Czego Zachód nie może zobaczyć? Korespondent wojenny rzuca poważne oskarżenia pod adresem zachodnich mediów

Czego Zachód nie może zobaczyć? Korespondent wojenny rzuca poważne oskarżenia pod adresem zachodnich mediów.

Czego Zachód nie może zobaczyć? Korespondent wojenny rzuca poważne oskarżenia pod adresem zachodnich mediów.

Podczas gdy wojna na Ukrainie od lat dominuje w nagłówkach gazet, brytyjski korespondent wojenny Johnny Miller stawia zarzut, który podważa wizerunek zachodnich mediów. Po czterech latach relacjonowania wydarzeń w strefie konfliktu dochodzi do trzeźwiącego wniosku: Donbas jest celowo pomijany przez główne zachodnie media – nie z braku zainteresowania, ale dlatego, że rzeczywistość na miejscu nie pasuje do dominującej narracji.

Na krótko przed powrotem do Wielkiej Brytanii Miller rozmawiał z niemiecką dziennikarką Aliną Lipp o swoich przeżyciach i przedstawił obraz wojny, który jego zdaniem trudno znaleźć w zachodnich mediach.

Nie był obecny ani jeden z większych zachodnich nadawców.

Dla Millera sytuacja jest wyjątkowa. To największa wojna na europejskiej ziemi od dziesięcioleci – a jednak, według niego, ani jeden reporter dużej brytyjskiej ani amerykańskiej firmy medialnej nie był stale obecny na linii frontu w Donbasie.

Opisuje tę sytuację jako „szokującą”. Kiedy szkoła niedaleko jego domu została ostrzelana, zdał sobie sprawę, że na miejscu nie było żadnego korespondenta dużej zachodniej stacji telewizyjnej, który mógłby zrelacjonować incydent. Miller uważa to za bezprecedensowe w przypadku konfliktu o takiej skali.

Martwi cywile – historia, która według niego jest rzadko opowiadana.

Miller donosi, że regularnie budził go ostrzał artyleryjski w Doniecku. Jeden z jego pierwszych artykułów dotyczył ostrzału celów cywilnych przez armię ukraińską. Czterech nauczycieli zginęło po trafieniu w pobliską szkołę.

Jego zdaniem każdy zachodni korespondent, który faktycznie był na miejscu, musiałby zrelacjonować taki incydent. Miller uważa, że ​​to właśnie dlatego główne zachodnie media w dużej mierze unikają Donbasu: relacjonowanie wydarzeń na jego temat ujawniłoby wydarzenia, które nie pasowałyby do dominującej narracji o wojnie.

Świadoma decyzja czy dziennikarska porażka?

Miller stawia daleko idące oskarżenie. Jego zdaniem zachodnie media celowo powstrzymują się od wysyłania reporterów na Donbas na stałe.

Jego rozumowanie jest jasne: każdy dziennikarz pracujący niezależnie w terenie będzie nieuchronnie musiał relacjonować wydarzenia politycznie niewygodne – w tym, według niego, ataki armii ukraińskiej na cele cywilne. Jednak te doniesienia przeczą narracji, którą zachodnie rządy i wiele głównych mediów promuje od lat.

Alina Lipp potwierdza ten schemat

Niemiecka dziennikarka Alina Lipp, która od pewnego czasu relacjonuje wydarzenia z Doniecka, potwierdza wersję Millera, opierając się na własnych doświadczeniach.

Opisuje również regularne ostrzały w regionie i uważa, że ​​wiele z tych wydarzeń nie cieszy się zainteresowaniem zachodnich mediów. Jej zdaniem wynika to z faktu, że takie doniesienia nie wpisują się w dominującą narrację konfliktu.

Nie tylko spór o wojnę na Ukrainie

Dla Millera i Lippa problem wykracza daleko poza samą wojnę.

Uważają to za fundamentalną porażkę zachodniego dziennikarstwa. Zamiast relacjonować wydarzenia w sposób niezależny, wiele głównych mediów, ich zdaniem, coraz bardziej koncentruje się na interesach politycznych i utartych narracjach. Ci, którzy faktycznie prowadzą badania na miejscu i publikują obserwacje odbiegające od tych narracji, są często ignorowani lub marginalizowani.

Zdaniem dwóch dziennikarzy, ma to daleko idące konsekwencje. Ludność Donbasu od lat żyje pod ostrzałem i płaci za to wysoką cenę. Jednocześnie uważają, że opinia publiczna w wielu krajach zachodnich otrzymuje jedynie niepełne zrozumienie tego, co się naprawdę dzieje.

Ostatecznie Miller i Lipp stawiają fundamentalne pytanie: Jak kompletny jest obraz wojny, skoro duże obszary strefy konfliktu są słabo udokumentowane lub wcale nie są udokumentowane przez wiodące zachodnie media na podstawie ich własnych obserwacji – i kto korzysta na tym, że pewne perspektywy pozostają niewidoczne?

„Rządzący podżegacze” podsycają rusofobię i popychają Niemcy w stronę wojny w sposób sprzeczny z konstytucją

Rysy elewacji

„Rządzący podżegacze” podsycają rusofobię i popychają kraj w stronę wojny w sposób sprzeczny z konstytucją

fassadenkratzer/regierende-bedrohungslugner-schuren-russophobie-und-treiben-grundgesetzfern-zum-krieg

„Rządzący podżegacze” podsycają rusofobię i popychają kraj w stronę wojny w sposób sprzeczny z konstytucją.

„Rządzący podżegacze zagrażają pokojowi, osłabiają życie kulturalne i rujnują państwo opiekuńcze”. Tak Friedhelm Klinkhammer i Volker Bräutigam, byli pracownicy nadawcy publicznego, a obecnie jego najzagorzalsi krytycy, podsumowują swój nowy, elokwentny artykuł. Ci, którzy uważają ich sformułowania za zbyt prowokacyjne i dosadne, powinni bez wahania zapoznać się z drobiazgowymi dowodami potwierdzającymi ich szeroko rozpowszechnione oskarżenia. Kończą prostą mądrością: „Najlepszą obroną jest zdobycie PRZYJACIÓŁ!”. Poniżej zamieszczamy artykuł z „Permanent Public Conference”. (hl) 

Jutro przyjdą Rosjanie, wszyscy zginiemy!

Autorzy: Friedhelm Klinkhammer i Volker Bräutigam

Rusofobia, rusofobia. Dokładnie tak to wygląda, gdy niemiecki minister (nasz podżegacz wojenny Pistorius) woli przygotowywać się do wojny z Rosją, zamiast ściśle przestrzegać polityki obronnej, która ma chronić pokój, zgodnie z Ustawą Zasadniczą. Ze słów i czynów prezydenta Putina należy wyciągnąć wniosek:  „Istnieje zagrożenie, które może się zmaterializować od 2029 roku ”. Naprawdę? ARD Tagesschau, biegły w sztuce kształtowania opinii publicznej, poszedł jeszcze dalej: według „ustaleń” wywiadu może to nastąpić już w 2028 roku . Jednak ten rządowy organ celowo pominął fakt, że Rosja oferuje kompleksową gwarancję nieagresji.

Minister spraw zagranicznych Ławrow: „ Wielokrotnie powtarzaliśmy, że nie mieliśmy i nie zamierzamy atakować żadnego z obecnych członków NATO ani UE. Jesteśmy gotowi uwzględnić to stanowisko w przyszłych gwarancjach bezpieczeństwa dla tej części Eurazji ”. Rząd niemiecki, jak wiadomo, odrzucił tę propozycję, nawet jej nie rozważając. Nasz żałosny berliński reżim nie rozmawia z Rosjanami.

„ Naród niemiecki, inspirowany wolą służenia pokojowi na świecie jako równoprawny członek zjednoczonej Europy … Naród niemiecki uznaje zatem nienaruszalne i niezbywalne prawa człowieka za fundament każdej ludzkiej wspólnoty, pokoju i sprawiedliwości na świecie ” . Jakże pocieszające są te wzniosłe słowa w naszej Ustawie Zasadniczej! Tyle że naród niemiecki nie stał się równoprawnym członkiem „zjednoczonej Europy”, lecz pozostał (od 1990 roku) pod butem Waszyngtonu. Kiedy Donald Trump patrzy gniewnym wzrokiem, kanclerz Merz płaszczy się przed nim i posłusznie podaje mu łapę . A następnie wykonuje rozkazy transatlantyckiego przemysłu zbrojeniowego.

Były analityk CIA Larry C. Johnson: „Merz, Pistorius, a właściwie wszyscy europejscy podżegacze wojenni, absurdalnie twierdząc, że Rosja chce podbić i okupować Europę, wywołują masową histerię. Dlaczego? Europie nie zostało już nic, czego Rosja potrzebuje ani chce.

Nie wiemy, czy zwykli Niemcy są „ inspirowani wolą pokoju ”. W końcu ich wola tradycyjnie nie jest nawet poważnie poszukiwana. Niezaprzeczalne jest jednak to, że elity rządzące zrzuciły swoje starzejące się maski pokoju i ponownie zachowują się jak podżegacze wojenni, pogardliwi lobbyści zbrojeniowi, kłamcy, bezwstydni propagandziści i bezwzględni orędownicy cięć socjalnych.

Te kręgi potrafią uniemożliwić dosłowne przestrzeganie woli ludu (jeśli w ogóle się ujawni). Formy demokracji bezpośredniej są dla nich anatemą. Dlatego referenda – „Wszelka władza państwowa pochodzi od ludu. Jest sprawowana przez lud w wyborach i referendach [???]  …” – pozostają jedynie opcją konstytucyjną. Papier jest cierpliwy, jak wiemy.

Szczyt bezwzględności

Nasi podżegacze wojenni biorą obecnie udział w eksterminacji całego pokolenia młodych mężczyzn na ukraińskich polach bitew – bezlitośnie, bez skrupułów, ale rzekomo w obronie (zachodnio)europejskiej wolności i demokracji. Przy wsparciu Komisji Europejskiej pod przewodnictwem von der Leyen i rządu Merza, sprawnym mężczyznom kategorycznie odmawia się prawa do opuszczenia Ukrainy w poszukiwaniu „zachodniej wolności” , ponieważ szalejącemu pronazistowskiemu władcy w Kijowie (Zełenski: „ Pokonamy ich wszystkich … Chwała Ukrainie! ”) brakuje żołnierzy na froncie.

Rządząca chadecja odmawia teraz nawet pełnosprawnym Ukraińcom statusu ochrony prawnej w Niemczech, odsyłając ich z powrotem w wir wojny ukraińsko-rosyjskiej. Merz: „ Ukraina broni nie tylko swojej wolności, ale także naszej wolności ”. Absolutnie, aż do śmierci! Do ostatniej chwili. Aby skorumpowany przywódca w Kijowie mógł kontynuować tę morderczą wojnę, nasz „ pokojowy ” reżim już w tym roku przekupił go (kolejnymi) 11,8 miliarda euro w formie „pomocy wojskowej ” .

Polityka naszego rządu, przygotowująca do wojny, byłaby niemożliwa do utrzymania na dłuższą metę, gdyby sprzeciwiała się jej opinia publiczna. Pozbawiona solidnych uzasadnień, wypełnia pustkę dezinformacją, sianiem strachu i nienawistną propagandą. Temu celowi służą państwowe media.

Jaki jest cel tego wszystkiego? Przestraszeni obywatele są łatwiej obciążani nowymi podatkami i pozbawiani świadczeń socjalnych. Wymuszone pieniądze są wpychane przemysłowi zbrojeniowemu i jego lobby podżegającemu do wojny. Społeczeństwo to akceptuje. Rzekomo niezbędne wydatki „obronne” – w tym roku przekraczające budżet o 124,7 miliarda euro – są ostatecznie jedynie abstrakcyjną, niewyobrażalną sumą pieniędzy dla przeciętnego obywatela. A ci, którzy muszą korzystać z banków żywności, bo nie stać ich nawet na zakupy spożywcze w Aldi czy Penny, mają gdzieś nasz 2,5 biliona euro długu publicznego – tak samo jak nie przejmują się kłamstwami antyrosyjskimi.

Nasi nazistowscy przodkowie doprowadzili imperialistyczną rusofobię cesarza Wilhelma II do skrajności. Minister propagandy Goebbels wygłosił pełną nienawiści tyradę: „ W naszej walce z bolszewizmem nie jesteśmy już sami. Aby skutecznie z nim walczyć, konieczna jest jedność wszystkich zdrowych sił. Bolszewizm jest zasadniczo zainteresowany sianiem wojny i zamętu… Walka z bolszewizmem to nie tylko walka o zachowanie kultury w naszym kraju, ale walka o pokój na świecie ”. Nienawiść do bolszewików nabrała również wymiaru rasistowskiego: „ Słowiańscy podludzie” to niemiecki neologizm.

