Smartfony i laptopy upośledzają intelektualnie

Smartfony i laptopy upośledzają intelektualnie dzieci

Smartfony-i-laptopy-uposledzaja-intelektualnie Jan Bodakowski


Nowoczesne technologie, smartfony czy laptopy przedstawiane są w mediach jako dobrodziejstwo. Wielu rodziców bezkrytycznie w to wierzy. W rzeczywistości stanowią ogromne zagrożenie. Szczególnie destruktywny jest ich wpływ na dzieci, które pod wpływem korzystania z tych urządzeń stają się intelektualnie upośledzone.

W swoim artykule na łamach tygodnika „Idziemy” Monika Odrobińska opisała skutki uzależnienia dzieci od komputerów.

Dzieci od małego bawiące się elektroniką są zapóźnione intelektualnie, mają tak ubogie słownictwo, jak dzieci o wiele młodsze, nie potrafią nawiązywać kontaktu wzrokowego z rozmówcą, relacje z innymi ludźmi ich nudzą. Bardzo często przyczyną nieharmonijnego rozwoju u dzieci nie są jakieś zaburzenia (np. ADHD), ale kontakt z telewizją i komputerem od niemowlęctwa.

Skutkiem dania dziecku możliwości obcowania z telewizją i komputerem od małego jest, że dziecko poddane takiemu wpływowi może mieć mniejszy iloraz inteligencji („wynikający z zaburzeń percepcji i koncentracji” będących owocem braku umiejętności eliminowania niepotrzebnych bodźców, który jest skutkiem korzystania z telewizji i komputerów od małego).

Dzieci poddane zalewowi bodźców z mediów elektronicznych (bodźców tych jest wielokrotnie więcej niż w realu) są niezdrowo pobudzone, nie potrafią zasnąć i spać, przez co nie są w stanie się zregenerować, trzeźwo myśleć, są permanentnie zmęczone, co powoduje u dzieci nieustanną senność, osłabienie koncentracji, problemy z pamięcią i nauką. Podobnie destruktywnie nadmierne nienadużywanie elektroniki oddziałuje na studentów – skłaniając ich do nadmiernej konsumpcji alkoholu, przygodnych relacji seksualnych i depresji (by mieć satysfakcję, muszą mieć coraz to nowe bodźce). Nieustanne gapienie się w ekran trwale uszkadza wzrok, powoduje bolesne wady postawy, niedorozwoju mięśni i stawów co powoduje nieustanne bolesne urazy.

Dziś młodzi nie potrafią: ze sobą normalnie rozmawiać, utrzymać kontaktu wzrokowego – co uniemożliwia normalną komunikację (bez patrzenia na rozmówcę nie widać jego niewerbalnej mowy ciała będącej jedną z podstaw komunikacji), nawiązywać i podtrzymywanie normalnych relacji. Dzieci ograniczające swoje życie do ekranów nie są zdolne do normalnego werbalizowania swoich myśli, mówią sloganami z mediów – przez co są odbierane przez rówieśników jako nienormalne.

W wywiadzie dla tygodnika „Idziemy” Janusz Werdak (inicjator kampanii „Mniej ekranu, więcej rodziny”) stwierdził, że by nie dopuść uzależnienia dziecka od komputera, należy dzieci od małego wdrażać w obowiązki domowe, czytanie, rozwijanie zainteresowań – tak by dziecko miało zagospodarowany czas wolny i nie musiało same za pomocą komputera ten czas sobie destruktywnie organizować.

Dzieci łatwo uzależniają się od internetu, bo jest on atrakcyjny — nie mają przy tym wrażenia, że internetowe uzależnienie coś im odbiera, nie rozumieją, czemu spotkania z rówieśnikami w realu mają być lepsze. Nawiązywanie relacji w internecie jest łatwiejsze, szczególnie dla tych dzieci, które w realu są nieśmiałe – w internecie nieśmiali są nagradzani sukcesem (internetową znajomością) i wolą taką formę relacji od niepowodzeń w realu. Dopiero gdy dzieci robią się starsze, dostrzegają, że relacje w realu są lepsze, ale wtedy jest za późno, bo nie mają możliwości i umiejętności ich zawierania.

Grzegorz Górny w swoim artykule na łamach tygodnika „Sieci” przybliżył czytelnikom destruktywne skutki oddziaływania nowoczesnych technologii na poziom wykształcenia w USA. W USA dziś jest 27.000.000 analfabetów i 45.000.000 analfabetów funkcjonalnych (umiejących czytać i pisać, ale nie umiejących wykorzystać tych umiejętności).

Połowa populacji mającej najgorsze wyniki w USA to absolwenci amerykańskich szkół wyższych.

Poziom wiedzy amerykańskich uczniów jest o wiele gorszy niż europejskich (tylko 10% licealistów z USA potrafiło rozwiązać zadania matematyczne, które rozwiązywało 40% licealistów z Europy). Katastrofa intelektualna dotyka też najlepsze amerykańskie uczelnie – szczególnie kierunki humanistyczne, które stały się miejscem szerzenia wszelkich lewicowych bzdur.

Katastrofę intelektualną w USA pogłębiają nowoczesne technologie. Dzieci, które używały elektroniki, kiedy dorastają częściej: są samotne, nie mają celu ani sensu życia, nie mają satysfakcji z życia, leczą się psychiatrycznie i mają skłonności samobójcze. Nowoczesne technologie upośledziły umiejętność zapamiętywania, zniechęciły do czytania książek, pozbawiły elementarnej wiedzy o historii i życiu społecznym.

Problem destruktywnego uzależnienia od elektroniki jest problemem klasowym. Bogaci rodzice dbają o to, by nie traciły czasu na elektronikę, i między innymi dzięki temu dzieci z bogatych domów mają lepsze wyniki niż dzieci z biednych domów. W elitarnych szkołach wraca się do tradycyjnego nauczania bez elektroniki. Tak uczą się też i dzieci dyrektorów z korporacji technologii cyfrowych. Nie przeszkadza to władającym korporacjami troskliwym rodzicom chroniącym swe dzieci przed destruktywnym wpływem elektroniki, skłaniać inne dzieci do uzależniania się od elektroniki, by wyrosły na klientów wiernych marce.

Młodzi zdemoralizowani elektroniką są pozbawieni tożsamości. Swoją pustkę duchową starają się wypełnić utopijnymi lewicowymi ideologiami, których celem jest zniszczenie zachodniej cywilizacji. Destruktywny wpływ nowoczesnych technologii kompatybilny jest więc z promocją w humanistyce destruktywnych lewicowych ideologii.

Jan Bodakowski

KINGS

Diana Ruchniewicz #KORONA2027 @DianaR_Korona

Wejściówek na KINGS już BRAK!

Zdjęcie

15,4 tys. wyświetleń

Mirosław Dakowski

@RudyRomek

Polscy patrioci nazwali swój zlot po angielsku. I co rozumiecie?

Diana Ruchniewicz #KORONA2027 @DianaR_Korona czeń

Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych. Ja tu nie widzę żadnego angielskiego słowa

Lustereczko powiedz przecie, kto jest najsilniejszy w świecie?

Lustereczko powiedz przecie, kto jest najsilniejszy na świecie?

======================================

Inflacja jest najbardziej nikczemną formą opodatkowania.

========================================


Na ZeroHedge ukazał się artykuł: Wizualizacja 50 najpotężniejszych armii świata. Źródło.

Stany Zjednoczone zajmują pierwsze miejsce z najlepszym wynikiem Wskaźnika Siły Wojskowej i ponad 1,3 miliona żołnierzy w czynnej służbie. Ich pozycja odzwierciedla bezprecedensowy globalny zasięg, zaawansowaną technologię i rozległe możliwości logistyczne. Rosja i Chiny plasują się tuż za nimi.

Chiny wyróżniają się największą aktywną siłą osobową wśród trzech czołowych państw, liczącą nieco ponad 2 miliony żołnierzy, podczas gdy Rosja łączy dużą liczbę żołnierzy z rozległym potencjałem lądowym i strategicznym.

Nie stanowi to żadnej niespodzianki. Interesująca będzie odpowiedź na pytanie, które mocarstwo okaże się nadal potężne, kiedy świat zacznie stawać na nogi po zbliżającym się nieuniknionym największym kryzysie finansowym w dziejach ludzkości?

To nie pandemia, ale właśnie ta przyszła katastrofa stanowi rzadkie, ale wąskie okno okazji do refleksji, ponownego przemyślenia i zresetowania naszego świata.


