Dylematy mordercy. „A nas wystarczy trzech”. MEM-y I.

——————————–

——————————————————-

—————————————-

———————————-

————————————————————–

——————————

————————————

————————————————

————————————————–

————————————————————-

Czy Perfidny Albion zostanie uderzony?

Czy Perfidny Albion zostanie uderzony?

Ryszard Kulczyński

Jeżeli to nastąpi, będzie logiczną konsekwencją, ponieważ NATO popycha Rosję w kierunku odpowiedzi, która przeraża.

MOSKOVSKOJE VREMIA, rosyjska telewizja państwowa: „Aby powstrzymać Europę, będziemy musieli użyć broni jądrowej”

Rosyjskie państwowe programy telewizyjne doniosły, że konwencjonalna wojna z Europą nie jest wykonalna i że potrzebna będzie broń jądrowa.

W programie „Vremya Pokazhet”, dyrektor Narodowego Funduszu Bezpieczeństwa Energetycznego Konstantin Simonov powiedział, że Europa przewyższa Rosję demograficznie, technologicznie i ekonomicznie, dodając: „Nie możemy prowadzić z nią konwencjonalnej wojny. Aby powstrzymać Europę, będziemy musieli użyć broni nuklearnej.” Podobna retoryka nuklearna krążyła w Rosji-1 obok grafiki mapy Wielkiej Brytanii.

Ma to miejsce tuż po wizycie dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie i doniesieniach, powołujących się na źródła bliskie Kremlowi, o wznowionej dyskusji na temat taktycznych opcji nuklearnych.

Inwazja na Kursk nie była operacją ukraińską, to był atak NATO, potwierdzony danymi satelitarnymi w czasie rzeczywistym. Wywiad AI zbierający informacje z sieci cyfrowej i mobilnej pokazujące dokładnie, gdzie stacjonowały wojska rosyjskie. Specjalni agenci NATO i siły ukraińskie poprowadzone w głąb terytorium Rosji dzięki technologii i planowaniu, którego Ukraina nie posiada.

To czerwona linia, której ludzie, którzy przeżyli lata 60-te i 70-te, nigdy nie rozważyliby aby ją przekroczyć: operacje NATO wewnątrz Rosji. Nie trening, ale aktywna koordynacja wywiadowcza dla inwazji naziemnej.

Siły ukraińskie po tym najeździe zabiły cywilów: kolejna czerwona linia przekroczona.

Następnie: drony z ładunkami wybuchowymi rozmieszczone na ciężarówkach zaatakowały rosyjskie bazy bombowców nuklearnych. To było uderzenie w strategiczne siły odstraszające zaprojektowane, aby zapobiec dokładnie tego rodzaju eskalacji.

Każdy krok jest obliczony, każda linia celowo przekroczona. Oto, co sprawia, że jest to niebezpieczne: Zachód wie, że Rosja nie chce wojny nuklearnej. Rosja nigdy nie planowała globalnego konfliktu. Zareagowali na trajektorię członkostwa Ukrainy w NATO, ponieważ ich bezpieczeństwo tego wymaga. Nie dlatego, że chcą III Wojny Światowej.

NATO stoi w obliczu nieuniknionej nieistotności. Ten agresywny sojusz potrzebuje celu, wroga i eskalacji, aby uzasadnić swoje istnienie i nadęte budżety.

Oto sprzeczność w zachodnich mediach: „Rosja jest zbyt słaba, aby osiągnąć postępy na polu bitwy”. Po czym mówią: „Rosja jest egzystencjalnym zagrożeniem, które może zaatakować Europę każdego dnia”.

Oba stwierdzenia nie mogą być równocześnie prawdziwe. Ale oba służą temu samemu celowi.
Chcą, aby Rosja wyglądała na wystarczająco słabą, aby ciągłe popychanie Rosji wydawało się bezpieczne. Jednocześnie chcą sprawić wrażenie, że Rosja wygląda na wystarczająco groźną, że ogromne wydatki wojskowe pozostają uzasadnione.

Strategia jest jasna: trzeba popchnąć Rosję do odwetu. Przekroczyć wystarczająco dużo czerwonych linii, aby Moskwa musiała odpowiedzieć tym, co NATO może nazwać eskalacją. Następnie użyć tej odpowiedzi, aby przestawić zachodnie gospodarki na pozycję wojenną, co byłoby niemożliwe za pomocą normalnych środków. Zadłużenie jest zbyt wysokie. Infrastruktura jest zbyt zepsuta. Systemy polityczne są zbyt rozproszone.

Perspektywa nieograniczonej grabieży zasobów naturalnych

Wojna z dużą wypłatą na końcu rozwiązuje wszystko. Wymazuje dług. Odbudowuje przemysł. Jednoczy podzielone populacje. Spodziewany dostęp do rosyjskich zasobów sprawia, że wszystko jest tego warte.

To jest hazard. Naciskaj na potęgę nuklearną, aż pęknie. Następnie użyj jej odpowiedzi, aby uzasadnić to, co i tak chciałeś zrobić.

Ten hazard przeraża bardziej niż cokolwiek, co uważny obserwator widział od 25 lat.

Śpiewać każdy może

Śpiewać każdy może

29.08.2026 Staniasław Michalkiewicz prawy

„Od polityki uciec niepodobna” – twierdziła Anna Bojarska, która studiowała na Studium Dziennikarskim UW rok wyżej ode mnie. To ta sama Anna Bojarska, której mąż jechał kiedyś samochodem przez Bawarię i zabrał po drodze autostopowicza Niemca.

Jadą, jadą, aż tu nagle przy drodze ukazał się drogowskaz z napisem „Dachau”. – A, to ten obóz koncentracyjny, chwilowo nieczynny – zauważył mąż pani Bojarskiej. Niemiec popatrzył na niego uważnie i zapytał: dlaczego powiedział pan: chwilowo?

Kiedy napisałem o „chwilowo nieczynnym” obozie w Auszwicu, podniósł się klangor, a zawodowy katolik, pan red. Tomasz Terlikowski tak się tym przejął, że nie tylko pobiegł wypłakać się w „Gazecie Wyborczej”, ale nawet zadeklarował „zerwanie” ze mną współpracy, chociaż ja z nim, ani z poświęconym portalem „Fronda”, którym wtedy kierował, żadnej „współpracy” nie nawiązywałem.

W odpowiedzi na tę jego deklarację, współpracę z nim zerwał, tym razem naprawdę, Grzegorz Braun. Jak się okazało – słusznie – bo pan red. Tomasz Terlikowski zaczął się bisurmanić, najpierw w postępowych rozgłośniach radiowych, a kiedy się okazało, że wcale się nie strefił, to poszedł na całość i doszlusował do Judenratu wydającego „Gazetę Wyborczą”. Wracając do „chwilowo nieczynnego” obozu koncentracyjnego w Auszwicu, to disons franchement, nie bardzo rozumiem, co właściwie tak pana red. Terlikowskiego wzburzyło emocjonalnie, że aż z płaczu musiał go utulać sam pan red. Michnik. Czy uważa, że to źle, że obóz w Auszwicu jest nieczynny, czy też – że tylko „chwilowo”?

Jeśli te przypuszczenia byłyby prawdziwe, to już wkrótce ta sytuacja może się zmienić. Oto podczas obchodów rocznicy proklamowania niepodległości Ukrainy obywatel Żurek Waldemar zameldował posłusznie prezydentowi Zełeńskiemu, a jednocześnie pochwalił się, że w naszym nieszczęśliwym kraju utworzył 100-osobową watahę prokuratorów, którzy nic – tylko będą ścigać „przestępstwa z nienawiści”. Materia tych przestępstw może okazać się szarsza, niż by się wydawało na pierwszy rzut oka, bo z tej samej okazji pan Jan Maria Rokita w „Gazecie Wyborczej” wyjaśnił, że Ukrainę „musimy” kochać taką, jaka jest, a więc nawet „banderowską”, „autorytarną” i „skorumpowaną”.

Skoro taki jest rozkaz, to nie ma rady; każde odstępstwo od niego można, a nawet trzeba będzie a contrario uznać za przejaw nienawiści – a nienawiść – wiadomo: musi być powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona. A ponieważ nienawiść nie unosi się w powietrzu, tylko jest wytwarzana przez nienawistników, to jest sprawą oczywistą, że wspomniana 100-osobowa wataha prokuratorów będzie tropiła nienawistników, a następnie – no właśnie; co dalej z nimi zrobi? Z pewnością okaże się ich tylu, że rachunek ekonomiczny podpowie, by zamiast budować nowe więzienia, uruchomić ponownie chwilowo nieczynne obozy koncentracyjne – oczywiście po uprzednim przywróceniu wszystkich urządzeń tworzących ich infrastrukturę, no i oczywiście – skompletowaniu załogi, uprzednio przeszkolonej w Trawnikach koło Lublina. Jestem pewien, że taka załoga, czy takie załogi byłyby z natury rzeczy odpowiednio zmotywowane, więc uruchomione ponownie obozy koncentracyjne na pewno spełniłyby swoją funkcję prewencyjną.

Wszystko to może rozstrzygnąć się znacznie szybciej, niż myślimy, bo czyż w przeciwnym razie szef CIA fatygowałby się osobiście do Moskwy, gdyby nie musiał uzgadniać z Rosjanami jakichś istotnych szczegółów? Gdyby chciał tylko przestrzec Putina przed knuciem przeciwko państwom NATO, to mógłby to zrobić przez telefon: „wiecie, rozumiecie, Putin; my wiemy, że knujecie przeciwko państwom NATO, na przykład – przeciwko mocarstwom bałtyckim. Ja was tedy, Putin, ostrzegam: wy nic nie knujcie, bo inaczej z wami będzie brzydka sprawa”.

Na przykład prezydent Donald Trump przyłączyłby do Stanów Zjednoczonych nie tylko cieśninę Ormuz, ale całą Rosję. Czy zakończyłoby to wojnę na Ukrainie? Tego, ma się rozumieć, nikt nie wie. Pewne wydaje się tylko jedno – że w takiej sytuacji Ukraina nie miałaby przyzwolenia na atakowanie celów w głębi Rosji. Z punktu widzenia Kremla, to już byłoby coś – a zatem misja szefa CIA w Moskwie otwiera przez światową polityką niezwykle szerokie perspektywy. A gdyby prezydent Trump przyłączył do USA również Ukrainę, to wtedy zniknąłby wszelki powód do wojny. Okazuje się, że sprawiedliwy pokój jest w zasięgu ręki – chyba, że sprzeciwiłby się temu prezydent Zełeński w obawie, że musiałby wtedy przeprowadzić na Ukrainie wybory, jakich daremnie domaga się zdymisjonowany minister obrony Fedorow.

A cóż dopiero mówić o sprawach wewnętrznych naszego nieszczęśliwego kraju? Jak wielokrotnie pisałem i mówiłem, uprawianie prawdziwej polityki nasi Umiłowani Przywódcy obydwu obrządków mają od Naszych Sojuszników surowo zakazane, toteż wetują to sobie igrzyskami – na przykład otwarciem sezonu łowieckiego mimo że złota jesień dopiero nadchodzi. Przekłada się to na sytuację społeczną.

Za pierwszej komuny pod koniec lata sezonu łowieckiego nikt nie otwierał, nawet w 1980 roku, kiedy wydawał się on nieuchronny. Sezon łowiecki został jednak otwarty z opóźnieniem, dopiero 13 grudnia 1981 roku i dopiero wtedy w naszym nieszczęśliwym kraju rozbrzmiała na cały regulator pieśń myśliwska: „Pojedziemy na łów, na łów, towarzyszu mój!” Dzisiaj sezon łowiecki rozpoczął się od wypchnięcia na linię strzału prezesa PKOL, pana Radosława Piesiewicza, a przecież nagonka, której przewodzi obywatel Żurek Waldemar, dopiero ruszyła.

Toteż nic dziwnego, że festiwal piosenki w Sopocie o nagrodę Bursztynowego Słowika, który za komuny sprawiał, iż ulice miast pustoszały, a szyby w oknach były „niebieskie od telewizorów”, dzisiaj, owszem, budzi zainteresowanie, ale – powiedzmy sobie szczerze – raczej umiarkowane. Może gdyby śpiewał tam Skolim, co to ma wziąć udział w imprezie u pana prezydenta Nawrockiego, to co innego, bo on śpiewa takie piosenki, których inni artyści zabraniają swoim dzieciom słuchać, a wiadomo, że dzieci powinny słuchać tylko piosenek zatwierdzonych przez zwierzchność, to znaczy – Wielce Czcigodną Nowacką Barbarę, a w ostateczności – Wielce Czcigodną Kotulę Katarzynę.

Ale wszystko ma swoje konsekwencje i dlatego większość społeczeństwa woli słuchać tego, co tam pod dyrekcją Wielce Czcigodnego Giertycha Romana śpiewa przed prokuraturą pan Przemysła Kral, niż tego, co w Operze Leśnej wyśpiewuje, dajmy na to, Margaret.

Stanisław Michalkiewicz

Kto ma władzę nad znaczeniem słów ten rządzi myślą, mową i uczynkiem

Kto ma władzę nad znaczeniem słów ten rządzi myślą, mową i uczynkiem

Autor: CzarnaLimuzyna , 29 sierpnia 2026

Dlaczego Polacy utracili rozum?

Temat ważny i naglący, a dysfunkcja dotyczy nie tylko Polaków, ale jest również dotkliwą bolączką całej ludzkości, idącą w parze z utratą moralnej busoli.

Niektórzy wyjaśniając skrótowo to zjawisko, mówią „Utrata Boga powoduje utratę rozumu”. Nie obejmuje to wszystkich przypadków, bo diabeł i pewna część jego akolitów utraciwszy Boga, nie straciła, szczególnie diabeł, inteligencji. Chyba że zróżnicujemy inteligencję z najwyższym przejawem rozumu czyli mądrością, która według św. Tomasza z Akwinu jest widzeniem świata z perspektywy celu ostatecznego i najważniejszego, jakim jest Bóg.

Okazuje się jednak, że i bez wiary można osiągnąć wysoki stopień mądrości. Przykładem jest niewierzący Bogusław Wolniewicz, który za pomocą logiki oddzielał fakty od złudzeń, którym ulegają głupcy.

Ze swojej brzytwy robią użytek cybernetycy wskazując tylko na jedną i tę samą – wspólną przyczynę zła i głupoty twierdząc, że są one (zło i głupota) konsekwencją braku lub zniekształcenia danych (informacji). W ten sposób redukują przyczynę jedynie do braku informacji.

Cybernetycy postrzegani przez swoich apologetów jako współcześni mistrzowie oświeconych umysłów osiągnęli jedynie poziom Sokratesa, który twierdził, że wystarczy znać dobro, aby je wybrać. Wiemy już, że nie odnosi się to do całej ludzkości. Wielu wybiera zło z powodu zła.

Cybernetycy wskazują, że przyczyna – błąd wejścia oznacza błąd wyjścia czyli wprowadzenie fałszywej informacji powoduje konsekwencję fałszywej reakcji – skutku w postaci fałszywych wyborów pomiędzy dobrem a złem oraz kłamstwem a prawdą.

Pokaż mi swój algorytm, a powiem ci kim jesteś czyli klatka dla Polaków

Gdybym oglądał telewizję, zniszczyłaby mi ona mózg. Jako filozof nie mogę ryzykować” – Tak mniej więcej brzmiały słowa ks. prof. Tadeusza Guza, które swego czasu usłyszałem. Chodzi oczywiście o media uprawiające propagandę, które stanowią w Polsce dominującą większość.

Słowa „gdybym oglądał telewizję…” wydały mi się wówczas przesadą, ale dziś, mając osobisty kontakt z katolikami, którzy nie stronią od tradycyjnej telewizji i mediów społecznościowych, wiem, że są prawdziwe.

To od wierzącej i praktykującej katoliczki, głosującej na Trzaskowskiego (!), usłyszałem, na własne uszy powszechnie używane przez lewactwo wyrażenia: Polacy też gwałcom oraz skrajna prawica. Po zadaniu pytania czym jest owa skrajna prawica usłyszałem: to ci, którzy nie szanują innych z powodu koloru ich skóry. Temat rozmowy obejmował swoim zasięgiem masowe napady i gwałty dokonywane również na dzieciach przez tzw. migrantów na zachodzie, szczególnie w Potwornej Brytanii.

Nazywanie rasistami ludzi, którzy nie życzą sobie intruzów z innej cywilizacji we własnym kraju jest częstym zabiegiem antypolskiej propagandy manipulującej znaczeniem słów i ich desygnatami. W przypadku mojej znajomej nie chodziło o jej złe intencję, bo ich nie ma, lecz właśnie o to, co jest nazywane, w zależności od stopnia dysfunkcji, ignorancją lub głupotą skostniałą z powodu poznawczej inercji.

