raz, kiedy NATO i Ukraina są powiązane z destabilizacją bezpieczeństwa narodowego Mali. Dwa lata temu Mali zerwało stosunki dyplomatyczne z Kijowem po tym, jak oficer ukraińskiego wywiadu wojskowego stwierdził, że ukraińskie siły zbrojne zaopatrywały rebeliantów.

Podczas niedawnego powstania zachodnie media szybko nagłośniły rzekome sukcesy militarne rebeliantów. Zachodnie media próbowały przedstawić przemoc jako spontaniczne wyzwanie dla rządu w Bamako, który zachodnie media określiły mianem „junty wojskowej”. Te same media twierdziły również, że niepokoje społeczne były ciosem dla strategicznych interesów Rosji w Afryce, a w szczególności, że partnerstwo Moskwy w zakresie bezpieczeństwa z Mali i innymi państwami afrykańskimi zostało zdemaskowane jako nieskuteczne i słabe.

W tym tygodniu w nieudanym zamachu stanu brały udział dwie grupy bojowników: ruch wyzwoleńczy Tuaregów, znany jako Front Wyzwolenia Azawadu (FLA), oraz powiązana z Al-Kaidą grupa dżihadystów o nazwie Jammat Nusrat al-Islam wal-Muslimin (JNIM). Do niedawna te dwie organizacje walczyły ze sobą, ale teraz najwyraźniej zawarły sojusz. Kto pośredniczył w tym sojuszu z rozsądku?

Zakrojone na szeroką skalę ataki rebeliantów na pięć miast na obszarze około 2000 kilometrów sugerują również, że bojownicy otrzymali znaczące wsparcie wywiadowcze i logistyczne. Mali to rozległy kraj, szósty co do wielkości w Afryce, o powierzchni dwukrotnie większej niż Francja czy Teksas. Wcześniejsze ataki ograniczały się głównie do odległej północnej części kraju, która zazwyczaj jest pustynią. Atak na stolicę na południu kraju stanowi znaczący krok naprzód. Niszczycielski zamach bombowy na rezydencję ministra obrony w pobliżu Bamako również wskazuje na wsparcie zagraniczne.

Kontekst geopolityczny ma ogromne znaczenie. We wrześniu 2023 roku Mali, wraz z Nigrem i Burkina Faso, utworzyło Sojusz Państw Sahelu (AES). Trzy byłe kolonie francuskie nakazały wycofanie francuskich sił zbrojnych i ogłosiły nowo uzyskaną niepodległość polityczną. Oskarżyły Francję o prowadzenie podwójnej gry poprzez potajemne wspieranie separatystów i ugrupowań islamistycznych, aby stworzyć pretekst do francuskich operacji wojskowych w ich krajach. W kolejnym akcie sprzeciwu wobec francuskiej arogancji, Mali, Niger i Burkina Faso ostentacyjnie zwróciły się do Rosji o wsparcie w zakresie bezpieczeństwa, oferując w zamian dostęp do kluczowych zasobów naturalnych w ramach wzajemnego partnerstwa.

Przez stulecia Francja i inne państwa zachodnie plądrowały Afrykę, nie dając kontynentowi nic w zamian – poza nowymi formami niewolnictwa ekonomicznego i wyzysku.

Tymczasem Rosja i Chiny nawiązały nowe partnerstwa z wieloma krajami afrykańskimi. Historia kolonialnych zniszczeń nie obciąża ani Rosji, ani Chin. W istocie, Związek Radziecki ma w dużej mierze honorowe dziedzictwo w zakresie wspierania niepodległości Afryki, co wielu Afrykanów uznaje. W dzisiejszym kontekście, poparcie Moskwy i Pekinu dla świata wielobiegunowego i współpracy rozwojowej znajduje silny oddźwięk wśród krajów afrykańskich.

Kiedy trzy lata temu Mali, Niger i Burkina Faso wyrzuciły francuskie struktury neokolonialne, w Paryżu panowała wyraźna pogarda, szczególnie ze strony prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Gdyby sojusz Sahelu odniósł sukces przy wsparciu Rosji, byłby to poważny cios dla francuskiej tożsamości narodowej i antyrosyjskiej narracji propagandowej bloku NATO.

Próbę zamachu stanu w Mali należy postrzegać właśnie w tym kontekście. To coś więcej niż tylko wyraz wewnętrznych napięć i podziałów w Mali. Stawką jest prawo narodów afrykańskich do niepodległości politycznej i suwerenności, do wyboru własnej drogi politycznej i gospodarczej. Jednym słowem: samostanowienia. Dawne mocarstwa kolonialne, takie jak Francja i inni członkowie NATO, pragną cofnąć się do ery hegemonicznej kontroli.

Jak zauważyło wielu doświadczonych analityków, obecne konflikty na Ukrainie i w innych miejscach, takich jak Iran, Wenezuela, Kuba, Ameryka Łacińska, region Azji i Pacyfiku, Arktyka itd., nie są odosobnionymi incydentami. Wszystkie są częścią „nowej wielkiej gry”, w której mocarstwa zachodnie dążą do przywrócenia swojej globalnej dominacji.

Zachodnie elity chcą – i muszą – stawić czoła rodzącemu się wielobiegunowemu światu, który kwestionuje ich hierarchię przywilejów i zysków. Rosja i Chiny są głównymi celami zachodnich mocarstw w ich strategicznej wojnie. Wojna zastępcza na Ukrainie jest tego częścią. Podobnie jak agresja Waszyngtonu na Iran, mająca na celu przerwanie dostaw energii do Chin i Azji.

Próba zamachu stanu w Mali stanowi kolejny etap tej walki, która najwyraźniej została wszczęta przez mocarstwa NATO w ramach wojny zastępczej przeciwko Rosji i historycznej wizji świata wielobiegunowego.

W niepokojących obrazach można dostrzec echo scenariusza syryjskiego, w którym mocarstwa zachodnie ostatecznie obaliły rosyjskiego sojusznika pod koniec 2024 r., a na jego miejsce wprowadzono dżihadystów, których Zachód wcześniej, przez lata, potajemnie wspierał.

Biorąc pod uwagę strategiczne znaczenie tego wydarzenia, Rosja i Chiny nie mogą dopuścić do jego powtórzenia w Afryce. Zdecydowana obrona Mali w tym tygodniu przez władze i siły zbrojne tego kraju, wspierane przez Rosję i większość malijskiego społeczeństwa, pokazuje, że zachodnie intrygi poniosą porażkę.

Ukraińskie drony atakują miasta głęboko w Rosji

Ukraińskie drony atakują miasta głęboko w Rosji

Od kilku tygodni Rosja jest poddawana coraz częstszym atakom z Ukrainy za pomocą dronów i pocisków. Obecnie dochodzi do setek ataków dziennie, a ukraińskie drony dalekiego zasięgu są wystrzeliwane z Ukrainy w kierunku centralnej Rosji, a także przez Polskę [czyżby nikt nie potrafił tego ujawnić, gdyby była to prawda? md] , kraje bałtyckie i Finlandię, celując w Petersburg i otaczający go obwód leningradzki.

Przeniesienie ukraińskiej produkcji zbrojeniowej do Europy wyraźnie przynosi efekty, ponieważ Ukraina ma teraz dostęp do rosnącej liczby dronów, gdyż Rosja nie może już atakować tych zakładów produkcyjnych na Ukrainie.

Większość Rosjan wie z własnego doświadczenia, że oficjalne raporty o atakach i uderzeniach są niepełne. Doświadczyłem tego na własnej skórze w Petersburgu, gdzie mieszkam: podczas gdy lokalne media donoszą o atakach i uderzeniach na porty i rafinerie (w końcu ludzie na miejscu wiedzą o nich i dziwne byłoby milczeć w dotkniętym regionie), to ataki te i uderzenia nie są wspominane w oficjalnych raportach krajowych z tego dnia. Nawet podczas mojej ostatniej podróży do centralnej Rosji dwa tygodnie temu byłem świadkiem ataku dronów na rafinerię, ale nigdzie oficjalnie o tym nie poinformowano.

Oczywiście rosyjski rząd wciąż stara się bagatelizować sytuację, ponieważ gdyby ujawniono pełną skalę codziennych ataków, apele Rosjan o zajęcie w końcu twardszego stanowiska wobec Ukrainy i wspierających ją krajów UE prawdopodobnie stałyby się głośniejsze. W związku z tym rosyjski rząd oficjalnie zgłasza znacznie mniej ataków i uderzeń niż faktycznie ma to miejsce. Warto o tym pamiętać i tak teraz pokażę na przykładzie 5 maja, jakie ataki na Rosję zostały oficjalnie zgłoszone tego dnia. I ważne jest, aby wiedzieć, że nie były to najbardziej intensywne ataki w ostatnich czasach; odnotowano dni z dużo większą liczbą ataków i trafień.

Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, w nocy z 5 na 6 maja, między godziną 20:00 a 7:00 czasu moskiewskiego, rosyjska obrona powietrzna przechwyciła i zniszczyła 289 ukraińskich dronów nad obwodami briańskim, biełgorodzkim, woroneskim, kurskim, kałuskim, smoleńskim, orłowskim, twerskim, tulskim, riazańskim, pskowskim, nowogrodzkim, leningradzkim, rostowskim i wołgogradzkim, nad obwodem moskiewskim, republikami krymską i tatarską, obwodem krasnodarskim i Morzem Azowskim.

Na zdj. screenshot z TG, pokazujący skutki atak na Moskwę.

Na zdjęciu screenshot z TG, pokazujący skutki ataku na Moskwę

5 maja, między godziną 9:00 a 14:00 czasu moskiewskiego, przechwycono i zniszczono kolejne 88 ukraińskich dronów nad obwodami biełgorodzkim, briańskim, włodzimierskim, iwanowskim, kałuskim, kurskim, lipeckim, rostowskim, smoleńskim, twerskim i tulskim, a także nad obwodem moskiewskim, Republiką Krymu i Republiką Czuwaszji. Tego wieczoru loty na dwóch moskiewskich lotniskach zostały zawieszone na kilka godzin z powodu alarmów przeciwlotniczych.

W Czeboksarach, położonych około 500 kilometrów na wschód od Moskwy, zaatakowano kompleks mieszkalny, co widać na nagraniach. Widać również, że fabryka elektroniki w mieście została zbombardowana pociskami manewrującymi. Według oficjalnych doniesień w ataku na kompleks mieszkalny zginęły dwie osoby, a 34 zostały ranne. Uszkodzonych zostało 28 wielopiętrowych budynków, w których łącznie mieszkało 8500 osób.

Nawet w górach Uralu, dalej od Ukrainy, ogłoszono 5 maja alarm rakietowy. Ponieważ ataki te przeprowadzane są za pomocą dronów, które ukraińskie firmy produkują obecnie w bezpiecznej Europie, pojawia się pytanie, jak długo Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji. Doskonałym przykładem jest ostrzeżenie wydane przez prezydenta Rosji Putina w poniedziałek.

Wcześniej Zełenski groził atakiem dronów na paradę 9 maja upamiętniającą zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami. Putin odpowiedział, że Rosja wówczas zaatakuje centrum Kijowa zmasowanym atakiem rakietowym i wezwał zarówno ludność cywilną, jak i zagranicznych dyplomatów do opuszczenia Kijowa w ramach środków ostrożności.

Do tej pory Rosja powstrzymywała się od takich ataków na ukraińskie miasta, atakując jedynie cele wojskowe i ukraińskie systemy energetyczne. Ofiary cywilne na Ukrainie są uznawane za ‚straty uboczne’, gdy ukraińska obrona powietrzna zestrzeli rosyjskie drony, które następnie spadają na obszary mieszkalne lub gdy drony ulegną awarii.

Rosja nadal prowadzi wojnę bardzo ostrożnie, oszczędzając ukraińską ludność cywilną, gdziekolwiek to możliwe, o czym świadczy proste porównanie liczb ofiar wojny na Ukrainie z obecnymi wojnami prowadzonymi przez USA i Izrael na Bliskim Wschodzie.

W ciągu czterech lat wojny na Ukrainie miesięcznie ginęło średnio 318 cywilów, a 885 zostało rannych. W Iranie i Libanie miesięczne straty w wyniku ataków amerykańsko-izraelskich wynoszą łącznie 5190 zabitych i 28 058 rannych cywilów. W wojnie Izraela w Strefie Gazy miesięcznie ginie około 5500 cywilów.

Rosja nadal uważa Ukraińców za bratni naród, dlatego stara się oszczędzać ludność cywilną. Jeśli UE, z jej otwartym zaangażowaniem w wojnę, sprowokuje wojnę z Rosją, Rosja raczej nie będzie stosować tej powściągliwości.

anti-spiegel.ru/in-europa-hergestellte-ukrainische-drohnen-treffen-staedte-tief-in-russland-und-toeten-zivilisten

Napisał: Thomas Röper

Opracował: Zygmunt Białas

Koniec onucowania, czyli dlaczego Putin nie atakuje?

Koniec onucowania, czyli dlaczego Putin nie atakuje?

0

puttttokładka

Napisał Jerzy Karwelis dziennikzarazy/koniec-onucowania-czyli-dlaczego-putin-nie-atakuje

26 kwietnia, wpis nr 1405

Krąży po infosferze wiele ocen dotyczących działań Stanów Zjednoczonych w Zatoce Perskiej. Nie napawają one optymizmem co do naszego najważniejszego sojusznika. Okazuje się, że włożenie wszystkich polskich jaj do amerykańskiego koszyka gwarancji bezpieczeństwa było gorzej niż zbrodnią – było błędem. Nawet już się nie mówi o gnuśności polskiej myśli strategicznej, która ugrzęzła w tym rozleniwiającym stanie. Mówi się już o konkretach, które wynikają z wydarzeń na wojnie USraela w Iranie.

A nie są one dla nas szczególnie korzystne. Nawet nie chodzi tu o konsekwencje gospodarcze, ale właśnie – geopolityczne. Jest to ważny moment już nawet nie w narzekaniu, że trzeba było wcześniej, że jest za późno; chodzi o wyciągnięcie wniosków z tej wojny, by zobaczyć, czy jej przebieg, nie mówiąc już o jej możliwym wyniku, nie pokazuje nam przypadkiem w swych rezultatach kompletnie innej sytuacji, w której przebywamy, innej niż ta, która jest kreowana przez rzeczywistość medialną.

Sojusznik bez strategii

Zajmiemy się tu dwoma tylko aspektami konsekwencji sytuacji w Zatoce, jeśli chodzi o naszą pozycję geopolityczną. Otóż wiele ośrodków polskiej analityki geopolitycznej wskazuje na co najmniej dwa aspekty słabości jaką się wykazał nasz kluczowy (jedyny?) sojusznik. Pierwsza to albo kompletnie mylny plan tej wojny, albo – co gorsza – mamy do czynienia z wersją pójścia na wojnę bez planu, albo i choćby bez planu B, który należałoby rozważyć, gdyby jednak nie zdarzył się zaplanowany cud Trumpa. Cud, który – powtórzmy to – miał polegać na tym, że po serii bombardowań poprzedzonych dekapitacją władz naród irański wyjdzie na ulice i przejmie władzę. A tu Amerykanie, którzy wyzywają ustami swego POTUSA Irańczyków od zwierząt, dali się strategicznie i militarnie ograć, wychodzi, że przez zwierzęta. Nie daje to Waszyngtonowi zbyt wysokiej oceny co do jego zdolności strategicznego planowania.

Możliwa tu jest także wersja taka oto, że strategie były, były plany A, B i C i ile tam jeszcze liter ma nowoczesny alfabet wojny, ale politycy się tego nie posłuchali. To się zdarza, i to zdarza się coraz częściej.

Przypomnę choćby tylko widowiskową, bo publiczną dyskusję Putina z szefem swojego wywiadu tuż przed drugą wojną na Ukrainie. Wywiadowca wskazał, że najechanie Ukrainy nie jest takie proste i nie skończy się – jak w wojnie pierwszej – na zajęciu zaplanowanych terenów praktycznie bez oporu. Obsztorcował wtedy Putin szefa wywiadu publicznie za defetyzm, a swoje decyzje podjął. Kto miał rację – pokazała historia. Nie pierwszy raz racje polityczne, często oparte nie na kalkulacjach celu, a raczej na dopieszczeniu ego przywódcy, przeważają nad racjami logiki wojny. Nie pierwszy raz wojskowi i służby muszą się przekonywać, że trudność ich roboty nie polega wyłącznie na skomplikowaniu materii, ale coraz częściej na tym, że ich – daj Boże – logiczne wnioski i rekomendacje są odrzucane przez wybrańców demosu. Może być i tak w przypadku amerykańskim, na co wskazują rosnące przypadki dymisji i rezygnacji wysokich funkcjonariuszy amerykańskiego ministerstwa – par excellence – wojny.

Czy tak, czy siak – mamy więc do czynienia z zapaścią konsekwentnej strategii u naszego patrona pokoju, co nie napawa optymizmem co do losów Polski. My tu sobie patrzymy na nasz wycinek mapy, ale nasi amerykańscy sojusznicy patrzą się na globus, kręcą nim jak widać bez większego opamiętania, i nasz grajdołek jest dla nich sprawą pomijalną. Należy przypomnieć, że USA opracowały na przełomie tego roku dwa dokumenty dotyczące swej strategii geopolitycznej, nad czym pochylili się ochoczo analitycy wszelkiej maści. Okazało się, że wzięto ten dokument jednak zbyt dosłownie. Kwestia zaangażowania się w rejon Zatoki Perskiej w tym dokumencie praktycznie nie istnieje, sam Bliski Wschód jest w tej strategii dla amerykanów areną mniej niż trzeciorzędną.

A tu okazuje się, że w praktyce wszystko stanęło na głowie – główne teatry tej strategii: chiński, rosyjski i europejski wymykają się kompletnie oddziaływaniu USA, tym bardziej im dłużej Stany zakopują się (i cały świat) w bałaganie strategiczno-militarnym, który same sobie zgotowały. Czyli strategie sobie, zaś działania – sobie. Skąd my to znamy? Stąd, skąd wiemy jak można latami dzielnie walczyć z pokonywaniem trudności, które samemu sobie się tworzy. I ta „tradycja” przeszła z PRL na III RP.

Nie dworuję sobie tutaj z Jankesów, ani myślę. Chodzi tylko o to, że jak mamy takiego partnera, to trudno przewidzieć w jego działaniach cokolwiek, oprócz generowania chaosu niespodzianek. Również w naszej domenie. Szczególnie jeśli chodzi o rozproszenie uwagi USA i Trumpa na wielu chaotycznych kierunkach, z których mogą korzystać (i korzystają) i Chiny, i Rosja – nieoczekiwanie główni beneficjenci wojny w Zatoce. Nasz sojusz militarny w ramach NATO z wyraźnym wycofywaniem się z niego USA jest w opałach, co narusza fundamenty naszego obszaru bezpieczeństwa, od kiedy gwarancje w tej domenie stają się coraz bardziej iluzoryczne. A ma to dla nas ważne konsekwencje, do których zaraz wrócimy.

Sojusznik bez taktyki

Drugi aspekt ujawnionej nad Zatoką słabości Stanów to kwestia czysto militarna. Wojna z Iranem pokazała, że Stany walczą jednak po staremu. Do tej pory USA walczyły głównie w asymetrii, atakując przeciwnika słabszego technologicznie i militarnie. W starym typie wojny gwarantowało im to zwycięstwo, bardziej militarne niż polityczne, i to zawsze w wojnach dłuższych i krwawszych niż zakładano, zaś ostatnio – nawet nie zapewniało to zwycięstwa militarnego, tak jak w Iraku, wcześniej w Afganistanie, wcześniej w Wietnamie czy Korei. USA nie wyciągnęły wniosków z wojny nowego typu, której przykłady mają jak na tacy, choćby na Ukrainie. Iran, jak widać, praktycznie od obalenia szacha, czyli tak z 50 lat, przygotowywał się do wojny i okazało się, że „zwierzęta” – nawet, a może właśnie dlatego że, objęte sankcjami – same wytworzyły własny przemysł militarny, rozproszoną, mozaikową strategię obrony, oraz plany obronne polegające na natychmiastowym rozszerzeniu działań na kraje Zatoki, co zapobiegło izolacji teatru działań militarnych tylko do irańskiego obszaru. Iran wojnę natychmiast umiędzynarodowił w swoim interesie, ale mógł tak zrobić tylko dlatego, że stworzył odporny i zdecentralizowany system militarnej reakcji, projekcji swej siły daleko poza własnym terenem, przypomnijmy, że w dodatku, w sytuacji sankcyjnej izolacji.

Iran doprowadził do perfekcji zarządzanie konfliktem na zasoby, stosując taktykę ekonomizacji działań wojennych. Drony za parę tysięcy dolarów są zestrzeliwane rakietami za miliony i tych ostatnich zasoby kurczą się bardzo szybko, a były te zasoby już przed wojną o dwa rzędy skromniejsze niż rakietowo-dronowe rezerwy Iranu. Przeniesienie wyścigu zbrojeń na wyścig w kosztach wojny jest fenomenem ze strony kraju o zasobach finansowych i gospodarczych o wiele skromniejszych niż amerykańskie. Widać więc, że lepiej mieć tysiące tanich dronów i rakiet, niż dwa na krzyż lotniskowce, które stają się obciążeniem dla Amerykanów, gdyż bardzo szybko przekształcają się w militarno-wizerunkowe obciążenie, sanktuaria, których trzeba bardziej bronić, niż czerpać korzyści z ich funkcjonowania.

I teraz mamy rozjazd – Amerykanie wojują po staremu, zaś świat odjechał w drugą stronę. Co najważniejsze – w tym nowym typie wojny Rosja się zaprawia na wojnie z Ukrainą. To tam mamy do czynienia z sublimacją nowych technologii współczesnej wojny. A widać, że Amerykanie tam nie zaglądają. A skąd to wiadomo? Ano stąd, że właśnie zaatakowali „po staremu” państwo, które wojuje inaczej, po nowemu. Jest głównym dostarczycielem dronów dla wojującej Moskwy, to w Iranie dopracowywały się te technologie i prace tam wcale nie ustały.

I kłopot polega dla nas na tym, że my, metodą osmozy sojuszniczej, też idziemy z naszymi militariami „po staremu”. Zamiast uczyć się od Ukraińców jak realnie wojuje się z Rosją jesteśmy bardziej kompatybilni z, okazuje się przestarzałą, amerykańską wersją prowadzenia wojny. Czekamy na dostawy „małych sanktuariów”, czyli czołgów za miliony, które na obecnym teatrze wojennym są bardziej kosztownym problemem niż elementem przewagi.

Zatoka a sprawa polska

Te dwa czynniki słabości naszego głównego (właściwie już teoretycznego tylko) dostarczyciela gwarancji bezpieczeństwa mocno rzutują na naszą sytuację. Po prostu wielokroć bardziej osłabiają naszą geopolityczną pozycję. Co do strategii amerykańskiej, i naszej z nią kompatybilności, to nie mamy tu pewności żadnej. Nie wiemy czy nam pomogą, nie wiemy czy NATO (z nimi? bez nich?) w ogóle zafunkcjonuje. Jak zaś nam pomogą, to w czym, skoro to my mieliśmy być w tym układzie armią pomocniczą, a wychodzi, że będziemy może wojskiem jedynym? Czyli z armii pomocniczej, o takich funkcjach i zasobach, mielibyśmy się stać wojskiem rdzeniowym w naszym regionie. Kto i czy pójdzie z pomocą ewentualnie zaatakowanym Bałtom? Co w takim przypadku zrobi Trump, w skrócie – na co się w ogóle umówili panowie Trump z Putinem tam na Alasce?

Tak czy siak – wiadomo: w każdym wariancie jedyne co może nas uratować, to własna siła. Mówią o tym wszyscy, ale co realnie jest robione od czasu tej konstatacji? Po pierwsze – pytanie kiedy polska racja doszła do tego genialnego wniosku, że trzeba budować własną siłę? Trzeba powiedzieć, że delikatnie mówiąc – dość późno, a nawet jak doszła do tak genialnych konstatacji, to niewiele praktycznie z tego wyniknęło. Polacy nie zrobili nic w kwestii usamodzielnienia i rozkręcenia własnych zasobów militarnych i zdolności dowódczych nawet po agresji Rosji na Ukrainę w 2014 roku. Do 2022 roku nic tu się nie działo, co dowodzi, że nasz stosunek do ewentualnej agresji Rosji jest funkcją relacji niemiecko-rosyjskich. Pierwsza wojna ukraińska została przez Niemcy „wybaczona”, właściwie się o tym nie mówiło, w nadziei, że przecież mamy Nord Stream wtedy w rozbudowie, business as usual się rozwija i nawet jak mamy rosyjski „wypadek przy pracy”, to się zdarza przecież. Skoro tak, to i u nas nikt nie bił w dzwony, by się przygotować na pewną dogrywkę.

Nawet – co trzeba zauważyć – już po rozpoczęciu się w lutym 2022 roku drugiej wojny nie za bardzo widać było jakiś namysł w polskich elitach. Postanowiono sobie zrobić abonament na amerykańskie gwarancje w kuriozalnym pomyśle, że jak będziemy w USA kupować co się da i za ile Waszyngton powie, i nie wiadomo po co, i do jakiej wojny (okazało się, że do tej poprzedniej), to Amerykanie będą nas bronili, że tak powiem „bardziej”. Trzeba przyznać, że jest to kuriozalna taktyka.

Po zamianie władzy w Polsce doszedł do tego jeszcze aspekt unijny, kiedy Komisja Europejska w swej pogoni za dodawaniem sobie funkcji państwa federalnego – wzięła się za „koordynacje” militariów w ramach Unii. Trend do budowania armii starego modelu, ciężkich i kosztownych platform, sprzeczny z kierunkami rozwoju współczesnego pola walki właśnie dostał finansowe wzmocnienie. Wielkie konglomeraty militarne, tak jak i te amerykańskie, muszą zarobić na swoich kosztownych zabawkach. Jest to skrajnie odległe od sprawdzającej się właśnie strategii, rozproszonej w produkcji i w działaniu, tej na wzór modelu ukraińskiego, która przez to jest odporna na ataki, minimalna kosztowo i innowacyjna. Tak że, jeżeli już, to będziemy budować swoją siłę na wojnę, która już nie istnieje.

Nie pierwszy raz sprawdzi się powiedzenie, że generałowie przygotowują się do minionych wojen, zaś wygrywają je ci, którzy zaplanują wojnę nową, w oparciu o analizę przebiegu wojen poprzednich. Teraz te błędy staja się udziałem bardziej polityków, niż generałów.