Nazistowskie Niemcy rzeczywiście zostały pokonane przez Związek Radziecki (przy wsparciu zachodnich aliantów). Jednak niemiecka rusofobia i nieznośnie aroganckie poczucie wyższości przetrwały. Zaledwie siedem lat po zakończeniu wojny Konrad Adenauer, pierwszy kanclerz Republiki Federalnej Niemiec, uciekł się do moralizatorskiego porównania, które relatywizowało potworne zbrodnie nazistowskie: „Związek Radziecki jest państwem znacznie większym, znacznie potężniejszym i znacznie bardziej totalitarnym niż nazistowskie Niemcy .

A jak jest dzisiaj? W 2018 roku zaledwie 28 procent respondentów odpowiedziało twierdząco na pytanie, czy rosyjska polityka zagraniczna i bezpieczeństwa zagraża Niemcom. Do 2024 roku odsetek ten wzrósł do 66 procent. To tak, jakby prezydent Rosji Putin w listopadzie 2021 roku praktycznie nie błagał o zaprzestanie groźnych wpływów NATO na Ukrainę i o porozumienie w sprawie paneuropejskiej koncepcji bezpieczeństwa.

Niemiecka nienawiść do wyzwolicieli

Badania potwierdzają niezmiennie antyrosyjskie nastawienie społeczeństwa niemieckiego do wyzwolicieli spod narodowego socjalizmu. Nic dziwnego, skoro nasze elity polityczne nieustannie podnoszą swoje rusofobiczne doktryny do rangi dogmatów. Od 24 lutego 2022 roku, kiedy Putin dał się sprowokować do wojny na Ukrainie z powodu ich agresywnej i wywrotowej polityki, z radością powtarzają swój codzienny refren o „zagrożeniu dla naszej wolności”. I udało im się to, ponieważ wszystkie informacje i fakty dotyczące przyczyn wojny, stworzone przez USA, NATO, UE, a zwłaszcza Niemcy, zostały zatarte i zapomniane.

Presja na Ukrainę , by przystąpiła do NATO i UE. 5 miliardów dolarów Nuland na przygotowanie zamachu stanu na Majdanie, posunięcia okrzykniętego „Pieprzyć UE”. Oszukańcze porozumienie Steinmeiera z prezydentem Janukowyczem, który został odsunięty od władzy następnego dnia. Równie podstępne porozumienie Merkel z Mińska II, które nie miało na celu zaprowadzenia pokoju, lecz danie Kijowowi czasu na zbrojenia i przygotowania do wojny. Określenie „ rosyjska wojna agresywna z naruszeniem prawa międzynarodowego ” skutecznie pogrzebało i zapieczętowało tło, obiektywne przyczyny i całą prawdę o wojnie na Ukrainie pod betonowym sarkofagiem – takim jak ten w Czarnobylu. To zapobiegło niebezpieczeństwu , że nasi przywódcy zostaną zdemaskowani jako podżegający do wojny oszuści polityczni.

Rusofobia naszych przywódców politycznych stała się powszechna i normatywna we wszystkich dziedzinach życia społecznego: w wojsku, biznesie, sporcie i instytucjach kulturalnych. Rusofobia jako element polityki państwa: przesadna, bezwzględna, a nawet karalna . Każdy, kto sprzeciwia się temu historycznemu rewizjonizmowi i głośno deklaruje świadomość historyczną i rzetelność faktów, podlega karze.

Przykłady rusofobii i pogardy dla ludzkości przekazane przez naszych czołowych przedstawicieli wybranych w wyborach:

Minister spraw zagranicznych Wadephul: „ Rosja zawsze pozostanie dla nas wrogiem ”. (W rozmowie telefonicznej, którą rzekomo odbył z bliskimi współpracownikami prezydenta Ukrainy; w rzeczywistości padł ofiarą rosyjskich telefonicznych żartownisiów).

Kanclerz Merz: „ Jesteśmy obecnie świadkami głębokiego barbarzyństwa tego kraju (Rosji) . To się nie zmieni w dającej się przewidzieć przyszłości i musimy to zaakceptować ”. A ponieważ Putin rzekomo zaatakuje inne kraje po zwycięstwie nad Ukrainą: „ Będziemy musieli się ponownie bronić ” . Świadomie lub nieświadomie, Merz powtarza w ten sposób hitlerowską propagandę, że niemiecka wojna na wyniszczenie przeciwko Związkowi Radzieckiemu była uzasadniana jako „wojna prewencyjna” (obrona wyprzedzająca) . Jednak Rosja, a raczej Związek Radziecki, nigdy nie zaatakował Niemiec. Merz kultywuje ograniczony pogląd na wroga. To uniemożliwia mu wyciągnięcie właściwych wniosków z niszczycielskiej historii Niemiec i odpowiednie ukształtowanie swojej polityki w celu promowania pokoju.

Kolarze z Eastland w nastroju odjazdowym

Złośliwa retoryka Merza jest znakiem, że niemiecka burżuazja nigdy nie pogodziła się z porażką zadaną przez „barbarzyńców” ze Wschodu – i że wciąż żywi myśli odwetowe .

Oczywiście, rządzący establishment polityczny stara się zachować pozory, podkreślając, że jego pełne nienawiści tyrady skierowane są wyłącznie przeciwko „przestępczemu” rządowi rosyjskiemu, a nie przeciwko narodowi rosyjskiemu. Ta bezsensowna deklaracja ma również złowrogą historię. Na przykład: w dniu ataku na Związek Radziecki, 22 czerwca 1941 roku, Adolf Hitler wygłosił w Radiu Rzeszy następujący wywód: „ Naród niemiecki nigdy nie żywił wrogich uczuć wobec narodów Rosji. To nie Niemcy próbowały narzucić Rosji swój narodowosocjalistyczny światopogląd, ale żydowsko-bolszewiccy władcy w Moskwie, którzy bezlitośnie próbowali narzucić swoją władzę naszym i innym krajom europejskim … ”.

Skutek tych niekontrolowanych „wrogich uczuć wobec narodu rosyjskiego” jest dobrze znany: 27 milionów zamordowanych obywateli radzieckich. Co ósmy mieszkaniec zginął w wojnie. (W Niemczech, gdzie zginęło 6,3 miliona ludzi, co jedenasty zginął w wojnie).

Niemiecka polityka „tylko” przeciwko Kremlowi, a nie przeciwko narodowi rosyjskiemu? Czysta hipokryzja, ponieważ sankcje gospodarcze („ zrujnowanie Rosji ”) służą do nękania ludności, zmuszając ją do odsunięcia rządu i zaakceptowania posłusznych następców, akceptowalnych dla Zachodu. Ten sam cel przyświecał brukselskiej Ursuli von der Leyen i jej berlińskiemu kolesiowi Merzowi, którzy planowali ukraść 300 miliardów euro zamrożonych rosyjskich aktywów państwowych, które ostatecznie należą nie do Putina, a do narodu rosyjskiego. Co więcej, pośrednie zaangażowanie w wojnę po stronie Ukrainy nie dotyczy Putina, ale znacznej części społeczeństwa. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że Niemcy dostarczają śmiercionośną broń na masową skalę.

Dokładne słowa Merza: „ Rosja jest krajem głęboko europejskim pod względem kulturowym, literackim i muzycznym, ukształtowanym przez kulturę europejską ” . O rany, cóż za przełomowe odkrycie! Pochwała kanclerza oczywiście idealnie wpisuje się w nowe podejście do rosyjskiej kultury i postaci kulturalnych.

Skutki systematycznie promowanej rusofobii są widoczne również na rynku książki. Literatura rosyjska wyszła z mody. Rynek się załamał .

Rusofobiczna polityka miała podobny wpływ na sport. Rosjanom zakazano udziału w niemal wszystkich zawodach sportowych. Czasami dopuszczano wyjątki, ale tylko pod warunkiem, że uczestnicy powstrzymają się od eksponowania rosyjskiej flagi i odśpiewania hymnu narodowego.

Kiedy Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski (IPC) poparł udział rosyjskich i białoruskich sportowców w igrzyskach olimpijskich w 2022 roku, niemieccy działacze sportowi, w szczególności, zagrozili bojkotem. Komitet następnie zmienił swoją decyzję i wykluczył Rosjan . Kiedy federacje wchodzące w skład Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego zniosły w tym roku zakazy po głosowaniu większością głosów w swoich organach (w tym zakaz rosyjskiej flagi i hymnu narodowego), niemiecka federacja zdecydowała się zbojkotować ceremonię otwarcia igrzysk paraolimpijskich. Oczywiście, niemiecki obserwator polityczny, minister stanu ds. sportu Schenderlein (CDU), reprezentujący kanclerz Merz, również zbojkotował ceremonię otwarcia .

Główne federacje sportowe uznały absurdalność tej polityki sankcji, która ich zdaniem jest wymierzona wyłącznie w rząd Putina. Zniosły zakazy.

Konsekwencje rusofobii

Oficjalna rusofobia rządu ma konsekwencje dla nas wszystkich. Rząd dyktuje nawet, z których rosyjskich mediów nie wolno nam korzystać. Nasi cenzorzy pozostają niewzruszeni napomnieniem Thomasa Jeffersona: „Tylko kłamstwa potrzebują wsparcia władzy państwowej. Prawda obroni się sama . Tymczasowo zabrania się nam eksponowania flag radzieckich na pomnikach wojennych w Berlinie, upamiętniających poległych radzieckich wyzwolicieli. Oficjalnym przedstawicielom Rosji zabrania się nawet udziału w uroczystościach wyzwolenia w byłych obozach koncentracyjnych (Buchenwald, Sachsenhausen itp.). W maju administracja Miejsca Pamięci Obozu Koncentracyjnego Dachau nakazała wycięcie wstążek w rosyjskich i białoruskich barwach narodowych z wieńców, dzień po nabożeństwie żałobnym z udziałem ambasadora Rosji i konsula generalnego Białorusi . Podłe, haniebne…

Niepokojące konsekwencje antyrosyjskiego nastawienia: 88% Niemców z Zachodu i 77% Niemców z NRD postrzega obecnie Rosję jako zagrożenie dla bezpieczeństwa globalnego. A jak Rosjanie postrzegają nas, Niemców? Wcześniej ponad 80% Rosjan postrzegało nas pozytywnie. Jeszcze w 2010 roku prawie żaden Rosjanin nie uważał Niemiec za niebezpieczne. Dziś większość Rosjan (55%) postrzega Niemcy jako swojego głównego wroga .

Nasi czołowi truciciele, Merz i Pistorius, jeszcze bardziej zwiększą ten udział. Położyli już podwaliny pod kolejną wojnę z Rosją, którą, zgodnie z prawem historii, ponownie przegramy. Ta berlińska agresja na mocarstwo atomowe, Rosję, to absurd! Ale przecież jest tyle pięknych miliardów do roztrwonienia na zbrojenia…

I ta hołota kontynuuje swoją tyradę. Merz: „Wojna [na Ukrainie] skończy się dopiero wtedy, gdy Rosja będzie wyczerpana, przynajmniej gospodarczo, jeśli nie militarnie, i właśnie do tego zmierzamy ”. „Będziemy nadal pomagać Ukrainie… Środki dyplomatyczne zostały wyczerpane ” . To rodzaj tyrady kanclerza, który nigdy nie rozmawiał z Putinem i uparcie odmawia jakiegokolwiek kontaktu z nim.

Analityk CIA Larry C. Johnson, cytowany na początku, powiedział o naszym kanclerzu: „ Znowu to samo – mały chłopiec z 21% poparciem doprowadza Niemcy do ruiny. To pokazuje, że ten intelektualny karzeł w wysokim ciele uważa się za nowego przywódcę, ponieważ prawdziwy przywódca nie przejmuje się poparciem.

My, Niemcy, nie mamy wrogów zewnętrznych, tylko wewnętrznych. Można ich wymienić: bogatych arystokratów, producentów broni i podżegających do wojny polityków, takich jak Merz, Pistorius i ich kolesi. Do tego dochodzą kontrolowane przez rząd media masowe, które dogłębnie ogłupiają całe społeczeństwo – w połączeniu z uporczywie niedostatecznym systemem edukacji.

O, drodzy dobrzy ludzie: Najlepszą obroną jest zdobycie PRZYJACIÓŁ!

—————————

Source:
publikumsconference.de/morgen-kommen-der-russe-wir-muessen-alle-denken

Dziwne zbiegi okoliczności

Mirosław Dakowski 

Uważacie Koledzy, że o tym już można nie tylko rozmawiać, ale i publikować? Spróbuję.

W latach 60-tych zeszłego wieku na jakiejś konferencji z fizyki jądrowej w Zjednoczonym Instytucie Badań Jądrowych w Dubnej poznałem młodego rosyjskiego fizyka i matematyka.

