Seks-edukatorzy okazują się pedofilami

Fundacja Pro-Prawo do Życia

Dzień dobry Panie Mirosławie.
 Wyposażyliśmy naszą furgonetkę w nową plandekę.

Informuje ona o tym, że wielu tzw. edukatorów seksualnych okazało się pedofilami, a „edukacja zdrowotna”, która od 1 września będzie obowiązkowa w szkołach, to wielkie zagrożenie dla dzieci.

Od kilku dni furgonetka z nową plandeką jeździ po Polsce. Zadebiutowała w sobotę w Warszawie w trakcie parady pychy gejowskiej, której oficjalnym postulatem jest objęcie dzieci seksedukacją.

Jan, kierowca naszej furgonetki, który koordynuje całą akcję, nagrał krótką rolkę video. Naciśnij!

Proszę zobaczyć: Chcemy jeszcze w czerwcu dotrzeć za pomocą furgonetki do tysięcy nowych osób, zwłaszcza rodziców, którzy są nieświadomi zagrożenia, jakie już po wakacjach czeka na ich dzieci.

Dlatego proszę Pana o pomoc w postaci zatankowania naszej furgonetki, aby mogła przejechać kolejne kilometry:
WPŁACAM
Konto Fundacji do darowizn:79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 PruszkówZ wyrazami szacunku, 

Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Próba sabotażu porozumienia z Islamabadu przez Izrael zakończyła się niepowodzeniem… przynajmniej na razie

Próba sabotażu porozumienia z Islamabadu przez Izrael zakończyła się niepowodzeniem… przynajmniej na razie.

Larry C. Johnson

Kiedy w niedzielne popołudnie [14. 06] pojawiła się wiadomość o izraelskim zbombardowaniu południowych przedmieść Bejrutu, Irańczycy rozpoczęli przygotowania do zapowiadanego odwetu – ale najwyraźniej zostali od tego odwiezieni ofertą Donalda Trumpa. Doniesienia wskazywały, że Iran i Stany Zjednoczone były bliskie osiągnięcia porozumienia w oparciu o irański 14-punktowy plan, gdy izraelski atak na Liban wprowadził chaos. Iran szybko rozpoczął przygotowania do kolejnego ataku rakietowego na Izrael, ale podobno Donald Trump zaoferował Iranowi zachęty finansowe, by nie atakował Izraela.

Irański portal informacyjny Mehr doniósł, że 14-punktowe memorandum o porozumieniu między USA a Iranem przewiduje uwolnienie 24 miliardów dolarów zamrożonych irańskich aktywów w ciągu 60-dniowego okresu negocjacji. Połowa tej kwoty – 12 miliardów dolarów – miałaby zostać udostępniona Iranowi jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji.

Memorandum podobno obejmuje również natychmiastowe i trwałe zaprzestanie działań wojennych na wszystkich frontach, w tym w Libanie; zobowiązanie USA do nieingerowania w wewnętrzne sprawy Iranu; zniesienie blokady morskiej w ciągu 30 dni; oraz ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz na warunkach irańskich.

Trump w istocie zaoferował Iranowi łapówkę, aby powstrzymać go przed atakiem na Izrael. Oświadczył na portalu TruthSocial, że porozumienie USA z Iranem jest „zakończone”, zezwalając na ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz bez opłat i natychmiastowe zniesienie blokady morskiej USA, zamiast czekać 30 dni. Zgodził się również, że Iran może otrzymać 12 miliardów dolarów, gdy tylko w piątek zostanie podpisane porozumienie o zawieszeniu broni.

Po tej zmianie Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu potwierdziła zawarcie porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem:

„Islamska Republika Iranu, pod wodzą swego męczennika, odniosła zwycięstwo nad amerykańsko-syjonistycznym wrogiem i pod wodzą Najwyższego Przywódcy Systemu (niech Bóg ma go w swojej opiece), przy wsparciu całego narodu i niestrudzonych wysiłkach bojowników islamu, po kilku trudnych i intensywnych miesiącach negocjacji oraz w oparciu o decyzję Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, sfinalizowała tekst Porozumienia o porozumieniu w sprawie negocjacji mających na celu zakończenie wojny (negocjacje w Islamabadzie) między Iranem a Stanami Zjednoczonymi wieczorem 14 czerwca”.

Zgodnie z osiągniętymi porozumieniami, wojna i działania militarne na wszystkich frontach, w tym w Libanie, zostaną natychmiast i trwale zakończone dziś wieczorem, a blokada morska Iranu zostanie natychmiast i całkowicie zniesiona. Podpisanie niniejszego Porozumienia o Porozumieniu (Memorandum of Understanding) nastąpi oficjalnie w piątek, 19 czerwca. Negocjacje w sprawie ostatecznego porozumienia zostaną odroczone do czasu wypełnienia przez drugą stronę zobowiązań wynikających z Porozumienia. Islamska Republika Iranu głęboko docenia wysiłki Islamskiej Republiki Pakistanu i rządu Kataru.

Zanim jednak zaczną strzelać korki od szampana, warto zrozumieć, że przedstawiciele administracji Trumpa – w większości anonimowi – przedstawiają porozumienie w zupełnie innym świetle.

Wysoki rangą urzędnik USA odrzucił irańskie twierdzenie, że Teheran otrzyma 12 miliardów dolarów zamrożonych aktywów bezwarunkowo przed rozpoczęciem 60-dniowych negocjacji. Według Axios, nazwał to przedstawienie „manipulacją”.

„To całkowita nieprawda. To umowa oparta na wynikach i żadne zamrożone środki nie zostaną zwolnione, dopóki Irańczycy nie wywiążą się ze swoich zobowiązań” – powiedział urzędnik.

Sprawa jest prosta: nadal istnieją znaczące różnice między USA a Iranem co do szczegółów proponowanego Memorandum of Understanding.

Nawet jeśli ostatecznie uda się rozwiązać te różnice i w piątek zostanie podpisany list potwierdzający zgodę obu stron na 14 zasad końcowego memorandum, będzie to oznaczać dopiero początek procesu negocjacji, który prawdopodobnie potrwa co najmniej dwa miesiące – jeśli nie dłużej.

A w nadchodzących dniach złamanie memorandum przez USA lub Izrael może doprowadzić do wznowienia przez Iran ataków na izraelskie i/lub amerykańskie cele wojskowe.

Źródło: Izraelowi nie udało się sabotować porozumienia z Islamabadu… Przynajmniej na razie

Bruksela poluje na rosyjskie tankowce

Bruksela poluje na rosyjskie tankowce

Autor: Rainer Rupp

Czy podżegacze wojenni z UE planują teraz wojnę z Rosją na Morzu Śródziemnym?

Komentarz Rainera Ruppa. apolut/brussel-jagt-russische-tanker-von-rainer-rupp/

Wysoka Przedstawiciel UE Kaja Kallas, która przewodniczyła spotkaniu ministrów obrony UE na Cyprze w dniach 7 i 8 czerwca, wielokrotnie podkreślała, że ​​unijna operacja morska IRINI rozpoczęła abordaże na okręty tzw. rosyjskiej floty cieni w ramach „odnowionych zasad zaangażowania”. To ogłoszenie oznacza znaczne rozszerzenie misji i niesie ze sobą poważne ryzyko eskalacji.

IRINI została uruchomiona w 2020 roku. Jest to misja następcza operacji UE „Sophia” (po grecku mądrość), która trwała od 2015 do 2020 roku. IRINI to greckie słowo oznaczające „pokój” i jest również nazwą obecnej operacji morskiej UE na Morzu Śródziemnym. Jej pierwotnym mandatem było egzekwowanie embarga ONZ na broń wobec Libii.

Jednak w ostatnich miesiącach UE jednostronnie ogłosiła, bez zgody parlamentów państw członkowskich, zamiar przekształcenia misji IRINI w niebezpieczną operację wojskową: zatrzymania i przejęcia statków przewożących rosyjską ropę na wodach międzynarodowych Morza Śródziemnego, które nie pływały pod banderą rosyjską, a następnie zmuszone zostały do ​​wejścia do portów UE, a następnie konfiskaty ładunku pod byle jakim, bezprawnym pretekstem.

Wszystko to ma być przeprowadzane siłą militarną przez okręty wojenne UE w ramach operacji IRINI. Operacja ta dopuszcza również użycie siły śmiercionośnej, jeśli będzie to konieczne, w celu osiągnięcia pożądanego rezultatu. Aby usprawiedliwić to przed zachodnią opinią publiczną, zachodni politycy i podległe im media pogardliwie nazywają statki przewożące rosyjską ropę „rosyjską flotą cieni”. W oczach zachodniej opinii publicznej niekiedy dość skutecznie sugeruje to mroczne machinacje złowrogich Rosjan, a jednocześnie stanowi cnotliwe uzasadnienie działań wojskowych UE przeciwko tej „flocie cieni” na pełnym morzu. Zgodnie z międzynarodowym prawem morskim to jednak nic innego jak piractwo. Kallas, kierujący się dewizą „Legalne, nielegalne, kogo to obchodzi?”, zdaje się tym nie przejmować.

Ale to nie jedyny problem polityki zagranicznej, na którym cierpi polityka zagraniczna UE, pod przewodnictwem naiwnej – żeby nie powiedzieć tępej – Kai Kallas. Jej rusofobia wydaje się być jedynym, ale niezbędnym warunkiem jej stanowiska na czele dyplomacji UE. Jednak i tutaj sprawy zdają się ostatnio rozwijać w bardziej realistycznym kierunku; więcej na ten temat poniżej.

Najpierw wróćmy do IRINI.

… Jak wspomniano wcześniej, pierwotnym mandatem IRINI było egzekwowanie embarga ONZ na broń wobec Libii, ustanowionego na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1970 z 2011 roku. Celem było zapobieganie dostawom broni i wspieranie politycznego procesu pokojowego w Libii. Jednak piętnaście lat po obaleniu Muammara al-Kaddafiego misja nie zrealizowała tego celu. Dostawy broni były kontynuowane – głównie drogą lotniczą – a prawdziwy proces pokojowy nigdy się nie zmaterializował.

Zniszczenie Libii, niegdyś najbardziej postępowego społecznie państwa Afryki, przez Zachód doprowadziło do sytuacji rodem z „Mad Maxa”, gdzie niewolnicy są sprzedawani na publicznych targowiskach.

Niemniej jednak, IRINI, czyli morska obecność państw UE i NATO u wybrzeży Afryki Północnej, została przedłużona przez 24 państwa członkowskie UE uczestniczące w misji co najmniej do marca 2027 roku. Obszar działań jest celowo szeroki, co celowo daje Radzie UE znaczną elastyczność. Zasady regulujące operację są ściśle tajne, ale dopuszczają szeroką skalę eskalacji: od wydawania instrukcji i oddawania strzałów ostrzegawczych po użycie śmiercionośnej siły przeciwko statkom, których nie można abordażować. Dozwolone jest również pojmanie załóg i przejęcie ładunku.

Kaja Kallas przekształciła teraz ten mandat IRINI, pierwotnie skoncentrowany na Libii, w atak na rosyjską „flotę cieni”, bez uzyskania niezbędnej zgody parlamentów państw członkowskich UE. Od teraz operacja będzie wyraźnie ukierunkowana na statki transportujące rosyjską ropę przez Morze Śródziemne w drodze do Indii lub Chin.

Kallas wyjaśniła, że środki takie jak abordaże już sprawiły, że te transporty „są trudniejsze, bardziej ryzykowne i droższe”. Każdy uszkodzony lub zajęty statek zmniejsza dochody Rosji przeznaczone na finansowanie wojny na Ukrainie, stwierdziła Kallas. Nie chodzi więc o publicznie wyrażane obawy UE dotyczące rzekomo nieprawidłowej bandery statków „floty cieni”, ich niewystarczającego ubezpieczenia od wypadków, niewystarczającej ochrony środowiska itp.

Wszystkie te argumenty są sfabrykowanymi i nielegalnymi uzasadnieniami zajęcia statków. Prawdziwym celem jest wyrządzenie Rosji jak największych strat finansowych.

Francja i Szwecja już dokonały abordażu tankowców pod pretekstem naruszenia sankcji. Włochy i Grecja jak dotąd powstrzymują się od tego. Zaangażowanie Grecji byłoby szczególnie problematyczne: znaczna część międzynarodowej floty tankowców, w tym wiele statków tzw. „rosyjskiej floty cieni”, należy do greckich firm żeglugowych.

Obawy w świetle prawa międzynarodowego

Podstawa prawna nowego podejścia UE w formacie IRINI w świetle prawa międzynarodowego jest wysoce wątpliwa. Na wodach międzynarodowych Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza zezwala na przymusowy abordaż obcych statków wyłącznie w przypadku podejrzenia piractwa lub niewolnictwa.

Interwencja państwa w celu egzekwowania jednostronnych sankcji – czyli sankcji niezatwierdzonych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ – jest uznawana za akt wojny. Chociaż UE nadal powołuje się na starą rezolucję w sprawie Libii, rezolucja ta nie obejmuje środków przeciwko rosyjskiemu handlowi ropą naftową.

