Pentagon zmierza ku wojnie, z której nie ma wyjścia

Douglas Macgregor ostrzega: Pentagon zmierza ku wojnie, z której nie ma wyjścia

W burzliwej rozmowie z sędzią Andrew Napolitano, pułkownik Douglas Macgregor przedstawia ponury obraz obecnej strategii USA wobec Iranu, Izraela i Bliskiego Wschodu. Macgregor jest przekonany, że Waszyngton od dawna podąża niebezpieczną ścieżką eskalacji, z której Donald Trump nie może już znaleźć wyjścia, które pozwoliłoby mu zachować twarz.

Były doradca Pentagonu uważa, że ​​ideę, iż Iran można zmusić do kapitulacji za pomocą nalotów, „uderzeń dekapitacyjnych” lub presji ekonomicznej, można zmusić do niebezpieczeństwa. Zamiast tego ostrzega przed katastrofą, która będzie miała katastrofalne skutki dla światowej gospodarki, dostaw energii i stabilności militarnej samych Stanów Zjednoczonych.

Tajne porozumienie z Iranem – czy to ostatnia nadzieja przed konfliktem?

Na początku rozmowy Napolitano i Macgregor omawiają doniesienia o rzekomym projekcie kompleksowego porozumienia między USA a Iranem. Według tych doniesień miałoby nastąpić natychmiastowe zawieszenie broni „na wszystkich frontach”, zagwarantowana byłaby wolność żeglugi w Zatoce Perskiej i Cieśninie Ormuz, a sankcje miałyby być stopniowo znoszone.

Macgregor uważa tę propozycję za zasadniczo prawdopodobną i „rozsądną”, przynajmniej z perspektywy USA i Iranu. Prawdziwym problemem jest jednak Izrael – a dokładniej, Benjamin Netanjahu.

Macgregor jest jednoznaczny w jednej kwestii: Prawdziwe zawieszenie broni nieuchronnie obejmowałoby Gazę i Liban. Właśnie dlatego nie wierzy, że Netanjahu kiedykolwiek by się na nie zgodził. Wręcz przeciwnie, twierdzi, że premier Izraela wielokrotnie sabotował pokój lub negocjował rozwiązania, ilekroć wydawało się, że zbliża się zbliżenie między Waszyngtonem a Teheranem.

Szczególnie wybuchowy: Macgregor odnosi się do doniesień o niezwykle napiętej rozmowie telefonicznej między Trumpem a Netanjahu. Podobno premier Izraela „metaforycznie stanął w płomieniach” po tej rozmowie. Co więcej, krążą pogłoski, że Netanjahu zamierza ponownie udać się do Waszyngtonu – tak jak w poprzednich sytuacjach, gdy dyplomatyczne zbliżenia nagle się załamały.

„Kto właściwie rządzi Stanami Zjednoczonymi?”

Jednym z kluczowych momentów wywiadu jest moment, w którym Napolitano cytuje wypowiedź Trumpa, że ​​Netanjahu „zrobi to, czego ja chcę”. Macgregor odpowiada fundamentalnym pytaniem:

„Kto właściwie rządzi Stanami Zjednoczonymi?”

Dla Macgregora kwestia władzy w Waszyngtonie nie jest już demokratycznie rozstrzygnięta. Opisuje on system grup interesów, struktur lobbingowych i sieci wpływów, które coraz bardziej przyćmiewają oficjalny rząd. Historycznie rzecz biorąc, porównuje obecną sytuację do epoki wielkich magnatów kolejowych po wojnie secesyjnej, kiedy to przemysłowcy tacy jak Rockefeller, Vanderbilt i Carnegie decydowali o tym, kto zostanie prezydentem.

Według Macgregora obecna korupcja w Waszyngtonie jest „co najmniej tak wielka, jak nigdy dotąd w historii Ameryki”.

Epstein, Mossad i szantaż polityczny

Rozmowa staje się szczególnie burzliwa, gdy Macgregor porusza kwestię tzw. akt Epsteina. Otwarcie spekuluje, że wiele wpływowych osób w Waszyngtonie jest podatnych na szantaż za pomocą kompromitujących materiałów i w związku z tym znajduje się pod wpływem Izraela.

Macgregor powołuje się na wypowiedzi byłego pracownika CIA, Johna Kiriakou, i sugeruje, że Mossad dysponuje rozległymi środkami nacisku na elity polityczne.

Ten fragment należy do najbardziej kontrowersyjnych stwierdzeń w całym wywiadzie i pokazuje, jak głęboka jest nieufność w niektórych kręgach amerykańskiego establishmentu ds. bezpieczeństwa.

Iran silniejszy niż przed atakami

Wbrew oficjalnej wersji Waszyngtonu Macgregor twierdzi, że Iran jest obecnie silniejszy militarnie niż przed niedawnymi atakami amerykańsko-izraelskimi.

Powołuje się na wyciekłe informacje CIA, wskazujące, że około 90 procent potencjału militarnego Iranu pozostaje nienaruszone. Twierdzi, że rzekomo „zniszczone” zagrożenie ze strony Iranu nadal istnieje niemal w całości.

Co więcej, Rosja i Chiny masowo dostarczają Iranowi nową broń, pociski, systemy radarowe i technologie obrony powietrznej. Szczególnie niebezpieczne są nowe chińskie pociski manewrujące o zasięgu ponad 300 kilometrów i prędkościach bliskich prędkości hipersonicznej, zaprojektowane specjalnie do niszczenia dużych okrętów wojennych.

Macgregor wyraźnie chwali irańskie możliwości inżynieryjne. Po każdym konflikcie z Izraelem lub Stanami Zjednoczonymi Iran analizował swoje słabości i powracał kolejny raz „bardziej zabójczy, lepiej przygotowany i bardziej kompetentny”.

Iluzja uderzeń dekapitacyjnych

Istotą wywiadu jest strategia tzw. „uderzeń dekapitacyjnych” – czyli ataków polegających na dekapitacji struktur przywódczych.

Macgregor uważa, że ​​pogląd, jakoby cele polityczne można osiągnąć wyłącznie za pomocą nalotów, jest historycznym nieporozumieniem. Wskazuje na wojnę w Kosowie z 1999 roku, kiedy NATO bombardowało Serbię przez ponad 78 dni, a mimo to nie udało się osiągnąć zamierzonych celów militarnych.

Wycofanie się Serbii nie zostało wymuszone bombardowaniami, ale wycofaniem wsparcia przez Rosję.

Mimo to znaczna część dowództwa amerykańskich sił powietrznych nadal uważa, że ​​„wystarczy bombardować intensywniej”, aby ostatecznie zmusić wroga do załamania.

Macgregor stanowczo się z tym nie zgadza: Iran nie skapituluje.

Trump w „Hotelu California”

Macgregor opisuje Trumpa jako uwięzionego w spirali eskalacji. Przyjaciel powiedział mu:

Trump zameldował się w hotelu California – możesz się zameldować, ale nie możesz się wymeldować”.

Trump desperacko szuka „zjazdu”, wyjścia, które pozwoliłoby mu zachować twarz. Ale ponieważ desperacko pragnie uchodzić za politycznego zwycięzcę, coraz bardziej skłania się ku ostatecznej eskalacji.

Macgregor uważa zatem, że jeśli nie uda się znaleźć rozwiązania dyplomatycznego, Trump ostatecznie ucieknie się do brutalnej siły.

Hormus: Najniebezpieczniejsza iluzja Waszyngtonu

Macgregor szczególnie krytycznie odnosi się do twierdzenia Trumpa, że ​​USA mają „pełną kontrolę” nad Cieśniną Ormuz i że Iran jest praktycznie bezsilny.

Macgregor nazywa te stwierdzenia „nonsensem”.

W rzeczywistości siły irańskie nadal eskortowały statki i kontrolowały region. Idea całkowitej dominacji amerykańskiej to czysta propaganda.

Jeszcze bardziej alarmujące jest to, że według Macgregora, gdyby wojna znów się zaostrzyła, Iran celowo zniszczyłby infrastrukturę energetyczną państw Zatoki Perskiej, w tym obiekty naftowe i zakłady odsalania wody w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Konsekwencje byłyby dramatyczne:

  • ogromny kryzys energetyczny
  • Załamanie dostaw wody
  • Wyludnienie całych regionów
  • globalne wstrząsy gospodarcze

Macgregor wielokrotnie podkreślał, że naprawa szkód w Zatoce będzie trwała latami.

Chiny, Tajwan i upadek amerykańskich złudzeń

Ocena niedawnej wizyty Trumpa w Chinach przez Macgregora była zaskakująco pozytywna. Xi Jinping dał Trumpowi jasno do zrozumienia, że ​​wojny o Tajwan nie da się wygrać militarnie.

Następnie Trump po raz pierwszy publicznie przyznał, że
Tajwan leży zaledwie 100 mil od Chin, podczas gdy Stany Zjednoczone oddalone są o tysiące kilometrów.

Macgregor uważa to oświadczenie za rzadki moment strategicznej realizacji.

Pentagon pod kontrolą polityczną

W ostatniej części wywiadu Macgregor brutalnie krytykuje amerykańskie dowództwo wojskowe.

Generałowie czterogwiazdkowi coraz częściej stają się aktorami politycznymi, którzy przede wszystkim popierają programy polityków, którzy ich wypromowali.

Szczególnie atakuje byłego dowódcę CENTCOM, generała Kurillę, którego opisuje jako faktycznego sojusznika politycznego Netanjahu.

Macgregor ostrzega przed kompleksem militarno-przemysłowym, opisanym przez Dwighta Eisenhowera. Wysocy rangą oficerowie wojskowi są nagradzani po służbie lukratywnymi stanowiskami w firmach inwestycyjnych lub firmach produkujących broń – w zamian za lojalność polityczną w trakcie aktywnej kariery.

Prawdziwy problem: Amerykanie prawie nie zauważają, że toczy się wojna.

Na koniec Macgregor przedstawia swoją najciemniejszą obserwację:

Większość Amerykanów ledwo zauważyła, że ​​ich kraj de facto pogrążył się w nowej wojnie.

Dopóki tysiące amerykańskich żołnierzy nie zginą, społeczeństwo pozostanie obojętne i rozproszone. Właśnie dlatego wojny mogą trwać latami – jak kiedyś Wietnam.

Dla Macgregora jest to największe zagrożenie:
permanentny stan wojny bez zainteresowania opinii publicznej, bez kontroli demokratycznej i bez jasnego celu strategicznego.

Starość nie radość

Starość nie radość

Izabela BRODACKA

Pisałam kiedyś o sąsiedzie wpakowanym wbrew jego woli, wyrokiem sądu do DPS, gdzie zmarł na gangrenę po kilku tygodniach. Na moim ekranie pojawiło się nagle wiele filmików poświęconych wykorzystywaniu i oszukiwaniu osób starszych przez własne rodziny. Filmiki te operują polskimi realiami lecz wyraźnie widać, że dotyczą stosunków amerykańskich. Są zresztą bardzo niedbale tłumaczone i do tych realiów dostosowywane, prawdopodobnie przez sztuczną głupotę (tak nazywam Chat GPT ) oraz jakiś translator.

Na przykład bohaterowie mieszkają w Warszawie ale mają widok na Tatry, albo słyszą szum morskich fal. Wyroki wydawane są przez ławę przysięgłych, choć takiej instytucji nie ma w polskim systemie prawnym. Przypisano komuś przestępstwo federalne gdy taki termin nie istnieje w naszym prawie. Indyk zjadany jest w Święto Zmarłych, na które prymitywnie przerobiono amerykańskie Święto Dziękczynienia. Szkoda czasu na recenzowanie tych filmików. Wszystkie, a obejrzałam kilka z nich, oparte są na tym samym optymistycznym schemacie. Starsza osoba obrażona, zlekceważona, okradziona przez rodzinę pokazuje pazury i wygrywa w ostatecznym starciu z ludźmi, którzy jej nie docenili, chcieli wymazać ze swego życia, ubezwłasnowolnić aby przejęć kontrolę nad jej własnością. Wredne dzieci i krewni na ogół nie wiedzą, że poniewierana osoba ma ukryty ogromny majątek, albo wygrała miliony na loterii, a dowiadują się o tym dla siebie zbyt późno.

Z tych filmików dowiedziałam się jednego, że problem wykorzystywania osób starszych istnieje i jest żywotny również w USA oraz, że w prawie amerykańskim istnieje na to specjalny paragraf. W Polsce specjalnego paragrafu nie ma natomiast istnieje ogromna, ciemna liczba przestępstw przeciwko osobom w podeszłym wieku, przestępstw popełnianych na ogół bezkarnie przez najbliższą rodzinę.

Znajoma adwokatka powiedziała mi kiedyś: „pamiętaj, że w Polsce osoba po siedemdziesiątce jest praktycznie ubezwłasnowolniona, bez wyroku sądu”. Wydawało mi się, że przesadza lecz niestety szybko przekonałam się, że ma rację. Szefowa słynnego Ruchu Obrony Życia została przez rodzone dzieci oddana wbrew jej woli do prywatnego zakładu opiekuńczego daleko od Warszawy, jej mieszkanie zostało sprzedane, a pamiątki wyrzucone na śmietnik. Ta pani błagała odwiedzających ją znajomych o pożyczenie pieniędzy na autobus, ale nikt nie odważył się jej powiedzieć, że nie ma dokąd wracać. Dzieci tej pani należały do grona tak zwanych katolików postępowych (podstępowych – jak mawiał mój mąż) Nie odważyłam się o jej przypadku napisać, bo wywołałoby to skandal, a ona bardzo dbała o dobre imię swojej rodziny. Zmarła w zakładzie we frustracji i zapomnieniu.

Wśród dalekich znajomych była podobna historia. Syn oddał obydwoje rodziców do taniego prywatnego domu opieki pod pretekstem, że mieli brudno w mieszkaniu. Starsi państwo doskonale sobie radzili choć gruntowne porządki nie były już na ich siły. Starszy pan, przedwojenny oficer, zaatakował salową czy pielęgniarkę laską gdy wpychała mu na siłę do ust leki, których nie chciał przyjmować. Został przywiązany pasami do łóżka i szybko zmarł z upokorzenia. Jego żona poddała się terrorowi niższego personelu medycznego więc żyła nieco dłużej. Syn przyznawał się bezceremonialnie, że podpisał za rodziców zgodę na umieszczenie ich w domu opieki, ale nikt z personelu i dyrekcji tego domu nie zamierzał się tym oszustwem przejmować.

