Czwarta Rzesza: Trzecia Rzesza, Bilderberg, Le Cercle i niepokojąca historia UE.

Czwarta Rzesza

Trzecia Rzesza, Bilderberg, Le Cercle i niepokojąca historia UE.

To i wiele więcej, teraz w GEGENDRUCK 6. Bo dajemy to, o czym inni milczą.

Tom Oliver Regenauer 19 października 2025 r regenauer-press/das-vierte-reich

Ma to być sojusz międzynarodowej przyjaźni. Sojusz, który według Federalnej Agencji Edukacji Obywatelskiej promuje „współpracę i pokój”, ponieważ „współpraca gospodarcza zwiększa dobrobyt”. Jednak w jaki dokładnie sposób ten rosnący dobrobyt ma dotrzeć do ludności, pozostaje niejasne. Od lat wzrost obserwuje się przede wszystkim w obszarze ubóstwa , którym coraz większa liczba obywateli UE jest poważnie zagrożona.

Na przykład, niemiecki dziennik „Die Zeit” doniósł 14 października 2025 r., że „według doniesień w 2024 r. o pół miliona więcej dzieci w UE było zagrożonych ubóstwem niż pięć lat wcześniej”. O tym, że pokój jest daleki od rzeczywistości, świadczy między innymi program „ReArm Europe” , unijny program zbrojeniowy przedstawiony Parlamentowi Europejskiemu w marcu 2025 r., który ma na celu zmobilizowanie prawie biliona euro, aby państwa członkowskie UE były „gotowe do wojny”.

Ledwo wspominając o otwarcie totalitarnych tendencjach, takich jak Europejska Tarcza Demokracji , która pod pretekstem „przeciwdziałania hybrydowym zagrożeniom dla europejskich demokracji i procesów wyborczych” ma na celu położenie kresu zarówno wolności słowa, jak i wolnemu internetowi, lub Europejska Ustawa o Wolności Mediów (EMFA), która zwiastuje koniec wolnych mediów.

Nie. UE nie jest sojuszem międzynarodowej przyjaźni. Nie zapewnia rosnącego dobrobytu ani bezpiecznego pokoju.

Fakt, że pluralizm, partycypacja i wolna prasa są ewidentnie solą w oku biurokratycznego potwora w Brukseli, jest teraz otwarcie komunikowany przez jego popleczników w cenzurującym kompleksie medialnym. To, co von der Leyen i jej podobni nazywają demokracją, nie ma absolutnie nic wspólnego z demokracją. UE to państwo blokowe o faszystowskim charakterze.

Nic dziwnego. Unia Europejska nie powstała z organicznie rozwiniętego ruchu oddolnego, wywodzącego się z narodów europejskich, lecz z inicjatywy zupełnie innych środowisk. Świadczą o tym na przykład dokumenty historyczne, takie jak „Raport Czerwonego Domu” – prawdziwy tytuł: EW-Pa 128 – raport amerykańskiego wywiadu wojskowego, sporządzony 10 sierpnia 1944 roku w Strasburgu, gdzie tajny agent Deuxième Bureau  francuskich służb specjalnych obserwował spotkanie w hotelu „Maison Rouge”.

Zgodnie z protokołem , w tajnej konferencji uczestniczyli następujący ludzie  : „Minister Obrony” Niemiec, oficjalnie Adolf Hitler od 4 lutego 1938 r. (choć nie wymieniono jego nazwiska); SS-Obergruppenführer Scheid, który stał również na czele firmy Hermandorff & Schonburg; dr Kaspar z Krupp; dr Tolle z Rochling; dr Sinderen z Messerschmitt; doktorzy Kopp, Vier i Beerwanger z Rheinmetall; doktorzy Ellenmayer i Kardos z Volkswagen; przedstawiciele Zeiss, Leica i IG Farben — konglomeratu przemysłowego składającego się z firm takich jak Agfa, BASF, Bayer i Hoechst, który według ekonomisty Alfreda Sohn-Rethela umożliwił powstanie państwa nazistowskiego i był notowany na giełdzie do 2012 r. — a także przedstawiciele NSDAP dr Meyer i dr Strossner.

Ta znakomita grupa wpływowych narodowych socjalistów zebrała się, ponieważ już w sierpniu 1944 roku było jasne, że Niemcy przegrają II wojnę światową. W związku z tym uczestnicy byli głęboko zaniepokojeni dalszym istnieniem Trzeciej Rzeszy. Nic więc dziwnego, że tajne spotkanie w Maison Rouge koncentrowało się głównie na omówieniu sposobów radzenia sobie z nieuchronną klęską. Ani naziści, ani przemysłowcy czerpiący zyski z faszyzmu nie chcieli się poddać. Wręcz przeciwnie. Jeśli „ Tysiącletniej Rzeszy ” nie udało się osiągnąć militarnie, cel należało po prostu osiągnąć innymi środkami.

W związku z tym SS-Obergruppenführer Scheid wyjaśnił:

„Odtąd niemiecki przemysł musi zdać sobie sprawę, że wojny nie da się wygrać i że musi podjąć kroki w celu przygotowania się do kampanii powojennej”. Według Scheida, kluczowe jest „nawiązanie kontaktów i sojuszy z firmami zagranicznymi. Należy to jednak robić indywidualnie i bez wzbudzania podejrzeń”.

Artykuł w The Independent z 7 września 1996 r. zatytułowany „Ujawniono spisek Czwartej Rzeszy” opisuje, jak powinny wyglądać te kroki i sojusze :

„Ich plan zakładał przemyt złota, patentów i dzieł sztuki z Niemiec wraz z czołowymi przemysłowcami (…). W międzyczasie partia nazistowska miała odrodzić się w Niemczech jako ruch podziemny. Pan Steinberg (przyp. red.: Elan Steinberg, ówczesny szef Światowego Kongresu Żydów) uwierzytelnił raport (przyp. red.: Raport Czerwonego Domu) i powiązał go z innymi dokumentami dowodzącymi, że Niemiecki Bank Rzeszy był zaangażowany w spisek. Według tajnego telegramu Departamentu Stanu USA z 4 grudnia 1945 r., Bank Rzeszy utrzymywał depozyt złota w Szwajcarskim Banku Narodowym przez całą wojnę. Do 1945 r. zgromadził sztabki złota o wartości 123 milionów dolarów przeznaczone na operację ODESSA”.

ODESSA to skrót od „Organizacji Byłych Członków SS”, grupy, której działalność  została opisana w powieści Fredericka Forsytha z 1972 roku „ Akta Odessy ”. Fabuła książki nawiązuje do Raportu Czerwonego Domu. Inna oparta na faktach publikacja na ten temat pochodzi od Adama Lebora , brytyjskiego dziennikarza, którego książki o Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS), „Tajni bankierzy Hitlera” i „Ostatnie dni Budapesztu” są szczególnie polecane do uzupełniania luk historycznych, między innymi ze względu na ich rekomendacje w „New York Timesie ”. 9 maja 2009 roku Lebor opublikował artykuł w „Daily Mail” zatytułowany: „Tajny raport pokazujący, że naziści zaplanowali Czwartą Rzeszę – w UE”.

Wyjaśnia w nim:

„Gdy większość przemysłowców opuściła spotkanie, kilku wybranych zostało wezwanych na inne, mniejsze zgromadzenie, któremu przewodniczył dr Bosse z Ministerstwa Uzbrojenia. Były sekrety, którymi należało się podzielić z elitą elit. Bosse wyjaśnił, że chociaż partia nazistowska poinformowała przemysłowców o przegranej wojnie, opór przeciwko aliantom będzie kontynuowany, dopóki nie zostanie zagwarantowana jedność Niemiec. Następnie nakreślił tajną, trzyetapową strategię Czwartej Rzeszy. W pierwszym etapie przemysłowcy mieli „przygotować się do finansowania partii nazistowskiej, która byłaby zmuszona zejść do podziemia jako Maquis”, używając terminu określającego francuski ruch oporu. W drugim etapie rząd miał zapewnić niemieckim przemysłowcom duże sumy pieniędzy na utworzenie „bezpiecznego powojennego fundamentu za granicą”, podczas gdy „istniejące rezerwy finansowe partii muszą zostać udostępnione, aby po klęsce można było stworzyć silną Rzeszę Niemiecką”. W trzecim etapie niemieckie firmy miały korzystać z firm-słupów, które miały służyć jako przykrywka dla badań wojskowych i szpiegostwo, mające na celu stworzenie „uśpionej” siatki agentów za granicą do czasu powrotu nazistów do władzy.

Rozwój wydarzeń w okresie powojennym wskazuje, że plan ten rzeczywiście wdrożono. Otto Ohlendorf , szef Einsatzgruppe D, który później został powieszony w procesach norymberskich, został mianowany do Ministerstwa Gospodarki Rzeszy już zimą 1943 r., aby zapewnić zachowanie paneuropejskiej potęgi gospodarczej nazistów po II wojnie światowej. Ohlendorf, który był pod wrażeniem teorii ekonomicznych Ludwiga Erharda, był bliskim powiernikiem Heinricha Himmlera. Na tym stanowisku Ohlendorf bronił Ludwiga Erharda po tym, jak jego nazwisko było wielokrotnie łączone z grupami oporu. Ohlendorf podzielał obawy Erharda, że ​​hiperinflacja może ogarnąć Niemcy po zakończeniu wojny — grożąc zniszczeniem nie tylko gospodarki kraju, ale także ukrytych aktywów nazistów. Zarówno Erhard, jak i Ohlendorf byli przekonani, że stabilna waluta, która jednak musiała zostać wprowadzona przez jedno ze zwycięskich mocarstw, miała ogromne znaczenie. I dokładnie to wydarzyło się 20 czerwca 1948 r ., gdy w trzech zachodnich strefach okupacyjnych wprowadzono markę niemiecką, która miała zastąpić markę niemiecką.

Wojna była dochodowym interesem dla niemieckich konglomeratów przemysłowych. Niezrażone sześcioma latami rzezi, masowymi bombardowaniami aliantów i reparacjami wojennymi, wartość przemysłowego kapitału trwałego w 1948 roku przekroczyła już tę z 1936 roku. „Erhard rozważał, jak niemiecki przemysł mógłby rozszerzyć swoje wpływy na zdewastowanym kontynencie europejskim. Odpowiedź leżała w ponadnarodowości – dobrowolnym zrzeczeniu się suwerenności narodowej na rzecz instytucji międzynarodowej” – mówi Adam Lebor.

Zanim jednak ta ponadnarodowa struktura mogła się zakorzenić, nazistowscy przemysłowcy musieli zostać ułaskawieni. I właśnie to uczynił John McCloy , Wysoki Komisarz Stanów Zjednoczonych, a tym samym najwyższy przedstawiciel aliantów na terytorium nowo powstałej Republiki Federalnej Niemiec, wbrew wszelkiemu oporowi własnego kraju podczas procesów norymberskich . 31 stycznia 1951 roku ogłosił decyzje w sprawie wniosków o ułaskawienie i złagodzenie wyroków więzienia – z czego skorzystało łącznie 89 skazanych zbrodniarzy wojennych. Wśród nich byli Friedrich Flick, Alfried Krupp von Bohlen und Halbach i Fritz ter Meer , który był członkiem zarządu IG Farben w latach 1925–1945. Co skłoniło Johna McCloya do pobłażliwości w sądzie, pozostaje niejasne – jednak fakt, że sam był prawnikiem, politykiem i bankierem, pełniąc funkcję prezesa Banku Światowego w latach 1947–1949 oraz prezesa należącego do Rockefellera Chase Manhattan Bank w latach 1953–1960, sugeruje, które interesy McCloy rzeczywiście reprezentował w Norymberdze. Z pewnością nie były to interesy ofiar.

Dwóch najbardziej wpływowych nazistowskich przemysłowców, Alfried Krupp i Friedrich Flick, którego Flick Group później posiadał 40 procent udziałów w Daimler-Benz, zostało zwolnionych z więzienia po niecałych trzech latach – mimo że traktowali dziesiątki tysięcy robotników przymusowych jak bydło. Obie firmy stały się po wojnie wiodącymi gigantami przemysłowymi w Europie. To właśnie te konglomeraty przemysłowe odegrały kluczową rolę w powstaniu „zarodka Unii Europejskiej” (Christoph Driessen: Reaching for the Stars. The History of the European Union. Regensburg 2024, s. 51) – „Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali” ( EWWiS ), znanej również jako Montanunion, która została utworzona 18 kwietnia 1951 roku na mocy Traktatu Paryskiego. Według Nikolausa Bayera – patrz „Korzenie Unii Europejskiej”. „Wizjonerska polityka realna u zarania Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali”, Wydawnictwo Röhrig, Sankt Ingbert 2002, s. 105–109 – „w momencie powstania Europejska Wspólnota Węgla i Stali była bezprecedensową organizacją ponadnarodową, na rzecz której państwa członkowskie dobrowolnie przekazały część swoich suwerennych praw. W ten sposób zapoczątkowała proces integracji europejskiej”.

Do 1951 roku dwa elitarne kręgi zaangażowały się już w tworzenie organizacji ponadnarodowych. Jednym z nich był kartel banków centralnych i głównych banków, który wraz z Hjalmarem Schachtem, „ bankierem Hitlera ” i szefem niemieckiego Banku Rzeszy w latach 1923–1930 i 1933–1939, Montagu Normanem , prezesem brytyjskiego banku centralnego w latach 1920–1944, oraz Benjaminem Strongiem Jr. , prezesem Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku przez 14 lat, od 1927 roku pracował nad utworzeniem Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS). Po wstępnych dyskusjach na początku lipca 1927 roku, komitet organizacyjny zebrał się ponownie w dniach 3 października – 13 listopada 1929 roku w Hôtel Stéphanie w Baden-Baden – obecnie Brenners Park-Hotel – aby sfinalizować statut, statut, umowę powierniczą oraz porozumienie w sprawie stosunków z krajem przyjmującym, zanim BIS został oficjalnie założony 17 maja 1930 roku.  Nawiasem mówiąc, Hjalmar Schacht był jedną z 24 czołowych postaci reżimu nazistowskiego oskarżonych w procesach norymberskich głównych zbrodniarzy wojennych. Mimo to został uniewinniony ze wszystkich zarzutów 1 października 1946 roku. 8 września 1952 roku Schacht założył prywatny bank , a następnie pracował jako doradca finansowy w Afryce Zachodniej, na Bliskim Wschodzie, w Brazylii i Indonezji, aż do swojej śmierci w Monachium w 1970 roku. 

„Napad na bank: inicjatywa amatorów. Prawdziwi profesjonaliści założyli bank.” (Bertolt Brecht)

Drugi krąg, obok bankierów, dążący do tworzenia instytucji ponadnarodowych, składał się z przemysłowców współpracujących z faszystami – wielu z nich przekonało nazistów – którzy nie tylko liczyli na nagrodę za zbrodnie wojenne, a nie na potępienie, ale także na to, że najlepszy okres dla ich korporacyjnych konglomeratów wciąż jest przed nimi. Po objęciu wiodącej roli w nazistowskiej gospodarce, ich firmy objęły teraz wiodące role w Unii Europejskiej. Czy to Siemens, BMW, czy Volkswagen: wszystkie one zatrudniały robotników przymusowych, produkowały amunicję i rakiety V1 oraz wykorzystywały obozy koncentracyjne przy swoich fabrykach do rekrutacji coraz większej liczby robotników przymusowych – i wszystkie stały się dominującymi siłami na nowo powstającym rynku europejskim.

Historia życia Hermanna Josefa Absa jest tego symbolem. Od 1938 roku był członkiem zarządu Deutsche Bank, a od 1940 roku członkiem rady nadzorczej IG Farben. Po wojnie Abs spędził zaledwie trzy miesiące w więzieniu, zanim został rzecznikiem zarządu w latach 1957-1967, a następnie przewodniczącym rady nadzorczej Deutsche Bank do 1976 roku. Abs z pewnością zdawał sobie sprawę z pochodzenia ogromnych rezerw złota Deutsche Bank . Deutsche Bank odkupił znaczną ich część od Reichsbanku, który z kolei wygenerował znaczną część swoich rezerw złota ze złota przetopionego przez Degussę, złota zamordowanych Żydów. Mimo to Abs służył kanclerzowi Konradowi Adenauerowi jako doradca i „dyplomata finansowy”. Abs piastował tak wiele stanowisk w radach nadzorczych, że w 1965 roku niemiecki Bundestag uchwalił tzw. „ Lex Abs ”, ustawę mającą na celu ograniczenie liczby mandatów przypadających na jedną osobę. Z 30 mandatami w radach nadzorczych, w tym 20 jako przewodniczący, Abs był kluczową postacią w niemieckim biznesie lat 60. i najbardziej wpływowym bankierem w Niemczech. Po odejściu z zarządu Deutsche Bank, w 1967 roku został przewodniczącym rady nadzorczej, z której zrezygnował w 1976 roku – pozostając jednocześnie honorowym przewodniczącym Deutsche Bank aż do śmierci w lutym 1994 roku.

