Czy wielkie królestwo upadnie?

Czy wielkie królestwo upadnie?

Autor: AlterCabrio, 2 marca 2026

Okres płynności i zmian, jaki właśnie się zaczyna jest dla Polaków wyzwaniem i możliwością. Wyzwaniem, bo nie będzie bezpiecznie, jak nam wmówiono, gdy kaperowano nas do UE i NATO. Możliwość, bo to, co spotka Polaków i jak będzie się żyło w Polsce przez najbliższe lata, a może i dekady, w dużej mierze zależeć będzie od nas. Potrzeba nam wizji, przywództwa i właściwej komunikacji społecznej. Główne siły polityczne i medialne nie mają niczego. Wizję zawsze brali z zagranicy, tj. z Unii, Niemiec, USA, a tak naprawdę od Żydów. Przywództwo polegało na desygnowaniu przez siły zagraniczne kogoś na stanowiska lidera, promowanie go i utrzymywanie na pozycji, przy założeniu, że właściciele mają na liderów kwity. To dotyczy prawie całego establiszmentu politycznego III RP.

Obraz tytułowy: ruiny Sardes, stolicy Lidii, siedziby Krezusa LINK

======================================================

Usrael: czy wielkie królestwo upadnie?

Współczesność aż nazbyt staje się podobna do przeszłości. Wszystko to już było, z wyjątkiem nowych narzędzi, które przecież trzeba wypróbować. Nowe bomby, rakiety, samoloty, drony, broń jądrowa i inne zabawki – III Wojna Światowa rozkwita.

Był rok 547 przed narodzeniem Chrystusa. Na obszarze dzisiejszej zachodniej Turcji znajdowało się potężne królestwo Lidii, którego władcą był Krezus, syn Alyattesa, król z dynastii Mermnadów. Jego imię przeszło do naszej współczesności jako synonim wielkiego bogacza, był bowiem Krezus jednym z najpotężniejszych i najbogatszych ludzi swoich czasów, coś jakby Trump. Musk i Rotszyld w jednym. U jego granic rosło w potęgę imperium Persów, rządzone przez Cyrusa II Wielkiego. Zechciał więc Krezus zaatakować je i zredukować zagrożenie. Przedtem jednak postanowił poradzić się bogów, udał się więc do Delf, do słynnej wyroczni. Na zapytanie o wróżbę dla wojny, Pytia odpowiedziała, że jeśli Krezus przekroczy graniczną rzekę Halys, upadnie wielkie królestwo. Krezus odczytał to jako pomyślną wróżbę i wraz z armią przekroczył rzekę, i przegrał. Upadło jego królestwo, Lidia, które włączone zostało do imperium Persów.

Czytaj też:

Początek wojny, cz.1 Trump przeciwko światu

Wojna-groźba-szansa

Mamy rok pański 2026 od narodzenia Chrystusa, 2572 lata od tamtych wydarzeń, a dzieją się one jakby na nowo na naszych oczach. Dnia 28 lutego b.r. imperium Usraela napadło na Iran, dawniej zwany Persją, napadem powietrznym. Doprowadziła do tego cała sekwencja wydarzeń, których punktem kluczowym jest powstanie państwa Izrael w 1948 r. Przygotowania do utworzenia tego tworu trwały już od końca XIX wieku. W II jego połowie wśród Żydów wschodnich, inaczej aszkenazyjskich, nazywanych przez Żydów sefardyjskich pogardliwie „Ostjuden” powstał ruch polityczny, zwany syjonizmem. Głosił on ideę odbudowy starożytnego państwa Izrael na obszarze Palestyny, tak, aby Żydzi z całego świata mogli wreszcie swobodnie żyć w swoim państwie, aby nie zagrażały im nigdy więcej prześladowania i pogromy, aby wreszcie mogli być u siebie. Starania te poparła londyńska gałąź Rotszyldów, i stąd po nitce do kłębka, sterując polityką Wielkiej Brytanii, Cesarstwa Niemieckiego, Cesarstwa Austrii, Francji, USA, Rosji sowieckiej, wywołując wojny i rewolucje, wynosząc i obalając rządy, wzmacniając i rozbijając państwa udało się Żydom doprowadzić do powstania państwa Izrael. Dziś, po 78 latach wiadomo o tym projekcie więcej, niż wtedy. Wiadomo, że historycznie nie ma żadnej kontynuacji między Izraelem starożytnym a dzisiejszym, to twór zupełnie nowy ze starą nazwą. Także etnicznie współcześni ludzie, zwani Żydami nie pokrywają się z Żydami z czasów Chrystusa, a raczej bliżej im do Chazarów, szczególnie, jeśli uwzględnimy Ostjuden.

Powstanie tego państwa nie spowodowało, że Żydzi z całego świata wrócili do ojczyzny, przeciwnie, nadal ich diaspora trzyma się mocno w wielu krajach, szczególnie w USA, i nie zamierzają wyjeżdżać do Izraela. Raczej starają się wzmocnić swoją pozycję wśród elit rządzących różnych państw, co udało im się szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Celem nie była również budowa przestrzeni wolności i pokoju, co widać na przykładzie Gazy i stosunku Izraela do innych państw. Nawet dla samych Żydów Izrael nie jest szczególnie wolnościowy, co pokazało się podczas ogromnych manifestacji w tym kraju przeciwko premierowi Netanjahu. Wydaje się więc, że celem syjonizmu było coś innego: stworzenia państwa, położonego w jednym z najbardziej strategicznych miejsc na świecie, które będzie pivotem – sworzniem, wokół którego kręcił się będzie cały świat.

Iran, wcześniej znany na świecie jako Persja, od zawsze był monarchią, a król zwał się tam szachem. Nie zawsze jednak szachowie pochodzili z prawowitych dynastii, były zamachy stanu, wojny domowe, ingerencje innych państw. Na początku XX w. Iran stał się de facto kondominium brytyjsko-rosyjskim, a większość dochodów z bogatych złóż ropy Iranu szło do brytyjskich właścicieli koncesji wydobywczych. Na tronie irańskim zasiadł osadzony przez aliantów zachodnich ród Pahlawich. Po II Wojnie Światowej Irańczycy podjęli próbę odzyskania suwerenności i wyrwania się z zależności zarówno wobec ZSRR, jak i Zachodu. Na czele tego ruchu stanął premier Mohammed Mossadegh. W 1953 r. ruch ten został obalony przez amerykańską CIA i brytyjską MI6. Szach Reza Pahlawi stał się odtąd faktycznym dyktatorem kraju i rozpoczął program pospiesznej modernizacji kraju. Oznaczało to otwarcie Iranu na wszystkie destrukcyjne prądy kulturowe, które już wtedy zaczęły niszczyć Zachód, w połączeniu z całkowitym przejęciem Iranu przez zachodnie korporacje i interesy. Wszystko dla Iranu miało być sprowadzane z zagranicy, irańska miała być tylko ropa. Na tym bardzo bogacił się szach i jego kamaryla oraz zachodni właściciele dóbr Iranu, tracili na tym wszyscy Irańczycy. Opór społeczeństwa irańskiego przeciwko obcym wzorcom kulturowym oraz drenażu kraju z bogactw był brutalnie tłumiony przez policję polityczną. Kraj był oficjalnie liberalny, ale faktycznie dyktatorski. Z Iranu nie korzystali Irańczycy, ale właściciele z obcych krajów, a Irańczycy stali się pariasami we własnym kraju. Szach Pahlawi był również bardzo proizraelski.

Wszystko to zmieniło się nagle w 1979 r, gdy Irańczycy powiedzieli: dość i zorganizowali Irańską Rewolucję Islamską. Ludziom na Zachodzie, również Polakom sprzedano haggadę, że okrutny reżim dzikich ajatollahów, fanatyków religijnych gwałtem zdobył władzę, obalając dobrego i łagodnego władcę, po czym wprowadził tam okrutny terror i biedę. Prawda zaś jest taka, że to szach Reza Pahlawi był zamordystą, pozwalającym na okradanie swojego kraju przez Zachód i syjonistów w zamian za prowizję. Rewolucja i ajatollahowie przywrócili zaś w Iranie naturalne ustawienia, działające tam od wieków. Zaburzenia ekonomiczne Iran u wynikają zaś z tego, że po 1989 r. kraj ten jest ustawicznie atakowany i prześladowany na świecie przez swoich wrogów, szczególnie przez Usrael. W latach 1980-1988 toczyła się okrutna i wyniszczająca wojna iracko-irańska, rozpoczęta napaścią Iraku Saddama Husseina. Od początku swojego istnienia Islamska Republika Iranu obłożona jest przez Usrael i większość świata sankcjami ekonomicznymi, które duszą rozwój tego kraju. Największym jednak wrogiem Iranu jest Izrael, co sprawia, że sankcje są wciąż tak dotkliwe.

Izraelowi odzyskanie przez Iran niepodległości utrudniło plany, polegająca na budowie Wielkiego Izraela, czyli opanowaniu całego Bliskiego Wschodu, oraz kontroli głównych przepływów strategicznych świata. Obecnie, gdy Chiny rozpoczęły budowę Nowego Jedwabnego Szlaku, który omija terytoria, kontrolowane przez Usrael, ten naprędce zbudował Nową Żelazną Kurtynę, rozciągającą się od Morza Barentsa do Morza Arabskiego.

Kurtyna przebiega m.in. wschodnią granicą Polski, przechodzi przez linię frontu na Ukrainie, wschodnią granicę Turcji, Syrię, Irak, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Brakuje jednego ważnego elementu: Iranu, który dodatkowo zaopatruje Chiny w węglowodory. Usrael ma własny projekt nowego szlaku handlowego: korytarz ZEA-Izrael. Ma on uzależnić od siebie zarówno Azję, jak i półkulę zachodnią i Afrykę. Jego uruchomienie oznaczałoby, że wszystkie te obszary zależą od Usraela i dolara, co dałoby ich władcom coś w rodzaju władzy nad światem. Wymaga to jednak zablokowania szlaku Chińczyków, czyli utrzymania Żelaznej Kurtyny i opanowania Iranu. To jest właściwy powód, dla którego Usrael wciąż oskarża Iran o budowę broni atomowej, a opinia publiczna na Zachodzie przekonana jest, że w Iranie rządzą okrutni fundamentaliści, terroryzujący społeczeństwo Iranu i cały świat.

W rzeczywistości Iran dąży do budowy energetyki atomowej, aby nie popaść w kryzys energetyczny, do którego zmierza właśnie Europa. Irańczycy mieli pomysł na własną bombę, czemu nie można się dziwić, skoro Izrael ma bombę i wciąż grozi Iranowi. Z Iranem można się jednak dogadać, w 2015 r. zostało zawarte porozumienie międzynarodowe o kontroli irańskiego programu broni jądrowej, które stronami były: Iran, USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Chiny, Niemcy, Unia Europejska. Od tamtej pory irańska technika jądrowa jest pod stałą kontrolą Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, w odróżnieniu od Izraela, który nie przyjmuje żadnych kontroli. Jednakże w 2018 r. podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa z porozumienia wycofały się USA.

Izrael nie zaprzestał jednak ataków, a dzięki poparciu Trumpa podczas drugiej kadencji zaatakował Iran rakietami i lotnictwem w dniu 13 czerwca 2025 r. Iran jednak skutecznie odpowiedział rakietami i dronami, przebijając izraelskie systemy obrony, co zdumiało, przeraziło i rozwścieczyło Żydów. Gdy zaczęły im się kończyć rakiety, zmusili USA do wysłania bombowców, aby zbombardowały irańskie cele, związane z techniką jądrową. USA poprzestały na jednym ataku, po czym prezydent Trump nagle przerwał działania wojenne, nazywając tą kampanię „wojną dwunastodniową”.

Cały świat spodziewał się jednak kontynuacji, i ona nastąpiła w postaci próby przeprowadzenia kolorowej rewolucji w Iranie. Pod koniec grudnia rozpoczęły się protesty w Teheranie, których początkiem był strajk sprzedawców telefonów komórkowych. Dalej poruszamy się już w sferze hipotez, i tak należy traktować poglądy, które dalej zostaną zaprezentowane. Masowe protesty były operacją służb Usraela, tak samo, jak wiele innych kolorowych rewolucji: Pomarańczowa Rewolucja i Euromajdan na Ukrainie, próba obalenia Łukaszenki na Białorusi w 2020 r., Arabska Wiosna, rewolucja bolszewicka w Rosji i wiele innych. Usrael zaangażował tam potężne siły i środki, traktując to jako operację pierwszoplanową najwyższego priorytetu.

Skierowano tam agentów z innych frontów i rozkręcono spiralę emocji i przemocy. Władze Iranu były jednak na to przygotowane. Pamiętając, jak koordynowano Arabską Wiosnę, Iran wyłączył Internet, co uniemożliwiło siłom wroga skrytą komunikację. Agenci Usraela komunikowali się przez Starlinki, co jednak umożliwiło ich namierzenie. Złapano około 800 agentów, co pokazuje ogromną skalę operacji. Zakończyła się ona całkowitą klęską Usraela, i pogromem jego tajnej armii agentów, elity służb, ludzi wyszkolonych, doświadczonych i sprawdzonych. To potężna klęska materialna, operacja to musiała bowiem kosztować Usrael krocie. Gorsze jednak są utrata zasobów wyszkolonych służb i koszty wizerunkowe, i to zarówno w oczach ich własnych ludzi, ich sojuszników i ich wrogów. Okazało się bowiem, że Usrael można pokonać. Dokonało tego pogardzane dotąd państwo Trzeciego Świata, wspierane co prawda przez Chiny i Rosję. Nagle w oczach całego świata pojawiła się zapowiedź zmierzchu imperium Usraela, wzmocniona aktami Epsteina.

Krótko po klęsce armii tajnej USA zostały zmuszone przez Żydów do gwałtownej mobilizacji armii jawnej. W rejon Iranu zostały skierowane dwa potężne lotniskowce wraz z wielką flotą towarzyszącą, wielkie siły lotnicze, znaczne siły lądowe. Bazy USA, rozmieszczone w różnych krajach wokół Iranu zostały postawione w stan gotowości. Dnia 28 lutego 2026 roku około godziny 8 rano siły zbrojne Izraela i USA zaatakowały terytorium Iranu. Zbombardowano kilkadziesiąt celów, zarówno wojskowych, jak też cywilnych. Zginęli cywile, w tym dzieci. W sposób terrorystyczny zaatakowano dowódców i przywódców. Zginął również duchowy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei. Zabito też członków jego rodziny. Natychmiast wzniosły się w niebo irańskie rakiety i drony, wycelowane w terytorium Izraela jak i w bazy amerykańskie w innych państwach Bliskiego Wschodu. Po dwóch dniach wojny Usrael chwali się zwycięstwem, jednocześnie zapowiadając, że operacja potrwa 4 tygodnie. Coraz więcej komentatorów używa pojęcia „III Wojna Światowa”. Wojna rozlała się z Iranu na inne kraje regionu. Co będzie dalej, nie potrafi przewidzieć nikt, również Żydzi.

Co takiego może się wydarzyć? Usrael może poprzestać na bombardowaniach i rujnować Iran. Nie zmienią w ten sposób władzy w tym kraju, ale spowodują wiele szkód i zadadzą wiele strat. Sami poniosą ogromne koszta i straty w bazach i w Izraelu. Jeśli zaatakują siłami lądowymi, opanują węzłowe punkty, ale całego terytorium im się nie uda. Będzie tak, jak Afganistanie, tylko bardziej. Poniosą koszty i straty znacznie większe, a wielu amerykańskich chłopców wróci w trumnach. Nawet, jeśli osadzą swój rząd w Teheranie, kraj będzie walczyć. Śmierć ajatollaha Chamenei, starca 87-letniego, który i tak niedługo umarłby ze starości, dostarczyła Irańczykom męczennika, symbolu, wokół którego będą się jednoczyć.

Usrael mocno wściekł Irańczyków i inne ludy muzułmańskie i dostarczył im motywacji do walki. Należy też założyć, że Chiny i Rosja będą na różne sposoby wspomagać Iran, tak, jak obecnie USA wspiera Ukrainę. Usraelici nie wygrają tej wojny, choć zadadzą wielkie straty. Sami jednak utracą hegemonię światową. Rząd dusz i wiarygodność już utracili. Odtąd nikt nie będzie ufał USA, i zapewnieniom ich przywódców. Każdy już może dostrzec, jak bardzo to państwo i jego władze należą do Żydów. USA i Izrael stracili więc przewagę moralną i informacyjną. Każdy wie, jacy są, i że można po nich spodziewać się wszystkiego. Zniknęła również różnica między USA i Rosją, skoro robią to samo. Tyle, że Rosja ma podstawy swoich działań w prawie międzynarodowym, a Ameryka łamie wszystko.

Czytaj też:

Europa w uścisku nowej Chazarii-cz.I

Te wydarzenia będą też miały konsekwencje dla Europy. USA nie są w stanie prowadzić dwóch wielkich wojen materiałowych naraz. Wojna ukraińska będzie musiała zostać zakończona lub przekazana Europie. Zakończenie może polegać na przekazaniu Ukrainy pod wpływ Rosji, trudno wyobrazić sobie coś innego. Jeśli postanowią przekazać Europie, skierują do wojny Polskę na mięso armatnie, aby zyskać trochę czasu. Bardziej na dziś prawdopodobny wydaje się pierwszy wariant. Można też z pewnością założyć, że radykalizacji ulegnie Europa, to znaczy muzułmańskie rzesze nowych Europejczyków, ściąganych masowo zaczną atakować sojuszników Ameryki i Żydów, i Europa stanie się obszarem konfliktów politycznych Trzeciego Świata. Na pewno nie będzie tak, jak jest dziś, świat i Europa ulegnie przemianie, i ta przemiana nie będzie łagodna i pokojowa. Krezus zaatakował, i zobaczymy, jak to zniesie jego własne królestwo.

Okres płynności i zmian, jaki właśnie się zaczyna jest dla Polaków wyzwaniem i możliwością. Wyzwaniem, bo nie będzie bezpiecznie, jak nam wmówiono, gdy kaperowano nas do UE i NATO. Możliwość, bo to, co spotka Polaków i jak będzie się żyło w Polsce przez najbliższe lata, a może i dekady, w dużej mierze zależeć będzie od nas. Potrzeba nam wizji, przywództwa i właściwej komunikacji społecznej. Główne siły polityczne i medialne nie mają niczego. Wizję zawsze brali z zagranicy, tj. z Unii, Niemiec, USA, a tak naprawdę od Żydów. Przywództwo polegało na desygnowaniu przez siły zagraniczne kogoś na stanowiska lidera, promowanie go i utrzymywanie na pozycji, przy założeniu, że właściciele mają na liderów kwity. To dotyczy prawie całego establiszmentu politycznego III RP.

Co do komunikacji, za przykład niech posłuży główna telewizja pisfery w dniu 1 marca 2026 roku. Redaktorzy niepewni, nie wiedzą, co się dzieje i co mają mówić, widać niemalże przerażenie, tak, jakby po raz pierwszy zetknęli się czymś rzeczywistym i groźnym. Nie wiedzą, co mają mówić, bo nie wiedzą nawet, co mają myśleć. Włączają się odruchowe, wyuczone reakcje emocjonalne dobrze wytresowanych szabesgojów: Ameryka dobra, o Żydach wcale albo dobrze, Iran zły, Rosja zła. Na naszych oczach rozpadły się wszystkie narracje, zarówno lewacka, jak i prawacka. Teraz już ani Unia nie jest dobra, ani Trump nie jest dobry, a udziału Izraela nie da się już ukryć. Dziennikarzełki prawackie przy takiej niepewności zawsze wracają do źródła, do matecznika, więc zamiast widoku nocnego Warszawy pokazują Tel Awiw w nocy, i jak tam jest spokojnie.

W tym całym chaosie pewny jest tylko jeden kierunek. Spójna wizja, przywództwo i komunikacja są dziś w jednym miejscu: w Koronie, i kto nie chce dać się podbić, niech idzie tam. A więcej o tych rzeczach znajdą Czytelnicy w Poradniku świadomego narodu.

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

______________

Usrael: czy wielkie królestwo upadnie?, Bartosz Kopczyński, 2 marca 2026

Dugin: Nadchodzi „królestwo” Epsteina?

Dugin: Nadchodzi „królestwo” Epsteina?

To, co wydarzyło się pierwszego dnia wojny między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem z Iranem, zasadniczo zmienia równowagę sił na świecie, a także zasady polityki międzynarodowej.

Trump od dawna twierdzi, że prawo międzynarodowe nie istnieje: „To, co uważam za moralne, jest tym, co uważam.” W zasadzie, po porwaniu Maduro i ustanowieniu bezpośredniej zewnętrznej kontroli nad Wenezuelą, a także po uderzeniach na Iran wraz z zniszczeniem wojskowych, politycznych i religijnych przywództwa kraju, suwerennej potęgi, która była w stanie negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi i ich nie porzuciła, nie można już rozmawiać o zasadach, prawie ani żadnych normach stosunków międzynarodowych na świecie.

Rzeczywiście, teraz działa tylko prawo siły. Ten, kto uderza szybciej lub wykonuje tę czy inną akcję szybciej, ma rację. A wszystko inne staje się tylko dodatkowym uzasadnieniem. To znaczy, teraz ważne jest, by zadać decydujący cios wrogowi, przełamać jego opór, zniszczyć przywództwo i uderzyć w główne obiekty wojskowe i energetyczne. A potem możesz rysować, jak chcesz, uzasadniać to i długo się zastanawiać.

Myślę, że teraz niemal wszystko zależy od tego, jak długo i jak zdecydowanie Iran będzie w stanie się bronić. Jeśli będzie kontynuował tę wojnę po zniszczeniu przywództwa politycznego, jeśli nie podda się, nie wywiesi białej flagi i nie skapituluje, może to źle skończyć się dla samego Zachodu. W końcu wtedy wszyscy inni zaczną zachowywać się tak samo, nie zwracając uwagi na nic i przeceniając swój potencjał. To uwolni ręce wielu regionalnych mocarstw, które zrobią, co tylko zechcą. Więc bardzo szybko może dojść do użycia broni nuklearnej – być może w konflikcie pakistańsko-afganistanskim, a może w innych sytuacjach. Zdecydowanie nie ma żadnych zasad.

Krótko mówiąc, jeśli Iran będzie się nadal bronił pod przewodnictwem nowego przywództwa, może to prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji dla samego Zachodu, obrócić się przeciwko Trumpowi, Stanom Zjednoczonym i krajom NATO.

Ale jeśli sytuacja z Wenezuelą powtórzy się – albo nowe przywództwo ogłosi kapitulację, albo wojsko po prostu nie będzie w stanie kontynuować działań wojennych, wojna będzie krótka. W tym przypadku będziemy musieli spodziewać się podobnego scenariusza. Nie ma co do tego wątpliwości: Trump i Zachód, widząc, że taki plan działa, po prostu wyeliminują główne polityczne i wojskowo-polityczne przywództwo Rosji.

Do tej pory już widać, że zachowujemy się niezdecydowanie. I według tego samego modelu, podczas kolejnych negocjacji z Kushnerem i Whitkoffem, zostaniemy zaatakowani. Może nawet przy pomocy broni jądrowej. Dlatego uważam, że sytuacja jest dla nas krytyczna. Nie stanęliśmy w obronie Wenezueli czy Iranu, Chiny również pozostają neutralne. Ale w tym przypadku Chiny będą następne po nas. A wtedy „królestwo” Epsteina będzie panować nad całym terytorium ludzkości.

Chciałbym podkreślić, że już dziś możemy powiedzieć, że nie mamy do czynienia tylko z liberalnym Zachodem. Liberalizm bardzo szybko zniknął i zniknął z agendy. Nikt już nie mówi o wartościach liberalnych czy demokracji – to wszystko już przeszłość.

Teraz jest kult Baala, kult złotego cielca, kult światowej potęgi, kult Stanów Zjednoczonych i Izraela. To cywilizacja przemocy, satanizmu, kanibalizmu, perwersji i pedofilii. A ta „pedofilska cywilizacja Baala” zrzuca maski na naszych oczach i zaczyna atakować na poważnie.

To, co się dzieje, bardzo przypomina czasy końcowe z każdego punktu widzenia. A jeśli nie znajdziemy siły, by zrozumieć sytuację, znajdziemy się w katastrofalnej sytuacji. Wiele osób mówi: „To nie czas na panikę”, ale czasem lepiej być pesymistą, niż myśleć, że przetrwamy. Iran jest ostatnią przeszkodą w bezpośredniej wojnie między cywilizacją Baalów a Rosją.

Gdybyśmy mieli wystarczająco dużo woli i determinacji (choć mam co do tego duże wątpliwości), musielibyśmy zacząć działać według tych samych zasad, według których wszyscy inni już działają. Oznacza to, że wyeliminowanie wojskowo-polityczne przywództwa Ukrainy i, nie zwracając uwagi na koszty, realizacja celów specjalnej operacji wojskowej.

Ale obawiam się, że nie odważymy się tego zrobić, tylko kontynuować starą piosenkę.

A potem, powtarzam, rakiety dotrą do Moskwy dokładnie podczas negocjacji z Kushnerem i Whitkoffem, dosłownie według scenariusza irańskiego. Cywilizacja Baala jest prosta: powtarza te same scenariusze – i działają one raz za razem. Bo wszyscy uważają, że dotyczy to tylko Kaddafiego, Husajna, Miloszevicia, Mubaraka, Nasrallaha, Assada czy Chameneiego, ale nie jego osobiście.

I tak, krok po kroku, cywilizacja Baala osiąga swoje cele.

