NCZAS.INFO | Szpital – zdj. ilustracyjne. / Fot. PAP
Zamiast zabiegów dla najmłodszych – prywatny apartament. Zamiast procedur medycznych – kręcenie włosów na wałki. Pracownicy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku przerywają milczenie i ujawniają szokujące kulisy trzymiesięcznej hospitalizacji krewnej dyrektora placówki.
Jak ujawnia portal.abczdrowie.pl, hospitalizacja osoby z rodziny dyrektora na oddziale otolaryngologii trwała trzy miesiące, po której nastąpił kolejny miesiąc na oddziale medycyny paliatywnej. Teraz pracownicy przerywają milczenie, by opowiedzieć, do jakich absurdów dochodziło.
Z relacji personelu wynika, że pacjentka zajęła kilkuosobową salę, która dotychczas służyła dzieciom po operacjach chirurgicznych. Gdy w szpitalu pojawił się „wyjątkowy gość”, zabiegi dla dzieci zostały z dnia na dzień wstrzymane. Pomieszczenie przeszło szybki remont, a jego przeznaczenie drastycznie się zmieniło.
– Sala służyła już tylko do tej konkretnej hospitalizacji. To było oburzające, kilkuosobowa sala została zamieniona w jednoosobową. Było wykorzystywane tylko jedno łóżko, dostawiono fotel. Taki, powiedziałabym, właśnie salonik vipowski – relacjonuje jedna z pracownic szpitala, prosząca o zachowanie anonimowości ze strachu przed utratą pracy.
Efekt? Szpital całkowicie stracił możliwość wykonywania nawet najdrobniejszych zabiegów chirurgicznych u dzieci. – Straciliśmy nawet tę namiastkę takiej opieki. Jako pracownicy byliśmy zbulwersowani, ale każdy się bał odezwać (…). Szlag mnie trafia na to wszystko, przecież to nie jest prywatny ośrodek dyrektora – mówi z goryczą inna osoba z personelu.
Pielęgniarki w roli osobistej służby
„Vipowski salonik” wymagał również „vipowskiej” obsługi, dalece wykraczającej poza standardowe procedury medyczne. Jak twierdzą informatorzy, opieka nad krewną dyrektora przybrała kuriozalny wręcz charakter.
– Rozumiem umycie włosów, bo to jest toaleta, ale pielęgniarki otrzymywały polecenia nawet kręcenia włosów na wałki.
„Zwykli” pacjenci nie mają takiej opieki – mówi kolejna z osób pracujących w szpitalu we Włocławku.
Gdy pielęgniarki zaczęły buntować się przeciwko traktowaniu ich jak osobistej służby, dyrekcja rzekomo znalazła inne rozwiązanie – do „dodatkowych zadań” oddelegowano opiekunkę medyczną z zupełnie innego oddziału.
Zmowa milczenia na szczycie
Jak to możliwe, że pacjent przebywa na oddziale otolaryngologii przez trzy miesiące, podczas gdy średnia długość hospitalizacji to dwa dni, a maksymalnie trwa ona tydzień-półtora tygodnia?
Obecne kierownictwo unika odpowiedzi. Dyrektor Dariusz Szczepański konsekwentnie ignoruje próby kontaktu, a rzecznik prasowy nabiera wody w usta, zasłaniając się wcześniejszymi lakonicznymi komunikatami o rzekomej odpowiedzialności ordynatorów za proces leczenia.
Tymczasem „vipowska sala” po wypisie pacjentki cudownym zrządzeniem losu znów służy całemu oddziałowi i mieści kilku chorych.
Świetna gawęda historyczna Grzegorza Brauna o początkach polskiej łże elity w XVIII wieku
W tych dawniejszych czasach inteligencja, więc ta taka pseudoelitarność, właśnie sięgająca korzeniami XVIII, jak nie XVI wieku, czasów rewolucji protestanckiej.
XVIII wiek to jest ten inkubator polskiej inteligencji, jako łże elity, która dokonuje, nazwijmy to, właśnie wrogiego przejęcia, jak w podtytule mojej książeczki, tego przechwycenia stanu świadomości narodowej. No i to trwa do dzisiaj.
Chów wsobny polskich ćwierć inteligentów
Otóż to był chów wsobny. Polski inteligent jest, przepraszam za takie porównanie, jest mułem. To znaczy nie rozmnaża się. Można tylko nominować następnych ćwierć inteligentów na inteligentów…
Można tylko nominować następnych ćwierć inteligentów na inteligentów, ale oni nie będą mieli swoich kontynuatorów, dlatego że kontynuacja jest w liniach służbowych. W służbie cywilnej i służbie mundurowej. Mafie, służby i loże nominują wielkich mistrzów i jakichś tam małych czynowników, czynowniczków, oficerów w kolejnych generacjach.
Ale to nie jest rozwój naturalny narodu. To jest właśnie naród przechwycony. To jest naród, któremu przyprawiono głowę szereg razy.
Właśnie pierwszy raz na tę skalę to jest w wieku XVIII. Kiedy rodzi się ta pseudoelita, która rości sobie pretensje do monopolu. Rości sobie pretensje do roli dyktatorów wszelkich mód intelektualnych, politycznych, także filozoficznych, literackich, artystycznych.
Proces marszu przez instytucje
To jest w XX wieku Szkoła Frankfurcka i generalnie Eurokomuna realizuje filozofię i praktykę polityczną. Więc u nas wtedy w XVIII wieku te instytucje muszą dopiero powstać, żeby było przez to maszerować. Żeby ta powiedzmy protokomuna, ci rewolucjoniści różnej maści, żeby mieli etaty do obsadzenia.
Po to żeby z wysokości swoich etatów w instytucjach, których wcześniej nie było, a oni pierwsi wmówią Polakom, że te instytucje są w ogóle samą istotą polskości, narodowości i państwowości. Żeby z wysokości tych instytucji, tych krzeseł, foteli, fotelików, kanap, żeby dyktować narodowi w co ma wierzyć, w którą stronę ma iść, czy w prawo, czy w lewo.
Grzechy polskich ćwierćinteligentów
Demokratyzm, etatyzm, pacyfizm, modernizm, w odniesieniu do historii ojczystej insurekcjonizm, no i oczywiście “władca pierścieni”, czyli judeo-idealizm, czyli „anty-antysemityzm”. Jako dogmat, który wszystkie zbiera, wszystkie spina i wszystkimi rządzi.
Ze względu na koszty budowy, dekoracji i utrzymania ronda stanowią ogromną inwestycję dla władz lokalnych. W teorii ułatwiają wjazd, zapewniają większe bezpieczeństwo i ograniczają zbytnie rozpędzanie się samochodów. Ten model infrastruktury drogowej jest coraz częściej przenoszony do Polski, ale championat w Europie dzierży Francja.
W tym kraju wystarczy przejechać kilka kilometrów drogą departamentalną, żeby to zrozumieć. Rondo przy wjeździe do wioski, kolejne przed strefą handlową, trzecie przy wyjeździe z miasta, zwieńczone kwietnikiem, rzeźbą lub innym symbolem lokalnej tożsamości…
We Francji rondo stało się nieodłącznym elementem drogi – stwierdza tygodnik „Valeurs” i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie gigantyczne koszty w państwie, które szuka do 2032 r. 125 mld euro oszczędności w wydatkach publicznych.
Liczba rond we Francji szacowana jest na 43 000–65 000 i kraj ten jest światowym rekordzistą. Od lat 80. XX wieku co roku powstają setki nowych konstrukcji tego typu. Każda nowa inwestycja to wydatek rzędu setek tysięcy euro, a do tego dochodzą koszty utrzymania, które będą obciążać finanse publiczne przez dziesięciolecia.
Wszystko zaczęło się w latach 70. XX wieku. Budowy rond były odpowiedzią na potrzebę: spowolnienia ruchu kierowców i wyeliminowania najpoważniejszych kolizji. Przez dekady to, co kiedyś było pragmatyczną reakcją, stało się „odruchem administracyjnym”. Ilekroć skrzyżowanie stwarza problem, rozwiązaniem staje się kolejne rondo, chociaż tańsza bywa sygnalizacja świetlna, znak stop czy po prostu przebudowa skrzyżowania. To rondo stało się uniwersalnym rozwiązaniem.
Większość utrzymania tych inwestycji spada na gminy. Władze korzystają propagandowo na widoczności takiego miejsca, dodają więc symbole, ukwiecają rabaty. Złośliwi mówią nawet, że to niemal „wyborcza infrastruktura”. Rachunek jest jednak wysoki. Standardowe rondo kosztuje zazwyczaj od 300 000 do 1 miliona euro, w zależności od złożoności projektu. Do tego dochodzą koszty wykupu gruntów, infrastruktury podziemnej, zagospodarowania terenu i dość często dekoracji. We Francji puste rondo wydaje się niemal nie do pomyślenia.
W tej materii są rekordziści. W Carcassonne rondo Béragne kosztowało prawie trzy miliony euro. Dochodzą do tego coroczne koszty utrzymania terenów zielonych, podlewania, sprzątania, oświetlenia, napraw i odnawiania nasadzeń. Według stowarzyszenia podatników Contribuables Associés, od lat 80. wydano już we Francji ponad 20 miliardów euro na budowę i upiększanie rond. Skumulowane koszty utrzymania ten rachunek powiększają. Tygodnik Valeurs uważa to za niegospodarność i podsumowuje te wydatki – „Francja kręci się w kółko…”.
Każdy, kto chce zrozumieć rozpad porządku wasalnego w Zatoce Perskiej, powinien patrzeć mniej na rozmowy telefoniczne, a bardziej na mapy. A dokładniej: na mapy rurociągów. To bowiem, co obecnie wygląda na polityczną emancypację poszczególnych państw Zatoki Perskiej spod władzy Waszyngtonu, po bliższym przyjrzeniu się okazuje się czymś o wiele bardziej otrzeźwiającym – rozkładem fizycznej podatności, który został utrwalony w betonie dziesiątki lat temu i dopiero teraz ujawnia swoje polityczne konsekwencje.
I. Infrastruktura, nie lojalność
Oczywistym błędem jest traktowanie państw Zatoki Perskiej jako bloku zjednoczonego w dystansowaniu się od swojego protektora. Tak nie jest. Amerykański think tank Soufan Center wskazał już w maju na linię podziału, która od tamtej pory stała się ważniejsza niż jakakolwiek deklaracja dyplomatyczna: Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie mają rurociągi, które kierują znaczną część eksportu ropy wokół Cieśniny Ormuz – trasy omijające zbudowane właśnie na potrzeby obecnego scenariusza. Oman może w każdym razie prowadzić handel drogą morską wzdłuż swojego wybrzeża Morza Arabskiego, niezależnie od Ormuz. Kuwejt, Bahrajn i Katar z kolei nie mają alternatywy: eksport ropy Kuwejtu, eksport Bahrajnu i dostawy skroplonego gazu ziemnego Kataru zależą całkowicie od przepływu przez cieśninę, którą Iran zamknie lub zagrozi zamknięciem, jeśli zajdzie taka potrzeba.
To jest prawdziwa linia podziału – nie sympatia czy antypatia wobec Teheranu, ale pytanie, kto ma alternatywę dla sytuacji z zakładnikami, a kto nie. Ci, którzy dysponują rozwiązaniem, mogą pozwolić sobie na zajęcie twardego stanowiska wobec Iranu bez narażania własnej gospodarki. Ci, którzy go nie mają, są uzależnieni od deeskalacji, niezależnie od retoryki używanej przez ich rząd. Co istotne, według Centrum Soufana, Bahrajn i Kuwejt historycznie podążały za linią Arabii Saudyjskiej, a teraz również za jej kursem deeskalacji – nie z przekonania, ale dlatego, że ich własna struktura eksportowa nie pozostawia im innego wyboru.
Kwestia ta ma zatem również charakter metodologiczny. Każdy, kto – jak krążyły w ostatnich dniach w odpowiednich publikacjach insiderów – twierdzi, że państwa Zatoki Perskiej podzieliły się politycznie na frakcje, dążąc do eskalacji lub deeskalacji, myli objawy z przyczynami. Mapa, o której mowa, nie jest mapą polityczną; to mapa rurociągów. To właśnie materialistyczne sedno sprawy: to nie świadomość rodów rządzących decyduje o ich pozycji, lecz fizyczna struktura podatności, która jest dla nich dostępna lub nie.
II. Drugi dzwoniący
W obecnej narracji o upadku wasali brakuje jeszcze jednego aktora, który nie tylko dzwoni, ale i dostarcza. Chiny już dawno stały się czymś więcej niż biernym beneficjentem amerykańskiego wyczerpania – są aktywnym dostawcą irańskiego sprzętu wojskowego, i to na skalę, która ujawnia prawdziwy technologiczny wymiar tego rozpadu.
Według kilku niezależnych źródeł, w tym Bloomsbury Intelligence and Security Institute oraz US-China Economic and Security Review Commission, Iran od początku 2026 roku przekształca swój arsenał rakiet i dronów w chiński system nawigacji satelitarnej BeiDou, po doświadczeniach wojny dwunastodniowej z 2025 roku, która ujawniła podatność tego kraju na zagłuszanie GPS przez USA i Izrael. Przekształcenie to rzekomo znacznie zwiększyło celność irańskiej broni dalekiego zasięgu i poprawiło jej zdolność do penetracji amerykańskich baz obrony powietrznej w Zatoce Perskiej. Ponadto, według tych samych źródeł, doszło do transferu chińskiej technologii radaru antystealth (YLC-8B) oraz – według raportu Reutersa z końca lipca – kontraktu na dostawę kilkuset przenośnych systemów obrony powietrznej QW-12 i FN-16 o wartości około 60 do 70 milionów dolarów.
Te dostawy nie są przysługą. Stanowią poligon doświadczalny. Dla Pekinu obecna wojna to pierwsza okazja do przetestowania własnej satelitarnej precyzji namierzania, technologii radarowej i obrony powietrznej w rzeczywistych warunkach bojowych przeciwko amerykańskiemu arsenałowi broni elektronicznej – bez ryzykowania ani jednej własnej jednostki.
To cicha druga strona porządku wasalnego opisanego w pierwszej części tej analizy: podczas gdy państwa Zatoki Perskiej przeliczają swoje fizyczne słabości, Chiny kalkulują swoje korzyści technologiczne. Oba te działania przebiegają równolegle, ponieważ opierają się na tym samym fundamentalnym fakcie – malejącej zdolności Stanów Zjednoczonych do jednostronnego kontrolowania przebiegu wojny.
III. Dwa rejestry materialne, jedno wyczerpanie
Pierwsza część tej analizy opisała rozpad porządku wasalnego jako kwestię autorytetu interpretacyjnego – kto na Zachodzie może nadal wiarygodnie powiedzieć, co dzieje się w Zatoce Perskiej. Dodatek, który teraz się pojawia, jest bardziej stonowany, a zatem trudniejszy do obalenia: rozpad ten można dostrzec w dwóch całkowicie apolitycznych kontekstach, z których żaden nie ma nic wspólnego z retoryką. Jednym z nich jest mapa rurociągów, która określa, które państwo Zatoki Perskiej może sobie pozwolić na twardą linię, a które nie. Drugim jest lista dostaw z Pekinu, która określa, jak kosztowne jest faktycznie utrzymanie amerykańskiej pozycji militarnej.
Oba rejestry mają jedną wspólną cechę: powstały tygodnie lub miesiące temu, na długo zanim którakolwiek ze stron w niedzielę odebrała telefon. To, co teraz wydaje się ruchem dyplomatycznym, jest w rzeczywistości spóźnionym politycznym uznaniem sytuacji materialnej, która już została rozstrzygnięta. To jest prawdziwy powód, dla którego Zachód nie dostrzega, czym jest ten proces: szuka wyjaśnień w intencjach, dyskusjach i lojalnościach – ignorując rurociągi i kontrakty na dostawy, które w ogóle umożliwiają realizację tych zamierzeń.
I. Infrastruktura, przepustowość rurociągów i podatność geopolityczna w Zatoce Perskiej
Soufan Center: IntelBrief: Strategiczna infrastruktura i podatność na zagrożenia w Zatoce Perskiej. (Majowa analiza rurociągów omijających, takich jak saudyjski rurociąg wschód-zachód i emiracki rurociąg Habshan-Fujairah, w porównaniu z całkowitą zależnością Kataru, Kuwejtu i Bahrajnu od regionu Ormuz).
Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA): Analiza wąskich gardeł w światowym tranzycie ropy naftowej: Cieśnina Ormuz. (Dane dotyczące wielkości przepustowości, alternatywnych przepustowości rurociągów i morskich szlaków eksportowych państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej).
II. Transfer technologii, integracja BeiDou i chiński eksport broni
Bloomsbury Intelligence and Security Institute (BISI): Ocena techniczna: Irańska amunicja precyzyjnie kierowana i adaptacja do walki elektronicznej. (Analiza konwersji irańskich systemów dronów i rakiet ze standardów GPS i GLONASS na chiński system nawigacji satelitarnej BeiDou w celu obejścia zachodnich systemów zagłuszających).
Komisja ds. Przeglądu Gospodarczego i Bezpieczeństwa USA-Chiny (USCC): Przesłuchanie/Raport na temat chińskiej pomocy wojskowo-technicznej dla państw Bliskiego Wschodu. (Dokumentacja transferów technologii w dziedzinie walki elektronicznej, radarów stealth, takich jak YLC-8B, oraz komponentów podwójnego zastosowania).
Reuters: Ekskluzywny raport: Chiny zawarły z Iranem umowę na dostawę przenośnych pocisków przeciwlotniczych. (Lipcowy raport na temat kontraktów na dostawę przenośnych systemów obrony przeciwlotniczej QW-12 i FN-16 o wartości 60–70 milionów dolarów).
Natknąłem się dziś na coś dość dziwnego, kiedy zapytałem jedną z wyszukiwarek opartych na sztucznej inteligencji o zajęcie przez Rosję terytorium Ukrainy w 2026 roku. Oto, co twierdziła chińska agencja KIMI:
Dowody z wielu źródeł – w tym oficjalnych oświadczeń Ukrainy, zachodnich ośrodków analitycznych i niezależnych ukraińskich obserwatorów – sugerują, że Ukraina odzyskała w pierwszej połowie 2026 roku znacznie więcej terytorium niż Rosja, napędzana przez południową kontrofensywę. Jednak tempo ukraińskich postępów zwolniło od wiosny, a Rosja odnotowała niewielkie zyski netto w ostatnich miesiącach (czerwiec-lipiec). Całkowity zysk netto za cały rok jak dotąd wydaje się nadal korzystny dla Ukrainy, ale margines i dokładne liczby zależą w dużej mierze od zastosowanej metodologii.
No i proszę… Ukraina wygrywa wojnę na ziemi, według sztucznej inteligencji. Podkreślę, że tę samą propagandę znajdziecie na GROK-u czy Claude. Zachodnie wysiłki propagandowe przynoszą korzyści w sferze informacyjnej. Nawet chińscy programiści, którzy stworzyli KIMI, propagują zachodnią propagandę.