Kto ma władzę nad znaczeniem słów ten rządzi myślą, mową i uczynkiem

Więcej na ten temat napisałem we wpisie: Antydiabelstwo i ksenofobia, wyrażając w nim rozczarowanie również i normalnymi – konserwatywnymi liderami opinii publicznej – komentatorami polskiej rzeczywistości, rzeczywistości, której ster trzymają, po raz kolejny w dziejach, wyznawcy totalitaryzmu.

Budanow niechcący ujawnił skalę strat Ukrainy w wojnie

Budanow niechcący ujawnił skalę strat Ukrainy w wojnie

Ukraińskie władze przyznały właśnie coś, co może mieć znacznie większe znaczenie dla oceny sytuacji na froncie, niż wynikałoby to z samego brzmienia komunikatu. Kyryło Budanow, szef Biura Prezydenta Ukrainy i jeden z najważniejszych przedstawicieli ukraińskich władz, powiedział, że Ukraina nie może mobilizować mniej niż 30 tysięcy ludzi miesięcznie, ponieważ jest to „minimalna liczba niezbędna do utrzymania tego, co jest”.

Innymi słowy przyznał, że mniej więcej tyle właśnie wynoszą miesięczne straty w personelu. To spora różnica z oficjalnie deklarowanymi przez kijowską propagandę liczbami.

Budanow niechcący ujawnił skalę strat Ukrainy w wojnie. Według tego przedstawiciela władz w Kijowie napływ 30 tysięcy nowych ludzi miesięcznie nie jest liczbą pozwalającą na rozbudowę armii, przygotowanie wielkiej ofensywy czy zwiększenie jej potencjału, lecz absolutnym minimum potrzebnym do utrzymania obecnego stanu na froncie. Ta wypowiedź jest niezwykle istotna, ponieważ zmusza do postawienia pytania, dlaczego armia ukraińska potrzebuje tak ogromnego, stałego dopływu nowych ludzi.

Jeżeli 30 tys. rekrutów miesięcznie stanowi jedynie poziom konieczny do utrzymania obecnych pozycji, oznacza to, że w tym samym czasie ukraińskie siły zbrojne tracą możliwość wykorzystywania porównywalnej liczby ludzi w dotychczasowych rolach. Nie oznacza to automatycznie, że dokładnie 30 tysięcy żołnierzy miesięcznie ginie na froncie, ponieważ część personelu może wypadać ze służby wskutek ran, chorób, wyczerpania, przeniesienia do innych zadań, zakończenia służby czy innych przyczyn, jednak sama skala koniecznego uzupełniania armii pokazuje, że jej miesięczne zapotrzebowanie na nowy personel jest ogromne.

Co więcej, Budanow nie mówił o wyjątkowym zapotrzebowaniu związanym z przygotowaniem konkretnej operacji wojskowej, lecz o stałym minimum. To właśnie ten element jego wypowiedzi powinien zwrócić szczególną uwagę, ponieważ oznacza, że ukraińska armia potrzebuje dziesiątek tysięcy nowych ludzi nie po to, by stać się liczniejsza, ale po to, by nie stać się słabsza. Przy utrzymaniu takiego poziomu mobilizacji mówimy o setkach tysięcy ludzi w skali roku, a więc o liczbach powoli przekraczających potencjał ludzki państwa prowadzącego już od kilku lat wyniszczającą wojnę.

W tym miejscu pojawia się zasadniczy problem z narracją dotyczącą ukraińskich strat, która przez znaczną część wojny była przedstawiana opinii publicznej w sposób sugerujący, że armia ukraińska ponosi stosunkowo niewielkie straty. W przekazach propagandowych i medialnych wielokrotnie eksponowano ogromne rosyjskie straty, podczas gdy informacje dotyczące strat ukraińskich były znacznie bardziej ograniczone, a ich rzeczywista skala pozostawała przedmiotem sporów i spekulacji.

Najnowsza deklaracja przedstawiciela władz w Kijowie pokazuje, że problem ukraińskich zasobów ludzkich jest znacznie poważniejszy, niż można byłoby sądzić na podstawie takich przekazów. Armia, która rzeczywiście ponosiłaby jedynie minimalne straty, nie powinna potrzebować stałego dopływu co najmniej 30 tysięcy nowych ludzi każdego miesiąca tylko po to, aby utrzymać istniejącą sytuację. Tak ogromne zapotrzebowanie kadrowe musi mieć swoją przyczynę, a najbardziej oczywistą jest stałe zużywanie potencjału osobowego przez działania wojenne – liczbę zabitych i rannych oraz dezerterów.

Skoro 30 tysięcy nowych ludzi miesięcznie jest według ukraińskich władz absolutnym minimum koniecznym do utrzymania obecnego stanu, to ukraińskie siły zbrojne muszą każdego miesiąca kompensować olbrzymi odpływ personelu. Nawet jeżeli część tego odpływu nie wynika bezpośrednio ze śmierci lub ranienia żołnierzy, nie sposób poważnie twierdzić, że mamy do czynienia z armią ponoszącą jedynie symboliczne czy marginalne straty osobowe.

Warto również zwrócić uwagę na kontekst, w którym Budanow wypowiedział te słowa. Jego zdaniem sama zmiana sposobu prowadzenia mobilizacji nie zmieni zasadniczego problemu, ponieważ zapotrzebowanie ilościowe pozostanie takie samo. Jednocześnie ukraińskie władze przyznają, że istnieją problemy społeczne związane z mobilizacją, w tym przypadki bezprawnego lub przymusowego wcielania ludzi do wojska, z którymi państwo powinno walczyć.

Nie jest to obraz sytuacji charakterystyczny dla państwa, które dysponuje niewyczerpanymi zasobami ludzkimi i wygrywa wojnę. Przeciwnie, kolejne działania ukraińskich władz pokazują, że kwestia personelu staje się jednym z najpoważniejszych ograniczeń zdolności do prowadzenia wojny. Problem nie polega już wyłącznie na tym, ile broni, amunicji czy sprzętu można dostarczyć na front, lecz również na tym, ilu ludzi można jeszcze skierować do jednostek, które muszą utrzymywać linię walki.

Deklaracja Budanowa jest istotna również z innego powodu. Pokazuje bowiem, że rzeczywiste koszty wojny po stronie ukraińskiej są znacznie większe, niż można byłoby wywnioskować z oficjalnego przekazu propagandowego dotyczącego strat. Przez lata społeczeństwa zachodnie otrzymywały przede wszystkim informacje o stratach rosyjskich, podczas gdy straty ukraińskie pozostawały znacznie mniej przejrzyste. Teraz jeden z najważniejszych urzędników państwa ukraińskiego mówi o zapotrzebowaniu, którego nie da się pogodzić z obrazem wojny, w której ukraińskie straty miałyby być niewielkie.

Wypowiedź Budanowa można uznać za jedno z bardziej znaczących demaskacji kondycji ukraińskiej armii. Pokazuje, że Ukraina potrzebuje stałego dopływu ogromnej liczby nowych ludzi, ponieważ obecny zasób osobowy nie wystarcza do utrzymania działań wojennych bez ciągłego uzupełniania. Stoi w wyraźnej sprzeczności z obrazem wojny, w którym ukraińskie straty miałyby być minimalne, a problem niedoboru żołnierzy miałby wynikać przede wszystkim z niechęci społeczeństwa do mobilizacji.

W rzeczywistości jedno i drugie jest ze sobą bezpośrednio związane. Im większe jest zużycie ludzkiego potencjału armii, tym większa musi być mobilizacja, a im większa staje się mobilizacja, tym trudniej władzom przekonać społeczeństwo, że koszty prowadzonej wojny pozostają niewielkie. Dzisiejsze słowa Budanowa są więc przede wszystkim świadectwem tego, że problem ukraińskich strat osobowych i niedoboru ludzi osiągnął skalę, której nie można już łatwo ukryć za pozytywnymi komunikatami o sytuacji na froncie.

„Kto pierwszy w nas rozpoznał: kto wrogów, kto przyjaciół”

„Kto pierwszy w nas rozpoznał: kto wrogów, kto przyjaciół”

prof. Witold Modzelewski

Jak można skutecznie znokautować nas intelektualnie, pozbawiając zdolności rozumienia własnych interesów?

Wiemy od dawna: po pierwsze trzeba nas przekonać, że świat, w którym rządzą cudze interesy, jest uporządkowany i bezpieczny, a każda jego zmiana dla naszego dobra przyniesie chaos. Po drugie, trzeba nam narzucić kryteria racjonalności, które uzasadniają prymat i chronią cudze interesy; zgodnie z tą logiką wszelkie działania w naszym interesie są „absurdalne” i „nie mieszczą się w (racjonalnej) głowie”.

Przypomnienie tych dwóch, wydaje się oczywistych reguł, które wprost formułowali np. niemieccy politycy w czasie, gdy tworzyli atrapę polskiej państwowości w 1916 roku (Akt Dwóch Cesarzy), ma sens, zwłaszcza dziś. Wmówiono nam, że każda, nawet najbardziej absurdalna wersja urządzenia tej części świata przez wyimaginowany „Zachód” jest dla nas „bezpieczna” i jest to jedyny dobry wariant. Wmówiono nam również, że mamy przejmować wszystkie jak leci wzorce „europejskie” i „atlantyckie”, a nasz ewentualny sprzeciw w imię obrony naszych interesów jest „bez sensu”: gorzej – jest nawet „zdradą” i „wpisywaniem się w kremlowską propagandę”.

Przykładów jest aż nadto, więc tylko wspomnę: narzucono nam zasady „dekarbonizacji”, czyli scenariusz zniszczenia naszej energetyki; harmonizację prawa podatkowego, czyli destrukcję systemu fiskalnego; oraz „politykę migracyjną” Unii Europejskiej, czyli powolne, ale skuteczne zniszczenie pokoju społecznego. Przede wszystkim wmówiono nam, że świat, w którym obowiązują te wrogie zasady, jest dla nas „korzystny”.

Absurd? Oczywiście, ale my mamy w tym absurdzie czuć się „bezpiecznie” i bez szemrania godzić się, płacąc horrendalne ceny za nośniki energii, niszczyć swój przemysł oraz akceptować okradanie budżetu z naszych pieniędzy przy pomocy unijnej wersji VAT-u. Przecież są to działania wrogie, ale ich autorów mamy nazywać „sojusznikami”, a tym bardziej „przyjaciółmi”. Istotą mądrości jest umiejętność odróżnienia wrogów od przyjaciół.

Kiedyś, u zarania III RP, powstał ponadpartyjny konsensus na temat polityki zagranicznej, którą klasa polityczna łaskawie „wyjęła spod debaty politycznej”. Ich zdaniem „ciemny lud” nie ma nic do gadania na ten temat, bo oni wiedzą lepiej, że musimy bezwarunkowo i bez reszty „należeć do Zachodu” i np. za darmo pomagać „walczącej Ukrainie”, której idolami są „bohaterowie UPA”. Ten, kto a priori i bezwarunkowo podporządkuje się innym państwom (semper fidelis – „zawsze wierni”), nie nadaje się do jakiejkolwiek polityki, bo jej istotą jest możliwość manewru i groźba odwrócenia sojuszy. To wiedza podręcznikowa, której niedouczone „elity”, jak widać, nie posiadają.

Dziś już można w miarę otwarcie oceniać ich mizerne kompetencje, a przede wszystkim dziecinną naiwność w ocenie tzw. Zachodu. Przypominanie dziś ówczesnych wypowiedzi na temat „doskonałości” wszystkiego, co wymyślił ów Zachód, budzi już tylko zażenowanie. Nie będę litościwy i tylko wspomnę bzdury wypisywane w tasiemcowych wywiadach publikowanych swego czasu np. w „Gazecie Wyborczej” na temat „zalet unijnego VAT-u”: o masowych wyłudzeniach i oszustwach wtedy nie padło tam ani jedno słowo.

Czy owo aprioryczne podporządkowanie się, które daje drugiej stronie możliwość bezkarnej wrogości („widziały gały co brały”), wynikało tylko z głupoty, czy też naiwności? Nie będę drążyć tego tematu, bo mogłoby to nas doprowadzić do przygnębiających wniosków. Wszak już nie raz w przeszłości nasi polityczni aktywiści kierowali się zasadą „brać nie kwitować”. Ciekawe, czy pamiętamy, kto wypowiedział te słowa? Ale to było dawno, w czasach gdy „niepodległościowi” politycy kolaborowali z austriackim zaborcą. Dziś jest to oczywiście całkowicie niemożliwe.

prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2026)

Pustka państwa polskiego

Pustka państwa polskiego

Mateusz Piskorski

Żyjemy w czasach kontraktualizmu, czyli przekonania o tym, że państwo zawiera z obywatelami pewną umowę społeczną.

Współczesne państwo na tzw. Zachodzie, do którego przecież z dumą odnoszą się kolejni przedstawiciele polskiej klasy politycznej, opiera się właśnie na takim założeniu, za prekursora którego uchodzi jeden z fundatorów myśli liberalnej, John Locke. Jeśli zatem potraktujemy poważnie filozofię ustroju istniejącego w Polsce po 1989 roku, dojdziemy do wniosku, że działamy w ramach pewnej umowy, zresztą pisanej, bo określonej w Konstytucji. To ustawa zasadnicza stanowi przecież o naszych obowiązkach, ale też o tym, co należy nam się w zamian od państwa, które mamy uznawać za nasze.

Bankructwo owego państwa, przejawiające się w bardzo różnych sferach, każe jednak przypuszczać, że znajdujemy się na coraz szybszej drodze do jego delegitymizacji, czyli utraty wartości obecnej formuły państwowej w oczach obywateli. Oczywiście jakieś znaczenie może tu mieć wynikająca z historycznych doświadczeń mentalność Polaków, często w przeszłości, zasadnie bądź nie, uznających kolejne struktury władzy za wrogie sobie i polskim interesom.

Jak to wygląda współcześnie? Delegitymizacja państwa dokonywana przez klasę polityczną ma co najmniej trzy poziomy. Pierwszy poziom to reakcja na oczekiwania wobec nas ekstremalne, czyli liczenie przez władze warszawskie, że gotowi będziemy oddawać życie, zdrowie i mienie, by stawić czoła desygnowanemu przez nich wrogowi. Problem w tym, że nikt racjonalnie myślący w ich rozróżnienie przyjaciel – wróg dawno już nie wierzy. W efekcie rośnie liczba Polaków, która za to państwo w jego obecnej formule nie jest gotowa przelać nie tylko ani jednej kropli krwi, ale nawet ani jednej kropli potu i ani jednej złotówki. Poniżej 1/3 Polaków, według różnych przeprowadzanych w ostatnich latach sondaży, gotowa byłaby (deklaratywnie) zrealizować obowiązek obrony Ojczyzny w przypadku wybuchu wojny. To dość naturalne, bo Polacy zdają sobie sprawę z tego, czym wojna jest, mając ją pod nosem, za południowo-wschodnią granicą. Wiedzą, że na pewno nie jest ona cukierkowatą, kiczowatą przestrzenią „heroizmu”, jak przedstawiały ją pseudopatriotyczne produkty kultury masowej rodem z TVP, szczególnie za rządów PiS.

Po drugie, Polacy stają się przeciwnikami podatków i danin. Wcale nie dlatego, że przekonali się do tez głoszonych przez libertarian. Większość z nich gotowa byłaby do ponoszenia ciężarów fiskalnych, gdyby mogła liczyć w rewanżu na państwo i jego struktury. Jak jednak przekonać Polaków do płacenia składek na ubezpieczenie, jeśli służba zdrowia wygląda tak, jak wygląda? Jak uzasadnić im konieczność płacenia podatków w sytuacji, w której nie mogą od swojego państwa oczekiwać wywiązywania się z zobowiązań w dziedzinie polityki społecznej, czyli po prostu – realizowania zawartej z nami wszystkimi umowy społecznej? Dlatego rośnie i wzrastać będzie nadal sentyment antypodatkowy, wcale nie doktrynalny czy doktrynerski, lecz po prostu sytuacyjny i racjonalny.

Po trzecie, państwo polskie od lat już nie oferuje żadnego porywającego projektu na poziomie celów, nawet tych odległych i wyobrażonych. A to przecież właśnie rozmaite projekty i dalekosiężne cele, ubrane w szaty porywających idei, mobilizują nas do działania na rzecz jakiejś struktury życia zbiorowego. Nieprzypadkowo okazało się ostatnio, że w toczących się wojnach i konfliktach determinacja i motywacja ideologiczna wciąż mają znaczenie, nawet w obliczu przewagi technologicznej i ogniowej wroga (najlepszym przykładem jest tu Iran).