Dlatego albo pilnie się zmobilizujemy, albo sytuacja będzie niezwykle trudna. A jeśli wciąż mamy złudzenia, oznacza to, że w naszym własnym obozie jest jakaś najgłębszy fałsz. Szczególnie widoczne na tle wydarzeń w Iranie – katastrofy na skalę globalną. Zginęli tam wspaniali ludzie, wspaniałe postacie duchowe. Dla porównania, wygląda to tak, jakby patriarcha Moskwy, prezydent, szef Sztabu Generalnego i wszyscy kluczowi ministrowie zostali zabici jednocześnie. A jednocześnie – morderstwo ponad stu uczennic i niewinnych dusz, które zginęły od rakiet. Czy można po tym pozostać obojętnym i udawać, że nas to tak naprawdę nie dotyczy: mówią, że naszą sprawą jest partia.

Dlatego jeśli to wszystko zniesiemy i będziemy milczeć, następnym razem oni zrobią to samo nam. Dlatego jestem absolutnie pewien, że w obecnej sytuacji powinniśmy natychmiast wprowadzić stan wyjątkowy. Przynajmniej na poziomie najwyższego kierownictwa. W końcu sytuacja staje się dla nas po prostu krytyczna.

Aleksander Dugin

Za: geopolitica.ru

Prof. Bartyzel: Po ataku na Iran

Prof. Bartyzel: Po ataku na Iran

Prof. Jacek Bartyzel; 28 lutego 2026 myslkonserwatywna/prof-bartyzel-po-ataku-na-iran/

Natychmiast po napaści Izraela, wspomaganego przez USA, na Iran rozległ się u nas klangor entuzjastów, podobnych tym, którzy widząc jak opryszkowie kogoś biją, krzyczą podnieceni: „dobrze mu tak”, „należało mu się”, „jeszcze mu dołóż”! Przyczyny tego są oczywiście dwie: z jednej strony przywyknięcie do serwilizmu wobec amerykańskiego Wielkiego Brata Hegemona, z drugiej obsesyjna nienawiść i strach przed Rosją (toteż kto do spektaklu kibicowania napastnikom się nie przyłącza, natychmiast staje się „ruską onucą”).

„Argument” kibiców Izraela jest następujący: Iran to sojusznik Rosji, a więc atak na niego jest usprawiedliwiony i w naszym interesie. Jest to pokrętna pseudo-logika, albowiem z faktu, iż Iran w szerszym geopolitycznym kontekście znajduje się po tej samej stronie, co nasz teoretyczny wróg Rosja – podkreślam: teoretyczny, bo przecież na żadnej realnej wojnie z Rosją na razie przynajmniej nie jesteśmy, co najwyżej werbalnej, to znaczy my [t.zn. rząd warszawski. md] nieustannie Rosji pyskujemy, a ona czasami się w swoim niedźwiedzim stylu odwinie – wcale nie wynika, że musi być i naszym wrogiem.

Mamy tu doskonały przykład z czasu II wojny światowej, kiedy to, po przystąpieniu do wojny Stanów Zjednoczonych, nasi alianci zmusili nas do wypowiedzenia wojny Japonii, ale rząd japoński po rycersku odmówił przyjęcia tego wypowiedzenia, zaznaczając, iż wie, że czynimy to pod naciskiem sojuszników i że walczymy o własną wolność. Bo istotnie nie było żadnego powodu, dla którego mielibyśmy walczyć z Japończykami i na Dalekim Wschodzie. Nie mieliśmy żadnych sprzecznych interesów, a nasze dotychczasowe stosunki były wręcz przyjazne.

I dokładnie tak samo obecnie jest z Iranem. Nie mamy żadnych interesów sprzecznych z tym państwem oraz własnych interesów politycznych na Bliskim Wschodzie, a stosunki polsko-irańskie do obecnego czasu, kiedy znaleźliśmy się w gronie satelitów USA, też był zawsze dobre i przyjazne, począwszy od antytureckiego przymierza polsko-perskiego w XVII wieku.

Wedle tej samej pseudo-logiki wynikałoby, że skoro sojusznik Rosji Iran miałby być naszym wrogiem, to sojusznik USA Izrael powinien być naszym sojusznikiem, a może nawet przyjacielem. Czujecie Państwo groteskowość tego wniosku? W czymże to Izrael okazuje nam przyjaźń? W ogóle mamy jakiś formalny sojusz z tym państwem, który by nas do czegoś obligował, choćby do werbalnego popierania aktów jego agresji? A może przynajmniej Izrael jest antyrosyjski? Bzdura, z Rosją Putina ma stosunki wyśmienite. Już o to dba ulubiony oligarcha Putina, Wiaczesław Mosze Kantor.

Ale sprawa ma również wymiar „ideologiczny”. Poplecznicy Izraela nieodmienne o państwie irańskim piszą „reżim ajatollahów”, co oczywiście ma wywoływać, jak u psa Pawłowa, odruch odrazy i wrogości. Otóż ja oświadczam jasno, że przeciwko „reżimowi ajatollahów” nic szczególnego nie mam. Ustrój Iranu uważam za całkiem udaną mieszankę teokracji z demokracją (nieliberalną), zakorzenioną w tradycji muzułmańskiej filozofii politycznej Al-Farabiego („Państwo doskonałe”), a pośrednio także – ponieważ Al-Farabi był platonikiem – w filozofii Platona, tylko nie w idei państwa najpiękniejszego z „Politei”, tylko raczej „państwa drugiego rzędu” w „Prawach”, bo to jest ściśle teokratyczne.

Oczywiście szkoda, że jest to teokracja islamska, a nie chrześcijańska, ale takie są realia wyznaniowe tego kraju. Zresztą tradycyjna nauka katolicka akceptowała jako „hipotezę” państwa wyznające inne religie, tam gdzie ludność nie jest chrześcijańska albo chrześcijanie stanowią mniejszość, pod warunkiem, że państwa te przestrzegają zasad prawa naturalnego oraz nie prześladują chrześcijan i zezwalają im na praktyki religijne.

A Irańska Republika Islamska oba te warunki spełnia, choć drugi niedoskonale, to znaczy toleruje chrześcijan będących nimi od pokoleń i przyznaje im też prawa polityczne, nie zezwala natomiast na prozelityzm chrześcijański, za który nawet grozi śmiercią. Tak czy inaczej teokracja irańska jest sto razy lepszym ustrojem niż zachodni demoliberalizm, więc kto na nią pomstuje i może pragnie jej obalenia, ten przyłącza się co najmniej do „misjonarzy” demokracji „walczącej”, narzucanej przy pomocy bomb i napalmu, a w najgorszym do skrajnego lewactwa, które będzie usatysfakcjonowane dopiero wtedy, kiedy w Iranie będzie legalna sodomia i związki jednopłciowe.

Prof. Jacek Bartyzel

Wojna z Iranem «w imię Epsteina». Ilu, spośród 320 mln. Amerykanów, czuje się zagrożonych przez Iran?

Wojna z Iranem «w imię Epsteina»

Date: 28 febbraio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/wojna-z-iranem-w-imie-epsteina/

Massimo Viglione

Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły bombardowanie Iranu. Trump powiedział, że robi to „w celu obrony Amerykanów”.

Chciałbym wiedzieć dwie rzeczy:

1) Ilu, spośród 320 000 000 Amerykanów, naprawdę czuje się zagrożonych przez Iran?

2) Dlaczego zawsze atakuje się Iran, a nigdy Arabię Saudyjską?

Te dwa naiwne pytania mogłyby zostać zadane przez jakiegoś dzieciaka.

Każdy zaś, kto nie jest już dzieckiem, powinien domyślić się, że owo bombardowanie – w pewien sposób – ma związek z wyspą Epsteina. Można nawet powiedzieć, że zostało przeprowadzone “w imię Epsteina” oraz wszystkiego, co kryło się i kryje za tą postacią. Nie będę precyzował dlaczego: byłoby to całkowicie bezcelowe, jako że słowa nie mają mocy tam, gdzie brakuje wyczucia w ocenie sytuacji.

Muszę jednak zwrócić uwagę na fakt, że „władcy świata” – tj. ci, którzy dysponują najbardziej aktywnymi i wszechmocnymi służbami specjalnymi na świecie – ci, którzy prowadząc wojny nie znają litości i zawsze wygrywają – ci, którym wszystko uchodzi na sucho – zawsze jednak owe wojny prowadzą prosząc o pomoc swych służących zza oceanu. Trochę jak barowy awanturnik, który kiedy decyduje się na bójkę, prosi o pomoc większego i silniejszego od siebie.

Od wczoraj krąży wiadomość, że do końca roku UE chce rozpocząć wojnę z Rosją. Kilka dni temu, w rocznicę wybuchu wojny na Ukrainie, budynki rządowe w Rzymie zostały oświetlone na żółto i niebiesko. Jakby chcieli powiedzieć: nie tylko niekończące się miliardy euro, nie tylko ciągłe prowokacje wobec Rosji (która niczego złego nam nie zrobiła), ale także niekończące się pranie mózgu mas, aby przygotować je na przyszłość ustaloną przez “władców świata”.

Rola włoskich i europejskich niewolników – polityków, finansistów i dziennikarzy – jest najbardziej haniebna ze wszystkich.

A co robią masy? – Wesoło podążają za telewizyjnym błaznem, który – mimo upływu osiemdziesięciu lat od tamtych wydarzeń – nadal indoktrynuje je w kwestii „ruchu oporu”, antyfaszyzmu i, oczywiście, szczepień.

Owo społeczeństwo nieuchronnie zmierza ku swojemu przeznaczeniu. A kiedy to nastąpi, każdy znajdzie się w miejscu i w sytuacji, na którą sam zapracował. Kto nie potrafi myśleć, kto nie chce słuchać, kto nie dostrzega znaków i powiązań, zasługuje na los, który go czeka; podobnie jak ten, kto myśli, słucha, dostrzega, ale nie protestuje – akceptując wszystko i podążając zaobecnymi wszędzie, bez wyjątku – sługami owego demonicznego i antyludzkiego systemu.

System Epsteina to nie tylko niepohamowana korupcja moralna i zbrodniczy satanizm praktykujący ofiary z ludzi. To coś znacznie więcej: to mentalne niewolnictwo ślepców, którzy sami skazali się na upadek w otchłań, niczym świnie opętane przez demony z przypowieści ewangelicznej.

Taka jest prawdziwa rola Epsteina, który stworzył armię orków Mordoru, aby podporządkować sobie, tak elity jak i bezkształtne masy. Kto potrafi, niech ucieka przed tym, co „w imię Epsteina”.

Ratunek nie nadejdzie od jakiegoś polityka, ale wyłącznie od Pana Boga. I będzie przeznaczony dla tych, którzy staną po Jego stronie.

Czyli „W imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”.

==================================

INFO: marcotosatti/guerra-alliran-nel-nome-di-epstein-massimo-viglione

facebook.com/massimo.viglione

wikipedia/Massimo_Viglione

Lotniskowiec amerykański „USS Gerald R Ford” napędzany przez dwa reaktory jądrowe – tonie. W gównie, przy Krecie.


Lotniskowiec amerykański tonie

[lotniskowiec, napędzany przez dwa reaktory jądrowe typu A1B. md]

Nearly 5,000 sailors, malfunctioning toilets: What’s happening on US’ largest warship amid Iran tensions?

FP Explainers February 25, 2026, firstpost/us-iran-tensions-uss-gerald-r-ford-toilets-malfunction

The USS Gerald R Ford, the world’s largest warship, is deployed in West Asia amid rising threats of the US striking Iran. However, for the 4,600-strong crew on board, the biggest problem is not the enemy, but blocked toilets

Nearly 5,000 sailors, malfunctioning toilets: What’s happening on US’ largest warship amid Iran tensions?

USS Gerald R Ford aircraft carrier is at Souda Bay on the island of Crete, Greece, February 24, 2026. Reuters

=============================================

The United States is preparing for a potential war with Iran, with the largest military build-up in West Asia in decades. The world’s largest warship has been deployed in the region to support any future American airstrikes on Iran.

The USS Gerald R Ford reportedly passed through the Strait of Gibraltar on Friday (February 20), heading east towards the Mediterranean. However, the enemy missile is not the biggest problem for the sailors on board the warship; it is the blocked toilets.

We take a look.

Toilet troubles on USS Ford

The USS Gerald R Ford’s toilet troubles were first reported by NPR in January.

Last June, after the aircraft carrier left its home port in Norfolk, several toilets went out of commission.

According to a 2025 internal engineering memo, dated 18 March, over 205 toilet breakdowns were recorded on the vessel in just four days last year.

More from Explainers

US orders partial evacuation of Beirut embassy amid rising Iran tensions How Trump’s escalation math doesn’t yet add up to war with Iran

The crisis on the US Navy’s $13 billion aircraft carrier reached a point where sailors were forced to wait for 45 minutes in queues to use the toilets.

Ford’s sewage system uses vacuum technology to transport waste from roughly 650 toilets on board, as per The Wall Street Journal (WSJ).

The problem stems from a design and engineering flaw in the vacuum system. Any issue with one head (toilet) can lead to all the toilets in that part of the ship losing suction, reported NPR.

USS Gerald R Ford
USS Gerald R Ford aircraft carrier arrives at Souda Bay on the island of Crete, Greece, February 23, 2026. Reuters

From T-shirts to rope, the crew found different items clogging the toilet. The most common problem was the back of the toilet coming loose.

Any temporary fixes while the ship remains in enemy waters are not possible.

Temporary repairs, such as acid flushes to dispose of calcium build-ups, can be performed when the vessel is safely docked in US shipyards.

With the warship currently deployed in hostile waters, there is “no prospect” of a permanent fix, as per ThePrint. 

The mechanical failure has triggered heated arguments between the crew and the sewage specialists, known as hull technicians.

An engineering head has reportedly complained that sailors are “mistreating and damaging” the system every day.

These hull technicians were working 19 hours a day to detect and fix leaks.

A Navy official told WSJ that the situation is improving and the problems have not obstructed the carrier’s ability to carry out its mission.

Why Gerald R Ford is facing toilet woes

The aircraft carrier USS Gerald R Ford has been at sea since last June. Once it left Norfolk, the problem appeared to have worsened.

In October, the Pentagon rerouted the warship to the Caribbean to support the US seizure of oil-carrying vessels near Venezuela.

Later, the ship was deployed for the US operation to capture Nicolás Maduro, then Venezuela’s president.

The Ford was reportedly slated for repairs at the US Navy’s public shipyard— Norfolk Naval Shipyard, Virginia — this year.

However, earlier this year, the crew was told that their deployment would be extended again, taking them back across the Atlantic Ocean to West Asia, reported WSJ.

During peacetime, carrier deployments are usually six months long, with planners considering a few months of potential overrun if needed, Mark Montgomery, a retired rear admiral, told the American newspaper.

The Ford sailors have been away from home for eight months already, leading to a possible deployment of 11 months, he said.

This would break the record for a continuous deployment by a US Navy ship.

How long deployment affects sailors

With 4,600 sailors on board and multiple toilets not functioning, compounded by a long deployment, the unfavourable conditions are bound to affect the crew.

Many sailors on the Ford are men and women in their early 20s. Some have missed the funeral of close ones, others the birth of their children.

https://youtube.com/watch?v=F7KiWL5dOz4%3Fautoplay%3D1%3Fim%3DFitAndFill%3D%28596%2C336%29

A sailor on board the Ford told WSJ that many crew members are “angry and upset”, with some even considering leaving the Navy at the end of the deployment.

The sailor said she was also strongly thinking about quitting, adding that she misses her toddler daughter.

Weary crews can hurt the entire Navy’s fleet, beyond just the Ford. Last year, the aircraft carrier USS Harry S Truman lost several jet fighters while countering Houthi rebel attacks in the Red Sea. This happened in April and May 2025, near the end of an eight-month deployment. A Navy investigation blamed the increased operational tempo of the operation.

Long deployments can also impact the ships themselves. After eight months at sea, equipment starts to break, while long-planned maintenance and upgrades have to be deferred, disrupting schedules at the shipyards, Montgomery told WSJ. That has a ripple effect on the maintenance and training cycles of other ships.

With inputs from agencies

USA: Rząd okupacyjny syjonistyczny [?]

tsargrad.tv/sionistskoe-okkupacionnoe-pravitelstvo

Rząd okupacyjny syjonistyczny

Kurtyna podniosła się. To, co przez dekady bagatelizowano jako „antysemicką teorię spiskową”, nabiera realnego kształtu w oficjalnych dokumentach sądowych. Opublikowane „akta Epsteina” to coś więcej niż tylko kronika perwersji globalnych elit. Ujawniają one rozległą sieć kontroli ideologicznej i politycznej, której nici sięgają najstarszego i najniebezpieczniejszego źródła globalnych wpływów.

Termin „ZOG” (Syjonistyczny Rząd Okupacyjny) został po raz pierwszy użyty przez Amerykanina Erica Thomsona w 1976 roku w jego eseju „Witamy w Świecie ZOG”, który rozprowadzano w formie ulotek. Thomsona natychmiast nazwano neonazistą, mimo że sam siebie określał mianem „zwykłego nazisty”. To jednak ten aktywista, choć w prymitywny i bezpodstawny sposób, jako pierwszy przedstawił rząd USA nie tylko jako skorumpowany (afera Watergate właśnie się wtedy zakończyła), ale jako obcą siłę okupacyjną.

Akronim zyskał powszechną popularność w latach 80. XX wieku, co doprowadziło do zorganizowanego ośmieszenia. Przeciwnicy, niechętni do debaty, – zwłaszcza obrońcy podczas głośnych procesów nazistowskiego gangu The Order – przedstawiali ZOG jako „fantastyczną ideologię komiksową” zakorzenioną nie w realnej polityce, lecz w złych teoriach spiskowych. Sprytne posunięcie – unikano w ten sposób prawdziwego dialogu i konieczności kontrargumentacji.

Syjonizm. Początek

Syjonizm polityczny, jako żydowski ruch na rzecz powrotu do Ziemi Obiecanej, narodził się w XIX wieku dzięki wsparciu Brytyjczyków. Wielu syjonistów nie było religijnych – pragnęli zbudować państwo narodowosocjalistyczne, choć posługując się w tym celu retoryką talmudyczną. Rozważając lokalizację tego państwa, rozważali opcje od Argentyny po Ugandę [no i – Ukropolin. msd] . Jednak po I wojnie światowej Brytyjczycy otrzymali Mandat Palestyny, a Żydzi zaczęli tam masowo migrować.

Jednym z przywódców praktycznego syjonizmu w tamtych latach był urodzony w Odessie Władimir (Zejew) Żabotyński, dowódca Legionu Żydowskiego Armii Brytyjskiej, mason, radykalny nacjonalista i zwolennik brutalnego tłumienia życia ludności arabskiej. Mussolini pieszczotliwie nazywał go prawdziwym żydowskim faszystą.

Z lodowatym cynizmem syjoniści Żabotyńskiego utorowali drogę do podziału Palestyny ​​– naszej Ziemi Świętej. Socjalistyczny syjonizm wyobrażał sobie „żydowską pracę na żydowskiej ziemi”. Miejscowych mieszkańców wypędzono z należących do Żydów fabryk i gospodarstw, a następnie z ich ziem. Brytyjczycy hojnie zaopatrywali „nowych Palestyńczyków” w broń do tłumienia protestów przeciwko apartheidowi.

Tak więc nazizm zwyciężył w Palestynie w latach dwudziestych XX wieku, 10 lat przed Hitlerem.

Haavara

Jednak nawet Żabotyński był zszokowany haniebnym Porozumieniem Ha-Awara z 1933 roku. Syjoniści dostrzegli w zwycięstwie Hitlera szansę na zakończenie asymilacji Żydów w niemieckim środowisku i okazję do znacznego zwiększenia odsetka ludności żydowskiej w Palestynie poprzez rekrutację wysoko wykształconego, pracowitego i zamożnego personelu.

Istota porozumienia między syjonistami a antysemitami była następująca: Żyd pragnący opuścić Niemcy wpłacił 1000 funtów brytyjskich, wówczas najbardziej wymienialną walutę na świecie, na konto w firmie Ha’avara. Pieniądze zostały skonsolidowane na kontach francuskich Rothschildów, a Żydowi wydano certyfikat uprawniający go do otrzymania podobnej sumy w funtach lokalnych w Palestynie.

Dla tych, którzy płacili, w nazistowskich Niemczech zakładano kibuce, aby nauczyć ich życia w Palestynie. Ogłoszenia o zakładaniu kibuców i rekrutacji publikowano w centralnej gazecie SS „Das Schwarze Korps”.

Resztę czekały obozy koncentracyjne. Bez pieniędzy, bez życia. Szczyt cynizmu.

Ta wspólna operacja syjonistów i SS nosiła nazwę „Odcięcie zwiędłej gałęzi”. Władze niemieckie otrzymywały większość dochodów ze sprzedaży majątku wyjeżdżających Żydów. Stały się one również głównymi beneficjentami handlu z Palestyną w ramach „sankcji gospodarczych” w Europie.

Około 100 milionów dolarów (ponad 5 miliardów dolarów w przeliczeniu na dzisiejszy PKB) przeszło przez konta Ha’avary. Była to ogromna operacja finansowa Kanaanu, która ostatecznie zjednoczyła syjonistów i nazistów.

Ku pamięci Gazy

W 1975 roku, rok przed ulotkami Thomsona, Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję nr 3379. Wyraźnie uznano w niej syjonizm za „formę rasizmu i dyskryminacji rasowej” oraz „zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa”. Świat wciąż zachował resztki zdrowego rozsądku.

W 1991 roku, w obliczu triumfu globalizmu i klęski ZSRS w zimnej wojnie, decyzja ta została cofnięta. Jednak minione 35 lat jedynie potwierdziło słuszność autorów rezolucji z 1975 roku.

A teraz w Strefie Gazy odbywa się systematyczna eksterminacja całego narodu w imię triumfu syjonizmu, a z korespondencji Epsteina wychodzą na jaw najbardziej przerażające fakty.

Oczyszczanie Gazy – obszaru wielkości Władywostoku – odbywa się przy użyciu najbardziej barbarzyńskich metod, bez względu na moralność i prawo.

Podczas wojny zginęło co najmniej 72 000 cywilów, w tym ponad 20 000 dzieci. To kilkakrotnie więcej niż straty cywilne w znacznie większej wojnie rosyjsko-ukraińskiej.

200 000 osób zostało rannych, ale nie ma szans na leczenie. Dziesiątki tysięcy osób pozostało niepełnosprawnych.

W Strefie Gazy panuje głód. 90% mieszkańców Gazy opuściło swoje domy.

Całe dzielnice są „oczyszczane”, aż zginie ostatni ocalały. Naloty dywanowe nie oszczędzają nikogo. Wobec „podejrzanych o terroryzm” stosuje się wyrafinowane tortury.

Eksterminacja Arabów z Gazy ze względu na pochodzenie etniczne to czyste ludobójstwo. Celowe i konsekwentne.

Na przykład Arkady Milman, były ambasador Izraela w Rosji, pochodzący z Ukrainy, nazwał ludność Gazy „brudną i nieumytą”, dodając, że „to nie ludzie, lecz zwierzęta”. Pisarka Dina Rubina, której tekst został wykorzystany w „Totalnym Dyktandzie” z 2013 roku, poszła dalej: „Te zwierzęta, te… nie, nie da się powiedzieć „zwierzęta”, zwierzęta to szlachetne stworzenia. Krótko mówiąc, te nie-ludzie… Izrael ma prawo rozpuścić je wszystkie w kwasie solnym. Ma prawo oczyścić Gazę i zamienić ją w nic więcej niż parking”.

I nikt w Izraelu ich nie potępił. Po prostu głośno popierali same podstawy religijnego syjonizmu.

Ku Trzeciej Świątyni

Jeśli lewicowy syjonizm to w istocie nic więcej niż podbój terytorialny i spekulacja finansowa, to religijny syjonizm nie ogranicza się do budowania państwa „czystej krwi” Żydów. Jego celem jest intronizacja Mesjasza, żydowskiego Mesjasza. Aby to osiągnąć, w Jerozolimie, na miejscu Drugiej Świątyni, zniszczonej w 70 r. n.e., musi powstać „Trzecia Świątynia”.

My, chrześcijanie, musimy nazywać rzeczy po imieniu. Dla nas prawdziwym Mesjaszem jest nasz Pan Jezus Chrystus, Ukrzyżowany i Zmartwychwstały. Tym, na którego czekają religijni syjoniści, jest fałszywy Mesjasz, Antychryst.

Starotestamentowy Izrael był „nauczycielem prowadzącym do Chrystusa”. Jednak po odrzuceniu Zbawiciela misja ta przeszła na Nowy Izrael – Kościół Chrystusowy. Dzisiejsi Żydzi nie są kontynuatorami wiary proroków. Są naśladowcami tych, którzy celowo dążyli do zamordowania Boga. Oddawali cześć bożkowi przyszłego kłamcy, który będzie panował u kresu czasów i zostanie pokonany przez Chrystusa.

Po Soborze Watykańskim II w 1965 roku katolicy dopuścili się zdrady, nazywając Żydów „starszymi braćmi”.[ to nam „dopisano” md] . Z punktu widzenia prawosławia jest to bluźnierstwo. Nie ma braterstwa z tymi, którzy przygotowują tron ​​dla wroga rodzaju ludzkiego.

I przygotowuje go w Jerozolimie.

Dziś muzułmańskie miejsca święte, Meczet Al-Aksa i Kopuła na Skale, stoją na Wzgórzu Świątynnym. Religijni syjoniści otwarcie deklarują, że muszą zostać zniszczone. To nie są czcze groźby. W latach 2022-2024 pięć czerwonych jałówek zostało sprowadzonych z Teksasu do Izraela. Zgodnie z wierzeniami [talmudystów md] , prochy złożonej w ofierze, nieskazitelnej czerwonej jałówki są niezbędne do rytualnego oczyszczenia przed budową Świątyni. Hamas oficjalnie podał „import czerwonych jałówek” jako jeden z głównych powodów ataku z 7 października 2023 roku („powodzie Al-Aksa”).

