Iran zaatakował amerykańskie cele w Omanie i Katarze

Koniec zawieszenia broni?

Iran zaatakował amerykańskie cele

w Omanie i Katarze

12 lipca 2026 pch24/koniec-zawieszenia-broni-iran-zaatakowal-amerykanskie-cele-w-omanie-i-katarze

ormuz-e1775158192696.jpg
Cieśnina Ormuz, zdjęcie ilustracyjne / fot. U.S. Navy photo by Mass Communication Specialist 3rd Class J. Alexander Delgado/Released / Public Domain

Irańska Gwardia Rewolucyjna poinformowała w niedzielę nad ranem, że w odwecie za naloty USA przeprowadziła uderzenia na jednostki sił amerykańskich w Omanie i Katarze. Z kolei USA zaatakowały ostatniej nocy Iran – tym razem w odpowiedzi na ostrzały statków handlowych w rejonie cieśniny Ormuz.

Siły powietrzne Gwardii Rewolucyjnej dokonały „silnych uderzeń” na jednostki wsparcia i tankowania grupy jednego z amerykańskich lotniskowców, zlokalizowane w porcie Dukm w Omanie – przekazano w komunikacie przytoczonym przez agencję Reutera.

Dodano, że Gwardia Rewolucyjna zaatakowała także pociskami balistycznymi wykorzystywaną przez amerykańskie lotnictwo bazę Al-Udeid w Katarze. Według Teheranu w ataku zniszczono centrum serwisowania myśliwców oraz ośrodek dowodzenia i kontroli.

Iran twierdzi również, że uderzył w amerykańską infrastrukturę militarną w Jordanii i Kuwejcie – dodał Reuters. Armia Kuwejtu poinformowała, że odpiera „wrogi atak powietrzny”. Według agencji AP ataki objęły również cele w Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych przeprowadziły wcześniej naloty na ok. 140 irańskich celów wojskowych – poinformowało Dowództwo Centralne USA (CENTCOM). Był to trzeci i według CENTCOM najsilniejszy, amerykański atak na Iran w tym tygodniu. W sumie zaatakowano w nich 300 irańskich celów.

Amerykańska armia podkreśla, że naloty są odpowiedzią na irańskie ostrzały statków handlowych w cieśninie Ormuz. IRGC potwierdziła, że w nocy z soboty na niedzielę zaatakowano dwie jednostki, które nie stosowały się do irańskich zaleceń przy przechodzeniu przez ten akwen.

Kwestia żeglugi przez Ormuz to jeden z kluczowych punktów zawartego 17 czerwca wstępnego porozumienia rozejmowego USA z Iranem. Sprzeczne interpretacje zapisów w sprawie cieśniny doprowadziły jednak do oskarżeń o wzajemne łamanie porozumienia i nowych ataków.

Źródło: PAP

To nie deszcz pada – plują nam po prostu w twarz

To nie deszcz pada – plują nam po prostu w twarz

Dziś obchodzą Polacy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Ludobójstwa dokonanych przez OUN /UPA. Wspomniał o tym redaktor naczelny tygodnika ‚Myśli Polskiej’ Jan Engelgard w podcaście zatytułowanym „Budanow atakuje Polskę”:

Wzrosło napięcie w kręgach politycznych i medialnych na Ukrainie. Szef kancelarii Zełenskiego Kyryło Budanow napisał: „Oni  [tj. Polacy] przygotowują cały szereg działań prowadzących do eskalacji. […] Ostatnio Rosja próbowała postawić nam ultimatum, ale Rosja jest nieco potężniejsza niż Polska, a my i tak go nie przyjęliśmy. Dlaczego więc ktoś sądzi, że przyjmiemy coś z innej strony. Nie należy z nami rozmawiać za pomocą ultimatów. […] Każdy przejaw nieprzyjaznej polityki spotka się z naszą reakcją”.

Brzmi to groźnie, szczególnie w sytuacji, gdy na liście ludzi do odstrzału, na ‚Myrotworcu’, znaleźli się następni polscy politycy: szef kancelarii prezydenta Nawrockiego Zbigniew Bogucki oraz czołowy polityk Konfederacji Ewa Zajączkowska-Hernik. Tak więc już kilkudziesięciu Polaków znalazło się w tym zabójczym zestawieniu. Dr Mateusz Piskorski zaapelował do władz III RP, by zadziałały w tej obrzydliwej sprawie.

Kyryło jest człowiekiem Waszyngtonu, czuje się mocny – kontynuuje dr Piskorski. – I Kijów będzie tę eskalację rozwijał. Widać wzmożoną aktywność Ukraińców w Polsce, a w retoryce kijowskiej jesteśmy w czołówce wrogów Ukrainy. Problem będzie narastał. W końcu może się zdarzyć, że na liście ‚Mirotworca’  znajdzie się prezydent RP Karol Nawrocki [tu dodam, że byli na niej przez pewien okres papież Franciszek, Viktor Orban czy Michaił Gorbaczow – przypis ZB].

Miasto Lwów ogłosiło nagle rok 2027 rokiem Szuchewicza – mówi Jan Engelgard. – Jest to jawna demonstracja przeciw Polsce. Skąd ta pewność siebie? – Szef ‚Myśli Polskiej’  twierdzi, że istotny jest czynnik amerykański. Jest przyzwolenie USA i tak Polska znalazła się w bardzo trudnej sytuacji [w kleszczach między neobanderowską Ukrainą i zbrojącymi się na potęgę Niemcami – przypis ZB].

08 lipca 2026 – Kijów po rosyjskim ataku

Polacy nie mają już kart wobec Ukrainy – mówi Olaf Swolkień. – Nie mamy już co dać, bo wszystko daliśmy. Według Ukraińców batalię Nawrocki- Zełenski wygrał ten drugi. Zełenski uwolnił się przy tym z niewygodnej sytuacji miłości z Polską i może teraz jawnie czcić nazistów. Polacy niewiele mogą, bo tkwią w ramach mentalnych, które sprawiają, że nie potrafią wyciągnąć wniosków i zastosować twardych i skutecznych działań.

Polscy politycy tkwią w micie, że mamy wspólnego wroga, i teraz poza symbolicznymi gestami czy pojękiwaniem, że nasza wrażliwość jest urażona, niewiele możemy. Gdybyśmy powiedzieli, że przestajemy dotować Ukrainę, że nie płacimy za starlinki, a potem krok za krokiem ograniczylibyśmy bezpłatne usługi dla ukraińskich emigrantów, to inaczej śpiewałby kijowski reżim. 

Czy tylko USA narzucają nam antyrosyjską i proukraińską politykę? – pyta Olaf Swolkień. – Nie tylko. Część polityków III RP naprawdę wierzy w to, że Rosja jest naszym odwiecznym wrogiem i lada chwila na nas napadnie, a Ukraina jest naszym przyjacielem.

„Filozofię” tych fantastów odzwierciedla wypowiedź wysokiego urzędnika MSZ, że ‚najważniejsze jest to, że Ukraińcy zabijają Rosjan’. Ci ludzie powinni się leczyć – podsumowuje Olaf Swolkień.

Zygmunt Białas

Marandi: Dalsze ataki USA mogą wywołać globalny szok naftowy i gospodarczy

Marandi:

Dalsze ataki USA

mogą wywołać

globalny szok

naftowy i gospodarczy

Walki wokół Cieśniny Ormuz ponownie się zaostrzają. Po kolejnych amerykańskich nalotach na cele w południowym Iranie i irańskich atakach odwetowych na bazy amerykańskie w regionie, irański politolog Seyed Mohammad Marandi stawia kluczowe pytanie:

Jak długo Cieśnina Ormuz może pozostać otwarta w tych warunkach?

Marandi argumentuje, że obecny kryzys nie został wywołany irańskimi atakami na statki, lecz wielokrotnymi naruszeniami przez Stany Zjednoczone Porozumienia o Porozumieniu (MoU) zawartego między obiema stronami. Według niego, Stany Zjednoczone wielokrotnie interweniowały militarnie, mimo że porozumienie nakłada na Iran odpowiedzialność za zapewnienie bezpieczeństwa żeglugi w Cieśninie Ormuz.

„Stany Zjednoczone podważyły ​​samo porozumienie”.

Według Marandiego, Iran nie atakował statków bez powodu. Ataki wymierzone były w tankowce, które pomimo wielokrotnych ostrzeżeń, korzystały z tras, które zdaniem Iranu naruszały nowe przepisy.

Oskarża Waszyngton o jednostronne utworzenie własnego korytarza żeglugowego i celowe zachęcanie statków handlowych do ignorowania irańskich instrukcji.

„Stany Zjednoczone podważyły ​​samo Porozumienie” – mówi Marandi.

Ormuz najsilniejszą bronią Iranu

Dla Marandiego prawdziwą siłą nacisku nie są rakiety i drony, ale kontrola nad Cieśniną Ormuz.

Jeśli Stany Zjednoczone będą kontynuować ataki lub nie wywiążą się ze swoich zobowiązań wynikających z memorandum, Iran może nałożyć coraz większe ograniczenia na żeglugę.

Jego przesłanie jest jasne:

Im mniejsza współpraca ze strony USA, tym mniej statków przepłynie przez Cieśninę Ormuz.

Czy świat stoi w obliczu szoku energetycznego?

Marandi zwraca uwagę, że globalne rynki energii od miesięcy znajdują się pod znaczną presją. Stany Zjednoczone nadal nie są w stanie uzupełnić dostaw ropy naftowej i produktów petrochemicznych, które zostały przerwane podczas wojny.

Jego zdaniem wznowienie wojny lub powszechna blokada Cieśniny Ormuz nie tylko wpłynęłyby na rynek ropy naftowej, ale także zachwiałyby łańcuchami dostaw i przemysłem na całym świecie.

„Im dłużej będzie trwał ten kryzys, tym bliżej będziemy globalnej katastrofy gospodarczej”.

Żadnych nowych rozmów nuklearnych

Według Marandiego na razie nie będzie żadnych nowych rozmów na temat irańskiego programu nuklearnego.

Teheran jasno dał do zrozumienia, że ​​wszystkie zobowiązania z pierwszego etapu memorandum muszą zostać wdrożone w pierwszej kolejności. Dopiero potem będą mogły rozpocząć się negocjacje w sprawie dalszych kwestii, takich jak sankcje czy program nuklearny.

Krytyka Trumpa

Marandi odrzuca również stwierdzenia Donalda Trumpa, że ​​irańska armia została w dużej mierze zniszczona.

Wyjaśnia, że ​​najważniejsze irańskie instalacje rakietowe, dronów i sił powietrznych znajdują się głęboko pod ziemią, a od czasu zawieszenia broni zostały jeszcze bardziej rozbudowane.

Według niego niedawne zdjęcia irańskich myśliwców przelatujących nad Meszhedem w trakcie pogrzebu zmarłego Najwyższego Przywódcy są dowodem na to, że potencjał militarny kraju pozostaje nienaruszony.

„Decyzja należy teraz do Waszyngtonu”.

Marandi uważa, że ​​dalszy przebieg kryzysu zależy wyłącznie od Stanów Zjednoczonych.

Jeśli strony będą przestrzegać porozumienia, żegluga i handel będą mogły stopniowo wrócić do normy.

Jeśli jednak USA będą kontynuować działania militarne i zignorują swoje zobowiązania, Iran wykorzysta swoje wpływy w Cieśninie Ormuz jako narzędzie nacisku.

Jego wniosek jest drastyczny:

Nie Iran, ale decyzje Waszyngtonu mogą zadecydować o tym, czy najważniejsza arteria energetyczna świata pozostanie otwarta, czy też globalna gospodarka stanie w obliczu nowego wstrząsu.

Znów mamy Dzień Świstaka w Cieśninie Ormuz!

Znów mamy Dzień Świstaka w Cieśninie Ormuz!

[Z powodu filmu „Dzień świstaka” z 1993 roku, wyrażenie to weszło do języka potocznego jako synonim monotonii, marazmu i sytuacji, w której każdy dzień wygląda dokładnie tak samo md]

12 lipca 2026 przez Larry C. Johnson sonar21/it-is-ground-hog-day-in-iran-again

To był pracowity tydzień, ponieważ Stany Zjednoczone całkowicie zerwały porozumienie, a tematem przewodnim było brzmienie piątego paragrafu porozumienia:

Po podpisaniu niniejszego porozumienia Islamska Republika Iranu dołoży wszelkich starań, aby umożliwić statkom handlowym bezpieczny przepływ z Zatoki Perskiej do Morza Omańskiego i odwrotnie, bez pobierania opłat przez okres 60 dni.

Nie powiedziano ani słowa o USA, Omanie ani żadnym innym kraju graniczącym z Zatoką Perską… Tylko o Iranie. Zgodnie z tym językiem Iran ustanowił protokoły Urzędu Zatoki Perskiej (PGSA), które określały, jak statki mogą bezpiecznie przepływać przez Cieśninę. Zamiast to zaakceptować, USA zaangażowały się w serię prowokacji mających na celu zakwestionowanie autorytetu Iranu.

W dniach 6-7 lipca Iran zaatakował co najmniej trzy statki handlowe w/w pobliżu Cieśniny Ormuz (np. pływający pod banderą Wysp Marshalla M/T Al Rekayyat, saudyjski M/T Wedyan, liberyjski M/T Cyprus Prosperity), które próbowały obejść protokoły PGSA. Stany Zjednoczone twierdziły, że było to naruszenie zawieszenia broni — nie było — i przystąpiły do ​​ataków na pozycje irańskie wzdłuż Cieśniny Ormuz. Iran odpowiedział, rozpoczynając ataki na cele amerykańskie w Kuwejcie i Bahrajnie.

Wymiana ciosów trwała do czwartku, po tym jak Iran przechwycił kolejne zbłąkane statki, a USA zaatakowały cele w Bandar Abbas i na wyspie Qemsh. W piątek nie było żadnych działań, ale Trump postawił Iranowi ultimatum: ogłosić Cieśninę Ormuz otwartą i zaprzestać stosowania siły wobec statków naruszających irański protokół PGSA. Kiedy to usłyszałem, przewidziałem, że USA zaatakują w ciągu 24 godzin… I tak się stało. Kilka kolejnych statków powiązanych z interesami Zachodu próbowało przebić się przez Cieśninę, a Iran je zaatakował. USA ponownie odpowiedziały atakami, w których podobno wykorzystano pociski ATACM i HIMARS.

W chwili pisania tego tekstu Iran wystrzelił rakiety w kierunku Kuwejtu, Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru (tj. bazy sił powietrznych Al Udeid) oraz jordańskiej bazy lotniczej Muwaffaq al Salti. Co więc będzie dalej? Jeśli przeszłość jest jakimkolwiek wyznacznikiem, Trump prawdopodobnie wyda oświadczenie w niedzielę lub wczesnym rankiem w poniedziałek, mające na celu uspokojenie rynków finansowych i powstrzymanie gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej. Chociaż nie mogę wykluczyć, że obecna sytuacja może się zaostrzyć i potrwać kilka dni, przypomnę, co wydarzyło się od 7 kwietnia 2026 roku.

Analizując dzień po dniu harmonogram po 7 kwietnia, widać wyraźny schemat – amerykańskie ataki na obiekty irańskie w piątek/sobotę, a następnie oświadczenie Trumpa o postępach w negocjacjach w niedzielę lub w poniedziałek rano – który pojawia się dwa razy, a trzy kolejne są bliskie spełnienia . Innymi słowy, może to być powtórka déjà vu – cytat przypisany Yogiemu Berrze. Oto szczegóły:

23–24 maja (sob.–niedz.): Trump oświadczył w sobotę 23 maja, że ​​porozumienie zostało „w dużej mierze wynegocjowane”, powtarzając to 24 maja – wyraźnie „pomimo trwających amerykańskich ataków wojskowych w tym regionie”. Oświadczenie o postępach w weekendzie, pomimo trwających ataków.

30–31 maja → poniedziałek, 1 czerwca. Dowództwo Centralne (CENTCOM) potwierdziło ataki na irańskie stanowiska radarowe i dronowe w Goruk i na wyspie Keszm przeprowadzone w sobotę i niedzielę w odpowiedzi na zestrzelenie amerykańskiego samolotu MQ-1 nad wodami międzynarodowymi. Następnie, w poniedziałek 1 czerwca, gdy irańskie media państwowe poinformowały o zawieszeniu rozmów, Trump zaprzeczył temu, twierdząc, że rozmowy trwają w „szybkim tempie”, reklamując „bardzo owocną rozmowę” tego dnia.

13–14 czerwca : W niedzielę 14 czerwca ogłoszono memorandum kończące wojnę. W poprzednich dniach mediatorzy określili to jako „sytuację odwetową” z „seriami uderzeń”, mimo że Trump ogłosił w czwartek 11 czerwca, że ​​odwołuje zaplanowane strajki.

20–22 czerwca : Iran ogłosił ponowne zamknięcie cieśniny Ormuz w sobotę 20 czerwca, Trump zagroził „przejęciem” cieśniny, a następnie niedzielne rozmowy w Szwajcarii zakończyły się „konstruktywnie” wspólnym oświadczeniem w poniedziałek, w którym pochwalono „pozytywną i konstruktywną atmosferę”. W tym przypadku weekendowe relacje były głównie irańsko-izraelskie.

26–28 czerwca → poniedziałek, 29 czerwca. Stany Zjednoczone zaatakowały irańskie cele wojskowe w weekend w odpowiedzi na ataki Teheranu na żeglugę, a działania wojenne trwały czwarty dzień z rzędu do niedzieli, 28 czerwca (w piątek 26 czerwca i sobotę 27 czerwca doszło do wymiany zdań). W niedzielę wysoki rangą urzędnik amerykański powiedział, że rozmowy techniczne są „na dobrej drodze” i obie strony „ustąpią”, a w poniedziałek, 29 czerwca, Trump opublikował „IRAN ZGŁOSIŁ SIĘ [prosząc ] O SPOTKANIE. ODBĘDZIE SIĘ JUTRO W DOHA!” — a Rubio i Witkoff poinformowali Kongres o wstępnym porozumieniu pokojowym w ten sam poniedziałek. Co znamienne, Trump spędził sobotę grożąc, że Iran „przestanie istnieć”, zanim przeszedł do poniedziałkowego ogłoszenia rozmów. Rozmowy się nie odbyły.

Na wschodnim wybrzeżu jest już wczesny ranek, a irańska odpowiedź na ataki USA trwa. Piłka jest teraz po stronie Trumpa… po raz kolejny. Jeśli zdecyduje się on odpowiedzieć siłą na irańskie ataki, Iran przeprowadzi jeszcze więcej ataków.

Pomimo agresywnych gróźb Trumpa, Stany Zjednoczone nie mogą pozwolić sobie na powrót do pełnoskalowej operacji wojskowej. Zapasy kluczowej amerykańskiej broni, w tym pocisków Tomahawk i JASSM, są na wyczerpaniu i nie można ich szybko uzupełnić, ponieważ USA nie dysponują przemysłową bronią i są sparaliżowane niedoborami w łańcuchu dostaw pierwiastków ziem rzadkich.


Planowałem wziąć dzień wolny, ale w świetle ostatniej wymiany rakiet i dronów, rozmawiałem z Sulaimanem Ahmedem, który żyje i ma się dobrze w Teheranie:

PILNE: USA NATYCHMIAST ZBOMBARDUJĄ IRAN Z UDZIAŁEM CIA Larry’ego Johnsona

Niemcy dążą do przywództwa: Co Merz robi, „aby uratować” NATO

Niemcy dążą do przywództwa: Co Merz robi, „aby uratować” NATO

Aleksander Cyganow o militaryzacji Niemiec, wynikach szczytu w Ankarze i prawdziwych powodach działań kanclerz Niemiec

tass-ru/opinions Aleksandr Cyganow , obserwator Centrum Analitycznego TASS 9 lipca,

© Morris MacMatzen/Getty Images

Moim zdaniem nie sposób sobie wyobrazić, aby przywódcy NATO odetchnęli z ulgą, słysząc zapewnienie prezydenta USA, że jego kraj nie opuścił Sojuszu Północnoatlantyckiego od 1949 r., kiedy to blok ten powstał.