W tych okolicznościach Polak po prostu nie może być państwowcem – znów: w rozumieniu praktycznym, a nie pewnej wzniosłej i pewnie bliskiej sercom i umysłom wielu z nas idei państwa. Po prostu łamiąca wobec niego zobowiązania III RP jest coraz mniej uznawana za państwo „jego”, a coraz częściej postrzegana jako wrogi instrument „ich”. Będzie to w przyszłości duży problem dla nas wszystkich. Obecna pustka znaczeniowa i niewiarygodność kontraktowa państwa polskiego powodują bowiem, że dalszej erozji ulega w oczach naszego narodu państwowość jako taka.

Może to prowadzić na umysłowe bezdroża: albo do przekonania, że skoro państwo nie zdaje egzaminu, to trzeba zastąpić je inną, bardziej wiarygodną, przynajmniej na pierwszy rzut oka, strukturą (np. Unią Europejską); albo do myśli anarcho-libertariańskiej, w ogóle odrzucającej sensowność tworzenia projektów państwowych i poszukującej innych, często dość utopijnych form organizacji społecznej. Wszystko to „zawdzięczamy” tym, którzy od kilku już dekad w sposób całkowicie nieudolny próbują przekonywać nas do tego, że wymyślona przez nich [dla nich… md] konstrukcja jest państwem polskim.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2026)

Po ujawnieniu tajnych planów nuklearnych Pentagonu Trumpowi grozi wszczęcie procedury impeachmentu

Po ujawnieniu tajnych planów nuklearnych Pentagonu Trumpowi grozi wszczęcie procedury impeachmentu. Joe Kent omawia dalsze kroki z Tuckerem.

Tucker Carlson przeprowadził wywiad z Joe Kentem 28 sierpnia 2026 roku. Kent był dyrektorem Narodowego Centrum Antyterrorystycznego i, według jego własnych relacji, opuścił administrację Trumpa z powodu wojny iracko-irańskiej. Film nosi tytuł Impeachment wisi nad Trumpem po ujawnieniu planów nuklearnych Pentagonu: Joe Kent o tym, co dalej”. Carlson zabiera głos jako pierwszy, po czym następuje wywiad.

https://youtube.com/watch?v=9POOfL7fo7c%3Ffeature%3Doembed

Carlson: Wskazania na obniżający się próg nuklearny

Carlson zaczyna od tezy, że ludzki mózg odpiera możliwość katastrof. Świadkowie strzałów często mylą je z fajerwerkami, a pożar domu z przypalonym tostem. Wojna nuklearna jest zatem niewyobrażalna dla większości Amerykanów. Jednocześnie, argumentuje Carlson, pojawiają się coraz liczniejsze sygnały, że rządy ponownie rozważają ją jako opcję.

Jako dowód podaje następujące informacje:

  • Rosja zrewidowała swoją doktrynę nuklearną.
  • Stany Zjednoczone dokonują obecnie rewizji swojego prawa.
  • Izrael od dziesięcioleci grozi ofensywnym użyciem broni jądrowej.
  • Stany Zjednoczone i Izrael nie mają polityki „no-first use”.
  • Od 1945 roku broń jądrowa zapobiegła wojnie światowej, ponieważ nikt nie mógł jej wygrać. Sytuacja ulegnie zmianie, jeśli państwa zaczną myśleć o broni jądrowej, takiej jak artyleria czy pociski.

Według Carlsona, taktyczna broń jądrowa przeciwko Iranowi, w tym cele takie jak wyspa Kharg i góra Kilof, były omawiane w Pentagonie w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Stwierdził, że zaprezentowano slajdy na ten temat i uważa to za potwierdzone. Marjorie Taylor Greene wcześniej publicznie twierdziła, że ​​atak nuklearny na Iran jest omawiany na spotkaniach strategicznych. Biały Dom i Pentagon nie potwierdziły tego publicznie. Niezależnie, Elbridge Colby, podsekretarz obrony, ogłosił rewizję doktryny, mającą na celu zapewnienie prezydentowi „wiarygodnych, racjonalnych opcji nuklearnych”. Stany Zjednoczone zastrzegają już sobie prawo do użycia broni jądrowej jako pierwsze w pewnych okolicznościach.

Carlson twierdzi, że każdy, kto proponuje dobrowolne, ofensywne użycie broni jądrowej, zagraża życiu na planecie i powinien zostać odsunięty od wszelkich funkcji decyzyjnych.

Nie miało to miejsca podczas odpowiednich spotkań. Prezydent USA wielokrotnie groził „całkowitym zniszczeniem” Iranu i jego cywilizacji. Takie zniszczenie nie jest możliwe przy użyciu konwencjonalnych środków. Biały Dom zaprzecza, jakoby Trump proponował broń jądrową. Carlson uważa to za nieprawdę.

Rosja, Ukraina i lot do Moskwy

Carlson opisuje wojnę z Rosją jako nabierającą tempa, choć media amerykańskie poświęcają jej niewiele uwagi. Kraje NATO, Stany Zjednoczone i mocarstwa zachodnioeuropejskie wielokrotnie atakują dronami cele głęboko w Rosji, w tym obiekty energetyczne, plaże, szkołę i Kreml. Rosyjska gospodarka nie zostaje zniszczona, ale jest poszkodowana. Giną cywile.

Przed wyborami do Dumy 20 września w Rosji rośnie presja na władze, by podjęły działania przeciwko atakom, które Carlson przypisuje nie tylko Ukrainie, ale także jej sponsorom i celom, w tym CIA. Putin nie jest absolutnym dyktatorem i reaguje na nastroje ośrodków władzy i opinii publicznej.

Według Carlsona, zachodni decydenci chcieli sprowokować Rosję do radykalnej reakcji – na przykład przeciwko Kijowowi, Polsce lub Europie Zachodniej – aby przekształcić ją w otwartą wojnę, którą, jak wierzyli, mogli wygrać. Wskazuje on na Napoleona w 1812 roku i hitlerowską operację Barbarossa jako nieudane próby przejęcia kontroli nad Rosją siłą.

Carlson przedstawia fragment rozmowy z rosyjskim politykiem Leonidem Słuckim. Słucki stwierdza w niej, że Rosja nie planuje ataku nuklearnego, dopóki Zachód nie dostarczy Ukrainie taktycznej broni jądrowej. Gdyby do tego doszło, Moskwa musiałaby rozważyć „środki asymetryczne”. Carlson nazywa dostarczenie broni jądrowej Ukrainie pierwotną logiką wojny: Rosja nie chciała obcej broni jądrowej na swojej zachodniej granicy. Groźba przystąpienia Ukrainy do NATO za czasów Bidena i poprzednich rządów, w tym Busha, doprowadziła do inwazji. Konsekwencją były setki tysięcy ofiar śmiertelnych i wyludnienie Ukrainy.

Carlson porusza dwa kwestie:

Po pierwsze, USA toczą wojnę z Rosją. Nie chodzi o wyzwolenie Ukrainy. Waszyngton poparł zamach stanu w 2014 roku, aby przejąć kontrolę nad rządem. Celem jest podział Rosji i Ukrainy. Cytuje Zbigniewa Brzezińskiego: Razem tworzą supermocarstwo. Dyrektor CIA, John Ratcliffe, przyleciał do Moskwy kilka dni wcześniej amerykańskim samolotem wojskowym i polecił Kijowowi wstrzymać ofensywę na czas wizyty. Ktokolwiek może powstrzymać walki, prowadzi tę wojnę.

Po drugie, państwa stają się groźniejsze, gdy słabną. Silne mocarstwa chcą utrzymać status quo. Carlson wyjaśnia, że ​​Pentagon mówi o broni jądrowej przeciwko Iranowi nieposiadającemu broni jądrowej, stwierdzając, że Stany Zjednoczone nie kontrolują już konwencjonalnie Zatoki Perskiej. Marynarka wojenna nie może otworzyć Cieśniny Ormuz. Wycofanie się, jeśli Iran kontroluje cieśninę, byłoby równoznaczne z przegraną wojną, a konsekwencje sięgałyby potencjalnej utraty statusu waluty rezerwowej dolara. Opcje to wycofanie się lub przyspieszenie katastrofy nuklearnej. Powinno to zostać upublicznione do końca sierpnia 2026 roku, aby wywrzeć presję.

Kent: Zmiana reżimu i analogia do Japonii

Carlson pyta Kenta, czy USA zmierzają w stronę użycia jako pierwsi broni nuklearnej. Kent odpowiada, że ​​muszą działać zgodnie z kryteriami ustalonymi przez prezydenta. Trump domagał się całkowitej kapitulacji i zmiany reżimu, którą później złagodził, ale implicite nadal wzywał do upadku irańskiego przywództwa. Pod koniec sierpnia nie doszło do tego, biorąc pod uwagę dostępne zasoby wojskowe.

Sankcje i istniejąca kampania powietrzna okazały się niewystarczające. Pozostały dwie opcje: wojska lądowe lub broń masowego rażenia. Kent uważa inwazję za nieodpowiednią nawet przy mobilizacji takiej jak w 2003 roku i ówczesnej koalicji: Iran jest zbyt duży, teren zbyt trudny, a wola polityczna niewystarczająca. Obalenie rządu doprowadziłoby do powstania.

Jeśli skupimy się bardziej na niezdolności Iranu do zbudowania broni jądrowej i na Górze Kilofów, pokusa ograniczonego ataku taktycznego na cel wojskowy, a nie na miasto, staje się oczywista. Im dłużej się kalkuluje, tym bardziej zbliżamy się do japońskiego scenariusza z 1945 roku: brak gotowości do lądowania, stąd bomba. Rząd szuka wyjścia z sytuacji.

Niejasne cele wojny

Carlson pyta, czy żądanie bezwarunkowej kapitulacji było błędem. Kent twierdzi, że Waszyngton nie sformułował jasnego celu strategicznego przed przystąpieniem do wojny, a następnie kilkakrotnie podnosił poprzeczkę. Pentagon musi znaleźć rozwiązania, wykorzystując środki militarne, dla celu, który sam prezydent zmienia: upadek reżimu, otwarcie Ormuz, „Iran nigdy nie może posiadać bomby”.

Kent uważa, że ​​presja w tym zakresie pochodzi przede wszystkim ze strony Izraela. Przywódcy Izraela chcą dekapitacji reżimu i są gotowi zaakceptować trwałą destabilizację; Amerykanie nie, dlatego trzeba im wmówić cel. Negocjacje w sprawie programu nuklearnego zakończyły się sukcesem. Dlatego wojna została przyspieszona przed wojną dwunastodniową. Operacja Midnight Hammer miała zakończyć debatę na temat wzbogacania uranu. Iran powrócił do stołu negocjacyjnego. Później ponownie zażądano całkowitej kapitulacji.

Kent przytacza Memorandum of Understanding jako przykład pragmatycznego momentu: Trump stwierdził, że kraj stoi w obliczu katastrofy gospodarczej i że Cieśnina Ormuz musi zostać ponownie otwarta. Presja wewnętrzna podważyła to. Marco Rubio został wysłany do Libanu i zawarł umowę poboczną, która unieważniła Memorandum. Statki mogły przepływać przez cieśninę wbrew umowie. Z powodu tej niejasności Kent uważa możliwość ataku nuklearnego za poważną.

Usunięcie ze stanowiska

Carlson wyjaśnił, że sprzeciwiał się obu poprzednim procedurom impeachmentu, uważał stabilność za ważną i osobiście nie nienawidził Trumpa. Jednak każdy prezydent, który aktywnie rozważał pierwsze użycie broni jądrowej, powinien natychmiast ustąpić. Każdy, kto tolerował takie wypowiedzi podwładnych, nie nadawał się na urząd.

Kent zestawia to z twierdzeniem Trumpa, że ​​kwalifikował się do impeachmentu, ponieważ kwestionował głosowanie korespondencyjne i wzywał do protestów. Groźba zniszczenia cywilizacji wywołuje zaledwie marginalne komentarze opozycji podczas przesłuchań, na przykład w sprawie użycia pocisków przechwytujących. Wskazuje to na dwupartyjny konsensus w sprawie wojny, zwłaszcza z Iranem, oraz na wpływ lobby izraelskiego. Więcej kontrowersji wzbudziła wojna na Ukrainie. W przypadku wojny z Iranem większość opozycji pochodzi od republikanów lub byłych republikanów, którzy argumentują, że nie było to ich mandatem wyborczym.

Carlson stwierdza, że ​​to fakt, a nie przypuszczenie, że pierwszy atak ofensywny był omawiany na spotkaniach w Pentagonie i dokumentowany na slajdach. Greene został zdymisjonowany; w rządzie wiadomo, że to prawda.

Kent twierdzi, że odszedł z administracji, ponieważ kultura nakazuje podążać za szefem. Każdy, kto nie potrafi tego zrobić, powinien odejść. Brakuje kolejnych rezygnacji. Nikt nie mówi prezydentowi, że najlepszym rozwiązaniem jest teraz wycofanie się. System motywacyjny w Waszyngtonie i sposób doboru personelu stanowią problem strukturalny. Każdy przywódca państwa, który proponuje początkowe rozmieszczenie sił, utracił prawo do przewodzenia.

Liban i reakcja USA

Carlson posiada informacje wskazujące na możliwość eskalacji sytuacji przez rząd Netanjahu przed październikowymi wyborami w Libanie. Kent odpowiada, że ​​reakcja USA na działania Izraela w najlepszym przypadku polega na dystansowaniu społecznym, które następnie jest szybko wycofywane pod pretekstem samoobrony.

Relacje się nie zmieniły. Izrael nadal korzysta z dostępu do wrażliwych zasobów Departamentu Obrony i agencji wywiadowczych, a także z pomocy obronnej w wysokości około czterech miliardów dolarów. Stany Zjednoczone rozpoczęły wojnę na prośbę Izraela. Kent podaje koszty rzędu 300 miliardów dolarów i 18 ofiar śmiertelnych wśród Amerykanów.

Izrael mógł działać w Libanie bez amerykańskiej pomocy. Ponieważ wojna szła źle dla Waszyngtonu, Iran zmienił swoje wsparcie dla Hezbollahu z tajnego na jawne i wystrzelił rakiety balistyczne w kierunku Izraela. Liban był stroną Porozumienia o Porozumieniu. Jego pierwszym naruszeniem było dodatkowe porozumienie, które pozwoliło Izraelowi na przeprowadzenie ofensywy w tym kraju. Dla Likudu Liban był łatwiejszym sposobem na ponowne zaognienie konfliktu bez tak otwartego obrażania Trumpa przed wyborami uzupełniającymi, jak zrobiłby to, atakując Iran.

Carlson konkluduje, że przyszłość Stanów Zjednoczonych zależy od perspektyw wyborczych Likudu w kraju liczącym dziewięć milionów mieszkańców. Kent twierdzi, że brzmi to przesadnie, ale odzwierciedla bieg wydarzeń od czasu przystąpienia USA do wojny w lutym. Minister spraw zagranicznych i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Marco Rubio wyjaśnił, dlaczego Stany Zjednoczone interweniowały: Izrael był w obliczu ataku, a Iran tym razem miał odpowiedzieć odwetem. Działania Izraela doprowadziły do ​​śmierci partnerów negocjacyjnych i pozostawiły Teheran z twardszym przywództwem. Wszelkie próby wycofania się są udaremniane przez działania w Libanie. Trump jest uważany przez wielu w Izraelu za ostatniego prezydenta zdecydowanie pro-izraelskiego do stycznia 2029 roku.

Wpływy na Trumpa

Carlson pyta, dlaczego Trump pozostaje pod wpływem tych samych aktorów, którzy forsowali wojnę z Iranem, a wcześniej – antyrosyjskie stanowisko. Wojna niszczy jego dziedzictwo, jego rodzinę, jego kraj i jego partię. Trump publicznie wyraża swój gniew.

Kent nazywa to pytaniem epoki. Trump kandydował w 2016 i 2024 roku, krytykując wojnę w Iraku i wojnę na Ukrainie, a także imigrację i handel. Kent wspierał go od czasu, gdy Trump zaatakował wojnę w Iraku w debacie z Jebem Bushem. Pozostaje niejasne, dlaczego ktoś z takim instynktem wpadł w przewidywalną pułapkę.

Kent wymienia następujące możliwe czynniki: odwoływanie się do ego; operacja w Wenezueli, która stworzyła wrażenie, że przywódcy mogą zostać szybko pojmani lub zabici; oraz okno możliwości, w którym wojna była przedstawiana jako łatwa. Na początku 2025 roku Trump był przeciwny strategiom militarnym dla Iranu i polegał na negocjacjach Steve’a Witkoffa. Kent nie wie, dlaczego zmienił zdanie. Należy również zbadać działania Butlera, naruszenia bezpieczeństwa i zabójstwo Charliego Kirka, który sprzeciwiał się wojnie z Iranem. Kent nie łączy tych czynników z udowodnionym spiskiem, ale nie chce ich wykluczyć.