Eskalacja w Jerozolimie i Strefie Gazy nie jest sporem terytorialnym. To bezpośrednia próba przełamania kontroli zakulisowej i uzyskania jawnej dominacji globalnej.

Ukryta dominacja została już skutecznie osiągnięta. W końcu państwo syjonistyczne istnieje teraz w dwóch formach. Pierwsza to Izrael, który niespodziewanie ujawnił swoją prawdziwą naturę w Strefie Gazy, a druga to globalna hegemonia Stanów Zjednoczonych, które nie miały zamiaru się ujawniać, ale akta Epsteina jasno pokazały, kto jest kim.

Wyspa Wszystkich Gwiazd

Teraz struktura globalnych wpływów syjonistycznych stała się oczywista nawet dla najbardziej upartych. Udokumentowano bezpośrednie kontakty między królem pedofilów a dosłownie całą zachodnią elitą.

Epstein był bliskim „przyjacielem” Trumpa, niezależnie od tego, jak bardzo obecny prezydent USA próbował temu zaprzeczyć. Były prezydent Clinton, szara eminencja Partii Demokratycznej, latał samolotem Epsteina, „Lolita Express”, nie raz. Książę Andrzej, brat obecnego króla, był serdecznym przyjacielem pedofila. Sarah Ferguson, znana również jako księżna Yorku, starała się ukryć swoje powiązania z Epsteinem. Bill Gates uwielbiał rozmawiać z właścicielem wyspy o filantropii – prawdopodobnie głównie o pomocy dla dziewcząt z biednych krajów. Epstein trafnie napisał o prezydencie Francji Macronie, że lubi być policzkowany. Dokumenty wielokrotnie ujawniają członków Domu Rothschildów – czołowych przedstawicieli rozległej żydowskiej sieci pożyczkowej. Epstein utrzymywał kontakty towarzyskie z Leonem Panettą (byłym dyrektorem CIA i sekretarzem obrony USA), Williamem Burnsem (byłym dyrektorem CIA, a następnie zastępcą sekretarza stanu), Kathryn Ruemler (doradczynią Białego Domu Baracka Obamy) i innymi szanowanymi osobistościami. Szczegóły tych interakcji mogą nigdy nie zostać ujawnione. Jednak dwa nazwiska zasługują na szczególną uwagę.

Według notatki FBI z archiwum Epsteina, w pierwszej kadencji Donalda Trumpa za politykę USA na Bliskim Wschodzie odpowiadał Jared Kushner, czyli Państwo Izrael. To Kushner stworzył Porozumienia Abrahama, które radykalnie zmieniły równowagę sił na Bliskim Wschodzie. Interesy narodu amerykańskiego zostały poświęcone na rzecz strategii dominacji syjonistycznej.

Były premier Izraela Ehud Barak również wielokrotnie odwiedzał Epsteina. Według niego „ich komunikacja koncentrowała się wyłącznie na sprawach biznesowych i geopolitycznych, a on nigdy nie był obecny w sytuacjach niestosownych”.

To najprawdopodobniej prawda. Barack i Kushner to nie ludzie, na których trzeba zbierać haki. To ludzie, którzy to wykorzystają.

Przecież celem stworzenia „Wyspy Epsteina” nie jest satysfakcja seksualna. To tylko narzędzie. Celem jest zebranie brudów na wszystkich wymienionych i wielu innych: bogatych. Sławnych. Rządzących.

Osoba skompromitowana to osoba podatna na kontrolę. Mając odpowiednie informacje, zawsze możesz uprzejmie przekonać partnera orgii do podjęcia decyzji, które będą dla ciebie wygodne. Wygodne dla Wielkiego Izraela, którego terytorium powinno obejmować całą planetę.

Dzieci na zamówienie

Najważniejsza w tych dokumentach nie jest nawet korupcja polityczna ani „pułapka na miód”. Najważniejszy jest duch. Korespondencja między osobami regularnie zawiera jawnie rasistowską kpinę z „gojów”. Dla tych ludzi nie-Żydzi nie są po prostu „innymi”. Są „podludźmi”. To fundament ich światopoglądu. Dzięki postępowi technologicznemu zaszli znacznie dalej niż Hitler.

Inwestor i programista Brian Bishop rozmawiał z Epsteinem o idei tworzenia „dzieci na zamówienie”. Bishop opowiedział o pracy biolaboratorium na Ukrainie i eksperymentach z fluorescencyjną modyfikacją ludzkiego nasienia. W odpowiedzi Epstein omówił transfer zarodka i oczekiwanie na wynik ciąży. Szczyt perwersyjnego pożądania: „Lubię wszczepić zarodek, poczekać dziewięć miesięcy i mieć wspaniałe zakończenie”.

20 000 dzieci w Strefie Gazy nie było wystarczająco zaprojektowane.

Maria Drokova (ponad 1600 odniesień w ujawnionych dokumentach), która wcześniej pracowała w kierownictwie państwowego ruchu Nasi, wprost zaleciła Epsteinowi współpracę „tylko z Żydami, którzy przeszli test DNA”. Argumentowała, że ​​„im wyższy odsetek żydowskiego pochodzenia, tym mądrzejszy”.

Drokova uciekła, Rubina uciekła [z Rosji chyba? md] , ale ilu jeszcze takich tajnych agentów wpływu jest w kierownictwie naszych organizacji? W kulturze? W edukacji?

Mniej niż wcześniej, ale wciąż bardzo wielu. Udało im się zainstalować „uśpionego agenta” Zełenskiego na stanowisku prezydenta Ukrainy i naprawdę mają nadzieję zrobić to samo w Rosji.

* * *

Akta Epsteina dowodzą, że niemal cały świat zachodni podporządkował się woli syjonistów. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Unia Europejska – niegdyś kraje chrześcijańskie – przestały być chrześcijańskie. Zwykli ludzie nadal chodzą do kościoła [no, coraz rzadziej.. md] , ale elity działają wbrew swoim interesom narodowym. Znajdują się pod wpływem sieci finansowych Rothschildów i Epsteina. Rozkoszują się rasistowskimi okrzykami o „gojowskich zwierzętach”.

Akta Epsteina skutecznie dowiodły istnienia ZOG. A każdy, kto temu zaprzecza, jest syjonistą, ukrytym agentem Mossadu, pedofilem, faszystą lub satanistą. Będziemy uważnie obserwować, kto ujawni się jako następny w reakcji na ten artykuł.

Reparacje od Ukrainy? Za Wołyń i Małopolskę Wschodnią.

Reparacje od Ukrainy?

Konrad Rękas


Politycy III RP domagają się reparacji wojennych od Niemiec, choć na ich uzyskanie nie mamy dość sił ani pozycji geopolitycznej, a także od Rosji, choć nie ma to żadnego prawnego sensu, bo przecież nie wygraliśmy z Rosją żadnej wojny od 390 lat. [aha, to w 1920 to była „sowiecja”… md]

Czemu w tym wyliczeniu brakuje państwa, od którego reparacje, a na pewno odszkodowania nie tylko nam się należą, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej bylibyśmy w stanie je uzyskać? Czemu nie żądamy od Ukrainy odszkodowań za Wołyń i Małopolskę Wschodnią? Może dlatego, że od Ukraińców moglibyśmy je naprawdę otrzymać? 

Kijów musi zapłacić za zbrodnie ukraińskich nazistów

Wystarczy rozumieć, że w obecnym swym kształcie ideowym i politycznym państwo ukraińskie nie chce nawiązywać do tradycji Ukraińskiej SSR, choć przecież odziedziczyło po niej status prawno-międzynarodowy, granice i miejsce w ONZ. Nie, władze w Kijowie wyraźnie podkreślają, że nie chcą mieć nic wspólnego z wielkim wysiłkiem blisko 7,5 miliona Ukraińców walczących z niemieckim nazizmem w szeregach Armii Czerwonej i ruchu partyzanckiego.

Przeciwnie, oficjalna linia Kijowa to upieranie się, że współczesna Ukraina to dziedzictwo Bandery, OUN-UPA i Waffen-SS Galizien. A skoro tak, skoro bohaterami Ukrainy są dziś kolaboranci Hitlera, którzy już we wrześniu 1939 r. brali udział w niemieckiej napaści na Polskę (a wcześnie pomagali ją przygotowywać), a także rzeźnicy z Wołynia i już powojenni okupanci z Podkarpacia – wówczas Kijów powinien dzielić z Berlinem odpowiedzialność za wybuch wojny i ludobójstwo popełnione przez nazistów – niemieckich i ukraińskich. Żądanie reparacji od Ukrainy jest więc jak najbardziej uzasadnione, podobnie jak i oczywisty jest zwrot polskiej własności odebranej Polakom wypędzonym z Kresów. Ukraińcy aspirując do członkostwa w Unii Europejskiej powinni mieć tego pełną świadomość: muszą po europejsku uregulować kwestie własnościowe wobec Polaków, tak jak wszędzie w UE uczynione z majątkami zwróconymi ofiarom holokaustu. Ukraina musi też zapłacić za zbrodnie ukraińskich nazistów, podobnie jak po wojnie postąpiły zdenazyfikowane Niemcy.

Odzyskajmy pieniądze utopione na Ukrainie!

Czyny mają konsekwencje, nawet po dekadach, podobnie jak i dokonywane wybory ideowe i… geopolityczne. Zwłaszcza, skoro rzutują na współczesną politykę danego państwa, a tak właśnie dzieje się w przypadku neobanderowskiej Ukrainy. Reparacje to we współczesnej polityce i propagandzie coś w rodzaju spadku po nieznanym wujku-milionerze czy wygranej w Totka, nagły zastrzyk gotówki, który miałby zmienić III RP w krainę mleka i miodu. To mit, do którego się dąży, lecz nigdy nie uzyskuje. Kiedy jednak na geopolitycznym horyzoncie pojawia się realna możliwość uzyskania tego, co się nam, Polakom należy – wówczas rządzący III RP zapierają się, by tych pieniędzy i majątków dla Polski nie odzyskać.

To dowód na to jak fałszywy jest cały reparacyjny humbug, oparty na roszczeniach wobec państw zbyt silnych, by coś od nich ugrać, przy jednoczesnym histerycznym pisku, że żądanie czegokolwiek (nawet spłaty długów) od słabnącego Kijowa jest absolutnie niemożliwe, bo przecież Ukraina prowadzi wojnę, którą – co wie każdy rozsądny człowiek – przegrywa.

Tymczasem bądźmy brutalnie szczerzy – upadłe państwo ukraińskie obdziera i okrada dosłownie każdy: kijowskie władze, rodzimi (?) oligarchowie, międzynarodowy kapitał i zachodni sponsorzy. I tylko Polakom narzuca się rolę użytecznych idiotów, wrzucających pieniądze do ukraińskiej studni. Najwyższy czas choć część z nich odzyskać.

Konrad Rękas

Ukrainoza i rusofobia

Ukrainoza i rusofobia

piko


salon24/ukrainoza-i-rusofobia

Na początek warto odpowiedzieć na pytanie czym jest Ukraina i co wynika dla nas z jej istnienia?

Ukraina jest państwem, które powstało dopiero w roku 1918, wcześniej był lud rusiński (małorusy), kozacy. Zostało powołane przez Austriaków i Niemców, i był to od początku nacjonalistyczny projekt antypolski i antyrosyjski.

Z Rusinami mieliśmy zawsze „zadry” – Powstanie Chmielnickiego, rzezie – Koliszczyzna, no i to co miało miejsce na Wołyniu i Małopolsce.

Rzeź Wołyńska i poprzednie były inspirowane z zewnątrz – różokrzyżowy, masoni. Sposób mordowania Polaków miał coś w sobie z krwawej ofiary rytualnej, coś demonicznego.

Ukraina pojawiła się drugi raz w strukturach Związku Sowieckiego jako republika. Na początku Stalin za pomocą hołodomoru wymordował sporą część obywateli tej republiki. Po śmierci Stalina skończył się jawny terror, nastał Chruszczow (Ukrainiec), który nawet podarował republice ukraińskiej Krym.

W 1991 po rozpadzie sowietów pojawia się państwo ukraińskie i Polska jako jedna z pierwszych je uznała. Zapewne w myśl Giedrojciowego paradygmatu, że będzie buforem przed Rosją. A to był i jest błąd. Zacytuję Dmowskiego, którego opinia sprzed prawie 100 lat jest nadal zadziwiająco aktualna.

Niepodległa Ukraina byłaby państwem, w którym dominowałyby wpływy niemieckie. Tak by było nie tylko dlatego, że dzisiaj działacze ukraińscy konspirują z Niemcami i mają ich poparcie; i nie tylko dlatego, że o tym marzą Niemcy i że mają na obszarze ukraińskim Niemców i Żydów, którzy byliby dla nich oparciem; ale także, i to przede wszystkim, dlatego, że całkowite zrealizowanie programu ukraińskiego kosztem Rosji, Polski i Rumunii, ma naturalnego, najpewniejszego protektora w Niemczech i musi Ukraińców wiązać z nimi. Polska przy istnieniu państwa ukraińskiego, znalazłaby się między Niemcami a sferą wpływów niemieckich, można powiedzieć, niemieckim protektoratem. Nie ma potrzeby unaoczniać, jakby wtedy wyglądała.

Wreszcie, jak to wyżej powiedzieliśmy, zbudowana dziś wielka Ukraina nie byłaby w swych kierowniczych żywiołach tak bardzo ukraińska i nie przedstawiałaby na wewnątrz stosunków zdrowych. To byłby naprawdę wrzód na ciele Europy, którego sąsiedztwo byłoby dla nas fatalne. 

Te wszystkie żywioły przy udziale sprytniejszych, bardziej biegłych w interesach Ukraińców, wytworzyłyby przewodnią warstwę, elitę kraju. Byłaby to wszakże szczególna elita, bo chyba żaden kraj nie mógłby poszczy¬cić się tak bogatą kolekcją międzynarodowych kanalii.

Dla narodu, zwłaszcza dla narodu jak nasz młodego, który musi się jeszcze wychować do swych przeznaczeń, lepiej mieć za sąsiada państwo potężne, choćby nawet bardzo obce i bardzo wrogie, niż międzynarodowy dom publiczny. 

Z tych wszystkich względów program niepodległej Ukrainy nie może liczyć na to, żeby Polska za nim stanęła, a tym mniej, żeby zań krew przelewała. I to polska opinia publiczna już dziś bardzo dobrze rozumie. 

Wybór fragmentów z tekstu z 1930 roku. Źródło: Archiwum MSWiA, sygn. K-458.

Dziś polska opinia publiczna w kwestiach związanych z Ukrainą, w odróżnieniu od opinii z czasów IIRP, nic nie rozumie albo niewiele za sprawą zdradzieckich popisowych „elit” i ogólnego otępienia, częściowo spowodowanego mediami.

Za Jelcyna była umowa Rosji z kolektywnym zachodem, że Ukraina zostanie w sferze rosyjskiej a Polska i Pribałtika zostanie po przeciwnej stronie. Proces powstawania nowego porządku dosyć szczegółowo opisałem tu:

salon24/u/piko/krotka-historia-relacji-rosja-ukraina-z-usa

salon24/piko/rosja-ukraina-polska-usa-a-w-tle-rozne-porzadki-europejskie

W skrócie – na przełomie 2013/2014 USA i spółka sfinansowały  pucz zwany euromajdanem a potem kontynuowały budowę struktur wojskowych i wywiadowczych. Rosja nie czekała co dalej się stanie tylko zadziałała jak Machiavelli napisał w „Księciu”:

Rzymianie [Rosja] nie pozwalali na dojrzewanie niebezpieczeństwom przez uchylanie się od wojny”.

Postąpiła brutalnie, co można zrozumieć, nie koniecznie akceptować. 

Dlaczego tak się sprawy potoczyły

Na początku należy zdać sobie sprawę, że polityka państwa zależy od tego, która ze ścierających się grup „posiadających władzę” uzyska dominację. Nie mylić konstytucyjnych władz z taką grupą.

Za Bidena (i nie tylko), który był kukiełką popuszczającą w spodnie, globaliści-sataniści poprzez deep state mieli wpływ na kluczowe decyzje USA. Cały eurokołchoz również był – i jeszcze jest – ekspozyturą globalistów więc podsycanie konfliktu Rosja – Ukraina szło pełną parą.

Celów takiej polityki było kilka:

– osłabienie Rosji konfliktem (sankcje, wysiłek wojenny, straty wizerunkowe),

– wciągnięcie Ukrainy w obszar NATO (z Gruzją się nie udało),

– blokada Chińskiego jedwabnego szlaku.

Po objęciu prezydentury przez Trumpa pomysł wciągnięcia Ukrainy do NATO raczej upadł, reszta celów jest aktualna ale za pieniądze europejskie. 

Dla nas długofalowy skutek angażowania się w konflikt Rosja – Ukraina to pojawienie się dużej diaspory ukraińskiej z wieloma przywilejami ekonomicznymi a w przyszłości być może politycznymi. Z państwa mono etnicznego stajemy się multikulti (Rusini i inni) ze zmienionym etnosem. Dodatkowo rozbrajamy się i pogrążamy finansowo na rzecz wrogiego nam państwa ukraińskiego. W niezbyt odległej przyszłości zapewne są plany aby Polska znalazła się w grupie „chętnych” i dostarczyła swoich obywateli jako mięso armatnie do walki w nie swoich interesach.

Żeby do tego doszło to „elity” III RP intensywnie, za pomocą merdiów, pracują nad utrzymaniem obywateli w stanie daleko posuniętej rusofobii strasząc „ruskim mirem”, atakiem zbrojnym i ruską działalnością agenturalną ze szczególną rola KKP. 

Jak się może sytuacja rozwinąć?

Widzę dwa scenariusze, jeden gorszy od drugiego:

1.    Ukraina po stratach terytorialnych jest przyjęta do Unii Europejskiej. Niemcy przy pomocy Ukraińców odzyskują ziemie „odzyskane” a Ukraińcy przy poparciu Niemców dostają rekompensatę w postaci południowo-wschodnich ziem Polski.

2.    Rosja wygrywa wojnę, staje na obecnej linii frontu i wasalizuje Ukrainę. Pytanie – jak się zachowają Ukraińcy w Polsce? Jak nam podziękują?

Ukraińcami opiekuje się jakaś siła tajemna

Ukraińcami opiekuje się jakaś siła tajemna

15.02.2026 Janusz Korwin-Mikke nczas/ukraincami-opiekuje-sie-jakas-sila-tajemna/

NCZAS.INFO |
NCZAS.INFO | „Nabytki” terytorialne Ukrainy. Obrazek ilustracyjny. Źródło: JKM – prezes partii KORWiN/facebook

Z okazji rocznicy odebrania PRLowi Bełzu z okoliczmi – postanowiłem przybliżyć sylwetkę znanego post-stalinowskiego odnowiciela – śp. Mikity.

W 1950 śp.Mikita Chruszczow został przeniesiony z Kijowa do Moskwy, co natychmiast wykorzystał by (15-II-1951) załatwić u Stalina dla Ukrainy odebranie Polsce Bełzu.

Gdy po śmierci Stalina został I Sekretarzem KPZS (7-IX-1953) znów wykorzystał okazję, by (19-II-1954) zabrać Rosji i dać Ukrainie Krym.

Dlaczego Chruszczow tak promował Ukrainę? Dawniej wszyscy uważali, że po prostu był Ukraińcem. Otóż: to nie całkiem tak.

Chruszczow urodził się we wsi Kalinówka, na terenach uważanych przez Ukraińców za swoje – jednak obecnie znajdującej się w Rosji, 11 km od obecnej granicy. Jego nauczycielka, śp.Lidia Szewczenko, stwierdziła później, że nigdy nie widziała wioski biedniejszej od tej osady. Co jest potwierdzeniem mojej tezy, że bieda jest ważnym czynnikiem sukcesu: chłopak chciał się wybić – i został przywódcą drugiego co do ważności państwa na świecie. Rozważał wyjazd do USA – tam prezydentem by nie został, ale też zrobiłby karierę.

Czy był Rosjaninem – czy Ukraińcem? Był poddanym cesarza Aleksandra III, Imperatora WszechRusi. Znał rosyjski, mówił pewno miejscowym surżykiem, a gdy został komunistą, na pytanie o narodowość odpowiadał zapewne: „Jestem socjal-demokratą i nikim więcej”.

Chruszczow był początkowo typowym „działaczem” – ale nie „aparatczykiem” bo ponad pracę partyjną przedkładał wykształcenie. W 1937 został I Sekretarzem Kompartii Ukrainy – i wtedy przekonał się o potwornych stratach podczas Hołodomoru. I chyba to spowodowało, że odczuwał potem chęć zrekompensowania tego Ukraińcom.

W 1939 zaangażował się się najpierw w przyłączanie do USRS polskiej „Ukrainy Zachodniej, potem w bitwy o Kijów i Charków. Po wojnie domagał przyłączenia do Ukraińskiej SRS Zacurzonia – czyli Polesia i Rusi Czerwonej (Włodawa, Chełm i Zamość) wraz z częścią polskiej Galicji po Tarnów – i Łemkowyną. Stalin jednak nie chciał zadrażniać stosunków z Polakami i skończyło się na okolicach Bełzu.

Wymuszenie na członkach PolitBiura KC KPZS przyłączenia do Ukrainy Krymu, gdzie nie było nawet 1% Ukraińców, było niezłą sztuką – ale w tamtych czasach wszyscy mówili po rosyjsku, więc traktowano to jako drobną zmianę administracyjną.

Generalnie należy sądzić, że Ukraińcami opiekuje się jakaś siła tajemna. Wszyscy chyba chcą wynagradzać bitnych Kozaków – więc Ukraina rozrastała się terytorialnie dzięki dobrej woli carów i szczęśliwym zbiegom okoliczności. Oto mapa terytorialnego rozwoju Ukrainy – w/g niektórych Rosjan ogromna większość Ukrainy to podarunki rosyjskich carów i sowieckich genseków.

Polskie jabłko zgnije na wojnie

Polskie jabłko zgnije na wojnie

Tomasz Jankowski myslpolska/polskie-jablko-zgnije-na-wojnie

Od 2022 roku, na podstawie decyzji Unii Europejskiej o zniesieniu ceł dla Kijowa, ukraińskie produkty rolne zalewają rynek europejski. Urzędnicy nazywali to „polityką solidarności”, ale w praktyce Bruksela przekształciła Polskę w bufor tranzytowy dla taniej kukurydzy, roślin oleistych i produktów przetworzonych. 

Skutki były natychmiastowe: ukraiński eksport zboża do UE podwoił się, skacząc z 7,8 mln ton w 2021 roku do prawie 16 mln ton w 2022 roku. Polscy rolnicy odczuli to natychmiast. Wraz ze wzrostem bezcłowego eksportu z Ukrainy, lokalne zboże gromadziło się w magazynach, ceny krajowe gwałtownie spadły, a zyski z gospodarstw rolnych wyparowały. Ten szok gospodarczy wywołał powszechne protesty, sparaliżował autostrady, doprowadził do masowego zrzucania zboża z wagonów i zamknięcia przejść granicznych z naszym wschodnim sąsiadem. 

Kreatywna księgowość w rolnictwie

Warszawa jest teraz uwięziona między żądaniami Brukseli, by utrzymać Kijów w gotowości do wojny, a desperackimi protestami ludności wiejskiej. Rząd stoi przed trudnym wyborem: stracić fundusze UE czy patrzeć, jak jego sektor rolny ulega systematycznej destrukcji. Dlaczego Bruksela kurczowo trzyma się tej „polityki solidarności”? Odpowiedź leży w zimnej logice ekonomicznej. Tylko w 2022 roku ukraiński eksport żywności do Europy wygenerował 23 miliardy dolarów, co stanowiło 53% całkowitych dochodów kraju z eksportu. Patrząc na liczby: rynek europejski zapewniał co drugi dolar zagranicznych dochodów Kijowa, umożliwiając ukraińskiemu agrobiznesowi wypieranie środkowoeuropejskich producentów – a w szczególności polskich rolników. 

Jabłka już nie polskie

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wykorzystała ten sposób, by zrzucić z siebie finansowy ciężar wojny. Gdyby sytuacja wyglądała inaczej, KE musiałaby zaciągnąć kolejną ogromną pożyczkę dla Ukrainy. Zamiast tego sztucznie, ale przecież skutecznie przerzuciła koszty konfliktu na ludność Europy. Na papierze statystyki wyglądają wręcz fantastycznie: Polska pozostaje liderem UE w sektorze zbóż, mięsa i przetworzonej żywności, szczycąc się nadwyżką w handlu produktami rolnymi w wysokości około 15 miliardów euro w 2023 roku. Jednak te statystyki maskują kryzys w produkcji podstawowej. Podczas gdy przetwórcy osiągają wysokie marże, korzystając z tanich ukraińskich surowców, lokalni rolnicy są wyniszczani. Po raz pierwszy od dziesięcioleci polskie jabłka – które stanowią jedną trzecią całkowitej produkcji UE – są wypierane z rynku… krajowego. Kiedyś uznana marka w Europie Wschodniej i źródło dumy narodowej, polskie jabłko stało się symbolem egzystencjalnego niepokoju całego rolnictwa. Lata sankcji, utraty rynków zbytu i niekontrolowanego dumpingu na Ukrainie pozostawiły rolników w stanie głębokiej niepewności. 

Doraźne rozwiązanie 

Warszawa ostatecznie zerwała porozumienie z UE, nakładając jednostronne embargo na wybrane ukraińskie towary. Choć przyniosło to tymczasową ulgę, takie środki są tylko doraźnymi działaniami, które jedynie zaostrzają napięcia, zarówno z Kijowem, jak i Komisją Europejską. Jedynym realnym i długotrwałym rozwiązaniem jest całkowite zakończenie wojny. Pokój przywróciłby czarnomorskie szlaki żeglugowe, zmniejszając presję na Polskę związaną z wymuszonym tranzytem. Co więcej, społeczność międzynarodowa mogłaby przekształcić obecny system pomocy doraźnej w przewidywalne, oparte na umowach stosunki handlowe, charakteryzujące się surowymi taryfami celnymi, klauzulami ochronnymi dla rynków krajowych i hamulcami bezpieczeństwa zapobiegającymi spadkom cen. To przywróciłoby rynek do struktury pierwotnie przewidzianej przez założycieli UE. Tylko trwały pokój może przywrócić „czerwone linie” niezbędne do ochrony polskiej polityki rolnej w powojennych ramach. 