Przypadliśmy sobie do gustu, więc długo w noc piliśmy. Przecież bez tego nie ma w Rosji porządnej rozmowy.

Ale, jak to młodzi i jurni fizycy, nie dyskutowaliśmy o wdziękach Maryny, lecz o przyszłości matematyki i fizyki.

Ja opowiadałem mu o marzeniach i planach lotów w Układzie Słonecznym. Wtedy pracowałem głównie nad silnikiem jonowym. Chciałem bowiem lecieć na księżyce Saturna. A perspektywę wleczenia się, co najmniej miesiącami, może latami, przy użyciu paliwa chemicznego odrzucałem ze względu na groźbę promieniowania kosmicznego. No i nudę w czasie tak długiego lotu. Wtedy loty w obrębie Układu Słonecznego wydawały się być tuż za horyzontem. Jest jak dotąd niepojęte, czemu tak Sowiety, jak i USA nagle zahamowały w latach 70-tych „wyścig kosmiczny”.

Sasza zaś opowiadał z zapałem o tym, że torpedy i w ogóle pociski nie muszą się wbijać przy wielkich prędkościach w twarde: wodę czy powietrze, ale mogą być wciągane przez bąbel kawitacji [„pustkę”]. Powiedziałem: z tym pomysłem powinieneś się zwrócić do wojska, na pewno dadzą pieniądze i warunki pracy. Wypiliśmy. „No właśnie, tych warunków chciałbym uniknąć”.. . I zamilkł.

Poszliśmy spać, bo niedługo rozpoczynała się ciekawa poranna sesja konferencji. Ku satysfakcji sowietów udało im się ściągnąć paru Noblistów. Ale tych już nie stać było na wielkie prace oryginalne, zadowalali się świetnymi referatami przeglądowymi.

Więcej go nie spotkałem, a jego publikacji już nie znajdowałem.

————————————

W latach 70-tych zeszłego wieku, jak i wcześniej, Zachód, a szczególnie USA utrzymywały ścisłe embargo na aparaturę i materiały mogące mieć znaczenie militarne w Obozie Pokoju i Zwycięskiego Socjalizmu. PRL do tego obozu oczywiście należał.

Ale…. Coraz więcej prac polskich uczonych znajdowało uznanie wśród kolegów na Zachodzie. Już mogli oni też przyjeżdżać na konferencję czy z wykładami do tego najweselszego baraku w naszym obozie. A Polscy matematycy, fizycy i podobni bardzo potrzebowali w swojej pracy potężnych mocy obliczeniowych. Sowieci mieli BESM 6, który był wierną kopią chyba któregoś z IBM 360. Ale wtedy sowiecka kopia była jeszcze na lampach, gdy IBM na tranzystorach i początkowych układach scalonych. W Dubnej musieliśmy dzielić duże programy na kawałki, bo przy dłuższym liczeniu szansa, że maszyna [BESM-6] nie wysiądzie w trakcie liczenia dużego programu była bardzo mała. Moja grupka musiała czy chciała, między innymi odwracać macierze, co wymagało ogromnej mocy obliczeniowej.

W Polsce byli jednak profesorowie, niektórzy nawet kandydaci na Nobla, którzy pielęgnowali bliskie kontakty z członkami Biura Politycznego, nawet towarzyskie. I tak, rada w radę, uzyskano zgodę w USA [? Kongres? CIA? nie wiem], by jakiś potężny komputer jednak sprzedać PRL -owi. Po jakimś czasie podobno przyszedł do Polski… Ale… Po kilku miesiącach jakby się zdematerializował, i mówić już o tym nie wypadało, nie było zbyt bezpiecznie.

Wiele lat później dowiedziałem się, że zjawisko to nie było zdematerializowaniem, lecz teleportacją. Części zjawiły się mianowicie w jakimś jaszczykie o nieznanym mi, oczywiście , numerze [Ящик…] – to numer skrzynki pocztowej, po cywilnemu zaś w Iwańkowie, czyli w Fabryce Wózków Dziecięcych [Завод детских колясок]. Sądzę, że stało się to ku cichej radości amerykańskich Obrońców Pokoju.

Już kiedyś pisałem, jak to z Piotrkiem D., już pracując w Dubnej, poznaliśmy piękne, urocze ale i inteligentne dziewczęta. Był to czas, gdy Algieria muzułmańsko- komunistyczna wyzwoliła się spod gniotu i wyzysku Francuzów. Więc Francuzi przestali pić świetne wina z plantacji, które wcześniej posadzili i pielęgnowali w Algierii. Związek Radziecki przyszedł towarzyszom algierskim z pomocą, i tak w sowietach pojawiło się doskonale wino „alżyrskoje„. Nie wszędzie oczywiście, ale w Miasteczku Atomowym tak. Po drugiej butelce te miłe dziewczęta powiedziały nam, że są matematyczkami. A pracują w Iwankowie w Fabryce Wózków Dziecięcych. I programują optymalizację kształtu dysz wylotowych.[—-].

Minęły lata.

W ostatnich latach rozeszły się opowieści, w dużej części na pewno propagandowe, o rosyjskich pociskach sterowalnych osiągający prędkość Mach 8 do 12, czyli wielokrotnie przekraczających prędkość dźwięku. Kindżał, Cyrkon, Awangard oraz Oriesznik.

Dowiedzieliśmy się też o torpedzie Posejdon. Ze skąpych oczywiście danych propagandowych, ujawnionych przez Rosjan wynikało że tak w rakietach, m. inn. Буревестник, i jak i torpedach Posejdon zastosowano bąbel kawitacyjny zmniejszający radykalnie opory środowiska. Zainteresowało mnie to tak ze względu na tę kawitację i Saszę, jak i przez wiadomość że projekty te przez wiele lat były rozwijane w Iwańkowie koło Dubnej. Widać, że na początku każdego takiego pomysłu musi być jakiś genialny wariat. A i spece od rozszczepienia są pod ręką, tuż za Wołgą.

Podaję skrót wiadomości z Viki i meRdiów:

Status-6 Posejdon (kod NATO: Kanyon) to rosyjski, strategiczny bezzałogowy pojazd podwodny o napędzie jądrowym. Może przenosić głowicę termojądrową w celu niszczenia portów i miast przybrzeżnych za pomocą fal tsunami oraz skażenia terenu.

Cechy techniczne

  • Napęd: jądrowy, dający niemal nieograniczony zasięg.
  • Głębokość: do 1000 metrów, co utrudnia wykrycie i zniszczenie.
  • Prędkość: ok. 100 km/h (54 węzły) lub więcej, dzięki kawitacji.
  • Głowica: termojądrowa o mocy od kilkudziesięciu do 100 megaton.
  • Nosiciele: specjalnie przystosowane okręty podwodne, m.in. K-329 Biełgorod.
  • ====================================
  • Buriewiestnik (ros. 9M730 Буревестник) – rosyjski pocisk manewrujący w powietrzu, z napędem jądrowym

Głównym znanym rosyjskim pociskiem z napędem jądrowym jest 9M730 Buriewiestnik. Jest to strategiczny pocisk manewrujący o napędzie atomowym, który ma w założeniu zapewniać nieograniczony zasięg i możliwość omijania obrony przeciwrakietowej.

Charakterystyka techniczna

  • Zasięg: Teoretycznie nieograniczony (napęd jądrowy pozwala na krążenie w powietrzu przez długi czas).
  • Profil lotu: Lot na bardzo niskiej wysokości (od 25 do 100 metrów) z prędkością poddźwiękową (850–1300 km/h).
  • Uzbrojenie: Przystosowany do przenoszenia głowicy jądrowej lub termojądrowej.
  • Zagrożenie radiacyjne: Ze względu na otwarty obieg reaktora jądrowego w silniku, pocisk – nawet bez głowicy bojowej – powoduje skażenie radioaktywne na trasie przelotu. [No i oczywiście – w celu !! md]
  • Istnienie systemu po raz pierwszy publicznie zapowiedział prezydent Władimir Putin w marcu 2018 roku.
  • Rozwój technologii napotkał na ogromne trudności techniczne i katastrofy. W 2019 roku doszło do wybuchu podczas prac nad silnikiem tego typu na poligonie wojskowym w Nienoksie (obwód archangielski), co spowodowało skażenie radioaktywne.
  • Powtarzać chyba warto:
  • Otóż z rozbawieniem przeczytałem niedawno, że oba te projekty były przez lata rozwijane w Iwankowie koło Dubnej.

Zaś dla fizyka rozszczepienia, analityka zbrodni w Czarnobylu i Fukushima, to wiadomości piekielne.

WAŁY. Przy powodzi. MEM-y VIII. [uzup.]

===================================

————————————

—————————

——————————–

—————————–

——————————————-

————————–

—————————–

—————————————–

————————–

——————————–

Ministerstwo Prawdy. Solenni profesorowie najlepiej wiedzą, jak było…

Ministerstwo Prawdy. Solenni profesorowie najlepiej wiedzą, jak było…

14.08.2026 Autor: Stanisław Michalkiewicz ministerstwo-prawdy

NCZAS.INFO | Premier Donald Tusk oraz prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. / Foto: PAP
NCZAS.INFO | Premier Donald Tusk oraz prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. / Foto: PAP

Już czwarty rok toczy się wojna rozpoczęta przez prezydenta USA Baracka Obamę, który wyasygnował 5 mld dolarów na uruchomiony w 2014 roku „Majdan”, którego celem było wyłuskanie Ukrainy z „rosyjskiej” strefy Europy. Kilka lat wcześniej bowiem, 20 listopada 2010 roku, na szczycie NATO w Lizbonie proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO–Rosja, będące ukoronowaniem 25-letnich prac nad ustanowieniem nowego porządku politycznego w Europie, który miał zastąpić nieaktualny już porządek jałtański.

Najważniejszym postanowieniem tego nowego porządku było strategiczne partnerstwo NATO– Rosja. Jego najtwardszym jądrem było strategiczne partnerstwo rosyjsko- niemieckie, które pojawiło się zaraz po podpisanym 12 września w Moskwie traktacie „o ostatecznym uregulowaniu odnośnie Niemiec”, potocznie zwanym „traktatem 2 plus 4”. Niemcy bowiem nawróciły się wtedy na linię polityczną kanclerza Bismarcka, według której Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją, a zewnętrznym wyrazem tego nawrócenia było wspomniane strategiczne partnerstwo – no a kamieniem węgielnym owego partnerstwa był podział Europy na część niemiecką i część rosyjską – prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop– Mołotow.

I kiedy wydawało się, że klamka zapadła na 50, a może nawet na 100 lat, prezydent Obama wysadził to wszystko w powietrze, wykładając wspomniane 5 mld dolarów na „Majdan”. Dlaczego to zrobił – to sprawa osobna, której roztrząsanie rozsadziłoby ramy tego artykułu, więc tylko wskażemy trop, którym gwoli wyświetlenia tej sprawy trzeba by podążać, a który zaczyna się od „szczytu” w Deauville w październiku 2010 roku z udziałem francuskiego prezydenta Mikołaja Sarkozy’ego, Naszej Złotej Pani z Berlina i ówczesnego rosyjskiego prezydenta Dymitra Miedwiediewa.

Od Bismarcka do Wilhelma

Od rzemyczka do koniczka – powiada przysłowie – i tak właśnie było w tym przypadku. Inicjatywa Baracka Obamy doprowadziła wprawdzie do wysadzenia „porządku lizbońskiego” w powietrze – ale jeszcze nie do wojny. Do wojny doszło dopiero za prezydentury Józia Bidena, który naobiecywał wystruganemu z banana przez żydowskiego „oligarchę” Igora Kołomojskiego ukraińskiemu prezydentowi rozmaite cuda na kiju, wskutek czego odrzucił on tzw. „porozumienia mińskie”, a to sprowokowało Rosję do rozpoczęcia w 2022 roku „specjalnej operacji wojskowej”. Rosyjski wywiad zawiódł tu na całej linii, bo najwyraźniej liczył na powtórzenie sytuacji z roku 2014, kiedy to Krym został przez Rosję przejęty bez jednego wystrzału. Tym razem trafiła kosa na kamień, bo Amerykanie i Anglicy uzbroili ukraińskie wojsko po zęby i odpowiednio przeszkolili. W rezultacie Blitzkrieg spalił na panewce, a Rosjanie natychmiast zrezygnowali z zajmowania Kijowa, ograniczając cele wojenne do wyrąbania lądowego korytarza do Krymu – i ten cel w zasadzie już został osiągnięty, a to, co się teraz dzieje, to tylko walka o to, jaką będzie miał szerokość.