Carlson mówi, że osoby bliskie Trumpowi wskazały na Wenezuelę 4 stycznia i doniesienia Mossadu, że Iran można „rozwiązać” w podobny sposób jak Maduro: zabijając ajatollaha. Po tym, jak Izrael podważył rozwiązanie wynegocjowane, Trump wysłał wiceprezydenta, aby go skrytykował. Sytuacja przypominała tę z początków wojny. Nie można już twierdzić, że to oszustwo.

Kent twierdzi, że Trump mógłby przedstawić wycofanie jako zwycięstwo w polityce wewnętrznej. Fakt, że tego nie robi, mimo że Irańczycy nie podpisali jeszcze porozumienia na pożądanych warunkach, a kwestia Ormuzu podlega negocjacjom, wskazuje na głębsze wpływy niż ego czy dezinformacja.

Carlson twierdzi, że rozmawiał z Trumpem często przed wybuchem wojny i nie widział w nim entuzjazmu, lecz rezygnację. Uważa, że ​​każdy, kto odrzuca pytania o przyczynę wybuchu wojny, nazywając je teorią spiskową, jest nieuczciwy.

Kellogg i mobilizacja kobiet

Carlson ma na myśli Keitha Kellogga, byłego wysłannika Trumpa na Ukrainę. Kellogg powiedział w Kijowie, że kobiety powinny zostać zmobilizowane, ponieważ walczą równie dobrze jak mężczyźni. Rada Najwyższa oświadczyła następnie, że mobilizacja kobiet nie jest ani planowana, ani nie jest prowadzona. Kobiety mogą służyć dobrowolnie; niektóre grupy zawodowe muszą się zarejestrować, bez automatycznego wysyłania na linię frontu.

Carlson nazywa oświadczenie Kellogga podżeganiem do wysyłania ukraińskich kobiet na wojnę. Kent uważa, że ​​obecność obecnych i byłych urzędników USA w Kijowie jest problematyczna, ponieważ przedłuża wojnę. Ukraina jest wspierana przez USA, Wielką Brytanię i NATO. Waszyngton wykorzystuje ukraińskich żołnierzy jako narzędzie do osłabiania Rosji. Stanowisko Zełenskiego nie zostało potwierdzone w wyborach, ustanowił on państwo policyjne i zdelegalizował największy kościół chrześcijański. Carlson mówi o celowej depopulacji i planowanej imigracji jako o substytucie. Kent twierdzi, że połączenia zachodniego finansowania i rosyjskiej przewagi militarnej nie da się interpretować inaczej. Ograniczony atak nuklearny USA lub Izraela na Iran dałby Putinowi nową normę.

Wycieczka Ratcliffe’a do Moskwy

Kent rozważa dwie możliwe interpretacje. Korzystna: deeskalacja, mniej ataków na infrastrukturę i ludność cywilną, wstrzymanie realizacji celów energetycznych ze względu na sytuację w Ormuz. Druga: Rosja powinna zaakceptować dalsze ataki i nie podejmować działań odwetowych poza Ukrainą, ponieważ Waszyngton chce zachować otwartą drogę do eskalacji w Iranie.

Nie jest jasne, dlaczego Moskwa miałaby tego słuchać. Sankcje Bidena i wykluczenie ze SWIFT zmniejszyły wpływy Zachodu. Trump obiecał pokój, ale nie zaprzestał finansowania i pomocy wywiadowczej dla Ukrainy. Rosjanie zdają sobie sprawę z roli USA.

Carlson pyta, dlaczego Trump nie zakończył wojny na Ukrainie, mimo że obwiniał o nią Bidena, obawiał się pojednania Rosji z Chinami i obiecał szybkie rozwiązanie. Kent odpowiada, że ​​Trumpowi nie udało się opanować CIA, aparatu wywiadowczego i przemysłu zbrojeniowego. Dostawy broni były biznesem, który teraz okazał się fiaskiem w wojnie iracko-irańskiej. Po Afganistanie CIA znalazła nową misję na Ukrainie. Trump zażądał negocjacji, ale nie wstrzymał ofensywy.

Kent dostrzega ten sam schemat w Syrii – gdzie zginęła jego żona – i w Afganistanie: prezydent chce się wycofać, ale machina działa dalej. Trump dawał powiernikom odręczne notatki, ponieważ nie ufał systemowi, ale nie wdrażał wycofywania wojsk krok po kroku. Putin widział, że sytuacja na miejscu się nie zmienia i mówił o „ludziach w ciemnych garniturach”. Ratcliffe był wcześniej dyrektorem wywiadu krajowego, ale nie wywodził się z wywiadu operacyjnego. W CIA są tylko dwaj nominaci polityczni. Bez znajomości programów operacyjnych kurs pozostaje niezmieniony. Z powodu rozczarowania Putinem, Trump dążył do kontynuacji wojny w Europie i krajach uprzemysłowionych.

Czy wojny można zakończyć w krótkim okresie

Kent uważa, że ​​na oba te aspekty można wpłynąć pod wpływem odpowiedniego przywództwa. Trump mógłby wycofać wojska i znieść blokadę Bliskiego Wschodu, znacznie ograniczyć pomoc dla Izraela i zaoferować Teheranowi złagodzenie sankcji w zamian za otwarcie Cieśniny Ormuz. Zmniejszyłoby to napięcia, ale nie rozwiązałoby wszystkich kwestii dyplomatycznych.

Ukraina jest w trudniejszej sytuacji. Rosja postrzega wojnę jako egzystencjalną. Stany Zjednoczone mogłyby oświadczyć, że Donbas i Krym nie są dla nich egzystencjalne, wycofać swoje wsparcie, przekonać partnerów z NATO do tego samego i zaoferować zawieszenie broni. Nie jest pewne, czy wojna zakończy się całkowicie. Kent uważa, że ​​ryzyko eskalacji nuklearnej może się zmniejszyć – pod warunkiem, że Trump będzie dążył do tego z taką samą intensywnością, jak do innych inicjatyw.

Carlson kończy stwierdzeniem, że Kent jako pierwszy publicznie podniósł kwestię przyczyn bezczynności.

Trump ukrył misję w Moskwie przed własnymi doradcami. Spekulacje, plotki…

Larry Johnson: Trump ukrył swoją misję w Moskwie przed własnymi doradcami. Ujawnił, co tak naprawdę oznaczał ten lot.

Dyrektor CIA John Ratcliffe poleciał do Moskwy niezapowiedzianym samolotem C-17 25 sierpnia 2026 roku. Oficjalnie miał ostrzec Rosję przed zbliżającym się atakiem na terytorium NATO. W wywiadzie dla Brandona Weicherta na kanale Mario Nawfala, były analityk CIA Larry Johnson wyjaśnia, dlaczego nie wierzy w tę interpretację – i co jego zdaniem tak naprawdę oznaczał ten lot.

https://youtube.com/watch?v=9MS_stwAeCk%3Ffeature%3Doembed

Poniższa rozmowa nie jest beznamiętnym podsumowaniem sytuacji. Johnson, który prowadzi bloga Sonar21, łączy tory lotów, logikę wojskową i spekulacje w kontrnarrację: Waszyngton zagraża nie z powodu siły, ale ze względu na słabość. Europa jest wydrążona. Ukraina chyli się ku upadkowi. A potencjalny atak nuklearny na Iran mógłby ogarnąć europejską strefę działań wojennych.

Tajny lot – i dlaczego Trump rzekomo nie poinformował o nim swoich doradców

25 sierpnia samolot C-17A Sił Powietrznych USA (sygnał wywoławczy REACH 4555) wylądował na lotnisku Moskwa-Wnukowo po międzylądowaniu w Rydze. Na pokładzie: dyrektor CIA John Ratcliffe. Była to pierwsza znana wizyta urzędującego dyrektora CIA w Rosji od czasu wizyty Williama Burnsa w listopadzie 2021 roku. Ani Biały Dom, ani CIA nie wyjaśniły publicznie celu wizyty. Kreml później mówił o kontaktach wywiadowczych, a nie o spotkaniu z Putinem.

„Wall Street Journal” doniósł później, że Trump utrzymywał w tajemnicy niektórych ze swoich najbliższych doradców w sprawie misji. Ratcliffe został osobiście wysłany przez prezydenta, bez udziału osób, które normalnie pomogłyby w przygotowaniu takiej wiadomości. Trump nazwał wizytę u Glenna Becka „pół-rutynową”. Nie jest. Dyrektorzy CIA nie latają do Moskwy co kilka miesięcy.

Oficjalna wersja, która później wyciekła, głosiła, że ​​Ratcliffe ostrzegał Rosję przed atakami na terytorium NATO, jednocześnie wywierając presję na nią, by ograniczyła wsparcie dla Iranu. Amerykańskie agencje wywiadowcze podobno wcześniej oceniały, że Rosja może rozpocząć ograniczoną ofensywę przeciwko państwu członkowskiemu Sojuszu w nadchodzących latach – w procesie „eskalacji do deeskalacji”. Waszyngton miał również prosić Kijów, aby w tym okresie nie przeprowadzał nalotów dalekiego zasięgu na Moskwę i Sankt Petersburg.

Johnson odrzuca ostrzeżenie jako zwykły teatr. Dwa dni później, jak zauważa moderator, Maria Zacharowa zwróciła się do prasy: jeśli Wielka Brytania będzie kontynuować ataki Storm Shadow, Rosja odpowie poza Ukrainą. Groźba nie jest zatem skierowana do „Europy jako całości”, lecz do konkretnych zachodnich dostaw broni i ich krajów pochodzenia.

Dlaczego C-17, a nie Gulfstream CIA?

Oto najbardziej spektakularne twierdzenie Johnsona. Dyrektor CIA ma Gulfstream V o zasięgu więcej niż wystarczającym na trasie Andrews-Moskwa. Istnieją również samoloty dowódcze bazujące na Boeingach 737 i 757. Dlaczego więc C-17?

Konwencjonalne wyjaśnienie jest proste: C-17 może przenosić kabinę konferencyjną typu roll-on SCIF, czyli „Roll-On Conference Capsule”, a także pojazdy, personel ochrony i sprzęt elektroniczny. W przypadku misji o szczególnym znaczeniu w rosyjskiej przestrzeni powietrznej jest to prawdopodobne.

Johnson i brytyjskie źródło („Commodore Jeremy”) uważają to za kiepską przykrywkę. C-17 został wybrany, jak twierdzą, ze względu na możliwość przewożenia trumien. Rosja rzekomo przekazała ciała zabitych paramilitarnych żołnierzy CIA, a Ratcliffe je zabrał. Gdyby to była prawda, byłby to ogromny skandal. Nie ma niezależnego potwierdzenia tej informacji. Ani amerykańskie media, ani rosyjskie władze nie poinformowały o żadnych repatriacjach zwłok. Ta teoria nie wyjaśnia wyboru samolotu lepiej niż udokumentowany sprzęt SCIF. Pozostaje to spekulacją.

Johnson wyciąga jednak strategiczny wniosek: gdyby dziesiątki agentów CIA zginęły, a Moskwa nadal nie przeprowadziła „pocztowego” ataku na Europę NATO, to Rosja nie chciałaby wojny z NATO. Argument ten jest uzasadniony lub nie, jeśli opiera się na tej nieudowodnionej przesłance.

Colby w Brukseli: Ameryka nie ustępuje rusofobii.

Weichert rozpoczyna od Financial Times : Elbridge Colby, podsekretarz stanu ds. polityki obronnej, skrytykował Europejczyków za „morze czerwieni” luk w militarnych strukturach i zażądał „więcej od Zjednoczonego Królestwa”. Colby przebywał w Brukseli w tym samym tygodniu w ramach przeglądu obecności wojsk w Europie, prowadzonego przez Stany Zjednoczone. Waszyngton chce, aby Europa przewodziła własnej obronie konwencjonalnej. Nie jest to potwierdzenie rychłej inwazji Rosji, a raczej presja na sojuszników, aby zlikwidowali luki, podczas gdy Stany Zjednoczone chcą utrzymać siły dostępne na innych teatrach działań.

Dla Johnsona to kluczowa kwestia: amerykańskie władze nie dają się nabrać na europejską narrację alarmistyczną. Ostrzeżenie Ratcliffe’a „nie dotyczy Rosji” to dyplomatyczny odpowiednik ostro sformułowanego listu – bo brakuje im Tomahawków, Patriotów, M777 i pocisków Abrams potrzebnych do rzeczywistej eskalacji.

Ukraina: Ostatni odcinek na zachód od Dniepru?

Johnson opisuje rosyjską mobilizację jako powolny, ale przemyślany proces. Po wygaśnięciu kontraktów latem 2022 roku powołano 300 000 rezerwistów, którzy – w przeciwieństwie do strony ukraińskiej – nie zostali po prostu „wypchnięci na front”, lecz przeszli szkolenie podstawowe, specjalistyczne i jednostkowe. Siły zbrojne wzrosły z około 750 000 do około 1,5 miliona. Uważa zachodnie dane o 1,4 miliona ofiar śmiertelnych w Rosji za absurdalne: takich strat nie da się ukryć ani pogodzić z trwającymi ofensywami. Powołuje się na analizę nekrologów przeprowadzoną przez Mediazonę i wspomina o około 180 000 ofiarach śmiertelnych w Rosji – liczbie, która jest kwestionowana nawet przez badaczy wojskowych i nie została niezależnie zweryfikowana.

Z militarnego punktu widzenia, miasta-twierdze w Donbasie postrzega jako kwestię czasu. Kolejna linia obrony na zachód od Dniepru jest pod względem terenu mniej korzystna niż Donieck. Zaporoże oferuje mniejszą głębię obronną. Jednocześnie informuje o koncentracji wojsk na północ od Czernihowa na Białorusi. Interpretuje weekendowe spotkanie Łukaszenki z Putinem jako głosowanie w sprawie ewentualnego drugiego frontu. Białoruskie wojska prawdopodobnie pozostaną w odwodzie na wypadek reakcji NATO; siły rosyjskie na Białorusi atakują Kijów.

Tutaj sprzeciwia się innemu bywalcowi tego samego miejsca, Andriejowi Martianowowi, który uważa zdobycie Kijowa za katastrofę administracyjną i zaleca izolację miasta. Johnson uważa, że ​​symboliczna waga ma kluczowe znaczenie – Kijów jako kolebka Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, z ponad 1200-letnią historią. Zełenski i „banderowcy” powinni zostać wyparci do Lwowa, niegdyś polskiego miasta. Po zakończeniu wojny Rosja będzie kontrolować Kijów i Odessę. Uważa port za niezbędny nie tylko dyplomatycznie, ale i militarnie. Ukraina jest już „uduszona”, cena pszenicy wzrosła, a Zachód ignoruje rosyjską blokadę Morza Czarnego.

Jeśli chodzi o czas trwania: rezygnuje z przewidywań, bo zbyt często się mylił. Wiktor But, którego, jak twierdzi, spotkał w 2023 roku, nie wierzy, że Ukraina przetrwa do końca roku. Gdy tylko Donieck i Zaporoże padną, gra się skończy – zakładając, że Kijów nadal chce zamienić szczątkowe państwo z dostępem do Morza Czarnego na ograniczoną armię i wykluczenie z NATO. Putin i tak zaakceptowałby porozumienie. Sztab Generalny i Ławrow – niekoniecznie. Ławrow nie jest podpalaczem; jeśli on, ze wszystkich ludzi, mówi, że czas na porozumienie minął, to „zapiera dech w piersiach”.

Dlaczego wojna trwa tak długo

Johnson powtarza standardowe wyjaśnienie szkoły wyniszczenia: celem od samego początku była demilitaryzacja Ukrainy, a nie blitzkrieg. 125 000 napastników przeciwko około 400 000 obrońców w 2022 roku byłoby antytezą podręcznika. Stambuł 2022 był momentem, w którym Kijów utrzymałby kontrolę nad Donbasem, ale zaakceptowałby międzynarodowe gwarancje dla rosyjskojęzycznych i Kościoła – do czasu interwencji Johnsona, Bidena i Austina. Potem pojawił się Plan B: Mariupol, Ługańsk, Donieck, rozbudowa armii, Bachmut w 2023 roku, Kursk i Pokrowsk w 2024 roku oraz równoległe ataki w Sumach, Charkowie, Doniecku, Dnieprze, Zaporożu i Chersoniu w latach 2025/26.

