Wystrzał z Aurory. Rada Europy: Przyjęcia ideologii gender

Wystrzał z Aurory


Izabela BRODACKA

Kilka dni temu przegłosowano rezolucję, która penalizuje odmowę przyjęcia ideologii gender oraz jej krytykę. Przegłosowało ją Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przy prawie pustej sali. Zgromadzenie liczy ponad 300 członków – 71 osób głosowało „za”, 26-„ przeciw”, a dwie osoby wstrzymały się od głosu co razem stanowi jedną trzecią uprawnionych.

Rezolucja otwiera drzwi do karania rodziców, lekarzy czy duchownych za formułowanie swoich poglądów w sprawach identyfikacji płciowej dzieci i wychowanków, a nawet w kwestiach tak drastycznych jak chirurgiczna zmiana płci bez zgody opiekunów. Zachęca się również dzieci do donoszenia na swoich rodziców.

Tego typu ustalenia są zwykle lekceważone przez ich zdecydowanych przeciwników. Zdarza się, że podpisują oni cyrograf w przeświadczeniu, że nikt czegoś tak idiotycznego jak podpisywana ustawa nie będzie przestrzegał. Wydaje mi się, że z takim przeświadczeniem premier Morawiecki popisywał tak zwane „Kamienie milowe” oraz pakiet  „Fit for 55”.  Potem okazuje się jednak, że „słowo się rzekło – kobyłka u płota” ( jak podobno pozwolił sobie zażartować szlachcic Jakub Zaleski sprowokowany przez króla Jana III Sobieskiego ) i trzeba ją niżej ogona pocałować.

Rezolucja Rady Europy to próbny strzał, to symbolicznie rzecz biorąc wystrzał z Aurory.

Wypowiada nam wszystkim wojnę, której finał nie został wprawdzie jeszcze przesądzony, lecz ta rezolucja będzie stanowiła punkt odniesienia dla dalszego przykręcania nam śruby. Będzie chwalona w mediach jako dobra praktyka, będzie służyła w sądach jako podstawa precedensowych wyroków.

Już chyba służy – gdyż sąd w Rzeszowie nakazał ostatnio szkole honorowanie urojeń pewnego ucznia dotyczących płci, a nawet przyznał mu odszkodowanie.

Dobrym przykładem funkcjonowania precedensu w systemie prawnym nie zawierającym precedensów jest proceder odbierania w Polsce dzieci w powołaniu się na syndrom Gardnera. Wiele lat po tym jak okryty niesławą Gardner popełnił samobójstwo, a jego ofiary otrzymują w USA sute odszkodowania, polskie sądy rodzinne w uzasadnieniu odbierania matce dziecka powołują się na zdiagnozowanie u niej tego nieistniejącego prawnie i skompromitowanego w psychologii syndromu PAS.

Dr Richard Gardner, amerykański psychiatra sądowy popełnił samobójstwo 25 maja 2003 roku. Richard Ducote, prokurator powiedział po jego śmierci: „Módlmy się, aby głupota jego niedorzecznej teorii PAS umarła razem z nim”. Jak się okazało Gardner zeznawał na rzecz mężczyzn pobierając od nich 500 dolarów za godzinę badania czy konsultacji, po czym polecając, aby sąd przyznawał opiekę rodzicowi, który znęcał się nad dziećmi lub je molestował. Nie potępiał w swoich pismach pedofilii. Aprobował również kazirodztwo.

Oczywiście często zdarza się, że jedna ze stron sporu rozwodzących się małżeństw czy rozstających się par „napuszcza” dziecko na byłego partnera wypowiadając się o nim negatywnie lub obarczając go winą za rozwód. To czasami nieuniknione koszty rozstania.

W USA istnieje stowarzyszenie ofiar syndromu Gardnera. To dzieci które sąd odebrał matce i oddał w ręce gwałciciela i pedofila, albo odebrane rodzinie poniewierały się w kolejnych rodzinach zastępczych i sierocińcach. Do polskich sądów rodzinnych informacja o wykreśleniu syndromu Gardnera z rejestru schorzeń uprawniających do odebrania dzieci biologicznym rodzinom nie dotarła do dziś dnia.

Ustawodawcy uchwalający co chwila sprzeczne wewnętrznie czy wręcz kryminogenne przepisy nie zdają sobie chyba sprawy jakich mają prekursorów i w czym uczestniczą. Wzorem donosiciela na własnych rodziców jest przecież bohater ZSRR Pawka Morozow (Павлик Морозов: герой CCCR). Nikt obecnie nie traktuje jego historii poważnie lecz powstawały o nim książki, pieśni, a nawet powstała opera i przez całe lata był stawiany jako wzór sowieckim dzieciom. Przeświadczenie, że dzieci powinny być wychowywane w specjalnych placówkach dzielili stalinowcy z hitlerowcami. Hitlerowcy rabowali nawet niższe rasowo (ich zdaniem) dzieci, na przykład dzieci Zamojszczyzny aby odpowiednio je wychować dla potrzeb państwa niemieckiego. Przeświadczenie, że o zamykaniu kopalni, instalowaniu energetyki jądrowej, wiatraków czy paneli fotowoltaicznych mają prawo decydować psychologowie i historycy to znaczy humaniści (według popularnej definicji to ci, którzy nigdy nie zrozumieli definicji logarytmu) dzielą nasi rządzący z Pol Potem, który wieśniakom kazał wykonywać skomplikowane operacje neurochirurgiczne, a chirurgom kopać rowy.

Wdrażany w medycynie „ protokół terapii daremnej” to wypisz wymaluj hitlerowskie zarządzenia o eliminacji ludzi starych, chorych psychicznie czy niepełnosprawnych dzieci. To wcielanie w życie niemieckich nazistowskich kategorii Lebensunwertes Leben (życie niewarte życia) albo Unnütze Esser ( nieużyteczni zjadacze).

Rewizjoniści historyczni oskarżają o faszyzm i rasizm tych którzy jak Julian Tuwim w znanym wierszyku „Murzynek Bambo” odważą się używać terminu Murzyn. Tymczasem naprawdę nie jest istotne czy nazwiemy czarnoskórego Murzynem czy Afroamerykaninem, a Roma Cyganem.

Natomiast prawdziwą zbrodnią jest odmówienie tylko na podstawie arbitralnej decyzji dwóch czy trzech konowałów terapii osobie, która tej terapii oczekuje, a przez całe życie płaciła przymusowe składki na NFZ. Uporczywej terapii ma prawo odmówić sam pacjent natomiast nie ma prawa decydować za niego lekarz działający być może na rzecz gangu transplantologów.

Rzekomo nie wypada powoływać się w dyskusjach na przykłady wielkich dwudziestowiecznych totalitaryzmów i największych dwudziestowiecznych zbrodniarzy. To kompletna bzdura. Gdyby współcześni Hitlera, Stalina czy Pol Pota wykazali więcej roztropności, gdyby nie lekceważyli pierwszych sygnałów rozwijających się groźnych systemów przemocy, gdyby wreszcie gorliwie popierając postępowanie tyranów nie okazali się pożytecznymi idiotami, nie dopuściliby do sytuacji w której oni sami łatwo stawali się ofiarami.

Dlatego nie tylko wolno lecz nawet trzeba o tym mówić.

Zuzia odważyła się mówić co zrobili jej w szkole.

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Dzień dobry Panie Mirosławie. 
Piszę dzisiaj do Pana, ponieważ chciałbym, aby zobaczył Pan poruszającą rolkę video nagraną przez naszą młodą wolontariuszkę Zuzię.
  18-letnia Zuzia zdecydowała się mówić przed kamerą o tym, co spotkało ją, gdy jako 12-latka chodziła do szkoły w Anglii. Od najmłodszych lat zmuszano ją do rozwiązłości i homoseksualnego stylu życia, a jej nauczycielka religii w katolickiej szkole była… ateistką i lesbijką.
   Zuzia odważyła się nagrać tę krótką rolkę, aby ostrzec rodziców w Polsce, że to wszystko już dzieje się w naszych szkołach. Proszę zobaczyć:


https://www.youtube.com/shorts/hXPGB-T293c?feature=share

Zuzia, mimo młodego wieku, nie boi się wychodzić na ulice i brać udziału w kolejnych akcjach informacyjnych.
Może Pan umocnić ją w działaniu i dodać jej odwagi poprzez wsparcie naszej Fundacji oraz udostępnienie dalej tej rolki swoim znajomym.
Z wyrazami szacunku, 
Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Wojna re-aktywna

Wojna reaktywna

okładka tv

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis 8 marca, wpis nr 1398 dziennikzarazy/wojna-reaktywna

Od dziś będę swoje wpisy w formie audio/video publikował na kanale Do Rzeczy w formacie „Karwelis komentuje”. Videoblogi będą się ukazywały w każdą sobotę o 12.00. W związku z tym przesuwam publikację w formie tekstu na każdą niedzielę na godzinę 12.00. Mam nadzieję, że Państwu się spodoba. Żeby obejrzeć tu mój kolejny videoblog aktualnego tekstu proszę tylko wcisnąć przycisk „Videoblog”.

============================================================

Jakoś tak jest w dzisiejszych czasach, że ludzie spodziewają się czegoś, gadają o tym, martwią się, a jak coś takiego przychodzi, to wszyscy latają zdziwieni. I wtedy myślenie o dawno przewidywanym zdarzeniu zaczyna się jak gdyby od początku. Tak jest z tą wojną z Iranem – jakby nas ona zaskoczyła. Mnożą się kosmiczne spekulacje co do jej motywów, przebiegu i przyszłych losów. To na razie wróżenie z fusów podrzucanych narracji. Bo trzeba przyznać co najmniej dwie rzeczy – mamy znowu wojnę na narracje, te – różnią się zasadniczo od faktów, skrywają rzeczywiste motywacje stron, są narzędziem wojny, której pierwszą ofiarą jest zawsze prawda.

Druga rzecz pewna w tej niepewności to są reakcje całego świata: uczestników wojny, sojuszników każdej ze stron, ludu w ogóle i mediów w szczególności. Nawet jeśli wiele z tych reakcji ma charakter manipulacyjny, to są one faktami i warto je przeanalizować w pomieszaniu dynamicznych zdarzeń, bo przynajmniej są one, te reakcje, pewne. Kiedy kamień wojny runął na powierzchnię zdarzeń rozeszły się od niego różne fale. Ich analiza da nam więcej niż obecne zgadywanki – po rozchodzeniu się fal, wlewaniu się na brzegi interesariuszy, ofiar i świadków można wywieść kształt tego kamienia. Obecnie spada on na dno rozstrzygnięć, sytuacja jest dynamiczna, ale kręgi pokazują nam kształt i potencjał tego głazu, co daje nam jakąś szansę na pojęcie do czego dojść może, większe niż z analizy kto do kogo strzelił. Obecny bowiem horyzont zdarzeń mocno wykracza – czasowo i geograficznie – poza konflikt lokalny w ograniczonym czasie. A więc popatrzmy na światową reakcję na wojnę.

Antysemickie dylematy

Zanim jednak zobaczymy jak fala wojenna dobijała na poszczególne brzegi pozwolę sobie na jedną generalną uwagę: mamy do czynienia z pewnym pomieszaniem postaw i wahaniem się w przypadku dotychczasowych prostych narracji. Otóż kwestię stosunku do tej wojny zaburza jedna sprawa: gdyby to USA napadły samotnie na Iran – sprawa by była prosta. Znowu by się mówiło o imperializmie Trumpa, końcu prawa międzynarodowego, Wenezueli do kwadratu. Europejscy włodarze kontynentalnego globalizmu znowu by się z mediami wyżywali na Jankesach, rodziłoby się współczucie do Irańczyków.

Ale kłopot w tym, że to wojna wszczęta przez Stany wraz z Izraelem, a ten ma zakodowane w medialnym światowym obrocie specjalne fory. Jak tam mordował cywilnych Palestyńczyków, to jeszcze ktoś tam mógł się krzywić na Zachodzie. Ale teraz, jak walczy ze strasznym atomowym reżymem terrorystów religijnych, to jemu już wolno.

W związku z tym udział, a właściwie inspiracja – o czym później – Izraela chroni Stany przed atakami ze strony społeczności świata, jest listkiem figowym i intencji, i samych działań. Powoduje to zachwianie głównie mediów liberalnych, które jak dotąd krytykowały wszystkie poczynania Trumpa w czambuł, tak teraz nie wiedzą jak relacjonować tę wojnę, bo tam siedzi po uszy bezcenny Izrael.

Zacznijmy od samego Izraela.
Jego reakcja, nawet militarna, jest objęta szczególną cenzurą ze strony Zachodu. Co do kwestii militarnych, to doszło do cudownego przeskoku, gdyż to Iran jest coraz bardziej przedstawiany jako… agresor, zaś działania USraela (tak nazwiemy tu połączone siły obu sojuszników) jako… działania w ramach samoobrony napadniętego. Zwłaszcza kiedy Iran w swej przemyślnej strategii zaatakował większość krajów regionu. Wychodzi na to, że to on napadł na niewinnych, kiedy zapomina się, że po pierwsze zaatakował głównie zachodnie bazy w krajach regionu, które dokładnym pierścieniem otaczały Iran, po drugie – Iran jest jak Ukraina: jego żywotnym interesem jest maksymalne umiędzynarodowienie tego konfliktu. Nie bawi się więc w jakieś „pomyłki” a la Przewodowo w Polsce, tylko wali z czego ma do sąsiadów. Chce pokazać – co warto zapamiętać wobec polskiej dziecinnej strategii –, że posiadanie na swym terenie baz amerykańskiego wojska wcale nie gwarantuje jego reakcji obronnej, nie gwarantuje nawet bezpieczeństwa. Wychodzi, że nawet przeciwnie, bo amerykańskie bazy zdają się przyciągać rakiety..

Jeśli celem wojny, a tak zadeklarował w swym przemówieniu Trump, jest zmiana reżymu irańskiego na rząd powolny USraelowi poprzez wywołanie w Iranie wojny domowej, to i pomysł był kiepski, i wykonanie – fatalne. Pomysł był kiepski, bo trochę przypominał lotnicze próby rzucenia na kolana Brytyjczyków przez hitlerowców w II wojnie światowej. Tam też w wyniku bombardowań miało dojść do upadku morale, zmiany władzy, otwarcia na inwazję, a skończyło się narodową konsolidacją. Z powietrza trudno zmienić atakowany reżym, o czym wiedziały Stany w czasie wojny w Iraku, ale widać, że teraz jakoś zapomniały. Jak zareagował sam lud irański na takie kalkulacje?

Co na to sam Iran?

W Iranie mamy do czynienia z podzielonym narodem. Jedni są za fundamentalizmem religijnym republiki islamskiej, drudzy za kierunkiem prozachodnim. Ten ostatni trend ujawnił swój wysoce manipulacyjny i zewnątrzsterowny charakter, kiedy w czerwcu zeszłego roku – jeszcze bez tej wojny – tłumy spontanicznie wyszły na ulice, wyraźnie inspirowane przez Mossad, który sam się do tego przyznał. I demonstracje skończyły się dopiero wtedy, kiedy Iran zagroził, że powiesi z 800 osobników najwyraźniej pochodzących z zasobów izraelskich służb.

Teraz mamy co innego: podoba mi się porównanie, którego użył jeden z polskich publicystów – to jest tak, jakby 13 grudnia 1981 roku w dniu stanu wojennego Amerykanie zabili bombą w domu generała Jaruzelskiego. Jedni by się cieszyli, drudzy by pomstowali. Ale nawet przeciwnicy Jaruzela mogliby się zastanowić nad suwerennością kraju własnego oraz intencjami zewnętrznego zbawcy od wewnętrznego konfliktu. Jest jednak inaczej.

Pies tam trącał wewnętrzne spory Irańczyków, tu chodzi o to, czy taki atak nie będzie kontrproduktywny do założeń, bo po prostu zintegruje naród, który zostanie postawiony przed wyborem między zgodą na utratę swej podmiotowości a utrzymaniem choćby minimum poczucia własnej wartości. Moim zdaniem w wojnie zawsze dojdzie do jakiejś integracji wokół choćby i najbardziej zbójniczej władzy, czego dowodem może być choćby i Związek Radziecki zaatakowany 22 czerwca 1941 roku, kiedy naród – oczywiście, że poganiany – zdecydował przecież, że są rachunki krzywd, których „obca dłoń nie przekreśli”. I wystarczy tylko, że w pierwszy dzień wojny izraelska bomba spadnie na szkołę dla dziewcząt i zabije ich ponad setkę by oba walczące plemiona irańskie znalazły się w jednym koszyku empatii.

To są rzeczy ostateczne, które kasują dotychczasowe konflikty, no, może z wyjątkiem Polski, gdzie zdziczenie obyczajów mogłoby dojść do poziomów, gdzie taka bomba byłaby całkiem akceptowalna dla choćby wzmożonych uśmiechniętych, byleby wybiła setkę pisiorowskich dzieciaków, zanim wyrosłaby z nich obraza dla cywilizowanego świata.

Reakcja Irańczyków, w ten sposób napędzana wstecznie do swych zamiarów przez USrael, prowadzi jednak do ich integracji. Ci wywiesili podobno czerwoną flagę, co oznacza bój do końca i tak się prawdopodobnie skończą rachuby Trumpa na wywołanie wojny domowej, która miałaby zmieść reżym ajatollahów.

Jak się tłumaczy USA?

Co do USA to mamy tu też porządne pomieszanie. Ameryka nie musi reagować na tę wojnę, sama ją bowiem wszczęła, ale warto popatrzeć jak ją opowiada. Na początku Trump się zacukał, bo w jednym i tym samym przemówieniu wojnę inaugurującym powiedział dwie sprzeczne rzeczy: że w czerwcu zeszłego roku swymi śmiałymi atakami rozwalił Irańczykom ich program atomowy, by za chwilę powiedzieć, że w ostatni dzień lutego roku obecnego napadł na Iran, by zapobiec rozwojowi programu atomowego, którego rozwaleniem przed chwilą się chwalił.

Potem jako pretekst wszedł wątek ideologiczny praw człowieka, że bombardujemy wraży im reżym, by lud przejął władzę, ale to też jest kiepskie, bo można – również wśród sojuszników USA – znaleźć przypadki przynajmniej takiej samej satrapii, jak choćby w Arabii Saudyjskiej. I jakoś tak USrael bomb tam nie zrzuca. Powody więc wskazywane przez Waszyngton są coraz bardziej dęte, zwłaszcza, że – co już wskazywałem – wektory się odwracają: to Iran powoli staje się agresorem, zaś USrael – samoobronnym odwetowcem.

Tu pora na pewną uwagę. Od początku narracji stron atakujących używa się pojęcia „wojna prewencyjna”. Prawo międzynarodowe nie zna takiego pojęcia, zna natomiast pojęcie „wojny napastniczej”, dobrze opisanej w międzynarodowych konwencjach i obłożonej sankcjami. Skoro – jak usłyszeliśmy – Trump w czerwcu wysadził bombami Irańczykom ich program nuklearny, to przed czym miałaby być ta obecna prewencja?

W międzyczasie prowadzono przecież zaawansowane w Genewie i Omanie rokowania nad wyrzeczeniem się przez Iran prac nad programem atomowym, nawet dla formuł cywilnych i energetycznych. Irańczycy godzili się już wręcz na upokarzający poziom ustępstw, dlatego – jak mówią złośliwi – trzeba było szybko wszcząć wojnę „prewencyjną”, bo jakby Irańczycy coś już podpisali, to zniknąłby powód, a właściwie pretekst do ataku.

W Ameryce mamy w reakcjach medialnych na wojnę wspomniane zawahanie. Jakby Trump poszedł na tę wojnę solo, to by go tam w USA dawno zjedli. I tak ma przerąbane, bo poszedł na tę wojnę bez żadnego gadania o zgodzie Kongresu, co mu zostanie – szczególnie w obliczu porażki – wyciągnięte.

Ale Trump poszedł na te wojnę pod rękę z Izraelem i tu nie za bardzo można wieszać na tej akcji psy. Właściwie nie wiadomo jak się zachować i ustosunkować: chwalić głupio, ganić – strach. Wyjdzie na to – zobaczycie -, że w odbiorze narracji będzie się konsekwentnie przechodzić na stanowisko, że to właściwie Iran zaatakował, zaś reszta – w tym kraje regionu – bronią się przed najeźdźcą.

Dla Trumpa to sprawa gardłowa. Już obecnie ponad 50 do 70% Amerykanów jest przeciwna tej wojnie i jeszcze jak mu w niej pójdzie nie najlepiej, to w wyborach uzupełniających dostanie jesienią w Stanach bęcki i może być „koniec balu, panno Lalu”. W dodatku jego MAGA pamięta mu dwie rzeczy – jego dojście do władzy z obietnicą zakończenia udziału USA w wojnach bez sensu, czemu Trump przeczy od dnia wejścia po raz drugi na Kapitol i druga sprawa – to coraz mniej podskórne i mniej hamowane przeświadczenie jego elektoratu, że to Stany robią za „sługę Izraela”, który jest od dawna ogonem machającym amerykańskim psem, z tym, że amplituda takiego machania może tego psa roztrzaskać już teraz o ścianę.

Co mówią Izrael i Rosja?

Z kolei dla Izraela to normalka – w narracji zewnętrznej i wewnętrznej już się tak zużyli w tematach wojennych, że teraz się nie starają, bo już bardziej nie mogą. Jest tam co prawda kolejny i chyba setny element liczenia na konsolidację narodu w obliczu wojny, bo dla Netanjahu zbliżają się wybory. A te – bez wojny – mogłyby się ciężko dla niego skończyć. Jedyna różnica jest taka, że sobie Żydzi trochę posiedzą w schronach, w czym są wprawieni, nawet tam sobie podśpiewują, ale jak zejdzie im dłużej, to śpiewy może zostaną zamienione na dyskusje w którym kierunku idzie całe państwo. Może Żydzi się zorientują, że częścią ich narodowej strategii, ale i tragedii własnej i całego regionu jest taktyka ich wodza, by przez wywołanie kolejnej wojny kolejny raz odroczyć swe pójście za kratki?

Rosja zareagowała dość przewidywalnie i sztampowo. Ot, potępiła co trzeba i czeka. Najbardziej dziwią mnie zachodnie, w tym multum polskich, spekulacje co do tego, że wojna Irańska wskazała na słabość przegranej Rosji. Miało tego dowieść to, że Rosja przed wojną wzmocniła ponoć militarnie Iran, co – jak widać po efektach – nie przyniosło żadnego dobrego skutku. Ale, przynajmniej w przypadku Rosji, to kompletne bzdury – myślę bowiem, że Kreml się cieszy z kilku rzeczy. Po pierwsze – wzmacnia się ich pozycja wobec Chin. Te, jeśli stracą w Iranie swego dostawcę ropy, to zwrócą się po nią w większym stopniu do Rosji. Po drugie – ten kryzys zapracuje na zwiększenie cen i dostępności ropy, a z niej Rosja żyje najbardziej, a to osłabi oddziaływanie nałożonych na nią sankcji. Po trzecie – ta wojna odwraca zainteresowanie wojną na Ukrainie, w tym od zaopatrzenia materiałowego. Po czwarte – udało się Rosji nanizać na przyszłość wiele argumentów na poziomie prawa międzynarodowego, a właściwie jego atrofii w wykonaniu Zachodu. Okazuje się bowiem, że w świetle enuncjacji Trumpa to i Putin może sprzedawać swoją aktywność na Ukrainie jako operację specjalną, mającą charakter prewencyjny przed zbliżeniem się NATO do granic Rosji, co niweluje zarzucaną Putinowi wojnę napastniczą. Skoro Trump może, to czemu nie Rosja? To samo z odstrzeliwaniem głów państw – teraz nie dałbym grosza za życie Zełenskiego.

Rosja więc zyskuje na tym. Chiny zaś mniej, bo wzrośnie cena ropy, ich uzależnienie od Rosji, ale Iran to było tylko zaopatrzenie na poziomie 13,5% miksu Chin, który teraz się chwieje. Ale Chiny maja sporą dywersyfikację dostawców ropy. Daje ta wojna pewną wolną rękę Chinom na ich kierunkach geopolitycznych. Takie zaangażowanie się USA w Iranie otwiera całkiem nowe możliwości chińskiej ekspansji, lub choćby tylko blokady Tajwanu. Ameryka jest zaangażowana w Iranie w wojnę na zasoby, których nie będzie mogła użyć ani na Ukrainie, ani na Tajwanie. Ta wojna polega na liczeniu rakiet i przeciwrakiet. A te pierwsze są tańsze od tych drugich i jak Iran zacznie, a zaczął, walić swymi środkami dookoła, to nie starczy na długo zasobów do obrony.

Ten argument przywiódł w czerwcu zeszłego roku Izrael po prośbie do USA, by jakoś wyjść z twarzą z rozpętanego przez Tel Aviv konfliktu z Iranem. Teraz, jak się Iran zaprze, to może się stronie prewencyjnej skończyć całe amo. I Ameryce nie starczy na inne kierunki. Co widzą i Rosja, i Chiny.

Narracja bratnia – dylematy

Kraje arabskie to złożona sprawa. Czemu Iran po nich strzela? Ano, jako się rzekło, żeby pokazać im, że trzymanie u siebie amerykańskich baz to raczej kłopot. Chce także wywołać reakcję krajów regionu, w której te miałyby się zwrócić do USA po pomoc, której Ameryka musiałby odmówić. Głównie z powodów braku środków obrony przeciwrakietowej, w większości alokowanej na kierunku obrony Izraela. Atak ma więc na celu osłabienie pozycji USA jako wiarygodnego sojusznika, który nie dość, że swoją obecnością sprowadza kłopoty, to jeszcze nie gwarantuje dowiezienia gwarancji bezpieczeństwa.

W regionie to cwany ruch Iranu, bo jeszcze dochodzi kwestia podziałów wzdłuż szwów religijnych. Wiadomo tu Persowie – tam Arabowie, tu szyici – tam sunnici, ale to jeden islam. A ta cała reszta to raczej niewierni. Mogą się pojawić – i pojawiają się – ruchy solidarystyczne. W dodatku wzbudzają się przyschnięte konflikty – Pakistan wojuje z Afganistanem, zaraz zapłonie cały region i cały misterny i coraz bardziej na kredyt plan amerykańskiego ułożenia kwestii bliskowschodnich, by USA mogła się stamtąd udać do raju splendid isolation – weźmie w łeb. Może to być na korzyść jedynie Izraelowi, który realizuje swoją politykę bezpieczeństwa podpalając cały region arabskiego otoczenia.

Arabskie więc kraje regionu mają swoje dylematy, stąd ich reakcja jest nie tak bardzo jednoznaczna, jak by wskazywała logika – wcale nie pomstują na Iran, myślą bardziej jak z tego wyjść w inny sposób niż kosztowna wojna. Takie raje biznesowo-turystyczne jak Dubai, walą się w proch i będą robić wszystko, by konflikt zażegnać. A skoro Iran będzie, jak deklaruje, walczył do końca i może pociągnąć za sobą wszystkich w regionie na dno, to i region będzie zastanawiał nad innymi niż usraleskie scenariuszami, jakimi jest zniszczenie Iranu.

Europa a wojna

Unia Europejska też się szykuje. Tam też obowiązuje ten dylemat, że jednak w czambuł tego Trumpa za wojnę potępiać nie można, bo Izrael, ale te wszystkie E3 i E4 się szykują – z jednej strony się zarzekają na niezaangażowanie, z drugiej – jak Wielka Brytania, ale ta nie w Unii – strzelają do irańskich dronów. Jednak Unia ma jeszcze jeden problem z reakcją. Jest powściągliwa, bo ma u siebie na terenie V kolumnę – miliony islamskich migrantów. Ci tylko czekają na jakieś większe deklaracje poparcia ze strony krajów ich goszczących wobec agresji USraela. Ta sprawa może pogodzić w Europie szyitów z sunnitami w jeden dzień. A więc w Brukseli jedziemy ostrożnie. Na razie, bo już się pojawiają jakieś podżegackie głosy, szczególnie w kontekście „zapominania” o wojnie na Ukrainie.

Unia ma nieciekawą sytuację: jak będzie kłopot z dostawami, co dopiero mówić o cenach, ropy z kierunku Zatoki, to będzie kryzys na Starym Kontynencie. Dywersyfikacja na dostawy ropy (i gazu!) po bojkocie Putina za atak na Ukrainę zredukowała znacznie europejskich miks dostawców. Teraz zostanie już tylko znienawidzona Ameryka, uszczęśliwiona obrotem spraw Norwegia i… Rosja. Moim zdaniem, jak dojdzie do kryzysu, szczególnie na jesień z gazem, to jastrzębie bojkotu Kremla będą się musiały przeprosić z Moskwą i zjeść gazowo-ropną żabę. Może to też być pretekst do użycia przez Niemców, które od dawna marzą o powrocie do rosyjskiego business as usual.

Ale Putin ostro przeczołguje brukselczyków, mówi: skoro jeszcze przed ta wojną zadeklarowaliście stopniowe odejście od mojego gazu, to czemu czekać, wstrzymam wam dostawy od zaraz. I Europa znalazłaby się z dnia na dzień w kłopocie. Bez znienawidzonego, a jednak branego gazu od Putina, ale przed ogarnięciem nowych kierunków dostaw, pomniejszonych o gaz choćby z takiego, wciągniętego teraz w konflikt – Kataru.

Ciekawa jest też reakcja samej Ukrainy – ta wiadomo: będzie biła na alarm, żeby Iran jej nie przysłonił. Będzie się dopominała niegasnącej uwagi, choć kłopot nie tylko polega na samej narracji, ale i operacyjnym zaangażowaniu pomocy militarnej Zachodu. Ameryka tu już odjechała na całego, Europa jeszcze nie gotowa (SAFE się przecież musi zdążyć wydać, a do efektów to jeszcze hoho!). Jest więc kiepsko i Zełeński kombinuje jak może, by… połączyć jakoś obie wojny. Ostatnio Ukraina zadeklarowała, że pomoże krajom regionu w obronie przed irańskimi dronami, zna się bowiem na ich zwalczaniu z własnego teatru wojny. Ale w zamian za to zaproponowała (Rosji!), że ta na czas tego „leasingu” zaprzestanie walk na froncie ukraińskim, wszak żołnierze ukraińscy będą wtedy zajęci gdzie indziej. To jakieś kuriozum, na które jakby się zgodził Putin, to by wreszcie dowiódł że jednak jest wariatem.

Ukraina się martwi, bo głowa Trumpa jest teraz gdzie indziej i będzie tam coraz bardziej, ponieważ chyba się jednak z tym Iranem dał podpuścić Netanjahu. Rosja ma tu na Ukrainie wolną rękę dziś bardziej niż kiedykolwiek, a więc może się przydarzyć wiele.

NATO to już chyba końcówka. Co widać jak na patelni. Iran, znowu sprytnie, zaatakował bowiem i Cypr, i Francję i Wielką Brytanię, co dopiero USA, istnieją więc powody na… wdrożenie słynnego artykułu piątego Traktatu Północnoatlantyckiego. A tu nic – ni widu, ni słychu. Jakiś tam Iran przetestował i okazało się, że goście w kieszeniach mają tylko łuski. Jak się popatrzy na mapki zasięgu, to irańskie rakiety dolecą do – niestety naszej – połowy Europy. I jak walą teraz po amerykańskich bazach u siebie w regionie, to czemu nie mieliby walnąć i po natowskich w Europie, wszak np. taka Wielka Brytania aktywnie obecnie uczestniczy w zestrzeliwaniu dronów irańskich, jest więc i NATO w wojnie z Iranem.

Sprawa polska      

W końcu wylądowaliśmy w Polsce i jej reakcjach. Tu – przynajmniej do dziś – nie skończyło się to tym, że reakcja na wojnę z Iranem sprowadziła się do wzajemnych zarzutów plemiennych, że jedno się stara bardziej od drugiego. Reakcja rządu Tuska, ustami Sikorskiego i Kamysza, powiela schemat pomieszania – z jednej strony ten straszny Trump i by się walnęło, z drugiej – nietykalny Izrael. Kto ma zadatki sadystyczne to może sobie oglądać jak z tym spektaklem się męczy np. TVN. Pojawiły się też wątki solidaryzmu Polski z krajami regionu, co wskazuje na utrwalenie trendu ustawienia Iranu jako agresora. Tematem zastępczym jest suflowana troska o zatrzaśniętych w regionie Polaków, co stoi w sprzeczności z realiami.

Nasi tam nie wysyłali żadnych samolotów po swoich, tłumacząc się, że jest tam strzelanina i się nie lata. Potem zrobiono badania opinii publicznej i wyszło, że to jest jednak źle odbierane i jakoś argumenty na NIE w sprawie lotów zniknęły czarodziejsko. Nieżyczliwi pokazywali tu przykład choćby Czechów, którzy autobusami przewożą swoich do krajów o swobodzie ruchu lotniczego. A więc i tu klapa. Tuski grają tu na raczej przemilczanie swego stanowiska wobec wojny, udając strategiczną postawę niezaangażowania, choć jest to raczej wybieg taktyczny i wzorowany na postawie unijnej. Sikorski w swoim exposé sprzed kilku dni nawet nie wspomniał o Iranie i naszej postawie wobec nieuchronnej wojny – teraz udaje, że wszystko miał przemyślane.

