Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN zaprasza na performans „Shekhinah in Labor”, mający łączyć żydowską mistykę z tematyką transpłciowości, „niebinarności” i queerowych interpretacji judaizmu. Projekt realizowany jest w instytucji finansowanej ze środków publicznych.
Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN przygotowało na 9 września performans „Shekhinah in Labor” autorstwa mężczyzny znanego jako „Simona Kasprowicz”. Wydarzenie ma łączyć osobiste doświadczenia związane z tożsamością płciową z żydowską mistyką, queerowymi interpretacjami judaizmu oraz cielesnością. Muzeum wprost informuje, że przedstawienie będzie zawierało nagość.
Punktem wyjścia dla performansu ma być wizyta „Kasprowicz” przy Ścianie Zachodniej w Jerozolimie. Miejsce modlitwy jest tam podzielone na część przeznaczoną dla kobiet i część dla mężczyzn. Według opisu POLIN ten podział stał się dla osoby, określanej przez muzeum jako „niebinarna, trans-kobieca”, źródłem rozważań nad płcią i możliwością funkcjonowania „poza podziałem” na kobiety i mężczyzn.
W nagraniu promującym wydarzenie Kasprowicz zapowiada:
„Będę rodzić odpowiedzi, potencjalne odpowiedzi, na pytania o granice i co się dzieje z ciałem, które radykalnie odmawia opowiedzenia się po którejś z nich”.
Program nie ogranicza się jednak do autobiograficznej opowieści. POLIN łączy doświadczenia z figurą Szechiny – boskiej obecności w żydowskiej tradycji mistycznej, której przypisywany jest żeński wymiar. Jak wyjaśnia muzeum, artysta interpretuje tę religijną figurę z perspektywy własnego doświadczenia płciowego.
Na oficjalnej stronie wydarzenia znalazło się również bezpośrednie odwołanie do ideologicznie nacechowanych współczesnych interpretacji religii. POLIN informuje, że Kasprowicz „nawiązuje przy tym do queerowych interpretacji rozwijanych wewnątrz współczesnego judaizmu, otwierających jego teksty i symbole na doświadczenia osób LGBTQ+”.
Dramaturgia występu ma wykorzystywać pojęcia zaczerpnięte z kabały luriańskiej oraz szerszej tradycji żydowskiej. Tytułowe angielskie słowo „labor” oznacza zarówno pracę i wysiłek, jak również poród. Muzeum wyjaśnia, że ma ono łączyć pracę ciała z konstruowaniem własnego wizerunku i poszukiwaniem sposobu zajmowania miejsca. Samo wydarzenie określono jako „wykład performatywny”.
POLIN zamieściło przy wydarzeniu następującą informację: „Performans zawiera przedstawienia nagości”. Wstęp na wydarzenie odbywające się w Galerii Rotacyjnej będzie bezpłatny.
Decyzja programowa muzeum wywołała krytykę w związku z charakterem placówki i sposobem jej finansowania. Muzeum Historii Żydów Polskich jest instytucją współfinansowaną ze środków publicznych – przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Warszawę.
Darczyńcami POLIN są także podmioty zagraniczne – w tym państwowe: m.in. rząd federalny Niemiec oraz Królestwo Norwegii.
Kompleksowa sytuacja geopolityczna sprzyja powstawaniu fałszywych poglądów politycznych o dwóch zwalczających się blokach na wzór zimnej wojny. W świecie, gdzie dominują dwa motywy politycznego działania: władza i pieniądz, takie czarno-białe spojrzenie na świat musi być błędne. Do tego dochodzi sztucznie podsycana nienawiść do narodów – dzisiaj przede wszystkim do Rosjan i Żydów, która często służy jako silnie emocjonalny argument w pseudo-debacie politycznej.
Podział na bloki – unipolarne i multipolarne jest jedynie teoretycznym tworem, który powstał na potrzeby politologii, by szufladkować i wprowadzić jakiś porządek do mocno zagmatwanego obrazu dzisiejszego świata. Jest to podobnie jak podział na lewicę i prawicę jedynie podziałem i temu podziałowi służy.
Naturalnie, że istnieją słabnące z każdym rokiem kraje Zachodu i rosnące w siłę kraje BRICS. Tyle że takie szufladkowanie jest bardzo powierzchowne.
Radio Wolna Europa/Radio Liberty (RFE/RL) w artykule opublikowanym pod koniec zeszłego miesiąca, w którym napisano, że „ukraińska wojna dronowa obnaża niewygodne uzależnienie od Chin ”, nawiązało do letniej wypłaty przez UE pierwszego miliarda euro na zakup dronów na Ukrainie z 6 miliardów euro obiecanych na ten program.
Zwrócono uwagę na wyjątek, który umożliwiał Ukrainie zakup chińskich części za te fundusze, a zatem politycznie niepoprawne stwierdzenie, że „UE planuje zapłacić Chinom za pomoc Ukrainie w zabijaniu Rosjan”.
Bądź tu mądry! Przecież Chiny bez wątpienia wspierają politycznie Rosję w tym konflikcie. Dlaczego dostarczają więc podzespoły do zabójczych dronów Ukrainie? Chiny tłumaczą to „aktywną neutralnością”, czyli biznes zbrojeniowy dostarczający produktów wojskowych obu stronom konfliktu.
Ma to tyle z neutralnością wspólnego, co porównanie krzesła, do krzesła elektrycznego – na obu można siedzieć.
Można argumentować: interesy związane z handlem bronią przynoszą tak wiele korzyści, że Chiny podjęły taką właśnie decyzję. Pewnie w jakimś stopniu tak właśnie jest, ale nie tylko to. Interes globalistów w przedłużaniu wojny na Ukrainie pokrywa się z gospodarczymi interesami Chin – opisał to Andrzej Korybko w tym artykule.
Chiny uruchamiają pierwszą elektrownię słoneczną z heliostatami! Kiedyś takie innowacje pochodziły z Europy, a teraz, gdy niewybrane „elity” doprowadzają całą Europę do ruiny, tracimy też kontakt z nowatorskimi technologiami! Źródło: Telegram 04.09.2026 r. 09:32.
Kiedyś takie innowacje pochodziły z Europy, a teraz, gdy niewybrane „elity” doprowadzają całą Europę do ruiny, tracimy też kontakt z nowatorskimi technologiami!
Rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Chinami przybrała nowy obrót, ponieważ oba supermocarstwa rzekomo opracowują broń „myśliwską”. Broń ta jest wysoce zaawansowana i obejmuje satelity, bezzałogowe statki kosmiczne oraz broń orbitalną. Według doniesień agencji Reuters, oba państwa aktywnie przekształcają swoją infrastrukturę bezpieczeństwa z pasywnej w aktywną. Broń ta jest zdolna do agresywnej obrony w przypadku bezpośredniego starcia na orbicie.Źródło.
W Polsce rozwinęła się spontanicznie, na podstawie systemu wczesnego ostrzegania, znacznie zaawansowana technologia dronów.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Zagęszcza się atmosfera wokół pana prezydenta Karola Nawrockiego. Już nawet nie chodzi o to, że jest „uzurpatorem” – jak zdecydowała zasłużona funkcjonariuszka Propaganda Abteilung warszawskiego Judenratu, madame Agnieszka Kublik, czy wreszcie – „ch…em” – jak orzekła moralna autorycica, madame Joanna Szczepkowska, która teraz jest z tego powodu podobno rozrywana przez rządowe stacje telewizyjne – bo takich epitetów, zwłaszcza w ustach autorytetów moralnych nie słyszy się codziennie, więc nic dziwnego, że i funkcjonariusze Propaganda Abteilung korzystają z okazji, a i madame Szczepkowska ma swoje pięć minut.
Czegóż chcieć więcej? Chodzi zatem nie o te, powiedzmy sobie, epitety, tylko o zarzuty, które w sprzyjających okolicznościach mogą zostać użyte do wysadzenia pana prezydenta Nawrockiego w powietrze. Te zarzuty są dziwaczne, bo wetowanie ustaw jest konstytucyjną prerogatywą prezydenta, więc wytykanie mu nieubłaganym palcem, że z tych prerogatyw korzysta jest trudno zrozumiałe – chyba, że chodzi o medialną uwerturę do zasadniczego przedstawienia w postaci wysadzania pana prezydenta Nawrockiego w powietrze.
Podejrzewam nawet, że vaginet obywatela Tuska Donalda celowo zwlekał z nagłośnieniem afery z Zondakrypto aż do rozpoczęcia kampanii wyborczej, bo skierowanie przez niezależne media głównego nurtu reflektorów akurat na tę sprawę, pozwala utrzymać w dyskretnym cieniu zarówno katastrofę w sektorze ochrony zdrowia, z którą specjalistka we wspomnianym vaginecie nawet nie udaje, że potrafi sobie poradzić, jak i skandaliczny „wyciek” wrażliwych danych 19 milionów obywateli naszego bantustanu – nie mówiąc nawet o projekcie budżetu na przyszły rok, w którym czytamy, że deficyt budżetowy ma sięgnąć prawie 300 mld złotych – a i to, jeśli spełnią się liczne „załażenia”, które wykoncypował sobie ponury pan minister finansów Andrzej Domański. Bo jak się nie będą chciały spełnić – to nikt nie wie, jaki ten deficyt naprawdę będzie, a tym samym – jaki poziom osiągnie dług publiczny naszego bantustanu oraz oczywiście – koszty jego „obsługi”.
Uwagę opinii publicznej obywatel Tusk Donald ze swoimi kolaborantami usiłuje – niestety z powodzeniem – kierować na pana Przemysława Krala, który z bezpiecznego oddalenia w Izraelu, wychodzi naprzeciw sugestiom Wielce Czcigodnego Giertycha Romana, co zeznawać prokuratorom w Katowicach, żeby było dobrze.
Prokuratorom oczywiście w to graj, że mają takiego gotowca, bo to i nie trzeba sobie łamać głowy nad rozmaitymi kombinacjami, a pochwały, nagrody i ordery od obywatela Żurka Waldemara wydają się pewne, więc o co chodzi? Toteż obywatel Tusk Donald może nawet plunąć na sławną „tajemnicę śledztwa” i odczytywać te zeznania podczas transmitowanego na kraj posiedzenia Sejmu – koncentrując się zwłaszcza na tym, ile dostał złowrogi Zbigniew Ziobro i że w transakcji pośredniczyła jego małżonka, pani Patrycja Kotecka.
Jaka szkoda, że obywatel Tusk Donald nie był taki wylewny podczas wyjaśniania afery „Amber Gold”, kiedy to z zagadkowych przyczyn „organy państwowe”, a konkretnie – niezależna prokuratura i niezawisłe sądy ze sławnego na całym świecie z niezawisłości gdańskiego okręgu sądowego, „nie działały prawidłowo” – co stwierdziła sejmowa komisja śledcza, która jednak już nie odważyła się zapytać, dlaczego tak działały. Podejrzewam w związku z tym, że tak właśnie przykazały niezawisłym sądom działać stare kiejkuty, którym 850 mln zlotych też przecież się przydało i w ten sposób końce afery poszły w wodę.
A przecież na złowrogim Zbigniewie Ziobrze świat się nie kończy, bo to tylko taka przystawka prze daniem głównym w postaci kotleta z pana prezydenta Karola Nawrockiego. Właśnie w charakterze kuchcika zgłosił się Książę-Małżonek, czyniąc prezydentowi gorzkie wyrzuty, że nie podpisał nominacji 46 kandydatom na ambasadorów, chociaż MSZ wystosowało stosowne wnioski. Książę-Małżonek uważa, że taki wniosek zobowiązuje prezydenta do mianowania tego kandydata. Jeśli tak byłoby rzeczywiście żadna nominacja nie byłaby potrzebna, skoro wniosek o niej automatycznie przesądza.
Jak jest naprawdę – trzeba by spytać jegomościa, który uchodzi za „ojca” tej konstytucji – czyli obywatela Kwaśniewskiego Aleksandra – co właściwie miał na myśli – o ile oczywiście cokolwiek miał. Tymczasem pan prezydent Nawrocki uważa – podobnie jak w przypadku kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, że ani wniosek ministra spraw zagranicznych, ani nawet wyznaczenie kandydata na sędziego przez Sejm, o niczym jeszcze nie przesądza, skoro delikwent zostaje sędzią dopiero po złożeniu ślubowania „wobec” prezydenta. Czy od prezydenta zależy decyzja, czy ślubowanie przyjąć, czy też jest on rodzajem nakręcanego automatu, który podpisuje wszystkie wnioski i odbiera ślubowanie od każdego, kogo mu tam ktoś podsunie?
Właśnie z tego powodu trwają podchody pod Trybunał Konstytucyjny, żeby obsadzić go „naszymi” sędziami, którzy te wszystkie wątpliwości rozstrzygną zgodnie z oczekiwaniami nie tyle nawet obywatela Tuska Donalda, co starych kiejkutów, no i oczywiście – Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje – która wobec naszego bantustanu ma swoje plany.
Już na tym etapie można przedstawić dwa scenariusze. Pierwszy – z wykorzystaniem możliwości z art. 131 konstytucji, kiedy to prawidłowo obsadzony „naszymi” sędziami Trybunał Konstytucyjny „stwierdza” nie tylko, że prezydent nie jest w stanie sprawować urzędu, ale nawet – że nie jest w stanie poinformować o tym marszałka Sejmu – na przykład dlatego, że nic o tym nie wie. To jest plan „A”, który wymaga tylko prawidłowego obsadzenia wspomnianego Trybunału.
Jednak na wypadek, gdyby nie udało się zrealizować planu „A”, przygotowywany jest również plan „B” w postaci zaciągnięcia prezydenta przed Trybunał Stanu z powodu łamania przezeń konstytucji. Oskarżenia prezydenta o wetowanie ustaw, czy powstrzymywanie się od nominacji ambasadorów, niezawisłych sędziów, czy wskazanych mu bezpieczniaków, stanowią medialną „padgatowkę” do realizacji tego planu. Jest on trudniejszy w realizacji, ale tylko trochę, bo przedstawienie wniosku przy obecnym składzie Sejmu i Senatu jest dziecinnie łatwe. Gorzej z decyzją, która dla swej ważności wymaga 2/3 składu Zgromadzenia Narodowego, a z tym mogą być trudności, bo obywatel Tusk nie ma w Sejmie 276 posłów potrzebnych do obalania weta prezydenta. Czy wobec tego jest jakiś plan „C”? Obywatel Tusk podczas Campusu Polska dawał do zrozumienia, że tak, a nawet go charakteryzował, że nie jest „estetyczny”. Najwyraźniej musiałby on odbyć się w całkiem innych niż konstytucyjne, kategoriach.
