Apel ponad 100 włoskich organizacji katolickich w sprawie Polski. STOP DYSKRYMINACJI

10 lutego 2025 https://serwisrodzinny.pl/apel-ponad-100-wloskich-organizacji-katolickich-w-sprawie-polski/

Apel ponad 100 włoskich organizacji katolickich w sprawie Polski

STOP DYSKRYMINACJI WOBEC NIEZALEŻNYCH ORGANIZACJI SPOŁECZNYCH I KULTURALNYCH W POLSCE.

Domagamy się zakończenia dyskryminacji wobec niezależnych organizacji społecznych i kulturalnych, głównie chrześcijańskich, w Polsce oraz poszanowania podstawowych praw obywateli gwarantowanych przez Konstytucję i prawo.

Europejski kontekst społeczny w ostatniej dekadzie stopniowo zwiększał presję na zmiany kulturowe i społeczne tradycji, również poprzez reformy prawne i publiczne. Jest to jeden z wielu znaków „zmiany epoki” (Papież Franciszek, 2015), w której się znajdujemy, a której istotą jest rozmycie tysiącletnich ideałów.

Przykładem tego jest Polska w ostatnim roku: obecny rząd sprzeciwia się tradycyjnym wartościom chrześcijańskim i patriotycznym kraju, aby szybko i często arbitralnie dostosować go do zmian antropologicznych, które zaszły w ostatnich latach w krajach zachodnich.

Nowy kurs [rządu] Polski obejmuje między innymi: wydanie wytycznych mających na celu rozszerzenie opcji legalnej aborcji, wbrew prawu i samej Konstytucji, oraz nacisk na placówki medyczne i lekarzy, aby utrudniać sprzeciw sumienia; swobodny dostęp dziewcząt od 15 roku życia do wczesnych leków aborcyjnych bez recepty i zgody rodziców, mimo że pigułka dzień po może być potencjalnie niebezpieczna dla ich zdrowia; usunięcie treści patriotycznych i chrześcijańskich z programów edukacyjnych; redukcję/marginalizację edukacji religijnej w szkołach, wbrew Konkordatowi z Kościołem katolickim i wbrew – według samego polskiego Trybunału Konstytucyjnego – prymatowi edukacyjnemu rodziców, którzy protestują również przeciwko wprowadzeniu do szkół, poprzez nowy obowiązkowy przedmiot (edukacja zdrowotna), tematów Lgbtqi+ (orientacje i płynność płci) oraz treści pornograficznych; powtarzające się próby ograniczenia obecności Kościoła w przestrzeni publicznej: takie jak zarządzenie burmistrza Warszawy z maja ubiegłego roku o usunięciu krzyża z urzędów publicznych; zakaz używania dzwonów w niektórych parafiach; próba zablokowania otwarcia Muzeum Pamięci i Tożsamości, poświęconego dziedzictwu intelektualnemu św. Jana Pawła II, największego i powszechnie znanego wśród dzieci narodu polskiego, nawet kosztem marnowania dotychczas wydanych funduszy publicznych na budowę tego muzeum państwowego […] Nie zapominając o oskarżeniach i zarzutach wobec różnych instytucji kościelnych, takich jak Fundacja Lux Veritatis, współzałożycielka wspomnianej struktury.

Najnowszy (17.01.2025) raport Ordo Iuris, polskiej organizacji prawnej i think tanku katolickiego, opisuje nielegalny sposób, w jaki te zmiany są często narzucane ludności, czyli zgłaszają poważne i powtarzające się naruszenia prawa i samych zasad konstytucyjnych państwa demokratycznego: takie jak prawa obywatelskie osób; wolność prasy i mediów publicznych, które nielegalnie przeszły pod kontrolę rządową; przejęcie Prokuratury Krajowej; ciężki atak na niezależność sędziów i ofensywa przeciwko Stowarzyszeniu Marszu Niepodległości (imponująca manifestacja narodowa, która co roku obchodzi w Warszawie odbudowę państwa polskiego w 1918 roku).

Ofiarami tej wrogości wobec niezależnych organizacji społecznych i kulturalnych, głównie chrześcijańskich, które sprzeciwiają się tym zmianom lub po prostu wyrażają inną wizję świata, są ich liderzy i same stowarzyszenia, a także parlamentarzyści, urzędnicy i politycy, którzy je wspierają, często prześladowani, jak to miało miejsce w przypadku byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego, który z powodu tego prześladowania otrzymał azyl polityczny na Węgrzech.

Przykładami poważnych naruszeń praw człowieka i prawa w kraju są aresztowanie i tymczasowe uwięzienie na siedem miesięcy w nieludzkich warunkach Ojca Olszewskiego i dwóch pracownic Ministerstwa Sprawiedliwości.

Przekonani, że antropologia jest wyzwaniem naszych czasów i że wiara chrześcijańska odgrywa fundamentalną rolę w obronie osoby i jej podstawowych praw, tym bardziej w kraju o głęboko zakorzenionej kulturze katolickiej jak Polska, przekonani również, że obrona tych praw jest wspólnym dziedzictwem w UE, domagamy się zakończenia dyskryminacji i przywrócenia podstawowych wolności dla osób i niezależnych organizacji społecznych i kulturalnych w kraju, wyrażających historię, kulturę i wiarę narodu.

https://www.suitetti.org/2025/02/09/basta-discriminazioni-verso-le-organizzazioni-sociali-e-culturali-indipendenti-in-polonia

tłum. MG

Ziemia, metale i demokracja. I śmiech perlysty.

Ziemia, metale i demokracja

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    11 lutego 2025 michalkiewicz

Jak wiadomo, podczas każdego bankietu wszyscy jedzą, piją, lulki palą, „dokoła krąży śmiech perlysty” – jak śpiewał Wojciech Młynarski – aż do momentu, gdy o godzinie 11, czy o północy, pojawia się kelner z rachunkiem. W tym momencie gwar cichnie, „perlysty” śmiech zamiera, a każdy biesiadnik z niepokojem spogląda na innych. I właśnie taki moment zbliża się na Ukrainie, gdzie – zgodnie z zapowiedzią prezydenta Trumpa – ma „zakończyć się” wojna. Dotychczas wojna ta, wszczęta z powodu zachęty, jakiej prezydentowi Zełeńskiemu udzielił prezydent Józio Biden – żeby odrzucił porozumienia mińskie, a w zamian za to Ukraina zostanie przyjęta do NATO – co dostarczyło zimnemu ruskiemu czekiście Putinowi pretekstu do uderzenia na Ukrainę w nadziei jej podbicia, „denazyfikacji” i „neutralizacji”, to znaczy – wybicia jej z głowy udziału w NATO. Okazało się jednak, że Amerykanie i Angielczycy w międzyczasie zdążyli Ukrainę uzbroić po zęby, a nawet podszkolić tamtejsze wojsko, więc ruscy szachiści szybko przekonali się , że zajęcie Ukrainy z marszu jest niemożliwe bez użycia broni jądrowej. W tej sytuacji zmienili cele wojenne na skromniejsze – to znaczy – uzyskanie lądowego połączenia Rosji z Krymem i przejęcie uprzemysłowionych obszarów Ukrainy po wschodniej stronie Dniepru – akurat tego obszaru, który Bohdan Chmielnicki przekazał w roku 1654 w Perejasławiu rosyjskiemu carowi Aleksemu. Rosja w zasadzie ten cel wojenny zrealizowała, podczas gdy amerykański cel wojenny w postaci „osłabienia Rosji” – o czym otwartym tekstem mówił w Kijowie sekretarz obrony USA Lloyd Austin – o ile został zrealizowany, to chyba tylko częściowo. No a Ukraina? Straciła kilkaset tysięcy żołnierzy, nie licząc podobnej liczby rannych bez rąk, nóg – a ponadto znaczna część obywateli, przede wszystkim młodych mężczyzn, zwyczajnie uciekła za granicę, wskutek czego populacja tamtejsza zmniejszyła się z ponad 40 do jakichś 25 milionów, co oznacza nie tylko brak rezerw ludzkich, ale nawet zagrożenie zastępowalności pokoleń. Jeśli dodać do tego zniszczenia materialne, to bilnas wypada dla Ukrainy fatalnie. No, a teraz Donald Trump chce tę wojnę „zakończyć”. Łatwo powiedzieć – ale jak?

Na razie nikt tego nie wie – ale pewne poszlaki wskazują, że Ukraina będzie musiała ponieść jeszcze dodatkowe koszty. Chodzi o niedawną deklarację prezydenta Trumpa, który uzależnił dalsze zaopatrywanie Ukrainy w broń i tak dalej – od oddania jej Ameryce w arendę. Nie w sensie dosłownym – bo to by oznaczało, że Ameryka bierze na siebie obowiązek wzięcia Ukraińców na utrzymanie – tylko w postaci przekazania Amerykanom koncesji na wydobycie z ukraińskich złóż metali ziem rzadkich. Jestem pewien, że będzie się to nazywało „umocnieniem suwerenności Ukrainy”, której terytorium od pewnego czasu częściowo już należy do dwóch amerykańskich koncernów rolniczych i jednego niemieckiego. Prezydent Zełeński podobnież nie chce o tym słyszeć – bo któż chciałby słyszeć o konieczności zapłacenia kelnerowi rachunku – ale od czegóż demokracja? Demokracja jest dobra na wszystko, podobnie zresztą, jak zimny ruski czekista Putin, który dobry jest nawet „na ładną, niewinną panienkę”, a już na przywrócenie cenzury – to w sam raz. Właśnie pan minister cyfryzacji w vaginecie obywatela Tuska Donalda zapowiedział, że aby w wybory prezydenckie w naszym bantustanie nie wmieszał się Putin, to trzeba będzie wyposażyć urzędasa – konkretnie Szefa Urzędu Komunikacji Elektronicznej – w prawo „eliminowania” z sieci treści niezgodnych z demokracją. A skąd ten urzędas będzie wiedział, które „treści” są z demokracją zgodne, a które nie? To proste, jak budowa cepa. Zadzwoni do niego ktoś z ABW i powie: wiecie, rozumiecie, usuńcie z sieci takie a takie teksty, bo one przez Putina są wymierzone w demokrację walczącą. W odpowiedzi urzędas zamelduje: tak toczno, Wasze Wysokobłagorodije – i teksty usunie, bo i my wiemy i on wie, że w przeciwnym razie byłaby z nim brzydka sprawa. A wydawcy będą się przez lata bujali z niezawisłymi sądami, w których wiadomo: na dwoje babka wróżyła.

Czy w tej sytuacji możemy się dziwić, że właśnie prezydent Trump uzgodnił w Putinem, że na Ukrainie powinny najsampierw odbyć się wybory prezydenckie? Chodzi o to, że kadencja Wołodymira Zełeńskiego skończyła się w maju ubiegłego roku i ani tamtejszy wierchowny sowiet, ani nikt inny nawet się nie zająknął w kwestii następstwa. Nie trzeba dodawać, że wskutek tego demokracja na Ukrainie cierpi niewypowiedziane katiusze, czemu miłujące pokój i demokrację kraje muszą położyć kres. No a czy następny prezydent suwerennej Ukrainy też nie będzie chciał słyszeć o oddaniu kraju w amerykańską arendę? Może i coś by mu chodziło po głowie, ale od razu by się tej myśli pozbył w obawie przed utratą amerykańskiego parasola, bez którego wiadomo: ręka, noga, mózg na ścianie. Tymczasem Wołodymir Zełeński, o ile rozwścieczeni Ukraińcy nie uriezają mu przedtem głowy, oddali się na bezpieczną odległość, na przykład do Toskanii, gdzie ma posiadłość, że daj Boże każdemu, albo od razu do bezcennego Izraela, gdzie w doborowym gronie będzie do końca życia zaśmiewał się z głupich, ukraińskich gojów. Zresztą nie tylko z ukraińskich – bo przede wszystkim – z polskich, którzy, jak jakieś głupki, podpisali 2 grudnia 2016 roku umowę, na postawie której oddali Ukrainie za darmo sporo zasobów naszego nieszczęśliwego kraju, przy okazji go rozbrajając. Cóż z tego, że obywatel Tusk Donald się przechwala, iż Polska płaci na zbrojenia 4 czy nawet 5 procent swojego PKB, jeśli z szeregów naszej niezwyciężonej armii dobiegają utyskiwania, że nie ma ona amunicji, bo jej „nie produkujemy”? To co się produkuje w Zakładach Amunicyjnych w Nowej Dębie, czy z Skarżysku-Kamiennej? Serduszka dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy?