Pandemia (?) stanowi rzadkie, ale wąskie okno okazji do refleksji, ponownego przemyślenia i zresetowania naszego świata Klaus Schwab. Źródło: artykuł na platformie Światowego Forum Ekonomicznego z 16.01.2020 r.

Jest także miejsce na gabinet owalny.

Wielki Reset zbliża się do nas dużymi krokami i wcale nie powoduje euforii wśród globalistów. Ktoś im ukradł pomysł zmian geopolitycznych na świecie. Może nie tyle sam pomysł, gdyż te zmiany były już od dawna łatwe do przewidzenia. Globaliści stracili wpływ na decydowanie o kształcie świata, który wyłoni się po zresetowaniu dotychczasowego sposobu zarządzania ludzkością.

Nie siła militarna, lecz pieniądz rządzi światem. Chiny ze swoją ponad dwumilionową armią wcale nie zamierzają jej wykorzystywać. Stosują bardziej wyrafinowane metody, by przejąć hegemonię światową. Jak myślicie, kto spowodował, że srebro potroiło swoją cenę w ciągu roku? Także i cena złota zbliża się do 5 tysięcy dolarów za uncję i z pewnością w najbliższych dniach przekroczy tę granicę. To nie metale szlachetne stały się jakimś cudem więcej warte. To wartość amerykańskiego dolara, w którym podawana jest cena tych kruszców, rozpoczęła wreszcie pełzanie w kierunku prawdziwej wartości tej waluty.

Skąd wzięły się te zmiany? Odpowiedź jest tylko jedna: na rynku metali szlachetnych pojawili się chętni do zakupów w dużych ilościach. Tak wielkie ruchy na giełdzie nie powodują prywatni inwestorzy – to jest dzieło banków centralnych, głównie tego w Pekinie.

Kiedy siedzisz na bezwartościowych obligacjach rządu USA, to możesz je spieniężyć i kupić złoto lub srebro i to właśnie czynią. W podobnej sytuacji jest również Japonia. Nie wszystko na raz, bo takiej ilości – a mówimy tu o trylionach dolarów, nie uda się sprzedać na giełdzie w ciągu godziny.

Dużo lepszym pomysłem jest codzienna transakcja, która stopniowo powoduje spadek wartości dolara. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nie znajdziesz dzisiaj frajerów na zakup amerykańskich funduszy (obligacji). Jedyna instytucja, która musi przyjąć te (bez) wartościowe papiery to amerykański FED. A skąd FED bierze na to pieniądze? Zleca drukowanie odpowiedniej ilości dolarów najczęściej w formie wirtualnej. Teraz gdy jest więcej dolarów, to ich wartość musi spadać a z nią równocześnie amerykański dług.


Nie trzeba studiować ekonomii, żeby zrozumieć te zależności, które powyżej opisałem. To specjaliści od banków wymyślają coraz to nowe „fachowe” słowa, by zniechęcić nas mieszkańców tej planety, do próby zrozumienia tych w gruncie rzeczy prostych mechanizmów. Zaabsorbowani codziennym wyścigiem szczurów, czyli walką o zdobycie kasy na opłatę rachunków, nie mamy czasu, żeby się zastanowić nad siłami, które nas do tego wyścigu zmuszają.

Pewien człowiek, idąc przez las, spotkał pracowników leśnych, którzy z tępą piłą męczyli się nad wielkim drzewem. Kiedy zaproponował im, żeby naostrzyć to narzędzie, odpowiedzieli: nie mamy na to czasu – musimy przecież wykonać naszą dniówkę! Nie przeszkadzaj nam w pracy! Taka jest właśnie postawa do pieniędzy większości z nas.

Kto za to naprawdę zapłaci? Naturalnie my! Inflacja jest najbardziej nikczemną formą opodatkowania. Dlatego bez wahanie twierdzę, że Trump zrobi Amerykę znowu biedną – Make America Poor Again.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
https://www.world-scam.com

Anatomia zbrodni. Horror w Oleśnicy to „norma”, a nie wyjątek

Anatomia zbrodni. Horror w Oleśnicy to „norma”, a nie wyjątek

pch24.pl/anatomia-zbrodni-horror-w-olesnicy-to-norma-a-nie-wyjatek

Opublikowany w ostatnich dniach film o aborcyjnym procederze prowadzonym do niedawna pod okiem Gizeli Jagielskiej w oleśnickim szpitalu, nie szokuje obrazem. Wstrząsa natomiast brutalną prawdą ukazaną przez świadków – w tym przypadku położne zmuszane do udziału w seryjnej zbrodni.

W polskich szpitalach lawinowo, z roku na rok rośnie fala legalnych zabójstw dzieci poczętych. Dane opublikowane przez Instytut Ordo Iuris mówią o 885 tak zwanych aborcjach w roku 2024 oraz 425 w 2023,  przy „zaledwie” 160 w roku 2022. To oczywiście efekt stosowania „przesłanki psychiatrycznej”, opatentowanej na polskim gruncie przez niesławnej pamięci Adama Niedzielskiego. Ów bardzo wpływowy minister w rządzie Mateusza Morawieckiego, ostatnio schowany przed opinią publiczną w trosce o prawicowy wizerunek partii, nadzwyczajnie zasłużył się tutaj w dziele odwracania znaczenia pojęcia „służba zdrowia”. Jak widać, nie tylko przy okazji tak zwanej pandemii Covid-19.

W filmie „Oleśnica. Śledztwo z sprawie zbrodni” widzimy, jak działa wspomniana tzw. przesłanka psychiatryczna. Z powodu jej stosowania w taki, a nie inny sposób, jakakolwiek formalna ochrona życia poczętego w praktyce przestaje istnieć. Była wicedyrektor tytułowego szpitala taśmowo dopuszczała do krwawych zabiegów kobiety wyłącznie na podstawie świstka od dowolnego specjalisty, bez jakiejkolwiek weryfikacji. Zabić własne dziecko było znacznie łatwiej niż zakwalifikować się do porodu metodą cesarskiego cięcia. Przywołane powyżej statystyki świadczą, że Oleśnica nie jest wyjątkiem.

Aby ograniczyć liczbę żywych porodów w wyniku nieudanych aborcji, stosowano tam – przynajmniej do niedawna – uśmiercanie w łonie matki przez zastrzyk chlorku potasu prosto w serce. To metoda na tyle bolesna, że gdy za jej pomocą w niektórych stanach USA używa się jej do wykonywania egzekucji na największych zbrodniarzach, stosowana jest wraz ze znieczuleniem. Polskie dzieci nie mogą liczyć na taką łaskawość Jagielskiej i jej podobnych oprawców w białych kitlach. Gdy chlorek nie zadziałał – jeden z takich przypadków opisała w filmie na podstawie własnego doświadczenia położna z Oleśnicy – bohaterka „Gazety Wyborczej” i TVN kazała pozostawić urodzone, żywe dziecko na śmierć, przyspieszoną celowym wychłodzeniem.

Położne zmuszane były do udziału w tej machinie śmierci szantażem. Część z nich płaci za uległość bezsennymi nocami, problemami psychicznymi i koniecznością leczenia. Niektóre odeszły z własnej woli, nie mogąc znieść tak drastycznej sprzeczności z powołaniem swego zawodu, jakim jest służba życiu.

Lewicowe media zadbały o to, żeby animatorka krwawego procederu Gizela Jagielska postrzegana była jako ofiara prześladowań ze strony „konserwatywnych oszołomów”. Europoseł Grzegorz Braun, który przyjechał do szpitala w Oleśnicy by dokonać jej obywatelskiego zatrzymania, usłyszał za to prokuratorskie zarzuty  „naruszenia nietykalności i bezprawnego pozbawienia wolności”. Do dzisiaj wielu przyzwoitych ludzi – w tym również katolików [sic! md] – uważa, że to była wicedyrektor jest w tej sprawie pokrzywdzoną.

Wraz z początkiem roku Jagielska odeszła z Oleśnicy. Najwyraźniej szpital nie zechciał przedłużać umowy z osobą, o której zrobiło się w Polsce tak głośno, i to w jak najgorszym kontekście. Teraz chce widzieć ją w progach podległej sobie placówki Anna Płotnicka-Mieloch, szefowa spółki zarządzającej szpitalem w Lubaniu. Ona też – tak jak główna „bohaterka” filmu, twierdzi, że życie człowieka zaczyna się… po porodzie.

Jednak wbrew wielkim mediom powielającym te antynaukowe i antyludzkie farmazony, prawda o tym, co dzieje się w murach polskich placówek medycznych, trafiła już do bardzo wielu osób. Film Krzysztofa Kasprzaka i Fundacji Życie i Rodzina niewątpliwie wywoła jeszcze większą reakcję. Powinien więc ponieść się jak najszerzej.