Bezpośrednie starcia między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, ponowne ataki na struktury naftowe i finansowe, negocjacje na Ukrainie bez widocznego przełomu, rosnący dostęp do rosyjskich aktywów państwowych, długoterminowe zabezpieczone interesy naftowe w Wenezueli oraz region Pacyfiku uwięziony między testami rakietowymi, walkami o władzę i zbrojeniami: nowy radar geopolityczny Hollistersa gromadzi najważniejsze strategicznie wydarzenia tygodnia.
Obejmuje on również temat, który prawdopodobnie stanie się znacznie bardziej widoczny w przyszłości: komercyjne dane o lokalizacji jako infrastruktura o przeznaczeniu militarnym. Piętnaście tickerów i cztery sekcje analityczne ilustrują, jak obecnie organizowana jest władza poprzez dostęp, kontrolę i zależności.
Radar geopolityczny od 31 sierpnia do 6 września 2026 r.
Artykuł publicystyczny autorstwa Michaela Hollistera.
W tym tygodniu kilka konfliktów jednocześnie przeszło ze sfery zagrożenia politycznego do poziomu praktycznej interwencji. W Zatoce Perskiej siły irańskie, według doniesień USA, zaatakowały amerykańskie okręty wojenne; dowództwo centralne (CENTCOM) odpowiedziało atakiem na trzy irańskie tankowce. W Europie ponownie rozważa się zamrożenie rezerw rosyjskiego banku centralnego jako potencjalne źródło finansowania Ukrainy, podczas gdy Niemcy przypisują Rosji udaremniony atak dronów na lotnisko Lipsk/Halle, a NATO wyraźnie odniosło się do tej kwestii. W Wenezueli negocjacje nie dotyczą już tylko dostępu do ropy naftowej, ale praw do udziału, warunków i umów kupna, które mogą trwać dekady.
Uderzające jest również jednoczesne występowanie eskalacji militarnej i ograniczonej współpracy. Podczas gdy siły USA i Iranu wymieniają ogień w Zatoce Perskiej, a w Jemenie ponownie toczą się walki o terytorium w pobliżu globalnego szlaku żeglugowego, w elektrowni jądrowej w Zaporożu osiągnięto lokalne zawieszenie broni w celu przeprowadzenia napraw technicznych.
Vitkov i Kushner kontynuują również rozmowy w Moskwie na temat wynegocjowanej ścieżki, mimo że stanowiska militarne stron konfliktu pozostają od siebie odległe. Radar zatem rozróżnia te poziomy: rozmowy to rozmowy, porozumienia to porozumienia, a fakty wojskowe pozostają faktami wojskowymi.
Nawet poza głównymi frontami, problem uderzająco często dotyczy kontroli: nad szlakami morskimi w cieśninie Bab al-Mandab, nad przepływami surowców, nad danymi, nad infrastrukturą finansową i nad organizacjami regionalnymi na Pacyfiku. Wspólnym mianownikiem nie jest rzekomy plan generalny. Interesy i pozycje prawne uczestników różnią się. Porównywalnym jest fakt, że władza geopolityczna jest coraz bardziej widoczna tam, gdzie państwa i firmy decydują, kto ma dostęp, kto może płacić, kto widzi dane, kto kupuje surowce i jakie przepisy pozostają w mocy po zmianie rządu.
SERCE
1. Iran i USA starły się bezpośrednio na morzu (5 września 2026 r.)
Według Centralnego Dowództwa USA, irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzelał pociskami balistycznymi amerykański lotniskowiec i niszczyciel rakietowy. Dowództwo Centralne (CENTCOM) poinformowało, że żaden z amerykańskich żołnierzy nie został ranny, a następnie poinformowało o zaatakowaniu trzech irańskich tankowców. M/T Downy u wybrzeży Kharg i M/T Stark 1 w pobliżu Jask zostały trwale unieruchomione; pusty M/T Kylo, znany również jako Noxen, został zniszczony w Zatoce Omańskiej.
Iran ze swojej strony oświadczył, że zaatakował jednostki amerykańskie lub jednostki afiliowane z USA; w momencie publikacji nie było potwierdzonych uszkodzeń amerykańskich okrętów wojennych. Aktualna aktualizacja sytuacji w Iranie z 6 września 2026 r. umieszcza eskalację działań wojennych w kontekście trwającego konfliktu.
2. Waszyngton i europejscy sojusznicy jednocześnie zwiększają presję nuklearną i finansową na Iran (4 września 2026 r.)
Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Niemcy lobbują w Radzie Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), domagając się rezolucji, która po raz pierwszy od 20 lat skierowałaby Iran do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jednocześnie Departament Skarbu USA umieścił turecki Golden Global Bank i dwie spółki zależne na liście sankcji. Waszyngton oskarża te firmy o ułatwianie transakcji na rzecz sił Al-Kuds Gwardii Rewolucyjnej oraz o zamianę irańskich dochodów z ropy naftowej na gotówkę i złoto. Golden Global zaprzecza tym zarzutom. W ten sposób działania w dziedzinie energii jądrowej, bankowość i finansowanie ropy naftowej zbiegają się w tym samym tygodniu, aczkolwiek za pośrednictwem odrębnych kanałów instytucjonalnych.
3. Izrael melduje kontrolę operacyjną nad wzgórzami Ali al-Taher – front libański pozostaje aktywny (4-5 września 2026 r.)
Izrael oświadczył, że jego siły wyparły bojowników Hezbollahu z systemów tuneli w strategicznie położonym paśmie górskim Ali al-Taher w południowym Libanie i obecnie sprawują kontrolę operacyjną nad tym obszarem. Libański urzędnik wojskowy potwierdził obecność Izraela przy południowych wejściach, ale nie sprecyzował, jak daleko izraelskie siły wdarły się do systemu tuneli. W następstwie tego doszło do ponownych wzajemnych ataków: Izrael poinformował o ataku dronów Hezbollahu i zaatakował cele w południowym Libanie i Dolinie Bekaa. Według libańskich źródeł zginęły trzy osoby, a dziesiątki zostały ranne. Jednocześnie uwolniono kolejnych więźniów. Zawieszenie broni ograniczyło zatem, ale nie zakończyło, walki.
4. Ambasador USA Huckabee odwiedza rodziny poległych obywateli USA na Zachodnim Brzegu (5 września 2026 r.)
Ambasador USA Mike Huckabee odwiedził Turmus Ayya i spotkał się z krewnymi palestyńskich obywateli USA, którzy zginęli w atakach izraelskich osadników. Według agencji Reuters, około 80 procent z około 3000 mieszkańców miasta posiada również obywatelstwo amerykańskie. Huckabee, który od lat wspiera budowę izraelskich osiedli, wezwał do ścigania brutalnych osadników i nazwał ich sprawcami terrorystami. Krewni skrytykowali fakt, że śledztwa i procesy rzadko przynoszą konsekwencje. Godna uwagi jest nie tyle zmiana stanowiska Waszyngtonu, co otwarty konflikt między jego wcześniejszym politycznym przywiązaniem do osiedli a ochroną własnych obywateli.
5. Witkoff i Kushner rozmawiają z Putinem przez ponad trzy godziny – nie ma mowy o żadnym przełomie (5-6 września 2026 r.)
Steve Witkoff i Jared Kushner spotkali się z Władimirem Putinem w Moskwie na ponad trzygodzinne rozmowy na temat możliwego rozwiązania konfliktu na Ukrainie w drodze negocjacji. Doradca Kremla Jurij Uszakow określił spotkanie jako pożyteczne, konstruktywne i otwarte; szczegóły amerykańskich propozycji nie zostały ujawnione. Nie ogłoszono żadnego porozumienia w kwestiach terytorialnych, gwarancji bezpieczeństwa ani statusu NATO. Negocjatorzy mieli następnie udać się do Kijowa. Tymczasem ataki trwają; 4 września, według ukraińskich źródeł, rosyjski dron zaatakował budynek w centrum Kijowa. Tło militarne zostało udokumentowane w aktualizacji z Ukrainy z 28 sierpnia ; metody negocjacyjne Witkoffa opisano w artykule „Steve Witkoff: The Dealmaker ” .
6. Lipsk/Halle zostanie uznany przez Niemcy za kwestię NATO (1-5 września 2026 r.)
Rząd niemiecki obwinia Rosję za udaremnioną próbę ataku drona na ukraiński samolot transportowy na lotnisku Lipsk/Halle w sierpniu. Rosja odrzuca to oskarżenie jako bezpodstawne. Niemcy zareagowały między innymi zamknięciem rosyjskiego konsulatu i centrum kulturalnego. 5 września ambasador USA przy NATO, Matthew Whitaker, wyraźnie odniósł się do sprawy, stwierdzając, że ukierunkowane ataki hybrydowe na członków sojuszu nie będą tolerowane. Publicznie dostępne doniesienia medialne dokumentują przypisanie winy rządowi i zaprzeczenie Rosji. Jednak publicznie dostępne informacje, na których opiera się ten radar, nie przedstawiają łańcucha dowodowego, który pozwoliłby na niezależną weryfikację osoby odpowiedzialnej.
7. Cztery państwa UE chcą wznowić debatę na temat rezerw rosyjskiego banku centralnego (4 września 2026 r.)
Około 210 miliardów euro rezerw rosyjskiego banku centralnego jest unieruchomionych w Unii Europejskiej. Według wysokiego rangą urzędnika ukraińskiego rządu, Holandia, Polska, Hiszpania i Szwecja zamierzają wznowić rozmowy na temat dalszego wykorzystania tych funduszy. Belgia, gdzie Euroclear posiada znaczną część aktywów, podtrzymuje swoje zastrzeżenia prawne i finansowe. Nie podjęto jeszcze żadnej decyzji. Spór dotyczy zatem nie tylko finansowania Ukrainy, ale także kwestii, kto ponosi ciężar potencjalnych pozwów i rosyjskich środków zaradczych. Struktura prawna i finansowa stojąca za tymi funduszami została przeanalizowana w filmie dokumentalnym „300 miliardów bumerangów ” .
8. Waszyngton chroni swoje 35-procentowe udziały w wenezuelskim przemyśle naftowym przed rozwodnieniem (4 września 2026 r.)
Przedstawiciel rządu USA wyjaśnił, że amerykański udział w North American Blue Energy Partners (NABEP) został ustrukturyzowany za pomocą tzw. warrantów groszowych, aby zapobiec rozwodnieniu kapitału podczas przyszłych podwyższeń kapitału. NABEP nabył prawa do 17 wenezuelskich złóż ropy naftowej na okres 100 lat. Według źródeł amerykańskich, Pentagon posiada również prawo pierwokupu w odniesieniu do wydobycia i może nabyć do 20% udziałów po cenie opartej na kosztach produkcji. Jednocześnie GeoPark podpisał 25-letni kontrakt na zagospodarowanie złoża Bare. Umowa ta opiera się na wcześniej zidentyfikowanej zmianie w przepływach ropy naftowej w Wenezueli.
9. Milei zaostrza stanowisko Argentyny wobec wydobycia ropy naftowej wokół Falklandów (3-5 września 2026 r.)
Prezydent Argentyny Javier Milei ogłosił ustawę zaostrzającą sankcje wobec firm wydobywających ropę naftową w pobliżu kontrolowanych przez Brytyjczyków Falklandów. Jednocześnie obiecał dodatkową infrastrukturę morską i środki bezpieczeństwa w południowej Argentynie. Kluczowym elementem jest projekt Sea Lion, którego zasoby szacuje się na około 1,7 miliarda baryłek, a pierwsze wydobycie planowane jest na 2028 rok. Wielka Brytania powtórzyła, że suwerenność będzie zależeć od woli mieszkańców wysp; zaangażowane firmy utrzymują, że ich licencje są ważne. W ten sposób długotrwały spór o suwerenność coraz bardziej przeplata się z konkretnymi inwestycjami i przyszłymi przepływami ropy naftowej.
10. Śledztwo ONZ opisuje zagraniczną broń, drony i sieci rekrutacyjne w Sudanie (3 września 2026 r.)
Niezależne dochodzenie ONZ w sprawie Sudanu wykazało, że rekrutacja zagraniczna, dostawy broni, logistyka i technologia dronów wzmocniły potencjał militarny obu walczących stron. Raport wymienia między innymi międzynarodową sieć, która zapewniła personel, szkolenie i sprzęt Siłom Szybkiego Wsparcia, a także stwierdza, że istnieją wystarczające podstawy, by sądzić, że sudańskie siły zbrojne używały dronów dostarczonych z zagranicy w operacjach, w których zginęli cywile. Wymienione państwa i podmioty zaprzeczają niektórym zarzutom. Tło strukturalne zostało zgłębione w dokumencie „Sudan – Zapomniana Masakra ” .
XI Forum Pacyfiku debatuje na temat chińskiego testu rakietowego i roli Tajwanu (3-4 września 2026 r.)
Większość uczestników Forum Wysp Pacyfiku wyraziła zaniepokojenie chińskim międzykontynentalnym testem rakiety balistycznej w lipcu i domagała się większej przejrzystości oraz wczesnego ostrzegania; Nauru nie zgodziło się z tym konsensusem. Chiny stwierdziły, że test został przeprowadzony bezpiecznie i był częścią polityki obronnej. Jednocześnie zaostrzył się spór o udział Tajwanu. Minister spraw zagranicznych Tajwanu Lin Chia-lung oskarżył przedstawicieli Chin o wywieranie nacisków i udział w szpiegostwie; Pekin uznał jego zeznania za sfabrykowane. Palau jest jednym z niewielu państw wyspiarskich Pacyfiku, które utrzymują stosunki dyplomatyczne z Tajwanem. Spór ten pokazuje również, że rywalizacja Pekinu z Waszyngtonem i Tajpej nie ogranicza się wyłącznie do kwestii wojskowych, ale obejmuje również dyplomację, infrastrukturę i długoterminowe partnerstwa.
12. Wojsko USA wyłącza identyfikatory reklamowe, ponieważ komercyjne dane o lokalizacji mogą sprawić, że żołnierze będą widoczni (4 września 2026 r.)
Kilka rodzajów sił zbrojnych USA wyłączyło identyfikatory reklamowe na smartfonach i komputerach wydawanych przez rząd. Działanie to zostało wywołane doniesieniami i dochodzeniami Kongresu sugerującymi, że dane o lokalizacji, będące przedmiotem obrotu komercyjnego, mogły być wykorzystywane do śledzenia amerykańskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie. Dezaktywacja tych identyfikatorów została potwierdzona; trwają jednak dochodzenia mające na celu ustalenie, kto konkretnie zakupił, przeanalizował lub wykorzystał te zbiory danych do ataków. Incydent ten uwypukla problem bezpieczeństwa, który wynika nie z włamań do sieci wojskowych, lecz z legalnego lub częściowo publicznego obrotu danymi z branży reklamowej. Problem bezpieczeństwa dotyczy zatem nie tylko samego urządzenia, ale także infrastruktury danych i reklam.