Wróćmy jednak do zakończenia wojny na Ukrainie. Najbardziej prawdopodobnym jej zakończeniem wydaje się zamrożenie konfliktu, o którym jeszcze w pierwszym roku tej wojny wspominała ambasadoressa USA przy NATO, ku irytacji prezydenta Zełeńskiego. Oznaczałoby to, że nieprzyjacielskie siły w dniu proklamowania zawieszenia broni zostają tam, gdzie są – a najwyżej między nimi zostanie utworzona „strefa zdemilitaryzowana”. Kto będzie ją nadzorował – oto pytanie. Pan prezydent Duda mało jaja nie zniesie, żeby wysłać tam polskich żołnierzy, niechby i bez amunicji. Czy jednak zimny ruski czekista Putin zgodzi się, by zajmujące strefę zdemilitaryzowaną wojska europejskich państw NATO, przybliżyły w ten sposób Pakt Atlantycki do granic Rosji? O wycofaniu Rosjan z zajętych terenów nawet nie mówię, bo to by wymagało nie zakończenia wojny, tylko jej kontynuowania i to nie przez miesiące, tylko przez lata – na co Ukraina nie ma już ani ludzi, ani chęci.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Rozmowa z Rodzicami Grzegorza Brauna. Historia rodziny.

Rozmowa z Rodzicami Grzegorza Brauna. Historia rodziny

Autor: Redakcja , 10 lutego 2025

My go znamy jako bardzo dobrego człowieka, w takich zwykłych relacjach ze zwykłymi ludźmi.

Że on ma sam bardzo głębokie poczucie prawdy, on mówi zawsze prawdę, to my to wiemy.

Grzesiek miał taką jedną cechę, odróżniającą go od jego rodzeństwa i kuzynów, że wypytywał.

Rozmowa z Rodzicami Grzegorza Brauna

Kazimierz Braun: … po roku, kiedy już tutaj jakoś stabilizowaliśmy się, byliśmy blisko kupna tego domu, Grzegorz powiedział, że on wraca do Polski obalić komunizm. Po prostu tak.

Zofia Braun- Reklewska: … ja to bardzo pamiętam, to była poważna rozmowa, czy zostajesz z nami? Nie, ja wracam do Polski, nie będę z wami w tym „buflu” siedział. Dokładnie tak powiedział, nie będę z wami w tym „buflu” siedział, wracam walczyć o Polskę.

I wracając do Grzegorza, bo mówimy o Grzesiu, to właśnie to szaleństwo rodzinne… Tak, szaleństwo patriotyczne jest głęboko osadzone w Grzesiu. Ja je bardzo szanuję, ale mówię szaleństwo w tym sensie, że on się ogromnie naraża. Każdego dnia przecież…

Korzenie

Kazimierz Braun: Zofia to jest stara szlachecka, polska, sandomierska tradycja, Reklewscy herbu Gozdawa.  A od strony matki również Wasiutyńscy z Podola, też herbowa szlachta. To trzeba powiedzieć. Czyli ziemiaństwo. Ziemiaństwo, ziemiaństwo.

Ojciec Zofii, Wincenty Reklewski miał wielki majątek, tu można podać od razu taką ciekawostkę, to był wielki majątek, 4 tysiące hektarów, pól i lasów. W Polsce centralnej to był duży majątek. Sandomierskie.

Jeden z bardzo nielicznych majątków, nie obłożony żadnymi długami. On był wielkim, wspaniałym gospodarzem, specjalistą, zresztą po studiach rolniczych. I ojciec Zofii został w 1939 roku, 27 grudnia zamordowany przez czerwonych bandytów, kiedy stanął w obronie proboszcza swojej parafii w Waśniowie.

Zofia Braun – Reklewska: Urodziłam się pomiędzy ziemiaństwem, a poniewierką powojenną, po reformie rolnej. No właśnie, poczekaj, pozwól mnie powiedzieć. Tak, urodziłam się w ziemiańskiej, bogatej, dostatniej rodzinie, ale ja tego nigdy nie zaznałam, bo ja urodziłam się we wrześniu 1939 roku.

Kazimierz Braun: W roku 1752 do Lwowa przyjechało dwoje Austriaków, Teresa i Baltazar Braun. To było małżeństwo, małżeństwo katolickie. Osiedlili w wielkiej Polsce w pięknym mieście Lwowie. Jest w księgach parafialnych lwowskich, są kolejne śluby, chrzty, pogrzeby.

===========================

___________________________________

Tagi:„jadę obalić komunizm”, Historia rodziny Grzegorza Brauna, Rodzice Grzegorza Brauna

III RP ma za zadanie zakończyć żywot czegoś takiego jak Polska jako kraj suwerenny.

Thomas Rose ambasadorem USA, Wielki plan Tuska, USAID – St. Michalkiewicz, Marek T. Chodorowski

Autor: AlterCabrio , 10 lutego 2025

«Nie ma żadnej możliwości co do uzyskania trwałej i pozytywnej zmiany w ramach III RP, czyli wszelkie zmiany jakie będą dokonywały się w ramach III RP będą albo zmianami krótkotrwałymi i taktycznymi, ale bez skutków trwałych jeżeli będą to skutki pozytywne, albo będą to skutki negatywne, i wówczas będzie to nabierało cech trwałości.

Z czego wynika ta definicja? Otóż taka definicja wynika z bardzo prostej konstatacji, mianowicie III RP ma za zadanie zakończyć żywot czegoś takiego jak Polska jako kraj suwerenny. W związku z tym jest to formacja, która zmierza do katastrofy, bo taki jest cel tej formacji. W związku z tym ci, którzy próbują cokolwiek budować w ramach III RP w jakimś sensie się wygłupiają i robią z siebie błaznów. Ci, którzy uczestniczą w tym cyrku też do pewnego stopnia – mówię o tym cyrku medialnym, o tych próbach potraktowania tego czy tamtego poważnie. Tego nie da się potraktować poważnie dlatego, że III RP jest zarządzana przez bardzo poważny kapitał posługujący się na dodatek służbami specjalnymi i to nie tylko polskimi, albo takiej polskiej proweniencji, ale to są najpoważniejsze służby specjalne na świecie. W związku z tym nic nie zależy od Donalda Tuska, absolutnie nic nie zależy od polityków III RP. I to tutaj należy wziąć pod uwagę wszystkich jacy występują w tej chwili na scenie politycznej. Nic nie zależy i nic nie będzie zależało.»

−∗−

Thomas Rose ambasadorem USA, Wielki plan Tuska, USAID – Stanisław Michalkiewicz, Marek Chodorowski

−∗−

Błękitna Armia. Fundament tożsamości Polonii amerykańskiej.

Błękitna Armia. Fundament tożsamości Polonii amerykańskiej.

13 listopada 2023@polishnews

https://polishnews.com/blekitna-armia-fundament-tozsamosci-polonii-amerykanskiej

Co roku w drugą niedzielę czerwca, odbywa się pielgrzymka do historycznego miasteczka Niagara-on-the-Lake na uroczystości organizowane w rocznicę Czynu Zbrojnego Polonii Amerykańskiej i Kanadyjskiej. Fot: marszpolonia.com

Waldemar Biniecki (Manhattan, Kansas, USA)
Katarzyna Murawska (Milwaukee, Wisconsin, USA)

Tak jak z krakowskich Oleandrów wyruszała Pierwsza Kadrowa, tak samo z Niagara-on-the-Lake wyruszała Błękitna Armia, aby walczyć o wolną Polskę — im też należy oddać szacunek i właściwe miejsce w historii Polski.” Kuryer Polski

Rodzenie się „sprawy polskiej” w USA

W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dziewiętnastego wieku, wśród wychodźstwa polskiego w Stanach Zjednoczonych, rodzi się świadomość wartości wspólnego działania. Rodzą się podwaliny rozumienia polskiej racji stanu. Powstają organizacje i różne towarzystwa, wśród których na szczególną uwagę zasługują: Zjednoczenie Polskie Rzymsko Katolickie – powstałe w 1873 roku, Związek Narodowy Polski – 1880, Związek Sokołów Polskich w Ameryce – 1891, Związek Polek w Ameryce – 1895. W 1888 roku w Milwaukee powstaje pierwsza gazeta polska na kontynencie amerykańskim. Mottem Kuryera Polskiego jest hasło: „Kuryer Polski reprezentuje polskie interesy w USA.”

Wszystkie te organizacje miały w swoich założeniach dążenie do zdobycia niepodległości i wolności Polski drogą pomocy materialnej i drogą walki orężnej. Myśl tę wypowiedział głośno prezes Związku Narodowego Polskiego Marian Stęczyński na Kongresie w Waszyngtonie w maju 1910 roku. Została ona zapisana w formie wniosku i uchwalona jednomyślnie w takim brzmieniu:

MY POLACY MAMY PRAWO DO BYTU SAMODZIELNEGO NARODOWEGO I UWAŻAMY ZA SWÓJ ŚWIĘTY OBOWIĄZEK DĄŻYĆ DO OSIĄGNIĘCIA NIEPODLEGŁOŚCI POLITYCZNEJ NASZEJ OJCZYZNY”

Podobne nastroje zaprezentował w lipcu Zjazd Grunwaldzki w Krakowie. Wszyscy Polacy byli przekonani, że zbliża się chwila, w której zaborcy staną do walki przeciwko sobie i wtedy trzeba wykorzystać sytuację i wybić się na niepodległość. W kraju, ale również wśród Polonii na całym świecie, a szczególnie amerykańskiej, która miała największą możliwość swobodnego działania, rozpoczęto przygotowania do tego momentu. Gromadzono fundusze i przygotowywano się do działań zbrojnych.

Szczególną rolę w tych przygotowaniach odegrał SOKÓŁ (Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” – pionierska organizacja wychowania fizycznego i sportu w Polsce i na emigracji. Najstarsze polskie towarzystwo gimnastyczne, którego członkowie przyczynili się m.in. do popularyzacji gimnastyki w społeczeństwie polskim, powstania wielu klubów sportowych i Związku Harcerstwa Polskiego), który już wcześniej prowadził tajne szkolenia wojskowe.

Członkowie “Sokoła” przed pomnikiem Kościuszki w Humboldt Park w Chicago. Fot.arch. Muzeum Polskiego w Ameryce Źródło:dziennikzwiazkowy.com

Gdy wybuchła wojna, państwa zaborcze przymusowo wcielały do armii Polaków, a front walki przetaczał się przez ziemie polskie. Groziło to biologicznym i duchowym wyniszczeniem narodu. Wszystkie organizacje polonijne już w pierwszych tygodniach po wybuchu wojny wspólnie powołały Polski Centralny Komitet Ratunkowy, którego celem była pomoc materialna Polakom pod zaborami i przygotowanie się do czynu zbrojnego. Ten drugi szczytny cel zakładał stworzenie armii polskiej. Oczywistym było, że najlepszą do tego bazą realną były sokolnie, ale potrzebna też była kadra instruktorów, sprzęt i obozy, w których można by było prowadzić szkolenia. Wymagało to patriotycznego zaangażowania, materialnej ofiarności i zręcznej pracy dyplomatycznej, gdyż prawo Stanów Zjednoczonych nie pozwalało na tworzenie na swoich terenach obcej armii. Na terenach polskich Sokoły w większości poszły za swoim wodzem Józefem Hallerem tworząc II Brygadę Legionową, która chwalebnie zapisała swój szlak bojowy na wschodzie.

Poświęcenie sztandarów Błękitnej Armii gen. Józefa Hallera, 1917 r.

Przywódcy polscy nie zawsze byli zgodni co do kształtu i sposobu tworzenia niepodległej ojczyzny, a i propaganda państw zaborczych doskonale wywoływała zamęt i skłócała Polaków. Sokolstwo Polskie w Ameryce trzeźwo oceniało, że należy być do czynu zbrojnego przygotowanym. Sytuacja stała się bardziej klarowna, gdy 22 stycznia 1917 roku Prezydent Stanów Zjednoczonych po spotkaniach z lobby polonijnym oświadczył przed Senatem:

Mam zupełną pewność, że wszyscy mężowie stanu przyznali, iż powinna być zjednoczona, niepodległa i autonomiczna Polska.”

Tworzenie Błękitnej Armii

Kierunek polityczny był prosty – Polacy powinni współdziałać z Ententą. Po wielu audiencjach u przedstawicieli rządów, szczególne nadzieje pokładano w rządzie kanadyjskim, który zgodził się przyjąć do szkoły oficerskiej w Toronto grupę Sokołów.

Pierwszego stycznia 1917 roku w tajemnicy przybyło do Toronto 23 kandydatów na oficerów. 21 maja tegoż roku 17 z nich otrzymało stopnie oficerskie. Pięciu najzdolniejszych zostało instruktorami w Szkole Podchorążych w Cambridge Springs. Był to wyłom w sprawie tworzenia armii polskiej. Już 19 marca 1917 roku, w Cambridge Springs w Pensylwanii, w miejsce prowadzonych od 1914 roku dwumiesięcznych kursów paramilitarnych, powołano Szkołę Podchorążych, która przygotowywała kadry podoficerskie i oficerów dla polskiej armii. Szkolenie stało na wysokim poziomie. Uczyli najlepsi fachowcy, wykształceni w szkole oficerskiej w Toronto.

Polski cmentarz w Niagara-on-the-Lake

Co roku na Cmentarzu Hallerczyków,jedynym polskim cmentarzu wojskowym na terenie Ameryki Północnej, gdzie spoczywa 25 żołnierzy Błękitnej Armii, spotyka się Polonia z Kanady i USA, żeby oddać hołd polskim patriotom, którzy szkolili się w legendarnym obozie Camp Kościuszko i zasilili szeregi Błękitnej Armii gen. J. Hallera, walcząc o Niepodległość Polski-  fot: www.gov.pl

W dniach 1-4 kwietnia 1917 roku w Pittsburghu odbył się Nadzwyczajny Zjazd Związku Sokołów, na którym przemawiał I.J. Paderewski. W tym czasie Stany Zjednoczone były już zaangażowane w wojnę przeciwko Niemcom. Honorowy Sokół — Mistrz Paderewski — podjął w swoim przemówieniu myśl zorganizowania stutysięcznej armii polskiej i nadania jej miana „Kościuszko Army”.

Mimo zaciętej krytyki tego „niefortunnego i śmiesznego pomysłu artysty, nie rozumiejącego zupełnie zasady państwowości”, marzenia o polskiej armii stały się rzeczywistością. 4 czerwca 1917 roku prezydent Francji Raymond Poincaré wydał dekret o utworzeniu autonomicznej Armii Polskiej we Francji. Początkowo jej szeregi zasilali jeńcy z armii austriackiej i ochotnicy z Polonii Francuskiej. Na naczelnego jej dowódcę mianowano generała Louisa Archinarda. Francja zgodziła się umundurować i wyposażyć polskich żołnierzy. Otrzymali w przydziale jasno niebieskie umundurowanie i z tego względu nazywano ich „Błękitna Armią”.

Tworzenie zrębów polskiej państwowości

15 sierpnia, w Lozannie, Roman Dmowski założył Komitet Narodowy Polski, którego celem była odbudowa państwa polskiego przy pomocy państw Ententy. KNP był uznany przez rządy Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch i Stanów Zjednoczonych za namiastkę rządu odradzającego się państwa polskiego i przedstawicielstwo interesów Polski. KNP prowadził politykę zagraniczną i organizował Armię Polską we Francji. Przy Komitecie powstała też specjalna Misja Wojskowa, która miała uzgadniać z rządami Ententy warunki prawne, na których miała działać Błękitna Armia. Z Komitetem ściśle współpracowała Polonia amerykańska. Lobbowano na rzecz niepodległości w rządzie Stanów Zjednoczonych, gromadzono fundusze i wzmożono szkolenia wojskowe.

Wkrótce ruszyła akcja rekrutacyjna do polskiej armii. Wszędzie tam, gdzie były większe skupiska polonijne, szczególnie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, pojawiały się płomienne apele:

DO SZEREGÓW!

DO BRONI!

DO WALKI!

CHWYTAJCIE ZA BROŃ!

WALCZCIE O WOLNOŚĆ POLSKI!

Armia polska we Francji powitanie gen. J. Hallera w lipcu 1918r.

Związek Sokołów w Ameryce zwołał Nadzwyczajny Zlot, na który przybył przedstawiciel Misji Wojskowej z Francji, znany pisarz, porucznik Wacław Gąsiorowski. Po jego płomiennych patriotycznych przemówieniach wyłoniono sokole komisje wojskowe, które miały zająć się organizacją rekrutacji. Komisje te opracowały szczegółowe wskazówki postępowania dla ochotników zgłaszających się do wojska. Wyznaczyły 12 Okręgowych Centr Rekrutacyjnych. Centrum nr 1 było w Milwaukee w Wisconsin, Centrum nr 2 w Chicago, kolejne w Nowym Yorku, Bostonie i innych większych ośrodkach polonijnych. Prace organizacyjne, dzięki wielkiemu zaangażowaniu Misji i wolontariuszy, szły bardzo sprawnie. Stany Zjednoczone zgodziły się na rekrutację, a Kanada udzieliła miejsca na obóz zborny w przygranicznej miejscowości Niagara-on-the-Lake. Szybko zaczęli napływać ochotnicy. Z Chicago i Milwaukee dwa pierwsze transporty wysłano do obozu już 9 i 15 października — 320 rekrutów, 29 października — 244, a 3 listopada — 436 rekrutów.

4 listopada, po uroczystej mszy świętej, poświęcono Obóz w Niagara-on-the-Lake i zatknięto nad nim sztandar z Białym Orłem. Potem odbyła się defilada, w której przemaszerowały kolumny przyszłej Armii Polskiej salutując sztandar. Sprawozdawca „Dziennika Związkowego” tak opisuje tamte chwile:

Nastrój był uroczysty i poważny, kiedy te kolumny maszerowały przed nami, każdy zdawał sobie sprawę, że to historyczny moment w życiu narodu polskiego.”

21 listopada Obóz odwiedził Mistrz Paderewski i wygłosił krótkie przemówienie, które zakończył słowami:

Szczęśliwy jestem, że widzę Was w tym szeregu, bo widzę w tym zapowiedź polskiego zwycięstwa. Ojczyzna żąda od Was wielkich ofiar, ale czeka Was wielka nagroda, bo od Waszego męstwa zależy wolność i niepodległość Zjednoczonej Polski. Idźcie z wiarą w zwycięstwo, a Bóg najwyższy niech wam szczęści i błogosławi.”

Ochotnicy z Ameryki

Przebieg rekrutacji w pierwszych dniach miał charakter bardzo entuzjastyczny, żeby nie powiedzieć gwałtowny. Zaciągali się nawet potomkowie dawno przybyłych do Ameryki Polaków. Niektórym nigdy wcześniej nie dane było poznać kraju ojców.

Zaledwie po dwóch tygodniach obóz ćwiczebny w Niagara-on-the-Lake był przepełniony do tego stopnia, że komisja chwilowo wstrzymała wyjazdy ochotników. W listopadzie stacjonowało w obozie, przewidzianym na 500–600 żołnierzy, blisko 3.000.

Zbliżała się zima i warunki klimatyczne raczej nie sprzyjały zamieszkaniu w namiotach. Zorganizowane legiony Polek uruchamiały szwalnie, aby zaopatrywać ochotników w ciepłą odzież, swetry, szaliki, skarpety i rękawice. Patronowała temu przedsięwzięciu żona Mistrza, Helena Paderewska. Po długich staraniach Komisji rząd amerykański udostępnił na potrzeby polskie po drugiej stronie granicy Fort Niagara. Rozwiązało to chwilowo problemy lokalizacji i rekrutacja mogła być kontynuowana.

28 grudnia 1917 pierwsze transporty ochotników ze Stanów Zjednoczonych dotarły do Francji, do Armii Polskiej. Na kolejne, w obozach ćwiczebnych czekało tysiące ochotników, a akcja werbunkowa, dzięki zaangażowaniu artystów i prasy polskiej, zataczała coraz szersze kręgi. W akcji propagandowej szczególnie zasłynął artysta grafik Władysław Benda. Jego plakaty znali wszyscy, a dziś on sam jest z nimi utożsamiany.

Ostatecznie rekrutacja została zakończona w lutym 1919 roku. 11 marca ostatni polscy ochotnicy opuścili obóz w Niagara-on-the-Lake. Z dokładnego raportu komendanta obozu, pułkownika Le Pan’a, dowiadujemy się, że do Francji wyjechało 20.720 żołnierzy. Z powodu słabego zdrowia zwolniono 1.004, z powodu konieczności utrzymywania rodziny zwolniono 129, z różnych innych powodów odesłano 91, a w obozie zmarło 41 (hiszpanka). Było też 212 dezerterów i pięciu „niepożądanych”.

W skupiskach polonijnych trwała rekrutacja a w Paryżu Komitet Narodowy dbał, aby formowana armia była naprawdę polska, z polskim orzełkiem, polską komendą i polskim dowódcą. W rocznicę istnienia, Błękitna Armia otrzymała sztandary od miast francuskich: Paryża, Nancy, Belfort i Verdun, a żołnierze wypowiadali słowa przysięgi:

Przysięgam przed Panem Bogiem Wszechmogącym w Trójcy jedynym, na wierność Ojczyźnie mojej Polsce jednej i niepodzielnej; przysięgam, iż gotów jestem życie oddać za świętą sprawę jej zjednoczenia i wyzwolenia, bronić sztandaru mego do ostatniej kropli krwi, dochować karności i posłuszeństwa mojej zwierzchności wojskowej, a całem postępowaniem mojem strzec honoru żołnierza polskiego. Tak mi dopomóż Bóg.”

W uroczystościach brał udział Roman Dmowski i francuscy dowódcy wojskowi. Po przysiędze żołnierze poszli w transzeje, a potem wzięli udział w walkach, w których padli pierwsi zabici szeregowcy i oficerowie. Pierwsza lista obejmuje 108 nazwisk. Ilu zginęło zanim takie listy zaczęto sporządzać, nie wiadomo. Radość, entuzjazm i nadzieja po raz pierwszy stanęły naprzeciwko ze śmiercią. W tym samym czasie w kołach przywódców politycznych toczyły się spory o kształt i formy działania na rzecz Niepodległej.

Fotografia członków misji wojskowej gen. Józefa Hallera w Nowym Yorku. Stoją od lewej: Ignacy Jan Paderewski, Edward S. Witkowski, pułkownik Martin. 23 marca 1918r.  Foto:  magazyn w sieci HISTORA

13 lipca 1918 r., po odmowie przysięgi na wierność Austrii, po dziesięciodniowej odysei przez Karelię i Murmańsk, dotarł do Paryża owiany legendą przywódca sokolstwa polskiego w Polsce, dowódca II Brygady Legionów, generał Józef Haller. Od razu włączył się w prace Komitetu Narodowego Polskiego, który najpierw powierzył mu przewodnictwo nad Misją Wojskową, a 4 października 1918 r., po zabiegach dyplomatycznych w dowództwie i rządzie francuskim, powierzył mu formalnie dowództwo nad formującą się Armią Polską.

Siła bojowa tej armii w tamtym momencie stanowiła dywizję, około 10.000 żołnierzy. Gdy Błękitna Armia wyjeżdżała do Polski, liczyła około 70.000 żołnierzy, w tym byłych jeńców wojennych z armii austro-węgierskiej około 35.000, z Polonii z Ameryki około 22 000 (w tym 1.000 z Milwaukee i 3.000 z Chicago).

9 października generał Józef Haller, obejmując dowództwo, złożył przysięgę na sztandar na wierność Polsce. Dywizja do walk na froncie zachodnim wejść nie zdążyła, gdyż dla świata wojna skończyła się 11 listopada. Dla Polski trwała nadal. Trzeba było siłą ustalać granice państwowe zarówno na wschodzie jak i na zachodzie. Armia Polska była potrzebna Polsce, pożądana i oczekiwana. Tymczasem Francja przeorganizowywała swoje oddziały i chętnie pozbywała się „sprzymierzeńców” ze swojego terenu. Pomagała wyekspediować polskie wojsko do Polski. Trudności sprawiał transport i trasa przejazdu przez Niemcy.

Powrót do Polski

Ostatecznie, 4 kwietnia 1919 roku podpisano w Spa porozumienie między rządem Francji i Niemiec i wyznaczono linie tranzytowe. Gen. Haller wydał odpowiednie rozkazy i zaczęła się ewakuacja Błękitnej Armii do Polski. Rozkaz powrotu z 15 kwietnia 1919 roku brzmiał:

Nastąpiła upragniona chwila wymarszu Armii Polskiej z ziemi włoskiej, francuskiej i amerykańskiej do Polski. Tak jak lat temu sto, wracamy dziś do Polski, szczęśliwsi niż tamci… Jadą do kraju Dywizje Polskie, stworzone na obcych ziemiach wysiłkiem całego narodu polskiego, a zwłaszcza dzięki dzielności i tężyźnie jego wychodźstwa w obu Amerykach, Północnej i Południowej; dzięki wytrwałej pracy polskich mężów stanu jak oto: Ignacego Paderewskiego i Romana Dmowskiego, dzięki orężnemu czynowi Naczelnika Rzeczypospolitej Polskiej Józefa Piłsudskiego.”

Sprzęt z niewielką ilością ochrony jechał w zaplombowanych wagonach, żołnierze, zaopatrzeni w prowiant na 8 dni, w osobnych wagonach. Pierwszy transport wyruszył 16 kwietnia. Ostatni z 383 pociągów przybył na ziemie polskie w połowie czerwca. Oczywiście podczas przejazdu nie obyło się bez szykan i trudności na terytorium Niemiec, ale ludność polska witała błękitnych żołnierzy „czym chata bogata”, kwiatami, wielkanocnym śniadaniem i radością. Było to przecież prawdziwe pierwsze polskie wojsko od czasów powstania listopadowego.