Wspomniana fundacja bywa często krytykowana za prezentowanie w przestrzeni publicznej fotografii dokumentujących skutki tak zwanej aborcji. Zdjęcia mają wstrząsnąć obojętną na tę sprawę przeważającą większość opinii publicznej. W przypadku filmu Krzysztofa Kasprzaka zarzut zbytniej drastyczności obrazów odpada.

Oglądający poznają za to ustne relacje o faktach, które powinny  wstrząsnąć każdym, kto zachował choćby elementarną wrażliwość. Nieprzypadkowo media i popkultura rezerwują ją dla wrogich nam kulturowo imigrantów, przestępców, a w najlepszym razie – niewinnych zwierząt. Dzieci nienarodzone znalazły się natomiast na liście wrogów systemu.

Kolejnemu wątkowi filmu poświęciła osobny wpis w mediach społecznościowych Kaja Godek. „Kiedy proaborcyjny szpital chwali się dużą liczbą porodów, zawsze zapytajcie, ile z tych porodów to zamordowane dzieci. Bo w statystykach NFZ to jest to samo. Ten rząd likwiduje porodówki, a za aborcję płaci jak za poród” – napisała liderka Fundacji Życie i Rodzina. Ten fakt to kolejna odsłona obecnego systemu, a w istocie rzeczy – diabelskie szyderstwo z prawdziwej medycyny i służby człowiekowi.

Jak wynika z udokumentowanych przez twórców filmu relacji świadków, ginekolodzy w Polsce notorycznie, chociaż subtelnie nakłaniają kobiety do zabijania potomstwa. Straszą – niejednokrotnie wbrew faktom –  że dzieci urodzą się chore, niezdolne do życia. Oczywiście, oferują też „pomoc” w rozwiązaniu problemu.

Klimat mamy zaś taki: sposób prezentowania przez masową propagandę oraz bezdusznych polityków tej cywilizacyjnej, elementarnej kwestii etycznej, jaką jest ochrona życia sprawił, że ludzie najczęściej mają tego tematu dość. Dali sobie wmówić, że to kwestia zastępcza. Platforma Obywatelska wraz z lewicą wciągnęły temat do wyborczego programu, ale wbrew dzieciom. Główna partia „prawicy” nieprzejednanie głosuje za życiem tylko wtedy, gdy jest w opozycji. W praktyce proponuje zaś Polakom „ministrów Niedzielskich”, ewentualnie aborcyjną turystykę.  

Przeżywamy jako cywilizacja i jako naród wielką moralną zapaść, skoro aparat państwa – niezależnie od tego, kto aktualnie administruje Polską – roztacza ochronny parasol nad tak okrutną, wręcz bestialską działalnością. Tylko pojedynczy politycy i stosunkowo nieliczne grupy obrońców życia starają się położyć jej tamę. Kwestia aborcji sprowadzona została – po prawej i lewej stronie – do politycznego targu, wabika dla wyborców.

Gdy świat odzyska już moralną równowagę – pewnie znowu za tragiczną cenę kolejnego wojennego resetu w interesie światowych „elit” – oceni obecną epokę jako bodaj najbardziej barbarzyńską w dziejach. Mimo bowiem wielkich osiągnięć nauki i technologii oraz tak ogromnych, bolesnych doświadczeń historycznych, postanowiliśmy jako ludzkość popełnić faktyczne samobójstwo, którego przejawem i narzędziem jest eugenika, w tym masowa aborcja. Nie bierzmy w tym udziału, choćby nawet przez własną obojętność i bierność.

Roman Motoła

„Oleśnica. Śledztwo w sprawie zbrodni”. Film dokumentalny, reż. Krzysztof Kasprzak. Prod. Fundacja Życie i Rodzina, 2026. Dostępny na platformie You Tube.

PAN zachęca dojrzałych naukowców: Oferuje pracę za… minimalną krajową


Potrafią „zmotywować” do nauki! PAN oferuje pracę za… minimalną krajową


fronda.pl/Potrafia-zmotywowac-do-nauki-PAN-oferuje-prace-za-minimalna-krajowa

Ogłoszenie o pracę opublikowane przez Instytut Fizyki Polskiej Akademii Nauk (IF PAN) wywołało falę mocnych komentarzy i oburzenia w środowisku akademickim. Powodem skandalu jest zestawienie wysokich wymagań wobec kandydatów zestawione z wynagrodzeniem na poziomie krajowej płacy minimalnej obowiązującej od początku 2026 roku.

Poszukiwany na stanowisko asystenta pracownik ma mieć doktorat z fizyki oraz od 4 do 10 lat doświadczenia w mikroskopii elektronowej, w tym biegłą znajomość języka angielskiego i umiejętność obsługi zaawansowanych narzędzi badawczych, takich jak mikroskop transmisyjny Titan Cubed 80–300. Do zadań należeć mają również analiza danych metodami Big Data, wykorzystanie technik uczenia maszynowego oraz aktywne uczestnictwo w pozyskiwaniu grantów badawczych.

Mimo tak specjalistycznych kompetencji, wynagrodzenie brutto wynosi 4 806 zł miesięcznie, co odpowiada jedynie minimalnej pensji w Polsce obowiązującej od stycznia 2026 r. — decyzji rządu, która ustaliła płacę minimalną właśnie na tym poziomie.

W praktyce kwota ta nie odbiega od najniższej krajowej, co wywołało falę krytyki w mediach społecznościowych i komentarzach środowiska naukowego. Na portalu X pojawiły się głosy, że tak niskie wynagrodzenie nie zachęca młodych fizyków do pozostania w nauce ani do aplikowania do polskich instytucji badawczych, szczególnie wobec ofert zagranicznych, które oferują znacznie wyższe stawki.

Zwrócono też uwagę, że oferta PAN, mimo iż formalnie zgodna z obowiązującymi przepisami, odbiega od standardów wynagrodzeń w sektorze badawczym, gdzie osoby z doktoratem i specjalistycznymi umiejętnościami często wypracowują kontrakty o znacznie wyższym poziomie płacy. Dane dostępne w raportach wynagrodzeń dla Instytutu Fizyki PAN wskazują, że przeciętne płace naukowców i pracowników technicznych są zróżnicowane i często znacznie przekraczają minimalne stawki [sic!! md] , co podkreślają komentatorzy.

Zaszufladkowano do kategorii Nauka | Otagowano

Ursula Wodęleje zupełnie zwariowała. Walczy z kwiatkami w doniczkach.

Koniec z roślinami doniczkowymi. Zbliża się nowy zakaz w Unii Europejskiej

Anna Dębska 26/01/2026 polskiobserwator.de/koniec-z-roslinami-doniczkowymi-nowy-zakaz-w-unii-europejskiej

Zbliża się nowy zakaz w Unii Europejskiej. Wiosenne zakupy w supermarketach i sklepach ogrodniczych mogą wkrótce wyglądać zupełnie inaczej. Małe, kolorowe doniczki z hiacyntami, krokusami czy narcyzami, mogą wkrótce zniknąć z półek. Powód nie jest związany z dostępnością kwiatów ani modą – chodzi o prawo i ochronę środowiska. Unia Europejska przygotowuje radykalne zmiany w przepisach dotyczących roślin doniczkowych, które dotkną każdego, kto hoduje je w swoim domu, na balkonie czyw ogrodzie. Co to oznacza dla ogrodników i miłośników kwiatów?

UE zakazuje plastikowych doniczek. Radykalne zmiany w przepisach dotyczących roślin doniczkowych

W ramach Europejskiego Zielonego Ładu Bruksela konsekwentnie ogranicza produkty jednorazowego użytku. Po zakazie plastikowych toreb w 2022 roku, kolejnym celem są produkty, które wcześniej wydawały się niegroźne – plastikowe doniczki. Do tej pory większe pojemniki, które sprzedawano razem z rośliną lub używano w różnych etapach produkcji, były wyłączone z przepisów. Teraz UE planuje, by wszystkie plastikowe doniczki zostały zakwalifikowane jako jednorazowe opakowania, które mają zniknąć do 2030 roku. To radykalna zmiana dla branży ogrodniczej i zwykłych klientów.

Branża ogrodnicza alarmuje

Producenci i sprzedawcy roślin nie kryją zaskoczenia. Hans Joachim Brinkjans, wicedyrektor Zentralverband Gartenbau (ZVG), podkreśla, że interpretacja Komisji Europejskiej jest zbyt szeroka i może znacząco skomplikować handel kwiatami. „Nie wiadomo, jak sprostamy tym wymaganiom bez ogromnych kosztów i strat w transporcie. To realne zagrożenie dla małych i średnich firm,” mówi Brinkjans.