13. Komisja Europejska przygotowuje daleko idący zakaz eksportu złomu aluminiowego do krajów spoza OECD (4 września 2026 r.)
Komisja Europejska przygotowuje szerszy zakaz eksportu odpadów i złomu aluminiowego do krajów spoza OECD. Dotknąłby on w szczególności głównych importerów, takich jak Chiny i Indie. Komisarz ds. przemysłu, Stéphane Séjourné, wycofał węższą propozycję, ponieważ obejmowałaby ona jedynie część eksportu; obecnie ma zostać wydany akt delegowany na mocy rozporządzenia w sprawie przemieszczania odpadów. Ostateczna decyzja jest wciąż w toku i spodziewana jest do końca roku, po konsultacjach. Dla europejskiego przemysłu aluminiowego chodzi o zabezpieczenie surowców wtórnych, zużycie energii i bezpieczeństwo dostaw. Film dokumentalny „Pułapka tlenku glinu” ilustruje, jak sankcje i łańcuchy dostaw aluminium wzajemnie się ograniczają .
14. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej pośredniczy w lokalnym zawieszeniu broni w celu przeprowadzenia remontu elektrowni jądrowej w Zaporożu (5 września 2026 r.)
Wokół kontrolowanej przez Rosję elektrowni jądrowej w Zaporożu weszło w życie lokalne zawieszenie broni , aby umożliwić naprawę uszkodzonej linii energetycznej. Elektrownia jest odcięta od zewnętrznego zasilania od 20 sierpnia i korzysta z awaryjnych generatorów diesla. Oczekuje się, że ukraińscy technicy zajmą się linią po jej oczyszczeniu z min; prezes Rosatomu Aleksiej Lichaczow oświadczył, że prace potrwają około tygodnia. Nie jest jasne, czy naprawy pozwolą na natychmiastowe przywrócenie zewnętrznego zasilania. Mechanizm jest godny uwagi: pomimo niezmiennych celów wojennych obu stron, możliwe było zawarcie ograniczonego porozumienia lokalnego, wynegocjowanego przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej.
15. Walki w Jemenie koncentrują się na punktach dostępu do Bab al-Mandab (4-5 września 2026 r.)
Zacięte walki między siłami Huti a oddziałami uznanego przez społeczność międzynarodową rządu pochłonęły ponad 60 ofiar śmiertelnych, według źródeł wojskowych i medycznych, w tym bojowników obu stron oraz cywilów. Starcia koncentrują się w zachodnim Ta’izz i południowej Al-Hudajdzie. Siły rządowe podobno przeprowadziły naloty; siły Huti próbują przejąć kontrolę nad wybrzeżem Morza Czerwonego i Al-Machą. Obie strony obwiniają się wzajemnie o ataki na ludność cywilną. Znaczenie militarne tego obszaru wynika z jego bliskości do cieśniny Bab al-Mandab, jednego z kluczowych punktów dostępu między Morzem Czerwonym a Oceanem Indyjskim.
PUNKTY ANALIZY
Iran : Od blokady gospodarczej do bezpośredniego ataku na transport ropy naftowej
Wydarzenia wokół Chargu przesunęły punkt ciężkości Tygodnia Iranu. Do tej pory presja militarna, polityka sankcji i porozumienie nuklearne przebiegały niezależnie. 5 września w efekcie doszło do ich zbiegu. Według CENTCOM, irańskie ataki rakietowe na amerykańskie okręty wojenne zapoczątkowały natychmiastową sekwencję wydarzeń; Stany Zjednoczone odpowiedziały nie tylko na ataki na wyrzutnie rakiet i okręty wojenne, ale także na trzy tankowce. Według doniesień amerykańskich, dwa statki zostały trwale unieruchomione, a jeden zniszczony. W ten sposób sama infrastruktura transportowa stała się częścią konfliktu zbrojnego.
Równocześnie Waszyngton pracuje nad ograniczeniem kanałów finansowania. Sankcje wobec Golden Global w Turcji wymierzone są w bank w państwie NATO i uderzają dokładnie w punkt, w którym dochody z ropy naftowej mają być przekształcane w międzynarodowe przepływy płatności. Jednocześnie Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Niemcy zamierzają ponownie przedstawić ustawę o broni jądrowej Radzie Bezpieczeństwa za pośrednictwem Rady Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA). Presja militarna na statki, presja finansowa na banki i presja instytucjonalna za pośrednictwem MAEA wykorzystują różne metody, ale ostatecznie wpływają na tę samą zdolność państwa do działania.
Dla sektora energetycznego i żeglugowego kluczowe jest zrozumienie, że tankowiec to nie tylko ładunek, ale także zdolność transportowa. Trwałe unieruchomienie poszczególnych statków wiąże się z koniecznością ich wymiany, ryzykiem ubezpieczeniowym i dodatkowymi kosztami, nawet jeśli ilość wydobytej ropy pozostanie niezmieniona. Z kolei położenie Iranu nad Cieśniną Ormuz pozwala mu na przerzucanie tych kosztów na strony trzecie. Właśnie dlatego skutków tych ataków nie można mierzyć wyłącznie liczbą zaangażowanych statków. Decydującym czynnikiem będzie to, czy taka praktyka stanie się powtarzalna oraz jak zareagują na nią firmy żeglugowe, ubezpieczyciele i klienci.
Pozostaje pytanie, jak Teheran zareaguje na tę kombinację czynników. Irańskie władze mogą zintensyfikować ataki na siły USA, jeszcze bardziej ograniczyć żeglugę, zaangażować innych aktorów regionalnych lub zdecydować się na ograniczone działania. Każda opcja zmienia strukturę kosztów dla samego Iranu, państw Zatoki Perskiej i międzynarodowych firm żeglugowych. To, która z tych dźwigni okaże się ostatecznie skuteczna, jest niepewne i zależy między innymi od reakcji Iranu, żeglugi w Zatoce Perskiej oraz decyzji głównych azjatyckich konsumentów energii.
Pytania
Czy dalsze ataki na irańskie tankowce staną się stałą taktyką, czy też wydarzenia z 5 września pozostaną ograniczoną serią ataków odwetowych?
Jaką odpowiedź wybierze Teheran, gdy transport ropy naftowej, banki i działania nuklearne znajdą się pod jednoczesną presją?
Jak długo państwa Zatoki Perskiej i główni klienci azjatyccy będą w stanie ekonomicznie tolerować dalsze ograniczenia w żegludze?
Jaki skutek będzie miało ponowne zwrócenie się do Rady Bezpieczeństwa ONZ, jeśli Rosja i Chiny nie poprą linii Zachodu?
Wenezuela: prawa uczestnictwa, czas trwania i kwestia odwracalności politycznej
Nowe szczegóły dotyczące wenezuelskiego modelu naftowego wykraczają poza doniesienia z zeszłego tygodnia. Co najważniejsze, nie chodzi tylko o to, że amerykańscy gracze uzyskują dostęp do złóż. Rząd USA, według własnych oświadczeń, ustrukturyzował swój 35-procentowy udział w taki sposób, aby przyszłe podwyższenia kapitału nie doprowadziły do jego rozwodnienia. Jednocześnie prawa do 17 złóż obowiązują przez 100 lat, a Pentagon ma prawo pierwokupu ropy, której część może zostać zakupiona po cenach uwzględniających koszty produkcji. Jednocześnie 25-letnie kontrakty wiążą innych międzynarodowych operatorów z wenezuelskimi złożami.
Tworzy to strukturę, której przyszłe rządy nie będą mogły łatwo przywrócić do punktu wyjścia.
Porównanie okresów obowiązywania umów ujawnia polityczne sedno. Rząd może zmienić prawo; o wiele trudniej jest rozwikłać sieć inwestycji, roszczeń, umów kupna i międzynarodowych mechanizmów arbitrażowych po zainwestowaniu miliardów. Nie można definitywnie ocenić, czy wenezuelskie umowy zawierają takie mechanizmy w szczegółach, bez ich pełnej publikacji. Właśnie z tego powodu nieujawnione dotąd szczegóły umów nie są bez znaczenia: decydują one o tym, czy ogłoszona suwerenność Wenezueli opisuje jedynie formalny tytuł własności, czy też obejmuje również faktyczną kontrolę nad produkcją, dochodami i późniejszą renegocjacją.
Nawet jeśli prawa własności formalnie pozostaną w Wenezueli, finansowanie, ochrona inwestycji, umowy odbioru, prawa górnicze i istniejąca infrastruktura mogą stwarzać poważne ograniczenia. Właśnie dlatego okres kredytowania jest politycznie równie istotny, jak nominalny właściciel.
„Half-Enforcement” pokazuje, jak wenezuelskie przepływy eksportowe już się zmieniły. „Operation Pivot” umieszcza dostęp do wenezuelskich surowców w szerszej amerykańskiej strategii wobec Chin. „Insider Trading off Caracas” śledzi kwestie własności, finansowania i spekulacji w tej reorganizacji. Podsumowując, nie dowodzi to pojedynczego planu, a raczej udokumentowanej architektury ropy, kapitału i praw długoterminowych.
Pytania
Który rząd Wenezueli mógłby skutecznie zerwać umowy zawarte na okres 25 lub 100 lat – i za jaką cenę?
Jakie prawa posiada Wenezuela w kwestii cen, siły nabywczej, decyzji inwestycyjnych i rozwiązywania sporów?
W jaki sposób polityka kwalifikowalności Pentagonu zmienia granicę między inwestycjami komercyjnymi a dostawami strategicznymi?
Jakie będą konsekwencje nowej struktury dla chińskich roszczeń, pożyczek i długoterminowych relacji energetycznych z Caracas?
Pacyfik: Małe państwa między testami rakietowymi, Tajwanem i ofertami głównych mocarstw
Tegoroczne Forum Wysp Pacyfiku pokazało, jak głęboko nawet małe państwa wyspiarskie są wciągnięte w rywalizację między Chinami, Tajwanem, Stanami Zjednoczonymi, Australią i Nową Zelandią. Palau domagało się jednolitej odpowiedzi na chiński test rakietowy na Pacyfiku. Zdecydowana większość wyraziła zaniepokojenie i domagała się większej przejrzystości, ale Nauru się z tym nie zgodziło. Sam ten sprzeciw pokazuje, że region Pacyfiku nie ma jednolitego stanowiska w polityce zagranicznej.
Jednocześnie obecność Tajwanu stała się przedmiotem otwartego sporu. Palau, Tuvalu i Wyspy Marshalla należą do nielicznych państw regionu, które utrzymują stosunki dyplomatyczne z Tajwanem. Chiny odrzucają suwerenność Tajwanu i ostrzegają przed politycznymi konsekwencjami jego udziału. Tajwan z kolei oskarża chińskich przedstawicieli o wywieranie presji i angażowanie się w tajne działania. Obie strony wykorzystują to samo forum regionalne, aby zademonstrować swoją legitymację i poparcie.
Istnieje również drugi poziom: pieniądze, infrastruktura i bezpieczeństwo. Podczas spotkania Stany Zjednoczone i Australia ogłosiły nowe finansowanie dostaw energii, przepustowości portów, nadzoru i współpracy policyjnej. Chiny od lat oferują infrastrukturę, pożyczki i relacje handlowe. Sygnały wojskowe, uznanie dyplomatyczne i oferty gospodarcze są ze sobą powiązane. „Kontratak – cicha odpowiedź Chin bez strzału” opisuje, dlaczego odpowiedź Pekinu na presję amerykańską często nie polega na natychmiastowym kontrataku, lecz na długoterminowym zaangażowaniu i reorientacji gospodarczej.
Pytania
Czy państwa wyspiarskie Pacyfiku mogą wypracować wspólne stanowisko w sprawie bezpieczeństwa, skoro ich zależności dyplomatyczne i gospodarcze różnią się?
Czy udział Tajwanu w organizacjach regionalnych stanie się w przyszłości większym sprawdzianem stosunków Chin z poszczególnymi państwami wyspiarskimi?
Jakie znaczenie mają projekty portowe, energetyczne i nadzorujące, jeśli infrastruktura cywilna może jednocześnie umożliwiać wykorzystanie jej w celach wojskowych?
Gdzie leży granica między oferowaniem dodatkowych usług a pogłębiającą się zależnością strategiczną dla małych państw?
Zakupione współrzędne docelowe: Kiedy dane reklamowe stają się częścią infrastruktury bezpieczeństwa
Proces wyłączania identyfikatorów reklamowych jest nietypowy z geopolitycznego punktu widzenia, ponieważ nie wymaga dostępu tradycyjnych agencji wywiadowczych. Mobilne identyfikatory reklamowe zostały stworzone, aby sieci reklamowe mogły rozpoznawać urządzenia, budować profile użytkowników i dostarczać ukierunkowane reklamy. Gdy takie identyfikatory są powiązane z danymi o lokalizacji i oferowane za pośrednictwem brokerów danych, produkt komercyjny może stać się zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Właśnie dlatego amerykańskie siły zbrojne dezaktywowały identyfikatory na oficjalnych urządzeniach.
Potwierdzonym faktem jest zabezpieczenie techniczne. Niejasne pozostaje, którzy aktorzy uzyskali konkretne zbiory danych i czy faktycznie wykorzystali je do poszczególnych ataków. To rozróżnienie jest kluczowe. Nie umniejsza to jednak powagi sprawy. Sama możliwość wyprowadzenia wzorców przemieszczania się personelu wojskowego z komercyjnych baz danych przenosi część gromadzenia informacji wywiadowczych z sieci chronionych przez państwo na rynek, którego produkty mogą być sprzedawane i odsprzedawane klientom.
Rodzi to nowe pytanie o odpowiedzialność. Broker danych nie wybiera celów, firma analityczna nie wystrzeliwuje pocisków, a sieć reklamowa nie prowadzi wojny. Jednak połączenie tych poszczególnych kroków pozwala na generowanie informacji o celach, które można wykorzystać w celach militarnych, dzięki profilom lokalizacji, fuzji danych i automatycznej analizie. „Front cyfrowy” opisuje infrastrukturę geofencingu, analityki danych i cyfrowej kontroli wpływów, z której mogą wyłonić się takie możliwości.
Pytania
Jakie wzorce przemieszczania się o znaczeniu militarnym można wywnioskować z legalnie pozyskanych danych komercyjnych?
Kto ponosi odpowiedzialność, gdy gromadzeniem, sprzedażą, analizą i wykorzystaniem danych do celów wojskowych zajmują się różne podmioty?
Czy wyłączenie identyfikatorów reklamowych wystarczy, jeśli urządzenia nadal będzie można korelować za pomocą innych identyfikatorów i źródeł danych?