Międzynarodowe obawy prawne twierdzenie, że statki pływały pod niewłaściwą banderą, jest, zdaniem ekspertów prawa międzynarodowego, bezpodstawne, ponieważ nie daje nikomu prawa do wejścia na pokład i zajęcia statku na wodach międzynarodowych. Oskarżenie o niewłaściwą banderę to w rzeczywistości standardowa wymówka, mająca na celu przypodobanie się naiwnemu przeciętnemu widzowi programów informacyjnych ARD Tagesschau lub ZDF Heute (są to programy informacyjne nadawane w niemieckiej telewizji publicznej -przyp.tłum). Prawie każdy statek handlowy zmienia banderę i nazwę kilkakrotnie w ciągu swojego istnienia – zazwyczaj z powodów ekonomicznych.

Kontekst strategiczny: Z Morza Bałtyckiego na Morze Śródziemne

Inicjatywa UE IRINI na Morzu Śródziemnym jest bezpośrednio związana z rozwojem sytuacji na Morzu Bałtyckim. Rosja znacznie zwiększyła tam swoją obecność morską. Okręty eskortowe rosyjskiej marynarki wojennej i niszczyciel „Siewieromorsk” znacznie zwiększyły ryzyko działań Zachodu przeciwko tankowcom floty cieni. Brytyjczycy, którzy początkowo grozili surowymi środkami, wycofali się.

Na Morzu Śródziemnym porównywalna ochrona ze strony rosyjskiej Floty Czarnomorskiej byłaby znacznie bardziej złożona. Obszar działania jest prawie sześciokrotnie większy od Morza Bałtyckiego. Skuteczne monitorowanie „floty cieni” byłoby zatem trudne. Zdaniem obserwatorów zwiększa to prawdopodobieństwo bezpośredniej konfrontacji militarnej.

Ryzyko ekonomiczne i polityczne

Inicjatywa Kai Kallas, IRINI, pojawia się również w szczególnie nieodpowiednim momencie dla globalnego rynku energetycznego. Niesprowokowana, nielegalna, agresywna wojna USA i Izraela przeciwko Iranowi już wyraźnie ograniczyła globalne dostawy ropy naftowej i gazu. Dalsze zakłócenia w rosyjskim eksporcie spowodowałyby dalszy wzrost cen – z negatywnymi konsekwencjami dla Europy i reszty świata. Racjonalnie rzecz biorąc, nawet zachodni krytycy inicjatywy Kallas zgadzają się, że wstrzemięźliwość byłaby wskazana, dopóki deficyt spowodowany konfliktem z Iranem pozostanie nierozwiązany.

Niemcy stoją przed decyzją

W Niemczech pojawia się pytanie, jak rząd federalny poradzi sobie ze zmianą mandatu IRINI. Zagraniczne rozmieszczenie Bundeswehry (niemieckich sił zbrojnych) zazwyczaj wymaga głosowania w Bundestagu (parlamencie). Do tej pory udział Niemiec w IRINI ograniczał się do samolotów patrolujących morze. Jednak rozszerzenie o okręty nie jest wykluczone. Nie wiadomo, czy rząd będzie dążył do debaty parlamentarnej, czy też będzie próbował po cichu przepuścić tę ekspansję.

Operacja UE IRINI, pierwotnie pomyślana jako instrument stabilizacji Libii, jest coraz częściej przekształcana w narzędzie wojny gospodarczej z Rosją. Nie wiadomo, czy taki kurs przyniesie pożądane efekty, czy też doprowadzi do dalszej eskalacji napięć na Morzu Śródziemnym. Ryzyko bezpośredniej konfrontacji militarnej z Rosją jest jednak realne.

Jest jednak również pozytywny aspekt – Kallas stoi w obliczu utraty władzy.

Według ostatnich doniesień, czołowe państwa UE chcą ograniczyć wpływy Kallas. Obecnie trwają dyskusje na temat fundamentalnej reformy Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ), którą kieruje Kallas. Celem rozmów jest poprawa zdolności UE do działania w kryzysach geopolitycznych, co, mówiąc wprost, oznacza, że ​​państwa członkowskie nie chcą już dłużej ulegać dyktatowi ideologicznie ograniczonego rusofoba. Co więcej, brytyjski „Financial Times” (FT) doniósł w tym tygodniu, powołując się na wysokich rangą urzędników UE, że Francja, Niemcy i inne kraje rozważają pozbawienie Wysokiego Przedstawiciela UE Kallas i całej Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ) ich uprawnień i przywrócenie ich Komisji Europejskiej i państwom członkowskim.

Głównym punktem krytyki jest nakładanie się kompetencji ESDZ i krajowych ministerstw spraw zagranicznych oraz departamentu polityki zagranicznej Komisji i Rady. Ponadto istnieje rywalizacja między ESDZ pod przewodnictwem Kallas a Komisją pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen w kwestiach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Cytowany jest wysoki rangą urzędnik UE, który stwierdził, że ESDZ „nie funkcjonuje tak, jak powinna w dzisiejszym świecie”.

Paryż podobno zaproponował ograniczenie niezależności kierownictwa ESDZ i ograniczenie jego kontroli nad ponad 140 misjami UE za granicą. Reforma powinna również zmniejszyć biurokrację i obniżyć koszty. Roczny budżet ESDZ wynosi miliard euro. W Brukseli, według Financial Times, nie wyklucza się już nawet rozwiązania ESDZ.

Tłem tej dyskusji są powtarzające się oświadczenia Kallas, składane bez konsultacji z państwami członkowskimi. Na przykład pod koniec maja zażądała, aby UE zmusiła Rosję do ograniczenia sił zbrojnych w przypadku negocjacji pokojowych – odzwierciedlając żądania Rosji wobec Ukrainy. Moskwa zareagowała ostro: minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow nazwał wypowiedzi Kallas „idiotycznymi”.

Czy i w jakiej formie reforma ESDZ zostanie wdrożona, dopiero się okaże. Niewątpliwie jednak krytyka struktury i metod pracy Kallas i jej personelu znacznie wzrosła.

Rainer Rupp

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 12 czerwca 2026 roku na stronie : https://apolut.net/brussel-jagt-russische-tanker-von-rainer-rupp

W oczekiwaniu na porozumienie na Bliskim Wschodzie.

W oczekiwaniu na porozumienie

Marek Wojcik 14.06.2026 r.

Huśtawka nastrojów w sprawie wojny w Zatoce Perskiej to efekt taktyki negocjacyjnej Donalda Trumpa. Dowiadujemy się od wielu tygodni, że porozumienie jest oczekiwane i dochodzi prawie do deklaracji (jak zawsze fałszywej) przyjaźni, by kilka godzin później usłyszeć lub przeczytać na truthsocial.com wpis pana prezydenta, że w najbliższych dniach Pentagon wprowadzi Iran w nową erę kamienia na wpół rozłupanego.

Znamy to doskonale i dlatego nikt nie wierzy w porozumienie, dopóki nie zostanie ogłoszone przez obie strony.

Strona amerykańska chce wyjść z twarzą z przegranej wojny, a Teheran nie zamierza narazić się przeciwnikom porozumienia we własnym kraju. Sytuacja typowa dla negocjacji. Siłą USA jest mit o potędze, który został obalony właśnie podczas tej wojny. Efektem będzie zapewne zgniły kompromis, który nie zadowoli sceptyków po obu stronach konfliktu. Jest jeszcze trzecia strona Izrael. Ich prasa trąbi o zdradzie sojusznika – co było do przewidzenia.

Porozumienie z Iranem jest już blisko!

Trochę światła w tej sytuacji przedstawia wywiad na YouTube z irańskim profesorem Seyedem Mohammadem Marandim.

Można aktywować polską ścieżkę dźwiękową.

Porozumienie jest możliwe, być może nawet bliższe niż kiedykolwiek wcześniej. Nie byłby to jednak triumf Ameryki, a raczej przyznanie, że Iranu nie da się pokonać militarnie. Dla Marandiego oznacza to początek nowej ery w Azji Zachodniej: minął czas, w którym USA i Izrael mogły atakować bez ponoszenia poważnych konsekwencji. Źródło.

Co byś powiedział na jeszcze jedną kolejkę, zanim wyjdziemy i będziemy wrogami?

Nie sądzę, żeby Iran tak rozmawiał z USA, jak na powyższym obrazku. Jednak są sprawy, dotyczące tego konfliktu, które działają na korzyść porozumienia z Trumpem.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Fundacja „Wołyń Pamiętamy” odwiedza miejsca kaźni Polaków

Fundacja „Wołyń Pamiętamy” odwiedza miejsca kaźni Polaków

Fundacja Wołyń Pamiętamy i Stowarzyszenie Zawsze Wierny Tobie Polsko na czele z paniami Katarzyną Sokołowską i Anetą Salą odwiedziły i złożyły wieniec pod pomnikiem upamiętniającym pomordowanych przez Ukraińców Polaków w miejscowości Pawłokoma na Podkarpaciu. Towarzyszyli im redaktorzy „Myśli Polskiej” Łukasz Jastrzębski i Arkadiusz Miksa. Podczas tej wizyty udało się spotkać z miejscową ludnością, która przekazała wiele informacji na temat działalności ukraińskich szowinistów w tej okolicy.

O wydarzeniach w wsi przypomniała pani Danuta Wojciechowska:

Wieś Pawłokoma uchodziła za najsilniejszy ośrodek nacjonalizmu ukraińskiego w pow. Brzozów. W 1938 roku mieszkało w niej 273 Polaków, 898 Ukraińców, wielu z nich przed wojną należało do UWO-OUN. Antypolską działalność wspierał ksiądz grekokatolicki i nauczyciel Mikołaj Lewicki. W czytelni „Proswity” urządzano festyny upamiętniające terrorystów z OUN – Białasa i Daniłyszyna, odpowiedzialnych za zamach na polityka i posła Tadeusza Hołówko. Na religijno-narodowych manifestacjach wzywano Polaków do wyniesienia się za San, „tu będzie Ukraina”. Prowodyrów aresztowano, ale konflikt narastał. Miejscowi nacjonaliści mieli nadzieję na powstanie zalążka przyszłej Ukrainy na Rusi Zakarpackiej, oczywiście przy pomocy Hitlera. Entuzjazm z tego tytułu i zbliżająca się wojna uświadomiła Polakom grozę sytuacji.

W 1939 roku do Pawłokomy weszły wojska niemieckie, witane przez miejscową ludność ukraińską. Lewicki natychmiast złożył doniesienie na Polaków i podał nazwiska tych, którzy udzielali pomocy polskim żołnierzom i ostrzeliwali Niemców. Z 12 zadenuncjowanych Polaków Niemcy aresztowali 5, pozostali zdołali się ukryć. Życie uratował im Austriak, który jednego z zatrzymanych znał z wojska austriackiego z I wojny światowej. W wyniku ustalenia granicy niemiecko-radzieckiej, po dwóch tygodniach Niemcy opuścili Pawłokomę, z nimi wycofał się Lewicki, w Dynowie współpracował z Niemcami.

Podczas okupacjiradzieckiej z donosów Ukraińców wywieziono na Sybir 40 Polaków. Według wspólnej relacji 7 osób- mieszkańców Pawłokomy, ukraińscy sąsiedzi domagali się od radzieckiego komendanta zezwolenia na wymordowanie wszystkich Polaków, na co on nie wyraził zgody. Wywiezionych Polaków Ukraińcy oskarżyli o udział w walkach w 1920 roku, gdy to okazało się nieprawdą wywózki wstrzymano. Szykany ze strony Ukraińców trwały nadal, do zabudowań Polaków podrzucano starą broń, co powodowało rewizje i aresztowania. Z sąsiedniej wsi Bartkówka leżącej w strefie granicznej władze sowieckie przesiedliły na Wołyń większość polskich mieszkańców.

Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej (czerwiec 1941 roku) Pawłokoma znalazła się pod okupacją niemiecką. Powrócił Lewicki i rozpoczął wojskowe szkolenie młodzieży ukraińskiej. Okupant niemiecki faworyzował Ukraińców, szykany z ich strony nie ustawały, z donosu Ukraińców gestapo aresztowało i osadziło w Oświęcimiu (marzec 1943 rok) 4 Polaków i Ukrainkę sprzyjającą Polakom, policja ukraińska rozstrzelała J. Michalika. Młodzi Ukraińcy z Pawłokomy zgłaszali się do Dywizji SS-Galizien, przyjęto 10 ochotników.

Pod koniec 1943 roku zaczęli powracać z Wołynia wysiedleni Polacy z Bartkówki. Ci, którym udało się przeżyć przekazywali wiadomości o masowych mordach Polaków przez tzw. UPA. Wywołało to strach polskich mieszkańców, pamiętających pogróżki o tym, że będzie usuwanie obcych z „ukraińskich ziem”. Pawłokoma i Jawornik Ruski należeli do wspólnego kuszcza OUN, trwała współpraca z ukraińską organizacją w Dynowie i posterunkiem policji ukraińskiej w Jaworniku Ruskim, gdzie szkolono młodych Ukraińców dla potrzeb tzw. UPA i SKW. W tym czasie już głośno mówiono „budem rizaty Lachiw”.

Aresztowania Polaków miały miejsce w sąsiednich wsiach, Dylągowej i Jaworniku Ruskim, gdzie dwie polskie rodziny żywcem wrzucono do studni. Na posterunek zabrano 150 Polaków, byli bici przez policję ukraińską. Niemcy broni nie znaleźli więc zostali wypuszczeni. Był to dopiero wstęp przed przystąpieniem do mordów masowych. W Pawłokomie był dobrze zakamuflowany oddział UPA (ok. 50 osób), który z etatowymi sotniami napadał na polskie wsie. Polacy za wszystkie nieszczęścia obwiniali ukraińskich nacjonalistów.

Zalążki polskiego ruchu oporu w Pawłokomie umocniły się w latach 1943-1944, na początku pluton liczył 12 osób. Nastroje antyukraińskie wzmogły się po aresztowaniu w kwietniu 1944 r. pod zarzutem przynależności do AK- 5 mieszkańców Pawłokomy i 1 z Dylągowej. Próba odbicia aresztowanych przez stacjonujący w terenie oddział AK nie powiodła się, aresztowani zginęli bez wieści. Przed nadejściem frontu wschodniego w powiecie brzozowskim wielu Polaków poniosło śmierć z rąk UPA i SKW.

Po wkroczeniu Armii Radzieckiej, Ukraińcy wypróbowaną metodą układali się z komendantem radzieckim, donosili, gdzie stacjonują polskie oddziały podziemne, powodowało to liczne aresztowania. W Pawłokomie stacjonował radziecki oddział szkolny, po jego odejściu w styczniu 1945 roku sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu. Do Pawłokomy przybyła bojówka UPA i uprowadziła 10 Polaków i Ukrainkę oraz 3 mieszkańców Dynowa, ślad po nich zaginął. Prośby o wskazanie miejsca ich pochówku były zbywane drwinami. Polskie posterunki milicji były jeszcze słabe, nie gwarantowały bezpieczeństwa, w obawie przed zagrożeniem życia część mieszkańców Pawłokomy opuszczała wieś. W atmosferze rozpaczy zapadła decyzja o odwecie.

Zalecenia dowództwa AK były jasne, kobiet i dzieci zabijać nie wolno. W akcji odwetowej z miejscową samoobroną brał udział poakowski oddział „Wacława”. Ukraińcom polecono zgromadzić się w cerkwi, kobiety i dzieci wypuszczono, mężczyznom zadano dwa pytania: kto uprowadził Polaków i gdzie są pochowani? Nikt na pytanie nie odpowiedział. Egzekucji dokonano na cmentarzu, świadkowie zeznali, że rozstrzelano ok. 120 mężczyzn, nie zginęła ani jedna kobieta ani jedno dziecko. Pogrobowcy OUN-UPA podają 365 ofiar polskiego odwetu. Na ekshumację nie wyrazili zgody. 5 października 1945 roku banderowcy dokonali zmasowanego ataku na Pawłokomę, Bartkówkę, Dylągową i Sielnicę, tzw. UPA wzmogła ludobójcze działania, płonęły wsie, napadano na strażnice WOP, niszczono infrastrukturę, w 1947 r. operacja „Wisła” przywróciła spokój.

Prezydent Lech Kaczyński przywołał zasługi Giedroycia i powiedział, że „Pawłokoma stała się dla Ukraińców symbolem tragedii ich narodu”, powtórzył za OUN-owcami nieprawdę o walkach bratobójczych i słowami modlitwy odpuścił winy. Juszczenko wzywał do pojednania, wybaczyć mogą tylko silni – powiedział.

Mówcy nie wymienili z nazwy terrorystów, kolaborantów, morderców Polaków, z którymi naród ukraiński nie chce mieć nic wspólnego. Cel propagandowy został osiągnięty, świat dowiedział się jakimi zbrodniarzami byli Polacy. Oczywiście żadnej zbrodni nie można usprawiedliwiać, ale o złożonych przyczynach, które Polaków pchnęły do odwetu należało powiedzieć. Nie powiedziano. W imię „strategicznego partnerstwa” można upokorzyć Polaków, nie wolno „drażnić Ukraińców” de facto kontynuatorów tradycji ukraińskiego integralnego nacjonalizmu.

Bigamia karana, POLIGAMIA NAGRADZANA. MEM-y VIII.

———————————————————————

———————-

——————————–

————————-

—————————————————–

—————————————-

Patomorfolog Magdalena H., była właścicielka działki w Lutoryżu

——————-

———————————–

Mają ADHD, to im wolno. MEM-y VII.

—————————————————-

——————————————-

————————————————

———————

———————————

——————————-

——————————-

———————————————

————————————————–

——————————-

Im. Bohaterów UPA. MEM-y VI.

——————————————

——————————————-

——————————————-

—————————————————–

============================

—————————————————-

————————–

——————————–

=======================================

————————————–

Od chwili, gdy uzurpator zaczął okupować Tron świętego Piotra, powiększa się strefa destrukcji

List od o. Augustyna Pelanowskiego

Laudetur Iesus Christus

Dziękuję za modlitwę, za pamięć, za słowa wspierające ducha. Żyję jeszcze mimo prawie pięciu lat ukrywania się w lasach, w miejscu odosobnionym. Nie było ani jednego dnia bym żałował tego, co uczyniłem, gdyż Bóg mi pokazał już w 2015 roku ten przewrotny zamach na Święty Kościół. Dziś mam coraz liczniejsze dowody potwierdzające tamte natchnienia sprzed lat.

Od chwili, gdy uzurpator zaczął okupować Tron świętego Piotra, z roku na rok powiększa się strefa destrukcji. Nie tylko puste seminaria, pustoszejące kościoły, puste krzesła na katechezach, ale i pustosłowie na ambonach są tego najlepszymi dowodami. Wreszcie ów synod synodalności (absurdalny pleonazm), czyli epilog dekonstrukcji przy akompaniamencie akceptacji cudzołóstwa, bałwochwalstwa, homoseksualizmu i ekumenizmu rozumianego jako synkretyczny kogel-mogel. Niebawem, za kilka miesięcy, najwyżej za rok, nikt z nas, kto kocha Kościół katolicki – ten Kościół, który dawał nadzieję w sakramentach na życie wieczne – nie będzie mógł już odnaleźć się w murach większości świątyń. Ciało Chrystusa leżało w ciemnym grobie prawie trzy dni i Ciało Mistyczne Chrystusa (Kościół) zapada się w ciemną mogiłę na czas, czasy, i połowę czasu.

Nadszedł mrok, który jednak zakończy się zmartwychwstaniem, na podobieństwo tamtego poranka, gdy Maria Magdalena nie mogła rozpoznać Jezusa myśląc, że to Ogrodnik. Tak, my również nowego, zmartwychwstałego kształtu Kościoła nie będziemy mogli rozpoznać, gdyż będzie skromny, mały, cichy, ukryty w ogrodach prowincji, jakże odmienny od naszych wspomnień i wyobrażeń. Zapowiadana przez proroków Pusillus Grex czyli maleńka trzódka i jedynie głos Chrystusa wydobywający się z tych sekretnych miejsc będzie głosem prawdy i miłości, głosem mówiącym do nas po imieniu, dzięki czemu odróżnimy go od imitacji.

Trzeba przetrwać nie dając się przerazić stanem zdrowia, ubóstwem materialnym, paniką spowodowaną wojnami, głodem, drożyzną, zarazami, które istnieją tylko w wiadomościach medialnych albo i tymi, które rzeczywiście zaczną dziesiątkować społeczeństwo. Przetrwać mimo naturalnych katastrof i plag i pyłu wulkanicznego.

Najbliższe miesiące będą rozstrzygające dla wielu z nas

Najbliższe miesiące będą rozstrzygające dla wielu z nas – ludzie podzielą się nawet w rodzinach na tych, którzy będą posłuszni ze strachu medialnej propagandzie i na tych, którzy posłuchają czystego sumienia, na tych, którzy pobiegną w ślepym posłuszeństwie ku nieposłusznym Bogu hierarchom i na tych, którzy będą posłuszni Bogu bez względu na cenę. Na tych, którzy uwielbią Ciało Chrystusa klęcząc niczym Kananejka w czasie Komunii i na tych, którzy będą deptać Je w spadających z dłoni partykułach (por. Ap 11,1-2).

Żyjemy obecnie w globalnym zmanipulowaniu dysonansem poznawczym: patrząc na mężczyznę widzimy kogoś w niewieścich ubraniach, a można coraz częściej spotkać dziewczęta, które po tranzycji pozbawione są nawet piersi; w sklepach mamy mięso, które jest syntetykiem, mąka nie jest mąką lecz sproszkowanymi robakami; wiadomości z frontów wojennych są przefiltrowane i tworzą wirtualny obraz i już nie wiemy, kto jest agresorem a kto ofiarą; ojczyzna staje się mieszanką różnych nacji i zaczynamy się czuć obco we własnym kraju; w kościołach modlimy się nie o zbawienie ale o ekologiczne cele a pod hasłem „powszechnego braterstwa” w rzeczywistości ukrywa się powszechna alienacja.

Ostatecznie człowiek w białej szacie nie jest papieżem, choć wszyscy widzą w nim mężczyznę ubranego w papieską sutannę. Namnożyło się symulakrów o których pojęcia nie miał nawet Baudrillard. Od czasów Plutarcha nie tylko filozofowie zastanawiali się nad paradoksem statku Tezeusza. Statek Tezeusza, mitycznego założyciela Aten, liczył 300 lat i w porcie zostały wymienione wszystkie jego elementy na nowe – powstało paradoksalne pytanie: „Czy jeśli wymienimy wszystkie elementy jakiegoś złożonego obiektu na nowe, a więc cały obiekt zostanie zastąpiony ostatecznie innym, to czy pozostaje on tym samym obiektem?”. Czy identyczna kopia jakiegoś obrazu jest tym samym obrazem? Czy inny egzemplarz tej samej książki jest tą samą książką? A co, jeśli tytuł książki pozostał niezmienny i okładka, i liczba stron, ale treść została podmieniona? Czy ktoś, kto nosi protezę nogi, ręki – jest jeszcze tym samym człowiekiem? Oczywiście – ktoś odpowie, a jeśli – hipotetycznie – podmieni mu się mózg na elektroniczny ekwiwalent, i wszystkie części organizmu to będzie to ten sam człowiek? A jeśli zaingeruje się w kod genetyczny i się go zmieni? A co, jeśli Kościół katolicki zachowuje jeszcze nazwę ale poglądy i styl życia hierarchów, obyczaje kapłanów, nauczanie moralne, dogmatyczne paradygmaty zostaną podmienione i będą w sprzeczności z oryginalnym nauczaniem Chrystusa – to czy Kościół Katolicki będzie jeszcze naprawdę Chrystusowym? (Mt 5,18)

Wedle legendy przekazanej przez Plutarcha, statek, którym grecki heros Tezeusz powrócił do Aten, został przez mieszkańców miasta zachowany dla potomności. Gdy stare deski w okręcie butwiały, Ateńczycy wymieniali je na nowe. W końcu w statku Tezeusza nie pozostała ani jedna oryginalna część. Po wymianie wszystkich elementów statek nie przypominał już autentyku. Ten nowy nie posiadał ani jednego z oryginalnych detali tworzących pierwotną strukturę. Głównym problemem jest to, że bardzo trudno jest dokładnie stwierdzić moment, w którym jedna rzecz staje się inną. Szczegóły mogą zadecydować nie tylko o tożsamości, ale i o losie – Tezeusz wracając do Aten, zapomniał rozwinąć szkarłatne żagle, co było umówionym z Ajgeusem – jego ojcem -znakiem zwycięstwa. Ojciec, widząc czarne żagle, rzucił się ze skały w morze.

Czy Kościół katolicki jest Kościołem katolickim, jeśli zarówno przywódca jak i doktryna – jej „burty” dogmatyczne i „wiosła” moralne, a także szczegóły liturgii, sakramentów, z dziesięciolecia na dziesięciolecia, a w ostatnich kilku latach w sposób zatrważający hurtowo zostają nam podmienione? Czy obraz Boga, który dziś się nam przedstawia jest zgodny z tym, który został ujawniony w szczegółach Objawienia? To są tylko pytania, ale niekiedy zdolność do zadania pytania jest uzyskaniem połowy odpowiedzi.

Skurczony Bóg w swej bezsilności przyjmuje wszystkich i wszystko, nie ma za dużo do powiedzenia, gdyż nikt już za bardzo z Jego opiniami się nie liczy

Aktualni przedstawiciele hierarchii kościelnej, liczni kapłani, teologizujący publicyści, tłoczący się przy internetowej tubie, ukazują coraz częściej obraz Boga ograniczonego do permisywnego miłosierdzia: skurczony Bóg w swej bezsilności przyjmuje wszystkich i wszystko, nie ma za dużo do powiedzenia, gdyż nikt już za bardzo z Jego opiniami się nie liczy. Z tupetem mówi się, że jest jedynie miłością i miłosierdziem, a do gniewu nie ma On prawa, tym bardziej zabrania Mu się wszelkiej kary a zwłaszcza piekła. Odmówiono Mu nawet prawa do sądu. Skoro Bóg jest … jedynie miłością to: hulaj dusza piekła nie ma. Propagatorzy takiego przesłania uważają, że zapisy biblijne o Jego gniewie to wyraz projekcji antropomorficznej, czyli po prostu przypisywanie Bogu ludzkich emocji. Ale… czy głoszenie Boga, który jest emerytowanym hipisem i rozlewa się z Niego tylko bezkrytyczna i ślepa miłość w starczej bezsile, w której błogosławi transwestytów i rozdaje na ślepo Hostie nie zważając na cudzołóstwo lub wyznawanie innej religii – to nie próba domalowania na Jego obrazie wąsów, tak, jak na obrazie Mony Lisy uczynił to Marcel Duchamp? Drobny szczegół – Mona Liza z wąsami nie jest Moną Lizą Leonarda. Wmawianie Bogu tylko jedynego odniesienia do człowieka zdaje mi się być także rodzajem życzeniowej projekcji, czymś w rodzaju zaaplikowanej na obraz Boga polisy ubezpieczeniowej dla swego losu pośmiertnego, niwelującej konsekwencje przedśmiertnych ekscesów.

Czy przykazanie by nie czynić obrazów Boga, dotyczy artystycznych przedstawień czy ludzkich projekcji o Bogu? Czy ten zakaz dotyczy też tego, by z sakramentów nie czynić sobie wyobrażenia sakramentów, albo co gorsza: zmieniać ich formę, a nawet treść pozbawiając realnego Boga kontaktu z człowiekiem? Kto kogo wymyślił: Bóg człowieka czy człowiek Boga? Kto kogo ma kreować na swoje wyobrażenie i podobieństwo: człowiek Boga czy Bóg człowieka? Czy sposób korzystania z sakramentów powinien być zgodny z ludzkimi życzeniami, czy z pragnieniem Chrystusa? Czy Chrystus, w którego wierzę, jest wytworem moich życzeń i roszczeń, wyobrażeń i projekcji, czy też efektem codziennego studiowania przy źródłach Objawienia i osobistej relacji oraz korzystania z sakramentów?

Czy wreszcie sakramenty które przyjmuję i sprawuję, są przez mnie postrzegane w taki sposób, jakie znaczenie nadał im Chrystus, Apostołowie oraz dwutysięczna Tradycja i praxis Kościoła, czy też postrzegam je tak, jak coraz powszechniej mi się je narzuca w codziennej praktyce w kościołach, która – co tu dużo mówić – jest często smutnym widokiem pośpiechu i obcesowości, a nawet ociera się o profanacje. Nie mówiąc już o ekstremalnych happeningach eucharystycznych jak ten, który miał miejsce na falach Morza Jońskiego, na plaży Alfieri, gdzie o. Mattia Bernasconi, „odprawił” Mszę świętą dla młodzieży z parafii mediolańskiej, rozebrany do kąpielówek, używając jako ołtarza dmuchanego materaca. Czy święcenia kapłańskie mężczyzn, którzy nie nadają się do małżeństwa bo są homoseksualni są ważne, skoro ważne święcenia kapłańskie może przyjąć jedynie mężczyzna który rezygnuje z małżeństwa w ofierze dla Chrystusa a jest w dyspozycji psychicznej, emocjonalnej, fizycznej i duchowej do zawarcia małżeństwa? Czy sakramenty udzielane przez „księży” z Dąbrowy Górniczej były ważne? Co mówi Chrystus o sobie, o Ojcu, o sakramentach? Co mówił Kościół przez dwa tysiące lat? Będąc w kościele, biorąc bezpośredni udział w Mszy świętej czegoż doświadczamy? Istnieje zasada formacji duchowej katolika:

lex orandi lex credendi – prawo modlitwy jest prawem wiary.

To, w jaki sposób jest sprawowana liturgia i co na niej słyszymy, widzimy – kształtuje naszą wiarę. Wobec dużego zamieszania i smutnych ekscesów oraz coraz wyraźniejszego sprotestantyzowania, trzeba nam osobiście przypomnieć sobie kilka prawd zawartych w Objawieniu i Tradycji katolickiej, choćby w skromnym wymiarze, by nie dać się ponieść ślepemu biegowi jaki ogarnął większość. Trzeba posłuchać Boga, a w naszym przypadku, słuchanie jest niemożliwe bez czytania, gdyż tak się zdarzyło, że Bóg na formę swego objawienia wybrał Biblię i Tradycję. Pierwszy dylemat, który mi się nasuwa w związku z szerzącymi się teologicznymi wirami, które porywają coraz większą rzeszę wiernych – to sprawa mojego zbawienia.

On może mnie odkupić

Syn Boży, jakieś dwa tysiące lat temu, bez pytania mnie przyjął ukrzyżowanie po ostatniej Passze, na której ustanowił sakrament zjednoczenia z Nim. I co, to już załatwione wszystko? Co byłoby wtedy z moją wolnością? – pytał w Epilogu Hans Urs von Balthasar. To tak, jakbym zanim się dowiedział, że jestem winny, usłyszał najpierw, że już za mnie nie tylko ktoś odsiedział w więzieniu, ale nawet odbyła się już egzekucja w zastępstwie za mnie[H. Urs von Balthasar, Epilog. Wydawnictwo WAM, Kraków 2010, s. 87-88.]. On może mnie odkupić, ale ja muszę wyrazić sobą świadomą zgodę, ujawnić pragnienie, przyjąć zaproszenie, z wolnością, bez przymusu wejść w to dzieło i okazać autentyczną skruchę. Nie da się mnie wykupić jak bagaż z przechowalni dworcowej, gdy zgubiło się kwit. Nie jestem przedmiotem, a tak można się czuć, gdy ktoś mi mówi, że już odkupienie się dokonało; jestem zły, bez możliwości poprawy, grzech mnie zniszczył, ale jestem darmo zbawiony, z łaski. A może nawet niektórzy są już predestynowani od urodzenia do nieba bez względu na to, co zrobią a inni będą potępieni, choćby nawet chcieli być zbawieni, bo Bóg i tak już wcześniej wszystko przewidział? Protestancka wizja zbawienia zawiesza moją wolność. Jeśli ja jestem wolnym człowiekiem i mogę odmówić Bogu propozycji bym dał się pokochać, to On tym bardziej jest wolny do wypowiedzenia mi odmowy. Jeśli ja jestem wolny – to tym bardziej Bóg. Choć to jest przerażające, zagubienie się człowieka w upartej od mowie Bogu jest możliwe, a nawet może stać się nieodwracalną, wieczną zgubą.

Odmowa ukazania siebie w całej prawdzie jest równa odmowie udziału w uczcie niebieskiej. Zaniechanie odsłaniania się w spowiedzi, prowadzi do niechęci do Eucharystii – taki proces może trwać latami powodując rogowacenie postawy ducha aż do niezmiennego „nie!”. Odmowa udziału w czyimś ślubie, imieninowych uroczystościach, jubileuszu, może być powodem obrazy zapraszających i jest równoznaczna z lekceważeniem zapraszających i powodem dla którego nas serdecznie zapraszają. Na świecie nie ma nic ważniejszego niż to, co uczynił dla nas Chrystus, tym bardziej, że kosztowało Go to w ludzkim życiu niewymowną mękę. Wszystko po to, byśmy mogli pić Jego Krew jak niemowlę mleko albo być karmionym Jego Ciałem jak dziecko siedzące na kolanach matki, karmione łyżeczką wypełnioną manną. Bez tej Krwi nasze szanse na szczęście wieczne są więcej niż wątpliwe, bez Jego Ciała nie stajemy się ciałem zdolnym do przeciśnięcia się do chwały zmartwychwstania. Mikołaj Kabasilas (+1391), twierdził, że Eucharystii nie ma sposobu przewyższyć niczym, ani nic już nie da się do niej dodać doskonalszego [J. C. Larchet, Terapia chorób duchowych. Wydawnictwo BRATCZYK, Hajnówka 2013, s. 282.]. Odmowa udziału w sakramencie Eucharystii jest niewyobrażalną wzgardą dzieła Chrystusa i dowodem obojętności wobec ceny, jaką zapłacił On na krzyżu dlatego w istocie Msza święta jest plenititulo Najświętszą Ofiarą. Nikt z nas nie starał się ani nie mógł skutecznie się starać, ani do dziś nie jest w stanie przywrócić jedności z Bogiem przez jakiekolwiek pojednania, gdyż przepaść jest zbyt wielka. Jedynie Bóg w swoim Synu, który stał się człowiekiem, pojednał ludzi ze sobą i w sobie przez swoją śmierć, która zniweczyła śmierć wszelką. Odmowa udziału w sakramencie, który jedna nas przez Krew Chrystusa z Bogiem, staje się jeszcze większą wzgardą Boga, niż ta, która była grzechem pierworodnym czy jakimkolwiek grzechem. Bóg w Najświętszej Ofierze nie daje nam czegoś od siebie, ale siebie samego, dlatego nie działa ona w sposób korektywny na jakąś sferę życia, ale stwarza jedyną w swoim rodzaju okazję na więź osobową, którą nazywamy komunią, której skutków do końca nie możemy pojąć choć owe skutki dają nam wstęp nie tylko do nieba, ale dają współuczestnictwo w boskiej naturze.

On chce trwać we mnie i czeka na takie samo „chcę” z mojej strony. Jak daje się w komunii, tak chce, bym sam był sui generis komunią dla Niego. Odrobina kwasu przecież zakwasza całe ciasto i odrobina Hostii potrafi mnie i innych uczynić zakwaszonymi boskością i nieodłącznie ukochanymi i kochającymi. Jeśli wszyscy jesteśmy okresowo ludźmi odmowy, to nie uciekajmy przed wiadomością winy, lecz zdajmy sobie sprawę, że ucieczka jakiej się dopuścili Adam i Ewa ma tylko jeden cel: powrót.

Każda ucieczka przed Bogiem jest bezcelowa, bezsensowna, absurdalna jak piekło i dlatego tam się kończy. Bóg umożliwia nam powrót w przestrzeni uczty, a nie na rozprawie sądowej, ponieważ sąd przeprowadził na Krzyżu. Czy z tego powodu mamy msze święte zamieniać na cateringowe konsumpcje i usunąć krzyże z kościołów? Wystarczy przypomnieć przypowieść o synu marnotrawnym, by zdać sobie sprawę z konsekwencji hipotetycznej odmowy marnotrawcy, który powróciwszy, odmawia udziału w uczcie i omijając ojca, który wybiegł mu naprzeciw, idzie w stronę drugiego brata stojącego na polu, pozostając w buncie.

Nie potrzebujemy zbawienia kiedyś, po śmierci, ale codziennie, bo codziennie jest zaproszenie i codziennie kusi nas spychanie w stronę wężowych śladów. Codziennie jest na tyle źle, by codziennie niepowstrzymanie posiłkować się samym Dobrem, a dobry jest tylko Bóg. Nawet przebudzenie rano byłoby gorsze od śmierci, gdyby nie istniało zaproszenie na ucztę z Bogiem, pod sam Krzyż Chrystusa dającą siłę sprzeciwić się narastającej bezsilności, impotencji serca dającej pole nieszczęściom, niedołęstwu grzechu, ociężałości śmierci i złośliwości szatana. Śmierć Chrystusa jest równocześnie ofiarą paschalną, która wypełnia ostateczne odkupienie ludzi przez Baranka, „który gładzi grzech świata” (J 1, 29) i ofiarą Nowego Przymierza, przywracającą człowiekowi komunię z Bogiem oraz dokonującą pojednania z Nim przez „Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26, 28; KKK 613).

O ile sakrament pojednania, w którym ukazujemy się w prawdzie naszych grzesznych czynów, niczego nie tając, ani nie zmieniając gładzi nasze winy, o tyle Msza Święta wzmacnia naszą siłę ducha byśmy byli odporni na sytuacje, które mogłyby nas w przyszłości doprowadzić do grzechu. Najświętsza Ofiara przez miłość Ducha Świętego, którą w nas rozpala, zachowuje nas od przyszłych grzechów śmiertelnych, strzeże, uodparnia, wzbudza odrazę do grzechu, ponieważ im bardziej z rozpalonym sercem uczestniczymy w życiu Chrystusa i pogłębiamy przyjaźń z Nim, tym trudniej jest zerwać więź z Nim właśnie przez grzech śmiertelny – stąd w Vetus Ordo dwukrotnie w kontekście Komunii kapłan modli się nazywając Hostię „lekarstwem”(medele, remedium). Celem Najświętszej Ofiary nie jest jednak odpuszczenie grzechów śmiertelnych jak to twierdził swego czasu, wbrew zapisom Katechizmu, Thomas Sternberg, szef Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików – jest ono właściwe dla sakramentu pojednania. Msza święta jest natomiast sakramentem tych, którzy pozostają w pełnej komunii z Kościołem (KKK 1395).

Miłość bez prawdy to miłość nieszczera

Nicola Bux – szanowany profesor sakramentologii – zauważył nie bez smutku jak w ostatnich latach teologiczna myśl katolicka znalazła się w mrocznej mgle: zaciera się powód, dla którego Słowo stało się Ciałem w łonie Maryi Dziewicy i umarło na krzyżu, aby zbawić ludzi od grzechu, powołując ich do Kościoła, który, jak mówi Katechizm, jest powołany do ewangelizacji i chrztu, aby stworzenia stały się dziećmi Bożymi.