Dla ogrodników oznacza to konieczność przemyślenia całego procesu produkcji, od szklarni po sprzedaż detaliczną. Jak podaje t-online, koszty logistyczne mogą wzrosnąć, a dotychczasowe plastikowe doniczki przestają być opcją „bezpieczną i tanią”.

Jakie alternatywy czekają konsumentów?

Zakaz plastikowych doniczek nie oznacza bezwzględnego końca sprzedaży roślin, ale zmieni sposób, w jaki trafiają one do domów klientów. Obecnie rozważane są kilka rozwiązań:

  • Doniczki kompostowalne – wykonane z biodegradowalnych materiałów, jednak często wymagają specjalnych warunków, by prawidłowo się rozłożyć.
  • Papier i karton – ekologiczne, ale słabo sprawdzają się w transporcie wilgotnych roślin.
  • Systemy wielokrotnego użytku – mogą zmniejszyć ilość odpadów, ale wymagają od klientów zwrotu pojemników, co generuje dodatkowe koszty i wysiłek.
  • Doniczki z terakoty – ekologiczne, ale kruche i ciężkie, co podnosi koszty transportu.

Każda z tych opcji wymaga kompromisu między ekologią, praktycznością i kosztami.

Co zmiany oznaczają dla klientów?

Dla przeciętnego kupującego zmiana może oznaczać: wyższe ceny roślin, konieczność korzystania z nowych rodzajów doniczek, ewentualny udział w systemach zwrotu lub wymiany pojemników.

Jednocześnie UE podkreśla cel zmian: ograniczenie odpadów plastikowych, które trafiają do środowiska naturalnego w ogromnych ilościach, oraz promowanie rozwiązań bardziej zrównoważonych.

Kolejny skandal w sądowym szczuciu na ks. Olszewskiego. Ławnicy czytali 8333 stron akt na godzinę

niezalezna.pl/lawnicy-wyznaczeni-na-dobe-przed-procesem-czytali-8333-stron-akt-na-godzine

Ławnicy wyznaczeni na dobę przed procesem. Czytali 8333 stron akt na godzinę

Ławnicy orzekający w sprawie księdza Olszewskiego i urzędniczek zostali wyznaczeni dzień przed procesem 20 stycznia. Mieli więc dobę na zapoznanie się z ponad 200 tysiącami stronami akt, co jest fizycznie niemożliwe – ustaliła niezalezna.pl.

Sędzia Justyna Koska-Janusz na posiedzeniu 21 stycznia stwierdziła, że ma zaufanie do ławników i złożyli ono oświadczenie, że zapoznali się aktami. Jak wyliczyliśmy, ławnicy by zapoznać się z aktami, musieliby przejrzeć ok. 400 stron tekstu na minutę – i to jeszcze ze zrozumieniem. Bez snu i przerw. – W tej sytuacji ten skład orzekający jest iluzoryczny, Ten proces nie może być kontynuowany – mówi obrońca Krzysztof Wąsowski.

Autor: Jarosław Molga

Sądfot. Tomasz Jędrzejowski – niezalezna.pl Sąd

Przeglądając akta sprawy, obrońca księdza Olszewskiego natknął się na decyzję dotyczącą wyznaczenia ławników do sprawy księdza. Wydała ją szefowa wydziału Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Magdalena Wójcik. Ta sama, która dostała awans zaraz po tym, jak przedłużyła w 2024 roku areszt dla księdza i urzędniczek. 

Okazuje się, że ławnicy zostali wyznaczeni przez sędzię 20 stycznia, a więc na dobę przed rozpoczęciem procesu.

– Jak mówiła na posiedzeniu 21 stycznia sędzia Koska-Janusz, jako przewodnicząca składu orzekającego ma zaufania do wyznaczonych ławników, a oni złożyli oświadczenie, że zapoznali się z aktami. To jest fizycznie niemożliwe w ciągu doby – mówi obrońca księdza Michał Skwarzyński.

Akta liczą co najmniej 200 tysięcy stron. Wystarczy tylko ta zaniżona liczba , by okazało się, że ławnicy w ciągu 24 godzin nie mogli się z aktami zapoznać, a to oznacza, że skład tego sądu jest wadliwy, jest iluzoryczny, a w takiej sytuacji proces nie może być kontynuowany. W środę na planowanym posiedzeniu będziemy to podnosić – mówi obrońca księdza i pani Urszuli Krzysztof Wąsowski.

Wyliczyliśmy, że zapoznanie się z 200 tysiącami stron akt w ciągu doby oznacza, że ławnicy musieliby w ciągu godziny zapoznać się i zrozumieć z 8333 stronami tekstu, czyli 138,8 strony na minutę, czyli ponad 2 strony na sekundę. Bez snu i jakiejkolwiek przerwy!

Obrońcy księdza i urzędniczek kwestionowali przygotowanie ławników od momentu, kiedy okazało się, że wylosowani rok temu ławnicy nie będą brać udziału w tym procesie. – Wtedy podnosiliśmy, a był to początek stycznia, że niemożliwe jest zapoznanie się z taką ilością akt w kilka dni, bo zawodowej sędzi Kosce-Janusz zajęło to rok. Teraz okazuje się, że to była doba. Albo mamy do czynienia z cudem, albo ławnicy poświadczyli nieprawdę.

Z naszych informacji z wewnątrz sądu wynika, że mec. Wąsowski otrzymał akta przez niedopatrzenie, a w wydziale VIII rozdzwoniły się telefony, co zrobić w sytuacji, kiedy ta informacja wyszła na jaw.

– To już jest sprawa sądu. Bez wątpienia taka sytuacja to powód do unieważnienia tego procesu – mówi nam Krzysztof Wąsowski.

Autor: Jarosław Molga

Kolejna wielka afera korupcyjna na Ukrainie. Dosyć robienia za bankomat Kijowa! Łapówki 10 milionów dolarów miesięcznie.

Kolejna wielka afera korupcyjna na Ukrainie.

Zajączkowska-Hernik:

dosyć robienia za bankomat Kijowa!

pch24/kolejna-wielka-afera-korupcyjna-na-ukrainie-dosyc-robienia-za-bankomat-kijowa

(fot. PAP/EPA/ROBERTAS DACKUS / HANDOUT)

Właśnie dowiedzieliśmy się, że przy eksporcie zboża z Ukrainy korupcja tak rozkwitła, że łapówki dla byłego szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) oraz szefa tamtejszego Departamentu Bezpieczeństwa sięgały nawet… 10 milionów dolarów miesięcznie!informuje europoseł Ewa Zajączkowska-Hernik w mediach społecznościowych. To kolejna afera korupcyjna na Ukrainie, a w największą z nich zamieszani są najbliżsi ludzie prezydenta Zełenskiegoprzypomina polityk Konfederacji.

Co chwilę dowiadujemy się o kolejnych aferach korupcyjnych u naszego wschodniego sąsiada. W listopadzie 2025 r. na jaw wyszło istnienie rozbudowanego systemu korupcyjnego w sektorze energetycznym. Miesiąc później ukraińskie służby informowały, że niektórzy posłowie oferowali za pieniądze głosowania w Radzie Najwyższej Ukrainy. Teraz dowiadujemy się o kolejnej aferze korupcyjnej – tym razem przy eksporcie ukraińskiego zboża.

Jak informuje Ewa Zajączkowska-Hernik, w tej sprawie rozpoczęło się postępowanie karne dotyczące m.in. nielegalnych korzyści i działania zorganizowanej grupy przestępczej. – To kolejna afera korupcyjna na Ukrainie, a w największą z nich zamieszani są najbliżsi ludzie prezydenta Zełenskiego – przypomina europoseł.

Pomimo tak wielkiej nieuczciwości polityków naszego wschodniego sąsiada, Komisja Europejska… rozważa sposoby umożliwienia szybkiego przystąpienia Ukrainy do UE. – To już kwestie korupcji, praworządności i generalnego stanu państwa nagle nie mają znaczenia dla eurokratów? – pyta retorycznie Zajączkowska-Hernik.

O „tajnym planie” KE dotyczącym szybkiego przyjęcia Ukrainy do UE informował również Victor Orban. – Brukselczycy zaakceptowali w nim wszystkie ukraińskie żądania. 800 miliardów dolarów dla Ukrainy, przyspieszenie akcesji do UE do 2027 roku i dalsze wsparcie aż do 2040 roku – powiedział premier Węgier.

