
—————————-

————————————————–

————————-

—————————————

————————————————————–

—————————-

————————————————–

————————-

—————————————

————————————————————–
31 sierpnia 2026 Adrian Fyda pch24/religia-w-szkole-tak-ale-jaka-walka-o-przywrocenie-drugiej-lekcji-to-za-malo

Dwie godziny religii tygodniowo? Owszem, ale trzeba sobie zadać pytanie, co właściwie ma się podczas nich dziać. Sama walka o przywrócenie drugiej lekcji nie wystarczy, jeśli katecheza ma sprowadzać się do oglądania filmów zamiast do rzeczywistego pogłębiania wiary i lektury Katechizmu.
Ciekaw jestem, ilu Czytelników tego artykułu rzeczywiście pogłębiło swoją wiarę na lekcjach religii. Mam szczerą nadzieję, że większość. Nie wszyscy mieli jednak taką szansę. Należy bowiem zwrócić uwagę na przypadki, w których religia w szkole sprowadzała się do… oglądania filmów religijnych. A przecież nie o to chodzi.
Na duszpasterzach spoczywa obowiązek edukacji religijnej swoich parafian – szczególnie młodego pokolenia, które dopiero uczy się wiary. Zwykle taka katechizacja odbywa się w salkach parafialnych. W Polsce otrzymaliśmy jednak, wydawałoby się, ogromną szansę: zgodnie z postanowieniami Konkordatu nauka religii stała się przedmiotem szkolnym! Dzieci nie muszą już przychodzić do salek parafialnych po lekcjach czy w sobotę – mogą poznawać prawdy wiary w szkole, obok innych ważnych przedmiotów.
I dlatego w sytuacji, w której katecheta – czy to duchowny czy świecki – traci lekcje religii na oglądanie filmów religijnych, „bo młodych trzeba zaciekawić”, nie tylko marnuje ogromną szansę, lecz wręcz sprzeniewierza się misji otrzymanej od Kościoła. Bo przecież, aby mógł uczyć religii w danej szkole, musi zostać do tej posługi posłany przez biskupa diecezjalnego.
Po trzydziestu latach obecności religii w szkole pojawiają się coraz większe obawy, że możemy ją stracić. Resort oświaty wprowadził już ograniczenia polegające m.in. na zmniejszeniu wymiaru nauczania religii do jednej godziny tygodniowo, umieszczaniu jej wyłącznie na początku lub końcu zajęć danego dnia, łączeniu małych klas w większe grupy czy niewliczaniu oceny z religii do średniej.
Bez wątpienia należy podjąć starania o zachowanie religii w szkole i wycofanie przez MEN wprowadzonych ograniczeń. Sama walka jednak nie wystarczy. Trzeba również postawić sobie pytanie, jak religia w szkole powinna wyglądać.
Już samo określenie nauczyciela religii – katecheta – powinno dawać do myślenia, że lekcja religii to przede wszystkim lekcja katechezy. Ta zaś jest niczym innym jak nauką prawd wiary: że jest jeden Bóg w trzech Osobach, że Chrystus jest jednocześnie Bogiem i Człowiekiem, że ustanowił sakramenty, przez które udziela nam swojej łaski itd. Nie chodzi oczywiście wyłącznie o sztywne „wkuwanie” regułek (choć i te są potrzebne, szczególnie w przypadku młodszych dzieci), lecz o coraz lepsze rozumienie wiary katolickiej. Oczywiście przekazywane treści muszą być dostosowane do wieku uczniów – inaczej wygląda nauka w pierwszych klasach szkoły podstawowej, a inaczej w liceum.
Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ilość treści katechetycznych na lekcjach religii zmniejsza się wraz z kolejnymi etapami edukacji – a przecież powinno być zupełnie odwrotnie! Do trzeciej klasy szkoły podstawowej nauka religii w szkole działa raczej dobrze. Dzieci przygotowują się wówczas do Pierwszej Komunii Świętej, co wymaga odpowiedniego przygotowania. Uczą się więc podstawowych prawd wiary, zapamiętują pewne regułki, a przede wszystkim coraz lepiej poznają Tego, którego niebawem przyjmą do swojego serca.
Problem pojawia się w kolejnych latach nauki. Warto postawić pytanie, jak wyglądają lekcje religii w klasach IV–VIII szkoły podstawowej oraz w szkole średniej, skoro tak wielu nastolatków wykazuje znaczące braki w znajomości własnej wiary.
Problem niskiego poziomu wiedzy religijnej wśród młodzieży zauważył już w swoim artykule z 2017 r. bp Wojciech Osial, ówczesny biskup pomocniczy diecezji łowickiej:
Jesteśmy świadkami wysokiego poziomu ignorancji religijnej, zarówno wśród osób dorosłych jak i ludzi młodych. Wierni ukazują poważne braki wiedzy na temat Credo, rozumienia celebracji mszy św., znajomości podstawowych modlitw czy wiedzy na temat elementarnych zasad moralności chrześcijańskiej. Świadectwem analfabetyzmu wśród młodzieży mogą być ciekawe refleksje zawarte przed dwu laty w jednym z numerów „Katechety”. Stwierdza się w nich m.in., że „wiedza religijna gimnazjalistów jest na poziomie klas dzieci pierwszokomunijnych”, natomiast uczniowie szkół ponadgimnazjalnych nie potrafią wymienić poprawnie wszystkich sakramentów świętych czy też imion ewangelistów[1] – zaznaczył biskup.
Z pewnością temat ignorancji religijnej jest złożony i uwarunkowany wieloma czynnikami, chociażby wspomnianymi przemianami kulturowymi i religijnymi naszych czasów, ale nie można wykluczyć czynnika katechetycznego. Sytuacja dużej ignorancji religijnej nie może pominąć pytania o skuteczność lekcji religii[2]– kontynuował hierarcha.
Jak to się stało, że wiedza religijna ówczesnych gimnazjalistów była na poziomie dziewięciolatków, a wiedza uczniów szkół średnich przedstawiała się równie tragicznie? Być może na lekcjach religii, na które uczęszczali, brakowało systematycznego poznawania treści zawartych w Katechizmie? I nie chodzi mi tu o podręczniki do religii, które popularnie nazywamy „katechizmami”, ale o Katechizm Kościoła Katolickiego – oficjalną wykładnię doktryny wiary i zasad moralności Kościoła. To na nim powinna bazować zarówno podstawa programowa, jak i podręczniki do religii, tak, by uczniowie mogli zgłębiać jego treść stosownie do swojego wieku.
W szczególności należy postawić poważne pytanie o przygotowanie kandydatów do sakramentu bierzmowania. Jest to przecież sakrament dojrzałości chrześcijańskiej, a zatem osoby go przyjmujące powinny znać prawdy wiary na poziomie odpowiadającym dojrzałemu katolikowi.
Najgorszym jednak z punktu widzenia nauczania religii okresem zdaje się być szkoła średnia. Uczniowie są już po bierzmowaniu, a niejednokrotnie przytłacza ich nauka i przygotowania do matury. Katecheci mogą więc ulec pokusie, by uczynić ten przedmiot „łatwym i przyjemnym”, np. zastępując naukę treści katechizmowych oglądaniem filmów religijnych. A piątka z religii jest niejednokrotnie niemal gwarantowana, szczególnie jeśli ktoś jest członkiem jakiejś grupy parafialnej.
Czy w tym wszystkim ktoś pomyślał jednak o nastolatkach, którzy pragną pogłębiać swoją wiarę – szczególnie o tych, którzy przychodzą na religię nie tylko z obowiązku? Zostają oni pozbawieni tego, do czego mają prawo – dobrej katechizacji, o którą duszpasterze mają obowiązek się zatroszczyć.
Problem nie ogranicza się jednak wyłącznie do luźnego podejścia do przedmiotu przez część katechetów. Uwagi wymagają zarówno podręczniki do religii, jak i podstawa programowa tego przedmiotu.
Przejrzałem spis treści przykładowego podręcznika dla klasy VIII szkoły podstawowej, czyli dla uczniów mających niebawem przyjąć sakrament bierzmowania. Wygląda on na zbiór różnych tematów związanych z wiarą katolicką – jednych ważnych, innych mniej – natomiast zdecydowanie brakuje w nim systematycznego przekazu prawd wiary.
Również analiza najnowszej „Podstawy programowej nauczania religii rzymskokatolickiej w Polsce”, przyjętej przez Konferencję Episkopatu Polski w 2025 roku, pozostawia nieco do życzenia. Choć znajdują się w niej treści katechizmowe, w mojej ocenie jest ich zbyt mało, a ponadto ponownie brakuje tu odpowiedniej systematyczności. Co więcej, znalazły się tam również tematy, których słuszności nauczania na lekcjach religii zupełnie nie rozumiem – jak choćby „rozwijanie wrażliwości ekologicznej” czy „znaczenie sztuki baroku”…
Może w przypadku starszych uczniów lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu wzięcie do ręki Katechizmu i omówienie zawartych w nim treści? Przede wszystkim katecheci powinni wraz z uczniami dokładnie omówić Credo – wyznanie wiary, które przecież młody człowiek każdej niedzieli wypowiada w kościele. Dojrzałemu katolikowi nie wystarczy już bezmyślne powtarzanie tych słów. Powinien także rozumieć ich znaczenie – na przykład co oznacza, że Syn jest „współistotny Ojcu”, albo co znaczy, że „począł się z Ducha Świętego i narodził się z Maryi Panny”. Nie chodzi tu o wykładanie skomplikowanej teologii, lecz o troskę o jak najlepsze zrozumienie tych słów przez młodych ludzi.
Podobnie ma się rzecz z Dziesięcioma Przykazaniami czy sakramentami. Znajomość tych podstaw wiary przez nastolatków nie powinna ograniczać się wyłącznie do ich wymienienia. Rozdział Katechizmu poświęcony sakramentom zawiera aż 481 punktów (!). Wszystko to Kościół uznał za treści, które każdy katolik powinien znać.
W 2024 r. grupa świeckich katolików zatroskanych o stan wiary wśród młodych Polaków – w tym członkowie Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi – wystosowała list otwarty do polskich biskupów, z apelem o „podjęcie wspólnej refleksji dotyczącej sposobu i poziomu nauczania religii”.
Świat zmienia się w niespotykanym w dziejach tempie, a Chrystus i Jego Nauka pozostają takie same – należy jednak przedstawiać Go uczniom w sposób przystępny, atrakcyjny, kompetentny ani joty nie tracąc z tego, czego od pokoleń uczyli się katolicy. (…) Młodzi ludzie lubią jasny i klarowny język, rozumieją, gdy tłumaczy im się dlaczego coś jest dobre a dlaczego coś innego jest złe. Warto, by katecheci wyposażeni byli w pogłębioną wiedzę na temat przerażających współczesnych zagrożeń i aby potrafili przestrzegać przed nimi posiadając kompetencje komunikacyjne umożliwiające dotarcie do młodych serc i dusz – czytamy w jego treści.
Wreszcie pojawiają się opinie, że nauka religii powinna być nauką o różnych religiach. To oczywiście niedorzeczność. Osoby głoszące taki pogląd zapominają, że Konstytucja RP nie mówi o nauce religii jako przedmiocie abstrakcyjnym, lecz konkretnie o nauce „religii kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej” (art. 53 ust. 4). Jest ona zatem ściśle związana z religią wyznawaną przez danego ucznia.
Większość polskich uczniów to katolicy, dlatego uczą się religii katolickiej. Jeśli jednak w danej szkole znajduje się grupa uczniów innego wyznania, możliwe jest zorganizowanie osobnych lekcji religii dla nich. W praktyce takie sytuacje są stosunkowo rzadkie, ponieważ mniejszości religijne stanowią niewielki odsetek polskiego społeczeństwa.
Jednocześnie nauka o innych religiach mogłaby znaleźć swoje miejsce na szkolnej katechezie, pod warunkiem że byłaby prowadzona z perspektywy apologetycznej – czyli jeśli polegałaby na wyjaśnieniu dlaczego to właśnie katolicyzm jest prawdziwą religią, a inne wierzenia nie zawierają pełni prawdy objawionej przez Boga.
Jednak aby być dobrym apologetą, potrzeba najpierw solidnie znać prawdy wyznawanej przez siebie wiary. A tego wśród nastolatków – jak widać – wciąż brakuje.
Adrian Fyda
[1] Osial W., bp, Katechizm narzędziem katechezy – bogactwo Tradycji wobec wyzwań współczesności, „Collectanea Theologica” 87(2017) nr 2, str. 108.
[2] Ibid.