„Abs był jedną z najważniejszych postaci w odbudowie Niemiec po wojnie. To przede wszystkim dzięki niemu, zgodnie z żądaniem zawartym w Raporcie Czerwonego Domu, rzeczywiście odtworzono „silną Rzeszę Niemiecką”, która stała się podstawą dzisiejszej Unii Europejskiej. Absowi powierzono zadanie dystrybucji pomocy w ramach Planu Marshalla – funduszu odbudowy – na rzecz niemieckiego przemysłu. Od 1948 roku kierował zatem odbudową gospodarczą Niemiec. Co istotne, Abs był również członkiem Europejskiej Ligi Współpracy Gospodarczej ( ELEC ), elitarnej grupy interesów intelektualnych założonej w 1946 roku. ELEC była oddana tworzeniu wspólnego rynku, prekursora Unii Europejskiej. W jej skład wchodzili przemysłowcy i finansiści. Opracowała strategie, które są dziś zadziwiająco znajome: strategie integracji walutowej oraz wspólnych systemów transportowych, energetycznych i socjalnych. Kiedy Konrad Adenauer, pierwszy kanclerz Republiki Federalnej Niemiec, objął władzę w 1949 roku, Abs był jego najważniejszym doradcą finansowym”. (Adam Lebor, 2009)

Konrad Adenauer, wraz z Franzem Josefem Straussem i premierem Francji Antoine’em Pinayem, założył w 1952 roku elitarne zgromadzenie Le Cercle. Le Cercle jest jeszcze bardziej tajne niż Konferencja Bilderberg, która obecnie prowadzi stronę internetową, publikuje listy uczestników i komunikuje ogólny program. W przeciwieństwie do Bilderberg, która liczy prawie 150 uczestników, Cercle, częściowo finansowane przez CIA, składa się z zaledwie około 80 do 100 osób – polityków, dyplomatów, oficerów wywiadu, biznesmenów i potentatów medialnych – które spotykają się dwa razy w roku. (Zobacz WikiLeaks, „ The Saudi Cables ”). Wewnętrzne grono Le Cercle, tzw. Grupa Pinay, spotyka się osobno, aby koordynować swoje działania w jeszcze bardziej ekskluzywnym otoczeniu. Na czym dokładnie polegają te działania, pozostaje niejasne. Jednakże artykuł w Daily Maverick z 24 października 2017 r., oparty na odtajnionych dokumentach z Pretorii, stwierdza, że ​​Le Cercle „traktowała wspieranie apartheidu w Republice Południowej Afryki jako najwyższy priorytet”. 

Kiedy Cercle spotkało się w Berlinie w 1997 roku, „The Independent” opublikował krótki artykuł cytujący fragmenty „dokumentu planistycznego” grupy, który Brian Crozier , wieloletni członek Cercle, mający bliskie powiązania z MI6 i CIA, przedstawił na spotkaniu w 1979 roku. W dokumencie tym stwierdzono między innymi, że cele tajnego klubu są następujące:

„Tajne transakcje finansowe w celu realizacji celów politycznych; międzynarodowe kampanie mające na celu zdyskredytowanie wrogich osób lub wydarzeń; utworzenie (prywatnej) służby wywiadowczej specjalizującej się w określonych perspektywach; utworzenie biur pod odpowiednim przykryciem, z których każde będzie zarządzane przez koordynatora z centrali. Aktualne plany obejmują Londyn, Waszyngton, Paryż, Monachium i Madryt”.

W związku z tym Hans Langemann, ówczesny szef Bawarskiego Urzędu Ochrony Konstytucji, ogłosił w 1982 roku, że Crozier należał do tajnej międzynarodowej grupy, która próbowała wpłynąć na wybory federalne w 1980 roku, aby kanclerzem został Franz Josef Strauss (członek Le Cercle). Według badań Davida Teachera, który opublikował w 1993 roku 744-stronicową książkę na ten temat, Le Cercle odegrało również kluczową rolę w upadku Żelaznej Kurtyny, wspierając Ottona von Habsburga.

W świetle tak przestępczych i dalekosiężnych działań, ścisła tajemnica jest z pewnością konieczna. Upublicznione obecnie listy uczestników, a także niektóre notatki BND opublikowane przez SPIEGEL 12 września 1982 r., dotyczące rozległych powiązań Cercle i Straussa ze służbami wywiadowczymi na całym świecie, ilustrują, dlaczego udział w spotkaniach Cercle  jest zaciekle ukrywany,  zwłaszcza przez polityków . Nieprzypadkowo nawet Wikipedia wskazuje, że współzałożyciel Cercle, Antoine Pinay, brał udział w konferencji w Mesynie w 1955 r ., spotkaniu Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali (EWWiS), które miało doprowadzić do Traktatów Rzymskich z 1957 r., a tym samym do powstania UE. Le Cercle, ze swoimi kontaktami wywiadowczymi i dyplomatami głębokiego państwa, niewątpliwie wywiera ogromny wpływ na rozwój geopolityczny — i powstanie UE.

Podobnie jak trzecia grupa w dużej mierze odpowiedzialna za powstanie bloku europejskiego: szlachta. Obok enigmatycznego Le Cercle z jego transatlantyckim, proeuropejskim programem ukształtowanym przez Konrada Adenauera — czyli byłego nazistę Hermanna Josefa Absa — to przede wszystkim Grupa Bilderberg, założona przez księcia, politycznie sterowała formalnym ustanowieniem UE. Tym księciem jest Bernhard zur Lippe-Biesterfeld , lepiej znany jako Książę Bernhard Niderlandzki. Urodzony w 1911 roku i zmarły w 2004 roku, Bernhard pochodził z Księstwa Lippe, wysoko postawionej rodziny szlacheckiej , która wywodziła się z hrabstwa Lippe , którego początki sięgają 1413 roku. Jego wnuk, Wilhelm-Aleksander, jest obecnym królem Niderlandów.

Bernhard był zagorzałym nazistą . Był członkiem partii nazistowskiej (NSDAP), kawalerii SS i Narodowosocjalistycznego Korpusu Zmotoryzowanego (NSKK), paramilitarnej organizacji podległej NSDAP. Pisał listy do Adolfa Hitlera, prosząc go o podjęcie działań przeciwko negatywnym doniesieniom prasowym na jego temat – i kłamał  przez całe życie, ilekroć pytano go o tę mroczną część jego przeszłości. Krótko mówiąc: książę Bernhard był dupkiem. I to delikatnie mówiąc.

Nie przeszkodziło mu to jednak w zwołaniu pierwszej konferencji Bilderberg w 1954 roku. Deutschlandfunk pisał o tym 2 czerwca 2010 roku w artykule zatytułowanym „Refeudalizacja i prywatyzacja władzy”:

Tak zwane Konferencje Bilderberg odbywają się corocznie od 1954 roku w różnych miejscach, utrzymywane w jak największej tajemnicy. Podobno spotkania mają charakter czysto prywatny, ale kiedy wpływowe osobistości ze świata biznesu i arystokracji zapraszają polityków na tajne rozmowy, nawet osoby niewierzące w teorie spiskowe są zaskoczone. (…) Tendencje do refeudalizacji. Oznacza to, że obok struktur oficjalnych, obok struktur demokratycznych, coraz większy wpływ zyskują struktury nieoficjalne. A te elity, te samozwańcze elity na szczycie, coraz bardziej się izolują.

Wśród tych samozwańczych elit był Józef Retinger , urodzony w Krakowie w 1888 roku i zmarły w Londynie w 1960 roku , który oficjalnie zainicjował założenie Konferencji Bilderberg. Retinger, którego rodzice zmarli wcześnie, był wspierany przez hrabiego Władysława Zamoyskiego , który pochodził z polskiej rodziny magnackiej, której historia sięga XVI wieku. W wieku 18 lat Retinger udał się do Rzymu i wstąpił do jezuitów. Następnie udał się do Paryża, gdzie studiował historię literatury na Sorbonie, a później kontynuował naukę w Monachium i Florencji. W 1909 roku Retinger, który według badań  (s. 6) historyka Mieczysława B. Biskupskiego twierdził, że „nie bez uprzedzeń antyżydowskich”, udał się do Londynu i studiował w London School of Economics, założonej przez członków Towarzystwa Fabiańskiego. Ta ścieżka kariery – i jego opiekun Zamoyski – zapewniły mu kontakty z prominentnymi osobistościami arystokracji, wojska, służb wywiadowczych, polityki i biznesu. Później Retinger odbywał kolejne delegacje do Austrii, Meksyku i Związku Radzieckiego.

Podczas II wojny światowej Retinger, jako doradca rządu polskiego na uchodźstwie, organizował spotkania przedstawicieli rządu. W ramach tych spotkań, w okresie od października 1942 do sierpnia 1944 roku, opracowywano powojenny układ celny krajów Beneluksu. Po zakończeniu II wojny światowej Retinger wykładał w londyńskim Chatham House  – znanym również jako „Królewski Instytut Spraw Zagranicznych”, ośrodku  imperialistycznej tajnej polityki, zainicjowanym przez Cecila Rhodesa i Alfreda Milnera, a kierowanym przez sekretarza Milnera, Lionela Curtisa . Cecil Rhodes był  finansowany od 1880 roku przez  klan Rothschildów , który wysłał Rhodesa do Afryki, aby wraz ze swoją firmą De Beers ustanowił monopol na wydobycie i handel diamentami . Tematem wykładu Retingera w Londynie było powstanie Unii Europejskiej po II wojnie światowej.

Retinger przemawiał do chóru w Chatham House. Lionel Curtis był członkiem-założycielem ruchu Okrągłego Stołu Cecila Rhodesa, wysoko postawionym członkiem organizacji będącej jego kontynuacją,  Przedszkola Milnera , i następcą Alfreda Milnera na stanowisku jego przywódcy. W tej roli zainicjował założenie Chatham House i Rady Stosunków Zagranicznych (CFR). Historia ruchu Okrągłego Stołu została szczegółowo opisana w arcydziele Carrolla Quigleya „Tragedia i nadzieja” (1966) oraz w jego książce poświęconej ruchowi Okrągłego Stołu „ The Anglo-American Establishment ” (1981). Quigley nie przesadzał wcale, stwierdzając, że wpływ grupy Okrągłego Stołu, a tym samym Chatham House, na bieg historii świata od początku XX wieku był zbyt znaczący, by pozostać tajemnicą. Historia i kontakty Josefa Retingera, a także jego kluczowa rola w powstaniu UE, po raz kolejny dowodzą, że Quigley miał rację.

Gdy Retinger organizował konferencje dla rządu polskiego na uchodźstwie w latach 1942-1944, był już sekretarzem generalnym Europejskiej Ligi Współpracy Gospodarczej (ELWZ), na której czele stał premier Belgii Paul van Zeeland, która później, w latach 1946-1949, przekształciła się w Ruch Europejski . Wkrótce po swoim wystąpieniu w Chatham House Retinger poleciał do USA na zaproszenie ambasadora USA w Wielkiej Brytanii, W. Averella Harrimana, gdzie nawiązał kontakt z Johnem Fosterem Dullesem , który pracował jako prawnik dla JP Morgan, Chase Bank, Narodowego Banku Belgii i IG Farben,  sympatyzował z Adolfem Hitlerem, popierał założenie Ligi Narodów — poprzedniczki Organizacji Narodów Zjednoczonych — i pełnił funkcję sekretarza stanu USA w rządzie Dwighta D. Eisenhowera w latach 1953-1959.

W wyniku podróży Retingera do USA, Ruch Europejski otrzymał znaczne wsparcie finansowe od rządu USA, CIA oraz Amerykańskiego Komitetu na rzecz Zjednoczonej Europy ( ACUE ), założonego w 1948 roku i kierowanego przez Williama J. Donovana, byłego szefa Biura Służb Strategicznych (OSS), oraz dyrektora CIA Allena Welsha Dullesa. ACUE pozyskało znaczną część swoich środków finansowych od Fundacji Rockefellera, która finansowała niezliczone projekty eugeniczne , oraz od Fundacji Forda, nazwanej na cześć Henry’ego Forda, również eugenika , którego antysemicki pamflet „Międzynarodowy Żyd” sprzedał się w ponad 500 000 egzemplarzy do 1922 roku. 

Podobna proeuropejska organizacja istniała w Wielkiej Brytanii – Ruch Zjednoczonej Europy . Została założona w 1946 roku przez Winstona Churchilla i barona Duncana Sandysa , zięcia Churchilla, który zetknął się z  Retingerem w 1947 roku. Biografia Sandysa stwierdza na ten temat:

„Postanowili zwołać małą konferencję istniejących organizacji działających na rzecz jedności europejskiej – Europejskiej Ligi Współpracy Gospodarczej, Ruchu na rzecz Zjednoczonej Europy, Nouvelles Equipes Internationales, Europejskiej Unii Parlamentarnej i Europejskiej Unii Federalistów. Odbyło się to w Paryżu 20 lipca 1947 r., gdzie ELEC, UEM, EPU i EUF zgodziły się na powołanie Komitetu Koordynacji Międzynarodowych Ruchów na rzecz Jedności Europejskiej. (…) W grudniu 1947 r. Komitet przemianowano na Międzynarodowy Komitet Ruchów na rzecz Jedności Europejskiej, a Sandys został wybrany na jego przewodniczącego, a Retinger na sekretarza generalnego. Komitet zorganizował Kongres Europejski, który odbył się w Hadze w dniach 7–11 maja 1948 r. z udziałem 750 delegatów z całej Europy. Po Kongresie Międzynarodowy Komitet przekształcił się w Ruch Europejski”. Sandys był członkiem Zgromadzenia Doradczego Rady Europy w latach 1950–1951.

Gdzie indziej, odnośnie Niemiec, czytamy:

„Eugen Kogon, przewodniczący Europa-Union od maja 1949 roku, odegrał kluczową rolę w założeniu Niemieckiej Rady Ruchu Europejskiego, zapraszając w styczniu 1949 roku około 90 prominentnych osobistości życia publicznego do utworzenia tymczasowego komitetu wykonawczego wraz z Duncanem Sandysem. Ruch Europejski został oficjalnie założony 13 czerwca 1949 roku jako Niemiecka Rada Ruchu Europejskiego w Wiesbaden. Na spotkaniu inauguracyjnym wybrano 252 wysoko postawionych członków z partii politycznych i różnych warstw społeczeństwa zachodnioniemieckiego. Prezesem założycielem był były przewodniczący Reichstagu Paul Löbe, który pełnił tę funkcję do 1954 roku. Kogon objął przewodnictwo komitetu wykonawczego Rady, a Hermann Brill został wiceprzewodniczącym. Wśród członków byli również Konrad Adenauer, Ludwig Erhard i Theodor Heuss”.

Nie bez powodu Retinger jest dziś uważany za „założyciela Ruchu Europejskiego i Rady Europy” – mimo że impuls i środki finansowe na jego działalność w tym zakresie najwyraźniej pochodziły z zupełnie innych kręgów. Artykuł w „The Telegraph” opisuje ogromny wpływ Anglo-Ameryki na powstanie UE 19 września 2000 roku, pod trafnym tytułem: „Eurofederaliści finansowani przez szefów amerykańskich służb wywiadowczych”.

Kiedy książę Bernhard i Retinger połączyli siły w 1954 roku, aby założyć Konferencję Bilderberg, to, co do siebie należało, połączyło się: wysoka szlachta, elity finansowe, eugenicy, byli naziści, dyplomaci z głębokiego państwa, wojskowi i agenci wywiadu. Nic więc dziwnego, że – według wewnętrznego raportu z konferencji – członkowie Bilderbergu zażądali podczas drugiego spotkania w Garmisch-Partenkirchen we wrześniu 1955 roku „najwyższego stopnia integracji” między państwami Europy „w jak najkrótszym czasie”. I właśnie tak się stało. George C. McGhee, były członek Komitetu Sterującego Bilderberg, otwarcie przyznał biografowi księcia Bernharda: „Myślę, że można powiedzieć, iż traktaty rzymskie, które ustanowiły wspólny rynek, narodziły się podczas tych spotkań”.

Traktaty rzymskie , które ustanowiły Europejski Obszar Gospodarczy (EOG), Parlament Europejski i Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS), zostały podpisane 25 marca 1957 roku. Fotografie z ceremonii podpisania w Palazzo dei Conservatori w Rzymie przedstawiają Konrada Adenauera, założyciela Le Cercle (któremu doradzał nazistowski bankier Hermann Josef Abs), założyciela Le Cercle Antoine’a Pinaya oraz innego niezwykle wpływowego  byłego nazistę  (zob. s. 78–159) – Waltera Hallsteina . Hallstein był członkiem licznych organizacji nazistowskich i jako prawnik reprezentował Trzecią Rzeszę w różnych procesach. Mimo to UE nadal uważa go za „dyplomatę na wskroś i siłę napędową integracji europejskiej”. Dzieje się tak, ponieważ Hallstein pełnił funkcję przewodniczącego pierwszej Komisji Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG) w latach 1958–1967.

Philip Glahé w swojej książce  „Amnesty Lobby for Nazi War Criminals” pisze na stronie 19, w rozdziale poświęconym „Heidelberskiemu Kręgowi Prawników”, który jest w tym kontekście niezwykle istotny:

„Stowarzyszenie, postrzegające siebie jako intelektualny think tank i strażnik prawa, prowadziło w dużej mierze dyskretną dyplomację amnestii, nigdy nie ujawniając się otwarcie. Grupa utrzymywała bliskie kontakty na najwyższych szczeblach niemieckiej polityki i dysponowała rozległą, wręcz międzynarodową, siecią kontaktów w środowisku akademickim, dziennikarskim i kościelnym. Jako jeden z niewielu podmiotów zaangażowanych w kwestię zbrodni wojennych, udało jej się uzyskać stałe poparcie ze strony Wysokiego Komisarza Stanów Zjednoczonych i czołowych przedstawicieli amerykańskich władz okupacyjnych.

Dzięki bliskim relacjom z federalnym ministrem sprawiedliwości Thomasem Dehlerem i sekretarzem stanu Adenauera w Kancelarii Federalnej, Walterem Hallsteinem, stowarzyszenie zyskało w 1951 roku status nieoficjalnego organu doradczego Kanclerza Federalnego. W ten sposób eksperci prawni mogli uczynić własne propozycje rozwiązania kwestii zbrodni wojennych oficjalną podstawą działań rządu federalnego i odegrać kluczową rolę w uwolnieniu, które nastąpiło do 1958 roku, ostatnich niemieckich zbrodniarzy wojennych przetrzymywanych w alianckich aresztach”. Jako ojcowie założyciele zachodnioniemieckiej nauki prawa, intelektualiści, politycy i sędziowie, członkowie koła wywarli również wpływ na historyczną i prawną interpretację „Norymbergi”, który znacznie wykraczał poza działalność stowarzyszenia i w niektórych częściach świata trwa do dziś.