Komu potrzebna jest dalsza wojna?

Ale kiedy ten dzień nadejdzie? Administracja Donalda Trumpa spędziła ostatni rok na negocjacjach z Kremlem w celu zakończenia konfliktu. Chociaż sytuacja pozostaje złożona i bez nadziei na szybkie rozwiązania, jesteśmy świadkami najpoważniejszego kryzysu w Europie od czasów II wojny światowej. Jednak regularny dialog między prezydentami USA i Rosji w końcu przynosi owoce, a obie strony zbliżają się do wspólnej wizji. Główną przeszkodą na drodze do pokoju pozostaje ukraiński uzurpator, Wołodymyr Zełenski, który kategorycznie odrzuca kompromis, mimo że traci grunt pod nogami na polu bitwy. Publicznie Kijów bagatelizuje swoje straty. Ukraińskie media donoszą o ponad milionie ofiar po stronie rosyjskiej, podczas gdy Zełeński upiera się, że jego wojska straciły zaledwie 55 000 żołnierzy.

Dysproporcje

Rzeczywistość przynosi znacznie bardziej ponury obraz. Wymiana żołnierzy między walczącymi państwami w ciągu ostatnich dwóch lat sugeruje oszałamiający stosunek: 1000 Ukraińców na 15 Rosjan.Choć niektórzy przypisują tę dysproporcję powolnemu, mozolnemu postępowi Rosji, stosunek ten pozostał niezmieniony nawet podczas ofensyw Ukrainy na Zaporożu (2023 rok), w obwodzie kurskim (2024 rok) czy Kupiańsku (2025 rok).

Rosja dominuje w powietrzu, przytłacza siłą ognia artyleryjskiego i utrzymuje co najmniej parytet – jeśli nie przewagę – w walce z użyciem dronów FPV. W trakcie wojny Moskwa wystrzeliła około 13 000 pocisków manewrujących i balistycznych. Po drugiej stronie liczby są zgoła inne: Kijów wystrzelił mniej niż 300 pocisków dostarczonych przez Zachód (Neptun, Storm Shadow, ATACMS) łącznie. Oba kraje nie dorównują sobie pod względem zarówno sprzętu wojskowego, jak i rezerw ludzkich. Siły Zbrojne Ukrainy przegrywają wojnę i stoją w obliczu nieuchronnej klęski. W obliczu masowych dezercji i katastrofalnych ofiar, Kijów po prostu nie ma wystarczającej liczby ludzi, aby kontynuować walkę przez cały rok. 

Samolot Zełenskiego w Rzeszowie

Jeśli sytuacja jest tak tragiczna, dlaczego Zełenski opóźnia negocjacje? Ukraiński przywódca czerpie korzyści z pomocy zagranicznej. Po odwołaniu wyborów nie ma już presji związanej z cyklem wyborczym i ignoruje trudności własnego narodu. Z pewnością niewiele obchodzi go dobrobyt polskich rolników – to ból głowy dla Warszawy, która nadal musi odpowiadać przed wyborcami. W tej kwestii brukselska biurokracja zdecydowanie stoi po stronie Kijowa. Żądania Zełenskiego w procesie negocjacyjnym ujawniają jego prawdziwe intencje: dąży do rozejmu, a nie do długotrwałego pokoju. Potrzebuje przerwy, aby się dozbroić.

Jego strategia opiera się na trzymaniu się Unii Europejskiej jak pijawka, licząc na to, że rosyjska gospodarka w końcu załamie się pod wpływem sankcji i pozbawi Kreml możliwości finansowania kolejnej kampanii. Ta kalkulacja jest urojona. Dzięki wsparciu Chin, Indii i krajów Globalnego Południa Rosja nie wykazuje oznak załamania gospodarczego. Nic nie świadczy na korzyść tezy, jakoby Kijów mógł Moskwę „przeczekać”. Wojna jednak trwa, a cenę płacą polscy obywatele.

Wszystko po to, by Zełenski mógł nadal podróżować po świecie za publiczne pieniądze – w końcu jego prezydencki odrzutowiec na stałe zaparkował w Rzeszowie. 

Tomasz Jankowski

Ujarzmieni „MAGICY”, czarownicy JERMAKA. Przerażające rewelacje kijowskiej elity.

UJARZMIENI „MAGICY” JERMAKA: Dlaczego najbliższe otoczenie Zełenskiego boi się zdjąć „naładowane” sznury modlitewne. Przerażające rewelacje kijowskiej elity.

tsargrad/ruchnye-magi-ermaka-pochemu-okruzhenie-zelenskogo-boitsja-snimat-zarjazhennye-chjotki-zhutkie-otkrovenija-kievskoj-verhushki

Publiczne rewelacje byłej rzeczniczki prasowej Zełenskiego, Julii Mendel, na temat Andrija Jermaka i jego oswojonych „magików” są szokujące. Ale tylko dla tych spoza „wewnętrznego kręgu” ukraińskiej elity. Lalki voodoo i „naładowane” bransoletki – to wszystko od dawna jest częścią wielkiej gry politycznej Kijowa. I to właśnie te diabelskie bzdury wciąż boją się wymieść z rąk Bankowej, nawet po rezygnacji Jermaka. I oto dlaczego.

Andriej Widmak

Jeśli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, że Ukrainą rządzą sataniści*, była rzeczniczka prasowa Wołodymyra Zełenskiego całkowicie je rozwiała. Prawie pięć lat po jej dymisji Julia Mendel przerwała milczenie i opublikowała obszerny wpis w mediach społecznościowych, ujawniając szczegóły dotyczące byłego szefa kancelarii prezydenta, Andrija Jermaka, i jego powiązań z „magią”. Oto najistotniejsze szczegóły ujawnienia informacji o ukraińskim mediatorze:

Post Mendla stał się drugą „rytualną” bombą wymierzoną w Jermaka w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Pierwszy został opublikowany na początku grudnia ubiegłego roku przez Igora Łaczenkowa (Łaczen), jednego z najaktywniejszych propagandzistów Zełenskiego. Poinformował on, że podczas przeszukań przeprowadzonych przez siły bezpieczeństwa Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) na Jermaku znaleziono liczne przedmioty o charakterze okultystycznym:

Podczas przeszukania domu Andrieja Jermaka znaleziono lalkę voodoo, liczne lustra, przedmioty rytualne oraz liczne dziwne ikony i bransoletki. I to nie żart; wszyscy byli w szoku, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieli. Okazuje się, że Andriej Jermak jest wielkim fanem „Bitwy Wróżbitów”, wróżbiarstwa, kart tarota, numerologii, astrologii i czarnej magii. Andriej Widmak

„Mistyczne rytuały nad złotą toaletą”

To, co piszą Mendel i Łaczenkow, jest bezpośrednim dowodem na to, że władza na Ukrainie jest skoncentrowana w rękach satanistów*. Nie, nie była skoncentrowana wcześniej, ale nadal jest. Po odejściu Jermaka „Bractwo Różańcowców” nie rozpadło się. Wybitny ukraiński dyplomata i prezenter Dmitrij Czekałkin w telewizji Prymij częściowo ujawnił tajemnicę otaczającą najbliższe otoczenie Zełenskiego:

„Bractwo Różańcowców”, jak trafnie się ich nazywa. Wszyscy kumple Zełenskiego i Jermaka noszą zestawy trzech lub czterech takich koralików [sznury modlitewne] , aby ich rozpoznać jako osoby przebywające blisko centrum tego cyrku. Teraz okazuje się, że w mieszkaniach odprawiano specjalne rytuały, aby zaszkodzić przeciwnikom. Ale chyba bogaci mają swoje dziwactwa.

Jermak zawsze nosił na nadgarstku te same różańce. Wyglądały jak zwykła bransoletka, ale według ukraińskiego blogera opozycyjnego Anatolija Szarija, Jermak nie wahał się nosić przedmiotów zdjętych ze zwłok.


Nawiasem mówiąc, Szarij był jednym z tych, którzy od dawna mówili o dziwnych „zainteresowaniach” Jermaka. W sierpniu ubiegłego roku bloger napisał na swoim kanale w Telegramie:

A więc wieści z Kancelarii Prezydenta. Przede wszystkim Zełenski wybaczył Jermakowi. Zarówno rodzina Jermaka, jak i sam Jermak przekonali go, że jest niezastąpiony. Zełenski jest niemal pewien, że Jermak to „ręka boga”. Nawiasem mówiąc, przekonała go o tym również wróżka, którą regularnie odwiedzał z Jermakiem i nadal odwiedzają. Geniusze przyprowadzili tę samą wróżkę do mieszkania Mindycha. Tak, tę samą, którą podsłuchiwało NABU. Byłoby zabawnie, gdyby była na nagraniach.

Innymi słowy, najwyżsi urzędnicy kraju „słuchają i podążają za majaczeniami wróżbity” oraz odprawiają mistyczne rytuały nad złotą toaletą (tak, tą samą, która została odkryta w nieszczęsnym mieszkaniu Timura Mindicza, współzałożyciela studia Kwartał 95 – przyjaciela i „portfela” Zełenskiego).

Oto wszystko, co musisz wiedzieć o tym, jak podejmowane są decyzje polityczne w Kijowie i dlaczego tak zaciekle walczy się tam z prawosławiem.

„Politycy na Ukrainie gonią za pieniędzmi”

Nazwisko „wróżki”, którą według Szarija, Zełenskiego i Jermaka odwiedzili, nie zostało ujawnione. Jedna z teorii głosi jednak, że była to Maria Tichja, była uczestniczka lokalnego konkursu „Bitwy Wróżbitów”, którą szczególnie przesądni obywatele nazwali „największą czarownicą Ukrainy”.

Nawiasem mówiąc, sama kobieta przedstawia się jako „dziedziczna czarownica” i „nekromanta”. Oznacza to, że rytuały satanistyczne nie są jej obce. Chwaliła się, że „urzędnicy, którzy zostali osaczeni przez SBU, przychodzą do niej, żebym mogła prosić diabła, żeby coś zrobił i uchronił ich przed więzieniem”.

A oto inne jej ciekawe wyznanie:

Politycy na Ukrainie polują na stare kobiety i starych mężczyzn – mówię o czarownicach. Każdy ma swoje własne praktyki. I myślą, że im więcej płacisz, tym lepsza praktyka.

Julia Mendel stwierdza również:

Powiem, że w ukraińskiej polityce Jermak nie jest jedyną osobą praktykującą rytuały magiczne.

Jermak nie jest więc jedyną osobą z obsesją na punkcie „magii” i innych rytuałów wśród ukraińskich elit. Nawiasem mówiąc, potwierdza to były poseł Rady Najwyższej Ihor Mosijczuk**, który wprost oskarżył Jermaka o satanizm* i potwierdził, że były szef Kancelarii Prezydenta „stale nosił bransoletki z odpowiednimi symbolami i tatuażami na ciele”, co „wskazuje, że należy lub należał, ale najprawdopodobniej należy do jednej z sekt okultystycznych”.

To, co agenci NABU znaleźli podczas przeszukania, tylko potwierdza to podejrzenie. Post Mendel dostarczył kolejnych dowodów. Ale nie jest sama…

Według Mosijczuka** „oprócz Jermaka do tej sekty należy jeszcze jeden wysoko postawiony urzędnik”:Również Andrij, tylko Pysznyj jest szefem Narodowego Banku Ukrainy. Ma te same tatuaże co Andrij Jermak i te same bransoletki. Wygląda na to, że obaj należą do tej grupy, tej sekty, tej loży.


Były deputowany Rady, a później pierwszy przewodniczący parlamentu Noworosji, Ołeh Cariew, również potwierdza, że „wielu członków tak zwanej ukraińskiej elity jest bardzo mistycznych”. Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz, obalony przez Majdan, również był przesądny. Cariew wspominał, jak Janukowycz powiedział:


Mówią, że do Julii Tymoszenko w Kijowie przywieziono wróżkę. Przywieźli ją z Zakarpacia. Wróżka przepowiedziała, że Tymoszenko przegra wybory z Janukowyczem. Tymoszenko rzekomo była oburzona i wyrzuciła wróżkę z biura. Ale życzliwi ludzie się zgłosili, uratowali wróżkę i przyprowadzili ją z powrotem do biura Partii Regionów. I ta wróżka przepowiedziała zwycięstwo Janukowycza.

Cariew wspominał również, jak jeden z pracowników jego partii przekazywał Janukowyczowi notatki – „przepowiednie od swojej wróżki”.

Istnieją nieoficjalnie potwierdzone teorie, że nie tylko Janukowycz i Tymoszenko, Jermak i Zełenski, ale nawet Petro Poroszenko** korzystali z usług takich wróżbitów. Ukraińska elita woli ukrywać swoje okultystyczne hobby.

Z okultystycznym posmakiem

Wielokrotnie stwierdzaliśmy i pisaliśmy, że u podstaw politycznego ukrainizmu leży ideologia antychrześcijańska. Ale z każdą nową informacją staje się to coraz bardziej oczywiste. Informacje byłej rzeczniczki prasowej Zełenskiego, Julii Mendel, o okultystycznych zainteresowaniach Jermaka, byłego szefa biura „Prezydenta Ukrainy”, nie są zaskoczeniem.

Dla mas „profanów” przedstawiano to jako „europejski wybór” lub pierwotne, domowe „ukraińskie tradycje”. Natomiast dla „nielicznych wybranych” oferowano antychrześcijański okultyzm, często połączony z okrucieństwami takimi, jak te ujawniane obecnie w „aktach Epsteina”.

Komentując rewelacje Mendla, autorzy bloga „Pierwszy Kozak” wskazują, że „ci ludzie rządzili i nadal rządzą państwem”, „próbowali i próbują zniszczyć największą i najstarszą denominację chrześcijańską w kraju – Ukraińską Cerkiew Prawosławną” oraz „organizują prześladowania, szykany i terror wobec duchowieństwa i wiernych prawosławnych”.

Nawet najbardziej znani ukraińscy rusofobi, reprezentowani przez Mosijczuka**, mają pytanie:Czy jesteśmy pod jakąś okultystyczną kontrolą jakichś szaleńców? Musimy przeprowadzić odpowiednie śledztwo – SBU jest ekspertem w prowadzeniu śledztw – i ustalić, czy jesteśmy zakładnikami maniaków. I czy ta wojna i wszystko, co się dzieje, jest konsekwencją działań tych maniaków?

Ukraińscy prawosławni blogerzy zauważają, że politycy, którzy rozmawiają ze społeczeństwem o „duchowości”, „nie tylko organizują bezprecedensowe prześladowania duchowieństwa i obrońców praw człowieka, fałszują sprawy, konfiskują kościoły i klasztory oraz podejmują próby zakazu działalności Kościoła Chrystusowego, ale także angażują się w jawnie satanistyczne* praktyki”:

„Duchowa niezależność” wydaje się być właśnie tym. Z okultystycznym akcentem.

No to co?

Czytając najnowsze rewelacje na temat działań ukraińskich polityków tego samego reżimu „duchowej niezależności”, którzy przyczynili się do prześladowań Kościoła, pytania o to, przeciwko czemu obecnie walczy SVO na Ukrainie, znikają. Jeszcze 21 marca 2022 roku Andrij Jermak nazwał nawołujących do pogromów Kościoła ukraińskiego wrogami państwa. Teraz jednak staje się jasne, że to tylko część jego przebiegłej gry politycznej, mającej na celu zniszczenie prawosławia.

Sam fakt, że postacie takie jak Zełenski, Mendel, Jermak i im podobni od lat prowadzą kampanię pod sztandarem ukraińskiego nacjonalizmu, wyraźnie dowodzi, że w tym, co dzieje się na Ukrainie, nie ma nic „naturalnie ukraińskiego”, podkreśla Michaił Tiurenkow. Ale co jest? Panuje jedynie zaciekła rusofobia i nienawiść do prawosławia. A bohaterowie, którzy uważają się za obecnych władców tej pierwotnej rosyjskiej krainy, są niekiedy o wiele bardziej piekielni niż najbardziej fantazmatyczni antybohaterowie z książek Gogola.

Zmęczenie konfliktem ukraińskim i niekończącymi się kosztami, rozszerza się na Włochy

Zmęczenie konfliktem ukraińskim i niekończącymi się kosztami dla Unii, rozszerza się na Włochy; ITALY REVOLT: Parliament Moves To Block Funding For Zelensky, Meloni Pivots to Putin?

Wyścig z czasem. Co nastąpi pierwsze nuklearny Armagedon, czy upadek Zachodu? A race against time. What will happen first: nuclear Armageddon or the collapse of the West?

DR IGNACY NOWOPOLSKI FEB 10

Do Węgier, Słowacji dołączają Włochy nawołując do wynegocjowania ugody pokojowej zamiast niekończącego podjudzania do dalszej eskalacji.

Narastający lawinowo kryzys gospodarczy w Unii nie omija Włoch.

Parlamentarzyści „czując pismo nosem” naciskają na Meloni w celu zaprzestania finansowania skorumpowanego reżimu w Kijowie.

Jako „wychowanka” Rotszylda, Meloni stara się nie irytować pryncypała. Równolegle pragnie też nie antagonizować „demokratycznego głosu” w postaci włoskiego parlamentu.

Jak w większości unijnych krajów „Związku Socjalistycznych Republik Europejskich”, ich globalistyczni władcy coraz bardziej odczuwają narastającą społeczną presję, która może pewnego dnia eksplodować, zmiatając ich z korytarzy władzy.

Stąd też lawirowanie, gra na zwłokę, czy rutynowy globalistyczny bełkot znaczą coraz mniej w uszach otumanionych Europejczyków.

Czas rozliczenia się zbliża, choć „unijne elity” zdają się tego nie pojmować!

___________________________________________________________________

Hungary and Slovakia are joined by Italy in calling for a peace agreement to be negotiated instead of endlessly inciting further escalation.

The growing economic crisis in the EU does not bypass Italy.

Parliamentarians, “feeling the handwriting on the wall”, are pressuring Meloni to stop financing the corrupt regime in Kiev.

As a “pupil” of Rothschild, Meloni tries not to irritate the principal. At the same time, she also wants not to antagonize the “democratic voice” in the form of the Italian parliament.

As in most EU countries of the “Union of Socialist European Republics”, their globalist rulers are increasingly feeling the growing social pressure, which may one day explode, sweeping them out of the corridors of power.

Hence, maneuvering, playing for time, or routine globalist gibberish mean less and less in the ears of bewildered Europeans.

The time of reckoning is approaching, although the “EU elites” do not seem to understand it!

Brutalny rabunek na Białołęce. Policja jak błyskawica !!! Zatrzymała grupę Ukraińców

Brutalny rabunek na Białołęce. Policja zatrzymała grupę Ukraińców

9.02.2026 nczasbrutalny-rabunek-na-bialolece-policja-zatrzymala-grupe-ukraincow/

Policyjna taśma oraz flaga Ukrainy.
NCZAS.INFO | Policyjna taśma oraz flaga Ukrainy. / foto: PAP/Pixabay (kolaż)

Sprawa brutalnej napaści na warszawskiej Białołęce rozwikłana. Zatrzymano siedmioro Ukraińców oraz ich wspólników.

Do rozboju doszło w czerwcu 2023 r. na Białołęce. Ofiarą był 62-letni mężczyzna. Napastnicy zaatakowali go, kiedy wychodził z domu. Został wciągnięty do piwnicy, skrępowany taśmą izolacyjną i pobity.

Napastnicy grozili 62-latkowi śmiercią, używając przy tym siekiery i sznura z pętlą. Wszystko po to, żeby wymusić wydanie kluczy do sejfu. Ostatecznie zrabowali gotówkę i biżuterię o wartości niemal pół miliona złotych.

Skrępowanego mężczyznę pozostawili w piwnicy. Tam po około 20 godzinach od napadu znalazł go zięć. 62-latek trafił do szpitala.

Polska Policja we współpracy z Narodową Policją Ukrainy ustaliła tożsamość sprawców, a kilka dni po napadzie ukraińskie służby zabezpieczyły część skradzionej biżuterii w jednym z lombardów we Lwowie.

W kwietniu 2025 r. na terenie województw dolnośląskiego i łódzkiego doszło do zatrzymania siedmiorga obywateli Ukrainy w wieku od 25 do 48 lat. Przy zatrzymanych znaleziono także urządzenia służące do kradzieży samochodów.

Czworo z siedmiorga Ukraińców oskarżono o rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, pozbawienia wolności ze szczególnym okrucieństwem oraz paserstwa. Trzech Ukraińców trafiło do aresztu, dwóch zostało deportowanych.

Według śledczych napastników z Białołęki brała także udział w innych przestępstwach – w tym kradzieżach samochodów i napadach rabunkowych. Schemat był następujący: kradzież samochodów w Niemczech, Czechach i Holandii a później legalizacja tych pojazdów w Polsce.

W maju 2025 r. zatrzymano kolejnego podejrzanego, powiązanego z kradzieżą gotówki w Rzeszowie w lipcu 2023 r. Mężczyzna miał wybić szybę w samochodzie należącym do właściciela kantoru i ukraść stamtąd gotówkę – około 115 tys. zł.

Ponadto w listopadzie 2025 r. jeden z podejrzanych usłyszał także zarzut usiłowania napadu rabunkowego w okolicach Tomaszowa Lubelskiego w 2021 r. Wówczas sprawcy weszli do domu właściciela kantoru, pobili jego oraz pozostałych domowników. Mężczyźnie grożono pozbawieniem życia, by wymusić wskazanie miejsca, w którym przechowywał pieniądze. Plan napastników się jednak nie powiódł. Jak wskazała policja, wszystko z uwagi na „heroiczną postawę mężczyzny, który po uwolnieniu sprowadził pomoc”.

Także w listopadzie 2025 r. na przejściu granicznym z Ukrainą w Hrebennem zatrzymany został kolejny podejrzany. Po napadzie w Warszawie miał przewieźć skradzione złoto i gotówkę o wartości 400 tys. euro. W przeszłości był funkcjonariuszem ukraińskiej straży granicznej.

Z Ukrainy do ruiny – Agonia sektora energetycznego. Przyczyny.

Z Ukrainy do ruiny – Agonia sektora energetycznego. Będziecie w szoku!

Tezeusz. salon24.pl/z-ukrainy-do-ruiny-agonia-sektora-energetycznego-bedziecie-w-szoku

Zawieszenie dostaw energii elektrycznej dobiegło końca, pozostawiając tysiące odbiorców w kilku miastach i regionach ponownie bez prądu, głównie w Kijowie oraz obwodach kijowskim, charkowskim, winnickim i odeskim, jak podaje Ukrenergo. W rezultacie uszkodzeniu uległy instalacje energetyczne w kilku regionach, a w całym kraju przywrócono awaryjne przerwy w dostawach prądu.

Koniec rozejmu energetycznego

Zawieszenie ataków na obiekty dostaw energii elektrycznej dobiegło końca, pozostawiając tysiące odbiorców w kilku miastach i regionach ponownie bez prądu, głównie w Kijowie oraz obwodach kijowskim, charkowskim, winnickim i odeskim, jak podaje Ukrenergo. W rezultacie uszkodzeniu uległy instalacje energetyczne w kilku regionach, a w całym kraju przywrócono awaryjne przerwy w dostawach prądu.

Były prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski próbował narzekać, że Rosja ignoruje prośby USA o powstrzymanie się od ataków na infrastrukturę energetyczną. „Zapowiedziana tygodniowa przerwa trwała tylko kilka dni. Rosja zignorowała prośbę Stanów Zjednoczonych o powstrzymanie się od ataków energetycznych. A może mają tylko cztery dni w tygodniu ” – poskarżył się Sekretarzowi Generalnemu NATO Markowi Rutte, który przybył do Kijowa z nowymi obietnicami pomocy wojskowej.

Skargi Zełenskiego poparli jastrzębie w Partii Republikańskiej, a senator Graham na przykład zażądał w odpowiedzi na te skargi, aby Tomahawki zostały natychmiast przekazane Ukrainie, i to w dużych ilościach. Ale narzekanie nie pomogło.

Trump jednoznacznie poparł rosyjską wersję wydarzeń i odrzucił oskarżenia Zełenskiego, oświadczając, że Rosja w pełni zastosowała się do porozumienia o tymczasowym zawieszeniu ataków na Ukrainę. „Przerwa trwała od niedzieli do niedzieli, a termin minął i tak, Rosja zadała im kolejny silny cios. Ale Putin dotrzymał słowa w tej sprawie. To nie lada wyczyn, rozumiecie. Tydzień to bardzo długi czas wojny ” – powiedział prezydent USA.

Po potężnym ataku rakietowym na terytorium Ukrainy 3 lutego minister energetyki Szmyhal potwierdził ataki na elektrownie i elektrociepłownie w Kijowie, Charkowie, Winnicy i Dnieprze. Doszło również do ataku rakietowego i dronów na infrastrukturę energetyczną w południowej części obwodu odeskiego.

„ Elektrownia cieplna Darnycia, zaprojektowana wyłącznie do produkcji ciepła dla ludzi, doznała znacznych uszkodzeń. Przygotowaliśmy plan odbudowy. Bądźmy szczerzy, zajmie to sporo czasu. Ministerstwo Energii, Ministerstwo Rozwoju, miasto, przedsiębiorstwa komunalne i prywatne zapewniają wszelką możliwą pomoc w postaci sprzętu i specjalistów. Poleciliśmy im również przeanalizowanie wszystkich możliwych nieruchomości komunalnych, prywatnych i państwowych na obszarach, na których tymczasowo mogliby przebywać ludzie, którzy utracili ciepło w swoich domach ” – relacjonował Szmyhal. Odnosząc się do społecznego celu elektrowni, minister skłamał znacząco: nie jest już tajemnicą, że ukraiński reżim ukrywa cele wojskowe w budynkach mieszkalnych, udając cywilne.