Niepokoi, po raz kolejny, prezydent Nawrocki. Z jego pierwszego oświadczenia wynikało, że popiera w całej rozciągłości atak na Iran, choć w polskim prawie pochwała (tu ewidentnej) wojny napastniczej ma swoje sankcje, nawet karne. Dowiedzieliśmy się także od prezydenta, że popieramy w tej wojnie naszych sojuszników, choć jako żywo Izrael, jeden z dwóch napastników, nie jest z nami w żadnych (formalnych i jawnych) sojuszach.

Druga wpadka Nawrockiego to już kuriozum. Prezydent nie mógł nie wiedzieć o tragedii w irańskiej szkole, gdzie bomba zamordowała ponad 150 dziewczynek. O czym pisze w tym dniu Nawrocki? O tym, że USA straciły trzech swoich synów na froncie, i że się modlimy i solidaryzujemy. Lepiej – moim zdaniem – w tej sytuacji nie deklarować nic, żadnego poparcia, skoro można tak kończyć.

W oświadczeniach i rządu, i prezydenta jest jeden element wspólny – Ukraina. Atak na Iran tłumaczy się jego zaangażowaniem w militarną pomoc Rosji, co jest kompletnym absurdem, bo to nie ma nic wspólnego ani z powodami tej wojny, ani z motywacjami stron.

To ukrainofilstowo jest już w formach obsesyjnych. Świat dzieli się tu na tych co pomagają Rosji (zawsze wrogowie, choć w rosyjskich rakietach latają i francuskie, i niemieckie podzespoły) i ci, co jej nie pomagają (ci są zawsze naszymi przyjaciółmi, w ten sposób naszym sojusznikiem jest choćby Urugwaj, dopóki rzecz jasne nie przyłapie się go na używaniu ruskich nawozów, a takowych używa, z tym, że się – w ramach unijnego Mercosuru – go nie przyłapuje).

Tasują się karty świata

Reakcja świata na tę wojnę mówi więcej o świecie niż o tej wojnie. Kraje się pozycjonują, teraz wokół i tej latarni. Zapowiada się na ostry wiraż i to wielu pojazdów. Możliwe są dodatkowe kolizje, blokowanie całych dróg, w tym witalnych dla całego świata. Dla wielu krajów, w tym USA, losy tej wojny to sprawa krytyczna. Ja tam nie spekuluję o losach tej wojny, gdyż sprawa jest wielowątkowa. Myślę sobie tylko jedno – jak to jest tak, że Trump z jakichś powodów (tym bardziej z możliwego powodu sieci zastawionej przez Izrael za pomocą listy Epsteina) dał się wmanewrować Netanjahu w wojnę, na której sam przerżnie wewnętrznie. A wtedy powróci na pełnej petardzie lewacki globalizm. Tym razem na całym świecie. I okaże się, że chore ambicje narodu wybranego zaciążyły na losach całego globu i nas wszystkich.

Widzimy obecnie tylko powierzchnię zjawisk. Mamy pomieszanie, bo cele tej wojny są albo ukryte, albo nieuświadomione, boje się, że również wśród jej inicjatorów. Jeśli mamy do czynienia z czasami, w których wojny są wszczynane bez wyraźnych powodów i celów, to grozi nam jedno – ciągły konflikt, rosnący i rozprzestrzeniający się. Tak to jest w wojnach, które nie mają wizji zwycięstwa, choćby najbardziej niesprawiedliwego. Wtedy takie wojny nie mają perspektywy celu, którego osiągnięcie prowadziłoby do jakiegokolwiek pokoju. A to oznacza wojnę permanentną, coś blisko idei permanentnej rewolucji Trockiego.

Ta Trockiego doprowadziła do zapaści jednego wielkiego kraju z odczynami na całe regiony świata. Wojna permanentna, jaka nam się zapowiada, może prowadzić do resetu całej planety. Obyśmy przeżyli ten eksperyment, choćby tylko po to, by zobaczyć jakie po tym resecie będzie wgrane nowe oprogramowanie świata.    

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Dajmy poczucie bezpieczeństwa !! MEM-y V.

————————————————————–

———————-

—————————————————————————-

-=-==========================

—————————————————–

——————————————————————-

———————————————————————-

———————————————————-

—————————————————————————————–

———————————————————

—————————————————————

Kontrola przez pieniądze

Kontrola przez pieniądze

Autor artykułu Marek Wójcik 8. marca 2026 world-scam/kontrola-przez-pieniadze

W połowie lutego Facebook zablokował moje konto z „obawy” przed hakerami. Założyłem drugie konto i, pomimo że nie jest zbyt rozpowszechnione jakoś działa. Długo trwało, zanim odzyskałem pierwotne konto. Facebookowe „szczęście” trwało jednak krótko. Zuckerberger postanowił sprawdzić, czy nie jestem wirtualnym krokodylem i postawił przede mną zadanie, którego nie zamierzam wykonać.

Powiedzmy, że jestem nieśmiały przed kamerą i nie lubię, kiedy ktoś pod płaszczykiem walki z robotami – walki przy użyciu mocno sztucznej pseudointeligencji – usiłuje tanim kosztem zdobyć aktualne nagrania mojej fizjonomii. Jak przy aresztowaniu, musiałbym pokazać moją twarz z profilu i en face.

Proponuję, by technokraci zastosowali klasyczną metodę i wysłali kogoś, by nagrał mnie na ulicy, czy w sklepie. Nie zrobią tego, ponieważ Palantir nie pokryje kosztów. Tak więc moje konto na tym mało-społecznościowym medium pozostanie nieaktywne. Przynajmniej to stare. Wiem, że takim cyrkowym sztuczkom poddawani są także inni użytkownicy. Wiem też, że wielu z was nie wyobraża sobie życia bez Facebooka. Ja sobie wyobrażam.

W lutym Parlament Europejski zaakceptował kolejny krok do wprowadzenia cyfrowego euro. Można o tym przeczytać we wczorajszym artykule na tkp.at: Parlament Europejski przyspiesza wprowadzenie cyfrowego euro. Źródło.

Parlamentarzyści zagłosowali za poprawkami wspierającymi cyfrowe euro, które będzie funkcjonować zarówno online, jak i offline, zgodnie z wizją banku centralnego UE dotyczącą publicznie emitowanej cyfrowej formy pieniądza. Głosowanie zostało przyjęte zdecydowaną większością głosów. Uzasadnieniem były rosnące obawy dotyczące struktury globalnych systemów płatności. Znaczna część transakcji cyfrowych w UE odbywa się obecnie za pośrednictwem sieci takich jak Visa i Mastercard, których firmy mają siedziby poza UE. Mogłoby to umożliwić obywatelom unikanie kontroli UE.

Trudno uwierzyć, że europejscy globaliści obawiają się konkurencji globalnych globalistów reprezentowanych przez firmy usługowe kart kredytowych. Jeśli jednak to jest prawda, to mamy do czynienia z podziałami wśród Deep State, które są dla nas tak samo korzystne, jak dla uzurpatorów do władzy nad światem dzielenie nas na lewicę i prawicę, jak podsycanie nienawiści pomiędzy narodami albo dzieleniem na zwolenników preparatów mRNA i przeciwników.

Z rozbawieniem przeczytałem, że pieniądz cyfrowy będzie funkcjonował zarówno online, jak i offline. Czyli ma być niezależny od internetu. W związku z „dalekowzroczną” polityką energetyczną eurokratów postawiłbym tu raczej inne pytanie: czy pieniądz cyfrowy będzie działał, gdy zabraknie prądu?

A może zastosujemy czytniki kart na korbkę? Zasilane siłą mięśni i co ważniejsze wielkie komputery bankowe zapewne podłączone do przenośnych reaktorów atomowych? Albo jeszcze lepiej – możemy przecież polegać na wiatrakach lub fotowoltaice.

Jedno jest pewne, tak jak do tej pory było z pieniędzmi nie będzie trwało długo. Czym będziemy płacić, zależy od rozwoju napiętej sytuacji w świecie finansów. Dolar skazany jest na galopującą inflację.

By przedłużyć jego agonię, FED zostanie zmuszony do produkowania zielonych banknotów zarówno papierowych jak wirtualnych. Aktualnie puszcza na rynek niewielką kwotę 40 miliardów miesięcznie, ale będzie zmuszony, by zwiększyć wytwarzanie tych pustych pieniędzy przynajmniej dziesięciokrotnie.

Ten problem dotknie praktycznie wszystkie papierowe i wirtualne waluty. Jedne wcześniej inne później. Ten proces można porównać do dolewania wody do piwa przez karczmarza. Przy niewielkich dolewkach piwosz nie odczuje różnicy, jednak gdy karczmarz posmakuje w łatwych zarobkach, trudno będzie wyczuć smak resztek piwa w wodzie.

Dlaczego kryzys zacznie się od dolara? Jeden z argumentów znajdziecie na poniższym obrazku.

Taxpayer to płatnik podatków – resztę łatwo można zrozumieć także bez wiedzy lingwistycznej.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Ukraina i Izrael. Podobieństwa. MEM-y IV.

——————————————–

————————————————————————————–

———————————————————-

———————————————-

——————————————————————


———————————————————-

Mafiosi z Donbasu. Ukraińskie gangi zdominowały polskie [i światowe?] podziemie przestępcze

Mafiosi z Donbasu. Ukraińskie gangi zdominowały polskie podziemie przestępcze

9.03.2026 Leszek Szymowski

Ukraińskie gangi zdominowały polskie podziemie przestępcze. Służby specjalne i policja nie radzą sobie z ich działalnością.

36 zlikwidowanych laboratoriów narkotykowych, setki przeszukań i tony zabezpieczonych substancji – taki jest wynik wielkiej polsko-ukraińskiej akcji policyjnej wymierzonej w zorganizowaną przestępczość. W czwartek, 19 lutego, Centralne Biuro Śledcze Policji znienacka zaatakowało ponad 500 adresów, gdzie według śledztwa miały się znajdować fabryki narkotykowe.

Znaleziono 36 laboratoriów i 74 magazyny do przechowywania zakazanych substancji. Znaleziono ponad 20 tys. litrów prekursorów do produkcji narkotyków syntetycznych, ponad 220 kg alfa-PVP, ponad 150 kg amfetaminy, ponad 65 kg mefedronu w formie kryształu oraz 350 litrów w postaci płynnej, 47 kg marihuany, ponad 5 tys. tabletek MDMA i ponad 2 tys. tabletek ecstasy oraz 7 kg metaamfetaminy. To jedna z największych akcji w historii polskiej policji, ale zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Tajny raport

W lipcu na biurka oficerów Biura Wywiadu Kryminalnego i Centralnego Biura Śledczego Policji trafił alarmujący raport amerykańskiej DEA (Drug Enforcement Agency – Agencja Zwalczania Przestępczości Narkotykowej). Wynikało z niego, że DEA zaobserwowała niepokojący trend współpracy ukraińskich gangsterów z meksykańskimi kartelami narkotykowymi. DEA opiera raport głównie na meldunkach tzw. „Confidential Source”, czyli tajnych informatorów uplasowanych w strukturach przestępczych (odpowiednik polskich Osobowych Źródeł Informacji). Dokument opisuje zjawisko polegające na tym, że gangsterzy z Ukrainy kupują dziesiątki kilogramów meksykańskich narkotyków, głównie fenatylu, marihuany i heroiny.

Wszystko po to, aby sprzedawać z dużym zyskiem na rynku europejskim. Raport DEA wskazuje dwa polskie miasta jako dotknięte już tym zjawiskiem. Są to Kraków i Wrocław. Zdaniem analityków amerykańskich tam właśnie ukraińskie gangi działają z największą siłą. I tam rozpoczyna się nowy, przestępczy proceder – sprzedaż fentanylu. Fentanyl – lek pochodzenia opoidalnego (tzn. wytwarzany z opium) pomaga uśmierzać ból. W Polsce wszystkie leki zawierające fentanyl sprzedawane są na receptę.

Narkotyk polityczny

W 2020 roku w Stanach Zjednoczonych zaczęła się prawdziwa epidemia uzależnień od fentanylu. Przyczyną była popularność tego syntetyku w procesach medycznych. Jako substancja pomagająca uśmierzyć nawet najsilniejszy ból, fentanyl był wykorzystywany w terapiach medycznych i w lekach. Jednak zgodnie z prawem można było go stosować wyłącznie za zgodą lekarza i wyłącznie w szpitalach, a każde zastosowanie musiało być udokumentowane. Fentanyl miał jednak zasadniczą wadę – uzależniał 18 razy szybciej niż heroina (dotychczas uznawana za najsilniejszy narkotyk).

To spowodowało, że pacjenci w USA już po oficjalnych terapiach wychodzili w pełni uzależnieni od syntetyku. I zaczynali go szukać na własną rękę. Uzależnieni od fentanylu Amerykanie stawiali się klientami dostawców narkotyku.

Tyle że u oficjalnych producentów, zaopatrujących apteki i szpitale, regulowanych przez przepisy federalne, nie mogli kupić dla siebie leku poza systemem. To zapotrzebowanie zaczęły zaspokajać meksykańskie kartele – główni producenci opium i fentanylu. Od 2020 roku narkotyk z meksykańskich pól szlakami przemytu przez granicę do Tekasu, przez tajne, podziemne tunele mafii, zaczęły płynąć dziesiątki kilogramów narkotyku. Konsekwencje były tragiczne. Jak wynika ze statystyk amerykańskiego Departamentu Zdrowia (odpowiednik naszego Ministerstwa Zdrowia), w latach 2020–2021 wskutek przedawkowania fentanylu zmarło w USA 129 tys. osób. Liczba tych, którzy kupowali u przemytników, nie jest znana.

Efekty popularności fentanylu były tak straszne, że sprawą postanowił się zająć sam prezydent USA. 15 karteli trafiło na listę organizacji terrorystycznych, w tym sześć karteli meksykańskich, w tym osławiony Sinaloa. Następnego dnia Pentagon wysłał drony i samoloty szpiegowskie, aby patrolowały granicę z Meksykiem i identyfikowały wszystkich przemytników. Sam Donald Trump zapowiedział, że do ścigania narkotykowych gangsterów wyśle wojsko. 3 marca Trump ogłosił cła na Kanadę i Meksyk, przy czym nie ukrywał, że cła na ten drugi kraj są konsekwencją nieudolnej polityki walki z kartelami.

Ta decyzja uderzyła w meksykańską gospodarkę, dla której eksport do USA jest istotnym źródłem przychodu. Stało się to akurat w czasie, kiedy nowa prezydent kraju Claudia Scheinbaum zapowiedziała dążenie do poprawy stosunków bilateralnych z USA. Chcąc pokazać, że to nie słowa a czyny, Scheinbaum wysłała wojsko najpierw do pacyfikowania mafii, a potem na granicę z USA. W ramach akcji wojskowych, spłonęło kilka ważnych plantacji narkotykowych, a kilkudziesięciu gangsterów trafiło do więzień. W konsekwencji kartele straciły główny rynek zbytu – Stany Zjednoczone. Dla kontynuowania miliardowych interesów trzeba więc było znaleźć nowy kierunek. I właśnie, jak wynika z cytowanego raportu DEA, stała się nim Europa.

Wielkie pieniądze

Skąd jednak nagle partnerem dla meksykańskich karteli stały się ukraińskie gangi?

Raport DEA wskazuje na trzy przyczyny. Po pierwsze te środowiska – podobnie jak Meksykanie – są bardzo hermetyczne, a przez to trudne do rozpracowania dla policji i służb. Po drugie są brutalne i zdeterminowane, przez co zyskują coraz poważniejszą pozycję w europejskim świecie przestępczym, spychając do drugiej ligi grupy przestępcze składające się z obywateli państw Starego Kontynentu. Po trzecie wreszcie gangi ukraińskie mają do swojej dyspozycji ogromne środki finansowe.

W tym kontekście raport DEA wspomina o tym, że amerykańska administracja w czasach Joe Bidena nie była w stanie skontrolować wsparcia finansowego dla walczącej Ukrainy. Choć kraj stawiający opór agresywnej Rosji wsparto setkami miliardów dolarów, nie wiadomo, co dokładnie stało się z tymi pieniędzmi. Dofinansowywaną zachodnimi pieniędzmi Ukrainą wstrząsały liczne skandale korupcyjne – np. liczne przypadki zakupów drogich willi przez kijowskich dostojników. Wiele wskazuje na to, że pieniądze przeznaczone na pomoc dla walczącej Ukrainy w części zostały rozkradzione i trafiły m.in. do gangsterów. Nie wiadomo również, co działo się z bronią i amunicją dostarczaną na front, bo nie ewidencjonowano jej faktycznego wykorzystania. Za to od 2022 roku policje w całej Europie zabezpieczają u gangsterów broń i amunicję, która oficjalnie powinna być na froncie w Donbasie. Ukraińscy gangsterzy mają broń i potężne pieniądze i apetyty na wielkie, przestępcze biznesy. Meksykańscy bossowie mają gigantyczne zasoby narkotyków i zablokowany główny dotychczasowy kanał zbytu, czyli rynek USA za to potrzebują pieniędzy i broni. Stwarza to więc pole do wspólnych interesów.

Niewydolne państwo

Jest jednak jeszcze jedna przyczyna. To ułomność prawa w państwach europejskich, w tym w Polsce. „Polskie przepisy karne przewidują za handel narkotykami sankcję do 20 lat więzienia” – mówi dr Mateusz Mickiewicz – warszawski prawnik specjalizujący się w sprawach karnych. – „Taki maksymalny wyrok grozi niezależnie od tego, czy sprawca próbuje zarobić, sprzedając tonę czy 10 gramów narkotyku. To wprost zachęca przestępcę, który sprzedaje zakazane substancje do tego, by sprzedawał jak największe ilości”. Ale nie tylko to. Adwokat Mickiewicz ze swojej sądowej praktyki wskazuje również na drugi problem: coraz bardziej przeciążone sądy i coraz większe problemy kadrowe policji.

„Poważne sprawy o międzynarodowy handel narkotykami liczą setki tomów i ciągną się latami” – mówi adwokat. – „W tym czasie wielu cudzoziemskich gangsterów trzeba zwalniać z aresztów. Oni mimo sądowych zakazów wyjeżdżają z Polski, co dodatkowo przedłuża postępowania. A borykająca się z coraz większymi brakami ludzi i sprzętu, polska policja i prokuratura, ma coraz więcej zadań w zakresie zwalczania zorganizowanej przestępczości i coraz trudniej jej się z tych zadań wywiązywać”.

Kilka miesięcy temu, ujawniając rozwijającą się przestępczość ukraińskich gangów, pisaliśmy, że rozbijanie mafii czeczeńskich i ukraińskich, będzie największym wyzwaniem dla Centralnego Biura Śledczego Policji. I właśnie to wyzwanie się zaczęło.

A skutkami niech się martwią inni. MEM-y III.

———————————————–

——————————

——————————————-

———————————————————————-

—————————————————————

———————————————————————–

Dwója za nieznajomość ortografii: wierzenia pisze się małą literą..

========================

Sojusznicy? – Strach się bać…

Sojusznicy? – Strach się bać…  

Date: 8 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara https://

=======================================================

Od Sigonelli przez ostrzeżenie Gheddafi’ego po operację “Mani Pulite” i wygnanie do Tunezji

Bettino Craxi, lider Włoskiej Partii Socjalistycznej (PSI) i premier Włoch w latach 1983–1987 https://it.wikipedia.org/wiki/Bettino_Craxi, wszedł w ostry konflikt z administracją Ronalda Reagana za swoją niezależną politykę śródziemnomorską. Dwa kluczowe wydarzenia z lat 1985–1986 stały się symbolem owej konfrontacji i – według licznych poszlak – przyczyną długofalowej amerykańskiej zemsty.

Incydent w Sigonelli (1985)

Po porwaniu statku „Achille Lauro” przez palestyńskich terrorystów (zabito amerykańskiego pasażera), siły USA przechwyciły sprawców na pokładzie egipskiego samolotu i chciały ich przetransportować do Ameryki. Craxi odmówił ekstradycji, twierdząc, że przestępstwo popełniono na włoskim statku, więc jurysdykcja należy do Włoch. Doszło do bezpośredniej konfrontacji na bazie NATO w Sigonelli: włoskie siły (karabinierzy i VAM) zablokowały amerykańskim komandosom Delta Force dostęp do samolotu. Craxi publicznie oświadczył, że Włochy nie będą „wasalami” i że „jeśli myślą, że mnie podepczą, złamię im kości – Włochy muszą być autonomiczne”.

Incydent zakończył się kompromisem, ale zniszczył zaufanie Waszyngtonu. Craxi stał się dla Amerykanów „człowiekiem, który powiedział im »nie«”.

babylonianempire/sigonella-85-ostatnie-randka-wloch-z-niepodlegloscia

Ostrzeżenie Gheddafi’ego (rok 1986)

Kilka miesięcy później, w kwietniu 1986 r., Craxi posunął się jeszcze dalej. Gdy Reagan przygotowywał operację „El Dorado Canyon” (bombardowanie Libii po zamachu w berlińskiej dyskotece La Belle) wikipedia/Operation_El_Dorado_Canyon, włoski premier osobiście ostrzegł libijskiego dyktatora Muammara Kaddafiego. Dzięki temu Gheddafi uniknął śmierci (choć zginęła jego adoptowana córka Hanna). Fakt ten potwierdzili później libijski minister spraw zagranicznych Abdel Rahman Shalgham oraz Giulio Andreotti. Była to jawna demonstracja przyjaźni Craxi z reżimem libijskim i kolejny policzek dla USA, które właśnie żądały solidarności NATO.

……….

Noc, podczas której Bettino Craxi ostrzegł Gheddafiego

W przeddzień 14 kwietnia 1986 roku szef włoskiego rządu Bettino Craxi poinformował libijskiego przywódcę Muammara Gheddafiego, że amerykański bombardowanie Trypolisu jest nieuchronne. Wczoraj (to artykuł archiwalny z roku 2008) przypomniał o tym libijski minister spraw zagranicznych Mohammed Abdel-Rahman Shalgam podczas konferencji zorganizowanej przez włoskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Pałacu Farnesina z okazji niedawno podpisanego traktatu o przyjaźni włosko-libijskiej.

„Nie sądzę, że zdradzam tajemnicę, jeśli powiem, że Włochy poinformowały nas dzień wcześniej, że dojdzie do amerykańskiej agresji przeciwko Libii” – powiedział Shalgam, który doskonale pamięta te wydarzenia, ponieważ wówczas był ambasadorem Libii we Włoszech.

Atak amerykańskiego lotnictwa rzeczywiście miał miejsce w nocy z 14 na 15 kwietnia 1986 roku. Został on zarządzony przez ówczesnego prezydenta USA Ronalda Reagana w odwecie za zamach z 5 kwietnia w berlińskiej dyskotece „La Belle”, popularnej wśród amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Niemczech (wówczas jeszcze podzielonych murem). Zamach spowodował śmierć 3 osób i ranił 250.

Odpowiedzialnością obarczono agentów libijskich, a odwet przybrał formę „precyzyjnego” ataku: bombowce F-111 wystartowały z baz w Lakenheath i Upper Heyford w Wielkiej Brytanii i zbombardowały w Trypolisie niektóre instalacje wojskowe, koszary Bab el Azizia, rezydencję samego Gheddafiego oraz niektóre dzielnice cywilne.

Jednocześnie inne samoloty należące do VI Floty (stacjonującej na Morzu Śródziemnym, z dowództwem we Włoszech) zbombardowały koszary i bazę wojskową w Bengazi. Cały atak trwał zaledwie 12 minut; zginęło około dwudziestu osób, w tym adoptowana córka pułkownika Gheddafiego – mała dziewczynka.

Były to czasy, gdy włoskie rządy pozwalały sobie na gesty autonomii wobec sojusznika zza Atlantyku. Już wcześniej wiedzieliśmy, że rząd włoski nie udzielił Stanom Zjednoczonym prawa przelotu nad terytorium Włoch w celu przeprowadzenia ataku na Libię (żaden inny rząd europejski poza Wielką Brytanią Margaret Thatcher nie wyraził na to zgody). Teraz dowiadujemy się, że rząd Craxi poszedł jeszcze dalej i wykorzystał dostępne kanały, by ostrzec libijskiego przywódcę o zbliżającym się ataku.

„Stany Zjednoczone wykorzystały bazę na Lampedusie, ale zrobiły to wbrew woli rządu włoskiego, ponieważ Rzym był przeciwny użyciu przestrzeni powietrznej i morskiej do agresji” – dodał minister Shalgam. „O wszystkim zostałem osobiście poinformowany”.

Słowa libijskiego ministra znalazły liczne potwierdzenia. Przede wszystkim ze strony Giulio Andreottiego, ówczesnego ministra spraw zagranicznych Włoch: obecny na konferencji we włoskim ministerstwie spraw zagranicznych, potwierdził, że rząd włoski ostrzegł Libię. Określił on nalot na Trypolis i Bengazi w 1986 roku jako „inicjatywę całkowicie niewłaściwą, błąd o charakterze międzynarodowym”.

Margherita Boniver, wówczas odpowiedzialna za sprawy zagraniczne we Włoskiej Partii Socjalistycznej Bettina Craxi’ego, również potwierdza: Włochy nie tylko odmówiły prawa przelotu, ale wykorzystały wszystkie dostępne kanały, by ostrzec Gheddafiego. To właśnie była słynna noc, podczas której Amerykanom zabroniono lądowania w bazie NATO w Comiso na Sycylii.

Ostrzeżenie najprawdopodobniej uratowało życie pułkownikowi – owej nocy nie dał się zaskoczyć w swojej rezydencji: być może chodziło o minuty – dodaje senator SDI, Cesare Marini, który – jak twierdzi – od dawna wiedział, w jaki sposób Włochom udało się „zapobiec zamordowaniu Gheddafiego” (wspominał o tym już w 2003 roku podczas posiedzenia Komisji Spraw Zagranicznych i Obrony Senatu).

………………..

Dwa powyżej opisane tj. gesty – obrona suwerenności w Sigonelli i uratowanie Kaddafiego – stworzyły trwały motyw zemsty.

Jak pisano później: „Celem był Bettino Craxi, człowiek, który w Sigonelli odważył się powiedzieć Amerykanom »nie«”.

…………………………..

Operacja «Mani Pulite» (1992–1994) – „ukryta reżyseria” USA?

W lutym 1992 r. wybuchła największa w powojennych Włoszech afera korupcyjna – operacja „Mani Pulite” (Czyste Ręce) prowadzona przez mediolański zespół prokuratorów pod wodzą prokuratora Antonia Di Pietro. W ciągu dwóch lat upadła cała I Republika: rozpadły się chadecja (DC), socjaliści Craxi’ego i inne partie rządzące od 1945 r.

Craxi został skazany za korupcję, stracił immunitet parlamentarny i w 1994 r. uciekł do Tunezji (Hammamet), gdzie zmarł w 2000 r. w przekonaniu, że padł ofiarą politycznej zemsty.

Na podstawie ujawnionych dokumentów i zeznań wielu źródeł wskazuje, że za kulisami stała amerykańska „reżyseria”:

  • Bezpośrednie kontakty konsulatu USA z prokuratorami. Były ambasador USA Reginald Bartholomew (w latach 1993–1997) ujawnił przed śmiercią, że musiał interweniować, by przerwać „zbyt bliskie” powiązania konsulatu w Mediolanie z zespołem Di Pietro. Twierdził. że peracja „poszła za daleko”, naruszając prawa oskarżonych. Bartholomew zorganizował nawet spotkanie włoskich sędziów z amerykańskim sędzią Sądu Najwyższego Antoninem Scalią, który skrytykował włoskie aresztowania prewencyjne.
  • Wiedza z wyprzedzeniem i wsparcie logistyczne. Konsul USA w Mediolanie Peter Semler już pod koniec 1991 r. wiedział od Di Pietro o planowanych aresztowaniach Craxi’ego oraz chadecji. Di Pietro wielokrotnie podróżował do USA (podróże organizowane przez ambasadę i United States Information Agency). Po aferze otrzymał nagrodę od firmy Kroll (powiązanej z amerykańskimi służbami).
  • Depesze dyplomatyczne i ocena Waszyngtonu. W 1993 r. dyplomata Daniel Serwer pisał: „Mówi się, że jeden z protagonistów sędziowskiej inkwizycji może być marionetką sterowaną przez USA”. Amerykanie nie bronili swoich dotychczasowych sojuszników (Craxi, Andreotti, Martelli), bo „nadeszła godzina oczyszczenia”. Obserwatorzy USA monitorowali pracę prokuratorów, twierdząc, że „coś tam było”.
  • Ostatnie słowa Craxi’ego z wygnania. W Hammamet (Tunezja), Craxi zostawił notatkę: „Nigdy nie powiedziałem, że Di Pietro został wyszkolony przez CIA, ale jego działanie było silnie wspierane przez rząd amerykański”. Bruno De Mico informował prokuratora Davigo już w lipcu 1992 r., że „amerykańskie środowiska” chcą współpracy w sprawie Ligresti i Craxi.

Syn Bettino Craxi’ego, Bobo Craxi, mówił wprost o „niepokojącym splocie między mediolańskim pool’em prokuratorów a konsulatem amerykańskiego sojusznika” i domagał się komisji śledczej. Córka, Stefania Craxi stwierdzała: „prawda powoli wychodzi na jaw”.

Podsumowanie – dlaczego „amerykańska reżyseria” jest bardzo prawdopodobna?

Nie ma „dymiącego rewolwera” (ostatecznego dowodu), ale poszlaki są liczne i spójne: wcześniejsze konflikty, tj. ten w Sigonelli i ten związany z ostrzeżeniem Kaddafiego, wiedza amerykańskich dyplomatów o dochodzeniu z wyprzedzeniem, bliskie kontakty prokuratora Di Pietro z USA, rezygnacja Waszyngtonu z obrony sojuszników, a wreszcie ucieczka Craxi’ego właśnie do Tunezji – kraju zaprzyjaźnionego z Gheddafim. Operacja Mani Pulite nie tylko zniszczyła Craxi’ego, ale otworzyła drogę do prywatyzacji włoskiego majątku na warunkach korzystnych dla zachodnich (w tym amerykańskich) kapitałów.

Jak podsumował jeden z komentatorów: „Bez udziału czynników międzynarodowych nie da się obalić całej klasy rządzącej i zdestabilizować kraju”. Zemsta za Sigonellę i za ostrzeżenie dla Kaddafiego przyszła z opóźnieniem – ale była miażdżąca. To nie przypadek, lecz logiczna konsekwencja polityki suwerenności, za którą Bettino Craxi zapłacił życiem i śmiercią na wygnaniu w tunezyjskim Hammamet.

………………

Cofnijmy się jeszcze do roku 1980…

Katastrofa nad Usticą: Bettino Craxi ostrzega Muammara Kadafiego

Katastrofa lotnicza nad wyspą Usticą, która miała miejsce 27 czerwca 1980 roku, pozostaje jedną z największych zagadek w historii włoskiej awiacji. Samolot DC-9 linii Itavia, lecący z Bolonii do Palermo, eksplodował w powietrzu, powodując śmierć wszystkich 81 osób na pokładzie.

Przez lata pojawiały się liczne teorie spiskowe, w tym ta, że katastrofa była wynikiem pomyłki podczas próby zestrzelenia samolotu libijskiego przywódcy Muammara Kadafiego. W kontekście owych wydarzeń kluczową rolę miało odegrać ostrzeżenie ze strony ówczesnego premiera Włoch, Bettino Craxiego.

Według relacji Giuliano Amato, byłego premiera Włoch, w wywiadzie udzielonym w 2023 roku, katastrofa nad Usticą była spowodowana francuskim pociskiem, który miał trafić w samolot Kadafiego. Plan zakładał, że libijski przywódca zostanie zestrzelony w ramach operacji wojskowej, jednak Craxi, dowiedziawszy się o tym, ostrzegł Kadafiego, co pozwoliło mu na uniknięcie zagrożenia. W rezultacie, pocisk trafił w cywilny samolot Itavia, mylnie wzięty za samolot przywódcy libijskiego.

Amato wezwał także prezydenta Francji Emmanuela Macrona do przeprosin za ową tragedię, podkreślając, że Francja powinna wziąć odpowiedzialność za incydent, który miał miejsce w kontekście napiętych relacji międzynarodowych w rejonie Morza Śródziemnego w tamtym czasie.

…………….

Cały FILM: “Hammamet”: .raiplay.it/video/2021/09/Hammamet

it.wikipedia.org/wiki/Hammamet_(film)

wikipedia.org/wiki/Hammamet_(film)

INFO: Opracowanie AI na podstawie tekstów:

https://www.ilgiornale.it/news/interni/ci-fu-regia-occulta-degli-usa-dietro-mani-pulite-rivelazioni-833119.html

ilmessaggero.it/politica/craxi_film_figli_favino_news_marcello_sorgi_libro

tempi.it/dove-voleva-arrivare-il-nostro-eroe-di-pietro/ https://ilmanifesto.it

repubblica.it/fiori_ustica_missile_francese_contro_gheddafi_giuliano_amato_intervista

…………………….

babylonianempire/o-tym-jak-wygladal-proceder-gnojenia-wspolczesnych-wloch-1

https://babylonianempire/o-tym-jak-wygladal-proceder-gnojenia-wspolczesnych-wloch-2

babylonianempire/o-katastrofie-wloskiego-dc-9-itavia

Condividi:

Stany Zjednoczone nie prowadzą wojny z Iranem… MEM-y II.

—————————-

————————————————-

11_Iran-USA-Izrael_CenaBenzynyTuskBarylka2_03-2026.jpg

——————————————-

————————————————-

———————————————————————————-

————————————————————–

———————————————————————

Trajdos: Agresja

Trajdos: Agresja

Do niedawna tzw. demokracje liberalne na czele z USA prowadziły jawną i bezczelną krucjatę ideologiczną. Kto nie odpowiadał ich wzorcom i praktykom ustrojowym, mentalnym, obyczajowym – musiał być usunięty, a przynajmniej napiętnowany jako oczywiste zło.

Sypały się przewroty, zamachy, nagonki, sankcje, a w razie wyższej konieczności czyli głębszego strachu przed „zarazą” ideową – wojny prewencyjne. Narzucano „właściwe” rządy, tj. marionetkowe, skundlone, uległe, a najlepiej – korupcyjne. Za pomocą rozmaitych manewrów i kampanii ogłupiających osiągano trwałą degenerację obyczajową i triumf dewiacji wszelkich kategorii. Skuteczności tego pseudo-porządku upadłościowego pilnowała i pilnuje „tolerancja represywna” w stylu Marcusego.

W ostatnim czasie system przemocy globalnej został udoskonalony. Nadal obowiązuje ideologia degeneracyjna (szczególnie w Eurokołchozie), ale amerykański hegemon światowy w dobie Trumpa przyjął prostszą procedurę. Kto występuje przeciw interesom USA w skali globalnej lub Izraela w skali regionalnej (kryterium zagrożenia jest czysto uznaniowe) podlega wojennej likwidacji. Apelacji się nie uwzględnia. Stosowane jest agresja jawna, nawet bez opakowania w jakikolwiek sensowny pretekst. Sprawcy łamią z premedytacją wszelkie normy prawa międzynarodowego.

Trump zilustrował kilkakrotnie, jakimi metodami należy wprowadzić ten ład przemocy. W Wenezueli postanowił zniewolić kraj „tanimi” środkami: poprzez bandyckie porwanie prezydenta Nicolasa Maduro, a następnie opanowanie złóż i rafinerii nafty, czyli podstawowego źródła dochodu.

Motywy ideologiczne zostały na razie pod kocem. Najeźdźcy formalnie nie naruszyli poprzedniego ustroju (rodzimego socjalizmu wprowadzonego przez Zjednoczoną Socjalistyczną Partię Wenezueli PSUC od 1999 r.) i utrzymali praktycznie cały poprzedni aparat administracyjny. Jednak warunki postawione przez agresora: potulność i uległość rządu wenezuelskiego wobec Waszyngtonu oraz oddanie bogactwa narodowego w pacht koncernom USA oczywiście niweczą sens przetrwania poprzedniego systemu. Jest to neokolonializm w formie krystalicznej. Lud wenezuelski dlatego uparcie popierał Chaveza i Maduro przez 27 lat, bo wprowadzając państwowy monopol w przemyśle naftowym kierowali większość zysków na cele opieki społecznej, powszechnego zatrudniania i taniej edukacji. Tę politykę torpedowały kolejne sankcje i blokady USA, ale jednak trwała. Skoro obecnie nafta znalazła się w szponach agresora, rządy PSUC nie mają uzasadnienia. Przewiduję bunty biednych i głodnych, oczywiście daremne.

W wariancie brutalniejszym (Iran) złamanie oporu mężnego narodu i państwa wymaga dłuższej wojny ludobójczej. Cel ten sam: stworzenie władz marionetkowych o właściwym (dla agresorów) obliczu ustrojowym i przejęcie kolejnych bogactw naftowych. USA zupełnie jawnie zagarniają wszelkie możliwe zasoby energetyczne na świecie. W ordynarnej propagandzie ważne miejsce zajmuje odpowiednia nomenklatura. „Specjalna operacja wojskowa” Rosji na Ukrainie nazywana jest przez Zachód „zbrodniczą wojną”, a zbrodnicza wojna wywołana przez USA oraz Izrael w Iranie określana jest jako „operacja” lub „interwencja”. Orwellowskie ministerium prawdy działa bez zarzutu. Masy poddanych, pardon – obywateli „wolnego świata” przełkną każdą brednię.

Kompletny blamaż ONZ w obliczu tych jawnych agresji pozwolił Trumpowi na utworzenie podręcznej atrapy w postaci Rady Pokoju (?). Zgłosiły tam akces państwa o bardzo zróżnicowanych ustrojach oraz interesach. Wszystkie przypuszczają, że pod peleryną USA będzie bezpieczniej, a może nawet uda się coś zarobić. Np. bohatersko broniące niepodległości od 2010 r. Węgry Victora Orbána znalazły się tam dlatego, że administracja Trumpa na złość UE wsparła Fidesz także w perspektywie najbliższych wyborów. Moją uwagę wzbudziła obecność Alijewa z Azerbejdżanu i Paszyniana z Armenii. Kilkakrotnie pisałem o Armenii w „Myśli Polskiej” w ubiegłym roku. Jest to świetny przykład, czego można się spodziewać po Radzie Pokoju. Trump pyszni się wymuszeniem w 2025 r. „historycznego” pojednania między Armenią a Azerbejdżanem. Komentowałem to wydarzenie.

Polega ono na całkowitej kapitulacji Armenii pokonanej przez spółkę turecko-azerską. Musiała się zrzec praw do stratowanego wojną Arcachu (Górskiego Karabachu). Nie wolno jej przypomnieć o losie okręgu Nachiczewania, gdzie Azerowie wyczyścili nawet groby Ormian [sic]. Mało tego. Armenia akceptowała eksterytorialną de facto szosę nad Araksem na linii Azerbejdżan-Turcja, która odcina ją od dotąd życzliwego Iranu. Oto pokój w stylu Trumpa. Za to USA dostaną spory udział w nafcie Azerbejdżanu i swobodę w eksploatacji gospodarczej Armenii.

Najazdy na słabsze i mniejsze państwa będą zjawiskiem trwałym. Za uległością polityczną pójdzie zniewolenie gospodarcze. Rządy marionetkowe i neokolonialne szybko wyzbędą się iluzji, że parasol ochronny USA będzie wieczny. Nadejdzie gorzkie rozczarowanie. Liczne wydarzenia z XX w., o których pisałem kiedyś obszerniej, dowodzą, że Amerykanie porzucali nawet najwierniejszych protegowanych z zimną konsekwencją. Upartym miłośnikom sojuszy z USA dedykuję odnowę pamięci o losach wielu krajów w Indochinach, Chinach i Ameryce Łacińskiej. A jak zachowały się Stany Zjednoczone wobec arcy-wiernego prezydenta Egiptu Hosni Mubaraka w 2011 r.? Typowo.  Jedna zasada będzie obowiązywać stale: kto chce być po prostu inny i niezależny, nawet jeśli nikomu nie zagraża – zostanie zgładzony.

Tadeusz M. Trajdos Emerytowany profesor  IH PAN

Pytia z tego ORLEN-u… MEM-y I.

—————————————-

——————————————————————

————————————————–

———————————————

—————————————————————————-

——————————————————————

————————————————————————————-

chyba już wszystko do mnie dotarło

chyba już wszystko do mnie dotarło. Zrozumiałem niemal, co Pan Bóg mi ukazuje, abym wyzbył się tego najbardziej niszczącego mnie grzechu – pychy, która przenikała mnie od urodzenia, spleciona ze mną na poziomie komórkowym, jak trucizna w krwi. Przez lata buntowałem się przeciwko temu, co było niesprawiedliwością wobec mnie, moja krzywdą, obiektywnie. Ale teraz widzę, że ten bunt był tylko przedłużeniem mojej pychy, która pchała mnie ku zgubie.

Muszę się poddać woli Bożej. Inaczej, jako buntownik, zginę. Przyjąłem wreszcie z pokorą to, jak się do mnie odnoszą, jak wyśmiewają, jak mną pogardzają, i co na mnie wymuszono, a co Pan Bóg dopuścił, by mnie ocalić. Przyjmuję to wszystko co tak bolało, co boli.

A ponadto powstrzymuję się odtąd od wszystkich czynności wynikających ze święceń: od Mszy, spowiedzi, błogosławieństw. Niech się dzieje wola Nieba. Pojąłem, że ta pycha musi zgasnąć, jak knot w lampie, abym mógł uratować swoją duszę przed wiecznym potępieniem.

W czymś na kształt wizji – na wpół jawy, na wpół snu, wczoraj nad ranem – zobaczyłem, co mnie czeka, gdybym umarł w tym stanie. Przekazano mi, że nie czeka mnie potępienie, ale nieprawdopodobnie ciężki czyściec.

Nie był to ogień ani ciemna otchłań w sensie fizycznym. To było coś znacznie gorszego: absolutna, dusząca pustka wewnętrzna. Poczucie, że każde moje słowo, każdy gest, każda myśl z tych lat buntu wraca do mnie jak echo w nieskończonej, pustej sali. Żal tak głęboki, że palił od środka, jakby ktoś powoli rozrywał mi sumienie na strzępy. Najgorsze było to, że wiedziałem: to ja sam to sobie zgotowałem.

Żadnych diabelskich widziadeł, żadnych krzyków – tylko ja sam, skazany na wieczną konfrontację z tym, kim naprawdę byłem. Samotność tak całkowita, że nawet Bóg wydawał się oddalony o nieskończoność, mimo że była pewność, że kiedyś będę z Nim.

To nie mogło pochodzić od złego ducha, bo ten by pokazał mi piekło i wzbudził we mnie rozpacz. A tu był tylko ból. Raczej Anioł Stróż lub dusze czyśćcowe, do których od lat mam szczególne nabożeństwo, pozwoliły mi na chwilę dotknąć tej rzeczywistości, abym się mocniej, poważniej wziął za siebie.

Modlę się za Ciebie i proszę, byś ty modlił się za mnie.

Z Bogiem

a

Cudne Obrazki z wystawy. SAFE a CEF…

Obrazki z wystawy

8.03.2026 kgobisz/obrazki-z-wystawy

image

—————————————

image

—————————————-

image

——————————————————-

image

———————————————————————————————

image

—————————————————–

image

—————————————————————

image

9.III: Panika na giełdach w Azji, gigantyczny wzrost cen ropy

Zaczęło się. Panika na giełdach, gigantyczny wzrost cen ropy

9.03.2026 nczas/dramatyczny-spadek-wydobycia-ropy-w-krajach-zatoki-perskiej-scenariusz-kryzysu

Gwałtowne spadki notowań otworzyły poniedziałkową sesję na azjatyckich parkietach w reakcji na eskalację wojny USA i Izraela z Iranem. Indeksy w Tokio i Seulu tąpnęły o kilka procent, a ceny ropy naftowej poszybowały w górę o około 30 proc. – do 119 dolarów za baryłkę.

Panika inwestorów najmocniej uderzyła w giełdę japońską, gdzie kluczowy indeks Nikkei 225 runął o 7 proc. W Korei Południowej wskaźnik KOSPI zniżkował o niemal 6 proc. Skala wyprzedaży akcji była tak duża, że w Seulu już po kilku minutach handlu władze giełdy musiały uruchomić awaryjne procedury bezpieczeństwa i tymczasowo wstrzymać obrót, by ostudzić emocje na rynku. Spadki odnotowano również w Australii, gdzie indeks ASX 200 stracił blisko 4 proc. W Chinach indeks CSI 300 zniżkował 2 proc., a szanghajski SCI poszedł w dół ok. 1,5 proc. Hongkoński Hang Seng na otwarciu stracił 3 proc.

Ceny ropy osiągnęły w poniedziałek rano poziomy nienotowane od lipca 2022 roku. Amerykańska WTI wystrzeliła w pewnym momencie o ponad 30 proc., osiągając poziom 119,43 USD za baryłkę. Z kolei Brent podrożała o 27,54 proc., do 118,22 USD za baryłkę.

NCZAS.INFO | Miesięczny wykres cen ropy naftowej WTI w poniedziałkowy poranek, 9 marca 2026 r. Źródło: stooq.pl
NCZAS.INFO | Miesięczny wykres cen ropy naftowej WTI w poniedziałkowy poranek, 9 marca 2026 r. Źródło: stooq.pl

Skok cen to efekt ataków na infrastrukturę energetyczną oraz mianowania Modżtaby Chameneia, syna zabitego w amerykańsko-izraelskich atakach ajatollaha Alego Chameneia, na stanowisko najwyższego przywódcy Iranu. Według analityków rynek odebrał to jako sygnał kontynuacji twardego kursu Teheranu.

Blokada cieśniny Ormuz przez Iran wprowadzona w ubiegłym tygodniu nadal paraliżuje transport ropy – Irak i Kuwejt już ograniczyły wydobycie, a Arabia Saudyjska może wkrótce pójść w ich ślady.

„Ceny wzrosły dziś rano w związku z doniesieniami, że bliskowschodni producenci ograniczają wydobycie z powodu szybkiego zapełniania się magazynów” – ocenił Daniel Hynes, starszy strateg ds. surowców w ANZ. Ekspert ostrzegł, że konieczność zamykania szybów naftowych w Zatoce Perskiej może opóźnić powrót podaży na rynki nawet po ewentualnym wygaszeniu konfliktu.

Asia Nikkei zwraca uwagę, że japoński koncern rafineryjny Idemitsu Kosan, jeden z kluczowych graczy na tamtejszym rynku paliw, ostrzegł kontrahentów przed koniecznością wstrzymania produkcji etylenu z powodu braku surowca niezbędnego do wyrobu tworzyw sztucznych, co grozi przerwaniem dostaw dla przemysłu motoryzacyjnego i elektronicznego.

O możliwym scenariuszu kryzysu pisaliśmy wczoraj (zobacz nczas./dramatyczny-spadek-wydobycia-ropy-w-krajach-zatoki-perskiej-scenariusz-kryzysu j) i wygląda na to, że właśnie zaczął on się realizować.

Źródło:PAP, nczas.info

Obrzydliwy Ambasador USA [i Izraela??] w Polsce grozi Braunowi

Burza po decyzji Brauna. Ambasador USA w Polsce reaguje.

Burza Róży w żydowskim nocniku.

08.03.2026 21:45 tysolburza-po-decyzji-brauna-ambasador-usa-w-polsce-reaguje

Grzegorz Braun odwiedził ambasadę Iranu w Warszawie i wpisał się do księgi kondolencyjnej po śmierci Alego Chameneiego. Decyzja szefa Konfederacji Korony Polskiej spotkała się z ostrą krytyką ambasadora USA w Polsce.

Thomas Rose

Thomas Rose / fot. Przemysław Keler/ prezydent.pl

Wizyta Grzegorza Brauna w ambasadzie Iranu w Warszawie

W piątek 6 marca 2026 r. Grzegorz Braun odwiedził ambasadę Iranu w Warszawie, gdzie złożył wpis do księgi kondolencyjnej w związku ze śmiercią najwyższego przywódcy tego kraju Alego Chameneiego. Irański przywódca zginął 28 lutego 2026 r. po amerykańsko-izraelskich atakach.

Konfederacja Korony Polskiej opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcia oraz nagrania z wizyty Grzegorza Brauna w ambasadzie Iranu w Warszawie.

Thomas Rose reaguje

Do wizyty Brauna w ambasadzie Iranu odniósł się w mediach społecznościowych ambasador USA w Polsce Thomas Rose. Amerykański dyplomata w ostry sposób skrytykował nagranie ukazujące piątkowe zdarzenie. Nazwał je „obrzydliwym”.

„Ameryka i Donald Trump nie zapomną, kto jest ich przyjacielem, a co ważniejsze, kto nim nie jest” – napisał Rose.

Irańskie SMS trafiły do milionów Izraelczyków. „Opuszczajcie kraj”

Irańskie wiadomości tekstowe

trafiły do milionów Izraelczyków.

„Opuszczajcie kraj”

ndz., 08/03/2026 – 21:21zmianynaziemi/iranskie-wiadomosci-tekstowe-trafily-do-milionow-izraelczykow-opuszczajcie-kraj

W niedzielę 8 marca 2026 roku mieszkańcy Izraela otrzymali nietypowe wiadomości SMS od nieznanego nadawcy. Treść komunikatu była wyjątkowo dramatyczna: „Ostatnie amerykańskie systemy radarowe w regionie zostały zniszczone. Liderzy waszego rządu kłamią wam. Opuszczajcie kraj. Pociski są w drodze. Żadne schronienie nie zapewni bezpieczeństwa”. Wiadomość została podpisana przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej.

Według doniesień izraelskich mediów i tureckiej gazety Yeni Şafak, wiadomość dotarła do milionów telefonów komórkowych na terenie całego Izraela. Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa potwierdzili, że nadawca wykorzystał luki w izraelskich sieciach telekomunikacyjnych lub zastosował metody hakerskie porównywalne z tymi, których wcześniej izraelski Mossad używał przeciwko Iranowi.

Warto przypomnieć, że w 2025 roku izraelski wywiad zhakował irańską aplikację i wysyłał ostrzeżenia do irańskich dowódców wojskowych, by opuścili kraj lub zginęli. Teraz role się odwróciły.

Reakcje w mediach społecznościowych okazały się podzielone. Posty informujące o wiadomościach zgromadziły tysiące polubień i setki udostępnień. Niektórzy komentatorzy wyrazili poparcie dla Iranu, nazywając Izrael „rakiem ludzkości” i sugerując mieszkańcom, by nie uciekali. Inni określili wiadomość jako „głupią irańską propagandę”. Część użytkowników zauważyła, że zniszczenie radarów uniemożliwia Izraelowi wczesne ostrzeganie przed atakami, co może wyjaśniać brak syren alarmowych w niektórych przypadkach.

Ta akcja psychologiczna wpisuje się w szerszy konflikt, który wybuchł [sam tak sobie „wybuchł?? md] na początku marca 2026 roku. Wszystko zaczęło się od serii ataków izraelsko-amerykańskich na irańskie instalacje nuklearne i wojskowe. Prezydent USA Donald Trump, który powrócił do Białego Domu po wyborach w 2024 roku, uzasadniał te działania koniecznością powstrzymania irańskiego programu jądrowego.

Iran odpowiedział serią kontrataków, koncentrując się na infrastrukturze wojskowej sojuszników Stanów Zjednoczonych w regionie Zatoki Perskiej. Jak informował „Wall Street Journal”, irańskie siły atakowały systemy radarowe stanowiące podstawę amerykańskiej obrony przeciwrakietowej. Uderzenia miały na celu „oślepienie” przeciwnika i uniemożliwienie wczesnego wykrywania nadlatujących pocisków i dronów.

Jednym z kluczowych celów irańskich ataków był system radarowy AN/TPY-2, będący integralną częścią baterii przeciwrakietowej THAAD rozmieszczonej w Jordanii. Zdjęcia satelitarne opublikowane przez CNN pokazują, że radar w bazie Muwaffaq Salti Air Base został całkowicie zniszczony w pierwszych dniach konfliktu. Wartość tego sprzętu szacowana jest na około 300 milionów dolarów. [oj więcej…. AI : niemal pół miliarda dolarów. md] Podobne uderzenia dotknęły instalacje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej.

Kolejnym poważnym ciosem było zniszczenie największego amerykańskiego radaru w Zatoce Perskiej – AN/FPS-132 stacjonującego w Katarze. Irańskie media, w tym Tehran Times, podały, że radar o zasięgu 5000 kilometrów, służący do śledzenia pocisków balistycznych, został całkowicie zniszczony w precyzyjnym uderzeniu rakietowym. IRGC potwierdziło to w oficjalnym oświadczeniu, podkreślając, że atak był odpowiedzią na agresję USA i Izraela. Katarskie władze również potwierdziły zniszczenia. Koszt tego radaru przekraczał miliard dolarów, a jego utrata oznacza poważne zakłócenia w zdolnościach wczesnego ostrzegania przed atakami.

Według analiz ekspertów, Iran użył precyzyjnych hipersonicznych pocisków manewrujących, które ominęły obronę powietrzną, demonstrując zaawansowane zdolności technologiczne. Ataki były częścią szerszej strategii mającej na celu osłabienie zintegrowanej sieci obrony powietrznej Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników w regionie.

Strategia Iranu wydaje się skupiać na asymetrycznej wojnie. Zamiast bezpośrednich konfrontacji z przeważającymi siłami USA i Izraela, Teheran celuje w słabe punkty, takie jak systemy radarowe i komunikacyjne. To podejście przypomina taktyki stosowane w poprzednich konfliktach, ale teraz wsparte nowoczesną technologią dronów i pocisków hipersonicznych.

Międzynarodowe media podkreślają eskalację konfliktu. Associated Press donosi o intensywnych izraelskich nalotach na Teheran i Bejrut. Stany Zjednoczone zatopiły irański okręt wojenny na Oceanie Indyjskim, a Iran ostrzega przed zniszczeniem infrastruktury wojskowej i ekonomicznej w całym regionie. Prezydent Trump zapowiedział, że bombardowania „dramatycznie wzrosną”.

Eksperci obawiają się, że konflikt może objąć więcej państw, w tym Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie, gdzie już zniszczono kluczowe instalacje radarowe.

Wysyłanie wiadomości SMS do cywilów to nie tylko psychologiczna wojna, ale także próba siania paniki i podważanie zaufania do rządu izraelskiego. W kontekście zniszczonych radarów o wartości miliardów dolarów Iran demonstruje, że jest w stanie uderzać precyzyjnie i skutecznie. To może zachęcić inne grupy, jak Hezbollah czy rebelianci Huti, do podobnych działań.

Wiadomość z 8 marca 2026 roku stanowi kulminację tygodni eskalacji. Zniszczenie amerykańskich radarów to nie tylko militarny sukces, ale także symboliczny cios w hegemonię USA na Bliskim Wschodzie. Czy doprowadzi to do szerszej wojny, czas pokaże, ale już teraz region stoi na krawędzi. Międzynarodowa społeczność wzywa do deeskalacji, lecz głosy te giną w huku eksplozji.

Źródła:

iranwire.com/en/news/ran-warns-citizens-a…

facebook.com/mangi.last.percy.2025/posts/isra…

jpost.com/israel-news/defense-news/article-88…

jns.org/thousands-of-israelis-receive-text-me…

iltvisraelnews/videos/iran-steps…

Fizyka, arytmetyka i logika a „zwycięska wojna” USA

Thomas Röper  anti-spiegel.ru/teil-3-das-problem-der-usa-mit-raketen/

Anti-Spiegel  8 marca 2026

Czy Trump niszczy hegemonię USA?

Część 3: Problem rakietowy USA

Stany Zjednoczone nie są przygotowane na długą wojnę, ponieważ mają poważny problem z liczbą posiadanych rakiet. Dlatego plan administracji Trumpa zakładał pokonanie Iranu szybkim „uderzeniem dekapitacyjnym”.

Odkąd ten plan się nie powiódł, armia amerykańska boryka się z wieloma problemami.

W ciągu ostatniego tygodnia wielokrotnie powtarzałem w wywiadach i w programie „Tacheles”, że to, czy USA, czy Iran wygra wojnę, zależy od tego, komu pierwszemu skończą się rakiety. Choć Stany Zjednoczone, z ich gigantycznym budżetem wojskowym uważane są  za niemal niezwyciężone, nie jest to prawdą. W ostatnich latach Stany Zjednoczone stały się zbyt pewne siebie i dlatego polegały na niezwykle drogich systemach uzbrojenia, które charakteryzują się również bardzo długim czasem produkcji i są trudne w utrzymaniu.

Opłaciło się to amerykańskim producentom broni, gwarantując im ogromne zyski. Teraz jednak mści się to w wojnie przeciwko Iranowi, który skupił się na masowej produkcji tańszej broni.

Stany Zjednoczone mają szczególnie poważny problem z obroną powietrzną, ponieważ od 2022 roku wraz ze swoimi sojusznikami dostarczyły Ukrainie tak duże ilości rakiet Patriot, że państwa europejskie otwarcie przyznają, że w swoich arsenałach mają jedynie absolutne minimum rakiet Patriot do obrony. A amerykańskie magazyny nie są już „zapełnione po brzegi”. Sytuacja nie jest dużo lepsza w przypadku innych amerykańskich systemów obrony powietrznej.

Do tego dochodzi widmo niedoboru pocisków manewrujących Tomahawk.

Aby zrozumieć problem, musimy przyjrzeć się liczbom, ponieważ najlepiej strzeżona tajemnica amerykańskiej potęgi militarnej nigdy tak naprawdę nie była tajemnicą; można ją znaleźć całkiem otwarcie w komunikatach prasowych Lockheed Martin, w budżecie USA i raportach wyspecjalizowanych ośrodków analitycznych, takich jak CSIS.

THAAD

THAAD to najdroższy system obrony powietrznej w USA, a jednocześnie uważany za najlepszy. Został opracowany do przechwytywania pocisków balistycznych krótkiego i średniego zasięgu, a także, w pewnym stopniu, międzykontynentalnych pocisków balistycznych. Na świecie działa tylko osiem baterii THAAD, ale podobno tylko siedem jest aktywnych.

Standardowy protokół przewiduje wystrzelenie dwóch pocisków przechwytujących na każdy cel. Bateria składająca się z 48 pocisków wyczerpuje się zatem po zestrzeleniu 24 celów, a koszt każdego pocisku THAAD wynosi około 13 milionów dolarów.

Stany Zjednoczone produkują 96 pocisków przechwytujących THAAD rocznie. To osiem miesięcznie, czyli zaledwie dwa tygodniowo.

W pierwszym tygodniu wojny Iran wystrzelił ponad 500 pocisków balistycznych. Pojedynczy irański atak rakietowy mógłby zniszczyć całą roczną produkcję USA w ciągu kilku minut. Podczas 12-dniowej wojny z Iranem w czerwcu 2025 roku zużyto około 150 pocisków przechwytujących, co stanowiło 28 procent światowego zapasu i ponad półtoraroczną produkcję.

Chociaż nie wszystkie 500 pocisków balistycznych wystrzelonych przez Iran zostało przechwyconych przez THAAD, liczba ta ilustruje problem, z jakim borykają się Stany Zjednoczone, zwłaszcza że – jak zobaczymy – sytuacja z innymi systemami obrony powietrznej jest również niepewna.

Problem „oczu”

Problemem nie są jednak tylko pociski, ale także „oczy”, czyli radary. Radary AN/TPY-2 systemu THAAD to cud techniki, kosztujące 500 milionów dolarów każdy. Ich naprawa jest trudna. Według dostępnych informacji radar w Jordanii jest uszkodzony, co skłoniło rząd niemiecki do rozważenia wysłania baterii Patriot do Jordanii, z uwagi na stacjonowanie tam wojsk niemieckich. Radar w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest zniszczony.

Co więcej, uszkodzony został kluczowy radar wczesnego ostrzegania w Katarze, wyceniony na 1,1 miliarda dolarów. Radar ten był w stanie bardzo wcześnie wykryć wystrzelenie pocisków, pomagając obronie przeciwlotniczej przygotować się na nadlatujące pociski irańskie. Jednak obecnie radar wydaje się niesprawny.

Produkcja nowych radarów tego typu zajmuje lata, a naprawy są również skomplikowane i czasochłonne.

Ogólnie rzecz biorąc, awaria radaru nie tylko zmniejsza zasięg, ale także tworzy „luki geometryczne” w strefach obrony przeciwlotniczej, umożliwiając falom uderzeniowym przedostanie się przez nie z powodu niewykrycia (lub zbyt późnego wykrycia).

Fizyka jest silniejsza niż pieniądze.

Od dawna wskazuję, że zachodni przemysł zbrojeniowy ma problem. Na Zachodzie przywykliśmy do myślenia, że ​​wszystko można rozwiązać pieniędzmi. Widać to po gigantycznym budżecie, jaki Pentagon wydaje corocznie, a także w dyskusjach w Europie o celu 5% PKB na obronność i wysiłkach UE na rzecz szybkiej modernizacji potencjału wojskowego.

Problem polega jednak na tym, że wielu rzeczy potrzebnych do modernizacji nie da się po prostu kupić „w locie”.

Niedobór pocisków THAAD skłonił firmę Lockheed Martin do ogłoszenia w komunikacie prasowym 29 stycznia, że ​​podpisała z Pentagonem umowę o czterokrotnym zwiększeniu produkcji pocisków THAAD z 96 do 400 sztuk rocznie. W tym celu ma powstać nowy zakład produkcyjny w Arkansas. Będzie on jednak w pełni operacyjny dopiero za siedem lat, do 2033 roku.

Innymi słowy, na razie nie rozwiązuje to obecnego problemu.

Problemem nie są pieniądze; Problemem są prawa fizyki i łańcuchy dostaw. Silniki rakietowe na paliwo stałe THAAD są również wykorzystywane w pociskach ziemia-powietrze PAC-3 (Patriot), SM-3 i PrSM, a silniki do THAAD są w tej samej kolejce produkcyjnej co te.

Kolejnym problemem są głowice naprowadzające. Obecnie dla całej branży produkuje się maksymalnie 500 sztuk rocznie.

Rezultatem są długie czasy oczekiwania, o których czasami dyskutuje się w niemieckich mediach, na przykład przy zamawianiu nowych systemów Patriot dla niemieckich sił zbrojnych. Zamówiony dziś pocisk przechwytujący ma zostać dostarczony około 2030 roku.

Zbyt wielu przeciwników

Przez dekady Stany Zjednoczone opierały swoją przewagę militarną na takim stopniu, że nikt nie odważyłby się rzucić im wyzwania w wojnie konwencjonalnej. Jednak od 2022 roku Stany Zjednoczone i inne kraje zachodnie zaczęły dostarczać Ukrainie ogromne ilości pocisków Patriot. Patriot jest głównym „koniem roboczym” amerykańskiego systemu obrony powietrznej.

Teraz Stany Zjednoczone nagle stoją w obliczu co najmniej trzech stref konfliktu: Europy, gdzie Zachód prowadzi wojnę z Rosją na Ukrainie; Bliskiego Wschodu, gdzie Stany Zjednoczone bombardowały Huti i obecnie prowadzą wojnę z Iranem; oraz Azji, gdzie zbliża się konfrontacja z Chinami o Tajwan i, szerzej, o dominację regionalną.

Ale Stany Zjednoczone nie przygotowały się, tworząc oddzielne zapasy wystarczającej ilości broni dla każdej strefy konfliktu. Zamiast tego zapasy Pentagonu są scentralizowane, co oznacza, że ​​Stany Zjednoczone wykorzystują cały swój arsenał na wszystkie konflikty. To wystarczało na jeden poważny konflikt. Ale teraz, z Ukrainą i Iranem, są już dwa – i nikt nie wie, co stanie się z Chinami i Tajwanem.

Jeśli USA przeniosą rakiety Patriot z Europy na Bliski Wschód, wschodnia flanka NATO pozostanie bez ochrony. Jeśli wycofają rakiety Aegis z Japonii lub pociski THAAD z Korei Południowej, dla Pekinu otworzy się okno możliwości.

Liczy się już nie „potęga wirtualna”, czyli kwoty w budżecie wojskowym, ale „potęga realna”, czyli ilość dostępnej broni i przede wszystkim maszyn dostępnych w fabrykach.

Obecnie pojawiają się doniesienia, że ​​USA chcą przenieść systemy obrony powietrznej THAAD z Korei Południowej na Bliski Wschód, ponieważ najwyraźniej po prostu nie docenili Iranu.

Ale każdy pocisk wystrzelony dziś w irański cel jutro będzie nieosiągalny dla Tajwanu, Guamu lub Korei Południowej. Chiny oczywiście bardzo uważnie obserwują gwałtowne wyczerpywanie się amerykańskich arsenałów.

Problem polega na tym, że wojna z Iranem trwa tylko od około siedmiu dni, podczas gdy rozszerzenie produkcji pocisków THAAD zajmie 2555 dni.

Wielkie wojny to zawsze bitwy na wyniszczenie, wojny o materiały. Tak było w czasie I wojny światowej, ale także II wojny światowej, kiedy Niemcy – wspierane, dobrowolnie lub nie, przez gospodarkę wojenną całej Europy – przegrały wojnę nie tylko z powodu jej rozmiarów i woli oporu Związku Radzieckiego, ale także dlatego, że stanęły w obliczu potęgi przemysłowej trzech supermocarstw: USA, Związku Radzieckiego i Imperium Brytyjskiego.