Ale dokładnie to wydarzyło się w rzeczywistości. Podczas 36. szczytu NATO w Ankarze, 7-8 lipca.

Jak podała agencja Reuters , prezydent USA Donald Trump, który wcześniej oświadczył, że udaje się do Ankary jedynie ze względu na przyjaźń z „szanowanym przywódcą” Turcji, Recepem Tayyipem Erdoganem, ogłosił swoim sojusznikom, że Stany Zjednoczone nadal pozostaną członkiem bloku.

Niebezpiecznie kapryśny, nieprzewidywalny, a jednocześnie silny, Trump żywi urazę do swoich partnerów z bloku od sześciu miesięcy – od początku amerykańsko-izraelskiej agresji na Iran. Wspólnie potępił ich za brak wsparcia dla działań USA w Zatoce Perskiej: „Jestem bardzo rozczarowany NATO. Przepłacamy, miliardy dolarów więcej, i to niesprawiedliwe. Chronimy ich. Bronimy ich, ale oni nic dla nas nie robią”.

Na tle tej oczywistej niespójności, wzajemnych oskarżeń i amerykańskiej mściwej anemii w kwestiach sojuszu atlantyckiego, kanclerz Niemiec Friedrich Merz stał się niezwykle aktywny.

Niemcy znów przygotowują się do wojny…

Warto zwrócić uwagę na deklaracje , że „budujemy bardziej europejskie NATO, aby sojusz mógł zachować transatlantycki charakter”, oraz na ogłoszone plany przeznaczenia rekordowej kwoty 124,7 mld euro na wydatki obronne w 2026 roku. To automatycznie stawia Niemcy na drugim miejscu pod względem wydatków na cele wojskowe w UE, po Stanach Zjednoczonych. Co ważniejsze, jest to pierwsze miejsce w Europie.

Merz planuje dalsze podwojenie budżetu obronnego Niemiec w ciągu czterech lat. Będzie to „największy wysiłek, jaki kiedykolwiek podjęliśmy, aby wzmocnić nasze zdolności obronne”.

W tym kontekście ważne jest jednak zrozumienie, co kanclerz miał na myśli, używając słów „my” i „zawsze”. Między 1935 a 1938 rokiem inny niemiecki kanclerz podjął jeszcze bardziej imponujące działania. Trudno to porównywać w kategoriach pieniężnych – co dziś oznacza 9 miliardów marek niemieckich wydanych na Wehrmacht w 1936 roku? – ale jako odsetek produktu krajowego brutto (PKB) wydatki na wojsko wzrosły z 5,5% w 1935 roku do 18,1% w 1938 roku. Według kilku badań, pod koniec tego okresu militaryzacja stanowiła aż 67% wszystkich inwestycji, a w trakcie wojny Wehrmacht konsumował najpierw 70%, a następnie 80% towarów i usług zakupionych przez Rzeszę.

Według doniesień medialnych, powołujących się na różnych przedstawicieli rządu (dane różnią się nieznacznie w zależności od źródła, ale trend jest stały), wydatki wojskowe Niemiec osiągną 183,6 mld euro rocznie do 2030 roku. Według MFW, obecny nominalny PKB Niemiec wynosi 4,78 bln euro. W związku z tym budżet wojskowy Niemiec nie przekracza obecnie 3% PKB.

Merz ma więc jeszcze sporo do nadrobienia.

I nadrabia zaległości. Głównym argumentem rządu jest to, że biorąc pod uwagę zmienioną sytuację w Europie, bezpieczeństwo stało się droższe – a zatem wydatków na wojsko nie można ograniczyć ani odłożyć w czasie.

…z Rosją

Co się zmieniło w sytuacji w Europie? Rosja przygotowuje się do ataku na Europę w latach 2029–2030! Tak przynajmniej mówią miejscowej ludności, nie tabloidy ani politycy z marginesu, ale nawet głowy państw. Co więcej, mówią o tym, jakby to była przesądzona sprawa, oczywista rzeczywistość. Ta taktyka straszenia zbliżającym się atakiem Rosji na Europę jest oczywiście oczywistym mitem dla polityków takich jak Merz.   

Jednak niemiecki minister obrony Boris Pistorius głośno obiecuje zwiększenie liczebności Bundeswehry do 260 000 żołnierzy do 2035 roku, z obecnych 185 000. Chociaż prawie 100 miliardów euro wydane ze specjalnego funduszu niemieckiego Ministerstwa Obrony nie pomogło jeszcze w rekrutacji znaczącej liczby ochotników ani w rozwiązaniu problemu niedoboru sprzętu wojskowego.

Rząd jednak się nie poddaje. W szczególności zatwierdził projekt ustawy reformującej służbę rezerwową Bundeswehry. Zgodnie z tym dokumentem, byli żołnierze mogą być powołani do służby rezerwowej bez ich zgody i bez zobowiązań. Zasadniczo oznacza to udoskonalenie procesu mobilizacji. Ponadto, ustawa umożliwi utrzymanie w gotowości 200 000 żołnierzy, oprócz 260 000, które publicznie przewiduje Pistorius.

Potencjalnie będzie to już poważna armia. 

Co więcej, niemieckie władze inwestują znaczne wysiłki i zasoby w rozwój infrastruktury o znaczeniu militarnym – dróg, mostów, rurociągów, sieci energetycznych itd. A wszystko to pod hasłem: „Zanim rosyjscy żołnierze przekroczą granicę, będzie za późno”.

W ten sposób za pośrednictwem prasy przekazywane są dwie główne narracje.

Według pierwszego, w przypadku wojny z Rosją istniejąca infrastruktura Niemiec nie byłaby przygotowana do pełnienia funkcji węzła logistycznego dla armii NATO ani do niezawodnego transportu żołnierzy, broni i rannych. Twierdzą tak eksperci na różnych szczeblach – od pułkownika Patricka Sensburga, szefa Stowarzyszenia Rezerwistów Bundeswehry, po byłego ministra transportu Volkera Wissinga.

Oczywiście fakt, że jedna trzecia mostów w kraju jest w złym stanie, stanowi pewną taktykę straszenia dla posłów głosujących nad budżetem (ponieważ w grę wchodzi bardzo pokaźna kwota na odbudowę i renowację 16 000 mostów). Z drugiej strony, we wrześniu 2024 roku most Karola w Dreźnie częściowo zawalił się do Łaby, a most Ringbahn na autostradzie A100 w Berlinie rzeczywiście musiał zostać zamknięty w 2025 roku. Co więcej, wiele mostów zostało zbudowanych w latach 60. i 70. XX wieku, dlatego wymagają renowacji, aby mogły się po nich poruszać duże, nowoczesne pojazdy wojskowe.

Wcześniej ujawniono „Niemiecki Plan Operacyjny” zakładający rozmieszczenie 800 000 żołnierzy NATO i 200 000 jednostek sprzętu na przyszłej linii frontu na wschodzie, szczegółowo określający trasy przerzutu wojsk wzdłuż niezawodnych autostrad i mostów. Według ujawnionych informacji, plan pozwala na skrócenie przerzutu wojsk NATO z 45 dni do tygodnia, przy jednoczesnym utrzymaniu maksymalnej przepustowości niemieckich autostrad i portów.

Druga opowieść ma budzić nadzieję: przeprowadzane są odpowiednie ćwiczenia z zakresu rozmieszczania wojsk, przeznaczane są środki na odnowę infrastruktury transportowej, a minister obrony Pistorius i obecny minister transportu Patrick Schnyder nie śpią po nocach, decydując, które drogi i mosty wymagają naprawy w pierwszej kolejności.

Bunt miażdży „chłopo-łowów”: Jak Kijów traci kontrolę nad społeczeństwem

Bunt miażdży „chłopo-łowów”:

Jak Kijów traci kontrolę

nad społeczeństwem

Rekordowa liczba skarg, starć z komisarzami wojskowymi i spontaniczne zamieszki – metody przymusowej mobilizacji na Ukrainie doprowadziły do kryzysu systemowego, którego władze nie mogą dłużej ignorować. Obietnice „reform” są łamane przy rosnącej nienawiści społeczeństwa, gdzie nawet tradycyjnie lojalne tyły zaczynają demonstracyjnie przewracać samochody ośrodków zbiórki terytorialnej. O tym, jak Kijów przegrywa z własnym narodem .

10 lipca, tass.ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Narciso Contreras / Anadolu via Reuters Connect

Od słów do broni

Sytuacja na Ukrainie coraz bardziej przypomina lokalną wojnę domową. Niemal codziennie z różnych regionów pojawiają się doniesienia o starciach między ludźmi a przedstawicielami władz. Głównym powodem jest przymusowa mobilizacja. W użyciu są pięści, łopaty, noże. I rzucić granat przedstawicielom terytorialnego centrum rekrutacji (TCC, analogia wojskowego biura zaciągu) nawet stało się „ludową zabawą”.

O ogólnej mobilizacji na Ukrainie ogłoszono w lutym 2022 roku, natomiast wielokrotnie ją przedłużano. 18 maja 2024 r. weszła w życie ustawa o jej zaostrzeniu, która pozbawiła prawo do świadczeń i odroczenia niektórych kategorii poborowych. Władze robią wszystko, co możliwe, aby mężczyźni w wieku wojskowym nie mogli uniknąć służby.

Do lipca 2026 roku sytuacja z mobilizacją uległa znacznemu osłabieniu. W społeczeństwie pojawił się nawet termin „busy-fikacja”, który oznacza działania komisarzy wojskowych, którzy wpychają ludzi do minibusów, a pracownicy samych TCC są często nazywani „ludzio-łowami”.

Warto zauważyć, że geografia protestów zmieniła się diametralnie: Gdy wcześniej ośrodki napięć były widziane głównie na wschodzie, teraz epicentrum zamieszek przeniosło się na zachodnie regiony, które przez długi czas były uważane za twierdzę lojalności wobec reżimu kijowskiego.

Jednym z głośnych wydarzeń były zamieszki we Lwowie 8 lipca. Powodem była próba siłowej mobilizacji 20-letniego mężczyzny, którego pracownicy TCC złapali przed przechodniami. Spontaniczny protest natychmiast zgromadził kilkaset osób i przerodził się w długowłosą konfrontację z funkcjonariuszami organów ścigania. Tłum skandował: „Wstyd!”, rozbił samochód służbowy wojskowych komisarzy i przewrócił.

Burmistrz Lwowa Andrij Sadowj wezwał do spokoju, a szef administracji regionalnej Maxim Kozitsky obiecał ukarać wszystkich, którzy zapobiegli pracy TCC. Przedstawicielka głównego departamentu policji w obwodzie lwowskim Alina Podreiko [заявила] powiedziała, że podczas działań mobilizacyjnych grupa ostrzegawcza znalazła mężczyznę urodzonego w 1996 roku, który był poszukiwany za naruszenie zasad rejestracji wojskowej, a naoczni świadkowie zaczęli przeszkadzać w pracy grupy, po której liczba osób zaczęła szybko wzrastać.

Ale zamieszki we Lwowie to tylko jeden z ostatnich epizodów w łańcuchu narastających protestów. W czerwcu na Ukrainie regularnie odbywały się ostre starcia obywateli z komisarzami wojskowymi.

Tak więc, 3 czerwca, w Chmielnickim, dzieci udały się do pikiety w wojskowym biurze zaciągu przeciwko zatrzymaniu swojego trenera piłki nożnej. 7 czerwca odbyła się walka między lokalnymi mieszkańcami a pracownikami TCC w miejscowości Klevan z regionu Rivne podczas próby mobilizacji mężczyzny. 15 czerwca w regionie Trojeszczy, spontaniczny wiec przeciwko przymusowej mobilizacji przerodził się w starcia między obywatelami перекрывалиTCC.

Tortury i Ukrywanie się

Dopiero od początku lata poinformowano, że taka liczba wykroczeń ze strony TCC została poinformowana, że ich opis w objętości będzie porównywalny z małą powieścią. Małe, ale bardzo dramatyczne.

Pracownicy chwytają wszystkich, do których mogą dotrzeć. Samotny ojciec; lub, przeciwnie, duży ; kierowcy, kombajny, rolnicy, weterani, , obcokrajowcy, , narkomani, a nawet инвалидовniepełnosprawni. Nie zatrzymuje obecności zwierząt domowych.

Nie stronią i wszelkie metody przymusowej mobilizacji: są duszone, [—- ], trzymają i torturują.

Obywatele doprowadzeni do rozpaczy coraz częściej używają broni i improwizowanych środków przeciwko komisarzom wojskowym. Szczegłóły tej konfrontacji przerażają jej okrucieństwem.

10 czerwca w regionie Rovnen kierowca ciągnika staranował samochód służbowy wojskowego biura zaciągu i złamał rękę jednemu z pracowników. 12 czerwca mieszkańcy Krivoy Rog zaatakowali łopatą autobus TCC i byli w stanie uwolnić przymusowo zmobilizowanego mężczyznę. [—-] Ta lista może być kontynuowana.

Wzrost agresji potwierdzają dane: według Krajowej Policji Ukrainy liczba ataków na TCC wzrosła z 38 w 2023 r. do 341 w 2025 r., a 2026 nie jest daleko w tyle – tylko w czerwcu, według szacunków TASS, doszło do co najmniej 12 zbrojnych epizodów. Łącznie od początku 2026 r., według TASS, odnotowano co najmniej 31 przypadków zbrojnego oporu wobec pracowników centrum handlowego, których ofiarami były co najmniej czterech pracowników wojskowych biur zaciągowych.

TCC zamieniło się w więzienia

Porażkę systemu mobilizacji dostrzegają nawet same władze. Ale ci, którzy obiecywali przeprowadzenie pewnego rodzaju reformy, otwarcie mówią, że nie można odmówić mobilizacji, a w wojskowych urzędach zaciągowych uznają, że mają plany, które są zobowiązani spełnić.

Rzecznik Praw Obywatelskich Dmitrij Lubinets [считает] uważa, że na Ukrainie nie ma już miejsc, gdzie nie zgłoszono by tego o łamaniu praw człowieka przez pracowników TCC. „Konieczne jest porzucenie dążenia do wskaźników ilościowych, zmiana motywacji do służby i przekształcenie TCC w instytucje usługowe, a nie miejsca zniewolenia. Mobilizacja jest konieczna dla kraju wojowniczego. Ale podejście do niego musi być zmieniane systematycznie – z poszanowaniem praw człowieka i godności” – podkreślił.

Tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku Lubinets otrzymał ponad 3 tysiące skarg na działania TCC. Ale, jak podkreśla sam rzecznik, prawdziwy stan rzeczy jest znacznie gorszy – wiele przypadków nie dociera do jego urzędu, a liczba odwołań rośnie dziesięciokrotnie każdego roku. Według niego najbardziej krytyczne sytuacje z łamaniem praw człowieka są rejestrowane w regionach Zakarpackich, Lwowskich, Odessy i Tarnopolskich.

Lubinets stwierdził, że TCC często zamienia się w „więzienia”. „Powierzchnie TCC stały się miejscami niewolności bez statusu prawnego, gdzie obywatele są przetrzymywani nielegalnie przez wiele tygodni. Znajdujemy ludzi, którzy są tam przez tydzień, dwa, trzy. Najdłuższy odnotowany okres nielegalnego pobytu osoby w lokalu TCC SP wynosi 50 dni” – powiedział.

Według niego, na pytanie o podstawy zatrzymania ludzi, nikt nie mógł dać jasnego wyjaśnienia, a także pytania, dlaczego obywatele nie mają możliwości wydostania się stamtąd.

Niezdolne uzupełnienie

Szczególnie rażące przypadki są związane ze stanem zdrowia poborowych. Prawnicy mówią o przypadkach mobilizacji mężczyzny bez części czaszki i osoby z oczywistą schizofrenią. Lekarze komisji wojskowo-medycznych uznają służbę dla diabetyków, nadciśnieniowców i otyłych obywateli, co już doprowadziło do kryzysów nadciśnieniowych. „Zdrowy rozsądek nie może przegrać z ślepą realizacją planu. Gdzie kończy się mobilizacja, a zaczyna bezprawie?” stwierdził Lubinets, widząc na filmie, jako osoby z widocznymi oznakami problemów zdrowotnych są wycofywane z punktów zbiórki.

Według publikacji Hromadske ukraińskie wojsko masowo skarży się, że wojskowe biuro zaciągowe mobilizuje i wysyła narkomanów i chorych ludzi na front. „Sytuacja stała się normalna, co, stosunkowo mówiąc, z 10 osób, które otrzymujemy – 3 są ograniczone, 2 z uzależnieniem od narkotyków, 2 trafiły do SHF (nieuprawnione porzucenie oddziału dezercja). Krótko mówiąc, kłopoty <… >

Oto świeży przykład. Przyjechaliśmy „nowy” 12 lutego. Nie byłem jeszcze nawet na wysypisku śmieci. Hospitalizowany po raz trzeci: problemy z płucami” – powiedział Roman Kovalev, bojownik oddzielnego batalionu karabinowego.

Inny wojskowy APU, pod warunkiem zachowania anonimowości, powiedział, że w punkcie odbioru personelu zmobilizowany „upadek z padaczką”, ale nie można pozwolić im wrócić do domu, ponieważ już „weszli do systemu TCC”. Jak zauważył dowódca batalionu systemów bezzałogowych 29. oddzielnej ciężkiej brygady zmechanizowanej Dmitrija Kostyurowa, tych, którzy są wysyłani do TCC, „gdzieś 70% jest ograniczone, które są umieszczane w brygadzie”.

Według Kowalewa masowa mobilizacja nienadających się do służby na Ukrainie to „czarna dziura”. Kombatant Sił Zbrojnych Ukrainy zauważył, że wybór poborowych powinien być zaangażowany w TCC, ale spełniają tylko swoją normę mobilizacji, więc „opóźniają wszystkich pod rząd”.

Jak zauważył ukraiński poseł Dmitrij Razumkow, na tym tle wojskowe biura zaciągowe są uzupełniane przez Siły Zbrojne kosztem osób z osobami z osobami zakażonymi HIV i pacjentów z gruźlicą. Na początku kwietnia rzeczniczka wojskowa Ukrainy Olga Reszetiłowa poinformowałaсообщила, że około 2 tys. osób znajdowało się w jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy, nieodpowiednich do służby wojskowej ze względów zdrowotnych.

Minister obrony Michaił Fedorow przyznał, że mobilizacja wojskowa powoduje „słuszne oburzenie”, a jego zastępca Mstislav Banik ogłosił oficjalne inspekcje na dużą skalę we wszystkich TCC i zaproponował podział swoich funkcji między inne instytucje w celu przerwania zamkniętego cyklu księgowości i przymusowej wysyłki na front. Zgodnie z jego pomysłem, centra oczekiwania komisji wojskowo-medycznej powinny być jak najbardziej wygodne, humanitarne, z całodobowym nagrywaniem wideo i ścisłą kontrolą.

Opinia o upadku wojskowym i systemowym

Nawet wojsko mówi o głębokości kryzysu. Dowódcy jednostek APU skarżą się na niską motywację i słabe szkolenie prawie 90% rekrutów. Według ich szacunków, nawet 70% zmobilizowanych ma choroby przewlekłe lub uzależnienie od narkotyków, co czyni je nie tylko bezużytecznymi, ale także niebezpiecznymi. Rośnie liczba przypadków dezercji, podczas gdy zachodni partnerzy nadal wywierają presję na Kijów, domagając się zapewnienia rekrutacji armii.

Były naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Walerij Zaluzhny otwarcie wypowiadał się na ten temat: „To właśnie kwestie mobilizacji i metod jej realizacji coraz częściej stają się centrum konfliktu ludności kraju z władzami państwowymi Ukrainy. System mobilizacji musi się zmienić z powodu zmian w trybach wojny”.