W wojnę z Rosją, za sprawą Amerykanów, zaangażowany został cały Pakt Atlantycki, co po kilku latach doprowadziło do zmiany niemieckiej polityki we Wschodniej Europie. Po wysadzeniu bałtyckich gazociągów Niemcom łatwiej było odstąpić od strategicznego partnerstwa z Rosją – ale doszło do tego dopiero w marcu 2023 roku, kiedy to amerykański prezydent Józio Biden, w nagrodę za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją pozwolił niemieckiemu kanclerzowi Olafowi Scholzowi na to, by Niemcy urządzały sobie Europę po swojemu. W Europie nie ma zbyt wiele miejsca na coraz to nowe – jak powiedziałby Kukuniek – „koncepcje”, więc w tej sytuacji Niemcy powróciły do polityki, jaką prowadziło Cesarstwo Niemieckie w roku 1917. Jak pamiętamy, za jego przyzwoleniem powstała wtedy Ukraińska Republika Ludowa w celu szachowania Rosji i utrzymywania w ryzach Polaków. Zewnętrznym wyrazem powrotu Niemiec do tej polityki było proklamowanie w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego. I zaraz prezydent Zełenski nabrał animuszu, nadając jednostce niezwyciężonej armii ukraińskiej imię „Bohaterów UPA”, co w naszym nieszczęśliwym kraju wywołało rodzaj burzy w szklance wody.

Polska opinia w rozkroku

Nasz nieszczęśliwy kraj prowadzenie prawdziwej polityki ma od Naszych Sojuszników surowo zakazane, toteż Polska polityce europejskiej najwyżej kibicuje. Pokrzykuje, przytupuje, wymachuje rękami – i to nie w ramach żadnej samowolki, ale zgodnie ze wskazówkami któregoś z Sojuszników – jak nie tego, to tamtego. Nic się nie zmieniło pod tym względem od początku lat 90., kiedy to scharakteryzowałem postawę naszego nieszczęśliwego kraju w felietonie pod tytułem „Polska ormowcem Europy”. Różnica między początkiem lat 90. a sytuacją obecną sprowadza się do tego, że kibicowaniu europejskiej polityce towarzyszy nieustanny lęk, by nie paść ofiarą „wojny hybrydowej”. Lęk ten jest odczuwalny zwłaszcza wśród warstw lepiej czy gorzej wykształconych, które mają ambicję kibicowania ośrodkom sprawującym w naszym nieszczęśliwym kraju tzw. rząd dusz. Właściwie jest to jeden ośrodek w postaci Judenratu, na czele którego stoi Główny Cadyk III Rzeczypospolitej w osobie pana red. Adama Michnika. Za pośrednictwem Judenratu sufluje on mikrocefalom, stanowiącym krąg jego wyznawców, co i jak mają myśleć. No a oni – wiedząc, że tylko w ten sposób będą mogli również we własnych oczach ujść za mądrych, roztropnych i przyzwoitych, posłusznie myślą w sposób nakazany, w lot dostrajając się do mądrości etapu.

Na przykład kiedy po proklamowaniu strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego pan red. Michnik rzucił hasło: „wszyscy jesteśmy Ukraińcami”, mądrzy, roztropni i przyzwoici natychmiast zaczęli piętnować nosicieli „nienawiści”, co to tworzą u nas „atmosferę przedpogromową”. Doszło do tego, że nawet przewielebna siostra Małgorzata Chmielewska oderwała się na chwilę od warzenia gorącej strawy dla nieszczęśliwych i pobiegła do Judenratu wypłakać się ze wstydu za mniej wartościowy naród i nieszczęśliwy kraj. I słuszna jej racja, bo jeszcze kilka takich demonstracji i przewielebna siostra Małgorzata zostanie kandydatką na ołtarze – a czegóż mogłaby chcieć więcej?

Ale głoszenie aktualnych mądrości etapu to jedna sprawa, a sprawą drugą jest wystrzeganie się ulegania kremlowskiej” dezinformacji” i „propagandzie”. Ta ostrożność posunięta jest do tego stopnia, że gdy Kreml, a zwłaszcza gdy Putin na krzesło powie krzesło, mądrzy, roztropni i przyzwoici gotowi są natychmiast się z nim spierać – o ile oczywiście pan red. Michnik podpowie im, co mają mówić. Niebezpieczeństwo polega również na tym, że oprócz pana red. Michnika głos zabierają również inne osoby, które w dodatku wyrażają opinie niezatwierdzone przez żaden urząd ani nawet licencjonowaną organizację pozarządową w rodzaju Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Na domiar złego wiele z tych samowolnie głoszonych opinii ma znamiona „mowy nienawiści” – a wiadomo, że jest rozkaz, iż nienawiść ma być powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona. Na straży tego rozkazu staje właśnie pani Sylwia Gregorek-Abram, której Wielce Czcigodni parlamentarzyści z koalicji 13 grudnia właśnie przyznali fuchę Rzecznika Praw Obywatelskich. Gwoli wyjaśnienia – „mową nienawiści” nazywamy każdą opinię, która nam się nie podoba, a ponadto nie została zatwierdzona przez żaden Sanhedryn.

Prof. Dudek wzywa obywatela Tuska

Jednym z takich patentowanych nienawistników jest Grzegorz Braun. Nie dość, że ani nie uzgadnia swoich opinii z Judenratem, ani nie akomoduje się do mądrości etapu, to „jątrzy” i „dzieli” opinię publiczną, również w sytuacjach gdy wielkim nakładem sił i środków udało się doprowadzić do ujednolicenia stanowisk ponad podziałami. Polega to na tym, że takie samo zdanie wyrażają zarówno ci, którzy wyznają jeden światopogląd, jak i ci, którzy wyznają drugi światopogląd, bo – podobnie jak było za pierwszej komuny – również i teraz są dwa światopoglądy, bo są dwie kasy.

Jedną z takich uzgodnionych ponad podziałami i zatwierdzonych przez Judenrat opinii jest apologetyczna ocena Komisji Edukacji Narodowej. Jak wiadomo, powstała ona dzięki kasacie zakonu jezuitów. Majątki poklasztorne zostały przekazane właśnie na jej rzecz – przy czym nie obyło się bez rozmaitych brzydkich rzeczy. Stanisław Cat-Mackiewicz wspomina o tym, mówiąc, że pierwsze koryto wylewa się dla świń. W przypadku Komisji Edukacji Narodowej tych wylanych koryt było co najmniej kilka, a może nawet – kilkanaście – podobnie jak w przypadku uwłaszczenia nomenklatury podczas przygotowań do transformacji ustrojowej – a i potem, podczas tworzenia narodowych funduszy inwestycyjnych i ich prywatyzacji.

I oto złowrogi Grzegorz Braun nie tylko bez upoważnienia, ale i bez przyzwolenia zabrał na ten temat głos, piętnując Komisję Edukacji Narodowej, a zwłaszcza – tzw. Kuźnicę Kołłątajowską – że była to grupa opłacana kwotą kilkudziesięciu milionów franków przez władze rewolucyjnej Republiki Francuskiej, żeby w naszym nieszczęśliwym kraju doprowadzić do rewolucji.

Ta rewolucja zaangażowałaby z pewnością mocarstwa ościenne w jej tłumienie, dzięki czemu rewolucja we Francji mogłaby chwilę odetchnąć. Nie dość, że gada takie rzeczy, to jeszcze wraz z Janem Taturą wydał książkę pod tytułem „Polskie biesy”, w której dopuszcza się mnóstwa innych myślozbrodni. Tymczasem jest rozkaz, że jeśli ktokolwiek dopuszcza się prowokacji, to tylko zimny ruski czekista Putin, podczas gdy ani w słodkiej Francji, ani wilgotnej Anglii każdy ma serce na dłoni i od jakichkolwiek prowokacji trzyma się z dala.

Nic dziwnego, że w obliczu takiej samowoli ze strony złowrogiego Grzegorza Brauna nie mógł już dłużej wytrzymać pan prof. Antoni Dudek. Wprawdzie nauka, jak wiadomo, polega na poszukiwaniu prawdy, ale z drugiej strony, na nieustannym weryfikowaniu tego, co dotąd udało się ustalić – ale mimo to – porządek musi być. Kto to widział, żeby jakiś Braun, w dodatku powołując się na wyszperane w korcu maku publikacje, podważał solenne ustalenia profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych, orderowych panów, co to swoimi wiekopomnymi dziełami pozapychali biblioteki? Solenni profesorowie najlepiej wiedzą, jak było, a jeśli nawet nie wiedzą, to zawsze ktoś starszy i mądrzejszy im podpowie, dzięki czemu zarówno oni, jak i lud prosty, wie, czego się trzymać i w co wierzyć, a w co nie.

Toteż pan prof. Dudek wystąpił publicznie do obywatela Tuska Donalda, żeby tej myślozbrodniczej działalności Grzegorza Brauna położył kres. Inaczej diabli wezmą całą „naukę przodującą” – jak mówił Józef Stalin – i nie będziemy już wiedzieli, w co wierzyć, a w co nie. Pan prof. Dudek nie podsuwa żadnego konkretnego rozwiązania, ale wszystko wskazuje na to, że niezawisłe sądy mogą okazać się niewystarczające.

Czas więc uderzyć w czynów stal i odwołując się do profetycznego dzieła Jerzego Orwella „Rok 1984”, niezwłocznie powołać Ministerstwo Prawdy, a pana prof. Antoniego Dudka mianować jego szefem. Bez tego daleko nie zajedziemy, zwłaszcza w sytuacji gdy Nasz Najważniejszy Sojusznik raz sztorcuje prezydenta Zełenskiego, a zaraz potem robi mu na rękę i traktuje jak swoją najukochańszą Duszeńkę.

Stanisław Michalkiewicz

KOLOS ZE WSI KONOTOPIE

KOLOS ZE WSI KONOTOPIE

Czyją postać ukazuje monumentalny posąg i dlaczego nie jest to przedstawienie Maryi Matki Bożej?

Jacek-Rafał Kudelski

Ubiegłoroczna prezentacja projektu budowy konotopskiego pomnika wywołała niekończącą się internetową dyskusję na temat potrzeby i zasadności realizacji tak niecodziennych projektów. Bo zaiste nie tak często i nie wszędzie powstają podobne dzieła sztuki, planowane z tak niezwykłym rozmachem i wykonane w imponującej skali.

Medialne doniesienia o realizacji figury Matki Bożej „większej niż świebodziński pomnik Jezusa Chrystusa” stały się przyczynkiem dla brutalnych, antykatolickich wypowiedzi i obraźliwych, rasistowskich ocen formułowanych w duchu agresywnego antypolonizmu.Tym, co w szczególny sposób ekscytuje większość komentatorów tego przedsięwzięcia są drugorzędne rozważania na temat niewłaściwego według nich rozporządzania środkami finansowymi przez fundatorów. Przywodzą one na myśl słowa jednego z uczniów pańskich: Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim? (J 12, 5).

Liczne są też dywagacje indywidualnych egzegetów Pisma Świętego na temat sakralnej sztuki związane z prawem mojżeszowym: Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! (Wj 20, 4). Pierwsi jednym tchem wymieniają pilniejsze potrzeby oczekujących na wsparcie bliźnich, które należałoby zaspokoić niebagatelną kwotą 100 milionów złotych, desygnowanych na budowę statui, zaś ci drudzy to współcześni zwolennicy ikonoklazmu, sprzeciwiający się kultowi religijnych wizerunków. Według ich opinii budowa takiej figury to zwyczajne bałwochwalstwo.

W ferworze licznych dyskusji, prowadzonych na internetowych forach, osobom zainteresowanym tym intrygującym dziełem sztuki, umyka sprawa najważniejsza. Jest nią ustalenie, czyją postać owa tajemnicza rzeźba przedstawia i jaki jest cel budowy monumentu? Oczywiście w przestrzeni medialnej można z łatwością odnaleźć oficjalną odpowiedź na to zdawałoby się banalne pytanie. Jednak nie należy bezkrytycznie przyjmować tego, co w tej sprawie przekazują opinii publicznej dziennikarze, ponieważ mogą się mylić, a tym samym nieumyślnie wprowadzić swoich odbiorców w błąd.

Wykonany z betonu posąg przedstawia stojącą w hieratycznej postawie młodą kobietę z lekko pochyloną do przodu głową, opuszczonymi wzdłuż tułowia rękami i otwartymi dłońmi. Postać ubrana jest w długą suknię spiętą wąskim paskiem, podkreślającym kształt sylwetki, rozszerzającą się ku dołowi i zakrywającą stopy. Kobietę okrywa płaszcz zawiązany pod szyją wąskimi tasiemkami. Głowę figury okrywa, opadająca na plecy chusta ozdobiona podtrzymującą ją opaską z kolistych elementów, przypominającą bliskowschodni smed. Oblicze postaci nie posiada indywidualnych cech, a spokojny wyraz twarzy pozbawiony jest ekspresji. Zapewne największy na to wpływ ma sposób rzeźbiarskiego opracowania oczu.Podczas uroczystości wmurowania kamienia węgielnego, w miejscu budowy monumentu przedstawione zostały jego komputerowe wizualizacje i wykonany z metalu niewielkich rozmiarów odlew figury. Dziennikarze poinformowali opinię publiczną, że we wsi Konotopie wzniesiony zostanie ogromny pomnik Matki Bożej Bolesnej wzorowany na rzeźbie, która znajduje się w tamtejszej małej kaplicy.