Wyjaśnia tę powolność wspomnieniem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Putin jest dzieckiem tego pokolenia; jego brat zmarł z głodu podczas oblężenia Leningradu. Podczas posiłku w Rosji wszyscy obecni Rosjanie stracili krewnych na wojnie, z wyjątkiem niego i sędziego Napolitano. Stany Zjednoczone poniosły stosunkowo niewiele ofiar w II wojnie światowej. Dlatego nie ma fal ludzi, nie ma zachodniego harmonogramu.

Johnson przypisuje ciągłe rozmowy Zachodu o „niedoborach rakiet”, „załamaniu gospodarczym” i „śmierci Putina” w latach 2022/23 fundamentalnemu błędowi w kalkulacjach: że Rosja była jedynym krajem, który można było odizolować, a jednocześnie dysponować energią, żywnością i przemysłem. Avril Haines i cała społeczność uwierzyli w bajkę o słabej rosyjskiej gospodarce.

Europa jako papierowy tygrys – i Pacyfik

Johnson uważa rosyjską inwazję na Europę Zachodnią za mało prawdopodobną. Europa jest wydrążona: Friedrich Merz mówi wprost, ale „nie ma kosza na śmieci” – fabryki VW są zamknięte, BMW ogranicza produkcję, energia jest droga, a oleju napędowego brakuje. Informator płaci równowartość dziewięciu dolarów za galon. Rosja nie chce okupacji pod „niebiesko-różowo-zielonymi włosami”. Siergiej Karaganow przekształcił się z eurofila w wschodniego stratega: „Jedź na wschód”. Putin rehabilituje Aleksandra III, budowniczego Kolei Transsyberyjskiej.

Weichert interpretuje wizytę Putina w kwaterze głównej Floty Pacyfiku jako sygnał: Ukraina prawie skończona, potem Pacyfik. Johnson bagatelizuje to: Rosja ma jedenaście stref czasowych, ogromne zasoby i niewielką populację. Rozkaz wysłania francuskich, brytyjskich i włoskich okrętów na Pacyfik nie jest zabiegiem kosmetycznym – ale Europa już unika tego obszaru. Eskalację na Ukrainie datuje na atak na szkołę, po którym „rękawiczki opadły”: bombardowania w dzień i w nocy na zachód od Dniepru, puste półki, 15-godzinne opóźnienia pociągów, korki między brzegami Kijowa „jak w Kansas City”.

Najniebezpieczniejszy fragment: amerykańska bomba atomowa na Iran

Ostateczny wynik nie jest kontrolowany przez Ukrainę, lecz przez Iran. Weichert, Marjorie Taylor Greene i Joe Kent od miesięcy słyszeli od źródeł bliskich Trumpowi o potencjalnym użyciu pocisku B61-13 przeciwko podziemnym obiektom („kilofoka”). Johnson traktuje to poważnie. Jeśli Trump przekroczy próg nuklearny, obawia się nie tyle reakcji Teheranu, co Rosji i Chin. Wówczas systemy Aegis Ashore w Polsce i Rumunii – wcześniej ignorowane, ale zdolne do przenoszenia broni jądrowej – zostaną zneutralizowane za pomocą Iskandera lub taktycznej broni jądrowej. Pakistan, Korea Południowa i Chiny wytyczą swoje granice.

Trump nie pojmuje, że Iran i europejska strefa wojny są ze sobą powiązane. Elbridge Colby i JD Vance to rozumieją, Pete Hegseth to „jaskiniowiec w garniturze”, a generał Dan Caine również jest zaniepokojony. W armii amerykańskiej może dojść do kryzysu: niesubordynacji, a następnie dymisji, dopóki ktoś nie wykona TEGO rozkazu.

Generał Randy Manner (dawniej z Agencji Redukcji Zagrożeń Obronnych) powiedział Weichertowi dwukrotnie, że pod pretekstem usunięcia „przebudzonych generałów” zwolniono właśnie tych oficerów flagowych, którzy sprzeciwili się bezprawnemu rozkazowi dotyczącemu broni nuklearnej. Johnson nie wyklucza teorii o „geniuszu nuklearnym”. Obaj moderatorzy twierdzą, że głosowali na Trumpa i czują się zdradzeni. Młodzi członkowie MAGA unikają wydarzeń telewizyjnych TPUSA; Izrael jest kluczowym powodem.

Co pozostaje po usunięciu mgły?

Udokumentowano, że Ratcliffe przebywał w Moskwie. Lot był tajny, jawny i politycznie drażliwy. Część Białego Domu podobno nie została o tym poinformowana z wyprzedzeniem. Według późniejszych przecieków, ambasada USA wydała ostrzeżenie NATO, oprócz ostrzeżenia dotyczącego Iranu. Jednocześnie Colby wzywa Europę do uzbrojenia się.

Brakuje dokumentów dotyczących: przekazania poległych oficerów CIA, nieuchronnego ataku Rosji na Wielką Brytanię lub terytorium NATO, nieuniknionego upadku Kijowa w ciągu kilku miesięcy oraz amerykańskiego ataku nuklearnego na Iran, co do którego już podjęto decyzję.

Johnson interpretuje to wszystko jako spójny obraz: Zachód wyczerpał się militarnie i przemysłowo, Rosja prowadzi wojnę na wyniszczenie we własnym tempie, Europa nie jest poważnym przeciwnikiem, a najgroźniejsza eskalacja grozi nie na wschodniej flance NATO, ale w przypadku, gdy Waszyngton przekroczy próg nuklearny w Iranie.

To, czy podążymy za jego tokiem rozumowania, zależy mniej od C-17, a bardziej od tego, który z tych argumentów uznamy za uzasadniony – a który jest jedynie przesadną interpretacją niezapowiedzianego lotu.

Patriot – mit o niezawodnym przechwytywaczu rozsypał się

Patriot – mit o niezawodnym przechwytywaczu rozsypał się

vtforeignpolicy/patriot-the-myth-of-the-infallible-interceptor

Theodore Postol przez dziesiątki lat wykładał w Instytucie Technologicznym Massachusetts, gdzie zajmował katedrę nauki, technologii i zasad bezpieczeństwa narodowego, dopóki nie został honorowym profesorem.

Fizyk z wykształcenia, doktor filozofii w zakresie inżynierii jądrowej, pracował w Argonne National Laboratory, zarządzaniu oceny technologii Kongresu USA i był naukowym konsultantem Połączonego Komitetu Szefów Sztabów marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych.

W ciągu całej swojej kariery Pentagon wielokrotnie zachęcał go do oceniania programu obrony przeciwrakietowej, i ta rola uczyniła go jednym z najbardziej renomowanych i najbardziej niewygodnych — uczestników debaty o rzeczywistej efektywności antyrakiet przechwytujących. Właśnie to doświadczenie umieściło go w centrum jednego z najbardziej zaciekłych sporów w najnowszej historii amerykańskiej obrony przeciwrakietowej.

Zaraz po wojnie w Zatoce Perskiej w 1991 roku, gdy administracja Busha wywyższała system Patriot jako dowód przewagi technologicznej Ameryki, Postol wraz z fizykiem George H. Lewis zaczęli analizować filmy z działań wojennych w Arabii Saudyjskiej i Izraelu.

Badanie, opublikowane w 1993 roku w czasopiśmie Science and Global Security pod nazwą „Video Evidence on the Effectiveness of Patriot During the 1991 Gulf War” klatka po klatce pokazywał, że przechwytywacze prawie zawsze chybiały obok głowic „Scud”, które miały zniszczyć.

Postol już pokazywał te same zdjęcia w Izbie Reprezentantów w 1992 roku, w zeznaniu, które dało początek śledztwu w Kongresie. Kontrast z oficjalnymi oświadczeniami był uderzający.

W przemówieniu w firmie Raytheon, kilka tygodni po zakończeniu wojny, prezydent Bush mówił o 41 z 42 przechwyconych „Scud”, co stanowi około 97% sukcesu.

Komitet Izby Reprezentantów oceniający rządowe operacje w swoim raporcie na temat właściwości kompleksu rakietowego Patriot doszedł do zupełnie innego wniosku. Z 44 analizowanych działań wojennych w rzeczywistości zostało zniszczonych od 0 do 4 „Scud”.

Nic dziwnego, że wnioski Postola i Lewisa nie zostały zatwierdzone. Raytheon, firma budująca Patriot, wywarła bezpośredni nacisk na administrację Massachusetts Institute of Technology, aby zmusić profesora do milczenia, i, według rekonstrukcji, opublikowanej w tym czasie w Christian Science Monitor, sam Postol donosił o próbach zastraszania, w tym ze strony Pentagonu.

Krytyka metody Postola i Lewisa nie zanikła i w kolejnych latach, tak, że w 2000 roku obaj autorzy wrócili do tego tematu z nowym artykułem, ponownie w czasopiśmie Science and Global Security, zatytułowanym „Technical Debate over Patriot Performance in the Gulf War”.

Artykuł informował o przeglądzie przeprowadzonym przez niezależną komisję Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego, aby ocenić zasadność metodologii pierwszego badania. Komisja potwierdziła naukową podstawę wstępnej analizy, punkt po punkcie obalając zarzuty podniesione przez wojsko i producentów.

Przez ponad dwie dekady po tej wojnie, „Patriot” ani razu nie spotkał się z przeciwnikiem zdolnym do sprawdzenia – jak twierdzono – jego możliwości, i to sprawiło, że niewygodne wnioski Postola i Lewisa pozostawały na marginesie debaty publicznej.

Należy powiedzieć, że rakieta PAC-2, użyta w 1991 roku, była ciężkim i nieporęcznym przechwytywaczem, opartym na głowicy fragmentacyjnej, przeznaczonej raczej dla samolotów, niż dla rakiet balistycznych, i kosztowała około 1 milion dolarów każda.

Bieżąca wersja PAC-3, w szczególności MSE (Missile Segment Enhancement), znajdująca się w produkcji, jest innym, mniejszym systemem, przeznaczonym do bezpośredniego rażenia celu, a nie tylko do rozrzutu odłamków w jego pobliżu. Cena, jednak odpowiednio wzrosła i wynosi, według najnowszych szacunków, od 3,7 do 4,7 miliona dolarów za jeden przechwytywacz, a doktryna wdrożenia przewiduje uruchomienie co najmniej dwóch przeciwko każdej zbliżającej się rakiecie, co praktycznie podwaja prawdziwą cenę każdego starcia bojowego.

Lockheed Martin, która obecnie produkuje PAC-3, i Raytheon nadal cytują wskaźniki sukcesu około 90%, w pobliżu cyfr wspominanych trzydzieści lat temu w stosunku PAC-2, sprzecznych z faktami. Wydarzenia ostatnich lat dają możliwość upewnienia się, czy historia się nie powtarza.

To, jak działa system, pomaga zrozumieć, gdzie pojawiają się trudności. Naziemny radar, którego instalacja kosztuje od 200 do 300 milionów euro, wykrywa zbliżającą się rakietę i oblicza jej trajektorię. Przechwytywacz startuje do oczekiwanego miejsca zbliżenia i w ostatnich sekundach lotu wykorzystuje własny radar zamontowany na dziobie, aby ustalić cel i dostosować swój kurs. Aby zneutralizować zagrożenie, proste zbliżenie to za mało. Komponent musi trafić w cel. Rakieta musi uderzyć w przednią część rakiety będącej celem, gdzie znajduje się głowica, więc odłamki, powstające podczas eksplozji, uszkadzają jej ładunek.

Jeśli jednak uderzona zostanie tylna część lub korpus rakiety nośnej, jak wielokrotnie zademonstrowano na filmach w ostatnich latach, rakieta kontynuuje swój kurs i w każdym przypadku wybucha w pobliżu swojego pierwotnego celu.

Na Ukrainie Patriot długi czas pozostawał jedyną niezawodną ochroną od rosyjskich rakiet balistycznych, ale dane z 2023 roku, opowiadają bardziej skomplikowaną historię, niż podają oficjalne informacje prasowe.

Analiza Królewskiego Instytutu Połączonych Usług (RUSI) w Londynie, w oparciu o obserwowane ataki rakietowe przeciwko ukraińskim miastom, obliczyła, że z 939 rakiet „Iskander” i „Kinzhal”, wystrzelonych przez Rosję, tylko 227 przechwycono, co stanowi nieco mniej niż 25%, przy czym w ostatnich miesiącach wskaźnik ten zmniejsza się.

W raporcie agencji wywiadowczej Departamentu Obrony USA, opublikowanym na wyspecjalizowanej stronie The War Zone, udokumentowano, że 28 czerwca tego roku przechwycono tylko jedną z siedmiu rakiet balistycznych wystrzelonych na ukraińskie cele, podczas gdy 9 lipca, w obliczu największej intensywności wojny z użyciem trzynastu rakiet, środki obrony zatrzymały lub zmieniły trajektorię siedmiu rakiet.

Przedstawiciel sił powietrznych Ukrainy Jurij Ihnat wyjaśnił, że rosyjskie rakiety nie mają przewidywalnej balistycznej trajektorii, a zamiast tego robią manewry w końcowej fazie lotu, podczas gdy ukraiński wywiad wojskowy poinformował o wdrożeniu elektronicznych przynęt, specjalnie zaprojektowanych, aby zmylić radar Patriot.

Jeszcze bardziej surowym testem była ostatnia wojna między koalicją, na czele z USA a Iranem. Zdjęcia opublikowane przez niezależne źródła wykazały, że baterie Patriot, wdrożone w celu ochrony baz w Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wielokrotnie przepuszczały zbliżające irańskie rakiety, zadające szkody cywilnej i wojskowej infrastrukturze, która miała być chroniona przez system obrony.

Według szacunków dostępnych w czasie konfliktu, w ciągu pierwszych czterech dni, siły koalicyjne zużyły przechwytywacze Patriot w ilości około 225 jednostek dziennie, podczas gdy produkcja w USA wynosi dziesiątą część tej liczby — co samo w sobie mówi o tym, na ile rzeczywisty popyt na te systemy przekracza moce przemysłowe do jego utrzymania.

Istnieje również problem przeżycia baterii na polu bitwy. Aby funkcjonować, Patriot musi obsługiwać fotoradar, emitujący duże ilości energii elektromagnetycznej. To sygnał, który satelity zwiadowcze, samoloty bezzałogowe i systemy naprowadzania przeciwnika mogą odkryć z względną łatwością, przekształcając środek ochrony w cel.

Bardziej nowoczesne rosyjskie systemy, takie jak rodziny S-300, S-400 i S-500, rozwiązują problem inaczej, przekazując namierzenie radaru między wieloma stacjami sieciowymi, a nie skupiając się na jednym urządzeniu. Aby zneutralizować całą baterię, przeciwnik musiałby jednocześnie razić kilka radarów, że jest znacznie bardziej złożone, niż zniszczenie jednego.

Dla uzupełnienia obrazu należy zauważyć, że w stosunku do wolniejszych i przewidywalnych celów, takich jak samoloty, Patriot działa dobrze, z wskaźnikiem sukcesu, zbliżonym do 100%, o czym donoszą niezależni analitycy. Problem w tym, że jest to bardzo kosztowne usuwanie zagrożeń, które można rozwiązać za pomocą tańszych systemów.

Według niedawnych analiz porównawczych, rakieta Aster 30, używana przez europejski system SAMP-T, kosztuje około milion dolarów taniej za sztukę, niż PAC-3 MSE, mimo, że jej cechy są uważane za praktycznie równoważne wobec zagrożeń powietrznych i przeciw wielu celom balistycznym krótkiego zasięgu.

Krótko mówiąc, jeśli celem jest ochrona od samolotów lub stosunkowo powolnych ofensywnych rakiet, to istnieją europejskie zamienniki, tańsze i nie mniej skuteczne.

Trudności stają się jeszcze bardziej widoczne, gdy celem jest nowoczesna rakieta balistyczna.

Większość znajdujących się obecnie na uzbrojeniu rosyjskich i irańskich rakiet mają z przodu stabilizatory manewrowania, pozwalające głowicy bojowej dopasować trajektorię w ostatnich chwilach lotu, dokładnie wtedy, kiedy przechwytywacze wymagają maksymalnej przewidywalności do rażenia celu.

Rosyjskie „Iskandery”, oprócz manewrów, uwalniają wabiki, które odtwarzają sygnaturę radarową prawdziwej głowicy, mnożąc liczbę celów, które Patriot powinien ocenić w ciągu kilku sekund.

Jeśli chodzi o rakiety hipersoniczne, których prędkość wynosi ponad pięć razy więcej niż prędkość dźwięku po częściowo zmiennych trajektoriach, sam Postol nie przebierał w słowach.

Odpowiadając na pytanie o rosyjskiej rakiecie Oreshnik powiedział: „Nie ma nic, co mogłoby uderzyć w ten system i zaoferować naprawdę skuteczną ochronę”, dodając, że takie wynalazki, jak Patriot, Aegis, THAAD i „Żelazna kopuła” są niedoskonałe z powodu samej swojej konstrukcji.

Sytuację również komplikuje wydajność zakładów produkcyjnych. Stany Zjednoczone produkują nieco ponad 600 przechwytywaczy PAC-3 rocznie, co daje około 620 jednostek w 2025 roku, podczas gdy popyt ze strony sojuszników już doprowadził do ponad 4300 niedostarczonych rakiet, co stanowi około siedem lat produkcji przy obecnych poziomach.

Na początku 2026 roku Pentagon i Lockheed Martin podpisali siedmioletnią umowę o zwiększeniu produkcji do 2000 sztuk rocznie do 2030 roku – cel, który ukazuje, jak rzeczywisty popyt różni się od oferty dostępnej dziś.

Jednak pieniądze i kontrakty same w sobie problemu nie rozwiązują. System naprowadzania PAC-3, który pozwala trafić w cel, zależy od obecności dwóch pierwiastków ziem rzadkich (samarium kobalt (SmCo) i itr), których dostawy są prawie w pełni kontrolowane przez Chiny.

Waszyngton chce więcej niż potrojenia mocy produkcyjnych broni, których najbardziej niezbędne elementy znajdują się na drugim końcu łańcucha dostaw, przechodzącego przez Pekin.

Były analityk CIA Larry Johnson informuje, że w okresie od 2020 do 2023 roku Chiny dostarczały 93% amerykańskiego importu itru. Dla samarium problem jest nie tyle w surowej rudzie, ile w separacji i recyklingu ciężkich pierwiastków ziem rzadkich w nadające się do użycia materiały, i tu dominacja Chin zbliża się do monopolu.

Do 2023 roku udział Chin stanowił około 99% światowego przerobu ciężkich pierwiastków ziem rzadkich; Jedyny znaczący konkurent, rafineria w Wietnamie, została zatrzymana z powodu sporu podatkowego, faktycznie pozostawiając Chiny jedynym źródłem.

Stany Zjednoczone obecnie praktycznie nie mają wewnętrznych zdolności do ekstrakcji ciężkich pierwiastków ziem rzadkich i – według szacunków rządu USA i źródeł akademickich – w 100% zależą od czystego importu gotowych magnesów ziem rzadkich.

Ponadto, samarium i itr znajdują się na liście kontroli eksportu Chin, wzmocnionej w styczniu 2026 roku, gdy Pekin zaostrzył szczególny nadzór nad połączeniami samarium. Na tym polega paradoks: Stany Zjednoczone chcą potroić produkcję broni – ich system naprowadzania i radar zależą od dwóch elementów, które strategiczny konkurent może ograniczyć według własnego uznania.

Tymczasem Ukraina chciała ominąć kolejkę oczekiwania i budować Patrioty na swojej własnej ziemi. Trump, obiecując to, szybko porzucił swoje obietnice, i Żeleński jest rozczarowany. Będzie musiał czekać na swoją kolej razem z resztą, która chce kupić najbardziej znany na świecie system obrony przeciwlotniczej.

Prezydent Nawrocki uratował w tym roku ponad 8 mld zł. Naszych.

Nawrocki odpowiada na propagandę i mówi jak jest. „To kłamstwo i czysta [brudna !! md] manipulacja”

28.08.2026 nczas/nawrocki-odpowiada-na-propagande-i-mowi-jak-jest-to-klamstwo-i-czysta-manipulacja

Prezydent Karol Nawrocki.
NCZAS.INFO | Prezydent Karol Nawrocki. / foto: screen X

W ostatnich dniach pojawiła się informacja, że z wyliczeń Ministerstwa Finansów dla „Rzeczpospolitej” wynika, iż na sześciu wetach prezydenta Karola Nawrockiego budżet może stracić w tym roku ponad 8 mld zł. W praktyce oznacza to, że więcej pieniędzy zostanie w kieszeniach Polaków.

We wtorkowej „Rzeczpospolitej” przedstawiono wyliczenia Ministerstwa Finansów, o które poprosiła gazeta, dotyczące skutków wet prezydenta dla budżetu państwa.

Jak wskazano w zestawieniu, sześć ustaw zawetowanych przez Karola Nawrockiego w pierwszym roku jego kadencji ma wartość 8,04 mld zł. Oznacza to, że takiej kwoty państwo nie zabierze podatnikom.

Czytaj również: Tyle Polacy zaoszczędzą na wetach Nawrockiego. Resort finansów przedstawił wyliczenia

W piątek na koncie Kancelarii Prezydenta RP na portalu X pojawiło się nagranie, w którym prezydent Nawrocki poinformował o swoich decyzjach w sprawie kolejnych ustaw.

Zanim jednak przeszedł do ich przedstawienia, odniósł się do wspomnianych doniesień, krótko i celnie wyjaśniając propagandowe stwierdzenia.

– Od kilku dni słyszymy, że prezydenckie weta kosztują miliardy złotych. To kłamstwo i czysta manipulacja. Weta nic nie kosztują Polaków. Weta chronią Polaków przed kolejnymi podatkami, opłatami i sięganiem do ich kieszeni podkreślił Nawrocki.

– Nie zgadzam się z filozofią: „brakuje pieniędzy, więc zabierzmy więcej Polakom” – dodał.

Jednocześnie oczekuję odpowiedzi na pytanie, co zrobiliście z pieniędzmi, które już obywatele dali? Wszyscy widzimy, co się dzieje. Milionowe podejrzenia wyłudzeń związanych ze świadczeniami medycznymi, kompromitujące raporty za setki tysięcy złotych dla znajomych, wyłudzane pieniądze dla powodzian, a przy KPO – jachty, sauny, solaria, czy ekspresy do kawy – kontynuował prezydent.

– Niemal każdego dnia słyszymy o kolejnych podejrzeniach nadużyć, niegospodarności i marnotrawstwa publicznych pieniędzy. Jednocześnie słyszymy: „budżet się nie spina. Musicie zapłacić więcej”. Wyższe podatki, wyższa akcyza, kolejna opłata, czy podatek paliwowy, który mają niby zapłacić giganci petrobranży, a efekt będzie taki, że ten koszt zostanie przeniesiony na każdego klienta stacji benzynowej – zaznaczył.

– Nie! Tak państwo nie może działać, jeżeli w domu cieknie dach, za naprawę nie wystawia się rachunku sąsiadowi. Jeżeli budżet przecieka, jak zardzewiały durszlak, nie dolewa się do niego kolejnych miliardów zabranych ludziom. Najpierw się naprawia, to, co nie działa, co zawodzi – podkreślił Nawrocki.

Propagandowe określenia krzyczące o tym, że „budżet stracił” albo „wpływy do budżetu są mniejsze” oznaczają tylko tyle, że więcej pieniędzy zostanie w kieszeniach obywateli.

Jednocześnie trzeba tu podkreślić, że lepiej jest, jeśli w budżecie państwa jest mniej pieniędzy, ponieważ każdy sam wydaje pieniądze lepiej, niż robi to rząd i urzędnicy.

Profanacja i bluźnierstwo we Włoszech. Pogrzeb buddystki w kościele, śpiewano mantrę, proboszcz chwalił Buddę

Skandal we Włoszech. Pogrzeb buddystki w kościele, śpiewano mantrę, proboszcz chwalił Buddę

29 sierpnia 2026 pch24/skandal-we-wloszech-pogrzeb-buddystki-w-kosciele-spiewano-mantre-proboszcz-chwalil-budde

budd.jpg
pixabay.com

W parafii św. Marcina w Como we Włoszech odbył się pogrzeb… buddystki. Kobietę wyznającą fałszywy kult pożegnali inni buddyści, wyśpiewując z ambony mantrę. Proboszcz… chwalił Buddę.

Skandal wydarzył się w parafii San Martino a Rebbio w Como na północy kraju. 20 sierpnia odbyła się tam uroczystość pożegnalna 59-letniej Marty Pezzati. Kobieta wyznawała buddyzm. Do kościoła zaproszono w związku z tym dwóch jej współwyznawców, którzy z ambony odśpiewali buddyjską mantrę. Na miejscu były obecny proboszcz ks. Giusto Della Valle. Jak podaje portal „La Nuova Bussola Quotidiana”, to duchowny dobrze znany z zaangażowania na rzecz migrantów.

Proboszcz, podobnie jak inny obecny na miejscu ksiądz, mieli szaty liturgiczne. Całość nie była jednak ani Mszą świętą, ani nabożeństwem – raczej quasi-duchowym pożegnaniem zmarłej. Buddyści mieli wybrać właśnie ten kościół na miejsce uroczystości, bo współpracowali wcześniej z proboszczem pełniąc dzieła charytatywne. 

Sam proboszcz przekonywał, że zmarła Maria Pezzati szukała Boga „na każdej możliwej drodze”, a ostatecznie znalazła Pana „w Buddzie, w Oświeconym, który przez wieki oświetlał drogę tak wielu ludziom”. Kapłan przekonywał, że ważne jest zagłębiać się „w korzenie swojego bytu”. 

Całe wydarzenie ewidentnie można zakwalifikować jako zakrawające na herezję indyferentyzmu religijnego. Mogłoby się wydawać, że nie ma żadnego znaczenia, czy wyznaje się religię katolicką, czy też buddyzm, bo „wszystkie drogi prowadzą do Boga”. Taką postawę papieże potępiali wielokrotnie jako niezwykle poważny błąd doktrynalny. Zbawienie, uczy Kościół katolicki, jest możliwe tylko poprzez Jezusa Chrystusa w Kościele katolickim.

Jak podał cytowany włoski portal, nie ma jak dotąd żadnej reakcji ze strony władz diecezji. 

Źródło: La Nuova Bussola Quotidiana

Bomba w dół

Bomba w dół

Izabela BRODACKA


Wiele lat temu żeglując po Jezioraku obroniliśmy ze
znajomym w zatoce Widłągi małe kaczuszki przed polującym
na nie orłem bielikiem. Kiedy dumni wracaliśmy do obozu
moja czteroletnia wnuczka powiedziała z zadumą: „A teraz
jego dzieci będą głodne”. Mała dziewczynka rozumiała
dobrze, że podstawą egzystencji przyrody ożywionej jest
okrutny łańcuch pokarmowy. Z całą pewnością nie znała
jednak wierszyka napisanego w 1893 roku przez Mikołaja
Biernackiego precyzyjnie ujmującego ten stan rzeczy.

Idylla maleńka taka:
Wróbel połyka robaka,
Wróbla kot dusi niecnota,
Pies chętnie rozdziera kota,
Psa wilk z lubością pożera,
Wilka zadławia pantera.
Panterę lew rwie na ćwierci,
Lwa – człowiek; a sam, po śmierci
Staje się łupem robaka.
Idylla maleńka taka.


Przeszło sto lat po Biernackim tę samą własność organizacji
świata ożywionego zauważył Czesław Miłosz w wierszu „Do
pani profesor w obronie honoru kota i nie tylko” napisanym z
okazji artykułu „Przeciw okrucieństwu” Marii Podrazy-
Kwiatkowskiej ,drukowanym w: „Na brzegu rzeki”, Kraków
1994, s. 58-59. Ze względu na wtórność tego wiersza wobec
obserwacji czteroletniej wnuczki nie warto go nawet cytować.
Jeszcze gorszy stan umysłu prezentują obrończynie zwierząt, które wdały się w głupi, prymitywny i wyjątkowo chamski
atak na instytucję wyścigów konnych a konkretnie na Tor
Wyścigów Konnych na Służewcu w Warszawie.

Pretekstem do ataku stał się profesjonalny tekst pani Marii Nikonorow
dotyczący unieruchamiania języka konia w wyścigu, a będący
odpowiedzią na wyjątkowo napastliwy artykuł w Gazecie
Wyborczej. Unieruchamianie języka konia jest konieczne,
gdyż koń może go sobie odpowiednio przełożyć likwidując
działanie wędzidła przez co staje się niesterowny. Grozi to
ciężkim wypadkiem.

Ubolewanie nad tym obyczajem ma
podobny sens jak ubolewanie, że lina asekuracyjna uciska
alpinistę. Nie ma sensu cytować komentarzy na poziomie
latryny w jednostce wojskowej z czasów PRL.

Czego nie
rozumieją obrońcy zwierząt? Przede wszystkim nie rozumieją,
że hodowla koni i wyścigi to część kultury człowieka, część
jego spontanicznej działalności. Udział w wyścigach jest
jedyną formą selekcji koni pełnej krwi czyli folblutów. Bez
selekcji nie ma hodowli. Konie czystej krwi czyli araby są
ostatnio często traktowane jak rasowe pieski i przeznaczane
wyłącznie do udziału w pokazach więc kryterium selekcji tej
rasy może być również eksterier czyli wygląd zewnętrzny.
Przede wszystkim nieprawdą jest, że konie są na wyścigach
nieszczęśliwe. Tak naprawdę konie pełnej krwi lubią
rywalizować, lubią się ścigać. Przeciętny jak ja jeździec, a
spędziłam na wyścigach wiele lat, ma na ogół kłopot z
utrzymaniem konia próbującego podczas treningu ponieść i
wyprzedzić inne konie, które uważa za rywali Na wyścigach
konie mają życie wręcz luksusowe- godzina treningu dziennie
(włączając stępowanie w maszynie) doskonałe wyżywienie, czyste boksy. Oczywiście podczas wyścigów zdarzają się wypadki, podobnie jak w każdej dziedzinie sportu. W
wypadkach jeździeckich na ogół bardziej poszkodowany jest
jeździec niż koń. Lepiej byłoby żeby obrońcy zwierząt
pochylili się nad losem koni pracujących przy zwózce drzewa
w terenach niedostępnych dla maszyn, które gdy opadną z sił
uruchamia się czasem rozpalając pod ich brzuchem ogień.


Przyjmijmy jednak na chwilę, że przeciwnicy wyścigów mają
rację i że organizacja wyścigów jest to dręczenie koni.
Przyjmijmy, że całkowicie zakazujemy organizacji wyścigów,
konkursów skoków, zawodów w powożeniu i jakichkolwiek
form wykorzystywania koni w sporcie. Wszystkie żyjące konie
powędrowałyby dla ich własnego dobra natychmiast do
rzeźni. Jaka siła zmusiłaby obywatela do utrzymywania
bezużytecznego zwierzęcia? Przeciwnicy wyścigów
wyobrażają sobie idealne życie koni na zielonych rajskich
pastwiskach. Niech więc zajmą się realizacją swoich rojeń.
Żeby zaspokoić ich żądania należałby nie tylko całkowicie
zakazać hodowli koni, oraz wyrżnąć te żyjące likwidując w ten
sposób część kultury człowieka oraz część puli genetycznej
świata zwierzęcego. To przecież nic nowego. Jak pamiętamy
komuniści chcieli naprawiać świat wyżynając arystokrację,
ziemiaństwo i burżuazję, a nawet – dla ich własnego dobra-
chłopów i robotników nie przekonanych do dobrodziejstw
obiecywanych przez komunistów. Należałoby również
wyrżnąć wszystkie drapieżne zwierzęta. Należałoby wyrżnąć
wszystkie ukochane pieski i kotki albo zmusić je do jedzenia
brukwi i kartofli. Nie regulowana obecnością naturalnego
wroga populacja zwierząt roślinożernych osiągnęłaby liczebność uniemożliwiającą ich wyżywienie więc masowo ginęłyby z głodu. Wystarczy tych idiotyzmów. Teraz kilka słów
o historii Wyścigów.

Przeszło dwieście lat temu 17 lutego 1777 roku w Ujazdowie stanęły na starcie klacze pisarza koronnego Kazimierza Rzewuskiego i posła angielskiego w
Polsce Whitwortha. Wygrała klacz Rzewuskiego. Pierwszy
wyścig grupowy odbył się 20 czerwca 1841 roku. Startowało
w nim 19 koni w tym dwa konie pełnej krwi należące do syna
twórcy Legionów generała Dąbrowskiego. W 1879 roku
August hrabia Potocki zorganizował pierwszy w Polsce
totalizator. W 1889 roku zbudowano pierwszy w Polsce tor
wyścigowy przy ulicy Polnej. 3 czerwca !939 roku otwarto tor
na Służewcu. Głównym architektem toru był inżynier Zygmunt
hrabia Plater-Zyberek, a teren służewiecki zakupiło w 1925
roku Towarzystwo Zachęty do Hodowli Koni W czasie wojny
Niemcy ukradli i wywieźli wszystkie wartościowe konie. Tor
przetrwał. Kuratorem toru w 1945 roku został generał Leon
Bukojemski. Utworzył on ekspedycję pod kierownictwem
znawcy koni majora Henryka Harlanda która pojechała na
zachód odbierać polskie konie.