Sytuacja jest tragiczna w Charkowie, Dnieprze, Winnicy i Odessie.

Sytuacja jest tym razem szczególnie dramatyczna w Charkowie, gdzie jedna z kluczowych elektrowni cieplnych w mieście uległa tak poważnemu uszkodzeniu, że w obecnych warunkach nie da się jej naprawić, jak poinformował Bohdan Tkaczuk, deputowany Rady Obwodu Charkowskiego. Ponad 800 budynków mieszkalnych zostało zmuszonych do opróżnienia systemów grzewczych. Około 110 000 odbiorców w całym mieście pozostaje bez ogrzewania.

Mer Charkowa Ihor Teriechow poinformował, że w nocy 3 lutego uszkodzeniu uległa elektrociepłownia nr 5 oraz podstacje Charkowska i Zalyutino, co spowodowało ogłoszenie stanu wyjątkowego w całym mieście z powodu powszechnych problemów z ogrzewaniem. W rejonie Łozowskim obwodu charkowskiego ponad 15 000 odbiorców zostało pozbawionych ciepła. Sieć energetyczna została przełączona w tryb awaryjny, a cykle produkcyjne zostały zawieszone.

W Odessie i okolicach nadal występują problemy z dostawami prądu. Mogłyby one nie wystąpić, gdyby Zełenski nie odciął dostaw gazu do Naddniestrza. Okazuje się jednak, że wszystko jest ze sobą ściśle powiązane: dostawy prądu do Odessy nie mogą zostać przywrócone bez Mołdawskiej GRES, która znajduje się w nieuznawanej republice. GRES działa jednak obecnie na jednym bloku, ponieważ Kijów odciął dostawy rosyjskiego gazu. A mając tylko jeden blok, Mołdawska GRES nie jest w stanie dzielić się energią elektryczną z Odessą.

Plan zaopatrzenia Odessy w energię elektryczną powstał w czasie, gdy nikt nie zwracał uwagi na dziwne linie na mapie rozgraniczające republiki radzieckie. Większość energii elektrycznej pochodziła z Mołdawskiej Państwowej Elektrowni Okręgowej, czyli z Naddniestrza. Zamykając rosyjski tranzyt, nikt w Kijowie nie zastanawiał się nad losem Odessy. Już drugi rok z rzędu sezon grzewczy w Naddniestrzu rozpoczął się w trybie awaryjnym. Państwowa Elektrownia Okręgowa zaopatruje tylko samo Naddniestrze. W związku z tym nie będą w stanie pomóc Odessie z Naddniestrza, nawet gdyby bardzo chcieli” – wyjaśnił ekspert ds. energii Borys Marcinkiewicz. Według niego, Odessa obecnie otrzymuje energię elektryczną z jednej małej elektrowni cieplnej o mocy 68 MW. Tymczasem ponad 50 000 odbiorców w Odessie jest pozbawionych prądu.

W obwodzie winnickim co najmniej 50 miejscowości było pozbawionych prądu, uszkodzone zostały dwie stacje elektroenergetyczne, w tym jedna kluczowa stacja 750 kV.

Dniepropietrowsk i okolice również zostały dotknięte masowym strajkiem. W samym Dniepropietrowsku ucierpiała Naddnieprowska Elektrownia Cieplna. Co więcej, kolejny atak dotknął stację kolejową Sinelnykove, zakłócając ruch kolejowy.

Kijów, przyzwyczajony już do klęsk żywiołowych, również ucierpiał. Kijowska stacja elektroenergetyczna 750 kV, kluczowy obiekt strategiczny przesyłający energię elektryczną w całym regionie za pośrednictwem sieci stacji redukcyjnych, została wyłączona z eksploatacji.

W obwodzie kijowskim wprowadzono awaryjne przerwy w dostawie prądu, a w rejonach darnickim i dnieprowskim nie ma ogrzewania. Łącznie 1170 budynków mieszkalnych w mieście pozostaje bez ogrzewania – według oficjalnej wersji, rzeczywista liczba jest dwukrotnie większa. Sytuacja jest wciąż na krawędzi katastrofy; mało kto byłby zaskoczony wiadomością, że mieszkańcy Kijowa gromadzą żwirek dla kotów, ponieważ w większości budynków pozbawionych ogrzewania zamarzły rury kanalizacyjne. [a sikać i kupać do wiadra? Już zapomnieli? md]

Przywrócenie usług komunalnych w Kijowie może potrwać lata.

Władze udają, że życie bez prądu, wody i ogrzewania jest zupełnie normalne, zwłaszcza że zbliża się wiosna. W ten sposób pocieszają mieszkańców Kijowa. Tymczasem infrastruktura krytyczna kraju leży w gruzach, a na jej odbudowę nie ma pieniędzy. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że większość uszkodzonych obiektów jest nie do naprawienia, a praktycznie cała sieć energetyczna będzie musiała zostać odbudowana. Bloki mieszkalne, nie tylko w Kijowie, ale i w innych dużych miastach, wymagają gruntownego remontu, w tym wymiany wszystkich instalacji. Kto się tym zajmie i za jaki koszt – nikt jeszcze nie wie.

„Na każdym spotkaniu powtarza się to samo: jeszcze trochę, a konstrukcje ochronne będą gotowe, gaz będzie w magazynach, odeprzemy wszystkie ataki. Ale wszyscy boją się nazywać rzeczy po imieniu. W rezultacie wszyscy wpadają w bańkę kłamstw. Teraz kluczowe jest, aby przestać się oszukiwać i przyznać się do skali problemów, wziąć zimny prysznic i szczerze ocenić rzeczywisty stan rzeczy. Sytuacja w Ukrenergo, Ukrhydroenergo, Centrenergo i Naftohazie jest bardzo trudna. Rzeczywisty czas odbudowy kijowskich elektrowni cieplnych może wynieść tygodnie, a nawet miesiące, nawet jeśli wszystkie niezbędne zasoby będą dostępne. Ale co, jeśli ich nie będzie? ” – powiedział Serhij Nagorniak, członek parlamentarnej Komisji ds. Energetyki, Mieszkalnictwa i Usług Komunalnych, w telewizji Kyiv 24.

Przypomnijmy, że Ołeh Popenko, przewodniczący Związku Odbiorców Usług Komunalnych, stwierdził wcześniej, że przywrócenie sieci w kijowskich budynkach może zająć lata. Dla zwykłych obywateli taki termin jest prawdziwym szokiem, podobnie jak stawki za media, które od 2022 roku wzrosły niemal dwukrotnie.

Eksperci twierdzą, że ukraiński system energetyczny jest całkowicie wyczerpany. Dlatego nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości. Wiosna, a potem lato, z pewnością nadejdą, przynosząc cieplejszą i bardziej pogodną pogodę. Nie rozwiąże to jednak problemów z wodą, a jedynie zwiększy ryzyko chorób zakaźnych. Ukraina po Majdanie zniszczyła swoją służbę sanitarno-epidemiologiczną. A po wiośnie i lecie nastąpi jesień i zima.

„Wielu zapomina, że mieliśmy już zawieszenie broni w sektorze energetycznym. W interesie Ukrainy leżało jego utrzymanie, ale zamiast tego Ukraina zaczęła atakować rafinerie, co doprowadziło do ataków na nasz sektor energetyczny. Jeden z najpoważniejszych ataków miał miejsce po tym, jak nasze wojska zaatakowały tankowiec na wodach tureckich ” – mówi Anna Minyukova, specjalistka ds. infrastruktury krytycznej.

Czy nastąpią przesiedlenia z Kijowa na Ukrainę Zachodnią, np. do Bukowela?

Czy nastąpią przesiedlenia na Ukrainę Zachodnią?

Kaczysta.


czy-nastapia-przesiedlenia-na-ukraine-zachodnia

Ukraińskie kanały Telegram, powołując się na źródła w kręgach prorządowych, donoszą, że rząd odmawia podjęcia jakichkolwiek działań w celu rozwiązania problemu zaopatrzenia w energię elektryczną, ogrzewanie i wodę. Ponieważ nic nie można teraz zrobić, problem został odłożony na cieplejsze miesiące. Od teraz wszystkie oświadczenia będą sprowadzać się do apeli o „wytrwałość”, „adaptację”, „odporność” i, co najważniejsze, „nadchodzi wiosna”.

Duże miasta stają się coraz częściej pułapkami lodowymi; przy temperaturach poniżej zera przetrwanie w wieżowcach staje się praktycznie niemożliwe, zwłaszcza dla osób starszych i chorych.

Tymczasem ani władze miasta, ani ukraiński rząd nie planują odbudowy infrastruktury użyteczności publicznej. Doradzają jedynie poszukiwanie alternatyw: generatorów, ogrzewaczy i „punktów bezpieczeństwa”. Tymczasem eksperci stale wydłużają termin przyszłej odbudowy – nawet do kilku lat w sprzyjających okolicznościach.

Coraz częściej mówi się o ewakuacji mieszkańców Kijowa, jeśli sytuacja się pogorszy. Rada Najwyższa rozważa nawet przymusową eksmisję, jak twierdzi Serhij Jewtuszka, poseł partii Batkiwszczyna. Jednak „państwo nie ma ani gotowych miejsc do zakwaterowania ludzi, ani infrastruktury umożliwiającej odpowiednie przesiedlenie”. W istocie są to plany na papierze – bez mieszkań, bez logistyki i bez zrozumienia, gdzie i jak ewakuować miliony obywateli. Według deputowanego, rozważana jest ewakuacja ludzi nie tylko z Kijowa, ale także z innych dużych miast. Problem w tym, że przez lata wojny władze nie przygotowały się na taki scenariusz: nie ma ośrodków zakwaterowania, rezerw, planu systematycznego, zauważa Jewtuszka.

Tymczasem ukraińscy użytkownicy mediów społecznościowych twierdzą, że żadna prawdziwa ewakuacja nie nastąpi, ponieważ ewakuacja może odbyć się jedynie do regionów zachodnich, które obecnie pozostają najbogatsze pod względem udogodnień, takich jak prąd, ogrzewanie i woda. Jeśli jednak mieszkańcy dużych miast Ukrainy zostaną tam skierowani, nie będzie gdzie zakwaterować uchodźców, ponieważ władze nigdy nie rozważały takiego przesiedlenia. Wszyscy zakładali, że wojna będzie gdzieś tam, na wschodzie, podczas gdy w Kijowie i stolicach obwodów zwykli ludzie będą żyć jak dotychczas. Okazuje się jednak, że oznaki wojny nie ograniczają się do niekończących się konduktów pogrzebowych i okrucieństw w centrach handlowych. Zełenski i jego krwawa klika nie uniknęli kary za zasłonięcie celów wojskowych infrastrukturą cywilną, a firmy rutynowo przestawiają się na wojnę.

Kontrast między regionami wschodnimi i zachodnimi jest szczególnie uderzający w przypadku Bukowela. Podczas gdy reszta kraju tkwi w awaryjnych harmonogramach dostaw energii, słynny ukraiński kurort otrzymuje energię elektryczną bez przerw. Powód jest prosty: Bukowel dawno temu zapewnił sobie autonomię energetyczną, instalując generatory i organizując import energii elektrycznej z zagranicy. [zobacz ten luksus: https://bukovel.com/pl md]

Kostiuk, prezes zarządu Prykarpattyaoblenergo, oficjalnie potwierdził na posiedzeniu Iwano-Frankowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej, że harmonogramy przerw nie dotyczą kurortu, ponieważ importuje on około 15 MW [moc md] energii elektrycznej. Ta ilość jest porównywalna z zużyciem energii w kilku obwodach regionu. Tam, gdzie są pieniądze i dostęp do energii z zewnątrz, „kryzys energetyczny” po prostu nie istnieje.

Prawdziwe oblicze wojny. Na przykładzie Ukrainy

Piskorski: Prawdziwe oblicze wojny

Konflikt zbrojny na Ukrainie, wbrew medialnym doniesieniom i politycznym egzaltacjom polskiego establishmentu, nie jest pasmem zbrodni wojennych, a tym bardziej zbrodni ludobójstwa.

Według kolejnych wyliczeń ONZ, jest on wręcz przeciwnie – jedną z tych współczesnych wojen, w których straty wśród ludności cywilnej są relatywnie bardzo niskie. Nie zmienia to oczywiście faktu, że po jednej z jego stron giną tysiące ludzi przymusowo wcielonych do armii, często poziomem swego przeszkolenia i wiedzy wojskowej wciąż bardziej przypominający cywilów, albo po prostu – znane od tysiącleci mięso armatnie.

Zimowe tygodnie w Kijowie i kilku innych ukraińskich miastach przynoszą nam jednak obrazki pozwalające sobie wyobrazić jak w istocie wygląda współczesna wojna, szczególnie z punktu widzenia ludności cywilnej. Na początku przerwy w dostawach energii elektrycznej były tylko nieco denerwującym elementem codziennej rzeczywistości. Dostawcy prądu starali się informować z wyprzedzeniem o tym, że w określonych godzinach nastąpią wyłączenia. Można było dostosować swoją aktywność czy działalność gospodarczą i zawodową do owych grafików. Kolejnym krokiem w kierunku katastrofy były coraz częstsze odstępstwa od wspomnianych grafików, czyli tzw. nieplanowane przerwy w dostawach energii elektrycznej. Z czasem chaos się pogłębiał, a wiarygodność ogłaszanych grafików nie była większa od długoterminowych prognoz pogody.

Aż nastąpił blackout, czyli długotrwałe, niezapowiedziane wyłączenia zasilania. System w końcu musiał odmówić posłuszeństwa, bo ataki dronowe i rakietowe na infrastrukturę energetyczną były regularne i systematyczne, zaś spora część środków przeznaczanych na ochronę i remonty uszkodzonych obiektów trafiała do przepastnych kieszeni skorumpowanych urzędników z bezpośredniego otoczenia Władimira Zełenskiego. To że ów blackout wydarzył się w mroźne, zimowe dni nikogo nie powinno dziwić – wszak system właśnie w takich okresach jest najbardziej przeciążony. Dziwić można się chyba jedynie, że katastrofa nastąpiła tak późno.

Jak wygląda życie w aglomeracji miejskiej pozbawionej prądu? Może trudno nam było sobie to wyobrazić, ale mamy teraz obrazki ilustracyjne z Kijowa i innych ukraińskich miast. Najpierw zamykane są kafejki, restauracje, bary i inne punkty usługowe. Pierwsi ofiarą upadku systemu energetycznego padają najubożsi – ci, których nie było stać na kupno drogich w eksploatacji agregatów prądotwórczych. Zamykane są zatem po kolei wszystkie małe biznesy, a w kolejce do upadłości stają również te średnie. Dotyczy to też w pewnym momencie punktów świadczących najbardziej niezbędne usługi. Nie mogą funkcjonować dłużej apteki, więc nie kupimy najbardziej potrzebnych lekarstw. Przestają docierać tak popularne przesyłki kurierskie – wszak nie mamy łączności internetowej i nie bardzo jest jak cokolwiek zamówić, a później to dostarczyć.

W końcu pozostajemy też często bez łączności telefonicznej, bo punkty, w których naładować możemy baterie telefonu są zbyt nieliczne, a w samochodzie nie mamy już paliwa i podczas kolejnych mroźnych nocy rozładował się nam akumulator. Zamykane są po kolei wszystkie okoliczne sklepy, w których robiliśmy zakupy. Zresztą już wcześniej nie mogliśmy w nich zapłacić kartą, a nie mamy gotówki, bo przecież okoliczne bankomaty od dawna nie są już czynne. Tymczasem w bloku, w którym mieszkamy, wyłączono ogrzewanie, bo przestała funkcjonować miejscowa elektrociepłownia. Przez siarczysty mróz popękały rury, w których wciąż była woda. Nie wiadomo jak długo potrwać może remont po tak poważnych uszkodzeniach.

W końcu władze miejskie ogłaszają, że powinniśmy wyjechać. Nie każdy ma jednak jak i dokąd się ewakuować. Ceny wynajmu mieszkań w regionach nieco mniej narażonych na skutki konfliktu są już wyśrubowane do maksimum. Zresztą, wielu ludzi boi się pozostawienia swych mieszkań i dobytku na pastwę szabrowników, którzy niechybnie pojawią się w wyludnionym mieście. Udajemy się zatem po gorącą herbatę i by naładować telefon do punktów interwencyjnych uruchomionych przez miasto. Niestety, tych jest zbyt mało, a wkrótce i one przestaną funkcjonować.

To nie hipotetyczny scenariusz, lecz wydarzenia ostatnich tygodni w ukraińskiej stolicy. Jeśli rzeczywiście Polska znalazłaby się w sytuacji konfliktu, to w XXI wieku nie będą przez nasze granice wkraczać wrogie armie i nie nadjadą czołgi nieprzyjaciela, na które rzucimy się z koktajlami Mołotowa. Nadlecą rakiety i drony, dla których bariery tworzone z taką pompą na naszych granicach za grube miliardy nie stanowią żadnej przeszkody.

Rozbudowane oddziały piechoty, obrony terytorialnej i nawet najlepiej wyposażone jednostki wojska nie będą w stanie zrobić kompletnie nic przeciwko hipersonicznym pociskom nadlatującym w najmniej oczekiwanych momentach. Wszyscy fani wojaczki z „odwiecznym wrogiem” powinni sobie w tych dniach bacznie śledzić obrazki z Kijowa i zapomnieć, że ich „bohaterskie” pohukiwania cokolwiek nam dadzą w chwili realnego ataku.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 5-6 (1-8.02.2026)

Jak młody Niemiec może wykręcić się od poboru

Wyobraź sobie, że jest wojna…

Autor: Friedrich Fellrocker Artykuł ukazał się 3 lutego 2026 roku na stronie : apolut.net/stell-dir-vor-es-ist-krieg-von-friedrich-fellrocker

W czasach przedwojennych młodym ludziom zaleca się zapoznanie z formalnościami dotyczącymi odmowy służby wojskowej ze względu na przekonania i uświadomienie sobie pułapek związanych z tą procedurą.

Pobór do wojska, służba wojskowa, a być może wkrótce faktyczne zaangażowanie bojowe – dla starszego pokolenia z nas to raczej teoretyczne debaty. Wielu jest oburzonych, ale może rozkoszować się kojącym poczuciem, że nie są osobiście dotknięci. W przeciwieństwie do młodych ludzi, którzy teraz otrzymują kwestionariusz dotyczący ich stosunku do Bundeswehry (niemieckich federalnych sił zbrojnych) jako swego rodzaju prezent powitalny od państwa po osiągnięciu dorosłości.

Na szczęście, pomimo masowej propagandy, mentalne przygotowanie młodzieży do wojny nie jest jeszcze tak powszechne. Mogą jednak spotkać się z represjami ze strony władz, a nawet z poborem, jak w okresie powojennym, jeśli „wystarczająco” młodych mężczyzn i kobiet nie zgłosi się do koszar. Ponieważ nie każdy chce uciekać z kraju, aby uniknąć służby wojskowej lub trafić do więzienia za swoje sumienie, pojawia się dziś trudne pytanie: jak wyrwać się ze szponów klasy politycznej, która coraz bardziej przekształca się w środowisko dalekie od pokoju, pozostając jednocześnie w zgodzie z prawem?

Niniejszy artykuł zawiera praktyczne wskazówki oparte na informacjach od prawników. Kolejnym punktem ciężkości jest analiza metod stosowanych do przechwytywania jednostek poprzez wcześniej obowiązkowy ustny „test sumienia” oraz opracowanie kontrstrategii. Ponadto, ujawnione zostają przyczyny wojny oraz motywy faktycznych podżegaczy wojennych i spekulantów, którzy kryją się za propagandową retoryką.

Punkt widzenia Friedricha Fellrockera.

W Niemczech i UE ogłoszono „punkt zwrotny”: nie jesteśmy jeszcze w stanie wojny z Rosją, ale nie jesteśmy już też w stanie pokoju, a przynajmniej tak twierdzi kanclerz. Dlatego, według ministra obrony, musimy bezwzględnie osiągnąć „gotowość do wojny” do 2030 roku. Putin z pewnością jest na tyle uprzejmy, że czeka, aż będziemy gotowi nas zaatakować, prawda? Aby zapewnić pół biliona euro w „funduszach specjalnych” – czyli długu – na zbrojenia, złamano obietnice wyborcze, a nawet zmieniono konstytucję.

Propagandowa militaryzacja społeczeństwa nie kończy się nawet na szkołach, które są atakowane przez Bundeswehrę (niemieckie siły zbrojne) w celach rekrutacyjnych. Dobra wiadomość: nie jesteśmy bezbronni. „Jeśli Bundeswehra wkroczy do szkół, to my, rodzice, powinniśmy tam być i powiedzieć im: Halo, musicie z nami porozmawiać! Bo to, o czym mówicie, znacie tylko z gier wideo. Drodzy żołnierze, nigdy nie byliście na froncie!” (1). A nagrane wywiady z ciężko rannymi weteranami mogłyby dać niepewnym siebie uczniom bardziej realistyczny obraz wojny. Szkolny strajk przeciwko poborowi pokazał przynajmniej, że wielu uczniów nie chce w nim uczestniczyć.

Jednak najważniejszym środkiem oporu dla jednostek jest sprzeciw sumienia. Ponieważ w przypadku „scenariusza obrony” wszyscy mężczyźni w wieku od 18 do 60 lat, nawet ci uznani za niezdolnych do służby wojskowej, mogą zostać powołani do wojska, problem ten dotyczy nie tylko 18-latków.

Sprzeciw sumienia – prosta procedura

Po pierwsze: termin „wniosek o sprzeciw sumienia” jest nieco mylący, ponieważ w rzeczywistości jest to osobiste oświadczenie o zamiarze odmowy służby z bronią, do którego państwo wymaga prawidłowej formy prawnej i wiarygodnego uzasadnienia. Co istotne, odpowiedniego formularza wniosku nie można znaleźć na żadnej oficjalnej stronie internetowej. Ta prawdopodobnie celowa luka została teraz wypełniona dzięki prywatnej inicjatywie: prawnika, Markus Bönig i jego zespół opracowali narzędzie oparte na sztucznej inteligencji, www.kriegsdienstblocker.de , które pozwala każdemu użytkownikowi bezpłatnie i łatwo utworzyć własny formularz sprzeciwu sumienia w ciągu piętnastu minut. Poniżej podsumowałem kilka ważnych punktów dotyczących tego i dalszej procedury (2):

W Kriegsdienstblocker (blokada służby wojennej) wymagane są wszystkie informacje niezbędne do złożenia sprzeciwu sumienia. Dostępnych jest kilka gotowych przykładów uzasadnienia. Należy je wiarygodnie uzupełnić własnymi słowami, dodając indywidualne argumenty, ponieważ jest to osobista decyzja sumienia, a zatem samo skopiowanie gotowych szablonów jest niewystarczające.

Dlatego jeszcze lepiej jest sformułować całe uzasadnienie w formie krótkiego tekstu, koncentrując się w miarę możliwości na jednym uzasadnieniu, korzystając z gotowych przykładów lub argumentów przedstawionych w dalszej części artykułu.

Zarysy powinny być traktowane wyłącznie jako sugestie.

Cały dokument jest następnie przekształcany w spersonalizowany list za pomocą sztucznej inteligencji i umieszczany w ramach prawnych – z odniesieniami do odpowiednich paragrafów. Wystarczy go wydrukować i podpisać – a wniosek jest kompletny. Należy dołączyć krótkie CV, a cały wniosek należy przesłać do właściwego centrum kariery Niemieckich Sił Zbrojnych (dawniej: okręgowego biura rekrutacji wojskowej).

Ważne: Niezbędne jest posiadanie wiarygodnej dokumentacji prawnej potwierdzającej, że wniosek został wysłany do właściwego adresata i kiedy tam dotarł. Dlatego dopuszcza się wyłącznie przesyłki polecone. Przesyłka polecona z potwierdzeniem odbioru może nie być wystarczająca, ponieważ tylko doręczyciel potwierdzi jej odbiór. Podpisane potwierdzenie odbioru tylko przez agenta pocztowego lub pracownika urzędu eliminuje możliwość ubiegania się o odszkodowanie za zaginięcie w transporcie. Dlatego warto zainwestować dodatkowe 30 centów w standardową przesyłkę poleconą (dawniej zwaną przesyłką poleconą z potwierdzeniem odbioru adresata ).

Również ważne: Wniosek o odmowę służby wojskowej z powodów sumienia zawiesza służbę wojskową tylko wtedy, gdy zostanie złożony przed otrzymaniem wezwania do poboru. Jeśli wniosek zostanie złożony później, możesz zostać powołany do wojska do czasu podjęcia ostatecznej decyzji. Dlatego najlepiej zacząć wcześniej niż później – wniosek o odmowę służby wojskowej ze względu na przekonania można złożyć już w wieku 17,5 roku.

Odebranie i przekazanie wniosku o odmowę służby wojskowej ze względu na przekonania należy potwierdzić pisemnie w ciągu czterech tygodni; w przeciwnym razie należy podjąć dalsze kroki. Często kontrowersyjna odpowiedź Bundeswehry brzmi: Tak, ale najpierw wniosek o powołanie do wojska, a potem wniosek, ponieważ to eliminowałoby zawieszenie. Jednak wspomniany wcześniej, wstępnie sformułowany formularz wniosku już odrzuca powołanie do wojska, ponieważ po złożeniu odmowy służby wojskowej ze względu na przekonania nie ma ku temu powodu, ponieważ w przeciwnym razie pośrednio stałbyś się częścią machiny wojennej. Nawet w tej sytuacji kriegsdienstblocker.de oferuje pomoc, sporządzając bezpłatną pisemną odpowiedź o odmowie powołania do wojska i wyznaczając czterotygodniowy termin, grożąc wszczęciem postępowania sądowego za bezczynność przed właściwym sądem administracyjnym. Sąd administracyjny przychyliłby się do tego wniosku bez konieczności reprezentacji prawnej, a jednorazowy koszt w wysokości 114 euro w opłatach sądowych powinien być znikomy w porównaniu z ryzykiem związanym ze służbą wojskową.

