Kapłani, ja wracam się teraz do kapłanów, bo wiem, że oglądają nas niektórzy. Kapłani, nie łudźcie się. Nie łudźcie się. Zmuszą was do najpodlejszych rzeczy. Ci, którzy udają katolickich biskupów, którzy są oficerami obcych sił na Polskę, zmuszą was do najgorszych rzeczy, których sobie jeszcze nie wyobrażacie, bo to jest napisane w ich dokumentach. Ja je czytałem, one są jawne. Wy tego nie czytacie albo nie rozumiecie. Każą wam robić rzeczy tak podłe, tak ohydne, że lepiej, lepiej żebyście nie poszli w to. Będziecie musieli wy wszyscy dokonać wyboru albo udawać, że jesteście katolikami i robić rzeczy podłe i ohydne, mając nadzieję, że może coś uratujecie. Niczego nie uratujecie. Zmuszą was do zaprzaństwa, zmuszą was do lucyferyzmu.
◊
Gdyby biskupi głosili prawdę, to ludzie by za nimi poszli, a tak uciekają od nich. Dlatego kościoły pustoszeją, bo za biskupami idą też kapłani. Więc kościół pustoszeje. Ale to duża wina w tym jest złych pasterzy, którzy nie chcą mówić prawdy, tylko głoszą fałsz, kłamstwa i robią to świadomie.
◊
Lucyferyczny sojusz tronu z ołtarzem. O biskupach, którzy zdradzili Chrystusa i Polskę.
Dzisiaj jest program specjalny, ponieważ nagrywamy go we wtorek 29 września i dzisiaj będzie emitowany. Nagrywamy go o 11:59, a będzie emitowany za kilka godzin, jak najszybciej. Dlaczego tak? Dlatego, że pojawiły się te dokumenty Kościoła polskiego dotyczące uchodźców. Pojawiły się zaraz po zbrodni w Jarosławiu i warto na ten temat porozmawiać.
Rosyjskie siły zaczęły stosować zmodyfikowaną wersję odrzutowego drona uderzeniowego Geran-5, oznaczaną jako Geran-5 K5. Według ukraińskich źródeł monitorujących oraz wypowiedzi rosyjskiego korespondenta wojennego aparat wyposażono w autonomiczny system nawigacji optycznej nazywany Susanin. Dzięki niemu dron ma być w stanie kontynuować lot nawet wtedy, gdy zagłuszony zostanie sygnał satelitarny lub utracone połączenie z operatorem. (en.defence-ua.com/weapon_and_tech/russia_equips_new_geran_5_dro…)
Rodzina Geran to rosyjska ewolucja irańskich dronów Shahed. Od wersji śmigłowych, przez pierwsze odrzutowe Geran-3, aż po Geran-4 i Geran-5, konstrukcja stale się zmieniała. Geran-5, używany bojowo od początku 2026 roku, jest już konstrukcją zbliżoną do małej pocisku manewrującego. Według ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) jego masa startowa wynosi około 850 kilogramów, prędkość przelotowa 450–600 km/h, a szacowany zasięg dochodzi do 950–1000 kilometrów. Głowica bojowa waży około 90 kilogramów. Napęd stanowi chiński silnik turboodrzutowy Telefly TF-TJ2000A. Dron może latać na pułapie do 6 kilometrów, choć w praktyce operacyjnej zwykle utrzymuje się niżej. (https://forsal.pl/swiat/bezpieczenstwo/artykuly/11320227,rosja-uderza-w…)
Nowa odmiana K5 ma zmieniony kadłub. Silnik przeniesiono do wnętrza konstrukcji, co zmniejsza opór aerodynamiczny i może poprawić prędkość oraz zasięg. Kluczową nowością jest jednak system Susanin. Działa on na zasadzie DSMAC (Digital Scene Matching Area Correlation) – cyfrowego porównywania obrazów terenu. Kamera na pokładzie rejestruje rzeczywisty krajobraz pod maszyną, a komputer porównuje go z wcześniej wgranymi zdjęciami referencyjnymi, zazwyczaj satelitarnymi. Na tej podstawie korygowana jest pozycja i trasa lotu.
To nie jest nowa technologia. Analogiczne rozwiązania stosowano wcześniej na rosyjskich pociskach manewrujących Ch-101 (system Otblesk-U) oraz na amerykańskich Tomahawkach. W przypadku Geran-5 K5 system ma pełnić rolę zapasową. Główna nawigacja nadal opiera się na odpornym na zagłuszanie module Kometa-M12 i układzie inercyjnym. Susanin ma pozwolić utrzymać kurs, gdy GPS i GLONASS zostaną zakłócone. (https://defence-ua.com/weapon_and_tech/chomu_novi_rosijski_geran_5_mozh…)
Dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej ma to konkretne znaczenie. Przez długi czas skuteczną metodą odchylania tanich dronów było zagłuszanie sygnału satelitarnego. Dron lecący wyłącznie po współrzędnych GPS mógł zejść z kursu, spaść lub ominąć cel. System optyczny sprawia, że ta taktyka traci część skuteczności. Maszyna „widzi” teren i porównuje go z mapą zapisaną w pamięci, więc nie musi stale polegać na satelitach ani na łączności z operatorem.
Nie oznacza to jednak, że dron stał się niewrażliwy. DSMAC ma istotne ograniczenia. Dokładność zależy od oświetlenia, pory roku, kąta padania słońca i długości cieni. System działa wyraźnie lepiej w dzień niż w nocy. Po zmroku, bez dodatkowego oświetlenia lub zaawansowanego przetwarzania obrazu, skuteczność spada. Precyzja jest też niższa niż w przypadku nawigacji satelitarnej, dlatego eksperci traktują Susanin jako system uzupełniający, a nie pełne zastępstwo GPS. (https://en.defence-ua.com/weapon_and_tech/russia_equips_new_geran_5_dro…)
Geran-5 i tak stanowi już większe wyzwanie niż starsze, wolne Geran-2. Wyższa prędkość skraca czas reakcji obrony, a konstrukcja zbliżona do pocisku manewrującego utrudnia identyfikację. Pojawiają się doniesienia, że nowsze warianty bywały mylone z innymi środkami uderzeniowymi. Jednocześnie Rosja zwiększa skalę produkcji maszyn odrzutowych. Szacunki mówią o tysiącach dronów miesięcznie w całym programie Geran, choć konkretne liczby dla samej wersji K5 pozostają niepotwierdzone.
Ewolucja tych aparatów pokazuje szerszy trend. Wojna na Ukrainie przyspieszyła rozwój tanich, masowo produkowanych środków uderzeniowych, które łączą cechy drona i pocisku manewrującego. Z jednej strony pojawiają się kamery, elementy sztucznej inteligencji, sieci mesh i odporniejsze anteny. Z drugiej – obrona musi stale dostosowywać zagłuszanie, systemy wykrywania i środki kinetyczne. Doradca prezydenta Ukrainy ds. technologii obronnych Serhij Beskrestnow („Flash”) wielokrotnie wskazywał, że ukraińska obrona powietrzna nie nadąża za tempem zmian po stronie rosyjskiej. (https://voennoedelo.com/en/posts/id20351-geran-5-k5-gets-optical-trajec…)
Informacje o Geran-5 K5 pochodzą głównie z kanałów monitorujących i relacji korespondentów. Oficjalne potwierdzenie ze strony ukraińskich służb wywiadowczych dotyczące dokładnego oznaczenia K5 i pełnej implementacji DSMAC na tej konkretnej wersji wciąż jest ostrożne. Część ustaleń opiera się na analizie wraków. To typowa sytuacja w wojnie technologicznej: nowe rozwiązania pojawiają się na polu walki szybciej, niż można je w pełni zweryfikować.
Niezależnie od ostatecznej skali wdrożenia, kierunek jest jasny. Rosja stara się uniezależnić tanie drony uderzeniowe od łatwo zagłuszanych sygnałów satelitarnych. Nawigacja optyczna nie rozwiązuje wszystkich problemów i działa gorzej w ciemności, ale podnosi próg skuteczności środków walki elektronicznej. Dla Ukrainy oznacza to konieczność dalszego rozwijania warstwowej obrony: radarów, środków kinetycznych, systemów optycznych i taktyk wykorzystujących ograniczenia kamer terenu.
Konflikt pokazuje, że tani, masowo produkowany dron z silnikiem odrzutowym i zapasową nawigacją wizyjną może zbliżyć się możliwościami do znacznie droższego pocisku manewrującego. To zmienia rachunek ekonomiczny obrony powietrznej i wymusza kolejne adaptacje po obu stronach. Geran-5 K5 jest kolejnym etapem tej spirali, a nie jej końcem.
Kwatera Główna NATO odpowiedziała Rosji na groźby dotyczące użycia broni nuklearnej. Federacja Rosyjska stworzyła dokument skierowany do członków Sojuszu Północnoatlantyckiego, w którym przekonuje, że może użyć atomu w odpowiedzi na rzekomą izolację obwodu królewieckiego.
Treść pisma opublikowała na platformie X ambasada Rosji w Brukseli. Rosja wyraziła w nim sprzeciw wobec tego, co uznaje za „prowokacyjne działania” NATO wobec obwodu królewieckiego.
„Rosja jest gotowa użyć całego swojego arsenału w celu obrony swojego terytorium, jeśli państwa NATO podejmą próbę odizolowania regionu kaliningradzkiego (królewieckiego – PAP) od reszty naszego kraju” – napisano w dokumencie, którego treść przytoczyła rosyjska ambasada.
Na ten dokument zareagowała we wtorek rzeczniczka NATO Allison Hart
– Stanowczo potępiamy groźby użycia siły, w tym wszelką nieodpowiedzialną retorykę nuklearną – poinformowała Hart cytowana przez AFP, potwierdzając, że Sojusz otrzymał rosyjski dokument i udzielił na niego odpowiedzi.
Obwód królewiecki, będący rosyjską eksklawą nad Morzem Bałtyckim, graniczy z Polską i Litwą. Terytorium to, przed II wojną światową należące do Niemiec, zostało w 1945 roku przejęte przez Związek Sowiecki.
Państwa NATO od dłuższego czasu sygnalizują wzrost zagrożeń hybrydowych ze strony Rosji i w związku z tym zwiększają obecność wojskową, szczególnie na wschodniej flance Sojuszu.
– Wykorzystywanie przez Rosję taktyk hybrydowych jest oznaką desperacji, ale nie powstrzyma nas przed dalszym wspieraniem Ukrainy – podkreśliła rzeczniczka NATO, cytowana przez AFP.
Były analityk CIA Larry Johnson bije na alarm: jego zdaniem Europa i Rosja coraz szybciej zmierzają w kierunku bezpośredniej konfrontacji militarnej. „Myślę, że wojna z Europą jest nieunikniona” – powiedział Johnson w wywiadzie, odnosząc się do narastającej eskalacji między Moskwą a europejskimi państwami NATO.
Johnson nie twierdzi, że Rosja planuje atak w celu podboju Niemiec, Polski czy innych państw europejskich. Problemem jest raczej połączenie coraz ostrzejszej retoryki wojennej, zachodnich zbrojeń, dostaw broni i potencjalnych bezpośrednich działań przeciwko rosyjskim interesom. Po rozmowach z kilkoma rosyjskimi wojskowymi odniósł jednoznaczny wniosek: Moskwa coraz bardziej przygotowuje się na ewentualność, że konflikt z NATO ostatecznie rozszerzy się poza Ukrainę.
Dyplomacja nie prowadzi donikąd.
Jednocześnie słabnie zaufanie do negocjacji po stronie rosyjskiej. Johnson dostrzega wyraźne zaostrzenie stanowiska prezydenta Władimira Putina i ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa. Po Mińsku II i innych nieudanych próbach dyplomatycznych Moskwa jest coraz bardziej przekonana, że porozumienia z Zachodem nie są trwałe.
Johnson przytacza jako przykład niedawną rozmowę Ławrowa z niemieckim ministrem spraw zagranicznych. Zamiast poważnie omówić wzajemne interesy bezpieczeństwa, strona niemiecka, jego zdaniem, w zasadzie powtórzyła znane żądania Rosji. Wniosek Johnsona: Rosyjskie kierownictwo jest coraz mniej przekonane o swojej zdolności do rozwiązania konfliktu drogą dyplomatyczną.
Niebezpieczna słabość Europy: przemysł
Johnson szczególnie stanowczo odrzuca pogląd, że Europa mogłaby mieć przewagę militarną nad Rosją wyłącznie dzięki większej produkcji gospodarczej. Jego zdaniem, decydujące znaczenie dla przedłużającej się wojny ma nie wartość giełdowa ani nominalny PKB, lecz fabryki, energia, surowce, żołnierze, pociski rakietowe, a przede wszystkim amunicja.
Rosja znacząco zwiększyła produkcję broni od 2022 roku. Z drugiej strony, Europa i Stany Zjednoczone przez dekady likwidowały lub przenosiły znaczną część swojej bazy przemysłowej na rynki zagraniczne. Gospodarki wojennej nie da się uruchomić po prostu dekretem rządowym.
Johnson uważa to za niebezpieczny błąd w ocenie sytuacji: Zachód od lat przedstawiał Rosję jako kraj gospodarczo zacofany i słaby militarnie – a teraz grozi, że uwierzy we własną propagandę.
Rosyjskie statki mogą być przyczyną
Johnson dostrzega potencjalną drogę do wojny na morzu. W Europie coraz głośniej mówi się o środkach przeciwko tzw. rosyjskiej „flotcie cieni”. Gdyby państwa europejskie zaczęły siłą przejmować rosyjskie okręty, Moskwa mogłaby, zdaniem Johnsona, uznać to za akt wojny.
Rosja mogłaby wówczas podjąć próbę odzyskania okrętów lub podjąć działania militarne przeciwko jednostkom zaangażowanym w takie działania. Sankcja mogłaby zatem w bardzo krótkim czasie przerodzić się w bezpośrednią konfrontację militarną.
Nikt nie wyjaśnia, jak ta wojna ma się zakończyć.
Dla Johnsona to właśnie sedno problemu europejskiej strategii. Politycy coraz częściej mówią o gotowości militarnej, zbrojeniach i ewentualnej konfrontacji militarnej z Rosją. Ale prawie nikt nie wyjaśnia, jak taka wojna miałaby się faktycznie odbyć – i przede wszystkim, jak by się zakończyła.
Czy europejscy żołnierze powinni okupować terytorium Rosji? Czy rakiety zostaną wystrzelone w kierunku rosyjskich miast? Jak zareaguje Moskwa? I co się stanie, jeśli jedna ze stron będzie bliska przegranej?
Johnson uważa, że te pytania nie są do końca przemyślane i logicznie uzasadnione. Rosja posiada jeden z największych arsenałów nuklearnych na świecie. Bezpośrednia wojna NATO z Rosją nigdy nie byłaby zatem zwykłym konfliktem konwencjonalnym.
Kaliningrad jako niebezpieczny punkt zapalny
Johnson uważa rosyjską eksklawę Kaliningrad, położoną między Polską a Litwą, za obszar szczególnie narażony na konflikt. Na Zachodzie jest ona niekiedy postrzegana jako punkt wrażliwy Rosji, cel nacisków politycznych i militarnych.
Johnson uważa to za niezwykle niebezpieczne. Jeśli Moskwa odniesie wrażenie, że Kaliningrad może zostać militarnie odcięty lub zaatakowany, należy spodziewać się zmasowanej reakcji Rosji. W skrajnym przypadku rozważa nawet użycie taktycznej broni jądrowej. Taka jest ocena Johnsona – rozmowa nie dostarcza żadnych dowodów na to, że Rosja celowo planuje taki atak.
Prawdziwe niebezpieczeństwo tkwi w błędnych obliczeniach.
Cała analiza Johnsona sprowadza się zatem do jednego: największym niebezpieczeństwem nie jest koniecznie świadoma decyzja o wywołaniu wielkiej wojny, lecz raczej wzajemne błędne kalkulacje.
Europa może sądzić, że Rosja będzie tolerować dalszą eskalację. Moskwa z kolei może dojść do wniosku, że dalsza bezczynność jedynie daje Europie czas na modernizację sił zbrojnych i przygotowanie się do przyszłej konfrontacji.
Johnson podtrzymuje więc ostatecznie swoją ponurą prognozę: coraz bardziej prawdopodobna staje się wojna na większą skalę – a jego zdaniem najniebezpieczniejszy front nie znajduje się w Zatoce Perskiej, lecz w Europie.
Ta wojna jeszcze nie jest rzeczywistością. Ale im dłużej dyplomacja będzie zastępowana przez zbrojenia, groźby i wzajemną nieufność, tym większe ryzyko, że pojedynczy incydent wystarczy, by przekształcić obecną wojnę zastępczą w bezpośrednią konfrontację między Rosją a europejskimi państwami NATO.
…słynne oświadczenie Elona Muska po wspieranym przez USA zamachu stanu przeciwko Evo Moralesowi w Boliwii w 2019 roku: „Zrobimy zamach stanu, na kogokolwiek zechcemy! Pogódźcie się z tym”. Stany Zjednoczone mają długą tradycję ingerowania w suwerenne państwa – od Ameryki Łacińskiej po Bliski Wschód i Europę Wschodnią. Fakt, że urzędujący ambasador wyraził to tak otwarcie, pokazuje, jak mało szacunku pozostało dyplomatycznym pozorom.
Arogancja towarzyszy ludzkości przez całą jej historię. Nie jest to współczesny wynalazek, ale psychologicznie uzasadniony fenomen braku wiary we własną wartość. Arogant okazuje niczym nieuzasadnioną wyższość nad innymi ludźmi, oznajmia nieświadomie całemu światu, że ma kompleks niższości, który tłumi, poniżając inne grupy społeczne lub narodowe. Daje mu to chwilową poprawę samopoczucia, dzięki zagłuszaniu wątpliwości i sztucznie wykreowanego uczucia bycia kimś lepszym od innych.
Wartość człowieka nie jest mierzona w ilości pieniędzy na koncie bankowym, ale na tym, co może przekazać i w jaki sposób potrafi pomóc innym ludziom. Wielu myli tę pomoc z pseudofilantropią Billa Gatesa. Tylko że on pomaga jedynie własnemu ego i pomnaża swój majątek oparty na krzywdzie innych.
To nieklasyfikowane zdjęcie satelitarne opublikowane przez Stany Zjednoczone rzekomo przedstawia łódź, która 19 września 2026 r. stała się celem amerykańskiego ataku wojskowego na Morzu Karaibskim. Źródło.
To nie jest już tylko arogancja, kiedy amerykańskie wojsko zabija rybaków pod pretekstem walki z handlem narkotykowym. Chyba nie po to jest armia, żeby mordować niewinnych ludzi dla celów propagandy politycznej. Wyższy stopień arogancji jest po prostu zbrodnią. Żaden sąd nie obwieścił winy tych ludzi. Mamy jedynie gołosłowne zarzuty od stronniczych polityków.
Nowy porządek świata przewiduje nowy podział na strefy wpływów. Nie wiadomo czy upadające imperium USA w ogóle przetrwa te historyczne zmiany. Na pewno nie przetrwa tej nawałnicy amerykański dolar w dotychczasowej formie dominującej waluty światowej. Kanada, Grenladia, Ameryka Środkowa i Południowa są już praktycznie pod butem Stanów Zjednoczonych. Z jednym małym wyjątkiem: Kuba.
Kolejny przykład arogancji: „Myślę, że będę miał zaszczyt podbić Kubę” – powiedział 47. prezydent, pochylony nad biurkiem Resolute. „To nie byłoby złe. To byłby wielki zaszczyt. Mogę ją wyzwolić albo podbić, myślę, że mogę z nią zrobić, co zechcę” – powiedział. – wczorajszy artykuł na globalresearch.ca: Trump: Inwazja na Kubę będzie „wielkim zaszczytem”.Źródło.
18.09.2026 r. Kuba dotknięta siódmą w tym roku ogromną awarią zasilania. Jest to między innymi efekt amerykańskiej blokady gospodarczej.
Podobnie jak Tajwan zostanie wchłonięty przez Chińską Ludową Republikę, tak Kuba stanie się częścią amerykańskiego imperium lub jego kolonią. Nie muszę nikomu udowadniać, że nie wspieram ideologii komunistycznej, moja aktywna postawa przeciwko systemowi totalitarnemu w PRL o tym świadczy. Nikt mnie jednak nie przekona, że „pomoc” Trumpa w „wyzwoleniu” Kuby jest czymś dobrym. Już nieraz pomagali Korei, Wietnamowi, Chile, Panamie, Serbii, Somalii, Afganistanowi, Syrii czy Libii. Ten ostatni kraj do dzisiaj nie może dojść do siebie po takiej pomocy.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Nienawiść jest tylko wtedy siłą, jeśli działa, jeśli tworzy własne siły lub niszczy obce. Nienawiść, która niszczy siły własne, a obcym nic a nic nie szkodzi, jest właśnie samobójstwem narodowym” (Aleksander Bocheński „Dzieje głupoty w Polsce”)
„W niewoli uczuć” – to tytuł znakomitej powieści Williama Somerseta Maughama ukazującej katastrofy jakie może na nas sprowadzić zbyt łatwe i bezrozumne im uleganie. Jednak coraz częstsze karanie za przejawy, a de facto za same uczucia jakie ma miejsce zarówno w polskim kodeksie karnym (KK) jak i w praktyce sądowniczej oznacza prawdziwy przełom na drodze do państwa totalitarno – terapeutycznego, w którym KK ma służyć nie tylko karaniu czynów, ale także usuwaniu wad ludzkiej psychiki.
Słownik języka polskiego określa nienawiść jako „bardzo silne uczucie niechęci i wrogości wobec jakiejś osoby, któremu towarzyszyć może pragnienie, aby stało się jej coś złego.” W słowniku jest tematycznie zakwalifikowana do działu: „człowiek jako istota psychiczna” w odniesieniu do „relacji międzyludzkich”. Na stronach poświęconych zdrowiu psychicznemu czytamy zgodnie z własnym grzesznym doświadczeniem, że nienawiść jest naturalnym stanem i każdy człowiek w jakimś momencie jej doświadcza.
Jako przyczyny nienawiści często podawane są poczucie krzywdy lub zagrożenia, lęk, a także manipulacja polityczna. Nienawiść jawi się także jako utrwalone uczucie gniewu powodujące chęć zemsty za doznane lub urojone krzywdy. Bardzo często jest odpowiedzią na pogardę i lekceważenie. Na co dzień najczęstsza jest nienawiść wynikająca z poczucia własnej niższości wobec czyjejś wyższości, z powodu zawinionej przez Boga lub naturę różnicy, której nie da się zniwelować. Dlatego nienawiść uważana jest za uczucie wstydliwe, a nawet upokarzające. Artur Schopenhauer opisał mechanizm jej powstawania następująco: „jeśli ktoś stwierdza i odczuwa znaczną przewagę swego rozmówcy, wówczas w głębi ducha, nie zdając sobie z tego sprawy, wyciąga stąd wniosek, że tamten stwierdza i odczuwa w tymże stopniu jego własną niższość i duchową ograniczoność. Entymemat ten wzbudza w nim gwałtowną nienawiść, niechęć, animozję (…) Na dodatek natura pospolita burzy się na widok swego przeciwieństwa, skrytym zaś sprawcą tej rebelii jest zazdrość.”
„Klasowa” odmiana nienawiści opisywana jest często przez kresowych Polaków relacjonujących okrucieństwa oraz wandalizm bolszewików i Ukraińców po rewolucji październikowej, a jej symbolem żywcem obdarty ze skóry tytułowy „Koń na wzgórzu” z opowiadania Eugeniusza Małaczewskiego. Dlatego polscy członkowie klas wyższych pod okupacją sowiecką starali się upodobnić do proletariuszy lub czerni wyglądem, sposobem bycia, ale zdradzić mógł myślący, bardziej subtelny wyraz twarzy czy dłoń nie zniszczona pracą fizyczną.