Łatwo się domyślić, że zmasowany atak aktywistów i
towarzyszących im mediów nie jest spowodowany troską o
końskie języki. Jest to atak na zamówienie lobby
deweloperów ostrzących sobie od lat ząbki na ten wspaniały
teren. W latach siedemdziesiątych ówczesny dyrektor
Gniazdowski wyperswadował specjalnej komisji przeniesienie
toru. Nawet ludzie innych poglądów politycznych rozumieją,
że nie wolno przekreślać ważnej części polskiej kultury.

Kolejna niepotrzebna ofiara wojny… Spoczywaj w pokoju, Nigel

Kolejna niepotrzebna ofiara wojny… Spoczywaj w pokoju, Nigel

28 sierpnia 2026 przez Larry’ego C. Johnsona sonar21/another-needless-casualty-of-war-rip-nigel

Jeśli Ty lub ktoś, kogo znasz, przeżywa trudności, infolinia kryzysowa dla weteranów jest dostępna 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Wystarczy zadzwonić pod numer 988 i nacisnąć 1, wysłać SMS na numer 838255 lub odwiedzić stronę VeteransCrisisLine.net.

Miałem napisać artykuł o korupcji w rodzinie Trumpów, ale otrzymałem od jednego z moich subskrybentów na Substacku następującą wiadomość i poczułem się zobowiązany, żeby się nią podzielić. Tracimy zbyt wielu młodych żołnierzy z powodu samobójstw… Zdecydowana większość to mężczyźni. Serce mi pęka z żalu za rodzicami i przyjaciółmi młodego mężczyzny opisanego w poniższym liście:

Witam, panie Johnson. Nazywam się Pete. Od dawna obserwuję pana w mediach społecznościowych, a także pańskie występy z Dannym, Jimmym, Glennem i sędzią. Wiem, że zdrowie psychiczne naszych żołnierzy jest dla pana tematem zainteresowania, dlatego chciałem się z panem skontaktować i opowiedzieć historię wydarzeń na bazie lotniczej Luke w Phoenix w zeszłą niedzielę, kiedy mój syn odebrał sobie życie na szlaku Shoshone w Wielkim Kanionie w niedzielę 17-go.

Mój syn Nigel służył w Siłach Powietrznych, w 56. Dywizjonie Lotnictwa Cywilnego. Został wysłany do Abu Zabi na około 10 miesięcy. Miał wrócić 2 marca, ale wydarzenia 28 lutego (który był również jego URODZINAMI) gwałtownie to zmieniły, przedłużając jego misję o prawie sześć miesięcy. Wrócił około miesiąc temu do bazy Luke AFB w Arizonie.

Mieszkamy w South Bend w stanie Indiana. Natychmiast zgłosił się do szpitala z powodu PTSD. Pomimo tego, że był Zoomerem, zawsze był odporny psychicznie, więc przerażało mnie, że to zrobił. Został wypisany po około tygodniu, pomimo własnych protestów, i zaproponowano mu terapię grupową zamiast terapii. Nie znam WSZYSTKICH szczegółów, chociaż jestem w kontakcie z jego dziewczyną, również z 56. Korpusu Ekspedycyjnego, z którą służył. Ma więcej informacji na ten temat i odwiedzi nas w przyszłym tygodniu, aby się nimi podzielić.

Zbliżał się do końca służby i przed ostatnim wyjazdem zastanawiał się, czy ponownie się zaciągnąć. Miał zaledwie 24 lata, ale od roku był w stopniu E5 i był przygotowywany przez pułkownika do ewentualnego pójścia na studia w ramach stypendium ROTC, aby dokończyć ostatnie dwa lata studiów. Nigel ukończył liceum ze średnią ocen 3,9 i wynikiem 1400 punktów w teście SAT, ale zawsze doceniał pomaganie mi w projektach budowlanych i remontowych i zawsze uważał się za robotnika. Dlatego planował pozostać w szeregach.

Przepraszam za te wszystkie szczegóły, ale wiem, że zauważyłem, jak dużą uwagę poświęcacie tego typu sprawom, kiedy rozmawiacie z sędzią lub Dannym Davisem. Wiem, że Nigel nie jest odosobniony w swojej traumie i decyzjach, które podjął po powrocie. Bezpieczeństwo operacyjne uniemożliwiło nam regularne rozmowy, tak jak to robiliśmy przed wybuchem wojny, ale wiem, że był głęboko poruszony atakiem rakietowym Tomahawk w Minab i zniesmaczony ludobójstwem w Strefie Gazy, na Zachodnim Brzegu i w Libanie. Powiedział, że nikt nie wierzy w tę misję.

Jeśli dotarłeś aż tutaj, dziękuję za poświęcony czas. Czuję się bezsilny i brakuje mi energii, by naciskać na wojsko w sprawie sposobu, w jaki podchodzi do zdrowia psychicznego naszych żołnierzy, dlatego pisanie do Ciebie to najlepszy sposób, w jaki mogę podnieść świadomość na temat stanu morale w wojsku. To młode pokolenie patrzy na to szambo w inny sposób niż nasza generacja. I choć boję się o stan naszego wojska, bardziej boję się o dusze tych młodych mężczyzn i kobiet. Twój głos jest niezwykle ważny i wzywam Cię do kontynuowania tego, co robisz. Dziękuję. 

Piotr

Nie mam prostej odpowiedzi ani rozwiązania tej epidemii samobójstw. Mogę tylko prosić o czujność i utrzymywanie kontaktu z osobami z rodziny lub kręgu znajomych, które mogą zmagać się z zespołem stresu pourazowego (PTSD). To musi się skończyć.

Modlę się o pokój Boży dla Petera i jego rodziny, którzy zmagają się z tą niewyobrażalną stratą.


Pułkownik Wilkerson i ja omawiamy z Nimą najnowsze informacje na temat Iranu:

Pułkownik Larry Wilkerson i Larry Johnson: Pułapka zacieśnia się nad Iranem i USA

Wystąpił dziś z Karen Kwiatkowski przy okrągłym stole INTEL:

Okrągły stół INTEL z Johnsonem i Kwiatkowskim – podsumowanie tygodnia 28 sierpnia

Wracamy do Brandona Weicharta, zastępującego Maria:

TRUMP UKRYŁ MISJĘ W MOSKWIE PRZED SWOIMI DORADCAMI — z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Na początku programu omawiam z Sulaimanem strzelaninę do Charliego Kirka:

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI: WIELE ATAKÓW NA CIEŚNINĘ ORMUZ, HEGSETH NA PREZYDENTA Z CIA, LARRY JOHNSON

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie

Długowieczność leszczyny. MEM-y III.

—————————————-

————————————

————————————————————————-

—————————————————

—————————

————————————————–

——————————–

———————————–

—————————————-

——————————

———————————–

Prawdziwy rozmiar konsekwencji porażki USA w Iranie wciąż jest przedmiotem analizy

Prawdziwy rozmiar konsekwencji porażki USA w Iranie wciąż jest przedmiotem analizy

Symplicjusz 28 sierpnia 2026 r. simplicius/the-true-extent-of-fallout-from-uss

Najnowszy raport WSJ rzuca nowe światło na źródła irańskiej katastrofy Trumpa, potwierdzając praktycznie wszystko, czego się już domyślaliśmy:

https://www.wsj.com/politics/national-security/irańska-wojna-ostrzeżenia-9d7f289a

Tekst zaczyna się od opisu, w jaki sposób Netanjahu zapewnił Trumpa, że ​​Iran znajduje się w „najsłabszym punkcie od dziesięcioleci”, podczas gdy analitycy wywiadu Trumpa za pośrednictwem dyrektora wywiadu Gabbard ostrzegali go, że zabicie Chameneiego jedynie doprowadzi do wprowadzenia znacznie większej liczby postaci o radykalnych poglądach, które natychmiast zamkną Cieśninę Ormuz, wśród wielu innych rzeczy, które niemal idealnie przewidziały późniejsze wydarzenia:

Ówczesna dyrektor wywiadu narodowego Tulsi Gabbard przedstawiła oceny amerykańskiego aparatu wywiadowczego. Według osób zaznajomionych ze spotkaniem, powiedziała Trumpowi, że zabicie najwyższego przywódcy Iranu prawdopodobnie zapoczątkuje powstanie bardziej radykalnego reżimu, otwartego na zdobycie broni jądrowej. Teheran natychmiast zamknąłby Cieśninę Ormuz, destabilizując globalny rynek energetyczny. Uderzyłby również w siły zbrojne USA i partnerów na Bliskim Wschodzie, co wywołałoby pytania o determinację i wiarygodność Ameryki w relacjach z sojusznikami.

W dalszej części artykułu szczegółowo opisano, jak Trump w swej pysze chełpił się zabiciem Chameneiego, by następnie zobaczyć, jak wszystkie przewidywania dyrektora wywiadu narodowego się sprawdzają. Po tym zdezorientowany Trump wpadł we wściekłość na swoich doradców, którzy nie potrafili zrozumieć, dlaczego siły zbrojne USA nie były w stanie zmusić Iranu do posłuszeństwa.

Rezultat okazał się całkowicie odwrotny od wizji Trumpa, gdyż wiele mediów głównego nurtu potwierdziło, że wojna z Iranem spowodowała „miliardy” strat w nieodwracalnych obiektach amerykańskiego wywiadu, w tym w sprzęcie do nadzoru, stacjach CIA, sieciach radarowych i innych.

https://www.nbcnews.com/politics/national-security/iran-inflicted-billions-damage-us-intelligence-sites-sources-say-rcna591879

Z Telegraph :

Irańskie drony i rakiety zaatakowały „stanowiska wywiadowcze i sprzęt do nadzoru na Bliskim Wschodzie w stopniu większym niż jakiekolwiek zniszczenia, jakich doświadczyły amerykańskie agencje szpiegowskie” –podało NBC News, powołując się na cztery anonimowe źródła.

Szacuje się, że naprawa szkód będzie kosztować miliardy dolarów.

Jak donosił w zeszłym miesiącu Reuters, w marcu irańskie drony zaatakowały placówkę CIA w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej. Zaatakowano również odrębną placówkę CIA we wschodnim Iraku.

Źródła NBC poinformowały, że zaatakowano kolejne obiekty, ale odmówiły podania dalszych szczegółów. Przedstawiciele USA zbadali również, czy Rosja przekazała Iranowi technologię dronów lub informacje o celach ataku.

Dzieje się to na tle nowych doniesień, że Marynarka Wojenna USA zaczyna mieć mało funduszy z powodu katastrofalnej wojny:

https://www.theguardian.com/us-news/2026/aug/27/trump-iran-war-navy-budget

Jak wynika z dokumentów uzyskanych przez Guardian oraz wywiadów z przedstawicielami marynarki wojennej, kontrahentami i analitykami obronności,wojnaDonalda Trumpa z Iranemwpędziła armię amerykańską w poważny kryzys finansowy. Marynarka wojenna USA zmuszona została do przekazania pieniędzy z listy płac i innych źródeł w celu pokrycia kosztów działań wojennych .

Ciekawe jest ich stwierdzenie, że „niepilne prace konserwacyjne” zostały odroczone z powodu kryzysu finansowego:

Eksperci i byli urzędnicy twierdzą, że konta są na wyczerpaniu. „Skarbonka jest zepsuta” –powiedział Harlan Ullman, emerytowany oficer marynarki wojennej. Ullman jest członkiem Narodowej Komisji ds. Przyszłości Marynarki Wojennej, ale powiedział, że nie wypowiada się w imieniu komisji.

Jeden urzędnik i jeden z kontrahentów marynarki wojennej stwierdzili, że prace konserwacyjne obiektów lądowych, które nie są pracami awaryjnymi, zostały odroczone z powodu kryzysu finansowego.

Choć mówią o „obiektach lądowych”, nie byłoby zaskakujące, gdyby dotyczyło to praktycznie wszystkiego, co wyjaśniałoby opłakany stan amerykańskich okrętów w ostatnim czasie. Można się spodziewać, że armia amerykańska będzie w przyszłości wyglądać coraz bardziej zaniedbana, w miarę jak reperkusje tego bałaganu będą się rozprzestrzeniać z typowym dla gigantycznej organizacji opóźnieniem.

Aby jeszcze bardziej podważyć magnum opus prezydentury Trumpa, WSJ donosi, że najnowsze przechwałki USA o ropie „wypływającej przez Ormuz” to po prostu puste słowa:

https://www.wsj.com/business/energy-oil/us-says-oil-is-pouring-through-hormuz-trackers-cant-find-it-306faebd

DUBAJ — Administracja Trumpa twierdzi, że przez Cieśninę Ormuz przedostają się ogromne ilości ropy. Śledzący, których zadaniem jest liczenie światowych dostaw ropy, widzą znacznie mniej.

Biorąc pod uwagę bezcelowość trwającej gry Trumpa na Ormuz, pogłoski, że wizyta dyrektora CIA Ratcliffe’a w Moskwie miała coś wspólnego z ostrzeżeniem Rosji przed udzielaniem Iranowi różnego rodzaju pomocy, wydają się być wiarygodne. Być może w desperacji, by przełamać impas, Trump wysłał Ratcliffe’a, aby błagał Rosję o wycofanie się w zamian za jakąś ofertę, tak aby Trump mógł zapewnić sobie „zwycięstwo” na Ormuz i zakończyć sprawę.

W końcu, w ostatnich tygodniach pojawiły się różne doniesienia z izraelskich kanałów informacyjnych na temat rodzajów pomocy, jakiej udziela Rosja, w tym przede wszystkim Huti:

Połączyć

Robert Kagan, który nagle stał się wiecznie zajęty, napisał kolejny artykuł dla magazynu „Atlantic”, w którym stanowczo oświadcza, że ​​Iran będzie odtąd dominującą potęgą na Bliskim Wschodzie:

https://www.theatlantic.com/international/2026/08/iran-middle-east-power/688374/

Dziwne, że ostatnio gorączkowo pisze tak wiele tekstów, w przypływie paranoi lub desperacji. Często takie osoby piszą te siejące strach teksty nieszczerze, udając jakąś deklaratywną „katastrofalną” rzeczywistość, podczas gdy ich prawdziwym celem jest pobudzenie działań, aby zapobiec dokładnie temu rezultatowi, o którym tak głośno krzyczą. Czy tak jest w tym przypadku?

Kagan pisze:

Przez lata Iran zmagał się z niekorzystnym dla siebie układem sił na Bliskim Wschodzie. Region był zdominowany przez wrogie amerykańskie supermocarstwo, Izrael, dysponujący bronią jądrową i militarną przewagą, oraz znaczących lokalnych aktorów – Egipt, Arabię ​​Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie – strategicznie i gospodarczo powiązanych ze Stanami Zjednoczonymi.

Dziś Iran znalazł się w zupełnie nowej sytuacji. Zmierzył się z supermocarstwem i Izraelem, wytrzymał ostrzał z ich najnowocześniejszej broni i z nawiązką przetrwał. W rezultacie Iran, z pomocą Ameryki, całkowicie przebudował strukturę władzy na Bliskim Wschodzie i w Zatoce Perskiej.Dominującą potęgą w regionie będzie w przyszłości Iran, a nie Stany Zjednoczone ani Izrael. Kraje sąsiednie już dostosowują się do tej nowej rzeczywistości. Bardziej odległe mocarstwa również. Przez lata świat zmagał się z Iranem ograniczonym.Teraz odkryje, jak wygląda Iran uwolniony.

Możemy przynajmniej powiedzieć, że bez względu na intencje autora, wniosek jest obiektywnie poprawny.

Kagan wyjaśnia dalej, że gdy Izrael próbował wstrzymać produkcję gazu w Iranie, reakcja była tak nagła i silna, że ​​natychmiast skłoniła Trumpa do podjęcia działań w celu zawieszenia broni:

Mimo to wszystko reżim przetrwał i nie poszedł na żadne ustępstwa. Wręcz przeciwnie, Iran obnażył piętę achillesową Ameryki: bezbronność sąsiadów Iranu.Przełom nastąpił w połowie marca, kiedy Izrael zaatakował irańskie złoże gazu Południowy Pars, a Iran odpowiedział atakiem na katarski kompleks Ras Laffan, największy na świecie zakład skraplania gazu ziemnego. Atak pokazał, że chociaż Iran ewidentnie nie byłby w stanie pokonać Stanów Zjednoczonych w wojnie powietrznej, irańskie pociski i drony mogłyby wyrządzić wystarczająco dużo szkód infrastrukturze naftowo-gazowej Zatoki Perskiej, by pogrążyć świat w długotrwałym kryzysie gospodarczym. Państwa Zatoki Perskiej natychmiast to zrozumiały, podobnie jak Trump. Wstrzymał ataki na irańskie cele energetyczne, nakazał niechętnemu Izraelowi uczynić to samo i wkrótce położył kres szerszej kampanii, nie wymuszając ani jednego ustępstwa ze strony Iranu. Od tamtej pory, pomimo licznych gróźb, Trump ani razu nie nakazał kolejnego ataku na irańską infrastrukturę energetyczną.