Pozwólcie więc, że przedstawię wam faktyczny przebieg wydarzeń w 2026 roku. Rosja rozpoczęła rok 2026 raportem Gierasimowa dla Putina, ogłaszając wyzwolenie Pokrowska (Krasnoarmiejska) – donieckiego węzła logistycznego, obleganego od prawie dwóch lat – oraz Wowczańska w Charkowie. Do listopada 2025 roku Ministerstwo Obrony Narodowej informowało o nieustannym zdobywaniu pozycji, w tym w Pietrowskim w Donieckiej Republice Ludowej oraz w Tichoje i Otradnoje w Dniepropietrowsku.
Wiosną 2026 roku agencja TASS donosiła, że siły rosyjskie wyzwoliły 63 osady od marca do maja 2026 roku – 20 w marcu, 16 w kwietniu i 27 w maju, miesiącu, w którym odnotowała najwięcej ataków. W regionie było to 21 osiedli w obwodzie charkowskim, 19 w DRL, 14 w Sumach, sześć w Zaporożu i trzy w Dniepropietrowsku. Zdobycze w Sumach i Charkowie są przedstawiane przez Moskwę jako budowanie „strefy bezpieczeństwa” wzdłuż granicy z Rosją.
Na początku lata (w czerwcu) Gierasimow doniósł, że siły rosyjskie kontynuują wyzwalanie „Donbasu i Noworosji”, posuwając się naprzód na wszystkich frontach. 3. Armia posuwała się w kierunku Słowiańska i Kramatorska – wyzwalając Piskunowkę, docierając do przedmieść Nikołajewki i znajdując się niecałe 5 km od wschodnich rubieży Kramatorska. Zdobycie Krasnego Limanu (Lyman) miało nastąpić wkrótce.
Grupa bojowa Zachód posuwała się szerokim frontem; w rejonie Kupiańska, odpierając ukraińskie próby przebicia się do zachodniego Kupiańska, jednostki szturmowe nacierały na zachód w kierunku Szewczenkowa. W rejonie Dobropola na północ od Krasnoarmiejska, walczyły w Dobropolu i Annowce, zdobywając Leninę (ukraińska nazwa Mirnoje), a Szewczenko, Krasnojarskie i Swietłoje uznano za wyzwolone.
W lipcu agencja TASS odnotowała wyzwolenie 32 miejscowości, z czego 22 – ponad 68 procent – w obwodzie charkowskim i Donieckiej Republice Ludowej. W ujęciu grup bojowych: Północ zajęła dziesięć, Centrum osiem, Zachód sześć, Wschód pięć, a Południe trzy. Do najważniejszych wydarzeń miesiąca należało wyzwolenie Konstantynówki w Donieckiej Republice Ludowej przez Grupę Bojową Wschód oraz zdobycie Bielickiego przez Grupę Bojową Centrum. Konstantynówka jest jednym z czterech miast w donieckim pasie fortecznym .
Obecnie Rosjanie atakują ostatnią dużą aglomerację doniecką kontrolowaną przez Ukraińców — pas Konstantynówka–Drużkowka–Kramatorsk–Sławiańsk — wzdłuż strefy granicznej Sum/Charków i konsolidacji w Zaporożu i Dniepropietrowsku.
Oprócz operacji lądowych we wschodniej Ukrainie, Rosja od 22 lipca pozbawiła Ukrainę możliwości prowadzenia operacji morskich i handlowych z Odessy i Nikołajewa. Ukraińscy rolnicy nie będą mogli eksportować produktów przez porty Morza Czarnego i zachodnich dostaw, które kiedyś swobodnie przepływały przez Odessę. Morskie szlaki transportowe Ukrainy zostały przerwane i nie będą działać do czasu zakończenia wojny z Ukrainą.
Wreszcie, mamy codzienne rosyjskie ataki rakietowe i dronowe na Kijów i inne kluczowe ukraińskie centra logistyczne i wojskowe. Niszczenie fabryk i magazynów skutecznie wysysa Ukrainę z powierzchni ziemi. Zachód uparcie przedstawia wojnę na Ukrainie jako krucjatę, która stoi u progu zwycięstwa, ale realia na miejscu pokazują zupełnie inną, ponurą historię… Ukraina przegrywa.
Oto mój występ w niedzielny wieczór w Transition Protocol (zapomniałem opublikować go wczoraj):
Nie było mnie w zeszły wtorek z Jeleną i Ryanem. Wróciłem dziś ze strategiczną aktualizacją dotyczącą Iranu i Ukrainy:
Z przyjemnością spotkałem Jima Webba osobiście w Chattanoodze. Rozmawialiśmy o występie klaunów w CENTCOM:
Zawsze sprawia mi przyjemność rozmawianie z bratem Rasheedem Mohammadem:
Glenn Diesen i ja omówiliśmy doniesienia dotyczące wyczerpywania się amerykańskich zapasów rakiet:
Kiedy rozmawialiśmy z Nimą dziś po południu, zastanawialiśmy się, czy Stany Zjednoczone podejmą dziś wieczorem odwet przeciwko Iranowi za wczorajszy atak na amerykańskie aktywa w Kuwejcie. W chwili pisania tego tekstu nic takiego nie nastąpiło:
Mario wykonuje świetną robotę, codziennie podsumowując najważniejsze wiadomości z frontu wojny:
Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie
Biały Dom Trumpa stosuje mafijny system wymuszeń, który doprowadzi kraj do bankructwa w taki sam sposób, w jaki Trump doprowadził do bankructwa swoje kasyna.
Odwiedziłem kasyno Taj Mahal Donalda Trumpa w Atlantic City dzień przed jego zamknięciem, w październiku 2016 roku. Kasyno miało dwie ogromne, białe bramy, flankowane dwutonowymi, białymi, odlewanymi słoniami. Wejście zwieńczała seria 70 turkusowych i zielonych minaretów z włókna szklanego oraz kilkanaście kopuł ze złotymi końcówkami. Neonowy szyld z czerwono-złotymi napisami głosił: „Trump Taj Mahal Casino and Resort”. Podświetlana fontanna przed szklanymi drzwiami kasyna była ozdobiona dwoma rzędami sześciu biało-złotych urn.
Budowa Trump Taj Mahal, najwyższego budynku w New Jersey i największego kasyna na świecie, kosztowała 1,2 miliarda dolarów. Luksusowe apartamenty, w momencie otwarcia, nosiły nazwy historycznych osobistości – Aleksandra Wielkiego, Michała Anioła, Napoleona i Kleopatry. Koszt wynajmu apartamentów wynosił około 10 000 dolarów za dobę. Trump, którego nazwisko i wizerunek widniały w całym kasynie, użył znanej przesady, nazywając je „ósmym cudem świata”. Operatorzy kasyna otrzymali polecenie, aby odbierać połączenia przychodzące słowami: „Dziękujemy za połączenie z Trump Taj Mahal, gdzie cuda nigdy się nie kończą”. Kelnerki nosiły stroje „dziewczyn z haremu”.
Kasyno pięć razy ogłaszało upadłość.
Trump robi krajowi to samo, co zrobił Tadż Mahalowi. Jego administracja działa znacznie ponad swoje możliwości, dysponując budżetem w wysokości 7,4 biliona dolarów na rok fiskalny 2026, przy prognozowanych dochodach wynoszących zaledwie 5,6 biliona dolarów. Idiotyzm Trumpa wplątał Stany Zjednoczone w niekończącą się i niemożliwą do wygrania wojnę z Iranem, która może pogrążyć światową gospodarkę. Zamierza ograniczyć ubezpieczenie zdrowotne 15 milionów osób, a także pomoc żywnościową i inne programy zaspokajające podstawowe potrzeby. Zwolnił tysiące pracowników rządowych. Zamknął USAID, Amerykański Instytut Pokoju i Centrum Kennedy’ego.
Zniszczył Głos Ameryki i obiecuje zamknąć Departament Edukacji. Wycofał się ze Światowej Organizacji Zdrowia i Porozumienia Paryskiego w sprawie klimatu ( dwukrotnie ). Kontynuował wstrzymanie finansowania Agencji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA), które rozpoczęło się za administracji Bidena. Anulował tysiące finansowanych przez USA międzynarodowych projektów rozwojowych. Usunął rządowe zbiory danych i strony internetowe dotyczące klimatu. Okroił budżety na inicjatywy związane z energią odnawialną, jednocześnie uchylając federalne przepisy dotyczące emisji dwutlenku węgla i zanieczyszczeń.
Jego polityka spalonej ziemi, polegająca na wysadzaniu w powietrze fundamentów republiki, idzie w parze z kulturą korupcji i oszustwa, niespotykaną dotąd w historii Ameryki.
Trump, którego urzędnicy są oskarżani o handel informacjami poufnymi, a którego rodzina zarobiła ponad 1,4 miliarda dolarów na przedsięwzięciach związanych z kryptowalutami od czasu objęcia urzędu, bezczelnie czerpie zyski z połączenia nieuregulowanych rynków predykcji opartych na kryptowalutach z polityką zapoczątkowaną przez aplikacje hazardowe, takie jak Polymarket.
Firma venture capital Donalda Trumpa Jr., 1789 Capital, jest głównym inwestorem w Polymarket, gdzie zasiada w radzie doradczej. Jego majątek netto szacuje się na 400 milionów dolarów. Jest również doradcą strategicznym w Kalshi, co zapewniło mu udziały w firmie o wartości około 300 000 dolarów – obecnie szacowane na miliony. Kalshi ogłosił niedawno, że umożliwi użytkownikom obstawianie, czy FDA zatwierdzi poszczególne leki jako „bezpieczne i skuteczne”.
Firma Trump’s Truth Social rozwija rynek predykcyjny o nazwie Truth Predict. Jego administracja pozwała Connecticut, Arizonę i Illinois, próbując uniemożliwić tym stanom regulowanie rynków predykcyjnych. Truth Social uruchomił również usługę o wartości 100 000 dolarów miesięcznie, oferującą szybszy dostęp do postów Trumpa manipulujących rynkiem – delikatnie zamaskowaną wersję handlu poufnymi informacjami.
Biały Dom, naśladując mafijne wymuszenia typowe dla kultury kasyn w Atlantic City, żąda od korporacji i miliarderów ogromnych odszkodowań w zamian za polityczne przysługi i deregulację. „Wall Street Journal” donosi, że Trump zgromadził fundusz korupcyjny w wysokości 800 milionów dolarów na swoje ulubione projekty, w tym salę balową, bibliotekę prezydencką, super-PAC-i i komitety ds. politycznych.
Główna zbieraczka funduszy dla Trumpa, Meredith O’Rourke, nazywana „Księżniczką ciemności”, inkasuje łapówki, mówiąc wprost: „Szef chce tych pieniędzy”.
Niepodlegające negocjacjom żądanie wydaje się pochodzić z podręcznika Nicodemo – „Małego Nicky’ego ” Scarfo, szefa rodziny przestępczej Bruno-Scarfo, której proceder wymuszeń pozwolił na zebranie milionów dolarów od firm budowlanych, firm, barów, restauracji, związków zawodowych w Atlantic City – których fundusze na opiekę zdrowotną i socjalną zostały splądrowane – oraz kasyn. I tak jak w przypadku mafii, raz nigdy nie wystarczy dla syndykatu przestępczego Trumpa.
Zawsze chce więcej.
Trump, który jak większość gangsterów ma u boku znacznie młodszą towarzyszkę – jego ostatnią asystentką jest Natalie Harp – ma długą historię mafijnych represji. Wydał zarządzenia wykonawcze wymierzone w kancelarie prawne, które wcześniej zatrudniały prawników prowadzących przeciwko niemu śledztwa. Firmy te utraciły certyfikaty bezpieczeństwa i dostęp do federalnych sądów. Próbując udobruchać Trumpa, posłusznie uległy jego żądaniom.
Kiedy dotarłem do kasyna Trumpa, terminal autobusowy dla turystów, mieszczący 22 miejsca, był pusty. Większość z 12 restauracji w kasynie była zamknięta. Arena kasyna, mieszcząca 5500 osób, również została zamknięta.
Trump Taj Mahal, podobnie jak nasza republika, miał umrzeć.
„Kiedy wszedłem do Taj Mahal, nad delikatnie oświetlonym wnętrzem zwisały lśniące austriackie kryształowe żyrandole, z których każdy kosztował 14 milionów dolarów” – napisałem w książce America: The Farewell Tour. „W wielu brakowało sznurów koralików. Ściany były pokryte lustrami. Spojrzałem na rzędy stołów do gry, stołów do blackjacka, kół ruletki i trzy tysiące automatów do gry, które migotały kolorowymi światłami. Automaty wydawały dźwięki, buczenie i dźwięczenia o różnych tonach. Rozciągały się na obszarze wielkości trzech boisk piłkarskich. Sala gier była prawie pusta. Krupierzy stali przed pustymi, pokrytymi filcem stołami. Większość hazardzistów, którzy rozsiedli się na wyściełanych krzesłach przed automatami, była starsza i wychudzona. Automatycznie pociągali za dźwignie lub naciskali kwadratowe przyciski. Wpatrywali się bezmyślnie w wirujące ekrany przed sobą. Jeden automat do gry generuje dla kasyna od 200 do 300 dolarów dziennie. Zagorzali hazardziści otrzymują drinki na powitanie. Sprzątaczki od czasu do czasu wchodzą do pokoi i odkrywają zwłoki starszych mężczyzn i kobiet, którzy godzinami pili więcej alkoholu, niż ich organizm był w stanie wchłonąć. Nierzadko zdarza się, że gracze przy automatach moczą się i brudzą.”
„Siedemnaście skomputeryzowanych stanowisk check-in przy wejściu było pustych” – kontynuowałem. „Samotny recepcjonista stał za długą ladą, naprzeciwko pustych lin odgradzających. Toalety w łazienkach, ozdobione marmurem karraryjskim, były przykryte plastikowymi torbami i miały tabliczki z napisem „Nieczynne”. Szedłem po brudnej i zniszczonej wykładzinie przez długie, puste i słabo oświetlone korytarze na wyższych piętrach. Półkoliste beżowe kinkiety, w niektórych z nich umieszczone były przepalone żarówki, stały co kilka stóp po obu stronach korytarza. Kinkiety były brudne i popękane. Na suficie były brązowe plamy po wodzie. W powietrzu unosił się zapach pleśni. Trzy czwarte z 1250 pokoi zostało zamkniętych na czas remontu. Kasyno przypominało statek widmo”.
Hazard, podobnie jak fikcyjny uniwersytet Trumpa i jego memcoin $TRUMP, polega na sprzedaży fantazji pozwalających na ucieczkę od rzeczywistości. Chodzi o żerowanie na ludzkiej rozpaczy. Na przykład kręcące się bębny automatów do gry to iluzja. Nie tracą powoli rozpędu. Są zaprogramowane tak, aby tak wyglądać. Chipy komputerowe decydują o wyniku w momencie naciśnięcia przycisku lub pociągnięcia dźwigni. Wirtualne mapowanie bębnów zapewnia, że symbol jackpota pojawi się nad lub pod linią wypłat. Gracz ma wrażenie, że prawie wygrał, co zachęca go do postawienia większych pieniędzy.
Trump od samego początku swojej kariery dewelopera nieruchomości był uwikłany w mafię, w tym w operacje swojego bezwzględnego prawnika Roya Cohna. Cohn reprezentował Anthony’ego „Grubego Tony’ego” Salerno, szefa rodziny przestępczej Genovese, oraz Carmine’a Galante z rodziny Bananno.
Trump szkolił się u Cohna i podobnych w sztuce wymuszeń, szantażu, gróźb i korupcji. Przez całą swoją karierę otaczał się gangsterami, oszustami i pochlebcami.
Joseph Weichselbaum, trzykrotnie skazany przestępca, który ostatecznie trafił do więzienia za handel marihuaną i kokainą, zarządzał flotą helikopterów Trumpa. Helikoptery przewoziły hazardzistów do i z kasyn Trumpa. Ci hazardziści mogli dostać wszystko, czego zapragnęli, od seksu z eskortą po kokainę. Łatwy dostęp Weichselbauma do narkotyków był prawdopodobnie atutem. Kiedy Weichselbaum oczekiwał na wyrok, Trump napisał do sędziego, że jest „chlubą dla społeczności”. Handlarz otrzymał wyrok trzech lat więzienia, chociaż odsiedział tylko 18 miesięcy. Kurierzy, którzy fizycznie dostarczali narkotyki dla Weichselbauma, dostali do 20 lat. Po wyjściu z więzienia Weichselbaum przeprowadził się do Trump Tower ze swoją dziewczyną.
Kasyno Trumpa zostało otwarte w 1990 roku koncertem Michaela Jacksona. Było to ekstrawaganckie wydarzenie, zbudowane z 820 milionów dolarów niezrównoważonego długu, w tym emisji obligacji śmieciowych o wartości 675 milionów dolarów z oprocentowaniem 14 procent.
Marvin B. Roffman, analityk kasyn w filadelfijskiej firmie inwestycyjnej Janney Montgomery Scott, powiedział „The Wall Street Journal”, że Taj Mahal będzie potrzebował 1,3 miliona dolarów dziennie, aby pokryć odsetki. Żadne kasyno nigdy nie przyniosło tak dużych zysków.
„Taj Mahal był skazany na porażkę od samego początku” – napisałem. „Trump wkrótce musiał obsługiwać stopy procentowe w wysokości 95 milionów dolarów rocznie. Przez jakiś czas mógł zaciągać nowe pożyczki, a potem zbankrutował. To był krótki i ekscytujący moment szaleńczej przesady. Ale wyszło to na dobre jego marce, nawet jeśli świadczyło o rażącym braku zmysłu biznesowego. Trump pożyczał pieniądze na wysokie odsetki i kłamał o nich regulatorom. Trump przerzucił straty na akcjonariuszy i obligatariuszy, którzy zostali oskubani z ponad 1,5 miliarda dolarów. Wielu lokalnych wykonawców i dostawców, którym Trump nigdy nie zapłacił, zbankrutowało”.
Trump zarobił jak bandyta. Niewiele z własnych pieniędzy zainwestował. Przerzucił osobiste długi na kasyno i zebrał miliony dolarów z pensji, premii i innych płatności. Pracownicy jego kasyna zbiorowo stracili. miliony dolarów oszczędności emerytalnych, a także swoje miejsca pracy. Jego długi biznesowe zostały przerzucone na inwestorów.
Trump był właścicielem trzech kasyn w Atlantic City i jednego w Gary w stanie Indiana. Kasyna Trump Plaza i Trump Taj Mahal zostały zamknięte. Trump Marina, jego trzecie kasyno, zostało sprzedane teksańskiemu miliarderowi Tilmanowi Fertitta. Fertitta, obecnie ambasador Trumpa we Włoszech, zmienił nazwę na The Golden Nugget. Kasyno Trumpa w Indianie, 340-stopowy statek o nazwie Trump Princess, ogłosiło upadłość w 2004 roku.
Wszystkie upadły z powodu nienasyconej chciwości i złego zarządzania Trumpa.
Trump robi narodowi to samo, co zrobił Tadż Mahalowi. Zbiera i wymusza haracze od organizacji, które nadzoruje dla osobistego zysku, podczas gdy reszta z nas pozostaje bez środków do życia pośród ruin.
Ukraina kontynuuje szeroko zakrojone ataki dronów na obwód moskiewski, w głębi terytorium Rosji. Zełenski zadeklarował, że jeszcze bardziej zwiększy presję militarną na Rosję, aby zmusić Moskwę do negocjacji ‚do zimy’ i zakończyć wojnę.
W ostatnich nocnych atakach co najmniej pięć osób zginęło, a dziesięć zostało rannych, gdy dron uderzył w strefę przemysłową w pobliżu Moskwy. Po ataku wybuchło kilka pożarów w okolicach Nowoselki, niedaleko stolicy Rosji. Gubernator obwodu moskiewskiego Andriej Worobjow napisał na Telegramie: „Niestety, są zabici i ranni… Składam szczere kondolencje rodzinom i bliskim ofiar”.
W regionie rozmieszczono obronę przeciwlotniczą. Atak był częścią szerszej ukraińskiej kampanii przeciwko rosyjskim zakładom przemysłowym i produkcyjnym. Według rosyjskich mediów: „Jeden z rannych pozostaje w stanie krytycznym, a lekarze określają obrażenia siedmiu innych jako średnie, poinformował gubernator. Dwie inne osoby odmówiły hospitalizacji po zbadaniu przez lekarzy. Ofiary doznały obrażeń od odłamków i wybuchów, złamań oraz urazów tkanek miękkich i klatki piersiowej”.
Pożary wybuchły w kilku miejscach w strefie przemysłowej, w tym w magazynie. Odłamki drona uszkodziły również podstację i budynek administracyjny. W miejscowości Solnyszkowo dron uszkodził dom i pojazd. Nikt nie został ranny. Co noc na terytorium Rosji wysyłane są setki dronów. Ukraina określa te ataki jako odwet za intensywne rosyjskie ataki rakietowe na ukraińskie miasta.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło we wtorek rano, że w ciągu ostatnich dwunastu godzin w kilku regionach Rosji przechwycono i zniszczono 320 ukraińskich dronów. Moskwa określa ataki jako akty terroryzmu wymierzone w ludność cywilną, powołując się między innymi na poważny atak drona na zatłoczoną plażę.
Atak ten miał miejsce w poniedziałek w czarnomorskim kurorcie Archipo-Osipovka w obwodzie gelendżyckim. Plaża była pełna wczasowiczów, gdy dron rozbił się o biały piasek i eksplodował, zamieniając się w kulę ognia. Władze rosyjskie poinformowały, że eksplozja w czarnomorskim kurorcie Gelendżyk w poniedziałek zabiła siedem osób, w tym troje dzieci, i raniła 58 innych. Eksplozję nagrano na wideo, udostępniono w mediach społecznościowych i zweryfikowano przez NBC News.
Liczba ofiar wśród ludności cywilnej stale rośnie. Specjalny wysłannik Rosji Rodion Mirosznik poinformował, że w ciągu ostatniego tygodnia w ukraińskich atakach na terytorium Rosji zginęło 49 cywilów, a ponad 340 zostało rannych.
Ukraińska ludność cywilna również nadal cierpi z powodu walk. Według regionalnej administracji wojskowej, we wtorek w wyniku rosyjskich ataków w północno-wschodnim ukraińskim mieście Sumy zginęły trzy osoby. „Dwoje dzieci i starsza kobieta zginęły wczoraj wieczorem w rosyjskich atakach bombami lotniczymi na Sumę” – napisał Oleg Grygorow na Telegramie. – „Dziewczynki miały pięć i dziesięć lat. Ciała dzieci wydobyto z gruzów ich domu” – oświadczył po tym, jak sześć bomb lotniczych uderzyło w miasto.
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.
Jednym z najważniejszych wydarzeń historycznych ostatniego stulecia był upadek komunizmu. W roku 1991 przestał istnieć Związek Radziecki. Jednak ideologia, na której opierał się radziecki komunizm, upadła już za czasów Breżniewa w latach 70-tych, a upadek ten został przypieczętowany za rządów Andropowa od 1982 roku. W tamtych latach nikt już nie wierzył w radziecki raj, łącznie z aparatczykami. Niemniej jednak machina funkcjonowała aż do 1991 roku, kierowana przez komitet starców, który przeciwstawiał się nieuchronnej rzeczywistości. Było to dwadzieścia lat rozbieżności między śmiercią legitymizacji a śmiercią machiny. Jest to historyczna prawidłowość: systemy pozostają przy życiu od 15 do 20 lat dłużej niż trwa ich legitymizacja. Podążają naprzód niczym światło martwej gwiazdy.
To samo dzieje się z progresywizmem w KościeleKatolickim i – ośmieliłbym się powiedzieć – również na Zachodzie. Był to eksperyment, który trwał krócej niż ZSRR, ale już dawno się skończył, a obecnie przeżywamy okres podobny do czasów Breżniewa, czekając, aż neo-modernistyczni geronci – zrodzeni z tego, co było najgorsze w ideologii soborowej – przeniosą się do lepszego świata. Pokolenie boomersów wkrótce umrze, a blask tej martwej gwiazdy, jaką był II Sobór Watykański, przestanie świecić; zgaśnie i zniknie z horyzontu Kościoła. Pozostawi oczywiście ślady, których usunięcie będzie trudne, ale nieuchronnie zgaśnie.
To, co mówię, nie jest proroctwem: „Nie jestem prorokiem ani synem proroka” (Am 7,14); jestem po prostu obserwatorem rzeczywistości. A znakiupadku tego reżimu wydają się dla mnie czytelne. Wskazuję na dwa z nich, które są łatwo dostrzegalne.
Pierwszy dotyczy kapłaństwa. Kościół Katolicki nie może obejść się bez księży; jeśli oni znikną lub jeśli ostatecznie przekształcą się w coś innego, Kościół Katolicki również przestanie istnieć. I to właśnie jest wielkie niebezpieczeństwo, do którego doprowadzili nas (i nadal to robią)biskupi poprzez formację, jakiej udzielają w ich nędznych seminariach. Rozwiązaniem tej tragedii nie jest tworzenie struktury równoległej; rozwiązaniem jest nadzieja i cierpliwość – dwie podstawowe cnoty w czasach kryzysu. Seminaria pustoszeją, a księża więdną w domach spokojnej starości, ponieważ oni sami – jako produkty reżimu – odmówili pełnienia posługi kapłańskiej. Mam tu na myśli to, że odmówili pełnienia swoich obowiązków; odmówili uświęcania, nauczania i kierowania, a zamiast tego zdecydowali się stać się animatorami wspólnotowymi oraz czynnikami zmian społecznych – zachęcani do tego przez najwyższe szczeble hierarchii kościelnej.
Zlekceważylisprawowaniesakramentów i zamienili je w tandetny i wulgarny spektakl; przestali nauczać doktryny katolickiej, by zamiast tego nauczać socjologii; oddali się wreszcie “dialogowi synodalnemu”. Nie chcieli być tym, kim byli. I umierają, bo tak nieubłagana jest natura, a wraz z nimi umiera ich stan.
Który normalny młody człowiek, u którego neurony i hormony działają prawidłowo, chciałby poświęcić swoje życie i przyjemności, które świat oferuje mu w nadmiarze, by stać się marnym klaunem, takim jak księża z pokolenia boomersów – ośmieszających się codziennie w sieciach społecznościowych? – Ich dni są policzone; przyszłość należy do księży urodzonych na progu nowego tysiąclecia, którzy mają inne spojrzenie i którzy stopniowo, również ze względu na konieczność przetrwania instytucji, będą zmieniać tę sytuację. Kilka dni temu, arcybiskup diecezji San Francisco, Salvatore Cordileone powiedział: „Młodzi ludzie kochają tradycję i jest to trend, którego nie da się zatrzymać”infovaticana/cordileone-replies-to-roche-young-people-love-tradition-and-this-is-unstoppable/.
W tym roku w całych Niemczech wyświęcono 26 księży. Tylko w tym roku, Bractwo Kapłańskie św. Piotra wyświęciło taką samą liczbę księży; a jest ich znacznie więcej, jeśli doliczymy pozostałe instytuty tradycyjne. I o wiele więcej, jeśli uwzględnimy te, które możemy nazwać „klasycznymi”.
Właśnie z tego powodu, wywody kardynała Arthura Roche’a z zeszłego tygodnia są niczym innym jak łabędzim śpiewem. Jak napisał dziennikarz Damian Thompson: „Nie chcę być niegrzeczny, ale to po prostu stara, jadowita ropucha pełna goryczy, ponieważ jego wpływy słabną już od czasu poprzedzającego śmierć Franciszka”.
Rzeczywistość mówi sama za siebie, a oni o tym wiedzą. Jednak, podobnie do Breżniewa i Andropowa, będą nadal przedłużać ten reżim, dopóki śmierć ich nie dopadnie.
Mówiliśmy, że systemy przeżywają od 15 do 20 lat dłużej niż trwa ich legitymizacja. [Autor, pelłen dobrej woli, zapomina jakby, że od V2 minęło już ponad 60 lat… Mirosław Dakowski]
I tu dostrzegam kolejny znak: biskupi z pokolenia boomersów wiedzą, że w szybkim tempie tracą swoją legitymizację. I właśnie dlatego robią to, co robią – przynajmniej w Argentynie. Kilka dni temu wspominaliśmy, że biskupi są zaniepokojeni, a powodem ich niepokoju jest rzeczywistość, która stopniowo nabiera kształtu na ich oczach. To, że arcybiskup Buenos Aires polecił swojej kurii ds. edukacji wszczęcie dochodzenia w celu ustalenia, który ksiądz odprawił mszę w języku łacińskim w jednej z miejskich szkół zakonnych, jest niezwykle wyraźnym znakiem desperacji; środkiem typowym dla reżimu radzieckiego, który zaczynał dostrzegać, że jego narracja rozpada się i nakazał aresztowanie lub prześladowanie Aleksandra Sołżenicyna, Andrieja Siniavskiego, a także muzyków Mścisława Rostropowicza i Galiny Wiśniowskiej wyłącznie za to, że udzielili schronienia Sołżenicynowi (zakonnice, które zezwoliły na odprawienie mszy, zostaną ukarane przez ks. prałata Garcíę Cuervę tak samo, jak ksiądz, który ją odprawił)”.
Reżim sowiecki stracił wewnętrzną spójność; narracja dobiegła końca; struktura rozpadła się. Dlatego jedynym środkiem, jakim dysponowali, aby się utrzymać, była siła dekretów i prześladowań. To samo robią biskupi wobec księży i grup wiernych, którzy sprzeciwiają się ich modernistycznej narracji: prześladują ich za pomocą dekretów i wygnania. System, który odczuwa swoją prawowitość, nie jest zmuszony do wydawania dekretów przeciwko księżom za to, że odprawiają mszę w języku łacińskim, ani przeciwko świeckim za to, że piszą na blogu.
Nie są to oznaki władzy. Są to raczej reakcje organizmu, który wie, że utracił swoją legitymizację i że jego koniec jest bliski. Jak można zinterpretować fakt, że przewodniczący Argentyńskiej Konferencji Biskupów, będący jednym z uczestników synodu, zablokował możliwość komentowania na swoim koncie na X; albo że rzecznik tejże organizacji usuwa wszelkie negatywne komentarze ze swojego konta na Instagramie? – Po prostu dlatego, że ogarnia ich strach, że wierni w końcu zorientują się, iż – podobnie jak król z bajki Andersena – są nadzy.
Jest to kwestia cierpliwości: zajmie to trochę czasu, ale natura jest nieubłagana. Ja z pewnością nie doczekam upadku reżimu “postępowego”; będę musiał zadowolić się tym, że całe życie z nim walczyłem – oby Bóg pozwolił mi dalej to robić – ale zobaczą to pokolenia tych, którzy dziś są dziećmi. Jeszcze niedawno moje spojrzenie było bardziej apokaliptyczne, co wynikało zarówno z mojego wieku, jak i z wpływu autorów, którzy kształtowali moje poglądy – wszyscy oni byli świadkami ostatniego upadku Zachodu. Dzisiaj nie jestem już tak pewien, czy nie stoimy u progu odrodzenia. I nie spoglądam w przyszłość, jak uczyniłby prorok, którym nie jestem, lecz wstecz.
Kiedy po triumfie Krzyża w pierwszych wiekach, świat ten zniknął pod naporem najazdów barbarzyńskich, a rodząca się Europa zamieniła się w ruiny, dwa nieoczekiwane wydarzenia zmieniły wszystko: z „odległego Zachodu” — jak nazywał go Toynbee — mała i zapomniana wyspa Irlandia wysłała na kontynent misjonarzy, którzy rozpalili na nowo żar chrześcijaństwa, czyli „peregrinatio pro Christo”; a wkrótce potem Karol Wielki zdołał zjednoczyć politycznie i administracyjnie chaos pozostawiony przez najeźdźców. Kiedy letargiczny i zmysłowy katolicyzm XVI wieku został rozdarty przez protestantyzm, pojawił się sobór trydencki, który – ze swoimi jasnymi i ciemnymi stronami, jak wszystko, co ludzkie – tchnął nowe życie w Kościół. A po spustoszeniachrewolucji francuskiej, gdy jej idee rozprzestrzeniły się po całej Europie za sprawą Napoleona, pojawił się nieprzewidywalny zapał misyjny, wraz z rozkwitem wielu zgromadzeń zakonnych, które ożywiły to, co rewolucjoniści uważali już za martwe.
Dlaczego mielibyśmy sądzić, że w naszym przypadku będzie inaczej?
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 4 sierpnia 2026
http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=6081
Wprawdzie Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński nie zmienia zdania tak często, jak np. prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, ale – odróżnieniu od Ameryki – Polska nie ma z Izraelem gorącej linii, dzięki czemu Naczelnik Państwa nie musi z dnia na dzień zmieniać zdania, jak prezydent Donald Trump. Niemniej jednak, chociaż z opóźnieniem, również i do niego dochodzą rozkazy, wskutek czego Naczelnik Państwa raz oznajmia swoim wyznawcom jedno, ale po pewnym czasie – zupełnie coś innego. Tak właśnie było w przypadku stowarzyszenia „Rozwój plus”, które z gronem swoich wyznawców niedawno założył Wielce Czcigodny Mateusz Morawiecki. Ta decyzja Wielce Czcigodnego wywołała rodzaj burzy w szklance wody, bo w tej szklance wody już dawniej szalały szkwały między tak zwanymi „maślarzami” a „harcerzami” – ale Naczelnik Państwa sprawiał wrażenie, jakby nad wszystkim panował. Wezwał tedy byłego premiera przed swoje oblicze i po naradzie obydwaj uraczyli swoich wyznawców komunikatem, że odtąd PiS będzie miało „dwa płuca”, dzięki czemu będzie „dyszyt’” tak „wolno”, jak „czeławiek” w Związku Radzieckim. Wkrótce okazało się, że tych płuc będzie więcej, bo „maślarze” też utworzyli stowarzyszenie „Polska przede wszystkim” – zamiast partii, która na firmamencie tubylczej sceny politycznej naszego bantustanu pojawiła się pod nazwą „Forsa jest najważ…” – to znaczy pardon; nie żadna tam „forsa” tylko oczywiście Polska. Polska jest najważniejsza. Kogóż tam nie było! I Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Kowal – oczywiście Wielce Czcigodny – i Adam Bielan i Michał Kamiński, słowem – każdego zwierzęcia po parze, niczym w Arce Noego. A propos Arki Noego, to kiedyś w tramwaju usłyszałem rozmowę dwóch kinomanów. Jeden dzieli się z drugim wrażeniami po obejrzeniu filmu „W poszukiwaniu zaginionej arki”. W pewnej chwili słuchający opowieści zapytał, czy tu chodzi o Arkę Noego – ale jego rozmówca natychmiast wyprowadził go z błędu: – „Jaka znowu Arka Noego!? Nie Arka Noego, tylko normalna arka!” W tej sytuacji uczeni teologowie powinni zgłębić różnice między „normalną arką” i arką nienormalną – bo a cotrario taka też musiała istnieć.
Wracając do „Polski”, co to miała być „najważniejsza”, to nie przetrwała nawet czterech lat. Schyłek nastąpił, kiedy zlała się z pobożnym Jarosławem Gowinem, w następstwie czego działacze gotowi wszystko zrobić dla Polski, co to „jest najważniejsza”, porozłazili się po rozmaitych partiach, które dawały lepsze widoki na zdobycie mandatu, z którym – jak wiadomo – wiąże się forsa. Wprawdzie nie ona jest „najważniejsza” tylko „Polska” – ale co można zrobić dla Polski, jak nie ma forsy? Wyjaśnił to jeszcze przed wojną niemiecki autor „Opery za trzy grosze” Bertold Brecht: „Toć raj na ziemi stworzyć każdy chce. Ale czy forsę ma? Niestety nie!” I tak oto Wielce Czcigodny Paweł Kowal ostatecznie wylądował w Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda, gdzie wyświadcza dla Polski rozmaite przysługi według wskazówek berlińskich, a poza tym służy Ukrainie, która – jak wiadomo – pozostaje w strategicznym partnerstwie z Niemcami. Dużej forsy podobno z tego nie ma, chociaż ukraińscy oligarchowie podobno nie narzekają, więc pewnie i Wielce Czcigodny Paweł Kowal – też nie. Tymczasem Mateusz Morawiecki, co to rozpoczął służbę Polsce jeszcze u schyłku pierwszej komuny, jako tajny współpracownik NRD-owskiej STASI o dwóch pseudonimach operacyjnych: „Student” i Jakub”, po praktykach w bankowości, gdzie nabrał doświadczenia na odcinku forsy, został doradcą doskonałym obywatela Tuska Donalda.
Aliści, kiedy w 2015 roku przyszło do podmianki na stanowisku lidera sceny politycznej naszego bantustanu, został w korcu maku wyszukany przez Naczelnika Państwa, który zrobił go wicepremierem w rządzie Wielce Czcigodnej Beaty Szydło, a w roku 2017, w następstwie „głębokiej rekonstrukcji rządu”, po felonii, jakiej wobec Naczelnika dopuścił się pan prezydent Andrzej Duda, został premierem rządu „dobrej zmiany” i w tym charakterze podpisywał wszystko, co tam Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje podsunęła mu do podpisania. Toteż kiedy ogłosił powołanie stowarzyszenia „Rozwój Plus”, pojawiły się podejrzenia, że w ten sposób realizuje trzecią część zadania w postaci rozbijania PiS. Widocznie jednak zbajerował Naczelnika opowieściami o „dwóch płucach”. Kiedy jednak na firmamencie sceny politycznej naszego bantustanu pojawiła się nowa partia „Unia Centrum” z panią Pauliną Hening-Kloską na fasadzie, za którą murem stanął pan Michał Kobosko, co to wcześniej stręczył nam na jasnego idola ojczyka Szymona Hołownię, a jeszcze wcześniej – uczestniczył we wpływowym waszyngtońskim think-tanku Radzie Atlantyckiej, Naczelnik zrozumiał, że żarty się skończyły.
W Radzie Atlantyckiej bowiem zasiadają ważne generały z Pentagonu, wysokiej rangi bezpieczniaki w CIA, Goldmany-Sachsy z Wall Street, eksperci w rodzaju Daniela Frieda, co to w 1989 roku, razem z Władimirem Kriuczkowem z sowieckiego KGB, projektował transformację ustrojową dla naszego bantustanu – a między nimi – pan Michał Kobosko, to może to być inicjatywa poważniejsza, niż „Polska jest najważniejsza” – tym bardziej, że stare kiejkuty sięgnęły do najgłębszych rezerw, wydobywając z naftaliny pana Janusza Onyszkiewicza, co to po uwiądzie starczym „partii zagranicy”, czyli Unii Demokratycznej, pętał się po rozmaitych Komitetach Obrony Demokracji – jako autorytet moralny, cokolwiek wprawdzie zaśmierdziały, niemniej jednak. Kiedy w dodatku Wielce Czcigodny Przemysław Czarnek dopuścił się samowolki, postulując wstrzymanie przez Polskę wszelkiej pomocy dla Ukrainy, Naczelnik Państwa najwyraźniej poczuł, że cugle wymykają mu się z rąk. Toteż nie tylko natychmiast przywrócił Wielce Czcigodnego Przemysława Czarnka do pionu, ale postawił płomiennym sługom Polski ultimatum, że w ciągu tygodnia muszą zrezygnował z uczestnictwa we wszelkich „stowarzyszeniach”. Słowem – nie ma żadnych „dwóch płuc”, tyko jedne – cały czas te same, to znaczy te, którymi oddycha sam Naczelnik.
Na to ultimatum natychmiast zareagował Wielce Czcigodny Jacek Sasin i swoje stowarzyszenie rozwiązał, podczas gdy Mateusz Morawiecki, jak-gdyby-nigdy-nic, po staremu zapowiada na 31 lipca „grilla” swego stowarzyszenia „Rozwój Plus”, podczas którego ma się namawiać, jakby tu służyć Polsce w nowej sytuacji. Wyznawcy Naczelnika Państwa twierdzą wprawdzie, że to jest kolejna intryga naszego wirtuoza intrygi. Chodzi o to, żeby stworzyć wrażenie, że Mateusz Morawiecki się zbuntował – a kiedy już wszyscy się na to nabiorą, wtedy, tuż przed wyborami, buntownicy ponownie „zleją się” z PiS-em. Tak właśnie kombinował generał Wojciech Jaruzelski, którego intrygę streścił w poetyckich strofach Janusz Szpotański: „Nie płoszmy ptaszka. Niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje (…) aż o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki. Wnet się posypią piękne wyroki!”
Czy jednak to nie jest zbyt piękne, by było prawdziwe? Pamiętajmy bowiem, że Naczelnik Państwa wprawdzie jest wirtuozem intrygi, ale takim, co to z reguły na końcu potyka się o własne nogi. Zatem zatwardziałość Wielce Czcigodnego Mateusza Morawieckiego równie dobrze może dowodzić, że on też już nie żartuje, tylko realizuje trzecią część swego zadania w postaci neutralizowania PiS. Chodzi o to, że wobec proklamowania strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego, którego nieuchronnym następstwem jest wymiksowywanie Polski z polityki europejskiej, w naszym bantustanie nie są już potrzebne żadne listki figowe, którą to rolę przez ponad 30 lat wypełniał Naczelnik Państwa na czele formacji, co to zmieniały wprawdzie nazwy, ale nie porzucały „postawy służebnej” wobec Naszych Sojuszników. Skoro tedy Nasz Sojusznik wrócił do polityki, jaką na wschodzie Europy forsował w roku 1917, pozwalając na powstanie Ukraińskiej Republiki Ludowej, żeby przy jej pomocy szachować Rosję i utrzymywać w ryzach Polaków, to po co tu jeszcze jakieś listki figowe? Ani Niemcom, ani Ukrainie, Polska nie jest już do niczego potrzebna, więc i ultimatum Naczelnika Państwa wobec Wielce Czcigodnego Mateusza Morawieckiego może w tej sytuacji być tylko rodzajem bezsilnego złorzeczenia.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Wystarczy rzut oka, by zrozumieć, do jakiego punktu doszliśmy i z jaką katastrofą poznawczą mamy do czynienia.
Często, jedna fotografia wyjaśnia więcej niż wiele analiz. Trzy tygodnie temu „Bild”, czyli najlepiej sprzedający się niemiecki tabloid, opublikował zdjęcie, które widzicie na początku artykułu, pod tytułem „Putinowi kończy się benzyna: Rosjanie płacą prawie 4 euro za litr benzyny”.
Jest to nie tylko kłamstwo wielkie niczym chałupa, ale także tak rzucające się w oczy, że trudno mi pojąć, że ktokolwiek mógłby się na to nabrać: na słupie z cenami znajdującym się niemal pośrodku zdjęcia jest napisane, że benzyna 98-oktanowa jest w rzeczywistości sprzedawana po 73,11 rubla za litr, czyli 0,82 euro. Nawiasem mówiąc, cena ta spadała w kolejnych dniach i obecnie oscyluje wokół 0,79 euro. Na słupie jest też cena benzyny 95-oktanowej, najpopularniejszej również we Włoszech, która kosztuje 0,71 euro, oraz benzyny 92-oktanowej, przydatnej do nieco starszych silników, za 0,70 euro.
To, że przekłamania zachodnich środków masowego przekazu stanowią obecnie obrazę inteligencji, jest faktem bezspornym, ale okoliczność, że wierzą one do tego stopnia w skuteczność zbiorowej hipnozy społeczeństwa, by publikować informacje zaprzeczane przez własne zdjęcia, budzi niepokój co do kondycji mentalnej Europejczyków. Chęć wmówienia, że w Rosji – która jest jednym z największych światowych producentów ropy i gazu – benzyna kosztuje więcej niż w Europie, jest zamachem na najbardziej elementarny zdrowy rozsądek, przy czym bezczelność, z jaką się to robi – publikując jednocześnie dowody świadczące o czymś zupełnie przeciwnym – oznacza, że tak zwana informacja osiągnęła już dno.
Niestety, uczestnikiem końcowej uczty neoliberalizmu jest również bierna opinia publiczna, która nijaknie usiłuje rozumieć rzeczywistości.
Do Jezusa przyszli faryzeusze i uczeni w Piśmie z Jerozolimy z zapytaniem: «Dlaczego Twoi uczniowie postępują wbrew tradycji starszych? Bo nie myją sobie rąk przed jedzeniem». Jezus przywołał do siebie tłum i rzekł do niego: «Słuchajcie i rozumiejcie: Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to właśnie go czyni nieczystym». Wtedy przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Czy wiesz, że faryzeusze zgorszyli się, gdy usłyszeli to słowo?» On zaś odrzekł: «Każda roślina, której nie sadził Ojciec mój niebieski, będzie wyrwana. Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Jeśli zaś ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną».
Chciałbym odnieść się do trzech wątków.
Pierwszy
Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to właśnie go czyni nieczystym.
Tutaj najlepszym komentarzem będzie ten fragment:
7 21 Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, 22 cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. 23 Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym». (Mk 7,21-23)
Drugi
Każda roślina, której nie sadził Ojciec mój niebieski, będzie wyrwana.
Kojarzy się z inną, wyjątkowo nielubianą przez wyznawców Antychrysta, wypowiedzią Jezusa:
8 44 Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. 45 A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie. 46 Kto z was udowodni Mi grzech? Jeżeli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie? 47 Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście». (J 8,44-47)
A więc diabeł, nie Bóg jest ich duchowym ojcem. Ciekawe, co na ten temat powiedzieliby zwolennicy „podwójnej predestynacji”, odmierzający swoimi linijkami odległość wolnej woli od łaski? Niektórym wychodzi zero, innym ciut większa odległość aż do wieczności.
Trzeci
To są ślepi przewodnicy ślepych
Po cóż więc urządzać „dni ślepców” w Kościele katolickim i prowadzić z nimi dialog?
Świat z przerażeniem i grozą obserwował żydowskie bombardowania niewinnych cywilów w Palestynie od 7 października. W chwili pisania tego tekstu co najmniej 35 000 Palestyńczyków zostało zamordowanych, 80 000 rannych, a prawie wszyscy z około 2 milionów mieszkańców Strefy Gazy zostali przesiedleni i zmuszeni do wygnania w wyniku systematycznego niszczenia ich domów przez Żydów. Żydowscy urzędnicy w Izraelu otwarcie domagają się zabicia lub wydalenia całej ludności i wywierają presję na państwa arabskie, Stany Zjednoczone i Europę, aby przyjęły Palestyńczyków, których celowo uczyniły uchodźcami.
To nie pierwszy kryzys uchodźczy wywołany przez Izrael. Od powstania państwa żydowskiego w 1948 roku Bliski Wschód jest nękany niestabilnością, wojną, terroryzmem, przemocą wyznaniową i kryzysami uchodźczymi – wszystko to jest bezpośrednią konsekwencją polityki żydowskiej, często realizowanej przez Stany Zjednoczone jako pełnomocnika Izraela. Zabicie lub wydalenie wszystkich Palestyńczyków jest długoterminowym celem państwa izraelskiego, niezależnie od tego, czy rządzą Partia Pracy czy Likud, liberałowie czy konserwatyści, osoby świeckie czy religijne. W związku z tym przesiedlanie uchodźców niezmiennie odgrywa znaczącą rolę w polityce Izraela, a żydowscy syjoniści na Zachodzie utworzyli lub wspierali rozległą sieć prowadzonych przez Żydów organizacji pozarządowych i agencji zajmujących się przesiedleniami.
Artykuł w izraelskiej gazecie „Haaretz” z 2013 r. ujawnił tajne dokumenty archiwalne, z których wynikało, że Żydzi syjonistyczni od samego początku uważali Europę za preferowany cel dla wypędzanych Arabów.
W pierwszej połowie lat 60. Departament Stanu kontynuował analizę planów wspierania emigracji arabskich uchodźców z Bliskiego Wschodu do Europy, zwłaszcza do Francji i Niemiec. Jedną z rozważanych opcji było zapewnienie im pracy w Niemczech, gdzie w tamtym czasie pilnie potrzebowano pracowników. W 1962 roku izraelscy urzędnicy badali możliwość zatrudnienia palestyńskich uchodźców w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Wstępne dochodzenia w sprawie tego planu, nazwane „Operacją Robotnik”, oraz związana z nim korespondencja były objęte ścisłą tajemnicą.
Haaretz, 19 grudnia 2013 r.
Plan ten ostatecznie odłożono na półkę, ponieważ ówczesna premier Izraela Golda Meir obawiała się, że może on wywołać gwałtowny sprzeciw ze strony ludności niemieckiej. W latach 60. Izrael był znacznie mniej potężny i bezpieczny niż obecnie, dlatego tak śmiałe plany musiały zostać odłożone na czas nieokreślony. Dowodzi to jednak, że od samego początku Żydzi w Izraelu zamierzali narzucić Arabom Europę w ramach rasistowskiej zemsty.
Rozwój populacji zawsze był centralnym punktem polityki Izraela, a żydowskie wpływy na rządy zachodnie były wykorzystywane do zapewnienia, że Żydzi pozostaną demograficzną większością na podbitych terytoriach. Meier wykorzystał żydowskie wpływy w Waszyngtonie, aby udaremnić plan promowany przez prezydenta Kennedy’ego w 1961 roku, który miał zapewnić przesiedlenie do Izraela 1,1 miliona palestyńskich uchodźców wysiedlonych w wyniku wojny w 1948 roku.
Pod koniec 1961 roku, z inicjatywy prezydenta Kennedy’ego, dr Joseph Johnson został mianowany przez Fundację Carnegie specjalnym wysłannikiem, którego zadaniem było zajęcie się tym problemem i współpraca ze stronami konfliktu w celu znalezienia rozwiązania. Jego plan – rozesłanie kwestionariuszy palestyńskim uchodźcom i, biorąc pod uwagę względy bezpieczeństwa, umożliwienie powrotu do Izraela tym, którzy chcieliby go przyjąć – wywołał głęboki niepokój w Jerozolimie.
Meir, przerażona tym pomysłem, wykorzystała wszelkie swoje wpływy w Waszyngtonie, aby doprowadzić do szybkiego zatuszowania planu.
Haaretz, 19 grudnia 2013 r.
„Czysta przerwa”
Cała historia konfliktu arabsko-izraelskiego przekroczyłaby zakres tego artykułu, ale korzenie obecnego kryzysu uchodźczego sięgają 1996 roku, kiedy to oficjalnie rozpoczął się tzw. ruch „neokonserwatywny” wraz z publikacją niesławnej notatki „Czysty przełom: Nowa strategia zabezpieczenia królestwa” autorstwa kilku żydowskich analityków polityki zagranicznej z Izraelskiego Instytutu Zaawansowanych Studiów Strategicznych i Politycznych w Waszyngtonie. Wśród autorów byli znany żydowski podżegacz wojenny Richard Perle i David Wurmser, który później pełnił funkcję doradcy wiceprezydenta Dicka Cheneya ds. polityki bliskowschodniej za prezydentury George’a W. Busha.
W memorandum „Clean Break” zalecono Izraelowi porzucenie dotychczasowej strategii polegającej wyłącznie na Stanach Zjednoczonych w zakresie obronnej pomocy wojskowej i wsparcia dyplomatycznego, a zamiast tego rozpoczęcie agresywnej wojny przeciwko całemu światu arabskiemu i Iranowi, wykorzystując armię amerykańską jako armię zastępczą. W szczególności zalecono wyeliminowanie Iraku i Syrii.
Izrael może kształtować swoje otoczenie strategiczne we współpracy z Turcją i Jordanią, osłabiając, powstrzymując, a nawet odpychając Syrię. Działania te mogą koncentrować się na odsunięciu Saddama Husajna od władzy w Iraku – co samo w sobie jest ważnym celem strategicznym Izraela – aby pokrzyżować regionalne ambicje Syrii.
„Czysta przerwa”: Nowa strategia zabezpieczenia imperium
Rok później, w 1997 roku, żydowscy syjonistyczni „intelektualiści” William Kristol i Robert Kagan założyli niesławny obecnie „Projekt Nowego Amerykańskiego Stulecia” (PNAC), który rekomendował masową rozbudowę sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w celu egzekwowania „demokracji” na całym świecie. Spośród 25 sygnatariuszy deklaracji założycielskiej PNAC, 15 było Żydami, a dziesięciu służyło w administracji George’a W. Busha, w tym zastępca sekretarza obrony Paul Wolfowitz. Richard Perle był również przewodniczącym PNAC.
PNAC koncentrował się na „zmianie reżimu” w Iraku, choć przyznał, że trudno byłoby to przekonać Amerykanów bez „katastrofalnego i przełomowego wydarzenia – takiego jak nowy Pearl Harbor”. Wydarzenie to miało miejsce 11 września, a Stany Zjednoczone dokonały inwazji na Afganistan w 2001 roku i na Irak w 2003 roku – na żądanie żydowsko-syjonistycznych podżegaczy wojennych z administracji Busha.
Niekończąca się wojna
Według wywiadu z emerytowanym generałem Wesleyem Clarkiem z 2006 roku, decyzja o inwazji na Irak zapadła dwa tygodnie po 11 września, a istniały jeszcze ambitniejsze plany podboju „siedmiu krajów w ciągu pięciu lat”. Clark podchwycił popularne teorie spiskowe, twierdząc, że strategia ta jest w jakiś sposób powiązana z ropą naftową. Nie wspomniał jednak, że opisany przez niego plan został już przedstawiony w memorandum „Clean Break” oraz dokumentach strategicznych PNAC, autorstwa różnych żydowskich syjonistów z administracji Busha, w których bezpieczeństwo Izraela zostało wyraźnie postawione ponad kwestie ropy naftowej. W rzeczywistości polityka naftowa była postrzegana przede wszystkim jako przeszkoda dla interesów Izraela, ponieważ ropa zapewnia strategiczne wpływy krajom arabskim i Iranowi.
Kwestia ropy naftowej zawsze była wykorzystywana do odwracania uwagi Amerykanów od prawdziwych powodów pozornie szalonej polityki ich administracji wobec Bliskiego Wschodu. Gdyby Stany Zjednoczone chciały jedynie bezpiecznego dostępu do ropy, ostatnią rzeczą, jaką by zrobiły, byłoby wszczynanie wojen, obalanie rządów i powodowanie znaczących zakłóceń na światowych rynkach ropy. Ropa naftowa jest często cytowana jako motyw długotrwałej polityki USA, polegającej na wspieraniu barbarzyńskiego reżimu w Arabii Saudyjskiej, co stanowi kpinę z ich deklarowanego zaangażowania w prawa człowieka i demokrację. Jednak w wojnie w Iraku Stany Zjednoczone zademonstrowały gotowość do wyeliminowania głównych producentów ropy naftowej, jeśli zażąda tego Izrael. Długoletnie przyjazne stosunki między Arabią Saudyjską a Izraelem stanowią znacznie lepsze wytłumaczenie postawy USA wobec tego kraju.
W 2011 roku w Syrii i Libii wybuchły wojny domowe, podsycane przez USA na polecenie Izraela. Odrażające hasło „wspierania demokracji” jest od lat wykorzystywane przez USA jako wyświechtany pretekst do zbrojenia i finansowania milicji terrorystycznych w Syrii, mających na celu obalenie prezydenta Syrii Baszara al-Asada, pod pretekstem walki z organizacją terrorystyczną „Państwo Islamskie w Iraku i Syrii” (ISIS).
E -mail z 2012 roku, opublikowany przez WikiLeaks, wysłany przez Jake’a Sullivana, obecnego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Bidena, do ówczesnej sekretarz stanu Hillary Clinton, jasno określił stanowisko USA wobec islamistycznych ugrupowań terrorystycznych. Sullivan złożył zdumiewające oświadczenie, że Al-Kaida, którą Stany Zjednoczone oskarżają o odpowiedzialność za ataki z 11 września, w których zginęło 3000 Amerykanów, „jest po naszej stronie w Syrii ”.
„Ostatni punkt”, o którym wspomina Sullivan, odnosi się do raportu Reutersa, w którym stwierdzono:
AL-ZAWAHIRI WZYWA MUZUŁMANÓW DO WSPARCIA OPOZYCJI
W opublikowanym w internecie nagraniu wideo przywódca Al-Kaidy Al-Zawahiri wezwał muzułmanów w Turcji i na Bliskim Wschodzie do wsparcia rebeliantów w walce ze zwolennikami prezydenta Syrii Asada. Al-Zawahiri zaapelował również do narodu syryjskiego, aby nie polegał na pomocy ze strony Al-Kaidy, Turcji ani Stanów Zjednoczonych.
Niejawny e-mail Jake’a Sullivana do Hillary Clinton, 12 lutego 2012 r.
E-mail Sullivana demaskuje jako kłamstwa wszystkie publiczne oświadczenia Waszyngtonu, w których twierdzono, że celem interwencji w Syrii jest walka z radykalnymi sunnickimi ugrupowaniami terrorystycznymi. Fakt, że należące do Żydów amerykańskie media całkowicie zignorowały to przełomowe odkrycie, dowodzi ich stronniczości i korupcji.
Przez lata Stany Zjednoczone przeprowadziły również liczne naloty na Syrię, głównie w momentach, gdy reżim Asada był o krok od wygrania decydującej bitwy i odzyskania części należnego mu terytorium. Ciągła obecność amerykańskich wojsk i najemników w Syrii, a także finansowanie islamistycznych ugrupowań rebelianckich i sporadyczne naloty, mają na celu uniemożliwienie Assadowi odzyskania kraju. Gdyby Stany Zjednoczone naprawdę chciały pokonać ISIS, oczywistą strategią byłoby pozostawienie Asada w spokoju, aby mógł on zmiażdżyć ISIS z pomocą Rosji i Iranu. Taka polityka miałaby również tę zaletę, że cieszyłaby się popularnością wśród obywateli amerykańskich – fakt, który prezydent Trump cynicznie wykorzystał, aby wygrać wybory w 2016 roku.
Izrael ze swojej strony zapewnił pomoc medyczną Państwu Islamskiemu i innym terrorystom walczącym z Assadem, a w 2019 r. izraelski wojskowy Gadi Eisenkot publicznie przyznał, że Izrael posiadał uzbrojonych terrorystów z Państwa Islamskiego i wypłacał im miesięczne pensje.
W 2011 roku prezydent Libii, pułkownik Muammar Kaddafi, został zamordowany przez terrorystów wspieranych przez USA po ośmiomiesięcznej wojnie domowej. Fakt, że Stany Zjednoczone stały za tym zamachem, jest powszechnie znany i niepodważalny. W 2011 roku, pełniąc funkcję sekretarza stanu, Hillary Clinton otwarcie świętowała zabójstwo Kaddafiego podczas wywiadu telewizyjnego, wykrzykując z psychotyczną radością: „Przybyliśmy. Zobaczyliśmy. Umarł”.
Kaddafi zdał sobie sprawę, że Izrael stoi za zachodnią agresją na jego kraj i próbował ratować siebie i swój rząd, omijając Stany Zjednoczone i zwracając się bezpośrednio do Izraela i wpływowych amerykańskich Żydów. Według izraelskich źródeł, w 2011 roku próbował bronić swojej sprawy przed Izraelem i izraelskim lobby, które kontroluje amerykańską politykę zagraniczną.
…gdy reżim libijski stał na skraju upadku – z powodu powstania i konsekwencji sankcji ONZ dotyczących Lockerbie, które weszły w życie w 1992 r. – dodała: „Kaddafi desperacko podejmował nadzwyczajne próby nawiązania kontaktu z lobby żydowskim w USA, a także z Izraelem”.
The Jerusalem Post, 17 kwietnia 2016 r.
Podczas gdy media w USA, zarządzane przez Żydów, koncentrowały się wyłącznie na rzekomych „naruszeniach praw człowieka” przez Kaddafiego jako przyczynie jego odsunięcia od władzy, izraelscy stratedzy okazali się bardziej uczciwi i realistyczni. W artykule z 2016 roku dr Rafael Olek, analityk strategiczny z Centrum Studiów Strategicznych Begina Sadata w Izraelu, potwierdził zaangażowanie Izraela w realizację długoterminowego celu strategicznego, jakim jest eliminacja wszystkich rządów opozycyjnych – niezależnie od kosztów ludzkich.
W kontekście globalnym kwestia Libii budzi szereg obaw. Po pierwsze, pojawiają się wątpliwości co do faktycznej zdolności do egzekwowania reżimów nierozprzestrzeniania broni jądrowej wobec państw zbójeckich. Po drugie, pojawia się pytanie: czy lepiej zaakceptować stabilne reżimy tyranów takich jak Kaddafi i Saddam Husajn, Assad i reżim ajatollahów w Iranie, czy też należy obalić tych tyranów – pomimo wynikającego z tego rozpadu ich państw, któremu towarzyszy poważna przemoc? Choć możemy żałować sytuacji w Syrii i Iraku, druga opcja wydaje się lepsza, przynajmniej z perspektywy Izraela – łatwiej ją opanować, a sytuacja może się ostatecznie ustabilizować.
Obrona Izraela, 3 września 2016 r.
Pomimo cierpienia i śmierci, jakie izraelska strategia „zmiany reżimu” spowodowała na całym Bliskim Wschodzie, Izrael nie widzi powodu, by porzucić tę politykę. I dlaczego miałby to zrobić? Sam Izrael zachował zadziwiająco duże bezpieczeństwo pośród chaosu, a nawet zwiększył swoją władzę i poprawił swoją pozycję dyplomatyczną.
Kryzys uchodźczy
Wojny i interwencje Izraela na Bliskim Wschodzie, prowadzone za pośrednictwem jego pełnomocnika, Stanów Zjednoczonych, były bezpośrednią przyczyną kryzysu uchodźczego w Europie, który zaostrzył się w 2015 roku i doprowadził do przemocy, terroryzmu, gwałtów i opresji politycznej wobec rdzennych Europejczyków. Dwoma głównymi drogami wjazdu uchodźców i migrantów do Europy są Grecja i Włochy.
Zaaranżowane przez USA i Izrael obalenie Kadafiego w 2011 roku otworzyło główny szlak napływu uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki do Europy. Według „Washington Post”, w latach 2014–2017 400 000 migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki napłynęło z Libii do Włoch w wyniku upadku Kadafiego.
Od upadku reżimu Muammara al-Kaddafiego w Libii liczba migrantów przekraczających Morze Śródziemne gwałtownie wzrosła, ponieważ ludzie wykorzystują próżnię władzy, aby wyruszyć z północnego wybrzeża kraju. Sieć handlarzy ludźmi, ułatwiających ten handel, rozprzestrzeniła się z północnego krańca Afryki Północnej do krajów takich jak Niger i Sudan. Dane kontaktowe handlarzy są rozpowszechniane w głównych miastach Afryki za pośrednictwem Facebooka i WhatsApp. Od 2014 roku ponad 400 000 migrantów i uchodźców przekroczyło Morze Śródziemne z Libii do Włoch.
Washington Post, 31 sierpnia 2017 r.
Stanowiło to odwrócenie dotychczasowej, udanej współpracy między Kaddafim a Europą, której celem było uniemożliwienie migrantom dotarcia do europejskich wybrzeży. W 2004 roku Kaddafi zaczął oferować kontrolę napływu uchodźców jako zachętę do zawierania porozumień normalizacyjnych z państwami europejskimi. W 2010 roku proroczo ogłosił, że bez jego pomocy Europa stanie się „czarna”.
Już w 2004 roku Kaddafi zaczął zawierać porozumienia z poszczególnymi państwami europejskimi w celu powstrzymania napływu migrantów. W sierpniu 2010 roku odwiedził w Rzymie swojego przyjaciela Silvio Berlusconiego, ówczesnego premiera Włoch, i oświadczył, że Europa „pociemnieje” bez jego pomocy.
„Jutro Europa może już nie być europejska, a nawet czarna, bo miliony chcą się tu dostać” – powiedział Kaddafi. „Jak biali i chrześcijańscy Europejczycy zareagują na ten napływ głodujących i niewykształconych Afrykanów… Nie wiemy, czy Europa pozostanie postępowym i zjednoczonym kontynentem, czy też zostanie zniszczona, jak to miało miejsce podczas barbarzyńskich inwazji”.
Christian Science Monitor, 21 kwietnia 2015 r.
Porozumienia te okazały się sukcesem. Dzięki pomocy Kaddafiego napływ migrantów i uchodźców do Włoch został drastycznie ograniczony w 2009 roku.
W czerwcu 2009 roku podpisał z Włochami „umowę o przyjaźni”, która przewidywała wspólne patrole morskie przeciwko migrantom i obejmowała bezwarunkowe przekazanie Libii przez Włochy migrantów przechwyconych w drodze do Europy. Liczba Afrykanów zatrzymanych podczas próby nielegalnego wjazdu do Włoch spadła w tym roku o ponad 75%.
Christian Science Monitor, 21 kwietnia 2015 r.
To korzystne dla obu stron porozumienie między Włochami i Libią zostało udaremnione przez Izrael i USA, co sprawiło, że w 2015 r. spełniła się ponura prognoza Kadafiego.
W ostatnich latach włoski rząd podejmował próby wznowienia porozumień z Libią w celu powstrzymania napływu migrantów. Jednak próby te napotykały na przeszkody prawne. W 2017 roku brytyjska organizacja pozarządowa Global Legal Action Network (GLAN) wniosła pozew przeciwko Włochom do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zarzucając im naruszenia praw człowieka. Doradcą prawnym GLAN jest Itammar Mann, żydowsko-izraelski profesor prawa, który wykłada prawo dotyczące uchodźców w Hajfie w Izraelu.
Na całym świecie jest około 6,6 miliona uchodźców z powodu wojny domowej w Syrii, z czego milion przebywa w Europie. Szczytowy napływ uchodźców do Europy przypadł na lata 2015–2017, kiedy to około 900 000 Syryjczyków przybyło do kraju, głównie przez Grecję. Przesiedlenia ludności syryjskiej służą strategicznemu celowi Izraela, polegającemu na pozbawieniu reżimu Asada kapitału ludzkiego i potencjalnych rekrutów do armii. Według Pew Research, nieproporcjonalnie dużą liczbę uchodźców w Europie stanowią mężczyźni w wieku poborowym.
Pracownicy IsraAID pomagają w sprowadzeniu łodzi z migrantami na brzeg w Grecji.
Izrael i zachodnie organizacje pozarządowe kierowane przez Żydów odgrywają główną rolę w organizacji migracji i przesiedleń uchodźców syryjskich, irańskich, irackich i afgańskich w Europie. Wszystkie cztery kraje zostały zdestabilizowane przez wojny i sankcje nałożone przez Izrael i Stany Zjednoczone. IsraAID, izraelska organizacja niosąca pomoc uchodźcom, prowadzi ośrodki dla uchodźców na greckiej wyspie Lesbos od 2015 roku.
Greckie ośrodki pomocy uchodźcom prowadzone są głównie przez Izraelczyków; na Lesbos znajduje się izraelska szkoła dla uchodźców z Syrii, Iranu, Iraku i Afganistanu; wszystko to jest częścią wspólnego planu mającego na celu nowe spojrzenie na koncepcję „Tikkun Olam” i żydowskiego wolontariatu na całym świecie.
YNet News, 4 marca 2019 r.
Izraelski reporter Liad Osmo zacytował syryjskiego uchodźcę, „H., 20 lat, z Aleppo”, który przybył na Lesbos w 2019 roku.
„Przez całe moje życie, przez całe dzieciństwo w syryjskich szkołach, uczono mnie, że Izraelczycy są wrogiem. Pierwszą rzeczą, jaką widzę, zbliżając się do greckiego wybrzeża, jest Gwiazda Dawida na koszulkach Izraelczyków, którzy wyciągają do mnie ręce i powalają mnie na ziemię”.
H., 20 lat, z Aleppo
Osmo dodaje, że program przesiedleń dla uchodźców w krajach zachodnich jest realizowany na całym świecie i angażuje kilka innych organizacji żydowskich. Jest to możliwe dzięki inwestycji Państwa Izrael w wysokości 66 milionów dolarów.
Ideę pracy na rzecz lepszego świata podjęła obecnie duża organizacja żydowska we współpracy z Państwem Izrael…
Agencja Żydowska współpracuje obecnie z organizacją Mosaic United nad projektem, który ma znacząco zwiększyć liczbę młodych Żydów zaangażowanych w życie lokalnych społeczności. Dla amerykańskich Żydów jest to znane jako „Tikkun Olam” – uzdrowienie świata. Ta żydowska koncepcja stała się centralnym dogmatem wśród potomków żydowskich imigrantów w Stanach Zjednoczonych w czwartym pokoleniu.
Projekty realizowane są na całym świecie – od Portoryko i Grecji po Nepal, Meksyk, Indie i Etiopię – przez organizacje takie jak IsraAID, Project TEN, Tevel B’Tzedek i inne…
„W większości przypadków jedyną rzeczą, która skłania żydowskich studentów na całym świecie do myślenia o swojej żydowskiej tożsamości, jest demonstracja BDS (antyizraelskiego ruchu na rzecz bojkotu, wycofania inwestycji i sankcji) na kampusie lub incydent antysemicki gdzieś na świecie” – mówi rabin Benji Levy, dyrektor wykonawczy Mosaic United. „Takie incydenty oddalają ich od pragnienia bycia Żydem lub poczucia więzi z Izraelem”.
Levy wyjaśnia, że projekt został przejęty przez rząd Izraela kilka lat temu pod auspicjami Ministerstwa ds. Diaspory. „Rząd zainwestuje 66 milionów dolarów, co stanowi jedną trzecią budżetu” – mówi.
YNet News, 4 marca 2019 r.
Rabin Benji Levy wita wrogów Izraela na greckiej wyspie Lesbos.
Niemcy przyjęły znacznie więcej uchodźców z konfliktów żydowskich niż jakikolwiek inny kraj europejski. Wbrew woli narodu niemieckiego, Angela Merkel obiecała w 2015 roku, że będzie przyjmować 500 000 uchodźców rocznie. Wpływ Izraela jest również zauważalny w Niemczech, gdzie izraelskie organizacje pozarządowe oferują kursy języka arabskiego i możliwości pracy osobom mówiącym po arabsku.
W 2018 roku Merkel przyznała IsraAID nagrodę za działania na rzecz integracji osób arabskojęzycznych w Niemczech. Na swojej stronie internetowej IsraAID chwali się rozbudowanymi programami, które wdrożyła w Niemczech, aby ułatwić integrację uchodźców, całkowicie pomijając jednak kwestię odpowiedzialności państwa żydowskiego za sam kryzys.
IsraAID działa w Niemczech od 2015 roku, kiedy to do kraju przybył milion osób ubiegających się o azyl i uchodźców, z których większość uciekała przed koszmarem wojny domowej w Syrii i zagrożeniem ze strony ISIS w Iraku i Syrii. Programy IsraAID w Niemczech obejmują grupy wsparcia dla młodych uchodźców, psychospołeczne wsparcie w zakresie traumy dla dzieci z wykorzystaniem terapii ekspresyjnych oraz specjalistyczny program wsparcia dla ocalałych z ludobójstwa jazydów. Zespół IsraAID w Niemczech to wielokulturowa mozaika psychologów, pracowników socjalnych, arteterapeutów i pedagogów mówiących po arabsku, hebrajsku, niemiecku i angielsku. Wykorzystują oni swoje międzynarodowe doświadczenie i podejście międzykulturowe, aby promować zrównoważony dobrostan i integrację uchodźców w Niemczech.
…Globalne działania IsraAID obejmują zrównoważone programy mające na celu budowanie odporności, zapewnienie edukacji, zwalczanie przemocy ze względu na płeć, promowanie ochrony dzieci, poprawę warunków sanitarnych i tworzenie źródeł utrzymania. Od szczytu kryzysu uchodźczego w Syrii w 2015 roku IsraAID zapewnił wsparcie medyczne, psychospołeczne i edukacyjne ponad 100 000 uchodźców w samej Grecji i Niemczech.
Wielu uchodźców uciekających przed wojną i prześladowaniami w Afganistanie, Iranie, Iraku i Syrii, szukających schronienia w krajach takich jak Niemcy, dociera do Europy przez Grecję. Na Lesbos, greckiej wyspie, gdzie wielu uchodźców przybywa po wyczerpującej podróży morskiej z Turcji, IsraAID zapewnia opiekę medyczną nowoprzybyłym na wybrzeżu i prowadzi „Szkołę Pokoju” – jedyną instytucję oferującą naukę w językach ojczystych uczniów: arabskim, francuskim (kongijskim), perskim i kurdyjskim, z której korzysta ponad 200 uczniów tygodniowo.
Dzięki naszej współpracy z IsraAID dostrzegliśmy siłę i potencjał uchodźców, z którymi pracujemy, piszących nową historię dla siebie i swoich społeczności. To historia nauki nowych języków i adaptacji do nowego środowiska. Oto 500 osób – muzułmanów i chrześcijan mówiących po arabsku, kurdyjsku, persku i francusku – świętujących Eid al-Fitr w greckiej szkole prowadzonej przez izraelską organizację humanitarną.
IsraAID, 2018
Izrael zasypuje nas humanitarną retoryką o zorganizowaniu w Europie obchodów Eid al-Fitr dla muzułmanów uciekających przed wojnami syjonistycznymi, jednak takie obchody są w Izraelu zupełnie nie do pomyślenia. W 2021 roku Siły Obronne Izraela (IDF) spędziły Eid al-Fitr bombardując palestyńskich cywilów w Strefie Gazy. Dzień wcześniej sfilmowano fanatycznych Żydów w Jerozolimie, tańczących, przekonanych, że jeden z najświętszych meczetów islamu płonie.
Wszelkie obawy wyrażane przez Żydów dotyczące napływu cudzoziemców do Europy koncentrują się wyłącznie na potencjalnym negatywnym wpływie na Żydów europejskich. Z perspektywy żydowskiej negatywny wpływ na rdzennych Europejczyków jest rozpatrywany wyłącznie w kontekście ryzyka wzniecenia oporu nacjonalistycznego.
W artykule z 2015 r. dla liberalnego Brookings Institution Daniel Byman, profesor cywilizacji żydowskiej na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, stwierdził, że rozwiązaniem tego problemu jest długoterminowa integracja populacji uchodźców w Europie.
Jeśli uchodźcy będą postrzegani bardziej jako krótkotrwały problem humanitarny niż długoterminowe wyzwanie integracyjne, problem ten prawdopodobnie się pogłębi. Radykałowie będą wśród tych, którzy zaoferują uchodźcom wsparcie religijne, edukacyjne i socjalne – tworząc w ten sposób problem, którego wcześniej nie było. W rzeczywistości uchodźcy potrzebują kompleksowego i długoterminowego pakietu środków, obejmującego nie tylko natychmiastową pomoc humanitarną, ale także prawa polityczne, dostęp do edukacji i wsparcie ekonomiczne, zwłaszcza gdy są przyjmowani w dużych ilościach. Jeśli nie uda się ich zintegrować z lokalnymi społecznościami, istnieje ryzyko, że napięcia między społecznościami muzułmańskimi i niemuzułmańskimi w Europie będą się utrzymywać, a nawet nasilać.
Daniel Byman, 2015
Napływ uchodźców i migrantów do Europy spowolnił po 2018 roku, a kilka krajów europejskich uparcie twierdziło, że nie może już przyjmować kolejnych osób. Priorytetem stało się przesunięcie akcentów z ułatwiania wjazdu nowo przybyłym na zapewnienie stałego pobytu tym, którzy już przybyli do Europy. W 2020 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że mężczyźni uchylający się od służby wojskowej w Syrii muszą otrzymać azyl i nie mogą być deportowani z powrotem do Syrii. Orzeczenie to przynosi korzyści jedynie Izraelowi, a szkodzi Europejczykom, którzy chcą pozbyć się młodych uchodźców i związanych z nimi problemów, takich jak przemoc, gwałty i niepokoje społeczne. W latach 2022 i 2023 liczba przybyszów ponownie wzrosła.
Po 7 października: Otwarta polityka ludobójstwa i czystek etnicznych
Od ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku żydowscy urzędnicy wielokrotnie i otwarcie wzywali do zabicia lub wydalenia całej ludności Strefy Gazy – około 2 milionów ludzi. Jednocześnie nasilili presję na państwa zachodnie i arabskie, aby dobrowolnie zgodziły się na przyjęcie wszystkich Palestyńczyków – posunięcie mające na celu ostateczne zakończenie życia Palestyńczyków w Strefie Gazy.
Strategia Żydów jest oczywista dla każdego, kto zechce się temu przyjrzeć. Masowe ataki terrorystyczne na ludność cywilną, systematyczne niszczenie domów i celowe ataki na całą infrastrukturę humanitarną, taką jak szpitale, mają na celu uniemożliwienie życia w Strefie Gazy. Izrael nie walczy z Hamasem. Próbuje wymordować lub wypędzić całą ludność arabską.
W chwili pisania tego tekstu 1,8 miliona Palestyńczyków uciekających przed żydowskimi zamachami bombowymi zgromadziło się w południowym mieście Rafah, na granicy z Egiptem. Izrael planuje zakrojoną na szeroką skalę inwazję na to miasto, aby zmusić ich do ucieczki do Egiptu. Jak dotąd Żydzi zostali powstrzymani w tej próbie przez zaciekły opór bojowników Hamasu, protesty na całym świecie, presję polityczną i odmowę Egiptu na przyjęcie dużej liczby Palestyńczyków, ale nie porzucili tego planu.
Rządy Stanów Zjednoczonych i Europy chętnie wspierały Żydów w ich kampanii czystek etnicznych pod przykrywką humanitaryzmu. 30 kwietnia stacja CBS News poinformowała o uzyskaniu wewnętrznych dokumentów administracji Bidena, szczegółowo opisujących rozmowy między kilkoma agencjami federalnymi na temat stałego przesiedlenia uchodźców ze Strefy Gazy do Stanów Zjednoczonych.
Jak wynika z dokumentów, wysocy rangą urzędnicy kilku amerykańskich agencji federalnych omawiali w ostatnich tygodniach wykonalność różnych opcji relokacji Palestyńczyków ze Strefy Gazy, których najbliżsi członkowie rodziny są obywatelami USA lub stałymi rezydentami.
Zgodnie z dokumentami planistycznymi między-agencyjnymi, jedna z propozycji przewiduje wykorzystanie istniejącego od dziesięcioleci amerykańskiego programu przesiedleń uchodźców do przyjmowania Palestyńczyków mających powiązania z USA, którym udało się uciec ze Strefy Gazy do sąsiedniego Egiptu.
Z dokumentów wynika również, że wysocy rangą urzędnicy amerykańscy rozważali ewakuację większej liczby Palestyńczyków ze Strefy Gazy i uznanie ich za uchodźców, pod warunkiem, że mają amerykańskich krewnych. Plany te wymagałyby koordynacji z Egiptem, który jak dotąd odmawia przyjęcia dużej liczby osób z Gazy.
CBS News, 30 kwietnia 2024 r.
Żydowscy syjoniści stanowią większość członków gabinetu administracji Bidena odpowiedzialnych za politykę zagraniczną i bezpieczeństwo narodowe, na czele z żydowskim sekretarzem stanu Anthonym Blinkenem. Ustalono, że wśród „wysokich rangą urzędników amerykańskich” wymienionych przez CBS News znajdują się Żydzi motywowani lojalnością etniczną wobec Izraela. Blinken otwarcie potwierdził swoją lojalność wobec Izraela w przemówieniu wygłoszonym w Izraelu 12 października 2023 roku.
Jestem w Izraelu w tym niezwykle trudnym czasie dla tego narodu i dla całego świata. Jako minister spraw zagranicznych, Żyd, mąż i ojciec, z własnego doświadczenia rozumiem niszczycielskie skutki masakr dokonanych przez Hamas.
Anthony Blinken, 12 października 2023 r
Według doniesień „The Guardian” Wielka Brytania zaczęła opracowywać plany przyjęcia osób ze Strefy Gazy już 22 października 2023 r.
Koalicja organizacji i grup pomocowych opracowała plan przedstawiający, w jaki sposób Wielka Brytania mogłaby zapewnić schronienie tysiącom Palestyńczyków ze Strefy Gazy.
Organizacje takie jak Refugee Council, Safe Passage International, Doctors of the World, Helen Bamber Foundation i City of Sanctuary wyraziły obawy, że konflikt może zaostrzyć kryzys uchodźców palestyńskich.
The Guardian, 22 października 2023 r.
Plany przesiedleń zostały przedstawione przez Radę ds. Uchodźców w dokumencie stanowiska, który poparły inne organizacje. Dyrektorem wykonawczym Rady ds. Uchodźców jest Żyd o nazwisku Enver Solomon, który pilnie zaapelował do Wielkiej Brytanii o przyjęcie osób ze Strefy Gazy, nie krytykując przy tym izraelskich bombardowań terrorystycznych ani wsparcia udzielanego im przez Wielką Brytanię.
„Im bardziej eskaluje konflikt, tym więcej palestyńskich mężczyzn, kobiet i dzieci zostaje przesiedlonych i narażonych na poważne niebezpieczeństwo… Ludzie, którzy nie są bezpieczni w swoich domach, potrzebują dostępu do bezpieczeństwa, a Wielka Brytania musi być gotowa odegrać w tym rolę, wdrażając pakiet natychmiastowych środków w krótkim terminie”.
Enver Solomon
Jeden z planów opracowanych przez Radę ds. Uchodźców został ponownie promowany kilka miesięcy później przez posła Partii Pracy Sama Tarry’ego, który umieścił o nim wpis na portalu X, znanym również jako Twitter.
Today in Parliament I called for the creation of a Palestinian family visa scheme. This should bring Palestinian refugees to safety in the UK through a new safe and legal route, and reunite families desperate for their loved ones to reach safety.
To tylko niewielki wybór spośród różnych planów przesiedleń, promowanych przez rządy zachodnie i organizacje zajmujące się uchodźcami od samego początku konfliktu. Podczas gdy rządy zachodnie i organizacje pozarządowe kryły się za retoryką humanitarną, izraelscy urzędnicy państwowi jasno dali do zrozumienia, że ich strategicznym celem wojennym jest całkowite wydalenie Arabów ze Strefy Gazy i zakończenie palestyńskiego istnienia w Strefie Gazy. Rządy te i organizacje nie kierują się humanitarną chęcią pomocy ofiarom wojny. Kieruje nimi polityka wspierania państwa żydowskiego w jego ludobójczej kampanii, czyniąc się tym samym współwinnymi tej zbrodni. Zamiast pochopnie pomagać Izraelowi w wydalaniu Arabów, rządy zachodnie powinny zerwać wszelkie powiązania finansowe, wojskowe i inne z państwem żydowskim.
Wniosek
Kryzys uchodźczy w Europie obejmuje znacznie szerszy zakres, niż można tu omówić, ale gdziekolwiek spojrzeć, widać ślady Izraela, organizacji żydowskich i aktywistów żydowskich. Jest to widoczne zarówno na poziomie polityki zagranicznej, poprzez nakłanianie Stanów Zjednoczonych do dalszych działań militarnych, jak i na poziomie „humanitarnym”, poprzez wykorzystywanie organizacji pozarządowych do ułatwiania migracji uchodźców i trwałego osiedlania Arabów, Afrykanów i Irańczyków w Europie.
Nacjonaliści w Ameryce i Europie muszą bezpośrednio zmierzyć się z tą rzeczywistością. Musimy przeciwstawić się apelom popleczników i prawicowych organizacji żydowskich, które dążą do wykorzystania anty-islamu, podsycanego kryzysem migracyjnym, aby zmobilizować poparcie dla syjonistycznej agresji wobec narodu syryjskiego, irańskiego i palestyńskiego. Takie konflikty doprowadzą jedynie do pogłębienia nieszczęścia i jeszcze większego napływu uchodźców do Europy, gdzie izraelskie i żydowskie organizacje pozarządowe są gotowe ich przyjąć – posługując się językiem humanitaryzmu, aby przekształcić Zachód w wysypisko dla osób wysiedlonych w wyniku wojen żydowskich.
Milczenie w sprawie konfliktu na Bliskim Wschodzie nie wchodzi w grę. To nie jest po prostu konflikt zagraniczny, który nie ma na nas żadnego wpływu. Konflikt na Bliskim Wschodzie jest bezpośrednio związany z przyszłością Europy i Ameryki. Milczenie jest równoznaczne z popieraniem status quo, które przynosi korzyści tylko Izraelowi.
Zarówno prawa, jak i lewa głowa syjonistycznego węża muszą zostać odcięte. Arabscy i muzułmańscy migranci w Europie i Ameryce muszą powrócić do swoich ojczyzn, gdzie będą mogli żyć w pokoju i bezpieczeństwie, wolni od syjonistycznej agresji. Europejscy i amerykańscy nacjonaliści muszą współpracować, aby zdemontować syjonistyczne struktury władzy w naszych ojczyznach i zbudować sprawiedliwy i pokojowy świat, wolny od wojen żydowskich i przesiedleń ludności.
Niemcy opublikowały pełny tekst podpisanej z Polską umowy o współpracy obronnej, podczas gdy dokumentu nadal nie udostępniono na oficjalnych stronach polskiego rządu. Porozumienie przewiduje rozwój na terytorium Polski infrastruktury logistycznej, która może służyć jako zaplecze zaopatrzeniowe dla niemieckich wojsk stacjonujących na Litwie.
Niemcy opublikowały pod koniec lipca w Federalnym Dzienniku Ustaw pełny tekst polsko-niemieckiej umowy o współpracy w dziedzinie obronności, podpisanej 17 czerwca 2026 roku w Warszawie. Do chwili publikacji tego artykułu dokument nie został udostępniony na oficjalnych stronach polskiego rządu ani Ministerstwa Obrony Narodowej.
Na sprawę zwrócił uwagę we wtorek Sebastian Meitz, ekspert Instytutu Sobieskiego. W serii wpisów opublikowanych na platformie X przedstawił najważniejsze postanowienia umowy oraz wskazał, że polska opinia publiczna mogła zapoznać się z pełnym dokumentem dopiero dzięki jego publikacji przez stronę niemiecką.
„Dokument pełen jest deklaracji o partnerstwie. Problem w tym, że gdy przechodzi się do konkretnych zapisów, trudno oprzeć się wrażeniu, iż to właśnie niemieckie priorytety stają się osią tej współpracy” – podkreślił Meitz.
Szczególne znaczenie ma art. 3 umowy, poświęcony rozbudowie potencjału obronnego i współpracy operacyjnej. Jego ust. 6 przewiduje rozwój infrastruktury wsparcia logistycznego na terytorium Polski.
„Strony podkreślają znaczenie rozwoju infrastruktury wsparcia logistycznego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, która może służyć jako baza zaopatrzeniowa dla kontyngentu niemieckich wojsk lądowych stacjonującego w Republice Litewskiej, a także dla innych państw członkowskich NATO w ramach zbiorowej logistyki sojuszniczej” – zapisano w dokumencie.
Oznacza to, że część infrastruktury potrzebnej do zaopatrywania niemieckich wojsk rozmieszczonych na Litwie może zostać ulokowana w Polsce. Umowa nie przesądza jednak, że powstanie na terytorium naszego kraju odrębna stała baza Bundeswehry ani że Polska samodzielnie sfinansuje budowę całego zaplecza.
Art. 10 porozumienia stanowi, że każda ze stron ponosi koszty związane z realizacją własnych zobowiązań. Dokument nie precyzuje jednak, które konkretne inwestycje infrastrukturalne miałaby finansować Polska, a które Niemcy. Nie określa również wartości przedsięwzięć ani przyszłych zasad własności i zarządzania powstałymi obiektami.
Umowa zawiera również szersze postanowienia dotyczące przemieszczania wojsk. Polska i Niemcy mają umożliwiać tranzyt oraz stacjonowanie sił zbrojnych drugiej strony na swoim terytorium.
Strony zobowiązały się do usprawniania procedur administracyjnych i dyplomatycznych związanych z przekraczaniem granic, zapewniania wsparcia operacyjnego oraz wspólnego i wzajemnego korzystania z infrastruktury niezbędnej do sprawnego przemieszczania wojsk.
Porozumienie uznaje mobilność wojskową za kluczowy element umożliwiający szybkie przerzucanie sił sojuszniczych. Polska i Niemcy mają wspierać rozwój mobilności w ramach inicjatywy „Central Northern European Military Mobility Area” oraz uzgadniać rozwiązania przyjmowane przez NATO i Unię Europejską.
Oba państwa zadeklarowały także wzajemne wspieranie rozwoju, rozbudowy i ochrony infrastruktury wojskowej oraz cywilnej, która może być wykorzystywana przez siły zbrojne. W umowie wymieniono linie kolejowe, drogi, lotniska, mosty i centra logistyczne przeznaczone do szybkiego transportu żołnierzy oraz ciężkiego sprzętu.
Strony mają również wzmacniać wschodnią flankę NATO poprzez wspólne inwestycje w szeroko rozumianą infrastrukturę, poprawiającą zdolność Sojuszu do prowadzenia operacji wojskowych w kierunku wschodnim.
Przewidziano ponadto współpracę wojsk inżynieryjnych w zakresie infrastruktury obronnej oraz technicznego wsparcia działań bojowych.
Meitz zwrócił uwagę, że dokument zawiera konkretny zapis dotyczący infrastruktury w Polsce, która może obsługiwać niemieckie wojska na Litwie, nie wskazując równie szczegółowo analogicznego przedsięwzięcia realizowanego w Niemczech na potrzeby Wojska Polskiego. Zdaniem eksperta może to świadczyć o asymetrii porozumienia.
Umowa przewiduje także pogłębienie współpracy przemysłów obronnych, obejmujące wspólne zakupy, produkcję, badania, projekty technologiczne, tworzenie łańcuchów dostaw i transfer technologii.
W dokumencie nie określono jednak minimalnego udziału polskich przedsiębiorstw w przyszłych projektach, nie zagwarantowano lokalizacji produkcji w Polsce ani nie wskazano konkretnych technologii, które miałyby zostać przekazane polskiej stronie.
Ministerstwo Obrony Narodowej informowało po podpisaniu porozumienia, że obejmuje ono m.in. współpracę operacyjną, wspólne ćwiczenia, mobilność wojskową, cyberbezpieczeństwo, działania w przestrzeni kosmicznej, ochronę infrastruktury krytycznej oraz współpracę przemysłów obronnych. Resort nie udostępnił jednak pełnej treści dokumentu, który został opublikowany w oficjalnym niemieckim źródle.
Dane trafiły zaraz po wschodzie słońca na wschodnim wybrzeżu, a w nich historia, której nie mogą ukryć żadne plotki Białego domu. Kontrakty terminowe na ropę naftową za noc stabilizowały się na poziomie 86 dolarów za baryłkę – liczba, która półtora roku temu wydawałoby się katastrofalna, ale teraz jest tymczasowe wytchnienie po skoku na 119 dolarów, który wysadził w powietrze światowe rynki w kwietniu.
Strategiczne rezerwy ropy naftowej – rezerwa awaryjnego wsparcia, stworzona po kryzysie 1973 roku – zmniejszyły się do 305 mln baryłek, co jest najniższym poziomem od 1983 roku. Biuro budżetowe Kongresu dyskretnie opublikowało swoje zrewidowane prognozy deficytu: 2,3 bln dolarów na 2026 rok obrotowy, jeszcze 1,8 bln dolarów zaplanowano na 2027 rok obrotowy, zanim wzięto pod uwagę rosnące koszty wojny, które obecnie wynoszą 1 mld dolarów na dzień, bez żadnej strategii wyjścia, widocznej na żadnym horyzoncie.
To nie recesja. To nie jest „okres zwiększonych napięć geopolitycznych”. To systematyczny demontaż globalnej ekonomicznej architektury, która wspierała dobrobyt Zachodu w ciągu osiemdziesięciu lat, skompresowany w czasie, zbyt krótki, aby umożliwić instytucjonalną adaptację.
Jesteśmy świadkami w czasie rzeczywistym przejścia od jednobiegunowego porządku, kierowanego przez Amerykę, do rozdrobnienia w system wielobiegunowy. Okrucieństwo tego przejścia mierzy się nie tylko liczbą ofiar, które rosną a których Pentagon nie chce w pełni ujawnić. Ponadto, następuje erozja strategicznych atutów, których nie można odzyskać po ich użyciu.
Czwarty etap globalnej wojny wszedł w swoją finalną fazę, a wskaźniki pokazują, że dopiero zaczynamy rozumieć głębię strategicznej pułapki, w którą wpadła amerykańska polityka.
Aby zrozumieć obecny kryzys, trzeba najpierw zrezygnować z pocieszającej narracji o przypadkowym dryfowaniu — że polityczne błędy i błędne kalkulacje doprowadziły do obecnego ślepego zaułka.
Dane świadczą o czymś bardziej alarmującym: oderwaniu procesu podejmowania decyzji strategicznych od interesów narodowych, co prowadzi do wyników, które nie służą żadnym określonym celom amerykańskim, w tym samym czasie promowanie interesów regionalnych podmiotów, które mają nieproporcjonalnie duży wpływ na kształtowanie polityki USA.
Rozważmy chronologię wydarzeń z dokładnością wojskowego raportu po zakończeniu działań wojennych. 27 stycznia 2026 roku Stany Zjednoczone przeprowadziły nieoczekiwany cios w przywództwo Iranu w celu ścięcia głowy, podczas gdy izraelscy posłańcy prowadzili urojone negocjacje w Genewie. W wyniku uderzenia została zlikwidowana struktura dowództwa wojskowego Iranu i przywództwo polityczne w wyniku 48-godzinnego bombardowania, które według pierwotnych prognoz Białego Domu, powinna zakończyć się w ciągu „czterech-pięciu tygodni”. Projekcja sporządzona 1 marca, teraz rozciągnięta jest na piąty miesiąc bez widocznego zakończenia.
Cieśnina Ormuz, przez którą przechodziło dwadzieścia procent światowej ropy naftowej, w rzeczywistości jest zamknięta od połowy marca. Ciosy irańskich rakiet balistycznych z wykorzystaniem chińskich danych lokalizacji celów i rosyjskiego wywiadu satelitarnego uszkodziły lub zniszczyły wszystkie duże obiekty USA w zatoce Perskiej, w tym Al-Udeid w Katarze, bazę Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej i morskie obiekty w Bahrajnie.
Analiza kosztów i korzyści jest porażająca. Pierwotny cios został oparty na ocenach wywiadu, które później zostały zakwestionowane przez siedemnaście agencji, o tym, że Iran był „o kilka tygodni od utworzenia broni jądrowej”. Ocena ta była sprzeczna z oświadczeniami tej samej administracji od czerwca 2025 roku o tym, że obiekty jądrowe Iranu zostały całkowicie zniszczone w wyniku 12-dniowego konfliktu, który kosztował 37 miliardów dolarów i nie przyniósł trwałego efektu strategicznego. Obecna wojna, prowadzone bez zgody kongresu i wbrew wyraźnym preferencjom elektoratu, który przywrócił prezydenta do władzy na podstawie wyraźnych anty-interwencjonistycznych obietnic, obecnie pochłonęła 113 miliardów dolarów bezpośrednich kosztów. [po stronie USA md]. Analitycy Harvard przewidują długoterminowe zobowiązania przekraczające 1 bilion dolarów, jeśli wziąć pod uwagę opiekę nad weteranami, wymianę sprzętu i remont zniszczonych baz.
Zewnętrzne następstwa ekonomiczne są równie poważne. Inflacja, która spadła do 2,7% do grudnia 2025 roku, ponownie przyspieszyła do 4% i nadal rośnie. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych na poziomie 4,64% stanowi najwyższą wartość pożyczek podczas prezydentury Trumpa, co stanowi około 135 miliardów dolarów dodatkowych rocznych wydatków z tytułu odsetek i około 1000 dolarów bezpośrednich kosztów energii elektrycznej i finansowania na rodzinę. Dane te ukazują się w momencie, gdy 60% amerykańskich rodzin donosi o niezdolności do pokrycia nagłych wydatków w wysokości 500 dolarów, a zwłoki kredytów konsumenckich dotarły do poziomów niewidzianych od czasów kryzysu finansowego w 2008 roku.
Strategiczne położenie pogorszyła się do tego stopnia, że nie nadaje się do ilościowego pomiaru. Amerykańskie siły zbrojne przeznaczone do projekcji siły wobec sił powstańczych i regionalnych przeciwników, okazały się podatne na asymetryczne taktyki prowadzenia wojny w kraju średniej kategorii ze skomplikowanymi technologiami rakietowymi i korzystną geografią obrony. Rakiety Patriot o wartości 2 mln dolarów przeciwko irańskim rakietom balistycznym i powietrznym obiektom bezzałogowym o wartości od 10 000 do 50 000 dolarów za sztukę – to stosunek kosztów wymiany, która sprawia, że stabilna obrona staje się ekonomicznie nieopłacalna.
Wyjawienie tego, co rosyjskie i chińskie służby wywiadowcze zapewniają irańskim siłom dane o namierzaniu celów w czasie rzeczywistym, potwierdzone danymi z satelitów i zeznaniami w Kongresie, zamienia regionalny konflikt w wojnę cudzymi rękami, w której przeciwnicy ze strony wielkich mocarstw sprawdzają wrażliwe miejsca Ameryki z minimalnym bezpośrednim ryzykiem dla siebie.
Instytucjonalna reakcja pogorszyła kryzys. Departament Efektywności administracji publicznej, który obiecał administracyjne oszczędności w wysokości 2 bln dolarów, został praktycznie zlikwidowany, gdy „duży piękny projekt ustawy” dołożył 5 bln dolarów do państwowego długu — oprócz podstawowej prognozy CBO w wysokości 21 bln dolarów. Dług publiczny wzrósł z 36,2 bln dolarów do 39,5 bln dolarów za osiemnaście miesięcy, przy czym roczny deficyt w wysokości 2 bln dolarów obecnie utrzyma się aż do 2030 roku.
Próba administracji obniżenia ceny ropy za pomocą wyczerpania strategicznych rezerw ropy naftowej i manipulacji na rynkach terminowych doprowadziła do wyczerpania nadzwyczajnych rezerw i jednocześnie przybliża upadłość amerykańskiej energetycznej „niepodległości” – w kraju nie ma wystarczającego bufora, aby zmierzyć się z długimi zakłóceniami w dostawach, nie mówiąc już o szerszym konflikcie z udziałem wydobycia w Nigerii, Wenezueli.
Bieżące geopolityczne przeobrażenia wykraczają poza bezpośredni teatr działań wojennych.
Rosja, pomimo zachodnich sankcji i ciągłego wyczerpywania sił na Ukrainie, umocniła eurazjatycką architekturę bezpieczeństwa, w tym Iran, Chiny i rozszerzenie sojuszu BRICS +. De-dolaryzacja handlu międzynarodowego – ekspresowe wprowadzenie broni SWIFT, które zaprezentowało lukę w transakcjach rozliczeniowych— zdenominowanych w dolarach amerykańskich (usd, stworzyła równoległe systemy finansowe, które będą utrzymywać się niezależnie od wyniku konfliktu. Chiny, radząc sobie z własnym kryzysem demograficznym i kryzysem w branży nieruchomości, zapewniły korytarze energetyczne w ramach inicjatywy „Jeden pas i jedna droga” i stworzyły potencjał przemysłowy, który pozwala wykorzystać amerykańskie straty wojskowe.
Państwa europejskie borykają się z cywilizacyjnym wyczerpaniem: demograficznym upadkiem, deindustrializacją energetyki i postępującą utratą potencjału produkcyjnego wobec azjatyckich konkurentów. Ich entuzjazm zobowiązań wobec NATO w konfrontacji z Rosją nie służy strategicznym interesom, a odwróceniu uwagi — przeniesieniu wewnętrznych sprzeczności na zewnętrznych wrogów. Niedawne oświadczenia francuskich, niemieckich i brytyjskich przywódców o „gotowości do wojny z Rosją” stanowią albo niebezpieczny błąd, albo celową prowokację, biorąc pod uwagę widniejącą niezdolność europejskich sił zbrojnych do utrzymania zużycia amunicji przez ponad tydzień bez uzupełniania zapasów przez USA.
Architektura strategicznej upadłości
Wizualny krajobraz upadku często poprzedza jego statystyczne potwierdzenie. Zdjęcia z regionu zatoki Perskiej — zdjęcia satelitarne pożary cystern, zdjęcia termowizyjne pracujących rafinerii, dane atmosferyczne pokazujące stężenia cząstek stałych, które wpływają na rolnictwo regionu — pozwalają przewidywać konsekwencje gospodarcze, które pojawją się z opóźnieniem, ale z nieubłaganą pewnością. Drenaż SPR, który chwilowo obniżył ceny paliw, nie może trwać po 2027 roku przy obecnym poziomie wydobycia. Zamknięcie cieśniny Ormuz już doprowadziło do zerwania dostaw zboża w krajach zależnych od importu, ponieważ kontrakty terminowe na pszenicę nie zależą od tradycyjnych modeli wyceny, a ograniczenia na eksport fosforanów z Maroka i Chin zagrażają globalnemu bezpieczeństwu żywnościowemu.
Masowy głód, który ekonomiści rozwoju prognozowali na 2030 rok, przyspieszył do 2027 roku. Dostępność oleju napędowego dla upraw i zbiorów stała się niepewna przy cenach, które uniemożliwiają opłacalność. Europejska produkcja nawozów została wstrzymana z powodu kosztów energii elektrycznej w latach 2022-2023. Globalny łańcuch dostaw „dokładnie na czas”, ograniczonych polityką w odniesieniu do pandemii i zaburzeniami funkcjonowania kanału Sueskiego, zbliża się do katastrofalnej awarii, ponieważ siły Houthi, wyposażone w irańskie technologie rakietowe, przerywają morską arterię łączącą Europę z azjatyckimi przedsiębiorstwami przemysłowymi.
To nie jest „zmienność rynku”. To koniec obfitości— powrót do świata, w którym rozkład kalorii i energii podlega politycznej, a nie ekonomicznej logice, gdzie status waluty rezerwowej nie gwarantuje możliwości importu i gdzie ramy instytucjonalne, utworzone w latach 1944-1945, przestały funkcjonować.
Psychologiczny aspekt upadku nie nadaje się do ilościowej oceny, ale wymaga analizy.
Amerykańska populacja systematycznie poddawana znieczuleniu za pomocą interwencji farmaceutycznych (dwadzieścia pięć procent dorosłych bierze leki psychotropowe), cyfrowej zależności (średnio siedem godzin czasu ekranowego w dzień) i ideologicznej polaryzacji, która zastępuje plemienną tożsamością racjonalną ocenę. Te same grupy ludności, które brały nadzwyczajne środki w latach 2020-2023 roku na podstawie badań modeli epidemiologicznych, które nie mają empirycznej weryfikacji, teraz odrzucają ostrzeżenia o systemowej zapaści jako alarmizm, jednocześnie akceptując opowieści o zbliżającym się zagrożeniu ze strony Iranu, które są sprzeczne z szacunkami ich własnych służb wywiadowczych.
Fabrykacja przyzwolenia osiągnęła swoją ostateczną fazę. Środki masowego przekazu, które w ciągu trzech lat promowały Russia Gate jako fakt, teraz propagują irańską wersję zagrożenia Netanjahu jako niezaprzeczalną prawdę. Konserwatywni komentatorzy, którzy ostrzegali o nadużyciach władzy wykonawczej, teraz uzasadniają fuzję państwowej i korporacyjnej władzy jako niezbędne środki bezpieczeństwa. Zjawisko „jednopartyjności” — nieprzerwanej ciągłości polityki między rzekomo przeciwstawnymi ugrupowaniami politycznymi — stało się zbyt oczywiste, aby zaprzeczyć, i w tym samym czasie zbyt niewygodne dla uznania przez mieszkańców, zaangażowanych w teatr demokratycznego wyboru.
Prognoza: Zima 2027-2028
Bieżąca analiza trajektorii z dużym prawdopodobieństwem zakłada następujący rozwój wydarzeń:
Do 4 kwartału 2026 roku strategiczne rezerwy ropy naftowej [w USA md] zbliżą się do technicznego minimum, co pozbawi administrację możliwości powstrzymania wzrostu ceny ropy poprzez interwencje rynkowe. Koszty energii wzrosną do poziomów, które spowodują kaskadowe bankructwa w sektorach transportu i logistyki, w tym bankructwa przewoźników doprowadzające do zakłóceń w dystrybucji żywności w dużych aglomeracjach. Rezerwa federalna, która stanęła między przyspieszeniem inflacji i niestabilności systemu finansowego, zmierzy się z niemożliwym wyborem: bronić waluty lub zapobiegać kryzysowi zadłużenia — prawdopodobnie starając się zrobić i jedno, i drugie, ale nie osiągając niczego za pomocą kontroli krzywej dochodowości, która niszczy funkcjonowanie rynku.
Pośrednie wybory 2026 roku, jeśli odbędą się zgodnie z harmonogramem, odbędą się na tle 6-7% inflacji, 7% stawki kredytów hipotecznych i widocznej wojskowej porażki w zatoce Perskiej. Polityczna odpowiedź — prawdopodobnie, zawierająca rozszerzenie nadzwyczajnych uprawnień i zawieszenie stosowania norm proceduralnych — przyspieszy kryzys legitymacji władzy, już zauważalny na podstawie wyników badań, które wykazują przekonanie większości, że „system jest sfałszowany” niezależnie od przynależności partyjnej.
W połowie 2027 roku, w przypadku braku wznowienia pracy cieśniny Ormuz, światowy system dystrybucji żywności zmierzy się ze strukturalnym zniszczeniem. Zależne od importu kraje Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i Południowej Azji zmierzą się z masowymi wydarzeniami migracyjnymi, w porównaniu z którymi rok 2015 wydaje się banalny. Europejski kontrola graniczna, i bez tego przeciążona, całkowicie upadnie, powodując kryzys demograficzny i kryzys bezpieczeństwa, które przewidują ruchy nacjonalistyczne — i które instytucje głównego nurtu odrzuciły jako ksenofobię.
Amerykańskie siły zbrojne, wychudzone działaniami w zatoce Perskiej i niezdolne do nadrobienia strat wskutek ograniczeń produkcyjnych, zmierzą się ze strategicznym zjawiskiem nadmiernego wysiłku, jeśli konflikt rozprzestrzeni się na scenariusz chiński lub koreański. Ujawnienie rzeczywistych danych o ofiarach — obecnie przemilczanych z powodu utajnienia i współudziału medialnego w tym procederze – nieuchronnie doprowadzi do wewnętrznego kryzysu politycznego, jeśli zostaną one ujawnione.
Rezerwowy status dolara nie zawali się katastrofalnie, ale będzie stopniowo spadać, ponieważ kraje BRICS+ dopełniają walutowe dwustronne umowy, a producenci towarów wymagają płatności złotem lub juanami. Ten proces, który już trwa, przyspieszy w miarę tego, jak monetyzacji amerykańskiego długu nie będzie można zignorować, co spowoduje scenariusz stagflacji, który zniszczył konsensus 1970 roku, ale znacznie poważniejszy tym razem.
Stanąć w prawdzie: tego nie mogą uchwycić dane
Istnieją wymiary cywilizacyjnego kryzysu, które nie nadają się do modelowania ekonometrycznego.
Wyczerpanie kapitału społecznego– erozja zaufania, atomizacja społeczności, podmiana cyfrowych symulacji przez relacje osobowe — osiągnęło poziom, który wyklucza zbiorową reakcję na systemowy stres. Amerykańska ludność zachowuje technologiczną zdolność do koordynacji, ale straciła kulturalną zdolność do zaufania, powodując paradoks hyperconnectivity bez solidarności.
Teoria pokoleniowa, która przewidziała ten moment — w ramach czwartego etapu — sądziła, że kryzys stworzy nowy obywatelski potencjał poprzez wspólne poświęcenie. Fakty wskazują na trajektorię fragmentacji, w której napięcia upadku przyspieszają podział, a nie jedność, dając nie „nowe maksimum”, a długi okres bezkrólewia— stary porządek nie żyje, nowy porządek jeszcze się nie urodził, potwory swobodnie poruszają się w międzyczasie.
Psychologiczne oddziaływanie zrównoważonego strategicznego upadku — to, co historycy nazywają „imperialną melancholią” — zapoczątkowało politykę kompensujących fantazji, w której innowacje technologiczne (sztuczna inteligencja, kryptowaluta, kosmiczna kolonizacja) służą psychologicznej ochronie od uznania materialnej redukcji. Miliardy zainwestowane w „centrum przetwarzania danych”, które funkcjonują jako infrastruktura obserwacji, monety-memy, wyciągające wartość od inwestorów detalicznych, projekty „inteligentnych miast”, śledzących ludność, – stanowią nie postęp, a kult cargo, magiczne myślenie w technologicznej masce.
Biologiczny aspekt kryzysu — spadek liczby urodzeń, spadek poziomu testosteronu, epidemiczny poziom zależności od leków psychiatrycznych, tajemnicza nadmierna śmiertelność, udokumentowane przez ubezpieczeniowych aktywistów, ale media nie chcą prowadzić dochodzeń, — zakłada, że ludność zbyt fizycznie i poznawczo idzie na kompromis, niezdolna do zorganizowania zbiorowej odpowiedzi, jaką wcześniej wywoływał historyczny kryzys. Program „wielkiego resetu” – czy to spisek, czy strategia – jest uznaniem przez elity tego, że istniejącej ludności nie da się uratować, zarządzać można tylko poprzez jej zmniejszenie — to maltuzjańska kalkulacja, która nie śmie wymówić nazwiska jej autora, ale tak właśnie prowadzi politykę.
Wniosek: Długotrwała Sytuacja Awaryjna
Nie zbliżamy się do kryzysu. Jesteśmy w jego środku. Czwarta odsłona globalnej wojny – to nie jest możliwość w przyszłości, a obecna rzeczywistość, która pochłania kapitał instytucjonalny zgromadzony przez ponad osiemdziesiąt lat amerykańskiej hegemonii, z prędkością, która uniemożliwia jego odbudowę. Dług nie może być zwrócony. Imperium nie da się utrzymać. Umowa społeczna nie może być przywrócona. To nie są defetystyczne twierdzenia, a empiryczne obserwacje, potwierdzone danymi Skarbu Państwa, prognozami CBO i widoczną degradacją infrastruktury, edukacji i zdrowia publicznego, które otaczają każdego, kto chce zobaczyć.
Pozostaje pytanie o długość i kształt. Kryzys lat 1930-1940 został zażegnany przez siedemnaście lat w wyniku wojny totalnej i tworzenia nowych ram instytucjonalnych. Obecny kryzys, przyśpieszany przez awarie technologiczne i finansowe złożoności, może trwać dłużej lub zostać zredukowany nagle w wyniku katastrofalnych awarii (wymiana ciosami nuklearnymi, pandemia, upadek systemu energetycznego) – wówczas ich długość nie ma znaczenia.
Jednostkowa odpowiedź na kryzys systemowy nie może odwrócić globalnych trendów, ale może przygotować dla rozwiązań systemowych. Przebudowa lokalnych zdolności produkcyjnych – produkcja żywności, produkcja energii, zapewnienie bezpieczeństwa, kantor wymiany walut, stanowi jedyne dostępne narzędzie do ochrony przed instytucjonalnym upadkiem.
Model amiszów, przez długi czas odrzucany jako anachronizm, objawia się jako strategia adaptacyjna: technologiczna selektywność, parking samowystarczalność, religijna jedność i geograficzny rozrzut zapewniają stabilność, której scentralizowane systemy nie mogą utrzymać w warunkach stresu.
Polityczne pytanie — czy można uratować republikę, czy można przywrócić Konstytucję, czy można wykryć i pokonać zewnętrznych i wewnętrznych wrogów — może być niewłaściwym pytaniem. Właściwe pytanie polega na tym czy można utrzymać społeczeństwo obywatelskie w okresie przejściowym, czy można utrzymać umiejętności i sieci zaufania, niezbędne do koordynacji po upadku, i czy ludzka zdolność do godności i moralnego wyboru przeżyje upokorzenie imperialnego upadku.
Thomas Paine napisał, że to czasy, które doświadczają dusze ludzi. On nie obiecał zwycięstwa. Obiecał, że im cięższy konflikt, tym bardziej chwalebne będzie zwycięstwo. Ale Paine pisał w momencie, gdy amerykańska ludność zachowała zdolność do rządzenia i wolę do zbiorowego poświęcenia. Czy te cechy utrzymały się w wystarczającym stężeniu, aby wywołać „nowy wzrost” w warunkach obecnego kryzysu, pozostaje otwartym pytaniem naszych czasów — na które odpowiedzą nie analitycy, a wyłaniające się zachowanie milionów ludzi, w konfrontacji z niszczeniem wszystkiego, co uważali za stałe.
