Wybory w USA: Największe, epickie osiągnięcie Donalda Trumpa!

Wybory w USA: Największe osiągnięcie Donalda Trumpa!

5 listopada 2026 Jakub Majewski pch24/wybory-w-usa-najwieksze-osiagniecie-donalda-trumpa

forum-1149219823.jpg
Fot. Pool/ABACA / Abaca Press / Forum

Wszystko co robi Donald Trump musi obowiązkowo być największe – przepraszam: NAJWIĘKSZE. EPICKIE. Tegoroczne wybory nie mogły tu być wyjątkiem. Co do zasady, prawie przy każdym prezydencie Stanów Zjednoczonych, rządząca partia traciła trochę poparcia w wyborach połówkowych. Ale Trump nie mógł się zadowolić drobną utratą poparcia. Nie wystarczyłaby mu też poważna utrata. Nie! Trump musiał pogrążyć Partię Republikanów, zadając jej i sobie epickie – przepraszam, EPICKIE – straty. Taki człowiek. Jak największe, to największe.

Muszę zacząć od małego wyznania: ech, mógłbym dziś wieczorem spokojnie sobie czytać książkę, oglądać film, albo i pisać swą powieść, gdybym tylko posłuchał instynktu, i napisał ten artykuł zawczasu. Przecież mogłem to zrobić już parę dni temu. Czas by się znalazł, a wyniki wydawały się przesądzone. Owszem, trochę poprawek by było, ale nie znowu tak dużo. Ot, w paru miejscach, przy słowie „porażka” bym musiał wykreślić przymiotnik „poważna” i wpisać w tym miejscu „epicka”. Przez te wszystkie lata jak obserwuję amerykańską politykę, żadne wybory nie były tak katastrofalnie przewidywalne jak te.

Porażkę Trumpa można było zacząć wieszczyć już gdzieś około lipca, gdy stało się jasne, że jego administracja nie ma żadnego pomysłu na zakończenie wojny z Iranem. A prawdę mówiąc, jeśli ktoś orientował się jak realnie wygląda stosunek sił między Ameryką a Iranem, mógł ten wynik przewidzieć jeszcze w lutym. Ja aż takim prorokiem nie jestem, i przyznam że pierwsze parę miesięcy trwania niepotrzebnie rozpętanej przez Trumpa wojny między Stanami a Iranem, nie przesądzałem o wyniku, tylko próbowałem zrozumieć jaki cel faktycznie przyświeca Amerykanom, i jakie środki mają do tego celu doprowadzić. Jak się okazało – nie tylko ja, ale również Donald Trump nie miał w tej sprawie pojęcia. Skutek jest taki, jak widzimy.

Przyczyny porażki

Rozwińmy jednak trochę kwestię przyczyn tej autentycznie epickiej wyborczej katastrofy, w której zwycięstwa Demokratów przekroczyły nawet najśmielsze prognozy. Demokraci przejęli kontrolę nad Senatem i nad Kongresem, i odbili szereg stanowisk gubernatorskich. Wygrywali w miejscach gdzie od dziesiątek lat już nie widywano Demokratów, w Teksasie, w Kansas. A to wszystko następuje przecież równo dwa lata po autentycznie spektakularnym zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich 2024 roku. Wyborach, w których, ku zdumieniu Demokratów, wygrał nie tylko w Kolegium Elektorskim, ale również zdobył znaczącą przewagę głosów w skali kraju. Wyborach, w których to z kolei Republikanie wywalczyli wąską, minimalną i kruchą, ale jednak przewagę w obu izbach. Wyborach, które wyznaczyły absolutny szczyt popularności Donalda Trumpa.

Ale przecież, szczyt nie musiał być wcale szczytem – niejeden amerykański prezydent kończył swą kadencję ciesząc się jeszcze większą popularnością, bo po prostu naród był zadowolony z jego działań. W przypadku Trumpa tak się nie stało. Pierwszy rok jego drugiej kadencji przynosił zmienne fortuny, ale ogólnie jeszcze był obiecujący. Drugi rok przyniósł absolutną katastrofę. Zupełnie jak gdyby Trump, odbiwszy się od sufitu osobistej popularności, teraz przebił się przez podłogę, powtarzając przy tym raz po raz, że to nie jest jego ostatnie słowo.

Błędem byłoby twierdzenie że to wojna pokonała Trumpa. Nie: bo wojna nie przydarzyła się Trumpowi. To Trump wywołał wojnę. Wojna jest skutkiem, ale przyczyną porażki Donalda Trumpa jest Donald Trump. W tym, i w wielu innych wymiarach.

Nie mam zamiaru bawić się w psychoanalityka, zastanawiać się czy Trump cierpi już na starczą demencję, czy znajduje się pod czyimś wpływem, czy po prostu wiek wyolbrzymia jego wady. Jakkolwiek by nie było, od początku swojej drugiej kadencji, Donald Trump nie chciał i nie próbował działać w systemie, który dałby mu jeszcze więcej władzy, gdyby tylko chciał z nim współpracować. Nie potrafił negocjować z kongresmenami i senatorami. Nie potrafił w niczym dobrowolnie ustępować. Sprawiło to, że prawie zupełnie nie potrafił forsować własnych ustaw.

Wszyscy, którzy obserwują Stany, dobrze pamiętają istną lawinę dekretów i rozporządzeń którymi zaczął swoją drugą kadencję, a którymi naprawił doraźnie wiele idiotycznych działań poprzedzającej administracji Bidena. Można oczywiście dzielić włos na czworo, debatować które dekrety były korzystne a które szkodliwe, ale to bez znaczenia – bo to były dekrety, które jeden prezydent wydaje, a kolejny może ot tak po prostu odwołać.

Osiągnięcia Trumpa były palcem na wodzie pisane, poza jednym słynnym Big Beautiful Bill – ale ponieważ do tej ustawy wsadzono tak wiele różnych spraw, to nikt z wyborców właściwie nie kojarzył co tam się znalazło. Swoim merkurialnym podejściem, Trump skutecznie zraził do siebie część Republikanów, często tych, którzy go najgoręcej popierali, ale poważniej niż on sam traktowali jego obietnice wyborcze.

Kilka, czy nawet kilkanaście, z przegranych dziś wyścigów w kongresie i senacie to miejsca z których sam Trump „przepędził” popularnych republikańskich polityków, atakując ich za rzekomą nielojalność. Zastępowanie ludzi posiadających własne kręgi poparcia lojalnymi miernotami bez poparcia, jak się okazało, nie przyniosło efektu w systemie który mocno premiuje osobiste relacje między wyborcami a reprezentantami.

Wydaje się też, że Trump coraz mniej toleruje głosy sprzeciwu w swoim otoczeniu. Czy tak jest czy nie, dosyć powiedzieć że nikt nie protestował zbyt intensywnie gdy Trump, namówiony przez premiera Izraela, rozpoczął ową feralną, zupełnie zbędną wojnę przeciw Iranowi. Gdy zaś wojna raz się rozpoczęła, wydaje się że osobowość Trumpa nie pozwalała mu tak po prostu od niej odstąpić, przyznać choćby tylko do braku sukcesu, o porażce nie wspominając. Nie miał pomysłu na zakończenie wojny, bo poza bronią atomową – która zresztą też nie osiągnęłaby tego celu – jedyne co mogłoby zakończyć tę wojnę pomyślnie dla Ameryki to pełnoskalowa inwazja lądowa, a na tą nikt nie był gotów. Tymczasem zaś, im dłużej trwała wojna, tym bardziej  w wyborców Trumpa uderzała niestabilność rynku ropy naftowej. Nie miało znaczenia że ceny ropy nie poszybowały wcale tak wysoko jak pierwotnie przewidywano – dosyć, że były znacznie wyżej niż wcześniej, i nie spadały. A działo się to za kadencji prezydenta który obiecał nie pakować się w bliskowschodnie wojny, i który obiecał obniżyć koszty życia.

Tyle przyczyny. Znalazłoby się ich jeszcze więcej – nie wspomniałem chociażby Ukrainy, akt Epsteina, i wielu niedotrzymanych obietnic, nie mówiłem też o tych członkach administracji Trumpa których skuteczność dalece odbiegła od oczekiwań – ale przejdźmy do zasadniczego pytania:

Co dalej?

Słychać już zewsząd triumfalne głosy Demokratów i popierających ich mediów, że oto skończyła się era Trumpa. Niezupełnie. Faktycznie, Republikanie będą coraz chętniej się odcinać od Trumpa, uważając że jego osobista marka jest teraz skażona. Ale na przestrzeni ostatnich lat, Trump wywarł tak silny wpływ, tak gruntownie przebudował Partię Republikańską, że trudno im będzie się skutecznie od niego odsunąć. Trump niewiele może już zrobić by wspierać poszczególnych Republikanów – nadal jednak może dużo zrobić by im zaszkodzić, jeśli uzna że są nielojalni. Drugi polityczny zgon Trumpa będzie powolny.

Przejęcie legislatury przez Demokratów oznacza natomiast faktycznie koniec politycznej agendy Trumpa. Pozostają mu dekrety i wetowanie ustaw, i zataczanie się od jednego kryzysu budżetowego do kolejnego, gdy Demokraci odmawiają mu funduszy potrzebnych na realizację jego celów. I tu leży smutny paradoks: w Stanach, prezydent zawsze może więcej zdziałać w relacjach zagranicznych niż w kraju, a dysproporcja rośnie im słabsze ma poparcie w krajowej polityce. Tak jest i w tym przypadku. W praktyce oznacza to iż Trump, wiedząc że niewiele już zdziała w kraju, może odczuwać pokusę by skoncentrować się na zagranicznych zwycięstwach, przynajmniej tak długo, jak długo nowy kongres nie zablokuje finansowania.

Następne dwa miesiące będą więc szczególnie groźne w kwestii niepotrzebnej i głupiej wojny z Iranem. Jeśli już wcześniej Trump wydawał się zbyt emocjonalnie zaangażowany w wojnę z Iranem, o ile teraz bardziej może tak być, gdy ma powody aby obwiniać Iran za porażkę wyborczą? Tu może dojść do jakiejś ostrej eskalacji.

Z kolei jeśli chodzi o Ukrainę i Rosję, jeśli Trump chciałby w końcu osiągnąć pokój, który obiecywał przed dwoma laty, to teraz realnie jedyną drogą mu dostępną byłoby zmuszenie Ukrainy do kapitulacji – i być może tu też będą emocjonalne pobudki aby tak próbować zrobić.

Jednocześnie, będziemy obserwować zmasowane uderzenie na administrację Trumpa. Zapewne pierwszym wobec którego wszczęte będą procedury odwoławcze będzie Sekretarz Obrony, Pete Hegseth. Być może sam zresztą zrezygnuje, albo zostanie zwolniony przez Trumpa. Co więcej, Trump nie zdoła już przeforsować żadnego swego kandydata przez komisje senackie, chyba że sięgnie po kogoś tak konwencjonalnego, że Demokraci go zaakceptują. Tak się raczej nie wydarzy, toteż raczej ustępujący członkowie administracji będą zastępowani przez „pełniących obowiązki”. To zaś zawsze osłabia ich prestiż i skuteczność.

Najbardziej w tym wszystkim ucierpią dwaj politycy którzy mieli nadzieję najwięcej zyskać na związaniu z Trumpem – Marco Rubio i J. D. Vance. Obydwaj liczyli na nominację prezydencką w następnych wyborach, i na zwycięstwo na fali popularności administracji Trumpa. Teraz stało się wprost odwrotnie – obydwaj są skazani na porażkę ze względu na bliskie powiązania z Trumpem. Skala ich przegranej będzie zależeć od ich cierpliwości. Ten z nich który zdecyduje się nie kandydować w 2028 roku, może mieć szansę w 2032 roku. Ten zaś, który mimo wszystko spróbuje kandydować, może potrzebować znacznie więcej czasu by podnieść się po przegranej.

Osobiście, przyznam że szkoda mi Vance’a – spośród wszystkich współczesnych republikańskich notabli, wydawał się najbardziej obiecujący, nawet jeśli jego gotowość do „ściemniania” żeby nie zarzucać wprost kłamstwa, w obronie swego szefa, stawiają go w znacząco gorszym świetle jako rzekomo prostolinijnego katolika. Gdybym mógł doradzić Vance’owi, powiedziałbym że winien teraz, natychmiast zrezygnować ze stanowiska, tłumacząc to wprost niezgodą na wojnę która przyczyniła się do porażki – następnie, odczekawszy parę lat, kandydować na gubernatora swojego stanu, i dopiero potem powrócić do prezydenckich ambicji, wykazawszy się własnymi osiągnięciami. Wątpię jednak aby Vance zdecydował się porzucić stanowisko wiceprezydenta, chociażby z obawy przed zemstą Trumpa – co być może oznacza że i tak nie ma odpowiedniego charakteru na prezydenta…

Trump, a sprawa polska

O skutkach, jak o przyczynach porażki, można by wiele jeszcze napisać. Odrębnym tematem – zbyt dużym, by go omawiać mimochodem – byłaby wielka zmiana która zaszła w Partii Demokratycznej, a która sugeruje że w swojej nowej formie, Demokraci będą jeszcze gorsi dla Ameryki niż wcześniej. Innym tematem byłaby nadchodząca zmiana w relacjach między Ameryką a Izraelem – zmiana która ma szansę nareszcie ukrócić najgorsze działania Izraela. Nie ma na to już miejsca.

W tym wszystkim jednak, chciałbym aby jedna rzecz jeszcze wybrzmiała, a dotyczy ona sprawy polskiej. Otóż: osłabienie Trumpa niweczy nadzieje tych, którzy liczyli na wsparcie Republikanów dla swojej strony w polskiej polityce, a do tego stawia pod mocnym znakiem zapytania jakiekolwiek obietnice Trumpa dotyczące stałej bazy amerykańskiej w Polsce. Analogicznie zaś, jest bardzo poważna szansa iż za dwa lata, jeśli Demokraci zdobędą również Biały Dom – a w tej chwili wydaje się to niemal nieuniknione, choć wiele może się jeszcze zmienić – znowu zobaczymy tego rodzaju ingerencję w polską politykę jaką widzieliśmy przed 2024 rokiem. Urabianie polskiej opinii publicznej przez finansowanie lewicowych organizacji i mediów, wpływanie na platformy cyfrowe aby dusiły konserwatywny dyskurs, i tak dalej. Tendencje te zresztą będą tym mocniejsze, im mocniejszy ogólnie będzie lewicowy zwrot w amerykańskiej polityce. Ale cóż – zdaje się że nie ma sensu tym za bardzo zaprzątać sobie głowę, gdy polska polityka ma inne, znacznie pilniejsze problemy.

Jakub Majewski

Proizraelskie lobby AIPAC w USA ogłosiło, że ma większość w Kongresie

Proizraelskie lobby AIPAC w USA ogłosiło, że ma większość w Kongresie

Cyprian Gąsiorowski 5/11/2026 zmianynaziemi/proizraelskie-lobby-aipac-w-usa-oglosilo-ze-ma-wiekszosc-w-kongresie

Demokraci zdobyli większość w obu izbach Kongresu w wyborach 3 listopada. Proizraelskie lobby AIPAC opublikowało gratulacje dla zwycięskiej partii, podczas gdy Republikanie uznali, że przegrali przez wojnę z Iranem, w którą Izrael wmanewrował USA w lutym 2026 roku.

We wtorek Amerykanie przyznali Demokratom większość w obu izbach Kongresu. W środę AIPAC opublikowało na platformie X wpis, w którym pogratulowało zwycięstwa setkom proizraelskich Demokratów i Republikanów oraz liderom obu izb, Schumerowi i Jeffriesowi. Przedstawiciele Republikanów uznali, że porażka wynika z konfliktu prowadzonego przez USA od lutego.

Washington Post i Reuters opisały, jak Beniamin Netanjahu przez miesiące przekonywał Donalda Trumpa do wspólnego ataku. Argumentował, że Izrael uderzy z udziałem Amerykanów lub bez niego, ale potrzebuje zgody prezydenta. 11 lutego premier wygłosił godzinną prezentację w Situation Room, proponując operację, która według Reutersa miała objąć wspólne zabójstwo Alego Chamenei. Trump wyraził zgodę, mimo otwartych protestów wiceprezydenta JD Vance’a i szefa sztabu generalnego. Washington Post ujawnił, że CIA miała niskie zaufanie do tezy o natychmiastowym zagrożeniu ze strony Iranu.

Analitycy z Arab Center nazwali ten konflikt wojną wyboru przedstawioną jako prewencyjna samoobrona. Według nich rozmowy w Genewie z mediacją Omanu, które mogły zamknąć program nuklearny Iranu, były bliskie finalizacji. Brown University szacuje straty amerykańskich konsumentów na ponad 40 miliardów dolarów, co daje ponad 300 dolarów na gospodarstwo domowe. Diesel na rynku USA podrożał o 94 procent względem cen przedwojennych, w Kalifornii galon benzyny kosztował ponad 5 dolarów, a wydatki Pentagonu Forbes wycenia na 38–42 miliardy.

Ceny paliw zadecydowały o wyniku wyborów 3 listopada. Donald Trump w rozmowie z Wall Street Journal przyznał, że Iran był częścią przyczyny porażki, a w wywiadzie dla Deutsche Welle stwierdził, że wojna w dużej mierze doprowadziła do utraty obu izb. JD Vance oświadczył: Przegraliśmy przez tę wojnę. Współpracownicy prezydenta cytowani przez New York Post chcieli, aby Schumer podziękował Netanjahu za zwycięstwo. Trump broni swojej decyzji, twierdząc, że sprawa Iranu była konieczna.

AIPAC ogłosiło, że ponad 234 wspieranych przez nich kandydatów wygrało. Newsweek pisał jednak o porażce lobby. Abdul El-Sayed został pierwszym muzułmaninem w Senacie mimo 30,6 miliona dolarów, które super PAC AIPAC wydało na jego wyeliminowanie w prawyborach w Michigan. Troy Jackson pokonał długoletnią senator Susan Collins w Maine. Ośrodek Who Funds My Rep liczy 169 zwycięzców spośród 185 śledzonych kandydatów proizraelskich, przy czym nie istnieje oficjalna lista pozwalająca rozliczyć tezę o zwycięstwie.

Netanjahu przegrał wybory w październiku i stracił większość w Knessecie. Według Associated Press namawia on Trumpa do uderzeń na Iran, by uratować swój rząd, a we wrześniu podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ stwierdził, że decyzja o ataku na ten kraj była jedną z najłatwiejszych w jego życiu.

Video URL

Źródła:
https://x.com/AIPAC/status/2118078440196784526
https://www.newsweek.com/aipac-election-defeat-israel-critics-congress-midterms-2026-copy-12664958
https://spectrumlocalnews.com/us/snplus/international/2026/11/02/netanyahu-pressing-trump-to-attack-iran-after-midterms-officials-say
https://www.pbs.org/newshour/amp/world/u-s-launches-new-attacks-on-iranian-targets-days-after-netanyahu-pressed-trump-for-more-strikes
https://nypost.com/2026/11/03/us-news/trump-allies-blame-iran-war-for-gops-devastating-midterm-losses
https://www.politico.com/news/2026/11/04/midtermtrump-renewed-strikes-iran-01149427

Dugin: W jaki sposób syjonizm doprowadził Trumpa do upadku?

W jaki sposób syjonizm doprowadził Trumpa do upadku?

https://alexanderdugin.substack.com/p/how-zionism-brought-trump-to-ruin?r=17ccyz&utm_medium=ios

Alexander Dugin bada, w jaki sposób kapitulacja Trumpa wobec neokonserwatystów i syjonistycznych interesów doprowadziła do jego politycznego upadku i czego Rosja musi się z tego nauczyć.

Alexander Dugin

Trump poniósł całkowitą klęskę w wyborach w połowie kadencji, a przyczyną tego była działalność „szóstej kolumny” w jego najbliższym otoczeniu. „Szósta kolumna” to najgorsza rzecz, jaka może się przydarzyć krajowi i reżimowi politycznemu. Istnieje ona w każdym społeczeństwie, choć jej orientacja, struktura i podporządkowanie zewnętrznym ośrodkom decyzyjnym różnią się w zależności od kraju. W przypadku Trumpa takim ośrodkiem jest Izrael i Netanjahu. W innych przypadkach tę rolę odgrywają same Stany Zjednoczone, NATO lub UE. Jednak podstawowy mechanizm pozostaje ten sam.

