Piąta rocznica wypłaszczania krzywej. Dwa tygodnie do normalności.

Piąta rocznica wypłaszczania krzywej

Dwa tygodnie do normalności

MARIUSZ JAGÓRA MAR 18

W styczniu 2020 r. świat obiegły zdjęcia i filmy z chińskiego miasta o tajemniczej wtedy nazwie Wuhan, pokazujące ludzi upadających na ulicę z powodu śmiertelnego wirusa. Uważni obserwatorzy zauważali co prawda, że osoby te, padając, amortyzowały upadek kolanami i rękami, ale nikt ich nie słuchał – zapanował powszechny strach przed pomorem. Tak wielki, że wiele osób z ulgą i ochoczo zamieniło uścisk ręki na trącanie się łokciami przy powitaniu.

Rządy państw na całym świecie, dosłownie w tym samym czasie, zdecydowały się wyrzucić opracowane przez ekspertów medycznych i udoskonalane przez lata, w drodze konsultacji i dyskusji, protokoły gotowości i postępowania na wypadek wystąpienia pandemii, protokoły, których jednym z celów było uniknięcie paniki, tak żeby nie przeszkadzała w kontr działaniach. Z jakiegoś powodu zdecydowane, że tym razem Instytucje zaufania publicznego zaczęły działać w porozumieniu, aby wzbudzić i wzmacniać poczucie strachu, zmusić ludzi do posłuszeństwa, zniechęcić do krytycznego myślenia. Zdecydowano, że tym razem panikę trzeba wzniecić i podtrzymywać strach.

Uznawane do tej pory zalecenia poszły do kosza, bo nagle okazały się sprzeczne z „aktualnie obowiązująca nauką”. Dotychczas przekonywano nas, że najlepszym sposobem na uniknięcie i zwalczenie choroby są ćwiczenia fizyczne, przebywanie na słońcu, zdrowa dieta i oddychanie świeżym powietrzem. Tym razem, w obliczu zagrożenia wirusem atakującym górne drogi oddechowe w podobny sposób, jak inne wirusy wywołujące choroby grypopodobne, nakazano wszystkim pozostać w domach, zamknięto siłownie, zakazano wychodzić na spacery, zamknięto lasy, parki, place zabaw i plaże.

Zamknięto restauracje, ale pozostawiono otwartymi sieci fast foodów i sklepów monopolowych. Wprowadzono obowiązek noszenia maseczek zakrywających nos i usta, nawet na dworze. Przed 2020 rokiem eksperci określali te same maseczki jako bezużyteczne. Potem zmienili zdanie i stwierdzili, że są niezbędne, że powinniśmy nosić nawet dwie lub więcej. Politycy dawali nam przykład i występowali w telewizji w maseczkach, zdejmowali je tylko wtedy, kiedy kamery przestawały kręcić.

W ciągu dwóch tygodni cały świat został zamknięty, a ludzie odizolowani w swoich domach z powodu choroby tak niebezpiecznej, że trzeba było poddać się testowi, żeby wiedzieć czy się na nią zachorowało, czy nie. Tak groźnej, że należało trzymać półtorametrowy dystans od innych zdrowych osób. Choroby śmiertelnej, choć głównie dla osób najstarszych i do tego schorowanych. Choroby, która jednak głównie zabijała w szpitalu, nie notowano zgonów z powodu Covid w domach.

Rząd twierdził, że kierując się wyłącznie troską o nasze dobro, zmuszony został (nie zdradzając przez kogo) do podjęcia decyzji o zamknięciu szkół i przedszkoli. Zakazał jakichkolwiek interakcji społecznych odwołując śluby i zabraniając organizacji wesel. Z troski o nasze dobro zakazano prowadzenia działalności gospodarczej, pozbawiając ludzi środków do życia i doprowadzając firmy do upadku; odmawiano dostępu do służby zdrowia osobom chorym na coś innego niż Covid; zamykano szpitale przed chorymi onkologicznie; zmykano starców w domach opieki społecznej bez prawa do odwiedzin bliskich; zakazano rodzinom żegnać się z umierającymi bliskimi; zamykano cmentarze limitując liczbę osób obecnych na pogrzebach; zamykano świątynie przed wiernymi, izolowano zdrowych ludzi na kwarantannach. Dla dobra ogółu małe firmy zostały zamknięte, choć duże sieci mogły nadal funkcjonować. Tak zwane nadzwyczajne rozporządzenia zamknęły firmy, szkoły i kościoły i w sposób bezprecedensowy ingerowały w prywatność i zakłóciły najcenniejsze relacje społeczne i rodzinne. Obywatelom na całym świecie kazano pozostać w swoich domach.

Tłumaczono nam, że to tylko dwa tygodnie wyrzeczeń koniecznych do spłaszczenie krzywej. I tak przez dwa lata i kolejne fale i warianty. Tłumaczono nam, że to się skończy, jak tylko pojawi się szczepionka, której głównym celem jest powstrzymanie transmisji wirusa. Póki co, musimy się testować, żeby mieć pewność, że nie jesteśmy chorzy. Bo to, że nie mamy gorączki, kataru, kaszlu czy innych objawów infekcji, nie znaczy, że jesteśmy zdrowi. Jesteśmy „bezobjawowi”, ale test może udowodnić, że jednak jesteśmy chorzy. Co prawda wynalazca technologii PCR, noblista Kerry Mullis, twierdził, że test nie daje odpowiedzi, czy jest się chorym, czy nie, a jeśli wykona się wystarczająco dużo cykli, pokaże fałszywy wynik, ale Mullis zmarł w tajemniczych okolicznościach w sierpniu 2019 roku, wiec nie było go słychać.

Zaangażowano olbrzymie pieniądze w „służbę” zdrowia – szpitalom oferowano dodatki kowidowe, jeśli wpisywały w akt zgonu Covid-19, więc często przyczyną zgonu w wypadkach drogowych był Covid. Protokół leczenia ambulatoryjnego polegał na nie stosowaniu żadnych leków poza paracetamolem, aż do chwili, kiedy pacjent nie mógł samodzielnie oddychać – wtedy można było wezwać karetkę, która wiozła chorego do szpitala, a tam czekał respirator, za który przysługiwały większe dodatki kowidowe. Pieniądze dostawali też lekarze – doszło do tego, że jednym pacjentem opiekowało się 40 lekarzy, choć chorzy narzekali, że nie miał im kto wody podać. Być może wynikało to z nowych, kowidowych obowiązków choreograficznych – Internet pełen był filmów z tańczącymi lekarzami i pielęgniarkami w pustych szpitalach, które rzekomo mieli wypełniać po brzegi pandemiczne ofiary. Zagrożenie było tak wielkie, że odwołano wszystkie planowane zabiegi, często ratujące życie, a szpitale zamknięto dla chorych – chyba, że mieli Covid. Brak dostępu do usług zdrowotnych zabił w Polsce ponad 200 tysięcy
ludzi, na szczęście nie zmarli na Covid. Ani na grypę, która całkowicie zniknęła, jak gdyby wirusy grypy i chorób grypopodobnych wystraszyły się koronawirusa.

Mimo, że nikt nie upadał na ulicy z powodu COVID, strach był tak silny, że wszyscy uwierzyli w zapewnienia, że jedynym ratunkiem jest szczepionka, uwierzyli, że „jak się zaszczepisz to nie zachorujesz i nie zarazisz bliskich”. Pod warunkiem, że cały świat w to uwierzy. Wtedy wyeliminujemy Covid globalnie. Co prawda z grypą się nie udało, ale teraz mamy lepszą szczepionkę. Znaczy – tego nie wiemy, bo jest eksperymentalna, ale w 100% bezpieczna i skuteczna. Tak bezpieczna, że producenci odmówili jej użycia, dopóki nie otrzymali zapewnienia, że żaden rząd na świecie nie pociągnie ich do odpowiedzialności, w razie wystąpienia reakcji poszczepiennych.

Tak wyczekiwana, że rządy na całym świecie wydały miliardy na jej promocję i reklamę. Pączki, hamburgery, frytki, piwo, losy na loterię, hulajnogi i samochody były rozdawane dla osób, które mogły pochwalić się Certyfikatem Szczepienia. Tak pożądana, że w krajach zachodniej demokracji obywatele doświadczali praktyk znanych z systemów totalitarnych, mających na celu przymuszenie do przyjęcia preparatu – masowej propagandy i cenzury, zorganizowanego nakręcania spirali strachu, manipulacji badaniami naukowymi, ograniczania dyskusji, szkalowania przeciwników i użycia siły wobec pokojowych protestów społecznych. Medyczni celebryci, usłużne gwiazdy ekranu, politycy, filantropi – wszyscy zapewniali, że szczepionki są bardzo, bardzo bezpieczne, że jak już się zaszczepimy, to nie zachorujemy na Covid, że osoby zaszczepione nie przenoszą wirusa, nie chorują, i nie zarażają innych, wiec zaszczepieni chronimy nie tylko siebie ale redukujemy transmisję wirusa i roznoszenie choroby, a dwie dawki szczepionki dadzą wieloletnią odporność, i są skuteczne również na warianty wirusa.

Mówiono, że osoby zaszczepione nie będą musiały nosić maseczki na twarzy, nie grozi im pobyt w szpitalu, bo przecież to jest pandemia osób niezaszczepionych, będą mogły uczestniczyć w spotkaniach i koncertach, będą mogły chodzić do restauracji i innych miejsc publicznych, uczyć się, pracować i odpoczywać – luksus, którego pozbawiono osoby niechętne szczepieniom. W krótkim czasie okazało się jednak, że przecież nigdy nie było szczepionek, które blokują przenoszenie wirusa, a Pfizer pytany, czy kiedykolwiek testowano szczepionkę pod kątem zatrzymania transmisji, zaprzeczył, bo przecież nie było na to czasu, musieli poruszać się z prędkością [światła] nauki. Okazało się, że poziom wirusów w nosogardle osoby zaszczepionej i zakażonej jest taki sam jak u osoby niezaszczepionej, że konieczne jest przyjmowanie kolejnych dawek przypominających, bo napływające z Izraela dane wskazywały na zwiększone ryzyko ciężkich zachorowań wśród osób zaszczepionych wcześniej, spadek odporności, częstsze hospitalizacje i zgony – więc jasne się stało, że szczepienie przypominające musi być istotna częścią podstawowego programu immunizacji.

Byli co prawda tacy lekarze i naukowcy, którzy twierdzili, że zanim zacznie się szczepić, trzeba przyjrzeć się istniejącym, tanim, generycznym lekom, które być może da się retargetować w kierunku leczenia Covid, lekom zatwierdzonym wcześniej przez organy regulacyjne na całym świecie, o doskonałym profilu bezpieczeństwa, stosowanym od lat w miliardach dawek, będącym na liście leków podstawowych WHO. Ale jeśliby okazało się, że takie leki istnieją i są skuteczne, nie można by dopuścić do sprzedaży ratującej życie, nowatorskiej, opartej na eksperymentalnej platformie szczepionki! Lek, którego twórca został nagrodzony Nagrodą Nobla został zakazany w leczeniu Covid, a osoby upierające się przy jego skuteczności nazwano znachorami próbującymi leczyć wirusa górnych dróg oddechowych „maścią na konia”.

Uznano więc, że wszystkie próby leczenia Covid za pomocą istniejących na rynku od lat leków to eksperyment medyczny, a lekarzom, którzy dopuszczali się takich przestępstw odbierano prawo wykonywania zawodu. Podstawowym protokołem leczenia globalnie stała się eksperymentalna szczepionka, dopuszczona do użytku na całym świecie w ciągu 8 miesięcy od opracowania na podstawie sekwencji genów modelu komputerowego dostarczonego przez Chińczyków, mimo, że najszybszy do tej pory czas opracowania szczepionki wynosił cztery lata, a przygotowanie szczepionki na Ebolę zajęło ponad 20 lat.

Media stanęły na wysokości zadania – przez ponad 2 lata nie było ważniejszego tematu niż COVID i szczepionki, przeciętny telewidz posiadł rzetelną wiedzę na temat wirusów, szczepionek, i niemedycznych interwencji koniecznych dla zapewnienia bezpieczeństwa ogółu. Co prawda nigdy nie doszło do otwartych debat, a naukowcom różniącym się w opinii od obowiązującej narracji zablokowano możliwość pojawiania się na ekranie, a później także publikowania wpisów na platformach społecznościowych, nazywając ich, w tym byłego głównego doradcę naukowego firmy Pfizer, teoretykami spiskowymi.

Niepokornymi zajęły się Izby Lekarskie grożące lekarzom i pracownikom służby zdrowia sankcjami za wyrażanie sprzeciwu, pokornych nagradzano premiami za każdy podany zastrzyk. Firmy farmaceutyczne wspierały media milionowymi darowiznami, ale nie żałowały też pieniędzy na wsparcie dla polityków ze wszystkich stron sceny, a także dla rządowych agencji zdrowotnych i regulujących rynek leków.

Na szczęście, pomimo tego rozdawnictwa pieniędzy, Big Pharma osiągnęła w tym czasie rekordowe zyski. BioNTech, firma, która przed pandemia nie wprowadziła żadnego leku na rynek osiągając w 2020 stratę w wysokości 409,6 mln euro, w roku 2021 mogła pochwalić się 9,8 miliardami euro czystego zysku. Jak słusznie zauważył Bill Gates, dobry przyjaciel Jeffreya Epsteina – na szczepionkach zarabia się 20 do jednego.

Z czasem okazało się, że nie było nadmiernej liczby zgonów w 2020 roku, natomiast w 2022 roku zgony nadmiarowe sięgały 17% lub nawet więcej, wśród sportowców liczba zgonów wzrosła nawet dziesięciokrotnie. Odnotowano tak gwałtowny wzrost liczby zawałów serca i udarów mózgu, że Pfizer zaktualizował etykietę produktu, aby uwzględnić zapalenie mięśnia sercowego jako możliwy skutek uboczny szczepienia (ulotka, która początkowo liczyła 34 strony, ma ich teraz 438).

Minęło pięć lat, wirus nie zniknął, wróciła grypa. A osoby odpowiedzialne za nadmiarowe zgony, wprowadzenie cenzury, niekonstytucyjne działania nadal chodzą na wolności.

USA: Mordercy, grupa terrorystyczna transseksualnych wegan

Jak zabija gender? Amerykanie aresztują transterrorystów

18.03.2025 Waldemar Krysiak nczas/zabija-gender-amerykanie-aresztuja-transterrorystow

USA LGBT
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay (kolaż)

W USA działała jeszcze kilka tygodni temu grupa terrorystyczna składająca się z transseksualnych wegan, której istnienie media głównego nurtu starały się przemilczeć. Brzmi jak szalona teoria spisowa? Ale nie jest! Zizianie istnieją, część z nich została albo „odstrzelona”, albo aresztowana, a media podają, iż amerykańskie władze badają co najmniej sześć morderstw przypisywanym tej grupie. Wśród potwornych zbrodni jest podwójny mord w Pensylwanii, atak z nożem w Kalifornii oraz strzelanina na kanadyjskiej granicy, w której zginął amerykański weteran.

Co otrzymamy, gdy zmieszamy nienawiść do własnego ciała, nienawiść wobec ludzi jedzących mięso i chorą agresję? Z takiej mieszanki może wyjść na przykład komórka terrorystyczna działająca w Vallejo w Kalifornii, dawnej stolicy stanu. Rzeczona grupa terrorystyczna, określana czasem jako kult, jest powiązana z serią brutalnych morderstw w USA, i dostarcza kolejnego dowodu na radykalizację tęczowej lewicy.

Zaburzony przywódca

Zizianie nie mają nawet w sumie oficjalnej nazwy. Fanatycy skoncentrowali się jednak wokół charyzmatycznego lidera Jacka LaSoty, który posługuje się także imieniem „Andrea Phelps” i pseudonimem „Ziz”. Jego wyznawcy widzą w sobie samych obrońców grup uciśnionych, sterowanych – czasem dosłownie, czasem mniej bezpośrednio – przez swojego lidera. Ten natomiast wspiera wszystko, co lewicy dzisiaj drogie: radykalny anarchizm, weganizm i transhumanizm, czyli wiarę w możliwość odrzucenia biologicznej rzeczywistości za pomocą technologii.

Na swoich blogach LaSota wzywał od dawna do używania przemocy jako narzędzia politycznego przeciwko „nazistom” i innym wrogom jego własnej wizji świata. Przemoc natomiast nazywał „praktyką” lub „samoobroną”. W anarchistycznej wizji świata bowiem tych, którzy się nie zgadzają z lewicą, powinno się eliminować prewencyjnie.

Zabić landlorda

Pierwszym głośnym zamachem Zizian był ich atak na 82-letniego Curtisa Linda w Vallejo w Kalifornii w 2022 roku. Lind, właściciel sporego kawałka ziemi, próbował eksmitować wtedy skłotersów, którzy nielegalnie zamieszkiwali na jego posesji w mobilnych kontenerach, wyposażonych w panele słoneczne, sprzęt medyczny, igły i duże ilości ługu – substancji, która może służyć do rozpuszczania zwłok. W odwecie Zizianie dokonali brutalnego zamachu na jego życie – emeryt był w ich oczach landlordem, a ci w anarchistycznych środowiskach zasługują tylko na jedno. Landlord do wora, wór do jeziora – takie hasła powtarza przecież nawet polska lewica!

Napastnicy udawali najpierw, że potrzebują pomocy, po czym zaatakowali starszego mężczyznę ostrymi narzędziami, w tym mieczem (!), wielokrotnie dźgając swoją ofiarę. Lind stracił w wyniku tego ataku jedno oko, ale cudem przeżył. Emeryt nie poddał się też bez walki! Mężczyźnie udało się w samoobronie zastrzelić jednego z Zizian, transseksualistę powiązanego z jednymi z najważniejszych w Ameryce uniwersytetów. Inni napastnicy uciekli.

Bohaterski staruszek spędził natomiast miesiąc w szpitalu, walcząc o życie, a rodzina transseksualisty, który próbował zamordować landlorda, uruchomiła zbiórkę na GoFundMe, która wyżebrała ponad 20 tys. dolarów na pokrycie kosztów pogrzebu. Słynna strona od crowdfundingu nie raczyła nawet zweryfikować, że transseksualista zginął podczas próby morderstwa. By podłości stało się też zadość, amerykańscy aktywiści LGBT uhonorowali również niedoszłego mordercę, pisząc o denacie chwalebne posty w Internecie.

Po zamachu na swoje życie Lind żył w ciągłym strachu. Staruszek przeniósł się do San Mateo County, gdzie zamieszkał z przyjacielem. Oprócz tego zaczął nosić ciągle przy sobie broń i postanowił sprzedać swoją posesję. Obiecał też zeznawać w sprawie swojego ataku, by pomóc władzom skazać niebezpiecznych transaktywistów. Jego słowa miały być kluczowe w procesie przygotowanym na kwiecień tego roku.

Curtis Lind nigdy jednak swoich zeznań nie złoży. Bo 17 stycznia 2025 został zamordowany.

Martwe małżeństwo

Mord dokonany na staruszku był podobnie brutalny jak pierwszy atak na niego. Zamaskowany napastnik podszedł do Linda na ulicy i najpierw dźgnął go w klatkę piersiową nożem. Gdy Lind upadł na ziemię, napastnik poderżnął mu gardło, upewniając się, że ofiara nie przeżyje. Świadkowie – sąsiedzi ofiary – próbowali mu pomóc, ale wycofali się z obawy o własne bezpieczeństwo. Według ich zeznań atak był precyzyjny i przypominał egzekucję.

Lind nie był jednak jedyną ofiarą Zizian. Transowej sekcie przypisuje się bowiem także morderstwo, które miało miejsce na 31 grudnia 2022 w Chester Heights w Pensylwanii. Wtedy to Rita Zajko (lat 69) i jej mąż Richard (lat 71) zginęli w swoim własnym domu. Kobietę zabił prawdopodobnie strzał w tył głowy, a mężczyzna został znaleziony z ranami postrzałowym na prawej dłoni i na czole. Jak jednak z tą tragedią łączeni są Zizianie?

Rita i Richard mieli córkę Michelle Zajko, która uważała się za „niebinarną”. I Michelle była zwolenniczką LaSoty i członkiem anarchistycznej sekty. Jej archiwalne wpisy na blogach i wiadomości przesłane online wskazują na bliskie związki dziewczyny z grupą terrorystyczną, która zamordowała Curtisa Linda. Oraz – co pewnie najważniejsze – broń użyta do mordu na landlordzie pochodziła prawdopodobnie z domu „niebinarnej” Michelle.

Zamordowane małżeństwo było też – podobnie jak Lind – landlordami. Posiadali ziemię i wynajmowali lokale innym osobom, popełniając tym samym najgorszą na lewicy zbrodnię. W najgorszym wypadku więc ich własna córka nie tylko dostarczyła Zizianom broni, która posłużyła do zamordowania staruszka w styczniu tego roku – możliwe, że dziewczyna nasłała transową sektę na własnych rodziców.

Obława na fanatyków

Kulminacją serii zbrodni przypisywanych Zizianom było jednak zdarzenie z 20 stycznia 2025 roku z Coventry w stanie Vermont, gdzie podczas rutynowej kontroli drogowej zginął agent straży granicznej, weteran z 20-letnim stażem. Napastnikami byli Felix „Ophelia” Baukholt, niemiecki matematyk przebywający w USA na specjalnej wizie, oraz Teresa „Milo” Youngblut, studentka University of Washington w Seattle. Oboje są „trans”.

Oboje byli też pod obserwacją służb federalnych od jakiegoś czasu, które słusznie widziały w transseksualistach potencjał przemocy. Dlatego kiedy pracownicy motelu w Lyndonville w Vermont zauważyli ich w czarnym ubiorze, z bronią i sprzętem militarnym, informacja zgłoszona policji wzbudziła uwagę „fedsów”.

Zanim jednak służby federalne zdążyły zbadać sprawę (świadkowie, którzy parę widzieli, donosili, iż transportuje ona w mobilnym kontenerze dziwne nosze, jakby przygotowując się do jakiegoś napadu), doszło do tragedii, która kosztowała kolejne ludzkie życie. Transseksualistów i ich pojazd zatrzymał bowiem David Maland, doświadczony funkcjonariusz, kontrolując oboje około 15 kilometrów od granicy z Kanadą. Samochód był zarejestrowany w Karolinie Północnej na Felixa – Niemca identyfikującego się jako „Ophelia” – którego wiza wygasła na długo przed kontrolą.

Po około 15 minutach interakcji siedząca w aucie Teresa Youngblut, kobieta, która również uważa się za niebinarną, niespodziewanie wyciągnęła broń palną i bez ostrzeżenia oddała kilka strzałów do weterana, który – sprawdzając w tym momencie dokumenty Niemca – zginął na miejscu. Broń wyciągnął również Niemiec, w pobliżu znajdowali się jednak inni strażnicy kontroli granicznej. Border Patrol otworzył więc ogień, zabijając Baukholta i raniąc Youngblut, która została później aresztowana.

W ich samochodzie znaleziono więcej broni, kilka telefonów i różne karty SIM. Transseksualiści domyślali się więc zapewne, że o ich pobycie w okolicy władze wiedziały. W kierunku Kanady jechali więc, przygotowując się na przemoc.

Gender zabija

Kim są pozostałe ofiary transowych terrorystów? Nie wiadomo, ponieważ procesy przeciwko grupie terrorystycznej dopiero wystartowały. Wszystko jednak zdaje się składać w spójną historię rozciągniętą na kilka lat i wielu fanatyków.

Najpierw – około 2016 roku – pojawił się Jack LaSota, radykalizujący się w Internecie i zbierający wokół siebie agresywnych aktywistów gender, którzy oprócz szaleństwa „zmiennej” płci promowali również weganizm i transhumanizm. Najpóźniej w 2019 roku LaSota wybrał przemoc, publikując w sieci swoje teksty, które wprost zachęcały do atakowania wrogów skrajnej lewicy. W tym momencie transseksualista miał już wiernych wyznawców, którzy wzięli jego zachęty na serio.

W listopadzie 2022 w Kalifornii dochodzi do ataku na Curtisa Linda, staruszka, który chciał przepędzić Zizian ze swojej posesji. Lind broni się, zabijając jednego z lewicowych szaleńców. Śledczy zakładają nawet obecnie, że zabity wtedy transseksualista (Amir Borhanian, który identyfikował się jako „Emma”), był narzeczonym Teresy Youngblut.

W grudniu 2022 w Pensylwanii Zizianie dokonują kolejnego mordu, pozbawiając życia Rity i Richarda Zajko w ich własnym domu. W mord zamieszana jest prawdopodobnie ich własna córka, zradykalizowana przez Zizian „niebinarna” Michelle. W styczniu tego roku dochodzi natomiast do ponownego ataku na Curtisa Linda, który miał niedługo zeznawać przeciwko genderowym fanatykom. Na koniec w Vermont wybucha strzelanina, w której Teresa Youngblut, uciekająca do Kanady i żądna zemsty za śmierć narzeczonego, zabija Davida Malanda, a Felix Baukholt ginie od strzałów strażników granicznych. Jedyne, choć pewnie liczne luki, które teraz zostaną wyjaśnione, to zaangażowanie reszty Zizian w znane już zbrodnie i odpowiedź na pytanie: kto jest szóstą ofiarą terrorystów i czy… ofiar jest więcej?

W marcu bieżącego roku przeprowadzono też pierwsze zatrzymania Zizian. Jack LaSota, Teresa Youngblut i Michelle Zajko są już w areszcie. Zatrzymany został też mężczyzna podejrzany o zamordowanie Curtisa Linda. Jest nim Maximilian Snyder, kolejny transseksualista,

Poza tym do aresztu trafił też inny zwolennik LaSoty, zatrzymany za włamanie na prywatną posesję, posiadanie nielegalnej broni palnej i stawianie oporu przy aresztowaniu. Dla kilku kolejnych Zizian wystawiono już nakazy aresztowania, policja nie ma jednak pojęcia, gdzie przebywają poszukiwani.

Określenie „teoria spiskowa” należy zmienić na „logiczne założenie”

Określenie „teoria spiskowa” należy zmienić na „logiczne założenie”, ponieważ niemal każda z nich okazała się prawdziwa w ciągu ostatnich 25 lat

ŹRÓDŁO: SD Wells; naturalnews/conspiracy-theory-changed-to-logical-assumption-all-proven-true

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 18

11 września 2001 roku dwa drony rozbiły się o (trzy?) różne wieżowce i zburzyły je w stylu kontrolowanej rozbiórki na ich własnym terenie, a każdy, kto kwestionował tę narrację lub miał nagranie wideo podważające to, był nazywany teoretykiem spiskowym.

Trzeci budynek, budynek WTC 7, został ogłoszony przez BBC (brytyjską telewizję) jako całkowicie zniszczony, zanim to się stało, ponieważ był widoczny w idealnym stanie w tle w telewizji na żywo, podczas gdy prezenter wiadomości ogłosił, że jego zniszczenie już nastąpiło.

Ponownie, każdy, kto kwestionował to, angażował się w teorię spiskową i był skreślony jako szaleniec noszący czapeczkę z folii aluminiowej.

Okazuje się, że każdy, kto nie wierzy, że dwa samoloty, które rozbiły się o dwa wieżowce, mogłyby zniszczyć trzy wieżowce tego samego dnia w stylu kontrolowanej rozbiórki, zasadniczo używa zdrowego rozsądku i logicznych założeń, aby zaprzeczyć, że fikcyjna historia jest prawdziwa. To nie jest teoria spiskowa.

Każdy, kto podczas wybuchu pandemii COVID-19 wypowiedział słowa „plandemia” lub „oszustwo”, został nazwany teoretykiem spiskowym, ale teraz wiemy już wszystko

Kiedy wybuchła plandemia COVID-19 i została nazwana „pandemią”, zwolennicy naturalnego zdrowia na całym świecie twierdzili, że była ona zaplanowana i stanowiła część planu depopulacji, a zbieżne z nią „szczepionki” zostaną wykorzystane jako broń biologiczna mająca na celu unicestwienie milionów ludzi.

Oficjalna wersja wydarzeń była taka, że ​​grupa Chińczyków jadła zupę z nietoperza w Wuhan, a mięso nietoperza było zakażone jakimś dziwnym wirusem, który w magiczny sposób nie tylko nabrał zdolności zarażania osób jedzących zupę, ale także rozprzestrzenił się po całym świecie, zabijając głównie ludzi starych i osoby z wcześniej istniejącymi schorzeniami, takimi jak rak, cukrzyca, choroby serca i demencja.

Każdy, kto sprzeciwiał się tym szalonym teoriom, był uważany za „anty-naukowca”, „anty-szczepionkowca” i krajowego terrorystę, który próbował zabijać ludzi, rozprzestrzeniając najbardziej śmiercionośny wirus, jaki kiedykolwiek znała ludzkość – grypę Fauciego. Wszystkie fałszywe wiadomości MASOWE MEDIA codziennie promowały tą propagandę i sianie strachu w wiadomościach krajowych, regionalnych i lokalnych, w tym w telewizji, radiu, internecie i gazetach. Jeśli zaprzeczałeś czemuś z tego lub nie przestrzegałeś każdego pojedynczego nakazu co do joty, byłeś nazywany teoretykiem spiskowym.

Więc załóż maskę, zostań w domu, zachowuj dystans społeczny, używaj wszystkiego, co antybakteryjne, co minutę i daj się wstrzyknąć prionom mRNA, które powodują zapalenie mięśnia sercowego, udary, zakrzepy krwi, bezpłodność i śmierć, albo bądź na zawsze nazwany teoretykiem spiskowym.

Plandemiczny dyktator Fauci z pewnością narzucił wszystkie swoje teorie spiskowe każdemu Amerykaninowi, uniemożliwiając pracę lub chodzenie do szkoły, jeśli nie dostałeś jego śmiertelnych zastrzyków na zakrzepy.

Posłuchaj:

Frazę „teoria spiskowa” należy zmienić na „logiczne założenie”, ponieważ niemal każda z nich okazała się prawdziwa w ciągu ostatnich 25 lat. Spiskowcami byli wszyscy politycy, globaliści, Demokraci, Liberałowie, lekarze, pielęgniarki, farmaceuci, reporterzy, dziennikarze, prezenterzy wiadomości, urzędnicy CDC, „eksperci” od chorób i propagandziści. Prawda boli, podobnie jak białka kolczaste blokujące przepływ krwi. Powodzenia z tym wszystkim.

Sprawdź ClimateAlarmism.news , aby poznać aktualności na temat psychotycznych zwolenników teorii spiskowych, którzy nazywają wszystkich wokół teoretykami spiskowymi.

Panika rodem z kurnika

Panika rodem z kurnika

Autor artykułu Marek Wójcik 18. marca 2025 Ostrzeszów panika-rodem-z-kurnika

Pięć lat temu zaskoczył nas pierwszy ogólnoświatowy lockdown. Wcześniejsza demokracja, jaka była, taka była – dzisiaj z łezką w oku wspominamy otwarte dyskusje publiczne z wieloma uczestnikami i wieloma poglądami na jakikolwiek temat. Teraz mamy front jedności światowej, przynajmniej jeśli idzie o propagowane medialnie poglądy.

Chyba zbyt dosłownie wzięli sobie do serca twórcy ostatniej pandemii określenie „nie róbmy jaj”! Nie dość, że mordują miliony kur, by podnieść ceny na jajka, to chcą jeszcze puścić z torbami mniejszych hodowców drobiu i kontrolować produkcję żywności.

Nosił wilk razy kilka – ponieśli i wilka. Strach – najważniejsze narzędzie globalistów stał się nagle ich własną zmorą.

Nie jest to oczywiście strach przed wirusem, Putinem czy klimatem. Sami to wymyślili, więc się tych bredni nie boją. Opanował ich strach przed utratą kontroli nad światem. To było ich nadrzędnym celem i teraz stoją pod ścianą i mogą jedynie okradać nas na dalsze miliardy euro, siejąc wizję groźnego Putina żądnego krwi Europejczyków.

Cóż to za globalizm ograniczony jedynie do niewielkiego obszaru naszego globu? Europa, Australia, Kanada i kilka mniejszych państw azjatyckich to chyba wszystkie zależne od globalnej kliki rejony świata. A było tak dobrze! Opracowany mozolnie plan podboju świata okazał się utopią. Drogo opłaconą utopią.

Dzisiaj, ta globalna klika przypomina przerażone kurczaki skaczące bez głów po kurniku. Najlepiej widać to po zachowaniu członków Komisji Europejskiej przerażonych wizją pokoju na Ukrainie. Jak to! Wysłaliśmy tyle broni, tyle pieniędzy, żeby podtrzymać te wzajemne mordowanie się przypadkowych ludzi? A miażdżące sankcje na Rosję. Miały wykończyć tego kolosa na glinianych nogach! Gliniane nogi ma, jak się okazało sama UE.

Podczas bombardowania Syrii – rok 2011 – przez demokratyczną Europę i USA, z wystrzelonych setek francuskich rakiet, ani jedna nie trafiła do celu.

I teraz Francja proponuje Europie parasol nuklearny, mając 500 podobnych rakiet wyposażonych w głowice jądrowe! Dla porównania Rosja ma ich ponad 6 tysięcy, a o celności rosyjskich rakiet przekonali się w dramatyczny sposób Ukraińcy oraz sprzymierzeni doradcy wojskowi.

Tworzenie europejskiej armii to cudowny, chociaż mocno spóźniony pomysł. Jest to proces, który wymaga sporo czasu. Efekty tego działania zobaczymy, o ile dojdzie do realizacji, za dziesięć lat. Nie sądzę, żeby panika anty-putinowska przetrwała tak długi okres. Poza tym nie o tworzenie armii tutaj chodzi, lecz o plądrowanie Europy. Aktywa specjalne – tak Unia Europejska nazwała pożyczkę 800 miliardów euro. Proponowałbym wybrać się do banku i złożyć wniosek o przyznanie specjalnych aktywów – zobaczymy, na ile procent zostanie ten dług obarczony.

Zbliża się kolejna porażka globalistów. Okazało się, że większość z ponad 8 tysięcy pardonów – podpisanych przez Bidena ułaskawień zbrodniarzy – zostało podpisane przez komputer.

Zobaczcie porównanie podpisów na czterech z nich:

Sąd rozstrzygnie zgodność tych pardonów z prawem amerykańskim.
Znowu kurczaki, w tym Anthony Fauci, popadają w panikę! Źródło.

Tu jest to ruchome:

https://rumble.com/v6qkexw-joe-bidens-pardons-reveals-they-carry-the-exact-same-autopen-generated-sign.html

Autor artykułu Marek Wójcik

W Generalnej Guberni najbezpieczniej

W Generalnej Guberni najbezpieczniej

 Stanisław Michalkiewicz 18 marca 2025 michalkiewicz

W piątek, 7 marca, tuż przed Międzynarodowym Dniem Kobiet, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda będzie obchodzony szczególnie uroczyście, on sam wygłosił w Sejmie przemówienie, w którym wskazał na konieczność pozostawania całego naszego nieszczęśliwego kraju w służbie bezpieczeństwa, podkreślając, że w tej sprawie wśród tak zwanych „elit politycznych”, od co najmniej 33 lat panuje porozumienie ponad podziałami. To sprawa oczywista, jako że tak zwane „elity polityczne” wywodzą się właśnie z bezpieczeństwa, jeśli nie biologicznie, to incydentalnie. Właśnie wpadła mi w ręce książka pani Alicji Jarkowskiej „Brunatna pajęczyna” o agenturze Gestapo na terenie dystryktu krakowskiego. Charakterystyczne jest, że Autorka podaje bardzo wiele przykładów niemal natychmiastowego przechodzenia konfidentów Gestapo na służbę do UB. Chociaż to są tylko przykłady, Autorka na ich podstawie sugeruje, że była to sytuacja typowa. Jest to jeszcze jedna poszlaka wskazująca, że od 1944 roku historyczny naród polski musi dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, której charakterystyczną, a właściwie konstytutywną cechą jest gotowość do wysługiwania się każdemu, kto jej zaoferuje możliwość dalszego pasożytowania na historycznym narodzie polskim.

Musimy zatem przypomnieć, że u progu transformacji ustrojowej bezpieka, na sugestię „lewicy laickiej”, a konkretnie – Jacka Kuronia – przeprowadziła selekcję kadrową w strukturach opozycyjnych, eliminując „ekstremę” i w ten sposób wyselekcjonowała „stronę społeczną”, z którą potem prowadziła rozmowy w Magdalence i z której udziałem urządziła widowisko telewizyjne pod tytułem „obrady okrągłego stołu”. Ponieważ generał Kiszczak mi się nie zwierzał, to nie wiem, jakimi kryteriami się kierował, ale tego i owego można przecież się domyślać.

Warto tedy przypomnieć, że w latach 80-tych Amerykanie futrowali najpierw naziemną, a po stanie wojennym – podziemną Solidarność za pośrednictwem dwóch kanałów; uważanego za „bezpieczniejszy” kanału watykańskiego, przez który przeszło ok 200 mln dolarów i drugiego, przez Biuro „S” w Brukseli, którym kierował tajny współpracownik SB Jerzy Milewski, a przez które przeszło ok. 400 mln dolarów. Zwłaszcza w tym drugim przypadku bezpieka doskonale wiedziała, kto ile wziął i gdzie schował – i te wiadomości były bardzo przydatne zarówno w wyselekcjonowaniu „strony społecznej”, ja i późniejszym ukształtowaniu demokratycznej sceny politycznej, która na tych zasadach, oczywiście z incydentalnymi modyfikacjami, funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Drugim kryterium było to, że „lewica laicka” wprawdzie w latach 60-tych i 70- tych się zbisurmaniła, ale bezpieka – jak to bezpieka – coś tam musiała przecież wiedzieć, więc wiedziała, że mimo bisurmaństwa, serce ma – jak Stalin przykazał – po lewej stronie. I tak jest do dzisiaj, o czym świadczy choćby to, że Judenrat „Gazety Wyborczej” jest w awangardzie rewolucyjnych przemian , zarówno w sferze płciowej, jak i politycznej.

Po co wracam do tamtych dawnych – ale przecież nadal aktualnych spraw? Po co przypominam o istnieniu polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, której konstytutywną cechą jest gotowość wysługiwania się każdemu, kto jej przynajmniej obieca możliwość dalszego pasożytowania na historycznym narodzie polskim? Dlatego, że właśnie teraz, kiedy wszyscy troszczą się o „bezpieczeństwo”, mamy doskonały przykład takiej sytuacji.

Oto Ameryka pod rządami Donalda Trumpa najwyraźniej przyjmuje do wiadomości, że świat stał się trwale politycznie wielobiegunowy i próbuje się do tej sytuacji akomodować, eliminując ryzyko konfliktu z resztą świata. Mówiąc krótko, wygląda na to, że chce powtórzyć reset w stosunkach amerykańsko-rosyjskich – podobnie, jak 17 września 2009 roku zrobił to prezydent Obama. Jak pamiętamy, w następstwie tego resetu 20 listopada 2010 roku, na szczycie NATO w Lizbonie ogłoszone zostało strategiczne partnerstwo Rosja-NATO – które było najważniejszym elementem nowego porządku politycznego w Europie, jaki po 25 latach od rozpoczęcia jego montowania w 1985 roku, miał zastąpić nieaktualny już porządek jałtański. Czy przypadkiem nie do tego porządku nawiązuje rosyjski prezydent Putin, kiedy w rozmowie telefonicznej z prezydentem Trumpem powiada, że aby zakończyć wojnę na Ukrainie, trzeba usunąć „pierwotne przyczyny” tej wojny?

Warto tedy przypomnieć, że porządek lizboński zakładał podział Europy Środkowej na strefę rosyjską i strefę niemiecką. Polska, jako członek NATO, podobnie jak przyjęte do NATO w 1999 roku republiki bałtyckie, wchodziła do strefy niemieckiej, podczas gdy Białoruś i Ukraina – do strefy rosyjskiej. Wyłożenie w 2014 roku 5 mld dolarów przez prezydenta Obamę na „majdan” na Ukrainie, którego celem było wyłuskanie tego kraju ze strefy rosyjskiej, rozpoczęło konflikt, który prezydent Trump chciałby właśnie zakończyć.

Ja wiem, że się powtarzam, ale chyba nie dość przypominania tamtych wydarzeń w sytuacji, gdy „geopolitycy” przepowiadają, że jak tylko wojna na Ukrainie się zakończy, to Putin zajmie najpierw Litwę, potem Polskę, a potem całą resztę – aż do prastarego Gibraltaru, o którym w 1948 roku mówił Mieczysław Moczar, jako o najdalszych zachodnich rubieżach Związku Radzieckiego. Tymczasem może być zupełnie inaczej, na co wskazuje reakcja Niemiec i Francji na awanturę w Gabinecie Owalnym Białego Domu.

Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje natychmiast zaproponowała, by „Europa” uzbroiła się po zęby, a prezydent Macron – żeby Francja rozciągnęła swój atomowy parasol również na inne kraje sojusznicze. W ten sposób obydwa państwa próbują przybliżyć realizację swego marzenia; Niemcy – by wreszcie powstały europejskie siły zbrojne pod egidą Bundeswehry – no bo niby kogóż innego? – a Francja – żeby w podzięce za rozciągnięcie nad nimi francuskiego parasola, kraje sojusznicze zaczęły jej słuchać. Żeby jednak to marzenie się ziściło, to wojna na Ukrainie musi trwać – a tymczasem prezydent Trump chce położyć łapę na ukraińskich bogactwach, na które Niemcy też mają apetyt.

Dopóki na Ukrainie trwa wojna, dopóty prezydentem jest tam Wołodymir Zełeński, który w związku z tym przez całą „Europę” został uznany za najukochańszą duszeńkę – a przez naszych Umiłowanych Przywódców – niemal za świętość – to będzie próbował kiwać Amerykanów, licząc na Niemcy. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak w Warszawie stanie pomnik Stefana Bandery, a w Krakowie – Romana Szuchewycza – albo odwrotnie, bo nie o to chodzi, gdzie który stanie, tylko – żeby nasz mniej wartościowy naród tubylczy pamiętał, komu bić pokłony – żeby było bezpiecznie. W przeciwnym razie bowiem Berlin poderwie dwumilionową ukraińską diasporę w Polsce do „wołynki” i zrobi wreszcie z nami porządek. Bo przecież chodzi o to, żeby w Warszawie zapanował porządek. Czyż to nie jest „strategia bezpieczeństwa” obywatela Tuska Donalda, który prowadzi nas w stronę Generalnej Guberni?

Stanisław Michalkiewicz

Biden nie podpisał większości dokumentów? Trump: Kto więc był prawdziwym prezydentem?

Afera w USA. Biden nie podpisał większości dokumentów? Trump: Kto był prawdziwym prezydentem?

17.03.2025 nczas/biden-nie-podpisal-wiekszosci-dokumentow-trump-kto-byl-prawdziwym-prezydentem

Donald Trump i Joe Biden podczas debaty. Foto: print screen YT
Donald Trump i Joe Biden podczas debaty. Foto: print screen YT

[Dla naiwnych Polaków „automatyczny długopis” to po prostu jak pieczątka facsimile, ale „nowoczesna” więc tysiące razy droższa. Mirosław Dakowski]

==============

Prezydent USA Donald Trump stwierdził, że „prawdziwym prezydentem USA podczas kadencji Bidena była osoba, która kontrolowała automatyczny długopis” [ang. Autopen]. Post pojawił się po ujawnieniu raportu, wedle którego tzw. automatyczny podpis pojawił się w większości dokumentów podpisanych przez prezydenta Joe Bidena. Sam Biden twierdzi, że nie pamięta podpisywania części z tych dokumentów.

Portal Fox News przypomniał o aferze z początku roku. Spiker Mike Johnson zwrócił uwagę, że na większości dokumentów wykonawczych za prezydentury Bidena widnieje podpis wykonany automatycznym długopisem.

W związku z tym rozgorzała dyskusja na temat tego, kto naprawdę rządził w Białym Domu, gdy formalnie to Joe Biden był prezydentem.

Prezydent USA Donald Trump stwierdził w mediach społecznościowych, że „prawdziwym prezydentem USA podczas kadencji Bidena była osoba, która kontrolowała automatyczny długopis”. W Truth Social zamieścił też zdjęcie mające przedstawiać ostatnich prezydentów USA.

Na pierwszym znajduje się oficjalne zdjęcie Donalda Trumpa z jego pierwszej kadencji, zaś na trzecim jego zdjęcie z drugiej kadencji.

Pomiędzy natomiast znajduje się zdjęcie automatycznego długopisu Bidena.

End Wokeness @EndWokeness Trump just posted and pinned this:

Zdjęcie

848,1 tys. wyświetleń

[Jednak po naszemu, to

Trump podniósł publicznie problem automatycznych podpisów w trakcie przemówienia w Gabinecie owalnym w piątek na temat wydatków NATO.

Ten człowiek był zupełnie niekompetentny. Wystarczy spojrzeć, podpisuje się automatycznym długopisem. Kto podpisywał to wszystko automatycznym długopisem? Kto pomyślałby o podpisywaniu ważnych dokumentów automatycznym długopisem? – pytał Trump obecnych reporterów.

– To są ważne dokumenty, które podpisujesz, jesteś dumny z podpisania, a mimo to masz swój podpis na czymś i za 300 lat mówią „o, spójrz”. Czy możesz sobie wyobrazić, że wszystko podpisywało się automatycznym długopisem? Prawie wszystko. Nikt nigdy o czymś takim nie słyszał. To nigdy nie powinno się wydarzyć – kontynuował prezydent USA.

Sprawa wywołała wielkie emocje. Wiele osób poparło zarzuty Donalda Trumpa, wskazując na ignorowanie przez Demokratów stanu Joe Bidena, który przez znaczną część kadencji wyraźnie nie kontaktował z rzeczywistością.

Post wywołał burzę w mediach społecznościowych, a wielu poparło Trumpa, ponieważ Demokraci stanęli w obliczu reakcji z powodu oskarżeń o zignorowanie obaw Bidena o zdrowie i tuszowanie sprawy do końca jego kadencji.

Wiceprezydent JD Vance również udostępnił zdjęcie na X bez żadnego komentarza.

„Skorumpowany establishment rządził krajem w latach 2021–2025. Kto kontrolował automatyczny długopis Bidena?” – zapytał wicegubernator Missouri David Wasinger.

Elon Musk także skomentował zdjęcie, za pomocą emotikonek.

Fox News Digital skontaktowało się z zespołem Bidena w sprawie posta Trumpa i automatycznego długopisu. Odpowiedzi nie udzielono.

W nowym raporcie opublikowanym przez Heritage Foundation ujawniono, że większość oficjalnych dokumentów podpisanych przez Bidena używała tego samego podpisu automatycznym długopisem. Wywołało to ponownie obawy co do stanu umysłowego byłego prezydenta oraz zrodziło pytania, czy Biden „rzeczywiście nakazał podpisywanie odpowiednich dokumentów prawnych”.

„KTO KONTROLOWAŁ AUTOMATYCZNY DŁUGOPIS, KONTROLOWAŁ PREZYDENCJĘ” – napisano na profilu Oversight Project.

„Zebraliśmy wszystkie dokumenty, jakie udało nam się znaleźć z podpisem Bidena w trakcie jego prezydentury. Wszystkie używały tego samego podpisu automatycznym długopisem, z wyjątkiem ogłoszenia, że ​​były prezydent wycofuje się z wyścigu w zeszłym roku” – dodano, załączając przykłady zdjęć.

Oversight Project opublikował trzy przykłady pokazujące podpis Bidena, w tym dwa rozporządzenia wykonawcze i ogłoszenie prezydenta o wycofaniu się z wyścigu prezydenckiego w 2024 roku. Podpis na dwóch rozporządzeniach wykonawczych, z których jedno zostało podpisane w 2022 roku, a drugie w 2024 roku, zawierał ten sam podpis, który wyglądał jak linia, po której następowało „R. Biden Jr.”.

Kwadratowe zdjęcie profilowe

Oversight Project @OversightPR

Autopen Update We analyzed Biden’s Jan. 19, 2025 „pardons” for: -Biden Family Members -Anthony Fauci -General Milley -J6 Committee -Gerald Lundergan They all have the same exact Biden autopen signature

Kwadratowe zdjęcie profilowe

Oversight Projec @OversightPR 10 mar

Biden Autopen Pardons on VACATION? Who is behind this autopen on 12/30/2022 that pardoned six criminals (with the exact same autopen signature) while Joe Biden was vacationing and golfing in the U.S. Virgin Islands? Note they all say they are „Signed in the City of x.com/OversightPR/st…

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

2,6 mln wyświetleń

Ściema która sparaliżowała medycynę!

Ściema która sparaliżowała medycynę!

==================

[Nie wiem gdzie jest prawda, ale takich argumentów nie wolno tłumić. M. Dakowski]

=================

Anthony Ivanowitz .pospoliteruszenie.org/Sciema

Skoro wirusy to martwe „byty”, (o czym informują tak zwani wirusolodzy) to „kogo” konkretnie niszczą leki anty wirusowe, skoro wirusy już są martwe? Zabijają je po raz kolejny?


A ile razy trzeba zabijać wirusa, aby go ostatecznie …zabić?
Czy już po przeczytaniu tego zdania nie odnosisz wrażenia „dobry człowieku”, że ktoś robi cię w konia?


Tak zwani wirusolodzy twierdzą, że wirusy można sobie obejrzeć pod mikroskopem elektronowym, co jest dowodem, że one istnieją!

Rzeczywistość jest inna: za pomocą mikroskopu elektronowego można co najwyżej zniszczyć wirusy, przy założeniu, że one istnieją.


Otóż aby z materiału biologicznego pobranego na przykład ze śliny człowieka, wyizolować wirusa na przykład grypy, to we współczesnych realiach technicznych  jest to po prostu niemożliwe!
Pobrany materiał biologiczny do badań i przeniesiony poza organizm człowieka, zaczyna „żyć własnym życiem”: jest natychmiast kolonizowany przez zarodniki grzybów, pleśni, bakterii z otoczenia, osiadają na nim pyły i zanieczyszczenia chemiczne zawarte w powietrzu, pyłki kwiatowe,itp., itd.
Z każdą minutą „zupa biologiczna” zaczyna gęstnieć i wyłowienie z niej „tego czegoś” (w dodatki nie nie wiadomo czego) jest niemożliwe.


Po pierwsze najpierw należałoby określić czego szukamy:  otóż szukamy mikroorganizmu który powoduje konkretną chorobę.  To wymagałoby niezliczonej ilości doświadczeń, gdyż każdy  znaleziony (na przykład w ślinie)  „element” należałoby sprawdzić czy to on powoduje chorobę.

Już to jest technicznie niewykonalne z uwagi na nieprawdopodobną ilość drobnoustrojów pływających w biologicznej zupie, oraz równie ogromnej ilości „wtrąceń” obcych które przedostały się do biologicznej zupy, już poza organizmem człowieka.

Brak możliwości technicznych zapanowania nad życiem biologicznej zupy pokazują współczesne doświadczenia producentów szczepionek. Dysponując najnowocześniejszą aparaturą nie są w stanie zapewnić takiej sterylności warunków produkcji, aby wykluczyć nie kontrolowane namnażanie się w niej kolonii grzybów.
Dlatego do mikstur szczepionkowych w pierwszej fazie produkcji dodają silą truciznę (rtęć), aby zapobiec namnażaniu się grzybów.

Identyczny problem (tylko jeszcze poważniejszy) istnieje z przypadku wirusów: są one tak małe, że dopiero milionowe powiększenia pod mikroskopem elektronowym pozwalają je (teoretycznie!) dostrzec. Ale to teoria! Żadnych wirusów pod mikroskopem nie dostrzeżemy, o czym poniżej.

Po pierwsze jak konkretne wirusy  wyizolować z biologicznej zupy, skoro im większe powiększenie tym więcej widzimy w niej elementów? Jak odróżnić konkretnego wirusa od innego, albo i od jakieś innej cząstki biologicznej, albo wtrącenia obcego??

Jest to techniczne nie wykonalne! Tak zwane wirusy to -teoretycznie-martwe tkanki które organizm człowieka usuwa jak zbędne. Nie ma ani jednego zdjęcia konkretnego wirusa, Pokazywane w mediach zdjęcia niby wirusów, to w istocie wielokrotnie powiększone zdjęcia pyłków kwiatowych. Mają one powtarzalne kształty i rozmiary, więc łatwo mamić ludzi, ze to są konkretne wirusy.


Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej gdybyśmy chcieli zobaczyć wirusa pod mikroskopem elektronowym. Kluczowym etapem przy pracy z mikroskopem elektronowym jest przygotowanie próbki materiału który chcemy w powiększeniu obejrzeć.

Załóżmy, że chcemy obejrzeć wirusy grypy, które ponoć „pływają” w ślinie osoby chorej.

Osobom młodym, wykształconym z dużych miast może się wydawać, że wystarczy kropelkę śliny włożyć pod okular mikroskopu, zaś ten pokaże nam w milionowym powiększeniu wirusy.

Nic bardziej mylnego!

Przyjrzyjmy się metodologii przygotowania próbek do badań mikroskopem elektronowym. Niech tą próbką będzie ślina pobrana od osoby chorej na grypę.




„...Przygotowanie próbki do badania pod mikroskopem elektronowym przebiega w kilku etapach i wymaga kolejnego użycia różnych typów odczynników. Pierwszym etapem jest utrwalanie pobranego materiału w aldehydzie glutarowym albo jego mieszance z formaldehydem. Dla zapewnienia pH możliwie zbliżonego do naturalnego dla danej badanej próbki należy wykorzystać odpowiedni preparat w postaci np. buforu kakodylowego, fosforanowego czy Tris/HCl, albo HEPES/HCl, w którym rozpuszcza się utrwalacz.

Po procesie utrwalania prowadzonym nierzadko w obniżonej temperaturze dla zwolnienia procesów metabolicznych niezbędne jest wypłukanie utrwalacza za pomocą użytego wcześniej buforu, czyli np. kakodylanu sodu. Następnym krokiem jest przeprowadzanie utrwalania wtórnego w postaci osmowania w czterotlenku osmu rozpuszczonym w buforze lub wodzie destylowanej. Po osmowaniu wykonuje się odwadnianie alkoholem lub acetonem. Dla ochrony próbki przed uszkodzeniami mechanicznymi zatapia się ją w żywicy epoksydowej lub akrylowej.

Ostatnim etapem jest trymowanie próbki oraz umieszczenie jej w ultramikrometrze w celu pocięcia. Próbki w zależności od swego rodzaju są umieszczane na specjalnych siatkach miedzianych albo złotych lub niklowych z odpowiednim dla samego preparatu i celu badania filmem, np. krzemionkowym bądź węglowym albo odpowiednią membraną. Próbka może też być dodatkowo skontrastowana roztworem octanu uranylu albo cytrynianu ołowiu….”

Więcej na temat przygotowania próbek do badań pod mikroskopem elektronowym tutaj: https://www.unimarket.net.pl/blog/jakie-odczynniki-sa-stosowane-w-mikroskopii-elektronowej


Jeśli założymy, że w ślinie osoby chorej na grypę znajdują się wirusy, ( a więc bardzo nietrwałe, martwe struktury białkowe) , to co z tych wirusów pozostanie po poddaniu ich opisanej wyżej procedurze?
Czy one rozpadną się na jakieś inne cząstki białkowe, czy wejdą w reakcje chemiczne z użytymi odczynnikami i co w wyniku tych reakcji powstanie?

Jaki wpływ na wirusy będzie miał silny strumień elektronów który zostanie przepuszczony przez próbkę? Niesie on z sobą duża energię.  Energia ta jest tak duża, że potrafi nagrzać probkę do 170 st. Celsjusza.  Zazwyczaj po badaniu próbki  nie nadaje się już ona do powtórnego badania, gdyż została uszkodzona w pierwszym badaniu. Jak ta energia wpłynie na strukturę wirusów i czy one w ogóle przetrwają?
Pytanie jest retoryczne,  każde białko zostanie w tak wysokiej temperaturze zniszczone! A więc również hipotetyczne wirusy.

Załóżmy na moment, że obraz mikroskopowy pokazuje wirusy. Ale oprócz wirusów pokazuje on miliony innych cząstek zarówno tych które były w próbce śliny jak i tych które do próbki zostały wprowadzone podczas jej przygotowania.
Które z tych kropek, kresek, przecinków, wężyków (itp.) to wirusy? A które to wtrącenia obce?

Aby w obrazie mikroskopowym rozpoznać wirusy, musielibyśmy wcześniej wiedzieć jak one wyglądają i czym się jedne wirusy (na przykład grypy) różnią od innych, na przykład odry. A tego nie wiemy!

Tak więc za pomocą mikroskopu elektronowego ani nie możemy potwierdzić istnienia wirusów ani nie możemy tego wykluczyć!!
Prawdziwa nauka takimi przypadkami (których nie daje się zweryfikować doświadczalnie) się nie zajmuje!

Jak z tego dylematu wybrnęli współcześni szamani zwani wirusologami? Oszustwem! Pokazują oni w mediach i swoich pracach jako zdjęcia wirusów….powiększone obrazy pyłków kwiatowych, czyli kolorowe piłeczki z kolcami i oszukują, że są to zdjęcia wykonane pod mikroskopem elektronowym!

Wiedząc, że weryfikacja istnienia wirusów za pomocą mikroskopów elektronowych jest niemożliwa, oszuści zwani wirusologami wpadli na iście komediowy, oszukańczy sposób: pośredniego dowodzenia istnienia wirusów.

Prekursorem tej metody dowodzenia istnienia bytów których nie ma, jest nasza poetka Maria Konopnicka. To ona pierwsza zauważyła istnienie krasnoludków, których co prawda nikt nigdy na oczy nie widział, ale są nie podważalne dowody pośrednie na ich istnienia.

Tym pośrednim dowodem na istnienie krasnoludków jest…kwaśnienie mleka! Dlaczego ono kwaśnieje? Gdyż pod osłoną nocy do mleka szczą krasnoludki!
Podobne dowody na istnienie wirusów przedstawiają wirusolodzy.

Oto jeden z tych dowodów pośrednich.


Skoro nie ma możliwości technicznych wyizolowania wirusa ani obejrzenia go pod mikroskopem elektronowym, to trzeba przyjąć „na wiarę” (co zwane jest konsensusem naukowym) , że w biologicznej zupie (próbce pobranej do badań, na przykład w ślinie, czy śluzie z nosa) osób chorych pływają wirusy! A kto nie przyjmie tej „wiary” jest płaskoziemcą” i szurem.  I na tej „wierze” opiera się współczesna medycyna!

A jak udowodnić pośrednio, że wirusy pływają w biologicznej zupie osób chorych, skoro inne metody udowodnienia zawodzą?

Ano jeśli w biologicznej zupie pływają wirusy, to (teoretycznie) wywołują one choroby, na tej samej zasadzie jak szczyny krasnoludków wywołują kwaśnienie mleka.
Teraz trzeba „udowodnić”, że to wirusy spowodowały chorobę.


Co więc robią wirusolodzy?

Wpuszczają do biologicznej zupy w której  teoretycznie są wirusy (na przykład do śliny osoby chorej) dwa antybiotyki, (gentamycynę i amfoterycynę, znane jako toksyczne dla nerek.) które mają zabić obecne w zupie „wtrącenia” żywe. Po tym zabiegu w zupie pozostają już (teoretycznie!) tylko same martwe wirusy i martwe „wtrącenia” obce.

I teraz (uwaga, uwaga!)mamy gwóźdź programu.

Aby udowodnić, że martwe wirusy (a co z martwymi wtrąceniami?) są zabójcze i powodują chorobę, potraktowaną antybiotykami miksturę podaje się żywym tkankom pobranym z nerek małp, gdyż są one bardzo wrażliwe na toksyny.. Tkanki małp obumierają, co jest dowodem na toksyczność wirusów. A więc mleko kwaśnieje, gdyż oddały do niego mocz krasnoludki!

Szwindel ten jest grubymi nićmi szyty, gdyż obumieranie tkanek nerek małp powodują nie wirusy tylko antybiotyki co kilku naukowców udowodniło!


Koncepcja wirusów które powodują choroby została obalona w bardzo wielu eksperymentach medycznych.



W 1918 r. u szczytu epidemii hiszpańskiej grypy zespoły medyczne z Bostonu i San Francisco przeprowadziły próby mające na celu zademonstrowanie zaraźliwej natury grypy. Zakończyły się one całkowitą i głośną porażką.


Zebrali wydzieliny śluzowe z ust, nosa, gardła i oskrzeli chorych na grypę w różnych stadiach choroby i przenieśli je do nosa, gardła i oczu setek zdrowych ochotników. Wstrzyknęli krew chorych pacjentów z grypą zdrowym ochotnikom. Zdrowi ochotnicy siadali bardzo blisko „nos w nos” z ciężko chorymi pacjentami na grypę, rozmawiali ze sobą, a następnie pacjent zakasłał pięć razy bezpośrednio w twarz ochotnika. Żaden z wolontariuszy nie zachorował w żaden sposób.

Wyniki eksperymentów w USA opublikowane w czasopiśmie American medical association, Boston Medical and Surgical Journal i raportach zdrowia publicznego
https://greatmountainpublishing.com/wp-content/uploads/2020/10/Experiments-on-Flu-Spread-by-Rosenau.pdf

Dr. Fraser był bakteriologiem na Uniwersytecie w Toronto, a dr Powell był profesorem bakteriologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Współpracowali nad serią eksperymentów w latach 20. i 30. XX wieku, w których próbowali udowodnić lub obalić teorię zarazków chorób. Teoria zarazków mówi, że choroby zakaźne są spowodowane przez mikroorganizmy, takie jak bakterie, wirusy, grzyby i pasożyty.


Dr Fraser i dr Powell przeprowadzili kilka eksperymentów, w których wstrzykiwali sobie i innym ochotnikom duże dawki różnych zarazków, takich jak tyfus, cholera, błonica, tężec, gruźlica, syfilis i grypa. Narażali się także i innych na zanieczyszczoną wodę, żywność, powietrze i krew. Twierdzili, że żadne z tych narażeń nie spowodowało żadnej choroby ani objawów, i że pozostali zdrowi i odporni.


Doszli do wniosku, że zarazki nie są przyczyną choroby, lecz raczej wynikiem stanu chorobowego organizmu. Uważali, że choroba jest spowodowana przez czynniki wewnętrzne, takie jak toksyny, niedożywienie, stres i zaburzenia emocjonalne.

Dr Frasier i dr Powell opublikowały swoje wyniki w kilku czasopismach i książkach, tаkich jak : „Bakteriologiczny świat” (1926), „Błędność współczesnej medycyny” (1931) i „Prawda o drobnoustrojach” (1938). Wygłaszali także wykłady i demonstracje dla publiczności i środowiska medycznego, w których kwestionowali ortodoksyjne poglądy na temat przyczyn i zapobiegania chorobom.

Popierali naturalne metody leczenia, takie jak dieta, higiena, ćwiczenia fizyczne, świeże powietrze, światło słoneczne i równowaga psychiczna.


Proponuję obejrzeć poniższe filmiki, w sposób łopatologiczny obnażają one kłamstwo wirusowe.



„WIRUS UROJONY”
CZĘŚĆ 1 – „Geneza i mechanizm zwiedzenia” – https://www.bitchute.com/video/1l84JnH7VWWb/
CZĘŚĆ 2 – „Wiwisekcja mitu” – https://www.bitchute.com/video/JD9brl478zBF/
CZĘŚĆ 3 – „Oszustwo AIDS” – https://www.bitchute.com/video/aAqH5lxPpcfm/
CZĘŚĆ 4 – „Gdzie są dowody?” – https://www.bitchute.com/video/oOKeJN6Pol1X/
Dodatek o Covid-19 – https://www.bitchute.com/video/Xojz9f8vIDoe/


I takim oto prostymi szwindlami sprowadzono medycynę w ślepy zaułek, co było możliwe tylko i wyłącznie dlatego, że teoria infekcyjności Pasteura i jego kontynuatorów, umożliwiła firmom farmaceutycznym obrabowanie ludzi na całym świecie, pod pozorem ich leczenia z wirusów i bakterii!

Rabunek trwa nadal i trwać będzie, gdyż prawie 100% ludzi nie ma świadomości jak robiona jest w konia! Próba wytłumaczenia im jak jest naprawdę zawsze kończy się medialną nagonką na „naukowego oszołoma” który odważy się zauważyć i upublicznić szwindel „wirusowy”.

Po takiej medialnej „obróbce” danego „oszołoma” jest on skończony w świecie „nauki” , co stanowi ostrzeżenie dla innych by „siedzieć cicho”!

Wirusowa ściema umożliwiła rozpętanie ogólnoświatowej histerii pandemii covid-19, na co dała się nabrać prawie cala światowa populacja ludzi!
Za swoją naiwność i intelektualne lenistwo, ludzie ci płacą teraz straszliwą cene: zostali pokaleczeni i pozabijani tak zwanymi szczepionkami, które miały ich chronić przed wirusami, a więc bytami których istnienie nikt nie udowodnił i nigdy nie udowodni.





Po raz pierwszy w historii ludzkości brak wiedzy i intelektualne lenistwo karane  jest karą śmierci lub kalectwa!

[Tyle, że to jedni mają „brak wiedzy”, a inni umierają.. md]


Anthony Ivanowitz 17.03.2025r. Www.pospoliteruszenie.org

Trump a użycie auto-długopisu zamiast Bidena. Rozporządzenia wykonawcze „Bidena” mogą nie być ważne

Prezydent Donald Trump twierdzi, że rozporządzenia wykonawcze i ułaskawienia Joe Bidena mogą nie być „ważne”, ponieważ używano [kro? md] podpisu auto-pen, co budzi dalsze obawy o pogorszenie funkcji poznawczych Bidena.

PALM BEACH, Floryda (WND News Center) – Prezydent Donald J. Trump w niedzielę ponownie zwrócił uwagę na zarzuty, że niektóre z rozporządzeń wykonawczych i ułaskawień Joe Bidena mogą nie być ważne z powodu jego pogorszenia funkcji poznawczych, jak Trump opublikował na Truth Social zdjęcia najnowszych głównodowodzących, z oficjalnym portretem Bidena wyświetlającym urządzenie do podpisu autopen. [Nowszy rodzaj facsimile md]

W piątek podczas przemówienia w siedzibie Departamentu Sprawiedliwości USA w Waszyngtonie Trump głośno wyraził swoje obawy dotyczące użycia przez Bidena automatycznego pióra, mówiąc:

„Nieuczciwy Joe Biden wpakował nas w prawdziwy bałagan z Rosją i wszystko inne, co zrobił, szczerze mówiąc, ale nie wiedział o tym i, ogólnie rzecz biorąc, podpisał to autopenem. Skąd więc miałby wiedzieć? …

=======================

Zieloni propagandyści nie mają zielonego pojęcia o energetyce [zmienione]

Zieloni propagandyści nie mają zielonego pojęcia o energetyce – ale zielone banknoty przytulają chętnie?

Mirosław Dakowski, 17 marca 2025

Czytelnicy przysyłają mi dość często „rewelacyjne artykuły” o rewolucjach w energetyce. Opowiem tu o kilku takich przełomowych rozwiązaniach. Resztę, podobnie przełomowych i rewelacyjnych proszę samemu wrzucać do kosza, bez pytania mnie o zdanie.

Brednia I

O tym, że świat energetyki stanie na głowie, bo naukowcy dokonali niesamowitego odkrycia.

Umieszczę parę cytatów. Piszą:

Naukowcy dokonali niemożliwego z odpadami jądrowymi. Świat energetyki stanie na głowie.

https://www.focus.pl/artykul/technologia-watss-zamiana-odpadow-jadrowych

Czy odpady jądrowe mogą stać się rozwiązaniem zamiast problemem? Firma Moltex Energy twierdzi, że tak. Dzięki technologii WATSS zużyte paliwo atomowe może zyskać drugie życie i zasilić reaktory nowej generacji.

Odpady jądrowe od dekad stanowiły jedno z największych wyzwań dla przemysłu energetycznego. Tradycyjnie były postrzegane jako problem wymagający kosztownego i długoterminowego składowania w bezpiecznych magazynach. Jednak w dobie rosnącego globalnego zapotrzebowania na energię jądrową oraz rozwoju nowych technologii pojawia się rozwiązanie, które może zrewolucjonizować sposób zarządzania odpadami nuklearnymi.

Firma Moltex Energy Canada Inc. opracowała technologię Waste to Stable Salt (WATSS), która zmienia dotychczasowe podejście do zużytego paliwa jądrowego. Innowacyjność tej metody polega na tym, że zamiast traktować odpady jako długoterminowe zagrożenie, można przekształcić je w cenne paliwo do ponownego wykorzystania. W praktyce oznacza to, że nawet 90 proc. materiałów transuranowych zawartych w zużytym paliwie można odzyskać i zamienić w stabilne sole paliwowe, które mogą zasilić reaktory nowej generacji.

To wszystko oznacza, że zużyte paliwo przestaje być jedynie odpadem – zamiast tego staje się cennym zasobem, gotowym do dalszego wykorzystania w elektrowniach jądrowych. [Tu bełkocik jeszcze bardziej propagandowy, opuszczam md]

Moltex planuje pierwsze pełnowymiarowe wdrożenie WATSS w elektrowni Point Lepreau w Nowym Brunszwiku, gdzie również zamierza uruchomić reaktor SSR-W na początku lat 30. XXI wieku. Jeśli technologia ta zostanie zaadaptowana na szerszą skalę, może stać się kluczowym elementem przyszłości bezpiecznej, zrównoważonej i wydajnej energetyki jądrowej.

Napisane przez Marcin Powęska Biolog, dziennikarz popularnonaukowy, redaktor naukowy

=====================

Powęska który przedstawia się jako biolog, zapewne z wykształcenia, – człowiek ten naprawdę nie rozumie, że dziennikarz ma obowiązek pisać prawdę a nie powtarzać jakieś reklamowe brednie.

Przecież odpady reaktorów jądrowych czyli to, co nazywa się „wypalonym paliwem”, w rzeczywistości prawie cała radioaktywność tych prętów pochodzi z fragmentów rozszczepienia. W wypalonym paliwie są setki [czy pewnie tysiące raczej] najróżniejszych ułomków jąder, które przez to, że powstały z rozszczepienia uranu czy plutonu mają z punktu widzenia jądrowego bardzo dziwaczną ilość [nadmiar] neutronów w stosunku do protonów. Są to izotopy szalenie radioaktywne, o bardzo różnych energiach emitowanych promieni gamma czy beta [to elektrony] i o bardzo różnych czasach życia. Przez te już 60, lat od powstania w zalążków energetyki jądrowej fizycy i inżynierowie próbują, co się z tymi odpadami zrobić. Na razie nigdzie na świecie nie ma składowiska odpadów „gorących”, zabezpieczającego przed katastrofą na miarę Kisztymu [zob.] choćby na 500 czy try7siąc lat. A energię trzeba wkładać w chłodzenie tego badziewia.

Więc to że jakaś firma potrafi trochę inaczej niż dotychczas wymyślić, jak oddzielać pierwiastki najcięższe, to znaczy uran, pluton i trans-plutony, praktycznie nie zmienia nic w naszych kłopotach związanych z tym co zrobić z wypalonym paliwem. Już kilkadziesiąt lat istnieją zakłady przetwarzania wypalonego paliwa, w których trochę inną pewnie metodą oddziela się izotopy najcięższych pierwiastków od pochodnych fragmentów rozszczepienia.

Taki zakład istnieje we Francji w miejscowości La Hague. Zdarzają się tam wypadki śmiertelne, np. jeden z moich znajomych zginął w torturach po otrzymaniu dużej dawki promieniowania a przedtem tam pracował.

Podobny zakład utylizacji wypalonego paliwa został zamknięty po katastrofie w Fukushima [2011] w Japonii. W ogóle zakłady w ten czy inny sposób oddzielające uran i trans-urany nie tylko nie likwidują problemów – co zrobić z wypalonym paliwem, ale nawet nie redukują tego problemu. A tu jakiś pan trąbi o „wielkich osiągnięciach”.

Brednia II

Cytuję:

Radioaktywne odpady z problemu stają się skarbem. Ten akumulator to przyszłość.

Naukowcy opracowali technologię, która może całkowicie zmienić sposób, w jaki postrzegamy energię jądrową. To odkrycie otwiera drzwi do zastosowań, które jeszcze niedawno wydawały się niemożliwe. Jak działa ten nowatorski akumulator i dlaczego budzi tak duże emocje?

Podczas eksperymentu przeprowadzonego w Laboratorium Reaktorów Jądrowych Uniwersytetu Stanowego w Ohio urządzenie zasilane przez cez-137 wygenerowało moc 288 nanowatów. Wynik ten wzrósł do 1,5 mikrowata, gdy jako źródło promieniowania zastosowano kobalt-60

https://www.focus.pl/artykul/akumulator-na-odpady-radioaktywne Marcin Powęska

———————————————-

MD: Inną z takich rewelacji jest zastosowanie promieniowania [gamma] cezu czy kobaltu do tworzenia źródeł energii. Osobom mniej zorientowanym przypomnę, że nanowat to jest jedna miliardowa część Wata. Chyba nawet dla dzieci które dopiero poznają tajniki rzędów wielkości, bzdura tych argumentów i tego artykułu jest oczywista. Dlaczego jednak autorzy publikują, otrzymują za takie brednie pieniądze?

Dalej leją wodę. Mętną.

Brednia III

https://www.cire.pl/artykuly/serwis-informacyjny-cire-24/francja-w-2023-rozpocznie-nowy-plan-jadrowy

Francja w 2023 rozpocznie nowy plan jądrowy – ATOM

[MD: Na początku obowiązkowy zaśpiew „zielonych przykazań” :

Utrzymanie wysokiego poziom dekarbonizacji, przy dużej zmienności na rynku energii elektrycznej, jest dla Francji priorytetem. By temu sprostać, kraj przygotowuje się do uruchomienia nowego planu jądrowego w 2023 r., poinformowała na początku stycznia w Senacie Bérangère Abba, sekretarz stanu przy Ministrze ds. transformacji ekologicznej

Według Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej udział Francji w produkcji energii jądrowej wynosi około 70 proc. – więcej niż w jakimkolwiek innym kraju – ale planuje zmniejszyć go do 50 proc. do 2035 r. Francja ma flotę 56 reaktorów komercyjnych, ustępując tylko USA, które mają 93 bloki jądrowe.

Francuski państwowy koncern energetyczny EDF przedstawił rządowi swoją propozycję budowy sześciu reaktorów w technologii EPR. Celem jest zastąpienie 12 elektrowni jądrowych, które zostaną zamknięte do 2035 r. Plan miałby być realizowany w latach 2035-2037. Koszt inwestycji wyniesie 50 mld euro.

Nowe reaktory EPR2 mają być ulepszonymi wersjami modelu EPR zaprojektowanymi przez EDF i Framatome, wyjaśniła sekretarz podczas debaty z senatorami na temat bezpieczeństwa jądrowego.

Przewidujemy harmonogram składania dokumentacji około 2023 r., w celu uruchomienia w latach 2035-2037. EDF przedłożył warianty bezpieczeństwa EPR2 francuskiej Radzie Bezpieczeństwa Jądrowego (ASN), która zatwierdziła te zasady. Mamy zatem ramy i informacje zwrotne na temat tych pierwszych EPR – dodała sekretarz ds. transformacji ekologicznej

Dyrektor naczelny EDF Jean-Bernard Lévy powiedział we wtorek 4 stycznia, że „pilne” jest rozpoczęcie „konkretnych działań”. Według niego najpilniejszą sprawą jest nadanie dynamiki budowie reaktorów w Penly, miejscowości w departamencie Seine-Maritime w Normandii, gdzie ma powstać pierwsza para nowych EPR-ów.

Obecnie Francja buduje na swoim terytorium tylko jeden reaktor EPR nowej generacji, we Flamanville. Z budową wiąże się jednak wiele problemów i niepowodzeń, które spowodowały nie tylko ogromne opóźnienia (miał zostać oddany do użytku w 2012 r.), ale i znaczący wzrost kosztów inwestycji. [—]

Berlin wychodzi jednak z założenia, że w Europie jest w mniejszości, co potwierdziła Anna Lührmann, niemiecka sekretarz ds. europejskich i członkini Partii Zielonych. Powiedziała ona: „Dzięki temu będziemy mogli skupić się na kwestiach, które chcemy (wspólnie) rozwijać, a jest ich wiele, jeśli spojrzeć na projekty francuskiej prezydencji w UE: od ochrony klimatu, przez zrównoważone inwestycje, po kwestię europejskiej suwerenności strategicznej”.

[znów ten zaśpiew. md]

————————-

Mój komentarz [MD}:

Biedny gryzipiórek pisze, że „udział Francji w produkcję energii jądrowej wynosi około 70%.”.

Jest to tylko przejęzyczenie, bo to udział energii jądrowej w produkcji energii we Francji wynosi około 70 -75%. To jest możliwe, że biedny człowiek no… zupełnie nie rozumie tekstu, który pisze?

Tymczasem przytoczone przykłady, to znaczy francuski model reaktora projektowany więcej niż 25 lat temu był z ogromnymi opóźnieniami budowany we Flamanville. Koszt jego również wzrósł w tym czasie kilkakrotnie. Jedyny miejsce gdzie tego typu reaktor próbowano zbudować to Finlandia W prasie poważnej były wielokrotnie sygnalizowane i analizowane opóźnienia dochodzące już do kilkunastu lat oraz kilkakrotny wzrost kosztów.

Pan biolog-żurnalista na pewno – nie zadał sobie trudu, żeby na ten temat coś poczytać ,tylko pisze tak jak mu nakazuje, no.. chyba nie Oficer – ale redaktor płacący[z firmy, która reklamówkę zamówiła],.

Już przed 35 laty, około 1990 roku naśmiewaliśmy się my, polscy energo-analitycy, naśmiewaliśmy się z tego, że z powodu EJ zadłużenie Electricite de France, czyli EDF wynosiło wtedy 42 miliardy dolarów. Związane to było z budową energetyki jądrowej nakazaną przez prezydenta de Gaulle’a. Ale zadłużenie to – jak powtarzam jednego przedsiębiorstwa – było właściwie takie same jak całe zadłużenie PRL-u, z rezultatami którego wtedy się zmagaliśmy po kilkudziesięciu latach straszliwej eksploatacji Polski przez komunistów.

Elektrownia czy reaktory we Flamanville to jest antyreklama reaktorów EPR, a przez biednego żurnalistę opisywana jako reklama

Por.: W Finlandii ruszają reaktor EPR zaprojektowany przed dwoma dziesięcioleciami. Koszty w stosunku do planowanych wzrosły czterokrotnie. Dinozaur.

===============================

Brednia IV

Trąbią i bezczelnie bredzą:

Chiny znalazły „nieskończone źródło energii”. Złoża mogą starczyć na wieki

https://zielona.interia.pl/eko-technologie/energetyka/news-chiny-znalazly-nieskonczone-zrodlo-energii-zloza-moga-starcz,nId,21319746

[md: No tak, to „Zielona interia”, to może tłumaczy część natężenia bredni]

Jeśli uda się w pełni wydobyć złoża toru odkryte w Chinach, może on zapewnić energię dla kraju na następne 60 tys. lat. Rzadki pierwiastek może zostać użyty w nowym typie reaktorów. Ich testy mają się wkrótce rozpocząć na pustyni Gobi. To niemal nieskończone źródło energii.

[—] W Chinach może się znajdować nawet 233 stanowisk bogatych w tor – wynika z badań, które niedawno ujrzały światło dzienne. Jak podaje „South China Mining Post”, pełne wydobycie może przynieść nawet milion ton cennego, rzadkiego pierwiastka.

Chiny natrafiły na ogromne złoża toru [—]


„Od ponad wieku narody walczą ze sobą o paliwa kopalne. Okazuje się, że nieskończone źródło energii przez cały czas było zaraz pod naszymi stopami” – mówi w rozmowie z „SCMP” geolog, który pragnął zachować anonimowość.[Nic dziwnego, bo by go koledzy palcami pokazywali, idiotę. md]

Złoża toru są dla Chin świetną wiadomością, bo kraj od 2011 r. rozwija technologię reaktorów wykorzystujących ten pierwiastek. Są one chłodzone stopionymi solami. Pierwszy taki reaktor ma powstać na pustyni Gobi, budowa powinna rozpocząć się w tym roku. [Hi, hi.. Od 2011 rozwijają, a budowa dopiero teraz,,]

Reaktory torowe mogą zasilić Chiny przez tysiące lat. Ale potrzebne będą ogromne pieniądze.

Tor może być też wykorzystywany jako alternatywa dla uranu (lub jego źródło) w energetyce jądrowej. Kompleksowy program wykorzystania tego pierwiastka w reaktorach opracowano już w latach 50. XX w. w Indiach.

„South China Mining Post” nieco studzą jednak optymizm dotyczący odkrycia Chińczyków. „Skomplikowana natura wydobycia i obróbki toru będzie wymagać najnowocześniejszych technologii i znaczących nakładów inwestycyjnych” – [Szmalu, szmalu !! dawaj, kotek md]

Do tej pory uważano, że największe złoża toru na świecie znajdują się w Indiach (ok. 1 mln ton czystego pierwiastka). Kolejne kraje z największymi złożami to Brazylia, Australia i USA. [—]

================

MD:

Koncepcje reaktorów wykorzystujących neutrony do przekształcenia toru Th232 w rozszczepialny uran U233 były i są znane i były dyskutowane w energetyce jądrowej już przed 60 laty. Zainteresowanego czytelnika odsyłam po prostu do Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Reaktor_torowy_na_ciek%C5%82ych_fluorkach

Również tych nieszczęsnych żurnalistów zachęcam, by nim opublikują jakiś „rewelacyjny” artykuł, przeczytali sobie i w miarę możliwości próbowali zrozumieć, co w tej Wikipedii na temat reaktorów jądrowych jest napisane. Ale wypisywanie takich dyrdymałów mające za zadanie tak zwane „przesunięcie okna Overtona” [jaśniej: przesunięcie centrum zainteresowań czytelnika-ofiary] w kierunku pożądanym przez mocodawców. Jak słusznie piszą, chodzi tu o ogromne pieniądze, ale nie pieniądze które powinniśmy zaoszczędzić przy wykorzystywaniu nowych reaktorów, tylko pieniądze na te – trwające już – powtarzam, ponad 60 lat eksperymenty.

Jest to zbliżone do ciągłego w tonacji triumfalistycznej zawiadamiania biednych szarych ludzików o „postępach technologii fuzji” czyli łączenia protonów w cząstkę alfa. Ciągle pisze się o „wielkich sukcesach ” w kolejnych wariantach tego typu reaktorów.

Dziwne, że jeszcze nie „odkryli”ile deuteru zawierają oceany. To przecież „surowiec fuzji”.

Tymczasem mamy reaktor termojądrowy działający od wielu miliardów lat bez urlopów czy przerw technicznych, to jest Słońce. Wysyła w kierunku Ziemi energię przewyższającą 10 000 razy całkowitą energię, jaką ludzkość obecnie zużywa. W czasach, gdy wierzyliśmy jeszcze w odruchy racjonalne u władców, pisaliśmy o tym memoranda do rządów Francji, Włoch… Niemcy były już wtedy zupełnie głuche.

Niestety obecnie fotowoltaika dostała się również w łapy zielonych komunistów, czy innych obłąkanych ideologów, którzy narzucają skrajnie nieracjonalne sposoby wykorzystania [marnowania] energii słonecznej.

Dla przykładu tylko wspomnę, że w tych strategiach zielonych idiotów rządzących między innymi w Unii Europejskiej nie przewidziano pieniędzy na badania i budowę magazynów energii, które by ich obecne kłopoty rozwiązały natychmiast i na stałe.

====================================

MD: Ręce opadają, nogi opadają, spodnie opadają, wszystko opada !!, jak biadał kiedyś znany komik.

A tak ogólnie: Niedoszłe energetyczne El Dorado

“Sprawiedliwość okresu przejściowego”. Paragraf 22

“Sprawiedliwość okresu przejściowego”. Paragraf 22

Autor: CzarnaLimuzyna, 17 marca 2025

To nie jest czas, aby ściśle trzymać się litery prawa – Ewa Wrzosek, prokurator III RP

W politycznym teatrze aż roi się od marionetek i widmowych postaci. Postacie realne mieszają się z fikcyjnymi.  Dodatkowe zamieszanie powstaje w momencie zmiany obsady reżyserskiej i aktorskiej. Wówczas do scenariusza dopisywane są “apokryfy” z wsteczną mocą lub odwrotnie: wykreślane są całe akapity, eliminowane są postacie. W taki sposób aktualizuje się, a czasem nawet tworzy nową wersję historii, początkowo opornie, ale przy pomocy mediów prawie wszystko jest możliwe.

Bywają też elementy humorystyczne. Oto po 8 latach „pełnej władzy” Jarosław Kaczyński przypomina sobie nagle o działającym bezkarnie przez wszystkie lata III RP “niemieckim agencie Tusku”, akurat w momencie utraty tejże władzy.

Wcześniej nie było to możliwe, bo razem z inkryminowanym byli zajęci:

  •  ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego
  •  transformacją klimatyczną
  •  walką z pandemią uwieńczoną 250 tys. ofiar lockdownu
  •  zrównoważonym rozbojem czyli agendą 2030
  •  wpuszczaniem Ukraińców do Polski.

W takich właśnie okolicznościach III RP przeszła do kolejnego etapu walki o demokrację i praworządność ze zmianą podwykonawcy mającym duże  doświadczenie, dodać należy, doświadczenie sponsorowane w stosowaniu narzędzi demokracji walczącej takich jak: areszt tymczasowy, tymczasowa nagonka z możliwością przedłużenia, śmierć cywilna, poranne przeszukania mieszkania przez ABW w poszukiwaniu kości dinozaurów, szczątków UFO lub czegoś równie realnego – śladów antysemityzmu.

Jak działa nowa wersja słynnego Paragrafu 22 w demokracji walczącej?

Porównując nowy rodzaj demokracji do nowego „Pod-Naddźwiękowego Niewidzialnego i Bezgłośnego Defensywno-Ofensywnego Bombowca  Szturmowego Drugiego Uderzenia ”, który pojawił się w kontynuacji powieści „Paragraf 22” możemy wysnuć następującą  analogię:

W nowym rozdziale scenariusza III RP „demokracja walcząca”, specjaliści od przelewania z pustego w próżne, sprzedali obywatelom (za kolejną,  gigantyczną kwotę zadłużenia rozłożonego na pokolenia) nową wersję demokracji.

“W powieści „Ostatni rozdział”, która jest kontynuacją „Paragrafu 22”, krętacz Milo Minderbinder, sprzedał rządowi USA (za setki miliardów dolarów) „Pod-Naddźwiękowy Niewidzialny i Bezgłośny Defensywno-Ofensywny Bombowiec Szturmowy Drugiego Uderzenia ”. Samolotu nie można było zobaczyć, bo był supertajny i silą rzeczy niewidzialny. Największą jednak tajemnicą tego wynalazku był fakt, że nie istniał w rzeczywistości.

Podobnie jest z aktualną praworządnością, która trochę w niezgodzie ze starą komunistyczną maksymą „ilość przechodzi w jakość” osiągnęła stan widzialności dostępny tylko dla wydzielonych sektorów dla publiczności w medialnym Koloseum – dla nienawidzących razem, głupszych razem i silnych razem.

Ofiary braku demokracji versus ofiary “demokracji walczącej”

Aktualnie trwa licytacja których ofiar jest więcej. W kontekście niedawno zmarłej Barbary Skrzypek Robert Winnicki napisał:

Każdy kto zetknął się w internecie z działalnością prokurator Ewy Wrzosek wie, że mówimy o owładniętej obsesją wariatce. Działalność tej wariatki doprowadziła właśnie do śmierci kobiety, którą przez pięć godzin przesłuchiwała, próbując dopiąć politycznych celów. Widując przez lata jej wpisy w sieci jestem w stanie wyobrazić sobie to przesłuchanie. Natomiast Ewa Wrzosek jest aż i tylko narzędziem. Tępym, brutalnym i opętanym nienawiścią ale jednak narzędziem. Politycznie ta krew jest na rękach jej szefów, Bodnara i Tuska.

A co mówiła trzy miesiące temu prokurator Wrzosek?

To jest sytuacja, w której nie mamy jeszcze ani ustabilizowanej sytuacji prawnej, politycznej, ustabilizowanej demokracji. (…) niestety to nie jest ten czas, aby ściśle w sposób taki pozytywistyczny trzymać się litery prawa /link/.

„Nie mamy jeszcze ani ustabilizowanej sytuacji …” A co ze stabilizacją moralną i intelektualną u funkcjonariuszy sytemu?

„Bezwstydne psy” Mistrza Gracjana.

[Wolałbym, by soboru nie nazywał Autor „sabatem”. Ale treść jest na tyle ważka, że publikuję. md]

„Bezwstydne psy” Mistrza Gracjana.

czyli hierarchiczna eliminacja kapłaństwa w Kościele katolickim.

Wprowadzając fałszerstwa doktrynalne na Soborze Watykańskim II twórcy zmian powoływali się na rzekome nowe odkrycia, na starożytność, pierwsze wieki chrześcijaństwa. Jednak studiując ten temat, czyniąc kolejny odwiert w głębię prawa kanonicznego i Świętej Tradycji odkrywamy kolejne pokłady współczesnych  fałszerstw. Jesteśmy pewni, że to fałszerstwa celowe, przeprowadzone cynicznie. Zastanawiamy się wciąż, co skrępowało urzędy kościelne, co zawiązało pyski psom, które miały szczekać by odstraszyć wilki. Co spowodowało, że zamiast na wrogów Kościoła, odwrócili się oni do wewnątrz Kościoła, i niszcząc wraz z fałszerzami, szczekają i szczerzą kły na kapłanów i wiernych, usiłujących zatrzymać kolejne fałszerstwa i demoralizacje, kolejne patologie i perwersje, wprowadzane do Kościoła co chwilę, wciąż coraz bardziej perwersyjnie i wciąż autoryzowane pierwszymi wiekami chrześcijaństwa.

Tym jest wyświęcanie diakonów świeckich, żonatych, i kobiety: zakonnice i nie tylko, na szafarki Najświętszego Sakramentu.

Tym samym arcybiskupi i biskupi sami eliminują kapłaństwo sakramentalne, lekceważąc świętość posługi kapłańskiej, poniżając święte tajemnice Kościoła, poniżając realną i świętą na ołtarzach Kościoła obecności żywego Ciała i Krwi Chrystusa. Sami w ten sposób uczą wiernych, że na ołtarzu nie ma niczego, co by nie mogło być dane wszystkim na bazie społecznego wyznaczenia funkcji. Nie ma tu mowy o powołaniu do sprawowania świętych tajemnic przez Boga, ale o wyznaczeniu do posługi przez lud albo kaprys biskupa, którego nie obowiązują starożytne kanony. Bowiem przy całej obłudnej i fałszywej narracji o „pierwszych wiekach chrześcijaństwa” niszczy się cały depozyt tych wieków, zarządzeń, praw pozostawionych przez Apostołów, Świętych Piotra i Pawła a tym samym przez samego Chrystusa.

Jeszcze nie tak dawno, tuż przed  niesławnym sabatem watykańskim II, który pozwolił na autoryzację rozbiórki Kościoła i zasłonił to pozorem praw kościelnych, w 1952 roku papież Pius XII wystosował na Międzynarodowe Sympozjum z okazji 800-lecia wydania Dekretu Gracjana  alokucję,w której stwierdził:

„(…) wydanie [Dekretu Gracjana] sporządzone przez Korektorów Rzymskich, włączone do obszernego zbioru stanowiącego Korpus Prawa Kanonicznego (Corpus Iuris Canonici), musi zostać zachowane.”

Dekret Gracjana został zaś usunięty i wycięty z ksiąg prawa kanonicznego, bowiem pierwsze tysiąclecie prawa kościelnego, ustaw kościelnych będące treścią Dekretu Gracjana, były nie do pogodzenia z tym, co postulował sabat watykański II. Na tenże sabat zwany soborem wprawdzie zaproszono katolickich uczonych i duchowieństwo, ale nie miało ono za wiele do powiedzenia. Zostali użyci do podstępnego przeprowadzenia rewolucji, którą ich obecność miała tylko przykryć, tylko nadać pozory prawowierności, aby heretycy zebrani w stowarzyszenia tajne i koterie, mający decydujący głos, działali w pozorach kościelnego przyzwolenia i prawa. I od tamtej pory każdą patologię kultu i doktryny wprowadza się pod pozorami pozwolenia Kościoła, bowiem niegodziwcy działają w szatach katolickiego duchowieństwa. I w taki bezprawny sposób ordynariusz lubelski wbrew całej Tradycji Kościoła, wbrew wszelkim prawowiernym przepisom kościelnym wprowadził do szafowania sakramentów kolejne zastępy uzurpatorów: świeckich żonatych mężczyzn i kobiet także zakonnych, za co powinien być strącony z urzędu.  

Kardynałowie, arcybiskupi i biskupi w Polsce działają dla karier tak, jakby Kościół miał się skończyć tylko na nich, byleby ich kariera szła do przodu, byle oni przypochlebili się tym, którzy w Kościele władzę przejęli i mają moc ich awansować. Że w ten sposób podważa się w ogóle sakramentalne kapłaństwo, jego istnienie nie interesuje ich w ogóle. Niszczą to, co sami mają, eliminują autorytet tego, z czego korzystają, uprawiają bezprawie, niszcząc własne urzędy i sakramentalny charakter i urząd kapłaństwa. To zadziwia najbardziej, że niszczą sami ten święty stan, który im w Kościele dał władzę i autorytet, wpływ na wiernych a także utrzymanie.

Lekiem gojącym ale i wyżerającym ogniem to bezprawie są słowa Dekretu Gracjana, znienawidzonego i wykreślonego z użycia, aby można było stworzyć hagadę o pierwszych wiekach chrześcijaństwa dla plebsu. Dziwi, że uczeni w Kościele nagle połknęli własny język. Dziw bierze, że się nie podusili, że ich nie zatchnęło śmiertelnie. Dziw, że się prze-specjalizowali, i z naukowców katolickich stali się karierowiczami postępującej zgnilizny, zabawy sakramentami, zabawy w Kościół, uprawiania hagady zamiast doktryny. Bóg ich rozliczy.

Dekret Gracjana mówi o nich:

„Item Augustinus.
Nemo quippe in ecclesia amplius nocet, quam qui peruerse agens nomen uel ordinem sanctitatis et sacerdotis habet. Delinquentem namque hunc nullus redarguere presumit, et in exemplum culpa uehementer extenditur, quoniam pro reuerentia ordinis peccator honoratur. Episcopus itaque, qui talium crimina non corrigit, magis dicendus est canis inpudicus quam episcopus.”

W naszym nieumiejętnym tłumaczeniu Mistrz Gracjan stwierdza za Św. Augustynem, że nikt nie czyni w Kościele więcej zła, niż ten, kto posiadając święcenia i godność kapłańską postępuje przewrotnie. Nikt bowiem nie ośmiela się karcić przestępcy a jego wina gwałtownie jest wyniesiona jako przykład, grzesznik zostaje uhonorowany za swoje grzechy. Biskupa więc, który nie poprawia tych zbrodni, należy nazwać raczej bezwstydnym psem, niż biskupem”. C II. Maxime ecclesiam ledit sub nomine sanctitatis delinquens, czyli: najbardziej szkodzi Kościołowi ten, kto popełnia grzechy pod pozorem świętości. (Distinctio LXXXIII, c. II. ).

Wyżej, w Distinctio LXXXIII c. I czytamy, że biskup, który wyrazi zgodę na cudzołóstwo kapłanów lub diakonów, albo na zbrodnię kazirodztwa na terenie swojej parafii, albo nie potępi jej w autorytecie swego urzędu, ma zostać zawieszony w pełnieniu obowiązków biskupa.

W Distinctio LXXXIV c. II Mistrz Gracjan obala fałszerstwo, którym posługuje się sabat watykański II, mówiąc o diakonach, że są oni powołani do służby Kościołowi, nie dla kapłaństwa. Owszem, są powołani do służby Ołtarzowi, sakramentom, a nie do służby komukolwiek i gdziekolwiek w Kościele. Sabat watykański przepoczwarzył diakonat jako służbę w Kościele oderwaną od ołtarza, a starożytne prawo kościelne mówi o diakonacie, jako świętej służbie sakramentów, ołtarza, która związana była charakterem sakramentalnym, dlatego tradycyjnie diakonat należał do wyższych święceń. Ta prawda została przez sabat watykański (SVII) zaciemniona i zakłamana, bowiem o diakonacie pisze się w dokumentach sabatowych, jako posłudze także świeckich (nie ma rozróżnienia czy kobiet czy mężczyzn), i postuluje, że godnością diakonatu można obdarzyć świeckich katechistów jako nagrodą  i wyróżnieniem za służbę Kościołowi. W związku z tym trzeba powierzać im „odprawianie nabożeństw” jak to formułuje sabat, o sakramentalnych kapłanach pisząc jednocześnie, że oni Mszy Świętej „przewodniczą”. Świeccy katechiści nabożeństwa odprawiają, a kapłani konsekrowani liturgii „przewodniczą” (sic!). A kapłańskie obowiązki w oparciu o decyzje bezwstydnych psów na urzędach arcybiskupich, biskupich i kardynalskich, mówiąc językiem Mistrza Gracjana, powierza się kobietom i żonatym mężczyznom, uzasadniając to „pierwszymi wiekami chrześcijaństwa”.

Kolejna w Polsce diecezja, lubelska,  masowo „wyświęciła” świeckich na rozdawaczy Komunii Świętej, wśród nich zakonnice, bowiem arcybiskup, czyli mówiąc Mistrzem Gracjanem, bezwstydny pies na urzędzie arcybiskupa lubelskiego, zabawia się po żydowsku świętą liturgią Kościoła i prawami kościelnymi. Oczywiście w glorii oszustwa i fałszerstwa hagady o „pierwszych wiekach chrześcijaństwa”.

Dlatego dokumenty świadczące o doktrynie i dyscyplinie pierwszych wieków chrześcijaństwa, by nie przeszkadzać w tym chanukowym zaćmieniu nauki kościelnej, miały zniknąć. Bowiem Gracjan mówi o tym prawdziwym kościelnym prawie  (Distinctio XXXIV causa III: Qui sacramentis diuinis deseruiunt continentiam in omnibus seruent):  że Kościół nakazuje wszystkim świętym biskupom, kapłanom Bożym i lewitom czyli diakonom, czyli wszystkim, którzy służą sakramentom we wszystkim zachować czystość, aby zachowali wszystko to, czego nauczali Apostołowie, i zachowała starożytność (sic!).

A że jest to cytat ze starożytnych synodów, soborów, przytacza Gracjan zgodę i potwierdzenie tego ustanowienia przez wszystkich obecnych na synodzie Kościoła biskupów, którzy stwierdzają: że dobre i miłe jest, aby wszyscy, którzy służą przy ołtarzu, zachowywali czystość.

W następnym causa Mistrz Gracjan przytacza prawo kościelne kolejne, potwierdzające nałożony także na diakonów kościelny zakaz współżycia z żonami, kanon mówiący, że mają zachować wstrzemięźliwość od żon jeśli pełnią jakiekolwiek funkcje kościelne, a jeśli tego nie uczynią, mają być pozbawieni urzędu. (D XXXIV c. IV)

W Distinctio LXXXI causa XIX Mistrz Gracjan przytacza kanony papieskie, mówiąc, że do sprawowania posługi przy ołtarzu w czasie nabożeństw niedzielnych wybierani są kapłani i diakoni, którzy zachowują wstrzemięźliwość. Jeśli jednak po przyjęciu święceń duchowny wtargnie do łoża własnej żony, nie wolno mu wchodzić na próg świątyni czyli do prezbiterium, ani dotykać naczyń, ani dotykać ołtarza, ani przyjmować ofiary od składających całopalenie, ani zbliżać się do części Ciała Pańskiego, ani go ofiarować, ani wykonywać pomniejszych obowiązków. Nie wolno mu nawet podawać wina i wody przy świętym ołtarzu. Wykonywać drobniejsze posługi może za przyzwoleniem starszego, czyli kapłana.

Co na to hagada modernistów o żonkosiach w posłudze diakonów? Nie ma to nic wspólnego z prawami pierwotnego Kościoła. Dzisiejsze sprzed tygodnia i wcześniejsze „błogosławieństwa” niekanoniczne świeckich mężczyzn i kobiet na roznosicielki Najświętszego Sakramentu mogą ściągnąć nieszczęścia na tych, którzy za namową bezwstydnego psa, mówiąc językiem Mistrza Gracjana, w szatach lubelskiego arcybiskupa, urągają świętości kapłaństwa. Mogą ściągnąć przekleństwo kościelne na świeckich, którzy za podpuszczeniem hierarchii uzurpują godności, które do nich nie należą. Pierwsze wieki chrześcijaństwa i jeszcze nawet dzisiejsze prawo kanoniczne za próbę wyświęcania kobiety do kapłaństwa przewiduje ekskomunikę. Diakonat to wyższe święcenia kapłańskie, do służby sakramentów, nie Kościołowi w ogólności. Nie jest to posługa zmieniania pampersów w domu księży kardynałów i biskupów, ani wykładów Ewangelii na charyzmatycznych wspólnotach, ani katechistów, tylko służba rzeczom ściśle najświętszym. Dlatego były to i są z Boskiego ustanowienia święcenia niezacieralne i niezastępowalne w Kościele.
Każdy kto je fałszuje a nosi piuskę, i purpurę, jest łajdakiem w szatach urzędnika kościelnego, mówiąc słowami Mistrza Gracjana, bezwstydnym psem na urzędzie kościelnym.

Wiemy za co moderniści i fałszerze kościelnych ustaw znienawidzili Mistrza Gracjana, chlubę Uniwersytetu Bolońskiego, o którym pisze Pius XII: „Dostojnemu Uniwersytetowi Bolońskiemu, który słusznie szczyci się zaliczaniem Gracjana do grona swych wybitnych uczonych i za honor poczytuje sobie celebrowanie – razem z wieloma znakomitymi znawcami prawa i prawa kanonicznego z całego świata – osiemsetlecia jego nieśmiertelnego Dekretu, składamy dziś nasze gratulacje i życzenia.”

Mamy dość bezwstydnych psów na urzędach! Wyrażamy stanowczy sprzeciw temu niszczeniu Kościoła, wystawianiu świętości prezbiteriów do zabawy lewakom, sodomitom, postępowcom, judaizantom, dupiastym i biuściastym uzurpatorkom, żonkosiom, którym się po ożenku zachciało być księżmi, którzy Kościoła nie kochają, ale im się śnią godności kościelne i korzyści materialne z rabowania datków katolików, których się upokarza i zmusza do znoszenia kolejnych patologii i perwersji, autoryzowanych przez pozory kościelnych ustaw.

Mamy tego dość. Precz z bezwstydnymi psami, chcemy katolickich biskupów rządzących Kościołem w autorytecie i urzędzie Świętych Piotra i Pawła czyli Tradycji Świętej. Chcemy w Kościele tradycyjnego spokoju, powszechności, powagi i świętości! Precz z fałszerstwami ustaw kościelnych! Precz z bezwstydnymi psami na urzędach! Chcemy katolickich biskupów! Nie zamieniajcie nam Kościoła w miejsce zabawy dla każdego lewaka, sodomity i feministki, bowiem ściągacie na Kościół przekleństwo samego Boga, który ustanawiał jako swoją własność fałszowane dziś sakramenty. Okłamujecie świeckich grając na ich pysze, demoralizujecie kobiety, zakonnice i ściągacie na siebie i na nas przekleństwo Świętych Apostołów Piotra i Pawła.

Dekret Gracjana MUSI WRÓCIĆ. Wówczas można będzie powiedzieć cokolwiek uczciwie o dyscyplinie i prawach pierwszych wieków Kościoła. 
Przed tym drżą kłamcy i fałszerze, szerzący kłamstwo „pierwszych wieków chrześcijaństwa” na potrzeby owoczesnej kościelnej patologii i perwersji, zabawy liturgią i religią, i przed tym drżą bezwstydne psy na kościelnych urzędach, trzymane na krótkiej smyczy światowej rewolucji i sług diabła.

A ponieważ wobec wrogów Kościoła milczą psy niewierne, warczą psy bezwstydne na wiernych katolików, kamienie wołają.

Osoby zaszczepione są zmodyfikowane genetycznie [GMO]

Dr Peter Kotlár, słowacki lekarz, komisarz rządowy i poseł do parlamentu, ujawnia wyniki śledztwa w sprawie skażenia DNA.

Zaszczepieni są teraz oficjalnie GMO!!!

„Nie boję się tego powiedzieć oficjalnie – genetycznie zmodyfikowany organizm.”

„Moim głównym zadaniem jest stanie na straży konstytucji, a jako lekarz mam obowiązek i prawo chronić zdrowie obywateli Słowacji. Wczoraj poinformowałem również listownie Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej USA, pana Roberta Kennedy’ego Jr, który potwierdził otrzymanie informacji. Ponadto poinformowano również dyrektora Federalnego Biura Śledczego Kash Patel i Pamelę Bondi, prokuratora generalnego USA.

„Do tej pory przeanalizowano 34 partie od Pfizer i Moderna, które były przechowywane zgodnie z właściwym łańcuchem chłodniczym i tylko te, które były używane dla ludności słowackiej podczas epidemii C19. Dzisiaj przedstawię najważniejszy wynik analizy.”

”Wyniki analizy wszystkich, powtarzam, wszystkich analizowanych partii wykazały, że w każdej pojedynczej fiolce znajduje się niezwykle duża ilość DNA, wektora kodującego kasetę do syntezy białka S, jeśli nie innych białek.

Prawie w takiej samej ilości jak mRNA, DNA jest tam również obecne. W trzech przypadkach zawartość DNA jest nawet wyższa niż mRNA. Nie można tego już nawet uznać za szczepionkę mRNA.

Ten kod genetyczny do syntezy białka S, ta informacja przechowywana w tym DNA, jest stabilna w porównaniu z mRNA, może zintegrować się z ludzkim DNA jądrowym, a następnie taki ludzki organizm staje się – nie boję się powiedzieć oficjalnie – organizmem zmodyfikowanym genetycznie.”

źródło:

W razie kłopotu z językiem. Klikamy w zębatkę na YT, wybieramy przetłumacz automatycznie , następnie klikamy ponownie i wybieramy język Polski

Miliony buntują się przeciwko WEF w Serbii – jak zwykle medialna blokada globalistycznych mediów!

Miliony buntują się przeciwko WEF w Serbii – jak zwykle medialna blokada globalistycznych mediów!

Miliony Serbów wyszło na ulice Belgradu, aby zaprotestować przeciwko Światowemu Forum Ekonomicznemu (WEF). Wielu uznało to za największe powstanie w historii kraju.

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 17
Miliony ludzi w Serbii buntują się przeciwko Światowemu Forum Ekonomicznemu.

W ciągu weekendu te historyczne protesty zalały różne dzielnice stolicy. Według oficjalnych szacunków, w sobotę wzięło w nich udział ponad 100 tys. osób , a według niezależnych źródeł znacznie więcej.

Pomimo bezprecedensowej frekwencji, wydarzenie to zostało w dużej mierze przemilczane przez media, przez co wiele osób spoza kraju nie zdaje sobie sprawy z jego skali.

Portal Infowars.com podaje: Ludzie wypełniający ulice domagają się zakończenia trwających ponad dekadę rządów Serbskiej Partii Postępowej prezydenta Aleksandara Vučicia, po ogromnej tragedii, do której doszło w listopadzie ubiegłego roku i która według wielu osób była spowodowana korupcją i oszczędzaniem.

Piętnastu przypadkowych przechodniów zginęło, gdy betonowe zadaszenie głównego dworca kolejowego w Nowym Sadzie zawaliło się, osuwając się na osoby, które w tym czasie przechodziły pod spodem.

Protestujący obwiniają Postępową Partię Vučicia , co doprowadziło już do rezygnacji kilku wysokich rangą urzędników, a także do gwałtownych przepychanek i bójek między posłami w parlamencie .

Sobotni protest nazwano protestem „15 za 15”, biorąc pod uwagę, że odbył się 15 marca. Wyglądał na w dużej mierze pokojowy, biorąc pod uwagę, że aresztowano tylko 22 osoby, a 56 innych zostało rannych, według serbskich mediów krajowych.

https://twitter.com/i/status/1901005717282201750

W demonstracjach dużą część stanowią młodzi ludzie i studenci, dołączyli do nich również prawnicy, nauczyciele, a nawet rolnicy.

„Po prostu chcemy kraju, który działa” – skomentował jeden ze studentów prawa, z którym BBC przeprowadziło wywiad. „Chcemy instytucji, które wykonują swoją pracę właściwie. Nie obchodzi nas, która partia jest u władzy. Ale potrzebujemy kraju, który działa, a nie takiego, w którym nie dostaje się sprawiedliwości przez ponad cztery miesiące”.

Jak na kraj liczący zaledwie około 6,6 miliona mieszkańców, sama wielkość tłumów na ulicach była imponująca.

https://twitter.com/i/status/1900997038265036950

Serbia pozostaje kolejnym krajem na linii uskoku Wschód-Zachód, w którym Europa i NATO chciałyby zobaczyć rząd, który odchodzi od ogólnie ciepłych stosunków z Rosją Putinem. Niektórzy analitycy ostrzegają, że kraj jest gotowy na wspieraną przez Zachód „kolorową rewolucję”. Jednak ogólnie rzecz biorąc, populacja jest nadal antynatowska , biorąc pod uwagę ich wspomnienia brutalnej kampanii bombardowań z 1999 r. prowadzonej przez amerykańskie samoloty bojowe pod przywództwem Clintona.

Rządząca “Postępowa” Partia Vučicia, od lat lawiruje między Wschodem i ZIK (zachodnim imperium kłamstwa), w nadziei na ugranie jakichś korzyści. Pomimo tylu lat u władzy, Vučic nie pojął jeszcze, że od ZIK można tylko postradać, korzyści nie można uzyskać żadnych!

Protesty w Serbii: Władza straciła legitymację, ale opozycja nie ma liderów ani jasnego planu

Protesty w Serbii: Władza straciła legitymację, ale opozycja nie ma liderów ani jasnego planu

Agnieszka Piwar 2025-03-17 https://piwar.info/protesty-w-serbii-wladza-stracila-legitymacje-ale-opozycja-nie-ma-liderow-ani-jasnego-planu

Wywiad z Dimitrim Novakoviciem – serbskim prawnikiem i wydawcą.

Mieszkasz w samym centrum Belgradu, dlatego uznałam, że od Ciebie dowiem się więcej niż z mediów głównego nurtu, do których podchodzę z rezerwą. Jako naoczny świadek wydarzeń w swoim kraju, opowiedz polskim czytelnikom, jak przebiegł sobotni protest w stolicy Serbii i ile zgromadził uczestników.

– Protest przebiegł spokojnie, mimo zapowiedzi i ostrzeżeń zarówno ze strony władz, jak i ich przeciwników (demonstrantów). Ranna została tylko jedna osoba i nie doszło do większych incydentów. Podobnie jak w przypadku wszystkiego, co dzieje się w Serbii w ostatnich miesiącach, tak i tutaj relacje mediów prorządowych i opozycyjnych różnią się w kwestii liczby uczestników. Pierwsze twierdzą, że było ich nieco ponad 100 tysięcy, podczas gdy drugie mówią o liczbie dziesięciokrotnie większej – ponad milionie.

Prezydent Serbii, Aleksandar Vučić, wygłosił w sobotę orędzie. Podziękował siłom policji, które – jego zdaniem – zapobiegły rozlewowi krwi i masowym zamieszkom w związku z tak dużym zgromadzeniem ludzi. Jakie nastały po tym nastroje?

– Mam wrażenie, że obie strony są rozczarowane. W dniach poprzedzających protesty pojawiały się głosy, że władza sprowokuje incydenty, po których wprowadzi stan wyjątkowy, aby przynajmniej tymczasowo zakończyć kryzys w kraju i blokady. Z drugiej strony demonstranci byli oskarżani o zamiar siłowego zajęcia instytucji państwowych i telewizji narodowej. Dzień przed protestami kilku nieformalnych liderów demonstracji zostało zatrzymanych pod zarzutem planowania siłowego przejęcia władzy. W każdym razie, narracje obu stron mają ze sobą niewiele wspólnego.

Masowe demonstracje trwają w Serbii od listopada 2024 roku, kiedy doszło do tragedii na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie, w wyniku której zginęło 15 osób. Protesty utrzymują się już od dłuższego czasu. Czy to prawda, że tamta katastrofa była jedynie pretekstem do wyrażenia narastającej frustracji społeczeństwa? Jeśli tak, to co najbardziej frustruje Serbów?

– Katastrofa w Nowym Sadzie była jedynie katalizatorem protestów, podobnie jak wcześniejsze kontrowersje wokół planowanego wydobycia litu we wschodniej Serbii przez firmę Rio Tinto czy strzelanina w jednej z belgradzkich szkół podstawowych, w której zginęło kilkoro dzieci. Wszystkie te wydarzenia były wykorzystywane przez opozycję do kanalizowania niezadowolenia części społeczeństwa wobec obecnych władz.

Jakie postulaty wysuwają uczestnicy tych licznych demonstracji?

– Zwolennicy protestów studenckich (bo to właśnie one były pierwotnym impulsem do mobilizacji) zarzucają władzy korupcję, nadużycia prezydenta republiki oraz twierdzą, że instytucje państwowe nie wykonują swoich obowiązków – zwłaszcza prokuratura i wymiar sprawiedliwości.

Jak serbskie władze reagują na protestujących?

– Rząd twierdzi, że mamy do czynienia z próbą „kolorowej rewolucji”, inspirowanej przez zachodnie służby dążące do obalenia obecnych władz. Jednak jeśli chodzi o poparcie międzynarodowe, to zarówno USA, Unia Europejska, Chiny, jak i Rosja są zgodne w poparciu dla obecnej władzy. Prawdą jest jednak, że wielu nieformalnych liderów protestów otrzymywało finansowanie z USAID (Amerykańskiej Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego) i innych zachodnich organizacji oraz państw.

Czy to prawda, że Serbowie z Kosowa czują się porzuceni i zdradzeni przez władze w Belgradzie?

– Pozostali na Kosowie Serbowie są codziennie zmuszani do emigracji pod wpływem presji i przemocy ze strony tak zwanych „kosowskich władz”. Czują się zdradzeni. Zarówno poprzedni, jak i obecny rząd, podpisując porozumienia brukselskie, oddali wszystkie uprawnienia i instytucje Republiki Serbii w Kosowie i w Metochii. To, o czym media globalistyczne, krytyczne wobec obecnych władz, nie mówią, to fakt, że duża część protestujących na ulicach uważa, iż rząd zdradził Kosowo i serbski naród tam mieszkający – nie tylko poprzez korupcję i nadużycia. Dla nich obecna władza de facto prowadzi politykę antyserbską, mimo patriotycznej retoryki. Serbowie mogą wybaczyć kradzież, ale nie zdradę.

Czy w związku z tym, Serbowie z Kosowa mają konkretne oczekiwania wobec trwających protestów?

– Myślę, że Serbowie z Kosowa nie mają złudzeń co do protestów, ponieważ większość polityków aspirujących do zastąpienia Vučića, zarówno z opozycji, jak i spoza niej, jest otwarcie proeuropejska i pro-NATO, co oznacza w praktyce postawę antyserbską. Wielu z nich otwarcie deklarowało gotowość uznania niepodległości „Kosowa” lub akceptacji narracji o „ludobójstwie w Srebrenicy”.

Czy mieszkańcy Republiki Serbskiej liczą na sprzyjające okoliczności, które pozwolą im odłączyć się od Bośni i Hercegowiny i przyłączyć do Serbii?

– Oczywiście. Jednak zależy to od międzynarodowej sytuacji i nowego układu sił między Rosją, UE i USA. Już wcześniej pojawiały się pomysły, by rozwiązanie serbskiej kwestii na Bałkanach polegało na rekompensacie za utratę Kosowa poprzez przyłączenie Republiki Serbskiej do Serbii.

Kilka dni temu media obiegła informacja, że prezydent Republiki Serbskiej, Milorad Dodik, postrzega Rosję jako mediatora i liczy na jej wsparcie, ponieważ jest ścigany przez bośniacką prokuraturę. W odpowiedzi na jej działania zagroził, że zwróci się do Rosji o zablokowanie misji EUFOR na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jak odbierane są te działania w Serbii?

– Wsparcie Rosji jest kluczowe dla przetrwania Republiki Serbskiej jako samodzielnej jednostki w Bośni i Hercegowinie lub ewentualnie jako przyszłej części Serbii. Obecny „kolonialny zarządca” Bośni i Hercegowiny, Christian Schmidt, nie otrzymał zgody Rosji i Chin w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, co oznacza, że jego nominacja jest nielegalna.

Obserwując sytuację w Serbii, odnoszę wrażenie, że globaliści starają się narzucić Twojemu krajowi scenariusz podobny do tego, który zrealizowano w Polsce i innych krajach słowiańskich – dążąc do wykorzenienia tożsamości narodowej. Czy serbskie społeczeństwo dostrzega te mechanizmy i zagrożenia oraz podstęp kryjący się za wizją przystąpienia do Unii Europejskiej?

– Można odnieść wrażenie, że wszyscy główni gracze polityczni w Serbii grają dla tej samej drużyny – jedni są na boisku, drudzy na ławce rezerwowych.

Czy uważasz, że siły zewnętrzne będą próbowały wykorzystać obecne nastroje w Serbii do rozpętania kolorowej rewolucji? A może już to robią?

– Paradoks polega na tym, że władza twierdzi, iż zachodnie służby poprzez organizacje pozarządowe próbują wywołać kolorową rewolucję, podczas gdy sama współpracuje z USAID i innymi zachodnimi fundacjami.

Do czego, Twoim zdaniem, doprowadzą obecne protesty w Serbii?

– Władza straciła legitymację, ale opozycja nie ma liderów ani jasnego planu. Demokracji nie wprowadza się gilotyną jak jakobini.

– Stało się oczywiste, że obecna władza, mimo że rządzi krajem od ponad dekady i pomimo przekonujących wyników wyborczych, po serii afer korupcyjnych i oskarżeń o nadużycia, straciła swoją legitymację. Władza cieszy się poparciem około 25-30% ogólnej liczby wyborców. Z drugiej strony, demonstranci nie mają wyrazistych liderów ani jasnej wizji tego, kto, co i jak miałoby nastąpić po Vučiću. Chcą walczyć o instytucje metodami rewolucyjnymi – wprowadzać demokrację gilotyną, jak jakobini. Albo, jak powiedział znany amerykański satyryk George Carlin: „Walczyć o pokój to jak pieprzyć się dla zachowania dziewictwa”.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Agnieszka Piwar

„W tej chwili NATO nie jest w stanie wygrać wojny z Rosją” – pięć argumentów

„W tej chwili NATO nie jest w stanie wygrać wojny z Rosją” – pięć argumentów

https://www.whatdoesitmean.com/index4909.htm

Światowej sławy brytyjski ekspert ds. obrony, komandor Steven Jeremy, publikuje list otwarty:

W 2024 roku, odzwierciedlając popularne na Zachodzie przekonanie, były sekretarz obrony Lloyd Austin powiedział: „NATO jest najpotężniejszym i odnoszącym największe sukcesy sojuszem w historii”.

Jednak zaledwie dwa lata wcześniej, w 2022 roku, po trwającej 15 lat kampanii, NATO zostało pokonane przez talibów, grupę słabo uzbrojonych powstańców.

Jak można pogodzić upokarzającą porażkę NATO z poglądami Austina?

Oczywiście NATO nigdy nie było najpotężniejszym sojuszem wojskowym w historii – to wyróżnienie z pewnością należy się aliantom z czasów II wojny światowej: Stanom Zjednoczonym, Rosji, Wielkiej Brytanii i krajom Wspólnoty Narodów.

Jednak od czasu upadku muru berlińskiego ich historia została nadszarpnięta. Zadowalający wynik w Kosowie. Upokorzenie w Afganistanie. Zbliżająca się strategiczna porażka w Ukrainie. Czy naprawdę jesteśmy pewni, że NATO jest w stanie obronić demokratyczną Europę przed rzekomo ekspansjonistyczną Rosją w scenariuszu zagłady konwencjonalnej wojny NATO-Rosja?

Scenariusz zagłady wojny NATO-Rosja jest definiującym sposobem na zbadanie tego pytania. „Amatorzy rozmawiają o taktyce, profesjonaliści studiują logistykę”, a nasza analiza strategiczna musi zaczynać się od logistycznych obszarów zaplecza NATO, a następnie wybiegać w przyszłość, aż do przyszłej linii bitwy na kontynencie europejskim.

Po pierwsze, w przeciwieństwie do Rosji, żadne z głównych państw NATO nie jest przemysłowo zmobilizowane do wojny, o czym świadczy fakt, że Rosja nadal przewyższa NATO w zakresie pocisków 155 mm dla Ukrainy. Co, nawiasem mówiąc, zadaje kłam poglądowi, że Rosja jest gotowa zająć większą część Europy – gdybyśmy w NATO naprawdę w to wierzyli, wszyscy mobilizowalibyśmy się w szybkim tempie.

Co ważniejsze, nie jest jasne, czy NATO byłoby w stanie zmobilizować się w tempie lub skali potrzebnej do wyprodukowania takiej ilości sprzętu, amunicji i ludzi, aby dorównać Rosji.

A już na pewno nie bez długich przygotowań, które sygnalizowałyby nasze zamiary. Nie chodzi tylko o utracone zdolności przemysłowe, ale także o utracone zdolności finansowe. Spośród największych państw NATO, tylko Niemcy mają wskaźnik zadłużenia do PKB poniżej 100%.

Po drugie, aby mieć najmniejsze szanse powodzenia w tym scenariuszu zagłady, jakim jest wojna NATO -Rosja, siły amerykańskie musiałyby zostać rozmieszczone na dużą skalę w Europie kontynentalnej. Nawet gdyby armia amerykańska została utworzona w niezbędnej skali – a w 2023 roku miała ona liczyć 473 000 żołnierzy, czyli mniej niż jedną trzecią obecnej armii rosyjskiej – przytłaczająca większość amerykańskiego sprzętu i logistyki musiałaby podróżować drogą morską.

Tam byłyby narażone na rosyjskie torpedy i miny wystrzeliwane z okrętów podwodnych. Jako były specjalista ds. wojny podwodnej, nie wierzę, by NATO dysponowało obecnie siłami przeciw okrętom podwodnym lub siłami przeciwminowymi niezbędnymi do ochrony morskich linii komunikacyjnych Europy.

Siły te nie byłyby także w stanie skutecznie chronić importu węglowodorów do Europy, w szczególności ropy naftowej i LNG, które są kluczowe dla przetrwania gospodarczego Europy. Straty z powodu naszej podatności na dostawy morskie nie tylko pogorszyłyby produkcję wojskową, ale także przyniosłyby coraz większe trudności ekonomiczne obywatelom NATO, ponieważ gwałtownie rosnące ceny i niedobory energii towarzyszące wybuchowi wojny szybko zwiększyłyby polityczną presję na zawarcie ugody.

Po trzecie, nasze lotniska, porty morskie, bazy szkoleniowe i logistyczne byłyby narażone na ataki konwencjonalnymi pociskami balistycznymi, przed którymi mamy bardzo ograniczone możliwości obrony. W rzeczywistości – w przypadku pocisku Oreshnik – nie ma żadnej obrony.

Pocisk Oresznik lecący z prędkością Mach 10+ zdewastowałby fabrykę broni NATO lub bazę marynarki wojennej, armii i sił powietrznych. Podobnie jak na Ukrainie, rosyjska kampania balistyczna byłaby również wymierzona w naszą infrastrukturę transportową, logistyczną i energetyczną. W 2003 roku, gdy pracowałem w sztabie planowania polityki brytyjskiego MON, nasza analiza zagrożeń po 11 września sugerowała, że udany atak na terminal LNG, taki jak Milford Haven, Rotterdam czy Barcelona, miałby konsekwencje subnuklearne. Następujące po nim gospodarcze fale uderzeniowe szybko rozeszłyby się po całym kontynencie europejskim, obecnie coraz bardziej zależnym od LNG.

Po czwarte, w przeciwieństwie do Rosji, siły zbrojne państw NATO są niejednorodne. Z mojego własnego doświadczenia, gdy kierowałem szkoleniem wszystkich europejskich okrętów wojennych na morzu w ramach Flag Officer Sea Training w Plymouth, a później pracowałem z siłami NATO w Afganistanie, wynikało, że wszystkie siły NATO były wyjątkowo entuzjastyczne, ale miały bardzo różny poziom zaawansowania technologicznego i wyszkolonej skuteczności.

Być może ważniejsze jest to, że poza garstką instruktorów NATO rozmieszczonych na Ukrainie, nasze siły są szkolone zgodnie z „doktryną manewru” sprzed epoki dronów i nie mają żadnego rzeczywistego doświadczenia w prowadzeniu nowoczesnej walki w warunkach ścierania się przeciwników. Podczas gdy armia rosyjska ma już blisko trzyletnie doświadczenie i jest bezdyskusyjnie najbardziej zaprawioną w bojach armią na świecie.

Po piąte, system decyzyjny NATO jest uciążliwy i utrudnia go konieczność ciągłego komunikowania się pomiędzy Naczelnym Dowództwem Sojuszniczych Sił Zbrojnych w Europie a stolicami poszczególnych państw – złożoność ta pogarsza się za każdym razem, gdy przyjmowane jest kolejne państwo.

Co gorsza, NATO nie potrafi opracowywać strategii.

Wkrótce po przybyciu do Afganistanu w 2007 roku byłem zszokowany, gdy odkryłem, że NATO nie ma strategii kampanii. W 2022 roku, pomimo licznych rosyjskich ostrzeżeń o tym, że ekspansja NATO stanowi czerwoną linię, NATO było całkowicie nieprzygotowane strategicznie na oczywistą możliwość wybuchu wojny – czego dowodem jest nasza niezdolność do dorównania Rosji w produkcji pocisków 155 mm.

Nawet teraz, w 2025 roku, strategia NATO wobec Ukrainy jest nieprzejrzysta, być może najlepiej podsumowana jako „podwojenie sił i nadzieja”.

Podsumowując, NATO pozycjonuje się jako obrońca Europy, ale sojuszowi brakuje zdolności przemysłowej do prowadzenia działań wojennych peer-to-peer, jest całkowicie zależny od sił amerykańskich, jeśli chodzi o najmniejsze szanse powodzenia, nie jest w stanie w zadowalający sposób bronić swoich morskich linii komunikacyjnych przed rosyjskimi okrętami podwodnymi, ani swojej infrastruktury szkoleniowej i przemysłowej przed strategicznym bombardowaniem balistycznym, składa się z różnorodnej mieszanki niezaprawionych w boju sił konwencjonalnych i brakuje mu zdolności do myślenia i działania strategicznego.

Nie można zakładać łatwego zwycięstwa NATO i obawiam się, że bardziej prawdopodobna wydaje mi się sytuacja odwrotna.

TikTok, Messenger i pornografia pochłaniają i deprawują nam maluchy

TikTok, Messenger i pornografia. Oto cyfrowy świat najmłodszych

https://www.salon24.pl/newsroom/1432859,tiktok-messenger-i-pornografia-oto-cyfrowy-swiat-najmlodszych


Ponad połowa dzieci w wieku 7–12 lat „korzysta” [Cudzysłów ja dodałem. Dla Autorki to jest „korzyść” … md] codziennie z serwisów i komunikatorów nieprzeznaczonych dla ich kategorii wiekowej. Strony pornograficzne są jednymi z najczęściej odwiedzanych domen przez dzieci w wieku 7–14 lat. Eksperci są zatrwożeni: dane są alarmujące i wymagają pilnej interwencji.

Na początku marca Państwowa Komisja ds. Przeciwdziałania Pedofilii opublikowała raport „Internet dzieci”, monitorujący aktywność małoletnich w sieci. Raport objął grupę dzieci w wieku od 7 do 14 lat. Okazuje się, że z internetu korzysta aż 2,6 mln dzieci, czyli 85 proc. wszystkich osób w tej grupie wiekowej. Spośród nich aż 96 proc. łączy się z siecią przez urządzenia mobilne.

Dzieci najczęściej korzystają z platform streamingowych, na których spędzają średnio dwie godziny dziennie, oraz z serwisów społecznościowych, gdzie przebywają ponad dwie godziny dziennie. Najpopularniejsze kategorie tematyczne to: kultura i rozrywka, edukacja oraz erotyka. Zarówno z kategorii kultura i rozrywka (głównie gry oraz muzyka), jak i edukacja, „korzysta” [Cudzysłów znów ja dodałem. Dla Autorki to jest „korzyść” Już nie uświadamia sobie, co to słowo znaczy… md] około 95 proc. dzieci.

Z kolei z kategorii erotyka – aż 51 proc. W raporcie czytamy, że w grudniu 2024 roku serwisy erotyczne odwiedziło co trzecie dziecko w wieku 7–14 lat.

Obejrzyj rozmowę z Justyną Kotowską: 

TikTok pochłania maluchy

Autorzy raportu wyszczególnili grupę dzieci od 7 do 12 roku życia, publikując szczegółowe dane dotyczące najmłodszych użytkowników sieci. Okazuje się, że aż 1,4 mln dzieci w wieku 7–12 lat (czyli 58 proc. wszystkich dzieci w tej grupie wiekowej w Polsce) „korzysta” codziennie z co najmniej jednego serwisu społecznościowego lub komunikatora dostępnego dopiero od 13. roku życia.

Najpopularniejszą platformą w tej grupie wiekowej jest TikTok, z którego korzysta aż 760 tys. dzieci (32 proc.). Ponad 300 tys. spędza tam ponad dwie godziny dziennie, a większość najmłodszych użytkowników uruchamia aplikację od kilku do kilkudziesięciu razy dziennie.

Na drugim miejscu znajduje się Facebook – dostęp do niego ma 580 tys. dzieci (24 proc.), a na trzecim Instagram – z którego korzysta 290 tys. dzieci (12 proc.). Z kolei 900 tys. dzieci (38 proc.) codziennie korzysta z Messengera, a 720 tys. (31 proc.) z WhatsAppa.

„Sprawcy przemocy seksualnej dopiero się rozkręcają”

Współautorzy raportu z Państwowej Komisji ds. Przeciwdziałania Pedofilii określają dane jako alarmujące i rekomendują pilne interwencje w obszarze regulacji prawnych. Zwracają uwagę na konieczność stworzenia pakietu ustaw chroniących dzieci w środowisku cyfrowym.

– Dzieci korzystają z tych samych platform, co dorośli, wśród których mogą znajdować się sprawcy przemocy seksualnej – zaznacza Justyna Kotowska, wiceprzewodnicząca Państwowej Komisji.

Jak wynika z badań organizacji WeProtect, osoba chcąca skrzywdzić dziecko w przestrzeni internetowej nie potrzebuje do tego wiele czasu – wystarczy jej zaledwie kilka dni.

– Obecnie odnotowujemy najwyższy wskaźnik materiałów cyfrowych przedstawiających krzywdę dzieci (CSAM) w historii i nic nie wskazuje na to, by miało ich być mniej – mówi Kotowska. – Uważamy, że osoby stosujące przemoc seksualną wobec dzieci przy użyciu nowych technologii dopiero się rozkręcają i że niebawem będziemy mierzyć się ze znacznym wzrostem spraw dotyczących tego rodzaju czynów.

Wiceprzewodnicząca Komisji zaznacza również, że molestowanie seksualne za pośrednictwem internetu nie jest „lżejszą” formą przemocy – odbija się ono na zdrowiu psychicznym i poczuciu bezpieczeństwa ofiary, mogąc zaważyć na całym jej życiu.

Rozmowa z Justyną Kotowską dostępna jest tutaj:

https://www.salon24.pl/newsroom/1425878,analizuje-sprawy-dotyczace-pedofilii-w-polsce

Podstępność w sieci

Raport pokazuje, że nadmierne korzystanie z internetu może prowadzić nie tylko do zagrożeń związanych z przemocą seksualną, ale również do poważnych problemów psychicznych.

– Coraz częściej z problemami związanymi z internetem zgłaszają się do nas rodzice uczniów klas 1–3 i 4–6 – mówi psycholog i psychoterapeutka dr Agnieszka Czusz-Sudoł z Ośrodka INTRA. – Młodsze dzieci są bardziej podatne na uzależnienia, ponieważ mają mniej dojrzałą korę przedczołową, odpowiedzialną za samokontrolę. Są przez to bardziej podatne na wyrzuty dopaminy w układzie limbicznym, jakie wywołują powiadomienia, polubienia czy wiadomości.[Co za język ! Ja bym dziecka takiej pani nie powierzył..MD}

Psychoterapeutka wskazuje również na wzrost cyberprzemocy.

– Przemoc rówieśnicza w sieci to coraz częstsze zjawisko – mówi Czusz-Sudoł. – Na czatach klasowych dochodzi do obmawiania, upubliczniania zdjęć i filmów stawiających dzieci w niekorzystnym świetle, a także tworzenia upokarzających memów.

Na sygnale po dziecko w furii

Na postępujący problem uzależnienia dzieci i młodzieży od internetu wskazują nie tylko psychologowie i psychiatrzy, ale także medycy.

– Zaburzeń wśród dzieci i młodzieży jest coraz więcej – mówi Dorota Kowalska, pielęgniarka anestezjologiczna, pracująca m.in. w zespole ratownictwa medycznego. – Uważam, że zaburzenia te są związane z trybem życia i uzależnieniem od elektroniki. Nieraz wyjeżdżamy do dziecka, które wpada w szał, bo „tata zabronił komputera”.

Pielęgniarka podkreśla, że w takich przypadkach zespół ratownictwa medycznego często jest wzywany przez rodziców, którzy nie są w stanie poradzić sobie z agresją dziecka. W wielu sytuacjach konieczne okazuje się przetransportowanie go do szpitala.

– Dziecko zabierane jest do szpitala z rodzicem albo z policją. Bardzo często towarzyszy nam policja, ponieważ dziecko może być zarówno czterolatkiem ważącym 25 kilogramów, jak i 17-latkiem chodzącym na siłownię i ważącym 90 kilogramów – dodaje Kowalska.

Cały wywiad z pielęgniarką dostępny jest tutaj:

Kiedy dziecko potrzebuje pomocy?

Dr Agnieszka Czusz-Sudoł wymienia sygnały, które powinny zwrócić uwagę rodziców i skłonić ich do skorzystania z profesjonalnej pomocy.

Objawy uzależnienia od internetu:

  • Silne reakcje emocjonalne (złość, agresja) na próby ograniczenia dostępu do internetu.
  • Niepokój lub frustracja w sytuacji braku dostępu do sieci.
  • Zaniedbywanie obowiązków szkolnych.
  • Stopniowe wydłużanie czasu spędzanego online kosztem innych aktywności.
  • Kłopoty ze snem i koncentracją.

Objawy cyberbullyingu:

  • Niechęć do szkoły i obawa przed spotkaniami z rówieśnikami.
  • Izolowanie się i wycofanie społeczne.
  • Ciągłe sprawdzanie komunikatorów.
  • Obniżony nastrój, lęk i napięcie.
  • Objawy psychosomatyczne (bóle brzucha, bóle głowy).

Jeśli jesteś w trudnej sytuacji rodzinnej i potrzebujesz porady psychologicznej, możesz skorzystać z infolinii Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Pod numerem 800 100 100 dyżurują eksperci, którzy postarają się udzielić Ci pomocy.

Źródło: Raport „Internet dzieci” powstał dzięki współpracy Państwowej Komisji ds. Przeciwdziałania Pedofilii, Fundacji „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa”, firmy Polskie Badania Internetu oraz firmy Gemius.

Marianna Fijewska-Kalinowska 

Chińczycy masowo zabijają dziewczynki w aborcjach.

Chińczycy masowo zabijają dziewczynki w aborcjach. Są konkretne liczby

pch24/chinczycy-masowo-zabijaja-dziewczynki

(Oprac. PCh24.pl)

Polityka jednego dziecka nadal oddziałuje na życie Chińczyków. Jak wynika z danych, które przedstawił doroczny raport Komisji Wykonawczej ds. Chin amerykańskiego Kongresu, rodzice w Państwie Środka chętnie decydują się na selektywne aborcje, zabijając dziewczynki.

Dotyczy to zwłaszcza tych rodziców, którzy mają trzecie dziecko. W przypadku dzieci urodzonych jako trzecie rodzi się 133 chłopców wobec 100 dziewczynek. Tak duża różnica płciowa może być osiągnięta tylko za sprawą selektywnych aborcji.

Problem w mniejszej skali dotyczy również pierwszych i drugich ciąż. W sumie w 2023 roku w Chinach żyło aż o 30 mln więcej mężczyzn niż kobiet. To powoduje bardzo wiele poważnych problemów społecznych i napędza brutalną przestępczość, w tym handel ludźmi i niewolnictwo seksualne. Dotyka to nie tylko samych Chin, ale również państw sąsiadujących.

Na decyzję rodziców o zabijaniu dziewczynek poprzez aborcję wpływa według ekspertów kilka czynników. Po pierwsze, to tradycyjne preferowanie syna względem córki w chińskim społeczeństwie; po drugie, to skutki polityki jednego dziecka; po trzecie, to dostępność badań USG mogących określić płeć dziecka; po czwarte, to łatwy dostęp do aborcji.

Chińczycy już 30 lat temu w specjalnej deklaracji zobowiązali się do walki z dzieciobójstwem dziewczynek poprzez prenatalną selekcję płci. Statystyki pokazują, że mimo upływu lat takie dzieciobójstwo nadal jest szeroko praktykowane.

W Chinach działa organizacja Women’s Rights Withouth Frontiers, która stara się ratować dziewczynki przed aborcją, a te już urodzone – przed porzuceniem i skrajnym ubóstwem. Grupa prowadzi kampanię „Ocal dziewczynkę”. 

Organizacja wskazuje, że oprócz Chin problem prenatalnego zabijania dziewczynek jest obecny również w innych krajach, na przykład w Indiach czy państwach postsowieckich.

Źródło: womensrightwithoutfrontiers.org

Pach

Liberalizm prowadzi do totalitaryzmu i do rewolucji komunistycznej.

Zawsze Wierni nr 6/2021 (217), czyli: zawsze_wierni

Anna Mandrela

Liberalizm mocą tkwiącej w nim tendencji prowadzi do totalitaryzmu i do rewolucji komunistycznej.

——————–

Walka o wolność?

W ostatnim czasie wielu Francuzów wyszło na ulicę, manifestując przeciwko restrykcjom sanitarnym. W Paryżu, Marsylii, Lyonie oraz w dziesiątkach innych miast protestujący maszerowali krzycząc: „wolność, wolność” (liberté, liberté). Francuskie media z niepokojem zauważyły, że ich kraj został dotknięty totalitaryzmem typu chińskiego.

Od „wolności” do totalitaryzmu

Manifestacje odbywają się pod hasłami „wolności”, ale przecież rewolucja francuska też miała hasło „wolności” na sztandarach, a Francja uznawana była za jeden z bardziej liberalnych krajów. Cóż się nagle stało z tą słynną na cały świat francuską wolnością? Dla zrozumienia tej sytuacji warto sięgnąć po książkę Abp. Lefebvre’a Oni Jego zdetronizowali. Arcybiskup tłumaczy w niej, że odrzucenie społecznego panowania Chrystusa Króla musi konsekwentnie prowadzić do zniewolenia. Obserwując sytuację na świecie, zauważymy, że totalitaryzm, z którym mamy obecnie do czynienia, nie powstał na gruncie państwa chrześcijańskiego, ale na gruncie państw laickich, które odrzuciły Boże prawo, a co za tym idzie prawo naturalne.

Francuzi, którzy jeszcze niedawno cieszyli się wszelkimi wolnościami, dziś dziwią się, że nagle obudzili się w kraju przypominającym chiński komunizm. Zauważmy, że już w latach osiemdziesiątych Abp Lefebvre ostrzegał: „Liberalizm mocą tkwiącej w nim tendencji prowadzi do totalitaryzmu i do rewolucji komunistycznej. Można powiedzieć, że jest on duszą wszystkich nowożytnych rewolucji, a więc duszą rewolucji jako takiej […] liberalizm stanowi rewoltę człowieka przeciw porządkowi naturalnemu ustanowionemu przez Stwórcę – rewoltę, która prowadzi do państwa indywidualistycznego, egalitarnego, przypominającego obóz koncentracyjny”1.

Dziś obserwujemy, jak ta zapowiedź realizuje się w liberalnych do niedawna krajach Europy. Francja, która chciała budować swoją tożsamość na hasłach „wolności, równości i braterstwa”, dziś jest krajem zniewolonym, pogrążonym w chaosie i wewnętrznych konfliktach.

Słowo „liberalizm” jest dziś różnie rozumiane i zwykle przytaczane w dyskusjach dotyczących ekonomii. Warto zatem zaznaczyć, że chodzi nam tutaj o liberalizm, który został potępiony w Syllabusie błędów Piusa IX. Dla szerszego zrozumienia tego zagadnienia Abp Lefebvre odsyła do książki Liberalizm jest grzechem, której autorem jest ks. dr Félix Sardá y Salvany. Stwierdza on, że podstawową zasadą liberalizmu jest całkowita niezależność człowieka od Boga.

Owocem tej zasady są: „absolutna wolność kultu, zwierzchność państwa, świecka edukacja odrzucająca jakąkolwiek więź religijną, małżeństwo sankcjonowane i legalizowane wyłącznie przez państwo itd.; jednym słowem, które łączy wszystko, mamy SEKULARYZACJĘ, odmawiającą religii prawa do jakiejkolwiek czynnej ingerencji w problemy życia publicznego i prywatnego, jakie by one nie były. To prawdziwy ateizm społeczny”2.

Pod sztandarem Chrystusa Króla

Ks. dr Sardá y Salvany stwierdza następnie, że ten ateizm społeczny jest „światem Lucyfera, skrywającym się w naszych czasach pod nazwą liberalizmu, w radykalnej opozycji i ustawicznej wojnie przeciwko tej społeczności, jaką tworzą dzieci Boże – Kościołowi Jezusa Chrystusa”3.

Człowiek po odrzuceniu Boga i jego przykazań musi stać się nieuchronnie niewolnikiem diabła. Bez Chrystusa nie ma wolności, jest tylko niewola grzechu, ignorancji i zakłamania. Bez Chrystusa nie ma równości, jest tylko niesprawiedliwość, wyzysk i segregacja. Bez Chrystusa nie ma braterstwa, jest tylko tworzenie wciąż nowych podziałów i konfliktów. Jedyne wyjście z tej sytuacji to wcielenie w życie postulatu św. Piusa X: „Odnowić wszystko w Chrystusie” (Omnia instaurare in Christo).

Oto powody, dla których zamiast całkowitej wolności katolicy nie tylko we Francji, ale i na całym świecie powinni wznieść na sztandary postulat społecznego panowania Chrystusa. „My chcemy Boga” (Nous voulons Dieu), „My chcemy Chrystusa Króla” – tylko pod tym sztandarem możliwa jest prawdziwa wolność, oparta na wiecznej i niezmiennej prawdzie. Dążąc jedynie do ludzkiej wolności, skazujemy się na niewolę doczesności, międzyludzkich układów i ateistycznych rządowych elit. Jak zauważył Abp Lefebvre: „Wszystko co oznaczone etykietą «wolności», jest od dwóch stuleci otaczane nimbem prestiżu, jaki przyznano temu uznanemu za święte i nienaruszalne słowu. Ale właśnie przez to słowo giniemy, to właśnie liberalizm zatruwa tak cywilne społeczeństwo jak i Kościół”4.

Walka o wolność bez Boga skazana jest nie tylko na porażkę, ale jest kontynuacją bezbożnej rewolucji francuskiej.

Potrzeba nam dziś raczej ducha mieszkańców Wandei, którzy szli pod sztandarem Najświętszego Serca Jezusa z napisem Dieu et Roi (Bóg i Król). Prawdziwą i konkretną drogę do wolności wskazał wielki francuski święty Ludwik M. Grignion de Montfort, który namawiał do oddania się w niewolę Chrystusowi przez ręce Maryi. Jego zdaniem człowiek jest albo niewolnikiem Chrystusa, albo niewolnikiem szatana – nie ma drogi pośredniej. Czy Francuzi pamiętają dziś o jego słowach?

Bétharram i Lourdes

Aby jeszcze lepiej zrozumieć, że po ludzku nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z nowym światowym ładem, przyjrzyjmy się pewnej historii, która wydarzyła się we Francji. Dobrze znamy objawienia maryjne z La Salette i Lourdes, ale mało się mówi o innym objawieniu Matki Bożej, które miało miejsce w Bétharram w 1515 roku (dwa lata przed rewolucją protestancką). Dziewczynka chciała przejść na drugi brzeg rzeki Gave de Pau i zaczęła tonąć. Gdy była już prawie pewna, że umiera, i z trudem łapała ostatnie oddechy, ukazała jej się piękna Pani, która podała jej gałąź. Dziewczynka złapała ją i szczęśliwie została przez Panią wyciągnięta na brzeg. Dziś ta historia jest mało znana nawet we Francji, a szkoda. Pokazuje nam ona, że potrzebujemy ratunku, którym jest Niepokalana.

Na uczczenie tego wydarzenia w Bétharram zbudowano sanktuarium maryjne. Odwiedzała je również mała Bernardetta Soubirous ze swoją rodziną. W 1858 roku Matka Boża objawiła się jej również nad rzeką Gave de Pau, ale ponad 18 kilometrów od Bétharram, w Lourdes, gdzie dziewczynka mieszkała, a wybrała się, aby uzbierać drewno na opał. Warto wspomnieć, że w chwili objawień rodzina Bernadetty żyła w straszliwych warunkach materialnych. Odkąd jej rodzice z powodu trudności finansowych stracili młyn, rozpoczęła się dla nich trzyletnia tułaczka. Nie mając pieniędzy na mieszkanie, rodzina Soubirous co chwilę przeprowadzała się, aż w końcu wynajęła pokój w miejscu, które wcześniej było celą więzienną. Sześcioosobowa rodzina gnieździła się w ciasnej izbie, w której znajdowały się jedynie dwa łóżka, kilka podstawowych sprzętów i palenisko, które służyło do gotowania, a zarazem ogrzewało i oświetlało pomieszczenie.

To właśnie ten moment skrajnej biedy wybrała Matka Boża na objawienie się Bernadetcie Soubirous i wyjawienie jej swojego imienia: „Jestem Niepokalane Poczęcie”. Oto przymiot Maryi, którego my nie posiadamy, gdyż ciążą na nas rany pozostałe po grzechu pierworodnym. Ta katolicka nauka jest całkowicie różna od liberalizmu, który odrzuca naukę o grzechu pierworodnym i opiera się na zasadzie naturalizmu, twierdząc, że ludzka natura jest całkowicie dobra i bez skazy.

W dniu 16 lipca 1858 roku, kiedy miało miejsce ostatnie objawienie w Lourdes, Bernadetta nie mogła podejść do groty, ponieważ teren został zagrodzony przez lokalne władze. Dziewczynka udała się jednak na drugi brzeg rzeki Gave de Pau i stamtąd spoglądała na Grotę Massabielską. Zobaczyła wtedy Matkę Bożą, która zdawała jej się piękniejsza niż zwykle. Dnia 16 lipca 2021 roku, w rocznicę ostatniego objawienia w Lourdes i w święto Matki Bożej z Góry Karmel, papież Franciszek wydał dokument ograniczający możliwość odprawiania tzw. Mszy trydenckiej w parafiach.

W tym samym czasie z obawy przed koronawirusem uniemożliwiono ludziom dostęp do groty i basenów z cudowną wodą w Lourdes. Mimo to jest tam codziennie odprawiana Msza wszech czasów.

Nieopodal cmentarza, na którym jest pochowana rodzina Soubirous, znajduje się przeorat Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X oraz tradycyjne zgromadzenie Małych Służebnic św. Jana Chrzciciela. Przebywające tam siostry zakonne z pokorą i prostotą oddają się swoim codziennym obowiązkom, opiekują się chorymi, a także prowadzą dom pielgrzyma.

Małe Służebnice św. Jana Chrzciciela

Zgromadzenie początkowo nosiło nazwę Instytut Małych Służebnic Baranka Bożego, a jego założycielem był ks. René M. de la Chevasnerie SI, autor licznych publikacji m.in.: Klucz do szczęścia (La clef du Bonheur). W swoich pismach jezuita starał się łączyć duchowość św. Ignacego z Loyoli z małą drogą św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Jego główna myśl była następująca: „Powinniśmy pamiętać o tym, że nie jesteśmy całkowicie niezależni, gdyż jesteśmy stworzeni, a zatem zależni od naszego Stwórcy, któremu powinniśmy się całkowicie oddać. Naszą zasadą powinno być: «Nic dla mnie, a wszystko dla Ciebie Panie»”. Jakże inny to duch od współczesnego indywidualizmu.

Ksiądz de la Chevasnerie podczas głoszonych przez siebie rekolekcji często spotykał osoby, które nie mogły zrealizować swojego powołania zakonnego z powodu wieku, słabego zdrowia lub innych przeciwwskazań. Postanowił wtedy założyć zgromadzenie, które przyjmuje wszystkie kobiety chcące poświęcić się Bogu – jedynym warunkiem była szczera intencja i rozeznanie woli Bożej. Instytut Małych Służebnic Baranka Bożego powstał w 1945 roku, a jego czcigodny założyciel zmarł w 1968 roku. Siostra, która pełniła w zgromadzeniu stanowisko ekonoma generalnego, po powrocie do Francji z misji w Kamerunie zauważyła, jak duch zgromadzenia jest niszczony pod wpływem posoborowych zmian. Zwróciła się o pomoc do Arcybiskupa Lefebvre’a i założyła zgromadzenie Małych Służebnic św. Jana Chrzciciela. Zakon się rozwijał i w 2011 roku siostry otworzyły nową fundację w Lourdes, przy której powstał przeorat FSSPX . W ten sposób mimo restrykcji sanitarnych, mimo zamkniętej groty, mimo Traditionis custodes w Lourdes księża Bractwa św. Piusa X codziennie odprawiają Mszę wszech czasów.

Podsumowanie

Te pozornie różne wątki, o których tu wspomniałam, łączy nie tylko Francja, ale także wynikająca z nich refleksja. Nasza cywilizacja umiera, a liczne dusze toną w rzece grzechów. Tylko od nas zależy, czy dostrzeżemy naszą Niebiańską Matkę, która czeka na nas na drugim brzegu, aby nam pomóc. Czy uchwycimy się podanego przez nią kija, który wyciągnie nas z nurtu rzeki prowadzącej do zatracenia? Czy w natłoku codziennych spraw i bieżących wydarzeń dostrzeżemy jej uśmiech?

A przecież Triumf Niepokalanego Serca Maryi powinien być dla nas czymś oczywistym. Jak pisał Abp Lefebvre: „Najświętsza Panna zwycięży, zatriumfuje nad wielką apostazją, która jest owocem liberalizmu. To jeszcze jeden powód, aby nie siedzieć z założonymi rękami. Teraz musimy bardziej niż kiedykolwiek walczyć o społeczne panowanie naszego Pana, Jezusa Chrystusa. […] Jedyne, co wiem na pewno i czego uczy nas wiara, to przekonanie, że nasz Pan Jezus Chrystus musi królować tu na ziemi i to już teraz, a nie tylko kiedyś, na końcu czasów, jak chcieliby tego liberałowie5.

Przypisy

  1. abp M. Lefebvre, Oni Jego zdetronizowali, Warszawa 2020, s. 29.
  2. ks. dr F. Sardá y Salvany, Liberalizm jest grzechem, Poznań 1995, s. 37.
  3. Ibidem, s. 39.
  4. abp M. Lefebvre, Oni Jego… , op. cit., s. 23.
  5. Ibidem, s. 263.