Niestety medialna relacja nie jest zgodna z prawdą. Cudowna figura Matki Boskiej Bolesnej z Konotopia to pieta. Przedstawienie zgodne z dobrze znanym od XIV wieku chrześcijańskim typem ikonograficznym, w którym Matka Boża opłakuje śmierć Syna i trzyma na kolanach zdjęte z krzyża martwe ciało Jezusa Chrystusa. Już pierwsza prezentacja projektu konotopskiego monumentu była dużym zaskoczeniem dla każdego, kto zna tradycyjne, katolickie przedstawienia Maryi Matki Bożej. Bowiem wzorem dla ich formy są Tradycja, Pismo Święte i zatwierdzone przez Kościół objawienia. Ich treść jest związana z wcieleniem i zbawczą misją Jezusa Chrystusa od zwiastowania w Nazarecie do śmierci na Golgocie. Dlatego niemal wszystkie dopuszczone przez kościelne przepisy katolickie typy ikonograficzne to przedstawienia Maryi Matki Bożej z Jezusem Chrystusem.

Niewiasta z Apokalipsy św. Jana, Cudowny Medalik, brzemienna Matka Boża z Guadalupe, Matka Boża Ostrobramska lub Matka Boża Fatimska to nieliczne wyjątki, obwarowane bardzo szczegółowymi zasadami. Kościół precyzyjnie skodyfikował, jaka jest wymagana forma i treść przedstawienia, aby mogło ono zostać poświęcone i przeznaczone do kultu. Szczegółowe przepisy określają sposób przedstawienia fizjonomii i postaci Matki Bożej, rodzaju i koloru jej szat, atrybutów takich, jak Niepokalane Serce Maryi, nimb, królewska korona na głowie, wieniec z gwiazd, różaniec oraz wychodzące z dłoni promienie łask, a nade wszystko depczące węża stopy na ziemskim globie lub księżycu. Figura Maryi Matki Bożej stoi na kolumnie.

To proste zasady, które od najmłodszych lat zna każdy katolik, a w szczególności katolicki kapłan oraz artysta podejmujący się wykonania przeznaczonego do publicznego kultu wizerunku Niepokalanej. Symbolika oparta na dogmatach i ewangeliczna narracja od wieków stanowią fundament dla modlitwy i kontemplacji oraz mariologicznej katechezy.

Kiedy na konotopski monument spojrzymy z perspektywy formalnych wymogów ikonografii chrześcijańskiej oraz ideowego programu zawartych w nim treści, zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jest to przedstawienie Maryi Matki Bożej.

Odsłonięcie gigantycznego monumentu zbudowanego we wsi Konotopie zaprasza wszystkich oglądających to niecodzienne dzieło sztuki do oceny jego artystycznej wartości oraz zrozumienia zawartego w nim przesłania. Dzięki analizie porównawczej możemy stwierdzić, że nie jest to żaden znany w chrześcijaństwie maryjny typ ikonograficzny. Młoda kobieta stoi na koronie… Intrygujące jest to, że w identyfikacji tego przedstawienia nie pomoże nam wiedza ugruntowana na fundamencie naszej łacińskiej cywilizacji i europejskiej kultury. Tego nikt nie uczył w katechetycznych salkach, ani na uniwersyteckich wykładach.

Jest to dla katolika zupełnie obcy i niezrozumiały ezoteryczny kod. Skoro odbiorca ma przed sobą szyfr, to zapewne istnieje do niego klucz? Cyfrowy kod i nie chodzi tu o liczbę sto milionów. Miłośnikom sztuki z pomocą przychodzą lokalne i ogólnopolskie media. W jednym z wywiadów można usłyszeć intrygującą wiadomość: „monument był budowany jak piramida z 32 warstw betonu”. Dziesięć sefir i 22 łączące je kanały to 32 Ścieżki Mądrości. Rzeźba stoi na dwóch połączonych ze sobą kwadratach. Oktagon (korona jest jak Drzewo Życia) plus kobieta i coś jeszcze we wnętrzu to razem 10. „Monument ma 55 metrów wysokości i detronizuje Jezusa w Świebodzinie, który jest mniejszy”. W gematrii 55 to liczba o wyjątkowym znaczeniu. Dwie piątki. Suma cyfr od 1 do 10., liczba Małżonki-Oblubienicy, etc.

W 1755 roku według członków pewnej sekty miały miejsce ważne religijne wydarzenia. Tych liczb i cyfr jest znacznie więcej. Dziennikarze przekazują kolejną ekscytującą wiadomość: „monument wykonany z betonu przetrwa 300 lat”. Dlaczego nie 283 lub nie bez kozery 500? Ponieważ 300 lat to dla niektórych religii pewien zamknięty mesjanistyczny cykl, który ma swój ważny punkt w 2026 roku (notabene rok i liczba 26 też mają swoje symboliczne znaczenie). W takim razie coś zaczyna się teraz, a jak się zakończy za 300 lat tego się nie dowiemy.

W Wikipedii możemy sprawdzić, co wydarzyło się 300 lat temu. Otóż w 1726 roku urodził się Jakub Frank. Przez 13 lat przebywał w jasnogórskim klasztorze i tam opracował swoją mesjanistyczną doktrynę, w której przedstawił, kto według niego „jest uwięziony w wizerunku Matki Bożej”. Jego dzieł i Ksiąg Jakubowych nie czytałem i nie zamierzam.

Kolos ze wsi Konotopie to imaginowany portret jego córki Ewy Frank. To jest Szechina.

Jak się pani powodzi? Nie przelewa się? MEM-y VII.

Powtórka:

——————————————-

To SMIERDZI, chłopie…

———————————-

————————–

———————————————–

—————————————-

Anna Konieczyńska…

—————————————

———————————————-

——————————–

————————————————–

————————————-

—————————–


Newsweek: Morale załogi USS Abraham Lincoln

morale załogi USS Abraham Lincoln

(Fragment artykułu)

Annabelle Loma powiedziała, że jej mąż jest „wypalony” i próbował wyskoczyć za burtę z Lincolna podczas obecnego rozmieszczenia. „Boi się”, że może zostać niehonorowo zwolniony z wojska USA, powiedziała Navy Times.
Maria Rodriguez powiedziała, że w osobnym incydencie jej mąż, który również jest na lotniskowcu, wyciągnął na pokład towarzysza statku, przygotowując się do wyskoczenia za burtę.

W poniedziałek przedstawiciel Demokratów Mike Levin z Kalifornii powiedział w mediach społecznościowych, że marynarze na Lincoln nie mają podstawowych środków higieny, mają tylko dostęp do spleśniałych pryszniców i zepsutych toalet, a często nie mają ciepłej wody ani wystarczającej ilości jedzenia.
W oświadczeniu dla Newsweeka w środę wieczorem Levin wezwał do pełnego śledztwa.
„Kilkanaście rodzin opisało teraz, co ich marynarze i Marines wytrzymują na USS Abraham Lincoln: spleśniałe jedzenie, niedobory żywności, brak podstawowych zapasów, niskie morale i skrajne zmęczenie” – powiedział Levin.

„Ponad 5000 żołnierzy jest na morzu w dziewiątym miesiącu tego, co miało być siedmiomiesięcznym rozmieszczeniem, wszystko po to, by walczyć z Iranem, na co ustawodawcy nigdy nie zezwolili.
„Kiedy rodziny zabrały głos w kwietniu, Sekretarz Hegseth odrzucił to jako „fałszywe wiadomości”, ale ci członkowie służby nie okłamują osób, którzy ich kochają. Odpowiedzieli na najwyższe wezwanie i tak są traktowani? Wymaga to pełnego dochodzenia i należy to naprawić teraz.”

Większość rejsów lotniskowców trwa od sześciu do siedmiu miesięcy, chociaż w pewnych okolicznościach można je przedłużyć. Przez cały ten okres zwykle zawijają do portu w celu zatankowania i umożliwienia członkom załogi odpoczynku.
Lincoln jest na morzu przez prawie dziewięć miesięcy, z krótkim zawinięciem do bazy Guam w grudniu.
„Wyprtawy tej długości wywierają dużą presję na statek i jego załogę, co ma długoterminowy wpływ na personel, utrzymanie statku i cykl realizacji przyszłych akcji” – powiedział emerytowany wiceadmirał Marynarki Wojennej USA Robert Murrett, który jest obecnie profesorem praktyki administracji publicznej i Spraw Międzynarodowych na Uniwersytecie Syracuse.
„Marynarka Wojenna zwykle stara się unikać nadmiernie trwających okresów rozmieszczenia, takich jak ten, a Lincoln ma swego rodzaju nie do pozazdroszczenia zapis najnowszej historii w tej dziedzinie” – powiedział Newsweekowi.

newsweek/uss-abraham-lincoln-deployment-sailors-overboard-safety-concerns

Siedmiu członków marynarki wojennej USA zostało zabitych, a kilku innych rannych na pokładzie USS Abraham Lincoln.

mehrnews/Deadly-brawl-reported-aboard-USS-Abraham-Lincoln

Siedmiu członków marynarki wojennej USA zostało podobno zabitych, a kilku innych rannych w gwałtownym starciu na pokładzie USS Abraham Lincoln.

Wciąż narastające niepokoje wśród załogi lotniskowca ujawniły rosnącą presję wewnątrz armii amerykańskiej podczas długotrwałego rozmieszczenia.

Incydent wybuchł po tym, jak doradca szefa Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM) Brad Cooper przyleciał na pokład lotniskowca, aby odpowiedzieć na rosnące skargi członków załogi po protestach ich rodzin w związku z przedłużającym się rozmieszczeniem statku, według Tasnim News Agency, powołując się na poinformowane źródło wojskowe.

Doradca został podobno przywitany z wygwizdaniem i rzucono w niego butelkami wody podczas jego przemówienia na zebraniu personelu.

Konfrontacja przerodziła się następnie w bójkę między członkami załogi z udziałem noży i innej broni ostrej, w wyniku której zginęło siedem osób, a kilku innych zostało rannych, według źródła.

Atmosfera na pokładzie lotniskowca pozostaje napięta i niespokojna, donosi Tasnim.

Abraham Lincoln jest w akcji od 263 dni i obecnie działa na Oceanie Indyjskim, gdzie jego podstawową misją jest egzekwowanie nielegalnej blokady morskiej przeciwko Iranowi.

Lotniskowiec spędził 208 kolejnych dni na morzu, co jest najdłuższym ciągłym rozmieszczeniem amerykańskiego lotniskowca w epoce nowożytnej, z wyjątkiem krótkiego postoju w Omanie w lipcu.

mehrnews/Deadly-brawl-reported-aboard-USS-Abraham-Lincoln

Koniecznie aresztować sędziego z Czeladzi. Złota Rybka… MEM-y V.

——————————————–

———————————————

—————————————————

—————————

—————————————-

——————————

————————-

——————————-

——————————————

—————————————————

———————————–

Nadchodzi termin zapłaty rachunku rzeźnika: Wyprawa wojskowa przekroczyła swoje możliwości. Samobójstwa żołnierzy USA

Nadchodzi termin zapłaty rachunku rzeźnika: wyprawa wojskowa przekroczyła swoje możliwości i przywódcy, którzy wciąż powtarzają, że wszystko jest w porządku

13 sierpnia 2026 przez Larry C. Johnson sonar/the-butchers-bill-comes-due-a-military-run-past-its-limits-and-the-leaders-who-keep-saying-everything-is-fine

Uwaga Larry’ego: W tym artykule omówiono samobójstwa. Żołnierze, weterani i członkowie rodzin w kryzysie mogą skontaktować się z linią kryzysową dla weteranów/wojska, dzwoniąc pod numer 988 i naciskając 1, wysyłając SMS-a pod numer 838255 lub odwiedzając stronę VeteransCrisisLine.net.

===============================================

Kiedy Sekretarz Armii nakazuje każdemu oficerowi i sierżantowi osobiście sprawdzać każdego żołnierza, każdego dnia, nie jest to rutynowy, świąteczny gest. To alarm.

I przez dziesięć miesięcy, odkąd Dan Driscoll wydał ten rozkaz, alarm dzwonił nieustannie – z lotniskowca na Morzu Arabskim, z tajnego dowództwa w Forcie Meade, z rodzin marynarzy, którzy nie mogą już uzyskać jednoznacznej odpowiedzi na temat tego, dlaczego ich dzieci są głodne. Historie docierają z różnych oddziałów i misji, ale składają się na jeden akt oskarżenia: amerykańskie wojsko jest wykorzystywane ponad siły swoich ludzi, a zbyt wielu jego dowódców zareagowało nie rozwiązując problemu, ale zaprzeczając jego istnieniu.