Trzeci ze znanych mi bulwersujących przypadków bezprawnego krzywdzenia osób starszych dotyczy pewnego profesora PW, który oddał swoją matkę, drobną cichą staruszkę, do domu opieki gdzie złamano jej żebra podczas przymusowej kąpieli. Nie wiem czy starsza pani zgodziła się sama na usunięcie jej z jej własnego mieszkania czy obiecano jej, że jej pobyt w domu opieki będzie tylko tymczasowy. Jej główną przewiną było, że zbierała plastikowe kubki. Znam gorsze grzechy niż starcze zbieractwo.

Kolejna historia. Wraz ze znajomą ze Związku Artystów Plastyków odwiedziłyśmy pewnego jej kolegę w zakładzie prowadzonym przez siostry zakonne przy ulicy Zawrat. Starszy pan skarżył się, że umieścił go tam wbrew jego woli syn i błagał o dostarczenie mu bloku rysunkowego i kredek. Kiedy następnego dnia pojawiałyśmy się przy ulicy Zawrat po panu nie było ani śladu, nikt nie chciał z nami rozmawiać i nie zostałyśmy nawet wpuszczone do środka.

Raz tylko udało się nam pomóc starszej osobie w opresji. Była to samotna kobieta mieszkająca na Żoliborzu, na której mieszkanie ostrzył sobie zęby szef wspólnoty mieszkaniowej. Pani faktycznie zbierała niepotrzebne jej rzeczy lecz czyste i porządne, nie zbierała śmieci. Biegła sądowa, psychiatra napisała, że staruszka ma wszawicę, grzybicę i świerzb co nie tylko było kłamstwem lecz wręcz kpiną ze zdrowego rozsądku. Lekarka oszustka wystawiła zaświadczenie nie wchodząc nawet do pokoiku staruszki.

W sądzie prowadzącym sprawę o przymusowy pobyt starszej pani w umieralni ( trudno inaczej nazwać ośrodek gdzieś na Powiślu gdzie w wieloosobowej sali została przywiązana do łózka z cewnikiem i w pampersie), oświadczyłyśmy ze znajomą, że podejmujemy nad staruszką pełną opiekę.

Pamiętam, że zapytałam przydzielonego jej adwokata z urzędu czy mogę tak bezczelnie kłamać. Odpowiedział, że nie tylko mogę lecz muszę, bo sąd jest instytucją głupią i perfidną. Jednak sędzia okazała się mądra i orzekła uwolnienie starszej pani. Wyniosłyśmy jej zbiory na śmietnik, załatwiły przynoszenie obiadów z baru mlecznego i dozorowanie stanu mieszkania przez opiekunkę społeczną. Kilka lat staruszka żyła w dobrostanie, chodziła na zajęcia Uniwersytetu Trzeciego Wieku, a w pewnej chwili sama zażądała żeby załatwić jej pobyt u sióstr na Zamienieckiej. Nie było to łatwe, bo to naprawdę wspaniały zakład. Siostry opiekuńcze, serdeczne, otwarte na współpracę.

Podsumowując.

Starsze osoby są również w Polsce często traktowane jako problem rodzinny, jako problem społeczny, jako zasób majątkowy, który warto jak najszybciej uruchomić. Nie są traktowane jak ludzie.

Co pokazuje GPS Żukowskiej? MEM-y IV.

————————————————————

—————————————————-

————————————————–

——————————————————-

————————————-

———————————————-

————————————————————–

——————————————-

———————————————————-

——————————————

—————————————-

Nasza sztuczna inteligencja. MEM-y III.

——————————————-

——————————————–

——————————–

——————————————-

——————————————–

——————————————————–

————————————–

————————————————————–

———————————–

————————————————–

Dzieci nie płaczą, bo przecinam im struny głosowe. MEM-y II.

————————–

—————————————–

—————————————————————–

———————————————————————–

————————————————-

—————————————

———————————————–

——————————-

—————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Patrzcie dzieci! Miszalski ze stołka leci !MEM–y I.

———————————-

——————————–

——————————————-

—————————————–

—————————

——————————-

—————————–

————————————-

—————————————————

Wprowadzić demokrację w USA

Wprowadzić demokrację w USA

Autor artykułu Marek Wójcik 22. maja 2026 world-scam/wprowadzic-demokracje-w-usa

Zapomnij o wprowadzaniu demokracji na Kubę. Spróbuj wprowadzić demokrację w Stanach Zjednoczonych.

Tak kończy swój opublikowany w środę artykuł Caitlin Johnstone: Amerykańska demokracja nie istnieje. Źródło.

W prawyborach republikańskich w Kentucky popierany przez Trumpa Ed Gallrein, finansowany przez lobby proizraelskie, rzucił wyzwanie antywojennemu urzędującemu kongresmanowi Thomasowi Massie, co w istocie stanowi starcie polityki zagranicznej opartej na hasłach „America First” z polityką obecnej administracji opartej na hasłach „Israel First”. Wyzwanie to zostało wsparte przez AIPAC rekordową sumą 35 milionów dolarów.

Grupy proizraelskie wydały aż 35 milionów dolarów na kampanię przeciwko Thomasowi Massiemu, aby odebrać mu miejsce w Kongresie.

Kiedy w wyborach liczy się ten, kto może sobie pozwolić na wydanie jak największej kwoty na manipulację i oszukiwanie opinii publicznej, by głosowała po jego myśli, to nie jest demokracja. To plutokracja – pisze Caitlin Johnstone we wspomnianym powyżej artykule.

W kraju, gdzie prywatne organizacje mają wielki wpływ na polityków, nie może być mowy o demokracji. Jeśli te organizacje realizują przy tym politykę obcych krajów, to także suwerenność tego kraju jest silnie ograniczona. W USA i także w Unii Europejskiej taka korupcja została nazwana lobbyingiem, żeby zalegalizować łapówkarstwo. Inna nazwa, ale jak uczciwie brzmi!

Plutokraci wywierają wpływ na polityków na całym świecie dzięki trwającym już ponad 30 lat szkoleniom Young Globel Leadres realizowanym przez Światowe Forum Ekonomiczne. Dlatego możemy zaobserwować skoordynowane reakcje rządów na całym świecie na sztucznie wywołane kryzysy takie jak kowid, panika płonącej planety, ochładzanie powierzchni Ziemi przez rozpylanie chemikalii, wojny i najazd obcych kulturowo narodów, kontrola korzystania z pieniędzy CDBC.

Bombardowanie kraju po drugiej stronie globu nie sprawi, że akta Epsteina znikną — kongresman Thomas Massie.

Najwyższa pora, żeby w kraju nieograniczonych możliwości, wreszcie wprowadzić autentyczną demokrację, nie bombardując przy okazji potencjalnych demokracjo-biorców w Oklahomie czy Kentucky. Jeśli się zakończy sukcesem, byłoby to dobre szkolenie dla przyszłych demokracjo0dawców stosujących drogę pokojową.

Najgorszą formą pomocy jest taka, która nie uwzględnia potrzeb, tradycji i uwarunkowań kraju. Naturalnie, że dotychczasowe próby takiej pomocy nie miały na celu dobra odbiorcy takiej bombowej sielanki. Jedynie dobro „filantropa” się liczy. Tak trzeba rozumieć politykę wielkich mocarstw.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Spójrzmy prawdzie w oczy! [Gospodraka w neo-PRL-u]

Spójrzcie prawdzie w oczy!

Bogdan Morkisz

Polacy! Rodacy! Spójrzcie prawdzie w oczy!

​To, co przez dekady wmawiano nam jako „cud gospodarczy”, było w rzeczywistości największym rozbiorem ekonomicznym w historii naszego narodu! Pod płaszczykiem „transformacji” i „modernizacji” dokonano systematycznej, bezwzględnej likwidacji Państwa Polskiego. Majątek wypracowany krwią, potem i wyrzeczeniami kilku pokoleń naszych ojców i dziadków został rozszarpany, rozkradziony i oddany w obce ręce za bezcen!

​Architekci naszej nędzy i ich bezkarność. Sprawcy tego sabotażu uchodzą dziś za ludzi sukcesu. Bławaty salonów, bywalcy mediów głównego nurtu, samozwańcze „autorytety”! Mają milionowe i miliardowe majątki, konta w zagranicznych bankach i zabezpieczony byt dla swoich potomków po wieczne czasy. [aaale… inflacja lub głupota im zeżre.. md]

​Podczas gdy oni pławią się w luksusach, bezczelnie kpią z tradycji, gardzą zwykłym człowiekiem i powołując się na wieczny „kryzys”, bezwstydnie wzywają nas do zaciskania pasa! Cieszą się pełną wolnością w tym karykaturze „demokratycznego” kraju, chronieni przez system, w którym sądy i prokuratury okazują się „niezawisłe” wyłącznie od sprawiedliwości!

​Kronika Narodowej Grabieży. Liczby nie kłamią – one krzyczą! Od 1990 roku bezwzględna machina urzędnicza objęła tzw. przekształceniami własnościowymi niemal 6 tysięcy państwowych przedsiębiorstw! Ponad połowa potęgi gospodarczej kraju poszła pod młotek.

​Grzech założycielski: Uwłaszczenie nomenklatury (1988–1989). Zanim naród zdążył odetchnąć wolnością, komunistyczni dyrektorzy, aparatczycy i agenci służb specjalnych założyli 12 tysięcy spółek. Wysysali soki z państwowych firm, budując pierwsze, zbrukane fortuny na plecach robotników.

​Doktryna Balcerowicza, czyli wyprzedaż na klęczkach. Polski wicepremier stał się gorliwym wykonawcą poleceń obcych doradców, spekulantów i międzynarodowych bankierów. Każdego, kto odważył się bronić polskich fabryk, wyzywano od demagogów i szkodników! Era „Aferałów”. Rządy liberałów jawnie ogłosiły światu, że „pierwszy milion trzeba ukraść”. Obiecywali „milion nowych miejsc pracy”, a przynieśli milion nowych afer!

​Hańba Wyprzedaży: Oddani za półdarmo! Czy można milczeć, widząc jak potężne zakłady oddawano za ułamek ich realnej wartości? To nie była prywatyzacja, to był akt kapitulacji gospodarczej! ​Zakłady Papiernicze w Kostrzynie: Sprzedane za nędzne 80 złotych, podczas gdy zagraniczna firma doradcza za samą „wycenę” skasowała 80 tysięcy dolarów! Celuloza w Kwidzynie: Nowoczesny gigant produkujący większość papieru w kraju oddany za 120 mln dolarów. Wybudowanie takiego zakładu od zera kosztowałoby ponad pół miliarda! Elektrownia Połaniec: Oddana Belgom za 250 mln dolarów – blisko siedmiokrotnie poniżej cen rynkowych! Polskie Huty Stali: Przejęte przez hinduski koncern za śmieszne 6 mln złotych, po czym państwo polskie dopłaciło nowemu właścicielowi miliardy w pomocy publicznej! ​Kupowano nasze cementownie i zakłady elektrotechniczne nie po to, by je rozwijać, ale by je zwyczajnie zniszczyć, zamknąć i zlikwidować konkurencję dla zachodnich rynków! Pozbawieni Suwerenności: Oddaliśmy Banki i Stocznie.

​Dziś jesteśmy pariasami we własnym domu. Oddaliśmy ponad 80 procent sektora bankowego w obce ręce! Kraje takie jak Niemcy czy Francja strzegą swoich banków, nie dopuszczając obcych do więcej niż 10% rynku. My oddaliśmy Pekao SA, BZ WBK i akcje PZU za bezcen, pozbawiając się kontroli nad własnym pieniądzem! ​Mało tego – dopuszczono do celowego zarżnięcia polskiego przemysłu stoczniowego. Gdy Niemcy potajemnie dotowali swoje stocznie setkami milionów euro, rząd Donalda Tuska potulnie schylił głowę przed Brukselą. Dlaczego? Bo stocznie, a zwłaszcza ta w Gdańsku, były symbolem „Solidarności” i oporu. Likwidując wielkie zakłady pracy, władza likwidowała ogniska buntu wolnego narodu!

​Dość Kłamstw!

​Wielki „Program Powszechnej Prywatyzacji” okazał się najdroższą porażką i ordynarnym oszustwem III RP. Miliony Polaków dostały ochłapy w postaci świadectw wartych 100 złotych, podczas gdy fundusze NFI bankrutowały, a garstka powiązanych z władzą biznesmenów i lobbystów liczyła zyski. Spełniły się najgorsze prorocze słowa noblisty Miltona Friedmana: „Cudzoziemcy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, ale po to, by pomóc sobie”.

​To jest nasz protest! ​Historia wyprzedaży polskiego majątku narodowego poraża skalą celowego niszczenia dobra wspólnego.

​Nasze fabryki zaorano! Miliony pracowników wyrzucono na bruk i skazano na strukturalne bezrobocie oraz emigrację!

​Winnych tej zdrady ekonomicznej nigdy nie pociągnięto do odpowiedzialności! Nie zapomnimy tego krzywdzącego szabru! Ten manifest to krzyk pamięci o zagrabionej ojczyźnie i wezwanie do obudzenia narodowej dumy. Ziemia i przemysł należą do narodu – nigdy więcej wyprzedaży Polski!

Bogdan Morkisz

Wojna dronów – Zachód igra z ogniem

Wojna dronów – Zachód igra z ogniem

Opracował: Zygmunt Białas zygmuntbialas/wojna-dronow-zachod-igra-z-ogniem

Nowy artykuł na portalu Naked Capitalism  przedstawia ponury obraz obecnej eskalacji wojny ukraińsko-rosyjskiej. Analiza zatytułowana „Uzbrojony dom wariatów – zagrożenie eskalacją dronów na Ukrainie”  opisuje zjawisko, które staje się coraz bardziej niebezpieczne: Zachód zdaje się wierzyć, że może stopniowo atakować Rosję z coraz większą siłą, nie doprowadzając do bezpośredniej konfrontacji między NATO a Moskwą. Jednak to założenie może okazać się fatalnym błędem.

Konsekwencje ataku dronów na rosyjski magazyn paliwa

To, co się obecnie dzieje, to coś więcej niż wojna regionalna. Pojawia się zupełnie nowa forma permanentnej eskalacji – tania, zdecentralizowana, technologicznie połączona i praktycznie niekontrolowana.

