












[Chodzi o jaja, słodyczy ty moja… md]













[Chodzi o jaja, słodyczy ty moja… md]
18.02.2025 https://nczas.info/2025/02/18/torun-zakazal-publicznego-rozanca-urzednikowi-nie-spodobaly-sie-transparenty/

Władze Torunia podjęły decyzję o rozwiązaniu zgromadzenia publicznego o charakterze religijnym. Organizatorzy „Publicznego Różańca w intencji Odnowy Narodu Polskiego” mieli do czynienia ze służbami.
Andrzej Rabuszak, reprezentujący toruński magistrat, podczas publicznego różańca dopatrzył się niewłaściwego baneru. Co miesiąc w trakcie wydarzenia wywieszane są transparenty antyaborcyjne i przestrzegające przed deprawacją dzieci przez wiadome środowiska. Tym razem komuś one bardzo przeszkadzały.
Urzędnik wezwał organizatorów do usunięcia nieprawomyślnych banerów, a gdy to nie nastąpiło, podjął decyzję o rozwiązaniu zgromadzenia.
Dodatkowo osoby zaangażowane w organizację publicznego różańca zostały wezwane na przesłuchanie przez służby. Działaniem manifestantów zajęli się funkcjonariusze Straży Miejskiej.
Według służb doszło do złamania art 141 Kodeksu wykroczeń, który mówi o tym, że „kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany”.
Organizatorzy wydarzenia nie zgodzili się z decyzją władz miejskich. Agnieszka Szumilas, jedna z organizatorek, podkreśliła, że zgromadzenie było legalne i zgłoszone zgodnie z procedurami, a zakaz traktuje jako naruszenie konstytucyjnego prawa do zgromadzeń. W odpowiedzi na rozwiązanie zgromadzenia, uczestnicy zdecydowali się na zawiązanie spontanicznego zgromadzenia.
„Publiczny Różaniec w intencji Odnowy Narodu Polskiego” odbywa się 15. dnia każdego miesiąca. Jak wydarzenie wygląda w praktyce, można zobaczyć poniżej, na jednej z archiwalnych relacji.

Tomasz Kolanek https://pch24.pl/nadchodzi-ekonomiczna-kolonizacja-ukrainy-przez-usa-donald-trump-ja-tylko-chce-odzyskac-moje-pieniadze
Wyłączny dostęp do połowy ukraińskich metali rzadkich oraz dostęp do infrastruktury naftowej, gazowej i portów – te żądania znalazły się w „zaproponowanym” przez USA Ukrainie „porozumieniu”. O sprawie informuje RMF FM powołując się na ustalenia brytyjskiego „Telegraph”.
„Wstępne szacunki sugerują, że straty Ukrainy wyniosłyby więcej niż niemieckie reparacje po I wojnie światowej i więcej niż kary nałożone na Niemcy i Japonię po przegraniu II wojny światowej”, czytamy.
Według brytyjskiego dziennika ewentualna zgoda Kijowa na propozycje Waszyngtonu będzie oznaczać „ekonomiczną kolonizację Ukrainy przez USA”.
„Na mocy porozumienia Amerykanie mieliby przejąć 50 proc. przychodów Ukrainy z wydobycia zasobów, a także 50 proc. wartości wszystkich kontraktów, które Kijów miałby zawierać z innymi krajami. Ta klauzula oznacza: najpierw zapłać nam, a potem nakarm swoje dzieci”, informuje „Telegraph” cytując anonimowe źródło.
„W rezultacie, gdyby porozumienie zostało podpisane, Waszyngton uzyskałby kontrolę nad większością ukraińskiej gospodarki surowcowej i będzie miał wyłączne prawo do ustalenia metod, kryteriów, warunków i zasad dotyczących wszystkich przyszłych licencji udzielanych przez Kijów”, dodaje gazeta.
Donald Trump powiedział w Fox News, że Ukraina „zasadniczo zgodziła się” przekazać 500 mld dolarów w swoich surowcach. Ostrzegł też, że jeśli Kijów odrzuci umowę, Ukraina może zostać podana Rosji „na tacy”.
– Mogą zawrzeć umowę. Mogą nie zawrzeć umowy, ale pewnego dnia mogą stać się Rosjanami lub nie. Ja chcę odzyskać swoje pieniądze – podkreślił prezydent USA.
Według informacji „Telegraph” propozycja Amerykanów wywołała w Kijowie prawdziwy szok.
Źródło: RMF FM, rmf24.pl
Nie mają żadnych kwalifikacji, są niebezpieczni, groźni, nie potrafią się zintegrować do naszej kultury, a państwo niemieckie ma dziś z nimi problem. To tacy ludzie, zdaniem europosła AFD Tomasza Froelicha, trafią do Polski. A Tusk? Pomoże? – Donald Tusk nie broni ani interesów Polski, ani interesów Niemiec, ani Europy – wypunktował rozmówca Katarzyny Gójskiej.

1 marca przy granicy z Polską zacznie działalność niemiecki ośrodek dla migrantów. W poniedziałek zostało podpisane porozumienie o jego powstaniu. – Punktem ciężkości działalności ośrodka w Eisenhuettenstadt ma być odsyłanie imigrantów do Polski – przekazało wprost niemieckie MSW.Tomasz Froelich, europoseł AFD, pytany przez Katarzynę Gójską na antenie Telewizji Republika o to, jacy ludzie będą deportowani do Polski z Niemiec w ramach paktu migracyjnego, nie krył:
– Ludzie, którzy nie mają żadnych kwalifikacji, którzy są niebezpieczni, którzy są groźni. Ludzie, którzy nie potrafią się zintegrować do naszej kultury – ci z którymi dziś państwo niemieckie ma problem. To są tacy ludzie
Przypomniał jednocześnie, iż „AFD jest zdecydowanie przeciwko paktowi migracyjnemu, bo wiemy, że to nic nie daje”.
– To nie jest w interesie Niemców migrantów – czy to Afgańczyków, czy Syryjczyków – deportować do Polski, ponieważ oni po paru tygodniach, miesiącach i tak do nas wrócą. To się dzieje teraz na granicy polsko-niemieckiej. Uchodźcy są deportowani do Polski i Niemcom się wydaje, że to jest w ich interesie. Nie. W interesie niemieckim jest to, aby ich deportować z powrotem do Afganistanu, Syrii, Afryki – podkreślił.
– AFD nie jest formacją antypolską, wręcz przeciwnie, zawsze broniliśmy suwerenności Polski na szczeblu Unijnym, broniliśmy Polskę przed atakami, zawsze uważaliśmy, że Polsce należy się KPO. Polska ma prawo być suwerennym państwem, dlatego zawsze staliśmy w jej obronie – mówił Tomasz Froelich.
Jak stwierdził, to, „co się dzieje teraz na zachodzie, jeśli chodzi o nielegalną migrację, to jest skandal” – My zawsze twierdziliśmy, że Polska ma prawo bronić swojej granicy – podkreślił.
Pytany o postawę polskiego premiera w kwestii migracji europoseł z Niemiec wskazał, iż „Donald Tusk nie broni interesów Polski, ani interesów Niemiec, ani Europy”.
– On broni interesów innych aktorów. Angela Merkel, też nie broniła interesów Niemieckich, była za skrajnie ideologicznymi projektami – porównał.
https://www.salon24.pl/u/lukaszwarzecha/1428556,przestepczosc-obcokrajowcow-w-polsce
Dane nie pozostawiają wątpliwości: rekordowo kryminogenną grupą obcokrajowców w Polsce są posiadacze gruzińskich paszportów. W relacji do liczby Gruzinów w naszym kraju popełniają o rząd wielkości więcej przestępstw niż Ukraińcy czy Białorusini.
Niestety, na mocy przepisów UE mają prawo wjeżdżać do strefy Schengen z paszportem biometrycznym na trzy miesiące bez wiz.
Problem narastającej przestępczości obcokrajowców, zwłaszcza ze Wschodu, zaczyna się przebijać do społecznej świadomości. Mam w tej sprawie czyste sumienie – o tym, że tak będzie, przestrzegałem już kilka lat temu, a szczególnie po rozpoczęciu wojny na Ukrainie, gdy do Polski przedostawali się obywatele Ukrainy praktycznie bez żadnej kontroli.
Latem ubiegłego roku podczas narady kierownictwa policji z ministrem spraw wewnętrznych i administracji padło stwierdzenie – zawarte w jednym z akapitów komunikatu ze spotkania – że poważnym problemem staje się przestępczość „rosyjskojęzyczna”. Ten nieco enigmatyczny termin nie oznacza oczywiście tego samego co przestępczość rosyjska (ta, jak państwo zobaczą dalej, jest problemem w małym stopniu). Rosyjskojęzyczni przestępcy to ci ze wschodu Ukrainy, z Białorusi, a także z byłych sowieckich republik. Również po części z Gruzji.
Od tamtego czasu media coraz częściej zajmują się tematem, do czego z pewnością przyczyniły się głośne przypadki brutalnych napadów, których sprawcy, pochodzący właśnie ze Wschodu, torturowali swoje ofiary – tak jak napad w Sanoku w sierpniu ubiegłego roku czy w Łańcucie w grudniu. Jest tylko kwestią czasu, gdy zmieniająca się na niekorzyść sytuacja odbije się w sondażach pokazujących poczucie bezpieczeństwa Polaków.
Najwięcej powiedzą nam oczywiście twarde dane. Takie dane otrzymałem niedawno z Komendy Głównej Policji. Ich opracowanie nie jest łatwe. Tabele pokazują liczbę przestępstw dokonanych przez obcokrajowców w kolejnych latach, począwszy od 2020, a skończywszy na 2024 r., z podziałem na obywatelstwo i na poszczególne artykuły kodeksu karnego oraz innych aktów prawnych (np. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii czy kodeks karny skarbowy). Poniżej przedstawię te pozycje ze spisu, które wydają się interesujące i wyróżniają się na tle innych. Nie uwzględniałem obywateli krajów UE czy szeroko pojętego Zachodu. Nie uwzględniałem również przestępstw opisanych jako zbieg przepisów – to jednak relatywnie niewielkie liczby, nie mają więc wpływu na ogólny obraz.
Zasadniczy problem przy interpretacji danych polega jednak na tym, że rozsądnie byłoby pokazać liczbę przestępstw na tle liczby obcokrajowców danego pochodzenia, przebywających w Polsce. Tyle że – co może być dla wielu zaskakujące – nie mamy jednego miarodajnego źródła, podającego nam aktualną liczbę przebywających na stałe w naszym kraju obcokrajowców.
Takich danych nie podaje ani Straż Graniczna, ani policja, ani Urząd do spraw Cudzoziemców. Są statystyki wydanych w danym roku pozwoleń na pracę, statystyki wydanych wiz pracowniczych (bardziej miarodajne dla liczby faktycznie przyjeżdżających do Polski osób) oraz wreszcie statystyki obcokrajowców danej narodowości, zarejestrowanych w ZUS. Żadna z tych liczb nie musi oddawać rzeczywistości. Na przykład szacuje się, że Ukraińców przebywa obecnie w Polsce około 1,5 miliona, podczas gdy w ZUS zarejestrowana jest mniej więcej połowa tej liczby. Z kolei osoby, które w minionym roku otrzymały wizy pracownicze, pozostają w Polsce przez jakąś część roku następnego. Nie ma zaś zestawień pokazujących, ile wiz pracowniczych jest w danym momencie ważnych dla jakiej nacji (ja przynajmniej takich nie byłem w stanie odszukać).
Trzeba też pamiętać, że Ukraińcy – podobnie jak choćby Gruzini – mogą swobodnie poruszać się wewnątrz strefy Schengen. Gruzini zaś (czyli ściślej: osoby z gruzińskimi paszportami) – jak pokażę niżej, najbardziej problematyczna grupa – mają prawo wjazdu do strefy Schengen na trzy miesiące wyłącznie na podstawie paszportu biometrycznego, bez wizy. Co w kontekście coraz uciążliwszej, brutalnej gruzińskiej przestępczości staje się kompletnie niezrozumiałe.
Aby umieścić liczby dokonywanych przestępstw w kontekście, sięgam zatem albo po podawane szacunkowe liczby przebywających w Polsce obywateli danego państwa, albo – w większości przypadków – po dane ZUS.
Dla lepszego kontekstu, warto wiedzieć, ile przestępstw w ogóle zarejestrowano w Polsce w trzech często spotykanych kategoriach dla przykładu w 2023 r.: bójka i pobicie – 2452, kradzież cudzej rzeczy – 117 tys., prowadzenie w stanie nietrzeźwości – 49600, rozbój, w tym z użyciem noża czy broni – 5 tys. W 2023 r. obcokrajowcy popełnili w sumie 3,7% wszystkich przestępstw.
W przypadku kradzieży pamiętać także trzeba, że od 1 października 2023 r. weszła w życie zmiana, podnosząca granicę, od której kradzież staje się przestępstwem z 500 – do 800 zł. Spotkało się to z daremnymi protestami handlowców i oczywiście wpłynęło na statystykę.
Spójrzmy zatem na ciekawsze pozycje:
[to dla ciekawskich, w oryginale MD]
citizengo/eksualizacja-dzieci-wraca—zatrzymaj-to-raz-na-zawsze