Jak zmienia się wywiad wojskowy, skoro prywatne rynki danych udostępniają informacje, do których wcześniej miały dostęp wyłącznie służby wywiadowcze?
+++
Michael Hollister służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – daleką od dziennikarstwa opiniotwórczego. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych.
Zastanawialiście się kiedyś, co planują zrobić miliarderzy w razie apokalipsy? Czasami pojawiają się w mediach informacje o budowie bunkra dla Marka Zuckerberga na Hawajach lub o willi Billa Gatesa w Nowej Zelandii. Kla.tv opublikowała wczoraj film poruszający ten temat.
Bunkry, pomieszczenia paniki, podziemne schrony, wiele obywatelstw: Gates, Thiel, Musk i spółka ostrzegają przed przyszłymi katastrofami i na dużą skalę przygotowują się prywatnie na „najgorszy scenariusz”. Pod wielkim ciśnieniem potężna elita technologiczna napędza technologiczne ulepszanie człowieka i finansuje rozwój sztucznej inteligencji. Jednocześnie obawia się stanów „o apokaliptycznej skali” dla świata, który z tego powstanie… Jak to się ze sobą łączy? Spojrzenie za kulisy mężczyzn, którzy chcą kontrolować naszą przyszłość. Źródło.
Znamienne są słowa byłego miliardera Floriana Homma o sytuacji tych jeźdźców apokalipsy nazywających siebie „zbawicielami świata”:
Jestem nieszczęśliwy, czuję się samotny. […] Nie żyję! Moje serce zwiędło. Byłem martwy. I to była śmierć. Brakowało miłości. Brakowało uczuć. […] Że nie ma radości. Że nie ma bólu. […] Brakuje nam umiejętności nawiązywania naprawdę głębokich relacji, ponieważ nie mamy takiej relacji z samym sobą. […] Dzwony już dla ciebie biją. Z twojego wnętrza i od Boga.
Tyle warte jest życie tych zbrodniarzy opierających swoją siłę na skradzionych ludzkości majątkach. Miliardy nie zastąpią zwykłego, życzliwego uśmiechu, sympatii i szacunku, których nie kupisz za żadne pieniądze. Za pieniądze dostaną jedynie na nic niepotrzebne im dobra materialne i złudzenie wyższości nad innymi, chociaż w rzeczywistości są nikczemnymi kreaturami, które nie rozumieją, co jest w życiu naprawdę ważne.
Dlatego właśnie mają realne powody, żeby bać się nienawiści pokrzywdzonych przez nich ludzi. Nikogo nie straszę – oni już sami się boją i reagują jak zwykle inwestycjami w złudne bezpieczeństwo.
Seattle stan Waszyngton – jedna z wielu posiadłości Billa Gatesa.
Za szybami opancerzonego samochodu nie mają szansy nawiązania znajomości z naprawdę wartościowymi ludźmi, ponieważ zawsze jest obawa, że ktoś czyha na ich majątek. Sami kradną, więc nie wyobrażają sobie, że ktoś mógłby tego nie robić.
Pieniądze bezsprzecznie ułatwiają życie, ale kiedy są dla ciebie głównym celem, skazujesz się na okrutną samotność wśród miliardów normalnych ludzi.
Trudno jest to zrozumieć tym, którzy walczą o zdobycie pieniędzy na pokrycie codziennych rachunków. Większość ludzi utożsamia majątek ze szczęściem. A szczęście jest w każdym z nas zupełnie niezależne od zawartości portfela. Szczęśliwym jest ten, kto je dostrzega w codziennych relacjach, w pięknie przyrody, w bezinteresownym uśmiechu przyjaciela.
Tworzę szczęście w swoim życiu.
Dlatego nie warto zazdrościć majątku Gatesom tego świata. To oni mają problem, jak zabezpieczyć te miliardy przed kryzysem, jak nie dać się okraść swoim „przyjaciołom”. Największym ich zmartwieniem jest jednak realna groźba zasłużonej zemsty okradzionych i oszukanych przez nich ludzi.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
„Wojna się skończy, problemy Polski z Ukrainą dopiero się zaczną” –
— to tytuł 37-minutowego wywiadu przeprowadzonego przez Tomasza Pichóra z prof. Jackiem Izydorczykiem:
Nasłuchaliśmy się już sporo na temat relacji, jakie mają łączyć Polskę i Ukrainę – mówi Tomasz Pichór. – Jest nieformalny sojusz. Czy będzie obowiązywał po wojnie?
Nie ma żadnego sojuszu – odpowiada prof. Jacek Izydorczyk. – Jest tylko nakaz pana zza Oceanu.
To jest tak zgniłe u podstaw, że to nie jest żaden sojusz. Wszystkie działania rządów III RP na rzecz utrzymania Ukrainy oraz wojny Kijowa z Moskwą to nakaz amerykański wykonywany przez pseudoelitę warszawską. Ukraina od początku swego powstania jest państwem wrogim Polsce. W każdej chwili może być użyte przeciw nam, także przez Rosję.
Andrzej Duda i Wołodymyr Zełenski
Andrzej Duda w amoku krzyczał, że będzie zniesiona granica, że będzie wspólne państwo, a to oznaczałoby wejście do wojny przeciwko Rosji. Niezrozumiały jest szał humanitaryzmu w 2022 roku. Polacy nie znają historii, muszą widocznie przeżyć u siebie w domu to, co będą robić Ukraińcy.
T. Pichór: Czy Warszawy i Kijowa nie łączy wspólne zagrożenie ze strony Rosji?
J. Izydorczyk: Jakie wspólne zagrożenie?! W interesie Rosji jest podporządkowanie Ukrainy. Jeśli chodzi o Polskę, to Rosja ryzykowałaby gorącą wojnę z Zachodem i NATO. Zabezpieczenie ukraińskich terytoriów jest kwestią interesu narodowego i bezpieczeństwa Rosji. Wchłonięcie Polski przez Rosję nie jest istotne dla bezpieczeństwa Rosji, przyniosłoby odwrotne skutki.
Skoro nie udał się Rosji plan zmiany rządu w Kijowie, istotne dla Kremla jest opanowanie ziem do Dniepru. Nie porozumiały się USA z Rosją, wojna się toczy, a Polacy ponoszą tego koszty, finansowe na razie.
T. Pichór: Jak będą wyglądały relacje polsko-ukraińskie po zakończeniu wojny?
J. Izydorczyk: To zależy od wyniku wojny. W przypadku rozejmu czy pokoju Ukraina straci Krym i ziemie za Dnieprem. Ukraińcy muszą wtedy przekierować swą złość i nienawiść na wroga zastępczego, a naturalnym wrogiem zastępczym jest Polska. Ukraina ma roszczenia do aktualnych terytoriów państwa polskiego.
Półwysep Krymski
Ukraina jest niejednorodna etnicznie – na wschodzie żyją ludzie rosyjskojęzyczni (profesor nazywa ich radzieckimi, co wydaje mi się terminem nieścisłym – przypis ZB), na zachodzie rozwinął się dziki banderyzm, z którym przyjdzie nam graniczyć. W sumie sojusz z Ukrainą to taki, jakbyśmy zawarli sojusz z ludożercami.
T. Pichór: Jaki wynik wojny jest najbardziej korzystny dla Polski?
J. Izydorczyk: Likwidacja Ukrainy – polityczna i ekonomiczna. Po wojnie będziemy ewentualnie zagrożeni ze strony Ukrainy – zagrożeni politycznie, ekonomicznie, militarnie. Przybędzie do nas wielomilionowa mniejszość, możliwe będą akcje dywersyjne, sabotaż, terroryzm. Przeżyliśmy to już przed II wojną światową.
No i trzeba się zastanowić, jakie Polska ma i może mieć korzyści wynikające z istnienia Ukrainy. Przypomnę tu, że Kijów w tajemnicy przed Warszawą zaproponował Waszyngtonowi, by te wycofały personel wojskowy z Polski, a w to miejsce weszłyby siły ukraińskie.
T. Pichór: Co było przyczyną, że reminiscencje historyczne nagle z taką siłą wybuchły w Polsce?
J. Izydorczyk: Pamięć zawsze była. Polityka ZSRR i PRL polegała na wyciszeniu bolesnych problemów, a po 1989 roku władze postsolidarnościowe chciały nam za wszelką cenę obrzydzić polskość i polską historię.
T. Pichór:Z pańskich wypowiedzi wynika, że nie mamy szans na urealnienie polityki wobec Ukrainy, dokąd nie będzie zmiany elit politycznych.
J. Izydorczyk: Mamy – jeśli Waszyngton powie, że ‚macie teraz inaczej postąpić’, to wtedy władze III RP zrobią to w podskokach.
Rzeczywistość okazała się parodią składanych ludziom wcześniej obietnic. Zamiast wolności mamy subtelną, wszechobecną formę kontroli umysłów. Zamiast prawdy – nieskończony szum, w którym najgłośniej brzmią wrogość i kłamstwo.
Każdego ranka miliony ludzi w Polsce, w Europie oraz w innych miejscach na świecie budzą się z tym samym, trudnym do zdefiniowania uczuciem. To nie jest zwykłe fizyczne zmęczenie, które mija po filiżance kawy lub przespanej nocy. To głęboki, egzystencjalny ciężar – poczucie, że świat wokół nas stał się permanentnie wrogi, niestabilny i niesprawiedliwy. Przez dekady wmawiano nam, że postęp technologiczny, globalizacja i powszechny dostęp do informacji przyniosą ludzkości wyzwolenie. Obiecano nam cyfrową agorę, na której wolne jednostki będą wymieniać myśli w poszukiwaniu prawdy.
Rzeczywistość okazała się jednak ironiczną parodią tych obietnic. Zamiast wolności otrzymaliśmy subtelną, wszechobecną formę kontroli umysłów. Zamiast prawdy – nieskończony szum, w którym najgłośniej brzmią kłamstwo i nienawiść. Ludzka cierpienie i krzywda zostały sprowadzone do roli powszedniego, algorytmicznego tła w serwisach informacyjnych. Należy przestać traktować ten stan jedynie jako dzieło przypadku, kryzys geopolityczny czy „naturalny etap rozwoju cywilizacji”. To, czego doświadczamy, to precyzyjnie zaprojektowany i bezwzględnie egzekwowany algorytm.
Współczesny świat nie jest rządzony przez karykaturalne postacie, które spotykają się w ciemnych pokojach, by knuć spiski przeciwko ludzkości. To archaiczne wyobrażenie, które mieszacze informacyjni chętnie podtrzymują, aby każdą próbę buntu i wyzwolenia ośmieszyć jako „teorię spiskową”. Prawdziwa władza ma dziś charakter bezosobowy. Kryje się za zimną architekturą algorytmów, strukturami funduszy inwestycyjnych, monopolami technologicznymi i mechanizmami rynków finansowych. To rozproszona sieć interesów, która działa według jednej, prostej zasady: maksymalizacja zysku i kontroli poprzez permanentne zarządzanie kryzysem. To aksjomat naszych czasów, który musimy wreszcie głośno nazwać po imieniu, by móc go przeciąć jednym, zdecydowanym ciosem.
Fabryka podziałów i mechanizm polaryzacji
Aby zrozumieć, jak działa ten mechanizm, na którym wspierają się elity globalne, należy przyjrzeć się surowcowi, na którym bazuje. Tym surowcem jesteśmy my sami – nasza uwaga, nasze emocje, a przede wszystkim nasz strach. W dawnym świecie bogactwo budowano na ziemi, złocie lub ropie naftowej. W XXI wieku najcenniejszą walutą stała się informacja. Algorytmy wielkich platform społecznościowych, które kontrolują cyfrowy obieg informacji, zostały zaprojektowane w jednym celu: utrzymać nas przed ekranami jak najdłużej.
Analityczne badania neurobiologiczne i beheviorystyczne bezlitośnie odkrywają bezlitosną prawdę: nic nie przyciąga ludzkiej uwagi skuteczniej niż gniew, oburzenie i lęk. Spokojna dyskusja, merytoryczna argumentacja i dążenie do kompromisu są z punktu widzenia systemu masowego zniewolenia nieopłacalne. One nie generują kliknięć, nie wywołują lawiny komentarzy, nie zatrzymują wzroku na reklamach. Dlatego system opart na cywilizacji dominacji celowo promuje skrajności. Codziennie jesteśmy karmieni spreparowanymi informacjami, które mają nas utwierdzić w przekonaniu, że nasi sąsiedzi, współpracownicy czy rodacy o odmiennych poglądach są naszymi wielkimi wrogami.
Sztuczna polaryzacja społeczeństwa to arcydzieło inżynierii społecznej dzisiejszych elit światowych. Skłóconym, przerażonym i podzielonym na zwalczające się plemiona społeczeństwem rządzi się najprościej, podobnie jak skłóconymi i walczącymi ze sobą Słowianami. Ludzie, którzy nieustannie kłócą się ze sobą o kwestie światopoglądowe, historyczne, kulturowe czy polityczne, nie mają wyższej wizji, by spojrzeć ponad, w górę i zobaczyć, kto ciągnie za sznurki tej marionetkowej sceny. Podczas gdy podzielona ludzkość siły w bratobójczych walkach i sporach, ukryta elita finansowa i informacyjna transferuje globalny kapitał, ogranicza swobody obywatelskie oraz monopolizuje kolejne sektory życia.
Gdy prawo staje się narzędziem ucisku
W tym perfidnym układzie sił tradycyjne instytucje państwowe, które z założenia miały chronić obywateli i stać na straży sprawiedliwości, zostały w dużej mierze skorumpowane lub zredukowane do roli wykonawców woli silniejszych. Prawo przestało być tarczą dla słabych, a stało się mieczem w rękach korporacyjnych i politycznych gigantów. Patrząc na to z perspektywy historycznej i prawnej, dostrzegamy przerażający proces: normy prawne są celowo komplikowane i zamieniane w nieczytelny labirynt, w którym odnaleźć mogą się wyłącznie ci, których stać na armie najlepiej opłacanych prawników.
Widzimy to na każdym kroku. Mały, lokalny przedsiębiorca jest niszczony przez biurokrację i bezwzględne kontrole za najmniejsze uchybienie, podczas gdy globalne korporacje legalnie unikają opodatkowania, transferując miliardy dolarów do rajów podatkowych. Obywatel domagający się prawdy jest inwigilowany i uciszany, podczas gdy instytucje odpowiedzialne za dezinformację na masową skalę zasłaniają się wolnością słowa lub tajemnicą korporacyjną. To nie jest błąd w systemie. To jest system w pełnej krasie.
Ta niesprawiedliwość rodzi potężny gniew, który elity potrafią jednak doskonale kanalizować. Zamiast pozwolić, by ten gniew uderzył w źródło ucisku, system przekierowuje go na kolejne mniejszości, inne grupy społeczne czy zewnętrzne zagrożenia. W ten sposób pętla cyfrowej iluzji zaciska się coraz mocniej. Ludzie dobrowolnie oddają swoje prawa i wolności w zamian za obietnicę bezpieczeństwa – bezpieczeństwa przed zagrożeniami, które ten sam system najpierw sztucznie wykreował.