——————————————

——————————

——————————

——————————————

——————————————————–

——————————————–


———————————————————

——————————————

——————————————————————

————————————–

————————————————–

——————————————————–

———————————————


30 sierpnia, wpis nr 1423 Jerzy Karwelis dziennikzarazy/przeklenstwo-permisywizmu
Świat idzie w jakąś otchłań. Właściwie wygląda to na jakiś nieunikniony proces, jakiś determinizm, Marks by powiedział, że dziejowy. Ludzkość w swej dużej części widzi ten fakt, ale zdaje się być bezradna co do jakiejkolwiek reakcji nań. Jakby jakaś zapuszczona machina czasów miażdżyła bezlitośnie dorobek cywilizacji.
A może tu chodzi tylko o dorobek naszej, zachodniej cywilizacji, od dawna na kredyt, tyle, że w końcowym rachunku może pokonanej przez inne cywilizacje, albo innym poddanej. A człowiek Zachodu ma jednak to okcydentalne spaczenie, patrzy tylko po zachodniemu i koniec jego cywilizacji widzi mu się jako koniec świata. Narzekamy, ale nie patrzymy po sobie – uważamy się za zbyt słabych, by przeciwstawić się nieuchronności losu, ale ten – jeśli odrzucić zewnętrzne fatum – składa się przecież z ziarenek naszych postaw i zachowań. Te jednak odpuszczamy, myśląc, że zginą one w dziejowych pustynnych burzach jak drobinki piasku. Jestem daleki od buddyjskich postaw, że należy zacząć od siebie i mrówczą pracą albo zmienić świat, albo go… zaakceptować.
Dziś chcę się zastanowić co takiego w naszych indywidualnych postawach powoduje naszą bezradność wobec świata i czy przypadkiem tą bezczynnością sami go nie kształtujemy. A to tworzy zamkniętą spiralę samonapędzających się zaniechań, które uzasadniają coraz bardziej nasz stan – pogłębiającej się bierności. A kiedy świat popada w stan akceptacji swego losu, wytwarza to próżnię, którą może wypełnić dowolna aktywność – najczęściej miernej próby. Chcącemu nie dzieje się ponoć krzywda, ale skoro chcących jest coraz mniej – mogą oni krzywdzić większość, jeśli ta pogrążona jest w bierności.
Koniec złudzeń
Co do tego determinizmu w nam sądzonym upadku świata ciekawym czynnikiem jest powszechny upadek ułudy o ludzkiej sprawczości. Kołysani bajeczkami o naszym demokratycznym wpływie na otoczenie zostaliśmy gwałtownie wybudzeni w czasach pandemii mniemanej, choć wielu jeszcze pobywa „w dziedzinie ułudy, kędy zapał czyni cudy i w nadziei obleka złote malowidła”. Po prostu niektórym trzeba chyba końskich dawek środków trzeźwiących dostarczanych przez rzeczywistość, niektórzy zaś nigdy nie wychodzą ze swych mniemań o własnym wpływie na los swój i najbliższych.
No bo gdyby tak było, że mamy ten wpływ, to czemu nasze sprawy idą coraz gorzej – przecież nie ma jakiegoś ludzkiego masochizmu, jako reakcji cywilizacji na egzystencjalne rozterki? W sumie chcielibyśmy, by było lepiej, jest za to gorzej. Zamiast więc pytać o źródło takiego zwrotu należy może się zastanowić co jest takiego w nas, że to się i dzieje i nie mamy na to skutecznej reakcji. Na razie odłóżmy tych, którzy nie widzą tu problemu i skupmy się na tych, co się niepokoją i jednocześnie nie wiedzą jak to się porobiło z tym światem i co z tym począć.
Świat idzie w złą stronę myślę, że społecznie z jednego głównego powodu. Zaraz spróbujemy to wytropić w społecznych właśnie faktach i zachowaniach, jednak o przełożeniach stricte politycznych. Ten powód to poszerzający się permisywizm, czyli masowe godzenie się na rzeczy kiedyś nie do przyjęcia. Jest to proces postępujący, przyspieszający, wszechobecny i zdaje się, że niepowstrzymany. Ciekawe gdzie jest (i czy w ogóle istnieje) jego koniec i jak świat może wyglądać, w swej formie, w której będzie wszystko wolno? Skoro wszyscy pozwalają na więcej, to pozwalają – komu? Kto korzysta z tego rosnącego przyzwolenia?
Kwestionującym tu mój kasandryzm podam kilka przykładów, by nie były to biadania starucha nad upadkiem świata, tak charakterystyczne dla pewnych grup wiekowych. Wiadomo – starszym wali się ich świat, więc zawsze marudzą, że wszystko pada, podczas kiedy może tylko się przepoczwarza. Podobno pierwszy, sprzed tysięcy lat znaleziony zapisany tekst jest właśnie o tym, jak starszy autor utyskuje na moralny upadek świata i beztroskę młodzieży, konkludując, że świat się kończy.
Nie o tym jednak tu będzie – będzie o tym jak to się stało, że pozwalamy na coraz więcej.
Eutanazja
Przykład pierwszy – eutanazja. Powtarzam, mówię o zachodnim podejściu do sprawy, bez tu rozróżnień na inne cywilizacje. Kiedyś tabu, dziś kompletnie utylitarne podejście. Szacunek do starszych, zabieganie o ich zdrowie miało głębokie przesłanie cywilizacyjne i to na poziomie globalnym. W myśl tego przesłania ludzi starszych do młodszych (czasami publikowanym na grobach) „byłem kim jesteś, jestem kim będziesz”, chodziło o pokoleniową sztafetę nadawania życiu ludzkiemu sensu i znaczenia, bez względu na jego użyteczność dla rodziny czy społeczeństwa. Każdy, szczególnie w pełni sił, w opiece nad starszymi miał widzieć siebie w przyszłości, że nie zostanie porzucony, kiedy straci swoją przydatność w sensie materialnym czy fizycznym.
To dawało gwarancję sensu życiowej drogi, ale implikowało jeszcze jeden korzystny czynnik: w czasach kiedy nie było żadnych systemów społecznego wsparcia, emerytur czy rent, jedyną gwarancję na godne życie na starość dawało dobre wychowanie swoich dzieci – w poszanowaniu do starszych, estymie do ich drogi życiowej i doświadczenia, i to nie tylko w przypadku własnych rodzin. Dziś tę gwarancję przejęły wątpliwe systemy zaopatrzeń emerytalnych i ani rodzice, ani dzieci nie muszą już dbać o wzajemne relacje na przyszłość, bo te w sensie materialnym ma przejąć, a właściwie zastąpić, państwo. To, że w tylko materialnej sferze i to, że niekoniecznie nawet te materialne obietnice dowiezie, to już wstydliwy szczegół.
A w dzisiejszym systemie nowej normalności dożyliśmy czasów, w których pozwalamy na eutanazję osób wcale już nie termalnie chorych, ale po prostu starych. Podam parę przykładów. W Kanadzie eutanazja jest już trzecią co do częstości występowania przyczyną zgonów. We Francji, nawet w kościelnych domach starców obsługa, nawet siostra zakonna, nie może odwodzić od rozważań o poddaniu się eutanazji staruszków pod swoją opieką, pod groźbą bezwzględnego więzienia do lat dwóch. Japonia, czy to poprzez tezy Yusuke Narity, czy dyskusję związaną z tzw. planem 75 (obowiązkowa eutanazja powyżej 75 toku życia, na razie proponowana w formatach filmowych) zaczyna rozważać eutanazję jako systemowe radzenie sobie z problemami społecznymi.
Starość jako koszt publiczny
Dlaczego starość jest problemem społecznym? Staje się ona takim problemem od niedawna, kiedy kwestie społeczne zostały poddane bezwzględnej, dehumanizującej kalkulacji. W Polsce ponad 55% środków na służbę zdrowia idzie na leczenie ludzi w wieku 60 lat i starszych. Na świecie ten współczynnik dochodzi do 75%. Ubolewają nad tym głównie systemy ubezpieczeń, dla których starszy schorowany człowiek jest kosztem, przegraną ubezpieczalni w zakładzie wzajemnym z płatnikiem składek pt. zakładamy się za pieniądze obywatela (często przymusowo płacone) kto jak długo będzie żył.
Starszy, schorowany rodzić to udręka dla wyzutych z cywilizacyjnych wartości jego dzieci. Te, zaganiane, obciążone ze swej kieszeni kosztami leczenia, męczą się ze staruchami. W dodatku w Polsce nie ma rozwiniętego systemu opieki nad starszymi w specjalnych ośrodkach – jesteśmy na to za biedni. A więc męczą się wszyscy i „starcy niepotrzebni światu”, i ich dzieci. Państwo zaś, które tyle obiecywało w systemie służby zdrowia i zaopatrzeń emerytalnych, wycofuje się na z góry upatrzone pozycje. Nagle okazuje się, że te wszystkie systemy składek na bezpieczeństwo i przyszłość były tylko ukrytą daniną na wiecznie wygłodzone państwo. Co zrobić – obietnice redystrybucji środków publicznych w pożądane rejony wyborców jest kosztowne. Ale niezbędne na tyle, że kosztami takich procederów kupowania głosów obarczane są ofiary związane ze schorowaną i samotną starością.
W końcu można mieć, i mamy, do czynienia z różnymi formami eutanazji. Osobiście uważam, że system kolejkowania pacjentów w dostępie do specjalisty jest ukrytą formą eutanazji, zwłaszcza przy „elektronizacji” systemu zapisów. Gdyby bowiem wszyscy oczekujący na przyjęcie stanęli w realu w kolejkach przed gabinetami, to byśmy zobaczyli prawdziwą rozległość patologii. A tak czekają (i umierają) po domach. Tak to się załatwia, za takim kotarkami. Wybuchło to nam w oczy w czasach pandemii, gdy to – pomimo szalonych akcji z ujednoimiennianiem oddziałów szpitalnych i budowania szpitali tymczasowych – większość Polaków (a szczególnie tych ponad 200.000 ponadnormatywnych) umierała po domach. Z daleka od oczu rodzin, bliskich, sąsiadów, Polaków i mediów.
Słyszymy o narastających w naszych cywilizacjach przypadkach i nowych formach eutanazji i nie reagujemy. Pochylmy się nad tym pierwszym przykładem przyzwolenia – bo jego źródło ma uniwersalne podstawy. Króluje myślenie, że to gdzieś tam, u kogoś tam i do nas nigdy to nie dotrze. Po prostu żaba się łudzi, że gotują wodę w innych akwariach i do nas, do tego polskiego bagienka to nie dojdzie. My jakoś tak z boku. Ale ileż to było takich złudzeń? Ileż to wyśmiewanych mód, jakichś zachodnich dziwactw oglądaliśmy z uśmiechem wyższości, by potem to do nas zawitało?
Zezwolenie na deprawację najmłodszych
Kolejnym przykładem perfidii przyzwolenia jest kwestia tolerowania zboczonych postępków wobec dzieci. Każdy tu krzyknie – jak to, a kto na to pozwala, przecież to okropne, ścigane i karane? Tak? A czemu te procedery się coraz to rozszerzają, wybuchają skandalami, jakby latami gromadziła się w tym wrzodzie ropa i wychodziła tylko w wyniku incydentalnego pęknięcia? A ile takich wrzodów do tej pory nie pękło i nie wiemy, że one istnieją i wiedzieć nie będziemy, bo nie pękną nigdy? A cały proces, często wieloletni w wykrywanych aferach trwał sobie przy co najmniej ślepocie otoczenia, jeśli wręcz nie przyzwoleniu. I nawet nie chodzi tu o ostatnie przypadki z Kłodzka czy Złotowa, tylko o systemowe narastanie tego procederu.
Najgorsze są tu działania pozorne. Kiedyś poprzedni Tusk założył nawet kompletnie nielegalny ośrodek przetrzymywania pedofili… po odbyciu przez nich kary. Zrobił to wyraźnie pod publiczkę, bo obecnie słuch o działaniu tego ośrodka zaginął. I tak będzie teraz – będziemy tresowani pozorami surowości, a jednocześnie przestępcy seksualni będą traktowani permisywnie przez wymiar sprawiedliwości, a więc i z przyzwoleniem społecznym. Jesteśmy oswajani, że zacytuję profesora Hartmana o kazirodztwie: „Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?”. Zaś o pedofilii: „Do opłacanych przez PiS za publiczne pieniądze trolli: Tak! Pedofile też mają prawa! Jak wszyscy inni przestępcy! Żadnego człowieka nie wolno piętnować – nawet pedofila!”. I pisze to człowiek-naukowiec, za nasze pieniądze, który był kandydatem na Lewicy na jedynkę w Nowym Sączu.
Jesteśmy osmotycznie oswajani metodą na „okno Overtona” z tematem kiedyś nietolerowalnym. Czy słyszeliście Państwo o jakichkolwiek protestach wobec rozgłośni radiowej, która zrobiła sobie fejm z naśmiewania się z ofiar Trynkiewicza, który zamordował na tle seksualnym czterech chłopców? [fejm – potoczne określenie sławy, popularności lub uznania w jakimś środowisku. Kto tak gada?? md]
Nie? A przecież to na tym „temacie” wypromował swój format niejaki Kuba Wojewódzki, polski papież „elyt” i panświnizmu, godny następca w tej kwestii nieświętej pamięci Urbana? Cały dzień szła na antenie beka na żywo jak to sobie „Trynek” radzi w życiu po wyjściu na wolność, jak to się tam zabawiał i za co poszedł siedzieć, bez cienia empatii, co czują słuchający tego bagna bliscy nieletnich ofiar.
Można takie rzeczy robić? Nie można! Ale dało się i jakoś „piorun nie strzelił”.
Kiedyś zniewieściały Józek w szkole był przedmiotem lekkich drwin, dziś nie tylko nim nie jest, nie tylko jest chroniony, ale afirmatywnie wywyższany na zasadzie słynnej dyskryminacji pozytywnej. Kiedyś uważaliśmy to za tolerowalne dziwactwo – dziś boimy się nawet… nie chcieć tego podziwiać. No właśnie – ten nas permisywizm schodzi już na niższe poziomy – działa tu mechanizm internalizacji: przyjmujemy akceptację niegdysiejszych dziwactw za nasze autonomiczne decyzje. Byleby się sumienie i zdrowy rozsądek nie męczyły w konflikcie poznawczym z naszymi postawami. A więc wszystko, co widzimy gdzieś tam, co nam się wydaje odległe, przyjdzie do nas i to w wynaturzonej formie, jak to z nuworyszem, który chce się jako nowy wkupić gorliwością. Pytanie tylko komu i po co? Ale na to pytanie spróbujemy sobie odpowiedzieć na końcu.
Źródła przyzwolenia
Importowane w społeczeństwo przyzwolenie na te dewiacje bierze się też z „unaukowienia” problemu, charakterystycznego dla lewicy. Tak jak seryjnych zabójców tłumaczy się często trudnym dzieciństwem, tak i w tym przypadku mamy do czynienia ze stwierdzeniami typu: „Pedofilia jest zaburzeniem preferencji seksualnych, które dotyka ok. 1 proc. populacji, głównie mężczyzn, a nie czynem karalnym. Nie jest też czymś, co się wybiera. Wiele, jeśli nie większość osób cierpiących na pedofilię, nie gwałci i nie molestuje dzieci.” Czyli można być pedofilem bezobjawowym, zaś jak się przejdzie od cierpienia do czynu, to można już udać się w okolice tłumaczenia, że samemu się takiego losu (czyli preferencji) nie wybrało i koło permisywizmu się zamyka.
Powiecie Państwo, że to są jakieś lewackie tłumaczenia promilowych zboczeń suflowanych w celu dezintegracji społeczeństwa opartego na tradycyjnym modelu rodziny? Czyli to nas nie dotyczy, bo dajemy odpór. A dajemy? A kto, jak nie rodzice, my znaczy się, bezradnie, a raczej biernie patrzyliśmy się na tęczowe piątki w szkołach, promowane przez ministerstwo edukacji i wzmożonych dyrektorów szkół? Kto wpuścił do szkół promocje zboczeń, rozchwiania tożsamości wobec dzieci w najbardziej wrażliwym momencie jej formowania się? Gdzie byli rodzice?
Ja mam jednak nadzieję, że nawet większość elektoratu Tuska, nawet Lewicy stanowią rodzice, którzy nie poddają się temu trendowi, który pozwala kręcić przedszkolakom przed oczyma tęczowym transtyłkiem, czy przebierać dzieciaki za inne płcie. Dlaczego więc na to pozwalamy? Wydaje mi się, że doszliśmy do drugiego powodu – jesteśmy zakompleksieni, widzimy, że świat nam tu odjechał (oj, odjechał, odjechał…) i chcemy go dogonić. Skoro to z Zachodu, to znaczy, że to z definicji dobre jest, a jak tego nie rozumiemy, to znaczy, że wciąż jesteśmy kulturowym zaściankiem i trzeba nadrabiać. I zaczynają się te żałosne obrazki „doganiania Zachodu” w pokraczny formach nadgorliwego zakompleksionego zacofańca. Szkoda tylko, że kosztem dzieci. I pal licho, że cudzych, bo akurat w tym względzie wszystkie dzieci „nasze są”. To jak z komórkami w klasie – wystarczy jeden co łazi i gada z tą komórką i cała reszta dzieciaków jest zarażona, tak samo i tu – wystarczy jeden kolo hodowany w szkole i w domu progresywnie i mamy kłopot ze swoim dzieciakiem, bo się jeszcze nabierze na „nowoczesnego” koleżkę z ławki.
Za tą pandemią roznoszonego permisywizmu stoją też rodzice. Moja siostra opiekowała się latami cudzymi dziećmi. Jakoś tak zawsze trafiała na nowobogackie, progresywne domy. Dlatego piszę, że pracowała, bo już nie pracuje, gdyż nie wytrzymała. Nie wytrzymała ciągle powtarzającego się procederu: rodzice wychodzili do pracy, zaczynała się normalna praca i zabawa z dzieckiem, uczenie podstaw, obowiązków, ogarniania siebie, aż do momentu, kiedy przychodzili rodzice. I cała robota – jak krew w piach! Pełne wychowanie bezstresowe, żadnych wymagań, tolerancja wszelkich zachowań. I znowu – pal licho takie domy, niech się sami męczą, ale takie potworki zaraz pójdą do szkół i zderzą się z naszymi dziećmi i nikt nie wie co z tego wyjdzie. A na wywiadówce to jak zaszumisz do rodziców w tej sprawie to cię zlinczują. A więc permisywizm jest jak (prawdziwy) wirus: nieliczni nosiciele rozsiewają toto, zakażają zdrowych, nawet tych kulturowo zaszczepionych.
Owieczki i pasterze
Kolejny, ostatni przykład naszej biernej zgody przyszedł dość niedawno. Pamiętacie? Chodziło o niesławny list Episkopatu Polski wzywający do pojednania z Żydami. Pomijając kompletnie przyczynkarską, a właściwie kompletnie niezręczną w obliczu żydowskiego ludobójstwa na Bliskim Wschodzie, kwestię relacji katolicko-judajskich, to jest to temat dla katolików albo obojętny, albo wywołujący poirytowanie. Są, zaprawdę, moi kardynałowie i biskupi, ważniejsze tematy w polskich katolickich domach. Ale hierarchowie Kościoła dopuścili się w tym liście szeregu herezji – pasterzom katolickiej trzódki pomyliły się mapy i kompasy. I co na to owieczki? Ano nic. Zobaczymy czy z niemocy, czy jednak z permisywizmu: dajmy spokój, nie pierwszy raz, jakoś to będzie. Nie będzie.
Polski kościół im wyżej tym mniej chyba w Boga wierzy, szczególnie tego nowotestamentowego, zesłanego nam w Osobie Jezusa.
Co pozostaje? Ano lud boży i jego kapłani niższego sortu. Tu wygląda dobrze, bo kontrowersyjny list przeczytano tylko w 10% parafii, co świadczy o tym, że proboszczowie mają jednak większe rozeznanie w prawdach wiary niż ich zwierzchnicy. A lud co? Ano chyba w tych 90% odetchnął, że nie musiał się zastanawiać jak zareagować w kościele na takie bezeceństwa. Odpowiedź jednak nadeszła, bo tłumy wiernych jakoś nie ruszyły do postulowanych przez hierarchów synagog. Teraz pytanie czy Episkopat w ogóle odczytał ten sygnał zagłosowania nogami? Sądząc po ostatnim liście w sprawie bitych Ukraińców – nie bardzo.
To szkodnictwo na wielką skalę, a my nic. Ma rację redaktor Michalkiewicz, że to zbrodnia, gdyż Episkopat w niesławnym liście zakwestionował 2000 lat nauki Kościoła, że zbawienie idzie tylko przez Chrystusa. W zawiązku z tym żaden katolik nie może być już pewien zasad swojej dotychczas wyznawanej wiary. A w wierze pewność zawierzenia jest kluczowa. Przypomnę – Jezu, ufam Tobie! To dlatego wielu chrześcijan, ba – ateistów, przy takim labilnym traktowaniu wiary, zwraca się do religii, gdzie pewność dogmatu jest niedyskutowalna, takich jak np. islam. Dzisiejszy człowiek potrzebuje busoli pewności we wzburzonych czasach. I co my na to?
Trzeci powód bierności
Tu docieramy do trzeciej możliwej przyczyny naszego permisywizmu. Nie mamy narzędzi do wyrażenia, co dopiero wyegzekwowania naszego sprzeciwu. W swej zaślepionej, wmuszonej i zinternalizowanej bierności godzimy się z suflowanym biegiem wydarzeń. Ruch społeczny z dołu do góry, sprzeciw wobec spływającego z gór elit szlamu jest systemowo zaczopowany. Pod każdą szerokością geograficzną. Kiedyś wytykaliśmy takie tendencje autorytarnym reżymom jakichś Bantustanów. Dziś to przyszło i do nas, a może było z nami cały czas, ukrywane tylko pod medialną powierzchnią ułudy obywatelskiej sprawczości. Teraz, kiedy czasy stały się coraz bardziej bezceremonialne nie trzeba już bawić się w subtelności.
Sami się pilnujemy, jest jak w syberyjskim łagrze: jeden fałszywy krok, zejście ze ścieżki mainsteamowego przekazu w śnieg nieprawomyślności i lodowa kula ostracyzmu wystrzelona czy to przez medialnego mediaworkera czy znajomego, trafia cię w potylicę i lądujesz po drugiej stronie społecznego muru sanitarnego.
Dlatego godzimy się na coraz więcej. Karmimy tego nienasyconego smoka, który żąda od nas coraz więcej. Wycofujemy się coraz bardziej, nawet nie zauważamy, że jesteśmy już w jego jaskini. Coraz bliżej ściany.
Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.
Można??? Można !!!
faktiditor.ch/leipzig-pasha-me-tre-gra-dhe-32-femije-merr-100000-euro-per-shteset-e-femijeve
Lipsk, Niemcy
– Cztery duże rodziny syryjskie w Lipsku znalazły się w centrum uwagi saksońskich służb bezpieczeństwa. Według doniesień niemieckich mediów i materiałów, na które powołuje się Saksoński Krajowy Urząd Policji Kryminalnej (LKA), te struktury rodzinne liczą łącznie około 1000 osób.
W centrum uwagi znajduje się głowa jednej z tych rodzin. Według danych cytowanych przez LKA, jest to patriarcha mający co najmniej trzy żony, 32 dzieci i co najmniej 25 wnuków.
Społeczeństwo niemieckie jest zszokowane historią syryjskiego migranta, którego liczna rodzina żyje z pieniędzy niemieckich podatników. Mężczyzna mający trzy żony, 32 dzieci i 25 wnuków otrzymuje od państwa rocznie około 100 tysięcy euro świadczeń socjalnych. Sytuację pogarsza fakt, że około 70% członków tego klanu ma przeszłość kryminalną.
Historia kryminalna klanu: Według organów ścigania, dwie trzecie członków rodziny – około 600 osób – zwróciło uwagę policji. Zakres ich „działalności” jest szeroki: od handlu narkotykami i prania pieniędzy, po oszustwa związane z zasiłkami i ciężkie uszkodzenia ciała.
Jeden z synów patriarchy rodu, znany jako „Król Bilal”, zyskał rozgłos: w 2023 roku, nie mając prawa jazdy, spowodował wypadek drogowy, w którym zginęły cztery osoby. Sąd skazał go na 3,5 roku więzienia. Saksońska policja kryminalna prowadzi obecnie zakrojone na szeroką skalę śledztwo w sprawie działalności czterech dużych klanów, liczących łącznie około 1000 członków.
Gwałtowny wzrost liczby takich dużych rodzin w regionie, ściśle powiązanych z organizacjami przestępczymi, przyciągnął uwagę organów ścigania. Według saksońskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w Lipsku oficjalnie zarejestrowano około 130 Syryjczyków należących do tego środowiska klanowego, w którym powiązania rodzinne często stają się podstawą przestępczości zorganizowanej.
Absurd ekonomiczny: świadczenia wyższe niż pensja specjalisty. Kwota 100 000 euro rocznie wydaje się skandaliczna w porównaniu ze średnim dochodem przeciętnego obywatela niemieckiego (około 48 000 euro przed opodatkowaniem). Oznacza to, że jedna rodzina kosztuje budżet więcej niż dwóch pracujących Niemców razem wziętych. Miesięczne utrzymanie klanu wynosi około 8300 euro – więcej niż pensja nauczyciela na początku kariery.
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 30 sierpnia 2026 michalkiewicz
Co tu ukrywać; vaginet obywatela Tuska Donalda brnie od sukcesu do sukcesu. Pierwszym sukcesem było wynalezienie w korcu maku przez obywatela Tuska Donalda pani doktor habilitowanej Barbary Mróz-Gorgoń na pełnomocniczkę rządu do „promowania Polski”. Prezentując panią Barbarę obywatel Tusk Donald wprost nie mógł się jej nachwalić, jaka jest mądra i urocza, niczym małżonka Pana Karola ze słynnego wiersza Janusza Szpotańskiego „Pan Karol i Kostuś” – dedykowanego Stefanowi Niesiołowskiemu.
„Pan Karol ma żonę uroczą i mądrą,
plus seraj rozkosznych kochanic.
A Kostuś z pyskatą żonaty jest flądrą
i romans ma z tkaczką z Pabianic.”
Idylla trwała całe trzy tygodnie, dopóki nie ukazał się raport pod tytułem „Marka polska – podstrategia turystyczna” pani Barbary, przygotowany – jak się okazało – przy udziale sztucznej inteligencji. Tak w każdym razie przyznała pani Barbara – ale ja myślę, że przesadziła – bo wszystko wskazuje na to, że w przygotowaniu raportu musiała uczestniczyć nie żadna tam „sztuczna inteligencja”, tylko – sztuczna półinteligencja. Świadczyły o tym np. rewelacje, że Katowice znajdują się w „północnym centrum” Polski – i tak dalej. Muszę powiedzieć, że ja panią Barbarę rozumiem: woli współpracować ze sztuczną półinteligencją, niż ze sztuczną inteligencją.
Sztuczna inteligencja mogłaby wpędzić ją w kompleksy, podczas gdy w towarzystwie sztucznej półinteligencji może odczuwać zrozumiały dobrostan. O ile sukces ma wielu ojców, o tyle klęska jest sierotą, więc do „Raportu” nikt nie chciał się przyznać, wskutek czego nie wiadomo, kto konkretnie i do czyich rąk wypłacił z tego tytułu 200 tys złotych. Ale zadawanie takich pytań przez osoby nie upoważnione przez obywatela Żurka Waldemara jest zakazane, toteż skończyło się na tym, iż pani Barbara zgłosiła swoją dymisję z powodu „hejtu”, jaki obrócił się na nią po ukazaniu się Raportu. Wprawdzie zaraz potem pojawiły się fałszywe pogłoski, że ma być ona gwiazdą „Pikniku Polska”, jaki w Olsztynie urządza pan Rafał Trzaskowski, ale pani Barbara energicznie je zdementowała. Zresztą – to nic, ponieważ w „Pikniku” będą uczestniczyć inni, równie wybitni luminarze tubylczej nauki, więc mikrocefale nie doznają z tego powodu żadnego uszczerbku.
A jeśli o „hejcie” mowa, to tak właśnie tłumaczyła się działaczka Volksdeutsche Partei z Dolnego Śląska, krytykowana przez złe języki za przydzielenie odszkodowań z tytułu powodzi swemu mężowi i osobom zaprzyjaźnionym. Wprawdzie – powiada – powódź może tam nie dotarła, ale za to zalała mnie taka fala „hejtu”, że przyznanie odszkodowań z tytułu powodzi było w tej sytuacji oczywiste.
Z tą powodzią to w ogóle mamy sto pociech. Cały kraj cierpi na „suszę hydrologiczną” z powodu „globalnego ocieplenia” – ale w Głuchołazach odwrotnie. Tam ni stąd ni zowąd wystąpiła powódź, chociaż pan minister Kierwiński jeszcze nie zdążył usunąć wszystkich szkód po powodzi poprzedniej. Mimo to „rządzi mądrze i wesoło”, a podobno znajomi witając się z nim pytają go – jak ci się powodzi?
Ale to jeszcze nic w porównaniu z sukcesem na odcinku związków partnerskich. Oto właśnie weszło w życie rozporządzenie vaginetu obywatela Tuska Donalda, nakazujące urzędom stanu cywilnego w całym kraju dokonywanie „transkrypcji” tak zwanych „małżeństw” jednopłciowych. Osobą pilotującą ten projekt jest Wielce Czcigodna Kotula Katarzyna, co to w swoim czasie „robiła doktorat” w Wyższej Szkole Gotowania Na Gazie, dopóki się nie okazało, że legitymuje się wykształceniem średnim („coś się wie, coś się nie wie”). Wprawdzie niektórzy pedanci podnoszą, że konstytucja polska nie przewiduje żadnych „małżeństw” jednopłciowych, ale zarówno obywatel Tusk Donald, jak i Wielce Czcigodna Kotula Katarzyna nie przyjmują tego do wiadomości.
Skoro bowiem „transkrypcja” została zalecona przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości, któremu patronuje sama Riechsfuhrerin Urszula Wodęleje, a na jej polecenie „transkrypcję” dopuścił niezawisły Naczelny Sąd Administracyjny, to co tu ma do rzeczy jakaś tubylcza konstytucja? Wiadomo, że konstytucja to jest po to, żeby było ładniej, a obowiązują rozkazy Reichsfuhrerin, ewentualnie – polecenia oficerów prowadzących albo ze starych kiejkutów, albo z ABW. Najwyraźniej w przyszłorocznych wyborach sodomczykowie i gomorytki ławą zagłosują – no właśnie – czy na Volksdeutsche Partei, czy na Lewicę – bo chociaż obywatel Tusk nalega na stworzenie „wspólnej listy” pod jego egidą, to Lewica chce stawać do wyborów pod własną flagą, podobnie jak PSL, dufne w swój aparat wyborczy w gminach wiejskich i małych miasteczkach? To są ludzie, którzy jeszcze za komuny obsiedli tam wszystkie synekury w sektorze publicznym i nie wyznają żadnej ideologii, kierując się instynktem samozachowawczym. Ten zaś im podpowiada, że dopóki PSL będzie w Sejmie, to synekury są bezpieczne, więc „ludowcy z Marszałkowskiej” mogą na nich liczyć tym bardziej, że już machnęli ręką na reprezentowanie „wszy i rolnictwa”, tylko zasmakowali w bliskich spotkaniach III stopnia z przemysłem zbrojeniowym.
Ale sodomczykowie i gomorytki do tylko jeden z odcinków, bo vaginet przechodzi do ofensywy również na odcinku praworządności ludowej. Chodzi o to, że we wrześniu w Trybunale Konstytucyjnym kończy się kadencja tzw. „sędziego-dublera” Justyna Piskorskiego, na miejsce którego wysuwany jest przez obywatela Tuska pan Maciej Berek – do niedawna minister w vaginecie i jego prawa ręka. W styczniu zaś kończy się kadencja ostatniego „sędziego-dublera” Jarosława Wyrembaka, więc jest szansa, że Trybunał Konstytucyjny zostanie już obsadzony prawidłowo przez sędziów, na których można polegać – a wtedy nie tylko będzie można zrobić porządek z resztą Trybunału, nie tylko przed wyborami zdelegalizować „niepotrzebne” partie polityczne, ale również wysadzić w powietrze „uzurpatora”, czyli – jak Judenrat nazywa pana prezydenta Karola Nawrockiego – wykorzystując w tym celu mechanizm opisany w art. 131 konstytucji. Chodzi o stwierdzenie niemożności sprawowania przez prezydenta urzędu. Jeśli prezydent „nie może” zawiadomić o takiej niemożności marszałka Sejmu – na przykład dlatego, że nic o żadnej niemożności nie wie – to wtedy o „niemożności” orzeka Trybunał Konstytucyjny – oczywiście obsadzony przez sędziów, na których można polegać.
W rezultacie obowiązki prezydenta przejmuje marszałek Sejmu. Mechanizm jest prosty, jak budowa cepa – ale aż taka ostentacja budzi wątpliwości wśród niektórych przedstawicieli środowiska płomiennych szermierzy praworządności. Jedni są przeciw – inni, np. pan prof. Sadurski – są za – a reprezentująca autorytety moralne pani prof. Ewa Łętowska chciałaby tylko, żeby zostały zachowane pozory, w postaci „procedur”. To da się zrobić, a jeśli nawet pojawiłyby się przy tej okazji jakieś hałasy, to zostaną one stłumione jako „mowa nienawiści” – bo nie można usmażyć omletu, nie rozbijając jajek. Zatem sezon polityczny zapowiada się interesująco.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Ukraińskie wojsko wielokrotnie wykorzystywało cywilów jako żywe tarcze, ale wygląda na to, że cierpliwość Putina się wyczerpała.