Wśród elit zawsze znajdują się osoby, które służą nie interesom własnego narodu i państwa, lecz jakiejś zewnętrznej potędze. Największym zagrożeniem „szóstej kolumny” jest to, że jej członkowie ukrywają się za fasadą całkowitej lojalności i oddania wobec władcy. „Piąta kolumna” działa otwarcie, co ułatwia jej identyfikację i – jeśli istnieje wola polityczna – jej zwalczanie. Ujawnienie „szóstej kolumny” wymaga szczególnej wiedzy ideologicznej. Samo wykonywanie rozkazów i przestrzeganie prawa nie wystarcza. To właśnie przez te luki „szósta kolumna” przenika do systemu.

W Stanach Zjednoczonych ruch MAGA oscyluje między ideologicznym rdzeniem prawicowego populizmu a neokonserwatystami, którzy sprzymierzyli się z otwarcie syjonistycznymi i „chrześcijańskimi” syjonistami. Populistyczni politycy sprzeciwiają się interwencjom zagranicznym (szczególnie wojnie z Iranem), głębokiemu państwu i grupie ludzi związanych z Epsteinem. Neokonserwatyści i syjoniści popierają wszystkie trzy elementy: interwencje zagraniczne, tuszowanie afery Epsteina i głębokie państwo (które oni sami tworzą). Początkowo oba obozy były całkowicie lojalne wobec Trumpa. Jednak populistyczni politycy naprawdę dbają o Amerykę, podczas gdy neokonserwatyści traktują ją jedynie jako narzędzie do realizacji zupełnie innego programu.

Trump odrzucił pierwszych i zaufał drugim. Poniosł druzgocącą i dotkliwą porażkę, głównie dlatego, że wykazał się całkowitym lekceważeniem wobec tego, czego chcą ludzie. Amerykanie sprzeciwiają się wojnie i zagranicznemu lobbingowi i chcą, aby zajęto się ich wewnętrznymi problemami – czego Trump zaniedbał, pogarszając sytuację.
Nie było to więc przypadkiem, lecz nieuniknioną konsekwencją. Obserwując te wydarzenia, musimy wyciągnąć własne wnioski. Szósta kolumna istnieje nie tylko w Rosji; jej istnienie jest nieuniknione. Po dziesięcioleciach otwartych, prozachodnich i liberalnych wpływów, z pewnością jest ona powszechna wśród rosyjskich elit, gdzie prawdopodobnie jest szczególnie zakorzeniona.

Jest jeszcze coś innego: Rosja jest celem ukierunkowanej kampanii prowadzonej w cyberprzestrzeni. Ta wojna ma wiele frontów i wykorzystuje liczne metody, ale jej główną bronią jest właśnie szósta kolumna. Jest to najskuteczniejsze narzędzie wroga, ponieważ działa od wewnątrz, ponieważ wrogi element jest osadzony w strukturach władzy, w samym mechanizmie rządzenia, a nie na zewnątrz, w opozycji (która w ogóle może nie istnieć).

Jestem przekonany, że nasze służby kontrwywiadowcze opanowały zasady prowadzenia działań w cyberprzestrzeni. Teraz nadszedł czas, aby w pełni wykorzystać te umiejętności. Po katastrofalnej porażce Trumpa w wyborach pośrednich wydarzenia na całym świecie nabiorą szczególnie złowieszczego charakteru. Wszystkie nadzieje, że sytuacja na froncie ukraińskim jakoś sama się rozwiąże, są nieodpowiedzialne i daremne. Reżim w Kijowie teraz się ośmieli (Zełenski i przywódcy UE byli przekonani, że Trump działa na korzyść Rosji, co w rzeczywistości wcale nie było prawdą) i łatwo sobie wyobrazić, do czego to doprowadzi. Zełenski już w ostatnich tygodniach otwarcie obrażał Trumpa przy każdej okazji, przekonany, że amerykański prezydent wyjdzie z wyborów pośrednich znacznie osłabiony.
Musimy uznać i dokładnie przeanalizować wszystko, co wydarzyło się w Stanach Zjednoczonych, a także to, co wydarzyło się podczas wyborów w Izraelu (porażka Netanjahu) i co obecnie dzieje się w Europie (gdzie wszystko płonie).
Określony rozdział współczesnej historii dobiegł końca. Zakończenie jednej rzeczy jest początkiem innej. Ważne jest, aby Rosja brała udział w tym nowym rozdziale jako niezależny podmiot, aktywnie i zdecydowanie.

https://alexanderdugin.substack.com/p/how-zionism-brought-trump-to-ruin?r=17ccyz&utm_medium=ios

Trump zaakceptował wyniki wyborów. Prezydent USA „liczy na współpracę z Demokratami”

Trump zaakceptował wyniki wyborów. Prezydent USA „liczy na współpracę z Demokratami„

oprac. Michał Ignasiewicz

Donald Trump zaakceptował wyniki wyborów. Prezydent USA liczy na współpracę z Demokratami

Donald Trump zaakceptował wyniki wyborów. Prezydent USA liczy na współpracę z Demokratami/PAP/EPA

Donald Trump zapowiedział, że zaakceptuje wyniki wyborów do Kongresu i pogratulował zwycięstwa Demokratom. Prezydent USA przyznał, że wojna z Iranem częściowo przyczyniła się do przegranej Republikanów. Oznajmił jednak, że nie żałuje zaatakowania Iranu i zrobiłby to ponownie.

Trump powiedział, że jego zdaniem to wzrost cen ropy naftowej – a nie sama wojna – stanowi największy polityczny balast dla jego administracji. W wyniku konfliktu z Iranem wzrosły ceny benzyny i oleju napędowego, co wywołało niezadowolenie amerykańskich wyborców.

Trump liczy na współpracę, ale straszy wetem

Prezydent USA nie zakwestionował wyborów do Kongresu i powiedział, że liczy na współpracę z Demokratami, ale w razie potrzeby zamierza korzystać ze swojego „prawa weta”. Myślę, że będziemy współpracować z Demokratami i bardzo dobrze się z nimi dogadywać. Jeśli tak się nie stanie, będziemy wobec nich bardzo twardzi, a oni będą bardzo twardzi wobec nas – dodał przywódca Stanów Zjednoczonych. Trump nie odpowiedział na pytanie, z którymi konkretnie Demokratami byłoby mu łatwo współpracować.

Trump nie czuje się winny porażki

Prezydent USA na antenie Fox News pogratulował Demokratom i przyznał, że wykonali dobrą robotę i pracowali nad tym ciężko i długo. Zapowiedział, że zaakceptuje wyniki głosowania.

Trump przekazał, że nie zamierza przeprowadzać zmian personalnych w swojej administracji. Wyraził przekonanie, że wyniki wyborów do Kongresu nie świadczą o niezadowoleniu Amerykanów z jego prezydentury. Nie odbieram tego jako ciosu wymierzonego we mnie – powiedział Trump. Mamy najlepsze dwa lata w historii prezydentury, jeśli chodzi o gospodarkę i wszystkie działania, które podjęliśmy – dodał.

Prezydent pedofil? Trump i Epstein pokłócili się o to, kto odbierze dziewictwo 13-letniej dziewczynce.

Prezydent pedofil: Trump i Epstein pokłócili się o to, kto odbierze dziewictwo 13-letniej dziewczynce — wynika z nowego raportu Izby Reprezentantów.

Napisane przez Alana Macleoda

Niedawno opublikowany raport Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów, w której większość stanowią Demokraci, rzuca nowe światło na bliskie relacje prezydenta Donalda Trumpa z Jeffreyem Epsteinem. Dokument zatytułowany „Mamy pewne wspólne cechy, Jeffreyu”: dowody wyłaniające się przeciwko Donaldowi Trumpowi w aktach Epsteina i desperackie wysiłki Departamentu Sprawiedliwości, by to ukryć” opiera się na zeznaniach 11 kobiet. Pięć z nich twierdziło, że Trump zgwałcił je lub dopuścił się na nich napaści seksualnej w obecności skompromitowanego finansisty. Dwie z tych kobiet były 13-letnimi dziećmi w momencie domniemanych incydentów.

Raport przedstawia zarówno Trumpa, jak i Paolo Zampolliego, byłego Specjalnego Przedstawiciela Stanów Zjednoczonych ds. Partnerstw Globalnych, jako członków bliskiego kręgu Epsteina zajmującego się handlem ludźmi. Dokumentuje również, jak Departament Sprawiedliwości (DOJ) Trumpa „aktywnie utrudniał śledztwo w sprawie Epsteina w sprawie potencjalnych współspiskowców” i próbował uniemożliwić ujawnienie akt Epsteina, aby chronić prezydenta.

Mimo to nazwisko Trumpa wciąż pojawia się około 38 000 razy w opublikowanych dokumentach Epsteina. Sam Epstein twierdził, że przedstawił Trumpa jego przyszłej żonie Melanii i że para po raz pierwszy uprawiała seks na pokładzie jego słynnego odrzutowca „Lolita Express”. Melania była wówczas modelką w agencji Zampolliego.

Wiele kobiet zabiera głos

Beatrice Keul – W 1993 roku, Miss Szwajcarii Beatrice Keul wzięła udział w konkursie piękności „American Dream” Trumpa w Nowym Jorku. Tam poznała przyszłego prezydenta i Jeffreya Epsteina. Trump zaproponował jej miejsce na Uniwersytecie Nowojorskim i zlecił Zampolliemu zorganizowanie jej wizy. Powiedziała, że ​​Epstein nazywał siebie „najlepszym przyjacielem Dona”.

Keul udała się do apartamentu w hotelu Plaza, wierząc, że jest to spotkanie w sprawie Uniwersytetu Nowojorskiego. Jednak po wejściu do apartamentu, jak twierdzi, Trump złapał ją od tyłu i „brutalnie” zgwałcił, rozrywając jej sukienkę i powodując siniaki.

„ Katie Johnson ” (pseudonim) twierdzi w pozwie, że Trump wielokrotnie ją zgwałcił i molestował seksualnie w 1994 roku, gdy miała zaledwie 13 lat. Na imprezie Epsteina w Nowym Jorku, jak twierdzi, kazano jej rozebrać się do bielizny, masować Epsteina i dotykać penisa Trumpa. Trump i Epstein rzekomo kłócili się o to, kto pozbawi ją dziewictwa. Epstein wpadł we wściekłość i „zgwałcił” ją siłą, gdy odkrył, że Trump już to zrobił.

Johnson twierdzi również, że Trump i Epstein grozili jej śmiercią, jeśli zgłosi się do władz. Podobno powiedzieli: „Sprawimy, że znikniesz jak [imię i nazwisko usunięte]”.

W oddzielnej skardze Johnson zeznała, że ​​podczas innego incydentu błagała Trumpa o użycie prezerwatywy. Następnie uderzył ją w twarz i krzyknął, że „zrobi, co zechce”. Kiedy skończył, Trump rzucił w nią pieniędzmi i krzyknął: „Daj mi, kurwa, aborcję”.

Jane Doe 4 – Inną dziewczyną, wówczas 13-letnią, którą Trump rzekomo molestował, była Jane Doe 4. Zeznała FBI, że ugryzła Trumpa podczas seksu oralnego w 1983 roku, po czym uderzył ją w twarz. Epstein kilkakrotnie sprowadził ją do Nowego Jorku, gdzie była oferowana jako „świeże mięso” podczas „intymnych spotkań z innymi prominentnymi, bogatymi mężczyznami”. Tam była „brutalnie i brutalnie molestowana, napadana i gwałcona” przez tych mężczyzn.

Stacey Williams – Williams, modelka w kostiumach kąpielowych „Sports Illustrated”, była związana z Epsteinem w latach 90. Powiedziała, że ​​podczas bożonarodzeniowego przyjęcia Trumpa w hotelu Plaza, Trump obmacywał ją na oczach Epsteina. „Jego ręce były wszędzie. Były na moich piersiach, pośladkach, no wiesz, biodrach, w górę i w dół” – powiedziała. Epstein zganił ją za to, że pozwoliła Trumpowi się dotykać.

Jill Harth – Harth twierdzi, że w 1993 roku Trump zmusił ją do wejścia do sypialni swojej córki w Mar-a-Lago, całował ją i obmacywał oraz nie pozwolił jej opuścić pokoju.

Jane Doe 1 – Gdy miała zaledwie 14 lat, Epstein przyprowadził ją do posiadłości Trumpa w Mar-a-Lago i powiedział mu: „Dobra, co?”, na co Trump odpowiedział: „Tak”. Szczegółowo opisała molestowanie seksualne, którego doświadczyła z rąk Epsteina i innych, ale nie wymieniła Trumpa jako jednego ze sprawców.

Maria Farmer , była asystentka Epsteina, twierdzi, że Donald Trump wtargnął do nowojorskiego biura Epsteina w zastraszający, „drapieżny” sposób, gdy tam przebywała. Epstein pojawił się i powiedział Trumpowi, że Farmer „nie jest dla ciebie” i zaprowadził go do innego pokoju, gdzie, według Farmer, czekała inna dziewczyna. Dodała również, że Trump stwierdził, iż „myślał, że ma 16 lat”, podczas gdy w rzeczywistości miała 25 lat.

„ Kate ” – Kate (inny pseudonim) twierdzi, że partnerka Epsteina, Ghislaine Maxwell, przedstawiła ją Trumpowi „w pełni świadoma, że ​​jest gotowa na seks”. Twierdzi, że do tego seksu nigdy nie doszło. Jednak w 1997 roku brytyjski tabloid „The Sunday Mirror” opublikował artykuł o tym, jak „najsłynniejszy amerykański miliarder, Donald Trump, uległ urokowi 20-letniej Angielki” (Kate). W artykule stwierdzono również, że Maxwell przedstawiła Trumpa „kilku swoim atrakcyjnym przyjaciółkom”. „Sunday Mirror” był własnością ojca Ghislaine Maxwell, Roberta Maxwella , aż do jego śmierci w 1991 roku.

Zaciemnianie rzeczywistości

Wiele z tych zarzutów było już publicznie znanych. Jednak ich pojawienie się w oficjalnej publikacji rządowej ma ogromne znaczenie, zwłaszcza że raport stwierdza , iż istnieje „więcej niż wystarczająco dowodów” przeciwko Trumpowi i że „należy go zbadać i postawić przed sądem”.

Raport szczegółowo opisuje również to, co określa mianem „nieustannego” tuszowania sprawy przez Departament Sprawiedliwości Trumpa w celu ochrony prezydenta. Jak zauważono w raporcie, Trump i jego zespół zostali przyłapani na rozpowszechnianiu „rażących kłamstw” na temat jego relacji z Epsteinem podczas ich zaciekłej obrony.

Według raportu, wśród tych kłamstw znajduje się twierdzenie Trumpa, że ​​wyrzucił Epsteina z Mar-a-Lago po tym, jak uznano go za „obrzydliwego człowieka”. Twierdzeniu temu, jak stwierdza raport, zaprzecza sam Trump. Dokument z 2009 roku, rejestrujący rozmowę między Trumpem, zarządcą jego posiadłości w Mar-a-Lago i jego zespołem prawnym, pokazuje, że Trump przyznał, a jego zarządca potwierdził, że Epstein „nigdy nie został poproszony o opuszczenie posiadłości”. „Ten dokument pozostaje zredagowany w bazie danych Departamentu Sprawiedliwości, co stanowi rażące naruszenie prawa federalnego” – zauważono w raporcie Izby Reprezentantów.

W 2024 roku Trump również oświadczył w mediach społecznościowych, że „nigdy nie leciał samolotem Epsteina”. Jednak zapisy lotów pokazują, że w samych latach 90. latał „Lolita Express” co najmniej osiem razy.

Ponadto raport krytykuje Departament Sprawiedliwości Trumpa, zarzucając mu próbę ukrycia prawdy i uniemożliwienia opinii publicznej dowiedzenia się więcej o sprawie. Aby „ukryć” powiązania Trumpa z Epsteinem, raport stwierdza, że ​​Departament Sprawiedliwości „aktywnie utrudniał śledztwa w sprawie potencjalnych współspiskowców, próbował uniemożliwić ujawnienie akt Epsteina, a następnie ujawnił niekompletny i mocno ocenzurowany zestaw dokumentów – jednocześnie zatajając kluczowe informacje o Trumpie”.

W rezultacie, jak podsumowano w raporcie, Departament Sprawiedliwości w praktyce „zapewnił bezkarność wszystkim osobom zamieszanym w trwający od dziesięcioleci międzynarodowy handel ludźmi o wartości wielu miliardów dolarów, którego ofiarą padło ponad 1000 kobiet i dziewcząt”.

Perspektywy sprawiedliwości

Raport zawiera liczne kontrowersyjne zarzuty i wyraźnie wzywa do wszczęcia specjalnego śledztwa i postawienia zarzutów. Jest jednak mało prawdopodobne, aby miało to jakiekolwiek realne konsekwencje, przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej. Autorami raportu są Demokraci z Izby Reprezentantów, którzy stanowią mniejszość w Kongresie i bez wsparcia niektórych Republikanów nie mogą zmusić świadków do składania zeznań ani wezwać do dostarczenia dokumentów. Niewielu Republikanów opowiedziało się za większą transparentnością w sprawie Epsteina; ci, którzy to zrobili, tacy jak Thomas Massie i Marjorie Taylor Greene, byli atakowani i marginalizowani przez partię.

Perspektywy śledztwa mogą się drastycznie zmienić, jeśli Demokraci odzyskają większość w którejkolwiek z izb parlamentu. Zależy to jednak od tego, czy wcielą w życie swoją retorykę i faktycznie postawią prezydenta przed sądem. Historycznie rzecz biorąc, Demokraci nie wykazywali zainteresowania wszczynaniem politycznej wojny domowej. Co więcej, były prezydent Bill Clinton ma powiązania z Epsteinem.

Biały Dom odrzucił raport, uznając go za „nic więcej niż desperacką próbę szalonych Demokratów, mającą na celu odwrócenie uwagi Amerykanów od rosnącej siły Republikanów, napędzanej historycznymi osiągnięciami prezydenta Trumpa”.

Nie ma pewności, czy Trump faktycznie poniesie jakiekolwiek konsekwencje w wyniku tego raportu. Jasne jest jednak, że jego powiązania z najbardziej znanym na świecie pedofilem, przestępcą seksualnym i handlarzem ludźmi są o wiele bliższe, niż wielu się spodziewa.

MintPress News uważnie śledził rozwój historii Epsteina. Nasz cykl „ Zbyt wielcy, by upaść ” analizuje powiązania Epsteina z amerykańskimi i zagranicznymi agencjami wywiadowczymi, a także z przestępczością zorganizowaną, i pokazuje, jak szantaż seksualny stał się zinstytucjonalizowanym narzędziem aparatu bezpieczeństwa narodowego.

Na początku tego roku opublikowaliśmy artykuł wyjaśniający bliską relację Epsteina ze znanym naukowcem Noamem Chomskym, który uważał Epsteina za swojego „najlepszego przyjaciela”.

Więcej informacji na temat bliskich powiązań rodziny Maxwell z władzami USA i Izraela można znaleźć w naszym dochodzeniu : „CIA, Mossad i Epstein: odkrywanie powiązań wywiadowczych rodziny Maxwell”.

Źródło: Prezydent pedofil: Trump i Epstein pokłócili się o to, kto odbierze dziewictwo 13-latce, wynika z nowego raportu Izby Reprezentantów

Trump żąda zmiany prezydenta Ukrainy

Trump żąda zmiany prezydenta Ukrainy

Cyprian Gąsiorowski ndz., 11/10/2026 zmianynaziemi/trump-zada-zmiany-prezydenta-ukrainy

W sobotę 10 października 2026 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ostro skrytykował prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, twierdząc, że wielokrotnie miał on szansę zakończyć wojnę z Rosją, lecz z tych okazji nie skorzystał. Wypowiedź padła przed Białym Domem podczas rozmowy z dziennikarzami, dzień po ogłoszeniu przez Trumpa porozumienia z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem w sprawie dostaw rosyjskiego oleju napędowego na rynki światowe.