Dlaczego Putin nie atakuje?

I wróćmy znowu do naszych konsekwencji słabości Amerykanów ujawnionych w Zatoce. W ich wyniku – jak próbowaliśmy tu opisać – nasza sytuacja pogorszyła się i strategicznie, i militarnie. Wszyscy geopolitycy martwią się, że Polska znajduje się w okienku, w którym leżymy na łopatkach. Stany okazały słabość strategiczną i militarną, NATO odjeżdża w niebyt, nawet do starej wojny nie jesteśmy przygotowani, bo nasze zasoby zużyły się na Ukrainie, zaś nowe jeszcze nie dojechały. W dodatku nawet dostawa tego sprzętu do „starej” wojny może się jeszcze opóźnić z powodu zamieszania w Zatoce oraz innych niż żeśmy się spodziewali priorytetów Waszyngtonu, który raczej ściąga ze świata sprzęt na wsparcie Izraela, niż dostarcza go światu. Armię mamy w przebudowie – znowu – i to według zdezaktualizowanych technologicznie i geopolitycznie założeń. Jest więc słabo.

I teraz trzeba powiedzieć sobie ważną rzecz, która może pozwoli nam nie tylko zaktualizować nasze filary obronności, wręcz rację stanu, ale narazi mnie osobiście, i Was, świadków tej pisaniny, na zarzut onucyzmu. Oto bowiem, skoro o naszej (mam nadzieję, że chwilowej) słabości wiedzą i mówią już wszyscy, to znaczy, że wie o tym i Rosja. Dlaczego więc nas nie atakuje, skoro jesteśmy tak słabi? Lepszej okazji nie można sobie wyobrazić. A przecież świat narracyjny pełen jest ostrzeżeń o przemyślnej krwiożerczości Putina, który tyko czeka by… No to doczekał się, i co?

Ok, przyjmijmy, że ma ci on, ten Putin, jakieś powody, dla których nie korzysta z okazji. Spróbujmy je wymienić. Po pierwsze może tego nie robić, bo przecież jest w coraz bardziej kosztownej, gdyż przewlekłej, wojnie z Ukrainą. To wojna na zasoby, w tym ludzkie, a więc Putin może nie chcieć otwierać sobie nowego frontu, tym razem z jeszcze nie wiadomo jak żywotnym NATO. Ale to argument słaby, gdyż – tak uważam – jeśliby Rosja zaatakowała np. Bałtów lub Polskę to ziściłaby się tu, nie jak na Ukrainie, idea szybkiej operacji wojskowej. Patrząc się bowiem na nasze zasoby i dotychczasowe reakcje na kilka styropianowych dronów, to dalibyśmy się rozjechać w parę dni.  

Drugi powód braku rosyjskiej agresji może być oto taki, że tak się Putin umówił z Trumpem na Alasce. Ale to argumenty dla… Polaków, którzy wierzą, jak widać nie nauczeni swoją własna historią, że paktów się przestrzega, nawet kiedy te przeczą interesom którejś ze stron. Trump jednak dowiódł swej słabości militarno-strategicznej, głównie zaś tego, że jego uwaga jest kompletnie gdzie indziej i prawdopodobnie nie mrugnąłby okiem, gdyby np. Putin ruszył na Bałtów czy Polskę.

Okazało się bowiem, że bazy amerykańskie wcale nie odstraszają – przeciwnie: przyciągają ataki, zaś jak dowiodły scenariusze z Zatoki, atakowany amerykański personel jest ewakuowany z baz i rozśrodkowywany… po hotelach. Zaś co do naszych innych niż amerykańskich sojuszników, to kto będzie chciał ginąć w obronie estońskiej enklawy Narwy, tak jak ich przodkowie 80 lat temu nie chcieli ginąć za Gdańsk? I wiedząc to Putin nie atakuje…

Trzeci powód może być taki, że tej wojny nie chcą Chiny. Te uważają, że zyskują na stanie obecnym, siedząc na górce i przyglądając się miotającej się po globusie resztce amerykańskiej potęgi. I mają rację – nie wyprztykując się z zasobów (no, może lekko, powspierając materiałowo Rosję, czy ostatnio Iran) czekają spokojnie i budując własną siłę mogą doczekać się zmian na swoją korzyść bez jednego wystrzału. Ot, taki Tajwan może im wpaść jak jabłuszko do fartuszka bez trzęsienia nawet drzewem militariów. Po prostu Tajwan jak widzi, że tromtadrackie gwarancje amerykańskiego bezpieczeństwa to tylko nieszczęścia sprowadzają, to będzie wolał się bardziej dogadać z Chinami na jakąś formę autonomii, niż opuszczony przegrać wszystko. A więc Chiny mogą nie chcieć, by Putin najeżdżał Europę Wschodnią. Kłopot w tym, że Pekin też i nie chciał, i nie chce za bardzo, tej wojny na Ukrainie. Xi nie chciał, ale Putin i tak tę wojnę zrobił. I co? I nic? Może i tym razem postąpić jak chce, gdyby chciał zaatakować, ale jednak tego nie robi.

Wersja ruskiej onucy

I teraz dotarliśmy do clou tych rozważań. Przyjmijmy kolejną, obrazoburczą dla nakręconego polskiego podżegactwa hipotezę: a może Putin po prostu nie chce wojny z NATO, z Polską, Bałtami? Spróbujmy się z tym zmierzyć, zwłaszcza dlatego, że wygląda to na tezę onucową, co wynika z narracji, która każe nam wszelkie posunięcia Moskwy interpretować jako znaki agresji, jak nie obecnej, to na pewno przyszłej. Tym bardziej trzeba to zrobić, kiedy nikt tej możliwości nie bierze pod uwagę.

Po pierwsze – po co Putinowi wojna, nawet błyskawiczna, w naszym regionie? Co miałby zyskać? Zwłaszcza teraz, kiedy ma super okazję, i z niej nie korzysta? No właśnie, powie ktoś, co za dureń pyta się tu co miałby mieć złodziej z kradzieży? Złodziej, jak Putin, nie pogardzi żadnym kąskiem, Putin sam zaś obiecywał powrót do Związku Radzieckiego i rosyjskich wpływów, także w naszej, a może przede wszystkim, części Europy. Nawet potwierdził to w oficjalnym stanowisku tuż przez drugą wojną ukraińską. Zgoda – Putin miałby korzyści z wzięcia nas pod but, ale czy koniecznie musi to robić poprzez wojnę? Pokazał nawet w III RP, że środki militarne nie są tu koniecznością, by opodatkowywać swoją wirtualną polską kolonię w cenach energii i pilnować tego biznesu przez polską agenturę wpływu. Rosja miała wiele obrywów z Polski, ma je do dziś, kiedy i tak kupujemy ruską energię, tyle, że ubraną czasami w nalepki pośredników.

To znowu stare myślenie: przeniesienie byłych motywacji, skrzywione terytorialnymi harcami Rosji na Ukrainie. W kwestii terytorialnej w przypadku Ukrainy sprawa jest zrozumiała. Romanse Ukrainy z osmatycznym przysuwaniem się NATO do granic Rosji zostały przez nią zauważone, cała reszta to zasoby – rolnictwo, dość dobrze postawiony przemysł, liczenie, że brakujące rosyjskie zasoby ludzkie uzupełni ukraińska słowiańszczyzna. No, tu jest po staremu: liczy się ziemia i władztwo.

Ale czy zaprawdę Rosja będzie chciała tak samo zaatakować i okupować Najjaśniejszą? Raz, że w kwestii okupacji (bo nie agresji) byłoby to wojskowo trudne. Dwa – tu raczej nie chodzi o terytorium, bardziej dostęp do zasobów, zaś kwestie szerszego dostępu do Bałtyku da się Moskwie załatwić przez Bałty, albo i z Bałtami. Tak jak z Polską.

Bo – po trzecie – jak się zwiną, a już to robią, Amerykanie z naszego regionu i nie wejdą zbrojnie w obronie wschodniej flanki, tym bardziej nuklearnie, to Polska, jeśli jest rozsądna, będzie się musiała dogadać z Rosją, bo nic innego jej nie pozostanie. Wie o tym, ba – chyba liczy na to i Trump. Nasze okienko niemożności będzie otwarte na oścież, pozycja będzie słabła i trzeba będzie zjeść własny język i wielu polskich polityków (nie po raz pierwszy) będzie musiało dokonać piruetu o 180 stopni.

Pomoże nam w tym… Unia jako narracyjna tuba w rzeczywistości eksponowania interesów niemieckich. Niemcy w swej strategii są skazani na powrót z Rosją do business as usual. I aktów do tej pory niewyobrażalnych, takich jak porozumienie z Rosją, dokona za nas, bo nie w naszym imieniu, Unia. My się będziemy tak trochę opierali, gniewali, ale konieczność historyczna zostanie wytłumaczona nam po marksistowsku, że inaczej być nie może. I Rosja dostanie co chciała, bez jednego wystrzału, bez zajmowania terytorium. Putin, jak każdy satrapa starej daty, dybie na ziemie, bo tylko one dają mu pewność władztwa, że się tam siedzi i namiestnikami zgarnia daniny. Ale to – jak widać – Putin może osiągnąć bez jednego wystrzału. Uczy się od Chińczyków.

Putin lubi projekt unijny, bo w ten sposób zarządza kontynentem za pomocą dealu z Niemcami, a inaczej to by się biedaczek musiał męczyć z każdym państwem osobno. A więc będzie hołubił formaty unijne, zwłaszcza te dążące do federalizacji Europy. Putin też chce mieć ogarniętego sojusznika w osobie niemieckiej Unii, bo po co ma tam ktoś Berlinowi skakać i wsadzać kij w szprychy rozpędzonego tandemu Rosja-Niemcy? Do tego nie trzeba wcale żadnej wojny, tylko – jak można się nauczyć na przykładzie Chin i Tajwanu – trzeba poczekać aż pokojowo, przy zielonych stolikach świat się ułoży na nowo, z uwzględnieniem interesów Rosji. A o te coraz częściej zabiegają oba rywalizujące ze sobą mocarstwa – Chiny i USA – a więc rosyjska panna na wydaniu będzie mogła wybierać pomiędzy darami przyniesionymi przez kandydatów do jej geopolitycznej ręki.

Konsekwencje pomyłki, a może zafałszowania?

Jeśli tak jest, że Putin, by mieć pod sobą Polskę, nie szykuje się wcale do wojny, to taka pomyłka w naszych kalkulacjach ma wielkie znaczenie dla naszej pozycji. Wiadomo, że zbrojenia są potrzebne, co już ustaliliśmy, do budowania naszej siły, ale to oznacza w tej sytuacji, że nasza strategia powinna wyglądać inaczej.

Po pierwsze – powinniśmy się jednak szykować do innej, nowoczesnej wojny, po drugie – wcale nie skończy się to na tym, że naszym JEDYNYM wrogiem w regionie zostanie Rosja. Po trzecie – osłabiamy się tymi wszystkim SAFE’ami, z których będzie tyle co z KPO, czyli kupa forsy pójdzie w korporacyjne błoto, zadłużymy pokolenia zaś efekt będzie znikomy.

Czy to jest w interesie Rosji? Paradoksalnie – tak. Bankructwo Europy w celu przygotowań do wojny, której nie będzie to super prezent dla Rosji. No, chyba, że awanturnictwo europejskich podżegaczy dojdzie do poziomu agresji napastniczej na Rosję, co zresztą pozostaje wciąż poza zasięgiem naszych decyzji, bo my przy takich stolikach nie siedzimy, zaś o naszej mięsoarmatniej roli w ewentualnej agresji dowiemy się na końcowej odprawie, czyli pierwszej, w której będziemy uczestniczyli.

Jeśli Putin nie chce nas zaatakować, bo i tak weźmie co chce, to trzeba się skupić niekoniecznie na kupowaniu armat, ale na zapobieżeniu takiej możliwości, że weźmie nas przy jakimś stoliku i koniec balu, panno Lalu. A tu leżymy na łopatkach: to że nie mamy własnej siły to banał, ale nawet nie wykorzystujemy naszego istniejącego potencjału. A od tego jest przecież dyplomacja, w niektórych krajach rozgrywana nawet ponad poziomem własnego potencjału. My się zajmujemy straszeniem szczerbatych dzieci kremlowskimi sucharami. Z jednej strony jakieś durne memy, z których oprócz bezsilnej szydery nic nie wynika, z drugiej strony – budowana bariera onucowości, która dzieli Polaków na dwie części, które zamiast wspólnie rozwiązywać realne problemy, zajmują się wyścigiem kto bardziej walnie (oralnie) w Putina i zarzucaniem tym drugim, że są jego przyjaciółmi. No, wymarzona sytuacja samoobsługi dla Moskwy. Tylko siedzieć i patrzeć jak to się samo robi. Po co więc strzelać – jak mówiłem – po co trząść militarnie polskim drzewem, skoro widać jak jabłuszko sobie dojrzewa i zaraz wpadnie do koszyka? Całe i gotowe.

A w kwestii dyplomacji jesteśmy jak w starym kawale pt. „dlaczego kobiety nie są gremialnie ministrami spraw zagranicznych?” Odpowiedź jest prosta – bo wszystkie sąsiednie państwa byłyby zaraz pogniewane. A my jesteśmy właśnie pogniewani ze wszystkimi. Nawet nie tylko z sąsiadami, ale i z odległymi mocarstwami. Nie zarządzamy więc nawet tym małym i obniżającym się potencjałem jaki mamy obecnie.

Dlaczego tak jest to już osobna sprawa, ale widać, że brakuje nam dwóch rzeczy – ponadpartyjnej racji stanu (zrealizowała się tylko ta na taktycznym poziomie, czyli przynależności do Unii i NATO, co okazało się rozleniwiająco zwodnicze) oraz – po drugie – jesteśmy, poprzez swój system politycznej podległości, poddani procesom zewnątrz-sterowności – po prostu polska klasa polityczna jako całość realizuje interes polski na minimalnym poziomie zapewniającym reelekcję któremuś z plemion, zaś generalne decyzje, a zwłaszcza ich brak, to już emanacja interesów zewnętrznych.

Zmiana priorytetów?

A więc kiedy cię, przedszkolaczku, pani wychowawczyni będzie straszyć w telewizorni nieuniknioną wojną z Rosją zastanów się – po co Putin miałby to robić, jak już praktycznie tę wojnę wygrywa? I czy ta wojenna panika, to bujanie się od wyzywania Putina od debili, państwa rosyjskiego od kupy bajzlu i korupcji zaś z drugiej strony straszenie wszechmocą agresji Rosji – czy to wszystko nie stoi jednak na nielogicznych fundamentach, opartych na piasku sterowanych emocji? Mamy być z jednej strony przestraszeni nieuniknioną niemożnością, z drugiej – gotowi na odparcie Rosjan. Przyzwyczaja się więc Polaków tą wciskaną agresją Putina do różnych scenariuszy, z których napaść ze strony Moskalików wcale nie jest wersją najbardziej prawdopodobną.

Bardziej już ziszczą się scenariusze militaryzacji budżetu nie tylko Unii, ale wszystkich krajów członkowskich w celu przygotowań do wojny, której możliwość się (tylko medialnie, również za pomocą manipulacji rosyjskich) pompuje, zaś do której wcale nie musi dojść. Co wtedy poczniemy z armią europejską, która ani sama nie zostanie zaatakowana, ani sama się na wojnę nie wybierze? Pod dowództwem niemieckim, co już widać po obsadzaniu wszelkich taktycznych związków europejskich? Może pałę praworządności, to warunkowanie suwerenności państw europejskich, trzeba już zamienić na militaria i tak dyscyplinować niewątpliwe zamieszanie, które szczególnie w Unii, będzie narastać, zwłaszcza w procesie jej federalizacji? Zawsze można przecież będzie wysłać z Brukseli kilku rezunów pod adres polityka, który nam się nie podoba, lub spacyfikować całe kraje, by uznać ich ambicje secesji z Unii, za próby rozbicia integralności projektu federacyjnego (czytaj: państwowego), co uzasadnia każdą, nawet militarną reakcję. Pamiętajmy, że pierwsza próba stworzenia armii europejskiej skończyła się na proteście Francji, że projektowane mundury nowej armii nazbyt przypominają te wehrmachtowskie.

I zakładając onucowo, że Putin to wszystko wie i widzi, my zaś podniecamy się jego potencjalną, jak to mówią kinetyczną, agresją, to koleżka na Kremlu musi mieć niezły ubaw. Wcisnął, tylko za pomocą narzędzi dezinformacji, Paljaczyszkom bajkę o Żelaznym Wilku, że wisi ci on nad ta Polską dniem i nocą, po to byśmy patrzyli na karabiny, nie na własne interesy.

I tak tu sobie pewnie dożyjemy tych czasów, kiedy naprawdę się okaże, że skoro Putin ma obecnie super okazję, z której nie korzysta, to nie znaczy, że nie chce jej wykorzystać – zrobi to i robi, ale może innymi niż militarne środkami. Na nic nie wyda, oprócz na podniecanie pożytecznych idiotów idących w miliony, my zaś wyprztykamy się resztek kasy na uzbrojenie, którego jedną część rozdaliśmy, zaś drugiej nigdy nie użyjemy. A i tak – przez taką fałszywą identyfikację źródeł naszego położenia – wpadniemy do rosyjskiego koszyka. Bez jednego wystrzału do i ze strony naszej niezwyciężonej armii.

I może jest jak u Stirlitz’a z jego kombinatoryką – jeśli my wiemy o swej słabości i Putin też o niej wie i nie atakuje, to trzeba się zastanowić nad tym fenomenem. Ale jeśli my podejrzewamy, że Putin nie atakuje, bo ma inne plany, to oprócz nas wie o tym spora część polskiej klasy politycznej. A skoro tak jest, to dlaczego nasi wciąż dmą w trąby diabelskiego miksu tromtadractwa i jednocześnie paniki?

Myślę, że to wojenna implementacja… doświadczeń kowidowych. Po prostu pandemię zastąpiła wojna, zaś wirusa – Putin. Cała reszta pozostał taka sama. Antyszczepionkowych szurów zastąpiły tylko ruskie onuce, z tą tylko różnicą, że pandemicznych foliarzy można było poznać na ulicy po niemaniu maseczki, ale żeby wykryć ruską onucę, to trzeba się jednak trochę natrudzić. Pod pretekstem mniemanego zagrożenia i tym razem władza przechodzi kolejne granice swej samowoli, wyposażona w coraz ściślejsze narzędzia kontrolne – wreszcie: w cieniu dętej paniki pozadłużaliśmy się na pokolenia, po to by zarobił ten, kto miał zarobić. I co, za pandemii przyszedł wirus i wszystkich popędził na cmentarz? A skądże! Może i teraz ta wojna jest dęta jak ten COVID, o czym – jak z wirusem – przekonamy się po czasie i to tylko w przypadku osób wypatrujących konsekwencji swych decyzji, a raczej zaniechań. Może i z Putinem nie będzie tak źle jak było i z wirusem, który – przypomnijmy – wedle oficjalnych danych został sztucznie wytworzony. Może i ten strach przed wojującym kagiebistą z Kremla powstał także w sposób sztuczny, tyle, że nie w laboratorium chemicznym, ale w jakimś laboratorium, gdzie pichci się i testuje wirusy narracji? Wszystko więc zmierza do kolejnych kroków wiodących ku apokalipsie „nowej normalności”. Zmieniają się tylko straszydła.                                                                          

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Dziwne rzeczy się dzieją. W Rosji i w USA.

Dziwne rzeczy się dzieją

Już parę razy pisałem, że rosyjskie media – te oficjalne i te społecznościowe – wyglądają jakoś inaczej. Coraz wyraźniejsza jest krytyka rządu, a nawet (w pośredni sposób) samego Putina. Także wypowiedzi wielu ekspertów i komentatorów także brzmią inaczej. Nawet Dugin, który do tej pory był bardzo prorządowy, przestał głosić same pochwały. Wygląda na to, że w Rosji coś się gotuje, bo spod pokrywki garnka zaczyna wydobywać się para.

22 kwietnia 2026 roku – w dzień urodzin Lenina – Giennadij Ziuganow wygłosił w Dumie przemówienie, w którym ostrzegał, że poziom niezadowolenia jest już tak wysoki, że jesienią może dojść do powtórki roku 1917- tego. Wypowiedź ta wywołała istną burzę i sporo dość niewybrednych komentarzy. Powodem była jej nieprecyzyjność, która została szybko skorygowana. Ziuganow nie miał na myśli rewolucji październikowej, ale lutową, która zmusiła cara do abdykacji i ustanowiła rząd tymczasowy.

Czy coś takiego jest możliwe? Trudno powiedzieć. Szczerze mówiąc sam zastanawiam się już od dłuższego czasu nad sytuacją w Rosji, przebiegiem wojny na Ukrainie i poczynaniami Putina. Wyraźnie widać, że Putin stał się osobą określaną w Rosji jako „zapadnik” – zwolennik dobrych kontaktów z Zachodem. Trzeba wiedzieć, że w Rosji jest to określenie pejoratywne, bo oznacza sprzedawczyka interesów Rosji na rzecz Zachodu. Nikt nie zwrócił uwagi na wywiad Karaganowa dla stacji Rosja 24, w którym zarówno on, jak i moderator mówią o braku zrozumienia rosyjskich elit dla pewnych poczynań Putina. I używają określenia „prezydent”!

W Rosji jest obecnie wiele głosów mówiących o konieczności reform. Karaganow mówi wyraźnie, że bez takich reform Rosja skazana jest na upadek. Uważa, że „zapadniki” są przeszkodą na drodze takich reform i muszą być usuwani ze stanowisk. Nie ulega wątpliwości, że Putin zrobił wiele zarówno dla Rosji, jak i światowego pokoju. Można śmiało powiedzieć, że uratował Rosję. „Nasz” rząd i nastawione antyrosyjsko społeczeństwo nie rozumieją, że w pośredni sposób uratował także nasz kraj. Nie potrafią i chcą sobie wyobrazić, jak wyglądałaby Polska mająca pod bokiem zdestabilizowanego rosyjskiego kolosa! Ale wszystko wskazuje na to, że czas Putina się kończy i pora na następcę.

Kompletnie nie rozumiem wielu rzeczy, które się w Rosji dzieją. Nie rozumiem utrzymywania na stanowisku Nabiulliny – szefowej rosyjskiego banku centralnego. Sam fakt, że jest ona wychwalana przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jest najlepszym dowodem na to, że działa na szkodę Rosji. W Rosji mówi się głośno, że niepotrzebne są sankcje, wystarczy Nabiullina! Ale z jakiegoś powodu jest ona pod ochroną Putina.

Nie rozumiem powodów przeciągania wojny na Ukrainie. Ta wojna już dawno mogłaby się zakończyć. Rosja ma do tego potencjał. Dlaczego nie jest on wykorzystywany? Z niezrozumiałego dla mnie powodu wojna jest sztucznie przeciągana. Jakie są tego powody?

Do tego dochodzi bezczynne tolerowanie coraz większego wsparcia Ukrainy ze strony Zachodu. Tolerowanie dostarczania Ukrainie uzbrojenia służącego do atakowania celów w Rosji a nawet użyczanie przestrzeni powietrznej (Polski i krajów bałtyckich) do przelotu dronów atakujących cele w Rosji. Wprawdzie ogłoszono listę zachodnich firm produkujących dla Ukrainy drony i inne uzbrojenie, ale nie poszły za tym żadne czyny lub chociażby groźby. Rosja przestała już nawet ogłaszać kolejne czerwone linie, bo ich przekraczanie nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji.

Oczywiście są bardzo poważne argumenty za przeciąganiem tej wojny. Rosja dobrze wie, że czeka ją nieuchronne i decydujące starcie z Zachodem, więc przygotowuje się do niego.

Po pierwsze ta wojna jest szkołą dla wojska. Na froncie są jedynie żołnierze zawodowi, rotacja jest duża, co kilka miesięcy następuje wymiana. Chodzi o to, by jak największa ilość żołnierzy „powąchała proch”. Nic dziwnego, że nawet Kim z Korei poprosił Rosję o możliwość udziału swoich żołnierzy w prawdziwej wojnie. Takie doświadczenie jest bezcenne.

Po drugie chodzi o opracowanie nowych metod prowadzenia walki. Ta wojna wygląda zupełnie inaczej niż wszystkie dotychczasowe. Zachodni stratedzy, którzy przygotowywali Ukrainę na starcie z Rosją, liczyli na frontalne ataki masy rosyjskich wojsk, na zagony pancerne. Niczego takiego nie ma. Są małe, mobilne grupki żołnierzy, trudne do lokalizacji i do zwalczania. Po trzecie, jest to okazja do przetestowanie nowych rodzajów broni. Prawdziwy front i prawdziwa wojna to nie to poligon! Specjaliści z rosyjskich firm zbrojeniowych przyjeżdżają na front i pytają żołnierzy o ich opinie i wskazówki co jeszcze można ulepszyć, pytają o pomysły na nową broń. Ale to wszystko kosztuje. Jak wyjaśniam w moim kompendium systemu monetarnego, wojna jest najlepszym interesem dla kapitału, a iście bandyckie stopy procentowe Nabiulliny sprawiają, że do rosyjskich oligarchów nie płynie strumień pieniędzy. Płynie Wołga!!   

Inną zagadką są dla mnie negocjacje z Trumpem. Nie zgadzam się z opiniami wielu komentatorów, którzy widzą w tym nową Jałtę. Zamiast dyktować swoje warunki, tak jak to robi Iran, Rosja płaszczy się przed USA. Dmitriew – obecny główny (i jedyny!) negocjator – także jest dla mnie zagadką. Z pewnością nie prowadzi on tych negocjacji w interesie Rosji. To właściwie druga Nabiullina. Obydwoje są „zapadnikami”.

————————–

Ale dziwne rzeczy dzieją się także w USA. Nie ulega wątpliwości, że tamtejszy prezydent, podobnie jak ogromna większość obecnych głów państw, to intelektualny asceta. Ale to, co wygaduje i wypisuje na swoim portalu bije wszelkie rekordy. Niektórzy mówią wyraźnie, że jest to Alzheimer, i że objawy są od dawna widoczne.

Ciarki przechodzą na myśl, że taki człowiek ma dostęp do guzika z arsenałem atomowym zdolnym zniszczyć świat! Oczywiście nie on jeden decyduje o jego użyciu, ale gdy uwzględnimy fakt, że faktyczną władzę w USA sprawuje obecnie grupa religijnych pojebańców sterowana przez jeszcze większych pojebańców uważających się za wybrańców boga, to sytuacja naprawdę nie jest ciekawa. Kompletnie nie rozumiemy tego, że wojna z Iranem podpaliła lont do beczki z prochem zdolnej rozsadzić świat. I ten lont jest bardzo krótki!! Na razie możemy zatankować samochody, ogrzać mieszkanie, mamy ciepłą wodę w kranie, mamy co jeść, ale to wszystko może się niedługo skończyć. Kraje Zatoki Perskiej to nie tylko dostarczyciele ropy i gazu. To także dostarczyciele ok 50% nawozów sztucznych. Przerwanie tych dostaw oznacza braki żywności, a w wielu krajach klęskę głodu. To także dostarczyciele gazów szlachetnych koniecznych do produkcji mikroprocesorów. Dostarczyciele całej masy innych rzeczy koniecznych do funkcjonowania światowej gospodarki. Na razie sięgamy do zapasów, ale one niedługo się skończą. Co będzie potem? Nie rozumiemy, że odbudowa tylko katarskich instalacji do upłynniania gazu potrwać może od 3 do 5 lat. Pełna odbudowa potrwać może kilkanaście lat! A postawiony pod ścianą Iran może doprowadzić do tego, że gdy zniszczone zostaną instalacje odsalania wody morskiej i elektrownie, to kraje Zatoki Perskiej mogą nie nadawać się do zamieszkania.

Gorąco polecam obejrzenie wywiadu, jaki dla Consortium News udzielił Alastair Crooke. Obok Thierry Meyssana to najlepszy znawca Bliskiego Wschodu – był tam wieloletnim brytyjskim ambasadorem. Gdy kliknie się na koło zębate, to można nawet wybrać polską ścieżkę dźwiękową. Niestety jakość jest bardzo kiepska. Na dodatek Crooke nie jest najlepszym mówcą. Ale naprawdę warto się poświęcić, bo Crooke mówi masę ciekawych rzeczy!! Wyjaśnia między innymi strategię obronną Iranu, obala mit o wspieraniu terroryzmu przez Iran, wyjaśnia różnice między islamem sunnickim i szyickim, informuje, że to, co obecnie dzieje się w Izraelu i w USA było już dawno zaplanowane. Wymienia nawet nazwiska i metody jakimi to osiągnięto. Mówi, że celem syjonistów jest wielki Izrael, a Iran stoi na drodze do urzeczywistnienia tego planu. Jak długo Iran istnieje, to Izrael nie dopuści do zakończenia tej wojny. Wszyscy cytują angielskojęzyczne izraelskie media, ale Crooke mówi, że hebrajskojęzyczne piszą wyraźnie, że USA są sterowane przez Izrael. Ale moim zdanie najciekawsze jest w 39 minucie.

Crooke mówi:

So, something is bubbling away passively in the background. But I mean that we’re talking about something more than just Netanyahu having whatever he has because there is still really a sort of super national structure above that of Congress above you know in Europe and in America that can dictate policies and dictate foreign policy on issues. That over which we know nothing. We know very little about you know who decides it what exactly are the interests of these people that exist at another level in small groups. Some of them are big donors. Some of them are oligarchs. Um some of them are intelligence officials. Who exactly are they? and what are their interests? We don’t we don’t know and no one is informing.

Grok tłumaczy:

Coś tam sobie cicho bulgocze w tle. Ale mówię o czymś większym niż tylko wpływy Netanjahu – bo nad tym wszystkim nadal istnieje taka ponadnarodowa struktura, stojąca ponad Kongresem, ponad Europą i Ameryką, która potrafi dyktować politykę i politykę zagraniczną w kwestiach, o których praktycznie nic nie wiemy. Bardzo mało wiemy o tym, kto tak naprawdę podejmuje te decyzje, jakie są prawdziwe interesy tych ludzi działających na zupełnie innym poziomie, w małych grupach. Część z nich to potężni donorzy, część to oligarchowie, a część – oficerowie służb specjalnych. Kim oni naprawdę są i czego chcą? Nie wiemy. I nikt nam tego nie mówi.”

=================

A więc coś powoli gotuje się w tle. Ale chodzi mi o to, że mówimy o czymś więcej niż tylko o tym, że Netanjahu ma to, co ma, ponieważ istnieje nadal pewnego rodzaju ponadnarodowa struktura, stojąca ponad Kongresem, ponad tym, co znamy w Europie i Ameryce, która może dyktować kierunki polityki i polityki zagranicznej w różnych kwestiach. I o której nic nie wiemy. Wiemy bardzo niewiele o tym, kto o tym decyduje, jakie dokładnie są interesy tych ludzi, którzy istnieją na innym poziomie w małych grupach. Niektórzy z nich to wielcy sponsorzy. Niektórzy to oligarchowie. Hm, niektórzy to funkcjonariusze wywiadu. Kim oni właściwie są? I jakie są ich interesy? Nie wiemy, nie wiemy, bo nikt nas nie informuje.

==========================

Nie sądzę, że ta sama zupa gotuje się na Zachodzie i w Rosji. Sądzę raczej, że rosyjskie elity widzą i czują co gotuje się w innych garnkach i gotują własną zupkę. Nam pozostaje jedynie czekać na to, aż w garnkach zacznie wrzeć…

Szamani w Dumie: Posłowie decydują o przyszłości z pomocą wróżbitów. Kto stoi za rynkiem „czarnej magii”?

Duma Państwowa po raz kolejny odmówiła rozpatrzenia projektu ustawy zakazującej reklamy usług okultystycznych i magicznych, powołując się na fakt, że ezoteryka jest w Rosji legalna. To oficjalne.

Tymczasem istnieje jeszcze inne wytłumaczenie upartej niechęci do ochrony obywateli przed czarownicami, alchemikami i czarownikami. Po pierwsze, to ogromny rynek, wart biliony rubli. Oznacza to, że ktoś z pewnością straci kolosalne zyski. Po drugie, niektórzy posłowie i urzędnicy sami konsultują się z jasnowidzami – dlaczego więc mieliby zakazywać tak ukochanej dziedziny działalności?

Sprawa „Czarnych Czarowników”

Ezoterycy nie tylko opróżniają portfele naiwnych obywateli, ale także zagrażają ich życiu. W obwodzie leningradzkim policja przerwała rytuał grzebania ludzi żywcem w ostatniej chwili, za który płacono po 9000 rubli od osoby. Rytuał został zorganizowany przez kult szamański.

…W obwodzie nowosybirskim 10-letnia dziewczynka zmarła w dziwnych okolicznościach, gdy matka zostawiła ją u znajomych podczas podróży służbowej. W sprawę zaangażowana była również sekta – rzekomo próbowali oni „egzorcyzmować” dziewczynkę za pomocą rytuału, a następnie zapili ją na śmierć.

…We Władywostoku dwóch biegłych sądowych spiskowało z „czarnymi magami” i umieściło w klatce piersiowej zmarłego pakunek zawierający figurki woskowe, igły, fotografie i płytki z hieroglifami. Podczas balsamowania znaleziono satanistyczny „skrytkę” zawierającą lalki voodoo.

Wypędzanie demonów

Faktem jest, że działalność astrologów, mediów i wróżbitów jest uwzględniona w Ogólnorosyjskim Klasyfikatorze Rodzajów Działalności Gospodarczej (OKVED):

A „czarodzieje” kryją się za wymyślnymi certyfikatami i referencjami z pseudo-psychologicznych ośrodków i innych szemranych organizacji. Otwarcie stosują pseudonaukowe metody okultystyczne w swoich praktykach. Wszędzie są sklepy, w których można kupić akcesoria magiczne, w tym te zakazane.

Eksperci trąbili o niebezpieczeństwach związanych z darmową dystrybucją takich usług w Rosji, ale bezskutecznie. Dwa projekty ustaw ograniczające reklamę okultystyczną zostały odrzucone przez Dumę Państwową w 2025 roku, a 15 kwietnia tego roku Komisja Polityki Informacyjnej Dumy Państwowej ponownie odrzuciła znowelizowaną wersję ustawy.

Powodów jest kilka.

Po pierwsze, ponieważ, jak wspomniano powyżej, jest to legalne w naszym kraju, ponieważ nie jest zakazane. Po drugie, projekt ustawy „nie zawiera definicji terminu »usługi okultystyczno-magiczne«”. Po trzecie, okazuje się, że „z nieuczciwymi »czarownicami« i »uzdrowicielami« można już walczyć w ramach ustawy o reklamie, która zezwala na ograniczenia w rozpowszechnianiu fałszywej reklamy”. I po czwarte, projekt ustawy „proponował jedynie zmiany w ustawie o reklamie i nie zawierał mechanizmów blokowania samych źródeł dystrybucji takich usług”.

Rada „starszych”

Podwaliny obecnego „magicznego lobby” położył dziesięć lat temu Irinczej Matchanow, były deputowany z Buriacji. Biochemik i prezes firmy Bajkalfarm, został wybrany do VI Dumy Państwowej i przewodniczył Radzie Ekspertów ds. Medycyny Komplementarnej, powołanej wówczas przy Komitecie Ochrony Zdrowia. Zadaniem rady było nowelizacja przepisów, aby alternatywne metody leczenia były legalnie dostępne dla wszystkich.

Matchanow został również wybrany na współprzewodniczącego Komisji ds. Medycyny Komplementarnej Ministerstwa Zdrowia. W 2015 roku Duma Państwowa opublikowała raport na temat stanu i perspektyw regulacji prawnych w tym obszarze. Eksperci zgodzili się, że alternatywne metody leczenia powinny być promowane obok metod tradycyjnych.

Minęło dziesięć lat, ale „linia generalna” nie tylko pozostała nienaruszona, ale osiągnęła nowy poziom. Teraz Radzie Medycyny Komplementarnej przewodniczy jakucki deputowany Fiedot Tumusow, który nie tylko opowiada się za legalizacją praktyk szamańskich, ale – jak sam przyznaje – wręcz zabiega o ich pomoc.

Czarodzieje zostali zaproszeni pod dach Dumy Państwowej

Fedot Siemionowicz pełni obecnie czwartą kadencję w parlamencie. Jest pierwszym wiceprzewodniczącym Komisji Ochrony Zdrowia. W październiku 2023 roku zorganizował swoją pierwszą debatę przy okrągłym stole w Dumie Państwowej, zapraszając ezoteryków. Marina Rogożyna, przewodnicząca Krajowego Stowarzyszenia Specjalistów Praktyk Metafizycznych, zauważyła wówczas:

Głos zabrali również Jelena Orłowa, uczestniczka programu telewizyjnego „Bitwa jasnowidzów”, Urana Mongusz, szamanka z Tuwy, Chinczi Chalikowa, przywódczyni kyzylskiej organizacji szamańskiej „Złoty Amulet”, i inni. Podkreślili, że wykorzystywanie zdolności parapsychicznych to wielowiekowa tradycja wśród narodów Rosji.

Dziesięć razy temu

W ciągu 10 lat podjęto ponad dziesięć (!) prób wprowadzenia ustaw ograniczających lub zakazujących działalności w dziedzinie usług magicznych i okultystycznych. Wszystkie jednak zakończyły się niepowodzeniem. Tumusow wyjaśnia to w następujący sposób: „Moi koledzy popełniają błąd, wprowadzając ustawy „zabraniające” i „nakładające grzywny”. Ale istotą prawodawstwa jest regulacja procesów społecznych. To nie oznacza zakazywania! Musimy je badać, klasyfikować, formalizować prawnie, a następnie regulować.”

Sam nie ukrywa, że ​​korzysta z usług jasnowidzów. Latem 2024 roku poseł ogłosił to w programie NTV „Miejsce spotkań”:

W pewnym konkretnym przypadku musiał skorzystać z pomocy szamana. Według Tumusowa, po wyborach prezydenckich w Jakucji w 2002 roku, które przegrał, zaczął być prześladowany. Wtedy jego przyjaciel zaprosił dwóch szamanów i asystentkę, którzy odprawili rytuał ochrony i błogosławieństwa.

Podczas pandemii poseł zaangażował szamanów i aktywnie lobbował na rzecz organizacji tego typu rytuałów w całym kraju.

Jednak nie jest on jedynym w parlamencie. Dziennikarka z Ułan-Ude, Tatiana Nikitina, powołując się na naocznych świadków, twierdzi, że Wiaczesław Markhajew, obecny deputowany z Buriacji, zwrócił się do szamanów. Pierwszy raz, rzekomo w 2011 roku, miał miejsce, gdy w jego biurze, tuż przed wyborami do Dumy Państwowej, odprawiono autentyczny rytuał szamański. Wygrał. Rytuał rzekomo powtórzono w 2019 roku, gdy Markhajew kandydował na mera Ułan-Ude. Ale przegrał.

Nawiasem mówiąc, ci, którzy marzą dziś o miejscu w Dumie, również nie pozostają daleko w tyle – chętni do wykorzystania szumu wokół „czarów” i zdobycia rozgłosu. Na przykład Partia Zielonych (kto to jest?) przeprowadziła rytuał szamański na lodzie jeziora Bajkał (biedne jezioro, ileż ono ostatnio wycierpiało!) wraz ze śpiewaczką Anną Siemionowicz:

Coś mi mówi, że ta partia raczej nie poprze zakazu reklamowania okultyzmu.

Czy wysoko postawieni urzędnicy tuszują działalność magików?

Jak powiedział Cargradowi ekspert ds. religii Igor Iwaniszko, projekty ustaw mające na celu ograniczenie „magicznej” reklamy są blokowane przez anonimowych urzędników z różnych agencji, którzy wydają negatywne opinie.

„29 stycznia Jego Świątobliwość Patriarcha przemawiał podczas Czytań Bożonarodzeniowych i publicznie oświadczył deputowanym, że nie rozumie, dlaczego ten projekt ustawy jest wstrzymywany. Istnieje poważna siła opowiadająca się za innym stanowiskiem. Wielokrotnie powtarzano nam, że nie ma sensu proponować ustawy całkowicie zakazującej praktyk okultystycznych; nie zostanie ona przyjęta.”

– podkreślił Iwaniszko.

W rzeczywistości jednak nawet zakaz reklamowania usług okultystycznych nie został przyjęty, pomimo poparcia ze strony środowiska naukowego i eksperckiego, Rady Bezpieczeństwa i sekcji specjalnych Rady Państwa. Szef Komitetu Śledczego Aleksandr Bastrykin dwukrotnie wydał listy rekomendacyjne w sprawie tego projektu ustawy. Mimo to ta ważna inicjatywa pozostaje zablokowana w korytarzach władzy.

Solidna chiromancja

Rynek usług ezoterycznych w Rosji jest wart biliony rubli rocznie. W kwietniu 2025 roku Nina Ostanina, przewodnicząca Komisji ds. Rodziny, Macierzyństwa i Dzieciństwa Dumy Państwowej, poinformowała, że ​​w ciągu roku ludzie wydali na wróżbitów 2,4 biliona rubli – prawie połowę budżetu Moskwy. Tymczasem psychologom za konsultacje płacili 125 miliardów rubli – dwudziestą trzecią część. Łączna liczba użytkowników stron internetowych o tematyce okultystycznej wzrosła o 26%, a ruch internetowy w tym obszarze o 38%.

Sprzedaż kart Tarota na platformach handlowych gwałtownie wzrosła, a popyt na kursy „magii” wzrósł 19-krotnie! Sprzedaż amuletów chroniących przed złym okiem i innych „czarowniczych” akcesoriów podwoiła się w ciągu zaledwie roku.

Infocyganie w Dumie Państwowej

Mówiąc o Ostaninie, jest ona autorką ustawy zakazującej reklamy usług ezoterycznych. Utrzymuje jednak bliskie relacje z „ekspertką od historii rodziny” Ksenią Mosunową, a nawet współtworzy z nią książki. Wspólnie opublikowały podręcznik „Studia rodzinne”.

Dla porównania: „Rodologia”, która głosi istnienie „genu ubóstwa”, została uznana za pseudonaukę nie tylko przez naukowców, ale także przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną. Cargrad omawiał to już wcześniej:

W 2024 roku instytut został pozwany w sprawie o bezpodstawne wzbogacenie. Historia dotyczyła mężczyzny, który zaciągnął pożyczkę w wysokości 249 000 rubli i opłacił czesne osobie trzeciej, a następnie zmarł dwa dni później. Jego krewni nigdy nie odzyskali swoich pieniędzy – sąd oddalił ich roszczenie. Oto „drzewo genealogiczne”.

Zastępca, który widzi aurę i leczy rękami

Tymczasem nie tylko deputowani Dumy Państwowej mieli powiązania z jasnowidzami; inni wybrani urzędnicy również nie są temu obcy.

Na przykład pewien „szaman Kola” odwiedził kiedyś Pałac Maryjski i salę posiedzeń Zgromadzenia Ustawodawczego w Petersburgu, gdzie odprawił rytuał (miało to miejsce w okresie Wielkiego Postu). Z kolei deputowany Dumy Miejskiej Jekaterynburga, Igor Wołodin, uczestniczył w festiwalu „Piramida Światła” w 2023 roku i twierdził, że potrafi widzieć aurę ludzi:

Wołodin, jak sam przyznał, w czasie pracy w wydziale śledczym wykorzystywał swoją zdolność wykrywania kłamstw lepiej niż jakikolwiek poligraf i był w stanie szybciej wykrywać przestępców. Jego była asystentka, Angelina Sinicyna, po ośmiu latach pracy w administracji rządowej (w tym w regionalnym zgromadzeniu ustawodawczym i radzie miasta), nagle została tarocistką. W 2023 roku przyznała, że ​​zawsze widziała swoje powołanie nie w polityce, a w mistycyzmie. Wróżbę od 35-letniej asystentki byłego posła można było uzyskać za 450 rubli.

Syn zastępcy został jasnowidzem.

Nawiasem mówiąc, percepcja pozazmysłowa to dobre narzędzie PR. Na przykład Iwan Barsow, syn najbogatszego deputowanego Dumy Miejskiej Surgutu (Chanty-Mansyjskiego Okręgu Autonomicznego), postanowił zdobyć punkty dzięki „Bitwie Jasnowidzów”. Jego ojciec, Jewgienij Barsow, jest członkiem Stałej Komisji ds. Budżetu, Podatków, Finansów i Majątku.

W grudniu 2025 roku Barsov Jr. stwierdził, że potrafi „wyczuwać technologię” i „działać proaktywnie”:

Dzień wcześniej pojawiła się informacja, że ​​został „czołową postacią Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej” w swoim regionie – w Surgucie rozwieszono transparenty z jego zdjęciem.

Czy żona burmistrza przewidywała kłopoty?

Historia Janiny Kopaigorodskiej, żony byłego mera Soczi, jest równie wymowna. Jej panieńskie nazwisko brzmiało Chocińska. Jedna z „magicznych” stron internetowych wciąż ma stronę reklamującą usługi ezoteryczne oferowane przez kobietę o tych samych danych:

Para przebywa obecnie w areszcie tymczasowym pod zarzutem defraudacji, przekupstwa i prania brudnych pieniędzy. Podczas przeszukania , oprócz kolekcji drogich zegarków, diamentów i wykwintnych win, policja znalazła dwa dziwne portrety przedstawiające Kopaigorodskiego jako lwa i kota.

Wróżka z Saratowa – kardynał szary

Prorektor jednego z czołowych moskiewskich uniwersytetów znalazła się w centrum skandalu związanego z wróżbitą w 2021 roku, oskarżoną o kontakty z czarownicą. Do sieci wyciekły nagrania jej (rzekomych) rozmów z wróżką z Saratowa o imieniu Irma: konsultowała się z wróżbitą w sprawie „czystek” kadrowych na uniwersytecie i sposobów wyciągnięcia większych pieniędzy od rektora, ponieważ miała trzy kredyty hipoteczne.

Jednak najdziwniejsze pytanie klienta dotyczyło sposobu skontaktowania się z wysoko postawionymi urzędnikami federalnymi.

Poświęcenie bogu śmierci

W 2024 roku ogłoszono otwarcie „Międzynarodowej Akademii Szamanizmu”. Najwyższy szaman Rosji, Kara-ool Dopchun-ool, podróżuje po kraju jako artysta objazdowy. Można się z nim spotkać, umawiając się na spotkanie z jego asystentem – sprawdziliśmy, to płatne. Twierdzi, że wygładza zmarszczki dłońmi i leczy raka poprzez egzorcyzmowanie demonów. Jednak przeliczył się w swojej przepowiedni zakończenia działań wojennych na Ukrainie (przewidział jesień 2024 roku).

Fascynacja praktykami szamańskimi – nie bez pomocy niektórych zastępców – już dawno wyszła poza regiony, w których uważa się je za tradycyjne.

Na przykład w buriackim rejonie tunkińskim w 2018 roku wybuchł skandal, gdy niezależny kandydat Iwan Ałchajew wygrał wybory na burmistrza niewielką przewagą, pokonując rywala z partii rządzącej. Plotka głosi, że obaj panowie połączyli siły i wezwali szamana, który odprawił rytuał poświęcenia Erlikowi Chanowi, bogu śmierci. Jak sami twierdzili, miał on wypędzić zło.

Córka byłego gubernatora dała wróżbitowi 16 milionów dolarów.

Okultystyczny trend szybko rozprzestrzenia się wśród urzędników państwowych. Na przykład media w Jugrze donosiły, że urzędnicy państwowi w Chanty-Mansyjskim Okręgu Autonomicznym zaczęli korzystać z usług wróżbitów. Popularnością cieszy się wśród nich niejaka Żanna, która potrafi przewidzieć dymisje i awanse z fusów po kawie. Wcześniej urzędnicy rzekomo konsultowali się z odwiedzającą Moskwę czarownicą o imieniu Luba, która potrafiła przewidzieć awans zawodowy na podstawie fotografii i przewidziała awans jednego z wicegubernatorów.

I tak na Business Fest utworzyła się ogromna kolejka do wróżki z tarota. Przedsiębiorcy, inwestorzy, urzędnicy państwowi, prawnicy, pośrednicy w obrocie nieruchomościami i naukowcy – wszyscy chcieli dowiedzieć się czegoś o swojej przyszłości.

Natalia Boczkariowa, znana bizneswoman i córka byłego gubernatora obwodu penzeńskiego, zapłaciła kiedyś wróżbitce 16 milionów rubli za zdjęcie klątwy. Wierzyła, że ​​ma negatywną aurę, a kiedy nadarzyła się okazja, by „oczyścić karmę”, nie negocjowała. Niestety, wszystko skończyło się tragicznie.

OPINIA PRAWNIKA: OKVED nie legalizuje „magii”

W rozmowie z Cargradem prawniczka Julia Iwanowa podkreśliła, że ​​kodeks OKVED nie jest licencją na bezkarność ani uznaniem usługi za „legalną” w szerokim tego słowa znaczeniu, lecz jedynie odwołaniem się do Federalnej Agencji Regulacji Technicznych i Metrologii (Rosstandart):

Jeśli „magik” jest zarejestrowany i płaci podatki, oznacza to jedynie, że jest sumiennym podatnikiem. Jednak jakość jego usług nie jest regulowana prawnie. Gdy tylko przekroczy granicę – stosując presję psychologiczną w celu wyłudzenia dużych sum pieniędzy, obiecując leczenie bez dyplomu lekarskiego lub dokonując czynów mieszczących się w kryteriach oszustwa – wówczas do gry wchodzi Kodeks karny.

No to co?

W Azji Środkowej praktyka ta jest od dawna zakazana prawnie — czarownicy, jeśli zostaną ponownie przyłapani na tym procederze, podlegają karze grzywny, a nawet więzienia.

Przykładowo w Tadżykistanie jesienią 2024 roku podczas masowych represji wobec magików i czarowników zatrzymano 1500 osób, a 5000 (!) mułłów zostało zgłoszonych na policji za przesądy.

Rosja toleruje jednak próby oszustów, którzy wykorzystują naiwność innych. A ponieważ działalność „magików” jest nieuregulowana, oszuści to wykorzystują, co oczywiście naraża ich klientów na ryzyko, zwłaszcza jeśli chodzi o „leczenie” śmiertelnych chorób.

Legalizacja usług magicznych jest ewidentnie sprzeczna z tradycyjnymi wartościami duchowymi i moralnymi, ogłoszonymi dekretem prezydenckim z listopada 2022 roku. Jesienią parlamentarny projekt ustawy o wykluczeniu działalności astrologów i mediów z OKVED (Ogólnorosyjskiego Systemu Klasyfikowania Działalności Gospodarczej) został złożony rządowi. Inicjatywa utknęła jednak w martwym punkcie. Być może z powodu silnego lobby lub po prostu mistycyzmu.

Nie będziemy powtarzać truizmów, że wróżbiarstwo, astrologia i magia są niebezpieczne dla portfeli, ciał i destrukcyjne dla duszy. Zauważymy po prostu, że Duma Państwowa sprawuje urząd już od kilku kadencji, a posłowie otwarcie popierają okultystów i wielokrotnie blokowali projekty ustaw zakazujące reklamy usług magicznych. A wybory zbliżają się wielkimi krokami. Warto się nad tym zastanowić, prawda?

Wielka Gra w XXI wieku

Wielka Gra w XXI wieku

Bogdan Petrycki myslpolska/petrycki-wielka-gra-w-xxi-wieku

W Rosji naukowcy pracują nad ucharakteryzowaniem i zdefiniowaniem masowego przekazu, jaki sączy się z Wysp Brytyjskich na temat Federacji Rosyjskiej. Warto zajrzeć do środka i poczytać co próbują powiedzieć Rosjanie o londyńskiej strategii, bo dotyczy to także nas w Polsce

Андрей Аверьянов и Павел Шамаров: Британская властная элита как субъект культурного и международного терроризма (8 апреля 2026)

===================================================

Dwóch rosyjskich naukowców ze sfery wojskowej opublikowało swoisty akademicki „akt oskarżenia” wobec brytyjskiego establishmentu, wprowadzając doń koncepcję „terroryzmu kulturowego”, „historycznej antyrosyjskości” i „dekolonizacji kulturowej”, jednocześnie zarzucając Brytyjczykom bezpośredni udział w ukraińskich atakach terrorystycznych i operacjach sabotażowych na terytorium Rosji.