Bowiem, jeśli bezczelnie sięgnięto po stwierdzenie, że nawet ci, którzy nie zostali ochrzczeni są dziećmi Bożymi, oznacza to, że chrzest jest niepotrzebny, a więc także katechumenat i chrześcijańska inicjacja sakramentalna. Zatajając prawdę o grzechu i łasce, konceptualizuje się „płynny” (liquid – liquidation) Kościół… by go ostatecznie zlikwidować. Dowodem tego jest pewien dokument biskupa Rzymu dotyczący Eucharystii Desiderio desideravi, który zaprasza wszystkich (nie wspominając o konieczności spowiedzi ani słowem) do komunii. Jeśli prawnie lub nieprawnie wybrani przewodnicy Kościoła zmieniają zasady dotyczące wspólnej komunii eucharystycznej, „będzie to sprzeczne z Objawieniem i Magisterium”, co doprowadzi chrześcijan do „bluźnierstwa i świętokradztwa” ostrzegł włoski teolog. Wzorując się na nauczaniu Kościoła opartym na Piśmie Świętym i Tradycji, prałat Nicola Bux, były konsultant Kongregacji Nauki Wiary, podkreślił, że niekatoliccy chrześcijanie muszą przyjąć chrzest i bierzmowanie w Kościele katolickim oraz żałować za grzechy ciężkie poprzez sakramentalną spowiedź, aby móc przyjąć Jezusa w Eucharystii. Tymczasem zaprasza się wszystkich do komunii, wszystkich, kogo się tylko da bez względu na stan moralny i na wyznanie wiary, tłumacząc to miłością. Ale miłość bez prawdy to miłość nieszczera, a prawdą jest, że każdy człowiek jest grzesznikiem i nie każdy człowiek przyjmuje Chrystusa jako zbawiciela i nie każdy wierzy w Chrystusa jako Syna Bożego i coraz
większa liczba wierzących w ogóle nie przyjmuje Jego nauczania w integralnej, spójnej, katolickiej wymowie dokonując wybiórczych, arbitralnych modyfikacji według własnego uznania, nie licząc się ani z sensem Objawienia ani z dwutysięczną Tradycją, czyli interpretacją z gwarancją asystencji Ducha Świętego pieczołowicie zdeponowaną w Kościele.

Prałat Bux już kilka lat temu wyraził swój niepokój w związku z szerzącą się entuzjastycznie narracją zachwalającą „otwartą komunię” proponowaną najpierw przez niemieckiego teologa protestanckiego Jürgena Moltmanna, ale także przez kardynała Martiniego i kardynała Waltera Kaspera. Dla Moltmanna Komunia Święta jest „wieczerzą Pańską, a nie czymś zorganizowanym przez Kościół czy jakąkolwiek denominację”. Uważa on, że Kościół „zawdzięcza swoje życie Panu, a swoją wspólnotę Jego Wieczerzy, a nie odwrotnie” i dlatego jego zaproszenie „wychodzi do wszystkich, do których został posłany, aby ich zaprosić”. Wszystkich? Co z przypowieścią o zaproszonych na ucztę, z której król wygonił człowieka, który ani słowem się nie odezwał i nie miał stroju weselnego? Co z Judaszem? Co z przypowieścią o pannach głupich i mądrych, co ze słowami Jezusa z Ewangelii Mateusza (Mt 7), gdzie nawet ci, którzy mówili „Panie, Panie” i głosili Ewangelię, egzorcyzmowali i czynili cuda w imię Jezusa, usłyszeli od Jezusa: „nigdy was nie znałem”?

Dlatego nie dziwię się jako kapłan katolicki, odpowiedzi Msgr. Buxa na argumenty proponowane dla „otwartej Komunii” i interkomunii ze wszystkimi. Prałat Bux powołuje się na św. Tomasz z Akwinu, a ten już dawno temu odpowiada na to zagadnienie w swojej Summa Theologiae: „…kto przyjmuje ten sakrament, wyraża w ten sposób, że staje się jednym z Chrystusem i zostaje włączony w Jego członki; a dzieje się to dzięki żywej wierze, której nie ma ten, kto jest w grzechu śmiertelnym. I dlatego jest oczywiste, że kto przyjmuje ten sakrament będąc w grzechu śmiertelnym jest winny kłamstwa wobec tego sakramentu, a w konsekwencji świętokradztwa, ponieważ profanuje sakrament: a zatem grzeszy śmiertelnie” (80,4). A grzech śmiertelny jest odrzuceniem Chrystusa. Komunia taka byłaby więc zaprzeczeniem sobie samemu w przypadku osoby, która by ją przyjęła.

Jeśli przyjmuję Komunię to oświadczam, że jestem jednym z Chrystusem do tego stopnia, że „spożywam”, czyli absolutnie akceptuję Jego Miłość do mnie, która spływa na mnie dzięki mojej prawdzie wyznanej Jemu. Rzeczywiste oddzielenie od Chrystusa i Kościoła obiektywnie występuje u tych, którzy nie mają łaski uświecającej i tych, którzy nie mają wiary katolickiej w to, co czyni „spożywanie” Chrystusa (tj. stan bycia w jedności z Nim – prawdziwie obecnym – i z Kościołem) – nie wierzą w substancjalną obecność, albo nie wierzą w Chrystusa jako Syna Bożego i odrzucają nauczanie katolickie lub je wybiórczo traktują. Mając na uwadze Ewangelię Jana, rozdział 6, a zwłaszcza Pierwszy List Pawła do Koryntian, rozdział 11, rozumie się, że interkomunia, dopuszczenie wszystkich do Komunii i Eucharystii jest sprzeczne z Pismem Świętym, Tradycją i Magisterium Kościoła. Aby przyjąć Komunię, trzeba przejść inicjację chrześcijańską (chrzest i bierzmowanie). Ponadto, jeśli dana osoba popadła w grzech ciężki, musi odbyć drogę pokutną, a zwłaszcza spowiedź sakramentalną. Mamy więc warunki komunii o których ani słowa nie ma w owym Desiderio desideravi. Ani protestant, ani muzułmanin, ani ateista, ani zielonoświątkowiec nawet gdyby mieli okazjonalny entuzjazm emocjonalny do komunii – nie byliby dysponowani do niej, podobnie katolik, który eliminuje ze swojej praktyki spowiedź, albo nie uznaje pewnych grzechów za grzechy, albo sytuacyjnie traktuje swoją moralność. Inicjacja i droga pokutna rzeczywiście pokazują, że ten, kto chce się komunikować, musi najpierw wejść w komunię wiary Kościoła; lub jeśli oddalił się z powodu ciężkiego grzechu, schizmy lub herezji, musi ponownie wejść przez pokutę. Gdyby Stolica Apostolska w sposób niedorzeczny zmieniła zasadę, to znaczy, gdyby była w stanie doprowadzić do tego bez odbycia inicjacji chrześcijańskiej (chrzest i bierzmowanie) lub bez odbycia spowiedzi sakramentalnej, byłoby to sprzeczne z Objawieniem i Magisterium Jednego Świętego i Apostolskiego Kościoła Katolickiego i skłaniałaby wiernych do popełnienia bluźnierstwa i świętokradztwa. Dlatego wiara, którą protestanci wyznają nie jest katolicka, w szczególności dlatego, że nie mają sakramentu bierzmowania, nie praktykują spowiedzi, dlatego nie mogąc odbyć drogi inicjacji, ani drogi skruchy i wyznania, nie mogą przyjąć Eucharystii. Protestanci nie mają sakramentu pokuty, nie mogą więc powrócić do komunii eucharystycznej. Wspólna Komunia z luteranami, na przykład, byłaby bezpośrednio sprzeczna z Kanonem II, Soboru Trydenckiego o Najświętszym Sakramencie Eucharystii: „Jeśli ktoś mówi, że w świętym i najświętszym sakramencie Eucharystii substancja chleba i wina pozostaje w połączeniu z ciałem i krwią Pana naszego Jezusa Chrystusa, i zaprzecza tej cudownej i osobliwej przemianie całej substancji chleba w Ciało, a całej substancji wina w Krew, przy czym pozostają tylko pozory chleba i wina, którą to przemianę Kościół katolicki najtrafniej nazywa transsubstancjacją, niech będzie obłożony anatemą” (czyli klątwą).

Kanon potępia luterańską doktrynę konsubstancjacji, która utrzymuje, że fundamentalna „substancja” Ciała i Krwi Chrystusa jest obecna obok substancji chleba i wina, które pozostają niezmienione, a więc komunia jest tylko symbolem. Oznacza to, że jeśli ktokolwiek zachęcałby luteranina do przyjęcia Komunii Świętej w Kościele katolickim – nawet w wyjątkowych okolicznościach – byłby w błędzie, chyba, że ci sami luteranie odrzuciliby luterańską doktrynę o Eucharystii. Niestety w ostatnim dokumencie o Eucharystii, biskup Rzymu nie wspomina o realnej, prawdziwej i substancjalnej obecności w Eucharystii Chrystusa, a nadmiernie podkreśla jedynie jej symboliczne aspekty zapraszając wszystkich do uczestnictwa bez podania istotnych warunków. Mamy już za sobą incydenty z rozdawaniem Komunii nie tylko luteranom, muzułmanom, transseksualistom, politykom proaborcyjnym, o których pisano w mediach. Nie wiem, o czym nie napisano ale wiem, co by na to powiedział święty Jan Damasceński (+749): ”Strzeżmy się, byśmy nie przyjmowali uczestnictwa komunii od odstępców ani też ich do tego nie dopuszczali. Mówi bowiem Pan: nie rzucajcie pereł między świnie ani świętości waszych przed psy” (Mt 7,6). Św. Cyryl Jerozolimski, idąc za Apostołem (Gal 1,8), naucza, że wiarę katolicką otrzymaną w chrzcie, my, katolicy powinniśmy przyjąć jako „zapas podróżny” na całe życie, nie przyjmując nigdy nic innego, nawet gdyby ci sami duszpasterze, zmieniając zdanie, nauczali czegoś przeciwnego, niż nauczali poprzednio. Ani joty ani kreski nie zmieniając tym bardziej, że wiara to nie jakiś okręt Tezeusza, ale to bogactwo Łodzi Piotra. Błogosławiąc, modląc się za Was, pamiętając o pamietających, składam dzięki za Waszą wiarę i wierność dziedzictwu Apostołów i ufam, że Msza Wszechczasów, którą już celebruję w mojej ukrytej pustelni przymnoży Wam darów niebieskich wprost z najczystszych dłoni Najświętszej Panny Maryi.

Ojciec Augustyn

LIST OD O.AUGUSTYNA PELANOWSKIEGO, z dnia 26.10.23, otrzymany za pośrednictwem Wydawnictwa Paganini.

Zaprowadzają Black Justice w Polsce !!! MEM-y V.

——————————-

————————————————

——————–

——————————————

————————

Przypomnę młodzieży: Znany uchodźca polityczny, poeta i pisarz. Zdaniem policji i prokuratury dopuścił się zbrodni. Świadomie zakaził wirusem HIV kilkadziesiąt polskich kobiet

——————

———————————–

————————————–

—————————————————-

————————-

New Europeans, new Europe. MEM-y IV.

———————————-

———————————-

——————————–

————————-

—————————–

———————————————

———————————————-

——————————

———————————————————

Kot weganin. MEM-y II.

——————————

—————————————–

———————————

————————————————-

———————————————————————————-

———————————–

——————————

————————————————

[A jeszcze gorzej te, co nie grają i nie doszły !! Dać rekompensaty]

————————————-

Tygodniowe rozwolnienie w Turcji. MEM-y I.

——————————————————–

========================================

—————————————–

—————————————————–

————————————

—————————-

——————————

——————————————–

————————————————-

Ilu katolików na świecie, ilu muzułmanów w Europie

Według pewnych źródeł w 2000 roku było w Europie około 500 000 muzułmanów, teraz 50 000 000. 

Ilu katolików? interia.pl/co-z-liczba-katolikow-w-europie

17 października 2025 

Na całym świecie rośnie liczba katolików. W ciągu roku do Kościoła dołączyło ponad 15 milionów osób. Największe wzrosty odnotowują Afryka i Ameryka, ale liczba wiernych powiększyła się także w Europie – wynika z raportu Rocznika Statystycznego Kościoła.

Dane zaprezentowane przez portal Vatican News pochodzą z najnowszego raportu Rocznika Statystycznego Kościoła, który przygotowała agencja Fides. Jak podkreślono, odzwierciedla on stan z 2023 roku.

Jak wynika z dokumentu, łączna liczba katolików na świecie wynosi 1 405 454 000.

Odsetek katolików w światowej populacji wzrósł o 0,1 proc. i wynosi 17,8 proc.

W ciągu dwunastu miesięcy przybyło 15 881 000 wiernych, z czego 8 309 000 w Afryce i 5 668 000 w Ameryce. W Europie, gdzie intensywnie w wielu krajach w ostatnich latach postępowała sekularyzacja, roczny przyrost wiernych wynosi natomiast 740 tys. osób.