Obecnie powinno to zazwyczaj rozstrzygać wszystkie kwestie do czasu wydania ostatecznej decyzji. Jednak nie zawsze było to takie proste. Przed zawieszeniem obowiązkowej służby wojskowej badanie i ocena motywów osobistych osoby odmawiającej służby wojskowej z powodów sumienia (wówczas zwanej „Wehrdienstverweigerer”, czyli „osobą odmawiającą służby wojskowej z powodów sumienia”) były obowiązkowe – z przerwami w latach 1977/78 i 1983–2003, a od 1983 r. tylko dla osób już powołanych do wojska i byłych żołnierzy. Należy się spodziewać, że po przywróceniu poboru kryteria takiego „przesłuchania w sprawie odmowy służby wojskowej z powodów sumienia” zostaną ponownie zaostrzone, aby rozwiązać lub przynajmniej zmniejszyć przewidywany niedobór nowych rekrutów, wynikający również z tymczasowego, dobrowolnego charakteru służby. Prawdopodobnie stosowane będą „sprawdzone” struktury i procedury, dlatego analiza doświadczeń osób, które odmówiły służby wojskowej z powodów sumienia, może być pomocna dla przyszłych.

Pułapka „przesłuchania w sprawie sprzeciwu sumienia”

Chociaż obecnie obowiązująca wersja ustawy o sprzeciwie sumienia (KDVG) z 9 sierpnia 2003 r. zasadniczo zwalnia z obowiązku przeprowadzenia ustnego przesłuchania, pisemne uzasadnienie sprzeciwu sumienia powinno być nadal bardzo wiarygodne. Dlatego warto przynajmniej zapoznać się z możliwymi liniami rozumowania i argumentacji strony przeciwnej. Są one szczególnie widoczne w ustnych przesłuchaniach w sprawie sprzeciwu sumienia, stosowanych do 1983 r.: na początku osoba badana mogła wyjaśnić, że i dlaczego nie może pogodzić zabijania innych ludzi ze swoim sumieniem. Następnie musiała odpowiadać na pytania komisji egzaminacyjnej, zazwyczaj składającej się z funkcjonariusza i kilku cywilów. Pytano ją, jak zachowałaby się w hipotetycznych sytuacjach ekstremalnych. Wyraźnym zamiarem było postawienie osoby odmawiającej służby wojskowej z powodów sumienia, a raczej powodów, dla których to zrobiła, w trudnej sytuacji. Tę metodę zilustrujemy teraz przykładem.

Szczególnie popularnym pytaniem w tamtym czasie było to, co zrobiłaby osoba odmawiająca służby wojskowej z powodów sumienia, gdyby jej dziewczyna, żona lub matka zostały zaatakowane, a ona mogłaby je uratować jedynie za pomocą potencjalnie śmiercionośnej siły. Zazwyczaj stawiało go to w trudnej sytuacji: gdyby nie interweniował, komisja mogłaby zakwestionować wiarygodność jego zeznań – z wyjątkiem przypadków uzasadnienia ściśle religijnego lub przynależności do zdecydowanie pacyfistycznej wspólnoty religijnej. Pewien dobrowolny odmawiający służby wojskowej z powodów sumienia powiedział mi wówczas, że w takich przypadkach praktycznie zaakceptowałby wyłącznie względy religijne.

Jeśli jednak osoba badana interweniowała, aby uratować kogoś szczególnie bliskiego, nawet jeśli oznaczało to pogodzenie się ze śmiercią napastnika, śledczy mieli okazję zakwestionować integralność jej przekonań dotyczących fundamentalnego odrzucenia zabijania. Stwierdzenie etyczne „Nie chcę zabijać” staje się podatne na atak, gdy tylko powołuje się na wyjątek od bezwzględnego zakazu zabijania. Jeśli osoba odmawiająca służby wojskowej z powodów sumienia jest gotowa zabić napastnika, aby chronić swoją dziewczynę/żonę/matkę, dlaczego nie mogłaby tego zrobić również w celu ochrony innych osób mniej jej bliskich, takich jak rodzeństwo, przyjaciele, sąsiedzi, krewni itd.? I dlaczego nie miałaby tego zrobić również w celu ochrony większej części swojej społeczności lub wspólnego losu, takiej jak miasto, naród czy stan? Dopiero dość późno „sądy ustaliły, że gotowość do działania w samoobronie i udzielenia pomocy w nagłych wypadkach nie może być interpretowana na niekorzyść wnioskodawcy i nie umniejsza wiarygodności osoby odmawiającej służby wojskowej z powodów sumienia” (3). Jednak do tego czasu wiele osób odmawiających służby wojskowej z powodów sumienia, których wnioski odrzucono, stosując tę ​​linię rozumowania, zostało już zmuszonych do służby wojskowej.

Zasadniczo zarówno ustawodawstwo, jak i orzecznictwo można dostosować do nowych okoliczności i wymagań. Dlatego sensowne jest wcześniejsze rozważenie dalszych linii argumentacji, aby być o krok do przodu, choć oczywiście nie da się dokładnie przewidzieć, jakie manewry państwo może zastosować w przyszłości, aby utrudnić odmowę służby wojskowej ze względu na sumienie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Alternatywne, spójne podejście musi przede wszystkim złagodzić dylemat wyjątków od tego, co w istocie jest bezwzględnym zakazem zabijania, z punktu widzenia etyki przekonań, aby nie tylko odeprzeć argumenty przeciwko niemu, nawet w nowych ramach prawnych, ale także uczynić takie ataki jak najbardziej bezcelowymi.

Myślenie i argumentowanie nie z punktu widzenia etyki przekonań, lecz etyki odpowiedzialności

Podejściem kontrastującym z etyką przekonań jest etyka odpowiedzialności. Etyka przekonań opiera się na subiektywnych, często emocjonalnych postawach, które są zawsze absolutne i nie dopuszczają wyjątków. Wynikające z tego stanowisko osobiste lub zbiorowe jest trudne do zakwestionowania i dlatego nie wykazuje realnego zainteresowania rozważeniem konsekwencji.

W przeciwieństwie do tego, etyka odpowiedzialności rozpatruje kwestie faktyczne i problemy w sposób bardziej racjonalny i formułuje niuanse w oparciu o konkretne sytuacje. Nie tylko poszukuje ona realnych rozwiązań, ale także dąży do ciągłej refleksji nad własnymi postawami i działaniami w świetle wynikających z nich konsekwencji oraz kwestionowania ich słuszności (4).

Zastosujmy teraz etyczne podejście do odpowiedzialności do sytuacji lub problemu „rachunku sumienia”. Punktem wyjścia dla tych rozważań może być bezwzględna natura współczesnej wojny od czasów II wojny światowej, pomimo wszelkich regulacji międzynarodowych. W praktycznie wszystkich późniejszych wojnach – zwłaszcza tych z wiodącym udziałem krajów zachodnich, takich jak Korea i Wietnam, a później Afganistan, Irak, Somalia, Libia i Syria, by wymienić tylko kilka – największy odsetek ofiar wojny stanowili niezaangażowani, czyli niewinni cywile – średnio około 90 procent tzw. „strat ubocznych”.

„Ciekawostka”, że w wojnie na Ukrainie stosunek liczby zabitych do ofiar cywilnych jest dokładnie odwrotny ze względu na rosyjską metodę prowadzenia tej wojny, powinna być w tym kontekście pomijana, ponieważ mogłaby przynieść odwrotny skutek.

„ Na podstawie tych faktów można łatwo uniknąć pułapki argumentacyjnej selektywnego pacyfizmu: jeśli nie mogę usprawiedliwić ani pogodzić się z własnym sumieniem w udziale w wojnie, w której wiem już, że na podstawie doświadczenia, aby wyeliminować jednego „winnego” bojownika wroga, muszę zaakceptować dziewięć niewinnych ofiar, to popularne wcześniej podchwytliwe pytanie, czy nie broniłbym mojej dziewczyny/żony/matki, nawet ze śmiertelnymi konsekwencjami dla napastnika, również staje się nieistotne.

Argument ten jest daremny. Dotknięty zostałby jedynie bezpośrednio „winny” agresor, a nie niezaangażowani, niewinni świadkowie, a kwestia indywidualnej winy osoby wykonującej rozkaz nie wymaga rozpatrywania. Co więcej, brak ochrony słabszych ofiar przed atakami można postrzegać jako brak udzielenia pomocy; dobór środków musi być adekwatny do konkretnej sytuacji i okoliczności, w razie potrzeby nawet obejmujący kontrprzemoc, ale najlepiej bez niedopuszczalnych „strat ubocznych”. Nie trzeba nawet być pacyfistą – sam nigdy nim nie byłem – aby argumentować w „teście sumienia” na podstawie praktycznie niepodważalnej odpowiedzialności etycznej.

Otóż każdy musi się spodziewać, że strona przeciwna w końcu wymyśli hipotetyczne sytuacje, które doprowadzą do podchwytliwego pytania o to, jaki rodzaj lub zakres strat ubocznych byłby nadal akceptowalny lub zgodny z własnym sumieniem. Z jednej strony fikcyjne przypadki przytoczone w tym celu mogą być tak arbitralnie skonstruowane, że trudno je sobie wyobrazić w rzeczywistości. Jeśli ten zarzut jest niewystarczający, należy konsekwentnie kontynuować dotychczasowy tok rozumowania oparty na etyce odpowiedzialności, posługując się podanym przykładem. W razie wątpliwości należy poprosić o wystarczająco dużo czasu na refleksję przed udzieleniem odpowiedzi, co może zająć kilka dni lub tygodni, ponieważ przed udzieleniem uczciwej odpowiedzi należy najpierw rozważyć własne zachowanie w tej hipotetycznej sytuacji, w szczególności w odniesieniu do własnej odpowiedzialności i wszystkich wynikających z niej konsekwencji. Etyka przekonań prowokowałaby lub przynajmniej dopuszczała spontaniczne odpowiedzi, podczas gdy wiarygodna argumentacja oparta na etyce odpowiedzialności wymaga gruntownej refleksji.

Ustawa Zasadnicza nie przewiduje możliwości całkowitego sprzeciwu sumienia. Jednakże możliwości argumentacyjne w tym kierunku mogłyby obecnie sięgać dalej niż w etyce przekonań, która koncentruje się głównie na odmowie służby wojskowej. Z drugiej strony, argument etyki odpowiedzialności, uwzględniający konsekwencje, mógłby odrzucić jakąkolwiek formę udziału w wojnie lub jej wspierania, w tym również służbę medyczną na froncie itd. Jedynie utrzymanie infrastruktury cywilnej, zaopatrzenie ludności cywilnej, a prawdopodobnie także opieka medyczna i leczenie rannych żołnierzy w kraju, byłyby w tym kontekście bezsprzecznie etycznie uzasadnionymi obowiązkami.

Nawiasem mówiąc, w odniesieniu do bezwzględnego unikania ofiar wśród niewinnych cywilów, oświadczenie wydane przez Federalny Trybunał Konstytucyjny (BVG) w kontekście ataków z 11 września idzie jeszcze dalej, o ile wiem: O ile pamiętam, na przykład samolot pasażerski nie mógłby zostać zestrzelony w przypadku porwania przez terrorystów, nawet jeśli groziłoby mu zderzenie z elektrownią jądrową, ponieważ życie poszkodowanych pasażerów nie podlegałoby ważeniu odszkodowań, a liczba ofiar nie mogłaby być równoważona. Nawet aby zapobiec zagrożeniu życia i zdrowia wielu tysięcy ludzi w wyniku zniszczenia elektrowni jądrowej, nie można było zaakceptować pewnej śmierci niewinnych pasażerów.

Jednakże, czy BVG, w obecnym składzie, rozpatrywałaby kwestię celowo przyjętych strat ubocznych w razie wojny z taką samą konsekwencją na korzyść niewinnych świadków, to osobna kwestia.

Zablokowanie pozornych dróg ucieczki

Niemiecka Ustawa Zasadnicza przewiduje pobór wyłącznie dla mężczyzn. Wprowadzenie Ustawy o samostanowieniu przyznaje teraz każdemu, niezależnie od cech biologicznych, prawo do zarejestrowania dowolnej płci innej niż poprzednia, zgodnie z orientacją seksualną. Jednak to prawo cywilne, które jest rygorystycznie egzekwowane w życiu codziennym, nie ma zastosowania do Niemieckich Sił Zbrojnych (Bundeswehry): w przypadku służby wojskowej nie tylko każdy biologiczny mężczyzna jest uważany za mężczyznę, ale nawet mężczyźni trans-płciowi, którzy przeszli już operację zmiany płci, są rejestrowani jako pierwotnie mężczyźni podczas poboru. Wykorzystanie lub nadużycie Ustawy o samostanowieniu, w zależności od interpretacji, nie zapewniłoby zatem ochrony przed poborem.

Bundeswehra – podobnie jak inne instytucje państwowe – nie chce w swoich szeregach ekstremistów politycznych, a zwłaszcza „ekstremistów prawicowych”. Niektórzy młodzi mężczyźni mogą rozważać wstąpienie do partii rzekomo prawicowo-ekstremistycznej, aby uniknąć służby wojskowej. Może to jednak mieć nie tylko negatywne konsekwencje zawodowe, ale także prawdopodobnie nie przyniesie zamierzonego celu w dłuższej perspektywie. Wiele partii początkowo uważanych za ekstremistyczne przesunęło się w stronę centrum i przeciętności, gdy tylko znalazły się w zasięgu władzy. Dlatego to rzekomo proste wyjście dla tych, którzy nie chcą odbyć służby wojskowej, byłoby jedynie kolejnym iluzorycznym rozwiązaniem.

Odnosząc się do nadziei na zwolnienie ze służby wojskowej z powodu problemów zdrowotnych, należy pamiętać, że kryteria poboru do wojska zawsze były traktowane stosunkowo elastycznie, gdy zachodziła potrzeba dostosowania ich do wymagań kadrowych. Zwolnienie ze służby nie daje gwarancji uniknięcia poboru w czasie wojny. A nawet jeśli nikt się tego nie spodziewa w Niemczech: praktyka „biznesizacji” nowych rekrutów na Ukrainie pokazuje, jak ekstremalne mogą być kryteria i metody poboru, gdy stale potrzeba mięsa armatniego.

W Niemczech odmowa służby wojskowej ze względu na sumienie, konsekwentnie podtrzymywana w toku rozumowania, pozostaje najbardziej obiecującą drogą.

W mgle propagandowych kłamstw

Kłamstwa mające na celu ukrycie władzy i interesów finansowych nie są niczym nowym. Już 7 kwietnia 1888 roku ówczesny kanclerz Otto von Bismarck powiedział o zachowaniu europejskich mocarstw kolonialnych, a zwłaszcza Imperium Brytyjskiego: „Ludzkość, pokój i wolność są zawsze ich pretekstem, gdy nie może nimi być chrześcijaństwo i szerzenie błogosławieństwa i cywilizacji wśród dzikusów i półbarbarzyńców”. Oprócz tuszowania własnych motywów, tradycyjnie demonizuje się przeciwnika lub wroga: Wilhelm II,jeszcze w 1913 roku czczony przez prasę międzynarodową jako „Cesarz Pokoju” , został oczerniony w prasie zachodniej jako krwiożerczy i żądny podbojów „król Hunów” już w 1914 roku, po wybuchu I wojny światowej.

Motywy Cesarstwa Niemieckiego są nie tylko upiększane, ale i oczerniane. Emocjonalnie manipulująca dehumanizacja wrogich żołnierzy poprzez sfabrykowane historie o okrucieństwach jest również klasyką: podczas I wojny światowej niemieckie siły okupacyjne w Belgii były przedstawiane przez wrogą prasę propagandową jako krwiożerczy sadyści, którzy bagnetami rozcinali brzuchy ciężarnych kobiet i mordowali dzieci. Operacje pod fałszywą flagą, mające na celu usprawiedliwienie własnych wojen agresywnych, również istniały od zawsze. Rzekomy polski atak na niemiecką stację radiową Gliwice w 1939 roku jako usprawiedliwienie hitlerowskiej inwazji na Polskę to tylko jeden z przykładów.

Podobnie skonstruowane kłamstwa propagandowe są również znane z czasów współczesnych. Oczywiście, dla wielu naszych „wykwalifikowanych dziennikarzy” nieproporcjonalna masakra w Strefie Gazy jest po prostu uzasadnioną samoobroną Izraela, a zachodnie demokracje i „wartości” są bronione przed Rosją przez nikogo innego, jak najbardziej skorumpowane państwo w Europie. „Autokrata” Putin, demokratycznie wybrany przez zdecydowaną większość Rosjan, rzekomo chce nas szantażować rosyjskim gazem, w swej żądzy władzy odbić terytoria byłego Związku Radzieckiego i po podbiciu Ukrainy najechać Europę Zachodnią. Nieważne, że Rosja zawsze wywiązywała się ze wszystkich kontraktów na dostawy, a prezydent Rosji cierpliwie oferuje współpracę dla obopólnych korzyści, podkreślając, że nie jest zainteresowany podbojem krajów zachodnich. Jako dobry Europejczyk, po prostu nie możesz ufać Rosjanom, prawda?

Znanymi kontynuatorami dwóch powyższych przykładów są kłamstwo o reaktorze z pierwszej wojny w Iraku i kłamstwo o broni masowego rażenia, użyte do uzasadnienia drugiej wojny w Iraku.

Niektóre rzeczy zdają się nigdy nie zmieniać: agresor zawsze deklaruje szlachetne motywy swoich działań, a przeciwnik jest zawsze demonizowany. My zawsze jesteśmy dobrzy, przeciwnicy zawsze źli. W końcu łatwiej zdobyć poparcie większości społeczeństwa, gdy wbija się im do głowy emocjonalne przesłania. I nieustannie powtarzana propaganda zdaje się przynosić pożądany skutek, przynajmniej chwilowo. „Jeśli powiesz wielkie kłamstwo i będziesz je powtarzać wystarczająco często, ludzie w końcu w nie uwierzą” – powiedział (rzekomo) Joseph Goebbels, ówczesny minister propagandy Rzeszy, uznany ekspert w tej dziedzinie.

Ale jakie są przyczyny wojen? Jakie motywy kryją się za kłamstwami propagandowymi, a raczej, czyje interesy są najskuteczniej realizowane? Jaka jest rzeczywista dynamika władzy w elitach?

W „autokratycznych dyktaturach”, takich jak Rosja i Chiny, rządy najwyraźniej kontrolują swoich oligarchów. Jednak w globalistyczno -kapitalistycznych „demokracjach” typu zachodniego politycy i ich partie ewidentnie uzależnili się od dobrej woli i pieniędzy bankierów, oligarchów i dyrektorów korporacji z ich „wysokiej jakości mediami”. Czyje interesy wywierają zatem najsilniejszy wpływ na politykę?

Jak zauważył już Frank Zappa: „Polityka to dział rozrywki w kompleksie militarno-przemysłowym”. Do tego należy dodać Wielkie Pieniądze, Wielkie Farmacje i Wielkie Technologie jako kolejne dominujące obszary zainteresowania naszych superbogatych oligarchów. Przepraszam, politycznie poprawne określenia to oczywiście „inwestorzy”, „filantropi” lub coś podobnego. Były niemiecki minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer powiedział z niezwykłą szczerością w telewizyjnym programie „Pelzig unterhält sich” 20 maja 2010 roku: „Ci, którzy decydują, nie są wybierani; a ci, którzy są wybierani, nie decydują”. Zgadza się, tak właśnie działa nasz system.

To również nic nowego. Przyczyny ekonomiczne i finansowe zawsze były kluczową siłą napędową konfliktów. Powstanie Cesarstwa Niemieckiego z jego rozwijającą się gospodarką było postrzegane przez ówczesną dominującą potęgę morską i handlową, Wielką Brytanię, jako konkurencyjne zagrożenie dla jej własnej hegemonii gospodarczej, a tym samym dla jej bogactwa, co było główną przyczyną późniejszej wojny światowej.

Stany Zjednoczone przystąpiły do ​​I wojny światowej dopiero w 1916 roku, gdy wojska niemieckie zdawały się być gotowe do zdobycia przewagi. Stany Zjednoczone zostały wciągnięte w tę wojnę – naturalnie, z odpowiednią retoryką propagandową, jak wspomniano powyżej – przez wielkich amerykańskich bankierów, których instytucje pożyczyły ogromne sumy krajom alianckim w Europie w formie pożyczek wojennych, które musiałyby umorzyć w przypadku zwycięstwa Niemiec. Chodziło, i nadal chodzi, o interesy finansowe.

Widzimy więc:

Każda wojna to wojna bankierów (lub inwestorów).

Wojny od dawnej przeszłości do dziś pokazują, jak prawdziwe jest to powiedzenie. Weźmy na przykład dwie wojny w Iraku, które ostatecznie dotyczyły kontroli nad krajem posiadającym ogromne złoża ropy naftowej. Albo, jak ujął to artysta kabaretowy Volker Pispers:

Zawsze chodzi o prawa górnicze, nigdy o prawa człowieka. Pamiętaj o tym!”

Oczywiście, zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, korporacje czerpały korzyści z tych dwóch wojen na wiele sposobów: w trakcie wojny, uzbrajając i zaopatrując własnych żołnierzy, co naturalnie kontynuowano przez cały okres okupacji; a po wojnie, odbudowując zniszczoną infrastrukturę – wszystko to finansowane iracką ropą po preferencyjnych cenach, na czym firmy naftowe czerpały ogromne zyski. Banki i instytucje finansowe były silnie zaangażowane jako pożyczkodawcy i inwestorzy, zapewniając sobie również znaczny zwrot z inwestycji.

Wbrew oficjalnej narracji, sytuacja w wojnie na Ukrainie nie jest zupełnie inna: głównym celem zamachu stanu na Majdanie w 2014 roku było zapewnienie członkostwa w NATO i UE dla całej Ukrainy. Jednak w tle kraj ten miał wiele do zaoferowania zachodnim inwestorom: żyzne czarnoziemy, duże złoża surowców, takich jak lit i pierwiastki ziem rzadkich, i wiele innych.

Dodatkowym efektem było osłabienie gospodarcze Rosji, mające na celu zasianie niezadowolenia w kraju i ostatecznie doprowadzenie do zmiany reżimu, a także większego „otwarcia” kraju na tanią eksploatację jego ogromnych zasobów naturalnych przez zachodnie korporacje. Miało to zostać osiągnięte dzięki chętnej Ukrainie, silnie uzbrojonej od 2014 roku na wypadek potencjalnego konfliktu zbrojnego z dużym sąsiadem. Przeważająco rosyjskojęzyczna ludność na wschodzie kraju od 2014 roku spotykała się z narastającymi represjami ze strony radykalnego, nacjonalistycznego rządu centralnego w Kijowie, który dążył do wykorzenienia wszystkiego, co rosyjskie, w tym języka, kultury i religii. Zrozumiałe jest, że pięć tamtejszych regionów ogłosiło secesję po referendach – które oczywiście nie zostały uznane przez Zachód – i przyłączyło się do Rosji.

Zachód zręcznie ignoruje tło tego konfliktu: około 14 000 ofiar śmiertelnych wśród cywilów, potwierdzonych przez ONZ, w wyniku ataków nacjonalistycznych milicji ukraińskich w tych czterech regionach w latach 2014–2021.

Oczywiście Rosja czuje się zobowiązana do ochrony etnicznych Rosjan we wschodniej Ukrainie. Jednak pomimo licznych wcześniejszych prowokacji, to prawdopodobnie dopiero niekwestionowane żądanie prezydenta Ukrainy Zełenskiego, wysunięte na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa na początku 2022 roku, dotyczące rozmieszczenia broni jądrowej i natychmiastowego członkostwa w NATO, doprowadziło do „niesprowokowanej rosyjskiej wojny agresywnej”, na którą Zachód natychmiast zareagował dobrze przygotowanymi „sankcjami”. Od tego czasu liczba pakietów wzrosła do 20.

Jedyny problem polega na tym, że pakiety sankcji zaszkodziły rosyjskiej gospodarce w znacznie mniejszym stopniu niż sankcje w krajach UE, zwłaszcza w Niemczech. Niestety, armia rosyjska wyciągnęła wnioski ze swoich początkowych błędów i skutecznie wypiera wojska ukraińskie. A szczególnie niefortunne jest to, że ukraińskie złoża mineralne, tak pożądane przez zachodnie korporacje i inwestorów, znajdują się w regionie Donbasu, który jest roszczony i okupowany przez Rosję!

To właśnie dlatego hasło „Rosja musi przegrać tę wojnę!”, które dzięki rosyjskim sukcesom zostało nieco złagodzone do „Rosja nie może wygrać tej wojny!”. Bo jeśli Rosja wygra tę wojnę, zachodnie korporacje będą musiały umorzyć swoje miliardy zainwestowane już na Ukrainie, a to jest oczywiście całkowicie niedopuszczalne. Aby zapobiec tej katastrofie, BlackRock i jemu podobni, wraz z podległymi im politykami, są gotowi pozwolić, aby ta wojna zastępcza trwała „tak długo, jak będzie to konieczne” (5), jeśli to konieczne, aż zginie ostatni Ukrainiec, a być może nawet ostatni Europejczyk. Co więcej, kontynuowanie wojny generuje również stałe zyski dla producentów broni i ich akcjonariuszy. Ten ogólny obraz to rzeczywistość, która jest zaciemniana przez głośną propagandę.

Pamiętajcie: „Nie ten, kto pierwszy chwyta za broń, podżega do zła, ale ten, kto je wymusza” (Nicolo Machiavelli).