Dziedzictwo kolonialne i „terroryzm kulturowy”

Autorzy wprowadzają koncepcję „terroryzmu kulturowego” jako zjawiska dwupoziomowego. „Pierwotny terroryzm kulturowy” odnosi się do tego, co opisują jako „bezprecedensową, całkowitą, kompleksową i długotrwałą grabież przez Anglosasów skarbów narodowych, aktywów i artefaktów innych narodów, grup etnicznych i ludów w okresie brytyjskiej dominacji kolonialnej”. Według tekstu, nawet ostrożne szacunki wskazują, że Imperium Brytyjskie przejęło co najmniej 45 bilionów dolarów (w cenach współczesnych) z samych Indii w latach 1765–1938. Naukowcy szczegółowo opisują brytyjskie okrucieństwa kolonialne, w tym to, co określają mianem „testowania broni chemicznej na żywych żołnierzach” w Rawalpindi (obecnie Pakistan) przez ponad dekadę, oraz utworzenie pierwszych na świecie obozów koncentracyjnych podczas wojny burskiej (1899–1902), w których zginęło około 26 000 burskich kobiet i dzieci.

„Wtórny terroryzm kulturowy” opisuje współczesną tradycyjną już odmowę władz Wielkiej Brytanii dotyczącą spełnienia żądań rządów zagranicznych odnośnie repatriacji unikatowych artefaktów i pamiątek narodowych wywiezionych w okresie kolonialnym. Autorzy argumentują, że Londyn konsekwentnie powołuje się na wymyślony pretekst w postaci ochrony muzeów, aby uzasadnić zatrzymanie tych przedmiotów.

Samo British Museum przechowuje ponad osiem milionów zabytków kultury, z których zdecydowana większość pochodzi z czasów kolonialnych. Wśród spornych eksponatów wymienionych w artykule znajdują się: 105,6-karatowy diament Koh-i-Noor osadzony w koronie brytyjskiej; Budda Sultangandż, 2,2-metrowy miedziany posąg z lat 600-650 n.e. i jedyny w pełni zachowany posąg Buddy z tego okresu, przechowywany w Birmingham; marmury z ateńskiego Partenonu; sarkofag faraona Taharki; oraz biały jadeitowy puchar do wina wykonany dla cesarza Mogołów Szahdżahana, obecnie znajdujący się w londyńskim Muzeum Wiktorii i Alberta.

W artykule zauważono, że rosyjskie dziedzictwo narodowe – klejnoty rodzinne dynastii Romanowów – również znajdują się w Wielkiej Brytanii, pozyskane w efekcie, jak określają to autorzy, „opresyjnych transakcji” z ubogimi białymi emigrantami po 1917 roku. Choć przyznają, że sprzedaż ta była formalnie dobrowolna, badacze sugerują, że zgodnie z artykułem 179 rosyjskiego Kodeksu cywilnego, transakcje takie zawierane w „zbiegu poważnych okoliczności” mogą zostać uznane przez sąd za nieważne. Zalecają oni zaangażowanie renomowanych zagranicznych kancelarii prawnych na zasadzie prowizji, w celu dochodzenia zwrotu przynajmniej części rosyjskich dóbr narodowych.

Autorzy proponują termin „dekolonizacja kulturowa”, aby opisać „zwrot podmiotom światowym zagrabionych narodowych artefaktów kulturowych i historycznych”. Zwracają uwagę na cyniczny żart krążący w brytyjskich kręgach historycznych: „Wielka Piramida w Gizie pozostaje w Egipcie tylko dlatego, że była zbyt duża, aby przetransportować ją do British Museum w Londynie”.

Historyczna antyrosyjskość jako państwowa polityka

W artykule użyto terminu „historyczna antyrosyjskość”, aby opisać „tradycyjne w brytyjskim establishmencie zespolenie, wrogiej ideologii, nieprzyjaznej polityki zagranicznej i wywrotowych praktyk, mających na celu wyrządzenie Rosji jak najdłuższych i największych strat strategicznych i szkód narodowych”. Według autorów, wrogość ta ewidentnie nasiliła się od czasu rozpoczęcia Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie. Argumentują, że za kolejnych premierów – od Borisa Johnsona do obecnego premiera Keira Starmera – brytyjskie rządy przejawiały „nie tylko zjawisko stagnacji narodowej, ale także skrajny stopień wrogości, połączony z wrodzoną i dziedziczną nienawiścią do Rosji, jej narodu i przywództwa państwowego”.

Naukowcy twierdzą, że rząd Starmera aktywnie działa na rzecz „zakłócenia procesu rodzącego się dialogu międzypaństwowego między Stanami Zjednoczonymi a Rosją”, postrzegając wszelkie rozwiązanie konfliktu na Ukrainie jako zagrożenie dla brytyjskich interesów narodowych i porażkę zachodniej strategii, której celem jest „zniszczenie Rosji”.

W artykule zwrócono uwagę na kilka wydarzeń świadczących o tej wrogości. 31 lipca 2025 roku brytyjski parlament powołał Parlamentarną Grupę ds. Rosji i Demokracji pod przewodnictwem Stephena Gethinsa. Autorzy opisują ją jako nieformalną, międzypartyjną grupę, której zadaniem jest koordynacja działań „tak zwanych rosyjskich sił prodemokratycznej opozycji”, opracowywanie nowych sankcji antyrosyjskich oraz organizowanie ataków informacyjnych i kampanii propagandowych wymierzonych w Rosję. Ponadto, we wrześniu 2025 roku Wielka Brytania i Francja wspólnie utworzyły w Kijowie Dowództwo Połączonych Sił Wielonarodowych Ukrainy. Autorzy określają to jako „faktyczne przekazanie przez USA kontroli nad Siłami Zbrojnymi Ukrainy w ręce Londynu i Paryża”. Zauważają, że obecnie dowództwo anglojęzyczne sprawuje brytyjski generał dywizji, a Wielka Brytania „koordynuje działania SZU na terytorium Ukrainy i Rosji”

Brytyjsko-ukraińska „terrorystyczna symbioza” 

Główny zarzut znajdujący się w artykule dotyczy tego, co autorzy określają mianem „brytyjsko-ukraińskiego sojuszu terrorystycznego” lub „symbiozy” działającej na terytorium Rosji. Twierdzą, że brytyjskie służby specjalne są „ideologicznie, finansowo i organizacyjno-praktycznie” zaangażowane w działalność terrorystyczną przeciwko Rosji. Wspólne ukraińsko-brytyjskie ataki terrorystyczne i akty sabotażu miałyby przebiegać według ustalonego schematu. Planowanie i wsparcie operacyjne takich operacji leży w gestii brytyjskich służb specjalnych, a ich bezpośrednia realizacja należy do Służby Bezpieczeństwa Ukrainy lub Głównego Zarządu Wywiadowczego Ministerstwa Obrony Ukrainy.

Autorzy przytaczają konkretne operacje rzekomo wykorzystujące ten mechanizm, w tym ataki terrorystyczne na linie kolejowe w obwodach briańskim i kurskim w okresie od 31 maja do 1 czerwca 2025 roku; ataki na lotniska rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych 1 czerwca 2025 roku (co określają mianem operacji sabotażowej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy o kryptonimie „Pajęczyna”) oraz masowe ataki terrorystyczne z powietrza na krajową infrastrukturę cywilną, w tym obiekty socjalne i miejsca wysokiego ryzyka, takie jak elektrownie jądrowe w Zaporożu, Kursku i Kalininie.

W artykule przedstawiono skumulowane statystyki: tylko między lutym 2022 roku a kwietniem 2024 roku na terytorium Rosji dokonano około 130 aktów sabotażu i terroryzmu, a ponad 200 udało się zapobiec. Ogółem, w latach 2022–2024 „brytyjsko-ukraiński sojusz terrorystyczny” rzekomo przeprowadził ponad 1600 ataków terrorystycznych na infrastrukturę cywilną, energetyczną i transportową w 25 regionach, trzech republikach i Kraju Krasnodarskim. W wyniku tych ataków zginąć miało ponad 3000 rosyjskich cywilów – w tym prawie 150 dzieci – a rannych zostało nawet 11 000 osób. Ponad 31 000 obiektów infrastruktury cywilnej zostało zniszczonych lub częściowo uszkodzonych, w tym około 240 placówek edukacyjnych, 40 placówek medycznych i prawie 20 kościołów.

Autorzy odnoszą się w szczególności do ataku terrorystycznego z 22 marca 2024 roku na Crocus City Hall w Krasnogorsku, w którym zginęły 144 osoby, a 551 zostało rannych. Przyznając, że ambasada brytyjska w Moskwie potępiła atak, wskazują na to, co uważają za poszlaki wskazujące na brytyjskie zaangażowanie: pilną kampanię PR zorganizowaną wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi i UE w mediach zachodnich jeszcze przed uzyskaniem wstępnych wyników śledztwa, kategorycznie negujących rolę Ukrainy. Zauważają podobieństwa między tą reakcją mediów a algorytmem wykorzystanym później do propagandowego wsparcia operacji sabotażowej „Spiderweb”. W artykule wspomniano również o zamachach na wysokich rangą rosyjskich wojskowych: generała porucznika Igora Kiryłowa (dowódcę Wojsk Obrony Radiacyjnej, Chemicznej i Biologicznej) i jego adiutanta majora Polikarpowa w grudniu 2024 roku oraz generałów poruczników Sarwarowa i Moskalika (dowódcy Zarządu Operacyjnego i zastępcy szefa Głównego Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego) w kwietniu 2025 roku. Autorzy stwierdzają, że „nie wykluczają możliwości, że najprawdopodobniej za wiedzą brytyjskich przełożonych” ukraińskie służby specjalne zaplanowały i przeprowadziły te zabójstwa. Dodatkowo, wśród odnotowanych incydentów, należy wymienić próbę ataku powietrznego w nocy 29 grudnia 2025 roku z udziałem 91 bezzałogowych statków powietrznych na rezydencję prezydenta Federacji Rosyjskiej w obwodzie nowogrodzkim; oraz noworoczny atak na hotel i kawiarnię w kurorcie Chorły w obwodzie chersońskim, w którym zginęło około 80 osób.

Zamachy udaremnione

W artykule szczegółowo opisano liczne domniemane brytyjsko-ukraińskie operacje, które rosyjskie organy miały wykryć i im zapobiec. Należą do nich:

– plany przeprowadzenia serii ataków terrorystycznych na rosyjskie placówki dyplomatyczne w Europie, w szczególności w Niemczech, na Słowacji, Węgrzech oraz w krajach bałtyckich i skandynawskich, mające na celu zniweczenie perspektyw negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi;

– prowokacje na wodach Morza Bałtyckiego z wykorzystaniem torped i min morskich produkcji radzieckiej, będących w posiadaniu Ukrainy. Przedstawiono trzy scenariusze: przeprowadzenie ataku torpedowego na okręt marynarki wojennej USA w celu oskarżenia Rosji; „przypadkowe odkrycie” rosyjskich min na międzynarodowych szlakach morskich; oraz zatopienie obcego okrętu przy użyciu rosyjskich min morskich, aby skłonić NATO do zamknięcia dostępu do Morza Bałtyckiego;

– pościg, przejęcie i eskortowanie rosyjskiej floty cieni do portów NATO, w tym plany zorganizowania aktów sabotażu morskiego poprzez podpalenie płynących tankowców lub spowodowanie katastrof w porcie, przy czym szkody środowiskowe miały uzasadniać surowe sankcje wtórne;

– inscenizacja wtargnięć do polskiej i rumuńskiej przestrzeni powietrznej przez drony podszywające się pod rosyjskie bezzałogowe statki powietrzne Gerań, w tym naprawa i modernizacja zestrzelonych rosyjskich dronów w celu ich ponownego użycia przeciwko węzłom transportowym NATO;

– inscenizacja infiltracji terytorium Polski przez fikcyjną rosyjsko-białoruską grupę sabotażową, wykorzystującą bojowników z Legionu Wolność Rosji i białoruskiego pułku im. Kastusa Kalinowskiego, przebranych za rosyjskich i białoruskich żołnierzy;

– sabotaż gazociągu TurkStream, ataki na obiekty Konsorcjum Gazociągów Kaspijskich oraz planowany akt sabotażu w Elektrowni Jądrowej w Zaporożu, wymierzony w strefę aktywną jejreaktorów jądrowych;

– zamach w listopadzie 2025 roku, mający na celu zamordowanie „jednego z najwyższych rangą urzędników federalnych” podczas wizyty na Cmentarzu Trojekurowskim w Moskwie.

Autorzy zauważają, że tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2025 roku Londyn bezpłatnie dostarczył Kijowowi ponad 85 000 dronów i zainwestował ponad 600 milionów funtów w ich produkcję na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy.

Co na to prawo międzynarodowe?

W artykule argumentuje się, że brytyjsko-ukraińska „symbioza terrorystyczna” narusza liczne międzynarodowe instrumenty prawne, w tym Konwencję Genewską o ochronie osób cywilnych (artykuł 33), Protokół Dodatkowy do Konwencji Genewskich (Protokół I, artykuł 51), Międzynarodową Konwencję o zwalczaniu terrorystycznych ataków bombowych (artykuł 7) oraz Międzynarodową Konwencję o zwalczaniu finansowania terroryzmu (artykuł 2).

Autorzy twierdzą, że udział Wielkiej Brytanii w działalności wywrotowej i terrorystycznej na terytorium Rosji może być zasadnie zakwalifikowany jako międzynarodowy terroryzm popełniony przez Londyn poprzez sponsorowanie i organizację zabójstw obywateli rosyjskich w celu zakłócenia realizacji celów Specjalnej Operacji Wojskowej i osłabienia suwerenności państwowej Rosji.

Artykuł kończy się obszernymi rekomendacjami politycznymi.

Autorzy argumentują, że „odwoływanie się do rozsądku, pragmatyzmu i rozwagi” w stosunkach z Londynem jest „irracjonalne, krótkowzroczne i bezcelowe”, ponieważ „elity wyspiarskie uznają jedynie prawo twardej siły”. Wzywają do wywierania „silnej, zdecydowanej i bezkompromisowej” presji na Wielką Brytanię „we wszystkich kierunkach i punktach nacisku w skali kraju”.

Kluczowe rekomendacje obejmują:

– porzucenie przewidywalności na polu bitwy i przyjęcie „proaktywnej i ofensywnej strategii militarno-politycznej”, która zmusi przeciwnika do przestrzegania rosyjskich zasad;

– uznanie, że wielokrotne porzucanie deklarowanych „czerwonych linii” stworzyło w NATO „złudzenie, że Rosji brakuje zarówno woli, jak i zdolności do walki o swoją suwerenność”;

– wyprowadzenie „Anglosasów ze strefy tradycyjnego międzynarodowego i narodowego komfortu” poprzez podkreślanie wewnętrznych problemów Wielkiej Brytanii – migracji, napięć społecznych i wewnętrznych sprzeczności politycznych – w celu ograniczenia możliwości Londynu do działań antyrosyjskich;

– stworzenie „skutecznej bariery ideologicznej” w Rosji, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się „zachodniego egocentrycznego, duchowo jałowego i europocentrycznego światopoglądu” oraz oczyszczenie instytucji państwowych z osób o prozachodnich sympatiach;

– prowadzenie sporów sądowych za pośrednictwem zagranicznych kancelarii prawnych w celu odzyskania klejnotów rodziny Romanowów i zainicjowanie „zakrojonej na szeroką skalę międzynarodowej kampanii mającej na celu wywarcie skonsolidowanej presji na Londyn w zakresie polityki zagranicznej” w celu repatriacji wszystkich skradzionych artefaktów kulturowych.

– rozważenie odejścia od moratorium na wykonywanie kary śmierci dla zagranicznych terrorystów i ich wspólników na terytorium Rosji, co wymagałoby odpowiednich zmian w Konstytucji Federacji Rosyjskiej, zgodnie ze stanowiskiem tamtejszego Sądu Konstytucyjnego z 2022 roku. 

Bogdan Petrycki

Rosja ostrzega: Firmy produkujące drony w Niemczech to uzasadnione cele

„Jeśli chodzi o nasz kraj, to Rosjanie wskazali dwie firmy: Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu (gdzie Państwowe Przedsiębiorstwo Antonow ma produkować drony AN-196 Lutyj) oraz Zakłady Mechaniczne Tarnów S.A. (gdzie firma Ukrspecsystems ma produkować drony RAM-2X).”

===============

Thomas Röper anti-spiegel.ru/russland-warnt-firmen-zur-gemeinsamen-drohnenproduktion-in-deutschland-sind-legitime-ziele

Konsekwencje wizyty Zełenskiego

Rosja ostrzega: Firmy produkujące drony w Niemczech to uzasadnione cele

Podczas wizyty Zełenskiego w Berlinie ogłoszono projekty wspólnej produkcji dronów do ataków na Rosję. Rosja ostrzega, że ​​te zakłady produkcyjne w Niemczech to uzasadnione cele i publikuje ich adresy.

Anti-Spiegel 16 kwietnia 2026

Ze względu na konferencję, w której obecnie uczestniczę, nie miałem jeszcze okazji napisać o wizycie ukraińskiego przywódcy Zełenskiego w Berlinie, gdzie ogłoszono niemiecko-ukraińską umowę o partnerstwie. Umowa ta zawiera postanowienia dotyczące wspólnej produkcji dronów w Niemczech do ataków na Rosję. Niemcy jednak milczą na temat tego, jak drażliwa jest ta kwestia.

Zaangażowanie w wojnę

Rosja atakuje zakłady produkujące broń na Ukrainie. W związku z sukcesami Rosji, Europa zdecydowała się przenieść przynajmniej część swoich zakładów produkujących drony z Ukrainy do krajów europejskich, aby chronić je przed rosyjskimi atakami. Oczywiste jest, że czyni to te kraje stroną konfliktu w wojnie z Rosją.

Musimy pamiętać, że Iran natychmiast zaatakował cele w krajach arabskich, które otworzyły swoją przestrzeń powietrzną na ataki USA i Izraela na cele w Iranie. Narody świata nie potępiły Iranu za to, ponieważ dla wszystkich jest jasne, że stanowi to wyraźny udział w wojnie i że Iran ma prawo atakować cele w krajach , z których terytorium jest atakowany..

Obecnie otwarcie deklaruje się, że Polska, kraje bałtyckie i Finlandia udostępniają swoją przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję. Od 22 marca setki dronów startujących z ich przestrzeni powietrznej atakowały cele w obwodzie petersburskim, uszkadzając rafinerie i porty. Również tutaj świat widzi, że kraje te stają się stroną w konflikcie z Rosją, a jeśli Rosja zaatakuje cele w krajach, które otwarcie uczestniczą militarnie w wojnie z Rosją, świat po-zazachodni zrozumie to tak samo, jak rozumie irańskie ataki na cele w krajach arabskich.

To samo oczywiście dotyczy sytuacji, gdy kraje otwarcie zaoferują gościnę ukraińskiemu przemysłowi zbrojeniowemu, aby chronić go przed atakami Rosji.

Wizyta Zełenskiego i jej konsekwencje

Zełenski niedawno odwiedził kanclerz Merza, gdzie uzgodniono niemiecko-ukraiński program partnerstwa, o którym opowiem osobno. W odniesieniu do produkcji dronów dla Ukrainy, oficjalne oświadczenie niemieckiego rządu brzmi:

„Niemcy będą nadal wspierać ukraiński przemysł dronów, a ponadto tworzyć spółki joint venture w zakresie produkcji dronów. Uzupełnieniem tego będzie promowanie partnerstw opartych na współpracy w zakresie danych oraz wspólnych inicjatywach w dziedzinie badań i rozwoju, a także innowacji”.

Mówiąc wprost, oznacza to, że niemiecki rząd zamierza przenieść część ukraińskiej produkcji dronów do Niemiec, co uczyni te firmy i ich zakłady legalnymi celami rosyjskich ataków.

Ostrzeżenie Rosji

W środę wydarzyło się coś bezprecedensowego. Rosyjskie Ministerstwo Obrony wydało oświadczenie ostrzegające przed atakami na te obiekty. Wydało też dość wyraźne ostrzeżenie dla ludności dotkniętych atakami krajów europejskich, aby trzymała się z daleka od tych miejsc.

W przeszłości pojawiło się wiele rosyjskich ostrzeżeń dotyczących otwartego zaangażowania krajów europejskich w wojnę, więc łatwo byłoby zignorować to rosyjskie ostrzeżenie i stwierdzić, że Rosja po prostu blefuje. Jednak to rosyjskie ostrzeżenie różni się znacząco od wszystkich poprzednich w jednym kluczowym aspekcie.

Jak Państwo wiedzą, począwszy od 2022 roku, uczestniczyłem w kilku konferencjach prasowych dla zagranicznych dziennikarzy w regionie Donbasu, organizowanych przez rosyjskie Ministerstwo Obrony. Dla każdego wydarzenia uruchamiany był czat na Telegramie, na którym uczestnicy omawiali kwestie organizacyjne. Obejmowało to szczegóły takie jak organizacja podróży, czas i miejsce oczekiwania każdego autobusu itd. Po wydarzeniu te czaty „umarły” i nic tam nie publikowano. Moje archiwum na Telegramie zawiera siedem takich „martwych” czatów z 2022 i 2023 roku.

W środę wszystkie te czaty „odżyły”. Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało swoje ostrzeżenie we wszystkich z nich, więc ewidentnie ma silny interes w tym, aby jego najnowsze oświadczenie zostało upublicznione, zwłaszcza przez zagranicznych dziennikarzy, a tym samym przez zagraniczną opinię publiczną. W związku z tym publikuję oświadczenie w całości w celach informacyjnych:

„Według dostępnych informacji, 26 marca 2026 r., w obliczu rosnących strat i pogłębiającego się niedoboru kadrowego w ukraińskich siłach zbrojnych, rządy kilku krajów europejskich podjęły decyzję o zwiększeniu produkcji i dostaw dronów do ataków na terytorium Rosji na Ukrainie.

Planowany jest znaczny wzrost produkcji dronów dla reżimu w Kijowie poprzez zwiększenie finansowania „ukraińskich” i „wspólnych” firm w krajach europejskich, które produkują drony bojowe i ich komponenty.

Uważamy tę decyzję za celowy krok prowadzący do drastycznej eskalacji sytuacji militarno-politycznej w Europie i stopniowego przekształcania tych krajów w strategiczne zaplecze Ukrainy.

Realizacja scenariuszy ataków terrorystycznych na Rosję, zapowiadanych przez przedstawicieli reżimu w Kijowie, z wykorzystaniem rzekomo „ukraińskich” dronów produkcji europejskiej, doprowadzi do nieprzewidywalnych konsekwencji.

Zamiast wzmacniać bezpieczeństwo państw europejskich, działania rządów europejskich coraz bardziej wciągają te kraje w wojnę z Rosją”. Społeczeństwo europejskie powinno nie tylko jasno zrozumieć prawdziwe przyczyny zagrożeń dla swojego bezpieczeństwa, ale także poznać adresy i lokalizacje „ukraińskich” i „wspólnych” firm, które produkują drony i ich komponenty dla Ukrainy w swoich krajach”

I tutaj następuje lista 21 lokalizacji, głównie w krajach europejskich, gdzie produkowane są drony lub ich komponenty dla Ukrainy. Lista (w języku rosyjskim https://t.me/mod_russia/62686, w języku angielskim https://archive.ph/D8Frg) obejmuje również trzy firmy z siedzibą w Niemczech: DaVinci Avia GmbH, producenta dronów z siedzibą w Monachium, oraz ukraińską firmę Airlogix, która również produkuje drony we współpracy z niemiecko-amerykańską firmą programistyczną Auterion. Trzecią firmą, według oświadczenia, jest 3W Professional z Hanau w Hesji.

Fakt, że Merz i Zełenski ogłosili rozpoczęcie „strategicznego partnerstwa” z Ukrainą podczas wizyty Zełenskiego w Berlinie, które obejmuje również „pogłębioną współpracę obronną”, oznacza, że ​​działania te są już w toku, ponieważ te wspólne przedsięwzięcia są już aktywne w Niemczech.

Ukraińskie drony dalekiego zasięgu z Niemiec

Jednym z omawianych dronów jest dron o nazwie „Anubis” (zdjęcie na początku tego artykułu), o którym również wspominały niemieckie media. To dron opracowany na bazie irańskich dronów Shahed, do których jest bardzo podobny. Oficjalnie jest to projekt ukraińskiej firmy Airlogix z siedzibą w Monachium, na co zwróciło uwagę rosyjskie Ministerstwo Obrony w swoim oświadczeniu.

Oficjalnie niewiele wiadomo o Anubisie. Jednak według portali specjalizujących się w tematyce wojskowej nie jest to projekt ukraiński, lecz „Anubis” bazuje na dronie Artemis ALM-20 amerykańskiej firmy Auterion, którą rosyjskie Ministerstwo Obrony również wymienia jako partnera ukraińskiej firmy Airlogix.

Artemis ma zasięg 1600 kilometrów i może przenosić głowicę bojową o masie 45 kilogramów. Można zatem założyć, że są to również parametry techniczne Anubisa, który jest obecnie produkowany w Monachium dla Ukrainy.

Biorąc pod uwagę ogromne znaczenie dronów we współczesnej wojnie, rosyjskie ostrzeżenie, że ukraińskie zakłady produkujące drony za granicą są dla Rosji uzasadnionym celem, nie powinno być lekceważone. Być może mądrze byłoby w przyszłości unikać tych miejsc.

Stąpanie po krawędzi

[Musze skomentować, dla mniej uważnych: Oba omawiane bloki należą do Nowy Porządek Świata (ang. New World Order), a więc do anty-cywilizacji. Mirosław Dakowski]

Stąpanie po krawędzi

Prof. Stanisław Bieleń

Niekończąca się wojna na Ukrainie spowodowała silną identyfikację polskich elit politycznych z interesami tego państwa. Im więcej ujawnia się negatywnych skutków tego zdogmatyzowanego stanowiska, tym bardziej narasta werbalizowanie  wrogości i nienawiści wobec Rosji i jej prezydenta.

Służy to przede wszystkim uzasadnianiu dotychczasowej polityki upartego trzymania się racji ukraińskich, gdy w rzeczywistości ze względu na postawę USA i paru mniejszych państw kruszy się solidarność Zachodu w obronie jednolitego frontu wsparcia dla Kijowa. Publiczne osądzanie Władimira Putina jako zbrodniarza wojennego stało się rytuałem wystąpień najważniejszych polityków w państwie na czele z prezydentem Nawrockim. Ponieważ zbrodnie wojenne mają miejsce także na Bliskim Wschodzie, występuje jaskrawy dysonans między piętnowaniem rosyjskiego przywódcy a dobrotliwym podejściem do prezydenta USA i premiera Izraela, którzy przecież także zasługują na miano zbrodniarzy wojennych. Postawa taka razi jednostronnością i relatywizmem, nie mówiąc o hipokryzji.

Koncentrowanie gniewu wyłącznie na rosyjskim przywódcy świadczy z jednej strony o afektywnym i emocjonalnym nastawieniu polskich polityków, a z drugiej o braku jakiegokolwiek pomysłu na perspektywiczne i realistyczne zrównoważenie stosunków z sąsiadami. Polscy politycy ze swoją pryncypialnością w ocenach Rosji, zawziętością i nieustępliwością, tkwią w XIX-wiecznej filozofii insurekcjonizmu i dziedziczonym po komunizmie kompleksie zależności satelickiej. Tymczasem świat znajduje się już w całkiem innym miejscu!

Polskie myślenie polityczne o Rosji…

determinuje pamięć o dominacji radzieckiej i przymusowej „komunizacji” PRL. Niezależnie od orientacji ideowo-politycznej, wszystkie ekipy rządzące w III RP uczyniły z „polityki pamięci” główne narzędzie swoich działań i zaniechań wobec Rosji, narzucając w dyskursie publicznym język moralizatorski, przywołujący „odwieczne zagrożenie” w postaci „imperium” i „barbarzyńskiej tyranii”. Ze względu na presję polityczną zamilkły środowiska profesjonalnych rosjoznawców, fachowców od rosyjskiej historii, kultury, literatury, teatru, filmu. Otwarto pole dla harcowników i zagończyków, przydatnych w podsycaniu napięć i konfliktów, zadeklarowanych rusofobów i podżegaczy wojennych. Czy naprawdę dla uzasadnienia strategicznej reorientacji na Zachód, w stronę NATO i Unii Europejskiej, trzeba było się uwiarygadniać poprzez całkowite wyparcie pozytywnych ocen wcale niemałego dorobku w stosunkach między obu państwami i narodami?

Polska i Polacy wpisali się wzorowo w ogólne trendy wyobcowania Rosji ze wspólnoty europejskiej. Okres po „zimnej wojnie” sprzyjał bowiem wyizolowaniu wschodniego mocarstwa jako egzystencjalnego wroga. Na XX-wieczną historię Rosji spoglądano przez pryzmat dwu wielkich katastrof geopolitycznych, tj. rewolucji bolszewickiej 1917 roku i rozpadu ZSRR w 1991 roku. Wydarzenia te wpisano w cykl jej historycznych klęsk wewnętrznych, prowadzących do całkowitego zerwania z Zachodem. Towarzyszyło im budowanie „muru niewiedzy” i lekceważenia wokół Rosji, który wyzwolił nawet w państwach małych – jak wśród Bałtów – nienawistną chęć odegrania się za historyczne traumy i porażki.

Polskim politykom odpowiada interpretowanie historii Rosji przez pryzmat największych katastrof rosyjskich, gdyż dzięki zwycięskiej wojnie z bolszewikami oraz pozbyciu się radzieckiej kurateli Rzeczpospolita mogła odzyskać – przynajmniej w wyobraźni – samodzielność podmiotową. Podtrzymywanie wizerunku „Rosji barbarzyńskiej” sprzyja jednak tworzeniu pustej przestrzeni na mentalnej mapie wschodniego sąsiedztwa. Epatowanie społeczeństwa wrogą propagandą i poleganie jedynie na tendencyjnych przekazach ukraińskich powoduje, że Polacy z premedytacją nie znają dzisiejszej Rosji. Widać już tego opłakane skutki w sferze medialnej, w debatach politycznych i opracowaniach pseudonaukowych. Staliśmy się zakładnikami ignorancji i ogłupienia na własne życzenie. Rządzącym brakuje politycznej przenikliwości oraz dalekowzroczności. Doradztwo polityczne  ma charakter tendencyjny i oderwany od realiów. Polscy politycy nie myślą w kategoriach własnych interesów i korzyści, a dominująca wśród nich logika szkodzenia Rosji całkowicie  sparaliżowała niezależną inicjatywność dyplomatyczną.

Dekompozycja hegemonicznego porządku pokazuje jednak żywotną zdolność Rosji do udziału w nowych konstelacjach geopolitycznych, które mogą osłabiać zbiorowy Zachód. Może ona tworzyć rozmaite ogniska napięć oraz współdecydować o niestabilności regionalnej w różnych częściach świata. Ponieważ Ameryka, ten idealizowany lider Zachodu, kompromituje się ze względu na swoje nowe podboje o charakterze imperialistycznym, Rosja przychodzi w sukurs zagrożonym narodom, co czyni ją ważnym uczestnikiem gry rywalizacyjnej. Widać to choćby w finezyjnej pomocy dla zaatakowanego przez Izrael i USA Iranu, czy energetycznego wspierania Kuby.

W kontekście negocjacji dotyczących Ukrainy Rosjanie wykazują się godną uwagi stanowczością. Wywołuje to irytację zachodnich polityków, sympatyzujących z władzami w Kijowie. Rosja przekonała się, podobnie jak Iran w ostatnich miesiącach przed izraelsko-amerykańską agresją, że gotowość do kompromisu w jakiejkolwiek sprawie prowokuje ciągle nowe żądania, a za naiwność i ufność płaci się wysoką cenę. Podstawą równoprawnych rokowań jest zawsze minimum zaufania wzajemnego i gotowość do rozmawiania w dobrej wierze. Tymczasem USA ze swoimi zachodnimi partnerami dopuszczają iście makiaweliczne  metody osiągania swoich celów, nie wyłączając podstępu, szantażu i oszustwa.

Szczególnie perfidne stają się celowane ataki na przywódców politycznych i dowódców wojskowych, które przeczą jakimkolwiek zwyczajom wojennym i konwencjom międzynarodowym. W kontekście tego, co stało się w Iranie, gdy śmierć ajatollaha Alego Chameneiego, członków jego rodziny oraz wysokich rangą osobistości armii i władzy wstrząsnęła opinią międzynarodową, wszystkie państwa, które są w konflikcie z Zachodem, także Rosja, muszą zdawać sobie sprawę z zagrożeń dla własnych przywódców. Przypadki Wenezueli i Iranu pokazują, że ochrona przywódców narodowych staje się zadaniem nie tylko służb specjalnych, ale także sił zbrojnych.

Ze względu na kryzys cywilizacyjny Zachodu Rosja dysponuje – zdaniem wielu obserwatorów – licznymi atutami, aby przyczynić się do odnowy kulturalnej Starego Świata. Otwarcie administracji Donalda Trumpa na dialog dyplomatyczny z Władimirem Putinem, mimo sprzeciwów ze strony europejskich sojuszników Ameryki, oznacza radykalną rewizję podstaw aksjologicznych i zmianę kryteriów przynależności do światowej „ekstraklasy”. O ile Stany Zjednoczone kolejny raz w historii mają inicjatywę w zmienianiu  mapy geopolitycznej, o tyle Europa traci na znaczeniu, nie mając żadnych przewag cywilizacyjnych.

Atuty Rosji

Rosja, Chiny czy Indie, a także atakowany z furią Iran należą do odrębnych oryginalnych cywilizacji i nie podporządkują się monokulturze zachodniej. Czynniki historyczne, kulturowe, religijne czy ideologiczne odgrywają w nich ważne role spoiwa i konsolidacji wewnętrznej. Paradoksem jest to, że Europie spośród wymienionych „państw-cywilizacji” najbliżej jest właśnie do Rosji. Działając wbrew własnym interesom – co jaskrawo uwidoczniła osobna postawa Węgier i Słowacji – Europejczycy odmówili lukratywnych dostaw energii, cierpiąc z powodu antyrosyjskich sankcji nie mniej niż sama Rosja. Obecnie, gdy świat stanął na krawędzi kryzysu, który z winy Izraela i Stanów Zjednoczonych może objąć globalną gospodarkę, politycy zachodnioeuropejscy tracą grunt pod nogami. Odmawiając solidarnego wsparcia administracji Trumpa, narażają się na wiele ryzyk, wśród których konieczność rewizji stosunków z Rosją może okazać się najmniej kosztowną.

Europa znalazła się w pułapce polityki powstrzymywania Rosji, jaką narzucały jej przez lata Stany Zjednoczone. Polityka ta skończyła się niepowodzeniem. Putinowi udało się obronić niezależność, a Rosja nie uległa ani próbom „ucywilizowania” jej na modłę zachodnią, ani „wasalizacji” przez Stany Zjednoczone. Europejscy przywódcy utracili natomiast samosterowność, gdyż ślepo podporządkowywali się dyrektywom Waszyngtonu. Znikła ich zdolność budowania długoterminowej wizji jedności kontynentu europejskiego oraz realistyczne poczucie historii.

Rosji nie udało się pokonać, ani upokorzyć, mimo ogromnej pomocy udzielonej przez Zachód Ukrainie podczas toczącej się wojny. Kolejny raz okazało się, że gdy stawką są żywotne interesy mocarstwa, szanse na jego pokonanie są znikome. Amerykanie jako pierwsi zrozumieli to, że wejście Ukrainy do NATO, traktowanego przez Moskwę jako  wrogi sojusz, oznaczałoby koniec Rosji jako suwerennego państwa. Jak przyznają amerykańscy realiści, ich reakcja byłaby identyczna jak reakcja Rosjan. Nie bez powodu tu i ówdzie przywołuje się lekcje z kryzysu kubańskiego 1962 roku, kiedy amerykański establishment jednoznacznie reagował na zagrożenia egzystencjalne ze strony wrogiego mocarstwa.

Nauczeni tymi doświadczeniami Amerykanie podczas drugiej kadencji Donalda Trumpa odrzucili błędną koncepcję globalnej dominacji, stawiając Europę przed faktem dokonanym. Było nim otwarcie na dialog z Putinem na temat zakończenia bezsensownej wojny na Ukrainie. Ze względu na inercję psychologiczną oraz  interesy kompleksów zbrojeniowych Unia Europejska i jej przywódcy nie są jednak zainteresowani zakończeniem tej wojny. Choć apele prezydenta Ukrainy o kolejne transze pomocy stały się mniej nachalne, to jednak  niekończące się konsultacje Wołodymyra Zełenskiego z Emmanuelem Macronem, Keirem Starmerem i Friedrichem Merzem podtrzymują iluzję, że stare potęgi jeszcze cokolwiek znaczą. Kompromituje się też Ursula von der Leyen, przekształcając Komisję Europejską w sztab wojenny wspomagający soldateskę w Kijowie.

Haniebna napaść na Iran

Tymczasem dynamika procesów międzynarodowych zaskakuje swoją przewrotnością w stosowaniu siły w innych miejscach globu o skutkach trudnych do przewidzenia. Haniebną napaść izraelsko-amerykańską na Iran i związane z tym działania odwetowe można potraktować jako punkt zwrotny w przekraczaniu wszelkich barier, które wcześniej służyły przynajmniej szukaniu pretekstów czy zachowaniu pozorów dla usprawiedliwienia interwencji militarnych zakrojonych na dużą skalę. Okazuje się, że ambicje i obsesje dwu uwikłanych w skandaliczne afery polityków, Netanjahu i Trumpa, wykorzystujących dziwaczne ideologiczne i pseudoreligijne uzasadnienia dla swoich misji, odsłoniły nie tyle patologie osobowości, ile drapieżne oblicze sił stojących za nimi, zmierzających do narzucania swojej regionalnej i globalnej supremacji.

Agresorzy zadają Iranowi potężne ciosy i wykorzystują  wszelkie atuty przewagi militarnej, przy osobliwym milczeniu tzw. społeczności międzynarodowej wobec ewidentnego ludobójstwa i zbrodni wojennych. Nie mogą jednak zdusić determinacji dumnego narodu irańskiego do obrony swoich wartości i żywotnych interesów. A co najważniejsze, Iran nie jest w stanie wygrać  militarnie z agresorami, ale ma siłę destrukcji – może skutecznie zdestabilizować globalne rynki energetyczne. To spowoduje eskalację napięć w wielu miejscach globu. W obliczu deficytu nośników energii wojna przywraca znaczenie Rosji jako ważnego ich dostawcy i producenta.

Agonia Ukrainy

W tym kontekście wiele wskazuje na to, że w obliczu katastrofy geopolitycznej na Bliskim Wschodzie rozwiązanie konfliktu ukraińskiego nastąpi na warunkach rosyjskich. Elity zachodnioeuropejskie muszą bowiem dokonać przewartościowania, czy bardziej zależy im na losach wyludnionej i zniszczonej Ukrainy, czy na przywróceniu stabilności kontynentalnej i bezpieczeństwa energetycznego. Rosjanie zdają sobie wszak sprawę z tego, że regres na tle losów Ukrainy utrzyma się przez najbliższe dekady. Sporadyczne łagodzenie  sankcji i ograniczeń nie zmieni radykalnie wzajemnych nastawień Rosji i Zachodu. Jest to zjawisko związane z naturą zglobalizowanego kapitalizmu, którego immanentną cechą pozostaną permanentne kryzysy.

Póki co, zachodni sojusznicy Ukrainy dokładają wszelkich starań, aby przedłużyć jej agonię, zamiast stworzenia planu powrotu do normalności. Z wypowiedzi czołowych polityków polskich przebija przy tym infantylna bezradność i żenujący brak pomysłu na obronę własnych suwerennych interesów. Potrzebne jest wyjście poza skostniałe frazesy i maniakalne zaklęcia o niezłomności swoich stanowisk, gdyż dynamiczna rzeczywistość wymaga odwagi w dokonywaniu przewartościowań, roztropnego reagowania na zmiany i znalezienia korzystnego miejsca w nowych układach.

Niestety, nie zawsze to, co najbardziej racjonalne, nabiera realistycznych kształtów. Górę biorą pesymistyczne scenariusze rozwoju sytuacji, zainfekowane irracjonalizmem. Brakuje skutecznych narzędzi analitycznych, a prognozowanie praktycznie straciło sens w obliczu nieprzewidywalności i nieobliczalności polityków. Spełnia się wizja jednego z brytyjskich i południowoafrykańskich teoretyków stosunków międzynarodowych, Charlesa Manninga, że próby zrozumienia tego, co się dzieje, przypominają „stąpanie po śliskiej krawędzi górskiej, w ciemnościach, nad przepaścią”. To stan skrajnej niepewności, gdzie każdy krok wiąże się z ryzykiem błędu, a brak widoczności (informacji) potęguje lęk. Ludzkość znalazła się w takim momencie, kiedy wysiłek intelektualny staje się walką o przetrwanie, a odwaga polityków w nazywaniu rzeczy po imieniu jest na wagę złota.

Wieki przegrany – Europa

Upierając się przy swoim zaangażowaniu w konflikt ukraiński, najważniejsi gracze Unii Europejskiej będą zapewne dążyć do rozmieszczenia na Ukrainie broni dalekiego zasięgu, a nawet wysłania swoich kontyngentów wojskowych. Taka jest dotychczasowa logika tej wojny, aby w żadnym wypadku nie nagrodzić agresora i nie uznać jego zwycięstwa. To najgorszy z możliwych scenariusz, którego realizacja będzie w dużej mierze zależeć od tego, jak ukształtuje się sytuacja po zakończeniu awantury irańskiej. Jeśli bowiem administracji amerykańskiej udałoby się zawrócić z drogi eskalacji, to faktycznie jedynie ona może zatrzymać negatywny trend staczania się Europy w katastrofę totalnego zwarcia z Rosją.

Takie przypuszczenie wynika z obserwacji, że Stany Zjednoczone, manipulując  i strasząc opuszczeniem NATO, przejmują przynajmniej na jakiś czas rolę „zewnętrznego” policjanta na scenie europejskiej, przywracając „żelazną kurtynę” między Rosją a resztą Europy, pozostawiając natomiast Ukrainę niczym „krwawiącą ranę” w okrutnym klinczu na długie lata. W ten sposób Trumpowi może nie tylko udać się kolejne „ogranie” Europejczyków, ale i zagwarantowanie ich trwałego uzależnienia wojskowego i energetycznego od Ameryki. Na barkach Unii Europejskiej spocznie obrona Ukrainy, zaopatrywanej w amerykańską broń za pieniądze Europejczyków. W rzeczywistości to USA będą kontrolować przebieg konfliktu, bo przecież w każdej chwili mogą wstrzymać dostawy broni i uzbrojenia.

W procesach poszukiwania nowych przestrzeni dla przywrócenia równowagi i stabilności systemowej  stosunki amerykańsko-rosyjskie pozostaną ważną osią odniesienia. Obu mocarstwom będzie zależeć na tym, aby Chiny ustawić w bezpiecznym dystansie i zapobiec nowemu hegemonizmowi. Losy Tajwanu pozostaną zakładnikiem bezpośredniego ułożenia się między Państwem Środka a słabnącą Ameryką. USA nie opuszczą także dobrowolnie Bliskiego Wschodu, gdyż lobbing proizraelski jest zbyt silny, aby zmieniły się priorytety strategiczne USA wobec Izraela. Zagadką pozostaje Iran, który paradoksalnie może przyspieszyć swoją drogę do przekroczenia progu nuklearnego. W ten sposób ukształtuje się nowa konstelacja wielobiegunowa, gwarantująca powrót do przestrzegania podstawowych reguł gry. Za tym pójdzie przebudowa porządku instytucjonalnego z udziałem nowych potęg Globalnego Południa. W połowie stulecia, gdy nie będzie już Unii Europejskiej ani ONZ, a po potędze Stanów Zjednoczonych pozostaną wspomnienia, system międzynarodowy oprze się na nowej organizacji, która będzie reprezentacją różnorodności cywilizacyjnej, a nie prymitywnego i manichejskiego podziału na autokracje i demokracje.

Realizm polityczny wskazuje wyraźnie, że bez udziału największych potęg, tj. USA, Chin i Rosji nie uda się wyciągnąć systemu międzynarodowego z zapaści, ani ograniczyć eskalacji wojen, które wybuchły w dużej mierze ze względu na arogancję neoliberalnego Zachodu. Gdy Rosja i Chiny, wspierane przez siły Globalnego Południa, przeciwstawią się ekspansji skłóconego Zachodu, istnieje duża szansa i nadzieja na przywrócenie równowagi międzynarodowej i powrót do pokojowego współżycia.

Prof. Stanisław Bieleń  

Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2016)

Osie Trzeciej Wojny Światowej rysują się coraz wyraźniej…

Osie Trzeciej Wojny Światowej rysują się coraz wyraźniej…

Date: 28 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara na podst.: ws/@Proc

Aleksandr Dugin

Oś Netanjahu–Trump skupia się przede wszystkim na Iranie. Gdyby Iran upadł, prawdopodobnie – a nawet najprawdopodobniej – zwróciliby uwagę na wsparcie Ukrainy i na Rosję. Jednak zdesperowany opór Iranu odwraca ich główną uwagę. Obecnie nie mają czasu na Rosję – priorytetem jest Iran.

Oczywiście Trumpa już zupełnie nie interesuje „budowanie pokoju”, dlatego też uregulowanie stosunków z Rosją, jeśli ma w ogóle jakiś sens, to jest on bardzo pragmatyczny. Jego wojna to wojna z Iranem. Izrael uczynił tę wojnę wojną Trumpa. A Trump nie rezygnuje z tego. W ten sposób powstała jedna oś: USA/Izrael przeciwko Iranowi.

Pozostałym siłom regionalnym proponuje się dokonanie wyboru: i to trudnego — albo przyłączyć się do koalicji amerykańsko-izraelskiej, albo do Iranu (Ruchu Oporu). Nie ma mowy o stanowisku pośrednim, a jeśli ktoś spróbuje nalegać na neutralność, będzie bombardowany i atakowany z obu stron. Nie ma tu miejsca na neutralność. Pociąg już odjechał.

Druga oś: UE/Wielka Brytania/globalistyczni politycy w USA (przede wszystkim Partia Demokratyczna) przeciwko Rosji i na rzecz wsparcia reżimu kijowskiego. To prawdziwa i zaciekła wojna, do bezpośredniego udziału w której przygotowuje się większość krajów europejskich (z wyjątkiem Węgier i Słowacji). Partia Demokratyczna w USA promuje właśnie tę wojnę, dlatego Ukraina jest dla niej priorytetem.

Głównym celem obu stron jest wbicie klina między Iran a Rosję, aby nie zorientowały się, że toczą wojnę z tym samym przeciwnikiem. A głównym zarzutem USA i Izraela wobec UE i globalistów, a także głównym zarzutem UE i globalistów wobec USA i Izraela jest właśnie to, że prowadzą one dwie wojny przeciwko dwóm wrogom „cywilizacji Epsteina” jednocześnie, a nie po kolei. Ponieważ wojna z Iranem się przedłuża, Izrael stopniowo zamienia się w Gazę, a światowa gospodarka z powodu zamknięcia Cieśniny Ormuz wkrótce się załamie (w niektórych krajach wprowadzono już blokadę energetyczną), globalistom nie podoba się Trump, który z ich punktu widzenia „wystawia Ukrainę” i odwraca uwagę od głównego wroga – Rosji.

Tę linię podtrzymują sieci Sorosa, które ogólnie nienawidzą Trumpa i Netanjahu. Należy jednak pamiętać o jednym: właśnie ci, którzy najbardziej atakują Trumpa i Izrael za wojnę z Iranem, nie są przeciwni wojnie, ale opowiadają się za wojną z Rosją. Praktycznie wszystkie europejskie siły i całe kraje, które rzuciły się na Netanjahu, domagają się po prostu przesunięcia akcentów na korzyść reżimu Zełenskiego. W Stanach Zjednoczonych głośno o tym krzyczą demokraci.

Iran i Rosja doskonale rozumieją, że nie chodzi o to, kto na Zachodzie jest za wojną, a kto przeciw, ale o to, na kim Zachód chce się skupić w pierwszej kolejności. Oznacza to po prostu, że na pozostałych skupią się w drugiej kolejności. Nikt nie ma żadnych złudzeń. I oczywiście Rosja i Iran walczą po tej samej stronie i przeciwko temu samemu przeciwnikowi. Jakiekolwiek działania na powierzchni niczego nie zmieniają w istocie III wojny światowej. Mgła wojny. Negocjacje. Odwracanie uwagi. Rzucanie piasku w oczy.

Najważniejsze jest teraz, aby nie pozwolić wrogowi – zbiorowemu Zachodowi, cywilizacji Epsteina – pokonywać nas jednego po drugim. Do wojny należy przystąpić jak najszybciej i jak najbardziej radykalnie. Należy wspierać przyjaciół i sojuszników, przekonywać wahających się, wprowadzać społeczeństwo w stan wyjątkowy.

Bardzo wyraźnym przykładem jest wojna informacyjna prowadzona przez Iran, którą ten kraj znakomicie wygrywa. To tylko taka uwaga. Nie jest to krytyka. To spostrzeżenie.

Wiele zależy od Chin. Na razie kraj ten przyjmuje postawę wyczekującą, ale już wypuścił swoją najnowszą broń psychologiczną w postaci profesora Jiang Xueqina. Atakuje on świadomość światowych analityków swoimi przepowiedniami. To już całkiem nieźle.

Po raz pierwszy chińscy intelektualiści zaczęli mówić o spisku syjonistycznym, eschatologii, Sabbatai Zevi, Jakobie Franku, iluminatach, wielkiej geopolityce, światowych elitach kapitalistycznych.

Strategiczne myślenie Chin wysuwa się na pierwszy plan. Koniec z podejściem „win-win” i strategiami typu „panda”. Rzeczy zaczęto nazywać po imieniu.

babylonianempire/koniec-swiata-wedlug-jianga-pax-judaica-i-znamie-bestii

Pekin uderzy na Tajwan, ale nie wiadomo kiedy. Jeśli będzie czekał, aż inne siły wielobiegunowości osłabną lub, broń Boże, upadną, Chiny same nie przetrwają. Dlatego lepiej uderzyć właśnie teraz, otwierając trzeci front. Przeciwko temu samemu wrogowi. Ściśle i bezpośrednio temu samemu.

W tej chwili wróg się przygotowuje, ale nie jest jeszcze gotowy do prowadzenia aż trzech wojen jednocześnie. A jeśli ktoś jeszcze z grona wielobiegunowego otworzy dodatkowy front, siły wroga rozproszą się po całej planecie. Najwyższy czas rozpocząć powszechne, globalne powstanie przeciwko dyktaturze Baala. On wystarczająco się zdradził.

Nieprzypadkowo Peter Thiel, który doprowadził Trumpa do władzy, jeździ po świecie z wykładami o Antychryście. Wszyscy zobaczyli prawdziwe oblicze Zachodu – to Epstein. To zamordowane irańskie uczennice, to dziesiątki tysięcy niemowląt w Gazie. Nikt nie może powiedzieć: nie wiedziałem, nie widziałem, nie byłem w to wtajemniczony. To już nie przejdzie. Wszyscy widzieli i wszyscy wiedzą, a jeśli jeszcze nie walczą po naszej stronie frontu, to w istocie stają po stronie wroga. I stają się uzasadnionymi celami.

babylonianempire/peter-thiel-w-rzymie

Ameryka Łacińska wygląda na razie na wyraźnie słabe ogniwo, a haniebna kapitulacja przed ideami rewolucji i dziedzictwem Chaveza przez żałosnych tchórzy w rządzie Wenezueli przygnębia. Imieniem „Delsi” już nigdy więcej nikt nie będzie nazywał nikogo. Również nazwisko „Rodriguez” mocno ucierpiało. Lula i Brazylia, a także Meksyk i Kolumbia robią coś, aby pomóc Kubie, ale nie decydują się na bezpośrednie rzucenie wyzwania Stanom Zjednoczonym. Boją się. A nie ma się czego bać, jest już za późno.

W Afryce mamy wspaniałych bohaterów w postaci krajów Stowarzyszenia Sahelu (Burkina Faso, Niger, Mali), dumnej Etiopii oraz kilku innych reżimów, które nie ugięły się przed cywilizacją Baala (Republika Środkowoafrykańska, częściowo RPA). Budzi to ostrożny optymizm.

Sunnicki świat islamski jest podzielony, elita jest skorumpowana i zintegrowana z archipelagiem Epsteina, a masy są zdeprawowane przez idiotyczny salafizm i wahhabizm, które zmuszają muzułmanów do wyładowywania gniewu na niewinnych i do obrony interesów USA i Izraela. Osobną pozycję zajmuje dość suwerenny Pakistan (ale ma on swoją własną wojnę z talibami-Pasztunami) oraz Indonezja. Erdogan jest następny do likwidacji w planie syjonistów, ale będzie się wahał (jak zwykle).

Indie, będące filarem wielobiegunowości i państwem-cywilizacją, znalazły się w trudnej sytuacji. New Delhi postrzega Chiny jako głównego regionalnego rywala, a Modi i otaczająca go hindutva z wielką obawą podchodzą do islamu. To skłania Indie do sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, choć raczej nie należy się spodziewać bardziej aktywnej polityki z tej strony frontu.

[wiki: Hindutva to ideologia polityczna i forma nacjonalizmu hinduskiego, dążąca do ustanowienia kultury hinduskiej jako fundamentu tożsamości narodowej Indii (Hindu Rashtra). md]

Najbardziej adekwatnym krajem wydaje się Korea Północna, a najmniej adekwatnym – Japonia.

Trzecia wojna światowa toczy się między tymi, którzy chcą za wszelką cenę zachować i wzmocnić hegemonię zbiorowego Zachodu (zarówno w wersji dzikiej, trumpowskiej i syjonistycznej, jak i w globalistycznym modelu europejskim), a wielobiegunową ludzkością, czyli nami. Już trwa. Na pełnych obrotach.

Można oczywiście nadal udawać, że nic takiego się nie dzieje. Ale po co?

INFO: https://cont.ws/@Proc

Jak Rosja i Indie podchodzą do wojny z Iranem

Jak Rosja i Indie podchodzą do wojny z Iranem

Pepe Escobar

Strategiczne partnerstwo między Rosją a Iranem – mimo że nie obejmuje porozumienia wojskowego – funkcjonuje na kilku powiązanych ze sobą płaszczyznach.

To część 2 dwuczęściowej analizy. Część 1 można przeczytać ;

Chiny: Planetarna obserwacja rakiet, przekazywanie informacji sojusznikom

Prezydent Putin wysłał przyjacielską wiadomość do ajatollaha Modżty Chameneiego, osobiście gratulując mu wyboru na stanowisko Najwyższego Przywódcy Islamskiej Republiki Iranu.

Słowa są ważne (kursywa moja):

„W czasach, gdy Iran stoi w obliczu zbrojnej agresji, Pańskie wysiłki na tym wysokim stanowisku niewątpliwie będą wymagały wielkiej odwagi i poświęcenia. Jestem przekonany, że z honorem będzie Pan kontynuował dzieło swojego ojca i zjednoczy naród irański w obliczu ogromnego wyzwania”.

Po podkreśleniu zagranicznej „agresji” i ciągłości rządu, Putin jednoznacznie potwierdził strategiczne partnerstwo:

„Chciałbym potwierdzić nasze niezachwiane poparcie dla Teheranu i solidarność z naszymi irańskimi przyjaciółmi. Rosja była i pozostanie wiarygodnym partnerem Republiki Islamskiej”.

Pomysł polegał na tym, że zdesperowany prezydent Trump, czyli neo-kaligula, zadzwonił do Putina, prosząc go w zasadzie o mediację i przekonanie Iranu do zaakceptowania zawieszenia broni. Zamiast tego usłyszał uprzejmą recytację niewygodnych faktów dotyczących wojny z wyboru, którą syndykat Epsteina wytoczył Iranowi.

Trump zrzuca na karb swojego ulubionego wysłannika, Steve’a Witkoffa, wraz z wątłym Jaredem Kushnerem i klaunem od pompek, który nazywa siebie sekretarzem stanu ds. nieustannych wojen, jako tych, którzy rzekomo zmusili go do zbombardowania Iranu. To właśnie Witkoff, po rozmowie telefonicznej, twierdził, że Rosja oświadczyła, że ​​nie dzieli się informacjami wywiadowczymi z Iranem, co, jak twierdził, potwierdził asystent prezydenta ds. międzynarodowych Jurij Uszakow.

Bzdura. Uszakow nigdy czegoś takiego nie powiedział. Rosjanie na najwyższym szczeblu politycznym nie komentują kwestii wojskowych związanych ze strategicznymi partnerstwami z Iranem i Chinami.

A teraz fakty.

Rosyjski wywiad, irańska egzekucja i brak porozumienia wojskowego

Nie jest tajemnicą, że Moskwa podzieliła się z Teheranem informacjami wywiadowczymi – i danymi bojowymi – zebranymi na Ukrainie, które można określić mianem przemysłowych. Znaczna część zaawansowanej technologii zagłuszania i wywiadu satelitarnego, która prowadzi do seryjnego niszczenia radarów THAAD, radarów Patriot i wszelkich innych ultraciężkich stacjonarnych instalacji radarowych, pochodzi zarówno z Rosji, jak i Chin.

Nawet jeśli nie opublikowano nagrania rosyjskich systemów S-400 i Krasucha, które skutecznie przechwyciły amerykańskie rakiety – i prawdopodobnie nigdy nie zostaną opublikowane – faktem pozostaje, że rosyjscy technicy pomagają irańskim załogom w precyzyjnym dostrajaniu torów lotu rakiet i dronów w trakcie lotu.

Istnieje więc wyrafinowana, praktyczna współpraca chińskich i rosyjskich dostawców obrazów orbitalnych o wysokiej rozdzielczości i wsparcia celów, a także rojów tanich dronów wartych 20 000 dolarów.

Rosja dostarczyła Iranowi zmodernizowane, przetestowane w boju drony Geran-3 i Geran-5. To de facto rosyjskie Szahedy: śmiercionośne, niedrogie pociski manewrujące wyposażone w system przeciwzakłóceniowy za pomocą anteny kometowej i zdolne do osiągania prędkości 600 km/h. Są one teraz wszechobecne na polu bitwy.

A teraz czas na najbardziej pikantną część.

Niecały tydzień przed niszczycielskim atakiem „syndykatu Epsteina” na Teheran 28 lutego rosyjski wywiad przesłał Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej w pełni opracowany amerykański plan ataku – wraz z macierzami celów, platformami startowymi i harmonogramem.

Więc IRGC wiedziało dokładnie, czego się spodziewać.

Sześć tygodni wcześniej, w grudniu ubiegłego roku, Moskwa podpisała wartą 500 milionów euro umowę na dostawę broni z Iranem, obejmującą dostawę 500 wyrzutni przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych Verba i 2500 zaawansowanych pocisków rakietowych 9M336.

W zasadzie Rosja zapewnia Iranowi wywiad i obronę powietrzną. Chiny zaś dostarczają pociski przeciwokrętowe i satelitarny nadzór w czasie rzeczywistym.

Piękno tego wszystkiego polega na tym, że nie ma tu żadnego formalnego sojuszu trójstronnego. Ani traktatu wojskowego. Wszystko jest osadzone w ich wzajemnie powiązanych partnerstwach strategicznych.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie ma się co dziwić, że zdezorientowany syndykat Epsteina obwinia rosyjski i chiński wywiad za potwierdzone ataki, takie jak atak na stację łączności satelitarnej, będącą częścią izraelskiej jednostki łączności i obrony cybernetycznej wojska w pobliżu Beer Sheeba.

A nie wspomnieliśmy jeszcze o kolejnym, nieuniknionym kroku Rosji: zainstalowaniu w Iranie niezwykle potężnego systemu obrony powietrznej S-500 Prometeusz.

Jak zdobyć udziały w rynku bez wysiłku

Strategiczne partnerstwo między Rosją a Iranem – mimo że nie obejmuje porozumienia wojskowego – funkcjonuje na kilku powiązanych ze sobą płaszczyznach.

Jeśli chodzi o energetykę, Moskwa, działając na polecenie Putina, ocenia obecnie, co mogłoby ostatecznie doprowadzić do ostatecznego zapobiegawczego wstrzymania pozostałego eksportu do UE, tak aby można go było przekierować do Azji po coraz wyższych cenach.

Wreszcie UE zamierza stopniowo wycofywać rosyjski gaz: od końca kwietnia zostaną zakazane kontrakty krótkoterminowe, do końca roku całkowity zakaz obejmie LNG, a do 2027 r. zakaz obejmie gaz przesyłany rurociągami.

Znaczna część LNG jest już przekierowywana do Chin, Indii, Tajlandii i Filipin. Zgodnie z hasłem: „Podążaj za pieniędzmi”, tankowce LNG są przekierowywane w trakcie podróży z portów europejskich do Azji, gdzie mogą liczyć na wyższe ceny spot.

Każdy dzień, w którym Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta – a tak pozostanie – zapewnia Rosji dodatkowy udział w rynku, wszędzie, po wyższej cenie, bez zbędnego wysiłku.

Sekretarz irańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ali Larijani wyraził się jasno i wyraźnie w kilku językach, w tym po rosyjsku: jeśli chodzi o Ormuz, istnieją „otwarte możliwości dla wszystkich”, co oznacza partnerstwo z sojusznikami, Rosją i Chinami, ale jest to „ślepy zaułek dla podżegaczy wojennych”, co oznacza syndykat Epsteina i innych wrogich aktorów.

Rosja z pewnością nie potrzebuje otwartej Cieśniny Ormuz. Mimo to otrzymała przyzwolenie od Laridżaniego, potwierdzające ich partnerstwo.

Wojna „syndykatu Epsteina” z Iranem okazuje się niezwykle dochodowa dla rosyjskiego budżetu państwa – czego nie widziano od czasu gwałtownego wzrostu cen na początku 2022 roku. Z zamkniętą Cieśniną Ormuz i całkowitym wykluczeniem katarskiego LNG, rosyjska energia jest jedyną opcją: nie jest już surowcem objętym sankcjami. Można by rzec: wojna z Iranem zamienia rosyjską ropę i gaz w broń.

Czego Indie nauczą się ze swojej podwójnej zdrady

Z drugiej strony Indie są przypadkiem, który mógłby wysadzić w powietrze każdy gabinet psychoanalizy.

New Delhi będzie przewodniczyć BRICS w 2026 roku. Jest jednym z członków założycieli BRICS, a Iran jest pełnoprawnym członkiem BRICS. Wszyscy pierwotni członkowie BRICS potępili wojnę „syndykatu Epsteina” z Iranem: Brazylia, Rosja, Chiny i Republika Południowej Afryki. Indie czekały trzy dni, zanim w zasadzie stwierdziły, że Iran i Stany Zjednoczone powinny ze sobą „grzecznie” rozmawiać.

Podczas gdy premier Modi podpisywał umowy obronne z tą sektą śmierci z Azji Zachodniej – 40% jego eksportu broni trafia do Indii – partner BRICS został zbombardowany właśnie tą bronią.

Modi rzeczywiście przebywał w Izraelu, rozwodząc się nad „ojczyzną” (Indiami) i „ojczyzną” (Izraelem) zaledwie 48 godzin przed tym, jak „kult śmierci” w Azji Zachodniej i szerszy „syndykat Epsteina” rozpoczęły atak dekapitacyjny na Teheran.

W praktyce grupa Modiego postawiła umowy dotyczące broni – i obniżki ceł wprowadzone przez Trumpa – ponad prawem międzynarodowym.

I robi się jeszcze brudniej.

Indie nie mogły nawet wydać pro forma oświadczenia potępiającego amerykański atak torpedowy na irański okręt wojenny Iris Dena na wodach międzynarodowych – po tym, jak indyjska marynarka wojenna gościła Iris Dena w ramach ćwiczeń wojskowych. Potępili go wszyscy członkowie założyciele BRICS. Indie nie.

Kontrowersje trwają: Indie mogły nawet podać Amerykanom współrzędne Iris Deny, która była nieuzbrojona i zaproszona. A teraz, pod presją Ameryki, Sri Lanka odmawia wydania ciał Iranowi.

Ocena, jak głęboko zdrada Indii rozdarła BRICS, zajmie trochę czasu. W obecnej sytuacji BRICS jest w śpiączce.

Może jednak coś dobrego z tego wyniknie. A to dzięki bezgranicznej irańskiej finezji.

Subrahmanyam Jaishankar, minister spraw zagranicznych Indii, przeprowadził rozmowę telefoniczną z Abbasem Araghchim, ministrem spraw zagranicznych Iranu.

Araghchi poradził sobie z tym jak prawdziwy dżentelmen. Nie pouczał Indii ani nie wybuchał gniewem – co byłoby w amerykańskim stylu. Zachował powściągliwość, dając Indiom do zrozumienia, że ​​Iran jest w pełni świadomy, że Nowe Delhi znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, i że Teheran interpretuje tę strategiczną niejednoznaczność jako raczej korzystną niż wrogą.

W praktyce Iran jest niemal sąsiadem Indii: południowe wybrzeże Makran leży naprzeciwko zachodniego wybrzeża Indii, po drugiej stronie Morza Arabskiego. Z portu Kandla w Gudżaracie do Czabaharu w Sistanie-Beludżystanie jest to zaledwie 550 mil morskich. Jest to korytarz morski, który przez wieki służył jako morski Jedwabny Szlak między dwiema cywilizacjami.

A teraz wszystko to powraca jako część Międzynarodowego Korytarza Transportowego Północ-Południe (INSTC), który łączy 3 państwa BRICS: Rosję, Iran i Indie, co jest tematem mojego filmu dokumentalnego „Złoty Korytarz”, który nakręciłem w Iranie w zeszłym roku.

Ponadto Iran jest najbliższym głównym źródłem ropy naftowej i LNG dla Indii.

Rosja daje teraz Indiom własną lekcję. Nowe Delhi będzie musiało za to słono zapłacić – na przykład za brak zniżek na energię – mimo że Moskwa jest gotowa potencjalnie zwiększyć udział Indii w imporcie rosyjskiej ropy naftowej nawet do 40%, co potwierdził wicepremier Rosji Aleksandr Nowak.

Nowe Delhi może nie brać pod uwagę ogromnych stawek wojny syndykatu Epsteina z Iranem.

Moskwa i Pekin działają jednak na zupełnie innym poziomie. Dążą do optymalnego rezultatu: wojny, której Imperium Chaosu nie może wygrać – i to za cenę, na którą nie może sobie pozwolić.

Wszystko jest gotowe. Rosja poinformowała Iran o tym, co miało nastąpić; Rosja i Chiny dostarczają kluczowe informacje wywiadowcze i prowadzą całodobowy nadzór satelitarny; a Decentralized Mosaic wykonuje większość pracy. Wyjątkowy „plan” ataku był od samego początku głęboko zagrożony.

Źródło: Jak Rosja i Indie podchodzą do wojny z Iranem

Albo Putin, albo kryzys energetyczny

Jankowski: Albo Putin, albo kryzys energetyczny

Tomasz Jankowski

Wojna na Bliskim Wschodzie przyłożyła europejskiej energetyce z plaskacza po raz trzeci w ciągu kilku lat. Skończyły się żarty, bo skończyły się pomysły na alternatywne źródła taniej energii. Słupki i procenty szybko zaczęły lecieć w dół po tym, gdy okazało się, że konflikt będzie nieco dłuższy niż założyli sobie w Waszyngtonie.

To, co eurokraci ogłaszali jako „epokowy sukces”, czyli rezygnacja z dostaw surowców z Rosji, szybko weryfikuje się poprzez rzeczywistość w rachunkach i na stacjach benzynowych. Ale nie tylko. Bo mowa także o gospodarce, która się dusi. I choć urzędnicy w Brukseli robią dobrą minę do złej gry, to niebawem kontynent stanie przed tytułowym wyborem.

Niech przemówią liczby

Żeby nie był gołosłownym, bo zawsze taki zarzut może się pojawić. W 2025 roku rosyjskie paliwo kosztowało od 20 do 27 euro za megawatogodzinę, podczas gdy amerykański LNG kosztował od 33 do 50 euro. Zastępując 120–150 miliardów metrów sześciennych rocznie, Europa od 2022 roku przepaliła w piecu 200–300 miliardów dolarów.

Aby zdać sobie sprawę z kruchości tego, co nazywa się „strategią energetyczną UE”, wyobraźmy sobie, że przeprowadzamy się w mieście z wynajmowanego mieszkania o stabilnej cenie do hotelu, w którym stawki dzienne zależą od pogody czy popytu turystycznego. Bo to również istotny fakt: brak stabilnej ceny LNG zależny jest od rynku, a ten z kolei od dostępności szlaków transportowych, które właśnie ulegają zniszczeniu przez wojnę z Iranem. W obliczu eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie Iran systematycznie atakuje infrastrukturę energetyczną Zatoki Perskiej, skutecznie blokując Cieśninę Ormuz. Obecnie tylko rosyjskie i chińskie statki bezpiecznie żeglują po tych wodach.

Ale nawet gdyby tej wojny nie było, według omawianej już „strategii”, do 2029 roku Stany Zjednoczone będą dostarczać aż do 70% europejskiego zapotrzebowania na LNG. Bez ceny stałej. Czyli silny mróz w Teksasie lub rosnący popyt ze strony azjatyckich koncernów natychmiast podniosą rachunki za ogrzewanie w Niemczech. Tak to działa.

To nie czasowy przestój

Donald Trump, zgodnie z tradycją podaje różne terminy zakończenia konfliktu. Albo w nie sam nie wierzy, albo ich na następny dzień już nie pamięta. Trudno się do tego przywiązywać. W każdym razie administracja Białego Domu już wie, że kryzys dostaw gazu i ropy naftowej z kierunku bliskowschodniego to zjawisko mogące istnieć długo. Pojawiają się więc mniej lub bardziej poważne pomysły jego rozwiązania.

Prezydent USA zasugerował np. wykorzystanie… Marynarki Wojennej do eskortowania tankowców, bo firmy żeglugowe odmawiają podjęcia ryzyka poruszania się Cieśniną Ormuz. Wielcy armatorzy, w tym MSC, Maersk i Hapag-Lloyd, w ogóle zawiesili trasy przez cieśninę po atakach dronów. W rezultacie globalne koszty frachtu gwałtownie wzrosły i to na tyle, że cała operacja podniosłaby koszty finalnego produktu jeszcze bardziej. A nie o to przecież chodzi.

Z drugiej strony, wraca temat wykorzystania rurociągu NordStream. Mówią o tym bynajmniej nie w Europie, ale w… Stanach Zjednoczonych właśnie. Amerykański miliarder Stephen Lynch zwrócił się niedawno do Waszyngtonu o pozwolenie na zakup tej infrastruktury na aukcji upadłościowej po cenie… złomu, mimo że aktywa te szacowane są na 11 miliardów dolarów. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, zmaterializuje się sprytny plan: amerykańskie firmy będą wysyłać swój LNG na wysoce dochodowe rynki azjatyckie, jednocześnie zaopatrując Europę w gaz za pośrednictwem sprywatyzowanego rosyjskiego gazociągu.

Zełenski pomoże. Niechcący.

Tymczasem napięcia wokół rurociągu naftowego „Przyjaźń” sięgają zenitu. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zakręcił kurek, uderzając w gospodarkę Budapesztu zaledwie miesiąc przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech, co słusznie wywołuje podejrzenia o chęć ingerencji Ukraińców w węgierskie wybory. Początkowo Komisja Europejska odrzuciła możliwość interwencji określając to jako „lokalny spór”, ale teraz blokada rurociągu przeradza się w poważne zagrożenie dla całej sieci energetycznej Unii Europejskiej.

Może więc właśnie dlatego upadły dyskusje o 20. pakiecie sankcji przeciwko Rosji. Wspólnota jednak szybko traci czas na manewry. Prezydent Rosji Władimir Putin otwarcie zasugerował natychmiastowe zakręcenie kurka gazowego, wyprzedzając ewentualne europejskie embargo i umożliwiając Rosji skierowanie się w stronę nowych rynków. Choć to tylko publicystyczna zapowiedź, to jego ostrzeżenie oznacza, że ​​okno na kompromis zamyka się z hukiem.

Ewentualne porozumienie byłoby oczywiście zależne od zmiany stanowiska Brukseli wobec Ukrainy. Ale Europa nie bardzo ma wyjście. Dostęp do rosyjskich surowców dałby gospodarce kontynentu oddech i przywrócił szanse na stanowienie jakiejkolwiek konkurencji w wysoko przetworzonej produkcji. Tym bardziej w związku z brakiem stabilności dostaw np. do Chin. Inaczej Unia Europejska stanie się tylko podrzędnym nabywcą i płatnikiem dla energetyki amerykańskiej. Bardzo zresztą możliwe, że również opartej o… te same rosyjskie zasoby.

Tomasz Jankowski

Rosja serwuje Radzie Współpracy Zatoki Perskiej i Indiom zimne danie

Rosja serwuje Radzie Współpracy Zatoki Perskiej i Indiom zimne danie

Powiedzenie „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” pochodzi z języka francuskiego („La vengeance se mange froide”) i pojawiło się w XIX-wiecznej literaturze angielskiej. Większość Amerykanów nie zna francuskiego pochodzenia tego powiedzenia. Weszło ono do kultury popularnej dzięki Star Trekowi. W filmie „Star Trek II: Gniew Khana” (1982) Khan Noonien Singh wypowiada tę kwestię podczas napiętej rozmowy wideo z admirałem Kirkiem.

Ach, Kirk, mój stary przyjacielu… znasz klingońskie przysłowie? „Zemsta to danie, które najlepiej smakuje na zimno”. I jest bardzo zimna… w kosmosie.

=================================================

W obliczu eskalacji wojny z Iranem, Rosja ma silną pozycję do negocjacji z Radą Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), która podporządkowała się Stanom Zjednoczonym i umożliwiła swoją dominację militarną w Zatoce Perskiej na korzyść Izraela, oraz z Indiami, które wykorzystały swoją długoletnią przyjaźń z Rosją, aby zyskać przychylność Izraela kosztem Iranu, członka BRICS. Rosja wysłała jasny sygnał dyplomatyczny do obu państw.

Podczas spotkania ambasadorów w Moskwie 5 marca 2026 roku Siergiej Ławrow zwrócił się do ambasadorów państw Zatoki Perskiej, którzy przybyli do Moskwy z prośbą o interwencję Putina w celu zakończenia irańskich działań wojskowych w odwecie za niespodziewany atak Izraela i Stanów Zjednoczonych. Wydarzenie miało rzekomo koncentrować się na kryzysie na Ukrainie, zagrożeniach cyfrowych i międzynarodowym bezpieczeństwie informacyjnym, ale Ławrow poświęcił sporo uwagi eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, a w szczególności amerykańsko-izraelskim atakom wojskowym na Iran oraz irańskim działaniom odwetowym przeciwko państwom Zatoki Perskiej.

Według doniesień, ambasadorzy Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) wezwali Rosję do wywarcia presji na Iran, aby ten zaprzestał ataków rakietowych i dronów na swoje terytorium lub nad nim (np. na cele powiązane z USA i Izraelem) oraz stanowczo odrzucił jednostronne działania. Ławrow odrzucił te żądania w niezwykle energicznej demonstracji. Nagranie z jego przemówienia można znaleźć poniżej.

Ławrow rozpoczął od złożenia kondolencji z powodu ofiar cywilnych i zniszczeń infrastruktury cywilnej w państwach Zatoki Perskiej spowodowanych trwającym konfliktem. Natychmiast jednak skrytykował wybiórczą krytykę Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC). Zapytał, czy Rada potępiła „  amerykańsko-izraelską wojnę agresji przeciwko Iranowi  ” lub konkretne incydenty, takie jak zabójstwo 170 uczennic w Minab przez działania USA i Izraela. Auć!

Następnie podkreślił ich hipokryzję, gdyż wywierają presję tylko na Iran, nie potępiając jednocześnie w równym stopniu podżegaczy (Stanów Zjednoczonych i Izraela), i zauważył, że zaakceptowanie takiego żądania oznaczałoby zaakceptowanie pierwotnej agresji.

Ławrow twierdził, że trwające działania USA i Izraela mają na celu  wbicie klina  między Iranem a jego arabskimi sąsiadami (państwami Rady Współpracy Zatoki Perskiej) i zauważył, że działania te są próbą sabotowania ostatnich pozytywnych trendów normalizacyjnych (np. pojednania między Arabią Saudyjską a Iranem, zaangażowania ZEA w sprawy Iranu).

Opowiadał się za jednolitą i zrównoważoną odpowiedzią międzynarodową: natychmiastowym zaprzestaniem  wszelkich  działań wojennych (nie tylko irańskich), polityczno-dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu i ochroną uzasadnionych interesów bezpieczeństwa wszystkich państw Zatoki Perskiej.

Przypomniał ambasadorom, że Rosja od ponad 20 lat promuje koncepcję zbiorowego bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej i docenił wysiłki Rady Współpracy Państw Zatoki Perskiej w tym zakresie (np. rozmowy trójstronne w Abu Zabi). Na zakończenie wezwał Radę Współpracy Państw Zatoki Perskiej i inne podmioty do przyłączenia się do apeli o deeskalację i odrzucenia wybranych rezolucji ONZ (np. wszelkich projektów zgłoszonych przez Bahrajn, które potępiają wyłącznie Iran). Bez bezpośredniej groźby, Ławrow jasno dał do zrozumienia Radzie Współpracy Państw Zatoki Perskiej, że Rosja oczekuje, że pociągnie Izrael i Stany Zjednoczone do odpowiedzialności za kryzys gospodarczy, z którym Rada się zmaga.

A potem są Indie. Niedawna wizyta premiera Narendry Modiego w Izraelu była niefortunnie zaplanowana, ponieważ miała miejsce trzy dni przed izraelsko-amerykańskim atakiem na Iran. Pomimo bycia członkiem-założycielem BRICS, Indie zorganizowały podniesienie poziomu stosunków indyjsko-izraelskich z „partnerstwa strategicznego” do „  specjalnego partnerstwa strategicznego na rzecz pokoju, innowacji i dobrobytu  ”.

Modi podpisał  16 porozumień  i ogłosił  11 wspólnych inicjatyw  w takich obszarach jak obronność (wspólny rozwój/produkcja z transferem technologii), technologie krytyczne/nowoczesne (pod kierownictwem doradców ds. bezpieczeństwa narodowego), cyberbezpieczeństwo (Indyjsko-Izraelskie Centrum Doskonałości Cybernetycznej w Indiach), rolnictwo, gospodarka wodna, mobilność siły roboczej (wsparcie dla ponad 50 000 indyjskich pracowników w Izraelu w ciągu pięciu lat), kultura, edukacja i wiele innych.

Modi i Netanjahu ogłosili postępy w negocjacjach w sprawie  umowy o wolnym handlu  (pierwsza runda została zakończona, a kolejna zaplanowana jest na maj; Modi oświadczył, że porozumienie zostanie osiągnięte „wkrótce”). Potwierdził również ścisłą współpracę Indii z Izraelem w dziedzinie obrony i walki z terroryzmem, w tym w zakresie potencjalnych transferów technologii, takich jak technologia Żelaznej Kopuły. Moment nie mógł być gorszy. Uniżające zachowanie Modiego w Izraelu było bezpośrednią zniewagą dla pozostałych członków BRICS. Propagowanie serdecznych relacji z krajem winnym ludobójstwa spotkało się z niewielkim entuzjazmem ze strony pozostałych członków BRICS.

Izraelsko-amerykański atak na Iran, członka BRICS, stworzył potencjalnie katastrofalny problem gospodarczy dla Modiego i Indii. Indie importują większość ropy naftowej (około  85–88%  całkowitego zużycia) z powodu ograniczonej produkcji krajowej. Według obecnych danych (początek 2026 r.) indyjski import ropy naftowej wynosi średnio około  5 milionów baryłek dziennie. Kraje Zatoki Perskiej  (głównie Irak, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), Kuwejt i Katar; sporadycznie inni dostawcy z Bliskiego Wschodu) są kluczowym źródłem surowca, szczególnie poprzez Cieśninę  Ormuz , przez którą przechodzi znaczna część tych dostaw. De facto irańska blokada Cieśniny Ormuz stworzyła kryzys dla Indii.

Wojna z Iranem dała Rosji ogromny wpływ na Indie.  Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow  podkreślił 6 marca 2026 roku, że Rosja nie opublikuje konkretnych danych dotyczących eksportu ropy naftowej do Indii z powodu „zbyt dużej liczby krytyków” i obaw o bezpieczeństwo. Stało się to w odpowiedzi na doniesienia o potencjalnie dużych dostawach (np. do 22 milionów baryłek tygodniowo) w obliczu niedoborów dostaw w Indiach. Pieskow zauważył również, że wojna z Iranem znacznie zwiększyła popyt na rosyjskie surowce energetyczne i umocniła pozycję Rosji jako wiarygodnego dostawcy ropy i gazu.

Zamiast porzucić Indie, Rosja podkreśliła swoją gotowość do wsparcia tego kraju – ale nie bez czegoś w zamian. Źródła donosiły na początku marca (około 4 marca), że Rosja jest gotowa przekierować dostawy ropy (np. około 9,5 miliona baryłek w pobliżu wód indyjskich) i potencjalnie zwiększyć udział Indii w rosyjskim imporcie ropy naftowej nawet do 40%. Wicepremier Rosji Aleksandr Nowak wspomniał, że w związku z kryzysem otrzymał „sygnały ponownego zainteresowania” ze strony Indii większymi wolumenami importu.

W obliczu rosnącego popytu na rosyjską ropę Urals, Rosja dyplomatycznie przypomniała Indiom o konsekwencjach zdrady przyjaciela. Przed atakiem na Iran Rosja sprzedawała ropę Indiom z dużymi rabatami (10–13 USD poniżej ceny ropy Brent sprzed konfliktu). Chociaż Rosja obiecała Indiom wsparcie w rekompensowaniu strat ropy z Zatoki Perskiej, poinformowała premiera Modiego, że Indie będą musiały zapłacić premię w wysokości 4–5 USD ponad cenę ropy Brent za dostawy w marcu/kwietniu. Odzwierciedla to raczej mechanizmy rynkowe niż wyraźne zobowiązania do dalszych rabatów; niektóre doniesienia sugerują, że Rosja traktuje tę sprawę raczej jako „umowę biznesową” bez wcześniejszych, opartych na przyjaźni ustępstw.

To tylko spekulacja, ale myślę, że Modi rozważy ponownie porozumienia zawarte z Izraelem… zwłaszcza jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta przez sześć miesięcy lub dłużej. Co o tym myślisz?

Źródło: Rosja serwuje zimne danie Radzie Współpracy Zatoki Perskiej i Indiom

Rosja przekierowuje dostawy gazu do Azji

– Rosja przekierowuje dostawy gazu do Azji

Wojna USA i Izraela z Iranem zmienia globalną architekturę energetyczną,  podnosi ceny węglowodorów i grozi kolejnym szokiem cenowym dla Europy.

Rosja ogłosiła plany przekierowywania dostaw gazu z Europy do Chin, Indii, Tajlandii i Filipin. Wicepremier FR Aleksander Nowak potwierdził, że negocjacje są w toku. Jednocześnie trzy tankowce LNG zmieniły już trasy, opuszczając europejskie porty i kierując się do azjatyckich klientów, którzy płacą obecnie znacznie wyższe ceny spotowe.

W zachodnich mediach ruch ten jest często przedstawiany jako rodzaj politycznej kary ze strony Rosji wobec Europy. Rzeczywistość jednak opiera się na znacznie prostszym, a jednocześnie bardziej surowym mechanizmie: Rosja podąża za cenami rynkowymi. A te przesunęły się znacząco na wschód w wyniku niedawnej eskalacji na Bliskim Wschodzie. Przyczyną tego jest wojna z Iranem, a w szczególności amerykańskie naloty, które wstrząsnęły rynkami energii w ciągu kilku dni.

W lutym cena europejskiego gazu TTF wynosiła około 35 euro za megawatogodzinę. Do 6 marca cena ustabilizowała się już na poziomie 52,81 euro – wzrost o około 50 procent w ciągu miesiąca. Jednocześnie w Azji gwałtownie wzrosły ceny LNG, które byłoby sprzedawane po długoterminowych cenach kontraktowych w Europie. Teraz może być przedmiotem obrotu w Azji z ogromnymi premiami kryzysowymi – sytuacja ta miała miejsce ostatnio podczas kryzysu energetycznego w 2022 roku.

Zmiany strukturalne wzmacniają ten efekt. Rosja dostarczyła do Europy około 13,8 miliona ton LNG w 2025 roku. Jednocześnie Unia Europejska zdecydowała o stopniowym ograniczaniu importu rosyjskiego gazu. Krótkoterminowe kontrakty na LNG zostaną zakazane od końca kwietnia. Całkowity zakaz importu rosyjskiego LNG ma wejść w życie do końca roku, a od 2027 roku dostawy będą realizowane wyłącznie za pośrednictwem gazociągów.

Moskwa nie reaguje na tę politykę oporem, lecz wykorzystuje ją strategicznie. Każda dostawa LNG przekierowana do Azji przed wejściem w życie tych zakazów może zostać przekształcona w długoterminowe kontrakty z klientami spoza Europy.

2 grudnia ub.r. ruszył do Chin wielki gazowy rurociąg Siła Syberii

Ta sytuacja zbiega się z nadzwyczajnym ciągiem jednoczesnych kryzysów energetycznych. Katar został zmuszony do ogłoszenia stanu siły wyższej po ataku dronów na terminal LNG w Ras Laffan 2 marca. Spowodowało to przerwanie około 20% globalnych dostaw LNG. Jednocześnie azjatyccy i europejscy nabywcy konkurują obecnie o każdy dostępny ładunek w zbiornikach drogą morską. Cieśnina Ormuz jest skutecznie zablokowana z powodu wycofania się z ubezpieczeń i eskalacji działań wojennych. W tych okolicznościach Rosja pozostaje jedynym dużym eksporterem energii, którego łańcuchy dostaw nie przechodzą ani przez Zatokę Perską, ani przez Cieśninę Ormuz. To sprawia, że Rosja jest obecnie jedynym producentem zdolnym do zaopatrywania rynków azjatyckich bez konieczności transportu LNG przez strefę działań wojennych.

To, czy ta sytuacja została strategicznie zaplanowana, nie ma ostatecznie znaczenia. Strukturalny stan rynków automatycznie wywołuje ten efekt. Każdy dolar, o który cena ropy Brent wzrośnie powyżej 70 dolarów, przynosi Rosji około miliarda dolarów dodatkowych dochodów państwa rocznie. Obecne premie spot na LNG dodatkowo wzmacniają ten efekt. Wojna z Iranem staje się zatem jednym z najbardziej dochodowych wydarzeń dla rosyjskiego budżetu państwa od czasu szoku cenowego z 2022 roku – a Moskwa nie musiała wystrzelić ani jednego pocisku, aby to osiągnąć.

Kolejny sygnał nadszedł z Waszyngtonu 6 marca. Departament Skarbu USA przyznał 30-dniowe zwolnienie, umożliwiające Indiom kontynuowanie bezpośrednich zakupów rosyjskiej ropy naftowej. Decyzja ta ostatecznie potwierdza to, co rynki energetyczne już zauważyły: w obliczu niepewnych dostaw z regionu Zatoki Perskiej i częściowego niewywiązywania się Kataru z dostaw, rosyjska energia nie jest już surowcem objętym sankcjami. Obecnie jest to po prostu jedyna niezawodna alternatywa.

Europa znajduje się w paradoksalnej sytuacji. Ceny gazu rosną o około 50 procent, wywołane wojną, której Europa nie rozpoczęła ani nie jest w stanie kontrolować geograficznie. Jednocześnie dostawy, na które Europa wcześniej politycznie nie chciała się zgodzić, są teraz przebijane przez azjatyckich nabywców. Tankowce LNG płynące na wschód transportują rosyjski gaz tam, gdzie płaci się najwyższą cenę. Azja – z silniejszymi finansami publicznymi i pilniejszym zapotrzebowaniem na energię – prawie zawsze przebije Europę w tych aukcjach. Rosja nie instrumentalizuje w tym przypadku energii. Robi to sama wojna.

Konsekwencje dla Europy mogą być znaczące. Jeśli dostawy LNG będą coraz częściej przekierowywane do Azji, a jednocześnie eksport energii z Zatoki Perskiej zostanie zakłócony lub stanie się niepewny z powodu wojny z Iranem, kolejny potężny szok cenowy zagrozi europejskim rynkom gazu i energii elektrycznej. Azjatyccy nabywcy już teraz konkurują z Europą o każdy dostępny ładunek w zbiorniku i często są skłonni zapłacić znacznie wyższe ceny. Mogłoby to doprowadzić do trwałego przeniesienia dostaw, które wcześniej trafiały do Europy, na rynki azjatyckie, gdzie podpisywane są długoterminowe kontrakty. Dla europejskiego przemysłu oznaczałoby to dalszą utratę taniej energii – wraz ze wzrostem kosztów produkcji, rosnącą presją inflacyjną i przyspieszoną deindustrializacją w niektórych państwach UE.

uncutnews.ch/schock-meldung-fuer-europa-russland-lenkt-gas-nach-asien-um-der-iran-krieg-treibt-die-preise-in-die-hoehe-und-droht-den-naechsten-preisschock-fuer-europa-auszuloesen

Opracował: Zygmunt Białas

Rosyjska informacja, ale i propaganda: Straty agresorów w ciągu 4 dni takie, jak na Ukrainie w ciągu 4 lat.

tsargrad.tv/news/takaja-katastrofa-vpervye-to-chego-bojalsja-tramp-iran-udaril-v-centr-ssha-poteri-za-4-dnja-kak-na-ukraine-za-4-goda-udar-na-desjatki-mlrd

To pierwsza taka katastrofa. Trump obawiał się, że Iran „uderzy w samo serce Stanów Zjednoczonych”. Straty w ciągu 4 dni są takie same, jak na Ukrainie w ciągu 4 lat. Cios wart dziesiątki miliardów.

Stany Zjednoczone poniosły kolosalne straty w niecałe cztery dni wojny z Iranem. Co więcej, końca walk nie widać – potwierdzili Trump i szef Pentagonu, którzy zauważyli, że będą potrzebować znacznie więcej niż szacowane wcześniej cztery tygodnie, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę operację lądową.

To pierwsza taka katastrofa – wydarzyła się to, czego Trump tak się obawiał. Iran „uderzył w serce Stanów Zjednoczonych”, uderzając w najsłabszy punkt amerykańskiego prezydenta – jego portfel i reputację. Straty poniesione w ciągu czterech dni są równe stratom poniesionym na Ukrainie w ciągu czterech lat. To cios wart dziesiątki miliardów.

Najcięższy cios

Ciężkie walki na Bliskim Wschodzie wkraczają w czwarty dzień. Wzajemne ataki rakietowe i dronów powodują znaczne straty po obu stronach konfliktu – Iran jest zmuszony odeprzeć nie tylko atak amerykańskiej grupy lotniskowców, ale także Izraela i jego sojuszników, sąsiadów z USA.

Tel Aviv i Waszyngton, które publicznie dążyły do ​​zmiany reżimu w Teheranie, zabiły Najwyższego Przywódcę i członków jego rodziny, a także szereg wysoko postawionych urzędników, liderów i dowódców w ataku terrorystycznym, ale teraz temu zaprzeczają, twierdząc, że nigdy nie był to ich cel.

Szef Pentagonu stwierdził również, że operacja Epic Fury jest najbardziej złożoną i precyzyjną operacją w historii USA. Zasugerował też, że może trwać 6 tygodni lub dłużej, co jest sprzeczne z pierwotnymi planami.

Ta właśnie operacja grozi, że stanie się największym wstydem w historii kraju dla Trumpa i Stanów Zjednoczonych. Katastrofa już wisi w powietrzu, ale tendencja ta pogarsza się z każdym dniem. Iran znalazł najsłabszy punkt agresora – system finansowy. Formalnie, jak zauważyli niektórzy eksperci, „uderzył w samo serce Stanów Zjednoczonych”, co oznacza, że ​​rozbił to, czego Stany Zjednoczone broniły, rozpętując kolejną krwawą wojnę – wojnę o pieniądze. Co więcej, to Iran uderza, a Ameryka się jakoś broni.

„Szokująca matematyka” – prawie wszystko zostało obliczone

Pierwsze dni wojny ewidentnie nie potoczyły się zgodnie z planem koalicji euro-izraelsko-amerykańskiej. Iran z powodzeniem zaatakował nie tylko statki i infrastrukturę wojskową w Izraelu (w tym, wstępnie, obiekty nuklearne w Dimonie), ale także amerykańskie bazy wojskowe na całym Bliskim Wschodzie (kilka godzin temu atak trafił w największy w regionie węzeł kontenerowy, port Salalah w Omanie). Oczywiście sam Iran poniósł ogromne straty podczas intensywnych ataków rakietowych – pomoc wojskowa raczej nie może się z nią równać. To sprawia, że ​​straty poniesione przez samych Amerykanów wydają się jeszcze bardziej imponujące.

Iran przeszedł z masowego wystrzeliwania rakiet balistycznych na drony. I słusznie. Drony są tanie i łatwo dostępne. Tymczasem Amerykanie próbują je zestrzelić drogimi rakietami Patriot, z których każda kosztuje 4 miliony dolarów i których zapasy są ograniczone. <…> Irańskie drony zaatakowały zbiorniki magazynowe terminalu naftowego w porcie Fudżajra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, co spowodowało zawieszenie wszystkich operacji portowych. – pisze obserwator wojskowy Michaił Diegtiariow, autor kanału Sztabu Generalnego.

I to po pierwsze.

Drugie – pierwszego dnia konfliktu irańskie pociski Shahed uderzyły w drogi amerykański radar, całkowicie go niszcząc. Całkowity koszt wynosi 20 000 dolarów w porównaniu z 1,1 miliarda dolarów (wliczając eksploatację i konserwację, aż 20 miliardów dolarów, według ekspertów). Porty, złoża ropy naftowej i strategiczne obiekty wojskowe w USA i Izraelu płoną.

Według agencji Reuters, „centrum danych Amazon w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zostało unieruchomione w wyniku ataków Iranu”. Dubaj traci około miliona dolarów za każdą minutę przerwy w działaniu lotniska.

Najwyraźniej Iran metodycznie i krok po kroku podważa roszczenia Emiratów do miana „Szwajcarii Azji”. I już przynosi to efekty. Z każdym dniem coraz bardziej. PS. Jeśli to się utrzyma, sieć bankowa kraju może się załamać. A to byłaby katastrofa. – komentuje obserwator wojskowy Jurij Podolyaka.

Oczywiście, są też szkody spowodowane ogniem własnym agresorów. Podczas odparcia ataku na bazę lotniczą w Ad Dhafra (ZEA) zniszczona została grupa myśliwców F-15. Całkowite straty, wliczając koszt pocisków przeciwlotniczych, wyniosły 306 milionów dolarów.

Co więcej, Emiraty Arabskie zdołały zużyć większość swoich pocisków przeciwrakietowych w ciągu pierwszych dwóch dni, atakując zarówno rzeczywiste cele, jak i wabiki (koszt każdego to tylko około 300 dolarów). Koszt najprostszego pocisku przeciwrakietowego waha się od 500 000 do 1 miliona dolarów .

Iran od początku wojny wystrzelił w amerykańskie cele w Zjednoczonych Emiratach Arabskich drony i pociski rakietowe o wartości szacowanej na 177–360 milionów dolarów. Dla porównania, Zjednoczone Emiraty Arabskie wydały od 1,45 do 2,28 miliarda dolarów na pociski przechwytujące, próbując je zestrzelić. <…> Zatem Zjednoczone Emiraty Arabskie wydały od pięciu do dziesięciu razy więcej na obronę niż Iran na atak. – zauważyła Kelly Grieco, starsza pracownica naukowa w American Stimson Center.

Co więcej, Iranowi udało się uszkodzić lotniskowiec USS Lincoln czterema pociskami balistycznymi. Lista jest długa.

W sieci pojawiła się strona internetowa obliczająca w czasie rzeczywistym koszty operacji wojskowych USA w Zatoce Perskiej. Co sekundę budżet USA wydaje 4400 dolarów na wojnę w Zatoce Perskiej . W momencie publikacji (w ciągu pierwszych trzech dni działań wojennych) Pentagon wydał 1,9 miliarda dolarów na bombardowania . Bez wystrzeliwania drogich pocisków, wstępne szacunki kosztów kampanii bombowej wynoszą około 220 milionów dolarów dziennie .

To, między innymi, nie uwzględnia rzeczywistych strat w personelu, sprzęcie, infrastrukturze i systemach obrony powietrznej. A co najważniejsze, te dwa miliardy nie obejmują nawet kosztów rozmieszczenia wszystkich grup uderzeniowych lotniskowców i ich wielomiesięcznego utrzymania.

Łącznie do 3 marca Stany Zjednoczone mogłyby wydać prawie 75 miliardów dolarów na przygotowanie i rozpoczęcie operacji wojskowej, co stanowi równowartość lub przewyższenie transze pieniędzy przeznaczonych dla Ukrainy. Według szefa Pentagonu, do zakończenia operacji pozostało jeszcze co najmniej pięć do sześciu tygodni, które nie zostały uwzględnione w budżecie wojskowym.

Nawiasem mówiąc, według źródeł jawnych, koszt jednego dnia wojny USA w Wietnamie wyniósł 120,5 miliona dolarów, a w Korei 27 500 dolarów . Jedyną wojną, w której Stany Zjednoczone poniosły znaczne straty finansowe, była II wojna światowa. Ale tylko po uwzględnieniu inflacji. Jeśli porównamy stan gospodarki, budżety i wydatki bezpośrednie, suma ta nawet nie zbliża się do kosztów operacji irańskiej.

Blokada – Europa jest najgorsza

A nie wspomnieliśmy jeszcze o zablokowaniu Cieśniny Ormuz, gdzie utworzył się korek z około 150-ciu statkami naftowymi i handlowymi. To już odbiło się negatywnie na światowej gospodarce (Amerykanie ponieśli straty, ale oczywiście zyskali też dzięki rosnącym cenom ropy). Europejczycy ponieśli największe straty.

Iran nie upadł. Ale giełdy upadają, od Korei Południowej po Europę. A giełdy zawsze wyczuwają, w którą stronę wieje wiatr. Maklerzy mają o wiele więcej agentów ochrony niż samych maklerów. Wszystko będzie po stronie Rosji i wszystko będzie po myśli Rosji.

W rezultacie cena ropy Brent wynosi 83 dolary i nadal rośnie. Cena gazu w Europie wynosi 750 dolarów po raz pierwszy od 2023 roku. Rosyjska ropa Urals kosztuje ponad 63 dolary za baryłkę.

Aby zrozumieć te liczby: budżet Rosji opiera się na średniej rocznej cenie ropy Urals wynoszącej 59 dolarów za baryłkę, przy wolumenach zbliżonych do średniej z zeszłego roku. Tymczasem nasze wolumeny dostaw ropy są obecnie znacznie wyższe. To prawda, kurs rubla do dolara jest wyższy (co jest niekorzystne dla budżetu). Ale ogólnie rzecz biorąc, budżet (z kilkumiesięcznym opóźnieniem) zostanie wypełniony dochodami z ropy naftowej i gazu, nawet przekraczając założony cel. A co najważniejsze, nasza ropa jest teraz [na rynkach md] jak świeże bułeczki w dzień targowy. A z każdym dniem blokady Cieśniny Ormuz nasza sytuacja będzie się tylko poprawiać.

Wojna Trumpa w Iranie pozbawiła go jakiejkolwiek przewagi ekonomicznej nad Rosją. Dopóki ceny ropy będą rosły, a rynki będą odczuwać wyraźny niedobór podaży, jakiekolwiek nowe „przewagi naftowe nad Rosją” nie wchodzą w grę.

Nadal jestem zdumiony radością Kijowa z powodu rozpoczęcia ataków na Iran. Dla nich to tylko kłopoty. Rosja nie tylko zyskała nowe źródło dochodu, by kontynuować wojnę, ale po tak drastycznym przekroczeniu systemu obrony przeciwrakietowej, jakie obserwujemy na Bliskim Wschodzie, praktycznie nie ma nadziei na jakiekolwiek nowe, masowe dostawy [na Ukrainę md] w przyszłości.

Rusofrenia

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-rusofrenia

Rusofrenia

===============================

…dla ludzi nie znających żargonu politykantów:

Rusofrenia – niedawno odkryta jednostka chorobowa. Jest to zaburzenie umysłowe objawiające się tym, że chory jednocześnie uważa, że Rosja wkrótce upadnie oraz że podbije całą Europę.

Zdjęcie

Rusofreniczne wystąpienie w Sejmie RP ministra i wicepremiera Sikorskiego w dniu 26 lutego dowodzi, że nie potrzeba działań rosyjskich pranksterów Leksusa i Wowana, aby dowiedzieć się co dzieje się w głowie polskiego taliba.

Na występującą z odczytanych kartek ambiwalencję, charakterystyczną dla rusofrenii, zwrócił uwagę poseł Krzysztof Bosak. Świadczy o tym uchwycona w kadrze reakcja Radosława Sikorskiego w trakcie wystąpienia posła Bosaka.

Urojenia Sikorskiego

Szerzej z charakterystyczną dla siebie swadą na temat przeciwstawności w sejmowym wystąpieniu Sikorskiego wypowiada się Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” w audycji Szantaż Sikorskiego: albo UE, albo Putin. Bałamutne argumenty ministra. Redaktor Lisicki trafnie zwraca uwagę na urojeniową treść wystąpienia Sikorskiego dotyczącą pozytywnego znaczenia dla Polski i Polaków wojny za naszą wschodnią granicą. Sugeruje też ministrowi lekcję z podstaw polskiej geografii. Przypomina, że nad polską granicą z Rosją i Białorusią stacjonują już od dawna wojska obu tych państw. Mówi też o tym, iż dla ministra Sikorskiego każdy, kto uważa, że wojna na Ukrainie to nie nasza wojna, jest użytecznym idiotą itd.

Przypomnę, że ponad kilkanaście milionów Ukraińców „głosujących nogami” wyjechało z Ukrainy, pokazując w ten sposób, że to nie ich – Ukraińców – wojna. Warto przypomnieć Polakom, jak zachowali się polscy patrioci we wrześniu 1939 roku. Wielu Polaków zamieszkałych poza Polską przyjechało do kraju bronić Ojczyzny, natomiast przedstawiciele najwyższej rangi ówczesnej administracji państwowej obrali kierunek Zaleszczyk. Łącznie z ministrem Józefem Beckiem, specjalistą od honoru.

Owacje dla Panczenki i Rysia

Dla mnie elementem szczególnie komicznym było ostentacyjnie witane przez Sikorskiego z polskiej trybuny sejmowej Natalii Panczenko oraz podziękowanie skierowane do niej i arcybiskupa Grzegorza Rysia [od pewnego czasu pełni funkcję „kardynała” md], polskiego duchownego rzymskokatolickiego, za zbiórkę pieniędzy dla Ukrainy. Minister i wicepremier występujący jako oficjalny przedstawiciel polskiego rządu powinien wiedzieć, że Ukraińcy nieufnie odnoszą się do wszelkiego rodzaju inicjatyw płynących od wysokich rangą przedstawicieli Kościoła katolickiego, ponieważ kojarzą te inicjatywy z chęcią ich reewangelizacji w duchu katolickim, co miało miejsce w przeszłości, w okresie międzywojennym XX wieku.

Nawrocki z Sikorskim

Wisienką na „torcie” panującej obecnie nad Wisłą rusofrenii jest ocena wystąpienia ministra Sikorskiego przez prezydenta RP Karola Nawrockiego: „Było to dla mnie ciekawe i ważne wystąpienie. To dobra informacja dla Polski, że w kwestiach strategicznych polityka prezydenta i MSZ jest po jednej stronie. Odnosi się to do zagrożenia ze strony Rosji. To największe egzystencjalne zagrożenie dla Polski. To wybrzmiało ze słów ministra Radosława Sikorskiego. Bardzo się cieszę, że pan minister skorzystał ze słów, które powtarzam regularnie na arenie międzynarodowej, że Rosja jest do pokonania” – powiedział prezydent Nawrocki w Sejmie podczas konferencji prasowej. 

Powtórka gorzkiej lekcji

Przypominam, że w 1939 roku, przed wybuchem wojny, polska propaganda wmawiała Polakom, że „nakryjemy czapkami niemieckie wojska”. Odnosiło się to do posiadanej wówczas zdolności mobilizacyjnej. Wyszło tak, że lud walczył i umierał za Polskę, a panowie uciekali z Polski przez Zaleszczyki. Przypominam, że obecnie z Rosją na terenie Ukrainy wojuje kilkadziesiąt państw pod egidą USA i jakoś nie mogą pokonać Rosji! W rusofrenicznych gorących głowach rodzą się chore ambicje jej pokonania. Trzeba być bardzo „odważnym”, aby tak myśleć i mówić w stosunku do państwa będącego potęgą nuklearną, jaką jest niezaprzeczalnie Rosja. W 1939 roku sanacyjna Polska wyjmowała już kasztany z ognia na życzenie Anglosasów z wiadomym skutkiem.

Do czego nam jest potrzebna powtórka tej gorzkiej lekcji historii obecnie?

Eugeniusz Zinkiewicz

„Эпическая ярость” против „глубокой озабоченности”. Убийство Хаменеи – приговор России: Бежать некуда!