Paleta przedstawionych tu odcieni nienawiści choć i tak niepełna dowodzi, że krucjata w jaką z takim zapałem zaangażował się minister Żurek, od samego początku zanurzona jest w mętnych głębinach niejasnych psychologicznych definicji, stopniowalnych i zmiennych stanów emocjonalnych, co sprawia, że finalnie z dużym prawdopodobieństwem dowiedzie prawdziwości twierdzenia Lao Tsy:„Gdy ktoś pełen ochoty do zmieniania świata, zabiera się do odnawiania go, łatwo okazuje się, że końca w tym nie widać.” Przypomnijmy więc sławetne wystąpienie polskiego ministra w czasie ukraińskiego święta narodowego: „Powołałem ponad stu prokuratorów w całym kraju, którzy od lutego tego roku bardzo aktywnie razem z policją ścigają każdy przejaw nienawiści (…) Ci, którzy myśleli, że bezkarnie mogą obrażać, lżyć, bić, następnego dnia prowadzeni są w kajdanach do sądu i idą do aresztu. Podjęliśmy działania nie doraźne, ale systemowe. Nikt nie zniszczy naszej przyjaźni.” Starszym słuchaczom zarówno wypowiedź jak i sama nieco groteskowa persona ministra Żurka z pewnością przywołały w tym momencie na myśl postać „młodej lekarki” z niezapomnianego cyklu audycji radiowych, w którym zbędne bądź kłopotliwe stany psychiczne bohaterka usuwała dźwięcznymi cięciami skalpela.
Motyw ważniejszy niż czyn
To co w wypowiedzi polityka KO zadziwia i niepokoi najbardziej to nieproporcjonalnie duży nacisk położony nie na czyny, ale na motywację. W klasycznych kryminałach detektywi z reguły również szukają motywu, ale nie jako celu i zasadniczej zbrodni, tylko narzędzia pomagającego ustalić potencjalnego sprawcę czynu. Nienawiść motywująca do zemsty jest jednym z nich, to samo dotyczy innych przywar ludzkiej natury, wśród których na ważne miejsce wysuwa się chciwość.
W wypadku ministra Waldemara Żurka mamy jednak do czynienia z odwróceniem klasycznego policyjnego i prokuratorskiego toku myślenia, stosunkowo drobny i niegroźny czyn jakich mnóstwo spotykamy stale w codziennym życiu, który normalnie nie jest karany, służy szukaniu motywów i w praktyce to motywy, a nie czyn karane są niezwykle surowo. Chociaż tzw. niskie pobudki były od dawna jedną z okoliczności, które wpływają na wysokość kary, to jednak zasadniczo jej wysokość wyznaczał dotąd czyn, a nie motyw. W narracji polskiego ministra sprawiedliwości i całej armii jemu podobnych ochotniczych tropicieli grzesznych myśli jest odwrotnie. Z drugiej strony zabójstwo w afekcie jest kodeksowo karane łagodniej od zabójstwa dokonanego na zimno i z wyrachowaniem. Czy takim afektem może być uzasadniona nienawiść, czyli stan emocjonalnego wzburzenia postawą Ukraińców jako narodu i sposobu zachowania jego reprezentantów w konkretnych sytuacjach?
Praktyka realizowana przez podległych ministrowi prokuratorów i niezawisłe, ale chłonące ducha dziejów sędziny potwierdza przypuszczenia o mającej miejsce zasadniczej zmianie. Trenujący sztuki walki Ukrainiec, który na boisku w Suwałkach znienacka zaatakował i złamał polskiemu chłopcu oczodół jest póki co przez polski sąd rodzinny traktowany łagodniej niż jego ofiara, bo sprawca pobicia oskarżył ją już po pobiciu o wcześniejsze zachowania (słowne?) motywowane nienawiścią. Łamiąca zasady kulturalnego zachowania w środku publicznego transportu nastolatka prowokacyjnie nagrywająca starszego Pana jest traktowana jak ofiara dlatego, że Pan nieopatrznie zwrócił uwagę na jej narodowość. Za trzymanie nóg na oparciu siedzenia dostaje bezpłatny bilet, a Panu za mało eleganckie w formie zwrócenie uwagi grozi surowa kara.
W kodeksie karnym, jak pisze dr Grzegorz Maroń w artykule pod tytułem „Motywacja nienawiści”, jako okoliczność obciążająca w polskim kodeksie karnym i w ujęciu prawno – komparatystycznym” termin motywacja pojawia się ośmiokrotnie, z tego czterokrotnie w artykule 53. Nienawiść jako motywację szczególnie obciążającą i wpływającą na większy wymiar kary dodano do niego w 2022 r. Wcześniej pojęciem nienawiści zajmował się zarówno Sąd Najwyższy (SN) jak i Trybunał Konstytucyjny (TK). Szczególnie niepokojące jest postanowienie SN z 5 lutego 2007 r. w którym „nawoływanie do nienawiści” określił jako: „tego typu wypowiedzi, które wzbudzają uczucia silnej niechęci, złości, braku akceptacji, wręcz wrogości do poszczególnych osób lub całych grup społecznych czy wyznaniowych”. Zgodnie z tym fragmentem za nawoływanie do nienawiści może być uznane nawet opisywanie czy przypominanie zbrodni wymienionych podmiotów.
Czy informacja o sposobach w jaki Ukraińcy mordowali Polaków i wiedza o gloryfikowaniu przez Ukraińców zbrodniarzy odpowiedzialnych za tamto ludobójstwo nie wzbudza silnej niechęci? W tym samym czasie Konstytucja RP w artykule 54 stwierdza, że: 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Mamy więc w tym wypadku ewidentny przykład wydawania przez SN uzasadnień i wyroków jawnie sprzecznych z Konstytucją. Informacje wzbudzające niechęć najwyraźniej stanowią zdaniem SN wyjątek, o którym Konstytucja zapomina.
Z dziejów walki z nienawiścią
Najczęściej wykorzystywane do tłumienia wolności słowa pod pretekstem walki z nienawiścią są artykuły 256 i 257 KK zawierające literalne odniesienie do tego uczucia. Zostały uchwalone w 1997 r. i w polskim prawie pojawiły się rok potem wraz z nowym KK. Głosowało przeciw przyjęciu nowego KK jedynie kilkunastu posłów prawicy, jednak ich krytyka dotyczyła głównie zniesienia kary śmierci. Któż bowiem ośmieliłby się bronić prawa do nienawiści? Nienawiść jest w tych artykułach limitowana, to znaczy karane jest nienawidzenie z pewnych określonych powodów i pewnych określonych grup. Parafrazując słowa piosenki Starszych Panów wynika z nich, że: „jeżeli nienawidzić bezkarnie, to lepiej indywidualnie”. Ilość rodzajów nienawiści podlegających szczególnie surowym karom w polskim prawie próbowano powiększyć w 2023 r. o kolejne grupy, ale Prezydent A. Duda uniemożliwił wprowadzenie rozszerzenia niedozwolonych rodzajów nienawiści o płeć, wiek i orientację seksualną wysyłając projekt zmian do TK.
Dlatego Minister Nowacka za nazwanie konserwatystów „dziadami” pod nienawistne paragrafy nie podpada. Liczba grup szczególnie chronionych przed przestępstwami motywowanymi nienawiścią jest różna w różnych krajach europejskich. Jak pisze G. Maroń „Kazuistyczność w tym względzie znamionująca coraz liczniejsze porządki prawne sprawia wrażenie swoistego „licytowania się”, który prawodawca stworzy wrażenie bardziej „postępowego”, „empatycznego” wobec ofiar czynów kryminalnych dyktowanych nienawiścią bądź dyskryminacją i jednocześnie „kategorycznego” wobec sprawców tych czynów.” Rozpiętość w ilości wskazanych przyczyn nienawiści zasługujących na szczególne traktowanie według podanego w artykule zestawienia waha się od 4 we Włoszech do ponad 30 w Belgii. W Luksemburgu karane jest nienawidzenie ze względu na „moralność”, w Norwegii na „sposób życia”, w Macedonii Północnej ze względu na „wykształcenie”, w Hiszpanii na „aporofobię” (lęk czy niechęć wobec osób biednych), w Belgii, Kosowie ze względu na „status ekonomiczny” itp. itd. Na pierwszy rzut oka zapisy te mają w pierwszej i bardziej powierzchownej fazie przejrzysty cel polityczny, koncentrując się jak to ma miejsce w III RP na karaniu za niechęć na „tle narodowościowym”.
Chodzi o karanie Polaków za „nienawiść” wobec napływających do naszego kraju milionów Ukraińców. Jednak podobnie jak współczesna medycyna rzadko szuka przyczyn, a częściej skupia się na zwalczaniu objawów, tak samo w wypadku „nienawiści” Polaków do Ukraińców karze się Polaków za objawy domniemanej nienawiści, ale nie łączy ich z przyczynami w rodzaju łamania zasad współżycia społecznego, nieuzasadnionych przywilejów emerytalnych i wielu innych działań odbieranych jako niesprawiedliwość i niewdzięczność, czy wreszcie z samego faktu napływu dużej ilości członków obcej i historycznie wrogiej narodowości.
Gdyby przenieść całą sytuację na poziom indywidualny moglibyśmy wyobrazić sobie dwóch sąsiadów. Dziadkowie jednego z nich przecięli piłą dziadka drugiego, babcię przed rozcięciem brzucha zgwałcili, a 3 letniej siostrzyczce przybili język do stołu i rozbili główkę siekierą. Wyobraźmy sobie, że sąsiad taki nie tylko nie pozwala pochować zamordowanych, których kości leżą w jego ogródku, ale mordercom wznosi kapliczki i uczy dzieci, że byli to bohaterowie. Czy drugi sąsiad – wnuk tamtych ofiar miałby powody, a nawet prawo do nienawiści, czy jego niechęć do goszczenia u siebie tamtego nie byłaby usprawiedliwiona, a czyny z niej wynikające traktowane jako działanie w afekcie? Jest oczywiste, że takie proste przeniesienie sytuacji jednostkowych na zbiorowe bywa niesprawiedliwe.
Tym niemniej uderzające jest, że politycy i sądy zupełnie pomijają te okoliczności i przypominają lekarzy ordynujących coraz to więcej coraz mocniejszych lekarstw nie zważając na skutki uboczne i reakcje alergiczne. Krytycy stosowania tak zwanej odpowiedzialności zbiorowej uważają, że jest ona niesłuszna z czysto moralnego punktu widzenia. Takiej argumentacji towarzyszy walka z tzw. stereotypami. Zgodnie z tym popularnym myślowym gotowcem nie ma czegoś takiego jak utrwalone przez pokolenia zbiorowe postawy czy narodowe charaktery ze specyficznymi zaletami i wadami. W rzeczywistości jest to walka nie ze stereotypami, ale ze statystykami i faktami, które statystyki opisują. W przypadku morderstw wynika z nich, że na Ukrainie popełnia się ich średnio 6 razy więcej niż w Polsce, to samo dotyczy korupcji czy wreszcie państwowego i aprobowanego społecznie kultu zbrodniarzy. Wszystko to mamy traktować jako nieistotne czy wręcz nieistniejące, zanegować generalnie zbiorowość jako nośnik osobnych obyczajów, etosów, kultur i zgodnie z ideologią multikulti uznać, że różnice mają nas z definicji ubogacać, a nie mogą niepokoić lub drażnić.
Nienawiść i moralność mają niejedno imię
Tendencja do walki z nienawiścią wszelkich typów ma też drugi, głębszy niż tylko polityczny poziom. Aby zrozumieć źródła odczuwanego dzisiaj niemal w każdym politycznym sporze moralnego wzburzenia warto sięgnąć do pracy Arnolda Gehlena „Moralność i hipertrofia moralności”, w której autor zwraca uwagę, że moralność ma różne oblicza i w odniesieniu do różnych podmiotów różne antropologiczne podstawy. Upraszczając; istnieje różnica między etosem rodziny i obyczaju, a etosem instytucji. Była ona dostrzegana już w starożytności czego przykładem jest przedstawiony przez Sofoklesa tragiczny konflikt Antygony i Kreona. W naszych czasach z uwagi na stosunkowy dobrobyt i bezpieczeństwo chwiejna równowaga między nimi została zachwiana. Stąd upadek klasycznych instytucji oraz silniejsza pozycja w życiu politycznym kobiet, które z natury kierując się etosem rodzinnym uważają tego typu moralność za jedyną i obowiązującą także w polityce. Mężczyźni ubiegający się w warunkach demokracji o głosy żeńskiego elektoratu, lub zyski ze sprzedanej czytelniczkom twórczości także ulegają „moralnej” presji.
Ilustracją tego zjawiska są programy publicystyczne prowadzone przez kobiety w stanie moralnego wzmożenia przesłuchujące „niemoralnych” mężczyzn. Oznacza to także podążanie za oświeceniowym mitem dobroludzizmu i wiary w możliwość stworzenia świata, w którym zgodnie z proroctwem Izajasza: „Wilk i baranek paść się będą razem; lew też będzie jadał słomę jak wół”. A. Schopenhauer wyśmiewał tę sprzeczną z doświadczeniem mrzonkę pisząc: „Augustynizm ze swoim dogmatem o grzechu pierworodnym i wnioskami jest (…) właściwym i czystym chrześcijaństwem. Pelagianizm natomiast usiłuje powrócić do płaskiego i prymitywnego optymizmu religii żydowskiej”.
W rezultacie podstawowym narzędziem politycznej argumentacji stosowanym przez wyznawców takich emocjonalno – intelektualnych węzłowisk staje się szantaż moralny, którym ocieka dzisiejsza publiczna debata. Z drugiej strony strach przed moralnym napiętnowaniem sprawił, że zniknął z niej smakowity dowcip, sarkazm i poczucie humoru. Ponieważ jednak rzeczywistość nie zawsze poddaje się słowom, efekt takiej polityki Gehlen opisuje następująco: „Kto dąży do „urzeczywistnienia„ idei, łatwo odczuje realne opory jako niemoralne, jako nierówności rzeczywistości, które należy zeszlifować gilotyną.”
Wielcy naprawiacze świata gdy zabrali się do praktyki szybko zdawali sobie z tego sprawę. Gehlen przywołuje przykład Robespierre’a, który po początkowym okresie głoszenia etosu braterstwa „uznaje „bezgraniczną wspólnotę” głoszoną przez Anarchasisa Clootsa w czasach pierwszej wojny koalicyjnej za zagrożenie dla bezpieczeństwa i w konsekwencji zmuszony jest go ściąć.” Podobną ewolucję wymusiła rzeczywistość na Stalinie. Dominacja oderwanego od rzeczywistości „rodzinnego” moralizatorstwa w jawnej debacie politycznej jest jedną z przyczyn wycofania się realnej władzy i polityki na tajne zaplecze do służb, głębokich państw, zamkniętych klubów i stowarzyszeń, gdzie można mówić jak jest, co się naprawdę czuje i myśli.
W takim klimacie emocjonalnego fałszu mnożą się zarówno spiski jak i wszechogarniająca podejrzliwość. Minister Żurek i polscy tropiciele nienawiści także wpisują się w tym obszarze w długą tradycję politycznego realizmu. Walczą z nienawiścią, która szkodzi ich politycznym celom i jednocześnie niczym w „Roku 1984” Orwella nie tylko tolerują, ale organizują seanse nienawiści do tych, którzy tej wizji szkodzą. Jej obiektem może być Grzegorz Braun, pozbawiony serca wnuczek pragnący zabić babcię odmową przyjęcia eksperymentalnego zastrzyku, palący w piecu negacjonista klimatyczny, a przede wszystkim każdy nie podzielający nienawiści do symbolu arcyzła jakim jest Władimir Putin. Wedle obowiązującej narracji przewodzi on narodowi złożonemu z barbarzyńców przypominających tolkienowskich orków, mordujących z zapałem dzieci, ciężarne kobiety i kradnących klozety. Nie znam przypadku by minister Żurek i polski wymiar sprawiedliwości ukarały jakikolwiek przejaw tak skierowanej nienawiści.
Dzieje się tak ponieważ nienawiść może być i często jest narzędziem, także politycznym. Jest bardzo silnym motywatorem do działania, dodaje odwagi, umacnia wolę, choć często zaślepia, to w pewnych sytuacjach wyostrza intelekt. Nienawiść odczuwali Polacy wobec Niemców w czasie okupacji, odczuwa ją żołnierz wobec przeciwnika i pomaga mu ona w znoszeniu trudów wojny. Nienawiść może przyczynić się do politycznego sukcesu jak w wypadku Ukraińców, którzy po wymordowaniu polskich sąsiadów przejęli ich ziemie, majątki, a terytorium włączyli do swojego kraju.
Znakomicie uchwyciła to w dramacie „Termidor” Stanisława Przybyszewska wkładając w usta obdarzonego chłodnym rozumem szefa policji Fouché słowa jakimi zwraca się do świetnego mówcy, ale porywczego Talliena: „A wtedy ty, Tallien, wejdziesz na mównicę i całą swoją nienawiść do Roberspierre’a, cały strach i całą wściekłość rzucisz mu w twarz! Ja ze swoimi ludźmi obstawię drzwi”. Może być ona także motywatorem całego narodu do budowania siły, wyzbycia się osłabiających go wad by pokonać aktualnego czy odwiecznego wroga.
Do takiej nienawiści nawiązuje w motcie tego artykułu A. Bocheński. Z własnego życia zapamiętałem scenę, w której nienawidzący doktoranta recenzent osobiście odczytywał druzgocącą recenzję, a siedzący obok mnie koledzy ocenili, że nienawiść dodała jego dziełu przenikliwości. Sam po młodzieńczych oburzeniach z przymrużeniem oka, ale czasem z uwagą czytam krytyczne analizy własnej osobowości, traktując je jako autentyczną szansę na wyzbycie się wad. Bardzo ciekawe są pod tym względem trafne pseudonimy i analizy charakteru werbowanych opozycjonistów jakie sporządzali funkcjonariusze służby bezpieczeństwa. Polacy popełniają błąd oburzając się na nawet delikatną krytykę zamiast dostrzec w niej cenny i darmowy skarb.
Przykładem stosunek do Fiodora Dostojewskiego, który w „Braciach Karamazow” ukazał nas jako oszukujących w karty i żyjących z kobiet, deklamujących wzniosłe frazesy „panów szlachciców”. Czyż nie widzimy takich rozbieżności pomiędzy napuszoną retoryką, a podłą prozą małych czynów wokół siebie, w polityce dużej i małej, systemowej i antysystemowej? I czy nie warto byłoby się tym na serio zająć? To co w nienawiści złe, tak samo jak w innych niebezpiecznych uczuciach wymienionych w wielu etycznych systemach, to brak jej kierownictwa, wyrwanie się spod kontroli rozumu. Wtedy nienawiść staje się ślepa i autodestrukcyjna, ale tak samo jest ze ślepą miłością, chciwością i innymi emocjami. Zamiast walczyć z uczuciami przy pomocy paragrafów, lepiej budować cnoty pozwalające nad nimi panować i rozumnie sublimować. Pielęgnować cnotę umiaru, swego rodzaju obojętności i zmysł odważnego humoru.
W ostateczności zgodnie z tekstem pięknej pieśni Czesława Niemena pogodnie „dziwić się światu” i pracować nad „zniszczeniem nienawiści w sobie”. A jeżeli to się nie uda, wtedy przynajmniej wiedzieć kogo, kiedy, gdzie i jak nienawidzić, ale nigdy nie należy pozwolić by tego rodzaju uczucie niczym silny alkohol nad nami panowało. Natomiast umieszczanie takiego afektu w Kodeksie Karnym jest nie tylko politycznie motywowanym populizmem, traktowanym jako instrument do gnębienia politycznych przeciwników, ale przede wszystkim ośmieszającym powagę prawa i praworządności nonsensem.
Okno najwyższego ryzyka: od 30 września do 3 listopada. Azja Zachodnia stoi na krawędzi pożaru.
Socjopatyczny prezydent Stanów Zjednoczonych całkowicie zignorował chińskie rozwiązanie mające na celu zakończenie dramatu z Iranem, które prezydent Xi Jinping osobiście przedstawił mu w Białym Domu w zeszły czwartek.
W istocie Xi powiedział Trumpowi, że wyjście jest tuż przed nim: powrót do często odrzucanego Memorandum of Understanding (MoU), które Trump podpisał, a następnie odrzucił. Chiny, jak powiedział Xi, są gotowe w pełni poprzeć taki powrót do dyplomacji.
Można było przewidzieć, że socjopata odrzucił nie tylko ofertę Xi, ale również irańską siedmiodniową propozycję stopniowego powrotu do negocjacji, którą minister spraw zagranicznych Araghchi przedstawił w Nowym Jorku.
Całą sprawę należy postrzegać jako chińsko-irańską propozycję: zestaw ostatecznych warunków starannie uzgodnionych przez Araghchiego i Wang Yi na dwóch kolejnych spotkaniach – najpierw w siedzibie BRICS w Nowym Delhi, a następnie w Pekinie.
Trump nie tylko odrzucił ofertę pokojową, ale także chwalił się – ku powszechnemu śmiechowi – że Stany Zjednoczone mają „całkowitą kontrolę” nad „Trump Street”.
Afront Trumpa poważnie rozgniewał zarówno Wang Yi, jak i prezydenta Xi. W kulturze azjatyckiej jest to równoznaczne z najgorszą formą utraty twarzy: odrzuceniem rekomendacji wydanej oficjalnie na najwyższym szczeblu rządowym.
Można się zatem spodziewać, że reakcja Chin będzie równie brutalna, jak kawałek jedwabiu nasączony trucizną. Pekin będzie teraz wspierał Teheran jeszcze bardziej zdecydowanie – i na więcej niż jeden sposób.
IRGC odpowiedziało dalszym zaostrzeniem blokady Cieśniny Ormuz. W ciągu 48 godzin Iran podpalił co najmniej 19 tankowców, które próbowały przepłynąć przez cieśninę bez przestrzegania procedur Marynarki Wojennej IRGC/PGSA – w tym opłat.
To doprowadziło do powstania w całej Azji Zachodniej popularnego żartu: Ktoś powinien powiedzieć Trumpowi, kto jest ojcem w cieśninie.
Teheran rozegrał swoje dyplomatyczne karty w Nowym Jorku z niezwykłą finezją. Nie tylko zmusił neo-Krezusa/neo-Kaligulę/Goldfingera do publicznego odrzucenia oferty pokojowej, ale także doprowadził do ogłoszenia ponownego ataku na Iran po wyborach parlamentarnych. To już zostało ustalone dla całej planety: socjopata jest całkowicie obojętny na lawinę nakładających się na siebie globalnych kryzysów gospodarczych, paliwowych i żywnościowych. W rzeczywistości jest ich przyczyną.
Do tego doszła nienaganna postawa prezydenta Pezeshkiana – nie tylko na podium ONZ, ale także podczas spotkania z czołowymi osobistościami amerykańskiego świata think tanków i redaktorami największych gazet w nowojorskim hotelu. Pezeshkian wygrał wojnę medialną w samym obozie wroga: to osiągnięcie, które przejdzie do historii.
Trump zamyka drzwi otwarte przez Teheran – ale zegar wciąż tyka.
Blokada Ormuz jest pełna dziur. Duża część ropy przepływa tankowcami saudyjskimi i irackimi – z tonami petrodolarów przechodzącymi z rąk do rąk. Nawet w korytarzu omańskim, teoretycznie kontrolowanym przez USA, kwitnie przemyt – irańska ropa trafia zarówno na nielicencjonowane, jak i oficjalne tankowce należące do petroszejków.
Nikt nie jest w stanie pokonać Persów w kwestii przemytu i strategii przetrwania po 47 latach sankcji. Wszystko to sprawia, że odbiorcy energii w Chinach, Azji Południowo-Wschodniej, a nawet Korei Południowej, pozostają na pokładzie.
W tę środę mija 45-dniowy termin wyznaczony przez Teheran 16 sierpnia na zakończenie blokady morskiej Trumpa. W przeciwnym razie poniesiemy konsekwencje. Co ciekawe, 30 września to również termin wyznaczony przez Irakijczyków na ostateczne wycofanie wojsk amerykańskich z Iraku.
Wszystko to zbiega się z niedawnym cztero- lub pięciodniowym terminem, który Mohsen Rezaee, sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) i de facto numer dwa w Iranie, wyznaczył Amerykanom na zakończenie blokady. Termin ten upływa w poniedziałek, czyli dzisiaj.
Krótko mówiąc: Podczas gdy Waszyngton zamknął drzwi otwarte przez Teheran, zegar Teheranu tykał. Nasz kanał, Transition Protocol, potwierdził, że kierownictwo polityczne i dowództwo Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) już zdecydowało, co będzie dalej.
Utrzymają swój kurs do środy. A jeśli nie uda się znaleźć rozwiązania opartego na warunkach, jakie prezydent Xi przedstawił Trumpowi w Gabinecie Owalnym, Teheran jest gotowy podjąć pięć zdecydowanych kroków:
rozszerzyć pole bitwy poza Ormuz na Ocean Indyjski.
Zastrzegać sobie prawo do ataku na każdy amerykański okręt wojenny, który będzie przestrzegał blokady.
Współpracując z Ansarallah, rozszerzyliśmy blokadę Bab al-Mandab.
Podjąć działania zapobiegawcze przeciwko rozbudowie sił militarnych, którą Iran uważa za zagrożenie.
Ograniczyć ruch lotniczy w każdym kraju, który przyłączy się do blokady lotniczej.
Bez żadnych zahamowań. W najprawdziwszym tego słowa znaczeniu.
W tej chwili mamy więc złowieszcze ostrzeżenie dotyczące Oceanu Indyjskiego, potwierdzone zagrożenie dla wszystkich amerykańskich baz w przypadku ataku ze strony Waszyngtonu oraz ogłoszoną doktrynę ataku wyprzedzającego.
Czego jeszcze nie mamy, to rozkazu bezpośredniego ataku na amerykańskie statki.
W kwestii lotnictwa Iran będzie polegał na wzajemności, a nie na pociskach rakietowych.
Stanowisko władz Iranu w sprawie wtórnych sankcji USA wobec praktycznie każdego lotniska na świecie, które obsługuje irańskie loty, jest jasne:
„Jeśli nasze samoloty nie mogą wzbić się w powietrze, to wasze samoloty również nie będą w stanie tego zrobić”.
Oświadczył to Mohammad Mokhber, doradca Najwyższego Przywódcy. W sobotę Mohsen Rezaee powiedział, że Iran nie odpowie militarnie na zakaz, prowadzi negocjacje z zainteresowanymi krajami i ma „kilka opcji pozamilitarnych” dla niektórych lotnisk.
Oprócz głównych mocarstw, Chin i Rosji, inne państwa, m.in. Turcja, Malezja, Wietnam, Uzbekistan, Tadżykistan i Kazachstan, całkowicie ignorują imperialne oblężenie Persji przez siły powietrzne.
Następnie mamy wyjątkowy przypadek Iraku.
Iracki ruch oporu początkowo zadeklarował, że zaatakuje lotniska w państwach Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Następnie kilku wysoko postawionych duchownych protestowało jednocześnie w Nadżafie i Karbali, podważając tym samym legitymację marionetkowego rządu w Bagdadzie.
Basra – stolica irackiego bogactwa naftowego – również została ogarnięta masowymi protestami z udziałem silnie uzbrojonych plemion szyickich Beduinów (z rozrzewnieniem wspominam je z początku XXI wieku). Jeden z ich szejków dał Bagdadowi 48 godzin na wycofanie się z amerykańskiej blokady Iranu. W rezultacie może ostatecznie zostać wprowadzony wyjątek dla lotów między Iranem a Nadżafem – głównie w celu transportu pielgrzymów.
Zegar irański i zegar amerykański: okno najwyższego ryzyka
Teraz przejdźmy do frontu Morza Czerwonego.
Ta żałosna „koalicja chętnych” – szefowie sztabów Arabii Saudyjskiej, Turcji i Pakistanu, którzy spotkali się w Rijadzie w zeszły piątek jako członkowie Sojuszu Obronnego Mekki – mogła przejść od pustych słów do próby zawarcia porozumień operacyjnych, nawet jeśli nie zapowiedzieli żadnych wspólnych ataków na Jemen.
Ansarallah nie drży w posadach. Wystrzelili drony w kierunku Rijadu i rakiety w kierunku Chamis Muszajt, opisując swoje działania jako „próbę” przed eskalacją na pełną skalę.
Poczekajcie na nadchodzącą burzę w Jemenie.
Jemen kipi gniewem po tym, jak Saudyjczycy zbombardowali zatłoczony targ w Taiz, zabijając lub raniąc co najmniej 50 osób, w tym kobiety i dzieci, według wstępnych szacunków. Atak musiał być wspierany przez bezpośrednie wsparcie wywiadowcze i nadzór wywiadowczy prowadzony przez CENTCOM i Kult Śmierci.
Według jemeńskich źródeł w Sanie, Ansarallah może być o krok od nałożenia embarga lotniczego na Arabię Saudyjską. Rijad już pogrąża się w czarnej dziurze – wliczając w to przymusową cenzurę Google i zachodnich dostawców satelitarnych, a także dowody zniszczenia infrastruktury i obiektów naftowych w Rijadzie/Dżizanie/Abha/Nadżranie.
Oznacza to, że do końca tygodnia istnieje poważne prawdopodobieństwo poważnych działań Iranu i/lub grupy Ansarallah przeciwko jednostkom marynarki wojennej USA, szerszym szlakom żeglugowym lub saudyjskiej trasie omijającej Janbu.
Jednak najbardziej prawdopodobnym wynikiem pozostaje impas, w którym Teheran wyśle sygnały 30 września, zamiast uderzyć.
Potwierdzony fakt: Okno czasowe między zegarem Iranu a zegarem Waszyngtonu – od 30 września do 3 listopada – jest obecnie oknem najwyższego ryzyka .
Prawdziwe arabskie centra cywilizacji kontra głupi poganiacze wielbłądów
I to prowadzi nas do kluczowego odkrycia od źródła, które było obecne podczas chińsko-pakistańsko-irańskiego spotkania na wysokim szczeblu. Źródło potwierdziło, że Wang Yi i pakistański minister spraw zagranicznych Ishaq Dar odbyli bezpośrednią, ściśle tajną rozmowę po wizycie Xi w USA.
Pekin porzucił Waszyngton i ponownie rozgrywa karty w Islamabadzie, otwarcie zlecając najwyższym szczeblom władzy powstrzymanie kryzysu. Pakistańczycy otrzymali polecenie interwencji zarówno u Trumpa, jak i MbS w imieniu Pekinu i Teheranu, zanim drabina eskalacji osiągnie punkt krytyczny w tym tygodniu.
Oznacza to, że przynajmniej Pakistan (w przypadku Turcji nikt tego nie wie) nie wesprze Arabii Saudyjskiej w rzekomo planowanej masowej ofensywie na Jemen.
Potwierdziło to inne wysoko postawione źródło w Islamabadzie. Rząd pakistański niewątpliwie obliczył, że próba ratowania nieuleczalnej dynastii Saudów pogrzebałaby rolę Pakistanu jako mediatora między Iranem a USA: byłaby ona równie martwa, jak nieistniejące Porozumienie z Islamabadu.
Nie sposób przecenić faktu, że Bagdad, Damaszek, Kair i Sana były przez wieki prawdziwymi centrami cywilizacji dla kosmopolitycznych Arabów sufickich. Nie ma to nic wspólnego z głupimi poganiaczami wielbłądów, którzy tworzą odrażający Dom Saudów.
Prowadzi nas to do dwóch najważniejszych imperatywów kategorycznych syndykatu Epsteina.
Chcą zniszczenia Persji – nuklearnego ludobójstwa, które socjopatyczny prezydent USA ogłosił na mównicy ONZ. Ma temu towarzyszyć zniszczenie arabskiej osi oporu – w Libanie, Iraku i Jemenie. A następnie zniszczenie głupich szejków naftowych z państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej, ponieważ nawet po wyeliminowaniu osi oporu nadal byliby zbyt bogaci, wpływowi i potencjalnie nieprzewidywalni.
Przywódca kultu śmierci w Azji Zachodniej pojawił się, potajemnie lecąc w niedzielę prywatnym samolotem do Abu Zabi, aby spotkać się z MbZ. Spędził cały dzień w Emiratach. Żadne informacje o spotkaniu nie zostały ujawnione. Miało to miejsce tuż po tym, jak przywódca kultu śmierci po raz kolejny demonizował Iran w ONZ.
Teraz jest już jasne, że Jemen i Persję należy postrzegać jako całość – dwa preferowane fronty zachodnioazjatyckiego teatru wojny. Zwróćcie uwagę na konsekwencje tego „tajnego” spotkania między Kultem Śmierci a arabskimi syjonistami.
Azja Zachodnia stoi na krawędzi całkowitego spalenia. [Zaraz zapłonie aż do nieba].,
Na mój babski rozum wychodzi, że jesteśmy oszukiwani. Nie daję wiary w to, że rządzący mówią nam prawdę, że chcą naszego dobra. Sposób w jaki jesteśmy straszeni rzekomo nadchodzącą rosyjską agresją, która spowoduje nieuniknione uczestnictwo Polski w wojnie, wywołuje we mnie szereg wątpliwości.
Zapowiedź konieczności ucieczki z miejsca zamieszkania w siną dal, donikąd, z plecakiem ucieczkowym, promowanym przez ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, budzi negatywne wspomnienia z mojego dzieciństwa.
Wspomnienia z wojny
Przypominają mi opowieść mojej śp. Mamy, Haliny Wójcikiewicz, która po zdaniu matury w 1939 roku, zamiast na studia medyczne, została wysiedlona z Gdyni przez Niemców. Kazano opuścić mieszkanie. Wyznaczono bardzo krótki termin do jego opuszczenia. Zakazano wywiezienia czegokolwiek z opuszczanego zagospodarowanego w pełni mieszkania. Jedynie wolno było wziąć ze sobą bagaż podręczny, mieszczący się w jednej niewielkiej walizce na całą rodzinę! Okupant żądał też pozostawienia klucza w drzwiach opuszczanego mieszkania. Za niezastosowanie się do tego niemieckiego żądania groziły poważne konsekwencje.
Zapasy mirabelek i szczawiu
W tym miejscu chciałabym zapytać pana ministra, czy mamy też zostawić klucz w drzwiach opuszczanego mieszkania? Czy przed jego opuszczeniem mamy zgromadzić w nim zapasy żywności, wody itd.? Śmieszą mnie przechwałki innego ministra, którego śmiech przypomina rżenie kopulującego osła, mówiącego, iż zgromadził już stosowne zapasy ryżu, soli, domowych przetworów sporządzonych z owoców, z posiadanego sadu i przydomowej grządki (zapewne zaprawy z mirabelek i szczawiu). Dopingował w ten sposób Polaków do podobnych przygotowań, gromadzenia żywności.
Inwestorzy nie panikują
Całe moje życie przemieszkałam początkowo w Gdyni, a z początkiem XXI wieku zamieszkałam w Gdańsku. Od wejścia Polski do Unii Europejskiej zauważam w Trójmieście dynamiczny rozwój budownictwa. Budowane są całe osiedla apartamentowców, nowoczesne hotele i biurowce. Tajemnicą poliszynela jest to, że inwestorami są zachodnie firmy posiadające znaczący kapitał. Zadaję sobie pytanie, czy ci inwestorzy też wierzą w nadciągającą wojnę, skoro tu inwestują? Czy oni są jakimiś ryzykantami, których stać na budowanie w strefie potencjalnego konfliktu?
Myślę, że zachodni inwestorzy są ludźmi trzeźwo myślącymi, posiadającymi rozlegle kontakty. W tym kontakty z Mossadem i nie tylko z Mossadem. Inwestują na podstawie pewnych ustaleń z których wynika, że inwestycje w Trójmieście nie są inwestycjami w strefie ryzyka. Więc nie obawiają się, że z obwodu kaliningradzkiego nadlecą rakiety typu Iskander i zmiotą z powierzchni ziemi ich luksusowe hotele, apartamentowce itd., w których część z nich po przylocie z Bliskiego Wschodu zamieszka na stałe w Trójmieście. Do miejsca oddalonego od państwa okładanego irańskimi rakietami.
Troska o wybory
Skoro już jestem w bliskowschodnich klimatach, na babski rozum przekładam troskę o nas, Polaków, wyrażaną w obawach o wynik nadchodzących wyborów parlamentarnych w zbliżającym się 2027 roku. Troskę polegającą na ostrzeganiu nas Polaków przed Grzegorzem Braunem i jego Szerokim Frontem Gaśnicowym. Pierwszą osobą zatroskaną okazał się ambasador USA w Warszawie Thomas A. Rose. Drugą jest naczelny rabin RP, trzecią – Radosław Sikorski, no i oczywiście „Gazeta Wyborcza”! Ponadto komuniści ze Strajku.eu.
Procesy polityczne
Polityka nie jest moją pasją, w TV co dzień oglądam prognozę pogody. Lubię program „Taniec z Gwiazdami”, wszystkie wersje popularnego formatu telewizyjnego „The Voice”, które skupiają się na uczestnikach w różnym wieku: The Voice of Poland, The Voice Senior i The Voice Kids.
Lecz na mój babski rozum, kobiety nie interesującej się przesadnie polityką, wywodzę, że skoro starsi bracia w wierze i komuniści przed kimś, przed czymś ostrzegają Polaków, to akurat należy zrobić odwrotnie, niż by sobie oni tego życzyli…
Tym bardziej, że w sukurs nam „życzliwych” przyszły tak zwane polskie sądy, w których odbywa się pokazowy proces polityczny Grzegorza Brauna, groteskowy kafkowski proces polityczny Mateusza Piskorskiego, a ostatnio „rękę sprawiedliwości” wyciągnięto po wybitnego polskiego intelektualistę Konrada Rękasa, przybyłego z emigracji do Polski, gdyż odważył się dołączyć do Szerokiego Frontu Gaśnicowego Grzegorza Brauna i wspiera go błyskotliwymi, porywającymi przemówieniami.
Dnia 27 września br. Blogerka Keren Gee z Florydy opublikowała na fb list następującej treści:
Drodzy Muzułmanie: Moja rodzina i ja postanowiliśmy przeprowadzić się z USA do kraju muzułmańskiego. Jeszcze nie wybraliśmy konkretnego państwa – wciąż porównujemy, gdzie oferują najlepszy pakiet świadczeń. Wszyscy moi sąsiedzi też chcą przyjechać. I sąsiedzi moich sąsiadów. I wszyscy ich przyjaciele. Oraz przyjaciele ich przyjaciół. Pojawimy się tam milionami, z walizkami i przekonaniem, że wszystko nam się należy. Jako liczna społeczność chrześcijańska będziemy potrzebować kilku drobnych zmian: prosimy o natychmiastowe rozpoczęcie budowy kościołów. Prawdziwych kościołów, z porządnymi, głośnymi dzwonami – takimi, które słychać aż na rynku. Będziemy też wymagać, aby wszyscy obchodzili Boże Narodzenie i by raz w roku zamykano niektóre ulice na czas naszych procesji. Możemy chcieć gromadzić się na modlitwę do naszego Wszechmogącego Boga na waszych ulicach, w parkach czy na trawnikach przy meczetach. Będziemy uciśnioną mniejszością, więc będziecie musieli wykazać się zrozumieniem i dostosować do naszego stylu życia. W każdym supermarkecie i sklepiku rzeźnika musi być dostępna prawdziwa wieprzowina: szynka, chorizo i bekon. Czas więc, byście uruchomili wielkie farmy świń.
Przywozimy też wszystkie nasze psy, więc będziecie musieli zapewnić wybiegi dla psów i tolerować ich obecność – z uśmiechem – gdy będziemy je wyprowadzać przed waszymi meczetami.
Chcemy, aby nasze kobiety mogły bezpiecznie wychodzić same z domu, nosząc szorty i koszulki na ramiączkach. A kiedy jest ładna pogoda, my, mężczyźni, lubimy chodzić bez koszulek. Chcemy też pić alkohol, tańczyć i od czasu do czasu obstawiać wyścigi konne. Przy okazji: wasze święta religijne są nieco przesadzone; mogą urazić społeczność chrześcijańską, więc bylibyśmy wdzięczni, gdybyście dyskretnie je wyeliminowali. Dzięki. W szkołach i miejscach pracy nasze dzieci i pracownicy muszą mieć prawo do noszenia dużych krzyży, odmawiania modlitw, jedzenia kanapek z szynką w stołówce i poznawania zasad chrześcijańskich bez narażania się na krytykę. Żądamy również kaplic lub sal modlitwy dla chrześcijan w każdym budynku oraz tłumaczy, ponieważ nie mamy zamiaru uczyć się języka arabskiego. Jeśli cokolwiek z tego zostanie odrzucone, prosimy o przesłanie listy adresów komisariatów policji, abyśmy mogli zgłosić Was za dyskryminację, chrystianofobię, rasizm i wszystko inne, co nam się nie spodoba. Jeszcze jedno: jeśli moje dzieci będą protestować lub spalą Waszą flagę z jakiegokolwiek powodu, prosimy o wyrozumiałość. Z pewnością udzielę im bardzo surowej reprymendy. I na koniec: wszyscy chcemy hojnych zasiłków, darmowych mieszkań, telefonów, darmowego jedzenia i kieszonkowego na czas naszej „integracji”, która potrwa przez trzy pokolenia. Praca jest oczywiście opcjonalna. Bądźcie dla nas cierpliwi – przyzwyczaicie się. Z góry dziękujemy za Waszą tolerancję i współczucie. W końcu różnorodność to nasza siła! Z poważaniem, Bardzo Rozsądny Patriota Stanów Zjednoczonych Ameryki!
Koszt wynajmu dużych tankowców do przewozu ropy naftowej z Zatoki Perskiej na rynki azjatyckie osiąga rekordowe wartości. Spadek cen może nastąpić dopiero za 2-3 lata, gdy zostaną zwodowane nowe tankowce – analizuje Javier Blas, publicysta Bloomberga.
Aktualna cena najmu tanków klasy VLCC (ang. Very Large Crude Carrier) sięga około 1,1 mln dolarów dziennie. Jeszcze w styczniu tego roku było to około 100 tys. dolarów dziennie.
Astronomiczny wzrost cen jest oczywiście skutkiem wojny na Bliskim Wschodzie, a także sytuacji w Cieśninie Ormuz. W efekcie grono armatorów gotowych do żeglugi w tym niebezpiecznym rejonie jest wąskie, a wycena ryzyka przekłada się na rekordowe ceny.
Globalna flota VLCC, jak tłumaczy Javier Blas, jest stosunkowo niewielka i składa się z około 925 tankowców, kontrolowanych w przeważającej większości przez kilku potentatów. Wśród nich znajdują się takie grupy Sinokor, Frontline czy MSC.
Istotny wpływ na wielkość floty miała pandemia COVID-19, której skutkiem był spadek zapotrzebowania na ropę, co przełożyło się również na kilkuletni spadek zamówień na nowe statki. W samym 2022 roku zwodowano najmniej supertankowców od 30 lat.
Natomiast aktualnie popyt na rynku jest tak duży, że zakup używanego VLCC, gotowego do żeglugi, jest znacząco droższy niż zamówienie nowej jednostki i dwuletnie oczekiwanie na jej zwodowanie.
Publicysta Bloomberga wskazuje, że w opinii przedstawicieli branży wysokie koszty najmu statków mogą się utrzymać jeszcze przez 2-3 lata – nim nie zakończy się budowa nowych VLCC.
Według Affinity Shipping, brokera okrętowego, przemysł stoczniowy jest „na dobrej drodze do uzyskania największej liczby zamówień na VLCC od ponad 50 lat”. Nowe jednostki powinny wypłynąć ze stoczni w 2028-2029 roku.
Sporo będzie zależało również od tego, ile starych tankowców zostanie do tego czasu wycofanych z eksploatacji. W ostatnich latach część przestarzałych statków była utrzymywana przez Iran i Rosję w ramach tzw. floty cieni, aby omijać sankcje dotyczące handlu ropą.
– Na razie właściciele tankowców płyną ku niesamowitej hossie. Nawet jeśli potrwa ona krótko, to dzienne stawki przekraczające milion dolarów generują nowe fortuny, uzupełniając te, które zgromadzono podczas wcześniejszych kryzysów. Natomiast koszty poniesie światowa gospodarka – konkluduje Javier Blas.
Donald Trump wkroczył w decydującą fazę swojej drugiej kadencji, całkowicie redefiniując styl sprawowania władzy w Waszyngtonie.
Jak wynika z najnowszego raportu magazynu „The Atlantic”, prezydent USA w prywatnych rozmowach z doradcami coraz częściej stawia się w jednym rzędzie z największymi postaciami w historii: Aleksandrem Wielkim, Juliuszem Cezarem oraz Napoleonem Bonaparte. Dla obserwatorów sceny politycznej nie jest to jedynie przejaw megalomanii, ale fundament nowej strategii rządzenia, którą otoczenie prezydenta określa mianem „prezydentury YOLO” (ang. You Only Live Once – żyje się tylko raz).
„Najpotężniejsza osoba w historii” i koniec politycznych kalkulacji
Kluczowym czynnikiem zmieniającym oblicze amerykańskiej polityki jest fakt, że Donald Trump nie musi już zabiegać o reelekcję. Brak presji wyborczej sprawił, że prezydent poczuł się całkowicie wolny od tradycyjnych kalkulacji partyjnych. Jak twierdzi wysoki rangą urzędnik administracji, Trump postrzega siebie jako „najpotężniejszą osobę, jaka kiedykolwiek żyła”, której głównym celem nie jest sondażowe „tu i teraz”, lecz trwały zapis w podręcznikach historii.
Ta postawa przekłada się na konkretne decyzje geopolityczne. Według informatorów, prezydent odrzucił doradztwo oparte na interesie politycznym na rzecz działań, które sam uznaje za historycznie doniosłe. To właśnie ta filozofia miała doprowadzić do eskalacji napięć z Iranem oraz agresywnej polityki zagranicznej, obejmującej m.in. bombardowania na terenie siedmiu krajów w ciągu zaledwie dwóch miesięcy.
Architektura władzy: Monumentalne projekty i złote symbole
Dążenie do wielkości znajduje odzwierciedlenie nie tylko w polityce, ale i w fizycznym otoczeniu prezydenta. Waszyngton staje się areną dla monumentalnych inwestycji, które mają podkreślić epokę Trumpa. W planach znajduje się m.in. budowa 76-metrowego łuku triumfalnego oraz kosztowna renowacja sali balowej przy Białym Domu, wyceniana na 400 milionów dolarów. Prezydent osobiście nadzoruje wystrój Gabinetu Owalnego, wprowadzając pozłacane elementy, złote urny oraz okolicznościowe monety własnego projektu, które trafiają na drzwi gabinetów jego współpracowników.
Dla krytyków te działania są symbolem oderwania od rzeczywistości. Jednak dla zwolenników prezydenta, to wyraz „siły woli”, która ma przełamywać bariery nieosiągalne dla jego poprzedników. Jak zauważa „The Atlantic”, inspiracja triadą Aleksander-Cezar-Napoleon nie pochodzi z głębokich studiów historycznych, lecz z krótkich notatek i wystąpień, które utwierdziły Trumpa w przekonaniu o jego dziejowej misji.