Krótko mówiąc, Iran okazał się mieć najsilniejszą pozycję nacisku ze wszystkich.

Przyznaje, że podpisane w czerwcu porozumienie było wyraźnym zwycięstwem Iranu, który deklarował, że „Islamska Republika Iranu, a nie żaden inny kraj, będzie „poczynić ustalenia” w celu „bezpiecznego przepływu statków handlowych” przez Cieśninę Ormuz. W dialogu z Omanem, bez pośredników ani innych uczestników, Iran będzie ustalał administrację cieśniną „zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym i suwerennymi prawami państw nadbrzeżnych”.

Kagan zauważa, że ​​sednem sprawy jest to, że Iran tak naprawdę nie potrzebował porozumienia i wiedział, że USA nie mają nic do zaoferowania i uciekną, niezależnie od tego, czy porozumienie zostanie podpisane:

Z perspektywy czasu wydaje się, że irańscy przywódcy nie wierzyli w potrzebę podpisania porozumienia. Według doniesień, Najwyższego Przywódcę Modżtabę Chameneiego musiał przekonać prezydent Masud Pezeshkian do jego podpisania. Względna obojętność Teheranu była zrozumiała: amerykańskie ustępstwa odzwierciedlały tak wielką desperację, by zakończyć wojnę, że Irańczycy mogli się spodziewać, że Stany Zjednoczone ostatecznie się wycofają, niezależnie od porozumienia.

Jak słusznie zauważa Kagan, Stany Zjednoczone obawiają się teraz eskalacji bardziej niż Iran.

Jeśli chodzi o żałosne „sankcje” Trumpa i nową strategię duszenia Iranu za pomocą stopniowych środków ekonomicznych, Kagan pisze, że jest to czyste złudzenie:

Przekonanie, że Iran, przetrwawszy zarówno ataki wojskowe, jak i sankcje, ulegnie teraz samym sankcjom, jest złudne. Modżtaba dokonał gruntownej przebudowy irańskiego kierownictwa bezpieczeństwa narodowego i obsadził na najwyższych stanowiskach weteranów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Były dowódca IRGC, Mohsen Rezaei, stoi obecnie na czele Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a inni twardogłowi urzędnicy bezpieczeństwa awansowali. Reżim wyłaniający się z wojny jest reorganizowany przez ludzi, którzy wierzą, że Iran przetrwał amerykańsko-izraelską próbę jego zniszczenia i że zwycięstwo przyniósł opór, a nie kompromis.

Dzięki swojej przenikliwości Kagan wyjaśnia, dlaczego irańska kontrola nad Cieśniną jest bronią potężniejszą niż broń nuklearna, która ma charakter ściśle odstraszający:

Kontrola Iranu nad Cieśniną Ormuz jest bardziej użytecznym narzędziem siły niż broń jądrowa. Broń jądrowa może odstraszyć atak, ale kontrola nad cieśniną daje Iranowi przewagę nad dziesiątkami krajów każdego dnia.

Dzięki niej Iran może nagradzać przyjaciół, karać wrogów, czerpać zyski, wymuszać złagodzenie sankcji i zmuszać rządy do zastanowienia się dwa razy, zanim sprzeciwią się polityce Iranu. Może to wszystko zrobić bez oddania jednego strzału, zachowując jednocześnie możliwość grożenia przemocą w razie potrzeby.

Pod koniec Kagan porusza kwestię innego ważnego następstwa historycznej porażki USA w Iranie – faktu, że Stany Zjednoczone okazały się papierowym tygrysem, co będzie miało złożone skutki w innych regionach świata:

Skutki sięgną daleko poza Bliski Wschód. Sojusznicy Ameryki w Azji i Europie widzą, że stosunkowo krótka wojna z mocarstwem drugorzędnym pochłonęła znaczną część amerykańskich zapasów broni potrzebnej do obrony przeciwrakietowej.Widzą, że Stany Zjednoczone rozpoczęły wojnę, której nie mogły zakończyć, naraziły swoich partnerów na odwet, a następnie przerwały ją, gdy koszty stały się zbyt wysokie. Wnioski Pekinu dotyczące Tajwanu i wnioski Moskwy dotyczące Europy mogą być niemożliwe do ustalenia. Ale sojusznicy Ameryki nieuchronnie będą pytać, czy Waszyngton ma broń, wytrzymałość i wolę polityczną, by podtrzymywać kolejny poważny konflikt. W rzeczywistościjuż je mają.

Jest to szczególnie aktualne dzisiaj, ponieważ ujawniono fascynująco – przynajmniej według NYT i WaPo – że „tajna podróż” Ratcliffe’a do Moskwy wczoraj była spowodowana obawami Waszyngtonu, że Rosja postrzega teraz USA jako tak osłabione porażką z Iranem, że mogłoby to zainspirować Putina do „polubienia swoich szans” w starciu z państwem NATO:

Rob Lee@ RALee85RALee85Jak @nytimes i @washingtonpost opisują przesłanie, jakie dyrektor CIA Ratcliffe przekazał rosyjskim urzędnikom podczas swojej podróży do Moskwy. „John Ratcliffe, dyrektor CIA, odbył w tym tygodniu tajną wizytę w Moskwie, aby prywatnie podzielić się swoją ponurą oceną stanu…

Przeczytaj uważnie zaznaczone:

„Tajemniczą podróż dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a do Moskwy w tym tygodniu poprzedziły najnowsze informacje wywiadowcze USA, wskazujące na to, że Kreml uważa Stany Zjednoczone za osłabione wojną z Iranem, co daje Rosji okazję do eskalacji działań przeciwko amerykańskim interesom i sojusznikom w Europie, twierdzą dwie osoby zaznajomione ze sprawą…

Tego nie da się wymyślić:

Jak powiedziała jedna ze znanych osób,wizyta Ratcliffe’a w Moskwie „nie była związana z tym, że Putin znalazł się w kącie”, ponieważ jego armia nie zdołała przełamać impasu na polu bitwy na Ukrainie, lecz „bardziej z tym, że Rosja uważa, że ​​jesteśmy wyczerpani i nie możemy interweniować ”.

Ratcliffe poleciał więc z rozpaczą, by zapewnić Rosję, że USA nie są papierowym tygrysem, i pogrozić Putinowi kijem, by przypomnieć mu, że mimo upokarzającego zdeptania ich przez średnie mocarstwo, USA nadal są poważne.

Jeśli to prawda, to dość szokujący i żenujący obrót spraw. W praktyce oznaczałoby to, że Ratcliffe został wysłany jako chłopiec na posyłki, żeby w zasadzie powiedzieć:

„Słuchajcie, wiem, że nasze imperium wygląda na chylące się ku upadkowi, ale nie zapominajcie: wciąż mamy broń nuklearną (choć może starzejącą się, napędzaną dyskietkami z lat 70. i ukrytą w silosach, w których pracują narkomani ).”

Cóż, gdyby to była jego wiadomość, to rosyjscy rozmówcy z pewnością przyjęliby ją z drżącymi ustami i zadowoleniem.

Gdy musisz latać dookoła świata, aby „przypomnieć” swoim przeciwnikom o swojej sile, może to być pierwszy poważny znak, że słońce zaczęło zachodzić nad twoim imperium.

100 watergate’ów tygodniowo. MEM-y II.

————————————–

———————————————–

—————————–

—————————————–

————————–

================================

———————————————————

——————————-

———————————-

Wystarczy jedno pęknięcie w kłamstwie, które nam wmówiono

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone-com-au/all-it-takes-is-one-crack-in-the-lie-weve-been-sold

Wystarczy jedno pęknięcie w kłamstwie, które nam wmówiono

Zaczyna się ciągnąć za jedną nitkę, a potem wszystko się wali. Może zaczyna się od kłamstw o ​​wojnie w Iraku. Może od 11 września. Teraz dla wielu ludzi to Palestyna.

Caitlin Johnstone

Widziałem klip z serialu Netflixa „1899”, w którym kobieta odkrywa pęknięcie na ekranie tego, co uważała za swój świat, przez co całe jej postrzeganie rzeczywistości rozpada się na jej oczach.

Ktoś podpisał ten klip: „Każde przebudzenie zaczyna się od pęknięcia w kłamstwie”.

Tak. Tak się właśnie dzieje.

Zaczyna się ciągnąć za jedną nitkę, a potem wszystko się wali. Może zaczyna się od kłamstw o ​​wojnie w Iraku. Może od 11 września. Teraz dla wielu ludzi to Palestyna.

Ciągniesz za tę nić, odkrywając coraz więcej niewygodnych prawd, aż w końcu odkrywasz, że prawie wszystko, czego cię nauczono o otaczającym cię świecie, było kłamstwem.

Każda wojna. Wszystko o tym, jak naprawdę działa twój rząd. Wszystko, co ci powiedziano o narodach i ich funkcjonowaniu. Wszystko o kapitalizmie i komunizmie oraz o tym, jak zorganizowane jest twoje społeczeństwo. To wszystko były kłamstwa, wpajane ci przez rodziców, nauczycieli, kaznodziejów, ekspertów, polityków i dziennikarzy od momentu, gdy byłeś wystarczająco dorosły, by przetwarzać złożone myśli.

To może być przerażające. Może to przypominać koniec twojego świata, bo w pewnym sensie właśnie tym jest. Twoje szczere dążenie do prawdy prowadzi do rozpadu wszystkiego, co myślałeś, że wiesz, i pogrążasz się w wielkiej otchłani niepewności co do tego, co jest prawdziwe.

I wielu ludzi gubi się w tym momencie. Wpadają w zbyt wiele króliczych nor, pogrążając się w paranoi i niedostatecznym krytycznym myśleniu, i w końcu zastępują wszystkie swoje stare, wpojone systemy wierzeń nowymi, równie szalonymi i służącymi władzy, jak te pierwsze. Często istnieje luka między porzuceniem starego światopoglądu a stworzeniem nowego, w którym łatwo się pogubić i wprowadzić w błąd.

Ale jeśli pozostaniesz szczery, ostrożny, nieustępliwie uczciwy wobec siebie i oddany prawdzie, dbając jednocześnie o to, by twoje zdolności krytycznego myślenia działały z pełną mocą, w końcu wyjdziesz z tej fazy poczwarki ze skrzydłami światopoglądu opartego na prawdzie. Teraz będziesz mógł nie tylko przejrzeć stare kłamstwa, ale także zrozumieć, co naprawdę dzieje się na świecie.

————————————————-

A to, co naprawdę dzieje się na świecie, jest o wiele mniej przyjemne niż fikcje, którymi karmiono cię w szkole. Widzisz, że rządzi nami transnarodowy sojusz plutokratów i agencji rządowych, którzy manipulują sprawami światowymi, aby maksymalizować swoją władzę i zyski kosztem zwykłych ludzi pracy na całym świecie, i widzisz, że ci sami potężni oprawcy są odpowiedzialni za konstruowanie fikcyjnego, służącego władzy światopoglądu, od którego właśnie się uwolniłeś.

A kiedy widzisz, jak nieprzyjemna jest prawda i jak ciężko musiałeś się napracować, żeby ją odkryć, rozumiesz, dlaczego stosunkowo niewielu ludzi się do niej przebudziło. Z perspektywy ego to ogromny wysiłek i dyskomfort bez większych korzyści. Kształtowanie światopoglądu opartego na prawdzie to coś, co robisz dla samego siebie, a jeśli nie jesteś osobą, która postrzega prawdę jako nagrodę samą w sobie, to raczej nie będziesz do niej dążyć.

Ale coraz więcej ludzi wybiera prawdę. Coraz więcej osób dostrzega luźną nić oznaczoną jako „Gaza”, „Epstein” czy coś w tym stylu i z zaciekawieniem ją pociąga. Pomimo dyskomfortu, pomimo wymaganego wysiłku i pomimo ogromnego kosztu poświęcenia świata, który, jak im się wydawało, znali, ciągną za tę nić i ciągną dalej. Widzimy to coraz częściej z roku na rok.

I to daje mi nadzieję. Nie wiem, dokąd to zmierza ani czy w końcu zwyciężymy, ale widzę wystarczająco dużo zmian w ludzkiej świadomości na masową skalę, by nadal dawać nadzieję na lepszy świat.

Spadek. Człowiek nie czyta, a jednak cieszy. MEM-y I.

——————————-

—————————–

———————————

—————————————————–

————————-

—————————————-

———————————————————————-

———————————————

——————————————-

—————————

Zmartwienia miliardera

Zmartwienia miliardera

28. sierpnia 2026 Marek Wojcik world-scam/zmartwienia-miliardera

Bill Gates – ekspert od apokalipsy – twierdzi, że nadszedł czas, by wpaść w panikę z powodu sztucznej inteligencji. Ma jednak rozwiązanie.

Bill Gates się martwi. O nas. Oczywiście. Ten ekspert od wszystkiego wyjaśnia teraz, jak możemy uchronić się przed sztuczną inteligencją.

W skrócie: wyższe podatki, większa kontrola centralna, instytucje ponadnarodowe. Źródło.

Dawniej, jego największym zmartwieniem było finansowanie biednych krajów w celu zaopatrzenia je w cudowny eliksir wytwarzany przez jego firmy, zwalczający wspieraną przez niego straszliwą pandemię. Finansowanie, naturalnie nie z jego prywatnych funduszy, ale z podatków bogatszych krajów.

To się nazywa filantropijna solidarność! Szczególnie kiedy jego majątek wzrósł dzięki temu o wiele kolejnych miliardów dolarów.

Dwa badania dotyczące szczepionek przeciwko COVID-19, obejmujące 8,7 MILIONA osób, potwierdzają, że Fauci i Gates zaszczepili świat rakiem:

Rak piersi: +54%
Rak prostaty: +69%
Rak płuc: +53%
Rak pęcherza moczowego: +62%
Rak jelita grubego: +35%
Rak żołądka: +34%
Rak tarczycy: +35%

Źródło: Telegram 27.08.2026 r. 18:53.

Kolejny produkt firmy Microsoft, który jest pełen wirusów.

Największym zmartwieniem filantropa jest niezadowalające tempo sukcesów jego eugenicznych działań. Zadziwił swoich fanów – tak tych ciągle jeszcze nie brakuje – pisząc komunikat o zagrożeniach ze strony sztucznej inteligencji.

We wczorajszym artykule na amgreatness.com: Bill Gates ma dla Ciebie plan dotyczący sztucznej inteligencji, źródło, czytamy:

Założyciel Microsoftu, miliarder i założyciel, jest bardzo zaniepokojony sztuczną inteligencją. Martwi się o nasze miejsca pracy, nasze rodziny, naszą zdolność do myślenia i wnioskowania w tej sprawie, a także oczywiście o to, jak sztuczna inteligencja wpłynie na jego cenną narrację o zmianach klimatu. Najwyraźniej nie przejmuje się swoją własną historią katastrofisty państwa opiekuńczego.

Filantrop został poczęstowany przez wielbiciela tortem. Belgia 1999 r.
Źródło: Telegram 05.08.2026 r. 04:20.

Ludzie są niewdzięczni. Tyle pieniędzy poświęcił (czytaj: ukradł) dla dobra ludzkości, tyle wysiłków, by ułatwić zejście ze świata zbędnym pasożytom, za których uważa biednych ludzi. Nawet takie projekty jak masowa aborcja szczepionkami nie zostały docenione w Indiach i w Afryce. Takim „dobroczyńcom” zawsze jest ciężko w życiu i muszą nawet doszkalać swoich pracowników ochrony w rozpoznawaniu słodkich zagrożeń jak te na powyższym filmie.

Do tego trzeba jeszcze dodać koszty związane z korumpowaniem urzędników państwowych, by trzymali z daleka od niego niegrzecznych prokuratorów oskarżających go o zbrodnie wobec ludzkości.

Gates powiedział, że jego zainteresowanie Epsteinem wynikało z tego, co teraz określa jako błędne przekonanie, że powiązania finansisty z zamożnymi osobami mogą pomóc w pozyskiwaniu funduszy na globalne inicjatywy zdrowotne. Nazwał tę ocenę „gigantycznym błędem” i przeprosił za przypisanie Epsteinowi wiarygodności.

W ten sposób Bill Gates – mistrz niewinności domniemanej – wytłumaczył wczoraj swoje niefortunne kontakty z Epsteinem. Źródło.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com