Prawda jako miecz i tarcza
Stajemy dziś przed pytaniem: jak walczyć z przeciwnikiem, który dysponuje nieskończonym kapitałem, kontroluje infrastrukturę technologiczną i posiada monopol na dystrybucję informacji? Odpowiedź brzmi: należy uderzyć tam, gdzie system jest najbardziej wrażliwy – w jego globalną narrację. Każda tyrania, nawet ta najbardziej nowoczesna i cyfrowa, opiera się na jednym fundamentalnym warunku: posłuszeństwie i wierze rządzonych w nienaruszalność panującego porządku. Gdy ludzie przestają wierzyć w kłamstwo, system zaczyna pękać od środka.
Naszą bronią jest celne pióro, przenikliwa myśl, jasne zrozumienie, uczciwe i trafne słowo, zamienione w rycerski miecz prawdy. Do tej walki musimy wnieść intelektualną elegancję i szlachetny styl, który potrafi przebić się przez mur apatii. Musimy pisać językiem faktów, chłodnej logiki i empatii dla ofiar globalnego systemu. Każdy tekst, każdy ujawniony dokument, każde obnażone kłamstwo algorytmu to cios zadany prosto w serce cyfrowej iluzji.
To nie jest czas na dyplomatyczne półśrodki czy litość dla struktur, które bez mrugnięcia okiem niszczą ludzkie życia dla słupków poparcia czy wykresów giełdowych. Musimy działać z żelazną konsekwencją. Prawda oparta na twardych, niepodważalnych danych to jedyna siła, której elity informacyjne nie potrafią przekupić ani kontrolować. Mogą nas cenzurować, mogą blokować nasze konta, ale nie potrafią wymazać prawdy, która raz zakorzeniła się w ludzkich umysłach.
Higiena cyfrowa i wezwanie do działania
Sam opis problemu, choćby najbardziej płomienny, nie wystarczy. Prawdziwa rewolucja informacyjna wymaga twardej logistyki i pragmatycznego planu działania. Każda strategia musi mieć swoje przełożenie na rzeczywistość. Jeśli chcemy odciąć ukrytą elitę od jej źródeł władzy, musimy przestać karmić system naszą uwagą i naszymi danymi.
Pierwszym krokiem jest budowa całkowicie niezależnych, zdecentralizowanych kanałów dystrybucji wiedzy. Musimy wyjść poza platformy kontrolowane przez cyfrowych monopolistów. Czas na powrót do bezpośredniej komunikacji, do szyfrowanych sieci, do niezależnych wydawnictw i lokalnych grup dyskusyjnych. Musimy stworzyć alternatywną infrastrukturę informacyjną, której nie da się wyłączyć jednym kliknięciem w kalifornijskiej czy pekińskiej serwerowni.
Drugim krokiem jest radykalna higiena cyfrowa. Świadome odrzucenie sensacji, bojkot mediów żywiących się nienawiścią i polaryzacją, a zamiast tego wspieranie rzetelnego, niezależnego dziennikarstwa śledczego. Prawdziwa suwerenność zaczyna się w umyśle – w odmowie uczestnictwa w spektaklu strachu. Kiedy odmawiamy nienawiści wobec drugiego człowieka tylko dlatego, że podsunięto nam taki algorytmiczny skrypt, system traci swoją niszczycielską moc.
Kairos to termin, który w starożytnej Grecji oznaczał „właściwy”, „odpowiedni” lub „najlepszy” czas na działanie. Ten krytyczny, ulotny punkt zwrotny, w którym los stwarza okazję, nadszedł Teraz. Czasu mamy dokładnie tyle, ile potrzeba na przeciwstawienie się cyfrowej manipulacji i zmobilizowanie intelektualnych sił cywilizacji doskonałości, czyli prawdziwej spuścizny cywilizacyjnej Zachodu i całego świata.
Prof. W. Julian Korab-Karpowicz
Julian Korab-Karpowicz jest profesorem Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz autorem wielu książek, w tym monografii Realizm polityczny: Ewolucyjna teoria stosunków międzynarodowych (Scholar 2026).
Rosyjski minister spraw zagranicznych skomentował oświadczenia niemieckiego rządu, nazywając niemieckie oskarżenia dotyczące drona w Lipsku początkiem prawdziwej wojny. Były to jak dotąd najdobitniejsze słowa, jakie Moskwa skierowała do Berlina.
Anti-Spiegel 6 wrzesień 2026
Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow w wywiadzie dla agencji informacyjnej „Wiesti” odniósł się do oskarżeń Niemiec i UE wobec Rosji w związku z incydentem z dronem w Lipsku, określając decyzje niemieckiego rządu jako początek prawdziwej wojny:
„Znaleźli jakiegoś drona na lotnisku w Lipsku. Powiedzieli, że to rosyjski dron, ale nikt tego nie zbadał. W gruncie rzeczy to początek prawdziwej wojny. Usunęli konsulat generalny w Bonn i ogłosili zerwanie umowy. Zamykają Dom Rosyjski w Berlinie. Przypominam, że Niemcy zamknęli również swoje placówki dyplomatyczne przed wybuchem II wojny światowej, Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”.
Określił taką grę jako „absolutnie niedopuszczalną” i dodał:
„Nie sądzę, żeby to wymagało wielu wyjaśnień. Oni znowu chcą wojny”.
To charakteryzuje sposób, w jaki polityka niemieckiego rządu i UE jest odbierana i interpretowana w Moskwie. I nie ma żadnych sygnałów z Europy, które wskazywałyby na coś innego.
Kiedy myślimy o tym, co to oznacza dla przyszłości, słowa Ławrowa wydają się szczególnie trafne: Nie sądzę, żeby to wymagało wielu wyjaśnień.
Tropienie analogii jest zwodnicze, ale w sumie pożyteczne. Zwodnicze, bo się trzeba zastrzegać coraz to, że są jakieś różnice, gdyż należy umysłom prostolinijnym, w tym własnemu, tłumaczyć, żeby nie przekładał wszystkiego dosłownie. Pożyteczne to jest nie tylko dla gimnastyki umysłowej, ale głównie po to, że widząc pewne analogie wobec zdarzeń już byłych można z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć rozwój wypadków zdarzeń przyszłych. Tak samo jest z analogiami związanymi z migracją. Tą zachodnią i naszą, polsko-ukraińską.
Migracyjne przygody Zachodu
Najpierw zaczniemy od postawienia pewnej tezy, w oparciu o znane fakty. Mamy do czynienia na Zachodzie z różnorakimi falami migracyjnymi. Wszystkie one mają dwa uzasadnienia – jedno fałszywe, wykorzystywane do tego, by uzasadnić to prawdziwe, choć skrywane. Na razie mówimy o Zachodzie, później poszukamy w tym względzie analogii u nas.
Potrzeby migracyjne Zachodu były uzasadniane słabnącą demografią, zwłaszcza Starego Kontynentu oraz wstydliwym sekretem zachodniego dobrobytu – nie wszystkim się chce pracować, a zwłaszcza wykonywać prac niegodnych, gdy trzeba obsługiwać innych, czy sprzątać po nich. Po prostu „pany” europejskie nie chcą się już schylać, nie po to budowały swoje bogactwo, często wiekami łupiąc inne nacje, by teraz zamiatać, podawać do stołu czy wymieniać baseny przy łóżkach szpitalnych.
To był wstydliwy szczegół, zaś migracyjne potrzeby tłumaczyło się bardziej kwestiami wymierania, niż tego, że potrzeba nam ludzi do robót brudnych, bo my już coraz bardziej na sutych emeryturach. Mówiło się o demograficznej zapaści, nieodnawialności pokoleń i tym, że nas coraz mniej, ale tak naprawdę chodziło o sprowadzenie całych nacji do nas tu obsługi. Tak było do mniej więcej lat dziewięćdziesiątych. To była oficjalna wersja, ale powoli stająca się coraz bardziej fałszywą.
Demografia jako element destrukcyjny
Wszedł bowiem na pełnej petardzie aspekt kulturowy w wykonaniu globalistycznym. Mieliśmy ideolo multi-kulti, że „wszystkie kultury nasze są”, nie ma lepszych czy gorszych. Ale tu od razu był zgrzyt – nikt nie mówi (no, może niewielu) o tym które kultury są lepsze, czy gorsze, ale chodziło o to, że – przynajmniej według Feliksa Konecznego – dwie kultury nie mogą długo koegzystować bezkonfliktowo, a na dłuższą metę – nigdy. Projekt ideologiczny znacznie poprzedził realne fale migracyjne, ale i przygotował tzw. podglebie pod przyszłe fakty. Kiedy pierwsze łodzie ochoczo wypłynęły na zapraszające zawołanie kanclerki Merkel „Wir schaffen das!” wszystko na brzegu było już gotowe. Projekt globalistyczny, który jest w rezultacie rewolucyjny jak żaden inny, nanizywał na sznurek nowego wspaniałego świata destrukcyjne koraliki, jeden po drugim. Jednym z ważniejszych koralików była i jest dezintegracja państw narodowych, a cóż lepiej temu może służyć, niż kulturowa wojna pomiędzy migrantami o innej kulturze a tzw. goszczącymi, choć często bez udziału, lub nawet wbrew, tych goszczących woli?
Migracja, a właściwie jej bezwarunkowa akceptacja przy zaniku tu polityki wielu państw, była uzasadniana humanistycznie, czasami ekspiacyjnie – chociażby za kolonialne zbrodnie przodków danego goszczącego kraju. Te były unurzane we wstydzie za przemoc i wyzysk jakichś tambylców uprawiany pod pretekstem cywilizowania, a zwłaszcza pod pretekstem religijnego nawracania. Namnożyło się więc przewin sprzed wieków, które wciskane ludowi goszczącemu przez procesy globalizacyjne wywoływały u niego poczucie uzasadnionej winy i chęć rekompensaty. Pług migracyjny przeorał miedze spoistości narodowych i etnicznych, osłabił integralność demograficzną i kulturową. Przodowało w tej orce lewactwo, jako ideologia uzasadnienia nie tylko odkupienia klasowo-rasowych przewin, ale i realizacje misji zbawienia przez bożka równości. Nie od dziś mamy do czynienia tu z mariażem dotychczas sprzecznych intencji globalistycznego kapitału i lewackiej ideologii. Cele globalistyczne realizuje się pod sztandarami lewicowymi, gdyż przesłanie globalistów wprost (nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy) jest raczej niestrawne. Prędzej lud o farbowanych włosach nabierze się na bajki o równości i inkluzywnym odkupowaniu win rodziców, twórców systemowego suprematyzmu.
Demograficzna dyskryminacja pozytywna
Do tego doszły dwie kwestie wynikające z zasady dyskryminacji pozytywnej: pierwsza – narracyjna, że o migrantach nie można złego słowa powiedzieć. Druga – ważniejsza -, że ta nierówność zaczęła przeciekać nie tylko do procedur policyjnych ale i linii orzeczniczych sądów. Powstały dwie kategorie ludzi – goszczący i goście, z tym, że goście zaczęli mieć lepsze prawa niż gospodarze. Po prostu destrukcjonizm globalizmu dołączył do swego instrumentarium kolejny aspekt – rozpadu integralności narodu. W sensie narracyjnym widzimy to na przykładzie takiej Wielkiej Brytanii jak w soczewce. Na Wyspach siedzi za „mowę nienawiści” więcej ludzi niż w Rosji czy na Białorusi. Stworzono pojemny worek pojęciowy, procedury policyjne do łowienia i linie orzecznicze do skazywania głównie za kwestionowanie efektów polityki (bo samej polityki nie ma) migracyjnej. W mediach nie uświadczysz nic krytycznego na ten temat, nawet tożsamości narodowe, a więc i imiona sprawców wypadków są skrywane, co kuriozalnie – właśnie przy takiej anonimizacji powoduje skutek odwrotny – każdy wtedy „wie” kto, a właściwie jaka ukrywana rasa, dopuściła się występku.
To narracja, zaś gorsze jako się rzekło, staje się nierówne traktowanie cudzoziemców przez policję, prokuraturę i sądy. Przykład Polaka (Henry’ego Nowaka) zasztyletowanego w Anglii pokazuje jak to się kończy. Wystarczyło tylko, że pigmento-pozytywny morderca wskazał na rasistowski kontekst zachowań domniemanego agresora, a już policja zakuła zasztyletowaną i umierającą ofiarę. Myślicie, że ktoś za to beknął? Nawet nie wiadomo co się dzieje ze sprawcą. W sądzie doczeka się pewnie pobłażliwego traktowania, wszak to też ofiara naszego przecież systemowego suprematyzmu. My, biali wszystkiemuśmy winni. I nie można nic powiedzieć, bo z drugiej strony pilnuje wszystkiego całkiem już więzienny kaganiec cenzury i bańka się domyka.
Do tego dochodzi gargantuiczny wręcz socjal, preferencje w szkolnictwie czy dostępie do służby zdrowia i rodzą się dwie klasy. Proces ten trwa dość długo, by z jednej strony się już sprzykrzyć, ale i z drugiej strony wyprodukować całe pokłady samobójczej akceptacji. Nawet na poziomie głosowania za ugrupowaniami, które sprowadzają bezpośrednie zagrożenie na nasze domy i najbliższych. Widać to na zachwyconych, czy tylko zdziwionych, filmikach gości z Zachodu, którzy na polskich ulicach dziwią się, że tu można (jeszcze?) chodzić samotnie dziewuszce po nocy, ulice są czyste i nikt ci nie wchodzi na posesję, by cię obrabować, czy tylko się wysikać. Migracja stała się tematem politycznym, grupującym ludzi, którzy mają już tego dość, ale ten dekiel jest mocno przytwierdzony do gara poprawności – co prawda w takich wypadkach ciśnienie tylko rośnie, ale nie ma się co cieszyć, bo jak gar walnie, to w całości.