Polityczne koszty „prezydentury YOLO”
Niezależnie od historycznych ambicji prezydenta, „prezydentura YOLO” generuje realne koszty dla amerykańskiego społeczeństwa i Partii Republikańskiej. Sondaże poparcia dla Trumpa notują rekordowe spadki, co budzi poważny niepokój wśród Republikanów przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu.
Główne obawy budzą:
Wzrost cen paliw: Bezpośredni skutek destabilizacji sytuacji międzynarodowej.
Inflacja i stopy procentowe: Niepewność gospodarcza wynikająca z radykalnych decyzji Białego Domu.
Kryzys sojuszniczy: Podważanie fundamentów NATO, co osłabia pozycję USA na arenie międzynarodowej.
Mimo ostrzeżeń doradców, prezydent pozostaje niewzruszony. Jak podsumował jeden z jego powierników, Trump znajduje się w nastroju, w którym opinia publiczna czy sondaże nie mają już znaczenia. Wierzy on, że przyszłe pokolenia ocenią go nie przez pryzmat bieżących problemów gospodarczych, ale przez pryzmat „wielkich czynów”, które – w jego mniemaniu – na zawsze zmieniły bieg dziejów.
Ks. Stanisław Małkowski umierał w opinii świętości. Był wielkoduszny, tak, jak uczy nas Pan Jezus. Modlił się za swoich prześladowców – czy byli to kryminaliści, czy komuniści, czy przedstawiciele władz kościelnych. Śp. ks. Stanisława wspomina ks. prof. Dariusz Oko.
Ks. Dariusz Oko w swoim cyklicznym programie „Oko na niedzielę” na antenie Telewizji Republika poświęcił uwagę śp. ks. Stanisławowi Małkowskiemu, który został pochowany 17 września 2026 roku.
– To jest kapłan, który wielkodusznie uczynił wyjątkowo wiele dobra dla tak wielu osób. Przez lata jako wolontariusz odwiedzał więźniów w zakładach karnych. Ludzi, którzy nieraz nie byli robotnikami żadnej godziny, nawet ostatniej. A jednak ze wszystkich sił starał się uratować także ich – mówił, nawiązując do przypowieści Pana Jezusa o robotnikach w winnicy (Mt 20, 1-16).
Jak wskazywał ks. Dariusz Oko, ks. Stanisław Małkowski dobrze wiedział, jak trudne są dla więźniów pierwsze dni po opuszczeniu zakładu karnego, kiedy nic nie mają, bo rodzina i przyzwoici ludzie już ich się wyrzekli, a starzy towarzysze przestępstw namawiają do powrotu do życia kryminalisty. – Łatwo jest wtedy wejść znowu na drogę zbrodni. Dlatego ks. Stanisław Małkowski zapraszał ich, żeby w trudnej sytuacji po wyjściu z więzienia przyszli do jego własnego domu, gdzie mieszkał tylko ze swoją starą matką. Pomagał im duchowo i materialnie tak, jak mógł. Sam był bardzo ubogi, jego stargana sutanna była wprost przysłowiowa – opowiadał.
– W końcu jeden z ratowanych przestępców w podzięce pobił go, obrabował i zapowiedział, że teraz regularnie będzie przychodził po następne haracze. Nawet w takiej sytuacji ksiądz Małkowski nie chciał zgłosić tego na policję. Zmusił go do tego dopiero jego przyjaciel. Jednak ksiądz Stanisław chciał to zrobić koniecznie sam, żeby sprawa została przedstawiona jak najłagodniej. Tak łagodnie, że początkowo prokuratura nie chciała się tym w ogóle zająć i stanąć w obronie księdza. Taka wielkoduszność cechowała go przez całe życie. Starał się dawać siebie jak najwięcej i jak najmniej brać – podkreślił.
– Dużo przebywał, dużo modlił się pod krzyżem smoleńskim i na Cmentarzu Powązkowskim, naszej narodowej nekropolii. Wspierał ludzi domagających się prawdy o katastrofie smoleńskiej. Stał po stronie Polaków, którzy nie wierzą oficjalnym wyjaśnieniom i komunikatom. Zupełnie niewiarygodni byli dla niego ludzie, którzy niszczą kluczowe dowody śledztwa, ale też i ci, którzy takie niszczenie całkowicie akceptują i twierdzą, że nic się jakoby nie stało – wskazywał.
Ksiądz Stanisław Małkowski, podkreślił, „stał po stronie ludzi sprawiedliwych i uczciwych”. – Po stronie osób, które nie godzą się na kłamstwa i manipulacje, które domagają się prawdy, szczególnie w sprawie Smoleńska. Za to przez dziesiątki lat był prześladowany i poniżany, nawet w swoim warszawskim Kościele. Starano się też maksymalnie utrudniać jego spotkania z katolikami, nawet w innych krajach i na innych kontynentach – powiedział.
– Taka zadziwiająca zbieżność: w archidiecezji warszawskiej był najbardziej prześladowanym księdzem przez władze kościelne. Natomiast w czasach panowania komunizmu trafił na pierwsze miejsce listy kapłanów przeznaczonych do zamordowania. Wyprzedził na niej nawet błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszkę, któremu przyznano tylko drugie miejsce. Obaj byli serdecznymi, niezawodnymi przyjaciółmi – mówił ks. Dariusz Oko.
– Listę tę sporządzili ateistyczni mordercy ze Służby Bezpieczeństwa i tylko przypadek sprawił, że jego nie zabili, chociaż był w ich oczach aż tak niebezpieczny – opowiadał.
Ks. Stanisław Małkowski był jednak tak wielkoduszny, że przebaczał swoim prześladowcom, niezależnie od tego, czy wywodzili się „spośród kryminalistów, komunistów czy jego własnych przełożonych”. – Modlił się za nich – zaznaczył.
Mówiąc o donoszących do UB kapłanach, wspomniał ks. Michała Czajkowskiego, który wiele lat współpracował ze służbami komunistycznymi.
– Ksiądz Stanisław umierał w opinii świętości. Z biegiem czasu dowiadujemy się o nich coraz więcej dobrych rzeczy, natomiast o jego prześladowcach – coraz więcej rzeczy złych i haniebnych. Oni odchodzą we wstydzie – mówił.
– Warto być wielkodusznym, jak uczy nas Pan Jezus – takim, jakim był ksiądz Stanisław Małkowski. Cała prawda wyjdzie na jaw najpóźniej na Sądzie Ostatecznym, a czasami wcześniej – podkreślił.
Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) podjął nietypowy krok: zamiast apelować do rządu USA, wystosował obszerny list otwarty bezpośrednio do narodu amerykańskiego. List został wręczony 29 września w Teheranie przez rzecznika IRGC, generała brygady Hosseina Mohebbiego. Press TV podaje, że dokument liczy 25 stron .
List jest wyraźnie adresowany do „szanowanego narodu Stanów Zjednoczonych”, w tym naukowców, studentów i przedstawicieli mediów.
Jego głównym przesłaniem jest to, że według Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) Amerykanie powinni kwestionować to, co ich własny rząd mówi im o wojnie z Iranem, irańskim programie nuklearnym, Izraelu i sytuacji w Cieśninie Ormuz.
Warto zauważyć, że Mehr News opublikował już znaczną część listu w wersji anglojęzycznej. W nim Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wysuwa daleko idące twierdzenia dotyczące przebiegu wojny i strat amerykańskich, które nie zostały niezależnie zweryfikowane i dlatego należy je rozumieć jako reprezentujące stronę irańską.
Najważniejsze przesłania listu
„Dlaczego świat pali waszą flagę?” IRGC wzywa Amerykanów do zastanowienia się, dlaczego Stany Zjednoczone spotykają się z odrzuceniem w tak wielu krajach. Mohebbi przypisuje to dekadom wojen USA i wsparciu dla Izraela. Interwencje wojskowe, jak argumentuje, nie przyniosły Amerykanom ani bezpieczeństwa, ani dobrobytu, lecz raczej zadłużenie, wrogość i dodatkowe zagrożenia.
IRGC ogłasza Iran zwycięzcą wojny. W liście argumentuje się, że Waszyngton i Izrael nie osiągnęły swoich pierwotnych celów – które, według Iranu, obejmowały zmianę reżimu i zniszczenie Iranu. IRGC twierdzi zatem, że Iran wygrał wojnę strategicznie. Podane dane dotyczące zniszczonych amerykańskich samolotów, dronów, baz i innych strat militarnych pochodzą od IRGC i nie zostały niezależnie zweryfikowane.
Trump jest oskarżany o oszukiwanie narodu amerykańskiego. Mohebbi nazwał Trumpa „wielkim kłamcą”. Według Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) rząd USA wie, że Iran nie dąży do uzyskania broni jądrowej. Spór nuklearny jest jedynie pretekstem; prawdziwym celem Waszyngtonu jest kontrolowanie geopolitycznej pozycji i wpływów Iranu. Agencja Reuters dokumentuje te oświadczenia, ale ich nie potwierdza.
Cieśnina Ormuz w żadnym wypadku nie wróciła pod amerykańską kontrolę. IRGC przeczy twierdzeniom Waszyngtonu, że Stany Zjednoczone w dużej mierze złamały irańską kontrolę nad strategicznym szlakiem wodnym. Fakt, że pojedyncze tankowce mogą przepływać przez cieśninę przy znacznym wysiłku militarnym, nie oznacza, że Ormuz jest ponownie w pełni otwarty, wyjaśnił Mohebbi. Jednak niezależne dane Kplera pokazują, że dostawy ropy wzrosły ponownie do prawie dziesięciu milionów baryłek dziennie – około połowy poziomu sprzed wojny.
Amerykanie powinni zdystansować się od polityki izraelskiej. Centralna część listu dotyczy relacji między Waszyngtonem a Izraelem. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej twierdzi, że naród amerykański płaci finansowo i politycznie za politykę, która przynosi korzyści przede wszystkim Izraelowi i amerykańskiemu przemysłowi zbrojeniowemu. Przesłanie brzmi: Amerykanie mogliby żyć pokojowo z Iranem, gdyby Stany Zjednoczone zdystansowały się od Izraela.
IRGC krytykuje globalną obecność wojskową USA. Mohebbi wskazuje na setki amerykańskich baz wojskowych na całym świecie i budżet obronny USA wynoszący około 1,1 biliona dolarów. Według niego, korzystają na tym przede wszystkim producenci broni i bogate grupy interesu, a rachunek płacą Amerykanie.
Bezpośredni apel do narodu amerykańskiego. Mohebbi posuwa się szczególnie daleko w swoich oświadczeniach dla AP: Amerykanie powinni protestować przeciwko temu, co nazywa wojowniczą polityką Trumpa, i przemyśleć swoje decyzje polityczne. AP zwraca uwagę, że przesłanie to pojawia się zaledwie kilka tygodni przed wyborami uzupełniającymi w USA.
Waszyngton powinien zakończyć wojnę i opuścić region. Według Mohebbiego, konflikt może się zakończyć tylko wtedy, gdy Waszyngton przyzna się do porażki i wycofa. Jednocześnie jednak rozmowy między Iranem a Stanami Zjednoczonymi na temat możliwego zakończenia wojny, która trwa już siedem miesięcy, są kontynuowane za pośrednictwem mediatorów.
Niezwykły krok w środku wojny
Prawdziwy dynamit polityczny tkwi nie tylko w treści listu, ale także w jego adresacie: Strażnicy Rewolucji Islamskiej demonstracyjnie omijają rząd USA i zwracają się bezpośrednio do jego obywateli.
Mohebbi oświadczył nawet, że zagraniczni dziennikarze powinni pomóc w rozpowszechnianiu listu wśród Amerykanów. Iran nie ma dostępu do globalnej sieci medialnej Stanów Zjednoczonych i dlatego wybrał list otwarty jako swój środek przekazu.
List jest zatem jednocześnie przesłaniem politycznym, irańską relacją z dotychczasowych postępów wojny i próbą wpłynięcia na debatę publiczną w USA. Wiarygodność zawartych w nim twierdzeń wojskowych pozostaje niejasna pod wieloma względami.
Jedno jest jednak pewne: w trakcie wojny IRGC nie rozmawia już tylko z Waszyngtonem – stara się rozmawiać bezpośrednio z Amerykanami.
Ściana dronów znika – i staje się czymś o wiele większym.
28 września 2026 roku Rada UE formalnie zatwierdziła pięć wspólnych projektów zbrojeniowych – ale termin „mur dronów”, od którego wszystko się zaczęło, zniknął. W ciągu roku idea linii obrony przed rosyjskimi dronami przekształciła się w architekturę obronną obejmującą pięć obszarów, z ambicjami finansowymi wynoszącymi około 190 miliardów euro do 2036 roku. Przyjrzyjmy się temu, co tak naprawdę kryje się za chwytliwą nazwą – i zastanówmy się nad tym, gdzie przesuwa się odpowiedzialność za obronę Europy.
Co Rada UE faktycznie zdecydowała 28 września 2026 r.
Komentarz Michaela Hollistera .
Termin, który zapoczątkował to wszystko rok temu, jest praktycznie nieobecny w tym kluczowym dokumencie. Kiedy Rada Unii Europejskiej formalnie przyjęła pięć wspólnych projektów zbrojeniowych w Brukseli 28 września 2026 roku, słowo „ mur dronów” nie pojawiło się w oficjalnym ogłoszeniu. To, co narodziło się w państwach bałtyckich jako pomysł na linię obrony przed rosyjskimi dronami, a co Ursula von der Leyen uczyniła z europejskich nagłówków we wrześniu 2025 roku, jest teraz czymś zupełnie innym: rdzeniem architektury obronnej, której wspólne ambicje finansowe Komisja Europejska szacuje na około 190 miliardów euro do 2036 roku. Chwytliwa nazwa pozostała. Podstawowa koncepcja zniknęła. I to właśnie w tej zmianie tkwi prawdziwa nowość dnia – a nie w pytaniu, czy mur ochroni Europę przed dronami.
Co tak naprawdę zostało ustalone
28 września Rada zatwierdziła pięć tzw. Europejskich Projektów Obronnych Wspólnego Zainteresowania, w skrócie EDPCI. Projekty te noszą akronimy DECODER (drony i obrona przed dronami), IMSD (obrona morska i podwodna), SPACE (satelity, wczesne ostrzeganie, rozpoznanie), EU-FIAMD (zintegrowana obrona powietrzna i przeciwrakietowa) oraz Eastern Flank Watch (obrona wschodniej flanki w obszarze lądowym, powietrznym, morskim, cybernetycznym i innych). Dzięki temu projekty te kwalifikują się do finansowania z Europejskiego Programu Przemysłu Obronnego, w skrócie EDIP.
Ważne dla kontekstu: Decyzja nie przyznaje żadnych kontraktów. Wymienia projekty, ich cele, państwa uczestniczące oraz przewidywane ramy inwestycyjne – co kwalifikuje je do ubiegania się o dofinansowanie. Co więcej, sama decyzja nie była zaskoczeniem: ambasadorzy państw członkowskich zatwierdzili listę już 16 września 2026 r., a propozycja Komisji datowana jest na 3 lipca 2026 r. 28 września to formalne zakończenie, a nie sygnał do rozpoczęcia. Dlatego każdy, kto chce zrozumieć skalę projektu, powinien przyjrzeć się nie dzisiejszemu nagłówkowi, ale liczbom i jego strukturze.
Od linii obronnej do ewolucji obrony powietrznej
Nazwa „mur dronów” sugeruje mur – solidną linię systemów obronnych wzdłuż granicy z Rosją. To mylące, a sama UE opisuje teraz coś innego. To, co powstaje, to nie tyle mur, co ewolucja obrony powietrznej.
Podstawowym problemem jest problem kosztów, ujawniony przez wojnę na Ukrainie. Komisarz Obrony Andrius Kubilius otwarcie odniósł się do tej nierównowagi: decyzję o rozmieszczeniu pocisku przechwytującego wartego milion dolarów w celu zestrzelenia drona wartego 10 000 dolarów należy podjąć „na ziemi ”. Tradycyjne systemy obrony powietrznej budowano z myślą o samolotach i dużych pociskach rakietowych. W porównaniu z tanimi, masowo produkowanymi małymi dronami, są one znacznie mniej ekonomiczne. Istniejące systemy nadal nadają się do zwalczania poważnych zagrożeń – w przypadku wszystkich innych zagrożeń potrzebne jest rozwiązanie tańsze, skalowalne i sieciowe.
To właśnie opisują dokumenty UE: wielowarstwowa architektura obejmująca czujniki, wspólny obraz świadomości sytuacyjnej i różne systemy uzbrojenia, połączone warstwą dowodzenia i kontroli ze sztuczną inteligencją, szyfrowaniem i obliczeniami o wysokiej wydajności. Komisja wyraźnie mówi o elastycznym, zwinnym systemie i podejściu 360 stopni. Czy doprowadzi to do powstania stacjonarnego muru, czy mobilnego, rozstawialnego i skalowalnego systemu opartego na logice Żelaznej Kopuły, pozostaje nierozstrzygnięte. Dobór słów sugeruje to drugie. Nie jest to błaha sprawa: stała struktura z trwale zainstalowanymi systemami uzbrojenia stałaby się technicznie przestarzała w ciągu kilku lat i nie mogłaby zostać rozmieszczona w miejscu wystąpienia zagrożenia. Pytanie o to, jak Europa zbuduje ten system, determinuje jego skuteczność i koszt co najmniej w takim samym stopniu, jak pytanie o to, czy w ogóle go zbuduje.
Wymiary, które skrywa nazwa
Liczby pokazują, jak bardzo projekt odbiegł od pierwotnej koncepcji granicy bałtyckiej. DECODER, czyli projekt dronowy, obejmuje 26 państw członkowskich UE, a także Norwegię i Ukrainę – praktycznie całą Unię. Uczestnicy szacują inwestycje na około 3,5–5 mld euro do 2033 roku. Według Komisji Europejskiej, projekt Eastern Flank Watch, w którym uczestniczy 13 państw członkowskich UE, Norwegia i Ukraina, ma kosztować od 60 do 100 mld euro do 2036 roku. Zintegrowany projekt obrony powietrznej EU-FIAMD jest szacowany na 55–80 mld euro do 2040 roku.
Te wymiary ostro kontrastują z bardzo małą kwotą początkową. Z EDIP, którego całkowity budżet przekracza 1,5 mld euro, początkowo dostępne jest 325 mln euro na wszystkie pięć projektów, a pierwsza transza wynosi około 60 mln euro na projekt. Nie jest to finansowanie projektu, lecz raczej finansowanie zalążkowe. Sama Komisja wyraźnie określa kwotę 190 mld euro jako ambicję finansową, a nie ostateczny budżet – większość musiałaby pochodzić z budżetów krajowych i przemysłu. Właśnie dlatego ocena jest zarówno otrzeźwiająca, jak i rzetelna: finansowanie publiczne jest niewielkie, ale przewidywana skala przemysłowa już nie.
Ukraina jako wzór
Jeden aspekt projektu jest rzadko omawiany, mimo że najdobitniej ilustruje charakter transformacji. UE nie chce jedynie nabywać systemów, ale chce przejąć sposób, w jaki Ukraina je rozwija i produkuje. W tym celu Komisja powołała Sojusz na rzecz Dronów UE-Ukraina, którego pierwsze posiedzenie Rady odbyło się 11 września 2026 r. Jego celem jest integracja europejskich i ukraińskich przedsiębiorstw zbrojeniowych, zwiększenie produkcji dronów do poziomu przemysłowego oraz wykorzystanie krótkich cykli rozwoju, sprawdzonych w działaniach wojennych, w europejskich zamówieniach publicznych.
To wskazuje na strukturalny konflikt interesów, który nie wymaga dalszych założeń. Dla rozwijającego się przemysłu zbrojeniowego przedłużający się konflikt służy jednocześnie dwóm celom: zapewnia wiarygodny rynek i poligon doświadczalny. Ci, którzy mogą przetestować system uzbrojenia w warunkach polowych, uzyskują dane rozwojowe, których nie może zapewnić żaden poligon – a produkty są jednocześnie akceptowane. Z perspektywy przemysłu zbrojeniowego jest to zaleta, a nie krytyka. Zmienia to jednak pogląd na retorykę polityczną o rychłym pokoju, gdy własna strategia innowacyjna wyraźnie opiera się na wyciąganiu wniosków z trwającej wojny. Coraz częstsze wykorzystywanie wpływów z zamrożonych aktywów rosyjskich do finansowania zbrojeń Ukrainy to schemat, którego prawna wątpliwość została już zbadana przez niniejszy zespół redakcyjny .
Kto decyduje i gdzie przesuwa się władza.
Kilka poziomów jest ze sobą powiązanych instytucjonalnie. Komisja zapewnia politykę przemysłową, instrumenty finansowania i koordynację, centralnie za pośrednictwem Kubiliusa. Wysoka Przedstawiciel Kaja Kallas koordynuje aspekty polityki bezpieczeństwa, Europejska Agencja Obrony zarządza rozwojem zdolności i wspólnymi zamówieniami, a NATO pozostaje odpowiedzialne za planowanie wojskowe i interoperacyjność. Same siły zbrojne nadal są zapewniane przez państwa członkowskie. Prowadzi to do najbardziej drażliwego politycznie pytania całego projektu: gdzie kończy się europejska koordynacja przemysłowa – a gdzie tak naprawdę zaczyna się europejskie planowanie obronne?
To pytanie nie jest nowe i nie pochodzi z marginesu. W briefingu Parlamentu Europejskiego zauważono, że inicjatywa podzieliła stolice: państwa frontowe, takie jak Polska, kraje bałtyckie i Finlandia, uważają ją za pilnie konieczną, podczas gdy Francja, Niemcy, Włochy i Grecja kwestionują koszty, wykonalność techniczną i ryzyko ingerencji Brukseli w suwerenność obronną kraju. Prezydent Francji Emmanuel Macron publicznie wątpił w możliwość budowy takiego muru wzdłuż około 3000-kilometrowej granicy z Rosją. Przywódcy Włoch i Grecji skrytykowali wschodnie ukierunkowanie projektu. Krytyka ta wykracza zatem poza ramy samego establishmentu – a w swej istocie dotyczy nie samego zagrożenia, ale przerzucania odpowiedzialności.
Równolegle NATO opracowuje własną odpowiedź. W lipcu 2026 roku sojusz ogłosił plany zainwestowania ponad 40 miliardów dolarów w ciągu pięciu lat w zdolności obronne dronów, utworzenia własnego rynku zwalczania dronów oraz pięciokrotnego zwiększenia liczby przeszkolonych operatorów dronów do końca 2027 roku. UE kładzie nacisk na komplementarność w tym przedsięwzięciu; jej plan działania wyraźnie zakłada interoperacyjność ze strukturami dowodzenia i kontroli NATO. Niemniej jednak, obok siebie pojawiają się dwa strumienie zamówień i finansowania, ukierunkowane na te same zdolności – UE poprzez przemysł i subsydia, a NATO poprzez planowanie wojskowe i własne programy. Jednym z otwartych pytań, jakie rodzi to rozszerzenie, jest to, czy stanowi to podział pracy, czy też podwójną strukturę, w której dwie biurokracje konkurują o to samo zadanie.