Ukraina masowo rozmieszcza drony dalekiego zasięgu przeciwko celom położonym głęboko w głębi Rosji. Rafinerie, instalacje wojskowe, infrastruktura energetyczna i obiekty strategiczne są coraz częściej atakowane. Za kulisami od dawna było jasne, że wiele z tych operacji byłoby praktycznie niemożliwych bez zachodnich danych satelitarnych, rozpoznania celów, oprogramowania, technologii komunikacyjnych i wsparcia NATO.

To zaciera granicę między pomocą pośrednią a bezpośrednim udziałem wojskowym i właśnie to sprawia, że sytuacja staje się wybuchowa. NATO zdaje się zakładać, że ataki dronów stanowią rodzaj ‚kontrolowanej eskalacji’ – drobne ukłucia mające na celu osłabienie Rosji bez wywoływania masowej reakcji.

Jednak z perspektywy Moskwy wyłania się inny obraz: pełzająca wojna prowadzona przez cały zachodni sojusz przeciwko Rosji.

Drony przebiły rosyjską obronę. "Moskwa nie jest bezpieczna"

Atak ukraińskich dronów w obwodzie moskiewskim

Iluzja dystansu technologicznego jest szczególnie niebezpieczna. Drony drastycznie obniżają polityczny próg ataków. Politycy mogą działać coraz bardziej agresywnie, nie tracąc własnych żołnierzy. Właśnie to sprawia, że eskalacja polityczna staje się nagle łatwiejsza. Rzeczywistość jest jednak bardziej brutalna.

Dla Rosji ostatecznie nie ma większego znaczenia, czy zostanie użyty pocisk rakietowy, dron, czy system satelitarny – liczy się to, kto umożliwia atak. Im częściej atakowane jest centrum terytorium Rosji, tym większe prawdopodobieństwo asymetrycznej lub bezpośredniej odpowiedzi.

Niedawne ostrzeżenia rosyjskiej agencji wywiadowczej SWR skierowane do państw NATO, takich jak Łotwa, pokazują już, jak poważnie Moskwa traktuje tę sytuację. Rosja coraz bardziej otwarcie sygnalizuje, że terytorium NATO nie pozostanie automatycznie poza zasięgiem, jeśli będą tam przygotowywane lub wspierane ataki na Rosję. To niebezpiecznie zbliża Europę do historycznego punktu krytycznego.

Współczesna wojna dronów zmienia całą logikę globalnego odstraszania. Wcześniej bezpośrednie ataki na mocarstwa były rzadkie, kosztowne i wysoce ryzykowne.

Dziś stosunkowo niedrogie drony mogą: — paraliżować lotniska, // — uszkadzać rafinerie ropy naftowej, // — destabilizować sieci energetyczne, // — atakować centra łączności, // — destabilizować infrastrukturę cywilną.

Obrona przed tymi atakami kosztuje miliardy. Zachód jednak zdaje się nadal dążyć do eskalacji. Mamy do czynienia z: coraz większymi zasięgami, coraz bardziej agresywnymi operacjami, coraz głębszymi atakami i coraz ściślejszą integracją z NATO. Jednocześnie opinii publicznej wciąż wmawia się, że wszystko to da się kontrolować. Ale w tym tkwi prawdopodobnie największe zagrożenie naszych czasów.

Światu zagraża nie zaplanowana wojna światowa, ale łańcuch pozornie drobnych kroków eskalacji, w których każda ze stron wierzy, że nadal utrzymuje kontrolę a tymczasem bezpośrednia konfrontacja między mocarstwami nuklearnymi jest coraz bliżej. Prawidłowym pytaniem nie jest już, czy sytuacja ulegnie eskalacji, ale raczej, czy ktokolwiek w Waszyngtonie czy Brukseli jest jeszcze w stanie na czas powstrzymać spiralę eskalacji.

uncutnews.ch/drohnenkrieg-ausser-kontrolle-der-westen-spielt-mit-dem-feuer-eines-direkten-nato-russland-krieges

Opracował: Zygmunt Białas

Wielka Brytania, Niemcy i Francja wzmocnią swoje wsparcie dla Ukrainy…

Troika UE zamierza zwiększyć swoje wsparcie dla Ukrainy po ataku na Starobielsk

Anti-Spiegel 22 maj 2026 Thomas Röper anti-spiegel.ru/die-eu-troika-beabsichtigt-ihre-unterstuetzung-fuer-die-ukraine-nach-dem-angriff-auf-starobilsk-zu-verstaerken

Oświadczenie wydano po rozmowach online z prezydentem Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem i Wołodymyrem Zełenskim.

LONDYN, 22 maja (TASS). Troika UE (Wielka Brytania, Niemcy i Francja) wzmocni swoje wsparcie dla Ukrainy w nadchodzących miesiącach. Zostało to ogłoszone w oświadczeniu wydanym przez kancelarię brytyjskiego premiera Keira Starmera po rozmowach online z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem i Wołodymyrem Zełenskim.

Zgodnie z oświadczeniem, przywódcy „potwierdzili” swoje zobowiązanie do wzmocnienia wsparcia dla rządu ukraińskiego „w nadchodzących miesiącach”.

Oświadczenie zostało wydane po ataku sił ukraińskich na uniwersytet w Starobielsku (ŁRL).

W nocy 22 maja ukraińskie siły zbrojne zaatakowały dronami budynek i akademik Starobielskiego Kolegium Technicznego Ługańskiego Uniwersytetu Pedagogicznego. W momencie ataku w budynkach przebywało 86 dzieci i młodzieży w wieku od 14 do 18 lat. Wstępne doniesienia wskazują na śmierć czterech osób i 39 rannych.

Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że atak nie był przypadkowy, o czym świadczy użycie przez ukraińskie siły zbrojne 16 dronów. Polecił rosyjskiemu Ministerstwu Obrony opracowanie propozycji działań odwetowych.

Czy Matka Boża Śnieżna pomogła zatrzymać pożar puszczy zroszonej krwią bohaterów?

Czy Matka Boża Śnieżna pomogła zatrzymać pożar puszczy zroszonej krwią bohaterów?

Adam Białous 23 maja 2026

las-pozar-kapliczka.jpg
Źródło: Facebook/OSP Majdan Górny Oprac. PCh24.pl

Ogromny pożar w Puszczy Solskiej [ Lasy Biłgorajskie] trwał siedem dni. Kiedy udało się w końcu poskromić niszczycielski żywioł ognia, strażacy i leśnicy przystąpili  do szacowania szkód. Jeden ze strażaków, wykonujących to trudne zadanie, ujrzał widok, który wprawił go w osłupienie. Zobaczył bowiem drewnianą kapliczkę, której nie tknął ogień. Równie zdumiewające jest to, że w ocalałej kapliczce deskowej znajduje się wizerunek Matki Bożej Śnieżnej „od pożarów”.

Ocalała

Stratymożna było oszacować tylko w jeden sposób: przemierzając pieszo całe pogorzelisko. Do tej akcji zaangażowano blisko dwustu strażaków. Wszystko przebiegało bez niespodzianek – do czasu, kiedy oczom jednego z nich ukazał się widok, który „wbił go w ziemię”.  Najlepiej będzie jak on sam opowie o tym, co zobaczył. „Zatrzymaliśmy się przy pomniku upamiętniającym uczestników bitwy pod Osuchami. Odwróciłem się i po drugiej stronie drogi zobaczyłem sosnę z kapliczką. Widok był zdumiewający – wokół wszystko było spalone – poszycie, mniejsze drzewa, wielkie sosny osmalone na kilka metrów wysokości, a ta jedna sosna z kapliczką pozostała nietknięta” – z dużą dozą emocji relacjonuje strażak Arkadiusz Dudziński.

Pan Arkadiusz zdając sobie sprawę z tego, że opowiadając o tym niezwykłym wydarzeniu, będzie pytany o dowody, zrobił zdjęcie. Rzeczywiście wprawia ono w zadziwienie, a szczególnie jeden szczegół, który jest również opisany w relacji świadka. Otóż sosna poniżej kapliczki jest przewiązana biało-czerwoną wstążką, wykonaną ze sztucznego materiału. Strażak pisze, że nie wie jakim cudem nie uległa ona stopieniu, kiedy całe poszycie lasu płonęło, nagrzewając przy tym powietrze do ogromnej temperatury.

Matka czuwa nad Leśnymi

Samo miejsce wydarzenia nie wydaje się być przypadkowe. Otóż po jednej stronie leśnej drogi stoi monument upamiętniający żołnierzy podziemia niepodległościowego poległych podczas bitwy pod Osuchami. Sosna z kapliczką stoi vis a vis pomnika po drugiej stronie drogi. Bardzo dramatyczna batalia pod Osuchami to największa bitwa partyzancka podczas II wojny światowej. W starciach z Niemcami (czerwiec 1944) zginęło około 500 żołnierzy podziemia. Natomiast Leśni podczas walk położyli ponad 700 żołnierzy Wermachtu. W ściółkę Puszczy Solskiej wsiąkło więc dziesiątki litrów krwi. Do dziś wśród miejscowej ludności krążą legendy o ukrytych gdzieś pod ziemią AK-owskich sztandarach i zjawach poległych żołnierzy, snujących się po puszczańskich ostępach.

Być może pokutują w ten sposób za swoje jakieś ciężkie przewinienia, a Matka Boża, której wizerunek przytwierdzono do sosny, wstawia się za nimi do swojego Syna, aby darował im jak najszybciej się da i wpuścił do swojego Niebieskiego Królestwa. Zagadkową rzeczą jest to, że w ocalałej kapliczce umieszczony został wizerunek Matki Bożej ze Świętej Lipki. Maryjne sanktuarium, w którym znajduje się oryginalny obraz znajduje się na Mazurach, 560 kilometrów od Puszczy Solskiej. O wiele bliżej są sanktuaria ze, słynącymi cudami, wizerunkami Maryi – m.in. w Kodniu czy w Chełmie.

Czy Matka Boża Śnieżna czczona w Świętej Lipce pomogła zatrzymać pożogę?

Pewnie wizerunek Matki Bożej ze Świętej Lipki umieścił w kapliczce jakiś Jej gorący czciciel. Tak czy owak, patrząc z perspektywy pożaru jaki dotknął Puszczę Solską, nie mógł wybrać lepszego wizerunku Maryi. Otóż ten obraz powstały w wieku XVII jest wierną kopią, czczonego od VI wieku, wizerunku Matki Bożej Śnieżnej, która w tradycji ludowej jest uznawana za orędowniczkę chroniącą od pożarów i klęsk żywiołowych. Wiąże się to z cudownym wydarzeniem jakie miało miejsce w Rzymie w sierpniu roku 352. W tym właśnie najgorętszym okresie w Wiecznym Mieście spadł śniegu. Na wzgórzu, które on pokrył, wkrótce zbudowano pierwszą w historii chrześcijaństwa świątynię poświęconą Matce Bożej.

Przed wizerunkiem Maryi, który jest umieszczony w tym kościele, oraz jego kopiami obecnymi w kościołach i domach wiernych na całym świecie, wiele razy skutecznie proszono Matkę Bożą Śnieżną o ugaszenie pożaru. W Polsce znanych jest wiele takich historii.  Dla przykładu w 1638 roku mieszkańcy Jarosławia na Podkarpaciu przed obliczem słynącego łaskami obrazu Matki Boskiej Śnieżnej (od wieków obecnego w tamtejszej kolegiacie) prosili Matkę o ratunek przed pożarem, a Ona ich wysłuchała i miasto ocalało. Być może również modlitwy wiernych o zatrzymanie niszczycielskiego pożaru w Puszczy Solskiej, zostały wysłuchane przez naszą najlepszą pośredniczkę łask – Maryję? Zauważmy, że pożar objął około tysiąca hektarów lasów, kiedy całkowita powierzchnia Puszczy Solskiej to w wielu szacunkach nawet ponad 120 tys. hektarów.

Kapliczka w dawnym stylu

Kapliczka w Puszczy Solskiej, która oparła się ogniowi, jest wykonana w dawnym stylu – kapliczki deskowej – wotywnej, czyli wykonanej w jakiejś intencji. Obecnie wraca tradycja ich tworzenia. Są to pięknie zdobione, nieduże deseczki z krzyżem, pasyjką czy wizerunkiem Matki Bożej i świętych. Wiesza się je na drzewach, głównie w lasach i puszczach. Jest to bardzo dawna tradycja kultywowana na obszarze historycznego Podlasia. Nie jest jednak pewne jak stara, gdyż drewniany materiał, z których robi się deski, nie zachowuje się długo. Najstarsze, istniejące deski wotywne pochodzą z wieku XIX. Są one przechowywane w muzeach.

Dawniej, ale i dziś, szczególną estymą cieszy się drzewo, na którym zawieszono kapliczkę deskową. Takie drzewo mieszkańcy puszczańskich okolic nazywają „świętym”. W powszechnym przekonaniu, nie można go ścinać, ale musi ono obumrzeć ze starości. Przykładem tego była stojąca, około stu lat, w Supraślu ogromna sosna – nazywana przez miejscowych „świętą”. Kiedy upadła, skruszona zębem czasu, pracownicy Lasów Państwowych, przygotowali dla niej specjalną, zadaszoną wiatę, gdzie już kilkadziesiąt lat, do dziś dnia, można ją podziwiać. Sami leśnicy szanują tradycję drzew z leśnymi kapliczkami. Podczas zrębów, pod żadnym pozorem, nie wycina się ich.   

Adam Białous

Grzegorz Braun m.in. o procesie, Izraelu, lex szarlatan, POPiS i aferach

Grzegorz Braun m.in. o procesie, Izraelu, lex szarlatan, POPiS i aferach

Autor: AlterCabrio , 22 maja 2026

−∗−

Grzegorz Braun OSTRO u Marcina Roli o procesie, zbrodniach Izraela, LEX SZARLATAN, POPiS i mega aferze pedofilskiej

„Wielobiegunowość” czyli globalna franczyza starego systemu kontroli

„Wielobiegunowość” czyli globalna franczyza starego systemu kontroli

————————————————————–

Franczyza to model biznesowy, w którym przedsiębiorca (franczyzobiorca) prowadzi własną firmę pod szyldem znanej marki.. md

———————————————–

Autor: Fake Wars & Higher Prices: What a “Multipolar World Order” REALLY Means, Kit Knightly, May 20, 2026

wpisał: AlterCabrio, 21 maja 2026 ekspedyt/wielobiegunowosc-czyli-globalna-franczyza-starego-systemu-kontroli

Dwa duże zespoły, wyznające niemal identyczne ideologie i wykonujące rozkazy tych samych niewybieranych władz, zaciekle walczące o najmniejszy skrawek gruntu.