Nie jest zatem niczym nowym, że o losach wielkich wojen często decyduje logistyka. Zgodnie z prawami matematyki, USA jak dotąd przegrywały w tej dziedzinie, ponieważ polegały na niezwykle drogich systemach uzbrojenia, trudnych w utrzymaniu i naprawie, podczas gdy ich przeciwnicy wybierali tańsze, łatwiejsze w utrzymaniu i szybko wymienialne systemy uzbrojenia.

Dotyczy to nie tylko Iranu, ale także Rosji, która produkuje znacznie więcej broni i amunicji niż cały Zachód razem wzięty. Podczas gdy zachodnia propaganda twierdzi, że Rosja stoi na krawędzi militarnej klęski na Ukrainie, w rzeczywistości, pomimo strat poniesionych w wojnie, ma ona obecnie na przykład o tysiąc czołgów więcej w zapasach niż przed wojną.

Skoro wiemy, że rezerwy THAAD topnieją jak śnieg na słońcu, musimy przyjrzeć temu, czym Pentagon próbuje wypełnić luki w obronie powietrznej.

Możliwe alternatywy

Po pierwsze, mamy Patriota z pociskami PAC-3, konia roboczego amerykańskiej i zachodniej obrony powietrznej. To ostatnia linia obrony, a na świecie istnieje znacznie więcej systemów Patriot niż systemów THAAD, a jego produkcja jest lepiej zorganizowana.

Problem polega jednak na tym, jak wspomniano, że PAC-3 i THAAD wykorzystują te same rakiety na paliwo stałe. Drastyczne zwiększenie produkcji Patriotów w celu szybkiego uzupełnienia niedoborów THAAD przypomina próbę upieczenia dwóch różnych ciast z jednym workiem mąki. Wybór jednego systemu automatycznie spowalnia produkcję drugiego.

Stany Zjednoczone dysponują również pociskami Aegis i SM-3/SM-6, które chronią amerykańskie okręty wojenne, a ich wyrzutnie MK-41 mogą być również rozmieszczone na lądzie. Ta rodzina pocisków stanowi jedyną poważną alternatywę dla THAAD pod względem skuteczności. Pentagon mógłby zatem wysłać niszczyciele do Zatoki Perskiej lub zainstalować wyrzutnie MK-41 na lądzie (Aegis Ashore).

Problem polega jednak na tym, że pocisk SM-3 kosztuje od 12 do 25 milionów dolarów. Geografia również odgrywa rolę, ponieważ Marynarka Wojenna USA nie może „pożyczać” swoich pocisków siłom lądowym w nieskończoność, nie narażając swoich grup lotniskowców na Pacyfiku na bezbronność wobec Chin.

Stany Zjednoczone dysponują również systemem David’s Sling, izraelskim systemem, którego skuteczność plasuje się pomiędzy Patriotem a THAAD i który sprawdził się już w walce z pociskami balistycznymi.

Problemem są jednak ograniczone zdolności produkcyjne Izraela. W przypadku poważnej wojny Izrael potrzebuje każdego pocisku przechwytującego i jest zależny od dodatkowych dostaw pocisków ziemia-powietrze z USA. Nadzieja, że ​​Izrael zniweluje powstającą lukę w globalnej obronie powietrznej sił zbrojnych USA, byłaby zatem iluzją.

Znaczenie strat w wojnie z Iranem

Po nieudanym ataku dekapitacyjnym na Iran, pierwsze dni wojny pokazały, że Iran był w stanie atakować bazy amerykańskie na całym Bliskim Wschodzie, a także infrastrukturę naftową i gazową krajów, które umożliwiają Stanom Zjednoczonym walkę z Iranem z ich terytorium, praktycznie bez przeszkód.

Stany Zjednoczone zaprzeczają poważnym stratom i twierdzą, że nie poniosły praktycznie żadnych strat, ale zdjęcia ze specjalistycznych satelitów zdolnych do wykrywania pożarów pokazały nagły wybuch pożarów w bazach amerykańskich na całym Bliskim Wschodzie oraz w infrastrukturze naftowej i gazowej krajów arabskich. Co więcej, fakt, że ważny amerykański szpital wojskowy w Landstuhl w Niemczech nagle przeniósł wszystkich pacjentów cywilnych do innych szpitali i priorytetowo potraktował zbiórki krwi, powinien być kolejnym dowodem na to, że sytuacja w Iranie jest dla USA znacznie gorsza niż donoszą zachodnie media.

Stany Zjednoczone zaprzeczają poważnym stratom i twierdzą, że nie poniosły prawie żadnych strat, ale zdjęcia ze specjalistycznych satelitów zdolnych do wykrywania pożarów pokazały, jak liczne pożary nagle wybuchły w bazach amerykańskich na całym Bliskim Wschodzie oraz w infrastrukturze naftowej i gazowej krajów arabskich. W związku z tym, po kilku dniach walk, USA musiały zmienić strategię i zamiast pocisków (nadlatujących irańskich pocisków) zaatakowały „strzelców” (irańskie wyrzutnie). Zaatakowały one irańskie wyrzutnie rakiet, co spowodowało, że Iran jest teraz w stanie wystrzeliwać mniej pocisków dziennie.

Nie wynika to z niedoboru irańskich pocisków, ale raczej z niedoboru (mobilnych) wyrzutni. Fakt, że USA nie były jeszcze w stanie poważnie uszkodzić irańskich zapasów, jest widoczny w utrzymującej się wysokiej intensywności irańskich ataków dronów.

Pocisk manewrujący Tomahawk

Na dodatek Stany Zjednoczone borykają się z problemem pocisków manewrujących Tomahawk, które jak wiadomo odgrywają kluczową rolę w amerykańskich atakach na inne kraje. Problem jest tu bardzo podobny do tego z pociskami ziemia-powietrze.

Według publicznie dostępnych informacji, Stany Zjednoczone posiadają około 4000 pocisków Tomahawk, wystrzeliwanych głównie z okrętów. USA wystrzeliły ponad 135 z nich przeciwko Huti w Jemenie. W 2025 roku doszło również do ataków Tomahawk na Nigerię.

Dokładna liczba pocisków Tomahawk użytych w wojnie z Iranem nie jest znana. Amerykańskie okręty wojenne wystrzeliły pociski Tomahawk w cele irańskie, a amerykańskie wojska lądowe użyły systemu rakietowego HIMARS, z którego wiele zostało również dostarczonych Ukrainie.

Przed rozpoczęciem wojny z Iranem Stany Zjednoczone zgromadziły znaczącą obecność wojskową na Bliskim Wschodzie, w tym 13 niszczycieli Marynarki Wojennej. Gdyby wszystkie pociski znajdowały się w zasięgu, mogłyby wystrzelić od 150 do 250 pocisków Tomahawk, według analizy think tanku Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych. Gdyby w atak zaangażowano również jeden z czterech okrętów podwodnych typu Ohio przebudowanych na wyrzutnie pocisków manewrujących, mogłyby zostać wystrzelone dodatkowe 154 Tomahawki. Nie jest jasne, czy taki okręt podwodny brał udział w atakach.

W najgorszym przypadku oznaczałoby to, że Stany Zjednoczone wystrzeliłyby 400 pocisków Tomahawk – 10 procent swojego globalnego arsenału – w ciągu zaledwie jednego tygodnia wojny z Iranem.

W przypadku pocisków Tomahawk jest podobnie jak z systemem obrony powietrznej: produkcja nowych zajmuje bardzo dużo czasu. Firma RTX Corporation, która produkuje pociski Tomahawk, ogłosiła niedawno podpisanie umowy z Pentagonem na zwiększenie rocznej produkcji Tomahawków z obecnych 90-100 do ponad 1000 sztuk w ramach wieloletniego programu.

Również w tym przypadku, zanim ta decyzja odniesie zauważalny skutek, miną lata, podczas gdy Stany Zjednoczone szybko wyczerpują swoje zapasy Tomahawków.

Czy Chiny pomagają Iranowi?

Jak wspomniano, Chiny bardzo uważnie obserwują to wszystko.

Ponieważ Iran jest dla Chin bardzo ważnym dostawcą ropy, kluczowe jest zrozumienie, że wojna USA z Iranem jest w rzeczywistości przede wszystkim wojną z chińską gospodarką. Jeśli Stany Zjednoczone przejmą kontrolę nad Iranem i będą mogły kierować jego eksportem ropy, Chiny albo otrzymają mniej ropy, albo będą musiały za nią znacznie więcej zapłacić. Rosnące ceny energii wpływają na gospodarkę, czego Europa doświadcza obecnie w związku z de-industrializacją.

Ponieważ Iran jest dla Chin bardzo ważnym dostawcą ropy, ważne jest zrozumienie, że wojna USA z Iranem jest w rzeczywistości przede wszystkim wojną z chińską gospodarką. Właśnie na tym polega strategia bezpieczeństwa Trumpa: Stany Zjednoczone chcą „rzucić wyzwanie” Chinom gospodarczo, ale w miarę możliwości uniknąć wojny z Chinami. Biorąc pod uwagę uszczuplone arsenały USA, nie jest to zaskakujące, ponieważ Stany Zjednoczone nie mogłyby powtórzyć scenariusza z Ukrainą w przypadku przejęcia Tajwanu przez Chiny i wymusić na Chinach kosztownej wojny zastępczej, zalewając Tajwan bronią. USA już teraz nie mają niezbędnej broni, a wojna z Iranem dodatkowo zaostrza ten problem.

Pekin jest zatem naturalnie zadowolony, gdy USA wystrzeliwują swoją amunicję na Bliskim Wschodzie, a wcześniej na Ukrainie, ponieważ każdy wystrzelony tam amerykański pocisk to o jeden pocisk mniej, którego USA mogłyby użyć w potencjalnej wojnie o Tajwan.

Według doniesień chińskie samoloty transportowe ponownie latają do Iranu. Może spróbujemy zgadnąć, co przewożą…

Rosja przekierowuje dostawy gazu do Azji

– Rosja przekierowuje dostawy gazu do Azji

Wojna USA i Izraela z Iranem zmienia globalną architekturę energetyczną,  podnosi ceny węglowodorów i grozi kolejnym szokiem cenowym dla Europy.

Rosja ogłosiła plany przekierowywania dostaw gazu z Europy do Chin, Indii, Tajlandii i Filipin. Wicepremier FR Aleksander Nowak potwierdził, że negocjacje są w toku. Jednocześnie trzy tankowce LNG zmieniły już trasy, opuszczając europejskie porty i kierując się do azjatyckich klientów, którzy płacą obecnie znacznie wyższe ceny spotowe.

W zachodnich mediach ruch ten jest często przedstawiany jako rodzaj politycznej kary ze strony Rosji wobec Europy. Rzeczywistość jednak opiera się na znacznie prostszym, a jednocześnie bardziej surowym mechanizmie: Rosja podąża za cenami rynkowymi. A te przesunęły się znacząco na wschód w wyniku niedawnej eskalacji na Bliskim Wschodzie. Przyczyną tego jest wojna z Iranem, a w szczególności amerykańskie naloty, które wstrząsnęły rynkami energii w ciągu kilku dni.

W lutym cena europejskiego gazu TTF wynosiła około 35 euro za megawatogodzinę. Do 6 marca cena ustabilizowała się już na poziomie 52,81 euro – wzrost o około 50 procent w ciągu miesiąca. Jednocześnie w Azji gwałtownie wzrosły ceny LNG, które byłoby sprzedawane po długoterminowych cenach kontraktowych w Europie. Teraz może być przedmiotem obrotu w Azji z ogromnymi premiami kryzysowymi – sytuacja ta miała miejsce ostatnio podczas kryzysu energetycznego w 2022 roku.

Zmiany strukturalne wzmacniają ten efekt. Rosja dostarczyła do Europy około 13,8 miliona ton LNG w 2025 roku. Jednocześnie Unia Europejska zdecydowała o stopniowym ograniczaniu importu rosyjskiego gazu. Krótkoterminowe kontrakty na LNG zostaną zakazane od końca kwietnia. Całkowity zakaz importu rosyjskiego LNG ma wejść w życie do końca roku, a od 2027 roku dostawy będą realizowane wyłącznie za pośrednictwem gazociągów.

Moskwa nie reaguje na tę politykę oporem, lecz wykorzystuje ją strategicznie. Każda dostawa LNG przekierowana do Azji przed wejściem w życie tych zakazów może zostać przekształcona w długoterminowe kontrakty z klientami spoza Europy.

2 grudnia ub.r. ruszył do Chin wielki gazowy rurociąg Siła Syberii

Ta sytuacja zbiega się z nadzwyczajnym ciągiem jednoczesnych kryzysów energetycznych. Katar został zmuszony do ogłoszenia stanu siły wyższej po ataku dronów na terminal LNG w Ras Laffan 2 marca. Spowodowało to przerwanie około 20% globalnych dostaw LNG. Jednocześnie azjatyccy i europejscy nabywcy konkurują obecnie o każdy dostępny ładunek w zbiornikach drogą morską. Cieśnina Ormuz jest skutecznie zablokowana z powodu wycofania się z ubezpieczeń i eskalacji działań wojennych. W tych okolicznościach Rosja pozostaje jedynym dużym eksporterem energii, którego łańcuchy dostaw nie przechodzą ani przez Zatokę Perską, ani przez Cieśninę Ormuz. To sprawia, że Rosja jest obecnie jedynym producentem zdolnym do zaopatrywania rynków azjatyckich bez konieczności transportu LNG przez strefę działań wojennych.

To, czy ta sytuacja została strategicznie zaplanowana, nie ma ostatecznie znaczenia. Strukturalny stan rynków automatycznie wywołuje ten efekt. Każdy dolar, o który cena ropy Brent wzrośnie powyżej 70 dolarów, przynosi Rosji około miliarda dolarów dodatkowych dochodów państwa rocznie. Obecne premie spot na LNG dodatkowo wzmacniają ten efekt. Wojna z Iranem staje się zatem jednym z najbardziej dochodowych wydarzeń dla rosyjskiego budżetu państwa od czasu szoku cenowego z 2022 roku – a Moskwa nie musiała wystrzelić ani jednego pocisku, aby to osiągnąć.

Kolejny sygnał nadszedł z Waszyngtonu 6 marca. Departament Skarbu USA przyznał 30-dniowe zwolnienie, umożliwiające Indiom kontynuowanie bezpośrednich zakupów rosyjskiej ropy naftowej. Decyzja ta ostatecznie potwierdza to, co rynki energetyczne już zauważyły: w obliczu niepewnych dostaw z regionu Zatoki Perskiej i częściowego niewywiązywania się Kataru z dostaw, rosyjska energia nie jest już surowcem objętym sankcjami. Obecnie jest to po prostu jedyna niezawodna alternatywa.

Europa znajduje się w paradoksalnej sytuacji. Ceny gazu rosną o około 50 procent, wywołane wojną, której Europa nie rozpoczęła ani nie jest w stanie kontrolować geograficznie. Jednocześnie dostawy, na które Europa wcześniej politycznie nie chciała się zgodzić, są teraz przebijane przez azjatyckich nabywców. Tankowce LNG płynące na wschód transportują rosyjski gaz tam, gdzie płaci się najwyższą cenę. Azja – z silniejszymi finansami publicznymi i pilniejszym zapotrzebowaniem na energię – prawie zawsze przebije Europę w tych aukcjach. Rosja nie instrumentalizuje w tym przypadku energii. Robi to sama wojna.

Konsekwencje dla Europy mogą być znaczące. Jeśli dostawy LNG będą coraz częściej przekierowywane do Azji, a jednocześnie eksport energii z Zatoki Perskiej zostanie zakłócony lub stanie się niepewny z powodu wojny z Iranem, kolejny potężny szok cenowy zagrozi europejskim rynkom gazu i energii elektrycznej. Azjatyccy nabywcy już teraz konkurują z Europą o każdy dostępny ładunek w zbiorniku i często są skłonni zapłacić znacznie wyższe ceny. Mogłoby to doprowadzić do trwałego przeniesienia dostaw, które wcześniej trafiały do Europy, na rynki azjatyckie, gdzie podpisywane są długoterminowe kontrakty. Dla europejskiego przemysłu oznaczałoby to dalszą utratę taniej energii – wraz ze wzrostem kosztów produkcji, rosnącą presją inflacyjną i przyspieszoną deindustrializacją w niektórych państwach UE.

uncutnews.ch/schock-meldung-fuer-europa-russland-lenkt-gas-nach-asien-um-der-iran-krieg-treibt-die-preise-in-die-hoehe-und-droht-den-naechsten-preisschock-fuer-europa-auszuloesen

Opracował: Zygmunt Białas

W Dzień Kobiet przypominam jak z dziwki zrobiono idolkę

W Dzień Kobiet przypominam jak z dziwki zrobiono idolkę

Agnieszka Piwar 2024-03-08 piwar/w-dzien-kobiet-przypominam-jak-z-dziwki-zrobiono-idolke

Często trafiam w mediach społecznościowych na narzekania mężczyzn pod adresem kobiet. W ich mniemaniu współczesne kobiety to najczęściej wyuzdane, wulgarne, roszczeniowe materialistki i skupione na sobie egoistki. Faktycznie, coś jest na rzeczy. Sęk w tym, że w znacznym stopniu to faceci do tego doprowadzili.