Wspierany przez armię dobrze opłacanych biurokratów, to właśnie Hallstein tchnął życie w ten monstrualny twór, działający poza procesami demokratycznymi, reprezentujący partykularne interesy, a ostatecznie tyrański, który podporządkował sobie państwa narodowe Europy z Brukseli. W latach 1968–1974 Hallstein był również przewodniczącym Międzynarodowego Ruchu Europejskiego (EMI) – a w latach 1969–1972 zasiadał nawet w Bundestagu z ramienia CDU.

Europejski Bank Centralny (EBC) został założony w 1998 roku i jest instytucją, która, podobnie jak BIS, jest uważana za „ niezależną ” – eufemistycznie rzecz biorąc, zarówno BIS, jak i EBC stoją de facto ponad prawem. Euro zostało wprowadzone jako pieniądz elektroniczny w 1999 roku, a jako gotówka w 2002 roku, zastępując waluty krajowe. Eugenika jest obecnie nazywana bioetyką lub badaniami biospołecznymi – a kraje Europy kontynentalnej zostały podbite bez konieczności ponownej mobilizacji armii.

W ten sposób cel grupy, która spotkała się 10 sierpnia 1944 roku w Maison Rouge w Strasburgu, aby zaplanować utworzenie „Czwartej Rzeszy”, został osiągnięty. Unia Europejska jest bowiem właśnie tym „imperium finansowym”, które pragnęła stworzyć ta transgeneracyjna kasta zbrodniczych despotów. 

Tromtadracja w służbie bezpieczeństwa

Stanisław Michalkiewicz: Tromtadracja w służbie bezpieczeństwa

Za pierwszej komuny popularna była anegdotka o bacy, którego agitator namawiał do wstąpienia do kołchozu. – Oddalibyście baco do kołchozu konia? – Oddołbym. – A krowę też byście oddali? – Oddołbym. – A owiecki? Owiecki też byście oddali? – Ni, owiecek nie oddom. – Jakże to baco? Konia byście oddali, krowę byście oddali, a owiecek nie chcecie oddać? Dlaczego? – Bo mom.

Dlaczego o tym wspominam? Właśnie media doniosły o „historycznym” głosowaniu kongresmenów Partii Demokratycznej w Izbie Reprezentantów Kongresu w sprawie pomocy dla Izraela. Jak wiadomo, rząd Stanów Zjednoczonych regularnie wspiera Izrael kwotą około 4 mld dolarów rocznie. Autorzy książki „Lobby izraelskie w USA” piszą, że Izrael jest jedynym państwem, które z tej pomocy nie musi się rozliczać, więc pożycza tę forsę Ameryce na wysoki procent. Chętnie w to wierzę, bo od dziesiątków lat każdy prezydent USA przy zaprzysiężeniu składa Izraelowi coś w rodzaju hołdu lennego.

Prezydent przyrzeka mianowicie, że Ameryka będzie „wspierała” Izrael, bez względu na to, co on będzie robił. Znakomitą ilustracją tej lennej zależności Stanów Zjednoczonych od Izraela była wizyta Benjamina Netanjahu jeszcze za pierwszych jego rządów. Akurat izraelski Kneset podjął uchwałę o włączeniu Jerozolimy  do terytorium państwowego Izraela. Było to sprzeczne z linią polityki amerykańskiej, która wtedy stała na stanowisku, że Jerozolima powinna zachować status międzynarodowy.

Jednak Beniamin Netanjahu przemawiając w Kongresie powiedział, że „Jerozolima nie będzie podzielona już nigdy. NIGDY!” – powtórzył z naciskiem. Na tę sprzeczną z linią polityki amerykańskiej deklarację część kongresmanów wstała i zaczęła izraelskiego premiera oklaskiwać na stojąco. Widząc to, inni kongresmani, wprawdzie z ociąganiem, niemniej jednak, też zaczęli wstawać i klaskać. Niechby no tak który nie wstał, to zaraz amerykańscy Żydowie zrobiliby z niego marmoladę.

Dlatego teraz, kiedy premier Netanjahu przemawia w Kongresie, to żaden tamtejszy twardziel  się nie ociąga, tylko wstaje i klaszcze, zanim jeszcze mówca rozpocznie swoje przemówienie.

Cóż zatem takiego się stało, że aż ponad stu twardzieli z Partii Demokratycznej poparło poprawkę o skasowaniu pomocy dla Izraela? Nie jest tajemnicą, że Partia Demokratyczna robi bokami, więc każdy sposób uwodzenia tamtejszych suwerenów wydaje się dobry, a zwłaszcza – sposób bezpieczny. Ten sposób zaś był całkowicie bezpieczny, bo ponad 300 członków Izby Reprezentantów głosowało za odrzuceniem tej poprawki, czyli – za utrzymaniem dotychczasowej pomocy dla Izraela.

Trudno by kongresmani z Partii Demokratycznej nie wiedzieli, jaki będzie wynik głosowania, więc mogli podjąć próbę uwodzenia amerykańskich suwerenów – że oto są przeciwko wspieraniu Izraela – całkowicie bezpiecznie.

Tak samo zachował się Wielce Czcigodny prof. Przemysław Czarnek, kierując do Sejmu projekt przewidujący wstrzymanie dalszego futrowania Ukrainy. Z pewnością potrafi on liczyć do 460, więc nie mógł nie zdawać sobie sprawy, że jego projekt nie ma żadnych szans w głosowaniu. Zatem nie chodziło mu o to, by w jakikolwiek sposób ugodzić w Ukrainę  i jej interesy, tylko – by stworzyć wrażenie, że gdyby PiS miał władzę, to natychmiast futrowanie Ukrainy by wstrzymał. A  dlaczego zależało mu na wywołaniu takiego wrażenia?

Bo PiS coraz wyraźniej zaczyna czuć na plecach gorący oddech Konfederacji, która – zwłaszcza Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna – od samego początku opowiadała się przeciwko bezmyślnemu, nieodpłatnemu futrowaniu Ukrainy przez Polskę.

Teraz, kiedy na naszych oczach legła w gruzy cała polityka wschodnia zarówno w wydaniu PiS, jak i Platformy Obywatelskiej, w społeczeństwie narasta nie tylko świadomość tej katastrofy, ale i niechęć do dalszych poświęceń dla Ukrainy. Stało się to jasne zwłaszcza po proklamowaniu w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego.

Ta proklamacja oznacza, że Niemcy na razie porzuciły linię Bismarcka, według której Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją, na rzecz linii, jaką przyjęło Cesarstwo Niemieckie w roku 1917, pozwalając na utworzenie Ukraińskiej Republiki Ludowej, żeby szachować Rosję i utrzymywać w ryzach Polaków. W rezultacie Polska nie jest już ani Niemcom, ani Ukrainie do niczego potrzebna, więc obserwujemy cierpliwe i metodyczne wymiksowywanie Polski z polityki europejskiej,

Tak było w Londynie, gdzie Polska w ogóle nie została zaproszona i tak było we Francji, gdzie „koalicja antybalistyczna” powstała też bez Polski – której uczestnictwu sprzeciwiła się Ukraina – podobnie jak bez mocarstw bałtyckich. Tak oto na naszych oczach kształtuje się na wschodniej flance NATO rodzaj „szarej strefy”, która w perspektywie może z jednej strony być niemieckim posagiem, wniesionym z okazji reaktywowania strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego i sprowadzeniu Ukrainy do pierwotnej roli, dając jej tylko terytorialną rekompensatę kosztem Polski za tereny utracone już teraz na rzecz Rosji.

Bo przecież to cierpliwe i metodyczne wymiksowywanie Polski z europejskiej polityki nie jest celem samym w sobie, tylko narzędziem, przy pomocy którego będzie można osiągnąć cel w postaci przesunięcia Ukrainy na zachód, Niemiec – na wschód, a pozostałą resztę przeznaczyć dla Żydów, którzy będą wreszcie mogli zrealizować swoje majątkowe roszczenia w ramach obcinania kuponów od holokaustu.

Cóż mamy o tym myśleć, zwłaszcza po niedawnym potwierdzeniu przez specjalistkę Departamentu Stanu od holokaustu, panią Helenę Germain. Nawiasem mówiąc, któż może być lepszym specjalistą od holokaustu, jak nie Germanowie płci obojga? Nie o to jednak chodzi, tylko o deklarację pani Germany, że „nie wyobrażamy sobie” polskiego rządu z udziałem Grzegorza Brauna i Konfederacji Korony Polskiej. 

Krótko mówiąc, w Polsce może być tylko rząd na miarę wyobraźni specjalistów Departamentu Stanu od holokaustu.

Gdyby coś takiego powiedział w 1981 roku Leonid Breżniew, to w USA i „Wolnej Europie” podniósłby się klangor pod Niebiosa – że to „gewałt” na zasadzie samostanowienia narodów i demokracji. Tymczasem nasi Umiłowani Przywódcy, jak jeden mąż, a właściwie – jak jeden mężyk stanu  w rodzaju Księcia-Małżonka – podkulili pod siebie ogony.

W dodatku Naczelnik Państwa natychmiast postawił do pionu Wielce Czcigodnego Przemysława Czarnka, potwierdzając w ten sposób podejrzenia, że jest on tylko wydmuszką Jarosława Kaczyńskiego, jak wielu innych absolwentów Szkoły Liderów przy Departamencie Stanu USA, gdzie przyszli dygnitarze szkolą się, jak realizować  amerykańskie interesy, kiedy już stare kiejkuty dopuszczą ich do żerowiska.

Program wyborczy Tuska. MEM-y IX.

———————————————–

——————————————

—————–

————————————

——————————————-

———————————————

————————————————-

Dlaczego Trump próbuje rozpocząć nową wojnę z Chinami?

Dlaczego Trump próbuje rozpocząć nową wojnę z Chinami?

Larry C. Johnson

W obliczu szybko eskalującej wojny z Iranem, Trump najwyraźniej nie miał w czwartek wieczorem nic lepszego do roboty niż werbalny atak na Chiny za rzekomą ingerencję w wybory w 2020 roku. Chcę od razu jasno powiedzieć, że moim zdaniem Donald Trump został pozbawiony udziału w wyborach w 2020 roku, ale nie z powodu ingerencji zagranicznej. To było tradycyjne oszustwo wyborcze. W rzeczywistości Departament Sprawiedliwości Trumpa i FBI gromadzą w Georgii dowody, które prawdopodobnie potwierdzą, że Georgia oszukała Trumpa. Ale to historia na inny dzień.

================================================

W czwartek wieczorem Trump wygłosił w godzinach największej oglądalności 30-minutowe przemówienie w Sali Wschodniej, w którym przedstawił następujące twierdzenia:

Kradzież danych rejestracyjnych wyborców. Trump powiedział, że pliki rejestracyjne wyborców w 18 stanach, zawierające łącznie 220 milionów rekordów wyborców, zostały „kupione, skradzione lub zhakowane przez Chiny” i że Chiny dokonały „prawdopodobnie największej kradzieży danych wyborczych w historii”. Dodał, że pliki zawierały nazwiska, adresy i przynależność polityczną. Nazwał to „bezprecedensowym koszmarem dla bezpieczeństwa wyborów”. Przypisał te informacje grupie zadaniowej Białego Domu i Prezydenckiej Radzie Doradczej ds. Wywiadu Zagranicznego.

Produkcja kart do głosowania. Twierdził, że chińska ingerencja obejmowała „próbę wyprodukowania nielegalnych kart do głosowania” dla Bidena.

Zatuszowanie. Stwierdził, że „głębokie państwo” starało się ukryć „skalę złowrogiej ingerencji Chin w wybory” i że agencje wywiadowcze nie poinformowały wcześniej ani Białego Domu, ani Kongresu o włamaniu.

Jego motywem było to, że Chiny nie chciały, aby został ponownie wybrany – „walczyli jak diabli, żeby uniemożliwić wygraną Donalda Trumpa” – i zasugerował, że chińska ingerencja doprowadziła Bidena do władzy.

Maszyny. Powiedział, że dokumenty, które wkrótce zostaną opublikowane, pokażą, że państwa i grupy zagraniczne miały możliwość wpływania na działanie elektronicznych maszyn do głosowania i gromadzone przez nie informacje. Powtórzył również niepotwierdzone twierdzenia, że ​​Wenezuela próbowała manipulować amerykańskimi wyborami.

Ale zwróćcie uwagę, czego nie twierdził i czego nie może udowodnić – mianowicie, że Chiny wydrukowały karty do głosowania wstępnie wybrane dla Bidena i przemyciły je do kilku stanów, dając w ten sposób Bidenowi zwycięstwo.

O Boże! Co za bzdura. Ani jednego dowodu na to, że Chiny przemycały głosy lub manipulowały nimi, a mimo to wielu, którzy obserwowali Trumpa, było przekonanych, że to Chiny są wrogiem i należy się z nimi surowo rozprawić. To, co Trump zrobił dziś wieczorem, to jeden z najbardziej rażących przykładów propagandy mającej na celu wzniecenie wrogości.

W czasach, gdy Stany Zjednoczone są całkowicie uzależnione od Chin w kwestii pierwiastków ziem rzadkich, Trump uznał, że to dobry moment, by obrazić Chiny i zagrozić im. Myślałem, że Trump już sięgnął dna w dyplomacji… Myliłem się, bo sięgnął nowego dna. Nie zdziwiłbym się, gdyby Chiny ponownie podwoiły swoje wsparcie dla Iranu, by doprowadzić do upokarzającej porażki USA.

Źródło: Dlaczego Trump próbuje rozpocząć nową wojnę z Chinami?

=============================

mail: pomarańczowy orangutan przebił dno

„Wszystko jest na sprzedaż na Ukrainie” – handel organami, handel dziećmi i korupcja na szokującą skalę

Dziennikarz bije na alarm: „Wszystko jest na sprzedaż na Ukrainie” – handel organami, handel dziećmi i korupcja na szokującą skalę.

Dom Stenbocka za pośrednictwem Wikimedia

Dziennikarz bije na alarm: „Wszystko jest na sprzedaż na Ukrainie” – handel organami, handel dziećmi i korupcja na szokującą skalę.

W obszernym wywiadzie z Claytonem Morrisem z amerykańskiej stacji telewizyjnej Redacted, dziennikarz Chay Bowes przedstawia ponury obraz Ukrainy. Według niego, kraj ten jest przesiąknięty systemem, w którym korupcja, handel ludźmi i przestępczość zorganizowana od dawna są na porządku dziennym. Bowes opisuje państwo, w którym niemal wszystko ma swoją cenę – od paszportów i zwolnień ze służby wojskowej po ludzkie życie.

Państwo, w którym wszystko ma swoją cenę

Według Bowesa, na Ukrainie można kupić ukraiński paszport, zawierający całkowicie sfałszowane akta osobowe, za około 20 000 dolarów gotówką. Dowód wojskowy kosztuje około 5 000 dolarów , a zwolnienie z osławionej „maszynerii” na froncie kosztuje od 15 000 do 20 000 dolarów . Osoby dysponujące wystarczającą ilością pieniędzy i odpowiednimi koneksjami mogą nawet opuścić kraj za podobną kwotę.

https://twitter.com/RedactedNews/status/2077147608506638528/video/1

Bowes uważa, że ​​nie są to odosobnione przypadki zwykłych przestępstw, lecz raczej zorganizowany system, który może funkcjonować wyłącznie za wiedzą władz państwowych.

Zwraca uwagę, że zarówno rząd Ukrainy, jak i USA zdawały sobie sprawę z ogromnych problemów korupcyjnych. Sama strona internetowa Departamentu Stanu USA dokumentowała wcześniej powszechną korupcję na Ukrainie. Jednak po wybuchu wojny treść ta została po cichu usunięta lub zmieniona.

Handel organami: Żołnierze jako surowiec?

Szczególnie poważne są oskarżenia dotyczące podejrzenia handlu organami.

Bowes wyjaśnia, że ​​polegli lub ciężko ranni żołnierze często przez miesiące są oficjalnie uznawani za zaginionych . Podczas gdy rodziny na próżno czekają na wieści o swoich bliskich, ten status, jak twierdzi, może być również wykorzystywany do unikania płacenia świadczeń socjalnych.

Co więcej, coraz częściej pojawiają się doniesienia o zorganizowanej grabieży organów przez kręgi wojskowe. W tym kontekście Bowes powołuje się na śledztwa brytyjskiej gazety „The Guardian” , która ponad dziesięć lat temu szeroko opisywała korupcję w ukraińskim systemie opieki zdrowotnej.

Handel ludźmi i dziećmi na dużą skalę

Bowes podnosi również poważne zarzuty dotyczące handlu ludźmi.

Jeszcze przed wybuchem wojny w 2022 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych ostrzegała przed skalą handlu ludźmi przez Ukrainę. Powołując się na raporty Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) i Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR ), Bowes stwierdził, że w samym 2022 roku około 300 000 kobiet i dzieci padło ofiarą handlu ludźmi przez Ukrainę .

Jego zdaniem, mimo ostrzeżeń ze strony społeczności międzynarodowej, problemu tego nigdy nie udało się skutecznie zwalczyć.

Miliardy płyną pomimo oskarżeń o korupcję.

Zamiast tego USA, Unia Europejska i NATO zainwestowały na Ukrainie setki miliardów dolarów.

Według Bowesa nie działo się to pomimo znanej korupcji, lecz równolegle z nią – a nawet w ramach systemu charakteryzującego się korupcją.

Bowes oświadczył, że oprócz oficjalnych wypłat pomocy CIA przekazała kolejne 500 milionów dolarów z tajnych funduszy na operacje na Ukrainie.

Ci, którzy mówią prawdę, żyją w niebezpieczeństwie.

Bowes opisuje również konsekwencje, jakie odczują krytycy ukraińskiego rządu.

Twierdzi, że rozmawiał z ukraińskimi politykami i dziennikarzami, którzy – według ich własnych zeznań – musieli uciekać, zostali porwani, pobici lub grożono im śmiercią.

Przed ONZ Bowes zwrócił również uwagę na ogromne ilości zachodniej broni dostarczanej na Ukrainę. Według niego wiele z tej broni ginie w bagnie korupcji i ostatecznie trafia w ręce grup przestępczych – również tych spoza Europy.

„Brak zachęty do zakończenia wojny”

Bowes wyciąga z tego niepokojący wniosek.