CitizenGO – rozpoczął tę petycję do Minister Edukacji Barbary Nowackiej – 2025/02/17
Uwaga rodzice i nauczyciele! Nie dajcie się oszukać Barbarze Nowackiej!
Minister Barbara Nowacka chciała wprowadzić do szkół obowiązkową edukację seksualną już od września 2025 roku. Jednak dzięki naszemu masowemu sprzeciwowi i ogromnej presji społecznej rządzący się wycofali. Nie dlatego, że nagle zaczęli szanować rodziców albo zmienili zdanie – po prostu boją się przedwyborczego skandalu!
Ale nie dajmy się oszukać! To nie jest koniec tej walki. Nowacka już zapowiedziała, że to tylko kwestia czasu, a jej ministerstwo nie zrezygnowało z planu przeforsowania tego przedmiotu obowiązkowo. Ich strategia jest prosta: czekają, aż ludzie przestaną protestować, aż temat ucichnie. Jeśli teraz nie zareagujemy, zaraz po wyborach wróci to w jeszcze gorszej formie i będzie za późno!
Dlatego właśnie TERAZ jest moment, by powstrzymać ich na dobre!
Mamy w rękach potężne narzędzie – trwające konsultacje publiczne. To nasza szansa, by raz jeszcze wywrzeć ogromną presję i sprawić, że rządzący nie odważą się wrócić do tego pomysłu. Każdy mail wysłany do ministerstwa, każdy podpis pod petycją to dowód, że nie zapomnieliśmy i nie pozwolimy na deprawację naszych dzieci.
Podpisz petycję i wyślij automatyczny mail do ministerstwa teraz! Już raz ich zatrzymaliśmy – zróbmy to ponownie! Nie dajmy się oszukać politycznym sztuczkom i nie pozwólmy, by po wyborach było za późno. Działajmy, póki oni są w defensywie!
=========================
Marzena P. Polska
Andrzej Nowak N. Kanada
Jolanta K. Polska
Robert K. Polska
Barbara K. PolskaSzanowna Pani Minister,
W związku z trwającymi konsultacjami publicznymi wyrażam stanowczy sprzeciw wobec planów wprowadzenia do szkół przedmiotu „edukacja zdrowotna”. Nie ma zgody na program, który budzi poważne kontrowersje, ingeruje w sferę wychowania należącą do rodziców i może nieść negatywne skutki dla psychiki oraz rozwoju dzieci.
Wprowadzanie wrażliwych treści związanych z seksualnością w oderwaniu od dojrzałości emocjonalnej i psychicznej uczniów to niebezpieczny eksperyment, który może przynieść więcej szkody niż pożytku. Istnieje uzasadniona obawa, że program zamiast edukować, wprowadzi chaos, wystawiając dzieci na treści, które nie są adekwatne do ich wieku i etapu rozwoju. Coraz więcej badań wskazuje, że zbyt wczesna ekspozycja na zagadnienia związane z aktywnością seksualną może prowadzić do wzrostu problemów psychicznych, obniżonego poczucia własnej wartości, a nawet większej podatności na wykorzystywanie.
Dodatkowo, program ten w sposób nieuprawniony ingeruje w konstytucyjne prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Seksualność i wartości związane z relacjami międzyludzkimi to tematy wyjątkowo wrażliwe, które powinny być przekazywane przez rodziców w sposób dostosowany do ich światopoglądu oraz dojrzałości dziecka. Wprowadzanie takich treści do programu szkolnego bez realnej konsultacji społecznej i bez uwzględnienia woli rodziców jest nie do zaakceptowania.
Niepokój budzi również fakt, że „edukacja zdrowotna” ma zastąpić „Wychowanie do życia w rodzinie” – przedmiot, który od lat pomaga uczniom budować dojrzałe podejście do relacji, odpowiedzialności i rodzicielstwa. Eliminacja tego programu i zastąpienie go narracją koncentrującą się wyłącznie na biologicznych aspektach seksualności osłabia przekaz dotyczący budowania trwałych relacji, szacunku oraz odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Edukacja powinna wspierać rozwój dzieci w sposób zrównoważony, uwzględniający zarówno aspekt fizyczny, jak i emocjonalny oraz moralny. Szkoła nie może narzucać kontrowersyjnych treści, które podważają prawa rodziców, prowadzą do przedwczesnej seksualizacji najmłodszych i wywołują niepotrzebne konflikty społeczne.
Wzywam do całkowitego wycofania tego projektu i pozostawienia rodzicom pełnej kontroli nad edukacją swoich dzieci w zakresie tak delikatnych kwestii. Państwo nie powinno przejmować roli rodziców ani zmuszać dzieci do uczestniczenia w zajęciach, które mogą stać w sprzeczności z ich wychowaniem i wrażliwością.
Oczekuję, że mój głos zostanie uwzględniony w procesie konsultacji, a Ministerstwo Edukacji Narodowej podejmie decyzję zgodną z rzeczywistym dobrem dzieci oraz z poszanowaniem praw rodziców.
Z poważaniem,













