Kontrapunkt, czyli co jest grane z tą wojną?

Kontrapunkt, czyli co jest grane z tą wojną?

drrr

20 września, wpis nr 1426

Zacytuję Państwu kilka ostatnich kawałków, które obiły się pewnie Państwu o uszy, ale obijały się w oderwaniu, osobno, tak jakby pojedyncze instrumenty narracyjnej orkiestry ćwiczyły w solo swoje kwestie. Ja spróbuję złożyć je w jeden utwór, by obnażyć pewną manipulację. Otóż tak właśnie tworzy się narracyjną manipulację: aby nie wyszło, że mamy do czynienia z całą orkiestrą, z rozpisanym na instrumenty zwartym utworem, nagrywa się w ludzkim umyśle pojedyncze ścieżki. Te mocą kognitywnych procesów scalają się w ludzkim mózgu w jeden utwór narracyjny i nagranie jest zakończone. Pacjent jest nagrany. Ale ponieważ nie dzieje się to naraz, przy całej orkiestrze, nie tylko nie widać jej samej, nie tylko nie widać, że to wielościeżkowy i rozpisany utwór, ale nie widać też… dyrygenta. Pozwólcie, że teraz rozczytam tę partyturę, najpierw po instrumencie, a potem spróbuję z Wami przysłuchać się tak zdekonstruowanej melodii.

Po pierwsze – jaki jest tytuł tej melodii: oficjalny i ten prawdziwy i ukryty, czyli co jest grane? Grana jest wojna. Co jest do uzyskania? Ano mnóstwo rzeczy: przykrycie nieudolności rządu prowadzącej do zapaści finansów publicznych, chęć skupienia ludu pod flagą atakowanego państwa, bez względu na jakość rządzących, zakłócenie niekorzystnego procesu wyborczego, pognębienie opozycji wciskaną jej niefrasobliwością, czy zrobienie ogólnopolskiego karnawału tropienia onucyzmu. Do tego dochodzą, najczęściej zlecone, cele globalistyczno-unijne, z których chyba najważniejszym jest użycie wrażenia zagrożenia, powtarzam – wrażenia, wojennego do przyspieszenia procesu centralizmu Unii i kontynentu pod osłoną cenzury na wzór czasów wojennych. Już tu wiele razy mówiłem, że po jeźdźcu Apokalipsy Zaraza przygalopował obecnie jeździec Wojna. Wszyscy zaś jadą na szkapach karmionych strachem. To jest główne paliwo tych obu procesów, z czego jeździec Zaraza zdaje się był tylko testem jak daleko można zajechać na obroku paniki. Testem zdaje się, że udanym, widząc teraz rącze cwały następnego konia – Wojny. Ten jest dźgany do galopu medialnymi ostrogami w dawkach o wiele bardziej przekraczających te promujące zabawnego wirusa z nie wiadomo skąd wziętymi przyssawkami.

Uwertura

A więc uwertura tego koncertu jest napisana na pięcioliniach strachu. Ale, jak to w uwerturze, pojawiają się tu pierwsze sygnały, wariacje przyszłych tematów. Tu, po pierwsze, trzeba – dla uproszczenia, ale i urealnienia – spersonifikować odgrywany temat. Mamy więc go – Putina. Tu jest centrum całego zła. Gdyby Putin wpadł pod walec w wieku dziecięcym – wszystko na świecie potoczyłoby się inaczej, czyli lepiej, bo gorzej już być nie może. Czasami jego, Putina, przywary rozlewają się na jego naród: ruskie, kacapy, zawsze z małej litery, pogarda do wschodnich ćwoków.

Ale bez przesady – nagrany globalnie widz musi być przygotowany na przyszłe zmiany, jeśli chodzi o stosunek do Rosji, nie może więc być nagrany na twardo i przeciwko każdemu kacapowi. No bo jak Niemcy – zaraz i to zimą? – będą chcieli wrócić z Rosją do business as usual, to nie mogą być spalone dziś wszystkie mosty, po których będą niedługo jeździć europejskie euro w jedną stronę, zaś paliwko z gazem – w drugą. Muszą też – odwrotnie – być hodowani dobrzy bojarzy i zły car, tak by któregoś z nich móc wyciągnąć w przyszłości za uszy, by z nim robić interesy.

W tej putinowskiej uwerturze pojawiać się zaczynają pewne elementy, rozwinięte później w części allegro i andante: jest to kontrapunkt. W sumie brzmi w całości jako całkiem sensowny akord, choć złożony jest z kognitywnego oksymoronu, odgrywanego w różnych tonacjach. Ten kontrapunkt polega na jednoczesnym naciskaniu wydawałoby się gryzących się dźwiękowo, a właściwie pojęciowo, klawiszy: jeden to klawisz strachu, drugi to klawisz zadowolenia z naszego przygotowania na niebezpieczeństwo. Wydawałoby się, że ten drugi niweluje brzmienie tego pierwszego, ale tak nie jest – to właśnie musi wybrzmieć razem: strach i tromtadractwo.

I tak jest z Putinem i Rosją. W tym samym dniu w narracyjnych rewelacjach raz jest ci on na ostatnich nogach i grozi nam śmiertelnie. Może nam zrobić kuku, ale my się nie boimy i tak potrząśniemy swoją kartonową szabelką, że kacapom walonki pospadają jak będą pociesznie uciekać za Ural. Z drugiej strony, w tym samym zdaniu, boimy się Putina i pogardzamy nim, nie tylko z powodów wyższości kulturowej, ale i pewności, że jak przyjdzie co do czego, to damy mu bobu. Tylko tym wciskanym mu w brzuch strachem przed nami motywujemy fenomen, że się jeszcze z nami nie zaczął. Po pierwsze – zbłaźnił się przegryw i utknął na Ukrainie, po drugie nie ma sił walczyć, bo gdyby miał, to… by nas zaatakował. Ma to przecież w genach ruskiego imperializmu.

I tak ten gryzący się akord mieszania sprzecznych rzeczy brzmi dumnie na chwałę naszej potęgi. Dlatego to się trzyma kupy – Putin jest słaby, ale i niebezpieczny. Ktoś kiedyś użył argumentu z „tamtej strony”, że choć słaby może w desperacji ugryźć, bo jest przyparty do muru. Trzeba się więc strzec przed zębami, ale nikt z tych „analityków” nie wyjaśnił jednego – skoro słaby, acz niebezpieczny, bo samobójczo zdesperowany, może dziabnąć przyparty, to po co go… przypierać?

A co, że my go nie przypieramy? No, jak – piszemy przecież, że dzięki naszemu wspólnemu wysiłkowi wojennemu właśnie go przyparliśmy i ledwo dyszy! To jest tak, albo siak. Jak by nie było w tej uwerturze, mamy dwa elementy – upostaciowienie tematu przyszłych wariacji i podstawowy akord dwóch sprzecznych motywacji naszych działań: strachu i lekceważenia jego źródła.

Allegro

Pora na allegro, a więc symfonia tu przyspiesza. Straszymy. Posłuchajmy Radka Sikorskiego:    „Wojna jest już kinetyczna, jeżeli mamy wybuch rakiety manewrującej, na posterunku straży granicznej drżą szyby, a w województwach wyją syreny, to już nie jest jakieś tam blokowanie stron internetowych”. A dwa dni wcześniej – tu mamy już pełny kontrapunkt zaznaczony w uwerturze – tromtadracka pogarda: „Gdyby Rosja nas zaatakowała i gdybyśmy zdjęli rękawice, myślę, że pokonalibyśmy Rosję dość szybko. Mamy przytłaczającą przewagę nad Rosją w powietrzu, nawet jeśli do tego potencjału nie wliczymy sił amerykańskich. Jeśli Ukraina wyłączyła połowę rosyjskich rafinerii w ciągu sześciu miesięcy, to my wyłączylibyśmy drugą połowę w sześć tygodni.”

Już na następny dzień po tej wypowiedzi dron rozwalił pociąg obok pociągu z  VIP-ami wracającymi z kijowskiej konferencji, gdzie podobne dęcie w pustą dętkę swoich urojeń było na porządku dziennym. Na następny dzień miał więc Sikorski „sprawdzam”, ze strony Putina jak słyszymy, bo przecież to na bank on był z tymi dronami na przejściu granicznym. (Choć szury rozprawiają o dętej prowokacji, widowisku dla VIP-ów, które to Ukraińcy zgotowali, by jeszcze raz podkręcić termometr wojennej temperatury. O piątej rano Ukraińcy wiedzieli gdzie uderzy dron, który walnął dokładnie tam gdzie ostrzegali, tyle, że pół godziny później. Ale pal licho, może tam mają taki wywiad, że wiedzą gdzie celują Rosjanie zanim ich dron wystartuje). Czyli Rosja, jak słyszymy od samego Radka, zaatakowała kinetycznie, i to – też Radek – nie pierwszy raz, a my co? Nie zdjęliśmy rękawic? Nie odgryźliśmy się na rafineriach w sześć tygodni? Bez Amerykanów? To jak – jesteśmy tak silni i nie reagujemy, choć obiecaliśmy? Na drugi dzień zweryfikowano te nasze groźby i okazało się, że to zwykłe tromtadractwo.

Andante

Teraz andante, czyli część wolniejsza. Skoro postraszyliśmy, to teraz kontrapunkt: nie ma się czego bać bośmy silni, zwarci, gotowi. Następny cytat: „Absolutnie jesteśmy gotowi [do wojny]. To, co robimy, to tylko wzmacniamy naszą siłę, naszym pierwszym zadaniem jest odstraszanie.” – to wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Pani wiceminister „od SAFE” jest kolejnym, wręcz systemowym przykładem, rządu Tuska, który dowodzi prawdziwości tezy, w której palce maczał nasz Mikołaj z Fromborka: słabszy pieniądz wypiera lepszy. Wystarczy, okazuje się, parę grantów i stypendium w Niemczech, by stać się w Polsce bezpośrednim pasem transmisyjnym kasy z Najjaśniejszej do niemieckiej Najciemniejszej. A pas – jak to pas – nie musi nawet wiedzieć co po nim lata, ma tylko kręcić w jedną stronę.

Ta więc persona zapewniła nas głosem lekko drżącym (organizm jeszcze się broni przed wypowiadaniem najcięższych głupot z przekonaniem, pani nowa jest, uczy się dopiero) o naszym całkowitym przygotowaniu się do wojny. Zobaczmy więc, zaglądając do części tematów z części allegro – Radek mówił, że jak nas zaatakują, to się odwiniemy. To nie jest mistrzostwo odstraszania. Ono zaczyna się od publicznych gwarancji, nie deklaracji, że pierwszy cios w ogóle ustaniemy. Bo dopiero wtedy można się odwinąć, a więc popatrzmy:

Dzień po „deklaracji Sikorskiej” kiedy drony walnęły w przejście graniczne odezwały się syreny (hura!) w kilku wschodnich powiatach. Syreny informują o tym, że jest zagrożenie i żeby coś ze sobą zrobić. Inaczej nie miałoby to sensu i używalibyśmy ich tylko raz do roku, na 1 sierpnia. Jednocześnie (hura! hura, bo w przypadkach poprzednich ani syren, ani smsów nie było, albo były po fakcie) odezwało się RCB i przesłało esemesami ostrzeżenie. Ostrzeżenia brzmiało mniej więcej tak: „Zagrożenie atakiem powietrznym. Znajdź bezpieczne schronienie.” No, przy braku schronów i miejsc ukrycia i nawet wiedzy gdzie takie miejsca są, jeśli w ogóle są, to taki komunikat można przyrównać do dobrej rady, typu: na chłodny spacer weź szalik, albo – wojenne – trzymaj głowę nisko.

Scherzo, czyli część żartobliwa

No, ale gdyby nas zaatakowali to byśmy im wszystko zbili i nie trzeba byłoby się cywilom chować, taką mam (ich) koncepcję. Tak? No to popatrzmy. Panie Radek – w poprzednich przypadkach nic nie strąciliśmy, oprócz jednego dachu jakiemuś nieszczęśnikowi, zaś po każdym wypadku zbierał się na miejscu rząd i robił konferencję prasową, z której wynikało, że wszystko jest w porządku – tak miało być, miało wlecieć, walnąć gdzie Bóg da, bo my wiemy (może od Ukraińców?), że to spadnie na rzepak.

A jak dronów i rakiet będzie (jak na Ukrainie) atakować ze 200-300 na raz? Będzie tyle konferencji? Rząd się powieli? Bilokuje? Wyleci 300 odrzutowców i walnie w toto cały nas zasób z naszych wszystkich szesnastu patriotów? W 300 rakiet i dronów? Tak wytrzymamy napad, by się odwinąć?

No dobra – powiedzmy, że cywile się gdzieś tam upchali i odpowiedzieliśmy im naszymi „środkami napadu powietrznego”. Ok. Nawet nie chce porównywać potencjału obu stron – Rosji i NATO, tego bez USA, jak słyszymy. Nie mam zapędów sadystycznych porównywania przetrzepanych magazynów europejskich na fazę „długiej ręki” wojny ukraińskiej i rozhulanej od lat machiny rosyjskiego przemysłu pracującego w reżymie wojennym od czasu, kiedy zawaliła się Kremlowi koncepcja szybkiej operacji specjalnej. Proszę zajrzeć do doktryny rosyjskiej – Rosja zagwarantowała sobie reakcję nuklearną na wszelkie działania mogące zachwiać jej suwerennością lub kluczową i strategiczną infrastrukturą. Może więc do tej kategorii zaliczyć i atak na rafinerie. A to, że nie robi tego w stosunku do Ukrainy, to już jej suwerenna decyzja. I trzeba raczej zaglądać w oczy Putinowi i modlić się, by tego nie robił. I paradoksalnie – Putin moim zdaniem prędzej walnie nukiem w NATO, niż w Ukrainę. W Ukrainę nie może, bo surowo mu tego zabronił chiński partner. A jak NATO walnie Radkiem w rafinerie, to Putin nie będzie się musiał Xi tłumaczyć z odwinięcia, bo ten zrozumie.

No i same rafinerie, jako cel. Wiadomo – Rosję boli, bo to jej dochody. A czy zaboli świat i Polskę? No, zaboli i to śmiertelnie. No bo może pan Radek nie wie, że nasza ropa to w wielu przypadkach chrzczona przez marże pośredników ropa rosyjska. Ormuz stoi i stać będzie i jak jeszcze stanie Rosja, to nawet amerykańskiej ropy z Wenezueli może nie starczyć, a jak starczy to po paskarskich cenach. A więc te groźby to strzał w Radka, ale i w nasze kolano, za pomocą rakiety dalekiego zasięgu.

Grande Finale

Pora więc na finał. No i rozbrzmiał akord na całego, teraz już nie w pojedynczych liniach melodycznych, ale złożonych tu w jeden utwór. Jedni grają na strach, inni na lekceważenie jego źródeł, najgorsze, że są to czasami ci sami ludzie. I to jest całe clou. Wydaje się to niespójne: z jednej strony ten sam gość straszy wojną, z drugiej kłamie na żywca, przekonuje żeśmy gotowi i im pokarzemy, które to kłamstwo widzi dziecko w przedszkolu, które ostatnio musiało zbiegać do piwnicy, bo tak. Nic nie latało, nic nie świstało, nikt nawet nie ogłosił, że to ćwiczenia.

To jest ten kontrapunkt, który jest grany w celu wywołania zamieszania. Mamy się i bać, i olewać, czyli być podatni na bujanie od ściany do ściany. Przy takim bujaniu nikt nie spyta o podstawowe rzeczy: to gdzie mam biec na esemes z RCB, gdzie jest mój schron? Czy polskiego nieba będziemy bronić nad Ukrainą, wyprztykując się z naszych i tak rachitycznych zasobów środków obrony powietrznej? O czym dowiadujemy się od ukraińskiego MON-u, bo nam to nie honor się przyznać przed swoimi. Czy nasze dywizje – ile ich jest? – w ogóle wyjdą z koszar? Kiedy przyjdą nam z pomocą ci z NATO, jak słyszymy bez USA? Ilu ich będzie i czy będą chcieli umierać za Jasionkę?

Tylko bujanie, oliwione groźbą onucyzmu i wojenną cenzurą, jest w stanie powstrzymać lud od zadawania takich pytań. Drogi polityczne są zagwożdżone, nawet opozycja milczy w tej śmiertelnej ciszy współsprawstwa w nieprzygotowaniu. System przedstawicielski sam się wybrał, naród nie ma żadnego przełożenia na swoich reprezentantów.

A może to wszystko przygotowanie do wersji „pobite gary”, czyli: nikt nie chce pokoju? Takiemu Zełenskiemu rządzi się (i kradnie) pod parasolem wojny całkiem fajnie. Można się nauczyć lub/i brać przykład. Sytuacje ekstraordynaryjne są dla władzy najlepsze – znikają ostatki kontroli politycznej, systemowej i społecznej. Nikt władzy nie weryfikuje wyborczo – ba, można złapać kogo się chce za mordę za szpiegostwo lub tylko pożyteczny onucyzm. Mnożna przeciągać, wstrzymywać, przyspieszać wybory wedle woli, bankrutować kraj. Prowadzić komisaryczny nadzór nad państwem – w naszym przypadku chyba już tylko jako likwidator polskiej masy upadłościowej.

Koncertmistrz

Do tego potrzebna jest ta cała orkiestra, którą trzeba słyszeć na raz. Ale jest jeden wyjątek – nie dyrygent Tusk, ale koncertmistrz, pierwsze skrzypce: Radek Sikorski. Mam niepowstrzymaną pewność, że jego rewelacje to odreagowanie kompleksu atencjusza. Po prostu musi zabłysnąć, a więc wyrywa się do solówek, swoich własnych interpretacji tematów, by zawrócić w głowach zaskoczonej brutalną prostolinijnością przekazu publiczności. Ma mówić mało i mądrze – do cytowania. To, co ten gościu wygaduje wyzwala w rzeczywistości efekt odwrotny – wzbudza śmiech pogardy. Albo sypnie coś tajnego, a więc go (go! – Polskę!) nie zapraszają, albo walnie jaką tromtadracką bzdurę, z której nawet nie wiadomo jak się później inni mieliby tłumaczyć. Zachód to obśmiał z zażenowaniem, Putin popukał się w głowę swej rzeczniczki, choć część polskiego komentariatu zawyła z zachwytu jak to (słownie) Radek przywalił Putinowi, który się (jak Donek?) wściekł. Tak – poszło Putinowi w pięty i teraz nie wie, co ze sobą zrobić. Polska mu pokazała – na twitterze.

Radek chce zwrócić na siebie uwagę. Tak, polska dyplomacja, ba – racja stanu jest w rękach zakompleksionego typka, zakochanego w sobie z wzajemnością, którego skuteczność liczy sobie sam za pomocą zasięgów na platformach społecznościowych. Wicepremier, tak – wicepremier polskiego rządu, może i konkurent wobec Nawrockiego na najbliższą kadencję. Daleko zajechaliśmy panowie i panie. Ale samiście (samiśmy?) sobie winni i nie wyrzekać później mi (i wnukom), że wszystko przez jakiś marginalny dziś PiS, że miało być inaczej, a wyszło jak zwykle. Atencjusz z kompleksami w polską racją stanu w ręku.

Samiście go tam postawili.

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Mike Huckabee jest najgorszą osobą w administracji Trumpa

Mike Huckabee jest najgorszą osobą w administracji Trumpa

Jest to urzędnik rządu USA wyznaczony przez Trumpa, który świadomie okłamuje opinię publiczną, aby umożliwić jej dalsze wspieranie izraelskich nadużyć wobec narodu palestyńskiego, dokonywanych przy wsparciu USA.

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone/mike-huckabee-is-the-most-evil-person-in-the-trump-administration

W administracji Trumpa jest kilku naprawdę psychopatycznych upiorów, łącznie z samym Trumpem, ale jak na razie jestem przekonana, że ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee jest najgorszym z nich.

Podczas gdy izraelscy urzędnicy stają się coraz bardziej otwarci na temat swoich planów „czystek etnicznych” [rzezi md] Palestyńczyków ze Strefy Gazy, a kontrowersje wokół Macklemore’a ponownie skupiają uwagę opinii publicznej na nadużyciach syjonizmu, pro-izraelscy spin-mistrzowie zarówno w mediach masowego przekazu, jak i w rządzie USA prześcigają się w próbach odzyskania kontroli nad narracją.

Podczas szaleńczej propagandy na kanale Newsmax na temat Macklemore’a i ruchu propalestyńskiego, Huckabee powtórzył dawno zdyskredytowaną propagandę o okrucieństwach ataku Hamasu z 7 października, aby wyjaśnić, dlaczego nikt nie powinien sprzeciwiać się działaniom Izraela w Strefie Gazy.

„To są ludzie, którzy gwałcili kobiety na oczach ich własnych dzieci” – powiedział Huckabee prowadzącemu program Newsmax Robowi Schmittowi . „Odcinali im genitalia na oczach ich rodzin. Podpalali starszych ludzi i palili ich żywcem, gdy siedzieli na wózkach inwalidzkich. Robili dzieciom niewypowiedziane rzeczy. Obcinali głowy niemowlętom i wsadzali inne niemowlęta do pieca, gdy jeszcze żyły. Każdy, kto to popiera, nie jest po prostu chory, jest psychopatą”.

„Jeśli ktoś powie, że to się nie wydarzyło, to my wiemy, że się wydarzyło, Rob, bo Hamas nagrał to sam. Mamy to na wideo” – twierdził Huckabee.

==============================

Żeby było jasne, wszystko, co mówi Huckabee, to kłamstwo. Twierdzenia o obciętych głowach i pieczonych w piecach niemowlętach zostały bezlitośnie obalone w 2023 roku, również w izraelskiej prasie . Nigdzie nie ma żadnego nagrania z okrucieństw opisanych przez Huckabee’ego. Apologeci Izraela często wymyślają wszelkiego rodzaju fałszywe twierdzenia na temat nagrania wideo z 7 października przez kamery GoPro Hamasu, ufając, że przeciętny obywatel będzie zbyt wrażliwy, by obejrzeć te brutalne nagrania na własne oczy. Zapewniam jednak, że jeśli zechcesz zagłębić się w tę króliczą norę nagrań, nie znajdziesz żadnych dowodów na którykolwiek z czynów, które właśnie wymienił Huckabee.

Trudno znaleźć słowa, by opisać, jak bardzo to jest złe. Huckabee wie, że kłamie, mówiąc takie rzeczy. Jest w stu procentach świadomy, że szerzy propagandę okrucieństw, by usprawiedliwić dalsze izraelskie okrucieństwa. 

Kiedy Huckabee po raz pierwszy powtórzył te twierdzenia w październiku i listopadzie 2023 r., można powiedzieć, że być może nie zdawał sobie sprawy, że szerzy propagandę okrucieństw, ponieważ minęło kilka tygodni, zanim główne media obaliły te twierdzenia, a świadomość ich nieprawdziwości dotarła do głównego nurtu dyskursu.

Gdy powtórzył to twierdzenie we wrześniu 2025 r. , można by argumentować, że BYĆ MOŻE Huckabee po prostu żył w szczelnie odizolowanej syjonistycznej komorze echa i w jakiś sposób wciąż nie zdawał sobie sprawy, że twierdzenie to zostało całkowicie obalone.

Jednak powtarzając te twierdzenia w maju i ponownie we wrześniu 2026 r., po tym jak został szeroko i wielokrotnie potępiony za szerzenie kłamstw i propagandy okrucieństw, bezsprzecznie patrzy światu w oczy i kłamie nam w twarz, mając pełną i całkowitą świadomość tego, co robi. 

Co pokazuje, że przez cały czas świadomie kłamał. To mianowany przez Trumpa urzędnik rządu USA, który świadomie okłamuje opinię publiczną, aby nadal wspierała wspierane przez USA nadużycia Izraela wobec narodu palestyńskiego.

Pomyśl, jak bardzo trzeba być popieprzonym, żeby zrobić coś takiego. A ten świr ma czelność nazywać zwolenników Palestyny ​​„psychopatami”.

W tym samym oszukańczym, propagandowym wywiadzie dla Newsmax Rob Schmitt powiedział, że tak naprawdę to przeciwnicy ludobójstwa padają ofiarą propagandy.

„To niesamowite, jak skuteczna może być propaganda, jak oślepiająca może być dla ludzi, których można by uznać za rozsądnych” – powiedział Schmitt Huckabeemu, dodając: „Nienawidzę tego mówić, ale wydaje mi się, że islamiści wygrywają tę wojnę propagandową. Teraz czuję, że w stosunku do Izraela jest więcej gniewu i furii niż wobec ohydnych rzeczy, których byliśmy świadkami 7 października”.