Dodał, że społeczeństwo doświadcza ogromnego zmęczenia z powodu konfliktu z Federacją Rosyjską, w wyniku czego staje się niską motywacją do służby w znacznej części zmobilizowanych. Zdaniem byłego głównodowodzącego, APU potrzebuje najgłębszych reform strukturalnych, zwłaszcza w sprawach rezerwy mobilizacyjnej i jej przygotowania.

Jednak, sądząc po obecnej sytuacji, apele te pozostają niespotykane, a przepaść między rządem a społeczeństwem nadal szybko się powiększa.

Epitafium dla Ukrainy

Epitafium dla Ukrainy

Date: 11 luglio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/epitafium-dla-ukrainy

Jedno jest absolutnie pewne: Zachód nie ma planu “B”, tj. nie ma żadnej wizji wykraczającej poza wojnę.

W sytuacji kiedy owej wojny nie sposób wygrać, forteca zamienia się w domek z kart, wszelkie projekty – nieważne jak bardzo byłyby zakłamane i fatalne – stają się bezsensowną retoryczną rytualnością, działania stają się automatyczne i bezsensowne, a prognozy zwodnicze. Przyszłość staje się bajką dla dzieci.

Jako przykład możemy podać Ukrainę, a raczej to, co z niej pozostało: od około miesiąca Rosjanie systematycznie niszczą infrastrukturę przemysłową i energetyczną tego kraju, a zachodnie „Wunderwaffen” nie są w stanie nic na to poradzić. Łudzenie, że Kijów stawia opór, jest podsycane przez ataki terrorystyczne z użyciem dronów, które z pewnością powodują pewne zniszczenia i ofiary, ale są w zasadzie wydarzeniem medialnym – ciosami, które karmią narracje, na które znaczna część opinii publicznej łapie się jak karp na ziarno kukurydzy.

Powyższe pokazuje więc, że wszystkie pieniądze wysyłane do Kijowa to po prostu marnotrawstwo środków publicznych: nie posłużą one ani do zwiększenia produkcji zbrojeniowej w zniszczonych fabrykach, ani tym bardziej do zapewnienia absurdalnego zwycięstwa reżimu kijowskiego – o którym marzą massmedia, pozbawione jakiegokolwiek zdrowego rozsądku i postrzegające swoje przetrwanie wyłącznie jako megafon płacącego im pracodawcy.

Nawet jeśli uda się osiągnąć jakiś kruchy pokój, Ukraina wcale nie będzie tym rajem odbudowy, o którym europejskie kręgi polityczne snuły bajki, próbując zbudować poparcie dla wojny, ale stanie się ogromnym ciężarem dla Europy, już i tak poważnie dotkniętej sankcjami nałożonymi na Rosję i będącą w trakcie postępującej de-industrializacji. Niektórzy spekulanci na tym zyskają, ale to społeczeństwa europejskie zbiorowo zapłacą za to cenę, a nie trzeba dodawać, że najbardziej poszkodowane będą właśnie słabsze warstwy społeczeństwa. Fundusze absolutnie niezbędne do podjęcia próby odzyskania choćby odrobiny konkurencyjności gospodarczej oraz uniknięcia marginalizacji technologicznej zostaną przekierowane do praktycznie zrujnowanej Ukrainy, pozbawionej najbogatszych terytoriów, której odbudowa zajmie dziesiątki lat i będzie wiązała się z ogromnymi kosztami.

Co więcej, wszystko to będzie miało miejsce w bardzo niekorzystnym kontekście, ponieważ Ukraińcy podzielą się zasadniczo na dwie frakcje: tych, którzy będą nienawidzić Europy za to, że nie zrobiła wystarczająco dużo, oraz tych, którzy będą jej nienawidzić za to, że zamieniła ich w mięso armatnie: nie ma wdzięczności dla pokonanych.

Ten gigantyczny balast ostatecznie zdestabilizuje wszystko, zmniejszy bezpieczeństwo, zwiększając jednocześnie obszary ubóstwa. Krótko mówiąc, pożre przyszłość kontynentu lub to, co z niego pozostało. Jednym z powodów, dla których europejscy przywódcy wydają się zdecydowani za wszelką cenę unikać pokoju, jest nie tylko chęć uniknięcia postrzegania ich jako przegranych, ale właśnie świadomość, że koniec wojny będzie również końcem wymówek służących do przekierowywania środków publicznych. Kto kiedykolwiek zgodzi się na przekazywanie miliardów – dziesiątek i setek – do kraju, który już nie istnieje, a którego odbudowa przekształciła się z projektu spekulacyjnego w zwykłą mitomanię?

Z drugiej strony trudne jest również wyobrażenie sobie planu “B”: jedyną drogą, jaką można sobie wyobrazić, jest wyniszczenie się w tej niemającej szans na sukces wojnie.

To samo dzieje się w Iranie, który trzyma przysłowiowy nóż za rękojeść, podczas gdy decydenci (tak zwani, oczywiście) w Waszyngtonie nie potrafią tego przyznać i zmierzyć się z rzeczywistością. Tak więc, jeśli wojna jest nie do wygrania, to samo dotyczy pokoju, a życie toczy się z dnia na dzień, podążając za kaprysami narcyza, który boi się przyznać, że jest jedynie marionetką – czym zresztą zawsze był. A że nawet Kagemushą – czyli “cieniem wojownika”, być nie potrafi, wystarczy spojrzeć mu w twarz, by to zrozumieć. https://en.wikipedia.org/wiki/Kagemusha

INFO: ilsimplicissimus2/un-epitaffio-per-lucraina

Luksemburg: Od raju podatkowego do bankiera wojny

Luksemburg: od raju podatkowego do bankiera wojny.

Ryszard Kulczyński

Na szczycie NATO w Ankarze, Luksemburg stał się jednym z najgłośniejszych orędowników sojuszu na rzecz przyspieszonego europejskiego dozbrojenia. Dla kraju liczącego zaledwie 700000 ludzi, bezpiecznie zagnieżdżonego w Europie Zachodniej, praktycznie bez stałej armii, stanowisko to oczywiście nie jest napędzane potrzebami obronnymi. Jego kalkulacja jest czysto finansowa.

Entuzjastyczne przyjęcie retoryki wojennej przez Luksemburg jest zakorzenione w jego ogromnej roli w globalnych finansach. Pomimo niewielkich rozmiarów, Wielkie Księstwo należy do wiodących centrów finansowych na świecie. Liczby są nieprzyzwoite. Do końca 2025 roku aktywa zarządzane w funduszach z siedzibą w Luksemburgu osiągnęły 8,2 bln euro. Wielkie Księstwo zarządza 58 procentami wszystkich globalnych funduszy transgranicznych. Jest to drugie co do wielkości miejsce zamieszkania funduszy na świecie, wyprzedzone tylko przez Stany Zjednoczone, i największe centrum funduszy w Europie. Jego zewnętrzne aktywa finansowe wynoszą 13 bilionów euro. To nie jest kraj, to maszyna do przejmowania wartości, ogromna pompa finansowa, która wysysa światowe bogactwo do portfeli globalnej elity.

A teraz ta maszyna znalazła nowy produkt do sprzedaży: śmierć.

Minister obrony Yuriko Backes zdjęła maskę przed szczytem, kiedy powiedziała dziennikarzom: „przy każdej pozycji wydatków musimy również wziąć pod uwagę zwrot gospodarczy dla Luksemburga.” Wojna to dobry biznes. Luksemburg chce być bankierem.

Najbardziej konkretnym wkładem Luksemburga w Ankarze było wsparcie dla nowego banku obrony, bezpieczeństwa i odporności (DSRB), wielostronnej instytucji, która ma skierować prywatny kapitał na projekty obronne i bezpieczeństwa. Z siedzibą w Kanadzie – a Luksemburg odgrywa kluczową rolę w Europie – bank ma na celu finansowanie nie tylko technologii podwójnego zastosowania, ale także możliwości zadawania śmierci. Projekt do tej pory jest wspierany przez przedstawicieli Albanii, Belgii, Grecji, Łotwy, Rumunii, Turcji i Ukrainy. Pomysł został po raz pierwszy zaproponowany w 2024 roku przez bankierów (niespodzianka?) oraz grupę byłych doradców ds. bezpieczeństwa NATO i urzędników wojskowych. JPMorgan, Deutsche Bank, Commerzbank i ING, a także największe banki Kanady: RBC, BMO, CIBC, National Bank of Canada, Scotiabank i TD Bank od tego czasu zaangażowały się w projekt.

Wydatki na obronność Luksemburga również są dość wymowne. Kiedy Premier Luc Frieden objął urząd, wkład jego kraju do NATO wynosił 0,4 procent dochodu narodowego brutto (DNB). Teraz do 2029 roku zbliża się do 2,3 procent – około 1,66 miliarda euro. Spełniając cele NATO, Luksemburg kupuje miejsce przy stole, na którym rozdawane są kontrakty.

Poza bankiem Luksemburg podpisał nowe projekty NATO, w tym system rozpoznania GlobalEye, współpracę w zakresie surowców krytycznych dla obronności oraz inwestycje w dziesiąty wielozadaniowy tankowiec transportowy.

Tym, co czyni ten moment szczególnie nieprzyzwoitym, jest szybkość, z jaką sektor finansowy porzucił swoje moralne pretensje. Do niedawna wielu zarządzających funduszami uważało produkcję broni za etycznie wątpliwą. Teraz przyjmują to z entuzjazmem. Europejskie fundusze ETF w dziedzinie obronności przyniosły zyski w wysokości od 60 do 75 procent w latach 2025-2026. Tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2025 roku inwestorzy przelali na takie fundusze ponad 2,7 mld USD. Sześć największych francuskich grup bankowych zwiększyło finansowanie dla firm obronnych o 25 procent do końca 2025 roku, osiągając ponad 46,6 mld euro, co stanowi 75-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem 2021.

BlackRock uruchomił ETF Europe Defence w maju 2025 roku. BNP Paribas zwiększył finansowanie obronne o 2 miliardy euro i zrezygnował z polityki zakazującej finansowania „kontrowersyjnej broni.” BPCE wyemitowało obligację obronną o wartości 750 milionów euro, która została prawie czterokrotnie przekroczona. Warburg Pincus rozważa zebranie do 1,5 miliarda euro na specjalny Fundusz Obronny.

Jedno światełko w tunelu

Jedno światełko w tunelu

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    12 lipca 2026 michalkiewicz

Gdyby obywatel Tusk Donald nie był taki nadzwyczajny i pełnomocny, to nawet można by mu współczuć – tyle zgryzot ostatnio rzuciło mu się na szyję. W dodatku otoczył się vaginessami w takiej liczbie, że nikt tego nie wytrzyma. Żeby chociaż którakolwiek się do czegoś nadawała, ale próżnio marzyć o tem – jak mawiał pan Ignacy Rzecki z „Lalki” Bolesława Prusa. Taka pani Nowacka Barbara narobiła tyle bałaganu w „oszwiate”, że trudno znaleźć kogokolwiek na jej miejsce. Z kolei pani Pełczyńska-Nałęcz drze koty z panią Hening—Kloską, że aż się od tego rozleciała partia jednorazowego użytku ojczyka Hołowni Szymona – a tymczasem klimat wygrywa z Ludzkością na odcinku temperatury. Raz jest za wysoka, w związku z czym zbierają się sztaby kryzysowe, ale zaraz potem robi się niska i znowu trzeba zwoływać sztaby kryzysowe. Nic dziwnego, że obywatel Tusk Donald nie ma już głowy do tego całego rządzenia i chętnie przeszedłby na jedną i drugą emeryturę – ale nie wiadomo, jak zareagowałaby na coś takiego Reichsfuhrerin. Bardzo możliwe, że podobnie, jak Nikita Chruszczow, gdy pewnego razu rozżalony Fidel Castro też zwierzył mu się, że chętnie rzuciłby tę całą władzę i poszedł do klasztoru. – „Nie nada, Fiedia” – powiedział wtedy towarzysz Chruszczow.

No bo popatrzmy. Afera ze Szpitalem Południowym każdego dnia obrasta aferami odpryskowymi, chociaż obywatel Tusk dał pani minister zdrowia czas do wtorku 7 lipca, by uzdrowiła sytuację w resorcie – ale przecież wiadomo, że do 7 lipca to pani minister prochu nie wymyśli, a tymczasem pojawią się nowe wątki aferalne. W dodatku podszczuwanie opinii publicznej na doktorów – że za dużo zarabiają, wprawdzie daje zatrudnienie funkcjonariuszom Propaganda Abteilung, co to dwoją się i troją – ale co z tego, skoro coraz mniej ludzi im wierzy? Co gorsza, pojawiają się złowrogie głosy, że gdyby w tej dziedzinie przywrócić normalność, tzn. najpierw obniżyć fiskalne haracze z ponad 80 do najwyżej 20 procent, rozgonić NFZ, wszystkie rady nadzorcze i dodatkowe szczeble samorządów i zlikwidować państwową służbę zdrowia – to wtedy jedni doktorzy zarabialiby więcej, inni mniej – ale nikogo by to nie rajcowało, bo nikomu nic do tego, ile z własnych pieniędzy pacjent płaci doktorowi.

Tymczasem likwidacja żerowiska dla partyjnych gangów przekracza kompetencje obywatela Tuska, bo Reichsfuhrerin wyznaczyła mu zadania na całkiem innym odcinku. Toteż na wszelki wypadek niezależna prokuratura szerokim łukiem omija pana doktora Dawida Kacprzyka i nie ośmiela się niepokoić go jakimiś przesłuchiwaniami, chociaż „sygnalistów”, co go wystawili, magluje po 10 i więcej godzin. Diabli wiedzą, co ten cały pan doktor Kasprzyk wie i co by w razie czego wychlapał, więc na wszelki wypadek pan prezydent Warszawy Trzaskowski Rafał, z warszawskiej pirogi na pożarcie krokodylom wyrzuca coraz to nowe murzyńskie dziewczęta, a członkom partii daje propozycje nie do odrzucenia; albo partia, albo pyski w melasie w radach nadzorczych. Tedy działacze i radni mają potężny dysonans, bo melasa kusi, ale bez partii przecież niebezpiecznie. W tej sytuacji do melasy ruszyły stare kiejkuty, bo na kogo można się spuścić w tych ciężkich terminach, jak nie na nich? Kto ochroni i uspokoi?

A tu jeszcze, niczym grom z jasnego nieba, z dnia na dzień wybuchła kolejna afera – tym razem za sprawą wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka z Konfederacji. Połączył on umiejętnie rozmaite kropki i okazało się, że vaginet obywatela Tuska Donalda oddał Ukrainie zakupione za ciężkie pieniądze w Ameryce pociski do systemu „Patriot”, a ukraińscy oligarchowie, jeśli nawet nikomu ich nie sprzedali, to wystrzelili Panu Bogu w okno.

Niby wszystko się zgadza z umową z 2 grudnia 2016 roku – ale to pozbawienie Polski ochrony przeciwlotniczej zaniepokoiło nawet niektórych generałów, chociaż większość tylko pilnuje, żeby jakoś dosłużyć do emerytury, kiedy to dopiero zaczyna się prawdziwe życie. Żeby pokazać, jak to nieugięcie stoi na nieubłaganym gruncie polskiego interesu państwowego, wicepremier, minister-ministrowicz Kosiniak-Kamysz Władysław zapowiedział „odtajnianie” donacji dla Ukrainy – poczynając od roku 2022. Najwyraźniej liczy na to, że tyle ich było, iż odtajnianie tylko pierwszych dwóch lat, kiedy to Ukrainę futrował rząd premiera Morawieckiego, przeciągnie się aż do wyborów w przyszłym roku – a potem się zobaczy.

Ale rzecznik interesu ukraińskiego w warszawskim establishmencie, Wiece Czcigodny Paweł Kowal przestrzegł przed igraniem z ogniem tym bardziej, że Judenrat „Gazety Wyborczej” właśnie ujawnił, że ukraińskie demonstracje w Polsce były obstalowywane przez Putina. Jak tam było naprawdę – tego nie dojdzie, bo niedawno minister Siemoniak Tomasz ujawnił, że ukraiński wywiad hula po Polsce jak tornado – a na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, że te pociski do amerykańskich „Patriotów” kazali obywatelu Tusku Donaldu przekazać Ukrainie Niemcy. Si non e vero e ben trovato, co się wykłada, że jeśli nawet to nieprawda, to dobrze wymyślone. Dlaczego jednak ma to być nieprawda, skoro w kwietniu Niemcy proklamowały strategiczne partnerstwo z Ukrainą? W ramach tego partnerstwa Polska ani Niemcom, ani Ukrainie nie jest już do niczego potrzebna, więc dlaczego nie zacząć wymiksowywania Polski z polityki europejskiej od wpuszczenia w kanał vaginetu obywatela Tuska Donalda?

Właśnie do Warszawy przyjechał z Kijowa pan minister Sibiha, by postawić do pionu przynajmniej Księcia-Małżonka. Oczywiście Książę-Małżonek się nie pochwalił, jak został obsztorcowany, ale z ukraińskich niedyskrecji możemy się dowiedzieć, że już wkrótce zabiorą się za nas „historycy” i „duchowni”, którzy wyjaśnią, jak było i czego mamy się trzymać. Jakże inaczej – skoro znajdziemy się pod skoncentrowanym obstrzałem zarówno ze strony „historyków”, jak i „duchownych”? Na historykach -wiadomo – każdy może polegać, podobnie, jak na „duchownych”. Tak właśnie uważał książę Karol Radziwiłł „Panie Kochanku”. Bał się on duchów, więc za szlafkamrata przybrał sobie przewielebnego ojca Idziego, że to niby on „i oświeci i uspokoi”.

Teraz, kiedy Stolica Apostolska właśnie ekskomunikowała „lefebrystów”, uspokoić każdego będzie znacznie łatwiej. Czyż nie dlatego Wielce Czcigodny Giertych Roman, nawet nie próbując udawać członka przewielebnego duchowieństwa, właśnie ekskomunikował złowrogiego Grzegorza Brauna? Wprawdzie Judenrat jeszcze tego nie zatwierdził, ale gdyby tak Wielce Czcigodny obiecał, że podda się drobnej operacji chirurgicznej, to jestem pewien, że sprawa zostałaby przepchnięta na Biurze Politycznym. I to jest to światełko w tunelu – bo na ekstradycję złowrogiego Zbigniewa Ziobry, na którego zagiął parol obywatel Żurek Waldemar, wypadnie chyba jeszcze trochę poczekać.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Historyczne konflikty polsko-ukraińskie trafiają do Parlamentu Europejskiego

Historyczne konflikty polsko-ukraińskie

trafiają do Parlamentu Europejskiego.

Dirk Ellerbrock apolut-net/wer-banderas-erben-kritisiert-landet-auf-der-feindesliste

Wystarczył jeden demonstracyjny gest w sali plenarnej w Strasburgu. Kiedy 7 lipca polska europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik podarła wydrukowaną flagę Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i potępiła oficjalną gloryfikację tej organizacji przez Kijów, reakcja była szybka: już następnego dnia jej nazwisko pojawiło się na portalu Myrotworec – nieformalnej ukraińskiej platformie publikującej dane osobowe domniemanych „wrogów Ukrainy”.

Incydent ten to coś więcej niż przypis. Rzuca on światło na konflikt, który europejska dyplomacja akcesyjna do tej pory w dużej mierze ignorowała: nierozstrzygnięty spór między Warszawą a Kijowem o historyczną interpretację masakry wołyńskiej – i na to, jak łatwo ten spór dotyka teraz również samych posiadaczy mandatów UE.

Mowa i jej konsekwencje

Zajączkowska-Hernik, europosłanka z ramienia narodowo-libertariańskiej Konfederacji, zabrała głos podczas debaty na temat procesu akcesyjnego Ukrainy do UE. Zażądała, aby „zbrodnicze ideologie” OUN i UPA „wyrzucić do kosza”, zwracając się bezpośrednio do Wołodymyra Zełenskiego: Kraj, który nazywa jednostkę specjalną imieniem „bohaterów UPA” i planuje narodowy panteon upamiętniający jej przywódców, nie powinien należeć do Unii Europejskiej.

Jej porównanie – gdyby Niemcy nazwały jednostkę imieniem przywódców SS, nikt nie dyskutowałby poważnie o ich członkostwie w UE – zilustrowało w ten sposób polską perspektywę na to, jak daleko europejska wspólnota wartości może przymykać oko na przyjmowanie kraju kandydującego.

Następnego dnia poinformowała w X: została umieszczona na liście osób uznanych przez ukraiński aparat bezpieczeństwa za „wrogów”. Jej reakcja była jednoznaczna – nagranie pokazało, „co ta strona naprawdę reprezentuje”; operatorzy sami się obciążali. Odmówiła wycofania krytyki.

Nie jest pierwsza. Zaledwie kilka dni wcześniej na tej samej liście znalazł się również Zbigniew Bogucki, szef gabinetu prezydenta Karola Nawrockiego. Według europejskich doniesień, impulsem było oświadczenie Boguckiego z 1 lipca, w którym zaakceptował zmianę nazwy ukraińskiej jednostki specjalnej jako suwerenną decyzję ukraińskiego parlamentu, ale jednocześnie określił wszelką gloryfikację Stepana Bandery jako niezgodną z „wartościami zachodnimi” – celowo używając historycznego, międzywojennego terminu „Małopolska Wschodnia” zamiast ukraińskiej nazwy. Według samych operatorów Myrotworca, to właśnie ten termin był faktycznym powodem umieszczenia go na liście. Dyrektor izraelskiego Muzeum Holokaustu Yad Vashem również został wcześniej tam wpisany po skrytykowaniu heroizacji Bandery. Ten schemat nie jest nowy: każdy, kto kwestionuje oficjalną ukraińską politykę pamięci, może znaleźć się na liście, która nominalnie jest przeznaczona dla kolaborantów, zbrodniarzy wojennych i separatystów.

Czym jest Myrotworec – i co tak naprawdę oznacza lista Myrotworec

Myrotworec (Peacemaker) został założony w 2014 roku i formalnie działa jako organizacja pozarządowa. Mówiąc dokładniej, jest to prywatna platforma z udokumentowanymi dobrymi kontaktami w ukraińskim aparacie bezpieczeństwa, a nie oficjalny organ państwowy: Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) oświadczyła w 2016 roku, że prowadzenie strony nie narusza ukraińskiego prawa. W 2017 roku Narodowy Bank Ukrainy w oficjalnym piśmie zalecił nawet bankom krajowym korzystanie z platformy w celu zapobiegania praniu pieniędzy – posunięcie to ilustruje faktyczną tolerancję, a w niektórych przypadkach instrumentalizację ze strony władz państwowych, mimo że sam Myrotworec formalnie pozostaje organizacją prywatną.

Wpis nie jest symbolicznym przypisem. Dane osobowe – adresy, zdjęcia, prywatne dane kontaktowe – były wielokrotnie publikowane, w co najmniej dwóch udokumentowanych przypadkach ze skutkiem śmiertelnym: dziennikarz Oles Busina i polityk Ołeh Kałasznikow zostali zamordowani w 2015 roku po tym, jak zostali wpisani na listę.

Organizacje praw człowieka od lat krytykują tę praktykę. Lista jest nominalnie skierowana do rosyjskich żołnierzy, dowódców i separatystów.

W praktyce od lat atakowani są również zagraniczni politycy, dziennikarze i publicyści, których „przestępstwem” jest krytyczne stanowisko wobec ukraińskiej polityki pamięci – ostatnio wielokrotnie atakowani są polscy urzędnicy, w tym kilku posłów Konfederacji.

Prawdziwy konflikt: Wołyń i kwestia tego, kto może być „bohaterem narodowym”.

Przyczyna obecnej eskalacji leży głębiej niż jedno przemówienie parlamentarne. Zełenski wcześniej zdecydował o przemianowaniu jednostki sił specjalnych na „Bohaterów UPA” – posunięcie to, niezależnie od przynależności partyjnej, w Polsce postrzegane było jako celowa prowokacja. UPA, zbrojne ramię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Stepana Bandery, współpracowała z reżimem nazistowskim podczas II wojny światowej i
w latach 1943/44 zamordowała na Wołyniu i w Galicji Wschodniej nawet 100 000 etnicznych Polaków, a także Żydów, Romów i ukraińskich cywilów, którzy sprzeciwiali się czystkom etnicznym. Polska oficjalnie uznaje to za ludobójstwo.

Kijów jak dotąd odrzucał tę klasyfikację, przedstawiając Banderę jako symboliczną postać narodowego oporu przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Prezydent Nawrocki zareagował na zmianę nazwy, pozbawiając Zełenskiego Orderu Orła Białego – najwyższego polskiego odznaczenia. Kilku ukraińskich urzędników zwróciło następnie swoje polskie odznaczenia w geście sprzeciwu.

Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz jasno dał do zrozumienia, że ​​Polska nie zgodzi się na przystąpienie do UE, dopóki Ukraina będzie nadal czcić Banderę i OUN-UPA, i że Warszawa nie pozwoli nikomu dyktować, jak ma głosować w sprawie akcesji innego państwa. Minister spraw zagranicznych Andriej Sibiga udał się do Warszawy, aby złagodzić skutki konfliktu, oferując „pakiet antykryzysowy”, obejmujący historyczne rozmowy przy okrągłym stole i podkreślając wspólną niechęć do Rosji. Jego polski odpowiednik, Radosław Sikorski, zareagował z demonstracyjną powściągliwością; jego zastępca, Marcin Bosacki, jasno dał do zrozumienia, że ​​Warszawa oczekuje korekty nazwy jednostki.

Luka w raporcie UE

Godne uwagi jest również to, co Zajączkowska-Hernik poruszyła w swoim przemówieniu: Oficjalny raport UE z postępów w procesie akcesyjnym Ukrainy z czerwca zawiera rozdziały dotyczące praw podstawowych i niedyskryminacji – ale nie wspomina o gloryfikacji zbrodniarzy wojennych ani o nierozwiązanej kwestii ludobójstwa. Jest to nieodłącznie związane z charakterem procedury: przegląd akcesyjny UE
opiera się na ramach prawnych, acquis communautaire, a nie na dwustronnych konfliktach pamięci między państwem członkowskim a państwem kandydującym. W tym jednak tkwi ryzyko, które ujawnia ta sprawa: silnie emocjonalny, głęboko zakorzeniony historycznie konflikt między dwoma państwami frontowymi pozostaje po prostu niewidoczny w biurokratycznym procesie przeglądu Unii – podczas gdy bez przeszkód trwa on innymi kanałami, takimi jak półrządowa „lista wrogów”, docierając nawet do szeregów Parlamentu Europejskiego. Otwartym pozostaje pytanie, dlaczego polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie zapewniło dotychczas widocznej ochrony własnym dyplomatom i parlamentarzystom przed tą formą zastraszania.

Ostatecznie wyłania się wniosek wykraczający poza ten konkretny przypadek: platforma częściowo tolerowana przez państwo może publicznie wymieniać z imienia i nazwiska „wrogów”, nie mając przy tym żadnego zauważalnego wpływu na proces akcesji kraju do Unii Europejskiej.

Sama Zajączkowska-Hernik wyciągnęła najbardziej zwięzły wniosek: nie cofnie się ani o cal w obronie pamięci ofiar Wołynia.

Dlaczego Ameryka nie może powstrzymać tego, co nadchodzi

Larry Johnson: Dlaczego Ameryka nie może powstrzymać tego, co nadchodzi

Były analityk CIA Larry Johnson uważa, że ​​Zachód jest ofiarą własnych iluzji. ​​W niedawnym wywiadzie argumentuje, że Waszyngton przez dekady błędnie oceniał Iran – i dlatego nie rozumiał ani rozwoju politycznego tego kraju, ani jego siły militarnej.

Johnson odrzuca powszechne na Zachodzie przekonanie, że Iran jest państwem zależnym wyłącznie od jednego przywódcy. Uważa, że ​​samo odsunięcie Najwyższego Przywódcy doprowadziłoby do upadku całego systemu, za fundamentalne nieporozumienie. Zamiast tego przedstawia Iran jako złożony system polityczny i społeczny, wykraczający daleko poza ramy działania pojedynczej osoby.

Hollywood zamiast rzeczywistości

Według Johnsona, zachodnie rozumienie Iranu jest kształtowane przez bardzo uproszczony światopogląd. Polityka jest postrzegana jak hollywoodzki film – z bohaterem, złoczyńcą i prostą fabułą. To przesłania rzeczywiste struktury społeczne, religijne i polityczne Iranu.

Ten sposób myślenia ma poważne konsekwencje. Jeśli nie rozumiesz przeciwnika, nie możesz go pokonać.

Pracownik CIA: Eksperci nie znali tego kraju.

Johnson opiera swoją krytykę na własnych doświadczeniach w CIA. Jako analityk ds. Ameryki Środkowej twierdzi, że był jedyną osobą w swoim departamencie, która rzeczywiście mieszkała w tym regionie i posługiwała się tamtejszym językiem. Wiele analiz, jak twierdzi, zostało napisanych przez osoby, które nie miały realnej wiedzy o kulturze ani ludności. W przypadku Iranu problem ten był jeszcze bardziej dotkliwy.

Co więcej, wygnańcy z Iranu, mający osobiste interesy polityczne, byli często wzywani jako eksperci. To pozwalało, by uprzedzenia zastępowały obiektywną analizę. Johnson doszedł do wniosku, że polityka amerykańska nigdy w pełni nie zrozumiała Iranu.

Wojna ukształtowała strategię Iranu.

Kolejnym tematem rozmowy jest rozwój irańskiej doktryny wojskowej po wojnie iracko-irańskiej. Według rozmówcy, irańskie władze zdały sobie wówczas sprawę, że nigdy nie będą w stanie konkurować na równych warunkach z głównymi potęgami militarnymi.

Zamiast tego Teheran zdecydował się na rozwój własnych programów rakietowych i dronów. Obecny Najwyższy Przywódca konsekwentnie realizuje tę strategię, jednocześnie wykluczając jakiekolwiek negocjacje dotyczące programu rakietowego. Ta właśnie decyzja stanowi dziś fundament irańskiego odstraszania.

Współpraca z Zachodem zakończyła się nieufnością

Johnson twierdzi również, że Iran w przeszłości próbował współpracować z instytucjami zachodnimi. Jednak informacje z międzynarodowych inspekcji zostały wykorzystane do zidentyfikowania irańskich naukowców, którzy później stali się celem zamachów. Takie doświadczenia, jak twierdzi, znacząco wzmocniły nieufność Teheranu do Zachodu. Johnson powtarza tę wersję w wywiadzie.

Społeczeństwo się zmieniło

Johnson był szczególnie zaskoczony opisami rozwoju sytuacji w kraju, jakie przedstawił mu irański rozmówca. Rozmówca stwierdził, że w ostatnich latach irańskie społeczeństwo uległo znaczącym zmianom. Kobiety działają teraz swobodniej, rząd podchodzi do kwestii społecznych bardziej pragmatycznie, a publiczna krytyka państwa jest znacznie bardziej otwarta, niż zakłada wielu zachodnich obserwatorów. Powyższe wypowiedzi pochodzą z wywiadu i odzwierciedlają punkt widzenia rozmówcy.

Kształtuje się nowe pokolenie

Pod koniec rozmowy Johnson skupia się na przyszłości. Wierzy, że niedawna wojna będzie miała trwały wpływ na całe pokolenie irańskiej młodzieży. Osoby w wieku od 15 do 30 lat obejmą w nadchodzących dekadach przywództwo polityczne i wojskowe.

Jego wniosek jest jednoznaczny: Zachód wierzył, że może osłabić Iran.

W rzeczywistości jednak wydarzenia te mogą przynieść dokładnie odwrotny skutek – a mianowicie jeszcze silniejsze poczucie jedności narodowej i bardziej zdecydowane, długoterminowe przywództwo.

Z perspektywy Johnsona Ameryka nie będzie zatem w stanie powstrzymać irańskiego kursu politycznego, ponieważ wciąż nie do końca zrozumiała mechanizmy społeczne tego kraju.

Globalistyczne Organizacje Pozarządowe rekrutują „Ukraińców” w Indiach i Pakistanie

Globalistyczne Organizacje Pozarządowe Rekrutują Zastępców w Indiach

Billboard w Indiach zachęca Hindusów i ich rodziny do migracji na Ukrainę. Podobnie jak Pakistańczyków, mieszkańców Afryki i innych krajów muzułmańskich.

W języku Hindi i angielskim brzmi to tak: „Stwórz rodzinę. Szukaj Pracy. Stwórz przyszłość. Wybierz Ukrainę!” – opieczętowany adresem URL visitukraine.today.

Ktoś płaci za rekrutację obywateli Indii do migracji do kraju, który jest aktywnie w stanie wojny, gdzie ukraińscy mężczyźni są wcielani do armii z ulic, i gdzie rdzenna ludność zmniejszyła się ponad dwukrotnie w ciągu jednego pokolenia.

Kandydatów nietrudno znaleźć. A pytanie, “dlaczego” powinno przeszkadzać każdemu Amerykaninowi, któremu powiedziano, że ta wojna dotyczy wolności i demokracji.

Minister Polityki Społecznej Ukrainy przyznał w maju 2026 roku, że na terytorium kontrolowanym przez Kijów mieszka obecnie tylko 22-25 milionów ludzi. W 1991 roku liczba ta przekroczyła 50 milionów. MFW przewiduje, że do końca 2026 roku populacja spadnie do 33,3 mln – i to jest optymistyczna liczba. Wskaźniki pośrednie – użytkownicy bankowości, rejestracje kart SIM, odbiorcy płatności społecznych — sugerują, że rzeczywista populacja może już wynosić poniżej 20 milionów.

Matematyka jest brutalna: cztery lata wojny zabiły, okaleczyły lub wcieliły do wojska setki tysięcy mężczyzn. Kolejne 5-6 milionów uciekło na zachód do Europy jako uchodźcy i nie wróciło. Wskaźniki urodzeń spadły — śmiertelność jest obecnie prawie trzykrotnie większa. Piramida wieku kraju ma statystyczną dziurę, w której powinny znajdować się osoby w wieku 20-25 lat.

Rząd Ukrainy i jego międzynarodowi partnerzy mają rozwiązanie. To nie jest pokój, który sprowadziłby Ukraińców do domu.

To import.

Około 300 000 zagranicznych migrantów – głównie z Indii, Bangladeszu, Pakistanu i Afryki Subsaharyjskiej – przybyło już, aby uzupełnić niedobory siły roboczej w budownictwie, logistyce, usługach użyteczności publicznej i produkcji. Według ekonomistów i analityków politycznych cytowanych w ukraińskich mediach, plan wymaga 4,5 miliona więcej cudzoziemców w ciągu najbliższych czterech lat. Powyższy billboard to boisko rekrutacyjne.

Międzynarodowa Organizacja ds. migracji — niezwiązany z nią organ z rocznym budżetem w wysokości 2 miliardów dolarów finansowanym w dużej mierze przez Departament Stanu USA i Komisję Europejską – jest osadzona w Ukraińskiej infrastrukturze migracyjnej od 2022 roku. Jego deklarowana misja obejmuje promowanie „włączenia migrantów i osób powracających do społeczeństwa.” Ta sama globalistyczna architektura migracyjna, która przekształciła Europę Zachodnią, działa teraz w kraju demograficznie wypatroszonym przez wojnę, którą Zachód aktywnie przedłuża.

Uzasadnienie ekonomiczne jest jasno określone w ukraińskich dyskusjach politycznych: migranci pracują za mniej, żądają mniej i — jak jedna z analiz ujęła to z niezwykłą szczerością — „nie stwarzają ryzyka politycznego.” W przeciwieństwie do ukraińskich pracowników, którzy domagają się płacy wystarczającej na utrzymanie i mają czelność oprzeć się przymusowej mobilizacji, zagraniczna siła robocza jest wygodna. Zgodna i tania.

Francja osiągnęła ten etap po 30 latach. Ukraina robi to w cztery lata – pod osłoną wojny, z logistyką zachodnich organizacji pozarządowych i billboardami rekrutacyjnymi w Bombaju.

Ukraina ostrzeżona, ale nadal kosztuje

Ukraina ostrzeżona, ale nadal kosztuje

Pomimo buńczucznych deklaracji sekretarza generalnego NATO, Marka Ruttego, o „zjednoczonych jak nigdy” członkach NATO, po tureckim szczycie widać wyraźnie, że coraz mniej państw jest gotowych zaangażować się w konflikt ukraiński. 

Nawet nasza delegacja, znana wcześniej z wychodzenia przed szereg w sprawie wojny, tym razem wzięła pod uwagę narastający gniew społeczeństwa i raczej zaznaczyła swoją odrębność wobec Zełenskiego, co najlepiej było widać po oświadczeniach prezydenta Karola Nawrockiego.

Przesadzili z Banderą

„Dla mnie kwestie Ukraińskiej Powstańczej Armii, symbole UPA nie są negocjowalne. Emocje Polek i Polaków w odniesieniu do ludobójstwa wołyńskiego jest kwestią nienegocjowalną. W obliczu, że ta kwestia jest dla Polaków tak ważna, i tu liczymy na zrozumienie ze strony Ukrainy, że flaga banderowska ogranicza też przyszłość Ukrainy w UE, niesie ze sobą wiele złych symboli” – zadeklarował Nawrocki po spotkaniu z Zełenskim.

Ukraińcy wyraźnie przeszarżowali z kultem UPA, ale nie zamierzają się z niego wycofywać. Kiriłł Budanow, kiedyś szef wywiadu odpowiedzialnego za terroryzm, a obecnie pilnujący Zełenskiego jako szef jego administracji, wręcz odgrażał się Polakom w wywiadzie dla ukraińskich mediów. Co jednak ważne i w zasadzie nowe: sprawa wyszła poza bilateralne relacje Polski i Ukrainy i wydostała się nawet na forum Parlamentu Europejskiego!

Chyba po raz pierwszy od dawna stanął on po stronie Polski. W środę 470 posłów do Parlamentu Europejskiego przyjęło rezolucję potępiającą działania Zełenskiego i stwierdzającą, że jego decyzja jest niezgodna z wartościami europejskimi. Na dodatek, europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik podarła flagę UPA, przypominając wszystkim, że symbol ten nie jest mile widziany w Unii Europejskiej. Chwilę później znalazła się na liście „wrogów Ukrainy” prowadzonej przez tamtejsze służby specjalne.

Ukraina męczy coraz bardziej

O ile jednak historyczne spory same w sobie nie są dla Kijowa niepokojące, o tyle ich konsekwencje mogą być poważne. Postawa Nawrockiego zachęciła wszakże polityków z innych krajów, do bardziej otwarcie wyrażanego sceptycyzmu wobec kliki Zełenskiego. Premier Czech Andrej Babiš oświadczył, że nie przeznaczy już ani jednej korony na wsparcie innego kraju z powodu deficytu budżetowego. Wyraźnie nazwał taką politykę bezcelową, ponieważ nie przyczynia się ona do pokoju na kontynencie.

Przywódcy Bułgarii i Holandii powoływali się na niedobór własnych zasobów wojskowych i zapowiedzieli wstrzymanie pomocy dla Ukrainy. W tonie wątpliwości wobec sensowności dotychczasowej polityki wypowiadali się również przedstawiciele Słowacji, Węgier i Włoch. Na deser zaś, tuż po szczycie, niemiecki parlament odrzucił rezolucję wzywającą do dostarczenia Ukrainie rakiet Taurus.

Tyle jednak słowa, ale w deklaracji końcowej państwa zgodziły się mimo to przekazać władzom ukraińskim 140 miliardów euro w ciągu najbliższych dwóch lat. Pieniądze te zostaną przeznaczone na sprzęt wojskowy, pomoc i programy szkoleniowe dla lokalnych żołnierzy. Czy to w jakikolwiek sposób zwiększa szanse na pokój?