Video URL

https://zmianynaziemi.pl/media/oembed?url=https%3A//www.youtube.com/watch%3Fv%3DuPJCz6ML9aY&max_width=800&max_height=600&hash=xxupIOLboN5VfnaGgiDekgrk8adx0oNXhahLH-yjH0I

Trump stwierdził: „Sugeruję, żeby znaleźli nowego przywódcę, który będzie w stanie zawrzeć porozumienie, ponieważ mógł zawrzeć wiele umów, a z jakiegoś powodu nigdy tego nie robi”. Dodał, że nadszedł czas, aby Ukraina wybrała nowego prezydenta. Amerykański lider argumentował, że pod rządami Zełenskiego Ukraina straciła 30 procent terytorium, a liczba ofiar i osób przemieszczonych sięgała według niego ponad miliona osób po obu stronach oraz łącznie ponad dwóch milionów zabitych. Podkreślił, że wojna nigdy nie powinna była się rozpocząć i że gdyby sprawował urząd prezydenta w 2022 roku, konflikt nie wybuchłby z powodu niekompetencji.

Trump mocno skrytykował ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie. Powiedział, że ostrzegał Kijów: „Możecie robić z Rosją, co chcecie. Nie atakujcie tych rafinerii, bo to problem dla całego świata”. Dodał: „On lepiej niech, do cholery, przestanie”. Amerykański prezydent obarczył Zełenskiego odpowiedzialnością za wysokie ceny oleju napędowego w USA, pomijając lub bagatelizując wpływ trwającej wojny z Iranem na globalne rynki energetyczne. Według danych AAA średnia cena diesla w USA wynosiła w tym okresie około 6,28 dolara za galon.

Porozumienie z Putinem, ogłoszone w piątek 9 października, przewiduje natychmiastowe dostawy ponad 300 tysięcy ton rosyjskiego oleju napędowego na rynek amerykański i światowy, kolejne 500 tysięcy ton w listopadzie oraz milion ton bezpośrednio po tym terminie. Dodatkowo, w zależności od stanu rosyjskich rafinerii uszkodzonych przez ukraińskie ataki, może dojść do dostawy kolejnych trzech milionów ton. Łącznie mowa o około 4,8 miliona ton. Departament Skarbu USA wydał tymczasową licencję zawieszającą sankcje na rosyjski diesel do 7 kwietnia 2027 roku, choć inne restrykcje wobec rosyjskich aktywów pozostają w mocy.

Trump podkreślał, że dzięki tej umowie oraz amerykańskiej kontroli nad Cieśniną Ormuz ceny paliw spadną bardzo szybko. Putin potwierdził gotowość Rosji do dostaw ropy i produktów naftowych. Umowa stanowi odejście od polityki presji na Moskwę i jest postrzegana jako próba obniżenia cen przed listopadowymi wyborami śródokresowymi w USA, gdy koszty energii pozostają wrażliwym tematem dla wyborców, w tym rolników i kierowców ciężarówek.

Zełenski nazwał porozumienie prezentem dla Putina i inwestycją w wojnę, którą trzeba zakończyć, a nie przedłużać. Wskazywał, że Rosja odpłaci się dalszym terrorem – w dniu wypowiedzi Trumpa rosyjskie ataki zabiły co najmniej 20 osób w regionie zaporoskim. Ukraińska delegacja skróciła wizytę w USA. Minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha bronił Zełenskiego, stwierdzając, że ma on poparcie ukraińskiego narodu, który ma prawo sam decydować o swoim przywódcy.

Image

Niezależne szacunki wskazują, że Rosja kontroluje około 20 procent terytorium Ukrainy, a nie 30 procent, jak podał Trump. Dane o ofiarach są trudne do zweryfikowania i często zawyżane przez obie strony; brytyjskie źródła wojskowe mówiły o około pół miliona zabitych rosyjskich żołnierzy, bez precyzyjnych danych dla Ukrainy. Front pozostaje w dużej mierze w impasie od pełnoskalowej inwazji Rosji w lutym 2022 roku, a obie strony prowadzą intensywną wojnę powietrzną – Ukraina atakuje rosyjską infrastrukturę energetyczną, by ograniczyć wpływy finansujące armię, a Rosja odpowiada atakami na ukraińskie miasta i energetykę.

Rosyjscy oficjele, w tym specjalny wysłannik Kiriłł Dmitrijew, pozytywnie przyjęli słowa Trumpa, twierdząc, że dołącza on do osób uważających, że Ukraina potrzebuje przywództwa skupionego na pokoju. Europejscy sojusznicy Kijowa wyrazili zaniepokojenie umową na diesel i potwierdzili przywiązanie do sankcji. W tle pozostają wcześniejsze próby dyplomacji, w tym spotkania wysłanników Trumpa z ukraińskimi przedstawicielami oraz wcześniejsze napięcia między Waszyngtonem a Kijowem.

Wypowiedzi Trumpa podkreślają jego priorytet, jakim jest obniżenie kosztów energii dla Amerykanów kosztem dalszej izolacji Rosji. Dla Ukrainy, która od ponad czterech lat broni się przed inwazją, oznacza to sygnał o zmianie amerykańskiego podejścia i rosnącej presji na ustępstwa. Podważa to narrację o jednolitym wsparciu Zachodu i rodzi pytania o przyszłość pomocy wojskowej oraz możliwości zakończenia konfliktu na warunkach akceptowalnych dla Kijowa. Sytuacja energetyczna, z cenami ropy Brent powyżej 100 dolarów za baryłkę, pozostaje powiązana zarówno z wojną ukraińską, jak i szerszymi napięciami na Bliskim Wschodzie, co komplikuje kalkulacje polityczne w Waszyngtonie przed wyborami.

Video URL

https://zmianynaziemi.pl/media/oembed?url=https%3A//www.youtube.com/watch%3Fv%3DlnETloaPu_c&max_width=800&max_height=600&hash=h8R0_zORt98pGOhCdiVvuiEtr-qro2-W90p3qEiYYpw

Źródła:

https://www.foxnews.com/politics/trump-calls-ukraine-repl…

https://www.cnbc.com/2026/10/10/trump-says-ukraine-should…

https://www.washingtonpost.com/politics/2026/10/10/trump-…

https://www.scmp.com/news/world/russia-central-asia/artic…

Trump porównuje się do Napoleona i Cezara. Nowa era „prezydentury YOLO” w Białym Domu.

Trump porównuje się do Napoleona i Cezara. Nowa era „prezydentury YOLO” w Białym Domu.

Marucha w dniu 2026-09-29 marucha/trump-porownuje-sie-do-napoleona-i-cezara-nowa-era-prezydentury-yolo-w-bialym-domu

Donald Trump wkroczył w decydującą fazę swojej drugiej kadencji, całkowicie redefiniując styl sprawowania władzy w Waszyngtonie.

Jak wynika z najnowszego raportu magazynu „The Atlantic”, prezydent USA w prywatnych rozmowach z doradcami coraz częściej stawia się w jednym rzędzie z największymi postaciami w historii: Aleksandrem Wielkim, Juliuszem Cezarem oraz Napoleonem Bonaparte. Dla obserwatorów sceny politycznej nie jest to jedynie przejaw megalomanii, ale fundament nowej strategii rządzenia, którą otoczenie prezydenta określa mianem „prezydentury YOLO” (ang. You Only Live Once – żyje się tylko raz).

„Najpotężniejsza osoba w historii” i koniec politycznych kalkulacji

Kluczowym czynnikiem zmieniającym oblicze amerykańskiej polityki jest fakt, że Donald Trump nie musi już zabiegać o reelekcję. Brak presji wyborczej sprawił, że prezydent poczuł się całkowicie wolny od tradycyjnych kalkulacji partyjnych. Jak twierdzi wysoki rangą urzędnik administracji, Trump postrzega siebie jako „najpotężniejszą osobę, jaka kiedykolwiek żyła”, której głównym celem nie jest sondażowe „tu i teraz”, lecz trwały zapis w podręcznikach historii.

Ta postawa przekłada się na konkretne decyzje geopolityczne. Według informatorów, prezydent odrzucił doradztwo oparte na interesie politycznym na rzecz działań, które sam uznaje za historycznie doniosłe. To właśnie ta filozofia miała doprowadzić do eskalacji napięć z Iranem oraz agresywnej polityki zagranicznej, obejmującej m.in. bombardowania na terenie siedmiu krajów w ciągu zaledwie dwóch miesięcy.

Architektura władzy: Monumentalne projekty i złote symbole

Dążenie do wielkości znajduje odzwierciedlenie nie tylko w polityce, ale i w fizycznym otoczeniu prezydenta. Waszyngton staje się areną dla monumentalnych inwestycji, które mają podkreślić epokę Trumpa. W planach znajduje się m.in. budowa 76-metrowego łuku triumfalnego oraz kosztowna renowacja sali balowej przy Białym Domu, wyceniana na 400 milionów dolarów. Prezydent osobiście nadzoruje wystrój Gabinetu Owalnego, wprowadzając pozłacane elementy, złote urny oraz okolicznościowe monety własnego projektu, które trafiają na drzwi gabinetów jego współpracowników.

Dla krytyków te działania są symbolem oderwania od rzeczywistości. Jednak dla zwolenników prezydenta, to wyraz „siły woli”, która ma przełamywać bariery nieosiągalne dla jego poprzedników. Jak zauważa „The Atlantic”, inspiracja triadą Aleksander-Cezar-Napoleon nie pochodzi z głębokich studiów historycznych, lecz z krótkich notatek i wystąpień, które utwierdziły Trumpa w przekonaniu o jego dziejowej misji.

Polityczne koszty „prezydentury YOLO”

Niezależnie od historycznych ambicji prezydenta, „prezydentura YOLO” generuje realne koszty dla amerykańskiego społeczeństwa i Partii Republikańskiej. Sondaże poparcia dla Trumpa notują rekordowe spadki, co budzi poważny niepokój wśród Republikanów przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu.

Główne obawy budzą:

  • Wzrost cen paliw: Bezpośredni skutek destabilizacji sytuacji międzynarodowej.
  • Inflacja i stopy procentowe: Niepewność gospodarcza wynikająca z radykalnych decyzji Białego Domu.
  • Kryzys sojuszniczy: Podważanie fundamentów NATO, co osłabia pozycję USA na arenie międzynarodowej.

Mimo ostrzeżeń doradców, prezydent pozostaje niewzruszony. Jak podsumował jeden z jego powierników, Trump znajduje się w nastroju, w którym opinia publiczna czy sondaże nie mają już znaczenia. Wierzy on, że przyszłe pokolenia ocenią go nie przez pryzmat bieżących problemów gospodarczych, ale przez pryzmat „wielkich czynów”, które – w jego mniemaniu – na zawsze zmieniły bieg dziejów.

Tomasz Borysiuk
https://legaartis.pl/

Strategia Trumpa

Strategia Trumpa

26. września 2026 Marek Wojcik world-scam./strategia-trumpa

Jak walczyć z systemem, w którym tkwisz po same uszy? To jest tak, jak gdybyś tonął w bagnie i jednocześnie niszczył brzytwę, którą podają ci „życzliwi”. Bez obawy, nie będę usprawiedliwiał zbrodni popełnionych przez Trumpa, żeby wesprzeć ideę walki z Deep State. W dzisiejszym wpisie nie będzie jak w większości dotychczasowych tłumaczenia publikacji z niezależnych mediów. Chcę dzisiaj przedstawić wam, jak ja widzę fenomen Trumpa.

Kiedy podczas wyborów sześć i dwa lata temu stałem po stronie Trumpa, w których nie brałem udziału, bo nie mieszkam w USA, wiedziałem, że nie jest on szlachetnym bohaterem, jakich znamy z westernów „Rio Bravo”, czy „W samo południe”. W styczniu 2020 roku pokazał światu swoją „prawość”, wydając wyrok śmierci na irańskiego generała Kasema Solejmaniego.

Delegacja irańska, która w czwartek zgromadziła się w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, pozostawiła po sobie portret legendarnego męczennika, generała Kasema Sulejmaniego, podczas gdy premier reżimu syjonistycznego Beniamin Netanjahu stanął na podium przed niemal pustą salą.
Źródło.

Dlaczego więc wspierałem i nadal wspieram Trumpa? Nie z tęsknoty za sprawiedliwym rycerzem, tylko dlatego, że w naszej – nie Trumpa – walce z globalizmem nie mamy lepszych sprzymierzeńców. Powiecie, że Trump przecież nadal wspiera cyfrowe niewolnictwo sprzymierzone z farmacją w celu depopulacji ludzkości. I tu zgodzę się ze wspieraniem, ale nie z celem. Celem Trumpa jest dogadana już z Rosją i Chinami władza USA nad zachodnią połową świata. Europa wyswobodzi się po ponad 80 latach spod tej dominacji. Kto ją przejmie? To sprawa otwarta. Na chwilę obecną rządzą tu zdecydowanie globaliści.

Przecież właśnie dogadujemy się z USA w sprawie stacjonowania 15 tysięcy amerykańskich żołnierzy w Polsce! Źródło. Owszem, jednak Trump już od dawna dogadał się z Putinem i Xi w sprawie wycofania wszystkich amerykańskich baz wojskowych z rejonu Zatoki Perskiej i Europy. Jak myślicie, które decyzje będą dla niego ważniejsze? Poza tym widzieliśmy skuteczność amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa w Arabii Saudyjskiej i sąsiednich krajach.

Księżyc Ameryki.

Zastanówmy się, jakie są pozytywne w sensie walki z globalizmem efekty prezydentury Trumpa? Ludzie wrogo do Trumpa nastawieni, a tych jest większość, powiedzą, że żadne. A jednak:

  • Wystąpienie z WHO;
  • Odejście od histerii klimatycznej;
  • Koniec genderyzmu – kretyńskiej polityki antyrodzinnej;
  • Powstrzymanie najazdu emigrantów;
  • Wstrzymanie marszu globalistów na drodze do opanowania całego świata.

Bez wątpienia wszystkie te punkty byłyby odwrócone o 180 stopni, gdyby wybory w USA wygrała Kamala Harris – marionetka globalistów.

Są jeszcze argumenty popierające teorię, że wojna z Iranem miała na celu wsparcie samozagłady Izraela. Wiele osób nie popiera tej teorii, ale nie jest ona pozbawiona sensu, szczególnie gdy wziąć pod uwagę epsteinowy szantaż wobec Trumpa. Po raz pierwszy w powojennej historii USA polityka Izraela stoi pod pręgierzem publicznej krytyki w USA.

Wszystkie karty Trumpa.

Nadzieje zwolenników MAGA zostały szybko zweryfikowane przez skorumpowany lobbing – masło maślane, bo inaczej być nie mogło. Skoro prezydent musi się liczyć z głosem karteli zbrojeniowych, farmaceutycznych oraz technologicznych, nie może równocześnie prowadzić z nimi otwartej walki. Musi się z nimi liczyć, ponieważ przekupują oni legalnie (lobbing) senatorów i kongresmenów, których głos jest ważny także dla Trumpa. To samo dotyczy izraelskiego lobby – AIPAC.

Cóż byłoby prostszego dla prezydenta USA, który chce pokoju na Ukrainie, powstrzymać pomoc logistyczną amerykańskiego wywiadu dla Ukrainy? Europejskie drony wysyłane z Ukrainy na Rosję pozbawione by zostały współrzędnych celu ataku. Spowodowałoby to natychmiastową porażkę Ukrainy i jednocześnie podniosłyby się głosy, że ta przegrana to wina Trumpa i ruszyłaby ponownie kampania Russiagate.

A co potem? J.D. Vance (czytaj Thiel) i Rubio (czytaj Netanjahu)?

Rozpowszechnia się wiadomości o psychicznej chorobie Trumpa. Zgodziłbym się z nimi o ile wszystkich – a jest ich większość – narcyzów w polityce uznać, za wariatów. Nieprzewidywalność, konfabulacja, mania własnej wielkości, to nie są objawy dla psychiatry – to strategia i to całkiem niezła w polityce światowej.

I proszę nie mylić pozytywnego myślenia z trumpowską propagandą wiecznego „sukcesu”. W porównaniu do europejskich narcyzów, a w rzeczywistości globalistów, których Trump przyparł do muru szantażem braku diesla, świadczy o zdrowym rozsądku tego skazanego przez media na aberrację psychiczną prezydenta.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Kolejny tydzień pełen niebezpiecznych bzdur Donalda Trumpa

Kolejny tydzień pełen niebezpiecznych bzdur Donalda Trumpa

Prawie niepojęte jest, jak urojenia prezydenta Donalda Trumpa mogły wyjść poza stadium zwykłego obłędu i stać się czymś o wiele gorszym – a mianowicie katastrofalnym. Zeszły tydzień dostarczył takiego przykładu: Trump podobno pospieszył z powrotem do Białego Domu z Camp David, aby rozważyć możliwość „zniszczenia” Iranu – z zamiarem przejęcia ropy naftowej tego kraju, tak jak on i sekretarz stanu Marco Rubio uczynili to w Wenezueli po porwaniu wybranych przywódców tego kraju.

Ale nawet „lepszym” niż złośliwe zniszczenie 90-milionowego narodu – tylko dlatego, że Izrael prawdopodobnie mu to doradził – był późniejszy upadek porządku wewnętrznego. Donald Trump, który regularnie atakuje dziennikarzy, zwłaszcza kobiety, obelgami takimi jak „gruba”, „głupia” czy „brzydka”, zaznaczył niebezpieczną eskalację w swojej wojnie z wolną prasą, całkowicie odcinając media, które klasyfikuje jako liberalne lub jako dostarczycieli „fake newsów” – a eksperci obawiają się, że to dopiero początek.

W piątek Trump zakazał CNN, MS NOW i Politico wstępu na teren Białego Domu. Wprowadził ten środek w weekend: dziennikarze z trzech objętych zakazem mediów zostali odesłani, a ich akredytacje prasowe zostały skonfiskowane przez Secret Service. Zakaz podobno został zainicjowany przez niesławną Natalie Harp, która rzekomo pokazywała Trumpowi nagrania prezenterów MS NOW krytykujących jego administrację. Doprowadziło to do decyzji o całkowitym zakazie wstępu dziennikarzom zadającym krytyczne pytania.

Dotknięte protestem media ogłosiły następnie, że pozwą Trumpa, twierdząc, że prezydent działał „z pogwałceniem najbardziej fundamentalnych gwarancji Pierwszej Poprawki [prawo do wolności słowa] i klauzuli o należytym procesie [prawo do rzetelnego procesu]”. Doniesienia wskazują, że inne media – w tym zazwyczaj przychylna stacja FOX – przyłączyły się do protestu i wycofały swoich dziennikarzy z relacjonowania wszystkich wystąpień Trumpa. W odpowiedzi Trump planuje wkrótce uruchomić „Trump Television”, aby zorganizować własną kampanię reklamową.

Wielu Amerykanów pogodziło się już z faktem, że pragnienia Trumpa często przeplatają się z jego osobistym samouwielbieniem jako – jak sam to określa – najwspanialszego i najlepszego prezydenta w historii USA. Znajduje to odzwierciedlenie w fakcie, że jego nazwisko i podobizny są eksponowane na budynkach rządowych i w każdym innym odpowiednim miejscu w stolicy i poza nią. W Kongresie pojawił się nawet projekt ustawy, który zaproponował dodanie Trumpa do grona czterech prezydentów uhonorowanych na Górze Rushmore w Dakocie Południowej. Biorąc pod uwagę skłonność Trumpa do samouwielbienia, wszystko, co choćby w najmniejszym stopniu przypomina krytykę jego polityki lub zachowania, jest w Białym Domu uważane za niedopuszczalne – a Trump nie toleruje żadnych odmiennych opinii ze strony własnego gabinetu. Niektórzy mogliby argumentować, że głęboko nieświadomy Trump nie chce angażować się w dyskusję o sprzeciwie, ponieważ w głębi duszy wie, że nie jest w stanie racjonalnie uzasadnić swoich działań.

Ale cała ta potyczka z coraz bardziej wrogimi mediami była niczym w porównaniu z ubiegłotygodniowymi rewelacjami: po pierwsze, ujawniono, że rozważał zburzenie Kennedy Center for the Performing Arts z powodu sprzeciwu wobec „uhonorowania” go tam poprzez dodanie jego nazwiska dużymi, brązowymi literami do inskrypcji na fasadzie poświęconej Kennedy’emu. I jakby tego było mało, Trump zadał decydujący cios: planuje zbudować słynny łuk triumfalny – prawdopodobnie ku swojej czci – niedaleko Kennedy Center, po wirginijskiej stronie rzeki Potomak, dokładnie między Cmentarzem Narodowym w Arlington w Wirginii a Pomnikiem Lincolna po stronie Waszyngtonu.