Przed takim krokiem ostrzega Ewa Zajączkowska-Hernik. – Czyli nie dość, że dalej mamy robić za bankomat dla Ukrainy, to jeszcze mamy sprowadzić na siebie duże zagrożenie ekonomiczne i społeczne. Z jednej strony oznaczałoby to totalny zalew ukraińskich produktów rolno-spożywczych, a z drugiej niekontrolowany napływ kolejnych setek tysięcy, jeśli nie milionów, imigrantów z Ukrainy – zaznacza europoseł Konfederacji.

Polityk postuluje koniec dalszego zadłużania się na rzecz Ukrainy, koniec spłacania odsetek za ukraińskie pożyczki, niewysyłanie polskich żołnierzy na Ukrainę, zatrzymanie wejścia Ukrainy do UE i NATO, oraz zniesienie jakichkolwiek przywilejów dla Ukraińców w Polsce.

Koniec robienia z siebie sług narodu ukraińskiego, czas na asertywną politykę i dbanie przede wszystkim o własnych obywateli – apeluje europoseł. – Jak nie zaczniemy się szanować, to nikt nas nie będzie szanował. To POLSKIE interesy zawsze muszą być na pierwszym miejscu! – podkreśla Ewa Zajączkowska-Hernik.

Sytuacja ukraińskiej infrastruktury energetycznej pogarsza się. Zmasowany atak na cele koło Kijowa.

Zmasowany atak na Kijów

Wysłane przez: Marucha w dniu 2026-01-25 Krzysztof Podgórski marucha/zmasowany-atak-na-kijow

Sytuacja ukraińskiej infrastruktury energetycznej pogarsza się, nocą z 23/24 stycznia Rosjanie znów wykonali na nią potężne kombinowane uderzenie.

W obliczu, mówiąc oględnie, dość oszczędnego gospodarowania faktami przez nasze media głównego nurtu, zebrałem dostępne informacje o ostatnim rosyjskim uderzeniu na energetykę Ukrainy i po poddaniu ich krytycznej analizie zebrałem je w całość i udostępniam Państwu.

Ukraina stoi na krawędzi katastrofy humanitarnej i potrzebuje zawieszenia broni w sektorze energetycznym, powiedział w południe 24.01.2026 roku w Davos prezes ukraińskiej firmy dostarczającej energię elektryczną DTEK Maksym Timczenko: „Potrzebujemy zawieszenia broni w sektorze energetycznym. Jesteśmy o krok od katastrofy humanitarnej. Ludzie otrzymują prąd przez 3-4 godziny, a potem następuje 10-15-godzinna przerwa w dostawie. Budynki mieszkalne są bez ogrzewania od kilku tygodni. DTEK stracił 60-70% swoich mocy wytwórczych i poniósł straty rzędu setek milionów dolarów. Odbudowa sektora energetycznego będzie kosztować 65-70 miliardów dolarów i zajmie kilka lat. Chodzi raczej o konieczność stworzenia nowego systemu energetycznego na Ukrainie”.

Zaledwie po 4 dniach od ostatniego zmasowanego uderzenia, na energetykę Ukrainy Rosjanie, kolejne wyprowadzili nocą z 23/24 stycznia kolejne, starając się doprowadzić do blackoutu. Rosyjski atak rozpoczął się ok. godz. 20.30 23.01.2026 kiedy na ekranach radarów ukraińskiej OPL zobaczono, że granice obwodu czernihowskiego zaczęły przekraczać liczne grupy rosyjskich bezzałogowych statków powietrznych Geranja-2, Geranja-4 i Gerbera.

Ok. godz. 21,30 kilkadziesiąt dronów Gernaja-2 przekroczyło granicę również na wschodzie i rozpoczął się atak na Charków. Mer miasta Teriechow poinformował o 25 trafieniach dronami Gernaja-2 . Głównym celem była stacja elektroenergetyczna Łosiewoje 330 kV, zlokalizowana w strefie przemysłowej oraz mobilne, duże generatory.

Od godz. 23.15 fale rosyjskich dronów dalekiego zasięgu zaczęły docierać nad Kijów ogłoszono alarm przeciwlotniczy i rozpoczęła się wielka bitwa ukraińskiej OPL broniącej aglomeracji kijowskiej z rosyjskim nalotem. Tuż po północy pierwsze drony trafiły w Elektrociepłownię TES-6 a potem TES-6.

Ok. godz. 0.30 kanały ukraińskie kanały monitoringu zaczęły informować o lecących na Kijów rakietach balistycznych. O godz.0.42 dostrzeżono nowoczesną trudno wykrywalną rakietę manewrująca Ch-69 odpaloną z samolotu wielozadaniowego Su-57 lecącą na cel opodal Czarnobyla. W/g oficjalnych informacji ukraińskich rakietę miano zestrzelić.

Do godziny 0.55 w obwodzie Kijowskim na cele infrastruktury energetycznej Rosjanie wystrzelili 6 rakiet balistycznych z czego gros to rakiety systemu Iskander-M oraz cele pozorne rakiety systemu OPL dalekiego zasięgu S-400 i cele pozorne typu PM-48U. Szczątki co najmniej jednej rakiety systemu S-400 pokazano nad ranem 24 stycznia.

Ok. godziny pierwszej w nocy od strony północnej granicy Ukrainy, po raz pierwszy od wiosny 2022 nadleciały trzy bombowce strategiczne Tu-22M3 z 52 Gwardyjskiego Pułku lotnictwa Dalekiego Zasięgu. Druga trójka z obszaru obwodu biriańskiego, atakowała cele w obwodzie kijowskim około godziny 1.12

Przemieszczające sie z dwukrotną prędkością dźwięku bombowce Tu-22M3 wychodziły na rubież rażenia i w/g strony ukraińskiej miały odpalić łącznie 12 naddźwiękowych rakiet manewrujących Ch-32, służących w/g założeń konstruktorów do ataków na lotniskowce stąd przenoszących potężna głowicę bojową o masie aż 900 kg. Głowice te były w stanie zniszczyć ukraińskie transformatory energetyczne ukryte w specjalnie zbudowanych przez Ukraińców, wielkich żelbetonowych sarkofagach.

W/g komunikatu Ukraińskich Sił Zbrojnych z 12 rakiet Ch-32 miano zestrzelić, za pomocą systemów OPL w tym amerykańskich MIM-104 Patriot i niemieckich IRIS-T SLM aż 9, co nie wydaje się jednak wiarygodne. Dotychczas Ukraińcy sami twierdzili, że nie są wstanie zestrzeliwać Ch-22 (starszej wersji Ch-32) więc tym bardziej nie jest łatwo zestrzelić jej unowocześnionej wersji.

Uderzenie bombowców strategicznych atakujących za pomocą ciężkich naddźwiękowych rakiet manewrujących Ch-32 wskazuje na to, że Rosjanie próbowali „energetycznie odciąć Kijów” od zasilania, niszcząc doszczętnie lub powodując rozległe zniszczenia kluczowych obiektów infrastruktury energetycznej podczas tego nocnego ataku.

Co ważne, do ataku Rosjanie wykorzystali również hiperdźwiękowe, niezstrzeliwalne, ultranowoczesne rakiety 3M22 „Cyrkonia” bazowania morskiego, które startowały Morza Czernego z fregaty Admirał Essen. O godz. 0.42 obie trafiły w największą na Ukrainie, strategiczną podstację energetyczną 750KV „Kijewskaja”. Znajdująca się w Białej Cerkwi ogromna podstacja, łącząca Równieńską Elektrownię Jądrową z Kijowem broniona była przez silne zgrupowanie ukraińskiej OPL, w tym uzbrojone w baterię amerykańskiej produkcji systemu przeciwlotniczo/przeciwrakietowego MIM-104 Patriot.

W/g danych obiektywnych, Kijowska Elektrownia Cieplna-6 ponownie została kilkukrotnie trafiona rosyjskimi rakietami i dronami, podobnie jak Elektrociepłownia nr 5 oraz szereg innych obiektów jak transformatory i podstacje energetyczne. W/g komunikatu Ukraińskich Sił Powietrznych łącznie Rosjanie wysłali do ataku 375 dronów dalekiego zasięgu, spośród których lotnictwo, środki OPL (rakietowe, lufowe), mobilne grupy OPL, jednostki dronów przeciwlotniczych oraz środki Walki Radiowo Elektronicznej miały zestrzelić/obezwładnić łącznie 357, co wydaje się wobec skali zniszczeń ilością zawyżoną.