Prevost do migrantów na Wyspach Kanaryjskich: “Zanim powiem cokolwiek więcej, pragnę pokłonić się przed waszą godnością…”

Prevost do migrantów na Wyspach Kanaryjskich:

“Zanim powiem cokolwiek więcej,

pragnę pokłonić się przed waszą godnością…”

Date: 14 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/prevost-do-migrantow-na-wyspach-kanaryjskich-zanim-powiem-cokolwiek-wiecej-pragne-poklonic-sie-przed-wasza-godnoscia/

“Drodzy bracia i siostry,

właśnie wysłuchaliśmy jednego z najbardziej wymagających fragmentów Ewangelii. Wiemy, że ten sam rozdział zawiera również ostrzeżenie, którego żaden wierzący nie powinien lekceważyć (Mt 25,41-45). Dzisiaj, nad brzegiem morza, Słowo staje się namacalne: tu przybywa wiele zranionych istnień, pozbawionych niemal wszystkiego, ale nigdy, przenigdy swojej godności. Tutaj Ewangelia wyrywa nas z wygodnej pozycji widza i stawia nas twarzą w twarz z przybywającym bratem. Pyta nas, czy potrafiliśmy rozpoznać Chrystusa w tych, którzy schodzą na ląd naznaczeni strachem, głodem i przemocą, po przejściu przez pustynię, noc i morze“.

“Ta wyspa, niewielka pod względem powierzchni, ale wielka pod względem humanitaryzmu, przyjęła tysiące ludzi wyrwanych ze swojej ojczyzny i pozostawionych na łasce kruchej łodzi. Są tam osoby uratowane na morzu oraz ciała bez życia wyłowione z wody. Dlatego Następca Piotra nie może pozostawać obojętny wobec tych wydarzeń. Kościół nie może ignorować tych wód, ani żadnego miejsca, gdzie głód, pragnienie, przemoc, strach czy wygnanie wciąż ranią godność ludzką. Uczniowie Jezusa nie powinni traktować tego krzyku jako czegoś obcego, gdy ktoś woła w ciemnościach”.

“Dziękujemy za te świadectwa; za przypomnienie nam, co oznacza ratowanie życia. María, dziękujemy Ci za przypomnienie nam, co Caritas, parafie i tak wiele osób robi każdego dnia. Twoje słowa pokazują nam, gdzie zaczyna się przemiana spojrzenia: kiedy migrant przestaje być „jednym z wielu”, przestaje być kategorią i liczbą. Dopiero wtedy rozumiemy, że ta dziewczynka mogłaby być naszą córką, a te twarze częścią naszej rodziny; i wtedy sumienie nie ma już wymówek. Miłosierdzie zaczyna się od małych gestów: czasem od kilku ciastek i odrobiny mleka; innym razem od pięciu chlebów i dwóch ryb (por. Mt 14,17-21). Nie chodzi o to, by rozwiązać wszystkie problemy, ale o to, by powierzyć wszystko Bogu i być obecnym tam, gdzie ludzie cierpią, gdzie brakuje środków i nie ma wspólnego języka, ale gdzie wciąż przemawiają gesty. Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy angażują się w pomoc, przyjmowanie i towarzyszenie, dając świadectwo, że konkretne miłosierdzie może ratować i zmieniać życie wielu ludzi“.

“Drodzy migranci: zanim powiem cokolwiek więcej, pragnę złożyć hołd waszej godności. Nie jesteście numerami ani numerami akt! Jesteście ludźmi, którzy zostawili za sobą rodziny i domy, a także marzenia, których nikt nie ma prawa lekceważyć”.

“Wasza tragedia musi stać się okazją do refleksji: dla krajów pochodzenia, które muszą stworzyć warunki sprzyjające pokojowi, sprawiedliwości i rozwojowi; dla krajów tranzytowych, wezwanych do ochrony i niepozostawiania słabszych w rękach sieci przestępczych; dla Europy, której nie wolno głosić godności ludzkiej i przyzwyczajać się do tego, że Morze Śródziemne i Atlantyk są cmentarzami bez nagrobków; dla społeczności międzynarodowej, wezwanej do skutecznej i wytrwałej współpracy“.

“Również Kościół powinien podjąć to wyzwanie. Przyjęcie migrantów nie może być sprawą drugorzędną ani zleconą wyłącznie kilku wolontariuszom. Klękamy przed ołtarzem, aby wielbić Chrystusa obecnego w Eucharystii, od którego otrzymujemy siłę i motywację do życia w miłości: dlatego nie możemy „przechodzić obojętnie” obok cayucas i pateras, ponieważ z modlitwy wypływa każda służba, a do niej powraca każde zaangażowanie (por. Łk 10,31-32)”.

“Chciałbym, aby z tej wyspy głosy tych, którzy dziś zabrali głos, dotarły do osób sprawujących decydującą władzę – władz cywilnych, parlamentów, rządów i organizacji międzynarodowych – a także do wspólnot chrześcijańskich, przedstawicieli innych tradycji religijnych oraz wszystkich ludzi dobrej woli. Nie wystarczy jedynie zarządzać napływem uchodźców, podawać statystyki, wzmacniać granice czy opłakiwać ofiary śmiertelne, gdy już do nich doszło. Każda przybywająca łódź nie przywozi tylko migrantów; niesie ze sobą pytanie: jaki świat zbudowaliśmy, skoro tak wielu braci musi ryzykować śmiercią, by szukać życia?”

Nie wolno nam przyzwyczajać się do liczenia ofiar śmiertelnych. Godność ludzka nie ma paszportu i nie traci na wartości, gdy przekracza granicę“.

Niech Bóg, który „o zmierzchu życia osądzi nas na podstawie miłości” (por. św. Jan od Krzyża, „Porady i sentencje”, 57), pozwoli nam dziś rozpoznać Go w ubogich i cudzoziemcach oraz uwolni nas od postrzegania cierpienia innych tak, jakby nas nie dotyczyło. Niech Matka Boża z Karmelu towarzyszy tym, którzy przybyli, pociesza tych, którzy stracili swoich bliskich, wspiera tych, którzy ich przyjmują, i budzi w nas wszystkich odwagę miłosierdzia“.

“I niech nie stanie tak, że historia zarzuci nam, iż zamieniliśmy ból tych, którzy cierpią, w zwyczajny widok na naszych wybrzeżach. Bo dziś, tutaj, nad brzegiem morza, każda przybywająca tu istota pyta nas, co pozostało z naszego człowieczeństwa. Wcześniej czy później okaże się, czy potrafiliśmy je zachować, czy też pozwoliliśmy, by przemówiła za nas obojętność. Dziękuję bardzo”.

INFO (wybrane fragmenty papieskiego przemówienia): vatican.va/leo-xiv/it/speeches/2026/giugno/documents/20260611-spagna-accoglienza-migranti

PL Zaloguj się

Migranti, il Papa alle Canarie: «La dignità umana non ha passaporto»

Encyklika Leona XIV jako argument dla rewolucji

Encyklika Leona XIV jako argument dla rewolucji

15 czerwca 2026 Paweł Chmielewski pch24/encyklika-leona-xiv-jako-argument-dla-rewolucji

Leon-Encyklika-rewolucja.jpg
Oprac. PCh24.pl

Encyklika „Magnifica humanitas” papieża Leona XIV jest tekstem szeroko komentowanym w całym katolickim świecie. Dokument może zostać interpretacyjnie zawłaszczony przez środowiska rewolucyjne, które widzą w nim wygodne narzędzie do forsowania własnej agendy.

Hermeneutyka zmiany

Habent sua fata libelli, powiadali Rzymianie. Mają swoje losy i papieskie dokumenty. Franciszkowa Amoris laetitia o pięknie miłości małżeńskiej przeszła do historii z powodu kilku zdań dotyczących roli ludzkiego sumienia i Komunii świętej dla rozwodników. W przypadku adhortacji Jorge Mario Bergoglia nie ma większych wątpliwości, że taki los był autorowi dzieła miły – długaśne passusy papieskiego tekstu tylko otaczały faktycznie istotne zdania. Opinia publiczna i teologiczna po prostu trafnie je wydobyła.  

Nie wiem, jaki był papieski zamiar względem encykliki Magnifica humanitas. Pozostaje jednak faktem, że obszerny tekst Leona XIV, który co do zasady poświęcony jest kwestii sztucznej inteligencji, opinia publiczna recypuje głównie za sprawą problematyki niewolnictwa. Papieskie przestrogi przed ludzką pychą i nieledwie ludobójczym potencjałem źle wykorzystanej AI giną wśród komentarzy, zdominowanych przede wszystkim przez jedno: przeprosiny za stanowisko Kościoła wobec fenomenu niewolnictwa.

Nie chcę tu wchodzić w dyskusję o naturze tego stanowiska. Na polskim gruncie rzecz drobiazgowo omówił Grzegorz Kulik w monumentalnej pracy „Katolickie zasady niewolnictwa w nauczaniu teologów XVI i XVII wieku”. Nieco wbrew tytułowi, autor omawia problem w szerszej perspektywie historycznej, pokazując, z czego wynikało kościelne akceptowanie instytucji niewolnictwa. Kościół ją przecież zastał jako fundament społeczny Imperium Romanum, przeniesiony przez wiatr historii aż do średniowiecza i nowożytności. Nie wzywając do społecznej rewolucji w tym zakresie, Kościół starał się prezentować sposoby na chrześcijańskie przeżywanie tej rzeczywistości w duchu miłosierdzia. To się oczywiście nie zawsze udawało, ale nie sposób odmówić Kościołowi intencji cywilizowania niewolnictwa.

„Wzrastanie Kościoła w rozumieniu prawd”

Leon XIV zresztą o tym napisał, ale nie te jego słowa znalazły się w soczewce komentarzy. Kluczową rolę przypisano następującym zdaniom:

O ile bowiem w starożytności i w średniowieczu wiele osób i instytucji kościelnych posiadało niewolników, to już w epoce nowożytnej rzymska Stolica Apostolska, pobudzana prośbami władców, wielokrotnie interweniowała, by regulować i uprawomocniać sposoby podporządkowania, a w niektórych przypadkach także zniewolenia „niewiernych”. Trzeba było czekać aż do XIX w., aby pojawiło się formalne, absolutne i powszechne potępienie niewolnictwa, zwłaszcza przez Leona XIII. Stanowi to wyraźny przykład wzrastania Kościoła w rozumieniu odwiecznych prawd Objawienia, których on strzeże. [P]rzez osiemnaście wieków nie zdołano oficjalnie wyrazić całkowitej niezgodności tego faktu z niewolnictwem. Jest to rana w pamięci chrześcijańskiej i nie możemy uważać, że nas to nie dotyczy. Nie sposób nie odczuwać głębokiego bólu, gdy rozważamy ogromne cierpienie i upokorzenie, jakie niewolnictwo oznaczało dla tak wielu osób, w sprzeczności z ich nieograniczoną godnością, nieskończenie umiłowaną przez Pana. Dlatego w imieniu Kościoła szczerze proszę o przebaczenie.

Ten passus można odczytywać w różnych perspektywach. Chcę skupić się na jednej, to znaczy wewnątrzkościelnej. Co oznaczają słowa Leona XIV dla wielkich dyskusji o przyszłości nauczania Kościoła katolickiego? W tym kluczu za najważniejsze można uznać zdanie:

„Stanowi to wyraźny przykład wzrastania Kościoła w rozumieniu odwiecznych prawd Objawienia, których on strzeże”.

Czytając katolicką prasę liberalną już szereg razy spotkałem się z odwołaniem do tych właśnie zdań. Katoliccy reformiści uważają, że Leon XIV, przepraszając za niewolnictwo i uznając, że nauczanie Kościoła katolickiego może „wzrastać w rozumieniu odwiecznych prawd”, otworzył drogę do zmian doktrynalnych również w innych kwestiach.

Kolejne zmiany?

Zwrócił na to uwagę między innymi dr Stefan Orth, redaktor naczelny prominentnej niemieckiej Herder Korrespondenz. W artykule opublikowanym gościnnie na łamach Katolisch.de napisał: „Puentą u Leona jest jego definicja możliwości dalszego rozwoju katolickiej nauki. […] Oczywiście także w przypadku Objawienia chodzi o «wieczne prawdy». Jednak najwyraźniej muszą one niekiedy dopiero zostać odkryte w całej ich pełni, nie mogąc być po prostu odczytane z Ewangelii i Tradycji. Przychodzą na myśl również inne tematy, które w związku z równą godnością katoliczek i katolików mogłyby zostać odczytane w takim duchu. Leon XIV dał tu znaczący impuls dla nadchodzących dyskusji”.

Orth zwrócił uwagę na perspektywę ludzkiej godności, bo Leon XIV w Magnifica humanitas właśnie z tej godności wyprowadza kościelne potępienie niewolnictwa. Kościelni reformiści uważają, że rozpoznanie prawdziwej natury tej godności powinno mieć jednak również inne implikacje. W obecnej dyskusji dotyczy to przede wszystkim dwóch spraw: homoseksualizmu oraz roli kobiet w Kościele.

Homoseksualizm i rola kobiet

Otóż twierdzi się, że właśnie ze względu na równą godność wszystkich ludzi, skłonności homoseksualne powinny zostać w Kościele całkowicie zaakceptowane, a co za tym idzie – aktywność intymną w związkach jednopłciowych należy uznać za moralnie dopuszczalną. Stoi za tym przekonanie, że homoseksualizm jest wrodzony albo przynajmniej zależny od czynników, na które jednostka nie ma żadnego wpływu – a jako taki, musi zostać uznany za „dany” człowiekowi przez Boga. Na takiej koncepcji ufundowana jest działalność również polskiego ruchu na rzecz normalizacji homoseksualizmu w Kościele. Magnifica humanitas – niezależnie od intencji papieskiego autora – rzeczywiście może stać się bardzo poręcznym argumentem na rzecz zmiany w tym obszarze.

Podobnie jest w przypadku roli kobiet w Kościele. Środowiska reformistyczne uważają, że równa godność mężczyzn i kobiet wyklucza ograniczenie kapłaństwa do jednej płci. W ich ocenie wszelkie argumenty biblijne albo historyczne przeciwko kapłaństwu kobiet tracą swoją decydującą moc w obliczu aktualnego rozpoznania charakteru tej godności. W efekcie postulują dopuszczenie kobiet do kapłaństwa, bez żadnych ograniczeń: od sakramentalnego diakonatu, poprzez prezbiterat, aż po episkopat. Reformiści twierdzą, że Kościół katolicki w swoim podejściu do roli kobiet był na przestrzeni wieków ściśle zależny od zastałych uwarunkowań społecznych – dokładnie tak, jak w przypadku niewolnictwa. Skoro sytuacja społeczna gruntownie się zmieniła i kobietom przyznaje się dziś dokładnie te same prawa, co mężczyznom, powinno to, argumentują, znaleźć odzwierciedlenie również w Kościele w kwestii kapłaństwa. Powiedziałbym, że w tej sprawie „Magnifica humanitas” może być wykorzystywana na rzecz reformy z jeszcze większą siłą, niż w przypadku rewaluacji homoseksualizmu.

Bitwa dwóch hermeneutyk

Podkreślę raz jeszcze, że nie znam intencji Leona XIV w kwestii losów, jakie spotykają jego encyklikę. Nie wiem też, co papież zamierza względem oceny homoseksualizmu albo roli kobiet. Inaczej niż Jorge Mario Bergoglio, Robert Prevost dość oszczędnie gospodaruje słowem, kiedy przychodzi mu określić własne zapatrywania. Dlatego wysiłki środowisk reformistycznych mogą rozbić się o skałę papieskiej woli, nieskorej do zmiany nauczania Kościoła w obu obszarach.

Reformiści wiedzą jednak, że – jak powiadali ci sami Rzymianie – kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym padaniem. Prowadzona przez lata agitacja na rzecz głębokich przeobrażeń życia kościelnego może odnieść w dalekiej przyszłości swój skutek, zwłaszcza, jeżeli zostanie poparta sprytną hermeneutyką papieskich encyklik.

Tym bardziej potrzebny jest wysiłek konserwatywnych środowisk katolickich, nakierowany na ukazanie obu problemów w perspektywie zgodnej z Tradycją. Nie chodzi o to, by tylko powtarzać przeszłe orzeczenia kościelnego autorytetu, bo taka archaizująca, papuzia teologia nie może przekonywać. Rzecz w tym, wydobyć z tych orzeczeń niezmienną istotę, odnieść ją do Pisma Świętego i samej natury rzeczy, pokazując, dlaczego nauczanie Kościoła nie powinno albo po prostu nie może się w tych sprawach zmienić. Jeżeli ten wysiłek zostanie podjęty, to Kościołowi może zostać oszczędzone wiele niepotrzebnego fermentu.

Zakładając, że w obu kwestiach nauczanie nie może ulec zmianie, nie musimy obawiać się o finalny wynik całego sporu; ale powinniśmy troszczyć się o poglądy współczesnych, tak, by zachowywać jedność Kościoła, a nie pozwalać milcząco na jego rozbijanie poprzez błędy feminizmu albo permisywizmu moralnego. Dlatego rewolucyjnej interpretacji „Magnifica humanitas” powinna towarzyszyć równoległa interpretacja tradycyjna. Historia ostatnich dekad w Kościele pokazała dobitnie, że sporów nie wygrywa litera kościelnych dokumentów, ale hermeneutyka – a raczej siła stronnictwa, które stoi za daną linią hermeneutyczną.

Paweł Chmielewski

SKANDAL W AUSCHWITZ! Przedstawiciele Korony Brauna zablokowani przed wejściem na obchody rocznicy deportacji Polaków

SKANDAL W AUSCHWITZ!

Przedstawiciele Korony Brauna zablokowani

przed wejściem na obchody rocznicy deportacji Polaków

14.06.2026 nczas/skandal-w-auschwitz-przedstawiciele-korony-brauna-zablokowani-przed-wejsciem-na-obchody-rocznicy-deportacji-polakow-video

NCZAS.INFO | KL Auschwitz. Obóz koncentracyjny. Nazistowski niemiecki obóz koncentracyjny. Oświęcim. Arbeit macht frei. Szlaban. Halt.
NCZAS.INFO | Brama obozu Auschwitz. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

W Oświęcimiu i Harmężach odbywają się uroczystości upamiętniające 86. rocznicę pierwszej deportacji Polaków do niemieckiego obozu Auschwitz. Co zdumiewające, nie zostali do nich dopuszczeni przedstawiciele Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, z posłem Romanem Fritzem na czele.

14 czerwca uważany jest za dzień, w którym zaczął funkcjonować KL Auschwitz. W Polsce obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady.

Obchody rozpoczęły się od złożenia wieńców i zniczy przed Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku 11 w byłym obozie Auschwitz I. Rozbrzmiał polski hymn narodowy. W tym miejscu Niemcy rozstrzelali wiele tysięcy osób, głównie Polaków.

Uroczystościom patronuje prezydent Karol Nawrocki. Na miejscu obecna była m.in. minister kultury Marta Cienkowska,  a także kilkunastu byłych więźniów.

Delegację na obchody wysłała także Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Na jej czele stał poseł Roman Fritz. Nie wpuszczono ich jednak za bramy byłego obozu.

„To niedopuszczalny brak szacunku dla pamięci o ofiarach i haniebne blokowanie Polakom możliwości czczenia własnej, bolesnej historii” – czytamy w komunikacie partii.

Przedstawiciele Korony złożyli wieńce w barwach narodowych pod zewnętrznymi murami, na trawie przy budynkach obozowych.

„Pamięci o polskim męczeństwie i narodowej dumy nie zatrzymają jednak żadne zamknięte bramy! Udostępnijcie to dalej! Niech cała Polska dowie się, jak traktuje się dzisiaj tych, którzy chcą pielęgnować prawdę historyczną” – oświadczyła Korona.

https://twitter.com/KoronyPolskiej/status/2066119459727614016/video/1

Kiedy „Der Spiegel” donosi o ofiarach wojny na Ukrainie…

Thomas Röper anti-spiegel.ru/2026/wenn-der-spiegel-ueber-kriegstote-in-der-ukraine-berichtet

Propaganda

========================================

Kiedy „Der Spiegel” donosi o ofiarach wojny na Ukrainie

Der Spiegel donosi, że według ONZ w maju zginęło więcej ukraińskich cywilów niż kiedykolwiek od początku wojny. Brzmi to dramatycznie, ale dlaczego Der Spiegel nie pisze w podobnym tonie o ofiarach cywilnych wojny izraelskiej, które są ponad dziesięciokrotnie wyższe niż na Ukrainie?

„Der Spiegel. Nie boimy się prawdy.  Momencik, proszę…”

Anti-Spiegel 14 czerwiec  2026

Powiem to od razu: byłem na froncie kilka razy, widziałem wojnę, widziałem zniszczenia, rozmawiałem z przerażonymi ludźmi, którzy tygodniami ukrywali się przed ostrzałem, widziałem zwłoki. Nic nie mogłoby być zatem dalsze od moich intencji niż bagatelizowanie wojny. Wręcz przeciwnie.

Ale artykuł w Spiegel zatytułowany „Rosyjska wojna agresji – ONZ raportuje rekordowo wysoką liczbę ofiar cywilnych na Ukrainie” wymaga uporządkowania. Artykuł w Spiegel donosi, że według ONZ w maju na Ukrainie zginęło co najmniej 274 osoby, a kolejne 1763 zostały ranne. To oczywiście przerażające liczby, bo każda śmierć to o jedną za dużo!

Jednak „Spiegel” podważa swoją wiarygodność, dopóki nie krytykuje Izraela za jego znacznie brutalniejsze wojny agresywne, publikując podobne nagłówki, jak „Izraelskie wojny agresywne – 1200 ofiar cywilnych miesięcznie w samym Libanie”. 

W samym Libanie od początku nowej wojny agresywnej Izraela 2 marca zginęło co najmniej 3756 cywilów, a 11 632 zostało rannych. To średnio około 1200 zabitych i 4700 rannych miesięcznie, wielokrotnie więcej niż liczba ofiar na Ukrainie.

Co więcej, Der Spiegel donosi, że od początku eskalacji w lutym 2022 roku na Ukrainie zginęło łącznie 16 000 cywilów. W tym miejscu również krytykuję Der Spiegel za to, że nie poświęca równie dużo uwagi ponad 100 000 ofiarom śmiertelnym wśród cywilów w Strefie Gazy od października 2023 roku.

Te przykłady pokazują, że niemieckie media relacjonują wydarzenia w sposób stronniczy, a nie obiektywny. Mogą uznać Rosję za agresora, jeśli chcą, ale obiektywne relacjonowanie obejmowałoby wskazanie, że wojna na Ukrainie pochłonęła mniej ofiar cywilnych niż jakakolwiek inna wojna w historii nowożytnej. We współczesnych wojnach ostatnich stu lat stosunek ofiar cywilnych do zabitych żołnierzy wynosił co najmniej 50:50; często liczba ofiar wśród cywilów była wyższa niż liczba zabitych żołnierzy.

Jednak po stronie ukraińskiej, w zależności od interpretacji, zginęło kilkaset tysięcy, a nawet milion żołnierzy, w porównaniu do „zaledwie” 16 000 ofiar wśród cywilów. To pokazuje, jak bardzo Rosja stara się chronić ludność cywilną. A media, które określają się jako obiektywne i krytyczne, nie mogą tego ignorować, nawet jeśli uważają Rosję za agresora.

Powtarzam: każda śmierć to o jedną za dużo, ale podając liczbę ofiar, trzeba je czytelnikom wyjaśnić. Wszelkie inne informacje są celowo mylące, ponieważ liczbami można łatwo manipulować, jak pokazuje ten przykład. Bez porównania 274 ofiary śmiertelne brzmią jako dużo, ale kiedy porówna się to z innymi wojnami, takimi jak te prowadzone przez Izrael i USA, w których ginie dziesięć razy więcej cywilów, to sprawa nabiera szerszej perspektywy – co, powtarzam, nie zmienia faktu, że każda śmierć to o jedną za dużo.

Żaden artykuł w „Spieglu” nie jest wolny od dezinformacji!

I to nie wszystko, ponieważ „Spiegel” ponownie dezinformuje czytelników w swoim artykule, pisząc:

„Według ONZ od początku wojny w lutym 2022 roku zginęło ponad 16 000 cywilów, a ponad 46 000 zostało rannych. Z powodu braku dostępu do terytoriów okupowanych przez Rosję, nie wszystkie ofiary są uwzględniane w statystykach ONZ”.

Sposób sformułowania „Der Spiegel” sugeruje, że Rosja odmawia ONZ dostępu do nowo zdobytych terytoriów. To po prostu kłamstwo, ponieważ to Ukraina odmawia ONZ dostępu. Rosja w rzeczywistości ma silny interes w tym, aby ONZ dokumentowała ofiary ukraińskiego ostrzału w tym kraju.

Sedno tkwi w tym, że ONZ nie uznaje referendów, w których tamtejsi mieszkańcy opowiedzieli się za pozostaniem częścią Rosji. Dla ONZ te terytoria są zatem terytorium ukraińskim, do którego eksperci ONZ mogą dostać się jedynie przez Ukrainę. Ukraina jednak na to nie pozwala, choć byłoby to możliwe, jak pokazuje przykład ekspertów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej monitorujących elektrownię jądrową w Zaporożu. Zawsze podróżują przez Ukrainę, wymagając za każdym razem ogłoszenia tymczasowego zawieszenia broni na odcinku linii frontu, aby eksperci mogli przekroczyć granicę.

Der Spiegel ukrywa jednak ten fakt przed czytelnikami, sugerując tym samym po raz kolejny, że Rosja nie pozwala nikomu wjechać na swoje nowo zdobyte terytoria, co jest po prostu kłamstwem. Można tam podróżować z Rosji, nawet jako organizacja międzynarodowa.

Ale ani Der Spiegel, ani Ukraina nie są zainteresowane dokumentowaniem ofiar ukraińskiego ostrzału na tych terytoriach.

Geo-patologia i stojąca za nią ekono-patologia

Geo-patologia i stojąca za nią ekono-patologia

Michael Hudson 6 Czerwca 2026 roku

nakedcapitalism/michael-hudson-geopathology-and-the-econopathology-behind-it

W tym krótkim, ale ważnym artykule Michael Hudson próbuje ustalić dwie nowoczesne choroby, które niszczą społeczeństwo, i to, co jest naszym globalnym porządkiem.

=================================================

Strategia bezpieczeństwa narodowego Ameryki w 2025 roku przewiduje ustanowienie kontroli nad światowym handlem ropą naftową. W tym celu naftowa wojna Donalda Trumpa jest skierowana na to, aby pozbawić Iran, Irak i sąsiadujące z nimi kraje OPEC ich suwerenności nad tym, komu mogą sprzedawać swoją ropę; dokładnie tak samo, jak to zrobił z Wenezuelą. Nikt nie odczuwa wyrzutów sumienia z powodu towarzyszącej szkody, spowodowanej przez nieprawidłowe działanie w handlu energii, które zanurzają większość gospodarek świata w depresję.