No więc, według popleczników Trumpa w jego administracji i w ich prasie, dawno obalona propaganda okrucieństw wobec Palestyńczyków jest w rzeczywistości prawdą, a to właśnie ludzie, którzy uważają, że Izrael dopuszcza się przestępstw, są propagandą, a to właśnie ludzie sprzeciwiający się ludobójstwu są psychopatami. Góra to dół, noc to dzień. Wojna to pokój, wolność to niewola, ignorancja to siła.

Światem zachodnim rządzą kłamliwi, manipulujący przestępcy. Rewolucja nie może nadejść wystarczająco szybko.

Mania wojenna: „Kryzys bezpieczeństwa” zapowiadany przez podsycające panikę elity europejskie

https://substack.com/session-attribution-frame

simplicius/war-mania-security-crisis-announced

Ogród Wiedzy Simplicjusza

Mania wojenna: „Kryzys bezpieczeństwa” zapowiadany przez podsycające panikę elity europejskie

Symplicjusz 19 września 2026 r.

Rozpoczął się kolejny cykl straszenia wojną światową, a Europa pogrąża się w panice. Przyczyny są wielorakie.

Po pierwsze, Europa pogrążyła się w kryzysie politycznym i gospodarczym, dlatego odwracanie uwagi jest teraz bardziej potrzebne niż kiedykolwiek wcześniej. Aby obywatele mogli przetrwać nadchodzące trudności, należy im wmówić, że te trudności są absolutnie niezbędne do przetrwania. Nie ma lepszego medium propagandowego do tego celu niż orwellowskie BBC:

https://www.bbc.com/news/articles/cmn0jke547r5o

Zaczyna się:

Rząd chce, abyśmy wszyscy zaczęli przygotowywać się na poważne zakłócenia w naszym życiu. Chce, abyśmy gromadzili zapasy żywności w puszkach i wody pitnej, wzmacniali naszą odporność obywatelską i przygotowywali się na ewentualność wojny.

Rozpoczęły się prace nad rządową „książką wojenną”, która nie była aktualizowana od dziesięcioleci.

Najwyższy rangą żołnierz Wielkiej Brytanii bił na alarm. Szef Sztabu Obrony, sir Richard Knighton, powiedział w tym tygodniu, że zagrożenie ze strony Rosji oznacza, że ​​Wielka Brytania przeżywa „najbardziej niebezpieczny” okres w jego 35-letniej karierze w siłach zbrojnych.

Zadano to kontrowersyjne pytanie w ramach przygotowań do równie kontrowersyjnej odpowiedzi, mającej na celu przygotowanie podatnych na wpływy umysłów brytyjskiego społeczeństwa:

W niewiarygodnie przejrzystym akcie mendo-bójstwa BBC zatrudnia psychologa, aby stworzył idealną narrację programową dla świadomości publicznej:

Kluczowe jest przekonanie, że jesteśmy zagrożeni – mówi psycholog Jim Orford, emerytowany profesor psychologii klinicznej i społecznej na Uniwersytecie w Birmingham. „To jest to, co nazywam myśleniem uproszczonym.Aby rozważyć możliwość wojny, musimy myśleć w kategoriach uproszczonych. W kategoriach wrogów i bohaterów. Musimy postrzegać Rosję jako wroga. Wszystkie narracje są uproszczone.

Oświadcza otwarcie, że przedstawia swój plan jako szczerą sesję hipnozy dla podatnych na pranie mózgu; bez wątpienia jest to mistrzowska lekcja manipulacji.

W skoordynowanej serii komunikatów europejscy przywódcy i instytucje zaczęli ostrzegać przed zbliżającym się poważnym „kryzysem”:

Sytuację bezpieczeństwa w Europie określa się obecnie jako „pogarszającą się”, a syreny wojenne są coraz głośniejsze.

Francuskie stacje radiowe zgodnie rozpoczynają dyskusję na temat przygotowań do wojny światowej :

Could not load video.

Większość zamieszania była konsekwencją dwóch szczytów europejskich, które odbyły się w ubiegłym tygodniu: Konferencji Komitetu Wojskowego NATO i nowego szczytu „Karpackiej Ósemki” Zełenskiego, w którym uczestniczyli m.in. polski premier Tusk.

Premier Polski twierdzi, że Rosja przygotowuje przypadkowe ataki dronów i rakiet na kraje NATO wspierające Ukrainę

Nowo skoordynowana kampania operacji psychologicznych (psychop) jest planowana wokół fałszywej flagi, która miałaby obejmować rosyjskie „hybrydowe ataki” na tzw. „wschodnią flankę” NATO. Z powyższego artykułu Meduzy:

Polski premier Donald Tusk powiedział parlamentowi, że Rosja planuje „hybrydowe” ataki z użyciem rakiet i dronów na kraje, które wspierają Ukrainę.

Tusk powołał się na oceny wywiadowcze, donosi agencja Reuters. „Istnieje realne ryzyko, że drony lub inne rodzaje pocisków mogą wlecieć na terytorium jednego lub kilku państw NATO na wschodniej flance, a nawet spowodować zniszczenia” – powiedział.

„Te potencjalne ataki miałyby, jak to się mówi, «przypadkowy» charakter i miałyby na celu sparaliżowanie lub co najmniej osłabienie determinacji państw NATO do powołania się na odpowiednie postanowienia Sojuszu w przypadku agresji na państwo członkowskie” – powiedział Tusk.

To jest obecnie największy strach chwili, ponieważ europejscy przywódcy desperacko walczą o wyciągnięcie Ukrainy z opresji:

https://www.politico.eu/article/rosja-władimir-putin-nato-ataki-dronów-europe-przywódcy-ostrzeżenie/

Tymczasem to samo NATO z dnia na dzień nasila prowokacje, wskazując jednocześnie palcem na Rosję:

Monitor Wojny🇺🇦🇬🇧@ WarMonitor3WarMonitor3

W ciągu ostatnich 4 dni loty rozpoznawcze NATO na wschodniej granicy z Rosją i Kaliningradem znacznie się nasiliły, a szczególny nacisk kładziony jest na obszar Polski i Litwy, gdzie F24: – Wydaje się, że obecnie rutynowe loty samolotów NATO i niemieckich AWACS E-3A Century…

14:30 · 19 września 2026 · 169 tys. wyświetleń Views


40 odpowiedzi Replies· 406 repostów Reposts· 2,48 tys. polubień Likes

Według doniesień Francja już teraz podejmuje tajne działania militarne w odpowiedzi na działania Rosji:

Sieć Faytuks@ FaytuksNetworkFaytuksNetwork

Francuskie źródło wojskowe poinformowało dziennik „Le Monde”, że Francja już prowadzi nieujawnione, konwencjonalne działania militarne w odpowiedzi na rosyjskie ataki hybrydowe. Zapytane, czy Paryż mógłby odpowiedzieć militarnie, nie ujawniając tego publicznie, źródło odpowiedziało: „To już się dzieje”.

19:09 · 19 września 2026 · 47,8 tys. wyświetleń

==========================

Praktycznie każda zachodnia publikacja głównego nurtu mediów przyłączyła się do piekielnego chóru sensacyjnych podżegaczy wojennych, pomimo że większość takich „ataków” fałszywie przypisywano Rosji, a za każdym razem stali ukraińscy drony lub sabotażyści – fakt ten naturalnie zamiatano pod dywan:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-09-17/rosyjskie-ataki-na-europę-są-coraz-bezczelniejsze-i-bardziej-niebezpieczne

To klasyczna oznaka geniuszu wojskowego: gdy kraj się chyli ku upadkowi i przegrywa poważny konflikt, jak to podobno robi Rosja z Ukrainą, najlepszym rozwiązaniem jest natychmiastowa inwazja na największy sojusz wojskowy świata, by wyrwać zwycięstwo z paszczy porażki. To właśnie sprzedają swoim łatwowiernym pospólstwu europejscy marionetkowi przywódcy; ale czy oni to kupują?

Putin twierdzi, że Europa nieustannie przygotowuje się do wojny z Rosją i słusznie podaje powody, dla których tak się dzieje – aby odwrócić uwagę od własnych kryzysów, jak już wcześniej stwierdziliśmy:

Could not load video.

W zabawnym zwrocie ironii Europa twierdzi, że to Rosja planuje „fałszywe flagi”:

POLITICOEurope@ POLITICOEuropePOLITICOEurope

NATO jest gotowe odpowiedzieć na potencjalną eskalację działań Rosji na wschodniej flance Europy, powiedział dziś najwyższy rangą generał Sojuszu, admirał Giuseppe Cavo Dragone, pośród narastających ostrzeżeń o możliwym zainscenizowanym ataku ze strony Moskwy.politico.eu

NATO „gotowe” na potencjalny atak pod fałszywą flagą Rosji, mówi najwyższy rangą generał sojuszu

16:29 · 19 września 2026 · 22,1 tys. wyświetleń

================================================

Kilka dni temu polski błazen, minister spraw zagranicznych Sikorski, stwierdził, że Europa pokonałaby Rosję „dość szybko” i łatwo, gdyby Rosja spróbowała. Skoro tak, to dziwne, dlaczego Europejczycy byliby tak zaniepokojeni.

W rzeczywistości Europa pogrążona jest w narastającym kryzysie i potrzebuje poważnego sposobu na wyrażenie frustracji i niezadowolenia społeczeństwa.

Istnieje również wątek, zgodnie z którym Trump planuje teraz potencjalnie wycofać znaczną liczbę amerykańskich wojsk z ogarniętego wojną i napiętą sytuacją kontynentu, co ośmieliło teorie, że USA, jak zawsze, podstępnie nastawiają Rosję przeciwko Europie, aby czerpać zyski z wynikającego z tego zniszczenia swoich rywali gospodarczych i geopolitycznych:

https://www.nbcnews.com/politics/national-security/pentagon-weighs-pulling-nearly-third-us-forces-europe-rcna597722

Tymczasem Ukraina pozostaje w opłakanym stanie. Zapowiedziana wcześniej kampania Zełenskiego przeciwko rosyjskim lotniskom i „niebu” nie przyniosła rezultatu. Nie wiadomo, czy stało się to za sprawą USA, które sprowadziły go na ziemię nieoficjalnymi kanałami, czy też blefował od samego początku i nigdy nie miał możliwości, by zrealizować te zbyt ambitne plany.

Jeden z rosyjskich kanałów telewizyjnych podaje przyczynę takiego stanu rzeczy, argumentując, że wysyłanie do Rosji rojów 900 dronów dziennie mogłoby kosztować Ukrainę aż 50 mln dolarów dziennie:

Fascynująca ekonomia wojny: dlaczego masowe ataki dronów na Rosję stanowią poważne wyzwanie dla budżetu Ukrainy

W nocy 18 września, w przededniu wyborów parlamentarnych, ukraińskie siły zbrojne rozpoczęły masowy atak dronów na Moskwę i okolice.

Plan wroga się jednak nie powiódł – rosyjskie siły obrony powietrznej zestrzeliły ponad 900 dronów. Wcześniej codziennie podawano, że przechwycono 200–400 ukraińskich dronów.

Jakie znaczenie mają te wszystkie dane? Chodzi o pieniądze. Drony są niewątpliwie tańsze niż zaawansowane pociski rakietowe kosztujące miliony dolarów, ale nadal kosztują dziesiątki, a czasem setki tysięcy dolarów.

Kijów wystrzeliwuje więc prawie tysiąc dronów, z których około 95–99% zostaje zestrzelonych. Ile to kosztuje? Zakładając, że jeden dron kosztuje 50 000 dolarów (co stanowi około 5 milionów rubli, a cena jest prawdopodobnie znacznie wyższa), koszt pojedynczego ostrzału wynosi około 50 milionów dolarów. Oczywiście, wiąże się to z kosztami finansowymi, większymi niż zero, ale wciąż znacznie niższymi niż koszt wystrzelenia dronów.

Okazuje się zatem, że wystrzelenie ukraińskich dronów od dawna jest kosztownym przedsięwzięciem dla ukraińskiego budżetu, podczas gdy szkody dla Rosji są stosunkowo znacznie mniejsze.

Źródło

Wczoraj agencja Reuters zacytowała szefa ukraińskiej parlamentarnej komisji budżetowej, który przyznał, że dzienne koszty wojny na Ukrainie wynoszą 190 milionów dolarów. Oznaczałoby to, że taki ostrzał dronów mógłby stanowić znaczną część całego budżetu wojskowego przeznaczonego na dany okres. Powinno to szybko wykazać, dlaczego tak masowe, ciągłe kampanie dronów są w rzeczywistości nieopłacalne dla Ukrainy, a wszelkie twierdzenia Zełenskiego, że jest inaczej, to kłamstwa, mające na celu stworzenie wrażenia, że ​​Ukraina wciąż ma szansę na jakiekolwiek znaczące działania przeciwko Rosji.

Przypomnijmy sobie, jak przebiegała ukraińska nowa „40-dniowa kampania” „sankcji powietrznych” przeciwko Rosji. Od gróźb po błagania o zawieszenie broni:

Co ciekawe, dwa dni temu polski premier Donald Tusk wywołał poruszenie, jako pierwszy europejski przywódca, który otwarcie ujawnił prawdziwą liczbę miesięcznych ofiar na Ukrainie. Twierdzi, że to sami Ukraińcy poinformowali go, że liczba ta wynosi obecnie 27 000, zarówno zabitych, jak i rannych:

Could not load video.

Przypomnijmy, że zaledwie w zeszłym miesiącu sam ukraiński przywódca Budanow przyznał, że Ukraina potrzebuje 30 000 nowych „rekrutów” miesięcznie, aby utrzymać to, co już istnieje:

https://www.pravda.com.ua/eng/news/2026/08/28/8050796/

W związku z tym możemy śmiało założyć, że liczba ofiar na Ukrainie jest mniej więcej taka, jaką znaliśmy od początku, czyli wynosi 30 000 miesięcznie. Teoretycznie powinno to oznaczać, że około 1/4 do 1/3 poległo, a około 1/4 została ciężko ranna i trwale wyłączona z walki, a reszta została lekko ranna. Z 27 000–30 000 ogółem, może to oznaczać około 7500 poległych miesięcznie, około 7500 rannych trwale i 15 000 lekko rannych.

Przypomnijmy, że na razie Ukraina ma stosunkowo łatwe do zastąpienia. Ukraina ma około 25 obwodów administracyjnych, z których każdy obejmuje około 1000+ osiedli, miast i miasteczek. Daje to około 25 000 osiedli. Na 30 000 ludzi miesięcznie Ukraina musi rekrutować 1000 mężczyzn dziennie, czyli jednego „mężczyznę w wieku bojowym” z każdej osady lub 40 z każdego z 25 głównych obwodów, co nie jest zadaniem niemożliwym do wykonania dla dziesiątek tysięcy „oficerów rekrutacyjnych” TCK. Niemniej jednak, pula ta stale się kurczy z dnia na dzień, co dodatkowo zmniejsza liczbę pracowników dla ukraińskiego przemysłu, w tym dla przemysłu obronnego.

Jak zawsze, narastająca fala europejskich kryzysów to nic innego jak reakcja na malejące poparcie dla Ukrainy i rosnący deficyt budżetowy. Różne plany awaryjne zawiodły, a Ukrainie znów brakuje sposobów na sfinansowanie rosnących wydatków wojskowych.

Podczas swojego inauguracyjnego szczytu C8 Zełenski określił deficyt jako „astronomiczny” i wymagający pilnych działań:

Could not load video.

Tej zimy będziemy potrzebować nadzwyczajnych wysiłków i pieniędzy, aby utrzymać Ukrainę, która poniesie ogromne straty z powodu rosnącej dysproporcji między rosyjską siłą ognia a słabnącymi możliwościami ukraińskiej obrony powietrznej.

Europa prawdopodobnie niewiele będzie w stanie zrobić poza łataniem kolejnych luk za pomocą doraźnych środków, a sytuacja z pewnością będzie się pogarszać w sposób naturalny.

Rośnie groźba wciągnięcia Polski do wojny

Rośnie groźba wciągnięcia Polski do wojny

Ze mną lepiej. Przejechałem dzisiaj na rowerze około trzydzieści kilometrów – część po leśnych drogach – i nie zmęczyłem się nadmiernie. Jeszcze miesiąc temu po takim dystansie byłem wyczerpany i parę godzin wracałem do sił. Taka jazda to dla mnie najlepszy czas, żeby przemyśleć różne problemy. Jazda była przyjemnością, ale w przemyśleniach pełno niepokoju, a przede wszystkim rosnąca obawa przed wojną. Nie ma we mnie tego psychicznego i fizycznego strachu przed wojną, który mieli ci, którzy jakąś wojnę przeżyli. Pamiętam to ze wspomnień mamy, która taki strach przeżyła jako kilkuletnie dziecko i to przeżycie było z nią do późnej starości.

Nie wiem na ile prawdopodobne jest wciągnięcie Polski do wojny, ale jestem przekonany, że taka groźba rośnie. Niestety na przestrzeni kilkunastu lat jesteśmy rządzeni przez idiotów, którzy robią wiele, żeby na nas wojnę sprowadzić, a nie robią prawie nic, żeby nas przed nią uchronić. Niewiele brakuje, by ci idioci stali się zbrodniarzami, ponieważ prowadząc do wojny w żaden sposób nie przygotowali do niej społeczeństwa.

Przedwczoraj w Stalowej Woli zawyły syreny. Ludzie na ulicy kompletnie się nimi nie przejęli. Znajomy opowiadał mi o pewnej dyrektorce szkoły, która niemal płakała mówiąc, że nie miała pojęcia, co zrobić z dziećmi. Rządzący idioci wysłali komunikat, żeby w czasie alarmu udać się w bezpieczne miejsce. Jednak rządzący idioci zarówno w państwie, jak i w mieście nie wskazali ani nie przygotowali żadnych bezpiecznych miejsc dla kilkuset dzieci z tej szkoły.

Stalowa Wola to siedziba największej zbrojeniowej fabryki w kraju. W razie wojny jest przecież oczywistym, że będzie jednym z pierwszych celów. Ci, którzy będą odpowiadać za unicestwienie Stalowej Woli będą zbrodniarzami. I nie będą to tylko ci, którzy wystrzelą rakiety, drony czy użyją innej broni, która zniszczy Stalową Wolę i zabije dzieci ze wspomnianej szkoły wraz z jej dyrektorką. Zbrodniarzami będą w równym stopniu ci, którzy wiedząc o katastrofalnym braku przygotowania Polski i Stalowej Woli do wojny wciągną nas w nią.

Mieszkam w linii prostej kilkaset metrów od Huty Stalowa Wola, czyli od największej fabryki zbrojeniowej. Jeśli Rosjanie przywalą czymś mocniejszym będzie po mnie. Gdybym miał możliwość, to bym się przeniósł w bezpieczniejsze miejsce. Niestety nie mam gdzie, ani nie stać mnie na znalezienie sobie bezpieczniejszego miejsca i nawet nie myślę o Hiszpanii czy Portugalii. Nie czuję jeszcze fizycznego strachu, ale świadomość, że w razie czego nie przeżyję zaczyna do mnie docierać. Nie chcę ulegać panice i cały czas mam nadzieję, że rządzący idioci nie są aż takimi idiotami, żeby świadomie wciągnąć Polskę w wojnę. Jednak ta moja nadzieja słabnie choćby z jednego powodu. Chodzi o to, że rządzący nami idioci są rządzeni przez obcych, których polecenia wykonują. Jak działa ten mechanizm? Ano według mnie tak…

Zaostrza się globalny konflikt między Chinami i USA. Generalnie Stany Zjednoczone tracą globalną hegemonię. Częścią tego konfliktu jest wojna rosyjsko – ukraińska. Rosja bez wsparcia Chin nie poradziłaby sobie. Z kolei Ukraina bez Zachodu już dawno przegrałaby. Ukraina przegrywa i świadomość tego mają rządzący Niemcami, Wielką Brytanią, Francją jak i przede wszystkim Amerykanie. Cały Zachód wie, że możliwości dalszego prowadzenia wojny przez Ukrainę są na wyczerpaniu. Nie mogą jednak pozwolić na to, by wyczerpanie Ukrainy zakończyło wojnę.

Dla nich wygrana Rosji jest niebezpieczeństwem w różnych wymiarach. Przede wszystkim wygrana Rosji grozi im utratą władzy we własnych państwach. W Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech ugrupowania polityczne przeciwne wojnie z Rosją rosną w siłę. Zwycięstwo Rosji może być kroplą przepełniającą czarę na ich korzyść. Dlatego dalsze prowadzenie wojny z Rosją staje się kwestią utrzymania władzy.

Dla Amerykanów zwycięstwo Rosji, to nie tyle zwycięstwo Rosji, co Chin. Dla nich korzystne jest, żeby Rosja się wykrwawiała, ale żeby oni nie ponosili tego kosztów, więc najlepiej cudzymi rękami wyciągać kartofle z ukraińskiego ogniska. I tu dochodzimy do roli w całej sprawie Polski, a w tym Stalowej Woli.

Coraz więcej wskazuje, że cały Zachód przeznacza Polskę do kontynuowania wojny w sytuacji wyczerpania się zasobów Ukrainy. Oczywistym staje się, że Zachód ma aż nadto instrumentów nacisku na idiotów rządzących Polską, żeby ci ściągnęli na nas tę katastrofę. To się już dzieje! Boję się, że to nabiera impetu. Przeraża mnie, że większość Polaków nie ma o tym pojęcia, również tych, których codziennie mijam na ulicach Stalowej Woli.

W tym roku z powodu choroby nowotworowej już porządkowałem i zamykałem swoje życiowe sprawy. Póki co uniknąłem najgorszego. Mam przypływ wisielczego humoru na myśl, że znowu powinienem zacząć te porządki, bo tym razem nie nowotwór, ale rosyjska rakieta na spółkę z idiotami rządzącymi Polską i Stalową Wolą mogą zakończyć moje rowerowe wycieczki.

A do Państwa dociera do czego prowadzą idioci rządzący Polską?

Andrzej Szlęnzak

========================

Panie kochany ! To nie tylko idioci, ale również zbrodniarze. To warto jednoznacznie napisać. MD

Zrozumieć dziwną wojnę

Zrozumieć dziwną wojnę

Marek Wojcik 19.09.2026 r. world-scam./zrozumiec-dziwna-wojne

Paul Craig Roberts był zastępcą sekretarza skarbu w administracji Reagana, zastępcą redaktora naczelnego i felietonistą Wall Street Journal, pierwszym niezależnym felietonistą Business Week, felietonistą Scripps Howard News Service, autorem artykułów na stronie redakcyjnej Los Angeles Times oraz felietonistą głównych gazet francuskich i włoskich, a także Creators Syndicate w Los Angeles. Źródło.

Paul Craig opublikował wczoraj na swoim blogu paulcraigroberts.org artykuł o wojnie na Ukrainie: Czy ktoś rozumie rzeczywistą sytuację? Źródło.

Profesor John Mearsheimer, jeden z najbardziej realistycznych amerykańskich ekspertów w dziedzinie polityki zagranicznej, właśnie wrócił z kilkudniowej podróży do Moskwy i Sankt Petersburga. W tym 46-minutowym filmie relacjonuje rozmowy z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Ławrowem i rosyjskimi ekspertami w dziedzinie polityki zagranicznej, a także przedstawia swoją interpretację wpływu wojny i sankcji na Rosję.

Ten film możecie obejrzeć w polskim języku tutaj:

Niedawno spędziłem 8 dni w Rosji – od 5 do 12 września 2026 r. – głównie w Moskwie i Sankt Petersburgu. Wygłosiłem serię wykładów i udzieliłem wywiadów, a także rozmawiałem z wieloma osobami ze środowiska rosyjskich służb bezpieczeństwa, w tym z wysokimi rangą osobistościami, takimi jak minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. W tym odcinku opisuję, czego dowiedziałem się podczas tej podróży.

Wczoraj usłyszałem podczas rozmowy, że Rosja przegrywa tę wojnę, że jest gospodarczo oraz militarnie słaba i technicznie zacofana. Taka opinia panuje wśród wielbicieli baśni z 1001 telewizorów. Oglądając na ekranach TV globalistyczną porcję wybranych „wiadomości” i ich odpowiednią interpretację, zanurzają się w krainę fantazji mającą z życiem tyle wspólnego co wysokość abonamentu TV z jakością jej programu.