29 sierpnia 2026 roku – dym unosi się po rosyjskim nalocie na Kijów
W piątek wieczorem rosyjski dron zaatakował ukraiński wojskowy skład amunicji we wsi Myla, na zachód od Kijowa. W wyniku pożaru i kilkugodzinnych eksplozji zginęło co najmniej 37 osób, kilkadziesiąt zostało rannych, uszkodzono około 50 budynków mieszkalnych i dom opieki dla osób starszych i niepełnosprawnych, a setki osób zmuszono do ewakuacji. Wśród ofiar był sołtys wsi, który pospieszył z pomocą.
W odpowiedzi Wołodymyr Zełenski nazwał utworzenie składu broni w pobliżu ludności cywilnej ‚rażącym zaniedbaniem‚. Dodał, że pierwszy wybuch trafił w skład zawierający granaty, miny, inną amunicję i drony, które „nigdy nie powinny się tam znaleźć”. Kijowska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie legalności przechowywania materiałów wybuchowych w pobliżu obszarów mieszkalnych. To już drugi taki incydent w ciągu dwóch miesięcy. Lipcowy atak na skład w pobliskim Wysznewie doprowadził do podobnych wtórnych eksplozji, ofiar śmiertelnych, a następnie aresztowań kadry kierowniczej państwowych przedsiębiorstw zbrojeniowych.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że w bazie w Myle składowane były komponenty i rakiety nośne dronów dalekiego zasięgu. Ministerstwo stwierdziło również, że przeprowadziło ataki na obiekty związane z pociskiem manewrującym Flamingo w obwodzie kijowskim, a także na porty w Mikołajowie i Izmaił. Krążące w mediach społecznościowych doniesienia o przechowywaniu tam pocisków Patriot nie zostały jeszcze potwierdzone przez oficjalne oświadczenia ukraińskie.

Eksplozja w piątek wieczorem miała miejsce w ramach wielodniowej rosyjskiej ofensywy z użyciem dronów odrzutowych i pocisków rakietowych, która doprowadziła do niemal nieustannych ostrzeżeń przed nalotami nad Kijowem i uderzenia w magazyny należące do sieci supermarketów, operatorów pocztowych, sprzedawców detalicznych i firm logistycznych.
Minister rolnictwa Ukrainy Taras Wysocki powiedział dziennikarzom, że około 90% infrastruktury logistycznej żywności wykorzystywanej przez duże sieci handlowe (duże centra dystrybucyjne zaopatrujące sieci takie jak Fora, Silpo, NOVUS i Varus) zostały zniszczone.
Niemniej jednak Wysocki zapewnia, że nie doprowadzi to do głodu, ponieważ sieci przechodzą na droższe dostawy ‚na kółkach’ bezpośrednio od producentów. Mimo to w sklepach w Kijowie widać puste półki z owocami i warzywami, nabiałem i podstawowymi produktami spożywczymi. Ostatni działający hipermarket Epicentr w Zaporożu również został zaatakowany w piątek rano, zaledwie kilka godzin przed eksplozją w Myle.
Obie strony systematycznie atakują wzajemnie swoją logistykę i cywilno-wojskową infrastrukturę handlową. Ukraina zaatakowała rosyjskie rafinerie, elektrownie i magazyny sklepów internetowych. Rosja odpowiedziała atakiem na magazyny zaopatrujące ukraińskie sklepy. Obrona przeciwlotnicza Kijowa jest nadal utrudniona przez dobrze udokumentowany niedobór pocisków przechwytujących Patriot – jedynego systemu zdolnego do niezawodnego przechwytywania pocisków balistycznych. Drony z napędem odrzutowym dodatkowo zwiększyły presję.
Rząd Zełenskiego przedstawił własne ataki dalekosiężne jako sposób na zmuszenie Rosji do negocjacji. Natychmiastowe konsekwencje są widoczne na przedmieściach Kijowa: kolejna źle zlokalizowana amunicja wybucha w pobliżu ludności cywilnej, sieć logistyczna handlu detalicznego została zniszczona w 90%, według ukraińskiego ministra, a do tego dochodzi nadchodząca zima. Śledztwo w sprawie tego, kto zdecydował o przechowywaniu materiałów wybuchowych w pobliżu obszarów mieszkalnych, wyjaśni część sprawy. Resztę dopowiedzą puste półki i wyjące syreny.
Napisał: Tyler Durden
Opracował: Zygmunt Białas
„I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło. I że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia” (Ap.13,16-17).
W nowym, wspaniałym świecie technologii tracą znaczenie i sens znane dotychczas sposoby rządzenia ludźmi w postaci historycznych rodów, plemion, państw, narodów i wreszcie cywilizacji. Urzeczywistnia się za to idea rządu światowego, realizowanego przez globalne korporacje. Wielokrotnie zresztą ogłaszana przez finansowe elity na przykład przez Jamesa Warburga, który w senacie amerykańskim w 1950 roku zapowiadał: „Będziemy mieli rząd światowy, czy nam się podoba, czy nie. Jedyną otwartą kwestią pozostaje to, czy taki rząd zostanie osiągnięty siłą, czy dobrowolnie”. Powstaje pytanie, czy mamy już z nim do czynienia, czy nie?
W przekazach medialnych oraz w naukach politologicznych dominuje mapa mentalna osadzona na westfalskim sposobie urządzenia świata, wprowadzonym w 1648 roku. Był on oparty o państwa narodowe, rządzone do czasu przez monarchów a od 1919 (nieprzypadkowo – o czym dalej) demokratycznie. Jednak jak pokazuje chociażby wojna na Ukrainie „poziom sprawczości państwowych aktorów wciąż maleje, chociaż manifestują oni dla publiczności coraz bardziej pozorną siłę, a sami bywają coraz bardziej groteskowi” (Jacek Janowski, „Wielki i głęboki reset. Od demokracji do technokracji”, 2025, str. 179).
Okazuje się, że państwa narodowe Europy wespół postanowiły popełnić kulturowe, demograficzne i gospodarcze samobójstwo. Ich polityka analizowana w tradycyjnych kategoriach racji stanu lub interesu narodowego staje się niezrozumiała. Dlaczego na przykład dominujące gospodarczo w Europie Niemcy miałyby zniszczyć swój przemysł? Czemu służy utrata tożsamości narodowych? Podobne pytania można mnożyć.
Jeżeli rozumowanie nie wyjaśnia obserwowanego stanu rzeczy to reguła metodologiczna nakazuje zmienić przesłanki rozumowania. Przesłanką systemu międzynarodowego jest anarchizm przyjmujący, że państwa są autonomiczne czyli, że nie ma nad nimi żadnej instancji politycznej. Odpowiada to pojęciu autonomu w rozumieniu polskiej szkoły cybernetyki.
Systemem autonomicznym jest taki, który steruje się (tj. wpływa na siebie i otoczenie) sam i we własnym, samodzielnie określonym interesie. Jeżeli założenie to prowadzi do fałszywych wniosków to na mocy prawa negowania implikacji, samo jest fałszywe. Jeśli założenie o autonomii państw osłabimy do ich samosterowności, czyli przyjmiemy, że państwa sterują się same, ale cel tego sterowania nie jest przez nie same (tj. ich elity) określany, to otrzymamy zgodność ze stanem rzeczy, który bezskutecznie próbuje wyjaśnić politologia. Oznacza to, że ponad państwami istnieje jakaś architektura władzy.
Globalny syndykat i jego przejawy
Zarówno polityka USA, jak i Chin jest niezrozumiała z punktu widzenia ich interesów narodowych. Jaki jest cel Ameryki w prowadzonych przez nią wojnach na całym świecie? Zgodnie z teorią realizmu ofensywnego Johna Mearsheimera nie da się osiągnąć hegemonii światowej ze względu na ograniczenie projekcji siły przez oceany (por. „Tragizm polityki mocarstw”, 2019, str. 52 i str. 140 i nast.). USA wyraźnie realizują jakiś inny, mocno osadzony cel. Nieudana próba jego zmiany na cel narodowy, jakim było poparcie ruchu MAGA dla Donalda Trumpa, spaliła na panewce.
Polityczną bezradność narodu amerykańskiego, nominalnie rządzącego najsilniejszym do tej pory państwem świata, potwierdza wypowiedź szefa największego, szacowanego na 13,5 biliona dolarów funduszu inwestycyjnego BlackRock – Laurence’a Finka, który w 2023 roku oznajmił, że z jego punktu widzenia nie ma znaczenia, który z kandydatów na prezydenta wygra, gdyż korporacje w jakich ma udziały finansują obydwie strony. Wspierane propagandą wyparcie przez masy wiedzy o tworzeniu się światowych struktur władzy i administracji umożliwia Finkowi otwarte ogłoszenie końca demokracji w Ameryce.
Podobnie trudno wyjaśnić po co wprowadzono ograniczenia pandemiczne w Chinach, które przejęły Światową Organizację Zdrowia po tym jak wycofały się z niej Stany Zjednoczone. „Wiele wskazuje na to, że podzielane przez publicystów, polityków i naukowców przekonanie na temat opozycyjnego charakteru krajów BRICS+ pod chińskim przewodnictwem wobec krajów G7 pod amerykańską hegemonią nie odpowiada rzeczywistej sytuacji politycznej i ekonomicznej świata […] O biegu światowych spraw mniej decydują instytucje państwowe i międzypaństwowe, w tym również takie jak BRICS i G7, a więcej poza- i ponadnarodowe, takie jak Światowe Forum Ekonomiczne, Komisja Trójstronna, czy Grupa Bilderberg. Światową spójność obydwu poziomów (nominalnego i realnego) zapewniają m.in. formuły partnerstwa publiczno-prywatnego na rzecz światowych wyzwań, np. w ramach ID2021 czy GAVI, oraz umowy partnerskie, np. w celu prac nad CBDC zawarta między Bankiem Rozrachunków Międzynarodowych i Chińską Republiką Ludową” (J. Jankowski, tamże, str. 180).
Spektakularnym przykładem uzależniania całych krajów i ich populacji od kontroli globalnego establishmentu jest porozumienie z 28 czerwca 2019 roku między Unią Europejską a Argentyną, Brazylią, Paragwajem, Boliwią i Urugwajem. Byłby to kolejny, niewytłumaczalny w klasycznych kategoriach politycznych przykład sterowania się państw w celu utraty własnego bezpieczeństwa żywnościowego. Następnymi zaś mogą być destabilizujące polityki wewnętrzne, imigracyjne i wojenne. „Eskalowanie międzynarodowych konfliktów wkracza obecnie w najwyższy poziom strukturalnych sprzeczności skutkujących wciąganiem przez upadający Zachód w wojenny zamęt rozwijającego się chińsko-azjatyckiego Wschodu, aby na nowo – trans-biegunowo urządzić świat. Miałby on być rządzony z wykorzystaniem: a) technologii identyfikacji cyfrowej i sztucznej inteligencji, b) ideologii zrównoważonego rozwoju i transformacji klimatycznej oraz c)ekonomii kapitalizmu inkluzywnego i cyfrowego pieniądza. […] Będzie to zapowiadana już od dawna globalna cywilizacja informacyjna jako zbudowana na centrach przetwarzania danych redefinicja, reorientacja i reorganizacja życia ludzkiego w kierunku życia cyfrowego. Cyfryzacja ze wszystkimi jej aktualnymi i potencjalnymi konsekwencjami w postaci morfizacji, automatyzacji, anonimizacji i anihilacji staje się wspólnym mianownikiem zachodnio-północnego G7 i wschodnio – południowego BRICS w ramach jednego – poszerzanego do niedawna G20, a obecnie wraz z Unią Afrykańską G21” (tamże, str. 180).
Nieprzypadkowo zatem znajdująca się na „wschodniej flance NATO” Polska jest championem informatyzacji a jednocześnie przoduje w dysfunkcjonalności swojego systemu prawnego. Niemożliwa do opanowania inflacja prawa stanowionego prowadzi w swojej konsekwencji do zastąpienia prawa automatycznymi systemami cyfrowymi. Widać to już w takich systemach jak Centralna Ewidencja Kierowców, czy Centralna Ewidencja Pojazdów, które mają zostać zintegrowane w jedną CEPIK, czy systemie KSEF, który po rozbudowie docelowo może zastąpić niezrozumiałe już dla nikogo prawo podatkowe. Prawo polskie jest systematycznie zastępowane regulacjami unijnymi, od których implementacji uzależnia się pozyskanie funduszy unijnych. Premierzy podpisują tajne umowy wojskowe bez asygnaty Sejmu, jednoosobowo (w tajemnicy przed kierowanym przez siebie rządem?) zgadzają się na transformację klimatyczną a prezydent odrzuca pomysł referendum w tej sprawie. Trudno nie odnieść wrażenia, że władze w Warszawie nie decydują o polityce państwa, a ich funkcja polega na oszukiwaniu rządzonych. Taka interpretacja faktów każe stwierdzić, że państwo polskie nie jest nawet systemem samosterownym, lecz jedynie sterownym – niczym samochód, którym dowozi się personel do miejsca przeznaczenia.
Fikcja suwerenistycznego azylu
Oponenci globalizacji proponują strategię powrotu do państwa narodowego i demokracji, które uważają za rzeczywistą alternatywę dla postępującego globalizmu. W ich optyce elity globalistyczne wracają do myślenia dynastycznego i systemu feudalnego, odesłanego do lamusa wraz z rozwojem państw narodowych (vide: Michał, Kuź, „Globalizm, lokalizm i nowe średniowiecze”, 2024, Magdalena Ziętek – Wielomska, Adam Wielomski „Państwo narodowe i jego wrogowie”, 2020). Wystarczy zatem przywrócić państwo narodowe. Kłopot w tym, że z cybernetycznego i historycznego punktu widzenia jest to prezentystyczne nieporozumienie, bazujące na wyobrażaniu sobie ustroju feudalnego na podobieństwo scentralizowanych państw współczesnych a państw narodowych jako demokracji realizujących wolność od feudalnego ucisku.
Historyczne średniowiecze tworzyło rozproszony system polityczny oparty na prywatnych umowach i zasadzie „wasal mego wasala, nie jest moim wasalem” (vide np: Regine Pernoud, „Blask średniowiecza”, 2022). Był to ustrój bliższy współczesnym ideałom libertariańskim niż nowożytnemu centralizmowi, mylonemu z domniemanym feudalizmem (dla ilustracji błędu: gdyby Polska miała obecnie ustrój feudalny to wojewoda lubelski nie podlegałby rządowi w Warszawie). Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego (I Rzesza) można w dużej mierze uznać za instytucjonalną i społeczną „skamielinę” porządku feudalnego. W epoce nowożytnej, gdy Europa Zachodnia dynamicznie budowała absolutystyczne, scentralizowane państwa narodowe, Cesarstwo zakonserwowało rozproszenie władzy, przekształcając średniowieczny feudalizm w unikalny, skomplikowany system prawno-ustrojowy.
Powstawanie państw narodowych, początkowo monarchicznych potem demokratycznych, zbiega się z procesem globalizacji nieprzypadkowo. Westfalski porządek po 1648 roku uskutecznił w ramach monarchii centralizację, która kreowała dług publiczny w miejsce wcześniejszego prywatnego długu monarchy. Już dług zaciągany przez Napoleona był długiem wszystkich Francuzów. Zniesienie systemów monarchicznych w 1919 roku umożliwiło sterowanie masami przez emisję długu wieczystego banków centralnych. Konferencja w Bretton Woods z 1944 roku ustanawiała system finansowy oparty o dolara. Konsensus waszyngtoński z 1989 roku narzucał światu demoliberalną globalizację ideową. Wielki Reset z 2020 roku zapowiadał technokrację eliminującą resztki państw narodowych i wprowadzenie omówionego wyżej bezpośredniego bata behawioralnego. W toku historycznej ewolucji elity finansowe tworzyły stopniowo nadsystem sterujący państwami. Państwa narodowe były im w tym procesie potrzebne do uzyskania skokowego przyrostu mocy swobodnej do poziomu wymaganego dla globalnego sterowania. Obecnie państwa narodowe stały się zbędne i pozostaje pytanie na czym ma polegać ich przywrócenie?
Fikcja narodowej kasy
Państwo narodowe zwiększało dochody elit finansowych a tym samym ich wpływ na rzeczywistość, umożliwiając globalizację i tworzenie rządu światowego. Banksterzy od zawsze, tj. od starożytności zarabiali na obsłudze długu rządowego. Wielkość sektora rządowego oraz poziom jego długu jest obiektywną miarą eksploatacji społeczeństwa, tak samo jak poziom podatków i zadłużenia każdej rodziny jest miarą jej eksploatacji. Literacko przedstawił to Bolesław Prus w powieści „Faraon”. Dopóki rząd był prywatny (monarchiczny) nie był wstanie przejąć znaczącej części dochodu i tym samym zaciągać wielkich długów. Od XI do połowy XIX wieku kształtował się on na poziomie 5-10% PKB, przekraczając 15% tylko w przypadku Niemiec (Hans-Hermann Hoppe, „Demokracja – bóg, który zawiódł”, 2006, str. 97). „W trakcie centralizacji politycznej w XVI i XVII wieku pojawiły się nowe źródła dochodów rządu: cła, opłaty akcyzowe i podatek od ziemi. Mimo to do połowy XIX wieku wśród wszystkich państw Europy Zachodniej tylko w Wielkiej Brytanii obowiązywał podatek dochodowy (od 1843 roku). Francja po raz pierwszy wprowadziła rodzaj podatku dochodowego w 1783” (tamże, str. 98). Dla porównania udział publicznego sektora rządowego w PKB osiągnął 50% w latach siedemdziesiątych XX wieku. Wzrost sektora rządowego wprost proporcjonalny do procesów globalizacji sugeruje przyczynowe powiązanie obu procesów, które potwierdzone jest wzrostem publicznego zadłużenia i mechanizmem transmisji zysków z jego obsługi.