=========================
DOŚĆ . Więcej nie mogę… md

Nie chcę nikogo straszyć, ale spełnił się scenariusz może nie najgorszy, lecz jeden z tych naprawdę złych: Polska w momencie nagłego przyspieszenia geopolitycznego znalazła się w defensywie, bez planu, bez koncepcji, w stanie wewnętrznej dysfunkcji i przede wszystkim bez żadnego wpływu na sprawy, które będą nas dotyczyły.
Udział pana premiera Tuska w poniedziałkowym spotkaniu, które w ramach paniki dyplomatycznej ma się zająć reakcją na poczynania administracji Donalda Trumpa, niczego nie zmienia. Udział nie oznacza wpływu na cokolwiek. Niestety, w tym konkretnym wypadku może natomiast oznaczać gotowość do włączenia Polski w potencjalnie fatalne w skutkach przedsięwzięcie w postaci deklaracji uczestnictwa polskich żołnierzy w misji stabilizacyjnej po zakończeniu walk.
Chyba jeszcze nigdy w historii III RP Polska nie znalazła się wobec wydarzeń tak bardzo z – proszę wybaczyć bardzo kolokwialne i brutalne określenie – spuszczonymi spodniami. Nietrudno zidentyfikować powody tego stanu rzeczy.
Pierwszym jest prometejska, bezmyślna polityka, jaką postanowił prowadzić rząd PiS po 24 lutego 2022 r. I o ile można zgodzić się, że w ciągu pierwszych kilku miesięcy trwania wojny szybka pomoc dla Ukrainy miała znaczenie i była uzasadniona, to później tego uzasadnienia dla pomocy w takiej formie i bez żadnych warunków już nie było. Jednocześnie do pewnego momentu Polska miała możliwość oddziaływania na sytuację, przede wszystkim za sprawą naszego hubu transportowego pod Rzeszowem, ale także poprzez inne poczynania, o których zapewne wiadomo mniej. Przypomnijmy choćby, że najprawdopodobniej właśnie dzięki polskiej współpracy ukraińskiemu agentowi udało się uniknąć zatrzymania w związku z akcją wysadzenia Nord Stream II i częściowo Nord Stream I (nie są to jakieś spiskowe teorie, ale wersja zdarzeń dość szczegółowo opisana przez The Wall Street Journal w sierpniu ubiegłego roku).
Polska po prostu w każdej możliwej sytuacji szła Ukrainie na rękę – całkowicie bezwarunkowo. Ukrainie – a więc w dużej mierze również administracji Bidena w jej sposobie prowadzenia wojny zastępczej i jej podtrzymywania. Mając w ręku atuty bez porównania większe niż nieduże, położone pod tym względem znacznie mniej korzystnie Węgry, byliśmy w bez porównania mniejszym stopniu podmiotem tej gry niż państwo kierowane przez Viktora Orbána.
Ale za to bulgotaliśmy wręcz z samozadowolenia. Pamiętam doskonale czas, gdy Polska zachłystywała się swoją rzekomą sprawczością, zaś komentariat snuł wizje Warszawy zastępującej Berlin jako środek ciężkości Europy. W tamtym czasie ludzie apelujący o trzeźwość umysłu wyzywani byli publicznie od sukinsynów. Pamiętam też marzycielskie książki o „wielkiej Polsce”, przypominające słynną broszurę ambasadora Łukasiewicza „Polska jest mocarstwem” z 1938 r. Brak realizmu w ciągu pierwszych kilkunastu miesięcy wojny na Ukrainie zapędził nas w zaułek, z którego wyjścia już nie było. Nie łudźmy się oczywiście – Polska nigdy nie byłaby w tej wojnie zastępczej graczem pierwszoplanowym, był jednak czas, gdy mogliśmy wypracować sobie miejsce w drugim, najdalej trzecim planie i dzisiaj z tej pozycji skorzystać. Nie wykorzystaliśmy tego i dzisiaj mamy miejsce na dalekim rzędzie na widowni. Tego już nie zmienimy.
Dlatego jeśli teraz chcemy ratować sytuację w skali, na jaką nas stać, powinniśmy skupić się na celach, które są w naszym zasięgu, pozbywając się na dobre złudzeń o rozstawianiu pionków na globalnej szachownicy. Choć wiem, że niełatwo jest ograniczyć własne złudzenia, a wielu Polaków ma wpisane w głowę, że nasze państwo stoi w jednym rzędzie z Wielką Brytanią czy Niemcami.
Pierwszą i podstawową sprawą jest zdecydowane, jasne i jednoznaczne stwierdzenie, że polscy żołnierze w żadnych okolicznościach nie zostaną wysłani na Ukrainę. Jasne postawienie tej sprawy ma również znaczenie negocjacyjne. Amerykanie z całą pewnością będą na nas w tej kwestii naciskać, ale będą to niestety również robić Brytyjczycy czy Francuzi. Jeśli polski rząd zabezpieczyłby się klarownym, publicznym postawieniem tej kwestii, zawsze może odpowiedzieć wywierającym presję, że nie może złamać danej obywatelom obietnicy bez narażenia się na fatalne skutki sondażowe.
Do wysłania naszych sił do pilnowania rozejmu na Ukrainie (abstrahując od faktu, że ogólna liczba żołnierzy musiałaby być ogromna) nikt nie może nas zmusić. Ryzyko, jakie się z tym wiąże, byłoby gigantyczne, bo prowokacji mogliby chcieć dokonać nie tylko Rosjanie, ale też sami Ukraińcy. Żadna z potencjalnych korzyści – a liczące się w jakikolwiek sposób mogliby zaoferować tylko Amerykanie – nie równoważy ryzyka. Problem polega na tym – i jest to problem natury ogólniejszej – że polska polityka zagraniczna jest nie tylko dramatycznie reaktywna, ale też potężnie uzależniona od prymitywnych schematów, obowiązujących w polityce wewnętrznej. Mówiąc w niewielkim uproszczeniu: PiS będzie niewolniczo proamerykański, a już zwłaszcza przy republikańskim prezydencie; strona przeciwna będzie podatna na naciski ze strony tych europejskich krajów, gdzie rządzi mainstream – Wielka Brytania, Francja i Niemcy to takie państwa, a to one będą się starały wykorzystać linię Waszyngtonu do wypromowania wizji jednolitej europejskiej armii (Wielka Brytania nie jest państwem UE, więc jej rola w tej sprawie nie jest jasna), z gruntu szkodliwej dla naszego kraju.
Druga kwestia, nad którą powinniśmy pracować już teraz – to naprawdę ostatni moment – to strategia zabezpieczenia Polski przed napływem skrajnie zdemoralizowanych, straumatyzowanych, bezwzględnych i naznaczonych nieleczonym PTSD byłych ukraińskich żołnierzy. O tym zagrożeniu niedawno wspomniał marginalnie – i po niewczasie – pan prezydent Duda, ale żaden z polityków – w tym żaden z kandydatów na prezydenta – nie podejmuje tematu, mimo że tu mamy dość duże pole manewru. Można się jednak obawiać, że obudzimy się z ręką w nocniku.
Jest wreszcie kwestia relacji z Ukrainą po zakończeniu działań zbrojnych. Tu niestety w polskiej elicie politycznej nadal obowiązuje dogmat (z wyłączeniem Konfederacji), że Polska musi wspierać ukraińskie członkostwo w UE i NATO. Z oboma zaś wiążą się potężne zagrożenia dla naszego kraju.
Czy zabezpieczenie przynajmniej części opisanych wyżej polskich interesów jest możliwe? Tak. Czy to się stanie? Wątpię. Najpewniej będzie jak zawsze: reaktywność, populizm na wewnętrzny użytek, a na koniec naszą nawę prąd zaniesie w kierunku, jaki wyznaczą silniejsi.
Łukasz Warzecha
17.02.2025 https://nczas.info/2025/02/17/skandal-ukrainski-pulk-azow-bedzie-czczony-wroclawiu/

