Jak Rockefeller zasponsorował „rewolucję od pasa w dół”. Inwestycja, która stworzyła katastrofę demograficzną.

Jak Rockefeller zasponsorował „rewolucję seksualną”. „Inwestycja”, która stworzyła kryzys dzietności.

Filip Adamus https://pch24.pl/jak-rockefeller-zasponsorowal-rewolucje-seksualna-inwestycja-ktora-stworzyla-kryzys-dzietnosci/

Uwagi o kryzysie demograficznym nie należą do rzadkości. Co i rusz można przeczytać o zmartwieniu, jaki rodzi ten problem, malujący na horyzoncie perspektywę gospodarczej stagnacji, nieciągłości instytucji i wyludnienia. „Eksperci” chwytają się za głowy. Rządy uchwalają kolejne programy ekonomicznego wsparcia rodzin – bez zauważalnego skutku. Wciąż bowiem upadek dzietności traktuje się w oderwaniu od jego przyczyn. A przecież… od dekad najbardziej wpływowe ośrodki grzmią o „zagrożeniu przeludnieniem” i potrzebie „kontroli urodzeń”. W parze z tą retoryką poszły realne działania wielkiego kapitału. „Demograficzna zima” to w dużej mierze zaplanowana inwestycja, skonstruowana metodami tak faktów dokonanych, jak i medialnej propagandy. Jej najskuteczniejszym narzędziem okazał się program rewolucji seksualnej. Nie bez powodu na publikacje, które legły u podstaw rewolucji seksualnej, łożyli najbardziej wpływowi z amerykańskich „plutokratów”…

Pod skrzydłami Rockefellera

To Alfred Kinsey – samozwańczy „badacz seksualności” odpowiedzialny za wydanie głośnych prac z lat 40- tych i 5o -tych, zasłynął jako centralna figura „rewolucji obyczajowej: Jego wpływ, manipulacje i zbrodnie omawialiśmy już w osobnym artykule.

Pytanie, czy tytuł ojca upadku obyczajów należy mu się sprawiedliwie. Choć bowiem to na wybrakowane i stronnicze „dane” Kinseya powołują się zwolennicy wyzwolonej seksualności – to równie ważną rolę w promocji erotycznej emancypacji zdaje się odgrywać ktoś jeszcze. Chodzi o bogacza, który badania Kinseya nie tylko sfinansował, ale także zapewnił im wydawniczy sukces. Wreszcie zaś – roztoczył nad pseudo-naukowcem swoisty płaszcz ochronny, ignorując doniesienia o jego błędach i rażących zaniedbaniach warsztatu… Słowem, John Davison Rockefeller.

Nie brak poszlak potwierdzających, że recepcję na niespotykaną skalę oraz bezprecedensowy sukces księgarski Kinsey zawdzięczał powiązaniom i świadomej kampanii marketingowej swojego chlebodawcy. „Ogromne zainteresowanie opinii publicznej pierwsza książką Kinseya podobno zaskoczyło autorów i wydawcę. To jednak budzi wątpliwości, zważywszy na ogromny wysiłek włożony w jej promocję, wliczając starania mediów powiązanych z Rockefellerem, aby robić ogromny szum wokół książki i jej kulturowo destrukcyjnego przekazu. Kinsey oraz jego sponsorzy wprawili w ruch szeroko zakrojoną kampanię reklamową. Poza reklamami w prasie niespotykanie wielką liczbę darmowych egzemplarzy rozdano w całym kraju, przede wszystkim kierując je do przedstawicieli zawodów medycznych”, wspominała dr Judith Reisman, ekspert do spraw działalności Alfreda Kinseya. Wiedzą na temat jego zbrodni profesor nauk społecznych służyła nawet amerykańskim instytucjom federalnym.

„Allen Wallis, były przewodniczący American Statistical Association, wspomina: Tak, ta książka była promowana na ogromną skalę, a oni przybierali świętoszkowatą minę, mówiąc: my w ogóle jej nie promujemy, to tyko opinia publiczna jest w naturalny sposób zainteresowana tematem”, dodała.

Zdaniem ekspertów, Kinsey spotykał się z dziennikarzami, by omawiać warunki pisania o jego badaniach, gdy się już ukażą, na długo przed publikacją przełomowych „raportów”. Już 2 lutego 1946 roku przedstawiciele dziennika „Harper” skarżyli się Fundacji Rockefellera, że na liście mediów dysponujących opracowaniem „naukowców” znajduje się już mnóstwo innych tytułów… A to wszystko na rok przed tym, jak ujrzały światło dzienne pierwsze spośród raportów finansowanych przez syna twórcy Standard Oil. Kinsey ustalić miał nawet z dziennikarzami odwiedzającymi jego ośrodek w Bloomington, że żaden artykuł nie zostanie opublikowany przed listopadem 1947 roku. Zdaniem katolickiego pisarza i wykładowcy Erica Michaela Jonesa, zagwarantował również sobie i zespołowi wgląd w publikacje.

Do rozgłosu wokół premiery prac mających zadać cios tradycyjnej moralności seksualnej przyczyniło się zatem usieciowienie Fundacji Rockefellera w świecie mediów. To zaplecze zbudowano jeszcze w latach wojennych, kiedy John Davison Rockefeller III spotykał się z dziennikarzami, tworząc lobby naciskające na przystąpienie USA do II wojny światowej. Nawiasem mówiąc, jednocześnie sam sprzedawał Hitlerowi strategiczne zasoby ropy niezbędne do prowadzenia konfliktu. Tak zadzierzgnięte powiązania z ludźmi mediów oznaczały dostęp Fundacji do wpływowych postaci w czołowych amerykańskich redakcjach. Koneksje skwapliwie wykorzystano w kampanii przeciwko obyczajom.     

Inwestycja w kryzys demograficzny

Te zakrojone na szeroką skalę działania marketingowe – zgoła nietypowe jak na promocję naukowej literatury – odbyły się mimo metodologicznych braków, nieścisłości i zbrodni, jakich podczas badań dopuścił się zespół Kinseya. Sami pracownicy Fundacji Rockefellera donosili przełożonym w zachowanych raportach o niedociągnięciach i… nieszczególnym przejęciu Kinseya faktem, że jego praca odbiega od wymogów warsztatu uczonego. Nic z tego nie sprawiło jednak, by wsparcie dla przedsięwzięcia wstrzymano… Dlaczego te wątpliwości „uszły uwadze” Johna Davisona Rockefellera, a jego znajomości i fundusze tak szerokim strumieniem płynęły do dewianta skrywającego się pod maską bezstronnego naukowca?

Odpowiedź na to pytanie podsuwa szersze przyjrzenie się zaangażowaniu miliardera w projekty eugeniki i seksualnej emancypacji. Samemu Kinseyowi przekazał on na przestrzeni lat aż 400 tysięcy dolarów. Nie szczędził również pieniędzy dla założycielki Planned Parenthood Margaret Sanger, propagującej aborcję i antykoncepcję. Fortuna JDR posłużyła też do rozpropagowania reformy prawnej w ramach projektu model penal code. Zakładał on m.in. wykreślenie z prawodawstwa ustaw strzegących małżeństwa i obyczajności. Z kasy Rockefellera finansowano również wystąpienia na katolickim Uniwersytecie Notre Dame pseudo-duszpasterzy, promujących liberalizację podejścia Kościoła katolickiego do ograniczania płodności.

Rockefeller nie tylko angażował swoje środki w przedsięwzięcie „seksualnej emancypacji”. Osobiście widział się z Pawłem VI na prywatnej audiencji, przekonując, by Ojciec Święty zaakceptował antykoncepcję. To samo przesłanie amerykański bogacz powtarzał w liście, jaki zaadresował do papieża. Namawiał tam, by zamiast potępiać używanie antykoncepcji, pozostawić tę sprawę indywidualnej ocenie wiernych. „Nie ma dziś większego problemu stojącego przed ludzkością” niż „zbyt duża” dzietność – alarmował John David Rockefeller III.  

Wzmianka o tym antynatalistycznym lobbingu znalazła się w encyklice Humanae Vitae. Już u samego początku dokumentu przeczytać możemy taką uwagę: „wielu ludzi wyraża obawę, ażeby ludność świata nie powiększała się szybciej, aniżeli pozwalają na to stojące do dyspozycji zasoby, i żeby z tego powodu nie zwiększyły się trudności wielu rodzin i narodów, będących na drodze rozwoju”. Mimo to ostatecznie do akceptacji sztucznej antykoncepcji Paweł VI nie dał się przekonać.

Libido Dominandi

To gorące zaangażowanie amerykańskiego miliardera w promocję antykoncepcji i seksualny liberalizm wyjaśnia, zdaniem katolickiego pisarza i wykładowcy Erica Michaela Jonesa, chęć zatrzymania przyrostu naturalnego w obawie przed utratą uprzywilejowanego położenia.

„John D. Rockefeller III poświęcił swoje życie sprawie eugenicznej kontroli populacji i administrował środkami rodziny oraz własnymi przez Population Council z dokładnością mikromenadżera przez 40 lat”, zaznaczył pisarz w obszernej książce „Libido Dominandi”.

Sednem tego przedsięwzięcia – jak widać skutecznie fundującego kryzys demograficzny – była w przekonaniu autora „etniczna wojna” z wrogami starej, protestanckiej z rodowodu a liberalnej pod względem poglądów, elity finansowej USA. W drugiej połowie XX wieku „plutokracja”, jak określał ją Jones, zdawała sobie sprawę, że stoi u progu zmian społecznych, które powiedzą jej dominacji: „sprawdzam”. „Rozumieli, że w demokracji władza polityczna to funkcja siły demograficznej – czystych liczb – a włączywszy się w antykoncepcyjny i eugeniczny ruch rozumieli, że byli po straconej stronie równania”, diagnozował Jones.

Zdaniem pisarza, to amerykańscy katolicy zagrażali pozycji właścicieli fortun. To właśnie ta, z reguły dystansowana w życiu politycznym grupa stała za urodzeniowym boomem w powojennych Stanach Zjednoczonych, a wskaźniki urodzeń już dekady wcześniej wychylały się na jej korzyść. W przeciwieństwie do ludności protestanckiej i liberalnej klasy wyższej – wierni Kościoła mieli wiele dzieci, omijając niemoralne sposoby „kontroli urodzeń”. Pewna dominacja demograficzna katolików w kolejnych dekadach musiała oznaczać awans społeczny rodzin nie powiązanych ze starą elitą – konkurencję dla utwierdzonych już fortun.

Wyzwolenie „od pasa w dół”  

W opinii Jonesa, światło na cele sponsorów eugeniki i seksualnego wyzwolenia rzuca charakter „filantropii”, jaką amerykańskie fundacje i instytucje prowadzą w biednych krajach Afryki. Na liście zjawisk, które zwalczać ma zachodni pieniądz, nieodmiennie figuruje „przeludnienie” i zbyt duża liczba dzieci. Projekty „humanitarne” poszerzają więc dostęp do „praw reprodukcyjnych”, antykoncepcji… Tymczasem według autora „Libido Dominandi”, dokumenty amerykańskiego wojska potwierdzają, że inicjatorzy tej polityki wiedzą doskonale: to w ich interesie, a nie państw Czarnego Lądu, jest ograniczanie populacji.

„Populacja jest ekonomicznym predyktorem bogactwa i militarnym predyktorem siły. Nawet rozwinięte technologicznie armie potrzebują populacji dużych rozmiarów. Ekspansja zachodu, która rozpoczęła się wraz z odkryciem Nowego Świata przez Kolumba, była poprzedzona przez wzrost demograficzny bez precedensu, bez którego ekspansja kolonialna nie byłaby możliwa”, podkreślał E. Michael Jones.

Lekcja płynąca z tego porównania jest jasna. Ludne i rozwijające się kraje zdolne są do zanegowania panującego politycznego i finansowego status quo. Czy w obliczu wzrastającej potęgi najludniejszych na świecie Chin i Indii i prób odwrócenia skutków antyrodzinnej polityki przez te kraje można jeszcze powątpiewać o słuszności tej zasady? 

„Ideologia kontroli populacji jest zwyczajnie połączniem faktu, że: ludzie wytwarzają bogactwo i siłę militarną z faktem, że zamożni mają mniejsze rodziny. Klasy wyższe przeszły na darwinizm i jednocześnie przestały mieć duże rodziny. W związku z tym zaczęły obawiać się czegoś, co nazywano zróżnicowaną płodnością. Oznaczało to, że najlepsi ludzie (tzn. z ich klasy społecznej) ograniczali rozmiary swoich rodzin, reszta świata, szczególnie rasy południowe, nie. Jako dobrzy darwiniści rozumieli, że populacje z większym wskaźnikiem dzietności zajmą miejsce populacji z niższym wskaźnikiem dzietności. Z tej niepokojącej konkluzji narodziła się kontrola populacji”, tłumaczył Jones.

Liberalizm seksualny, oparty na pseudo-naukowych „zdobyczach” Kinseya, to klucz do sukcesu tego programu. Żaden inny program nie miał bowiem takiej anty-demograficznej skuteczności. W rzeczywistości, jak konkludował Jones, choć obyczajowa emancypacja na transparentach postępowców przybiera postać wyzwolenia – to w gruncie rzeczy jest ona narzędziem kontroli. Pozwala powstrzymać wzrost aspiracji finansowych, potencjału ekonomicznego i politycznego – jakie pną się do góry wraz z demograficznym wzrostem. Boleśnie niska liczba urodzeń, coraz bardziej przelotny charakter relacji rodzinnych, wreszcie powszechna pogoń za związkami „bez zobowiązań” gwarantują elitom utrzymanie się „w siodle”. „Wolność” erotyczna i rozgrzanie dyskusji publicznej zagadnieniami emancypacji dewiantów oznaczają dla wielkich portfeli brak konkurencji. 

Seksualne pragnienia szczególnie nadają się do wykorzystania w tym charakterze. Powodem jest ich przemożna siła. Są one w stanie skutecznie odwrócić wzrok od skupienia na dążeniu do wzbogacenia się i poprawie pozycji społecznej. To właśnie sedno „Libido dominandi” – politycznego panowania przez wykorzystanie namiętności. Te z łatwością są w stanie uśpić rozsądne i niepożądane przez elitę aspiracje społeczeństwa… Jednocześnie przekonanego, że zmierza ku wyzwoleniu i powiększaniu własnego samostanowienia.

Napięcie pomiędzy politycznymi i finansowymi aspiracjami, a programem seksualnej emancypacji ukazuje spór o ocenę rewolucji obyczajowej na lewicy. W polskiej publicystyce najwydatniej zwraca na niego uwagę dwóch bardzo rozpoznawalnych autorów. Rafał Woś i Marcin Giełzak zdecydowanie utożsamiają się z lewicą, ale wobec rewolucji obyczajowej zachowują dystans. Ich zdaniem, hasła tolerancji i emancypacji LGBT wyparły całkowicie myślenie kategoriami interesu „warstw niższych”. Państwo wyzwalające seksualnie zastąpiło więc lewicowy program władzy opiekuńczej, a agenda erotycznej tolerancji wyparła przejęcie interesem biedniejszych warstw społecznych. To zaledwie jeden z dowodów skuteczności „inwestycji Rockefellera”.

Dzięki niej elity finansowe nie muszą niepokoić się wzrostem populacji i dążącą „do swego” konkurencją. Program wolności „od pasa w dół”, który zdominował na dobre debatę publiczną, zastąpił zabiegi o realne doczesne dobra, stabilność finansową i polityczne wpływy. Taką wolność „władcy świata” i „filantropi” mogą z łatwością wodzić nas za nos. Wsparcie „pieniądza” dla tej agendy jest powszechne… i zgoła nie zaskakujące. Amazon oraz inne wielkie przedsiębiorstwa z pasją oddadzą się zabiegom o sprawiedliwe traktowanie pracowników, jeśli przejawia się ono tęczowymi symbolami i szkoleniami z inkluzywności – zmniejszając przy tym ilość wniosków o podwyżkę zapracowanych ojców dużych rodzin.

Filip Adamus

„Głupsi razem” zbierają się w Paryżu. Dla bezpieczeństwa !

„Głupsi razem” zbierają się w Paryżu

Autor: CzarnaLimuzyna , 17 lutego 2025

Paryż/AIX

Po zdradliwych ciosach wymierzonych w same fundamenty Unii Antyeuropejskiej „Głupsi razem” zbierają siły. Tworzy się koalicja sił demokracji walczącej. Dołączają „silni razem” i „nienawidzący razem”. Koalicję spaja konieczność obrony granic utopii.

Siłą lewicy są jej poglądy. Na początku był błąd: dwa plus dwa równa się więcej. Po kolejnej rewolucji i zdobyczach consensusu, w oknie Overtona ukazał się długo oczekiwany komunikat: dwa plus dwa jest tyle ile ogłosimy. Jak widać, wszystkie ideały są już osiągalne, szczególnie teraz, przy milionowych zasięgach wiodących mediów.

„Głupsi razem” zbierają się w Paryżu. Świeże fundamenty dystopii są zagrożone, a są nimi demokracja sponsorowana i demokracja torturująca. Chodzi też o dodatkową funkcję machiny Prokrusta.

Współczesne łoże Prokrusta powiększy ci usta – Obetnie piersi, odcedzi sumienie i tłuszcz – A wszystko w cenie trzech wizyt specjalnej porady – Wyrzucisz do kosza ubrania od Bossa i Prady – Diabeł dziś chodzi nago, nie ubiera się tam – Pozornie jest zmiennym, lecz stały ma gust – Morduje dzieci małymi kęsami żując twój mózg.

Głupsi razem będą deliberować jak przeciwdziałać faktom, które destabilizują rzeczywistość. Jak wiadomo narracja dzieli się na następujące kategorie: na fakty bez faktów, na fakty po faktach (przejęzyczenia i pogłos) oraz na dezinformację czyli fakty podane z nienawiści (preferowany skrót –  fakty nienawiści) często używane w mowie nienawiści.

Jutro nadzwyczajny szczyt europejskich liderów w Paryżu z udziałem @donaldtusk. Czas przyspieszył. Musimy być razem. I być silni. Dla bezpieczeństwa Europy!

Cytat prawdziwy, wrzucony na platformę X przez członka „demokracji walczącej”.

======================

MD:

Michał Szczerba @MichalSzczerba

Jutro nadzwyczajny szczyt europejskich liderów w Paryżu z udziałem @donaldtusk

. Czas przyspieszył. Musimy być razem. I być silni. Dla bezpieczeństwa Europy!

74,4 tys. wyświetleń

Rewolucja przeciw złodziejstwu już trwa. Ale w USA. Zróbmy w Polsce!!

DOGE po polsku. Rewolucja przeciw złodziejstwu już trwa

17.02.2025 Tomasz Sommer https://nczas.info/2025/02/17/doge-po-polsku-rewolucja-przeciw-zlodziejstwu-juz-trwa/

Gdyby rok temu ktoś powiedział, że zaraz po wyborach w Stanach Zjednoczonych zacznie się wielka dekomunizacja, to chyba nie byłoby nikogo, kto nie zacząłby się pukać w czoło. Tymczasem fakty są takie, że ta dekomunizacja, prowadzona przy pomocy super-urzędu DOGE właśnie na naszych oczach, czyli jak to się obecnie mówi: „w czasie rzeczywistym” – trwa. Polska powinna pójść tą samą drogą.

Amerykańskiej dekomunizacji przyświeca świadomość, że głównym celem rządu i jego kontrahentów jest osobisty zarobek uczestników tych organizacji, więc rząd powinien działać tylko tam, gdzie jest absolutnie i bez wątpliwości potrzebny. Im w danej dziedzinie jest mniej potrzebny, tym więcej marnotrawi.

Pierwsze urzędy idą pod nóż

– Marnotrawstwo każdego urzędu oceniam na średnio 25 proc. – twittował szef DOGE Elon Musk. – 15 proc. to zwykłe marnotrawstwo, a 10 proc. to korupcja. Oznacza to, że likwidacja 25 proc. wydatków jest możliwa od ręki. Natomiast zdecydowana większość urzędów jest po prostu niepotrzebna, więc budżet można zmniejszyć znacznie bardziej radykalnie – konkludował.

Pierwsza duża instytucja, jaka poszła pod nóż, to USAID, która, jak się okazało, zajmowała się głównie sponsoringiem lewactwa na całym świecie, w tym w Polsce, za bagatela 60–80 miliardów dolarów rocznie.

– Cięcia będą szły nie w dziesiątki, nie w setki miliardów, tylko w biliony dolarów – zapowiada Musk, który chce zmniejszyć amerykańskie wydatki budżetowe w ciągu dwóch lat o 30–50 proc. Czy podobny proces możliwy jest w Polsce?

Zmniejszyć budżet o połowę

Oczywiście jest to nie tylko możliwe, ale natychmiast potrzebne. Zwłaszcza gdy w tym roku okazało się, że rząd właściwie nie panuje już na budżetem, więc lekką ręką zaprojektował astronomiczny wręcz deficyt na poziomie ok. 50 proc. zaplanowanych przychodów. Szczegółowe obliczenia możliwych redukcji budżetu prezentowaliśmy w „Najwyższym CZAS!”–ie kilka razy, ostatnio piórem Tomasza Cukiernika. W warunkach polskich redukcję budżetu można by wprowadzić oczywiście najłatwiej podczas projektowania nowego budżetu, czyli niejako z góry.