Różnica wielkości między prywatnym a publicznym rządem jest doskonale widoczna w ich zadłużeniu. Dług monarchii brytyjskiej rósł w czasie wojen a malał w czasie pokoju. W 1748 roku wynosił 76 milionów funtów, w 1783 roku – 232 milionów funtów, w 1815 roku – 900 milionów funtów. „Tymczasem od nastania epoki demokratyczno – republikańskiej dług brytyjski cały czas rósł zarówno w okresach wojny, jak i pokoju. W 1920 roku wynosił 7,9 miliarda funtów, w 1938 roku – 8,3 miliarda, w 1945 roku – 22,4 miliarda, 1970 roku – 34 miliardy, a od tego momentu rósł gwałtownie, by w 1987 roku osiągnąć wartość ponad 190 miliardów funtów” (tamże, str. 103). Podobnie dług amerykańskiego rządu federalnego z 25 miliardów dolarów w 1919 roku wzrósł do 370 miliardów w 1971 roku a po 1971 roku, gdy zniesiono wymienialność dolara na złoto eksplodował do 6 bilionów dolarów w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i nadal bezprzykładnie rośnie. Wzrost długu publicznego przekraczający wzrost sektora publicznego dowodzi, że moc społeczna jest przekazywana poza państwo, dzięki mechanizmowi alimentacji (zasilania), jaki umożliwia demokracja.
Choć królowie robili co mogli, żeby wzbogacić się kosztem społeczeństwa, na przykład monopolizując bicie pieniądza, czy zmniejszając zawartość kruszcu w monetach, to nigdy nie udało im się wprowadzić pieniądza fiducjarnego bez pokrycia. Eksperymenty związane z bankiem Amsterdamu, Bankiem Anglii, Johnem Lawem i Banque Royal de France miały charakter lokalnych wybryków i kończyły się finansową katastrofą. „Nikomu, nawet królowi, nie ufano by, gdyby dysponował tak niezwykłym monopolem. Dopiero w warunkach demokratycznego republikanizmu – rządów anonimowych i odpersonalizowanych – udało się dokonać tego wyczynu” (tamże, str.100). W konsekwencji waluta ulega stałej inflacji i deprecjacji. Na przykład wskaźnik cen artykułów konsumpcyjnych w USA wzrósł z 40 w 1971 roku do 136 w 1991 roku; w Wielkiej Brytanii z 24 do 137 (ponad pięciokrotnie); we Francji z 56 do 116. Oznacza to, że co 20 lat ceny towarów zwiększały się od 2,5 do 5 razy pomimo równoległego bezprecedensowego wzrostu wydajności pracy. Dla porównania ceny w Wielkiej Brytanii „w 1760 roku były znacznie niższe niż sto lat wcześniej, a w 1860 niższe niż w 1760 roku” (tamże, str. 101).
Fikcja narodowej władzy
Elity globalistyczne nie myślą dynastycznie. Dynastie legitymowały się zawsze jawnością i utożsamiały z zarządzanym terytorium, kapitalizując swoją rentę monopolową. Król panował mając na uwadze dłuższy horyzont czasowy, co ograniczało poziom eksploatacji zasobów: każdy zaciągany dług zmniejszał jego przyszły majątek. Dla bankierów monarchia jest niewygodna z dwu powodów. Po pierwsze ogranicza ich dochody a po drugie stanowi konkurencję w dziedzinie długofalowej polityki. Elitom finansowym odpowiada demokratyczny polityk, który zamiast utrzymać lub powiększyć wartość majątku, będzie starał się zużyć jak najwięcej rządowych zasobów, bo „to, czego nie skonsumuje teraz, nie będzie mógł skonsumować nigdy […] W szczególności zarządca – w przeciwieństwie do prywatnego właściciela rządu – nie będzie miał powodów, żeby nie doprowadzać kraju do ruiny” (tamże, str. 89). Ruinę poszczególnych krajów widać dzisiaj doskonale.
Zysk globalistów bazuje na demokratycznym rozmyciu odpowiedzialności i zakulisowym sterowaniu finansowym. „Kiedykolwiek król zapożycza się u obywateli (sprzedaje im obligacje), to gwarantuje zwrot pożyczki prywatnym majątkiem (którego wartość w związku z tym spada). Od demokratycznego zarządcy niczego takiego się nie wymaga. Może on cieszyć się wszystkimi korzyściami płynącymi ze wzrostu aktualnych wydatków, podczas gdy odpowiedzialność za długi i obniżenie wartości mienia staje się po jego odejściu problemem innych. Dług rządu demokratycznego będzie więc większy i będzie rósł szybciej niż dług monarchów” (tamże, str. 132).
Inaczej niż w monarchii, przeciętny obywatel nie ma do kogo skierować swych frustracji. Ludzie na ogół uważają kradzież za niemoralną i dlatego uważnie przyglądają się postępkom księcia. Inaczej jest w systemie nieograniczonego dostępu do (publicznej) władzy, który każdemu pozwala otwarcie wyrażać pragnienia cudzej własności. Do władzy dochodzą ludzie najbardziej pozbawieni hamulców moralnych. Obywatel jest urabiany w przekonaniu, że rządzi nim wyłoniona w wyborach reprezentacja suwerennego narodu. Reprezentacja ta jednak za nic nie odpowiada (jak wiadomo najbardziej bezużytecznym urzędem III RP jest Trybunał Stanu). „Psychologiczny mechanizm demokracji tłumaczy masową wrogość wobec przymusowego położenia poddanych w stosunku do znanego im dobrze władcy, a zarazem masowe poparcie dla dobrowolnego zniewolenia obywateli przez anonimowe państwo. Zakulisowe wyzwalanie pospolitej zazdrości wobec prywatnego monarchy tłumaczy dobrowolne przyjmowanie niepomiernie większych niedogodności powodowanych przez publiczne rządy jakoby przez siebie ustanawiane” (J. Janowski, „Wielki i głęboki reset….”, (str. 341).
Ideowa bezalternatywność rozwiązania demokratycznego stanowi o jego totalitarnym charakterze. „Wszystkie współczesne demokracje, podobnie jak ich amerykański pierwowzór, są organizacjami opartymi na przymusowej: przynależności, integracji, redystrybucji, reedukacji, resocjalizacji, dobroczynności, zapobiegliwości, wrażliwości i solidarności. Przymusowość odbiera im jednak kluczowy i konstytutywny walor, niszcząc życie społeczne, ograniczając rozwój gospodarczy i deprawując postawy” (tamże, str. 311). Powołując się na utopijne dyrektywy demokratyczne, zyskuje się quasi religijną legitymację do rządzenia. Jest ona tak silna, że nawet pacyfikowanemu narodowi umknie naoczny dowód na brak suwerenności. Tak jak nie zauważyli tego Polacy ustawiający się niedawno w kolejkach do eksperymentów medycznych, czego obecnie nie chcą nawet pamiętać.
Ideologia demokratyzmu jest kamuflażem dla finansowego komunizmu, czyli operacji uwspólnienia długu przez rządowy monopol pieniądza fiducjarnego. To rozwój tego mechanizmu spowodował upadek monarchii na całym świecie. Monarcha kontrolujący swoje zadłużenie został pokonany przez republikę z większym kredytem. Demokratyczne zadłużenie jest nieograniczone, bo naród, który nie ma do kogo zaadresować swoich resentymentów, można eksploatować prawie bez końca. Dlatego nie jest historycznym przypadkiem, że rządy finansjery zaczynają się gwałtownie rozwijać właśnie w systemach republikańskich i demokratycznych, a nie w monarchiach. Zaczęło się od republik włoskich miast z Wenecją na czele. Potem był Amsterdam i jego giełda, chwalebna rewolucja w Anglii, rządy parlamentu i Banku Anglii (czytaj: Rotszyldów), a następnie rewolucja francuska i wojna secesyjna w Stanach Zjednoczonych.
Mane, tekel, fares
Państwo narodowe jest likwidowane, ponieważ wykonało już swoją robotę. Współczesne metody zarządzania behawioralnego nie potrzebują ideologii narodowych, które wcześniej tłumaczyły ludziom konieczność pracy dla globalistycznej finansjery oraz potrzebę ginięcia w jej światowych wojnach. Powrót do dziewiętnastowiecznego nacjonalizmu się zatem nie uda. Nowożytny nacjonalizm powstał jako produkt uboczny na glebie upadającej cywilizacji łacińskiej, na potrzeby rządzących elit, w wyniku sponsorowanej przez te elity powszechnej edukacji, masowej prasy i popkultury. Teraz zaś elity go nie potrzebują, bo mają technologię inwigilacji Palantira. A nacjonalizm sam się nie zrobi. Wbrew bowiem temu, co się wciąż sądzi i pisze naród nie posiada duszy, nie ma rozumu i nie ma woli. Naród nie może być źródłem żadnej władzy a wyrażenie „suwerenność narodu” to oksymoron.
Z logicznego punktu widzenia pytanie o suwerena brzmi: „nad kim?”. Naród nie może być sam dla siebie autorytetem. Człowiek jest żyworodnym ssakiem a jego potomstwo do osiągnięcia społecznej dorosłości potrzebuje edukacji i wychowania, które bez autorytetu (czyli władzy) jest niemożliwe. Wyniki ludzkiego dorastania są zawsze różne. Co sprawniejsze jednostki stają się autorytetami w określonych dziedzinach. Dla większości ludzi jest to autorytet w rodzinie lub u sąsiadów. Tylko nieliczni wyrastają na politycznych liderów, co jest zresztą przejawem zdrowia, bo nadprodukcja elit jest zawsze przyczyną społecznych kryzysów. Fakt, że takich pretendentów jest zawsze nadmiar, jest bardzo wygodny dla realizacji najstarszej reguły politycznej: divide et impera. Zgodnie bowiem z popularnym powiedzeniem: „demokracja demokracją ale ktoś tym musi rządzić”. Sam fakt, że polityki demokratycznej nie daje się uprawiać z jedną reprezentacją całego narodu bez żadnych partii i frakcji wymownie demaskuje iluzję jego „samostanowienia”. To, że ostatecznie zawsze ktoś musi występować w imię narodu, potwierdza biblijną a nie demokratyczną teorię władzy pochodzącej „z góry” a nie od ludu.
Suwerenność i samostanowienie narodów są prawnymi dyrektywami, a nie faktami: nie mówią, co jest, tylko co ma być. Zostały wymyślone przez autorytety i są uznawane na skutek społecznego uznania tych autorytetów, jak każda ideologia polityczna. Naród jest strukturą hierarchiczną, jak wszystkie inne naturalne struktury: rodzina, ród, plemię, szkoła, kościół czy uniwersytet. Naród opiera się na samoidentyfikacji jednostek z otrzymanym przez nie kodem cywilizacyjnym oraz historią jego realizacji. Narodowość jest dobrowolna, w przeciwieństwie do przymusowego państwa, czy biologicznie zdeterminowanego etnosu. Wymaga jednak tradycji a nie każdy ich rodzaj umożliwia powstanie narodu.
Według Feliksa Konecznego narody powstały w tradycji łacińskiej na miejscu zlikwidowanej struktury rodowo-plemiennej, jako szeroka społeczna identyfikacja i współpraca oparta na utrwalonej w obyczaju moralności. „Narodowość może się zjawić dopiero po całkowitej emancypacji rodziny. Sama ta okoliczność wyklucza od pojęcia narodowości cywilizację turańską, arabską, bramińską i chińską”.
Ponieważ tradycja i kultura łacińska są obecnie w zaniku, żadnych narodów wkrótce nie będzie. Świat rozpada się na naszych oczach na neopogańskie plemiona i biologiczne etnosy. Będą one ze sobą nieustannie walczyć o przetrwanie, będą pacyfikowane, depopulowane i bezwzględnie wykorzystywane przez technologiczne korporacje. Ogłupiała, pozbawiona tradycyjnych i naturalnych autorytetów, zatomizowana przez technologię jednostka, będzie szukała jakichkolwiek dostępnych jej sposobów przetrwania. Może znaleźć je tylko w pierwotnej, biologicznej identyfikacji z plemieniem. Tak właśnie będzie wyglądać nadchodzący nowy porządek świata.
Zakorzeniony w XIX-wiecznym romantyzmie lub pozytywizmie ruch narodowy faktycznie dokonał przebóstwienia narodu. Oświeceniowe idee postawiały naród w miejsce Boga, jako ostateczne źródło moralności i władzy. Z punktu widzenia tradycyjnej teologii katolickiej odbieramy dzisiaj karę za bałwochwalstwo (idolatrię).
Rozpad narodów na neopogańskie plemiona nie jest żadnym wypadkiem przy pracy historii, czy sukcesem inżynierii Palantira. Jest logiczną konsekwencją duchowej zdrady. Bożek narodu postawiony w miejsce Boga, okazuje się bezsilny w starciu z Cyfrowym Lewiatanem.
Włodzimierz Kowalik Myśl Polska, nr 35-36 (130.08-6.09.2026)
Dzisiaj Leon XIV mianował biskupa pomocniczego Lizardo Estradę Herrerę O.S.A. (52 lata) z Cuzco w Peru na arcybiskupa koadjutora tej samej archidiecezji. Zostanie on zatem następcą arcybiskupa Richarda Daniela Alarcóna Urrutii (74 lata).
Zaledwie dwa tygodnie temu nowy arcybiskup złożył ofiarę na cześć BAŁWANa – Pachamamy.
Leo XIV osobiście wychował Estradę
Urodzony w Cotabambas w 1973 r. prałat Estrada wstąpił do zakonu augustianów i przyjął święcenia kapłańskie w 2005 r. W styczniu 2021 r. papież Franciszek mianował Estradę biskupem pomocniczym w Cuzco.
W maju 2025 r. biskup Estrada powiedział serwisowi VaticanNews.va, że Leon XIV był już jego profesorem, kierownikiem duchowym w zgromadzeniu augustianów, a następnie przeorem generalnym. W końcu obaj pełnili wspólnie posługę w ramach peruwiańskiego episkopatu.
Biskup Prevost był koncelebrantem podczas święceń kapłańskich Estrady oraz jego współkonsekratorem biskupim.
Estrada uczestniczył w rytuale Pachamama
W dniach 13–14 sierpnia 2026 r. biskup Estrada pomógł zainaugurować konferencję w Cuzco.
Ceremonia otwarcia obejmowała rytuał oddania czci Pachamamie. Biskup Estrada zaniósł liście koki do misy z ogniem jako ofiarę dla „Pachamamy” (Matki Ziemi), umieszczając je na mandali używanej podczas tego rytuału.
Ceremonia rozpoczęła się od wyraźnych odniesień do sierpnia jako miesiąca „Matki Ziemi”, po czym nastąpiło złożenie liści koki, ćwiczenia oddechowe pod przewodnictwem prowadzącego, dziękczynienie złożone ziemi oraz instrukcja, by przed złożeniem liści trzykrotnie wdychać powietrze.
Amazonia jako „miejsce teologiczne”
W wywiadzie udzielonym w 2023 r. serwisowi VaticanNews.va biskup Estrada stwierdził, że ludy andyjskie i amazońskie mają wiele do przekazania Kościołowi – nie tylko poprzez swoją kulturę i sposób życia, ale także poprzez swoje sposoby „wierzenia”. Dodał również: „Pragnę Kościoła zakorzenionego w kulturze lokalnej”.
Od lat biskup Estrada jest głęboko zaangażowany w teologię duszpasterską rdzennej ludności, inkulturację, rdzenną „kosmovizję” oraz nowe posługi na rzecz rdzennej ludności.
Podczas Zgromadzenia Duszpasterskiego na rzecz Ludów Rdzennych, które odbyło się w sierpniu 2025 r. w Ekwadorze, podkreślił pilną potrzebę „promowania i rozwijania obrzędu amazońskiego oraz obrzędu majskiego”.
W marcu 2026 r. opisał Amazonię jako „miejsce teologiczne”, w którym Kościół może odkrywać nowe sposoby życia Ewangelią.
9 czerwca 2026 r., otwierając regionalne spotkanie CELAM na Karaibach, biskup Estrada przypomniał o potrzebie wsłuchania się w „wołanie ubogich i Matki Ziemi”.
Diakonki
W 2023 r., pełniąc funkcję sekretarza generalnego CELAM, Estrada przedstawił obszerne opracowanie CELAM dotyczące udziału kobiet w Kościele Ameryki Łacińskiej i Karaibów, które wyraźnie uwzględniało diakonat kobiet wśród swoich propozycji.
W swoim wstępie Estrada podkreślił apele o „stworzenie nowych posług, w ramach których [kobiety] będą mogły lepiej służyć Kościołowi”.
Podczas prezentacji badania pochwalił jego wyniki, stwierdzając, że „wyprzedziły one tematy poruszane podczas pierwszej sesji Synodu w październiku 2023 roku”.
28.08.2026, ministerstwo „kultury”
donald/rzezba-wygladajaca-jak-wyrzucone-odpady-wzbudzila-spoleczna-niechec-i-artystyczne-oburzenie
![]()
fot. Facebook @Muzeum Jana Kochanowskiego
W minioną sobotę w parku
Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie
odsłonięta została instalacja
Fence
współczesnej artystki Moniki Sosnowskiej. Eksponat przedstawia „
zniekształcony fragment modernistycznego ogrodzenia
, którego metalowa konstrukcja wygląda tak, jakby została gwałtownie wyrwana z ziemi wraz z masywnymi, betonowymi blokami”:
„Artystka przekształca codzienny, użytkowy element architektury w obiekt o aurze tajemnicy:
stalowa siatka i beton zyskują tu zaskakująco poetycki wymiar
” – przekazało muzeum w opisie instalacji.
Projekt powstał w 2010 roku i był prezentowany na międzynarodowej wystawie w 2018 roku w Antwerpii, a także w 2017 roku w Bruton i w 2010 r. w Nowym Jorku.
Zakup eksponatu był możliwy dzięki
dofinansowaniu z programu Rzeźba w przestrzeni publicznej wspieranego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
.
Projekt uzyskał dofinansowanie w ramach programu realizowanego przez Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Całkowity koszt inwestycji wynosił ok. 460 tys. złotych, a kwota
dofinansowania wyniosła 377 tys. złotych
.
Zaakceptuj pliki cookies Meta (Facebook), aby zobaczyć ten post.
Instalacja wywołała
poruszenie w sieci
:
Zaakceptuj pliki cookies Meta (Facebook), aby zobaczyć ten post.
Zaakceptuj pliki cookies Meta (Facebook), aby zobaczyć ten post.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.
Zaakceptuj pliki cookies Twitter/X, aby zobaczyć ten tweet.