We Wrocławiu planowana jest wizyta żołnierzy ukraińskiej 12. Brygady Specjalnego Przeznaczenia „Azow”. Budzi ona falę oburzenia, kontrowersji i protestów.
Wydarzenie organizowane jest w ramach obchodów trzeciej rocznicy rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W spotkaniu mają wziąć udział kluczowe postacie brygady, a Konsulat Generalny Ukrainy – organizator przedsięwzięcia – podkreśla, że wizyta ma „uhonorować odwagę i poświęcenie” żołnierzy, którzy bronili Mariupola i Azowstalu.
Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” oraz Stowarzyszenie Kibiców Śląska Wrocław wyraziły stanowczy sprzeciw wobec wizyty. Organizacje zwracają uwagę na kontrowersyjną przeszłość jednostki, w tym używanie nazistowskiej symboliki i antypolskie wystąpienia.
„SKANDAL! Do Wrocławia przyjadą żołnierze ukraińskiej 12. Brygady Specjalnego Przeznaczenia Azow, znanej z propagowania nazistowskiej symboliki i ekstremistycznych poglądów, a także oskarżanej o zbrodnie wojenne. Ich wizyta ma związek ze zbliżającą się trzecią rocznicą rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Czy żołnierze Azowa będą paradować po Wrocławiu z emblematami SS Galizien?” – pyta Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć”.
Przypomina, jaki stosunek do Polski ma „Azow”. „W 2018 roku na oficjalnej stronie partii Korpus Narodowy, politycznego pułku Azow, pojawił się programowy artykuł, prezentujący poglądy ugrupowania wobec państwa i narodu polskiego, gdzie jest mowa m.in. o polskiej okupacji Ukrainy i zmyślonym ludobójstwie na Wołyniu” – czytamy.
Stowarzyszenie zaznacza, że swoje obawy i sprzeciw wyraża wobec tego konkretnego pułku, a nie wszystkich ukraińskich żołnierzy. „To, że żołnierze Azowa są skuteczni w walce z Rosjanami, nie wystarczy, aby ich rozgrzeszyć. Gdyby tak było, oddawalibyśmy cześć żołnierzom Armii Czerwonej, która pokonała niemiecki Wermacht, a tego przecież nie chcemy” – pisze „Wspólnota i Pamięć” w oświadczeniu.
Swoje stanowisko w sprawie wyrazili także kibice Śląska Wrocław. „Mamy dość! Nie dla „Azowa” we Wrocławiu! To skandal, że kraj który kultywuje banderowskich ludobójców, nie chce ekshumować ich polskich ofiar ma czelność zapraszać na naszą ziemię ukraińskich nacjonalistów z Brygady Azow. (…) Niedopuszczalne dla nas jest idealizowanie obcych wojsk z tradycjami opartymi na antypolskiej historii i ludobójstwie naszych rodaków!” – napisało Stowarzyszenie Wielki Śląsk.
Urząd Miejski Wrocławia dystansuje się od wydarzenia i zaznacza, że nie jest jego organizatorem. W oficjalnym komunikacie władze miasta wskazują, że „pełna odpowiedzialność za wydarzenie oraz za zaproszonych gości spoczywa na ukraińskiej placówce konsularnej”. Czyli mówiąc krótko: władze Wrocławia umywają ręce.
[Inaczej: W POlsce o ważnych sprawach decydują obcy. MD]
Podobne wizyty Azowa w europejskich miastach spotykały się już wcześniej ze zdecydowanym sprzeciwem. W 2024 roku protesty doprowadziły do odwołania spotkań w Hamburgu, Berlinie, Rotterdamie, Brukseli i Kolonii. Jedynie w Pradze i Wilnie wydarzenia doszły do skutku.
by Edwin Benson February 17, 2025 tfp.org/the-return-of-human-interaction-cashiers-to-replace-self-checkouts/
If there is a single symbol of how retailing has changed over the years, it is the self-service checkout terminal. Fortunately, this innovation may be fading from the scene.
Great Expectations…
A Kroger grocery store in Deerfield Beach, Florida, is credited with the first use of such a device in July 1986. From the retailers’ point of view, such devices offered two primary advantages. First, they promised to speed up transaction time both for the store and the customer. The stores could funnel more customers in and out, and customers could shave precious minutes from the time it took to pick up a few items.
However, from the store owners’ point of view, the second advantage was far more important. The machines would save labor costs and limit issues with employees. The machines were always ready to wait on customers, never needed breaks, could be counted on to be there on time, and would never upset the entire schedule by getting sick. Perhaps most important, they didn’t collect an hourly wage.
The downside was that many customers had adverse reactions. However, many retailers believed people would grow accustomed to the machines—even if grudgingly.
…Doomed to Disappointment
Almost forty years later, many stores now understand that the machines have not lived up to their early promise.
From the customers’ perspective, the machines are just part of the dehumanization of life. As the number of people living alone increases, the experience of shopping is one of the few times that these people have any human interaction. Even though the interchanges are brief, they are opportunities to be pampered just a little bit. The smiling cashier, ready to assist, is a pleasant prospect. If questions or problems arise, a courteous and knowledgeable employee can make the customer feel that the company appreciates them.
On the other hand, machines just stand there. The only noises they make are inhuman buzzers and beeps. Their flashing screens make demands. If a customer moves too slowly, the machine registers its disapproval. In short, the customer feels like an unappreciated store employee.
Customers’ Reasonable Expectations
Patrons expect the store to serve their needs. Businesses should not be surprised if the clientele resents the inverted relationship. One source estimates that roughly thirty percent of all customers deliberately avoid self-checkout stations, preferring the human cashier, even if it involves waiting in line. If there is no human option, these customers may take their business elsewhere.
Such resentment is also a problem from the retailer’s perspective, which is why such terminals are seldom seen in higher-end retailers. Their customers demand service, and such emporiums are foolish to chase them away.
Dollar General’s Experience
However, the scanners are often found in grocery and discount stores. CNN Business examined the experience of one low-price retailer, Dollar General.
In 2022, the chain experimented with 200 of its then-18,000+ locations. In these outlets, management replaced all cashiers with self-checkout stations. Chief Operating Officer Jeff Owen said store associates could still assist customers checking out, but their main duties would lie in other tasks.
The discount retailer also had the stations as an option in 8,000 stores, which planned to increase to 11,000 by the end of 2022.
Had the number of cashier-less locations been successful, management would have rolled out to many other stores. However, that day never arrived. By the end of 2023, company Chief Executive Officer Todd Vasos told shareholders, “We had started to rely too much this year on self-checkout in our stores. We should be using self-checkout as a secondary checkout vehicle, not a primary.”
Shrinkage
Most likely, part of Dollar General’s problem had to do with shoplifting, often euphemistically referred to in the business press as ‘shrinkage.” Most companies, for good reason, are reluctant to publish detailed figures, at least in part because they don’t want to inspire other would-be shoplifters. However, a 2016 New York Times article referred to a study that looked at the experiences of stores in the U.S., Great Britain and Europe.
“Professor Adrian Beck and Matt Hopkins of the University of Leicester in England said the use of self-service lanes and smartphone apps to make purchases generated a loss rate of nearly 4 percent, more than double the average.” (Emphasis added.) In the low mark-up world of discount and grocery retailing, that extra two percent loss is a huge problem.
However substantial shrinkage may be, it is not the only issue retailers have with self-checkout terminals.
Higher-Than-Expected Expense
The next most important issue is cost. The initial price for each station ranges from $10,000 to $25,000, depending on the individual machine’s features. However, that is only the beginning. Maintenance is always an issue, as with any machine in constant use. Also, the software that runs the machine needs to be updated regularly. Cybersecurity is a constant concern. These tasks must be done by highly trained professionals who charge far more than the usual cashier’s wages.
Another problem is the constant need for human intervention. One grocery store frequented by this author illustrates this. This store has six terminals in a sort of cluster. A store employee is always stationed there. That person’s task is to watch for shoplifters and assist customers who cannot operate the machines. This is a common issue, for many customers can’t read or understand the instructions and numbers on the machine. Often, providing that assistance takes longer than for a cashier to “ring up” that customer’s purchases. Of course, the time the employee has to spend focused on that one customer increases the chances that other customers will slip a few items into their bags without paying for them.
Mistaken Assumptions
Another issue is occasionally referred to as “The Doorman Fallacy.” The name relates to British hotels that discovered the unintended consequences of removing their doormen. The consequences also apply to the absence of cashiers. The fallacy lies in assuming that the employees only do those tasks mentioned in their titles. However, a store cashier does much more than simply ring up purchases and make change. They also greet the customers. They keep their stations clean. They keep the customers moving through the line. They solve minor problems related to the price of the merchandise. They answer customer’s questions—or find a supervisor who can answer them.
These are all essential tasks, ones that customers expect store management to handle. Machines cannot accomplish these functions.
It would be nice to say that the self-checkout terminal is going the way of the dodo, but that would be claiming too much. The technology exists and works well enough that some store operators will find it attractive. At the same time, it is reassuring that the friendly, smiling store cashier or clerk is not doomed to the ash heap of history.

































Sędzia Wojciech Jankowski z Sądu Rejonowego w Starogardzie Gdańskim wydał skandaliczny wyrok. Skazał matkę, która uratowała swojego synka przed aborcją, a potem ostrzegła przed aborterem inne kobiety.

Pani Weronika ma zasądzone 4 miesiące prac społecznych, zapłatę kosztów procesu 1812 złotych na rzecz abortera oraz ma go przeprosić w mediach.
Kilka lat temu aborter Piotr A. proponował, że zabije jej dziecko. Potem podał ją do sądu, gdy napisała na forum w Internecie, żeby inne kobiety nie korzystały z usług tego pseudo-lekarza.
Tym bardziej, że jej synek, u którego Piotr A. zdiagnozował zespół Downa, urodził się bez żadnej wady genetycznej.
Szanowny Panie,
Chcę, aby wiedział Pan, że pracując nad materiałem dowodowym do sprawy Weroniki, trafiliśmy na szokujące informacje. Proszę sobie wyobrazić, że w 2002 roku w Gdańsku Prokuratura postawiła zarzuty aborterowi o identycznych danych jak oskarżyciel Weroniki. Zgadza się imię, pierwsza litera nazwiska, wiek i adres prowadzenia gabinetu ginekologicznego – ul. Przemyska w Gdańsku.
Piotr A. miał się dopuścić aż 100 aborcji, choć w sądzie udowodniono mu zamordowanie „jedynie” 18 dzieci. Pracował razem z ochroniarzem, który zajmował się wymuszaniem zapłaty za aborcję, jeśli klienci nie chcieli zapłacić po dobroci. Gdy jeden z klientów odmówił zapłacenia 2000 złotych za zabicie dziecka swojego i swojej narzeczonej, Piotr A. miał zlecić swojemu współpracownikowi, aby pojeździł z panem po mieście i pomógł mu zdobyć skądś pieniądze. Wówczas sprawa trafiła do organów ścigania, a Prokuratura znalazła po billingach kolejne kobiety, których dzieci zabił A.
Media pisały, że Piotr A. nielegalnie usypiał pacjentki do zabiegów, nie mając uprawnień lekarza anestezjologa, posiadał puste recepty z pieczątkami innych lekarzy oraz arsenał nielegalnej broni. W 2008 roku został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu, nie odebrano mu jednak prawa wykonywania zawodu, dlatego dalej pracował jako ginekolog.
Weronika ma przeprosić swojego oskarżyciela i zapłacić mu pieniądze za zastępstwo procesowe. Ponadto ma zasądzone 4 miesiące prac społecznych, choć swoimi wpisami w Internecie prawdopodobnie uratowała liczne dzieci…
To jeszcze nie wszystko…
Sędzia Jankowski nawet nie udawał bezstronnego. W czasie ostatniej rozprawy wzywał na przesłuchanie przypadkowe osoby z pikiety pod sądem. Osoby te zostały doprowadzone na salę rozpraw w asyście policji. Jedna z naszych wolontariuszek była zmuszona przez godzinę odpowiadać na pytania, a nawet interpretować wyniki badań Weroniki z okresu ciąży.
Na tym nagraniu zobaczy Pan, co działo się w sądzie:

Po kilku kwadransach nastąpiło ogłoszenie wyroku.
Wyrok sędziego Wojciecha Jankowskiego ze Starogardu jest nieprawomocny. Jesteśmy gotowi zaskarżyć to rozstrzygnięcie. Jednak, aby tak się stało, potrzebujemy pieniędzy na pokrycie kosztów procesu w II instancji i musimy zacząć pracę natychmiast, aby wyrok się nie uprawomocnił.
Nie dostaniemy tych pieniędzy od rządu ani z Brukseli. Muszę prosić o pomoc właśnie Pana.
Czy może Pan pomóc Weronice?
Czy może Pan wpłacić kwotę wybranej przez siebie wysokości, aby pomóc tej szlachetnej mamie obronić się przed bezdusznym aborterem?
Bardzo Pana proszę o reakcję, bo czas biegnie nieubłaganie. Koszt obsługi sprawy w II instancji sięgnie 10 000 złotych i są to pieniądze, które musimy pozyskać szybko.
Bardzo proszę o wpłacenie kwoty, którą uzna Pan za właściwą na konto Fundacji Życie i Rodzina:
47 1160 2202 0000 0004 7838 2230.
Kod SWIFT: BIGBPLPW
– z dopiskiem „Weronika”.
Można też użyć Blika/kart/szybkich płatności pod linkiem www.RatujZycie.pl/wesprzyj.
Sprawa jest pilna, musimy zdążyć zanim wyrok stanie się prawomocny. Bo jest to wyrok absolutnie skandaliczny.
Serdecznie Pana pozdrawiam,
Kaja Godek![]() Fundacja Życie i Rodzina www.RatujZycie.pl |
PS – Po całej sprawie rozmawiałam z Weroniką. Musiała ona wytłumaczyć swoim kilkuletnim dzieciom, że sąd właśnie ją skazał i za co. Przecież to chora sytuacja. Musimy koniecznie zaskarżyć ten wyrok…
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Dlaczego tyle memów?
Mirosław Dakowski
Mój portal należy do tej grupy portali, które mają ochotę i ambicję „bycia drogowskazami „. Od razu po sformułowaniu tego zdania coś mi okropnie zgrzytnęło. Bo powstanie portalu związane było ze śmierdzącymi aferami, w których przywódcy- czy prowodyrzy – tłumaczyli się bez żenady, że przecież drogowskaz nie biegnie w kierunku, który wskazuje”. Jedną z osób tak tłumaczących swoje czyny był mój eks-przyjaciel z młodości, a potem już biskup, między innymi wspierający „revoltę młodych ” w Kościele po-soborowym. Jak się okazało – i składanie raportów na nas, czyli do donoszenie nie było mu obce.
Wracam do obecnych moich rozstajów.
Ambicją, czy celem jest przedstawienie Czytelnikom [tak w tym wypadku z dużej litery, bo ich realnie szanuję i chcę to zaznaczyć] Argumentów, broni w walce o Prawdę [ więc Chrystusową]
– w Kościele [ więc też o Soborze V2, o zwycięskich krucjatach różańcowych,
– w nauce [więc o darwinistach, apostołach kosmogonii i innych głupkach z laickich religii]
– w sprawach cywilizacji oraz antycywilizacja postępaków]
– w polityce wreszcie [JOW]
No ale…
Ludzie przyjmują jedynie pewną dawkę z konkretnych poważnych artykułów, przez niektóre przylatują pobieżnie, sporo jednak zostaje w głowie. Dużo jednak pozostaje argumentów, nieczytelnych czy nieprzemyślanych czy nie zrozumiałych.
Poza tym dość mała część Czytelników jest przekonywana długimi elaboratami z wielu mądrymi sformułowaniami. Muszę czasem szukać znaczeń w encyklpedii.
Duża, kilkakrotnie większa część woli jednak analizy polityczne i gospodarcze, gdzie staram się unikać artykułów z fantazjami i optymistycznymi bredniami, a również artykułów niepotrzebne katastroficznych. Przychodzi mi to z trudem, bo teksty te często są ubrane w poważne togi. Aha, i piszą je Autorytety. Ten rodzaj analiz czytuje jednak większość czytelników.
Mój ból: Uważam, że najważniejsze, to jest o [ zwycięskich przecież!] krucjatach na świecie, o marszach pokutnych na przykład w Biłgoraju i Warszawie – ludzie nie czytają., to jest z pięć razy mniej niż o Trumpie, a na Marsze Różańcowe comiesięczne przecież nie chodzą. Bywa tam po 20 do 100 osób wytrwałych. A gdyby było po 20 do 100 tysięcy, to te rządy lewusów, głupolków – rozsypałyby się dosłownie w proch [ bez żadnych oczywiście rewolucji]. Byłaby to bowiem Kontrrewolucja.
Ciągle dostaję super – ważne artykuły, że ukrywane przez ” globalne Szajki ” wieści, że na przykład właśnie zamordowano, Trumpa lub Putina { i tam [—-] są ogromne aresztowania, bo globaliście rządzą nami przez serię sobowtórów}.
W tym, czy też podobnym mąceniu przoduje jakiś „Klub Inteligencji [chyba?] Polskiej”. Że też nikt tych szkodliwych ludzi, [a także] wariatów pomieszanych z agenturą nie rozgoni! Bo ogromna ilość poczciwych impotentów się na takie pierduły nabiera, a nawet je kolportuje.
To wszystko – to był jakby wstęp.
Jest jednak grupa publikacji, którą lubią i oglądają wszyscy.
– od Neo-Sokratesów do Małego Jasia. Ta grupa artykułów bawi, daje odprężenie, uczy, co najważniejsze – wchodzi do umysłów, chyba w znacznym w stopniu przez podświadomość. Jednak nie chciałbym aby lekceważąco, czy ze wzruszeniem ramion] mówiono: „ech, u tego starego to już tylko podśmiech[-—] !”
[Memy] – jeśli zaznaczę w tytule – otwiera cztery do pięciu razy więcej ludzi, niż na przykład analizy politologiczne. Czyli również ci super intelektualiści je oglądają i MEMY im służą. I rzeczywiście, bo zwykle są dobre.
Przepraszam, jeśli czasem wypuszczę jakiś o sedesie. Zwykle „wycina je ” takie pierdółki Żona, ale ona nie zawsze ma czas na czytanki. Przecież musi wyjść z pieskiem na spacer, prawda?
Całe to moje obecne glindzenie ma na celu przekonanie wszystkich, ogólnie tych bardzo poważnie myślących, że umieszczanie serii memów nie obniży lotów całości.
Tu przypomina mi się babcia, która wreszcie usłyszała, że jej ukochany wnuczek został pilotem myśliwskim krzyknęła: ” tylko ty Kubusiu, pamiętaj lataj nisko i wolno” – poradziła mu.
Otóż – będziemy latać wysoko, ale czasem rechocząc szwejkowskim śmiechem, dobrze? Nie obrazicie się?
======================
mail:
Polacy się śmieją – to jeszcze dobrze. Gdy śmichy zanikną – drżyjcie ci u koryta…
https://nczas.info/2025/02/17/kolejny-stan-chce-zakazu-preparatow-mrna-najbardziej-destrukcyjny-produkt-medyczny-w-historii/
W stanie Montana w USA szykuje się zakaz stosowania preparatów mRNA. Projekt zakazu przedstawił Republikanin Greg Kmetz. Jak stwierdził, „to najbardziej destrukcyjne i śmiertelne produkty medyczne w historii ludzkości”.
Legislatura w Montanie dyskutuje nad House Bill 371. Projekt zaproponował republikański przedstawiciel Greg Kmetz z poparciem kilkunastu innych Republikanów. Projekt zakłada zakaz podawania ludziom preparatów mRNA. Naruszenie tych przepisów byłoby jednak uznane jedynie za wykroczenie.
Dotyczy to przede wszystkim szpryc na Covid-19. W trakcie prac są również preparaty na inne wirusy układu oddechowego.
W piątek podczas wysłuchania w komisji sądowniczej Izby Reprezentantów zwolennicy projektu wskazali, że preparaty mRNA powodują groźne skutki uboczne i mogą mieć nadal nieznane długoterminowe skutki. Ponadto są w stanie „przenosić się” na inne osoby.
Lekarka rodzinna Miles City i członek Montana Medical Freedom Alliance wprost nazwała je „najbardziej destrukcyjnymi i śmiertelnymi produktami medycznymi w historii ludzkości”.
– Szczepionki genetyczne, czyli szczepionki mRNA, to najbardziej destrukcyjne i śmiertelne produkty medyczne w historii ludzkości. Proszę was o poparcie tej ustawy, abyśmy mogli powstrzymać dalsze szkody, niepełnosprawność i śmierć naszych obywateli – stwierdziła
Przeciwnicy projektu, część lekarzy i instytucji powiązana z wielkim przemysłem farmaceutycznym zarzuca oczywiście projektowi „dezinformację”. Powtarza przy tym slogany o tym, jak to wiele instytucji medycznych – którym zarzucano korupcję – zapewniały, iż te są „skuteczne i bezpieczne” mimo informacji od samych producentów.
Wśród „hitów” apologetów nieprzebadanych preparatów można wskazać, co powiedziała Heather O’Hara, wiceprezes Montana Hospital Association. Jej zdaniem wśród wszystkich nieszczęść, które spadną na ludzkość w wyniku zakazu jest m.in. utrudnienie w leczeniu raka trzustki, płuc, prostaty i mózgu.
House Bill 371 zakłada niewielką karę za podanie mRNA. Jest to grzywna 500 dolarów za każdy przypadek oraz poddanie kontroli zawodowej.
17.02.2025 https://nczas.info/2025/02/17/kellog-spotka-sie-z-duda-to-nie-do-wiary-co-wmawial-prezydencki-urzednik/
Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Wojciech Kolarski poinformował, że we wtorek prezydent Andrzej Duda spotka się z generałem Keithem Kellogiem, pełnomocnikiem prezydenta USA Donalda Trumpa do spraw Ukrainy.
Kolarski pytany w poniedziałek w RMF FM z czyjej inicjatywy odbędzie się to spotkanie powiedział, że to strona amerykańska była zainteresowana rozmową.
– Powiem nawet, że były pewne problem kalendarzowe, ale stronie amerykańskiej na tym zależało i jutro w godzinach popołudniowych dojdzie do spotkania – doprecyzował.
Kolarski zwrócił też uwagę, że będzie to jedyne spotkanie jakie generał Kellog odbędzie w Europie z przywódcą państwa. Twierdził też, że jest to „dowód na to, jakim szacunkiem cieszy się prezydent Andrzej Duda”.
– Konsekwentna polityka prezydenta Dudy prowadzona przez lata, budowania transatlantyckich relacji i bardzo dobre relacje z prezydentem Donaldem Trumpem, jego otoczeniem i z nową administracją skutkują tym, że pełnomocnik prezydenta ds. Ukrainy, który jedzie rozmawiać o warunkach zawarcia pokoju chce poznać stanowisko prezydenta Andrzeja Dudy – przekonywał Kolarski.
– Prezydent powie to, co konsekwentnie przedstawia na arenie międzynarodowej od samego początku. To znaczy, Rosja nie może wygrać tej wojny – oświadczył.
Dopytywany co to oznacza, Kolarski odpowiedział, że „to kwestia negocjacji, co to znaczy w szczegółach”.
– Natomiast Rosja nie może wygrać tej wojny, co znaczy, nie może odnieść sukcesu. Rosjanie nie mogą być przekonani, po zawarciu pokoju, że było warto zaatakować bez powodu, bez przyczyny i rozpocząć brutalną agresję na niepodległe państwo – kontynuował Kolarski.
Jak widać, wizytacja wasala podnoszona jest do rangi „nagrody” za „konsekwentną politykę”. Zapewne dyktowaną właśnie przez Waszyngton, którą Warszawa bez oporu realizowała.
Jednak wmawianie nadal, iż „Rosja nie może wygrać tej wojny” w obliczu aktualnej sytuacji pokazuje, że w Pałacu Prezydenckim albo mają ludzi za idiotów, albo sami nimi są. Nie jest to bowiem nic innego, jak głośno wyrażane myślenie życzeniowe.
W niedzielę, 16 lutego 2025 roku, na lotnisku Poznań-Ławica doszło do awaryjnego lądowania samolotu pasażerskiego z 236 rosyjskimi turystami na pokładzie. Maszyna, lecąca z egipskiego kurortu Sharm El Sheikh do Kaliningradu, zmuszona była przerwać lot z powodu problemów technicznych. Po bezpiecznym lądowaniu w Poznaniu, sytuacja na pokładzie zaczęła się jednak dramatycznie pogarszać.
Według dostępnych informacji, polskie władze odmówiły dostarczenia paliwa potrzebnego do kontynuowania lotu, co spowodowało, że samolot pozostaje uziemiony już od ponad 10 godzin. W tym czasie na pokładzie skończyły się zapasy jedzenia i wody, a pasażerom zabroniono opuszczania maszyny, nawet w celu skorzystania z toalety. Wśród podróżnych znajdują się kobiety w ciąży oraz dzieci, co dodatkowo potęguje powagę sytuacji.
Decyzja polskich władz o odmowie dostarczenia paliwa może być związana z obowiązującymi sankcjami nałożonymi na Rosję. Jednak brak dostępu do podstawowych potrzeb, takich jak jedzenie, woda czy możliwość skorzystania z toalety, budzi poważne wątpliwości natury humanitarnej. Międzynarodowe konwencje lotnicze nakładają na państwa obowiązek udzielania pomocy w sytuacjach awaryjnych, niezależnie od obowiązujących sankcji czy napięć politycznych.
Sytuacja na pokładzie staje się coraz bardziej napięta. Pasażerowie, pozbawieni podstawowych środków do życia, zaczynają odczuwać skutki odwodnienia i głodu. Brak dostępu do toalet prowadzi do pogorszenia warunków sanitarnych, co może skutkować wybuchem chorób. Obecność dzieci i kobiet w ciąży dodatkowo zwiększa ryzyko poważnych konsekwencji zdrowotnych.
Rodziny pasażerów oraz organizacje humanitarne apelują do polskich władz o natychmiastowe podjęcie działań mających na celu zapewnienie podstawowej pomocy uziemionym podróżnym. Podkreślają, że niezależnie od kontekstu politycznego, priorytetem powinno być dobro i zdrowie ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji.
W odpowiedzi na te apele, przedstawiciele polskiego rządu oświadczyli, że sytuacja jest analizowana, a decyzje podejmowane są w oparciu o obowiązujące przepisy oraz względy bezpieczeństwa narodowego. Nie podano jednak konkretnych informacji na temat planowanych działań mających na celu rozwiązanie kryzysu na pokładzie samolotu.
Eksperci ds. prawa międzynarodowego zwracają uwagę, że odmowa udzielenia pomocy w sytuacji awaryjnej może naruszać międzynarodowe zobowiązania Polski. Podkreślają, że nawet w obliczu sankcji i napięć politycznych, istnieje obowiązek udzielania pomocy humanitarnej osobom w potrzebie. Brak takiej pomocy może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych oraz negatywnie wpłynąć na wizerunek kraju na arenie międzynarodowej.
Obecnie nie wiadomo, jak długo potrwa impas i kiedy pasażerowie będą mogli opuścić pokład samolotu lub kontynuować podróż do Kaliningradu. Sytuacja wymaga pilnej interwencji oraz współpracy międzynarodowej w celu zapewnienia bezpieczeństwa i zdrowia uziemionych turystów.
[Trudno sobie wyobrazić coś bardziej bezczelnego oraz głupiego. Mirosław Dakowski]
===============
https://pch24.pl/puls-biznesu-rzad-w-warszawie-pracuje-nad-krajowym-programem-poszukiwan-surowcow

(Fot. Pixabay)
Krajowy program poszukiwań surowców ma określać obszary potencjalnego występowania złóż kopalin do produkcji surowców krytycznych – mówi w poniedziałkowym Pulsie Biznesu Główny Geolog Kraju, wiceminister klimatu Krzysztof Galos.
Jak pisze gazeta, resort klimatu widzi potrzebę szybkiego uchwalenia ustawy o zapewnieniu dostępu do surowców krytycznych, w tym do surowców ważnych dla krajowej gospodarki.
Węgiel koksujący i miedź to dwa podstawowe polskie surowce krytyczne potrzebne zarówno krajowej gospodarce, jak też europejskiej — podkreśla Główny Geolog Kraju. Rolą państwa jest ich wskazywanie oraz zainteresowanie nimi inwestorów, którzy poniosą koszty ich bliższego rozpoznania – dodaje Galos. [Trudno sobie wyobrazić coś bardziej bezczelnego oraz głupiego. Mirosław Dakowski]
Jak informuje, pierwszą wersję programu poszukiwań surowców przygotowała Państwowa Służba Geologiczna, teraz pracuje nad nią Ministerstwo Klimatu i Środowiska, a do 24 maja program powinien zostać przekazany Komisji Europejskiej.
Jak pisze Puls Biznesu, resort klimatu przygotowuje też kolejną nowelizację prawa geologicznego i górniczego. Ma przewidywać, że w przypadku projektów o znaczeniu strategicznym nastąpi skrócenie postępowań koncesyjnych. Jak podkreśla Galos, priorytetem będzie takie prowadzenie postępowań koncesyjnych, by nie narazić się na pozwy w międzynarodowych trybunałach arbitrażowych.
– Są prowadzone dwa postępowania, obciążone ryzykiem wyroku niekorzystnego dla strony polskiej. Asumptem do wszczęcia takich postępowań było przekonanie powodów zagranicznych, iż podmioty kontrolowane przez skarb państwa były przez organ koncesyjny traktowane przychylniej niż reprezentujące kapitał zagraniczny — zaznacza Główny Geolog Kraju.
Źródło: PAP
=====================
mail:
oni szukają czegoś, co można jeszcze sprzedać, nie znajdą litu, tytanu itp. to sprzedadzą las (torf, piasek i wszystko co tam jeszcze się ostało).
Niestety kończymy jak ludność Afryki – będą złoża, może i będą kopalnie, ale ludność tubylcza nic z tego nie będzie miała oprócz pracy za minimalną krajową (dla niektórych).
Pozdrawiam,
MZ
===============
MD: Mała korekta: Nie „kończymy”, lecz się obudźmy -i ich wykończmy.
Wyjaśnienie dla policji , co jutro może mnie w kajdankach zwinąć: Wykończmy politycznie, nie koniecznie na szubienicach.
16 lutego 2025 https://pch24.pl/niemcy-chwala-polske-wlochy-przyjely-od-nich-tylko-4-zawroconych-imigrantow-polska-wszystkich

(Zdjęcie ilustracyjne, fot. Obraz kalhh z Pixabay )
W 2014 roku weszło w życie tzw. porozumienie Dublin III dotyczące migrantów. Zgodnie z nim każdy azylant powinien składać wniosek o azyl w tym kraju, do którego przyjechał jako pierwszego w UE. W oczywisty sposób obciąża to państwa graniczne, dlatego nie są one wcale do jego realizacji. Włochy, Hiszpania i Grecja w większości przypadków po prostu przepuszczają przybyszów dalej, pozwalając im jechać tam, gdzie chcą – są to przede wszystkim Niemcy.
Ubolewa nad tym berliński dziennik B. Z. (Berliner Zeitung). „Włochy w 2024 roku spośród kilku tysięcy uchodźców przyjęły tylko czterech” – powiedział jeden z niemieckich urzędników cytowanych przez B. Z. „Zupełnie inaczej Polska: ten sąsiedzki kraj przyjmuje każdego zatrzymanego uchodźcę podpadającego pod porozumienie z Dublina” – chwali dziennik nasz kraj.
Nie oznacza to jednak, że imigranci rzeczywiście zostają w Polsce. „Odrzuceni [migranci] bardzo szybko wracają do Niemiec – często z pomocą przemytników” – wyjaśnia BZ.
Niemiecki rząd przygotowuje teraz nowe regulacje, które mają zmienić tę niewygodną dla Niemców sytuację. Przewiduje się, że azylanci podpadający pod Dublin III nie będą otrzymywać pieniędzy, tak jak inni: mają dostawać tylko łóżko, chleb i mydło. Nie będą mogli opuszczać miejscowości, w której zostaną umieszczeni – tuż przy granicy. Plan jest ciekawy, problem w tym, że… nie ma żadnej infrastruktury dla jego realizacji. Pierwotnie władze chciały stworzyć ośrodek dla tego rodzaju azylantów na półwyspie Odry w Küstrin-Kietz, tuż przy polskim Kostrzynie nad Odrą.
Mieszkańcy protestowali i ostatecznie nic z tego nie wyszło. Teraz Niemcy planują budowę ośrodka dla azylantów w Eisenhüttenstadt, niespełna 30km na południe od Frankfurtu nad Odrą, również blisko polskiej granicy. Dzięki tej bliskości azylanci, którzy zawracają do Niemiec z Polski, mogliby tam łatwo trafiać. Ośrodek ma pomieścić jednak maksymalnie 250 osób. Trudno założyć, by rozwiązało to faktyczne problemy.
Na granicy polsko-niemieckiej kontrole obowiązują od września 2023 roku. Z niemieckiej perspektywy mają sens. Według tej samej B. Z. jak dotąd cofnięto 47 000 osób oraz zatrzymano 1900 przemytników. Z drugiej strony nie wiadomo, ile z cofniętych osób podjęło drugą – i tym razem skuteczną –
Źródło: bz.de Pach
Filip Adamus https://pch24.pl/jak-rockefeller-zasponsorowal-rewolucje-seksualna-inwestycja-ktora-stworzyla-kryzys-dzietnosci/