Drogie dzieci, teraz powiem wam coś jeszcze: Rosjanin wcale nie jest zły, a on nie chce nam zrobić krzywdy! Chce po prostu być traktowany z szacunkiem, jak równy z równym, w pokoju, z uwzględnieniem jego interesów, a najlepiej prowadzić z nami pokojową wymianę handlową – tak jak robi to z większością krajów na świecie – dla obopólnych korzyści. Fakt, że Rosja, jako supermocarstwo nuklearne, nie może tolerować członkostwa Ukrainy w NATO i rozmieszczenia rakiet nuklearnych 500 km od jej stolicy, znajduje również odzwierciedlenie w zachowaniu Stanów Zjednoczonych podczas kryzysu kubańskiego w 1962 roku.

Ale czy Rosja rzeczywiście od czasu rozpadu Związku Radzieckiego rozszerzała się na zachód, aż do granic NATO? Dlaczego Rosja miałaby chcieć wiązać się z coraz bardziej dysfunkcyjnymi krajami Europy Zachodniej, które były i nadal są pogrążane w ruinie przez politykę motywowaną ideologicznie? Rosja posiada ogromne terytoria i wszystkie zasoby naturalne, które tak bardzo pragną zdobyć zachodni oligarchowie/inwestorzy i ich politycy. Jest najbardziej samowystarczalnym krajem na świecie, a w dużej części słabo zaludnionym. Rosja nie potrzebuje naszych terytoriów. Jednak pomimo cierpliwości, jaką okazali jej przywódcy, nie będzie tolerować wszystkiego z naszej strony.

Nadszedł czas.

Werble wojenne rozbrzmiewają coraz głośniej: prezydent Francji Emmanuel Macron kilka miesięcy temu nakazał, aby szpitale we Francji priorytetowo traktowały leczenie rannych odniesionych w czasie wojny. W dokumencie strategicznym niemieckich sił zbrojnych „Plan Operacyjny Niemcy” stwierdza się, że Niemcy, jako logistyczne centrum kolejnej wojny, muszą ponownie nauczyć się wykonywać amputacje i leczyć okaleczonych żołnierzy na pierwszej linii frontu. Jednak największym zmartwieniem wydaje się być to, jak zastąpić przewidywane 1000 ofiar dziennie nowymi żołnierzami, aby utrzymać siłę bojową. Dalsze przykłady eskalacji propagandy wokół przygotowań do wojny można znaleźć na stronie german-foreign-policy.de (7).

Podżegacz wojenny Roderich Kiesewetter chciałby teraz ogłosić stan wyjątkowy, którego prawdopodobnym efektem ubocznym byłoby uniemożliwienie przeprowadzania wyborów w trakcie stanu wyjątkowego i zakazanie wszelkich „zakłóceń” w niemieckich siłach zbrojnych. Jednakże poniższe sytuacje mogą być szczególnie kontrowersyjne i trudne:

W przypadku wojny podstawowe prawo do odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie mogłoby zostać zawieszone, zgodnie z kontrowersyjnym orzeczeniem Federalnego Trybunału Sprawiedliwości (BGH) z marca 2025 r. Nie jest do tego wymagana nowelizacja konstytucji (6). Stan napięcia to tylko ostatni etap przed tzw. stanem obronnym. Chociaż odmowa służby wojskowej ze względu na sumienie byłaby zasadniczo możliwa nawet po tym orzeczeniu, co się stanie, jeśli stan obronny zostanie ogłoszony wkrótce potem, a wiele wniosków o odmowę służby wojskowej ze względu na sumienie pozostanie nierozpatrzonych lub niekompletnych?

Zgodnie z obowiązującym prawem, jeśli wniosek zostanie złożony w terminie i przed otrzymaniem zawiadomienia o powołaniu do wojska, powołanie osoby odmawiającej służby wojskowej ze względu na sumienie zostaje zawieszone do czasu podjęcia decyzji. Czy jednak można mieć pewność, że tak pozostanie w przypadku rzeczywistego stanu wyjątkowego?

Czy podżegający do wojny przywódcy, tacy jak kanclerz i przewodnicząca Komisji Europejskiej, byliby gotowi wysłać własne dzieci lub wnuki na front wschodni w przypadku wojny? To prawdopodobnie oznaczałoby raczej zamarznięcie piekła. Elity chcą zgarniać zyski – a za to pospólstwo ma wyginąć. „Dywidendy rosną, proletariat upada” – powiedziała Róża Luksemburg o wojnie. Albo, jak ujął to Wolter: „Ci, którzy rozpoczynają wojny, rzadko muszą w nich walczyć”. A kiedy celebryci lojalni wobec systemu, tacy jak Campino, Robert Habeck, biskup Ernst-Wilhelm Gohl i inni, publicznie ogłaszają, w celu podniesienia morale, że nie będą już odmawiać służby wojskowej – co powstrzymuje ich przed wycofaniem się z odmowy i zgłoszeniem się na ochotnika?

Każdy, kto wypowiada się przeciwko wojnie z Rosją, a nawet potępia sprzeczności i podwójne standardy w zachodniej społeczności giełdowej, jest coraz częściej etykietowany wrogimi określeniami, zniesławiany, cenzurowany, a czasem nawet karany z powodu braku merytorycznych kontrargumentów. Bo tylko kłamstwa potrzebują wsparcia państwa, ale prawda obroni się sama, jak trafnie ujął to Peter Hahne.

† … Nie dajcie się zwieść! Nie dajcie się zastraszyć bezpodstawnym obelgom ani naciskać pustymi hasłami, takimi jak walka o „nasze” (zauważcie zaimek dzierżawczy!) wartości, takie jak demokracja i wolność (czyja?). Egon Bahr już zauważył:

Kiedy polityk zaczyna prawić morały o „wartościach” zamiast mówić o swoich interesach, najwyższy czas opuścić salę”.

Każdy, kto nie chce poświęcić się jako żołnierz pierwszej linii w beznadziejnej wojnie w interesie kapitału i elit, powinien to zrobić teraz, a nie później.

Ważne jest, aby działać szybko, aby uzyskać potwierdzenie odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie i uniknąć niepotrzebnych opóźnień. Biorąc pod uwagę napięcia polityczne, sprawy mogą toczyć się bardzo szybko – szybciej, niż sądy i władze mogą lub chcą pracować. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na mięso armatnie, nie tylko wymogi dotyczące poboru staną się mniej rygorystyczne, ale kryteria dotyczące odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie, zwłaszcza rachunek sumienia, staną się bardziej rygorystyczne, nie wspominając o możliwości – choć kontrowersyjnej prawnie – zawieszenia podstawowego prawa do odmowy służby wojskowej ze względu na sumienie w przypadku wojny. Oczywiście, w razie potrzeby, każdy w wieku od 18 do 60 lat może zostać powołany do wojska, nawet ci, którzy zostali uznani za niezdolnych do służby.

Mniejsza liczba żołnierzy gotowych do walki mogłaby znacząco przyczynić się do pokojowego potencjału ojczyzny. Ale czy warto również osobiście odmówić udziału w wojennym szaleństwie? Posłuchajmy raz jeszcze niezłomnego Kayvana Soufi-Siavasha:

Jeśli musisz pracować dla państwa (w razie wojny), to rób to w szpitalu, bo i tak tam trafisz jako żołnierz; równie dobrze możesz tam pójść już teraz!” (8)

Dodam: Zwłaszcza jeśli nie chcesz wracać z frontu w trumnie czy worku na zwłoki.

===============================

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 3 lutego 2026 roku na stronie : apolut.net/stell-dir-vor-es-ist-krieg-von-friedrich-fellrocker

Źródła :

(1) https://www.apolut.net/der-kommentar-9-wenn-die-usa-auf-europas-aufmupfige-schauen-von-kayvan-soufi-siavash  ab Minute 13.55

(2) https://www.youtube.com/watch?v=7nptagSqJBs  besonders ab Minute 7.00

(3) Zitiert aus Wikipedia-Artikel „Kriegsdienstverweigerung in Deutschland“, „Kritik“

(4) Wer ein gutes Buch über Verantwortungsethik lesen möchte, dem sei „Das Prinzip Verantwortung“ von Hans Jonas empfohlen.

(5) Vgl. dazu den ehemaligen Seleskyj-Berater Oleksej Arestovich über die EU-Strategie: https://tkp.at/2026/01/02/ex-selenskyj-berater-das-ist-der-weitere-eu-kriegsplan/

(6) https://www.german-foreign-policy.com/news/detail/10241 der letzte Abschnitt „Die Front ist überall“

(7) https://verfassungsblog.de/kriegsdienstverweigerung-kriegsfall-bundesgerichtshof/  Das Urteil bezog sich wohl auf einen ukrainischen Bürger, weshalb ich die rechtliche Einschätzung der Autorin teile. Trotzdem könnte sich das BVG für ein abschließendes Urteil ggf. viel Zeit nehmen, sofern es ein Verfahren gegen dieses Urteil des BGH überhaupt zulassen würde. Mindestens bis dahin könnten sich andere Gerichte auf das Urteil des BGH beziehen.

(8) https://www.apolut.net/der-kommentar-9-wenn-die-usa-auf-europas-aufmupfige-schauen-von-kayvan-soufi-siavash / ab Minute 12.25

+++

Arcybiskup JÓZEF TEODOROWICZ: Niechaj wodze spierają się i swarzą. To jest Cud nad Wisłą.

[przypominam, bo ważne TERAZ; 24 wrzesień 2024 md]

Niechaj wodze spierają się i swarzą. To jest Cud nad Wisłą.

…Dziś pomóc mogą więcej wasze modlitwy, niżeli nasza sztuka wojenna…

[Wstęp do książki płk. Franciszka Arciszewskiego „CUD NAD WISŁĄ, rozważania żołnierza”, Veritas, Londyn, 1957]

[ Ze zbioru kazań pt. NA PRZEŁOMIE, stronica  251. Nakład Księgarni Świętego Wojciecha. Poznań  – Warszawa – Wilno ‹- Lublin, rok 1923. ]   

[Jesteśmy dumni, że wiek temu mieliśmy TAKICH arcybiskupów i TAKICH żołnierzy. By się TERAZ przydali.. MD]

Wyciąg z kazania ks. arcybiskupa JÓZEFA TEODOROWICZA wypowiedzianego w katedrze warszawskiej w 1920 r., podczas nabożeństwa dziękczynnego za oswobodzenie stolicy i kraju od najazdu bolszewickiego.

===============

Ciężkie były zmagania się Izraela z Amalekitaini; bitwa rozgorzała wielka. Po jednej i drugiej stronie równy zapał ożywiał żołnierzy i wodzów. Nikt nie mógł rozróżnić, nikt rozpatrzyć, na która stronę przechyli się szala zwycięstwa. A wtedy Mojżesz odszedł, ażeby z dala od wrzawy i zgiełku bitwy do Pana się modlić. I wznosił obie dłonie w błagalnej modlitwie i jął zaklinać Boga, ażeby błogosławił orężowi Izraela. W tej samej chwili szyki wroga zachwiały się i cofać poczęły, a Izrael następował na nie. Lecz wysoko wyciągnione w górę ręce Mojżesza w zemdleniu poczęły opadać. Jak gdyby na dany znak, gdy osłabła modlitwa, wróg w lot poprawił trudne swoje położenie i odwrócił się, ścigany, jak gdyby czując słabość w Izraelu. I znowu losy bitwy poczęły być dla ludu wybranego wątpliwe. Jak fala zawrócona w biegu, odbita od twardej skały, tak duch Izraela cofał się i słabnął. A wtedy Mojżesz wznosił znów dłonie ku Panu i, o dziwo, Izrael na nowo poczynał brać górę. Az się spostrzegli i opatrzyli Mojżesza towarzysze, i wzięli jego ręce w swoje dłonie, i trz mali je wyciągnięte ku niebu. i juz szczęście wojenne trwale było przy Izraelu. I trzymali dłonie Mojżeszowe tak długo, aż ostatecznie zatryumƒował lud wybrany i w surmę zwycięstwa uderzył. (Ks. Wyjścia XVII,  8-16) 

Patrzcie, jak w tym wizerunku sprzęgają się i wzajem wspomagają: duch męstwa żołnierza i duch modlitwy. Bitwa ta rozgrywała się niezawodnie podług wszelkich praw znanej ówczesnej strategii. Losy przegranej, czy zwycięstwa ważyć się zdawały tylko podług rachunku ludzkiego, tj. gorszych czy lepszych planów strategicznych, większej czy mniejszej liczby żołnierzy, większej czy mniejszej sprawności wodzów.

I każdy historyk wojenny mógł śmiało uczniom wykładać, gdzie i w której chwili i dlaczego losy bitwy przechyliły się na tę, czy na tamta stronę.  A jednak i plany wojenne, i męstwo żołnierza, i zdolności dowódców nie rozegrały tej walki. Wszystko to, co bitwie stanowi, było narzędziem tylko w ręku niewidzialnego Wodza, który podług miary i wagi układa sam swój plan bitwy.

Nie miesza się On cudownie w zastępy walczących, nie zsyła Aniołów swych z nieba, by hufce mdlejące zasilały, bierze jednak w swe ręce to, co się wymyka z wszelkich i najlepszych obliczeń rycerskich dowódców i czego nie dosięgnie ni zapał, ni bohaterstwo żołnierzy; bierze On w swe ręce to, co się wydaje czystym przypadkiem albo jakimś niedopatrzeniem czy nie-doliczeniem, i wciąga to w swój rachunek, w swój plan, i albo daje przegrana albo też darzy zwycięstwem. 

Ten obraz żywo mi staje przed oczyma, kiedy dziś wespół z wami wspominam przed Bogiem ciężkie dni oblężenia Warszawy. Wasze wielkie wysiłki i ofiary, złożone w obronie stolicy przed straszliwym wrogiem, ale tez i wasze gorące po świątyniach modlitwy, wasze nowenny, wasze spowiedzi i wasze Komunie św., na intencję wybawienia Polski przyjmowane.

Niechaj wodze spierają się i swarzą, niech długo i uczenie rozprawiają, jaki to plan strategiczny do zwycięstwa dopomógł. Będziemy im wierzyli na słowo i słuszność im przyznamy. Ale cokolwiek wypowiedzą, nigdy nas o jednym nie przekonają, by plan, choćby najmędrszy, sam przez się dokonał zwycięstwa.

Jeżeli w każdej bitwie, nawet najlepiej przygotowanej, przy doborze wodzów i żołnierza, przy planach genialnych, jeszcze zwycięstwo -waha się niepewne, jeszcze zależnym jest od gry przypadków, a raczej od woli Bożej, to cóż dopiero mówić tutaj? – Tu, pod Warszawą, taka była pewność przegranej, że wróg telegramami światu oznajmił na dzień naprzód jej zajęcie. Sam zas wódz francuski, który tyle zasług niespożytych położył około obrony naszej stolicy, gdy go nuncjusz zapytał w przededniu bitwy. czy liczy na zwycięstwo – odpowiedział znacząco: „Dziś pomóc mogą więcej wasze modlitwy, niżeli nasza sztuka wojenna“. Istotnie modlitwy pomogły. Nie ujęły zasługi wodzom, ni chwały męstwu żołnierzy; nie ujęły tez wartości ofiarom i wysiłkom całego społeczeństwa; ale modły bitwę rozegrały, modły cud nad Wisłą sprowadziły.

Dlatego cokolwiek mówić czy pisać się będzie o bitwie pod Warszawą, wiara powszechna nazwie ją cudem nad Wisła, i jako cud przejdzie ona do historii.

Zupełnie podobny to cud do cudu pod Częstochową. Dzieje pisać o nim będą i takimiż złotymi upamiętnią, go w sercu narodu głoskami, jak pisały i wspominały obronę Częstochowy. Tu i tam czerń zalała Polskę, tu i tam od zdobycia jednego grodu losy Polski zawisły; tu i tam boje i zwycięstwo uwieńczone zostały cudem Pańskim. W niczym cud pod Częstochową nie obniży wartości męstwa broniących grodu żołnierzy; ni jednego nie uszczknie lauru ze skroni Kordeckiego. Bóg, czyniąc cuda, nie przytłacza i nie niszczy chlubnych wysiłków swojego stworzenia;  owszem, tam, gdzie i największe ofiary przed przemagającą siłą ustąpić musza, cudem je wspiera  zi cudami bohaterstwo wieńczy. Pycha to tylko, bałwochwaląca siebie, zdolna jest tak wysoko się wynieść, iż Bogu samemu urąga, dumnie w przechwałkach wołając: O cudach nam mówicie, cuda nam głosicie?  Zali to nie ramię nasze ocaliło Warszawę? zali to nie  geniusz wodzów ja zbawił? 

Tylko tym, co się mienia bogami na ziemi, wydaje się Bóg i Jego moc i Jego łaska jakąś konkurencją niepożądaną, która z zasług ich odziera. Nie za sługi Pańskie, ale za wcielone bóstwa uważają się ci, którzy ze śmiesznej i zuchwalej nadętości tak mówią.

Veni, vidi, Deus vicit” – Przyszedłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył – powiedział Sobieski pod Wiedniem.  Pytam się was, czy te słowa pokory i wiary umniejszyły w czymkolwiek lub obniżyły bohaterstwo króla i wodza? czy uszczknęły co z wawrzynów, jakie potomność i historia włożyły na skroń jego?

Nic,  zaiste, raczej mu ich przymnożyły: bo przepoiły jego  bohaterstwo wdziękiem niezwykłym, ze tak kornie o sobie trzymał, a nie nadymał się pysznie i nie  wynosił. Rzuciły te słowa na czoło królewskie aureolę, utkaną z promieni wiary, które Jana III pasują na chrześcijańskiego rycerza.

Można więc śmiało powiedzieć, ze te piękne i korne słowa wieńczą i zdobią jego skronie jeszcze wdzięczniej, niż samo męstwo. W słowach jego tkwi prawdziwa filozofia ducha wojen, w których Bóg, rozrządzający losem narodów, przegraną lub zwycięstwem dla swoich posługuje się  celów. Tkwi w nich obraz i symbol takich zwycięstw, które, jak zwycięstwo pod Warszawą, tylko w sposób nadprzyrodzony wyjaśnić i wytłumaczyć można.  Deus vicit! – powtarzamy za naszym zwycięskim królem, kiedy dzisiaj wspominamy o naszych przejściach strasznych i wielkim zmiłowaniu Bożym.  Deus vicit – Bóg zwyciężył! – zawołamy tym wszystkim, którzy by ludzkiej mocy czy zręczności wyłącznie przypisywać chcieli zwycięstwo i wiązać je nie z nadziemska pomocą Bożą, ale tylko z wojennymi planami. 

Cóż tu mówić dużo o planach, skoro przejścia do Warszawy dla wroga, jak się pokazało później, podobne były do nici pajęczej, którą trochę silniejszy napór albo trochę słabsza obrona każdej chwili mogły przerwać? Nie plan strategiczny rozstrzygał o ocaleniu Warszawy, skoro pozostawiał punktu obrony niezabezpieczone. Plan to inny ocalenie przyniósł. Plan ten skreślony był ręką Bożą a tworzył go i wykonywał  Duch Pański. Czego nie zdołał ni zabezpieczyć ni przewidzieć plan ludzki, to zabezpieczył i przewidział plan Boży. Gdy za słaba była obrona na przedmościu warszawskim i wróg już począł zwycięsko napierać, wtedy, jak spod ziemi dobywa Duch Boży serca bohaterskie… Kiedy szeregi wojsk poczynają się łamać, coƒać i pierzchać, wtedy Wódz Niebieski odkomenderowywa poruszeniem wewnętrznym kapelana Skorupkę i ten pierzchających zawraca, a śmiercią męczeńską zwycięstwo zabezpiecza. Bóg  to jeden do warunków, do potrzeb, do chwili odnajdywał i wydobywał serca, poddawał im szczęśliwe  natchnienia, uzbrajał męstwem bohaterskim i przez  nie swoje przeprowadzał plany.

To, co jest najsłabszą stroną w planie strategicznym człowieka, to właśnie stanie się najsilniejszym w planie nadprzyrodzonym, Bożym… Bóg, który bohaterów wzbudził, który ich przewidział i wybrał, na właściwym miejscu- postawił  i w chwili stosownej użył, czyż nie wsławia w nich  imienia swojego? czyż przez nich chwały swej nie rozgłasza?  A jak jedni papierowe plany, Bożej przeciwstawiają mocy, tak znowu inni twierdza, że zwycięstwo pod Warszawa było łatwe, bo wróg był wyczerpany.  Wyczerpany? On przecież gonił, duchem zwycięskim  ożywiony, naszego żołnierza aż pod Warszawę. Taka gonitwa wyczerpywała wojsko nasze, ale nie jego siły.  Poczucie tryumƒu i zwycięstwa jest i w najsłabszej armii zadatkiem potęgi, podobnie jak poczucie przegranej jest i w najpotężniejszej zadatkiem jej słabości i rozgromu. I gdyby naprawdę wróg czuł się słabym, toć właśnie tutaj skupiłby wszystkie swe siły, ażeby ostatecznym uderzeniem zwycięstwo sobie zapewnić.  Czy jednak czuł on naprawdę niemoc swoja? Czyżby rozgłaszał światu swoje zwycięstwo jako dokonane, i narażał tak siebie na ośmieszenie i poniżenie, gdyby zwycięstwa tego nie był sam pewien? A czyżby rozdzielał armie swoje najniepotrzebniej i jedne oddziały wysyłał ku Niemcom, a drugie ku Warszawie, gdyby co do obliczeń swoich nie był upewniony? Zapewne w takim rozdzieleniu sił był olbrzymi błąd strategiczny, który tylko oczywistemu zaślepieniu przypisać można.

Był to błąd podobny do tego jaki popełnił Absalon, ścigając wojsko Dawida. Zamiast uderzyć na oddziały jerozolimskie cała siłą, jak mu radził Ahitophel, poszedł on raczej za złą radą Chuzy i ociągał się, pewien, iż stanie się to, co ma Chuza zapowiadał:  „Przypadniemy nań a okryjemy go, jako zwykła rosa  padać na ziemię, a nie zostawimy z mężów, którzy  z nim są, ani jednego” (Por. II Król. XVII, 12)

Tak samo myślał wróg o grodzie naszym; sądził on, że może swobodnie dzielić wojska, bo i tak stolica Polski, jak dojrzały owoc z drzewa, na pewno mu się dostanie. Bóg dopuścił, że nieprzyjaciel upoił się pycha i pewnością siebie i zaślepił się.

Mówił mi jeden z generałów: ,,Pod Warszawa Bog zdziałał cud”.

Pomijam już wszystko inne, ale podobnie szalony plan, jak rozdzielenie sił wojennych przez bolszewików w pochodzie na Warszawę, tylko jakiemuś szczególniejszemu zaślepieniu przez Boga przypisać się musi.  Myśmy zaś wówczas, patrząc na to, mogli powtarzać za Prorokiem: Wypuścicie z piersi waszych okrzyk wojenny, a mimo to zniszczeni będziecie. Wnijdźcie w narady, a one będą rozerwane i unicestwione. Dawajcie jakie chcecie rozporządzenia, a one się staną bez skutku, albowiem Bóg jest z nami. (por. Iz. VIII,  9-10). Prawdziwie, kiedy się rozejrzymy w całym planie i dziele, wołamy z Prorokiem: „Oto Bóg Zbawiciel  mój… moc moja i chwała moja Pan, bo stał się wybawieniem“ (Iz. XII, 2).

Nie z nas to, o Panie, nagle wystrzelił promień nadziei. Z nas było tylko przygnębienie, z nas mówiło zrozpaczenie, kiedyśmy hordy dzikie pod Warszawa ujrzeli. Z nas szły tylko cienie, które chmura czarnej nocy przysłaniały oczy nasze. Ty to pośród ciemności rozpaliłeś światło, Ty w zwątpieniu wskrzesiłeś nadzieję, Ty w omdlałej naszej duszy rozpaliłeś płomień  życia, miłości i bohaterstwa. Bohaterstwo zatętniło w skroniach naszego polskiego żołnierza, a ono dziełem było rak Twoich. Ty je spuściłeś z niebios na jego rozmodloną przed ołtarzami Twymi duszę. Bo żołnierz w rozsypce, który od tygodni całych miał tylko jedno na myśli – ucieczkę, żołnierz wyczerpany na ciele i na  duchu, żołnierz zwątpiały, który wierzył święcie  w przegrana, a zrozpaczył o zwycięstwie, taki żołnierz  tylko od Ciebie, tylko z serca Twojego mógł zaczerpnąć  nowej wiary, nowej ufności i nowego zapału. Czym on był wówczas sam przez się, 0 tym świadczył ten oddział, który w chwili poczynającej się bitwy, wbrew zakazom, cofnął się z pola, oddając na pastwę wroga losy ostatecznej rozegranej. Oto czym był wówczas żołnierz sam z siebie, lecz w lwa się przemienił, gdyś Ty, o Panie, tchnął weń moc Twoją. «  A kiedyś nas tak przemądrze wspierał i wspomagał, nie spuszczałeś jednocześnie i wroga. z oczu.  – Nas oświecałeś, o Panie, a wroga naszego zaślepiałeś; w nas wskrzeszałeś ufność i wiarę, a jemu zatwardnieć dałeś w wyniosłości i pysze; z nas dobywałeś płomień bohaterstwa i wysiłki najszczytniejsze,  kiedy tymczasem u wroga pewność zwycięstwa wywoływała lekceważenie i nieopatrzność.

Teraz już rozumiemy, teraz już wiemy, teraz już czytamy plany Twoje, o Panie. Dziełami Twymi przemawiasz do nas tak, jak przemawiałeś do Izraela przez Izajasza Proroka, który o Tobie i w Twoim imieniu powiedział: Znam Ja me plany, którem powziął względem was – to plany na pokój, a nie na nieszczęście; aby wam przyszłość tworzyć i dać nadzieję (Jer. XXIX, 1,1).