Swobodny widok między cmentarzem a pomnikiem został celowo zaprojektowany, aby stworzyć więź między tymi, którzy honorowo zginęli w służbie wojskowej, a Lincolnem – prezydentem, który sprawował urząd i został zamordowany po tym, jak udało mu się, za straszliwą cenę, zachować Stany Zjednoczone jako unię. Cmentarz zbudowany na terenie posiadłości Custisa Lee oraz późniejszy pomnik miały być symbolami pokoju i pojednania po krwawej wojnie, a nie miejscami gloryfikującymi potęgę militarną!

Dla tych, którzy nie znają trwającej debaty na temat tego łuku triumfalnego – lub, jak kto woli, „Łuku Trumpa” (gra słów nawiązująca do ego Trumpa) – konstrukcja ma mieć około 76 metrów (250 stóp) wysokości, znacznie więcej niż porównywalne łuki gdzie indziej na świecie, i będzie zasłaniać i utrudniać widok z obu kierunków – cmentarza wojskowego i pomnika. Aby uzasadnić budowę łuku, Trump twierdził, że Waszyngton jest jedynym dużym miastem na świecie bez takiej konstrukcji, co jest po prostu nieprawdą.

Łuk jest rażąco powiększoną kopią Łuku Triumfalnego w Paryżu, który z kolei wzorowany jest na – jeszcze mniejszym – Łuku Tytusa w Rzymie. Co więcej, na Placu Waszyngtona w Nowym Jorku znajduje się łuk honorowy poświęcony naszemu pierwszemu prezydentowi, który jest znacznie mniejszy niż to, co wyobraża sobie Trump.

Unikatowym elementem „Łuku Trumpa” jest to, że został on przekształcony w broń i obiekt wojskowy – podobnie jak sala balowa za 600 milionów dolarów, zbudowana na miejscu dawnego wschodniego skrzydła Białego Domu i rozbudowana w podziemną fortecę, w której mieszczą się obiekty Secret Service, szpital i różne instalacje obronne.

Nowy projekt Łuku obejmuje stanowiska snajperskie na dachu i pod nim, a także magazyn amunicji i dronów. Te ostatnie mogłyby atakować cele oddalone o wiele kilometrów od Łuku – w tym Kapitol w Waszyngtonie. Ponieważ Łuk znajduje się również nieco ponad milę od Pentagonu w Wirginii – siedziby armii USA – pojawia się pytanie, dlaczego środki ofensywne są rozmieszczane w środowisku miejskim, gdzie w normalnych okolicznościach nie widać żadnego zagrożenia. Trump przedstawił dość zawiłe wyjaśnienie zmiany planów, twierdząc, że nastąpiła ona na prośbę wojska.

Jak zwykle Trump powołuje się na „bezpieczeństwo narodowe” i argumentuje: „Na pilną prośbę armii USA i ze względu na bezpieczeństwo narodowe zgodziłem się przekształcić wspaniały Łuk Triumfalny – którego plany sięgają czasów wojny secesyjnej i który miał powstać przy Receptive Circle w pobliżu mostu Arlington Memorial Bridge – w światowej klasy kompleks wojskowy ze zintegrowanym łukiem triumfalnym. Kompleks ten pomieści i będzie przechowywał dużą liczbę dronów, a także zapewni bazy snajperskie na dachu i dziedzińcu, a także będzie składował duże ilości amunicji snajperskiej. Nie będzie drugiego takiego obiektu nigdzie indziej na świecie”.

Rzeczywiście. Obsesja Trumpa, który odmówił służby wojskowej z powodów sumienia, na punkcie sił zbrojnych i zabijania ludzi jest sama w sobie osobliwa i symptomatyczna dla zaburzeń psychicznych. Być może „Trumpster” przewiduje powstanie po listopadowych wyborach, które zamierza bohatersko stłumić, miażdżąc protestujących niszczycielskim ogniem z dziobu. Albo drony mogłyby zostać użyte do zniszczenia zgromadzeń grup, które nie podobają się Białemu Domowi. Wszystko jest możliwe!

Co ciekawe, niedawno jedliśmy z żoną lunch w The Wharf nad rzeką Potomak w Waszyngtonie. Siedzieliśmy na zewnątrz, bo pogoda była ładna, i uświadomiłem sobie, że jesteśmy dokładnie w polu widzenia planowanego miejsca budowy łuku (Trumpa). Doświadczony snajper na podwyższeniu mógłby nas z łatwością zestrzelić, a gdybyśmy byli częścią większej grupy, moglibyśmy zostać zaatakowani przez drona. Później ekipa Trumpa – lub ich następca u władzy – mogłaby twierdzić, że to ja zostałem zaatakowany, ponieważ krytykowałem Izrael i w ten sposób, w pewnym sensie, słusznie uległem „ostatecznemu rozwiązaniu”. I bez wątpienia ktoś z personelu Białego Domu zapytałby również: „Dlaczego zostawiamy cały ten wspaniały sprzęt wojskowy nieużywany?”. Tak, to byłoby prawdziwe dziedzictwo Trumpa i wizja przyszłości Stanów Zjednoczonych Ameryki, do której wszyscy pędzimy.

Źródło: Kolejny tydzień niebezpiecznych bzdur od Donalda Trumpa

Trump jak Don Corleone

Trump jak Don Corleone

Chris Hedges chrishedges.substack.com/p/don-corleone-trump-read-by-eunice

Odwiedziłem kasyno Donalda Trumpa Taj Mahal w Atlantic City w październiku 2016 roku, dzień przed jego zamknięciem. Przed budynkiem stały dwie ogromne białe bramy, a po ich bokach dwa białe słonie z odlewanego kamienia, ważące po dwie tony. Nad wejściem wznosiło się siedemdziesiąt turkusowych minaretów z włókna szklanego i dwanaście kopuł o złoconych szczytach. Neon w czerwonych i złotych barwach głosił: „Trump Taj Mahal Casino and Resort”. Podświetlaną fontannę przed szklanymi drzwiami zdobiły dwa rzędy po sześć biało-złotych urn.

Budowa Trump Taj Mahal, najwyższego budynku w New Jersey i największego kasyna na świecie, kosztowała 1,2 miliarda dolarów. Luksusowe apartamenty nazwano imionami postaci historycznych: Aleksandra Wielkiego, Michała Anioła, Napoleona i Kleopatry. Nocleg kosztował około 10 tysięcy dolarów. Trump, którego nazwisko i wizerunek widniały w całym kasynie, nazwał je z właściwą sobie przesadą „ósmym cudem świata”. Pracownikom polecono odbierać telefony słowami: „Dziękujemy za telefon do Trump Taj Mahal, gdzie cuda nigdy się nie kończą”. Kelnerki nosiły stroje „dziewcząt z haremu”.

Kasyno pięciokrotnie przechodziło przez postępowanie upadłościowe.

Trump robi dziś z krajem to, co zrobił z Taj Mahal.

Jego administracja wydaje znacznie więcej, niż wynoszą jej możliwości finansowe: budżet na rok fiskalny 2026 opiewa na 7,4 biliona dolarów przy przewidywanych dochodach zaledwie 5,6 biliona.


Głupota Trumpa wciągnęła Stany Zjednoczone w niekończącą się wojnę z Iranem, której nie da się wygrać i która może pogrążyć światową gospodarkę. Trump zamierza pozbawić opieki zdrowotnej 15 milionów ludzi, a także ograniczyć pomoc żywnościową i inne podstawowe programy wsparcia. Zwolnił tysiące pracowników administracji państwowej. Zamknął USAID, Amerykański Instytut Pokoju i Kennedy Center. Poważnie osłabił Voice of America i zapowiada likwidację Departamentu Edukacji. Wycofał Stany Zjednoczone ze Światowej Organizacji Zdrowia oraz, już po raz drugi, z porozumienia paryskiego w sprawie klimatu. Utrzymał wstrzymanie finansowania Agencji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA), rozpoczęte za administracji Bidena. Anulował tysiące projektów rozwojowych finansowanych przez USA. Usunął rządowe zbiory danych oraz strony internetowe poświęcone klimatowi. Drastycznie ograniczył środki na rozwój energii odnawialnej, a jednocześnie uchylił federalne przepisy dotyczące emisji dwutlenku węgla i zanieczyszczeń.

Polityce spalonej ziemi, która wysadza w powietrze fundamenty republiki, towarzyszy kultura korupcji i kłamstwa niemająca odpowiednika w historii Stanów Zjednoczonych.

Urzędnicy Trumpa mierzą się z oskarżeniami o wykorzystywanie poufnych informacji w transakcjach giełdowych, a jego rodzina zarobiła od objęcia przez niego urzędu ponad 1,4 miliarda dolarów na przedsięwzięciach związanych z kryptowalutami. Trump bezwstydnie czerpie korzyści z połączenia polityki z nieuregulowanymi rynkami zakładów opartymi na kryptowalutach, które upowszechniły aplikacje hazardowe, takie jak Polymarket.

Firma inwestycyjna Donalda Trumpa juniora, 1789 Capital, jest znaczącym inwestorem w Polymarket, a on sam zasiada w radzie doradczej tej spółki. Jego majątek szacuje się na 400 milionów dolarów. Jest również doradcą strategicznym Kalshi. Otrzymał udziały w tej firmie warte około 300 tysięcy dolarów, których wartość szacuje się dziś na miliony. Kalshi ogłosiło niedawno, że pozwoli użytkownikom obstawiać, czy amerykańska Agencja Żywności i Leków uzna poszczególne leki za „bezpieczne i skuteczne”.

Należąca do Trumpa platforma Truth Social rozwija rynek zakładów pod nazwą Truth Predict. Jego administracja pozwała stany Connecticut, Arizona i Illinois, próbując uniemożliwić im regulowanie takich rynków. Truth Social uruchomiło także usługę za 100 tysięcy dolarów miesięcznie, oferującą szybszy dostęp do wpisów Trumpa, które mogą wpływać na rynki. To słabo zakamuflowana odmiana handlu na podstawie informacji poufnych.

Biały Dom, naśladując mafijne wymuszenia znane z kasyn Atlantic City, żąda od korporacji i miliarderów ogromnych wpłat w zamian za polityczne przysługi i znoszenie regulacji. „The Wall Street Journal” pisze, że Trump zgromadził fundusz uznaniowy w wysokości 800 milionów dolarów na swoje ulubione przedsięwzięcia, w tym salę balową, bibliotekę prezydencką, komitety polityczne typu super PAC oraz organizacje prowadzące kampanie w konkretnych sprawach.

Jego główna specjalistka od zbierania funduszy, Meredith O’Rourke, nazywana „księżniczką ciemności”, zabiega o wpłaty bez ogródek: „Szef chce tych pieniędzy”.

To żądanie, które nie podlega negocjacjom, przypomina metody Nicodema „Little Nicky’ego” Scarfo, szefa mafijnej rodziny Bruno-Scarfo. Jego organizacja wymusiła miliony dolarów od firm budowlanych w Atlantic City, przedsiębiorstw, barów, restauracji, związków zawodowych, których fundusze zdrowotne i socjalne ograbiono, oraz kasyn. I tak jak mafii, grupie Trumpa jedna wpłata nigdy nie wystarcza.

Zawsze wraca po więcej.

Trumpowi, podobnie jak wielu mafiosom, towarzyszy znacznie młodsza goomah, czyli kochanka. Według autora obecnie jest nią jego asystentka Natalie Harp. Trump ma też długą historię odwetu w mafijnym stylu. Wydał rozporządzenia wymierzone w kancelarie prawne, które wcześniej zatrudniały prawników prowadzących przeciwko niemu dochodzenia. Kancelarie utraciły poświadczenia bezpieczeństwa i dostęp do gmachów sądów federalnych. Próbując udobruchać Trumpa, potulnie uległy jego żądaniom.

Kiedy przyjechałem do kasyna Trumpa, terminal dla autobusów wycieczkowych, mieszczący dwadzieścia dwa pojazdy, był pusty. Większość z dwunastu restauracji w kasynie była zamknięta. Zamknięto również halę widowiskową na 5500 miejsc.

Trump Taj Mahal, podobnie jak nasza republika, dogorywał.

„Kiedy wszedłem do Taj, nad łagodnie oświetlonym wnętrzem zwisały połyskujące żyrandole z austriackiego kryształu, z których każdy kosztował 14 milionów dolarów”, pisałem w książce America: The Farewell Tour. „W wielu brakowało sznurów kryształowych paciorków. Ściany pokrywały lustra. Patrzyłem na rzędy stołów do gry, stołów do blackjacka, ruletki i trzech tysięcy automatów migających kolorowymi światłami. Automaty piszczały, brzęczały i dzwoniły na różne tony. Zajmowały powierzchnię trzech boisk piłkarskich. Sala gier była niemal pusta. Krupierzy stali przed nieobsadzonymi stołami pokrytymi suknem. Większość graczy siedzących w wyściełanych fotelach przed automatami stanowiły osoby starsze i wyniszczone. Mechanicznie pociągały za dźwignie lub naciskały kwadratowe przyciski. Wpatrywały się bez wyrazu w obracające się przed nimi obrazy. Jeden automat przynosi kasynu od 200 do 300 dolarów dziennie. Stałym graczom podaje się darmowe drinki. Zdarza się, że pracownicy sprzątający znajdują w pokojach zwłoki starszych osób, które przez wiele godzin piły więcej alkoholu, niż ich organizmy mogły znieść. Nie jest niczym niezwykłym, że gracze przy automatach moczą i brudzą ubranie”.

„Siedemnaście stanowisk komputerowej rejestracji przy wejściu stało pustych”, pisałem dalej. „Za długą ladą stał tylko jeden pracownik, a przed nim ciągnęły się puste kolejki wyznaczone sznurami. Toalety w łazienkach wyłożonych marmurem z Carrary przykryto plastikowymi workami i oznaczono napisami »Nieczynne«. Szedłem po brudnym, wytartym dywanie przez długie, opustoszałe i słabo oświetlone korytarze na wyższych piętrach. Po obu stronach, co kilka kroków, wisiały półkoliste beżowe kinkiety. W części z nich żarówki były przepalone. Kinkiety były brudne i popękane. Na suficie widniały brązowe zacieki. W powietrzu czuć było pleśń. Trzy czwarte spośród 1250 pokoi wyłączono z użytku. Kasyno przypominało statek widmo”.

Hazard, podobnie jak fikcyjny uniwersytet Trumpa i jego memecoin $TRUMP, polega na sprzedawaniu fantazji pozwalających uciec od rzeczywistości. Żeruje na ludzkiej rozpaczy. Obracające się bębny automatów są na przykład iluzją. Nie zwalniają stopniowo z powodu utraty rozpędu; zostały zaprogramowane tak, by sprawiać takie wrażenie. O wyniku decyduje układ elektroniczny w chwili naciśnięcia przycisku lub pociągnięcia za dźwignię. Układ symboli sprawia, że znak oznaczający główną wygraną pojawia się tuż nad linią wygrywającą albo tuż pod nią. Gracz odnosi wrażenie, że niemal wygrał, co skłania go do dalszego obstawiania.

Trump był powiązany z mafią od początku swojej działalności na rynku nieruchomości. Do tego środowiska należał jego bezwzględny prawnik Roy Cohn. Reprezentował on Anthony’ego „Fat Tony’ego” Salerna, szefa mafijnej rodziny Genovese, oraz Carmine’a Galantego z rodziny Bonanno. Od Cohna i innych Trump uczył się wymuszeń, szantażu, gróźb i przekupstwa. Przez całą karierę otaczał się gangsterami, oszustami i pochlebcami.

Joseph Weichselbaum, trzykrotnie skazany za przestępstwa, a później uwięziony za handel marihuaną i kokainą, zarządzał flotą helikopterów Trumpa. Przewoziły one bogatych graczy do jego kasyn i z powrotem. Mogli tam dostać wszystko, czego zapragnęli, od usług seksualnych po kokainę. Łatwy dostęp Weichselbauma do narkotyków był zapewne atutem. Kiedy czekał na wyrok, Trump napisał do sędziego, że jest on „zasłużonym członkiem społeczności”. Handlarz otrzymał wyrok trzech lat więzienia, lecz odsiedział tylko osiemnaście miesięcy. Kurierów, którzy fizycznie dostarczali dla niego narkotyki, skazywano nawet na dwadzieścia lat. Po wyjściu z więzienia Weichselbaum zamieszkał ze swoją partnerką w Trump Tower.

Kasyno Trumpa otwarto w 1990 roku koncertem Michaela Jacksona. To widowiskowe przedsięwzięcie zbudowano, zaciągając 820 milionów dolarów długu, którego nie sposób było udźwignąć. Obejmował on emisję obligacji śmieciowych o wartości 675 milionów dolarów, oprocentowanych na 14 procent.

Marvin B. Roffman, analityk branży kasynowej z filadelfijskiej firmy inwestycyjnej Janney Montgomery Scott, powiedział „The Wall Street Journal”, że Taj Mahal musiałby zarabiać 1,3 miliona dolarów dziennie, by spłacać same odsetki. Żadne kasyno nigdy nie osiągało takich przychodów.

„Taj był skazany na porażkę od samego początku”, pisałem. „Wkrótce Trump musiał płacić 95 milionów dolarów odsetek rocznie. Przez pewien czas udawało mu się uzyskiwać nowe pożyczki, aż w końcu zbankrutował. Był to krótki, oszałamiający okres szalonej rozrzutności. Pomogło to jednak jego rozbuchanej marce, choć świadczyło o fatalnym wyczuciu biznesowym. Trump pożyczał pieniądze na wysoki procent i okłamywał organy nadzoru co do wysokości oprocentowania. Straty przerzucił na akcjonariuszy i posiadaczy obligacji, którzy stracili ponad 1,5 miliarda dolarów. Wielu miejscowych wykonawców i dostawców, którym Trump nigdy nie zapłacił, zbankrutowało”.

Sam Trump wyszedł na tym znakomicie. Zainwestował niewiele własnych pieniędzy. Przeniósł osobiste długi na kasyno, a jednocześnie pobrał miliony dolarów w formie pensji, premii i innych wypłat. Pracownicy kasyna stracili łącznie miliony dolarów oszczędności emerytalnych, a także pracę. Jego długi biznesowe spadły na inwestorów.

Trump miał trzy kasyna w Atlantic City i jedno w Gary w stanie Indiana. Trump Plaza i Trump Taj Mahal zamknięto. Trump Marina, jego trzecie kasyno w Atlantic City, sprzedano teksańskiemu miliarderowi Tilmanowi Fertitcie, obecnie ambasadorowi Trumpa we Włoszech. Fertitta przemianował je na The Golden Nugget. Kasyno Trumpa w Indianie, mieszczące się na statku o długości około 104 metrów, zwanym Trump Princess, ogłosiło upadłość w 2004 roku.

Wszystkie upadły wskutek nienasyconej chciwości Trumpa i złego zarządzania.

Trump robi dziś z państwem to, co zrobił z Taj Mahal. Wyciska pieniądze z organizacji, nad którymi sprawuje nadzór, i wymusza od nich korzyści dla siebie. Resztę z nas pozostawi pośród ruin.

Alibi Trumpa w sprawie diesla: Kijów kozłem ofiarnym w kryzysie wywołanym w Zatoce Perskiej

Alibi Trumpa w sprawie diesla: Kijów kozłem ofiarnym w kryzysie wywołanym w Zatoce Perskiej

Larry C. Johnson

Oskarżenie jest proste, a Donald Trump zbudował na nim szeroko nagłośnione żądanie wobec Kijowa: ataki Ukrainy na rosyjskie rafinerie pozbawiają świat oleju napędowego. To oskarżenie pomija jednak fakt, że kwaśna rosyjska ropa naftowa nie znika, gdy płoną jej rafinerie. Jest ładowana na tankowce i sprzedawana jako ropa naftowa Indiom i Chinom, których rafinerie przetwarzają ją na olej napędowy – indyjskie zakupy rosyjskiej ropy naftowej wzrosły mniej więcej dwukrotnie, a chiński import WSTO stale rośnie. Molekuły wciąż się poruszają; proces rafinacji po prostu się zmienia. Ukraina niszczy rosyjską marżę rafineryjną, a nie globalne dostawy oleju napędowego.

Trump przedstawił oskarżenie 13 września na swoim polu golfowym w Doonbeg w Irlandii – dwa dni po tym, jak cena amerykańskiego oleju napędowego po raz pierwszy w historii przekroczyła sześć dolarów za galon. Znalazł winowajcę. Nie był nim Iran. Nie była nim Cieśnina Ormuz.

Był nim Wołodymyr Zełenski. Zełenski „musi przestać bombardować Rosję olejem napędowym” – powiedział Trump dziennikarzom; może „atakować inne cele, ale nie olej napędowy”. A potem, aby rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego, kogo obwinia: niedobór „nie był spowodowany przez Bliski Wschód”.

To ostatnie zdanie jest kluczową wskazówką – i jest błędne. Aby to zrozumieć, trzeba pojąć dwie rzeczy, których Trump albo nie rozumie, albo liczy na to, że nie zrozumiesz: jaką ropę naftową Rosja tak naprawdę produkuje i gdzie tak naprawdę produkowany jest olej napędowy na świecie.

Zacznijmy od ropy naftowej, ponieważ liczby jednoznacznie odpowiadają na to pytanie.

Co promuje Rosja: arytmetyka kwaśnej ropy

Kwaśna ropa naftowa to ropa naftowa o zawartości siarki powyżej 0,5% wag. Poniżej tej wartości jest uważana za słodką. Rosja produkuje osiem głównych gatunków ropy, a Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA) publikuje informacje o jakości każdego z nich. Oto one, wraz z przybliżonymi wartościami, opartymi na zdolnościach produkcyjnych i przepustowości krajowych rafinerii:

RóżnorodnośćGęstość APIsiarkaregionPrzybliżone finansowanie (miliony b/d)Klasa
Ural (w tym lekka syberyjska)30–321,3–1,5%Zachodnia Syberia / Wołga-Ural~7,0Kwaśny
ESPO34–370,4–0,6%Wschodnia Syberia~1,6Linia graniczna
Sokół35–370,2–0,3%Daleki Wschód~0,2Słodki
Sachalin37–450,1–0,3%Daleki Wschód~0,15Słodki
ARCO (Arktyka)23–242,2–2,4%północ~0,1Kwaśny
Nowy Port30–350,1–0,3%Zachodnia Syberia~0,15Słodki
Warandaj25–370,2–0,5%północ~0,1Słodki
Całkowita ropa naftowa~9,3

Dane jakościowe: Raport EIA Country Analysis Brief, Rosja (2025). Objętości są przybliżone i pochodzą z potencjału produkcyjnego WSTO/Sachalinu/Arktyki oraz około 5,4 miliona baryłek dziennie (b/d) krajowej rafinacji, głównie zasilanej z Uralu, plus eksport ropy naftowej rurociągiem przez Morze Bałtyckie, Morze Czarne i rurociąg „Przyjaźń”; nie są to dane publikowane przez EIA według gatunku. Całkowita ilość ropy płynnej wynosi około 10,5 miliona b/d, z uwzględnieniem lekkich, słodkich kondensatów i płynów gazu ziemnego.

Zróbmy obliczenia. Kwaśne baryłki – Ural z około 7 milionami dziennie, plus niewielki udział Arctic ARCO – stanowią około 7,1 miliona z 9,3 miliona baryłek ropy naftowej wydobywanej przez Rosję. To około 76 do 77 procent kwaśnej ropy, a odsetek ten wzrasta do ponad 90 procent, jeśli uwzględnimy ESPO, która z 0,4 do 0,6 procent siarki jest na granicy kwaśna, a nie słodka. Dokładny jest odsetek od trzech czwartych do czterech piątych, i to niewiele. Rosja jest w przeważającej mierze producentem kwaśnej ropy naftowej.

Dlaczego jest to istotne w dyskusji o oleju napędowym? Ponieważ olej napędowy jest destylatem średniej jakości, a przetworzenie ciężkiej, kwaśnej beczki na czysty olej napędowy wymaga bardzo wyspecjalizowanej i kosztownej rafinerii – takiej, która dysponuje urządzeniami do hydrorafinacji, odzysku wodoru i siarki, ulepszoną metalurgią i jednostkami głębokiej konwersji, których nie posiada prosta rafineria słodkiej ropy naftowej. Światowa zdolność produkcyjna oleju napędowego nie jest ograniczona liczbą istniejących baryłek, ale tym, ile z tych wyspecjalizowanych mocy produkcyjnych jest w użyciu i czym są zasilane.

Gdzie tak naprawdę wytwarzany jest — i tracony — olej napędowy

Porównajmy teraz obliczenia dotyczące kwaśnej ropy z twierdzeniem Trumpa, bo obnaża to oszustwo.

Kiedy ukraińskie drony atakują rosyjską rafinerię, wycofują rosyjskie produkty gotowe z rynku. To jest rzeczywistość i w słowach Trumpa jest ziarno prawdy: Rosja jest drugim co do wielkości eksporterem oleju napędowego na świecie po Stanach Zjednoczonych, a Ukraina bombarduje jej rafinerie od roku – Międzynarodowa Agencja Energii szacuje, że średnio co trzy dni w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2026 roku rosyjska rafineria była atakowana. W lipcu Moskwa całkowicie zakazała eksportu oleju napędowego, aby zabezpieczyć własne dostawy. Ta energia elektryczna została drastycznie ograniczona.

Postawmy więc na szali tę liczbę – tę, o której Trump nigdy nie wspomina, bo na niej opiera się cały akt oskarżenia. Świat zużywa około 28 milionów baryłek oleju napędowego i gazowego dziennie. Na zdrowym poziomie sprzed kryzysu Rosja dostarczała na rynek eksportowy około 900 000 baryłek dziennie, osiągając szczyt blisko miliona: to około trzech procent światowego zużycia oleju napędowego. Dziś, po roku ataków dronów i własnym zakazie eksportu, Rosja eksportuje około 150 000 baryłek dziennie. To pół procenta światowego zużycia oleju napędowego. Pół procenta.

Przeczytaj to w kontekście żądań Trumpa, a logika rozpadnie się na jego oczach. Pół procenta to cała pozostała ilość w grze – absolutne maksimum, jakie mogłoby przynieść powstrzymanie ataków na Ukrainę. Kryzys, który obwinia za globalny niedobór, już nastąpił; rosyjska baryłka, o którą prosi Kijów, aby ją odłożył, to jedynie błąd zaokrąglenia w globalnym bilansie. Globalny deficyt oleju napędowego nie powstaje – i nie zostanie rozwiązany – poprzez manipulowanie tak małą ilością.

I nawet to pół procenta nie jest tak naprawdę stracone dla świata – ropa naftowa, z której pochodzi, jest po prostu rafinowana gdzie indziej. Prawdziwa dziura w globalnym zaopatrzeniu w olej napędowy powstaje w zupełnie innym miejscu.

Zatoka Perska to osobny problem – i to właśnie ten, który Trump zbagatelizował. Odkąd Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły wojnę z Iranem w lutym, Cieśnina Ormuz – normalnie dostarczająca jedną piątą światowych zasobów ropy naftowej – została zablokowana.

W tym miesiącu Huti zajęli jemeński port Mokha, a następnie wyspę Perim, uzyskując kontrolę nad cieśniną Bab el-Mandab, przez którą w drugim kwartale 2026 roku przepływało dziennie około 8,1 miliona baryłek ropy naftowej i produktów naftowych. Cena ropy Brent po raz pierwszy od lipca przekroczyła 100 dolarów. Eksperci branżowi szacują, że walki uszczuplają światowe moce przerobowe o około siedem milionów baryłek dziennie, a EIA przewiduje, że zapasy destylatów pozostaną znacznie poniżej najniższego poziomu od pięciu lat aż do 2027 roku.

To nie jest historia o produktach gotowych. To historia o surowcach – ciężka, kwaśna ropa z Zatoki Perskiej, dla której budowano światowe rafinerie głębinowe, to te, które znikają i, w przeciwieństwie do ropy rosyjskiej, nie da się ich po prostu przekierować, ponieważ specjalistyczne moce przerobowe, których wymagają, są skoncentrowane i nie da się ich wyczarować gdzie indziej. Nawet prasa branżowa, komentując oświadczenie Trumpa, stwierdziła oczywistość: dane z rynku energii wskazują na konflikt na Bliskim Wschodzie jako o wiele poważniejszą przyczynę wąskiego gardła – nie na Ukrainę. Człowiek obwiniający Kijów opisuje mniejszą ranę, stojąc na większej.

Alibi i samobójczy gol

Po co więc oskarżać Zełenskiego? Emisja spalin silników Diesla osiągnęła rekordowy poziom dwa dni przed przemówieniem Trumpa, a Amerykanie głosują w listopadzie. Prezydent, który rozpoczął wojnę i zamknął Ormuz, ma jasny motyw, by umiejscowić kryzys związany z dieslem gdzie indziej niż w Zatoce Perskiej. Obwinianie Ukrainy przerzuca odpowiedzialność z własnej polityki na cudze drony.

Wydaje się, że umknęła mu jeszcze jedna ironia. Ataki na rosyjskie rafinerie są przeprowadzane przez kraj, który Stany Zjednoczone uzbrajają, finansują i wyposażają w te same środki namierzania i dalekiego zasięgu, które umożliwiają te ataki. Jeśli te ataki, jak to ujął Trump, „szkodzą światu”, to szkoda ta jest wyrządzona przez kampanię finansowaną przez jego własną administrację. Nie stawia czoła wrogiej zdradzie. Mówi klientowi, żeby przestał robić coś, na co Waszyngton pozwalał – jednocześnie zaprzeczając o wiele większym zakłóceniom, które sam wywołał.

Trump chce niższych cen oleju napędowego i kontrolowanej inflacji. Każde narzędzie, które faktycznie wpłynęłoby na te liczby, prowadzi przez Zatokę Perską: przez Ormuz, przez Bab al-Mandab, przez ciężkie, kwaśne baryłki, które jego wojna zablokowała. Ukraińskie drony to tylko jeden z punktów rachunku. Zatoka Perska to księga rachunkowa. Wskazywanie na coś, gdy księga rachunkowa krwawi, to nie analiza. To alibi.

Źródło: Dieslowe alibi Trumpa: obwinianie Kijowa za kryzys wywołany w Zatoce Perskiej

Osama bin Trump

A teraz słówko od naszego potwora – Mr. Fish

====================================

Osama bin Trump

Autorstwa Chrisa Hedgesa

Nasze nadmierne imperialne rozszerzenie rozpoczęło się 25 lat temu od wojny z terroryzmem. Teraz zbliża się ponury koniec wraz z wojną Donalda Trumpa z Iranem.

Donald Trump, którego wojna z Iranem jest największym strategicznym błędem w historii Stanów Zjednoczonych, nie jest odpowiedzialny za początek upadku amerykańskiego imperium, ale ponosi odpowiedzialność za jego katastrofalny koniec.

To już koniec.

Bazy USA w bogatej w ropę naftową Zatoce Perskiej zostały uszkodzone lub zniszczone i spodziewam się, że nie zostaną odbudowane. Nasi sojusznicy, nawet ci w Europie, odwracają się od nas. Dekadencja i niemoralność amerykańskiego społeczeństwa, ucieleśnione wulgarnością, otępiającą ignorancją i okrucieństwem Trumpa, są cechami definiującymi imperium. Globalne Południe, zbulwersowane rażącym lekceważeniem przez imperium międzynarodowego prawa humanitarnego – w tym jego przyzwoleniem na ludobójstwo w Strefie Gazy – postrzega nas jako wroga. Więzienie Abu Ghraib mogło zniknąć z naszej zbiorowej pamięci, ale dla reszty świata obrazy amerykańskich żołnierzy i kontrahentów sadystycznie upokarzających i torturujących uwięzionych Irakijczyków zastąpiły „disneyowską” wersję Ameryki, którą kiedyś kreowaliśmy. Wojna z Iranem, która zakłóciła globalne dostawy ropy, szybko spycha światową gospodarkę na skraj przepaści.

Toniemy. I zabieramy ze sobą wielu.

Osama bin Laden może spoczywać w wodnym grobie na Morzu Arabskim. Al-Kaida może być zaledwie cieniem samej siebie. Ale najgłębsze pragnienia bin Ladena spełniły się w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat dzięki poważnym błędom w kalkulacjach imperium – roztrwonieniu bilionów dolarów na militarne klęski i dojściu do władzy naszej wersji „Ubu Roi”, Donalda J. Trumpa.

Zamiast pokonać rzekomych wrogów, Stany Zjednoczone pozwoliły im rosnąć w siłę. One i ich kolonia, Izrael, są najbardziej znienawidzonymi narodami na świecie. Każdy postęp Iranu w asymetrycznej wojnie z imperium jest witany z aplauzem na całym świecie.

Upokarzające porażki, marnotrawstwo zasobów i co najmniej 8 bilionów dolarów wydanych na kolejne wojny, które pochłonęły szacunkowo 4,5 do 4,8 miliona ofiar, doprowadziły do ​​wyniszczenia imperium. Jego infrastruktura rozpada się. Demokratyczne instytucje są bezsilne. Imperium przetrwało dzięki niemożliwemu do utrzymania zadłużeniu w wysokości 40 bilionów dolarów. Perły demokracji, takie jak system edukacji, uczciwe wybory i wolna prasa, zostały zdyskredytowane i zdeprecjonowane.

Pozbawiona praw klasa robotnicza, sparaliżowana niepewnością ekonomiczną i rządem, który stopniowo demontuje programy socjalne utrzymujące biednych ludzi na powierzchni, jest pod wpływem propagandy wmawiana, że ​​widoczny upadek jest dziełem zdrajców i wewnętrznych wrogów. To skłoniło zwolenników Trumpa do zwrócenia się przeciwko samym instytucjom i ideałom, które miały podtrzymywać demokrację. Zwyczajowi cele faszyzmu – „radykalna lewica”, muzułmanie, imigranci, intelektualiści, artyści, osoby czarnoskóre i dziennikarze – są prześladowani na mocy przepisów takich jak ustawa o szpiegostwie. Kłamstwa przenikają media, wzmacniając samooszukiwanie się, że gdy tylko wewnętrzni wrogowie zostaną uciszeni lub wykorzenieni, powrócą dni chwały imperium – czasy hiper-nacjonalizmu, patriarchatu, bezpieczeństwa pracy i białej supremacji.

Przemoc wobec wrogów wewnętrznych i oszustwa wyborcze są otwarcie popierane przez Trumpa i jego otoczenie, pochlebców, klaunów, oszustów i chrześcijańskich faszystów. Próba przekupienia wyborców obietnicą 5000 dolarów w przypadku zwycięstwa Republikanów w wyborach uzupełniających – w połączeniu z pogardą Trumpa dla porządku konstytucyjnego – to jawne przyznanie, że amerykańska demokracja to farsa.

George W. Bush, powołany na urząd prezydenta dekretem sądowym, zasiał te ziarna bezprawia i bezkarności. Trump sprawił, że rozkwitły.

Bandyci z Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE), zamaskowani i cieszący się taką samą bezkarnością, jaka umożliwiła tortury i zabijanie niewinnych w Iraku i Afganistanie, terroryzują amerykańskie miasta. Przeprowadzają naloty w stylu wojskowym na nieuzbrojonych cywilów, niczym nie różniące się od tych przeprowadzanych przez imperium w Falludży czy prowincji Helmand w Afganistanie. Tworzą sieć nędznych wewnętrznych obozów koncentracyjnych.

Narzędzia zniewalania stosowane przez imperium za granicą – w tym ograniczanie swobód obywatelskich i wprowadzenie masowej inwigilacji – zostały zalegalizowane w kraju wraz z uchwaleniem Patriot Act, wraz z jego listami obserwacyjnymi, informatorami oraz profilowaniem rasowym i religijnym.

Upadające imperia narzucają swoim obywatelom tyranię, która jest aż nazbyt dobrze znana tym podporządkowanym za granicą.

Byłem na Bliskim Wschodzie, kiedy wszystko poszło nie tak. Prawie cały świat muzułmański był przerażony atakami z 11 września. Odbyły się masowe publiczne manifestacje solidarności, w tym czuwania przy świecach w Iranie. Gdybyśmy budowali na tym współczuciu, zamiast demonizować muzułmanów i zadawać cierpienie i śmierć milionom ludzi na Bliskim Wschodzie, bylibyśmy dziś o wiele bezpieczniejsi.

Zamiast tego piliśmy do syta z trującego eliksiru nacjonalizmu. Naiwnie wierzyliśmy, że zostaliśmy zaatakowani – jak powiedział Bush – ponieważ „nienawidzą naszych wolności”, a nie z powodu naszego poparcia dla apartheidu i ludobójczego państwa Izrael, naszej bezdusznej obojętności wobec ludzkiego życia poza naszymi granicami – w tym zabicia ponad miliona ludzi w Iraku w wyniku sankcji USA – i naszego poparcia dla brutalnych arabskich dyktatur.

Wśród zniszczeń, jakie pozostawiły po sobie nasze niekończące się wojny, znajdują się: zagłada całych miast, 940 000 bezpośrednich ofiar na terenach objętych konfliktem zbrojnym po 11 września, od 3,6 do 3,8 miliona pośrednich ofiar oraz 38 milionów przesiedleńców.

Porywacze wybrali masową śmierć i zniszczenie na tle panoramy miasta, aby wysłać wiadomość. Mówili językiem, którego ich nauczyliśmy. To przesłanie, które nasze myśliwce, pociski i drony dostarczyły z Wietnamu do Iraku. Nie posłuchaliśmy. Naiwnie wierzyliśmy, że możemy przekształcić Bliski Wschód na nasze podobieństwo, za pomocą naszej armii.

Porażka wojny z terroryzmem to nie tylko porażka moralna. To porażka strategiczna. Odmówiliśmy zadania oczywistego pytania: dlaczego tak wielu ludzi poza naszymi granicami odczuwało wobec nas tak silną wrogość, że byli gotowi zabić siebie i tysiące naszych współobywateli?

Ci z nas, którzy odważyli się zadać te pytania dwadzieścia pięć lat temu, zostali oczernieni jako zwolennicy terroryzmu i uciszeni.

Jedynym sposobem na pokonanie terroryzmu jest izolowanie tych, którzy dokonują aktów terrorystycznych w ich własnych społeczeństwach. Chodzi o budowanie sieci zrozumienia i solidarności. My zrobiliśmy coś przeciwnego. Staliśmy się terrorystami, których rzekomo pokonaliśmy. Zrobiliśmy dokładnie to, czego oczekiwał od nas Bin Laden. Pokonaliśmy samych siebie.

Trump przewodzi ostatniemu aktowi.

Źródło: Osama Bin Trumphttps://chrishedges.substack.com/p/osama-bin-trump?utm_source=post-email-title&publication_id=778851&post_id=215418509&utm_campaign=email-post-title&isFreemail=true&r=3uby4s&triedRedirect=true&utm_medium=email

Trump oskarżył Ukrainę za wysokie ceny oleju napędowego na świecie

Donald Trump oskarżył Ukrainę

za wysokie ceny

oleju napędowego na świecie

admin3 wt., 15/09/2026 zmianynaziemi/donald-trump-oskarzyl-ukraine-za-wysokie-ceny-oleju-napedowego-na-swiecie

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump poinformował w poniedziałek, 14 września 2026 r., że Ukraina zgodziła się nie atakować rosyjskich celów energetycznych, a Rosja zobowiązała się do analogicznego postępowania. Jednocześnie stwierdził, że wzrost światowych cen oleju napędowego wynika głównie z wojny rosyjsko-ukraińskiej, a nie z konfliktu z Iranem.

Oświadczenie padło dzień po tym, jak Trump podczas wizyty w Irlandii wezwał Wołodymyra Zełenskiego do zaprzestania uderzeń w rosyjskie rafinerie i instalacje produkujące olej napędowy. „Pan Zełenski musi zrobić jedną rzecz. Musi przestać niszczyć olej napędowy w Rosji. Niech atakuje inne cele, ale nie olej napędowy, ponieważ powoduje to niedobory” – powiedział amerykański prezydent dziennikarzom na polu golfowym w Doonbeg. Dodał, że rozmawiał już na ten temat z ukraińskim przywódcą i że „szkodzi to światu”. Podkreślił też, że problem nie wynika z sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Ceny oleju napędowego osiągnęły w ostatnich dniach historyczne maksima. W Stanach Zjednoczonych średnia cena galona diesla przekroczyła 6 dolarów i w niedzielę wynosiła około 6,20 dolara, co oznacza wzrost o niemal 65 proc. od końca lutego, gdy Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły działania przeciwko Iranowi. W Polsce olej napędowy kosztuje obecnie średnio około 8,64–8,76 zł za litr, a na niektórych stacjach cena zbliża się do 9 zł. Analitycy przewidują dalsze podwyżki w najbliższych dniach.

Konflikt na Bliskim Wschodzie, trwający od lutego, poważnie ograniczył eksport ropy i produktów naftowych z regionu Zatoki Perskiej, w tym przez cieśninę Ormuz. Jednocześnie Ukraina od miesięcy prowadzi kampanię ataków dronami dalekiego zasięgu na rosyjskie rafinerie. Uderzenia te zmniejszyły produkcję paliw w Rosji, wywołały niedobory na rynku wewnętrznym i skłoniły Moskwę do wprowadzenia zakazu eksportu oleju napędowego. Rosja, jeden z największych światowych producentów i eksporterów diesla, wycofała z rynku znaczące ilości paliwa.

Eksperci wskazują, że oba konflikty nakładają się na siebie i obciążają globalny system rafineryjny. Międzynarodowa Agencja Energetyczna odnotowała, że w sierpniu eksport diesla i oleju gazowego z krajów Zatoki spadł do zaledwie około jednej czwartej poziomu sprzed wojny z Iranem. Ukraińskie ataki na rosyjskie instalacje dodatkowo pogłębiły niedobory produktów rafinowanych.

Ukraina traktuje rosyjską infrastrukturę naftową jako legalny cel wojskowy. Kijów argumentuje, że przemysł energetyczny finansuje rosyjską inwazję i zasila armię. Ataki mają osłabić zdolności wojenne Moskwy i zmniejszyć jej przychody z eksportu. Jeszcze 11 września prezydent Zełenski zaproponował Rosji „rozejm energetyczny” – wzajemne powstrzymanie się od ataków na obiekty energetyczne – oraz odblokowanie żeglugi na Morzu Czarnym. Zaznaczył, że jeśli Rosja będzie uderzać w ukraiński system energetyczny, Ukraina odpowie analogicznie.

Kreml przyjął wezwanie Trumpa pozytywnie. Rzecznik Dmitrij Pieskow oświadczył, że każde wezwanie do zaprzestania ataków na cywilną infrastrukturę gospodarczą zasługuje na poparcie. Jednocześnie Moskwa podkreśliła, że główna przyczyna zaburzeń na światowych rynkach energetycznych leży w eskalacji w regionie Zatoki Perskiej. Nie potwierdzono oficjalnie istnienia nowego, formalnego porozumienia ogłoszonego przez Trumpa. Zełenski zapowiada, że podczas ewentualnego spotkania z Trumpem w Nowym Jorku pod koniec września będzie zabiegał o zawieszenie broni w sferze energetycznej i na Morzu Czarnym.

Wysokie ceny paliw stają się istotnym czynnikiem politycznym przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi w Stanach Zjednoczonych. Diesel napędza transport towarowy, rolnictwo i przemysł, więc jego drożyzna przekłada się na inflację i koszty życia. Administracja Trumpa wielokrotnie wskazywała ataki ukraińskie jako jeden z elementów „szoku energetycznego”, obok wojny z Iranem. Sekretarz skarbu Scott Bessent mówił wcześniej o presji cenowej wynikającej z niszczenia rosyjskich aktywów energetycznych.

Trump nie podał szczegółów dotyczących momentu zawarcia rzekomego porozumienia, jego zakresu ani mechanizmów weryfikacji. Obie strony konfliktu regularnie atakują infrastrukturę energetyczną przeciwnika, a zima zbliża się zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji. Wzajemne uderzenia w rafinerie, elektrownie i sieci przesyłowe stanowią ważny element strategii obu stron.

Ogłoszenie Trumpa wpisuje się w szersze wysiłki amerykańskiej dyplomacji zmierzające do deeskalacji i ewentualnego porozumienia pokojowego. Specjalni wysłannicy prowadzą rozmowy zarówno z Kijowem, jak i Moskwą. Częściowe zawieszenie ataków na cele energetyczne mogłoby stanowić pierwszy krok, ale dotychczasowe doświadczenia pokazują, że takie deklaracje bywają krótkotrwałe.

Dla Polski i Europy Środkowej rosnące ceny oleju napędowego oznaczają wyższe koszty transportu i produkcji. Krajowy rynek paliw jest silnie powiązany z notowaniami ropy Brent, które przekroczyły 100–110 dolarów za baryłkę. Dalszy rozwój sytuacji zależy od tego, czy ogłoszone przez Trumpa zobowiązania zostaną potwierdzone i przestrzegane przez obie strony, a także od przebiegu konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Źródła:

https://www.rp.pl/konflikty-zbrojne/art45139631-trump-ros…

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-trump-rosja-i-ukrai…

https://wydarzenia.interia.pl/ukraina-rosja/news-zaskakuj…

https://wiadomosci.wp.pl/trump-oglsza-przelom-ws-wojny-ro…

https://wiadomosci.gazeta.pl/swiat/7,198075,33023572,trum…

Podczas nabożeństwa żałobnego w Pentagonie Trump i Hegseth próbują powiązać Iran z atakami z 11 września.

przez AP

Podczas nabożeństwa żałobnego w Pentagonie Trump i Hegseth próbują powiązać Iran z atakami z 11 września.

Autorstwa Tylera Durdena

Dwie główne uroczystości upamiętniające 11 września, upamiętniające 25. rocznicę ataków terrorystycznych, odbyły się w piątek w nowojorskiej Strefie Zero oraz w Pentagonie w Waszyngtonie. Prezydent Trump wziął udział w nabożeństwie żałobnym w Pentagonie, natomiast wiceprezydent J.D. Vance był obecny na nabożeństwie żałobnym w Strefie Zero.

Sekretarz obrony Pete Hegseth również przewodniczył uroczystościom żałobnym w Pentagonie, ale podczas corocznego nabożeństwa żałobnego w Nowym Jorku Vance najwyraźniej pozostał w tle i przysłuchiwał się z widowni odczytywaniu nazwisk.

W swoich przemówieniach Trump i Hegseth próbowali powiązać trwającą wojnę z Iranem z wydarzeniami z 11 września 2001 roku. Obaj starali się przedstawić obecne działania przeciwko Iranowi jako kontynuację globalnej wojny z terroryzmem.

„ Składamy hołd żołnierzom, którzy pracują teraz nad tym, aby największy sponsor terroryzmu na świecie, Islamska Republika Iranu , nigdy nie weszła w posiadanie broni jądrowej” – powiedział Trump w Pentagonie.

Hegseth przemawiał krótko przed prezydentem i oświadczył, że siły zbrojne USA pozostają „czujne” wobec „islamskiej teokracji” w Iranie.

„Nasi żołnierze walczą od prawie pół wieku z islamską teokracją, która życzy nam śmierci i świętowała wydarzenia z 11 września” – powiedział.

„Reżim, który od dziesięcioleci wspierał ataki terrorystyczne na Amerykanów, zabijając przy tym tysiące osób, w tym naszych towarzyszy broni w Iraku i Afganistanie. Ale nie wzięli pod uwagę tego prezydenta” – kontynuował szef Pentagonu.

„Będziemy nadal wysyłać terrorystów tam, gdzie ich miejsce – do piekła – i tankowce na dno oceanu, gdzie ich miejsce” – dodał Hegseth. „I dopilnujemy, aby Iran nigdy nie wszedł w posiadanie broni jądrowej”.

Ironią jest, że to bliski sojusznik USA, Arabia Saudyjska, była najbardziej bezpośrednio zaangażowana w tragedię z 11 września , a rodziny ofiar złożyły pozew przeciwko królestwu zarzucając mu współudział państwa i wywiadu w atakach terrorystycznych.

Większość porywaczy z 11 września pochodziła z Arabii Saudyjskiej, a każdy z nich był sunnitą . Iran jest historycznym wrogiem sunnickiego królestwa Arabii Saudyjskiej i wyznaje islam szyicki, który Rijad uważa za „heretycki”.

Próba powiązania Iranu z 11 września również trąci propagandą z czasów Busha . Nie tylko niektórzy neokonserwatywni komentatorzy próbowali wówczas powiązać z tym Teheran, ale kluczowym argumentem był również wydumany „sojusz Saddama Husajna z Al-Kaidą”.

Oczywiście, Saddam był świeckim autokratą partii Baas i w przeszłości próbował prześladować radykalne sekty fundamentalistyczne. Niemniej jednak Irak został najechany natychmiast po Afganistanie, a Saddam został obalony przez siły amerykańskie.

W ostatnich latach, w ostatniej dekadzie wojny zastępczej w Syrii, na pierwszej linii frontu z ISIS i innymi sunnickimi ruchami dżihadystycznymi walczyli zazwyczaj irańscy oficerowie i szyickie milicje. Te ostatnie były często wspierane przez państwa Zatoki Perskiej, a także amerykański wywiad. Jeśli chodzi o politykę Bliskiego Wschodu i Waszyngtonu, nic nie jest takie, jakie się wydaje .

***

Źródło: Trump i Hegseth próbują powiązać Iran z 11 września podczas ceremonii w Pentagonie

Irańska huśtawka trwa. [A na niej – błazen Donald].

Irańska huśtawka trwa

11 września 2026 Jakub Majewski pch24/jakub-majewski-iranska-hustawka-trwa

forum-1133244371.jpg
Fot. Evan Vucci / Reuters / Forum

Nie godzi się, doprawdy, nazywać wojny huśtawką. Na huśtawce, co do zasady, ludzie nie giną, bomby nie wybuchają, domy się nie walą, statki nie toną. Co innego na wojnie. Ale, nie trywializując sytuacji, jak inaczej odnosić się do dziwacznego przebiegu wydarzeń w konfrontacji Stanów Zjednoczonych z Iranem? Jak scharakteryzować wojnę która trwa od ponad pół roku, ale przez większość tego czasu nie ma działań wojennych? Jak opisać rozejm, którego nie przestrzegano, ale którego zakończenie nie oznaczało też powrotu do wojny?

Doprawdy więc, mamy w Iranie do czynienia z czymś zupełnie dziwacznym.

Wojną Schrödingera, której rzekomo nie ma, a która jest, i rozejmem Schrödingera, który rzekomo był, a którego realnie nie było, i negocjacjami Schrödingera, które… były, albo i nie były, albo czasem były a czasem nie były, albo miały formę niezobowiązującej wymiany zdań przez pośredników.

Mamy też cieśninę Schrödingera, przez którą przepływają tankowce ale nie przepływają, albo nie przepływają ale przepływają… tak, trudno to nazwać inaczej niż tylko jakąś szaloną huśtawką. Zwłaszcza, jeśli spojrzymy na wykresy cen ropy, które wprawdzie powoli podnoszą swój minimalny pułap, ale jednak ciągle skaczą i spadają – i wydawałoby się, że ich ruchy zależą bardziej od deklaracji Donalda Trumpa na mediach społecznościowych niż od realiów.

Jest to, swoją drogą, zupełnym szaleństwem, które nie ma prawa zaistnieć miejsca na „racjonalnym” wolnym rynku, a które widzimy gołym okiem – jeśli po tym wszystkim, ktoś mi jeszcze będzie próbował mówić o rzekomej racjonalności „ukrytej ręki” wolnego rynku, zaśmieję się w twarz. Ale przecież sedno sprawy to temat zupełnie nie do śmiechu. Wciąż mówimy o wojnie, która trwa, i mimo odległości, wywiera na nas wpływ choćby tylko poprzez ceny paliwa. Co dalej?

Niepewność tylko narasta

Gdy ostatni raz pisałem o Iranie – jak się okazuje, było to już prawie trzy miesiące temu – właśnie udało się wprowadzić w życie wstępne porozumienie, dwumiesięczny rozejm który w domyśle miał pozwolić na negocjacje prawdziwego zakończenia konfliktu. Już wtedy pisałem, że rozejm ten będzie zagrożony, że ogromne siły w Stanach i w Izraelu będą dążyć do zerwania go, lub sprowokowania Iranu do wznowienia wojny, ponieważ dla Izraela i jego amerykańskich stronników, porozumienie, które de facto było znaczącym irańskim zwycięstwem, było po prostu niemożliwe do zaakceptowania.

Dokładnie tak się stało. Nie minęło kilka tygodni, a wojna została wznowiona. Ale, jak już wspomnieliśmy, była to wojna Schrödingera. Sporadyczne wymiany ciosów, bombardowań, a pomiędzy rundami, wiadomości o tym że w tle trwają negocjacje, ale może nie trwają – albo przeciwnie, że teraz to już lada chwila zacznie się prawdziwa burza, ale może jednak się nie zacznie. Że Trump gra na zwłokę, gromadząc siły na ostateczne uderzenie, ale że w gruncie rzeczy, nie ma już sił, i desperacko szuka wyjścia z całej sytuacji.

Każdy z tych scenariuszy, każda z tych wiadomości, mimo całej ich pozornej sprzeczności, była prawdziwa.

Potem zaś przyszedł największy „cios” Ameryki – sławetny D-Day, nazwany na cześć niegdysiejszego lądowania w Normandii, ale tym razem, zgoła bezobjawowy. Chodzi o blokadę gospodarczą Iranu, wprowadzoną przez Amerykę – bezobjawową o tyle, że wszelkie sankcje jakie można było nałożyć na Iran dawno już Stany nałożyły, statki handlowe Iranu też już od miesięcy blokowały, a jeśli chodzi o wtórne sankcje, mające dotknąć państwa trzecie za karę za handel z Iranem… cóż, poza paroma drobnymi wyjątkami dotyczącymi nawet nie państw, co pojedynczych banków, Stany nie odważyły się na nic podobnego.

Nie da się zdusić Iranu bez uderzenia w Chiny, Indie i Rosję, a na to Stany nie są gotowe. Więc blokada też jest blokadą Schrödingera, istnieje i nie istnieje. I znowu sprzeczne wieści – jedni mówią że teraz to już tylko kwestia czasu nim Iran się zawali jako państwo, inni mówią że cała ta blokada nie wpłynęła ani trochę na stanowisko irańskiego rządu, i że nie mają cienia zamiaru ustępować Trumpowi.

Nie żeby to miało znaczenie, bo od dawna już Trump nawet nie przedstawia żądań wobec Iranu. Więc z jednej strony, Stany blokują Iran i czekają na jego upadek, a z drugiej, Iran blokuje ropę z Zatoki Perskiej, i czeka aż inflacja zada Trumpowi bolesny cios w wyborach uzupełniających. Ale jednocześnie, Stany nie czekają na upadek Iranu, bo zamierzają uderzyć ponownie ze zdwojoną siłą gdy tylko miną – w listopadzie – wspomniane wybory uzupełniające, zaś z kolei Iran też nie czeka pasywnie, i zamierza uderzyć na Stany jeszcze przed wyborami, aby zadając Trumpowi i rządowi Republikanów bolesny medialnie cios, zapewnić mu definitywną przegraną w wyborach, i w ten sposób uniemożliwić dalsze działania w późniejszym terminie.

Sprzeczność goni sprzeczność. I znowu: każdy z tych scenariusz, każda z tych wiadomości, albo jest prawdziwa, albo przynajmniej może być.

Zmierzając do katastrofy

Proszę się więc nie dziwić, że tak rzadko ostatnio piszę o tych sprawach. To po prostu nie miało sensu, można było tylko prowadzić bieżący komentarz, kto kogo i gdzie uderzył – a ja schlebiam sobie przynajmniej, że jestem analitykiem, a nie komentatorem sportowym. Niemniej, trzeba spróbować z tego chaosu wydobywać jakieś prognozy. Trzeba spróbować określić kto realnie tutaj wygrywa – jeśli ktokolwiek – i kto przegrywa – jeśli nie wszyscy. I określić co może wydarzyć się dalej.

Na dobry początek, zauważmy że, cóż – wojna wojną, ale dla reszty świata, nie wybuchy i śmierć, a odcięcie ropy jest tutaj największym problemem. Znowu – oj, powtarzam się dzisiaj, powtarzam – problemem Schrödingera. Bo ropy już miało zabraknąć z dziesięć razy, więc można powiedzieć że ropy nie ma – a jednak jest. Nie powinno to nas jednak dziwić. Świat faktycznie stoi na krawędzi katastrofy, faktycznie rezerwy ropy kurczą się, i faktycznie w niektórych częściach świata już teraz paliwo jest racjonowane, a w Europie – cóż, trzeba się modlić o łagodną zimę.

Ale przecież, cokolwiek by nie myśleć o umiejętnościach przywódczych i zdolnościach myślenia Donalda Trumpa – mam wrażenie że przestałem być osamotniony na prawej stronie w swojej ambiwalencji względem tego prezydenta – to jednak ma do swojej dyspozycji całą machinę administracji i Pentagonu. Nic dziwnego że prognozy katastrofy udaje się ciągle odwlekać – cała ta machina robi co może aby to osiągnąć. Faktycznie więc, pomimo działań Iranu, Amerykanie zdołali przywrócić, z wielkim wysiłkiem, ograniczony przepływ tankowców przez cieśninę Ormuz – pod osłoną nocy, w konwojach, z silną eskortą – co pozwoliło trochę odwlec katastrofę.

A jednak znowu ceny ropy przekroczyły $100 za baryłkę, i choć nadal daleko nam do pesymistycznych prognoz z marca i kwietnia, gdy mówiono że lada chwila grozi nam $200 za baryłkę, to jednak kierunek zmian jest nieubłagany. Próżno też mówić, że niedobór jest tylko ograniczony. To trochę jak z jedzeniem – jeśli każdego dnia zabraknie mi kilkuset kalorii, to przez czas jakiś, będę to spokojnie znosił, ale skutki będą się kumulować.

W tym zaś przypadku, kumulują się niedobory wywołane przez wojnę w Iranie, przez wojnę na Ukrainie, oraz ich dalsze skutki, takie jak rosnące ceny transportu napędzające rosnące ceny jedzenia i nawozów, napędzające ceny żywności i jej niedobory, co z kolei może – nie wiemy kiedy, nie wiemy gdzie – doprowadzić do wybuchu kolejnych kryzysów, które mogą napędzać dalsze negatywne skutki. Dosyć wspomnieć że właśnie w ten weekend widzieliśmy bardzo poważną zmianę polityczną w Niemczech, która jest niczym innym jak tylko bardzo opóźnionym skutkiem wywołanej ponad dekadę wcześniej wojny domowej w Syrii.

Gdzieś na horyzoncie w dalszym ciągu majaczy katastrofa spowodowana kryzysem paliwowym. Ten kryzys wciąż się udaje odłożyć w czasie. Oby jak najdłużej się udawało, ale – no właśnie, jak długo da się to robić? Zwłaszcza że przecież nic nie wskazuje na możliwość rychłego i polubownego zakończenia wojny między Ameryką a Iranem. Przeciwnie.

Nowy wybuch –w październiku, czy w listopadzie?

Co właściwie sprawia, że odkąd zakończyła się główna faza działań wojennych, widzieliśmy na przestrzeni miesięcy zaostrzenie stanowisk po obu stronach? Na tyle na ile jesteśmy w stanie wniknąć w umysły przywódców, wydaje się że obydwie strony uważają nadal że mogą osiągnąć swoje cele, wygrywając wojnę. Oczywiście, Iran nie liczy na realne zwycięstwo militarne – ale z ich perspektywy, zwycięstwem będzie wymuszenie zapaści politycznego projektu Trumpa, i nauczenie Amerykanów raz na zawsze, że nie mogą bezkarnie atakować ich kraju. Aby to zrobić, Irańczycy uważają – tak się wydaje – że potrzebują uderzyć mocno jeszcze przed listopadowymi wyborami, tym bardziej że mają powody aby sądzić że jeśli oni nie uderzą pierwsi, wówczas Ameryka uderzy w dogodnym dla siebie momencie.

Z drugiej strony, Trump wciąż liczy chyba na szansę obalenia władzy w Iranie, i wcale nie musi to być oparte tylko na chciejstwie i fałszywych przesłankach suflowanych przez Izrael. Mimo wszystko, rząd w Iranie pozostaje niepopularny, i mimo wszystko blokada wyniszcza gospodarkę Iranu, co może doprowadzić do kolejnego wybuchu. Ktoś powie że to mrzonki, bo przecież jeszcze nikt nigdy nie zmusił kraju do kapitulacji ani nie wywołał rewolucji blokadą czy bombardowaniami – ale przecież to nie do końca tak. Niszczenie infrastruktury, handlu, prowadzi koniec końców do destabilizacji, osłabia wolę walki, i pobudza opozycję.

Czyż trochę tak nie było właśnie w Syrii? Taki scenariusz wydaje się absolutnie niemożliwy w Iranie. Ja również uważam go za skrajnie mało prawdopodobny – ale przecież nie znamy realnej sytuacji w Iranie, nie wiemy czy gdzieś w tle nie są kontynuowane jakieś próby uzbrojenia tej czy innej szajki jako ruchu oporu. Tu nie musi przecież chodzić o skuteczne doprowadzenie do zmiany władzy – zarówno Izrael jak i Ameryka zadowoliłyby się po prostu chaosem, niezdolnością centralnego rządu do natychmiastowego zduszenia rebelii, sytuacją którą można od zewnątrz podsycać. Niezależnie zaś od tego, czy to jest prawdopodobne czy nie, liczy się coś innego – wydaje się przynajmniej, że Donald Trump autentycznie uważa taki scenariusz za możliwy, a jego determinacja żeby nie przegrać, może go motywować do kolejnego uderzenia. Choć więc twierdzenia Trumpa, że zwycięstwo w Iranie przyjdzie natychmiast po wyborach można traktować jako czczą przechwałkę, to warto jednocześnie te słowa potraktować jako deklarację woli.

O ile więc nie nastąpi coś zupełnie nieoczekiwanego – wydaje się nieuniknione że na przestrzeni następnych dwóch miesięcy, działania wojenne będą coraz częściej powracać, eskalować, a prawdziwy wybuch nastąpi albo wkrótce – jeśli inicjatorem będzie Iran – albo zaraz po wyborach, jeszcze chyba w listopadzie, jeśli Iran pozostawi inicjatywę Ameryce.

Z tymi kalkulacjami obu stron jest jednak poważny problem, który – jeśli dobrze czytam sytuację – jak najgorzej wróży dla przyszłości tego konfliktu. Po stronie Iranu, błędem byłoby sądzić że doprowadzenie do porażki Republikanów i Trumpa w nadchodzących wyborach zakończy wojnę. Przeciwnie: pokonany Trump może chcieć tym mocniej i tym szybciej uderzyć na Iran, aby zdążyć nim nowy kongres zostanie zwołany, aby udowodnić że wcale nie przegrał, i aby zwyczajnie się zemścić.

Po stronie Ameryki z kolei, błędem byłoby sądzić, że potężna runda nowych nalotów, a może nawet lądowania piechoty morskiej, zdołają złamać irański opór tak szybko, że irańskie kontruderzenia nie pogrążą Zatoki Perskiej w chaosie, ani nie zadadzą Ameryce dalszych bolesnych strat.

Tyle razy tutaj wspominałem Schrödingera – ale kończę… Pyrrusem.

Jakub Majewski

dtrum132.jpg

Ten ponury pajac w Białym Domu: Jeśli Republikanie utrzymają Kongres, obiecuje Amerykanom po 5 tys. dolarów

Trump ma sposób na wyborców? Jeśli Republikanie utrzymają Kongres, obiecuje Amerykanom po 5 tys. dolarów

pch24/trump-ma-sposob-na-wyborcow-jesli-republikanie-utrzymaja-kongres-obiecuje-amerykanom-po-5-tys-dolarow

mid-epa13227443(3).jpg
fot. PAP/EPA/ALBERT PENA

– Jeśli Republikanie wygrają w Izbie Reprezentantów i Senacie Stanów Zjednoczonych (…) ze względu na naszą niesamowitą siłę i ekonomiczny sukces, wydam dywidendę każdemu dorosłemu obywatelowi w Stanach Zjednoczonych Ameryki w kwocie 5 tys. dol. – zadeklarował Donald Trump na konwencji wyborczej Republikanów w Dallas 9 września. Nie podał jednak szczegółów swojego planu.

Zdaniem Trumpa zaplanowane na listopad wybory połówkowe w USA to wybór między dobrem i złem. Partię Demokratyczną nazwał „głupkokratami” oraz oskarżył jej przedstawicieli o sprzyjanie komunizmowi. Jego zdaniem zwycięstwo Demokratów oznaczałoby zahamowanie rozwoju kraju, a także ideologiczne zmiany w szkołach, w tym nakłanianie uczniów do lektury dzieł Lenina i Stalina.

– Za 55 dni Amerykanie pójdą do urn w jednych z najważniejszych wyborów w naszej historii. Twój głos zadecyduje, czy nasz kraj potknie się na starcie kolejnych 250 lat, czy też ruszy naprzód i nigdy nie będzie oglądał się w tył – powiedział amerykański prezydent. – Pokonamy komunizm w Ameryce i zagłosujemy na amerykańską wolność – dodał.

Prezydent podkreślał również swoje dotychczasowe dokonania. Przekonywał, że podczas jego rządów do USA nie przedostał się żaden nielegalny imigrant, a w najbliższym czasie z kraju ma zostać usunięta znaczna część osób, które już przebywają tam nielegalnie.

Trump kpił przy tym z krytyki ze strony „głupich i słabych” Demokratów oraz ich obaw związanych z rosnącymi kosztami życia oraz konfliktem z Iranem. Problemy dotyczące wysokich cen określił mianem „szwindlu”, zapewniając, że Stany Zjednoczone odnoszą sukcesy i ostatecznie zwyciężą.

W żartobliwym tonie zapowiedział również, że cieśnina Ormuz mogłaby w przyszłości nosić nazwę „cieśniny Trumpa”. – W końcu powinienem coś z tego mieć – stwierdził.

Odbywająca się w Dallas konwencja wyborcza Republikanów jest pierwszym tego rodzaju spotkaniem polityków partii organizowanym przed wyborami połówkowymi, czyli przypadającymi na połowę kadencji prezydenta. Dotychczas tego typu konwencje organizowano wyłącznie w latach wyborów prezydenckich.

Źródło: PAP

Trump porównuje się do Napoleona i Cezara. Nowa era „prezydentury YOLO” w Białym Domu.

Trump porównuje się do Napoleona i Cezara. Nowa era „prezydentury YOLO” w Białym Domu.

Posted by Marucha w dniu 2026-09-04 marucha/trump-porownuje-sie-do-napoleona-i-cezara-nowa-era-prezydentury-yolo-w-bialym-domu

Donald Trump wkroczył w decydującą fazę swojej drugiej kadencji, całkowicie redefiniując styl sprawowania władzy w Waszyngtonie. Jak wynika z najnowszego raportu magazynu „The Atlantic”, prezydent USA w prywatnych rozmowach z doradcami coraz częściej stawia się w jednym rzędzie z największymi postaciami w historii: Aleksandrem Wielkim, Juliuszem Cezarem oraz Napoleonem Bonaparte. 

Dla obserwatorów sceny politycznej nie jest to jedynie przejaw megalomanii, ale fundament nowej strategii rządzenia, którą otoczenie prezydenta określa mianem „prezydentury YOLO” (ang. You Only Live Once – żyje się tylko raz).

„Najpotężniejsza osoba w historii” i koniec politycznych kalkulacji



Kluczowym czynnikiem zmieniającym oblicze amerykańskiej polityki jest fakt, że Donald Trump nie musi już zabiegać o reelekcję. Brak presji wyborczej sprawił, że prezydent poczuł się całkowicie wolny od tradycyjnych kalkulacji partyjnych. Jak twierdzi wysoki rangą urzędnik administracji, Trump postrzega siebie jako „najpotężniejszą osobę, jaka kiedykolwiek żyła”, której głównym celem nie jest sondażowe „tu i teraz”, lecz trwały zapis w podręcznikach historii.

Ta postawa przekłada się na konkretne decyzje geopolityczne. Według informatorów, prezydent odrzucił doradztwo oparte na interesie politycznym na rzecz działań, które sam uznaje za historycznie doniosłe. To właśnie ta filozofia miała doprowadzić do eskalacji napięć z Iranem oraz agresywnej polityki zagranicznej, obejmującej m.in. bombardowania na terenie siedmiu krajów w ciągu zaledwie dwóch miesięcy.

Architektura władzy: Monumentalne projekty i złote symbole

Dążenie do wielkości znajduje odzwierciedlenie nie tylko w polityce, ale i w fizycznym otoczeniu prezydenta. Waszyngton staje się areną dla monumentalnych inwestycji, które mają podkreślić epokę Trumpa. W planach znajduje się m.in. budowa 76-metrowego łuku triumfalnego oraz kosztowna renowacja sali balowej przy Białym Domu, wyceniana na 400 milionów dolarów. Prezydent osobiście nadzoruje wystrój Gabinetu Owalnego, wprowadzając pozłacane elementy, złote urny oraz okolicznościowe monety własnego projektu, które trafiają na drzwi gabinetów jego współpracowników.

Dla krytyków te działania są symbolem oderwania od rzeczywistości. Jednak dla zwolenników prezydenta, to wyraz „siły woli”, która ma przełamywać bariery nieosiągalne dla jego poprzedników. Jak zauważa „The Atlantic”, inspiracja triadą Aleksander-Cezar-Napoleon nie pochodzi z głębokich studiów historycznych, lecz z krótkich notatek i wystąpień, które utwierdziły Trumpa w przekonaniu o jego dziejowej misji.

Polityczne koszty „prezydentury YOLO”

Niezależnie od historycznych ambicji prezydenta, „prezydentura YOLO” generuje realne koszty dla amerykańskiego społeczeństwa i Partii Republikańskiej. Sondaże poparcia dla Trumpa notują rekordowe spadki, co budzi poważny niepokój wśród Republikanów przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu. Główne obawy budzą:

  • Wzrost cen paliw: Bezpośredni skutek destabilizacji sytuacji międzynarodowej.
  • Inflacja i stopy procentowe: Niepewność gospodarcza wynikająca z radykalnych decyzji Białego Domu.
  • Kryzys sojuszniczy: Podważanie fundamentów NATO, co osłabia pozycję USA na arenie międzynarodowej.

Mimo ostrzeżeń doradców, prezydent pozostaje niewzruszony. Jak podsumował jeden z jego powierników, Trump znajduje się w nastroju, w którym opinia publiczna czy sondaże nie mają już znaczenia. Wierzy on, że przyszłe pokolenia ocenią go nie przez pryzmat bieżących problemów gospodarczych, ale przez pryzmat „wielkich czynów”, które – w jego mniemaniu – na zawsze zmieniły bieg dziejów.

Tomasz Borysiuk
https://legaartis.pl

Szpitale dla wariatów są pełne osób, które uważają się za Napoleona…
Admin

===============

I eunuchów mających się za kobietę. md

Największa transakcja PR w historii świata

Największa transakcja PR w historii świata

Autor: Dirk Ellerbrock apolut/der-grosste-pr-deal-der-weltgeschichte

Największa transakcja PR w historii świata | Autor: Dirk Ellerbrock

Trump świętuje rzekome przejęcie 65 miliardów baryłek wenezuelskiej ropy. Prawda jest taka: ma niejasną umowę na projekt rozwojowy – a paliwo wciąż jest drogie.

Artykuł Dirka Ellerbrocka.

To najnowsza autopromocja Donalda Trumpa: „NAJWIĘKSZA TRANSAKCJA NAFTOWA W HISTORII ŚWIATA!”. Na portalu Truth Social prezydent USA z dumą ogłosił, że Stany Zjednoczone zapewniły sobie kontrolę nad 65 miliardami baryłek wenezuelskich rezerw ropy naftowej. Rezerwy strategiczne zostaną uzupełnione, ceny benzyny spadną – a to wszystko „ani grosza” od podatnika.

Świetna historia. Tyle że nieprawdziwa.

Liczba jest prawdziwa, ale wiadomość jest oszustwem.

Te 65 miliardów baryłek to nie fikcja. W rzeczywistości odnoszą się one do zadeklarowanych rezerw 17 wenezuelskich złóż ropy naftowej. Problemem jest to, co Trump o tym sądzi. Bo „kontrola nad rezerwami” nie oznacza „65 miliardów baryłek zalegających w magazynach”. Ropa znajduje się w ziemi – w Wenezueli, w zdegradowanych złożach, głównie jako wyjątkowo ciężka ropa naftowa, którą można wydobyć jedynie za pomocą specjalistycznej technologii.

„Washington Post” cytuje ekspertów branżowych, którzy spodziewają się, że może minąć wiele lat – nawet 7–10 lat w przypadku znacznej części regionu – zanim rozpocznie się jakakolwiek znacząca nowa produkcja. UBS ujmuje to zwięźle: „Duże rezerwy, ale brak szybkich baryłek”.

Trump przekształca w ten sposób długoterminową, kapitałochłonną umowę rozwojową, która wiąże się z nierozwiązanymi problemami prawnymi, w natychmiastową amerykańską rewolucję energetyczną.

1,5 miliona baryłek – nie 65 miliardów

Rzeczywistym celem porozumienia jest zwiększenie produkcji do około 1,5 miliona baryłek dziennie. To daje 547,5 miliona baryłek rocznie. W tym tempie 65 miliardów baryłek wystarczyłoby – czysto hipotetycznie – na 119 lat. Trump sprzedaje ten zasób geologiczny przez pokolenia, jakby przynosił natychmiastowy zysk.

Nawet ten cel produkcyjny nie jest wyłącznie zyskiem dla Ameryki. Wenezuela już wydobywa ropę. Chodzi o zwiększenie ogólnej produkcji, a nie o dodatkowe 1,5 miliona baryłek dla USA. Porozumienie to ożywienie wenezuelskiego przemysłu naftowego, a nie naftowy prezent dla Ameryki.

Umowa, która trwa raz na sto lat? A może tylko na 25 lat?

Sprzeczności są nieuniknione. Podczas gdy Biały Dom mówi o 100-letnich prawach do rozwoju, tymczasowa prezydent Wenezueli, Delcy Rodríguez, koryguje to do maksymalnie 25 lat. To samo dotyczy kwestii własności: Rodríguez podkreśla, że ​​Wenezuela zachowuje „własność i suwerenność” nad swoimi zasobami. Trump mówi o amerykańskiej „kontroli”.

To nie jest błaha sprawa. To różnica między partnerstwem wenezuelskim a kolonią amerykańską.

Co Trump naprawdę wygrał – a czego nie

Trzeźwa analiza transakcji wygląda następująco:

Nie, Trump nie wygrał:

  • Brak 65 miliardów baryłek na żądanie
  • Brak natychmiastowej obniżki cen benzyny
  • Brak rozwiązania problemu niedoboru oleju napędowego
  • Brak natychmiastowego uzupełnienia Strategicznych Rezerw Ropy Naftowej

Tak, Trump mógł wygrać:

  • Wpływ geopolityczny na znaczną część wenezuelskiego przemysłu naftowego
  • Długoterminowe perspektywy dostaw – jeśli projekty faktycznie zadziałają
  • Tłumienie wpływów chińskich i rosyjskich w regionie
  • Narracja dotycząca wyborów parlamentarnych w listopadzie, mająca na celu odwrócenie uwagi od przedłużającej się wojny z Iranem.

Prawdziwy koszt transakcji

Umowa nie jest po prostu „darem od Wenezueli dla narodu amerykańskiego”, jak twierdzi Trump. To wynik imperialnej dyplomacji kanonierki. W styczniu Trump porwał prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro podczas amerykańskiej operacji wojskowej i przetransportował go do Nowego Jorku. Teraz urząd sprawuje tymczasowy prezydent, życzliwie nastawiony do Waszyngtonu – i to właśnie ta administracja podpisała umowę naftową.

Ekonomista z Harvardu, Ricardo Hausmann, pochodzący z Wenezueli, nazywa to „kradzieżą majątku” i „niekonstytucyjnym układem z nielegalnym, opresyjnym rządem”. Wenezuelska opozycja czuje się zdradzona. Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, Maria Corina Machado, nie ma prawa wjazdu do kraju.

Retoryka malucha

Trump wygłasza polityczną propagandę opartą na prostym triku: myleniu zapasów z dostępnością. Pomiędzy „65 miliardami baryłek rezerw” a „65 miliardami baryłek dodatkowych amerykańskich dostaw ropy” leży geologia, kapitał, wiercenia, infrastruktura, produkcja, przetwórstwo, transport i rafinacja – a każdy z tych kroków wymaga czasu i pieniędzy.

Ale Trump myśli nagłówkami, a nie baryłkami dziennie. I to z pewnością wystarczy na nagłówek: „NAJWIĘKSZA TRANSAKCJA NAFTOWA W HISTORII ŚWIATA”.

Tylko jedno nie stanieje: paliwo na stacji benzynowej.



+++

Źródło obrazu: Hamara / Shutterstock

+++

Źródła:

  • The Washington Post: Raporty na temat wpisu Trumpa na portalu TruthSocial i reakcje ekspertów branżowych, którzy wskazują na lata pracy nad tym projektem.
  • Reuters: Analiza umowy jako odrodzenia wenezuelskiego przemysłu naftowego i doniesienia o niejasnych warunkach kontraktu (np. czas trwania 25 lat w porównaniu ze 100 latami).
  • UBS Investment Bank: Analiza rynku: „Duże rezerwy, ale żadnych szybkich dostaw” – liczba rezerw jest ogromna, ale nie należy oczekiwać krótkoterminowych efektów produkcyjnych.
  • Global Energy Monitor zauważa, że ​​odkrycie nowych złóż ropy naftowej może zająć nawet 15 lat, zanim rozpocznie się ich eksploatacja.
  • Tracy Shuchart (ekspert ds. energii): Szacuje się, że ropa wenezuelska będzie potrzebowała od 5 do 15 lat, aby wywrzeć wpływ na rynek amerykański.
  • Deutsche Welle: Relacja z operacji wojskowej USA mającej na celu aresztowanie Nicolása Maduro w styczniu 2026 r. i jej polityczne konsekwencje.
  • The New York Times: Analiza politycznej i konstytucyjnej krytyki umowy przez ekonomistę z Harvardu Ricardo Hausmanna („kradzież majątku”) i wenezuelską opozycję.
  • CNN: Raport na temat historycznie niskiego poziomu amerykańskich strategicznych rezerw ropy naftowej (SPR) i krajowego kontekstu politycznego.
  • Telesur (latynoamerykański kanał informacyjny): Oświadczenie tymczasowej prezydent Wenezueli Delcy Rodríguez w sprawie warunków umowy (okres obowiązywania umowy 25 lat, zachowanie wenezuelskich praw własności).

Trump: „Jesteśmy właścicielami”. „Mur ze stali” znów przecieka w pobliżu Larak w Cieśninie Ormuz.

„Jesteśmy właścicielami”: „Mur ze stali” znów przecieka w pobliżu Larak w Cieśninie Ormuz.

Larry C. Johnson

„Ktoś powinien powiedzieć Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej, że Cieśnina Ormuz jest zamknięta dla biznesu – przynajmniej dla amerykańskiego biznesu – i całkowicie pod kontrolą”. Prezydent Trump powtarza to od tygodni. 11 sierpnia powiedział światu na Truth Social, że Stany Zjednoczone mają cieśninę „całkowicie pod kontrolą” i „MYŚLĘ, ŻE JĄ UTRZYMAMY”, a blokada morska to „stalowy mur”, z którym „Iran nic nie może zrobić”. 14 sierpnia poszedł jeszcze dalej: „Jesteśmy właścicielami Cieśniny Ormuz” – powiedział, wyjaśniając, że łodzie mogą przez nią przepływać tylko „jeśli chcemy, żeby przez nią przepłynęły”. Ze śmiechem obiecał również wkrótce ogłosić ten szlak wodny terytorium USA. Zaledwie trzy dni temu Biały Dom wydał oświadczenie zatytułowane „Prezydent Trump miał rację: Ameryka kontroluje Cieśninę Ormuz” – zwięzły zapis zapewnień prezydenta dla dziennikarzy, że cieśnina jest otwarta, działa i zalewana ropą.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej najwyraźniej nie zapisał się na newsletter. W niedzielę siły amerykańskie zaatakowały dwie irańskie wyrzutnie rakiet na wyspie Larak – pierwszy znany amerykański atak na terytorium Iranu od końca lipca – ponieważ, jak powiedział przedstawiciel USA w wywiadzie dla Al-Dżaziry i Reutersa, zaobserwowano jednostki Straży Rewolucyjnej przygotowujące rakiety z minami morskimi do rozmieszczenia w cieśninie, którą Stany Zjednoczone rzekomo kontrolują. To nieuchronnie rodzi pytanie, w jaki sposób Teheran zamierza zaminować szlak wodny, którego nie kontroluje i na który rzekomo nie ma nawet pozwolenia na wodowanie łodzi. Stalowy mur najwyraźniej musi być regularnie bombardowany, aby utrzymać go w miejscu.

Irańska agencja informacyjna Tasnim określiła atak jako atak dronów. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) potwierdził ofiary śmiertelne i obrażenia wśród żołnierzy i cywilów oraz ogłosił reakcję. „ Washington Post” i „US News” poinformowały o tym samym incydencie w ciągu kilku godzin. Jeśli przyjąć oficjalne wyjaśnienie za dobrą monetę, atak miał charakter ograniczony, niemal rutynowy: był to środek przeciwko górnictwu, mający na celu utrzymanie cieśniny otwartej. Jednak cel, moment i dyplomacja rozgrywająca się pod powierzchnią tej wojny sugerują inną interpretację wartą rozważenia – znacznie mniej pochlebną dla tezy „to my jesteśmy odpowiedzialni”.

Prawdziwą przeszkodą może być kawałek papieru, a nie rakieta.

Od trzech tygodni Iran i Oman prowadzą potajemne negocjacje w sprawie tego, kto faktycznie kontroluje ruch przez Cieśninę Ormuz – dość osobliwa sytuacja dla dwóch innych państw, jeśli chodzi o cieśninę, która według Stanów Zjednoczonych należy do Stanów Zjednoczonych. Wiceminister spraw zagranicznych Iranu Kazem Gharibabadi oświadczył, że obie strony są bliskie porozumienia w sprawie współrzędnych bezpiecznego korytarza tranzytowego, mechanizmów technicznych jego funkcjonowania oraz – co kluczowe – wspólnego centrum koordynacyjnego do zarządzania ruchem morskim i gromadzenia danych o tranzycie statków . Opiera się to na Protokole z Maskatu, który obie strony podpisały w kwietniu i który ustanowił wspólnie zarządzany „Zielony Korytarz” monitorowany przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i Królewską Marynarkę Wojenną Omanu.

Dwa aspekty tego powstającego systemu zasługują na szczególną uwagę. Po pierwsze, według doniesień CNN z 5 sierpnia, nowe korytarze miałyby częściowo przebiegać przez irańskie wody terytorialne – co stanowiłoby odejście od obowiązującego od dziesięcioleci porozumienia, które kierowało żeglugę handlową przez wody Omanu. Po drugie – i to właśnie ten szczegół łączy je z niedzielnym atakiem – proponowane porozumienie zamknęłoby tymczasowe szlaki w pobliżu wyspy Larak i przez wody Omanu, zastępując je nowymi, wspólnie zarządzanymi korytarzami.

Oznacza to, że wyspa, którą Waszyngton zbombardował w niedzielę, leży w geograficznym i administracyjnym centrum irańsko-omańskiego kondominium dotyczącego żeglugi przez Cieśninę Ormuz: systemu, który sformalizowałby irańską kontrolę nad tym strategicznym wąskim gardełkiem, potencjalnie go spieniężył – Teheran zaproponował już opłaty za pośrednictwem swojego „ Urządu Cieśniny Zatoki Perskiej ” – i po cichu wykluczył Stany Zjednoczone z zarządzania szlakiem wodnym, który ich prezydent nazywa amerykańską własnością. CNN ujmuje to jednoznacznie: Porozumienie nabiera kształtów, ale nie takie, jakiego chce Trump.

Wniosek analityczny jest zatem następujący: uzasadnienie obrony przed minami morskimi jest realne, ale może nie wyczerpuje tematu. Atak na Larak osłabia konkretny potencjał Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i – co ważniejsze – sygnalizuje, że Waszyngton nie będzie biernie przyglądał się, jak Iran i Oman instytucjonalizują system kontroli, który sprawia, że ​​twierdzenie o „całkowitej kontroli” jawi się jako prawdziwe. Oficjalnie podanym powodem jest zagrożenie minowe. Strategiczną kwestią jest jednak kontrola nad transportem morskim – i problem ten będzie się utrzymywał długo po tym, jak szczątki na Larak zostaną usunięte, a kolejny wpis na Truth Social ogłosi zamknięcie sprawy.

Odpowiedź Iranu: Powrót do sprawdzonego schematu ataków na bazy.

Iran zareagował błyskawicznie – i wcale nie tak, jak można by się spodziewać po zdziesiątkowanej armii uciekającej przed nieprzebytym murem. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ogłosił wspólną operację rakietowo-dronową przeciwko pozycjom USA, wskazując jako cele bazę lotniczą im. Króla Husajna i bazę lotniczą Al-Azraq w Jordanii . Poinformował również, że baza lotnicza Al Udeid w Katarze – wysunięta siedziba CENTCOM – została trafiona. Irańska telewizja państwowa poinformowała o wystrzeleniu pocisków z wielu miejsc w całym kraju; nad Jordanią aktywowano obronę przeciwlotniczą, a w Katarze, Kuwejcie i Dubaju ogłoszono alarmy. Amerykańskie źródło poinformowało Fox News, że niemal wszystkie nadlatujące pociski zostały przechwycone i że „na razie” nie odnotowano znaczących skutków – co jest standardową i całkiem realną metodą ograniczania strat. Ebrahim Azizi, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Narodowego irańskiego parlamentu, zapowiedział kolejne ataki, nie brzmiąc jak człowiek, który uważa, że ​​jego kraj „nie ma już pieniędzy” i jest „skończony”.

Schemat jest znany – Al Udeid w czerwcu 2025 roku, bazy w Zatoce Perskiej wiosną 2026 roku – a wynik, z dużą liczbą przechwyconych pocisków, ponownie wskazuje na przemyślaną reakcję: wystarczającą, by zaspokoić potrzebę odwetu, ale nie na tyle masową, by zmusić Teheran do eskalacji, na którą nie może sobie pozwolić. Liczą się nie tyle szkody wyrządzone w ciągu jednej nocy, ile skumulowana rzeczywistość, jaką te fale ataków nakładają na pozycję militarną, którą prezydent wielokrotnie ogłaszał niezwyciężoną.

Koszty strategiczne: Iran wypycha USA na zachód.

I oto nadchodzi moment, którego nie powstrzyma żaden stalowy mur. Każda fala irańskich ataków na Al-Udeid, na bazy jordańskie i na kwaterę główną Piątej Floty w Bahrajnie dodatkowo utwierdza w przekonaniu, do którego Pentagon doszedł już całkowicie bez irańskiego wsparcia: wysunięta architektura militarna zbudowana po operacji Pustynna Burza jest zbyt bliska, zbyt nieruchoma i zbyt narażona na irański arsenał precyzyjnej broni, by można ją było utrzymywać w nieskończoność.

Ta ponowna ocena nie jest spekulacją, niezależnie od tego, co zostanie powiedziane na podium. Jak donosiły Washington Post i Times of Israel w połowie sierpnia, Pentagon aktywnie rozważa wycofanie się z Zatoki Perskiej i bada bardziej rozproszone rozmieszczenie, przesuwając siły dalej na zachód — do bazy lotniczej Prince Sultan w pobliżu Rijadu, w głąb Arabii Saudyjskiej, do Jordanii, Izraela, południowej Europy i do bardziej odległych obiektów na Oceanie Indyjskim — a zatem poza zasięg najkrótszego zasięgu irańskich systemów. Memorandum z czerwca 2026 r., które zakończyło główną fazę wojny, zawierało już zobowiązanie do redukcji obecności wojskowej USA w Zatoce Perskiej. Rada Stosunków Zagranicznych i całe mnóstwo analiz wojskowych dochodzą do tego samego wniosku: wojna obnażyła podatność baz w Zatoce Perskiej na ataki, a presja na ich relokację rośnie.

Niedzielna wymiana ognia natychmiast wzmacnia tę dynamikę. Za każdym razem, gdy Iran demonstruje swoją zdolność do wystrzeliwania pocisków i dronów z lotnisk Al-Udeid i Jordanii – nawet jeśli większość z nich podobno zostaje zestrzelona – rosną koszty utrzymania wysokiej jakości systemów wojskowych w tym rejonie, a wewnętrzny argument Pentagonu na rzecz bardziej rozproszonych sił zyskuje na popularności. Ataki nie muszą niszczyć baz, aby były skuteczne; muszą jedynie sprawić, że staną się one nie do utrzymania jako skoncentrowane, dalekosiężne platformy operacyjne.

Iran wypiera siły USA z regionu za pomocą pocisków balistycznych i dronów. To sprawia, że ​​obecna taktyka militarna jest na tyle kosztowna, że ​​Waszyngton jest zmuszony ją zmienić – po cichu wycofując własne siły z cieśniny , którą rzekomo kontroluje, podczas gdy prezydent jednocześnie deklaruje, że może ją zaanektować.

Oficjalnym powodem ataku na Larak jest obrona przed miną. Jednak znacznie ważniejszym kontekstem jest irańsko-omańska próba zinstytucjonalizowania kontroli nad Ormuzem – przedsięwzięcie, którego celem mógł być dezorganizacja i odstraszanie, co kłóci się z twierdzeniem, że cieśnina i tak jest już amerykańska.

Irański odwet na Al-Udeid i dwie jordańskie bazy jest zgodny z ustalonym, wyrachowanym schematem Teheranu. Prawdziwy zysk strategiczny tkwi jednak w dalszym zwiększaniu presji na Pentagon, aby przemieścił swoje siły na zachód – z dala od wąskiego gardła i poza zasięgiem.

Cieśnina, którą faktycznie kontrolujesz, nie musi być odzyskiwana co kilka tygodni. Jednak w tym przypadku wydaje się, że właśnie tego potrzeba.

Źródło: „My to mamy”: Ściana stali powoduje kolejny wyciek w Larak w Cieśninie Ormuz

Od Hollywood do medycyny: Coraz więcej prominentnych osób domaga się wyjaśnień na temat potencjalnych szkód wyrządzanych przez szczepionki przeciwko

Surowiec to nie paliwo: Dlaczego wenezuelska ropa nie rozwiąże problemu niedoboru oleju napędowego i paliwa samolotów odrzutowych

Surowiec to nie paliwo: Dlaczego wenezuelska ropa naftowa nie rozwiąże problemu niedoboru oleju napędowego i paliwa samolotów odrzutowych

29 sierpnia 2026 Larry C. Johnson sonar21/feedstock-is-not-fuel-why-venezuelan-crude-cannot-fix-the-diesel-and-jet-shortage

Mój przyjaciel, Karl Miller, opublikował świetny artykuł, który demaskuje twierdzenia Trumpa dotyczące wenezuelskiej ropy jako masowy przykład gaslightingu. Streszczam jego artykuł zatytułowany „Wenezuelska ropa naftowa: Fizyczna baryłka i ustawa kapitałowa”, ponieważ nie jest on publicznie dostępny za pośrednictwem linku.

27 sierpnia 2026 roku prezydent Trump ogłosił, jak to określił, największą umowę naftową w historii świata – porozumienie między USA a Wenezuelą, dające Stanom Zjednoczonym większościową kontrolę nad ponad 65 miliardami baryłek wenezuelskich rezerw, co, jak powiedział, „znacznie obniży ceny benzyny dla wszystkich Amerykanów”. Oferta została przyjęta z ceną benzyny wynoszącą około 4,09 dolara za galon, o około 27% wyższą niż rok wcześniej i zmierzającą do najdroższego sierpnia w historii, ponieważ sześciomiesięczna wojna z Iranem i zakłócenia w Ormuzie nadwątliły jedną piątą światowych zasobów – a wybory uzupełniające odbyły się za dwa miesiące.

Niezależni analitycy zauważyli błędy arytmetyczne w tym harmonogramie: 30–50 milionów baryłek, o których mówił Trump, to mniej niż połowa dziennego globalnego zużycia, 65 miliardów to szacunki zasobów, a nie dostępne zapasy, a wpływ na cenę będzie odczuwalny dopiero za kilka lat.
Informacja Millera jest ukryta pod tym zarzutem, ale też bardziej fundamentalnym: wenezuelska ropa naftowa nie jest substancją, która mogłaby rozwiązać problem niedoborów odczuwanych przez Amerykanów na stacjach benzynowych. To nie jest magiczne rozwiązanie. W krótkiej perspektywie to w ogóle nie rozwiąże problemu.

Punkt, który najczęściej jest pomijany

Obecny niedobór dotyczy produktów – oleju napędowego i paliwa lotniczego – a wenezuelska ropa naftowa o wysokiej zawartości węgla nie jest produktem. Jest surowcem rafineryjnym. Nie da się załagodzić niedoboru destylatu średniego za pomocą baryłki, która wciąż musi zostać rozcieńczona, zmieszana, uszlachetniona, poddana koksowaniu i hydrorafinacji, zanim uzyska się z niej galon nadający się do użytku.

Właśnie dlatego odruch „włączenia Wenezueli” zawodzi sam w sobie. Nawet pomijając kwestię, czy Caracas może wyprodukować więcej, istniejące już baryłki nie zwiększają podaży tam, gdzie rynek jest napięty. Szybkie dostawy z USA byłyby w dużej mierze przekierowane od obecnych odbiorców Wenezueli – Chin, Indii i Europy – a nie tworzone w oparciu o globalną produkcję. To zmienia strukturę rafinerii i szlaki handlowe, ale nie naprawia fizycznego niedoboru. Przeniesienie baryłki z chińskiej rafinerii do amerykańskiej to zmiana adresu, a nie nowa baryłka, a tym bardziej nowy galon paliwa lotniczego.

Dlaczego luka surowcowa jest wiążąca

Przyczyną jest natura ropy naftowej. Około trzy czwarte wenezuelskiej produkcji do 2028 roku ma być ciężkie, bardzo ciężkie lub bitumiczne, przy czym Pas Orinoko dostarczy około 60%. Materiał ten jest surowcem wsadowym na samym początku procesu konwersji; gotowa baryłka destylatu znajduje się w wielu kapitałochłonnych etapach dalszego przetwarzania — koksowanie i hydro-przetwarzanie, wodór, czas sprawności rafinerii, wydajność, dystrybucja — a żaden z nich nie stanowi ładunku ropy Merey. Cena mówi to samo: Merey 16 wynosiła średnio 67,36 USD/bbl w lipcu 2026 roku, około 12,35 USD poniżej koszyka OPEC, co jest ceną rynkową w kosztach konwersji tej ropy na coś użytecznego. Wenezuela nie jest w stanie naprawić obecnego niedoboru ropy naftowej lub destylatów średnich, ponieważ brakującym elementem nigdy nie była ropa naftowa.

Strona podażowa tylko to wzmacnia

Nie da się też szybko określić wolumenu. Produkcja w lipcu 2026 r. wynosiła blisko 1,1 mln baryłek dziennie – około jednej trzeciej szczytowego poziomu 3,4 mln baryłek dziennie z 1998 r. – a system, który miałby ją podnieść, został wydrążony: EIA dokumentuje rurociągi sprzed ponad 50 lat, przerwy w dostawach prądu, ograniczone zasoby rozcieńczalnika i uszkodzone rafinerie, a PDVSA szacuje koszt samych rurociągów na około 8 mld USD. Rystad szacuje próg rentowności pełnego cyklu na 70–80 USD/bbl lub więcej, a jego scenariusz bazowy dodaje tylko około 194 000 baryłek dziennie do IV kw. 2028 r.; powrót do 3 mln baryłek dziennie zająłby ponad 150 mld USD w ciągu 10–15 lat. Miller podkreśla, że ​​duże rezerwy podziemne nie stanowią dostaw – a 65 mld baryłek w ogłoszeniu prezydenta to dokładnie taka liczba: szacunek zasobów, a nie harmonogram dostaw.

Ujawnione preferencje: co główni gracze już powiedzieli Białemu Domowi

Najsilniejszym potwierdzeniem nie jest model, ale zachowanie firm, które musiałyby sfinansować odbudowę. W Białym Domu 9 stycznia 2026 roku, krótko po odsunięciu Maduro od władzy przez USA, Trump upierał się, że branża wyda ponad 100 miliardów dolarów na odbudowę wenezuelskiego sektora naftowego. Zebrani nie wyrazili na to zgody. Darren Woods z ExxonMobil powiedział prezydentowi prosto w twarz, że Wenezuela jest, w obecnej sytuacji, „nieinwestowalna” – że trwałe ramy prawne, warunki handlowe i stabilność muszą być najważniejsze, a Exxon wyśle ​​jedynie zespół techniczny do oceny. Ryan Lance z ConocoPhillips powiedział, że system wymaga najpierw gruntownej restrukturyzacji; obie firmy miały swoje aktywa wywłaszczone za czasów Cháveza, a do 30 stycznia zarówno Exxon, jak i Chevron oświadczyły, że nie planują zwiększać wydatków Wenezueli w tym roku. Liczby przedstawione przed spotkaniem pokrywały się z szacunkami Millera: Rystad szacował, że samo podwojenie produkcji do 2030 r. będzie wymagało około 110 mld dolarów, a powrót do poziomu z 2000 r. będzie kosztował bliżej 185 mld dolarów.

Jeden z entuzjastów podkreśla tę kwestię. Chevron – jedyny amerykański gigant, który już tam produkuje, z prawie 250 000 baryłek dziennie na podstawie specjalnej licencji – twierdzi, że mógłby zwiększyć przepływy o około 50% w niecałe dwa lata, ale nawet to podnosi całkowitą produkcję Wenezueli do zaledwie nieco ponad 1,1 miliona baryłek dziennie, w porównaniu ze szczytowym poziomem bliskim 4 milionom. Mniejsi nowi gracze, tacy jak Hunt Oil i SLB, podpisali pierwsze nowe umowy z PDVSA w sierpniu, ale główni gracze, którzy najlepiej sfinansują odbudowę, oficjalnie odmawiają wystawienia czeków. Kiedy osoby posiadające kapitał nazywają surowiec nie inwestowalnym, nie jest to krótkoterminowe rozwiązanie w zakresie dostaw.

Wenezuela to długoterminowa opcja odbudowy wydobycia ciężkiej ropy naftowej, a nie awaryjne źródło dostaw – a tym bardziej rozwiązanie w zakresie paliwa. Istniejące ładunki można przekierować, ale zmienia to mapę handlu bez dodawania baryłki netto ani galona gotowego; sensowna nowa produkcja jest odległa o lata i ponad sto miliardów dolarów, a firmy, które miałyby ją sfinansować, głośno o tym mówią. Niezależnie od tego, ile warta jest „największa umowa naftowa w historii świata” w ciągu dekady, nie obniży ona cen oleju napędowego ani paliwa lotniczego w tym roku. Problem niedoboru destylatów nie zostanie rozwiązany w Caracas.


Oto mój najnowszy wywiad dla Counter Currents z wielkim Robertem Barnesem:

Waszyngton demontuje swoje imperium, wojna po wojnie — Robert Barnes

Nima poprosił mnie o komentarz na temat dystansowania się USA od kurdyjskich Peszmergów:

Larry Johnson: USA wstrzymają wszelką pomoc wojskową dla kurdyjskich peszmergów

Sulaiman, powołując się na doniesienia medialne, poprosił mnie o komentarz w sprawie żądania Arabii Saudyjskiej, aby Stany Zjednoczone rozpoczęły nowe ataki na Hutich:

PILNE: TRUMP ODRZUCIŁ WNIOSEK ARABII SAUDYJSKIEJ, POROZUMIENIE O POROZUMIENIU ZERWANE Z POWODU GAZY Z UDZIAŁEM CIA LARREGO JOHNA

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie