Pod Chocimiem Matka Boża: „WYTRWAŁOŚĆ”. Zwycięstwa różańcowe.

Zwycięstwa różańcowe. Obrazy, inne redakcje.

Zwycięstwa różańcowe.

 [Nie mogę znaleźć własnego artykułu o dziewięciu zwycięstwach różańcowych na  świecie. Podobno w internecie nic nie ginie – może ktoś to znajdzie?Telegimelka, pomóż ! Tymczasem przypominam, bo to obecnie bardzo ważne. Mirosław Dakowski]

Bitwa pod Lepanto.

Było to w roku 1571. Olbrzymia flota turecka wyruszyła na podbój Europy. Żadne państwo chrześcijańskie nie miało tyle okrętów, żeby stawić czoło nieprzyjaciołom. Siły tureckie były zaś tak wielkie, że zdawało się, że to nie okręty, ale całe olbrzymie miasta wypłynęły na otwarte morze w pobliżu Lepanto, w zatoce korynckiej. Sułtan był pewien zwycięstwa. Mówił że z bazyliki Świętego Piotra zrobi stajnie dla swoich koni.

Co było robić w obliczu tak strasznego niebezpieczeństwa, zagrożenia całej chrześcijańskiej Europy? Papież Pius V postanowił zarządzić wielką błagalną modlitwę różańcową. Żołnierze przystępowali do sakramentów i przygotowywali się do bitwy przez trzy dniowy post i modlitwę różańcową. Hasłem do walki były słowa: „Królowa Różańca Świętego”. Na sztandarze zawieszono ogromny różaniec. W całej Europie zorganizowano procesje różańcowe.

Szczególnie uroczyście odbywała się ona w Rzymie. Śpiewając różaniec niesiono po ulicach obraz Matki Bożej Śnieżnej.

I wtedy wbrew przewidywaniom wojskowych, 7 października , niewielka flota hiszpańska i wenecka [byli też genueńczycy i okręty, żołnierze Papieża md] odniosły druzgocące zwycięstwo nad wrogiem. Dla wszystkich stało się jasne, że to była interwencja Królowej Nieba. Papież Pius V zadecydował wtedy, ze ten fakt nie powinien być zapomniany i dlatego ustanowił 7 października świętem Matki Bożej Zwycięskiej, które nazwano potem świętem Matki Bożej Różańcowej , od tego czasu październik jest miesiącem różańca świętego.

Wiadomo że dobry dowódca potrafi mniejszą armia pokonać silniejszego wroga. Maryja Królowa Świata chce także dzisiaj dokonywać wielkich zwycięstw wybierając szczególnie na swych rycerzy; dzieci, ludzi skromnych, ukrytych, chorych…

 

Bitwa pod Chocimiem.

W XVII wieku Turcja była najpotężniejszym militarne państwem stanowiącym ogromne zagrożenie dla chrześcijańskiej  Europy . W 1621 roku młody sułtan Osman II ruszył w kierunku wschodnich granic Polski. Marzył, że „połknie całą Polskę” a potem podbije inne chrześcijańskie kraje. Nigdy dotąd tak wielka siła zbrojna nie stawała u progów Polski: czterysta tysięcy żołnierzy, sto pięćdziesiąt większych dział, dwieście sześćdziesiąt dział polowych, dziesięć tysięcy wielbłądów, i dwa razy tyle bawołów . Naprzeciw tej rzeszy wyruszył hetman Karol Chodkiewicz, który zdołał zebrać zaledwie trzydzieści pięć tysięcy żołnierzy. Na pomoc przyszło jeszcze trzydzieści tysięcy Kozaków zaporoskich.

Drugiego września 1621 roku rozbito obóz pod Chocimiem. Osman pienił się że taka szczupła garstka urąga jego olbrzymim wojskom i zaklinał się że nie weźmie pokarmu do ust , dopóki tych zuchwalców w pień nie wytnie.  Tymczasem Polacy ufni w pomoc Bogarodzicy z pierwszej walki wyszli zwycięsko. Jednak 21 września dotknął ich straszny cios; umarł z powodu ran hetman Chodkiewicz. Po nim dowództwo objął Stanisław Lubomirski. Powstało zamieszanie. Do decydującej bitwy nie doszło. Polacy bronili tylko zaciekle okopów. Jak się to jednak stało że między 6 a 9 października zawarto pokój na bardzo korzystnych dla nas warunkach? Co skłoniło sułtana, wiodącego tak ogromną armie, że dążył do rozejmu w momencie, kiedy w obozie polskim nie było ani amunicji ani żywności , a zaraza dziesiątkowała żołnierzy? Odpowiedź na to pytanie możemy dać dopiero wtedy, gdy dowiemy się, co działo się w tym czasie w Krakowie.

Kiedy tragiczna wiadomość o śmierci hetmana dotarła do królewskiego grodu, trwoga ogarnęła mieszkańców miasta. Gdzie szukać ratunku? Tylko u Tej, która jest Matką Boską Zwycięską, naszym Wodzem i Tarczą dla naszej Ojczyzny. Biskup Marcin Szyszkowski zarządził procesje różańcową. Wyniesiono na ulice z kościoła Dominikanów obraz Matki Bożej Różańcowej. Była to kopia tego wizerunku Maryi, który był niesiony procesjonalnie w czasie zwycięstwa pod Lepanto. Odezwał się huk armat z baszt i bram miasta. Rozbrzmiały dzwony wszystkich kościołów, zwołując na tę uroczystość okoliczną ludność. Nie sposób było pytać, kto na niej był. Należało raczej pytać, kogo tam nie było?

Trzysta świec płonęło dokoła obrazu, stu śpiewaków królewskich intonowało różaniec. Kto tylko mógł, modlił się o ratunek dla wiary i ojczyzny! Było to 3 października. W kilka dni później podpisano pomyślne dla Polski traktaty. Nikt nie wątpił o tym, że to Matka Boża odniosła zwycięstwo. Stwierdził to sam hetman Lubomirski. (…)

„Już  przez sześć dni pertraktowaliśmy o pokój z Turkami, ale przystać na ich warunki nie można było, bo mniejsza już o stratę, jaką poniosłaby Rzeczpospolita, ale pokój ten byłby hańbiący.  Wtem w nocy z 3 na 4 października, gdym nie spał, bo nieszczęścia Ojczyzny sen odegnały ode mnie, a nawet śpiąc czuwałem, pojawiła mi się Matka Boża, bo kto  by Jej nie rozpoznał po otaczającym Ją świetle z wszystkich barw, od których noc zajaśniała mi jasnością nawet w życiu moim nie widzianą wśród dnia i usłyszałem od Niej to jedno słowo: „WYTRWAŁOŚĆ”.

Znikła, a ja w zachwyceniu ukląkłem, lecz potem dopiero odzyskałem wiedzę, co mi czynić należy: podniósłszy oczy, ręce i serce w niebo, złożyłem dzięki Bogu, że mnie niegodnemu tem napomnieniem dał poradę. I dzięki złożyłem Najświętszej Maryi …

O! To pojawienie taką ufnością i pewnością natchnęło mnie, że na drugi dzień dałem sułtanowi odpowiedź, że jedynie zapewnienie z jego strony o dotrzymaniu dawnych umów z Polską wstrzyma mnie od dalszej wojny, do której prowadzenia mieliśmy, jak mi Bóg miły, tylko jedną już beczkę prochu w obozie. I tą odpowiedzią tak mu zaimponowałem, iż teraz wielki wezyr Dylawer słał nam łagodniejsze warunki, ale ich nie przyjąłem obstając przy pierwszych, które podałem; a tak po trzydniowych rokowaniach, mając na pamięci święte słowo: „WYTRWAŁOŚĆ” przywiodłem pogan do tego, że zrobiłem pokój, jaki sam chciałem”.

Pod Chocimiem  Matka Boża posłużyła się małą garstką rycerzy, aby uratować Polskę i Europę przed zalewem pogaństwa – (…) – Dzisiaj także nasza Królowa pragnie okazać potęgę. Przygotowuje więc swoją armię i rozdziela broń. Każdy, także dzieci, może być rycerzem w tym zwycięskim wojsku, jeśli tylko wybiera Maryję na Wodza i chce być posłuszny Jej rozkazom.  […]

O bitwach króla Jana III Sobieskiego.

(…) Wspomnienie o bitwach króla Jana III Sobieskiego, wielkiego pogromcy Turków. Był to genialny wódz, jednak nigdy nie przypisywał sukcesów sobie, ale Bogu i Najświętszej Panience. Świadczą o tym nie tylko jego wypowiedzi, ale także liczne wota, jakie składał w sanktuariach maryjnych, i fundowane przez niego kościoły jako znak wdzięczności za zwycięstwa.

Rodzice Jana już od wczesnych lat zaszczepiali w synach głęboką wiarę i przekonanie, że o własnych siłach nie można niczego wielkiego dokonać, lecz należy ufać bezgranicznie wszechmocy Bożej. Swoim życiem i czynami uczyli dzieci kochać Maryję – Królową Nieba i Ziemi, u Niej  szukać pomocy we wszystkich trudnych sprawach. Także pradziad króla Jana, hetman Żółkiewski, bohater spod Cecory, pozostawił po sobie wielkie świadectwo miłości do Matki Bożej.

Nosił on pierścień z napisem „Mancipium Mariae”  – to znaczy – „Niewolnik Maryi”, aby w ten sposób wyrazić swoje całkowite zawierzenia i oddanie.

Nic też dziwnego, że Jana Sobieski był nadzwyczaj religijnym człowiekiem. Należał do bractwa różańcowego, pościł w soboty o chlebie i wodzie, nie zaczynał żadnej ważniejszej pracy bez modlitwy. Gdy wyruszał na wyprawę wojenną, to poprzedzał ją zawsze procesją. Pobożność nauczyła go bezinteresowności i cenienia bardziej Boga i dobra Ojczyzny niż swojego własnego. Jako hetman wielokrotnie wspierał i finansował wyprawy wojenne przeciw Turkom i Tatarom.

W 1675 roku Sobieski został wybrany królem. Trwał właśnie sejm koronacyjny, Gdy nad Lwowem zawisło poważne niebezpieczeństwo. Około trzystu tysięczna armia turecko-tatarska pod dowództwem Nuradyna zbliżała się do miasta. Król natychmiast przerwał uroczystości, by wyruszyć na odsiecz. Za nim podążyła jego żona Marysieńka, aby modlitwami wspierać męża. Wykazała wielką odwagę, bo wówczas, kiedy mieszkańcy Lwowa uciekali w popłochu  z miasta, ona zorganizowała wielką  modlitwę różańcową w kościołach.

Sobieski zdołał zebrać tylko sześć tysięcy żołnierzy. Sytuacja wydawała się beznadziejna, ale ufano, że Matka Boża przyjdzie na ratunek. 25 sierpnia podjazdy polskie dały znać o zbliżaniu się nieprzyjaciela. Na odgłos dzwonów wypełniły się kościoły. Tłumy modliły się na klęczkach przed wizerunkiem Matki Bożej Zwycięskiej w kościele jezuickim. Wkrótce zawrzała walka. Lewe skrzydło polskie cofnęło się pod naporem wroga. Wtedy to gromadzące się od samego rana obłoki zebrały się nad miastem i wojskiem Sobieskiego w jedną, ogromną, ciemną, ciężką chmurę. Zagrzmiały polskie działa. Zawtórował im huk pierwszych piorunów. Równocześnie król rzucił resztę sił do ataku.

Z okrzykiem: „Żyje Jezus, żyje Maryja!” ruszyła husaria i chorągwie pancerne, a wraz z rzeszą ludzi i koni gnała pędzona huraganem straszna burza. Na armię najeźdźcy lunęła ulewa, sypał grad. Niemilknące pioruny ogłuszały hukiem, oślepiały błyskawicami, a siła wichury obalała jeźdźców. Starcie było krótkie. Armia turecka w popłochu rzuciła się do ucieczki. Tego wieczoru nad Lwowem długo biły dzwony i rozbrzmiewały triumfalne okrzyki: „Żyje Jezus, żyje Maryja!” Wkrótce potem odebrano Turkom niemal całą Ukrainę Kijowską.

(…..) Król Władysław IV jeszcze za panowania swojego ojca Zygmunta III przybył na Jasną Górę z darami dziękczynnymi za zwycięstwo pod Chocimiem w 1621 roku.  Przed cudownym wizerunkiem kazał poświęcić sztandar husarii polskiej. Ustanowił także „Order Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny” z wezwaniem skierowanym do Maryi: „Zwyciężyłaś – zwyciężaj”. Był to pierwszy polski order. Miał być wręczany szczególnie zasłużonym. Odznaczeni mieli tworzyć rodzaj zakonu rycerskiego, walczącego o królowanie Matki Bożej w naszym narodzie.

Potem w 1656 roku inny król, brat Władysława IV, Jan Kazimierz uroczyście, w obecności nuncjusza papieskiego i przedstawicieli wszystkich stanów, dokonał ofiarowania korony polskie Pani Nieba i Ziemi. Podobnie jego następca Michał Korybut Wiśniowiecki, prawie zaraz po swoim wyborze, udał się na Jasną Górę i tam złożył szczerozłote serce. Wewnątrz umieścił, napisany na pergaminie, akt całkowitego oddania siebie, a także swej królewskiej władzy w świętą niewolę Matce Bożej.

Również hetmani wyrażali często swoje poświęcenie Maryi. Wspomniałem wam już o Stanisławie Żółkiewskim, który nosił pierścień z napisem: „Niewolnik Maryi”. Może zaciekawi was fakt, że kiedy wielki kanclerz królewski Jerzy Ossoliński w 1650 roku ufundował ołtarz na Jasnej Górze w kaplicy cudownego obrazu (do dzisiaj istniejącego), kazał u góry umieścić łańcuch jako symbol oddania się Maryi i napisać po łacinie: „Wielkiej Matce Dziewicy Jej najnędzniejszy niewolnik, Jerzy, pan na Ossolinie”. Hetman Karol Chodkiewicz, który bronił Polski przed Turkami i Tatarami oraz hetman Stefan Czarniecki, który wsławił się w walkach ze Szwedami, zapragnęli jeszcze bardziej oddać się Matce Bożej. Złożyli ślub czystości, nie zakładali własnych rodzin, ale pozostając na służbie Niepokalanej, poświęcili całe życie w obronie Ojczyzny i chrześcijaństwa. (…)

 

Ważny rozkaz Królowej Nieba. Sobieski pod Wiedniem.

(…) W 1683 roku nawała turecka znowu groziła całej Europie. Wojska mahometańskie posunęły się aż pod Wiedeń. Wydawało się, że nie ma już ratunku ani dla oblężonego miasta, ani dla całego chrześcijaństwa. W tym ciężkim położeniu wyprawił papież Innocenty XI posła do Jana III Sobieskiego z prośbą, aby król pośpieszył na odsiecz. Także od cesarza austriackiego przybył poseł, aby błagać o pomoc. Jednak sejm polski, mając na uwadze pusty skarb i wyczerpany wojnami kraj, wahał się …

Wtedy to szalę przechylił świątobliwy ojciec Stanisław Papczyński, spowiednik króla. Na modlitwie błagał on Maryję o radę. Matka Boża ukazała się swemu czcicielowi i zapewniła zwycięstwo. Kazała iść pod Wiedeń i walczyć. Ojciec Papczyński wystąpił wobec króla, senatu, legata papieskiego i przemówił tymi słowami: „Zapewniam cię, królu, Imieniem Dziewicy Maryi, że zwyciężysz i okryjesz siebie, rycerstwo polskie i ojczyznę nieśmiertelną chwałą”. Sobieski słysząc, że sama Królowa wyraziła swą wolę, wyruszył na odsiecz Wiednia, zabierając ze sobą około dwudziestu siedmiu tysięcy wojska. Przedtem jednak zatrzymał się na Jasnej Górze.

Przez cały dzień gorąco modlił się i służył do Mszy świętej. Wstępował też po drodze do innych sanktuariów maryjnych, aby błagać Najświętszą Pannę o pomoc. W Krakowie król odbył pielgrzymkę do siedmiu kościołów i 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Panny Maryi, opuścił miasto, aby dołączyć do wojska, które wyszło wcześniej pod dowództwem hetmanów Sieniawskiego i Jabłonowskiego. Królowa Marysieńka odprowadziła męża do Będzina, a potem powróciła do królewskiego grodu. Tutaj, jak zaświadczają opisy z tego okresu, mieszkańcy miasta trwali na nieustannej modlitwie, towarzysząc w ten sposób wojsku. Nawet w nocy dzwony budziły ich, aby według zaleceń biskupa uklękli i odśpiewali pieśni Ojcze nasz  i  Święty Boże.

Budującym dla wszystkich przykładem była sama królowa Marysieńka. Każdego ranka udawała się ona do innego sanktuarium krakowskiego na specjalne nabożeństwo. O północy zaś wraz z całym dworem udawała się do kaplicy kazimierzowskiego pałacu w Łobzowie, aby błagać o zwycięstwo. 10 września (właśnie w czasie nocnej modlitwy) dotarł do królowej kurier z wiadomością, że wojska polskie przekroczyły granicę austriacką. Nowina ta lotem błyskawicy obiegła Kraków. Opuszczano domy, pogaszone ognie, wypełniły się kościoły. Ludność poszcząc o chlebie i wodzie modliła się przez cały dzień.

W tym czasie Sobieski stanął na szczycie kalemberskiej góry, naprzeciw Wiednia. Na widok ponad stutysięcznej armii nieprzyjacielskiej znużeni i wygłodniali rycerze polscy zadrżeli. Król jednak wprawnym okiem dostrzegł błędne rozporządzenia wodza nieprzyjaciół i uznał to za pierwszy znak pomocy Bożej.

Nazajutrz 12 września Sobieski uczestniczył w trzech Mszach świętych. Przystąpił do Komunii świętej i leżąc krzyżem, wraz z całym wojskiem ufnie polecał się Matce Najświętszej. Chcąc, aby wszystko działo się pod Jej znakiem, dał rycerstwu hasło: W Imię Panny Maryi – Panie Boże, dopomóż!

O godzinie drugiej po południu ruszono do ataku, śpiewając Bogurodzicę. Sobieski stał na wzgórzu, błogosławił walczących drzewem Krzyża świętego i relikwiami świętych, a w rozstrzygającym momencie sam dowodził husarią.

I co się stało? Rozsypała się w proch potęga muzułmańska. Tego dnia zginęło dwadzieścia pięć tysięcy Turków, a Polaków tylko jeden tysiąc.

Tak jak wcześniej przepowiedział Pan Jezus św. Małgorzacie, nasz pokorny władca nie przypisał sobie tego zwycięstwa, lecz Bogu i Jego Matce, wypowiadając pamiętne słowa: „Przybyłem, zobaczyłem, a Bóg zwyciężył”. Wysłał też list do papieża z prośbą, aby ustanowił dzień 12 września świętem Imienia Maryi. Miał to być znak wdzięczności i świadectwo dla wszystkich pokoleń, że mocą tego Imienia osiągnięto tak wielkie zwycięstwo. To święto do  dzisiejszego dnia obchodzone jest w całym Kościele.

Warto poznać jeszcze jeden ciekawy fakt. W tym czasie, kiedy nasi rycerze walczyli pod Wiedniem, w Krakowie wyruszył z katedry na Wawelu w kierunku kościoła Mariackiego procesjonalny pochód „wojska duchowego”. Ze śpiewem różańca niesiono Najświętszy Sakrament i cudowny obraz Matki Bożej Różańcowej Zwycięskiej z kościoła Ojców Dominikanów (ten sam, z którym odbyła się procesja w czasie zwycięskiej bitwy pod Chocimiem).

Po drodze przy ustawionych specjalnie ołtarzach, wygłaszano kazania. Nieprzeliczone rzesze ludzi brały udział w tej uroczystości. Za Najświętszym Sakramentem szła królowa w czarnej pokutnej sukni, a za nią dwór składający się z przeszło tysiąca osób. Następnie około sześciuset zakonników niosło relikwie różnych świętych, a pięćdziesięciu patrycjuszów z płonącymi świecami otaczało obraz Matki Bożej. Tego dnia wszyscy mieszkańcy Krakowa zmobilizowali się do gorącej modlitwy różańcowej. Ustał handel, nie myślano o pracy zarobkowej ani nawet o przygotowaniu posiłków. Ważne było tylko jedno: wymodlić zwycięstwo! Nie dziwimy się więc, że ówczesne opisy mówią: „ nie ma o tym dubium ( tzn. wątpliwości), że Kraków wymodlił to zwycięstwo …!

Dużo  jeszcze można powiedzieć o wiktorii wiedeńskiej, o wotach dziękczynnych, jakie składał król w sanktuariach maryjnych, o kościołach przez niego ufundowanych. Są one świadectwem, że to Bóg zwyciężył i Jego Matka.  (….)

 

Cud nad Wisłą.

Było to w 1920 roku. Niepodległość Polski, odzyskana po wielu latach niewoli, znowu została zagrożona. Od frontu wschodniego napływały straszne wieści. Armia polska cofała się pod naporem wojsk bolszewickich. Opuszczano kolejne linie obrony. Stracono Wilno i Grodno. W Białymstoku zatrzymali się Marchlewski z Dzierżyńskim,  którzy mieli  z woli Lenina sprawować rządy w okrojonej Polsce (bez Wielkopolski, Śląska i Pomorza). Lęk i zwątpienie ogarnęły naród polski. Czy obronimy się? Armia nasza, złożona przeważnie z rekrutów, cofając się na przestrzeni kilkuset kilometrów, była w stanie „zupełnego rozkładu” (jak pisał Adam Grzymała-Siedlecki we Wspomnieniach korespondenta wojennego). Powstał popłoch. Z kraju dochodziły wieści nie najlepsze. W rządzie i sejmie niezgoda. Wśród bezrobotnych i rolników agitowano na rzecz bolszewików. A sytuacja międzynarodowa? Dla nikogo nie było tajemnicą, że Niemcy oczekują niecierpliwie zdobycia Warszawy. Miało to stać się hasłem do oderwania Gdańska i Górnego Śląska. Mówiło się o końcu państwowości polskiej.  Zrewolucjonizowana armia niemiecka oczekiwała zwycięstwa czerwonych. Kto myślał głębiej, wiedział, że to rozprawa o wielką stawkę.

Gdzie szukać ratunku?  W tym czasie młody  dwudziestosześcioletni katecheta ksiądz Ignacy Skorupka, jak drugi ojciec Kordecki, budził wiarę w pomoc Maryi. 31 lipca wołał:

Nie martwcie się, Bóg i Matka Boska Częstochowska, Królowa Korony Polskiej, nie opuści nas… Nastąpi zwycięstwo. Bliskim jest ten dzień! Nie minie dzień 15 sierpnia, dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity.

Słowa te zapisał jego biograf Stanisław Helsztyński. Podobną przepowiednię księdza Skorupki zanotował kapral Seweryn Dzik z 236. pułku piechoty armii ochotniczej:

Najświętsza Panna Patronka i Królowa ludu polskiego nie dopuści, by naród zginął, lecz modlitwą swą i prośbą uzyska u Boga łaskę cudu! W dniu 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia, Polacy przestaną się cofać i rozpoczną się dni triumfu polskiego.

W lipcu, celem zasilenia wyczerpanych oddziałów liniowych, zaczęto organizować Armię Ochotniczą pod komendą generała Józefa Hallera. Do jej szeregów przyjęto sto pięć tysięcy chętnych. Przeważała młodzież, a właściwie dzieci do osiemnastego roku życia. Ksiądz Ignacy  jako jeden z pierwszych zgłosił się do armii. Otrzymał zgodę, aby zostać lotnym kapelanem garnizonu stołecznego. We dnie i w nocy udzielał posługi idącym  na front i rannym w szpitalach. Zachęcał młodzież, gimnazjalistów i uczniów szkół rzemieślniczych, aby wstępowała do batalionów ochotniczych, z których w przyszłości miała powstać dywizja ochotnicza. Widziano go, jak na dworcach kolejowych i placach przekonywał wahających się, że wysiłek jest konieczny, a pomoc Królowej Polski zapewniona. Sam przygotowywał się głęboko do decydującej bitwy. 12 sierpnia odbył spowiedź generalną z całego życia u ojców kapucynów na ulicy Miodowej. Ofiarował też swoje życie przez ręce Maryi w intencji Ojczyzny.

Ta sama wiara ożywiła wielkiego apostoła różańcowego z Neapolu bł. Bartolo Longo, budowniczego sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompei.

Wystosował on list otwarty do katolików całego świata, by się modlili za Polskę. W pierwszych dniach sierpnia 1920 roku powiedział do księdza Stanisława Mystkowskiego:

Przekonany jestem święcie, że Matka Boska Różańcowa, która jest Królową Korony Polskiej, nie pozwoli, by Jej ukochany naród jęczał ponownie w niewoli rosyjskiej ….  Polska ma świetlaną przyszłość przed sobą…

Tymczasem nieprzyjaciel zbliżał się do Warszawy. Mieszkańcy stolicy przejęci trwogą, wypełnili świątynię. Na Placu Zamkowym postawiono ołtarz polowy, na którym umieszczono relikwie świętych. Około trzydzieści tysięcy ludzi modliło się w tym miejscu gorąco na różańcu, leżało krzyżem. Generał Weygand napisał, że nigdy nie widział ludzi tak modlących się jak w Warszawie.

W tym samym czasie Episkopat Polski zgromadzony na Jasnej Górze ofiarowywał ojczyznę Maryi Królowej.

Wreszcie bitwa warszawska zaczynała się. Na szyki polskie nadciągała XVI armia Tuchaczewskiego, naczelnego wodza sowieckiego, zwanego „demonem wojny”. 14 sierpnia miała zająć Pragę. Walka zaczęła się w nocy z 13 na 14 sierpnia. Ksiądz Ignacy Skorupka wziął w niej udział na odcinku Ossów, w I Batalionie wchodzącym w skład 236. Ochotniczego Pułku Piechoty. Ciemna noc, liczne łuny, odgłosy walki, to wszystko robiło wstrząsające wrażenie na młodych chłopcach. Ksiądz Ignacy krążył między plutonami i dodawał otuchy. Zapewniał o bliskim zwycięstwie za przyczyną Maryi. Odwiedził szpital polowy, spowiadał rannych.

14 sierpnia o godzinie 3.30 Ossów znalazł się w zasięgu ostrzału sowieckiej artylerii. Wisiała gęsta mgła. Dowódcy szykowali batalion do ataku. Ksiądz Ignacy wyszedł naprzód, przed żołnierzy i na cały głos wypowiedział następujące słowa:

Pamiętajcie chłopcy, nasze jest zwycięstwo, bo z nami jest Matka Boża, zaufajcie Jej!

Następnie pobłogosławił żołnierzy krzyżem. Dowódca prosił go, aby został wśród rannych, lecz on poszedł przed batalionem z krzyżem wzniesionym wysoko. Budząc wiarę, dawał przykład odwagi i męstwa. Poległ, trafiony w głowę odłamkiem pocisku. Dowódca batalionu porucznik Słowikowski stwierdził:

Własne życie oddał za cenę zwycięstwa Polski. Ofiarował je Maryi jeszcze w Warszawie.

W napisanym na krótko przed śmiercią wierszu ksiądz Skorupka wyraził prośbę:

Prowadź me kroki Chryste na bój,

niech polegnę,

lecz niech ze zwycięstwem Polski

w niebo Twe wbiegnę!

Zwycięstwo zdobywane na stukilometrowej linii frontu dokonało  się w dniu 15 sierpnia, dwadzieścia cztery godziny po śmierci księdza. Jednak 14 sierpnia był dla społeczeństwa szczytem największego napięcia. W tym momencie ofiara bohaterskiego kapelana stała się impulsem nadprzyrodzonym, który miał wielki wpływ na ducha narodu i wojska. W święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny załamała się potęga wroga i rozpoczął się szybki  odwrót.

Spełniły się słowa Matki Bożej, powiedziane 15 sierpnia 1873 roku do Sługi Bożej Wandy Malczewskiej.

Dzień dzisiejszy będzie uroczystym świętem moim, gdy Polska znów wolną będzie… W tym dniu mój naród odniesie świetne zwycięstwo nad wrogiem. Skoro Polska otrzyma niepodległość, to niedługo powstaną przeciw niej dawni gnębiciele, aby ją zdusić, ale moja młoda armia, w Imię moje walcząca, pokona ich, odpędzi daleko i zmusi do zawarcia pokoju. Ja jej dopomogę.

(….)

Powstał w Polsce ruch, aby skłonić rząd Polski do oficjalnego wystąpienia z prośbą do papieża, o ustanowieniu dogmatu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Kobiety polskie złożyły przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej  jako wotum złote berło i jabłko. Od 1936 roku 15 sierpnia zaczęto obchodzić także jako święto armii (po wieloletniej przerwie w 1992 roku znowu powrócono do tej tradycji). Papież Pius XI, który w 1920 roku przebywał w Warszawie jako nuncjusz i był świadkiem tego cudu, kazał wykonać dwa malowidła przedstawiające to wydarzenie. Polecił, aby w sanktuarium w Loreto umieszczono wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej, po lewej  jego stronie postać księdza Skorupki, a po prawej kardynałów: Kakowskiego, Dalbora i siebie jako nuncjusza. Podobnie urządzono kaplicę w Castel Gandolfo, w rezydencji papieskiej. Malarz polski Jan Rosen wykonał, na zamówienie Piusa XI, wielkie malowidło ścienne wyobrażające bitwę pod Ossowem z księdzem Skorupką jako figurą centralną. Malarze polscy: Jerzy Kossak, Roman Bratkowski i inni upodobali sobie tę scenę jako symboliczną dla całej bitwy warszawskiej. Przedstawiono w niej Maryję, ukazującą się nad wojskiem polskim i zsyłającą promienie łask.

Historia nauczycielką życia? – jeszcze jeden dowód, że nigdy, nawet w najtrudniejszych sytuacjach, nie należy się załamywać, ale ufać i chwytać za broń najpotężniejszą.

 

Niewidzialna linia obrony (Austria).

Austria w 1945 roku została podzielona na cztery strefy okupacyjne. W roku 1947 franciszkanin ojciec Piotr Pawlicek założył w Wiedniu Krucjatę Ekspiacji Różańcowej (ekspiacja to znaczy wynagrodzenie). Krucjata miała na celu spełnienie próśb Matki Bożej z Fatimy. Około dwóch milionów ludzi ze stu siedmiu państw  zgłosiło gotowość modlitwy za cały świat. Raz w miesiącu gromadzono się na czuwanie modlitewne. W Wiedniu 12 września odbywała się  zawsze procesja błagalna. Na jej czele szedł ojciec Piotr i najwyższe władze państwowe. Ojciec Pawlicek pewnego dnia wezwał także Austriaków, aby odmówili wraz z nim różaniec wynagradzający za swoją ojczyznę. Wtedy stała się rzecz niezwykła. 15 sierpnia 1955 roku, został niespodziewanie podpisany traktat pokojowy, w następstwie którego wycofały się z kraju wszystkie wojska okupacyjne, w tym także radzieckie. Austria odzyskała suwerenność i niepodległość. Ówczesny kanclerz republiki Julius Raab, komentując to wydarzenie, powiedział:

Matka Boska pomogła nam w uzyskaniu traktatu pokojowego … Jesteśmy wolni, dziękujemy Ci, Maryjo.

Jeszcze wiele lat później dziwili się komunistyczni przywódcy w Moskwie, jak mogło dojść do tak szkodliwego dla nich politycznie i strategicznie kroku, do tak „niemarksistowskiej” decyzji.

Ojciec Pawlicek wzywał przez radio Austriaków, aby połączyli się we wspólnej modlitwie.

Ustawa zakazująca geoinżynierii i modyfikacji pogody przyjęta przez Senat Florydy

Ustawa zakazująca geoinżynierii i modyfikacji pogody została przyjęta przez Senat Florydy

Źródło: uncutnews.ch/der-gesetzentwurf-zum-verbot-von-geoengineering-und-wetterveraenderung-passiert-den-senat-von-florida

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 4

Senat Florydy przyjął w czwartek ustawę większością głosów 28 do 9, która zakazuje geoinżynierii i modyfikowania pogody. Ustawa SB-56, nazywana przez media „Chemtrails Act”, zakazuje „wstrzykiwania, uwalniania lub rozpraszania jakichkolwiek substancji chemicznych, związków chemicznych, substancji lub urządzeń do atmosfery w granicach tego stanu w wyraźnym celu wpłynięcia na temperaturę, pogodę, klimat lub intensywność światła słonecznego”.

Prawo nakłada na Departament Ochrony Środowiska Florydy (FDEP) obowiązek utworzenia systemu, za pośrednictwem którego mieszkańcy będą mogli zgłaszać „podejrzenia działań geoinżynieryjnych”. Jak podaje WFLA, FDEP również otrzymało polecenie zbadania tych doniesień.

Geoinżynieria, czyli inżynieria klimatu, jest definiowana jako „celowa, zakrojona na szeroką skalę zmiana środowiska planetarnego w celu [rzekomo] przeciwdziałania antropogenicznej zmianie klimatu”.

Teraz projekt ustawy musi zostać uchwalony przez Izbę Reprezentantów Florydy, która jednak przedstawiła znacznie osłabioną wersję.

Jeśli ustawa wejdzie w życie, Floryda będzie drugim stanem w USA po Tennessee, który prawnie zakaże geoinżynierii. Tennessee uchwaliło podobne prawo już w 2024 roku.

Ponad dwa tuziny innych stanów — w tym Kentucky, New Hampshire, Rhode Island, Dakota Południowa, Pensylwania, Minnesota, Arizona, Iowa, Missisipi, Dakota Północna, Karolina Południowa, Utah, Wyoming, Alabama, Idaho, Indiana, Montana, New Jersey, Karolina Północna, Oklahoma, Teksas, Vermont, Wirginia Zachodnia, Missouri i Maine — przedstawiło podobne inicjatywy ustawodawcze na rok 2024 lub 2025 i obecnie czekają na dalsze działania.

Prawo stanu Tennessee weszło w życie 1 lipca 2024 r., a na Florydzie ma wejść w życie 1 lipca 2025 r.

Senator Partii Republikańskiej Ileana Garcia, która przedstawiła projekt ustawy, stwierdziła, że ​​prawo stało się konieczne po tym, jak liczni wyborcy wyrazili obawy dotyczące „nieznanych aktorów” zmieniających atmosferę na Florydzie bez zgody obywateli.

„Wielu z nas, senatorów, regularnie otrzymuje uwagi i skargi dotyczące smug kondensacyjnych, znanych również jako smugi chemiczne” – powiedział Garcia na przesłuchaniu w zeszłym miesiącu. „Jest dużo sceptycyzmu”.

W czwartek kontynuowała: „Już mam problem z ludźmi rozpylającymi perfumy w moim otoczeniu – więc jak można nie mieć problemu z rozpylaniem do atmosfery substancji, o których nie wiemy, kto je uwalnia ani co robią?”

Główny lekarz Florydy, dr Joseph Ladapo, publicznie opowiedział się za tą ustawą w środę.

„Serdeczne podziękowania dla senator Garcii za jej wysiłki na rzecz ograniczenia działań geoinżynieryjnych i modyfikacji pogody na Florydzie” – napisał Ladapo na X (dawniej Twitter). „Samoloty te uwalniają aluminium, siarczany i inne związki, których wpływ na zdrowie człowieka jest nieznany i szkodliwy. Musimy nadal walczyć o czyste powietrze, czystą wodę i zdrową żywność”.

Gubernator Ron DeSantis wyraził poparcie dla ustawy Senatu, lecz skrytykował Izbę Reprezentantów za jej znaczne osłabienie.

„Popieram ustawodawstwo, ale Izba Reprezentantów Florydy odrzuciła projekt ustawy senatora Garcii — i faktycznie skodyfikowałaby praktykę geoinżynierii i modyfikacji pogody” — powiedział DeSantis w filmie opublikowanym na X.

W rzeczywistości projekt ustawy Izby Reprezentantów zabrania jedynie modyfikowania pogody bez rządowej licencji. Kary również zostały złagodzone.

Podczas gdy projekt ustawy Senatu wprowadzałby daleko idący zakaz, a naruszenia uznawałby za zbrodnię trzeciego stopnia, za którą groziłaby grzywna w wysokości do 100 000 dolarów, projekt ustawy Izby Reprezentantów uznawałby jedynie naruszenia bez licencji lub składanie fałszywych oświadczeń za wykroczenie drugiego stopnia, za które groziłaby grzywna w wysokości do 10 000 dolarów.

„Niektórzy ludzie naprawdę wierzą, że mogą umieścić w atmosferze substancje blokujące słońce i uchronić nas przed zmianą klimatu” – powiedział DeSantis. „Ale na Florydzie nie gramy w tę grę”.

Senator Garcia podziękował gubernatorowi na X: „Dziękuję za wsparcie, gubernatorze. Nie depcz po naszym ☀️słońcu!”

Kalifornijska prawniczka Nicole Shanahan również przyjęła projekt ustawy X z zadowoleniem. „Zakaz geoinżynierii na szczeblu stanowym to dobry początek, ale prawdziwa zmiana nastąpi tylko wtedy, gdy ujawnimy aktorów, którzy finansują te projekty — i którzy mają silny interes w zapobiegnięciu federalnemu zakazowi” — napisała.

Podziękowała również swojemu byłemu koledze, obecnemu Sekretarzowi Zdrowia i Opieki Społecznej USA Robertowi F. Kennedy’emu Jr. za „nazwanie geoinżynierii tym, czym jest: przestępstwem”.

Kennedy już w zeszłym roku oświadczył, że Światowe Forum Ekonomiczne i Bill Gates przejęli kontrolę nad geoinżynierią. Gates finansuje tego typu projekty na całym świecie.

„Pogarszają problem, a potem sprzedają nam rozwiązanie” – powiedział Kennedy. „A rozwiązaniem, którego pragną, jest większa kontrola społeczna”.

„Geoinżynieria to zagrożenie, którego ruch ekologiczny musi być świadomy – i my wszyscy również” – powiedział.

Schizofrenia Dowódcy sił USA w Europie na temat Ukrainy

Larry Johnson: Schizofrenia generała Cavoliego na temat Ukrainy

Źródło: sonar21/general-cavolis-schizophrenia-on-ukraine

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 4

Generał Christopher Cavoli

Dowódca sił USA w Europie (znany również jako USEUCOM), generał Chris Cavoli, zeznawał dziś na Kapitolu przed komisją ds. Sił Zbrojnych Senatu. Jego oświadczenie otwierające jest niezwykłą mieszanką szczerości, fantazji i czystych, nieskażonych odchodów bydła płci męskiej ( MBE ). [Taki amerykański dowcipasek: „it serves as a lovely way to say „Bullshit” md]

Podkreśla ono moje wcześniejsze twierdzenie, że wysocy rangą urzędnicy obrony USA będą ukrywać prawdę (eufemizm oznaczający „ kłamstwo ”), aby zachować nienaruszoną istniejącą politykę, nawet jeśli ta polityka zawodzi. Widzieliśmy to w wojnie w Wietnamie, a później w paradzie generałów, którzy wielokrotnie mówili Kongresowi, że wygrywamy w Afganistanie.

Przytoczę kilka akapitów z jego wypowiedzi, które ilustrują, co mam na myśli. Cavoli niechętnie przyznaje na początku swoich uwag, że Rosja nie jest w trudnej sytuacji militarnej:

Rekonstrukcja Rosji
Pomimo rozległych strat na polu bitwy na Ukrainie, rosyjska armia rekonstruuje się i rośnie w szybszym tempie, niż większość analityków przewidywała. W rzeczywistości armia rosyjska, która poniosła ciężar walki, jest dziś większa niż na początku wojny — pomimo poniesienia szacunkowych 790 000 ofiar. W grudniu 2024 r. Moskwa nakazała armii zwiększenie jej liczebności do 1,5 miliona aktywnych członków służby i rekrutuje około 30 000 żołnierzy miesięcznie. Siły rosyjskie na liniach frontu Ukrainy przekraczają obecnie 600000, co jest najwyższym poziomem w trakcie wojny i prawie dwukrotnie większym od początkowej liczebności sił inwazyjnych.

Pomimo powtarzania kłamstwa, że Rosja poniosła 790 000 ofiar, Cavoli przyznaje, że armia rosyjska jest obecnie większa niż w 2022 r. i że Rosjanie co roku dodają do swoich szeregów co najmniej 360 000 nowych żołnierzy. Chcę przypomnieć, że w ciągu ostatnich 70 lat armia USA konsekwentnie przeceniała straty wroga. Najbardziej jaskrawym przypadkiem była wojna w Wietnamie, o której wspomniałem w poprzednim artykule. Podczas sowieckiej okupacji Afganistanu analitycy CIA i DIA twierdzili, że Rosja straciła ponad 30 000 ludzi. Oficjalne dane Rosji stanowiły połowę tej liczby. Przyznaję, że Cavoli przyznał, że „ armia rosyjska odbudowuje się i rośnie w szybszym tempie, niż przewidywała większość analityków ”.

Następny akapit jest naprawdę oszałamiający:

Rosja nie tylko rekonstruuje żołnierzy, ale także wymienia pojazdy bojowe
i amunicję w niespotykanym dotąd tempie. Rosyjskie siły lądowe na Ukrainie straciły szacunkowo 3000 czołgów, 9000 pojazdów opancerzonych, 13 000 systemów artyleryjskich i ponad 400 systemów obrony powietrznej w ciągu ostatniego roku — ale jest na dobrej drodze, aby wymienić je wszystkie. Rosja rozszerzyła swoją produkcję przemysłową, otworzyła nowe zakłady produkcyjne i przekształciła komercyjne linie produkcyjne na cele wojskowe. W rezultacie
oczekuje się, że rosyjska baza przemysłowa obronna wypuści w tym roku 1500 czołgów, 3000 pojazdów opancerzonych i 200 pocisków balistycznych i manewrujących Iskander. (Dla porównania, Stany Zjednoczone produkują tylko około 135 czołgów rocznie i nie produkują już nowych bojowych wozów bojowych Bradley). Ponadto przewidujemy, że Rosja będzie produkować 250 000 pocisków artyleryjskich miesięcznie, co stawia ją na dobrej drodze do zbudowania zapasów trzykrotnie większych niż Stany Zjednoczone i Europa razem wzięte.

Kluczową kwestią nie są ogromne SZACUNKOWE straty rosyjskich czołgów, pojazdów i artylerii. Pomimo strat Rosja „ jest na dobrej drodze, aby zastąpić je wszystkie ”. Cavoli przyznaje również, że Rosja produkuje 11 czołgów na każdy, który mogą wyprodukować Stany Zjednoczone. A ta liczba jest myląca. Amerykańskie czołgi, do których odwołuje się Cavoli, to w większości odnowione wersje istniejących już konstrukcji. Stany Zjednoczone nie produkują zupełnie nowych czołgów. Wisienką na torcie jest ostatnie zdanie: Rosja produkuje trzy razy więcej pocisków artyleryjskich niż Stany Zjednoczone i Europa razem wzięte. Mimo to wielu urojonych zachodnich ekspertów upiera się, że gospodarka Rosji zmaga się z problemami, jest na skraju załamania. To kwalifikuje się jako MBE [Bullshit md]

Pierwsze zdanie Cavoliego w następnym akapicie jest prawdziwą zagadką, ponieważ sugeruje, że część potencjału militarnego Rosji została zdegradowana. Naprawdę? Właśnie przyznał, że armia Rosji gwałtownie rośnie, a przemysł zbrojeniowy Rosji działa pełną mocą. Myślę, że po prostu próbuje nałożyć trochę szminki na zdychającą świnię, jaką jest Ukraina.

Nie wszystkie zdolności militarne Rosji zostały zdegradowane przez wojnę. Rosja nadal posiada największy na świecie arsenał broni jądrowej. Rosyjski arsenał nuklearny składa się z około 2500-3500 głowic o dużej i małej mocy, które można dostosować do użycia na polu bitwy lub wykorzystać strategicznie. Niedawno Kreml zaktualizował swoją politykę nuklearną, która ma na celu zakomunikowanie niższego progu nuklearnego i określenie zakresu ewentualności, które mogłyby uzasadnić użycie broni jądrowej. Rosja utrzymuje również solidne programy broni chemicznej i biologicznej i wielokrotnie używała broni chemicznej chloropikryny i środków kontroli zamieszek jako metody walki na liniach frontu Ukrainy, naruszając swoje zobowiązania wynikające z Konwencji o broni chemicznej. W zakresie swoich zdolności powietrznych i morskich Rosja poniosła jedynie niewielkie straty na Ukrainie. Rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne obecnie posiadają ponad 1100 samolotów zdolnych do walki, w tym myśliwce stealth Su-57 oraz bombowce strategiczne Tu-95 i Tu-160. Pomijając straty we Flocie Czarnomorskiej, rosyjska marynarka wojenna pozostaje nienaruszona, dysponując ponad 60 okrętami podwodnymi i 42 okrętami nawodnymi, zdolnymi do wystrzeliwania pocisków manewrujących Kalibr z głowicami nuklearnymi.

W ostatnich kilku zdaniach ukryte są pewne sensacyjne rewelacje — tj. rosyjskie siły powietrzne poniosły jedynie niewielkie straty, a rosyjska marynarka wojenna jest w bardzo dobrej kondycji. Więc, która część rosyjskiej armii została zdegradowana? A co z wynikami rosyjskiej armii:

Rosyjskie formacje zdobywają doświadczenie bojowe. Wojsko wykazało swoją zdolność do uczenia się na polu bitwy, rozpowszechniania nowych koncepcji w organizacjach i przeciwdziałania ukraińskim taktycznym i technicznym przewagom. Wdrożyło szybkie cykle adaptacji i rozwija nowe zdolności w celu przyspieszenia modernizacji sił. W listopadzie 2024 r. rosyjskie wojsko przeprowadziło swój pierwszy atak na ukraiński obiekt wojskowy za pomocą nowego pocisku balistycznego średniego zasięgu Oreshnik. Rosyjscy urzędnicy stwierdzili, że pocisk ten może być wyposażony w głowicę nuklearną. Widzieliśmy, jak rosyjskie siły stosują nowe, produkowane w kraju elektroniczne środki zaradcze przeciwko ukraińskiej technologii zakłócania w celu zwiększenia skuteczności uderzenia. Ponadto rosyjskie siły lądowe integrują rozpoznawcze i jednokierunkowe drony szturmowe do swoich ofensyw na polu bitwy. Rosja rozszerza również swoje możliwości podmorskie poprzez dodanie okrętów podwodnych z napędem jądrowym klasy Siewierodwińsk-II, okrętów podwodnych z napędem jądrowym klasy Dołgorukij II i innych zdolności rozpoznania podmorskiego zarówno na teatrach działań w Europie, jak i na Indo-Pacyfiku. Te nowe możliwości pokazują, że armia rosyjska zamierza zdobyć przewagę taktyczną i operacyjną na przyszłym polu bitwy.

Innymi słowy, rosyjscy przywódcy wojskowi nie są grupą niekompetentnych głupców, a wojska rosyjskie wykazują godny pozazdroszczenia poziom wyrafinowania w swoich działaniach. Pytam ponownie: Jakie poniżenie?

W razie gdybyście zapomnieli, artykuł Adama Entousa w New York Times z poniedziałku ujawnił Cavoliego jako anty-słowiańskiego rasistę i głównego planistę nieudanych ataków Ukrainy na Rosję. Oto próbka odpowiednich cytatów z tego artykułu:

Brytyjczycy ze swej strony twierdzili, że jeśli Ukraińcy i tak mieli iść, koalicja musiała im pomóc. Nie musieli być tak dobrzy jak Brytyjczycy i Amerykanie, powiedziałby generał Cavoli; musieli być po prostu lepsi od Rosjan. . . .

Jeśli koalicja nie przeorientuje swoich własnych ambicji, generał Donahue i dowódca US Army Europe and Africa, generał Christopher G. Cavoli, doszli do wniosku, że beznadziejnie słabsi pod względem liczebności i uzbrojenia Ukraińcy przegrają wojnę. Innymi słowy, koalicja musiałaby zacząć dostarczać ciężką broń ofensywną — baterie artyleryjskie M777 i pociski. . . .

Generałowie Cavoli i Aguto zalecili więc kolejny skok kwantowy, wyposażenie ukraińskiej armii w taktyczne systemy rakietowe — pociski znane jako ATACMS, które mogą pokonać odległość do 190 mil — aby utrudnić siłom rosyjskim na Krymie obronę Melitopola. . . .

Ale najpierw, pilne sprawy w Wiesbaden: generałowie Cavoli i Aguto wyjaśnili, że nie widzą żadnej sensownej drogi do odzyskania znaczącego terytorium w 2024 r. Koalicja po prostu nie była w stanie dostarczyć całego sprzętu na poważną kontrofensywę. Ukraińcy nie byli w stanie zbudować armii wystarczająco dużej, aby ją wystawić. . . .

Ukraińcy poprosili o pozwolenie na użycie broni dostarczonej przez USA za granicą. Co więcej, generałowie Cavoli i Aguto zaproponowali, aby Wiesbaden pomógł pokierować tymi atakami, tak jak zrobił to na Ukrainie i na Krymie — podając punkty zainteresowania i precyzyjne współrzędne. . . .

Stało się to momentem, w którym administracja Bidena zmieniła zasady gry. Generałowie Cavoli i Aguto otrzymali zadanie stworzenia „ops box” — strefy na rosyjskiej ziemi, w której Ukraińcy mogliby strzelać z broni dostarczonej przez USA, a Wiesbaden mogłoby wspierać ich ataki.

Gdyby rosyjski generał, działający z Meksyku, dopuścił się takiego zachowania na terytorium USA, czy myślisz, że prezydent, Kongres i naród amerykański by się tym przejęli? Założę się, że tak. Trump i jego negocjatorzy powinni o tym pamiętać, gdy będą mieli do czynienia z Putinem i jego zespołem. Nie uwolnią USA od odpowiedzialności za ułatwienie śmierci ponad miliona Ukraińców i wielu tysięcy Rosjan. [por. powyżej: szacunkowych 790 000 ofiar. md]

Chcą terroru LGBT wobec ludzi takich jak Pan. Ustawa czeka już tylko na podpis Prezydenta Andrzeja Dudy. Protestuj.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Ludzie nie wiedzą, co się dzieje… Organy ścigania będą konfiskować ich telefony, przeszukiwać prywatne maile, sprawdzać połączenia w Internecie, czytać, co piszą do znajomych przez komunikatory.

Ustawa zakazująca krytyki LGBT przeszła przez Sejm i Senat, a teraz czeka już tylko na podpis Prezydenta Andrzeja Dudy.

Równocześnie Adam Bodnar wydał dokument pt. „Wytyczne Prokuratora Generalnego w zakresie prowadzenia postępowań o przestępstwa motywowane uprzedzeniami”. Treść dokumentu jest szokująca. Jeśli Prezydent podpisze nową ustawę, wytyczne będą wraz z nią stanowiły nowy standard zaprowadzania w Polsce terroru LGBT wobec ludzi takich jak Pan.

Więcej o sprawie mówię w nowym odcinku videobloga „Prolife bez cenzury”. Proszę obejrzeć i pomóc mi rozpowszechniać go dalej – żeby ludzie otworzyli oczy.

Trzeba pilnie działać, aby nowe prawo nie weszło w życie.

Dlatego proszę Pana o zaapelowanie do Prezydenta Andrzeja Dudy, aby KONIECZNIE zawetował tę ustawę w całości. 

Proszę o podpis pod petycją w linku:

https://twojepetycje.pl/petycja/prezydencie-zawetuj-ustawe-o-karaniu-za-krytyke-lgbt/.

Na pewno nie chce Pan skończyć w więzieniu. Teraz tylko od Prezydenta zależy, czy Polacy będą bezpieczni. Jeśli lobby LGBT dostanie swoją ustawę, rozpocznie się terror, jakiego jeszcze w Polsce nie było. Ze szkodą dla nas wszystkich, przede wszystkim dla dzieci.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Krzysztof Kasprzak
Krzysztof KasprzakKrzysztof Kasprzak
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Mam jeden problem: wciąż za mało osób wie o sprawie. Dlatego proszę Pana o przekazanie dalej linku do nagrania https://www.youtube.com/watch?v=ntnd1BnDKjg oraz do petycji https://twojepetycje.pl/petycja/prezydencie-zawetuj-ustawe-o-karaniu-za-krytyke-lgbt/. Sprawa jest pilna, Prezydent właśnie teraz decyduje, co zrobić z groźną ustawą…

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Polska wysyła kolejne 5000 Starlinków na Ukrainę, podczas gdy wojna trwa

Polska wysyła kolejne 5000 Starlinków na Ukrainę, podczas gdy wojna trwa

Polska dostarczyła Ukrainie najwięcej Starlinków ze wszystkich krajów

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 4

Źródło: poland-sends-another-5000-starlinks-to-ukraine-as-war-rages-on

Polska przekazała Ukrainie kolejne 5000 terminali Starlink Enterprise, co daje łącznie 29 500 takich urządzeń, najwięcej ze wszystkich krajów. Zełenski potrzebuje wszelkiej możliwej pomocy, ponieważ obie strony wciąż wydają się dalekie od jakiegokolwiek trwałego zawieszenia broni, a na granicy z Rosją toczą się walki.

Kijów szczególnie podziękował polskiemu ministrowi cyfryzacji Krzysztofowi Gawkowskiemu, a także całemu polskiemu rządowi, za terminale. „Jesteśmy wdzięczni ministrowi cyfryzacji Krzysztofowi Gawkowskiemu, polskiemu rządowi i wszystkim partnerom za wsparcie Ukrainy!” – czytamy w komunikacie prasowym.

„Polska nadal wspiera Ukrainę w zapewnianiu stabilnej komunikacji — dostarczyła 5000 terminali Starlink Enterprise. Pomogą one Ukraińcom utrzymać kontakt nawet w najtrudniejszych warunkach” — stwierdziła, cytowana przez Wydarzenia .

W ogłoszeniu podkreślono, że terminale Starlink zapewniają Ukrainie „nieprzerwaną łączność nawet w najtrudniej dostępnych miejscach”, umożliwiając szpitalom, szkołom i obiektom infrastruktury krytycznej funkcjonowanie bez zakłóceń.

„Te terminale pomagają wojsku, pracownikom energetyki, lekarzom, ratownikom i firmom pracować nawet podczas przerw w dostawie prądu i awarii łączności” – czytamy w komunikacie.

Do tej pory Ukraina otrzymała ponad 50 tys. terminali Starlink od „międzynarodowych partnerów i darczyńców”, ale największą liczbę przekazała Polska.

Podczas gdy prezydent USA Trump naciska na pokój, pojawiają się ciągłe obawy o dalsze wsparcie w zakresie sprzętu i innej pomocy, a Trump w pewnym momencie nawet odciął wszelkie informacje wywiadowcze i powiedział, że USA całkowicie zaprzestaną wszelkiej pomocy. Te groźby zostały wycofane, a kanały wywiadowcze ponownie połączone, zwłaszcza gdy Zełenski był w zgodzie z potencjalnym porozumieniem pokojowym.

Tymczasem jednak doszło do wojny na słowa między polskim ministrem spraw zagranicznych a Elonem Muskiem, po tym jak prezes Starlink najwyraźniej powiedział, że odetnie swoje terminale od kraju.

30-dniowe zawieszenie broni przeciwko infrastrukturze energetycznej, ostatecznie osiągnięte między Ukrainą a Rosją, zostało złamane przez obie strony. Wiele osób zastanawia się, czy w najbliższej przyszłości możliwy jest pokój.

Putin powiedział swoim żołnierzom, że chce, aby Kursk, okupowany przez wojska ukraińskie od sierpnia ubiegłego roku, został wyzwolony tak szybko, jak to możliwe. Raport Reutersa cytuje blogerów wojennych, którzy twierdzą, że setki żołnierzy Zełenskiego są teraz „ukryte w klasztorze” w zachodnim Kursku.

Tymczasem Wion News informuje, że Kijów rozpoczął kolejną ofensywę w obwodzie biełgorodzkim w Rosji „po stracie Kurska”, twierdząc, że Rosjanie „ustalają dominację na polu bitwy”.

https://rmx.news/article/poland-sends-another-5000-starlinks-to-ukraine-as-war-rages-on/

Nowy Jork – Comiesięczny Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

04.04.2025 Nowy Jork – Comiesięczny Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

04/04/2025 antyk2013

Od maja 2015 roku w każdy Pierwszy Czwartek miesiąca jest w Nowym Jorku na Manhattanie Msza Święta w rycie tradycyjnym (trydenckim) za naszą Ojczyznę Polskę.

Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej z Góry Karmel, godz. 19.00

Pół godziny przed Mszą Świętą modlimy się jedną część Różańca Świętego za Ojczyznę.

Przychodzą na tą Mszę Świętą również obcokrajowcy różnych nacji, podtrzymują nas na duchu modlitwą szczerze podziwiając Polskę.
Po Mszy Świętej mamy zawsze spotkanie w salce przy kościele, mały poczęstunek, zawsze wszystkich zapraszamy i zawsze prosimy o wsparcie modlitewne dla Polski atakowanej ze wszystkich stron.
Mamy ufność, że – z pomocą Bożą – będzie dobrze

Measles Propaganda. To odra…

Measles Propaganda

Corruption at the highest levels

ROBERT W MALONE MD, MS APR 3

In the currently ongoing outbreak, there have been about 572 measles cases in Ontario, Canada. This is a significantly larger outbreak than the currently hyped one in Texas, which has about 422 cases. The mainstream media has almost completely ignored the Ontario outbreak – their reporting has only focused on the Texas outbreak. 

Ontario’s top public health official Dr. Kieran Moore does not recommend mandatory vaccination and says the standard public health measures to limit the spread are working. This is a very reasonable response, yet when Sec. Kennedy says something similar; he is viciously attacked. 

It is evident by the mainstream media response to the Ontario outbreak versus the Texas outbreak – that this is yet another example of the liberal media/pharma machine harassing Sec. Kennedy and Pres. Trump.

However this reporting has an even more sinister aspect – as the media appears to have taken their lede from the World Health Organization. 

The World Health Organization has launched a travel advisory for the United States. See the screenshots below (the first screenshot is from an AI summarizer at BRAVE and the second one is from the WHO website):

But what about Canada’s outbreak? Why isn’t Canada mentioned in the travel advisory? Was it an oversight? Did the WHO release a travel advisory just for Canada?

The answer is that the WHO HAS NOT PUT OUT A TRAVEL ADVISORY FOR CANADA or ONTARIO, CANADA. 

In fact, the AI summarizer at BRAVE is clear that the WHO doesn’t put out travel advisories for individual countries, like Canada… The new normal is that the WHO puts out special advisories only for the United States <insert sarcasm>.

And in fact, a search on the WHO website yields not a single mention of the measles outbreak in Canada.

In fact, the WHO places the 422 measles cases in the United States on par with the earthquake in Myanmar, which may have killed up to 10,000 people all told.

But somehow the 522 cases of measles in Canada don’t deserve a mention.

 O pociągnięcie do odpowiedzialności karnej i zawodowej Gizeli Jagielskiej – wicedyrektor szpitala w Oleśnicy

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie Mirosławie! 
Uruchomiliśmy petycję o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej i zawodowej Gizeli Jagielskiej – wicedyrektor szpitala w Oleśnicy, która odpowiada za zabójstwo Felka w 9-miesiącu ciąży. O tej wstrząsającej sprawie pisaliśmy w środę – zamiast udzielić chłopcu i jego mamie pomocy medycznej, małego Felka zabito zastrzykiem w serce z chlorku potasu. To wszystko w sytuacji, gdy w innym szpitalu oferowano pomoc w urodzeniu Felka i objęciu go specjalistyczną opieką lekarską.
Proszę Pana o podpisanie petycji i udostępnienie jej swoim znajomym, aby też mogli to zrobić. Petycja to jednak tylko mały fragment naszych działań. Walka o życie i prawdę pod szpitalem w Oleśnicy trwa od dawna, a nasi wolontariusze są tam napadani, atakowani i prześladowani. Proszę przeczytać więcej na ten temat.Przypomnijmy – w 37-tygodniu ciąży (9 miesiąc) gotowemu już do porodu Felkowi, u którego podejrzewano łamliwość kości, wbito w serce igłę i zabito go zastrzykiem z chlorku potasu. Wedle relacji Gazety Wyborczej, dokonała tego osobiście wicedyrektor szpitala w Oleśnicy Gizela Jagielska, która w przeszłości publicznie chwaliła się robieniem takich śmiertelnych zastrzyków w serca dzieci. W tym przypadku należało zakończyć ciążę poprzez cesarskie cięcie, aby Felek mógł bezpiecznie urodzić się żywy i aby następnie mógł zostać objęty specjalistyczną pomocą lekarską. To wszystko proponowano mamie Felka w szpitalu w Łodzi, jednak kobieta za namową aktywistów aborcyjnych pojechała do Oleśnicy, gdzie nie dokonano „zakończenia ciąży”, tylko intencjonalnego, świadomego i celowego zabójstwa 9-miesięcznego Felka. 

Dlatego tworzyliśmy petycję, w której apelujemy:

– do prokuratury o natychmiastowe wszczęcie śledztwa w tej sprawie,
– do Naczelnej Izby Lekarskiej o odebranie prawa do wykonywania zawodu lekarza Gizeli Jagielskiej,
– do dyrektora Szpitala w Oleśnicy o zwolnienie Gizeli Jagielskiej z zajmowanej funkcji.

Proszę Pana o kliknięcie w link i podpisanie petycji, a następnie o udostępnienie jej swoim znajomym np. w mediach społecznościowych i na grupach dyskusyjnych.

Petycja to jednak tylko mały element działań, które w sprawie szpitala w Oleśnicy nasza Fundacja podejmuje nieustannie od kilku lat. Nasi wolontariusze regularnie organizują pod wejściem do szpitala akcje informacyjne na temat aborcji oraz publiczne modlitwy różańcowe w intencji nawrócenia aborcjonistów i powstrzymania dzieciobójstwa. Walka trwa nieustannie pod tym największym ośrodkiem aborcyjnym w Polsce.

Słowo „walka” jest w tym miejscu najbardziej odpowiednie, gdyż wielokrotnie pod szpitalem dochodziło do napadów i ataków na naszych wolontariuszy. W trakcie jednej z akcji napastnik wybił szybę w naszym samochodzie i groził naszemu wolontariuszowi trzymając w ręku tasak. Innym razem uzbrojony w nóż agresywny mężczyzna ubliżał i groził naszym wolontariuszom, po czym pociął jeden z naszych plakatów. W trakcie jednej z kolejnych akcji agresywny mężczyzna wyszedł z auta i podszedł do modlących się osób pod szpitalem. Najpierw złapał za ramię wolontariuszkę, która nagrywała różaniec i próbował wyrwać jej telefon, następnie szarpał prowadzącego modlitwę, który trzymał mikrofon. Później zaczął szarpać koordynatora zgromadzenia, popychał go i próbował uderzyć, dlatego w obronie własnej został użyty wobec niego gaz łzawiący.
Zdarzyło się też, że agresywny napastnik oblał naszą wolontariuszkę ketchupem, po czym zaczął oblewać nasze transparenty z wizerunkiem Matki Bożej i św. Maksymiliana Kolbe, które obrzucił również jajami. Groził przy tym wolontariuszom naszej Fundacji, ubliżał im i głośno się awanturował, domagając się zaprzestania modlitwy i pokazywania prawdy o aborcji. Rozmaitych incydentów tego typu było pod szpitalem o wiele więcej. 

Gdy nasi wolontariusze są atakowani przez uzbrojonych w niebezpieczne przedmioty napastników, „wytresowanych” do agresji i nienawiści przez aborcyjną propagandę, równolegle przeciwko nam podejmowane są prześladowania policyjno-administracyjne. Funkcjonariusze policji, działający na zlecenie rządzących Oleśnicą, pacyfikują nasze legalne zgromadzenia informacyjne i modlitewne. W ubiegłym roku prokuratura zarekwirowała nam nasze materiały przedstawiające prawdę o aborcji, których używaliśmy pod szpitalem.
]Władze miasta nałożyły na nas również ogromne kary finansowe – zmuszono nas do zapłaty aż 66 000 zł kary za obecność prawdy o aborcji pod szpitalem w Oleśnicy. 

Przeciw nam trwają także prześladowania sądowe. Przed sądem w Oleśnicy przeciwko naszym wolontariuszom toczy się obecnie 14 spraw sądowych za organizację akcji pod szpitalem (w całej Polsce procesów mamy ponad 80).
To wszystko w sytuacji, gdy za murami szpitala dochodzi do tak wstrząsających wydarzeń jak zabójstwo Felka oraz okrutnych aborcji na wielu innych dzieciach.Staramy się obudzić sumienia Polaków, w tym lekarzy, sędziów, policjantów, prokuratorów, polityków i walczyć, aby do całego naszego społeczeństwa dotarła prawda o aborcji – że to morderstwo na niewinnym dziecku.
Dlatego pomimo przeciwności, zagrożeń, prześladowań i represji, chcemy kontynuować walkę o życie i świadomość.
Czy pomoże nam Pan?
Może Pan przekazać 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolną inną kwotę, jaka jest obecnie dla Pana możliwa, co umożliwi nam organizację kolejnych kampanii informacyjnych, obronę przed sądami i docieranie z prawdą do kolejnych Polaków.
Nieocenioną pomocą jest także modlitwa. 
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Jak globaliści wykorzystują szalonych lewaków, aby wkurzyć społeczeństwo i sprowokować dyktaturę

Szaleństwo lewaków czyli jak wkurzyć społeczeństwo i sprowokować dyktaturę

[Uwaga: To ten od: Antony C. Sutton – Wall Street a rewolucja bolszewicka.

DiedJune 17, 2002 (aged 77) Reno, Nevada, md]

Autor: AlterCabrio, 3 kwietnia 2025

Nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż niekompletny obraz historii. Za sto lat, jeśli władze postawią na swoim, nieliczne dzieci, którym pozwolono się urodzić (dzięki kontroli emisji dwutlenku węgla), będą raczone lekcjami szkolnymi o „ciemnych wiekach nacjonalizmu” – kiedy ludzkość była podzielona na walczące państwa i podzielone społeczeństwa, które odmawiały przyjęcia multikulturalizmu „ze szkodą dla wszystkich”.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Jak globaliści wykorzystują szalonych lewaków, aby wkurzyć społeczeństwo i sprowokować dyktaturę

Nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż niekompletny obraz historii. Za sto lat, jeśli władze postawią na swoim, nieliczne dzieci, którym pozwolono się urodzić (dzięki kontroli emisji dwutlenku węgla), będą raczone lekcjami szkolnymi o „ciemnych wiekach nacjonalizmu” – kiedy ludzkość była podzielona na walczące państwa i podzielone społeczeństwa, które odmawiały przyjęcia multikulturalizmu „ze szkodą dla wszystkich”.

Powiedzą, że powstał „wielki ruch” na rzecz globalizmu i przebudzenia [wokeness], a odważni rewolucjoniści walczyli ze złymi konserwatywnymi faszystami, używając wszelkich niezbędnych środków. Lewica polityczna zostanie przedstawiona jako bohaterowie walczący nie o wolność, ale o równość i „większe dobro”. Kultura zachodnia, chrześcijaństwo, merytokracja, obiektywizm moralny, wolność osobista i apele do rozsądku zostaną zdemonizowane jako relikty starego świata – potworne konstrukty, które uniemożliwiły cywilizacji osiągnięcie prawdziwej „jedności”.

Oczywiście, nic z tego nie będzie prawdą. Większość wojen jest wywoływana przez interesy globalistów, a nie nacjonalistów, a polityczna lewica to stado szalonych fanatyków, którzy chcą zniszczyć Zachód. Ale, jak mówią, historię piszą zwycięzcy.

Wielu konserwatystów i zwolenników wolności wciąż nie rozumie, że jesteśmy w środku konfliktu czwartej generacji. To nie jest spór polityczny ani ideologiczny, to wojna. Wojna partyzancka, w której wróg kryje się za cywilnym statusem i aparatem prawnym.

Oni wykorzystują nasz kodeks moralny i nasze przepisy konstytucyjne przeciwko nam. Znajdują luki w strukturze rządowej i wykorzystują te słabości. Zamieniają nasze społeczeństwo w żywą samobójczą bombę, jednocześnie twierdząc, że zajmują pozycję etycznej wyższości. To już się zdarzało wcześniej…

Jeśli macie okazję, gorąco polecam czytelnikom zapoznanie się z dogłębną analizą badawczą profesora i ekonomisty Antony’ego Suttona. Szczególnie jego książkę „Wall Street And The Bolshevik Revolution”. Opisuje on w niej chronologicznie sposób w jaki Trocki i Lenin byli finansowani i wspierani przez elity tamtej epoki. Kluczowi przywódcy marksistowskiego przejęcia Rosji nie mogliby dokonać tego, co zrobili, bez pomocy amerykańskich i europejskich globalistów.

Najważniejszym wnioskiem płynącym z rewelacji Suttona nie jest to, co wydarzyło się w przeszłości, ale to, co dzieje się TERAZ i jak bardzo jest to podobne.

Rzeczywistość niewidzialnej ręki stojącej za rewolucją bolszewicką może brzmieć znajomo – dzisiejsze audyty DOGE ujawniły schematy masowych manipulacji biurokratycznych za pośrednictwem agencji takich jak USAID, aby wywołać zmiany polityczne i społeczne w Ameryce i w krajach obcych. Schematy te obejmują ogromne sumy dotacji z pieniędzy podatników krążących za pośrednictwem kontrolowanych przez globalistów organizacji pozarządowych, które następnie wykorzystują wolną gotówkę do promowania multikulturalizmu, propagandy LGBT i kolorowych rewolucji.

Agenda stworzenia jednego systemu światowego i wymazania tradycyjnych zachodnich zasad jest w toku, przekazywana wśród globalistów z pokolenia na pokolenie w pasożytniczym rodowodzie. Ludzie za tym stojący to moralni relatywiści i lucyferianie (czczą samych siebie i pragną stać się boskimi). Dążą do swoich celów z żarliwością religijnego kultu. Wierzą w to, co robią, całkowicie. Z takim samym przekonaniem, jakie masz ty czy ja w naszej walce o wolność i odpowiedzialność.

W Ameryce proces ten zaczyna przypominać ruchy lewicowe, które w Europie doprowadziły do ​​marksistowskiego terroryzmu i późniejszego wzrostu faszyzmu.

Po I wojnie światowej lewicowcy zaangażowali się w cały huragan taktyk zakłócania, w tym sabotaż przemysłowy, zastraszanie tłumu, strajki robotnicze o podłożu politycznym, ataki terrorystyczne, ataki bombowe, zabójstwa itp. Współcześni naukowcy próbują przedstawiać te taktyki jako coś heroicznego lub przynajmniej twierdzą, że działania marksistów nie miały nic wspólnego z europejskim przyjęciem faszyzmu. To kłamstwo.

W rzeczywistości to właśnie ciągłe ataki psychologiczne, ataki ekonomiczne i bezpośrednie ataki skrajnie lewicowych grup sprawiły, że faszyzm stał się tak atrakcyjny dla zwykłych Europejczyków. Ernst Thalmann, wspierany przez Stalina przywódca skrajnej lewicy w ostatnich dniach Republiki Weimarskiej, doszedł do wniosku, że umiarkowana lewica stanowiła większe zagrożenie niż naziści. Komuniści postrzegali centrowych liberałów jako przeszkodę w ich wysiłkach, podobnie jak dzisiejsi przebudzeni lewicowcy [woke] traktują umiarkowanych jako heretyków, a nie sojuszników. Odstraszali każdego i sprawiali, że wszyscy chcieli współpracować z faszystami.

Oczywiście, Adolf Hitler i Benito Mussolini OBA otwarcie czcili Karla Marksa i jego socjalistyczny system rządów. Faszyzm był niczym więcej niż innym rodzajem lewicowej tyranii, udającym rozwiązanie na lewicową tyranię. Ale dla Europejczyków zmęczonych latami podziałów społecznych i nieustannych niepokojów, faszystowski przekaz porządku był kuszący.

Antony Sutton w swojej książce „Wall Street i powstanie Trzeciej Rzeszy” nakreśla tę dychotomię i opisuje, w jaki sposób globaliści przyczynili się do dojścia nazistów do władzy.

[MD: jeśli się nie otwiera, wejdź na poniższe:

https://www.youtube.com/embed/ujcOJnt7Gnc?si=2Xmad-fwRs0xvdby ]

Innymi słowy, globaliści stworzyli marksistowską kampanię terroru w całej Europie, a następnie użyli jej, aby wciągnąć społeczeństwo w ramiona kolejnego socjalistycznego imperium w postaci Trzeciej Rzeszy.

W Niemczech ludzie popierali faszyzm, ponieważ chcieli wypędzić i wyeliminować zgniliznę społeczną stworzoną przez bolszewicki relatywizm (bardzo podobną do zgnilizny, którą widzimy dziś w Ameryce). Na przykład, degeneracja seksualna była powszechna w Niemczech po I wojnie światowej. Pierwsza klinika transseksualna została założona w Berlinie w 1919 roku. Marksiści lobbowali za legalizacją aborcji, aby zdobyć większe poparcie kobiet.

Nastąpił rozkwit „reformacji seksualnej” i narodził się odpowiednik ruchu „Gay Pride” z lat 20. Pedofile zaczęli wyłaniać się z ukrycia – koncepcja prostytucji nieletnich i „chłopców do wynajęcia” była znaczącym problemem w Berlinie.

Kwestie wolności osobistej podlegają uczciwej dyskusji. Jednak obsesje psychoseksualne bez umiaru przyjmowane na szeroką skalę mogą wywołać załamanie społeczne. Prawdziwym celem każdej reformy seksualnej jest normalizacja kulturowych i psychologicznych odmieńców. Niemcy Weimarskie w latach 20. XX wieku były pod tym względem bardzo podobne do Ameryki w latach 20. XXI wieku.

Potem nastąpiła hiperinflacja, trudności gospodarcze i rywalizujące frakcje polityczne, które wzbudzały strach wśród zwykłych Niemców. Faszyści oferowali jasną wizję, oferowali dobrobyt gospodarczy, oferowali pokój wewnętrzny, oferowali koniec moralnie bankrutującego szaleństwa lewicy, a społeczeństwo skwapliwie skorzystało z tej okazji. To nie był dobry wybór, ale dla nich był lepszy niż pozwolenie na przejęcie władzy przez komunistów.

Globaliści mają tendencję do atakowania populacji docelowej z dwóch stron, wykorzystując chaos, który kontrolują, a następnie porządek, który kontrolują. Marksizm odgrywa rolę chaosu, a faszyzm odgrywa rolę porządku.

Większość z nas zna ideę dialektyki heglowskiej. Jednak twierdzę, że sytuacja jest dziś o wiele bardziej złożona niż kiedykolwiek. Istnieje tylko jedna prawdziwa opcja. Oczywistym wyborem jest porządek. Lewicowcy i globaliści muszą zostać odsunięci od władzy.

Ale jak uniknąć tego, co zrobili Niemcy? Jak usunąć lewicowe zagrożenie, nie rzucając się na łeb na szyję w naszą własną odmianę totalitaryzmu? To może nie być możliwe.

Jak ostrzegałem w artykule „Ataki terrorystyczne rozpoczną się w 2025r. – będzie tylko gorzej, więc bądź przygotowany”, opublikowanym w styczniu, obecnie mamy do czynienia z rosnącą falą sabotażu lewicowego. Aktywiści w całym kraju wykorzystują obecnie niszczenie mienia do zastraszania. Na tym się nie skończy. To dopiero pierwsza faza.

Daje się zauważyć przesadną ingerencję sędziów aktywistów w celu udaremnienia jakichkolwiek cięć w biurokracji, jak również próby powstrzymania deportacji nielegalnych imigrantów. Mamy regularnie do czynienia z internetowymi groźbami zabójstw i wezwaniami do sojuszy z zagranicznymi aktywistami i grupami terrorystycznymi. Bądźcie gotowi na zamachy bombowe, strzelaniny i rozszalałe tłumy, ponieważ to wszystko nadejdzie tego lata, nie mam wątpliwości.

Ryzyko ogłoszenia stanu wojennego jest bardzo wysokie, jeśli sprawy potoczą się tak, jak podejrzewam, a większość społeczeństwa USA przyklaśnie temu pomysłowi.

Donald Trump do tej pory podjął działania, aby zrealizować wszystkie swoje obietnice wyborcze i uważam, że to zapewniło mu kredyt zaufania.

Jednak gdyby wezwał do wprowadzenia stanu wojennego w okolicznościach, które opisuję, aby przyspieszyć sprawy, konserwatyści wpadliby w klasyczną pułapkę władzy rządowej.

Gdy te drzwi zostaną otwarte, trudno będzie odwrócić bieg wydarzeń, a nie ma gwarancji, że prawica przejmie kontrolę nad działaniami, gdy przejdą one od kontroli i równowagi do usprawnionej autokracji odgórnej. Otarliśmy się o to za czasów administracji Bidena podczas covidu i to cud, że kraj jest nadal w jednym kawałku.

Straszne jest to, że poza hipotetycznymi zagrożeniami, trudno argumentować, że stan wojenny jest nierozsądny. Lewicowcy bardzo utrudniają nam walkę o ich wolność, a szczerze mówiąc, większość konserwatystów nie przejmowałaby się, gdyby zostali wysłani na odizolowaną wyspę, aby zacząć praktykować na sobie kanibalizm. Jeśli przyjrzysz się, jak ci aktywiści racjonalizują swoją przemoc w mediach społecznościowych, można jedynie dojść do wniosku, że należy ich zamknąć lub wyrzucić z kraju. Są niereformowalni.

Ich działania mają na celu spowodowanie użycia siły ze strony konserwatystów. Wtedy aktywiści rzucają się na globalną scenę i krzyczą: „Widzicie! Prawicowcy naprawdę są faszystami, za których ich uważaliśmy!”. Sam akt stosowania prawa i porządku staje się „tyranią” według ich postępowych definicji.

W międzyczasie wielu libertarian wciąż błąka się po pustyni, szukając idealnego rozwiązania, w którym nikt nie narusza swoich praw, a wszystkie punkty widzenia są respektowane. Zaakceptowałem, że to się nie wydarzy. Nie ma cudownego rozwiązania, nie ma magicznie czystego społeczeństwa, w którym każdy zostawia każdego w spokoju. Podczas wojny czyjeś prawa wylatują przez okno.

To gra o sumie zerowej dla konserwatystów, ponieważ im bardziej będziemy przystosowywać się do lewicy politycznej i traktować ją jak współobywateli, a nie wrogą rebelię, tym bardziej USA popadną w chaos. Jeśli zareagujemy na nią jak na wroga, miażdżąc ją jak robactwo, którym jest, to staniemy się złymi facetami i potencjalnie powitamy poziom władzy rządowej, który może ostatecznie zaszkodzić nam wszystkim.

Moje rozwiązanie jest brzydkie i jest czymś, czego większość konserwatywnych komentatorów nie chce dotknąć nawet kijem o długości dziesięciu stóp: Zamiast polegać na sile rządu, aby powstrzymać polityczną lewicę i globalistów, zwykli Amerykanie powinni się zorganizować i samodzielnie zająć tym problemem. To eliminuje niebezpieczeństwo nadużyć władzy przez rząd i naruszenia konstytucji.

Przeciętny Amerykanin nie jest ograniczony przez konstytucję, ogranicza go rząd. Nie musimy szanować praw organizacji pozarządowych. Nie musimy dawać pola lewicowym buntownikom, ponieważ boimy się politycznej optyki. Nie musimy pozwalać globalistom działać w USA bezkarnie i bez strachu. Pamiętaj, że USA NIE zostały założone jako rozwiązły naród, w którym wszystko uchodzi.

[Ojcowie] Założyciele wierzyli w rewolucję przeciwko tyranii, nie rewolucję przeciwko moralności. Wierzyli w wolność, dopóki jest to wolność WRAZ z odpowiedzialnością. Wierzyli w zasady i porządek, nie w anarchię. Za nic na świecie nie tolerowaliby lewicowych i globalistycznych machinacji. My też nie powinniśmy.

Kiedy podejmujemy działania, musimy uważać, aby nie stworzyć rządowego Golema, który ostatecznie zwróci się przeciwko nam.

________________

How Globalists Use Crazed Leftists To Piss Off The Populace And Provoke Dictatorship, Brandon Smith, April 2, 2025

Szpital zawiesza pracę całego oddziału. Powodem brak lekarzy

Szpital zawiesza pracę całego oddziału. Powodem brak lekarzy

4.04.2025 nczas/szpital-zawiesza-prace-calego-oddzialu-brak-lekarzy

Sala szpitalna.
Sala szpitalna – zdj. ilustracyjne. / Fot. PAP

Szpital w Ustrzykach Dolnych czasowo zawiesza pracę oddziału chorób wewnętrznych. Powodem jest brak lekarzy. Pacjenci zostali wypisani do domów albo przekazani do innych placówek.

Szpital w Ustrzykach Dolnych ma problemy kadrowe. Brakuje lekarzy internistów. Dyrekcja placówki zdecydowała więc o czasowym zawieszeniu oddziału chorób wewnętrznych, od 5 do 27 kwietnia.

Stało się to po tym, jak z pracy zrezygnowało czterech lekarzy. – Kierownik oddziału miał umowę do końca lutego i jej nie przedłużył, a trzej inni lekarze złożyli wypowiedzenia i pracowali do kwietnia – powiedziała PAP p.o. dyrektor Małgorzata Kormosz.

Na oddziale zostało jedynie dwóch lekarzy. Dyżurowali do piątku, kiedy z oddziału zostanie wypisany ostatni pacjent.

Troje pacjentów zostało przekazanych do sąsiednich szpitali w Lesku i Sanoku, pozostali w stanie dobrym wrócili do swoich domów – przekazała Małgorzata Kormosz.

Dyrekcja w ciągu trzech tygodni chce skompletować nowy zespół lekarzy. – Trwają rozmowy z trzema osobami, ale jeżeli są lekarze z dużych ośrodków, którzy chcą „rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady”, to zapraszamy. Mamy niewielki, odpowiednio wyposażony oddział z łóżkami dla 25 pacjentów i zespół doświadczonych pielęgniarek. Proponujemy również mieszkania służbowe – powiedziała dyrektor szpitala.

W czasie, gdy interna będzie zamknięta, oddział zostanie odświeżony. Ekipa remontowa zajmie się malowaniem ścian i drobnymi naprawami w łazienkach. Pracę rozpocznie w poniedziałek.

Oddział wewnętrzny ustrzyckiego szpitala w tym roku już raz wstrzymał pracę na kilka dni. Było to w połowie lutego i również z powodu problemów kadrowych.

Rekord w Niemczech. Refugees Welcome. Jeszcze nigdy nie było tyle przestępstw.

Rekord w Niemczech. Jeszcze nigdy nie było tyle przestępstw

Refugees Welcome /pch24/rekord-w-niemczech-jeszcze-nigdy-nie-bylo-tyle-przestepstw

(Oprac. PCh24.pl)

217 tysięcy – do tylko przestępstw z użyciem przemocy doszło w ubiegłym roku w Niemczech. Prawie 50 proc. sprawców to imigranci. Silna wzrosła liczba napaści seksualnych.

Niemiecka policja zaprezentowała statystyki przestępczości za 2024 roku. Wynika z nich, że był to czas rekordowej przemocy. Doszło w sumie do 217 277 czynów z użyciem przemocy, co oznacza wzrost o 1,5 proc. względem roku poprzedniego i jest najgorszym wynikiem w historii powojennych Niemiec.

Osoby bez niemieckiego obywatelstwa dopuściły się w sumie 43,1 proc. wszystkich przestępstw. Gdyby uwzględnić posiadaczy tego obywatelstwa wywodzących się z rodzin imigranckich, odsetek byłby jeszcze wyższy, ale takich statystyk nie podano. [Oficjalnie. Gdy mój znajomy dziennikarz niemiecki usiłował te liczby ocenić – został ukarany. Tam każdy Turek nazywany był od dawna 'Niemcem”. To zwiększa oficjalny współczynnik dzietności „Niemców” znacznie. O ile – to tajemnica… MD]

Politycy Alternatywy dla Niemiec wskazali, że nie ma żadnych wątpliwości co do związku pomiędzy wzrostem przestępczości a masową migracją. Niemieckie władze nie chcą tego jednak otwarcie przyznać.

Wzrosła też ilość napaści na policję, również o 1,5 procent. W sumie każdego dnia popełnia się w Niemczech 300 przestępstw wobec funkcjonariuszy.

Szefową Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Nancy Faeser, skrytykowała też niechętna wobec imigracji lewicowa Sahra Wagenknecht. – Liczby pokazują, że Nancy Faeser, pierwsza kobieta na tym urzędzie, zrobiła niewiele, by chronić – kobiety – wskazała, nawiązując do coraz liczniejszych przypadków gwałtów i przemocy seksualnej. Ich liczba wzrosła aż o 9,3 procent. Jak dodała Wagenknecht, Niemcy przestały być bezpiecznym krajem.

Źródło: jungefreiheit.de Pach

Dionizos versus Zmartwychwstanie

Dionizos versus Zmartwychwstanie

https://pch24.pl/zak-teraz-48-dionizos-versus-zmartwychwstanie

(Kyle Head/Unsplash)

Za nami Międzynarodowy Dzień Teatru. A ja nie od dziś odradzam korzystanie z oferty polskojęzycznych scen „okupowanych” przez liberalno-satanistyczną międzynarodówkę. Wspieranie artystycznej marksistowskiej jaczejki, nawet tylko obecnością, jest działaniem, które na pewno nie służy polskiemu interesowi narodowemu i każdemu z nas z osobna. Moglibyśmy tutaj edukacyjnie przywołać wykładnię patriotyzmu z czasów okupacji niemieckiej w naszym kraju, że „tylko świnie siedzą w kinie”. Podobnie, już dawno za niezasadne uznałem opisywanie tej obrzydliwej kałuży, jej kolejnych projektów, premier czy nawet afer. Doktoryzowanie się ze zła nie przysparza dobra, po prostu. Niemniej, zdarza się nam kontakt z „ohydą spustoszenia”, co czasami woła choć o kilka zdań komentarza. I tak właśnie jest ze „świętem ludzi teatru”.

Jednym z „obowiązujących” punktów Dnia Teatru są tzw. orędzia. Międzynarodowy Instytut Teatralny (ITI), z siedzibą w Paryżu, każdego roku wybiera jakiegoś „wybitnego człowieka teatru”, który ma przygotować  swe przemyślenia jako przesłanie do artystów i w ogóle do świata. Od wielu lat na tej samej zasadzie przygotowywane są orędzia lokalne, także w Polsce, a ich autorów wybierają oddziały ITI. To, co „z obfitości serca” czy może „rozumu” wystukują na klawiaturach wybrane wybitności, jest na tyle komplementarnym wycinkiem pobranym wprost ze zrakowaciałego organizmu, że należy się temu przyjrzeć w interesie zdrowia publicznego. Oczywiście z zachowaniem ostrożności…   

Ci, co wybierają dalecy są od deklarowanego przez siebie „multikulturalizmu”. ITI to tylko kolejna ekspozytura systemu promującego jedyny możliwy w mainstreamie światopogląd. Ci, co są wybierani, to z reguły aktywiści tego systemu albo tzw. pożyteczni idioci, szczególnie, gdy mogą być przydatni „na plakat”; no i jeszcze neofici „nawróceni” za pomocą kierunkowych dotacji, apanaży czy oklasków im podobnego towarzystwa. Tegoroczne „światowe” orędzie zamówiono u Theodorosa Terzopoulosa, greckiego reżysera i dramaturga, założyciela „Teatru Attis” (1985), reprezentującego nurt tzw. postgrotowszczyzny. Jego teatralne „wyznanie wiary” to obrzędy bachanaliów i oczywisty w tym kontekście kult Dionizosa (pogańskiego bożka, który był najważniejszą postacią obrazoburczego spektaklu otwierającego ubiegłoroczne igrzyska w Paryżu). Polski ITI reprezentowała Irena Jun, aktorka związana z warszawskim Teatrem Studio i znana od sześciu dekad m.in. ze spektakli jej „Jednoosobowego Teatr Poezji”; skądinąd osoba o wyjątkowym warsztacie artystycznym. Takimi były jej kreacje w „Sonacie księżycowej” w reż. Józefa Szajny (1967), role w przedstawieniach Antoniego Libery inscenizującego dramaty Samuela Becketa (lata 80-te XX wieku) i monodram wg. dramatu Tadeusza Różewicza „Stara kobieta wysiaduje” w reż. Marka Chojnackiego (1988), który pani Jun stara się prezentować w kolejnych odsłonach do dzisiaj.

„Światowe” (pan T.), jak i „polskie” (pani J.) orędzia są do siebie podobne, gdy chodzi o wyżej wspomniane obowiązujące narracje. Oba charakteryzują się też hipokryzją, kreując  swój przekaz na opozycyjny wobec „tego świata”, gdy jednocześnie są emanacją środowisk, które „ten świat” współtworzą.  Pani J., pisze o tym ich teatrze: „Wierzę, że jesteśmy w nim widziani, słuchani i rozumiani”. Natomiast pan T. zapytuje z emfazą: „Czy reflektory teatralne mogą rzucić światło na społeczną traumę, zamiast zwodniczo oświetlać same siebie?

Ważna jest właśnie owa trauma, a konkretnie, jak traumę definiują reżimowe sceny. Pan T. jest tutaj mocno rozkrzyczany i pyta: „Czy teatr jest zaniepokojony niszczeniem środowiska, globalnym ociepleniem, poważną utratą różnorodności biologicznej, zanieczyszczeniem oceanów, topnieniem lodowców, wzrostem pożarów lasów i ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi? Czy teatr może stać się aktywną częścią ekosystemu?” I uzupełnia to niby retorycznym pytaniem: „Czy teatr troszczy się o kondycję człowieka, jaka kształtowana jest w XXI wieku, w którym jednostką manipulują interesy polityczne i ekonomiczne, sieci informacyjne i opiniotwórcze korporacje?” Z tego wniosek, że ten, jakby nie było zaawansowany w latach człowiek, nie rozumie o co pyta albo jest cyniczny i wie o co pytać, aby ładnie wyglądało.

Pani J. nie jest tak rozgadana, a jej postrzeganie rzeczywistości wygląda po prostu na naiwność połączoną z pięknoduchostwem: „Teraz, kiedy waży się nasze bezpieczeństwo, musimy odważnie przeciwstawiać się agresji, brutalności i głupocie. Bądźmy solidarni ze wspólnotą artystów – obywateli świata”. No cóż, dobrze byłoby wiedzieć o jakim tu mowa „bezpieczeństwie”, o jakiej „agresji” i „brutalności”, no i kto, według aktorki reprezentuje „głupotę”. Sztuka oparta o ogólniki czy wręcz aksjomaty, jest co najwyżej infantylna, a co najmniej propagandowa.

Mamy też wyeksponowaną „modrość etapu” w postaci „wszechobecnego poczucia lęku przed Innym, odmiennym, Obcym” (pan T.) oraz „dumy z teatru w Polsce, w którym znaleźli miejsce artyści z Ukrainy i Białorusi” (pani J.) Tak w ogóle to Pani J. wierzy w przyszłość, w którą „Teatr idzie z Tobą i ze mną przez czas” i to dla niej „brzmi dumnie”. Pan T. tej drogi nie wyobraża sobie bez „ekstatycznego boga teatru i mitu, boga, który łączy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość (…), wyraziciela płynnych tożsamości, kobiecej i męskiej, gwałtownej i łagodnej, boskiej i zwierzęcej”, czyli bez Dionizosa.

Dwójka starych ludzi teatru oczekuje teatralnego ciągu dalszego, który by im odpowiadał. Chcieliby widzieć idącą dalej „młodość” (pani J.) oraz „nowe sposoby narracji”, które „kształtowałyby nową etyczną i polityczną odpowiedzialność” (pan T.) Oboje, mimo swego wieku, niewiele się nauczyli z przeszłości, a już na pewno nie rozumieją teraźniejszości, która – parafrazując Terzopoulosa – chce uwolnić się z rozmaitych form dyktatury współczesnego bolszewizmu.

Można by też – choć z wątpliwą nadzieją, że to do nich dotrze – zacytować śladem Ireny Jun ten fragment z „Promethidiona” Cypriana Kamila Norwida, który mówi o „pięknie” i „pracy”, które są po to, aby „się zmartwychwstało”.

Tomasz A. Żak

Pierwszy król Polaków

Pierwszy król Polaków

pch24/pierwszy-krol-polakow

Prawdziwa, nielukrowana opowieść o królu Bolesławie, przez potomnych nazwanym Chrobrym i Wielkim, musi stanowić trudny orzech do zgryzienia dla dzisiejszych „elit politycznych” Kraju nad Wisłą.

Powie ktoś tutaj, że przecie nie tak dawno Sejm RP ogłosił rok 2025 Rokiem Milenium Koronacji Dwóch Pierwszych Królów Polski w Gnieźnie. Że w stosownej uchwale napisano: „Koronacja Bolesława Chrobrego była jasnym sygnałem dla ówczesnego świata, że młode państwo polskie jest niepodległe i niezależne. […] Upamiętnienie wstąpienia na tron Bolesława Chrobrego oraz Mieszka II Lamberta jest wspomnieniem wszystkich tych, którzy skupieni wokół idei rodzącego się państwa polskiego, poświęcali czas, energię, a niekiedy i życie, byśmy dziś byli częścią dumnego grona krajów Europy z wielowiekową tradycją państwowości”. 

Pewnikiem każdy patriota podpisałby się pod tymi słowami. Kłopot w tym, że wśród dzisiejszych pseudoelit szczerego patriotyzmu należałoby szukać ze świecą, bynajmniej nie chanukową. Przecież od wielu lat obserwujemy łaszenie się do obcych panów ze strony przedstawicieli tubylczej „szlachty jerozolimskiej”, „wnuków Wehrmachtu” tudzież „sług narodu ukraińskiego”. Owe miernoty, pretendujące do miana „mężów stanu”, najwyraźniej nie mają pojęcia, komu składają historyczne hołdy.

Dziedzictwo świętego Piotra

Syn Mieszka I i Dobrawy nader wcześnie wkroczył na arenę polityki międzynarodowej. Liczył sobie około siedmiu wiosen, kiedy zgodnie z pradawnym obyczajem zorganizowano mu postrzyżyny. Jego ojciec wysłał poselstwo do Rzymu, ofiarowując papieżowi pukiel włosów pierworodnego. Oddał w ten sposób nasze ziemie pod zwierzchnictwo Stolicy Apostolskiej, „w dziedzictwo świętemu Piotrowi”. Po śmierci ojca (992) Bolesław objął książęcy tron. Dojście do władzy obfitowało w burzliwe momenty – książę wypędził macochę Odę wraz z jej synami, kazał też oślepić uzurpatorów Przybywoja i Odylena.

Nowy władca państwa polskiego był nieodrodnym dziecięciem swej epoki. Gorliwie krzewił chrześcijaństwo, nie cackając się z opornymi. Grzesznikom winnym nieprzestrzegania postów kazał wyłamywać zęby. Jego receptę na okiełznanie rozpustników warto przypomnieć w dobie panoszenia się rozmaitych dewiacji seksualnych: „Jeśli kto spośród tego ludu ośmieli się uwieść cudzą żonę lub uprawiać rozpustę, spotyka go natychmiast następująca kara: prowadzi go się na most targowy i przymocowuje doń, wbijając gwóźdź poprzez mosznę z jądrami. Następnie umieszcza się obok ostry nóż i pozostawia mu się trudny wybór: albo tam umrzeć, albo obciąć ową część ciała”.

Książę Bolesław w pierwszej dekadzie swego panowania zacieśniał sojusz ze Stolicą Apostolską i cesarstwem. Pragnął objąć misyjną aktywnością ziemie pogan, wysyłając do kraju Prusów misję św. Wojciecha. Po śmierci tego wielkiego męczennika (997) wykupił z rąk pogańskich oprawców jego zwłoki, by następnie uroczyście pogrzebać je w Gnieźnie. W następstwie tych zdarzeń papież Sylwester II ustanowił w Gnieźnie metropolię arcybiskupią, podległą bezpośrednio Rzymowi.

Pielgrzym

W roku 1000 do grobu św. Wojciecha pielgrzymował młody król niemiecki i cesarz rzymski, Otton III. Władca ten miał w zamyśle odbudowę imperium rzymskiego na ziemiach Italii, Galii, Germanii i ledwie co schrystianizowanej Słowiańszczyzny.

Książę Bolesław przyjął dostojnego gościa najwystawniej, jak potrafił. Istotnie, wrażenie wywołał potężne.

– Na koronę mego cesarstwa! To, co widzę, większe jest, niż wieść głosiła – miał zawołać Otto. – Nie godzi się takiego i tak wielkiego męża, jakby jednego z dostojników księciem nazywać lub hrabią, lecz chlubnie wynieść go na tron królewski i uwieńczyć koroną!

Otton III nazwał Bolesława „bratem i współpracownikiem cesarza” oraz „sprzymierzeńcem narodu rzymskiego”. Wręczył gospodarzowi bezcenny dar – kopię włóczni św. Maurycego. A wreszcie zdjął z głowy cesarski diadem i nałożył go na skronie Bolesława.

Ta sławna scena była interpretowana przez niektórych historyków jako koronacja królewska. W rzeczywistości szafarzem koron mógł być jedynie Ojciec Święty. Prawdziwa koronacja była bowiem obrzędem religijnym. Wymagała namaszczenia władcy olejami świętymi, przez co przeistaczał się on w Bożego pomazańca. To właśnie ten szczegół sprawiał, że monarcha stawał się niezależny od ziemskich czynników politycznych, jako że jego władza od tej chwili pochodziła od Boga.

Tym niemniej gest cesarza i jego pochlebne słowa pod adresem Bolesława miały na arenie politycznej trudny do przecenienia ciężar gatunkowy. Owocem zjazdu było także utrwalenie arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, powołanie nowych biskupstw (w Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu) oraz nadanie Bolesławowi i jego następcom prawa do obsadzania stanowisk biskupich.

Nie wszystkim podobało się takie wywyższenie naszego kraju. Niemiecki kronikarz Thietmar, biskup merseburski, oddał uczucia wielu swoich rodaków, kiedy westchnął był gorzko nad pergaminem: Niech Bóg wybaczy cesarzowi, że czyniąc trybutariusza panem, wyniósł go tak wysoko”.

Czas miecza

Doskonałe relacje z cesarstwem rychło zakończyły się po przedwczesnej śmierci Ottona. Jego następca Henryk II Święty (od 1002 roku król Niemiec, od 1014 cesarz rzymski) nie widział w słowiańskim księciu „brata i współpracownika”, chciał jego pełnego podporządkowania. A pan na Gnieźnie posiadał swoje ambicje. Byli ludzie w otoczeniu przyszłego cesarza, którzy próbowali zapobiec wojnie. Św. Brunon z Kwerfurtu ostrzegał Henryka II, aby ten nie nastawał na zgubę „księcia chrześcijańskiego, dzielnego pracownika w winnicy Pańskiej”. Jednakże nieubłaganie nadchodził czas miecza.

Władca Polski uderzył pierwszy. Zajął Miśnię, Milsko i Łużyce, witany jako wyzwoliciel przez tamtejszą ludność słowiańską. Wykorzystując zamęt w ówczesnym państwie czeskim, postanowił rozszerzyć na nie swe wpływy. Wpierw pomógł w odzyskaniu tronu księciu Bolesławowi Rudemu, niedawno obalonemu przez konkurenta. Potem, gdy władca Polski zorientował się, że okrutne rządy Rudego powodują w Czechach ferment i narastanie opozycji, kazał uwięzić i oślepić swego alianta, a następnie sam objął rządy w Pradze.

Henryk II zażądał wówczas złożenia hołdu, ponieważ Czechy dotąd uznawały jego zwierzchnictwo. Bolesław odmówił. Henryk II kontratakował, wypierając Bolesława z Czech, a następnie wdzierając się w głąb ziem polskich. Między 1002 a 1018 rokiem Polska stoczyła z Niemcami aż trzy kilkuletnie wojny. Ostatecznie zawarty pokój w Budziszynie wskazał jako zwycięzcę księcia Bolesława. Wprawdzie nie mógł on marzyć o powrocie na czeski tron, ale zachował Milsko, Łużyce i Morawy.

Marsz na Kijów

Dogrywką wojny z Niemcami był atak Polaków na stolicę sprzymierzeńca Germanów, księcia kijowskiego Jarosława Mądrego, przeprowadzony w roku 1018.

W tym miejscu wypada napomknąć o ówczesnych, na pozór przedziwnych zmianach sojuszy, za którymi stali twardo stąpający po ziemi władcy. Nie było tutaj miejsca na (dobrze znane nam z ekranów telewizorów) ideologiczne seanse nienawiści do „odwiecznego wroga” – który przecież za chwilę mógł okazać się pożądanym sojusznikiem przeciw innemu nieprzyjacielowi.

Zanim jeszcze Bolesław zawarł z cesarstwem pokój w Budziszynie, wydarzyła się rzecz nad wyraz ciekawa. W roku 1013, wykorzystując czasową przerwę w walkach z Niemcami, polski książę wspólnie z Henrykiem II – dopiero co swoim śmiertelnym wrogiem! – wyprawili się razem zbrojnie przeciw Rusi Kijowskiej. Jako rzekło się wyżej, ówczesne sojusze zmieniały się dynamicznie, bo ledwie cztery lata później Ruś Kijowska stała się antypolskim sojusznikiem Niemiec! Na nasze szczęście niewiele z tego wyszło, a po wycofaniu się cesarstwa z wojny, Kijów stanął sam oko w oko z nieustraszonym Bolesławem.

Tak więc w roku Pańskim 1018 książę polski Bolesław wyprawił się na Kijów, zamierzając osadzić tam na tronie swego zięcia Świętopełka (brata Jarosława Mądrego). Polacy zdruzgotali wojska Kijowian w bitwie pod Wołyniem, a następnie zajęli Kijów. Jak podają kronikarze, Bolesław wkraczając do miasta miał wyszczerbić miecz o bramę grodu. Zwycięstwo było wiekopomne, choć potem Bolesław szpetnie zachował się wobec rodziny pokonanego władcy, niewoląc siostrę kijowskiego księcia, Przedsławę.

Trwałym owocem wyprawy kijowskiej było odzyskanie przez Polskę Grodów Czerwieńskich – obszaru położonego między Chełmem i Przemyślem a Samborem i Lwowem. Osadzony na kijowskim tronie Świętopełk po jakimś czasie został obalony przez siły wierne Jarosławowi Mądremu. Ten szybko dogadał się z Bolesławem, podpisując z nim traktaty pokojowe.

Korona

Niewiele wiemy o ostatnich latach panowania polskiego księcia. Z jakowychś przyczyn odsunął w cień swego pierworodnego Bezpryma, obdarzając za to względami młodszego Mieszka, co w przyszłości poskutkowało niebywale ostrym kryzysem politycznym.

Bolesław wznowił starania o koronę królewską. Pomogła mu w tym śmierć niezbyt przychylnego Polsce (czy może nazbyt przychylnego Niemcom) papieża Benedykta VIII. Kilka miesięcy później pożegnał nasz padół łez także cesarz Henryk II. Źródła przekazują skąpe informacje, jednakże Bolesław musiał pozyskać zgodę ówczesnego papieża Jana XIX, jako że legalności koronacji polskiego władcy nie oprotestowali nawet nieprzychylni nam kronikarze niemieccy. Pozwolili sobie jedynie na kąśliwe komentarze, jak te zawarte w Rocznikach Kwedlinburskich, gdzie odnotowano, iż książę Bolesław „trucizną pychy do tego stopnia zalał swoje wnętrzności, że zuchwale odważył się po namaszczeniu nałożyć sobie koronę, za którą to jego zarozumiałości śmiałością ducha rychło spotkała go zemsta Boga, albowiem wkrótce zszedł poddany smutnemu wyrokowi śmierci”.

Koronacja odbyła się najpewniej w Niedzielę Wielkanocną 18 kwietnia 1025 roku. W olbrzymim stopniu umocniła polską państwowość i była dowodem jej niezależności i prestiżu. Pierwszy polski król nie nacieszył się długo koroną, zmarł bowiem po zaledwie dwóch miesiącach. Pół roku później korona spoczęła na skroniach jego syna, Mieszka II Lamberta.

Karły i olbrzymy

Nie wszystko w biografii Bolesława Chrobrego zasługuje na pochwałę. Nie daje się nijak usprawiedliwić jego okrucieństwo, choćby oślepianie pojmanych wrogów, albo gwałt na nieszczęsnej księżniczce Przedsławie. Jednak przecież nie za to cenimy pierwszego polskiego króla.

To Chrobry wykuł przyszłą potęgę Polski. Przeszedł do historii jako władca, który chciał widzieć swój kraj w szeregu wolnych państw. W tym celu umiejętnie lawirował między Zachodem i Wschodem, odrzucając proponowany mu model integracji europejskiej pod przewodem Niemiec. Potrafił samotnie przeciwstawić się cesarzowi, najpotężniejszemu wówczas władcy Zachodu, mającemu chrapkę na budowę „świata jednobiegunowego”.

Polski król wzbudzał szacunek przeciwników – to mieszkańcy Rusi Kijowskiej nadali mu miano Chrobry (Dzielny). To on stworzył mocarstwo, które mimo dziejowych wichrów i przejściowych upadków będzie świeciło przykładem dla przyszłych pokoleń. Gorliwie przy tym krzewił chrześcijaństwo na ziemiach rodzimych i obcych.

Musiało upłynąć dobrych siedem stuleci, nim polscy politycy zaczęli biegać po worki dukatów do obcych ambasad. A kolejne paręset lat, nim plunęli na świetną przeszłość i ogłosili się otwarcie „sługami” obcej nacji, zaś polecenia cudzoziemskich dyplomatów zaczęli posłusznie przyjmować przez telefon… To zabawne, że dzisiejsze „elity” – do bólu antychrześcijańskie, antynarodowe, proberlińskie i prokijowskie – w swojej zadufanej tępocie zapragnęły uczcić właśnie koronację Chrobrego. Zaiste, ci ludzie mają dziwnego ducha.

Wielki i Dzielny

Bolesław trafnie uznawał, że wojna jest naturalnym przedłużeniem polityki. Dlatego z korzyścią dla naszego kraju przeprowadzał aneksje terytorialne, dlatego osadzał władców na obcych tronach, dlatego podburzał na ziemiach niemieckich słowiańską mniejszość (jak zapewne orzekłyby współczesne nam media: „zbrodniczych słowiańskich separatystów”…). Jakże żałośnie brzmią dzisiejsze umizgi pseudoelit do tradycji Chrobrego w kraju, w którym sądy straszą kryminałem za „pochwałę wojny napastniczej” (to jest za poparcie strony innej niż popierana przez tubylczą administrację namiestniczą).

Był Chrobry takim „złym imperialistą” z marksistowskich czytanek, który postawił się niemieckiej „Zjednoczonej Europie”, a potem (o zgrozo!) załomotał mieczem w bramy Kijowa. Był drapieżnikiem wśród drapieżników, który w ówczesnym okrutnym świecie uparcie walczył o przetrwanie. A przy tym wszystkim był „fundamentalistą religijnym”, wręcz „katolickim talibem”.

I właśnie za to wszystko go wielbimy.

Andrzej Solak

Braun: Wreszcie może mówić. Konfederacja została rozpruta po szwach…

Braun u Stanowskiego

Autor: Redakcja , 4 kwietnia 2025 ekspedytbraun-u-stanowskiego

Dwa lata temu Konfederacja została rozpruta po szwach…

Odzyskajmy Niepodległość!

Ludzie ginęli! W pierwszych trzech kwartałach lockdownów nie zostało przyjętych do leczenia ok. 2 milionów Polaków. Ludzie niezdiagnozowani, nie leczeni w porę, poumierali.

Grzegorz Braun, człowiek z ogromnym kalibrem intelektualnym. Człowiek oaza spokoju i patriota. Od zawsze poeta dialogów i mistrz budowy długich sensownych zdań. Cieszę się ze pojawił się w tym programie i pokazanie wszystkim swojego oblicza. Mega szacun i życzę objęcia tronu prezydenckiego. /komentarz pod filmem/

[Niestety, cztery godziny.. Kto ma tyle wolnego czasu…MD]

Braun w Kanale Zero. „Wariant rumuński jest już w Polsce realizowany”

Braun w Kanale Zero. „Wariant rumuński jest już w Polsce realizowany”

3.04.2025 nczas/braun-wariant-rumunski-jest-juz-w-polsce-realizowany

Grzegorz Braun w Kanale Zero.
Grzegorz Braun w Kanale Zero. / Fot. screen

Wariant rumuński jest już w Polsce realizowany – powiedział w Kanale Zero Grzegorz Braun. Kandydat na Prezydenta RP twierdzi, że scenariusz ten jest już wdrażany, ale szczegółowo wyjaśnia, jak jego zdaniem przejawia się to w polskiej rzeczywistości politycznej.

Krzysztof Stanowski długo opierał się przed zaproszeniem Grzegorza Brauna do Kanału Zero. Zrobił to dopiero w trakcie kampanii prezydenckiej po zapowiedzi, że każdemu z zarejestrowanych kandydatów udzieli czasu antenowego.

Czy gdyby Grzegorz Braun wygrał te wybory prezydenckie, to w Polsce zrealizowano by scenariusz rumuński? – brzmiało jedno z pytań Stanowskiego. Przypomnijmy, że w Rumunii po tym, gdy wygrał „niewłaściwy” kandydat, czyli Georgescu, unieważniono wybory prezydenckie, a w powtórzonych zabroniono mu startować pod pretekstem popierania go przez Rosję.

– On już jest realizowany. a czy na twardo, a to tego jeszcze nie wiemy ani w Rumunii, ani we Francji. Bo wariant rumuński przeniósł się tymczasem z Bukaresztu do Paryża – powiedział Braun, nawiązując do wykluczenia z kolejnych wyborów prezydenckich we Francji Marine Le Pen. W tym przypadku uznano, że partia, której przewodzi, zdefraudowała środki unijne.

Według Stanowskiego stawianie znaku równości między tymi przypadkami to „przesada”.

Braun się nie zgodził. – Wszystko jest oczywiście adaptowane do okoliczności, więc też i w Polsce inaczej to wygląda. W Polsce właśnie te sondaże to już jest wariant rumuński. To jest wmawianie szerokiej publice, że jest taka stawka kandydatów silnie pompowanych i preferowanych. No i wtedy wybór jest, jak się mówiło za mojego dzieciństwa, jak w ruskiej knajpie. Można jeść albo nie jeść. Słaby wybór, zwłaszcza, że tam jedni przez drugich chcą kontynuacji. Oczywiście kopią się tam między sobą, tym niemniej generalnie starają się stabilizować układ dotychczasowy. Ja wychodzę tutaj z programem takim, że jeśli Polska miałaby dalej być na tym kursie i na tej ścieżce, no to wszyscy lecimy Tu-154M, tylko nie wszyscy jeszcze o tym wiemy – odparł Braun.

Stanowski poruszył kwestię oskarżeń kierowanych wobec Brauna. – Wydaje się, że na bazie materiałów prasowych, jakie na Pana temat powstały, na bazie wypowiedzi różnych polityków na Pana temat, to chyba nawet łatwiej by było Pana uznać za agenta wpływu Kremla niż osobę, która wygrała wybory w Rumunii – podpuścił dziennikarz.

Braun przypomniał, że wielokrotnie składał do ABW doniesienia na samego siebie, aby sprawdzili, czy rzeczywiście jest „ruskim agentem”, jak przedstawia to mainstream.

Pisałem do prokuratorów, żeby mnie prześwietlili, bo wprawdzie ja mówię, że nie jestem wielbłądem, ale to jest sprawa bezpieczeństwa państwa zbyt poważna, żeby polegać na moich subiektywnych opiniach. No i dostałem taki certyfikat koszerności, że mianowicie prokuratura nie wszczyna – powiedział.