Wojna będzie, ponieważ kilka dni temu ponad Łodzią przeleciały z hukiem wojskowe odrzutowce. Skąd ten huk? Powstaje w chwili, gdy samolot przekracza prędkość dźwięku i robi to celowo, by wystraszyć ludność i przyzwyczaić do nietypowych odgłosów. Alarmy typu: „szukajcie schronienia”, chociaż nie ma dokąd uciekać, również służą tej prowojennej propagandzie strachu.

Tak rozumie kwestię pokoju polska telewizja.

Pomysł i inicjatywa tego konfliktu pochodzi od globalistów. Od siły, która nie została nawet wspomniana w tej analizie. Potrzebowali tej wojny jako ersatz dla kończącej się wojny biologicznej nazywanej pandemią. Oczywiście, że militarne plany tej wojny zostały stworzone w Pentagonie, jednak na zlecenie globalistycznych pseudoelit. To globaliści kierują każdym krokiem nieudacznych polityków europejskich. To oni kazali polskiemu ministrowi praktycznie wypowiedzieć wojnę Rosji. Bezskutecznie, ponieważ Rosja tej wojny wcale nie pragnie.

Zapytacie zapewne, to po co Rosja wkroczyła na Ukrainę? Odpowiedź znajdziecie, gdy sami odpowiecie na pytanie: po co Ukraina – naturalnie pod wpływem globalistów – pozwoliła stacjonować NATO-wskim rakietom wymierzonym w kierunku Rosji?

Celem tej wojny nigdy nie było zwycięstwo którejkolwiek strony. Celem była sama wojna. Naturalnie, że Moskwa nie dogadała się z Kijowem, że będą udawać wojnę – tak daleko ta zmowa nie zaszła. Jednak zmowa miała miejsce, inaczej nie byłaby możliwa turystyka wojenna polityków do Kijowa. Inaczej Kreml nie dostarczałby ropy do Ukraińskich czołgów, które potem masakrował dronami. Podobnie ma się sprawa z Iranem.

Mała dygresja w związku z „zacofaną technologicznie” Rosją.
Szybki rozwój rosyjskich dronów bojowych z napędem odrzutowym stanowi coraz większe wyzwanie dla ukraińskiego systemu obrony powietrznej i zmusza Kijów do dostosowania się do szybszego i bardziej wymagającego zagrożenia. – Reuters.

Trwające właśnie wybory w Rosji spowodowały zmianę rosyjskiej strategii na bardziej agresywną wobec Ukrainy. Dlaczego? Ponieważ większość Rosjan i mieszkańców Rosji popiera takie podejście. Przewiduję, że po wyborach powróci dawna wstrzemięźliwość Rosji.

Putin ma inną koncepcję uzgodnioną z Trumpem i Xi. Pewne pomysły globalistów te trzy mocarstwa wykorzystują we własnym interesie. Przede wszystkim stworzenie sytuacji, w której brakuje diesla. Widać wyraźnie, że zarówno Rosja, jak i USA wykonują kroki zmierzające ku podwyżce cen tego surowca.

Na nagraniu widać rosyjski pocisk typu loitering Geran-4, wyposażony w głowicę elektrooptyczną (EO), uderzający w stację benzynową przy alei Stepana Bandery w Kijowie.
Źródło: Telegram 15.09.2026 r. 18:41.

Można zrozumieć sens wojny tylko wtedy, gdy zna się zamysły wszystkich sił, które tę wojnę spowodowały i działają w kierunku jej przedłużania. Dlatego nikogo nie powinno dziwić zamieszanie, jakie wywołuje ta katastrofa humanitarna. Przedstawiłem tutaj moją interpretację tej wojny. Czy jest słuszna, czy nie – czas pokaże?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Czy ktoś rozumie rzeczywistą sytuację Rosji, USA, Ukrainy?

Czy ktoś rozumie rzeczywistą sytuację?

18 września 2026 r. Paul Craig Roberts world-scam


Profesor John Mearsheimer, jeden z najbardziej realistycznych amerykańskich ekspertów w
dziedzinie polityki zagranicznej, właśnie wrócił z kilkudniowej podróży do Moskwy i Sankt
Petersburga. W tym 46-minutowym filmie relacjonuje rozmowy z rosyjskim ministrem spraw
zagranicznych Ławrowem i rosyjskimi ekspertami w dziedzinie polityki zagranicznej, a także
przedstawia swoją interpretację wpływu wojny i sankcji na
Rosję: https://www.lewrockwell.com/2026/09/no_author/the-russia-i-saw/


Mearsheimer donosi, że poza kolejkami po benzynę na kilku stacjach nie zauważył żadnych
śladów wpływu sankcji na rosyjską gospodarkę. Nie odwiedził miejsc rosyjskiej produkcji i
rafinacji ropy naftowej, gdzie ataki dronów najwyraźniej ucierpiały. Głównym skutkiem
sankcji są niedogodności dla Amerykanów podróżujących do Rosji. Nie ma już
bezpośrednich lotów, więc Mearsheimer musiał przedostać się przez Turcję. Po dotarciu na
miejsce okazało się, że nie może korzystać z amerykańskich kart kredytowych ani waluty
amerykańskiej i w związku z tym nie ma środków.
Biorąc pod uwagę tendencję zachodnich mediów do mylenia propagandy z faktami, program
46 minut z Mearsheimerem pozwoli Ci uzyskać bardziej zrównoważony obraz sytuacji i jej
prawdopodobnego wyniku.
Mam jeszcze jeden powód, dla którego publikuję raport Mearsheimera. Zamierzam go
wykorzystać, aby pokazać, że nawet ci nieliczni amerykańscy analitycy polityki zagranicznej,
zdolni do samodzielnego myślenia, a nie tylko powtarzania oficjalnych narracji, wiele tracą.
Nie czepiam się Mearsheimera. Podziwiam go i profesora Stephena Walta, ponieważ tylko
oni spośród prestiżowych amerykańskich naukowców mieli odwagę zdemaskować lobby
izraelskie w swojej książce o tym samym tytule z 2007 roku. Mogli być bardziej surowi
wobec lobby izraelskiego, ale wiedzieli, że zdemaskowanie lobby doprowadziłoby do
napiętnowania ich jako antysemitów, a gdyby byli zbyt kąśliwi, książka mogłaby zostać
wycofana z użytku lub nigdy nie zostać opublikowana.

Poniżej przedstawiono punkty, w których Mearsheimer ma problemy ze zrozumieniem
konfliktu na Ukrainie i jego konsekwencji.
Najpierw spróbujmy zdefiniować Ukrainę. To ważne, ponieważ Mearsheimer twierdzi, że
kiedy wojna się skończy i Ukraina będzie się składać z części zachodniej, ukraińscy
nacjonaliści będą chcieli odzyskać swoje terytorium. Ale czy to terytorium ukraińskie?
Czy rzeczywiście jakieś terytorium jest ukraińskie? Historycznie rzecz biorąc, odpowiedź
brzmi: NIE.
Ukraina powstała w 1991 roku, gdy Związek Radziecki upadł w wyniku aresztowania
prezydenta Gorbaczowa przez sowieckie Biuro Polityczne. Waszyngton, kierując się
doktryną Wolfowitza, dotyczącą amerykańskiej hegemonii, odłączył Ukrainę od Rosji i po raz
pierwszy w historii stworzył niepodległe państwo ukraińskie, istniejące już 35 lat – zupełnie
nowe państwo stworzone przez Waszyngton jako broń przeciwko Rosji.
W czasach sowieckich władze sowieckie przyłączyły Donbas i Krym, terytorium rosyjskie
zamieszkane przez ludność rosyjską, do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej z powodów
politycznych i administracyjnych. Nie miało to wówczas znaczenia, ponieważ Rosja i
Ukraina były dwiema prowincjami Związku Radzieckiego, tak jak Massachusetts i Nowy
Jork należą do Stanów Zjednoczonych.
Od XIV wieku do 1664 roku, kiedy to terytorium ponownie weszło w skład Rosji, Ukraina
była częścią unii polsko-litewskiej. W rzeczywistości rosyjska tradycja historyczna uznaje
Ruś Kijowską, założoną w Kijowie przez wikinga księcia Olega Nowogrodzkiego w roku
882, za początek rosyjskiej państwowości. Ruś Kijowska rozpadła się w 1240 roku, gdy
Rosja została zajęta przez Imperium Mongolskie.
Nie jest jasne, dlaczego Rosjan uważa się za Słowian, skoro kraj ten został założony przez
Skandynawów, a następnie rządzony przez Mongołów. Jeszcze przed powstaniem Stanów
Zjednoczonych Ukraina była częścią państwa rosyjskiego i pozostała nim aż do upadku
Związku Radzieckiego w 1991 roku.
Kiedy Waszyngton obalił prorosyjski rząd ukraiński w 2014 roku i wprowadził antyrosyjski
reżim, Krym i Donbas opowiedziały się niemal w 100% za zjednoczeniem z Rosją. Putin
zaakceptował głos Krymu, ale odmówił Donbasu. Zamiast tego sfabrykował Porozumienie
Mińskie, które pozostawiło Donbas na Ukrainie, ale przyznało mu pewną autonomię, aby
chronić ludność rosyjską przed dyskryminacją ze strony ukraińskiej policji i wymiaru
sprawiedliwości. To właśnie ten fatalny błąd Putina zapoczątkował konflikt na Ukrainie.
Zamiast przestrzegać Porozumienia Mińskiego, Waszyngton zbudował potężną armię
ukraińską, aby dokonać inwazji i odbić zbuntowane prowincje rosyjskie w Donbasie. To
zbliżająca się rzeź Rosjan z Donbasu zmusiła Putina do działania. Nie miał innego wyjścia,
jak interweniować, ale Rosja nie była przygotowana na wojnę, ponieważ Putin bezmyślnie
polegał na negocjacjach ze swoim prawdziwym wrogiem – Waszyngtonem i NATO – a nie na budowaniu swojej potęgi.
Mearsheimer przedstawia konflikt ukraiński jako konflikt między Rosją a Ukrainą, ale to
nieprawda. Wojna toczy się między Waszyngtonem a Rosją, a NATO i Europa sprzymierzają się z Waszyngtonem przeciwko Rosji. Ukraina jest pełnomocnikiem. Zamiast walczyć z wrogami, Putin walczy z pełnomocnikiem w imieniu swoich wrogów.
Mearsheimer obwinia o fiasko Porozumienia z Anchorage, które miało zakończyć konflikt,
niezdolność Trumpa do przeciwstawienia się sprzeciwowi Europy i Ukrainy. Ale to nonsens.
Ukraina jest tworem Waszyngtonu. Nie jest niezależna od Waszyngtonu. Europa nie ma
żadnej broni poza tą, na którą Waszyngton pozwala. Skoro Waszyngton może ukarać Rosję, Iran, Indie i Chiny sankcjami, może ukarać również Europę sankcjami. To, że Mearsheimer zrzuca odpowiedzialność na Europę, to nonsens. Ani amerykańska społeczność zajmująca się polityką zagraniczną, ani żadna administracja USA nie odrzuciły doktryny amerykańskiej hegemonii Wolfowitza.
Mearsheimer nie wyjaśnia, dlaczego Rosja podczas spotkania na Alasce polegała na Trumpie w kwestii rozwiązania konfliktu, skoro sam konflikt jest wynikiem próby osłabienia Rosji przez Waszyngton i zniesienia rosyjskich ograniczeń wynikających z jednostronności USA.
Mearsheimer twierdzi, że około trzy miesiące temu, w czerwcu 2026 roku, Putin, po 4,5 roku
konfliktu, w końcu zdecydował się użyć wystarczającej siły, aby go zakończyć. Ale dlaczego
Putin czekał 4,5 roku z rozpoczęciem prawdziwej wojny? Putinowi udało się jedynie
przedstawić obecny rosyjski potencjał militarny jako nieskuteczny, ponieważ konflikt trwał
dwa razy dłużej niż Armia Czerwona Stalina, która wyparła potężny Wehrmacht z Rosji,
Europy Środkowej i dotarła do Berlina. Nic dziwnego, że Europa uważa przygotowania do
wojny z Rosją za nic wielkiego. Jeśli Putin nie jest w stanie pokonać Ukrainy, jak Rosja
może przeciwstawić się całej Europie, a jeśli NATO obowiązuje, również Stanom
Zjednoczonym?
Mearsheimer twierdzi, że podbój całej Ukrainy przez Rosję byłby głupotą. Dlaczego? Sam
Mearsheimer twierdzi, że jeśli zachodnia Ukraina pozostanie państwem szczątkowym, stanie się państwem wrogim Rosji ze względu na wsparcie Waszyngtonu dla zwolenników Stepana Bandery. Dlaczego Rosja miałaby pozostawiać wrogie państwo na swojej granicy? Być może Rosja potrzebuje Stalina, który poradziłby sobie z wrogimi Ukraińcami. Szybko by się z nimi rozprawili. Jeśli Rosja Putina jest zbyt słaba, by poradzić sobie z obecnymi
zwolennikami Stepana Bandery, Rosja nie ma przyszłości.
Mearsheimer przedstawia konflikt jako konflikt między Rosją a Ukrainą. To nieprawda.
Konflikt toczy się między Rosją a Waszyngtonem. Ukraina jest niczym innym jak
pełnomocnikiem Waszyngtonu, tak jak Waszyngton jest pełnomocnikiem Izraela w
konflikcie z Iranem.
Przez 4,5 roku Putin odmawiał przyznania, że Rosja jest w konflikcie zbrojnym ze Stanami
Zjednoczonymi i europejskim imperium Waszyngtonu. Waszyngton wysadził nawet rurociąg
na Morzu Północnym, a ani Rosja, ani Europa nie chciały uznać Waszyngtonu za winnego.
Putin udaje, że ataki dronów w głębi Rosji to akty terroryzmu, a nie wojny. Innymi słowy,
Putin narzucił konfliktowi fałszywą narrację, aby ukryć fakt, że Zachód wypowiedział wojnę
Rosji.

Zamiast pokazać rosyjską siłę i determinację, Putin przez 4,5 roku pokazywał Rosję
tchórzliwą i bojącą się zdecydowanych działań, kreując w ten sposób wizerunek papierowego tygrysa, który utwierdził Europę w przekonaniu o rosnącej agresji wobec Rosji.
To jest fatalny błąd Putina, który jest Drogą do Armagedonu.

Obrok dla kobyłki

Obrok dla kobyłki

Może najpierw krótkie wyjaśnienie tytułu. Obiecałem kiedyś wyjaśnienie prawnej sytuacji państwa niemieckiego. Napisanie tego tekstu było więc postawieniem obiecanej kobyłki u płota. To było już prawie 4 lat temu. Kilka dni temu trafiłem na tekst poruszający częściowo ten sam temat, więc dla żartu stwierdzam, że będzie to obrok dla tej obiecanej kobyłki.

W moim tekście wyjaśniałem, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego, druga wojna światowa jeszcze się nie zakończyła. Skapitulowały wprawdzie armie, ale do dziś nie zawarto traktatów pokojowych. Dotyczy to zarówno Niemiec, jak i Japonii. W wypadku Niemiec dochodzi dodatkowy problem. O ile zachowana została ciągłość państwa japońskiego, to do chwili obecnej nie jest w pełni uregulowany status Niemiec. Trzecia Rzesza przestała istnieć, a nowe państwo niemieckie do dziś nie jest całkowicie suwerennym tworem. Wprawdzie bardzo mocno poluzowana została smycz traktatów okupacyjnych, ale nie zostały one w pełni zniesione. Obecne Niemcy są państwem tymczasowym. Co za tym idzie, traktaty zawarte z takim państwem są także traktatami tymczasowymi. Jaki z tego wynika wniosek dla naszej zachodniej granicy, chyba nie muszę tłumaczyć!

Innym reliktem okresu powojennego, o którym także pisałem, jest Karta Narodów Zjednoczonych. Mało kto wie, że Niemcy i Japonia są w niej objęte tzw. klauzulą państw wrogich. Tym właśnie tematem zajmuje się wspominany na początku tekst. O ile ja jestem jedynie takim pisaką-amatorem, to autor tego tekstu – Michael von der Schulenburg – przez 34 lata pracował z ramienia Niemiec dla Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jeśli ktoś taki pisze to samo co ja… No, ale przejdźmy wreszcie do jego tekstu.

Początek tłumaczenia

Kiedy alianci z czasów II wojny światowej opracowywali Kartę Narodów Zjednoczonych, chcieli stworzyć globalny system bezpieczeństwa zbiorowego. Jej celem było „uratowanie przyszłych pokoleń przed plagą wojny”. Wraz z przyjęciem Karty Narodów Zjednoczonych wszystkie państwa członkowskie zobowiązały się do rozwiązywania konfliktów wyłącznie środkami pokojowymi, a nie – jak dotychczas – siłą militarną. Decyzje dotyczące użycia siły w celu utrzymania lub przywrócenia pokoju miały być podejmowane kolektywnie, początkowo przez jedenastu, a obecnie piętnastu członków Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Karta Narodów Zjednoczonych zawiera jednak w dużej mierze zapomniany wyjątek: znajdującą się w artykułach 53, 77 i 107 tzw. klauzulę o państwie wrogim. Klauzula ta przyznaje byłym zwycięskim aliantom prawo do podjęcia działań militarnych przeciwko wrogim byłym państwom Osi, nawet bez mandatu Rady Bezpieczeństwa. Celem jest zapobieżenia ponownej agresji ze strony tych państw. Ponieważ Rada Bezpieczeństwa jest wyraźnie wyłączona z tego procesu, może to oznaczać, że każdy z byłych sojuszników ma swobodę oceny, czy byłe państwo Osi ponownie przyjmuje agresywną postawę.

Najważniejszymi krajami, do których odnosiła się klauzula o państwie wrogim, były zdecydowanie Niemcy i Japonia. Ale czy klauzula ta nadal obowiązuje, ponad 80 lat po zakończeniu II wojny światowej? Rząd niemiecki odpowiada na to pytanie jednoznacznie: nie. Sytuacja prawna nie wydaje się jednak aż tak jasna.

Rząd niemiecki utrzymuje, że klauzula o państwie wrogim jest od dawna nieaktualna. Odnosi się ona przede wszystkim do dwóch aspektów: po pierwsze, do rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 1995 roku, a po drugie, do porozumienia 2+4 z 1990 roku.

W 1995 roku Zgromadzenie Ogólne przyjęło rezolucję stwierdzającą, że zjednoczone Niemcy należą do państw miłujących pokój, a zatem klauzula o państwie wrogim jest nieaktualna. Rząd niemiecki argumentował, że cztery zwycięskie mocarstwa zrzekły się już swoich szczególnych praw wobec Niemiec w ramach porozumienia 2+4, co obejmuje również prawa wynikające z klauzuli o państwie wrogim.

Ale czy te argumenty rzeczywiście mają sens? Oto kilka uwag:

1. Klauzula o państwie wrogim nigdy nie została usunięta z Karty Narodów Zjednoczonych.

Zgromadzenie Ogólne stwierdziło jedynie, że klauzulę tę należy uznać za nieistotną w odniesieniu do Niemiec miłujących pokój. Jednak sformułowanie rezolucji nie stwierdza, że ​​klauzula ta jest teraz trwale nieważna. Gdyby Niemcy w przyszłości przestały być uważane za państwo miłujące pokój, to czy klauzula „państwa obcego” mogłaby zostać przywrócona? Prawdopodobnie nie ma jasnej odpowiedzi na to pytanie.

2. Rezolucje Zgromadzenia Ogólnego ONZ nie mają mocy prawnej.

Rezolucje Zgromadzenia Ogólnego mają zazwyczaj charakter doradczy. Zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych, wiążące decyzje może co do zasady podejmować wyłącznie Rada Bezpieczeństwa. Jednakże nigdy nie wydano rezolucji Rady Bezpieczeństwa formalnie znoszącej klauzulę o państwie wrogim. Dlatego też stosowne postanowienia pozostają w tekście Karty.

3. Usunięcie tej klauzuli wymagałoby zmiany Karty Narodów Zjednoczonych.

Usunięcie klauzuli o państwach wrogich wymagałoby formalnej procedury nowelizacji, zgodnie z zasadami Karty. Prawdopodobnie wymagałoby to również ratyfikacji tej poprawki przez wszystkie państwa członkowskie. Nic takiego nie nastąpiło, a zatem omawiane artykuły pozostają w mocy.

4. Porozumienie Dwa Plus Cztery nie może zmieniać Karty Narodów Zjednoczonych.

Porozumienie „dwa plus cztery” jest rzeczywiście prawnie wiążącym traktatem w świetle prawa międzynarodowego. Jednakże traktat między Niemcami a czterema zwycięskimi mocarstwami nie może decydować o zmianie Karty. Traktat nie zawiera również żadnego odniesienia do wyraźnego uchylenia klauzuli o państwie wrogim w Karcie Narodów Zjednoczonych.

5. Rosja może potencjalnie wypowiedzieć umowę „dwa plus cztery”

Rosja mogłaby twierdzić, że Niemcy naruszyły ducha i słowa porozumienia 2+4, na przykład poprzez udział Niemiec w operacji NATO przeciwko Jugosławii w 1999 r., stacjonowanie wojsk niemieckich na Litwie lub utworzenie struktur wojskowych NATO na terytorium byłej NRD.

Biorąc pod uwagę rosnące napięcie między Niemcami a Rosją, klauzula o państwie wrogim może odzyskać znaczenie polityczne. Chiny powołały się już na nią w przypadku Japonii. Jak oświadczyła ambasada Chin w Japonii w komunikacie na X, Chiny miałyby prawo podjąć „bezpośrednie działania militarne” bez konieczności ubiegania się o zezwolenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, gdyby Japonia podjęła kroki zmierzające do ponownej agresji.

Rosja mogłaby próbować powoływać się na klauzulę państwa wrogiego, którą już wcześniej grożono, aby uzasadnić działania militarne przeciwko niemieckim zakładom produkującym drony dalekiego zasięgu w wojnie na Ukrainie. Mogłaby argumentować, że Niemcy, wspierając Ukrainę, w rzeczywistości stały się częścią konfrontacji.

Można również zauważyć, że rząd niemiecki opracował nową strategię militarną skierowaną wyłącznie przeciwko Rosji. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że ostatnia niemiecka strategia militarna została opracowana w 1939 roku i bezpośrednio doprowadziła do II wojny światowej. Powołanie się na klauzulę o wrogim państwie – a nawet groźba takiego działania – mogłoby przywołać przeszłość Niemiec i rzucić na nie nowe światło. Wątpliwe jest, czy Niemcy w takim przypadku mogłyby liczyć na wsparcie międzynarodowe.

Dlatego rząd niemiecki nie powinien po prostu odrzucać możliwości ponownego zastosowania klauzuli o państwie wrogim, lecz pamiętać, że ze względu na swoją historię Niemcy mają szczególny obowiązek dążenia do pokojowego rozwiązania wojny na Ukrainie, aby uniknąć ryzyka eskalacji i nie zaostrzać napięć politycznych. Szczególnie w dobie narastającej konfrontacji militarnej rozsądne byłoby zatem dążenie do dialogu między Niemcami a Rosją i poszukiwanie sposobów deeskalacji sytuacji.

Koniec tłumaczenia

I na koniec dodatkowo może kilka słów o aktualnej sytuacji. Zastanawia mnie, czy aktualna intensyfikacja rosyjskich ataków na Ukrainę jest chęcią szybkiego zakończenia wojny, czy po prostu przysłowiową kiełbasą wyborczą dla przekupienia społeczeństwa. Na odpowiedź nie musimy długo czekać – jedynie do przyszłego tygodnia.

W niedzielę 20.09.2026 poznamy wyniki wyborów i kilka dni później moja ciekawość zostanie zaspokojona. Wcale mnie nie zdziwi, gdy wszystko okaże się kiełbasą wyborczą, ale mam nadzieję, że tak nie będzie.

Robert Fico, premier Słowacji – o wojnie

Vincent Vandeputte @VincentVandep8

Tłumaczenie z języka niderlandzki [chodzi o holenderski. md]

============================

„OBAWIAM SIĘ, ŻE WSZYSCY TERAZ SZUKAJĄ TYLKO PRETEKSTU DO WIELKIEGO KONFLIKTU MIĘDZY NATO A ROSJĄ.”