Przypomnijmy, o projekcie
Rzeźba w przestrzeni publiczne
j, organizowanym przez Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku i finansowanym przez Ministerstwo Kultury, zrobiło się już głośno w ubiegłym roku. Wówczas dofinansowanie uzyskała
rzeźba GAJA
autorstwa grafika i fotografa Maurycego Gomulickiego. Instalacja przedstawia postać o kobiecych, bujnych kształtach, która stanęła w
Busku-Zdroju
. Projekt został dofinansowany kwotą 300 tys. zł przez resort kultury. Instalacja również wywołała niemałe poruszenie:

apolut-/hollisters-geopolitik-radar-vom-24-30-august
Wojny toczą się za pomocą pocisków. Ale władza jest coraz bardziej uwarunkowana tym, kto ma dostęp . Waszyngton oplata Iran siecią sankcji, banków, ubezpieczycieli i zakazów technologicznych, podczas gdy Teheran tworzy własne zasady przepływu przez Ormuz. USA zapewniają sobie długoterminowy dostęp do wenezuelskiej ropy, Syria wymienia centralizację wojskową na powrót do zachodnich sieci płatniczych, Europa Północna konsoliduje swoje struktury dowodzenia, a Chiny dalej rozbudowują swoją infrastrukturę strategiczną.
Radar geopolityczny KW35 Hollistera ukazuje świat, w którym granice nie istnieją już wyłącznie na mapach, lecz są definiowane przez konta, licencje, łańcuchy dostaw, czujniki, porty i prawa dostępu .
Radar geopolityczny z 24 do 30 sierpnia 2026 r.
Artykuł publicystyczny autorstwa Michaela Hollistera.
W tym tygodniu geopolityczna władza z uderzającą częstotliwością przesuwała się w kierunku zasad dostępu. Waszyngton próbuje izolować Iran nie tylko militarnie i poprzez handel ropą, ale także za pośrednictwem banków, ubezpieczycieli, dostawców technologii i firm żeglugowych. Teheran odpowiada, wprowadzając własne zasady przepływu przez Cieśninę Ormuz. W Wenezueli problem nie dotyczy już wyłącznie sankcji, ale długoterminowej kontroli nad polami naftowymi. Syria łączy likwidację armii równoległej z jej powrotem do międzynarodowych sieci płatniczych.
Ten schemat jest widoczny również poza tymi konkretnymi teatrami działań. Szwecja oddaje siły pod dowództwo Finlandii, państwa Morza Bałtyckiego planują wspólny system obrony przed dronami, Kanada odpowiada na cła USA cłami odwetowymi i pomocą przemysłową, a Chiny i Indie opracowują nowe procedury mające na celu ograniczenie konfliktów granicznych. Siła przejawia się zatem nie tylko w broni i terytoriach. Znajduje się również w licencjach, kanałach płatności, kontroli eksportu, prawach inwestycyjnych, misjach obserwacyjnych i strukturach dowodzenia wojskowego.
Nie oznacza to, że wydarzenia przebiegają według wspólnego planu. Interesy, ramy prawne i dynamika władzy znacznie się różnią. Metoda jest jednak porównywalna: państwa zmieniają warunki, w jakich inni mogą działać. W przypadkach, gdy fakty pozostają niejasne – dotyczące wyniku referendum w Islandii, dynamiki władzy w Nigrze i funkcji nowych chińskich obiektów na Morzu Południowochińskim – ten radar wyraźnie odróżni sytuację w momencie publikacji od potwierdzonych ustaleń.
SERCE
1. Waszyngton rozpoczyna globalną kampanię sankcji w ramach „Operacji Economic Outcast” (24 sierpnia 2026 r.)
Departament Skarbu USA nałożył sankcje na prawie 60 osób, firm i statków, a także rozszerzył ryzyko sankcji wtórnych na pięć dodatkowych sektorów irańskiej gospodarki: aktywa cyfrowe, technologię, złoto, lotnictwo i żeglugę. Administracja ogłosiła, że wyznaczy terminy dla państw trzecich na zakończenie zidentyfikowanych transakcji biznesowych z Iranem. W odpowiedzi Zjednoczone Emiraty Arabskie wszczęły dochodzenie w sprawie dotkniętych sankcjami banków; egipski Banque Misr również analizuje konsekwencje dla swoich oddziałów w ZEA. Waszyngton łączy zatem te indywidualne sankcje z globalną strategią dostępu do strefy dolara. Najnowsze doniesienia o Iranie z 30 sierpnia 2026 r. umieszczają te wydarzenia w kontekście trwającej wojny.
2. Iran umieszcza tankowce na czarnej liście i negocjuje korytarz z Omanem (24–27 sierpnia 2026 r.)
Teheran oświadczył, że 45 tankowców naruszyło nowe przepisy tranzytowe w Cieśninie Ormuz. Statki te zostały ukarane grzywnami, konfiskatą lub konfiskatą ładunku. Jednocześnie Iran i Oman omawiały tymczasowy korytarz żeglugowy i rozminowanie. Liczba przejść nieznacznie wzrosła w ciągu tygodnia, ale nadal była uzależniona od zgód, opłat za bezpieczeństwo i odstraszania militarnego. W rezultacie powstają dwa konkurujące ze sobą systemy: tranzyt kontrolowany przez Iran i wspierany przez USA. Kontekst planowanego korytarza został omówiony w artykule „Szlak Południowy ” .
3. Stany Zjednoczone i Wenezuela zgadzają się na zabezpieczenie dostępu do rezerw ropy naftowej na 25 lat (28-30 sierpnia 2026 r.)
Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że Stany Zjednoczone zapewniły sobie większościową kontrolę nad ponad 65 miliardami baryłek wenezuelskich rezerw ropy naftowej dzięki partnerstwu z firmami prywatnymi. Tymczasowa prezydent Wenezueli, Delcy Rodríguez, mówiła następnie o 25-letniej umowie. Wymieniła 17 istniejących złóż ropy naftowej, osiem nowych bloków i cel produkcji 1,5 miliona baryłek dziennie; suwerenność nad zasobami pozostanie w gestii Wenezueli. Pełne teksty umów i dokładna struktura prawna nie były publicznie dostępne w momencie publikacji. Tło ekonomiczne i polityczne zostało omówione w artykule „Insider Trading off Caracas ” .
4. Syria rozwiązuje SDF i jednocześnie otwiera międzynarodowe kanały płatnicze (24-28 sierpnia 2026 r.)
Dowodzone przez Kurdów Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) zostały formalnie rozwiązane; ich jednostki mają być stopniowo włączane do struktur państwowych. Kilka dni później prezydent Ahmed al-Sharaa mianował byłego dowódcę SDF, Mazloum Abdi, na stanowisko doradcy. Pytania dotyczące integracji jednostek kobiecych i faktycznego zakresu dowodzenia pozostają bez odpowiedzi. Jednocześnie Stany Zjednoczone usunęły Syrię z listy państw sponsorujących terroryzm. Visa i Mastercard rozpoczęły przetwarzanie międzynarodowych płatności kartami za pośrednictwem partnerów syryjskich. Damaszek łączy w ten sposób centralizację sił zbrojnych z reintegracją gospodarczą. Wstępne etapy zostały przeanalizowane w artykule „Ciche zwycięstwo Trumpa w Syrii ” .
5. Trump przedstawia Kongresowi porozumienie nuklearne z Arabią Saudyjską (25 sierpnia 2026 r.)
Rząd USA przedłożył Kongresowi 30-letnią cywilną umowę nuklearną z Arabią Saudyjską. Przewiduje ona między innymi budowę reaktorów Westinghouse AP1000; Kongres ma 90 dni sesyjnych na jej rozpatrzenie. Trump politycznie powiązał umowę z uznaniem Izraela przez Arabię Saudyjską. Rijad jednak podtrzymuje swoje żądanie wiarygodnej ścieżki do utworzenia państwa palestyńskiego. Krytycy wskazują, że wyraźne zrzeczenie się wzbogacania i przetwarzania uranu nie zostało jasno określone. Regionalna architektura bezpieczeństwa została opisana w dokumencie „Pakt Mekka – część 2” .
6. Wojna między Rosją a Ukrainą dotyczy paliw, magazynów i terenów cywilnych (28-29 sierpnia 2026 r.)
Rosja przedłużyła zakaz eksportu oleju napędowego z rafinerii do 30 września 2026 roku. Jako powód podano niedobory po ukraińskich atakach na zakłady przetwórcze oraz konieczność zabezpieczenia rynku krajowego. Z kolei rosyjski atak uderzył w ukraiński magazyn pod Kijowem, którego eksplozja, według władz, zabiła 37 osób i uszkodziła budynki mieszkalne oraz dom opieki. Ukraina potwierdziła, że w pobliżu terenów cywilnych składowano tam materiały wybuchowe; prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział dochodzenia i analizy. Aktualizacja sytuacji na Ukrainie z 28 sierpnia 2026 roku dokumentuje strategiczną głębię wojny powietrznej.
7. Szwecja i Finlandia wzmacniają swoją obronę – państwa Morza Bałtyckiego planują utworzenie grupy zadaniowej ds. dronów (28-29 sierpnia 2026 r.)
Szwecja ogłosiła, że jesienią wzmocni Finlandię myśliwcami Gripen, korwetą Visby oraz potencjalnym wsparciem radarowym i obrony przeciwlotniczej przed dronami. Siły szwedzkie mogą zostać podporządkowane dowództwu fińskiemu. Jednocześnie, według niemieckiego rządu, państwa Morza Bałtyckiego planują utworzenie wspólnej grupy zadaniowej ds. obrony przed dronami i szybsze mechanizmy reagowania. Prezydent Finlandii Alexander Stubb przedstawił kluczowy kontrargument: nie ma konkretnych dowodów na rychły atak Rosji na NATO. Niemniej jednak, integracja operacyjna jest wdrażana jako środek zapobiegawczy. Finansowe aspekty tego przedsięwzięcia zostały omówione w filmie dokumentalnym „Od Zielonego Ładu do zdolności bojowych ” .
8. Islandia podejmuje decyzję o nowych negocjacjach z UE minimalną większością głosów (29-30 sierpnia 2026 r.)
Islandia głosowała nad wznowieniem negocjacji akcesyjnych z UE, przerwanych w 2013 roku. W momencie oddawania artykułu do druku, po przeliczeniu około 152 000 głosów, przeciwnicy mieli minimalną przewagę, 50,1% do 49,9%; ostateczny wynik wciąż nie został ustalony. Głosowanie nie rozstrzyga samo w sobie o członkostwie w UE. Wynegocjowane porozumienie musiałoby zostać zatwierdzone w drugim referendum. Koncentruje się ono na prawach połowowych, kwestiach walutowych, stopach procentowych i strategicznym porozumieniu. Analiza „Zerwanie z Rosją, zależność od Ameryki, konflikt z Chinami” pokazuje, jak zależności gospodarcze ograniczają możliwości polityczne .
9. Próba zamachu stanu wstrząsa Nigrem – kluczowe szczegóły pozostają sporne (29-30 sierpnia 2026 r.)
Zbuntowani żołnierze zaatakowali lotnisko, pałac prezydencki i państwową stację radiową w Niamey. Ministerstwo Obrony ogłosiło, że sytuacja jest opanowana; jednak walki trwały nadal, szczególnie na lotnisku. Państwowe media donosiły o licznych ofiarach śmiertelnych i aresztowaniach, twierdząc, że siły rosyjskie wspierały rząd. Te twierdzenia mogły zostać zweryfikowane jedynie częściowo. Powstanie ma miejsce w kraju, którego dowództwo wojskowe wyparło wojska zachodnie, rozszerzyło współpracę z Rosją i zrestrukturyzowało swoje interesy górnicze. Ryzyko strukturalne związane z rosyjskimi partnerstwami wojskowymi w Sahelu zostało omówione w artykule „Mali Burns – Russia Bleeds ” .
10. Chiny budują na Wyspach Paracelskich – Wietnam żąda wstrzymania prac (25–28 sierpnia 2026 r.)
Zdjęcia satelitarne przeanalizowane przez agencję Reuters pokazują nowe instalacje na kontrolowanej przez Chiny rafie Yagong na Wyspach Paracelskich. Konstrukcja może być częścią radaru wczesnego ostrzegania; jej funkcja nie została jeszcze potwierdzona. Wietnam zażądał wstrzymania budowy i potwierdził swoją suwerenność. Pekin również uważa grupę wysp za swoje terytorium i stopniowo rozbudowuje swoją infrastrukturę wojskową i cywilną na Morzu Południowochińskim. Kluczowym czynnikiem jest nie tyle pojedyncza instalacja, co zagęszczenie sieci czujników, baz i obecności administracyjnej. To podejście opisano w artykule „The Countermove – China’s Quiet Response Without Firing a Shot ” .
11. Chiny i Indie tworzą nowe mechanizmy dla swojej nierozwiązanej granicy (25-26 sierpnia 2026 r.)
Podczas 25. rundy rozmów specjalnych wysłanników Chiny i Indie uzgodniły osiem punktów dotyczących kwestii granicznej. Obejmują one dodatkowe wojskowe punkty kontaktowe, dwa nowe kanały infolinii, grupy robocze ds. demarkacji i zarządzania granicami oraz spotkanie ekspertów ds. rzek transgranicznych we wrześniu. Kolejna runda rozmów planowana jest w Indiach w 2027 roku. Nie osiągnięto ostatecznego porozumienia granicznego. Zamiast tego obie strony starają się szybciej opanować incydenty wzdłuż linii faktycznej kontroli i oddzielić powiązania gospodarcze od sporu terytorialnego. Szerszy kontekst azjatycki można znaleźć w dokumencie „Chiny – Cichy Manewr” .
12. Kanada odpowiada na cła USA cłami odwetowymi i inwestycjami przemysłowymi (25–29 sierpnia 2026 r.)
Ottawa ogłosiła cła odwetowe w wysokości 15, 25 i 50 procent na towary amerykańskie o wartości 27,6 miliarda dolarów kanadyjskich, obowiązujące od 8 września 2026 roku. Cła obejmą między innymi stal, produkty mleczarskie, sprzęt gospodarstwa domowego, maszyny rolnicze, papier i elektronikę; 7,5 miliarda dolarów kanadyjskich zostanie przeznaczone na pomoc towarzyszącą. Tymczasem wstępne porozumienie między General Motors a związkiem zawodowym Unifor przewiduje nowe inwestycje w Kanadzie, w tym montaż GMC Sierra w Oshawie. Ratyfikacja jest nadal w toku. Ten rozwój sytuacji ilustruje, jak konflikty handlowe mogą przyspieszać politykę lokalizacji przemysłu. Podobną logikę zależności analizuje się w badaniu „12 think tanków, 30 studiów, jedna komisja ” .
13. Obserwatorzy zawieszenia broni docierają do wschodniego Konga – walki trwają (24 sierpnia 2026 r.)
Wspólna misja obserwacyjna, złożona z przedstawicieli rządu kongijskiego, M23 i państw regionu, rozpoczęła pracę w Kiwu Południowym. Jej misją jest dokumentowanie naruszeń zawieszenia broni wynegocjowanego przez Katar; misja ONZ MONUSCO podobno zapewniła wsparcie logistyczne. Jednocześnie w kilku rejonach trwały walki, a obie strony oskarżały się wzajemnie o ataki i nadużycia. Misja po raz pierwszy ustanawia w ten sposób wspólny mechanizm weryfikacji, ale nie zapewnia jeszcze skutecznego rozdziału sił. Za konfliktem kryją się nie tylko interesy bezpieczeństwa, ale także dostęp do terenów bogatych w minerały. Aspekt łańcucha dostaw opisano w artykule „Konflikt o koltan – systemy nie zawodzą ” .
14. Seul ogranicza dwustronne ćwiczenia wojskowe i pozostaje przy formacie trójstronnym (28 sierpnia 2026 r.)
Korea Południowa popiera wznowienie rozmów USA z Koreą Północną, ale chce utrzymać gotowość militarną i prawo głosu w tej sprawie. Dwustronne ćwiczenia Ulchi Freedom Shield zostały wcześniej skrócone z jedenastu do pięciu dni, a ich część polowa została zmniejszona. Jednocześnie Korea Południowa, Japonia i Stany Zjednoczone ogłosiły ćwiczenia Freedom Edge w dniach 9-11 września 2026 roku na wodach międzynarodowych w pobliżu Dżedżu. Deeskalacja i odstraszanie nie przebiegają zatem sekwencyjnie, lecz równolegle, w różnych formatach. To regionalne powiązanie jest głównym tematem artykułu „ World in Flames – część 9”.
15. Tajwan oskarża dziewięć osób o nielegalny eksport serwerów AI do Chin (24 sierpnia 2026 r.)
Tajwańscy śledczy oskarżają dziewięciu oskarżonych o eksport 130 serwerów zawierających układy sztucznej inteligencji Nvidia B300 na podstawie fałszywych deklaracji dotyczących przeznaczenia końcowego. 74 urządzenia rzekomo wjechały do Chin przez Indonezję, Japonię i Hongkong; 56 zostało przechwyconych, według władz. Zaangażowane w sprawę firmy oświadczyły, że współpracują ze śledztwem. Sprawa dowodzi, że kontrola eksportu wysokowydajnych układów scalonych nie kończy się na granicy układu: kluczowe znaczenie ma integracja serwerów, pośrednicy, logistyka i weryfikacja rzeczywistego użytkownika. To stawia Tajwan w centrum uwagi, zarówno jako miejsce produkcji, jak i centrum kontroli. Strategiczne środki zaradcze opisano w dokumencie „Three Levers, Four Countermeasures ” .
W naszym własnym interesie – wcześniejsze powiadomienie – Iran Special
Dominuje narracja, że Waszyngton ugrzązł w wojnie z Iranem i nie może znaleźć wyjścia. Ale co, jeśli to założenie jest błędne? Blokada wpływa na chińskie dostawy energii, wzmacnia amerykańskie interesy eksportowe i daje USA dostęp do jednej z najważniejszych dźwigni strategicznych światowej gospodarki. Pojawiło się kilka okazji do zakończenia konfliktu – ale żadna nie została wykorzystana. Poniższa analiza stawia zatem pytanie rzadko zadawane w debacie o Iranie: czy Waszyngton w ogóle chce wycofać się z tej wojny?
Specjalny raport dotyczący Iranu zostanie opublikowany w środę 2 września 2026 r . w centrum sytuacyjnym na stronie michael-hollister.com .
PUNKTY ANALIZY
Iran: Waszyngton zamyka kanały finansowe, Teheran przyznaje prawa tranzytowe
Dwa kluczowe doniesienia tego tygodnia dotyczące Iranu są ze sobą powiązane. „Operacja Economic Outcast” nie jest wymierzona tylko w pojedyncze firmy. Departament Skarbu USA próbuje przerzucić koszty wszelkich powiązań z Iranem na strony trzecie. Banki, firmy spedycyjne, ubezpieczyciele, dostawcy usług kryptograficznych i firmy technologiczne nie muszą mieć siedziby w Stanach Zjednoczonych, aby ryzykować dostęp do amerykańskiego systemu finansowego. Presja wywierana na instytucje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Egipcie pokazuje, jak szybko amerykańskie oświadczenie może zostać przełożone na krajowe procedury weryfikacji. Aktualizacja sytuacji w Iranie z 30 sierpnia 2026 r. śledzi ten front gospodarczy na równi z sytuacją militarną.
Iran stosuje inną, ale strukturalnie powiązaną, metodę na morzu. Każdy, kto chce przepłynąć Cieśninę Ormuz, musi spełnić irańskie zezwolenia, opłaty i przepisy bezpieczeństwa. Teheran nie może sankcjonować globalnego handlu przez strefę dolarową, tak jak Waszyngton. Kontroluje jednak bliskość geograficzną, infrastrukturę przybrzeżną, pola minowe i ryzyko eskalacji cieśniny, przez którą przepływa znaczna część światowego handlu ropą naftową. Czarna lista tankowców ma na celu przekształcenie tej lokalnej potęgi w system oparty na regułach.
Korytarz omawiany z Omanem byłby zatem czymś więcej niż tylko przejściem technicznym. Mógłby potwierdzić przynależność Iranu do traktatu, jednocześnie umożliwiając ograniczony ruch bez całkowitego zniesienia blokady. Ta selektywna przepuszczalność ma wartość strategiczną: generuje dochody, nagradza współpracujących partnerów i utrzymuje presję na przeciwników. Artykuł „Follow the Oil – How Washington is Dismantling China’s Energy Supply” przedstawia kontekst polityki energetycznej. Te dwa systemy nie są prawnie ani materialnie równoważne. Łączy je to, że sam dostęp staje się bronią.
Granice wytrzymałości gospodarczej stają się już widoczne. Agencja Reuters, powołując się na dane irańskie, podała roczną inflację na poziomie 66 procent i spadek handlu zagranicznego o prawie 35 procent. Jednocześnie, według dostępnych danych, Iran był w stanie sprzedać około 90 milionów baryłek ropy naftowej w ramach umowy tranzytowej zawartej w czerwcu. To wyjaśnia, dlaczego ustanowienie nowego korytarza jest tak ważne dla obu stron: dla Teheranu chodzi o walutę obcą i polityczne uznanie jego kontrolującej roli; dla Waszyngtonu chodzi o to, czy ograniczone wyjątki złagodzą presję, czy też zostaną wykorzystane jako narzędzie dalszych ustępstw. Całkowicie zamknięty szlak morski byłby kosztowny nawet dla sojuszników USA; z drugiej strony, całkowicie otwarty korytarz osłabiłby najważniejszą siłę nacisku Iranu.
Pytania
Wenezuela: Polityka sankcji przekłada się na długoterminową kontrolę
Porozumienie z Wenezuelą oznacza potencjalną transformację. Przez lata Stany Zjednoczone ograniczały wenezuelski sektor naftowy poprzez sankcje, licencje i kontrolę kanałów płatności. Teraz Donald Trump mówi o kontroli większościowej nad ponad 65 miliardami baryłek, podczas gdy Delcy Rodríguez mówi o 25-letnim programie rozwoju. Te dwa stwierdzenia niekoniecznie oznaczają to samo. Wenezuela może formalnie pozostać właścicielem swoich zasobów naturalnych, podczas gdy prawa do wydobycia, decyzje inwestycyjne, kanały dystrybucji i rachunki przychodów są kontrolowane zewnętrznie. Kluczowym czynnikiem jest zatem nie tylko to, kto jest właścicielem ropy, ale także to, kto decyduje o tempie, nabywcach, cenach i przepływach płatności.
Opublikowane kluczowe dane są imponujące: 17 istniejących złóż, osiem nowych bloków i cel 1,5 miliona baryłek dziennie. Rodríguez prognozował dochody rządu w setkach miliardów. Jednak takie długoterminowe prognozy zależą od inwestycji, infrastruktury, cen na rynkach światowych, stabilności politycznej i warunków kontraktów. Dopóki teksty nie zostaną ukończone, są to cele polityczne, a nie gwarantowane zyski.
Dla Waszyngtonu model ten oferuje szereg korzyści. Amerykańskie firmy uzyskują dostęp do ciężkiej ropy naftowej, rafinerie na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej mogą zabezpieczyć odpowiednie dostawy, a Stany Zjednoczone zyskują wpływ na bazę rezerwową, która wcześniej miała strategiczne znaczenie również dla Chin. „Operacja Pivot” opisuje zmianę polityczną, „handel poufnymi informacjami z Caracas” – związek między decyzjami rządu, firmami naftowymi i interesami finansowymi. To, czy nowe porozumienie przywróci autonomię Wenezueli, czy też ją na stałe ograniczy, zależy od klauzul, których obecnie brakuje.
Należy rozróżnić kontrolę państwową od prywatnej realizacji. Trump mówił o partnerstwie z firmami; strona wenezuelska ogłosiła umowy z kilkoma inwestorami. Takie porozumienie pozwala rozłożyć ryzyko inwestycyjne na podmioty prywatne, podczas gdy Waszyngton zachowuje wpływy polityczne poprzez licencje, finansowanie lub prawa do odbioru. Z drugiej strony, Caracas może zwiększyć produkcję i dochody w krótkim okresie, bez konieczności ponoszenia wyłącznie kosztów odbudowy. Nie eliminuje to asymetrycznej dynamiki władzy. Im dłuższy okres obowiązywania umowy i wyższe koszty początkowe, tym trudniejsza będzie późniejsza zmiana kursu politycznego. Dopiero przepisy regulujące rozstrzyganie sporów, podział zysków, wpływ na środowisko, lokalnych pracowników i rozwiązanie umowy pokażą, ile z obiecanej suwerenności faktycznie pozostaje.
Pytania
Syria: Monopol na przemoc i dostęp do systemów płatniczych powstają jednocześnie
Rozwiązanie SDF to początkowo proces wojskowo-administracyjny. Sojusz wojskowy, niezależny od wielu lat i wspierany przez Stany Zjednoczone, ma przerzucić personel i jednostki do państwa syryjskiego. Mianowanie Mazloum Abdi na doradcę prezydenta tworzy powiązanie polityczne, ale nie rozwiązuje problemu operacyjnego: kto wydaje rozkazy, kontroluje broń i decyduje o operacjach na obszarach zamieszkanych przez większość kurdyjską? Przyszłość kobiecych jednostek bojowych i regionalnych struktur samorządowych również pozostaje niejasna.
Jednocześnie zmienia się zewnętrzny wizerunek gospodarczy Syrii. Usunięcie jej z amerykańskiej listy państw sponsorujących terroryzm zmniejsza ryzyko prawne dla banków. Pierwsze transakcje za pośrednictwem kart Visa i Mastercard pokazują, że to złagodzenie ograniczeń nie jest jedynie symboliczne. Międzynarodowe płatności kartami, banki korespondencyjne i weryfikowalne kanały transakcyjne są warunkiem koniecznym dla handlu, inwestycji i przekazów pieniężnych. „Ciche zwycięstwo Trumpa w Syrii” od samego początku opisywało ten związek między uznaniem politycznym a dostępem do gospodarki.
Oba procesy wzajemnie się wzmacniają. Bez kontroli nad podmiotami zbrojnymi liberalizacja gospodarcza pozostaje ryzykowna. Bez dochodów, systemów płatności i inwestycji Damaszek nie ma środków na finansowanie nowych struktur państwowych. Jednocześnie rośnie jego zależność od państw i firm, które zapewniają konta, karty, licencje i ochronę inwestycji. Pakt Mekka – część 2 sytuuje Syrię w ramach rodzącej się regionalnej architektury bezpieczeństwa. Integracja nie oznacza zatem automatycznie suwerenności. Może ona wzmocnić władzę państwa, jednocześnie tworząc nowe zewnętrzne instrumenty nacisku.
Dla państw sąsiednich kolejność wydarzeń ma kluczowe znaczenie. Turcja postrzega uzbrojone struktury kurdyjskie na swojej granicy jako zagrożenie dla bezpieczeństwa i będzie oceniać integrację na podstawie tego, czy istniejące sieci dowodzenia faktycznie znikną. Podczas gdy USA tracą bezpośredniego partnera w postaci niezależnych SDF, zyskują możliwość warunkowania stabilności poprzez złagodzenie sankcji i dostęp do finansowania. Dla regionów kurdyjskich istnieje kontrzagrożenie: to, co na poziomie krajowym jawi się jako przywrócenie jedności państwa, może być odczuwane lokalnie jako utrata autonomii politycznej. Doradcza rola Abdiego zapewnia widoczność, ale nie gwarantuje jeszcze udziału. Sukces integracji zależy zatem mniej od dokumentu o rozwiązaniu, a bardziej od budżetów, nominacji, lokalnych sił bezpieczeństwa i weryfikowalnych praw.
Pytania
Ukraina i Rosja: Wojna powietrzna przenosi się na grunt ekonomiczny i cywilny.
Rosyjski zakaz eksportu oleju napędowego i eksplozja w ukraińskim składzie amunicji ujawniają dwie strony tego samego medalu. Obie strony konfliktu próbują sparaliżować nie tylko jednostki frontowe, ale także systemy, które za nimi stoją. Ukraińskie ataki na rafinerie mają na celu zakłócenie dostaw paliw, dochodów z eksportu i zdolności naprawczych Rosji. Moskwa odpowiada ograniczeniami eksportowymi, aby ustabilizować swój rynek krajowy. Wstrzymanie dostaw oleju napędowego przez Rosję, jako głównego dostawcę, wzmacnia wpływ ataków wojskowych na rynki cywilne i klientów zagranicznych.
Rosyjskie ataki na ukraińskie składy i logistykę przebiegają w odwrotnym kierunku: celem jest zniszczenie amunicji, zanim dotrze ona na front. Jednak uderzenie w pobliżu Kijowa wywołało serię eksplozji wtórnych, które przyniosły wysokie straty wśród ludności cywilnej. Ukraińskie potwierdzenie, że materiały wybuchowe były składowane w pobliżu obszarów mieszkalnych, sprawia, że sam wybór lokalizacji staje się przedmiotem analizy. Rozsądne pod względem wojskowym rozmieszczenie składów może utrudniać rozpoznanie, ale w przypadku uderzenia przenosi ryzyko na obszary zaludnione.
Raport sytuacyjny dotyczący konfliktu rosyjsko-ukraińskiego pokazuje, jak ataki na infrastrukturę energetyczną, linie kolejowe, magazyny i zakłady produkcyjne stają się osobnym frontem. „Kontratak – jak Rosja zamierza przełamać okrążenie” opisuje strategiczną odpowiedź Moskwy. Wojna nie stanie się geograficznie nieograniczona, ale jej zakres funkcjonalny się poszerzy: ceny paliw, zakazy eksportu, środki bezpieczeństwa pożarowego i ewakuacje miejskie staną się częścią jej wpływu.
Z militarnego punktu widzenia prowadzi to do konfliktu celów. Duże magazyny są skuteczne w ochronie i zaopatrywaniu, ale stają się podatne na ataki po ich wykryciu. Liczne małe magazyny zwiększają redundancję i komplikują planowanie wroga, ale wymagają więcej transportu, personelu i stref bezpieczeństwa. Podobnie jest w przypadku rafinerii: naprawy mogą zniwelować pojedyncze awarie, ale powtarzające się ataki trwale blokują wykwalifikowanych pracowników i części zamienne. Obie strony starają się zatem zmusić wroga do korzystania z droższej infrastruktury. Strategicznego wpływu nie można mierzyć wyłącznie poprzez zniszczone budynki, ale także poprzez objazdy, zaopatrzenie, przestoje w produkcji i środki bezpieczeństwa. Właśnie w tym momencie militarna wojna na wyniszczenie dotyka odporności społecznej – i zwiększa ryzyko, że straty cywilne nie pozostaną efektem ubocznym pojedynczych ataków, lecz zostaną wkomponowane w logikę rozproszonej gospodarki wojennej.
Pytania
+++
Michael Hollister służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – daleką od dziennikarstwa opiniotwórczego. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych.
+++
Źródło obrazu: Michael Hollister
+++
LISTA ŹRÓDEŁ
A) Źródła pierwotne i źródła zewnętrzne
Iran, sankcje i Cieśnina Ormuz
Wenezuela
Syria i Arabia Saudyjska
Rosja, Ukraina i Europa Północna
Islandia, Niger i wschodnie Kongo
Chiny, Indie, Korea i Tajwan
Kanada
B) Własne analizy i raporty sytuacyjne
=================================================================
Podoba Ci się nasz program? Wspólnie działajmy na rzecz niezależności od systemu bankowego poprzez „cyfrową samoobronę finansową” i wesprzyj nas \darowizną w kryptowalucie „Nackte Mark”: https://apolut.net/unterstuetzen/#nacktemark
lub
Bitcoinem: https://apolut.net/unterstuetzen#bitcoin.
Informacje o innych sposobach wsparcia znajdziesz tutaj: https://apolut.net/unterstuetzen/
+++
Zachęcamy do polecania nas innym i udostępniania naszych treści w mediach społecznościowych. Niniejszym wyrażasz zgodę na udostępnianie, przesyłanie i publikowanie naszych postów w Twoich mediach społecznościowych i na platformach wideo.
+++
Zapisz się teraz do newslettera apolut: https://apolut.net/newsletter/
+++
Możesz również okazać wsparcie dla apolut poprzez ubrania! Oto link do naszego sklepu dla fanów: https://harlekinshop.com/pages/apolut
Handel ropą naftowąSyriageopolitykaWenezuelaObrona dronamiOperacja Wyrzutek EkonomicznyIranRezerwy ropy naftowejRezerwy ropy naftowej
Zaktualizowano dnia30 sierpnia 2026 r.