Technika Muska jest jednak inna niż zmiany poprzez nowe budżetowanie. DOGE działa poprzez analizowanie działania poszczególnych instytucji i zamrażanie ich szkodliwych czy nieefektywnych działań. Rzeczywiście, może się okazać, że taka taktyka „aktywnego audytu” jest znacznie skuteczniejsza, bo przecież urzędy, które nie zostaną zmienione strukturalnie, gdy tylko nacisk na nie ustanie, natychmiast zaczną znowu się rozrastać. Innymi słowy, trzeba w nich zbudować mechanizm wydajności, a te, które są całkowicie bezużyteczne, po prostu zlikwidować całkowicie.

Jak się odbywa owo „zaszczepianie wydajności”? Ekipa Muska z zewnątrz porównuje zadania zlecone danej instytucji do wykonywanych przez nią działań i eliminuje działania, które ze zleceniami nie mają nic albo mało wspólnego, wraz z przypadającymi na nie budżetem i personelem. Jeśli zadania jakiejś instytucji nie są wykonywane w ogóle, ma ona być likwidowana w całości.

Jak to może działać w Polsce

Jak taki proces może działać w Polsce? W analogiczny sposób. Jeśli polski DOGE zajmie się np. Uniwersytetem Warszawskim, instytucją o budżecie 2,2 mld złotych, to musi stwierdzić, czy poszczególne wydziały realizują cele naukowe, czy polityczne i te polityczne zamknąć. Następnie sprawdzić, dlaczego uniwersytet o największej w Polsce renomie finansuje się sam tylko na poziomie niewiele ponad 4 proc., wreszcie przeanalizować stan majątkowy uczelni – przede wszystkim pod względem wykorzystania posiadanych nieruchomości. Taki audyt z całą pewnością wykaże, iż nieruchomości są źle wykorzystywane. W sumie odpolitycznienie, uelastycznienie i właściwe skosztorysowanie działania tej uczelni może zapewne bez większego problemu zmniejszyć dopłaty do niej o kilkadziesiąt procent.

Podobnie jest z niemal wszystkimi instytucjami polskiego państwa. Warto przy okazji przypomnieć, że obecnie w jego strukturze istnieje instytucja, która może wykonywać nieco zbliżone działania – tą instytucją jest NIK. Jednak tzw. wnioski pokontrolne prezentowane przez NIK realnie są tylko postulatami, które nie mają wpływu na rzeczywiste działanie instytucji, a ich kierownictwo realnie może je po prostu zignorować.

Od DOGE do likwidacji podatków dochodowych

Polski DOGE powinien rozpocząć działania od odpolitycznienia instytucji nauki i kultury. W tych sferach oszczędności można jednak zaoszczędzić tylko kilkadziesiąt miliardów złotych. Ich odpolitycznienie jest konieczne. Ważne jest jednak, że to tam produkowana jest socjalistyczna i komunistyczna propaganda, która wpływa potem na politykę państwa. Po odcięciu lewackiej propagandy od finansowego i instytucjonalnego zaplecza należy przejść do cięć w sferach najbardziej koszto-chłonnych – czyli w sferze „socjalu”, służby zdrowia oraz obronności. Te trzy działy obecnego państwa kosztują podatników w obecnym budżecie ponad 400 miliardów. Znaczące zmniejszenie tego obciążenia może nastąpić tylko poprzez likwidację głównych transferów socjalnych, takich jak np. 800 plus. Ważne jest także stopniowe przerzucenie kosztów obsługi długu na funkcjonariuszy i członków partii, które ten dług zaciągnęły. W 2025 r. koszt obsługi długu publicznego to aż 75,5 miliarda zł, co stanowi ponad 12 proc. przychodów. Te pieniądze powinni spłacać ci ludzie, którzy ten dług zaciągnęli.

Obniżenie wydatków budżetowych o mniej więcej połowę spowoduje, że będzie można w pierwszym kroku całkowicie zlikwidować podatki dochodowe, czyli PIT i CIT, natomiast w kolejnym kroku znacznie obniżyć VAT. Docelowo podstawowym podatkiem powinna być akcyza, a dodatkowym, podatek od sprzedaży. Likwidacja ogromnej biurokracji związanej podatkami dochodowymi oraz oczywiście samego podatku, nie tylko pozostawi w kieszeniach podatników ok. 200 miliardów złotych, ale spowoduje także uwolnienie rąk do pracy, które obecnie związane są czynnościami urzędniczymi.

Stopniowa likwidacja ZUS

Oczywiście likwidacja podatków dochodowych musi być połączona ze zmianą sposobu finansowania ZUS–u, który jest obecnie powiązany z podatkami dochodowymi. Można to uczynić w dwóch krokach: najpierw zaproponować chętnym rezygnację z ZUS–u w zamian za zaprzestanie pobierania składek, co pociągnie za sobą finansowanie świadczeń z ZUS tylko ze składek tych, którzy pozostaną w systemie. Docelowo ubezpieczenia emerytalne powinny być tylko dobrowolne i kapitałowe, bez gwarancji państwowych.

Rewolucja przeciw złodziejstwu już trwa

Oczywiście scenariuszy dekomunizacji państwa może być wiele i mitem jest twierdzenie, że da się je szczegółowo i z góry zaplanować – jest to bowiem popadanie w błąd gospodarki planowanej. Właśnie dlatego skuteczność działania DOGE musi wynikać właśnie z każdorazowego rozeznania sytuacji. Jednak to rozeznanie musi być oparte o dwie podstawowe zasady: jeśli instytucja nie realizuje celów, musi zostać w całości zlikwidowana, jeśli zaś generuje bezsensowne koszty, to musi być pozbawiona środków, które takie bezsensowne wydatki umożliwiają. A zarówno katalog celów instytucjonalnych, jak i ogólny budżet państwa, muszą być radykalnie ograniczone.

Rewolucja przeciwko wielkiemu państwu podatkowemu się rozpoczęła. Czas, by Polska się w nią włączyła.

O Ukraińcach: Polacy niemal JEDNOMYŚLNI! W mediach mętnego nurtu KŁAMIĄ.

Polacy niemal JEDNOMYŚLNI! W mediach mętnego nurtu przedstawiają to zupełnie inaczej [SONDAŻ]

17.02.2025 https://nczas.info/2025/02/17/polacy-niemal-jednomyslni-w-mediach-metnego-nurtu-przedstawiaja-to-zupelnie-inaczej-sondaz/

Ukraińcy. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Ukraińcy. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay

Socjolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadzili badanie w sprawie socjalu dla Ukraińców. Wynika z niego, że Polacy niemal jednomyślnie oczekują zmniejszenia finansowania dla tej grupy imigrantów.

Badania socjologów z UW ze stycznia tego roku wskazują, że aż 95 proc. Polaków zmieniło swoje nastawienie wobec Ukraińców na gorsze.

„W ub. roku o tej samej porze pogorszenie nastawienia do Ukraińców deklarowało 88 proc. badanych” – podaje „Gazeta Wyborcza”.

Głównym powodem zmiany jest „postawa roszczeniowa” wśród Ukraińców.

„Zdaniem większości nie powinni na przykład dostawać 800+ na takich samych zasadach jak Polacy. Takiej odpowiedzi udzieliło 55 proc. badanych, zaledwie 22 proc. badanych nie ma nic przeciwko temu. Nie popieramy też prawa Ukraińców do zasiłków i pomocy społecznej (51 proc. na nie, tylko 26 proc. na tak)” – czytamy.

Aż 96 proc. badanych uważa, że należy zmniejszyć socjal dla Ukraińców. Ponadto coraz bardziej rzuca się Polakom „inna kultura” na ulicach. Badani wskazywali na „inne normy oraz zasady” i „brak dbałości o dobro wspólne”.

„Ankietowani wyliczają cwaniactwo, poleganie na socjalu, postawę roszczeniową, brak kultury osobistej, brak dbałości o dobro wspólne, nadużywanie alkoholu. Po raz pierwszy w badaniu wybrzmiał lęk o wzrost przestępczości” – przyznała „Gazeta Wyborcza”.

Polacy zaczęli oczekiwać od obywateli Ukrainy większej samodzielności, pójścia do legalnej pracy, odprowadzania podatków. Czas, w którym dawaliśmy zgodę na pokrywanie kosztów zakwaterowania i wyżywienia, już minął – skomentował cytowany przez GW kierownik projektu, dr Robert Staniszewski, socjolog polityki z Uniwersytetu Warszawskiego.

Największa sprawa pedofilska w historii Francji. [Z nagłośnionych]. Oskarżonym jest chirurg.

Największa sprawa pedofilska w historii tego kraju. Oskarżonym jest chirurg.

17.02.2025 https://nczas.info/2025/02/17/najwieksza-sprawa-pedofilska-w-historii-tego-kraju-oskarzonym-jest-chirurg/

„To bez wątpienia największy przypadek przestępczości pedo-kryminalnej we Francji” – twierdzą miejscowe media. W Vannes rozpoczyna się proces chirurga Joëla Le Scouarneca, który ma potrwać aż do czerwca tego roku.

Będzie to długa rozprawa z udziałem świadków i 299 potencjalnych ofiar lekarza. Temu byłemu już chirurgowi grozi 20 lat więzienia za gwałty „ze szczególnym okrucieństwem popełnione” w latach 1989–2014 na 299 pacjentach, z których większość była nieletnia.

299 nazwisk ofiar wymienionych jest w plikach komputerowych i „pamiętniku”, który pedofil prowadził na swój użytek. Policja musiała przesłuchać wcześniej 299 mężczyzn i kobiet, dzisiaj już często pełnoletnich.

Od poniedziałku 24 lutego do czerwca świadkowie tego koszmaru będą się pojawiali przed sądem w departamencie Morbihan. Joël Le Scouarnec był chirurgiem specjalizującym się w operacjach układu pokarmowego i trzewnego. Wykorzystywał operacje i narkozę do gwałcenia pacjentów.

Obecnie to 74-letni emeryt i „rekordzista” przestępczości pedofilskiej we Francji. Ze względu na skalę procesu, poczyniono specjalne przygotowania. W przypadku 15 pacjentów-ofiar przestępstwo uległo całkowitemu przedawnieniu. Pozostali są jednak oskarżycielami posiłkowymi.

Scouarnec ma już na koncie jeden wyrok i piętnaście lat więzienia. Był już skazany za gwałty seksualne na dwóch siostrzenicach i nieletniej córce swojego sąsiada. Właśnie od zauważenia dziwnych praktyk sąsiada-lekarza przez matkę w 2017 roku cała afera została ujawniona. Policja w czasie rewizji w jego domu, znalazła zapiski doktora, który sam opisywał swoje wyczyny i miał listę ofiar. Do gwałtów i molestowania dochodziło na sali operacyjnej, w gabinecie lekarskim i pokojach szpitalnych.

Źródło: Le Figaro

Sunday Strip: The Platypus Conspiracy – Another fact check down the drain. [Nie bój się ! MEMY].

Sunday Strip: The Platypus Conspiracy –

Another fact check down the drain

Robert W Malone MD, MS Feb 16, 2025








Now for something completely different.






The above meme is a little misleading.

Do not remain silent”

John Kiriakou, the CIA whistleblower who exposed the agency’s torture program under Bush, is no longer in prison. He was released in 2015, after serving a 30-month sentence.

As a CIA officer, he was convicted for exposing the CIA’s “enhanced interrogation program” (otherwise known as…?) to interrogate al-Qaeda prisoners, having passed classified information to a reporter.

Despite the release of the Senate Intelligence Committee’s report in 2014 detailing the CIA’s use of torture, there has been a lack of accountability for those involved in the program. No CIA officers were charged with torture related to the CIA’s „enhanced interrogation” program.

After his release, Kiriakou has expressed that his time in prison was „worth every day” because the revelations about the CIA’s use of torture led to Congress enacting a specific ban on waterboarding and other torture techniques used at black sites.

Kiriakou’s advice to potential whistleblowers is „Do not remain silent”








If the debt isn’t brought under control, the USA’s name will be written on the side of the Titanic—not the Democratic Party.

Believe it or not, I greatly empathize with federal workers who are losing their jobs. It is a terrible situation to be in. And yes, the chaos is terrible – but at this point in time, I don’t see any other way out of the financial mess that USA has gotten into.

The Democrats are going down because they believe that an inflated government, that borders on socialism, is the right and proper way of the world. The Democrats believe that the USA collapsing under its own debt can’t possibly happen. That the US government can spend, spend, spend and borrow money at an unprecedented rate without any repercussions.

The Democrat party is wrong for America and the people know it.











„A Tourism Video For Australia (Made By A New Zealander)”

https://www.youtube-nocookie.com/embed/0Wo4sEMoauU?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0


God creating the platypus:

God: Right, so what do we have left?

Angel: Umm a little bit of everything, Sir..

God: Yep. Throw it in there.

Angel: …all of it?…

God: Did I stutter?

Then God said: “Just make sure it lays eggs AND produces milk, so it can make its own custard….”


Wait for it…

https://www.youtube-nocookie.com/embed/P9FRxokO2so?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0




Pielgrzymka Tradycji z Chartres do Paryża. Czerwiec.

pielgrzymka z Chartres do Paryża

początek 05.06.2025 r. (czwartek), koniec 10.06.2025 r. (wtorek)

————————————–

Informujemy o prywatnej inicjatywie zorganizowania polskiej grupy, która dołączy do pielgrzymki z Chartres do Paryża. Kapelanem tej grupy na trasie pielgrzymki będzie o. Tomasz OP.

Co roku w okolicach Zielonych Świątek wierni z różnych krajów – naturalnie głównie z Francji – wyruszają spod katedry w Chartres na trzydniową pielgrzymkę, mającą swój cel w Paryżu. W zeszłym roku w pielgrzymce uczestniczyło prawie 8000 osób!

Organizatorem pielgrzymki z Chartres do Paryża jest francuski dystrykt Bractwa św. Piusa X.

Pielgrzymka posiada własną stronę WWW. Uczestnicy polskiej grupy nie muszą się tam indywidualnie rejestrować!

Organizacja

Wyjazd z Polski będzie miał miejsce od 5 do 10 czerwca, a w ramach oferty będą zapewnione m.in. transport, noclegi hotelowe przed i po pielgrzymce, opłaty drogowe oraz opłata za uczestnictwo w pielgrzymce. Podczas pobytu będzie okazja do zwiedzania historycznego centrum Chartres.

Pielgrzymka jest bardzo intensywna i wymagająca. Pielgrzymi są zobowiązani do posiadania namiotu, śpiwora, karimaty, kubka oraz menażki/miski na zupę. Niektóre posiłki trzeba będzie zapewnić sobie we własnym zakresie. Maszeruje osobna kolumna dla dzieci oraz dla młodzieży, idąca swoim tempem, z wyznaczonymi opiekunami i animatorami. Organizatorzy pielgrzymki zapewniają: toalety, pomoc medyczną, przewóz dużych bagaży oraz podwózkę w razie kontuzji.

Czytaj relację z pielgrzymki z Chartres do Paryża (2022) w serwisie Wiadomości Tradycji Katolickiej.

Cena

Wstępna cena wyjazdu wynosi 3800 zł od osoby; może ona ulec zmianie. Przewidujemy zniżkę dla rodzin z dziećmi. Cena nie obejmuje ubezpieczenia, przewodników, biletów wstępu. Liczba miejsc jest ograniczona.

Dojazd do Katowic we własnym zakresie.

Program

  • 5 czerwca: całodniowa podróż busem z Katowic do hotelu w Chartres
  • 6 czerwca: po śniadaniu czas wolny na modlitwę przed welonem N.M.Panny, zwiedzanie katedry, jej krypt i pięknych witraży oraz innych zabytków w Chartres; obiad we własnym zakresie
  • 7 czerwca: po śniadaniu zbiórka wszystkich pielgrzymów pod katedrą; przed wymarszem Msza św.; na trasie chleb i woda na obiad oraz zupa z chlebem na kolację
  • 8 czerwca: wymarsz o 6:00 rano, na śniadanie chleb z kawą lub mlekiem; wieczorem Msza św. na polu namiotowym; posiłki – jak w dniu poprzednim
  • 9 czerwca: wymarsz o 6:00 rano; posiłki – jak w dniu poprzednim; dotarcie do celu w Paryżu ok. godz. 16:30, gdzie na zakończenie pielgrzymki przed katedrą SaintLouisdes-Invalides zostanie odprawiona Msza św.; wspólny posiłek i ostatni nocleg
  • 10 czerwca: całodniowy powrót busem do Katowic

Zapisy

Prosimy o wypełnienie formularza zapisowego

Wszelkie pytania prosimy kierować e-mailem na adres organizatorów grupy polskiej: pielgrzymki@protonmail.com

Odwilż na linii USA – Białoruś

Odwilż na linii USA – Białoruś

https://myslpolska.info/2025/02/16/odwilz-na-linii-usa-bialorus/

Amerykanie rozmawiają nie tylko z Rosją. Wysoki rangą urzędnik Departamentu Stanu USA Christoper W. Smith spotkał się w środę z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką. Jak informuje „New York Times” – jest to pierwszy taki przypadek od pięciu lat.

Bez wątpienia oznacza to wielką zmianę w polityce Stanów Zjednoczonych. Spotkanie Amerykanów z prezydentem Aleksandrem Łukaszenką odbyło się w Mińsku. Po tych rozmowach doszło do uwolnienia trojga więźniów: Andreja Kuznieczyka, Aleny Mauszuk i amerykańskiego obywatela, którego nazwiska nie ujawniono. Wszyscy uwolnieni zostali przekazani stronie amerykańskiej na granicy z Litwą. Według mediów Stany Zjednoczone są gotowe do złagodzenia sankcji nałożonych na białoruskie banki oraz na eksport potasu, ważnego składnika nawozów, którego Białoruś jest głównym producentem.

Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow i sekretarz stanu USA Marco Rubio podczas rozmowy telefonicznej uzgodnili, że będą utrzymywać regularny kontakt, w tym w ramach przygotowań do rosyjsko-amerykańskiego spotkania na najwyższym szczeblu czyli spotkania prezydentów Władimira Putina i Donalda Trumpa. Kilkadziesiąt godzin wcześniej Rosja potwierdziła, że odbyła się rozmowa między prezydentami Trumpem i Putinem. Siergiej Ławrow powiedział, że jest zaskoczony reakcją świata na rozmowę Putina i Trumpa: „Uważają ją za coś niezwykłego. To była normalna, elementarna rozmowa między dwoma dobrze wychowanymi, uprzejmymi ludźmi”. Rosyjski minister spraw zagranicznych wyraził nadzieję, że rozmowa między przywódcami USA i Rosji otrzeźwi przedstawicieli Zachodu [Unii], którzy zapomnieli, jak prowadzić dialog.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio, doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Mike Waltz i specjalista od polityki Bliskiego Wschodu Steve Witkoff w najbliższych dniach udadzą się do Arabii Saudyjskiej na rozmowy z przedstawicielami Federacji Rosyjskiej. Tematem ma być zbliżenie stanowisk na rzecz zakończenia wojny na Ukrainie. Jak podkreśla prasa, nie jest przypadkiem to, że wybrano na miejsce rozmów państwo należące do grupy BRICS.

Specjalny wysłannik Stanów Zjednoczonych do spraw Ukrainy i Rosji gen. Keith Kellogg stwierdził w Monachium, że „Europy nie będzie bezpośrednio przy stole negocjacyjnym w sprawie zakończenia wojny na Ukrainie”.
Według czterech amerykańskich urzędników, na których powołuje się NBC, administracja Trumpa zasugerowała Ukrainie przyznanie USA praw do eksploatacji 50 proc. metali ziem rzadkich – o czym informuje Interia. Były prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podobno odrzucił amerykańską propozycję, uznając, że nie gwarantuje ona ochrony ukraińskich interesów. Uważa on, że ciągle może liczyć na pomoc krajów Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Jest to zaskakujące, ponieważ ukraińscy urzędnicy powiedzieli, że Zełenski od dawna popiera pomysł wymiany „krytycznych zasobów” na dalsze wsparcie USA, nazywając ten pomysł częścią „Planu zwycięstwa” – o czym informowała wspomniana Interia.

Sekretarz obrony Pete Hegseth powiedział w tym tygodniu, że wojska amerykańskie nie zostaną rozmieszczone w Ukrainie w ramach jakichkolwiek gwarancji bezpieczeństwa dla tego kraju. Z kolei Vance stwierdził w czwartkowej rozmowie z „The Wall Street Journal”, że wysłanie wojsk na Ukrainę przez USA „zostanie rozważone”. Konserwatywna prasa w Stanach Zjednoczonych stanowczo opowiada się za pozostawieniem „sprawy ukraińskiej Ukraińcom”.

Łukasz Jastrzębski

Odpryskowe wątki opery i wołynka

Odpryskowe wątki opery i wołynka

Stanisław Michalkiewicz  „Goniec” (Toronto)    16 lutego 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5773

Karnawałowa opera mydlana, jaką vaginet obywatela Tuska Donalda zafundował obywatelom naszego nieszczęśliwego kraju, obrasta w nowe wątki odpryskowe. Oto pan Bogdan Święczkowski, prezes Trybunału Konstytucyjnego zawiadomił niezależną prokuraturę, a konkretnie – zastępcę Prokuratora Generalnego, pana Michała Ostrowskiego o przestępstwie zamachu stanu, o które podejrzewa obywatela Tuska Donalda, jego vaginet, fajdanisów z Volksdeutsche Partei i formacji kolaboranckich, a także marszałków Sejmu i Senatu, czyli pana Szymona Hołownię i posągową Małgorzatę Kidawę-Błońską – bo to ona odziedziczyła tę fuchę po panu Grodzkim – tym od „zabójczych kopert”.