Dopóki Ukraina pozostaje lukratywnym rynkiem zbytu dla dostaw broni i międzynarodowych przepływów finansowych, NATO nie ma realnej motywacji, aby zakończyć wojnę.

Według jego oceny sytuacja może zaostrzyć się tylko wtedy, gdyby postępy Rosji wymusiły podjęcie decyzji militarnej – włącznie z możliwą operacją pod fałszywą flagą lub użyciem tzw. „brudnej bomby” .

„Prawdziwy wróg zachodniego podatnika”

Bowes kończy swój apel zwracając się do obywateli krajów zachodnich.

Jego zdaniem powinni obawiać się nie tyle Rosji, co przestępczej oligarchii, która, jego zdaniem, kontroluje Ukrainę. System ten jest ostatecznie finansowany przez amerykańskich i europejskich podatników.

Bowes uważa, że ​​dopóki główne media nie zajmą się tymi zarzutami, a rządy Zachodu będą nadal stwarzać wrażenie, że bronią wyłącznie ideałów demokratycznych, machina ta będzie działać bez przeszkód.

Kryzys polityczny w Kijowie: Kurczący się Zełenski odsuwa popularnego ministra obrony

Kryzys polityczny w Kijowie: Kurczący się Zełenski odsuwa popularnego ministra obrony

Symplicjusz 17 lipca 2026 r. simplicius/political-crisis-in-kiev-as-shrinking

Wszystko wskazuje na to, że wiatr rewolucji wieje przez Ukrainę.

Wielkie tłumy zebrały się na proteście przeciwko decyzji prezydenta Zełenskiego o odwołaniu popularnego ministra obrony Mychajły Fiodorowa.

Od czasu swojego powołania na to stanowisko na początku tego roku Fiodorow miał odegrać kluczową rolę w walce z korupcją i przekształceniu AFU w siłę o jeszcze większej dominacji technologicznej.

Mając zaledwie 35 lat, Fiodorow był młody, przystojny, inteligentny, energiczny i z tego powodu stanowił bezpośrednie zagrożenie dla Zełenskiego, który, jak głosiły plotki, obawiał się, że Fiodorow sam szykuje się do ubiegania się o prezydenturę.

Jednak głównym powodem zwolnienia Fiodorowa miała być rzekomo sprzeczka z Syrskim, który sam jasno i wyraźnie powiedział Zełenskiemu, że sprawa dotyczy „albo mnie, albo jego”.

Krótko mówiąc, Syrski zmusił Zełenskiego do wyboru między nimi, ponieważ Fiodorow krytykował Syrskiego i chciał go usunąć. Co być może jeszcze ważniejsze, Fiodorow walczył o powstrzymanie masowych przekrętów w Ministerstwie Obrony, co było absolutnie niedopuszczalne, ponieważ „wysocy rangą urzędnicy” marnujący kontrakty wojskowe w zasadzie zamienili je w tłum i nie chcieli, żeby ktokolwiek odcinał im dopływ zachodnich funduszy.

W swoim przemówieniu Fiodorow wymienił 11 głównych problemów, jakie dostrzegł w Siłach Zbrojnych Ukrainy :

Fiodorow wyróżnił 11 głównych problemów:

1. Siły Zbrojne Ukrainy walczą na poziomie taktycznym, choć coraz częściej również na poziomie operacyjnym. Zasadniczo jednak „nadal walczymy taktycznie”.

2. System korpusów nie jest jeszcze w pełni ukształtowany. „Mamy korpusy, które odnoszą sukcesy, które co miesiąc posuwają się naprzód i nie tracą terytorium. Mamy też korpusy, w których dowódca jest zmieniany co miesiąc. Są korpusy, które wypracowały własną szkołę myślenia i filozofię, i są korpusy, w których nie wiemy nawet, ile mają brygad ani co się w nich dzieje. Wszystko zależy od organizacji, ale są korpusy, które nie rozdzielają wszystkich swoich zasobów wewnętrznie” – powiedział Fiodorow.

3. Brygady i korpusy zostały rozdrobnione. „Są brygady, które nie potrafią nawet określić, ile mają batalionów. Batalion jest wyciągany z jednej brygady i przerzucany do innej. W takich warunkach nie da się zbudować systemu zarządzania” – powiedział minister obrony.

4. Nikt nie jest pociągnięty do odpowiedzialności. „Odpowiedzialność zawsze jest przerzucana na kogoś innego. Zawsze ktoś inny ponosi winę, ciągle mówi się o śledztwie i o tym, żeby „wykryć winnego”” – powiedział Fiodorow.

5. Zaopatrzenie nie jest kierowane przez korpus. Fiodorow powiedział, że problem z zaopatrzeniem jest „fundamentalny”: „W ciągu ostatnich pięciu miesięcy kupiliśmy więcej dronów niż w całym ubiegłym roku, ale większość jednostek nie odczuła skutków, ponieważ wszystko jest dystrybuowane ręcznie: jeśli jesteś lojalny, dostajesz coś, jeśli nie, to nie… Dlatego uruchomiliśmy ten system. To były cztery miesiące piekła, ponieważ cztery miesiące zajęło nam uzgodnienie prostego projektu podstawowego zaopatrzenia brygad w drony”.

6. Ciągła wymiana dowódców.

7. Izolacja i toksyczne traktowanie tych, którzy przynoszą rezultaty. „Jeśli ci się uda, stajesz się gwiazdą, a potem trafiasz w ślepy zaułek. [Generał Mychajło] Drapatyi otrzymał trzecią naganę, do widzenia. Przepraszam, Drapatyi, myślę, że po tym przemówieniu dostaniesz czwartą naganę. Nie chciałbym, żeby tak się stało, ale nie mamy innego wyjścia, jak tylko o tym porozmawiać” – powiedział Fiodorow.

8. Nie da się zrealizować żadnego projektu systemowego. „Bo ciągle pojawiają się te same pytania: 'Ale dlaczego?’ i 'Ale jak?’” – wyjaśnił p.o. ministra obrony.

9. Kapitał ludzki ulega zniszczeniu bez odpowiedniej analizy. Fiodorow powiedział, że wykonali „ogromną pracę”, w tym analizę strat. „Ale decyzje o tym, kogo należy wspierać, kogo nie, kogo należy wzmacniać, a kogo nie, nie opierają się na danych. Opierają się na lojalności” – powiedział.

10. Blokowanie inicjatyw i „biurokratyczny ogień krzyżowy”. „Przez sześć miesięcy w Ministerstwie Obrony nie udało nam się zmienić struktury organizacyjnej, ponieważ Sztab Generalny odmawia jej zatwierdzenia: rzekomo nazwa jest błędna, coś innego jest nie tak albo rzekomo nie ma potrzeby wprowadzania nowych ludzi” – wyjaśnił Fiodorow.

11. Ciągła nieuczciwość. „Dotyczy to również mnie: twierdzenia, że ​​zleciłem śledztwo w sprawie Skelii, że rozpocząłem kampanię medialną, że zrobiłem to czy tamto” – powiedział p.o. ministra obrony. [Ukraińskie Państwowe Biuro Śledcze prowadzi dochodzenie karne w sprawie jednostki Skelia – 425. Samodzielnego Pułku Szturmowego – w związku z doniesieniami o co najmniej 26 zgonach osób niebędących żołnierzami, przemocy fizycznej i niewystarczającej opiece medycznej nad rekrutami. Dowódca jednostki został zawieszony, a władze badają obecnie zarzuty o systematyczne nadużycia – red.]

W odpowiedzi na powyższe Fiodorow zaproponował własne zmiany:

Dodał, że zaproponował zmiany we wszystkich punktach.

„Jakie rozwiązania proponowano wówczas? Radykalne decyzje kadrowe.Oznaczało to zmianę zarówno Naczelnego Dowódcy, jak i Szefa Sztabu Generalnego… Oznaczało to stworzenie środowiska, w którym mogliby rozwijać się silni liderzy, zamiast być hamowani lub stale upominani. Oznaczało to współpracę ze specjalistami IT i inteligentnymi ludźmi. Oznaczało to inne podejście do zarządzania. Oznaczało to mianowanie silnych dowódców korpusów. Jednostki szturmowe z dronami to fundamentalna zmiana w naszym sposobie myślenia o rozmieszczaniu piechoty: technologia musi być na pierwszym planie w walce. Powinniśmy stracić drony, a nie ludzi, i dopiero wtedy powinna wkroczyć piechota” – powiedział Fiodorow.

Zaproponował również „wyrównanie” linii frontu i wdrożenie doktryny opartej na zasadzie „nietracenia personelu tam, gdzie można tego uniknąć”, biorąc pod uwagę ukształtowanie terenu i sytuację.

„Alokacja wszystkich zasobów poprzez korpus – czyli personel, drony, artylerię, szkolenia… Ponieważ zdarzają się sytuacje, w których ostatecznie nikt nie jest odpowiedzialny za odcinek linii frontu” – powiedział pełniący obowiązki ministra.

Powiedział także, że zaproponował utworzenie Akademii Nowoczesnej Sztuki Walki, która miałaby wyszkolić nowych liderów zdolnych do dowodzenia sztabami i oddziałami, utworzenia konsorcjum jednostek balistycznych i antybalistycznych, zamknięcia przestrzeni powietrznej, odniesienia zwycięstwa w wojnie gospodarczej, a szerzej rzecz ujmując, przekształcenia sił obronnych i wykorzenienia korupcji w zamówieniach publicznych.

Jak widać, jest inteligentnym i kreatywnym myślicielem. Jednym z jego głównych zarzutów było stosowanie przez Syrskiego „mięsnych szturmów”: jak widać, zauważa, że ​​najpierw należy użyć dronów, a dopiero potem wysłać wojska. To jednak prawdopodobnie ujawnia fundamentalne niezrozumienie AFU i procesu Syrskiego. Syrski stosuje „mięsne szturmy”, ponieważ nie ma realnego wyboru, to jedyny sposób na wciśnięcie wojsk na rosyjskie flanki i utrudnienie działania rosyjskich frontów – w zasadzie, aby powstrzymać postępy, które wszędzie przesączają się przez ukraińskie linie.

Nie da się zastosować tak prostej, jednoznacznej logiki do wojny, jak czyni to Fiodorow. Gdyby AFU sztywno trzymała się tej nowej doktryny, biorąc pod uwagę obecną dysproporcję w poziomie potencjału obu stron, wojska rosyjskie prawdopodobnie posuwałyby się jeszcze szybciej, a ukraińskie linie frontu uległyby załamaniu. Krótko mówiąc: ukraińskie ataki mięsne, stosowane w ramach taktycznej „aktywnej obrony” – polegającej na drobnych, nękających kontratakach – to jeden z niewielu ukraińskich ratunków, mimo że są krwawe.

Teraz przeciwko Zełenskiemu wystąpiło wielu czołowych osobistości, w tym szanowany dowódca Połączonych Sił Mychajło Drapatyj, który w swoim poście na Facebooku .

Nawet oficjalne konto Deep State powiązane z AFU wezwało do usunięcia Syrskiego na rzecz Fiodorowa, wyrażając ogromną liczbę pozytywnych „lajków”:

Wiele innych osób zostało dotkniętych — na przykład słynny ukraiński ekspert ds. radioelektroniki Serhij Flash ze złością ogłosił, że został odsunięty od pełnienia obowiązków ze względu na fakt, że podlegał bezpośrednio ministrowi obrony Fiodorowowi, a teraz w efekcie stracił dostęp do wszystkich swoich dotychczasowych narzędzi i środków:

Od dziś nie jestem już doradcą Ministra Obrony Fiodorowa.

Drodzy producenci, deweloperzy i personel wojskowy, nie mogę już w żaden sposób pomagać wam na szczeblu Ministerstwa Obrony 😞. Przepraszam.

Bycie częścią zespołu Fiodorowa było dla mnie zaszczytem. Było wiele planów i pomysłów na przyszłość, ale niestety…

Nie mogę mówić o moich osobistych wyzwaniach i projektach, których teraz nie będę w stanie ukończyć. Ktoś inny musi nad nimi nadal pracować. Wojna trwa.

Miałem dostęp do różnych systemów i byłem w stanie analizować działania naszego wroga i przewidywać jego przyszłe kroki. Nie będę już mógł tego robić :-((.

Grupy wroga cieszą się, że nie ma mnie już w Ministerstwie Obrony 😞. Mój nastrój jest okropny. Ale nie zejdę ze swojej drogi i będę nadal bronił kraju i pomagał moim towarzyszom broni.

Mychajło Fiodorow, dziękuję ci za wszystko.

Wszystko to dzieje się w kontekście szerszych zmian wprowadzonych przez Zełenskiego, które doprowadziły do ​​rezygnacji premiera Swyrydenki:

https://www.yahoo.com/news/politics/articles/ukraines-prime-minister-resigns-zelenskyy-174622660.html

Reforma, której Zełenski nie przedstawił jeszcze szczegółowo, byłaby czwartą dużą reorganizacją jego rządu od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji.

Przewroty następują w krytycznym momencie, gdy Ukraina rzekomo osiągała „punkt zwrotny” w wojnie. Zełenski ogłosił swoją „40-dniową” tajną operację, która miała zakończyć się upadkiem Rosji i błaganiem Putina o zawieszenie broni. Zamiast tego, wydaje się, że sama Ukraina pogrążona jest w chaosie, a Zełenski został dziś zmuszony do wygłoszenia przemówienia za kuloodporną szybą z obawy, że jego rozwścieczeni nacjonaliści mogą się przeciwko niemu zwrócić.

Kurczący się człowiek w szklanej klatce.

Nie jest to dokładnie „optyka” przytłaczającej pewności siebie.

Coraz bardziej wydaje się, że nasza analiza była trafna, a ukraińskie „40-dniowe” działania PR były jedynie desperacką próbą odwrócenia uwagi od ostatecznego pogorszenia sytuacji na Ukrainie. Gdyby obecne wydarzenia na Ukrainie miały miejsce w Rosji, ton nagłówków w światowych mediach dorównywałby euforii z 1991 roku.

Owszem, Ukraina odnosiła pewne niezwykłe sukcesy, zwłaszcza w ataku na rosyjskie okręty na Morzu Azowskim w zeszłym tygodniu. Sukcesy te miały jednak doprowadzić do upadku Putina, a nie Zełenskiego – a ten drugi wydaje się obecnie znacznie bardziej prawdopodobny niż pierwszy. Nie wspominając już o tym, że Rosja zaczęła odpowiadać w podobny sposób, niszcząc Odessę i każdy statek wpływający do portu.

Nagranie wideo przedstawiające atak drona Geran na kontenerowiec płynący wczoraj do Odessy:

Agencja Reuters podaje wynik:

https://www.reuters.com/world/rosyjskie-ataki-mogą-ograniczyć-eksport-zbóż-z-Ukrainy-do-trzeciej-strony-2026-06-18/

W artykule zaznaczono, że Odessa obsługuje 6 milionów ton ładunków miesięcznie, a ze względów logistycznych maksymalnie 1 milion może zostać przekierowany do portów nad Dunajem.

FT wtrąca się:

https://www.ft.com/content/5c64e7a5-fe26-4f14-8d77-1d0f1d8a30d3

Jednocześnie Kijów na razie całkowicie wyczerpał zapasy rakiet Patriot, co doprowadziło do serii niszczycielskich ataków balistycznych, które Rosja przeprowadza teraz bez ograniczeń, bez żadnych przechwytów. Nawet Serhij Flash z Ukrainy był zmuszony odpowiedzieć, dlaczego kilka ostatnich ataków na Kijów nie miało żadnych syren ani ostrzeżeń. Jego powód jest dość pouczający – przeczytaj pogrubione poniżej:

Dlaczego czasami włączają się alerty dotyczące rakiet balistycznych po uderzeniu pocisku?

Wszystkie informacje o startach lub przygotowaniach do startów pochodzą od naszych partnerów.Nikt z nas nie wie i nie powinniśmy wiedzieć, w jaki sposób uzyskują te informacje, ale nie trzeba być geniuszem, żeby zrozumieć, że podstawowym źródłem informacji jest satelitarny monitoring miejsc startów i system rejestrowania zdarzeń związanych ze startem.Rakieta może dotrzeć do Kijowa w ciągu 2-4 minut, więc czas jest bardzo ograniczony. Każda awaria systemu spowoduje opóźnienie w odbiorze informacji. Żaden system nie jest idealny, więc awarie się zdarzają, a sygnał alarmowy może być opóźniony.Często zdarza się również, że ogłoszono alarm, ale nie doszło do startu. Dzieje się tak, ponieważ satelity wykrywają aktywność na stanowiskach startowych poprzedzającą start pocisku, ale z jakiegoś powodu sam start może nie nastąpić.Pamiętasz, ile razy w Orieszku rozległ się fałszywy alarm? Dzieje się tak, ponieważ satelity rozpoznawcze wizualnie wykrywają aktywność na stanowiskach startowych, ale nie jest jasne, czy do startu faktycznie dojdzie.




Krótko mówiąc, potwierdza on, że wszelkie wcześniejsze ostrzeżenia o rosyjskich atakach pochodzą wyłącznie od zachodnich „partnerów” Ukrainy – sama Ukraina nie ma możliwości ich wykrycia.

Potwierdził również, że podczas ostatnich ataków białoruskie „wieże przekaźnikowe” znów zaczęły działać, wspierając rosyjskie drony Geran, które według niego omijały granice Białorusi i atakowały stacje benzynowe w Małynie na Ukrainie:

Możliwe, że repeatery na Białorusi są nadal okazjonalnie używane do ataków na Ukrainę.

Dziś rano o 7:11 dron kamikaze Szahed zaatakował stację benzynową w Małynie. Według naszych danych radarowych, Szahed leciał wzdłuż granicy z Białorusią, następnie dotarł do Korostynia bezpośrednio nad autostradą, po czym zawrócił i przeleciał bezpośrednio nad linią kolejową do Małynu, gdzie zaatakował stację benzynową. Takie zachowanie jest typowe dla ręcznego sterowania dronem za pomocą kamery.
Odległość od punktu ataku do granic Federacji Rosyjskiej wynosi 260 kilometrów. To zbyt duża odległość, aby mogło funkcjonować bezpośrednie połączenie radiowe. W tym czasie w powietrzu nie było innych Shahedów (potencjalnych repeaterów).