Zamówienie, które było przyjęciem

Zacznijmy od tego, co tak naprawdę przyznała notatka Driscolla z listopada 2025 roku. „W zeszłym roku straciliśmy 260 żołnierzy w wyniku samobójstw” – napisał. „Żołnierze nie otrzymują potrzebnej im pomocy”. Przeczytaj to jeszcze raz. Cywilny dowódca armii poinformował na piśmie całe siły, że istniejący system zapobiegania samobójstwom – lata odpraw, obowiązkowych szkoleń, kampanii uświadamiających i dedykowanych biur prewencji – nie dociera do osób, które go potrzebują. Jego rozwiązaniem było sięgnięcie po najbardziej podstawową ludzką interwencję: polecenie jednej osobie, aby dzwoniła do drugiej osoby raz dziennie i pytała, czy wszystko w porządku.

W tym instynkcie nie ma nic złego. Codzienne meldowanie się jest humanitarne, a Driscoll zasługuje na uznanie za to, że uczyniło je osobistym i obowiązkowym, a nie performatywnym. Ale odrzuć sentyment, a notatka stanie się wyznaniem. Dane Pentagonu pokazują, że wskaźniki samobójstw wśród żołnierzy w służbie czynnej rosły mniej więcej równomiernie od 2011 do 2023 roku, w wyniku kolejnych administracji i niezliczonych „inicjatyw prewencyjnych”. Kiedy rozwiązaniem dekady instytucjonalnej porażki jest nakazywanie jednostkom, aby ręcznie obserwowali się nawzajem, instytucja przyznaje, że jej systemy nie działają. Codzienne meldowanie się leczy objaw. Nie robi nic z warunkami, które spowodowały ranę – a te warunki miały się wkrótce pogorszyć.

Marynarka wojenna próbowała zignorować walkę o jedzenie

Do kwietnia 2026 roku obciążenie przeniosło się ze statystyk na tace z posiłkami. „USA Today” opublikował zdjęcia – wykonane przez rodziny żołnierzy na pokładzie lotniskowca USS Abraham Lincoln i okrętu szturmowego USS Tripoli – przedstawiające na wpół puste tace, małe porcje i szary kawałek przetworzonego mięsa. Marynarz podobno powiedział swojej matce, że załoga „je, kiedy może” i dzieli się jedzeniem równo, gdy ktoś dostaje więcej niż inni. Lincoln został wciągnięty w wojnę z Iranem i z trudem przechodzi misję, która miała trwać ponad 250 dni.

W tym miejscu odpowiedzialność przestaje być abstrakcyjna. Skonfrontowany ze zdjęciami i relacjami z pierwszej ręki, Sekretarz Wojny, Pete Hegseth, nie zlecił dochodzenia ani nie obiecał zbadania sprawy. Udał się do mediów społecznościowych i nazwał doniesienia „FAŁSZYWYMI WIADOMOŚCIAMI”. Ta reakcja jest schematem, który przewija się w całej tej historii: gdy pojawiają się dowody napięcia, odruchem z góry zbyt często jest atakowanie osoby, która je ujawniła, zamiast zbadania stanu rzeczy. Trudno rozwiązać problem, który publicznie ogłoszono jako nieistniejący – a zaprzeczenie Sekretarza Wojny wysyła jednoznaczny sygnał w dół łańcucha dowodzenia, wskazujący, jaką odpowiedź chce usłyszeć kierownictwo.

Fort Meade: gdzie tempo stało się zabójcze

Potem pojawił się najpoważniejszy sygnał, który nie zawierał fotografii. W sierpniu Bloomberg poinformował, że US Cyber ​​Command – jednostka broniąca amerykańskich sieci i prowadząca ofensywne operacje cybernetyczne – bada skupisko zgonów wśród swoich ludzi. Według wewnętrznej komunikacji, dokumentacji i wywiadów, z którymi zapoznał się serwis, aż pięć osób, które pracowały w dowództwie lub były z nim blisko związane, popełniło samobójstwo między początkiem czerwca a początkiem lipca 2026 roku. Koncentracja była na tyle nienormalna, że ​​Cyber ​​Command podobno powołało się na określenie Pentagonu jako „skupiska samobójstw”; kierownictwo potwierdziło trzy zgony w wewnętrznym e-mailu już w czerwcu.

Precyzja ma tu znaczenie i prowadzi do pociągnięcia do odpowiedzialności, a nie do jej odrzucenia. Urzędnicy nie ustalili wspólnej przyczyny, a nie ma publicznych dowodów łączących zgony poza momentem ich wystąpienia – nikt nie powinien sugerować inaczej. Jednak raporty ujawniają tło: siłę roboczą dotkniętą gwałtownym wzrostem obciążenia pracą spowodowanym konfliktami zagranicznymi, przede wszystkim wojną z Iranem, a zgony miały miejsce w jednym z najbardziej intensywnych okresów tej wojny. Cyber ​​Command podobno rozpoczęło osadzanie klinicystów zdrowia psychicznego w Fort Meade w maju – zanim opinia publiczna cokolwiek wiedziała – co sugeruje, że kierownictwo już wiedziało, że jego ludzie mają kłopoty.

To jest pytanie o odpowiedzialność w najostrzejszej postaci. Skoro dowódcy byli na tyle zaniepokojeni, że zdecydowali się na przeniesienie klinicystów wiosną, to kto odpowiadał za tempo operacyjne, które sprawiło, że ci klinicyści byli niezbędni? Wypalenie zawodowe w elitarnych jednostkach cybernetycznych nie jest kwestią pogody. Jest to wynik decyzji dotyczących misji, personelu i tempa – decyzji podejmowanych przez osoby z nazwiskami i stopniami. Komisja ds. Sił Zbrojnych Senatu podobno dyskutuje obecnie o zwiększeniu zasobów dla zdrowia psychicznego, a komisja Izby Reprezentantów uznała wzrost liczby samobójstw za „krytyczny problem”. Uwaga Kongresu jest mile widziana, ale pojawia się ona po zgonach, a nie przed nimi, a większa liczba doradców nie odpowiada na wcześniejsze pytanie, dlaczego dopuszczono do niekontrolowanego wzrostu obciążenia.

Lincoln , znowu – i ten sam odruch

O ile kwietniowy spór o żywność można było zbagatelizować jako jednorazowy problem z dostawami, o tyle sierpień usunął tę wymówkę. Portal MS Now donosił – powołując się na około tuzin członków rodzin i nagrania spotkań rodzin z dowództwem Marynarki Wojennej – że załoga Lincolna zmagała się z niedoborami żywności, długimi kolejkami po posiłki, zepsutymi toaletami, pleśnią w prysznicach, niedziałającymi pralkami, brakującymi mydłem i pastą do zębów oraz upadkiem morale po około 250 dniach na morzu. Doniesienia te wzbudziły obawy dotyczące bezpieczeństwa, a według niektórych relacji rodzinnych, na pokładzie załogi, wyczerpanej do szpiku kości, doszło do prób samobójczych.

I odruch instytucjonalny zadziałał. Rzecznik Piątej Floty przyznał, że 250-dniowy rozmieszczenie „jest wyzwaniem dla załogi i jej sprzętu”, ale nalegał, aby marynarze „pozostali odporni i gotowi”, a statek „w pełni zdolny do podołania wszystkim zadaniom misji”. Weryfikatorzy faktów nadal wymieniali elementy zarzutów jako będące w trakcie dochodzenia. Konkretne zarzuty nie zostały jeszcze rozstrzygnięte i uczciwe rozliczenie wymaga, aby to powiedzieć. Zwróć jednak uwagę na kształt odpowiedzi: nie „sprowadzamy tę załogę do domu”, nie „nie uzupełniliśmy zapasów”, ale zapewnienie, że misja nadal może zostać wykonana. To jest sygnał. Kiedy odruchowym priorytetem jest obrona gotowości, a nie gotowości istot ludzkich, dowiadujesz się dokładnie, czyje dobro leży u podstaw.

Kto jest odpowiedzialny

Nieuczciwe byłoby wrzucenie czterech sytuacji do jednego spisku, a równie nieuczciwe byłoby udawanie, że są to niepowiązane ze sobą zbiegi okoliczności, które przypadkowo wydarzyły się w tym samym roku w tej samej armii. Prawda jest strukturalna i ma swój adres.

Powszechnym czynnikiem przyspieszającym jest wojna z Iranem, która trwa już szósty miesiąc, nałożona na lata wysokiego tempa operacyjnego – a tempo operacyjne nie jest aktem bożym. To wybór polityczny dotyczący tego, ile misji przeprowadzić, jak długo utrzymywać lotniskowce w gotowości bojowej i jak mocno naciskać na cyber-siły, które nigdy nie pojawiają się na liście ofiar. Ktoś wybiera to tempo.

Powtarzającym się drugim wątkiem jest reakcja na dowody: sekretarz armii, który przynajmniej nazwał porażkę na piśmie, w zestawieniu z sekretarzem obrony, który nazwał relacje z pierwszej ręki „fake newsami”, oraz flotą, która odpowiedziała na zarzuty o rozbitą załogę zapewnieniami o zdolności do realizacji misji.

Wojsko, które nie potrafi przyznać, że jego ludzie się łamią, nie może ich chronić, ponieważ pierwszym krokiem w każdym programie prewencyjnym, jaki kiedykolwiek napisano, jest głośne przyznanie się do problemu.

Codzienne meldunki Driscolla, widziane z tego miejsca, wyglądają mniej jak świąteczny gest, a bardziej jak ciche wotum nieufności wobec wszystkiego, co znajduje się wyżej – przyznanie, że formalne systemy zawiodły i jedyne, co pozostało, to nadzorowanie przez jedną wyczerpaną osobę drugiej. To może uratować życie na marginesie. Powinno.

Ale to opaska uciskowa, a po nią sięga się, gdy instytucja odpowiedzialna za zapobieganie ranie już pozwoliła jej się otworzyć. Ludzie, którzy nadają tempo, którzy odcięli dostawy, którzy sięgnęli po „fałszywe wiadomości” zamiast śledztwa – to oni mają władzę, by faktycznie zatamować krwawienie. Jak dotąd zbyt wielu z nich upiera się, że nie ma krwi.


Jeśli Ty lub ktoś, kogo znasz, jest żołnierzem, weteranem lub członkiem rodziny wojskowego w kryzysie, linia kryzysowa dla weteranów/wojskowych jest dostępna 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu: zadzwoń pod numer 988, a następnie naciśnij 1, wyślij SMS pod numer 838255 lub odwiedź stronę VeteransCrisisLine.net. To drażliwy temat; zachęcamy osoby, które borykają się z problemami osobistymi, do kontaktu z tą linią lub innym zaufanym źródłem wsparcia.


Zakopać Skarb ! MEM-y IV.

——————————————-

——————————————–

—————————

————————————

———————————————-

—————————

——————————————-

————————————-

——————————————————–

Prekursor suwerenizmu. Andrzej Lepper.

Prekursor suwerenizmu

Mateusz Piskorski myslpolska/piskorski-prekursor-suwerenizmu

W ubiegłym tygodniu minęła kolejna, już piętnasta rocznica śmierci założyciela i lidera Samoobrony, Andrzeja Leppera. Okolicznościowe publikacje na jej temat koncentrowały się głownie na wątkach pobocznych jego działalności i wpływu, jaki niewątpliwie wywarł na nasze życie publiczne.

Warto jednak sięgnąć nieco głębiej i dokonać próby spojrzenia na rolę polskiego buntownika przeciwko neoliberalnej transformacji na tle szerszej panoramy polskiej debaty publicznej. Po pierwsze, Lepper był niewątpliwie zwolennikiem suwerenizacji polskiej polityki. Wiedział, że jest ona warunkiem uprawiania jakiejkolwiek polityki. Bez niej nie ma przecież mowy na przykład o rewizji stosunków własnościowych wykreowanych w naszym kraju po 1989 roku. Lepper utrzymywał, że te stosunki własnościowe można w dużym stopniu zmienić. Uznał, że gotowość do takich zmian wykażą jego partnerzy koalicyjni (przecież gwarantował to swoim popisem Jarosław Kaczyński, o którym być może lider Samoobrony nie miał wystarczającego rozeznania, pozostając głuchym na przestrogi bardziej doświadczonych polityków próbujących mu uświadomić, że prezes PiS był i pozostaje notorycznym oszustem i manipulantem). Lepper domagał się rzeczy na pierwszy rzut oka prostej: rewizji prywatyzacji lat 1990., czyli podjęcia próby odzyskania przynajmniej części polskiej własności i majątku narodowego. Odpowiednią procedurą miała zająć się specjalnie do tego powołana komisja, która badałaby każdy przypadek prywatyzacji z osobna. W przypadkach, w których okazywałoby się, że najczęściej zagraniczny nabywca danego zakładu pracy nie wywiązał się z przyjętych zobowiązań (na przykład odpowiednich inwestycji, badań rozwojowych czy utrzymania poziomu zatrudnienia), akt prywatyzacji byłby unieważniany, a dany podmiot wracałby we władanie Skarbu Państwa.