Generał Haller przybył do Warszawy 21 kwietnia 1919 r. Witany był jak bohater narodowy, a magistrat nadał mu tytuł honorowego obywatela miasta.

Błękitna Armia była, jak na tamte czasy, bardzo dobrze wyposażona i wyszkolona. Posiadała 120 czołgów, 98 samolotów, wojska inżynieryjne, instruktorów, kawalerię, artylerię, wojska łączności, 7 szpitali polowych i bardzo wysokie morale żołnierzy.

Już w maju skierowana została na front wschodni, front walk polsko-ukraińskich, największego zagrożenia ze strony Rosji Sowieckiej. Generał Haller walczył o te same polskie miasta, o które walczył jako dowódca II Brygady Legionowej. Przez Galicję Wschodnią i Wołyń dotarł ze swoimi „Błękitnymi “na linię rzeki Zbrucz. Stawiał czoła okrutnym oddziałom konnicy Siemiona Budionnego.

Błękitna Armia a polityka

Mimo strategicznych sukcesów, a może właśnie z ich powodu, generał Haller nie znalazł uznania u Naczelnika Państwa. Do końca pozostawał w opozycji do obozu rządzącego. W czerwcu 1919 roku został odwołany jako dowódca Błękitnej Armii i skierowany na pogranicze polsko-niemieckie w celu objęcia dowództwa nad Frontem Południowo-Zachodnim. Pod inną, ciągle zmieniająca się komendą, Hallerczycy czuli się porzuceni i zawiedzeni.

Wiele żalu można wyczytać w sprawozdaniach frontowych ppłk Tadeusza Kurcjusza, ochotnika polskiego z Ameryki, szefa sztabu 13 dywizji. Sprawozdania dotyczą okresu od stycznia do czerwca 1920 roku. Dywizja stopniowo spychana była do roli drugorzędnej. Kończąc wspomnienia ppłk Kurcjusz z goryczą pisze:

W tym czasie przybył do Kordylewki nowy dowódca Dywizji płk Paulik. Z jego przybyciem nie nastały żadne zmiany w sposobie dowodzenia. W dalszym ciągu pozostawiał sztabowi wolną rękę w wystawianiu rozkazów w jego imieniu. (…) W dalszym ciągu troska o prowadzenie działań spada całkowicie na mnie i nieraz bywało mi nad wyraz ciężko pobierać decyzje samodzielnie, nie wierząc, ani nie znając swego dowódcy i jego myśli manewru. (…) Cel strategiczny wyprawy zniknął, pozostał cel polityczny.”

1 września 1920 roku Błękitna Armia została całkowicie rozformowana. Poszczególne formacje weszły w skład innych krajowych jednostek wojskowych. Ochotnicy ze Stanów Zjednoczonych zostali zdemobilizowani, co wywołało irytację Polonii Amerykańskiej.

Liczbę zdemobilizowanych Hallerczyków oceniano w lutym 1920 roku na 10.000 do 12.000. Sytuacja zdemobilizowanych żołnierzy Błękitnej Armii była bardzo zła. Sprawę dyskutowano na najwyższych szczeblach amerykańskich władz. Zajął się nią Julius Kahn kongresmen z Kalifornii i kongresmen Kleczka z Milwaukee, Wisconsin.

Sprawa powrotu zdemobilizowanych ochotników poruszona została w Izbie Reprezentantów już na początku 1920 roku. Izba upoważniła sekretarza wojny Bakera do przewiezienia na amerykańskich transportowcach zdemobilizowanych Hallerczyków–również obywateli amerykańskich. Miały to być okręty dowożące zaopatrzenie dla żołnierzy amerykańskich stacjonujące w okupowanej Nadrenii. Zdemobilizowani w różnym czasie żołnierze oczekiwali na transport w przepełnionych w obozach w Skierniewicach i Grupie koło Grudziądza.

Transport Hallerczyków. Foto: 100lecieleszna.3loleszno.eu

Pierwszy statek, na który zdemobilizowani Hallerczycy czekali, wpłynął do portu gdańskiego 19 marca 1920 roku. Był to transportowiec USS Antigone. Zaokrętowano na niego 28 marca 1.168 weteranów. Przed odpłynięciem, służby sanitarne Amerykańskiego Czerwonego Krzyża dokonały przeglądu zdrowia i starannie odwszyły weteranów. Następnym transportem USS Pocahontas zabrano 1.705 weteranów. Oba transporty dotarły do Nowego Yorku pod koniec kwietnia 1920 roku. Siódmy transport dotarł 12 sierpnia tegoż roku. Ostatni 16 lutego 1921 roku.

Obserwatorzy z Amerykańskiego Czerwonego Krzyża raportowali potem, że Polska swoich obrońców oddawała w bardzo złym stanie fizycznym i psychicznym, wychudzonych, wygłodniałych, zawszonych, bez pieniędzy, bez bielizny. Nim pierwszy statek dotarł do Antwerpii, wśród żołnierzy zanotowano pierwsze przypadki tyfusu.

Przybycie transportu Hallerczyków do USA wprawiło władze amerykańskie w niemałą konsternację, ponieważ karty identyfikacyjne weteranów okazały się bezwartościowe, gdyż nie zawierały ani fotografii, ani odcisków palców. Istniała wielka obawa, że wśród wracających mogą się znaleźć bolszewiccy agenci. Wywiad brytyjski informował swoich sprzymierzeńców, że niektórzy Hallerczycy przed opuszczeniem Gdańska otrzymywali propozycje sprzedaży swoich dokumentów za sumę $1.000, ogromną jak na owe czasy. Nie udało się jednak zidentyfikować żadnego szpiega.

Łącznie do Stanów wróciło 12.546 Hallerczyków. Powracającym trzeba było zapewnić jakieś miejsce postoju zanim rozjadą się do domów. Taką kwaterą dla powracających był wojskowy obóz w Camp Dix w stanie New Jersey. Poselstwo Polskie po rozmowach dyplomatycznych z przedstawicielem Polonii Janem Smulskim zgodziło się sfinansować koszty pobytu w obozie, bilet kolejowy do miejsca zamieszkania i wypłacić każdemu szeregowemu po $10, a oficerowi $20, jednorazowego zasiłku. Wydział Narodowy Polski (fundusz Polonii) wypłacił każdemu szeregowemu $15, a oficerowi $30 zasiłku. Miało to wystarczyć weteranom na pierwsze wydatki.

Roman Dmowski w liście do Jana Smulskiego datowanym 12 października 1920 roku i publikowanym w „Dzienniku Związkowym” dziękował za wkład Polonii w dzieło odzyskiwania Niepodległości. Poza wyrazami uznania i odznaczeniem ich Krzyżem Ochotników z Ameryki, weterani pozostawieni byli sami sobie. Wielu z nich było inwalidami lub straciło zdrowie. Sami zaczęli organizować pomoc dla potrzebujących kolegów. W maju 1921 roku powołali do życia SWAP – Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Jej pierwszym prezesem został płk dr Teofil Starzyński, prezes Związku Sokoła Polskiego w Ameryce. Niestrudzony organizator akcji rekrutacyjnej, wierny przysiędze sokolej, poszedł ze swoimi druhami na front w charakterze lekarza. Lista takich jak on jest długa. Fundusz SWAP-u, sumą 10.000 dolarów, w 1926 roku wsparł najwspanialszy z Sokołów, I.J. Paderewski. To dzięki takim jak ONI zaistniała potężna Błękitna Armia.

W październiku 1919 r. generałowi Hallerowi powierzono dowództwo Frontu Pomorskiego, utworzonego w celu pokojowego i planowego zajęcia Pomorza, przyznanego Polsce na mocy ustaleń Traktatu Wersalskiego. Zgodnie z planem, przejmowanie ziem pomorskich rozpoczęło się 18 stycznia 1920 r., a 10 lutego generał Haller wraz z ministrem spraw wewnętrznych Stanisławem Wojciechowskim oraz nową administracją Województwa Pomorskiego przybył do Pucka, gdzie dokonał symbolicznych zaślubin Polski z Bałtykiem. Była to piękna, choć tylko symboliczna akcja.

Błękina Armiia Hallera w Kąkolewie 20 kwietnia 1919 roku. Fot: 100lecieleszna.3loleszno.eu

Latem 1920 roku nastąpiło nowe zagrożenie ze wschodu. Gen. Haller otrzymał funkcję Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej, przy organizowaniu której położył duże zasługi. Ze strategicznego punktu widzenia, trudno zrozumieć, dlaczego rozwiązano doskonale wyposażoną armię, aby za chwilę w jej miejsce powoływać armię ochotników. Gen. Haller powoli był odsuwany od spraw wojskowych, aż po zamachu majowym zupełnie wycofał się z życia publicznego.

Błękitna Armia i gra polityczna wokół niej jest w polskiej historiografii zupełnie przemilczana. Faktem jest, że Armia Hallera była najlepiej wyszkoloną i najlepiej uzbrojoną jednostką taktyczną polskich wojsk i reprezentowała bardzo wysokie morale i zdolności bojowe.

Jako całość, pod komendą gen. Hallera, mogła stanowić poważne zagrożenie dla tworzącej się legendy Marszałka Piłsudskiego. W 1919 roku zaczął on systematycznie wymieniać kadrę dowódczą „błękitnych” na swoją, legionową. Zdemobilizowanie ochotników ze Stanów Zjednoczonych, najlepszej części tej armii, w obliczu zagrożenia ze strony wojsk sowieckich było czymś zdumiewającym. Nie budziło natomiast zdumienia to, że gdy w czerwcu 1920 roku w obliczu zagrożenia bolszewickiego zaczęto organizować ochotniczą armię, masowo napływali do niej zdemobilizowani Hallerczycy.

Prezydent Woodrow Wilson, marszałek Ferdinand Foch, Roman Dmowski i Ignacy Paderewski, obraz olejny Kazimierza Szmyta Podpisanie układu wersalskiego, 1923 r. Fot. Muzeum Niepodległości- Fot: przystanekhistoria,pl 

Historia lubi się powtarzać.

W marcu 1941 roku do sąsiadującej ze znów-neutralnymi Stanami Zjednoczonymi, wciąż gościnnej Kanady przybyła polska misja werbunkowa. Misja rekrutacyjna Polskich Sił Zbrojnych w USA i Kanadzie miała miejsce w latach 1941-42 i została przeprowadzona na zlecenie gen. Władysława Sikorskiego, po jego wizycie w Ameryce, gdzie był entuzjastycznie witany przez środowiska polonijne i na tej podstawie zakładał, że rekrutacja zaowocuje napływem ochotników do Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii. Misja okazała się fiaskiem. Polonia wyciągnęła wnioski z gorzkich doświadczeń Błękitnej Armii.

Mimo całej goryczy i bólu, poczucia moralnej krzywdy, Polonia zawsze popierała i popiera wolną i suwerenną Polskę. Przykładem tego mogą być działania Polonii w czasie stanu wojennego, starania o wejście Polski do NATO oraz działania na rzecz rozmieszczenia wojsk amerykańskich w Europie Centralnej i Wschodniej. Dziewięć milionów podpisów pod petycją popierającą wniosek o przyjęcie do NATO miało swoja wagę. Marginalizacja udziału Polonii w życiu politycznym i społecznym nie służy Polsce.

Przeanalizowaliśmy wiele opracowań historycznych i artykułów, w których jest mowa o Błękitnej Armii. Większość z nich przemilcza ostatni etap losów ochotników z Ameryki. Nie do końca obiektywnie ocenia ich rolę i rolę polskiej emigracji (Polonii) w dziele tworzenia Niepodległej.

Nie ma już świadków tej historii, pozostają jednak pokaźne archiwa amerykańskie, które pozwalają wydobyć prawdę o wielkim patriotyźmie ponad 20.000 żołnierzy i całej armii zaangażowanych cywilów, działaczy polonijnych, którzy razem z ochotnikami poświęcili się dla tworzenia wielkiej i silnej, wolnej i niepodległej Polski i którym też winniśmy zapewnić godne miejsce w naszej historycznej pamięci.

Pomnik gen. Józefa Hallera w Toruniu. Pomnik proj. Andrzeja Borcza odsłonięto 13 sierpnia 2012 r., w 139. rocznicę urodzin generała
Fot: pl.wikipedia.org

Leć Orle Biały

W 1917 r. Jan Ignacy Paderewski skomponował i napisał słowa pieśni “Hej, Orle Biały!”.  Pieśń miała być hymnem bojowym Armii Polskiej we Francji zwanej Błękitną Armią. Na nowojorskim pierwodruku pieśni z 1918 r. kompozytor nakazał umieścić adnotację o treści: „cały dochód ze sprzedaży niniejszego hymnu przeznaczony na cele narodowe”. Dziś w polskich konsulatach w Stanach Zjednoczonych w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości ciągle rozbrzmiewa pieśń: „My Pierwsza Brygada”. Może warto by zdać sobie sprawę, że podstawą tożsamości Polonii amerykańskiej są właśnie Ci ochotnicy z Błękitnej Armii i ich zaniedbane mogiły od Żytomierza na Ukrainie po Francję i mogiły w Ameryce. Może po 100 latach nadszedł właściwy czas, aby zacząć naprawiać błędy historii.