Odpowiednie służby i jednostki wyciągną ostateczne wnioski po szczegółowym zbadaniu sytuacji.

Wróg desperacko potrzebuje zaatakować zachodnią część Ukrainy za pomocą Shahedów, wykorzystując sterowanie online, ale bez repeaterów na Białorusi nie jest to możliwe.

Nie wiem, czy Łukaszenka będzie w stanie oprzeć się „uporczywym prośbom” o retransmisje. Nie wykluczam też, że retransmisje mogą zostać zainstalowane bez wiedzy białoruskich władz. Można to zrobić szybko i łatwo. Dlatego powinni oni uważniej monitorować sytuację w swoim kraju.

Tyle w kwestii gróźb Zełenskiego, z których Łukaszenka rzekomo „wycofał się”.

Na razie ukraińska Rada ogłosiła miesięczną przerwę wakacyjną, nie zatwierdzając wyboru nowego ministra obrony:

Ukraiński parlament (Rada) udał się na miesięczną przerwę wakacyjną, nie mianując nowego ministra obrony ani ministra spraw zagranicznych, donoszą lokalne media.

Kluczowe decyzje personalne wciąż nie zostały podjęte, a kolejna sesja plenarna zaplanowana jest dopiero na 18 sierpnia.

Oznacza to, że kryzys pozostaje nierozwiązany niczym otwarta rana, co nie wróży dobrze Zełenskiemu i jego otoczeniu, szczególnie w czasie, gdy powinien on okazywać wielką „pewność siebie” wobec rzekomo „chwiejącej się” Rosji.

Wygląda na to, że jego 40-dniowa specjalna operacja wojskowa nie przyniosła oczekiwanych efektów, podczas gdy Rosja ponownie odnotowała w tym tygodniu duże postępy na całym froncie. Siły rosyjskie zbliżają się do Słowiańska-Kramatorska, a także nacierają w Zaporożu i na północnym froncie charkowskim.

Czy kolejne ataki na rosyjskie rafinerie i puste statki towarowe na Morzu Azowskim uratują rozpadającą się reputację Zełenskiego?

Jeszcze dorzucili. MEM-y VIII.

————————————————

————————————————–

——————————

—————————–

——————————–

——————————————————–

——————————————————————–

———————

Kres hegemonii Zachodu

Kres hegemonii Zachodu.

Adam Wielomski konserwatyzm.pl/wielomski-kres-hegemonii-zachodu

Dość często w formie felietonów i nagrań na YouTubie komentuję sprawy międzynarodowe, przy czym – jak łatwo zauważyć – moje analizy i oceny dość mocno różnią się od komentatorów tzw. głównego nurtu. Dlatego uznałem, że jako politolog z wykształcenia powinienem w końcu usiąść i spisać swoje refleksje.

Tak powstała moja najnowsza książka Kres hegemonii Zachodu. Narodziny świata wielobiegunowego 2022-2026, o której kilka słów chciałbym teraz skrobnąć dla tych, którzy jeszcze jej nie czytali.

Podstawowym problemem w stosunkach międzynarodowych jest metoda interpretacji procesów długofalowych, jak i konkretnych zdarzeń. W Polsce komentatorzy mają z tym duży problem. Podchodzimy do tego albo emocjonalnie, albo ideologicznie. Analiza emocjonalna wynika z tego, że kogoś lubimy lub nie lubimy. Dlatego każdy fakt jest oceniany na korzyść tego lubianego i na korzyść nielubianego, nawet jeśli fakt ten jest zmyślony. Wskutek tego analiza zdarzeń jest tylko „analizą”.

Doświadczamy tego od kilku lat, gdy hołubiona Ukraina była wiecznie wspaniała i bohaterska, a Rosja ciągle ponosiła klęski, upadała, a Putin zmarł w międzyczasie co najmniej z pięć razy, zdradzany przez wszystkich sojuszników, włącznie z Chinami. Równie fatalne „analizy” wynikają ze zmieszania ideologii z oceną tego, co się dzieje na świecie i gdzie są nasze interesy. Pcha to nas wiecznie do obozu „demokratycznego”, którego przywódcy traktują Polskę jako ekonomiczną i polityczną neokolonie, śmiejąc się z polskiej infantylności politycznej. Dlatego też pierwszy rozdział mojej książki poświęciłem mojej metodzie analizy stosunków międzynarodowych, którą staram się uwolnić od ocen emocjonalnych i ideologicznych, acz mam świadomość, że sama metoda w dużej mierze wynika z poglądów analizującego, przede wszystkim z jego poglądów antropologicznych, czyli z pewnej koncepcji człowieka i zachowań grup ludzkich zorganizowanych w państwa.

Jeśli kogoś moja metoda nie interesuje i chce się dowiedzieć jak oceniam sprawy międzynarodowe, to może pominąć rozdział pierwszy i przejść od razu do analizy polityki mocarstw w kształtującym się świecie wielobiegunowym. Tak, świat hegemonii zachodniej już się skończył i jest to fakt obiektywny. Istniał on w latach 1991-2022, gdy po rozpadzie Związku Radzieckiego Stany Zjednoczone nie miały godnego siebie rywala i mieliśmy – jak to nazywają Amerykanie – „moment jednobiegunowy”, gdy jedno mocarstwo kontrolowało cały świat. Towarzyszyły temu z jednej strony kolejne wojny w celu poskromienia „nieposłusznych” hegemonowi, a z drugiej strony postępująca globalizacja w postaci wolnego rynku światowego i procesów integracyjnych, czego przykładem była Europa zachodnia. Ale od pewnego czasu amerykańska hegemonia słabła. Nie, nie dlatego, że Waszyngton słabł. Przeciwnie, w odróżnieniu od UE siła USA cały czas rosła. Tyle, że spadała w relacji do wschodzących potęg, które rozwijały się szybciej i było ich kilka równocześnie. Chodzi przede wszystkim o Chiny, lecz także Indie i inne państwa Globalnego Południa, jak i o Rosję, która pod przywództwem Putina przezwyciężyła procesy rozkładowe epoki Jelcyna. Fakt, że Rosja od 2022 roku prowadzi wojnę i powolutku ją wygrywa pomimo wsparcia dla Ukrainy tzw. kolektywnego Zachodu i drastycznych sankcji ekonomicznych pokazuje, że można mu powiedzieć NIE w oparciu o Chiny (i nie tylko).

Dlaczego ludzie Zachodu przeoczyli moment utraty hegemonii? Moim zdaniem głównie dlatego, że potęgę oceniali w kategoriach PKB, a także popadli w samozachwyt i poczucie moralnej wyższości z powodu swojej demokracji i standardów prawo-człowieczych. Ten samozachwyt to tak naprawdę ukryty rasizm i protekcjonalne spojrzenie na świat, co prowadziło do niedostrzegania rzeczywistego układu sił.

Kres hegemonii Zachodu to wynik fascynacji PKB, które uważam za błędny miernik potęgi. Najważniejsza jest realna siła nabywcza (PPP), czyli ile za daną kwotę można rzeczywiście kupić w konkretnym państwie. Jest to szczególnie istotne w przypadku pomiaru możliwości militarnych. Gdy Rosja i Chiny płacą żołd żołnierzom to nie w stawkach amerykańskich, lecz własnych. Gdy kupują broń u siebie, a nie na Zachodzie, to po własnych cenach. Dla przykładu, PKB USA to 31 bilionów dolarów, gdy Chin 20 bilionów, lecz w PPP jest to dalej 31 bilionów w USA i aż 40 bilionów w Chinach. W Rosji wskaźnik PPP powoduje, że wydatki na zbrojenia tego państwa trzeba mnożyć przez 2,5. W efekcie USA wydają na zbrojenia bilion dolarów rocznie, gdy blok Chino-Rosji tylko ponad 0,4, lecz po przeliczeniu przez PPP okazuje się, że kwoty te są… praktycznie identyczne. Do tego dochodzi problem produkcyjny. W epoce globalizacji ekonomicznej wielkie korporacje przeniosły produkcję do Azji, która w tej chwili jest w stanie radykalnego sprzeciwu wobec amerykańskiej dominacji… Ale o tym szerzej w książce, do lektury której zapraszam.

Adam Wielomski

Kres hegemonii Zachodu. Narodziny świata wielobiegunowego 2022-2026, Pro Vita Bona 2026, stron 468.

Naród wielki, tylko elity k…y

Naród wielki, tylko elity k…y.

Jacek Tomczak konserwatyzm.pl/tomczak-narod-wielki-tylko-elity-k-y

Z okazji 83. rocznicy Krwawej niedzieli, w doborowym towarzystwie rozdawałem kwiaty lnu.

Zwykli ludzie wykazują o wiele większą wrażliwość na krzywdę pomordowanych rodaków niż „główny nurt” zanieczyszczonej rzeki, zwanej „polską sceną polityczną”.
Kwiaty lnu to symbol narodowego męczeństwa narodu, do którego mam zaszczyt należeć, ale też znak przypominający o podwójnym zbiorowym morderstwie: na ludziach i na pamięci.
Pierwszego dokonali ukraińscy zwyrodnialcy, zaopatrzeni w widły, siekiery i noże, inspirowani ideologią, której głównym twórcą był Dmytro Doncow. Ukraińscy zwyrodnialcy, którzy zrobili rzeczy tak potworne, że ich potomkowie do dziś nie chcą rozpocząć ekshumacji ciał ich ofiar na pełną skalę.


Sprawcą drugiego był cały „główny nurt” III RP, ramię w ramię działające PO i PiS, w tym prezydent Andrzej Duda strofujący wg mnie jednego z największych Polaków ostatnich dziesięcioleci, księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który dla wołyńskiej pamięci zrobił więcej niż cała nasza „elita” razem wzięta.


Mieliśmy do czynienia z wieloletnią ponadpartyjną współpracą tych od „historię zostawmy historykom” (nawet, gdybyśmy chcieli to zrobić – Ukraińcy nie dopuścili by ich do ekshumacji) oraz tych przekonanych, że w imię walki z Rosją trzeba zapomnieć o setkach tysięcy polskich ofiar banderyzmu.
Pamięć leczona ze stresu, kości przeliczane na euro – Polacy zabici tylko dlatego, że byli Polakami złożeni na ołtarzu „dobrych relacji sąsiedzkich”.
Pamiętam, że jeszcze niedawno dla funkcjonujących nad Wisłą mediów na początku lipca istotniejsze były obchody rocznicy zbrodni w Jedwabnem, gdzie w niejasnych okolicznościach zginęło kilkaset Żydów od obchodów rocznicy Krwawej niedzieli, choć w trakcie rzezi wołyńskiej zginęło ponad 100 tysięcy Polaków.
To naród powiedział, że tak nie można, to naród zaczął czuć coś, czego „elita” nigdy nie odczuła i nigdy nie odczuje. To naród wykazał godność, którą „elita” nazywa „nacjonalizmem”, tylko dlatego, że jej nie rozumie. To zwykli ludzie uznali, że zbrodnia wołyńska to nie żadna historia – a na pewno nie będzie nią do momentu, w którym skończą się wszystkie ekshumacje i do chwili, w której na Ukrainie stoi choć jeden pomnik Bandery czy Szuchewycza.


„Elita” nie boi się „nacjonalizmu” – boi się samej siebie i dyktatu wybiórczej amnezji, w jakim tresowała naród. A może i niczego się nie boi, skoro nie boi się UPA.
To kibice na stadionach i raperzy w piosenkach wyrazili uczucia zranionego narodu, który woła o pamięć i sprawiedliwość – wyrazili to, czego nie potrafią ci, co ostatnio mówią o pojednaniu – pojednaniu w imieniu ofiar, które chcieli zamilczeć, pojednaniu z banderowcami, którzy przecież podobno nie istnieją.

Naród ma dość tej ściemy – bla, bla, bla – „Na Ukrainie nie ma banderyzmu” – bla, bla, bla – „Skupmy się na przyszłości” – bla, bla, bla – „Obie strony są winne” – bla, bla, bla – „Dla Ukraińców to bohaterowie” – bla, bla, bla.
Marszałek Józef Piłsudski, koło którego pomnika w Otwocku rozdawaliśmy dziś kwiaty lnu rzekł słynne słowa: „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”. Pozwolę sobie się nie zgodzić, bo zamiast „ludzi” widziałbym w tym zdaniu „elity”.
Naród wygrał walkę o pamięć, dlatego wciąż potrafi być wielkim narodem.

Jacek Tomczak

Niedobór czy nadmiar?

Niedobór czy nadmiar?

16.07.2026 Grzegorz Ćwik wolnemedia.net/niedobor-czy-nadmiar

Jednym z najważniejszych filarów społecznej akceptacji neoliberalizmu jest jego mitologia. Kapitalizm bowiem wykracza zdecydowanie poza bycie tylko koncepcją czy systemem ekonomicznym lub gospodarczym. Mark Fischer pisze wprost o „Realizmie kapitalistycznym”, to jest kulturowej władzy neoliberalizmu, która powoduje, że ustrój ten traktowany jest jako nie posiadający alternatywy, konieczny, niemożliwy do zastąpienia i podważenia. W tym ujęciu realizm kapitalistyczny to prawdziwa, zgodna z arcykapłanem liberalizmu Fukuyamą, koncepcja końca historii – kapitalizm nastąpił po ustrojach feudalnych, autorytarnych czy niewolniczych, ale po nim nie będzie już nic innego i nowego.

Tak skonstruowany realizm kapitalistyczny posiada oczywiście swoją sferę symboliczną i aksjologiczną, neoliberalną mitologię. I musi tak być, bo przecież przeciętny człowiek często nie poparłby wprost idei wolnorynkowej wyłożonej wprost. Ale jej konkretne mity, „prawdy” i obiegowe opinie – już jak najbardziej. Niekiedy zresztą, a nawet całkiem często, mitologia neoliberalna urasta do miana naukowych (czy raczej „naukowych”) koncepcji, a te szybko stają się „obiektywne” i powszechnie obowiązujące, także w świecie akademickim. Znaleźć je można jako powszechnie akceptowane twierdzenia w podręcznikach, skryptach i codziennych dyskusjach ekspertów.

Jednym z największych takich mitów, wręcz konstruujących i będących jednym z filarów neoliberalizmu, jest definicja ekonomii. Otóż w każdej szanującej się wyższej szkole handlu, biznesu etc. dowiemy się, że ekonomia to sztuka wykorzystania i zarządzania zasobami w warunkach deficytu. Twierdzenie to, niby mające wyłącznie wartość naukowej definicji, w gruncie rzeczy jest ideowym manifestem oraz kierunkowskazem systemu, który z samej definicji opiera się na rosnących nierównościach, drenażu publicznych finansów i usług, oraz coraz większym kumulowaniu kapitału, a przez to władzy, przez wielki kapitał.

A co jeśli ekonomia to tak naprawdę sztuka zarządzania nadwyżkami – i to coraz większymi?

To, że w skali państw, regionów i wreszcie całego świata panuje nierówność, jedni mają więcej, inni mniej, jest sytuacją trwającą od zawsze. Absolutną równość i pełne zrównanie majątkowe ani nie jest możliwe, ani do końca pożądane. Czy chcemy ostatecznie, aby lekarz ratujący życie zarabiał mniej niż np. patoinfluencer?

Nierówności takie mają jednak pewne ramy – nie tylko Globalne Południe jest biedniejsze niż Bogata Północ, ale w ramach tejże Północy jedni mają więcej, inni mniej, a do tego na wszystko, w skali globalnej, nakłada się rosnąca wszechwładza korporacji.

A skoro rozpatrujemy całość globalnie, to zacznijmy od podstaw. Ile jest bogactwa na świecie i jak to się matematycznie rozkłada?

Profesor Ladislau Dowbor, powołując się na analizę UBS, podaje, że globalny majątek gospodarstw domowych szacowany jest łącznie na 463,6 bln dolarów i znajduje się w rękach 5,3 mld dorosłych na naszej planecie. Skumulowany majątek osobisty na świecie wynosi około 87 tys. dolarów na osobę dorosłą. W przypadku rodziny składającej się z dwóch dorosłych osób byłoby to 174 tys.

Co to znaczy? Wybitny ekonomista nie ma złudzeń: „Po raz pierwszy w historii ludzkości mamy wystarczająco dużo dla każdego, nie licząc wartości infrastruktury”.

Potwierdzają to dane dotyczące światowego PKB. Jeśli sumę tę – 110 bilionów dolarów – podzielimy przez 8-miliardową populację, zdamy sobie sprawę, że to, co dziś produkujemy w postaci towarów i usług, stanowi równowartość ponad 4,2 tys. dolarów miesięcznie dla czteroosobowej rodziny. To około 15,5 tysiąca złotych.

O czym świadczą te statystyki? Jeśli zestawimy je z odsetkiem osób na świecie dotkniętych ubóstwem, głodem, biedą etc., to okazuje się, że generalnie dobrobyt rozumiany jako dostępność dóbr rośnie szybciej niż liczba ludzi na świecie, więc uznać należy, że o ile kiedyś faktycznie można było mówić o niedoborach konsumpcyjnych i życiowych, o tyle dziś produkujemy i posiadamy wystarczająco dużo. Nie tylko aby zapewnić godne życie literalnie każdemu na świecie, ale także aby zwiększać ten poziom oraz rozwijać nasze gospodarki.

Skoro jest tak dobrze, to czemu nierówności rosną (bo rosną), a korporacje mają coraz więcej i więcej, nie tylko zresztą pieniędzy, ale przede wszystkim władzy?

Otóż ekonomia to faktycznie sztuka zarządzania. Tyle że nadwyżkami – oraz tak, aby generować niedobory. I taką definicję ekonomii neoliberalnej możemy przyjąć.

W świecie wolnego rynku bowiem następuje splot zjawisk, które ongiś Naomi Klein wyszczególniła jako główne filary neoliberalnych „doktryn szoku”: prywatyzacja, deregulacja oraz podatkowe przywilej dla najbogatszych. Stąd nie dziwi, że w świecie, w którym szarlataństwo Chicago Boysów jest obowiązujące, następuje tak ogromna akumulacja kapitału w rękach ostatecznie bardzo niewielkiej liczby podmiotów.

Prof. Dowbor pisze, że 80% kontroli nad wszystkimi korporacjami ponadnarodowymi sprawuje tylko 737 podmiotów. To oznacza skrajną nierówność skupienia i rozkładu władzy i wpływów. Do tego aż 40% kontroli nad wartością ekonomiczną tychże korporacji ponadnarodowych znajduje się w rękach zaledwie 147 struktur.

Możemy więc roboczo przyjąć następującą wizję rzeczywistości: ze względu na postęp technologiczny, informacyjny i ostatecznie polityczno-społeczny na całym świecie, jak również w większości regionów, wielkość produkcji i wytwarzanych dóbr i usług pozwala na mówienie o nadmiarze (nadwyżce). To z kolei oznacza, że możliwy jest stan ogólnego wzrostu poziomu życia. Tak się jednak nie dzieje, gdyż przeważająca większość nadwyżki skapuje do portfela niezwykle wąskiej grupy odbiorców, głównie korporacji i kapitału międzynarodowego, która kumuluje go w celu zwiększenia swej władzy i wpływów. Efektem jest nie tylko utrzymująca się nierówność i pauperyzacja kolejnych grup ludności (co wynika z ekspansywności neoliberalizmu i poszukiwania kolejnych sfer do drenażu), ale przede wszystkim rosnące wpływy polityczne i decyzyjne tychże podmiotów.

Jak podają oficjalne raporty dotyczące światowego rozkładu bogactwa: 62,5 mln ludzi – 1,2% dorosłej populacji – posiada 47,8% zgromadzonego bogactwa: 221,7 bln dolarów. 627 mln dorosłych – 11,8% ogółu – posiada 38,1% bogactwa: 176,5 bln dolarów. To, co można sklasyfikować jako niższą klasę średnią, ze zgromadzonym majątkiem 10-100 tys. dolarów, ma 13,0% majątku: 60,4 bln dolarów. A 2,818 mld dorosłych, 53,2% ogółu, posiada zaledwie 5 bln: 1,1%.

Wniosek, jaki wysuwa Ladislau Dowbor, jest druzgocący dla koncepcji neoliberalnej rozpatrywanej z perspektywy sprawiedliwości społecznej: „około dwie trzecie ludzkości jest wykluczone lub niepewnie włączone do systemu”. Trudno o bardziej dobitny dowód nie tylko na to, że ekonomia to sztuka zarządzania nadwyżkami, ale i na to, że w warunkach kapitalizmu sztuka ta służy skrajnie niewielkiej grupie osób.

I nie jest to przypadek lub anomalia. To celowa polityka, realizowana od kiedy kapitalizm w gruncie rzeczy powstał, ale przede wszystkim widzimy skokowy wzrost tego zjawiska od początku lat 80., gdy do władzy doszli Reagan i Thatcher, a sukinsyn Pinochet od paru już lat niszczył i terroryzował Chile ku pełnej aprobacie liberalnych heroldów „niewidzialnej ręki” – a nawet z aktywnym ich doradztwem i wsparciem.

O ile bowiem na Zachodzie po wojnie zapanował konsensu, wedle którego pracownicy i społeczeństwo mieli partycypować w zyskach i rozwoju ekonomicznym, o tyle dojście do władzy wspomnianych piewców neoliberalizmu odwróciło sytuację. W latach 1946-1980 dochód najbiedniejszych 50% wzrósł o 129%, natomiast najbogatszego 1% „tylko” o połowę. W USA do połowy lat 70. panował swoisty konsensus wśród Republikanów i Demokratów, że płace minimalne powinny rosnąć szybciej niż inflacja – to najłatwiejszy sposób na poprawę losu najgorzej sytuowanych. I faktycznie w tym czasie liczba milionerów i miliarderów w USA spadała, o tyle same Stany Zjednoczone stały się krajem niespotykanego dobrobytu i powszechnego awansu społecznego.

Od ponad 40 lat sytuacja jednak wygląda zupełnie inaczej, co połączone jest nie tylko z drenażem finansowym i ekonomicznym szeroko rozumianych klas ludowych, ale i całych państw oraz ich aparatury. Bo jeśli jeszcze kilka lat temu Brazylia posiadała rezerwy finansowe na poziomie 30 mld dolarów, a Argentyna zaledwie 10 mld dolarów, to spekulant Edward Jones obracał, według „Business Week”, kwotą 255 mld dolarów, a Merrill Lynch… tryliona dolarów!

Całość wynika nie tylko ze wspomnianej skrajnej deregulacji, ale także jej skutku w postaci zmiany struktury ekonomii i dywidend. Przesuwa się to bowiem z sektora produkcji do sektora finansowego lub jak kto woli: spekulacyjnego. Ten umożliwia wyprowadzanie kapitału i jego skupienie, także w rajach podatkowych i wszelkich innych formach wymykających się opodatkowaniu i nadzorowi, a w efekcie redystrybucji i sensownemu wykorzystaniu.

Tylko w 2015 roku 28 gigantów kontrolowało tak zwane produkty pochodne (spekulacyjne) o wartości 600 bln dolarów – to 8-krotność światowego PKB. W tym samym czasie na całym Zachodzie neoliberałowie powszechnie i bezustannie powtarzają o konieczności cięć, oszczędności, przeklętej austerity i okraszają to zawsze tym swoim durnym pytaniem: kto za to zapłaci?

We wspomnianych rajach podatkowych według Tax Justice Network i „The Economist” ukryte jest od 20 do 32 bilionów dolarów. Dla porównania: PKB światowe to w analizowanym okresie 73-80 bln. Dowbor przywołuje przykład Brazylii, w której nieproduktywne zawłaszczanie zasobów (odsetki, unikanie podatków i ulgi fiskalne) stanowi ponad 25–30% całego PKB.

Nie tylko jesteśmy już teraz w stanie produkować i tworzyć zasoby umożliwiające dostatnie życie pozbawione głodu i nędzy dla absolutnie każdego. Gdyby to, co jest nielegalnie i przestępczo zagarniane i wyprowadzane zostało z powrotem „wlane” do gospodarki społecznej, to ten dobrobyt byłby nawet o 30-50% większy.

Ale całość wybiega także poza samą analizę socjo-ekonomiczną.

Definicja (jak już wiemy – fałszywa) o ekonomii jako sztuce zarządzania niedoborami służyć ma także drenażowi umysłów i propagowaniu określonej wizji świata.

Po pierwsze – jest to ohydne, ale jakże skuteczne usprawiedliwianie biedy i ubóstwa. Bo skoro ekonomia zarządza niedoborami, to są one obiektywne, a więc ci którzy są biedni – muszą być biedni. To skrajnie protestancka wizja świata, gdzie jednym przeznaczone jest bogactwo, innym nie, ale całość oparta jest na boskich i niezbywalnych prawidłach. Do tego skoro jest to obiektywne, więc jest też należne oraz sprawiedliwe – gdyby ktoś miał otrzymać dar bogactwa, to by tak się stało, a skoro tak nie jest…

…to jest sam sobie winien. Czyli docieramy do kolejnego mitu neoliberalizmu: kowala swojego losu i self made mana. W tymże ustroju panuje przekonanie, że o tym, jak nam układa się życie, decydujemy tylko my: nasza praca, poświęcenie i zdolność do wyrzeczeń (jakżeby inaczej!). Skoro „społeczeństwo nie istnieje” i mamy określoną, z definicji za małą dla wszystkich pulę dostatku, a z drugiej strony „każdy pracuje na swój sukces”, to efektem jest obiektywny i sprawiedliwy podział bogactwa oraz biedy. Mówiąc językiem neoliberałów: „Dla ciebie nie wystarczyło, a poza tym jesteś sam sobie winien, mogłeś bardziej się starać”.

Drugi skutek to wspomniana obsesja wolnorynkowców w kwestii niszczenia finansów publicznych, czyli osławiona polityka austerity. Promowanie polityki oszczędności i cięć budżetowych nie ma służyć określonym celom fiskalnym czy budżetowym, ale określonej wizji rzeczywistości – oraz z niej wynikać. Skoro mamy niedomiar i wszystkiego za mało, to logiczne jest, że trzeba oszczędzać. Poczynając oczywiście od „fanaberii” typu ochrona zdrowia, komunikacja, edukacja, budownictwo społeczne, programy socjalne. A pokażcie liberała, który powie, że oszczędności należy zacząć od zastopowania drenażu finansów i wyprowadzania pieniędzy przez korporacje do rajów podatkowych. Prędzej (vide Mentzen i jego kancelaria) spotkamy liberałów, którzy jeszcze doradzają, jak to robić.

I po trzecie – skoro w tej wizji ekonomia to była i będzie sztuka zarządzania niedoborami i charakteryzuje się stałym brakiem nadwyżek, to nigdy nie będzie odpowiednio dużo zasobów i wytwarzanych produktów oraz usług, by starczyło dla wszystkich. Przy czym „dla wszystkich” rozumiem tak, że jesteśmy w stanie wyeliminować biedę, wykluczenie i głód. Zawsze usłyszymy: „jeszcze nie teraz”, „jeszcze nie osiągnęliśmy określonego poziomu ekonomicznego”, „musimy oszczędzać” etc.

Gdy mówimy o kapitalizmie, to pamiętać musimy, że nie chodzi tylko o określony model ekonomiczny i finansowy. Mówimy przede wszystkim o pewnym imaginarium i sferze kulturowo-symbolicznej, która posiada swoje mity, prawdy i całą przestrzeń aksjologiczną. Myśleć raczej powinniśmy o „kapitalizmie kulturowym”, bo to ze skrajnie zatomizowanych, indywidualistycznych i egoistycznych pobudek idea liberalna dopiero wyprowadza swoje koncepcje gospodarcze czy fiskalne.

Autorstwo: Grzegorz Ćwik
Źródło: NowyObywatel.pl

Wyjął z auta nóż i ponownie ruszył w kierunku naszej furgonetki


Fundacja Pro-Prawo do Życia Dzień dobry Panie Mirosławie. 
Zostałem napadnięty w Zielonej Górze. 


Jechałem naszą furgonetką ostrzegającą rodziców przed tzw. „edukatorami seksualnymi” i przymusową „edukacją zdrowotną” w szkołach od 1 września.

W pewnym momencie wyprzedziło mnie srebrne Audi. Auto zatrzymało się na środku ulicy. Wyszedł z niego mężczyzna i zaczął biec w kierunku naszej furgonetki.


Był agresywny. Uszkodził dwa lusterka i powyginał wycieraczki w naszej furgonetce. Potem zaczął przyglądać się oponom naszego pojazdu, po czym wrócił do swojego samochodu. Wyjął z auta nóż i ponownie ruszył w kierunku naszej furgonetki, najprawdopodobniej z zamiarem przebicia opon i grożąc mi.

W tym momencie wysiadłem z szoferki i w obronie własnej oraz naszego auta użyłem gazu.
Napastnik otworzył drzwi furgonetki i zaczął wyszarpywać z szoferki moje rzeczy, usiłował też ukraść mi plecak. Gdy po raz kolejny dostał gazem, rzucił mój plecak na ziemię i odstąpił od dalszego ataku, wracając do swojego samochodu.
W trakcie ataku wydawał się niezrównoważony. Gdybym nie użył gazu, nie wiadomo do czego jeszcze by się posunął.

Po odparciu ataku zamknąłem się w szoferce i wezwałem policję. Niestety, gdy patrol przyjechał na miejsce, napastnik już odjechał.

Okazało się, że był to Kacper K., znany naszej Fundacji aktywista LGBT i organizator Marszu Równości w Zielonej Górze. Sam pochwalił się napadem… publicznie na swoim Facebooku. 

Wcześniej Kacper K. kierował przeciwko naszej Fundacji akty oskarżenia do sądu, aktywnie domagając się ukarania nas za organizację kampanii „Stop pedofilii”, w trakcie której informujemy m.in. o tym, że liczni „edukatorzy seksualni” okazali się pedofilami. 

Warto w tym momencie przypomnieć, że Piotr K., wiceprezydent Gdańska ds. edukacji, który wdrażał w gdańskich szkołach program „edukacji seksualnej” według niemieckich standardów, został skazany prawomocnym wyrokiem sądu za molestowanie nieletniego chłopca. Piotr K. współpracował z aktywistami LGBT i również brał udział w działaniach przeciwko naszej Fundacji celem ukarania nas za ostrzeganie Polaków. Z kolei w Szczecinie lokalny lider LGBT trafił do więzienia za pedofilię. W krajach Zachodu liczni „edukatorzy” i aktywiści LGBT okazali się pedofilami.

Już za niecałe półtora miesiąca, od 1 września, uczniowie wracają do szkół, gdzie czeka na nich obowiązkowa „edukacja zdrowotna”, która ma zachęcać dzieci i młodzież do homoseksualnego stylu życia, masturbacji oraz „różnorodności” seksualnej. To wszystko szykuje grunt pedofilom, aby mieli łatwiejszy dostęp do ofiar. Dlatego działamy dalej.

W związku z napadem w Zielonej Górze chcemy teraz:

1) Skierować do organów ścigania wniosek o ukaranie Kacpra K. Pracuje już nad tym Centrum Prawne naszej Fundacji.

2) Kupić kolejne środki ochrony osobistej dla mnie oraz dla innych naszych wolontariuszy. Używamy sprawdzonego i skutecznego gazu w formie dużej gaśnicy. Jeden taki gaz kosztuje ok. 400 złotych.

3) Naprawić zniszczenia w furgonetce oraz ją zatankować, abym mógł dalej jeździć i docierać z ostrzeżeniem do kolejnych rodziców. Jedno tankowanie furgonetki do pełna to ponad 800 zł.

Oprócz agresji, napaści, wulgarnych i nieprzychylnych reakcji na naszą kampanię furgonetkową, spotykamy się też zawsze z wieloma głosami i gestami poparcia i podziękowania za prowadzenie akcji. W każdym mieście, które odwiedzam, napotykam na wiele takich sytuacji.
Serdecznie wszystkim dziękuję za wszelkie wyrazy poparcia. Dodaje mi to sił i odwagi do dalszej jazdy i uświadamiania Polaków, którzy w zdecydowanej większości są bierni wobec deprawacji dzieci i nie wiedzą co kryje się za „edukacją zdrowotną”.

W związku z powyższym, proszę Pana o pomoc. Pana wsparcie finansowe umożliwi mi naprawę i zatankowanie furgonetki, a naszemu Centrum Prawnemu podjęcie działań w celu pociągnięcia Kacpra K. do odpowiedzialności karnej.

Liczymy na Pana zaangażowanie. WPŁACAM Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Z wyrazami szacunku, 
Jan BieniasPodpis e-maila: Jan BieniasFundacja Pro – Prawo do życia
KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP.

Arcybiskup JÓZEF TEODOROWICZ: Niechaj wodze spierają się i swarzą. To jest Cud nad Wisłą.

[przypominam, bo ważne TERAZ; 24 wrzesień 2024 md]

Niechaj wodze spierają się i swarzą. To jest Cud nad Wisłą.

…Dziś pomóc mogą więcej wasze modlitwy, niżeli nasza sztuka wojenna…

[Wstęp do książki płk. Franciszka Arciszewskiego „CUD NAD WISŁĄ, rozważania żołnierza”, Veritas, Londyn, 1957]

[ Ze zbioru kazań pt. NA PRZEŁOMIE, stronica  251. Nakład Księgarni Świętego Wojciecha. Poznań  – Warszawa – Wilno ‹- Lublin, rok 1923. ]   

[Jesteśmy dumni, że wiek temu mieliśmy TAKICH arcybiskupów i TAKICH żołnierzy. By się TERAZ przydali.. MD]

Wyciąg z kazania ks. arcybiskupa JÓZEFA TEODOROWICZA wypowiedzianego w katedrze warszawskiej w 1920 r., podczas nabożeństwa dziękczynnego za oswobodzenie stolicy i kraju od najazdu bolszewickiego.

===============

Ciężkie były zmagania się Izraela z Amalekitaini; bitwa rozgorzała wielka. Po jednej i drugiej stronie równy zapał ożywiał żołnierzy i wodzów. Nikt nie mógł rozróżnić, nikt rozpatrzyć, na która stronę przechyli się szala zwycięstwa. A wtedy Mojżesz odszedł, ażeby z dala od wrzawy i zgiełku bitwy do Pana się modlić. I wznosił obie dłonie w błagalnej modlitwie i jął zaklinać Boga, ażeby błogosławił orężowi Izraela. W tej samej chwili szyki wroga zachwiały się i cofać poczęły, a Izrael następował na nie. Lecz wysoko wyciągnione w górę ręce Mojżesza w zemdleniu poczęły opadać. Jak gdyby na dany znak, gdy osłabła modlitwa, wróg w lot poprawił trudne swoje położenie i odwrócił się, ścigany, jak gdyby czując słabość w Izraelu. I znowu losy bitwy poczęły być dla ludu wybranego wątpliwe. Jak fala zawrócona w biegu, odbita od twardej skały, tak duch Izraela cofał się i słabnął. A wtedy Mojżesz wznosił znów dłonie ku Panu i, o dziwo, Izrael na nowo poczynał brać górę. Az się spostrzegli i opatrzyli Mojżesza towarzysze, i wzięli jego ręce w swoje dłonie, i trz mali je wyciągnięte ku niebu. i juz szczęście wojenne trwale było przy Izraelu. I trzymali dłonie Mojżeszowe tak długo, aż ostatecznie zatryumƒował lud wybrany i w surmę zwycięstwa uderzył. (Ks. Wyjścia XVII,  8-16) 

Patrzcie, jak w tym wizerunku sprzęgają się i wzajem wspomagają: duch męstwa żołnierza i duch modlitwy. Bitwa ta rozgrywała się niezawodnie podług wszelkich praw znanej ówczesnej strategii. Losy przegranej, czy zwycięstwa ważyć się zdawały tylko podług rachunku ludzkiego, tj. gorszych czy lepszych planów strategicznych, większej czy mniejszej liczby żołnierzy, większej czy mniejszej sprawności wodzów.