  • – Rzekł Robert Fico, demokratycznie wybrany premier Słowacji, uwielbiany przez swój naród i ponadto mężczyzna, który przeżył zamach na swoje życie… Niektórzy uważają jego wypowiedzi wyraźnie za „nie okay”. Niewątpliwie teraz znów spróbują przedstawić Fico jako „miłośnika Putina”.
  • Ale jego przesłanie jest bezsprzecznie słuszne. I taka wojna, na którą niektórzy zdają się niemal desperacko „czekać”, zapewne nie będzie stoczona przez ich własne dzieci. Ani oni sami nie poniosą konsekwencji. Oczywiście byłaby to fantastyczna dywersja od absolutnego bałaganu, jaki zrobili z Europy, a więc dla niektórych pilnie potrzebna lub mokry sen, jak podejrzewam.
  • Ale ci, którzy teraz po prostu z bezpiecznego pokoju czy strychu dopingują do totalnej wojny z Rosją, to kompletni głupcy. Nie mają bladego pojęcia o stratach w ludziach, cierpieniu i zniszczeniach, jakie taka wojna przyniosłaby także tutaj. Czy Ukraina to nie wystarczy? „Odważnie”, kiedy mówisz pod ochroną politycznej „nietykalności” lub stukasz w klawiaturę z anonimowości. Ale z lufą karabinu między oczami szybko by inaczej zapiszczeli i nagle zrozumieliby, jak strasznie głupi byli.

Przygotowania do wojny na Księżycu?

globaltimes.cn/page

Przygotowania do wojny na Księżycu? USA dążą do przekształcenia orbity księżycowej w beczkę prochu.

Stary scenariusz konfrontacji bloków na Ziemi jest replikowany przez USA w przestrzeni księżycowej.

Według Associated Press, Dan Caine, przewodniczący Połączonych Szefów Sztabów USA, oświadczył publicznie w środę, że wojska amerykańskie muszą przygotować się do walki nie tylko na orbicie Ziemi, ale także wokół Księżyca. Caine dalej stwierdził, że wojsko USA powinno się teraz dostosować, aby „było przygotowane do walki, wytrzymania i odniesienia zwycięstwa … Od dna morskiego do przestrzeni księżycowej.”

Poprzez wyraźne wprowadzenie księżycowego sąsiedztwa do konceptualizacji pola bitwy, w połączeniu z publicznym uznaniem przez Waszyngton dwa dni wcześniej, że rozmieścił broń kosmiczną na orbicie, wysocy urzędnicy wojskowi USA wysyłają bardzo agresywny i niebezpieczny sygnał.

Już w 2019 roku Stany Zjednoczone oficjalnie ustanowiły Siły Kosmiczne. W 2025 roku zaprezentowały kosmiczny program obrony przeciwrakietowej „Golden Dome”, nazwany „Gwiezdne Wojny 2.0″. Gregory Gagnon, dowódca sił operacyjnych amerykańskich sił kosmicznych, bronił rozszerzenia możliwości kosmicznych kraju, argumentując, że „potencjalni przeciwnicy starają się rozszerzyć wojnę na kosmos”. Takie argumenty to nic innego jak „złodziej krzyczy: łapaj złodzieja”.

Jako sygnatariusz Traktatu o Przestrzeni Kosmicznej z 1967 roku, USA powinny podtrzymać jego ducha: Obiekty niebieskie, takie jak Księżyc, mają być używane „wyłącznie do celów pokojowych”, broń jądrowa nie może być umieszczona w kosmosie, a kraje są „odpowiedzialne za szkody wyrządzone przez ich obiekty kosmiczne”.

Jednak Waszyngton przejął inicjatywę w tworzeniu niezależnych Sił Kosmicznych, publicznie przyznał się do rozmieszczenia ofensywnej broni kosmicznej i stale rozszerza swoje koncepcje operacyjne w kierunku orbity księżycowej. Takie powtarzające się przekraczanie regulacyjnych czerwonych linii poważnie podważa zarządzanie przestrzenią kosmiczną.

Caine stara się uzasadnić taką militarną ekspansję, wskazując palcami na inne kraje: Utrzymanie wyraźnej przewagi kosmicznej jest najwyższym priorytetem wojskowym, powiedział Caine, ponieważ „przeciwnicy tacy jak Chiny i Rosja, dokonują ogromnych inwestycji w broń kosmiczną” i mają inne możliwości, które mogą „zagrozić amerykańskim satelitom”.

Chiński ekspert powiedział, że odzwierciedla to nawykowy sposób myślenia armii amerykańskiej o prewencyjnym definiowaniu przeciwników: jeśli nie ma wroga, stwórz go; jeśli nie ma pola bitwy, wyznacz je. Taka logika proaktywnego podsycania konfrontacji stanowi poważne zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa. (…)

globaltimes.cn/page/

Europa przygotowuje się do wojny – a kto przygotowuje się do pokoju?

Europa przygotowuje się do wojny

– a kto przygotowuje się do pokoju?

Uwe Froschauer apolut/europa-rustet-sich-fur-den-krieg-und-wer-rustet-sich-fur-den-frieden-von-uwe-froschauer

Europa przygotowuje się do wojny – a kto przygotowuje się do pokoju? | Autor: Uwe Froschauer

Opinia Uwe Froschauera

Niemcy przygotowują swoje szpitale do leczenia nawet 1000 rannych żołnierzy dziennie. Niemiecki i amerykański przemysł zbrojeniowy ma się ściślej zintegrować. Miliardy są inwestowane w rakiety i drony dla Ukrainy. Myśliwce NATO zestrzeliwują drony nad Litwą. Kanclerz Friedrich Merz twierdzi, że Rosja prowadzi wojnę przeciwko „Ukrainie i Zachodowi”.

Co właściwie dzieje się w Europie?

Po politycznych deklaracjach z ostatnich tygodni można odnieść wrażenie, że wojna między Rosją a NATO jest nieuchronna. Uzbrojenie, odstraszanie, obrona przed dronami, sankcje, gotowość bojowa, ochrona infrastruktury krytycznej – słownictwo uległo zmianie. Wojna nie jest już opisywana jedynie jako możliwość. Europa coraz bardziej się do niej przygotowuje, i to w sposób konkretny.

Zastanawiam się: Czy oni wszyscy oszaleli?

Gdzie są główne inicjatywy dyplomatyczne? Gdzie są europejscy politycy, którzy jeżdżą do Moskwy, rozmawiają, słuchają, negocjują i szukają wyjścia? Gdzie są warte miliardy euro programy na rzecz pokoju i porozumienia?

Nie mogę ich zobaczyć.

Zamiast tego machina wojenna działa z pełną prędkością.

Szpitale na 1000 rannych dziennie

O tym, jak daleko posunięto się w tym rozwoju, świadczy raport dotyczący przygotowania niemieckiego systemu opieki zdrowotnej do potencjalnej wojny. Nie jest to bynajmniej plotka. Już w maju 2026 roku niemieckie siły zbrojne poinformowały o konsultacjach dotyczących „zapewnienia opieki zdrowotnej w razie kryzysu lub obrony”. Program obejmował między innymi „opiekę nad 1000 rannymi dziennie”, bezpieczne łańcuchy dostaw leków oraz struktury cywilno-wojskowe. [1]

Bloomberg ponownie przeanalizował te plany w połowie września. Pięć szpitali Bundeswehry nie poradziłoby sobie z takim scenariuszem samodzielnie. Szpitale cywilne musiałyby interweniować.

1000 rannych żołnierzy. Każdego dnia.

Oczywiście, przygotowanie się na katastrofy i sytuacje kryzysowe jest jednym z obowiązków państwa. Nie ma w tym nic złego. Prawdziwe pytanie brzmi: w jakim środowisku politycznym to się dzieje?

I tu obraz wygląda inaczej. 14 września Rada Bezpieczeństwa Narodowego rządu niemieckiego ponownie zajęła się kwestiami obrony wojskowej i cywilnej, podejmując decyzję o dalszych środkach przeciwko szpiegostwu i sabotażowi, a także ochronie infrastruktury krytycznej. Rząd niemiecki jako punkt wyjścia podaje rzekomo zorganizowany przez Rosję atak dronów na lotnisko Lipsk/Halle. [2] Co za farsa! Słaby ciąg poszlak jest sprzedawany opinii publicznej jako dowód i pewność co do rosyjskiej agresji.

Minister obrony Boris Pistorius z kolei nazwał rosyjski atak dronów na pociąg w pobliżu granicy polsko-ukraińskiej „zaplanowaną eskalacją” ze strony Putina. [3] To oś walczących mocarstw – Wielka Brytania, Francja i Niemcy – eskaluje, a nie Rosja, panie Pistorius!

14 września włoski myśliwiec NATO zestrzelił nad Litwą drona, który wleciał w litewską przestrzeń powietrzną z Białorusi i, według władz litewskich, przewoził ładunki wybuchowe. Zidentyfikowano go jako prawdopodobnie rosyjski dron Geran-2. Nie daje to jednak automatycznie jednoznacznego wyjaśnienia jego pochodzenia i okoliczności. [4]

Każdy z tych incydentów należy traktować poważnie. Ale pytanie o konsekwencje polityczne, jakie z nich wynikną, należy potraktować jeszcze poważniej. Niemal odruchowa odpowiedź brzmi: więcej odstraszania, więcej broni, więcej sankcji, więcej działań militarnych.

15 września kanclerz Friedrich Merz oświadczył nawet, że Rosja prowadzi wojnę przeciwko „Ukrainie i Zachodowi”. Dzień później dziennikarz na Federalnej Konferencji Prasowej logicznie zapytał, czy oznacza to, że Niemcy są w stanie wojny z Rosją. Rzecznik rządu Stefan Kornelius udzielił wymijającej odpowiedzi. Oświadczenie Merza było „analizą stanowiska Rosji”. [5]

Poczekaj chwilę. Kanclerz Niemiec publicznie oświadcza, że ​​Rosja prowadzi wojnę z Zachodem – a zapytany, czy to oznacza, że ​​Niemcy są w stanie wojny z Rosją, niemiecki rząd nie chce wyciągnąć takiego wniosku?

Słowa mają swoje konsekwencje. Zwłaszcza słowa kanclerza Niemiec.

Należy również zadać sobie pytanie, dlaczego Friedrich Merz tak eskaluje konflikt w polityce zagranicznej. W polityce wewnętrznej jego rząd jest w impasie. We wrześniu 2026 roku zaledwie 13% ankietowanych było zadowolonych z pracy Friedricha Merza, podczas gdy 83% było niezadowolonych – to najniższy wskaźnik aprobaty dla urzędującego kanclerza w historii sondażu ARD-DeutschlandTrend. Wicekanclerz Lars Klingbeil również uzyskał zaledwie 22% aprobaty. [6]

Z mojej perspektywy prowadzi to do uzasadnionego podejrzenia: im większe problemy wewnętrzne, tym większa uwaga skupia się na czynnikach zewnętrznych. W naukach politycznych powiązany mechanizm znany jest jako „efekt zjednoczenia wokół flagi”: zagrożenia zewnętrzne i kryzysy międzynarodowe mogą prowadzić do silniejszego zjednoczenia społeczeństwa wokół przywództwa politycznego, przynajmniej tymczasowo. Rosja jest doskonałym przykładem takiego scenariusza zagrożenia. Ci, którzy mówią o Putinie, dronach, odstraszaniu i gotowości militarnej, mogą na chwilę mniej mówić o problemach gospodarczych, rozpadającej się infrastrukturze, wysokich cenach energii czy niezadowoleniu z własnego rządu.

Uważam tę grę za niezwykle niebezpieczną. Niemcy płacą dziś za tę politykę miliardami. W najgorszym przypadku jutro mogą za to zapłacić ludzkim życiem. Każdy, kto retorycznie eskaluje konfrontację, ponosi zatem ogromną odpowiedzialność polityczną. I obarczam Was osobistą odpowiedzialnością, panie Merz, panie Macron, panie Burnham i pani von der Leyen!

Merz twierdzi, że Rosja prowadzi wojnę z Zachodem. Ja widzę to inaczej: Europa od dawna jest na kursie konfrontacji z Rosją, przynajmniej retorycznie. Coraz więcej broni, coraz więcej odstraszania, coraz więcej sankcji, coraz więcej przygotowań do wojny – i żadnej dyplomacji. Dla mnie to nie jest odpowiedzialna polityka pokojowa. To igranie z ogniem.

Miliardy na rakiety – ale kto inwestuje w dyplomację?

Bruksela również podąża obecnie tylko w jednym kierunku. 17 września przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła przeznaczenie dodatkowych 3,3 miliarda euro dla Ukrainy – konkretnie na zakup rakiet i dronów. [7]

W obliczu takich doniesień coraz częściej zadaję sobie pytanie: Gdzie jest europejski program dyplomacji wart miliardy euro? Gdzie są specjalne szczyty negocjacyjne? Gdzie są europejscy negocjatorzy nieustannie kursujący między Moskwą a Kijowem? Gdzie jest polityczna ambicja, by wreszcie zakończyć tę wojnę? Myślę, że z europejskiej perspektywy nie powinna ona zostać zakończona – wręcz przeciwnie!

Oczywiście, rządy europejskie twierdzą, że ich wsparcie militarne ostatecznie służy pokojowi. Argumentują, że tylko silna Ukraina może zmusić Rosję do negocjacji, a tylko wiarygodne odstraszanie może zapobiec dalszym rosyjskim atakom.

To jedno stanowisko. Moje jest diametralnie odmienne. Każdy, kto chce zakończyć wojnę, musi w końcu porozmawiać z wyidealizowanym „wrogiem”. Nie ze swoimi przyjaciółmi. Z przeciwnikiem. Ale wróg jest jedynie demonizowany. Moim zdaniem demon w tym konflikcie, który mógł zakończyć się w Stambule już w kwietniu 2022 roku, rezyduje w Europie. Zachód nie był gotowy zakończyć konfliktu, Rosja też nie! Moim zdaniem podżegacze wojenni są opętani przez demony. Żaden normalny człowiek nie chce wojny ani nie akceptuje jej po cichu.

Niemcy nadal polegają na dalszym wsparciu wojskowym. Merz zapewnił Zełenskiego na początku września o „zdecydowanej kontynuacji niemieckiego wsparcia cywilnego i wojskowego”. [8] Proszę już podać się do dymisji, panie Merz! Poniósł pan całkowitą porażkę zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. A potem dziwi się pan, dlaczego wyborcy coraz bardziej skłaniają się ku AfD? To już nie są wyborcy protestujący; większość z nich głosuje na AfD z konieczności!

Kilka dni później Pistorius poszedł o krok dalej. 15 września Niemcy i USA uzgodniły ściślejszą integrację swoich przemysłów obronnych. Wspólny rozwój i produkcja nowoczesnych systemów uzbrojenia, komponentów i amunicji mają zostać rozszerzone. Niemcy planują również zakup amerykańskich pocisków manewrujących Tomahawk. [9]

Trzeba to wziąć pod uwagę. Retoryka polityczna staje się coraz bardziej militarystyczna. Szpitale planują leczenie rannych w wojnie. Produkcja broni rośnie. Infrastruktura wojskowa jest rozbudowywana. Miliardy idą na rakiety i drony. A jednocześnie społeczeństwo ma uwierzyć, że to wszystko to po prostu polityka pokojowa. Pokój poprzez coraz więcej broni? Wierzcie, jeśli chcecie. Ja nie.

Baśń o ataku Rosji na Europę

Centralnym uzasadnieniem tego rozwoju sytuacji jest to, że Rosja zagraża Europie. Ale czy ten obraz jest prawdziwy? Fakt, że Rosja najechała Ukrainę z dużą siłą w lutym 2022 roku, jest faktem. Uważam jednak, że nie należy zaczynać historii tego konfliktu od 24 lutego 2022 roku i ignorować wszystkiego, co miało miejsce wcześniej. Nawet ówczesny Sekretarz Generalny NATO Jens Stoltenberg stwierdził jednoznacznie w lutym 2023 roku: „Wojna nie zaczęła się w lutym ubiegłego roku. Wojna zaczęła się w 2014 roku”. [10]

Od zakończenia zimnej wojny NATO rozszerzyło się daleko na wschód. Polska, Czechy i Węgry dołączyły w 1999 roku. W 2004 roku dołączyły do ​​nich m.in. Estonia, Łotwa i Litwa. Od tego czasu dołączyły kolejne państwa. NATO liczy obecnie 32 członków. Na szczycie w Bukareszcie w 2008 roku NATO zadeklarowało również, że Gruzja i Ukraina (!) powinny w przyszłości zostać członkami. [11]

NATO argumentuje, że jego ekspansja nikomu nie zagraża i że każdy suwerenny kraj ma prawo decydować o swoich sojuszach. To śmieszne. Rosja natomiast, całkiem słusznie, od dziesięcioleci postrzega militarne podejście NATO do swoich granic jako zagrożenie dla swoich interesów bezpieczeństwa. Wyobraź sobie, że Kanada lub Meksyk wystrzeliłyby rakiety w kierunku USA. Jak myślisz, jak zareagowałyby Stany Zjednoczone?

Z mojej perspektywy, Rosja od dziesięcioleci jest coraz bardziej osaczona w kwestii polityki bezpieczeństwa. Pogląd, że Zachód nie miał absolutnie nic wspólnego z tym rozwojem sytuacji i że Moskwa po prostu obudziła się pewnego ranka z imperialnymi fantazjami o podboju, jest moim zdaniem groteskowym uproszczeniem – lub, mówiąc językiem bawarskim: kompletną bzdurą nieodpowiedzialnych podżegaczy wojennych!

I coś jeszcze nie wpisuje się w obecny obraz zagrożenia. Putin wielokrotnie i wyraźnie oświadczał, że Rosja nie zamierza atakować państw NATO. Już w marcu 2024 roku zbył obawy dotyczące Polski, państw bałtyckich czy Czech, nazywając je „bzdurami”. Rosja nie miała takich planów. [12]

W listopadzie 2025 roku Putin powtórzył: „Nigdy nie planowaliśmy” ataku na Europę. Rosja była nawet gotowa złożyć odpowiednią deklarację na piśmie i omówić paneuropejski porządek bezpieczeństwa. [13]

Oczywiście, można nie ufać Putinowi. Oczywiście, można powiedzieć: słowa nie dają gwarancji. Ale przynajmniej należałoby zadać sobie pytanie, dlaczego takie stwierdzenia prawie nie odgrywają roli w debacie europejskiej, podczas gdy każdy scenariusz zagrożenia jest akceptowany.

Nie postrzegam Rosji jako kraju, który jutro chce zaatakować Berlin, Paryż czy Brukselę. Widzę konflikt bezpieczeństwa między Rosją a Zachodem, który narasta od dziesięcioleci, konflikt, którego historia obejmuje ekspansję NATO na wschód. Dla mnie nie oznacza to, że powinniśmy rozmieścić jeszcze więcej wojsk na granicach Rosji. Oznacza to, że w końcu musimy ponownie porozmawiać o europejskiej architekturze bezpieczeństwa, która uwzględnia nie tylko interesy bezpieczeństwa państw NATO, ale także Rosji.

I jeszcze jedno: prawdziwym agresorem nie jest ten, kto pierwszy robi krok, ale ten, kto go wymusza. A dla mnie bez wątpienia jest to NATO. Do tego dochodzi zachodnia pycha wobec Rosji, która od lat mnie zadziwia: wrażenie, że nie trzeba rozmawiać z Moskwą jak równy z równym, że rosyjskie interesy bezpieczeństwa są mniej ważne niż nasze własne, a negocjacje są praktycznie oznaką słabości. Co to za arogancja? Pokój zaczyna się od uznania nawet przeciwnika za równoprawnego partnera.

Czy Niemcy zapomnieli o własnej historii?

Niemcy, w szczególności, powinny zachować w tej kwestii większą ostrożność. 22 czerwca 1941 roku nazistowskie Niemcy napadły na Związek Radziecki. Ponad trzy miliony niemieckich żołnierzy przekroczyło granicę sowiecką w ramach operacji Barbarossa. Rozpoczęła się wojna na wyniszczenie o niemal niewyobrażalnym okrucieństwie. W II wojnie światowej życie straciło około 27 milionów obywateli radzieckich, w tym około 14 milionów cywilów. [14]

27 milionów. Każdy niemiecki polityk powinien znać tę liczbę, zanim zacznie bezmyślnie mówić o wojnie z Rosją. To nie Rosja maszerowała na Niemcy w 1941 roku. Niemcy maszerowały w kierunku Rosji i innych części Związku Radzieckiego.

Nie oznacza to oczywiście, że obecna polityka rosyjska powinna być wolna od krytyki ze względu na historię. Historia nikomu nie daje wolnej ręki. Powinna jednak uczyć pokory.

Kiedy dziś niemieccy politycy znów mówią o konieczności przygotowania Niemiec do wojny, kiedy niemieccy żołnierze na stałe stacjonują na wschodniej flance NATO na Litwie i kiedy niemiecki kanclerz oświadcza, że ​​Rosja prowadzi wojnę z Zachodem, to należy chociaż na chwilę zastanowić się nad historycznym wymiarem tych słów.

Uważam, że brakuje tej wrażliwości. Być może nieco mniej wojennej retoryki, a nieco więcej dyplomacji byłoby stosowne, zwłaszcza biorąc pod uwagę odpowiedzialność Niemiec, czyż nie zgadza się pan, panie Merz?

Od kraju motoryzacyjnego do centrum produkcji broni

Równolegle z militaryzacją polityczną następuje zmiana gospodarcza, o której moim zdaniem mówi się stanowczo za mało.

Tradycyjne gałęzie przemysłu w Niemczech borykają się z trudnościami. Przemysł motoryzacyjny zmaga się z problemami sprzedażowymi, wysokimi kosztami i rosnącą konkurencją ze strony Chin. Bosch planuje do końca dekady zwolnić tysiące miejsc pracy w swoim dziale motoryzacyjnym. Volkswagen przechodzi głęboką restrukturyzację. Oczekuje się również, że niemiecki sektor inżynierii mechanicznej skurczy się czwarty rok z rzędu w 2026 roku. [15]

Tymczasem inny sektor przeżywa rozkwit: produkcja zbrojeniowa. Symboliczne znaczenie tego rozwoju ilustruje nie kto inny jak Volkswagen. Na początku września ogłoszono wstępne porozumienie w sprawie zakładu VW w Osnabrück, zgodnie z którym zakład będzie w przyszłości wykorzystywany do produkcji zbrojeniowej. Mogłyby tam być produkowane między innymi komponenty do systemów obrony powietrznej. Dzięki temu udałoby się zachować około 1400 z obecnych około 1800 miejsc pracy. [16]

Dawna fabryka samochodów jest przekształcana w zakład produkcji broni. Można by rzec: Wspaniale, uratowane miejsca pracy. Mam inne pytanie:

Czym będą żyć Niemcy w przyszłości?

Niemcy były kiedyś dumne ze swoich samochodów, maszyn, produktów chemicznych, inżynierii roślinnej, technologii medycznej i wielu innych wysokiej jakości produktów cywilnych. Czy rozwiązaniem kryzysu przemysłowego powinna być teraz produkcja większej ilości czołgów, dronów, pocisków rakietowych, amunicji i systemów wojskowych?

W połowie września sekretarz obrony USA Pete Hegseth oświadczył wprost, na czym polega problem: niemieckie moce produkcyjne powinny być szerzej wykorzystywane do obrony NATO. Pistorius i Hegseth podpisali stosowne porozumienie. [17]

To tworzy mechanizm ekonomiczny. Firmy zbrojeniowe potrzebują zamówień. Zamówienia są generowane poprzez zbrojenia. Dozbrojenia stają się łatwiejsze do wdrożenia pod względem politycznym, gdy zagrożenia wydają się znaczące. A utrzymujące się napięcia geopolityczne zapewniają stały popyt.

Ale co to właściwie oznacza, gdy się nad tym głębiej zastanowić? Czy Niemcy mają mieć nadzieję, że na świecie jest wystarczająco dużo napięć, wrogów i wojen, by utrzymać pełne portfele zamówień w przemyśle zbrojeniowym i zapewnić bezpieczeństwo miejsc pracy? Czy dobrobyt gospodarczy ma zależeć od tego, że ludzie w innych częściach świata będą się siebie bać, strzelać do siebie i umierać?

Sam fakt, że takie pytania trzeba zadać, powinien być sygnałem ostrzegawczym. Jakim pojęciem postępu byłby brak miejsc pracy w cywilnym przemyśle, a ich zastępstwo pojawiałoby się coraz częściej tam, gdzie produkuje się broń, amunicję i pociski? Czy etycznie uzasadnione jest budowanie struktury gospodarczej, której wzrost czerpie zyski ze świata, który staje się coraz bardziej niepewny, podzielony i niebezpieczny?

Dla mnie to nie byłby postęp. To byłby krok wstecz dla cywilizacji.

Hańba podżegającym do wojny ludziom tego świata!

Nie oznacza to automatycznie, że firma zbrojeniowa wszczyna wojny. Takie twierdzenie byłoby nieodpowiedzialne. Należy jednak zidentyfikować leżące u jego podstaw interesy.

Firma produkująca samochody czerpie zyski, gdy ludzie kupują samochody. Firma produkująca pralki czerpie zyski, gdy ludzie kupują pralki. A jakie zyski generuje firma produkująca rakiety, czołgi i amunicję?

Każdy może sam odpowiedzieć na to pytanie.

Przemysł zbrojeniowy jest potrzebny. Nikt rozsądny nie może żądać, by państwo było całkowicie bezbronne. Istnieje jednak ogromna różnica między możliwością obrony a coraz większym uzależnieniem ekonomicznym od zbrojeń.

Stany Zjednoczone pokazały, jak potężny może stać się kompleks militarno-przemysłowy. Już w 1961 roku prezydent USA Dwight D. Eisenhower ostrzegał przed jego rosnącymi wpływami w swoim przemówieniu pożegnalnym. Czy Europa naprawdę chce podążać tą drogą?

Kto przygotowuje Europę do pokoju?

Już słyszę często powtarzany sprzeciw ze strony podżegaczy wojennych, takich jak Roderich Kiesewetter i jemu podobni: Naiwność! Z Putinem nie da się rozmawiać. Rosja rozumie tylko siłę. Ale być może jeszcze bardziej naiwne jest przekonanie, że wojnę między mocarstwami nuklearnymi można eskalować w nieskończoność, a jednocześnie kontrolować ją przez cały czas. W pewnym momencie wystarczy błędna interpretacja, dron, pocisk, usterka techniczna, niewłaściwa alokacja zasobów, przytłoczony dowódca. I nagle wydarzy się coś, czego nikt nie będzie w stanie powstrzymać.

Jestem głęboko zaniepokojony obecnym rozwojem sytuacji. Nie dlatego, że Europa chce się bronić. Powinna. Ale obecnie nie ma ku temu najmniejszego powodu. Jeszcze nie! To dzięki roztropności Rosji nie doszło jeszcze do konfliktu na pełną skalę, a nie dzięki bełkotowi niedyplomatycznych, nieodpowiedzialnych i niekompetentnych europejskich podżegaczy wojennych.

Okoliczności i język uległy zmianie. O broni mówi się konkretnie. Dyplomacja pozostaje abstrakcyjna. Miliardy są dostępne na zbrojenia. Inicjatywy pokojowe pozostają ograniczone.

Szpitale spodziewają się 1000 rannych dziennie. Fabryki są przestawiane na produkcję wojskową. Zamówienia na rakiety i drony są wydawane. Żołnierze są rozmieszczani na wschodniej flance. Kanclerz Niemiec ogłasza, że ​​Rosja prowadzi wojnę z Zachodem.

Może Europa powinna w końcu zadać inne pytanie.

Notatka: W jaki sposób Europa może stać się bardziej zdolna do prowadzenia wojny?

Ale raczej: w jaki sposób Europa może zapobiec wybuchowi tej wojny?

Niemcy i Rosja mają wspólną historię, która powinna zmusić każdego niemieckiego polityka do ostrożności. Około 27 milionów ofiar sowieckich nie powinno być jedynie historycznym przypisem.

Europa potrzebuje zdolności obronnych. Ale jeszcze pilniej, Europa potrzebuje polityków, którzy mają odwagę rozmawiać ze swoimi przeciwnikami. Bo ostatecznie pozostaje jedno proste pytanie:

Jeśli Niemcy przygotowują obecnie swoje szpitale do leczenia nawet 1000 rannych żołnierzy dziennie, kto właściwie przygotowuje Niemcy do pokoju z taką samą determinacją?

+++

Notatki i źródła

[1] Niemieckie Siły Zbrojne: „Wspólne zapewnianie opieki zdrowotnej w sytuacjach kryzysowych i obronnych”, 13 maja 2026 r. W odniesieniu do skali planowania do 1000 rannych, poszkodowanych i chorych dziennie oraz integracji cywilnego systemu opieki zdrowotnej.
https://www.bundeswehr.de/de/organisation/unterstuetzungsbereich/meldungen/gesundheitsversorgung-krise-verteidigungsfall-gemeinsam

[2] Rząd federalny: „Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego we wrześniu 2026 r.”, 14 września 2026 r. W sprawie ataków hybrydowych przypisywanych Rosji przez rząd federalny, w szczególności w Lipsku/Halle, a także w sprawie środków przeciwko szpiegostwu i sabotażowi oraz ochrony infrastruktury krytycznej.
https://www.bundesregierung.de/breg-de/aktuelles/sitzung-des-nationalen-sicherheitsrates-im-september

[3] Reuters: „Atak dronów na pociąg to celowa eskalacja ze strony Putina, mówi niemiecki minister”, 14 września 2026 r. W sprawie oceny Borisa Pistoriusa, że ​​atak dronów w pobliżu granicy polsko-ukraińskiej to „celowa eskalacja”.
https://www.reuters.com/business/aerospace-defense/drone-strike-train-is-calculated-escalation-by-putin-german-minister-says-2026-09-14/

[4] Reuters: „Włoski myśliwiec NATO zestrzelił podejrzewanego rosyjskiego drona nad Litwą”, 14 września 2026 r. Chodzi o zestrzelenie przez włoski myśliwiec NATO podejrzanego rosyjskiego drona Geran-2, który wleciał w litewską przestrzeń powietrzną z Białorusi.
https://www.reuters.com/business/aerospace-defense/nato-fighter-shoots-down-drone-lithuania-2026-09-14/

[5] Rząd federalny: „Konferencja prasowa rządu z 16 września 2026 r.”. W odniesieniu do oświadczenia kanclerza Friedricha Merza o wojnie Rosji z „Ukrainą i Zachodem” oraz późniejszego pytania o ewentualny stan wojny, rzecznik rządu Stefan Kornelius określił oświadczenie Merza jako „analizę stanowiska Rosji”.
https://www.bundesregierung.de/breg-de/aktuelles/pressekonferenzen/regierungspressekonferenz-vom-16-september-2026-2452890

[6] Mapa infratestowa: „ARD-DeutschlandTREND wrzesień 2026”. Reprezentatywne badanie przeprowadzone na zlecenie ARD, okres badania od 31 sierpnia do 2 września 2026 r. Zadowolenie z Friedricha Merza: 13 proc.; Lars Klingbeil: 22 proc.
https://www.infratest-dimap.de/umfragen-analysen/bundesweit/ard-deutschlandtrend/2026/september/

[7] Reuters: „UE przekaże Ukrainie 3,3 mld euro na zakup pocisków i dronów, mówi von der Leyen”, 17 września 2026 r. W odniesieniu do ogłoszenia Ursuli von der Leyen o przekazaniu Ukrainie dodatkowych 3,3 mld euro na zakup pocisków i dronów.
https://www.reuters.com/world/eu-disburse-33-billion-ukraine-procure-missiles-drones-von-der-leyen-says-2026-09-17/

[8] Rząd federalny: „Kanclerz Merz rozmawia telefonicznie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim”, 2 września 2026 r. Merz zapewnił Ukrainę o „zdecydowanym kontynuowaniu cywilnego i wojskowego wsparcia Niemiec”.
https://www.bundesregierung.de/breg-de/suche/bundeskanzler-merz-telefoniert-mit-dem-praesidenten-der-ukraine-wolodymyr-selenskyj-2451310

[9] Reuters: „Niemcy i USA podpisują umowę o pogłębieniu współpracy obronnej między przemysłami”, 15 września 2026 r. W sprawie umowy między Borisem Pistoriusem a Pete’em Hegsetem o zacieśnieniu niemiecko-amerykańskiej współpracy w przemyśle obronnym i planowanym nabyciu przez Niemcy pocisków manewrujących Tomahawk.
https://www.reuters.com/business/aerospace-defense/germany-us-sign-agreement-deepen-defense-cooperation-between-industries-2026-09-15/

[10] NATO: Jens Stoltenberg, „Oświadczenie z drzwi”, 14 lutego 2023 r. Stoltenberg: „Wojna nie zaczęła się w lutym ubiegłego roku. Wojna zaczęła się w 2014 roku”.
https://www.nato.int/en/news-and-events/events/transcripts/2023/02/14/doorstep-statement

[11] NATO: „Deklaracja ze Szczytu w Bukareszcie”, 3 kwietnia 2008 r. oraz dokumentacja NATO dotycząca rozszerzenia. W sprawie rozszerzenia NATO i deklaracji ze Szczytu w Bukareszcie, że Gruzja i Ukraina powinny zostać członkami Sojuszu.
https://www.nato.int/en/about-us/official-texts-and-resources/official-texts/2008/04/03/bucharest-summit-declaration

[12] Reuters: „Putin mówi, że Rosja nie zaatakuje NATO, ale F-16 zostaną zestrzelone na Ukrainie”, 27 marca 2024 r. Putin oświadczył, że Rosja nie ma zamiaru atakować Polski, państw bałtyckich ani Czech i nazwał te obawy „kompletną bzdurą”.
https://www.reuters.com/world/europe/putin-tells-pilots-f16s-can-carry-nuclear-weapons-they-wont-change-things-2024-03-27/

[13] Reuters: „Putin mówi, że Rosja jest gotowa do dyskusji na temat bezpieczeństwa europejskiego, nie planuje ataku na UE”, 27 listopada 2025 r. Putin oświadczył, że Rosja nigdy nie planowała ataku na Europę i była gotowa przedstawić to na piśmie oraz omówić paneuropejski porządek bezpieczeństwa.
https://www.reutersconnect.com/item/putin-says-russia-is-ready-to-discuss-european-security-has-no-plans-to-attack-eu/dGFnOnJldXRlcnMuY29tLDIwMjU6bmV3c21sX1ZBNTUwOTI3MTEyMDI1UlAx

[14] Muzeum Berlin-Karlshorst: „Rocznica niemieckiej inwazji na Związek Radziecki”. O niemieckiej inwazji z 22 czerwca 1941 r. i około 27 milionach poległych żołnierzy radzieckich w II wojnie światowej, w tym około 14 milionów cywilów.
https://www.museum-karlshorst.de/veranstaltungen/jahrestag-des-deutschen-ueberfalls-auf-die-sowjetunion/

[15] Reuters: „Pracownicy niemieckiego dostawcy części samochodowych Bosch wzywają UE do podjęcia działań w celu powstrzymania utraty miejsc pracy”, 16 września 2026 r.; uzupełnione danymi VDMA dotyczącymi rozwoju niemieckiego sektora inżynierii mechanicznej. O redukcjach zatrudnienia w niemieckim przemyśle motoryzacyjnym i trudnej sytuacji w inżynierii mechanicznej.
https://www.reuters.com/business/world-at-work/workers-german-auto-supplier-bosch-call-eu-action-stem-job-losses-2026-09-16/

[16] Reuters: „Volkswagen odkrywa przyszłość obronną dla niemieckiej fabryki w trakcie gruntownej przebudowy”, 7 września 2026 r. W sprawie planowanego przekształcenia fabryki VW w Osnabrück na produkcję obronną i potencjalnego zachowania około 1400 z około 1800 miejsc pracy.
https://www.reuters.com/business/aerospace-defense/israels-aurelius-german-state-take-over-vws-osnabrueck-plant-defence-projects

[17] Deutschland.de: „Hegseth: Wykorzystanie niemieckiego przemysłu dla obrony NATO”, 16 września 2026 r. W sprawie oświadczenia intencyjnego Borisa Pistoriusa i Pete’a Hegsetha dotyczącego ściślejszej integracji niemieckiego i amerykańskiego przemysłu obronnego.
deutschland.de/de/news/hegseth-deutsche-industrie-fur-nato-verteidigung-nutzen

Czy NATO może pokonać Rosję?

Czy NATO może pokonać Rosję?

18.09.2026 wolnemedia/czy-nato-moze-pokonac-rosje

Polski minister Sikorski to niebezpieczny głupiec, tuba skompromitowanych europejskich elit.

Działający w Rosji analityk Stanisław Krapiwnik nie zostawił suchej nitki na przechwałkach polskiego ministra spraw zagranicznych, jakoby NATO mogło „szybko pokonać” Rosję w wojnie konwencjonalnej. Zrobił to w wywiadzie udzielonym fundacji Strategic Culture. Jego własny regularny podcast można znaleźć pod nazwą „In The Eyes of Truth”.

Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski z zadufaniem oznajmił podczas forum publicznego w Kijowie 11 września, że europejskie siły powietrzne NATO mogą zmiażdżyć Rosję w otwartym starciu. Powiedział też, że naloty NATO mogą zniszczyć rosyjski sektor rafineryjny w ciągu sześciu tygodni. Sikorski, będący jednocześnie wicepremierem Polski, powołał się przy tym na dane, wedle których łączna flota powietrzna NATO ma liczyć 2500 samolotów bojowych, podczas gdy Rosja dysponuje tylko 300 myśliwcami. Przekonywał więc, że nawet bez udziału militarnego Stanów Zjednoczonych europejscy sojusznicy mogliby z łatwością pokonać Rosję.

Absurdalna treść wypowiedzi wysokiego rangą polskiego polityka przekracza granice zdrowego rozsądku i graniczy z przestępczym szaleństwem. Czy nie wie on, że rosyjska doktryna nuklearna przewiduje użycie arsenału jądrowego w przypadku wojny konwencjonalnej zagrażającej istnieniu państwa, co oznaczałoby koniec Europy?

„Sikorski jest członkiem europejskiej idiokracji” – skomentował Krapiwnik, były kapitan armii USA, mieszkający w Rosji i dobrze poinformowany analityk wojskowy zajmujący się konfliktem na Ukrainie. Stwierdził, że liczby przytaczane przez Sikorskiego nie trzymają się kupy, nawet jeśli przyjąć je za dobrą monetę.

Według wyliczeń Krapiwnika NATO dysponuje tylko dwukrotną przewagą liczebną floty samolotów bojowych nad Rosją, a nie ośmiokrotną, jak twierdzi polski minister. Uproszczone kalkulacje Sikorskiego nie uwzględniają jednak gotowości bojowej ani doświadczenia wojennego, które – zdaniem Krapiwnika – rosyjscy piloci posiadają w większym stopniu niż piloci europejskich państw NATO.

Dodatkowo rosyjskie systemy obrony powietrznej – S-300, S-400 i S-500 – mają przewyższać skutecznością systemy posiadane przez państwa europejskie, w szczególności amerykański system Patriot, który – jak twierdzi – okazał się niezbyt skuteczny w obronie Ukrainy. Co więcej, rosyjski arsenał zaawansowanych dronów mógłby, zniszczyć europejskie ośrodki decyzyjne już na samym początku ewentualnego konfliktu zbrojnego.

Z czysto militarnego punktu widzenia postawa polskiego polityka jest nierozsądna, by nie rzec – lekkomyślnie prowokacyjna. Dlaczego zatem wygłasza on tak wojownicze komentarze?

Krapiwnik zauważa, że Sikorski jest typowym przedstawicielem „europejskiej idiokracji” – elitarnej klasy politycznej w Brukseli, Berlinie, Londynie i Paryżu, która popada w coraz większą desperację, widząc, jak prowadzona przez NATO na Ukrainie wojna zastępcza przeciwko Rosji przeradza się w katastrofalną porażkę.

Krapiwnik twierdzi, że „problem w tym, że im [elitom NATO] brakuje już Ukraińców” do kontynuowania tej wojny. Sikorski i podżegające do wojny elity próbują więc rozniecić wśród zwykłych Europejczyków panikarskie nastroje wojenne, by skłonić ich do popierania konfliktu z Rosją.

Starają się równocześnie odwrócić w ten sposób uwagę od kryzysu gospodarczego, który same wywołały, realizując przez lata strategię mającą na celu „strategiczne pokonanie” Rosji. Tak zwani europejscy przywódcy polityczni – jak Ursula von der Leyen, Friedrich Merz, Emmanuel Macron czy Brytyjczyk Andy Burnham, a także szef NATO Mark Rutte – uparcie dążą do pogłębiania konfliktu z Rosją, który prowadzi donikąd.

Polityka ta doprowadziła europejskie gospodarki na skraj bankructwa i zdziesiątkowała Ukrainę. Europejska klasa polityczna i służalcze wobec niej media nie potrafią przyznać się do porażki; muszą kontynuować kurs na wojnę, odrzucając wszelkie ścieżki racjonalnej dyplomacji.

Skoro jednak zaczyna brakować już ukraińskiego „mięsa armatniego”, europejskie elity próbują przekonać szersze społeczeństwo, że wojna z agresywną rzekomo Rosją jest nieunikniona i zakończy się łatwym zwycięstwem.

„Europejskie elity nie troszczą się ani o Ukraińców, ani o własnych obywateli… traktują ich jedynie jak »biomateriał« do prowadzenia wojny” – podsumowuje Krapiwnik.

Stąd właśnie te skandaliczne wypowiedzi szefa polskiej dyplomacji, twierdzącego, że NATO łatwo pokonałoby Rosję. On i europejskie elity chcą wojny; oni tej wojny potrzebują. Można jednak mieć pewność, że to nie ich dzieci będą ginąć na froncie… chyba że ich szaleńcze podżeganie do konfliktu doprowadzi do nuklearnej katastrofy.

================

O autorze: Finian Cunningham, były redaktor i publicysta współpracujący z czołowymi organizacjami medialnymi. Jest autorem licznych tekstów na temat spraw międzynarodowych, publikowanych w wielu językach.

Autorstwo: Finian Cunningham
Tłumaczenie: Pesymista
Źródło zagraniczne: Strategic-Culture.su

Kijów znów żebrze. Zachód traci cierpliwość

Kijów znów żebrze. Zachód traci cierpliwość

magnapolonia/kijow-znow-zebrze-zachod-traci-cierpliwosc

Władze Ukrainy ponownie zwróciły się do zachodnich państw o gigantyczne pieniądze. Tym razem skala potrzeb jest tak duża, że zaczyna budzić coraz większą frustrację nawet wśród najbardziej twardogłowych sojuszników kliki Zełenskiego (oprócz Polski). Jak ujawnił „The Washington Post”, ukraiński rząd niespodziewanie poinformował o 27-miliardowej dziurze w tegorocznym budżecie obronnym. Europejscy dyplomaci mieli być zaskoczeni, ponieważ jeszcze niedawno zakładano, że potrzeby finansowe Ukrainy na 2026 rok zostały w dużej mierze zabezpieczone.

Kijów znów żebrze. Informacja o brakujących 27 miliardach dolarów to jednak nie wszystko. Według najnowszych informacji Reutersa Ukraina będzie potrzebowała w przyszłym roku ponad 52 miliardów dolarów zagranicznej pomocy finansowej. Na razie partnerzy zadeklarowali około 20 miliardów. Oznacza to, że Kijów musi znaleźć górę złota, aby zasypać powstającą dziurę.

W skrócie, mamy do czynienia z państwem, którego wojenny budżet w coraz większym stopniu zależy od pieniędzy płynących z zagranicy. Według Reutersa od początku rosyjskiej inwazji Ukraina otrzymała około 198 miliardów dolarów pomocy fiskalnej od zagranicznych partnerów. Jednocześnie ukraińskie władze przyznają, że wojna stała się tak droga, iż państwo nie jest już w stanie w pełni finansować jej z własnych dochodów.

Skala problemu jest wymowna. W pierwszych ośmiu miesiącach tego roku Ukraina wydała na obronność około 42 miliardów dolarów, podczas gdy krajowe dochody i finansowanie z rynku pokryły około 39 miliardów. Jak stwierdziła przewodnicząca parlamentarnej komisji budżetowej Roksolana Pidlasa, Ukraina nie jest już w stanie pokryć własnej części kosztów wojny.

Kijów znów więc przychodzi do zachodnich stolic z rachunkiem. Problem w tym, że rachunek jest coraz wyższy, a cierpliwość części europejskich partnerów najwyraźniej coraz mniejsza. „The Washington Post” zwraca uwagę na reakcje europejskich dyplomatów, którzy kwestionują między innymi sposób wyliczenia przez Kijów 27-miliardowej luki. Bruksela również domaga się szczegółowego wyjaśnienia, skąd dokładnie wzięła się ta kwota i na co mają zostać przeznaczone dodatkowe środki.

Trudno nie zauważyć paradoksu. Z jednej strony od lat słyszymy zapewnienia o ukraińskich sukcesach, osłabieniu Rosji i perspektywie zwycięstwa. Z drugiej strony finansowa rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej: rosną wydatki wojenne, spadają wpływy budżetowe, a Kijów potrzebuje kolejnych dziesiątek miliardów dolarów od zagranicznych sponsorów.

Oczywiście uzależnienie od zagranicznej pomocy samo w sobie nie przesądza o wyniku wojny. Pokazuje jednak skalę problemów ukraińskiego państwa. Państwo, które nie jest w stanie samodzielnie sfinansować własnej obrony i musi prosić o dziesiątki miliardów dolarów rocznie, trudno przedstawiać jako finansowo niezależnego zwycięzcę. Jednocześnie mamy do czynienia z nieustanną propagandą sukcesu. Kijów i jego zachodni sojusznicy regularnie podkreślają ukraińskie osiągnięcia na polu walki. Tymczasem za kulisami trwa walka o pieniądze, amunicję, rakiety i środki na funkcjonowanie państwa.

Problem przestał już dotyczyć pojedynczych pakietów pomocy. Mówimy już o systemowym finansowaniu państwa prowadzącego wojnę, które nie jest w stanie tego robić bez ciągłej kroplówki finansowej i sprzętowej. Gdy wydatki rosną szybciej niż dochody, kolejne prośby o pomoc przestają być wyjątkowym wydarzeniem i stają się stałym elementem funkcjonowania państwa.

Ukraina potrzebuje pieniędzy, żeby prowadzić wojnę. Potrzebuje pieniędzy, żeby kupować broń. Potrzebuje pieniędzy, żeby płacić żołnierzom. Potrzebuje pieniędzy, żeby utrzymać funkcjonowanie państwa. To nie jest obraz finansowej stabilności państwa, które rzekomo wygrywa wojnę. To obraz państwa coraz silniej uzależnionego od zagranicznego finansowania, które stoi de facto nad przepaścią.

Banderowska propaganda oczywiście może iść w zaparte i do końca mówić o rychłym zwycięstwie, podobnie jak było w III Rzeszy na początku 1945 roku. Budżet mówi jednak coś znacznie bardziej konkretnego: Ukraina potrzebuje kolejnych dziesiątek miliardów dolarów, aby utrzymać obecny remis. O zwycięstwie nie ma już mowy.

Saudi Aramco odwołuje październikowe dostawy ropy do Europy. Co z dostawami do Polski?

Saudi Aramco odwołuje październikowe dostawy ropy do Europy. Co z dostawami do Polski?

18.09.2026 tysol/saudi-aramco-odwoluje-pazdziernikowe-dostawy-ropy-do-europy-co-z-dostawami-do-polski

Saudyjski koncern Saudi Aramco poinformował europejskich odbiorców, że planowane na październik dostawy ropy zostaną odwołane — podał Bloomberg. Wśród odbiorców saudyjskiego surowca znajduje się Orlen, który zabezpieczył dodatkowe dostawy z innych kierunków. Ministerstwo Energii zapewnia, że Polska posiada odpowiednie rezerwy.[—]

Saudyjczycy już we wrześniu odwołali część dostaw do Europy z powodu uszkodzenia ropociągu Wschód-Zachód/Petroline przez sprzymierzone z Iranem bojówki. Doniesienia Bloomberga sugerują, że przerwa potrwa dłużej.

Orlen zabezpieczył 16 dodatkowych dostaw ropy

Wśród odbiorców saudyjskiej ropy jest również Orlen. Według Ministerstwa Energii i informacji przekazanych przez ORLEN wstrzymanie październikowych dostaw nie stwarza obecnie zagrożenia dla ciągłości zaopatrzenia Polski w ropę i paliwa. Znaczenie saudyjskiego surowca jest jednak duże. Saudi Aramco pozostaje największym dostawcą ropy dla Grupy ORLEN i odpowiada za około 40 proc. jej dostaw. Dane dotyczące polskiego importu pokazują, że w pierwszej połowie 2026 r. z Arabii Saudyjskiej pochodziła niemal połowa sprowadzanej do kraju ropy.

ORLEN przygotował się na przerwę w dostawach, kontraktując 16 dodatkowych ładunków surowca. Ropa ma pochodzić m.in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu oraz obu Ameryk. Koncern zapewnia, że dostawy do rafinerii są realizowane, a zakłady pracują bez zakłóceń. Dodatkowym zabezpieczeniem jest zawarta wcześniej trzyletnia umowa z norweskim Equinorem, która może pokrywać znaczącą część zapotrzebowania Grupy ORLEN. Polska dysponuje ponadto zapasami interwencyjnymi ropy i paliw.

[—– bla, bla…..]. Sporo tego.

GDZIE RZYM, GDZIE KRYM, A GDZIE ARABIA SAUDYJSKA?

GDZIE RZYM, GDZIE KRYM, A GDZIE ARABIA SAUDYJSKA?

GDZIE RZYM, GDZIE KRYM, A GDZIE ARABIA SAUDYJSKA?

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora/gdzie-rzym-gdzie-krym-a-gdzie-arabia-saudyjska

Nagłówki gazet w ostatnich dniach krzyczą wszem i wobec, że zaatakowanej dotkliwie przez jemeńskich Huti Arabii Saudyjskiej, czego efektem było zniszczenie rurociągu wschód-zachód, prezydent Donald Trump odmówił pomocy. Niektórzy eksperci przypominają, że kiedy kilka lat temu Huti zablokowali żeglugę na Morzu Czerwonym, Trump wysłał w ten rejon grupę bojową z lotniskowcem. Aliści, w wyniku kontrataków rakietowych Huti, po tygodniach walk i licznych nalotach Amerykanie stracili kilka samolotów i wiele dronów typu Reaper, co zmusiło ich do wycofania się z tego przedsięwzięcia. Tym też wielu tłumaczy dzisiejszą wstrzemięźliwość prezydenta Stanów Zjednoczonych.

A o czym to ja pisałem już sześć lat (!) temu? Tekst, którego urywek przypominam poniżej, ukazał się pierwotnie pod tytułem „gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie karczmy babińskie?” w „Warszawskiej Gazecie” w roku 2020, chwilę później na stronie profesora Dakowskiego, a w roku 2022 umieściłem go w książce „Rocznik sadystyczny 2020/2022”. Nie tylko nie stracił na aktualności, a wręcz zaczyna ją zyskiwać. Polecam zatem tę lekturę dla przypomnienia tym, którzy już o nim zapomnieli, jak też tym, którzy nigdy nie mieli okazji się z nim zapoznać.

Tekst zaczynałem przypomnieniem konferencji jałtańskiej, która odbyła się w lutym 1945 roku na Krymie, jej znaczeniu dla powojennych losów Polski i reszty świata. Przywołałem istotę Karty Atlantyckiej, która „mówiła, iż określa ‘cele polityki Wielkiej Brytanii i USA w okresie II Wojny Światowej i po jej zakończeniu oraz zasady powojennych stosunków międzynarodowych’. Jej zapisy stanowiły co prawda, że sygnatariusze nie życzą sobie zmian terytorialnych, które nie zgadzałyby się z wolno wypowiedzianymi życzeniami narodów, których te zmiany dotyczą oraz że ‘uznają prawo wszystkich narodów do wyboru formy własnego rządu’, ale opinię społeczną, bo przecież nie własne sumienia, uspokoili na Krymie, przyjmując za dobrą monetę zobowiązanie Stalina do przeprowadzenia w naszym kraju ‘wolnych, nieskrępowanych wyborów na zasadzie powszechnego głosowania’. Z efektu tych wyborów nie możemy się podźwignąć do dziś. Porozumienie zawarli na tym samym Krymie, od którego rozpoczęło się tlić kilka lat temu zarzewie wojny kolejnej. Wtedy, w 1945, podjęli również decyzję o wspólnym udziale, w późniejszej o dwa miesiące, konferencji założycielskiej ONZ. Wszystko wskazuje na to, że po III wojnie światowej, przyszli sygnatariusze traktatu pokojowego, umówią się na udział w konferencji założycielskiej nowego, światowego rządu. 

(…) Roosevelt, w drodze powrotnej z Krymu, 14 lutego, spotkał się na pokładzie krążownika USS Quincy, stojącego w bezpiecznym Kanale Sueskim, z królem Abdul Azizem Ibn Saudem, założycielem Królestwa Arabii Saudyjskiej. Rozmawiali, między innymi, o żydowskim osadnictwie w Palestynie, przy czym Roosevelt próbował uzyskać poparcie króla dla utworzenia tam żydowskiej ojczyzny, na co król zareagował kategoryczna odmową. Dyskutowano także o niepodległości Syrii i Libanu, ale przede wszystkim skupiono się na przyszłości dynastii saudyjskiej w oparciu o arabską ropę naftową. Efektem tych rozmów był tak zwany Pakt Quincy, który miał gwarantować monarchii amerykańską ochronę wojskową, właśnie w zamian za dostęp do ropy. Pakt określał, że ‘stabilność Arabii Saudyjskiej jest częścią żywotnych interesów’ Stanów Zjednoczonych, które w zamian zapewniają bezwarunkową ochronę rodzinie Saudów i Królestwu, przed wszelkimi, możliwymi zagrożeniami zewnętrznymi’. 

Ustalono, że przywództwo Arabii Saudyjskiej w tym regionie leży również w interesie amerykańskim.  Powołany do życia jeszcze w r. 1933, koncern Aramco (Arabian-American Oil Company), w ramach którego zezwolenie na poszukiwanie i eksploatację zasobów saudyjskich uzyskał Standard Oil of California (SoCal), dzisiejszy Chevron, a później dołączono doń Texas Oil Company (Texaco), Standard Oil of New Jersey (Esso) i Standard Oil of New York (Socony), uzyskał monopol na eksploatację pól naftowych na okres 60 lat. USA zgodzić się miały, w ramach paktu, na nieingerowanie w wewnętrzną politykę Saudów. Warto nadmienić, że ropa miała służyć głównie amerykańskim siłom zbrojnym. Oczywiście, zgodnie z amerykańskim rytuałem politycznym, obietnice Roosevelta dotyczące Palestyny, złamał już jego następca, czyli Truman, który dał tym samym zielone światło dla budowy państwa Izrael. Jednak wydobycie ropy szło przez kolejne lata, zgodnie z umową, a koncern jest światowym liderem w jej produkcji. Współpraca przebiegała przez wszystkie te lata poprawnie, z małymi zgrzytami, kiedy USA nie weszły do Syrii w roku 2010 i w 2013, kiedy nastąpiło zbliżenie amerykańsko-irańskie. Ale, jak wiemy, już w roku 2011, w Syrii wybuchła ‘wojna domowa’, a w 2020 Amerykanie zlikwidowali irańskiego generała Solejmaniego, rujnując wzajemne relacje, więc sytuacja między naftowymi partnerami zdawała się pozostawać niezakłócona. 

Arabia Saudyjska, wspólnie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, pod wpływem usilnych starań Pentagonu, toczy od dłuższego czasu wojnę z Jemenem, wspierana dostawami amerykańskiej broni, w tym samolotów i dronów. Jednym z głównych założeń USA, było niedopuszczenie, by cieśnina Bab-al-Mandab (pomiędzy Jemenem, Dżibuti i Erytreą), łącząca Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim, dostała się pod wpływy irańskie. Jest to bowiem istotny punkt żeglugowy na trasie Europa-Daleki Wschód.

Nawiasem mówiąc, Tarek Bin Laden, brat Osamy, właściciel firmy Middle East Development, planował przerzucić nad cieśniną najdłuższy na świecie most, a po stronie Dżibuti grupa Saudi Binladen miała budować miasto Noor, mające być pierwszym z projektowanych, tak zwanych setek „miast światła”. Ale, w związku z realizacją Nowego Ładu, następca prezydenta Trumpa znowu, zgodnie z tradycją amerykańskiej polityki resetów wcześniejszych umów, postanowił powywracać figury na szachownicy i oskarżył saudyjskiego księcia Muhammada Bin Salmana o morderstwo dziennikarza Jamala Chaszukdżi (bratanka wielokrotnie przeze mnie opisywanego międzynarodowego handlarza bronią, Adnana), a Arabię Saudyjską nazwał wyrzutkiem.

Równocześnie, Joe Biden wznowił rozmowy z Iranem, wstrzymał sprzedaż broni dla Saudyjczyków i usunął bojowników jemeńskich z amerykańskiej listy organizacji terrorystycznych. Pod koniec kwietnia, desygnował na stanowisko ambasadora w Arabii Saudyjskiej, Michaela Ratney, co monarchia odebrała, jako dowód braku woli współpracy ze strony Waszyngtonu twierdząc, że Ratney, jako urzędnik cywilny nie spełnia oczekiwań w zakresie umowy o ochronie wojskowej wynikającej z Paktu Quincy, a co za tym idzie, wzbudza obawy dotyczące dalszej kooperacji w zakresie produkcji ropy naftowej. Jakby tego było mało, na początku maja, na polecenie Bidena, FBI upubliczniła dokumenty wskazujące na przekazywanie ‘porywaczom samolotów’ 9/11 pieniędzy w czasie, kiedy przebywali na terenie USA, przez obywatela Arabii Saudyjskiej, Omara al-Bayoumi, powiązanego z saudyjskim wywiadem. Dokumenty, o których wspominałem już w którejś ze swoich książek, nie są niczym nowym i ten wątek pojawiał się znacznie wcześniej, ale obecnie robi się z tego niesamowitą sensację, podpierając te zarzuty kartką papieru, pozyskaną w trakcie przeszukania rzeczy Bayoumi’ego przez wywiad brytyjski (!), na której widoczne są wyliczenia dotyczące ‘wysokości samolotu dla osiągnięcia celu’.

Są one, moim skromnym zdaniem człowieka związanego z lotnictwem, równie poważne, jak odnaleziony u stóp WTC, nietknięty paszport jednego z porywaczy. Dla równowagi, odcinając się od działań prezydenta, Sekretarz Skarbu, Janet Yellen, podkreśliła znaczenie dwustronnych stosunków amerykańsko-saudyjskich. Obserwując szopkę dla naiwnych, wokół saudyjskiego wątku 9/11 i słuchając diametralnie różnych wypowiedzi amerykańskich urzędników, a także mając na uwadze fakt, że Ratney pełnił do niedawna funkcję Konsula Generalnego USA w Jerozolimie, a szczególnie czytając wypowiedź byłego szefa wywiadu Arabii Saudyjskiej, Turki al-Faisala, według której ‘jego kraj czuje się opuszczony przez amerykańskiego sojusznika’, możemy spodziewać się niezwykle ciekawych zwrotów akcji w rejonie arabskim.

Tym bardziej, że Senat USA zagłosował właśnie za poparciem ustawy NOPEC (No Oil Producing and Exporting Cartels Act) wymierzonej w Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), a jeśli Biden ją podpisze, to uderzy ona w sektor naftowy i gazowy na całym świecie. W marcu tego roku, Arabia Saudyjska oświadczyła, że będzie sprzedawała swoją ropę w chińskich juanach, Rosja zrobiła podobny ruch ze swoim rublem, a następnie powiązała swą walutę ze złotem, co zamierzają zrobić również Chiny. Widmo diabelskie na dnie kielicha rośnie coraz szybciej”.

Jak zatem widzimy, na Bliskim Wschodzie nie dzieje się nic nieprzewidywalnego. Wręcz przeciwnie, mimo pozornego chaosu i udawanego zdziwienia „rządów” państw, które dawno utraciły prawo do tej nazwy, plany światowej oligarchii są konsekwentnie realizowane.

Sławomir M. Kozak

jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się

postaw mi kawę

Zapraszam też do zaglądania na portal Reduta.tv

Według doniesień rosyjskie satelity pomogły Iranowi zaatakować bazy USA, a Saudyjczycy błagają Chiny o interwencję

Według doniesień rosyjskie satelity pomogły Iranowi zaatakować bazy USA, a Saudyjczycy błagają Chiny o interwencję

Symplicjusz 17 września 2026 r. simplicius/russian-satellites-reportedly-helped

Śledztwo CNN utrzymuje , że Rosja wysłała „14 satelitów” nad Bliski Wschód, co zdaniem funkcjonariuszy wywiadu dało Iranowi bezprecedensowe możliwości namierzania celów w przededniu dużych precyzyjnych ataków na bazy amerykańskie, które miały miejsce na początku tego roku:

Erin Burnett na pierwszym planie@ OutFrontCNNOutFrontCNN

Śledztwo CNN ujawnia, że ​​Rosja prawdopodobnie dostarczyła kluczowych informacji satelitarnych na temat baz amerykańskich, co dało Teheranowi znaczącą przewagę w wojnie.

17 września 2026 · 368 tys. wyświetleń Views


CNN bada: Iran poprawił namierzanie amerykańskich aktywów. Oto, jak rosyjskie satelity prawdopodobnie pomogły

Czternaście rosyjskich satelitów szpiegowskich przeleciało nad amerykańską bazą wojskową w Arabii Saudyjskiej dwa dni przed niszczycielskim atakiem Iranu. Czas i kolejność lotów satelitów dały im dostęp do szerokiego spektrum danych, które, jak twierdzą przedstawiciele władz USA i międzynarodowe źródła wywiadowcze, pomogły Teheranowi przeprowadzić jedne z najprecyzyjniejszych ataków na amerykańskie aktywa. Relacjonuje Tamara Qiblawi z CNN.

Kto pamięta ten klasyk ?

Wciąż trudno uwierzyć, że to zaskoczenie dla Zachodu. Zaledwie wczoraj NATO RQ-4D – wariant niesławnego Global Hawk – został zauważony zaledwie kilka kilometrów od Krymu, prawdopodobnie obserwując cele naziemne w oczekiwaniu na nadchodzący atak ze strony Ukrainy:

Podsumowanie wojskowe@ MilitarySummary

🇺🇸✈️ Loty rozpoznawcze USA i NATO nad Morzem Czarnym przebiegają w szybkim tempie. Najpierw dron wysokościowy Northrop Grumman RQ-4D Phoenix, operujący z włoskiej bazy lotniczej Sigonella, wykonał misję na Krym. Następnie Bombardier Challenger 650 Artemis…

11:50 · 16 września 2026 · 1,58 tys. wyświetleń Views


7 repostów Reposts· 25 polubień Likes

Nazywa się to odwetem.

W górnej części karty danych powyżej widnieje kod 7600 zapisany na czerwono. To międzynarodowy sygnał alarmowy informujący o utracie łączności. Wiele relacji twierdziło, że RQ-4 doznał awarii łączności i został zmuszony do szybkiej ucieczki z tego miejsca.

————————————–

Ale wracając do artykułu CNN, pojawia się jedno ważne pytanie: co mówią teraz wszyscy ci, którzy twierdzą, że Rosja z obojętnością dopuszcza do przekraczania wszystkich swoich czerwonych linii, nie reagując na uzbrajanie Ukrainy przez USA i pomoc udzielaną przez USA w gromadzeniu danych do ataków na Ukrainę? Kto ostatecznie zapłacił wyższą cenę – Rosja czy USA?

Ukraina wyrządziła Rosji szkody, ale nie strategicznie, biorąc pod uwagę, że Rosja nadal posuwa się naprzód na polu bitwy i jest w stanie wykorzystać wszystkie swoje zasoby tak jak przed wojną. Z drugiej strony, Stany Zjednoczone praktycznie straciły swoją bliskowschodnią pozycję, częściowo dzięki atakom na Iran – przynajmniej jeśli wierzyć tym doniesieniom. Mogłoby się wydawać, że Rosja wyszła z tej wymiany o wiele lepiej, biorąc pod uwagę, że straty USA na Bliskim Wschodzie miały charakter strategiczny i zależą od dalszego rozwoju sytuacji.

Iran zepchnął USA w coraz bardziej niepewną sytuację, a USA obawiają się teraz rozgniewania Iranu, biorąc pod uwagę fakt, że potężne ataki Persów stały się niemożliwe do powstrzymania z powodu wyczerpywania się zapasów pocisków przechwytujących.

Gregory Brew@ gbrew24

Ostatni atak USA na irański tankowiec miał miejsce 8 dni temu, 9 września.

Wkrótce potem Iran wystrzelił 20 pocisków balistycznych w kierunku amerykańskiej bazy w Jordanii. Jordania i USA wystrzeliły ponad 70 pocisków przechwytujących. Co najmniej kilka irańskich pocisków przedarło się przez irańskie lotnisko, uszkadzając 9 amerykańskich samolotów. Odnotowano…

17:52 · 17 września 2026 · 25,2 tys. wyświetleń


Iran zaciska pasa wobec USA, które wciąż tkwi w swego rodzaju paraliżu eskalacji z powodu braku dobrych i praktycznych rozwiązań.

W tym kontekście Phillips P. O’Brien twierdzi w nowym artykule w czasopiśmie „Atlantic”, że era amerykańska dobiegła niechlubnego końca:

https://www.theatlantic.com/ideas/2026/09/trump-iran-superpower-decline/688639

Zaczyna:

Era amerykańska, która nastąpiła po II wojnie światowej, musiała się kiedyś skończyć. Szokujące jest to, jak nagle ten moment nadszedł. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy potęga Ameryki – od dawna uosabiana najlepszym na świecie sprzętem bojowym i najlepiej wyszkolonym personelem wojskowym, globalną siecią baz i systemów logistycznych oraz partnerstwami wojskowymi i dyplomatycznymi ze wszystkimi zakątkami świata – okazała się niewystarczająca, by pokonać Iran, represyjny, pogrążony w stagnacji gospodarczej reżim, uzbrojony w tanie pociski i drony.

O’Brien przyznaje, że zniszczenie przez Iran kluczowych regionalnych baz USA doprowadziło do natychmiastowego sprzeciwu wobec agresji ze strony USA. Teza ta była początkowo wyśmiewana przez działaczy establishmentu, dopóki rzeczywistość nie zaczęła powoli dawać o sobie znać:

Wpływ tych strat na operacje USA był niemal natychmiastowy. Kluczowym powodem, dla którego administracja Trumpa nie zaostrzyła działań militarnych wobec Iranu latem, pomimo wszelkich gróźb, była utrata bazy w Bahrajnie – bazy, z której Marynarka Wojenna przez dekady korzystała w celu zaopatrywania okrętów na Bliskim Wschodzie. Zamiast tego, tak zwane zaplecze logistyczne operacji morskich USA musiało rozciągać sięaż do Diego Garcia, kontrolowanej przez Brytyjczyków wyspy na Oceanie Indyjskim, oddalonej o ponad 3200 kilometrów od Cieśniny Ormuz.

Wrażliwość amerykańskich obiektów w pobliżu Iranu jest tak duża, a przewidywane koszty naprawy tak wysokie, że – jak donosił w zeszłym miesiącu„Washington Post”– urzędnicy administracji mogą w ogóle nie chcieć ich odbudowywać. Jednym ze sposobów przedstawienia tej sytuacji jest przedstawienie jej jako „wyjątkowej szansy dla Pentagonu na ponowne rozważenie swojej obecności” w regionie Zatoki Perskiej, jak ujął to „WashingtonPost” .Prawda jest jednak taka, że ​​obrona kluczowych obiektów przed nawet mniej zaawansowanym technologicznie przeciwnikiem, takim jak Iran, nie jest obecnie możliwa dla armii USA.

Kluczowy jest jednak akapit, w którym O’Brien wyjaśnia, w jaki sposób Chiny przyćmiły Stany Zjednoczone we wszystkich najważniejszych współczesnych czynnikach umożliwiających prawdziwą potęgę militarną i gospodarczą:

Erozja amerykańskiej przewagi produkcyjnej to stara historia, ale kluczowa dla zrozumienia końca ery amerykańskiej. Stany Zjednoczone mogły kiedyś prześcignąć inne potęgi, czerpiąc z produkcji cywilnej. Podczas II wojny światowej Amerykanie przebudowali przemysł motoryzacyjny, aby budować samoloty. Obecnie, w porównaniu z resztą świata, Stany Zjednoczone prawie nie budują cywilnych statków. Dla porównania, Chiny produkują około 50 procent światowych statków i kontrolują około 80 procent światowej produkcji dronów. Po zbudowaniu swojej armii, która ma przetrwać w zrywie intensywnych walk, Stany Zjednoczone po prostu nie mają wystarczającego sprzętu, zapasów i wypoczętych sił, aby walczyć z Chinami przez dłuższy czas.

Kończy bez typowych dla niego podstępnych dwuznaczności, co pozostawia otwarte drzwi do fantazji o odrodzeniu Ameryki. Jego determinacja jest ostateczna – Ameryka jest skończona:

Wszystkie poprzednie supermocarstwa w historii ostatecznie upadły. Pojawienie się Azji Wschodniej jako centrum światowej produkcji gospodarczej miało z pewnością osłabić amerykańskie wpływy. Przejście z jednej globalnej ery do następnej rzadko jest widoczne w danej chwili. Kiedy Rosja najechała Ukrainę cztery i pół roku temu, potencjał masowo produkowanych dronów nie był jeszcze oczywisty.Jeszcze w lutym niewielu ekspertów przewidywało, że Stany Zjednoczone – globalny kolos przez ponad 80 lat – zostaną tak sparaliżowane przez Iran.Konflikt ujawnia jednak coś ważnego:era amerykańska dobiegła końca. Globalna dominacja USA nie może trwać bez źródeł energii, które ją zapoczątkowały.

Ciekawe, że zauważa, iż „niewielu ekspertów przewidziałoby” lanie, jakie Iran wyrządzi USA. Właściwie każdy, kto ma trochę rozumu, z łatwością to przewidział, w tym nasz skromny blog, od samego początku.

W tej rzadkiej chwili samouwielbienia, Wasz skromny autor zwrócił się z prośbą do Grok AI, aby w trybie eksperckim przeczytał wszystkie nasze istotne artykuły w Substacku i ustalił, jakie przewidywania dotyczące konfliktu z Iranem poczyniono od samego początku:

Konkretne cytaty przewidywań z pierwszych dni konfliktu:

Połączyć

Co ważniejsze, podczas gdy cały świat wpadał w furię z powodu zmniejszenia się „rozmiarów salw” Iranu w pierwszych tygodniach wojny, byliśmy jednym z nielicznych blogów, którzy śmiało argumentowali coś przeciwnego:

Połączyć

Cóż więc możemy powiedzieć? Może „analitycy” tacy jak Phillips P. O’Brien dobrze by zrobili, gdyby przestali słuchać mainstreamowych manipulatorów i zamiast tego zwrócili się ku źródłom o ugruntowanej reputacji.

Według doniesień Trump powiedział portalowi Axios, że znajduje się w punkcie zwrotnym w stosunkach z Iranem:

https://www.axios.com/2026/09/17/trump-axios-interview-iran-war

Prezydent Trump powiedział w czwartek portalowi Axios, że zbliża się do decydującego momentu w wojnie z Iranem, w którym nie wiadomo, czy należy wznowić masowe ataki w celu zakończenia konfliktu.

„Muszę podjąć ważną decyzję. Czy chcę ich [irański reżim] unicestwić, czy nie? To ważna decyzja. Wszystko może się ze mną wydarzyć”.

To tylko kolejna bzdura od zarozumiałego przegranego – nadmierna rekompensata za brak opcji poprzez udawanie władzy, której nigdy nie posiadał. W tym momencie Stany Zjednoczone nie mogą niczego unicestwić i nie zrobią tego; ten dzień już dawno minął. Jak ustaliliśmy w poprzednim artykule, Iran gra na całego , a Stany Zjednoczone nie mają już morale, by poradzić sobie z presją, jaką regionalne supermocarstwo jest teraz w stanie wywrzeć.

Jako ostatnią aktualizację, nowe zdjęcia satelitarne pokazują tajne prace prowadzone przy saudyjskim rurociągu Wschód-Zachód. Najwyraźniej Saudyjczycy próbują teraz ominąć uszkodzone stacje pomp, przekierowując awaryjny rurociąg, który dosłownie okrąża stację:

MizarVision@ MizarVision🇸🇦 ARABIA SAUDYJSKA

| Trwają prace nad awaryjnym obejściem rurociągu Wschód-Zachód. Nowe zdjęcia satelitarne Vantor z 16 września zdają się pokazywać, jak saudyjskie ekipy szybko budują tymczasowe obejście wokół jednej ze stacji pomp, uszkodzonej w ataku z zeszłego tygodnia. Podobno robotnicy mogą…

19:47 · 17 września 2026 ·

Upływ czasu:

Nowe zdjęcia satelitarne Vantor z 16 września zdają się pokazywać, jak saudyjskie ekipy szybko budują tymczasową obwodnicę wokół jednej ze stacji pomp uszkodzonych w zeszłotygodniowym ataku.

Podobno widać robotników układających i spawających dwa nowe odcinki rurociągu, co potencjalnie umożliwi przepływ ropy naftowej z pominięciem uszkodzonego obiektu.

Agencja Reuters potwierdziła oddzielnie, że trzy stacje pomp wzdłuż krytycznego rurociągu Wschód-Zachód zostały uszkodzone i Arabia Saudyjska pracuje nad przywróceniem przepływu. Pełna naprawa może potrwać 5–6 tygodni, chociaż częściowe operacje mogą zostać wznowione wcześniej.

Jeśli obwodnica zostanie ukończona pomyślnie, może znacznie skrócić czas zakłóceń na jednym z najważniejszych alternatywnych szlaków eksportu ropy naftowej na świecie.

To oczywiście oznacza, że ​​szkody są o wiele poważniejsze, niż sądzono wcześniej, biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowano się na przekierowanie prac wokół stacji, zamiast od razu je odbudować.

Eksperci będą musieli się wypowiedzieć, ale teoretycznie i logicznie rzecz biorąc, przekierowanie przepływu wokół stacji pomp powinno oznaczać, że przepływ ropy przez rurociąg będzie znacznie wolniejszy, biorąc pod uwagę, że stacja nie zwiększa wymaganego ciśnienia. Oznaczałoby to, że to „szybkie rozwiązanie” nie jest rozwiązaniem kompletnym.

Mówiono, że linia Wschód-Zachód transportuje 4-5% całości światowych dostaw ropy naftowej , a poprzednie uszkodzenie tylko jednej stacji pompującej na początku roku miało spowolnić dostawy o 700 000 baryłek dziennie. Tym razem uszkodzone zostały trzy stacje.

Zobaczymy, czy atak był jedynie chwilowym ostrzeżeniem, czy też początkiem systematycznej kampanii mającej na celu dalszą degradację rurociągu w nieskończoność. Najnowsze doniesienia wskazują, że Arabia Saudyjska błaga Chiny o interwencję i zmuszenie Iranu do zaprzestania działań przeciwko saudyjskim aktywom, ale Chiny rzekomo jedynie „przekazały Iranowi wiadomość”, nie prosząc o żadne przysługi ani nie udzielając żadnych bezpośrednich wskazówek.

Raport o kolizji@ clashreport

DUŻE: Arabia Saudyjska zwróciła się do Chin z prośbą o prywatne wywarcie presji na Iran, aby powstrzymał Hutich po zajęciu przez nich jemeńskiego wybrzeża Morza Czerwonego i Bab al-Mandab.

Trzy irańskie źródła podają, że Pekin przekazał Teheranowi tę wiadomość – wykraczającą poza publiczne apele o powściągliwość. Odpowiedź Iranu: …

14:27 · 17 września 2026 · 10,8 tys. wyświetleń


Teraz Bloomberg podaje, że Rosja zwiększa przepływ ropy naftowej:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-09-15/rosja-zwiększa-eksport-ropy-na-bliskim-wschodzie-powodując-gwałtowny-wzrost-cen

Cena rosyjskiej ropy Urals wzrosła do 120 dolarów za baryłkę, czyli więcej niż cena ropy Brent w kilku ocenach:

Jak myślisz, dokąd doprowadzi nas zbieżność narastającego kryzysu paliwowego i gospodarczego ze zbliżającymi się wyborami do Kongresu w USA?


S. Ławrow: Wojna z Europą byłaby zupełnie inna i bardzo krótka

S. Ławrow: Wojna z Europą byłaby zupełnie inna i bardzo krótka

Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow udzielił wywiadu, w którym jednoznacznie ostrzegł Europejczyków przed dalszą eskalacją. Przedstawię tu jego odpowiedź na jedno z pytań.

Pytanie: Kiedy widzimy, co mówi i robi Europa, nasuwa się dziwne wrażenie. Z jednej strony mówią, że Rosja nie odważy się na eskalację, nie użyje broni jądrowej i zawaha się przed atakiem odwetowym na terytorium Europy. Z drugiej strony obsesyjnie przygotowują się na lata 2029/2030, kiedy to, jak twierdzą, Rosja najprawdopodobniej zaatakuje. Europa przechodzi gwałtowną militaryzację. Nie chodzi tylko o finansowanie programów zbrojeniowych wartych miliardy, a nawet biliony; raczej sprawiają wrażenie, że zamierzają kontynuować tę militaryzację niezależnie od porozumienia pokojowego na Ukrainie. Mając to na uwadze, zadaję sobie pytanie: Czy naprawdę tak się nas boją? A może pod pretekstem ‚rosyjskiego zagrożenia’ wzmacniają swój przemysł zbrojeniowy i przygotowują się do ataku na Rosję na szeroką skalę?

Ławrow: Myślę, że kręgi militarystyczne po prostu realizują własne interesy. W czasach, gdy problemy się mnożą, nasilają i pogłębiają, środki finansowe są przeznaczane na cele wojskowe: chcą w każdym razie zwiększyć wydatki na obronność do 5% PKB, a partie polityczne domagają się, aby ich parlamenty natychmiast przekazały Ukrainie kolejne 90 miliardów euro na przyszły rok.

Przemysł zbrojeniowy jest zachwycony. Zgarnia ogromne zyski. Na przykład kanclerz Niemiec Friedrich Merz publicznie oświadczył: „Tak, zdaję sobie sprawę, że sytuacja naszej ludności znacznie się pogorszyła, ale jesteśmy zobowiązani do działania – ze względu na Ukrainę, ze względu na wartości europejskie”.

Alice Weidel i Ulrich Siegmund

A jak zareagowali na wyniki wyborów w Saksonii-Anhalt, gdzie AfD odniosła miażdżące zwycięstwo? Próbują oskarżyć ich o odrodzenie narodowego socjalizmu. I to w sytuacji, gdy ta partia – która jest niewątpliwie nacjonalistyczna, nie ma co do tego wątpliwości – po prostu opowiada się za normalnym dialogiem ze wszystkimi zaangażowanymi stronami.

Dążenie do militaryzacji Arktyki jest oczywiście również niepokojące. Ostatnio USA, Norwegia i inni aktorzy przeprowadzili tam manewry, których scenariusz całkiem otwarcie zakładał wojnę z Rosją. Co za tym stoi? Nie sądzę, żeby zaatakowali Rosję, jednocześnie twierdząc, że przygotowujemy się do agresji na Europę.

To absurd. Z jednej strony twierdzi się, że Rosja przegrywa wojnę – dlatego Ukraina potrzebuje ogromnego wsparcia, a ta pomoc musi być zwiększona, aby mogła wygrać – z drugiej strony ta sama Rosja, którą postrzegają jako przegrywającą, rzekomo planuje atak na Europę. Z politycznego punktu widzenia wygłaszanie takich bzdur jest nieszczere. Przecież prezydent Rosji Putin powiedział to i powtórzył to kilkakrotnie: „Nie zamierzamy nikogo atakować. To nonsens, idiotyzm. Świadczy to o całkowitym braku politycznego wyczucia”.

Ale jeśli ta gadanina faktycznie oznacza przygotowania do ataku z ich strony, to zapewniam, że wojna potoczy się zupełnie inaczej [niż na Ukrainie] i będzie bardzo krótka. Radzę zapamiętać te słowa.

Istnieje jednak również możliwość, że impuls, który doprowadził do I wojny światowej, powtórzy się, coś takiego jak zamach na arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie. Czy coś takiego można by zaaranżować, biorąc pod uwagę europejskie zamiłowanie do intryg i przygód, a także ich przebiegłość? Albo podpalenie Reichstagu? Nie wykluczam takich rzeczy; pomyślcie tylko, jak niedawno spreparowali ten incydent z dronem w Lipsku i jak zorganizowali wokół niego histeryczny spektakl na skalę światową, nie przedstawiając ani jednego dowodu.

Tak jak nigdy nie otrzymaliśmy odpowiedzi na wielokrotnie zadawane pytanie o Buczę, gdzie w kwietniu 2022 roku dziesiątki ciał nagle pojawiły się znikąd, równo ułożone wzdłuż drogi. Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi od Sekretarza Generalnego ONZ, Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka ani naszych zachodnich rozmówców, w tym Amerykanów, na pytanie: Czy możecie wykorzystać swoje zasoby, aby uzyskać listę osób, których ciała zostały pokazane przez ekipę BBC, która była na miejscu zdarzenia dokładnie w odpowiednim czasie? Nikt nam nie udziela odpowiedzi.

Mówią nam, że krewni tego nie chcą. Ale nic o nich nie słychać. To niedopuszczalne, żeby dziesiątki osób ginęły masowo, a zbrodnie wojenne były popełniane bez zainteresowania ze strony krewnych. Ale tutaj panuje kompletna cisza, więc nie mogę wykluczyć prowokacji.

anti-spiegel.ru/2026/ein-krieg-mit-europa-wuerde-ganz-anders-verlaufen-und-sehr-kurz-sein

** * * * * *

ZB: Czytelnicy, którzy nie wiedzą lub nie pamiętają, co zdarzyło się w Buczy pod koniec marca 2022 roku, mogą przeczytać relację francuskiego żołnierza i pisarza Adrien Bocqueta, który przypadkowo był świadkiem ukraińskiej prowokacji:

https://zygmuntbialas/adrien-bocquet-swiadek-ukrainskich-zbrodni-w-buczy

Opracował: Zygmunt Białas

Pieniądz jest nerwem wojny

Pieniądz jest nerwem wojny

wolnemedia.net/pieniadz-jest-nerwem-wojny

Kiedy koniec wojen na Bliskim Wschodzie?

Wielki rzymski mówca Mark Tuliusz Cyceron (106-43 p.n.e) miał rację, gdy pisał, że: „Pieniądz jest nerwem wojny” i że: „W czasie wojny milczą prawa”. Chociaż sam służył w armii ponad trzy lata, to zawsze twierdził, że pokój jest wartością nadrzędną w porównaniu z okrucieństwem działań zbrojnych. Ludzkość jednak ciągle popełnia te same błędy.

https://youtube.com/watch?v=DxxBsHDoCic%3Frel%3D0

Do najgorszych wojen należą napastnicze, wywołane w celu podboju cudzego terytorium lub podporządkowania sobie innego narodu. Cyniczne i prawnie kontrowersyjne są tzw. wojny prewencyjne, podejmowane w celu uprzedzenia „nieuchronnego uderzenia przeciwnika”. W praktyce historycznej i politycznej napaści „zapobiegawcze” są najczęściej wykorzystywane jako pretekst i kamuflaż dla zwykłej wojny zaborczej. Prawo międzynarodowe dopuszcza wyłącznie wojny samoobronne, gdy atak już nastąpił. A tymczasem, mamy sugestywne przepisy antywojenne i niekończące się konflikty zbrojne o coraz mniej oczywistym charakterze.

Problematyczne wojny

Na przykład, błyskawiczna operacja militarna USA w stolicy Wenezueli Caracas o kryptonimie „Absolute Resolve” na początku 2026 roku jest opisywana jako interwencja o charakterze policyjno-wojskowym, a nie klasyczna wojna międzypaństwowa. Motywy tej operacji były według Amerykanów gospodarcze (związane m.in. z bogatymi zasobami ropy naftowej Wenezueli i infrastrukturą naftową, która zdaniem USA została im wcześniej „ukradziona”) oraz interwencyjne (walka z narkoterroryzmem, przemytem i sfałszowaniem wyborów przez władze Caracas). Państwa członkowskie ONZ oraz wielu międzynarodowych ekspertów uznały tą „interwencję” za bezprawny akt agresji i naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych. USA oświadczyły, że „kierowały się względami bezpieczeństwa i egzekwowania prawa”. Sytuacja w Wenezueli jest jednak nadal napięta, władze są tymczasowe, w kraju utrzymuje się głęboki kryzys gospodarczy (brakuje stabilnych dostaw prądu oraz bieżącej wody, większość społeczeństwa zmaga się z ubóstwem). Pod koniec sierpnia ogłoszono wieloletnią (na 25 lat) umowę energetyczną między USA a Wenezuelą. Zakłada ona przejęcie przez podmioty amerykańskie większościowej kontroli nad złożami. Zyski z wydobycia ropy mają w przyszłości trafić do obywateli, wypierając z wenezuelskiego sektora paliwowego dotychczasowe wpływy chińskie i rosyjskie. Czy cel interwencji był słuszny w rozumieniu wojny sprawiedliwej? Wenezuela przestała być państwem rządzonym przez Maduro, ocenianym jako przywódca nieudolny, autokratyczny i skorumpowany. W efekcie nastąpił spadek bezpośredniej przemocy politycznej, ale realna wolność Wenezuelczyków nie uległa poprawie. USA częściowo złagodziły i zawiesiły wybrane sankcje wobec Wenezueli, jednak Unia Europejska nadal utrzymuje swoje restrykcje. Część międzynarodowej opinii publicznej ocenia akcję USA jako rażące złamanie suwerenności Wenezueli. Jak jest w istocie?

Niezwykle złożona sytuacja ma miejsce na Bliskim Wschodzie. Wojna w Strefie Gazy, rozpoczęta po ataku Hamasu na Izrael w październiku 2023 roku, jest przedstawiana przez Izrael jako konieczność likwidacji struktur militarnych i politycznych Hamasu. Oficjalnie jest uznawana przez Żydów za klasyczną samoobronę. W rzeczywistości skala zniszczeń, blokada humanitarna oraz długotrwała okupacja terytoriów palestyńskich wykraczają w sposób oczywisty poza ramy legalnej samoobrony i proporcjonalności. Działania Izraela w Gazie są określane jako ludobójstwo przez liczne państwa, komisje pod egidą ONZ, organizacje praw człowieka (w tym nawet izraelskie), ekspertów prawnych i naukowych. Izrael się tym nie przejmuje.

28 lutego 2026 roku USA i Izrael rozpoczęły „kontrowersyjną” (to najdelikatniejsze określenie) wojnę z Iranem. Wielu ekspertów ds. prawa międzynarodowego oraz krytyków politycznych określa działania Waszyngtonu jako nielegalną wojnę napastniczą. Napastnicy nie przyjmują tego do wiadomości. Trump i jego administracja uzasadniali zmasowane bombardowania jako uderzenie „prewencyjne”, mające powstrzymać domniemany irański program nuklearny. Eksperci prawa międzynarodowego wskazują, że ani USA, ani Izrael nie mogą powołać się na prawo do samoobrony na podstawie art. 51 „Karty ONZ”, ponieważ Iran nie dokonał wcześniejszego bezpośredniego ataku na te państwa. Wojna prewencyjna bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ jest traktowana jako złamanie zakazu agresji. W następstwie decyzji Trumpa o ataku na Iran, intelektualiści chrześcijańskiej prawicy wdali się w ożywioną debatę na temat tego, czy posunięcie to spełnia kryteria teorii wojny sprawiedliwej, ustanowione przez św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu. Np. Edward Feser, amerykański filozof, nawrócony na katolicyzm, stanowczo umiejscowił obecną wojnę poza tradycją katolicką. „Podobnie jak człowiek, kraj może być słusznie skrzywdzony tylko za to, co faktycznie zrobił lub do czego aktywnie się przygotowuje, a nie za to, co jedynie mógłby zrobić. Gdyby to, co kraj mógłby zrobić, stanowiło wystarczający casus belli , wówczas każdy kraj mógłby usprawiedliwić wojnę z każdym potencjalnym wrogiem”.

Równocześnie w Libanie są prowadzone przez Izrael działania zbrojne i naloty przeciwko Hezbollahowi, będące odpowiedzią na ostrzały terytorium Izraela. Iskrą do działań Hezbollahu była napaść na Iran. Działania izraelskie są – jak zawsze – skrajnie nieproporcjonalne i skierowane – przy okazji – przeciwko Bogu ducha winnym Libańczykom . Do wojny na Bliskim Wschodzie włączył się też ostatnio jemeński ruch Huti. W tle toczy się „cicha wojna” na Zachodnim Brzegu, gdzie izraelskie działania przeciwko Palestyńczykom łączą elementy operacji przeciwpartyzanckich, prewencyjnego dławienia oporu oraz głębokiej zmiany administracyjno-terytorialnej. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości jednoznacznie orzekł, że Izrael dopuszcza się nielegalnej aneksji suwerennych terytoriów i ma prawny obowiązek zakończenia tej okupacji tak szybko, jak to możliwe.

Spekulacje o zbliżającej się wojnie jądrowej

Na Bliskim Wschodzie ma miejsce pat. Iran nie został pokonany ku zdziwieniu USA i Izraela. Konflikt wszedł w fazę walk na morzu oraz wzajemnych blokad, w tym Cieśniny Ormuz, co destabilizuje rynki surowców. Regionalne zaufanie do Ameryki całkowicie się załamało, a kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) uważają, że USA nie są w stanie ich obronić. Negocjacje z Teheranem nie przynoszą efektów. Ma miejsce przepaść między żądaniami USA i Izraela a irańskim zasadnym poczuciem siły oraz determinacją do obrony. Międzynarodowa opinia publiczna i duża część amerykańskiej traktuje napaść na Iran jako wojnę toczoną w interesie Izraela. Chrześcijańscy syjoniści ją nadal popierają, ale notowania samego Trumpa w USA mocno spadają (także wśród MAGA), co jest istotne przed jesiennymi wyborami połówkowymi do Kongresu. Trump używa nowych argumentów. Ostatnio publicznie zasugerował, że po zakończeniu działań zbrojnych siły amerykańskie mogą pozostać w Iranie, aby „zatrzymać ropę” i przejąć kontrolę nad tamtejszymi złożami naftowymi (porównując to do wcześniejszego porozumienia z Wenezuelą). To zdaniem wielu krytyków potwierdzenie zaborczych intencji USA.

Amerykańscy eksperci powołują się na rozmowy w Białym Domu, podczas których spekuluje się, że USA „nie mają wyboru” i muszą wygrać wojnę z Iranem, nawet sięgając do ataku jądrowego. Spekulacje te mają być wiarygodne, co potwierdzają m.in. profesor John Mearsheimer, była kongresmenka Marjorie Taylor Greene, doskonale poinformowany adwokat Robert Barnes, analityk CIA Larry Johnson, kluczowy ekspert podpułkownik Larry Wilkerson, wpływowy komentator Tucker Carlson, były zastępca dyrektora wywiadu narodowego Joe Kent, i inni. Jeśli desperacja Trumpa rzeczywiście sięga tak daleko, by rozważać użycie broni nuklearnej, to mamy do czynienia z wyjątkowo niebezpiecznym rozwojem wydarzeń. Należałoby mieć nadzieję, że doktryna tzw. “ograniczonej wojny nuklearnej” zostanie jednak oceniona przez amerykańskich decydentów z Pentagonu jako iluzja.

Oficjalne stanowisko Donalda Trumpa przeczy spekulacjom o wojnie jądrowej. Prezydent USA wprost oświadczył, że nie zamierza wykorzystywać broni jądrowej przeciwko Iranowi. Pytania dziennikarzy na ten temat określał mianem „głupich”, twierdząc, że USA są w stanie skutecznie zneutralizować irańskie zagrożenie za pomocą konwencjonalnych środków militarnych i drastycznych sankcji ekonomicznych.

Mimo deklaracji o chęci uniknięcia scenariusza nuklearnego, administracja Trumpa (w tym wiceprezydent J.D. Vance) regularnie powtarza, że w przypadku dalszej eskalacji ze strony Teheranu „wszystkie opcje pozostają otwarte”, a USA posiadają w swoim arsenale potężne narzędzia, których jeszcze nie zdecydowały się użyć.

Spekulacje z końca sierpnia oparte są na realnych wypowiedziach medialnych wymienionych wyżej ekspertów. Przeciwnicy tych spekulacji twierdzą, że stanowią one tylko element wewnętrznej debaty i narracji antywojennej w USA, a nie potwierdzenie oficjalnych planów Pentagonu. Grupa antywojenna tworzy spójne środowisko komentatorów skupionych wokół programu Tuckera Carlsona oraz niezależnych platform (np. kanał Dialogue Works lub podcasty sędziego Andrew Napolitano), na których regularnie goszczą Larry Johnson i płk Larry Wilkerson.

Skąd wzięły się te spekulacje? Pod koniec sierpnia Tucker Carlson wyemitował wywiad z Joe Kentem (byłym dyrektorem ds. walki z terroryzmem), w którym ostro skrytykował administrację za przedłużający się i nieskuteczny konflikt konwencjonalny z Iranem (w tym operację Epic Fury). Carlson podniósł argument, że z powodu powolnego tempa niszczenia głęboko ukrytych irańskich schronów atomowych, w Waszyngtonie „zaczęły się dyskusje o taktycznej amunicji nuklearnej”. Podobne tezy o tym, że USA „rozważają opcję nuklearną”, promował w tym samym czasie płk Larry Wilkerson

Czy te doniesienia są wiarygodne? Ani Pentagon, ani wywiad USA, ani sojusznicy z NATO nie potwierdzają tych doniesień. Sekretarz Wojny Pete Hegseth jednoznacznie oświadczył, że amerykańska strategia opiera się wyłącznie na precyzyjnych uderzeniach konwencjonalnych, cyberwojnie i tłumieniu elektronicznym.

Komentatorzy wskazujący na realność opcji atomowej są krytykowani za motywacje polityczne. Wymienione osoby (jak Marjorie Taylor Greene, Joe Kent czy Robert Barnes) tworzą tzw. izolacjonistyczne, antywojenne skrzydło ruchu MAGA. Ich celem jest wywarcie nacisku na administrację, aby zakończyła interwencje na Bliskim Wschodzie. Mają celowo używać czarnych scenariuszy („stoimy na progu nuklearnej wojny światowej”), aby zmusić Biały Dom do deeskalacji i powrotu do dyplomacji.

Wybitny politolog John Mearsheimer (również goszczący u Carlsona) analizuje sytuację przez pryzmat teorii realizmu. Nie twierdzi on, że USA planują zrzucić bombę, lecz ostrzega przed niekontrolowaną spiralą eskalacji – jeśli Iran odpowie asymetrycznie i zablokuje m.in. Cieśninę Ormuz, zdesperowane mocarstwo może teoretycznie sięgnąć po środki ostateczne, co czyni konflikt skrajnie niebezpiecznym.

Wszyscy wskazują, że doniesienia o niebezpieczeństwie wojny jądrowej są prawdziwe jako opis debaty medialnej. Zdaniem analityków podważających scenariusz użycia broni atomowej traktowanie jednak tej debaty jako twardego dowodu na to, że USA przygotowują atak nuklearny na Iran, jest nadinterpretacją. Służą one jako retoryczne ostrzeżenie przed skutkami wojny, a nie opis oficjalnych planów wojskowych.

Oby mieli rację. Poza tym „Pieniądz jest nerwem wojny”.

Autorstwo: Rebeliantka
Źródło: Ekspedyt.org

Titanic uderzył już w górę lodową, teraz nabiera wody

Titanic uderzył już w górę lodową, teraz nabiera wody

„Kiedy benzyna będzie kosztować 10 złotych?”

– Ugrupowanie Huti przejęło cieśninę Bab el-Mandab. Nie mogą tam teraz płynąć statki Arabii Saudyjskiej transportujące ropę. Na Ukrainie tuż przy polskiej granicy spadły rosyjskie(?) drony. Nie chodzi więc o to, czy paliwo będzie po 10 złotych – nie będzie go po prostu – mówi Piotr Szlachtowicz w 32-minutowym podcaście, w którym jego rozmówcą jest dr Leszek Sykulski:

Iran zdecydowanie wygrywa wojnę rozpętaną przez USA i Izrael – stwierdza dr L. Sykulski. – Napastnicy nie osiągnęli żadnych ze swych celów wyznaczonych w czerwcu ub.r. oraz w drugiej odsłonie 28 lutego. Jednym z tych nieosiągniętych celów było zniszczenie szyickiej osi oporu, tj. Iranu, Hezbollahu, Huti oraz milicji irackiej. Nie udało się.

W ostatnich dniach Hutis bardzo szybko zdobyli kontrolę nad cieśniną Bab el-Mandab oraz zniszczyli ropociąg Wschód-Zachód. Arabia Saudyjska straciła ostatni kanał eksportu ropy. No i pytanie „Kiedy benzyna po 10 złotych?” – Skutki już widzimy i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miało się coś zmienić.

Donald Trump jest w opałach – na początku listopada odbędą się w USA wybory połówkowe do Kongresu. Republikanie, zaplecze Trumpa, stracą zapewne większość. Trump nie wyjdzie chyba suchą nogą z sytuacji, którą sam stworzył.