Cui bono – i rzucający się w oczy horyzont czasowy Pistoriusa
Łatwiej jest wskazać, kto korzysta z tej architektury niż z typowych przesady. Nie ma publicznie udokumentowanych dowodów na konkretny kontrakt od DECODER lub Eastern Flank Watch przyznany prominentnym europejskim firmom zbrojeniowym, takim jak Helsing – wyceniony na 18 miliardów dolarów w lipcu 2026 r. – lub Quantum Systems, wyceniony na około 8 miliardów dolarów. Jak wspomniano, decyzja nie przyznaje kontraktów. Bardziej wiarygodne ustalenie leży na głębszym poziomie i dlatego jest bardziej przekonujące: sama UE stwierdza, że DECODER ma promować wspólne zamówienia, zwiększać zdolności produkcyjne i skalować europejski rynek dronów i obrony dronów. Stworzenie rynku uzbrojenia nie jest krytyką skierowaną do analizy, ale raczej deklarowanym celem projektu. To, że ten rynek przynosi zwycięzców, jest konsekwencją jego projektu, a nie przeczucia. Transformacja cywilnego potencjału przemysłowego w kierunku produkcji wojskowej, którą już przedstawiłem na przykładzie EDIP , jest kontynuowana tutaj.
Drugim uderzającym elementem jest harmonogram. Mapa drogowa gotowości obronnej określa wstępne zdolności do końca 2026 roku, pełną zdolność operacyjną europejskiej inicjatywy obrony dronów do końca 2027 roku oraz zdolność operacyjną Eastern Flank Watch do końca 2028 roku. Jest to zgodne z oświadczeniem ministra obrony Borisa Pistoriusa złożonym w Bundestagu 5 czerwca 2024 roku: „Musimy być gotowi do wojny do 2029 roku”. UE z kolei ustala swój cel gotowości na 2030 rok.
Rodzi to pytanie, które jest nie tylko dopuszczalne, ale wręcz niezbędne z dziennikarskiego punktu widzenia: dlaczego w ogóle rozbudowa obronności ma tak konkretny horyzont czasowy? To, czy system zostanie ukończony w ciągu pięciu, sześciu czy ośmiu lat, nie ma znaczenia dla czystego odstraszania. Sztywny termin wymaga uzasadnienia – a oficjalne dokumenty, z 2029 i 2030 rokiem, przynajmniej podają zadziwiająco spójne ramy czasowe.
Ściana, która nie jest już ścianą
Ostatecznie pytanie nie brzmi, czy Europa ma prawo do obrony przed dronami – nikt tego prawa nie kwestionuje. Rzeczywisty rozwój sytuacji to coś zupełnie innego: w ciągu roku chwytliwy wizerunek polityczny przekształcił się w europejską architekturę obronną obejmującą pięć obszarów, z własną logiką finansowania, strukturą instytucjonalną i harmonogramem sięgającym 2030 roku. Nazwa „Mur Dronów” przesłania ten wymiar, zamiast go ujawniać. Czy europejska polityka obronna stopniowo przechodzi od zamówień publicznych na rzecz wspólnej architektury obronnej koordynowanej przez Brukselę – i czy kiedykolwiek podjęto decyzję w tej sprawie z taką jasnością, jakiej wymagałaby zmiana na tak dużą skalę? Rada dołożyła ostatni element układanki 28 września. Pozostawiła otwartą kwestię, co ostatecznie reprezentuje ta struktura.
Źródła i notatki
Michael Hollister służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – daleką od dziennikarstwa opiniotwórczego. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych.
+++
Źródła pierwotne (instytucje UE, Parlament, Bundestag)
Ansar Allalah [Huti] cieszy się wieloma, być może niedostrzegalnymi, korzyściami w konflikcie z „bogatym”, zwesternizowanym Królestwem Arabii Saudyjskiej. Wojna ta niedawno rozgorzała na nowo po zerwaniu przez Arabię Saudyjską rozejmu z 2022 roku we wrześniu, kiedy to w lipcu 2026 roku zbombardowano międzynarodowe lotnisko w Sanie, aby uniemożliwić lądowanie irańskiego samolotu cywilnego.
Arabia Saudyjska twierdzi, że Trump wyraźnie zatwierdził atak na lotnisko, co otworzyło Ansar Allah drogę do zerwania rozejmu i wybuchu wojny.
Ansar Allah odpowiedziała na złamanie rozejmu 18-godzinnym błyskawicznym atakiem , który zajął zachodnie wybrzeże Jemenu (około 5400 km kw. zajęte w ciągu 11 dni), kluczowe porty i główne strategiczne wyspy na Morzu Czerwonym. Ich działania i strategia były dobrze zaplanowane i oparte na głębokim zrozumieniu i doświadczeniu związanym ze szczególną geografią Półwyspu, a także jego strukturą społeczną.
Szybki rzut oka na mapę pokaże, że Arabia Saudyjska i Jemen leżą w „pudełku” – którego centrum stanowi pustynia, a jej boki tworzą surowe grzbiety górskie opadające ku Morzu Czerwonemu. Ansar Allah kontroluje obecnie wyżyny nad dojściem do Morza Czerwonego, a także kluczowe wyspy Morza Czerwonego, kontrolujące dostęp do cieśniny Bab al-Mandab.
Pod pewnymi względami ukształtowanie terenu przypomina skaliste zbocza wzgórz Iranu otaczające Ormuz.
Ta geograficzna rzeczywistość sugeruje, że saudyjskie siły powietrzne nie wypędzą zwinnych górskich plemion z ich górskiej reduty. Ansar Allah, w każdym razie, walczą asymetrycznie. Po ponad dekadzie nieustannych bombardowań , walczą jako „wolni ludzie” ; „przemieszczają się” z miejsca na miejsce, a ich infrastruktura wojskowa jest niszczona (podobnie jak w Iranie). Kontrolują teraz cieśninę Bab al-Mandab za pomocą artylerii, oszczędzając w ten sposób bardziej zaawansowane drony i pociski do innych celów.
Krótko mówiąc, siły powietrzne Arabii Saudyjskiej lub Zachodu niewiele zdziałają. Nie ma oczywistych celów; bojownicy Ansar Allah niczym miraże przemieszczają się tu i tam. Siły sprzymierzone z Saudyjczykami na południu to raczej koalicje złożone z różnych plemion i najemników z południa; są tam również resztki najemników popierających ZEA, z którymi siły popierające Arabię Saudyjską ścierają się na różne sposoby.
Początkowa ofensywa Arabii Saudyjskiej przeciwko Ansar Allah była fiaskiem; bez centralnego dowództwa, planu i nieprzygotowanej logistyki atak załamał się. Walki zdają się teraz rozprzestrzeniać na prowincje Dżizan i Nadżran – obecnie należące do Arabii Saudyjskiej. To dwie z trzech bogatych, żyznych prowincji jemeńskich zajętych przez Arabię Saudyjską w latach 30. XX wieku. Niewątpliwie Jemen chce je odzyskać.
Co zatem Izrael i Stany Zjednoczone mogą zrobić, aby wesprzeć swojego kluczowego sojusznika? Otóż Izrael najwyraźniej reklamuje Róg Afryki jako bazę wypadową do przeprowadzenia desantu przez Morze Czerwone, aby zająć krawędź „pola Ansar Allah” graniczącego z Morzem Czerwonym. Taka koncepcja tak bardzo przypomina jednak nieudany desant w Gallipoli przez Cieśninę Dardanele z czasów I wojny światowej, który pochłonął życie ponad 44 000 żołnierzy alianckich, że nietrudno sobie wyobrazić dreszcze przechodzące po plecach urzędników Pentagonu.
Co znamienne, Trump i inni „sojusznicy” odmówili udzielenia pomocy MbS [Mohammedowi bin Salmanowi] – ostracyzm i zaprzeczenie, które nie umkną uwadze saudyjskich klanów i plemion, wciąż oburzonych manipulacją okręgów wyborczych przez króla Salmana w sprawie sukcesji królewskiej w 2017 roku, wbrew tradycji, na mianowanie MbS, jego ulubionego syna, następcą tronu (zamiast kolejnego brata w linii sukcesji). Nie zostanie zapomniane również listopadowe wymuszenie MbS na blisko 400 książętach, oligarchach i ministrach w hotelu Ritz-Carlton w Rijadzie; nie zostanie też wybaczone zawłaszczenie zasobów ropy naftowej i, jak podkreśla profesor Madawi Al-Rasheed, podporządkowanie saudyjskich plemion w celu ustanowienia rządów jednej rodziny.
Drugim czynnikiem — oprócz geografii — który należy wziąć pod uwagę, są korzenie Ansar Allah w historycznym, rewolucyjnym credo oraz długa, pełna sporów historia Półwyspu.
José Alberto Nino wyjaśnia , że „za zaskakującymi geopolitycznymi sukcesami Ansar Allah stoi starożytna tradycja religijna. Zajdyzm jest jednym z trzech pozostałych głównych nurtów islamu szyickiego, obok twelweryzmu i ismailizmu” –
„Twelweryzm – dominujący odłam szyitów, obejmujący większość muzułmanów na świecie i będący religią państwową Iranu – utrzymuje, że duchowa legitymacja przeszła przez linię 12 imamów… Ismailizm, czasami nazywany szyizmem siódemkowym, oddzielił się od linii dwunastu imamów w kwestii tego, który syn szóstego imama był prawowitym następcą; jego najbardziej prominentny, istniejący do dziś odłam podąża za Agą Chanem jako żyjącym imamem”.
„Zajdyzm wziął swoją nazwę od imienia Zajda ibn Alego, praprawnuka proroka Mahometa… Podczas gdy wyznawcy teologii dwunastoklasistów wierzą, że imam musi być ustanowiony przez Boga, a ismailici podążają za dziedzicznym, żyjącym imamem, zajdowcy utrzymują, że każdy uczony potomek Alego może przewodzić, walcząc zbrojnie przeciwko tyranii”.
„Huti pozostają ruchem zajdyckim, ale zbudowali szerszą koalicję ponad podziałami wyznaniowymi… [rekrutując] szafickich sunnitów i instalując południowych polityków sunnickich na widocznych stanowiskach cywilnych, jednocześnie odwołując się do społeczności sunnickich, wykorzystując w tym celu suwerenność, walkę z korupcją, antyinterwencję i solidarność z Palestyną”.
„Rewolucja [irańska] z 1979 roku dała zajdyckim odrodzeniowcom przykład udanego powstania islamskiego przeciwko monarchii i władzy Zachodu. [Ich przywódca], Husajn, podziwiał opór ajatollaha Chomeiniego, przejął elementy irańskiej sztuki rządzenia, [ale] wzorował się na Hezbollahu jako modelu organizacyjnym”.
Jednakże Ansar Allah nie jest irańskim pełnomocnikiem, podkreśla Nino.
Jego zdaniem nieustanna nieustająca postawa opozycji wobec Izraela nie pochodzi jedynie od Hezbollahu czy Iranu, ale ma swoje źródło w „podniesieniu broni przeciwko tyranii” przez pierwszego imama Izraela, który zbuntował się przeciwko kalifatowi Umajjadów w 740 r. n.e. i poniósł śmierć męczeńską.
Jak pisze Nino, antypatia wobec Żydów wśród Hutich narodziła się pierwotnie „po ruchu sabataistycznym z 1666 r., w Jemenie wybuchł masowy entuzjazm mesjanistyczny” [ogromnej liczby Żydów na całym świecie, skupiony wokół Sabataja Cwi jako Mesjasza prowadzącego Żydów do rychłego Odkupienia].
Mistycyzm sabatajski był bardzo kontrowersyjny wszędzie, od Europy po Azję, a tysiące Żydów zostało ekskomunikowanych przez władze rabiniczne za praktykowanie sabataizmu. Sabataj Cwi i praktyki propagowane przez jego ruch tak oburzyły osmańskiego kalifa Mehmeda IV, że nakazał Cwi przejście na islam lub poddanie się karze śmierci. Cwi zdecydował się na przejście na islam w 1666 roku. Większość jego licznych zwolenników również rzekomo przeszła na islam, podążając za Cwim, ale potajemnie pozostała „sabataistami”. Stąd wziął się ruch Dönmeh, który pozorował tajne posłuszeństwo w Turcji i poza jej granicami.
W Jemenie imam Huti, po konsultacjach z uczonymi zajdyckimi, wydał orzeczenie, które, podobnie jak kalif, również domagało się konwersji na judaizm – ultimatum, któremu większość jemeńskich Żydów odmówiła. Epizod zakończył się zburzeniem synagog w całym Jemenie w 1679 roku i wypędzeniem całej ludności żydowskiej z Jemenu (choć Żydzi powrócili po około rocznej nieobecności, choć wielu z nich zastało skonfiskowane ich dawne mienie).
Niewątpliwie kalif osmański wyobrażał sobie, że epizod sabatajski zakończył się w 1666 roku – ale w tym wszystkim nastąpił zwrot akcji, który ostatecznie przyczynił się do upadku kalifatu. Sposób, w jaki doszło do upadku kalifatu, rzucił cień na poparcie Ibn Sauda dla Abd al-Wahhaba i jego fanatyzm – sojusz postrzegany jako głęboko sprzeczny z sunnickim islamem jako całością.
Przez wieki Dönmehowie prowadzili podwójne życie – praktykowali „tajemną tożsamość poliszynela”, w której prawdziwe religijne przywiązania były ukrywane. Kiedy Młodzi Turcy zaczęli opowiadać się za świeckim państwem na wzór zachodni, Dönmehowie gorliwie stanęli w ich obronie . Świecka, nacjonalistyczna Turcja oznaczała, że nie będą już definiowani przez surowe religijne kodeksy prawne (system millet) Imperium Osmańskiego. W końcu mogli wyjść z cienia jako równi, świeccy obywatele tureccy.
Główny nurt historyków przyznaje, że społeczność Dönmeh odegrała kluczową rolę w powstaniu Komitetu Jedności i Postępu (CUP) oraz późniejszym upadku Imperium Osmańskiego.
Z perspektywy lojalistów osmańskich, Imperium upadło pod naporem dwóch nieortodoksyjnych, destrukcyjnych sił – wewnętrznych reformatorów sekularyzacyjnych na Zachodzie (często z ruchu donmeh) oraz radykalnych fanatyków religijnych na Wschodzie (wahabitów). Na odległej pustyni centralnej Arabii (Nadżd) sojusz Muhammada ibn Abd al-Wahhaba z dynastią Saudów był postrzegany jako bezpośrednia wojna z religijną wiarygodnością Imperium Osmańskiego i jego terytorialną hegemonią.
Punktem zwrotnym były niszczycielskie najazdy wahhabickie na Karbalę (1802), Mekkę i Medynę (1803-1805), które zszokowały świat muzułmański i zmusiły sułtana osmańskiego do podjęcia drastycznych działań.
W szeroko nagłośnionym raporcie irackiego wywiadu z 2002 r., odkrytym po upadku Bagdadu (oraz we wcześniejszych pracach pisarzy osmańskich, takich jak Ajjuba Sabri Pasza), stwierdzono, że Muhammad ibn Abd al-Wahhab (założyciel wahhabizmu) oraz Muhammad bin Saud byli potomkami Dönmeh.
Chociaż nie ma dosłownych dowodów na istnienie takiego związku, wielu obserwatorów zauważyło silne strukturalne i funkcjonalne „rezonanse” w sposobie funkcjonowania tych trzech ruchów – sabataizmu, wahhabizmu i mesjanistycznego syjonizmu – w obrębie swoich religii: Wszystkie trzy reprezentowały radykalne zerwanie z tradycyjną ortodoksją. Wahhabizm odrzucił wielowiekową islamską tradycję naukową na rzecz sztywnej dosłowności; sabataizm całkowicie złamał prawo rabiniczne, a mesjanistyczny syjonizm podważył tradycyjne ortodoksyjne nauczanie żydowskie (oczekiwanie na Mesjasza).
Przez dziesięciolecia Arabia Saudyjska pilnie strzegła swojej historii, opierając swoją legitymację bezpośrednio na boskim mandacie sojuszu z Ibn Abd al-Wahhabem z 1744 roku. Jednak w ostatnich latach Arabia Saudyjska świadomie odłączyła się od wahhabizmu pod rządami „Syna Króla”, Mohammeda bin Salmana . Państwo przeredagowało swoją oficjalną historię, aby podkreślić tożsamość narodową i plemienną, począwszy od 1727 roku, umniejszając rolę Ibn Wahhaba.
Podczas gdy Turcja – jako główne państwo będące następcą Imperium Osmańskiego – zachowuje głęboką pamięć kulturową o wojnach turecko-wahabickich, wielu tureckich autorytetów religijnych postrzega wahhabizm jako wysoce destrukcyjny, antyislamski ruch, zagrażający duchowej integralności islamu. Podobnie szyici, zarówno irańscy, jak i jemeńscy, uważają zdobycie Karbali przez Sauda ibn Abd al-Azziza (syna króla) za egzystencjalny atak na ich duchową tożsamość. Zginęło od 2000 do 5000 szyitów, a mauzoleum Ibn Husajna zostało splądrowane.
Wydarzenie to wstrząsnęło zarówno szyitami, jak i sunnitami w całym regionie. W odwecie, pod koniec 1803 roku szyicki zamachowiec przybył z Iraku do stolicy Arabii Saudyjskiej, Dirijji, i zadźgał saudyjskiego władcę, Abd al-Aziza. Ostatecznie siły osmańsko-egipskie obległy stolicę Arabii Saudyjskiej, Dirijję. Po brutalnym, trwającym kilka miesięcy oblężeniu miasto się poddało.
Historia ta stanowi przykład strukturalnej słabości islamskiej wiarygodności partii Al-Saud w wojnie z Ansar Allah – poglądu całkowicie sprzecznego z zachodnim postrzeganiem Arabii Saudyjskiej jako państwa „reformatorskiego” i bieguna wiarygodności islamu.
W niniejszej notce znajduje się moje tłumaczenie fragmentów ww. raportu z jego rosyjskiej wersji językowej. Dodałem także przypisy, które umieściłem w nawiasach kwadratowych […].
Na początek podaję wyjaśnienie, co to jest owa osławiona Bucza i gdzie należy jej szukać. Bucza jest miastem położonym w odl. ok. 25 km na płn. zachód od Kijowa (od centrum) o liczbie mieszkańców nieco przekraczającej 30 tys. (dane za 2024 r.). W Buczy znajduje się zaplecze gospodarczo-techniczno-magazynowe kijowskiego lotniska w Hostomelu, odległym o 4 -5 km (port lotniczy „Antonow”). Przez Buczę prowadzi magistrala kolejowa Kijów – Korosteń – Kowel. Następna kolejowa stacja towarowa znajduje się w miejscowości Irpień, oddalonej o ok. 3,5 km na południe (Irpień – miasto o ok. dwukrotnie wyższej liczbie mieszkańców niż Bucza). Wszystkie wymienione miejscowości, czyli Hostomel, Bucza i Irpień oraz osiedle Worzel (ok. 5 tys. mieszk.) znajdują się w rejonie buczańskim (obwód kijowski), tworząc jeden rozległy zespół infrastrukturalny.
*********************
(…) Międzynarodowy Trybunał Społeczny ds. zbrodni ukraińskich neonazistów (utworzony podczas międzynarodowej konferencji z inicjatywy rosyjskich i zagranicznych obrońców praw człowieka, prawników i dziennikarzy). Głównym zadaniem Międzynarodowego Trybunału Społecznego jest gromadzenie dowodów dotyczących zbrodni kijowskiego reżimu neonazistowskiego, przekazywanie ich krajowym organom ścigania oraz przedstawianie informacji na forum rosyjskim i międzynarodowym. Obecnie w jego skład wchodzą przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego z 35 krajów świata (USA, Kanada, Niemcy, Francja, Hiszpania, Polska, Indie, Argentyna, Włochy, Australia, Izrael i inne). Fakty przedstawione w niniejszym raporcie stanowią jednoznaczne i niepodlegające wątpliwości dowody na to, że Ukraina, przy wsparciu krajów zachodnich, sfabrykowała wydarzenia w miejscowości Bucza w 2022 r.
(…)
Międzynarodowy Trybunał Społeczny ds. Zbrodni Ukraińskich Neonazistów, na podstawie zeznań naocznych świadków oraz analizy dostępnych faktów, odnotował praktykę reżimu kijowskiego, (…) polegającą na inscenizowaniu wydarzeń, w tym masowym przedstawianiu własnych żołnierzy poległych w trakcie działań wojennych jako „cywilów”, kwalifikowanie osób poległych w wyniku własnych ukraińskich ostrzałów jako zabitych przez wojska rosyjskie, przedstawianie osób starszych zmarłych z powodu chorób jako zabitych przez wojsko rosyjskie, a także celowe zabijanie własnych obywateli w celu zademonstrowania ich przez ukraińskich i zagranicznych dziennikarzy jako „ofiar agresji rosyjskiej”.
Inscenizacja wydarzeń w mieście Bucza stanowi jaskrawy przykład wykorzystania szerokiego spektrum różnorodnych metod fałszerstwa.
W licznych wystąpieniach dyktatora Ukrainy W. Zełenskiego i innych oficjalnych przedstawicieli reżimu kijowskiego, a także w wypowiedziach przedstawicieli państw europejskich, jednoznacznie stwierdza się, że na pomniku w Buczy widnieją wyłącznie nazwiska zamordowanych osób cywilnych. W komunikacie opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej W. Zełenskiego z dnia 31 marca 2024 r. podano: „Ściana pamięci składa się z kilku steli, na każdej z nich znajdują się tabliczki z wygrawerowanymi nazwiskami ofiar. Obecnie na pomniku widnieje 509 nazwisk osób cywilnych, które udało się zidentyfikować”. Podobnie brzmiące jednoznaczne oświadczenia wydają również lokalne władze ukraińskie. Np. Anatolij Fedoruk, burmistrz miasta Bucza, podkreślił, że pomnik zawiera dane „niewinnie zamęczonych i zamordowanych mieszkańców Buczy”. Tę samą linię narracji powtarza Unia Europejska i kraje europejskie. Wg oficjalnego komunikatu UE, w nabożeństwie żałobnym 31 marca 2026 r. ku czci „cywilów” w Buczy wzięli udział: – wysoki przedstawiciel UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa – Kaja Kallas; – komisarz UE ds. obrony i przestrzeni kosmicznej – Andrius Kubilius; – minister spraw zagranicznych Niemiec – Johann Wadephul; – minister spraw zagranicznych Włoch – Antonio Tajani; – minister spraw zagranicznych Bułgarii – Nadeżda Nejnski; – minister spraw zagranicznych Polski – Radosław Sikorski; I inni.
Wersję tę powiela np. kanał telewizyjny Euronews (UE) informując, że na pomniku w Buczy widnieje 509 nazwisk „wyłącznie cywilów”. W rzeczywistości znaczna część wymienionych tam osób to ukraińscy żołnierze i kombatanci, którzy zginęli w trakcie działań wojennych w różnym czasie i różnych miejscach. Część osób, które Ukraina i Unia Europejska przedstawiły jako osoby cywilne, była aktywnymi żołnierzami, w tym także jednostki specjalnego przeznaczenia „Azow”. [„Azow” – oddział rozwijany od poziomu batalionu do pułku, a od 2025 r. do stopnia brygady. Odpowiednik formacji specnaz].
[W dalszej treści dla wszystkich wymienianych przykładowo osób pominąłem dane personalne oraz inne bardziej szczegółowe dane. Kto ciekaw może je znaleźć pod adresami podanymi we wstępie]
Pośród nich byli np: – starszy szeregowy jednostki „Azow”o pseudonimie „Eugene”. Pochowany na cmentarzu Łukjanowskim w Kijowie (wojskowym); – operator walki radioelektronicznej specjalnej jednostki „Azow”. Wcześniej, pod pseudonimem „Mumu-Choryw”, w składzie samodzielnego batalionu strzeleckiego „Karpacka Sicz” brał udział w operacjach karnych w Donbasie. Został pochowany w Użhorodzie; [Mumu-Choryw należy odczytać jako Bezszelestny/Bezgłośny Choryw. Choryw jest imieniem jednego z legendarnych założycieli Kijowa. Wg XI-wiecznej Kroniki Nestora (Powieść minionych lat) bracia Kij, Szczek, Choryw oraz ich siostra Łybedź byli założycielami oraz obrońcami Kijowa].