I każdy historyk wojenny mógł śmiało uczniom wykładać, gdzie i w której chwili i dlaczego losy bitwy przechyliły się na tę, czy na tamta stronę.  A jednak i plany wojenne, i męstwo żołnierza, i zdolności dowódców nie rozegrały tej walki. Wszystko to, co bitwie stanowi, było narzędziem tylko w ręku niewidzialnego Wodza, który podług miary i wagi układa sam swój plan bitwy.

Nie miesza się On cudownie w zastępy walczących, nie zsyła Aniołów swych z nieba, by hufce mdlejące zasilały, bierze jednak w swe ręce to, co się wymyka z wszelkich i najlepszych obliczeń rycerskich dowódców i czego nie dosięgnie ni zapał, ni bohaterstwo żołnierzy; bierze On w swe ręce to, co się wydaje czystym przypadkiem albo jakimś niedopatrzeniem czy nie-doliczeniem, i wciąga to w swój rachunek, w swój plan, i albo daje przegrana albo też darzy zwycięstwem. 

Ten obraz żywo mi staje przed oczyma, kiedy dziś wespół z wami wspominam przed Bogiem ciężkie dni oblężenia Warszawy. Wasze wielkie wysiłki i ofiary, złożone w obronie stolicy przed straszliwym wrogiem, ale tez i wasze gorące po świątyniach modlitwy, wasze nowenny, wasze spowiedzi i wasze Komunie św., na intencję wybawienia Polski przyjmowane.

Niechaj wodze spierają się i swarzą, niech długo i uczenie rozprawiają, jaki to plan strategiczny do zwycięstwa dopomógł. Będziemy im wierzyli na słowo i słuszność im przyznamy. Ale cokolwiek wypowiedzą, nigdy nas o jednym nie przekonają, by plan, choćby najmędrszy, sam przez się dokonał zwycięstwa.

Jeżeli w każdej bitwie, nawet najlepiej przygotowanej, przy doborze wodzów i żołnierza, przy planach genialnych, jeszcze zwycięstwo -waha się niepewne, jeszcze zależnym jest od gry przypadków, a raczej od woli Bożej, to cóż dopiero mówić tutaj? – Tu, pod Warszawą, taka była pewność przegranej, że wróg telegramami światu oznajmił na dzień naprzód jej zajęcie. Sam zas wódz francuski, który tyle zasług niespożytych położył około obrony naszej stolicy, gdy go nuncjusz zapytał w przededniu bitwy. czy liczy na zwycięstwo – odpowiedział znacząco: „Dziś pomóc mogą więcej wasze modlitwy, niżeli nasza sztuka wojenna“. Istotnie modlitwy pomogły. Nie ujęły zasługi wodzom, ni chwały męstwu żołnierzy; nie ujęły tez wartości ofiarom i wysiłkom całego społeczeństwa; ale modły bitwę rozegrały, modły cud nad Wisłą sprowadziły.

Dlatego cokolwiek mówić czy pisać się będzie o bitwie pod Warszawą, wiara powszechna nazwie ją cudem nad Wisła, i jako cud przejdzie ona do historii.

Zupełnie podobny to cud do cudu pod Częstochową. Dzieje pisać o nim będą i takimiż złotymi upamiętnią, go w sercu narodu głoskami, jak pisały i wspominały obronę Częstochowy. Tu i tam czerń zalała Polskę, tu i tam od zdobycia jednego grodu losy Polski zawisły; tu i tam boje i zwycięstwo uwieńczone zostały cudem Pańskim. W niczym cud pod Częstochową nie obniży wartości męstwa broniących grodu żołnierzy; ni jednego nie uszczknie lauru ze skroni Kordeckiego. Bóg, czyniąc cuda, nie przytłacza i nie niszczy chlubnych wysiłków swojego stworzenia;  owszem, tam, gdzie i największe ofiary przed przemagającą siłą ustąpić musza, cudem je wspiera  zi cudami bohaterstwo wieńczy. Pycha to tylko, bałwochwaląca siebie, zdolna jest tak wysoko się wynieść, iż Bogu samemu urąga, dumnie w przechwałkach wołając: O cudach nam mówicie, cuda nam głosicie?  Zali to nie ramię nasze ocaliło Warszawę? zali to nie  geniusz wodzów ja zbawił? 

Tylko tym, co się mienia bogami na ziemi, wydaje się Bóg i Jego moc i Jego łaska jakąś konkurencją niepożądaną, która z zasług ich odziera. Nie za sługi Pańskie, ale za wcielone bóstwa uważają się ci, którzy ze śmiesznej i zuchwalej nadętości tak mówią.

Veni, vidi, Deus vicit” – Przyszedłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył – powiedział Sobieski pod Wiedniem.  Pytam się was, czy te słowa pokory i wiary umniejszyły w czymkolwiek lub obniżyły bohaterstwo króla i wodza? czy uszczknęły co z wawrzynów, jakie potomność i historia włożyły na skroń jego?

Nic,  zaiste, raczej mu ich przymnożyły: bo przepoiły jego  bohaterstwo wdziękiem niezwykłym, ze tak kornie o sobie trzymał, a nie nadymał się pysznie i nie  wynosił. Rzuciły te słowa na czoło królewskie aureolę, utkaną z promieni wiary, które Jana III pasują na chrześcijańskiego rycerza.

Można więc śmiało powiedzieć, ze te piękne i korne słowa wieńczą i zdobią jego skronie jeszcze wdzięczniej, niż samo męstwo. W słowach jego tkwi prawdziwa filozofia ducha wojen, w których Bóg, rozrządzający losem narodów, przegraną lub zwycięstwem dla swoich posługuje się  celów. Tkwi w nich obraz i symbol takich zwycięstw, które, jak zwycięstwo pod Warszawą, tylko w sposób nadprzyrodzony wyjaśnić i wytłumaczyć można.  Deus vicit! – powtarzamy za naszym zwycięskim królem, kiedy dzisiaj wspominamy o naszych przejściach strasznych i wielkim zmiłowaniu Bożym.  Deus vicit – Bóg zwyciężył! – zawołamy tym wszystkim, którzy by ludzkiej mocy czy zręczności wyłącznie przypisywać chcieli zwycięstwo i wiązać je nie z nadziemska pomocą Bożą, ale tylko z wojennymi planami. 

Cóż tu mówić dużo o planach, skoro przejścia do Warszawy dla wroga, jak się pokazało później, podobne były do nici pajęczej, którą trochę silniejszy napór albo trochę słabsza obrona każdej chwili mogły przerwać? Nie plan strategiczny rozstrzygał o ocaleniu Warszawy, skoro pozostawiał punktu obrony niezabezpieczone. Plan to inny ocalenie przyniósł. Plan ten skreślony był ręką Bożą a tworzył go i wykonywał  Duch Pański. Czego nie zdołał ni zabezpieczyć ni przewidzieć plan ludzki, to zabezpieczył i przewidział plan Boży. Gdy za słaba była obrona na przedmościu warszawskim i wróg już począł zwycięsko napierać, wtedy, jak spod ziemi dobywa Duch Boży serca bohaterskie… Kiedy szeregi wojsk poczynają się łamać, coƒać i pierzchać, wtedy Wódz Niebieski odkomenderowywa poruszeniem wewnętrznym kapelana Skorupkę i ten pierzchających zawraca, a śmiercią męczeńską zwycięstwo zabezpiecza. Bóg  to jeden do warunków, do potrzeb, do chwili odnajdywał i wydobywał serca, poddawał im szczęśliwe  natchnienia, uzbrajał męstwem bohaterskim i przez  nie swoje przeprowadzał plany.

To, co jest najsłabszą stroną w planie strategicznym człowieka, to właśnie stanie się najsilniejszym w planie nadprzyrodzonym, Bożym… Bóg, który bohaterów wzbudził, który ich przewidział i wybrał, na właściwym miejscu- postawił  i w chwili stosownej użył, czyż nie wsławia w nich  imienia swojego? czyż przez nich chwały swej nie rozgłasza?  A jak jedni papierowe plany, Bożej przeciwstawiają mocy, tak znowu inni twierdza, że zwycięstwo pod Warszawa było łatwe, bo wróg był wyczerpany.  Wyczerpany? On przecież gonił, duchem zwycięskim  ożywiony, naszego żołnierza aż pod Warszawę. Taka gonitwa wyczerpywała wojsko nasze, ale nie jego siły.  Poczucie tryumƒu i zwycięstwa jest i w najsłabszej armii zadatkiem potęgi, podobnie jak poczucie przegranej jest i w najpotężniejszej zadatkiem jej słabości i rozgromu. I gdyby naprawdę wróg czuł się słabym, toć właśnie tutaj skupiłby wszystkie swe siły, ażeby ostatecznym uderzeniem zwycięstwo sobie zapewnić.  Czy jednak czuł on naprawdę niemoc swoja? Czyżby rozgłaszał światu swoje zwycięstwo jako dokonane, i narażał tak siebie na ośmieszenie i poniżenie, gdyby zwycięstwa tego nie był sam pewien? A czyżby rozdzielał armie swoje najniepotrzebniej i jedne oddziały wysyłał ku Niemcom, a drugie ku Warszawie, gdyby co do obliczeń swoich nie był upewniony? Zapewne w takim rozdzieleniu sił był olbrzymi błąd strategiczny, który tylko oczywistemu zaślepieniu przypisać można.

Był to błąd podobny do tego jaki popełnił Absalon, ścigając wojsko Dawida. Zamiast uderzyć na oddziały jerozolimskie cała siłą, jak mu radził Ahitophel, poszedł on raczej za złą radą Chuzy i ociągał się, pewien, iż stanie się to, co ma Chuza zapowiadał:  „Przypadniemy nań a okryjemy go, jako zwykła rosa  padać na ziemię, a nie zostawimy z mężów, którzy  z nim są, ani jednego” (Por. II Król. XVII, 12)

Tak samo myślał wróg o grodzie naszym; sądził on, że może swobodnie dzielić wojska, bo i tak stolica Polski, jak dojrzały owoc z drzewa, na pewno mu się dostanie. Bóg dopuścił, że nieprzyjaciel upoił się pycha i pewnością siebie i zaślepił się.

Mówił mi jeden z generałów: ,,Pod Warszawa Bog zdziałał cud”.

Pomijam już wszystko inne, ale podobnie szalony plan, jak rozdzielenie sił wojennych przez bolszewików w pochodzie na Warszawę, tylko jakiemuś szczególniejszemu zaślepieniu przez Boga przypisać się musi.  Myśmy zaś wówczas, patrząc na to, mogli powtarzać za Prorokiem: Wypuścicie z piersi waszych okrzyk wojenny, a mimo to zniszczeni będziecie. Wnijdźcie w narady, a one będą rozerwane i unicestwione. Dawajcie jakie chcecie rozporządzenia, a one się staną bez skutku, albowiem Bóg jest z nami. (por. Iz. VIII,  9-10). Prawdziwie, kiedy się rozejrzymy w całym planie i dziele, wołamy z Prorokiem: „Oto Bóg Zbawiciel  mój… moc moja i chwała moja Pan, bo stał się wybawieniem“ (Iz. XII, 2).

Nie z nas to, o Panie, nagle wystrzelił promień nadziei. Z nas było tylko przygnębienie, z nas mówiło zrozpaczenie, kiedyśmy hordy dzikie pod Warszawa ujrzeli. Z nas szły tylko cienie, które chmura czarnej nocy przysłaniały oczy nasze. Ty to pośród ciemności rozpaliłeś światło, Ty w zwątpieniu wskrzesiłeś nadzieję, Ty w omdlałej naszej duszy rozpaliłeś płomień  życia, miłości i bohaterstwa. Bohaterstwo zatętniło w skroniach naszego polskiego żołnierza, a ono dziełem było rak Twoich. Ty je spuściłeś z niebios na jego rozmodloną przed ołtarzami Twymi duszę. Bo żołnierz w rozsypce, który od tygodni całych miał tylko jedno na myśli – ucieczkę, żołnierz wyczerpany na ciele i na  duchu, żołnierz zwątpiały, który wierzył święcie  w przegrana, a zrozpaczył o zwycięstwie, taki żołnierz  tylko od Ciebie, tylko z serca Twojego mógł zaczerpnąć  nowej wiary, nowej ufności i nowego zapału. Czym on był wówczas sam przez się, 0 tym świadczył ten oddział, który w chwili poczynającej się bitwy, wbrew zakazom, cofnął się z pola, oddając na pastwę wroga losy ostatecznej rozegranej. Oto czym był wówczas żołnierz sam z siebie, lecz w lwa się przemienił, gdyś Ty, o Panie, tchnął weń moc Twoją. «  A kiedyś nas tak przemądrze wspierał i wspomagał, nie spuszczałeś jednocześnie i wroga. z oczu.  – Nas oświecałeś, o Panie, a wroga naszego zaślepiałeś; w nas wskrzeszałeś ufność i wiarę, a jemu zatwardnieć dałeś w wyniosłości i pysze; z nas dobywałeś płomień bohaterstwa i wysiłki najszczytniejsze,  kiedy tymczasem u wroga pewność zwycięstwa wywoływała lekceważenie i nieopatrzność.

Teraz już rozumiemy, teraz już wiemy, teraz już czytamy plany Twoje, o Panie. Dziełami Twymi przemawiasz do nas tak, jak przemawiałeś do Izraela przez Izajasza Proroka, który o Tobie i w Twoim imieniu powiedział: Znam Ja me plany, którem powziął względem was – to plany na pokój, a nie na nieszczęście; aby wam przyszłość tworzyć i dać nadzieję (Jer. XXIX, 1,1).

 -Jak zaś sama obrona Warszawy, tak i moralne jej skutki świadczą o zmiłowaniu Bożym i o dziele Bożym. Bóg przez swój cud pod Warszawa dał nam odpowiedź wymowną na nasze trwożne pytania, które rozpacz ciskała na usta. Patrząc na zwycięskie hordy, następujące na stolicę, pytaliśmy: Dlaczego dopuściłeś to wszystko na nas, Panie? Bóg odpowiada: Jam was  na to nawiedził, ażeby mój lud poznał Imię moje;  dlatego pozna on w ten dzień, iż to Ja jestem, który  mu mówię.: otom tu jest (por. Iz. LII, 6).

Poznaliśmy Imię Pańskie w dzień wskrzeszenia Polski, ale dusze nasze wkrótce odbieżały od Jego świętego imienia, i pilno nam było imię własne wywyższać i wynosić. I Bóg dopuszcza na nas straszne nawiedzenie i ratuje nas z niego cudem swoim, ażebyśmy przez nowe przeżycie poznali, iż to On  prawdziwie jest pośród nas. W odpowiedzi zaś swojej cudzie swoim Bóg nam ukazał przyszłość naszą.

Pod Warszawą zrozumieliśmy: albo ogarnąć się damy hordom i nawale od Wschodu, a wtedy utracimy i byt nasz i duszę naszą, lub tez staniemy przeciw niej, ażeby wybawić siebie, a murem ochronnym stać się dla świata.

Przez cud swój pod Warszawą Bóg powiązał przyszłość naszą z przeszłością. Powiązał i sprzągł myśl swoją względem nas z dnia wczorajszego dniem dzisiejszym i jutrzejszym. I odzywa się do nas Bóg, jak się odzywał do Izraela przez Izajasza Proroka:  Narodzie, oczy twoje patrzą na Mistrza twego, i usłyszą  uszy twoje słowa napominającego: Ta jest droga,  chodźcie po niej, a nie ustępujcie ani na prawo, ani  na lewo (por. Iz. XXX, 20-21).

Cud pod Warszawą był też pochodnią, rozpaloną przez Boga, w której blasku ujrzały narody przeznaczenie Polski. Na co to – pytały – i dla jakich to celów Polska powstała i pośród nas stanęła? Na to odpowiada Bóg przez cud pod Warszawa – by murem ochronnym wam była, tarczą waszą i puklerzem waszym.

Bo ani wiedziały, ani się domyśliwały nawet narody, jak wielkie ma Polska dla nich znaczenie i przeznaczenie.  Oprócz wiernej sojuszniczki Francji, wszystkie inne państwa zostawiły nas w chwili oblężenia pod Warszawą własnemu losowi. Były pośród nich i takie nawet, które utrudniały dowóz broni i amunicji do stolicy. Inne z uśmiechem sceptycznym na ustach wołały, wzruszając ramionami: Już przepadli, już zginęli! Ze szpalt zaś prasy narodów, nawet z nami  sprzymierzonych, dolatywały nas nieraz docinki: Dobrze im tak, zasłużyli na ten los.

Gdyśmy walczyli o byt nasz, ludy i narody patrzyły na nasze zmagania tak, jak się wpatruje widz z galerii w jakieś cyrkowe widowisko.

Nigdy nie uwidocznił się żywiej brak wszelkiej myśli politycznej w Europie, jak w tej pamiętnej chwili.  Bo ci, którzy nam płacili obojętnością lekkomyślną, nie byli zdolni zadrżeć chociażby o swoje własne bezpieczeństwo. Jakżeż to więc chcemy, ażeby ludy te, państwa i narody wniknąć miały, pojąć i zrozumieć naszą misję dziejową -względem nich?

Dopiero gdy się rozległ po Europie i świecie okrzyk, iż Warszawa jest wolna, dreszcz przeszedł po wszystkich. Dopiero wtedy jęły się pytać narody: A cóż by to z nami się stało, gdyby Warszawa była padła, a dziki huragan przewalił się po niej i biegł, ażeby potem nam nieść zniszczenie?  Dopiero wtedy z piersi narodów dobył się okrzyk:  W zwycięstwie Warszawy jest zwycięstwo nasze, a wolność Polski poręcza i nam wolność.