Iran otrzymuje dane wywiadowcze od Chin, a Hutis mają wsparcie 200 specjalistów irańskich Strażników Rewolucji.

W sobotę i niedzielę obradowały państwa BRICS. Wzrasta rola globalnego Południa, wśród których wyłaniają się trzy największe mocarstwa: Chiny, Rosja i Indie. Tak więc Rosja nie była, nie jest i nie będzie izolowana na arenie światowej. Jest jednym z mocarstw, które układają nową architekturę porządku międzynarodowego.

W Polsce po staremu. Grzegorz Braun rozwalił pomnik UPA. Było trochę krzyku wokół tej sprawy, ale był ten krzyk jakby przytłumiony. Był to pomnik wystawiony bez administracyjnej zgody. Skąd w ogóle pomniki ludobójców w Polsce? – Dr Sykulski mówi o ogromnych wpływach ukraińskiego lobby. Wywiad, służby i lobby ukraińskie w naszym kraju sprawiają służbom kontrwywiadu liczne problemy, ale polityka rządzących III RP idzie w innym kierunku, w stronę zaostrzenia kar wobec Polaków, którzy krytyczni są wobec proukraińskiej polityki rządu. Zaostrzenie kar ma dotyczyć także tych, którzy zaprzeczają temu, że jest to napastnicza wojna Rosji.

Nastąpiło odwrócenie pojęć, pojawia się określenie ‚żołnierze UPA’, a przecież nie byli to żołnierze, lecz bandyci i ludobójcy. Widać, że politycy III RO są trzymani na ukraińskiej smyczy. Mówi dr Sykulski: „Nie mam wątpliwości, że nie ma w wykazach korzyści majątkowych wielu polityków, oficerów i samorządowców ‚prezentów’ uzyskanych od kijowskiego reżimu”.

No i drony przy polskiej granicy – następuje podbijanie bębenka wojennego pod amerykańskie dyktando. Władze III RP zdają się nie zauważać, że US-armia zaczyna się ulatniać z Europy. Poczucie, że ta armia nas obroni jest bardzo złudne. Jeśli powstałaby stała baza amerykańska, nie będzie ona straszakiem, lecz wabikiem, na co wskazują tegoroczne wydarzenia w Zatoce Perskiej.

I jeszcze parę słów o Rosji i jej zamierzeniach na Ukrainie. Mówił o tym ostatnio szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow: Ukraina (już okrojona lub podzielona) ma stać się dla Federacji strefą buforową, tzn. mieć mocno zredukowane siły zbrojne i nie być członkiem NATO. Wchodzi w rachubę podział Ukrainy na trzy części: wschodnie ziemie (cztery obwody oraz Krym) byłyby częścią Federacji Rosyjskiej. Środkowa Ukraina ze stolicą w Kijowie, z dostępem lub bez dostępu do morza, byłaby państwem niezaangażowanym, a zachodnia, neobanderowska radziłaby sobie sama.

Ogromne problemy mamy jak w banku. Będziemy zapewne sąsiadować z państwem, w którym szerzą się w największym stopniu neobanderowskie i szowinistyczne idee połączone z eksportem broni i terroryzmem. Polska i Unia Europejska znajdują się na równi pochyłej.

Mówi dr L. Sykulski: „Titanic uderzył już w górę lodową, teraz nabiera wody”.

Opracował: Zygmunt Białas

Eksperci ogłaszają nieuchronny kryzys paliwowy, ponieważ wojny globalne ograniczają dostawy

Eksperci ogłaszają nieuchronny kryzys paliwowy, ponieważ wojny globalne ograniczają dostawy

Symplicjusz 16 września 2026 r. simplicius76-substack-com.translate.goog/p/experts-declare-fuel-crisis-imminent

Eksperci na całym świecie ogłaszają, że zbliża się poważny kryzys paliwowy, a wszystko to z powodu zbiegu okoliczności, w tym wzajemnych ataków energetycznych Ukrainy i Rosji, a także nagłego wzrostu presji osi Huti-Iran na krytyczną infrastrukturę energetyczną Arabii Saudyjskiej.

https://www.wsj.com/business/energy-oil/dyrektorzy-naftowi-mówią-że-nadchodzi-wielki-kryzys-paliwowy-b6b32030

WSJ podaje:

Amerykańscy szefowie firm naftowych od miesięcy ostrzegali, że przedłużające się zamknięcie Cieśniny Ormuz z pewnością doprowadzi do kryzysu paliwowego. Teraz twierdzą, że kryzys już nastąpił.

Zapasy paliw komercyjnych na całym świecie kurczą się od ponad sześciu miesięcy, a strategicznych rezerw ropy naftowej nie da się już bardziej wykorzystać.W zeszłym tygodniu ataki zamknęły kluczowy rurociąg naftowy w Arabii Saudyjskiej, który omijał Cieśninę, co spowodowało, że co najmniej 2,5 miliona baryłek dziennie utknęło na i tak już napiętym globalnym rynku ropy, szacują analitycy.

Najnowszym powodem była informacja, że ​​Arabia Saudyjska odwołuje „transporty ropy naftowej” do Europy do końca września, a obecnie pojawiają się pogłoski, że zakaz ten będzie obowiązywał również w październiku.

W ciągu ostatnich kilku dni Huti przeprowadzili duże ataki na saudyjską infrastrukturę naftową, w tym na zakłady Aramco o współrzędnych geograficznych 18.485593 i 42.505660 :

PILNE: Załadunek ropy w Janbu, głównym porcie Arabii Saudyjskiej nad Morzem Czerwonym, został wstrzymany po wcześniejszym ataku na rurociąg wschód–zachód, podaje Reuters.

Zbiorniki na ropę płoną po ataku rakietowym Huti na zakład Aramco Abha Bulk Plant na północ od Abhy w Arabii Saudyjskiej.

18.485593, 42.505660

Około 500 mil dalej, rafineria ropy naftowej Yasref w mieście Janbu nad Morzem Czerwonym również została trafiona:

List z Hormuz@ HormuzLetter

PILNE: Jemeńscy Huti najwyraźniej zaatakowali dziś rano rafinerię ropy naftowej YASREF w Janbu na saudyjskim wybrzeżu Morza Czerwonego, spółkę joint venture Aramco-Sinopec o wydajności 400 000 baryłek dziennie i jednego z największych eksporterów oleju napędowego nad Morzem Czerwonym.

Na nagraniu widać duży pożar, w którym…

13:43 · 15 września 2026

Tymczasem krytyczny rurociąg Wschód-Zachód, który miał służyć jako ratunek dla przekierowania przepływu ropy naftowej z Ormuzu, został zauważony na nowych zdjęciach satelitarnych Maxar po ataku, który unieruchomił go 10 września. Według doniesień, wiele stacji pomp wzdłuż długiej trasy zostało zniszczonych , co sprawiło, że atak był znacznie poważniejszy, niż początkowo szacowano:Nie można załadować wideo.

Jest mało prawdopodobne, że kopalnia zostanie ponownie otwarta w najbliższym czasie. Eksperci, którzy rozmawiali z agencją Reuters, szacowali, że potrwa to kilka tygodni, z możliwymi „częściowymi” przepływami ropy naftowej przed upływem tego terminu:

https://www.reuters.com/business/energy/awaria-rurociągu-saudyjskiego-zagraża-stratą-globalnej-podaży-ropy-2026-09-13/
https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-09-15/mbs-and-saudi-arabia-face-crisis-with-key-oil-pipeline-shut-for-weeks

Jednakże, biorąc pod uwagę, jak łatwo było trafić na tę stronę, kto może powiedzieć, że strony odpowiedzialne – niezależnie od tego, czy znajdowały się w Iraku, czy w Jemenie – nie mogły po prostu po prostu dalej ją odwiedzać?

Ceny oleju napędowego w USA gwałtownie wzrosły:

List Kobeissi@ KobeissiLetterPILNE: Ceny oleju napędowego w USA oficjalnie wzrosły do ​​nowego rekordu 6,26 USD/galon, co oznacza wzrost o ponad 80% w ciągu 9 miesięcy. Kierowcy ciężarówek płacą teraz za galon oleju napędowego o prawie 3,00 USD więcej niż w styczniu. To podniosło średnie ceny benzyny w Kalifornii, jednym z najdroższych…

17:44 · 15 września 2026 · 195 tys. wyświetleń


126 odpowiedzi · 369 repostów · 2,77 tys. polubień

Trump zrzucił winę za kryzys na rynku diesli na ukraińskie strajki na rosyjską infrastrukturę rafinerii dieslowych:Nie można załadować wideo.

Cóż za niespójna, leniwa, hipokrytycznie pozbawiona zasad i po prostu chamska polityka zagraniczna: „Niech uderzają w co chcą, ale na razie nie w diesla, bo tam czekają nas poważne wstrząsy!”

Ten rodzaj krótkowzrocznej, nieudolnej dyplomacji przypomina chaotyczne gaszenie kolejnych pożarów, jednocześnie nieumyślnie wzniecając nowe. Trump uważa, że ​​Stany Zjednoczone mogą działać bezmyślnie i wrogo wobec całego świata, bez skrupułów dostarczając broń Ukrainie, by zniszczyć główne sektory rosyjskiej infrastruktury, bezlitośnie atakując Iran itd., a potem zastanawia się, dlaczego skutki uboczne zaczynają zatruwać krajową gospodarkę.

Obecnie rentowność globalnych obligacji zarówno w USA, jak i w Europie gwałtownie wzrosła. 10-letnie obligacje USA i Wielkiej Brytanii osiągnęły najwyższy poziom od 2007 r., a 10-letnie obligacje Niemiec podobno osiągnęły najwyższy poziom od 2006 r.

PILNE: Rentowność 10-letnich obligacji wzrosła do 5,04%, najwyższego poziomu od lipca 2007 r.

To podniosło średnie oprocentowanie 30-letniego kredytu hipotecznego do 7,17%.

Posiadanie domu oficjalnie stało się luksusem. –Źródło

W ramach swojej nieudolnej i sztucznej próby naprawienia sytuacji Trump ogłosił wzajemne zawieszenie broni w dostawach energii, do którego nigdy nie doszło. Był to kolejny z długiej serii oszustw mających na celu uspokojenie napięć na rynku krajowym:

Zarówno Zełenski, jak i przedstawiciele Rosji zaprzeczają istnieniu zawieszenia broni, a dowodem na to jest fakt, że dziś rano oba kraje zaatakowały obiekty energetyczne przeciwnika.

Rosyjski analityk Wiktor Leonow podzielił się ciekawą teorią , która zakłada, że ​​Rosja i Iran współpracują ze sobą, aby obalić zachodni porządek monetarny i gospodarczy:

Dlaczego Iran i Rosja atakują obiekty energetyczne?

Podczas wojny na Ukrainie i napięć na Bliskim Wschodzie, stacje benzynowe, magazyny ropy naftowej i paliw, obiekty energetyczne, infrastruktura i rafinerie są stale atakowane przez Rosję i Iran. Jednocześnie szlaki transportowe i energetyczne, takie jak Cieśnina Ormuz i Bab al-Mandab, są całkowicie zamknięte. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Rosja i Iran działają w koordynacji i jaki jest ich cel?

Odpowiedź na te pytania wynika z faktu, że Rosja i Iran wspólnie uzgodniły, że zniszczą zachodni i amerykański system kapitalistyczny, wywołując kryzys energetyczny poprzez atakowanie obiektów energetycznych i szlaków transportowych.Równanie wygląda następująco: atakowanie i niszczenie tych obiektów zmniejsza produkcję i dostawy energii, podczas gdy zamknięcie Cieśniny Ormuz i Bab al-Mandab w podobny sposób ogranicza dostawy i dostępność na poziomie globalnym.

W rezultacie ceny paliw i energii zaczynają rosnąć i gwałtownie rosnąć. Rosnące ceny oznaczają większą presję na globalny sektor przemysłowy, który musi zapewnić sobie paliwo po znacznie wyższych cenach. Jednocześnie rosną koszty transportu, a inflacja gospodarcza zaczyna rosnąć.W rezultacie banki centralne są zmuszone do podniesienia stóp procentowych, aby kontrolować inflację, co z kolei spowalnia i osłabia gospodarkę. W ten sposób produkcja i aktywność fabryk stopniowo słabną, a sektor przemysłowy stoi w obliczu poważnego zagrożenia.

W ten sposób Rosja i Iran narażają przemysł, wzrost gospodarczy i obecny porządek świata na ryzyko, do tego stopnia, że ​​fabryki mogą zostać zamknięte, a przemysł w obecnej formie może nie być już w stanie kontynuować działalności. Ponieważ przemysł jest kamieniem węgielnym współczesnego kapitalizmu, krok po kroku obecny porządek świata zmierza ku upadkowi wraz z rozwojem kryzysu energetycznego.

Dlatego Rosja i Iran chcą wykorzystać tę drogę, aby obalić i przekształcić obecny porządek świata, któremu przewodzą Stany Zjednoczone w sposób jednobiegunowy. Z tego powodu należy spodziewać się dalszych bombardowań stacji benzynowych, składów ropy naftowej, gazu i paliw, a także kolejnych ataków na obiekty i infrastrukturę energetyczną.

Nie jestem przekonany, że to aż tak skoordynowana operacja „zniszczenia kapitalizmu”, ale to interesujący kierunek myślenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Iran i Rosja są w stanie wzmocnić własne szlaki handlowe na wschód, jednocześnie blokując zachodnie linie energetyczne. Bardziej prawdopodobne jest, że Rosja i Iran po prostu reagują defensywnie, aby zaszkodzić swoim przeciwnikom w ich najbardziej wrażliwych punktach. Rosja chętnie dostarczała energię Zachodowi, aby podtrzymać zachodni „porządek kapitalistyczny”, dopóki Ukraina nie zaczęła zatruwać rosyjskiej infrastruktury energetycznej.

Stawka za wynajem supertankowca na trasie z Zatoki Perskiej do Chin po raz pierwszy w historii osiągnęła 1 milion dolarów dziennie.

W chwili pisania tego tekstu różne doniesienia twierdzą, że Huti zaminowali Bab al-Mandab, co wydaje się być sprzeczne z ich wcześniejszymi twierdzeniami, że jedynie transporty z Arabii Saudyjskiej mają zakaz tranzytu:

Sieć Faytuks@ FaytuksNetworkHuti zaminowali cieśninę Bab al-Mandab – poinformowało jemeńskie źródło wojskowe w niemieckiej agencji prasowej DPA

22:26 · 15 września 2026 · 29,5 tys. wyświetleń


23 odpowiedzi · 154 reposty · 556 polubień

Jeśli doniesienia okażą się prawdziwe — w połączeniu z zakrojonymi na szeroką skalę atakami na saudyjską infrastrukturę naftową — może to być zapowiedź szeroko zakrojonej kampanii mającej na celu zadanie saudyjskiemu reżimowi gospodarczego ciosu.

Jedno jest pewne: podczas gdy Trump nadal traktuje konflikt z Iranem jako luźną dywersję lub plac zabaw dla próżności, Iran posuwa się do skrajności. Dla Iranu konflikt ma charakter egzystencjalny, co wyraźnie pokazują dwa ostatnie wydarzenia:

Po pierwsze: krążą pogłoski, że Iran przygotowuje się do zmobilizowania miliona osób na szkolenia i utworzenia 1000 batalionów rezerwowych, zwanych „batalionami oporu narodowego”, w ramach przygotowań do ewentualnego przyszłego konfliktu.

Iran Observer@ IranObserver0⚡️NAJNOWSZE: Wszyscy Irańczycy otrzymali wiadomość SMS z prośbą o rejestrację do mobilizacji Irańskie siły zbrojne rozpoczynają szkolenie 1000 nowych batalionów (około miliona osób) Szkolenie nie potrwa długo, ponieważ w Iranie obowiązuje obowiązkowa służba wojskowa dla wszystkich mężczyzn

7:19 · 15 września 2026 · 536 tys. wyświetleń


176 odpowiedzi · 1,37 tys. repostów · 7,76 tys. polubień

Potwierdzając powyższe wiadomości, Jerusalem Post podaje, że w całym Iranie pojawiły się billboardy promujące przyłączenie się do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Jerusalem Post pisze o nowej kampanii:

Apel wolontariuszy o mobilizację młodzieży

Macmillan podkreślił, że Iran próbował zmobilizować młodzież za pomocą tego przekazu, oferując szkolenia z zakresu obsługi broni, czytania map i udzielania pierwszej pomocy niezbędne w strefach działań wojennych. Działania te miały być częścią kampanii mającej na celu rozszerzenie oddziałów w stylu Basidż poza „zwykłych” zwolenników.

Nowa marka bojowników pokaże Irańczykom i Zachodowi, że reżim „nadal potrafi organizować masowe uczestnictwo po miesiącach napięć”, pomimo zawirowań gospodarczych, wojny i brutalnego tłumienia protestów – powiedział.

„To apel wolontariuszy, przekazywany oficjalnymi kanałami i masową pocztą SMS. To oficjalna infrastruktura kampanii rządu irańskiego, komunikat mobilizacji polityczno-wojskowej, a nie neutralne ogłoszenie w służbie publicznej” – zauważył.

Po drugie, irańskie źródła donoszą , że prominentny irański poseł twierdzi, iż grupa parlamentarzystów przygotowała „pilny projekt ustawy” w sprawie wycofania się Iranu z ustawy o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Projekt ustawy ma zostać poddany pod głosowanie po zatwierdzeniu go przez „radę przewodniczącego” parlamentu.

Najbardziej uderzającą częścią wywiadu posła jest jego bezpośrednie wezwanie do tego, aby Iran uzyskał broń jądrową, biorąc pod uwagę, że agresja USA sprawiła, że ​​stało się to „nieuniknioną koniecznością”:

„Lepiej jest przeprowadzić niezbędne testy broni jądrowej tak szybko, jak to możliwe”, ponieważ Iran potrzebuje odstraszania nuklearnego, a posiadanie broni jądrowej jest obecnie „nieuniknioną koniecznością”.

Oczywiście, nie możemy przesadzać, ponieważ tacy zapalczywi ustawodawcy już się pojawili, a inicjatywa prawdopodobnie nie przyniesie żadnych rezultatów, zwłaszcza że prezydent Iranu Pezeshkian nadal sprzeciwia się pozyskiwaniu broni jądrowej. Wszystko to jednak pokazuje, że irańscy przywódcy i naród stają się coraz bardziej twardzi, jednocząc się wokół zjednoczonego rdzenia i traktują ataki osi amerykańsko-izraelskiej na ich kraj jako egzystencjalne zagrożenie, z którym należy się zmierzyć jak z rakiem, a nie jako z popisem wizerunkowym dla własnych zysków.

W związku z tym CBS „wyciekło” z sieci, ujawniając serię nowych zdjęć przedstawiających nigdy wcześniej niepublikowane sceny zniszczeń w bazach amerykańskich po atakach Iranu:

https://www.cbsnews.com/news/new-photos-damage-us-kuwait-saudi-arabia-iran-drone-missile-attacks

Mario Nawfal podaje listę zniszczonych aktywów :

Aktywni żołnierze przesłali zdjęcia anonimowo.

Słowa jednego z żołnierzy: „Nie bronimy tych baz. Po prostu patrzymy, jak są niszczone”.

Zdjęcia rzekomo przedstawiają: –

Baza Lotnicza Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej:E-3 Sentry z ogonem oderwanymod zwęglonego kadłuba.

– Baza Lotnicza Prince Sultan: opustoszałe budynki i koszary stojące obok nienaruszonych betonowych murów obronnych, fortyfikacji zbudowanych dla moździerzy i granatów w wojnie toczonej z odległości 300 mil.

– Obóz Buehring w Kuwejcie: zniszczone rzędy przyczep na głównym obszarze postoju wojsk lądowych i pancernych.

– Obóz Buehring: spalone pojazdy na otwartej przestrzeni.

– Obóz Arifjan w Kuwejcie: uszkodzenia konstrukcyjne budynku w największym amerykańskim centrum logistycznym w regionie.

– IG naliczył prawie 60 utraconych samolotów i 3,7 miliarda dolarów strat w sprzęcie w ośmiu krajach.

Hegseth nazwał pociski, które zabiły sześć osób w Shuaiba, „sikawkami”, co oznacza pocisk, który przedostaje się przez działającą obronę.

Na zdjęciach widać, że obrona nie działa, a ludzie w środku ogrodzenia o tym wiedzą.

Źródło: CBS News / Autor: Daniel

W nowym raporcie Pentagonu wymieniono „oficjalne straty” poniesione w wyniku nieudanej wojny:

Niektórzy analitycy przeliczyli te liczby i doszli do wniosku, że straty poniesione w trakcie operacji Epic Fury w każdym locie bojowym były jednymi z najwyższych w historii USA:

Oczywiste jest, że Iran dopiero zaczyna, a historyczny błąd Trumpa zapoczątkował odnowę narodową, która prawdopodobnie nigdy więcej nie wyhamuje, teraz, gdy dżin został wypuszczony z butelki, a bezprecedensowa słabość USA została ujawniona.

Patruszew: Sikorski to ignorant i megaloman

Patruszew: Sikorski to ignorant i megaloman

Wypowiedzi Radosław Sikorskiego w Kijowie, w których przekonywał, że w razie konfliktu zbrojnego – Rosja zostanie pokonana w sześć tygodni – odbiły się szerokim echem w Moskwie. Wypowiedział się na ten temat, na [portalu aif.ru,  doradca prezydenta Władimira Putina Nikołaj Patruszew:

„Polski minister spraw zagranicznych Radsław Sikorski, przemawiając w Kijowie, powiedział, że jeśli Rosja zaatakuje Polskę, Warszawa pokona Moskwę, ponieważ ma ona przytłaczającą przewagę militarną. Co to jest, pusta brawura czy te słowa należy traktować poważnie?

————————————————————————————–

Na to pytanie aif.ru zwrócił się do asystenta prezydenta Rosji Nikołaja Patruszewa.

Witalij Cepljajew, aif.ru: Nikołaj Platonowiczu, spotkał się pan kiedyś z Sikorskim. Jak traktować jego słowa?

Nikołaj Patruszew: Tak, spotkałem się z Sikorskim wiele lat temu. Zaskoczył mnie swoją ignorancją w dziedzinie historii i Rosji. Z radością stwierdził, że nigdy nie był w Petersburgu, nie miał pojęcia o soborze św. Izaaka i innych ikonicznych miejscach miasta.

Dziś Sikorski i inni przedstawiciele polskiej elity twierdzą, że  restytuują  polską wielkość. W rzeczywistości reanimują niezdrowe ambicje, ogłaszając plany ożywienia „Polski od morza do morza”, stworzenia „kordonu sanitarnego” przeciwko Rosji oraz ochrony Europy przed mitycznym „rosyjskim zagrożeniem”. Zafascynowany militaryzmem, Sikorski nie chce słyszeć słów prezydenta Rosji, że Rosja nikomu nie zagraża, a nasz kraj nie ma powodu, by prowadzić operacje wojskowe przeciwko Europie.

Wygląda na to, że polscy przywódcy zapomnieli lekcje historii. Zapomnieli, jak oddziały Minina i Pożarskiego na początku XVII wieku wyrzuciły ich przodków z naszego kraju. Zapomnieli, ile pieniędzy Imperium Rosyjskie inwestowało w Królestwo Polskie, które, nawiasem mówiąc, było znacznie bogatsze i wolne niż inne części imperium. Warszawa depcze także pamięć o roli Związku Radzieckiego w wyzwoleniu Polski spod okupacji nazistowskiej, w przywróceniu suwerenności i władzy oraz w powojennym dobrobycie.

Innymi słowy, w swoim rusofobicznym szaleństwie Sikorski, podobnie jak jego długoletni poprzednicy, raz po raz pokazuje niechęć do zapewnienia pokojowego istnienia Polski, dobrobytu jej mieszkańców, a zamiast tego depcze na tym samym historycznym bagnie.

Jeśli chodzi o ocenę siły Warszawy, szef polskiej dyplomacji wyraźnie dyletancko ocenia siłę militarną naszego kraju, nie chcąc zrozumieć, że podczas specjalnej operacji wojskowej rosyjskie siły zbrojne wcale nie wykorzystują pełnego potencjału. Mówiąc o przewadze militarnej Polski nad Rosją, Sikorski najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że w przypadku przystąpienia Polski do działań wojennych z Rosją nasz kraj wykorzysta cały arsenał sił i środków, które ma do dyspozycji, a państwowość Polska przestanie istnieć w ciągu 2-3 dni”.