Powiadomiony o tym wydarzeniu obywatel Tusk Donald nawet nie przerwał gry w ping-ponga – że to niby ma większe zmartwienia. I słuszna jego racja, bo wprawdzie pan Ostrowski z miejsca wszczął „energiczne śledztwo”, ale bodnarowcy z czarnym podniebieniem natychmiast schowali się za papierowy mur z kruczków prawnych, a konkretnie – z jednego kruczka. Chodzi o to, że śledztwo, zwłaszcza „energiczne”, musi mieć sygnaturę, znaczy się – numer sprawy.

Przypomniałem w swoim czasie o tym obowiązku asystentowi resortowej „Stokrotki”, czyli pani red. Moniki Olejnik, który zapraszał mnie do udziału w programie. Powiedziałem, że chętnie stawię się na wezwanie, ale muszę dostać je na piśmie, z numerem sprawy oraz zaznaczeniem, w jakim charakterze mam zostać przesłuchany: świadka, czy podejrzanego. – Porządek musi być! – powiedziałem – i na tym się moje kontakty ze „Stokrotką” i TVN-em skończyły. Toteż w bodnarowskiej prokuraturze zatriumfowała rewolucyjna teoria, że jak nie ma sygnatury, to nie ma i urzędowego śledztwa, tylko taka prywatniacko-hobbystyczna zabawa.

Początków tej rewolucyjnej teorii doszukiwałbym się w deklaracji, jaką w swoim czasie złożyła pani Elżbieta Jakubiak panu red. Robertowi Mazurkowi. Pan red. Mazurek próbował dać pani Elżbiecie do zrozumienia, że jej praca na stanowisku ministra nie jest nikomu potrzebna, na co ona z całą powagą („ty, co głupoty powagą najmądrzejszych wodzisz za łby” – pisał poeta) odparła, że to nieprawda, bo gdyby ona, dajmy na to, nie wystawiła panu red. Mazurkowi zaświadczenia, to nie mógłby on prowadzić działalności gospodarczej. I pomyśleć, że przez tyle stuleci, a może nawet tysiącleci Ludzkość nie zdawała sobie z tego sprawy i orała, siała i zbierała, hodowała bydło, przędła i tkała, wytapiała miedź i cynę, a potem nawet – żelazo, budowała drogi, domy, a potem nawet całe miasta, nie oglądając się na zaświadczenia pani Elżbiety! Nic dziwnego, że w rezultacie świat jest taki niedoskonały iż nawet Stwórca Wszechświata zesłał nań potop, a potem tylko dlatego nie zesłał drugiego, bo przekonał się o bezskuteczności tego pierwszego. Tak w każdym razie utrzymuje Franciszek ks. de La Rochefoucauld.

Teraz bez zaświadczeń ani kroku, nie tylko w tył, czego zabraniał już Józef Stalin, ale nawet w przód czy w bok – bo w przeciwnym razie „konwój otwiera ogień”. Na tym właśnie polega postęp cywilizacyjny, uwielbiany przez postępactwo wszystkich krajów – również przez bodnarowców z czarnym podniebieniem, co to stoją na nieubłaganym gruncie rewolucyjnej teorii, że bez „numerku”, znaczy się – sygnatury – niczego nie ma, a wiadomo, że ex nihilo nihil fit, co się wykłada, że z niczego niczego nie będzie, toteż obywatel Tusk Donald jak gdyby nigdy nic, „harata w gałę” na ping-pongowym stole. Jednak na wypadek, gdyby rewolucyjna teoria nie wszystkim wystarczała, to autorzy opery mydlanej mają w rezerwie argument ostateczny – że ten cały pan Michał Ostrowski został mianowany zastępcą Prokuratora Generalnego „za czasów Ziobry”. Nic więc dziwnego, że Volsdeutsche Partei, formacje kolaboranckie i płomienni szermierze praworządności oraz wybitni jurysprudensi z zakresu kretynizmu prawniczego, viribus unitis go „nie uznają”, w związku z czym materiałami z tego swojego „prywatnego śledztwa” będzie mógł się co najwyżej podetrzeć. Na tym bowiem polega „powaga państwa”, reprezentowanego obecnie przez vaginet obywatela Tuska Donalda.

Tedy, żeby w operze mydlanej pojawiły się kolejne wątki komiczne, obywatel Tusk Donald, pamiętając, że jest kampania wyborcza, podczas której należy wciskać swoim wyznawcom duby smalone w postaci obietnic gruszek na wierzbie, ogłosił „rok przełomu”. Chodzi o „wielkie inwestycje” na przykład – zawracanie Wisły kijem – o czym przemyśliwał już Edward Gierek – za 650 miliardów złotych. Oczywiście nie mówi, skąd tyle forsy pożyczy – bo przecież wcale nie pożyczy, ani nie będzie nic inwestował, bo jak partia mówi, że będzie inwestowała – to mówi. Żeby jednak podlizać się nie tylko swoim wyznawcom, ale również – przedsiębiorcom – to zapowiedział też „deregulację” gospodarki.

Tak się jednak nieszczęśliwie złożyło, że ta zapowiedź została poprzedzona komunikatem feministry od pracy i polityki społecznej w vaginecie obywatela Tuska Donalda, madame Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Chodzi o rozporządzenie, w myśl którego temperatura w miejscu pracy miałaby zostać uzależniona od „metabolizmu” poszczególnych pracowników, który pracodawcy mieliby regularnie mierzyć – a urzędy – kontrolować, czy wszystko – jak mawiają gitowcy – „gra i koliduje”. Te produkty najtęższych głów resortu pracy wprawiły w zakłopotanie innych uczestników vaginetu obywatela Tuska Donalda – ale nie jego samego, jako, że od lat jest jeszcze bardziej zadowolony ze swego rozumu, niż sam Książę-Małżonek. Toteż jak-gdyby-nigdy-nic, zaproponował jednemu takiemu polskiemu miliarderowi, konkretnie – panu Rafałowi Brzosce, żeby się tym zajął. „Bierze to pan?” – zapytał – bo wiadomo, że sam do żadnej deregulacji nie ma głowy. Pan Brzoska podobno „przyjął wyzwanie” – ale byłoby niegrzecznie przypuszczać, że dlatego, by uważał, ze to wszystko naprawdę. I on wie i obywatel Tusk Donald wie i my wiemy, że po wyborach prezydenckich o „deregulacji” wszyscy zapomną. Myślę tedy, że jeśli „przyjął wyzwanie”, to tylko dlatego, by odsunąć od siebie i swojej fortuny chciwych bodnarowców i w ten sposób zapewnić sobie chociaż kilka miesięcy wytchnienia – a potem się zobaczy. Kto bowiem wierzy obywatelu Tusku Donaldu, ten sam sobie szkodzi.

Podczas gdy opera mydlana obrasta w nowe, również komiczne wątki, w miarę zbliżania się końca wojny na Ukrainie, w naszym nieszczęśliwym kraju narasta groźba wołynki. Zauważył to niedawno nawet pan prezydent Duda, za co został ofunknięty przez jakiegoś kijowskiego dygnitarza. O ile jednak poczciwy pan prezydent Duda obawiał się wzrostu „przestępczości zorganizowanej” przez Ukraińców, to pani Natalia Panczenko, Ukrainka, której jakiś bałwan nadal polskie obywatelstwo, nastraszyła niedawno tubylców, że jak będą podskakiwali i nie wybiorą, kogo należy na prezydenta, to Polska powinna spodziewać się podpaleń sklepów, domów – i tak dalej – słowem – powinniśmy spodziewać się wołynki, bo przecież na podpaleniach się nie skończy. Kiedy nawet były premier Leszek Miller powiedział, że trzeba by ją deportować, pani Panczenko oskarżyła Konfederację, że ją „przejęzyczyła”.

Jak tam było, tak tam było, ale i bez pani Panczenko wiemy, że nasi Zasrancen zafundowali nam, prawdopodobnie krwawy, konflikt narodowościowy. Trzeba się go spodziewać zwłaszcza po zakończeniu wojny na Ukrainie, skąd do Polski zwalą się zdemobilizowani mężczyźni, pod pretekstem połączenia z rodzinami. Nikt nie odważy się ich skontrolować, czy przywożą ze sobą broń, czy nie, zwłaszcza gdy przejścia graniczne będzie przekraczało 100 tysięcy ludzi na dobę. Poderwanie takiej zbiorowości do antypolskiej wołynki dla takiej niemieckiej BND, czy amerykańskiej CIA, to bułka z masłem, a skoro tak, to nie ma takiej siły, która by mogła powstrzymać Niemcy, czy Naszego Najważniejszego Sojusznika przed pokusą wymuszania na Polsce zachowań pożądanych na przykład – „unii” z Ukrainą, to znaczy – przekazania jej w ramach rekompensaty za terytoria utracone na rzecz Rosji, części polskiego terytorium państwowego.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Św. Jan Nepomucen na warcie, czyli kilka słów o „Nepomukach”

Św. Jan Nepomucen na warcie, czyli kilka słów o „Nepomukach”

Zofia Michałowicz https://pch24.pl/sw-jan-nepomucen-na-warcie-czyli-kilka-slow-o-nepomukach/

(stock.adobe.com)

Brzegi dzikich rzek, stare mosty i rozdroża… Czy wiedzieli Państwo, że te tajemnicze miejsca od wieków mają swoich milczących strażników? W południowej Polsce, Czechach, Austrii, a nawet we Włoszech wciąż można spotkać tzw. Nepomuki – figury św. Jana Nepomucena. Dla jednych są one jedynie reliktem przeszłości, ozdobą lub zwyczajnym zabytkiem. Innym z kolei przypominają o czuwającej nad ludzkością Bożej Opatrzności, nadprzyrodzonej ochronie przed katastrofą powodzi. Jednak mało kto dostrzega w tym zjawisku o wiele głębsze znaczenie – symboliczne, filozoficzne, a nawet eschatologiczne.

Święty wierny

Św. Jan Nepomucen jest chlubą i prawdziwym diamentem historii państwa czeskiego. Urodził się jako Jan Velflin w pierwszej połowie XIV w., najprawdopodobniej w latach 40-tych (badacze dyskutują na temat dokładnej daty urodzin) w miejscowości Pomuk (przez Czechów zwanej Nepomuk). Podjął studia prawnicze w Pradze i wyspecjalizował się w dziedzinie prawa kanonicznego. Pozwoliło mu to objąć zacne stanowisko wikariusza generalnego arcybiskupa praskiego Jana z Jenštejnu, w imieniu którego prowadził działania administracyjne, prawne i finansowe. W obliczu wrogich Papiestwu poczynań władzy świeckiej Nepomucen mężnie bronił wyłącznego prawa Kościoła do wyboru biskupów i ustanawiania nowych diecezji. Nie wahał się ekskomunikować urzędników odpowiedzialnych za prześladowania duchowieństwa, a ponadto rzucał klątwy na bluźnierców szydzących z wiary katolickiej.

Jan stał się solą w oku króla Wacława IV, który potajemnie spiskował z ówczesnym antypapieżem, dlatego, według historycznych przekazów, monarcha postanowił utemperować zachowanie charyzmatycznego kapłana. W marcu 1393 roku, wraz z trzema innymi duchownymi Jan został pojmany i ostatecznie jako jedyny z całej czwórki – zabity.

Król podobno osobiście go torturował, później zaś zwolnił z więzienia domagając się od księdza zachowania w sekrecie tego, jak został potraktowany. Jan jednak był już umierający, więc aby zatrzeć ślady tortur, duchowny został zakneblowany, wepchnięty w kozią skórę i wrzucony do rzeki z mostu Karola.

Według innej wersji wydarzeń, która z historycznego punktu widzenia jest mniej prawdopodobna, król domagał się od kapłana wyjawienia tajemnicy spowiedzi królewskiej małżonki Zofii, którą władca podejrzewał o niewierność. W kolejnym wariancie tej opowieści król planował unieważnić swe małżeństwo by poślubić inną kobietę, a królowa Zofia zasięgnęła porady swego spowiednika w tej sprawie. W każdym razie Nepomucen odmówił wyjawienia tajemnicy spowiedzi, czym rozsierdził władcę, który rozkazał torturować i zabić księdza. Ciało męczennika wrzucono do rzeki Wełtawy. Od tamtej pory odnotowano liczne cuda za wstawiennictwem Św. Nepomucena, a miejsce, gdzie należy wyłowić ciało wskazały gwiazdy.

Został pochowany w kościele Świętego Krzyża w Pradze, a ostatecznie przeniesiono go do krypty pod katedrą św. Wita na Hradczanach.

W służbie kontrreformacji

W 1670 r. Bohuslav Balbin napisał biografię Jana Nepomucena (Vita S. Joannis Nepomuceni sigilli sacramentalis protomartyris), która znacznie przyczyniła się do popularyzacji kultu męczennika, czego zwieńczeniem były jego beatyfikacja (1721 r.) przez Innocentego XIII i kanonizacja (1729 r.) dokonana przez papieża Benedykta XIII. Innocenty XIII zatwierdził tekst Mszy Świętej i Liturgii Godzin ku czci Nepomucena na Czechy, Austrię, Niemcy, Polskę i Litwę.

W rozwoju jego kultu duże znaczenie miała walka Habsburgów z reformacją – postać księdza przeciwstawiającego się władcom chcącym uniezależnić się od papiestwa, czyli de facto władcom wprost wrogim Kościołowi, idealnie wpisywała się w ideę kontrreformacji. W historii Jana Nepomucena, niezależnie od wersji legendy, oś sporu przebiegała między Kościołem a państwem, przy czym to monarcha pragnący „uwolnić się od Kościoła” był niegodziwy, zaś święty Jan Nepomucen wykazał się męstwem, szlachetnością i wiernością swemu powołaniu, czym jednoznacznie wykazywał moralną wyższość katolików nad protestantami. Tak więc na ziemiach będących pod wpływem Habsburgów nie szczędzono wysiłków i nakładów, aby propagować posągi i obrazy Świętego. Stąd jego liczne figury w Austrii, na Węgrzech, w Hiszpanii, we Włoszech, w Belgii, w Czechach i na Śląsku. Wizerunki Jana, choć mniej liczne, znaleźć można także na Litwie, Białorusi i Ukrainie, zdobiły też przedwojenną Warszawę.

Nepomuki mają istotny wkład w kultywowanie historii i lokalnego dziedzictwa kultury. Z rozmowy Witolda Gadowskiego w Poranku Wnet w 2017 r. z Julianem Stopką, prezesem oddziału Związku Podhalan na Orawie można było poznać przykład odzwierciedlenia przez Nepomuki historii regionu: powstanie chochołowskie z 1846 r. (związane z powstaniem krakowskim) zostało stłumione przez Austriaków przy pomocy mieszkańców Czarnego Dunajca. W związku z tym figura św. Jana Nepomucena w Chochołowie posadowiona jest tyłem do wioski Czarny Dunajec. Przez miejscowych zwana jest „Janem Zagniewanym” lub mniej obyczajnie „Janem obróconym zadkiem do Dunajca”, co wskazuje na niechęć do mieszkańców Czarnego Dunajca (nepomuki.pl).

Nepomuki – jak je rozpoznać?

Autorzy strony internetowej nepomuki.pl wykonali niezwykłą pracę lokalizując, opisując i dokumentując fotograficznie wiele zabytków regionalnych związanych z Janem Nepomucenem. Tworzą oni wyjątkowe „współczesne Bractwo Nepomuckie”, aby, jak napisano na przedmiotowej stronie, docenić piękno, tradycję i regionalizm. Każdy, kto dostrzeże w swojej okolicy wizerunek Świętego, może zgłosić odkrycie do wspomnianego serwisu, przyczyniając się do szlachetnej misji skatalogowania, a przez to ochrony, zabytków nepomuckich w Polsce. Dzięki pracy tych pasjonatów każdy z nas może obejrzeć mnogość niezwykłych przedstawień Jana Nepomucena i spróbować rozpoznać ich charakterystyczne elementy.

Figury Św. Jana Nepomucena – Nepomuki – z pewnością wyróżniają się w licznych zbiorach sztuki sakralnej. Mogą się pochwalić bogatym zespołem szczególnych cech, które pomagają w ich identyfikacji. Każdy element wizerunku ma oczywiście swoje znaczenie symboliczne.

Po czym więc rozpoznać Nepomuka? Zazwyczaj postać świętego odziana jest w strój kanonika (biała komża rokieta, czarna lub fioletowa sutanna, biret i pelerynka podszyta czasami futerkiem z gronostaja, czasem stuła spowiednika). Stopy obute są w trzewiki ze ściętym noskiem (okazy pozbawione butów są niezwykle rzadkie). Znakiem szczególnym jest zarost – na twarzy dostrzeżemy brodę i wąsy. Charakterystyczne atrybuty to symbolizująca męczeństwo palma w dłoniach Świętego lub towarzyszącego mu aniołka i oczywiście krucyfiks, któremu Jan okazuje uwielbienie przytulając go do siebie lub nabożnie na Niego patrząc.

Kolejnym znaczącym elementem jest aureola z pięcioma gwiazdami. Uwiecznia ona gwiazdy, które pojawiły się na Wełtawie wskazując położenie zwłok księdza oraz symbolizuje pięć liter łacińskiego słowa „tacui” – milczałem, co podkreśla dochowanie tajemnicy (brewiarz.pl). Często figura Świętego lub znajdującego się obok anioła dotyka palcem ust gestem jednoznacznie przywołującym milczenie – to przypomnienie o dochowaniu tajemnicy spowiedzi.

Innym elementem towarzyszącym Nepomukom jest księga – zamknięta lub otwarta na tekście mówiącym o dochowaniu tajemnicy. Czasem w otoczeniu Świętego pojawia się klucz i kłódka – symbole uwięzienia i, ponownie, dotrzymania sekretu. Otoczenie wizerunku Jana Nepomucena zawiera także często symbol róży lub napis „sub rosa” – może znajdować się on w ramie obrazu, albo znów z pomocą przychodzi aniołek lub putto trzymający różyczkę w dłoni. To ponowne podkreślenie tajemnicy – róża od czasów antycznych oznaczała dyskrecję.

Do rzadziej występujących atrybutów Nepomuków można zaliczyć m.in. globus, rybę, list z nienaruszoną pieczęcią lub stułę spowiednika. Opisane wyżej wizerunki Świętego to przedstawienia „klasyczne”. Można jednak spotkać figury leżące (przedstawiają Jana wyłowionego z rzeki), służące np. do noszenia w procesjach.

Wydawałoby się, że przy takiej ilości znaków szczególnych rozpoznanie figury Świętego nie nastręcza trudności. Jednak twórcy strony nepomuki.pl wskazują listę „pseudonepomuków”, które z uwagi na podobieństwo stroju, wyglądu i symboliki przypominają wizerunek św. Jana Nepomucena i stanowią nie lada wyzwanie dla „łowców Nepomuków”. Według znawców najłatwiej jest pomylić Nepomuka z wizerunkiem św. Jana Kantego, również popularnego na Śląsku.

Niezwykły język

Czasem przy Nepomuku dostrzec można język – jest on umieszczony w otoczeniu gwiazd na ołtarzu lub trzymany przez Jana, albo aniołka w dłoniach. Symbolizuje tajemnicę spowiedzi, ale także obmowę. W 1719 r. komisja badająca zwłoki Jana odkryła, że język Nepomucena nie uległ rozkładowi, co uznano za dowód świętości – język zachowano w specjalnym relikwiarzu katedry praskiej. Niektórzy naukowcy twierdzą jednak, że odnaleziony fragment nie był językiem, lecz tkanką mózgową (radio Prague International, „Church of St John of Nepomuk steeped in symbolism”). [to absurd – mózg jest najłatwiej się rozkładającą tkanką. md]

Szczególne upodobanie do przedstawiania języka miał mieć czeski architekt Jan Blażej Santini Aichel- twórca „gotyckiego baroku”, który realizował budowę wielu kaplic, ołtarzy, kościołów i klasztorów. Zbudowany przez niego wspaniały Kościół św. Jana Nepomuka w Zelonej Horze, będący obecnie sanktuarium pielgrzymkowym, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, posiada nawet okna w kształcie języka!

Nepomuki z zagadką

Wspomniana strona nepomuki.pl zawiera niezwykle ciekawe opisy tzw. chronostychów czyli łamigłówek zawartych w tekstach wyrytych na cokołach barokowych figur Świętego: niektóre litery, oznaczające w alfabecie łacińskim także cyfry, są powiększone lub pogrubione, a zestawienie ich razem pozwala na odczytanie roku postawienia lub renowacji pomnika. Co niezwykle intrygujące, pewne chronostychy mają konotacje kabalistyczne.

Wizerunek Świętego przypominającego o dochowaniu tajemnicy to także łakomy kąsek dla paramasońskich bractw, dla których dyskrecja jest podstawową cnotą. Jednym z takich stowarzyszeń jest Bohemian Club – północno-kalifornijski prywatny męski klub towarzyski. Założony w 1878 r. ośrodek znany jest z organizowania letnich obozów zwanych „Bohemian Grove”, podczas których światowi biznesmeni, czołowi politycy (w tym prezydenci), rektorzy uczelni, naukowcy, wysoko postawieni dowódcy wojskowi i znani artyści spędzają razem czas oddając się owianym tajemnicą rozrywkom, na temat których krążą od lat teorie spiskowe wiążące nawet rytuały uczestników obozów z kultem Molocha. Klub kojarzony jest szczególnie ze spotkaniami w 1942 r., kiedy na letnim zjeździe pojawiły się osoby związane z planowaniem Projektu Manhattan, prowadzącego do powstania bomby atomowej.

O „masonizującym” charakterze klubu może świadczyć choćby termin tradycyjnego letniego obozu dla śmietanki towarzyskiej, który związany jest z widocznością najjaśniejszej gwiazdy nocnego nieba – gwiazdy Syriusz, uważanej za symbol egipskiej Izydy, bogini wiedzy i mądrości.