Władze miasta informują, że w związku z trudną sytuacją w kwestii dostaw prądu, Kijów miało opuścić ok. 600 000 mieszkańców. W mieście w wielu dzielnicach brak jest dostaw nie tylko energii elektrycznej, ale i cieplnej a nawet wody. Na większości obszaru Kijowa prąd dostarczany jest w/g grafika, przez ok. 4 godziny dziennie.

Widzimy zatem, że strona rosyjska konsekwentnie prowadzi ofensywę lotniczą wymierzoną w ukraiński system energetyczny w celu wywołania katastrofy humanitarnej. Ma to w efekcie w/g zamysłu Moskwy doprowadzić do niepokojów społecznych i zgody władz ukraińskich na warunki pokoju podyktowane przez Rosjan.

Krzysztof Podgórski https://myslpolska.info/

Ostatni sen Europy przed upadkiem

Przebudzenie ze śpiączki

Anna Zollner

Ostatni sen Europy przed upadkiem

apolut.net/aus-dem-koma-erwacht-von-anna-zollner

Obserwatorium liryczne” Anny Zollner.

Co się zepsuło w USA? Właściwie nic. Zachowują się dokładnie tak, jak zawsze zachowują się imperia, gdy ich zenit minął, a ich upadek jest nie do zatrzymania. Nie moralnie wykolejeni, ale konsekwentnie napędzani logiką władzy. Drwią z zasad, bo zasady są przydatne tylko tym, którzy rosną w siłę. Upadające imperia nie mają już cierpliwości do maskarad. Otwarcie uciekają się do przemocy, bo mit już nie obowiązuje. Tam, gdzie mit się wali, zaczyna się surowy rozrachunek. A imperium nie żyje traktatami, nie moralnością, nie wartościami. Żyje mitem swojej niezwyciężoności. Dla własnych dzieci. Dla podbitych terytoriów. Dla tych, którzy mają wierzyć, że są częścią czegoś większego.

Dopóki ten mit działa, imperium zapewnia porządek, bezpieczeństwo, prawo i stabilność po podboju. Tworzy walutę zależności. Za pomocą tej waluty kupuje lojalność. Podbici stają się wspólnikami aparatu przemocy, nie z przekonania, lecz z konformizmu. Imperium deleguje swoją władzę tym, których kontroluje. Imperium prosperuje dzięki wyzyskowi swoich „partnerów”, którzy rozwijają syndrom sztokholmski i mylą swoje podporządkowanie z partycypacją. Stany Zjednoczone nie są wyjątkiem. Nigdy nie miały przyjaciół. Miały interesy. A te interesy zawsze były przede wszystkim amerykańskie. Ameryka przede wszystkim to nie styl polityczny, ale koniec udawania.

Upadek zaczyna się nie od nadmiernej ekspansji, ale od dezorientacji. USA przegapiły wzrost Chin, ponieważ strategicznie trzymały się Rosji. Dwie dekady ekspansji NATO, polityki zmiany reżimu, sankcji i retoryki eskalacji, podczas gdy Pekin zabezpieczał łańcuchy dostaw, technologie, surowce i rynki. Teraz w Waszyngtonie zaczyna się pojawiać zrozumienie. Za późno. Kraje BRICS nie podlegają już negocjacjom, lecz są strukturalnie usztywnione. Petrodolar, fundament amerykańskiej projekcji siły od lat 70., traci swoją wyłączność. Ci, którzy handlują ropą poza strefą dolara, nie będą już automatycznie karani. To nie jest drobiazg. To tektoniczne pęknięcie.

Co więc zrobić? Pragmatyzm zastępuje ideologię. Utrzymywać konflikty poniżej progu poważnej eskalacji. Zaangażować Rosję militarnie, związać ją gospodarczo i wykluczać moralnie. Nie pokonać ją, ale związać. Jednocześnie powstrzymać rosnących w siłę lub opornych partnerów. Europę, a przede wszystkim Niemcy. Jak? Zniszczyć dostawy energii, zaostrzyć zależności, zaangażować elity polityczne i wybrać kanclerza. Realizować interesy finansowe za pośrednictwem korporacji i funduszy oraz infiltrować ideologicznie poprzez partie, fundacje i organizacje pozarządowe. Atomizować społeczeństwo poprzez politykę tożsamości i ciągłą agitację. Podzielony kraj nie zadaje pytań. Podzielony kraj nie może organizować oporu.

To również wyjaśnia upadek Nord Streamu. Nie jako irracjonalny akt, lecz posunięcie strategiczne. Gazociąg był siłą napędową niemieckiej gospodarki. Tania, przewidywalna energia stanowiła decydującą przewagę konkurencyjną przemysłu. Wraz ze zniszczeniem Nord Stream ta geopolityczna przewaga została wyeliminowana. Kraj uprzemysłowiony zostaje celowo pozbawiony energii. Niemcy tracą, energia drożeje, a amerykański LNG zyskuje udziały w rynku.

Ta logika nie jest wiedzą tajemną; jest otwarcie artykułowana od lat. Wyciekły dokument strategiczny RAND Corporation zaleca systematyczne „nadmierne rozciąganie i destabilizację” Rosji – poprzez politykę energetyczną, sankcje, zaangażowanie militarne i konflikty zastępcze. Istota: osłabić Rosję gospodarczo, utrzymać ją pod okupacją militarną i potępić moralnie na arenie międzynarodowej – otwarcie akceptując straty gospodarcze dla Europy, a zwłaszcza dla Niemiec. Europa nie jest partnerem, lecz pionkami.

W tym kontekście Ukraina pełni rolę łącznika: posterunku wojskowego, dźwigni moralnej i strefy wiecznego kryzysu. Porozumienia mińskie nie służyły uspokojeniu Ukrainy, lecz – jak później otwarcie przyznano – jej ukrytemu dozbrojeniu. Dyplomacja jako sposób na zyskanie czasu.

Traktaty pokojowe jako środek odstraszający przed kolejną wojną. Jednocześnie wysocy rangą urzędnicy amerykańscy otwarcie przyznali się do lekceważenia interesów europejskich – „pieprzyć UE” nie było przejęzyczeniem, lecz opisem obecnej sytuacji. Niemcy miały za to zapłacić: drogą energią, dostawami broni, kosztami uchodźców i obciążeniem systemów zabezpieczenia społecznego.

Dodatek:

Prawdziwy charakter tego podejścia został później otwarcie potwierdzony. Angela Merkel przyznała, że ​​porozumienia mińskie nie miały być instrumentami pokoju, lecz służyły raczej zyskaniu na czasie – czasie na zbrojenia, szkolenia i przygotowania wojskowe Ukrainy. Mińsk nie był zatem nieudanym traktatem, lecz celowo złamaną obietnicą. Porozumieniem jako taktyczną pauzą, a nie rozwiązaniem. Dyplomacja stała się funkcją gospodarki wojennej, zaufanie – zasobem jednorazowego użytku. Zdrada mińska nie była awarią, lecz częścią architektury.

Rezultatem nie jest przypadek, lecz reakcja łańcuchowa: de-industrializacja, rosnące wydatki socjalne, presja fiskalna i erozja społecznej gospodarki rynkowej. Państwo opiekuńcze nie jest reformowane; jest ono demontowane geopolitycznie. Poświęca się lokalizację, aby ustabilizować imperium.

Następnie uwaga przenosi się na własną półkulę: Grenlandię, Kanadę, USA, Amerykę Środkową, Amerykę Południową. Stara doktryna Monroe’a, przemianowana. Wenezuela nie była aberracją, lecz próbą generalną. Surowce, strefy wpływów, zabezpieczenie dostępu. Samodzielna konsolidacja imperium. Jednocześnie wycofanie się z organizacji międzynarodowych, które imperium samo kiedyś stworzyło, by związać innych. Prawo międzynarodowe jest narzędziem zwycięzców. Gdy tylko zwiąże, staje się utrapieniem.

Zasady obowiązują tylko tak długo, jak długo są użyteczne.

Wenezuela idealnie wpisuje się w ten schemat. Kraj ten posiada największe na świecie potwierdzone złoża ropy naftowej i jest producentem od 1914 roku – na długo przed Arabią Saudyjską. W latach 30. i 40. XX wieku Wenezuela odgrywała dużą rolę dla Stanów Zjednoczonych, którą później przejęła Arabia Saudyjska. Przełom nastąpił wraz z nacjonalizacją i otwarciem na rosyjskie i chińskie firmy naftowe. Ropa naftowa spoza zachodniej strefy wpływów obniża ceny. To właśnie jest toksyczne dla amerykańskiej ropy wydobywanej metodą szczelinowania, która wymaga stale wysokich cen. Wenezuela nie jest problemem. Wenezuela jest zbiornikiem rezerwowym. Sankcje zastępują bezpośredni dostęp.