Spowodują wyborcze bitwy, opierając się na różnicach w ikonografii, frazeologii lub ułamkach punktów procentowych, aby odwrócić uwagę od faktu, że zgadzają się we wszystkim, co naprawdę ważne, nie mają żadnej realnej władzy i są co najwyżej zastępczymi gadżetami w ogromnej machinie wpływów.

Celem tych bitew jest przekonanie ludzi, że demokracja istnieje, że mają wybór i mogą wpływać na zmiany.

To kłamstwo działa i to od dziesięcioleci.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Fałszywe wojny i wyższe ceny: co NAPRAWDĘ oznacza „wielobiegunowy porządek świata”

Świat się zmienia. Niegdyś dominująca, imperialna potęga Stanów Zjednoczonych chwieje się, wyniszczona korupcją, nadmiernie rozrośnięta pychą, trawiona rakiem nienawiści, nacjonalizmu i chciwości.

Nawet według jej własnych źródeł propagandowych Ameryka „stała się złoczyńcą”, „oficjalnie jest imperium w upadku” i jesteśmy świadkami jej „ostatecznego aktu”.

A podczas gdy my czekamy na nieuchronny upadek tytana, świat zastanawia się nad przyszłością. Wszyscy mówią o „wielobiegunowym porządku świata” tuż za horyzontem.

Od „Pax Americana do Pax Multipolaris”.

„Świat wielobiegunowy” od dawna jest tematem politycznych dyskusji, ale nabiera rozpędu w ciągu ostatnich kilku lat i zauważalnie przyspieszył od początku drugiej kadencji Donalda Trumpa.

Prezydent Rosji Władimir Putin od lat wzywał do wprowadzenia takiego porządku wielobiegunowego i uczynił to ponownie w zeszłym tygodniu. Chiński przywódca Xi Jinping regularnie czyni to samo, ostatnio podczas swojej podróży do Ameryki Południowej w lutym. Kim Dzong Il z Korei Północnej powtórzył te same opinie w kwietniu.

Xi i Putin podpisali dziś rano wspólną deklarację w sprawie „budowy świata wielobiegunowego”.

Dwa tygodnie temu, podczas wykładu w Kennedy School of Government na Uniwersytecie Harvarda, były kanclerz Niemiec Olaf Scholz wezwał do stworzenia „świata postimperialnego [i] odpornego porządku opartego na zasadach w nowej erze wielobiegunowości”.

W przemówieniu wygłoszonym podczas swojej podróży do Chin w zeszłym miesiącu premier Hiszpanii Pedro Sanchez wezwał do „przyjęcia wielobiegunowego porządku świata”:

„To, co dzieje się dzisiaj, to nie transfer hegemonii, lecz wzrost wielobiegunowości – zarówno władzy, jak i dobrobytu”

Oprócz przemówień polityków, wielobiegunowy porządek świata stał się również głównym przedmiotem zainteresowania międzynarodowego środowiska think tanków.

„Multipolaryzacja” była głównym tematem raportu z Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym 2025r.

W grudniu Instytut Tony’ego Blaira nawiązał współpracę z JPMorgan Chase International Council w celu opublikowania raportu zatytułowanego „World Rewired: Navigating a Multi-Speed, Multipolar Order”, który kończy się przedmową (napisaną przez samego Blaira i Jamiego Dimona z JPMC):

Świat nadal oferuje ogromny potencjał tym, którzy chcą się konstruktywnie zaangażować — budować koalicje, inwestować w innowacje i pomagać kształtować zasady nowej ery, zamiast po prostu na nie reagować.

A potem w marcu Światowe Forum Ekonomiczne opublikowało (niezwykle nudny) raport zatytułowany „The Future of Materials Systems: Cooperation Opportunities in a Multipolar World”, w którym użyto zdań takich jak to…

W wielobiegunowym świecie sprawna współpraca oparta na interesach będzie miała decydujące znaczenie dla kształtowania odpornych, produktywnych i zrównoważonych systemów materiałowych.

To tradycyjne środowisko, w którym najczęściej dyskutuje się o „wielobiegunowości”. Raporty dla licznych agencji i organizacji non-profit, prognozy rynkowe i oceny ryzyka. Język akademicki, który maskuje znaczenie warstwami zbędnego słownictwa.

Ale wielobiegunowość nie jest wyłącznie ulubionym tematem prezydentów i ośrodków analitycznych, jest to stały temat rozmów w mediach.

Ameryka nie może uciec od porządku wielobiegunowego

…napisano w grudniowym wydaniu Foreign Affairs, opublikowanym przez Radę ds. Stosunków Zagranicznych.

W artykule w „The European Times” zamieszczono tytuł „Od jednobiegunowości do rzeczywistości wielobiegunowej – szybko wyłania się nowy porządek świata”, który jest znacznie bardziej wyważony:

Wielobiegunowość sama w sobie z natury nie jest ani niebezpieczna, ani korzystna. Jej ostateczny wpływ będzie zależał od tego, jak państwa zdecydują się sprawować władzę, przestrzegać prawa międzynarodowego i współpracować w rozwiązywaniu wspólnych wyzwań.

W wywiadzie dla Politico zatytułowanym „Jak wygląda przyszły porządek świata” brytyjska autorka Rana Dasgupta mówi:

Jeśli wkraczamy w świat wielobiegunowy, to nie jest to niczym niezwykłym. To normalny stan świata.

Jak widać, potencjalny upadek współczesnego Rzymu nie przeraża wielu z tych, którzy zawdzięczają swe pieniądze i pozycję temu Imperium, wręcz przeciwnie, jest to czymś energetyzującym lub może nawet „normalnym stanem świata”.

Wojna USA i Izraela z Iranem została obwiniona i/lub uznana za czynnik przyspieszający długo oczekiwany upadek imperium.

Dwa tygodnie temu The Tehran Times opublikował nagłówek:

Jak konflikt w Iranie katalizuje wielobiegunowy porządek świata

Raport Bliskowschodniej Rady ds. Globalnych przedstawia wojnę w Iranie jako próbę powstrzymania przez USA wyzwolenia się wielobiegunowego świata:

To, co dzieje się w Iranie, to nie tylko wojna o regionalną równowagę sił czy ograniczenie dostępu do broni jądrowej. To próba rozbicia geograficznego jądra rodzącego się porządku wielobiegunowego, którego celem jest ominięcie dominacji Zachodu.

Fundacja Carnegie Endowment for International Peace opublikowała to

Wojna z Iranem pokazuje ograniczenia potęgi Stanów Zjednoczonych – jeśli Waszyngton nie będzie w stanie dostosować się do zachodzących przemian w świecie wielobiegunowym, jego przewaga stanie się obciążeniem.

W wielu niezależnych mediach panuje niemal gorączkowe oczekiwanie.

Imperium amerykańskie upadnie, a na jego miejscu powstanie nowy, wspaniały, wielobiegunowy porządek świata, który na pewno będzie Dobrą Rzeczą.

Oto cała historia.

Ale to tylko opowieść.

Czym tak naprawdę jest „wielobiegunowy porządek świata”?

Co naprawdę oznacza wielobiegunowość

Kultywowany obraz świata wielobiegunowego – pomijając cudzysłów – to obraz globalnej współpracy wolnych i równych suwerennych państw, z których każde realizuje interesy swoich narodów, nie żyjąc w cieniu imperialnej hegemonii.

Równa i uporządkowana […] inkluzywna, powszechnie korzystna globalizacja gospodarcza” – jak powiedział Xi Jinping w przemówieniu wygłoszonym w lutym.

Te same poglądy powtórzył, choć w głębszym stopniu, profesor Wang Yiwei, który napisał opracowanie zatytułowane „Chińska filozofia równego i uporządkowanego wielobiegunowego porządku świata”, w którym opisał, jak bardzo inny będzie świat pod chińskim przywództwem – lub raczej bez przywództwa:

Chiny opowiadają się za równoprawnym i uporządkowanym światem wielobiegunowym oraz inkluzywną globalizacją gospodarczą. Sednem równoprawnego i uporządkowanego świata wielobiegunowego jest przestrzeganie równości wszystkich krajów, dużych i małych, przeciwstawianie się hegemonizmowi i polityce siły oraz skuteczne promowanie demokratyzacji stosunków międzynarodowych.

Mniej utopijna wizja przewiduje wielobiegunowy świat podzielony na bloki lub strefy wpływów, ale wciąż bardziej dynamiczny i potencjalnie sprawiedliwy, ponieważ wyzwolony z cienia Imperium. Takie było pierwotne znaczenie tego określenia, gdy pojawiło się ono po raz pierwszy pod koniec lat 90.

Ale żadne z nich nie odzwierciedla zbliżającej się rzeczywistości ani prawdziwych intencji wpływowych ludzi, którzy wmawiają sobie te bzdury.

To może być wielobiegunowość, ale to nie jest „wielobiegunowość”.

Niesamowite, jaką różnicę może zdziałać para cudzysłowów, prawda?

Prawdziwi władcy, i ich bezduszne marionetki ze sfer korporacyjnych, akademickich i politycznych stworzyły całkowicie eufemistyczną frazeologię językową, definiowaną przez konieczność używania cudzysłowów.

Słowa i zwroty, które nie oznaczają tego, co udają, że oznaczają.

„Zmiana klimatu”, „mowa nienawiści”, „zdrowie publiczne”.

„Terroryzm”, „dezinformacja” i „zrównoważony rozwój”.

W naszym krajobrazie politycznym przestały być one słowami mającymi znaczenie, a stały się zarówno kamuflażem, jak i czynnikiem warunkującym.

Nieuczciwa mieszanka programującego języka i sugestii hipnotycznej; z jednej strony frazy zaprojektowane tak, aby zaciemniać rzeczywistość, a z drugiej strony mechanicznie przywoływać zaprogramowane odpowiedzi lub wywoływać silne, warunkowe reakcje emocjonalne.

„Wielobiegunowość” to jedno z takich słów. I zawsze należy je ujmować w cudzysłów.

Prawda kryjąca się za tym słowem jest prosta: globalna franczyza starego systemu kontroli.

Polityka partyjna staje się globalna

Obrońcy narracji o „wielobiegunowym porządku świata” często argumentują w stylu: „czyż świat wielobiegunowy nie jest lepszy niż imperializm USA? Czy nie powinniśmy zaakceptować oporu wobec hegemonii?”

Ten sam argument przytaczają zwolennicy zmian klimatycznych, którzy twierdzą, że „nawet jeśli klimat się nie zmienia, ochrona środowiska i tak jest dobrą rzeczą, prawda?”

Wadą tego argumentu jest brak zakwestionowania podstawowych założeń i oficjalnych definicji tych zwrotów.

To, że coś ma ładnie brzmiącą nazwę, nie oznacza, że ​​ta rzecz jest ładna.

Partia Pracy nie wspiera pracowników. Demokraci nienawidzą demokracji.

Wspierany przez państwo korporacyjny „ekologizm” nie polega na sadzeniu drzew ani ratowaniu zwierząt, a wspierana przez globalistów korporacyjna „wielobiegunowość” nie ma nic wspólnego ze zwiększaniem suwerenności narodowej ani zapewnianiem niezależności od globalnej władzy.

Rzeczywistość „świata wielobiegunowego” będzie systemem przeplatających się instytucji korporacyjnych i państwowych, wdrażających autorytarną, antyludzką politykę i ukrywających ideologicznie monolityczną strukturę władzy za iluzoryczną fasadą „wyboru”.

My, ludzie Zachodu, znamy ten model aż za dobrze – w ten sposób funkcjonują nasze „demokracje”.

Dwa duże zespoły, wyznające niemal identyczne ideologie i wykonujące rozkazy tych samych niewybieranych władz, zaciekle walczące o najmniejszy skrawek gruntu.

Spowodują wyborcze bitwy, opierając się na różnicach w ikonografii, frazeologii lub ułamkach punktów procentowych, aby odwrócić uwagę od faktu, że zgadzają się we wszystkim, co naprawdę ważne, nie mają żadnej realnej władzy i są co najwyżej zastępczymi gadżetami w ogromnej machinie wpływów.

Celem tych bitew jest przekonanie ludzi, że demokracja istnieje, że mają wybór i mogą wpływać na zmiany.

To kłamstwo działa i to od dziesięcioleci.

„Wielobiegunowość” to rozwinięcie tego modelu – mechanizmu kontroli fałszywej, zero-jedynkowej polityki partyjnej na lewicę i prawicę, czerwonych i niebieskich, Coca-Coli i Pepsi, rozwijającej się na całym świecie.

To dokładnie ta sama metoda zastosowana w tym samym celu: plemienność jako droga do dysonansu poznawczego, zakończenia myślenia i śmierci obiektywizmu.

Dlaczego to? Dlaczego teraz?

Warto pamiętać, że ta fałszywie antagonistyczna wersja „wielobiegunowości” nie była częścią długoterminowego planu.

Prawie od samego początku było oczywiste, że „pandemia” covid miała być wielkim globalnym momentem jednoczącym.

Mieliśmy wszyscy zdać sobie sprawę z absurdalności tych różnic etnicznych, narodowościowych czy religijnych i zjednoczyć się, by odeprzeć wspólnego wroga. Zagrożenie dla świata, które zjednoczyło świat, jak w Dniu Niepodległości.

Powinniśmy już korzystać z waluty cyfrowej w ramach globalnie wdrożonego systemu kredytu społecznego. Nie posiadać niczego i być szczęśliwym.

Ale to nie zadziałało.

W chwili, gdy próbowali znieść poziome podziały stworzone w celu kontrolowania społeczeństwa, zwrócili uwagę jedynie na znacznie większe podziały pionowe. Ludzie nagle stali się bardziej świadomi scentralizowanej, zunifikowanej natury globalnych struktur władzy.

Wspaniały plan wprowadzenia Globalnego Rządu do świata za pomocą konia trojańskiego o nazwie Covid nie tylko zakończył się fiaskiem, ale także przyniósł spektakularny efekt odwrotny do zamierzonego.

Potrzebna była ponowna korekta. Nowe podejście.

Jedność międzynarodowa się nie sprawdziła i się nie sprzedaje, ale zero-jedynkowość międzynarodowa mogłaby zadziałać.

To jest właśnie „wielobiegunowy porządek świata”.

Impet prawdziwego podziału

Nie ma to na celu zaprzeczenia istnieniu rzeczywistych podziałów ani zatuszowania historycznych zbrodni. Oczywiście, w krajach rozwijających się, a także w kręgach dysydenckich w krajach rozwiniętych, istnieją głęboko odczuwalne i w pełni uzasadnione nastroje antyimperialne.

Stany Zjednoczone były mocarstwem imperialnym przez prawie dwa stulecia, a globalnym hegemonem przez prawie czterdzieści lat. W tym czasie dopuściły się potwornych aktów agresji kolonialnej i zniszczyły miliony istnień ludzkich. Omówiliśmy wiele z nich.

W pogoni za ropą i złotem przetoczyli krwawą ścieżkę przez Bliski Wschód i raz po raz wpędzali Amerykę Południową i Środkową w polityczny chaos.

Podobnie Izrael – niezależnie od tego, czy uznamy go za siłę stojącą za tronem USA, czy za marionetkę Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie – jest brutalnym państwem apartheidu, które tysiąckrotnie łamało i opluwało prawo międzynarodowe.

Wszystko to są prawdziwe fakty i narracja wielobiegunowa znajduje w nich zastosowanie.

Tak jak krajowa polityka partyjna przekształca bardzo realne problemy ekonomiczne w płytką niechęć klasową, a zrozumiałe obawy dotyczące niekontrolowanej imigracji w reakcyjną ksenofobię, tak samo narracja o „świecie wielobiegunowym” żeruje na historycznych traumach i pragnieniu zemsty, aby zakorzenić partyjne myślenie, które osłabia myślenie krytyczne.

Narracja wykorzystuje impet historycznej nienawiści, aby popchnąć siebie naprzód.

Rzeczywiście, jak już wspominałem w wywiadach, entuzjazm dla tego nowego modelu ze strony klasy politycznej w Rosji, Chinach i innych krajach jest całkowicie zrozumiały. Z ich punktu widzenia o wiele lepiej jest zasiąść przy stole globalistów niż mieszkać z bronią atomową Wujka Sama przy skroni.

Możliwe, że wiele osób zaangażowanych w ten proces naprawdę wierzy, że fałszywy „wielobiegunowy porządek świata” rzeczywiście zapobiega wojnie nuklearnej i jest najlepszym rozwiązaniem.

Ironią jest, że w ich mniemaniu „wojna” tak naprawdę oznacza pokój.

Rola wojny

Wojna odgrywa kluczową rolę w rozwoju tego wielobiegunowego modelu na dwa główne sposoby:

  1. Maskuje, dyskredytuje i/lub odwraca uwagę od ujawnienia współpracy globalistów, która została uwypuklona przez pandemię.
  2. Wspiera także realizację programu „wielkiego resetu” za pomocą innych środków.

Posiada również inne funkcje uzupełniające.

Jeśli „wielobiegunowość” jest globalną franczyzą fałszywej demokracji, to wojnę można postrzegać jako substytut urn wyborczych. Nie mamy jeszcze wyborów globalnych, więc ich rolę w systemie przejmują zmagania geopolityczne, umowy handlowe lub inscenizowane/ograniczone „wojny”.

Globalny rząd jedności był i jest bardzo niepopularną ideą, dlatego jego stopniowe wdrażanie musi być maskowane. Nic tak dobrze nie maskuje jedności celu jak konflikt zbrojny.

Ogromna liczba osób powtarzających jakąś wersję argumentu „jak oni mogą być po tej samej stronie, przecież strzelają do siebie!” świadczy o skuteczności tej strategii.

Nic tak nie jednoczy społeczeństw, jak wyczuwalne zagrożenie zewnętrzne. Historia zna wielu władców, którzy w obliczu niezadowolenia w kraju, wszczynali wojnę, by zyskać poparcie. Stan wojny zazwyczaj jednoczy ludzi wokół rządu.

To naturalna konsekwencja tej znanej taktyki, że dwa rządy zgadzają się na wojnę, aby wzajemnie skorzystać z dynamiki grupowego myślenia.

To międzynarodowa teoria gier geopolitycznych, jak wyjaśniono w Pięknym Umyśle. Obie strony wygrywają, jeśli zgodzą się nie rywalizować w realny sposób.

Po obu stronach są skorumpowani politycy, po obu stronach są producenci broni chętni do czerpania zysków z chaosu, po obu stronach pożądane są „nadzwyczajne uprawnienia wojenne” umożliwiające tłumienie wewnętrznych protestów.

Widzimy więc, jak „wojna” przynosi korzyści władcom każdej ze stron w krótkiej perspektywie. Co jednak ważniejsze, mocarstwa ponadnarodowe mają szerszy, długoterminowy plan (patrz poniżej), któremu wojna również służy.

Wojna powoduje wzrost cen, zużycie zasobów, obniżenie standardu życia, uzasadnia niedobory i brak producentów.

Czynniki te łączą się, sprawiając, że bycie – lub pozorowanie bycia – w stanie wojny ma kluczowe znaczenie dla zaplanowanego rozpadu i odbudowy społeczeństwa.

Nie jest to nowy pomysł. Państwo od wieków wykorzystuje wizję wojny lub przynajmniej groźbę wojny, aby wzmocnić jedność narodu i zwiększyć władzę.

Nowością jest to, że te „wojny” nie są prawdziwe, lecz – w mniejszym lub większym stopniu – są inscenizowane.

Wszystkie wojny to scena

Żyjemy w epoce nierealności – perfidnej nierealności nowej normalności – jak już mówiliśmy, używając wszystkich tych cudzysłowów.

Regularnie doświadczamy „terroryzmu”, który wcale nim nie jest, organizujemy „wybory”, w których głosowanie nie ma znaczenia, a niedawno przeżyliśmy światową „pandemię” bez żadnej choroby.

Zupełnie naturalne jest, że wojna jest wpleciona w system kontroli propagandy, który coraz częściej polega na prostym zmyślaniu.

Tak jak zachodnie „demokracje” potrzebują „wyborów”, aby podtrzymywać iluzję systemu, tak samo „świat wielobiegunowy” potrzebuje „wojen”, aby stworzyć pozory konfliktu.

Te wojny nie są realne.

A może „realne” to nie najlepsze słowo – jeśli chcesz, możemy powiedzieć, że te wojny nie są uczciwe, nie są prawdziwe, nie są szczere.

Ale co oznacza wojna inscenizowana?

Czy to oznacza, że ​​nie zrzucano żadnych bomb i nie ginęli żadni ludzie?

Nie, jak już wielokrotnie mówiliśmy: czy to na Ukrainie, w Strefie Gazy czy w Iranie, prawdopodobnie dochodzi tam do śmierci i zniszczenia – ale to niekoniecznie oznacza wojnę.

Jak pisze Catte w swoim artykule z 2024r.:

Śmierć nie jest definicją wojny. To konflikt jest definicją wojny.

Czy kilka nalotów lub tysiąc ofiar wśród cywilów oznacza, że ​​USA i Iran są tak naprawdę wrogami uwikłanymi w ideologiczną walkę o przetrwanie? Nie. Oczywiście, że nie.

Wiemy, że te rządy i agencje nie dbają o swoich obywateli, a co dopiero o siebie nawzajem.

Ludzi traktowano jednorazowo, gdy usadzano ich w domach, wydawano im nielegalne nakazy DNR [nie reanimować] lub wstrzykiwano toksyczną breję firmy Pfizer, i są tak samo jednorazowi, gdy wysadza się ich w powietrze.

To jak psychopatyczny, morderczy sport. Zawodnicy są prawdziwi – może grają, żeby wygrać, a może płacą im, żeby przegrać – ale to nie ma znaczenia, bo walkę kontroluje liga, która ustala warunki.

Liczby, czasy, miejsca, zasady i ograniczenia są ustalane wcześniej.

Podobnie jak w sporcie, kibice nienawidzą się nawzajem bardziej niż sami zawodnicy, wszyscy dostają pieniądze, niezależnie od tego, kto wygra, a wszystkim zarządza garstka miliarderów, którzy chodzą na te same imprezy.

Jak wyglądałaby zainscenizowana wojna?

Cóż, to jest bardziej skomplikowane pytanie.

Prosta odpowiedź brzmi: „koordynacja”. Każda koordynacja – zwłaszcza co do skali czy zakresu – oznacza, że ​​możemy wnioskować o pewnym stopniu fałszu. W końcu, jeśli obie strony mogą się zgodzić na prowadzenie ograniczonej wojny, mogą się również zgodzić, że w ogóle jej nie będą toczyć.

Istnieje kilka bardziej szczegółowych oznak, na które należy zwrócić uwagę.

Na przykład obie strony mogą wcześniej zadzwonić do siebie i poinformować się, gdzie planują przeprowadzić bombardowanie (lub gdzie nie), aby umożliwić ewakuację ludzi.

Albo jedna z armii dociera do stolicy wroga w ciągu miesiąca, a następnie zawraca i odchodzi z nieznanych powodów.

Albo wstrzymuje się działania wojenne w celu przeprowadzenia akcji szczepień przeciwko polio.

Albo może podaje się niejasne i ciągle zmieniające się warunki zwycięstwa.

Lub widać schemat nalotów na puste lub przeznaczone do rozbiórki budynki w sposób zgodny z wcześniejszymi planami renowacji.

Albo powtarzające się zachowania autodestrukcyjne lub akty autosabotażu, które zdają się sztucznie wstrzymywać postęp lub przedłużać konflikt.

Albo nagłe, sprzeczne wydarzenia w narracji, które nie są logicznie powiązane.

Lub widoczna współpraca stron walczących w zakresie strategii służących realizacji globalistycznych planów.

…tego typu rzeczy.

To logiczne rozwinięcie już istniejącego modus operandi. Nieuniknione skrzyżowanie wielowiekowego modelu wojny dla zysku z epoką symulakrów, opisaną przez Baudrillarda w latach 80. XX wieku.

Jakie są korzyści z inscenizowanej wojny?

Korzyść płynąca z inscenizowanej wojny w porównaniu z prawdziwą wojną jest taka sama jak w przypadku fałszywej pandemii w porównaniu z prawdziwą pandemią – kontrola.

Skoordynowana „wojna” może trwać tak długo, jak potrzeba, być wstrzymywana lub wznawiana na rozkaz, zabijać dowolną liczbę osób i nigdy nie może przypadkowo doprowadzić do zagłady nuklearnej.

George Orwell opisał to niemal idealnie osiemdziesiąt lat temu. Superkontynenty uwikłane w wieczny, a może nawet fikcyjny konflikt. Wojna staje się „sprawą czysto wewnętrzną”, nie do wygrania, lecz do nieustannego trwania.

Ich sposobem na zwycięstwo jest niekończąca się gra i ciągły chaos.

Tak wygląda nasza sytuacja: ciągłe wojny z niejasnymi warunkami zwycięstwa, w których żadna armia nigdy nie przegrywa, ale obie strony stale twierdzą, że wygrywają.

Tymczasem ceny energii wciąż rosną, jesteśmy ostrzegani przed kryzysami nawozowymi, niedoborami żywności i wyższymi podatkami.

Różne ścieżki, ten sam cel

Podobnie jak w krajowej polityce partyjnej, głośne i gwałtowne różnice zdań między partiami są przykrywką dla wspólnych celów, forsowanych przez władzę kontrolującą obie strony każdego widocznego podziału.

Nawet gdy trwają korzystne dla obu stron „wojny”, raporty i ośrodki analityczne mówią o potrzebie „ograniczonej współpracy” lub „regionalnych projektów wielostronnych”.

Walcząc razem po jednej stronie globu, wymieniają się technologiami, współpracują przy rozwiązywaniu problemów związanych z ochroną środowiska lub kupują od siebie gaz i ropę.

I uzgadniają najważniejsze dokumenty polityczne.

Cały świat (obecnie poza USA) podpisał Traktat Pandemiczny, czyli przystąpił do „Paktu na rzecz Przyszłości” Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Wszystkie kraje BRICS mają powiązania globalistyczne – przypomnijmy, że termin BRICS został ukuty w raporcie Goldman Sachs z 2001 roku – i wszystkie podpisały Deklarację Kazańską w 2024 roku. Wspierają między innymi MFW, WHO, Agendę 2030 i „cele zrównoważonego rozwoju”. (Przeczytaj świetną analizę Rileya Waggamana tutaj)

Protokoły z Kioto, Porozumienia Paryskie w sprawie klimatu, Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ – wszystkie te elementy są popierane przez każdy z naszych biegunów.

Wszyscy po obu stronach konfliktu wierzą w te same rzeczy i rozpowszechniają te same fundamentalne globalistyczne kłamstwa, takie jak zmiany klimatyczne i covid.

A pomijając dziwactwa implementacji i nomenklatury, wszyscy chcą tego samego i forsują tę samą, znaną listę działań politycznych:

  • Programowalna waluta cyfrowa
  • biometryczny identyfikator cyfrowy
  • zakończenie anonimowości w sieci
  • Społeczeństwo bezgotówkowe
  • Cenzura
  • „Cele zrównoważonego rozwoju”

Niewypowiedziany finał tego zbiorowego horroru można łatwo podsumować: techno-autorytaryzm.

Hrvoje Moric pisał o tym, że wielobiegunowość, jako model, jest formą globalnego rządu.

Dystopijne społeczeństwo, w którym państwo i megakorporacje łączą się w swojego rodzaju monstrum, które ma stały dostęp w czasie rzeczywistym do wszelkich danych praktycznie każdego mieszkańca planety. Ma ono możliwość i narzędzia monitorowania – lub kontrolowania – każdej transakcji, każdej podróży, każdej wiadomości czy rozmowy telefonicznej.

„Wielobiegunowość” maskuje tę prawdę i posługuje się partyjnym myśleniem i ideologią, aby tworzyć fałszywe lub powierzchowne rozróżnienia.

BRICS kontra NATO, USA kontra Chiny, Izrael kontra Iran, Europa kontra Rosja, Inicjatywa Pasa i Szlaku kontra Korytarz Handlowy Indie-Bliski Wschód-Europa.

Wybierz flagę i pomachaj nią. Fałszywe wojny i wyższe ceny, wszystko w służbie Wielkiego Resetu.

To jest właśnie cel i to właśnie oznacza „wielobiegunowość”.

_______________

Fake Wars & Higher Prices: What a “Multipolar World Order” REALLY Means, Kit Knightly, May 20, 2026

Chodzi o hegemonię, a ofiary o tym nie wiedzą

[Dziwny tekst.. Jakby mało przenikliwy.. A o co mu chodzi naprawdę ?? Chyba zobaczymy niedługo. md]

Chodzi o hegemonię, a ofiary o tym nie wiedzą.

Paul Craig Roberts

W świecie zachodnim, a być może nawet globalnie, odmowa Rosji podjęcia działań odwetowych za zniszczenie gazociągu Nord Stream zaszkodziła jej reputacji i przekonała syjonistycznych neokonserwatystów w Waszyngtonie, że Rosja Putina to papierowy tygrys. Waszyngton był już o tym przekonany; w przeciwnym razie nie odważyłby się wysadzić rurociągu, którym przesyłano rosyjską energię do Europy. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby Waszyngton rozpoczął tak agresywny atak na Rosję, gdy Związek Radziecki jeszcze istniał. Putin poparł twierdzenie Waszyngtonu, że odpowiedzialność jest nieznana. Putin z pewnością nie chce, aby Waszyngton został obwiniony, ponieważ skłoniłoby go to do podjęcia działań.

Ale tego nie zrobi. Tak jak nic nie zrobi w sprawie ataku Waszyngtonu na rosyjską flotę bombowców strategicznych. Tak jak nic nie zrobi w sprawie próby zabicia go przez Waszyngton w jego domu za pomocą ataków rakietowych. Tak jak nic nie zrobi w sprawie przejęcia rosyjskich tankowców. Tak jak odmawia użycia wystarczającej siły, aby zakończyć niewielki konflikt, który przeradza się w jedną z najdłuższych wojen w najnowszej historii, wkraczając coraz głębiej w rosyjskie obszary cywilne i energetyczne.

Putin nie robi nic innego, jak tylko składa hołd Trumpowi i nie przepuszcza żadnej okazji, by przesłać mu pozdrowienia i wyrazić chęć negocjacji.

Nie bez powodu nazywam go Putinem Nieprzygotowanym. Doktryna Wolfowitza głosi, że głównym celem polityki zagranicznej USA jest zapobieganie wzrostowi jakiejkolwiek potęgi, która mogłaby osłabić status Waszyngtonu jako mocarstwa jednobiegunowego od czasu upadku Związku Radzieckiego. Ale najwyraźniej nie na Kremlu Putina. Putin został całkowicie zaskoczony w 2008 roku zainicjowanym przez Waszyngton atakiem Gruzji, byłej rosyjskiej prowincji, na Osetię Południową. Putin przynajmniej coś z tym zrobił, ale to był ostatni raz, kiedy Rosja zareagowała na prowokacje. Zamiast tego, rosyjska społeczność zajmująca się polityką zagraniczną już mówiła o „Nowej Jałcie”.

Kiedy Waszyngton obalił prorosyjski, demokratycznie wybrany rząd na Ukrainie, byłej prowincji rosyjskiej, Putinowi zabrakło dalekowzroczności, by dostrzec oczywistość. Waszyngton chciał wykorzystać Ukrainę do wojny zastępczej z Rosją, aby zdestabilizować lub odizolować rosyjski rząd. Zamiast stawić czoła rzeczywistości, Putin schował się za porozumieniami mińskimi, którymi Zachód go oszukał, jednocześnie budując ukraińską armię.

Gdy rząd USA pod przewodnictwem Bidena, UE i NATO całkowicie zignorowały prośbę Putina i Ławrowa o zawarcie umowy o wzajemnym bezpieczeństwie, która umożliwiłaby normalne stosunki między Rosją a Zachodem, a duża, wyszkolona i wyposażona przez USA armia ukraińska stanęła na skraju inwazji na oderwany Donbas – terytorium należące do Rosji, ale przydzielone byłej radzieckiej prowincji Ukrainy ze względów politycznych lub innych – całkowicie nieprzygotowany Putin musiał interweniować.

Dlaczego przywódca tak potężnego kraju był nieprzygotowany? Ponieważ Putin albo nie znał doktryny Wolfowitza o amerykańskiej hegemonii, albo nie traktował jej poważnie, podobnie jak najwyraźniej cały rosyjski wywiad i ekspert w dziedzinie polityki zagranicznej. Podobnie jak cały świat muzułmański, pomimo otwartego przyznania się Izraela do oczywistości syjonistycznego planu Wielkiego Izraela, nie chce go uznać.

Podczas gdy Izrael rości sobie prawo do hegemonii w jednym regionie – na Bliskim Wschodzie – strefa wpływów Waszyngtonu obejmuje cały świat. Celem polityki zagranicznej USA jest zapobieganie powstaniu jakiegokolwiek państwa, które mogłoby ograniczyć amerykańską hegemonię. Za takie państwa uważa się Rosję, Chiny i Iran.

Hegemonia Izraela przejawia się w syjonistycznym planie Wielkiego Izraela. Pierwotnie terytorium to rozciągało się od Nilu do Eufratu. Ostatnio izraelscy ministrowie rozszerzyli zasięg Izraela na obszar od Nilu do Pakistanu, w tym na niearabskie państwa Turcji i Iranu.

Rosyjski minister spraw zagranicznych jest równie nieświadomy tego syjonistycznego planu, jak świat muzułmański, który nie podjął się jego rozwiązania. Ławrow niedawno oświadczył, że Waszyngton i Izrael rozpoczęły wojnę z Iranem, aby uniemożliwić Iranowi normalizację stosunków z państwami Zatoki Perskiej i w ten sposób zmusić świat arabski do wycofania się ze wsparcia dla Palestyny. Oświadczenie Ławrowa ignoruje syjonistyczny projekt izraelskiej hegemonii na Bliskim Wschodzie oraz fakt, że Iran stanowi największą przeszkodę dla hegemonii Izraela.

Kontrola przepływów energii jest częścią hegemonicznych ambicji Waszyngtonu. Według rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Ławrowa, Waszyngton chce przejąć uszkodzony gazociąg Nord Stream i wykorzystać przepływy energii do kontrolowania Europy. ( > LINK ) Plan najwyraźniej przewiduje przejęcie i naprawę gazociągu przez Stany Zjednoczone, podczas gdy Rosja dostarcza gaz, który Waszyngton następnie sprzedaje Europie.

Zapytany o to rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że po rozwiązaniu konfliktu na Ukrainie istnieje wiele projektów, które byłyby korzystne dla obu stron. Wygląda na to, że negocjacje między rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Kiryłem Dmitrijewem a dwoma negocjatorami Trumpa, Witcoffem i Kushnerem, koncentrują się bardziej na transakcjach biznesowych niż na pierwotnych celach Putina.

Ani Rosja, ani Iran zdają się nie rozumieć, że stoją w obliczu ambicji hegemonicznych. Jak właściwie negocjować z mocarstwami, których celem jest odebranie im suwerenności?

Pokój wymaga od Waszyngtonu porzucenia doktryny Wolfowitza, a od Izraela zrzeczenia się Wielkiego Izraela. Bez tych deklaracji zrzeczenia się, jakiekolwiek negocjacje są bezsensowne.

Źródło: Problemem jest hegemonia, a jej ofiary nie są świadome

Rosyjsko-chińska sonda kosmicznie zmierza w kierunku planety Multipolarity

Rosyjsko-chińska sonda kosmiczna

zmierza w kierunku

planety Multipolarity.

Pepe Escobar

Nowy Jedwabny Szlak/BRI i jego odnogi, takie jak Północnomorski Szlak Morski/Arktyczny Jedwabny Szlak, to tętniące życiem i dynamiczne szlaki.

SZANGHAJ – I to już wszystko. Strategiczne partnerstwo między Rosją a Chinami, wiodącymi siłami w procesie integracji euroazjatyckiej oraz organizacjami wielobiegunowymi BRICS i SCO, oficjalnie potwierdziło i znacząco przyspieszyło proces zmierzania w kierunku wielobiegunowości i nowego systemu międzynarodowego poprzez wspólną deklarację strategiczną – podpisaną, opieczętowaną i ogłoszoną podczas wizyty prezydenta Putina w Chinach w tę środę.

To moment, który z wielu powodów przejdzie do historii. Miałem zaszczyt spędzić cały dzień w Pekinie, w Aurora College – prestiżowej prywatnej szkole i uniwersytecie w Szanghaju – w otoczeniu imponującej społeczności nauczycieli i uczniów.

Dało nam to wystarczająco dużo czasu na omówienie implikacji tego, jak dwa największe mocarstwa Eurazji – i globalni potentaci – kształtują zarys nowej geopolitycznej przyszłości dla większości ludzkości. Wyjątkiem będą rebelianci i wasale z obsesją na punkcie wyjątkowości, mający skłonność do popełniania seryjnych politycznych samobójstw.

Wszyscy pamiętamy wizytę prezydenta Xi w Rosji w 2023 roku. Opuszczając Kreml, stojąc obok Putina, wypowiedział zdanie, które przygotował na długo przedtem: „Obecnie doświadczamy zmian, jakich nie widzieliśmy od 100 lat”. Później Xi i Putin zgodzili się, że „to my wspólnie napędzamy te zmiany”.

Praktycznym rezultatem jest precyzyjnie sformułowana wspólna deklaracja Pekinu – napisana przez niewątpliwe „cywilizacje o starożytnej historii”.

Przyjrzyjmy się kilku kluczowym punktom. Deklaracja nie szczędzi słów ani koncepcji, jeśli chodzi o oferowanie poważnej alternatywy dla obecnego – przemijającego – jednostronnego momentu historycznego.

Policentryzm : „Próby niektórych państw, by jednostronnie kontrolować sprawy globalne, narzucać swoje interesy całemu światu i ograniczać suwerenny rozwój innych krajów w duchu epoki kolonialnej, zakończyły się niepowodzeniem”. Rosja i Chiny chcą skupić się na stworzeniu „długoterminowego państwa policentryzmu”.

„Prawo silniejszego” : „Podstawowe, powszechnie uznawane normy prawa międzynarodowego i stosunków międzynarodowych są regularnie naruszane (…). Istnieje ryzyko rozbicia społeczności międzynarodowej i powrotu do „prawa dżungli”.”

Nowa architektura bezpieczeństwa : „Należy zwrócić należytą uwagę na uzasadnione interesy bezpieczeństwa wszystkich krajów, wzmocnić współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa, odrzucić konfrontacje blokowe i strategie gry o sumie zerowej, zwalczać ekspansję sojuszy wojskowych, wojny hybrydowe i wojny zastępcze oraz promować budowę odnowionej, zrównoważonej, skutecznej i trwałej globalnej i regionalnej architektury bezpieczeństwa (…). Niedopuszczalne jest zmuszanie suwerennych państw do porzucenia neutralności”.

Właśnie to Moskwa zaproponowała Waszyngtonowi i NATO w grudniu 2021 roku: niepodzielność bezpieczeństwa. Brak odpowiedzi doprowadził dwa miesiące później do specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie, ponieważ Moskwa była przekonana, że ​​NATO planuje błyskawiczną wojnę w Donbasie.

Hegemonia : „Hegemonia na świecie jest niedopuszczalna i powinna być zakazana. Żadne państwo ani grupa państw nie powinna kontrolować spraw międzynarodowych, decydować o losie innych krajów ani monopolizować możliwości rozwoju”.

Globalne zarządzanie : Jest to preferowana koncepcja prezydenta Xi, która została już szczegółowo przedstawiona na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Tianjinie w zeszłym roku: „Globalne zarządzanie, ważne narzędzie porządkowania systemu międzynarodowego, musi być zgodne z zasadami suwerennej równości, prawa międzynarodowego, multilateralizmu, skupienia na ludziach i zorientowania na wyniki”.

Organizacja Narodów Zjednoczonych stwierdziła, że ​​konieczne jest „wzmocnienie roli multilateralizmu jako centralnego instrumentu rozwiązywania złożonych globalnych wyzwań i zapobieżenie osłabieniu Organizacji Narodów Zjednoczonych”. Powinno to ostatecznie doprowadzić do „reformy Organizacji Narodów Zjednoczonych”. Wszyscy jednak wiedzą, że nie uda się to za obecnej kadencji Białego Domu.

Punkt 4 Deklaracji dotyczy globalnej różnorodności cywilizacji i wartości. To jest być może sedno sprawy – i ostateczny pogrzeb każdej ideologii opartej na wyjątkowości: „System duchowy i moralny żadnej cywilizacji nie może być postrzegany jako wyjątkowy ani lepszy od innych. Wszystkie kraje powinny promować zrozumienie cywilizacji oparte na równości, wzajemnej wymianie doświadczeń i dialogu oraz wzmacniać wzajemny szacunek, zrozumienie, zaufanie i wymianę między różnymi narodami i cywilizacjami”.

Nowy „niezbędny naród”

Oświadczenie Rosji i Chin przedstawia – tak zwięźle, jak to tylko możliwe – bardzo potrzebną ludzkości nadzieję: powrót do matrycy cywilizacyjnej przeszłości jako podstawy bardziej sprzyjającej i sprawiedliwej przyszłości.

Jest to w istocie humanistyczny mini-manifest, który wykracza daleko poza stworzenie nowej architektury bezpieczeństwa i zmiany w systemie międzynarodowym. Jego wiarygodność opiera się na wsparciu dwóch mocarstw, które są jednocześnie w pełni cywilizowanymi, suwerennymi i całkowicie niezależnymi państwami.

Od dawna nazywam ten proces „Wiekiem Eurazji”. To właśnie to święto obchodzono w Pekinie 20 maja 2026 roku, podczas oficjalnej wizyty prezydenta Putina.

Zakres, głębia i ambicje wspólnego oświadczenia przyćmiewają nawet inne istotne aspekty wizyty Putina w Pekinie.

Obejmuje to w szczególności narodziny nowego „niezbędnego narodu”. Era mocarstw o ​​wyjątkowej pozycji dobiega końca – na scenę wkraczają Chiny. Stary porządek ulega natychmiastowemu przesunięciu. I tak, to najistotniejsza zmiana w sojuszach mocarstw od zakończenia zimnej wojny. „Imperium Chaosu”, które dążyło do izolacji i gospodarczego zniszczenia Rosji poprzez sankcje, zostało zniwelowane przez strategiczne partnerstwo między Rosją a Chinami.

Obowiązujący od 25 lat traktat o dobrosąsiedzkich stosunkach między Rosją a Chinami został znacząco rozszerzony – obejmuje strategiczne korytarze energetyczne, takie jak rurociąg Siła Syberii 2, ścisłą koordynację wojskową i wspólne ramy cywilizacyjno-ideologiczne.