Lepper uwierzył również, że państwo suwerenne nie może pozwalać na pewne praktyki na swoim terytorium wojskom i służbom obcym. Dotyczyło to zarówno stacjonowania w naszym kraju żołnierzy amerykańskich, jak i działania ośrodków kontrolowanych przez obce wywiady bądź służby specjalne (takich, jak te na Mazurach, gdzie bezprawnie i przetrzymywano na naszym terytorium obywateli państw trzecich). Mówił zatem lider Samoobrony o konieczności wyrwania się Polski spod kurateli amerykańskiej.

Jednocześnie zwracał też uwagę na problem zadłużenia zagranicznego naszego kraju. Tu znów postulował suwerenność, czyli maksymalne ograniczenie naszej zależności od międzynarodowych, najczęściej po prostu zachodnich instytucji finansowych. Rozumiał doskonale, że zależność ta w praktyce uniemożliwia realizację jakichkolwiek działań prowadzących do samodzielnej polityki gospodarczej. Za liniami kredytowymi szedł bowiem polityczny dyktat, znany pod nazwą konsensusu waszyngtońskiego. Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy w zamian za udzielane nam wówczas wsparcie żądały otwarcie, m. in. wspomnianej już prywatyzacji, ale także deregulacji czy powolnej, rzeczywistej likwidacji usług publicznych.

Mówił zatem Lepper przez wszystkie lata swojej politycznej drogi o trzech suwerennościach: 1) gospodarczej; 2) polityczno-militarnej oraz 3) finansowej. Bez osiągnięcia każdej z nich nie ma mowy o prowadzeniu jakiejkolwiek polityki, bo ogranicza się ona do zarządzania, pozostawiającego jedynie skrajnie wąski margines modelowania określonych decyzji i adresowania ich do poszczególnych grup interesu. Polityka przeradza się w administrowanie nie swoimi zasobami.

Andrzej Lepper nawołujący do suwerenizacji wspomnianych trzech obszarów nie mógł być jeszcze świadkiem skrajnie daleko posuniętej utraty rządności władz polskich związanej z coraz bardziej żarłoczną ekspansją kompetencyjną Unii Europejskiej. Nie doczekał też czasów wykorzystywania polskiego terytorium do transferów broni na cudzą wojnę, ani bezpośrednich, publicznych i nieskrywanych ingerencji jednej z placówek dyplomatycznych w Warszawie w prawo tworzone w polskim parlamencie. Po jego śmierci zrobiło się zatem jeszcze gorzej.

To jednak on może zostać uznany za jednego z prekursorów polskiego suwerenizmu. A że oskarżano go o populizm? Żadna ujma. Kolejne ekipy rządzące reprezentowały bowiem i reprezentują interesy mniejszości (np. najzamożniejszych kompradorów i zarządców zatrudnionych przez obce korporacje, a z drugiej strony lobbystów hałaśliwych mniejszości kulturowych i obyczajowych). Ten aspekt jego dorobku w polskim życiu publicznym jakoś wielu z nas umyka. Niesłusznie.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)

Nie na próżno krążą te ciężarówki… MEM-y II.

——————————————

——————————–

———————————————

———————————-

———————————————-

——————————————–

——————————————-

————————————

———————————————

Jeb… Pomyli się i policzyli z łapówką. MEM-y I.

—————————————-

………………………..

————————————————

—————————————–

———————————————

——————————

————————

——————————————

——————————————–

USS Abraham Lincoln – po 250 dniach bez przepustek na ląd nerwy marynarzy są poza skrajem wytrzymałości

USS Abraham Lincoln – po 250 dniach bez przepustek na ląd nerwy marynarzy są na skraju wytrzymałości

USS Abraham Lincoln to jeden z najpotężniejszych okrętów wojennych na świecie i symbol amerykańskiej potęgi militarnej. Chociaż lotniskowiec od miesięcy jest wykorzystywany w wojnie z Iranem, na jego pokładzie najwyraźniej nastąpił kryzys, który nie ma nic wspólnego z pociskami rakietowymi ani myśliwcami: podobno członkowie załogi próbowali wyskoczyć za burtę, a krewni zgłaszają problemy psychiczne i katastrofalne warunki życia.

Lotniskowiec jest już dziewięć miesięcy na morzu. Na pokładzie znajduje się około 5000 marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej. Co szczególnie niezwykłe: według ‚The Guardian’  załoga spędziła 250 kolejnych dni na morzu, nie stawiając stopy na lądzie – to rekord dla współczesnego amerykańskiego lotniskowca. To, co pierwotnie miało być misją na Pacyfiku, było wielokrotnie przedłużane z powodu eskalacji konfliktu z Iranem. Lincoln uczestniczy w operacjach bojowych przeciwko Iranowi od pięciu miesięcy.

Krewni biją na alarm

Raporty z ‚Navy Times’  i ‚Stars and Stripes’  ujawniają, jak poważna stała się sytuacja. Według tych doniesień, członkowie załogi wielokrotnie próbowali wyskoczyć za burtę. Jedna z żon zgłosiła, że jej mąż po wielokrotnym przedłużaniu misji próbował wyskoczyć z okrętu. W innym przypadku członek załogi – rzekomo w ostatniej chwili – powstrzymał towarzysza przed wypadnięciem za burtę.

Podczas emocjonalnego spotkania z około 200 krewnymi i dowództwem Marynarki Wojennej USA w San Diego frustracja sięgnęła zenitu. Pewna kobieta opowiedziała o wiadomości od męża z tego samego dnia: miał on nadzieję, że nie obudzi się następnego ranka. Inny krewny oskarżył dowództwo Marynarki Wojennej o zniszczenie zaufania do armii i państwa.

Pleśń, zepsute toalety i brak porządnych posiłków

Wygląda jednak na to, że problemem jest nie tylko długość misji. Kongresmen Partii Demokratycznej Mike Levin opublikował drastyczny opis warunków na pokładzie: zatęchłe prysznice, zepsute toalety, pralnia nieczynna przez tygodnie, okresowy brak ciepłej wody oraz niedobory mydła, pasty do zębów i dezodorantu.

Podobno występowały również ogromne problemy z racjami żywnościowymi. Posiłek czasami składał się zaledwie z porcji ryżu i dwóch tortilli. To znacząco podważa wizerunek amerykańskiej przewagi militarnej. Waszyngton może utrzymywać lotniskowiec o napędzie atomowym z dala od wybrzeży wroga przez miesiące, wystrzeliwać myśliwce i wywierać presję militarną. Jednak kluczowego zasobu nie da się rozciągnąć w nieskończoność: odporności ludzi na pokładzie.

Wojna z Iranem zbiera swoje żniwo. Straty wojenne zazwyczaj mierzy się zestrzelonymi samolotami, zniszczonymi okrętami lub poległymi żołnierzami. Jednak wielomiesięczna, intensywna operacja wyniszcza siły zbrojne, nawet jeśli żaden wróg nie zatopi lotniskowca. USS Abraham Lincoln pokazuje, jak może wyglądać to zużycie. Misja jest przedłużana, urlopy na lądzie odwoływane, narastają problemy techniczne i higieniczne, a rodziny czekają miesiącami – podczas gdy załoga ma nadal funkcjonować.

Nawet amerykańscy ustawodawcy biją na alarm. Jason Crow, były żołnierz Rangersów, a obecnie kongresmen, który służył w Afganistanie i Iraku, ostrzega, że presja na żołnierzy i ich rodziny rośnie ‚z tygodnia na tydzień’. Jeden z najbardziej widocznych symboli amerykańskiej potęgi militarnej staje się w ten sposób symbolem innej rzeczywistości: lotniskowiec może być zaopatrywany w paliwo i broń niemal bez ograniczeń. Jego załoga niekoniecznie.

uncutnews.ch/selbstmordversuche-auf-us-flugzeugtraeger-nach-250-tagen-ohne-landgang-liegen-die-nerven-blank

** * * * * *

A tymczasem Donald Trump w swoim najnowszym wpisie opublikowanym w środę na Truth Social   powtarza dobrze znane twierdzenie (które prawdopodobnie będzie powtarzał aż do listopadowych wyborów uzupełniających) i twierdzi, że Stany Zjednoczone mają ‚pełną kontrolę’  nad Cieśniną Ormuz oraz że ‚myślę, że ją zachowamy’. Jest to również kolejne potwierdzenie tego, że opowiada się on za blokadą gospodarczą, ponieważ kampania militarna USA jest obecnie wstrzymana. Zakończył swój wpis swoim ‚chwała Allahowi!‚ (Tyler Durden)

Opracował: Zygmunt Białas

Trump mówi o „całkowitej kontroli”, Iran mówi NIE

Larry i Pepe demaskują najbardziej absurdalne twierdzenie Bessenta – Trump mówi o „całkowitej kontroli”, Iran mówi NIE

12 sierpnia 2026 roku niezależny kanał medialny Transition Protocol wyemitował dogłębną analizę obecnej sytuacji geopolitycznej. Prowadzący (pan Z) powitał dwóch stałych gości: Pepe Escobara (międzynarodowo uznanego reportera geopolitycznego) i Larry’ego Johnsona (doświadczonego analityka wojskowego). Rozmowa koncentrowała się wokół deklaracji Donalda Trumpa o „całkowitej kontroli” nad Cieśniną Ormuz, kontrowersyjnych wypowiedzi Scotta Bessenta, tzw. „umowy z Mekki” między Turcją, Pakistanem i Arabią Saudyjską oraz kwestii, czy i jak deeskalacja konfliktu z Iranem jest możliwa. Uczestnicy analizowali realia gospodarcze, wojskowe i dyplomatyczne wykraczające poza narrację zachodnich mediów.

Cieśnina Ormuz, „najgłupsze twierdzenie” Bessenta i utrata kontaktu Trumpa z rzeczywistością

Larry Johnson rozpoczął dyskusję od jasnego oświadczenia: Pomimo gróźb Donalda Trumpa i ciągłej dezinformacji ze strony jego administracji – zwłaszcza sekretarza skarbu Scotta Bessenta – wojna z Iranem została tymczasowo zawieszona. Trump najwyraźniej uważa, że ​​irańska gospodarka jest tak niestabilna, że ​​ciągła presja doprowadzi do jej załamania.

Właśnie w tym momencie Johnson przypuścił zjadliwy atak na Bessenta. Sekretarz Skarbu, jak powiedział, wygłosił jedno z „niezwykle głupich oświadczeń” w historii amerykańskiego sekretarza skarbu, twierdząc, że irańska kontrola nad Cieśniną Ormuz jest jedynie tymczasowa. Dodał, że zostaną zbudowane alternatywne rurociągi, co położy kres wpływom Iranu. Johnson odparł: „Stary, nie wiesz, że 25 procent światowego skroplonego gazu ziemnego (LNG) pochodzi z Zatoki Perskiej? To jest odcięcie. Od 30 do 40 procent światowego helu – kluczowego dla chipów komputerowych i dysków twardych – pochodzi stamtąd. Mocznik i siarka, kluczowe składniki nawozów i licznych procesów przemysłowych, stanowią od 30 do 35 procent globalnego zaopatrzenia. Żadnego z tych czterech surowców nie da się transportować rurociągami”.

Nawet gdyby ropa płynęła alternatywnymi szlakami, Cieśnina Ormuz pozostałaby pod pełną kontrolą Iranu. W ten sposób Iran zachowuje kluczową pozycję. Pogląd, że Iran jest izolowany i blokowany, jest absurdalny. Rosja, Chiny i Pakistan są teraz pełnoprawnymi partnerami handlowymi; północny szlak przez Morze Kaspijskie, połączenie wschód-zachód przez stary i nowy Jedwabny Szlak oraz szlaki przez porty pakistańskie są otwarte.

Później Johnson odczytał na głos niedawny wpis Donalda Trumpa na portalu Truth Social, który pojawił się około cztery godziny wcześniej: „USA mają całkowitą kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Myślę, że ją utrzymamy. Nasza blokada morska znana jest wszystkim jako „Mur ze Stali”, a Iran nic z tym nie może zrobić. Nie mają marynarki wojennej ani sił powietrznych. Pozostali żołnierze nie otrzymują wynagrodzenia. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej jest zdziesiątkowany i ucieka. Przywódcy są w najlepszym razie niepewni. Nie mają pieniędzy. Ich kraj jest skończony. Mają tylko fałszywe wiadomości i 300-procentową inflację, która stale rośnie. Iran to tylko słowa, a nic nie robi. Tyran Bliskiego Wschodu już nie istnieje. Chwała Allahowi, prezydencie Donaldzie J. Trumpie”.