Dzwoniłem z konferencji prasowej w Sejmie do oficera dyżurnego ABW, kiedy… Morawiecki – Jakub, Mateusz Jakub, Jakob vel student, taka postać jest w archiwach niemieckiej, sowieckiej, niemieckojęzycznej bezpieki, jest zarchiwizowana podobno – na temat mojej formacji jakieś niesłychane rzeczy wygadywał. No i znowu dzwoniłem, mówiłem, ogarnijcie to, bo ja wprawdzie mówię, że Mateusz Morawiecki najwyraźniej jest dezinformowany, ale sprawdźcie, bo może na przykład ówczesne koło Konfederacji, którego byłem członkiem, może szwankuje nasza osłona kontrwywiadowcza. I wie pan co? Mimo, że ten telefon później ponawiałem po jakimś czasie, nikt się nie odezwał – kontynuował Braun.

Stanowski zapytał, dlaczego więc zdaniem Brauna przyklejono mu łatkę rosyjskiego agenta. – Panie redaktorze, to nie jest łatka. To jest właśnie próba zadania mi śmierci politycznej i cywilnej. I to, że te akcje stygmatyzacji, rzucania oszczerstw pod moim adresem zaangażowało się tak wielu ludzi, którzy by na co dzień wstydzili się własnej mamy, która kiedyś tam może pomogła im się nauczyć tego, że jest takie przykazanie nie mów fałszywego świadectwa. (…) I jednak tylu ludzi z pozoru grzecznych, układnych, kulturalnych, którzy w normalnych okolicznościach by się na takie rzeczy nie zdobyli, że w polityce bez pardonu sięgają po grudę błota po to, żeby się coś przylepiło, to jest pewne moje ciekawe doświadczenie – odpowiedział Braun.

Czasem pada takie pytanie, czego tam ja doświadczyłem, czego się nauczyłem, co mnie może zaskoczyło w życiu politycznym. Zanim nie poznałem kuluarów przy Wiejskiej z autopsji, to muszę powiedzieć, że nie zakładałem tego poziomu łajdactwa, chamstwa i prostactwa, [bold – md] które tam występuje w większym stężeniu niż powiedziałbym takie naiwne prostactwo, które wszyscy my chłopcy znamy z szatni na WF-ie. Także tam różne rzeczy mogą być wypowiadane – dodał.

Wracając do „wariantu rumuńskiego” i najnowszej odsłony we Francji Braun przypomniał, że Marine Le Pen, niegdyś twarda prawicowa polityk, od kilku lat skręcała do centrum, próbowała przypodobać się systemowi, a ten i tak ją odrzucił.

Maryna Lepenowa [Lepenówna, bo po rodzicach, nie po mężu md] tak się starała. Tak bardzo się starała być i tęczowa, i chanukowa w odpowiedniej proporcji i sądziła, że jej dadzą przepustkę do życia politycznego. A tu panie… jednak sędziokracja, sądokracja… co ona teraz może zrobić? Może na przykład podarować Donaldowi Trumpowi Grenlandię razem z całą Ludową Republiką Kanady. I wtedy być może towarzysze amerykańscy przełożą wajchę w drugą stronę i zostanie jednak jakiś tam wyrok w sądzie apelacyjnym wydany na jej korzyść – podsumował Braun.

„Braun to Odwaga”. Niespodziewany transparent na wiecu Mentzena

„Braun to Odwaga”. Niespodziewany transparent na wiecu Mentzena

4.04.2025 nczas/braun-to-odwaga-niespodziewany-transparent-na-wiecu-mentzena

Sławomir Mentzen / fot. X / Sławomir Mentzen tabliczka Braun to Odwaga, screen X / Przemysław Grzegorek, kolaż
Sławomir Mentzen / fot. X / Sławomir Mentzen tabliczka Braun to Odwaga, screen X / Przemysław Grzegorek, kolaż

Niespodziewany transparent na wiecu Mentzena w Poznaniu. Zwolennik Grzegorza Brauna postanowił podzielić się z jego uczestnikami hasłem „Braun to Odwaga”. Został ciepło przyjęty przez licznych zgromadzonych.

Byłem dziś u zdrajcy Mentzena na jego wiecu z takim transparentem. Co jest pokrzepiające, duża część tam z tych ludzi stoi po stronie Brauna. Dochodziło do tego że ludzie zaczęli sobie z tym zdjęcia robić. Braun będzie miał lepszy wynik. Bez trzech zdań. – napisał Przemysław Grzegorek, członek Partii KORWiN.

Przemysław Grzegorek @PrzemeKORWiN

Byłem dziś u zdrajcy Mentzena na jego wiecu z takim transparentem. Co jest pokrzepiające, duża część tam z tych ludzi stoi po stronie Brauna. Dochodziło do tego że ludzie zaczęli sobie z tym zdjęcia robić. Braun będzie miał lepszy wynik. Bez trzech zdań.

Zdjęcie

34,9 tys. wyświetleń

============================================

Reakcja tłumu wskazuje na to, że w istocie elektorat Brauna i Mentzena po części się pokrywa, a dla wielu z nich Braun jest tzw. drugim wyborem. Czy Grzegorz Braun osiągnie jednak lepszy wynik, niż oficjalny kandydat Konfederacji – to okaże się już za półtora miesiąca.

Demokraci zwariowali. Murzyn-senator przemawiał przez 25 godzin w proteście przeciwko Trumpowi

Demokraci zwariowali. Murzyn-senator przemawiał przez 25 godzin w proteście przeciwko Trumpowi

3.04.2025 nczas/demokraci-zwariowali-murzyn-senator-przemawial-przez-25-godz

cory booker
Cory Booker / fot. YT / ABC News

Każdego dnia wielkie media bombardują odbiorców tekstami mającymi szkalować Donalda Trumpa i Elona Muska. Tworzą w ten sposób de facto poparcie dla nich, gdyż wiele osób widząc oszalałe reakcje na to, że ci po prostu żyją, zaczynają odczuwać wobec nich sympatię. Tym razem senator Demokratów Cory Booker postanowił przemawiać w Senacie przez ponad 25 godzin w proteście przeciwko Donaldowi Trumpowi.

Cory Booker to murzyn i były kandydat w prawyborach prezydenckich Demokratów. W poniedziałek o godz. 19 rozpoczął przemowę, która trwała łącznie 25 godzin i 5 minut.

Pewien sens w tym jest. Pobił bowiem rekord Stroma Thurmonda. Ten w 1957 roku przemawiał przez 24 godziny i 18 minut przeciwko ustawie o prawach obywatelskich dla murzynów.

Gdyby więc był to „pstryk w nos” murzyna wobec segregacjonisty, byłoby to zrozumiałe. Ale mądrość etapu nakazała wskazać inny, „szczytny” cel, czyli protest przeciwko Trumpowi.

Sam Booker podkreślił, że mógł przemawiać w Senacie pomimo starań segregacjonisty Thurmonda. Jednak jego głównym celem był protest przeciwko Trumpowi. Zdaniem murzyna-senatora, Trump wpędził kraj w kryzys i zagraża amerykańskiej demokracji oraz konstytucji.

– Szczerze wierzę, że nasz kraj znajduje się w kryzysie – i to w sensie partyjnym, ponieważ tak wiele osób, które zwracały się do mojego biura, odczuwając ból, strach, mając wywrócone do góry nogami swoje życie – tak wiele z nich identyfikuje się jako republikanie – przekonywał senator Booker.

Poza krytyką rasizmu, podczas przemówienia Booker mówił o wojnie na Ukrainie, atakował Trumpa za rozmontowanie USAID – które wykorzystywano do szerzenia ideologicznych, nienaturalnych i szkodliwych bzdur na całym świecie – wyrażał obawy o zmniejszenie socjalu, deportacje imigrantów do więzienia w Salwadorze oraz skuteczne obcinanie wydatków przez DOGE Elona Muska.

Na koniec przemówienia przytoczył murzyńskiego działacza Johna Lewisa, by „narobić dobrych kłopotów, by odnowić duszę narodu”.

– To jest moralny moment: nie chodzi tu o lewicę czy prawicę, lecz to, co jest słuszne i niesłuszne – przekonywał.

Źródło: tvn24.pl / PAP / nczas.info

==========================

MD: A siku?, a kupa? Miał pampersa III wieku? Pożyczył od Bidena?

A gdy jadł hot doga, to mu się czas odliczał?

Szatan przegrywa w USA – pora na Polskę! Bluźnierczy festiwal we Wrocławiu.

Jędrzej Stępkowski <kontakt@polskakatolicka.org>

Czy petycja może coś zmienić? Czy uwierzysz, że tysiące katolików w Stanach Zjednoczonych wspólnie powstrzymało satanistyczne bluźnierstwo? W stanie Kansas, dzięki 95 000 podpisom, „czarna msza” nie odbyła się w Kapitolu. To nie był przypadek – to dowód na to, że determinacja i jedność wiernych katolików mogą zatrzymać zło!


Teraz podobne zagrożenie stoi przed nami – w Polsce. 25 kwietnia 2025 roku we Wrocławskiej Hali Stulecia ma odbyć się bluźnierczy festiwal „Unholy Trinity”, na którym wystąpią zespoły jawnie atakujące Kościół Katolicki: Behemoth, Rotting Christ i Satyricon.


To wydarzenie to nie tylko koncert – to publiczna manifestacja satanizmu i antychrześcijańskiej nienawiści. Behemoth wielokrotnie profanował symbole katolickie, niszcząc Pismo Święte, depcząc wizerunki Matki Bożej i szydząc z modlitw. Rotting Christ już w samej nazwie obraża naszego Pana Jezusa Chrystusa, a ich twórczość to otwarte bluźnierstwo. Satanistyczne rytuały, symbolika i przekaz tych zespołów nie pozostawiają wątpliwości – to atak na wiarę milionów Polaków i na samego Boga. 

Czy pozwolimy, by w katolickiej Polsce jawnie promowano satanizm?
W Kansas zobaczyliśmy, co potrafi wspólny głos tysięcy katolików. Kiedy ludzie wiary jednoczą się w słusznej sprawie, ich wysiłek zostaje pomnożony przez Boską Łaskę i nawet najsilniejsze siły ciemności zostają pokonane.   Nie możemy milczeć – musimy działać!

Dowiedz się, jak siła wspólnej modlitwy i petycji pokonała szatana w Kansas!  Przeczytaj: Szatan pokonany w Kansas –

Nie jesteśmy bezsilni. Przykład Kansas pokazuje, że każda podpisana petycja, każda modlitwa i każde udostępnienie tej wiadomości to realna broń przeciwko bluźnierstwu.

Dlaczego Twój głos ma znaczenie?
W Kansas udało się powstrzymać satanistów, ponieważ tysiące ludzi podpisało petycję – nie stańmy obojętnie, gdy podobna sytuacja dzieje się w Polsce.Władze reagują na presję społeczną. Kiedy pokażemy nasz zdecydowany sprzeciw, organizatorzy i zarząd Hali Stulecia nie będą mogli zignorować naszych żądań. Jeśli teraz nie powiemy „STOP”, tego typu wydarzenia mogą stać się w Polsce normą. Nie możemy na to pozwolić!Co możesz zrobić? 

✅ Podpisz petycję już teraz 
– https://polskakatolicka.org/pl/petycje/satanistyczny-festiwal-w-hali-stulecia
✅ Podziel się nią z rodziną i znajomymi
✅ Mów o tym, protestuj, nie dajmy się zastraszyć! Nie pozwólmy, by bluźnierstwo stało się normą. Wspólnie możemy to zatrzymać – działaj teraz! 
Z bojowym pozdrowieniem,
Jędrzej Stępkowski
Polska Katolicka, nie laicka
P.S. Nawet jeśli nie możesz być na miejscu protestu, Twój podpis to potężna broń! Nie odkładaj tego na później – działaj teraz i wyślij tę wiadomość dalej. Razem mamy siłę, by powstrzymać to bluźnierstwo!
www.polskakatolicka.org

© 2025
Fundacja Instytut Edukacji Społecznej i Religijnej 
im. Ks. Piotra Skargi

02-951 Warszawa,
ul. Rotmistrzowska 18

 kontakt@polskakatolicka.org

Wychodzą na jaw niesamowite szczegóły demencji Bidena

Wychodzą na jaw niesamowite szczegóły demencji Bidena

Źródło: https://modernity.news/2025/04/01/they-were-literally-michael-jacksoning-him-incredible-details-of-bidens-decline-emerge/

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 3

Szczegóły gwałtownego pogorszenia się stanu poznawczego i fizycznego Joe Bidena pojawiły się w nowej książce, w której ujawniono, że opiekunowie próbowali ukryć oznaki pogorszenia stanu fizycznego Bidena pod makijażem.

Pojawiły się fragmenty nowej książki zatytułowanej „Fight: Inside the Wildest Battle for the White House” autorstwa starszej korespondentki politycznej The Hill, Amie Parnes i starszego analityka politycznego NBC News Digital, Jonathana Allena, z której wynika, że ​​Demokraci i osoby z otoczenia Bidena byli aż nadto świadomi tego, co się działo, ale wszyscy podążali za fasadą, dopóki nie było już możliwe jej ukrycie.

W jednym z fragmentów były asystent Bidena opowiedział, jak zatrudnił stałego makijażystę, który miał zatuszować zły stan fizyczny Bidena.

Jak mówi konserwatywny komentator Stephen L. Miller, „dosłownie próbowali zrobić z Bidena Michaela Jacksona”, a każdego, kto kwestionował jego przenikliwość, nazywali teoretykiem spiskowym.

Czasami Bidenowi robiono makijaż, a potem odwoływano odprawy.

Innym incydentem było to, że Biden nie rozpoznał ani nie wiedział, kim był Rep. Eric Swalwell i musiał zostać poinstruowany, aby go zapamiętać.

The Hill zauważa…

Jak wynika z książki, Swalwell nie był często zapraszany do Białego Domu, podobnie jak większość członków Kongresu, ale kiedy Biden i Swalwell spotkali się twarzą w twarz, Biden nie rozpoznał od razu kongresmena.

Swalwell musiał podać swoje szczegóły osobiste, aby przypomnieć Bidenowi, kim jest.

Chociaż wówczas nikt się nie odzywał, Miller zauważa, że ​​teraz, gdy pojawiają się informacje o umowach wydawniczych, wszyscy zaczynają się ujawniać.

Biden potrzebował też taśmy fluorescencyjnej, która wskazywałaby mu, gdzie ma iść i gdzie się nie oddalać podczas wydarzeń publicznych.

W książce zauważono również, że sojusznicy Bidena planowali jego śmierć i nominację Demokratów przez kogoś innego już w 2023 roku.

Według doniesień – zespół Kamali Harris sporządził t.zw. „listę śmierci” sędziów federalnych, którzy mogliby ją zaprzysiąc, gdyby i kiedy Biden zmarł podczas urzędowania.

Mimo jaskrawych sygnałów, współpracownicy Bidena nadal podążali za programem.

„Pod koniec dnia nie sądzę, żeby ktokolwiek z tego wewnętrznego kręgu przedstawiał prezydentowi jakąkolwiek nietrywialną radę, że ta sprawa nie będzie łatwa lub że może nie jest to najlepsza rzecz dla Partii Demokratycznej” – powiedział Parnesowi i Allenowi jeden ze sprzymierzeńców Bidena.

W programie Cuomo w NewsNation Parnes powiedział: „Myślę, że każdy Demokrata ma historię… w której nie postrzegał prezydenta Bidena w najlepszym świetle”.

Książka potwierdza również, że Biden w zasadzie oszukiwał Obamę i partyjnych insiderów, którzy ostatecznie podjęli decyzję o odwołaniu go, natychmiast popierając Kamalę Harris.

Jak czytamy w książce, zespół Harris „błagał” Bidena o poparcie jej w oświadczeniu wydanym po jego „rezygnacji” z nominacji Demokratów, zanim zwolennicy Obamy/Pelosi zaczęli naciskać na otwarte prawybory (wśród Demokratów) w celu wyłonienia nowego kandydata.

[filmiki – w ang. oryginale md]