To będzie mroczna opowieść z tragicznym finałem. Iście szatański podstęp, w którym całkowicie odwrócono pojęcia. Niegdyś Kopciuszek był synonimem skromnej niewiasty, której pokora, dobroć oraz ciężka i uczciwa praca zostały nagrodzone.

Współczesna „opowieść o Kopciuszku”, to historia prostytutki. Sprzedawanie własnego ciała bardzo się jej opłaciło, bo spotkała wymarzonego „księcia z bajki”.

Upadły świat zakpił z monarchii. „Królowe” i „księżniczki” to obecnie agresywne, nafaszerowane botoksem karykatury, z napompowanymi ustami, sztucznymi piersiami i ciałem oszpeconym tatuażami. Na domiar złego wyszydzono chrześcijaństwo. Przykładem jest perwersyjna piosenkarka Madonna (imię zaczerpnięte od Matki Bożej), która wielokrotnie profanowała symbole religijne czy określanie wynaturzonych postaw ikonami.

PRETTY WOMAN

Szkodliwość słynnego filmu z 1990 roku jest porażająca. Jeszcze bardziej szokuje bierność opinii publicznej na skandaliczny obraz. Za sukcesem „Pretty Woman” (dosłowne tłumaczenie: piękna kobieta) poszedł konkretny przekaz do młodych dziewcząt: sprzedawanie własnego ciała nie jest wcale takie złe, a nawet bardzo się opłaca.

Chodziłam do podstawówki, kiedy filmowa opowieść o prostytutce trafiła z USA do Polski. Wiele moich szkolnych koleżanek (które wówczas były dziećmi) piały z zachwytu po seansie. Ta dziewczyna, która zachwycała się najmocniej, w dorosłym życiu upadła najniżej i skończyła najgorzej. Obecnie produkcję można obejrzeć m.in. na platformie Netflix, gdzie wskazano przedział wiekowy od 13 lat.

Czego dowiadują się z filmu trzynastolatki? Przekaz jest bardzo wyraźny. Prostytutka Vivian (Julia Roberts) jest sympatyczna, bystra i ma czarujący uśmiech. W liceum miała całkiem dobre oceny, ale nieszczęśliwie się zakochiwała, co niejako pokomplikowało jej życie. Z pracy kelnerki i parkingowej nie starczało na czynsz wynajmowanej klitki – co jest dość dziwne, wszak akcja dzieje się w zamożnej Ameryce. By jakoś wiązać koniec z końcem zaczęła więc sprzedawać swoje ciało przy Alei Gwiazd w Los Angeles.

Któregoś dnia bogaty, elegancki i przystojny biznesmen Edward (Richard Gere) zgubił się na ulicach Hollywood. Vivian, licząc na niezły zarobek, podeszła do jego samochodu i zaproponowała pomoc. Za wskazanie drogi dostała 20 dolarów, za wspólną noc 300 dolarów, a za bycie „damą do towarzystwa” przez następny tydzień kilka tysięcy plus ekstra premię na kupienie sobie eleganckich ubrań.

Po prostu była tak urocza, że Edward – mimo, iż nie tego planował – pod wpływem impulsu zaprosił ją do swojego apartamentu w luksusowym hotelu. Pracownicy hotelu też ulegli wdziękowi prostytutki z ulicy. Windziarz hotelowy zerkał na Vivian jak zaczarowany, a dyrektor osobiście uczył ją poprawnego posługiwania się sztućcami w wytwornej restauracji.

Jedynie pracownice ekskluzywnego butiku – ukazane jako wredne jędze – nie raczyły być miłe dla prostytutki. Nie chciały jej obsłużyć, gdy weszła do sklepu w stroju ulicznicy. Kiedy poskarżyła się Edwardowi, ten bardzo się wzburzył. Na otarcie łez zabrał Vivian do innego sklepu i zapłacił krocie, by wszyscy pracownicy, z kierownikiem włącznie, podlizywali się jej na całego i ubrali jak damę.

W stroju damy towarzyszyła Edwardowi na meczu polo, gdzie zebrała się miejscowa elita. Znajomy biznesmena i zarazem jego prawnik węszył spisek, sugerując, że Vivian jest szpiegiem konkurencyjnej firmy. Chcąc uspokoić wspólnika, Edward mu wyznał, że jest ona zwykłą dziwką wziętą z ulicy. Prawnik podjarał się tym faktem i zaczął składać prostytutce dwuznaczne propozycje, co ją bardzo oburzyło.

Po powrocie do apartamentu, zdenerwowana kobieta wygarnęła swojemu sponsorowi, że nikt tak jej wcześniej nie upokorzył. Edward jej przypomniał, że przecież jest dziwką, więc niech się nie dziwi, że ludzie tak ją traktują. Vivian się wściekła za nazwanie sprawy po imieniu, strzeliła focha, spakowała manatki i wybiegła z apartamentu. Biznesmen zrozumiał, że ma ona swoją dumę, poleciał za nią, przeprosił i udobruchał. Kolejny raz wylądowali w łóżku i… zakochali się w sobie.

Fabuła kończy się „happy endem”. Edward wyznaje Vivian miłość i deklaruje wspólną przyszłość aż do grobowej deski. W międzyczasie, pod wpływem prostytutki biznesmen przechodzi pozytywną przemianę. Z wyrachowanego gracza – który kupował w całości upadające firmy, a następnie sprzedawał w częściach dla własnego zysku – zamienił się w wrażliwca, który postanowił jednak ratować przedsiębiorstwa w kryzysie.

Perfidia twórców filmu polega na tym, że jest odwrotnością bajek z morałem. „Pretty Woman” reklamowano w mediach jako współczesną wersję „Kopciuszka”. Tymczasem w klasycznej bajce wynagradza się dobro, cnotę i pokorę, a tutaj nagroda trafiła do kobiety, która sprzedawała swoje ciało. Co więcej, prostytutkę – a więc z racji wykonywanej profesji kobietę moralnie upadłą – ukazano jako niezwykle pozytywną postać.

Filmowa opowieść o prostytutce stała się wielkim hitem. Produkcja zarobiła fortunę i zdobyła fanów na całym świecie. Aktorzy odtwarzający główne role uzyskiwali status czołowych gwiazd przemysłu filmowego, dzięki czemu do dziś dostają milionowe gaże. Za zagranie prostytutki Julia Robert otrzymała nagrodę Złotego Globa dla najlepszej aktorki oraz nominację do Oskara.

Film zyskał miano kultowej komedii romantycznej i nadal cieszy się popularnością jako „klasyk” w swoim gatunku. Uważam, że twórcy „Pretty Women”reżyser, scenarzysta i producenci to mężczyźni (sic!) – w znacznym stopniu przyczynili się do problemu społecznego, który w późniejszych latach opisały takie polskie filmy jak „Galerianki” czy „Dziewczyny z Dubaju”. Obie fabuły opowiadają o współczesnych formach prostytucji. Motorem napędowym do sprzedawania swojego ciała jest pragnienie posiadania drogich ciuchów i luksusowego życia.

Co znamienne, krytycznie o amerykańskim hicie wypowiedziała się Irena Dawid-Olczyk, prezes Fundacji La Strada, walczącej z handlem ludźmi i wspierającej jego ofiary. Kobieta w gorzkich słowach zwróciła się do samego Richarda Gere’a. Aktor w 2019 roku odwiedził Polskę, gdzie dyskutował o… obronie praw człowieka. Od szefowej La Strady usłyszał o negatywnym wpływie filmu „Pretty Woman” na wybory młodych kobiet, które głęboko wierzą, że prostytucja to droga do sukcesu.

Na portalu filmweb.pl, pod tytułem „Pretty Woman”, jedna z forumowiczek napisała wymowny komentarz: „Zauważyliście, że tak jak tamtejsze prostytutki ubiera się dziś prawie każda dziewczyna?”.

BURDELMAMA KRÓLOWĄ

W XXI wieku lansowanie negatywnych wzorców rozkręciło się na całego, niestety także na polskim podwórku. Wystarczy wspomnieć telewizyjny reality show „Królowe życia”. Program nadawany na antenie stacji TTV w latach 2016-2022 pokazywał kulisy życia osób, które niczego sensownego sobą nie reprezentowały, ale z racji kontrowersyjności potrafiły napędzić oglądalność.

Program najmocniej wylansował Dagmarę Kaźmierską. Czym sobie „zasłużyła”, by pokazywać ją w telewizji? Od 2005 prowadziła agencję towarzyską. W 2009 została skazana prawomocnym wyrokiem na cztery lata pozbawienia wolności za działanie w zorganizowanej grupie przestępczej, stręczycielstwo, sutenerstwo i zmuszanie młodych kobiet do prostytucji, ostatecznie spędzając w więzieniu 14 miesięcy.

Obecnie Kaźmierska jest rozchwytywaną celebrytką. Występuje w filmach, pisze książki, pozuje na ściankach, udziela wywiadów, a ostatnio wzięła udział w popularnym „Tańcu z gwiazdami” na antenie telewizji Polsat. Kreowana jest na sympatyczną i równą babkę po przejściach, która ma twardy charakter, robi co chce i mówi co myśli. Przeglądając komentarze pod nagraniami i artykułami o „królowej życia” przecieram oczy ze zdziwienia – Kaźmierska jest uwielbiana.

Należy odnotować, że producentem i reżyserem programu, który wylansował burdelmamę do rangi autorytetu dla młodych Polek, jest oczywiście mężczyzna Piotr Wąsiński.

Moda na określanie upadłych kobiet jako „królowe” przyszła do Polski ze Stanów Zjednoczonych. Prekursorką jest kontrowersyjna i wyuzdana piosenkarka Madonna, którą przed laty okrzyknięto „królową popu”. Jej młodsza wersja Britney Spears zyskała miano „księżniczki popu” i jest uważana za ikonę popkultury schyłku XX wieku. U szczytu popularności kobiety wystąpiły na wspólnym koncercie, który podkręciły lesbijskim pocałunkiem.

Britney początkowo lansowana była jako niewinna i spokojna dziewczyna. Zaczynała od występów w programie dla dzieci Klub Myszki Miki. Tam poznała przyszłego chłopaka Justina Timberlake’a. Jako nastolatkowie zostali parą, przy czym Spears deklarowała w mediach zachowanie dziewictwa do ślubu.

Po latach wydała książkę pt. „Kobieta, którą jestem”. W autobiografii przyznała, że jednak uprawiali seks, a także zaszła w ciążę. Britney chciała urodzić dziecko, ale Justin zmusił ją do aborcji. Timberlake i tak potem od niej odszedł, po czym skupił się na rozwinięciu własnej muzycznej kariery.

Tymczasem „księżniczka popu” rzuciła się w wir romansów, a następnie przeszła załamanie nerwowe, czego efektem było m.in. ogolenie sobie głowy na łyso czy nałożenie przez sąd ubezwłasnowolnienia. I wreszcie, toksyczny wpływ na piosenkarkę wywarł jej ojciec Jamie Spears, który sprawował nad dorosłą córką kuratelę i był oskarżany o życie na jej koszt.

Co znamienne, wczesna Britney stała się wzorem dla wielu znanych piosenkarek. Do inspiracji twórczością i wizerunkiem Spears przyznały się Lana Del Rey, Lady Gaga, Miley Cyrus, Victoria Justice, Pixie Lott, Selena Gomez, Fergie czy Girls’ Generation.

Na polskiej scenie muzycznej też mamy naśladowczynię amerykańskiej piosenkarki. Dorota Rabczewska ps. Doda nie ukrywała, że jej idolką była właśnie Britney Spears. Jednak polska piosenkarka w kreowaniu własnego stylu poszła nieco dalej.

Doda od początku budowała swoją karierę na wizerunku skandalistki. Poddała się operacji powiększenia biustu. Pozowała nago do magazynów „dla panów” [porno jest dla seksoholików, nie „panów”md] . Wdawała się w pyskówki, a nawet bójki z innymi celebrytami. Miewała też problemy z prawem, zarzuty prokuratorskie, a nawet wyrok sądu za obrazę uczuć religijnych.

W 2011 roku, podczas spotkania z fanami, którym podpisywała najnowszą płynę, Doda miała ze sobą długopis w kształcie sztucznego penisa. Na oczach fotoreporterów i fanów (w tym nieletnich) wsadziła go sobie do ust, imitując stosunek oralny. Co znamienne, do tak wulgarnej osoby przylgnęło medialne określenie: „Królowa jest tylko jedna”, które sama zresztą wylansowała.

Tymczasem pojawiły się w Polsce kolejne celebrytki, pragnące dosiąść tronu. Wśród nich Karolina Derpieńska, szerzej znana jako amerykańsko brzmiąca Caroline Derpienski. Samozwańczo określiła się jako „dolarsowa królowa”. Zasłynęła z tego, że w polskojęzycznych mediach opowiada o bajecznie bogatym życiu, jakie zapewnia jej znacznie starszy kochanek miliarder z Miami.

O miano królowej zawalczyły też uczestniczki programu TVN7 pt. „Królowa przetrwania”. Scenariusz zrealizowano w tajlandzkiej dżungli, gdzie zaproszono 12 kobiet (najczęściej sztucznych, wypełnionych botoksem, wytatuowanych, etc.) znanych z Internetu i programów telewizyjnych typu reality. Panie zasłynęły w Polsce z robienia wokół siebie szumu i patologicznych zachowań, na których zbudowały karierę.

Dla przykładu Marta Linkiewicz, która wątpliwą popularność zdobyła w 2015 roku. Jako nastolatka wybrała się z koleżanką na koncert amerykańskich reperów z grupy Rae Sremmurd, a następnie chwaliła się w mediach społecznościowych, że uprawiała z nimi seks grupowy. „Z tym się jebałam, a temu ciągnęłam” – wyznała przyszła celebrytka.

Obecnie Linkiewicz jest jedną z gwiazd Fame MMA, polskiej federacji (i największej w Europie) organizującej gale typu freak show fight. Impreza polega na tym, że uczestnicy – w tym celebryci, youtuberzy, raperzy, influencerzy – stają na ringu i walczą przy dużym zakresie dozwolonych technik. Wydarzeniom towarzyszą „konferencje”, podczas których uczestnicy wzajemnie się obrażają i obrzucają wulgarnymi wyzwiskami. Sporą popularnością cieszą się oczywiście pyskówki kobiet.

Federacja posiada łącznie czterech właścicieli, samych mężczyzn – Wojciecha Golę (współzałożyciel), Michała Barona, Krzysztofa Rozparę (były prezes) oraz Rafała Pasternaka (prezes). Panowie na walkach żądnych sławy (i zdesperowanych?) osób zbijają majątek.

Do patocelebrytów dołączyła Marianna Schreiber. Mowa o żonie polityka Łukasza Schreibera, która znudzona życiem postanowiła rozpędzić własną karierę, oczywiście jadąc na nazwisku męża. Kobieta zasłynęła z tego, że jako żona ministra w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, wystąpiła w programie „Top Model” (nadawanym w nielubianej przez PiS stacji TVN), gdzie obnażyła swoje ciało. Z programu dość szybko odpadła, ale zabrylowała na ściankach i plotkarskich portalach.

To jej nie wystarczało, więc ona również zaczęła tłuc się z innymi kobietami. Dołączyła do federacji Clout MMA. Odniosła w tym nawet pewien sukces, bo tak obiła przeciwniczkę, że wygrała już jakąś walkę. W ramach rozpoczęcia kariery na ringu, Marianna Schreiber wystąpiła na gali federacji w pozłacanej koronie.

To mężczyźni doprowadzili do tego, aby lansować tego typu wzorce kobiety. Zrobili to głównie dla pieniędzy, ale też dlatego, by leczyć swoje zakompleksione ego, poprzez uwłaczanie godności płci przeciwnej. Szkoda, że w tym upadłym świecie zabrakło prawdziwych bohaterów i nikt nie rozprawił się z tą straszną demoralizacją.

Agnieszka Piwar

Fot.: kadr z filmu „Pretty Woman”