Polskie analogie
I teraz pora na naszą, polską analogię. My też tak my, ale od niedawna. Gościmy u siebie Ukraińców w dużej mierze od początku transformacji, ale ważne są dwie fale. Jedna – z kulminacją po 2014 roku i tzw. pierwszej wojnie ukraińskiej, miała charakter stricte zarobkowy. Nikt tu do nas stamtąd nie przyjeżdżał owinięty we flagi cierpienia, a tym bardziej roszczeń. Ta fala była nastawiona na asymilację, chciała się wtopić w polski żywioł. Ta emigracja jest najbardziej wroga, bardziej niż polskie ksenofoby, w stosunku do… drugiej fali ukraińskiej migracji, tej po 2022 roku. Ci pierwsi uważają, że ta druga fala psuje im cały dorobek, już nawet nie materialny, ale kapitał akceptacji przez Polaków. Roszczeniowe postulaty drugiej fali stają w sprzeczności w sumie z dezerterskimi motywacjami ich tu pobytu, zaś ostatnie wypadki, kiedy nabrały już charakteru otwarcie wrogiej ideologii banderyzmu, spowodowały, że konflikt polsko-ukraiński rozkwitł w formie wielkiego wora, gdzie obie strony wrzucają niewinnych Ukraińców, którzy po prostu chcieli sobie w Polsce ułożyć życie, a nie przynosić do Polski roszczenia w postaci rachunków krzywd, w dodatku zmyślonych przez kijowskich cwaniaków.
Kiedy na konferencji poświęconej Obronie Cywilnej rozmawiałem z wysoko postawioną mundurową Ukrainką i zeszło nam na banderyzm, dowiedziałem się, że nie ma na Ukrainie żadnej innej idei, która by zagoniła lud do okopów. Po prostu – państwo ukraińskie, jak słyszymy o grubo ponadtysiącletniej historii – nie dorobiło się żadnego innego etosu, niż idea czystości rasowej wolnej od historycznych ciemiężców. A więc ideologia banderyzmu jest używana taktycznie do mieszania ludowi okopowemu w głowach. By tam siedział i walczył, bo przecież powiedzenie mu, że walczy o dobrostan oligarchów mogłoby nie wywołać już takiego entuzjazmu. A jako, że mamy i w Polsce takich polityków (i to nie tylko mowa o Janie Marii Rokicie), którzy uważają, że na Ukrainie może rządzić i sam diabeł, byleby walczył z Rosją, to czemu się dziwić, że sami Ukraińcy używają tego do zaganiania do okopów kolejnych dostaw mięsa armatniego.
Order jako przełom
My z Ukraińcami, zwłaszcza po roku 2022 weszliśmy w wydeptane buty Zachodu. Wszystko jest takie samo – najpierw, do afery z Orderem było po zachodniemu. Pełna zgoda polityczna, preferencje socjalne, medyczne, szkolne, mieszkaniowe, daleko przekraczające wsparcie państwa wobec jego obywateli. Pełna na to zgoda w mediach i ławach sejmowych. Coś bąkała Konfederacja, ale nieśmiało, ośmielił ją dopiero Braun. Teraz „pożyczają” od niego na prawicy wszyscy, choć wielu – tak jak PiS – sami przyłożyli rączki do procesów, nad którymi dziś wylewają krokodyle łzy.
Przełom ukraińskiej omerty nastąpił z powodu afery z odebraniem Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Tu pękła zmowa milczenia, już nawet nie chcę spekulować czy przypadkiem, czy po prostu PiS zobaczył z badań, że dalsze brnięcie w „sługi Ukrainy” podrzuca wyborców już tylko Braunowi, Nowogrodzka zdecydowała się otworzyć zatrzaśniętą dotąd tzw. „puszkę z Pandorą”. Tak czy siak mleko się rozlało i można było o tych ukraińskich przypadkach mówić, choć tylko – uwaga – w sferze pamięci historycznej. Bo w pozostałych kwestiach jest po staremu – tu oba plemiona służą na wyprzódki. Prapremier Czarnek tylko się zająknął o jakiejś ekwiwalentności pomocy dla Ukrainy i już musiał w przysiadach czyścić dywanik na karnym ochrzanie na Nowogrodzkiej.
Jedziemy po zachodniemu z małym wyjątkiem na to, że u takiego Niemca, to o innoziemcach może mówić źle tylko AfD, a u nas parę partii i telewizji, zaś w Anglii to w ogóle. Ktoś powie, że przecież tam na Zachodzie mamy do czynienia z konfliktem kulturowym, bo to inne ludy, inne kontynenty, inne kultury. My zaś mamy na głowie Słowian, z pewnym potencjałem jeśli już nie asymilacyjnym, to chociażby integracyjnym. I tu natrafiamy na pewien fenomen. Nasza kultura jest krańcowo odległa od ukraińskiej. Nie tylko dlatego, że to kultura turańska, a my jesteśmy łacińska, ale dlatego, że jest… gorzej.
Kwalifikacja Feliksa Konecznego wymaga tu pewnego omówienia.
[Sprostuję poniższe: Feliks Koneczny widzi na wschód od Polski nie cywilizację turańską, lecz potworną mieszankę cywilizacyj, czyli „kołobłęd” atrocinium magnum. I tak to jest. MD]
Kiedy słuchałem wykładu profesora Osadczego zorientowałem się, że nie jest tak do końca prosta ta turańskość Rosjan czy Ukraińców. Tam jest bardzo duży ładunek nihilizmu kulturowego, braku innych niż darwinowskie norm. Kto kogo, jak nie kopiesz – jesteś kopany, przed władzą nie fikaj, ta sama się wybiera – masz dwie drogi: bierność, albo ryzykowana walka o awans w strukturze wręcz mafijnej. Turanie to jednak jakaś kultura materialna, zaś tu nie buduje się niczego, Boga nie ma, życie pozagrobowe nie istnieje, a więc walczymy pazurami o materialną doczesność. I nie jako społeczeństwo, ale dostęp do szajki, która nim rządzi. Tak tam jest na wschodzie, za naszymi granicami. Nota bene –, żeby tu nie podbijać sobie bębenka, my zmierzamy w tempie stachanowskim w tym samym kierunku. Kulturowo nie mamy więc na razie prawie żadnych punktów stycznych, jesteśmy tak daleko od siebie jak sub-saharyjczyk od Hiszpana czy Belga.
Migracja jako kolejny dzielnik Polaków
Jak się zastrzegłem na początku – przyglądniemy się tutaj pewnym analogiom. Tak jak na Zachodzie kwestia migracji została użyta do celów politycznych, tak samo stało się i w Polsce. Wybrzmiało to oficjalnie właśnie po aferze z orderem. Ja się zastanawiałem – tu mnie chyba znowu przyćmiło, bo sprawa była prosta – jak z tego wyjdzie Tusk, ale okazało się, że samo zastanawianie się nad tym tematem dowodzi spadku mojej formy umysłowej. Przecież to proste – temat został wrzucony pomiędzy bieguny wojny polsko-polskiej, jak wszystko w tym kraju. Nie mogło być inaczej.
Tak jak na Zachodzie, tak i w Polsce, sprawa migracji od razu ładnie podzieliła społeczeństwo na część godną i cywilizowaną oraz na tę czarnosecinną i niegodną. I nie stało się to mimochodem, tylko w ramach przemyślanej operacji komunikacyjnej. Linia podziału została z premedytacją sfastrygowana nitką przemocy (niechby i słownej) wobec biednych Ukraińców. Przeciekło – vide Zachód – i do nas to inne traktowanie procedur policyjnych wobec Ukraińców, inne traktowanie w sądach. Nie tylko w przypadku przestępstw w wyniku konfliktów rasowych, ale przestępstw pospolitych w ogóle.
Ostatnie rewelacje ogłaszane przez ministra Żurka, że powołał ponad setkę prokuratorów do ścigania aktów przemocy wobec Ukraińców wpisuje się w zachodnie trendy. Nic tu nie mamy nowego, tyle, że przed aferą z orderem niby ani Polacy gremialnie nie bili Ukraińców, ani Ukraińcy nie bili Polaków. Wszyscy się kochali, a teraz jakoś przestali? Figę prawda – po prostu dęty problem znowu służy do dzielenia Polaków i zbieraniu pod flagą mniemanej przyzwoitości kolejnych wzmożonych zastępów pożytecznych ukrainofilów. Ale państwo się tu będzie srożyć w realu, tak jakby nie miało ważniejszych tematów niż ochrzanione prowokacyjne dziewuszki z autobusu.
Przy analogii z Zachodem mamy tu też podobną kwestię jak z AfD czy innymi partiami antysytemowymi. Migracja robi się naczelnym problemem i stanowi najpoważniejszy, bo powszechny problem establishmentu z ludem. Agenda migracyjna, tak jak klimatyczna, są wciąż w realizacji, przynajmniej europejskiej. Tu się nie odpuszcza, będą tylko zagadywać. A objawy tej polityki nasilają się, zwłaszcza po hiszpańskiej pokazówie w Ceucie, gdzie lud wziął sprawy w swoje ręce, za co ostrzelała go, tego ludu, policja. Wokół migracji będą narastały zrozumiałe i proste w przekazie partie polityczne, niechby nawet nazywane populistycznymi. Zobaczymy jak to będzie u nas – bo na razie problem jest w dużej mierze „tylko” ukraiński, zaś zaraz po wyborach – co za przypadek – otworzy się pakt migracyjny i do ukraińskich problemów dojdzie masówka CIC (Centrów Integracji Cudzoziemców), w tym centrów rozproszonych, gdzie ludek migracyjny będzie rozwodniony po okolicy, by nie drażnić obozowością, zaś będzie się spotykał jedynie na imprezach integracyjnych. Ot, żeby pogadać jak się żyje, wymienić know-how na temat kolejnych form socjalu i podzielić rachunkami krzywd ze strony goszczących, lub wysunąć kolejne roszczenia.
Pamiętacie?
Jest jeszcze jedna sprawa, tu sam siebie zacytuję z czerwca 2020 roku z mojego „Dziennika Zarazy”. Wpis z 4 czerwca: „Facet zachodzi ją z boku i nagrywa. Jest sama na chodniku. Zatrzymuje ją. Dziewczyna się boi. Facet mówi, że jest z „Black Lives Matter” i jego szef (tak, CEO, mówi o swej organizacji jako o firmie, w której pracuje) kazał mu zaczepiać takie osoby jak ona, by dać im szansę na kolanach przeprosić za swoje białych przywileje w duchu solidarności z gnębionymi czarnoskórymi (nie mogę użyć słowa na M z czytanki, bo mi Youtube nie puści). Dziewczyna klęka i przeprasza. Nie wiem czy dlatego, że się boi, czy dlatego, że tak myśli. A może tak myśli, bo się boi?
Ta dziewczyna to Ameryka. Na kolanach, przestraszona, bo widzi na ulicach i ekranach co z białymi robią obrońcy praw czarnoskórej… większości. A jeśli nie jest przestraszona, to co najmniej biorąca na siebie winy pra-pra-pra-ojców za zniewolenie czarnoskórych Afrykanów sprzed 200-300 lat. W Ameryce całe seriale takich ekspiacji: żołnierze Gwardii Narodowej i policjanci z jednostek szturmowych klęczą przed Afroamerykaninami i proszą o wybaczenie, całe rzesze zbierają się na ekspiacyjnych spędach i na kolanach błagają o zbawienie od grzechów swych supremacyjnych praojców. A paru czarnoskórych, stoi i patrzy się z satysfakcją na samoponiżenie swoich byłych panów. Zbiorowa histeria.”
Brzmi kuriozalnie, ale to fakty sprzed nieledwie sześciu lat. Tak sobie poczynało Black Lives Matter. „Myśmy wszystko zapomnieli…”, co? Teraz ci sami ludzie w Stanach mijają się na ulicy, zaglądają sobie po sąsiedzku przez płoty. Wcześniej zmuszani do lizania butów czarnoskórym kolegom z klasy czy sąsiadom. Jak się teraz żyje w USA po takiej zbiorowej ekspiacji? Nie wspominam o tym dla wątpliwej satysfakcji z zagonienia się Zachodu do kąta. Nie.
ULM
Uważam, że mamy wszelkie podstawy do powstania w Polsce ruchu Ukrainian Lives Matter. Wszystko jest jak wtedy w USA – pretensje do polskich praojców za okupowanie „odwiecznych ziem ukraińskich”, traktowanie z góry przez Lachów i są też, jak w Ameryce… grupy chętnych wzmożonych do klękania i lizania butów ofiar. I możemy mieć dużą chęć, jak domniemywam, naszych gości do takich form powetowania sobie za wmuszane poczucie wyższości „polaczków”, którzy ich nie szanują, używają do robót niechcianych i nie widzą ich (zdalnego) wysiłku zbrojnego w walce przecież o waszą, Lachów, wolność na polach Ukrainy.
Mamy tu wszystko na tacy, nawet widać potencjalnych przywódców, sponsorów i media wspierające. Brakuje jednego – Floyda. Pamiętajmy, że BLM zaczął się od uświęcenia ofiary, na którą wybrano porno-przestępcę, naćpanego męta, który terroryzował ciężarną kobietę przykładając jej pistolet do brzucha. Widać z tego, że ofiarą wyświęcająca cały ruch może być dosłownie każdy, nawet najgorsza szumowina. Wystarczy, że mu się coś przydarzy, a takie rzeczy można i zorganizować, jeśli tylko każą na siebie długo czekać.
Nieodwzajemniona miłość
Ostatnio, po aferze z Orderem, Kijów brał po uwagę dwa warianty reakcji. Umiędzynarodowienie kwestii „fali” przemocy wobec Ukraińców w Polsce – miano nas skarżyć do Unii i do trybunałów od praw człowieka, że u nas biją Ukraińców. Druga frakcja w Kijowie opowiadała się za dialogiem, to znaczy działaniami dyplomatycznymi i powołaniem grup roboczych od gadania o niczym. Wybrano układ hybrydowy – oficjalnie Kijów wzmógł narrację ofiary, jednak łaskawie spraw nam nie wytoczył. Podobno obawiano się, że jak dojdzie do skarg i procesów międzynarodowych to się Polacy wkurzą i realna pomoc, a nie pitolenie o historii, się skończy. Zaniechano więc dalej idących kroków.
Wydaje mi się jednak, że Ukraińcy przeceniają naszą możliwą reakcję. Nie ma takich możliwości, łącznie z międzynarodowymi skargami na Polaków, że się krzywo patrzą, by Polska przestała pomagać Ukrainie. Będziemy jej pomagać, nawet jak zrobi wszystko, żebyśmy przestali. Dla jej dobra i naszego, by ruskie tanki nie stały nad polskimi granicami.
Ukraino, tak cię kochamy, że nigdy nie przestaniemy, nawet gdybyś nas nienawidziła (o co małodusznie cię podejrzewamy). Mamy taką cwaną politykę, że nie masz na to rady – będziemy ci pomagać. Jesteśmy nieodrodnymi dziećmi Albina Siwaka, jedynego robotnika z KC PZPR, tego który przeprowadzał staruszki przez ulicę, nawet jak tego nie chciały.
[A to był mądry i odważny człowiek, tylko żydostwo tak go ośmieszało M. Dakowski]
Nie zmienia to oczywiście paradygmatu dzisiejszej ochlokracji: „polskość to nienormalność”, lecz jest wyrazem niepokoju i zatroskania o dalsze wspieranie środowiska nazywanego przez Stanisława Michalkiewicza „Volksdeutsche Partei”.