Innym atrybutem Bohemian Grove jest sowa, reprezentująca mądrość lub jej opiekunkę, grecką Atenę (niektórzy twierdzą, że na terenie posiadłości klubu stoi gigantyczny posąg tego ptaka). Patronem klubu jest właśnie św. Jan Nepomucen – duża drewniana rzeźba duchownego przedstawionego z palcem na ustach stoi podczas „obozów” nad brzegiem jeziora Grove przypominając o dochowaniu tajemnicy na temat rytuałów i historii stowarzyszenia.

Prof. George William Domhoff w swojej książce „The Bohemian Grove and Other Retreats” wyjaśniał, że św. Jan zyskał swoje wyjątkowe wyróżnienie wśród współczesnych „Bohemians” w 1882 roku, kiedy jego smutną, ale odważną historię opowiedział ówczesny „mistrz ceremonii” – poeta Charles Warren Stoddard. Kilka miesięcy po tym, jak Stoddard przedstawił sylwetkę św. Jana Nepomucena swoim kolegom, do klubowego domu w San Francisco przybyła figurka św. Jana z dalekich Czech.

„Wydaje się, że jedną z osób obecnych na wykładzie Stoddarda był hrabia Joseph Oswald Von Thun, który był bardzo poruszony klubem i jego uznaniem dla swojego rodaka. Po powrocie do Czech zlecił rzeźbiarzowi wykonanie repliki figury św. Jana, która zdobi most w Pradze w pobliżu miejsca jego utonięcia. Ten niespodziewany dar nadal strzeże biblioteki w dużym budynku klubowym Bohemians w San Francisco, jednak na czas letniego obozu figurka jest ostrożnie transportowana na poświęcone drzewo w pobliżu centrum Grove, gdzie św. Jan, z palcem wskazującym ostrożnie zamykającym usta, może być świętym przypomnieniem o potrzebie dyskrecji. Legenda otaczająca świętego Jana Nepomucena stała się częścią ustnej tradycji Bohemian Club. Nowi członkowie nieuchronnie słyszą tę historię, gdy natkną się na posąg podczas oprowadzania ich po miejskim klubie lub po Grove. Jednak ustna tradycja nie wystarczy dla patrona, dlatego legenda tego dobrego człowieka została wystawiona w sztuce teatralnej w Grove w 1921 r.  pod tytułem Św. Jan Nepomucen. W 1969 r. została opowiedziana ponownie przez innego autora pod tytułem Św. Jan Czech” – pisze prof. Domhoff.

Łączenie świętych chrześcijańskich z pogańskimi bożkami to element charakterystyczny dla dualistycznego postrzegania świata w filozofii masońskiej. Podobnie uwielbienie dla nauki, sztuki i tajemniczych rytuałów. W Bohemian Grove jednym z najbardziej rozpoznawalnych rytuałów, który odbywa się podczas letnich spotkań elity, jest tzw. „Cremation of Care” (Spalenie Trosk), ceremonia mająca na celu symboliczne uwolnienie uczestników od codziennych problemów, ale też przynosząca „oświecenie”.

Zatem chociaż klub nie jest związany z masonerią, ma z nią pewne cechy wspólne, takie jak tajemniczość, zamknięty charakter, obecność wpływowych postaci i posługiwanie się bliską masonerii symboliką. Nic więc dziwnego, że sylwetka wybitnego, dobrze wykształconego świętego symbolizującego sekret i dotrzymanie tajemnicy, a w dodatku pochodzącego z „prawdziwej Bohemii” (bo tak po łacinie brzmi nazwa Czech) spodobała się hermetycznemu bractwu.

Patron, orędownik, wspomożyciel

Św. Jan jest wszechstronnym patronem. Opiekuje się, co oczywiste, tonącymi ludźmi i mostami, ale jest też orędownikiem podczas powodzi i suszy – chroni zasiewy i pola przed wzburzoną wodą oraz wyschnięciem. Jest patronem Pragi i jezuitów, którzy przyczynili się do propagowania jego kultu. Figury duchownego zdobią place miast, kościoły i mosty, ale znajdziemy je też na rozdrożach, przy rzeczkach i rozlewiskach, które w wielu ludowych wierzeniach były punktami czyhania zła.

Takie miejsca zyskiwały w tradycji ludowej status „przestrzeni liminalnej”, czyli pogranicza, gdzie świat ludzi spotyka się ze światem nadprzyrodzonym. Mogły tam polować na podróżnych demony, upiory lub inne niebezpieczne istoty.

Rzeki były uważane za symboliczną granicę między światem żywych i umarłych, a zarazem miedzy światem materialnym i duchowym (w wielu kulturach wierzono, że rzeka to swoiste przejście do innego świata). Reminiscencje tych przekonań znalazły odzwierciedlenie w ludowym przekonaniu, ze rzeka jest miejscem pełnym tajemnic i niebezpieczeństw, zwłaszcza nocą, i że nieczyste siły z jej otoczenia mogą zagrażać człowiekowi.

Podobnie postrzegano skrzyżowania dróg – mogły się tam spotykać różne żywioły, duchy i zmory lub istoty nieczyste, których celem jest zmylenie podróżnych. Rozdroża były też miejscem, gdzie składano ofiary lub odprawiano ochronne rytuały.

Tak więc rzeki i rozdroża były fizyczną i symboliczną granicą życia i śmierci, świata ludzkiego i nadprzyrodzonego. Rodziły się podania i legendy o takich, pełnych niebezpieczeństw miejscach. Dlatego właśnie zaczęto stawiać na rozdrożach kapliczki – duchowe drogowskazy zapewniające ochronę przed złymi duchami i bezpieczeństwo w podróży. Taką rolę pełnią też figury św. Jana Nepomucena, zapewniające pomoc przy groźnej przeprawie przez rzekę i ochronę przed nieszczęściem. Obecność jego postaci na rozdrożach mogła też symbolizować obronę przed złymi wpływami i oszczerstwami, bowiem właśnie u tego świętego możemy szukać ochrony przed niebezpieczeństwem pomówień i nieuczciwych osądów.

Najważniejszym jednak obszarem, którym opiekuje się św. Jan jest sakrament pokuty – Nepomucen jest patronem dobrej spowiedzi, nie tylko w sensie dochowania tajemnicy przez kapłana, ale przede wszystkim w kontekście właściwego jej przeżywania przez penitenta: świadomego wyznania grzechów, szczerej skruchy i rzetelnego postanowienia poprawy. Św. Jan Nepomucen okazał temu niezwykłemu sakramentowi najwyższy szacunek, pieczętując swoją postawę męczeństwem.

Czy Nepomuki przetrwają? Ich piękno i różnorodność z pewnością i dziś wzbudzają zaciekawienie i sympatię. Niestety wydaje się, że w dobie postępującej laicyzacji społeczeństwa mają raczej szansę pozostać w zbiorowej świadomości bardziej jako cenny zabytek kultury i wyraz regionalnego dziedzictwa, niż jako obiekt kultu religijnego… Byłaby to ogromna strata.

Zofia Michałowicz

Niemiecki publicysta [FAZ] o Scholzu: „Jest jak biegająca kura bez głowy”. Sowiecko-podobna półdemokracja.

Niemiecki publicysta o Scholzu: „Jest jak biegająca kura bez głowy”

16.02.2025 https://www.tysol.pl/a135600-niemiecki-publicysta-o-scholzu-jest-jak-biegajaca-kura-bez-glowy

Konferencja Bezpieczeństwa w Monachium pokazała, że Niemcy nie odgrywają żadnej roli. Ameryka nadaje nowy ton” – pisze Peter Carstens w komentarzu opublikowanym w niedzielę w portalu „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

plakaty wyborcze Niemiecki publicysta o Scholzu:

plakaty wyborcze / PAP/EPA/Hannibal Hanschke

Przedstawiciele amerykańskiego rządu zapowiedzieli w Monachium nową erę – „czas Trumpa”. Jak wyjaśnił specjalny wysłannik ds. Ukrainy i Rosji Keith Kellogg, w tej nowej epoce nie będziemy czekali trzech lat na rozmowę telefoniczną prezydenta z Putinem, lecz dojdzie do niej natychmiast.

UE poza nawiasem

Trwały i uczciwy pokój w Ukrainie zostanie wynegocjowany w ciągu „dni lub tygodni”. Ukraińcy będą mogli uczestniczyć w zakończeniu wojny przez Trumpa. A Europejczycy?

„Jestem za realistyczną dyplomacją, dlatego nie, Europejczycy nie będą przy tym obecni”– wyjaśnił Kellogg.

„Kellogg był czwartym po Trumpie, ministrze obrony Pete Hegsethcie i wiceprezydencie J.D. Vance’ie politykiem amerykańskim, który w tym tygodniu przyniósł Niemcom i Europie katastrofalne wiadomości”

– zauważył Carstens.

Sowiecko-podobna półdemokracja

Jego zdaniem nikt nie potrafił przeciwstawić tej, jak to nazwał, „mieszance arogancji, lekceważenia i złego wychowania” czegoś konkretnego. 

„Niemcy na tydzień przed wyborami sprawiały wrażenie kraju sparaliżowanego” 

– czytamy w „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Kanclerz Olaf Scholz był nieobecny, gdy Vance porównał Niemcy do „sowieckopodobnej półdemokracji” i opowiedział się za powierzeniem AfD urzędu kanclerskiego. Dopiero w sobotę, przy słabej frekwencji i bez werwy, kanclerz największego europejskiego państwa znalazł kilka polemicznych słów.„To nie uchodzi, szczególnie między przyjaciółmi i partnerami”– powiedział. Dobre i to – komentuje autor.

Niemiecki publicysta o Scholzu: „Jest jak biegająca kura bez głowy”

Zaraz potem Scholz grzecznie obiecał dalsze zakupy broni w Ameryce i rozwodził się o koniecznym wzroście budżetu na wojsko, które blokował przez trzy lata jako szef rządu.

„O ile w Angeli Merkel podczas pierwszej kadencji Trumpa widziano przywódczynię opartego na wartościach Zachodu, to Scholz sprawiał wrażenie kury, która po obcięciu głowy biegnie jeszcze przez kilka metrów”

– pisze Carstens.

Nie tylko Niemcy są sparaliżowane

Gdy następnego dnia, podczas tradycyjnego obiadu przyjaciół Ukrainy w monachijskim Domu Literatury, Kellogg zakazał Europejczykom udziału w rozmowach o Ukrainie, doszło do protestu, ale nie ze strony polityków niemieckich, francuskich czy brytyjskich, lecz Estonii, Islandii i Chorwacji, którzy powiedzieli to, co było konieczne.

Ich stanowisko było „godne i konieczne”, jednak nie są to najważniejsze państwa kontynentu. Kellogg i znany krytyk Niemiec Richard Grenell (były ambasador USA w Berlinie) świetnie się bawili, podobnie jak świta Vance’a. „Oburzenie Europejczyków działało na nich jak wypicie kilku puszek Red Bulla” 

– ocenił komentator.

Rozwiązaniem jest misja pokojowa

„Pomysł Amerykanów jest prosty. Jeżeli Europejczycy chcą coś zrobić, to powinni wysłać do Wschodniej Ukrainy od 50 tys. do 100 tys. uzbrojonych żołnierzy w misji pokojowej” 

– tłumaczy dziennikarz „FAZ”.

Jego zdaniem w przypadku Bundeswehry „nie wchodzi to w rachubę”. Niemiecka armia stara się, by do 2029 r. uzyskać zdolność do działania. 

Niemiecki MON nieprzygotowany na koniec wojny

„To żenada – na zakończenie walk w Ukrainie nikt w niemieckim ministerstwie obrony nie jest przygotowany. Wysłanie tysięcy żołnierzy w misji pokojowej, zamiast przygotowania w kraju przynajmniej kilku brygad dla NATO, oznaczałoby ostateczną ruinę wojsk lądowych. Ucieszyłby się z tego przede wszystkim Putin”

– pisze w konkluzji komentator „FAZ”.

Wrogowie u władzy? Wojna nie jest konieczna, urzędnicy są gotowi skazać Rosjan na wyginięcie. Zbadaliśmy „strategię wymierania” narodu – analiza dokumentu rządowego.

Zbadaliśmy „strategię wymierania” narodu rosyjskiego – Dokument rządowy

Dokument, którego realizacja zdolny jest zniszczyć Rosję jest wystawiony na widok publiczny: „Strategia” Ministerstwa Pracy i Instytutu Demografii Rosyjskiej Akademii Nauk

https://tsargrad.tv/dzen/dokument-sposobnyj-unichtozhit-rossiju-vystavlen-na-vseobshhee-obozrenie_1153680

Dział śledczy „First Russian” zbadał „strategię wymierania” narodu rosyjskiego i był przerażony: „Jeśli wszyscy ci naukowcy i urzędnicy, autorzy takich koncepcji i strategii, pozostaną na swoich miejscach, nie będzie przyszłości dla naszych dzieci. Po prostu dlatego, że będą żyć w zupełnie innym kraju – po śmierci dzisiejszej Rosji”. Ale czy jest szansa, aby coś naprawić?

Plan na przyszłość Rosji” obejmuje strategię wyraźnie ukierunkowaną na zniszczenie narodu rosyjskiego.

Jak inaczej wytłumaczyć, że w kluczowym dokumencie dotyczącym zachowania naszego państwa nie ma ani słowa o zakazie aborcji w celu zwiększenia wskaźnika urodzeń, natomiast tak wiele mówi się o znaczeniu zastąpienia rdzennej ludności przybyszami z innych krajów? Dział śledczy First Russian przyjrzał się temu problemowi. Czy wrogowie u władzy? Wojna nie jest konieczna, nasi urzędnicy są gotowi skazać Rosjan na wyginięcie.

Dokument zatwierdzony przez rosyjski rząd łączy w sobie dekrety prezydenckie z maja, 19 projektów krajowych, ponad 40 programów państwowych, strategie sektorowe i regionalne oraz wszelkiego rodzaju mapy drogowe. Ale jeśli chodzi o politykę rodzinną i demograficzną, istnieją co do nich wyraźne wątpliwości.

Wspomniana wyżej „Strategia” Ministerstwa Pracy i Instytutu Demografii Rosyjskiej Akademii Nauk zawiera wiele problematycznych miejsc. Minusem jest to, że dokument był krytykowany ze wszystkich stron (pierwotnie został przedstawiony już w marcu ubiegłego roku). Zrobili to demografowie, ekonomiści, deputowani, naukowcy, a nawet członkowie Prezydenckiej Rady Praw Człowieka. Ale jaki z tego pożytek? „Strategia” wyznacza takie cele dla całkowitego przyrostu naturalnego, że bezpośrednio oznacza to nasze wyginięcie. Zarówno w niej, jak i obecnie w Zunifikowanym Planie Rządu, współczynnik ma osiągnąć 1,6 do 2030 roku i 1,8 do 2036 roku… W języku rosyjskim oznacza to minus 5 milionów ludzi. A na tę strategię anty-demograficzną przeznaczono 17 bilionów br. – czytamy w artykule.

Wrogowie u władzy? Wojna nie jest konieczna, nasi urzędnicy są gotowi skazać Rosjan na wyginięcie Zdjęcie: Tsargrad

Według założyciela Tsargradu Konstantina Malofeeva, „dokument ma wiele słów, ale mało determinacji”. Przewiduje nawet cały pięcioletni okres „na huśtawkę”: dopiero od 2031 roku rozpocznie się wdrażanie środków mających na celu osiągnięcie wskaźnika urodzeń na poziomie 1,8 do 2036 roku – czyli tylko po to, aby spowolnić wymieranie – precyzuje Malofeev.

Kolaż autorstwa Tsargrad

ANI SŁOWA O ABORCJI

Jak dodał Pavel Pozhigailo, pierwszy zastępca przewodniczącego Komisji Rosyjskiej Izby Publicznej ds. Demografii, Ochrony Rodziny, Dzieci i Tradycyjnych Wartości Rodzinnych, horyzont planowania powinien być taki, aby „do 2030 roku całkowity wskaźnik urodzeń wynosił 2,1, a jeśli nie zostanie to spełnione, powinna istnieć osobista odpowiedzialność”.

Jednocześnie słowo „aborcja” pojawia się w dokumencie tylko trzy razy i w jednym akapicie we wstępie, gdzie stwierdza się, że ich liczba spada z roku na rok. I ani słowa o zapobieganiu. Jest to co najmniej dziwne, gdy w naszym kraju – jeśli mówimy tylko o komercyjnych klinikach i aborcjach medycznych – jest co najmniej milion dzieciobójstw rocznie, a jeśli obiektywnie, to poniżej dwóch milionów – pisze Tsargrad.

Pronko: Jak kraj może odnieść sukces, jeśli wymiera?

W związku z tym Michaił Burda, kandydat nauk politycznych, profesor nadzwyczajny Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej, zauważył, że istnieje przypuszczenie, że ta „strategia” została napisana przez ludzi, którzy wyznają pewne liberalne wartości i idee, ponieważ wydaje się, że postrzegają aborcję jako „coś powszechnego”. Być może ci ludzie po prostu nie są zainteresowani zachowaniem naszego narodu, Rosji, z jakiegoś powodu – uważa Burda, dodając, że prawdziwych autorów należy szukać w odpowiednim ośrodku naukowym – Instytucie Badań Demograficznych Rosyjskiej Akademii Nauk, który realizuje zamówienia w tej dziedzinie od władz wykonawczych.

Kolaż autorstwa Tsargrad

ROSJANIE ZOSTANĄ ZASTĄPIENI PRZEZ IMIGRANTÓW?

Proponuje się rozwiązanie problemu demograficznego poprzez przyciągnięcie migrantów, ich adaptację i stworzenie takich warunków, w których mogliby zakładać rodziny. Innymi słowy, równolegle z wymieraniem Rosjan, import przybyszów „na dobre” zostanie zintensyfikowany.

Stwierdził on, co następuje:

Fragment części 3 „Cel, główne zadania i priorytetowe środki realizacji Strategii”. Dokument jest opublikowany na stronie internetowej Ministerstwa Pracy, mintrud.gov.ru

W ten sposób autorzy Strategii postanowili „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu”: rozwiązać kwestię niedoborów kadrowych na rynku pracy i zrekompensować naturalny spadek liczby ludności. Oznacza to, że zmarłych tubylców należy zastąpić „cennymi specjalistami” z zagranicy. Ponad 118 tysięcy Rosjan znalazło nowe zawody dzięki narodowemu projektowi „Demografia”.

Jak zauważył Michaił Burda, wskaźnik urodzeń wynoszący co najmniej 2,1 jest niezbędny do wzrostu rdzennej ludności kraju. W rzeczywistości jest to „strategiczne zadanie dla zachowania suwerenności kraju i jego przetrwania”. Podkreślił, że żaden dokument strategiczny nie sugeruje, że migracja może lub powinna być źródłem rozwiązywania problemów demograficznych. Wręcz przeciwnie: mówi się w nim o stymulowaniu przyrostu naturalnego i zachęcaniu do tworzenia rodzin wielodzietnych. Czy autorzy „Strategii” uważają inaczej?

Głównymi twórcami „strategii wymierania” są Departament Rodziny i Polityki Demograficznej Ministerstwa Pracy oraz Instytut Badań Demograficznych (IDR) Rosyjskiej Akademii Nauk. Na czele obu struktur stoją ludzie, którzy przed objęciem obecnych stanowisk albo w ogóle nie mieli nic wspólnego z kwestiami demograficznymi, albo mieli, ale w bardzo specyficzny i pośredni sposób. – pisze Tsargrad.

DLACZEGO AUTORZY „STRATEGII” WIDZĄ PRZYSZŁOŚĆ W TEN SPOSÓB?

Przypomnijmy, że departamentem „rodzinno-demograficznym” Ministerstwa Pracy i Zabezpieczenia Społecznego kieruje 43-letni Andriej Galkin. Przed nominacją pracował on w Ministerstwie Rozwoju Gospodarczego. Jednak w „portfolio” Galkina nie ma żadnych prac dotyczących demografii lub kwestii rodzinnych. Wątpliwości budzi również działalność współautorki „strategii wymierania” – szefowej Instytutu Badań Demograficznych Rosyjskiej Akademii Nauk Mariny Chramowej, która wcześniej zapowiedziała oczekiwanie „dostosowania” Rosjan na korzyść migrantów.

„Nie robiłabym żadnych alarmistycznych prognoz, mówiąc, że Rosjanie w ogóle nie będą istnieć… Ale nastąpi pewne dostosowanie” – cytuje ją Tsargrad. Migracja do Rosji podwoi się? Rosjan mają zastąpić „wartościowi specjaliści”. Co ukrywa Rosstat?

Oznacza to, że wszystko idzie w jednym pakiecie: najpierw „dostosowanie” Rosjan, potem pojawia się „Strategia”, a następnie zostaje uwzględniona w planie rosyjskiego rządu na przyszłość do 2036 roku. Nawiasem mówiąc, nasza redakcja [Tsargrad] wysłała zapytanie do Instytutu Badań Demograficznych Federalnego Centrum Badań Socjologicznych Rosyjskiej Akademii Nauk z pytaniem, dlaczego widzą przyszłość kraju dokładnie tak, jak opisano w „Strategii”? Do czasu publikacji tego artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

KIEDY OGON ZACZYNA MERDAĆ PSEM

Według naszego obserwatora politycznego Andrieja Pinczuka, problem jasnej polityki narodowej jest echem problemu braku jasnej i spójnej ideologii państwowej.

Powstaje pytanie: jaka polityka państwa wynika z jakich poglądów, skoro nie ma wspólnych ram poglądów? „Wtedy władze zawsze będą szukać najprostszych, najbardziej algorytmicznie bezpośrednich i prymitywnych opcji rozwiązania problemu” – zaznaczył. Powiedział więcej niż oczekiwano: To odpowiedzi Putina, które brzmiały między wierszami.

Ale jeśli tym „prostym” rozwiązaniem będzie przyciągnięcie migrantów z sąsiednich państw islamskich, wynikiem będzie nie tylko wzrost islamskiego, muzułmańskiego czynnika w kraju, ale przesunięcie rdzenia z prawosławnego państwa rosyjskiego w kierunku islamizacji całej populacji, uważa Pinczuk. A wtedy ogon zacznie merdać psem. Ponieważ proces islamizacji poprzez rynek pracy zmienia państwo jako całość.

A jeśli wszyscy ci naukowcy i urzędnicy – autorzy takich koncepcji i strategii – pozostaną na swoich miejscach, nasze dzieci nie będą miały przyszłości. Po prostu dlatego, że będą żyć w zupełnie innym kraju – po śmierci dzisiejszej Rosji – podsumowuje Tsargrad.

https://tsargrad.tv/dzen/dokument-sposobnyj-unichtozhit-rossiju-vystavlen-na-vseobshhee-obozrenie_1153680

=======================

mail:

Dzietność w Rosji: 1,61,
w Polsce 1,16.
Polska w planach klubu Rzymskiego powinna mieć 15 milionów mieszkańców.

MD: I kolejne „władze” konsekwentnie do tego wyniku dążą.

NADCHODZI CYFROWA DYKTATURA POD NADZOREM AI ! 5G, 6G…

CYFROWA DYKTATURA POD NADZOREM AI !

Published by Globalna Świadomość on 15 lutego 2025 https://globalna.info/2025/02/15/cyfrowa-dyktatura-pod-nadzorem-ai-nadchodzi/

Szczyt Akcji Sztucznej Inteligencji, który odbył się w tym tygodniu w Paryżu, zaowocował 60 podpisami popierającymi oświadczenie na temat „inkluzywnej i zrównoważonej sztucznej inteligencji dla ludzi i planety”. Oświadczenie_w_sprawie inkluzywnej_i_zrównoważonej_sztucznej_inteligencji_dla_ludzi_i_planety_002_. Oświadczenie1 w sprawie włączającej i zrównoważonej sztucznej inteligencji dla ludzi i planety. 02_11_ _oświadczenie_w_sprawie_inkluzywnej_ i_zrównoważonej_sztucznej_inteligencji_dla_ludzi_i_planety_002_.pdf 119 KB

Wśród kilkudziesięciu krajów znajdują się Unia Europejska i Komisja Unii Afrykańskiej, a także Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy

– ale nie Stany Zjednoczone ani Wielka Brytania.

================


Spotkanie we Francji zgromadziło przedstawicieli rządów, organizacji międzynarodowych, społeczeństwa obywatelskiego, naukowców, badaczy i sektora prywatnego. Deklaracja zobowiązuje do szeregu inicjatyw ONZ, takich jak Cele Zrównoważonego Rozwoju (SDGs), które są rutynowo krytykowane za wprowadzanie cenzury i nadzoru. Niektóre z innych wymienionych inicjatyw międzynarodowych to Rekomendacja UNESCO w sprawie etyki AI i szereg rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

Jednak dokument podpisany w Paryżu mówi o wzmocnionej współpracy międzynarodowej i lepiej skoordynowanym zarządzaniu międzynarodowym jako głównych priorytetach, jednocześnie niepokojąco (biorąc pod uwagę, że „integralność informacji” jest często używana jako „kod” cenzury ) zobowiązując się do „nadal zajmowania się ryzykiem, jakie sztuczna inteligencja stwarza dla integralności informacji ”.

Aby wzmocnić współpracę nad inicjatywami publicznymi i prywatnymi w zakresie sztucznej inteligencji, osoby popierające deklarację uruchomiły platformę i inkubator sztucznej inteligencji w interesie publicznym . Jeśli chodzi o poparcie Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ i to, jak może to stać na przeszkodzie wolności słowa, warto pamiętać, że ten zestaw 17 powiązanych ze sobą globalnych celów promuje nie tylko cyfrową tożsamość, ale także pośrednio cenzuruje to, co władze uznają za „zagrożenia dla integralności informacji” , mogące negatywnie wpłynąć na Cele Zrównoważonego Rozwoju – takie jak „mowa nienawiści”, „dezinformacja” itp.

Inna inicjatywa ONZ, do której odniesiono się w Deklaracji Paryskiej w Globalnym Pakcie Cyfrowym, co do której sygnatariusze zgodzili się, że stanowi podstawę do uruchomienia Globalnego Dialogu na temat zarządzania sztuczną inteligencją i Niezależnego Międzynarodowego Panelu Naukowego ds. Sztucznej Inteligencji, jako sposobu na „zrównoważenie trwających wysiłków na rzecz zarządzania”.

Globalny Pakt Cyfrowy jest jednym z załączników do Paktu na rzecz Przyszłości ONZ, który kładzie nacisk na promowanie cyfrowej tożsamości (za pośrednictwem tego, co ONZ, UE, WEF i Fundacja Gatesa lubią nazywać cyfrową infrastrukturą publiczną, DPI), a także szeregu polityk cenzury i nadzoru, powiązanych z „przeciwdziałaniem i rozwiązywaniem” kwestii uważanych za „mowę nienawiści”, „dezinformację”, „cyberprzemoc”. Pakt na rzecz Przyszłości, choć twierdzi, że zawiera wbudowane „zabezpieczenia prywatności”, promuje również większy „transgraniczny przepływ danych (udostępnianie/ globalne sledzenie)”. reclaimthenet.org/ai-action-summit-paris-global-governance-sdgs / Over 100 Countries Back UN-Linked AI Pact Pushing Censorship and Surveillance

Cyfrowy rubel: jak Putin przygotowuje dyktaturę Antychrysta

Antychryst potrzebuje nowej waluty, aby rządzić. Począwszy od lata 2025 roku Centralny Bank Rosji wprowadzi rubla cyfrowego. Specjalistą w tej dziedzinie jest ekonomista i analityk finansowy Aleksandr Leżawa, który wygłosił to przemówienie przed [dla ]rosyjskim rządem. Chcą zacząć testować wypłatę emerytur i innych świadczeń socjalnych w cyfrowych rublach. Jak zwykle, najbardziej narażonymi osobami, na których można przeprowadzić jakiekolwiek testy, są osoby starsze. Podczas pandemii emerytom oferowano jajka w zamian za zastrzyk…

Aby zachęcić emerytów do korzystania z kart bankowych, obiecywano im różnego rodzaju zniżki itp. To samo stanie się z rublem cyfrowym, a tę manipulację już widzimy. Łatwo zrozumieć, że w świecie cyfrowego rubla nie będzie wolności, wystarczy pomyśleć o tym, kto jest właścicielem Centralnego Banku Rosji. Analiza kilku faktów wykazała, że Rockefeller przejął kontrolę nad Centralnym Bankiem Rosji (por. https://t.me/anna_libre_ru/318 ). Od lat 70. zaczął regularnie odwiedzać Rosję, infiltrując i wyszukując zdrajców w rosyjskim rządzie, niszcząc w ten sposób kraj od środka. Dobrą wiadomością jest to, że na razie społeczeństwo rosyjskie protestuje i nie do końca zgadza się na wprowadzenie cyfrowego rubla. février 2025 – Pro Fide Catholica/12/rouble-numerique-comment-poutine-prepare-la-dictature-d-elantechrist/

5G nie ma nic wspólnego z łącznością bezprzewodową, ale z nadzorem ONZ, Chiny przodują w ONZ

Klatka -„Inteligentna”, jest budowana wokół nas ,jak się buntować…

Podczas konferencji Immersed in 5G, zorganizowanej przez Origins Project i odbywającej się w Mediolanie we wtorek 19 listopada (2024 r.), Maurizio Martucci , dziennikarz śledczy, chce wyjaśnić, że 5G nie służy bezprzewodowej telefonii komórkowej. Martucci mówi, że jest to tylko obowiązkowy krok do przejścia do 6G , które następnie będzie służyć do zarządzania post-ludzkim, mikroczipowym hybrydem, który powinien zaprowadzić nas do post-ludzkości. Jeśli w rzeczywistości w przypadku 5G zaczynamy od obiektów i Internetu Rzeczy ( IOT ), tworząc tekno-klatkę, to w przypadku 6G docieramy do Internetu Ciał ( IOB ) do zarządzania futurystycznym techno-człowiekiem. Ale przejdźmy krok po kroku.

Zaczęli od dzielenia się miastami w ZTL (Zona a Traffico Limitato = Strefa Ograniczonego Ruchu), aby ograniczyć swobodny przepływ obywateli na terenie miejskim pod pretekstem chęci realizacji celu Agendy 2030 w sprawie „zmiany klimatu” i próby zmiany stylów życia uważanych za „niezrównoważone” i produkujące, „nadmiar” CO2 . Mediolan , wraz z Rzymem , należy również do czołówki 40 miast mistrzowskich na świecie, C40, które decyzją swoich burmistrzów Sali i Gualtieriego uczestniczą w tym globalnym konkursie, którego celem jest przekształcenie terenów miejskich w „ inteligentne miasta ”, zawsze z deklaracją fasady uczynienia siebie promotorami innowacyjnych projektów o zerowej emisji „węgla” i „odpornych na klimat”. Projekty, które przewidują podział na ZTL,

zmniejszona prędkość do 30 km/h
podróż ograniczona do 15 minut
elektryczna mobilność publiczna i prywatna
mierniki cyfrowe
komputerowe kontrole zużycia w lokalach mieszkalnych
prawo jazdy i cyfrowy dowód osobisty
kredyty społeczne
eliminacja gotówki itp.

I tu właśnie pojawia się sieć 5G, która za pomocą anten i kamer będzie sprawdzać, czy obywatele stosują się do nowych przepisów. Nie będziemy już mieli żadnej wolności ani autonomii w życiu. Albo jak stwierdził dziennikarz Franco Fracassi : „Nazywają je „inteligentnymi miastami”, ale inteligencji nie mają, poza sposobami na zamknięcie nas wszystkich w klatce. System technokratyczny wykorzystuje nasze pragnienie bezpieczeństwa, strach wywołany końcem życia na Ziemi, nasze lenistwo, które popycha nas do poszukiwania coraz bardziej uproszczonego życia, do tworzenia wokół nas miast z wysoce technologicznymi systemami nadzoru, z pewnością nie po to, aby nas chronić, ale aby zapobiec naszemu buntowi. Krótko mówiąc, jeśli pojawi się problem, znajdziesz rozwiązanie – kontynuuje Martucci – a rozwiązanie jest zawsze cyfrowe.

Podobnie jak w przypadku „awaryjnego” stanu Covid , kiedy nie wolno było wychodzić z domu, DAT i inteligentna praca są gotowe. Na wszystkie inne sytuacje awaryjne, takie jak: wojna, powodzie, „zmiany klimatyczne”, …jedynym stałym aktorem jest cyfryzacja. Bruksela daje nam 200 miliardów euro na PNRR (Narodowy Plan Odbudowy i Odporności), a połowa jest przeznaczona na transformację cyfrową i transformację ekologiczną Agendy 2030 , ponieważ, technologia jest podstawą do przeprowadzenia przemiany społeczeństwa obywatelskiego, która przekształci Republikę Włoską w Republikę gigabitów.

Zupełnie jak w Chinach…!

„Jeśli chcesz zrozumieć, dokąd nas prowadzą”, wyjaśnia Martucci, „spójrz na Chiny, które mają osiem największych inteligentnych miast na świecie, z milionami kamer monitorujących 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, co robią obywatele”. Koncepcja tożsamości cyfrowej i portfela IT , stworzona przez Meloni , nie ogranicza się do samej tożsamości cyfrowej, ale jest powiązana z koncepcją kredytu społecznego, więc jeśli zdigitalizowany nadzór doprowadził mnie do zerowania punktów, będą mogli zablokować moje konto bankowe.

W Kuwejcie posunęli się już dalej i obecne konto zostanie zablokowane, jeśli odmówisz podania odcisków palców biometrycznych w celu rozpoznania twarzy. „Jeśli nie zdamy sobie sprawy z tego, co się dzieje, prawdopodobnie skończymy jak gotowana żaba” – mówi Martucci. W 2026 roku ruszy cyfrowa waluta CDBC (Central Bank Digital Currency), która ma potencjał programowalności w czasie, z dobrze zdefiniowaną pojemnością wydatków, a tutaj 5G obejmuje 5G z automatyzacją domową i kontrolą wydatków. Jeśli będzie zarządzany przez jeden scentralizowany bank, wszystkie banki znikną z powodu zarządzania zerową emisją CO2 , ponieważ istnieją już karty kredytowe z zerową emisją CO2 , zgodnie z tym wielkim filozoficznym pojemnikiem, jakim jest Agenda 2030.

Ale czego nam nie mówią, a co jest zamiast tego bardzo dobrze zilustrowane przez Fracassiego w ujawnieniu fałszu tej fasady „zrównoważonego rozwoju”, to to, że pomimo ostentacji całej tej zerowej emisji CO2 , sztuczna inteligencja (AI), aby pracować ze wszystkimi swoimi centrami danych, potrzebuje potwornej ilości energii i równie potwornej ilości wody do chłodzenia serwerów, co jest bardzo karzące. Proste wyszukiwanie w Google pochłania tyle energii, ile przejechanie 100 km samochodem, a przeciętne centrum danych AI zużywa tyle samo energii, co kraj liczący 32 miliony mieszkańców.

Irlandia, wybrana przez międzynarodowe korporacje z branży sztucznej inteligencji ze względu na duże zasoby wody, zgodziła się na umieszczenie tam kilku centrów danych, ale gdy okazało się, że wszystkie z nich zużywają tyle energii, ile potrzebuje kraj liczący 550 milionów mieszkańców, nie odnowiła umowy. Teraz, jak mówi Fracassi, trwa transfer do Włoch w celu uzyskania zgody premier Meloni . Dlatego też rozsądne jest przewidywanie przyszłych blackoutów, zajęć gruntów wiatrowych i fotowoltaicznych oraz niedoborów wody. Dowody są niezaprzeczalne: Jeśli potrzebuję tej struktury, aby sprawdzić, czy obywatele zachowują się „zrównoważenie”, to według nich przy zerowym poziomie emisji CO2 budżet okazuje się być w sposób pasywny wyolbrzymioną ilością CO2 .

Więc kłamią, przedstawiając narrację, która nie trzyma się kupy. Nawet w kwestii wpływu elektromagnetyzmu i częstotliwości radiowych na zdrowie, niezbędnych do przesyłania danych w czasie rzeczywistym, nie mówią nam całej prawdy. Instytucją odpowiedzialną za zapewnienie, że technologia ta nie wyrządzi nam żadnej szkody jest ICNIRP (Międzynarodowa Komisja Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym) jest to instytucja prywatna …! Składa się z techników i naukowców, ale nie lekarzy. Zajmuje się wyłącznie badaniem efektu cieplnego technologii falowej, czyli uszkodzeń, jakie może ona powodować w naszych komórkach, czyli przegrzania, ale nie biologicznych, czyli uszkodzeń, jakie może ona wyrządzić bezpośrednio naszym komórkom, na przykład komórkom mózgu, lub osobie, która jest nosicielem rozrusznika serca.

Jednakże w 2018 r. czasopismo The Lancet opublikowało badania na temat naturalnego tła Ziemi, czyli wszystkiego, co stanowi naturalną i nienaruszalną strukturę naszej planety, i podaje, że od czasów po II wojnie światowej wzrosło ono 10 18 razy: czyli miliard miliardów razy… Martucci wskazuje, że prywatne badania wskazują, że w 68 procentach przypadków nie ma żadnego efektu, a publiczne badania wskazują, że w co najmniej 70 procentach przypadków występują uszkodzenia biologiczne. W sporach przywiązujemy się do faktu, że nie ma pewności danych, a to sprawia, że nadszedł czas na korporacje międzynarodowe 5G, które w międzyczasie osiągają zyski i mają więcej czasu na opracowanie i wdrożenie 6G.

Przekroczenie elektromagnetycznego progu szkodliwości.

Przy tym przypadku określono wartość wytworzonego elektrosmogu, która wynosiła 25 woltów na metr (v/m), podczas gdy dopuszczalny limit ustalono na poziomie 6 v/m. Inne ustalone skutki biologiczne spowodowane narażeniem na elektrosmog to:

uszkodzenie bariery krew-mózg
zwiększone ryzyko chorób neurodegeneracyjnych
bezpłodność
zaburzenia neurobehawioralne
bezpośrednie uszkodzenie komórek neuronalnych
uszkodzenie płodu/dziecka i zaburzenia rozwoju neurologicznego
zwiększony stres oksydacyjny
Uszkodzenie DNA
zaburzenia metaboliczne układu hormonalnego
zmiana rytmu serca
formacje glejaków w mózgu

Ta ostatnia wzrosła ponad dwukrotnie w Wielkiej Brytanii i czterokrotnie we Francji po pojawieniu się telefonii komórkowej. ISS stwierdziła, że: „nie mogą stwierdzić z całkowitą pewnością, że takie narażenie nie może mieć reperkusji na zdrowie psychofizyczne osób, które są na nie narażone”. Od 2011 roku WHO uznaje częstotliwości radiowe za czynniki rakotwórcze. Zmusiło to Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem (IARC) do pogłębienia badań nad re-klasyfikacją częstotliwości radiowych w karcynogenezie ludzkości, to znaczy, aby zdecydować, czy klasyfikować je jako potencjalnie w 100% rakotwórcze, czy rakotwórcze. Muszę powiedzieć, że w tajemniczy sposób finansowanie tych badań zostało przerwane, a poszukiwania pozostały niedokończone.

Oczywiście, Gdyby zostały sklasyfikowane jako rakotwórcze, cała forteca 5G, inteligentne miasta i cały projekt techno-klatki i techno-korpusu uległby załamaniu. Ale jeśli telefon komórkowy jest deregulowany, ponieważ nie ma limitu gęstości mocy w v/m dla pobliskiego pola, istnieje prawo, które reguluje anteny, pole odległe. Do kwietnia ubiegłego roku Włochy były jednymi z najlepszych na świecie w zakresie ochrony przed elektromagnetyzmem z limitem 6 v/m, ale po naciskach wywieranych przez korporacje międzynarodowe przez lata i na różne rządy, które domagały się podniesienia progów, rząd Meloni ustąpił i zatwierdził ustawą 214 z 30/12/2023 wzrost do 15 v/m. Wzrost ten nie służył do tego, aby anteny 5G, które już tam były i zostały zakontraktowane na 6 v/m, ale do zaoszczędzenia 4 miliardów euro dla korporacji międzynarodowych na ilościach anten, które mają zostać zainstalowane.

Zwiększając moc 100 000 stacji radiowych i anten telefonicznych już obecnych na terytorium kraju, uniknęli instalacji kolejnych 18 000 anten. Nie zahamowało to jednak wzrostu liczby instalacji, ponieważ operatorów konkurujących w tym sektorze przybywa, a każdy chce mieć swoją antenę. Obecnie mamy 7 operatorów: 5 zajmujących się telefonią i 2 oferujących internet. Rzym jest najbardziej elektromagnetycznym miastem w Europie, ma ponad 9000 anten. W rezultacie emisje rosną wszędzie. Martucci potępił również nieuporządkowaną wycinkę drzew, która miała miejsce w ciągu ostatnich 5 lat, hańbę ekologiczną bezpośrednio związaną z antenami 5G, ponieważ drzewo jest stałym elementem, który stanowi barierę dla propagacji częstotliwości.

„Ale 5G” – podkreśla Martucci – „nie jest przeznaczone dla telefonów.

To oszustwo, wprowadzenie w błąd, służące stworzeniu technologicznej klatki dla zmiany stylu życia, aby dotrzeć do Internetu rzeczy i agendy 2030. A techno-klatka jest zbudowana na naszych dzieciach”. Podzielili populację na osoby powyżej 50. roku życia i poniżej 50. roku życia. Ci pierwsi będą przeszkadzać maksymalnie przez 20 lat, a potem zejdą ze sceny, a więc nie są potrzebni.

Ale ci drudzy, których nie bez powodu nazwano cyfrowymi tubylcami, są ważni, ponieważ na nich budują przyszłość elektroklatki, transhumanizmu , który ma już widoczne i uderzające założenia: kompulsywne korzystanie z telefonu komórkowego, płacenie za pomocą smartwatcha, korzystanie ze słuchawek, a wszystko to za pomocą narzędzi, które są przymocowane do ciała, jeden krok przed ich włożeniem do ciała. Szukamy punktu spotkania Big Pharma, Big Telecom dla Tele-Medycyny, zdalnej opieki. Jeśli znajdą trait d’union , dotrzesz do techno-mana i to AI będzie zarządzać całą operacją. Założenia tego programu zaczynają się od koncepcji, że Transhumaniści uważają, że człowiek jest nieudacznikiem, ponieważ się rodzi, choruje i umiera. Dlatego poszukujemy formy” nieśmiertelności”, próbując ulepszyć żywą istotę za pomocą technologii.

Ale bierze to pod uwagę tylko ciało, a nie nasz udział w sferze duchowej . Mikroczipowe pasmo posuwa się naprzód, mocno prowadzone przez Elona Muska , który jest niebezpieczny, ponieważ prowadzi firmy produkujące humanoidalne roboty, Starlink, Tesla, robotykę i we współpracy z Billem Gatesem chce zasłonić słońce. Pierwszy mikroczip wszczepiono do ludzkiego mózgu. Eksperymentowali na świniach i makakach, które zmarły w strasznych cierpieniach, a teraz eksperymentują z chorobą Alzheimera i Parkinsona. Oczywiście, zakładając na początku, że „pomagamy” pokrzywdzonym. Jeśli zadziała u chorych ludzi, przekażą to zdrowym.

6G jest przeznaczone do wykrywania ciał, ponieważ anteny 6G mogą je wykrywać. Oznacza to, że mogą kontrolować każdy nasz ruch, nawet gdy jesteśmy w domu. Do tego właśnie potrzebny jest grafen, metal o niezwykłych właściwościach przewodzących, który, jak odkryto, można znaleźć w szczepionkach i niektórych lekach. Będzie on pełnić funkcję elementu łączącego ludzkie ciało, zawierającego unikalny kod identyfikacyjny MAC, z urządzeniem. Detektory częstotliwości są już w stanie je zidentyfikować w ciałach żywych i zmarłych po 2020 roku.

Pierwszy szpital Metaverso powstaje również w Cagliari. Optimus, humanoidalny robot Tesli zaprojektowany przez Elona Muska, jest już w restauracjach, a nawet religie próbują humanizować technologię i mówią o starciu światła z ciemnością: apokaliptyczne starcie biologii, natury, człowieka i anty-natury, robotyki, transhumanizmu, technologii. Wspólnym mianownikiem wszystkich sytuacji awaryjnych jest cyfrowość, więc wszystko nadchodzi. Chronoprogram transhumanizmu, o którym mowa w dokumencie wojskowym, ustala rok 2035 jako rok konwergencji człowieka i technologii.

W roku 1984 Orwell pomylił się co do daty: nie był to rok 1984, lecz 2030, rok agendy globalistycznej. Ale nad tym już wtedy pracowali i wiedzieli o tym. Już w 1962 roku w gazecie Trapani Nuova ukazał się artykuł zatytułowany: „W 2000 roku telefony komórkowe będą robić to wszystko” – pozwolą ci czytać gazety i wykonywać operacje bankowe. „Ale nie widzę” – mówi Martucci – „sił światła ani realnej opozycji”.

BRICS i NATO grają w tę samą grę.

W Rosji istnieje projekt o nazwie Rosja 2045 , który jest kolejnym transhumanistycznym programem postaci podobnej do Elona Muska, który chce oddzielić mózg od strony biologicznej i przenieść go na nośnik krzemowy. Nie ma krajów, które stosują twardą obstrukcję.

Widzę jedną słabą nadzieję w Robercie Kennedym Jr. z administracji Trumpa . Z jego stowarzyszeniem, Children Defense jest jedynym, który zawsze walczył przeciwko 5G . Rozwiązania proponowane przez Martucciego mają pochodzenie gandhijskie :

„Podobnie jak Gandhi, który zrobił krok wstecz, a nie naprzód, stworzył największą rewolucję, jaką pamięta człowiek na świecie, my również musimy zrobić krok wstecz, odłączając się od wszystkiego, co jest zdigitalizowane. Nie mam telefonu od ponad 10 lat. Pytają mnie, jak sobie radzę. Ale czy rozumiemy, co nadchodzi? Więc weźmy na siebie odpowiedzialność.” Martucci zachęca do szerokiej wizji, aby zrozumieć program jako całość i spróbować chronić siebie: „Musimy podnieść nasze wibracje i odpowiedzieć jako istoty ludzkie, musimy być przygotowani i gotowi na tego rodzaju historyczny moment. Informacja jest ważna. Jeśli człowiek nie wie, nie staje się świadomy, a jeśli nie jest świadomy, nie może działać i bronić się, ani nie może interpretować tego, co się dzieje. Mówię to z ekstremalną przejrzystością: nie my wygramy; ale oni przegrają, ponieważ jest to program przeciwko naturze, zbyt agresywny, gwałtowny i skierowany przeciwko wszystkiemu, co zostało stworzone. Niczego nie wykluczono i nikt nie może tego nazwać.

Po zwiększeniu naszej świadomości musimy stworzyć cnotliwy proces wykluczenia z techno-klatki, a następnie z techno-człowieka. Nie musimy akceptować inteligentnego licznika, nie musimy używać narzędzi cyfrowych do płacenia, ale używamy gotówki. Nie oglądamy telewizji, odrzucamy cyfrowy dowód tożsamości . Musimy nadejść czas, w którym nasze stanowiska staną się radykalnymi aktami świadomości bez wahania”. „Jeśli pominiemy ten fragment dzisiaj, naszym dzieciom nie będzie dane wrócić. Odpowiedzialność nie dotyczy tylko chwili obecnej, ale tego, co nadchodzi. Ponieważ dla naszych dzieci stanie się niemożliwe zrozumienie różnicy między realnym a cyfrowym. Skończą jak matka, która wskrzesiła swoją martwą córkę w płynnej rzeczywistości, aby nadal ją widzieć, i będą żyć w płynnym świecie z powodu nas, że staniemy się współpracownikami transhumanistycznego i antybiologicznego projektu.

Chcą zmienić świat rzeczywisty w świat sztuczny. Jeśli zrozumiemy pełnię programu transformacji cyfrowej, osiągniemy tę otwartość umysłu, która pozwoli nam zrozumieć, że jeśli chcemy zatrzymać internet ciał i transhumanizm 6G, musimy zatrzymać 5G . Musimy zatrzymać internet rzeczy i całą operację, tworząc cnotliwy proces, nie po to, aby wygrać, ale aby je spowolnić. Ponieważ cała operacja kręci się wokół pieniędzy , a jeśli zmniejszysz liczbę abonentów 5G, uniemożliwisz szybkie postępy procesu.

Mam kłopoty biznesowe, widać to po redundancjach. Mają ambitne i wspaniałe projekty i to sprawia, że mówię, że to oni przegrywają. Wielokrotnie historia, która została napisana, była odwracana. Historia uczy nas, że zawsze jest skórka od banana, która sprawia, że czynniki się przesuwają i odwracają czynniki, całkowicie zmieniając narrację. Musimy pozostać stanowczy na wszystkich naszych stanowiskach, czekając na odwrócenie narracji. Jeśli nie zwolnimy, wszystko skończy się w 2035 r. „Gra jest zamknięta.” W celu uzyskania dalszych informacji polecamy teksty Maurizio Martucciego: Stop 5G; i Tecno-Uomo 2030. Principia Scientific Intl.

Unia Europejska staje się Chińską kolonią za niedługo nic nie będzie produkować, rządy całym pędem dążą do autodestrukcji …. Schemat niszczenia gospodarek zachodnich przez agentów komunistycznych… W Europie zakazuje się elektrowni węglowych, a równocześnie wspiera się Chiński przemysł – elektryczne samochody, panele, wiatraki – gdyby na prawdę zależało ima na redukcji CO2 to w pierwszej kolejności Chińskie produkty wytworzone na węglu powinny być zakazane …. Budowa elektrowni węglowych w Chinach jest na najwyższym poziomie od dekady…

Jak wynika z nowych badań opublikowanych w czwartek, pomimo szybkiego wzrostu liczby instalacji słonecznych i wiatrowych, w 2024 r. w Chinach rozpoczną się prace nad budową nowych elektrowni węglowych o łącznej mocy 94,5 gigawatów (GW), co będzie najwyższym poziomem od 2015 r. Jak wynika z raportu Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CREA) oraz Global Energy Monitor (GEM), Chiny zatwierdziły również 66,7 GW nowych mocy elektrowni węglowych w 2024 r., a liczba zatwierdzeń wzrosła w drugiej połowie roku po wolniejszym początku roku.

Oprócz rozpoczętych nowych projektów budowy elektrowni węglowych, w Chinach wznowiono w ubiegłym roku budowę 3,3 GW zawieszonych projektów.Wszystkie te zgody i prace budowlane zaczynają sygnalizować, że „w ciągu najbliższych 2–3 lat powstanie znaczna liczba nowych elektrowni, co jeszcze bardziej umocni rolę węgla w systemie energetycznym” – czytamy w raporcie. Ciągły wzrost zapotrzebowania na węgiel w Chinach, w tym na potrzeby wytwarzania energii, pokazuje, że węgiel pozostaje podstawowym źródłem energii w chińskim systemie energetycznym…

Мы изучили „стратегию вымирания” русского народа и ужаснулись. [ważne dla nas!!]

Отдел расследований „Первого русского” изучил „стратегию вымирания” русского народа и ужаснулся

https://tsargrad.tv/dzen/dokument-sposobnyj-unichtozhit-rossiju-vystavlen-na-vseobshhee-obozrenie_1153680

=================

[Bardzo ważny tekst, także dla nas, Polaków. Może ktoś z czytelników przetłumaczy maszyną, ale i wprowadzi podstawowe poprawki ! PROSZĘ O KONTAKT. md]

====================

[Tylko proszę żadnych „samych maszynowych” To każdy dureń potrafi. Trza – swój wynik skopiować do siebie, trochę poprawić, na poziomie swych umysłowych możliwości. I dopiero wtedy mi posyłać, niech się męczę dalej.]

==========

Документ, способный уничтожить Россию, выставлен на всеобщее обозрение

Документ, способный уничтожить Россию, выставлен на всеобщее обозрение. Отдел расследований „Первого русского” изучил „стратегию вымирания” русского народа и ужаснулся: „Если все эти учёные и чиновники, авторы таких концепций и стратегий, останутся на своих местах, будущего у наших детей нет. Просто потому, что жить они будут уже совсем в другой стране – после гибели России нынешней”. Но есть ли шанс что-то исправить?

В план будущего России включили стратегию, явно направленную на уничтожение русского народа. А иначе как объяснить то, что в ключевом документе по сохранению нашего государства – ни слова о том, чтобы запретить аборты в целях повышения рождаемости, зато столько всего сказано о важности замещения коренного населения приезжими из других стран? В этой проблеме разбирался отдел расследований „Первого русского”. Враги во власти? Война не нужна, наши чиновники готовы обречь русских на вымирание

В документе, утверждённом правительством России, соединились майские указы президента, 19 нацпроектов, свыше 40 госпрограмм, отраслевые и региональные стратегии, всевозможные дорожные карты. А вот что касается семейной и демографической политики, то к ним явно есть вопросы.

В упомянутой „Стратегии” от Минтруда и Института демографии РАН – множество проблемных мест. Минусы таковы, что документ критиковали со всех сторон (первоначально его представили ещё в марте прошлого года). Делали это демографы, экономисты, депутаты, учёные и даже члены СПЧ при президенте. Но – что толку? „Стратегия” ставит такие планки по суммарному коэффициенту рождаемости, что это прямо означает наше вымирание. В ней так же, как теперь и в Едином плане правительства, значится достижение коэффициента 1,6 к 2030 году и 1,8 – к 2036 году… Говоря русским языком, это минус 5 млн человек. И на эту антидемографическую стратегию выделено 17 трлн рублей,

– говорится в статье.

Враги во власти? Война не нужна, наши чиновники готовы обречь русских на вымирание Фото: Царьград

По мнению учредителя Царьграда Константина Малофеева, „в документе много слов, но мало решительности”.

Там даже предусмотрена целая пятилетка „на раскачку”: только с 2031 года начнётся выполнение мероприятий, призванных достичь к 2036 году коэффициента рождаемости в 1,8 – то есть лишь замедления вымирания,

– уточняет Малофеев.

Коллаж Царьграда

Об абортах – ни слова

Как добавил первый зампред Комиссии Общественной палаты России по демографии, защите семьи, детей и традиционных семейных ценностей Павел Пожигайло, горизонт планирования должен быть таким, „чтобы к 2030 году суммарный коэффициент рождаемости был 2,1, а если это будет не выполнено, то обязательно должна быть персональная ответственность”.

При этом в документе слово „аборт” встречается всего три раза и в одном абзаце во вступлении, где констатируется, что их число год к году падает. И о профилактике – ни слова. Что как минимум странно, когда у нас в стране, если говорить только о коммерческих клиниках и медикаментозных абортах, делается минимум миллион детоубийств в год, а если объективно, то и под два миллиона,

– пишет Царьград. Пронько: Как страна может быть успешной, если она вымирает?!

По этому поводу кандидат политических наук, доцент РАНХиГС Михаил Бурда заметил, что есть предположение, что эту „Стратегию” писали люди, придерживающиеся каких-то либеральных ценностей и идей. Поскольку складывается впечатление, будто они воспринимают аборт как „нечто обыденное”.

Может быть, эти люди просто по каким-то причинам не заинтересованы в сохранении нашего народа, России,

– думает Бурда, добавляя, что реальных авторов нужно искать в профильном научном центре – Институте демографических исследований РАН, который выполняет заказы в этой области от органов исполнительной власти.

Коллаж Царьграда

Русских заменят мигрантами?

Решить проблему демографии предлагается за счёт привлечения мигрантов, их адаптации и создания таких условий, при которых они бы заводили семьи. Иными словами, параллельно с вымиранием русских будет интенсифицирован завоз приезжих „насовсем”.

В ней об этом было сказано так:

Выдержка из 3-й части „Цель, основные задачи и приоритетные меры по реализации Стратегии” // Документ опубликован на сайте Минтруда, mintrud.gov.ru

Таким образом, авторы „Стратегии” решили сразу „убить двух зайцев”: решить вопрос нехватки кадров на рынке труда и компенсировать естественную убыль населения. То есть взять и заменить умерших коренных жителей „ценными специалистами” из-за рубежа. Более 118 тысяч русских нашли новые профессии благодаря нацпроекту „Демография”

Как отметил Михаил Бурда, для роста численности коренного населения страны необходим коэффициент рождаемости минимум в 2,1. Собственно, в этом и заключается „стратегическая задача для сохранения суверенитета страны и её выживания”. Он подчеркнул, что ни один стратегический документ не предполагает того, что миграция может или должна быть ресурсом решения демографических проблем. Наоборот: там говорится о том, чтобы стимулировать рождаемость и поощрять многодетные семьи. А авторы „Стратегии” считают иначе?

Фото: shutterstock.com

Главные разработчики „стратегии вымирания” – это департамент семейной и демографической политики Минтруда и Институт демографических исследований (ИДИ) РАН. Обеими структурами руководят люди, которые до въезда в нынешние свои кабинеты или не имели к вопросам демографии отношения вовсе, или же имели, но очень и очень специфическое и опосредованное,

– пишет Царьград.

Почему авторы „Стратегии” видят будущее именно так?

Напомним, что „семейно-демографическим” департаментом Министерства труда и соцзащиты руководит 43-летний Андрей Галкин. До своего назначения он работал в Минэкономразвития. Однако ни по демографии, ни по вопросам семьи в „портфеле” Галкина трудов не значится. Также вызывает вопросы деятельность соавтора „стратегии вымирания” – главы Института демографических исследований РАН Марины Храмовой, которая ранее заявила об ожидании „корректировки” русских в пользу мигрантов.

Я бы не стала делать какие-то алармистские прогнозы, говорить, что русских совсем не станет… Но будет определённая корректировка,

– цитирует её слова Царьград. Миграция в Россию удвоится? Русским сулят замену на „ценных специалистов”. Что скрывает Росстат?

То есть всё идёт в одной связке: сначала „корректировка” русских, затем появляется „Стратегия”, затем её включают в план правительства России на будущее до 2036 года. Кстати, наше издание направило запрос в Институт демографических исследований Федерального научно-исследовательского социологического центра РАН с вопросом о том, почему будущее страны они видят именно так, как описано в „Стратегии”. На момент публикации статьи ответа не было.

Фото: Mangostar/shutterstock

Когда хвост начинает вилять собакой

По словам нашего политического обозревателя Андрея Пинчука, проблема внятной национальной политики – это отголосок проблемы отсутствия внятной целостной государственной идеологии.

Возникает вопрос: а государственная политика является производной от каких взглядов, когда нет общей канвы взглядов? Тогда власть всегда будет искать самые простые, самые алгоритмически прямые и примитивные варианты решения проблемы,

– указал он. Сказал больше, чем ожидали: Ответы Путина, которые прозвучали между строк

Но если этим „простым” решением является привлечение мигрантов из соседних исламских государств, то в результате мы получим не просто повышение исламского, мусульманского фактора в стране, а смещение ядра с православного русского государства в сторону исламизации населения в целом, считает Пинчук. А дальше уже хвост начинает вилять собакой. Потому что процесс исламизации через рынок труда меняет всё государство в целом.

И если все эти учёные и чиновники, авторы таких концепций и стратегий, останутся на своих местах, будущего у наших детей нет. Просто потому что жить они будут уже совсем в другой стране – после гибели России нынешней,

– делает выводы Царьград.

Коллаж Царьграда

ЧИТАЙТЕ ТАКЖЕ: Ловушка для России: Кое-кто на Западе знал, как мы обманываемся Демография пробивает дно, а решения нет: Русские вымирают рекордными темпами В Госдуме предложили оригинальный способ улучшить рождаемость в России

Kwestia naczelnego katechety – w USA – Vance, w POlsce – Marian Turski…

Kwestia naczelnego katechety – pod refleksję 16 lutego, 2025 by jw

Kwestia naczelnego katechety – pod refleksję

==============

Naczelny katecheta USA – J.D. Vance

Media amerykańskie pytają „Czy J .D. Vance próbuje dodać stanowisko `naczelnego katechety` do swoich licznych obowiązków? „jako że wiceprezydent odwołuje się do zasad teologicznych opracowanych przez świętych: Augustyna i Tomasza z Akwinu .

Daje to do myślenia, że „zasady katolickie mogą wkrótce odegrać bezprecedensową rolę w sporach politycznych”.

W USA zamieszkuje ok. 23 % katolików i odsetek ich rośnie a wiceprezydent Vance należy do tych nowych katolików, bo stał się katolikiem dopiero w 2019 r. a sam twierdzi, że katolicka nauka społeczna odegrała ważną rolę w jego nawróceniu.

Vance na platformie X podjął temat „ordo amoris” (– właściwie uporządkowanej miłości) czym spowodował ożywioną dyskusję i wpis został wyświetlony ponad 11 milionów razy. („Naczelny katecheta USA?” Wiceprezydent Vance wprowadza do dyskursu katolickie zasady moralne – https://opoka.org.pl/News/Swiat/2024/naczelny-katecheta-usa-wiceprezydent-vance-wprowadza-do

Co więcej głosi dezaprobatę wobec aborcji, wobec łamania podstawowych wolności religijnych, wobec karania modlących się w imieniu nienarodzonych, wobec obywateli podejrzanych o popełnienie przestępstw myślowych….. Wypowiedział zatem postępowcom, nie tylko Europy, wojnę ideologiczną.

W ostatnich latach nasi intelektualiści nieraz przestrzegali przed tym co nas czeka jak tylko dotrą dewiacje, deprawacje, które już są powszechne na Zachodzie (antykultura unieważniania – cancel culture, lGBT….)

Po wygraniu wyborów przez Trumpa i podejmowanych już decyzjach w sprawie uporządkowania świata tradycyjnych wartości raczej winniśmy się modlić, aby to co jest już [zaczyna być… md] na Zachodzie przyszło do nas jak najszybciej.

Wiceprezydent Vance jako naczelny katecheta USA w porządkowaniu świata wartości może odegrać ważną rolę, ostatnio powoływał się z najwyższym uznaniem na św. Jana Pawła II, którego w Polsce można lżyć bezkarnie.

Nieraz (jeszcze przed wyborem Trumpa) na bazie własnych doświadczeń pisałem, że degradacja tradycyjnego świata wartości u nas czasem wyprzedza to co jest na Zachodzie np. Hunwejbinizm i cancel culture https://blogjw.wordpress.com/2023/07/25/hunwejbinizm-i-cancel-culture/

 „Takim zjawiskom należy przeciwstawiać się „siłom i godnościom osobistom”, ale – o dziwo –nawet ostrzegający przed cancel culture z Zachodu, sami niejako kasują naszą rodzimą cancel culture.”

Czy Ku jakiej cywilizacji zmierza świat akademicki? https://blogjw.wordpress.com/2022/02/20/ku-jakiej-cywilizacji-zmierza-swiat-akademicki/

„Nieco jednak moglibyśmy od Zachodu przejąć na drodze do ocalenia cywilizacji łacińskiej przenikanej latami przez wpływy cywilizacji turańskiej. Straszenie Zachodem wywołuje nieraz paraliż umysłów i schizofreniczne odruchy solidaryzowania się akademików ze wschodnim sąsiadem (na przykład List otwarty do Narodu Rosyjskiego i władz Federacji Rosyjskiej sprzed kilku lat). Niewątpliwie lewacki marsz przez instytucje postulowany przez Gramsciego ma odpowiednie przygotowanie….  Praktykowany w domenie akademickiej system wartości (właściwie antywartości) niewiele ma wspólnego z cywilizacją łacińską. Otwarte jest zatem pytanie: ku jakiej cywilizacji zmierza świat akademicki?  Dobrze, aby nad tym pochylili się nasi intelektualiści, chociaż w naszej domenie akademickiej nie widać następcy Feliksa Konecznego”.

Naczelny katecheta Polski – Marian Turski

W Polsce w naczelnego katechetę wcielił się Marian Turski propagujący tzw. XI przykazanie „nie bądź obojętny” wśród dorosłych i dzieci, czym zyskał sobie miano autorytetu moralnego. Podczas okupacji niemieckiej był więźniem KL Auschwitz i nie tylko, ale po wojnie nie był obojętny na instalację komunistycznego systemu. Popierał ten system zła na froncie propagandy a był co najmniej obojętny na tragiczny los Żołnierzy Niezłomnych, także współwięźniów KL Auschwitz (rtm. Witold Pilecki).

W swoich „katechezach” nie wraca do tych kwestii, a nakazuje innym, aby byli nieobojętni na każde zło. Jakoś tych nakazów nie kieruje do siebie a uchodzi za autorytet moralny i ma możliwości publicznie głosić swe „przykazania” aprobowane/wspierane także przez katolików. Jak to jest możliwe w kraju katolickim?

W Polsce jeszcze w 2011 roku katolicy stanowili 87,8% populacji w 2011 r. gdy 10 lat później tylko 71,4%. Liczba katolików zatem szybko spada, czyli inaczej niż w USA.

Jakoś z tym spadkiem koreluje się kariera tzw. XI przykazania i jego propagatora, choć to przykazanie jakby unieważniało Dekalog, na którym katolicy winni się opierać. Nawet środowiska kościelne nagradzają, wyróżniają Mariana Turskiego, co musi budzić konsternację i pytanie o stan naszego katolicyzmu. Na naukach Mariana Turskiego opierają się nihiliści, którzy nie są obojętni na kult św. Jana Pawła II dokonując bezkarnego znieważania/lżenia świętego w przestrzeni publicznej, podobnie jak wszystkiego co się kojarzy z wiarą.

Na jego nauki powołują się tęczowi, wulgarne, proaborcyjne aktywistki Strajku Kobiet. Wyznawcy nauk Mariana Turskiego nie są obojętni na walczących o niepodległość Żołnierzy Niezłomnych nazywając ich przeklętymi, bandytami, profanując ich pomniki. Wśród admiratorów „katechezy” Mariana Turskiego jest Franciszek Vetulani, znany krakowski nihilista, mający jednak wielu zwolenników, także wśród kadry akademickiej najstarszej polskiej uczelni, nie tylko Jana Hartmana negatywnie wpływającego na młodzież akademicką przy aprobacie/wsparciu pozostałych akademików.

Poświęciłem tym sprawom książeczkę.”XI przykazanie? Przestroga przed obojętnością nieobojętnych” (https://blogjw.wordpress.com/xi-przykazanie/) uzasadniając, jak potrafię, że

XI przykazanie „nie bądź obojętny” po unieważnieniu Dekalogu łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany nihilizm.”.

I co? I nic. Nie wzbudziła większego zainteresowania, jest pomijana także w mediach katolickich, nie doszło do polemik, krytycznych recenzji, alternatywnych punktów widzenia ważnych w końcu dla katolików zagadnień. Ja nie mogłem być obojętny na karierę tego „przykazania” ale spotykam się z obojętnością innych.

Marian Turski, jak można go określić „naczelny katecheta Polski” po anulowaniu Dekalogu tryumfuje i to w jednym z najbardziej katolickich krajów. Ale warto przypomnieć, że „Dekalog” Kieślowskiego uważny przez zachodnich filmowców za jeden z najważniejszych filmów światowego kina cieszył się na Zachodzie ogromnym zainteresowaniem, znacznie większym niż w Polsce. Nagrody to dostawał na Zachodzie, a obecnie niemal zapomniany przez Polaków, jakby wyparty przez karierę XI przykazania!

Także zainteresowanie „Czarną Księgą Komunizmu” na Zachodzie było ogromne a u nas mizerne. Tak jakby Polacy nie chcieli dziś wiedzieć, że zgodnie z „cywilizacją komunizmu” należało akceptować etykę nikczemnego postępowania i po medialnym obaleniu komunizmu nawet wielu uważających się za antykomunistów postępuje zgodnie z tą etyką, zaprzeczeniem etyki chrześcijańskiej cywilizacji. Trudno się dziwić, że komuna wraca, a tak naprawdę nigdy nie odeszła, chyba że na wyższe stanowiska.

Świat antywartości z „cywilizacji komunizmu” jakby przytłaczał wartości cywilizacji chrześcijańskiej.

Nie może zatem dziwić, że naczelnym katechetą i autorytetem moralnym w Polsce jest Marian Turski a katechezy św. Jana Pawła II odchodzą w niepamięć, lżone przez wyznawców XI przykazania.

Na najstarszej polskiej uczelni wykładowcę etyki Karola Wojtyłę zastąpił Jan Hartman, wielki wyznawca pokrętnej etyki Mariana Turskiego

Czy jest szansa, aby doszło u nas do zmiany na stanowisku naczelnego katechety?

Św Tomasz z Akwinu twierdził, że reakcją na zło winien być gniewa ten kto nie reaguje gniewem na nikczemności, niegodziwości sam jest niemoralny.

A wielu katolickich Polaków postępuje zgodnie z nakazami ideologów marksizmu wykazując obojętność na zło. Można powiedzieć, że cywilizacja Solidarności oparta na wartościach chrześcijańskich zostaje zastępowana przez antykulturę unieważniania, także tych wartości. Wobec wykluczonych za respektowanie wartości cywilizacji chrześcijańskiej, Dekalogu, wyznawcy XI przykazania -niby tego sformułowanego przeciwko wykluczeniom – zachowują co najmniej obojętność, a nawet częściej wrogość, w każdym razie wzmacniają wykluczenie.

Czy nie należałoby w Polsce zmienić naczelnego katechetę? Może otworzyć się na przykład ze „zgniłego” Zachodu?

Co zrobią dziewczyny?

Co zrobią dziewczyny?

 Stanisław Michalkiewicz 15 lutego 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5772

Dziewczyny płaczą, bo skończyło się już lato” – śpiewała za głębokiej komuny piosenkarka Magda Umer. Oczywiście koloryzowała, bo gdzieżby tam dziewczyny płakały z powodu zakończenia lata? Zdzisława Sośnicka była bliższa prawdy, bo z kolei po zakończeniu lata śpiewała: „żegnaj lato na rok, stoi jesień za mgłą, czekamy wszyscy tu, pamiętaj nas i wracaj znów”. Lato bowiem, podobnie jak inne pory roku, ma to do siebie, że powraca, więc żadne dziewczyny nie powinny z powodu chwilowego zakończenia lata dostawać spazmów.

Co innego, jak kończy się forsa. Ooo! To poważna sprawa i z tego powodu rzeczywiście; nie tylko dziewczyny mogą dostać spazmów. A właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia za sprawą złowrogiego prezydenta Sanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa. Tak jak urzędnik jednym ruchem, ręki może każdemu dać z państwem zaślubiny, tak prezydent Trump jednym ruchem ręki zakręcił dziewczynom, oczywiście tym postępowym, skupionym wokół „polskiej fundacji pomocowej »Feminoteka«”, kurek ze szmalcem. Fundacja ta reklamuje się, że udziela kobietom „wszelkiego rodzaju pomocy” w tym również – pomocy „seksualnej”. Nawet nie śmiem się domyślać, co taka „seksualna” pomoc może oznaczać, zwłaszcza „w rodzinie” – bo przede wszystkim o to chodzi.

Za moich czasów studenckich kolega K. utrzymywał, że chodzi o pomoc dla początkujących dobiegaczy, udzielaną przed doświadczonych – jakby to określiła pani prof. Inga Iwasiów ze Szczecina – „jebaków”. Kolega K. w natchnieniu opisywał, że taki pomocnik obserwuje z bliska przebieg „czynności seksualnej” i głosem udziela debiutantowi wskazówek: wyżej!, niżej!, teraz! – dzięki czemu czynność wreszcie dochodzi do skutku. Feminoteka udziela też kobietom pomocy – jednak dopiero „po gwałcie”, podczas gdy z zagadkowych przyczyn, przed gwałtem żadnej pomocy kobietom nie udziela, nawet gdyby taka jedna z drugą u nóg jej się tarzała.

Gdyby tonący błagał o markę pocztową i u nóg mi się tarzał – nie dam – taki jestem” – mówił „książę na pure nonsensach” Władysław Grabowski w poemacie Słonimskiego „Popiół i wiatr”. To znaczy, to wszystko Feminoteka robiła do tej pory, dopóki był amerykański szmalec. No ale teraz, za sprawą złowrogiego prezydenta Trumpa, kurek ze szmalcem został zamknięty, nad czym ubolewają płomienni bojownicy o nieubłagany postęp. Co teraz będzie z nieubłaganym postępem, czy nie cofnie się on aby pod naporem wstecznictwa? Dotychczas wstecznictwo było odcięte od wszelkich kurków ze szmalcem i – rzecz ciekawa – jakoś dawało sobie radę, głównie dzięki poparciu wsteczników, którzy na postępy nieubłaganego postępu spoglądają z rezerwą, a nawet podejrzliwie.

Postępowcy natomiast z reguły byli popodłączani do rozmaitych kurków z łatwym szmalcem, toteż szeregi postępactwa rosły w postępie geometrycznym. Weźmy na przykład takiego „Jurka” Owsiaka, który tylko patrzeć, jak zostanie poddany procedurze beatyfikacji przez Przewielebne Duchowieństwo Kościoła Otwartego – bo policja już zawczasu traktuje go w sposób szczególny, wyłapując starowinów i starowiny, co to dopuściły się przeciwko niemu myślozbrodni – a oni nie tylko do wszystkiego się przyznają, ale i prawidłowo zeznają, że zainspirowały ich do tych myślozbrodni programy złowrogiej telewizji „Republika”, co to zamiast pryncypialnie potępić wroga publicznego Zbigniewa Ziobrę, jak to robią wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, to robi z nim prowokacyjne wywiady. A co teraz będzie? Jak Ameryka przestanie dawać szmalec, to gdzie pójdą postępowcy?

A to dopiero początek problemów, bo akurat gruchnęła wieść, że prezydent Donald Trump mianował ambasadorem amerykańskim w Warszawie JE Tomasza Rose. Pan Tomasz Rose jest Żydem – ale ortodoksyjnym, podobno o bardzo konserwatywnych poglądach. Ostatnie wystąpienie prezydenta Trumpa pokazuje, że w Żydach- syjonistach – a przypuszczam, że pan Tomasz Rose jest jednym z nich – szczególnie sobie upodobał, więc nie ma co wierzgać przeciwko ościeniowi tym bardziej, że największe zgryzoty z nim może mieć Judenrat „Gazety Wyborczej”.

Jak wiadomo, pozostaje ona od początku w awangardzie nieubłaganego postępu, więc gdyby w Warszawie pojawił się amerykański ambasador o podobnie konserwatywnych poglądach, jak pan Rose – ale nie Żyd, tylko głupi goj – to Judenrat zrobiłby z niego marmoladę, a w każdym razie – utrudnił mu funkcjonowanie zgodne z poglądami. W przypadku pana Rose może być trudniej, bo pan red. Michnik może dostać faxem z Tel Awivu wiadomość: wiecie, rozumiecie, Michnik. Wyście się chyba pomylili i popadli w jakieś antysemickie odchylenie. Jak się nie opamiętacie, to będzie z wami brzydka sprawa, zrozumiano? A ponieważ finanse Judenratu w znacznym – jak znacznym, tego do końca nie wiemy – zależą od stosunków, nawet nie z „samym głównym Srulem”, tylko z jakim Srulem drobniejszego płazu, to Judenrat dziesięć razy się zastanowi, nim podniesie rękę na pana ambasadora Tomasza Rose. I on wie i my wiemy, że ta ręka może mu zostać odrąbana i to nie przez żadną „władzę ludową”, tylko przez Naszego Najważniejszego Sojusznika.

Ale to jeszcze nic – bo wprawdzie w tej chwili prezydent Trump pozakręcał wszystkie kurki z amerykańskim szmalcem – oczywiście poza kurkiem dla bezcennego Izraela – ale z czasem, jak komuś każe dokonać przeglądu beneficjentów i na liście „naszych sukinsynów” umieści kogo tam zechce – to jestem prawie pewien, że pan ambasador Tomasz Rose będzie chciał zachować wpływ na te sprawy – to wyposzczone postępactwo zacznie podlizywać się jemu, odżegnując się na wszelki wypadek od wszelkich skojarzeń z Judenratem – chyba, żeby i Judenrat, zgodnie z mądrością etapu, obrzezał się na ortodoksję i wstecznictwo. Wtedy ponownie rozgorzeje walka ideologiczna – ale tym razem o życzliwość Ambasady – co sprawi, że wszelkie mrzonki Wielce Czcigodnej Katarzyny Kotuli, czy Nowackiej Barbary, rozwieją się w mglistość.

Co w tej sytuacji zrobią dziewczyny? Czy będą płakały, że oto przestają być proletariatem zastępczym dla promotorów komunistycznej rewolucji, czy też natychmiast zapomną o tym, że są oprymowane przez „męskie szowinistyczne świnie”, tylko po staremu zechcą się z tymi świniami zaprzyjaźniać, gwoli odbywania bliskich spotkań III stopnia? Janusz Korwin Mikke twierdzi, że kobiety mają skłonność do przyjmowania za swoje poglądów mężczyzn, z którymi akurat sypiają. Jeśli tedy zaczną gustować w męskich, szowinistycznych świniach, to będzie nieomylny znak, że nasz bantustan i mniej wartościowy naród tubylczy powraca na drogę normalności, a nie błąka się po manowcach postępactwa.

Stanisław Michalkiewicz

Francuskie [gł. masońskie] jęki i wrzaski po wystąpieniu wiceprezydenta USA w Monachium

https://pch24.pl/bogdan-dobosz-francuskie-echa-wystapienia-wiceprezydenta-usa-w-monachium

Bogdan Dobosz: Francuskie echa wystąpienia wiceprezydenta USA w Monachium

(For. Leah Millis / Reuters / Forum)

Po wystąpieniu wiceprezydenta USA JD Vance’a na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium widać wyraźny szok w wielu krajach UE. Niemcy protestują przeciw ingerencji USA w „wewnętrzne sprawy” kraju i swoje wybory, Wielka Brytania rządzona przez lewicową Partię Pracy czerwieni się za prześladowanie chrześcijan modlących się za dzieci nienarodzone, Rumunia łyka wstyd za łamanie demokracji i unieważnione wybory prezydenckie, inne kraje biorą do siebie krytykę za ograniczanie wolności słowa, cenzurę, czy wpuszczanie do siebie mas imigrantów, które niszczą normy społeczne.

„Masowe migracje” to „najpilniejszy” problem, z jakim zmagają się wszystkie kraje – powiedział wiceprezydent USA w piątek 14 lutego na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. JD Vance wezwał też Europejczyków do „zmiany kursu” również w tej kwestii.

Vance przypomniał „tubylczym” politykom, że „żaden wyborca ​​na tym kontynencie nie poszedł do urn, żeby otworzyć wrota dla milionów niekontrolowanych imigrantów”. Dodał, że „masowa migracja” jest „najpilniejszym” problemem, z jakim zmagają się wszystkie kraje. Poruszył również kwestię wolności słowa, wyjaśniając, że ta wolność wyraźnie „słabnie”, zwłaszcza w Europie, a administracja Donalda Trumpa będzie „walczyć w obronie wolności słowa”, bo „w Waszyngtonie jest nowy szeryf w mieście”.

Vance mówił wprost, że największe zagrożenie dla Europy pochodzi z wewnątrz, a nie z Rosji i Chin; i chodzi o odwrót Europy od najbardziej podstawowych wartości. Stosowanie cenzury, ignorowanie opinii wyborców i prześladowanie chrześcijan, uznał za największe zagrożenie dla kontynentu. Politykę moderacji mediów społecznościowych w Europie porównał do cenzury z czasów sowieckich. „Patrzę na Brukselę, gdzie komisarze Komisji Europejskiej ostrzegają obywateli, że w czasie niepokojów społecznych zamierzają wyłączyć media społecznościowe w momencie, gdy natkną się na treści, które ich zdaniem są, cytuję, nienawistne” – mówił Vance. Podawał też przykłady kar dla chrześcijan protestujących przeciwko aborcji czy islamowi w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Szwecji. „Jeśli amerykańska demokracja przetrwała 10 lat łajania ze strony Grety Thunberg, wy przetrwacie kilka miesięcy Elona Muska” – kpił wiceprezydent. Vance zacytował przy tym wezwanie Jana Pawła II „Nie lękajcie się!”, nawołując, by europejscy liderzy nie bali się woli własnych wyborców…

Wystąpienie Vance’a było szokiem, bo UE i jej politycy najwyraźniej nie są przyzwyczajeni do tego typu mówienia wprost o problemach. We Francji media piszą o „lekcji udzielonej Europejczykom” w tematach imigracji, demokracji, wolności słowa. „Le Figaro” stwierdza, że „JD Vance jeszcze bardziej ochłodził stosunki na linii Waszyngton-Europa, krytykując państwa Starego Kontynentu”. Gazeta dodaje, że „pierwszego dnia Konferencji Bezpieczeństwa, wybrzmiała godzina konfrontacji między Stanami Zjednoczonymi a Starym Kontynentem” i jej zdaniem wyglądało to tak, jakby „w ciągu miesiąca rozpadł się sojusz zawarty przez zachodnich zwycięzców II wojny światowej, wzmocniony czterdziestoletnią zimną wojną”. „Le Figaro” stwierdza, że przemówienie Vance’a było „chaotyczne” i „pełne jadu”. Relacjonując połajanki wiceprezydenta USA dziennik podaje m.in. „w szczególności przykład działaczy antyaborcyjnych, którzy rzekomo są prześladowani w Wielkiej Brytanii…”

„Le Point” wypowiada się w podobnym duchu. Według pisma „J.D. Vance szokuje Europejczyków jadowitym przemówieniem” i udał się „do Monachium, nie po to aby rozmawiać o Ukrainie, lecz po to, aby wstrząsnąć europejską elitą przywódczą”. Francuski periodyk złośliwie zauważa, że Elon Musk, „właściciel X musiał delektować się przemówieniem amerykańskiego wiceprezydenta J. D. Vance’a”. Według „Le Poiny”  J. D. Vance „prowadził kampanię na rzecz swojego modelu demokracji, wolności słowa, tej koncepcji wolności wypowiedzi, która nie zna europejskich ograniczeń przeciwko mowie nienawiści, wezwań do przemocy, propagowania rasizmu, antysemityzmu”. „Bohater i zwolennik Trumpa wśród wieśniaków z Ohio wygłosił miażdżącą krytykę Starego Kontynentu” – daje komentarz.

Dla „Le Point” był to „frontalny atak, który wywołał u publiczności dreszcze”. Przywołano też b. francuskiego komisarza Thierry Bretona, który powiedział, że „UE nie odwołała wyborów w Rumunii”, a eurocenzura  „nie reguluje treści”, ale „gwarantuje przejrzystość” i „żadna platforma – chińska, singapurska, amerykańska czy europejska – nie może manipulować algorytmami”. Breton dodał, że „apeluje do Amerykanów, aby szanowali europejskie prawa w Europie, tak jak Europejczycy szanują amerykańskie prawa w Stanach Zjednoczonych”.
„Le Point” zauważa, że oklaski dla Vance’a w Monachium „rozlegały się tylko z jednej strony widowni”, a całe wystąpienie zabrzmiało jak „ultimatum dla europejskiego establishmentu”. Gazeta dodaje, że „Stany Zjednoczone, wersja Trump 2.0, nie będą czasami łagodnymi dla Europy, którą uważają za oderwaną od swoich narodów”. Cytują tu słowa wiceprezydenta: „Dorastałem w miasteczku, w którym ludzie pracowali rękami, kochali Boga, rodzinę i społeczność. Było to również miejsce opuszczone przez klasy rządzące Waszyngtonu”. „Le Pont” nazywa przemówienie Vance’a „kazaniem”.

Dziennik „Le Monde” stwierdza, że w Monachium J.D. Vance „wypowiedział Europie wojnę ideologiczną” i zarzuca, że „nie skupił się na kwestii ukraińskiej”. Gazeta porównuje przemówienie wiceprezydenta USA z 2025 roku, do wystąpienia w tym miejscu Putina w roku 2007. „Dwie daty, dwa wrogie przemówienia, które wywołały symetryczny szok wśród elit obronnych i dyplomatycznych, które co roku gromadzą się w stolicy Bawarii”. „Le Monde” przypomina, że w 2007 roku prezydent Rosji, „zaproszony po raz pierwszy do Monachium, zaskoczył Zachód bardzo obraźliwym przemówieniem pod adresem Stanów Zjednoczonych, które oskarżył o chęć ustanowienia porządku jednobiegunowego”. „W piątek 14 lutego nasz wielki sojusznik Ameryka zwróciła się przeciwko swoim europejskim partnerom, doprowadzając do rozłamu na Zachodzie”.

Gazeta „Le Parisien” skupiła się na kwestii regresu „wolności słowa” w Europie. Jej korespondent także zauważa, że „oczekiwano, iż w swoim przemówieniu otwierającym Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa J.D. Vance poruszy temat do Ukrainy”, ale ten postanowił zaatakować „swoich europejskich sojuszników”. Gazeta poświęciła osobny passus sprawie aborcji i prześladowań obrońców życia poczętego w Wielkiej Brytanii. Twierdzi, że dla Vance’a „​​wiara chrześcijańska jest jego osobistym i politycznym kompasem, a on sam wypowiadał się przeciwko wyjątkom  aborcyjnym, nawet w przypadkach gwałtu i kazirodztwa”. We Francji brzmi to jak poważne oskarżenie.

Publiczne France Info komentowało przemówienie Vance’a krótko: „W Monachium wiceprezydent USA JD Vance jeszcze bardziej pogłębił przepaść między Waszyngtonem a jego europejskimi sojusznikami, szczególnie Niemcami. Amerykański przywódca poruszył jedynie marginalnie kwestię ukraińską i plany działania Waszyngtonu mające na celu zakończenie działań wojennych i skoncentrował się na przemówieniu atakującym Europejczyków”.
W sumie komentarze dotyczące przemówienia wiceprezydenta USA są nad Sekwaną pełne zdumienia i ledwie skrywanego oburzenia. Widać, że mainstreamowe media mają trudności z przełknięciem jasno stawianych tez i obrony wartości, które do tej pory klasyfikowano jako „język skrajnej prawicy”. W przypadku polityka nr 2 wielkiego mocarstwa, przypinanie takiej łatki nie jest już tak proste, więc mają problem. Wpływ zmiany administracji w USA na politykę UE widać już zaledwie miesiąc od inauguracji prezydentury Donalda Trumpa. Unijny establishment wydaje się zdezorientowany, a przecież zapowiada się dość ciekawy „ciąg dalszy”…

Bogdan Dobosz

Pełna treść przemówienia wiceprezydenta JD Vance’a o cenzurze i wolności słowa – z Monachium

14 lutego 2025

Mocne wystąpienie wiceprezydenta JD Vance’a o cenzurze i wolności słowa. Zobacz pełną treść przemówienia z Monachium

https://pch24.pl/mocne-wystapienie-wiceprezydenta-jd-vancea-o-cenzurze-i-wolnosci-slowa-zobacz-pelna-tresc-przemowienia-w-monachium

(Wiceprezydent USA JD Vance, fot. Benoit Tessier / Reuters / Forum)

Obawiam się, że wolność słowa jest w odwrocie moi przyjaciele”. „Doszliśmy oczywiście do punktu, w którym sytuacja stała się tak zła, że w grudniu tego roku Rumunia wprost anulowała wyniki wyborów prezydenckich”. „Uważam, że spośród wszystkich pilnych wyzwań, przed którymi stoją reprezentowane tu narody, nie ma nic pilniejszego niż masowa imigracja”. „Patrzę na naszych drogich przyjaciół, Wielką Brytanię, gdzie odejście od praw sumienia sprawiło, że podstawowe wolności religijne Brytyjczyków znalazły się na celowniku” – to tylko kilka cytatów z mocnego wystąpienia wiceprezydenta USA JD Vance’a, które wygłosił w Monachium.

Poniżej przedstawiamy pełną transkrypcję przemówienia, które wiceprezydent USA J.D. Vance wygłosił podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.

„Jedną z rzeczy, o których chciałem dziś powiedzieć, są oczywiście nasze wspólne wartości. Wspaniale jest wrócić do Niemiec. Jak słyszeliście wcześniej, byłem tu w zeszłym roku jako senator Stanów Zjednoczonych. Widziałem ministra spraw zagranicznych Davida Lammy’ego i zażartowałem, że w zeszłym roku obaj mieliśmy inne stanowiska niż teraz. Ale teraz nadszedł czas, aby wszystkie nasze kraje, wszyscy, którzy mieli szczęście otrzymać władzę polityczną od naszych narodów, wykorzystali ją mądrze, aby poprawić ich życie.

Chcę też powiedzieć, że miałem szczęście spędzić trochę czasu poza murami tej konferencji w ciągu ostatnich 24 godzin i byłem pod ogromnym wrażeniem gościnności ludzi, nawet jeśli, oczywiście, są wstrząśnięci wczorajszym strasznym atakiem. Po raz pierwszy byłem w Monachium z moją żoną, która zresztą jest tu dziś ze mną, na osobistej wycieczce. Zawsze kochałem Monachium i jego mieszkańców.

Chcę tylko powiedzieć, że jesteśmy bardzo poruszeni, a nasze myśli i modlitwy są z Monachium i wszystkimi dotkniętymi złem wyrządzonym tej pięknej społeczności. Myślimy o was, modlimy się za was i z pewnością będziemy wam kibicować w nadchodzących dniach i tygodniach.

Gromadzimy się na tej konferencji, oczywiście, aby dyskutować o bezpieczeństwie. Zwykle mamy na myśli zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa zewnętrznego. Widzę tu wielu, wielu wspaniałych przywódców wojskowych. Ale podczas gdy administracja Trumpa jest bardzo zaniepokojona bezpieczeństwem Europy i wierzy, że możemy dojść do rozsądnego porozumienia między Rosją a Ukrainą. Jesteśmy również przekonani, że w nadchodzących latach ważne jest, aby Europa zintensyfikowała działania w celu zapewnienia własnej obrony. Jednak zagrożeniem, o które najbardziej się martwię w stosunku do Europy, nie jest Rosja, nie są to Chiny, nie jest to żaden inny podmiot zewnętrzny. Martwię się o zagrożenie wewnętrzne. Odwrót Europy od niektórych z jej najbardziej fundamentalnych wartości: wartości wspólnych ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki.

Uderzyło mnie, że były komisarz europejski wystąpił niedawno w telewizji i był zachwycony, że rumuński rząd właśnie unieważnił całe wybory. Ostrzegł, że jeśli sprawy nie pójdą zgodnie z planem, to samo może stać się w Niemczech.

Te beztroskie wypowiedzi są szokujące dla amerykańskich uszu. Przez lata mówiono nam, że wszystko, co finansujemy i wspieramy, odbywa się w imię naszych wspólnych wartości demokratycznych. Wszystko, od naszej polityki wobec Ukrainy po cenzurę cyfrową, jest przedstawiane jako obrona demokracji. Ale kiedy widzimy, jak europejskie sądy odwołują wybory, a wysocy rangą urzędnicy grożą odwołaniem innych, powinniśmy zadać sobie pytanie, czy trzymamy się odpowiednio wysokich standardów. Mówię my sami, ponieważ zasadniczo wierzę, że jesteśmy w tej samej drużynie.

Musimy zrobić coś więcej niż tylko mówić o demokratycznych wartościach. Musimy nimi żyć. Za czasów żywej pamięci wielu z was na tej sali, zimna wojna postawiła obrońców demokracji przeciwko znacznie bardziej despotycznym siłom na tym kontynencie. Zastanówmy się, która strona w tej walce cenzurowała dysydentów, zamykała kościoły, odwoływała wybory. Czy to byli ci dobrzy? Z pewnością nie.

I dzięki Bogu przegrali zimną wojnę. Przegrali, ponieważ nie cenili ani nie szanowali wszystkich niezwykłych błogosławieństw wolności, wolności do zaskakiwania, popełniania błędów, wymyślania, budowania. Jak się okazuje, nie można nakazać innowacji czy kreatywności, podobnie jak nie można zmusić ludzi do tego, co mają myśleć, co czuć lub w co wierzyć. Wierzymy, że te rzeczy są ze sobą powiązane. Niestety, gdy patrzę dziś na Europę, czasami nie jest jasne, co stało się z niektórymi zwycięzcami zimnej wojny.

Patrzę na Brukselę, gdzie komisarze Komisji Europejskiej ostrzegli obywateli, że zamierzają wyłączyć media społecznościowe w czasie niepokojów społecznych: w momencie, gdy zauważą „nienawistne treści”, lub na ten kraj, w którym policja przeprowadziła naloty na obywateli podejrzanych o publikowanie antyfeministycznych komentarzy w Internecie w ramach „walki z mizoginią” w Internecie.

Spoglądam na Szwecję, gdzie dwa tygodnie temu rząd skazał chrześcijańskiego aktywistę za udział w paleniu Koranu, który doprowadził do zabójstwa jego przyjaciela. I jak zauważył sędzia w jego sprawie, szwedzkie przepisy rzekomo chroniące wolność słowa w rzeczywistości nie dają – cytuję – „wolnej przepustki” do robienia lub mówienia czegokolwiek bez ryzyka obrażenia grupy, która wyznaje te przekonania.

I być może najbardziej niepokojące jest to, że patrzę na naszych drogich przyjaciół, Wielką Brytanię, gdzie odejście od praw sumienia sprawiło, że podstawowe wolności religijne Brytyjczyków znalazły się na celowniku. Nieco ponad dwa lata temu brytyjski rząd oskarżył Adama Smitha Connera, 51-letniego fizjoterapeutę i weterana armii, o ohydne przestępstwo stania 50 metrów od kliniki aborcyjnej i cichej modlitwy przez trzy minuty, bez przeszkadzania komukolwiek, bez interakcji z kimkolwiek, po prostu cicho modląc się samemu. Po tym, jak brytyjskie organy ścigania zauważyły go i zażądały informacji, o co się modli, Adam odpowiedział po prostu, że w imieniu nienarodzonego syna.

On i jego była dziewczyna abortowali go wiele lat wcześniej. Teraz funkcjonariusze nie byli poruszeni. Adam został uznany za winnego złamania nowej rządowej ustawy o strefach buforowych, która penalizuje cichą modlitwę i inne działania, które mogą wpłynąć na decyzję osoby znajdującej się w odległości 200 metrów od placówki aborcyjnej. Został skazany na zapłacenie tysięcy funtów kosztów prawnych na rzecz prokuratury.

Chciałbym móc powiedzieć, że był to przypadek, jednorazowy, szalony przykład źle napisanego prawa przeciwko jednej osobie. Ale nie. W październiku tego roku, zaledwie kilka miesięcy temu, szkocki rząd rozpoczął dystrybucję listów do obywateli, których domy znajdowały się w tak zwanych „strefach bezpiecznego dostępu”, ostrzegając ich, że nawet prywatna modlitwa w ich własnych domach może oznaczać złamanie prawa. Naturalnie, rząd wezwał czytelników do zgłaszania wszelkich współobywateli podejrzanych o popełnienie przestępstw myślowych w Wielkiej Brytanii i całej Europie.

Obawiam się, że wolność słowa jest w odwrocie moi przyjaciele. Przyznam, że czasami najgłośniejsze głosy na rzecz cenzury nie pochodzą z Europy, ale z mojego kraju, gdzie poprzednia administracja groziła i zastraszała firmy mediów społecznościowych, aby cenzurowały za tak zwane dezinformacje. Dezinformacji, takich jak na przykład pogląd, że koronawirus prawdopodobnie wyciekł z laboratorium w Chinach. Nasz własny rząd zachęcał prywatne firmy do uciszania ludzi, którzy odważyli się wypowiedzieć to, co okazało się oczywistą prawdą.

Dlatego przychodzę tu dzisiaj nie tylko z obserwacją, ale z ofertą. I tak jak administracja Bidena wydawała się zdesperowana, by uciszyć ludzi za mówienie tego, co myślą, tak administracja Trumpa zrobi dokładnie odwrotnie i mam nadzieję, że będziemy mogli wspólnie nad tym pracować.

W Waszyngtonie pojawił się nowy szeryf. Pod przywództwem Donalda Trumpa możemy nie zgadzać się z twoimi poglądami, ale będziemy walczyć o twoje prawo do wyrażania opinii na forum publicznym. Zgadzasz się czy nie? Doszliśmy oczywiście do punktu, w którym sytuacja stała się tak zła, że w grudniu tego roku Rumunia wprost anulowała wyniki wyborów prezydenckich w oparciu o wątłe podejrzenie agencji wywiadowczej i ogromną presję ze strony swoich kontynentalnych sąsiadów. Teraz, jak rozumiem, argumentem było to, że rosyjska dezinformacja zainfekowała rumuńskie wybory. Chciałbym jednak poprosić moich europejskich przyjaciół o spojrzenie z pewnej perspektywy. Możecie wierzyć, że kupowanie przez Rosję reklam w mediach społecznościowych w celu wpływania na wasze wybory jest złe. Z pewnością tak uważamy. Można to nawet potępić na arenie międzynarodowej. Ale jeśli demokracja może zostać zniszczona za pomocą kilkuset tysięcy dolarów reklamy cyfrowej z obcego kraju, to na początku nie była ona zbyt silna.

Dobra wiadomość jest taka, że uważam, iż wasze demokracje są znacznie mniej kruche, niż wielu ludzi najwyraźniej się obawia.

I naprawdę wierzę, że pozwolenie naszym obywatelom na wyrażanie własnego zdania uczyni je jeszcze silniejszymi. Co oczywiście sprowadza nas z powrotem do Monachium, gdzie organizatorzy tej właśnie konferencji zakazali udziału w rozmowach prawodawcom reprezentującym populistyczne partie zarówno lewicowe, jak i prawicowe. Ponownie, nie musimy zgadzać się ze wszystkim, co ludzie mówią. Ale kiedy przywódcy polityczni reprezentują ważny okręg wyborczy, spoczywa na nas obowiązek przynajmniej uczestniczenia w dialogu z nimi.

Teraz, dla wielu z nas po drugiej stronie Atlantyku, wygląda to coraz bardziej jak stare zakorzenione interesy ukrywające się za brzydkimi słowami z czasów sowieckich, takimi jak misinformacja i dezinformacja, którym po prostu nie podoba się pomysł, że ktoś z alternatywnym punktem widzenia może wyrazić inną opinię lub, nie daj Boże, zagłosować w inny sposób, lub co gorsza, wygrać wybory.

Teraz jest to konferencja na temat bezpieczeństwa i jestem pewien, że wszyscy przyszliście tu przygotowani, aby porozmawiać o tym, jak dokładnie zamierzacie zwiększyć wydatki na obronę w ciągu najbliższych kilku lat zgodnie z nowym celem. To świetnie, ponieważ prezydent Trump jasno powiedział, że wierzy, iż nasi europejscy przyjaciele będą odgrywać większą rolę w przyszłości tego kontynentu. Nie sądzimy, aby słyszeli Państwo termin „podział obciążeń”, ale uważamy, że jest to ważna część bycia we wspólnym sojuszu, że Europejczycy zwiększają swoje wysiłki, podczas gdy Ameryka koncentruje się na obszarach świata, które są w wielkim niebezpieczeństwie.

Ale pozwólcie, że zapytam, jak w ogóle zaczniecie zastanawiać się nad kwestiami budżetowymi, jeśli nie będziemy wiedzieć, czego w ogóle bronimy? Wiele już usłyszałem w moich rozmowach i odbyłem wiele, wiele wspaniałych rozmów z wieloma osobami zgromadzonymi w tej sali. Słyszałem wiele o tym, przed czym trzeba się bronić, i oczywiście jest to ważne. Ale to, co wydaje mi się nieco mniej jasne, i z pewnością myślę, że dla wielu obywateli Europy również, to to po co dokładnie się bronicie. Jaka jest pozytywna wizja, która ożywia ten wspólny pakt bezpieczeństwa, który wszyscy uważamy za tak ważny?

Głęboko wierzę, że nie ma bezpieczeństwa, jeśli boisz się głosów, opinii i sumienia, które kierują twoim własnym narodem. Europa stoi przed wieloma wyzwaniami. Ale kryzys, przed którym stoi teraz ten kontynent, kryzys, z którym, jak wierzę, wszyscy razem się zmagamy, jest naszym własnym dziełem. Jeśli obawiasz się własnych wyborców, Ameryka nie może nic dla ciebie zrobić. Nie ma też nic, co mógłbyś zrobić dla Amerykanów, którzy wybrali mnie i prezydenta Trumpa. Potrzebujesz demokratycznych mandatów, aby osiągnąć cokolwiek wartościowego w nadchodzących latach.

Czy nie nauczyliśmy się, że słabe mandaty dają niestabilne wyniki? Ale jest tak wiele wartości, które można osiągnąć dzięki demokratycznemu mandatowi, który moim zdaniem będzie wynikał z większej reakcji na głosy obywateli. Jeśli zamierzamy cieszyć się konkurencyjnymi gospodarkami, jeśli zamierzamy cieszyć się przystępną cenowo energią i bezpiecznymi łańcuchami dostaw, potrzebujemy mandatów do rządzenia, ponieważ musimy dokonywać trudnych wyborów, aby cieszyć się wszystkimi tymi rzeczami.

Oczywiście wiemy o tym bardzo dobrze. W Ameryce nie można zdobyć demokratycznego mandatu, cenzurując przeciwników lub wsadzając ich do więzienia. Niezależnie od tego, czy jest to lider opozycji, skromny chrześcijanin modlący się we własnym domu, czy dziennikarz próbujący przekazać wiadomości. Nie można też wygrać, lekceważąc swój podstawowy elektorat w kwestiach takich jak to, kto może być częścią naszego wspólnego społeczeństwa.

Uważam, że spośród wszystkich pilnych wyzwań, przed którymi stoją reprezentowane tu narody, nie ma nic pilniejszego niż masowa imigracja. Obecnie prawie 1 na 5 osób mieszkających w tym kraju przeniosła się tu z zagranicy. To oczywiście rekord wszech czasów. Nawiasem mówiąc, to podobna liczba co w Stanach Zjednoczonych, również najwyższa w historii. Liczba imigrantów, którzy przybyli do UE z krajów spoza UE podwoiła się tylko w latach 2021-2022. I oczywiście od tego czasu znacznie wzrosła.

I znamy tę sytuację. Nie powstała ona w próżni. Jest wynikiem szeregu świadomych decyzji podjętych przez polityków na całym kontynencie i innych na całym świecie w ciągu dekady. Wczoraj w tym mieście widzieliśmy okropności, do jakich doprowadziły te decyzje. I oczywiście nie mogę ponownie o tym wspomnieć, nie myśląc o strasznych ofiarach, którym zrujnowano piękny zimowy dzień w Monachium. Nasze myśli i modlitwy są z nimi i pozostaną z nimi. Ale dlaczego w ogóle do tego doszło?

To straszna historia, ale słyszeliśmy ją zbyt wiele razy w Europie i niestety zbyt wiele razy także w Stanach Zjednoczonych. Osoba ubiegająca się o azyl, często młody mężczyzna w wieku około 20 lat, znany już policji, wjechał samochodem w tłum i rozbił wspólnotę. Jedność. Ile razy musimy cierpieć z powodu tych przerażających niepowodzeń, zanim zmienimy kurs i poprowadzimy naszą wspólną cywilizację w nowym kierunku? Żaden wyborca na tym kontynencie nie poszedł do urny, by otworzyć wrota dla milionów niesprawdzonych imigrantów. Ale wiesz, za czym głosowali? W Anglii głosowali za Brexitem. I można się z tym zgadzać lub nie, ale zagłosowali za. I coraz więcej ludzi w całej Europie głosuje na przywódców politycznych, którzy obiecują położyć kres niekontrolowanej migracji. Tak się składa, że zgadzam się z wieloma z tych obaw, ale nie musisz się ze mną zgadzać.

Po prostu uważam, że ludzie troszczą się o swoje domy. Dbają o swoje marzenia. Dbają o swoje bezpieczeństwo i zdolność do utrzymania siebie i swoich dzieci.

I są mądrzy. Myślę, że jest to jedna z najważniejszych rzeczy, których nauczyłem się w moim krótkim czasie w polityce. W przeciwieństwie do tego, co można usłyszeć w Davos, obywatele wszystkich naszych krajów nie myślą o sobie jak o wykształconych zwierzętach lub wymiennych trybikach globalnej gospodarki. I trudno się dziwić, że nie chcą być pomiatani lub nieustannie ignorowani przez swoich przywódców. A zadaniem demokracji jest rozstrzyganie tych ważnych kwestii przy urnach wyborczych.

Uważam, że odrzucanie ludzi, lekceważenie ich obaw lub, co gorsza, zamykanie mediów, zamykanie wyborów lub odcinanie ludzi od procesu politycznego niczego nie chroni. W rzeczywistości jest to najpewniejszy sposób na zniszczenie demokracji. Zabieranie głosu i wyrażanie opinii nie są ingerencją w wybory. Nawet jeśli ludzie wyrażają poglądy poza granicami własnego kraju i nawet jeśli ci ludzie są bardzo wpływowi – i uwierz mi, mówię to z całym humorem – jeśli amerykańska demokracja może przetrwać dziesięć lat besztania przez Gretę Thunberg, wy możecie przetrwać kilka miesięcy Elona Muska.

Ale żadna demokracja, amerykańska, niemiecka czy europejska, nie przetrwa mówienia milionom wyborców, że ich myśli i obawy, ich aspiracje, ich prośby o ulgę są nieważne lub niegodne nawet rozważenia.

Demokracja opiera się na świętej zasadzie, że głos ludu ma znaczenie. Nie ma tu miejsca na zapory ogniowe. Albo przestrzegasz tej zasady, albo nie. Europejczycy, ludzie mają głos. Europejscy przywódcy mają wybór. Jestem głęboko przekonany, że nie musimy obawiać się przyszłości.

Przyjmijcie to, co mówią wam ludzie, nawet jeśli jest to zaskakujące, nawet jeśli się z tym nie zgadzacie. A jeśli to zrobisz, będziesz mógł stawić czoła przyszłości z przekonaniem i pewnością siebie, wiedząc, że naród stoi za każdym z was. I to jest dla mnie wielka magia demokracji. Nie ma jej w tych kamiennych budynkach czy pięknych hotelach. Nie ma jej nawet w wielkich instytucjach, które zbudowaliśmy razem jako wspólne społeczeństwo.

Wierzyć w demokrację to rozumieć, że każdy z naszych obywateli ma mądrość i głos. A jeśli odmówimy słuchania tego głosu, nawet nasze najbardziej udane walki niewiele dadzą. Jak powiedział kiedyś papież Jan Paweł II, moim zdaniem jeden z najbardziej niezwykłych orędowników demokracji na tym kontynencie lub na jakimkolwiek innym, „nie lękajcie się”. Nie powinniśmy bać się naszych ludzi, nawet jeśli wyrażają poglądy, które nie zgadzają się z ich przywództwem. Dziękuję wszystkim. Życzę wszystkim powodzenia. Niech Bóg was błogosławi”.

JD Vance, wiceprezydent Stanów Zjednoczonych podczas wystąpienia na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w dniu 14. lutego 2025 roku.

Źródło: spectator.co.uk, You Tube White House

Tłumaczenie: WMa