Uwagi o kryzysie demograficznym nie należą do rzadkości. Co i rusz można przeczytać o zmartwieniu, jaki rodzi ten problem, malujący na horyzoncie perspektywę gospodarczej stagnacji, nieciągłości instytucji i wyludnienia. „Eksperci” chwytają się za głowy. Rządy uchwalają kolejne programy ekonomicznego wsparcia rodzin – bez zauważalnego skutku. Wciąż bowiem upadek dzietności traktuje się w oderwaniu od jego przyczyn. A przecież… od dekad najbardziej wpływowe ośrodki grzmią o „zagrożeniu przeludnieniem” i potrzebie „kontroli urodzeń”. W parze z tą retoryką poszły realne działania wielkiego kapitału. „Demograficzna zima” to w dużej mierze zaplanowana inwestycja, skonstruowana metodami tak faktów dokonanych, jak i medialnej propagandy. Jej najskuteczniejszym narzędziem okazał się program rewolucji seksualnej. Nie bez powodu na publikacje, które legły u podstaw rewolucji seksualnej, łożyli najbardziej wpływowi z amerykańskich „plutokratów”…
Pod skrzydłami Rockefellera
To Alfred Kinsey – samozwańczy „badacz seksualności” odpowiedzialny za wydanie głośnych prac z lat 40- tych i 5o -tych, zasłynął jako centralna figura „rewolucji obyczajowej: Jego wpływ, manipulacje i zbrodnie omawialiśmy już w osobnym artykule.
Pytanie, czy tytuł ojca upadku obyczajów należy mu się sprawiedliwie. Choć bowiem to na wybrakowane i stronnicze „dane” Kinseya powołują się zwolennicy wyzwolonej seksualności – to równie ważną rolę w promocji erotycznej emancypacji zdaje się odgrywać ktoś jeszcze. Chodzi o bogacza, który badania Kinseya nie tylko sfinansował, ale także zapewnił im wydawniczy sukces. Wreszcie zaś – roztoczył nad pseudo-naukowcem swoisty płaszcz ochronny, ignorując doniesienia o jego błędach i rażących zaniedbaniach warsztatu… Słowem, John Davison Rockefeller.
Nie brak poszlak potwierdzających, że recepcję na niespotykaną skalę oraz bezprecedensowy sukces księgarski Kinsey zawdzięczał powiązaniom i świadomej kampanii marketingowej swojego chlebodawcy. „Ogromne zainteresowanie opinii publicznej pierwsza książką Kinseya podobno zaskoczyło autorów i wydawcę. To jednak budzi wątpliwości, zważywszy na ogromny wysiłek włożony w jej promocję, wliczając starania mediów powiązanych z Rockefellerem, aby robić ogromny szum wokół książki i jej kulturowo destrukcyjnego przekazu. Kinsey oraz jego sponsorzy wprawili w ruch szeroko zakrojoną kampanię reklamową. Poza reklamami w prasie niespotykanie wielką liczbę darmowych egzemplarzy rozdano w całym kraju, przede wszystkim kierując je do przedstawicieli zawodów medycznych”, wspominała dr Judith Reisman, ekspert do spraw działalności Alfreda Kinseya. Wiedzą na temat jego zbrodni profesor nauk społecznych służyła nawet amerykańskim instytucjom federalnym.
„Allen Wallis, były przewodniczący American Statistical Association, wspomina: Tak, ta książka była promowana na ogromną skalę, a oni przybierali świętoszkowatą minę, mówiąc: my w ogóle jej nie promujemy, to tyko opinia publiczna jest w naturalny sposób zainteresowana tematem”, dodała.
Zdaniem ekspertów, Kinsey spotykał się z dziennikarzami, by omawiać warunki pisania o jego badaniach, gdy się już ukażą, na długo przed publikacją przełomowych „raportów”. Już 2 lutego 1946 roku przedstawiciele dziennika „Harper” skarżyli się Fundacji Rockefellera, że na liście mediów dysponujących opracowaniem „naukowców” znajduje się już mnóstwo innych tytułów… A to wszystko na rok przed tym, jak ujrzały światło dzienne pierwsze spośród raportów finansowanych przez syna twórcy Standard Oil. Kinsey ustalić miał nawet z dziennikarzami odwiedzającymi jego ośrodek w Bloomington, że żaden artykuł nie zostanie opublikowany przed listopadem 1947 roku. Zdaniem katolickiego pisarza i wykładowcy Erica Michaela Jonesa, zagwarantował również sobie i zespołowi wgląd w publikacje.
Do rozgłosu wokół premiery prac mających zadać cios tradycyjnej moralności seksualnej przyczyniło się zatem usieciowienie Fundacji Rockefellera w świecie mediów. To zaplecze zbudowano jeszcze w latach wojennych, kiedy John Davison Rockefeller III spotykał się z dziennikarzami, tworząc lobby naciskające na przystąpienie USA do II wojny światowej. Nawiasem mówiąc, jednocześnie sam sprzedawał Hitlerowi strategiczne zasoby ropy niezbędne do prowadzenia konfliktu. Tak zadzierzgnięte powiązania z ludźmi mediów oznaczały dostęp Fundacji do wpływowych postaci w czołowych amerykańskich redakcjach. Koneksje skwapliwie wykorzystano w kampanii przeciwko obyczajom.
Inwestycja w kryzys demograficzny
Te zakrojone na szeroką skalę działania marketingowe – zgoła nietypowe jak na promocję naukowej literatury – odbyły się mimo metodologicznych braków, nieścisłości i zbrodni, jakich podczas badań dopuścił się zespół Kinseya. Sami pracownicy Fundacji Rockefellera donosili przełożonym w zachowanych raportach o niedociągnięciach i… nieszczególnym przejęciu Kinseya faktem, że jego praca odbiega od wymogów warsztatu uczonego. Nic z tego nie sprawiło jednak, by wsparcie dla przedsięwzięcia wstrzymano… Dlaczego te wątpliwości „uszły uwadze” Johna Davisona Rockefellera, a jego znajomości i fundusze tak szerokim strumieniem płynęły do dewianta skrywającego się pod maską bezstronnego naukowca?
Odpowiedź na to pytanie podsuwa szersze przyjrzenie się zaangażowaniu miliardera w projekty eugeniki i seksualnej emancypacji. Samemu Kinseyowi przekazał on na przestrzeni lat aż 400 tysięcy dolarów. Nie szczędził również pieniędzy dla założycielki Planned Parenthood Margaret Sanger, propagującej aborcję i antykoncepcję. Fortuna JDR posłużyła też do rozpropagowania reformy prawnej w ramach projektu model penal code. Zakładał on m.in. wykreślenie z prawodawstwa ustaw strzegących małżeństwa i obyczajności. Z kasy Rockefellera finansowano również wystąpienia na katolickim Uniwersytecie Notre Dame pseudo-duszpasterzy, promujących liberalizację podejścia Kościoła katolickiego do ograniczania płodności.
Rockefeller nie tylko angażował swoje środki w przedsięwzięcie „seksualnej emancypacji”. Osobiście widział się z Pawłem VI na prywatnej audiencji, przekonując, by Ojciec Święty zaakceptował antykoncepcję. To samo przesłanie amerykański bogacz powtarzał w liście, jaki zaadresował do papieża. Namawiał tam, by zamiast potępiać używanie antykoncepcji, pozostawić tę sprawę indywidualnej ocenie wiernych. „Nie ma dziś większego problemu stojącego przed ludzkością” niż „zbyt duża” dzietność – alarmował John David Rockefeller III.
Wzmianka o tym antynatalistycznym lobbingu znalazła się w encyklice Humanae Vitae. Już u samego początku dokumentu przeczytać możemy taką uwagę: „wielu ludzi wyraża obawę, ażeby ludność świata nie powiększała się szybciej, aniżeli pozwalają na to stojące do dyspozycji zasoby, i żeby z tego powodu nie zwiększyły się trudności wielu rodzin i narodów, będących na drodze rozwoju”. Mimo to ostatecznie do akceptacji sztucznej antykoncepcji Paweł VI nie dał się przekonać.
Libido Dominandi
To gorące zaangażowanie amerykańskiego miliardera w promocję antykoncepcji i seksualny liberalizm wyjaśnia, zdaniem katolickiego pisarza i wykładowcy Erica Michaela Jonesa, chęć zatrzymania przyrostu naturalnego w obawie przed utratą uprzywilejowanego położenia.
„John D. Rockefeller III poświęcił swoje życie sprawie eugenicznej kontroli populacji i administrował środkami rodziny oraz własnymi przez Population Council z dokładnością mikromenadżera przez 40 lat”, zaznaczył pisarz w obszernej książce „Libido Dominandi”.
Sednem tego przedsięwzięcia – jak widać skutecznie fundującego kryzys demograficzny – była w przekonaniu autora „etniczna wojna” z wrogami starej, protestanckiej z rodowodu a liberalnej pod względem poglądów, elity finansowej USA. W drugiej połowie XX wieku „plutokracja”, jak określał ją Jones, zdawała sobie sprawę, że stoi u progu zmian społecznych, które powiedzą jej dominacji: „sprawdzam”. „Rozumieli, że w demokracji władza polityczna to funkcja siły demograficznej – czystych liczb – a włączywszy się w antykoncepcyjny i eugeniczny ruch rozumieli, że byli po straconej stronie równania”, diagnozował Jones.
Zdaniem pisarza, to amerykańscy katolicy zagrażali pozycji właścicieli fortun. To właśnie ta, z reguły dystansowana w życiu politycznym grupa stała za urodzeniowym boomem w powojennych Stanach Zjednoczonych, a wskaźniki urodzeń już dekady wcześniej wychylały się na jej korzyść. W przeciwieństwie do ludności protestanckiej i liberalnej klasy wyższej – wierni Kościoła mieli wiele dzieci, omijając niemoralne sposoby „kontroli urodzeń”. Pewna dominacja demograficzna katolików w kolejnych dekadach musiała oznaczać awans społeczny rodzin nie powiązanych ze starą elitą – konkurencję dla utwierdzonych już fortun.
Wyzwolenie „od pasa w dół”
W opinii Jonesa, światło na cele sponsorów eugeniki i seksualnego wyzwolenia rzuca charakter „filantropii”, jaką amerykańskie fundacje i instytucje prowadzą w biednych krajach Afryki. Na liście zjawisk, które zwalczać ma zachodni pieniądz, nieodmiennie figuruje „przeludnienie” i zbyt duża liczba dzieci. Projekty „humanitarne” poszerzają więc dostęp do „praw reprodukcyjnych”, antykoncepcji… Tymczasem według autora „Libido Dominandi”, dokumenty amerykańskiego wojska potwierdzają, że inicjatorzy tej polityki wiedzą doskonale: to w ich interesie, a nie państw Czarnego Lądu, jest ograniczanie populacji.
„Populacja jest ekonomicznym predyktorem bogactwa i militarnym predyktorem siły. Nawet rozwinięte technologicznie armie potrzebują populacji dużych rozmiarów. Ekspansja zachodu, która rozpoczęła się wraz z odkryciem Nowego Świata przez Kolumba, była poprzedzona przez wzrost demograficzny bez precedensu, bez którego ekspansja kolonialna nie byłaby możliwa”, podkreślał E. Michael Jones.
Lekcja płynąca z tego porównania jest jasna. Ludne i rozwijające się kraje zdolne są do zanegowania panującego politycznego i finansowego status quo. Czy w obliczu wzrastającej potęgi najludniejszych na świecie Chin i Indii i prób odwrócenia skutków antyrodzinnej polityki przez te kraje można jeszcze powątpiewać o słuszności tej zasady?
„Ideologia kontroli populacji jest zwyczajnie połączniem faktu, że: ludzie wytwarzają bogactwo i siłę militarną z faktem, że zamożni mają mniejsze rodziny. Klasy wyższe przeszły na darwinizm i jednocześnie przestały mieć duże rodziny. W związku z tym zaczęły obawiać się czegoś, co nazywano zróżnicowaną płodnością. Oznaczało to, że najlepsi ludzie (tzn. z ich klasy społecznej) ograniczali rozmiary swoich rodzin, reszta świata, szczególnie rasy południowe, nie. Jako dobrzy darwiniści rozumieli, że populacje z większym wskaźnikiem dzietności zajmą miejsce populacji z niższym wskaźnikiem dzietności. Z tej niepokojącej konkluzji narodziła się kontrola populacji”, tłumaczył Jones.
Liberalizm seksualny, oparty na pseudo-naukowych „zdobyczach” Kinseya, to klucz do sukcesu tego programu. Żaden inny program nie miał bowiem takiej anty-demograficznej skuteczności. W rzeczywistości, jak konkludował Jones, choć obyczajowa emancypacja na transparentach postępowców przybiera postać wyzwolenia – to w gruncie rzeczy jest ona narzędziem kontroli. Pozwala powstrzymać wzrost aspiracji finansowych, potencjału ekonomicznego i politycznego – jakie pną się do góry wraz z demograficznym wzrostem. Boleśnie niska liczba urodzeń, coraz bardziej przelotny charakter relacji rodzinnych, wreszcie powszechna pogoń za związkami „bez zobowiązań” gwarantują elitom utrzymanie się „w siodle”. „Wolność” erotyczna i rozgrzanie dyskusji publicznej zagadnieniami emancypacji dewiantów oznaczają dla wielkich portfeli brak konkurencji.
Seksualne pragnienia szczególnie nadają się do wykorzystania w tym charakterze. Powodem jest ich przemożna siła. Są one w stanie skutecznie odwrócić wzrok od skupienia na dążeniu do wzbogacenia się i poprawie pozycji społecznej. To właśnie sedno „Libido dominandi” – politycznego panowania przez wykorzystanie namiętności. Te z łatwością są w stanie uśpić rozsądne i niepożądane przez elitę aspiracje społeczeństwa… Jednocześnie przekonanego, że zmierza ku wyzwoleniu i powiększaniu własnego samostanowienia.
Napięcie pomiędzy politycznymi i finansowymi aspiracjami, a programem seksualnej emancypacji ukazuje spór o ocenę rewolucji obyczajowej na lewicy. W polskiej publicystyce najwydatniej zwraca na niego uwagę dwóch bardzo rozpoznawalnych autorów. Rafał Woś i Marcin Giełzak zdecydowanie utożsamiają się z lewicą, ale wobec rewolucji obyczajowej zachowują dystans. Ich zdaniem, hasła tolerancji i emancypacji LGBT wyparły całkowicie myślenie kategoriami interesu „warstw niższych”. Państwo wyzwalające seksualnie zastąpiło więc lewicowy program władzy opiekuńczej, a agenda erotycznej tolerancji wyparła przejęcie interesem biedniejszych warstw społecznych. To zaledwie jeden z dowodów skuteczności „inwestycji Rockefellera”.
Dzięki niej elity finansowe nie muszą niepokoić się wzrostem populacji i dążącą „do swego” konkurencją. Program wolności „od pasa w dół”, który zdominował na dobre debatę publiczną, zastąpił zabiegi o realne doczesne dobra, stabilność finansową i polityczne wpływy. Taką wolność „władcy świata” i „filantropi” mogą z łatwością wodzić nas za nos. Wsparcie „pieniądza” dla tej agendy jest powszechne… i zgoła nie zaskakujące. Amazon oraz inne wielkie przedsiębiorstwa z pasją oddadzą się zabiegom o sprawiedliwe traktowanie pracowników, jeśli przejawia się ono tęczowymi symbolami i szkoleniami z inkluzywności – zmniejszając przy tym ilość wniosków o podwyżkę zapracowanych ojców dużych rodzin.
Filip Adamus