Oczywiście, nic istotnego nie wycieknie z dwugodzinnej, nieformalnej ceremonii parzenia herbaty między Xi a Putinem. Z pewnością jednak omawiano wojnę zastępczą na Ukrainie i nielegalną wojnę z Iranem. Putin mógł również poinformować Xi o kolejnych krokach Rosji w coraz bardziej toksycznej konfrontacji z NATO, a także o wsparciu technicznym udzielanym Iranowi przez Rosję i Chiny.

Krótko mówiąc: Inicjatywa Pasa i Szlaku (BRI) i jej odnogi, takie jak Północna Droga Morska i Arktyczny Jedwabny Szlak, wciąż są żywe – podobnie jak de-dolaryzacja światowej gospodarki. Handel między Rosją a Chinami odbywa się obecnie niemal wyłącznie w juanach i rublach.

Jeśli chodzi o BRICS – wewnętrznie destabilizowane przez USA, szczególnie przez Indie i Zjednoczone Emiraty Arabskie – sojusz mógłby w końcu obudzić się ze śpiączki. Proces ten musiałby jednak być prowadzony przez Ławrowa i Wang Yi. Punkt ciężkości musi się zmienić: BRICS potrzebuje strategicznej spójności w ramach Globalnej Większości, aby transformacja wielobiegunowa rzeczywiście się powiodła.

Następnie pojawia się kwestia przyszłości Power of Siberia 2. Chiny mogłyby w końcu przezwyciężyć obsesję na punkcie „ucieczki z Malakki”, która trwa od początku XXI wieku – zwłaszcza teraz, gdy USA de facto blokują Cieśninę Ormuz i irańskie porty.

Władze w Pekinie zawsze wiedziały, że kontrola nad Cieśniną Malakka jest kluczowym elementem amerykańskiej strategii powstrzymywania Chin. Program „Potęga Syberii 2” oferuje rozwiązanie całkowicie wykraczające poza talasokratyczne „imperium piractwa”: transport gazu bezpośrednio z Półwyspu Jamalskiego do Chin przez góry Ałtaj i mongolskie stepy.

Pośród całego geopolitycznego dramatu, w Wielkiej Hali Ludowej miał miejsce również moment niezwykłego ludzkiego zaangażowania: wspólna wystawa agencji TASS i Xinhua zatytułowana „Nierozerwalna przyjaźń wielkich narodów, strategiczne partnerstwo wielkich mocarstw”. Dwadzieścia sześć fotografii udokumentowało przyjaźń między Putinem a Xi na przestrzeni lat – podczas szczytów G20, BRICS i SCO, Forum Pasa i Szlaku, Dnia Zwycięstwa w Moskwie i Igrzysk Olimpijskich w Pekinie.

Putin i Xi zwiedzili wystawę w towarzystwie dwóch specjalnych przewodników: dyrektora generalnego TASS Andrieja Kondraszowa i dyrektora generalnego Xinhua Fu Hua.

Ceremonia parzenia herbaty ukazała głęboko ludzką więź – osobisty kontakt – który jest niezbędny, aby wyruszyć długą i krętą drogą ku geopolitycznej przyszłości pełnej równowagi i wzajemnego szacunku.

Źródło: Statek kosmiczny Rosja-Chiny zmierza w kierunku planety wielobiegunowej

Chiny ostrzegają przed globalnym załamaniem systemu – Pekin opracowuje plan nowego porządku świata

Chiny publikują niezwykły dokument strategiczny – sytuacja na świecie jest niezwykle niebezpieczna

Chiny ostrzegają przed globalnym załamaniem systemu – Pekin opracowuje plan nowego porządku świata

Podczas gdy Zachód nadal pogrąża się w eskalacji militarnej, wojnie gospodarczej i tworzeniu bloków geopolitycznych, Chiny opublikowały niezwykły dokument strategiczny , który brzmi jak ostrzeżenie przed globalnym upadkiem. Jego tytuł: „Wielki globalny wstrząs i ścieżka współistnienia Chin i Stanów Zjednoczonych”.

Dokument pochodzi ze źródeł w chińskiej dyplomacji i pokazuje, jak przywódcy w Pekinie oceniają obecnie sytuację na świecie: Z chińskiej perspektywy stary porządek pod dominacją Stanów Zjednoczonych chyli się ku upadkowi.

Ton dokumentu jest niezwykle szczery [żartujesz… md] . Autorzy mówią o historycznej fazie przejściowej, w której system międzynarodowy ulega przekształceniu. Poprzedni stan globalnej dominacji Stanów Zjednoczonych nie może być już dłużej utrzymany. Zamiast stabilności, Waszyngton coraz bardziej sieje chaos: konfrontację geopolityczną, sankcje, bloki militarne, wojny handlowe i coraz bardziej agresywną politykę powstrzymywania rywali.

Uderzające jest to, że choć Chiny nadal postrzegają Stany Zjednoczone jako swojego głównego przeciwnika strategicznego, jednocześnie ostrzegają przed niekontrolowanym starciem między supermocarstwami. Właśnie to jest prawdziwe przesłanie dokumentu: Pekin nie chce otwartej wojny światowej, lecz nowej formy współistnienia rywalizujących ośrodków władzy.

Tekst momentami przypomina rozliczenie z zachodnim, powojennym porządkiem. Autorzy przytaczają wojnę na Ukrainie, napięcia na Bliskim Wschodzie, kryzys w Cieśninie Ormuz i zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw jako symptomy systemu sięgającego swoich granic. U podstaw tego leży chińska perspektywa, zgodnie z którą era jednobiegunowej hegemonii USA dobiega końca, a na horyzoncie pojawia się porządek wielobiegunowy.

Szczególnie kontrowersyjna jest sekcja poświęcona sztucznej inteligencji. W tym miejscu dokument opisuje sztuczną inteligencję nie tylko jako kluczową technologię ekonomiczną, ale także potencjalne globalne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Według dokumentu, systemy autonomiczne, cyber-operacje i procesy decyzyjne oparte na sztucznej inteligencji mogą wymknąć się spod kontroli, a nawet zagrozić stabilności jądrowej.

Pośrednio sygnalizuje to, że technologiczna konfrontacja między Waszyngtonem a Pekinem już dawno weszła w kolejną fazę. Wyścig o sztuczną inteligencję, półprzewodniki i dane został w dokumencie opisany jako geopolityczna walka o przetrwanie.

Warto również zauważyć, że dokument nie wydaje się triumfalny. Zamiast tego dominuje mieszanka niepokoju i strategicznej ostrożności. Chiny zdają się dostrzegać, że upadek starego porządku stanowi również ogromne zagrożenie dla ich własnej stabilności.

Dlatego Pekin wzywa do stworzenia nowej globalnej architektury:

  • wzajemne uznawanie stref wpływów,
  • Wyrzeczenie się całkowitej dominacji,
  • strategiczna stabilność między głównymi mocarstwami,
  • i wielobiegunowy porządek świata bez wyłącznego przywództwa Stanów Zjednoczonych.

Między wierszami staje się jasne: Chiny postrzegają obecną sytuację światową jako wyjątkowo niebezpieczną. Prawdziwym zagrożeniem jest nie tylko wojna między państwami, ale utrata kontroli nad globalnym systemem, który staje się coraz bardziej niestabilny z powodu zadłużenia, kryzysów energetycznych, technologicznego wyścigu zbrojeń i polaryzacji ideologicznej.

Dokument ujawnia przede wszystkim jedno: Pekin od dawna przygotowuje się do świata po amerykańskiej hegemonii. Pozostaje tylko pytanie, czy ta transformacja przebiegnie gładko – czy zakończy się łańcuchową reakcją globalnych konfliktów.

Płeć inteligencji

Płeć inteligencji 21/2026(775) 

Małgorzata Todd www.mtodd.pl

    Obsesyjny podział na płcie nie powinien się ograniczać tylko do ich ilości (58, lub więcej) ale i jakości. Czym różni się poseł od posłanki?

Może tym, czym sztuczna inteligencja od sztucznych inteligentów, takich, z których składa się obecny rząd?
     W PRL-u były zasadniczo 3 klasy: robotnicza, chłopska i inteligencji pracującej. Od tej pierwszej, jako przewodniej siły narodu, pracy się nie domagano. Chłopstwo dzieliło się na uprzywilejowanych zatrudnionych PGR-ach i kułaków, którzy przeznaczeni byli do likwidacji. Za radzieckiej dominacji, jedynie inteligencja miała dopisek „pracująca”, w odróżnieniu od tej niepracującej i nieistniejącej zarazem. 
     Jak to jest obecnie? „Inteligent niepracujący”, to wzorzec każdego potencjalnego celebryty. Taki sztuczny inteligent, wystarczy, że kupi sobie dyplom doktora „słowo honoris” w kramie z dyplomami i będzie mógł zasiadać w radach nadzorczych spółek państwowych, nic nie robiąc, do końca życia. Co innego rolnik. Ten, jako posiadacz dóbr – prywaciarz, pozostał solą w oku „demokracji warczącej”, bo a nóż nie zechce po dobroci oddać tego co ma Niemcom, którzy przecież lepiej niż my, wiedzą co z tym zrobić.
     Inteligencja sztuczna, czy nie sztuczna, byle prawdziwa, lubi kierować się zdrowym rozsądkiem. A tego żaden despota, nawet ewentualny, tolerować nie może. Stąd, zamiast pytać cię o opinię w jakiejś sprawie, wolą pytać, co czujesz, permanentnie wmawiając, że uczucia są najważniejsze. Szczególnie uczucie nienawiści, które należy zwalczać.

Secret Service

‒ Na czym właściwie polega praca polskiego agenta za granicą? – spytała Małgorzata. – Na tym samym, co i w kraju – odpowiedział DUCH CZASU.
‒ Czyli na czym?
‒ Na pilnowaniu, żeby kochał on „władzę ludową”.
‒ Nic się nie zmieniło?
‒ Nazewnictwo tylko i ograniczenia RODO. Tak działa mafia. Ziobro, to przecież straszny przestępca, bo podarował wozy strażackie strażakom, czym kupił sobie ich przychylność.
‒ To rzeczywiście groźna transakcja.
‒ Mało tego, za czasów kiedy był Ministrem Sprawiedliwości, to niejaki mecenas Giertych, musiał ukrywać się we Włoszech, bo nakradł tyle, że sam się tego wystraszył. .
‒ Gdzie go jednak pozwami nie nękano.
‒ Dodajmy, że było to potem, jak biedak zemdlał na widok prokuratora.
‒ Swoją drogą, adwokat mdlejący przed prokuratorem, to ewenement na skalę światową. Księga Ginesa czeka na wpis.
‒ Skąd biedaczek mógł wiedzieć, co kierowca podsuwa mu do podpisania, ani skąd się biorą miliony na jego koncie?
‒ Niezawisły (od prawa i zdrowego rozsądku) sąd wykazał niezbicie, że to tylko głupek, który nie wiedział co podpisuje.
‒ Rzeczywiście, głupota nie podlega paragrafom.
‒ I jest szczególnie ceniona, bo praktykowana przez koalicję 13 grudnia.

Waldemar Żurek w zorganizowanej grupie przestępczej?

Stanisław Michalkiewicz: Waldemar Żurek w zorganizowanej grupie przestępczej?

   14 maja Judenrat “Gazety Wyborczej”, a za nim inne postępowe media z radością poinformowały o zarejestrowaniu przez stołeczny Urząd Stanu Cywilnego pierwszego “małżeństwa” jednopłciowego.  Chodzi o panów Jakuba i Mateusza Trojanów, którzy najpierw zawarli w Niemczech umowę o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych, a następnie uzyskali w Naczelnym Sądzie Administracyjnym wyrok, nakazujący polskim urzędom stanu cywilnego zarejestrowanie tej umowy, jako “małżeństwa”.

W ten oto sposób, za sprawą nienawistnych sądów i ich politycznych protektorów, dokonany został milowy krok na drodze rewolucji komunistycznej, której nasz nieszczęśliwy kraj dość długo się opierał. Jednak – co zauważyli już starożytni Rzymianie – “nie ma takiej bramy, jakiej nie przeszedłby osioł obładowany złotem” – więc jeśli Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje oraz jej brukselscy i luksemburscy kolaboranci mogli uzależnić od rejestrowania takich umów o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych jako “małżeństw.

Chodzi na przykład o przekazywanie Polsce kolejnych transz podpisanej niedawno przez Władysława Kosiniaka-Kamysza z PSL oraz pana ministra Domańskiego, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda ma fuchę ministra finansów, pożyczki SAFE, na podstawie której polska będzie kupowała broń i amunicję, a potem – na podstawie nadal obowiązującej umowy z 2 grudnia 2016 roku –  nieodpłatnie przekazywała ją Ukrainie.

W takim przypadku nic dziwnego, że nie tylko środowiska postępackie, ale również – nienawistne sądy – powinność swojej służby zrozumiały, podobnie jak stołeczny Urząd Stanu Cywilnego, który przeszedł do porządku dziennego nad art. 18 konstytucji, który definiuje małżeństwo, jako “związek kobiety i mężczyzny”. Najwyraźniej nienawistne sądy i urzędnicy, którzy dla miłego grosza podpiszą wszystko, co tam będzie trzeba, doszły do wniosku, że nie ma co wierzgać przeciwko ościeniowi i lepiej płynąć na fali komunistycznej  rewolucji, niż być odrzuconym przez ten prąd.

   Kiedy bowiem tradycyjny proletariat, to znaczy – pracownicy najemni – odwrócili się od promotorów komunistycznej rewolucji, by drążyć sobie nisze ekologiczne w systemie kapitalistycznym, promotorzy rewolucji obrócili swoje argusowe oczy na proletariat zastępczy – a to w postaci “kobiet”, czy też – sodomczyków i gomorytek – który mogliby “wyzwalać”. Rewolucjonista bez proletariatu, który mógłby “wyzwalać” jest bowiem figurą śmieszną, a “socjały nudne i ponure” niczego się tak nie boją, jak właśnie śmieszności. Inna sprawa, że takie np. “kobiety” nawet lepiej nadają się na proletariuszki, niż proletariusze tradycyjni.

Taki jeden z drugim tradycyjny proletariusz pragnął jak najszybciej przestać być proletariuszem, to znaczy – dorobić się – a kiedy już mu się to udało, to – jako “drobnomieszczanin” –  stawał się nieprzejednanym wrogiem rewolucjonistów, nie bez powodu obawiając się, że zechcą mu oni odebrać wszystko, czego z takim trudem się dorobił.