Przyszła zima. Rozpoczęła się długa noc. I saeculum, w obojętności do ludzkich preferencji, kontynuuje swoje nieubłagane obroty.
Gdzie emocje zastępują rzeczowe argumenty – tam dyskusja już dawno umarła. Taka sentencja przyszła mi na myśl, kiedy zastanawiałem się nad wstępem do dzisiejszego artykułu. Jeszcze w lipcu – dokładnie 23.07.2026 r. – na brownstone.org opublikowano artykuł: Przyszłość wolności słowa. Jest to link do polskiej wersji językowej tego artykułu, więc jest jednocześnie źródłem.
Wolność słowa jest integralnym aspektem autentycznej wolności, zakorzenionej w typowo ludzkiej zdolności do trwania przy prawdzie poprzez perswazję, a nie narzucanie. Choć prawda jest obiektywna i niezależna od poznającego podmiotu, może być przez niego przyjęta jedynie w sposób wolny.
Możemy to zestawić z wątłą ideą wolności jako jedynie pragmatycznego środka do „dogadania się” w pluralistycznym społeczeństwie, w którym zakładamy, że prawda jest praktycznie nieosiągalna. W tej wątłej formie liberalizmu, gdy przestaje ona wydawać się optymalnym empirycznym rozwiązaniem dla utrzymania społecznej życzliwości lub stabilności, wolność słowa zostanie łatwo porzucona. Obserwowaliśmy tę dynamikę w społeczeństwach zachodnich w ciągu ostatniej dekady, gdzie elity często twierdzą, że cenzura jest niezbędna do „ochrony demokracji” przed populistycznym motłochem.
Walka z wolnością słowa nie pojawiła się we współczesnym nam czasach. Wystarczy podać przykład Sokratesa skazanego w 399 roku p.n.e. przez ateński sąd ludowy na śmierć za „bezbożność” i „deprawowanie młodzieży”.
Cenzura nie jest jedynie zakazem – jest techniką unicestwienia Słowa, a więc zamachem na samo źródło kultury i ciągłość wspólnoty. Gdy słowo zostaje wymazane, nie znika tylko tekst – znika możliwość, by wspólnota zobaczyła siebie w innym świetle. Znika alternatywa. Znika droga. Cenzura to amputacja pamięci, po której zostaje nie rana, ale pustka, w której człowiek rodzi się i żyje, nie wiedząc, że coś zostało mu zabrane. Źródło.
„Cenzura nie boli. Przynajmniej nie od razu. To jak szczepionka… długoterminowe skutki mogą być straszne”. Stefan Magnet, szef AUF1, o uchwalonej kontroli czatów.
Każdy człowiek na Ziemi tworzy swój własny świat oparty na doświadczeniach, obserwacji a czasem nawet na własnych przemyśleniach. Dlatego tak trudno jest nieraz dojść do konsensu ludziom żyjącym w tej samej epoce i na tym samym świecie. Tak widzianych światów jest tyle, co ludzi na naszej planecie, czyli około 8 miliardów. Właśnie cenzura jest odpowiednią metodą, by „właściwie” kształtować te światy, a najważniejszym narzędziem jest słowo.
Kiedy znikają z twoich myśli słowa opisujące wolność, przestajesz o tej wolności myśleć i stajesz się doskonałym – bo posłusznym – niewolnikiem. Na ich miejsce wskakują slogany propagandowe takie jak: „zrównoważony rozwój”, „walka z terrorem”, „szczepionka na wszystkie problemy” lub ochrona klimatu przed działaniem człowieka.
Nie jest to spontaniczny rozwój świadomości. Jest to dobrze zaplanowana manipulacja, którą dobrze widać na przykładzie w ONZ-owskiej Agendy 2030.
Nie znacie jeszcze tego banknotu? To najlepszy dowód skuteczności cenzury.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Inwazja migrantów z Maroka na Hiszpanię jest prawdopodobnie najbardziej ekstrawagancką fałszywą informacją wszech czasów. Według oficjalnej wersji, około 60 000 mężczyzn, głównie w wieku poborowym, 31 lipca najechało hiszpańską Ceutę z zamiarem znalezienia pracy i „zbudowania sobie lepszego życia”.
Oczywistą prawdą jest jednak to, że cały incydent był źle zaaranżowaną slapstickową akcją, mającą na celu osłabienie poparcia dla lewicowego rządu Hiszpanii i jego zagorzałego antysyjonistycznego prezydenta Pedra Sancheza. Markizy stojące za tym żałosnym wodewilem to zwykli podejrzani: Bibi Netanjahu i „mały” Marco Rubio (sprzymierzeni z podatnymi na wpływy przywódcami Maroka), którzy mieli stworzyć fałszywy kryzys, który „dałby Hiszpanii nauczkę”. Jak zapewne pamiętacie, Sanchez ostro krytykował trwającą masakrę Bibiego w Strefie Gazy i uparcie odmawiał Trumpowi pozwolenia na wykorzystanie hiszpańskich baz wojskowych do transportu amunicji i bombowców do Izraela. W odpowiedzi Netanjahu publicznie zagroził Sanchezowi zaledwie kilka tygodni temu w… bandyckiej prezentacji, która jest nadal dostępna na X.
Około 50 tysięcy młodych mężczyzn przedostało się do hiszpańskiej eksklawy w północnym Maroku – miasteczka Ceuta. Dzięki olbrzymiemu nakładowi pracy udało się kamerzystom niemieckiej telewizji ZDF wyłowić w tym tłumie dwie kobiety i dziwnym trafem właśnie one zostały pokazane wiernym mainstreamowi telewidzom w Niemczech.
Jedynie wyjątkowi złośliwcy mogliby nazwać tę scenę ustawką. To są przecież odważne bojowniczki o wolność dla Europy. Źródło: Telegram 31.07.2026 r. 11:01.
To są przecież szukający lepszego życia emigranci z Afryki. Część z nich pewnie tak, jakkolwiek wszyscy zostali przywiezieni pod hiszpańską granicę przez organizacje, dla którym ich „lepsze życie” to jedynie wygodne hasło. Hasło propagowane przez zaprzedane globalisto rządy większości krajów europejskich oraz Izraela. Maroko zostało wykorzystane jako dogodne narzędzie do tej kolejnej inwazji.
Wcale nie uważam, że wszyscy mieszkańcy Afryki są agresywni. A już na pewno trudno byłoby znaleźć wśród nich kanibali. Mamy przecież własny przykład kanibalizmu wyśpiewanego w piosence Andrzeja Rosiewicza – Dobry apetyt.
Wysoki sądzie, przyznać wypada, Owszem zeznaję, zjadłem sąsiada. Lecz grzech odpuszczam w sumieniu własnym, Bo sąsiad mój był strasznie żylasty. Żeby sądowi wyrok uprościć, Ja powiem krótko, no skóra i kości. Podczas konsumpcji ogromna męka, On już ma spokój, mnie boli szczęka.
Prowincja Malampa, wyspa Malekula, Vanuatu/Pacyfik. Jedzenie ludzi szkodzi zdrowiu! „Ryzykujesz infekcje, dlatego kanibalizm jest tabu”. Autor: Elena Dusi
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Rzadko kiedy było to tak oczywiste jak teraz: irańskie władze nie interpretują wycofania wojsk Trumpa w sobotni wieczór („Bramy piekieł”) jako otwarcia na „porozumienie”, lecz jako jednoznaczne potwierdzenie, że administracja Trumpa osiągnęła granice swoich wpływów.
Po tym zwrocie Teheran nie osłabił swojej pozycji, wręcz przeciwnie – znacząco ją wzmocnił.
Już w niedzielę irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi poinformował pakistańskiego marszałka polowego Asima Munira w długiej rozmowie telefonicznej, ponieważ źródła wywiadowcze przekazywały informacje wyłącznie do Protokołu Przejściowego, przekazując jednoznaczną ocenę nowego strategicznego układu sił.
Araghchi dał jasno do zrozumienia, że zmiana stanowiska nie zostanie zinterpretowana w Teheranie jako dyplomatyczne ustępstwo z pozycji siły. Następnie przekazał Waszyngtonowi trzy kluczowe przesłania za pośrednictwem Munira:
Teheran w żadnym wypadku nie odstąpi od kolejności negocjacji określonej w porozumieniu.
Każdy atak USA na irańską infrastrukturę energetyczną wywoła odwet w stosunku 10 do 1 wobec partnerów z Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) w ramach „Imperium Piractwa”. Ponownie: 10 do 1. Do niedawna stosunek ten wynosił 2 do 1 .
Według przywódców politycznych w Teheranie, Trump nie ma żadnego realnego wyjścia z sytuacji, ani militarnego, ani politycznego – poza bardziej kompleksowym wycofaniem się Amerykanów z Azji Zachodniej.
Munir – który może kontaktować się bezpośrednio z Trumpem i vice versa – osobiście przekazał to irańskie ostrzeżenie prezydentowi USA. To konkretna, wymierna formuła odstraszająca, mająca na celu uczynienie regionalnych konsekwencji kolejnego amerykańskiego ataku jednoznacznymi i nieodwracalnymi.
Saudyjski następca tronu Mohammed bin Salman (MbS) mógł przekonać Trumpa do zmiany decyzji za pomocą osobistej rozmowy telefonicznej, po tym jak wcześniej irańscy przywódcy zadzwonili do niego i wysłali mu listę obiektów Aramco, które miały zostać zniszczone w odpowiedzi na amerykański atak.
MbS doskonale zdaje sobie sprawę, że Azja Zachodnia jako całość ma bardzo ograniczone możliwości obrony powietrznej. To było częścią dyskusji. Jednak jeszcze bardziej przekonujące mogło być przypomnienie przez MbS-a o możliwości polegania przez Trumpa na sprzedaży dużych ilości amerykańskich obligacji skarbowych i akcji w przypadku poważnych zniszczeń wojennych, aby pokryć koszty.
Efektem końcowym było – po raz kolejny – TACO .
Profesor ekonomii Steve Hanke z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa poszedł jeszcze dalej, wyjaśniając, że rynki obligacji już uwzględniały ten rozwój sytuacji. Rentowność dziesięcioletnich amerykańskich obligacji skarbowych rosła z powodu potrójnego obciążenia: inflacji, ceł Trumpa i samej wojny.
Wyprzedaż akcji Arabii Saudyjskiej na dużą skalę – w połączeniu z wyprzedażą akcji Chin – spowodowałaby eksplozję zysków. Hanke szacuje całkowity koszt wojny na około bilion dolarów amerykańskich , stosując metodę opracowaną przez Uniwersytet Browna, która mnoży pierwotne szacunki Pentagonu przez współczynnik 25.
Silniejsza pozycja oparta na twardych faktach
Równoległe wydarzenia militarne i dyplomatyczne dodatkowo wzmacniają tę ocenę.
Według pakistańskich źródeł wywiadowczych, Iran, przy tajnym pakistańskim wsparciu wojskowo-technicznym, zakończył instalację ulepszeń chińskiego systemu nawigacji satelitarnej BeiDou . Komponenty te dostarczono w zeszłą niedzielę – wcześniej niż pierwotnie planowano – przez port Gwadar nad Morzem Arabskim, strategiczny punkt końcowy chińsko-pakistańskiego korytarza gospodarczego (CPEC), a następnie drogą lądową do Iranu przez korytarz Gwadar-Gabd.
Modernizacje te znacząco poprawiają celność Iranu, odporność na walkę elektroniczną oraz bezpieczeństwo łączności. Wszystkie systemy zostały już w pełni zintegrowane z irańską architekturą aktywnego odstraszania.
Dzięki technologii BeiDou zapobiegającej zakłóceniom, szyfrowanej strukturze sygnału wojskowego i bezpiecznej dwukierunkowej komunikacji, podatność Iranu na amerykańskie środki zagłuszające praktycznie znika.
Jakby tego było mało, pakistańskie źródła wywiadowcze potwierdziły później zupełnie nieoczekiwany rozwój wydarzeń.
To nie kto inny, jak prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Mohamed bin Zayed (MbZ), jedyny decydent w kraju, odbył 40-minutową rozmowę telefoniczną z Araghchim. Podczas tej rozmowy Abu Zabi zasygnalizowało gotowość do nawiązania długoterminowych i stabilnych relacji z Teheranem.
Był to pierwszy taki sygnał od wybuchu wojny amerykańsko-izraelskiej 28 lutego.
Araghchi przekazał następnie treść tej rozmowy Asimowi Munirowi.
W niedzielę Araghchi rozmawiał również telefonicznie z tureckim ministrem spraw zagranicznych Hakanem Fidanem. Ponadto, w ciągu niecałych 24 godzin, dwukrotnie rozmawiał z saudyjskim ministrem spraw zagranicznych, księciem Faisalem, który nagle zmienił kurs po saudyjskich nalotach na Irak i opowiedział się za całkowitą deeskalacją.
Najważniejszym wnioskiem płynącym z tej serii rozmów telefonicznych jest to, że Teheran rozszerza swoje wpływy maksymalnie właśnie w chwili, gdy Waszyngton wydaje się zdezorientowany i niepewny.
Tak zwany pakistański kanał mediacji mógłby ponownie odegrać rolę. Co jednak kluczowe, Teheran korzysta teraz z tego kanału z pozycji pewności siebie, wzmocnionych zdolności militarnych i strategicznej determinacji.
Powtórzmy: to nie jest klasyczna deeskalacja. To strategiczna pauza. Irańskie władze w dużej mierze zgadzają się, że obecnie mają silniejszą pozycję.
Ocena ta opiera się na szeregu trzeźwych faktów.
Według irańskich szacunków, USA ponoszą niemożliwe do utrzymania straty. Trump i jego najbliższe otoczenie znajdują się pod znaczną presją rosnących cen ropy naftowej, wewnętrznych obciążeń politycznych, nadmiernej ekspansji militarnej oraz regionalnych sojuszników i wasali, którzy obawiają się odwetu ze strony Iranu.
Porządek negocjacyjny Iranu pozostaje niezmieniony. Chiny – a także Rosja – znacząco wzmocniły potencjał odstraszania Iranu. Jednocześnie państwa Zatoki Perskiej coraz częściej dążą do zawarcia własnych porozumień z Teheranem.
W ramach nowej regionalnej architektury władzy problem nie polega zatem na tym, że negocjacje zakończą się fiaskiem, ponieważ Iran czuje się osłabiony. Teheran jest raczej przekonany, że obecnie ma przewagę i zamierza ją powiększyć, zanim Waszyngton potencjalnie odzyska inicjatywę.
Wyjaśnia to również, dlaczego czołowi członkowie Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) i irańscy parlamentarzyści wielokrotnie ostrzegają, że Teheran może zaostrzyć wojnę, jeśli amerykańska polityka „maksymalnej presji” będzie kontynuowana.
Nowością jest wprowadzenie jeszcze bardziej niebezpiecznego, niemal automatycznego poziomu eskalacji.
Atak na pojedynczy irański obiekt energetyczny mógłby w przyszłości wywołać ataki odwetowe na wiele obiektów w różnych krajach, co mogłoby doprowadzić do poważnego regionalnego kryzysu energetycznego w ciągu kilku godzin.
Przyzwyczaj się do proporcji 10 do 1.
W praktyce Iran i Cieśnina Ormuz stały się osobistym kryzysem sueskim Trumpa – kryzysem, który sam stworzył dla USA.
Wśród irańskich decydentów i pakistańskich mediatorów przeważa obecnie przekonanie: „On nie ma wyjścia”.
Z ich punktu widzenia tak właśnie wygląda strategiczna porażka.
Wycofanie się wojsk definitywnie ustanowiłoby Iran wiodącą potęgą w Azji Zachodniej.
Nowe bombardowania natychmiast wywołałyby globalny kryzys energetyczny.
Opóźnienie konfliktu – po wyczerpaniu amerykańskich strategicznych rezerw ropy naftowej (SPR) – doprowadziłoby do gwałtownego wzrostu cen ropy.
Nic nie odwiedzie Teheranu od odejścia od ustalonego porządku negocjacji, jeśli rozmowy zostaną wznowione:
Po pierwsze, Cieśnina Ormuz.
Po drugie, zniesienie sankcji i uwolnienie zamrożonych aktywów.
Dopiero wtedy będą mogły odbyć się negocjacje nuklearne.
Rzecznik irańskiego MSZ Esmaeil Baghaei stanowczo zdementował wszelkie pogłoski o rozmowach z Waszyngtonem, które miały rozpocząć się w najbliższy poniedziałek.
Obecnie trwają jedynie negocjacje z Omanem, dotyczące nowego, tymczasowego szlaku żeglugowego przez Cieśninę Ormuz.
Wygląda na to, że celem jest utworzenie jednego szlaku żeglugowego – ani szlakiem północnym przez wody irańskie, ani szlakiem południowym przez wody Omanu.
Jeśli chodzi o amerykańską blokadę – jeden z czynników, który doprowadził do fiaska porozumienia – Teheran jasno daje do zrozumienia, że powrót do porozumienia nastąpi dopiero po całkowitym uwolnieniu zamrożonych aktywów – i zostanie to zrobione z wyprzedzeniem, jeszcze przed szczegółowymi negocjacjami.
Iran mógł zamrozić aktywa o wartości nawet 120 miliardów dolarów , rozproszone po kilku krajach i zablokowane z powodu amerykańskich sankcji.
Prezydent Massud Peseschkian nadal wierzy w porozumienie.
Jednakże stanowisko to w żadnym wypadku nie odzwierciedla opinii większości w Iranie.
Podsumowując, obecna sytuacja wygląda następująco:
Suwerenne państwo, które postrzega siebie jako część ruchu oporu i jest przekonane, że zmusiło przeciwnika do odwrotu, nie ma motywacji, by iść na kompromis – zwłaszcza jeśli jego potencjał militarny stale rośnie, a jego regionalni przeciwnicy szukają dróg ucieczki z obawy przed odwetem.
Nowe ostrzeżenie w stosunku 10 do 1 stanowi nieunikniony czynnik wyzwalający sytuację regionalną:
Jakikolwiek atak Stanów Zjednoczonych lub Izraela na irańską infrastrukturę energetyczną wywołałby natychmiastową i nieproporcjonalną reakcję odwetową skierowaną przeciwko obiektom energetycznym w Zatoce Perskiej – bez względu na ich lokalizację.
Świat będzie potrzebował czasu, aby zrozumieć wszystkie implikacje tego rozwoju sytuacji, gdyż jego potencjalne konsekwencje są niemal niewyobrażalne.
Teheran jest przekonany, że strategiczna równowaga sił zmienia się na jego korzyść i dlatego oficjalnie uznaje całkowite wycofanie USA z Azji Zachodniej za swój własny cel negocjacyjny.