Okładka śpiewnika z hymnem patriotycznym Ignacego Paderewskiego  “Hej Orle Biały”, skomponowanym na okoliczność 100. rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki oraz powstałej w USA z inicjatywy Paderewskiego Armii Polskiej

Źródła/Bibliografia:

Cornebise, Alfred E. 1982. Typhus and Doughboys: The American Polish Typhus Relief Expedition, 1919-1921. – Associated University Presses, Inc.

Ruskoski, David Thomas. 2006. The Polish Army in France: Immigrants in America, World War I Volunteers in France, Defenders of the Recreated State – in Poland; Georgia State University, Digital Archive @ GSU, Department of History

Biskupski, B., Canada and the Creation of a Polish Army, 1914–1918, Polish Review (1999) 44/3 pp 339–380

Hapak, Joseph T., Selective service and Polish Army recruitment during World War I, Journal of American Ethnic History (1991) 10#4 pp 38–60[38]

Valasek, Paul, Haller’s Polish Army in France, Chicago, 2006

Walter, Jerzy, Czyn zbrojny Wychodźstwa Polskiego w Ameryce- zbiór dokumentów i materiałów historycznych, Wydawnictwo Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, Nowy Jork/Chicago, 1957

Niedziela. Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

16.02.2024 Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

10/02/2025 przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

(zdjęcie: internet)

FacebookTwitter

Gmail Kategorie Białystok, Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Poznań, Zamość Tagi Białystok, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, Poznań, różaniec za Ojczyznę, Zamość

Polsce grozi kara w wysokości 5,6 MILIARDÓW zł w sporze z firmą Pfizer za nieodebrane szczepionki.”Rząd” się wykręca.

Grzegorz Płaczek https://www.facebook.com/story.php?story_fbid=1028668419286903&id=100064312644189

edsSnproot86fg2uht duomm3l5fh6h07.3uu1z05l4tlltcucmlg2tg3ul7  ·

❌ No to już jest skandal! Polsce grozi kara w wysokości 5,6 MILIARDÓW zł w sporze z firmą Pfizer za niezapłacone i nieodebrane szczepionki przeciw C-19! Sprawę wytoczyła Polsce… firma Pfizer, a jej pierwsze rozstrzygnięcie będzie (przed sądem w Belgii) już w marcu 2025 r.! Zagrożenie karą jest ogromne.

Chcąc POZNAĆ SZCZEGÓŁY, w trybie interwencji poselskiej, w grudniu 2024 r. odpytałem Panią minister zdrowie Izabelę Leszczynę, na jakim etapie jest spór sądowy pomiędzy Polską a Pfizer [sygn. interwencji: 2024/IW257]? Otrzymałem lakoniczną odpowiedź, iż: „sprawa sądowa znajduje się na etapie wymiany pism procesowych między stronami”. Koniec odpowiedzi. Zero jakichkolwiek szczegółów.

➡️ Jeżeli Państwo w Ministerstwie Zdrowia myślicie, że możecie w ten sposób zbywać posła RP – to się grubo mylicie. Tutaj chodzi o OGROMNĄ KWOTĘ, którą Polska w przypadku przegrania procesu, będzie musiała zapłacić firmie Pfizer i czas, żeby opinia publiczna poznała fakty!

➡️ W związku z powyższym, wysyłam DZIŚ kolejną interwencję z żądaniem przesłania mi przez ministerstwo kopii CAŁEJ oficjalnej dotychczasowej korespondencji, tj. WSZYSTKICH pism procesowych między stronami (otrzymanymi i wysłanymi), od początku sporu do dziś. Czas poznać prawdę, bo zamieść jej pod dywan – jako poseł Konfederacji, nie pozwolę.

Argumenty utrzymanków USAID

Argumenty utrzymanków USAID

Prezydent USA Donald Trump wstrzymał wypłaty z USAID (Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego). Ten dekret walnął w tych, których lewicowość była umacniana forsą z Waszyngtonu. Posiadanie Facebooka sprawia, że dyskutujemy z różnymi osobami.

Bez żadnych nazwisk postaram się pokazać sposób rozumowania tych ludzi, którzy byli wzburzeni decyzją Donalda Trumpa lub histeryzowali z powodu zatrzymania kroplówki finansowej z USA.

Pierwsza osoba zarzuciła mi bycie bezdusznym sukinsynem. Rzekomo brak kasy z Waszyngtonu spowoduje epidemię AIDS/HIV i kiły. Według młodej damy tylko Stany Zjednoczone powstrzymywały ludzkość przed powszechną kopulacją z osobami zarażonymi tymi chorobami. Dowiedziałem się, że zablokowane programy uniemożliwią dostarczanie prezerwatyw i pozbawią edukacji seksualnej młode pokolenie. Po czym dodała: „Cieszysz się z tego, że będą się niezdrowo pieprzyć?” Pomyślałem sobie – „Matko Bosko co to się stanęło?”. Przecież to właśnie Krytyka Polityczna, Gazeta Wyborcza i OKO.press zawsze mi się kojarzyły z niezdrowym pieprzeniem…

Drugi uznał mnie za antydemokratę. Człowiek ten uważał że czyn prezydenta USA, zachwieje pluralizm mediów w Polsce. „Dzisiaj nikt już nie będzie dostatecznie bronił społeczeństwa obywatelskiego, równości wobec prawa i mniejszości”.

Zasmuciło mnie to, co się dowiedziałem. Okazuje się bowiem, że ludzie ci są przekonani o tym, że demokracja jest możliwa tylko wtedy, gdy jest utrzymywana przez obce mocarstwo. Według ich logiki, uczciwe jest to, że liczne redakcje otrzymywały pieniądze z Stanów Zjednoczonych. Dostawały je by promować ich model demokracji, i dogmaty polityczne. Uczciwość przecież nakazywałaby im, domagania się finansowania konkurencyjnych redakcji np. przez Chiny, Indie, Rosję i KRLD. Jednak takich treści na jego profilu nie udało mi się odnaleźć.

Trzeci dyskutant wręcz mnie wzruszył szczerością. Stwierdził bowiem wprost: „Brałem jak za robotę, nie projekty”. Rozumiem, że gdyby jakiś przykładowy sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego lub jakiś poseł PiS-u brał pośrednio pieniądze od Rosjan lub Białorusinów – ale „za robotę, a nie projekty” – to byłoby to moralnie usprawiedliwione według dyskutanta? Jestem przerażony taką argumentacją.

Czwarty zadziwił tokiem myślenia. Orzekł następująco „taka Krytyka Polityczną, ktokolwiek z naszej strony jest transparentem skoro o tym się pisze/mówi”. Też bardzo ciekawa argumentacja. Gdyby dajmy na to powstała gazeta o nazwie „Pochwała Apolityczna” i była jawnie finansowana przez Węgry, to czy wspomniany internauta, by bronił tego pisma ponieważ „o tym się pisze/mówi?”. Brzydka ta argumentacja.

Warto dodać, że pierwszych trzech jawnie posługiwało się przez długie miesiące argumentami – „onuce” i „putiniści” w stosunku do przeciwników wojny czy krytyków Ukrainy. Czwarty się bardziej miarkował. I nagle się okazuje, że problemem nie są żadne śmierdzące onuce Putina i Łukaszenki, tylko zafajdane gacie Bidena i Sorosa. Chociaż w tych wypadkach bardziej pieluchomajtki.

W głowach atlantystów i lewactwa nie mieści się to, że ludzie mogą mieć swoje przemyślenia i poglądy. Nie potrafią pojąć, że orientacja polityczna nie wynika z kierunku płynących dotacji. Amerykanie, Niemcy, Brytyjczycy czy „węgierski” krezus Georg Soros ładowali i ładują pieniądze w redakcje, projekty i instytucje w Polsce. Kwoty są ogromne. Takich fundacji są dziesiątki. Oni wszyscy musieli krzyczeć o rzekomej kasie płynącej z Rosji, Iranu, Białorusi czy Chin, by nikt nie zechciał zainteresować się realną kasą płynącą dla stronników budowy liberalnego nazizmu. Mleko się rozlało. Dzisiaj już wiadomo kto jest kto i za czyje.

PS. Co pozostaje tym, którzy żyli z pieniędzy przysyłanych z USA? Możliwości są dwie. Pierwsze zacząć pisać i działać na własny rachunek. To niestety nie przyniesie raczej żadnych korzyści materialnych, za to bez przeszkód można patrzeć w lustro i spokojnie spać. Druga możliwość, to zmienić orientacje światopoglądową i geopolityczną. Udać się do nowego władcy, paść na kolana przed jego obliczem i ucałować dłoń. To macie opanowane. Zacząć pisać, że Grenlandia zawsze amerykańska. O tym, że krowy, nie zagazują naszej planety. I co istotne, że 120 kilogramowy bokser James z ptaszkiem, nie jest pod żadnym względnym powabną księżniczką Olivią. W sprawie ustawy 447 można pozostać przy starych poglądach. Wtedy może jakaś nowa fundacja przytuli i nie pozwoli umrzeć z głodu. Tylko cholerna konkurencja.

Łukasz Jastrzębski

Argumentami w zielony ład – Fundacja Wolność i Własność rozprawia się z klimatyzmem

Argumentami w zielony ład – Fundacja Wolność i Własność rozprawia się z klimatyzmem

https://pch24.pl/argumentami-w-zielony-lad-fundacja-wolnosc-i-wlasnosc-rozprawia-sie-z-klimatyzmem

„100 Argumentów Przeciwko Zielonemu Ładowi” – to nazwa nowego serwisu internetowego i zarazem tytuł książki, która niebawem ukaże się nakładem Fundacji Wolność i Własność. Serwis jest już dostępny i zawiera artykuły eksperckie oraz publikacje związane z krytycznym podejściem do szeroko rozumianej polityki klimatycznej, realizowanej w Unii Europejskiej. Ich autorzy chcą w prosty sposób odsłaniać pokrętne i skomplikowane mechanizmy ideologii klimatyzmu.

Pomysłodawcy kampanii deklarują, iż potrafią w prosty sposób wyjaśnić ciemne strony zielonego ładu i zarazem dotrzeć ze swoim przekazem do dużej części opinii publicznej. – „Chcemy przed szerokim gronem odbiorców, najlepiej liczonym w setkach tysięcy, odkryć prawdę o tzw. Europejskim Zielonym Ładzie i wszystkich jego pochodnych: działaniach, aktach, regulacjach. Skala niewiedzy jest ogromna, a w przestrzeni publicznej funkcjonują tylko puste hasła i manipulacje. A my, jako że nie jesteśmy żadnymi negacjonistami czy populistami, w rzetelny sposób, prostym językiem, pokazujemy wszystkie te argumenty, które mówią, iż zielony ład i towarzyszące mu zmiany są bezsensowne, nieskuteczne i skrajnie nieopłacalne” – mówi dr inż. Marcin Cegielski, jeden z autorów serwisu i książki 100 Argumentów Przeciwko Zielonemu Ładowi.  

Próbkę umiejętności zespołu eksperckiego FWW możemy już odnaleźć pod adresem 100argumentow.pl. Ruszyła już bowiem strona, na której – oprócz zbiórki środków na wydanie wspomnianej publikacji – publikowane są aktualności, raporty i analizy związane z transportem drogowym, energetyką, infrastrukturą. Nie brakuje wśród nich odniesień do najbardziej kontrowersyjnych koncepcji wdrażanych pod hasłami klimatyzmu, takich jak „strefy czystego transportu”, „klimatyczne kwartały” i „miasta 15-minutowe”.

Z kolei w samej w publikacji książkowej odnajdziemy omówienia, analizy i fakty, które zebrane w formę wypunktowanych i krótko rozwiniętych argumentów pomogą lepiej zrozumieć, dlaczego Europejski Zielony Ład wcale nie jest dla nas korzystny, jak przedstawia to unijna i krajowa propaganda. – „Ostrzegamy przed zgubnymi skutkami brnięcia w ideologię klimatyzmu i godzenia się na brukselskie centralne sterowanie gospodarkami krajowymi. Wskazujemy na gigantyczne, wprost niewyobrażalne koszty realizacji tej dystopii. Stawiamy przy tym na prostą i przejrzystą formę – z każdym ze stu zaprezentowanych argumentów można zapoznać się w ciągu kilku minut i poddać np. ocenie lub dyskusji w gronie znajomych” – przekonują inicjatorzy z Fundacji Wolność i Własność.

Książka ma się ukazać przed końcem lutego. Obecnie trwają prace redakcyjne, jak również prowadzona jest akcja zbiórki funduszy na wydanie i promocję 100 Argumentów Przeciwko Zielonemu Ładowi. Szczegóły akcji i formularz do przekazania dobrowolnego datku na ten cel dostępny jest na stronie 100argumentow.pl. Jak deklaruje wydawca, każdy darczyńca, bez względu na wysokość przekazanego wsparcia, otrzyma książkę w formacie e-book przedpremierowo.

W gronie osób, które zaangażowały się w powstanie publikacji odnaleźć możemy wspomnianego wcześniej dra inż. Cegielskiego, a także: prof. Jacka Janowskiego, dr Marcina Jendrzejczaka, red. Radosława Pogodę, red. Tomasza Kolanka.

Mucha straszy dzieci: „Edukacja klimatyczna w każdym szkolnym przedmiocie”

Mucha straszy dzieci: „Edukacja klimatyczna w każdym szkolnym przedmiocie”

10.02.2025 https://nczas.info/2025/02/10/mucha-straszy-dzieci-edukacja-klimatyczna-w-kazdym-szkolnym-przedmiocie/

Joanna Mucha. / Foto: PAP
Joanna Mucha. / Foto: PAP

Naszym obowiązkiem jest przygotowanie uczniów do życia w zmieniającym się świecie – powiedziała wiceminister edukacji Joanna Mucha, informując o powołaniu zespołu ds. edukacji klimatycznej. Zagadnienie to ma się pojawiać na każdym przedmiocie – dodała wielokrotnie skompromitowana urzędniczka. [to ta, m.inn. od trzeciej ligi hokeja na lodzie. md]

„Nie chcemy tworzyć oddzielnego przedmiotu edukacja klimatyczna; chcemy, by pojawiała się na każdym przedmiocie, w określonym oczywiście zakresie” – powiedziała Mucha podczas konferencji prasowej.

Podkreśliła, że edukacja klimatyczno-środowiskowa ma być holistyczna i interdyscyplinarna, ponadprzedmiotowa, a jednocześnie lokalna oraz by dawała uczniom poczucie sprawczości. Chodzi m.in. o to, by dzieci rozejrzały się „w swojej małej ojczyźnie i z niej czerpały zasoby edukacyjne związane z klimatem”.

Zdaniem Muchy, konieczne będą szkolenia dla nauczycieli w tym zakresie. Zajmie się tym 36 osób, m.in. tzw. popularyzatorzy i aktywiści, edukatorzy ekologiczni.

Wiceszefowa MEN zapytana przez dziennikarzy, ile godzin w semestrze będzie zajmie klimatyczna propaganda, zaznaczyła, że trudno jest to określić.

Niestety, zgodnie z zapowiedziami MEN, 1 września 2026 r. nowa podstawa programowa wejdzie do klas I i IV szkół podstawowych oraz do przedszkoli, a rok później – 1 września 2027 r. – do szkół ponadpodstawowych.

Chyba, że wcześniej odsuniemy tych wariatów od władzy.

Czarne chmury nad polską elektromobilnością

Rewolucja, której nie było. Czarne chmury nad polską elektromobilnością

https://pch24.pl/rewolucja-ktorej-nie-bylo-czarne-chmury-nad-polska-elektromobilnoscia

(fot. pixabay.com)

Elektromobilna rewolucja nad Wisłą jeszcze na dobre się nie rozpoczęła, by już popaść w ogromne tarapaty. W 2024 r. po raz pierwszy odnotowano spadek sprzedaży samochodów elektrycznych. Zaś rządowe programy pomocowe na zakup takich pojazdów w nowej odsłonie mają zawężoną grupę odbierców. To wszystko w czasie, gdy Unia Europejska rozważa wstrzymanie zakazu produkcji samochodów spalinowych do 2035 r.

Według Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności (PSNM), największej w kraju organizacji promującej elektromobilność, w całym 2024 r. liczba rejestracji nowych elektryków w Polsce po raz pierwszy się zmniejszyła, a w udziale aut bateryjnych na rynku nowych samochodów osobowych mamy jeden z najgorszych wyników w Unii Europejskiej, wyprzedając jedynie Chorwację i Słowację.

Udział samochodów elektrycznych w całym rynku motoryzacyjnym osiągnął najwyższy pułap w 2023 r. Ale wówczas jedynie 3,6 proc. samochodów poruszających się na polskich drogach posiadało napęd wyłącznie bateryjny. Rok później udział ten wynosił już tylko 3 proc, a w styczniu 2025 r. – 2,5 proc.

Krytyczne opinie zbiera też nowy program rządowych dopłat NaszEauto, który Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) uruchomił w ubiegłym tygodniu. Choć jego budżet sięga 1,6 mld zł, wyklucza on jednak udział firm, które dotąd były motorem napędowym elektromobilnej rewolucji.

Jednocześnie w Unii Europejskiej trwa dyskusja nad sensownością utrzymywania zakazu sprzedaży i dystrybucji samochodów spalinowych do 2035 r. Europejska Partia Ludowa wystąpi do Komisji Europejskiej o przyspieszenie rewizji zakazu sprzedaży samochodów spalinowych od 2035 r. Zdaniem EPL, bezdyskusyjnie należy przynajmniej odejść od stosowania kar wobec producentów samochodów spalinowych, którzy przekroczą normy emisji CO2.

Źródło: rp.pl / gazetaprawna.pl PR

200.000 inżynierów i lekarzy nach Polen

200.000 inżynierów i lekarzy nach Polen

10.02.2025 ,salon24/carcajou/200-000-inzynierow-i-lekarzy-nach-polen

Kampanie wyborcze rządzą się swoją logiką, ale w tym przypadku akurat wierzę Niemcom. Zechcą nas ubogacić 200.000-ami inżynierów i lekarzy.

==========================

Hanna ciekawska @HCiekawska

Właśnie oglądam debatę wyborczą w ARD, Merz kontra Scholz. Obaj zgodnie stwierdzili, że pozbywanie się migrantów zaraz przyspieszy. Pochwalili Tuska i powiedzieli że niedługo 200 tys. pojedzie do Polski. Tyle w temacie.

———————-

Jaki jest sens bycie w UE, gdy nie jesteśmy już gospodarzami w swoim własnym kraju? Dmowski z Piłsudskim przekręcają się w grobach, za to Kaczyński i Tusk śpią spokojnie w swoich łóżkach. Pierwszy dlatego, że przecież „naród zdecydował”, drugi po prostu realizuje agendę swoich niemieckich Panów. 

Panie Prezesie, mam do Pana takie małe pytanko, dobrze Pan wiedział, że żadne referendum w Polsce nie było wiążące, poza dwudniowym unijnym. Nawet referendum konstytucyjne ledwo przekroczyło 40%. Czy nie przyszło Panu do głowy, by np. dać w referendum pod głosowanie np. kwestii in vitro, by uzyskać frekwencję i bardzo utrudnić totalnym bojkot referendum. Nie? No to może referendum dwudniowe, skoro takie krytycznie ważne. Też nie? No to mamy problem, została bowiem skanalizowana energia Polaków, a partię rozlicza się nie z intencji lecz z wyników. Jednym słowem, koncertowo spieprzyliście sprawę. Jeszcze raz, to nie naród zawiódł, to wasze zaniechania i wasza pycha. Albo co gorsze, głupota.

image
image

Co teraz? Teraz Polska!

image

Krzysztof @Krzyszt81617925
12 tys złotych miesięcznie dla jednego,Na tyle oblicza sie koszty utrzymania Zasiłek bezterminowy,to co najmniej 2,400( przyjedzie 4 os rodzina 10.00,Zakwaterowanie służba zdrowia,Darmowe bilety,kina baseny itd,Za co? Za nasze,Ludzie po 40 latach pracy dostaja 3 tys,

70% Szwajcarów odrzuciło w referendum propozycję zapisania klimatyzmu w konstytucji

Prawie 70% Szwajcarów odrzuciło w referendum propozycję zapisania klimatyzmu w konstytucji

9.02.2025 https://tysol.pl/a135257-prawie-70-szwajcarow-odrzucilo-w-referendum-propozycje-zapisania-klimatyzmu-w-konstytucji

W niedzielnym referendum aż 69,8% Szwajcarów sprzeciwiło się inicjatywie Młodych Zielonych, która miała zobowiązać gospodarkę kraju do przestrzegania tzw. granic planetarnych. Żaden z 26 kantonów nie poparł pomysłu. Frekwencja wyniosła 38%, czyli znacznie mniej niż średnia 45%.

Zbyt radykalne zmiany?

Inicjatywa zakładała drastyczne ograniczenie emisji CO₂, zużycia wody i ochronę różnorodności biologicznej. Według Greenpeace Switzerland wymagałoby to redukcji śladu węglowego o ponad 90% na mieszkańca. Zwolennicy nie przedstawili jednak konkretnych rozwiązań, twierdząc jedynie, że zmiany powinny być „społecznie akceptowalne”.

Przeciwnicy, w tym rząd, parlament i biznes, argumentowali, że nowe przepisy zaszkodziłyby gospodarce, doprowadzając do wzrostu cen i ucieczki firm za granicę. Niektórzy politycy ostrzegali nawet, że skutki mogłyby cofnąć Szwajcarię do poziomu gospodarczego krajów rozwijających się.

Kampania strachu”

Młodzi Zieloni oskarżyli przeciwników o „kampanię strachu” i ignorowanie kryzysu ekologicznego. Jednak nawet lewicowi politycy przyznali, że propozycja była zbyt radykalna. Szwajcarzy popierają ochronę klimatu, ale wolą bardziej pragmatyczne rozwiązania, co pokazują wcześniejsze głosowania nad ustawami klimatycznymi. Eksperci wskazują, że kluczową rolę odegrał również brak intensywnej kampanii. Media poświęciły tematowi mniej uwagi niż zwykle, a debatę publiczną przyćmiły inne wydarzenia polityczne.

Mimo porażki temat „granic planetarnych” może wrócić w przyszłości – jak wiele innych odrzuconych wcześniej pomysłów, które z czasem zyskały poparcie.

Ze wsi zatęchłej

Ze wsi zatęchłej

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Goniec” (Toronto)    9 lutego 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5769

Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna” – napisał Stanisław Wyspiański w „Weselu”, wkładając w dodatku tę deklarację programową w usta Dziennikarza. Najwyraźniej proroctwa musiały go wspierać, bo – co prawda z ponad stuletnim opóźnieniem – ale właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia w naszym nieszczęśliwym kraju teraz.

Oto kiedy Donald Trump rozpętał wojnę – na razie celną – z Kanadą, Meksykiem i Chinami, a do Panamy wysłał sekretarza stanu, żeby przekonał tamtejszego prezydenta, by nie wierzgał przeciwko ościeniowi, vaginet obywatela Tuska Donalda zaordynował naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu znieczulającą operę mydlaną ze znienawidzonym Zbigniewem Ziobrą w roli głównej. Libretto jest następujące: Sejmowa komisja Wielce Czcigodnej Sroki Magdaleny, kosztująca polskiego podatnika 200 tysięcy złotych miesięcznie (nie licząc kosztów dodatkowych, spowodowanych nakazanymi przez nią operacjami) powołana pod pretekstem „wyjaśnienia” sprawy zakupu i wykorzystania izraelskiego „Pegasusa”, rozkazała policji doprowadzenie przed swoje oblicze znienawidzonego Zbigniewa Ziobry. Policja szlajała się to tu, to tam, ale nikogo nie znalazła. Tymczasem okazało się, że znienawidzony Zbigniew Ziobro, jakby nigdy nic, udziela wywiadu telewizji „Republika”, mającej siedzibę w tzw. błękitnym wieżowcu, stojącym na miejscu dawnej synagogi, którą po stłumieniu powstania w getcie wysadził w powietrze Jurgen Stroop, a w którym obecnie ma siedzibę m.in. Gmina Żydowska w Warszawie. Podaję te szczegóły, nie tylko dlatego, że przed rozpoczęciem budowy tego wieżowca, rabini musieli odczyniać jakieś uroki, ale I ze względu na to, że nie pozostają one bez wpływu na przebieg akcji opery. Otóż gdy drogą operacyjną policja ustaliła, gdzie aktualnie jest znienawidzony Zbigniew Ziobro, natychmiast wysłała tam kompanię policjantów w radiowozach, żeby poszukiwanego osobnika pojmali i dostarczyli Wielce Czcigodnej Sroce Magdalenie na pożarcie. Atoli stróże prawa z tej gorliwości zapomnieli wziąć ze sobą nakazu przeszukania, co wykorzystał mężny pan red. Tomasz Sakiewicz, zatrzaskując stalową zaporę u wejścia do siedziby TV Republika.