Przeciwnie. Wszakże europejska pomoc to obfite źródło dochodu dla skorumpowanych elit Ukrainy.

Głos rozsądku z daleka

Co ciekawe, bezsens tego typu kroków odnotowany jest także poza Europą. Mohammad Reza Moradi, dyrektor generalny działu wiadomości międzynarodowych w irańskiej agencji informacyjnej Mehr, stwierdza bez ogródek: „Konflikt nie przynosi nikomu korzyści, toczy się w sercu kontynentu i uderza w dobrobyt krajów europejskich, sankcje i wydatki na obronę wydrenowały budżety w całej UE. Europa nie może stać z boku i przyglądać się rozwojowi sytuacji. Lepiej byłoby zająć niezależne stanowisko i rozpocząć negocjacje”.

Irański komentator zauważa też, że takim stanowiskiem UE wyklucza się z centrum polityki, stając się raczej stroną konfliktu, a nie kimś kto może go rozwiązać. „Wciąż liczą na to, że jedna strona zostanie zmiażdżona, a druga odniesie całkowite zwycięstwo. To błędne podejście. Unia Europejska musi być w centrum negocjacji i wysiłków na rzecz rozwiązania kryzysu ukraińskiego. Niech przedstawi własne, realistyczne propozycje” – proponuje Moradi.

Obciążenie finansowe państw członkowskich NATO staje się ogromne. Mark Rutte z dumą ogłosił, że w ciągu ostatnich 10 lat państwa UE wpłaciły do ​​wspólnego budżetu 1,2 biliona euro. Jakby jednak nie patrzeć: inwestycje te nie pomogły zapobiec toczącej się obecnie wojnie w Europie. Ponadto w ciągu najbliższych czterech lat wydatki państw członkowskich na obronę mają wzrosnąć o kolejne 792 miliardy euro i też nie ma gwarancji, że te nowe nakłady w jakikolwiek sposób zwiększą bezpieczeństwo kontynentu.

Szczyt w Ankarze pokazał, że w NATO nie ma jedności, a miliardami euro pali się w piecu. Czechy, Holandia, Bułgaria i inne kraje stanęły po stronie Polski i skrytykowały Ukrainę. Finalnie jednak pod koniec spotkania Zełenski i tak swoje wysępił. Sojusz podzielił się na trzy grupy: jedni popierają go we wszystkim, inni zachowują neutralność, a trzeci są przeciwko.

Jednak z jakiegoś powodu opinia większości jest ignorowana, a koszty chybionych decyzji ponoszą wszyscy, niezależnie od zajmowanego stanowiska. 

Tomasz Jankowski

Po szczycie NATO – wołynka?

Stanisław Michalkiewicz: Po szczycie NATO – wołynka?

   Zakończył się w Ankarze kolejny szczyt NATO  z udziałem prezydenta USA Donalda Trumpa. Wspominam o jego udziale, bo zanim jeszcze szczyt się rozpoczął, wzbudził wśród europejskich członków NATO wielki niepokój, czy przypadkiem nie będzie to w historii Paktu szczyt ostatni. Prezydent Trump bowiem nie szczędził europejskim członkom NATO gorzkich wyrzutów, że nie udzielili oni Stanom Zjednoczonym spodziewanej pomocy w wojnie ze złowrogim Iranem, w jaką wkręcił Amerykę bezcenny Izrael.

Prezydent Trump najwyraźniej uważał, że europejscy sojusznicy powinni byli udzielić Ameryce oczekiwanej pomocy, w myśl art. 5 traktatu waszyngtońskiego. Tymczasem art. 5 stanowi, że procedury sojusznicze uruchamiane są w przypadku, gdy państwo członkowskie padnie ofiarą czyjejś „zbrojnej napaści” – a w przypadku wojny przeciwko Iranowi, stroną napastniczą nie był Iran, tylko bezcenny Izrael i Ameryka, więc żadne procedury sojusznicze nie mogły być w tym przypadku uruchomione.

   Szczyt w Ankarze rozpoczął się więc od intensywnych zabiegów sekretarza Generalnego NATO Marka Rutte wokół udobruchania amerykańskiego prezydenta. Mark Rutte wykorzystał powszechnie znaną skłonność prezydenta Trumpa do przyjmowania komplementów, więc zakadził mu na wszelki możliwy sposób, obsypując komplementami.

Taktyka ta okazała się skuteczna, bo prezydent Trump nie tylko nie rozwiązał Paktu Północnoatlantyckiego, ale nawet odstąpił od zamiaru zerwania „wszelkich” kontaktów Ameryki z Hiszpanią, przestał krytykować panią Giorgię Meloni, a nawet zapomniał o Grenlandii, która jeszcze poprzedniego dnia była Stanom Zjednoczonym bezwzględnie potrzebna.

W rezultacie szczyt w Ankarze potwierdził zobowiązania wynikające z art. 5 traktatu waszyngtońskiego, stanął na nieubłaganym gruncie wspierania Ukrainy, uznał Rosję za „zagrożenie”, a rozochocony prezydent Trump nawet obiecał prezydentowi Zełeńskiemu udzielnie Ukrainie koncesji na produkcję pocisków rakietowych do systemu „Patriot”. Jeśli chodzi o wsparcie dla Ukrainy, to europejscy członkowie NATO uchwalili, że corocznie będą Ukrainie płacili haracz w wysokości ok. 70 mld euro – aż do ostatecznego zwycięstwa.

Biorąc pod uwagę doniesienia, jakoby ok. 30 procent kwot trafiających na Ukrainę tytułem „wsparcia” było przytulane, to znaczy – prywatyzowane przez tamtejszych oligarchów, można nabrać przekonania, że ich poparcie dla kontynuowania wojny z Rosją do ostatniego Ukraińca nadal będzie utrzymywało się na dotychczasowym, a może nawet – na jeszcze wyższym poziomie.

Warto przy tym dodać, że USA zakręciły kurek z pieniędzmi dla Ukrainy, w związku z czym 70-miliardowy haracz będzie sfinansowany przez europejsów, którzy będą w Ameryce kupowali broń i inne rzeczy, po czym przekazywali je Ukrainie, żeby mogła prowadzić wojnę aż do ostatecznego zwycięstwa. Gdyby opierać się na doniesieniach portalu „Onet”, to można by nabrać przekonania, że jest ono już w zasięgu ręki, ale nie możemy zapominać, że pierwszą ofiarą każdej wojny – a więc również i tej – jest prawda, a po drugie – że od kwietnia br. Niemcy pozostają z Ukrainą w strategicznym partnerstwie, więc nic dziwnego, iż obraz wojny rosyjsko-ukraińskiej we wspomnianych mediach bardzo przypomina doniesienia niemieckiej prasy z początków operacji „Barbarossa”, kiedy to każda kronika filmowa rozpoczynała się od fanfar – i dopiero po Stalingradzie fanfary zostały zastąpione przez werble.

   W dodatku tak się złożyło, że kiedy w Ankarze rozpoczynał się szczyt NATO, złowrogi Iran i USA znowu zaczęły obrzucać się nawzajem ponaddźwiękowymi dzidami. Wprawdzie formalnie trwa jeszcze 60-dniowe zawieszenie broni, ale prezydent Trump oświadczył, że „to koniec”, bo ci Irańczycy, to „źli i chorzy ludzie” z którymi on nie chce mieć już nic do czynienia. Najwyraźniej musiał stracić nadzieję, że premier rząd jedności narodowej bezcennego Izraela pójdzie mu na rękę i wstrzyma ostrzał Libanu.

Nawiasem mówiąc, ta nadzieja nie była specjalnie duża, bo  każde dziecko wie, że w październiku br. w Izraelu są wybory – a dopóki trwa wojna, to poparcie Żydów dla Beniamina Netanjahu jest podobne do poparcia, jakim w Niemczech cieszył się Adolf Hitler po pokonaniu Francji.

   W tej sytuacji wygląda na to, że zarówno wojna rosyjsko-ukraińska prędko się nie skończy. Po pierwsze dlatego, że Ameryka, w której europejsy kupują dla Ukrainy broń, na tej wojnie nieźle zarabia, dzięki czemu zyskuje środki na obrzucanie złowrogiego Iranu ponaddźwiękowymi dzidami, z których każda przecież sporo kosztuje. Skoro tak, to i wojna przeciwko złowrogiemu Iranowi też może trwać przez czas nieokreślony, chociaż nie można wykluczyć, iż będzie przerywana porozumieniami pokojowymi – na przykład w rodzaju obecnego, 60-dniowego zawieszenia broni.

Wprawdzie prezydent Trump powiada, że już ma tego całego Iranu dość, ale dopóki musi tańczyć, jak mu zagrają władze bezcennego Izraela, to będzie tańczył – najwyżej z przerwami na odpoczynek – podczas których giełdy będą reagować obniżkami cen ropy – na czym osoby dobrze poinformowane mogą też zbić majątek.

   Podczas wspomnianego szczytu NATO w Ankarze doszło też do spotkania pana prezydenta Karola Nawrockiego z prezydentem Zełeńskim, któremu prezydent Nawrocki wcześniej postanowił odebrać order Orła Białego. Co najmniej godzinna rozmowa nie doprowadziła do niczego. Po pierwsze dlatego, że dla prezydenta Zełeńskiego najwaźniejsza była uchwała europejsów o 70-miliardowym corocznym haraczu dla Ukrainy, w którym Polska tak czy owak będzie finansowo partycypowała.

Tymczasem pan prezydent Nawrocki chyba liczył na ustępstwa prezydenta Zełeńskiego w sprawie UPA i Panteonu herojów – a on w tej sprawie ani nie chce, ani nie może cofnąć się nawet o krok. Po pierwsze – ze względu na  proklamowanie w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego. Oznacza ono, że Niemcy wróciły do polityki prowadzonej przez Cesarstwo Niemieckie pod koniec I wojny światowej. Jak pamiętamy pozwoliło ono na utworzenie państwa ukraińskiego, by przy jego pomocy szachować Rosję i trzymać w ryzach Polaków.

W tej sytuacji Polska ani Niemcom, ani Ukrainie nie jest już do niczego potrzebna, więc można ją prowokować na wszelkie sposoby, żeby w razie czego zwalić na nią winę, gdyby na Ukrainie coś poszło nie tak – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Bo chociaż wojna z Rosją jeszcze nie zakończyła się ostatecznym ukraińskim zwycięstwem i nie wiadomo, ani kiedy, ani czy w ogóle się tak zakończy – to już teraz pan Cyryl Budanow przestrzegł Lachów, by nie podejmowali „niedojrzałych kroków” podczas obchodów rocznicy rzezi wołyńskiej 11 lipca br. – bo w przeciwnym razie „nikt nie będzie siedział w milczeniu”.

Nasza duszeńka pokazała kły i pazury.

Wojna z Iranem 2.0

Wojna z Iranem 2.0

10 lipca 2026

To była wojna nowoczesna, bo w dużej mierze pozbawiona głębi i znaczenia. Robili to, co się robi podczas wojny, ale bez samej istoty. Bez jasnych celów i motywów, bez warunków zwycięstwa, bez taktyki. Tylko bomby i szowinizm bez sensu.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Grafika: AI

Znów to samo, wojna z Iranem 2.0

Wojna w Iranie zostaje więc wznowiona na drugi sezon. Dziś rano, na szczycie NATO w Ankarze, prezydent Trump powiedział dziennikarzom, że zawieszenie broni „się skończyło”, a irański reżim to „szumowiny”.

Krótki przegląd chronologiczny wojny:

– Rozpoczęła się 28 lutego.
– Przeszła do fazy „zawieszenia broni” 8 kwietnia.
– Zakończyła się 17 czerwca.
– Wczoraj zaczęła się na nowo.

To była wojna nowoczesna, bo w dużej mierze pozbawiona głębi i znaczenia. Robili to, co się robi podczas wojny, ale bez samej istoty. Bez jasnych celów i motywów, bez warunków zwycięstwa, bez taktyki. Tylko bomby i szowinizm bez sensu.

No więc, co się stanie, kiedy to wszystko zacznie się od nowa?

Cóż, chyba ceny energii wzrosną. Znowu. Stany Zjednoczone najwyraźniej już wycofały zniesienie sankcji, które było częścią porozumienia o zawieszeniu broni, więc 63 miliony baryłek ropy „utknęło” w Zatoce Perskiej.

Cena ropy wzrosła w ciągu nocy o 5%.

Każdy, kto wcześniej o tym wiedział, prawdopodobnie zarobił na giełdzie sporo pieniędzy. Ale jestem pewien, że takie rzeczy nie mają miejsca.

Trump obiecał dziś wieczorem „mocno uderzyć w Iran”, a Iran w odpowiedzi zagroziłsparaliżowaniem globalnego przepływu ropy naftowej” (czego nie może zrobić, ponieważ 80% globalnej ropy nigdy nie przepływa przez Cieśninę Ormuz) i rozszerzeniem wojny na Morze Czerwone.

Co oni dokładnie mają na myśli, dopiero się okaże. Przypuszczam, że chodzi o wzmożone walki w Libanie i Jemenie ze strony milicji „wspieranych przez Iran”, Hezbollahu i Huti.

Jeszcze przed zawarciem tymczasowego porozumienia pokojowego mówiono o zamknięciu Cieśniny Bab al-Mandab przez Huti. Właśnie tym martwiła się Rada Stosunków Zagranicznych.

Na pierwszy rzut oka wydaje się to niemożliwe, ale ta narracja o „wojnie” już na bardzo wczesnym etapie wyrzuciła racjonalność przez okno.

W pierwszym akcie wojna przypominała w zasadzie rundy tenisa z nalotami, z jasnym celem zamknięcia Cieśniny Ormuz. Czy będzie to po prostu więcej tego samego?

Czy „rozszerzą” wojnę na Morze Czerwone?
Czy tym razem zobaczymy „żołnierzy w terenie”?
Czy może w końcu zdecydują, co rzekomo próbują osiągnąć?

_____________

Let’s talk about…Here we go again, Iran War 2.0, Off-Guardian, Jul 8, 2026

III Wojna Światowa ante portas!

Ignacy Nowopolski Jul 10 III Wojna Światowa ante portas!


Wspierani przez Iran rebelianci Huti w Jemenie ostrzegli kraje Zatoki gospodarzy amerykańskich baz wojskowych, że pozwolenie na wykorzystanie ich terytorium do ataków na Iran może wciągnąć je bezpośrednio w konflikt. Najnowsze oświadczenie pojawia się w obliczu rosnących napięć po ostatnich amerykańskich nalotach na terenie Iranu oraz odnowionych groźbach Huti wobec saudyjskiej infrastruktury. Wydarzenia te podkreślają rosnące obawy, że konfrontacja między Waszyngtonem a Teheranem może przerodzić się w szerszą wojnę regionalną. Państwa Zatoki otwierają “Nowy Front Wojenny”Kuwejt i Bahrajn znajdują się w centrum nowych napięć na Bliskim Wschodzie po tym, jak wspierani przez Iran rebelianci Huti w Jemenie ostrzegli kraje Zatoki Perskiej goszczące amerykańskie bazy wojskowe, że pozwolenie na wykorzystanie ich terytorium do ataków na Iran może wciągnąć je bezpośrednio w konflikt. Najnowsze oświadczenie pojawia się w obliczu rosnących napięć po ostatnich amerykańskich nalotach na terenie Iranu oraz odnowionych groźbach Huti wobec saudyjskiej infrastruktury.
Wydarzenia te podkreślają rosnące obawy, że konfrontacja między Waszyngtonem a Teheranem może przerodzić się w szerszą wojnę regionalną. Pojawiły się doniesienia o możliwej wspólnej operacji uderzeniowej wymierzonej w irański obiekt morski. Zgłaszane działania następują w czasie eskalacji stosunków irańsko-amerykańskich, napięcia, rosnące obawy dotyczące bezpieczeństwa w Zatoce oraz szerszy regionalny impas wojskowy.
Według doniesień domniemane ataki były wymierzone w irańską infrastrukturę morską wzdłuż Zatoki Omańskiej, co dodaje potencjalnie nowy wymiar trwającemu konflikcie. Jednak szczegóły wciąż się rozwijają, a oficjalne potwierdzenia i niezależna weryfikacja wciąż pozostają w oczekiwaniu. Obejrzyj pełny raport (linki w podnapisach), aby poznać najnowsze informacje o Iranie, Kuwejcie, Bahrajnie, napięciach w Zatoce Perskiej, bazach morskich oraz narastającym kryzysie na Bliskim Wschodzie.
Na froncie ukraińskim rosyjskie Siły Kosmiczno – Powietrzne nasilają ataki na infrastrukturę energetyczną, transportową & militarną Ukrainy & NATO. Brak jakiejkolwiek obrony przeciwlotniczej zwiększa skuteczność tych działań. Obłędna zachodnia propaganda nasila kłamstwa o “ukraińskich sukcesach” wprost proporcjonalnie do klęsk banderowców na polu walki.

Z punktu widzenia Polskiej Racji Stanu, taka sytuacja jest wysoce pozytywna. Kontynuacja oporu przez narkomana Zełenskego zmusza Rosjan do ostatecznej likwidacji tego, co jeszcze pozostało z państwa Bandery.
Karykaturalną ilustracją, jak naprawdę NATO traktuje Ukrainę, jest decyzja z Ankary o przekazaniu Kijowowi “licencji” na produkcję platform Patriot.
Ponieważ Zachód wystrzelał się już z nich wszystkich, a amerykański przemysł zbrojeniowy produkuje zaledwie kilkadziesiąt sztuk rocznie w sieci kilkuset fabryk podwykonawców, to Trump wspaniałomyślnie zezwolił Kijowowi na uruchomienie własnej produkcji na terenie Ukrainy.
Ciekawe będzie zobaczyć gdzie & w jakim czasie rozmieści się fabryki systemów na terenie Banderowszczyzny. Kto będzie je produkować? W jaki sposób Kijów przekona Rosję o konieczności wstrzymania się z atakami na te nowe obiekty militarne?
Teatr absurdu rozgrywający się na naszych oczach osiągnął nowe szczyty. Niepokojące jest to, że zachodnia opinia publiczna nie widzi w tym obłędnym cyrku niczego nienormalnego! Udowadnia to oczywistą tezę, że masowa narkomania na Zachodzie musi owocować delirycznymi rezultatami!
Ignacy Nowopolski Jul 10 III Wojna Światowa ante portas!

Wspierani przez Iran rebelianci Huti w Jemenie ostrzegli kraje Zatoki gospodarzy amerykańskich baz wojskowych, że pozwolenie na wykorzystanie ich terytorium do ataków na Iran może wciągnąć je bezpośrednio w konflikt. Najnowsze oświadczenie pojawia się w obliczu rosnących napięć po ostatnich amerykańskich nalotach na terenie Iranu oraz odnowionych groźbach Huti wobec saudyjskiej infrastruktury. Wydarzenia te podkreślają rosnące obawy, że konfrontacja między Waszyngtonem a Teheranem może przerodzić się w szerszą wojnę regionalną.
Państwa Zatoki otwierają “Nowy Front Wojenny”
Kuwejt i Bahrajn znajdują się w centrum nowych napięć na Bliskim Wschodzie po tym, jak wspierani przez Iran rebelianci Huti w Jemenie ostrzegli kraje Zatoki Perskiej goszczące amerykańskie bazy wojskowe, że pozwolenie na wykorzystanie ich terytorium do ataków na Iran może wciągnąć je bezpośrednio w konflikt. Najnowsze oświadczenie pojawia się w obliczu rosnących napięć po ostatnich amerykańskich nalotach na terenie Iranu oraz odnowionych groźbach Huti wobec saudyjskiej infrastruktury.
Wydarzenia te podkreślają rosnące obawy, że konfrontacja między Waszyngtonem a Teheranem może przerodzić się w szerszą wojnę regionalną. Pojawiły się doniesienia o możliwej wspólnej operacji uderzeniowej wymierzonej w irański obiekt morski. Zgłaszane działania następują w czasie eskalacji stosunków irańsko-amerykańskich, napięcia, rosnące obawy dotyczące bezpieczeństwa w Zatoce oraz szerszy regionalny impas wojskowy.
Według doniesień domniemane ataki były wymierzone w irańską infrastrukturę morską wzdłuż Zatoki Omańskiej, co dodaje potencjalnie nowy wymiar trwającemu konflikcie. Jednak szczegóły wciąż się rozwijają, a oficjalne potwierdzenia i niezależna weryfikacja wciąż pozostają w oczekiwaniu. Obejrzyj pełny raport (linki w podnapisach), aby poznać najnowsze informacje o Iranie, Kuwejcie, Bahrajnie, napięciach w Zatoce Perskiej, bazach morskich oraz narastającym kryzysie na Bliskim Wschodzie.