Na pewno nie można mieć pretensji do Donalda Tuska o użyte słowo “trochę”, tym bardziej, że podobnych przypadków z moralną i intelektualną dysfunkcją jest w KO zdecydowanie więcej niż “trochę”, a gwoli zobrazowania sytuacji możemy nawet użyć słowa – zatrzęsienie.
Funkcjonariusze partyjni z KO nie lubią AfD, co nie jest oczywiście powodem do potępienia, ale za to sympatyzują z niemiecką neokomuną praktykującą unijny faszyzm oraz wspierają, okradając Polaków, ukraiński banderyzm w skali większej niż „trochę”. [patrz obrazki poniżej…]
Niepokój wybitnego post-europejskiego polityka, jakim jest bez wątpienia idol Olaków, jest uzasadniony. Powód do niepokoju mają również inne środowiska lewicowe. Tam, gdzie AfD ma wpływy, tam dotacje na lewicę w Polsce mogą zostać nadwyrężone lub skasowane. Na pewno nie wszystkie, bo przypomnijmy: nie jest to formacja przyjaźnie nastawiona do Polaków.
Nazwa restauracji może budzić skojarzenia. Temat rozmowy również, tym bardziej, że głębia strategiczna towarzysząca pytaniu „Jak długo jeszcze będzie umierać Polska”, kryje w sobie wiele wariantów.
– Jak długo? Jak długo jeszcze mamy czekać ? – polityk prawie wykrzyczał swoje pytanie.
– Nie wiem, naprawdę nie wiem – Odpowiedział Szarlatan. Na jego kostropatej twarzy pojawił się dodatkowy grymas znużenia. – Nie wiem… przystawiliśmy pijawki…
– No i co z tego?! – wybuchł po raz drugi polityk – pytam jak długo?
– Przystawiliśmy pijawki – kontynuował Szarlatan – z zachodu i wschodu, a całkiem nowa porcja czeka na transport z Afryki. Może… – zawiesił głos.
– Co „może”?
– Może trzeba będzie dodatkowo upuścić krwi, o wiele więcej niż zazwyczaj – dodał Szarlatan.
– Tym akurat zajmie się nasz… polityk przez chwilę szukał odpowiedniego słowa – nasz przyjaciel.
– A to… nie powinno pana interesować – ton głosu polityka stał się wyjątkowo nieprzyjemny. Po chwili milczenia zadał kolejne pytanie – co jeszcze możemy zrobić?
– Dezintegrujemy, wprowadzamy chaos i strach, oddzielając jeszcze bardziej głowę od emocji i od tułowia. Głowa już w tej chwili nie kontroluje wgranych przez nas odruchów warunkowych… poza tym, od nowego roku planujemy nową szczepionkę…
– Co tam się dzieje? – rzucił niespodziewanie polityk do asystentki, wskazując na drugi, pogrążony w cieniu kąt Restauracji.
– Co tam się dzieje? – spytała asystentka przywołanego ochroniarza
– Informuję, że pani minister się gzi.
– Jak to się gzi? Z kim? – polityk nie krył zaskoczenia
– Nie wiem. Sprawdzić?
– Tak… czekaj! Nie teraz, potem … o czym to my… – zwrócił się do Szarlatana – to chyba byłoby na tyle. Za tydzień, w tym samym miejscu.
Szarlatan wstał, kiwnął głową i odszedł w milczeniu
– Jak on się nazywa? – spytał polityk, zwracając się do asystentki
– Szarlaten – odpowiedziała asystentka
– Jak? Szarlaten czy Szarlatan?
– Szarlaten – powtórzyła asystentka. – Tak jest w papierach.
– A kto robił kwerendę? AI? – spytał ironicznie polityk.
– Proszę wybaczyć, szefie, ale jaka to różnica? – odpowiedziała asystentka
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 6 września 2026 michalkiewicz
Powoli wakacje – również parlamentarne – dobiegają końca. Przed nami jeszcze rocznicowe uroczystości, związane z podpisaniem porozumień gdańskich między strajkującymi i rządem, no i oczywiście – z rocznicą wybuchu II wojny światowej, która rozpoczęła się od napaści Związku Ra… – ach, co ja piszę takie rzeczy! Nie od napaści Związku Radzieckiego, bo ten „wkroczył” (warto zwrócić uwagę, że Armia Czerwona na nikogo mnie napadała, tylko albo „wkraczała”, albo „wyzwalała”) – tylko od napaści na Polskę Niemiec – naszego obecnego sojusznika.
Jeśli chodzi o rocznicę słynnych „porozumień”, to warto przypomnieć, że wszystkimi wielkimi strajkami w roku 1980 kierowali tajni współpracownicy, jak nie Służby Bezpieczeństwa, to wywiadu wojskowego. W Gdańsku – Kukuniek, w Szczecinie – Marian Jurczyk, a w Jastrzębiu-Zdroju – Jarosław Sienkiewicz – i stosowne porozumienia też podpisali. Czy ten wątek zostanie w tegorocznych obchodach wyeksponowany, czy też pominięty, jako tak zwany „wstydliwy zakątek”? Myślę, że nikt tego wątku eksponował specjalnie nie będzie, bo to rzuciłoby cień na naszą młodą demokrację, skłaniając do podejrzeń, że jest ona podszyta bezpieczniakami, którzy również po sławnej transformacji ustrojowej na przełomie lat 80-tych i 90-tych, nadal stanowią najtwardsze jej jądro, ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Podobnie może być z obchodami wybuchu II wojny światowej, Jak wiadomo, jest rozkaz, że wywołali ją „naziści”, który najpierw okupowali Niemcy, a potem – resztę Europy. Dzisiaj oczywiście o żadnej „okupacji” mowy być nie może, bo dzisiaj Europa „jednoczy się” dobrowolnie, chociaż niestety nie cała, bo są tu i ówdzie kraje, które sypią piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów. Weźmy taką choćby Islandię, która nie tylko nie zagłosowała za Anschlussem, ale nawet sprzeciwiła się wszelkim negocjacjom na ten temat.
U nas coś takiego jest uważane za straszliwą myślozbrodnię, Niebu obrzydłą i Grzegorz Braun, m,in. z tego powodu ciągany jest po prokuraturach i niezawisłych sądach, a tu proszę – Islandia odmówiła nawet negocjowania warunków Anschlussu i nikogo z tego powodu nie umieszczono nawet w areszcie wydobywczym. Daleko z tolerowaniem takiej samowolki nie zajedziemy, bo jak tak dalej pójdzie to masy ludowe mogą sobie pomyśleć, że z tą demokracją to wszystko naprawdę, podczas gdy przecież wiadomo, że prawdziwa demokracja jest wtedy, gdy większość podejmuje decyzje jedynie słuszne. A które decyzje są jedynie słuszne? To proste, jak budowa cepa: jedynie słuszne są te decyzje, za którymi opowiada się Judenrat i stare kiejkuty.
Szkoda, że ten wątek nie został wyeksponowany na obydwu konkurencyjnych piknikach; tym w Olszynie, zorganizowanym przez Volksdeutsche Partei i tym w Juracie, któremu patronował pan prezydent Karol Nawrocki. W związku z tym uwagę opinii publicznej przyciągały dwie rzeczy – po pierwsze – gdzie przyjechało więcej młodzieży i jakie towarzyszyły tym piknikom atrakcje. Piknik w Juracie ubarwił występ piosenkarza Skolima, przeciwko któremu zdrowe siły w partii podniosły, że śpiewa z niewłaściwego klucza, wskutek czego jego piosenek nie powinny słuchać dzieci. Nie wiem, czy śpiewał on tam swój przebój, że „rozkładam nogi twoje i biorę to, co moje”, czy też utwory bardziej umiarkowane – ale to nieważne, bo na pikniku w Olsztynie wystąpiła „Mery”, która w swojej piosence przechwalała się, że jest „suką”: „Koleżanki wege, a ja rzucam mięsem. Ujdzie mi na sucho, bo jestem suką”. Autorytety moralne próbują tłumaczyć, że jest to utwór „o poszukiwaniu miłości”. Wszytko to być może, bo „Mery” taktownie wystąpiła na estradzie nie na golasa, tylko w majtkach i biustonoszu – pewnie gwoli wyeksponowania swoich walorów intelektualnych – co stanowiło znakomite pendant do wystąpień dygnitarzy z vaginetu obywatela Tuska Donalda.
Obiecał on młodzieży, że obłoży ją podatkami – ale wszystkich przelicytował pan marszałek Czarzasty Włodzimierz, który powtórzył rozkaz Józefa Stalina: „ani kroku wstecz!” – oczywiście – przed „prawicą”. Potwierdził w ten sposób trafność przysłowia, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym potem trąci. Z kolei obywatel Tusk, najwyraźniej pod wpływem swobodnej atmosfery, przestał panować nad zaimkami i dał wyraz nadziei, że „we wrześniu” „musi mieć pewność”, że „nasi sędziowie” wejdą do Trybunału Konstytucyjnego. Trudno o lepszą ilustrację, że sędziowie dzielą się na „naszych” i jakichś takich nie naszych, a ci „nasi”, jeden przez drugiego, przechwalają się swoją „niezawisłością”, która w tej sytuacji oznacza całkowitą dyspozycyjność i zdolność do wszystkiego. Jakimi zaletami odznaczają się ci drudzy – nawet nie śmiem się domyślać – ale pewnie też zdolni są do wszystkiego.
A – jak pisałem – sezon łowiecki już się rozpoczął i dynamicznie się rozwija. Na razie prokuratura zgromadziła „twarde dowody” przeciwko prezesowi PKOl, panu Piesiewiczowi, którego w związku z tym niezawisły sąd – niewątpliwie „nasz” – w podskokach umieścił w areszcie wydobywczym pod pretekstem „obawy matactwa”. Ale jakie tu może być „matactwo” w obliczu takich „twardych dowodów”? Tajemnica to wielka – ale widocznie musimy zacząć się oswajać z sytuacją, gdy w walce o socjalistyczną praworządność będziemy co i rusz natrafiali na coraz to nowe tajemnice. Wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie łowieckim pan prezes Piesiewicz jest zaledwie pierwszą zwierzyną na pokocie. Chodzi o to, że prezes Zondakrypto, świadek koronny obywatela Żurka Waldemara, pan Przemysław Kral, z bezpiecznego oddalenia w bezcennym Izraelu, będzie realizował społeczne zamówienia na rewelacje, zgodnie ze wskazówkami swoich pełnomocników: Wielce Czcigodnego Giertycha Romana i pana mec. Dubois. Na wszelki tedy wypadek, kandydaci na podejrzanych uwijają się wedle dostarczenia przykładów, że pan Kral futrował działaczy ponad podziałami. Na dowód czego pokazane zostało zdjęcie obywatela Tuska Donalda z koszulką Zondakrypto.
Jedynie pan Mateusz Morawiecki zachowuje w tej sytuacji spokój, oświadczając, że „niczego” się nie boi. I ja mu wierzę, bo skoro wykonuje trzecią część swojego zadania – obecnie w postaci neutralizowania PiS – to czy ze strony Volksdeutsche Partei, albo starych kiejkutów mogłoby spotkać go coś złego? Niechby tylko ktoś spróbował mu zaszkodzić, to zaraz przypomniano by mu, skąd wyrastają mu nogi. Skoro my to wiemy, to tym bardziej wiedzą to płomienni szermierze socjalistycznej praworządności – i dlatego pan Mateusz może w tym zamęcie zachować olimpijski spokój.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Wyciek informacji, nazwany przez niektórych „buntem generałów”, ujawnił, że garstka wysokich rangą dowódców amerykańskich formalnie sprzeciwiła się Hegsethowi, ostrzegając jednocześnie, że plany USA dotyczące Bliskiego Wschodu są nie do utrzymania.
„Bunt generałów” w Pentagonie w związku z wojną z Iranem: czterech wysokich rangą dowódców USA sprzeciwia się niekończącemu się uwikłaniu na Bliskim Wschodzie
Szefowie Dowództwa Europejskiego, Indo-Pacyfiku i Południowego, a także Szef Operacji Morskich, formalnie „nie zgodzili się” z naciskiem Sekretarza Obrony Pete’a Hegsetha, aby utrzymać ponad 50 000 żołnierzy na Bliskim Wschodzie — ostrzegając, że przedłużone rozmieszczenie jest nie do utrzymania i osłabia gotowość USA gdzie indziej, w tym w kraju. Sprzeciw został odnotowany w tajnej Księdze Rozkazów Sekretarza Obrony, o której jako pierwszy poinformował The Washington Post.
Ponad 50 000 żołnierzy USA pozostaje w regionie; niektóre jednostki mają pozostać do września, inne do 2027 roku. Dowódcy sygnalizowali wyczerpanie zapasów pocisków Patriot, THAAD i Tomahawk — a USA zużyły około jednej czwartej swojej floty dronów MQ-9 Reaper. Rzecznik Pentagonu, Sean Parnell, nazwał przeciek „zbrodnią” i „zdradą sił zbrojnych” – przyznając jednocześnie, że same zastrzeżenia są prawdziwe: „odmowy zgody są standardem… Sekretarz widzi je stale”.
Chaos na tym się nie kończy: Sekretarz Armii Dan Driscoll – sojusznik Vance’a, który pomógł ukształtować ścieżkę negocjacji rosyjsko-ukraińskich – właśnie zrezygnował ze stanowiska po miesiącach wojny o wpływy z Hegsethem.
Z powyższego artykułu WaPo, który ujawnił tę historię:
Jak twierdzą osoby zaznajomione z oceną przygotowaną niedawno dla szefa Pentagonu, kilku amerykańskich przywódców wojskowych poinformowało ministra obrony Pete’a Hegsetha, że przedłużanie zakrojonych na szeroką skalę operacji przeciwko Iranowi jest niemożliwe do utrzymania i grozi osłabieniem zdolności USA do stawiania czoła zagrożeniom w innych miejscach,w tym na terytorium USA.
Ostrzeżenia – wydane Hegsethowi przez dowódców armii, marynarki wojennej i sił powietrznych oraz czterogwiazdkowych dowódców nadzorujących operacje USA w Europie, Azji i Ameryce Łacińskiej – pojawiły się w wydaniu „Secretary of Defense Orders Book” (SDOB) z 14 sierpnia – twierdzą te osoby. Opisali oni tę ocenę w „The Washington Post” pod warunkiem zachowania anonimowości, ponieważ dokument jest tajny.