Johnson bez ogródek nazwał ten wpis słowami Horses Ass (odpowiednik polskiego „dupek”, „jełop” lub „baran”) i zapytał: Czy Cieśnina Ormuz jest teraz zablokowana, czy otwarta? Jeśli jest zamknięta, to wina Stanów Zjednoczonych, a nie Iranu. Trump i Bessent ograniczali wszystko do ropy – fatalny błąd. Rzeczywiste niedobory LNG, helu, mocznika i siarki miały już znaczący negatywny wpływ na światową gospodarkę. Globalna recesja już trwała; oficjalne statystyki po prostu pozostawały w tyle. Kolejnym zagrożeniem była globalna depresja. Strategiczne Rezerwy Ropy Naftowej (SPR) były już prawie na wyczerpaniu. Działania Trumpa tylko pogłębiały kryzys.

Johnson zwrócił również uwagę na dotkliwe globalne niedobory nafty, paliwa lotniczego i oleju napędowego – około 20% dostaw jest zakłóconych od trzech do czterech miesięcy. Ceny rosną w Azji, Afryce i coraz bardziej w Ameryce Południowej. Niedobór nawozów wpływa na nadchodzący sezon siewu na półkuli południowej. Ponadto terminale naftowe i LNG, a także magazyny części zamiennych, zostały uszkodzone. Ze względów bezpieczeństwa ekipy konserwacyjne opuściły region. Nawet jeśli zostaną ponownie otwarte, szybka naprawa jest wątpliwa. Negocjacje to jedynie dodatek – prawdziwym zagrożeniem jest zbliżająca się katastrofa gospodarcza.

Umowa z Mekki – sesja zdjęciowa czy strategiczne odstraszanie?

Johnson ironicznie nazwał porozumienie między Turcją, Pakistanem i Arabią Saudyjską „Organizacją Traktatu Bliskowschodniego” (METO) – lub „MeToo”. Na papierze Turcja wnosi największą w regionie konwencjonalną armię, Pakistan mocarstwo nuklearne, a Arabia Saudyjska książeczkę czekową. Podpisanie umowy w Mekce, a nie w Rijadzie, było celowym wyborem, mającym na celu podkreślenie muzułmańskiego charakteru. Jednak motto „Atak na jednego to atak na wszystkich” okazało się już puste: powtarzające się ataki Ansar Allah (Huti) na Arabię ​​Saudyjską spotykały się z całkowitym milczeniem ze strony Turcji i Pakistanu.

Hakan Fidan, minister spraw zagranicznych Turcji, jasno dał do zrozumienia, że ​​Iran nie był celem ataku. Wszelkie potencjalne ataki na Izrael pozostały spekulacyjne. Jednocześnie Turcja zagroziła Rosji zamknięciem ukraińskich portów nad Morzem Czarnym – na co Rosja odpowiedziała, wskazując, że Turcja wcześniej milczała na temat ataków na rosyjskie statki. Johnson wątpił, aby Pakistan i Arabia Saudyjska poszły w ślady Turcji i wdały się w konflikt z Rosją.

Pepe Escobar, który właśnie był świadkiem zaćmienia Słońca w pobliżu swojego domu na francuskiej wsi, umieścił to wszystko w perspektywie kosmicznej: ludzkie znaczenie, jak argumentował, było znikome w porównaniu z takimi wydarzeniami. Nazwał porozumienie w sprawie Mekki zwykłą „sesją zdjęciową”, odbitą rzeczywistością niczym w Alicji po drugiej stronie lustra . Twierdził, że trzej przywódcy byli jedynie aktorami pomocniczymi w znacznie większym planie. Umma, jak twierdził, poparłaby takie porozumienie tylko wtedy, gdyby dotyczyło ono Gazy i Palestyny ​​– a nie „porozumienia sunnickiego na wzór NATO”.

Ani Turcja, ani Pakistan nie poświęciłyby swoich strategicznych interesów (odpowiednio powiązań z NATO i wiarygodności nuklearnej, a także roli mediatora) na rzecz Arabii Saudyjskiej, gdyby Rijad podjął dalsze działania przeciwko Jemenowi. Escobar postrzegał to raczej jako ostrzeżenie dla potencjalnego sojuszu „Imperium Chaosu/Kultu Śmierci” (Izrael i jego sojusznicy), który jego zdaniem ma na celu przede wszystkim Turcję. Umowa z pewnością nie jest wymierzona w Iran – Ankara rozmawiała z Teheranem przed jej podpisaniem. Niejednoznaczność Pakistanu jest interesująca z geopolitycznego punktu widzenia: umowę można interpretować jako rozszerzenie pakistańskiego parasola nuklearnego na Turcję i Arabię ​​Saudyjską. Nikt jednak nie zna pełnych implikacji. Escobar nazwał to „teatralnym odstraszaniem”.

Przywołał historyczną Wielką Grę i zdiagnozował nową: anglo-amerykańską elitę przeciwko trzem cywilizacyjnym narodom: Iranowi, Rosji i Chinom jednocześnie. Wracając do Cieśniny Ormuz: Mohsen Rezaei – obecnie Sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i osobisty przedstawiciel Najwyższego Przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego – jasno dał do zrozumienia w wywiadzie udzielonym przed nominacją: Cieśnina pozostanie zamknięta, dopóki Amerykanie nie zmienią swojego postępowania i nie wdrożą pięciu punktów Porozumienia. Escobar obszernie zacytował Rezaei: Irańczycy działają bardziej odpowiedzialnie niż USA i chcą zagwarantować bezpieczeństwo globalnego handlu. Dopóki USA będą stwarzać poczucie niepewności, cieśnina pozostanie zamknięta.

Escobar nie ma wyjścia. Spełnienie żądań Iranu (zwrot zamrożonych funduszy, zniesienie sankcji nałożonych dekadami) jest politycznie, geopolitycznie i imperialnie niemożliwe dla żadnej administracji USA. Zbliża się kolejna Wieczna Wojna.

Perspektywa pakistańska i kwestia nadziei

Pan Z przedstawił inną perspektywę, opartą na źródłach w Islamabadzie, biurze irańskiego Najwyższego Przywódcy oraz kontaktach między pakistańskimi władzami a Arabią Saudyjską i Turcją. Wzrost znaczenia Mohsena Rezaei jest postrzegany w Pakistanie jako istotny impuls dla relacji irańsko-pakistańskich. Wpływowy pakistański polityk Mohsin Naqvi (blisko spokrewniony z dowódcą wojskowym Asimem Munirem i powiązany z czołowym szyickim duchownym Allamą Naqvim) natychmiast odwiedził Rezaei. Oczekuje się przybycia irańskiej delegacji pod przewodnictwem Alego Larijaniego (drugiej najważniejszej osoby po Rezaei).

Według pana Z. postępy między Iranem, Pakistanem i Stanami Zjednoczonymi są celowo spowalniane, ponieważ „globalne lobby syjonistyczne” (nazywane przez uczestników „Kultem Śmierci”) aktywnie próbuje storpedować jakiekolwiek zbliżenie. Biuro J.D. Vance’a jest w to głęboko zaangażowane.

Ogłoszenie może nastąpić już w przyszłym tygodniu, po czym nastąpią pośrednie rozmowy z Pakistanem jako mediatorem i Katarem jako stroną wspierającą. Iran nie chce szybkiego porozumienia, lecz trwałego pokoju i jest gotowy wytrwać tak długo, jak będzie to konieczne. Porty i szlaki lądowe (Gwadar, lądowy, Beludżystan) są otwarte; Chiny w pełni popierają Iran. Porozumienie w Mekce jest głębsze, a strategiczna niejednoznaczność bardziej realna, niż mogłoby się wydawać z zewnątrz. Pan Z. wyraził większą nadzieję: porozumienie może zostać osiągnięte w najbliższych dniach.

Pepe Escobar i Larry Johnson pozostali sceptyczni. Escobar podkreślał, że wszystko, co powiedział Rezaei, nosiło piętno Najwyższego Przywódcy. Rezaei był teraz drugim najpotężniejszym człowiekiem w Iranie. Nawet najlepsi pakistańscy mediatorzy (wspierani przez Katar, Oman, a być może także Turcję i Chiny w tle) nie byli w stanie przekonać Amerykanów do zmiany postępowania. Trump był „całkowicie oderwany od rzeczywistości”. Zdezorganizowana administracja Trumpa, z niekompetentnym „Sekretarzem Wiecznych Wojen”, nie spełniłaby irańskich nakazów. Irańskie stanowisko w sprawie ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz nie było propozycjami negocjacyjnymi, lecz stanowczymi nakazami.

Johnson podkreślił, że dopóki Trump trzyma stery i wierzy w mit o załamaniu gospodarczym Iranu, nie widać szans na porozumienie. Szlaki handlowe z Pakistanem, Chinami i Rosją były szeroko otwarte – Iran nie był już tak odizolowany, jak dziesięć lat temu. Należy skupić się na tym, co faktycznie jest przedmiotem rozmów między Pakistanem a Stanami Zjednoczonymi. Obecnie wydawało się, że to Trump – a nie Vance – podejmuje decyzje.

Zakończenie rundy

Trio wyciągnęło nieco pesymistyczny wniosek. Konsekwencje ekonomiczne ciągłych zakłóceń w Cieśninie Ormuz – niedobory energii, nawozów i surowców krytycznych – groziły globalną katastrofą. Choć rozmowy mogły toczyć się za kulisami, przeszkody strukturalne pozostały ogromne. Pan Z. zapowiedział, że natychmiast poinformuje o wszelkich nowych wydarzeniach; w przeciwnym razie standardowy harmonogram będzie kontynuowany (Larry we wtorek, Pepe w środę, wszyscy trzej razem).

W tym szaleństwie jest metoda

W tym szaleństwie jest metoda

13. sierpnia 2026 Marek Wojcik world-scam/w-tym-szalenstwie-jest-metoda

OBWE – Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie powstała 1 stycznia 1995 r. Celem tej organizacji jest zapobieganie powstawaniu konfliktów w Europie. Francuski oficer rezerwy Benoît Paré służył na Ukrainie w ramach Specjalnej Misji Monitorującej OBWE w latach 2015-2022.

W opublikowanym we wtorek artykule: To, co widziałem na Ukrainie, nie jest tematem rozmów na Zachodzie, źródło, SWISSVOX pisze:

Francuz nie śledził wojny ze studia telewizyjnego. W latach 2015–2022 pracował dla Specjalnej Misji Monitorującej Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Stacjonował m.in. w Kijowie, Doniecku, Kramatorsku, Mariupolu i Ługańsku. Jako oficer rezerwy i były analityk armii francuskiej, posiadał również doświadczenie wojskowe zdobyte podczas poprzednich misji. To, co tam zobaczył, jak sam twierdzi, skłoniło go do napisania książki „Ce que j’ai vu en Ukraine” – „Co widziałem na Ukrainie”.

Sensacyjna informacja od obserwatora OBWE: Stronniczość i ślepe punkty, które podsycały konflikt w Donbasie.
Polska ścieżka dźwiękowa.

Wywiad z Benoîtem Parém i jego artykuł potwierdzają główną tezę mojego blogu. Mianowicie, że wszystkie ważniejsze konflikty na świecie zostały precyzyjnie zaplanowane i przeprowadzone z wojskową precyzją. Dotyczy to zarówno wojny biologicznej zwanej kowidozą, jak i wojny na Ukrainie, a także tej w Zatoce Perskiej.

Sceptykom zadam konkretne pytanie:

Jak jest możliwe, żeby praktycznie cały medialno-polityczny zachodni świat miał jedno i to samo fałszywe zdanie na temat: kto jest wrogiem (kowid, Putin czy władze Iranu) i w jaki sposób trzeba z nim walczyć? Czyżby tak spontanicznie zniknęła wcześniejsza, wielowarstwowa postawa kreatorów opinii publicznej?

Aby tego dokonać, potrzebne są olbrzymie pieniądze i militarna organizacja zajmująca się realizacją tego planu. Wymieniłem jedynie niewielką część dziedzin zaplanowanych przez ONZ w Agendzie 2030.

Ukraina zaproponowała, by część Donbasu nazwać „Donnyland” na cześć Trumpa.

Już Ukraina oficjalnie przeprosiła za „przypadkowy” atak na irański okręt na morzu Kaspijskim. Podobnie jak tutaj źle ocenili intencje Trumpa. Takie podlizywanie się prezydentowi USA przynosi czasem efekty, jednak nie jest w stanie uzupełnić braki w zaopatrzeniu w rakiety.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com