Na froncie ukraińskim rosyjskie Siły Kosmiczno – Powietrzne nasilają ataki na infrastrukturę energetyczną, transportową & militarną Ukrainy & NATO. Brak jakiejkolwiek obrony przeciwlotniczej zwiększa skuteczność tych działań. Obłędna zachodnia propaganda nasila kłamstwa o “ukraińskich sukcesach” wprost proporcjonalnie do klęsk banderowców na polu walki.
Z punktu widzenia Polskiej Racji Stanu, taka sytuacja jest wysoce pozytywna. Kontynuacja oporu przez narkomana Zełenskego zmusza Rosjan do ostatecznej likwidacji tego, co jeszcze pozostało z państwa Bandery.
Karykaturalną ilustracją, jak naprawdę NATO traktuje Ukrainę, jest decyzja z Ankary o przekazaniu Kijowowi “licencji” na produkcję platform Patriot.Ponieważ Zachód wystrzelał się już z nich wszystkich, a amerykański przemysł zbrojeniowy produkuje zaledwie kilkadziesiąt sztuk rocznie w sieci kilkuset fabryk podwykonawców, to Trump wspaniałomyślnie zezwolił Kijowowi na uruchomienie własnej produkcji na terenie Ukrainy.
Ciekawe będzie zobaczyć gdzie & w jakim czasie rozmieści się fabryki systemów na terenie Banderowszczyzny. Kto będzie je produkować? W jaki sposób Kijów przekona Rosję o konieczności wstrzymania się z atakami na te nowe obiekty militarne?
Teatr absurdu rozgrywający się na naszych oczach osiągnął nowe szczyty. Niepokojące jest to, że zachodnia opinia publiczna nie widzi w tym obłędnym cyrku niczego nienormalnego! Udowadnia to oczywistą tezę, że masowa narkomania na Zachodzie musi owocować delirycznymi rezultatami!

Jak ostateczny akt Chameneiego pokonał NATOstan

Jak ostateczny akt Chameneiego pokonał NATOstan

Pepe Escobar

Przerywamy program, aby ogłosić, że kotka objęta porozumieniem MoU wybudziła się ze śpiączki i praktycznie nie wykazuje oznak życia.

To było całkowicie przewidywalne.

Barbarzyński Pawian i jego poplecznicy złamali obietnicę zawieszenia sankcji naftowych wobec Iranu. Zobowiązanie to zostało anulowane przez Ministerstwo Finansów.

Złamali kruche zawieszenie broni, atakując bazy na południowym wybrzeżu Iranu; Iran zareagował; to samo zrobiły Stany Zjednoczone; i drabina eskalacji znów zaczęła działać.

Złamali porozumienie w sprawie przepłynięcia przez Cieśninę Ormuz, dokonując poważnych prowokacji tankowcami. Marynarka IRGC odpowiedziała w ten sam sposób.

Za pośrednictwem kultu śmierci złamali obietnicę zawartą w porozumieniu, zakładającą zakończenie wojny „na wszystkich frontach, w tym w Libanie”.

Barbarzyński Pawian z wielką pompą podpisał memorandum o porozumieniu w Wersalu i złamał je w typowy dla siebie okrutny i podły sposób podczas długich ceremonii żałobnych po zamordowanym przywódcy ajatollahu Chameneim – podczas gdy dziesiątki milionów Irańczyków, wraz z Irakijczykami w Nadżafie i Karbali, wykazały się całkowitą jednością narodową.

Całkowita kontrola Iranu nad Cieśniną Ormuz powróciła.

A Bab el-Mandab może być następny.

Wszystko to działo się równolegle ze szczytem NATO w Ankarze, gdzie Trump, kipiąc z wściekłości i histerycznie wściekły, ogłosił zakończenie zawieszenia broni i, w stylu neo-krassusa, nazwał irańskich polityków „szumowinami” i „kłamcami”, „złymi, brutalnymi ludźmi”. Nie wspominając o jego narcystycznej auto-projekcji.

Jakże trafne było to, że „Bawian z Barbarii” zaostrzył wojnę bezpośrednio ze szczytu Północnoatlantyckiej Organizacji Terrorystycznej. Celami CENTCOM-u są irańska infrastruktura cywilna i korytarze komunikacyjne. Potwierdzona taktyka terrorystyczna.

Należy zawsze podkreślać, że wojna NATO przeciwko Rosji i amerykańska wojna przeciwko Iranowi są pochodnymi tej samej wojny imperialnej przeciwko suwerennym państwom cywilizacyjnym, które są głęboko osadzone w integracji euroazjatyckiej.

Kluczowa kwestia dotycząca tego okropnego Sekretarza Generalnego NATO, Tutti Frutti al-Ruttiego, który wygadał się, opisując Europę jako „świetną platformę do projekcji siły dla Stanów Zjednoczonych”: w końcu „5000 samolotów wystartowało z europejskich lotnisk”, aby wesprzeć amerykańską wojnę z Iranem.

Oto, co każdy na Zachodzie, którego IQ przekracza 50, powinien zrozumieć: NATO to nic więcej niż zwasalizowana platforma startowa dla imperium chaosu, grabieży i piractwa.

Pawian z Barbarii nie był pod wrażeniem holenderskiego błazna. Wręcz przeciwnie, ostro skrytykował Włochy – „bardzo źle” – za nieotwieranie baz; Wielką Brytanię za otwarcie zaledwie kilku; zagroził Hiszpanii bojkotem handlowym, ponieważ Madryt zamknął swoją przestrzeń powietrzną na czas wojny w marcu ubiegłego roku; i dodał, że „potrzebuje” pożreć Grenlandię.

Tak oto Imperium traktuje wasalną „platformę”: jako „śmieci”.

NATO do Europejczyków: „Niech jedzą drony”

Zwięzły nagłówek opisujący szczyt NATO w Ankarze brzmi: „Niech jedzą drony”. Przesłanie to jest skierowane do każdego europejskiego podatnika, ze wszystkich klas społecznych.

NATO chce, aby każde państwo członkowskie przekształciło się w gospodarkę wojenną, w której każdy kraj będzie wydawał oszałamiające 5% swojego PKB na goszczenie baz USA, które służą do atakowania przysłowiowych „zagrożeń egzystencjalnych” dla imperium: Rosji, Iranu i Chin.

Podążaj za pieniędzmi. Nie ma pieniędzy. Żadne z tych bezbronnych państw członkowskich nie jest nawet bliskie osiągnięcia progu 5% PKB dla wydatków na zbrojenia. Żadne z nich nie jest na tyle głupie, by wierzyć, że musi iść na wojnę z Chinami. Są kompletnie zdezorientowane, jak zareagować na ogromną strategiczną porażkę Iranu zadaną Stanom Zjednoczonym.

Ale wszyscy byli w dobrych nastrojach, gdy chodziło o kontynuowanie wojny z Rosją – o której każdy przytomny umysł wie, że jest przegrana – i o wpompowanie kolejnych 70 miliardów dolarów w czarną dziurę Ukrainy, aby trwała ona do ostatniego Ukraińca.

Porównajmy teraz całą tę zachodnią, złożoną demencję z zadziwiającym widokiem milionów ludzi na ulicach Teheranu, Kom i Meszhedu – a także Nadżafu i Karbali w Iraku – oddających hołd zmarłemu, zamordowanemu przywódcy ajatollahowi Chameneiemu.

Nie można wyobrazić sobie bardziej trafnego obrazu walki cywilizacji z barbarzyństwem.

Ceremonia pożegnalna w sanktuarium Abbash w Karbali podkreśliła głęboką więź łączącą kluczowe ośrodki religijne/duchowe w Iranie i Iraku: krótko mówiąc, jedność szyitów, która jest również demonstracją miękkiej siły, ponieważ sunnici i chrześcijanie również oddali mu hołd.

Tłumaczenie: Skraj salafitów i dżihadystów został zepchnięty na śmietnik historii. I to jest główny powód, dla którego zwykli podejrzani musieli spanikować i wznowić swój kinetyczny atak na Persję. Po prostu nie mogą sobie pozwolić na regionalne odrzucenie ich barbarzyństwa w całej Azji Zachodniej.

To prowadzi nas do typowych podejrzanych, którzy wykorzystują bazy i przestrzeń powietrzną Kataru (Al Udeid) i Arabii Saudyjskiej (Prince Sultan) do atakowania celów irańskich i wzniecania na nowo podziałów i dominacji arabsko-perskiej oraz szyicko-sunnickiej.

Kilka tygodni temu Teheran osiągnął porozumienie zarówno z Katarem, jak i Abu Zabi: Iran nie zbombarduje ich w zamian za uwolnienie zamrożonych irańskich funduszy. To samo dotyczyło Rijadu – w zamian za poprawę stosunków dyplomatycznych. Pakistańscy mediatorzy pracują teraz na najwyższych obrotach, próbując poskładać Humpty Dumpty z powrotem do kupy.

Ostatni niezwykły czyn Chameneiego

Będziemy musieli raz po raz wracać do znaczenia wielomilionowego, rozległego marszu na rzecz zjednoczenia narodu, zapoczątkowanego rytuałami/ceremoniami związanymi z zamordowaniem ajatollaha Chameneiego.

Nie był to jedynie hołd – złożony przez przedstawicieli wszystkich środowisk – jednemu z najważniejszych intelektualistów/polityków końca XX i początku XXI wieku.

Ponad 100 krajów wysłało na uroczystości delegacje wysokiego szczebla. Reprezentowano najwybitniejsze osobistości Globalnego Południa. Rosja wysłała drugiego w swoim rządzie przedstawiciela Miedwiediewa Unpluggeda jako osobistego wysłannika Putina. Chiny wysłały swoich wysoko postawionych przedstawicieli parlamentu. Pakistan wysłał swojego premiera wraz z potężnym feldmarszałkiem Asimem Munirem.

Azja Środkowa, Kaukaz, Azja Zachodnia, a nawet wiceminister spraw zagranicznych talibów – wszyscy tam byli. Żaden wasal NATO nie wysłał delegacji. Cóż, irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie zaprosiło żadnego kraju zachodniego, który poparł wojnę amerykańską.

Co więcej, każdy rozsądny człowiek na Globalnym Południu wie, że zachodnie „liberalne demokracje” są pogrążane w najgłębszym dole nihilistycznego upadku moralnego przez swoje niewypowiedzianie mierne elity.

Iran, przynajmniej jako wschodząca, odradzająca się potęga regionalna i mocarstwo Globalnego Południa, z w pełni potwierdzoną spójnością wewnętrzną, nawet w obliczu ogromnych wyzwań, nie potrzebuje tego. Rosja, Chiny, Pakistan, Turcja, państwa Azji Środkowej – to właśnie ta rodząca się wielobiegunowość uczestniczyła w pogrzebie i pozowała do jednego z ostatnich zdjęć Nowej Wielkiej Gry.

Zatem tak: powinniśmy postrzegać niezwykłe wydarzenia tego tygodnia w Iranie i Iraku jako ostatni – niezwykły – akt Chameneiego. Bunt. Odporność. Suwerenność. Godność. Jakby intuicja podpowiadała mu, że to nieuniknione; jakby pocieszała go myśl o ogromnym znaczeniu, jakie jego zabójstwo będzie miało dla Iranu.

Pomijając całą podłość, kłamstwa i wściekłą wściekłość, jaką wykazało to barbarzyńskie imperium, ten tydzień przejdzie do historii jako tydzień, w którym Iran umocnił swój status niezachwianego państwa cywilizacyjnego – dumnego ze swojej bogatej historii i jedności narodowej.

Nic dziwnego, że Barbarzyńcy tak bardzo boją się Persów.

No i oczywiście są jeszcze Chiny, które od samego początku popierały praktycznie martwe porozumienie, a teraz zdają sobie sprawę, że Teheran nie jest już w stanie się nim zająć.

Podczas gdy nikt nie patrzył, Pekin powiększył swój zasób płynności w juanach do 500 miliardów dolarów (podwajając kwoty Bond Connect), uruchomił centrum rozliczeniowe złota w Hongkongu i ogłosił wprowadzenie kontraktów terminowych na złoto denominowanych w juanach.

Bank Chin wyraźnie dostrzega, że ​​globalny popyt na juana wykracza poza handel, obejmując „inwestycje, finansowanie, ustalanie cen” i, co najważniejsze, „zasoby rezerwowe”. Innymi słowy: przyspieszona dedolaryzacja. Barbarzyństwo powinno przygotować się na brutalne przebudzenie.

Źródło: Jak ostatnim aktem Chameneiego jest pokonanie NATOstanu

Trump i Rubio mają nadzieję, że ukraińskie głębokie ataki doprowadzą Rosję do uległości

Trump i Rubio mają nadzieję, że ukraińskie głębokie ataki doprowadzą Rosję do „stołu negocjacyjnego”

Symplicjusz 9 lipca 2026 simplicius/trump-and-rubio-hopeful-ukrainian

Wiele mówi się o nowych oświadczeniach Rubia podczas szczytu NATO dotyczących ukraińskich ataków dalekiego zasięgu. Zarówno on, jak i Trump wydawali się popierać ideę ataku Ukrainy na głęboko położone cele rosyjskie, zauważając, że ta kampania tworzy „przestrzeń” dla Rosji, która może zostać wciągnięta w negocjacje.

Bardziej fascynująca jest jednak historia stojąca za tym przekonaniem, która ujawnia tajne, zakulisowe działania USA, mające na celu umożliwienie Ukrainie wywierania większego nacisku na Rosję w celu stworzenia sobie nacisku na Putina.

Sześć miesięcy temu NYT opublikował artykuł śledczy , w którym opisano, jak CIA kontynuowała działalność na Ukrainie „z pełną mocą”, nawet po tym, jak Pentagon administracji Trumpa, za pośrednictwem Hegsetha, zaczął ograniczać swoją rolę:

Pod wieloma względami partnerstwo się rozpadało. Ale istniała kontrnarracja, rozpowszechniana w dużej mierze w tajemnicy. W jej centrum znajdowała się CIA.

Podczas gdy pan Hegseth marginalizował swoich generałów wspierających Ukrainę, dyrektor CIA, pan Ratcliffe, konsekwentnie chronił działania swoich oficerów na rzecz Ukrainy. Utrzymywał pełną obecność agencji w tym kraju; finansowanie jej programów nawet wzrosło. Kiedy pan Trump w marcu nakazał zamrożenie pomocy, armia amerykańska natychmiast wstrzymała wszelką wymianę informacji wywiadowczych. Ale kiedy pan Ratcliffe wyjaśnił ryzyko, na jakie narażeni są oficerowie CIA na Ukrainie, Biały Dom zezwolił agencji na dalsze udostępnianie informacji wywiadowczych na temat rosyjskich zagrożeń na Ukrainie.

Teraz agencja dopracowała plan, który ma przynajmniej zyskać na czasie i utrudnić Rosjanom wykorzystanie niezwykłego momentu słabości Ukraińców.

Podczas gdy uniemożliwiono użycie głównych amerykańskich systemów, takich jak ATACMS, przeciwko celom wewnątrz Rosji, CIA mogła ułatwiać misje namierzania ukraińskich dronów głęboko w Rosji:

Jedno z potężnych narzędzi, z którego w końcu skorzystała administracja Bidena – dostarczanie ATACMS i danych wywiadowczych dotyczących ataków wewnątrz Rosji – zostało skutecznie wycofane. Pozostała jednak równoległa broń – zezwolenie dla CIA i wojskowych na wymianę danych wywiadowczych dotyczących ataków oraz udzielanie wsparcia ukraińskim atakom dronów na kluczowe komponenty rosyjskiego przemysłu obronnego. Obejmowały one fabryki produkujące „energetykę” – substancje chemiczne używane w materiałach wybuchowych – a także zakłady przemysłu naftowego.

Po początkowych niepowodzeniach CIA zaczęła jeszcze ściślej współpracować z ukraińskimi odpowiednikami, co zaowocowało większymi sukcesami. I tu pojawia się sedno sprawy: CIA przyznaje, że to CIA była w zasadzie odpowiedzialna za stworzenie nowej strategii, i to za przyzwoleniem Trumpa , z uwagi na doniesienia o jego irytacji wobec Putina, który, jak sądził, go prowokował:

W czerwcu osaczeni oficerowie armii amerykańskiej spotkali się ze swoimi odpowiednikami z CIA, aby opracować bardziej skoordynowaną kampanię na Ukrainie. Miała ona koncentrować się wyłącznie na rafineriach ropy naftowej i, zamiast na dostawach zbiorników, celować w piętę achillesową rafinerii: ekspert CIA zidentyfikował typ sprzęgła, którego wymiana lub naprawa była tak trudna, że ​​rafineria pozostawałaby wyłączona z użytku przez tygodnie. (Aby uniknąć negatywnych reakcji, nie dostarczali broni i innego sprzętu, którego sojusznicy pana Vance’a potrzebowali do realizacji innych priorytetów).

Gdy kampania zaczęła przynosić rezultaty, pan Ratcliffe rozmawiał o tym z panem Trumpem. Prezydent zdawał się go słuchać; często spotykali się w niedzielę na tee.Według amerykańskich urzędników,pan Trump chwalił ukrytą rolę Ameryki w tych ciosach dla rosyjskiego przemysłu energetycznego. Dało mu to możliwość zaprzeczenia i przewagę, powiedział panu Ratcliffe’owi, podczas gdy prezydent Rosji nadal go „oszukiwał”.

Co istotne, CIA otrzymała wówczas upoważnienie do udzielenia pomocy także w atakowaniu rosyjskich tankowców:

NATO w pełni popiera tę kampanię, mającą na celu jak największe uderzenie w rosyjskie cywilne „tyły”.

https://www.ft.com/content/b5590af8-b60e-4270-90cf-862d0a5e28cd

Prezydent Finlandii Alexander Stubb powiedział w wywiadzie dla FT:

„Naszym zdaniem Rosja nie zakończy tej wojny z powodu strat na polu bitwy, które oczywiście są kolosalne” – powiedział Stubb. „Nie chodzi o recesję gospodarczą. Chodzi o zmianę opinii publicznej. A opinia publiczna w Rosji właśnie się zmienia”.

Przeczytaj to jeszcze raz: NATO najwyraźniej uznało, że Rosji nie da się już pokonać militarnie , a nawet gospodarczo. Jedynym sposobem, w jaki uważają, że możliwe jest teraz skłonienie Rosji do negocjacji, jest zadawanie bólu ludności cywilnej , co – jak sądzą – odbije się negatywnie na elitach politycznych, wywierając presję na Putina, by zakończył wojnę. Wydaje się, że to zawsze będzie ostatecznym rozwiązaniem dla Imperium – jego ostatniej, ulubionej pozycji.

Problem polega na tym, jak niedawno omawialiśmy, że społeczeństwo rosyjskie jest o wiele bardziej świadome rzeczywistych konturów wydarzeń globalnych niż propagandowo propagowane społeczeństwo Zachodu. Rosjanie wiedzą, że toczą wojnę egzystencjalną pod wodzą Zachodu, której celem jest całkowite zniszczenie Rosji. W związku z tym Rosjanie nie są w żaden sposób „radykalizowani” przeciwko własnemu rządowi, a przynajmniej nie w sposób, w jaki myśli Zachód.