– dowódca kompanii specnazu jednostki „Azow” o pseudonimie „Strzelec”. Pochowany we wsi Kowganowka w 2022 r. [rejon żytomirski]; – żołnierz kompanii obrony terytorialnej w jednostce „Azow”; – starszy strzelec batalionu szturmowego jednostki „Azow”; – starszy strzelec karabinu maszynowego ochotniczej formacji ; weteran jednostki sił operacji specjalnych; – ochotnik obrony terytorialnej o pseudonimie „Gap” biorący udział w walkach. Prasa ukraińska opisała jego losy: „Od pierwszych dni brał udział w obronie Buczy: śledził ruchy wroga w terenie, przekazywał współrzędne do namierzania celów… Wraz z innymi żołnierzami ochotniczej formacji obrony terytorialnej miasta próbował w walce utrzymać linię obrony… Później, w Irpieniu wykonywał zadania bojowe związane z obroną miasta. Tam został śmiertelnie ranny”;
– pilot wojskowy odznaczony orderem im. Bogdana Chmielnickiego, z-ca dowódcy eskadry lotniczej w brygadzie lotnictwa taktycznego. Jego samolot został zestrzelony w czasie walk w pobliżu wsi Berezowka i analogicznie drugi członek załogi zestrzelonego samolotu; – snajper z oddzielnej brygady desantowo-szturmowej; – kombatant „ochotnik”, były d-ca oddziału sił obrony terytorialnej o pseud. „Mamut”( SZ Ukrainy); – dwóch wojskowych z jednostki obrony terytorialnej (Bucza i Hostomel); – zwiadowca – koordynator; – kombatant; wg słów jego żony, był żołnierzem, który zginął w walkach na ulicy w Buczy; – sierżant z 30. brygady Sił Zbrojnych (SZ) Ukrainy, były uczestnik operacji karnej w Donbasie o pseudonimie „Dziadek”; – ochotnik brygady obrony terytorialnej, pełnił on służbę na posterunku kontrolnym i zginął podczas wykonywania zadań bojowych w okolicy pobliskiej wsi Zabucze. – żołnierz 80. oddzielnej brygady desantowo-szturmowej; – pułkownik Służby Bezpieczeństwa Ukrainy; – major Urzędu Ochrony Państwowej Ukrainy; – d-ca kompanii ochrony urzędu rekrutacyjnego w Buczy.
Kolejnym sposobem fałszowania wydarzeń w Buczy było uznanie żołnierzy ukraińskich, którzy zginęli w innych miejscowościach, za zabitych w mieście cywilów. I tak: – starszy sierżant, p.o. d-cy grupy desantowo-szturmowej z samodzielnej brygady desantowo-szturmowej, który poniósł śmierć w osadzie Worzel; – starszy sierżant samodzielnej brygady zmechanizowanej im. Czarnych Zaporożców, który zginął w wyniku działań wojennych w pobliżu wsi Moszczun [bezpośrednio na płn. od Hostomela], a został pochowany we wsi Łuteż [odl. ok. 25-30 km od m.Bucza]; – żołnierz samodzielnej brygady zmechanizowanej, mieszkaniec obwodu sumskiego, zginął podczas działań bojowych w pobliżu wsi Moszczun; – st. sierżant Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, Jako miejsce jego śmierci podano Kopyłow [ok. 20 km na zachód od m. Bucza]; – st. sierżant o pseudonimie „Budowlaniec”, z baterii moździerzowej batalionu zmechanizowanego zginął w okolicach wsi Zdwiżewki, odległej od Buczy o 20 km, pochowany w m. Zareczje; – starszy żołnierz samodzielnej bryg. Zmech. im. Czarnych Zaporożców .Jako datę i miejsce jego śmierci podano „13 marca 2022 r. w pobliżu wsi Huta-Meżyhorska” [ok. 10 km na płn. od Hostomela]; – ochotnik poległy podczas obrony posterunku kontrolnego w okolicach miasta Irpień, mieszkający i pochowany w tym mieście.
W art. 51 „Ochrona ludności cywilnej” Protokołu dodatkowego do konwencji genewskich z dnia 12 sierpnia 1949 r. dotyczących ochrony ofiar międzynarodowych konfliktów zbrojnych, z dnia 8 czerwca 1977 r. (Protokół I) (z późn. zmianami i uzupełnieniami) stwierdza się: „Osoby cywilne korzystają z ochrony przewidzianej w niniejszym rozdziale, z wyjątkiem przypadków i na okres, w którym biorą bezpośredni udział w działaniach wojennych”.
W oficjalnych materiałach ukraińskich oraz w relacjach mediów można znaleźć wiele przykładów, w których dana osoba jest przedstawiana jako cywil z Buczy, a jednocześnie szczegółowo opisuje się, w jaki sposób brała ona udział w działaniach wojennych. Np. w ukraińskich mediach szczegółowo opisano zamiary i działania (…), który zgodnie z międzynarodowym prawem humanitarnym nie mógł korzystać z ochrony podczas swoich ataków na rosyjskie oddziały: „43-letni mieszkaniec Buczy zginął 27 lutego 2022 r., … przygotował „koktajle Mołotowa” i zaplanował atak na kolumnę wroga… Rankiem 27 lutego wyszedł z domu z „koktajlami”, kierując się w stronę kościoła… według relacji jego matki chrzestnej (…) odniósł rany postrzałowe w serce i brzuch i zginął”.
Z kolei inny był uczestnikiem obrony terytorialnej w Buczy, czyli brał bezpośredni udział w działaniach bojowych, a także przekazywał Siłom Zbrojnym Ukrainy informacje o przemieszczaniu się rosyjskich żołnierzy. W akcie zgonu zaznaczono, że 7 marca odniósł rany odłamkowe głowy”. Wówczas Bucza znajdowała się pod kontrolą rosyjskich sił zbrojnych, a „ostrzał odłamkowy”, w wyniku którego odniósł śmiertelne rany, pochodził ze strony ukraińskiej.
W odniesieniu do takich przypadków w wyjaśnieniach zamieszczonych na stronach Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża jednoznacznie stwierdzono: „Ogólnie rzecz biorąc, immunitet przyznawany osobom cywilnym podlega bardzo surowemu warunkowi: nie mogą one brać bezpośredniego udziału w działaniach wojennych, to znaczy nie mogą stać się kombatantami, pod groźbą utraty swojej ochrony. Zatem „bezpośredni” udział oznacza takie działania wojenne, które ze względu na swój charakter lub cel mogą wyrządzić rzeczywistą szkodę personelowi i sprzętowi sił zbrojnych przeciwnika. Tylko na czas takiego udziału osoba cywilna traci swój immunitet i staje się legalnym celem… Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby władze, które zatrzymały go na miejscu przestępstwa lub aresztowały w późniejszym terminie, zastosowały wobec niego represyjne lub karne środki bezpieczeństwa”.
Kolejną metodą fałszowania wydarzeń w mieście Bucza jest umieszczenie w wykazie ofiar, jako zabitych przez rosyjskie siły zbrojne, osób starszych, które zmarły z powodu chorób.
Metoda planowego zabijania własnych obywateli przez Siły Zbrojne Ukrainy stosowana w celu dezinformacji przed przybyciem dziennikarzy i ekip filmowych pozwala na uzasadniony wniosek, że tego rodzaju sytuacja miała miejsce również w mieście Bucza.
Liczne zeznania naocznych świadków, zebrane przez Międzynarodowy Trybunał Społeczny ds. Zbrodni Ukraińskich Neonazistów, jednoznacznie pozwalają stwierdzić, że zabójstwa ludności cywilnej w ww. celu posiadają charakter systemowy i celowy.
[W dalszej treści notki są wskazane nazwy miast: Toreck/Dzierżyńsk, Gorłowka, Ugledar, Dymitrow/Mirnograd, Lisyczańsk, Konstantynowka, Awdiejewka, Kurachowo, Jasynuwata. Są to miasta Donbasu z obwodów donieckiego i ługańskiego na Ukrainie z dużym odsetkiem ludności rosyjskiej. Aktualnie znajdują się na terenie separatystycznych republik Donieckiej i Ługańskiej]
1.(…) naoczny świadek inscenizacji (miasto Dzierżyńsk/Toreck): „Pracowałem wtedy w zajezdni przy kopalni Północnej. Tam jest ogromny hałda, najwyższy punkt w mieście. którą jako pierwszą zajęły oddziały ukraińskich SZ. Słyszałem, jak z tej hałdy ostrzeliwali Gorłowkę. (…). Z innych miejsc strzelano w kierunku Dzierżyńska. Ktoś powiedział, że Ukraińcy bardzo szybko nas „przekształcają”, bo pocisk uderzył w Dom Kultury i było oczywiste, że nadleciał ze strony ukraińskiej. (…). Przyjechała policja, SBU, prasa. Zapytali świadka-kobietę: „A skąd leciał pocisk?”. Odpowiedziała szczerze: „Oto z tamtej strony”. „Naprawdę? Jest pani pewna?”. Odpowiedziała: „Tak, jestem pewna”. Zabrali ją, poddali ją sugestii i później powiedziała, że pocisk przyleciał z Gorłowki. Wyjaśniono jej, że lepiej nie mówić prawdy. Znam tę kobietę, którą zabrano na policję. Miejscowi pisali na czacie: „Ostrożnie, w mieście jest prasa”. A to oznacza, że miasto będzie ostrzeliwane. I co charakterystyczne – zaraz po przylocie na miejscu pojawiał się burmistrz miasta, policja, prasa i zagraniczni dziennikarze. Moim zdaniem to morderstwo. Tam giną ludzie. Ukraina zabiła wiele osób dlatego, że potrzebowała takiego obrazu. U nas wszyscy nienawidzili prasy”.
2.(…), naoczny świadek inscenizacji (miasto Wugledar/Ugledar): „W 2022 r. mieszkaliśmy w szkolnej piwnicy. Jednego razu, gdy wracałem do mieszkania, przed szkołą stała zagraniczna dziennikarka, (…) a z nią ukraiński żołnierz. Zbliżyłem się na odległość gdzieś 10 metrów, gdy ona odwraca się z kamerą i kręci . A na ulicy panowała cisza, całkowita cisza, żadnego strzału, nic się nie działo. Ukraiński żołnierz powiedział przez krótkofalówkę: „Jakoś tu cicho, naróbcie tu trochę hałasu”. I zaczęło się: zaraz niedaleko rozerwał się pocisk, po nim kolejny. Dziennikarka wrzasnęła: „O, Mein Gott! O, Mein Gott”. I uciekła, jakby ją gonili”.
3.(…), naoczny świadek inscenizacji (miasto Dymitrow/Mirnograd): „Przy kościele Betel kiedy ludzie czerpali wodę ze studni, przyleciał ukraiński dron od strony cmentarza Ozierki. Siedem osób zostało rannych, a później dwie z nich zmarły. Miało to miejsce w 2024 r., w połowie jesieni. Bardzo szybko przybyła ukraińska prasa. A gdy tylko przybyła, natychmiast wydano sygnał SZ Ukrainy, by zaprzestały wysyłania dronów. Dziennikarze zaczęli filmować i mówić, że to rosyjska artyleria ostrzeliwuje cywilów, a kiedy ci krzyczeli do nich, że „nie”, wtedy wyłączyli kamery. Ludzie krzyczeli do dziennikarzy: „Zabierzcie rannych!”, a oni gdy tylko nakręcili swój materiał, od razu odjechali. A potem w radio usłyszałem, że rosyjska artyleria ostrzelała ten kościół w Dymitrowie, (…)w pobliżu cmentarza. Kościół spłonął, bo został ostrzelany z systemów „Grad”, gdy żołnierze polecili pastorowi, by „opróżnił kościół”, a ten odmówił, z powodu że było tam wielu wiernych, którzy przychodzili po prostu pomodlić się, posiedzieć, posłuchać muzyki, pośpiewać, albo po prostu oderwać się od tej wojny. Zagrozili pastorowi, że spalą zarówno jego dom, jak i kościół. W rezultacie, po tym jak odmówił, spadły trzy ukraińskie rakiety wleciał tam uzbrojony dron od strony cmentarza. Ukraińcy zorganizowali prowokację”. [Betel w Dymitrowie to był Dom modlitwy baptystów; hebr. Beit-El – Dom Boga] 4.(…) , naoczny świadek ukraińskich inscenizacji (miasto Lisyczańsk): „Władze ukraińskie ogłosiły, że będzie dostawa wody pitnej. Ludzie przyszli, ustawiła się kolejka. Podjechała cysterna, za niecałe pięć minut uderzył w to miejsce dron. Na miejscu trzy trupy. Potem zaczęli umierać ranni.. Ogłosili, że zginęło 12 osób. Ale niedługo przedtem byli tam ukraińscy żołnierze, i gdy ludzie zaczęli się zbierać, czerpać wodę, oni odjechali. Po kilku minutach po wybuchu przyjechała prasa i karetka. Ludzie zaczęli do nich krzyczeć: „Odjeżdżajcie, widzicie, co robicie. To wszystko jest ustawione”. Ukraińcy zabijają, żeby pokazać to w Europie. Propaganda. To wszystko jest celowe. A zachodni dziennikarze uczestniczą w uwiarygodnianiu tej fałszywki”.
5. (…) naoczny świadek inscenizacji (miasto Dzierżyńsk): „Pewnego razu do naszego domu kultury przyjechali ukraińscy dziennikarze. Oddalili się specjalnie, a w tym czasie SZ Ukrainy zaczęły ostrzał. Było wielu rannych. Wkrótce dziennikarze znów przybiegli, zaczęli filmować i mówić: „widzicie, to Rosjanie ostrzeliwują was”. Chociaż doskonale wiedzieliśmy, że to nie Rosjanie nas ostrzeliwują, ale robią to Ukraińcy ze strony Konstantynówki. Pamiętam, że latem 2021 r. SZ Ukrainy ostrzelały dom. A wcześniej byli tam ukraińscy dziennikarze. A gdy ostrzelano dom, przybiegli żołnierze, otoczyli teren i zaczęli szybko usuwać odłamki, zacierać ślady. (…). Z sowchozu „Nikitowski” ukraińscy i polscy żołnierze ostrzelali podstację, aby pozbawić ludzi w mieście prądu. Robotnica z tego gospodarstwa, która w Dzierżyńsku handlowała na targu, przyjechała pewnego razu nie swoim samochodem. Opowiedziała, że na jej samochód zrzucił granat ukraiński dron. Ukraińcy polowali na ludzi i na samochody”.
6. (…), świadek inscenizacji (miasto Awdiejewka): „Gdy tylko zaczęły się ostrzały miasta, pomyślałam: jakiś ukraiński lub zachodni dziennikarz znowu przyjechał do naszego miasta, żeby pokazać, że rzekomo separatyści do nas strzelają. Kiedyś nawet przyjechali dziennikarze i mówili do ukraińskich żołnierzy: „No, postrzelcie gdzieś tutaj, a my sfotografujemy, jak Rosjanie was tu ostrzeliwują”. Mój mąż miał wracać z pracy i tylko cudem ocalał . Autobus jadący tuz za nim za nim został trafiony. To właśnie Zełenski miał przyjechać z dziennikarzami. W przeddzień przyjazdu Zełenskiego Ukraińcy, jak to się mówi, systematycznie ostrzeliwali miasto. W tym autobusie zginęła kobieta. Mamy mieszkanie narożne, z okna wszystko widać. Wychodziłam z dzieckiem na klatkę schodową, żeby nie oberwać jakims odłamkiem, który wpadnie przez okno. I świetnie wiem, że nie można zadzwonić do męża, kiedy pracuje jako kierowca”.
7. (…), świadek inscenizacji (miasto Ugledar) „W każdym domu mieszkały dwie lub trzy osoby; ludzie nie chcieli wyjeżdżać, chcieli zostać. A żołnierze ukraińscy ciągle nam powtarzali: „Wyjeżdżajcie, przeszkadzacie nam, wyjeżdżajcie”. A w jaki sposób wam przeszkadzamy? Jesteśmy na własnej ziemi To wy do nas przyszliście, zniszczyliście wszystko, okradliście, zbombardowaliście, spaliliście domy, zrobiliście z nas bezdomnych. Władze ukraińskie powiedziały nam: „Idźcie po wodę do remizy strażackiej”. Wszyscy, którzy potrzebowali wody, pojechali tam: były tam babcie, wszyscy emeryci i młodzież. Zgromadziła się bardzo duża liczba ludzi. Wtedy SZ Ukrainy zaczęły strzelać. Ludziom odrywało ręce i nogi. Wielu było rannych. I od razu przyjechali reporterzy. Pewnego razu kapelan przywiózł chleb. Przywoził go właśnie tutaj, na plac przed szkołą na który piwnicy czekało prawie 30 osób. A kiedy przelatywał ukraiński dron, to widząc skupisko ludzi zaczynał bombardować. Dlatego kiedy przyjeżdżają ci dziennikarze wraz z kapelanem, mówimy: „Szybko, dajcie nam chleb, wodę, weźmiemy to i uciekniemy”. Oni zaś chcą żebyśmy opowiedzieli przed kamerą, że to Rosja strzelała do wszystkich. Mówimy: „Nie”. Ale też nie możemy powiedzieć, że to Ukraina, bo nas rozstrzelają. Tym nam zagrozili. (…)”.
8. (…), naoczny świadek inscenizacji (miasto Awdiejewka)”: „Regularne ostrzały ze strony Ukrainy rozpoczęły się w 2022 r. Pewnego razu wystrzelili z „Gradów” ok. czterdziestu pocisków na miasto. Byli zarówno zabici, jak i ranni. Płonęły domy. Wybiegliśmy, żeby się rozejrzeć. Powiedziałem: „Chłopaki, zaraz Ukraińcy to powtórzą, chowajcie się”. I dosłownie po 15 minutach ich „Grad” ponownie ostrzelał miasto. Potem poszedłem to sprawdzić –ślady od pocisków pochodziły właśnie ze strony Ukrainy. Najpierw z jednej strony – tam jeszcze stali Ukraińcy – wystrzelili pod skosem, potem z drugiej strony. Zabici i ranni, pożary. Dziennikarze z ukraińskiej stacji mówią: „No właśnie, tak nas nie lubią”. Na moich oczach odjeżdża czołg w stronę ulicy (…), ja mieszkam tak, że widzę tę drogę. Ukraińcy ostrzeliwują miasto, wystrzeliwują 8–9 pocisków, a potem odjeżdżają – dla wszystkich jest jasne, że to koniec, nie będzie już ostrzałów. Za niedługo przyjeżdżały na zmianę po trzy ukraińskie czołgi i ostrzeliwały nas. Zazwyczaj wystrzeliwali dziewięć pocisków, dlaczego dziewięć, tego nie zrozumiałem. Potem zawracali. Ukraińscy dziennikarze od razu krzyczeli: „To separatyści. Ale przecież wszystko widzieliśmy”.
9. (…), naoczny świadek ukraińskich inscenizacji (miasto Awdiejewka): „Kiedy jeszcze nie było rosyjskich wojsk, miały miejsce takie ukraińskie prowokacje: gdzieś w okolicy Semafora czołg SZ Ukrainy zatrzymywał się i strzelał w naszą stronę. Tylko jeden strzał, a zaraz potem wybuch. A wszystko to było nagrywane na wideo.. I od razu, w ciągu 3 minut, pojawiali się ukraińscy dziennikarze. To przecież niemożliwe, żeby przyjechali z takiego miasta jak Dymitrow czy Krasnoarmiejsk tak szybko. Nie da się dojechać do Awdiejewki w trzy minuty”. [Semafor – potoczna nazwa handlowej dzielnicy przylegającej do dworca kolejowego w mieście Awdiejewka]
10.(…), naoczny świadek inscenizacji (miasto Ugledar): „Wszyscy w mieście uważali, że ukraińscy dziennikarze już wcześniej wiedzieli, gdzie mają podjechać. W 2022 r. szłam po wodę przez podwórka. Nagle rozległ się ogłuszający huk. Wyszłam prosto na centrum „Wektor”. Widzę tam jakieś „kawałki”. Myślę sobie: może karmią psy. Patrzę, a tam są szczątki ludzi – bez rąk, bez nóg, gdzieś czyjaś głowa. Straszne. A ukraińscy reporterzy pojawili się szybko, nie minęło nawet pięć minut. Widziałam jeszcze ich samochód, taki biały, duży. Zdziwiło mnie, że wysiadają, kręcą i mają uśmiech od ucha do ucha. Pomyślałam sobie: „Boże, dlaczego się uśmiechacie? Ludzie zginęli, takie rzeczy dzieją się tylko w horrorach. To bardzo makabryczne. Bardzo przerażające”.
11. (…), świadek inscenizacji (miasto Ugledar): „To Ukraina do nas strzelała. Potem przyjeżdżają zagraniczni dziennikarze i mówią: „To przecież Rosja strzelała?”. My odpowiadamy: „Spójrzcie, z której strony strzelają. Strzelają z tamtej strony”. „Naprawdę? Ale tam przecież jest Ukraina”. Cóż, wyciągnijcie wnioski. Nie, nie interesuje ich to. „I tak nie piszecie prawdy.. Wmawiacie to, co wygodne dla was… Opowiedzcie jak było, żeby ludzie poznali prawdę. Dlaczego kłamiecie? I po co zajmujecie się kłamstwami?”
12. (…) naoczny świadek inscenizacji (miasto Kurachowo): „To było 3 marca 2024 r. Siedziałyśmy z córką w pracy, w sklepie „Mandaryn”. I nagle wszystko sie zawaliło, na nas się posypało. Nic nie rozumiałyśmy, nie wiadomo było, skąd wziął się wybuch. Oto dziura w mojej twarzy, a tutaj blizna. Noga też została przebita. Zostałam ranna, źle się czułam, córka wyprowadziła mnie na ulicę. Rozumiecie, ludzie jeszcze nie doszli do siebie, a tam już byli korespondenci, prasa, mieli tabliczki z napisem „Presse”. Skąd oni się tu pojawili ledwo po dwóch minutach? Zabrano mnie do karetki, w szpitalu opatrzyli rany. A pewnego razu, kiedy pracowałyśmy w sklepie, przebiegł obok ukraiński żołnierz: „Dziewczyny, schowajcie się”. Mówi: „Schowajcie się, proszę, będzie ostrzał”. On o tym wcześniej wiedział. Ostrzegł nas, żebyśmy się schowały. Jak tylko nasi zobaczyli, że burmistrz wyszedł i wsiadł do samochodu, powiedzieli: „Dziewczyny, możecie już wyjść. Już po wszystkim, już nie ma ostrzału. Skoro w mieście jest prasa, to znaczy, że czekamy na ostrzał. Wszystko było jasne dla wszystkich mieszkańców, wszystko to było oczywiste”.
13. (…) świadek inscenizacji (miasto Awdiejewka): „Oddziały SZ Ukrainy stacjonowały na obrzeżach dzielnicy Chemik, w pobliżu Domu Kultury, i ostrzeliwały tę dzielnice oraz starą część miasta. A przy lesie jest ulica, stamtąd również strzelano. Wyszła nasza sąsiadka, zapytała „Co wy robicie?” Odpowiedzieli jej: „Chcesz żyć, babciu, to stąd znikaj”. I obrzucili ją przekleństwami. Gdy tylko przyjeżdżali dziennikarze – jakikolwiek – ukraińscy, zagraniczni, wszyscy, już wiedzieliśmy na sto procent, że dzielnica zostanie ostrzelana,. Na pewno pociski spadną na dzielnicę Chemik albo na starą część miasta. Dziennikarze od początku to filmowali. A kiedy ich nie było panowała cisza, wtedy nikt nie strzelał,. Strzelano, gdy tylko przyjeżdżali dziennikarze i mieli to sfilmować. Na pewno na zlecenie Ukrainy ostrzeliwano nas”.