Wprawdzie jeden strzał z policyjnego granatnika otworzyłby przejście, ale policjanci nie w ciemię bici: najwyraźniej skądś wiedzieli, że takich metod w tym świętym miejscu używać im nie wolno. Co innego wtargnąć do Pałacu Prezydenckiego, by pojmać tam panów Kamińskiego i Wąsika w momencie, gdy pan prezydent Duda zabawiał się w Belwederze z panią Swietłaną Cichanouską w mocarstwowość. To wolno, to się godzi – ale przecież nie tutaj! Toteż policjanci pokornie czekali, aż Zbigniew Ziobro udzieli na pytania pana red. Rachonia odpowiedzi pełnych treści. Wreszcie on sam „oddał się” – jak powiadają – policjantom, a oni co koń wyskoczy pojechali z nim do Sejmu. Tam komisja „obradowała” – a w każdym razie takiego wyjaśnienia udzieliła znienawidzonemu Zbigniewowi Ziobrze Straż Marszałkowska, która pod tym pretekstem przetrzymała go jakiś czas przy wejściu – aż się okazało, że komisja „zakończyła obrady”. Jak było naprawdę – wychlapał członek komisji, Wielce Czcigodny Wipler Przemysław. Powiedział on, że na wieść o przybyciu Zbigniewa Ziobry do Sejmu, członków komisji ogarnął nerwowy pośpiech, żeby natychmiast przegłosować wniosek o umieszczenie znienawidzonego Zbigniewa Ziobry na 30 dni w areszcie wydobywczym, nawiasem mówiąc – jego osobistym wynalazku. Ponieważ niektórzy członkowie komisji nie od razu skapowali, o co chodzi, Wiece Czcigodna Joanna Kluzik-Rostkowska musiała ich tarmosić, żeby przywrócić im świadomość – i w ten sposób komisja swój wniosek przegłosowała – po czym pocwałowała na konferencję prasową, by pochwalić się, że „powaga państwa” została uratowana. Ale Zbigniew Ziobro też zwołał konferencję prasową i powiedział, że to on wygrał, bo jednak przesłuchanie się nie odbyło.

Teraz na scenę występują jurysprudensi, nie tylko najtęższe głowy, jak np. pan prof. Zoll, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, czy sędzia niezawisłego Sądu Najwyższego – i próbują tę sytuację jakoś zdefiniować w wyśpiewywanych ariach – a wtórują im w niezależnych mediach jurysprudensi drobniejszego płazu. Problem jest następujący: oto Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ta cała komisja jest nielegalna – i na takim nieubłaganym stanowisku stoi Zbigniew Ziobro. Ale z drugiej strony obywatel Tusk Donald, podobnie, jak jego vaginet, tego całego Trybunału Konstytucyjnego „nie uznaje” i nie publikuje jego orzeczeń. W związku z tym niektórzy jurysprudensi uważają te orzeczenia za „nieważne” – ale inni – przeciwnie – że ważne. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak w kolejnych aktach opery wszyscy oni zaczną okładać się po głowach kodeksami, chłostać i podduszać łańcuchami – ale libretto jeszcze nie zostało napisane.

Jednak i bez tego napięcie rośnie, bo komisja Wielce Czcigodnej Sroki Magdaleny, rozzuchwalona mniemanym sukcesem, postanowiła wezwać przed swoje oblicze pana Bogdana Święczkowskiego, piastującego obecnie stanowisko prezesa wspomnianego Trybunału Konstytucyjnego. Pan prezes Święczkowski już teraz zapowiedział, że przed obliczem „nielegalnej” komisji stanąć nie zamierza, toteż nie ulega wątpliwości („nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania, lepiej…” – no mniejsza z tym), że trzeba go będzie sprowadzić tam ciupasem, przy pomocy policji. Ale o ile znienawidzony Zbigniew Ziobro, zwłaszcza po chorobie, jest tylko cieniem siebie samego, o tyle pan prezes Święczkowski ma gabaryty tak potężne, że kompania policji, nawet z granatnikami, chyba nie wystarczy i trzeba będzie skierować na niego cały batalion. Wyobrażam sobie, jak ta wiadomość uraduje złodziei, czy nożowników, bo w warszawskim garnizonie brakuje prawie 2,5 tys. policjantów – więc do pilnowania interesu trzeba będzie zaangażować ORMO-wców, zwanych teraz „aktywistami”.

Sęk jednak w tym, że prezydent Trump obciął finansowanie rozmaitym filutom z „organizacji pozarządowych”, więc również „aktywiści”, do spółki z męczennikami praworządności, całą swoją aktywność wyładowują w lamentach z powodu utraty amerykańskich alimentów i apelach o „wsparcie”. Taka na przykład „Krytyka Polityczna” futrowana przez Sorosa, wspierała „Ostatnie pokolenie”, a dzisiaj apeluje do obywateli żeby ją samą „wspierali”. Sic transit gloria…”

Podczas gdy na naszej „wsi” która ani „zaciszna”, ani „spokojna” przecież nie jest, zabawiamy się operami mydlanymi, a zadowolony ze swego rozumu Książę-Małżonek poucza Donalda Trumpa, jak powinno się robić interesy, przemija powoli dotychczasowa postać świata.

Warto przy tym przypomnieć, że zwłaszcza w Europie, po wysadzeniu w powietrze przez prezydenta Obamę „porządku lizbońskiego” ustanowionego na szczycie NATO w Lizbonie 20 listopada 2010 roku, obecnie nie ma żadnego porządku politycznego. Można się spodziewać, że kiedy już prezydent Trump i prezydent Putin dogadają się co do sposobu zakończenia wojny na Ukrainie, to dotychczasowe karty zostaną przetasowane i nastąpi nowe rozdanie.

Co wtedy dostanie nasz nieszczęśliwy kraj?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Credo – pewność wiary w czasach zamętu

https://pch24.pl/credo-pewnosc-wiary-w-czasach-zametu/

Credo – pewność wiary w czasach zamętu

(Fot: PCh24.TV)

Kościół katolicki od wieków głosi niezmienną prawdę o Bogu, jednak współczesne zamieszanie doktrynalne sprawia, że wielu wiernych czuje się zagubionych. Biskup Athanasius Schneider, odpowiadając na te wyzwania, stworzył „Credo. Kompendium wiary katolickiej” – książkę, która pomaga katolikom lepiej zrozumieć swoją wiarę i umocnić się w jej niezmiennych zasadach​.

Dlaczego powstało Credo?

Biskup Schneider zwraca uwagę, że w dzisiejszych czasach wielu katolików nie wie już dokładnie, w co wierzy, co jest prawdą, a co jedynie interpretacją dostosowaną do współczesnych trendów. Zamęt dotyka nie tylko kwestii doktrynalnych, ale także moralnych i liturgicznych​.

W życiu Kościoła panuje ogromne zamieszanie w kwestiach wiary, moralności i liturgii. Wierni nie mogą jednak pozostać bierni wobec tych wyzwań.” – mówił w trakcie pobytu w Polsce.

To właśnie dlatego powstało Credo – książka, która w przystępnej formie pytań i odpowiedzi pozwala odkryć fundamenty katolickiej doktryny.

Katechizm na dzisiejsze czasy

Tradycyjne katechizmy przekazywały wiarę w sposób prosty i zrozumiały, i Credo kontynuuje tę metodę. Dzięki układowi pytań i odpowiedzi książka ułatwia przyswojenie i zapamiętanie kluczowych prawd​.

Biskup Schneider zaznacza, że w swoim opracowaniu odniósł się także do kwestii, które nie zostały poruszone w starszych katechizmach ani nawet w oficjalnym Katechizmie Kościoła Katolickiego, takich jak masoneria, trans humanizm czy kapłaństwo kobiet. Celem było nie tylko przypomnienie tradycyjnej nauki Kościoła, ale również wyjaśnienie pewnych niejednoznacznych sformułowań, które pojawiły się w teologii po Soborze Watykańskim II​.

„Poruszyłem tematy, które nie znalazły się w starszych katechizmach i wyjaśniłem pewne dwuznaczne sformułowania pojawiające się w dokumentach posoborowych.” – tłumaczy biskup Schneider

W obronie prawdziwej wiary

Współczesny katolik staje dziś wobec wielu prób podważania fundamentalnych prawd swojej wiary. Biskup Schneider zwraca uwagę na poważne zagrożenia, które mogą prowadzić do osłabienia przekonań religijnych​.

„Nie pozwolę, aby ktoś zdezorientował mnie w wierze katolickiej.”

Jednym z kluczowych wyzwań jest sposób traktowania sakramentów, szczególnie Eucharystii. W obliczu praktyk, które mogą prowadzić do spłycenia szacunku wobec Najświętszego Sakramentu, biskup przypomina, że Komunia Święta powinna być przyjmowana z czcią i w stanie łaski​.

Trwać w wierze i przekazywać ją dalej

Książka Credo nie jest jedynie opracowaniem teologicznym – ma przede wszystkim pomóc wiernym w umacnianiu ich wiary i przekazywaniu jej kolejnym pokoleniom. Biskup Schneider zwraca się szczególnie do rodzin, młodzieży oraz kapłanów, aby nie bali się głosić prawdy, nawet jeśli spotkają się z niezrozumieniem​.

„Dzięki łasce Bożej przekażę wiarę katolicką dzieciom i młodzieży. Wierny katolik nigdy nie powinien tracić nadziei.”

To właśnie nadzieja powinna być siłą każdego katolika. Pomimo trudnych czasów i licznych wyzwań, Kościół trwa, a jego wiara jest niezmienna.

Bp Athanasius Schneider, Credo. Kompendium wiary katolickiej; ESPRIT, s.672

https://pch24.pl/bp-athanasius-schneider-credo-kompendium-wiary-katolickiej-a-obecny-kryzys-wiary/embed/#?secret=iF3vck0eeW#?secret=rFPLuuMW0r

„Polska albo będzie katolicka, albo jej nie będzie”. W 76. rocznicę śmierci prof. Feliksa Konecznego

„Polska albo będzie katolicka, albo jej nie będzie”. W 76. rocznicę śmierci prof. Feliksa Konecznego

Kajetan Rajski https://pch24.pl/polska-albo-bedzie-katolicka-albo-jej-nie-bedzie-w-76-rocznice-smierci-prof-feliksa-konecznego/

(Feliks Koneczny)

„Ojciec umarł dzisiaj o 9 rano. Umarł spokojnie, przytomny. Agonii prawie nie było. Usnął nagle” – pisała 10 lutego 1949 r. Bronisława Koneczna, córka prof. Feliksa Konecznego. W wieku niespełna 87 lat odszedł jeden z najwybitniejszych umysłów, jakie miała dwudziestowieczna Polska. Po latach nazwano go mianem „vir catholicissimus” – „mąż najbardziej katolicki”.

To, w jaki sposób dziedzictwo prof. Feliksa Konecznego zostało zaprzepaszczone, a jego nazwisko niemal zapomniane lub zmieszane z błotem, najlepiej scharakteryzował Paweł Jasienica w swym „Pamiętniku”: „Krajowe losy dorobku profesora stanowią wcale niezłą ilustrację umiejętności nie występującej ani w cywilizacji łacińskiej, ani w turańskiej, za to będącej spécialité de la maison Polaków. Mówię o nieprawdopodobnym zamiłowaniu do marnotrawstwa, o nałogowym lekceważeniu własnego dorobku kulturalnego”. Jest to świadectwo wartościowe nie tylko z tego powodu, że Jasienica przez rok uczęszczał w Wilnie na wykłady Konecznego, ale też z racji, że trudno go uznać za publicystę katolickiego czy konserwatywnego, potrafił wszelako docenić po latach dorobek swojego wykładowcy.

Z ojca Czecha, matki Czeszki

Feliks Koneczny urodził się 1 listopada 1862 r. w Krakowie. Jego ojciec, Józef, pochodził z Moraw, do Krakowa przybył w latach czterdziestych XIX w., by podjąć studia na uniwersytecie. Z powodu uczestnictwa w powstaniu krakowskim 1846 r. został usunięty z uczelni i przez kolejne dekady pracował na kolei. Matka Feliksa, Józefa, również była Czeszką. Nie bez powodu Profesor w swoich notatkach pisał po latach: „Urodziłem się (…) z obojga Czechów, nie ma tedy we mnie ani kropli krwi polskiej”. Rodzina szybko się polonizowała i Feliksa można już bez wątpienia uznać za Polaka, choć kontakty z czeską rodziną były podtrzymywane jeszcze w latach czterdziestych XX w., a sam Profesor biegle posługiwał się czeskim językiem (był zresztą tłumaczem przysięgłym).