Nawet zachodni organ propagandowy Meduza donosi, że rosyjski kierowca, którego dotknęły ostatnie niedobory paliwa, wyraził złość na rząd, ale nie z oczekiwanych powodów:

Meduza po angielsku@ meduza_enmeduza_en Rosyjski kierowca spędził 39 godzin w kolejce po benzynę. Obwinia rosyjskie władze za kryzys paliwowy – nie za to, że rozpoczęły wojnę z Ukrainą, ale dlatego, że uważa, że ​​są „zbyt łagodne” wobec Kijowa. meduza.io39 godzin w kolejce po benzynę: podróż pewnego kierowcy przez kryzys paliwowy w Rosji — Meduza

To mówi wszystko: „Obwinia władze rosyjskie za kryzys paliwowy – nie za to, że rozpoczęły wojnę z Ukrainą, ale dlatego, że uważa, że ​​są „zbyt łagodne” wobec Kijowa”.

Jest to powszechny pogląd większości Rosjan.

W rzeczywistości, niedawno nawet czołowy oligarcha „rosyjskiej opozycji”, Michaił Chodorkowski, mówił o tym, jak rosyjskie społeczeństwo podzieliło się na trzy główne grupy: 15% zwolenników Zachodu, 15% „beneficjentów wojny”, którzy chcą, aby Putin jeszcze bardziej zaostrzył działania przeciwko Ukrainie, oraz 70% głównej masy, która chce zakończenia wojny, ale tylko na warunkach Rosji . Nawet ten zaciekle antyrosyjski propagandysta przyznaje teraz, że zdecydowana większość Rosjan to w gruncie rzeczy ludzie miłujący pokój, którzy nie zaakceptują kapitulacji, ani nawet pozorów kapitulacji.

Z najnowszego artykułu WSJ :

„Wywieramy ogromną presję na prezydenta Putina. Nie sądzę, żeby podobało mu się to, co się dzieje” – powiedział Trump. „Ale dużo rozmawiałem z prezydentem Putinem. On chce zakończyć wojnę”.

Możemy wnioskować, że Trump chce działać przy zachowaniu maksymalnego prawdopodobieństwa zaprzeczenia, aby uzyskać wpływy na Putina i Rosję, jednocześnie zachowując ostrożność i udając, że USA nie są w pełni zaangażowane.

W najnowszym artykule FT cytowani są również ukraińscy urzędnicy, którzy twierdzą, że amerykańskie wsparcie wywiadowcze pomaga Kijowowi w wyznaczaniu najlepszych tras dla dronów na głębokie terytorium Rosji, omijając rosyjskie systemy obrony przeciwlotniczej i elektronicznej:

https://archive.ph/4Vdzu

Niedawno ujawniono, że ukraińskie rakiety Flamingo po prostu wykorzystywały główne rosyjskie systemy rzeczne, aby ominąć wykrycie, ponieważ wszystkie ataki ciężkich rakiet Flamingo miały miejsce wzdłuż rzeki Wołgi:

Podczas ostatniej próby ataku zauważono rosyjski samolot A-50U AWACS, który miał odegrać kluczową rolę w wykryciu flamingów z góry i umożliwieniu ich zestrzelenia.

Jednak nawet ukraińscy eksperci nie są tak przekonani, jak sugerują popularne media, że ​​Ukraina uzyskała tak dużą przewagę dzięki najnowszej kampanii uderzeń dalekiego zasięgu.

Ukraiński bloger wojskowy i operator dronów AFU Ołeksandr Karpiuk napisał nowy artykuł, w którym twierdzi, że Rosja znacznie rozszerzyła swoje środki zaradcze, w tym blokuje Starlink na dużych odcinkach frontu, co paraliżuje ukraińskie próby uderzeń dalekiego zasięgu.

Pisze:

2) Strajki w logistyce.

To obecnie przełom i staramy się maksymalnie wykorzystać tę okazję.Jednak wróg aktywnie temu przeciwdziała, i nie bezskutecznie. Niektóre sektory są już zablokowane przed Starlinkiem przez systemy walki elektronicznej (EW) i – w przeciwieństwie do nagrań pokazujących otwarcie zaparkowane przyczepy z antenami, które są atakowane – są teraz zakamuflowane.Ponadto „podziemne kompleksy”, które Rosjanie budują obecnie w dwóch poziomach, wyraźnie posiadają doły, w których będą rozmieszczać ten sprzęt walki elektronicznej. Do tej pory Rosja ma tylko kilka takich systemów i są one bardzo drogie, ale stopniowo je gromadzi.Z czasem stanie się to problemem, ponieważ jeśli Starlink zostanie zniszczony, ile naszych dronów będzie w stanie przelecieć 100 km za pomocą łączności radiowej i skutecznie trafić w cel? Niewielu.Weźmy na przykład Horneta [drona szturmowego]: aby mieć takie możliwości bez Starlinka, potrzebuje modułu komunikacyjnego, który kosztuje około 15 000 dolarów. To tylko moduł komunikacyjny – bez samego drona. Czy zamawiamy potrzebną liczbę modułów radiowych w ramach programu Współpracy Wojskowo-Technicznej? Nie wiem. Mam jednak nadzieję, że w tym zakresie zachowana zostanie równowaga.

Załogi przeciwlotnicze wroga zwiększają swoją skuteczność, a ich zdolność do przeciwdziałania naszym atakom na logistykę rośnie.Ale to nie wystarczy, aby zablokować nasze możliwości. Poza tym, logistyki jest teraz po prostu mniej i trudno trafić w cel, który nie znajduje się na drodze. Aktywność w sektorze logistycznym spadła, a liczba dronów potrzebnych do zniszczenia pojedynczego celu rośnie, ale na razie nadal dominujemy w powietrzu. Wszystko to ma znaczący wpływ, który powinien wpłynąć na punkt 1 powyżej.

Co ważniejsze, twierdzi on, że w przeciwieństwie do AFU, która wszystkie swoje siły postawiła na zagraniczny Starlink, który teoretycznie może zniknąć w każdej chwili, Rosja rozwija własną, rodzimą infrastrukturę komunikacyjną.

Przeczytaj uważnie:

3) Czynniki decydujące o losach przeciwnika.

W przeciwieństwie do nas, którzy stajemy się coraz bardziej uzależnieni od Starlinka, wróg zaczął rozwijać własną infrastrukturę komunikacyjną. Trzeba przyznać, że poczynili znaczne postępy w budowaniu sieci mesh z wykorzystaniem dronów.I to stanowi problem, ponieważ nie rozwinęliśmy się tak szybko w dziedzinie walki elektronicznej (która, nawiasem mówiąc, jest nie mniej ważna dla naszej obrony powietrznej niż drony przechwytujące).Po prostu skala inwestycji w walkę elektroniczną i bezzałogowe statki powietrzne jest zupełnie inna, więc okazało się, że jeśli bezzałogowe statki powietrzne są mieczem, a walka elektroniczna tarczą, to nasz miecz stał się ogromny, podczas gdy nasza tarcza – cóż, bardziej przypomina tarczę, żeby użyć tej analogii. Pracują nad rozwiązaniem tego problemu imam nadzieję, że przeciwdziałanie wrogim sieciom mesh dronów wkrótce osiągnie nowy poziom. W przeciwnym razie jesteśmy w kropce. Bo strzelają do nas wszelkiego rodzaju gównem – jeśli sieć mesh może choć trochę zwiększyć skuteczność tego, co do nas strzelają, to cóż.Ponadto coraz częściej na dronach pojawiają się systemy nawigacji optycznej, systemy identyfikacji obiektów i systemy przechwytywania/naprowadzania; z każdą iteracją wróg czyni je prostszymi i skuteczniejszymi, dlatego nie możemy lekceważyć najnowszych zmian ewolucyjnych w rosyjskich dronach.

Podobnie, były ukraiński naczelny dowódca Walerij Załużny napisał nowy felieton dla Telegraph, który nawet czołowi zwolennicy UA nazwali „trzeźwiącą” konfrontacją z rzeczywistością:

https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/07/08/ukraine-ambassador-do-not-assume-russia-has-lost-war/

W swoim artykule Załużny od razu skupia się na najnowszej ukraińskiej kampanii uderzeniowej i na tym, jak doprowadziła ona do całkowitego błędnego odczytania obecnej dynamiki wojny:

Coraz większa liczba zachodnich analityków twierdzi, że Rosja de facto przegrała wojnę.

Jako dowody na to, że konflikt zbliża się do końca, wskazują na udane ukraińskie ataki na logistykę, ataki na krytyczną infrastrukturę i stałą erozję pozycji militarnej Rosji.

To niebezpieczne, błędne rozumienie wojny.

Jednym z kluczowych stwierdzeń jest to, że „skuteczne” ataki Ukrainy wiążą się z dużymi kosztami dla samej Ukrainy — nie tylko same ataki są bardzo wymagające i kosztowne dla Ukrainy, ale Rosja odpowiada jeszcze ostrzejszymi atakami:

To samo dzieje się poza linią frontu. Coraz skuteczniejsze ataki Ukrainyna rosyjską logistykę i infrastrukturę krytycznąnałożyły na Moskwę realne koszty. Ataki te są jednak kosztowne, wymagają dużego nakładu technologicznego i ostatecznie przynoszą odwet. Rosja zachowuje możliwość kontrataku z równą lub większą siłą. Żadna ze stron nie może liczyć na to, że ta forma wojny przyniesie decydujący wynik strategiczny.

Słusznie ujmuje konflikt jako wojnę na wyniszczenie, a nie jako taktyczne postępy czy ataki wizerunkowe na jakieś przedsiębiorstwo. W tej wojnie na wyniszczenie Rosja ma znaczącą przewagę:

Moskwa to rozumie. Jej strategia w coraz większym stopniu opiera się nie na szybkich postępach, ale na wyniszczeniu Ukrainy pod względem gospodarczym, militarnym i psychologicznym. Rosja wciąż dysponuje większymi rezerwami siły roboczej i potencjału przemysłowego w kilku kluczowych sektorach, w tym w produkcji pocisków balistycznych. Sama obrona powietrzna nie jest w stanie w pełni zniwelować tej przewagi.

Słusznie zauważa, że ​​wszystkie wysiłki Ukrainy opierają się na wsparciu Zachodu i że istnieją „niepokojące oznaki napięcia” – co jest bagatelizowaniem sprawy.

Załużny nieco przeciąga słowa, ale w istocie sugeruje, że wojna toczy się teraz o całkowitą wytrzymałość społeczną i że jedynym realnym sposobem na zwycięstwo Ukrainy jest solidarność całego zjednoczonego Zachodu za pośrednictwem NATO. To prawda, co jest jednym z powodów, dla których Putin nie miał problemu ze spowolnieniem tempa wojny na polu bitwy, aby zrównoważyć ekonomiczne i społeczne aspekty szerszej walki na dłuższą metę , zakładając, że Europa nie przetrwa Rosji politycznie i gospodarczo.

Jak dotąd wydaje się to słuszne, ale nie powstrzymuje Zachodu przed skorygowaniem swojego podejścia i teraz skupia się na szkodzeniu Rosji właśnie w tym kluczowym punkcie: jej gospodarce i społeczeństwie, zamiast koncentrować się na stratach na polu bitwy, z czego Zachód już zrezygnował, gdy zdał sobie sprawę, że wszystkie jego „wunderwaffen” okazały się bezużyteczne i niewiele zmieniły w wojnie.

W przypadku Ukrainy sytuacja na polu bitwy stale się pogarsza, a jedyną rzeczą, jaka jej pozostała, jest kampania mająca na celu „zmusić rosyjskie społeczeństwo do poczucia bólu”.

Antyrosyjski portal Meduza ujawnił dziś, że sytuacja terytorialna nadal zmienia się na korzyść Rosji, a siły rosyjskie ponownie nabierają tempa na froncie:

Kevin Rothrock@ MrKevinRothrockMrKevinRothrock

Najnowsze dane zebrane przez Meduzę pokazują, że równowaga w postępach terytorialnych (która, zgodnie z tymi danymi, nigdy nie okazała się dodatnia dla Ukrainy, w przeciwieństwie do monitoringu ISW) nadal przesuwa się na korzyść Moskwy. meduza.io/feature/2026/0…

22:25 · 8 lipca 2026 · 5,98 TYS. Widoki Views


3 odpowiedzi Replies· 23 reposty Reposts· 79 polubień Likes

Zachód stoi teraz przed trudnym wyborem: aby uratować Ukrainę, musi w pełni zaangażować się w pomoc Ukrainie w osiągnięciu bezprecedensowego poziomu „cierpienia” dla rosyjskiego społeczeństwa i gospodarki. Jednak każda eskalacja zbliża Ukrainę do przepaści, a Putin jest coraz bardziej naciskany, by zdjąć rękawice.

Niektórzy uważają teraz, że rządzą „siłowicy”, a Putin stracił wpływy. To pobożne życzenie, ale gdyby to była prawda, oznaczałoby to, że Ukraina będzie miała trudny koniec roku. A biorąc pod uwagę, że wojna między USA a Iranem znów się rozpoczęła, Patriotów będzie brakowało w czasie, gdy Rosja produkuje Iskandery jak nigdy dotąd.

Ostatni, aktualny film, który pokazuje, jak daleko są gotowi posunąć się Europejczycy. Rosyjscy agenci GRU, „komicy” Vovan i Lexus – podszywający się pod byłego ministra obrony Ukrainy, Rustema Umerowa – niedawno oszukali estońskiego doradcę prezydenta, Madisa Rolla, i zmusili go do przyznania, że ​​Estonia jest gotowa pomóc Ukrainie w jej atakach na Rosję.

https://tass.com/world/2153951

Nie udało się załadować wideo.

Trudno co prawda stwierdzić na pewno, co miał na myśli, oferując pomoc w „koordynowaniu” takich działań, ale jest oczywiste, że za kulisami Europejczycy są o wiele bardziej chętni i tolerancyjni wobec Ukrainy, niż przyznają publicznie.

Dlaczego Rosja nie „atakuje Europy” w odpowiedzi?

Istnieje wiele możliwych powodów, ale jednym z bardziej prawdopodobnych jest to, że Rosja jest przekonana o swojej zdolności do pokonania Ukrainy bez konieczności eskalacji konfliktu w kierunku III wojny światowej. Wewnętrzni eksperci rosyjskiego Ministerstwa Obrony prawdopodobnie przewidują upadek Ukrainy na długo przed tym, zanim Rosja zostanie doprowadzona do takiego stanu wyniszczenia, że ​​będzie musiała przeprowadzić „desperacki” atak nuklearny lub atak na NATO.

Wojna USA z Iranem trwa

Wojna USA z Iranem trwa.

Autorstwa Briana Berletica

Stany Zjednoczone nadal prowadzą grę dyplomatyczną z Iranem w sprawie niedawno podpisanego „Porozumienia o porozumieniu ” (MOU), które zostało natychmiast zerwane przez Stany Zjednoczone, renegocjowane i rzekomo ponownie uzgodnione – wykorzystując przerwę w otwartej wojnie do starannego przygotowania pola bitwy przed nieuniknioną kolejną rundą agresji na dużą skalę.

Tymczasem USA atakują Iran i jego sojuszników w regionie według własnego uznania.

Proces ten odbywa się w ramach obowiązujących od dawna dokumentów polityki USA, w których uznano, że dyplomacja jest stosowana przeciwko Iranowi w celu stworzenia pretekstu do wojny, a nie jako środek jej zapobiegania.

Stany Zjednoczone realizowały właśnie tę politykę, celowo utrudniając wielokrotnie procesy dyplomatyczne. Do takich zdarzeń należało naruszenie tzw. „Porozumienia nuklearnego” (Wspólnego kompleksowego planu działania, JCPOA) oraz dwa kolejne ataki USA mające na celu „ścięcie” irańskich przywódców, przeprowadzone w trakcie „ negocjacji” między USA a Iranem w latach 2025–2026.

Najnowsze rozdziały dwulicowości USA są następstwem dziesięcioleci wojny z Azją Zachodnią, której celem było wymuszenie dominacji USA w regionie oraz stopniowe otaczanie i izolowanie Iranu – zarówno za pomocą ingerencji, terroryzmu, jak i agresji militarnej skierowanej przeciwko samemu Iranowi oraz przeciwko sieci jego sojuszników.

W dokumentach politycznych Stanów Zjednoczonych regionalna sieć sojuszników Iranu od dawna jest opisywana jako kluczowy element polityki bezpieczeństwa narodowego tego kraju, a nawet wprost powiązana z możliwościami obrony i odwetu.

Tylko czas pokaże, czy reszta świata jest gotowa włożyć wysiłek i energię niezbędne do tej zmiany, czy też zwycięży samozadowolenie i krótkowzroczność, pozwalając Stanom Zjednoczonym na dalsze dążenie do władzy i zysku – kosztem nie tylko reszty świata, ale także ogromnej większości Amerykanów w ich własnym kraju.

W jednym z takich badań, w raporcie z 2009 r. pt. „Niebezpieczni , ale nie wszechmocni: badanie zasięgu i ograniczeń irańskiej potęgi na Bliskim Wschodzie” opublikowanym przez RAND Corporation , w rozdziale zatytułowanym „ Iran realizuje wieloaspektową strategię regionalną charakteryzującą się mocnymi i słabymi stronami wyjaśniono następujące kwestie :

„Iran ma słabe konwencjonalne siły zbrojne. Irańskie władze od dawna głośno ogłaszają przejście na asymetryczną strategię obrony narodowej, która nałożyłaby na agresora nieakceptowalne koszty. W dużej mierze opiera się ona na koncepcjach „obrony mozaikowej”, wojnie partyzanckiej i mobilizacji sił pomocniczych Basidż z ludności cywilnej”.

I to:

„Iran ma jedynie ograniczony wpływ na tak zwane grupy zastępcze. Aby zrekompensować swoją konwencjonalną niższość, Iran od dawna udziela wsparcia finansowego i wojskowego różnym niepaństwowym grupom islamistycznym. Zgodnie z doktryną Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, ta „strategia peryferyjna” ma na celu nadanie strategicznej głębi obronie irańskiej ojczyzny i przesunięcie walki głęboko w obóz wroga. W przypadku Hamasu i Hezbollahu strategia ta dodatkowo legitymizuje Iran w oczach arabskiej opinii publicznej, sfrustrowanej pozornie nastawioną na status quo postawą ich rządów. W istocie, w kwestiach takich jak Palestyna, Teheran jest „bardziej arabski niż Arabowie”.

Teheran prawdopodobnie oczekuje pewnego stopnia wzajemności w swoim wsparciu dla znaczących szyickich grup bojowników w Iraku i Libanie. Jest to szczególnie ważne w przypadku ataku ze strony USA, kiedy Iran mógłby oczekiwać, że grupy te bez lęku podejmą działania odwetowe.

Dlatego decydenci polityczni w USA są w pełni świadomi, że irańskie wsparcie dla takich organizacji jak Hezbollah w Libanie, Ansar Allah w Jemenie czy Siły Mobilizacji Ludowej w Iraku ma charakter defensywny i w żadnym wypadku nie stanowi irracjonalnej, agresywnej, ekspansjonistycznej polityki przymusu, ani nawet „terroryzmu ”, jak to przedstawia amerykańska scena polityczna, mająca na celu uczynienie agresywnych wojen USA przeciwko Iranowi strawnymi dla amerykańskiej i globalnej opinii publicznej.

Oznacza to również, że decydenci polityczni w USA doskonale zdają sobie sprawę, że aby odizolować i osłabić sam Iran, muszą najpierw podważyć lub całkowicie wyeliminować strategiczną głębię, jaką Iran zbudował w całym regionie.

I to właśnie napędza politykę USA w regionie wobec Iranu od co najmniej 26 lat, w tym wojny, okupacje i wojny zastępcze prowadzone przez USA w Libanie, Jemenie i Iraku, a także w Syrii.

Stanowi to również sedno trwającej agresji przeciwko Iranowi – błędnie postrzeganej przez wielu jako wojna o „nieudaną zmianę reżimu” , podczas gdy jest to ciągłe osłabianie Iranu i sieci jego sojuszy w regionie, przy jednoczesnym rozwijaniu polityki USA daleko poza regionem.