Расследования Царьграда – плод совместной работы группы аналитиков и экспертов. Мы вскрываем механизм работы олигархических корпораций, анатомию подготовки цветных революций, структуру преступных этнических группировок. Мы обнажаем неприглядные факты и показываем опасные тенденции, не даём покоя прокуратуре и следственным органам, губернаторам и „авторитетам”. Мы защищаем Россию не просто словом, а свидетельствами и документами.

Эпическая ярость против глубокой озабоченности. Убийство Хаменеи – приговор России: Бежать некуда!
Коллаж Царьграда

Иван Прохоров 01 Марта 2026 13:17 tsargrad/epicheskaja-jarost-protiv-glubokoj-ozabochennosti-ubijstvo-hamenei-prigovor-rossii-bezhat-nekuda

Бежать с одной седьмой суши всё равно некуда.

==========================

„Эпическая ярость” против „глубокой озабоченности”. Убийство Хаменеи – приговор России: Бежать некуда!

США убили Хаменеи. Заодно ещё десяток министров и военных, ну и до кучи несколько сотен обычных мужчин, женщин и детей, которые оказались рядом. Общественность в гневе. МИД России выражает глубокую озабоченность. Вот только почему-то усиливается ощущение неадекватности. Если ты столкнулся со стаей двуногих хищников, упрекать их в отсутствии морали и этики выглядит странным занятием. У тебя есть ружьё? Так стреляй уже. Нет? Убегай. А к чему этот плач и упрёки? Кому это поможет? Сделает ли это героями тех, кто боится выйти из положения жертвы?

Кровавая баня как норма жизни

Иран стал вторым шагом в цепочке стремительного демонтажа российской системы влияния в мире. Незадолго до событий в Тегеране мир потрясло известие о похищении президента Венесуэлы Николаса Мадуро.

Успех этой операции явно вдохновил Вашингтон на следующий этап – тегеранскую бойню. Зачем играть в демократию, в которую уже никто не верит? Тактика прямого устранения неугодных лидеров – новое феерическое шоу, поражающее свежестью ощущений, геополитический октагон, в котором на потрясённую публику летят уже не слёзы, а кровь и кишки размазанных по полу проигравших.

Резиденция аятоллы Хаменеи в Тегеране была полностью разрушена  ракетным ударом. Спутниковый снимок

Субботнее утро в Тегеране началось с того, что высокоточные американские ракеты превратили правительственный квартал в слоёный пирог из бетона и человеческих тел. Вместе с аятоллой Хаменеи и десятком иранских министров в пыль стёрли сотни обычных людей, которые находились поблизости. Мужчины, женщины, дети и старики стали „сопутствующим ущербом”, о котором в Пентагоне говорят с фирменной американской улыбкой.

Мировая общественность тут же захлебнулась в яростном негодовании. Социальные сети лопаются от гневных постов, блогеры соревнуются в остроте проклятий, на улицах восточных столиц жгут звёздно-полосатые флаги. Протестующие несут портреты погибших лидеров, кидают камни и бутылки в стены американских посольств, требуя справедливости и кары. Ой-ой, американцы сразу же испугались, да. Будто кирпичом в бетонную стену можно остановить машину высокотехнологичного государственного террора.

Нет, американцы даже не пытаются подбирать оправдания для Гааги. Военный министр Хегсет прямо заявляет, что они будут выслеживать и убивать любого, кто им мешает, в любой точке планеты. Им плевать на транспаранты, крики женщин и международное право – они похоронили его в руинах резиденции Хаменеи. Никакого раскаяния или попыток оправдаться – только бесстыдное объявление войны всему миру: мы пришли, мы убили, мы пойдём дальше.

Ну а что вы нам сделаете?

Глава Пентагона Питер Хегсет. Фото: Joshua Sukoff/Shutterstock

И действительно – что?

Глобальная реакция осуждения звучит как хоровое выступление терпил. Не более разумная, чем попытка договориться с цунами или усовестить саранчу, чтобы не ела ваш урожай. Пока толпы митингуют, убийцы в дорогих костюмах спокойно анализируют данные объективного контроля и готовят следующие полётные задания, заставляя ИИ Anthropic (который сами запретили, ну неважно) планировать продолжение так хорошо начатой операции.

Армия обороны Израиля поместила кадры недавней атаки на центр Тегерана. Видео: ТГ-канал @ejdailyru

В мире, где от слов по телефону перешли к ракетам в окно, слёзы и плакаты лишь подтверждают, что защищаться вам больше нечем. Ярость без возможности ударить в ответ – это просто стоны жертвы, приятно щекочущие нервишки жующего её хищника.

Дипломатия хора плакальщиков

Тем временем МИД России привычным движением руки, отточенным до автоматизма, достал из шкафа слегка уже засаленную и потёртую „глубокую озабоченность” и дежурные призывы. И немедленно озвучил.

Ну хоть бы стыдно уже стало, ей-Богу. Ни смеяться над этим, ни плакать уже нет больше сил. Мы пытаемся пристыдить тех, кто по определению не знает стыда, и это зрелище выглядит откровенно жалко, до тошноты.

Ощущение неадекватности достигает пика, когда на фоне наших дипломатических завываний Зеленский гуляет по Купянску. Город, который мы называли своим и освобождённым, теперь служит декорацией для селфи главаря киевского режима. Пока наши спикеры перебирают слова для осуждения терактов в Тегеране, враг спокойно топчет Русскую землю, не опасаясь ни возмездия, ни „ударов по центрам принятия решений”. Нормальный такой контраст – американцы за одно утро выжигают чужие столицы, а мы позволяем врагу устраивать фотосессии в наших бывших тылах.

Мы застряли в роли благородных терпил с болезнью Альцгеймера, которые из раза в раз продолжают громко намекать, что мир должен оценить их моральное превосходство. Но в реальности мир видит только слабость и нерешительность, прикрытую пафосными речами о справедливости. Кому поможет это нытьё, если оно не способно защитить даже собственные границы, не говоря уже о союзниках на дальних рубежах?

МИД России лучше бы обратить внимание на то, как ведут себя их коллеги, американские дипломаты. Уиткофф и Кушнер, которые сегодня ведут переговоры с Россией по Украине, ещё вчера забалтывали Иран, обещая мирные соглашения. Они улыбались в глаза своим „иранским коллегам”, зная, что в это же время ЦРУ вычисляет, где они будут сидеть за одним столом завтрашним утром. Это был наглядный урок для Москвы: любые переговоры с США – лишь дымовая завеса перед убийственным ударом.

А мы так можем?

Скриншот: соцсети

Петля Бжезинского и закон ружья

Пока мы сотрясаем воздух, старый американский план „Петля анаконды”, предусматривающий расчленение нашей страны на 22 части, исполняется с точностью до буквы. Збигнев Бжезинский ещё в прошлом веке расчертил карту, где вместо единой России лишь сырьевые ошмётки под внешним управлением. Убийство Хаменеи и похищение Мадуро – это не случайные не связанные друг с другом акции, а планомерное выбивание наших внешних подпорок, чтобы здание нашей страны рухнуло внутрь себя. Кольца змеи сжимаются медленно, но верно, лишая нас союзников, рынков и пространства для манёвра.

Договариваться с теми, кто этот план писал и ни разу от него не отказался, – это даже не наивность, а преступная глупость. Кушнеры, Уиткоффы и прочие „голуби мира” из команды Трампа просто исполняют свою роль в этом многовековом сценарии удушения. Они улыбаются на камеру и жмут руки нашим дипломатам лишь для того, чтобы усыпить нас до того момента, пока ЦРУ не вычислит нужные координаты для удара по очередной „цели номер один”. Мы с серьёзными лицами обсуждаем нашу безопасность со строителями нашего концлагеря.

„Анаконда” не прекратит сжимать свои кольца, пока не раздавит нашу последнюю кость, и никакие Минские или Стамбульские соглашения её аппетит не умерят. Мы стоим и смотрим, как змея заглатывает одного нашего партнёра за другим, надеясь, что до нас очередь дойдёт не скоро или „само рассосётся”. Не очень хорошая стратегия выживания – ждать, когда хищник шаг за шагом окружает. План Бжезинского жив, и он работает прямо сейчас, и единственное, что может его остановить, – это не нота протеста, а прямой удар в голову гадины.

Збигнев Бжезинский. Фото: соцсети

Что с того?

Сегодня Россия оказалась в стратегическом одиночестве. Из крупных игроков остался только Китай, который внимательно наблюдает за происходящим и делает выводы. Он видит, как быстро США вышибают союзников Москвы и как вяло она реагирует на это, и его ничем не обмануть.

США не остановятся ни перед чем. Их цель – слабая Европа на дорогой энергетике и уничтоженная Россия. Пока наши солдаты пятый год гибнут в посадках, американцы перешли к методам, которые решают глобальные задачи за один день. Либо Россия вспомнит, что сила есть не только у гегемона, либо станет следующей в списке операций. Долг ради мира во всём мире требует не озабоченности, а адекватных действий.

Если ты нарвался на волков в лесу и у тебя есть ружье, стреляй.

Бежать с одной седьмой суши всё равно некуда.

Ситуация критическая! „Меч Катехона” вместо СВО – последний шанс

Ситуация критическая! Меч Катехона вместо СВО – последний шанс: Дугин расставил точки в нападении на Иран
Коллаж Царьграда

Директива Дугина

Александр Дугин 1 Марта 2026 17:33 tsargrad/situacija-kriticheskaja-mech-katehona

Ситуация критическая! „Меч Катехона”

вместо СВО – последний шанс:

Дугин расставил точки в нападении на Иран

То, что произошло в первый день войны США и Израиля с Ираном, фундаментально меняет баланс сил в мире, а также правила международной политики. Трамп давно говорил, что международного права не существует: „Моральным является то, что я считаю таковым”. В принципе после похищения Мадуро и установления прямого внешнего управления над Венесуэлой, а также после ударов по Ирану с уничтожением военно-политического и религиозного руководства страны – суверенной державы, которая находилась в состоянии переговоров с Соединёнными Штатами и не отказывалась от них, говорить о правилах, законах или каких-то нормах международных отношений в мире больше невозможно.

Действительно, теперь действует только право сильного, право быстрого. Тот, кто быстрее наносит удар или быстрее осуществляет то или иное действие, тот и оказывается прав. А всё остальное становится лишь дополнительным обоснованием. То есть сейчас важно нанести решительный удар по врагу, сломить его сопротивление, уничтожить руководство, ударить по основным военным и энергетическим объектам. А после это можно оформлять как угодно, обосновывать как угодно и долго разбираться. „Эпическая ярость” против „глубокой озабоченности”. Убийство Хаменеи – приговор России: Бежать некуда!

Думаю, что сейчас почти всё зависит от того, насколько долго и решительно сможет сопротивляться Иран. Если он будет продолжать вести эту войну после уничтожения политического руководства, если не сдастся, не выбросит белый флаг и не пойдёт на капитуляцию, то это может плохо закончиться и для самого Запада. Ведь тогда все остальные начнут действовать точно так же, ни на что не обращая внимания и переоценив свой потенциал за вычетом правового статуса. Это развяжет руки многим региональным силам, которые будут делать всё что захотят. Так дело очень быстро может дойти до применения ядерного оружия – возможно, в пакистано-афганском конфликте, возможно, в других. Правил точно нет.

Словом, если Иран продолжит сопротивление во главе с новым руководством, это может привести к очень серьёзным последствиям для самого Запада, аукнуться и Трампу, и США, и странам НАТО. Но если ситуация с Венесуэлой повторится – либо новое руководство заявит о капитуляции, либо военные просто не смогут продолжать боевые действия, то война будет короткой. И в этом случае аналогичного сценария надо будет ожидать уже нам. Здесь уже никаких сомнений нет: Трамп и Запад, увидев, что такая схема работает, следующим действием просто ликвидируют основное политическое и военно-политическое руководство России. Сделать Западу „как в Иране”: Россия оказалась на шаг впереди. Назад дороги нет

На сегодняшний день уже понятно, что мы ведём себя нерешительно. И по этой же модели, во время очередных переговоров с Кушнером и Уиткоффом, по нам будет нанесён удар. Возможно, даже ядерный. Поэтому я считаю, что ситуация для нас критическая. Мы не вступились ни за Венесуэлу, ни за Иран, Китай тоже сохраняет нейтралитет. Но в таком случае после нас следующим пойдёт Китай. И тогда „царство” Эпштейна воцарится на всей территории человечества.

Подчеркну, сегодня уже можно говорить о том, что мы имеем дело не просто с либеральным Западом. Либерализм очень быстро завял и исчез с повестки дня. Никто больше не говорит о либеральных ценностях или демократии – всё это осталось в прошлом. Теперь воцарился культ Ваала, культ золотого тельца, культ глобальной силы, культ США и Израиля. Это цивилизация насилия, сатанизма, каннибализма, извращений и педофилии. И эта „педофилическая цивилизация Ваала” на наших глазах сбрасывает маски и начинает атаковать всерьёз. В какое место России готовится удар: Атака США на Иран стала войной против всего мира

Происходящее очень напоминает Последние времена со всех точек зрения. И если мы не найдём в себе силы осмыслить ситуацию, то окажемся в катастрофическом положении. Многие твердят: „Не время для паники”, но иногда лучше всерьёз озаботиться происходящим, чем полагать, что нас пронесёт. Теперь уже точно не пронесёт: Иран – это последнее, что стоит на пути прямой войны между цивилизацией Ваала и Россией.

Если бы у нас хватило воли и решимости (хотя в этом у меня большие сомнения), мы должны были бы начать действовать по тем же правилам, по которым уже действуют все, кроме нас. То есть ликвидировали бы военно-политическое руководство Украины и, не обращая внимания ни на какие издержки, решили бы задачи специальной военной операции.

Кстати, на фоне названий вроде „Щит Иуды”, „Эпическая ярость” или „Конец потопа”, которыми пользуются мировые державы, я бы переименовал нашу скромную СВО в операцию „Меч Катехона”. И это бы сразу многое изменило.

Но боюсь, мы на это не решимся, а продолжим старую песню. И тогда, повторюсь, ракеты по Москве прилетят прямо в ходе переговоров с Кушнером и Уиткоффом, буквально по иранскому сценарию. Цивилизация Ваала незатейлива: она повторяет одни и те же сценарии – и они раз за разом работают. Потому что каждый думает, что это касается только Каддафи, Хусейна, Милошевича, Мубарака, Насраллы, Асада или рахбара Хаменеи, но не его лично. И так шаг за шагом цивилизация Ваала достигает своих целей. 

Иран – это последнее, что стоит на пути прямой войны между цивилизацией Ваала и Россией. Видео: ТГ-канал @mpshow

Поэтому либо мы срочно мобилизуемся, либо ситуация будет крайне тяжёлой. И если у нас ещё остаются иллюзии, значит, внутри нашего собственного лагеря есть какая-то глубочайшая фальшь. Особенно заметная на фоне произошедшего в Иране – катастрофы глобального масштаба. Там погибли прекрасные люди, замечательные духовные деятели. Для сравнения – это как если бы одновременно убили Патриарха Московского, президента, начальника Генштаба и всех ключевых министров. И одновременно – убийство более сотни погибших от ракет школьниц, невинных душ. Разве после такого можно оставаться равнодушным и делать вид, что это нас особо и не касается: мол, наше дело – сторона.

Поэтому если мы всё это стерпим и смолчим, то в следующий раз точно так же поступят и с нами. А потому абсолютно уверен, что в сложившейся ситуации нам стоило бы немедленно ввести чрезвычайное положение. Хотя бы на уровне высшего руководства. Ведь ситуация для нас становится просто критической.

Nabierani na turański „konserwatyzm”. Dlaczego Rosja nigdy nie będzie drogą…

Nabierani na turański „konserwatyzm”. Dlaczego Rosja nigdy nie będzie drogą do odrodzenia cywilizacji łacińskiej?

#fałszywa alternatywa #konserwatyzm #rosja

(PCh24TV)

„Konserwatywna Rosja” – ów mocno kontrowersyjny pojęciowy zlepek funkcjonował dotychczas w narracji odnajdywanej raczej u ideologów, analityków czy publicystów z krajów Zachodu. Patriotyczni Polacy, doświadczeni sowieckim opresyjnym reżimem, przez lata byli odporni na pokusy upatrywania cywilizacyjnego ratunku w Moskwie. Coś zaczęło się jednak w tej kwestii zmieniać, i to musi budzić obawy. Rosja jest bowiem zarówno dla nas, jak i dla całego, dziś zepsutego Zachodu alternatywą fałszywą i niebezpieczną.

Powyższemu zagadnieniu poświęcona będzie już niebawem konferencja naukowa w Zamościu, pod hasłem „Konserwatywna Rosja. Fantasmagoria czy rzeczywistość?”. Wydarzenie to objęła swym honorowym patronatem Kancelaria Prezydenta RP. Jeden z prelegentów, historyk i publicysta Piotr Doerre z zarządu Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi, był gościem red. Krystiana Kratiuka w studiu PCh24TV.

 Z pewnością to, że obecnie poruszamy temat konserwatyzmu w Rosji czy wizerunku Rosji jako konserwatywnego kraju, jest spowodowane faktem, iż w ostatnich latach coś się zmieniło w świadomości przynajmniej części Polaków. Kiedy na łamach magazynu „Polonia Christiana” zaczynaliśmy pisać o problemie takiego konserwatywnego zwrotu – nawet używając określenia „manewr Putina” w odniesieniu do przyjęcia przez prezydenta Rosji tej nowej ideologii, tego tak zwanego nowoczesnego konserwatyzmu, i wpływu tego wszystkiego na politykę Kremla – to mieliśmy świadomość, że jest to zwrot i polityka obliczone przede wszystkim na użytek Zachodu. To była próba pozyskania sobie przez Rosję części konserwatywnej opinii publicznej w krajach zachodnich, szczególnie anglosaskich, a zwłaszcza w Ameryce, z uwagi na to, że pod wpływem ofensywy ruchów rewolucyjnych owa opcja została tam w pewnym momencie zepchnięta do głębokiej defensywy, wręcz na margines. Zatem w oczywisty sposób poszukiwała wszędzie w świecie jakichś sojuszników – zauważył Piotr Doerre.

Wesprzyj nas już teraz!

25 zł

50 zł

100 zł

Jak wskazał historyk, takim sprzymierzeńcem miał okazać się albo raczej chciał się okazać właśnie Putin wraz ze swoim państwem. To oblicze, ta idea mówiąca o konserwatywnej Rosji, w głębokim przekonaniu środowiska SKCh nie jest zgodna z prawdą. Faktycznie trafiła jednak do zachodniej opinii publicznej przynajmniej do jej konserwatywnej części albo wręcz nawet do obydwu stron tamtejszego polityczno-ideowego sporu. Bo cała liberalna i lewacka strona owej konfrontacji zaczęła podkreślać to, iż rzeczywiście istnieje związek pomiędzy konserwatyzmem, prawicą a Rosją, która jest jednak państwem niedemokratycznym, gwałcącym różne swobody obywatelskie etc. I to miał być dla zachodnich konserwatystów wizerunkowy „pocałunek śmierci”.

W ocenie gościa PCh24TV, przez dłuższy czas analizowaliśmy powyższy proces z „bezpiecznych” pozycji, ponieważ wydawało się, że w Polsce raczej nikt specjalnych złudzeń co do Rosji nie ma. Dostrzegaliśmy, że jest to kraj rządzony w dalszym ciągu przez post-kagiebowską elitę władzy, traktującej chrześcijaństwo i konserwatyzm czysto instrumentalnie – jako narzędzia w jej polityce, której celem jest restytucja mocarstwowej pozycji Rosji. Dla realizacji tego zamierzenia owa władza może popierać rozmaite środowiska. W jednym kraju konserwatystów – tam gdzie dla interesów Moskwy istotne jest, aby osłabić rządzących liberałów. Z kolei na innym gruncie sprzyjać może skrajnym lewicowcom – na przykład pokroju obalonego ostatnio przez Amerykanów w Wenezueli Nicolása Maduro. Dla Rosji nie ma w tym żadnej sprzeczności, bo istotny jest nadrzędny cel, który stanowi dla niej potęga jej państwa.

I wydawało się, że tak naprawdę czymkolwiek byłby reżim panujący na Kremlu – czy byłby liberalny, czy socjalistyczny, czy też komunistyczny, konserwatywny i tak dalej – to i tak z punktu widzenia Polski jest to obojętne. Z zasadniczych, geopolitycznych przyczyn Rosja zawsze będzie naszym rywalem. Nieodmiennie będzie patrzeć na Polskę jako pomost, po którym należy przejść, aby w zwycięskim marszu dotrzeć na Zachód. Tak jak dążyła do tego w czasach stalinowskich czy wcześniej – w okresie walki z Napoleonem. Drugą ewentualność stanowi chęć nawiązania z Zachodem współpracy – jak w 1939 roku – i podziału Polski, wówczas pomiędzy dwa imperia: Związek Sowiecki oraz III Rzeszę.

– Jak powiedział słynny myśliciel i geopolityk rosyjski Aleksander Dugin, Rosja w żadnym wypadku nie będzie zainteresowana istnieniem silnej i niepodległej Polski. A chyba takiej Polski każdy polski patriota sobie życzy. Było dla naszego środowiska oczywiste, że niezależnie od tego, jak identyfikujemy ów reżim (…), Polacy powinni w bardzo ostrożny sposób odnosić się do wszelkich perspektyw współpracy i otwarcia na Rosję. Tymczasem okazuje się, że ta idea zaczyna w Polsce, także na polskiej prawicy, zyskiwać coraz większą rzeszę zwolenników – ocenił Piotr Doerre.

Jak zauważył Krystian Kratiuk, jawnie fałszywa narracja o rosyjskim konserwatyzmie okazała się dość skuteczna i kusząca. Ma w tym udział sam Zachód – pod względem moralnym coraz bardziej zdegenerowany i zgniły oraz porzucający wiarę. Nic dziwnego, że do wyobraźni tamtejszych konserwatystów trafiały pokazówki z Putinem w uroczystość Chrztu Pańskiego czy też inne obrazy z cerkwi. Tyle tylko, że ten wizerunek to złudzenie.

– Rosja nie jest chrześcijańskim krajem, od tego trzeba zacząć. Tamtejsze społeczeństwo wcale nie jest prawosławne, jak się powszechnie sądzi. Jest prawosławne w sensie identyfikacyjno-narodowym, tam gdzie jego tradycyjna wiara oznacza identyfikację z rosyjskością, z kulturą rosyjską, z „rosyjskim mirem”. Jednak nie w tym sensie, który wiążemy z pojęciem społeczeństwa chrześcijańskiego, a więc respektującego prawa Ewangelii, próbującego urządzić swoje życie wspólnotowe właśnie w oparciu o Chrystusowe Prawo – zaznaczył Piotr Doerre.

Jak dodał prelegent konferencji poświęconej rosyjskiemu złudzeniu, należy więc porzucić ową tytułową fantasmagorię. Określenie to pojawiło się w haśle nadchodzącego wydarzenia nieprzypadkowo. Ma francuskie pochodzenie, sięga przełomu XVIII i XIX stulecia i oznaczało wówczas popularne w owym czasie spektakle,podczas których używano tak zwanej latarni magicznej. Jej światło poprzez grę cieni prowokowało u widzów wrażenie,że wśród nich poruszają się  przeróżne, nieistniejące w rzeczywistości stwory.–I to bardzo dobrze oddaje sens naszej konferencji, powiemy bowiem o fantasmagorii, a więc o pewnym wytworzonym w wielu umysłach obrazie, którego w rzeczywistości po prostu nie ma – wskazał gość PCh24TV.

W ocenie historyka, można próbować zrozumieć patrzących na Rosję z pewną nadzieją, estymą, z uwagi na kryzys zachodniego świata i jego cywilizacji. Im bardziej diagnoza tego stanu jest dojmująca, tym mocniej może wywoływać u niektórych obrońców tradycyjnego porządku poczucie osaczenia, osamotnienia, nawet może i rozpaczy. Takie osoby patrząc na Wschód dostrzegają coś innego, a w złudnej nadziei – jakościowo lepszego i bliższego. Tyle tylko, że to po prostu fatamorgana.

Widzą to, bo taki obraz usiłuje im się sprzedać, bo jest to pewna strategia rządu rezydującego w Moskwie i w Petersburgu. Ale należy podkreślić, że nawet gdyby ten obraz był prawdziwy, to i tak nie byłaby to żadna prawdziwa alternatywa, bo właśnie taka jest istota tej polityki, którą prowadzi w stosunku do nas, katolików, Rewolucja. Drąży ona naszą cywilizację już od wieków, usiłuje nam prezentować różne zakłamane alternatywy i skłaniać do wyboru jednego zła przeciw innemu złu; do szukania patrona czy sojusznika tam, gdzie chcemy uciec od innego opresora. Otóż ta putinowska, rosyjska alternatywa malowana przed naszymi oczami, jest niewątpliwie fałszywa. Chociażby z tego powodu, że nie może być opcją dla odrodzenia cywilizacji zachodniej, łacińskiej coś, co tą cywilizacją nie jest. Obcość cywilizacyjna Rosji w stosunku do naszego świata jest oczywista. Rzecz jasna nie wszyscy muszą to wiedzieć i rozumieć, ale też właśnie od tego są intelektualiści, profesorzy, wykładowcy, żeby im to uświadomić. Staramy się takich myślicieli, badaczy i mówców gromadzić na tego typu konferencjach, żeby do opinii publicznej mógł docierać przekaz wynikający z ich wiedzy – wyjaśnił Piotr Doerre ideę zamojskiej sesji.

Cała rozmowa o Rosji jako fałszywej alternatywie, dostępna jest na PCH24TV:

============================

Ponieważ Autor używa pojęcia „cywilizacji łacińskiej”, sądzę że zna dorobek prof. Feliksa Konecznego. Ale chyba powierzchownie.

Bo Koneczny ułatwia diagnozę: W Rosji była – i jest – mieszanka cywilizacyj: turańskiej, bizantyjskiej, żydowskiej, arabskiej – i domieszka łacińskiej. Co dawało i daje – stan a-cywilizacyjny. Czyli Latrocinium Magnum.

Dlatego pytanie: Dlaczego Rosja nigdy nie będzie drogą do odrodzenia cywilizacji łacińskiej? jest nie tylko głupio postawione, lecz wręcz głupie.

Myśliciele Rosji starają się z tego bagna kraj wyprowadzić – i chwała im za to. Mirosław Dakowski