Co więcej, Wenezuela stanowi strategiczne zabezpieczenie na wypadek wojny z Iranem. Cieśnina Ormuz jest jednym z kluczowych wąskich gardeł światowej gospodarki: około 20 procent światowego handlu ropą przechodzi przez tę cieśninę.

Eskalacja militarna spowodowałaby nagły i poważny niedobór na rynku światowym, co doprowadziłoby do gwałtownego wzrostu cen. Stany Zjednoczone pozostałyby strukturalnie nietknięte. Chociaż są obecnie największym producentem ropy naftowej na świecie, konsumują więcej niż produkują i nadal importują część swoich potrzeb. Niemniej jednak są niemal całkowicie samowystarczalne.

Szok cenowy ropy uderzyłby w Europę, a nie w Amerykę. Drastyczny wzrost cen ropy nie byłby dla USA zagrożeniem, a raczej korzyścią: ustabilizowałby kosztowną produkcję metodą szczelinowania hydraulicznego, a jednocześnie stworzyłby możliwość wprowadzenia wenezuelskiej ropy na rynek po wysokich cenach. Podczas gdy Europa musi radzić sobie z niedoborami energii, inflacją i deindustrializacją, Waszyngton skorzystałby na tym niedoborze.

Powojenny porządek ONZ z prawem weta to porządek z 1945 roku, dyktowany przez zwycięzców i zdominowany przez USA. Nigdy nie był neutralny, a jedynie funkcjonalny. Teraz stoi na przeszkodzie. Zastępuje go więc coś bardziej niezobowiązującego, bardziej mglistego: „porządek oparty na wartościach”. Wartości są podatne na zmiany. Wartości są zbywalne. Wartości mają ceny giełdowe. Moralność jest prywatyzowana, przemoc znacjonalizowana. Zasada siły nie powraca, ponieważ nigdy nie zniknęła. Po prostu nie jest już maskowana.

A Niemcy? Niemcy wciąż są naiwne. Przełknęły narrację o Wielkim Bracie, który utrzymuje pokój, prowadząc wojny. Wierzyły, że suwerenność można delegować.

Geopolitycznie zrujnowały swoje dostawy energii, ujawniły swój przemysł, moralizowały swoją politykę zagraniczną i tym samym uznały się za dojrzałe. Niemcy mylą posłuszeństwo z dojrzałością. Teraz stoją między frontami i nazywają to odpowiedzialnością.

Kolejna faza jest już widoczna. Rosja, Chiny i Indie wezmą to, czego potrzebują. Nie ze złej woli, lecz z logiki. Autarkia góruje nad moralnością. Dostęp góruje nad atrakcyjnością. Każdy, kto wierzy, że światem można rządzić za pomocą apeli, myli konferencje prasowe z władzą. Władza nie prosi. Władza bierze.

Konsekwencja byłaby oczywista, gdyby odważyć się powiedzieć o niej głośno. Europa musiałaby wyrwać się z uścisku II wojny światowej. Stać się suwerenną. Myśleć autonomicznie. Działać strategicznie. Koniec z obcymi wojskami jako gwarancją bezpieczeństwa, a jako ryzykiem. Rosja jako sąsiad, a nie jako narracja. Handel i zbliżenie zamiast romantyzowania państwa frontowego. Wolny rynek bez logiki blokowej. Wyjście z NATO w stronę defensywnego, europejsko-eurazjatyckiego sojuszu bezpieczeństwa, który chroni granice zamiast eksportować wojny. Neutralność to nie tchórzostwo, lecz szacunek do samego siebie.

Aby to jednak nastąpiło, Niemcy musiałyby zrobić porządki. Musiałyby zdemontować struktury, które systematycznie przedkładają interesy USA nad interesy Niemiec. Musiałyby zdemontować transatlantyckie think tanki, sieci wpływów i fundacje. Musiałyby zdemontować prasę, która w 90 procentach jest nośnikiem narracji, a nie stróżem prawa.

Patriotyzm musiałby zostać zrehabilitowany jako miłość do ojczyzny, a nie jako źródło podejrzeń. Ci, którzy delegitymizują ojczyznę, delegitymizują opór. Ci, którzy się temu sprzeciwiają, nie zdradzają moralności, lecz suwerenności.

Jak na ironię, tę jasność zawdzięczamy bardzo rażącej polityce Donalda Trumpa. Jego całkowitej obojętności na europejskie sentymenty. Jego brutalnej szczerości. Wielki Brat nigdy nie był bratem. Zawsze był szkolnym tyranem z lepszymi działami PR. Teraz wszyscy to widzą. Nie dlatego, że jest uczciwy, ale dlatego, że nie stać go już na wyszukane przebranie. To jest sygnał ostrzegawczy. Pytanie tylko, czy Europa zareaguje, czy znów zaśnie.

Jeśli Europa znów zaśnie, zginie. Tym razem nie będzie żadnej szalupy ratunkowej. Żadnego Planu Marshalla. Żadnej pomocy z zewnątrz. Każdy, kto na tym etapie historii myli komfort z bezpieczeństwem, w zasadzie godzi się na własne samobójstwo.

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 25 stycznia 2026 roku na stronie : apolut.net/aus-dem-koma-erwacht-von-anna-zollner

Ochrona WOŚP brutalnie napadła wolontariuszkę Fundacji Pro-Prawo do Życia. „Róbta co chceta” w praktyce.

Ochrona WOŚP brutalnie napadła wolontariuszkę Fundacji Pro-Prawo do Życia

Ochroniarze WOŚP przejęli od policji rzeczywistą kontrolę nad rynkiem w Rzeszowie i brutalnie napadli Martę – wolontariuszkę Fundacji Pro-Prawo do Życia. Napastnicy wykręcili jej rękę w barku tak, że z bólu nie mogła oddychać, a następnie obalili ją na ziemię. Marta przesiedziała na zamarzniętym chodniku 50 minut. Tak wygląda „róbta co chceta” w praktyce.

Video z napadu: https://stronazycia.pl/ochrona-wosp-napadla-marte-wykrecony-bark-i-50-minut-na-ziemi/

Wolontariusze Fundacji Pro-Prawo do Życia chcieli przeprowadzić pokojową akcję informacyjną na temat aborcji na rynku w Rzeszowie. W tym samym czasie miał się tam odbywać lokalny finał WOŚP. Gdy tylko działacze Fundacji pojawili się na miejscu, zostali napadnięci przez „ochronę” wynajętą przez WOŚP. Jak relacjonuje Marta, koordynatorka akcji:

„Na mojej drodze stanęło kilku wysokich mężczyzn z zasłoniętymi twarzami, ubrani na czarno. Wszyscy schowali identyfikatory. Jeden z nich zaczął brutalnie na mnie napierać, próbując uniemożliwić mi marsz. W pewnym momencie zaczął używać bardzo niecenzuralnych słów.

Próbował mnie odwrócić brutalnym chwytem za ubranie. Potem z całej siły chwycił mnie za przedramię i wykręcił rękę w barku do tyłu. Z bólu nie mogłam oddychać. Próbowałam się wyrywać, ale ból sprawił, że z drugiej ręki wypadł mi statyw z telefonem. Mężczyzna z całej siły kopnął statyw, z którego telefon spadł na chodnik.”

Ochroniarze obalili Martę na ziemię. Jak dalej relacjonuje wolontariuszka Fundacji:

„Po wykręceniu mi ręki w barku z impetem usiadłam na zmarzniętym chodniku. W młodości złamałam kręgosłup więc jedynym wyjściem z tej bolesnej sytuacji było zrobienie czegoś, co uniemożliwi im jakikolwiek dalszy ruch. Agresor natychmiast mocnym uściskiem złapał mnie za lewe ramię powodując ból. Szarpał, ale ja się nie ruszyłam z miejsca. Prowokator napadu próbował niewybrednymi słowami zmusić mnie do wstania. Za mną, siedzącą na brudnym, zmarzniętym chodniku, co chwilę zmieniały się postacie zamaskowanych dryblasów. Przesiedziałam tak na tym chodniku 50 minut.”

Jak informuje Fundacja Pro-Prawo do Życia, policja odmówiła interwencji w tej sprawie. Wolontariusze usłyszeli od funkcjonariuszy, że policja nie ma wstępu na rynek, gdyż w tej chwili rządzą tam ochroniarze WOŚP.