To jest nierozsądne (i destruktywne) zachowanie, zgodne z literą tego, co psychologowie nazywają socjopatą. Mayo Clinic stosuje ten termin do „człowieka, [który] ciągle nie wykazuje szacunku do dobra i zła i ignoruje prawa i uczucia innych. Osoby z antyspołecznymi zaburzeniami osobowości mają tendencję aby celowo prowokować lub denerwować innych, manipulować nimi, lub odnosić się do nich wulgarnie lub z brutalną obojętnością. U nich nie ma wyrzutów sumienia lub zmartwienia swoim zachowaniem”.

Podsumowując: „ludzie z antyspołecznymi zaburzeniami osobowości [którzy] często łamią prawo, stając się przestępcami. Mogą kłamać, zachowywać się brutalnie lub impulsywnie …”. Diagnoza ta łatwo może być stosowana do każdego narodu, z tendencją dążenia do imperium poprzez podbój. Ale polityka zagraniczna USA przyniosła ją do nowych skrajności.

Dokładnie tak samo, jak socjopatom brakuje poczucia rozróżnienia dobra i nieprawości (i walczą z wszelkimi podobnymi wartościami moralnymi, powstrzymującymi ich agresywne zachowanie), amerykańscy dyplomaci odrzucili zbiór międzynarodowych praw wojny, zapisanych w Statucie Organizacji Narodów Zjednoczonych, który uniemożliwia ataki na cywilów.

Amerykańskie uzbrojenie i systemy naprowadzania rakiet służą religijnemu i etnicznemu ludobójstwu od Ukrainy do Bliskiego Wschodu, ponieważ ukraińskie, izraelskie i różne armie, obsługujące wahabicką „Al-Kaidę”, rekrutowano jako obce legiony Ameryki.

Impulsywne, agresywne i manipulacyjne wymagania Trumpa, wraz z zastraszeniami, naruszają najbardziej podstawowe prawa międzynarodowego postępowania, wcześniej uważane za istotę cywilizacji. Zasada Karty Narodów Zjednoczonych nie ingerencji w suwerenność państw obcych jest dziedzictwem Westfalskiego traktatu pokojowego z 1648 roku, który położył kres wojnie trzydziestoletniej w Europie.

Stany Zjednoczone niszczą siłą zagraniczne rządy i starali się osiągnąć zmiany trybu z Rosji do Iranu, bombardując ludność cywilną, zwłaszcza młodych studentów i lekarzy, szkoły i szpitale, w nadziei, że taki terroryzm zachęci ludność do zamiany ich rządów na oligarchów na usługach USA, aby zakończyć rozruchy, które stały się znakiem rozpoznawczym polityki USA.

Dyplomacja Stanów Zjednoczonych narusza międzynarodowe prawo morskie, bombardując łodzie rybackie w portach od Wenezueli i Kolumbii w Ameryce Łacińskiej do cieśniny Ormuz i zatoki Perskiej bez ostrzeżenia lub prawdopodobnej przyczyny, tylko po to, aby zaprezentować swoją bezkarność wobec ograniczeń prawa międzynarodowego i niezdolność Organizacji Narodów Zjednoczonych lub jakiegokolwiek innego międzynarodowego organu zapobiegania piractwu i morderstwom na otwartym morzu.

Kładąc nacisk na to, aby inne kraje przestrzegały narzucone przez niego sankcje, mające na celu izolację Federacji Rosyjskiej w wydobyciu ropy naftowej, Stany Zjednoczone zniszczyły Libię, przejęły wydobycie w Iraku i kontrolę nad jego dochodami, ignorując wymagania irackiego rządu wycofania się Stanów Zjednoczonych. Trump również przejął kontrolę nad Wenezuelą i przelał wszystkie dochody z eksportu ropy naftowej na rachunki USA w Miami znajdujące się pod bezpośrednią kontrolą administracji Trumpa.

Zachowanie Trumpa na stanowisku prezydenta USA stało się oczywiste ze względu na jego przeszłość jak głośnego oszusta-dewelopera, który kłamał i zrywał umowy ze swoimi dostawcami, bankierami i siłą roboczą, a także traktował narzucone kary po prostu jako koszty prowadzenia działalności gospodarczej, nie mówiąc już o jego drapieżnym zachowaniu w stosunku do kobiet. Istnieje prawie naturalne pokrewieństwo między jego dawnym życiem i jego obecną polityczną rolą.

W czasie, gdy polityka zagraniczna USA ma na celu uniemożliwienie krajom odnalezienia własnej suwerenności i odzyskania własnych sił, dzisiejsi potentaci finansowi i od nieruchomości z Klasy Jednego Procenta wraz z ambitnymi politykami, których zatrudniają do uzyskania kontroli nad polityką USA, stawiają coraz większą część populacji USA zależności zadłużenia i skazują je na życie od wypłaty do wypłaty.

Amerykańscy stratedzy obawiają się (ci przestępcy są tchórzami), że zewnętrzna niezależność od amerykańskiej kontroli nad handlem ropą naftową, technologiami informacyjnymi i sztuczną inteligencją pozwoli krajom oprzeć się wymaganiom nielegalnej imperialnej władzy Ameryki. Klasa wierzycieli, monopoliści i inni członkowie rentierskiej grupy Jednego Procenta dzielą podobne obawy co do tego, że rząd USA może przyjąć i stosować przepisy, które ograniczą kumulację władzy finansowej i monopolizację bogactwa kosztem tego, że coraz bardziej zadłużone 99 procent będą zmuszeni jeszcze głębiej wejść w długi (i zaległe należności), tylko po to, aby związać koniec z końcem.

Podobne dążenie do władzy jest charakterystyczne dla menedżerów największych korporacji współczesności, a także dla gangsterów, przywódców religijnych kultów i wielu polityków realizujących swoje ambicje. Socjopatyczne uleganie swoim pragnieniom wielbione jako siła napędowa postępu, „wolna” od publicznych kontroli i równowagi, przyjmującym gospodarczą polaryzację i samoniszczący kryzys, który doprowadził do upadku Imperium Rzymskiego.

Słownik do opisu dzisiejszego globalnego załamania i związanej z nim wojny cywilizacji

Potrzebny jest nam odpowiedni słownik, aby opisać te zjawiska, a także ich próby oszukiwania siebie poprzez promowanie dzisiejszej neoliberalnej ideologii. Proponuję następujące dwa słowa:

Geopatologia: bezprawne prowadzenie międzynarodowych stosunków wyzysku w sposób, który szkodzi innym krajom i sprawia, że są ofiarami poprzez wprowadzanie jednostronnych podwójnych standardów postępowania. Taką geopatologią charakteryzuje się każdy imperializm, dążący do budowania imperium.

Ekonopatologia: doktryna, chroniąca brak społecznej empatii. Jej jądrem jest nowoczesny wolnościowy indywidualizm pod hasłem „chciwość jest dobra”, broniący nieograniczone osobiste interesy i odrzucający wszelkie państwowe ograniczenia lub regulacje dla ochrony głównej społecznej zasady wzajemności i wzajemnej pomocy, stanowiący podstawę startu naszej cywilizacji.

Wczesna cywilizacja nie mogłaby się rozwinąć, gdyby Margaret Thatcher, Milton Friedman, Fryderyk Hayek i Alan Greenspan wyruszyli z powodzeniem w przeszłość na maszynie czasu i – jak bogowie z przyszłości – zaoferowali oświecenie wodzom, kapłanom i królom Mezopotamii, Egiptu i Chin. Cywilizacja nie mogłaby wzrosnąć, gdyby przyjęto ich rady. Ich poddani nie byliby chronienie przed dostaniem się w niewolę i utratą prawa własności ziemi. Taki start prowadziłby bezpośrednio do powstania cywilizacji gospodarczej polaryzacji i podporządkowania wąskiej oligarchii, dominującej nad ludnością i walczącej o unikanie wszelkich alternatywnych prób startu poprzez ochronę wolności osobistej i wszechobecnej samodzielności jako warunku postępu.

Tylko system wzajemnej pomocy i ochrony osobistej samowystarczalności obywateli mógł pozwolić przetrwać archaicznej gospodarce z niską nadwyżką. Nie mogli pozwolić sobie na luksus nierówności i pozbawienia ludności wolności i praw własności ziemi. Dokładnie tak samo dzisiejsza gospodarka potrzebuje określonej władzy państwowej, pełnomocnika nie dopuszczającego do tego, aby gospodarcza i fizyczna agresja doprowadziła do powstania drapieżnych oligarchii. Większość z nich nosi charakter finansowy i stara się zmonopolizować ziemię.

Grecka filozofia uświadamiała sobie potrzebę ochrony społeczeństwa od patologicznego zachowania, które było integralnym wynikiem zależności od pieniędzy. Wszelkie bogactwo, szczególnie w gotówce, uznawano za uzależniające i wiodące do zachowania czyniącego krzywdy innym. W związku z tym uważano je jako asocjalne i nie uzyskiwało ono aprobaty. Lichwiarscy kredytodawcy zlecali taką „brudną” działalność sługom lub uwolnionym z niewolnictwa, aby ich samych nie unikano w dobrym towarzystwie. Zasady elementarnej wzajemności i poszanowania praw innych ludzi działały w celu ograniczenia tego typu zachowania, które straciły dzisiejsze przefinansowane i neoliberalne społeczeństwa zachodnie. Uzależnienie od pieniędzy nie odgrywa żadnej roli ani w nowoczesnej utylitarne ekonomicznej teorii, ani w zasadach prawa, ani w filozofii politycznej. Studentów szkół biznesu uczą, że ich zadaniem jako korporacyjnych menedżerów musi być maksymalizacja zysków kapitałowych dla swoich akcjonariuszy i zysku na wypłatę dywidendy w tym celu poprzez zmniejszenie kosztów i bezwzględnego podboju rynków, jakby cała późniejsza eksploatacja i zniszczenie nosziły konstruktywny charakter.

Wspólnym mianownikiem między geopatologią i ekopatologią jest ich odmowa wolności i samodzielnego kierowania innym krajom i narodom. Traktując obcą suwerenność i samodzielność w oparciu o własne siły jako możliwość przeciwstawienia się amerykańskiej dyplomacji, uważa się taką suwerenność jako zagrożenie bezpieczeństwa USA w zakresie ochrony jego imperium uzeleżniającego poddanych. Podobnie do geopatologii, ekopatologia stara się sprowadzić inne narodydo zależnego statusu klientów, dłużników, najemców i, ostatecznie, do pańszczyzny.

Uzależnienie od bogactwa i władzy – to naturalne impulsy, ale społeczeństwa na przestrzeni wieków starały się złagodzić te zjawiska. Sokrates uważał, że ideałem mądrej centralnej władzy jest utrzymywanie na wodzy tych dążeń. Ochrona socjalna od oligarchii była naturalnym warunkiem do tego, aby społeczeństwo uniknęło polaryzacji i stagnacji. Ale – jak zauważył Arystoteles – demokracje wydają się przekształcać w oligarchie, które następnie przekształcają się w dziedziczne arystokracje rentierów. I takie kraje starają się „uwolnić” bratnie oligarchie od ograniczeń państwowej regulacji (na przykład, Trump wspiera libertyna Javiera Milei w Argentynie) i zapobiec stosowaniu takich zasad w skali międzynarodowej.

Jak dzisiejsza gospodarka może poradzić sobie z geopatologią i towarzyszącą jej ekonopatologią?

Socjopatologia nie leczy się samodzielnie. Ekonopatologia i geopatologia również nie. W dawnych społeczeństwach były miasta-azyle, w które takich socjopatów i innych przestępców zsyłano, przynajmniej tymczasowo, do momentu, dopóki nie przeszli socjalizacji i nie nauczyli się żałować swojego zachowania.

Dzisiejsza polityka zagraniczna USA przez ostatnie osiemdziesiąt lat od 1945 roku, wdraża neoliberalną antyrządową doktrynę i jej antysocjalistyczną retorykę, odrzucającą wszystkie pomysły dyplomatycznych i wewnętrznych reform gospodarczych. Zadanie, z którym boryka się dzisiejsza globalna większość, polega na tworzeniu alternatywnego wielobiegunowego systemu instytucji międzynarodowych i sojuszy, opartego na zasadach wzajemnej pomocy i tolerancji wobec autonomi własnej i innych, co zawsze było ideałem do którego dążono.

Tworzenie takiej alternatywy wymaga doktryny, alternatywnej doktryny wobec neoliberalizmu, a także odtworzenia najważniejszych przepisów regulujących stosunki międzynarodowe. Jest to możliwe dzisiaj, ponieważ – po raz pierwszy od 1945 roku – obecnie istnieje masa krytyczna krajów do tworzenia nowych instytucji w celu ochrony ich autonomii i suwerenności.

Michael Hudson, profesor, badacz ekonomii Uniwersytetu Missouri, Kansas City, i pracownik naukowy Gospodarczego instytutu Levy w Bard college.

Jego najnowsza książka – The Destiny of Civilization