14. (…), świadek inscenizacji (miasto Kurachowo) „Ukraińcy ostrzeliwali z dronów. Od 2022 r. zasypywali miasto pociskami z moździerzy. Wtedy słychać odgłos wystrzału, świst i od razu wybuch. Nawet głupiec rozumie, skąd strzelają. Siedzieliśmy w sklepie, kiedy zaczęła się kolejna strzelanina. Ostrzeliwali miasto. Weszliśmy do środka i schroniliśmy się między ścianami. Potem do nas zadzwonili: „To wszystko, przyjechała prasa, można wychodzić”. Najwyraźniej dla efektu wizualnego Siły Zbrojne Ukrainy ostrzeliwały miasto, a potem prasa filmowała wszystkie te zniszczenia”.
15. (…), świadek inscenizacji (miasto Ugledar): „Ciągle nam powtarzano, że Rosjanie do nas strzelają. Pewnego razu przyjechali dziennikarze z Estonii. Rozmawiali w czystym języku rosyjskim. Mówili do nas: „Opowiedzcie o okrucieństwie Rosjan”. Co miałam im powiedzieć? Co mogłam powiedzieć? Że Ukraińcom nie można wybaczyć wszystkiego tego, co zrobili, a przecież nie można o tym powiedzieć. Nie można było nawet spojrzeć na nich krzywo, nie mówiąc już o tym, żeby coś powiedzieć. A ci dziennikarze zadawali różne podchwytliwe pytania. Gdy tylko zaczynało się odpowiadać coś, co im się nie podobało, od razu wyłączali nagrywanie. Nie tego chcieli. Czasami zdarzało się, że oglądaliśmy nagrania różnych dziennikarzy, którzy filmowali nas już w Internecie. Oto rozmawiam z nimi, a oni mnie filmują. Pytanie jest takie samo, ale w Internecie odpowiedź zupełnie inna. Przecież wiem, że nie tak mówiłam. Jak oni to zmanipulowali?”
16. (…)naoczny świadek inscenizowanego pożaru (miasto Awdiejewka): „Z mojej daczy widziałem, jak podjechał ukraiński czołg, ostrzelał fabrykę, zawrócił, ostrzelał Jasynuwatą – a raczej najpierw ostrzelał Jasynuwatą, potem fabrykę, i potem elektrociepłownię. Widziałem nawet, jak trafił. Zawrócił i odjechał. Ukraińskie SZ otwarcie powiedziały nam: „Jeśli odejdziemy, zmieciemy Awdiejewkę z powierzchni ziemi”. Pamiętam, też wiosną 2022 r. Gasiliśmy pożary na wszystkich ulicach, pomagaliśmy. Spójrzcie na te bomby fosforowe. Nadlatywały z zachodu. Eksplodowały nad głowami – jak deszcz. Zapaliły się, spadły, rozproszyły się. Wiem, że fosforu nie da się ugasić wodą. A potem dziennikarze przejechali przez miasto. Zaczął się ostrzał i natychmiast, dosłownie w ciągu pięciu minut, pojawili się reporterzy i zaczęli filmować ostrzał; rosyjscy bojownicy znowu ostrzelali osiedle Chemik. Kiedy pojawili się ukraińscy reporterzy, był ostrzał. Kiedy ukraińscy dziennikarze przyjeżdżali do miasta, wkrótce zaczynał się ostrzał. Jeśli mówili, że przyjechali dziennikarze z Kijowa, to koniec; ludzie zaczynali się przygotowywać na silny ostrzał. Gdy tylko ostrzał się skończył, pojawili się ukraińscy dziennikarze. Każdy ostrzał, oni wszystko dokumentują. Ale my widzimy wszystko; wiemy, skąd i z jakiego kierunku nadchodzi ostrzał. Każda starsza kobieta tutaj już wiedziała, że ostrzał idzie z zachodu, z Ukrainy.”
Przykłady faktów przedstawione w niniejszym raporcie stanowią jedynie niewielką część obszernego zbioru danych zebranych przez Międzynarodowy Trybunał Publiczny ds. Zbrodni Ukraińskich Neo-Nazistów, które jednoznacznie wskazują na sfałszowania wydarzeń w Buczy przez reżim w Kijowie przy propagandowym współdziałaniu państw zachodnich, a także systematycznej, krwawej praktyki Ukrainy polegającej na zabijaniu własnych obywateli w celu zrzucenia winy na Rosję.
Od marca 2026 roku seria pożarów i eksplozji wymierzona jest w europejskie firmy zaopatrujące Ukrainę w broń. Niektóre relacje, w tym szeroko rozpowszechniony film Borzzikmana, wyolbrzymiają to zdarzenie, przeobrażając je w serię bombardowań, które rzekomo zniszczyły fabryki amunicji na całym kontynencie, w tym w Rumunii, Francji i Wielkiej Brytanii. Udokumentowane straty są mniejsze, ale mimo to znaczące: osiem incydentów w siedmiu firmach w pięciu krajach w ciągu sześciu miesięcy. Trzy z nich władze uznały za celowe. W kontekście działań wojennych pytanie nie brzmi, czy każdy pożar był sabotażem, ale jaki wpływ utrata tych zakładów może mieć na zdolność Europy do zaopatrywania Ukrainy.
Co się właściwie wydarzyło
Udokumentowane incydenty można podzielić na trzy grupy.
Amunicja artyleryjska. 13 sierpnia wybuchł pożar w hali pras prochowych fabryki KNDS Ammo Italy w Colleferro, na południowy wschód od Rzymu, po którym nastąpiła potężna eksplozja. Wszyscy 24 pracownicy zostali uwięzieni; nikt nie został ranny. Zakład produkuje amunicję średniego i dużego kalibru, w tym pociski kalibru 155 mm, a Włochy nie oskarżyły Rosji.
W Bułgarii producent broni EMCO stracił 10 sierpnia skład amunicji niedaleko Belicy, a drugi skład niedaleko Carowej Liwadii padł ofiarą pożaru i eksplozji 11-12 września. Bułgarski minister początkowo zasugerował wewnętrzną przyczynę pierwszego incydentu. EMCO określiło drugi jako sabotaż, a władze nie wykluczyły ingerencji z zewnątrz. Właściciel EMCO Emilian Gebrev padł ofiarą zatrucia związanego z GRU w 2015 roku, a Bułgaria wydała za nim rosyjskie nakazy aresztowania w związku z poprzednimi eksplozjami w składach w latach 2011-2020.
16 września wybuchł pożar na dachu budynku produkcyjnego w zakładzie ZVS Holding w Sninie na Słowacji, produkującym łuski do granatów kalibru 155 mm. Część zakładu została zamknięta. Nie ujawniono żadnych dowodów łączących incydent z sabotażem.
Drony, robotyka i elektronika: to właśnie w tych sektorach odnotowano najpoważniejsze przypadki potwierdzonych podpaleń. 20 marca podpalacze zaatakowali LPP Holding w Pardubicach w Czechach, firmę dostarczającą Ukrainie sprzęt optyczny, drony i technologię termowizyjną. Podejrzani zostali aresztowani, a możliwe zaangażowanie Rosji jest badane.
W dniach 14-15 sierpnia spłonął budynek należący do Milrem Robotics w Tallinie. Milrem produkuje bezzałogowy pojazd naziemny THeMIS, który jest używany na Ukrainie. Estońska prokuratura określiła pożar jako podpalenie, a trzech podejrzanych zostało aresztowanych na Łotwie.
W dniach 30-31 sierpnia w fabryce komponentów do dronów WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej wybuchł pożar. WB jest wiodącym polskim producentem dronów, produkującym drony Warmate kamikaze i FlyEye. Premier Tusk określił incydent jako celowy sabotaż i stwierdził, że oczywistym wnioskiem jest powiązanie z Rosją.
Lotnictwo. 30 sierpnia pożar zniszczył zakład materiałów kompozytowych o powierzchni 2000 metrów kwadratowych należący do JFG Composites w Lublinie, który produkuje części dla producenta śmigłowców PZL-Świdnik. Straty oszacowano na około 21 milionów złotych. Przyczyna nie została ustalona.
Dlaczego te obiekty są ważne
Rozpatrując je pojedynczo, żaden z tych incydentów nie sparaliżował znacznej części europejskiej produkcji. Nie było ofiar śmiertelnych, szkody ograniczyły się głównie do pojedynczych budynków, a firmy takie jak KNDS i WB prowadzą wiele lokalizacji. Uderzające jest jednak to, które części łańcucha dostaw zostały dotknięte.
Materiały energetyczne i korpusy pocisków. Produkcja pocisków artyleryjskich w Europie była ograniczona nie tyle przez linie montażowe, co przez materiały miotające, materiały wybuchowe i kute korpusy pocisków. Prasa prochowa w Colleferro i zakład produkcji korpusów pocisków w Sninie znajdują się właśnie w tych wąskich gardłach.
Odbudowa uszkodzonej linii prochowej lub kuźniczej może zająć miesiące, ponieważ sprzęt jest specjalistyczny i wymaga ponownej certyfikacji. Każdy miesiąc przestoju w produkcji przypada dokładnie na okres, w którym Europa dąży do osiągnięcia celu dwóch milionów pocisków rocznie i nadrobienia zaległości w stosunku do rosyjskiej produkcji.
Drony. Incydenty z udziałem dronów i robotyki mają poważniejsze konsekwencje, niż sugeruje ich skala. Drony są obecnie przyczyną większości ofiar na polu bitwy – według rosyjskich badań medycznych wojskowych, około trzech czwartych rannych Rosjan – mimo że artyleria i bomby szybujące na pozycje ufortyfikowane pozostają kluczowe.
Przewaga Ukrainy w dziedzinie dronów zależy od ciągłego rozwoju projektów we współpracy z zachodnimi dostawcami komponentów. Uszkodzenia firm takich jak WB, Milrem czy LPP nie tylko zakłócają dostawy, ale także paraliżują zespoły inżynieryjne i ośrodki testowe, które zapewniają, że ukraińskie projekty wyprzedzają rosyjskie możliwości w zakresie walki elektronicznej. Są one trudniejsze do zastąpienia niż magazyn.
Zapasy w tranzycie. Bułgaria była jednym z głównych źródeł amunicji kalibru radzieckiego na Ukrainie, której znaczną część transportują firmy takie jak EMCO. Utrata dwóch magazynów w ciągu pięciu tygodni doprowadziła do zniszczenia gotowych zapasów, które były już gotowe do wysyłki – najszybciej rotującego elementu łańcucha dostaw.
Dalekosiężne konsekwencje
Mniej widoczne skutki mogą mieć większe znaczenie niż bezpośrednie straty.
Koszty i opóźnienia. Każda fabryka broni w Europie musi teraz wdrożyć dodatkowe środki bezpieczeństwa obwodowego, zapobiegania pożarom i weryfikacji pracowników. Wzrosną składki ubezpieczeniowe dla produkcji broni. Firmy rozważające budowę nowych zakładów na Ukrainie muszą uwzględnić ryzyko, że dany zakład stanie się celem ataku. Koszty te będą pokrywane z tych samych budżetów, które pierwotnie przeznaczono na rozszerzenie produkcji.
Polityka. Incydenty mają miejsce w krajach, w których poparcie dla Ukrainy jest już kontrowersyjne. Rząd słowacki otwarcie sceptycznie odnosi się do pomocy wojskowej, a bułgarska polityka jest głęboko podzielona w kwestii rosyjskiej. Pożar w słowackiej lub bułgarskiej fabryce zaopatrującej Ukrainę dostarcza przeciwnikom pomocy argument: wojna wraca do domu. Ta presja może być najskuteczniejszym elementem potencjalnej kampanii sabotażowej.
Kalibracja. Uderzający jest fakt, że w żadnym z przypadków nie było ofiar śmiertelnych. Jeśli jest to skoordynowana kampania, wydaje się, że jej celem jest generowanie kosztów i niepewności, a jednocześnie utrzymanie się poniżej progu, który wywołałby jednolitą reakcję NATO. Odpowiada to schematowi opisanemu przez europejskie służby wywiadowcze od 2024 roku: ładunki zapalające w paczkach, podpalacze rekrutowani za pośrednictwem Telegramu oraz rekonesans zakładów produkujących broń, jak w przypadku sprawy, która trafiła do sądu w Swindon we wrześniu tego roku.
Granice
Autorstwo zostało udowodnione jedynie w kilku przypadkach. Większość fabryk zbrojeniowych pracuje z materiałami wybuchowymi i łatwopalnymi, a pożary przemysłowe zdarzają się. W przypadku Colleferro i Sniny nie ma żadnych publicznie znanych dowodów sabotażu, a nawet tam, gdzie stwierdzono podpalenie, powiązanie z rosyjskimi służbami wywiadowczymi nie zostało jeszcze udowodnione w sądzie. Żaden z wymienionych incydentów nie stanowi ataku strategicznego.
Produkcja broni w Europie nadal rośnie, choć wolniej niż wynikałoby to z zamówień – i jednocześnie bazuje na kurczącej się bazie przemysłowej. Europejskie zdolności produkcyjne amunicji artyleryjskiej wzrosły z około 300 000 sztuk rocznie w 2022 roku do około dwóch milionów, a przychody Rheinmetall wzrosły o prawie 70% w drugim kwartale 2026 roku.
Jednak certyfikacja nowej linii produkcyjnej trwa od czterech do pięciu lat, brakuje wykwalifikowanych pracowników, a Rheinmetall już obniżył prognozę sprzedaży na 2026 rok. Jednocześnie niemiecki przemysł się kurczy: Volkswagen zamyka zakłady, BASF przenosi produkcję do Chin, a te same wysokie koszty energii, które napędzają ten spadek, wpływają również na energochłonną produkcję materiałów pędnych i wybuchowych. Dlatego pożary w tych wąskich gardłach są poważniejsze, niż sugerowałaby ich skala.
W porównaniu z Rosją różnica jest rażąca. Jeśli chodzi o artylerię, będącą sednem wojny na wyniszczenie, estoński wywiad szacuje, że rosyjskie fabryki będą produkować około siedmiu milionów pocisków artyleryjskich, moździerzowych, czołgowych i rakietowych do 2025 roku, podczas gdy europejskie moce produkcyjne wynoszą około dwóch milionów pocisków kal. 155 mm rocznie.
Nawet uwzględniając produkcję amerykańską, która do 2026 r. ma osiągnąć 100 tys. nabojów miesięcznie, Zachód nie osiągnie poziomu produkcji rosyjskiej.
Według CSIS, w marcu 2026 roku Rosja produkowała miesięcznie około 5500 dronów dalekiego zasięgu, a według ukraińskiego wywiadu, sama fabryka w Ałabudze produkuje obecnie około 3000 dronów Geran-4 i Geran-5 z napędem odrzutowym. Europa nie produkuje niczego porównywalnego w takich ilościach; jej odpowiedzią na drona kosztującego dziesiątki tysięcy euro jest system przechwytujący kosztujący od dwóch do pięciu milionów euro.
Według ukraińskiego wywiadu Rosja produkuje również ponad 200 pocisków manewrujących i balistycznych miesięcznie. Jeśli chodzi o pojazdy opancerzone, Bruegel oszacował, że Rosja zwiększyła produkcję czołgów z 40 sztuk miesięcznie pod koniec 2022 roku do ponad 130 do połowy 2024 roku, przy czym znaczna część pochodziła ze zmodernizowanych zapasów radzieckich. Bruegel zatytułował swoje porównanie z Niemcami: „Powolne niemieckie zbrojenia kontra szybko rosnąca rosyjska produkcja uzbrojenia”.
Siła Europy tkwi w jej lotnictwie i siłach morskich, a nie w amunicji i dronach, które pochłania ta wojna. Każdy atak na europejskie wąskie gardło poszerza lukę, którą Europa już teraz z trudem załata.
Te incydenty nie rozstrzygną wojny. Mogą jednak spowolnić wzrost produkcji w Europie w jej najsłabszych punktach: materiałach pędnych, amunicji, dronach i zapasach gotowych do wysyłki. Co więcej, zwiększają koszty i ryzyko polityczne każdej nowej fabryki.
W wojnie na wyniszczenie, w której Rosja już wyprzedza Europę w produkcji amunicji artyleryjskiej, wszystko, co spowalnia proces nadrabiania zaległości przez Europę, przynosi korzyści Moskwie. Jak dotąd szkody były ograniczone. Jeśli jednak tempo incydentów z sierpnia i września się utrzyma, skumulowany wpływ na zaopatrzenie Ukrainy przez Europę może być znaczący.
Wspominałem już, że bardzo cenię portal Forum Geopolitica. Artykuły są na przyzwoitym poziomie intelektualnym, co dzisiaj jest niestety rzadkością. Akurat znów ukazał się bardzo ciekawy artykuł, który doskonale podsumowuje sytuację na świecie. Jedyne, co mnie w nim denerwuje, to niezrozumienie przez autora terminu entropia. Najwyraźniej słyszał, że gdzieś dzwonią, ale nie wie w jakim kościele. Prawidłowo pisze, że entropia jest terminem wziętym z termodynamiki, który przeniesiono do życia codziennego jako miarę bałaganu. Krótko mówiąc: im większy bajzel, tym wyższa entropia. Nie mogłem się powstrzymać i naniosłem poprawki w odpowiednich miejscach.
Ze względu na długość artykułu, zdecydowałem się na komentarze wewnątrz tekstu. Zaznaczone są inną trzcionką i kolorem.
====================================
Globalne punkty zwrotne prowadzą świat w stan[wzrostu]entropii.
Doświadczamy nie jednego, ale wielu punktów zwrotnych w historii świata jednocześnie. Świat znajduje się w stanie [wzrostu] entropii. Analiza sytuacji, w której przewidywania nie są już możliwe.
Peter HänselerSobota 26 września 2026
Punkty zwrotne w historii
Historia miała wiele punktów zwrotnych. Aby wymienić tylko kilka przykładów:
Pokój westfalski z 1648 r.
Rewolucja francuska 1789 roku
Kongres Wiedeński 1815
I wojna światowa 1918
II wojna światowa 1945
Wiele z tych punktów zwrotnych doprowadziło do zmian władzy w Europie. Były to po prostu zmiany przywództwa w świecie, który dziś nazywamy „zbiorowym” Zachodem. Przykładami są upadek Cesarstwa Niemieckiego, Austro-Węgier, Imperium Osmańskiego i Imperium Rosyjskiego pod koniec I wojny światowej.
Te zmiany władzy były znaczące; niemniej jednak to, co dzieje się obecnie, jest nieporównywalne z poprzednimi punktami zwrotnymi, ponieważ obejmuje cały glob. Ster władzy nie jest przekazywany w obrębie Zachodu, lecz raczej nastąpi przesunięcie władzy na wschód, w stronę „globalnego Południa”.
Od punktów zwrotnych do[wzrostu]entropii
Skala, liczba zaangażowanych państw, zasięg geograficzny i szybkość, z jaką rozwijają się obecne kryzysy geopolityczne, są zdumiewające.
Ukraina jako platforma wojenna dla USA, NATO, UE i Rosji
Rosja odniesie zwycięstwo militarne.
Patrząc na raporty wojskowe z frontu, dla każdego obserwatora staje się jasne, że Rosja osiągnie swoje cele militarne. O ile pomyślne zawarcie porozumienia pokojowego wiosną 2022 roku mogłoby oznaczać zrzeczenie się przez Rosję kontroli nad Donbasem, Chersoniem i Zaporożem, o tyle w obecnych okolicznościach takie porozumienie jest nierealne, ponieważ Donieck, Ługańsk, Zaporoże i Cherson są częścią Federacji Rosyjskiej od września 2022 roku. Obecnie nie da się przewidzieć skali rosyjskich postępów militarnych. Poruszyłem ten temat w artykule „Letni pokój umarł”, do którego odsyłam. Aby uzyskać informacje o sytuacji na froncie, ponownie odsyłam do Military Summary; śledzę ten kanał od prawie pięciu lat i relacjonuje on wydarzenia obiektywnie.
Katastrofalna sytuacja mobilizacyjna na Ukrainie
Tysiące filmów pokazują, jak młodzi mężczyźni są ścigani jak zwierzęta na ulicach całej Ukrainy, przymusowo rekrutowani. Ostatnio jednak pojawiły się również filmy pokazujące, jak tych poborowych transportowano na linię frontu, czasami bez mundurów, a nawet w kajdankach, niczym przestępców – aby uniemożliwić im ucieczkę. Pozostawiam czytelnikom refleksję nad skutecznością bojową tych mężczyzn w starciu z zaprawionymi w boju i zmotywowanymi żołnierzami rosyjskimi.
Najnowszym posunięciem ukraińskiego dowództwa wojskowego jest przymusowa rekrutacja kobiet. Biorąc pod uwagę tę sytuację, nic dziwnego, że Scott Ritter twierdzi, że Ukraińcy tracą 30 razy więcej żołnierzy niż Rosja. To nieludzkie traktowanie własnych żołnierzy na Ukrainie nie zostało odnotowane na Zachodzie.
Ukraińscy ochotnicy, którzy później zniknęli bez śladu, podobno użyli dronów i sztucznej inteligencji do zliczenia grobów żołnierzy na Ukrainie. Naliczyli 2 000 054 groby. Dodając do tego zmarłych pochowanych przez własnych obywateli w mogiłach zbiorowych i rannych – straty ukraińskie wydają się naprawdę astronomiczne. A jednak Zełenski twierdzi, że zginęło tylko 50 000 ukraińskich żołnierzy. Kilka tygodni temu byłem na pogrzebie w Rosji. Groby żołnierzy łatwo rozpoznać po fladze rosyjskiej i fladze poległego oddziału. Były groby żołnierzy, ale nie było morza flag jak na Ukrainie.
Zwycięstwo militarne nie rozwiąże geopolitycznego problemu Rosji.
Niezależnie od tego, jakie działania militarne będą konieczne, Rosja osiągnie je, ale nie rozwiąże to geopolitycznego problemu Rosji na jej zachodniej granicy, ponieważ celem nie są nowe terytoria, lecz pokój na Zachodzie. To cel, do którego Rosja dążyła od wieków i nigdy nie udało jej się go zrealizować. Rosja wielokrotnie była atakowana z Zachodu i regularnie płaciła wysoką cenę krwią, pieniędzmi i mocami przemysłowymi, które są wykorzystywane na zbrojenia zamiast na cele cywilne. To wielokrotnie hamowało rozwój społeczny Rosji.
Jeśli Rosja chce utrzymać konkurencyjność w gospodarce cywilnej w porównaniu z głównymi państwami, niezawodne zabezpieczenie jej zachodniej granicy jest warunkiem koniecznym. Chociaż Rosja jest jedynym krajem uprzemysłowionym na świecie, który jest samowystarczalny, a zatem zdolny do prowadzenia wojny trwającej dziesięciolecia, taka konfrontacja poważnie utrudniłaby jej osiągnięcie rzeczywistych celów rozwojowych.
[Mój komentarz: autor ma rację! Dlatego Rosja mówi, że w razie wojny nie będzie walczyć z Europą, tylko ją zniszczy i raz na zawsze rozwiąże problem zagrożenia z jej strony. Musimy wreszcie uświadomić sobie w co jesteśmy pakowani!!!]
Brak wiarygodności USA w negocjacjach z Rosją
Brak wiarygodności USA wobec Rosji ma wiele aspektów. 15 września minister spraw zagranicznych Ławrow powiedział dosłownie:
„Gdyby Amerykanie nie wycofali się z Porozumień z Anchorage, gdyby Europa nie wycofała ich z tych porozumień, żylibyśmy już od roku bez wojny”.