Co więcej, inna wolontariuszka Fundacji po kilku godzinach od napadu usiłowała wejść na Rynek, aby skorzystać z toalety w pobliskiej restauracji. Odmówiono jej wejścia z powodu fundacyjnej koszulki z wizerunkiem dziecka rozwijającego się w łonie matki.

Siłową pacyfikację akcji Fundacji poprzedziła batalia urzędowo-prawna. Urząd miasta kilka razy blokował możliwość zorganizowania legalnego zgromadzenia w dniu finału WOŚP. Władze Rzeszowa od dawna prześladują wolontariuszy Fundacji Pro-Prawo do Życia i usiłują zablokować organizację pokojowych akcji informacyjnych i modlitw różańcowych.

Fundacja zamierza podjąć stanowcze działania prawne w sprawie napaści w Rzeszowie i pociągnąć sprawców do odpowiedzialności karnej.

Fundacja Pro-Prawo do Życia

Ostatni niemiecki Blitzkrieg

Ostatni niemiecki Blitzkrieg

Lewicki konserwatyzm.pl/ostatni-niemiecki-blitzkrieg

Blitzkrieg to termin z dziedziny historii wojen i oznacza, w języku niemieckim, wojnę błyskawiczną, co odnosi się do metody prowadzenia działań militarnych, których skutkiem ma być szybkie przełamanie frontu i doprowadzenie do zwycięskiego rozstrzygnięcia całej wojny. Pomysł ten wywodzi się z niemieckiego sztabu generalnego i był wielokrotnie zastosowany przez armię Hitlera na początku drugiej wojny światowej. Potem wychodziło im to coraz gorzej i po przegranej wojnie wyglądało na to, że Niemcy przestały się bawić w Blitzkrieg, gdyż stały się mocarstwem moralnym, zajętym bardziej operacjami humanitarnymi, sprowadzaniem i dystrybucją migrantów, ratowaniem planety oraz podobnymi sprawami.
Tymczasem jednak ostatnie wydarzenia pokazują, że Niemcy nie mogą się całkowicie uwolnić od tego czym skorupka wcześniej nasiąkła, chociaż bardziej wygląda to na parodię niż kontynuację wcześniejszych praktyk. Tak właśnie, jako parodię, czy bardziej jeszcze jako bóle fantomowe po dawno temu utraconej potędze,  należałoby ocenić ich ostatnią operację związaną z wysłaniem żołnierzy na Grenlandię. Chcąc zamanifestować swoje zdecydowanie, wolę działania i przyjęcie odpowiedzialności za europejską politykę, Niemcy pospiesznie wysłały na Grenlandię aż piętnastu żołnierzy ze specjalnej jednostki KSK Kommando Spezialkräfte. Ta nikła liczba to była i tak prawie połowa tego, co wysłały inne państwa, które chciały zademonstrować poparcie dla Danii w jej sporze ze Stanami Zjednoczonymi odnośnie przyszłości Grenlandii, gdyż cały ten mikroskopijny „kontyngent” składał się z około 30 żołnierzy.
Co do niemieckiego komponentu, czyli wspomnianej KSK Kommando Spezialkräfte, to warto przypomnieć, że w roku 2020  rozformowano jedną z czterech kompanii tworzących tę jednostkę, a to w związku z oskarżeniami o ekstremizm, udział w spisku i posługiwanie się nazistowskimi symbolami, w tym Hitlergruß. Jak na zbrojne ramię mające chronić niemiecką  „dojrzałą demokrację” i „moralne mocarstwo”, to nie wyglądało dobrze.

Tym niemniej, w związku z Grenlandią, można zaobserwować w Niemczech duże wzmożenie i dość powszechną akceptację do zaangażowania militarnego w tę sprawę, co wydaje się tym  dziwniejsze, że wcześniej sondaże wskazywały na bardzo dużą wstrzemięźliwość Niemców w kwestii angażowania się w pomoc dla państw zagrożonych agresją ze Wschodu, a nawet jeśli chodzi o  chęć obrony własnego państwa, czyli Niemiec. Sondaż przeprowadzony krótko po tym jak rozpoczął się kryzys na Ukrainie wskazywał, że aż 57 proc. Niemców  twierdziło, że nie zgodziłoby się na wysłanie niemieckich żołnierzy na pomoc Polsce czy państwom bałtyckim w razie agresji ze strony Federacji Rosyjskiej, a tylko 31 proc. poparłoby udzielenie takiej pomocy. Inny sondaż, z sierpnia ubiegłego roku, pokazał, że tylko około 16-17% Niemców zadeklarowało, że „zdecydowanie” byłoby gotowych bronić swojego kraju z bronią w ręku. Stąd jawi się obraz niemieckiego społeczeństwa jako głęboko niechętnego wszelkiemu militarnemu zaangażowaniu, szczególnie gdyby to dotyczyło starcia z siłami Rosji.
Teraz jednak, w obliczu narastającego kryzysu wokół Grenlandii, można zaobserwować jakby całkiem inny obraz niemieckich emocji, tym razem nakierowanych w stronę USA. Jak wynika z nowego sondażu Instytutu Forsa dla magazynu „Stern” aż 62 proc. Niemców opowiada się za militarnym wsparciem Danii przez Niemcy w przypadku zajęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone, a tylko 32 proc wypowiedziało się przeciwko takim działaniom. Jak widzimy jest to całkowite odwrócenie deklarowanej reakcji w stosunku do ewentualnej agresji Rosji.

Bezstronny  obserwator musi sobie wobec tego zadać pytanie: kogo, w takim razie, Niemcy uważają za swojego głównego wroga? Patrząc na to co pokazują te sondaże, można odnieść wrażenie, że to USA są uważane za głównego wroga Niemiec, z którym, na dodatek, większość Niemców chce się konfrontować militarnie, choćby nawet na Grenlandii.
Takie podejście większości Niemców łatwo daje się wytłumaczyć jako odległy resentyment po dwóch przegranych przez Niemcy wojnach światowych, o których wyniku zadecydowało właśnie zaangażowanie USA. Także niemieckie nazistowskie elity miały takie samo podejście i jak wynika chociażby z dzienników Josepha Goebbelsa, do samego końca wojny karmił się on złudzeniami o możliwości zawarcia separatystycznego pokoju ze Stalinem, zaś za głównego wroga uważał USA.
Tymczasem jednak rzeczywistość boleśnie zweryfikowała niemieckie sny o przeciwstawianiu się USA na Grenlandii. Zaraz po tym jak  Niemcy wysłały tych swoich kilkunastu żołnierzy na Grenlandię, Donald Trump nieoczekiwanie zareagował i ogłosił, że państwa które w ten sposób się zaangażowały na Grenlandii zostaną od lutego objęte dodatkowymi cłami w wysokości 10 proc, która to stawka od czerwca zwiększy się do 25 proc. Trudno nie uważać  tej decyzji Trumpa za przyczynę tego co stało się potem, a mianowicie pospiesznego wycofania, po 44 godzinach pobytu, tej grupy niemieckich żołnierzy z Grenlandii. Wygląda na to, że Niemcy przebudziły się z króciutkiego snu o własnej potędze i wróciły do rzeczywistości. I tak to zakończył się ostatni niemiecki Blitzkrieg.

Stanisław Lewicki

Naukawcy: Koniec zim, jakie znamy. MEM-y VII.

—————————————————

To nawet durniom obiecuje, że sprowadzi pingwiny z Antarktydy?

———————————————-

—————————————————————————-

———————————–

——————————————

—————————————-

Żydzi Podpalają Patagonię

———————————————-

————————————-

———————

———————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Sterowanie pogodą. Nakrętki. MEM-y VI.

——————————-

—————————————————–

—————————————————-

—————————————-

—————————————–

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Kultura i jej rozwój. MEM-y V.

——————————————-

——————————–

———————————-

————————————-

[oczywiście autentyczne; sprawdziłem. md]

——————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Za „bezpieczeństwo” bekniemy. MEM-y IV.

———————————-


————————————————

—————————————————-

———————————————————————

[to nie tylko „brzmi”, ale jest absurdem. I dlatego mamy płacić md]

———————————————

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

A.M. Żukowska. Laryngolog też kosztuje. MEM-y III.

———————————————

———————————-

—————————————-

———————————————

—————————————–

————————————————–

—————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Słoniowate żyły na Grenlandii. MEM-y II.

———————————————

————————————–

—————————————————-

————————————————————-

——————————————————

—————————————————————-

——————————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Trampkarz. MEM-y I.

———————————–

—————————————————

————————————————–

——————————————————

————————————————————-

————————————————