Jak widać powyżej, ostrzeżenia rzekomo pojawiły się w wewnętrznym tajnym dokumencie, a ich opisy są uważane za poważne przecieki, co doprowadziło Trumpa do szału:
Skupmy się jednak na najważniejszej części, która wiąże się z ogólną tezą, do której przejdziemy później:
W związku z tym Centralne Dowództwo USA, czyli kwatera główna odpowiedzialna za prowadzenie wojny z Iranem, przez wiele miesięcy utrzymywało w gotowości siły liczące ponad 50 tys. żołnierzy na wypadek, gdyby prezydent wydał rozkaz przeprowadzenia kolejnych ataków.
Stany Zjednoczone utrzymują w gotowości około 50 000 żołnierzy na wypadek kontynuacji wojny z Iranem, a najwyżsi rangą generałowie Pentagonu w zasadzie deklarują, że taki stan rzeczy jest nie do utrzymania, szczególnie po tym, jak amerykańskie bazy w Bahrajnie i innych miejscach zostały starte z mapy.
Szef Operacji Morskich, admirał Daryl Caudle, podobno jest jednym z głównych przeciwników. On sam oświadczył w tym tygodniu , że Marynarka Wojenna USA nie wróci do Bahrajnu w najbliższym czasie:
Marynarka Wojenna USA nie powróci wkrótce do Bahrajnu, a USS Theodore Roosevelt będzie kolejnym lotniskowcem, który rozpocznie służbę na Morzu Arabskim.Taką decyzję podjął w poniedziałek główny admirał Marynarki Wojennej podczas „światowego spotkania z marynarzami”, w trakcie którego poruszono również tematykę wynagrodzeń, zakwaterowania, opieki zdrowotnej, a nawet kosztów strzyżenia.
Jeśli chodzi o „brak zgody”, oznacza to, że generałowie nie zgadzają się z oceną Hegsetha, ale mimo to wykonają rozkazy:
Dowódcy Dowództwa Europejskiego USA, Dowództwa Pacyfiku USA i Dowództwa Południa USA, wraz z najwyższym rangą admirałem Marynarki Wojennej, odpowiedzieli w sposób określony przez SDOB jako „brak zgody” – twierdzą osoby zaznajomione z oceną, co oznacza, że nie zgadzają się z rozkazem sekretarza o rozszerzeniu swoich sił, ale mimo to go wykonają.
Ogólnie rzecz biorąc, ton dowództwa wojskowego jest taki, że trwająca juższeść miesięcy operacja przeciwko Iranowijest „zbyt intensywna i trwa zbyt długo” – powiedziała osoba zaznajomiona z oceną.
Stało się to zaledwie kilka dni po tym, jak sekretarz armii Dan Driscoll zrezygnował ze stanowiska z powodu nieporozumień z Hegsethem, zwłaszcza dotyczących „czystek” przeprowadzanych przez sekretarza obrony:
WASZYNGTON — Sekretarz Armii Dan Driscoll złożył rezygnację na ręce prezydenta Trumpa po miesiącach napięć z sekretarzem obrony Pete’em Hegsetem na temat kierownictwa sił zbrojnych i odsunięcia wielu wysokich rangą oficerów armii.
Oczekuje się, że opuści Pentagon w najbliższych dniach.
Po odejściu Driscolla w armii zabraknie czołowych cywilnych i wojskowych dowódców zatwierdzonych przez Senat. Generał Christopher LaNeve pełni obowiązki szefa sił zbrojnych od czasu, gdy Hegseth zwolnił swojego poprzednika, generała Randy’ego George’a. Mike Obadal, podsekretarz armii, byłby najwyższym rangą cywilem po odejściu Driscolla.
Choć na pierwszy rzut oka wygląda na spokojną, pod tą fasadą armia amerykańska, a zwłaszcza Marynarka Wojenna, zdaje się ulegać bezprecedensowemu rozkładowi. Kilka dni temu USS Lincoln zawinął do portu w Tajlandii, wyglądając jak żywcem wyjęte z kiepskiej karykatury sztucznej inteligencji:
Could not load video.
Podczas gdy Trump wykrzykiwał standardowe slogany o domniemanej porażce Iranu:
Porusza jednak ostatnią kwestię, do której nawiązaliśmy wcześniej. Trump najwyraźniej wierzy, że czas działa na korzyść USA i że kontynuując gospodarcze dławienie Iranu, Stany Zjednoczone mogą powalić ten kraj na kolana szybciej, niż same USA staną w obliczu jakiegokolwiek poważnego zagrożenia. Niektórzy krytykowali nasze relacje z wojny w Iranie, wskazując na ich stronniczość wobec Iranu i ignorując rzeczywisty wpływ blokady USA, która rzekomo wpędza Iran w kryzys gospodarczy, masową inflację, dewaluację waluty itp.
Pośród popularnych tzw. teorii spiskowych (z których wiele po trzech miesiącach staje się faktem), znajdujemy także tę o „Niebiańskiej Jerozolimie”. Koncepcja ta mówi, że politycy z Izraela, a także wpływowe na świecie lobby żydowskie, uznali, iż na dłuższą metę otoczonego przez wrogie państwa islamskie Państwa Izraela nie sposób utrzymać. Szczególnie przy spadku potęgi Stanów Zjednoczonych. W tej sytuacji „wiadome kręgi” miały podjąć decyzję o stworzeniu na Ukrainie państwa „zapasowego”, do którego będą mogli wyemigrować uchodzący z upadającego Izraela Żydzi. To miałoby też tłumaczyć poparcie przez państwa zachodnie Ukrainy w wojnie przeciwko Rosji: miałoby nie chodzić o poparcie dla Kijowa, lecz o dolewanie benzyny do toczącej się wojny tak, aby wyginęło jak najwięcej Ukraińców, a jeszcze więcej na trwale wyemigrowało. W ten sposób miałoby powstać wolne miejsce dla „zapasowego Izraela”.
Patrząc na tę koncepcję racjonalnie, rzeczywiście jest to teoria spiskowa i to zaliczająca się do takich, które nie wydają się być realizowalne i autentyczne. Nie oznacza to jednak, że przesłanki, na których powstała, są zmyślone. Raczej chodzi o znaczącą nadinterpretację i wyciągnięcie z realnych przesłanek zbyt radykalnych wniosków.
Przesłanką, na której opiera się idea Niebiańskiej Jerozolimy, jest znaczący wpływ w Kijowie polityków pochodzenia żydowskiego, a także finansowych oligarchów. Pośród polityków tworzących obecną elitę rządzącą i mających takie korzenie, których potwierdzenie znajduje się w poważnych źródłach (a nie w fejkach w Internecie), można wyliczyć: Wołodymyra Zełenskiego (prezydenta); Witalija Kliczko (mera Kijowa); Ołeksija Reznikowa (ministra obrony i wicepremiera, 2021–2023); Andrija Jermaka (byłego szefa Biura Prezydenta, 2020–2025); Irynę Mudrę (wicedyrektorkę Biura Prezydenta). Prawdopodobnie żydowskie korzenie ma także była premier Julia Tymoszenko, ale sprawę bagatelizuje i nie chce na ten temat nic mówić. W tym kontekście często pojawia się także Kyrylo Budanov (szef Biura Prezydenta Ukrainy), ale jest to prawdopodobnie plotka wynikła z jego filosemityzmu, którego wyrazem jest trzymana w gabinecie menora i udział w obchodzeniu Chanuki.
Rzeczywiście liczba znaczących politycznie osób mających żydowskie korzenie jest w tej elicie znaczna. Na niekorzyść teorii Niebiańskiej Jerozolimy przemawia fakt, że żadna z tych osób nie jest zaangażowana w propagowanie syjonizmu. Zwykle odwołują się do ukraińskiego nacjonalizmu czy neonazistowskiej symboliki (banderyzm).
Racjonalny rdzeń teorii o Niebiańskiej Jerozolimie tutaj wydaje się mieć swoje źródło: przeciętny Polak nie potrafi zrozumieć, dlaczego mający duże wpływy polityczne w Kijowie Żydzi popierają banderyzm, sprowadzają do Kijowa prochy nazistów z OUN i UPA, gdy w czasie wojny Żydzi – obok Polaków, Rosjan i Czechów – byli masowo i bestialsko mordowani przez banderowców? Teoria spisku wyjaśnia to, czego nie możemy racjonalnie zrozumieć i wytłumaczyć. Tyle że takie wytłumaczenie może istnieć, lecz z powodu zbyt małej wiedzy o polityce ukraińskiej znaczące elementy układanki nie docierają do Polski.
Emmanuel Todd w głośnej książce „Klęska Zachodu” (wyd. pol. 2025) zamieszcza mapę Ukrainy z podziałem na obwody i wyliczeniem, ilu z każdego z nich pochodzi znaczących polityków i oligarchów. Z zestawienia wynikają ciekawe obserwacje: z południowej rosyjskojęzycznej części kraju (zwanej przez Rosjan Noworosją) nie pochodzi praktycznie nikt i ta część państwa nie ma żadnego wpływu na politykę.
Zdecydowana większość elit politycznych pochodzi z części środkowej, czyli z Kijowa i okolic. Kijów z przyległościami sprawuje bezpośrednią władzę polityczną. Większość oligarchów (często także o żydowskich korzeniach) pochodzi z rosyjskojęzycznej Ukrainy wschodniej. To jest najsilniejsze lobby polityczne.
Z dawnej Galicji Wschodniej, czyli ziem byłej II RP (Lwów i okolice) nie rekrutuje się praktycznie nikt spośród członków elity politycznej i biznesowej.
Emmanuel Todd interpretuje te dane (moim zdaniem słusznie) następująco: wykorzystując zamieszanie po upadku Związku Radzieckiego, lokalna i peryferyjna dotąd elita polityczna Kijowa uzmysłowiła sobie, że oddzielając się od Rosji i konstytuując suwerenne państwo, uzyskuje dziejową szansę sprawowania władzy nie w samorządach, ale w państwie. Stąd hasło suwerennej Ukrainy.
Pomysł finansowo poparli oligarchowie, którzy jak ognia bali się Putina i możliwości rozciągnięcia przezeń swojej kontroli nad nowo powstałym państwie. Dlaczego? Bo widzieli rozgonienie nieposłusznych Kremlowi rosyjskich oligarchów. Putin kojarzył im się z porządkiem i końcem bezkarnego rozkradania ukraińskiej gospodarki (i zapewne było to skojarzenie zasadne). Dlatego oligarchowie zaczęli finansować polityków z Kijowa.
Dla tych ostatnich największym problemem był brak doktryny, ideologii czy choćby idei, dlaczego Ukraina miałaby być państwem oddzielnym od Rosji – idei nośnej społecznie, aby Ukraińcy zaakceptowali, że są oddzielnym narodem, a nie jakimś lokalno-etnicznym separatyzmem od imperium, w skład którego wchodzili przez setki lat. Potrzebowali ideologii uzasadniającej masom odpadnięcie od „Świętej Rusi”, ideologii na tyle nośnej, aby w razie czego Ukraińcy byli gotowi bić się zbrojnie o własne państwo.
I tutaj z odsieczą przyszli neobanderowcy ze Lwowa i okolic, ponieważ oni taką ideologię posiadali. Mieli historię, symbole, tradycję i całe uzasadnienie dla ukraińskiego separatyzmu. W ten sposób powstała dziwna konstrukcja: bezideowa ekipa polityczna z Kijowa (z licznymi osobami pochodzenia żydowskiego) zaczerpnęła od zachodniej części kraju szowinistyczną ideologię banderyzmu, oczyściła ją z elementów antysemickich, a całą operację wsparli oligarchowie biznesowi z rosyjskojęzycznej Ukrainy wschodniej, bojący się ukrócenia swojej „złotej wolności” przez Putina.
I oto cała konstrukcja staje się zrozumiała bez mitu Niebiańskiej Jerozolimy, który jest zdecydowanie na wyrost, acz przesłanki, z którego wyrasta, są rzeczywiste.
NCZAS.INFO | Śmigłowce Wojska Polskiego. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: PAP
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało w niedzielę po południu, że prowadzi czynności sprawdzające w związku z podejrzeniem naruszenia przestrzeni powietrznej Polski przez niezidentyfikowany obiekt nadlatujący z kierunku Białorusi. Po godzinie 14.00 DORSZ wydał komunikat, że tym obiektem było stado ptaków.
„W związku z podejrzeniem naruszenia przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej przez niezidentyfikowany obiekt nadlatujący z kierunku Białorusi, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, poprzez Centrum Operacji Powietrznych – Dowództwo Komponentu Powietrznego, prowadzi czynności sprawdzające” – poinformowało Dowództwo na platformie X.
Dodano, że w ramach weryfikacji zapisów systemów radiolokacyjnych w rejon skierowany został wojskowy śmigłowiec. „Prowadzone działania mają na celu potwierdzenie charakteru zarejestrowanego obiektu oraz wykluczenie m. in. możliwości, że zarejestrowany sygnał był efektem zjawisk lub anomalii meteorologicznych” – podkreśliło DORSZ.
Jednocześnie przekazało, że „w ostatnich godzinach nie obserwowano aktywności lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej związanej z uderzeniami na cele znajdujące się na terytorium Ukrainy”. „Sytuacja jest na bieżąco monitorowana” – zapewniło DORSZ.
Rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych podpułkownik Jacek Goryszewski, powiedział w niedzielę w Polsat News, że ograniczona została część przestrzeni powietrznej na wschód od Lublina, do granicy kraju.
Zaznaczył, że niezidentyfikowany obiekt wykryły polskie systemy radiolokacyjne, prowadzone działania mają na celu potwierdzenie charakteru zarejestrowanego obiektu, a także wykluczenie m.in. możliwości, że zarejestrowany sygnał był efektem zjawisk lub anomalii meteorologicznych.
Rzecznik prasowy Portu Lotniczego Lublin Piotr Jankowski poinformował w niedzielę PAP, że przestrzeń powietrzna jest zamknięta od godz. 12.45, ale częściowo. – Na razie nie ma to wpływu na planowane operacje lotnicze – zaznaczył. Jak dodał, odleciał samolot do Burgas; według rozkładu to godz. 12.15. Na godz. 14.30 planowany jest przylot samolotu z Warszawy.
Stado ptaków
Krótko po godzinie 14.00 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych wydało komunikat, że tym „niezidentyfikowanym obiektem” okazało się… stado ptaków.
„Czynności sprawdzające dotyczące podejrzenia naruszenia przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej zostały zakończone” – poinformowało DORSZ.
„W wyniku przeprowadzonej weryfikacji ustalono, że zarejestrowane przez systemy radiolokacyjne wskazania nie były związane z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej. Ich przyczyną było duże stado ptaków, którego przelot został zarejestrowany przez systemy obserwacji przestrzeni powietrznej.”
„Nie odnotowano zagrożenia dla bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej.”
„Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych na bieżąco monitoruje sytuację, a podległe siły i środki pozostają w gotowości do realizacji powierzonych zadań.”