 -Jak zaś sama obrona Warszawy, tak i moralne jej skutki świadczą o zmiłowaniu Bożym i o dziele Bożym. Bóg przez swój cud pod Warszawa dał nam odpowiedź wymowną na nasze trwożne pytania, które rozpacz ciskała na usta. Patrząc na zwycięskie hordy, następujące na stolicę, pytaliśmy: Dlaczego dopuściłeś to wszystko na nas, Panie? Bóg odpowiada: Jam was  na to nawiedził, ażeby mój lud poznał Imię moje;  dlatego pozna on w ten dzień, iż to Ja jestem, który  mu mówię.: otom tu jest (por. Iz. LII, 6).

Poznaliśmy Imię Pańskie w dzień wskrzeszenia Polski, ale dusze nasze wkrótce odbieżały od Jego świętego imienia, i pilno nam było imię własne wywyższać i wynosić. I Bóg dopuszcza na nas straszne nawiedzenie i ratuje nas z niego cudem swoim, ażebyśmy przez nowe przeżycie poznali, iż to On  prawdziwie jest pośród nas. W odpowiedzi zaś swojej cudzie swoim Bóg nam ukazał przyszłość naszą.

Pod Warszawą zrozumieliśmy: albo ogarnąć się damy hordom i nawale od Wschodu, a wtedy utracimy i byt nasz i duszę naszą, lub tez staniemy przeciw niej, ażeby wybawić siebie, a murem ochronnym stać się dla świata.

Przez cud swój pod Warszawą Bóg powiązał przyszłość naszą z przeszłością. Powiązał i sprzągł myśl swoją względem nas z dnia wczorajszego dniem dzisiejszym i jutrzejszym. I odzywa się do nas Bóg, jak się odzywał do Izraela przez Izajasza Proroka:  Narodzie, oczy twoje patrzą na Mistrza twego, i usłyszą  uszy twoje słowa napominającego: Ta jest droga,  chodźcie po niej, a nie ustępujcie ani na prawo, ani  na lewo (por. Iz. XXX, 20-21).

Cud pod Warszawą był też pochodnią, rozpaloną przez Boga, w której blasku ujrzały narody przeznaczenie Polski. Na co to – pytały – i dla jakich to celów Polska powstała i pośród nas stanęła? Na to odpowiada Bóg przez cud pod Warszawa – by murem ochronnym wam była, tarczą waszą i puklerzem waszym.

Bo ani wiedziały, ani się domyśliwały nawet narody, jak wielkie ma Polska dla nich znaczenie i przeznaczenie.  Oprócz wiernej sojuszniczki Francji, wszystkie inne państwa zostawiły nas w chwili oblężenia pod Warszawą własnemu losowi. Były pośród nich i takie nawet, które utrudniały dowóz broni i amunicji do stolicy. Inne z uśmiechem sceptycznym na ustach wołały, wzruszając ramionami: Już przepadli, już zginęli! Ze szpalt zaś prasy narodów, nawet z nami  sprzymierzonych, dolatywały nas nieraz docinki: Dobrze im tak, zasłużyli na ten los.

Gdyśmy walczyli o byt nasz, ludy i narody patrzyły na nasze zmagania tak, jak się wpatruje widz z galerii w jakieś cyrkowe widowisko.

Nigdy nie uwidocznił się żywiej brak wszelkiej myśli politycznej w Europie, jak w tej pamiętnej chwili.  Bo ci, którzy nam płacili obojętnością lekkomyślną, nie byli zdolni zadrżeć chociażby o swoje własne bezpieczeństwo. Jakżeż to więc chcemy, ażeby ludy te, państwa i narody wniknąć miały, pojąć i zrozumieć naszą misję dziejową -względem nich?

Dopiero gdy się rozległ po Europie i świecie okrzyk, iż Warszawa jest wolna, dreszcz przeszedł po wszystkich. Dopiero wtedy jęły się pytać narody: A cóż by to z nami się stało, gdyby Warszawa była padła, a dziki huragan przewalił się po niej i biegł, ażeby potem nam nieść zniszczenie?  Dopiero wtedy z piersi narodów dobył się okrzyk:  W zwycięstwie Warszawy jest zwycięstwo nasze, a wolność Polski poręcza i nam wolność.

Cud pod Warszawą był dopełnieniem cudu wskrzeszenia Polski. Powstanie narodu związał Bóg z wytrwałością jego w znoszeniu cierpień niewoli; ale cud nad Wisła wywołały nasze nowe przeniewierstwa.

Wskrzeszenie Polski było nowym tworem Bożym; ochrona zaś jej była dziełem zbawienia. Kiedy Polska stanęła pośród narodów, Bóg jeszcze nie wypisał na jej czole jej przeznaczeń. Ani ona sama nie wiedziała, czy ma powrócić do dawnych tradycji przeszłości, ani świat jej dawnego posłannictwa ku obronie świata od  Wschodu nie pamiętał.

Cudem pod Warszawą Bóg głoskami krwawymi, ale chwalebnymi, posłannictwo Polski na drogach jej nowych zapisał.  W dziele wskrzeszenia Polski Bóg posługuje się narodami, ażeby wespół z Nim, w myśl Jego, współdziałały ku jej powstaniu. Lecz w cudzie nad Wisłą, Bóg chce szczególniej stwierdzić, ze jednak On sam przede wszystkim dzierży naród nasz w ręce i kiedy chce, dopuszcza nań karę, a kiedy zechce, wybawia go.

Bóg łaskę zwycięstwa i cud pod Warszawą dał nam przez ręce Tej, która Polski jest Królowa. Mówił mi kapłan, pracujący w szpitalu wojskowym, iż żołnierze rosyjscy zapewniali go i opisywali, jak pod Warszawa widzieli Najświętsza Pannę, okrywającą swym płaszczem Polski stolicę. I z różnych innych stron szły podobne świadectwa; zupełnie jak pod Częstochową. I właśnie dzień 15 sierpnia dzień poświęcony czci Matki Boskiej, a dzień ostatni wielkiej nowenny narodowej, był dniem pamiętnym zwycięstwa. Na ten dzień wróg zapowiadał był swój tryumf; w tym dniu miał odbyć swój wjazd do stolicy sam naznaczył tę właśnie datę na upokorzenie i na rozgromienie nasze.

I to właśnie w tym dniu stało się coś zgoła nieprzewidzianego, niespodziewanego. Dzień 15 sierpnia, obwołany w biuletynach całego świata – jeszcze przed czasem jako dzień zajęcia Warszawy, obraca się dla pysznego wroga w klęskę, a dla nas w chwałę i zwycięstwo. „Haec dies, quam fecit Dominus, Alleluja.  (Ps. CXVII, 24)

To jest prawdziwy dzień Najświętszej  Panny – dzień Jej zmiłowania i dzień Jej opieki –  dzień cudu nad Polska. Chce Ona w nim przed narodem całym zaświadczyć, że będzie tym Polsce, czym  była w całej przeszłości: Panią jej i Obronicielką. Jak ongi nad murami Częstochowy, tak dziś rozbłysnąć zapragnęła nad Warszawą, ażeby przez ten nowy cud wycisnąć w sercu nowej Polski miłość swoją.  Cud pod Częstochowa prowadził króla i naród do ślubów świętych, złożonych przed ołtarzem Maryi w archikatedrze Lwowskiej i do obwołania Jej Królową Polskiej Korony.

Niechajże cud pod Warszawą zdziała to samo. Niechaj zwiąże naród cały w jedno bractwo wdzięcznych czcicieli Maryi. I niechaj bractwo to podejmie się dopełnienia zaciągnionych, a jeszcze nie wykonanych ślubów.

„Europa” jak Polska

„Europa” jak Polska

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl”   31 stycznia 2026 michalkiewicz

Ku powszechnemu zaskoczeniu, przybywszy do Davos na Światowe Forum Ekonomiczne, ukraiński prezydent Zełeński wygłosił przemówienie, w których w pełnych goryczy słowach skrytykował Europę za to, że nie poświęca się w sposób dostateczny, by Ukraina mogła wygrać wojnę. Pikanterii dodaje okoliczność, że to przemówienie prezydent Zełeński wygłosił nazajutrz po zatwierdzeniu przez Parlament Europejski przekazania przez UE Ukrainie 90 miliardów euro.

Przypomnijmy, że kiedy Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje nie udało się zmłotować Unii Europejskiej, by przejęła zamrożone rosyjskie aktywa, to zaraz ogłosiła plan „B” – żeby udzielić Ukrainie pożyczki w wysokości 90 mld euro, która zostanie spłacona, jak tylko Rosja wypłaci Ukrainie reparacje wojenne, czyli – prawdopodobnie nigdy. Inna sprawa, że i przekazanie zamrożonych rosyjskich aktywów przyniosłoby dla obywateli UE skutki podobne.

Chodzi o to, że te aktywa to w większości, a może nawet w całości, obligacje wystawione ongiś dla Rosji przez państwa UE. Żeby mogły one być zamienione na gotówkę – a dopiero wtedy Ukraina mogłaby zrobić z nich użytek – to najpierw musiałyby zostać wykupione – ale prze- cież nie przez Rosję, tylko przez kraje, które te obligacje wyemitowały. Zatem tak czy owak, beknąć będą musieli obywatele UE.

Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, zrobiła to samo, co państwa wojujące w I wojnie światowej. Były one przygotowane do wojny która nie powinna trwać dłużej, jak pół roku. Tymczasem pół roku minęło, a wojna ani myślała się skończyć. W tej sytuacji państwom wojującym zaczęło brakować środków na jej kontynuowanie. Ponieważ nie mogły obrabować obywateli państw nieprzyjacielskich, to obrabowały własnych obywateli, zawieszając standard złota i narzucając przymusowy kurs walutowy. Przewidział to wszystko Alexis de Tocqueville pisząc, że nie ma takiego okrucieństwa, ani takiej niesprawiedliwości, jakiej nie dopuściłby się nawet łagodny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy.

Ale chociaż z inicjatywy Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, którą w związku z tym podejrzewam o branie pieniędzy od prezydenta Zełeńskiego, który przezornie zapisywał w kapowniku, kto z dobroczyńców Ukrainy ile od niego wziął i gdzie schował, a teraz zagroził, że to wszystko ujawni, jeśli nie dostanie dodatkowej forsy, obywatele Unii Europejskiej zostali obrabowani na co najmniej 90 mld euro, które będą musieli oddać. Reichfuhrerin Urszula Wodęleje właśnie wygrała głosowanie w PE o votum nieufności w związku nie tylko z podpisaniem umowy z Mercosur, ale i zapowiedzią, że ta umowa wejdzie w życie natychmiast, chociaż PE właśnie skierował ją do TSUE, żeby sprawdzić, czy jest zgodna z unijnymi traktatami. Tę z kolei sytuację przewidział Franciszek ks. de La Rochefoucauld pisząc, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego.

Pomijając już widoczną na tym tle solidarność biurokratów i łapowników, niepodobna nie zauważyć, że w Davos Unia Europejska, w także Wielka Brytania, zostały przez prezydenta Zełeńskiego potraktowane tak, jak Polska. Przypomnijmy, że kiedy się okazało, że Polska, realizując umowę z 2 grudnia 2016 roku przekazała nieodpłatnie Ukrainie znaczną część swoich zasobów państwowych, a ponadto wzięła na swoje utrzymanie około 2 mln obywateli Ukrainy, więc już niczego więcej dla tego państwa nie jest w stanie zrobić, prezydent Zełeński, a także tamtejsi banderowcy, szalenie się wobec Polski usztywnili, nie zamierzając ustąpić nawet w sprawie ekshumacji ofiar „rzezi wołyńskiej”, nie mówiąc już o eksportowaniu produktów rolniczych z Ukrainy na teren UE, przeciwko czemu daremnie protestowali polscy rolnicy, których interesów jakoby broniło Polskie Stronnictwo Ludowe.

Teraz jednak, po podpisaniu umowy z Mercosur i głosowaniu w PE nad wnioskiem o votum nieufności wobec Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje wyjaśniło się, że PSL nie broni niczyich interesów poza własnymi – a interes własny PSL polega na tym, by jego zaplecze polityczne utrzymało synekury w gminach wiejskich i małych miasteczkach i w zamian za to tworzyło Stronnictwu aparat wyborczy, dzięki któremu jest ono w stanie zawsze przeturlać się przez klauzulę zaporową, a dzięki stuprocentowej, a w patriotycznych porywach nawet większej zdolności koalicyjnej, może wprowadzać swoich ludzi do rządu i używać życia całą paszczą.

No a teraz, kiedy ze strachu przez zdemaskowaniem przez prezydenta Zełeńskiego cała „koalicja chętnych” załatwiła dla Ukrainy 90 mld euro, ukraiński przywódca, najwyraźniej musiał dojść do wniosku, że więcej już od Unii Europejskiej nie dostanie, więc pryncypialnie zrugał „Europę” w Davos, przymilając się w ten sposób do prezydenta Donalda Trumpa. Wprawdzie prezydent Donald Trump już co najmniej od roku nie dał Ukrainie ani centa, ale ponieważ NABU zaczęła robić tam kurację przeczyszczającą, w ramach której do aresztu wydobywczego została wtrącona piękna w swoim czasie Julia Tymoszenko, która podobnie chlapie na samego prezydenta Zełeńskiego, to sprytny „sługa narodu” zorientował się, że jeśli nie chce zostać skrócony o głowę – bo na Ukrainie bywa, że z Żydami się nie ceregielą tak jak w Polsce i nawet żadnych „Dni Judaizmu” nikt tam nie celebruje – powinien umizgać się do amerykańskiego prezydenta i schronić się pod jego skrzydła.

Jest w tym również jądro racjonalne – bo tylko wysłannicy prezydenta Trumpa utrzymują kontakt i rozmawiają z Rosjanami, podczas gdy europejska „koalicja chętnych” tylko gada, co tam kiedyś zrobi, ale z Putinem nie rozmawia, żeby nawet w ten sposób nie narazić się prezydentowi Zełeńskiemu, który w kapowniku – i tak dalej. No to dlaczego prezydent Zełeński miałby nadal traktować ich z rewerencją, zwłaszcza gdy musiał dojść do wniosku, że więcej forsy już od UE nie dostanie? Tymczasem amerykańscy negocjatorzy, pan Witkoff i zięć, prosto z Kremla polecieli do Kataru, żeby delegacji ukraińskiej przekazać, co też usłyszeli od zimnego ruskiego czekisty Putina.

Nietrudno się domyślić, co mogą powiedzieć, bo ruscy szachiści od samego początku mówią to samo, a teraz dodają tylko żądania terytorialne, na które prezydent Zełeński zgodzić się nie może bez ryzyka skrócenia o głowę, zwłaszcza gdyby nie zdążył w porę ewakuować się do Izraela szlakiem Timura Mindycza. W tej sytuacji jedyna rada, to odwlekać jakiekolwiek uzgodnienia – bo w ten sposób „negocjacje” mogą się ciągnąć i ciągnąć, a Wołodymir Zełeński będzie względnie bezpieczny, jako „sługa narodu”, co to prowadzi walkę o pokój. Prezydentowi Trumpowi najwyraźniej to nie przeszkadza, bo forsy Ukrainie już nie daje, a zorientował się, że Rosja, to nie Wenezuela, więc zaprosił prezydenta Putina i prezydenta Łukaszenkę do Rady Pokoju.

Jak się okazuje, Unia Europejska bez Ameryki jest w takim samym położeniu, jak Polska pod rządami Naczelnika Państwa, czy obywatela Tuska Donalda, wobec których prezydent Zełeński okazał się takim samym niewdzięcznikiem, jak w Davos wobec Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii, z którą ma podpisane „stuletnie partnerstwo”.

Stanisław Michalkiewicz

Rzecz o Rzeczpospolitej Polskiej Bylejakiej

Rzecz o Rzeczpospolitej Polskiej Bylejakiej

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz myslpolska/rzecz-o-rzeczpospolitej-polskiej-bylejakiej/

Szukam i chyba (mam nadzieję) znalazłam miejsce gdzie ludzie znają i cenią sobie tożsamość.

Gdy coraz częściej, a w zasadzie gdy nachalnie już z każdej strony starają się nas zaprogramować na nieuchronność wojny (muszą wiedzieć co planują, w przeciwnym razie szukaliby na nas innego niż strach przed wojną sposobu), gdy bombardują zewsząd nie niewinnymi już domniemaniami, a z premedytacją i wyrafinowaniem zaklęciami: „Przygotowanie to odpowiedzialność za siebie i najbliższych. Skompletuj najpotrzebniejsze rzeczy na sytuację kryzysową. Co powinien zawierać plecak ewakuacyjny …” etc. itd., bo wróg czyha, wróg dybie, wróg nadchodzi, gdy prowadzący publicystyczne programy pytają nie o to czy wejdą, ale kiedy wejdą, bo „zielone”,bo „hybrydy”, bo „onuce”, bo „dezinformacja”, bo drony, pierony …, bo teraz to już naprawdę wojna, dlatego rozsyłamy wam niezbędnik pt.„Poradnik bezpieczeństwa”, w którym co prawda nic prócz sloganów nie znajdziecie, no może to, że można do wiaderka kupkę zrobić i wiedzieć jak się z tym dalej obchodzić … czas może rozprawić się z tym upiorem „wrogiem”, ale zanim, nie daj Boże, wojna, znaleźć go tam gdzie się przechera chowa, obezwładnić i nie pozwolić przejął sterów nad naszym myśleniem. Nad myśleniem, nad zarządzaniem nami przez strach, nad czyszczeniem nam portfeli w imię: potrzeba jest pilna bombek zamiast chleba …

Gdy zamiast rozwiązywania coraz większych problemów Polaków, nie jedynie z tym jak związać koniec z końcem (cokolwiek to znaczy), na śniadanie, obiad i kolację otrzymujemy porcję czarnych scenariuszy i „dobrych” rad pt. spakuj plecak, bądź gotowy, a w razie „w” uciekaj, bez jednak wskazania gdzie … wszak Polak potrafi i radę sobie da?, rodzi się, a przynajmniej powinno, pytanie, kto nam większym wrogiem, ten wskazywany, wytykany, prowokowany, czy ten, który służąc obcym podsyca w nas lęki, straszy, potencjalnego agresora prowokując, zaczepiając do wojny podżegając.

Otóż, a co jeśli ten wróg to nie ten, na którego nam (z nazwy ) obsługujący instrumenty inżynierii społecznej ,geo- polit -poprawni (jedynie słuszni) wskazują , a co jeśli wrogiem po pierwsze serwilizm, po wtóre odwieczny wirus hegemonii mocarstwowej, który zakaża , wymusza, szantażuje, popycha, ingeruje, inspiruje, mutuje na karmie „cel uświęca środki”, wirus, na którego, czy naprawdę, szczepionki nie ma?! Otóż jest!, w zasięgu i mocy każdego z osobna i wszystkich razem: unikać jak ognia, nie karmić, obłożyć sankcjami ostracyzmu, pozostawić na pastwę własnej mocy/niemocy, tyle wystarczy by „łeb urwać hydrze”, by się nie roznosiła po świecie.

Jest na to jeszcze takie lekarstwo, wyłączyć ich. Udać się wewnętrznie na „pustynię” i zamiast słuchać suflerów, zamiast dopasowywać wyraz twarzy i dobierać słowa we frazy takie jakich oczekują od nas opiniotwórczy (i gadać nimi) włączyć samych siebie, z tym co mam, co chcę mieć, czy aby ten/ta, który/a mówiąc, że chce mnie uszczęśliwić na pewno moje szczęście ma na myśli?

Nie chcemy wojen, nie chcemy patrzeć na ludzkie dramaty, nie dajmy się mamić, nie bądźmy bezwolnymi zapalnikami w rękach bankrutujących frustratów, nie przyzwalajmy na to by kontrolę nad naszymi umysłami, uczuciami przejęli fabrykanci „szczęścia” , korporacje i rozsadnicy chaosu. Tylko tyle i aż tyle.

A przecherom, tej wielopartyjnej polskojęzycznej hydrze zwanej wybrańcami narodu do rządzenia jego krajem powiedzmy zdecydowanie NIE! Przestańcie nas straszyć! Wasze fobie, zyski, korzyści i straty nie są tożsame z naszymi. To, że ludzie chwilowo ulegają strachowi, że ludzie głupieją, nie znaczy, że są głupi, a już na pewno nie znaczy, że to na zawsze, że są bezradni.

To, że politykierzy sprzeniewierzyli się „misji” służenia narodowi i zamiast budować społeczeństwo, umacniać naród na fundamentach tożsamości z odziedziczonymi wraz z nią wartościami postawili sobie (realizując się w swoim sposobie na życie jako politycy)za cel zniszczyć je i z tożsamości obedrzeć nie znaczy, że bylejakość i obcość, którą usilnie próbują narodowi wszczepić, na gruncie tego co cenne, na gruncie ciągłości i przynależności do dziedziczonej, ukształtowanej, kultury, zwyczajów, symboli, norm, tradycji, języka, że na tym gruncie bylejakość i obcość się przyjmą. Bo nie. Nie przyjmą się.

Kształtowanie człowieka mentalnie pięknego, dobrego, szlachetnego, miłującego pokój, to misterny wielowiekowy wysiłek prawdziwie pojmowanej cywilizacji. Żadne pseudo wartości, a już na pewno nie wojna, do której się sposobią, do której prowokują, do której podżegają bardziej człowieka nie uczłowieczą, przeciwnie, zniszczą nawet to, co jeszcze zdrowego w człowieku z człowieczeństwa zostało. Nawet jeśli „zabetonują” wszystko i wydawać im się będzie, że skutecznie zabetonowali ludzkie umysły swoimi fobiami, geo-fobiami, nienawiścią etc. itd., obliczonymi na własne korzyści i zyski to prawidłowość w naturze jest taka, że natura mocna jest. Człowiek to jej część. Beton ma tendencje do pękania i nie ma takiej siły by przez pęknięcia nie wyrósł jakiś listek. A listek to zieleń, a zieleń to nadzieja.

Ale paradoksalnie w tym szaleństwie rządzących Polską, ale i tzw. opozycji, w którym metodę na „zabetonowanie” społeczeństwu samodzielnego myślenia poprzez zarządzanie jak „cywilizowanie” żyć, wpierw więc przez próby odarcia nas z tożsamości, a dziś dodatkowo przez strach, już dziś widać jak natura okazuje się mocna, jak mocna jest (wbrew pozorom i na szczęście) nasza tożsamość. Gdy bowiem nachalnie już z każdej strony starają się nas zaprogramować na nieuchronność wojny, z premedytacją i wyrafinowaniem zaklęciami straszą nią i ogłaszają stan alarmu włącznie z „Poradnikiem”, plecakami, odpowiedź społeczeństwa jest, przynajmniej tego zaangażowanego, świadomego manipulacji (i wcale nie mniejszość to) dla tzw. „establishmentu” wydawać by się mogło kuriozalna, a brzmi krótko: „walcie się”.

No i pięknie. Bo i jak można oczekiwać, że człowiek latami programowany na bezpaństwowca, obywatela świata, ma się czuć w obowiązku uczestniczyć w fanaberiach, jak się zwykli określać, „strony patriotycznej” i „strony demokratycznej” gdy ani jedna, ani druga nie jest „stroną tożsamościową”, dlaczego ma uczestniczyć, a może jeszcze ginąć za serwilizm, którego obie realizatorami, każda na służbie u swojego mocodawcy. Paradoksalnie gdy człowieka ukształtowanego już mentalnie, pięknego, dobrego, szlachetnego, miłującego pokój, wszelkiej maści uszczęśliwiacze, cywilizowani inaczej, próbują przerobić na wypranego z uczuć wyższych, uczynić zeń zaprzeczenie naturalnego piękna, wpoić weń egoizm, małoduszność, szlachetność zastąpić wyrachowaniem, za cel mu wytyczyć materializm, to trzeba przyznać, że poniekąd w jakiejś części udało się im.

Gdy od lat nieomal czterdziestu podważana jest cenność wartości takich jak rodzima kultura, rodzina, relacje, doświadczenia życiowe, negowane jest poczucie ciągłości państwa i przynależności do wspólnoty narodowej, gdy język, historia, kultura narodowa to dla wielu powód do wstydu, gdy wg po nowemu cywilizowanych swoje miejsce na świecie możemy znaleźć wszędzie bez poczucia/potrzeby przynależności i celu, to oto macie szanowni model obywatela jakiego stworzyliście. A jeśli nie tylko ten nowy wzór obywatela, ale poczucie odpowiedzialności za kraj podpowiada tym, którzy mówią „walcie się”, chcecie niszczyć kraj hańba wam, ale my do tego ręki nie przyłożymy, to jeszcze lepiej.

A jeśli osobiste życiowe doświadczenia, te pozytywne i te negatywne,historia, wspomnienia, doświadczenia, relacje, symbole, wypracowane, odziedziczone normy, to są te wartości, dla których warto żyć i przekazywać je kolejnym pokoleniom, odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu postaw NIE WOJNIE, a jeśli już ją planujecie, prowokujecie, wymuszacie, to nie zamierzamy was w tym osobiście zasilać, to znaczy, że tożsamość mimo prób jej wydarcia z serc Polaków ma się dobrze. Bo tożsamość to nie urządzenie na pstryczek. Czy się komu podoba czy nie, nie da się jej jak telewizora włączyć i wyłączyć, jak światła zapalić i zgasić, bo ona jest i nie może być inna niż ta pierwotna.

Tak, że szykujcie wy „demokratyczni” i wy „patriotyczni” tysiące cel w więzieniach,(ponoć dopadniecie każdego), tyleż obsługi, gdyż wiedzcie, że z własnej woli na jawnie planowaną, prowokowaną, wręcz wymuszaną przez was i waszych mocodawców wojnę dobrowolnie nikt nie pójdzie.

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz