Czeski polityk ostro o Ukrainie, UPA i Zełeńskim. Broni Polski mocniej, niż rząd w Warszawie. „Ukraina przyznaje się do kolaboracji z nazistami”

Czeski polityk ostro o Ukrainie, UPA i Zełeńskim.

Broni Polski mocniej, niż rząd w Warszawie.

„Ukraina przyznaje się do kolaboracji z nazistami”

23.06.2026 nczas/czeski-polityk-ostro-o-ukrainie-upa-i-zelenskim-broni-polski-mocniej-niz-rzad-w-warszawie-ukraina-przyznaje-sie-do-kolaboracji-z-nazistami

Tomio Okamura.
NCZAS.INFO | Przewodniczący czeskiej Izby Poselskiej Tomio Okamura. / Fot. PAP/CTK

Przewodniczący ruchu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) oraz przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura w ostrych słowach skrytykował Ukrainę, odradzanie się nazizmu i banderyzmu w Kijowie oraz opowiedział się za Polską. „Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami” podkreślił czeski polityk.

Okamura to czesko-japoński przedsiębiorca i przewodniczący czeskiej izby poselskiej. Urodził się w Tokio, matka była Morawianką, a ojciec miał pochodzenie japońsko-koreańskie.

W poniedziałek wieczorem ostro potępił Kijów i banderyzm oraz stanął po stronie Polaków.

„Nawet Polacy mają już dość tego, że ukraińskie państwo 🇺🇦 oficjalnie przyznaje się do kolaborantów, którzy mordowali Czechów, Polaków i Żydów. Kiedy Polacy zaprotestowali przeciwko temu, Ukraińcy zaczęli ich wulgarnie obrażać” – napisał Okamura na X.

„Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami. Odmawiamy, by takie państwo wstąpiło do UE i NATO! Kiedy ktoś zaprotestuje przeciwko temu, że ukraiński prezydent oficjalnie przyznaje się do ukraińskich rzeźników, którzy dokonywali ludobójstwa, Ukraińcy są jeszcze bardziej urażeni. A gdzie jest pan prezydent Petr Pavel? Dlaczego nie wypowie się na temat tego, że jego ukraińscy przyjaciele przyznają się do morderców, którzy mordowali także Czechów?” – zapytał czeski polityk.

Następnie odniósł się do nazwania jednej z ukraińskich jednostek imieniem „Bohaterów UPA”. Okamura przypomniał, że UPA odpowiedzialna jest za „masakry nawet kilkuset tysięcy Polaków, Żydów, Czechów i Ukraińców na Ukrainie podczas drugiej wojny światowej”. Wspomniał też o odebraniu przez Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełeńskiego.

„W weekend na Ukrainie wybuchła antypolska 'burza’. Były ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba oświadczył, że polski prezydent 'nienawidzi Ukraińców jako fenomen’. Radykalny ukraiński nacjonalista i dowódca ochotniczej armii Dmytro Jarosz nazwał rzekomo polskich polityków ’sprzedanymi dziwkami’. Pojawiło się też twierdzenie ukraińskiej dziennikarki, że po tym, jak Zełeński został ostrzeżony przed konsekwencjami swojego kroku, miał rzekomo wulgarnie skomentować sprawę: 'Je**ć Polaków.’ Ukraińcy masowo wysyłają swoje odznaczenia do Warszawy” – czytamy we wpisie.

Przytoczył też atak szefa ukraińskiego MSZ Andrija Sybihy, który „ostro zaatakował Polskę oraz prezydenta Nawrockiego”. Wspomniał też o zwrocie kolejnych orderów ze strony Ukraińców. Przytoczył także słowa szefa kancelarii prezydenta Zbigniewa Boguckiego, który podkreślił, że „przedstawiciele ukraińskich urzędów zwracają polskie odznaczenia lekką ręką, zapominając, że te same ręce były wyciągnięte po pomoc, a ta pomoc przyszła z polskich rąk: od polskiego rządu, samorządów, organizacji pozarządowych i milionów Polaków”.

„Polska dziennikarka Arleta Bojke z Channel Zero opublikowała komentarz do skandalu z nazwaniem ukraińskiej jednostki 'Bohaterów UPA’. Według Bojki, która powołuje się na oświadczenie byłego ukraińskiego posła Ihora Mosijczuka, Zełeński rzekomo użył wulgarnych wyrażeń do opisu Polski i Polaków i był świadomy tego, co jego krok wywoła. 'Kiedy do Zełeńskiego przyszli ludzie i powiedzieli mu, by nie nazywał tej ukraińskiej jednostki po UPA, że to rozdrażni Polaków, Wołodymyr Zełeński rzekomo odpowiedział: 'Je**ć Polskę i Polaków’” – napisał przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura.

Szkoda, że władze Czech bardziej upominają się o pamięć Polaków, niż niby-polski rząd.

Anty-szczepionkowcy vs pro-szczepionkowcy: Oblicza prawdy

Antyszczepionkowcy vs proszczepionkowcy: oblicza prawdy

Jarek Kefir

Antyszczepionkowcy vs proszczepionkowcy: oblicza prawdy

Koncerny farmaceutyczne, zwolennicy szczepień i ich histeria podgrzewana przez media

Artykuł odnośnie histerii, jaką wykreowali medialni i farmaceutyczni socjotechnicy wokół szczepień. Rekordy w generowaniu negatywnych emocji bije rzekoma epidemia odry (kilka zachorowań), która ma być w Polsce. Zrobiono to z dwóch powodów. Powód pierwszy – planowane wycofanie szczepionki MMR i zastąpienie jej nowszą. W związku z tym, trzeba opróżnić magazyny. Powód drugi – przykręcono śrubę w sprawie szczepień. Planuje się comiesięczne sprawdzanie kart szczepień u dzieci. Gdy brakuje jakichś szczepień – dzieci takie mają nie być przyjmowane do żłobków i przedszkoli.

Są to tzw. „miękkie sankcje administracyjne” – czyli przemoc aparatu państwowego w celu wymuszenia procedury medycznej. Artykuł, który wkleiłem poniżej, porusza rzadko podejmowane zagadnienia, czyli walkę zwolenników szczepień (czasami są oni wprost opłacani przez koncerny – trolle, hasbara) z przeciwnikami szczepień.

W Polsce i w krajach byłego bloku wschodniego kładzie się duży nacisk na przymus szczepień, ponieważ chce się w ten sposób ograniczyć przyrost naturalny. Inaczej jest w krajach Europy zachodniej – tam zmieniła się mentalność i dzieci rodzi się już mniej. Celem głównym jest zmniejszenie liczebności światowej populacji, o czym mówił zaangażowany w interesy farmaceutyczne Bill Gates. Którego :dobroczynność” polega na promowaniu i kupowaniu szczepionek w firmach farmaceutycznych, których akcje posiada.

Wstęp: Jarek Kefir

W debacie na temat szczepień religijna histeria bierze górę na racjonalizmem

„We wczesnych latach 1980. świat obiegły szokujące nagłówki gazet, donoszące o aktach przemocy wobec lekarzy i personelu medycznego klinik aborcyjnych z rąk członków fundamentalistycznych grup religijnych. Pierwszym z odnotowanych przypadków było uprowadzenie przez trzech mężczyzn, utożsamiających się z ruchem antyaborcyjnym Armia Boga, Hectora Zevallosa – lekarza i jednocześnie właściciela kliniki aborcyjnej – oraz jego żony. Porywacze przetrzymywali uprowadzonych przez 8 dni. Od tego czasu zaczęły mieć miejsce kolejne przypadki kidnapingu, podkładania bomb w klinikach, zabójstw oraz prób zamordowania członków personelu medycznego, a także innych zwolenników prawa kobiet do wolnego wyboru w sprawie aborcji; odnotowano też setki gróźb śmiercią oraz ponad 150 aktów napaści i pobicia. Stali za tym ekstremalni aktywiści antyaborcyjni. Od tej pory tego typu incydenty zaczęły szerzyć się nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też w Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii.

I jak na razie niewiele się w tej kwestii zmieniło. W 2012 roku eksplodowała bomba podłożona w klinice Planned Parenthood w Grand Chute w stanie Wisconsin. W tym samym roku bomba zapalająca wywołała pożar w budynku Ladies Clinic w Pensacoli na Florydzie, przed którym w 1994 roku zastrzelono lekarza Johna Brittona oraz jego ochroniarza Jamesa Barretta. W owej klinice zdetonowano bombę już w 1984 roku, dokładnie w dniu Bożego Narodzenia. Jak zeznało później czterech sprawców tego czynu – był to „urodzinowy prezent dla Jezusa”.

Działania fanatycznych przeciwników aborcji – sprawców opisanych powyżej aktów przemocy – wprawiają w osłupienie. Jak to możliwe, że tak zagorzali zwolennicy ochrony życia poczętego, potępiający prawo kobiet do wolnego wyboru w sprawie aborcji, są w stanie dokonywać tak agresywnych czynów, tak zajadle protestować, grozić śmiercią i brać udział w kampaniach oszczerstw? W jaki sposób fundamentalne poglądy w kwestii ochrony życia mogą doprowadzić do tak, na pierwszy rzut oka, sprzecznego zachowania – zabijam, bo stoję na straży przykazania „nie zabijaj”?

Tak wygląda właśnie sposób myślenia religijnych terrorystów. Są tak bardzo oddani, ich zdaniem, słusznej sprawie, bez względu na jej niedorzeczność, że nie dostrzegają sprzeczności w swoim postępowaniu, mimo że bije ona po oczach. Tego typu goście to bez dwóch zdań „kompletne świry”.

Szaleństwo zwolenników szczepień

Być może wy również, czytając najświeższe doniesienia prasowe, dostrzegacie podobieństwa pomiędzy zachowaniem antyaborcyjnych aktywistów i histerycznie usposobionych rzeczników walki z członkami domniemanego ruchu antyszczepionkowego. Szaleństwo, jakie ogarnia tych ostatnich, jak nic przypomina obłęd fanatyków zakazu aborcji w szczytowym punkcie ich krucjaty. Grożenie śmiercią i podłożeniem bomby, zaangażowanie w kampanie oszczerstw, zastraszanie członków rodzin osób, które głośno usiłują mówić prawdę o szczepionkach lub tylko wyrażają wątpliwości w kwestii postawy przyjętej przez fanatycznych zwolenników szczepień.

Proszczepionkowcy to ekstremiści, co do tego nie ma wątpliwości. Bo jak inaczej można określić postawę opartą na całkowicie błędnych założeniach przesiąkniętych emocjami, fałszywych przesłankach naukowych i nielogicznym myśleniu? Rzecznicy szczepień ulegają religijnej histerii, tak jak każdy antyaborcyjny fanatyk. Przy czym – co istotne – proszczepionkowcy, w odróżnieniu od fundamentalistów religijnych, nie są jakąś małą, skrajną grupą społeczną. Pośród nich są ludzie z różnych grup zawodowych, społecznych, rasowych i religijnych. Nie uczestniczą we wspólnych niedzielnych nabożeństwach, by przysłuchiwać się kazaniom, które mają umocnić ich przynależność religijną i jednocześnie demonizować niewiernych.

Zamiast tego gromadzą się wokół ołtarza mediów głównego nurtu i oddają mu cześć, gdyż one również niestrudzenie bombardują proszczepionkową propagandą, nawracają i demonizują odstępców oraz zapewniają wiernych, że tylko ich stanowisko jest słuszne – powołując się w tym celu na domniemane „setki badań”, które rzekomo potwierdzają bezpieczeństwo i skuteczność szczepień. Każdy, kto nie uległ temu „religijnemu” ferworowi, kto posiada chociaż dwa aktywne neurony i ma wewnętrzną siłę, by wyłamywać się ze stada i samodzielnie docierać do niezależnych wyników badań, musi dostrzec, że postawa zwolenników szczepień jest obarczona jakimś zasadniczym błędem.

Tych legendarnych „setek badań”, na które powołują się proszczepionkowcy, w rzeczywistości nie ma. Istnieją natomiast setki badań, o których „nie mówi się głośno, które się lekceważy, a nawet selektywnie recenzuje, przymykając oko na dane o skutkach ubocznych szczepień”. Domyślam się, że dziennikarze mediów głównego nurtu jakoś te fakty przeoczyli w swoim bez wątpienia skrupulatnym przeglądaniu źródeł, jakie poprzedzało późniejsze oczernianie i mieszanie z błotem tych, którzy mają czelność kwestionować naukową ewangelię. Dlaczego wyniki niezależnych badań nie są powszechnie dostępne, dlaczego próbuje się je ukryć? Bo są one, rzecz jasna, sprzeczne z założeniami proszczepionkowej religii! Najwyżsi kapłani koncernów farmaceutycznych, którzy szerzą naukową ewangelię poprzez swoich misjonarzy, tj. media głównego nurtu i przedstawicieli medycznych, nie mają ochoty na to, by tracić czas na rozważanie odmiennych stanowisk, kwestionujących przesłanie wielebnego $. Ryzyko jest zbyt wielkie. Utrata nawet jednego członka stada mogłaby negatywnie odbić się na wynikach finansowych.

Szkodliwość szczepień: prawda nie lęka się dochodzenia

“To strategia intelektualnych desperatów. Prawda nie lęka się dochodzenia. Jeśli skuteczność szczepień jest dowiedziona, a one same sprzyjają zdrowiu dzieci, to lekarze powinni być otwarci na pytania rodziców, a nawet otwarte dyskusje o zaletach szczepień. Obecnie natomiast mamy do czynienia z bezkrytycznym kultem. Jego wyznawcy mają w nosie dogłębne analizy, a nawet rzetelne dane naukowe. Szczepienia są dobre, bo tak im powiedziano. I to im wystarcza” – czytamy w artykule Mike’a Adamsa, pt. „The Flawed Theory Behind Vaccinations” („Błędna teoria szczepień”).

Lekarzom, wypowiadającym się w mediach, którzy nie zgadzają się ze stanowiskiem zwolenników szczepień i mają odwagę zalecać alternatywne metody immunizacji, grozi oczywiście zniesławienie i prześladowanie, są traktowani jak szarlatani i mogą utracić licencję zawodową. Zaś przekupione media wytrwale papugują mantrę koncernów farmaceutycznych o rzekomo niepodważalnej skuteczności i bezpieczeństwie szczepień. Ale szczepionki nie są ani skuteczne, ani bezpieczne. Nawet „Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych nie dalej jak w 2011 roku orzekł, że szczepionki są “niezaprzeczalnie groźne”. A poza tym, jeśli nie byłyby szkodliwe, to jakim cudem od 1989 roku rząd amerykańskich wypłacił 3 miliardy dolarów tytułem odszkodowań dla osób, które utraciły zdrowie w wyniku szczepień?

Linki w paragrafie powyżej, jakkolwiek nie wyczerpujące tematu, nie są tam po to, by “dowodzić” braku bezpieczeństwa czy nieskuteczności szczepionek. Chcemy tylko pokazać, że w kwestii szczepień nie ma jednoznacznych rozstrzygnięć – innymi słowy, w świetle nauki ich skuteczność i bezpieczeństwo wcale nie są tak oczywiste. Przeciwnicy szczepień nie są szaleńcami, zwolennikami teorii spiskowych czy ludźmi, który bezkrytycznie wierzą w powielane plotki internetowe. Publiczna debata w tej kwestii niewątpliwe ma miejsce, lecz po obydwu jej stronach powinny zasiąść osoby myślące racjonalnie.

Czy antyszczepionkowcom coś nie styka na złączach?

Antyszczepionkowcy zdaniem proszczepionkowców to osoby tępe, niepełnosprawne umysłowo. A dokładnie tacy są właśnie autorytarianie („Nie zamierzam szczepić moich dzieci. Uważam, że szczepionki prowadzą do zaburzeń psychicznych!” „Chcesz przez to powiedzieć, że jesteś… zaszczepiona?”) Dalsza dyskusja na temat bezpieczeństwa i skuteczności szczepień wykracza poza zakres tego artykułu. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w gorąco rekomendowanym przez nas filmie dokumentalnym z 2013 roku, autorstwa Gary’ego Nulla, pt. „Cicha epidemia: nieopowiedziana historia szczepionek”.

Nie ma potrzeby, by ktoś godził się (lub nie) z faktem, że szczepionki są szkodliwe i nieskuteczne, chodzi o to, by przynajmniej zdał sobie sprawę, że w tej kwestii konieczna jest niewymuszona, szczera debata. Tymczasem rzecznicy szczepień zamiast udziału w otwartej, racjonalnej dyskusji, wolą uciszać oponentów – wykrzykując na całe gardło, stosując pogróżki i uciekając się do ataków ad hominem. Skoro dowody na nieszkodliwość szczepionek są jednoznaczne, to skąd obawy przed jawną, publiczną rozmową na ten temat?

Nagłówki mediów głównego nurtu donoszą, że antyszczepionkowcy są rozhisteryzowani, nierozsądni i nadmiernie emocjonalni, proszczepionkowcy – racjonalni, rozsądni i posiadają wiedzę naukową, a jakże by inaczej. Jak w przypadku większości artykułów pisanych zgodnie z narzuconą linią redakcyjną, jest dokładnie na odwrót. Krytycy szczepień to osoby zwykle dobrze poinformowane, znające wyniki badań, a w każdym razie, przynajmniej sceptycznie nastawione do oficjalnej szczepionkowej narracji. Mistrzami tyrad w histerycznym tonie są rzecznicy szczepień. Nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że władze niekoniecznie muszą działać w interesie obywateli. Czują się zagrożeni obecnością tych, którzy kwestionują decyzje rządzących. Nie mogą zaakceptować faktu, że biznes szczepionkowy jest wielką ściemą, którego celem jest napychanie portfeli garstki zasiadającej na górze piramidy, kosztem cierpienia całej reszty, bo ich światopogląd w kwestii bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek po prostu by runął. Nasze władze (Bóg) kochają nas. Nigdy by nas nie skrzywdziły. To my mamy rację. Ci, którzy podważają decyzje rządzących, są źli. Należy się ich pozbyć lub zmusić do konformizmu. Brzmi to niczym hasła fundamentalnej chrześcijańskiej krucjaty, nieprawdaż? Albo niczym słowa amerykańskiego żołnierza piechoty (albo generała), co?

Czy chrześcijanie powinni szczepić dzieci?

Spójrzmy na artykuł Jesse Johnsona pt. „Antyszczepionkowcy a narcyzm epistemologiczny” (“Anti-vaxxers and epistemological narcissism”), będący odezwą do chrześcijańskich rodziców – przeciwników szczepień. Autor tego tekstu nawiązuje do ostatnich przypadków zachorowań na odrę w Kalifornii i w Arizonie i obwinia za to oponentów szczepień; w podobnym duchu są artykuły tutaj i tutaj. Piszący tego typu teksty całkowicie pomijają fakt, że „nie ma żadnych dowodów, które pozwoliłyby postawić znak równości pomiędzy zaszczepieniem i prawdziwą odpornością”. Johnson najpierw podkreśla, że tekst skierowany jest do chrześcijańskich rodziców, którzy podjęli decyzję o nieszczepieniu swoich dzieci, następnie opowiada bajki na temat odry, po czym (uwaga) wymienia „cztery przyczyny, dla których chrześcijanie powinny szczepić swoje dzieci”:

  1. Szczepienia są formą powszechnej łaski, która dramatycznie zmieniła świat na lepsze (Księga Rodzaju 3:18; Psalm 145:9-16; Mateusz 5:44-45; Dzieje Apostolskie 14:16-17). Udział w błogosławieństwie powszechnej łaski, której doświadcza społeczeństwo po upadku Wieży Babel, oznacza, że łączymy się jako narody, a ona sama – [łaska, czyli szczepienia] – czyni nasze życie lepszym (Księga Rodzaju 9:6, Druga Księga Królewska 12:2, Łukasz 6:33). Pracujemy, pobieramy się i chronimy się wzajemnie. Podstawową metodą tej ochrony są szczepienia przeciwko chorobom, które prześladowały członków kultur, które się nie szczepiły.
  2. A zatem zaszczepienie się jest formą miłości bliźniego (Księga Lewicka 19:18; Mateusz 5:43, List do Rzymian 13:8-10, List Jakuba 2:8). Wiedząc, że ktoś jest zbyt mały, młody lub słaby, by go zaszczepić, chronimy go dzięki temu, że sami jesteśmy zaszczepieni.
  3. Nie dajemy się zwieść rozsiewanym w Internecie plotkom, skutecznie zdyskredytowanym już dawno temu (Księga Hioba 12:20; Księga Przysłów 13:16). Nie oznacza to oczywiście, że ślepo wierzymy we wszystko, co dociera do nas ze świata „nauki”. Cechuje nas raczej zdrowy sceptycyzm, ale w przypadku szczepień możemy go porzucić, bo świat nauki jednomyślnie zapewnia, że szczepionki są bezpieczne (a dodatkowo, zalecane w większości stanów). Uchybiamy rozumowi, kiedy wierzymy w niepotwierdzone, zdyskredytowane plotki, zamiast przyjąć oczywisty fakt, że odra kiedyś wzbudzała grozę i że już od dawna tak się nie dzieje.
  4. Chrześcijanie biorą na siebie ryzyko, by powiększać wspólne dobro. Nie uczymy naszych dzieci, że „na pierwszym miejscu stawia się bezpieczeństwo”. Najpierw „Samemu Bogu cześć i chwała! (Soli Deo Gloria!), potem cała reszta. Chrześcijanie zwykli byli to rozumieć. Postawa moralna Jonathana Edwardsa, który zaraz po objęciu posady rektora Uniwersytetu Princeton poddał się szczepieniu przeciwko ospie wietrznej, wskutek czego zmarł, była kiedyś normą. Niewłaściwą postawą moralną, przyjmowaną w związku ze śmiercią Edwarda, jest „unikanie szczepień”. Należy „pogodzić się z ryzykiem wkalkulowanym w szczepienia na rzecz lepszej kondycji społeczeństwa”.

Czy przeciwnik szczepień jest grzesznikiem?

Biblia zakazuje wiernym ulegania internetowym plotkom, i to podobno nawet w dwóch osobnych rozdziałach – zaskoczyła nas ta informacja. Najwyraźniej profetyczny walor tej książki nie został doceniony. Zastanawiają też nauki płynące z faktu śmierci z powodu szczepionki przeciw ospie wietrznej – to podobno świetny przykład tego, jak dobrą rzeczą jest pogodzenie się z „wkalkulowanym ryzykiem”. Istna mentalna gimnastyka? Jak wam idzie?

Johnson kończy swe wywody następującym stwierdzeniem: „Uznałem, że jest to swoista szara strefa dla chrześcijan, sytuacja nie do końca jasna, i że w związku z tym przeciwnika szczepień nie można uznać wprost za grzesznika. Można natomiast, w oparciu o zapisy biblijne, odwołać się do przenikliwości i mądrości wiernego następującymi słowami: nie niwecz szczytowych osiągnięć nauki, dotyczących kwestii społecznych, tylko z powodu epistemologicznego narcyzmu”. “Epistemologiczny narcyzm”, że co? Zasadniczo pojęcie to oznacza “pragnienie posiadania zbyt rozległej wiedzy”. Drodzy czytelnicy, usłyszeliście to po raz pierwszy właśnie tutaj. Ten, kto chce zbyt wiele wiedzieć i kwestionuje decyzje autorytetów, jest pod wpływem złego! Szybko, wyłączcie przeglądarkę, zanim skażecie własną duszę na wieczne potępienie!

O ile przeciętny, liberalny ateista pomysł przeczesywania tekstów biblijnych w poszukiwaniu proszczepionkowych argumentów uznałby zapewne za dosyć żenujący, jego własny sposób rozumowania nie tak znowu bardzo się różni. Nie ma większego znaczenia, czy twoja wiara w dobroczynność szczepień opiera się na zapisach biblijnych, czy też na nieistniejących danych naukowych, wypluwanych przez tuby medialne – w obydwu wypadkach mamy do czynienia z klasycznym zachowaniem stadnym, popartym argumentacją przepełnioną emocjami, a nie z podejmowaniem decyzji w oparciu o wiarygodne wyniki badań oraz logikę.

Ekstremalne zachowania wyznawców religii szczepionkowej nabierają na sile

Są one coraz bardziej agresywne – stanowią niemalże dokładne odzwierciedlenie aktów przemocy w wykonaniu fanatycznych aktywistów antyaborcyjnych.

„Groźby śmierci pod adresem lekarzy, którzy dzielą się ważnymi informacjami na temat wątpliwego bezpieczeństwa szczepionek. Lekarz, przekazujący opinii publicznej informacje na temat szczepień, otrzymuje pogróżki o podłożeniu bomby. Odwołano cykl wykładów. Swoboda wypowiada słów, zabierania głosu i wygłaszania opinii jest naszym prawem wrodzonym, nabytym w momencie przyjścia na ten świat. Wolność słowa nie jest luksusem i z pewnością nie otrzymujemy jej od rządu. W Australii, a także w narastającym tempie w Stanach Zjednoczonych, niektóre opinie można wyrażać z większą swobodą niż inne.

W notatce prasowej z 27 stycznia, wieloletnia nauczycielka i specjalistka ds. szczepień doktor Sherri Tenpenny napisała, że odwołuje cykl wystąpień zaplanowanych w Brisbane, Sydney, Adelaide, Melbourne i Gold Coast. Przyczyną anulowania wykładów były głosy proszczepionkowych ekstremistów, wzywające do przemocy wobec właścicieli (i członków ich rodzin) obiektów, w których miały odbyć się seminaria na temat zdrowia, a także pogróżki o podłożeniu bomby w kilku zarezerwowanych budynkach. Druga z wykładowczyń, Stephanie Messenger, która solidarnie z doktor Tenpenny podjęła decyzję o anulowaniu odczytów, powiedziała: „Dożyłyśmy czasów, w których uczestnikom seminariów nie można zapewnić bezpieczeństwa. Niektórzy z nich zamierzali wziąć ze sobą małe dzieci. Groźby są uporczywe. Nie jesteśmy w stanie zagwarantować, że przybyłym gościom nie stanie się nic złego”. Niestety sprawcy tych pogróżek nadal są na wolności.”

Uciszanie przeciwników szczepień

Dosyć wyraźnie widać, że osoby kwestionujące zasadność szczepień ucisza się, a w mediach głównego nurtu oczernia. W rzeczywistości proszczepionkowcy tak bardzo obawiają się każdego, kto krytykuje ich religię, że muszą wygrażać śmiercią nie tylko lekarzom, którzy są przeciwni szczepieniom, ale też niczemu winnym obywatelom, którzy chcą usłyszeć, co do powiedzenia mają krytycy szczepień. Przeciętny liberał oburzał się z powodu „ataku na wolność słowa”, obklejając strony fejsbuka hasłem „Je suis Charlie”, solidaryzując się w ten sposób z ofiarami masakry w redakcji Charlie Hebdo. Ale kiedy usiłuje się zamknąć usta prelegentom, którzy chcą mówić o szkodliwości szczepionek, grożąc im śmiercią – przeciętny liberał nie dostrzega problemu.

Wyłamywanie się z tłumu wiąże się z wieloma problemami i w pewnym sensie jest niebezpieczne – oznacza ostracyzm, zniesławienie, okazjonalne naplucie w twarz. Jeśli znajdziesz się pod ostrzałem rozhisteryzowanego proszczepionkowca, to musisz się liczyć nawet z utratą życia. Poczytaj na Wikipedii o antyaborcyjnej przemocy – czy naprawdę te zachowania różnią się aż tak bardzo od tego, co robią fanatyczni rzecznicy szczepień?

Grożenie śmiercią krytykom szczepień nie jest niczym nadzwyczajnym. Profesor Garth L. Nicolson, specjalista od patologii molekularnej, kierownik i główny pracownik naukowy w Instytucie Medycyny Molekularnej w Huntington Beach, w Kalifornii, prowadzi wykłady na uniwersytetach medycznych w Stanach Zjednoczonych i w Australii. Jest dobrze wykwalifikowanym, szanowanym biochemikiem, znanym z opracowania przełomowego modelu błon komórkowych. Kiedy dowiedział się o nieetycznym testowaniu skażonych szczepionek na więźniach w Teksasie (i zaczął dzielić się tą wiedzą), które później podawano żołnierzom walczącym w pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej, zaczął otrzymywać pogróżki śmierci.

Doktor Nicolson opowiedział, co mu się przytrafiało, kiedy on i inni naukowcy pozyskali wiedzę na temat eksperymentów w teksańskich więzieniach a także na temat skutków ubocznych szczepień, jakie pojawiły się wśród żołnierzy amerykańskich w Zatoce Perskiej: „Zmuszono nas do opuszczenia Teksasu. Miałem wówczas pełny etat profesorski i byłem szefem katedry na Uniwersytecie w Teksasie, ale zostałem dosłownie zmuszony do wyjazdu, bo przebywanie w tamtym miejscu stawało się zbyt niebezpieczne. Kilku moich kolegów uśmiercono. Mojemu przełożonemu strzelono w tył głowy w jego biurze, gdyż zamierzał mówić głośno o eksperymentach na więźniach. Sytuacja zaczęła robić się coraz bardziej poważna”.

Skoro usiłuje się wyeliminować tych, którzy otwarcie chcą mówić prawdę, to najwyraźniej za kulisami badań nad szczepionkami dzieje się coś paskudnego i niepokojącego. Osobą, którą podobno straszono śmiercią, był również wieloletni badacz skutków ubocznych szczepień doktor Andrew Moulden. Zmarł w tajemniczych okolicznościach w 2013 roku. Niektórzy twierdzą, że miał atak serca, inni, że popełnił samobójstwo (mimo, że nie miał ku temu powodów).

Pogróżki od trolli koncernów farmaceutycznych

Grożenie śmiercią oraz ekstremalna wściekłość, wyrażana w „religijnym ferworze” przez fanatycznych rzeczników szczepień, nie powstrzymuje niektórych niezależnych badaczy od mówienia prawdy. Wówczas straszy się ich możliwością utraty pracy: „Kardiolog z Arizony: Nie szczepcie dzieci, zamiast tego stosujcie dietę paleo. Doktor Jack Wolfson uważa, że lepsza niż szczepienia jest zmiana stylu życia. Pomimo ostatniego wykrycia ogniska odry w kalifornijskim Disneylandzie, doktor z Paradise Valley w Kalifornii uważa, że dzieci nie należy szczepić, bo choroby wieku dziecięcego powinny zostać przechorowane. „Odrę, świnkę, różyczkę i ospę wietrzną należy przechorować, dzieci mają do tego prawo” – powiedział doktor Jack Wolfson z Wolfson Integrative Cardiology w Paradise Valley. Wolfson nie wierzy w szczepienia – „Nie ma potrzeby, by w celu wzmocnienia systemu odpornościowego wstrzykiwano nam i naszym dzieciom chemikalia”. Doktor Wolfson uważa ponadto, że najważniejszą kwestią jest utrzymywanie zdrowego układu odpornościowego. W tym celu należy unikać chemikaliów, dobrze się wysypiać, wykonywać ćwiczenia fizyczne, brać suplementy i dobrze się odżywiać. „Jestem ogromnym fanem diety paleo. Chcę, by nasze dzieci jadły to, co spożywali nasi przodkowie przez miliony lat. To najlepszy sposób na ochronę przed chorobami” – powiedział doktor Wolfson.”

W powyższym stwierdzeniu nie ma niczego kontrowersyjnego. Są to zwyczajowe zalecenia lekarzy, stosujących naturalne kuracje. Może są niekonwencjonalne. Ale przez to nie traci się przecież licencji lekarskiej. Nieprawdaż? Okazuje się, że jest inaczej: „Komisja Lekarska Arizony pełną parą ściga doktora Wolfsona za to, co powiedział. Dodatkowo, tzw. „eksperci” domagają się, by tego typu lekarzy pozbawiać prawa do wykonywania zawodu, bo – choć nie do końca nie wiadomo, w jaki sposób – szkodzą pacjentom. Czy prawo lekarza do niezalecania szczepionek swoim pacjentom było kiedykolwiek przedmiotem dyskusji? Od kiedy to wyrażanie opinii stanowi podstawę do pozbawienia lekarza licencji lekarskiej?”

Dobre pytania. Zdaje się, że w środowisku przesiąkniętym szczepionkową histerią każde odstępstwo od linii partyjnej, tj. od oficjalnych zaleceń w sprawie szczepień, stanowi pretekst do odebrania prawa wykonywania zawodu. Charlie Hebdo to przy tym nic – oto jesteśmy świadkami najgorszego w tej dekadzie ataku na wolność słowa.

Walka i pogróżki wobec naturopatów

Mówiąc dalej o wolności słowa. Moja znajoma – lekarz medycyny naturalnej – opowiedziała mi o e-mailu, jaki otrzymała od Kanadyjskiego Stowarzyszenia Lekarzy Medycyny Naturalnej (Canadian Association of Naturopathic Doctors – CAND), w związku z ostatnimi kontrowersjami w sprawie szczepień. Oto jego fragment:

“Rozumiemy, że w związku z ostatnią burzą medialną z powodu odry, szczepionek i nozod [wytwory chorobowe ludzkich organizmów] członkowie stowarzyszenia mają ochotę zabrać głos i wyjaśnić reporterom, że są w błędzie i że nie rozumieją zasad medycyny naturalnej. Jednakże w tym przypadku potencjalne ryzyko przeważa nad korzyściami, a zatem prosimy, aby wszyscy członkowie zamiast reagować i angażować się bezpośrednio w medialne debaty, kontaktowali się ze Stowarzyszeniem. Jak w przypadku większości incydentów, dziennikarze usiłują wyprofilować dwie strony spornej kwestii. W tym szczególnym przypadku media poszukują przeciwstawnego stanowiska w sprawie szczepień i chcą, by lekarze medycyny naturalnej mieli w tym swój udział, nawet jeśli większość naturopatów przekazuje pacjentom wiedzę na temat szczepień, w tym również na temat ich korzyści. Media, zamiast kierować uwagę na rzeczywiste fakty, będą koncentrować się na drobnych wyjątkach, tak jak uczyniono to we wczorajszym artykule w tygodniku Globe Mail. W tej sytuacji lekarze medycyny naturalnej, decydując się na rozmowę z mediami, ustawiają się na z góry przegranej pozycji”.

W kolejnym fragmencie listu naturopaci są instruowani, żeby w przypadku prób kontaktu ze strony mediów nie reagowali na zaczepki, lecz bezzwłocznie zasięgnęli rady prawników! I to ma być otwarta i szczera debata na temat szczepień?

Wakefield i szczepionka MMR

Pamiętacie doktora Andrew Wakefielda? Istne zło wcielone, oskarżany o utworzenie w pojedynkę ruchu antyszczepionkowego w formie, w jakiej istnieje do dziś. Za to, że ośmielił się zasugerować możliwość istnienia związku (skądinąd całkowicie uzasadnionego i możliwego) pomiędzy podaniem szczepionki MMR i pojawieniem się autyzmu u podatnej części populacji, został wystawiony na nikczemną i zajadłą medialną kampanię oszczerstw, mającą na celu skłonienie go do porzucenia pracy badawczej. Niestety, kariera tego człowieka legła w gruzach:

Doktor Wakefield wypowiadający się we wspomnianym już powyżej filmie dokumentalnym pt. “Cicha epidemia: nieopowiedziana historia szczepionek”: „Problemy ze szczepionkami w ogóle, a w szczególności z MMR, są znaczenie większe, niż przypuszczano. Już jako lekarz i naukowiec zacząłem kwestionować bezpieczeństwo szczepionek w latach 1990-1991. Im bardziej się w to zagłębiałem, tym bardziej byłem zaniepokojony. Odpowiedzi na pytania, które wysyłałem do władz, były niesatysfakcjonujące i nienaukowe. W większej mierze osadzone w systemie wierzeń, nadziei i myśleniu życzeniowym, niż oparte na twardych, niezbitych, naukowych faktach. Im bardziej szukałem i im więcej do mnie docierało, tym bardziej stawałem się zaniepokojony. Nie tylko z tego powodu, że nie przeprowadzono żadnych badań odnośnie bezpieczeństwa szczepionek, ale również dlatego, że w ogóle nie było potrzeby ich wytwarzania, a w pierwszym rzędzie szczepionki przeciwko śwince. I nie jest to moja opinia, ale opinia Centrum ds. Kontroli Chorób (Control Disease Centre – CDC) oraz innych organów regulujących kwestię szczepień w Wielkiej Brytanii. Szczepienia zostały wprowadzone na rynek w celach handlowych, w interesie wielkich koncernów farmaceutycznych, a nie w interesie społecznym!”.

Toż to przecież bluźnierstwa! A zatem nic dziwnego, że doktora Wakefielda przedstawiano jako wcielenie współczesnego szatana. Równie dobrze mógłby powiedzieć, że Jezus nigdy nie istniał. Pogróżki śmiercią, oszczerstwa, publiczne ścinanie głów (nie dosłownie, ale wszystko przed nami) wyraźnie pokazują, że proszczepionkowcy postrzegają domniemany ruch antyszczepionkowy jako poważne zagrożenie, coś, czego należy się pozbyć każdym możliwym sposobem.

Przy czym na początek postawmy sprawę jasno: nie ma de facto czegoś takiego jak „ruch antyszczepionkowy”:

Oto co pisze Levi Quackenboss w artykule pt. “Nie istnieje ruch antyszczepionkowy”: „Nie ma czegoś takiego jak “ruch antyszczepionkowy”. „Ruch” to rozwijająca się organizacja, zrzeszająca wiele osób, które chcą osiągnąć określony cel. Rodzice, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci, nie mają „wspólnego celu”. Nie istnieje żaden docelowy poziom odsetek osób niezaszczepionych, do którego chcą potajemnie dobić. Nie mają żadnego planu, by kogokolwiek do czegokolwiek zmuszać. Nie ma żadnej ustalonej daty ogłoszenia zwycięstwa. Ci, którzy chcą być zwolnieni z obowiązku szczepień, mają tylko jedną cechę wspólną: nie dbają o to, co robisz ze swoim dzieckiem w kwestii szczepień. Koncentrują się na swoim. Ruch proszczepionkowy jest wspierany finansowo w formie gotówki, dotacji oraz dzięki sile ludzkiego umysłu przez ludzi, którzy bogacą się na produkcji i sprzedaży szczepionek.

Jasne, że mają oni też do dyspozycji niezastąpioną armię żołnierzy piechoty, nie do końca intelektualnie stabilnych, ale siła napędowa pochodzi z wyższego poziomu. Celem ruchu proszczepionkowego jest osiągnięcie 100% podporządkowania się programowi szczepień. A ci, którzy chcą być zwolnieni z obowiązku szczepień? Oni nie przejmują się tym, czy ktoś stosuje się do zaleceń. Ruch proszczepionkowy przyłączył się do grupy lokalnych wydziałów zdrowia po to, by dotrzeć do ustawodawców stanowych i przekonać ich do wprowadzenia przepisów, które pozwalałyby na odbieranie praw rodzicielskich tym, którzy uchylają się od obowiązku szczepień. A ci, co nie chcą szczepić? Ich nie interesuje, w jaki sposób inni dbają o zdrowie swoich dzieci, a zatem nie mów im, jak mają zajmować się własnymi. Ruch proszczepionkowy nawiązuje kontakty z mediami, będącymi własnością koncernów farmaceutycznych, by ci wyzywali na wizji rodziców, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci, od ignorantów i nieuków.

Wsparcie medialne zwolenników szczepień

A ci rodzice? Większość z nich nie ma przyjaciół w mediach, a nawet gdyby mieli, z pewnością nie obrzucaliby nikogo błotem. Dlaczego? Bo mają w nosie stanowisko i opinie innych na temat szczepionek. W 1853 roku parlament brytyjski przyjął ustawę o obowiązkowych szczepieniach przeciwko ospie wietrznej. Za niestosowanie się do tych przepisów groziła kara grzywny, a za uchylanie się od jej zapłacenia – więzienie. To doprowadziło do masowych demonstracji członków klasy pracującej. Protestowały też znane osoby, a nawet członkowie parlamentu. 1885 roku z powodu ponad 3000 spraw sądowych w toku, i to tylko w jednym hrabstwie, protestowało 20 000 osób. Ostatecznie w 1898 roku dopuszczono możliwość zwolnienia z obowiązku szczepień z przyczyn religijnych lub etycznych. Odstąpiono też od karania za brak szczepień, a rodzicom nieprzekonanym co do bezpieczeństwa i skuteczności szczepień, dano możliwość uzyskania zwolnienia. Ale był jeden „haczyk” – kto chciał otrzymać zwolnienie, musiał spełnić pewne wymagania urzędnicze do czasu ukończenia przez dziecko 4 roku życia.

Jak można było się spodziewać, wielu urzędników nie zgadzało się na wykonywanie tych obowiązków, a w związku z tym idea wolnego wyboru w kwestii szczepień zaczęła kuleć. W wyniku presji społecznej w 1907 roku rząd brytyjski ostatecznie uchwalił Ustawę w sprawie szczepień. Zgodnie z nią każdy rodzic mógł uzyskać pozwolenie na odstąpienie od obowiązku szczepień. Wystarczyło wysłać do lokalnego urzędnika odpowiadającego za politykę szczepień podpisaną deklarację, w której należało wyrazić obawę, że szczepienia mogą zaszkodzić zdrowiu dziecka. W 1907 roku aż 17% brytyjskiej populacji uzyskało status zwolnionych. Był to początek współczesnej polityki, pozwalającej na odstąpienie od obowiązku szczepień z przyczyn światopoglądowych – zrodzonej w efekcie uciążliwego wtrącania się rządu i władz lokalnych w prawa rodzicielskie. To, moi drodzy, był ruch antyszczepionkowy. W 2015 nie istnieje żaden ruch antyszczepionkowy, ale proszczepionkowcy, nie zniechęcajcie się. Nadal rzucajcie obelgami w mediach, nawijajcie bez krępacji z lokalnymi legislatorami. Prześladujcie niemowlęta, by wstrzykiwać im szczepionki, których wy sami już od dziesięcioleci nie otrzymujecie. Trajkoczcie o ruchu antyszczepionkowym, a ci, którzy uchylają się od obowiązku szczepień, na pewno dadzą wam jakiś nowy pretekst, abyście mieli kolejny temat do obgadania – zanotujcie moje słowa. Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, są skazani na jej powtarzanie.”

Ruch antyszczepionkowy

Nie ma ruchu antyszczepionkowego, a proszczepionkowcy i tak z nim zacięcie walczą, na każdym froncie. Dlaczego tak się dzieje? Ten cytat z Biblii chyba pasuje w tym miejscu: „Ucieka występny [lub atakuje], choć go nikt nie goni [lub nie atakuje] – Księga Przysłów 28.

Przywodzi to na myśl rozmowy chrześcijańskich fundamentalistów na temat „homoseksualnej konspiracji”, zgodnie z którą geje są tak zdeterminowani, że „polują” na osoby heteroseksualne, a zwłaszcza dzieci, by wciągnąć je do swojego „perfidnego” stylu życia. Każdy homoseksualista lub ktoś, kto zna chociaż jedną osobę o takiej orientacji, od razu zwróci uwagę na niedorzeczność takiego sposobu myślenia. Osoby homoseksualne, ogólnie rzecz ujmując, nie dbają o to, jakiej orientacji jesteś ty czy ktokolwiek inny. Oni chcą tylko jednego – by zostawić ich sam na sam z ich życiem seksualnym. Przeciwnicy szczepionek chcą tego samego – mają w nosie, czy szczepisz siebie lub swoje dziecko, chcą tylko prawa do podejmowania swobodnych decyzji w zakresie opieki medycznej i nie chcą, by ich ktokolwiek nękał i prześladował.

Podobnie jak dyskusje o aborcji, tak i debaty na temat szczepień sprowadzają się w istocie do tego, czy masz prawo robić ze swoim ciałem to, co uważasz za stosowne. Fundamentaliści stawiają sprawę jasno – nie masz takiego prawa, bo twoje ciało jest własnością państwa i w związku z tym nie możesz samodzielnie decydować, jakim medycznym procedurom poddajesz się ty czy twoje dziecko. Zdaje się, że w celu uciszenia tych, którzy nie podzielają ich poglądów, ci szaleńcy byli w stanie sięgnąć po naprawdę ekstremalne metody, podobne do tych, którymi posługiwali się przed nimi fanatyczni przeciwnicy aborcji. To zadziwiające, jak wielu lewicowców, którzy żarliwie opowiadają się za wolnością wyboru w sprawie aborcji, popiera jednocześnie przymusowe szczepienia. Przypuszczam, że słowo „wybór” jest bardziej giętkie, niż myślałam, lub wykracza znacznie poza zakres słownikowej definicji.

Aby lepiej zrozumieć, w jaki sposób ta cała szczepionkowo debata stawiana jest na głowie i jak proszczepionkowcy manipulują informacjami na własny użytek, obejrzycie materiał filmowy pt. „Antyszczepionkowcy rujnują Disneyland” (j. ang).

Już po 2 minutach oglądania można dostrzec przepełnione złością potępienie i całkowite lekceważenie obaw i pytań stawianych przez członków „ruchu antyszczepionkowego”. Jeden z gospodarzy programu mówi wprost: „Pieprzyć tych ludzi!”. Jaki inteligentny sposób na skłonienie mas do przyjęcia proszczepionkowego stanowiska! Dalej słyszymy, że to bogaci rodzice decydują się nie szczepić, bo uważają, że odsuwanie szczepienia w czasie jest teraz w modzie. Mówią, że w „pewnym sensie winni są też rodzice”, ale że w gruncie rzeczy należy oskarżać tych, którzy stoją za „antyszczepionkową agendą”.

Medialnych przekłamań w sprawie stanowiska antyszczepionkowców jest znacznie więcej

Zdaniem Rexa Murphy’ego, gospodarza programu „Point of View”, przeciwnicy szczepień, tacy jak Jenny McCarthy, przyznają, że “ich potencjał intelektualny jest na poziomie zbutwiałego pniaka, w którym można nawet zamieszkać!”. Co za argument… robi się coraz goręcej, posłuchajcie, co ten koleś mówi do publiczności: „zbyt duża wolność [wyboru] spowodowała, że garstka samolubnych i dogłębnie głupich osób trajkocze o wyssanych z palca krzywdach, by przenieść się z drogi rozsądku i medycyny na ścieżkę własnych, niebezpiecznych fantazji. Postawa antyszczepionkowa jest niesłychanie samolubna, uchylanie się od zaszczepienia dziecka stoi na równi z darmowym korzystaniem z dobrych praktyk innych [czytaj: z dobrodziejstw programów szczepień ochronnych]. Ich dobrą praktyką jest ochrona przed waszą bezgraniczną, nonszalancką niefrasobliwością!”.

W obliczu tej całej antagonistycznej nagonki, podobnie jak w przypadku wielu innych życiowych kwestii, zadajmy sobie pytanie: Co powiedziałby Ghandi? „Bądźcie nieposłuszni!”

Bez względu na to, czy jesteś za, czy przeciwko szczepieniom, prawda jest taka, że szczepionkowa debata wykroczyła daleko poza racjonalne granice. Nad rzeczową dyskusją bierze górę histeria, emocje sięgają szczytu, a obelgi, groźby śmiercią, cofanie licencji lekarskich i kampanie oszczerstw stały się narzędziami w tej grze – przynajmniej na razie. Czy długo jeszcze będziemy czekać na fizyczne ataki, uprowadzenia i pozbawianie życia w imię ochrony zdrowia naszych dzieci zysków koncernów farmaceutycznych?

Autorstwo: Erica Burt Doug DiPasquale
Tłumaczenie: PRACowniA

„Szanowny Panie Gestapo”… Doniósł na chłopca sprzedającego lemoniadę

Ktoś doniósł na chłopca sprzedającego lemoniadę.

Nietypowa interwencja straży miejskiej.

Posted by Marucha w dniu 2026-06-23 marucha/doniosl-na-chlopca-sprzedajacego-lemoniade-nietypowa-interwencja-straz

Mały stolik, domowa lemoniada i pomysł, żeby zarobić na wymarzone książki. Tyle wystarczyło, by w Bogatyni zrobiło się głośno o młodym sprzedawcy, na którego ktoś doniósł do straży miejskiej.

[Jakżeż to polskie… „Szanowny Panie Gestapo”… – admin]

Patrol rzeczywiście przyjechał na miejsce, ale zamiast chłodnej urzędniczej kontroli wydarzyło się coś, co rozbawiło i wzruszyło internautów. Strażnicy „zabezpieczyli” cały towar, wykupując lemoniadę z własnych pieniędzy.

Ta historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej. W ostatnich latach w Polsce nie brakowało sytuacji, w których dziecięce stoiska z lemoniadą budziły więcej urzędowych emocji niż powinny. Tym razem jednak zwyciężyły zdrowy rozsądek, życzliwość i poczucie humoru.

Do zdarzenia doszło w Bogatyni. Jeden z mieszkańców poinformował straż miejską, że chłopiec sprzedaje przy ulicy przygotowaną przez siebie lemoniadę. Na miejsce wysłano patrol. Funkcjonariusze potwierdzili zgłoszenie, wykonali swoje czynności, a później podjęli decyzję o „zabezpieczeniu całego dostępnego towaru”. Brzmiało poważnie, ale finał okazał się wyjątkowo sympatyczny.

Najlepsza możliwa „konfiskata”

Straż Miejska w Bogatyni wyjaśniła później, że „zabezpieczenie” polegało po prostu na wykupieniu całej lemoniady przez funkcjonariuszy z własnych środków. Napój został wypity, a jego jakość oceniono bardzo wysoko.

— Uspokajamy — zabezpieczenie polegało na wykupieniu całej partii lemoniady przez strażników we własnym zakresie. Towar został skonsumowany, a jego jakość oceniono bardzo wysoko — przekazała Straż Miejska w Bogatyni.

Ten komunikat od razu nadał całej sprawie zupełnie inny ton. Zamiast kolejnej historii o nadgorliwości wobec dziecka, powstała opowieść o dorosłych, którzy potrafili potraktować sytuację z uśmiechem, a jednocześnie przypomnieć o bezpieczeństwie.

Strażnicy pogratulowali młodemu sprzedawcy przedsiębiorczości. W żartobliwym tonie pochwalili też skuteczność funkcjonariuszy w eliminowaniu „zagrożeń związanych z nadmiarem lemoniady na ulicach miasta”.

Fabian chciał zarobić na książki

Lokalne media podały, że chłopiec ma na imię Fabian i sprzedawał lemoniadę, aby uzbierać pieniądze na książki. To szczegół, który sprawił, że historia jeszcze mocniej poruszyła internautów. Bo trudno znaleźć bardziej niewinny przykład wakacyjnej przedsiębiorczości niż dziecko, które robi lemoniadę i próbuje samodzielnie zebrać pieniądze na coś, co jest dla niego ważne.

Po interwencji głos zabrała również mama chłopca. — Fabian jest bardzo zadowolony z dzisiejszej sprzedaży lemoniady, a przede wszystkim chce podziękować paniom ze straży miejskiej z Bogatyni — napisała pani Agnieszka.

To krótkie zdanie najlepiej pokazuje, że cała sytuacja nie zakończyła się stresem ani przykrym wspomnieniem. Przeciwnie — dla młodego sprzedawcy mogła stać się jedną z tych historii, które zapamiętuje się na długo: pierwsza sprzedaż, nietypowa wizyta straży miejskiej i klienci, którzy wykupili wszystko do ostatniej kropli.

Dziecięca przedsiębiorczość potrzebuje dorosłej życzliwości

W tej historii łatwo skupić się na samym zgłoszeniu. Ktoś uznał, że dziecięcy stolik z lemoniadą wymaga interwencji. Można się z tego śmiać, można się oburzać, ale najważniejszy jest finał. Strażnicy pokazali, że przepisy i zdrowy rozsądek nie muszą stać po przeciwnych stronach.

Funkcjonariusze przypomnieli przy okazji, że obecnie nie ma przepisów, które wprost regulowałyby takie okazjonalne, sąsiedzkie inicjatywy prowadzone przez dzieci. Zwrócili jednak uwagę na rolę rodziców i opiekunów.

— Zachęcamy rodziców i opiekunów do zachowania rozsądku oraz sprawowania nadzoru nad młodymi przedsiębiorcami, szczególnie w zakresie bezpieczeństwa i miejsca prowadzenia sprzedaży — podkreślili strażnicy.

To ważne dopowiedzenie. Dziecięca przedsiębiorczość jest piękna, ale najlepiej działa wtedy, gdy dorośli czuwają nad bezpieczeństwem. Chodzi o miejsce sprzedaży, ruch uliczny, higienę, kontakt z obcymi osobami i zwykłą obecność kogoś starszego w pobliżu. Nie po to, by zgasić zapał dziecka, lecz po to, by mogło próbować nowych rzeczy w bezpiecznych warunkach.

Mała lemoniada, duża lekcja

Historia z Bogatyni ma w sobie coś bardzo polskiego i bardzo dobrego. Jest w niej trochę absurdu, trochę humoru, ale przede wszystkim dużo życzliwości. Mógł być mandatowy chłód, a była pochwała przedsiębiorczości. Mógł być stres, a zostało wspomnienie udanej sprzedaży. Mógł być konflikt, a powstał uśmiech, który szybko rozszedł się po internecie.

Takie sytuacje przypominają, że dzieci uczą się odwagi nie tylko z podręczników. Uczą się jej wtedy, gdy wystawiają pierwszy stolik, robią pierwszy napój, rozmawiają z pierwszym klientem i widzą, że świat dorosłych nie musi od razu odpowiadać karą na każdy przejaw samodzielności.

Oczywiście nie każda dziecięca inicjatywa może działać bez zasad. Ale zasady powinny pomagać, a nie odbierać radość. W Bogatyni udało się znaleźć właściwy ton: była interwencja, było przypomnienie o bezpieczeństwie, ale była też zwykła ludzka sympatia.

Może dlatego ta krótka historia tak spodobała się internautom. W czasach, gdy łatwo narzekać na brak empatii, kilka kubków lemoniady wystarczyło, by pokazać coś odwrotnego: że rozsądek i dobroć nadal potrafią wygrać z nadgorliwością.

A Fabian? On prawdopodobnie zapamięta ten dzień jako bardzo udany biznesowo. W końcu nie każdy młody przedsiębiorca może powiedzieć, że jego pierwszy towar został wykupiony w całości przez straż miejską.

[Miejmy nadzieję, że nie zapomni też o skurwielu, który doniósł. Co trzeba mieć w czerepie, by donosić na dzieciaka? – admin]

Jarema Świt https://dobrewiadomosci.net.pl

TASS: Groźby Zełenskiego wobec Białorusi i reakcja na militaryzację Europy

Groźby Zełenskiego wobec Białorusi i reakcja na militaryzację Europy. Kluczowe punkty

Wiceminister spraw zagranicznych republiki Igor Sekreta zauważył, że na świecie obserwuje się tendencje eskalacyjne i sytuacja staje się niekontrolowana.

22 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Rosja i Białoruś zmuszone są reagować na zagrożenia w obliczu globalnej niestabilności, jednak priorytetowo traktują inicjatywy pokojowe – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Igor Sekreta podczas wirtualnej dyskusji przy okrągłym stole na temat „Militaryzacji Europy”, zorganizowanej przez Stałe Przedstawicielstwo Rosji przy OBWE.

Wcześniej Wołodymyr Zełenski wystosował kolejne groźby pod adresem Białorusi. Zadeklarował gotowość do wydania rozkazu ataku na sprzęt, który jego zdaniem znajdował się na terytorium Białorusi wzdłuż granicy z Ukrainą, jeśli nie zostanie on usunięty w ciągu tygodnia.

============================

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat sytuacji.

Militaryzacja Europy

  • Białoruś wyraża zaniepokojenie tempem militaryzacji w Europie i obecnie monitoruje ćwiczenia Brave Boar 2026 w pobliżu Przesmyku Suwalskiego, powiedział wiceminister spraw zagranicznych Igor Sekreta.
  • Według niego militaryzacja Europy postępuje obecnie w kilku kierunkach.
  • Ponadto Sekret wyraził zaniepokojenie planami Polski i Francji dotyczącymi przeprowadzenia ćwiczeń sił powietrznych mających na celu zaatakowanie celów na Białorusi i w Rosji.
  • Zauważył , że w kontekście globalnej niestabilności Rosja i Białoruś zmuszone są „reagować defensywnie i zapobiegawczo” na zagrożenia, ale przede wszystkim „promują pokojowe idee , których celem jest zapobieganie najniebezpieczniejszym scenariuszom”.
  • Jak zauważył Sekret, na całym świecie obserwuje się tendencję eskalacyjną i sytuacja staje się niekontrolowana.
  • Wcześniej sekretarz stanu Rady Bezpieczeństwa Białorusi Aleksandr Wolfowicz oświadczył, że Europa, niestety, nie tylko nie jest przygotowana na zakończenie konfliktu na Ukrainie, ale robi wszystko, co możliwe, aby zapewnić jego kontynuację.
  • Ostrzegł, że nowe dostawy broni z Europy na Ukrainę, uzgodnione przez kraje G7, wywołają dodatkowe napięcia, podważając strategiczną stabilność i bezpieczeństwo na całym kontynencie europejskim.

Groźby Zełenskiego wobec Białorusi

  • 19 czerwca Wołodymyr Zełenski wystosował kolejne groźby pod adresem Białorusi.
  • Oświadczył, że jest gotowy wydać rozkaz ataku na sprzęt, który według niego znajdował się na terytorium Białorusi wzdłuż granicy z Ukrainą, jeśli nie zostanie on stamtąd usunięty w ciągu tygodnia.
  • Zełenski twierdził również, że znajdują się tam „repeater’y na wieżach”.

Próba wciągnięcia Mińska w konflikt

  • Białoruś dostrzega „eskalację antybiałoruskiej retoryki  ze strony Ukrainy” i na nią odpowiada, powiedział białoruski minister spraw zagranicznych Maksim Ryżenkow w wywiadzie dla kanału telewizyjnego Białoruś-1.
  • Minister obrony Białorusi Wiktor Chrenin oświadczył , że republika nie angażuje się w konflikt na Ukrainie, lecz monitoruje rozwój sytuacji.
  • Szef resortu zaznaczył, że Białoruś utrzymuje pewne siły na granicy z Ukrainą, ale w minimalnej liczbie – w celu zapewnienia ochrony granicy państwowej we współpracy ze strażą graniczną.
  • Białoruś nie da się wciągnąć w konflikt za pomocą prowokacji ; republika opowiada się za pokojem, rozwagą i dyplomacją, oświadczył sekretarz stanu Rady Bezpieczeństwa Białorusi Aleksandr Wolfowicz.
  • Zełenski próbuje wciągnąć Białoruś i całą Europę w konflikt zbrojny, powiedział Ołeh Gajdukiewicz, wiceprzewodniczący stałej komisji ds. międzynarodowych Izby Reprezentantów Zgromadzenia Narodowego (parlamentu) republiki.
  • Wcześniej prezydent republiki Aleksander Łukaszenka, komentując atak na białoruski autobus pod Briańskiem, ostrzegał , że próby wciągnięcia Białorusi w wojnę obrócą się przeciwko tym, którzy się tego podejmą.

Reakcja na groźby Zełenskiego wobec Białorusi

  • Prezydenci Rosji i Białorusi Władimir Putin i Aleksander Łukaszenka planują wkrótce się spotkać, aby omówić między innymi groźby Władimira Zełenskiego pod adresem Mińska, powiedział reporterom rzecznik prasowy rosyjskiego przywódcy Dmitrij Pieskow.
  • Nazwał groźby Zełenskiego wobec Białorusi ingerencją w jej sprawy wewnętrzne i naruszeniem jej suwerenności.
  • Zełenski daremnie liczy , że jego ultimatum wobec Łukaszenki będzie korzystne dla Kijowa. Wręcz przeciwnie, groźby pod adresem Mińska prowokują Moskwę do reakcji, powiedział lider LDPR Leonid Słucki.
  • Zełenski zagraża bezpieczeństwu całej Europy, o czym świadczy jego ultimatum postawione Łukaszence, zauważył Armando Mema, członek fińskiej narodowo-konserwatywnej partii „Sojusz Wolności”.

Skuteczność przechwytywaczy Patriot PAC-3 zakupionych przez Polskę to od 2% do 4% !

Znikoma skuteczność przechwytywaczy Patriot PAC-3 zakupionych przez Polskę

news/nato-gathers-experts-for-integrated-air-and-missile-defence-conference-in-poland

Na powyższej dorocznej konferencji w Gdyni wykład wygłosił Ted Postol, profesor MIT i czołowy ekspert na temat technologii rakietowej i przechwytywania pocisków balistycznych. 

W poniższym wywiadzie Postol twierdzi, że Pentagon nie posiada żadnych dowodów na rzekomo ponad 90% udanych przechwyceń pocisków przez najnowszą generację Patriot Pac3.

Na podstawie analizy zebranych nagrań wideo rakiet irańskich, procent ten wynosi od 2% do 4% !

Postol powiedział o tym polskim oficerom obecnym na prezentacji, którzy po zakończeniu podziękowali mu za ostrzeżenie…

Pytanie: czy MON zażądał od Raytheon, producenta systemu Patriot, dowodów na jego skuteczność? Pieniądze podatnika wydane na złom jako haracz za iluzoryczną obronę sojuszniczą.

Tucker Carlson: Republikanie zdradzili Amerykę dla Izraela

Tucker Carlson: Republikanie zdradzili Amerykę dla Izraela

23 czerwca 2026 pch24/tucker-carlson-republikanie-zdradzili-ameryke-dla-izraela

Tucker Carlson.jpg
Tucker Carlson, fot. Kremlin.ru, CC BY 4.0

Nie poparłbym Partii Republikańskiej. Nie ma szans, żebym poparł Partię Republikańską – ogłosił 22 czerwca Tucker Carlson – amerykański konserwatywny komentator i były zwolennik prezydenta USA Donalda Trumpa. Według niego partia „zdradziła” własnych wyborców, stawiając bezpieczeństwo Izraela ponad bezpieczeństwem Stanów Zjednoczonych. Były gospodarz Fox News podkreślił jednocześnie, że nie zamierza przejść na stronę Demokratów.

Odchodzę – ogłosił Carlson w podcaście „Can’t Be Censored”. – A jeśli ja odchodzę, to myślę, że wiele innych osób również odchodzi – dodał. Komentator stwierdził, że nie widzi możliwości dalszego wspierania Republikanów.

– Jak ja lub jakikolwiek amerykański wyborca mógłby popierać partię polityczną, która nie jest lojalna wobec Stanów Zjednoczonych? Która przedkłada interesy obcego państwa nad interesy własnych obywateli? Nie da się głosować na takich ludzi i ja nie zamierzam tego robić – mówił Carlson.

Publicysta od początku sprzeciwiał się amerykańskiemu zaangażowaniu w konflikt z Iranem i próbował przekonać Trumpa do rezygnacji z tej operacji. Jak nietrudno się domyślić, przeciwnicy Carlsona zarzucają mu antysemicki charakter części jego wypowiedzi.

Były gospodarz Fox News podkreślił jednocześnie, że nie zamierza przejść na stronę Demokratów i jeszcze nie wie, na kogo odda głos w przyszłości. Jak zaznaczył, przez 35 lat konsekwentnie wspierał Republikanów, lecz obecnie nie potrafi już tego robić. Jego deklaracja padła na kilka miesięcy przed jesiennymi wyborami uzupełniającymi do Kongresu.

Portal Axios zwrócił uwagę, że odejście Carlsona od Partii Republikańskiej pokazuje skalę napięć wewnątrz ruchu MAGA stworzonego przez Trumpa. Źródłem sporów są m.in. wojna z Iranem oraz polityka gospodarcza obecnej administracji.

Portal przypomniał również, że Carlson należy do grona konserwatystów przekonanych, iż Waszyngton zaangażował się w konflikt z Iranem pod wpływem nacisków izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu. Krótko po rozpoczęciu działań wojennych podobne sugestie częściowo potwierdził sekretarz stanu Marco Rubio.

W kwietniu Trump ostro zaatakował prawicowych komentatorów i influencerów krytykujących jego stanowisko wobec wojny z Iranem, w tym Carlsona. Prezydent określił ich mianem „wariatów”, „przegrywów” oraz głupków.

Mimo obecnych sporów Carlson przez lata należał do najważniejszych medialnych sojuszników Trumpa. Wspierał go w swoim popularnym podcaście, występował podczas konwencji Partii Republikańskiej i uczestniczył w inauguracji jego prezydentury. Po wybuchu wojny z Iranem przyznał jednak, że żałuje udzielonego mu wcześniej poparcia.

Axios przypomniał także, że kongresmenka Marjorie Taylor Greene, która również była bliską sojuszniczką Trumpa, promuje pomysł startu Carlsona w wyborach prezydenckich w 2028 roku.

Źródło: PAP

===========================

mail:

Gdyby zastąpić słowa „wobec Stanów Zjednoczonych” przez „wobec Polski
też miałoby sens.

Zaszufladkowano do kategorii O Świat | Otagowano

Jak Polska pomaga Ukrainie w 2026 roku. 10 konkretów.

Post Stanisław Tyszka


Stanisław Tyszka facebook.com/story.

Jak Polska pomaga Ukrainie tylko w 2026 roku? Oto 10 konkretów:

1️⃣ Hub w Jasionce. Ciągle utrzymujemy lotnisko w Jasionce, przez które przechodzi ponad 90% zachodniej pomocy dla Ukrainy: broń, amunicja, sprzęt wojskowy, zaopatrzenie i pomoc humanitarna. To korytarz, bez którego Ukraina już dawno by padła.

2️⃣ Starlink dla Ukrainy. Polska finansuje utrzymanie łączności na terytorium Ukrainy, przede wszystkim systemu Starlink. Wartość finansowania w 2026 r. to 168 mln zł.

3️⃣ Fundusz Pomocy: ponad 1 mld zł. Na 2026 r. zaplanowano w Funduszu Pomocy 1,08 mld zł na pomoc Ukrainie i obywatelom Ukrainy. Chodzi m.in. o świadczenia rodzinne i opiekuńcze, 800+, Dobry Start, leczenie, leki, zakwaterowanie zbiorowe, obsługę dokumentów, pomoc społeczną oraz edukację dzieci z Ukrainy.

4️⃣ Uproszczony pobyt i praca. Obywatelom Ukrainy ze statusem UKR przedłużono legalny pobyt w Polsce do 4 marca 2027 r. Do tego utrzymano uproszczone zasady pracy: wystarczy zgłoszenie przez pracodawcę, bez standardowej procedury zezwolenia na pracę dla cudzoziemców spoza UE.

5️⃣ PURL: 100 mln dolarów na sprzęt wojskowy z USA. Polska dokłada się do PURL – mechanizmu, przez który państwa NATO kupują w USA sprzęt wojskowy dla Ukrainy. W amerykańskich rozliczeniach za 2026 r. Polska widnieje z wkładem 100 mln dolarów na uzbrojenie, amunicję i wyposażenie dla ukraińskiej armii.

6️⃣ 48. pakiet wojskowy za 200 mln zł. W lutym w Kijowie Donald Tusk zapowiedział kolejny pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy wart ok. 200 mln zł. Ma obejmować przede wszystkim sprzęt pancerny dla ukraińskich wojsk.

7️⃣ Szkolenie ukraińskich żołnierzy w Polsce. Ukraińscy żołnierze nadal szkolą się na polskich poligonach w ramach unijnej misji EUMAM. W 2026 r. ćwiczyli w Polsce m.in. działania w terenie zabudowanym, walkę w systemach okopów, szturmowanie wejść i oczyszczanie pomieszczeń.

8️⃣ Unijne miliardy dla Ukrainy. Rząd Tuska uczestniczy w unijnej „pożyczce” dla Ukrainy wartej 90 mld euro, będącej w istocie darowizną. Pierwsza transza ma zostać wypłacona na dniach, a równolegle Ukraina dostała 8 czerwca kolejne 2,8 mld euro z Ukraine Facility, w którym też uczestniczy Polska.

9️⃣ Wejście Ukrainy do Unii Europejskiej. W czerwcu 2026 r. rząd Tuska zgodził się na otwarcie pierwszego klastra negocjacyjnego Ukrainy z Unią Europejską.

🔟 Agregaty i nagrzewnice dla Ukrainy. W styczniu 2026 r. decyzją Donalda Tuska na Ukrainę trafiło 379 generatorów prądu i 18 nagrzewnic z zasobów RARS. Polska koordynowała też przekazanie 447 generatorów ze środków unijnych, a Warszawa dorzuciła kolejne 90 agregatów.

W 2026 r. Polska wciąż pomaga Ukrainie na ogromną skalę: dajemy hub logistyczny, Starlinki, pieniądze, sprzęt, szkolenia i wsparcie w UE. A co dostajemy od Ukrainy w zamian? Zełenski honoruje „Bohaterów UPA”, a Polacy mają udawać, że nic się nie stało.

Dość rozdawania polskiej pomocy bez warunków: rząd Tuska ma pilnować interesu Polski, a nie udawać, że Ukraina może brać wszystko i nie dawać nic w zamian❗️

Odchodzi w niepamięć podział na „post-komuchów” i „post-solidaruchów”

Prof. Bratkiewicz: Do sztambucha Pana Redaktora Filipa Memchesa

myslpolska./prof-bratkiewicz-do-sztambucha-pana-redaktora-filipa-memchesa

W reakcji na tekst Filipa Memchesa Antysowiecki rusofil („Do Rzeczy”, 21/2026) nie mogę pominąć milczeniem kilku wątków, które się w nim znalazły. 

Skądinąd Redaktor Memches napisał artykuł uczciwy i rzetelny, a moje uwagi dotyczą nie tyle Autora, ile innych osób i ich opinii, przytoczonych w jego tekście.

Wyniuchiwacze 

Po pierwsze, zacząć wypada od tropicielstwa zdrady prorosyjskiej. Od lat wyniuchiwacze owej zdrady z reguły mościli sobie gniazda w PiS-ie i jego chaszczach medialnych, w rodzaju „Gazety Polskiej” czy „wSieci”. Stamtąd wataha „autorów niepokornych” (jak się zawadiacko samonazwali), wyczekawszy stosownej chwili, wypadała z obnażonymi karabelami „krytyki patriotycznej”, bigosowała politycznych antagonistów i czym prędzej rejterowała znów w zarośla. Atoli, jak się okazuje, tropicielstwo zaległo się także po stronie platformerskiej, gdzie się również węszy domniemane ślady zdrady prorosyjskiej.

Ponoć Grzegorz Rzeczkowski, który teraz usługuje przy MSZ jako „osłona przed dezinformacją międzynarodową”, namierzywszy moje wypowiedzi w kręgach związanych z Konfederacją Korony Polskiej, syknął ostrzegawczo: „nie ma w tym przypadku”  (relata refero). Oraz insynuował, że Sowieci zwerbowali mnie podczas studiów w Moskwie, a więc pół wieku temu.

Urojenia nieposkromione 

Apeluję do szpicli jawnych, tajnych i dwupłciowych na usługach POPiS-u, żeby bodaj trochę poskromili swe urojenia prześladowcze i zadali sobie pytanie elementarne. Doprawdy, czyżby służby sowieckie 50 lat temu przewidziały Solidarność, moją aktywność podziemną, Okrągły Stół i upadek komuny, moją pracę w BBN pod kierunkiem Lecha Kaczyńskiego i 30 lat pracy w MSZ na stanowiskach dyrektorskich – i nie zadaniowały mnie do aktywnego sabotażu politycznego? Przez lata 1980. nie wymusiły na mnie, żebym zdezorganizował – działając w wydawniczym podziemiu solidarnościowym – bodaj jedno wydawnictwo podziemne, zdekonspirował choćby jednego „podziemniaka”? Jak to się stało, że przez 30 lat pracy w MSZ, jako dyrektor różnych departamentów, nie pokrzyżowałem w interesie moich kremlowskich patronów ani wejścia Polski do NATO, ani do UE ? Toż Stalin i każdy jego następca uznałby takiego agenta za zwykłego bumelanta i obiboka – a władza robotniczo-chłopska nie znała zmiłuj się wobec takich brakorobów. Strzał w potylicę i dół z wapnem.

Agenturalność historiozoficzna 

Można też założyć wariant alternatywny – Sowieci / Ruscy trzymali mnie  jako „śpiocha” w Polsce przez pół wieku i teraz, gdy mam siedemdziesiąt wiosen za sobą, uaktywniono mnie – skoro nie jeżdżę na wózku inwalidzkim, nie ogłuchłem i nie oślepłem – do działań operacyjnych i agenturalnego wpływania na niewiniątka patriotyczne w Polsce. Ale jeżeli takim „śpiochem” pozostawałem przez pół wieku, to dowodzi to, że służby sowieckie /rosyjskie myślą i działają z wyprzedzeniem półwieczy i zgoła stuleci, czyli kasują wszystkie ziemskie służby specjalne. Do agenturalności historiozoficznej zdolni są zapewne Chińczycy, ale z założenia pozwolić sobie na nią może właściwie tylko Pan Bóg. Dla tropicieli zdrady na hektarach i morgach ojczystych wypływa z tego wniosek oczywisty – poniechajcie tropienia zdrady prorosyjskiej, bo w cetno i licho z transcendencją nie wygracie. Ukórzcie się w niemocy wobec KGB / FSB!

Związek świadomych obywateli

Po drugie, pisze Pan Redaktor, że moją narracją publicystyczną w jakimś stopniu steruje ojkofobia. W żadnym razie nie może to być prawdą, albowiem wielokrotnie, w różnych miejscach, w mowie i piśmie, mówiłem, że uważam Polaków za naród wielki. Niestety i wielkie narody mają swoich półgłówków, i do takowych zaliczam tych wszystkich Polaków, których metodologię w poznawaniu i rozumieniu rzeczywistości formatuje mania prześladowcza. I którzy patriotyzm pojmują jako jarmarczną hulankę z wykrzykiwaniem frazesów patriotycznych. Toteż nieszczególnie utożsamiam się z osobnikami tego pokroju, mimo że posługują się w życiu codziennym żargonem polskim, gęsto nasycanym wulgaryzmami i kliszami w rodzaju „żenada”, „porażający”, „zajebisty”. Ja pojmuję naród polski jako związek świadomych obywateli, a nie komitywę z tłumokami, którzy coś mamlą polsko-języcznie.

Margines czasów przełomu

Po trzecie, zaskakuje Pana Redaktora fakt, że związałem się – jak Pan pisze – „z niszowym, marginalnym środowiskiem, stygmatyzowanym jako tuba opcji prorosyjskiej”. Otóż z takich „marginalnych” i „niszowych” formacji politycznych zaczyna się wielka polityka w czasach przełomu i zagubienia. A przecież mamy do czynienia dokładnie z czymś takim w obecnym rozgardiaszu międzynarodowym, rzutującym na kondycję wewnętrzną państw.  Ameryka za prezydentury Trumpa odwraca się od uświęconej więzi transatlantyckiej i od NATO; Rosja toczy krwawą wojnę z „bratnią” Ukrainą; Chiny kojarzone jeszcze pół wieku temu z chaosem i anomią Rewolucji Kulturalnej wybiły się na czempiona rozwoju post-nowoczesnego; BRICS stał się osobliwą alternatywą dla systemu ONZ, a za pośrednictwem Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) Chiny rzucają wyzwanie globalnemu systemowi finansowemu z Bretton Woods, etc. etc.

Koniec podziału

Zresztą i w polskiej polityce doszło do tektonicznych zgoła zmian. Odchodzi w niepamięć podział na „post-komuchów” i „post-solidaruchów”. Przeważa nad nim rozdział pomiędzy modernizatorami i tradycjonalistami, który zdawałoby się uwłaściwiał różnice między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Ale i ten przedział dezaktualizuje się w obliczu „kontrowersji” pomiędzy rządzącą koalicją platformerską a opozycyjnym PiS-em, które już od jakiegoś czasu noszą znamiona pozoru i symulakrum.

Ongiś rozziew programowy i roszczeniowy między PO i PiS wydawał się taki, że w latach 2021-2023 napisałem książkę o wojnach domowych, albowiem sądziłem, że w Polsce mamy do czynienia z początkami tego typu konfliktu. Wyraźnie przecież wyodrębniały się dwie antagonistyczne kultury polskojęzyczne, z których jedna widzi przyszłość Polski w pogłębianiu związków z państwami i instytucjami Zachodu, skąd tysiąc lat temu przyszła do nas cywilizacja, druga zaś kultywuje „naszość”, rdzenność i swojskość, mimo że roi się tu od przejawów blisko-wzroczności dziejowej i wręcz głupoty.  

Przyszłość poza POPiSem

Okazało się jednak, że w zapętleniu politycznym w obecnej Polsce owa dychotomia się jakoś zatraca i rozłazi. PO okazała się impotentna w egzekwowaniu rządu praw i w osądzeniu na ich mocy jaskrawych nadużyć swych poprzedników, zwłaszcza w sferze wymiaru sprawiedliwości, ale także w sprawie innych kreacjonistycznych szaleństw władz „dobrej zmiany”, jak przekop Mierzei Wiślanej czy Centralny Port Komunikacyjny. Mimo że gromowładnie odgrażała się w tej mierze przed wyborami 2023 roku. PiS powyższą impotencję oczywiście widzi i pnie się po tym gruzowisku obietnic wyborczych PO sprzed 2023 roku ku sukcesowi wyborczemu. Atoli sił mu starcza tyle, ile wynika z żywotności i optymizmu Jarosława Kaczyńskiego, z tego, na ile „wesołe jest [jego] życie staruszka” (z piosenki Kabaretu Starszych Panów). A w tym zakresie uwidaczniają się już drapieżnie rozpostarte pazury jego parobasów, pod siebie zagarniających dostęp do tronu pisowskiego. Co najważniejsze wszelako, uzewnętrzniła się trzecia siła w postaci dwóch Konfederacji. Wybory 2027 roku nie będą już przypominały tedy przeciągania liny między PO a PiS. Można zgoła postawić tezę, że przyszłość należy do partii poza duopolem PO-PiS.

Endek?

Wreszcie godzi się tu przypomnieć Panu Redaktorowi Memchesowi, że onego czasu recenzując nader krytycznie mój Erazjatyzm na wspak, pomawiał mnie o rozumowanie w kategoriach endeckich, czym – nie ukrywam – mnie zaskoczył. Uznany za endeka poczułem się jak molierowski pan Jourdain, który od preceptora dobrych manier dowiedział się, że mówi prozą. Ale w podejrzeniu o endeckość pewnie coś było na rzeczy. 

Kompradorzy od żyta i wódki

Po czwarte wreszcie, kategorycznie nie mogę się zgodzić z Panem Redaktorem, że „w swoim podziwie dla Zachodu – głównie Niemiec – przyjmuję kompradorski punkt widzenia”. Pojęcie „komprador” zdążyło już uwieloznacznić się po tym, jak oznaczało zrazu kolonialnego dostarczyciela surowców i podzespołów dla firm i władz z zachodnich metropolii. Rozumiem jednak, że „komprador” w żargonie pisowskim oznacza kogoś, kto respektuje bogactwo i siłę Zachodu, zamiast wzmagać się patriotycznie. I indyczyć się, że choć potęga Polski zasadza się na produkcji kartofli i kaszany, nakrętek do śrub i łopat, albo też niezawiłych podzespołów na potrzeby (post-) nowoczesnej wytwórczości w UE, to „Polak potrafi” (jak za Gierka). Problem jednak w tym, że ci wszyscy polscy producenci są kompradorami wobec Zachodu. Dopóki Polska nie zacznie produkować technologii post-industrialnych, lecz pozostanie zagłębiem żyta, wieprzowiny i wódki, węgla i stali, wszyscyśmy kompradorzy. [Chłopie, gdzie ten węgiel?? Spałeś tyle lat? md]

prof. Jarosław Bratkiewicz

Drony nad Moskwą i zamknięte cztery lotniska: Jak długo jeszcze Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji?

Źródło obrazu: Astra

Drony nad Moskwą i zamknięte cztery lotniska: Jak długo jeszcze Rosja będzie biernie przyglądać się sytuacji?

ZeroHedge mówi o nowej rzeczywistości: Wszystkie cztery moskiewskie lotniska musiały tymczasowo zawiesić działalność po kolejnej fali ukraińskich dronów uderzających w stolicę Rosji.

To, co dwa lata temu uważano za niemal nie do pomyślenia, staje się teraz normą. Kluczowe pytanie nie brzmi już zatem, czy Moskwa może zostać zaatakowana, ale jak długo rosyjskie władze będą tolerować te ataki bez zmasowanego kontrataku.

Strategia Ukrainy jest teraz oczywista. Nie chodzi już tylko o cele wojskowe na linii frontu. Ataki na Moskwę mają na celu przeniesienie wojny do serca Rosji, zakłócenie codziennego życia i stworzenie wrażenia, że ​​nawet stolica nie jest już bezpieczna.

Lotniska są zamknięte, loty odwołane, systemy obrony powietrznej postawione w stan najwyższej gotowości. Każdy atak generuje obrazy, które znacznie przewyższają rzeczywiste zniszczenia. To wojna z opinią publiczną.

Stanowi to narastający problem strategiczny dla Kremla. Choć Rosja jest w stanie przechwycić większość ataków dronów, każda kolejna fala ataków zwiększa presję wewnętrzną. Ludność oczekuje ochrony, a dowództwo wojskowe coraz częściej staje przed pytaniem, ile kolejnych ataków na stolicę może tolerować.

Wymiar polityczny jest szczególnie napięty. Prezydent Zełenski wielokrotnie deklarował zamiar przeniesienia wojny na Rosję. Jednocześnie państwa zachodnie w ostatnich miesiącach złagodziły ograniczenia dotyczące ataków na terytorium Rosji. W Moskwie będzie to prawdopodobnie coraz częściej postrzegane jako pośrednie zaangażowanie Zachodu.

Niebezpieczeństwo polega obecnie na tym, że rosyjskie władze mogą dojść do wniosku, że czysto defensywne środki już nie wystarczają. Jeśli Moskwa odniesie wrażenie, że ataki systematycznie się nasilają, a polityczny próg reakcji ze strony Zachodu nadal się obniża, presja na znaczne rozszerzenie reakcji może wzrosnąć.

Mogłoby to obejmować ataki na ośrodki decyzyjne w Kijowie, wzmożone niszczenie krytycznej infrastruktury, a nawet działania przeciwko tym obiektom, które Rosja uważa za zapewniające wsparcie operacyjne dla ukraińskich ataków.

To tworzy niebezpieczną dynamikę. Każdy nowy atak dronów zwiększa presję na Moskwę, by zareagowała bardziej zdecydowanie. Każda rosyjska odpowiedź z kolei zwiększa ryzyko dalszej eskalacji.

Prawdziwy sukces ukraińskiej kampanii dronów może zatem leżeć nie w wyrządzonych szkodach, ale w postawieniu Rosji w sytuacji, w której coraz bardziej prawdopodobne staje się ostrzejsze przeciwdziałanie militarne.

Wojna na froncie może więc coraz bardziej stawać się wojną o reakcje polityczne.

I tu właśnie tkwi prawdziwe zagrożenie: To nie drony same w sobie mogą doprowadzić do eskalacji konfliktu, ale kwestia tego, jak długo mocarstwo nuklearne będzie tolerować powtarzające się ataki na swoją stolicę, nie określając na nowo granic eskalacji.

Źródło: Kolejna fala ukraińskich dronów nad Moskwą tymczasowo zamyka wszystkie cztery stołeczne lotniska

Kto daje i odbiera…

Kto daje i odbiera…

Umieszczam, choć w części krytykującej Prezydenta się nie zgadzam. Dał przecież bezczelnemu łobuzowi czas na pomyślenie o skutkach… Mirosław Dakowski.

==============================

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska./zinkiewicz-kto-daje-i-odbiera

Miało być poważnie, patriotycznie i uroczyście. Wyszło jak zawsze. Błędem było to, że prezydent Karol Nawrocki nie skonsultował swojej decyzji w sprawie odebrania Orderu Orła Białego, komikowi z Ukrainy. 

W trakcie kolejnej rozmowy z duchem Józefa Piłsudskiego, jak zwykł to czynić dotychczas (patrz: końcowa wypowiedź prezydenta Nawrockiego, w której twierdzi, że rozmawia z duchem marszałka: „Wielokrotnie rozmawiamy ze sobą, właściwie każdego dnia. Wojna polsko-bolszewicka roku 1920 i obecna sytuacja międzynarodowa po ataku Federacji Rosyjskiej, o parlamencie rozmawiamy”). 

Wypadkowa historia

Ponieważ wypadkową stosunku Ukraińców do Polski i Polaków i vice versa jest wspólna historia, zapewne Marszałek odwołałby się do tradycji braterstwa broni polsko-ukraińskiej, wspominając przy tym naczelnego atamana Siemiona Petlurę, toczącego wspólną walkę w ówczesnym okresie historycznym, w ramach paktu Piłsudski-Petlura (sojusz z 21 kwietnia 1920 roku). Następstwem tego sojuszu była podjęta 25 kwietnia wspólna polsko-ukraińska, zwycięska ofensywa przeciwko Armii Czerwonej na Ukrainie. Sojusz ten zakończył się dla Ukraińców w sposób dramatyczny, tragiczny w pełnym słowa tego znaczeniu, o czym pisał ukraiński publicysta Iwan Kedryn-Rudnicki: „Było w dziejach świata wiele wypadków, że sojusznik porzucał sojusznika, układał z wrogiem separatystyczne układy pokojowe, starał się ratować dla siebie maksimum w nowo stworzonej sytuacji. Ale było tak zawsze w razie przegranej. Rozbiór Ukrainy w Rydze pomiędzy Polskę a Rosję nastąpił po wygranej polsko-ukraińskiej w wojnie przeciw Rosji Sowieckiej. Dlatego była to zdrada w klasycznym rozumieniu”.

Dawne spotkania

Przed laty, pisząc dla ukraińskiego czasopisma „Czas Pik” (odpowiednik naszej „Polityki”), pragnąc być na bieżąco z ukraińską polityką, słuchałem wystąpień ukraińskich deputowanych w Wierchownej Radzie Ukrainy. Szczególnie emocjonalne były te po spotkaniach, które miały miejsce w 2011 roku w Polsce. Pierwsze – z sierpnia, w prezydenckiej rezydencji na Półwyspie Helskim, to spotkanie Bronisława Komorowskiego i Wiktora Janukowycza. Drugie to listopadowe spotkanie we Wrocławiu prezydenta Ukrainy Janukowycza z prezydentami Polski i Niemiec Komorowskim i Chistianem Wulffem

Przeciwko ingerencji w sprawy ukraińskie

W ocenie ukraińskich deputowanych uzależnianie prowadzenia rozmów stowarzyszeniowych z UE od konkretnych roszczeń kierowanych pod adresem Ukrainy było mieszaniem się w wewnętrzne sprawy Ukrainy mającym charakter szantażu politycznego. Przypominam, że chodziło o uwolnienie z aresztu Julii Tymoszenko. Zdaniem Brukseli, była premier, ścigana za nadużycia (za korupcję) przy zawieraniu umów gazowych z Rosją, za swe czyny powinna ponosić odpowiedzialność polityczną, a nie karną. Zarówno dla samej Ukrainy, jak i ówczesnego jej prezydenta Janukowycza, integracja z UE była bardzo ważna, o czym mówił we Wrocławiu po spotkaniu z prezydentami Polski i Niemiec.

Bojówki szykowane w Polsce 

W późniejszym okresie, słuchając emocjonalnych wystąpień w Wierchownej Radzie Ukrainy, usłyszałem, że Polska, która ma czelność udawać przyjaciela Ukrainy, na swoim terytorium szkoli dywersantów, którzy mają obalić prezydenta Janukowycza. Mówca powołał się w swoim wystąpieniu na informacje ukraińskiego wywiadu zagranicznego. Zwróciłem się więc z zapytaniem do redakcji „Czas Pika” z zapytaniem czy dobrze zrozumiałem sens wypowiedzi tego ukraińskiego deputowanego. Odpowiedź redakcji była dla mnie szokująca, albowiem otrzymałem potwierdzenie tego, o czym mówił ten parlamentarzysta. 

Pomoc weteranom?

Po zapoznaniu się z komunikatem z 24 października 2024 roku ambasadora USA w Warszawie Marka Brzezińskiego, doznałem iluminacji: „Stany Zjednoczone, Polska i Ukraina połączyły siły, aby pomóc ukraińskim weteranom wojennym w reintegracji do życia cywilnego. Tak jak staliśmy u boku narodu ukraińskiego, gdy bronił swojej ojczyzny, tak Amerykanie i Polacy będą solidarnie wspierać ukraińskich bohaterów, którzy mierzą się z nowymi wyzwaniami. Ministerstwo Polityki Społecznej Ukrainy szacuje, że ponad 300 tysięcy Ukraińców żyje z niepełnosprawnościami w wyniku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Żołnierze odważnie służą w każdym z naszych krajów, a naszym obowiązkiem jest zapewnić im wsparcie, opiekę i szacunek, na które zasługują. Wraz ze wzrostem liczby weteranów rośnie również potrzeba opieki – zarówno w zakresie leczenia traum, jak i blizn, które noszą. Ta konferencja była poświęcona poszukiwaniu rozwiązań, budowaniu sieci wsparcia oraz tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości”.

Nacjonalizm ukraiński potrzebny Applebaum

O tym „tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości”, o którym raczył napisać ambasador USA Mark Brzeziński, już wcześniej można było przeczytać. W internetowym wydaniu „The New Republic”, w obszernym artykule Anne Applebaum z 13 maja 2014 roku Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs (Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina). Czytamy tam obszerną analizę ukraińskiego nacjonalizmu, z której w konkluzji dowiadujemy się, że „nacjonalizm może zainspirować do ulepszenia swojego kraju, aby móc żyć zgodnie z wizerunkiem, jaki chcesz, aby miał. Ukraińcy potrzebują więcej tego rodzaju inspiracji, a nie mniej – chwil takich jak ostatni Sylwester, kiedy o północy na Majdanie ponad 100 000 Ukraińców odśpiewało hymn narodowy. Potrzebują więcej okazji, aby móc krzyczeć: Sława Ukraini – Hierojam Slava – Chwała Ukrainie, chwała jej bohaterom, co było wprawdzie hasłem kontrowersyjnej Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach czterdziestych XX wieku, ale zostało przyjęte do nowego kontekstu. A potem oczywiście muszą przełożyć te emocje na prawa, instytucje, przyzwoity system sądowy i akademie szkoleniowe policji. Jeśli tego nie zrobią, ich kraj ponownie przestanie istnieć. Innymi słowy, klucz do ’być albo nie być’ Ukrainy tkwi w ukraińskim zmodyfikowanym nacjonalizmie!”.

Prezydent wyciągnął Polskę z roli

Reasumując, Polska po ubogaceniu w doświadczonych, zaprawionych w walkach kombatantów, weteranów, nacjonalistów ukraińskich wyznających ideologię Bandery i Szuchewycza, ma ich wesprzeć, wyleczyć, otoczyć opieką, szacunkiem w celu „budowaniu sieci wsparcia oraz tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości” (sic!). A tu nagle prezydent Nawrocki oświadczył, że odbiera Order Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu, ponieważ: „próg bólu został przekroczony”. Innymi słowy, prezydent w ten symboliczny sposób przeciwstawił się roli Polski wyznaczonej przez globalistów jako sługi Ukrainy i… banderowców. Z drugiej strony, Ukraińcy nie ufali i nie ufają polskim politykom. Mają ku temu powody, o których napisałem na wstępie.

Co z Sakiewiczem i SBU?

Rzekomo jest decyzja! Prezydent Ukrainy odebrał Tomaszowi Sakiewiczowi medal za zasługi dla SBU! Czy to polityczny błąd, który spowoduje odwrócenie się środowiska dziennikarskiego w Polsce od spraw ukraińskich? Czy polskie media – dziennikarze i „eksperci” – przestaną przekazywać ukraińską narrację na temat historycznych i współczesnych relacji polsko-ukraińskich!? O tym na Facebooku donosi Narodowa Anarchosyndykalistka. 

Eugeniusz Zinkiewicz

Liban jest obecnie częścią irańskiej doktryny odstraszania

Źródło obrazu: The Cradle

Liban jest obecnie częścią doktryny odstraszania Iranu.

Przez Peiman Salehi

Liban odgrywa obecnie kluczową rolę w irańskiej strategii odstraszania, a naciski na sojuszników są postrzegane jako naciski na sam Teheran.

Obecnie konsolidujemy irańską równowagę w regionie, w którym Iran nie będzie się już powstrzymywał przed agresją ani niepokojami. To sprawi Amerykanom trochę bólu i kosztów, ale przyzwyczają się do tego”. – Ebrahim Rezaei, rzecznik Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego irańskiego Parlamentu.

Ebrahim Rezaei, rzecznik komisji bezpieczeństwa narodowego irańskiego parlamentu, opisywał politykę, która już została wdrożona, i nie wydawał ostrzeżenia.

W Libanie polityka ta jest obecnie poddawana próbie, a wiele z tego, co zachodni analitycy sądzili, że rozumieją na temat strategicznego zachowania Iranu, zostaje po cichu obalone.

Polityka, która już została wdrożona

Najbardziej uporczywym błędnym przekonaniem dotyczącym irańskiej interwencji w obronie Libanu jest to, że jest ona motywowana ideologicznie – rewolucyjną solidarnością z Hezbollahem i zobowiązaniami, które racjonalne rządy ostatecznie podporządkują interesowi narodowemu.

Ta interpretacja jest nie tylko niepełna, ale także myli symptom z diagnozą. Obecnie obserwujemy celową przebudowę irańskiej architektury odstraszania, w której bezpieczeństwo kluczowych partnerów regionalnych nie jest już odrębną kwestią, którą przeciwnicy mogą negocjować w izolacji, lecz raczej konstytutywnym elementem irańskich ram bezpieczeństwa narodowego.

Pomija się również coś innego. Konfrontacja w Libanie była pierwszym przypadkiem, gdy Republika Islamska zaangażowała się w bezpośredni konflikt zbrojny, głównie w obronie kluczowego sojusznika. Decyzja ta wskazuje na szerszą ewolucję w strategicznym myśleniu Iranu, której implikacje wykraczają daleko poza Liban.

Granice strategicznej cierpliwości

Przez lata Teheran działał zgodnie z podejściem, które urzędnicy rządowi i analitycy określali mianem „strategicznej cierpliwości”. Podejście to stawiało na pierwszym miejscu reagowanie na bezpośrednie ataki na terytorium Iranu, personel lub kluczowe interesy, przy jednoczesnym łagodzeniu presji na innych frontach. Ramy te ukształtowały stanowisko Iranu w kolejnych kryzysach, od zabójstwa Kasema Sulejmaniego po powtarzające się izraelskie ataki na irańskie cele w całym regionie.

Podejście samo w sobie było spójne, ale z czasem jego koszty stawały się coraz bardziej oczywiste. Powściągliwość była coraz częściej interpretowana jako otwarcie się na testowanie kolejnego frontu, podczas gdy każda indywidualnie negocjowana kwestia sprzyjała dalszej izolacji.

Stopniowo Teheran zaczął zdawać sobie sprawę, że taki schemat działania służy wywieraniu presji na jego pozycję, a nie jej stabilizowaniu.

Irańscy decydenci wyciągnęli wnioski z tego doświadczenia, co znalazło odzwierciedlenie w ich stanowisku. Agencja Reuters doniosła w marcu, że Iran już w połowie marca poinformował mediatorów, iż wszelkie porozumienie o zawieszeniu broni musi obejmować wstrzymanie izraelskich działań przeciwko Hezbollahowi w Libanie – łącząc w ten sposób zakończenie szerszej wojny z frontem, który Waszyngton uważa za odrębną sprawę.

Sześć źródeł regionalnych potwierdza ten związek. Jedno z nich wyraźnie stwierdziło: „Iran priorytetowo traktuje Liban; nie zaakceptuje izraelskich naruszeń w Libanie, takich jak te, które miały miejsce po zawieszeniu broni w 2024 roku”.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi publicznie potwierdził tę zasadę, argumentując, że zawieszenie broni między Iranem a Stanami Zjednoczonymi stanowi kompleksowe zawieszenie broni na wszystkich frontach i że jakiekolwiek naruszenie na jednym froncie stanowi naruszenie na wszystkich frontach.

Waszyngton uważa to za niewygodne. Z perspektywy Teheranu, właśnie o to chodzi.

Reputacja jako środek odstraszający

Logika leżąca u podstaw tego zjawiska nie jest trudna do zrozumienia i nie ogranicza się wyłącznie do Iranu. Wielkie mocarstwa czerpią swoje wpływy nie tylko z siły militarnej, ale także ze swojej reputacji – zwłaszcza reputacji dotrzymywania zobowiązań, nawet za wysoką cenę.

Dlatego, pomimo kosztów i komplikacji, NATO pozostaje główną zasadą strategii bezpieczeństwa USA w Europie. Właśnie dlatego Waszyngton utrzymuje bazy wojskowe na pięciu kontynentach, które nie służą żadnemu bezpośredniemu celowi operacyjnemu.

Funkcja ta jest przede wszystkim związana z reputacją. Obecność sygnalizuje zaangażowanie, a zaangażowanie działa odstraszająco. Irańscy stratedzy doszli do podobnych wniosków w odniesieniu do własnej pozycji regionalnej.

Gdyby Teheran porzucił Hezbollah pod wpływem utrzymującej się presji – militarnej, dyplomatycznej czy ekonomicznej – sygnał dla wszystkich pozostałych partnerów byłby jednoznaczny: gwarancje irańskie nie byłyby już dłużej wiarygodne w obliczu utrzymującej się presji.

W regionie, w którym Iran buduje alternatywną architekturę bezpieczeństwa, taki sygnał byłby bardziej szkodliwy niż jakakolwiek porażka na polu bitwy.

Problem nie dotyczy Hezbollahu jako pojedynczego aktora, a raczej sieci powiązań, w których jest on osadzony. Rezygnacja z jednego elementu pod presją nie stabilizuje struktury. Raczej pokazuje jego przeciwnikom, jak dużą presję muszą wywierać na kolejny element. Państwa arabskie w Zatoce Perskiej, obserwując wydarzenia z boku, wyciągają własne wnioski na temat tego, w jaką potęgę przekształca się Iran.

Od demonstracji do pozycji władzy

Wnioski te nie opierają się wyłącznie na polityce sojuszniczej. W dwóch kolejnych konfrontacjach Iran oparł się połączonej presji militarnej Stanów Zjednoczonych i Izraela – dwóch najpotężniejszych sił zbrojnych w regionie. Ten wynik nie umknął uwadze nikogo w sąsiedztwie.

Iran udowodnił już w praktyce, a nie tylko w teorii, że jest w stanie przeciwstawić się atakom i nadal odgrywać rolę gracza regionalnego.

„New York Times” (NYT), publikacja niezbyt znana z pochlebstw pod adresem Teheranu, przyznał, że Iran wyszedł z tego okresu jako jedna z potęg kształtujących przyszłość Azji Zachodniej. Niezależnie od tego, co można sądzić o jego polityce, trudno podważyć tę ocenę.

Zatoka Perska i Cieśnina Ormuz leżą u podstaw tej zmiany. To, co kiedyś działało głównie jako ukryty środek odstraszający, jest teraz wykorzystywane bardziej bezpośrednio. Kiedy ceny ropy gwałtownie wzrosły po doniesieniach o fiasku negocjacji między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, rynek wycenił rzeczywistość, której decydenci w Waszyngtonie unikali latami: położenie geograficzne Iranu jest integralną częścią każdego rozwiązania regionalnego, a nie zmienną, którą można wyeliminować siłą militarną.

Około jedna piąta światowych zasobów ropy naftowej jest transportowana wodami dostępnymi dla Iranu. Wpływ ten wynika z geografii i jest obecnie wykorzystywany z determinacją, która była mniej widoczna dekadę temu.

Projekt kolejnego porządku regionalnego

Kwestii Libanu nie można oddzielić od szerszej rywalizacji o to, kto będzie ustalał zasady przyszłego porządku regionalnego.

Przez dekady Stany Zjednoczone ustanawiały te zasady poprzez obecność wojskową, struktury sojusznicze i realną groźbę przytłaczającej siły. Przedstawiciele Iranu coraz częściej wierzą, że ta era się zmienia – nie z powodu upadku amerykańskiej potęgi, ale dlatego, że warunki, które kiedyś leżały u podstaw jej dominacji, w całości już nie istnieją.

Celem Iranu jest zadbanie o to, aby przyszły porządek nie był kształtowany wyłącznie według dyktatu Ameryki lub Izraela i aby Iran, jako mocarstwo o uznanych interesach, uczestniczył w kształtowaniu przyszłości.

W tym kontekście Liban staje się przypadkiem testowym. Iran chce tam pokazać, że jego „czerwone linie” są wykonalne, że zobowiązania wobec partnerów mają znaczenie i że równanie opisane przez Rezaeia to polityka, a nie tylko stanowisko.

Zawieszenie broni pozostaje kruche, negocjacje trwają za pośrednictwem mediatorów katarskich i pakistańskich, a eskalacja niesie ze sobą ryzyko, którego Teheran nie ignoruje. Jednak kierunek konfliktu nie jest już niejednoznaczny.

Poza cierpliwością

Strategiczna cierpliwość nadal istnieje, ale została zastąpiona bardziej kompleksowymi ramami.

Zastąpiła ją doktryna, w której izolacja przeciwników jest równoważona świadomą integracją ze strony Teheranu, w której atak na partnera jest traktowany jako atak na porządek budowany przez Iran, a koszty ciągłej presji mają się kumulować, a nie rozpraszać.

Iran udowodnił, że potrafi walczyć. Kontroluje kluczowy szlak handlowy, którego globalna gospodarka nie może ignorować. I pokazał gotowość do działania, zanim jego terytorium stanie się bezpośrednim celem ataku.

Ta kombinacja – wiarygodność militarna, wpływy geograficzne i gotowość do szybkiej interwencji w obronie sojuszników – sprawia, że ​​stajemy się potęgą regionalną.

Iran wzmacnia tę pozycję w Libanie.

Źródło: Liban jest teraz częścią doktryny odstraszania Iranu

Putin: Dla europejskich mediów Rosjanie są mniej warci niż zwierzęta

W. Putin: Dla europejskich mediów Rosjanie są mniej warci niż zwierzęta

85 lat temu o świcie 22 czerwca 1941 roku niespełna 4-milionpwa niemiecka koalicja wdarła się do Związku Radzieckiego, rozpoczynając największą operację lądową w dziejach. Blitzkrieg miał powalić ZSRR w kilka tygodni, rasa ‚nadludzi‚  miała unicestwić na zawsze rasę ‚podludzi’. Nie spełniły się jednak szalone idee nazistów. Czy Niemcy i Zachód wyciągnęły wnioski z tych wydarzeń?

Żołnierze Armii Czerwonej bronią swej ojczyzny

Rosyjski publicysta Władimir Korniłow pisze: Prezydent Rosji Władimir Putin wysuwa poważne oskarżenia pod adresem zachodnich mediów, które ignorują ukraińskie ataki na rosyjską ludność cywilną, podsycają nastroje antyrosyjskie i w ten sposób tworzą społeczną atmosferę uzasadniającą przemoc wobec Rosjan. „Hańba i katastrofa. Oni po prostu oszukują własnych obywateli” – tak prezydent Rosji Władimir Putin opisał doniesienia zachodnich mediów o konflikcie na Ukrainie, które to doniesienia nazwał ‚narzędziami masowego ogłupiania’.

Putin zwrócił uwagę na to, w jaki sposób odbywa się ta manipulacja w programach informacyjnych. Pojawiają się doniesienia o niewiarygodnych‚dronowych sukcesach armii ukraińskiej’. Te same drony atakują nocą śpiące dzieci w Starobielsku. Rosja przeprowadza potężny atak odwetowy i już następnego dnia zachodnie media, po wycięciu z programów wiadomości o brutalnym ataku na Starobielsk i wygodnym ‚przymknięciu oka’, krzyczą: „Alarm! Rosja eskaluje wojnę!”. Obywatele Zachodu chwytają się za serca i ze współczuciem kiwają głowami, gdy ich premier lub prezydent po raz kolejny ogłasza przeznaczenie dodatkowych środków z ich kieszeni na wsparcie reżimu w Kijowie.

Ten schemat działa zasadniczo od dwunastu lat – od początku ukraińskiej krwawej operacji antyterrorystycznej w Donbasie. Ale czasami wciąż zawodzi. Na przykład atak na Starobielsk jest tak odrażającą zbrodnią, że niektóre media i blogerzy krytyczni wobec reżimu nie mogli go zignorować. Dlatego temat ten był gorąco dyskutowany w mediach społecznościowych – pomimo wszelkich wysiłków mediów głównego nurtu, by udawać, że nie dostrzegają tego okrucieństwa.

Aby jednak zneutralizować te doniesienia, prowadzona jest równoległa kampania dehumanizacji całej populacji, w tym dzieci! Na przykład Dominic Nicholls, redaktor brytyjskiej gazety ‚The Daily Telegraph‚. Przeprowadził m. in. wywiad z ukraińskim bojownikiem o imieniu Jewgen, który wrócił z rosyjskiej niewoli. Zacytował jego skandaliczne słowa: „Do 2022 roku uważałem się za humanistę. Teraz myślę, że nadal nim jestem – wyłączam jednakże Rosjan. Po prostu nie obchodzi mnie, co się z nimi stanie. Co bym zrobił, gdybym widział małe dzieci umierające z głodu? W przeszłości oczywiście bym im pomógł. Dziś także bym im pomógł, gdyby nie byli Rosjanami. Nie uważam ich za ludzi”.

Po ukraińskim ataku na szkołę w Starobielsku

I to właśnie tłumaczy celowe ataki Ukrainy na szkołę zawodową w Starobielsku! I to właśnie tłumaczy stanowisko zachodniej propagandy, która nie widzi nic złego w tych atakach – przecież giną rosyjskie dzieci! Innymi słowy, wdrażany jest system, w którym oddział dronowy otrzymuje punkty za każdego zabitego Rosjanina. I nie ma znaczenia, czy to żołnierz, czy cywil, starzec czy dziecko! Są przyznawane bonusy za te punkty. A prasa zachodnia opisuje ten system jako skuteczny i postępowy!

A oto inny, bardzo niedawny przykład. ‚The Sunday Telegraph’  opublikował raport ze stolicy Ukrainy pod tytułem: „Dzieci z Kijowa nigdy nie zastrzeliłyby zwierzęcia, […] ale zabiłyby Rosjanina”. Przesłanie korespondenta tej gazety jest oczywiste: Rosjanie są mniej warci niż zwierzęta. Właśnie dlatego brytyjska prasa nie widzi nic złego w atakach na szkołę zawodową, w której śpią nasze dzieci.

Niedawno James Marriott, felietonista ‚The Times’, zwrócił uwagę na niepokojący sygnał: dla zachodniej publiczności śmierć ponownie stała się rozrywką, przypominającą czasy publicznych egzekucji, gdy tłumy wiwatowały, gdy ludzi wieszano lub palono na stosie. Wspomniał konkretnie o ‚nowym gatunku rozrywki’: oglądaniu na żywo ukraińskiego drona zabijającego rosyjskiego żołnierza, przy akompaniamencie bombastycznej muzyki.

Autor najwyraźniej przeoczył jednak fakt, że jego własna gazeta jest jednym z pionierów tego nowego gatunku cynicznej rozrywki dla brytyjskiej publiczności. Zaledwie kilka dni przed publikacją tego artykułu ‚The Times’  opublikował w internecie film dokumentalny swojego propagandzisty Maxima Tuckera o ukraińskich operatorach dronów zdobywających ‚krwawe punkty’  za zabijanie ludzi i szeroko go promował. W artykule znalazł się między innymi komentarz młodej kobiety o imieniu Kateryna, która nosiła na ramieniu nazistowską naszywkę (gazeta nawet nie pomyślała o jej zamaskowaniu). Uśmiechając się, powiedziała, że ‚doświadczała przyjemności’  zabijając Rosjan i uważała to za wyraz swojego ‚instynktu macierzyńskiego’. Nic więc dziwnego, że ta gazeta również ‚nie zauważyła’  ataków na dzieci ze Starobielska.

Demonizacja Rosji i dehumanizacja rosyjskich obywateli osiągnęły ostatnio niespotykany poziom w zachodnich mediach. Redaktor holenderskiej gazety NRC wyraził niedawno głębokie oburzenie wezwaniami do zakończenia tej kampanii oszczerstw. Argumentował, że próba przedstawienia Rosjan jako ludzi takich jak wszyscy inni oznaczałaby ‚zrównanie agresora z ofiarą’.

Wszystkie te wezwania do zabijania Rosjan, do nieuznawania ich za ludzi i do ignorowania mordowania naszych dzieci są związane z celami politycznymi, które nie są już ukryte. Per Nyholm, stały komentator duńskiej gazety ‚Jyllands-Posten’, obrazowo nakreślił dalszy plan Europy: najpierw zakończenie wojny na Ukrainie, a następnie referenda w Rosji, wzorowane na plebiscycie w Szlezwiku z 1920 roku. Duńczyk uważa, że podział państwa rosyjskiego nie jest niczym złym: „Europa nie powinna przyczyniać się do dalszego istnienia Rosji. Z europejskiej perspektywy między Morzem Bałtyckim a Oceanem Spokojnym jest wystarczająco dużo miejsca na kilkanaście dość dużych, bardziej pokojowych i być może bardziej demokratycznych państw”.

Linia zachodniej propagandy jest, jak widać, jasna i jednoznaczna: dehumanizuje Rosjan w oczach własnej opinii publicznej, przymyka oko na ich mord, a nawet je z zadowoleniem przyjmuje, aby następnie przyczynić się do podziału Rosji. Oczywiste jest, że takie podejście nie jest niczym nowym. Wszystko to zostało już wyłożone w broszurze ‚Podczłowiek’, wydanej w 1942 roku na rozkaz Reichsführera SS Heinricha Himmlera.

To sam Himmler, przed kampanią przeciwko ZSRR latem 1941 roku, rozpalił nazistowskie hordy następującymi słowami: „Kiedy wy, przyjaciele, walczycie na Wschodzie, kontynuujecie tę samą walkę z tymi samymi podludźmi, z tymi samymi niższymi rasami, które niegdyś pojawiły się pod nazwą Hunów, a później – 1000 lat temu, za czasów królów Henryka i Ottona I – pod nazwą Węgrów, a następnie pod nazwą Tatarów. Potem pojawiły się ponownie pod nazwą Czyngis-chana i Mongołów. Dziś nazywa się ich Rosjanami”.

Połączcie te słowa ze wszystkimi zaprezentowanymi tu cytatami pochodzącymi z dzisiejszych europejskich ‚narzędzi masowego ogłupiania’ – a nie znajdziecie żadnej różnicy. Europejczycy znów są przygotowywani, tak jak 85 lat temu, do wojny z ‚podludźmi’.

de-rtnews.com/international/putin-fuer-europas-medien-sind

Napisał: Władimir Korniłow

Opracował: Zygmunt Białas

Niedziela. Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

28.06.26 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę
By antyk2013 on 23/06/2026
Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica.
Zapraszamy 28 czerwca, niedziela, na 116 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski.
Tym razem zaczynamy o godzinie 16:00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Kończymy w katedrze siedleckiej Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 18:00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
Z Panem Bogiem, Andrzej Woroszyło

Powracająca fala

Powracająca fala

Stanisław Michalkiewicz, „Prawy.pl”   23 czerwca 2026 michalkiewicz

W roku 1453 Turcy zdobyli Konstantynopol i ta data jest uważana za koniec epoki Średniowiecza, które zadowolona ze swego rozumu moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus, uważa za okres ciemnoty – chociaż – jako „menażerka kultury” – teoretycznie powinna wiedzieć, że właśnie wtedy w Europie powstawały uniwersytety, wznoszone były katedry, które i dzisiaj wprawiają w podziw turystów, że kwitła literatura, zwłaszcza poezja, popularyzowana przez rzesze trubadurów, no i wreszcie – co powinno ją specjalnie połechtać w odpowiednim miejscu – kobieta została podniesiona na piedestał.

Co prawda idealizowano wtedy raczej kobiety nieznane, bo – jak zauważył Stanisław Cat-Mackiewicz – idealizowanie kobiet znanych bywa znacznie trudniejsze – niemniej jednak idealizowano. Jednak między sferą powinności, a skrzekiem rzeczywistości zieje nieprzebyta przepaść, więc nic też dziwnego, że moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus uważa Średniowiecze za „ciemne”.

Tak czy owak, Średniowiecze szczęśliwie się skończyło i rozpoczęła się epoka nowożytna. A ponieważ z powodu zdobycia Konstantynopola przez Turków, dotychczasowe łańcuchy dostaw z Azji zostały przerwane, ówcześni Europejczycy zaczęli szukać morskiej drogi do Indii, żeby wznowić dostawy pikantnych przypraw, bez których solone mięso, jakim się wtedy żywiono, było trudne do przełknięcia. Toteż na morze wyruszył portugalski żeglarz Bartłomiej Diaz, któremu udało się dopłynąć do południowego skraju Afryki, za którym dostrzegł otwarty na wschód, zdatny do żeglugi ocean – ale z powodu buntu marynarzy musiał wrócić do Portugalii.

W roku 1492 Krzysztofowi Kolumbowi udało się przekonać hiszpańską królową Izabelę Katolicką, by spróbować dotrzeć do Indii płynąc na zachód – i w ten sposób doszło do odkrycia ogromnego kontynentu, początkowo nazywanego Indiami Zachodnimi, a potem – Ameryką – od imienia innego śmiałego żeglarza, Emeryka Vespucciego. W roku 1494, z inicjatywy papieża Aleksandra VI, został między Hiszpanią i Portugalią zawarty traktat w Tordesillas, którego przedmiotem był – po raz pierwszy w dziejach – podział świata. Podzielono go na półkuli zachodniej wzdłuż linii biegnącej ok. 1184 mil na zachód od Wysp Zielonego Przylądka, wskutek czego Brazylia przypadła Portugalii, dzięki czemu językiem urzędowym w tym państwie jest po dziś dzień portugalski. Kolejnym traktatem, zawartym w roku 1529 w Saragossie podzielono świat również na półkuli wschodniej, wzdłuż linii leżącej 17 stopni na wschód od archipelagu Moluków. Tak rozpoczęła się epoka wielkich odkryć geograficznych, które zaowocowały nie tylko powstaniem nowych gałęzi gospodarki, jak np. handlu oceanicznego, handlu murzyńskimi niewolnikami oraz zakładaniem kolonii.

W wieku XVIII dawny podział świata był już tylko wspomnieniem, bo pojawiły się nowe potęgi w postaci Wielkiej Brytanii i Francji. Doprowadziło to w wieku XIX do nowego podziału świata. Państwa europejskie utworzyły imperia kolonialne, z Imperium Brytyjskim na czele, którego władczyni, królowa Wiktoria, panowała nad ponad 400 milionami ludzi, sprawnie zarządzanymi przez stosunkowo nieliczną białą administrację. Skłoniło to w wieku XX Adolfa Hitlera, który marzył o nowym podziale świata do pomysłu, by Niemcy panowały nad Europą, podczas gdy Anglicy niech sobie utrzymują swoje Imperium, bo jego zdaniem Niemcy nie poradziliby sobie tak sprawnie z ludami kolorowymi.

Jednak wskutek dwóch europejskich wojen domowych w wieku XX: Wielkiej Wojny w latach 1914-1918 i II wojny światowej w latach 1939- 1945, Europa zaczęła tracić na znaczeniu, wskutek czego dawne imperia kolonialne zaczęły się rozpadać, a w miejscu dawnych kolonii pojawiły się niepodległe państwa. Rozpad imperiów kolonialnych przypada na drugą połowę lat 50-tych i lata 60-te ubiegłego wieku, a ich przyczyną było z jednej strony osłabienie Europy, między innymi wskutek działań USA, będącego przeciwnikiem istnienia europejskich imperiów kolonialnych, a z drugiej – wskutek ekonomicznej kalkulacji. Kolonialnym metropoliom przestawało się opłacać inwestowanie w koloniach w budowę dróg, kolei, portów, miast czy fabryk. Korzystniej tedy było przyznać im niepodległość, bo wtedy za to wszystko musiały już płacić dawnym metropoliom same.

Niestety w wieku XX narody europejskie zostały w znacznym stopniu zdemoralizowane przez wojenne etatyzmy oraz ideologię socjalistyczną, w ramach której forsowany zbył tam feminizm oraz dewiacje seksualne, co sprawiło, że zaczęły one doświadczać kryzysu demograficznego. Tymczasem na skutek globalnego rozwoju gospodarczego, ludzie na świecie zaczęli się lepiej odżywiać, skuteczniej się leczyć i tak dalej – co z kolei sprawiło, że w nowych, niepodległych państwach, dawnych koloniach, doszło do eksplozji demograficznej.

Zgodnie tedy z ciśnieniem osmotycznym, pojawiła się powracająca fala, z tym, że już nie z Europy na inne kontynenty, tylko z innych kontynentów do Europy. W dodatku, tej powracającej fali sprzyjała inna motywacja, niż dawnej ekspansji Europejczyków. O ile ekspansja ludów europejskich na inne kontynenty była podyktowana pragnieniem zdobycia a przynajmniej udziału w bogactwach „krain nienazwanych”, to powracająca fala jest przede wszystkim podyktowana pragnieniem udziału w panującym w Europie socjalu. Do tego pragnienia dorabiany jest pozór uzasadnienia ideologicznego; skoro Europa eksploatowała przez wieki nasze bogactwa i nasze ludy, to my mamy teraz moralne prawo odebrać sobie „nagrabliennoje” w ten sposób, że będziemy korzystać z tamtejszego socjalu.

Oprócz tego uzasadnienia jest jeszcze drugie – religijne. Chrześcijaństwo wzywa, by ludzie wzajemnie pomagali sobie „nosić brzemiona”, toteż migranci z Południa całkiem serio uważają, że na chrześcijańskiej Europie taki obowiązek ciąży. Właśnie papież Leon XIV na Wyspach Kanaryjskich wytknął nieubłaganym palcem Europie brak empatii. Rzeczywiście – z punktu widzenia Kościoła katolickiego, który z natury rzeczy jest kosmopolityczny, nie ma znaczenia, czy katolikami są, dajmy na to, Hiszpanie, Polacy, czy Murzyni lub Hindusi. Mówiąc nawiasem, Murzynów-katolików jest dzisiaj chyba nawet więcej, niż katolików-Europejczyków. Daje się to zauważyć nawet w mojej parafii na warszawskim Powiślu, w której w każdą niedzielę odprawiana jest Msza po angielsku, dla coraz liczniejszej rzeszy katolickich migrantów z Afryki i Azji.

W właśnie wszedł w życie Pakt Migracyjny Unii Europejskiej, który budzi u nas tak zwane mieszane uczucia. Mądrale uspokajają wprawdzie, że Polska nie zostanie dotknięta obowiązkiem „relokacji”, ani koniecznością płacenia 20 tys. euro od głowy migranta w razie odmowy przyjęcia, ale czy można wierzyć mądralom? Zgodnie z prawem Murphy`ego, jeśli coś złego może się stać, to na pewno się stanie tym bardziej, że o likwidacji socjalu nikt nawet nie ośmieli się zająknąć.

Stanisław Michalkiewicz

Dumme Parade

Dumme Parade

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    21 czerwca 2026 michalkiewicz

Chociaż ukraińscy banderowcy „srają Polsce na głowę” – jak powiedziałaby pani Krystyna Janda – chociaż Książę-Małżonek, najwyraźniej odczuwający dyskomfort z powodu nieuwzględnienia go przy zaproszeniu na obchody 80-lecia urodzin prezydenta Donalda Trumpa, że aż życzył panu prezydentowi Nawrockiemu, który na urodziny prezydenta Trumpa został zaproszony, żeby przynajmniej doszedł „do finału” w walkach MMA, chociaż rewelacje na temat braci Rysiczów, ukraińskich herojów afery podkarpackiej, która mogła przybrać takie rozmiary dlatego, że obydwaj bracia-sutenerowie wysługiwali się również polskiej bezpiece, została przez stare kiejkuty ucięta z dnia na dzień i żaden funkcjonariusz Propaganda Abteilung, zarówno służący Donaldu Tusku, jak i służący Naczelnikowi Państwa Jarosławowi Kaczyńskiemu już nie ośmieli się na ten temat zająknąć – to jednak nasz nieszczęśliwy kraj, przynajmniej na jednym odcinku, dotrzymuje kroku innym nieszczęśliwym krajom. Mam oczywiście na myśli „Paradę Równości”, jaka niedawno przeszła ulicami Warszawy.

W ogóle czerwiec, który dotychczas uchodził za miesiąc poświęcony czci Serca Jezusowego, za sprawą poszczególnych Judenratów, których działalność koordynują promotorzy rewolucji komunistycznej, finansowani między innymi przez starego, żydowskiego finansowego grandziarza Jerzego Sorosa, został niepostrzeżenie przerobiony na miesiąc „dumy gejowskiej”. Chodzi o to, że sodomczykowie i gomorytki, czyli tak zwani „geje” oraz lesbijki, pragną odczuwać „dumę”. Nie chodzi przy tym o tę Dumę w Moskwie, bo jak tak dalej pójdzie, to nie tylko sodomczykowie i gomorytki, ale wszyscy inni też, oddziaływania tej z Dumy doświadczą na własnej skórze – tylko o „dumę” w znaczeniu satysfakcji.

W tym miejscu nie mogę się powstrzymać od przypomnienia anegdotki z pamiętnika pewnej arystokratki. Wspomina ona, że w młodości była bardzo dumna. Tak bardzo, że nabrała wątpliwości, czy przypadkiem nie powinna wyznać tego spowiednikowi. Ten w odpowiedzi na jej wyznanie zauważył, że pewnie pochodzi ze starej rodziny. – Owszem – odpowiedziała penitentka – ale to nie z tego powodu jestem taka dumna. – To pewnie twoi rodzice mają jakieś wybitne osiągnięcia – drążył spowiednik. – Owszem, są wykształceni i osiągnięcia mają – ale to nie jest ta przyczyna. – Już wiem – szepnął spowiednik. – Ty musisz być bardzo ładna. – Nie narzekam – odparła rezolutnie panienka – ale tu nie o to chodzi. – Moje dziecko – odezwał się po namyśle spowiednik. – Ty nie jesteś wcale dumna, tylko głupia, a to nie grzech.

Z czego bowiem mają odczuwać „dumę” sodomczykowie i gomorytki? Z tego, jak zaspokajają popęd płciowy. Sodomczykowie zaspokajają popęd płciowy albo – jak powiadają gitowcy – „paciakując w popielnik” – albo obciągając sobie nawzajem laskę. Gomorytki z kolei albo mlaskają się po klitorisach, albo uprawiają tzw. anilingus, to znaczy – mlaskają się po odbytach. Oczywiście skoro nie mają żadnych innych powodów by odczuwać dumę, to dobre i to – chociaż z drugiej strony osobnika, który wychodziłby na ulicę wykrzykując, jak to wspaniale spółkuje z panienkami, podejrzewano by przynajmniej o niestabilność emocjonalną i oddano w ręce infirmerów. Tymczasem sodomczykom i gomorytkom podczas „Parady Równości” dotrzymywała towarzystwa zarówno Wielce Czcigodna Magdalena Biejat, która fuchę wicemarszałkini Senatu wykonuje podobno w sposób nie zwracający niczyjej uwagi, oraz prezydent Warszawy, pan Rafał Trzaskowski.

Mój Honorable Correspondant, który obserwuje te parady z obowiązku, poinformował mnie, że coraz większą część ich uczestników stanowią nawet nie sodomczykowie, czy gomorytki, tylko wariaci w sensie medycznym. Najwyraźniej promotorzy komunistycznej rewolucji musieli rozszerzyć szeregi proletariatu zastępczego również na wariatów. Ich też zamierzają „wyzwolić”, podobnie jak „kobiety”, sodomczyków i gomorytki.

Judenrat „Gazety Wyborczej” najwyraźniej wychodzi temu naprzeciw, bo podczas lektury tamtejszych publikacji można odnieść wrażenie, że tworzyli je wariaci. To by się zresztą zgadzało, bo przysłowie powiada, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Pan red. Michnik dzieciństwo spędził w rodzinie zaangażowanych komunistów, a jak wiadomo, granica między takim zaangażowaniem a odlotami bywa bardzo płynna, więc nic dziwnego, że w starszym wieku te predylekcje coraz bardziej dochodzą do głosu. Jak się to wszystko skończy, jakie paroksyzmy będzie musiał przeżywać wskutek tego nasz nieszczęśliwy kraj – to całkiem inna sprawa.

Znalezienie się w mocy wariatów z pewnością do przyjemności nie należy i to nie tylko dla osób postronnych, ale i dla porażonych. Dobrą ilustrację stanowi przypadek pani Joanny Szczepkowskiej. Jeszcze w 1989 roku, kiedy to oświadczyła, że „upadł komunizm”, sprawiała wrażenie osoby tylko figlarnej. Jak bowiem zauważył prof. Bogusław Wolniewicz, komunizm wcale nie „upadł”, tylko „mutuje”. Zresztą żeby się o tym przekonać, to nawet wtedy wystarczyła zwykła spostrzegawczość. Tylko wyjątkowy dureń bowiem mógł nie zauważyć, że dowodem na „upadek” komunizmu był wybór przywódcy tych „upadłych” komunistów, generała Wojciecha Jaruzelskiego, na prezydenta „wolnej Polski”. Oczywiście w przypadku pani Joanny Szczepkowskiej wystarczała sama figlarność, bo nikt od niej specjalnej przenikliwości przecież nie oczekiwał. Teraz jednak już nie sprawia wrażenia figlarnej, tylko zgorzkniałej, chociaż nadal nie zauważa, że „mówi prozą”.

Ale mniejsza już o nią, bo w przypadku aktorów czar pryska, gdy zaczynają mówić własnym tekstem, chociaż nawet w takich razach kieruje nimi instynkt stadny. Tak było w Ameryce za prezydenta Nixona, tak jest za prezydenta Trumpa, przeciwko któremu staje w szranki Jane Fonda, co to nadstawiała się w swoim czasie władzom Wietnamu Północnego i tak samo jest u nas, gdzie celebrytowie demonstrują pogardę wobec pana prezydenta Nawrockiego. Mechanizm tego zjawiska musi być bardzo podobny do „dumy” demonstrowanej przez sodomczyków i gomorytki, no a poza tym i w jednym i w drugim przypadku dochodzi do głosu instynkt stadny: „rozpoznajemy się po »Ulissesach« – nawoływał w latach 70-tych jegomość znany w środowisku pod pseudonimem »Kocica«”.

Najciekawsze jednak jest w tym wszystkim to, że sodomczykowie i gomorytki też ćwierkają z klucza. Oto sponsorzy: miasto Warszawa, Ambasada RFN, Ambasada Meksyku, Komisja Europejska i Fundacja Heinricha Bolla. Ale wielość sponsorów niemieckich niech nas nie zwodzi, bo zarówno Ambasada, jak i Fundacja Bolla, nie mówiąc już o Komisji Europejskiej, czerpią swoje środki z funduszy publicznych. Oczywiście na pieniądzach nie jest napisane, że mogą pochodzić z gadzinowego funduszu BND, ale to przecież nikomu nie przeszkadza, bo skoro nie jest napisane, to nie jest, dzięki czemu można stworzyć wrażenie pełnego spontanu i odlotu, niczym w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy „Jurka” Owsiaka, co to nawet serduszka ma podobne, jak Winterhilfswerke.

Stanisław Michalkiewicz

Sceny myśliwskie

Sceny myśliwskie

Stanisław Michalkiewicz „Magazyn Polonia”    20 czerwca 2026

Rochu! – mówił zirytowany do żywego pan Zagłoba do Rocha Kowalskiego po tym, jak został nakryty w trakcie wojowania z małpami w ogrodzie jednego z pałaców podczas szturmu na będącą w szwedzkich rękach Warszawę. – Muszę – ciągnął – dokonać jakiegoś bohaterskiego czynu, by zmazać tę kompromitację. – Wuj musi! – przytaknął Roch Kowalski. I rzeczywiście, wszystko się udało. Pan Zagłoba kazał podstawić puszkę z prochem pod bramę, która wskutek tego została wysadzona, dzięki czemu ciurowie, którymi pan Zagłoba podczas szturmu dowodził, wdarli się do miasta.

11 czerwca rozpoczęły się mistrzostwa świata w futbolu, rozgrywane jednocześnie w trzech państwach: Meksyku, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Zainteresowanie futbolowymi rozgrywkami jest tak duże, że z pewnością zepchnie na dalszy plan inne wydarzenia, z wizytą papieża Leona XIV na Wyspach Kanaryjskich, nie mówiąc już o wojnach, jakie bezcenny Izrael wespół ze Stanami Zjednoczonymi prowadzi nie tylko ze złowrogim Iranem, ale także – z jego psem łańcuchowym, czyli Hezbollahem w Libanie.

Nawiasem mówiąc, ta wojna w Libanie stała się pretekstem do przerwania rozmów amerykańsko-irańskich, w następstwie czego prezydent Donald Trump, który chyba już ze 40 razy zapowiadał rychłe zakończenie tej wojny, w którą – co tu ukrywać – został przez przebiegłego premiera Beniamina Netanjahu wkręcony, znowu nakazał obrzucanie złowrogiego Iranu ponaddźwiękowymi dzidami, a złowrogi Iran w rewanżu znowu obrzuca ponaddźwiękowymi dzidami amerykańskie bazy w krajach arabskich.

Wprawdzie pojawiły się pogłoski, jakoby prezydent Trump strasznie obsztorcował izraelskiego premiera z powodu jego dokazywania w Libanie – ale ja nie wierzę, by się na to odważył, bo wtedy Żydowie w Ameryce następnego dnia zrobiliby z niego marmoladę. Nic takiego się nie stało, więc chyba żadnej obsztorcówy nie było tym bardziej, że Beniamin Netanjahu wszelkie uwagi amerykańskiego prezydenta olewa ciepłym moczem i kontynuuje dokazywanie zarówno w Libanie, jak i w Strefie Gazy, bo to mu zapewni zwycięstwo w październikowych wyborach w bezcennym Izraelu. Jak bowiem donoszą z Bliskiego Wschodu, izraelscy Żydowie murem stoją za swoim premierem, podobnie, jak Niemcy za Adolfem Hitlerem po jego zwycięstwie nad Francją w 1940 roku.

Ale wszystkie te doniosłe wydarzenia – jak już wspomniałem – zostaną zepchnięte na dalszy plan przez mistrzostwa świata w futbolu, chociaż niby każdy wie, że od ich rezultatu tak naprawdę nic nie zależy. Okazuje się, że potęga przemysłu rozrywkowego jest większa, niż wszystkie problemy, które trapią świat, więc może niepotrzebnie tak się tymi wszystkimi problemami przejmujemy, bo najważniejsze jest, żeby wypić, zakąsić, a w wolnych chwilach – pokibicować jakiejś drużynie.

Nasz nieszczęśliwy kraj niestety kibicować nie ma komu, bo nasza wspaniała drużyna w rozgrywkach udziału nie bierze, w związku z czym vaginet obywatela Tuska Donalda przygotował nam całkiem inne rozrywki, których dodatkowym celem jest zatarcie niemiłego wrażenia, jakie powstało po rewelacjach dotyczących braci Rysiczów, co to na Podkarpaciu pozakładali byli całą sieć burdeli, korzystających z ochrony roztoczonej nad nimi ze strony policji, prokuratury i niezawisłych sądów.

Początkowo panowało przekonanie, że ukraińscy sutenerowie zwyczajnie dopuścili do spółdzielni zarówno policjantów, jak i prokuratorów i niezawisłe sądy – ale na szczęście się wyjaśniło, że nic z tych rzeczy. Wyrozumiałość naszych władz brała się stąd, że bracia Rysiczowie byli konfidentami polskiej bezpieki. Z jednej strony to dobrze, bo nie musieli nikogo korumpować, no ale z drugiej strony to jeszcze gorzej, bo się okazało się zarówno policja, prokuratura, jak i niezawisłe sądy wykonują w podskokach zadania wyznaczone przez oficerów prowadzących z bezpieki.

W ten oto sposób potwierdziła się w całej rozciągłości moja ulubiona teoria spiskowa, według której najtwardszym jądrem naszej młodej demokracji nadal pozostaje bezpieka – podobnie jak pozostawała najtwardszym jądrem systemu za pierwszej komuny. Jednak z punktu widzenia wiary w autentyczność demokracji, jest to – co tu ukrywać – straszliwa plama, którą vaginet obywatela Tuska Donalda próbuje właśnie zatrzeć przy pomocy rozrywkowej operacji przypominającej sceny myśliwskie z Dolnej Bawarii.

Oto na przesłuchanie do niezależnej prokuratury wezwany został na świadka Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, nad którym przez bite siedem godzin pastwiła się nie tylko niezależna prokuratura, ale również Wielce Czcigodny Giertych Roman i pan mecenas Dubois. Niezależne od tego całe nasze demokratyczne państwo prawne, urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej, ugania się po świecie za złowrogim Zbigniewem Ziobrą i Marcinem Romanowskim, który starannie zaciera za sobą wszelkie ślady. Obywatel Żurek Waldemar mało jaja nie zniesie, żeby wreszcie tych winowajców dopaść, ale wygląda na to, że trafiła kosa na kamień – a na domiar złego właśnie zebrała się Krajowa Rada Sądownictwa, co do której nie ma pewności, czy aby na pewno jest legalna, czy nie. Ale w świetle rewelacji na temat afery podkarpackiej kwestia legalności niezawisłych sądów nie wydaje się już taka ważna, bo przecież nie tyle chodzi o to, by były one legalne, tylko – żeby słuchały się bezpieki – a do tego legalność nie jest tak bezwzględnie konieczna.

Odwrotnie – im większe wątpliwości co do legalności prokuratury, czy sądów, tym bardzie muszą one akomodować się do wymagań bezpieki – bo to ona ma ostatnie słowo nie tylko w kwestii legalności, ale w ogóle – we wszystkich innych sprawach naszego państwa, a nawet – całego życia publicznego. Toteż bez zaskoczenia przyjęliśmy decyzję niezawisłego sądu, który nakazał Grzegorzu Braunu przeprosić Komendanturę chwilowo nieczynnego obozu w Auszwicu, że w tym obozie infrastruktura pozostawia wiele do życzenia. Niezawisły sąd nakazał Grzegorzu Braunu zameldować, że chwilowo nieczynny obóz jest w znakomitym stanie. Domyślamy się tedy, że jeśli tylko uda się skompletować załogę – z czym nie powinno być przecież żadnych trudności – to można go będzie uruchomić gwoli nauczenia rozumu wszystkich wrogów demokracji, co to pławią się od rana do wieczora w mowie nienawiści.

Obawiam się jednak, że te rozrywki mogą okazać się niewystarczające do zatarcia złego wrażenia po podkarpackich rewelacjach, więc w czynie społecznym wracam do pomysłu racjonalizatorskiego, by Sejm uchwalił specustawę o zagazowaniu Grzegorza Brauna – ale nie w Auszwicu – bo nie wypada, by tamtejsza Komendantura gazowała w swojej sprawie – tylko na Majdanku. Jest tam niewielka komora, w sam raz do takiej egzekucji, a żeby wykorzystać tę okazję do prewencji ogólnej, trzeba by spędzić tłumy, zaś podczas gazowania delikwenta orkiestry grałyby „Tango Milonga”: „Tango Milonga, tango mych marzeń i snów, niechaj ostatni raz usłyszę!

Stanisław Michalkiewicz

Popis banderyzmu

Popis banderyzmu

Autor: AlterCabrio , 22 czerwca 2026 ekspedyt

Czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności

Zdjęcie tytułowe: LINK

Popis banderyzmu

No i stało się. Banderyzm wybił niczym szambo, a przyczynkiem było odebranie przez prezydenta Nawrockiego orderu Orła Białego, przyznanego Żeleńskiemu, w reakcji na nadanie przez Żeleńskiego imienia bohaterów upa jednej z jednostek wojskowych.

Na razie wybiło to z ust najwyższych przedstawicieli reżimu kijowskiego, ale jest tylko kwestią czasu, gdy zwykli Polacy, żyjący sobie dotąd spokojnie, nieświadomi postępującej podmiany ludności przekonają się, jak objawia się ta cecha charakteru w codziennym obyciu. Bo banderyzm to stan umysłu, nikt się co prawda takim nie rodzi, ale niektórzy się takimi stają. Dotąd myśleliśmy, że co prawda nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, ale za to każdy banderowiec jest Ukraińcem.

Trzeba zweryfikować to mniemanie. Skąd bowiem tak wielu sympatyków banderowskiej Ukrainy w rządzie III RP i wśród tzw. elit naszego kraju? Skąd wzięło się tyle ukraińskich flag, wiszących na publicznych budynkach w Polsce? Kto je tam wiesza? Czemu cieszą się szczególną ochroną władz? kto nadaje te wszystkie polskie ordery tuzom Nowej Chazarii? Musimy sobie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania: o relację ukraińskości do banderyzmu, i relację osób w Polsce do interesów ukraińskich.

Pytanie pierwsze brzmi: czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności, co jest jednym z warunków budowy Pan-Europy, czyli realizacji planu żydomasońskiego.

Nawet językowo ukraińskość nie jest dokładnie określona, skoro nawet kagan kijowski uczył się tego języka dopiero, gdy został prezydentem. Ta niejasna świadomość miejsca pochodzenia, skojarzona z niejasną kwestią językową rzucona jest na kolejną niejasność, mianowicie na niejednolitość etniczną ludności Ukrainy. Część to Rusini, przez Rosjan traktowani jako Małorusy, w większości zamieszkująca Ukrainę Wschodnią, część to mieszanina, zwana czernią, w większości zamieszkująca Ukrainę Zachodnią, a poza tym Rosjanie, Polacy, Żydzi i inne nacje. To nie jest więc naród, ani nawet narodowość, lecz ludność. Jej świadomość jest nieuformowana i brak tam wspólnych idei. Na początku Specjalnej Operacji Wojskowej wspólnym łącznikiem była wrogość wobec Rosji, połączona ze zjednoczeniem się pod wspólną flagą, którą uosabiał rząd w Kijowie.

Teraz zaś nie ma nawet tego, co pokazuje masowy exodus Ukraińców z Ukrainy w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. Jedyną ideą, jaka istnieje na Ukrainie, używaną do cementowania różnych elementów ludności jest banderyzm, wykorzystywany przez reżim kijowski jako ideologia państwowa. W pierwszej kolejności banderyzm jest antypolski, w drugiej antyrosyjski, w trzeciej antyludzki. Jeśli więc ktoś chciałby w przyszłości uważać się za patriotę ukraińskiego, będzie musiał przyjąć banderyzm za swe życiowe credo.

Dziś więc większość Ukraińców nie jest świadomymi banderowcami, ale może się nimi stać, jeśli będzie chciała być lojalna wobec reżimu w Kijowie, czyli Nowej Chazarii. Banderyzm bowiem to pewna szczególna dyspozycja intelektualno-moralna, zbliżona do nazizmu, oparta na wzorach talmudycznych, która każe mordować wszystkich, których uważa za wrogów, zachowując przy tym skrajną butę, pogardę i nienawiść dla swoich dobroczyńców. Wrogiem jest ten, który zagraża samostijnej Ukrainie, i zawsze wskazuje go władza. Tak się składa, że wrogiem banderyzmu zawsze jest naród i państwo polskie, i to stanowi fundament banderyzmu i nigdy się nie zmieni. Jeśli więc dziś nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, to w przyszłości już nieodległej reżim kijowski zmusi do banderyzmu wszystkich, których ma pod władzą.

Pytanie drugie brzmi: dlaczego w Polsce tak wielu jest obrońców interesów ukraińskich, mimo że Ukraińcy zgotowali Polakom okrutne krwawe rzezie? Odpowiedzi jest kilka. Po pierwsze, głupota, połączona z propagandą proukraińską. Po drugie, kwity, jakie służby ukraińskie mają na polityków w Polsce, głównie związane z korupcją i nieletnią prostytucją. Po trzecie, nie są to Polacy, ale Ukraińcy, udający Polaków, mający sympatie banderowskie. W Polsce pod rządami popisu występują wszystkie trzy sytuacje, można więc powiedzieć, że rządzi nami ukraińsko-banderowska klika.

Jedynie tak można wytłumaczyć butę, arogancję i bezczelność polityków i funkcjonariuszy ukraińskich wobec Polski i Polaków, panoszenie się służb ukraińskich w Polsce, liczne pożary, finansowanie przez państwo polskie reżimu kijowskiego pomimo zniewag, narażanie bezpieczeństwa narodowego w imię interesów banderowców. Tak więc spora część polityków w Polsce to banderowcy funkcjonalni. Można więc zidentyfikować nową jednostkę choroby politycznej: banderyzm funkcjonalny.

To stwierdzenie jest konieczne, aby opracować plan działania. Skoro rządzą nami banderowcy, to będą robić rzeczy dla Lachów skrajnie niekorzystne. Jeśli dalej przyjrzymy się politykom i ich formacjom politycznym, zobaczymy, że problem ten dotyczy całego popisu, czyli frakcji magdalenkowej. Idąc dalej, to oni pozwolili na rozwijanie się banderyzmu na Ukrainie i nie zrobili niczego, aby to zatrzymać, a mogli dużo, gdyż reżim kijowski zależny jest od Polski w sposób egzystencjalny. To politycy popisu pozwolili na przesiedlenie milionów Ukraińców do Polski, dali im przywileje i ograbili państwo i naród z pieniędzy i innych dóbr, aby przekazać je banderowcom. Robią zresztą to nadal.

Musimy wyciągnąć z tego praktyczne wnioski. Po pierwsze, rozwój banderyzmu na Ukrainie jest pewny, wraz z konsolidacją władzy przez reżim kijowski. Po drugie, banderyzm jest dla Polaków zagrożeniem śmiertelnym, zarówno dla państwa, jak i narodu. Po trzecie, jeśli nadal będą trwały rządy popis, banderyzm będzie ideologią władzy również w Polsce. Po czwarte, banderyzm reaguje tylko na brutalną i bezwzględną siłę, więc dogadywanie się z banderowcami możliwe jest z użyciem środków przymusu. Tak więc dalsze trwanie obecnego układy władzy w Polsce daje nam duże prawdopodobieństwo powtórki z rzezi Lachów.

Aby uniknąć rzezi lub łagodniejszych, acz zawsze przykrych skutków banderyzmu w Polsce, należy wyeliminować jego przyczyny, a są one dwie: wewnętrzna i zewnętrzna. Przyczyna wewnętrzna eskalacji banderyzmu w Polsce są banderowskie rządy, czyli popis. Z tym można sobie poradzić, wybierając Konfederację Korony Polskiej, a następnie banderowców, udających Polaków ukarać sprawiedliwie, czyli przykładnie i surowo.

Przyczyną zewnętrzną banderyzmu na Ukrainie jest system geopolityczny, objawiający się w postaci NATO i UE, który na szczęście trzeszczy i rozpada się. Tu rada na banderyzm jest prosta: zawiązać sojusz antyterrorystyczny z tymi państwami, które również zagrożone są banderowskim terroryzmem, czyli co najmniej z Białorusią, Rosją, Czechami, Słowacją, Węgrami, Rumunią. Reżim kijowski powinien zostać spacyfikowany, winni ukarani sprawiedliwe, czyli surowo, a tzw. państwo ukraińskie wzięte w zarząd powierniczy białorusko-rosyjsko-polski.

Oznacza to obalenie dotychczasowego mitu, jakoby Ukraina walczyła za Polskę i Europę. To fałsz, Ukraina walczy za interesy Wielkiej Brytanii, USA, Niemców i Żydów, a pierwszą ofiarą jest ludność Ukrainy. Ktokolwiek zakończyłby Nową Chazarię, ten wyrządziłby ludowi Ukrainy wielką przysługę.

Cała nadzieja w Lechitach, że będą potrafili dogadać się z Rosjanami, aby rozgromić Chazarię jak w 956 r., dla dobra Rusinów, Europy i całego świata, po złości Żydom.

=============================================================

Kto chce się włączyć, polecam lekturę formacyjną:

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

____________________

Popis banderyzmu, Bartosz Kopczyński, 22 czerwca 2026

O tym, jak wykorzystano debili: Gracze „Pokémon Go” nieświadomie wyszkolili drony wojskowe

O tym, jak wykorzystano debili: Gracze Pokémon Go nieświadomie wyszkolili drony wojskowe

Date: 22 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/o-tym-jak-wykorzystano-debili-gracze-pokemon-go-nieswiadomie-wyszkolili-drony-wojskowe

Przez lata gracze Pokémon Go skanowali otoczenie, aby zdobywać dodatkowe punkty. Dzięki tym miliardom skanów opracowano obecnie niezwykle precyzyjny system nawigacyjny przeznaczony między innymi dla dronów wojskowych i robotów.

Floris De Hingh (34 lata) pobrał grę Pokémon Go tego samego dnia, w którym została udostępniona. Było to latem 2016 roku i wkrótce cała Holandia błąkała się po ulicach ze smartfonami do późnych godzin nocnych w poszukiwaniu Pokémonów. Nawet lata po tym, jak gorączka już minęła, super-fan De Hingh kontynuował poszukiwania wirtualnych stworzeń.

Nigdy jednak nie wyobrażał sobie, że zdjęcia, które robił podczas gry, posłużą do trenowania systemu sztucznej inteligencji, który teraz, między innymi, będzie pomagał amerykańskim dronom wojskowym w nawigacji. «Ja tylko grałem» – oświadcza.

De Hingh nie był jedynym, który rejestrował otoczenie. Prawie 30 miliardów skanów z Pokémon Go, wykonanych przez setki milionów użytkowników, jest obecnie własnością Niantic Spatial, spółki wywodzącej się z firmy, która pierwotnie opracowała grę. Na podstawie tych kadrów wytrenowała model 3D, który umożliwia nawigację z ekstremalną precyzją także przy braku sygnału GPS.

Pod koniec ubiegłego roku Niantic Spatial i amerykańska firma Vantor ogłosiły, że Vantor wykorzysta system nawigacji do dronów i innych robotów wojskowych. Vantor to firma programistyczna specjalizująca się w wywiadzie przestrzennym, między innymi dla obronności. Wiadomość o współpracy spotkała się z bardzo niewielkim zainteresowaniem mediów.

Pośredni wkład w zastosowania wojskowe

W odpowiedzi na pytania redaktorów holenderskiego dziennika Trouw, Vantor zaprzecza, że wykorzysta dane z Pokémon Go. Firma nie chce jednak sprecyzować, czy oznacza to, że model, który zostanie użyty w zastosowaniach wojskowych, nie został zaprojektowany na podstawie tych danych.

Zdaniem Jeroena van den Hovena, profesora etyki i technologii na Politechnice w Delfcie, można wyciągnąć taki wniosek. «Bez ogromnej liczby skanów wykonanych przez wszystkich tych graczy, rozwój tego systemu nigdy nie nastąpiłby tak szybko» – twierdzi. «Gracze przyczynili się pośrednio, być może w minimalnym, ale jednak skutecznym stopniu, do zastosowań militarnych».

Według Van den Hovena, rzeczywiście trudno jest precyzyjnie określić, które części modelu 3D Niantic Spatial zostały wytrenowane na skanach graczy Pokémon Go. Jego zdaniem, wszystkie modele AI zaczynają od zestawów danych, które są następnie wzbogacane o wiele innych danych. Model uczy się rozpoznawać wzorce i buduje system, w którym dane przyjmują nową formę i nie można ich już powiązać z ich pochodzeniem.

Gracze wyrazili „dobrowolną zgodę

Niantic Spatial również nie wyjaśnia, jaką dokładnie rolę odgrywają dane z Pokémon Go w modelu, który będzie wykorzystywany przez Vantor. W odpowiedzi na wcześniejsze pytania dziennika Trouw dotyczące innej współpracy – z firmą dostawczą Coco Robotics – rzecznik prasowy stwierdził, że skany z Pokémon Go zostały wykorzystane do trenowania «początkowej wersji» modelu.

W tej odpowiedzi Niantic Spatial podkreśla również, że gracze Pokémon Go dobrowolnie zaakceptowali warunki, a firma działa w sposób etyczny. «Zobowiązujemy się, wraz ze wszystkimi naszymi klientami i partnerami, do zapewnienia, że produkty Niantic Spatial są wykorzystywane w sposób odpowiedzialny, z poszanowaniem praw człowieka i zasad etycznych» – oświadcza firma.

Na pytanie uzupełniające o współpracę z firmą z sektora obronnego, Niantic Spatial nie chciało odpowiedzieć. «W tej chwili nie mamy nowych informacji do przekazania».

Przeciwko wojnie w Iranie

«To tragedia» – mówi De Hingh. «Na początku myślisz, że grasz, a nagle twoje dane mogą zostać wykorzystane w wojnie». Fakt, że Vantor współpracuje między innymi z armią amerykańską, niepokoi go. «Jestem zdecydowanie przeciwny wojnie, którą Trump prowadzi przeciwko Iranowi».

Van den Hoven: «Ludzie, którzy myśleli, że tylko grają, zostali wyraźnie oszukani. Stopniowo zaczyna być jasne, że firmy niekoniecznie wykorzystują nasze dane, aby naprawdę poprawić nasze życie, na przykład poprzez poprawę edukacji. Chodzi o zarabianie pieniędzy. Jeśli mogą sprzedać zestaw danych lub model AI za dobrą cenę, zrobią to».

Według Van den Hovena, powinniśmy traktować to, co wydarzyło się z Pokémon Go, jako «czerwoną flagę», sygnał alarmowy. Giganci technologiczni chciwie wykorzystali lukę wiedzy społeczeństwa – twierdzi profesor. «Widać to po podstępnym sposobie, w jaki te dane były zbierane» – mówi. «Niektórzy ludzie wewnątrz firmy być może wiedzieli od dawna, jakie mogą być przyszłe sposoby wykorzystania».

Chodzi w szczególności o zdjęcia, które użytkownicy mogli robić od 2021 roku w grze Pokémon Go. Nie jest to czynność obowiązkowa, a Niantic Spatial osobno prosi o zgodę na korzystanie ze zdjęć. Aby zdobyć dodatkowe nagrody, gracz może wykonać «skan», filmując otoczenie swoim smartfonem. W ten sposób skanuje się wszystkie budynki, drogi i drzewa wokół siebie, w zakresie 360 stopni.

Udzielając zgody, akceptujesz dodatkowe warunki. W ten sposób przyznajesz firmie «przenaszalną i możliwą do sublicencjonowania licencję» na skany, co oznacza, że może ona odsprzedać twoje zdęcia stronom trzecim.

Zagubione drony

Ponadto Niantic Spatial wytrenowało własny model nawigacji oparty na tych skanach. Przetworzyło zdjęcia przy pomocy sztucznej inteligencji, aby stworzyć szczegółową mapę 3D, która umożliwia nawigację bez połączenia GPS. W ten sposób firma natychmiast staje się kluczowym graczem w stosunkowo nieznanej technologii: VPS, czyli wizyjnym systemie pozycjonowania.

Dzięki VPS można orientować się na ulicy za pomocą kamery. Wystarczą tylko dwa punkty odniesienia, wielkości zaledwie kilku pikseli, aby określić swoją pozycję. Jest to idealna alternatywa dla bardziej powszechnego GPS, w miejscach pozbawionych dobrego sygnału satelitarnego, od którego GPS jest zależny.

Vantor podaje współczesne pola bitew jako przykład miejsc «pozbawionych pokrycia GPS», dla których VPS oferuje rozwiązanie. W wojnie między Rosją a Ukrainą zakłócanie lub «zagłuszanie» sygnałów satelitarnych jest powszechnie stosowaną strategią. W rezultacie wiele dronów traci orientację.

Firma z sektora obronnego zamierza umożliwić nawigację różnego rodzaju produktom za pomocą nowego systemu. Od dronów wojskowych po «pojazdy, okulary AR (tzw. rzeczywistości rozszerzonej – przyp. red.) i inny sprzęt polowy» – informuje Vantor w komunikacie prasowym.

Modele AI od dawna są bronią

Ta współpraca nie jest odosobnionym przypadkiem. Systemy AI są od dawna wykorzystywane do celów wojskowych. Na przykład platforma AI amerykańskiej firmy Palantir wspiera armię ukraińską w identyfikacji celów i podejmowaniu decyzji dotyczących ataków. Ten sam system był używany przez armię izraelską do bombardowań w Gazie, w których zginęło wielu cywilów.

Podobny model AI, opracowany przez amerykańską firmę Anthropic, został wykorzystany przez armię Stanów Zjednoczonych. Według amerykańskich mediów, model ten odegrał rolę w bombardowaniach Iranu i porwaniu wenezuelskiego dyktatora Nicolása Maduro.

Van den Hoven nie wyklucza w każdym przypadku użycia VPS w kontekście militarnym: «Jeśli Ukraińcy mogą wygrać dzięki temu słuszną wojnę przeciwko agresorowi Rosji, jest to pozytywny rozwój». Ale jeśli system wpadnie w niepowołane ręce, według niego byłoby to naprawdę bardzo niebezpieczne.

Prywatność jest zagrożona

De Hingh nigdy nie zastanawiał się nad możliwymi zastosowaniami swoich skanów. Przez długi czas myślał: «Mogą mieć moje dane, i tak nie mam nic do ukrycia».

I jest to bardzo powszechne podejście, o czym dobrze wie Iris Muis, ekspertka ds. etyki danych w Data School na Uniwersytecie w Utrechcie.

Według niej, jako użytkownik nie można sobie wyobrazić, w jaki sposób twoje dane mogą zostać wykorzystane w przyszłości.

«Kto wie, może za pięć lat pojawi się zastosowanie technologiczne, którego konsekwencji absolutnie nie można zaakceptować».

Według Muis, prywatność graczy i innych obywateli może być również zagrożona. Hingh wykonywał skany także wewnątrz swojego mieszkania. Niantic Spatial wydaje się być zainteresowane również tymi zdjęciami. Tory Smith, dyrektor zarządzający produktami w Niantic Spatial, w wywiadzie na stronie Vantor sugeruje, że chciałby zbierać więcej tego typu zdjęć z wnętrz.

Samobieżne wózki

VPS, nawiasem mówiąc, nadaje się nie tylko do celów obronnych. W marcu Niantic Spatial ogłosiło współpracę z Coco Robotics. Amerykańska firma zamierza wykorzystać VPS do swoich robotów dostawczych. Samobieżne wózki dostarczają już jedzenie do domów w amerykańskich miastach i w fińskiej stolicy Helsinkach. Dzięki VPS, robot Coco wyposażony w cztery kamery jest w stanie nawigować z precyzją do centymetra – twierdzi Niantic Spatial.

Firma nie jest bynajmniej jedyną, która postrzega konsumentów z kamerą jako potencjalne źródła do zbierania danych geograficznych. Na przykład inteligentne okulary Meta nieustannie skanują otoczenie użytkownika, okulary AR Apple tworzą mapy 3D przestrzeni wewnętrznych, a samobieżne samochody Waymo rekonstruują szczegółowe modele miejskich dróg.

«Gra powinna pozostać grą»

Według Van den Hovena, fundamentalne znaczenie ma to, aby Komisja Europejska chroniła dane użytkowników, ustanawiając jasne zasady dla tych wielkich firm. Uważa on jednak za jeszcze ważniejsze, abyśmy nie stali się zależni od systemów nawigacji innych krajów.


«Gdyby na przykład Elon Musk wyłączył swoje satelity Starlink, wszyscy zgubiliby drogę» – twierdzi. «Ważne jest, aby Europa opracowała funkcjonalny odpowiednik tego systemu VPS».

Brytyjski projektant gier Adrian Hon radzi obecnie graczom Pokémon Go, aby przestali wykonywać skany. «Być może byłoby nawet lepiej przejść na inne gry; najlepiej na mniejsze gry, ponieważ te nie sprzedają łatwo danych».

De Hingh przestał grać już ponad rok temu. Nie z powodu danych, które musiał dostarczać, ale ponieważ był zmęczony aktualizacjami. «Ciągle pojawiały się nowe misje i nowe Pokémony».

Dla De Hingha wiadomość była «prawdziwym objawieniem». «Musimy postawić granicę i zapobiec temu, aby firmy zbierały i odsprzedawały te dane i skany według własnego uznania» – twierdzi. «Gra powinna pozostać grą».

……………

Vantor ogłosiło w lutym umowę z armią amerykańską o wartości do 217 milionów dolarów na oprogramowanie szkoleniowe. Niantic sprzedało swój oddział gier wideo należącemu do Arabii Saudyjskiej Scopely za 3,5 miliarda dolarów w 2025 roku.

theguardian/pokemon-go-data-trained-ai-that-could-assist-military-drones-in-war-zones

INFO: trouw.nl/binnenland/hoe-pokemon-go-spelers-onbewust-militaire-drones-trainden-ik-was-gewoon-een-spelletje-aan-het-spelen (tłumaczenie automatyczne; wszystkie odnośniki w oryginale tekstu)

………

Ponownie, filmowanie otoczenia, tym razem wnętrz mieszkań…

Shift – startup zajmujący się szkoleniem sztucznej inteligencji, ogłosił niedawno, że oferuje bezpłatne sprzątanie mieszkań w Nowym Jorku. Jest jednak jeden haczyk: sprzątacze noszą kamery zamontowane na głowach, które rejestrują zdjęcia z perspektywy pierwszej osoby podczas szorowania łazienek, mycia podłóg i porządkowania kuchni. Firma poinformowała, że nagrania te pomogą w szkoleniu robotów domowych i systemów sztucznej inteligencji, aby w przyszłości mogły samodzielnie wykonywać prace domowe. businessinsider.com/shift-offering-free-nyc-cleanings-train-ai-with-camera-footage

Fałszywa flaga, na którą wszyscy czekaliśmy

Fałszywa flaga, na którą wszyscy czekaliśmy

Stephen Karganović

Fałszywa flaga w Soborze Zaśnięcia Matki Bożej po raz kolejny podkreśla kluczowe znaczenie propagandy w nowoczesnej wojnie politycznej.

Podpalenie pod fałszywą flagą soboru Zaśnięcia Matki Bożej w kompleksie klasztornym Ławra Pieczerska 15 czerwca można było przewidzieć z matematyczną pewnością. Kwestią nie było, czy do tego dojdzie, ale kiedy.

Wszędzie widać wyraźne oznaki zaaranżowanego wydarzenia. Społeczeństwo, zbyt zajęte i zbyt nieuważne, by dociekać dalej lub zadawać podstawowe pytania, po raz kolejny daje się wodzić za nos ukraińskiemu reżimowi neonazistowskiemu i jego kolektywnym zachodnim zwolennikom, którzy kierują i logistycznie wspierają każdy krok reżimu.

Zniszczenia Soboru Zaśnięcia Matki Bożej w Kijowie rzekomo są wynikiem celowego trafienia rosyjskimi pociskami rakietowymi podczas weekendowego ataku na cele w stolicy Ukrainy. Nieistotny jest fakt, że władze w Kijowie regularnie twierdzą, że zestrzeliwują praktycznie wszystkie pociski wystrzelone w cele na kontrolowanym przez siebie terytorium, co nasuwa logiczne pytanie, jak cokolwiek mogło zostać trafione i uszkodzone. Możemy jednak zignorować te propagandowe bzdury.

Twierdzi się ponadto – i to jest kluczowy punkt dla zrozumienia, co mogło się wydarzyć – że rosyjski atak został przeprowadzony za pomocą rakiet Iskander i Zircon, co wydaje się być prawdą.

Ale jeśli tak jest, to zniszczenia katedry są nienaturalnie powierzchowne. Są całkowicie sprzeczne z użyciem tak niszczycielskiej amunicji, szczegółu, który propagandziści najwyraźniej przeoczyli.

Szybkie wyszukiwanie w Google pokazuje, że rzeczywiste uszkodzenia katedry, które według zdjęcia rozpowszechnionego przez ukraińskie władze ograniczają się do części dachu, są niemożliwe do pogodzenia z użyciem broni o tak niszczycielskiej sile.

Istotne fakty są następujące: Iskander-M przenosi głowicę o masie od 480 do 700 kilogramów. Cyrkon przenosi głowicę o szacunkowej masie od 300 do 400 kilogramów i uderza z prędkością przekraczającą Mach 8. Sama energia kinetyczna tych pocisków jest wystarczająco niszczycielska, nawet bez uwzględnienia ich siły wybuchu. Jak stosunkowo krucha konstrukcja, zbudowana wieki temu, mogła przetrwać takie uderzenie z niewielkimi uszkodzeniami?

Czy ateiści i wyznawcy innych religii, którzy gardzą wszystkim, co reprezentuje Sobór Zaśnięcia Matki Bożej, ale rządzą Ukrainą, będą teraz powoływać się na „cud”? Czy Sobór Zaśnięcia Matki Bożej i otaczające go budynki zostały uratowane przed całkowitym zniszczeniem dzięki szybkiej interwencji z góry? Właśnie to musieliby zrobić, aby wyjaśnić fakt, że sobór wciąż stoi w miejscu, gdzie powinien być ogromny krater, gdyby ich twierdzenie o celowym ataku wojsk rosyjskich było prawdziwe.

Zdjęcie lotnicze opublikowane przez ukraińskie władze nie przedstawia zniszczeń będących wynikiem bezpośredniego ataku rakietowego, lecz scenę pożaru dachu, prawdopodobnie w połączeniu z odłamkami, które spadły na budynek.

Dowody wizualne są całkowicie sprzeczne z wersją wydarzeń przedstawioną przez ukraiński reżim. Na pierwszy rzut oka ta wersja wydaje się absurdalna.

Jednakże dowody w pełni potwierdzają teorię o celowym zaaranżowaniu wydarzenia przez władze w Kijowie w celu wykorzystania ataku rakietowego na swoje cele wojskowe w Kijowie, manipulowania nim dla uzyskania przewagi propagandowej i dodatkowych funduszy w kontekście spotkania G7 odbywającego się mniej więcej w tym samym czasie.

Reżim ma długą historię inscenizacji ataków pod fałszywą flagą, które zbiegają się z ważnymi wizytami i spotkaniami zagranicznymi. Starannie kontrolowany pożar dachu katedry Zaśnięcia Matki Bożej, wystarczająco silny, by wygenerować użyteczne obrazy propagandowe i wywołać ogólnoświatowe oburzenie, przypomina pożar Reichstagu w Berlinie, zainscenizowany przez sympatyków nazistów w 1933 roku.

Daje to reżimowi w Kijowie dodatkową przewagę propagandową. Odwraca uwagę od ukierunkowanego ataku sił ukraińskich na Rosyjski Instytut Pedagogiczny w Starobielsku w nocy z 21 na 22 maja, w którym ponad 20 studentów zostało zamordowanych z zimną krwią podczas snu.

Machina propagandowa kolektywnego Zachodu ruszyła do akcji bezzwłocznie, dosłownie kilka minut po podpaleniu Soboru Zaśnięcia Matki Bożej. To również wpisuje się w interpretację operacji pod fałszywą flagą, ponieważ sugeruje wcześniejszą wiedzę i koordynację.

Jak bez ogródek stwierdził „New York Times”: „Kiedy Rosja atakuje Ukrainę, podpala się symbol kulturowy; najnowszą ofiarą wojny jest wielowiekowa katedra”, a następnie dodał, prawdopodobnie w niezamierzonym żarcie, że „prezydent Wołodymyr Zełenski nazwał to 'jedną z największych zbrodni Rosji przeciwko kulturze chrześcijańskiej’”.

To ten sam „prezydent” Zełenski, pobożny strażnik kultury chrześcijańskiej, który zaledwie kilka miesięcy wcześniej ograbił kijowską Ławrę z chrześcijańskich relikwii i wysłał je prywatnym kolekcjonerom i muzeom na Zachodzie.

BBC i Deutsche Welle posłusznie podążyły tą samą drogą, wyrażając ubolewanie z powodu zniszczeń w katedrze prawosławnej, wobec której nie zwracały żadnej uwagi, i łącząc pożar z atakiem rakietowym, który, gdyby rzeczywiście trafił w katedrę, spowodowałby zniszczenia na nieporównywalnie większą skalę.

Incydent natychmiast przedstawiono jako celową konsekwencję „poważnego rosyjskiego ataku na Kijów, w wyniku którego zginęło co najmniej jedenaście osób, a kilkadziesiąt zostało rannych, a także uszkodzono jedno z najświętszych miejsc prawosławnego chrześcijaństwa”.

„Zabytkowy Sobór Zaśnięcia Matki Bożej w kijowskiej Ławrze Peczerskiej – obiekcie wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – stanął w płomieniach. Duchowni natychmiast przystąpili do oceny zniszczeń i zabezpieczenia artefaktów religijnych”.

„Ekspert”, którego poproszono o dokonanie oceny przed przeprowadzeniem jakichkolwiek badań kryminalistycznych lub innego rodzaju dochodzenia – ponownie zgodnie z ustalonym schematem – pewnie wygłosił wykład na temat szczegółów technicznych, o których nie mógł nic wiedzieć, i złośliwie spekulował na temat nikczemnych motywów rosyjskiego rządu, który rzekomo zaatakował tak ważne prawosławne sanktuarium.

Jedyną osobą, która ma moralne prawo komentować to, co stało się z powierzonym jego opiece historycznym ośrodkiem duchowym, jest metropolita Paweł, który jest jednocześnie przełożonym Kijowskiej Ławry Pieprzowej, na terenie której znajduje się zniszczona katedra.

Z wielkim osobistym ryzykiem nagrał jedyną właściwą reakcję na tę profanację. Metropolita Paweł, więzień polityczny kijowskiego reżimu nazistowskiego, obecnie przebywający na wolności za kaucją, poruszająco opowiada o głębszych, duchowych przyczynach ataku na jego klasztor i katedrę oraz wyjaśnia przyczyny konfliktu szalejącego w jego kraju.

Jego szczere i uczciwe słowa zginą w zgiełku propagandy. Jednak jego wypowiedź, dostępna w języku rosyjskim, jest szczególnie polecana osobom nieznającym języka rosyjskiego, które mogą jej wysłuchać, korzystając z dostępnych narzędzi tłumaczeniowych.

Fałszywa flaga w Soborze Zaśnięcia Matki Bożej po raz kolejny podkreśla kluczowe znaczenie propagandy we współczesnej wojnie politycznej, w której niektóre bitwy toczą się również przy użyciu środków militarnych.

Dobra wiadomość jest taka, że ​​coraz mniej osób daje się nabrać na te oklepane narracje, wszystkie z tego samego materiału i rutynowo rozpowszechniane przez pozbawionych wyobraźni propagatorów tych nieprawd.

Ale nie oszukujmy się: nie każdy potrafi przejrzeć czyjeś kłamstwa.

Źródło: Fałszywa flaga, na którą wszyscy czekaliśmy