Zaktualizowano dnia28 sierpnia 2026 r.

Na początku dyskusji moderator serdecznie powitał teherańskiego profesora Seyeda Mohammada Marandiego i zapytał go, jak się czuje, po czym przeszedł bezpośrednio do amerykańskiej strategii wojny gospodarczej.
Centralnym pytaniem był prawdziwy stan irańskiej gospodarki – pomiędzy skrajnościami rzekomo nieuchronnej implozji i powstania a twierdzeniem, że gospodarka jest silniejsza niż przed wojną. Marandiego poproszono o umiejscowienie sytuacji gdzieś pośrodku, zwłaszcza w świetle tego, co sekretarz skarbu USA Scott Bessent nazwał ekonomicznym „D-Day”.
Wywiad z profesorem literatury angielskiej i orientalistyki Uniwersytetu w Teheranie, który regularnie występuje jako analityk polityczny, odbył się 29 sierpnia 2026 roku. Dotyczą one obecnego konfliktu między Iranem, Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, fazy, którą Marandi opisuje jako wojnę ekonomiczną z możliwością ponownej eskalacji militarnej. Wypowiedzi są wypowiedziami profesora i odzwierciedlają irańską perspektywę.
Marandi jednoznacznie odrzucił oba skrajne stanowiska. Gospodarka Iranu nie załamywała się, ale nie była też lepsza niż przed wojną. Życie w Iranie było dziś trudniejsze niż w zeszłym roku. Wojna, oblężenie, maksymalne sankcje i naloty sprawiły, że codzienne życie stało się trudniejsze. Jednak odporność narodu irańskiego była wyjątkowa.
Jego zdaniem zachodni dyplomaci i obserwatorzy błędnie interpretują typowe irańskie narzekania. Irańczycy zawsze narzekają – na złe zarządzanie, sytuację lub rząd. Nie oznacza to jednak, że kraj się rozpada. Jako dowód przytoczył ogromne tłumy na pogrzebach w Teheranie (około 16 milionów) i w Meszhedzie. Ci sami ludzie, którzy protestowali lub narzekali na ulicach, często mówili w rozmowach, że sytuacja była straszna. To, jak argumentował, odróżnia Iran od wielu krajów regionu sprzymierzonych z USA, gdzie taka otwarta krytyka jest bardziej ryzykowna.
Niewielka część społeczeństwa popiera drugą stronę, nawet podczas nalotów. Rząd przechodzi na gospodarkę wojenną, co wskazuje, że Teheran spodziewa się przedłużającego się konfliktu. Obie strony wywierają presję, ale żadna nie jest w stanie szybko wyeliminować drugiej.
Pomimo blokad, ropa nadal płynie – Marandi wymienił około sześciu milionów baryłek dziennie, z czego znaczną część stanowi ropa irańska, której eksport odbywa się za zgodą Iranu. Wyjaśnił, że istnieją złożone modele biznesowe, takie jak transport ropy z Zatoki Perskiej małymi statkami do supertankowców wzdłuż wybrzeża Omanu.
Nawet przeciwnicy, tacy jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, które wspierały Stany Zjednoczone w wojnie z Iranem, utrzymują kontakty handlowe z Teheranem. Iran zezwala na przepływ irackiej ropy i nie zamyka całkowicie Cieśniny Ormuz, aby uniknąć niepotrzebnego obciążania państw sojuszniczych. Chińskie statki i mniejsze łodzie mogą przepłynąć. Handlu z Chinami i Rosją nie da się po prostu odciąć.
Moderator połączył doniesienia z „Wall Street Journal” i Associated Press o niedoborach pocisków przechwytujących Patriot, taktycznych pocisków balistycznych, systemów THAAD i zdolności do zwalczania bezzałogowych statków powietrznych. EUCOM dostarczył amunicję do CENTCOM na potrzeby konfliktu z Iranem.
Europa ledwo wytrzymałaby ciągły atak rakietowy Rosji i miałaby trudności nawet z pojedynczymi pociskami. Takie ostrzeżenia były ignorowane przed wojną z Iranem.
Marandi postrzegał to jako konsekwencję czterech lat polityki wobec Ukrainy i bezpośredniej wojny z Iranem. Obie te sytuacje katastrofalnie osłabiły Stany Zjednoczone. Wspomniał o informacji, że dyrektor CIA udał się do Moskwy, aby szukać rozwiązania, ponieważ sytuacja na Ukrainie była katastrofalna. Amerykańskie niepowodzenie w Europie miałoby pozytywny wpływ na Azję Zachodnią i Iran. Niedobór amunicji nie był wyłącznie winą Iranu.
Choć Stany Zjednoczone są potężne, nie dysponują nieograniczonymi możliwościami przechwytywania. Marandi nie wykluczył wznowienia fazy militarnej – niekoniecznie przez USA. Iran mógłby wznowić konflikt. Polityka Iranu jest wyrachowana, podczas gdy polityka Zachodu często opiera się na emocjach.
Iran planował tę wojnę od lat 80. i 90. XX wieku, zwłaszcza po 11 września i amerykańskiej obecności w Afganistanie i Iraku. Cieśnina Ormuz odegrała kluczową rolę w tym planie. Podziemne instalacje, technologia dronów i rakiet były rozwijane przez dekady. Iran niedawno po raz pierwszy ujawnił podziemną fabrykę rakiet. Marandi odrzucił twierdzenia, że Izrael zniszczył zakłady produkcyjne, twierdząc, że nawet ich nie tknięto.
Iran dynamicznie produkuje nowe, bardziej precyzyjne i zwrotne pociski rakietowe oraz drony. Z czasem jego przewaga nad USA, które borykają się z problemami związanymi z pierwiastkami ziem rzadkich, mechanizmami produkcji i korupcją w systemie, będzie rosła. W Iranie państwo kontroluje przemysł zbrojeniowy.
Irańskie siły zbrojne są dziś silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Rząd zapewnia znaczne środki. Budowane są nowe podziemne bazy i centra dowodzenia.
Kluczowym punktem było oświadczenie nowego przewodniczącego Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, generała Mohsena Rezaei, który w wywiadzie dla libańskiej stacji telewizyjnej Al-Manar oświadczył, że Netanjahu prędzej czy później zostanie „zesłany do piekła”. Marandi zinterpretował to jednoznacznie jako groźbę przemocy, a nie jedynie retorykę czy symbolikę. Oznaczało to, że Iran planował zabić Netanjahu w pewnym momencie – czy to teraz, czy za dziesięć, czy za dwadzieścia lat.
Marandi podkreślił, że nie był to priorytet, lecz forma kary. Netanjahu zabił tysiące niewinnych ludzi i zbombardował szpitale i budynki mieszkalne. Jako przykład podał budynek mieszkalny z bankiem na parterze w Teheranie, który został zaatakowany. Zachodnie media określiły to wówczas mianem precyzyjnych ataków. Podobne tendencje można było zaobserwować w Strefie Gazy i Bejrucie.
Moderator jasno dał do zrozumienia, że jest przeciwny zabójstwu jakiegokolwiek przywódcy państwa, w tym Netanjahu, i zwrócił uwagę, że Izrael i Stany Zjednoczone wystosowały podobne groźby pod adresem irańskich przywódców. Marandi odpowiedział, że priorytetem Iranu jest opuszczenie Libanu przez Izrael i zakończenie ludobójstwa w Strefie Gazy. Rezaei wspomniał o obu tych kwestiach w tym samym wywiadzie. Iran zapewniłby to, niezależnie od wsparcia Zachodu dla Izraela.
Ewentualne wdrożenie byłoby spekulatywne i uzależnione od stworzenia wystarczających środków odstraszających, aby zapobiec wybuchowi kolejnej poważnej wojny. Marandi wspomniał o różnych możliwych scenariuszach, nie podając szczegółów.
Iran stopniowo zwiększa presję na Trumpa. Środki gospodarcze są coraz bardziej intensywne. Teheran domaga się wdrożenia Porozumienia o Porozumieniu (MoU): zakończenia ludobójstwa, zwrotu skradzionych irańskich aktywów i zakończenia okupacji Libanu. Z perspektywy Iranu, poprzednie negocjacje były fikcyjne – przed, w trakcie i po 12-dniowej wojnie. Stany Zjednoczone podważyły Porozumienie, zaostrzyły sankcje, nie zwróciły aktywów i otworzyły własny korytarz.
Iran ma przewagę: rynki obligacji, jena oraz niedobory helu, siarki i oleju napędowego. Obecnie może pozwolić na przepływ około dziesięciu milionów baryłek ropy naftowej z Półwyspu Arabskiego. Może to szybko lub stopniowo spaść do zera. Handel innymi towarami jest trudniejszy niż ropa naftowa, więc ich niedobory rosną szybciej.
Kraje Zatoki Perskiej zainwestowały ogromne środki w amerykańskie obligacje, akcje i sektor sztucznej inteligencji. Ponieważ same zużywają ogromne ilości gotówki, a końca kryzysu nie widać, są zmuszone do sprzedaży aktywów. To zwiększa presję na gospodarkę USA. Stany Zjednoczone zaoferowały już linie swapowe Emirates.
Nie ma zawieszenia broni. Państwa Zatoki Perskiej gościły bazy USA, tankowce, żołnierzy i sprzęt. Jeśli irańska gospodarka zostanie poważnie uszkodzona, na przykład w wyniku ataków na sektor bankowy, Iran mógłby zaatakować amerykańskie banki lub infrastrukturę sztucznej inteligencji w Dubaju (inwestycja warta wiele miliardów dolarów). Rezaei został mianowany, aby reprezentować bardziej asertywne podejście.
Moderator argumentował, że sankcje i tak zawiodą: gdyby okazały się nieskuteczne, Iran po prostu przeczekałby globalne skutki gospodarcze. Gdyby okazały się skuteczne i wywołały niepokoje, Iran mógłby gwałtownie wznowić konflikt i wciągnąć Stany Zjednoczone w wojnę, w której Teheran miałby przewagę dzięki niedoborom amunicji. Marandi uznał to za rozsądną ocenę.
Trudno powiedzieć, czy „Operacja D-Day” miała charakter symboliczny. Rząd USA zachowuje się inaczej niż poprzednie administracje. Zdecydowane deklaracje bez ich realizacji podważają wiarygodność. Jeśli Bessent poważnie myśli o obaleniu reżimu, konflikt jest nieunikniony.
Marandi zwrócił również uwagę na zachodnie wsparcie dla ideologii ekstremistycznych – od Afganistanu, przez Syrię, Irak i Libię, po Afrykę i Zachód. Nie ma to nic wspólnego ze zwykłym sunnickim islamem ani judaizmem. Pierwsze podręczniki szkolne takfiri zostały wydrukowane w USA.
Na koniec polecił książki takie jak te autorstwa Alastair Crooke’a i inne analizy spoza głównego nurtu zachodnich mediów i ośrodków analitycznych, które miały pomóc zrozumieć Iran.
Wywiad przedstawia obraz przedłużającego się konfliktu, w którym siły gospodarcze, militarne i polityczne są ze sobą powiązane. Marandi dostrzega wzrost militarny Iranu i jest gotowy do zwiększenia presji, jeśli Waszyngton nie wdroży Porozumienia. Interpretacja oświadczenia Netanjahu jako konkretnego, długoterminowego zamiaru pozostaje w gestii profesora, opartego na słowach przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa. Sytuacja pozostaje niestabilna, z ryzykiem wznowienia działań militarnych po obu stronach.
30 sierpnia 2026 pch24/muzeum-katolickiej-pisarki-dom-zofii-kossak-po-remoncie

Zofia Kossak należała [i dalej należy, synek… md] do jednych z najbardziej wybitnych polskich powieściopisarzy. Jednocześnie była oddaną katoliczką, a ze względu na jej poglądy autorką cenzurowaną przez komunistów. [No i dalej jest cenzurowana, przemilczana. MD]
Właśnie zakończył się remont muzeum poświęconego tej imponującej postaci.

Zakończył się kompleksowy remont „domku ogrodnika” w Górkach Wielkich, który jest siedzibą muzeum poświęconego pisarce Zofii Kossak – poinformowała PAP Dorota Kohut, rzecznik cieszyńskiego starostwa, do którego należy placówka.
To w tym domu mieszkała i tworzyła po powrocie z emigracji Zofia Kossak.
Starosta cieszyńska Janina Żagan powiedziała, że remont został przeprowadzony w ramach projektu Centrum Edukacyjno-Kulturalne „U Kossaków”. – Przywracamy w ten sposób należne miejsce dziedzictwu rodziny Kossaków. Zależało nam, aby budynek zachował historyczny charakter, a jednocześnie był dostępny i przyjazny dla wszystkich odwiedzających – wskazała Żagan cytowana w komunikacie władz powiatu.
Dorota Kohut dodała, że prace objęły remont dachu i ścian, modernizację instalacji oraz termomodernizację. Budynek został również dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnością ruchową.
Kohut zaznaczyła, że na czas remontu Muzeum Zofii Kossak zostało przeniesione do znajdującego obok dworu Kossaków i tam udostępnione. Można tam zobaczyć między innymi osobiste pamiątki po pisarce, w tym maszynę do pisania, rękopisy, fotografie, pierwsze wydania książek oraz medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”, który otrzymała od Instytutu Yad Vashem.
– We wrześniu rozpoczną się prace związane z powrotem ekspozycji do stałej siedziby – powiedziała rzecznik starostwa.
Dorota Kohut dodała, że równolegle trwają jeszcze prace w parku i ogrodzie. – Pielęgnowane są drzewa i krzewy. W parku zamontowane zostaną multimedialne tablice prezentujące życie i dorobek Zofii Kossak oraz historię jej rodziny – zaznaczyła.
Łączna wartość remontu domku ogrodnika i rewitalizacji jego otoczenia wynosi 1,76 mln zł. Dofinansowanie z funduszy UE wyniosło 1,49 mln zł. Różnicę pokrył powiat cieszyński.
Remont „domku ogrodnika” to krok w tworzeniu kompleksu Centrum Edukacyjno-Kulturalnego „U Kossaków”. Oprócz siedziby muzeum obejmuje ono pozostałości dworu rodzinnego, a także zabytkowy, 300-letni spichlerz, w którym mieści się ta jednostka kultury. Centrum zainaugurowało działalność w połowie października ubiegłego roku. Instytucja skupia w sobie życie artystyczne i edukację, a jednocześnie popularyzuje spuściznę po pisarce.
Zofia Kossak była córką Tadeusza Kossaka, bliźniaka malarza Wojciecha, wnuczką Juliusza oraz kuzynką Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Po śmierci męża Stefana Szczuckiego w 1923 roku zamieszkała w dworze w Górkach Wielkich. Dwa lata później ponownie wyszła za mąż za Zygmunta Szatkowskiego.
Podczas wojny pisarka założyła konspiracyjne organizacje Front Odrodzenia Polski oraz Radę Pomocy Żydom Żegota. Była więźniarką niemieckiego obozu Auschwitz. Została skazana na śmierć. Dzięki staraniom władz podziemia udało się doprowadzić do jej uwolnienia. Uczestniczyła w Powstaniu Warszawskim. W 1945 roku wyjechała do Londynu. Po powrocie z emigracji zamieszkała w Górkach Wielkich w domu ogrodnika położonym obok dworu, który spłonął. Zmarła w 1968 roku. Spoczywa na góreckim cmentarzu.
(PAP)/oprac. FA


—————————–

————————-

———————————————

—————————————–

———————————————

——————————–

——————————-

————————————-

——————————————–

———————————

————————-

———————————–

29 sierpnia 2026 Larry C. Johnson sonar21/feedstock-is-not-fuel-why-venezuelan-crude-cannot-fix-the-diesel-and-jet-shortage