Przez cały XXI wiek Stany Zjednoczone atakowały irańskich sojuszników bezpośrednio lub za pośrednictwem sieci swoich pełnomocników w regionie, w tym Izraela i grup ekstremistycznych, a także pełnomocników Waszyngtonu w Zatoce Perskiej i Turcji. Wspierana przez USA izraelska wojna agresywna przeciwko Libanowi w 2006 roku i wznowiona inwazja w tym roku stanowią podstawę wojny z Jemenem, która przyniosła mieszane rezultaty, a ostatecznie doprowadzi do upadku Syrii, bliskiego sojusznika Iranu, w 2024 roku.

Spojrzenie na mapę regionu z lat 2000–2026 pokazuje, jak USA powoli okrążają i rozmontowują sieć sojuszy Iranu, a teraz prowadzą otwartą wojnę z samym Iranem.

Ta rzeczywistość jest prawdopodobnie powodem, dla którego Iran nalegał, aby wszelkie zawieszenie broni między USA a Iranem obejmowało również zawieszenie broni z siecią sojuszników Iranu w regionie – zwłaszcza z Hezbollahem w Libanie. Prawdopodobnie to również dlatego Iran zawiesił część memorandum o porozumieniu, gdy Stany Zjednoczone, za pośrednictwem Izraela, kontynuowały agresję przeciwko Hezbollahowi w Libanie.

Każde inne działanie oznaczałoby powstanie „zamrożonego frontu” przeciwko Iranowi – co pozwoliłoby Stanom Zjednoczonym na ponowne uzbrojenie i reorganizację potencjału militarnego i strategicznego – a jednocześnie jeszcze bardziej podważyłoby asymetryczną strategię obronną Iranu w regionie, ostatecznie dając Stanom Zjednoczonym dodatkową przewagę w okresie poprzedzającym nieuniknione, sprowokowane przez USA, szeroko zakrojone działania wojenne przeciwko Iranowi w perspektywie krótkoterminowej i średnioterminowej.

Teatr pokoju, a jednocześnie prowadzenie złośliwej wojny

Na pierwszy rzut oka sama myśl, że Stany Zjednoczone miałyby stawiać Iranowi żądania, wydaje się sprzeczna z prawem międzynarodowym. Stany Zjednoczone – położone w Ameryce Północnej na półkuli północnej/zachodniej – tysiące kilometrów od Iranu i Azji Zachodniej (znanej również jako Bliski Wschód) – nie mają uzasadnionych interesów ani obaw o „bezpieczeństwo narodowe” w Azji Zachodniej ani w odniesieniu do Iranu.

Chwalenie się, że USA są „niezależne energetycznie” jeszcze bardziej podważa wszelkie twierdzenia USA, że sprawy Azji Zachodniej w jakiś sposób stanowią uzasadnione interesy USA.

Twierdzenia, że ​​Iran atakował i zabijał Amerykanów przez „47 lat”, ignorują fakt, że ci Amerykanie byli siłami USA działającymi bliżej Iranu niż własnych brzegów poprzez powtarzające się nielegalne inwazje, okupacje i inne niesprowokowane, nieuzasadnione interwencje wojskowe w regionie.

Podobnie jak w przypadku wszystkich pretekstów USA do wszczynania nielegalnych wojen agresywnych, rzeczywiste „dowody” na to, że za tymi atakami stoi Iran, są skąpe.

Podobnie, twierdzenia, że ​​to „Iran” stał za rzekomą próbą zamachu na samego prezydenta USA Donalda Trumpa, są bezpodstawne – opierają się na oświadczeniach domniemanego podejrzanego, który twierdzi, że Iran zlecił mu przeprowadzenie próby – nie ma jednak żadnych dowodów na prawdziwość tych twierdzeń.

Idąc za przykładem sankcji, podważania, działalności wywrotowej i w końcu inwazji oraz okupacji Iraku przez USA – które również opierały się na, jak się powszechnie uważa, celowo fałszywych pretekstach – USA próbują rozszerzyć swoją nieuzasadnioną, nielegalną okupację i kontrolę nad Azją Zachodnią – na pół świata od jej brzegów – nie podejmując większych wysiłków, aby ukryć prawdziwy cel, który za tym stoi.

Podczas gdy amerykańscy politycy i decydenci wielokrotnie twierdzą, że Iran „zabija” Amerykanów i dąży do „broni nuklearnej” , coraz powszechniejsze jest przekonanie opinii publicznej, że ujarzmienie lub obalenie Iranu bezpośrednio służy celowi USA, jakim jest otoczenie i powstrzymanie Chin oraz demontaż wielobiegunowego porządku świata, który Chiny i ich sojusznicy proponują jako alternatywę dla obecnego, zdominowanego przez USA, jednobiegunowego porządku świata.

Poza Iranem i Azją Zachodnią: Dominacja energetyczna nad Azją

Kontrola nad Azją Zachodnią pozwoliłaby Stanom Zjednoczonym ograniczyć eksport energii zarówno do Chin, jak i reszty Azji. Wywarłoby to presję na Chiny, aby jak najszybciej zastąpiły nawet połowę swojego importu energii, co spowodowałoby, że reszta Azji stałaby się jeszcze bardziej zależna energetycznie od samych Stanów Zjednoczonych.

W ramach niepewnego listu intencyjnego Stany Zjednoczone zniosły blokadę irańskich portów i podobno znoszą sankcje na eksport irańskiej energii. Choć kuszące jest interpretowanie tego jako „wycofania się” z blokady Chin i reszty Azji, należy zauważyć, że od 18 do 20% całkowitej produkcji energii w Zatoce Perskiej zostało zakłócone lub zniszczone przez amerykańską wojnę agresywną przeciwko Iranowi, a przywrócenie produkcji zajmie tygodnie, miesiące, a w niektórych przypadkach rok lub więcej.

Już samo to jeszcze bardziej zaostrzy narastający kryzys energetyczny, wywołany wojną USA w lutym 2026 roku, nawet jeśli wszystkie aspekty obecnego porozumienia zostaną dotrzymane. W dowolnym momencie wybranym przez Waszyngton, Stany Zjednoczone lub za pośrednictwem swoich izraelskich pełnomocników mogą ponownie zaognić konflikty, przeprowadzić kontratak i zniweczyć wszelkie postępy w przywracaniu produkcji energii, która została zakłócona lub zniszczona w 18–20%, a nawet spowodować większe zakłócenia lub zniszczenia w całym regionie.

Stany Zjednoczone – ogłaszając złagodzenie własnej blokady irańskich portów – nadal zakłócają ruch morski w innych częściach świata, blokując Kubę i prowadząc operacje przechwytywania wymierzone w rosyjski eksport energii, zarówno za pośrednictwem europejskich operacji morskich, jak i ataków dronów na rosyjskie statki przypisywane Ukrainie, które, jak przyznał „New York Times”, są organizowane i nadzorowane przez amerykańskie agencje wywiadowcze i wojsko.

Również w tym przypadku obowiązuje następująca zasada: w dowolnym momencie wybranym przez Waszyngton irański ruch morski może stać się celem ataku i zostać ponownie zakłócony, albo na podobną skalę jak poprzednio, albo nawet bardziej agresywnie niż na początku tego roku.

Stany Zjednoczone zademonstrowały swoją zdolność nie tylko do przejmowania statków w dowolnym miejscu między Cieśniną Ormuz w Zatoce Perskiej a Cieśniną Malakka w regionie Azji i Pacyfiku, ale także do namierzania i unieszkodliwiania ich za pomocą pocisków przeciwokrętowych wystrzeliwanych z amerykańskich okrętów wojennych oraz pocisków z amerykańskich myśliwców operujących w całym regionie – tuż poza zasięgiem irańskiej obrony powietrznej i morskiej. Gdyby Stany Zjednoczone zechciały, mogłyby po prostu zwiększyć liczbę namierzanych i unieszkodliwianych statków, nawet jeśli nie mają możliwości zwiększenia liczby przejmowanych statków za pomocą abordaży.

Kontrola nad tym, w jakim stopniu Stany Zjednoczone zakłóciły lub zniszczyły produkcję energii w regionie, a także morski transport energii z regionu, miała kluczowe znaczenie dla kontroli cen rynkowych i zbliżającego się kryzysu gospodarczego, który Stany Zjednoczone celowo wywołały swoją agresywną wojną. Stany Zjednoczone wywołały wystarczająco duże zakłócenia, aby zmusić kraje w całej Azji do zawarcia długoterminowych kontraktów na eksport amerykańskiego LNG – kontraktów, które w inny sposób powstałyby w ciągu ostatnich kilku lat na popyt, który jeszcze nie istniał.

Niektóre z tych projektów powoływały się na „kontrowersyjne szlaki morskie” jako argument przemawiający za ich wdrożeniem jeszcze w 2025 r ., chociaż Cieśnina Ormuz nie była zagrożona i została zamknięta aż do 2026 r.

Stany Zjednoczone nie posunęły się jednak tak daleko, aby doprowadzić do katastrofalnego załamania lub kryzysu, który skłoniłby państwa do podjęcia nadzwyczajnych środków w celu zabezpieczenia się nie tylko przed zakłóceniami w eksporcie energii z Azji Zachodniej, ale także przed próbami jej wykorzystania przez USA.

USA przeprowadzają zatem „kontrolowany demontaż” zarówno zdolności Azji Zachodniej do zaopatrywania Azji w energię, jak i gospodarek azjatyckich zależnych od tej energii, powodując wystarczające szkody, aby stopniowo przenieść zależność z Azji Zachodniej w stronę Stanów Zjednoczonych, nie wywołując przy tym zjednoczonego frontu przeciwko samym Stanom Zjednoczonym i nie podważając przez to globalnej stabilności.

Jeśli USA nie będą w stanie dostosować się do wielobiegunowego świata, ściągną go do swojego poziomu.

Podczas gdy wielu analityków słusznie zauważa, że ​​Stany Zjednoczone są dalekie od posiadania wystarczających mocy produkcyjnych energii, aby zastąpić eksport energii z Azji Zachodniej — podobnie jak nie mają wystarczająco dużo energii, aby zaspokoić całe zapotrzebowanie Europy — ograniczenie ogólnego dostępu do energii zarówno dla Europy, jak i Azji, a co za tym idzie deindustrializacja, rozwiązuje najpilniejsze wyzwanie Waszyngtonu: utrzymanie dominacji nad światem, który szybko przewyższa USA pod względem przemysłu, innowacji i siły militarnej.

Ograniczając dostęp do energii w Europie, Azji i innych regionach świata, USA mają nadzieję na stworzenie sztucznego niedoboru energii, który zapoczątkuje nieunikniony globalny proces upadku gospodarczego, deindustrializacji i ogólnego osłabienia geopolitycznego.

Stany Zjednoczone nie są w stanie samodzielnie konkurować z Chinami w sposób uczciwy i bezpośredni na otwartych rynkach; pozostają w tyle praktycznie pod każdym względem, pomimo agresywnych ceł, sankcji, zakazów i operacji wywiadowczych, których celem jest zapewnienie im przewagi nad Chinami. Ich zdolność do konkurowania i utrzymania globalnej dominacji – przy założeniu, że wszystkie inne czynniki pozostają niezmienne – to mrzonka.

Dlatego też stosowane są bardziej agresywne środki – środki, dzięki którym poprzednie imperia również utrzymywały swoją hegemonię nad znacznie większymi obszarami geograficznymi i populacjami – poprzez dzielenie i osłabianie innych, całkowicie omijając w ten sposób potrzebę konkurencji.

Dopóki rozwijający się świat wielobiegunowy będzie pozwalał Stanom Zjednoczonym na atakowanie i osłabianie poszczególnych państw, bez utworzenia zjednoczonego frontu przeciwko destabilizującej, drapieżnej geopolityce USA, Stany Zjednoczone będą nadal skutecznie kontrolować skalę i siłę świata wielobiegunowego, ostatecznie izolując i powstrzymując te państwa, które w pierwszej kolejności przyczyniły się do jego powstania.

Stany Zjednoczone są przekonane, że żaden kraj – być może z wyjątkiem Chin – nie będzie w stanie im się przeciwstawić.

Dopóki Stany Zjednoczone będą utrzymywać swoje wywrotowe, przymusowe i agresywne działania tuż poniżej progu globalnego zagrożenia — koncentrując się na poszczególnych państwach i starannie unikając eskalacji z innymi — narody świata nie będą w stanie zjednoczyć się, aby w pełni i definitywnie zneutralizować zagrożenia, jakie dla całego świata stwarzają dążenia USA do globalnej hegemonii.

Możliwe, że – podobnie jak w przypadku imperiów z poprzednich stuleci – dominujące interesy narodów świata są zbyt krótkowzroczne i nastawione na zysk, by móc odpowiednio współpracować i zastąpić hegemonię Stanów Zjednoczonych – chyba że Stany Zjednoczone jednocześnie będą stanowić oczywiste i powszechne zagrożenie dla wszystkich tych narodów.

W rezultacie Stany Zjednoczone nadal będą cieszyć się dominacją, po prostu dlatego, że połączone wysiłki społeczności międzynarodowej okażą się niewystarczające.

Tylko czas pokaże, czy reszta świata jest gotowa na wysiłek i energię niezbędne do tej zmiany, czy też zwycięży samozadowolenie i krótkowzroczność, pozwalając Stanom Zjednoczonym kontynuować pogoń za potęgą i zyskiem – kosztem nie tylko reszty świata, ale także zdecydowanej większości Amerykanów w kraju. Iran jest tylko jednym z kilku wskaźników ilustrujących sumę wektorową tego konfliktu – zdolność Iranu do przeciwstawienia się amerykańskiej agresji i udaremnienia amerykańskich ambicji w Azji Zachodniej sygnalizuje ekspansję wielobiegunowości, a kontynuacja hegemonii USA w Azji Zachodniej i związana z nią zdolność USA do destabilizacji reszty świata ujawnia obecne ograniczenia wielobiegunowości.

Źródło: Wojna USA z Iranem trwa

Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie

Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie

Lucas Leiroz

Niedawne ataki Rosji na Kijów tuż przed szczytem NATO wyraźnie pokazały, kto tak naprawdę kontroluje dynamikę militarną konfliktu.

Niedawne rosyjskie ataki na Kijów, w których wykorzystano dziesiątki pocisków balistycznych Iskander-M i dla których nie ma wiarygodnych raportów o skutecznych przechwyceniach, wywołały poważne pytania o rzeczywisty stan ukraińskiej obrony powietrznej. Najczęściej dyskutowanym wyjaśnieniem jest poważne uszczuplenie ukraińskich zapasów pocisków przechwytujących Patriot. Jednak analiza ograniczona wyłącznie do aspektów technicznych pomija kontekst polityczny, w którym miała miejsce ta operacja.

Moment ataku wydaje się być o wiele bardziej znaczący niż jego bezpośrednie skutki militarne. Ofensywa nastąpiła wkrótce po rozmowach telefonicznych Donalda Trumpa z Władimirem Putinem i Wołodymyrem Zełenskim, w czasie, gdy Kijów próbował przedstawić wojnę jako „punkt zwrotny” na korzyść Ukrainy. Przesłanie to miało zostać przedstawione na szczycie NATO, który rozpoczął się w Ankarze 7 lipca, gdzie przedstawiciele NATO i państw partnerskich omawiali między innymi przyszłe wsparcie wojskowe dla reżimu ukraińskiego.

W tym kontekście rosyjską operację trudno interpretować jako zwykły atak na cele strategiczne. Wydaje się raczej, że została pomyślana jako polityczny pokaz siły, skierowany nie tylko na Kijów, ale także na stolice zachodnie – przesłanie, które z rosyjskiej perspektywy było szczególnie konieczne, biorąc pod uwagę proukraińskie narracje krążące w ostatnich tygodniach po ukraińskich atakach na rosyjską infrastrukturę energetyczną.

Przez większą część konfliktu Moskwa powściągliwie używała strategicznych systemów uzbrojenia dalekiego zasięgu, opierając się na wojnie na wyniszczenie, której celem jest stopniowe niszczenie potencjału militarnego Ukrainy. Strategia ta jest nadal stosowana. Jednak rosnąca intensywność ataków na centra dowodzenia, infrastrukturę energetyczną i instalacje wojskowe sugeruje, że Rosja uważa obecnie fazę względnego powściągliwości w stosowaniu uderzeń dalekiego zasięgu, która charakteryzowała część specjalnej operacji wojskowej, za zakończoną.

Przesłanie jest jasne: Podczas gdy Zachód próbuje przedstawiać Ukrainę jako kraj zdolny do odwrócenia losów wojny na swoją korzyść, Moskwa demonstruje swoją zdolność do masowego zwiększenia presji militarnej w dowolnym momencie, jeśli uzna to za konieczne. Ostatecznie Rosja zachowuje inicjatywę na szczeblu militarnym. Jeśli Moskwa zdecyduje się na eskalację, wierzy, że może to zrobić bez poważnych konsekwencji ani odwetu.

Fakt, że dziesiątki pocisków dotarły do ​​celu bez proporcjonalnej odpowiedzi ze strony obrony powietrznej, ma ogromne znaczenie psychologiczne. Czy wynikało to z braku pocisków przechwytujących, ograniczeń operacyjnych, czy wręcz świadomej decyzji o oszczędzaniu zasobów dla innych regionów, ma drugorzędne znaczenie. Na arenie międzynarodowej pojawiło się wrażenie, że stolica Ukrainy ma istotne słabości – właśnie w czasie, gdy Kijów próbował przekonać swoich partnerów, że może skutecznie kontynuować wojnę.

Wydaje się, że to przekonanie miało bezpośredni wpływ na atmosferę dyplomatyczną spotkania w Ankarze. Chociaż rządy zachodnie nadal publicznie potwierdzały swoje poparcie dla Ukrainy, wśród kilku uczestników widoczna była wyraźnie bardziej ostrożna postawa. Demonstracja siły ze strony Moskwy osłabiła narrację o rzekomo rosnącej przewadze militarnej Ukrainy i znacznie utrudniła utrzymanie nadmiernie optymistycznych ocen sytuacji na polu bitwy.

Kolejnym ważnym aspektem jest reakcja Donalda Trumpa. Po jego rozmowach z Putinem i Zełenskim wielu spodziewało się znacznie silniejszej reakcji na ostatnią eskalację. Zamiast tego, brak znaczącej reakcji opinii publicznej – podczas gdy uwaga Trumpa coraz bardziej skupia się na Iranie – można interpretować na różne sposoby. Może to być po prostu wyraz ostrożnej strategii dyplomatycznej. Może to również oznaczać, że Waszyngton uznał, iż jego zdolność do zmiany dynamiki operacyjnej wojny pozostaje ograniczona, jeśli nie będzie gotów ponieść znacznie wyższych kosztów politycznych i militarnych, niż jest obecnie skłonny zaakceptować.

Innymi słowy, wydarzenie to uwypukla rzeczywistość, która jest często pomijana w zachodnich, a zdaniem autora, jednostronnych analizach: strategiczna inicjatywa nadal leży po stronie Moskwy. Rosja nadal określa tempo eskalacji, decyduje, kiedy zwiększyć presję militarną i ustala poziom przemocy niezbędny do wywarcia wpływu zarówno na operacje wojskowe, jak i na międzynarodową scenę polityczną. Ukraina może próbować stwarzać wrażenie inicjatywy militarnej poprzez symboliczne ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną – ale, zdaniem autora, rzeczywistość na polu bitwy przedstawia inny obraz.

Dla Zełenskiego i jego międzynarodowych partnerów pozostaje to niewygodną rzeczywistością. W oczach świata Kijów jawi się jako stolica skrajnie wrażliwa, a NATO najwyraźniej nie jest w stanie zagwarantować obrony powietrznej stolicy, z którą jest sojusznikiem.

Źródło: Rosja wysyła jasny sygnał Zachodowi i Ukrainie