Tymczasem “kobieta” – wszystko  jedno – biedna, czy bogata – kobietą być nie przestanie, więc wystarczy tylko jej wmówić, że jest oprymowana przez “męskie szowinistyczne świnie” a z tej opresji wyzwolić ją mogą tylko rewolucjoniści – co prawda razem z majtkami – ale – jak powiadają Francuzi – a la guerre comme a la guerre; straty muszą być, więc i bez majtek jakoś trzeba będzie się obejść.

Podobnie sodomczykowie i gomorytki, którym rewolucjoniści schlebiają, jakoby stanowili oni awangardę postępu i w ogóle – sól ziemi czarnej. Oczywiście do czasu, bo kiedy już rewolucja komunistyczna zwycięży, to żaden proletariat do “wyzwalania” nie będzie już potrzebny. Toteż zostanie on przepuszczony przez maszynkę do mięsa, jak tzw. “starzy bolszewicy” w Rosji za Stalina. Na tym etapie jednak dominują umizgi, więc  nic dziwnego, że postępactwo, co to nie widzi dalej od własnego nosa –  się raduje.

   Tymczasem jest zasadnicza różnica między umowami o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych przez osoby tej samej płci, a małżeństwem. Chodzi o to, że z bzykania się osób należących do tej samej płci nie będzie żadnego potomstwa, podczas gdy z małżeństwa, a nawet konkubinatu – może się ono pojawić. I właśnie z tego względu władza publiczna traktuje małżeństwo inaczej niż umowę o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych.

Wobec tego potomstwa bowiem rodzice mają wiele poważnych obowiązków, które są egzekwowane przez prawo, podczas gdy z bzykania się osób tej samej płci nie musi wynikać nic, co by władzę publiczną w ogóle interesowało.

Mówiąc nawiasem, nigdy nie mogłem się nadziwić, po co właściwie sodomczykom, czy gomorytkom potrzebny jest taki urzędowy certyfikat. Bzykać przecież mogą się i bez tego. Wprawdzie podają oni pozory uzasadnienia, ale o ich bezwartościowości przekonałem się już dawno, kiedy jeszcze byłem działaczem UPR.

Przed jakimiś wyborami zadzwonił do mnie przedstawiciel sodomczykowskiego stowarzyszenia “Lambda”, pytając o nasz stosunek do “małżeństw” jednopłciowych, Wyjaśniłem mu powody, dla których jesteśmy przeciwni instytucjonalizacji takich par. – Ale skoro już pan zadzwonił, to proszę, nich mi pan wyjaśni, dlaczego wam na tym tak zależy? Na to on, że to konieczne, żeby mogli po sobie dziedziczyć. Ja na to, że wcale nie – bo przecież mogą sporządzić sobie nawzajem  testamenty – podobnie, jak mogą wystawić sobie wzajemnie pełnomocnictwa na przykład dla otrzymywania informacji medycznych.

Nie wymaga to żadnej zmiany prawa. On na to, że owszem – ale wtedy musieliby płacić wyższy podatek spadkowy. Ja na to: to tak mi pan mów! UPR jest za zniesieniem podatku od spadków i darowizn, więc możecie śmiało na nas głosować.

   I jeszcze jedna sprawa. Oto Urząd Stanu Cywilnego w Warszawie, wystawiając panom Trojanom dokument, jakoby zawarli oni “małżeństwo”, ostentacyjnie dopuścił się przestępstwa poświadczenia nieprawdy w świetle prawa polskiego – z uwagi na  art. 18 konstytucji. Co innego, gdyby zgodnie z prawdą stwierdził, że obydwaj panowie zawarli w Niemczech umowę o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych.

Tak się jednak nie stało, więc mamy tu do czynienia z oczywistym przestępstwem  urzędniczym, w którym – jak się wydaje – w charakterze podżegacza, a być może i pomocnika – uczestniczył również prezydent Warszawy, pan Rafał Trzaskowski, podobnie, jak członkowie Naczelnego Sądu Administracyjnego, którzy podpisali się pod wyrokiem nakazującym zarejestrowanie tej umowy, jako “małżeństwa”.

Na dobry porządek obywatel Żurek Waldemar powinien nakazać wszczęcie postępowania karnego nie tylko przeciwko urzędnikowi, który nieprawdę poświadczył, ale wszystkich podżegaczy i pomocników, wśród których są oczywiście również panowie będący stronami wspomnianej umowy. Jeśli tego nie zrobi, to opinia publiczna będzie miała oczywisty dowód, że obywatel Żurek Waldemar wcale nie stoi na nieubłaganym gruncie praworządności, tylko uczestniczy w zorganizowanej grupie przestępczej.

Polecamy również: Miliony dla OMZRiK. Gdzie są pieniądze?

Polska golonka czy unijny świerszczowy

Polska golonka czy unijny świerszczowy

22.05.2026 Marcin Rola nczas/polska-golonka-czy-unijny-swierszczowy

Cały czas trwa walka o normalność na przekór totalitarnej, marksistowskiej Unii Europejskiej. Walka nie ustaje, głównie za sprawą w części bardzo naiwnego społeczeństwa, które liczy na posiadanie czegoś, ale bez pracy („bo UE da”). Tym bardziej warto powiedzieć o planach polskich rolników, którzy wyjdą na ulice Warszawy, aby protestować przeciwko unijnemu zamordyzmowi.

Zacznijmy od tego, że tzw. Unia Europejska z Europą nie ma nic wspólnego – oprócz okupacji całego naszego kontynentu. Jeśli idzie o kwestie polityczne to pod wieloma względami bliżej jej do III Rzeszy niż do normalnej, demokratycznej organizacji prawa.

UE to totalitarne pseudo państwo?

W samej UE widzimy totalny zamordyzm, bandytyzm, totalitaryzm. Odejście od zasad demokracji i totalną anarchię prawną. Dlatego rodzimi rolnicy znowu będą protestować ws. polityki unijnej, która chce wyrugować rolnictwo. Wszystko ma być produkowane i kontrolowane przez globalne koncerny.

Przypomnijmy, że niegdyś Polska stała rolnictwem, produkcją żywności i zdrowiem, dziś mamy wysyp wszelkiej maści nowotworów, chorób i non stop słyszę o kolejnym dziecku z autyzmem. Rzecz jasna to ostatnie ma dużo wspólnego ze szczepieniami. Tak przynajmniej twierdzą niektórzy amerykańscy naukowcy i władza. Coraz więcej badań potwierdza jednak te opinie.

Big Pharma i Big Food?

W mojej opinii za liczne nasze tzw. „cywilizacyjne” nieszczęścia odpowiada tzw. Big Food i Big Pharma. Jedna napędza klienteli drugiej. Ludzie oczywiście z własnej woli żyją coraz szybciej i gorzej – co oczywiście nakłada się na kwestie zdrowotne. UE nie pomaga, ale szkodzi wspierających tych wielkich, korporacyjnych, kosztem tych małych, lokalnych. Dlatego rolnicy zapowiedzieli, że będą protestować przeciwko unijnym zamordyzmom i totalitaryzmom.

Kolejny protest rolników, ale potem znowu UE i POPiS?

Solidarność Rolników zapowiada ogromny protest w Warszawie, ale czy to coś da? W mojej opinii jedyna opcja, która może cokolwiek zrobić i zmienić pozytywnie, ale i systemowo, to Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Niestety ogrom rolników nadal chce tkwić w Unii Europejskiej i być trzymane za twarz przez unijnych komunistów. Część woli to niż zacząć działać na własną rękę i robić wszystko zgodnie ze sztuką – jak robili ich ojcowie, dziadowie czy pradziadowie. Ostatnio sporo jeżdżę z Grzegorzem Braunem po Polsce i widzę, jak to wygląda.

Polski rolnik inaczej robi dla swojej rodziny i siebie, a inaczej na handel, bo dyrektywy każą mu np. faszerować zwierzęta chemią, by szybciej rosły i nabierały masy. Z tym należy czym prędzej skończyć i przywrócić ustawienia fabryczne w tej dziedzinie. Inaczej czeka nas kompletna zapaść, nie wspominając o ciągłych chorobach dzieci i kobiet. Nie oszukujmy się! Elitom-bandytom zależy na tym, abyśmy wiecznie byli chorzy. To jest system naczyń połączonych i jedni napędzają klienteli drugim. W tym wypadku Big Food Big Pharmie i na odwrót.

Czas odzyskać niepodległość polskiej wsi. Zrezygnować z unijnej patologii i wymysłów klimatycznych terrorystów. Inaczej będziemy wiecznie głodni, chorzy i zniewoleni.

USA: Dobrze wykorzystany kryzys

Dobrze wykorzystany kryzys

Andrzej Szczęśniak myslpolska/szczesniak-dobrze-wykorzystany-kryzys

Ameryka, która wywołała największy kryzys energetyczny w historii, doskonale nim zarządza. Mocniej podporządkowuje sobie sojuszników, przydusza wrogów. Zwiększa własne dochody, buduje wpływy i siłę. Energia staje się dla niej narzędziem globalnej władzy na kształt dolara.

Napaść USA i Izraela na Iran przekształciła się 8 kwietnia w blokadę morską. Nastąpiło zawieszenie broni, ale jego najważniejszy warunek – uwolnienie transportu ropy i gazu przez Cieśninę Ormuz – nie został spełniony. Już prawie trzy miesiące ten najważniejszy punkt światowej logistyki nie działa. Donald Trump, zaprzestawszy bombardowań Iranu, zaczął przyduszać energetycznie świat i skutecznie wykorzystuje sytuację do osłabienia energetycznych konkurentów i zajęcia ich rynków. Jak mawiają bowiem amerykańscy politycy: nie pozwól, by taki piękny kryzys się zmarnował, można przecież osiągnąć to, czego wcześniej nie byłeś w stanie….

Najmocniej przyduszane są państwa Zatoki Perskiej, najwięksi producenci, czerpiący dobrobyt praktycznie wyłącznie z eksportu ropy i gazu. A Waszyngton wprost oferuje Chinom, by zastąpiły ropę z Zatoki Perskiej – surowcami z Teksasu czy Alaski.

Amerykański eksport ropy naftowej w czasie tej wojny niezwykle wzrósł – o prawie 40 procent wobec lutego. Mobilizacja zasobów była błyskawiczna i dostawy skierowano do sojuszników – Europy, Japonii i Korei. W ciągu miesiąca Stany potrafiły je zwiększyć o 1,4 mln b/d (to dwa razy tyle, ile zużywa Polska). Produktów naftowych także, choćby paliwo lotnicze. Stany wykorzystały potęgę swego sektora rafineryjnego i eksport wzrósł ponad 80% r/r. Dzięki temu na sezon wakacyjny nie zapowiadają się odwołane loty.

To samo w gazie ziemnym i światowym handlu LNG – w ciągu miesiąca eksport amerykański wzrósł o 20%, a do wygłodniałej Azji wręcz podwoił się, zastępując gaz z Kataru. Do pracy przystąpiły nowe instalacje skraplające, inne zwiększyły wydajność. Dzisiaj Korea, Hiszpania, Francja kupują o połowę więcej LNG u swego strategicznego sojusznika.

Amerykańscy sojusznicy, jak Kanada czy Argentyna, a także kontrolowana już Wenezuela, również zwiększyli eksport. Za to rafinerie i infrastruktura Rosji na dodatek do ostrych sankcji i ścigania floty tankowców zostały poddane zmasowanym atakom dronów. Startujące z Ukrainy, ale kierowane zachodnimi środkami naprowadzania i bezkarnie przepuszczanych przez terytoria państw sąsiedzkich.

Ameryka użyła, także dla eksportu, ogromnych zapasów ropy ze Strategicznej Rezerwy Naftowej. Zalała rynek, sprzedając ponad milion baryłek dziennie. Użyto także rezerw stworzonej przez Stany ponad pół wieku temu i kontrolowanej do dziś Międzynarodowej Agencji Energii. A ta zarządza zapasami ogromnymi – 1,8 miliarda baryłek ropy. Przez ponad rok kraje zachodnie mogą uzupełniać braki ropy, zablokowane w Cieśninie.

Donald Trump potrafił też zmusić rynki finansowe do niewiarygodnej wręcz wstrzemięźliwości. Ta największa katastrofa to utrata co dziesiątej baryłki światowych potrzeb, ale ceny ropy nie szaleją. A potrafią przecież przebijać sufit ze znacznie mniej poważnych powodów – wystarczy porównać ceny z 2022 roku, gdy realne podstawy były żadne wręcz w porównaniu z dzisiejszymi. I jaka wtedy kwitła spekulacja cen gazu w Europie i na globalnym rynku ropy. Za to jaki dzisiaj spokój – notowania ropy utrzymują się wokół zadanego rynkom poziomu 100 dolarów i gracze finansowi się tego trzymają. Okiełznanie ich jest z pewnością ogromnym sukcesem Donalda Trumpa i jego sekretarza skarbu Scotta Bessenta, choć dzisiaj nie nagłaśnianym. Zbyt delikatna sprawa.

Donald Trump na początku swojej kadencji wydusił od wszystkich sojuszników deklaracje potężnych inwestycji w amerykański sektor energetyczny. Przede wszystkim od tych, którzy na ropie zarabiają najwięcej – Zjednoczone Emiraty Arabskie obiecały 1400 miliardów dolarów, Katar 1200 mld, Arabia Saudyjska – bilion. Ale zobowiązania padły ze strony Unii (750 mld USD na zakupy surowców i 600 mld na inwestycje), Japonii (550 mld) czy Korei Południowej (450 mld USD). Te pieniądze mają wrócić do Ameryki, w końcu do handlu ropą używa się dolara… Więc żeby gdzieś te pieniądze się nie zawieruszyły, Donald Trump włączył akcelerator, wymuszający realizację obietnic. Co chwilę słychać o nowych inwestycjach sojuszników, tworzących amerykańskie miejsca pracy i budujących potęgę Stanów.

Ameryka w ropie naftowej i gazie ziemnym powtarza to, czego dokonała w dolarze, czyniąc go światową walutą. Kontroluje coraz większe ich zasoby i staje się pożyczkodawcą ostatniej szansy – dostarcza awaryjnie węglowodorów sojusznikom, stojącym na progu kryzysu. Dolar daje jej ogromną władzę i kontrolę nad światowym handlem, ropa i gaz pozwoli kontrolować gospodarkę światową. Hasło Donalda Trumpa „dominacja energetyczna” jest naprawdę realizowane.

Świetnie wykorzystany kryzys. To już kolejny. Jaki będzie następny?

Andrzej Szczęśniak