Mój przyjaciel, Karl Miller, opublikował świetny artykuł, który demaskuje twierdzenia Trumpa dotyczące wenezuelskiej ropy jako masowy przykład gaslightingu. Streszczam jego artykuł zatytułowany „Wenezuelska ropa naftowa: Fizyczna baryłka i ustawa kapitałowa”, ponieważ nie jest on publicznie dostępny za pośrednictwem linku.
27 sierpnia 2026 roku prezydent Trump ogłosił, jak to określił, największą umowę naftową w historii świata – porozumienie między USA a Wenezuelą, dające Stanom Zjednoczonym większościową kontrolę nad ponad 65 miliardami baryłek wenezuelskich rezerw, co, jak powiedział, „znacznie obniży ceny benzyny dla wszystkich Amerykanów”. Oferta została przyjęta z ceną benzyny wynoszącą około 4,09 dolara za galon, o około 27% wyższą niż rok wcześniej i zmierzającą do najdroższego sierpnia w historii, ponieważ sześciomiesięczna wojna z Iranem i zakłócenia w Ormuzie nadwątliły jedną piątą światowych zasobów – a wybory uzupełniające odbyły się za dwa miesiące.
Niezależni analitycy zauważyli błędy arytmetyczne w tym harmonogramie: 30–50 milionów baryłek, o których mówił Trump, to mniej niż połowa dziennego globalnego zużycia, 65 miliardów to szacunki zasobów, a nie dostępne zapasy, a wpływ na cenę będzie odczuwalny dopiero za kilka lat.
Informacja Millera jest ukryta pod tym zarzutem, ale też bardziej fundamentalnym: wenezuelska ropa naftowa nie jest substancją, która mogłaby rozwiązać problem niedoborów odczuwanych przez Amerykanów na stacjach benzynowych. To nie jest magiczne rozwiązanie. W krótkiej perspektywie to w ogóle nie rozwiąże problemu.
Obecny niedobór dotyczy produktów – oleju napędowego i paliwa lotniczego – a wenezuelska ropa naftowa o wysokiej zawartości węgla nie jest produktem. Jest surowcem rafineryjnym. Nie da się załagodzić niedoboru destylatu średniego za pomocą baryłki, która wciąż musi zostać rozcieńczona, zmieszana, uszlachetniona, poddana koksowaniu i hydrorafinacji, zanim uzyska się z niej galon nadający się do użytku.
Właśnie dlatego odruch „włączenia Wenezueli” zawodzi sam w sobie. Nawet pomijając kwestię, czy Caracas może wyprodukować więcej, istniejące już baryłki nie zwiększają podaży tam, gdzie rynek jest napięty. Szybkie dostawy z USA byłyby w dużej mierze przekierowane od obecnych odbiorców Wenezueli – Chin, Indii i Europy – a nie tworzone w oparciu o globalną produkcję. To zmienia strukturę rafinerii i szlaki handlowe, ale nie naprawia fizycznego niedoboru. Przeniesienie baryłki z chińskiej rafinerii do amerykańskiej to zmiana adresu, a nie nowa baryłka, a tym bardziej nowy galon paliwa lotniczego.
Przyczyną jest natura ropy naftowej. Około trzy czwarte wenezuelskiej produkcji do 2028 roku ma być ciężkie, bardzo ciężkie lub bitumiczne, przy czym Pas Orinoko dostarczy około 60%. Materiał ten jest surowcem wsadowym na samym początku procesu konwersji; gotowa baryłka destylatu znajduje się w wielu kapitałochłonnych etapach dalszego przetwarzania — koksowanie i hydro-przetwarzanie, wodór, czas sprawności rafinerii, wydajność, dystrybucja — a żaden z nich nie stanowi ładunku ropy Merey. Cena mówi to samo: Merey 16 wynosiła średnio 67,36 USD/bbl w lipcu 2026 roku, około 12,35 USD poniżej koszyka OPEC, co jest ceną rynkową w kosztach konwersji tej ropy na coś użytecznego. Wenezuela nie jest w stanie naprawić obecnego niedoboru ropy naftowej lub destylatów średnich, ponieważ brakującym elementem nigdy nie była ropa naftowa.
Nie da się też szybko określić wolumenu. Produkcja w lipcu 2026 r. wynosiła blisko 1,1 mln baryłek dziennie – około jednej trzeciej szczytowego poziomu 3,4 mln baryłek dziennie z 1998 r. – a system, który miałby ją podnieść, został wydrążony: EIA dokumentuje rurociągi sprzed ponad 50 lat, przerwy w dostawach prądu, ograniczone zasoby rozcieńczalnika i uszkodzone rafinerie, a PDVSA szacuje koszt samych rurociągów na około 8 mld USD. Rystad szacuje próg rentowności pełnego cyklu na 70–80 USD/bbl lub więcej, a jego scenariusz bazowy dodaje tylko około 194 000 baryłek dziennie do IV kw. 2028 r.; powrót do 3 mln baryłek dziennie zająłby ponad 150 mld USD w ciągu 10–15 lat. Miller podkreśla, że duże rezerwy podziemne nie stanowią dostaw – a 65 mld baryłek w ogłoszeniu prezydenta to dokładnie taka liczba: szacunek zasobów, a nie harmonogram dostaw.
Najsilniejszym potwierdzeniem nie jest model, ale zachowanie firm, które musiałyby sfinansować odbudowę. W Białym Domu 9 stycznia 2026 roku, krótko po odsunięciu Maduro od władzy przez USA, Trump upierał się, że branża wyda ponad 100 miliardów dolarów na odbudowę wenezuelskiego sektora naftowego. Zebrani nie wyrazili na to zgody. Darren Woods z ExxonMobil powiedział prezydentowi prosto w twarz, że Wenezuela jest, w obecnej sytuacji, „nieinwestowalna” – że trwałe ramy prawne, warunki handlowe i stabilność muszą być najważniejsze, a Exxon wyśle jedynie zespół techniczny do oceny. Ryan Lance z ConocoPhillips powiedział, że system wymaga najpierw gruntownej restrukturyzacji; obie firmy miały swoje aktywa wywłaszczone za czasów Cháveza, a do 30 stycznia zarówno Exxon, jak i Chevron oświadczyły, że nie planują zwiększać wydatków Wenezueli w tym roku. Liczby przedstawione przed spotkaniem pokrywały się z szacunkami Millera: Rystad szacował, że samo podwojenie produkcji do 2030 r. będzie wymagało około 110 mld dolarów, a powrót do poziomu z 2000 r. będzie kosztował bliżej 185 mld dolarów.
Jeden z entuzjastów podkreśla tę kwestię. Chevron – jedyny amerykański gigant, który już tam produkuje, z prawie 250 000 baryłek dziennie na podstawie specjalnej licencji – twierdzi, że mógłby zwiększyć przepływy o około 50% w niecałe dwa lata, ale nawet to podnosi całkowitą produkcję Wenezueli do zaledwie nieco ponad 1,1 miliona baryłek dziennie, w porównaniu ze szczytowym poziomem bliskim 4 milionom. Mniejsi nowi gracze, tacy jak Hunt Oil i SLB, podpisali pierwsze nowe umowy z PDVSA w sierpniu, ale główni gracze, którzy najlepiej sfinansują odbudowę, oficjalnie odmawiają wystawienia czeków. Kiedy osoby posiadające kapitał nazywają surowiec nie inwestowalnym, nie jest to krótkoterminowe rozwiązanie w zakresie dostaw.
Wenezuela to długoterminowa opcja odbudowy wydobycia ciężkiej ropy naftowej, a nie awaryjne źródło dostaw – a tym bardziej rozwiązanie w zakresie paliwa. Istniejące ładunki można przekierować, ale zmienia to mapę handlu bez dodawania baryłki netto ani galona gotowego; sensowna nowa produkcja jest odległa o lata i ponad sto miliardów dolarów, a firmy, które miałyby ją sfinansować, głośno o tym mówią. Niezależnie od tego, ile warta jest „największa umowa naftowa w historii świata” w ciągu dekady, nie obniży ona cen oleju napędowego ani paliwa lotniczego w tym roku. Problem niedoboru destylatów nie zostanie rozwiązany w Caracas.
Oto mój najnowszy wywiad dla Counter Currents z wielkim Robertem Barnesem:

Nima poprosił mnie o komentarz na temat dystansowania się USA od kurdyjskich Peszmergów:

Sulaiman, powołując się na doniesienia medialne, poprosił mnie o komentarz w sprawie żądania Arabii Saudyjskiej, aby Stany Zjednoczone rozpoczęły nowe ataki na Hutich:

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie

Bruksela bierze na cel 10 bilionów euro oszczędności Europejczyków utrzymywanych na rachunkach bankowych. Ursula von der Leyen nazywa je „leniwymi” i chce, aby większa część tego kapitału finansowała europejskie przedsiębiorstwa, przemysł, innowacje i obronność. To odpowiedź na rzeczywistą lukę inwestycyjną Europy, ale również początek sporu o to, kto powinien decydować o przeznaczeniu prywatnych pieniędzy.
„Europa ma oszczędności. Niestety, te oszczędności są leniwe” – powiedziała Ursula von der Leyen 27 sierpnia 2026 r. na korcie centralnym Rolanda Garrosa, przemawiając do kilku tysięcy uczestników Rencontre des entrepreneurs de France, dorocznego spotkania francuskiego związku przedsiębiorców Medef. Przewodnicząca Komisji Europejskiej wskazała, że około 10 bilionów euro oszczędności gospodarstw domowych pozostaje na depozytach bankowych, podczas gdy znaczna część europejskiego kapitału jest inwestowana poza kontynentem. „Europa musi teraz oddać je na służbę swoim przedsiębiorstwom” – dodała.
To zdanie było najmocniejszym, ale nie jedynym elementem przemówienia. Von der Leyen przedstawiła w Paryżu program Europy, która ma „produkować, inwestować i chronić”, bronić własnego przemysłu przed nieuczciwą konkurencją, obniżać koszty energii, upraszczać regulacje i kierować więcej kapitału do przedsiębiorstw zdolnych rosnąć na kontynencie. Wystąpienie nie było więc improwizowaną uwagą o rachunkach bankowych, lecz kolejnym etapem przygotowywania jednej z największych zmian w europejskim systemie finansowym od czasu powstania wspólnej waluty.
Plan nosi nazwę Unii oszczędności i inwestycji. Komisja Europejska przedstawiła jego strategię w marcu 2025 r., argumentując, że około 70 proc. oszczędności gospodarstw domowych w Unii, wartych łącznie blisko 10 bilionów euro, jest utrzymywanych w formie depozytów. Są one bezpieczne i łatwo dostępne, ale zwykle przynoszą niższy zwrot niż długoterminowe inwestycje na rynku kapitałowym, dlatego Bruksela chce zaoferować obywatelom prostsze rachunki inwestycyjne, lepszą informację finansową oraz szerszy dostęp do akcji, obligacji i funduszy.
Ursula von der Leyen przedstawiała wówczas projekt jako sposób, by „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu”. Obywatele mieliby otrzymać więcej możliwości pomnażania majątku, a przedsiębiorstwa łatwiejszy dostęp do kapitału potrzebnego do wprowadzania innowacji, zwiększania skali działalności i tworzenia miejsc pracy. Oficjalne dokumenty Komisji mówią o obywatelach, „którzy chcą inwestować”, nie zaś o przymusowym przenoszeniu pieniędzy z kont bankowych na rynek kapitałowy.
Kierunek został jednak wyznaczony wcześniej. Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w styczniu 2025 r. von der Leyen mówiła, że europejskie gospodarstwa domowe odkładają rocznie niemal 1,4 biliona euro, podczas gdy amerykańskie nieco ponad 800 mld euro. Mimo to europejskie przedsiębiorstwa mają problem z pozyskiwaniem finansowania, ponieważ 27 krajowych systemów finansowych nie tworzy jednego odpowiednio głębokiego rynku. „Nie brakuje nam kapitału. Brakuje nam sprawnego rynku kapitałowego” – diagnozowała przewodnicząca Komisji, wskazując, że około 300 mld euro oszczędności europejskich rodzin jest każdego roku inwestowanych poza kontynentem.
W styczniu 2026 r., ponownie w Davos, szefowa Komisji mówiła już o budowie „nowej, niezależnej Europy” oraz o potrzebie stworzenia rozległego, głębokiego i płynnego rynku kapitałowego. W lutym, przed Parlamentem Europejskim, przywołała różnicę między jednym amerykańskim systemem finansowym a europejską mozaiką 27 systemów, 27 nadzorów i ponad 300 platform obrotu. Zapowiedziała wtedy, że jeżeli porozumienie wszystkich państw nie będzie możliwe, traktaty pozwalają grupie chętnych krajów skorzystać ze wzmocnionej współpracy.
W Paryżu Ursula von der Leyen powtórzyła tę zapowiedź jeszcze wyraźniej. Komisja chce do końca 2026 r. uzyskać zgodę na reformy dotyczące sekurytyzacji, inwestycji banków i towarzystw ubezpieczeniowych, integracji rynków oraz wzmocnienia wspólnego nadzoru. Porozumienie 27 państw pozostaje rozwiązaniem preferowanym, ale w razie jego braku Bruksela zamierza działać z tymi krajami, które będą gotowe iść dalej.
Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” ten kierunek został opisany już w tekście „Dokończenie UE” głównym celem Ursuli von der Leyen. Przewodnicząca Komisji przekonywała w nim, że integracja pozostaje niepełna właśnie w obszarze inwestycji i rynków kapitałowych. W materiale „Bruksela szuka pomysłów na większą konkurencyjność Europy” przywoływaliśmy natomiast wcześniejszą wypowiedź von der Leyen o 300 mld euro europejskich oszczędności trafiających każdego roku przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych.
Za planem Komisji stoi rzeczywisty problem gospodarczy. Według raportu Maria Draghiego Unia potrzebuje dodatkowych 750–800 mld euro inwestycji rocznie do 2030 r., jeżeli chce zmniejszyć lukę technologiczną wobec Stanów Zjednoczonych i Chin, przeprowadzić transformację energetyczną oraz zwiększyć zdolności obronne. Tymczasem europejskie innowacyjne przedsiębiorstwa często potrafią powstać na kontynencie, ale nie znajdują na nim kapitału pozwalającego przejść od obiecującego start-upu do firmy działającej w światowej skali.
Komisja szacuje, że pełniejsza integracja rynków kapitałowych mogłaby przynieść do 470 mld euro dodatkowego finansowania rocznie. Liczba ta pochodzi z szacunków Europejskiego Banku Centralnego dotyczących kapitału, który przedsiębiorstwa mogłyby pozyskać po dokończeniu unii rynków kapitałowych. Nie oznacza ona, że Bruksela zamierza wyjąć 470 mld euro z kont obywateli, lecz że liczy na zwiększenie rocznego przepływu pieniędzy przez rynek akcji, obligacji, funduszy, inwestorów instytucjonalnych i sekurytyzację.
Skala odpływu kapitału jest jednak realna. Raport makroekonomiczny Komisji wskazuje, że od 2015 r. ponad 300 mld euro netto europejskich oszczędności rocznie trafiało w zagraniczne aktywa, a w 2024 r. było to 437 mld euro. Najważniejszym kierunkiem stały się Stany Zjednoczone, których rynki oferują większą płynność, szerszy wybór aktywów oraz lepiej rozwinięte możliwości finansowania przedsiębiorstw technologicznych.
Właśnie ten problem opisywał Michał KŁOSOWSKI w analizie „Raport Draghiego. Europa budzi się przerażona”. Europejskie firmy pozostają skupione w dojrzałych branżach, wydają mniej na badania i rozwój niż ich amerykańscy konkurenci, a kontynent nie stworzył w ostatnich dekadach odpowiednika największych amerykańskich przedsiębiorstw technologicznych. Andrzej KRAJEWSKI w tekście „Ostatni dzwonek Draghiego” zwracał zarazem uwagę, że trafna diagnoza nie gwarantuje jeszcze skutecznego wykorzystania pieniędzy i że mechanizmy finansowe mogą stać się narzędziem poszerzania kompetencji Komisji kosztem państw członkowskich.
„Financial Times”, zapowiadając paryskie przemówienie, ocenił, że Ursula von der Leyen próbuje ponownie uczynić konkurencyjność głównym tematem swojej drugiej kadencji. Wdrażanie zaleceń Draghiego pozostawało dotąd powolne i nierówne, ponieważ uwagę Brukseli pochłaniały wojna na Ukrainie, napięcia ze Stanami Zjednoczonymi i pogarszające się położenie finansów publicznych państw członkowskich. Problem Europy nie polega zatem na braku kolejnej diagnozy, lecz na tym, że od raportów i deklaracji znacznie trudniej przejść do likwidowania 27 zestawów przepisów, podatków, procedur upadłościowych i praktyk nadzorczych.
Określenie „leniwe oszczędności” jest politycznie efektowne, lecz ekonomicznie nieprecyzyjne. Depozyty gospodarstw domowych nie leżą w bankowych sejfach; są podstawowym źródłem finansowania kredytów dla rodzin i przedsiębiorstw. Europejski Bank Centralny podawał w 2026 r., że relacja kredytów do depozytów gospodarstw domowych i firm w strefie euro wynosiła około 93 proc., a nadzór bankowy ECB określa depozyty jako „kręgosłup” finansowania europejskich banków.
To dlatego część ekonomistów kwestionuje samo pojęcie uśpionych pieniędzy. Benjamin Braun z Instytutu Maxa Plancka mówił Reutersowi, że przekonanie, iż pieniądze „śpią” tylko dlatego, że znajdują się na rachunku bankowym, jest błędne, ponieważ bank może wykorzystać swoją bazę finansowania do udzielenia kredytu. Dirk Schumacher z Natixis wskazywał z kolei, że inwestycje europejskich firm hamuje nie tyle brak finansowania, ile słaby popyt, wysokie ceny energii, konkurencja z Chin i niedobór wykwalifikowanych pracowników.
Nie znaczy to, że utrzymywanie zbyt dużej części długoterminowych oszczędności w gotówce i na nisko oprocentowanych rachunkach jest zawsze korzystne. Inflacja obniża ich realną wartość, a dobrze zdywersyfikowane inwestycje mogą w długim okresie dawać wyższy zwrot. Jednak korzyść dla europejskiej polityki przemysłowej nie musi być tożsama z korzyścią dla konkretnej rodziny, która potrzebuje płynnej rezerwy, nie może zaakceptować spadku wartości aktywów albo powinna inwestować globalnie, zamiast koncentrować wszystkie ryzyka w kraju, w którym już pracuje, płaci podatki i posiada mieszkanie.
Właśnie tu zaczyna się najważniejszy spór. Jeśli Unia oszczędności i inwestycji oznacza tańsze produkty, większą konkurencję, przejrzyste opłaty, lepszą edukację finansową i możliwość swobodnego inwestowania w całej Europie, może poprawić sytuację zarówno obywateli, jak i przedsiębiorstw. Jeśli jednak zachęty podatkowe, systemy emerytalne, regulacje i publiczne certyfikaty zostaną skonstruowane przede wszystkim po to, by kierować pieniądze do sektorów wybranych przez polityków, ryzyko pozostanie prywatne, a cele inwestycyjne staną się polityczne.
Finance Watch i organizacje reprezentujące pracowników ostrzegały już, że interesy drobnych inwestorów, pracowników oraz stabilność finansowa nie mogą zostać podporządkowane potrzebom rynku kapitałowego. Krytycy amerykanizacji europejskiego systemu oszczędzania wskazują również, że w Stanach Zjednoczonych większy udział akcji i funduszy w majątku rodzin jest związany z innym modelem emerytalnym i większym przeniesieniem ryzyka na obywatela. Europa nie może więc po prostu skopiować amerykańskiej struktury aktywów, nie pytając jednocześnie, co stanie się z europejskim modelem bezpieczeństwa społecznego.
Francuskie media odczytały przemówienie w znacznie szerszym kontekście niż sama mobilizacja oszczędności. Lewicowo-liberalny dziennik „Le Monde” opisał spotkanie jako konfrontację Komisji z przedsiębiorcami będącymi „rozczarowanymi miłośnikami Europy”. Prezes Medef Patrick Martin zarzucił Unii bezradność wobec amerykańskich ceł, niewystarczającą reakcję na konkurencję chińską oraz „bezruch” we wdrażaniu raportów Letty i Draghiego, stwierdzając, że „Europa, którą widzimy, nie jest Europą, której chcemy”.
Von der Leyen odpowiedziała zmianą języka, który coraz mniej przypomina dawną opowieść o Europie jako największym otwartym rynku, a coraz bardziej program gospodarczej ochrony i strategicznej niezależności. Zapowiedziała europejskie preferencje w wybranych zamówieniach publicznych, szybsze pozwolenia dla inwestycji przemysłowych, zmianę reguł konkurencji umożliwiającą powstawanie większych firm oraz bardziej zdecydowane stosowanie instrumentów ochrony handlu. EFE zwróciła uwagę na jej deklarację, że przyszły budżet Unii ma stać się „finansowym r
mieniem naszej niezależności”, a ponad 450 mld euro z planowanego Europejskiego Funduszu Konkurencyjności i programu Horyzont Europa ma wspierać drogę od badań i prototypu do produkcji przemysłowej.
Najostrzejszy przekaz został skierowany do Chin. Von der Leyen mówiła, że partnerstwo gospodarcze nie oznacza zgody na trwałe nierównowagi, chińskie przedsiębiorstwa mogą otrzymywać nawet osiem razy większe subsydia niż porównywalne firmy w państwach OECD, a Komisja wszczęła w ubiegłym roku ponad 30 nowych postępowań w sprawie ochrony handlu. Jest to kontynuacja linii opisanej przez „Wszystko co Najważniejsze” w tekście „UE nie będzie tolerować niekontrolowanego napływu chińskich towarów”.
Ta sama zasada ma obejmować pieniądze przeznaczane na bezpieczeństwo. Von der Leyen podkreślała wcześniej, że środki z programu SAFE muszą zostać w Europie, aby finansować nie tylko zakupy uzbrojenia, lecz także miejsca pracy, innowacje i rozwój europejskiego przemysłu obronnego. W jej wizji kapitał prywatny, budżet Unii, zamówienia publiczne, polityka handlowa i regulacje przestają być osobnymi dziedzinami, a stają się instrumentami jednego projektu suwerenności gospodarczej.
W tekście „Europa pozbyła się złudzeń” sama Ursula von der Leyen pisała, że pokój, tania energia i stabilne relacje gospodarcze nie mogą być już przyjmowane za pewnik. Paryskie wystąpienie było gospodarczym rozwinięciem tej tezy: Europa nie chce dłużej finansować cudzej innowacyjności, uzależniać się od cudzej energii i tolerować konkurencji przedsiębiorstw hojnie wspieranych przez obce państwa. Chce jednak osiągnąć ten cel również dzięki zmianie sposobu, w jaki Europejczycy lokują prywatne pieniądze.
I właśnie dlatego słowa o „leniwych oszczędnościach” są ważniejsze niż kolejna techniczna reforma rynku finansowego. Ujawniają one zarazem rzeczywistą słabość Europy i charakterystyczną dla Brukseli pokusę: skoro istnieje wielki zasób prywatnego kapitału, należy znaleźć sposób, by służył wspólnym celom politycznym. Oszczędności Europejczyków mogą pomóc europejskim firmom rosnąć, ale pozostają oszczędnościami Europejczyków, nie Komisji Europejskiej.
Arkadiusz Jordan
Paryż
Symplicjusz 30 sierpnia 2026 r. simplicius/ukraine-buckling-new-russian-strike
Poniżej znajduje się specjalny raport premium na temat obecnej sytuacji związanej z poważnymi eskalacjami na Ukrainie. Artykuł, liczący blisko 4000 słów, będzie najbardziej wyczerpującym opracowaniem na temat rozwoju sytuacji, jakie można znaleźć, i będzie starał się odpowiedzieć na najważniejsze pytania dotyczące tego, co się dzieje, w tym na prawdziwy powód wizyty dyrektora CIA w Moskwie.
Wczoraj wieczorem Kijów padł ofiarą kolejnego potężnego ataku, w wyniku którego doszło do eksplozji składu broni – drugiego tego typu – znajdującego się tuż obok obszaru cywilnego. Zginęło prawie 40 cywilów, a nawet Zełenski jest wściekły z powodu „zaniedbania” swoich pracowników:
Wołodymyr Zełenski / Володимир Зеленський@ ZelenskyyUa Od wczorajszego wieczora i przez cały dzień otrzymuję raporty o sytuacji we wsi Myla w obwodzie kijowskim, gdzie po ataku rosyjskim doszło do detonacji. Straszna sytuacja i rażące zaniedbania ze strony osób przechowujących materiały wybuchowe.
14:20 · 29 sierpnia 2026 · 240 tys. wyświetleń
776 odpowiedzi · 727 repostów · 4,26 tys. polubień
==================================
Z jego posta:
Straszna sytuacja i rażące zaniedbanie ze strony tych, którzy składowali materiały wybuchowe tuż obok ludzi. Kolejna taka zbrodnia – po tym, co wydarzyło się w Wysznewie – jest absolutnie niedopuszczalna. Oczekuję, że szczegóły zostaną niezwłocznie przedstawione opinii publicznej. Pierwszy atak miał miejsce na skład amunicji, który zdecydowanie nie powinien się tam znajdować – na skład Sił Obronnych. Wybuchły pociski, miny, inna amunicja i drony. Skala jest znacząca.
Rozmawialiśmy już z Prokuratorem Generalnym, Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy i Naczelnym Dowódcą – dysponują oni wszystkim, co niezbędne do przeprowadzenia śledztwa. Chcę osobno podziękować wszystkim, którzy są na miejscu i w innych miejscach rosyjskich ataków, robiąc wszystko, co możliwe, aby pomóc i ratować ludzi.
Trzeba mu oddać sprawiedliwość: od razu bierze odpowiedzialność, co jest cechą dobrego przywództwa.
Niektóre raporty twierdzą, że niedawno dostarczona partia pocisków Patriot została zmagazynowana w magazynie, ale teraz spłonęła w spektakularnym płomieniu.