„Matki nic a nic nie pamiętam, miałem niespełna 15 miesięcy, kiedy mię obumarła – pisał Feliks – Ojciec powtórnie się ożenił. Wkrótce po ślubie przeniesiono go na posadę do Lwowa”. Macocha traktowała swego pasierba w sposób daleki od wzorcowego, celowo sprawiała kilkuletniemu chłopcu przykrości, pozbawiała go zabawek, w zamian faworyzując swojego syna. Nic dziwnego, że kilkunastoletni Feliks sprawiał problemy wychowawcze, opuszczał się w nauce, ostatecznie maturę zdał eksternistycznie w wieku dwudziestu jeden lat. Dopiero dostanie się na studia historyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego otworzyło przed nim szerokie horyzonty. Stopień doktora otrzymał w 1888 r. broniąc pracę zatytułowaną „Najdawniejsze stosunki Inflant z Polską do r. 1393”.

Młodemu historykowi, będącemu synem niskiego szczebla urzędnika kolejowego, bez koneksji rodzinnych i towarzyskich, nie było łatwo przebić się do ekskluzywnego, a niekiedy i arystokratycznego środowiska krakowskich uczonych. W roku 1890 wziął udział w ekspedycji historyków, mającej na celu kwerendę w Archiwach Watykańskich, otwartych dla badań w wyniku decyzji papieża Leona XIII. Pracował w Akademii Umiejętności, następnie jako bibliotekarz w Bibliotece Jagiellońskiej. W sposób szczególny zajmował się dziejami relacji polsko-krzyżackich.

Książki „dla ludu”

Koneczny wychodził z niezwykle cennego założenia, nie zawsze spotykanego u historyków, że praca naukowa i badania to jedno, ale koniecznym jest także spopularyzowanie tych badań wśród różnych warstw społecznych, że badacz dziejów oprócz obowiązków wobec prawdy i nauki ma także obowiązki względem swojej Ojczyzny, niesprzeczne z nauką i tak samo oparte na fundamencie prawdy. Stąd od końca lat dziewięćdziesiątych XIX w. rozpoczął cykl publikacji, w których popularyzował dzieje Polski.

Jako pierwsze ukazały się w Bytomiu w roku 1897 „Dzieje Śląska”, dotyczące losów ukochanej przez Konecznego dzielnicy polskiej („za Wrocław to bym się bił!” – mawiał do wnuka). We wstępie do książki pisał: „Otwieramy księgę dziejów, bośmy ciekawi, dla kogo też najpierw Opatrzność chleb z tej ziemi przeznaczyła? Bo nam mówią często po niemiecku, że my tutaj przybłędy i tylko z łaski cierpieni na komornym. Przepraszamy panów Niemców, że też i my czytać umiemy i zajrzymy sobie sami do historii. Dawno to już trzeba było zrobić, ale lepiej choć późno, niż nigdy”. Książka była wielokrotnie wznawianym bestsellerem na Śląsku, gdzie wydatnie przyczyniła się do rozbudzenia polskości. W kolejnych latach ukazywały się „Dzieje Polski”, „Dzieje Polski za Piastów”, „Dzieje Polski za Jagiellonów” oraz „Dzieje Polski opowiedziane dla młodzieży”. Za to tuż przed wybuchem II wojny światowej wyszła drukiem praca „Święci w dziejach narodu polskiego”.

Jaka Polska?

Scharakteryzowanie myśli społeczno-politycznej Feliksa Konecznego nie należy do najprostszych zadań nie tyle z powodu ogromu materiału, który po sobie pozostawił, ile przede wszystkim ze stopniowej ewolucji, jaką przechodził. W latach 1905-1914 redagował miesięcznik „Świat Słowiański”, na łamach którego starał się promować ideę słowianofilstwa, mającego stać się przeciwwagą zarówno dla niemieckich planów w stosunku do Europy Środkowej, jak i rosyjskiego w swej genezie panslawizmu. Osobiście nigdy nie włączył się w czynną politykę, należał do Klubu Konserwatywnego, z którego zrezygnował przeszedłszy do Stronnictwa Katolicko-Narodowego. Sympatyzował także z ruchem ludowym, ideami chrześcijańsko-demokratycznymi oraz narodowo-demokratycznymi. Pod koniec życia stawał się sceptyczny wobec republikanizmu, stając się monarchistą. W czasach II wojny światowej współpracował z konspiracyjnym środowiskiem „Unii” Jerzego Brauna, publikując w podziemnej prasie.

Na łamach „Trybuny Narodu” w 1927 r. Feliks Koneczny ogłosił drukiem „Czterdzieści tez zasadniczych”, stanowiących rekapitulację jego poglądów. Pierwsze trzy tezy brzmiały następująco: „Ze wszystkich spraw publicznych najbardziej publiczną jest religia. Polska albo będzie katolicka, albo jej nie będzie. Cokolwiek zmierza do wyrządzenia szkody Kościołowi katolickiemu, jest zarazem szkodliwe dla Polski”. Są to słowa, za które znienawidzony jest do dnia dzisiejszego przez środowiska liberalno-lewicowe.

Do najcenniejszych pereł w dorobku Konecznego należy jego autorska koncepcja cywilizacji, którą zdefiniował jako „metodę ustroju życia zbiorowego”. Znaczną część swej naukowej i publicystycznej pracy poświęcił cywilizacji łacińskiej, gwarantującej człowiekowi najbardziej wszechstronny rozwój, zarówno materialny, jak i przede wszystkim duchowy. Oprócz cywilizacji łacińskiej wyróżnił także, a częściowo opisał, następujące metody ustroju życia zbiorowego: bizantyńską, turańską, żydowską, arabską, chińską i bramińską.

Rodzinne polskie drogi

Piękny, wzruszający, a jednocześnie tragiczny jest element rodzinny biografii Feliksa Konecznego. Ożenił się z Marcelą z domu Krč, trzy lata starszą od siebie Czeszką. Zachowały się wymieniane pomiędzy nimi listy miłosne. Feliks pisał do Marceli m.in.: „Chciałem Ci przypomnieć ten kwiat polny, którym się bawiłaś, kiedy Cię poznałem (…). A teraz niech Ci jeszcze powiem, że Cię kocham, i że drugi raz na świat chciałbym przyjść tylko pod tym warunkiem, że znów będę Twój na wieki”. Miłość między nimi przetrwała próbę czasu. Na początku jednej ze swych książek Koneczny zamieścił dedykację: „Robót życia wspólniczce, wiary, nadziei, miłości, prządce niestrudzonej, żonie swojej poświęca autor”. Marcela zmarła w roku 1935. Do naszych czasów zachowała się fotografia pogrążonego w smutku i modlitwie Profesora stojącego nad trumną żony.

Doczekali się trojga potomstwa: Bronisławy (ur. 1889), Czesława (1890) oraz Stanisława (1892). Warto zauważyć, że wszystkie dzieci Profesora otrzymały imiona polskich świętych. Bronisława nigdy nie wyszła za mąż. Była uzdolniona artystycznie, malowała obrazy, studiowała na Akademii Sztuk Pięknych, zaprojektowała okładkę napisanej przez ojca książki „Tadeusz Kościuszko. Życie, czyny, duch”. Prowadziła sklep jubilerski w krakowskich Sukiennicach, co pozwoliło rodzinie na zakup domu na Salwatorze (do dziś istniejący budynek przy ul. Św. Bronisławy 18 w Krakowie). Zmarła w 1951 r.

Starszy z synów, Czesław, ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, został sędzią i przez okres dwudziestolecia międzywojennego piął się po szczeblach kariery aż do stycznia 1939 r., gdy mianowano go sędzią Sądu Najwyższego. W połowie sierpnia 1944 r. wraz z żoną Marią zostali zamordowani przez Niemców tłumiących Powstanie Warszawskie. Zmarli bezdzietnie. Młodszy syn, Stanisław, poszedł w ślady starszego brata obierając ścieżkę prawniczą. Prowadził kancelarię adwokacką i notarialną na Górnym Śląsku, działał w Akcji Katolickiej. W okresie II wojny światowej był członkiem siatki wywiadu ofensywnego Armii Krajowej na terenie III Rzeszy o kryptonimie „Stragan”. W wyniku zdrady Ludwika Kalksteina, znanego z wydania gen. Stefana Roweckiego „Grota”, znaczna część struktury konspiracyjnej została zdemaskowana przez gestapo. W sierpniu 1943 r. przy ul. Mikołajskiej w Krakowie aresztowano Stanisława Konecznego. Wyrok śmierci 15 sierpnia 1944 r. „w imieniu ludu niemieckiego” wydał przewodniczący składu sędziowskiego dr Bruno Makart (1893-1959), sędzia Sądu Ludowego w Berlinie, po 1945 r. dyrektor sądu administracyjnego w Kolonii. Stanisław Koneczny został ścięty toporem w więzieniu w Brandenburgu nad Hawelą we wrześniu 1944 r. Jego żona, Wanda, zmarła w roku 1948. Dwaj synowie, Wiesław i Jacek, nie założyli rodzin.

Na trudności życiowe, prześladowania, tragedie, Feliks Koneczny miał wyłącznie jedną radę: „Tylko liche charaktery uginają się pod prześladowaniem, zacni ludzie nabierają jeszcze więcej hartu i jeszcze mocniej przywiązują się do swych ideałów”. Ideałom wynikającym z cywilizacji łacińskiej pozostał do końca wierny.

Kajetan Rajski – redaktor serii „Dzieł zebranych” Feliksa Konecznego (www.ksiegarniamiles.pl)

źródło: polona.pl

Pakt samobójczy dla Polski – dobry czy zły?

Pakt samobójczy dla Polski – dobry czy zły?

Autor: CzarnaLimuzyna, 9 lutego 2025 https://ekspedyt.org/2025/02/09/pakt-samobojczy-dla-polski-dobry-czy-zly/

AI

Czasoprzestrzeń podczas kampanii wyborczej ulega zakrzywieniu. Notoryczni kłamcy zaczynają mówić prawdę, inni kłamią jeszcze bardziej. Pojawiają się nagle nagrania, filmy, zdjęcia i nieistniejące dokumenty.

Presji kampanijnej uległ Moskal. Jeżeli ktoś nie pamięta kto zacz, przypomnę. To „stary hunwejbin” Gnoma Sromotnika [tak b. niechętni nazywają JK… md], autor „piątki dla zwierząt” wycofanej po rolniczych protestach. Pan Moskal namawiał też prezesa do rezygnacji z „wojny kulturowej” i zazwyczaj milczał na temat nachodźców. Dziś jednak z powodu wyborów, pod wpływem chwilowej „mądrości etapu”, zajął stanowisko propolskie.

Moskal ujawnił dokument, który zadaje kłam słowom Tuska o „migrantach” w pakiecie samobójczym dla Polski znanym opinii publicznej jako „pakt migracyjny”. Tusk na początku bredził, że Polska będzie beneficjentem unijnego dyktatu –  „Polska będzie beneficjentem paktu migracyjnego”.

Słowa te były tak absurdalne, że nawet koalicjant Kobosko mocno się zdziwił, mówiąc:

Przyznam się, że nie do końca wiem, o co chodzi premierowi, kiedy mówi, że Polska będzie beneficjentem paktu migracyjnego.

Tymczasem z dokumentów, które ujawnił Moskal wynika, że ekipa Tuska przygotowuje się do procesu przyjęcia fałszywych azylantów. “W ten proces zaangażowane ma zostać nawet Wojsko Polskie, które ma odpowiadać za przewóz nielegalnych imigrantów z punktów granicznych do ośrodków azylowych na terenie Polski”.

Co na to Tusk?

Polska nie przyjmie…  żadnych ciężarów związanych z mechanizmem relokacji

Śledzenie komunikatów ze strony PiS albo KO nie ma, moim zdaniem, żadnego sensu. Jedyną weryfikacją byłoby wydalenie z Polski wszystkich nieproszonych gości, a tych jest wedle szacunku ponad milion.

Traktujemy was jak idiotów i to wystarcza

Ekipa Tuska nie kwapi się do takich działań zapowiadając, że procedura deportacji będzie stosowana tylko w przypadku konfliktu z prawem. Kandydat na miejsce w Belwederze, Trzaskowski coś przebąkiwał o tysiącu deportowanych, co jest kpiną w sytuacji wtargnięcia do Polski liczby kilkaset razy większej.

Jeżeli my, Polacy chcemy naprawdę zwiększyć realnie nasze bezpieczeństwo powinniśmy domagać się natychmiastowego rozpoczęcia akcji deportacji wszystkich niechcianych migrantów, w tym przesiedleńców z Ukrainy.

Zamiast gadać tylko o pakcie migracyjnym powinniśmy zażądać natychmiastowej deportacji nieproszonych gości w Polsce – już teraz. To będzie sprawdzianem woli politycznej każdej partii. Można dostosować prawo w jeden miesiąc. Potem będzie za późno!