Rosja poszłaby na poważne kompromisy w ramach tego porozumienia. Rosja zachowałaby Donbas, zamroziłaby konflikt w Zaporożu i Chersoniu oraz zrzekła się dalszych roszczeń terytorialnych. Obiektywnie rzecz biorąc, byłby to niekorzystny układ dla Rosji, ale świadczący o bardzo wysokiej gotowości Rosjan do kompromisu. Rosjanie uznali, że to ustne porozumienie ma moc dżentelmeńską. Jednakże dżentelmeńskie porozumienia powinny być zawierane tylko z dżentelmenami. Amerykanie dali Rosjanom nauczkę. Rosjanie są nie tylko zirytowani tym incydentem i musieli przyznać, że żadne porozumienie z rządem amerykańskim nie jest możliwe. Jestem osobiście zaskoczony tym spostrzeżeniem, biorąc pod uwagę, jak późno ono nastąpiło. Nawet pisemne porozumienia z rządem amerykańskim są bezwartościowe. Świadczy o tym złamanie Memorandum of Understanding, które Amerykanie zawarli z Iranem w czerwcu. Należy zatem stwierdzić, że ten konflikt, podobnie jak każdy inny konflikt, w którym USA są bezpośrednio lub pośrednio zaangażowane, musi być prowadzony do końca. Gorzka lekcja dla każdego partnera USA w traktatach.
Ryzyko eskalacji jest znaczne.
Ukraina desperacko próbuje oficjalnie wciągnąć NATO w ten konflikt zbrojny. Zdumiewające jest, że kraje europejskie – przede wszystkim Niemcy i Wielka Brytania – nie tylko sygnalizują gotowość, ale wręcz robią wszystko, co w ich mocy, aby przygotować swoje społeczeństwa do wojny z Rosją.
Jako przykład podajemy tu sir Jacoba Reesa-Mogga, byłego ministra i członka parlamentu z północno-wschodniego Somerset, który w tym fragmencie porównuje sytuację w Rosji – nie wymieniając jej z nazwy – do sytuacji z czasów I i II wojny światowej.
„Możliwe, że w ciągu najbliższych kilku lat staniemy w obliczu wojny i jeśli do niej dojdzie, będziemy potrzebować ludzi, którzy wstąpią do sił zbrojnych i wyruszą, by wypełnić swój obowiązek. Może się nawet zdarzyć, że ludzie będą musieli zginąć, by ratować swój kraj, jak to miało miejsce podczas I i II wojny światowej oraz wielu innych wojen przed i po niej. To właśnie podtrzymuje kraj przy życiu.
Jeśli ludzie nie będą chcieli wypełnić swojego obowiązku, kraj zostanie przejęty przez inne państwo. Ostatecznie, w taki czy inny sposób, jest to jeden z powodów upadku starożytnego Rzymu. Ludzie nie chcieli już walczyć o to, w co wierzyli, o system, który mieli. Płacili innym, żeby to zrobili. Mieli najemników, którzy walczyli za nich, i ostatecznie najemnicy postanowili, że sami mogą przejąć stery”.
Sir Jacob Rees-Mogg, 21 września 2026 r.
Młodzi ludzie są więc wzywani do wojska, aby przygotować się do wojny z Rosją. W Niemczech takie próby zakończyły się żałosną porażką. Z ponad 300 000 ankietowanych młodych Niemców, tylko 0,17% zgłosiło się na ochotnika do służby w Bundeswehrze (niemieckich siłach zbrojnych). Co więcej, kilka dni temu wyszło na jaw, że sama Bundeswehra nie była w stanie znaleźć nawet 5000 ochotników do jednego batalionu na Łotwie.
Niezrozumiałe jest, co te europejskie kraje robią poza propagandą. Wspólnie nie dysponują siłami zbrojnymi, które dałyby im choćby najmniejszą szansę w starciu z rosyjskimi siłami zbrojnymi. Rosjanie nie są w żaden sposób pod wrażeniem tego marionetkowego przedstawienia w Europie; wręcz przeciwnie, są nim zniesmaczeni. Zakładam, że ta wojenna propaganda w Europie służy jedynie utrwalaniu antyrosyjskiej narracji.
Zarówno prezydent Putin, jak i minister spraw zagranicznych Ławrow wielokrotnie podkreślali, że nie mają żadnego interesu w atakowaniu celów NATO poza Ukrainą. Jeśli jednak państwa europejskie okażą się na tyle nierozsądne, by wysłać na Ukrainę nawet niewielkie kontyngenty wojsk europejskich, sytuacja może się diametralnie zmienić.
Największe obecne ryzyko eskalacji leży w możliwości, że Europejczycy, wspólnie z Amerykanami, planują tzw. atak pod fałszywą flagą w Europie, aby w jakiś sposób powołać się na artykuł 5 Karty NATO. Według analityka geopolitycznego Warrena Thorntona, przygotowania do ataków pod fałszywą flagą idą pełną parą.
Pisze on na X:
„Oto cele: lotnisko na Majorce w Hiszpanii. Hotel Sorrento Continental we Włoszech. Promenada Anglików w Nicei. Obszar na zachód od Sardynii, z którego ma zostać przeprowadzony atak. W atak zaangażowane są CIA, francuski wywiad marynarki wojennej i ukraińska Służba Bezpieczeństwa (SBU). Zastosowana metoda to trzy drony „Gerbera” odzyskane po rosyjskich atakach. Celem jest zabicie cywilów i doprowadzenie do przystąpienia Europy do wojny. Więcej szczegółów podamy w naszym serwisie informacyjnym. Mamy pięć niezależnych źródeł: dwóch pracowników francuskiego wywiadu marynarki wojennej, dwóch pracowników ambasady hiszpańskiej i jednego funkcjonariusza ukraińskiej SBU. Podtrzymujemy nasze doniesienia w 100%.”
Nie mogę ocenić, czy teoria ta jest słuszna, ale pomysł, że Europejczycy podejmą się czegoś tak perwersyjnego, nie jest wcale nieprawdopodobny.
[Mój komentarz: europejscy podżegacze wojenni są już tak zdesperowani, że wszystko jest możliwe. Gdy klęska Ukrainy stanie się wyraźnie widoczna, to sytuacja może wymknąć się z pod kontroli]
Amerykańskie kampanie wojskowe na Bliskim Wschodzie od 2001 r.
Patrząc wstecz na ostatnie 25 lat, Stany Zjednoczone, począwszy od 2001 roku, próbowały przekształcić Bliski Wschód zgodnie z doktryną Wolfowitza. Żadna z wojen wszczętych przez USA w tym okresie (w Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii, Jemenie, Somalii itd.) nie zakończyła się sukcesem. Stało się wręcz jasne, że hegemonowi brakowało zasobów, strategii militarnej, siły i wiarygodności, by działać skutecznie. Jeśli jednak wierzyć, że prawdziwym celem była destabilizacja i chaos, to wojny te były niezwykle skuteczne. Niemniej jednak Stany Zjednoczone powróciły na scenę, wraz z Izraelem, najwyraźniej po tym, jak Izraelowi udało się całkowicie przejąć kontrolę nad amerykańską polityką.
Izrael: Ludobójstwo i Wielki Izrael
Bezpośrednim punktem wyjścia dla ludobójstwa i projektów Wielkiego Izraela był 7 października 2023 roku, kiedy to akcja militarna Hamasu została zorganizowana jako atak pod fałszywą flagą, aby usprawiedliwić ludobójstwo kobiet, dzieci i innych cywilów w Strefie Gazy, a później na Zachodnim Brzegu i w Libanie. To z kolei zapoczątkowało kontynuację projektu Wielkiego Izraela; początkowo zaatakowano Syrię i Liban. Chociaż prasa zachodnia nie tylko bagatelizuje ludobójcze i imperialistyczne działania Izraela, ale wręcz je popiera i podsyca – w tym media „neutralnej” Szwajcarii – Izrael jest postrzegany z coraz większym sceptycyzmem przez społeczeństwa świata zachodniego. Według Pew Research , 60% Amerykanów ma negatywny pogląd na Izrael. Zachodnie media przekazują zatem obraz, który nie znajduje poparcia wśród ogółu społeczeństwa.
Gdy w czwartek premier Izraela Benjamin Netanjahu stanął na podium, aby przemówić na sesji plenarnej, delegaci Zgromadzenia Ogólnego ONZ masowo opuścili salę obrad.
Netanjahu nazwał te delegacje „moralnymi tchórzami” – innymi słowy, ludobójstwo wymaga odwagi – brak mi słów.
[Mój komentarz: delegacja Polin pozostała na Sali i biła brawo! Nic dziwnego, że nasz (czy faktycznie jeszcze nasz?) kraj jest znów celem imigracji narodu wybranego. Zachodnie media informują o tym
Dla mnie ważne jest ciągłe przypominanie moim zachodnim czytelnikom, co naprawdę dzieje się w Strefie Gazy na naszych oczach – których wielu woli nie dostrzegać.
Duża eskalacja na Bliskim Wschodzie – utrata kontroli
Świat doświadczył dalszego przyspieszenia wydarzeń, począwszy od lutego 2026 roku. Od tego czasu na Bliskim Wschodzie wszystko poszło nie tak zarówno dla Zachodu, jak i Izraela. Globalne Południe już odebrało inicjatywę Zachodowi. Podczas gdy Iran początkowo ograniczył się do reagowania na agresję amerykańsko-izraelską, to teraz tempo nadają Irańczycy i jemeński ruch Ansar Allah.
Ansar Allah zdołał w bardzo krótkim czasie przejąć kontrolę nad całym zachodnim wybrzeżem Jemenu, kontrolując nie tylko cieśninę Bab al-Mandab, ale także wyspę Perim Mayyun, położoną tuż przy wybrzeżu. Zachodnie media nie informują o postępach, a Aden wkrótce zostanie zdobyty.
Co więcej, rurociąg saudyjski Wschód-Zachód został sparaliżowany, a cele w pobliżu Rijadu zostały zaatakowane. Jak dotąd Saudyjczycy wydają się niezdolni do przeprowadzenia poważnego kontrataku militarnego przeciwko tej poważnej ofensywie, ponieważ sami wydają się niezdolni do tego, a wielokrotne apele o pomoc kierowane do Trumpa i innych okazały się bezowocne. Sojusz Mekka, jednoczący Pakistan, Arabię Saudyjską i Turcję w koalicji wojskowej, również wydaje się być nieistniejący, ponieważ ci „przyjaciele” również odmówili pomocy.
Wielkie oświadczenie prezydenta Macrona o wysłaniu wojsk do Arabii Saudyjskiej niczego nie zmieni. Arabia nazywana jest Arabią Saudyjską, ponieważ krajem tym rządzi jedna rodzina – jedno plemię – Saudowie. Plemię chronione przez Amerykanów. Jednak na terytorium Arabii Saudyjskiej żyje około 100 innych plemion. Jest całkiem możliwe, że połączą one siły z Ansar Allah i obalą dynastię Saudów. Rodzina Saudów nie ma już żadnych dochodów i wydaje się, że nie jest w stanie dalej uciszać tych, którzy mogą stanowić zagrożenie, płacąc im pensje, tak jak robili to w przeszłości. Możliwe, że domek z kart Saudów zawali się, a wtedy nie przejmowałbym się losem pozostałych państw Zatoki Perskiej.
Alastair Crooke wielokrotnie podkreślał, że ta dynamika może rozprzestrzenić się na Irak, inną starożytną cywilizację obok Iranu. Jeśli tak się stanie, Kuwejt prawdopodobnie również upadnie. Kolejny tlący się konflikt jest również widoczny w Jordanii. Jest zatem całkiem możliwe, że cała architektura wzniesiona przez Brytyjczyków na Bliskim Wschodzie ponad 100 lat temu może się zawalić w ciągu kilku miesięcy, bez możliwości powstrzymania tego tsunami przez Amerykanów. Arabia dla Arabów, Persja dla Persów, a Amerykanie won. Jeśli tak się stanie, Izrael ze sprawcy stanie się celem; z pewnością nie można mówić w tym kontekście o ofiarach. To, jak rodzące się mocarstwa Bliskiego Wschodu poradzą sobie z ludobójczymi syjonistami, powinno zostać pozostawione tym, którzy ponieśli największe ofiary, ponieważ Palestyńczycy są Arabami.
[Mój komentarz: pytałem kilku Palestyńczyków, czy są Arabami, odpowiedzieli, że są wśród nich różne opinie na ten temat]
Europa
Europa pogrążona jest w odmętach ponownego chaosu. Niemcy są pierwszym krajem – niegdyś największym eksporterem na świecie i największą potęgą UE – któremu grozi utrata politycznej rządzenia. Alternatywa dla Niemiec (AfD), którą dotychczas dominujące partie określały mianem skrajnie prawicowej i nazistowskiej oraz wykluczały z udziału w rządzie tzw. ścianą ogniową, nie tylko odniosła miażdżące zwycięstwo w dwóch wyborach do landów Niemiec Wschodnich, ale także wyraźnie prowadzi w sondażach krajowych z CDU (30% do 20%). Wskaźnik poparcia dla kanclerza Merza wynosi 10%, co świadczy o niezadowoleniu opinii publicznej i skłoniłoby każdego prawdziwie demokratycznego kanclerza do rezygnacji. Nie jest pewne, czy niemieckie społeczeństwo, jak to już miało miejsce w przeszłości, pozostanie bierne w obliczu tej sytuacji politycznej. Upadek kanclerza byłby korzystny dla Niemiec. AfD jest jedyną dużą partią dążącą do dialogu i pokoju z Rosją, co jest nie tylko rozpaczliwie potrzebne temu niegdyś prosperującemu krajowi uprzemysłowionemu, ale także warunkiem jego przetrwania gospodarczego. Alternatywą dla rzeczywistych i fundamentalnych zmian politycznych w Niemczech jest wojna z Rosją, prowadzona przez kanclerza Merza i rządzące elity polityczne. Ostatnim razem, gdy w 1941 roku Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji, Adolf Hitler wysłał 3,7 miliona żołnierzy na wschód i poniósł porażkę pomimo ludobójczych działań Niemców, które pochłonęły życie około 17 milionów cywilów. Jak wspomniano powyżej, Republika Federalna Niemiec nie jest obecnie w stanie zmobilizować 5000 ochotników do służby w krajach bałtyckich. Wydaje się, że kanclerzowi to nie przeszkadza, co jest wyraźnym dowodem na szaleństwo, które go ogarnęło. To mocny dowód na to, że działa w interesie mocarstwa spoza Niemiec. Cynik mógłby pomyśleć, że ma to coś wspólnego z jego przeszłością w BlackRock. Ci, którym udało się go mianować kanclerzem, mogą poklepać się po plecach, że zgarnęli marionetkę za symboliczną kwotę kilku milionów.
[Mój komentarz: nie przeceniałbym AfD! Moim zdaniem po dojściu do władzy nie będzie się wiele różnić od obecnych partii. No, może za wyjątkiem poniższego przykładu!]
Poniższy klip przedstawia prezentację nowego kierownictwa w Berlinie – Partia Lewicy przejęła władzę. Komentarz zbędny:
Sytuacja w pozostałej części Europy nie napawa optymizmem. Wybory prezydenckie we Francji odbędą się w kwietniu 2027 roku. Macron nie ma już prawa kandydować, a Marine Le Pen ma znaczną przewagę nad pozostałymi kandydatami. Sytuacja jest zatem podobna do tej w Niemczech: partii, którą obecnie rządzące partie określają mianem skrajnie prawicowej, a która cieszy się największą popularnością wśród obywateli. Stanowisko Le Pen w sprawie pokoju z Rosją jest niejasne – zdaje się mówić dwuznacznym językiem: z jednej strony chce pokoju w drodze negocjacji, ale jednocześnie popiera szkolenie ukraińskich żołnierzy. Jako polityk wytrawny, pozycjonuje się, by zdobyć jak najwięcej głosów. Sytuacja finansowa Francji jest fatalna, ale daleka od przyjemnej. Wzrost oprocentowania 10-letnich obligacji francuskich w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy był jeszcze większy niż w jakimkolwiek innym kraju europejskim.
Trump
Polityka prezydenta Trumpa tylko na pierwszy rzut oka wydaje się trudna do zrozumienia. Jego ciągłe wahania dotyczące Ukrainy, Iranu i Izraela są kontraproduktywne i szkodzą reputacji USA na arenie międzynarodowej. Powodem obecnych działań Trumpa są listopadowe wybory parlamentarne. Trump walczy z wysokimi cenami ropy, które sam stworzył, a które może jednak uchronić przed całkowitym załamaniem, manipulując rynkami kontraktów terminowych. Rzeczywiste ceny rynkowe są jednak od 30% do 50% wyższe niż zmanipulowane, fikcyjne ceny kontraktów terminowych. O tym, że ceny kontraktów terminowych są rzeczywiście manipulowane, świadczą na przykład ceny oleju napędowego na stacjach benzynowych, które podążają tylko w jednym kierunku i na całym świecie osiągnęły bezprecedensowy poziom. Olej napędowy jest siłą napędową amerykańskiej gospodarki, a wysokie ceny są jednym z głównych czynników napędzających inflację, ponieważ praktycznie wszystkie towary są transportowane ciężarówkami, rolnictwo jest od niego uzależnione, a znaczna część przemysłu opiera się na oleju napędowym. Najnowszy slapstick Trumpa: obwinia Zełenskiego za wysokie ceny oleju napędowego, ponieważ Ukraina atakuje rosyjskie rafinerie. Robi to wyłącznie po to, by odwrócić uwagę od największych czynników wpływających na ceny, czyli blokady wybrzeży Ormuz i Bab-al-Mandab.
Trump wciąż próbuje odwrócić sytuację, ale wygląda na to, że przegra wybory uzupełniające za około sześć tygodni. Według Polymarket, amerykańskiego internetowego rynku prognoz, gdzie użytkownicy obstawiają wyniki przyszłych wydarzeń, a ceny rynkowe odzwierciedlają zbiorcze szacunki prawdopodobieństwa, istnieje 66% prawdopodobieństwo, że Republikanie stracą większość zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie . Jeśli tak się stanie, Trump prawdopodobnie stanie przed procedurą impeachmentu. Ryzykuje wtedy, że z „kulawej kaczki” stanie się „ dead duck” i zostanie zastąpiony przez swojego oportunistycznego wiceprezydenta, Vance’a – co nie jest dobrą perspektywą dla Stanów Zjednoczonych.
Ostatnie wystąpienie Trumpa w tym tygodniu przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ było dowodem jego psychopatycznego charakteru: ogłosił – notabene po wyborach – że albo uczyni Iran bogatym krajem, albo całkowicie go zniszczy.
Trump niczym nie różni się od Adolfa Hitlera. W swoim przemówieniu w berlińskim Sportpalast 4 września 1940 roku, Hitler powiedział: „Zniszczymy ich miasta”. Trump chce unicestwić 5000-letnią cywilizację, oczywiście bez żadnych podstaw prawnych, zachowując się jak bóg. W ten sposób Trump publicznie wzywa do ludobójstwa całej cywilizacji. Można się zastanawiać, czy jego miejsce jest w więzieniu, czy w szpitalu psychiatrycznym, ale fakt, że może bezkarnie wygłaszać takie oświadczenia światu, pokazuje, jak nisko upadła zachodnia cywilizacja. Mam na myśli przemówienie, które wygłosiłem w Szwajcarii 3 września.
Rynki finansowe
Wielokrotnie pisałem o niestabilności rynków finansowych. Teraz moje pesymistyczne przewidywania zdają się spełniać. Oprócz przewartościowań na rynkach akcji, wielokrotnie wskazywałem na niezrównoważoną sytuację na rynkach obligacji. Wśród bardziej spostrzegawczych uczestników rynku zaczyna pojawiać się strach. Pan Bessent stracił kontrolę nad stopami procentowymi. 28 sierpnia 2026 roku sprawdziłem średnie oprocentowanie długu, jakie Stany Zjednoczone muszą płacić; wówczas wynosiło ono 3,35% (maj), co skutkowało obciążeniem odsetkowym w wysokości 1,34 biliona dolarów rocznie. Obecnie to średnie oprocentowanie wynosi 3,49% (sierpień); góra długu wynosi obecnie 40,07 biliona dolarów, a wzrosła już o 70 miliardów dolarów. Roczne płatności odsetkowe wzrosły zatem o 56 miliardów dolarów w tym krótkim okresie, osiągając 1,396 biliona dolarów rocznie.
W ciągu ostatnich 28 dni rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych wzrosła z 4,722% do 5,185%, co stanowi wzrost o 0,46%. Ten trend nie wykazuje oznak wyhamowania. Jeśli to tempo się utrzyma, nie tylko rynek obligacji rządowych ulegnie załamaniu, ale także góry długu zgromadzone w sektorze sztucznej inteligencji. Ten sam obraz wyłania się w Europie i Japonii. Pytanie nie brzmi, czy załamanie nastąpi, ale kiedy i komu Stany Zjednoczone dadzą pierwszeństwo – Japończykom czy Europejczykom. To moja osobista opinia. Regularnie mylę się co do czasu, co nauczyło mnie trzymać się z dala od tych rynków. Mam wielki zaszczyt regularnie spotykać się z jednym z najbardziej utytułowanych inwestorów na świecie. Na naszym ostatnim spotkaniu zasadniczo się ze mną zgodził, ale stwierdził, że nie wyobrażam sobie, jakimi sztuczkami i środkami dysponują jeszcze Amerykanie, aby odwlec nieuniknione.
Skala tego kryzysu przyćmi wszystko, co ludzkość kiedykolwiek widziała. W porównaniu z dzisiejszym kryzysem, kryzys z 2008 roku był niczym spacer po słonecznym parku z pysznym piknikiem. Takie załamanie na Zachodzie wpłynie również na geopolityczną swobodę działania zaangażowanych krajów; nagle będą one bardzo zajęte sobą. Czy doprowadzi to do eskalacji na arenie geopolitycznej, nikt nie wie. Jednak „eksperci”, którzy wciąż napędzają rynki swoimi okrzykami radości, z pewnością wyjaśnią z powagą, że tego po prostu nie dało się przewidzieć – jak zawsze.
Entropia
Wszystkie te pojedyncze ruchy tektoniczne prowadzą do prawdziwej entropii [prawdziwego wzrostu entropii], terminu z termodynamiki. Przekładając to na geopolitykę, opisuję tę sytuację jako ogromny, nieodwracalny chaos i niepewność w obrębie różnych systemów międzynarodowych. Istniejące struktury władzy, zasady, instytucje i hierarchie tracą swoją moc wiążącą, a nowego porządku, który obiecywałby stabilność, nie da się przewidzieć.
Ponieważ Zachód, który do niedawna mocno trzymał stery w swoich rękach, nie jest skłonny do pójścia na kompromis, aby nie narazić swojej pozycji hegemona.
Zaskoczone szybkością wydarzeń, Globalne Południe wciąż nie wypracowało spójnej, wspólnej i skutecznej polityki, która pozwoliłaby odebrać kontrolę Zachodowi.
Wygląda na to, że Globalne Południe, pod militarną dominacją Rosji, Chin i – obecnie czwartej potęgi militarnej – Iranu, jest w trakcie dostosowywania się i koordynowania nowej sytuacji, co ostatecznie doprowadzi do jego zwycięstwa.
Jak długo to potrwa i czy Zachód użyje broni jądrowej, aby utrzymać swoją hegemonię, pozostaje kwestią otwartą, a ja mam co do tego wątpliwości. Do tej pory tylko Adolf Hitler wierzył, że Niemcy powinny zginąć razem z nim. Miejmy nadzieję, że teraz bardziej rozsądni ludzie będą podejmować apokaliptyczne decyzje.