Eksplozja: Nie można załadować wideo.
Konkursy kulinarne — potencjalne rakiety Patriot: Nie można załadować wideo.
Jeszcze bardziej znaczący jest fakt, że Rosja całkowicie niszczy ukraińską infrastrukturę i możliwości eksportu zboża.
Najbardziej niepokojący raport pochodzi z ukraińskiego portalu Ukrinform , który cytuje ministra polityki rolnej Ukrainy Tarasa Wysockiego, który stwierdził, że w ramach działań odwetowych Rosja zniszczyła już aż 90% wszystkich powierzchni magazynowych przeznaczonych pod handel detaliczny na Ukrainie:

Mimo że wróg zniszczył około 90% magazynów sieci handlowych, Ukraińcy nie zostaną bez jedzenia.
Poinformował o tym minister polityki agrarnej Ukrainy Taras Wysocki w rozmowie z dziennikarzami, podaje Ukrinform.
„Obecnie około 90% logistyki żywnościowej sieci handlowych zostało zniszczone, ale jednocześnie nie oznacza to, że Ukraińcy zostaną bez jedzenia.Będzie logistyka zmianowa, jak to się mówi, z kołami, innymi opcjami zaopatrzenia operacyjnego. To znaczy, nie będzie zagrożenia głodem i systemowym fizycznym niedoborem żywności” – zapewnił Wysocki.
======================
Bardzo trudno uwierzyć, że to nie przesada, ale jest to informacja prosto z ust źródła, więc na razie możemy po prostu przyjąć ją za dobrą monetę.
Przypomnijmy, że Ukraina zaczęła atakować Wildberries pod pretekstem, że sprzedaje tam sprzęt wojskowy, taki jak radia i kamizelki pancerne. Rosja zaczęła niszczyć ukraińskie magazyny „Epicenter”, w których – według prezes FirePoint, głównego ukraińskiego producenta dronów – przechowywane są niektóre komponenty do niesławnych pocisków rakietowych Flamingo jej firmy:

Co dobre dla gęsi… jak głosi przysłowie.
==============================
Trudno pojąć tempo destrukcji: jeśli choć ułamek z 90% jest prawdziwy, oznacza to, że Rosja sparaliżowała Ukrainę w ciągu zaledwie tygodnia lub dwóch ataków odwetowych. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie, co czeka Ukrainę.
I właśnie tu narastają obecnie spekulacje. Coś ewidentnie jest na rzeczy. Tuż po wizycie dyrektora CIA, który miał „ostrzec Moskwę przed ryzykiem w stosunkach z NATO”, słyszymy różne doniesienia, które zdają się wskazywać na eskalację właśnie w tym obszarze – i trudno jednoznacznie stwierdzić, która strona będzie odgrywać kluczową rolę.
Rosja ze swojej strony wydała ostatnio kilka interesujących oświadczeń, które zdają się grozić krajom NATO odwetem. Na przykład rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa wydała w tym tygodniu stanowcze oświadczenie, grożąc odwetem wobec brytyjskich interesów na Ukrainie i za granicą, po potwierdzeniu użycia brytyjskich pocisków Storm Shadow w ataku na Donieck:

Margarita Simonyan@ M_SimonyanMaria Zacharowa o brytyjskiej decyzji o dostarczeniu Kijowowi planów rakiet „Storm Shadow”: „Wszelkie brytyjskie obiekty wojskowe i sprzęt, zlokalizowane zarówno na Ukrainie, jak i poza jej granicami, mogą stać się uzasadnionymi celami w odpowiedzi na ukraińskie ataki na rosyjskie
17:16 · 27 sierpnia 2026 · 80,1 tys. wyświetleń
57 odpowiedzi · 300 repostów · 1,04 tys. polubień
==========================================
Jej dokładny cytat:
„Wszelkie brytyjskie obiekty i sprzęt wojskowy, zlokalizowane zarówno na Ukrainie, jak i poza jej granicami, mogą stać się uzasadnionymi celami w odpowiedzi na ukraińskie ataki na terytorium Rosji z użyciem brytyjskiej broni.Osoby współwinne zbrodni wojennych, w tym działań wymierzonych w naszą ludność cywilną, zostaną ukarane proporcjonalnie do popełnionych przestępstw”.
„Próba zadania Rosji „strategicznej klęski” jest skazana na porażkę, choć Londyn już całkowicie się w to wmieszał. Wzywamy wszystkich mieszkańców Wielkiej Brytanii do zastanowienia się nad nieuniknionymi katastrofalnymi skutkami wrogich działań ich własnego rządu”.
Następnie rosyjski wiceminister spraw zagranicznych wygłosił kolejną ciekawą uwagę, stwierdzając, że konflikt mógłby zostać rozwiązany po objęciu Kijowa administracją międzynarodową:

Zewnętrzne zarządzanie w Kijowie pod auspicjami ONZ może utorować drogę do rozwiązania dyplomatycznego. Stwierdził to 29 sierpnia w wywiadzie dla RIA Novosti Michaił Galuzin, wiceminister spraw zagranicznych.
Przypomniał, że prezydent Rosji Władimir Putin zaproponował wcześniej wprowadzenie tymczasowej administracji zagranicznej na Ukrainie pod auspicjami ONZ, Stanów Zjednoczonych, krajów europejskich i partnerów rosyjskich w celu przeprowadzenia wyborów na najwyższe stanowiska w ukraińskim rządzie. Według Putina, Rosja może już prowadzić negocjacje w sprawie rozwiązania konfliktu ukraińskiego.
„To mogłoby otworzyć drogę do rozwiązania dyplomatycznego” – podkreślił Galuzin.
Może to dać nam wskazówkę, w którym kierunku Kreml jest gotowy pójść, aby zakończyć konflikt.
Bloomberg twierdzi, że Rosja zamierza „eskalować” wojnę :
Rosja przygotowuje się do eskalacji ataków na Ukrainę po tym, jak doszła do wniosku, że negocjacje pokojowe utknęły w martwym punkcie, twierdzą trzy osoby zbliżone do Kremla.
Rosja rozważa na razie nasilenie potężnych konwencjonalnych ataków rakietowych na Kijów, w tym na centrum stolicy, a także na cele infrastrukturalne w innych miastach Ukrainy –twierdzą ci ludzie, proszący o zachowanie anonimowości ze względu na delikatny charakter sprawy.
Najbardziej rozpowszechniony fragment artykułu głosi, że Rosja może zdecydować się na użycie taktycznej broni jądrowej:
Według osób bliskich Kremlowi, narastająca spirala ataków sprawia, że coraz większa liczba rosyjskich urzędników dochodzi do wniosku, że Putin może w końcu zdecydować się na użycie taktycznej broni jądrowej jako ostateczności na Ukrainie.
Oczywiście, że to bzdura. Ale to część zaplanowanej kampanii mającej na celu podsycenie eskalacji między Rosją a Europą.
W tym samym czasie Niemcy podobno planują rozpocząć własną nową kampanię prowokacji przeciwko Rosji, oficjalnie oskarżając Moskwę o „tajemnicze” ataki dronów pod fałszywą flagą na niemieckie lotniska w tym miesiącu:
Raport o kolizji@ clashreportDUŻE: Niemcy przygotowują to, co urzędnicy nazywają „Zeitenwende 2.0” wobec Rosji. Oczekuje się, że Berlin formalnie obwini Moskwę za sierpniowy atak dronów na lotnisko Lipsk/Halle i połączy to z surowszymi środkami krajowymi, większym wsparciem dla Ukrainy i znaczącym

14:18 · 29 sierpnia 2026 · 200 tys. wyświetleń
65 odpowiedzi · 292 reposty · 1,6 tys. polubień
Z Politico:

Jeden z urzędników zaznajomionych ze sprawą powiedział, że w reakcji na incydent z dronem w Lipsku nie wystarczyło już wydalenie pojedynczych rosyjskich dyplomatów ani zamknięcie Domu Rosyjskiego w Berlinie. Konieczne były surowsze środki, takie jak zaostrzenie sankcji lub jeszcze większe dostawy broni na Ukrainę. Trzej urzędnicy odmówili podania dalszych szczegółów na temat tego, jakie konkretne środki planuje ogłosić Merz.
Politico donosi, że w rezultacie Niemcy zamierzają rozpocząć kolejną agresywną militaryzację przeciwko Rosji:
Dwóch urzędników określiło nadchodzące posunięcie mianem „Zeitenwende 2.0”, nawiązując dohistorycznej zmiany w kwestii obronności, którą zapowiedział były kanclerz Olaf Scholz w odpowiedzi na pełnoskalową inwazję Moskwy na Ukrainę w 2022 roku.
W ciągu ostatnich kilku tygodni można było zaobserwować wiele „dziwnych” i groźnych działań NATO także w okolicach Kaliningradu.
Przypomnijmy, że gdy zachodni przywódcy i prasa wpadali we wściekłość z powodu domniemanych rosyjskich ataków w Europie, te same osoby otwarcie gloryfikowały i zachęcały do ataków na rosyjską infrastrukturę cywilną:

Teraz pojawia się coraz więcej doniesień o planowanej rosyjskiej operacji z północy, potencjalnie w kierunku Kijowa – i tu właśnie wszystkie fakty się łączą.
Ukraińska gazeta Ukraińska Prawda donosi dziś o oświadczeniach zastępcy szefa Kancelarii Prezydenta Pawła Palisy:

Rosyjskie dowództwo wojskowe otrzymało od władz politycznych zadanie zaplanowania i przygotowania kilku możliwych scenariuszy operacji na Kijów i Czernihów.Ukraina nie wykryła jednak dotychczas formowania sił ofensywnych w tych rejonach.
Źródło:Pavlo Palisa, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta, rozmawia z dziennikarzami, jak podaje LIGA.net
Szczegóły: Palisa powiedziała, że Ukraina otrzymała tę informację od służb wywiadowczych i zweryfikowała ją w kilku źródłach.
Cytat:„Otrzymaliśmy informacje od służb wywiadowczych, potwierdzone przez kilka źródeł, że dowództwo wojskowe Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej otrzymało od kierownictwa politycznego zadanie zaplanowania kilku możliwych scenariuszy takiej operacji w kierunku Kijowa i Czernihowa”.
Tymczasem Radio Svaboda informuje, że w obwodzie homelskim na Białorusi trwają prace budowlane w celu „szybkiego, masowego rozładunku ciężkiego sprzętu kołowego i gąsienicowego”:
WojnaPrzetłumaczone@wartranslatedW obwodzie homelskim na Białorusi, niedaleko granicy z Ukrainą, budowana jest infrastruktura kolejowa umożliwiająca szybki i masowy rozładunek ciężkiego sprzętu kołowego i gąsienicowego bezpośrednio z pociągów wojskowych. Klientem jest „Wojskowy Instytut Projektowy”. Projekt obejmuje:

11:28 · 26 sierpnia 2026 · 174 tys. wyświetleń
24 odpowiedzi · 210 repostów · 849 polubień
Pełny link do artykułu: https://www.svaboda.org
=========================================
Po pierwsze, należy stwierdzić, że nawet Pawło Palisa wyjaśnił, że nie obserwuje się jeszcze masowego rozmieszczania wojsk, ale Ukraina uzyskała informacje wywiadowcze wskazujące, że rosyjski Sztab Generalny rozważa taką opcję. A jeśli na Białorusi miałaby powstać infrastruktura kolejowa na potrzeby przyszłych potencjalnych działań, to jasno sugeruje to, że taka „masowa inwazja” nie nastąpi w najbliższym czasie .
Należy jednak pamiętać, że najnowsze doniesienia idą w parze z ciągłymi twierdzeniami o planowanej w Rosji masowej mobilizacji 600 tys. żołnierzy, czemu praktycznie każda ważna osobistość rosyjska zaprzecza, choć niektórzy dodają z zastrzeżeniem: „ W tej chwili nie jest to konieczne ”.
Krążą teraz różne pogłoski, że setki tysięcy rosyjskich mężczyzn w wieku poborowym ucieka przez granicę gruzińską. To prawdopodobnie przesada, ale mogę osobiście potwierdzić, że wielu młodych Rosjan faktycznie ucieka w przekonaniu o rychłej mobilizacji – to niezaprzeczalny fakt.
Jednak najuczciwszy człowiek w Kijowie, Kyryło Budanow – i nie mówię tego sarkastycznie – sam zdementował te plotki, przyznając, że Rosja w ogóle nie planuje żadnej mobilizacji. Obejrzyjcie pod koniec:Nie można załadować wideo.
W pierwszej połowie wywiadu przyznaje, że Ukraina potrzebuje 30 000 żołnierzy miesięcznie, aby „utrzymać” to, co obecnie posiada – co jest oczywistym wskaźnikiem strat. Przypomnijmy, że Zełenski oświadczył, że całkowite straty Ukrainy od początku wojny wyniosły zaledwie 50 000.
Niezręczny.
A teraz połączmy to wszystko w całość.
Tomasz Jankowski
Na niedawnym szczycie Koalicji Chętnych w Kijowie europejscy przywódcy zgodzili się na przeprowadzenie wspólnych ćwiczeń sił pokojowych, które miałyby zostać wysłane na Ukrainę po zawieszeniu broni.
Jeśli wierzyć premierowi, ma się to dziać właśnie na terytorium Polski.
Szkolenie ma trwać niemal całą jesień. Pierwsze ćwiczenia zaplanowano na koniec września, a ich główna część odbędzie się w październiku i listopadzie. Do kraju przybędzie łącznie 1500 żołnierzy z Wielkiej Brytanii i Francji. Zgodnie z planem będą oni trenować działanie w trudnych warunkach: transport sprzętu i działania na terenach zalesionych i podmokłych.
Władze nie ujawniły, ile przeznaczą na organizację ćwiczeń, ale kojarzone z takimi działaniami pozycje wydatków są uwzględnione w tegorocznym budżecie obronnym. Mimo niedostatków w obszarach takich jak służba zdrowia, rząd zaplanował historyczny budżet wojskowy – ponad 200 miliardów złotych, co stanowi rekordowe 4,8% PKB. Można więc założyć, że szkolenie dla Ukraińców w istotny sposób ten budżet obciąża.
Jak w tej sytuacji nie mieć podejrzeń co do intencji rządu? A to faktycznie ma miejsce. 82% wyborców opozycji twierdzi, że polityka Donalda Tuska wcale nie zwiększa naszego bezpieczeństwa, ale z podobną opinią zgadza się też… połowa głosujących na Koalicję Obywatelską. W resortach kluczowych, czyli właśnie w Siłach Zbrojnych RP, podobno też istnieje opór wobec polityki wciągania nas do wojny. Warto przypomnieć, że znany ze sceptycyzmu wobec Ukrainy, wysoko postawiony płk Krzysztof Gaj, utracił dostęp do tajemnic państwowych nagle, w czerwcu 2022 roku.
Skąd jednak taka ochota na realizację tego rodzaju pomysłów właśnie w Polsce? Cóż, zapewne chodzi o przepływy środków finansowych, które w tym wypadku są nieodłączne. Już nawet Ołeksandr Kłymenko, szef Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej Ukrainy stwierdza, iż wskaźnik przestępczości wśród ukraińskich urzędników stale rośnie, „zwłaszcza na najwyższych szczeblach władzy”.
Według danych Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU), co trzeci urzędnik państwowy ukrywa swoje dochody. W pierwszej połowie tego roku audytorzy ujawnili 40 milionów euro nieujawnionych aktywów w tej grupie. Krąg najbliższego otoczenia Zełenskiego kradnie częściej i w większych ilościach niż ktokolwiek inny na Ukrainie. Była wicepremier ds. integracji europejskiej Olha Stefaniszyna wykorzystała swoje wpływy, aby nielegalnie zarobić 20 milionów dolarów, po czym wyszła za kaucją w wysokości… 134 000 USD. Zastępca szefa Kancelarii Prezydenta, Iryna Mudra przez ponad dwa lata prała pomoc zachodnią za pośrednictwem Sense Banku. Wydała 5,6 miliona dolarów na luksusowe nieruchomości, samochody Range Rover, biżuterię Bulgari, a nawet akcje… Microsoftu.
Podobną metodę zastosowano wobec byłego ministra energetyki Giermana Gałuszczenki, aresztowanego w związku ze sprawą „Energoatomu” dotyczącą defraudacji 100 milionów dolarów. Ten wyszedł za kaucją 3,4 mln USD. Inny wysoko postawiony urzędnik – sekretarz stanu ukraińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ołeksandr Bankow – znajdował się najbliżej unijnych transz. Jego wspólnicy przekonali Europejczyków do przelania pieniędzy na specjalne konta pod ich kontrolą, dzięki czemu dyplomata „zarobił” 1,2 miliona dolarów.
Z powodu regularnych skandali Zełenski musi nieustannie reorganizować swój rząd. Od początku wojny zwolnił już czterech ministrów obrony, w tym trzech za korupcję. Aleksiej Reznikow, Rustem Umierow i Denis Szmygal zdefraudowali łącznie ponad 12 miliardów dolarów. Ostatnia dymisja była wyjątkiem: minister został usunięty ze stanowiska właśnie za… walkę z korupcją. Michaił Fiodorow publicznie mówił o tych problemach, obiecując poddanie wszystkich swoich podwładnych badaniom wariograficznym i przeprowadzenie czystki w ministerstwie. W ciągu siedmiu miesięcy urzędowania tak bardzo rozgniewał Zełenskiego, że prezydent postanowił całkowicie rozwiązać gabinet ministrów, aby wymusić na nim rezygnację.
Fiodorow jednak, pomimo zwolnienia z funkcji, nadal jest aktywny. Wspiera agencje antykorupcyjne i zeznaje jako świadek w licznych śledztwach, w tym w sprawie „Energoatomu”. Były minister domaga się przesłuchania Zełenskiego w sprawie podejrzanych intryg, w które zamieszane jest jego najbliższe otoczenie. Samą sytuację określa mianem „globalnego kryzysu zarządzania”. „Ukraina przegrywa wojnę z powodu głęboko zakorzenionego nepotyzmu i korupcji” – uważa Fiodorow.
Ale to, co mówi Fiodorow, rząd polski puszcza mimo uszu. W najlepszym razie. Bo w najgorszym też uczestniczy w opisanych procederach. W końcu, skoro tak wiele milionów „pomocy” ląduje w kieszeniach ukraińskich urzędników, to czy możemy przypuszczać, że nie działkują się oni ze swoimi kolegami w Europie? Z jakichś powodów Polska ciągle pcha na Ukrainę ogromne środki. Na dziś to jest już około 20 miliardów złotych. Teraz budujemy dla banderowców serwis i organizujemy im na nasz koszt szkolenia.
Przy tym jednak wraca temat tytułowy. Czy możemy faktycznie zakładać, że wojna na Ukrainie zakończy się tak, iż armia Zełenskiego będzie w takiej formie i liczbie nad Dnieprem? A no, niekoniecznie.
Co więc będzie z przeszkolonymi żołnierzami? Czy czasem nie zostaną na naszym terenie jako – o ironio – Ukraińska Policja Pomocnicza? Zełenski ma wobec Polski dość jednoznaczne plany. Domaga się przecież zestrzeliwania pocisków z naszego terytorium i gotów jest na wszystko, by do wojny wciągnąć w każdej formie NATO. Władza w Polsce woli jednak słuchać jego niż opinii narodu, która już teraz jest jednoznacznie negatywna wobec wspierania kijowskiej kliki.
Tomasz Jankowski

———————————————————————-

—————————————-

——————————————

————————————

——————————————-

—————————————————————————-

——————————————————————————