Cud pod Warszawą był dopełnieniem cudu wskrzeszenia Polski. Powstanie narodu związał Bóg z wytrwałością jego w znoszeniu cierpień niewoli; ale cud nad Wisła wywołały nasze nowe przeniewierstwa.

Wskrzeszenie Polski było nowym tworem Bożym; ochrona zaś jej była dziełem zbawienia. Kiedy Polska stanęła pośród narodów, Bóg jeszcze nie wypisał na jej czole jej przeznaczeń. Ani ona sama nie wiedziała, czy ma powrócić do dawnych tradycji przeszłości, ani świat jej dawnego posłannictwa ku obronie świata od  Wschodu nie pamiętał.

Cudem pod Warszawą Bóg głoskami krwawymi, ale chwalebnymi, posłannictwo Polski na drogach jej nowych zapisał.  W dziele wskrzeszenia Polski Bóg posługuje się narodami, ażeby wespół z Nim, w myśl Jego, współdziałały ku jej powstaniu. Lecz w cudzie nad Wisłą, Bóg chce szczególniej stwierdzić, ze jednak On sam przede wszystkim dzierży naród nasz w ręce i kiedy chce, dopuszcza nań karę, a kiedy zechce, wybawia go.

Bóg łaskę zwycięstwa i cud pod Warszawą dał nam przez ręce Tej, która Polski jest Królowa. Mówił mi kapłan, pracujący w szpitalu wojskowym, iż żołnierze rosyjscy zapewniali go i opisywali, jak pod Warszawa widzieli Najświętsza Pannę, okrywającą swym płaszczem Polski stolicę. I z różnych innych stron szły podobne świadectwa; zupełnie jak pod Częstochową. I właśnie dzień 15 sierpnia dzień poświęcony czci Matki Boskiej, a dzień ostatni wielkiej nowenny narodowej, był dniem pamiętnym zwycięstwa. Na ten dzień wróg zapowiadał był swój tryumf; w tym dniu miał odbyć swój wjazd do stolicy sam naznaczył tę właśnie datę na upokorzenie i na rozgromienie nasze.

I to właśnie w tym dniu stało się coś zgoła nieprzewidzianego, niespodziewanego. Dzień 15 sierpnia, obwołany w biuletynach całego świata – jeszcze przed czasem jako dzień zajęcia Warszawy, obraca się dla pysznego wroga w klęskę, a dla nas w chwałę i zwycięstwo. „Haec dies, quam fecit Dominus, Alleluja.  (Ps. CXVII, 24)

To jest prawdziwy dzień Najświętszej  Panny – dzień Jej zmiłowania i dzień Jej opieki –  dzień cudu nad Polska. Chce Ona w nim przed narodem całym zaświadczyć, że będzie tym Polsce, czym  była w całej przeszłości: Panią jej i Obronicielką. Jak ongi nad murami Częstochowy, tak dziś rozbłysnąć zapragnęła nad Warszawą, ażeby przez ten nowy cud wycisnąć w sercu nowej Polski miłość swoją.  Cud pod Częstochowa prowadził króla i naród do ślubów świętych, złożonych przed ołtarzem Maryi w archikatedrze Lwowskiej i do obwołania Jej Królową Polskiej Korony.

Niechajże cud pod Warszawą zdziała to samo. Niechaj zwiąże naród cały w jedno bractwo wdzięcznych czcicieli Maryi. I niechaj bractwo to podejmie się dopełnienia zaciągnionych, a jeszcze nie wykonanych ślubów.

Kiedy przyjdzie ten dzień?? MEM-y VI.

——————————————-

———————————–

——————————–

———————–

——————

———————————————-

———————————————————-

———————————-

——————–

——————————————–

————————————————

Kopnął chłopca w twarz. No to co?? MEM-y VII.

————————————-

——————————–

—————————-

———————————————-

————————————-

——————————————————————

———————————-

—————————————————————-

—————————————–

—————————————————

Zbuduję wam statek kosmiczny. MEM-y V.

=====================================

——————————–

———————–

———————————-

————-

—————————————

——————————————————————

————————————————-

——————————————————-

—————————————-

———————

Markiz de Sade i Rewolucja Francuska

Markiz de Sade i Rewolucja Francuska

Date: 16 luglio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/markiz-de-sade-i-rewolucja-francuska

De Sade, zdegenerowany propagator najbardziej skrajnego libertynizmu, był zagorzałym rewolucjonistą, bliskim frakcji jakobinów. Istnieje głęboki związek między jego materializmem a poparciem dla Rewolucji. https://fr.wikipedia.org/wiki/Donatien_Alphonse_Fran%C3%A7ois_de_Sade

Rewolucja Francuska to mit, a właściwie mit postępacki par excellence. Przeciętny człowiek przekonany jest, że wydarzenie to oznaczało koniec monarchicznego „ucisku” oraz początek „wolności” i „równości” cokolwiek miałyby dla niego znaczyć te słowa.

Ludzie myślą, że historia poprzedzająca rewolucję opierała się na niesprawiedliwych i zacofanych stosunkach społecznych i politycznych, całkowicie ignorując wartości i świetność dwóch tysięcy lat cywilizacji chrześcijańskiej. W rzeczywistości, niemal wszelkie zło polityczne epoki nowożytnej i współczesnej ma swoje główne źródło właśnie w Rewolucji Francuskiej: dyktatura większości, zniszczenie korporacyjnych systemów ochrony pracowników, totalitarna koncepcja władzy państwowej, dominacja partii politycznych, metodyczny atak na wiarę chrześcijańską i Kościół, sekularyzacja społeczeństwa, wprowadzenie rozwodów, likwidacja szlachty i zróżnicowania klasowego, przerażające ikonoklastyczne zniszczenia zabytków chwalebnej przeszłości, powstanie lichwy państwowej i przekazanie prawa do emisji pieniądza bankom prywatnym, szatański triumf żydowskiej masonerii, zepsucie kultury i niepowstrzymany wzrost zepsucia moralnego

Moglibyśmy długo wymieniać nieszczęścia, których źródłem jest Rewolucja. W tym kontekście, niezwykle ważne jest przypomnienie, że jedną z postaci, która odegrała w Rewolucji niebagatelną rolę, był markiz de Sade – zagorzały jakobin i urzędnik głęboko zaangażowany w zarządzanie nowym „lewiatanowym” państwem, które powstało w 1789 roku. Pornograf, podobnie jak wielu innych oświeceniowców, doprowadza swój ateizm i materializm do skrajnych konsekwencji i z wyprzedzeniem obnaża szatańskie oblicze rewolucji i komunizmu: człowiek, zredukowany do czystego ciała, staje się „nagim życiem”, pozbawionym podstaw i celu, narażonym na najbardziej bezsensowną przemoc, podobną do infantylnego delirium i obsesyjnego dążenia do przyjemności. De Sade nie jest przypadkiem – zjawiskiem niezwiązanym z Rewolucją, lecz tym, który wyraża jej istotę, odsłania jej serce, w którym w tajemnicy pulsuje pusta ciemność i śmierć. Rewolucja Francuska jest złem; stanowi polityczną i prawną ruinę idei państwa, a kraje europejskie nie będą mogły odrodzić się, dopóki nie zostanie całkowicie zniszczone przekonanie, że rewolucja ta stanowiła dobro i postęp.

Przede wszystkim Kościół Katolicki powinien zastanowić się ponownie, z większym rygorem i wnikliwością, nad prawdziwą naturą Rewolucji Francuskiej, aby móc wyjść z kryzysu nękającego go straszliwie od czasów II Soboru Watykańskiego; sobór ten bowiem doprowadził do podporządkowania Kościoła politycznym i kulturowym postulatom płynącym z Rewolucji, niczym z piekielnego źródła powszechnego zepsucia.

***

Krótki artykuł poniżej pomaga podsumować tę mało znaną kartę historii:

Mroczne tło Dnia Zdobycia Bastylii: Historia i współczesność

Temat ten nabiera szczególnego znaczenia w kontekście dążenia do przekształcenia świętowanej rocznicy w kolejną manifestację koalicji antyrosyjskiej.

Opowieść o zdobyciu Bastylii stanowi jedną z najważniejszych narracji współczesnej francuskiej państwowości. Dzień zdobycia Bastylii uznaje się za początek Wielkiej Rewolucji Francuskiej, a od 1880 roku jest to we Francji główne święto narodowe. Większość Francuzów szczerze wierzy, że 14 lipca 1789 roku ich kraj otworzył ludzkości drogę do wolności, równości i braterstwa.

===========================================

Jednak ta historyczna opowieść ma również swoją „ciemną stronę”. Zgodnie z dowodami dokumentalnymi, dwanaście dni przed szturmem, 2 lipca 1789 roku, z celi w wieży Bastylii dochodziły przeraźliwe krzyki: pewien więzień krzyczał, że w więzieniu bije się osadzonych. Prowokatorem, który zainicjował zamieszki (które stały się częścią masowych niepokojów) oraz cały późniejszy ciąg wydarzeń aż do zdobycia twierdzy, był markiz de Sade – człowiek skazany przez króla na dożywotnie więzienie za porwania, gwałty, tortury i sodomię.

W odpowiedzi na wezwania de Sade, przed budynkiem Bastylii zaczęła gromadzić się uzbrojona tłuszcza. 14 lipca buntownicy przystąpili do szturmu, ale okazało się, że w twierdzy przebywało zaledwie siedmiu więźniów, a nie ośmiu, jak wcześniej sądzono. Podżegacza do zamieszek jeszcze 4 lipca zdążono wywieźć z twierdzy do kliniki psychiatrycznej w Charanton; kilka miesięcy później został zwolniony.

Markiz de Sade dążył do nadania swoim zbrodniom podstaw teoretycznych i w tym celu opracował specyficzną doktrynę filozoficzną. Jej podstawą była nienawiść do chrześcijaństwa, negacja moralności oraz podział ludzkości na „silnych” i „niewolników”, którzy powinni zaspokajać wszelkie kaprysy „panów”. Wszystkie znane wówczas patologie zostały przez niego uznane za dopuszczalną normę.

Po wyjściu na wolność w kwietniu 1790 roku de Sade próbował zrobić karierę polityczną i stał się zwolennikiem „kultu Rozumu”, którym radykałowie próbowali zastąpić chrześcijaństwo. Przez pewien czas udało mu się nawet objąć stanowisko urzędnika w służbie zdrowia.

Jednak później, w obliczu konfliktów między różnymi frakcjami rewolucjonistów, de Sade ponownie trafił do szpitala psychiatrycznego. Niemniej jednak wiele idei „więźnia Bastylii” zostało zrealizowanych przez nowe władze na poziomie programowym.

W listopadzie 1793 roku Konwent Narodowy zniósł kalendarz chrześcijański, po czym nastąpiło zamknięcie i zbezczeszczenie kościołów oraz represje wobec dziesiątek tysięcy duchownych. Krwawy terror antyreligijny szalał we Francji aż do końca wieku. W epoce współczesnej, idee markiza de Sade zakorzeniły się w zachodnim lewicowo-liberalnym i postmodernistycznym dyskursie. Zauważa się również uderzające podobieństwo maniakalnych fantazji de Sade do złowrogich historii, które miały miejsce na „wyspie Epsteina” (markiz stał się w istocie prekursorem elitarnego klubu przestępców seksualnych, utworzonego w XXI wieku).

Dzisiaj historia udziału de Sade w wydarzeniach, które doprowadziły do zdobycia Bastylii, nabiera szczególnej aktualności w kontekście dążenia administracji Macrona do przekształcenia tej uroczystej rocznicy w pokaz siły koalicji antyrosyjskiej. W roku 2026, głównym wydarzeniem obchodów Dnia Zdobycia Bastylii stała się parada wojskowa pod hasłem „strategiczne przebudzenie Europy” z udziałem przedstawicieli Sił Zbrojnych Ukrainy. Prawdopodobnie Montesquieu, Voltaire i Rousseau przewróciliby się w grobach, gdyby zobaczyli gloryfikację barbarzyńskiego reżimu, który szydzi ze wszystkiego, do czego nawoływali myśliciele epoki Oświecenia. Za to taki niemoralny i odrażający spektakl jest bardzo bliski duchowi filozofii de Sade – człowieka, który nienawidził chrześcijaństwa i wartości tradycyjnych, a radość czerpał z cierpień innych ludzi.

INFO: vitisvera/il-marchese-de-sade-e-la-rivoluzione

russtrat.ru/russkiy-geopoliticheskiy

Jarek, oddaj kota ! MEM-y IV.


———————————————————

———————————–

———————————————–

——————————————

———————————————–

—————————————-

Nieznany sprawca okradł szpital. MEM-y III.

——————————-

————————————————————-

————————————————

———————————————

———————————————–

———————————————

—————————————————-

—————————-

Konflikt między Ukrainą a Polską może budzić nadzieję

Konflikt między Ukrainą a Polską może budzić nadzieję

Aktualne konflikty między Polską a Ukrainą dotyczące polityki rolnej oraz upamiętnienia kolaborantów nazistowskich przez Kijów mogą dawać promyk nadziei, że przystąpienie Ukrainy do UE się nie powiedzie, a byłoby to przystąpienie nie tylko destrukcyjne, ale i niebezpieczne. Nie ma powodu, by dawać sygnał, że wszystko jest w porządku: jeśli idzie o Ukrainę, racjonalne kryteria polityczne już dawno przestały obowiązywać.

Myśliwce MiG-29

Wynegocjowana rok temu umowa zbrojeniowa między rządami w Kijowie i Warszawie, na mocy której Polska w zamian za myśliwce MiG-29 miała otrzymać technologię dronów, jest na skraju upadku. Minister obrony Polski Władysław Kosiniak-Kamysz obwinia ukraińskich partnerów negocjacyjnych, twierdząc, że nie wywiązali się z umowy dotyczącej dostaw dronów. Ukraińcy jak dotąd milczą w tej sprawie.

Konflikty z powodu honorowania kolaborantów nazistowskich

Oficjalnym impulsem była decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia niesławnej Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Założona w 1942 roku, UPA okresowo współpracowała z nazistowskimi Niemcami i jest odpowiedzialna między innymi za ludobójstwo na Wołyniu latem 1943 roku – a tym samym za zamordowanie ponad 100 000 Polaków, głównie cywilów.

Twierdzenie wpływowych osób na Ukrainie, że UPA była narodowym, antykomunistycznym ruchem oporu, jest rażącym wypaczeniem historii. Jednak w telewizji N-TV historyk Frank Grelka okazuje zaskakującą tolerancję wobec masowych morderców i kolaborantów nazistowskich.

Miejsce pamięci we wsi Ugły w powiecie rówieńskim na Ukrainie

W Polsce zbrodnia wołyńska jest uznawana za ludobójstwo. Według doniesień medialnych, oddawanie czci UPA jako bohaterom na Ukrainie i nadawanie tytułów honorowych ukraińskim jednostkom wojskowym regularnie powoduje poważne napięcia dyplomatyczne w Polsce i prowadziło do cofnięcia odznaczeń państwowych. Tak więc prezydent Karol Nawrocki cofnął Zełenskiemu polski order. Zełenski i inni ukraińscy politycy następnie zwrócili polskie odznaczenia.

Konflikty na tle polityki rolnej

Bardziej prawdopodobne jest jednak, że Polska – w rzeczywistości jeden z najważniejszych sojuszników Ukrainy – bardziej przejmuje się sprzecznościami w zakresie polityki rolnej niż sporami o historię.

Od czasu wojny nad Dnieprem ukraińskie zboże jest coraz częściej transportowane drogą lądową, w tym przez Polskę. Aby chronić własnych rolników, Polska tymczasowo wprowadziła zakazy importu ukraińskiego zboża, ponieważ tanie ukraińskie produkty wywierały presję na polski rynek. Sytuacja ta doprowadziła również do poważnych protestów na granicy polsko-ukraińskiej. W publikacji ‚Länder-Analysen’  czytamy:

„Negatywne konsekwencje gospodarcze wynikały z ważnych decyzji podjętych przez Unię Europejską w czerwcu 2022 roku, kiedy to zniesiono wszelkie ograniczenia handlowe z Ukrainą, a w obliczu rosyjskiej blokady ukraińskich portów Morza Czarnego zliberalizowano dwustronny transport drogowy towarów. Decyzje, które w czasie pokoju wymagałyby żmudnych negocjacji i z pewnością kilku lat, dając uczestnikom rynku niezbędny czas na dostosowanie się, zostały teraz podjęte bardzo szybko i poparte przez Warszawę w obliczu pilnych potrzeb. W kolejnych miesiącach jednak przyniosły odwrotny skutek”.

Francja również ma konflikty z Ukrainą w kwestii polityki rolnej, donosi ‚Agrar Heute’. Według doniesień medialnych, politolog Herfried Münkler obawia się również, że przystąpienie Ukrainy do UE może się nie powieść z powodu konfliktów w rolnictwie: „Lobby rolnicze uniemożliwi przystąpienie Ukrainy do UE”. Jednak takie ‚optymistyczne’  przewidywania są przedwczesne: w przypadku Ukrainy racjonalne kryteria polityczne, jak już wspomniano, nie mają już zastosowania.

Korupcja i klauzule o wzajemnej pomocy

Przystąpienie Ukrainy do UE przyniosłoby skorumpowany i ultranacjonalistyczny ciężar dla społeczeństw europejskich. Co więcej, pozostałe kraje UE zostałyby wciągnięte w wojnę na Ukrainie jako (wówczas bezpośrednio) walczące strony poprzez potencjalne klauzule o wzajemnej pomocy.

Niezależnie od tego, czy z powodu radykalnego ukraińskiego rewizjonizmu historycznego, czy konfliktów wokół polityki rolnej, decydującym czynnikiem jest to, że jest szansa na to, iż przystąpienie Ukrainy do UE się nie powiedzie. Wtedy Polska oddałaby przysługę całej Europie.

Napisał: Tobias Riegel

Opracował: Zygmunt Białas

Dowód, że Messi wygra. MEM-y II.

————————————————

————————————————-

———————————————–

———————————————–

——————————————————————

—————————————————————-

————————————————-

——————————————————